background image

KATE BRAIN

PRZEWODNIK PO CHŁOPCACH

Przekład Edyta Jaczewska

background image

PROLOG

- Megan, musimy porozmawiać.

Megan Meade przełknęła łyk oranżady i wypuściła słomkę z ust. Serce jej zamarło. 

Dlaczego rodzice wrócili z bazy tak wcześnie?

- To mój pierwszy napój gazowany dziś ja, przysięgam - powiedziała, odwracając się 

do rodziców na skórzanym fotelu swojego ojca. Ale kiedy tylko na nią spojrzała, zrozumiała, 

ze   nie   zamierzają   dyskutować   o   jej   dziennej   dawce   cukru.   Chodziło   o   coś   dużo 

poważniejszego.

Rodzice   stali   przed   nią   na   środku   salonu   ich   służbowego   domu,   z   identycznymi 

sztucznymi   uśmiechami   na   twarzach..   Byli   w   mundurach   galowych   -   matka   w   khaki   i 

ciemnych rajstopach, chociaż temperatura dochodziła do czterdziestu stopni w teksańskim 

cieniu, ojciec z kołnierzem dopiętym tak ciasno, że kar zaczynał mu czerwienić.

- O Boże - wymamrotała Megan.

Odstawiła   oszronioną   szklankę   i   przygotowała   się   na   najgorsze.   OD   zawsze   była 

dzieckiem pary wojskowych, więc już się domyśliła, co zaraz usłyszy. Mogła tylko czepiać 

się nadziei, że to jednak nieprawda.

- Strzelec,   czas   pakować   ekwipunek   -   oświadczył   tata   z   wymuszonym,   szerokim 

uśmiechem. - Przenosimy się do Korei Południowej.

No i proszę. To uczucie przypomniało Megan swobodne spadanie. Jakby wnętrzności 

weszły w stan nieważkości i zaczęły lewitować w jamie brzusznej. Ścisnęła poręcz fotela tak 

mocno, aż kotki jej zbielały. Żeby tylko nie zwymiotować.

- Co? - wykrztusiła. Jej głos dobiegał jak z oddali.

- Sporo czasu minęło od naszego ostatniego przeniesienia, prawda? - powiedział ojciec 

rzeczowo. - To może być ciekawa przygoda.

Przygoda? Testował dzisiaj w bazie maski gazowe, czy co? Jak ktoś mógł wpaść na 

pomysł, że dla niej to będzie przygoda?

Megan przez całe życie kursowała, z miejsca na miejsce. Urodziła się w Rammstein w 

Niemczech, w jeden z największych amerykańskich baz wojskowych w Europie. Kiedy miała 

pięć lat, tuż po tym, jak znalazła pierwszą przyjaciółkę, rodzinę przeniesiono do Turcji. Po 

kilku latach spędzonych na grze w piłkę nożną z chłopakami i uczeniu się tureckiego od 

przyjaciółki, Medhy, przyszedł kolejny rozkaz przeniesienia. Wtedy po raz pierwszy w życiu 

Megan   wyjechała   do   który   zaczęła   uważać   ojczyznę.   Przez   całe   gimnazjum   się 

przeprowadzała, z Fort Carson w Kolorado do Fort Bragg w Karolinie Północnej, a potem do 

background image

Fort Leavenworth w Kansas. W żadnej z tych baz nie zagrzała miejsca na tyle długo, żeby się 

z kimś naprawdę zaprzyjaźnić.

Dopiero   tutaj,   w   Fort   Hood,   Megan   wreszcie   znalazła   dom.   Przez   całe   dwa   lata 

chodziła   do   liceum.   Grała   w   szkolonej   drużynie   piłki   nożnej,   która   zdobyła   mistrzostwo 

stanu. Niedawno dostała tymczasowe prawo jazdy. Miała prawdziwą przyjaciółkę. Tracy Dale 

-   Franklin.   A   w   tym   roku,   pierwszego   dnia   szkoły,   zamierzała   porozmawiać   z   Benem 

Palmerem. Wreszcie!

Obmyśliła   już   dokładnie,   co   na   siebie   włoży,   i   trzysta   pięćdziesiąt   jeden   razy 

przećwiczyła słowa powitania przed lustrem. To miał być Rok Megan. Więc dlaczego?

- Megan? Nic nam nie powiesz? - zapytała matka.

Taa, zaraz wam coś powiem, pomyślała Megan, wstając. Odwróciła się plecami do 

rodziców i wyjrzała przez okno, obejmując się ramionami i mnąc w dłoniach brzeg T - shirtu. 

Co za niesprawiedliwość! Megan zawsze przecież byłą idealną, grzeczną córką. Nigdy nie 

pyskowała. Nigdy nie okazywała rodzicom ze jest przygnębiona lub smutna, albo ze uważa 

któraś bardzo wielu wprowadzonych przez nich zasad za krzywdzącą. Nigdy w życiu nie 

pozwoliła sobie na nieposłuszeństwo. I jako jedyna spośród uczennic nie paradowała po bazie 

w   minispódniczce   i   koszulce   odsłaniającej   pępek   na   wzór   dyżurnych   gwiazd   popu.   Czy 

rodzice nie zdawali sobie sprawy, jak im się poszczęściło?

Kiedy Megan z gniewem patrzyła przez okno na idealnie przycięty trawnik i świetnie 

utrzymane   klomby,   czuła,  że   zbiera   jej   się   na   mdłości.   Jakby  oddziaływała   na   nią   jakaś 

zewnętrzna siła - wiedziała, ze nijak nie zdoła powstrzymać tego, co miało nastąpić.

Odwróciła się i twardym wzrokiem spojrzała na rodziców.

Wstrzymała oddech.

- Nie jadę - wypaliła.

Zebrała całą odwagę, żeby wypowiedzieć te dwa - raptem - słowa, a kiedy już padły, 

sama nie mogła uwierzyć, że je wymówiła.

Wszyscy zamarli. Megan miała wrażenie, ze znalazła się poza własnym ciałem. Tak 

jak w zeszłym  roku, kiedy słaniając się na nogach, wracała na ławkę ze wstrząśnieniem 

mózgu w trakcie półfinałowego  meczu o mistrzostwo stanu. Niby świadoma tego, co się 

wkoło niej działo, a jakby nieobecna.

- Co proszę? - powiedział ojciec.

- Nie jadę - powtórzyła Megan. - Nie przeniosę się do Korei Południowej. - Nadal nie 

mogła uwierzyć we własne słowa.

Matka i ojciec wymienili spojrzenia. Wydawało się, że oni też uważali, że jej tam 

background image

właściwie nie ma.

- Przykro   mi,  Megan.  Wiemy,  że  to  dla  ciebie  trudne  -  powiedziała   matka.   - Ale 

będziemy tam tylko dwa lata, a potem i tak wrócisz do kraju na studia.

Dwa lata. Dwa lata? Co za człowieka stawia słowo „tylko” przed słowami „dwa lata”?

- Nie. Nie jadę - upierała się Megan, z każdą chwilą nabierając odwagi. Dziwiła się, że 

ojciec jeszcze nie zaczął na nią naskakiwać. - Nie możecie mi tego zrobić. To moje życie, a 

ja...   Ja   chcę   je   przeżyć   tutaj!   Z   przyjaciółmi!   A   co   z   drużyną   piłkarską?   I...   z   balem 

maturalnym? I...

- Megan...

- Mam   tego   dość,   mamo!   Nienawidzę   się   przenosić.   Nie   chcę   tego   robić.   Nigdy 

więcej. Dlaczego mnie zmuszacie?

Ojciec   Metan   wziął   głęboki   oddech.   Skrzydełka   nosa   rozszerzyły   się,   kiedy 

wypuszczał powietrze. On i matka znów spojrzeli na siebie, porozumiewając się bez słowa, 

co im się często zdarzało.?

- No cóż, jest jeszcze jedno wyjście... - powiedziała matka na koniec.

Metan ledwie śmiała nabrać nadziei.

- Naprawdę?

- My musimy jechać. Twój ojciec i ja - stwierdziła matka, okręcając obrączkę na placu 

- Ale jeśli naprawdę chcesz zostać...

- Mogę zostać z Tracy? - palnęła Metan.

- Nie... nie - zaprotestował ojciec - Dale - Frannklinowie już mają dość na głowie. 

Wiesz o tym.

Megan wiedziała aż za dobrze. Starszy brat Tracy, Joe, skończył liceum i zapisał się 

do Szkoły Morskiej ku wielkiemu niezadowoleniu ojca służącego w wojsku lądowym. Po 

wyjeździe Joego w domu z trzema sypialniami zrobiło się trochę luźniej, ale Tracy nadal 

musiała dzielić pokój z siostrą, Brianną, a starszy z jej dwóch młodszych braci nadal gnieździł 

się w pokoju w suterenie.

- Więc co?

- No cóż, wczoraj wieczorem tara rozmawiał z Jonem McGowanem - odparła matka.

- Johnem McGowanem? - powtórzyła  osłupiała Metan. John McGowan był starym 

przyjacielem ojca ze szkoły medycznej.

- Powiedział, że on i Regina z chęcią zajmą się tobą, kiedy ja i tata będziemy w Korei 

- ciągnęła matka, jakby nieświadoma że właśnie przyprawiła Metan o zawrót głowy. - Nie 

sądziliśmy,   że   będziesz   zainteresowana   takim   rozwiązaniem.   Mimo   wszystko   wyjazd   do 

background image

Korei Południowej to świetna okazja poznania nowej kultury. Jeśli jednak... jesteś głęboko 

przekonana...

- John McGowan - powtórzyła jeszcze raz Metan.

- Tak, John McGowan - powiedział ojciec beznamiętnie - Dobrze się czujesz?

Poszaleli? Naprawdę chcieli ją przenieść na Daleki Wschód, a potem proponują pobyt 

u McGowanów w Bostonie, w Massachustts? Z tymi wszystkimi...

- Trochę to potrwa, zanim chłopcy się przyzwyczają, ale jestem pewna, że jakoś się 

dogadacie - dodała matka.

Chłopcy?   Umysł   Metan   zalały   liczne   obrazy   szczerbatych   gnojków.   Chłopców   z 

twarzami wysmarowanymi lepką czerwoną breją po lodach na patyku. Małe, paciorkowate 

oczka śmiały się, kiedy zwabili ją za dom, żeby obejrzała ich nowego „szczeniaczka”. Potem 

została złapana na lasso i przywiązana do drzewa, żeby wreszcie zawisnąć głową w dół na 

gałęzi.

Wredni, mali truskawkowi i chudonodzy chłopcy. Chłopcy z robalami w kieszeniach.

Chłopcy, którzy podnosili gumę do żucia z ziemi i wkładali ją do ust i ciągnęli Metan 

za włosy.

- Ilu   ich  tam  właściwie   było  -  spytała  Metan   i  z  dreszczem  osunęła   się  na  brzeg 

kanapy.

Matka i ojciec zastanawiali się nad odpowiedzią.

- Siedmiu, jak ostatni raz liczyłem - odparł ojciec - Niezła gromadka.

Tak. Niezła.

Oczywiście, teraz nie są już dzieciakami z brudnymi łapkami, prawda? Większość z 

nich była mniej więcej w tym samym wieku, co ona, a to oznaczało, że teraz są - przełknęła 

ślinę - nastoletnimi chłopakami.

Megan   zaczęła   się   pocić.   Nastolatkowi   -   jeszcze   gorzej.   Upapranym   błotem 

dzieciakom przynajmniej mogłaby przywalić po głowie kijem do wiffleballu. Właśnie tak 

zmusiła tłustego Elana z włosami jak strąki - najgorszego z całej bandy - żeby ostatecznie dał 

jej spokój po incydencie z lassem. Ale nastolatkowie - z nimi nie da rady. Szesnaście lat już 

stuknęło, a ona nadal miała przed sobą perspektywę odbycia pierwszej prawdziwej rozmowy 

z chłopakiem własnej klasy. Jak tu zamieszkać z siedmioma takimi?

- No więc masz wybór - podsumował ojciec - Albo pojedziesz z nami do Korei, albo 

zostaniesz w Stanach u McGowanów.

- Muszę się zdecydować w tej chwili? - spytała Megan.

- Nie, kochanie, ale już niedługo - powiedziała matka, pochylając się, żeby przeczesać 

background image

dłonią jej jasnorude włosy. - Wyjeżdżamy za kilka dni. - Pocałowała córkę w czoło, a Megan 

spojrzała matce w oczy, równie zielone, jak jej własne, tylko z kilkoma zmarszczkami w 

kącikach. - Będziemy za tobą bardzo tęsknić, jeśli zdecydujesz się zostać.

Megan mechaniczne pokiwała głową.

- Ale chcemy dla ciebie jak najlepiej, więc poprzemy każdą twoją decyzję - dodała 

matka.

Megan Metan trudem przełknęła ślinę. Dziś rano obudziła się z myślą że nic ważnego 

nie ma do roboty. Musiała tylko przećwiczyć  rozmowę z Benem Palmerem i jak zwykle 

przebiec kilometr. A teraz cały świat wywrócił się do góry nogami.

- Dzięki - mruknęła wreszcie.

Matka uśmiechnęła się, mruganiem odpędzając łzy.

- Zastanów się nad tym i daj nam znać.

Matka   i   ojciec   wyszli   z   pokoju.   Zupełnie   sama   z   siedmioma   chłopakami,   a   moi 

rodzice... w Korei. Nagle ucieczka do pracy w cyrku zaczęła się Megan wydawać całkiem 

sensownym wyjściem z sytuacji.

Zakręcona: Już za tobą tęsknię!!!

Strzelec5525: Tarcy! Ja jeszcze nie jestem nawet na lotnisku.

Zakręcona: W głowie mi się nie mieści, ze mnie tu zostawiasz...

Strzelec5525: Nie z własnego wyboru.

Zakręcona: Napisz mi maila, jak tylko tam dojedziesz! 7 facetów!! Szczęściara.

Sztrzelec5525: Akurat. Przepadłam. Normalnie przepadłam.

Zakręcona: No cóż... Prawda.

Strzelec5225: Dzięki za wsparcie. Wit... JAK JA MAM SOBIE PORADZIĆ???

Zakręcona: Może WRESZCIE nauczysz się stawiać na swoim!!!

Strzelec5525: Ile razy mi to jeszcze powiesz?

Zakręcona: 5 345 654, chyba ze zaczniesz to robić.

Strzelec5525: Hej! Postawiłam się MAMIE I TACIE!!!

Zakręcona: To już coś. Dobra. Myślałam o chłopakach. Pamiętasz, jak rok temu mój brat miał 

intensywny kurs w Wenezueli?

Strzelec5525:Tam, gdzie go nauczyli mówić po hiszpańsku??

Zakręcona: Taa! Jedziesz na 2 tygodnie, a oni mówią tylko po hiszpańsku, wracasz i mówisz 

biegle.

Strzelec5525: ...???

background image

Zakręcona: No cóż, to jak intensywny kurs z facetów!!

Strzelec5525: No i... co? Mam się intensywnie szkolić z FACETÓW?

Zakręcona: No pewnie! Zobaczysz, o czym gadają kiedy są sami. Jacy są jak MYŚLĄ!!! A 

POTEM NAPISZESZ PRZEWODNIK PO FACETACH!

Strzelec5525: Pogięło cię.

Zakręcona: MÓWIĘ POWAŻNIE! Możesz złamać szyfr.

Strzelec5525: Faceci: linia awaryjna.

Zakręcona: No, wreszcie zaczynasz czaić! I będziesz mi wysyłać notki, a ja wrzucę je na swoją 

stronę w sieci.

Strzelec5525: Podoba mi się to. Wchodzę

Zakręcona: Wiedziałam, ze się zgodzisz!

Strzelec5525: Życz mi szczęścia!!! Będzie mi baaardzo potrzebne.

Zakręcona: Powodzenia! Buziaki!

Strzelec5525: Buziaki!

background image

ROZDZIAŁ 1

Kiedy Regina McGowan podjechałam swoim srebrnym volvem SUV - em na podjazd 

wielkiego,   zbudowanego   w   wiejskim   stylu   domu,   Megan   zobaczyła   wokoło   wyłącznie 

chłopaków. Roiło się tam od nich. Siedmiu synów i ojciec biegali, śmiali się i popychali na 

frontowym trawniku. Zajęci byli jakąś brutalną pełnokontaktową grą. Dzieli się na graczy w 

koszulkach i graczy cholernie dobrze wyglądających bez.

Megan   krew   aż   zapulsowała   w   uszach.   Zapominając   o   wrednych,   roześmianych, 

małych potworach. Tych facetów dotknęła boska dłoń twórcy specyfików na doskonałość. 

Przed oczami migały ej niewyraźne lamy wysportowanych opalonych ciał. Przez kilka sekund 

Megan nie mogła wyłowić wzrokiem żadnego konkretnego osobnika, ale potem jeden z tych 

bez koszulki zdobył punkt i podskoczył, wyrzucając ramiona w powietrze, krzycząc z radości 

i ściskając piłkę. Na cudownie umięśnionym brzuchu widniały krople potu i źdźbła trawy. Od 

jego uśmiechu Megan przeleciał po plecach dreszcz. Chłopak miał potargane blond włosy, 

kwadratową szczękę i najpiękniejsze mięśnie ramion, jakie Megan kiedykolwiek widziała.

Jeden   z   braci   klepnął   go   po   plecach   i   wskazał   ręką   volvo.   Chłopak   obrócił   się   i 

spojrzał prosto na Megan. Reszta świata przestała istnieć.

- Jesteśmy na miejscu - oznajmiła Regina, wyłączając silnik. - Megan?

Poczułam dotyk na ramieniu.

- Och!   Hym...   taa?   -   Megan   z   trudem   oderwała   wzrok   od   Pana   Idealnego   i   się 

zarumieniła.

Brązowe oczy Reginy zamigotały rozbawieniem i współczuciem.

- Możesz zamieszkać w samochodzie, jeśli chcesz, ale oni i tak znajdą sposób, żeby 

cię dopaść.

- Och... Hm... - Boże, czy ona mnie właśnie przyłapała na ślinieniu się do jednego ze 

swoich synów? Ohyda!

- Nie przejmuj się. Obiecali mi, że będą się zachowywać jak najlepiej - powiedziała 

Regina, odpinając pas. Odrzuciła długie ciemne włosy za ramienia i pochyliła się w stronę 

Megan. - Moja rada? Po prostu bądź sobą. I wszystko pójdzie dobrze.

Megan zmusiła się do uśmiechu. Regina zatrzasnęła drzwi samochodu. Bądź sobą. 

Taaa.

Jasne. W przeszłości akurat dużo mi to dało. Palce Megan drżały, kiedy sięgała do 

klamki.

Zagryzła po kolei obie wargi, żałując, że błyszczyk spakowała do walizki, poprawiła 

background image

gumkę kucyka i wysiadła z samochodu. Jej jasnoniebieska krótka koszulka lekko podjeżdżała 

w górę przy każdym ruchu, a Megan aż za dobrze wiedziała, ze kiedy z Reginą zbliżały się do 

grupy chłopców, kilka par oczu natychmiast skonwertowało się na obnażonym kawałku jej 

brzucha.

Megan obciągnęła koszulkę i skrzyżowała ramiona na piersiach.

- Megan!   Jak   miło   cię   zobaczyć!   -   powiedział   John,   podchodząc,   żeby   się   z   nią 

przywitać.

Potrząsnął dłonią Megan i zrobił krok w tył, żeby się przyjrzeć dziewczynie.

John   był   wysokim   blondynem   z   fryzurą   trochę   przydługą   na   czubku   głowy,   ale 

utrzymywaną w miejscu dzięki jakiemuś środkowi sklejającemu włosy w skorupę. Nosił T - 

shirt Boston Red Socks i długie szorty, a do tego prawie nowe tenisówki Nike. Skórę miał 

ogorzałą i poznaczoną zmarszczkami, ale wyglądał raczej jak dojrzały gwiazdor filmowy niż 

podstarzały tata.

- Taa... Ja też się cieszę - wymamrotała.

- Ale się zmieniłaś - powiedział pan McGowan - Kiedy cię ostatni raz widziałem, nie 

rozstawałaś się z pluszowym misiem, pamiętasz? Jak on się nazywał? Pan Boo? Pan Boony?

Megan oblała się purpurą, kiedy chłopcy złośliwie zachichotali.  To się nie mogło 

dziać. To się nie mogło dziać. Pluszowy miś?

- John - odezwała się Regona ostrzegawczo.

- Ja naprawdę... nie pamiętam - skłamała Megan. Wszyscy się na nią gapili.

- Och,  na pewno  pamiętasz!  Za  żadne  skarby  nie  chciałaś  się z  nim  rozstawać!   - 

huknął tubalnym głosem John. - Pan Biky? Pan...

- Boogie - poddała się.

Śmiech był ogłuszający.

- Tak! Pan Boogie! Stale go zmuszałaś, żeby mi dawał buziaki. - oświadczył radośnie 

John. - Nadal masz tego pluszaka?

- Hym... nie - skłamała Megan. Pan Boogie tkwił głęboko schowany na dnie walizki.

- Okay.   Chyba   wystarczy   już   tych   wspomnień.   -   Regina   stanęła   obok   męża   i 

szturchnęła go w bok.

- No co? Staram się, żeby poczuła się jak w domu - zaprotestował John.

- A może wręcz przeciwnie - mruknęła Regina pod nosem.

Megan   gapiła   się   pod   nogi,   usiłując   zignorować   spojrzenia   dziewięciu   par   oczu. 

Zwykle Megan koncentrowała na sobie uwagę tylko wtedy - pomijając rodziców i Tracy - 

kiedy   znajdowała   się   na   boisku   do   piłki   nożnej.   A   takiej   widowni   zawsze   było   błogo 

background image

nieświadoma, bo podczas meczu reszta świata rozpływała się dla niej w niebycie. Teraz miała 

wrażenie,, że rzuca się w oczy bardziej niż ostra wysypka na całym ciele.

- To ja może zabiorę swoje rzeczy - powiedziała i zwróciła na pięcie. Odwrócona 

plecami   do   facetów,   skrzywiła   się   z   zażenowaniem.   Pan   Boogie?   Jakim   cudem   John 

zapamiętał   pana   Boogie'go?   Otworzyła   tylne   drzwi   SUV   -   a   i   zdecydowanym   ruchem 

wyciągnęła   ze   środka   plecak   i   swój   kask   motocyklowy.   Zatrzasnęła   drzwi,   obróciła   się 

szybko i... stanęła twarzą w twarz z samym Adonisem. Czy raczej twarzą w pierś. Zaskoczona 

Megan cofnęła się o krok, potknęła i uderzyła prosto w bok samochodu.

Au.

- Oj, przepraszam - powiedział.

- Zero sprawy - stęknęła Megan. O Boże. „Zero problemu” albo „Nie ma sprawy”! 

Czy aż tak trudno sklecić dwa słowa?

- Przepraszam za tatę. Próbowaliśmy go sprzedać, ale nikt nie był nim zainteresowany. 

- Uśmiechnął się leniwie. Miał niesamowicie ciepłe brązowe oczy.

Megan, oczywiście, parsknęła śmiechem. Z trudem powstrzymała się przed zatkaniem 

sobie ust i ucieczką. To było o wiele gorsze niż spotkania z Benem Palmerem, które do tej 

pory się jej przytrafiły.

- Pomogę ci z bagażem - zaproponował.

- Hm. Dzięki. - Megan zeszła mu z drogi i stanęła po przeciwnej stronie bagażnika.

- Fajny rower - powiedział, spoglądając na srebno - czarny maverick przymocowany 

do stojaka na dachu. Jeszcze na lotnisku Megan i Regina pozbyły się pogiętego kartonu, w 

którym rower został zapakowany przez linie lotnicze.

- Hm... dzięki - powtórzyła. Zarzuciła plecak na ramiona a przypięty do niego kask 

obijał jej się o biodro. Otworzyła drzwi bagażnika.

- To wszystko? - spytał.

- Taa - odparła Megan.

- O rany. Myślałem, że dziewczyny zawsze zabierają za dużo rzeczy.

- Chyba nie jestem dziewczyną - odparła Megan.

Co? Coś ty powiedziała?

Obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów i się uśmiechnął.

- Patrz, a ja bym się nabrał.

Gdyby człowiek mógł się roztopić, Megan tu i teraz zmieniłaby się w kałużę u jego 

stóp. Ten półnagi, seksowny, świetny towar, metr dziewięćdziesiąt wzrostu, właśnie z nią 

filtrował!

background image

Z niewygadaną, chłopakowatą i piegowatą Megan Meade!

Wyciągnął  z  bagażnika  siatkowaty worek  z  piłkami   i zarzucił   go sobie  na  ramię. 

Drugą ręką złapał ciężką walizkę. Megan zostawił tylko torba z laptopem i mniejsza walizka 

pełna staników, majtek i piżam. Chociaż nie miał pojęcia, co jest w środku, Megan była 

zadowolona, że nie musi patrzeć, jak chłopak wnosi do domu jej bieliznę.

- Przy okazji, jestem Evan - powiedział i zatrzasnął klapę bagażnika.

Megan omal się nie zakrztusiła.

- Nie.

Evan się roześmiał.

- Hm... Tak.

- Ty jesteś Evan?

Tłusty, zasmarkany Evan z włosami jak strąki niepostrzeżenie zamienił się w boga o 

filmowej urodzie i olimpijskich proporcjach?

- Tak, owszem - powiedział Evan. - Czy to nie ty walnęłaś mnie kiedyś po głowie 

kijem do baseballu?

- Do wiffleballu - poprawiła Evana. - I o ile pamiętam, najpierw ty mnie powiesiłeś na 

drzewie.

- Ha. Zawsze mi się wydawało, że to był kij do baseballu - stwierdził Evan.

- Jestem potwornie silna - powiedziała.

Jasne. Przestań już gadać. Przestań... już... gadać!

Ale   Evan,   mimo   wszystko,   nadal   się   uśmiechał.   Ruszyli   przez   trawnik   w   stronę 

pozostałych członków rodziny.

- A więc grasz w piłkę nożną tak? - zagadnął Evan, kiedy się do nich zbliżali. - To 

dobrze.

Musisz być szybko, jeśli chcesz przetrwać w tłumie.

Megan spojrzała na młodych McGowanów, którzy zbili się teraz w stado. Najmniejszy 

przecisnął się miedzy nogami braci, żeby się dostać do środka gromadki a potem między 

kolejną parą nóg wydostać się na zewnątrz.

- Yo! Co znaczy ten „Strzelec”? - zapytał jeden z chłopaków, wyciągając szyję. Miał 

płowe blond włosy, obcięte na Juliusza Cezara i duży „brylantowy” kolczyk w lewym uchu.

Megan popatrzyła na swój czarny kask, jakby zobaczyła go po raz pierwszy w życiu. 

Z tyłu widniał napis w cudzysłowie: Strzelec.

- Och, to moje przezwisko - wyjaśniła Megan.

- Kiepskie - ocenił Młody Cezar.

background image

- Ona gra w nogę, kretynie - powiedział Evan, stawiając na ziemi torbę z piłkami.

- Evan! Jak się wyrażasz! - skarciła go Regina.

- Sorry, ale powiedz mu, żeby przestał być dupkiem - odparł Evan.

Megan udało się uśmiechnąć.

- Sama sobie radzę z wychowywaniem dzieci, dziękuje ci uprzejmie - odpaliła Regina 

ze znaczącym uśmieszkiem. Potem podeszła do Młodego Cezara i lekko trzepnęła go dłonią 

w tył głowy.

Chłopcu   wyrwało   się   dramatyczne   „Au!”   Zaczął   energicznie   rozcierać   potylicę, 

wykrzywiając twarz.

- No więc, chłopaki, przedstawicie się czy będziecie ty sterczeć jak stado baranów? - 

zapytał ojciec.

Synowie coś mruknęli i rozluźnili zwarte szyki. Jeden z nich wystąpił naprzód. Był 

tylko   trochę   niższy   niż   Evan.   Miał   tak   samo   atletyczną   budowę,   kręcone,   rozczochrane, 

ciemnoblond   włosy   i   szaroniebieskie   oczy.   Nosił   czarną   koszulkę   ze   słowem   SZTUKA 

wypisanym na piersi czcionką staroświeckiego kroju.

- Cześć,   mam   na   imię   Finn   -   powiedział.   Głos   miał   łagodny.   Machnął   dłonią   na 

powitanie. - Chyba jesteśmy rówieśnikami. Trzecia, tak?

- Taa - powiedziała Megan.

- Super - odparł Finn z uśmiechem. Hm, Evana już poznałaś - dodał, a potem zwrócił 

się w stronę reszty klanu. - To Sean. - Wskazał niższego, mocniej zbudowanego faceta z 

ciemnobrązowymi włosami, lekko zarośniętego.

Mimo   upału   Sean   miał   na   sobie   dżinsy,   a   na   zewnętrznym   prawym   bicepsie 

wytatuowane logo klubu harleyowców. Megan Metan jej tata w zeszłym roku odnowili dwa 

harleye, a ona niedawno dostała tymczasowe prawo jazdy na motor. Sean mógł się okazać 

bratnią duszą, choć na razie minę miał obojętną.

- To Doug - ciągnął Finn, wskazując na Młodego Cezara.

Blondas najwyraźniej uważał siebie za kolejne wcielenie Eminema. Na szyi nosił złoty 

krzyż.

Miał szerokie, umięśnione ramiona i, niestety, zaskakująco pulchny brzuszek. Megan 

uśmiechnęła się do niego, ale on odwrócił wzrok i cmoknął z niezadowoleniem.

- To jest Miller - powiedział Finn.

Miller miał po wojskowemu przycięte blond włosy i T - shirt New York Yankees z 

karykaturą głównego zawodnika. Wpatrywał się w ziemię i tylko lekko skinął głową, kiedy 

Finn wypowiedział jego imię.

background image

- To Ian. - Finn wskazał pucołowatego dzieciaka, który z wyglądu bardzo przypominał 

jej Evana zapamiętanego sprzed siedmiu lat.

- Cześć, Ian - powiedziała Megan.

- Cześć, Strzelec - odparł Ian, zarechotał złośliwe i złapał się za brzuch.

O rany. Jest dokładnie taki jak Evan siedem lat temu.

Z nikąd nadbiegł najmłodszy z braci, wydając odgłosy przypominające wycie silnika 

samochodu. Wpadł głową psot na kolana Evana i się roześmiał.

- A to chuchro to Caleb - wyjaśnił Evan. podnosząc małego, jakby dźwigał worek 

ziemniaków.

Caleb umościł się wygodnie w ramionach Evana, oparł głowę o jego tors i jednym 

ramieniem   objął   brata   za   szyję.   Czubkiem   palca   dotknął   ust,   uśmiechnął   się   nieśmiało   i 

powiedział:

- Cześć, Megan.

Megan wzięła głęboki oddech.

- Cześć, Caleb.

Trzech z siedmiu. Mogło być gorzej.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Tom - i - JeanMeade@yahoo.com

Temat: Aklimatyzacja

Cześć, Mamo i Tato!

Chciałam  tylko   dać  znać,  że  wszystko  w  porządku.  Na  obiad   mieliśmy  grilla.  Zjadłam   też 

sałatkę. Przysięgam. Chłopcy przyzwyczajają się do mnie, a John i Regina są naprawdę mili. Nie mogę 

się doczekać, kiedy zobaczę nową szkołę. Już za wami tęsknię, ludzie. Mam nadzieję, że lot był 

spokojny! Napiszcie mi maila i zadzwońcie, jak tylko będziecie mogli.

Całuję,

Megan

Megan   oparła   się   plecami   o   ścianę,   siedząc   w   oknie   swojej   sypialni,   z   laptopem 

otwartym  na kolanach. O swojej nowej kwaterze mogła powiedzieć jedno - była  totalnie 

różowa. Różowe ściany, różowa narzuta na łóżko, różowy chodnik w kształcie kwiatu na 

drewnianej podłodze.

Regina   nawet   białą   toaletkę   przyozdobiła   kalkomaniami   przedstawiającymi   duże 

różowe kwiatki.

background image

Było to przeciwieństwo wszystkich pokojów, w jakich Megan mieszkała do tej pory.

Ktoś energicznie zapukał do drzwi. Regina wsunęła głowę do pokoju. Megan lekko się 

wyprostowała.

Przyniosłam ci ręczniki - oznajmiła pani domu z uśmiechem, kładąc różowe ręczniki 

na krawędzi łóżka. Rozejrzała się po pokoju i znieruchomiała, widząc nadal nierozpakowane 

walizki. - Jak ci idzie?

- Dobrze, proszę pani. Dziękuję - odpowiedziała Megan automatycznie. Wiedziała, że 

w końcu zabierze się do rozpakowywania, ale wtedy wszystko nabierze charakteru czegoś 

nieodwracalnego. Najpierw musiała się przyzwyczaić. Przywyknąć do różowego.

- Nic musisz mówić do mnie per pani. - Regina skrzyżowała ręce na piersi i wzruszyła 

ramionami. - Czuję się wtedy stara.

- Ocli, dobrze proszę pa... - Megan ugryzła się w język. Cóż. trochę potrwa, zanim się 

przyzwyczai.

- Pomyślałam sobie, że jutro wieczorem możemy pojechać na zakupy - zaproponowała 

Regina. - Na pewno musisz sobie dokupić jeszcze jakieś rzeczy do szkoły. Nowe ubrania...

kosmetyki... może nową torbę?

O rany. Ta kobieta umiera z tęsknoty za damskim towarzystwem.

- Hm...   Okay.   Jasne   -   powiedziała   Megan,   chociaż   miała   już   wszystko,   czego 

potrzebowała.

Nie przepadała za robieniem zakupów, czego królowa wyprzedaży, Trący, nijak nie 

mogła   pojąć,   ale   zrozumiała,   że   warto   było   się   zdobyć   na   poświęcenie,   kiedy   Regina 

wynagrodziła jej odpowiedź jeszcze szerszym uśmiechem.

- Świetnie! Już wiem, dokąd cię zabrać. W centrum handlowym jest nowe skrzydło, a 

ja od dawna mam ochotę je obejrzeć - powiedziała Regina. - Zjemy coś na mieście i zrobimy 

sobie prawdziwy babski wieczór.

- Dla   mnie   bomba   -   mruknęła   Megan.   Nowe   skrzydło   w   centrum   handlowym? 

Jedzenie na mieście?

- No   to   dobranoc   -   rzuciła   Regina.   -   Daj   mi   znać,   jeśli   będziesz   czegokolwiek 

potrzebować.

- Regino? - Odezwała się Megan, zatrzymując ją już w drzwiach. - Czy tu zawsze 

jest... tak cicho?

Kobieta zmarszczyła brwi.

- W zasadzie nigdy.  Chyba  tobie zawdzięczamy ten chwilowy święty spokój. Moi 

chłopcy   pewnie   nie   bardzo   wiedzą,   jak   się   zachowywać,   kiedy   kręci   się   tu   prawdziwa 

background image

dziewczyna.

Dokładnie coś takiego chciałam usłyszeć. Megan poczuła dławiącą gulę w gardle. Po 

cichym   obiedzie,   w   czasie,   którego   John   i   Regina   odwalali   całą   konwersację,   chłopcy 

zrejterowali do sutereny i od tamtej pory Megan nic widziała ich na oczy. Odbierała to jako 

ewidentne wykluczanie. Nie tęskniła za badawczymi spojrzeniami, ale też nie chciała być 

znienawidzona.

- Mam nadzieję, że nikogo nie... krępuję.

- Daj spokój. - Regina machnęła ręką. - Być może po raz pierwszy od dwudziestu lat 

prześpię całą noc. Dobranoc, Megan.

Kiedy drzwi się zamknęły, Megan westchnęła i jeszcze raz przeczytała wiadomość do 

mamy i taty. „Chłopcy przyzwyczajają się do mnie”. Czuła się trochę głupio, że nie mówi 

rodzicom całej prawdy - że chłopcy ją ignorują i są wyraźnie wytrąceni z równowagi jej 

obecnością - ale jaki to by miało sens? Kliknęła: „Wyślij”.

Gdzieś w domu zaskrzypiała deska w podłodze i trzasnęły zewnętrzne drzwi, potem 

wszędzie   znów   zapadła   cisza.   To   miejsce   zdecydowanie   nic   przypominało   wariatkowa, 

jakiego Megan się spodziewała.

Następnego ranka ostrożnie wyjrzała ze swojego pokoju. Zza jednych z zamkniętych 

drzwi   dobiegała   muzyka,   a   drzwi   do   łazienki   po   drugiej   stronie   pustego   korytarza   stały 

otworem.

Teraz miała szansę.

Ściskając przy piersi rzeczy potrzebne pod prysznicem, wyszła na korytarz... w tym 

samym momencie, w którym ze swojego pokoju wyłonił się Finn. Megan stanęła jak wryta.

Zmierzwione włosy sterczały mu z tyłu głowy. Miał na sobie przewiewne, spłowiałe 

szorty i biały T - shirt. Więc to w takim stroju sypiają chłopcy.

- Och... cześć. Wchodzisz? - spytał Finn.

- Taa, jeśli można - mruknęła Megan. - To znaczy, nic muszę akurat teraz. Nie chcę 

się wcinać.

- Nie, idź pierwsza - odparł Finn. - Zastukasz do mnie, kiedy skończysz?

- Jasne - powiedziała Megan. - Nie ma sprawy.

Po   szybkim   prysznicu,   w   czasie   którego   usiłowała   nie   zastanawiać   się   nad 

dziesiątkami króciutkich jasnych i ciemnych włosków, czepiających się każdej powierzchni, 

Megan owinęła włosy ręcznikiem i znów ubrała się w piżamę. Miała wrażenie, że w tej chwili 

coś się dzieje na korytarzu. Wzięła głęboki oddech. Czy zawsze będzie się tak bała samego 

chodzenia po tym domu?

background image

Prostując ramiona, wyszła z łazienki i jej bosej stopy o mało nie przejechał zdalnie 

sterowany samochód. W ostatniej chwili odskoczyła na bok i patrzyła, jak zabawka pruje 

korytarzem i wjeżdża na prowizoryczną rampę. Oczy Megan rozszerzyły się z przerażenia, 

kiedy zobaczyła, co czekało na samochód przy lądowaniu.

O... mój... Boże!

Zabawka   walnęła   w   pudełko   tamponów   w   pojedynczych   opakowaniach.   Przy 

uderzeniu rozsypały się po całym korytarzu. Obok Megan pędem przebiegł łan, zaśmiewając 

się do rozpuku i wymachując pilotem. Doug wyszedł ze swojego pokoju sprawdzić, co się 

dzieje, podniósł jeden z tamponów i uśmiechnął się szyderczo.

- Super chłonne? - zapytał, akurat kiedy z pokojów po przeciwnych stronach korytarza 

wyjrzeli Evan i Finn.

- Co to znaczy superchłonne? - spytał Ian, marszcząc czoło.

- Nawet nie chcę tego wiedzieć - odparł Doug, rzucając tamponem w stronę Megan.

Złapała go, czując, ze temperatura jej ciała mogłaby wypalić dziurę w chodniku. Jung 

zaśmiał się i ruszył na dół po schodach, a za nim pognał Ian.

- Nie przejmuj się - powiedział Evan z półprzytomnym uśmiechem.

- Uch...   kretynie.   -   Finn   zerknął   na   bokserki   Evana   we   wzór   żab   z   kreskówki. 

Rozporek bokserek był rozchylony. Finn zerknął na Megan.

Evan zawrócił do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Bynajmniej nie zawstydzony.

- Zaraz, ja... pomogę ci to posprzątać. - Finn przykucnął i zebrał kilka tamponów.

- Nie! - Megan rzuciła się przed siebie, a Finn stracił równowagę i wylądował na 

tyłku.

Wyrwała mu z ręki tampony. - Wolałabym nie.

- Ale ja mogę...

- Nie. Poradzę sobie - zawołała Megan, niezgrabnie zbierając śliskie opakowania. - 

Dzięki.

- Okay - powiedział Finn.

Wstał i przez chwilę kręcił się w pobliżu, nie ułatwiając sytuacji zażenowanej Megan.

Wreszcie poszedł do łazienki i zatrzasnął drzwi. Megan z trudem powstrzymała łzy. 

Byli w jej pokoju. Grzebali w jej rzeczach. A Evan widział jej tampony.

Trudno sobie wyobrazić gorszy poranek.

Megan weszła do pokoju i rzuciła wszystko na łóżko.

Dobra, weź się w garść.

Westchnęła i zaczęła ściągać przez głowę górę od piżamy. Nagle dostrzegła kątem oka 

background image

jakiś   ruch.   Wrzasnęła.   Doug   i  Ian   siedzieli   teraz   na   dębie   na   podwórku   i   przez   lornetki 

patrzyli w jej okno.

- Co w robicie? - krzyknęła.

Doug zachichotał i pomachał do Megan.

- Jak ci się podoba mój pokój?

- Twój pokój?

- Hej, nie ma sprawy, będę spał u Milla Ogórasa, skoro mogę sobie oglądać takie 

widoki - odkrzyknął Doug ze śmiechem.

Megan opadła szczęka. Szarpnęła za sznurki koło okna, opuszczając żaluzję.

- Dzieciaki!   Śniadanie!   -   zawołała   Regina   z   parteru.   -   Jeśli   nie   ruszycie   tyłków, 

poopóźniacie się!

Oddycha głęboko. Złapała drewniane krzesło stojące przy biurku, wetknęła je pod 

klamkę drzwi, jak to wiele razy widziała na filmach. Opadła na kolana, otworzyła swoją dużą 

walizkę i nagle się zgarbiła.

- Co, u...?

Jej ulubiony biały T - shirt pokrywały purpurowe plamy.  Rozłożyła  koszulkę. Na 

przodzie namazano dwa wielkie koła, każde z kropką w środku. Piersi. Sądząc po nieudolnym 

rysunku, autorem był któryś  z młodszych chłopców. Podobne bazgrały znajdowały się na 

wszystkich ulubionych trzech T - shirtach.

Czy John i Regina wiedzą, ze ich synowie to wariaci?

Po prostu oddychaj. Wrzuciła koszulki do kosza obok biurka.

Włożyła swoją szarą wojskową bluzkę, suszarką podsuszyła włosy i spięła je w kucyk. 

Nagle poczuła, że nie może się doczekać, aż pójdzie do szkoły. Musiało tam być o niebo 

lepiej niż w tym domu. Jak w ogóle mogła wczoraj wieczorem pomyśleć, że ten spokój i cisza 

są niepokojące?

Otworzyła drzwi szafy, żeby wyjąć tenisówki, i cofnęła się zaskoczona. Stał przed nią 

Caleb, z głową owiązaną jej różowym stanikiem tak, że miseczki sterczały jak duże uszy.

- Ale cię przestraszyłem! - Caleb roześmiał się i pokazał jej język.

Serce Megan szybko waliło. Chciała go złapać, ale wymknął się bokiem.

- Mam twój stanik! Mam twój stanik! - wrzeszczał, podskakując po całym pokoju.

- Caleb! - ryknęła Megan, rzucając się na chłopca.

Gówniarz okazał się za szybki. Wymknął jej się z rąk, wyszarpał krzesło spod klamki i 

zwiał.

Megan pogoniła za nim na schody, ale Caleb usiadł okrakiem na poręczy i śmignął na 

background image

dół.

Gdzie zeskoczył, zanim Megan zbiegła dwa stopnie. Odwrócił się do niej, szeroko 

uśmiechnął i pognał do kuchni.

- Caleb! Nie! - jęknęła.

Na dole  wszyscy pozostali chłopcy gadali, śmiali  się i wsuwali  śniadanie.  Megan 

rzuciła się w dół po schodach i przebiega przez salon.

Wypadła   zza   rogu   na   korytarz   w   tej   samej   chwili,   gdy   Caleb   miał   już   pchnąć 

wahadłowe drzwi do kuchni.

- Stój! - krzyknęła.

I nagle znikąd pojawił się Scan. Jedna ręką złapał małego facecika w talii i uniósł.

- Puszczaj! Puszczaj! - wrzeszczał Caleb.

Scan zdarł Calebowi stanik z głowy. Megan stała jak wryta.

Po prostu nic miała pojęcia, co zrobić.

- Trudno   nad   nim   zapanować   -   powiedział   Scan.   To   byty   pierwsze   słowa,   jakie 

usłyszała od niego Megan.

- Taa... Dziękuję - odparła i wzięła od Seana stanik. - Gdyby tam wszedł...

Sean przyglądał jej się przez chwilę. Brązowe włosy sterczały mu na głowie, a pod 

prawym uchem miał plamę czarnozielonkawego smaru. Tak lekko zaniedbany Sean wyglądał 

pociągająco.   Ale   było   w   nim   też   coś   odpychającego.   Może   oceniający   wzrok   i   niemal 

zagadkowy wyraz twarzy, z jakim przyglądał się Megan.

Jakby nie był do końca pewien, co w ogóle przed sobą ma.

- Taa, no cóż... - mruknął. Potem zawrócił i poszedł przed siebie krótkim korytarzem.

Megan patrzyła,  jak otwierał  drzwi do garażu. Ostry zapach  dymu  papierosowego 

uderzył ją w nos i przez chwilę mignął jej widok kilku facetów i dziewczyny rozpartych na 

starych   kanapach   z   salonu.   Wszyscy   ubrani   byli   na   czarno.   W   kącie   garażu   stał   zestaw 

perkusyjny, otoczony wzmacniaczami i mikrofonami. Na moment, zanim drzwi się zamknęły, 

Megan zobaczyła tylny błotnik harleya w odcieniu mięty. Boki motoru lśniły, jakby niedawno 

został nawoskowany.

Megan oparła  się  o ścianę i  wzięła  głęboki  oddech. Najwyraźniej  chłopak  grał  w 

jakiejś kapeli. I harley pewnie należał do niego - Mozę któregoś dnia zapyta o to Seana. Jeśli 

kiedykolwiek przestanie przeszywać ją wzrokiem.

Na razie o wiele ważniejszym zadaniem było znaleźć bezpieczną skrytkę dla staników, 

majtek   i   tamponów.   Megan   zignorowała   burczenie   w   brzuchu,   zawróciła   od   wejścia   do 

kuchni i poszła z powrotem na górę.

background image

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopakach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis pierwszy

Uwaga nr 1: Kiedy są piękni, wiedzą o tym, że są piękni. Jak drugi pod względem wieku, Evan. 

Jest w maturalnej klasie. Uosobienie ideału. On doskonale o tym wie.

To widać po tym, jak się uśmiecha, kiedy się na niego gapisz. Nie żebym się na niego gapiła. 

Absolutnie. W każdym razie jeszcze za wcześnie, żeby stwierdzić, czy to ujemnie wpływa na jego 

zachowanie (przykład: Mike Blukowsi i jego problem z ego rozmiarów obserwatorium astronomicznego).

Uwaga nr 2: Podoba im się ciało.

A zwłaszcza te części, których swoim zdaniem nie powinni oglądać. Na przykład fragment 

między twoją krótką koszulką a paskiem spodni.

Uwaga nr 3: Bez najmniejszego oporu wracają do spraw, które mnie przyprawiłyby o śmiertelne 

zażenowanie, gdyby role się odwróciły.

Na przykład Evan bez żenady przypomniał incydent z kijem do wiffleballu. Gdyby coś takiego 

przydarzyło się mnie, przy każdym gaszeniu urodzinowych świeczek na torcie życzyłabym sobie, żeby 

wszyscy o tym zapomnieli.

Uwaga nr 4: Oni plotkują. Uwierzyłabyś? Podsłuchałam, jak na podwórku Finn i Doug gadali o 

jakiejś Dawn, która rzuciła Simona dla Ricka. Plotkowali chyba przez DWADZIEŚCIA MINUT! Zupełnie 

jak stare baby. Pamiętasz? Takie, które kiedyś robiły nam wykład, że młode kobiety nie powinny nosić 

szortów? Zaraz, dobra, zbaczam z tematu.

Uwaga nr 5: Starsi tak słodko zajmują się młodszymi. Grali w piłkę, kiedy tu przyjechałam, i 

Evan pozwalał się blokować Calebowi i Ianowi. To było taaakie słodkie. **wzdych**.

Uwaga   nr   6:   Są   hermetyczni.   No   wiesz:   przewracanie   oczami,   tajemnicze   uściski   dłoni, 

hermetyczni w stylu: „Nie odzywaj się do nas, chyba że wiesz to czy tamto”.

Bardzo dobrze wyszkoleni w sztuce wykluczania.

Uwaga nr 7: Nie mają żadnego szacunku dla czyjejś prywatnej przestrzeni.

Muszę dorobić zamek do drzwi swojego pokoju. NATYCHMIAST.

Uwaga  nr   8:  Chłopcy   są  niechlujni.  Nawet  mnie  nie  proś,  żebym  opisywała   stan  łazienki. 

Zastanawiam się nad wezwaniem służb neutralizujących materiały niebezpieczne. Powaga.

Uwaga nr 9: U nich na dole dzieją się różne dziwne rzeczy. Taa, chyba jeszcze nie jestem 

gotowa, żeby ten temat rozwinąć.

background image

Uwaga nr 10: Wiedzą jak sobie robić wrogów. Znakomicie.

background image

ROZDZIAŁ 2

Yo, pacanie. Sun mi Cocoa Fulls!

- Co do...? Kto wypił cały sok pomarańczowy?

- Kawa gotowa! Kto chce?

Megan weszła do kuchni, rzuciła okiem na cyrk przy stole ze śniadaniem i podeszła do 

Reginy stojącej obok wysepki na środku kuchni, gdzie parzyła się kawa.

- Dzień dobry, Megan! - powiedziała Regina rześko. Spojrzała na jej strój: wojskowy 

podkoszulek i obszarpane chłopięce dżinsy,  i uśmiechnęła się z przymusem. - Widzę, że 

jesteś... na luzie.

- Tak - odparła Megan. - Mogę sobie trochę nalać? - Wskazała kawę.

- Jasne! Częstuj się - zachęciła Regina. - Jesteś teraz u siebie w domu.

A   ja   mam   wrażenie,   że   ten   dom   należy   do   wariatów   przy   tamtym   stole.   Megan 

sięgnęła po dzbanek. Nie mieściło jej się w głowie, że po tym, co młodsi McCowanowie 

zrobili dziś rano, teraz spokojnie chrupią płatki, totalnie bez poczucia winy. I chyba nawet się 

nie martwili, ze ona wygada. Może po prostu widzieli, że nie jest skarżypytą.

- Słuchaj, Regino... Czyja naprawdę zajęłam pokój Dong?? - spytała Megan, zniżając 

głos.

- A co? Dokucza ci teraz za to? - zaniepokoiła się Regina.

- Nie. tylko... Nic chcę nikomu sprawiać kłopotu.

- Proszę, nie zawracaj już sobie głowy - powiedziała Regina, dotykając dłoni Megan.

Nachyliła się do niej i szepnęła: A tak między nami, Dongowi należało się utarcie 

nosa.

Megan   uśmiechnęła   się   z   zakłopotaniem   i   nalała   sobie   kawy   do   kubka.   Miller 

podszedł  do matki.  Jedno ramię trzymał  ściśle przy boku, a drugą dłonią  chwycił  się za 

łokieć, więc jego ręce tworzyły cyfrę cztery na ciele. Wzrok wbijał w ziemię.

A temu co znowu? Od czasu przyjazdu Megan ani razu nie spojrzał jej w oczy. Megan 

wiedziała, co to znaczy czuć się niezręcznie przy obcych, ale on był mistrzem w okazywaniu 

tego.

- Cześć, Miller - spróbowała Megan.

Nie odpowiedział. Usiłując stłumić urazę, skupiła się na słodzeniu sobie kawy. Będzie 

musiała po prostu przyjąć do wiadomości, że to nie jest jej najlepszy poranek. Dodała do 

kawy śmietanki i zamieszała.

- To tak nie stoi.

background image

Megan podniosła oczy. Miller intensywnie wpatrywał się w kartonik ze śmietanką i 

ściskał ramię jeszcze bardziej kurczowo niż przedtem. Regina stała teraz odwrócona do nich 

plecami i szukała czegoś w lodówce.

- Co? - zapytała Megan z walącym sercem.

- To tak nie stoi - powtórzył. Na ułamek sekundy musnął Megan wzrokiem. Wtedy po 

raz pierwszy zobaczyła jego oczy. Jasne, intensywnie niebieskie. - to tak nie stoi - powiedział 

jeszcze raz. - Nic tak stoi.

Puls Megan zwariował.

- Przepraszani... Ale co tak nie stoi?

- To tak nie stoi - po raz kolejny powtórzył Miller, a jego szyję aż po skronie oblał 

rumieniec.

Zaczynał mówić z coraz większym napięciem.

Megan cofnęła się o krok.

- Przepraszam. Ja nie...

- Miller lubi, żeby wszystkie butelki i kartony stały według wysokości - wyjaśniła 

Regina, kładąc dłonie na ramionach Millera. Wydawało się, że chłopak trochę się uspokaja 

pod jej dotykiem.

- To tam nie stoi - wyjaśnił już łagodniejszym tonem.

- Och... okay - powiedziała Megan.

Miała   wrażenie,   że   czuje   pulsowanie   każdej   żyłki,   kiedy   Miller   obserwował   ją 

badawczo.

Rzeczywiście, wszystkie rzeczy na wysepce były ustawione według wielkości: ekspres 

do kawy, dzbanek z mlekiem, pojemnik z kawą i cukiernica. Megan lekko drżącą dłonią 

ustawiła   kartonik   ze   śmietanką   na   poprzednim   miejscu,   między   pojemnikiem   na   kawę   a 

cukrem.

Miller uśmiechnął się z satysfakcją.

- Miller,   to   jest   Megan   -   powiedziała   Regina,   przechylając   mu   się   przez   ramię.   - 

Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o tym, że Megan przyjedzie z nami zamieszkać? Powiedziałeś 

już „cześć”?

- Cześć - mruknął Miller w stronę podłogi.

- Hej - odparła Megan.

- Wiesz,   że   Joe   DiMaggio   nadal   jest   rekordzistą   Zawodowej   Ligi   Baseballu   za 

największą liczbę meczów, w których kolejno zdobywał decydujące punkty, czyli pięćdziesiąt 

siedem? - zapytał, na moment podnosząc na nią oczy. - Ustanowił go w 1941 roku, grając w 

background image

barwach New York Yankees.

Megan znów spojrzała na Reginę, która zrobiła zachęcający gest.

- Naprawdę? - spytała. Będę musiała sobie zapamiętać.

Miller skinął głową i popatrzył na matkę, a potem znów wbił wzrok w podłogę i ruszył 

w stronę stołu ze śniadaniem. Megan nie miała pojęcia, gdzie podziać oczy. Co to wszystko 

znaczyło? I dlaczego tak się przestraszyła?

- Rodzice nie powiedzieli ci o Millerze? - spytała Regina przyciszonym tonem.

Megan z trudem przełknęła ślinę i odstawiła kubek.

- A o co chodzi?

- On ma zespół Aspergera. To rodzaj autyzmu - wyjaśniła Regina. - Wiesz coś o tym?

- Nie bardzo - przyznała Megan, spoglądając na Millera, który rozmawiał z Finnem. - 

to znaczy, słyszałam o autyzmie...

- Przybiera   rozmaite   formy,   ale   w   sumie   jest   zaburzeniem   funkcjonowania 

społecznego - poinformowała Regina, stając obok Megan. - U Millera chodzi o kilka spraw. 

Po pierwsze, musi mieć wszystko poustawiane tak, jak chce, albo zaczyna się denerwować, co 

przed chwilą sama widziałaś. Po drugie, niezbyt dobrze radzi sobie z nowymi znajomościami, 

ale ciebie najwyraźniej polubił.

- Naprawdę? - spytała Megan.

Zazwyczaj nic odzywa się do nowo poznanej osoby co najmniej przez tydzień. Z tobą 

potrwało   to   tylko   od   wczoraj   do   dziś   rano   -   powiedziała   Regina.   -   Po   trzecie,   jest 

niesamowicie uzdolniony matematycznie i pamięciowo. Uwielbia statystykę.

Szczególną obsesję ma na punkcie...

- New York Yankees - dokończyła Megan, patrząc na koszulkę chłopca ze zdjęciem 

Dereka Jetera.

- Właśnie. - Regina skinęła głową. - Możesz sobie wyobrazić, jak mój mąż, wierny fan 

Red Soksów. przyjmuje fakt, że jeden z jego synów jest wielbicielem tego imperium zła - 

zachichotała Regina. - W każdym razie, jeśli będziesz miała jakiekolwiek pytania na temat 

aspergera, po prostu daj nam znać. Miller to świetny dzieciak. Wymaga tylko nieco więcej 

uwagi.

- Rozumiem powiedziała - Megan.

Kiedy   Regina   zajęła   się   porządkowaniem   kuchni,   Megan   stanęła   trochę   z   boku, 

drobnymi łykami popijając kawę. Kiedy Caleb kichnął, Megan zauważyła z zaskoczeniem, że 

Doug podtyka mu pod nos serwetkę i pomaga wydmuchać nos. Potem zmierzwił Calebowi 

włosy i wstał wyrzucić serwetkę do kosza.

background image

Okay. no więc może nie jest wcieleniem diabła. Oczywiście to nie zmieniało faktu, że 

Megan więcej w swoim pokoju żaluzji nie podniesie. Doug wziął ze stołu kubek i nalał sobie 

trochę kawy. Megan zwróciła uwagę, że nogawki jego dżinsów były bogato ozdobiono. Całe 

jedno udo pokrywał skomplikowany rysunek jakiejś bohaterki anime z bujnymi włosami i 

wielkim biustem, niemal rozsadzającym obcisły kombinezon. Na drugiej nogawce widniała 

postać twardziela dzierżącego miecz. Prawdziwe dzieło sztuki, jak na bazgranie długopisem 

po dżinsie.

- Na co się lampisz? - spytał Doug, unosząc brodę.

- Na nic - odpowiedziała Megan odruchowo.

Doug opuścił wzrok na swoje spodnie i uśmiechnął się złośliwie.

- Jara cię taki widok?

- Sam to narysowałeś? - spytała Megan, usiłując przełamać lody.

- Nie, półmózgu, dałem jakiemuś wałowi mazać po moich spodniach w zielonej szkole 

- odparł, krzywiąc się.

- Doug! Jak się wyrażasz! - skarciła Regina. Doug popatrzył na Megan z wyraźną 

pogardą.

- Yo. jeśli znajdziesz w pokoju moje stare „Playboye”, daj mi cynk - I odszedł, nie 

oglądając się za siebie.

- Doug!   Douglasie   Arnoldzie   McDowanie!   Wracaj   natychmiast!   zawołała   za   nim 

Regina. - Przepraszam cię, Megan.

- Nie ma sprawy - wymamrotała Megan.

Kiedy usiadła na końcu stołu i nalała sobie mleka do miseczki z płatkami, z całej siły 

spróbowała się uspokoić. Ze wszystkich facetów w tym domu Doug wkurzał ją najbardziej.

Miała nadzieję, że jeśli ona będzie mu schodziła z drogi, to i on przestanie się czepiać.

- To   wasza   szkoła?   -   spytała   Megan,   wyglądając   przez   tylne   okno   starego, 

pordzewiałego saaba Evana.

- Tak jest - odparł Finn. - Liceum Baker w całej swojej krasie.

- Pod wrażeniem? - spytał Evan.

- No cóż, w pewnym sensie - odparła Megan.

Budynek   wyglądał   jak   z   broszury   informacyjnej   Uniwersytetu   Harvarda.   Była   to 

wielka,   rozległa   budowla   z   czerwonej   cegły,   z   prawdziwą   wieżą   zegarową   w   jednym   z 

frontowych narożników. Potężne drzewa rosły wzdłuż alejek i ocieniały cały teren. Dziesiątki 

błyszczących okien wyglądały na szemrzący strumień, który przecinał tylny dziedziniec koło 

boiska do piłki nożnej ze świeżo skoszoną trawą. Na szczycie odkrytych trybun powiewał 

background image

wielki transparent z napisem: Liceum Baker: Kraina Żbików

Gdziekolwiek   Megan   spojrzała,   roiło   się   od   dziewczyn   w   plisowanych 

minispódniczkach.

Piszczały   na   widok   koleżanek   i   ściskały   się,   rozpływając   nad   wspomnieniami   z 

wakacji.

Kilku   facetów   w   rdzawoczerwonych   kurtkach   szkolnej   reprezentacji   pętało   się   na 

schodach przed podwójnymi drzwiami, obserwując okolicę. Megan ulżyło, kiedy zobaczyła 

przechodzącą w pobliżu grupkę dziewczyn w dżinsach, z których jedna niosła pod pachą 

piłkę do nogi. Bo przez chwilę już miała wrażenie, że zapisała się do Liceum imienia Paris 

Hilton.

Evan z piskiem hamulców zaparkował saaba. Megan otworzyła drzwi i zarzuciła na 

ramię niemal pusty plecak. Zabrała ze sobą tylko portfel, jeden zeszyt i korki do piłki nożnej, 

tak na wszelki wypadek, gdyby zdarzyła się okazja wyjść na murawę.

Widok wyniosłego gmachu niemal zaparł jej dech w piersiach. Liceum w Teksasie, 

gdzie  poprzednio chodziła,  było  parterowym  budynkiem  - sam chrom  i biały tynk.  A  to 

miejsce wyglądało, jakby w przeszłości wykształciło ojców narodu.

- Chodź - zawołał Finn. - Pokażę ci, gdzie jest sekretariat.

- Dzięki - powiedziała Megan.

- Nie myślałaś chyba, że tak cię porzucimy, co? - spytał Evan, cofając się o kilka 

kroków i rzucając jej swój piękny uśmiech.

Megan zauważyła zaciekawione spojrzenia więcej niż tylko kilku dziewczyn, kiedy 

wchodziła   na   frontowe   schody   między   Evanem   a   Finnem.   Evan   przybił   piątkę   jakiemuś 

chłopakowi.

Koleś   miał   wygląd   środkowego   obrońcy   z   drużyny   futbolu   amerykańskiego   Evan 

obiecał mu, że zobaczą się na lunchu, a Megan się uśmiechnęła. Zawsze lepiej wchodzić do 

środka w towarzystwie niż samej.

- Hej! Stricklaud! - zawołał Evan, kiedy znaleźli się w przytulnym holu, pełnym gablot 

Z trofeami sportowymi. - Czekaj!

- Megan i Finn przystanęli. - Przepraszam, muszę lecieć - powiedział do nich Evan. - 

To na razie. Powodzenia. Strzelec.

Evan   podbiegł   kilka   kroków,   żeby   dogonić   przyjaciół.   Megan   patrzyła   za   nim, 

niezdolna oderwać wzroku. Wszyscy byli wysportowani i wszyscy na nią spojrzeli, kiedy 

Evan   witał   się   z   nimi   uściskiem   dłoni   i   waleniem   po   plecach.   Kiedy   zauważyła   ich 

zainteresowanie, szybko się odwróciła.

background image

- Nie gniewaj się na niego. Przecież musi przywitać się z kumplami - powiedział Finn 

z delikatną nutką sarkazmu.

- Zwycięzcy   w   kategoriach:   Najpopularniejsi...   Najbardziej   Wysportowani... 

Kandydaci do Sukcesu? - spytała Megan.

- We wszystkich razem - odparł Finn.

Kiedy   szli   korytarzami,   Megan   zauważyła,   że   szafki   są   pomalowane   na 

rdzawoczerwony   i   złoty   kolor,   a   wszędzie   wiszą   transparenty   wzmagające   „szkolnego 

ducha”. Ulotki porozlepiane na ścianach zachęcały uczniów do najrozmaitszej działalności: 

klub fotograficzny, hokej na trawie. Amnesty International. Do wyboru, do koloru.

- O, to tu. - Finn przystanął przed masywnymi  drewnianymi  drzwiami z napisem: 

Sekretariat   Główny.   -   Nie   daj   się   zastraszyć   starej   Betsy.   To   po   prostu   nieszczęśliwy 

człowiek.

- Dzięki.

- Nie   ma   sprawy   -   powiedział   Finn   z   półuśmiechem,   zawracając   bez   pośpiechu. 

Powodzenia!

Kiedy   Finn   już   poszedł,   Megan   przez   moment   jeszcze   stała   w   holu,   obserwując 

otoczenie.

Jakaś   dziewczyna   z   rudymi   lokami   przeszła   obok   w   towarzystwie   przyjaciółek   i 

rzuciła Megan zaciekawiony, ale całkiem przyjazny uśmiech.

No to znowu zaczynamy. Nowe miasto. Nowa szkoła. Otoczona przez tysiące obcych 

ludzi mogła albo się załamać, albo spróbować poradzić sobie jak najlepiej.

W   przypływie   nagłej   pewności   siebie   Megan   wyprostowała   się.   Już   wiele   razy 

przedtem przez to przechodziła. Oczywiście, wtedy zawsze miała przy sobie rodziców, którzy 

ją wspierali, kiedy wracała do domu po nieudanym pierwszym dniu szkoły.

Teraz musiała sama zadbać o siebie. Zawróciła na pięcie i weszła do sekretariatu. 

Szkoła to pestka. Mieszkanie z siedmioma chłopakami - to dopiero wyzwanie.

Trudnym momentem zawsze było wejście do stołówki.

W   klasach   panował   odgórny   podział.   Najlepszym   przyjaciółkom   brakowało 

skrzydłowych, paczki kumpli były pozbawione środkowych napastników. Ale w stołówce 

wszystko wracało do normy. Każdy dryfował w stronę swojego stołu, a nowy uczeń rzucał się 

w oczy bardziej niż gdziekolwiek indziej.

Megan wkroczyła do stołówki Liceum Baker uzbrojona w tę wiedzę i obładowana 

większą liczbą podręczników, niż powinien dźwigać jakikolwiek człowiek czy juczny muł. 

Szafkę dostała w przeciwległym krańcu budynku, z dala od wszystkich klas, w których miała 

background image

lekcje,   więc   nie   miała   czasu   niczego   tam   odłożyć.   W   głowie   huczało   jej   od   nazwisk 

nauczycieli i zadanych prac domowych. Zaczynała zdawać sobie sprawę, że być może będzie 

musiała codziennie dźwigać ze sobą do domu cały ten chłam.

Przystanęła i rozejrzała się dokoła. Z kilkoma dziewczynami zawarła znajomość przed 

południem, ale z żadną nie rozmawiała na tyle długo, żeby przysiąść się do niej do stolika, a 

już z całą pewnością nie zamierzała się narzucać Dougowi, Finnowi czy Evanowi.

Ulżyło  jej, kiedy zobaczyła,  ze tuż  za rozgardiaszem tego istnego pola minowego 

standardowych, długich stołów znajdował się spokojny, niewielki dziedziniec pełen starych 

piknikowych   stolików   i   drewnianych   ławek.   Siedziało   tam   tylko   kilkoro   odosobnionych 

samotników. Dla Megan wyglądało to jak sielanka.

Po wybraniu przy bufecie swojsko wyglądającej kanapki, paczki chipsów i napoju 

gazowanego,   Megan   wycofała   się   przez   drzwi   na   dziedziniec   i   usiadła   na   ławce   przy 

pierwszym z brzegu pustym stole.

Zgarbiona, z ciężką głową, powoli odwijała z folii kanapkę.

Wystarczy tylko, ze przetrwa jeszcze kilka lekcji i znajdzie się na boisku do piłki 

nożnej, gdzie było jej właściwe miejsce. Miała tylko nadzieję, że sekretarka dziś rano nic 

pomyliła się, kiedy mówiła Megan, że drużyny sportowe nadal jeszcze przyjmują nowych 

kandydatów.

Betsy sprawiała wrażenie osoby, która jedyne, co wie na pewno, to że jest mądrzejsza 

od Megan i wszystkich innych obecnych w pomieszczeniu. Wzdychała, ilekroć ktoś jej zadał 

pytanie,   jakby   pytający   sam   powinien   znać   odpowiedź,   ale   potem   przez   kilka   minut 

poszukiwała w papierach właściwej informacji.

- Aha! Mam! - Wyjęła z segregatora na biurku skrawek papieru. - Pani Leonard jest 

trenerką dziewczęcej drużyny piłki nożnej. Drużyna trenuje już od dwudziestego sierpnia, ale 

nowe uczennice nadal są mile widziane na sprawdzianie kwalifikacyjnym. Powinny zgłosić 

się na boisku za szkołą pierwszego dnia zajęć. - Zsunęła okulary na czubek nosa i spojrzała na 

Megan z wyższością. - Mam nadzieję, że zabrałaś ze sobą sportowe obuwie, moja droga.

- Nigdy się bez niego nie ruszam z domu - odparła Megan, poklepując swój plecak.

Teraz  korki   przywiązała  do  pętli   na  klapie  plecaka,  żeby  w  środku  zrobić   więcej 

miejsca na liczne książki. Zastanawiała się, czy jakieś dziewczyny z drużyny zauważyły na 

korytarzu te buty - czy wiedziały, że ona się pojawi na treningu. Czy były dobre? Czy były za 

dobre, żeby mogła się dostać do drużyny?

Megan nagłe zatęskniła za jedną z niezawodnych, wspierających rozmówek z ojcem. 

Szkoda, że jest o kilka tysięcy kilometrów stąd.

background image

Z trudem przełknęła ślinę. Nie będzie w tej chwili myślała o rodzicach. Musi jeszcze 

wytrzymać kilka godzin. Nie może się rozklejać.

Drzwi za jej plecami skrzypnęły i na dziedziniec wyszedł Miller, ściskając w rękach 

tacę.

Spojrzenie, jak zwykłe, wbijali w ziemię. Ruszył prosto do stolika w prawym tylnym 

rogu dziedzińca, postawił tacę i usiadł. Z czarnego plecaka wyjął przenośne radio i nasunął 

słuchawki na uszy. Tak się złożyło, że poniósł oczy i zobaczył, ze Megan go obserwuje. Przez 

ułamek sekundy żadne z nich nie drgnęło.

- Cześć, Miller - powiedziała w końcu Megan.

- Yankees grają swój sto trzydziesty piąty mecz w tym sezonie - odparł, przekręcił 

gałkę radia, z którego cicho zaskrzeczał głos komentatora.

Miller postawił odbiornik na stole i zaczął doprawiać miseczkę zupy solą i pieprzem z 

plastikowych   pojemników   stojących   na   blacie.   Megan   zauważyła,   ze   puszka   z   oranżadą 

butelka soku i paczka z chipsami były ustawione na tacy według wielkości.

Chłopiec wsunął sól i pieprz między przekąskę a butelkę soku i zadowolony rozsiadł 

się wygodniej na ławce.

Zakręcona:   jak   to,   tam   na   dole   dzieją   się   różne   dziwne   rzeczy???   Nie   możesz   tak   mnie 

zostawić bez żadnego wyjaśnienia!!!

Strzelec5525:0 mój Boże. Dziś rano Evan wyszedł ze swojego pokoju w bokserkach, które mu 

się rozsunęły w rozporu. W bokserkach w żabki!

Zakręcona: OCH! HAHAHAHAHAHAHA! Ale tego tam nie widziałaś, co?

Strzelec.5525: 0 rany! Nie! Nie patrzyłam.

Zakręcona: Hej! Mieszkasz teraz w Testosteronowie, lepiej się do lego przyzwyczaj!

background image

ROZDZIAŁ 3

Drużyna piłki nożnej już się zebrała na trybunach. Trenerka - wysoka, muskularna 

kobieta   z   krótkimi   ciemnymi   włosami   -   stała   plecami   do   Megan   i   przemawiała   do 

zawodniczek. Długo trwał ten spacer przez boisko i zanim Megan zdążyła podejść do trybun, 

patrzyły na nią już wszystkie dziewczyny. Postawiła torbę na ziemi obok dolnego stopnia 

trybun, a trenerka przerwała w pół zdania.

- Na pewno jesteś tą nową dziewczyną, o której tyle słyszałam - powiedziała, zerkając 

na podniszczone korki Megan.

- Chyba tak - odparła Megan. I Najwyraźniej słusznie założyła że kilka jej przyszłych 

koleżanek z drużyny zauważy na korytarzu te buty. - Nazywam Megan Meade.

- Leonard - przedstawiła się trenerka - Na jakiej pozycji grasz, Megan?

- Środkowego napastnika.

Ktoś parsknął śmiechem, za którym poszły następne salwy chichotu. Szepty, które się 

zacięły   po   jej   podejściu,   teraz   się   wzmogły,   a   kilka   dziewczyn   pokręciło   głowami   z 

widocznym politowaniem: Ale trenerka zignorowała zachowanie podopiecznych.

- Dobrze   -   powiedziała   i   skinęła   głową.   -   Dziewczyny,   może   wznowimy   grę   i 

zobaczymy, co potrafi Megan? Tina, ty zostajesz na ławce.

Rudowłosa dziewczyna, która uśmiechnęła się do Megan tego ranka, skrzywiła się i z 

powrotem   usiadła   na   swoim   miejscu,   podczas   gdy   większość   zawodniczek   schodziła   na 

murawę. Tina podała Megan zwiniętą w kłębek czerwoną kamizelkę, którą Megan szybko 

wciągnęła na T - shirt.

- Dzięki - rzuciła Megan.

- Taa. Połamania nóg - odparła Tina sarkastycznie.

I już po uśmiechach.

Megan wybiegła truchtem na boisko i dołączyła do innych czerwonych kamizelek. 

Przywitała   dziewczyny,   stając   na   linii.   Ze   dwie   z   nich   przybiły   jej   piątkę,   ale   się   nie 

przedstawiły. Na boisku wszystkie interesowały się już wyłącznie grą. Megan to się podobało.

Trenerka   wyszła   na   środek   z   piłką   w   ręku   i   sunęła   między   Megan   a   środkową 

napastniczką przeciwnej drużyny. Ta druga zawodniczka była wysoką, opaloną dziewczyną z 

szerokimi ramionami,  wąską talią i zabójczymi  nogami. Długie blond włosy: rozjaśnione 

pasemkami,   miała   ściągnięte   w   gruby   koński   ogon.   Nosiła   zbyt   ostry   makijaż,   ale   z   jej 

twardego   spojrzenia   Megan   wyczytała,   że   to   nic   żadna   Barbie.   Zanosiło   się   na   całkiem 

ciekawy mecz. Piłka spadła na murawę, rozległ się gwizd, gra się zaczęła. Megan szybko 

background image

przejęła piłkę i ruszyła przez pole przeciwnika. Podała do dziewczyny po prawej i pobiegła 

przed siebie, błyskawicznie mijając pierwszą z obrończyń, która aż się przewróciła, usiłując 

zawrócić. Kilka sekund później Megan znów dostała piłkę. Musiała się mocno sprężać, ale 

sprawnie przesłała ją dalej między nogami pomocniczki. Poprowadziła piłkę pod linię karną, 

wykiwała   kolejną   obrończynię   i   pędem   biegła   do   bramki,   praktycznie   nieatakowana. 

Bramkarka,  sądząc   po minie,   była   całkowicie  skołowana.  Megan zrobiła  zwód w   lewo i 

strzeliła w prawo. Dziewczyna nie miała najmniejszej szansy.

- Gol! - zawołała trenerka Leonard, kiedy piłka śmignęła w róg bramki.

Koleżanki   z   drużyny   czerwonych   skupiły   się   wkoło   Megan   i   przybiły   jej   piątkę. 

Poszło aż za łatwo. Megan miała nadzieję, ze główna bramkarka całej drużyny stoi na bramce 

po przeciwne] stronie boiska.

- Nieźle, Megan! - zawołała Leonard. - A reszta przynosi mi wstyd! Do roboty!

Tym   razem   środkowa   napastniczka   popatrzyła   na   Megan   mocno   spode   łba,   kiedy 

ustawiały się na środkowej linii.

- Szczęście początkującego! - rzuciła.

Megan ją zignorowała, wiedząc, że błyskotliwą odpowiedź znajdzie za pięć godzin - i 

to  taką,   której   nigdy  by się  nie  odważyła   głośno  wypowiedzieć.   Zamiast  tego   po  prostu 

stratuje tę dziewczynę.

Po gwizdku Megan znów dorwała się do piłki, ale tym razem Blondie odebrała ją 

sprawnym wmykiem od tyłu. Stało się to tak szybko i niespodziewanie, że Megan aż się 

roześmiała, goniąc za przeciwniczką.

- Niezły ruch! - zawołała, nadal pod wrażeniem.

- Lepiej się przyzwyczaj - odparła tamta.

Podała piłkę tuż obok Megan, która o dwie sekundy spóźniła się z blokadą. Partnerka 

z   zespołu   poprowadziła   piłkę   w   głąb   pola,   ale   szybko   ją   straciła.   Piłka   poszybowała   w 

powietrze w stronę Megan, leciała pod idealnym kątem do odbicia na główkę, więc Megan 

wyskoczyła. Ale zanim jeszcze dotknęła czołem skórzanej powierzchni, została potrącona z 

boku uderzenie całym ciałem potrząsnęło nią gwałtownie i cisnęło o ziemię. Kiedy podniosła 

wzrok, Blondie była już z piłką w połowie pola.

- Uważaj, Hailey! - zawołała trenerka.

- No nieźle - mruknęła Megan pod nosem, kiedy Hailey strzelała gola. - Ktoś tu się nie 

opieprza.

Wiedziała,  że akcja Hailey były  rażącym  faulem, za który w prawdziwym  meczu 

dziewczyna zarobiłaby żółtą kartkę, ale Megan podobało się, że blondyna nie boi się grać 

background image

twardo. Każda drużyna potrzebuje takich nieustraszonych zawodniczek.

A z tego, co już zobaczyła. Hailey miała wszelkie cechy świetnej napastniczki.

Może gra nawet lepiej niż ja.

Przyzwyczaiła się do tego, że na boisku jest gwiazdą, ale z tą dziewczyną  śmiało 

mogła   podzielić   się   sławą.   Miała   tylko   nadzieję,   ze   pozycja   Hailey   jako   środkowej 

napastniczki nie przeszkodzi jej w dostaniu się do składu.

Kilka minut później rozległ się gwizdek i wszystkie truchtem opuściły boisko. Megan 

podbiegła do Hailey i wyciągnęła do niej rękę.

- Fajnie grasz - powiedziała z uznaniem. Nie miałam pojęcia, z której strony mnie 

zajdziesz.

Hailey popatrzyła na dłoń Megan, jak na brudną szmatę.

- Taa,   jak   większość   dziewczyn.   To   dlatego   przez   trzy   lata   z   rzędu   jestem 

klasyfikowana w rankingach stanowych. I nigdy nie odbierzesz mi mojej pozycji.

Zaszokowana Megan zwolniła i pozwoliła Hailey pobiec przodem, gdzie blondynka 

przybiła piątkę Tinie i kilku innym dziewczynom.

- Nie przejmuj się Hailey. Nikt jej nie lubi. - Inna zawodniczka, dziewczyna, która 

grała na prawym  skrzydle  w drużynie  czerwonych,  dogoniła Megan. Miała silną budowę 

ciała.

Większość jej długich do ramion, jasnych włosów uwolniła się z kucyka i zwisała w 

strąkach wokół błyszczącej od potu twarzy. Megan zauważyła tę dziewczynę już na boisku. 

To była jedna z szybszych zawodniczek.

- One też nie? - spytała Megan, spoglądając w stronę kumpelek Hailey.

- Przekupuje je - zażartowała blondynka. - Jako jej siostra odmawiam przyjmowania 

pieniędzy i mówię to, co naprawdę myślę.

- Jesteś jej siostrą? - spytała Megan zaskoczona.

- Tak,   trudno   uwierzyć.   Jestem   przecież   o   tyle   od   niej   ładniejsza   -   powiedziała 

dziewczyna, komicznie trzepocząc rzęsami. - W każdym razie nazywam się Aimee Farmer. 

Młodsza siostra Hailey „Królowej Wiedźm” Farmer to ja.

- Aha - powiedziała Megan, wymieniając z nią uścisk dłoni.

- Ja jestem Megan.

- Wiem. Dziś po południu miałaś ze mną chemię - oznajmiła Aimee.

- O Boże Naprawdę? Przepraszam, nie pamiętam. Byłam w szoku po tym, jak o mało 

nic spaliłam brwi koleżance w czasie eksperymentu. - Aimee parsknęła śmiechem.

- Nic było tak źle. A więc... Świetnie grasz. Gdzie się nauczyłaś?

background image

- Dorastając, grałam ciągłe z chłopakami - wyjaśniła Megan, kiedy dotarły do linii 

bocznej, gdzie reszta zawodniczek przyssała się już do butelek z wodą. - A w zeszłym roku 

moja drużyna zdobyła mistrzostwo Teksasu.

- O rany. Teksas. Duży stan.

- No, całkiem spory.

- Dobra, zróbmy teraz kilka ćwiczeń! - zawołała Leonard. - Megan, zajrzyj do mnie po 

treningu. Musimy porozmawiać o twoim miejscu w drużynie.

- Jasne, trenerko.

- Zdetronizuj moją siostrę, proszę powiedziała Aimee pod nosem. - Będę cię kochać 

do końca życia.

Megan roześmiała  się, wracając  z Aimee  biegiem na boisko. Znajome, przyjemne 

ciepło ogarnęło ją od stóp do głów. Pomyślała o Trący, przy której po raz ostatni doznała tego 

uczucia. Megan miała wrażenie, że właśnie znalazła pierwszą przyjaciółkę.

- No cóż, Megan, masz niezaprzeczalny talent, nic muszę ci tego mówić - powiedziała 

trenerka   Leonard,   kiedy   stały   w   holu   na   zewnątrz   dziewczęcej   szatni.   Z   włosami   nadał 

wilgotnymi po prysznicu, Megan zaplotła ramiona na piersi i usiłowała opanować tremę.

Musiała się dostać do tej drużyny. Bez treningów, ćwiczeń i meczów będzie totalnie 

zagubiona.

- Ale już jest środkowa napastniczka w składzie i to od trzech lat.

Megan mocniej objęła się ramionami.

- Mam więc dla ciebie propozycję - mówiła dalej Leonard.

- Jaką? - spytała Megan z nadzieją.

- Jak   by   ci   się   podobało   przeniesienie   na   pozycję   lewego   napastnika?   -   spytała 

trenerka.   -   Ta   strona   pola   jest   u   nas   trochę   za   słaba   i   moim   zdaniem   idealnie   byś   tam 

pasowała.

Megan wyszczerzyła wszystkie zęby w szerokim uśmiechu.

- Jasne, trenerko. Zrobię, co się da.

- Świetnie. - Leonard klepnęła ją po ramieniu. - Cieszę się, że z nami jesteś. Megan. 

Myślę, że z tobą w składzie daleko zajdziemy w tym roku.

- Dzięki.

- No to do jutra. - Trenerka skinęła Megan głową i odeszła.

Tak! Dzięki, dzięki, dzięki!

- Hej! Udało się? - spytała Aimee. widząc niedorzeczny uśmiech na twarzy Megan, 

kiedy wyszła z szatni chwilę później.

background image

- Taa.   Lewa   napastniczka   -  powiedziała   Megan,   dźwigając   z   ziemi   swój   plecak  z 

książkami.

Wyszła z Aimee na słońce, czując się lżejsza od powietrza. Dostała się do drużyny! Jej 

nowe życie już się oficjalnie zaczęło.

Nie mogła się doczekać, aż wróci do domu i natychmiast opowie o tym mamie i racie. 

Zaraz, do rodziców to ja zadzwonię, przypomniała sobie Megan ze smutkiem. Przez cały 

dzień   jej   się  to  przytrafiało   Trudniej  się  będzie  przyzwyczaić,   że  są  tak   daleko.   Nic  ma 

sprawy.

Porozmawiasz z nimi wieczorem. Będzie super.

- Och, no cóż. A już myślałam, że ego Hailey trochę bardziej ucierpi, lak bardzo na to 

czekałam   -   wyznała   Aimee   ze   śmiechem   -   Ale   cieszę   się   ze   względu   na   ciebie.   Hej... 

podrzucić cię do domu?

- W sumie byłoby...

Megan urwała na widok zjawiska, które całkowicie odebrało jej mowę. Samochód 

Evana  stał  zaparkowany przy krawężniku  szkolnego  podjazdu,   a sam  Evan  opierał  się  o 

błotnik,   patrząc   na   wspaniały   frontowy   trawnik,   nie   widząc   Megan.   Skrzyżował   nogi   w 

kostkach, a jego jasne włosy połyskiwały w słońcu.

Podniósł oczy, zauważył ją i się uśmiechnął. Przyjechał odebrać ją po treningu. W 

całym życiu Megan nic wydarzyło się nic cudowniejszego.

Ale, o Boże. O czym ona będzie z nim rozmawiać przez całą drogę do domu? Jasne, 

podwiózł ją i dzisiaj rano, ale obok niego siedział Finn i we dwóch mieli sporo tematów do 

rozmowy.

Co ona teraz zrobi? Jak sobie z tym poradzić, żeby nie wyjść na idiotkę?

- Hej, kochanie! - zawołał Evan.

Hę?

Hailey truchtem wyminęła Megan i Aimee, omal nie przewracając własnej siostry, i 

runęła po alejce prosto w ramiona Evana. Podniósł ją, przytulił i obdarzył długim, niemal 

pornograficznym pocałunkiem. Megan nie mogła od nich oderwać oczu.

On  ma   dziewczynę.  Megan  natychmiast  straciła  dobry  humor. Oczywiście,   że  ma 

dziewczynę. No, popatrz tylko na tego faceta.

Ale czemu to musiała być ta dziewczyna?

- Moja siostra, specjalistka od publicznego okazywania uczuć - mruknęła pod nosem 

Aimee.

- Wynajmijcie   sobie   pokój!   -   zawołała   któraś   z   przyjaciółek   Hailey   stojąca   przy 

background image

drzwiach za plecami Megan, wywołując salwę śmiechu pozostałych zawodniczek z drużyny.

Hailey odkleiła się od Evana i rzuciła im wszystkim triumfujący uśmieszek. Wzięła 

Evana za rękę i odciągnęła od samochodu.

- Wiesz, że jest mi to obojętne. - Evan nadal trzymał Hailey za rękę. - Lacrosse to 

zabawa. Jeśli tylko zdołam się dostać do pierwszej piątki hokeja...

- Wiem! Wiem! Uczelnie będą się o ciebie zabijać! - odparła Hailey.

Evan i Hailey dalej gawędzili, a Megan czuła, że jest tu piątym kołem u wozu. Oparła 

się o siedzenie i wyglądała przez okno, zastanawiając się, jak daleko od szkoły stoi dom 

Hailey. Niezależnie, jak bardzo nie chciała zostać sama w samochodzie z Evanem, słuchanie 

paplaniny szczęśliwej pary zakochanych było o wiele, wiele gorsze.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopcach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis drugi

Uwaga nr 1: Kiedy na horyzoncie pojawia się jedzenie, chłopcy nie widzą niczego poza nim.

To jak program o lwach i gazelach na Animal Planet. Przed nosem mogłaby im przejść top 

modelka, a oni nie zauważą. No dobra, może i zauważą. Nijak się nie da sprawdzić tej teorii. Ale i tak w 

najwyższym stopniu koncentrują się na żarciu.

Uwaga nr 2: Łatwo się rozpraszają.

Evan miał mnie oprowadzić po szkole, ale zobaczył kilku kumpli i dał w długą. Zdecydowałam 

się nie brać tej zniewagi do serca.

Uwaga nr 3: Wiedzą, jak się upozować.

Evan. Jego samochód. Kilka idealnie rozmieszczonych promieni słońca. Od niechcenia opiera 

się o wóz. **wzdych**.

Uwaga nr 4: Mają dziwaczny gust, jeśli chodzi o kobiety.

background image

ROZDZIAŁ 4

- No i jak, dobrze się bawiłaś? - spytała wieczorem Regina, otwierając drzwi.

- Taa, jeszcze raz dzięki - powiedziała Megan. - Ale naprawdę nie musiałaś kupować 

mi   tych   wszystkich   rzeczy.   -   W   rękach   ściskała   cztery   torby   na   zakupy   pełne   ubrań   i 

kosmetyków, bez których Regina nie chciała wracać do domu.

- Nie musiałam, ale chciałam - oznajmiła Regina. - Masz pojęcie, jaka to przyjemność 

spędzić trochę czasu w damskiej części Gap?

Megan się roześmiała.

- No cóż, wielkie dzięki.

- Zawsze do usług - powiedziała Regina. - Idę zrobić herbatę. Napijesz się?

- Nie, teraz pójdę wypakować to wszystko.

- No to dobranoc, kotku - powiedziała Regina z uśmiechem.

- Dobranoc.

Megan ruszyła korytarzem w stronę schodów, ale przystanęła, kiedy usłyszała glosy 

dochodzące z sutereny. Brzmiało to tak, jakby Doug wykrzykiwał komentarze do rozgrywki 

futbolowej z gry wideo.

- Patrioci Iana przejmują piłkę na swojej własnej linii - recytował monotonnie Dong, 

zniżając   głos   i   idealnie   parodiując   znanego   komentatora   sportowego.   -   Czy   Ian,   nasz 

szóstoklasista   karierowicz,   który   do   niedawna   sączył   soczki   owocowe   z   dziecinnego 

kubeczka z pokrywką, pobije zeszłorocznego mistrza i totalnego połamańca, Millera Killera?

Megan parsknęła śmiechem. Tb było nawet zabawne. I kto by się spodziewał?

- A teraz Brady przystaje, żeby podać piłkę... Rozgląda się... Rozgląda...

Kolejne owacje, a potem Megan usłyszała klaśnięcie przybijanych piątek.

- To niewiarygodne! - krzyczał Doug. - łanowi przy pierwszej próbie udało się prze - 

piii - jęęęk - ne podanie na aut. Jest tak wyluzowany jak poszewka na kołdrę. Nikt się tego nie 

spodziewał, a już najmniej  beznadziejna  obrona Millera. Jeśli w ogóle można  to nazwać 

obroną. Au!

Najwyraźniej Miller szturchnął Douga. Należało mu się. Megan się uśmiechnęła. Z 

jednej strony miała ochotę iść na dół i włączyć się do akcji, z drugiej, nie chciała im się 

narzucać. Zmęczona, z nagłym poczuciem osamotnienia, Megan poszła na górę, a za nią niósł 

się dźwięk hałaśliwych rechotów.

- Regina kupiła ci kosmetyki? - spytała matka przez telefon.

- Wiem,   wiem.   Mówiłam,   żeby   tego   nie   robiła,   ale   się   uparła   -   odparła   Megan, 

background image

spoglądając na pół tuzina kasetek i tubek na swoim biurku, których nigdy nie zamierzała 

użyć. Po prostu uważała, że jej nic pasuje makijaż. Ten jeden jedyny raz, kiedy pozwoliła, 

żeby   Tracy   ją   „lekko   podmalowała”,   przeraziła   się   widokiem   swojego   wypacykowanego 

odbicia w lustrze i natychmiast popędziła zmyć wszystko z twarzy.

- Tylko się nie maluj za mocno - radziła matka. - Jesteś na to za ładna.

- Dzięki - powiedziała Megan z uśmiechem. Była dumna ze swoich zielonych oczu i 

gęstych   jasnorudych   włosów,   ale   przy   zadartym   nosie,   piegach   i   braku   wyraźnie 

zarysowanych kości policzkowych wcale nie czuła się „za ładna”.

- No cóż, Reginie na pewno jest miło mieć tam w pobliżu dziewczynę - stwierdziła 

matka. - Ale mówiłam jej, że nie powinna ci niczego kupować.

Megan spojrzała na torby leżące na podłodze. Zawstydziła się.

- Nie kupiłyśmy aż tak dużo - mruknęła. - I ona chyba naprawdę dobrze się bawiła. To 

znaczy, bawiłyśmy się - poprawiła się szybko. Ola Megan był to istny maraton zakupowych 

szaleństw:  dwie  godziny  odgrywania   modelki   w  centrum handlowym.   Ale drożdżówka  z 

cynamonem zrekompensowała jej wszystko.

- No dobrze, nie ma sprawy - powiedziała matka.

Megan się uśmiechnęła. Rozmowa okazała się nie aż tak bolesna. W pierwszej chwili, 

kiedy usłyszała  głos matki  w  słuchawce, coś ją  ścisnęło za  gardło, ale  nic  miała  ochoty 

przecisnąć się przez kabel telefoniczny na drugą stronę. Odebrała to jako dobry znak. Może 

już się zaczynała przyzwyczajać do tego, że jest sama.

Na korytarzu trzasnęły drzwi; Megan drgnęła. Gdzieś na dole Caleb i łan darli się na 

siebie  nawzajem.  W pokoju  na poddaszu, nad głową Megan, Sean  włączył  jakiś jękliwy 

gitarowy kawałek i rzucił się na łóżko, aż sprężyny zaskrzypiały, kiedy się na nim mościł.

- Megan?

- Przepraszam, mamo. Co mówiłaś? - spytała.

- Ojciec chce wiedzieć, czy ktokolwiek w nowej drużynie piłkarskiej może dotrzymać 

ci kroku.

Megan zarumieniła się z radości. A jednocześnie poczuła ogromną tęsknotę. Dałaby 

wszystko, żeby zobaczyć w tej chwili twarz ojca. No dobra, może to rozstanie nie było aż tak 

łatwe.

- Jedna dziewczyna jest naprawdę niezła - powiedziała. - Reszta też w porządku.

Ktoś zapukał do drzwi pokoju Megan, kiedy matka przekazywała nowiny tacie.

- Proszę - zawołała Megan.

To  był  Evan.  Oparł  się  o framugę  drzwi,  z  rękami   w  kieszeniach.  Miał  na  sobie 

background image

wytarte bojówki, biały T - shirt i idealnie podniszczoną, brązową zamszową kurtkę.

- Hej - powiedział.

O Adonisie przecudnej urody.

- Co? Megan? Jesteś tam jeszcze?

- Mamo, muszę kończyć - powiedziała Megan.

- Okay, kochanie. Pogadamy niedługo.

- Dobrze, mamo. Pozdrów ode mnie tatę! - Przerzuciła nogi na drugą strunę łóżka i 

wstała.

- Cześć! Całuję! - Ja też!

Rumieniec Megan przybierał coraz głębszy odcień purpury. Skończyła połączenie i 

rzuciła telefon na łóżko.

- Cześć - powiedziała, odważywszy się rzucić okiem na Evana. - Jedziemy z kilkoma 

facetami do Logan popatrzeć, jak startują samoloty - oznajmił. - Chcesz się zabrać z nami?

- Och... hm...

Megan aż ścisnęło w żołądku ze zdenerwowania, kiedy spojrzała na zegarek, grając na 

zwłokę. Prawdopodobnie Evan pytał ją tylko dlatego, że rodzice kazali mu odnosić się do niej 

przyjaźnie.   Poza   tym   jutro   miała   szkołę.   A   jeśli   McCowanowie   wściekną   się   na   nią   za 

wychodzenie   z   domu   o   tak   późnej   porze?   Rodzice   kładli   jej   do   głowy   milion   razy,   że 

McGowanowie robią Megan ogromną przysługę. Nie chciała nadużywać dobrej woli uprzej-

mych gospodarzy. O wiele łatwiej byłoby się wykręcić zmęczeniem po dniu w nowej szkole i 

powiedzieć, że musi iść spać.

- Jest   trochę   późno.   -   Och,   jak   ona   nienawidziła   tego   dziecinnego   tonu   w   swoim 

glosie.

- I   właśnie   dobrze!   -   odparł.   -   Chodź.   Będzie   super.   Poznasz   moich   przyjaciół. 

Spodobają ci się.

Megan z trudem spojrzała mu w oczy. idealna twarz, na której rzeczywiście rysowała 

się nadzieja. Wcale z nią nic pogrywał. Naprawdę chciał, żeby z nimi pojechała.

- No chodź. Wiem, że tam w środku gdzieś się kryje niegrzeczna dziewczynka. - Evan 

rzucił jej ten swój czarujący uśmiech.

Nie   mógłbyś   się   bardziej   mylić.   Mimo   wszystko   nie   mogła   powstrzymać   się   od 

szerokiego   uśmiechu   na   te   słowa.   Czas  skończyć   z   wizerunkiem   ciepłej   kluchy  i   zacząć 

ryzykować. Zobaczyła w myślach Bena Palmera - chłopaka, w którym durzyła się przez dwa 

pełne lata, a nigdy do niego nie powiedziała jednego sensownego słowa.

- Dobrze. - Wstała i złapała z toaletki torebkę. Puls walił jej w uszach tak mocno, że 

background image

prawie nie słyszała, jak mówi: - Wchodzę w to.

Megan przytrzymywała się siedzenia, kiedy samochód podskakiwał na nieutwardzonej 

drodze, wijącej się wśród drzew w stronę szczytu niewielkiego wzniesienia. Denerwowała się 

nie ze względu na jazdę ani egipskie ciemności dokoła, ale tymi dwudziestoma minutami 

urywanej rozmowy - pytań Evana i jej głupich, nic nieznaczących odpowiedzi. Nigdy w życiu 

tak często nic słyszała „nie wiem” z własnych ust - frazy, którą powtarzała tylko dlatego, że 

wydawała się bezpieczniejsza niż próby znalezienia ciekawszych słów. Megan nie mogła się 

doczekać, aż wysiądzie z samochodu.

- A więc... tęsknisz za Teksasem? - Evan dzielnie próbował przerwać milczenie.

- W pewnym sensie - odparła Megan.

- Zostawiłaś tam kogoś? Przyjaciółkę... Chłopaka...? - spytał. Megan roześmiała się 

nerwowo.

- Nie. To znaczy... tak. To znaczy...

- Przyjaciółkę czy chłopaka?

- Przyjaciółkę. Tracy - dodała Megan. - Żadnego chłopaka.

- Aha. To dobrze.

Megan zerknęła na jego profil. Uśmiechał się z zadowoleniem. Megan, przestań. On 

ma Hailey. Piękną, perfekcyjnie wymalowaną, popularną, wysportowaną Hailey. Opanuj się.

Wreszcie dojechali na polanę, gdzie stało już kilka samochodów. Przednie światła 

saaba objęły  zaciekawione twarze. Faceci zmrużyli  oczy, a potem uśmiechnęli  się, kiedy 

rozpoznali, kto siedzi za kierownicą. Hailey odbiegła truchtem od grupy ludzi. Jasne włosy 

powiewały  za   nią  jak   welon.  Znalazła  się  przy  drzwiach  Evana,  zanim  jeszcze   wyłączył 

silnik.

- Cześć,   kochanie.   -  Przez   otwarte   okno  chwyciła   w   dłonie   jego   twarz   i   dała   mu 

szybkiego całusa w usta.

Megan miała  ochotę sama sobie przyłożyć.  Kiedy Evan wspomniał  o spotkaniu z 

przyjaciółmi, myślała, że chodzi o kilku chłopaków. Nawet nie przyszło jej do głowy, że 

będzie tam Hailey.

Dziewczyna przeniosła wzrok z Evana na Megan.

- Och. Cześć - powiedziała bezbarwnym tonem.

- Hej - odparła Megan. - Jak leci?

- Nieźle - mruknęła Hailey. - A u ciebie?

- Też nieźle.

No dobra, oddychaj  głęboko. Kilkanaście osób kręciło się wkoło saaba i otwarcie 

background image

przyglądało się Megan. Rozpoznała Tinę i jeszcze jedną zawodniczkę z drużyny - ładną, 

wysoką   dziewczynę   ze   Środkowego   Wschodu   z   ciemnymi,   kręconymi   włosami.   Evan   i 

Hailey przeszli dokoła samochodu i objęci stanęli po stronie Megan.

- Ludzie! To jest Megan! - zawołał Evan. - Megan, to są ludzie.

- Cześć, Megan! - zapiszczeli wszyscy razem, jak przedszkolaki.

Megan roześmiała się i uniosła rękę.

- Cześć.

- Zorganizuję nam po piwie - powiedział Evan do Hailey. - Chcesz jedno? - spytał 

Megan.

- Nic, dzięki.

- Zaraz wracam. Evan odbiegł w stronę swoich kumpli, zostawiając Megan i Hailey 

razem. Megan poczuła, że znów jest w stanie oddychać. Rzuciła okiem na Hailey.

Może Hailey dziś po południu po prostu poczuła się zagrożona. Mimo wszystko jesteś 

przecież świetną zawodniczką i dziewczyną, która mieszka pod jednym dachem z jej chłopa-

kiem. Ale wiele was łączy. Może jeszcze się z nią dogadasz.

- A więc Hailey, jaki był rekord drużyny w zeszłym roku? - spytała.

- Wygrałyśmy więcej meczów, niż przegrałyśmy - odparła Hailey, wciskając dłonie do 

kieszeni obcisłych dżinsów. - A co? Martwisz się, że nie jesteśmy dość dobre dla ciebie?

Megan spojrzała na nią zaskoczona.

- Nie. Po prostu z tobą rozmawiam.

- No   cóż,   dostałyśmy   się   do   rozgrywek   hrabstw,   ale   nie   weszłyśmy   do   finału   - 

przyznała Hailey. - Oczywiście trenerka uważa, że z tobą w składzie w tym roku nam się uda.

- Dzięki.

- Powiedziałam: „trenerka uważa”.

W tym momencie samolot wzniósł się znad pasa startowego i przeleciał im tuż nad 

głowami tak nisko, że Megan myślała, że maszyna zawadzi podwoziem o drzewa. Ryk był 

ogłuszający.   Megan   widziała,   że   Evan   i   jego   kumple   wrzeszczą   na   cały   głos,   wznosząc 

wysoko pięści i puszki z piwem, ale wcale ich nie słyszała. Ona też miała ochotę wrzasnąć - 

na Hailey. Przypomniała sobie słowa Tracy,  że ma się postawić i obronić. Skoro zdołała 

postawić się rodzicom, to na pewno będzie umiała się postawić tej dziewczynie. Ale na samą 

myśl o tym dłonie jej się spociły, a serce zaczęło szybko walić.

Muszę jednak coś zrobić. Megan usiłowała sama sobie dodać otuchy. Wejdzie mi na 

głowę, jeśli nie zaryzykuję.

Kiedy tylko ryk silnika samolotu ucichł, Megan znów odwróciła się do Hailey.

background image

- Mogę cię o coś zapytać? - Co?

- Czy ja ci coś zrobiłam? Obraziłam cię? - spytała Megan. - Bo ja tylko próbuję jakoś 

się odnaleźć w nowej szkole, może z kimś zaprzyjaźnić, pograć trochę w piłkę. Ale wydaje 

mi się, że bardzo mnie nie lubisz.

Megan wstrzymała oddech, ledwie wierząc, że wypowiedziała swoje myśli w całkiem 

składnych   słowach.   Na   ułamek   sekundy   twarz   Hailey   złagodniała,   a   Megan   zdała   sobie 

sprawę, że to bardzo ładna dziewczyna, jeśli nie ma naburmuszonej miny. Wyglądało nawet, 

że powie jakieś ludzkie słowo. Ale potem Evan oderwał się od tłumku znajomych z piwami w 

ręku i ruszył z powrotem w stronę saaba. Hailey spojrzała na Evana, na Megan i wyciągnęła 

do niego rękę.

- Chodź, kochanie - powiedziała, przytulając się do jego boku. - Znajdziemy sobie 

jakieś spokojniejsze miejsce.

- Super. - Evan wręczył Megan jedno piwo. - Strzała, idź się przedstawić ludziom. 

Faceci nie mogą się doczekać, aż cię poznają - dodał i mrugnął porozumiewawczo.

- Och... no, dobrze.

Patrzyła bezradnie, jak Hailey odciąga Evana na bok. Grupa za jej plecami roześmiała 

się z jakiegoś żartu. Hailey obejrzała się przez ramię i rzuciła Megan zwycięskie spojrzenie. 

Potem razem z Evanem znikli między drzewami.

- No dobra, to co my tu mamy w Bostonie? Drzewa, wodę, Red Soksów, oceanarium...

Megan zerknęła na Darnella Wilcoksa. Odliczał to wszystko na palcach dłoni i właśnie 

gapił się na mały palec, jakby ten miał mu udzielić podpowiedzi. W drugiej ręce ściskał 

szyjkę do połowy opróżnionej butelki budweisera - jak się orientowała Megan, jego piątej czy 

szóstej z kolei. Danieli, przystojny chłopak w kurtce szkolnej reprezentacji, był kapitanem 

drużyny futbolu. Na początku wieczoru okazał się bystrym, przyjaznym i zabawnym facetem. 

Teraz, już ewidentnie pijany, nadal wydawał się przyjazny i zabawny, tyle że bystrość umysłu 

gdzieś się ulotniła.

- Historia - podsunęła Megan. - Nie zapominaj o historii.

- Racja! - powiedział Danieli, a jego brązowe oczy zalśniły, kiedy spojrzał na Megan. - 

No, a jaką historię ma Teksas?

Megan oparła się o dach oldskulowej corvetty Darnella i westchnęła.

- Och,   sama   nie   wiem,   mamy   Coronado,   Alamo...   Raz   kiedyś   ogłosiliśmy 

niepodległość... - powiedziała i zerknęła na niego.

Darnell przyglądał jej się przez chwilę, mrużąc oczy z oszołomionym zaskoczeniem, 

jakby nagle dostrzegł nieziemskie zjawisko.

background image

- Taa,   no   cóż,   my   mamy   Bostońską   Herbatkę,   Bostońską   Masakrę,   Bostońskich... 

Bostońskich...

- Red Soksów! - krzyknął ktoś, wywołując w ciemnościach rundę aplauzu.

- Tak! Dzięki! - powiedział Darnell, unosząc butelkę, - Bostońskich Red Soksów... - 

Już ich wymieniłeś. - Megan ziewnęła.

- Och, przepraszam. - Darnellowi trochę się plątał język. - Nudzę cię?

- Nie. - Megan pokręciła głową. Był w sumie całkiem zabawny. Tyle tylko, że zrobiło 

się już bardzo późno.

- Taa... No cóż. Już sam siebie nudzę - powiedział Darnell i rozciągnął się na masce.

Wspólnie gapili się na niebo, po którym przeleciał kolejny samolot. Wszyscy pozostali 

krzyknęli z entuzjazmem, ale Megan zacisnęła mocno oczy i zakryła uszy, chroniąc je przed 

hałasem.

- Hej. Dobrze się bawicie?

Megan otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą Evana. Co za] ulga! Nie widziała go od 

chwili, kiedy odszedł z Hailey ponad dwie godziny temu. Teraz wreszcie się stąd wydostanie.

- Możemy wracać? - spytała, ześlizgując się z maski samochodu. Zerknęła na Hailey, 

zauważyła wyraźną malinkę tuż obok jej obojczyka i odwróciła oczy. Serce zabiło Megan z 

zazdrości. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, gdzie jeszcze zbłądziły usta Evana. Ale teraz, 

oczywiście, nie mogła się powstrzymać, żeby o tym nie myśleć.

- Już?  - spytała  Hailey,  sięgając po rękę  Evana  obiema dłońmi.  - Prawie z nikim 

jeszcze nie pogadałam.

Taa? A czyja to wina?

Evan rzucił Megan błagalne spojrzenie, pod którym straciła otuchę. Nagle poczuła się 

jeszcze bardziej zmordowana niż kilka sekund temu.

- Wiecie   co?   Nie   ma   sprawy.   -   Megan   chwyciła   Darnella   za   rękę   i   podciągnęła 

półprzytomnego chłopaka do pozycji siedzącej. - Ten oto Darnell odwiezie mnie do domu. 

Możesz przecież prowadzić, Darnell, prawda? - spytała i walnęła go w plecy tak mocno, że 

ześlizgnął się z maski samochodu.

Kiedy stanął na ziemi, lekko się zachwiał, ale wyłowił kluczyki z kieszeni kurtki.

- Assso - lutnie - wybełkotał. - Tyko... Powiedz mi, gdzie mieszz - asz. - wymierzył 

kluczykiem w zamek drzwi samochodu i trafił w okno.

Megan   uniosła   brwi   i   spojrzała   na   Evana,   a   on   odpowiedział   rozbawionym 

spojrzeniem. Najwyraźniej trochę mu zaimponowała. Megan prawie nie wierzyła, że się na to 

zdobyła. Ze naprawdę mu się stawia. Kto by w ogóle pomyślał, że to możliwe?

background image

Oboje wiedzieli, że nie jest na tyle głupia, żeby wsiąść do samochodu z Darnellem. To 

był tylko blef Pozostawało pytanie, co w tej sytuacji zrobi Evan.

Zwrócił się do Hailey.

- Chyba powinniśmy wracać.

Serce Megan zatrzepotało jak zwycięska flaga na wietrze. Hailey zrzedła mina, ale 

dziewczyna szybko się pozbierała. - Jasne. Pójdę po torbę.

- A może... podrzuciłabyś do domu Darnella? - spytał Evan, całując Hailey w usta i 

spoglądając na nią z zachwytem.

Wszyscy popatrzyli na zgarbioną sylwetkę Darnella, który obiema rękoma usiłował 

wprowadzić kluczyk do zamka. Znów nie trafił.

- Evan...

- Hails, mieszkasz dwa domy od niego - upierał się Evan. - A ktoś musi to zrobić.

Hailey obejrzała się na pozostałych, kiedy kolejny samolot wystartował i zagłuszył 

wszystkie dźwięki.

- Dobra, masz rację. - Westchnęła. Podeszła do Darnella i zarzuciła ramię na jego 

szerokie plecy. - Nie ta strona samochodu, Di.

- Hę? - wymamrotał Darnell. - Ale ja odwożę Megan do domu.

- Zmiana planów. Teraz ja się tobą zajmę - powiedziała Hailey. - No chodź.

Megan patrzyła, jak Hailey delikatnie prowadzi Darnella na siedzenie pasażera. Evan 

sięgnął po kluczyki i otworzył drzwi. Razem usadowili potężnego chłopaka w samochodzie. 

Potem   Hailey   przesunęła   fotel   tak,   że   Darnell   nie   musiał   wbijać   kolan   w   obudowę. 

Niewiarygodne. W tej samej chwili, w której Megan gotowa była uznać, że ta dziewucha to 

wcielenie zła, ona zaczynała się zachowywać jak człowiek.

- Dobra, to do zobaczenia. - Hailey pocałowała Evana i wsiadła za kierownicę.

- Jedź ostrożnie - poprosił Evan i zarobił na uśmiech swojej dziewczyny.

- Cześć, Hailey - zawołała Megan.

Hailey ruszyła bez słowa, zostawiając Megan i Evana na drodze.

- Miła osóbka - mruknęła Megan pod nosem.

Evan zerknął na nią z ukosa i zawrócił do swojego samochodu.

- Chodź. Wracajmy do domu.

- I jak, twoi rodzice nas zabiją? - spytała Megan, patrząc na zegarek: kwadrans po 

pierwszej. - Bo moi na pewno by to zrobili.

- Nie martw się. Wszystko jest pod kontrolą - uspokoił ją Evan.

Wyłączył światła, skręcając na spokojną ulicę McGowanów. Zaparkował samochód na 

background image

samym   skraju   podjazdu   i   zgasił   silnik.   Rozległo   się   cykanie   setek   świerszczy.   W   domu 

świeciła się tylko lampa w salonie.

- Hej - szepnął Evan. - Dobrze się dzisiaj bawiłaś? Megan spojrzała na niego, a serce 

jej gwałtownie załomotało.

Lekko nachylony, opierał się o deskę rozdzielczą. Z tak bliska mogła zobaczyć zarost, 

który kiełkował mu na brodzie.

- Twoi przyjaciele są fajni.

- Wiedziałem, że ich polubisz - mruknął, zaglądając jej w oczy tak głęboko, że nie 

mogła oderwać spojrzenia. - A oni polubią ciebie.

Megan z trudem przełknęła ślinę.

- Naprawdę...?

- No cóż, a jak tu cię nie lubić? - powiedział Evan z uśmiechem.

O Boże, on zamierzał ją pocałować. Tu, na środku podjazdu. A ona tak bardzo, tak 

bardzo tego chciała. Czuła to każdą komórką swojego ciała.

Ale on ma dziewczynę. Hailey to może i suka, ale jest koleżanką z drużyny, i chociaż 

taka okazja jeszcze nigdy wcześniej się nie nadarzyła, Megan nie była dziewczyną, która 

kradnie chłopaków innym sprzed nosa, nawet paskudnym przeciwniczkom.

- Dobra, tylko pamiętaj... Megan znieruchomiała.

- ...żeby bardzo cicho zamknąć drzwi - szepnął Evan. Odwrócił się i wysiadł. Z Megan 

uszło powietrze. Wysunęła się z samochodu. Bezszelestnie ruszyła za Evanem po podjeździe i 

dokoła domu. Poza świerszczami słyszała tylko własny oddech. W każdej sekundzie obawiała 

się, że nagle otworzy się jakieś okno albo rozbłyśnie światło, ale wszędzie panował spokój. 

Evan chyba naprawdę wiedział, co robi.

Dotarł   do   tylnych   drzwi   i   do   połowy   otworzył   zewnętrzną   ramę   obitą   siatką, 

zatrzymując ją czubkiem zamszowego buta.

- Lekcja   numer   jeden   -   szepnął.   -   Do   tego   miejsca   nie   skrzypi   -   Megan   się 

uśmiechnęła.

- Jasne.

Wyjął spod słomianki klucz.

- Lekcja druga: korzystanie z tego klucza jest znacznie bardziej ciche niż wyciąganie z 

kieszeni całego pęku.

Megan wstrzymała oddech, kiedy Evan otwierał drzwi. Z powrotem odłożył klucz pod 

wycieraczkę i skinął głową na znak, żeby Megan poszła przodem. Przez długą chwilę stała 

bez ruchu, wpatrując się w wąskie przejście między Evanem a framugą drzwi.

background image

Musiała obrócić się bokiem, żeby przejść. Kiedy się prześlizgiwała do środka, całym 

ciałem otarła się o Evana. Noga przy nodze, pierś przy piersi, policzek pochylony tuż przy 

jego nosie... Poczuła gorący oddech Evana na swojej twarzy. Spodziewała się, że chłopak 

trochę się odsunie, żeby zrobić dla niej więcej miejsca, ale ani drgnął.

Megan wreszcie dostała się do holu. Uśmiechnęła się, gdy owiało ją chłodne, świeże 

powietrze kuchni, potęgując łaskoczące ciepło, jakie czuła w całym ciele. Evan odwrócił się 

do   niej   plecami,   cicho   domykając   drzwi,   a   potem   przekręcił   klucz.   W   domu   panowała 

całkowita cisza.

- Tylne schody - powiedział cicho.

Jego głos przejął ją dreszczem od stóp do głów. Megan ruszyła za nim na palcach. 

Zatrzymał się przy schodach, żeby puścić dziewczynę przodem. Megan postawiła stopę na 

pierwszym stopniu i zatrzymała się, zdając sobie sprawę, że powinna coś powiedzieć. Może 

nawet zdoła wymyślić jakieś fajne zdanie na pożegnanie.

Musiała wykorzystać tę szansę.

Odwróciła się raptownie, a Evan wszedł prosto na nią.

- Och! - jęknął. Potknął się, cofnął o krok, odzyskując równowagę, i oparł się o ścianę.

Oboje się roześmieli i zakryli usta dłońmi. Megan cieszyła się tą radosną chwilą z 

Evanem, sam na sam w mrocznym domu, w atmosferze czegoś zakazanego.

- Co? - zapytał, a jego brązowe oczy zalśniły w łagodnym świetle księżyca. - O co 

chodzi?

- Ja tylko... chciałam ci podziękować. No wiesz, że mnie dzisiaj ze sobą zabrałeś - 

powiedziała Megan. - To... bardzo miłe z twojej strony.

Evan   uśmiechnął  się   i  zajrzał   jej  głęboko  w   oczy.  Nachylił  się,   a  Megan  straciła 

oddech. To było  właśnie to. To było  właśnie to. I nagle  nie myślała  już o Hailey ani o 

dwugodzinnej   nieobecności   Evana.   Mogła   myśleć   tylko   o   tym,   że   naprawdę   chce   go 

pocałować. I że powinna spróbować zaczerpnąć trochę tlenu. Jeśli to miał być jej pierwszy 

pocałunek, nie chciała przy tym zemdleć. Zamrugała i zamknęła oczy, kiedy Evan pochylał 

się coraz niżej. A potem, leciuteńko, dotknął jej policzka. Poczuła, że Evan się odsuwa, i 

otworzyła oczy. Tuż przed nosem zobaczyła jego wyciągnięty palec.

- Rzęsa - szepnął. - Pomyśl jakieś życzenie.

Serce Megan przyspieszyło. Zagryzła wargę, pomyślała życzenie i dmuchnęła.

- Co tu się dzieje? - Schody zalało światło.

- Tato!

- Czy ja śnię, czy jest po pierwszej w nocy?! - zagrzmiał z góry John. Stal za barierką 

background image

schodów, więc nie mogli go dobrze zobaczyć, ale z samego tonu Megan wywnioskowała, że 

był strasznie wkurzony.

- Cholera - mruknął pod nosem Evan.

- Kopiesz   sobie   jeszcze   głębszą   mogiłę,   synu.   -   Słowa   ojca   zabrzmiały   naprawdę 

groźnie.

- O Boże - szepnęła Megan, zakrywając oczy.

- Oboje natychmiast do swoich pokojów - powiedział John. - Porozmawiamy o tym 

jutro.

- Przepraszam - szepnął bezgłośnie Evan do Megan. - Już - mruknął John.

Evan minął ją i wbiegł na górę po schodach.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopcach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis trzeci

Uwaga nr 1: Chłopcy są przebiegli.

Evan zna masę trików, żeby dostać się do domu, kiedy jest późno (na pewno umierasz z 

ciekawości, skąd o tym wiem).

Uwaga nr 2: Chłopcy tracą luz, kiedy stają twarzą w twarz z rodzicami.

W domu Evan już nie jest taki sprytny. Oczywiście, może gdyby nie przystanął na schodach, 

żeby zdjąć mi rzęsę z policzka, nigdy byśmy nie dali się przyłapać (ach!!!!).

Uwaga nr 3: Chłopcy myślą tylko o jednym.

Niestety,   Evan   myśli   akurat   nie   O   MNIE   (wielka   szkoda).   Ale,   kto   wie?   Może   jeszcze 

niespodziewanie ten pociąg, wbrew rozkładowi jazdy, zatrzyma się na stacji Metanowo.:)

No dobra. Koniec z metaforami o tej późnej porze.

background image

ROZDZIAŁ 5

W środę po treningu Megan znów siedziała w oknie i przeglądała w Google listę stron 

o syndromie Aspergera. W sieci znalazła mnóstwo informacji o tym zaburzeniu, o którym do 

wczoraj nic nie słyszała. Kliknęła na pierwszą ze stron i zaczęła czytać.

Na   dole   kapela   Seana   grała   jakiś   niedopracowany   utwór,   który   brzmiał   trochę 

znajomo. Megan była niespokojna. W każdej sekundzie spodziewała się pukania do drzwi, a 

potem surowej nagany.

Syndrom Aspergera to zaburzenie rozwoju charakteryzujące się stałym upośledzeniem 

społecznych   interakcji   i   rozwojem   powtarzalnych   schematów   zainteresowań,   zachowań   i 

działań.   To   brzmiało   całkiem   składnie.   Ale   co   zrobić,   żeby   Miller   poczuł   się   przy   niej 

swobodnie? Przewinęła opis przyczyn i porównań z autyzmem i wreszcie znalazła fragment, 

który mógł jej się przydać. Życie z Aspergerem.

Trzasnęły tylne drzwi. Megan lekko rozsunęła żaluzje, żeby wyjrzeć przez okno. Finn 

przemaszerował   przez   podwórko   i   wszedł   do   szopy   na   narzędzia   po   przeciwnej   stronie. 

Megan   patrzyła   nadal   i   czekała,   aż   chłopak   wyjdzie,   ciekawa,   czego   mógł   stamtąd 

potrzebować. Czekała. I czekała. Finn się nie pokazywał. Czemu siedział w tej szopie?

- Mamo! Mamo! Ian usiadł na mojej czapce Patriotów  i nie chce mi jej  oddać! - 

rozdarł się Caleb na cały regulator.

- To moja czapka! Nikt nie powiedział, że możesz ją sobie zabrać! - odwrzasnął Ian.

- A   właśnie   że   tata   mi   pozwolił!   Mówił,   że   już   z   niej   wyrosłeś,   głupku!   Megan 

stłumiła śmiech.

- Ian! Caleb! Do mnie na dół! - ryknął John, przerywając kłótnie. - Zresztą wszyscy do 

salonu! Niech ktoś sprowadzi Finna z podwórka! Mamy rodzinną naradę.

Megan serce zamarło. Zastygła bez ruchu. Może jeśli nie będzie hałasować, zapomną, 

że  ona   jest  tutaj.  Chłopcy  zaczęli   stękać   i  narzekać,  ale  sądząc   z  odgłosów   z  korytarza, 

schodzili po schodach. Muzyka z garażu ucichła jak nożem uciął, a Miller wyszedł za dom 

przyprowadzić Finna. Najwyraźniej rodzinne narady to była poważna sprawa.

Przez długi, dziwaczny moment Megan otaczała całkowita cisza. A potem się stało.

- Megan?   Pozwól   tu   do   nas,   proszę!   -   zawołał   John.   Zamknęła   oczy.   Odstawiła 

komputer na bok, wzięła głęboki oddech i zeszła na parter. Już z góry schodów widziała cały 

salon i chłopców siedzących na kanapach ustawionych w literę U. jak w poczekalni u lekarza.

Spojrzała na Evana, który patrzył jej prosto w oczy. W jakiś sposób udało mu się 

spojrzeniem wyrazić: „Nic nie poradzę”.

background image

Megan   zbiegła   po   kilku   ostatnich   stopniach,   czując   na   sobie   wzrok   wszystkich 

chłopców. Regina i John stali przed kominkiem, twarzami do synów. Na dużej, środkowej 

kanapie zostało trochę miejsca między Finnem a Dougiem. Szybki rzut oka na pokój i Megan 

wiedziała,   że   dokładnie   tam   będzie   pasowała   według   wzrostu.   Najwyraźniej   to   Miller 

wyznaczał miejsca do siadania.

- Megan,   siądź   koło   Finna,   dobrze?   -   odezwała   się   Regina.   -   Jasne   -   odparła, 

wycierając wewnętrzną stronę dłoni o dżinsy.

Wcisnęła   się   w   ciasną   lukę,   a   Doug   przesadnie   się   odsunął,   kolana   zwracając   w 

przeciwną stronę, żeby żadna część jego ciała nie dotknęła żadnej części jej ciała. Przez to 

musiała się niemal przykleić do Finna.

- Przepraszam - powiedziała i się zarumieniła. Finn odchrząknął.

- Nie ma sprawy - mruknął.

Położył   rękę   na   oparciu   kanapy,   co   dało   obojgu   odrobinę   więcej   miejsca.   Megan 

objęła się ramionami  i ciasno założyła  nogę na nogę, starając się zrobić jak najmniejsza. 

Miała nadzieję, że narada nie potrwa długo, bo nie zamierzała ruszyć ani jednym mięśniem.

- Dobra, na pewno wszyscy wiemy, czemu tu jesteśmy - zaczął John. - Wasza matka i 

ja zdajemy sobie sprawę, że staracie się, żeby Megan dobrze się u nas poczuła...

Doug wydał pomruk, który usłyszała tylko Megan, a Finn przesunął się nieznacznie, 

wciskając się w oparcie kanapy. Serce Megan waliło jak karabin maszynowy.

- No   cóż,   mieliśmy   nadzieję,   że   nie   trzeba   będzie   przeprowadzać   tej   rozmowy. 

Myśleliśmy,  że można wam, chłopcy, zaufać. Ze będziecie  świecić  przykładem  - ciągnął 

John. - Ale zachowanie Evana zeszłego wieczoru zmusza nas do działania.

- Nieźle, palancie - powiedział Doug, piorunując starszego brata spojrzeniem.

Megan   zarumieniła   się   okropnie.   Doug   wyjął   długopis,   ściągnął   zębami   skuwkę   i 

zaczął poprawiać rysunek na dżinsach.

- A zatem, gdyby któryś z was, barany, miał jakieś inne pomysły co do nowej osoby 

mieszkającej pod tym dachem, mama i ja możemy wam powiedzieć tylko jedno - grzmiał 

John. - Dla was Megan nie jest dziewczyną.

Doug zachichotał, a Megan usiłowała zapaść się pod kanapę. Wzrok wbiła w sęk 

drewnianej podłogi na środku pokoju.

- No to czym jest? - zapytał niewinnie Caleb, co rozśmieszyło Douga i kilku innych.

- Caleb   -   powiedziała   Regina   z   łagodnym   wyrzutem.   -   Twój   ojciec   próbuje   wam 

wytłumaczyć, że dopóki Megan mieszka z nami, macie ją traktować jak siostrę. Jesteście 

wszyscy rodzeństwem, jasne?

background image

Megan umierała z chęci spojrzenia na Evana. Zamiast tego zerknęła na prawo, na Iana, 

częściowo przesłoniętego wielkimi balonami z gumy do żucia. Fotem przeniosła wzrok na 

Seana, który spoglądał na zegarek. Wreszcie,  z mocarnym  wysiłkiem,  podniosła oczy na 

Evana. Patrzył prosto przed siebie, piętami wybijając na podłodze nerwowy rytm.

- Megan? - odezwał się John. Odwróciła wzrok i spojrzała na Johna. - Tak?

- Rozumiesz? - spytał John.

- Och. Tak, proszę pana.

- A res2ta? - ciągnął John.

- Taa, łapy precz od Megan. Kapujemy - powiedział Doug. - Możemy już iść?

- Zaraz!   Czy   to   również   dotyczy   Caleba?   -   wtrącił   Ian   i   zaczął   się   zaśmiewać   z 

własnego żartu.

- Bardzo   dowcipne,   mądralo   -   skarciła   go   Regina.   -   Właśnie   zarobiłeś   tydzień 

wynoszenia śmieci.

Doug wstał z miejsca.

- Jeszcze nie skończyliśmy - ostrzegł ojciec. Doug opadł z powrotem na kanapę z 

przesadnym westchnieniem.

- Wiem,   że   przyzwyczailiście   się   rządzić   tym   domem,   ale   to   się   teraz   zmieni   - 

przemawiał dalej John podniesionym głosem. - Rodzice Megan powierzyli swoją córkę naszej 

opiece, a to zobowiązuje nas wszystkich. Od tej chwili zaczniecie przestrzegać jej prawa do 

prywatności. Nie wolno wchodzić do pokoju Megan bez pozwolenia, grzebać w jej rzeczach, 

a poza tym od teraz obowiązuje zakaz wspinania się na dąb na podwórku.

- To nie fair! - zawołał Caleb.

- To jest drzewo do wspinania! - dodał Ian.

- Już nie - odparł ojciec. - F wprowadzamy godzinę policyjną.

- Co?   To  już  przegięcie!  -  wyrwało  się   Dougowi.  -  Sean  nigdy  nie  miał   godziny 

policyjnej!

- No cóż, sytuacja się zmieniła, odkąd Sean chodził do liceum - wtrąciła Regina.

- Taa, nie było tu Strzelca zastrzelca - prychnął Doug. - Chcesz przez tydzień wynosić 

śmieci? - Johnowi zabłysły oczy. O Boże. Oni mnie za to zabiją. Oni mnie zwyczajnie zabiją.

- Godzina policyjna wypada o północy - poinformował John, spoglądając surowo na 

każdego z synów po kolei. - I niech wam się nie wydaje, że mama i ja nie będziemy tego 

egzekwować. Jeśli sądzicie, że już wiecie, co to znaczy szlaban... Tylko mnie sprowokujcie. 

Idą nowe czasy, panowie. Lepiej się z tym pogódźcie.

- Tato! - zaprotestował Evan, pochylając się w przód.

background image

- Ev, jesteś ostatnią osobą, która powinna ze mną o tym dyskutować - odparł ojciec 

stanowczo.

- No to pięknie - mruknął Doug pod nosem.

Finn klepnął go w potylicę, a Megan modliła się o bezbolesną śmierć. Jeśli ci faceci 

jeszcze dotąd jej nie znienawidzili, teraz na sto procent to się stanie.

- No dobra, moi drodzy. - Regina klasnęła w dłonie. - Siadamy do stołu.

Tego   wieczoru   Megan   energicznie   wyszorowała   twarz   morelowym   peelingującym 

żelem,   który   Regina   zostawiła   dla   niej   w   łazience.   Wyglądało   na   to,   że   Regina   nadal 

usiłowała wyrabiać w podopiecznej kobiece cechy, czy Megan się to podoba, czy nie. Ale to 

był najmniejszy z problemów dziewczyny - Evan ani razu nie spojrzał w jej stronę podczas 

obiadu, a Doug ciągle ją kopał pod stołem. A zawsze, kiedy ktoś podsuwał Megan półmisek, 

Ian   wrzeszczał:   „Ręce   precz!”,   i   wybuchał   śmiechem.   Cała   ta   sytuacja   była   totalnie 

upokarzająca.

Wszystko   się   ułoży,   tłumaczyła   sobie,   wpatrując   się   we   własne   oczy   w   lustrze. 

Niestety,   sama   w   to   nie   wierzyła.   McGowanowie   właśnie   zdusili   w   zarodku   szansę   na 

zbliżenie się Megan i Evana, jakkolwiek ulotna była ta szansa wcześniej. Poza tym sprawili, 

że Doug jeszcze bardziej nie cierpiał uciążliwej współlokatorki - a jeszcze wczoraj uważała, 

że  to  już  niemożliwe.   Tyle  dobrego,  że  John.  ponaglany  przez  Reginę,  założył  zamki   w 

drzwiach  jej  pokoju  i  łazienki.  W  przeciwnym   razie  którejś  nocy mogłaby  się obudzić   i 

zobaczyć, jak Doug szykuje się, żeby ją udusić poduszką.

Megan opłukała twarz wodą i zakręciła kran. Um. Okay, to nawet całkiem ładnie 

pachnie. Kiedy zaczęła się wycierać, usłyszała za ścianą głosy i zastygła w bezruchu. Głosy 

dochodziły z pokoju Evana.

- No, padaka - szepnął ktoś. - Odkąd to tak im odpaliło z tym przestrzeganiem reguł?

- Możesz zgadywać tylko raz - odparł inny głos.

Megan zadrżała i objęła się ramionami. Podeszła na palcach do sedesu i usiadła na 

nim, żeby posłuchać.

- Jeszcze nie widziałem, żeby mama i tata brali coś aż tak serio - powiedział ktoś inny. 

- Lepiej się, chłopaki, szykować na poważną rozprawę.

- Yo,   dom   mieliśmy   rozpracowany   jak   ta   lala   -   wtrącił   Doug.   -   Teraz   laska   to 

schrzaniła. Ja mówię, wymrozić ją, aż pęknie. Tak jej damy czadu, że będzie błagała o bilet 

do Korei.

Megan przełknęła z trudem. Czy nikt się za nią nie wstawi? Finn? Evan? Ktokolwiek?

- Wiedzieliście, że Yankees wystąpili w trzydziestu siedmiu Mistrzostwach Świata i 

background image

wygrali dwadzieścia sześć razy?

Megan uśmiechnęła się smutno.

- Taa, wiemy, ogórasie - uciął Doug. - Ale kto wygrał w 2004? - Red Sox, ale...

- A komu skopali wielkie, grube tyłki, żeby zwyciężyć? - spytał Doug.

- Drużynie Yankees, ale...

- No to może się po prostu zamknij!

Megan odetchnęła głęboko. Rozwiesiła ręcznik na drążku i powoli, długo przyglądała 

się własnemu odbiciu w lustrze. Gdyby ktoś postawił przed nią takie wyzwanie na boisku do 

piłki nożnej, czekałby ją niezły ubaw. Ale tu... starcie jeden na siedmiu nie wróżyło jej nic 

dobrego. Faceci nie tylko mieli przewagę własnego boiska, ale też posługiwali się własnymi 

sekretnymi regułami. Megan działała po omacku.

Powinnaś tam po prostu wejść. Zaskoczyć ich na śmierć. Powiedzieć, że słyszałaś 

wszystko i że nie wygonią cię stąd bez walki. Ale, oczywiście, nie zdobyła się na to.

Kiedy rozmowa w pokoju obok zeszła na tematy sportowej Megan odwróciła się od 

lustra. Zaczynała się zastanawiać, czy zamieszkanie z McGowanami nie było największym 

błędem jej życia.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopakach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis czwarty

Uwaga nr 1: Chłopcy nie wiedzą, kiedy sobie odpuścić.

background image

ROZDZIAŁ 6

Megan spięła nadal wilgotne włosy w kucyk i naciągnęła na głowę czerwony kaptur 

bluzy.  Słońce  różowiało  na porannym  niebie, a z pokojów  chłopców  dobiegały pierwsze 

odgłosy porannej krzątaniny. Złapała plecak, włożyła tenisówki i na palcach ruszyła w stronę 

schodów.

Kuchnia była ciemna i cicha. Megan odetchnęła z ulgą. Otworzyła  drzwi spiżarki, 

zaopatrzonej jak schron na wypadek bombardowania. Tuzin pudełek płatków, przynajmniej z 

pięćdziesiąt   puszek   zupy.   rząd   za   rzędem   opakowań   zapiekanki   z   makaronu   z   serem, 

krakersów, ciastek i precelków. Regina i John musieli chyba robić zakupy codziennie, żeby 

wykarmić ten swój mały miot demonów.

Megan przejrzała półki, znalazła otwartą paczkę batonów z chrupkami i wzięła dwa. 

Potem z lodówki porwała napój owocowy i ruszyła do tylnych drzwi. Nie ma to jak śniadanie 

w trasie.

Jej rower stal obok sześciu innych pod metalowym zadaszeniem, które przedłużało 

dach szopy. Wsadziła jeszcze nieodpakowany baton w zęby, wyplątała kierownicę rowem 

spomiędzy innych i odprowadziła rower na podjazd. Wsunęła butelkę z napojem w uchwyt, 

wskoczyła na siodełko i popedałowała w stronę szkoły.

Miała nadzieję, że po dwóch przejażdżkach na tylnym siedzeniu samochodu Evana, 

kiedy niespecjalnie uważała na drogę, jakoś przypomni sobie, którędy jechać.

Kwadrans później Megan podskoczyła na krawężniku i przecięła trawnik, zmierzając 

prosto w stronę stojaków na rowery pod szkołą. Ludzie już się zjeżdżali i kilka grupek stało 

przed   wejściem,   gadając   albo   przeglądając   nawzajem   swoje   notatki.   Megan   rozerwała 

opakowanie   drugiego   batona   i   pociągnęła   łyk   napoju,   wchodząc   po   schodach.   Czuła   się 

dobrze - była niezależna. Komu potrzebni są chłopcy McGowanów? Mogła sama o siebie 

zadbać. Wchodząc na najwyższy stopień, kątem oka zauważyła Hailey i kilka jej przyjaciółek. 

Najwyraźniej ją obserwowały.

- A więc... Strzelec - zagaiła Hailey z uśmiechem. - Widzę, że już nie wykorzystujesz 

mojego chłopaka jako szofera.

Megan nie była w nastroju. Przystanęła na długą chwilę i patrzyła Hailey prosto w 

oczy, póki ta wreszcie nie odwróciła wzroku. Potem przyjrzała się po kolei dziewczynom, 

które zaśmiały się z żartu Hailey. Dwie nie roześmiały się ani nic zareagowały.  Do tych 

Megan się uśmiechnęła, a potem wbiła zęby w baton i wyminęła je, wchodząc do budynku.

Tego popołudnia Miller już siedział przy stole na dziedzińcu, kiedy Megan wyszła ze 

background image

swoją tacą. Dowiedziała się z sieci, że jeśli chłopiec ma kiedykolwiek poczuć się przy niej 

swobodnie, musi mu pokazać, że ona tu zostanie - że jest kimś, do kogo będzie musiał się 

przyzwyczaić. Chociaż unikanie pozostałych McGowanów wydawało się niezłym planem, 

jedyny sposób, żeby pomóc Millerowi, wymagał, żeby spędzać z nim trochę czasu. Mogła 

zacząć teraz równie dobrze, jak w każdej innej chwili.

Nie chciała naruszać prywatnej przestrzeni Millera, więc usiadła naprzeciwko niego, 

ale   najdalej   jak   się   dało.   W   słuchawkach   komentator   ogłaszał   zdobyty   punkt   i   paplał   o 

sytuacji   na   boisku.   Miller   podniósł   wzrok   i   przyjrzał   się   Megan   wzrokiem   bez   wyrazu. 

Rumieniąc   się   pod   jego   obojętnym   spojrzeniem,   opuściła   oczy   na   własną   tacę   i   zaczęła 

ustawiać przedmioty według wielkości. Puszka z oranżadą, jabłko, minibuteleczka keczupu, 

miseczka z owocami. Burgera i frytki trzymała przed sobą. Kiedy skończyła, znów podniosła 

oczy na Millera, a on się uśmiechnął.

Cała twarz chłopca fantastycznie się rozświetliła. Megan odwzajemniła uśmiech, a 

Miller znów zajął się lunchem. Właśnie ugryzła potężny kęs burgera, kiedy jakiś cień padł na 

tacę z posiłkiem. Podniosła oczy i zobaczyła Evana, który stał obok stołu. Jeden policzek 

miała wydęty jak wiewiórka. Złapała serwetkę i zasłoniła usta, przeżuwając.

- Jak leci? - spytał Evan. siadając na sąsiednim krześle. Nie miał torby, książek ani 

lunchu. - Cześć, Mills. - Skinął głową bratu.

Miller nastawił głośniej radio.

- Wiesz, to naprawdę super. Że z nim tu siedzisz - powiedział Evan.

W   promieniach   słońca   jego   brązowe   oczy   miały   niesamowite,   złote,   połyskujące 

plamki. Ale nie dała się omotać. Stawiła opór.

- Dlaczego wy z nim nie siadacie? - spytała, rozpierając się na krześle i zaplatając 

ramiona na piersi. Dziwne, ale Evan już jej nie onieśmielał.

- Wiesz, jak to bywa. - Wzruszył  ramionami. - Co się stało dziś rano? Pojechałaś 

sama.

- Taa - mruknęła Megan oschle. - Pojechałam sama. Nastąpiła długa cisza. Komentator 

w radiu obwieścił zdobycie przez kogoś punktu.

- Słyszałaś nas wczoraj wieczorem, prawda? - spytał Evan, pochylając się naprzód z 

dłońmi zaciśniętymi między kolanami.

Megan rzuciła mu spojrzenie, które mówiło, że słyszała każde słowo. Evan spuścił 

głowę.

- Wiesz co? To nieważne - powiedziała, biorąc frytkę. - Po prostu będę wam schodzić 

z drogi... Nikomu nie zamierzam zawracać głowy... I wszyscy zapomnicie, że tam w ogóle 

background image

mieszkam.

- Taa, kiepski pomysł - stwierdził Evan.

- Słucham? - Megan oblała się purpurą.

- Słuchaj, ignorowanie moich braci to nie jest wyjście - powiedział Evan. - Zaufaj mi. 

Mieszkam z nimi trochę dłużej niż ty. Będziesz ich ignorować, to oni mocniej przykręcą 

śrubę.

- Och.

- No wiesz, nie da się nas ignorować - dodał Evan. - W razie gdybyś nie zauważyła, 

wszędzie nas pełno.

Megan   parsknęła   śmiechem,   a   potem   spróbowała   ukryć   zmieszanie,   popijając 

oranżadę.

- Nie możesz im pokazać, że mogą ci wejść na głowę, bo natychmiast to zrobią - 

doradził Evan. - Jedyna rzecz, która na nich działa, to taktyka bezpośredniego ataku.

Megan zagryzła krawędź puszki z oranżadą.

- Megan? Jesteś tam? - Evan pomachał jej dłonią przed oczami. Pokiwała głową i 

odstawiła puszkę.

- Spróbuję - powiedziała ze wzrokiem wbitym w tacę. - Dzięki za radę.

- Taa, nie ma sprawy - odparł Evan, chwytając frytkę z jej tacy. - Nadał nie mieści mi 

się w głowie, co wyprawiają rodzice. Wiesz, chodziło o tę godzinę policyjną. Założę się, że 

twoi nigdy ci nie wyznaczali godziny powrotu.

Megan wzruszyła ramionami. Jej rodzice nigdy nie musieli wyznaczać takiej godziny. 

Sama zawsze wracała do domu znacznie wcześniej niż jakakolwiek szanująca się nastolatka.

- Nieważne.   Niech   to   szlag   -   powiedział   Evan.   -   Sean   nigdy   nie   miał   godziny 

policyjnej, dlaczego nam dali szlaban? Im się wydaje, że teraz, kiedy tu jesteś, to my nagle 

potrzebujemy zasad? - Skrzywił się drwiąco i sięgnął po kolejną frytkę. - Nie zamierzam do 

żadnych się stosować.

Puls Megan nagle przyspieszył. Spojrzała na psotny uśmiech chłopaka. Kiedy Evan 

powiedział, że nie będzie przestrzegał reguł. - . Czy to dotyczyło również zasady: „Ręce precz 

od Megan”?

- Dobre frytki. Wezmę sobie coś do jedzenia - powiedział.

- Och, okay. No to... Do zobaczenia później. Evan spojrzał na nią z zakłopotaniem.

- Wezmę sobie coś do zjedzenia - powtórzył, a potem dodał: - wrócę tutaj - mówił 

powoli, jakby zwracał się do kogoś, kto dopiero uczy się angielskiego.

- Och, okay - wymamrotała Megan.

background image

Wyszedł   z   dziedzińca,   a   Megan   patrzyła   za   nim   z   głupkowatym   uśmiechem 

przylepionym do twarzy. Evan chciał zjeść z nią lunch. Z własnego wyboru. To musiało coś 

znaczyć. I jeśli się nie myliła, właśnie odbyli normalną rozmowę, przerwaną tylko jednym 

głupim parsknięciem. Ten dzień zdecydowanie się poprawiał.

Kiedy   Megan   znów   zabierała   się   do   jedzenia   lunchu,   coś   we   wnętrzu   stołówki 

przykuło jej uwagę. Hailey właśnie gapiła się na nią gniewnie. Siedziała przy stole na środku 

pomieszczenia i razem z przyjaciółkami i wszystkie otwarcie piorunowały ją wzrokiem.

Megan   coś   ścisnęło   w   żołądku   i   szybko   odwróciła   wzrok,   udając,   że   nic   nie 

zauważyła. Niewiarygodne. Dlaczego Evan w ogóle chodził z kimś tak agresywnym? Wart 

jest czegoś znacznie lepszego. Megan ugryzła spory kęs hamburgera.

Od tej pory wszystkie chwyty dozwolone. Zachichotała ze swojej nagłej śmiałości, 

wyciągnęła z plecaka szkolne wydanie Hamleta i pochyliła zaczerwienioną twarz nad lekturą.

Słońce prażyło Megan w plecy, kiedy przejęła piłkę przy bocznej linii. Działała na 

czystej  adrenalinie. Krew spływała z rozciętego kolana, plamiąc  skarpetę i ochraniacz na 

łydce. Ramię miała pobrudzone ziemią i lada moment mogło jej zacząć ciec z nosa. Wiatr 

rozwiewał Megan włosy, kiedy biegła boiskiem.

Ale   widziała   przed   sobą   jedynie   bramkę.   Czuła   tylko   oddech   Hailey   na   karku. 

Dziewczyna deptała jej po piętach.

Megan szykowała się do podania, ale w ostatniej sekundzie coś zaczepiło o jej kostkę i 

runęła na murawę. Pomogło jej w tym zręczne pchnięcie dłonią między łopatki. Megan aż 

odskoczyła głowa, kiedy resztą ciała uderzyła o ziemię. Bolało jak diabli, ale nie leżała długo. 

Nie miała zamiaru dać się pobić Hailey, nieważne jak nieczysto grałaby ta dziewucha.

- Hailey! Co ty, do diabła, wyprawiasz? - krzyknęła Ria Wilkins, podając Megan rękę.

Ria była niską, mocno zbudowaną zawodniczką obrony Ona i Aimee przez cały mecz 

osłaniały tyły Megan. Szybko się zorientowały że Hailey usiłuje zabić Megan, ile razy ta 

dorywa się do piłki.

- Bo co? - krzyknęła Hailey, zatrzymując się i biorąc piłkę w ręce. - Robię swoje.

- Przestań! Ewidentnie ją popchnęłaś! - zaprotestowała Aimee.

- Dziewczyny, nie ma sprawy - powiedziała Megan, ze świstem wciągając powietrze. - 

Gra była czysta.

- Nie była, i dobrze o tym wiesz - odparła Ria. - Przepraszam, ale nikt normalny w 

czasie treningów nie fauluje świetnego gracza z własnej drużyny.

- O   co   ci   chodzi,   Ria?   -   Hailey   spiorunowała   dziewczynę   wzrokiem.   -   Chcesz 

powiedzieć, że nie dbam o tę drużynę?

background image

- Ty (o powiedziałaś, nie ja - odparła Ria, odwzajemniając gniewne spojrzenie.

Nagle wściekle zagwizdał gwizdek i trenerka Leonard weszła w środek raptownie 

rosnącego  kółka. Megan stanęła  z boku i grzbietem dłoni  otarła nos. Hailey była  dzisiaj 

bardzo agresywna, ale Megan oddawała pięknym za nadobne. W przeciwieństwie do Hailey 

grała  czysto,  ale  Hailey też  najadła  się sporo trawy.  Łokieć miała  posiniaczony,  a twarz 

pobrudzoną ziemią. To wszystko stanowiło część gry.

- Dobra, dziewczyny, dość tego. Chyba dziś skończymy trening trochę wcześniej. - 

Trenerka ogarnęła wszystkie zawodniczki groźnym spojrzeniem. - Podoba mi się energia, 

jaką widzę na boisku, ale... Hailey, Megan, jeśli nie zaczniecie współpracować, i to szybko, w 

czasie meczu sędziowie odeślą was na ławkę, zanim zdążycie powiedzieć zero do dziesięciu - 

dodała,   patrząc   na   obie   dziewczyny.   -   Bez   was   na   boisku   nie   grozi   nam   zbyt   wiele 

wygranych, więc proponuję, żebyście spróbowały się ze sobą dogadać.

- Tak, trenerko - powiedziała szybko Megan.

- Tak, trenerko - dodała Hailey.

- Dobrze. Ale jeszcze zanim pójdziecie pod prysznic - zwróciła się Leonard do całej 

drużyny - pragnę przypomnieć, że na naszym ostatnim sobotnim treningu przed meczem z 

Hacketstown   będziemy   wybierać   nowego   kapitana.   -   Więc   się   zastanówcie,   kogo 

chciałybyście widzieć w roli lidera.

Prawie   wszystkie   spojrzały   na   Hailey,   a   ona   najwyraźniej   tego   właśnie   się 

spodziewała. Megan wróciła myślami do swojej drużyny w Teksasie - w tym roku miała tam 

zostać kapitanem. Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze, usiłując zignorować 

ukłucie żalu w piersi.

- Dobra, teraz pod prysznice - zawołała trenerka. Grupka się rozeszła i Vithya Jane, 

dziewczyna, którą Megan poznała w Logan poprzedniego wieczoru, podeszła i przybiła jej 

piątkę.

- Nieźle brykasz po boisku - powiedziała.

- Dzięki - odparła Megan, zdziwiona, że jakakolwiek przyjaciółka Hailey chciała jej 

pogratulować.

Vithya uśmiechnęła się i truchtem pobiegła za Hailey i Tiną. Aimee i Ria z obu stron 

oflankowały Megan.

- Trzeba by opatrzyć kolano. - Ria skrzywiła się, spoglądając na zakrwawioną nogę.

- Ee, tam - mruknęła Megan. - To moja pierwsza blizna po walce w barwach Żbików.

Aimee i Ria roześmiały się i we trzy paplały przez całą drogę powrotną do szatni.

Megan była pewna, że nic jej nie jest, dopóki nie zeskoczyła z roweru na podjeździe 

background image

McGowanów i nie poczuła, jak bardzo bolą ją mięśnie. Najwyraźniej potrzebowała trochę 

więcej ćwiczeń rozciągających. Hailey dziś naprawdę dała Megan niezłą szkołę. W końcu ta 

dziewczyna sprawi, że Megan będzie grać jeszcze lepiej, zamiast znaleźć się na liście rannych 

w akcji.

Tylne   drzwi  zamknęły   się,   kiedy  Megan   obchodziła   dom.   Zobaczyła   Finna,   który 

przeszedł przez podwórko i znów skierował się do szopy. Megan podprowadziła rower pod 

boczną ścianę i oparła go tam razem z innymi.  Przystanęła na moment, nasłuchując. Nie 

słyszała żadnego dźwięku. Nic. Co on tam robił?

Boże, mam nadzieję, że on nic przegląda stosu „Playboyów”.

Mimo tej odrażającej myśli nie mogła zapanować nad ciekawością. Poza tym miała 

przecież przechodzić intensywny kurs. A jego częścią jest odkrywanie, co robią faceci, kiedy 

są sami w szopie, no nie?

Zbierając się na odwagę, Megan otworzyła drzwi. Finn obrócił się na pięcie, szeroko 

otworzył oczy i nie odrywał od niej spojrzenia. Ubrany był w niebieską koszulkę z napisem: 

Grzeczni Chłopcy Głosują,  poznaczoną śladami palców umazanych fioletową farbą. Włosy 

miał trochę bardziej potarganej niż zwykle.

- O   rany,   całe   życie   przeleciało   mi   przed   oczami   -   wysapał.   -   Na   śmierć   mnie 

wystraszyłaś.

- Przepraszam - powiedziała Megan.

Miała przeczucie, że powinna po prostu wyjść, ale była za bardzo zaskoczona, żeby 

się poruszyć. Finn. dzięki Bogu. nie robił tam nic zdrożnego. Stał przed sztalugami, z paletą 

malarską i pędzlem w dłoniach. Dokoła niego, przy ścianach i na podłodze, piętrzyły się 

dziesiątki   płócien,   wszystkie   niewykończone.   Żaden   obraz,   jak   widziała,   nie   został 

namalowany do końca.

- A niech mnie! - Finn zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów. - Wałęsałaś się po 

kiepskich dzielnicach?

Megan spojrzała na ranę na swoim lewym kolanie i siniak, który zaczynał fioletowieć 

na łydce.

- Nie. Byłam... na treningu - wyjaśniła. - Przepraszam, mam sobie iść?

- Nie! Nie - Finn wytrzasnął skądś stołek. - Wejdź. Klapnij sobie. Wyglądasz, jakbyś 

tego potrzebowała.

Megan uśmiechnęła się ostrożnie i weszła do szopy, bojąc się dotknąć czegokolwiek. 

Prześliznęła się bokiem koło sztalug i usiadła na stołku, który zachwiał się pod jej ciężarem. 

Megan wyrzuciła ramiona na boki, usiłując złapać równowagę, a Finn chwycił ją za rękę.

background image

- Przepraszam. To grat - bąknął.

- Nie ma sprawy - odparła Megan. Spojrzała na rękę, którą ściskał jej dłoń.

Teraz puścił, odchrząknął i klepnął się w udo.

- Co, Hailey tak cię urządziła? - Finn zerknął na pokancerowane nogi. Wycisnął trochę 

farby na paletę i pędzlem zmieszał kolory.

- Skąd wiesz? - spytała Megan.

- Bo znam Hailey - odparł Finn, zdmuchując kosmyk blond włosów, który opadł mu 

na oko. - W drugiej klasie podstawówki na imprezie z okazji czwartego lipca ukradła mi loda 

i wepchnęła mnie do głębokiego basenu. Od tego czasu zawsze jej się bałem.

- Poważnie? - Megan uśmiechnęła się kpiąco.

- Nigdy nie żartuję na temat lodów - odparł Finn z półuśmiechem.

Megan   roześmiała   się   i   zaczęła   rozglądać   wkoło.   Na   wpół   Wykończony   obraz 

najbliżej niej ukazywał parę wdzięcznie złożonych dłoni. Ale palce nie zostały domalowane i 

kończyły   się   białą   plamą.   Za   nim   stał   obraz   nagiego   ramienia   i   szyi   dziewczyny,   która 

odwracała się od patrzącego, ale jej włosów i rysów nigdy nie dokończono. W sumie na 

każdym   płótnie   były   fragmenty   postaci   widziane   pod   najrozmaitszymi   kątami,   ale   żaden 

obraz nie został dokończony i nie stanowił tradycyjnego portretu en face.

- Wiem, co myślisz - powiedział Finn, dotykając pędzlem płótna, które miał przed 

sobą. - Ten facet nigdy niczego nie kończy.

Megan się zarumieniła.

- Nie... Tylko że...

- Ja właśnie to sobie myślę, ile razy tu wchodzę - ciągnął Finn. - To takie dziwne. 

Mam natchnienie i przychodzę tutaj, gotów natychmiast realizować swoją wizję, ale kiedy już 

mija pierwsza gorączka, zupełnie nie wiem, co robić dalej. - Finn włożył pędzel do kubka z 

wodą i spojrzał na Megan przez ramię. No i jak, bardzo daje ci w kość?

- Kto?

- Hailey - odparł Finn.

Megan uśmiechnęła się złośliwie.

- Nie   dzieje   się   nic,   z   czym   nie   mogłabym   sobie   poradzić.   Finn   odwrócił   się   od 

sztalug, żeby się do niej uśmiechnąć.

- Świetnie - powiedział.

Z  jakiegoś powodu  to proste  słowo  przyniosło  Megan ulgę.  Może  ze względu  na 

sposób, w jaki je wypowiedział. Jakby był z niej dumny. Albo jakby mu zaimponowała. Albo 

jakby wcale go to nie dziwiło.

background image

- Może nawet każę jej zapłacić za tego twojego loda - zażartowała Megan.

- Nie trzeba. Już wyrosłem z lodów - oznajmił Finn. - Teraz wolę koktajle mleczne. - 

Wsunął palce za szlufki dżinsów i podciągnął je wysoko. Oboje się roześmieli.

Finn podtrzymywał spojrzenie Megan, póki ona nie odwróciła wzroku. Nagle ogarnęło 

ją przemożne i znajome poczucie.

że nie wie, co teraz powiedzieć. Finn wydawał się całkiem miłym facetem, ale jak 

reszta młodszych McGowanów, też brał udział w debacie: jak się pozbyć Megan. Czy był dla 

niej uprzejmy tylko dlatego, że w pobliżu nie kręcił się żaden z jego braci? Czy po prostu 

udawał?

Finn znów odchrząknął i spojrzał na nią spod oka. Megan rozmyślała o tym, co w 

szkole powiedział jej Evan - że najlepiej radzić sobie z jego braćmi, stawiając im czoło. Może 

gdyby to robić z każdym z osobna, byłoby prościej. Poza tym rozmowa z Finnem wydawała 

się dziwnie łatwiejsza niż z kimkolwiek z pozostałych mieszkańców domu.

- No więc... Ja... Słyszałam, jak o mnie rozmawialiście wczoraj wieczorem - zagaiła 

Megan, spoglądając na własne dłonie.

Finn   opuścił   rękę.   w   której   trzymał   pędzel,   i   spojrzał   na   Megan,   najwyraźniej 

zażenowany.

- Och, okay. Ty... Dobrze.

- Dobrze? - spytała. Finn się zarumienił.

- No   tak.   Zdarza   mi   się   to   czasami.   Zamierzałem   powiedzieć:   „naprawdę?”,   ale 

chciałem   też   dodać:   „niedobrze”   -   wyjaśnił,   odkładając   pędzel  i   paletę   na   zabałaganioną 

półkę. - Po prostu miewam takie skróty myślowe.

Megan się uśmiechnęła. Znała to uczucie. - A więc... słyszałaś nas... - Finn wepchnął 

dłonie w kieszenie dżinsów.

- Taa. no więc... Wszyscy chcecie się mnie pozbyć... - zaczęła Megan.

- My tylko... W pewnym sensie przyzwyczailiśmy się do tego, jak było przedtem.

- Rozumiem. Naprawdę - przyznała Megan. - Ale nie wydaje się wam. że dla mnie to 

też jest trudne? Nigdy nie musiałam mieszkać wśród tylu ludzi, moi rodzice wyjechali i, no 

cóż, w razie gdybyś nie zauważył, wy, faceci, jesteście trochę... - Dominujący? - spytał Finn.

- Dobre słowo - przytaknęła.

- Słuchaj,   wszyscy   po   prostu   potrzebujemy   czasu,   żeby   się   przyzwyczaić.   -   Finn 

wzruszył ramionami. - Spróbuj się tym nie przejmować.

Megan spojrzała Firmowi w szaroniebieskie oczy i uśmiechnęła się lekko.

- A więc... Nie jesteś z nimi.

background image

Finn uśmiechnął się w odpowiedzi. Jemu też, jak Millerowi, w uśmiechu rozjaśniała 

się cała twarz.

- Z tobą jest tutaj... Powiedzmy... inaczej - stwierdził. - Ale o mnie się nie martw. Ja 

sobie chyba poradzę.

Megan uniosła brwi.

- Och, doprawdy?

- Taa - odparł spokojnie Finn, patrząc jej prosto w oczy. Doprawdy.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopakach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis piąty

Uwaga nr 1: Chłopcy nie mają problemu z zabieraniem ci jedzenia z talerza bez pytania.

Mówię ci, o WSZYSTKIM decyduje ich żołądek!

Uwaga nr 2: Chłopcy nie zawsze wiedzą, co mówią.

Okazuje się, że Finn potrafi czasem pleść bez sensu, zupełnie jak ja.

Uwaga nr 3: Chłopcy POTRAFIĄ myśleć niezależnie.

Evan siedział ze mną w czasie lunchu, a Finn totalnie nie zgadza się z planem „wymrożenia 

Megan”. Może Doug wcale nie jest mózgiem całej „operacji piekło”, jak pewnie uważa.

background image

ROZDZIAŁ 7

Megan   odeszła   od   kolejki   przy   bufecie,   z   tacą   i   zwiniętym   egzemplarzem 

„Motocykla”, wystającym z bocznej kieszeni szerokich bojówek. Jeśli znów miała siedzieć na 

zewnątrz w towarzystwie milczącego Millera, to zamierzała zadbać o własną rozrywkę. Była 

zbyt bystra, żeby liczyć na towarzystwo Evana przez dwa dni z rzędu.

- Megan! Tutaj!

Aimee   pomachała   do   niej   ze   środka   stołówki.   Megan   zerknęła   na   dziedziniec   i 

zobaczyła, że Miller już jest pogrążony w sprawozdaniu z meczu. Wczoraj nie odezwał się do 

niej ani do Evana ani słowem. Niezależnie, jak bardzo chciała przełamać lody w kontaktach z 

Millerem,   uznała,   że   dla   odmiany   dobrze   jej   zrobi   towarzystwo   dziewczyn.   Ruszyła   w 

kierunku Aimee, Rii i ich przyjaciółek.

- Hej! - Aimee z uśmiechem kłapnęła z powrotem na swoje krzesło.

- Cześć - odparła Megan. - Hej, Ria.

- Jak leci? - odezwała się Ria. - Znasz już Jennę i Pearl? - Wskazała na dziewczyny 

siedzące po przeciwnej stronie stołu.

- Tak i nie... Cześć. - Megan wśliznęła się na krzesło obok nowych koleżanek.

I tarł należała do drużyny, więc Megan zdążyła już ją poznać. Miała krótkie jasne 

włosy   i   okrągłą   buzię.   Teraz   pilnie   zajmowała   się   robieniem   bransoletki   z   kolorowych 

paciorków,  które  trzymała  w  pudełku  przed  sobą.  Jenna miała  długi   ciemny  warkocz  do 

połowy pleców i nosiła modne lotnicze okulary.

- Cześć - odezwała się Jenna. - Jesteś ze mną na hiszpańskim, prawda?

- Szósta lekcja z panią Krantz? - upewniła się Megan. - Ta kobieta chyba za mną nie 

przepada.

- Dlatego   że   lepiej   znasz   hiszpański   niż   ona   -   powiedziała   Jenna   z   szerokim 

uśmiechem.

- Moja babcia też miała na imię Pearl - oświadczyła Pearl, nizając fioletowy koralik na 

cienki sznureczek obok przypadkowej kombinacji niebieskich, zielonych i turkusowych.

- Aha - mruknęła Megan. - Fajne. - Okazała na bransoletkę.

- Chcesz   taką?   Mogę   ci   zrobić.   Robię   dla   wszystkich   -   powiedziała   Peral   z 

ożywieniem.

Aimee,   Kia   i   Jenna   jak   na   komendę   uniosły   ręce.   Na   nadgarstkach   miały   pełno 

koralikowych bransoletek.

- Ona nie usiedzi bezczynnie - wyjaśniła Aimee.

background image

- Naprawdę? Ja jestem taka sama - przyznała Megan.

- Tak? - Pearl rozjaśniła się cała twarz. - Widzicie? Mówiłam wam, dziewczyny, ze 

nie potrzebuję środka uspokajającego. To całkiem normalne zachowanie. No i jak, Megan, 

chcesz bransoletkę? Bo właśnie wymyśliłam kilka nowych wzorów.

- Taa, jasne. Bardzo - powiedziała Megan.

- Świetnie!  - Pearl  sięgnęła  za plecami  Jenny i postawiła  przed  Megan pudełko z 

koralikami. - Wybierz kolory.

Megan się roześmiała.

- Okay. A mogę po lunchu?

- Jasne! Oczywiście! - odparła Pearl.

- No więc, Megan, do rzeczy - powiedziała Ria, opierając łokcie na stole. - Jak to się 

stało, że trafiłaś do raju pełnego chłopaków?

Megan ugryzła kanapkę.

- Ja bym tego rajem nie nazwała.

- O   mój   Boże,   żartujesz   chyba?   Chłopcy   McGowanów...   -   westchnęła   Aimee.   - 

Przecież to jak siły specjalne seksu.

Megan roześmiała się i napiła się oranżady.

- Siły specjalne seksu?

- No co?! oburzyła się Aimee. - Nadal w głowie mi się nie mieści, że moja siostra 

chodzi z jednym z tych przystojniaków.

- Daj spokój. Kiedy Hailey i Evan raz już zyskali etykietkę najpiękniejszej pary, pod 

koniec   podstawówki,   wszyscy   wiedzieliśmy,   że   wcześniej   czy  później   zaczną   wymieniać 

ślinę - powiedziała Ria, zabierając się do makaronu.

- Ria! - zawołały jej przyjaciółki.

- Uh... Aimee wsadziła sobie palec w gardło.

- No i...? - zwróciła się Ria do Megan, ignorując koleżanki.

- Wygrałaś jakiś konkurs, czy co?

- Nasi rodzice od dawna się przyjaźnią - wyjaśniła Megan, rumieniąc się na myśl o 

pocałunkach Evana i Hailey. - Moich rodziców przeniesiono za ocean, a ja nic chciałam z 

nimi jechać, więc McGowanowie zaproponowali, że wezmą mnie do siebie.

- O rany. No i jak, widziałaś któregoś z nich nago? - dopytywała Ria.

Jenna, Aimee i Pearl znieruchomiały, czekając na odpowiedź.

- Nie,   nago   nie   -   odparła   Megan.   Rozejrzała   się   i   pochyliła   nad   stołem.   -   Ale 

większość z nich widziałam w bokserkach.

background image

Jenna o mało nie zemdlała z wrażenia.

- O mój Boże. Evan McGowan w bokserkach. Jak wyglądał?

Można się było przestraszyć. Megan wspomniała jego potężną poranną erekcję.

- Dość... ciekawe.

- Evan   McGowan   jest   świetny.   -   Pearl   przerwała   robienie   bransoletki   i   podniosła 

rozmarzony wzrok. - To o mm miałam pierwszy erotyczny sen.

- Naprawie? - spytała Megan.

- Chyba   my   wszystkie   -   odparła   Aimee.   -   No   bo   jakżeby   inaczej?   Wiesz,   on   tak 

strasznie flirtuje.

Megan   miała   wrażenie,   że   popada   w   stan   nieważkości.   Odłożyła   kanapkę,   nagle 

nabierając ochoty na oranżadę.

- Serio?

- A co, nie zauważyłaś? - spytała Ria. - Ten chłopak będzie flirtował z każdą, zawsze i 

wszędzie. Nawet z brzydkimi dziewczynami.

- Ria! - znów zawołały jej przyjaciółki.

Megan z trudem łapała oddech. Oczywiście, że jest strasznym flirciarzem. A tobie się 

wydawało, że to wyjątkowy facet?

Ale   nawet   myśląc   to,   zdała   sobie   sprawę,   że   rzeczywiście   tak   się   zdawało.   Była 

pewna, że uwag. i uśmiechy Evana coś znaczą. Musiały coś znaczyć.

- No   co?   ale   przecież   dobrze,   że   Adonis   flirtuje   z   trollami   -   sprzeciwiła   się   Ria, 

szeroko otwierając oczy. - To wzmacnia poczucie własnej wartości.

Okay. zaraz sama sobie przyłożę.

- Przepraszam Ria nie zdaje sobie sprawy, ze nie wszystkie potrzebujemy uwagi ze 

strony  seksownych  chłopców;  żeby  mieć  poczucie  własnej   wartości  -  powiedziała   Jenna, 

poprawiając okulary na nosie.

Megan   przypomniała   sobie,   jak   rozpierała   ją   pewność   siebie,   ile   razy  Evan   z   nią 

żartował.

Poczuła ogromne zawstydzenie.

Jej matka feministka byłaby naprawdę oburzona. Ale ja nie potrzebuję jego uwagi. To 

po prostu... miłe.

- No cóż, nieważne - powiedziała Aimee. - Chciałabym, żeby tak nie robił. Hailey 

dostanie przez niego bzika, a to się odbije na mojej rodzinie.

- Jej się to nie podoba, hę? - spytała Megan, z trudem przełykając.

- No pewnie - odparła Aimee, nadziewając na widelec trochę sałaty. - Ona żyje tylko 

background image

dla   tego   faceta,   przysięgam.   Mówiąc   szczerze,   nie   wiem,   o   co   tyle   zamieszania.   Evan 

zachowuje się czasami jak totalny palant i nie jest nawet najseksowniejszy.

- No fakt. Najseksowniejszy jest Finn wtrąciła Ria.

- Tak? - spytała Megan, zadowolona ze zmiany tematu.

- Bzdura! Evan jest o wiele seksowniejszy od Finna! - stwierdziła Pearl.

- W sumie chodziło mi właściwie o Millera powiedziała Aimee.

- Millera? - powtórzyły wszystkie osłupiałe.

Aimee rzuciła okiem na dziedziniec, gdzie Miller rozparł się na krześle, słuchając 

radia..

- Nie wiem. Jest w nim coś takiego. . - Z zamyśleniem zmrużyła oczy, kiedy mu się 

przyglądała.

- Taa, coś dziwnego - dokończyła Ria.

- Ria! - skarciły ją przyjaciółki.

- Nie, ja rozumiem - powiedziała Megan. - On jest takim silnym, milczącym typem.

- No - zgodziła się Aimee, uśmiechając się nieśmiało i prostując na krześle. - Nie 

żebym kiedykolwiek miała się załapać na takiego faceta. Czy w ogóle na faceta.

- Co? - zdziwiła się Megan.

- Przestań. Tylko spójrz na mnie - mruknęła Aimee.

- No co. Przecież jesteś piękna - powiedziała Megan.

- Daj   sobie   spokój,   Megan   -   westchnęła   Ria,   wymachując   widelcem.   -   Cały   czas 

powtarzamy tej dziewczynie, ze z dwóch Farmerek to ona zdecydowanie lepiej wygląda, ale 

nie chce nam wierzyć.

- Ręce mam grubsze ni Hailey łydki. - Aimee zmarszczyła brwi - A zresztą zejdźcie 

już ze mnie, dobra?

Ria   i   Jenna   przewróciły   oczami.   Aimee   miała   szerokie   ramiona,   była   mocno 

umięśniona i może rzeczywiście trochę przy kości, ale nie wyglądała jak spaślak.

- Poza tym mnie moja tusza nie przeszkadza. Pewnego dnia jakiś facet totalnie się we 

mnie   zakocha,   tyle   że   nie   w   liceum   -   dodała   Aimee.   -   Chłopcy   w   liceum   są   strasznie 

powierzchowni.

- No cóż, może nie wszyscy. - Megan zerknęła na Millera, a potem pochyliła się nad 

stołem. - Widziałaś kiedyś jego uśmiech? - spytała.

- Chyba nic - odparła Aimee.

- No to tylko poczekaj - powiedziała Megan. - Zaprze ci dech w piersi.

Aimee przygryzła dolną wargę i znów popatrzyła na Millera.

background image

Nagle   wyrzucił   ręce   w   górę   i   coś   zawołał,   strasząc   siedzących   na   dziedzińcu 

wyznawców stylu goth. Aimee roześmiała się i wróciła do swojej sałatki.

- No cóż, nieważne. Nadal twierdzę, że najlepszy jest Finn.

- Wy, dziewczyny, po prostu nie macie tak wyrobionego gustu jak ja. Mnie się podoba 

taki   uduchowiony,   smętny   typ   -   wyznała   Ria,   zerkając   nad   ramieniem   Megan.   -   Tylko 

popatrzcie na tego faceta. Te niebieskie oczy, te włosy, jakby przed chwilą wstał z łóżka. I jak 

on się ubiera. Każdy facet, który może na siebie wrzucić byle co i nadal wygląda ekstra, ma 

mój głos. - Megan odwróciła się i zobaczyła Finna, który siedział przy jednym ze stołów przy 

oknie, ubrany w spłowiały czarny T - shirt, luźne dżinsy i wiecznie poplamione farbą buty.

Słońce wpadało do środka przez okna po jego lewej stronie, rozjaśniając ciemnoblond 

włosy i skupione spojrzenie chłopaka. Otaczała go grupa facetów, którzy gadali jeden przez 

drugiego i śmiali się, ale Finn był skupiony na szkicowniku trzymanym  na kolanie. Dłoń 

szybko poruszała się nad kartką i nawet kiedy tuż obok nosa Finna przeleciała rzucona przez 

kogoś cząstka pomarańczy, prawie tego nie zauważył.

- No, trzeba przyznać, że koncentracja godna podziwu - powiedziała Jenna.

- Taa, ale to ciacho jest stracone. Ma oczy tylko dla jednej dziewczyny - dodała Ria.

- Naprawdę? Dla której? - spytała Megan.

Ria wskazała plastikowym widelcem.

- Dla Kayli Bird.

Wysoka,   smukła   piękność   z   oliwkową   cerą   podpłynęła   do   stołu   Finna,   w   długiej 

spódnicy   i   czarnych   wysokich   butach.   Opadła   na   krzesło   po   przeciwnej   stronie   stołu   i 

odrzuciła za ramiona jasnobrunatne, kędzierzawe włosy. Finn podniósł wzrok i natychmiast 

zamknął szkicownik.

- Kto to? - spytała Megan.

- Kayla   Birdz   z   trzeciej   klasy.   Artystka   i   piękność   z   permanentną   opalenizną   - 

wyjaśniła Ria.

- Ta   dziewczyna   potrafi   pojawić   się   na   miejskim   basenie   w   bikini   ze   stringami   - 

wtrąciła Aimee. - A to jest przecież Massachusetts. Kto zdoła z czymś takim konkurować?

Megan wpatrzyła się w plecy Kayli. Tuz obok ramiączka jej białej koszulki widniało 

małe znamię. Na wiotkim nadgarstku miała delikatny, złoty zegarek wyglądający na antyk.

Wszystko  w  tej  dziewczynie   było   pełne   wdzięku.  Nawet,  kiedy  uniosła   butelkę  z 

wodą, żeby odkręcić zakrętkę, wyglądała jak baletnica. Megan spojrzała na Finna i zobaczyła, 

że nie odrywa od niej wzroku. Nie od Kayli, ale od niej. Megan zabiło serce na mysi, że 

została złapana na gapieniu się, a Finn obrzucił ją zagadkowym spojrzeniem. Pomachał ręką, 

background image

więc tez go pozdrowiła, a potem szybko odwróciła się do swojego stolika. Zgarbiła się na 

krześle, rumieniąc się gwałtownie. Jedyny chłopak McGowanów, który nie uważał jej za 

dziwadło, a teraz... No cóż, już ją będzie uważał za dziwadło.

- Och! Od razu widać, którego z McGowanów lubi Megan. - Ria wskazała na nią 

palcem. - Ty jesteś z tych dziewczyn, co lubią Finna. Wiedziałam, że się dogadamy.

- Nie, to nieprawda - odparła Megan. - Finn mi się nie podoba...

- Akurat! Szkoda, że nic widzisz, jak wyglądasz! - powiedziała Ria.

- Ona ma rację - przyznała rzeczowo Jenna. - Strasznie się rumienisz.

- No   cóż,   to   u   mnie   normalne   Ciągle   się   czerwienię   -   powiedziała   Megan,   znów 

siadając prosto i odchrząkując. - Wierz mi. Finn nie jest w moim typie.

- Skoro tak twierdzisz - mruknęła Ria wymachując widelcem.

- Ha,   przynajmniej   nie   jesteś   z   tych,   którym   podoba   się   Evan   bo   to   już   byłaby 

prawdziwa katastrofa - dodała Aimee.

- Taa   -   powiedziała   Megan,   unikając   wszelkiego   kontaktu   wzrokowego.   - 

Przynajmniej nie jestem z tych.

Tego  popołudnia   Megan szła  do  szatni  i  czuła,  że  musi  się wyżyć   na  boisku, by 

zapomnieć   o   problemach   całego   dnia.   Na   chemii   nikt   nie   chciał   być   jej   partnerem   do 

eksperymentów przez ten niefortunny wypadek z pierwszego dnia, a pani Krantz ni mniej, ni 

więcej   tylko   dała   jej   burę   za   to,   że   poziomem   wyprzedza   resztę   klasy   na   hiszpańskim. 

Najwyraźniej   wszystkich   wkoło   wytrącała   z   równowagi.   Co   ona   niby   miała   zrobić? 

Zapomnieć, że zna hiszpański?

Kiedy Megan weszła do sportowego skrzydła szkoły, usłyszała donośne głosy. Ktoś z 

kimś się sprzeczał  niż za kolejnym  załomem  muru, pod szkolnym  sklepikiem. I te głosy 

brzmiały znajomo. Czyżby... Evan ?

- ...wiesz, że nie miałem nic złego na myśli.

- To nieważne, ze ja to wiem. One tego nie wiedzą - odparł glos Hailey. - Połowa 

dziewczyn w tej szkole dziwnie na mnie patrzy. Czy ty w ogóle masz pojęcie, jak ja się z tym 

czuję?

- Nie rozumiem, o co ci chodzi - odezwał się Evan.

- One uważają, że ci się podobają! - odparła Hailey. - Myślą, że są ode mmc lepsze, bo 

z nimi flirtujesz na moich oczach. - Głośne westchnienie. Megan obejrzała się za siebie, żeby 

sprawdzić, czy idzie tu ktoś jeszcze, ale korytarz był pusty. Nie miała ochoty dać się złapać na 

podsłuchiwaniu, ale też nie mogła zmusić się do odejścia.

- Hailey, ja po prostu taki już jestem - tłumaczył Evan. - Lubię ludzi.

background image

- Taa, jasne - powiedziała Hailey ironicznie.

- No bo tak jest! Wiedziałaś o tym od początku - odparł Evan. - Daj spokój, nie ufasz 

mi?

- Oczywiście, ze ci ufam - oburzyła się Hailey. - Tylko że... Po prostu... Wyobraź 

sobie, jak byś się czuł, gdyby wszyscy faceci w szkole mieli ochotę na mnie.

Megan zamrugała. Coś ją ścisnęło za serce. Hailey rzeczywiście wydawała się pod 

tym względem bezbronna. Megan pomyślała o uwadze Pearl, o jej fantazjach seksualnych z 

Evanem w roli głównej. Mozę to wcale nie taka łatwa sprawa chodzie z najseksowniejszym 

facetem w szkole.

- A nie mają? - powiedział Evan beztrosko.

Megan przewróciła oczami.

- Evan, ja usiłuję porozmawiać poważnie!

- Dobrze!   Dobrze!   Co   chcesz,   żebym   zrobił?   Mam   w   ogolę   nie   rozmawiać   z 

dziewczynami? - spytał Evan.

- Niezły pomysł - przyznała Hailey.

Megan szczęka opadła.

- Nie wierzę własnym uszom.

- Ja   też   -   mruknęła   Megan   pod   nosem.   Mozę   i   związek   Hailey   nie   był   taki 

bezproblemowy, ale nie musiała aż tak kontrolować Evana.

W tym momencie usłyszała, że korytarzem nadchodzi grupka koleżanek z drużyny. 

Rzuciła się naprzód i szarpnęła drzwi do szatni, udając, że dopiero co tam dobiegła. Aimee, 

Ria i kilka innych dziewczyn minęły załom muru, robiąc dość hałasu, żeby uciszyć Hailey i 

Kvana.

- Hej - zawołała Megan. - Gotowe do boju.

- Jak nigdy, choroba - powiedziała Ria. - Mogę udawać, ze piłka to twarz naszego 

matematyka?

Megan się roześmiała. Kto wie, co się jeszcze zdarzy między Evanem a Hailey? Cóż, 

wszystko jedno. Wreszcie zaczynała czuć, że należy do grupy. A jeśli mogło się zdarzyć coś 

takiego, to właściwie wszystko było możliwe.

Po treningu Megan siedziała w szatni, a Ria zaplatała jej mokre włosy we francuski 

warkocz. Megan przytupywała i niecierpliwie spoglądała na swój gruby, czarny plastikowy 

zegarek. Nowa bransoletka w kolorze rubinowej czerwieni jeździła po ręku w górę i w dół 

przy każdym ruchu. - Długo jeszcze? - spytała.

- Już prawie skończyłam - odparła Ria.

background image

Aimee wyszła z łazienki i złapała swój plecak.

- Powinnaś tak je wysuszyć, a potem rozpleść na imprezę wieczorem - powiedziała. 

Założę się, ze twoje włosy będą wyglądać niesamowicie, takie falujące.

Megan przełknęła z trudem, bo zaschło jej w gardle.

- Imprezę? - spytała, sięgając po butelkę z napojem stojącą między stopami.

- Jeśli będziesz się kręcić, to potrwa jeszcze dłużej - ostrzegła Ria.

- Dobra  -  odparła  Megan.  Może  właśnie   dlatego  nigdy wcześniej  nie   miała  wielu 

przyjaciółek, ale całe pindrzenie się po prostu do niej nie pasowało.

- Och. Ta... Drużyna piłki nożnej chłopaków robi dziś wieczorem imprezę - wyjaśniła 

Aimee. - Myślałam, że ci mówiłam.

- Powinnaś przyjść - wtrąciła Ria, zaglądając Megan przez ramię. - To pierwsza duża 

impreza roku i zazwyczaj kończy się niezłą awanturą.

- Poprzednim razem przyjechały gliny - dodała Pearl. Wiążąc sznurowadła tenisówek. 

- Totalny odlot.

- Pearl, przecież ciebie tam w ogóle nie było - przypomniała Ria. - Wyjechałaś w 

odwiedziny do babci.

- Ale słyszałam, że mieliście niezły ubaw - odparła Pearl, zupełnie niezawstydzona.

Ria wzięła z ławki gumkę do włosów i związała warkocz Megan.

- Proszę. Skończone.

Megan natychmiast zerwała się na nogi.

- Dzięki. - Chwyciła swoje rzeczy. - No to do zobaczenia wieczorem, dziewczyny.

Zawróciła   do  drzwi  w   tym  samym   momencie,   w  którym   Hailey  z  przyjaciółkami 

wyszły zza drugiego rzędu szatek. Hailey spojrzała gniewnie na Megan. Megan przewróciła 

oczami i poszła dalej. Hailey rzuciła się do drzwi i w efekcie ich wypchane sportowe torby 

zderzyły się, a obie dziewczyny na moment utkwiły w przejściu.

- Ale jesteś uprzejma - odezwała się Hailey.

Megan usiłowała zdobyć się na ripostę, ale wiedziała, ze jeśli nawet jakąś wymyśli, 

nie zdoła wykrztusić ani słowa. Znów przewróciła oczami i przepchnęła się przez drzwi.

Chociaż raz. Megan wrzała z wściekłości. Chociaż raz naprawdę chciałabym umieć 

stanąć we własnej obronie.

- Megan! Zaczekaj! - zawołała Aimee.

Megan zatrzymała się tuż za drzwiami. Na dole Evan znów stał przy samochodzie, 

rozmawiając z Darnellem i kilkoma, innymi kumplami, którzy właśnie skończyli trening.

Kiedy Megan obejrzała się za siebie, niemal cała drużyna wysypała się z budynku.

background image

- Masz.   To   adres   Christiana   Todda.   -   Aimee   wydarła   kawałek   kartki   ze   swojego 

zeszytu  i wręczyła  go Megan. - To tam będzie impreza, ale zadzwoń do mnie, mogę cię 

podrzucić.

- Wiesz, Aimee, nie sądzę, żeby Megan mogła się wybrać na tę imprezę - powiedziała 

Hailey, podchodząc do nich. - Chyba powinna popracować nad rzutami karnymi. Zbliża się 

mecz.

- Moje rzuty karne są w porządku - odparta Megan obojętnie.

- Daj spokój. Trzy z siedmiu? - parsknęła Hailey, oglądając się przez ramię na Deenę, 

bramkarkę. - Trudno uwierzyć, że wygrałaś mistrzostwa stanu z takim celem. A może tylko to 

wymyśliłaś, żeby nam zaimponować?

Megan poczuła się tak, jakby ktoś ją uderzył.  Kilka koleżanek z drużyny zaczęło 

szemrać między sobą, inne z zażenowaniem wymieniły spojrzenia.

- Na twoim miejscu przyjrzałabym się własnym umiejętnościom , przestała czepiać się 

innych   -   rzuciła   Megan   i   nagle   poczuła   przypływ   adrenaliny.   Czy   ona   naprawdę   to 

powiedziała? - Przepraszam bardzo, moje umiejętności są bez zarzutu - odpaliła Hailey.

- Tak sądzisz? Jakoś tego nie zauważyłam na dzisiejszym treningu.

- Och - westchnęły koleżanki z drużyny.

Serce Megan tłukło się w piersi. Prawie nie mogła uwierzyć ze tak się postawiła. 

Hailey już miała coś odpowiedzieć, ale nagle wszystkie dziewczyny spojrzały w jakiś punkt 

za plecami Megan Obejrzała się przez ramię i zobaczyła Evana, który podchodził do nich, 

obracając kluczyki na palcu.

- Cześć,   Strzała.   Musimy   jechać   -   powiedział,   rzucając   Hailey   ledwie   przelotne 

spojrzenie.

Megan zarumieniła się pod wpływem chwilowego triumfu.

- Dokąd? - spytała Hailey.

- Mamy odebrać obiad dla rodziny - wyjaśnił Evan z irytacją.

- Mogę cię  podrzucić,  ale najpierw wstąpimy po jedzenie.  - Hailey była  wyraźnie 

wściekła, ale udało jej się zapanować nad tonem głosu.

- Dzięki, nie trzeba - burknęła. - Aimee, jadę z tobą.

- Och.   Okay  -   powiedziała   Aimee   i   wcisnęła   zeszyt  do   plecaka.   -  Do   zobaczenia 

wieczorem, Megan. - Szybko zerknęła na Evana i Odmaszerowała razem z siostrą.

Evan patrzył za nimi ze stoickim spokojem. Megan współczuła mu z całego serca, 

chociaż nie wiedziała, co on naprawdę czuje. Czy był rozczarowany, że Hailey okazywała się 

zazdrosną wariatką? Czy smucił się, ze Hailey odeszła? Czy co?

background image

- Chodźmy - powiedział wreszcie i uśmiechnął się z trudem.

- Nie chcemy, żeby chuchra nam zgłodniały.

Megan włożyła kartkę z adresem imprezy i wsunęła ją do tylnej kieszeni. Nie mogła 

się doczekać, aż wróci do domin dorwie się do kompa. Megan Meade wreszcie postawiła się 

ludziom. Tracy będzie dumna.

Zakręcona: Napyskowałaś Barbie??? Dzielna Megan!!!

Strzelec552ę: WIEM! JESTEM WIELKA!

Zakręcona: Jeszcze nie widziałam, żebyś była taka dumna z siebie.

Strzelec5525: Naprawdę? A dzisiaj wieczorem idę na imprezę!

Zakręcona:!!! McGowanowie stworzyli potwora!

Strzelec5525: No cóż, CHYBA idę...

Zakręcona: TAK! IDZIESZ! Żądam tego jako konsultant twojego intensywnego kursu!

Strzelec5525: DOBRA. Dobra, pójdę.

Zakręcona: I masz się ubrać na różowo!

Strzełec5525: Nie przeginaj.

background image

ROZDZIAŁ 8

- Do kogo piszesz SMS - y? - spytał Evan.

- Do przyjaciółki z Teksasu - powiedziała Megan, wyłączyła telefon i schowała go do 

torby. - I jak... Idziesz dziś na tę imprezę? - spytała, ośmielona zarówno starciem z Hailey, jak 

i wygłupami Trący. Zatrzymał się na światłach na skrzyżowaniu i westchnął.

- Taa, chyba tak. A ty?

- Chyba też - powiedziała Megan, sięgając dłonią do warkocza. - Może być fajnie. 

Poznam trochę nowych ludzi.

Evan zerknął na nią i się uśmiechnął.

- Racja. Powinnaś pójść.

- Tak uważasz? - spytała.

- Absolutnie - odparł Evan. - Będzie świetnie.

Przejechał przez skrzyżowanie. Megan bawiła się nitką zwisającą z jej białego T - 

shirtu. Evan wybierał się na imprezę. Chciał, żeby ona też tam była. Wszystko układało się 

cudownie.

- No więc, o co poszło między tobą a Hailey tam, pod szkołą? - spytał Evan.

Dobre pytanie.

- O  nic.   Miałyśmy   po prostu  trudny trening.   - Zerknęła  na  niego  kątem  oka.  - A 

między wami wszystko w porządku?

- Czemu? Mówiła coś? - odpowiedział pytaniem Evan, nagle zainteresowany.

- Nie. Ja tylko... Chyba wyczułam takie fluidy - skłamała Megan.

- Wolałbym   w   tej   chwili   nie   rozmawiać   o   Hailey  -   powiedział   Evan.   Wjechał   na 

podjazd i wcisnął hamulec.

Samochód się zatrzymał, ale serce Megan nadal pracowało na najwyższych obrotach. 

W tym raju definitywnie są kłopoty.

- Trzeba powiedzieć komuś, żeby ściągnął Finna z szopy. - Evan sięgnął do tylu po 

jedzenie.

- Ja pójdę! - Megan wyskoczyła z samochodu.

- Super! Mną się nie przejmuj. Sam to wszystko zatargam! - zawołał za nią Evan 

żartobliwie.

Megan go zignorowała i pobiegła za dom. Czuła się lekka. Zaczynało ją ogarniać 

podniecenie na myśl o imprezie. Miała przyjaciółki, z którymi mogła się bawić, a Evan i 

Hailey się rozstawali. Wieczór mógł nieść ze sobą nieskończone możliwości.

background image

Zapukała krótko do drzwi szopy i weszła do środka. Finn zaczął nowy obraz. Na dole 

płótna   krzyżowała   się   para   smukłych   ramion.   Powyżej   widniał   zarys   szczupłej   twarzy   i 

delikatnej szyi. Nie sposób było nie rozpoznać modelki.

- Hej - powiedział Finn, oglądając się przez ramię. - Co się dzieje?

- Kayla Bird, hę? - zagadnęła Megan, ostrożnie siadając na stołku.

Finn przerwał malowanie.

- Skąd znasz Kaylę?

- Nic znam, ale słyszałam o niej dzisiaj przy lunchu - odparła Megan. - Podoba ci się, 

prawda?

Finn stanął do Megan plecami i obiema dłońmi przeczesał włosy. Kiedy znów się 

odwrócił, na czole miał błękitną smugę farby, która zlepiła też kosmyk włosów.

- Nie wiedziałem, że to taka powszechna tajemnica - powiedział.

- Och, przestań. To się rzuca w oczy. - Megan uniosła wzrok do nieba. - Umówiłeś się 

z nią już?

- Niezupełnie.

- Co to znaczy? - spytała.

- To znaczy, że nie - odparł Finn z cierpkim uśmiechem.

- No cóż, dziś wieczorem jest duża impreza. Idziesz? - spytała Megan, bawiąc się 

swoją nową bransoletka. - Bo moim zdaniem powinieneś tam zaprosić Kaylę.

Finn obserwował ją przez chwilę, potem zmrużył oczy.

- A tobie co znowu?

Megan się roześmiała.

- Bo co? - spytała, nagle zawstydzona. Potarła kark i spojrzała na niego przez rzęsy.

- Nie, poważnie. Jesteś cała nakręcona. - Finn podszedł do niej o krok. - Masz na coś 

alergię, czy jak?

- Nie - powiedziała Megan. Ale wiedziała, o co mu chodzi. Nie zachowywała się jak 

zwykle.

Mówiła Finnowi to, co naprawdę myślała. A nawet udzielała mu rad. Trochę tak, jak 

zawsze traktowała ją Tracy. Dziwne.

- Posłuchaj, jestem po prostu w dobrym humorze. - Megan zsunęła się ze stołka. - I 

chyba   chciałabym...   podzielić   się   tym   z   innymi.   Idę   dziś   na   imprezę   razem   z   kilkoma 

dziewczynami z drużyny... Moim zdaniem też powinieneś się wybrać.

- I zaprosić Kaylę? - dodał Finn.

- Czemu nie? Nigdy się nie dowiesz, dopóki nie spróbujesz, prawda? - powiedziała 

background image

Megan, a oczy jej lśniły. Klepnęła Finna po ramieniu, zadziwiająco muskularnym.

Przez długą chwilę patrzył na miejsce, gdzie go dotknęła.

- Na pewno wszystko w porządku?

Megan wzruszyła ramionami i wsadziła ręce w kieszenie.

- Nigdy  nie   czułam   się   lepiej.   -   Ruszyła   do   drzwi   i   przystanęła.   -   Chodź.   Mamy 

chińszczyznę.

- Przyjdę za sekundę. - Finn wyjął z kieszeni spodni komórkę, pomachał nią w stronę 

Megan i się uśmiechnął. - Muszę jeszcze zadzwonić.

Megan uśmiechnęła się szeroko i wyszła. Dzisiaj był pierwszy dzień całej reszty jej 

życia.

- Tak, tato. Będę na siebie uważać. Nie martw się - powiedziała Megan do słuchawki, 

oglądając się przez ramię na kuchnię, gdzie cała reszta McGowanów nakładała obiad na 

talerze. Doug walczył z Millerem o pojemnik krewetek na ostro, a Ian walił o swój talerz 

pałeczkami jak w bęben.

- Wiem, Strzelec - odpowiedział ojciec. - I cieszę się, że bawisz się dobrze i znajdujesz 

przyjaciół. Wygląda na to, że twoje koleżanki są porządnymi dziewczynami.

- Pewnie - odparła Megan z uśmiechem.

- Czy któryś z chłopców Johna idzie z tobą? - spytał tata. Megan patrzyła, jak Evan 

nakłada Calebowi kurczaka w sosie słodko - kwaśnym, serce jej zadrżało.

- Taa. Evan tam będzie. I chyba Finn też.

- Dobrze. Na pewno się tobą zajmą.

- Tato...

- Nie żeby trzeba się było tobą opiekować - wycofał się. - Wiesz, jestem tylko ojcem.

- Wiem, wiem - odparła, patrząc w podłogę. - Słuchaj, będę kończyć. Siadamy do 

jedzenia.

- Okay. Baw się dobrze.

- Jasne. Kocham cię - powiedziała Megan.

- Ja ciebie też - odparł ojciec.

Megan odłożyła telefon i usiadła do obiadu. Finn podał jej smażony ryż. Nałożyła 

sobie kopiastą łyżkę. Przy końcu stołu Caleb, mlaskając, jadł kluski mai fun, a Ian przerwał 

bębnienie pałeczkami, żeby wreszcie spróbować za ich pomocą coś zjeść. Doug opychał się z 

głową pochyloną nad talerzem, jakby brał udział w konkursie jedzenia pierożków na czas.

Sean rozparł się na swoim krześle, na oślep kierując widelec pełen ryżu do ust, bo przy 

tym nie przerywał lektury jakiejś książki w miękkiej okładce.

background image

- Oranżady, Megan? - spytał John. przesuwając butelkę nad jej szklanką.

- Jasne - odparła z uśmiechem. Mogła tu wypijać do sześciu szklanek dziennie. Istny 

raj.

- Co robicie dziś wieczorem? - spytała Regina i poprawiając spódnice, usiadła koło 

męża.

- Imprezka - powiedział Doug, a trochę ryżu wypadło mu z ust, kiedy podniósł głowę.

- To miło. Serwetka, proszę - powiedziała Regina.

Doug przewrócił oczami, a Sean podał mu serwetkę z przeciwnego krańca stołu, ani 

na moment nie podnosząc oczu znad książki.

- Gdzie ta impreza? - spytał John.

- U Christiana - odparł Evan. - No wiesz, robi ją co roku.

- A, impreza u Christiana Todda - mruknęła Regina, nadziewając kawałek brokułu na 

widelec.

- Czy w zeszłym roku nie skończyła się interwencją policji?

- Taa, ale teraz będzie o wiele mniejsza - powiedział Evan, - Zaprasza tylko ostatnie 

klasy.

- No to dlaczego Doug się wybiera? - zdziwiła się Regina, wszyscy spojrzeli przez stół 

na Douga, który przestał zmiatać jedzenie.

- Mam chody.

Regina pokręciła głową i zerknęła na Megan.

- Ty też idziesz? - spytała.

- Taa.   Zostałam   zaproszona   przez   kilka   dziewczyn   z   drużyny   -   odparła   Megan.   - 

Mogłabyś mnie tam podrzucić? Dostałam adres, ale nie mam pojęcia, gdzie to jest.

- Jasne, zawiozę cię - zaoferowała się Regina.

- Zaraz. Czy to naprawdę konieczne? - wtrącił John, odkładając widelec. - Jeśli Doug i 

Evan się wybierają, to przecież żaden z nich może podwieźć Megan.

Doug pozwolił sobie na sarkastyczny, piskliwy śmiech. Evan zaczął się wiercić na 

krześle.

- Powiedziałem   coś   zabawnego?   -   spiorunował   ich   John.   Doug   podniósł   oczy   na 

Megan, potem na ojca.

- Nie. Tylko że mnie wiezie G - Mart i już ma komplet w samochodzie - odparł. - 

Więc padaka, padaka - dodał i znów się roześmiał.

- Cokolwiek to znaczy... - mruknął ojciec. - Finn, ty się wybierasz?

- Och, owszem. Ale ja mam... tak jakby randkę - Finn zerkną! na Megan z uśmiechem.

background image

Megan ogarnęła fala ciepła. To dzięki niej tak się uśmiechał. No cóż, dzięki niej i 

Kayli Bird.

- Naprawdę? Z kim? - spytała Regina.

- Koleś, wreszcie poderwałeś Kaylę? - spytał Evan.

- Taa. Najwyraźniej - odarł Finn i się zarumienił.

- No i najwyższa pora, facet! - zawołał Evan radośnie. - Ale co się stało, że wreszcie 

nabrałeś jaj, żeby...

- Evan... - uciął ojciec karcąco, zerkając na Megan.

- Przepraszam - powiedział Evan. - Jestem po prostu dumny z młodego. - Podniósł 

rękę, żeby przybić bratu piątkę, a Finn walnął w nią, uśmiechając się szeroko.

- Okay, więc wygląda na to, Evan, że ty zawieziesz Megan na imprezę i z powrotem - 

oznajmił John, popijając oranżadę.

Evan przestał przeżuwać i spojrzał na Megan. Przewróciło jej się w żołądku.

- W sumie, tato, ja...

- Masz samochód, więc ją zawieziesz - przerwał ojciec. - Czy to taki problem?

Przy rozgadanym stole zrobiło się nagle ciszej, kiedy wszyscy czekali na odpowiedź 

Evana.

Nawet Sean przerwał czytanie, chociaż nadal trzyma!  nos w książce.  Evan wytarł 

dłonie o dżinsy i przełknął ślinę.

- Nic, chyba nie - wycedził wreszcie, unikając patrzenia komukolwiek w oczy.

Jedzenie w ustach Megan zamieniło się w mało apetyczną masę. Czemu Evan nagle 

zaczął się zachowywać tak dziwnie? Przecież sam chciał, żeby pojechała na imprezę.

- Dobrze. Aha, wszyscy pamiętają o nowej godzinie policyjnej? - John spojrzał po 

kolei na siedzących za stołem.

- Tak - wymruczeli jednym głosem Doug, Finn, Evan i Megan.

- Świetnie - powiedział John, zabierając się do jedzenia. - I, Evan, odpowiadasz za 

Megan.

Jeśli coś się stanie, masz ją stamtąd zabrać.

Ciekawe.   Megan  ukryła  uśmiech.   Teraz,  decyzją  rodziców,  Evan  nie  będzie  mógł 

przez cały wieczór odstąpić od niej m krok. Niestety, kiedy zerknęła, żeby sprawdzić jego 

reakcję na tę wiadomość, Evan miał taką minę, jakby właśnie zjadł kawałek nieświeżej ryby. 

Megan zmusiła się, żeby wziąć oddech, chociaż w gardle dusiła ją gula rozczarowania.

- Nie ma sprawy - usłyszała własne słowa. - Nie potrzebuję, żeby ktokolwiek...

- Megan, proszę. Przecież od tego ma się braci, prawda? - powiedział John.

background image

Spojrzała przez Finna na Evana. wcisnął się w krzesło i gapił na własny talerz.

- Taa - wymamrotała. - Chyba tak.

Ale jeśli Evan miał tak się zachowywać przez cały wieczór, to nie była przekonana, 

czy w ogóle chce go mieć przy sobie.

Trący zawsze twierdziła, że najbardziej Megan do twarzy w różowym, a Megan była 

stanowczo antyróżową dziewczyną. Ale i tak w zeszłym roku dostała od Trący na urodziny 

różowy   T   -   shirt.   Przyjaciółka   przysięgała   przy   tym,   że   podkoszulek   idealnie   pasuje   do 

ciemnozielonej płóciennej spódnicy do kostek, którą Megan miała w swojej garderobie.

„To w razie gdybyś kiedykolwiek miała ochotę pójść na całość!” - oznajmiła wtedy 

Trący.

Kiedy Megan rozplotła warkocz i włosy rozsypały jej się po ramionach wspaniałymi 

falami, uznała, że już prawie idzie na całość, więc ostatecznie, czemu nie? To był nowy dom, 

nowe miasto, nowa grupa przyjaciół. Może czas na nowy wygląd?

A może powinnam jednak pokazać się w kucyku i w bluzie? Zerknęła na Evana, który 

parkował samochód za kilkunastoma innymi przed wielkim kamiennym domem Christiana 

Todda. Nic czulą się sobą co jej jeszcze bardziej utrudniało radzenie sobie z nagłym chłodem 

Evana. Kiedy zeszła mu na spotkanie, słowem nie skomentował jej fryzury ani stroju. Odkąd 

wyjechali z domu, prawie się do niej nie odzywał - nawet na nią nie spojrzał. Gdyby mogła 

potrzeć   obdarty   schowek   na   rękawiczki   i   wywołać   stamtąd   jakiegoś   dżina,   jej   jedynym 

życzeniem byłoby poznać myśli Evana.

Zgasił światła i na moment zapadła cisza. Potem kilka osób przeszło obok samochodu, 

gadając i się śmiejąc. Evan odpiął pas i zwrócił się w stronę Megan.

- Wiem, że to głupio zabrzmi, ale moim zdaniem nic powinniśmy tam wchodzić razem 

- powiedział.

- Hm?

- Okay, posłuchaj. - Evan odchrząknął. - Uh, no więc Hailey trochę mi dała popalić 

przez ostatnich kilka dni i to wszystko w pewnym sensie przez ciebie.

- Co? - Megan zamrugała gwałtownie.

Evan spojrzał na sufit kabiny i wziął głęboki oddech.

- No więc tak: Hailey i ja chodzimy ze sobą ponad rok i można by pomyśleć, że to już 

dość długo, żeby ona, no wies2, nabrała do mnie zaufania, ale odkąd się tu pojawiłaś, traktuje 

mnie jak wroga numer j eden.

- Wydaje mi się, że to mnie nie cierpi - powiedziała Megan, odwracając wzrok.

- W każdym razie ona zawsze bywała dosyć zazdrosna. Ale twoja obecność w naszym 

background image

domu...

to dla niej za wiele - dokończył Evan z zakłopotaniem.

- No i...?

A czy to mój problem? Co, u diabła, mam niby zrobić?

- No więc uważam, że będzie lepiej dla wszystkich, jeśli my nie... Jeśli unikniemy 

dzisiaj jakiejś sceny - powiedział Evan z nadzieją w głosie. - Rozumiesz, o co mi chodzi?

- Taa, jasne. - Megan usiłowała zdobyć się na współczujący ton.

Zazgrzytała zębami i zacisnęła pięści. Czy on nie widział, jak tej Hailey odbija? Jak 

mógł się temu tak po prostu poddawać?

I tyle z wieczoru nieskończonych możliwości. Czekał ją za to wieczór niezręcznego 

szwendania się solo.

- Pewnie myślisz,  że jestem totalnym  palantem,  co? - odezwał się Evan smutnym 

tonem.

Megan   musiała   zagryźć   wargę,   żeby   nie   zawołać   na   cały   głos:   „Tak!”,   ale   jakoś 

wzruszyło ją to, że liczył się z jej zdaniem. Otworzyła drzwi samochodu.

- Wiesz co? To nie ma znaczenia - rzuciła. - Baw się dobrze.

Trzasnęła drzwiami i poszła w górę podjazdu tak szybko, jak tylko pozwalała wąska 

spódnica. Kilka osób wchodziło właśnie do domu. Przez otwarte drzwi z głębi dolatywały 

śmiechy,   okrzyki   i   muzyka.   Megan   zabiło   serce.   Nagle   ogarnęła   ją   fala   takiego 

zdenerwowania, że aż poczuła mdłości. Ale nic miała zamiaru pokazać tego Evanowi.

Przełknęła z trudem, wyprostowała się, odrzuciła w tył falujące - jak nigdy - włosy i 

weszła do środka.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopcach Megan przewodnik po chłopcach

Zapis szósty

Uwaga nr 1: Chłopcy są humorzaści. Jakby miewali zespół napięcia przedmiesiączkowego.

Uwaga nr 2: Chłopcy są kapryśni. Kapryśni jak Tracy Dale - Franklin w sklepie.

Uwaga nr 3: Chłopców trudno rozszyfrować, jakbyśmy jeszcze tego nie wiedziały.

background image

ROZDZIAŁ 9

O mój Boże! Tessa! Przyszłaś! Megan weszła do holu i natychmiast jakaś dziewczyna 

rzuciła   jej   się   w   ramiona,   obejmując   ją   zdecydowanie   zbyt   mocno.   Od   panny   jechało 

piżmowymi perfumami, a jeden z jej sztywnych, jasnych loków wpadł Megan prosto w usta. 

Smak miał kwaśny.

- Wiedziałam, że przyjdziesz! - krzyknęła dziewczyna prosto do ucha Megan. Polowa 

piwa   z   jej   plastikowego   kubka   wylała   się   na   podłogę   za   plecami   Megan.   -   A   więc   mi 

wybaczyłaś, tak? Bo przysięgam, że nie chciałam go pocałować. Ja tylko, no wiesz... Jakoś 

tak.

Megan językiem wypchnęła z ust włosy dziewczyny. Kilku facetów schodzących po 

schodach z piętra zauważyło to i parsknęło śmiechem.

- Uh...   Nic   jestem   Tessa   -   powiedziała   Megan,   z   zażenowaniem   poklepując 

dziewczynę po plecach.

Jasnowłosa odsunęła się, przyjrzała się Megan i skrzywiła.

- No to kto ty, do diabła, jesteś?

- Uh... Przepraszam - mruknęła Megan.

Prześliznęła się bokiem przez hol i weszła do pokoju po prawej stronie, gdzie impreza 

rozkręciła się na dobrej Otoczyły ją nieznane osoby, roześmiane, śpiewające, pokrzykujące do 

siebie przez pokój. Jakaś  grupka facetów  zmierzyła  Megan wzrokiem od stóp do głów i 

naradziła się między sobą. Najwyraźniej zyskała niezły wynik, bo jeden z nich uniósł brodę i 

wykonał   taki   ruch,   jakby   chciał   podejść   i   zagadać.   Megan   spanikowała   i   uciekła   przez 

najbliższe drzwi.

W   pokoju   obok   trwały   jednocześnie   cztery   rozgrywki   Jengi   na   stole   do   bilarda 

pokrytym   purpurowym   filcem.   Przynajmniej   ze   dwadzieścia   osób   tłoczyło   się   wkoło, 

obserwując grę. Megan przystanęła, kiedy swój ruch wykonał jakiś chudy, spocony facecik. 

Wieża przez długą chwilę chwiała się, a potem przewróciła, rozsypując dokoła klocki. Tłum 

krzyczał, jęczał i wskazywał palcami. Chłopak pokiwał głową, machnął ręką, wziął piwo od 

swojego kumpla i wypił je trzema haustami.

- Megan! Hej! - Z tłumu wyłonił się Finn. Kędzierzawe włosy miał potargane i ubrany 

był w koszulkę baseballową w kolorze czerwonego wina z szarymi rękawami. Przystanął i 

przyjrzał się Megan, jakby ją widział po raz pierwszy. - Twoje włosy wyglądają... O rany. 

Kręcą się.

Megan roześmiała się i poczuła, że się rumieni.

background image

- Tak, rzeczywiście - powiedziała.

- Ładnie - stwierdził, kiwając głową z uznaniem.

- Dzięki.

Finn pociągnął łyk ze swojego kubka.

- No i gdzie Evan? - Rozejrzał się wkoło.

- Nie mam pojęcia - odparła Megan. - A gdzie Kayla?

- Och, poszła do łazienki! - wrzasnął Finn, żeby przekrzyczeć tłum kibiców Jengi. - 

Szczerze mówiąc, chyba nie bawi się zbyt dobrze.

- Co? Czemu? - spytała Megan.

- Mam wrażenie, że w ogóle nic przepada za imprezami - odparł Finn.

- Przykro mi. Nie wiedziałam. A ja o mało nie wykręciłam ci ręki, żebyś w końcu ją tu 

zaprosił!

Finn się roześmiał.

- Nic. nic ma sprawy. Przynajmniej wreszcie to zrobiłem. Nie wiem, czy zauważyłaś, 

ale nie czuję się swobodnie przy dziewczynach.

Megan się uśmiechnęła.

- Ale nieważne, chyba urwiemy się stąd wcześniej i pójdziemy gdzieś, gdzie da się 

pogadać. - Finn spojrzał do tyłu, kiedy przy stole bilardowym wybuchła kolejna wrzawa.

Nagle w myślach Megan pojawił się obraz Finna zabierającego Kaylę do szopy przy 

domu i pokazującego jej te wszystkie niedokończone malowidła. Ich dwoje, sami, ciemną 

nocą.   Kiedy   Megan   skierowała   wzrok   na   profil   Finna,   poczuła   ukłucie   w   piersi,   ale   nic 

zwróciła na to uwagi.

- Megan! Tu jesteś! - Ria i Aimee wybiegła z tłumu. - Chodź! Wszystkie tańczymy 

tam z tyłu! - Aimee chwyciła ją za ramię. - O mój Boże! Wiedziałam, że twoje włosy będą 

wyglądały fantastycznie! Megan się roześmiała.

- No cóż, chyba pójdę potańczyć - zwróciła się do Finna. - Powodzenia z Kaylą!

Megan   poszła   za   dziewczynami   na   zabudowaną   werandę.   Wiklinowe   meble 

zepchnięto   pod   ściany.   Głośna   hiphopowa   muzyka   dudniła   z   głośników,   a   na   środku 

pomieszczenia dziesiątki spoconych tancerzy prezentowały swoje niezbyt imponujące układy 

choreograficzne.   Aimee   i   Ria   skoczyły   w   tłum,   gdzie   tańczyły   już   Pearl   i   Jenna.   Jenna 

rozpuściła włosy i Megan po raz pierwszy zobaczyła ją bez okularów. Jenna zaplotła ręce na 

szyi   wysokiego,   smukłego   chłopaka   z   rudymi   bokobrodami.   Trzymał   dłonie   na   jej 

pośladkach.

- Kto to? - spytała Megan.

background image

- Chłopak Jenny, Bobby - wyjaśniła Ria. - Za jakąś godzinę będą się obściskiwać w 

lasku.

- Słucham? - spytała Megan.

- Tak jest co roku - dodała Aimee. - Zanim wieczór się skończy, za domem będzie 

istna orgia.

- O   rany.   To...   ciekawe.   -   Megan   zerknęła   przez   siatkę   na   tylne   podwórze.   Była 

zniesmaczona, ale i zaintrygowana. Usiłowała sobie wyobrazić, ile tam jest teraz osób. Z 

ciężkim sercem zastanawiała się, czy Evan i Hailey są już wśród nich.

Przecież to już nic ma znaczenia. On jest totalnie pozbawiony jaj. Wyrzucił cię z 

samochodu. Ale nawet kiedy to myślała, wiedziała, że gdyby teraz ją objął, przetańczyłaby ? 

nim resztę nocy.

Zaczęła się piosenka Ushera. Aimee wydała tak głośny okrzyk radości, że Megan nie 

zdołała powstrzymać szerokiego uśmiechu.

Dość   tego.   W   końcu   to   była   pierwsza   impreza   w   nowym   mieście,   z   nowymi 

przyjaciółkami. W ogóle jej pierwsza większa prawdziwa impreza. I chociaż raz w życiu 

miała ochotę się wyluzować. I przestać się zamartwiać, że Evan tylko się nią bawił. Nie 

zamierzała zmarnować nawet jednej sekundy więcej na myślenie o nim.

Ria, Aimee i Pearl krzyknęły z radości, kiedy Megan wyrzuciła ręce w górę i zaczęła 

tańczyć. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że znów jest w swoim pokoju w Teksasie i tańczy 

i Tracy do muzyki z radia. Kołysała biodrami, wymachiwała włosami i pozwoliła ciału, żeby 

poruszało   się   instynktownie.   Kiedy   znów   otworzyła   oczy,   pochwyciła   spojrzenie   Pearl. 

Uśmiechnęły się obie. Było naprawdę dobrze.

Nie potrzebowała Evana. W ogóle żadnego faceta. Sama zaszła tak daleko, prawda? 

Oni tylko ogłupiają. Komu to potrzebne?

Bobby   szepnął   coś   do   ucha   Jenny,   a   ona   uśmiechnęła   się   do   niego   zachęcająco. 

Delikatnie wziął ją za rękę i sprowadził z parkietu. Jenna potknęła się, ale złapała równowagę 

i roześmiała  się głośno. Megan patrzyła,  jak wychodzą  przez siatkowe drzwi i idą  przez 

trawnik za domem.

- No i masz! - Ria machnęła dłonią.

Megan stłumiła poczucie tęsknoty.

- Nie rozumiem. Myślałam, że ona jest... No, nie wiem...

- Spiętym   kujonem?   -   podsunęła   Aimee.   -   Taa,   i   właśnie   w   taki   sposób   się 

wyluzowuje.

Megan już  miała  z powrotem spojrzeć  na parkiet do tańca, kiedy zauważyła  przy 

background image

drzwiach znajomą blondynkę, Hailey. Miała na sobie czarny top bez ramiączek i dżinsową 

spódnicę, tak krótką, że mogłaby służyć jako pasek. Otaczało ją czterech facetów z piwami. 

Hailey   pociągnęła   długi   łyk   z   plastikowego   kubka,   potem   odstawiła   naczynie   na   skraj 

parapetu i zarzuciła ramiona na szyję jednemu z chłopaków. Kubek przewrócił się i spadł na 

podłogę, ochlapując im buty piwem. Hailey wybuchnęła śmiechem i aż zawisła na partnerze. 

Była totalnie pijana.

W tej samej chwili wszedł Evan. Serce Megan mocno drgnęło, kiedy zauważyła wyraz 

jego twarzy. Evan nachylił się do Hailey i coś jej szeptał do ucha, ale ona odwracała od niego 

wzrok. Wreszcie w oczach Hailey zabłysła jakaś iskierka. Dziewczyna spojrzała na Evana i 

wykrzyczała mu coś prosto w twarz. Potem pędem wypadła przez drzwi na podwórze za 

domem. Evan oparł dłonie na biodrach i wziął kilka głębokich oddechów. Powoli pokręcił 

głową i zawrócił do pokoju bilardowego.

Megan z trudem łapała oddech.

- Hej! Co się dzieje? - spytała Aimee.

- Nic! - odkrzyknęła Megan.

Coś ją  ścisnęło  za serce. Co się stało? Czy Evanowi nic nie jest? Czy teraz  stąd 

wyjdzie? Megan poczuła niemal fizyczną potrzebę, żeby pójść za nim. Ale nie, wyraźnie dał 

do zrozumienia, że nie chce jej w pobliżu dzisiaj wieczorem. To w ogóle nie jej sprawa. Znów 

skupiła uwagę na swoich przyjaciółkach i zaczęła tańczyć.

Megan przystanęła u szczytu schodów i spojrzała na długi korytarz pełen zamkniętych 

drzwi. Kręciło się tam kilka osób, niektóre gadały, jakieś pary się obściskiwały.  Facet w 

czapeczce   baseballowej   założonej   tył   na   przód   podszedł   do   Megan   od   tyłu   i   objął   ją 

niespodziewanie.

- Hej, hej, piękna pani! Zgubiłaś się?

Megan odsunęła się i zaplotła ramiona na piersi.

- Szukam łazienki.

- No cóż, rozmawiasz z właściwą osobą - oznajmił. - Jestem Christian Todd. To moja 

impreza.

- Och, cześć! - powiedziała Megan. - A więc... gdzie łazienka? - A ty jesteś...?

- Megan Meade - odparła, cofając się o kolejny krok. kiedy Christian zaczął się chwiać 

na nogach.

- Nie żartuj! To ty mieszkasz u McGowanów! Super! - Obrzucił ją spojrzeniem od 

stóp do głów. - Niezła z ciebie laska!

Megan się zarumieniła.

background image

- Hm... Dzięki. A gdzie łazienka?

- No dobra, bo nie wytrzymasz. No to chyba naprawdę musisz - powiedział Christian. 

- Tam. - Wskazał niepewnie pierwsze drzwi po lewej.

Megan odeszła, jak najszybciej się dało. Otworzyła drzwi i zamarła. Nie te drzwi. 

Ciekawy zbieg okoliczności.

Na środku pokoju stało wielkie podwójne łóżko, a na nim leżał Evan McGowan. Nogi 

trzymał na podłodze, a dłonie zwinięte w pięści tuż przy skroniach. Wpatrywał się w sufit, ale 

usiadł prosto, kiedy drzwi się otworzyły.

- Cześć - powiedział.

- Cześć - mruknęła. - Przepraszam, już sobie idę.

- Czekaj - zawołał Evan, zanim zdążyła zamknąć drzwi. - Wejdź.

Serce Megan biło tak mocno, jakby usiłowało wyrwać się z piersi. Kiedy zamknęła 

drzwi, pokój pogrążył się niemal w całkowitym mroku. Jedyne światło dochodziło od strony 

latarni oświetlających patio za domem.

- Długo już tu jesteś? - spytała Megan, nadal stojąc przy drzwiach.

- Z pół godziny - odparł Evan.

- Ja... hm... widziałam ciebie i Hailey - wymamrotała. - Wszystko w porządku? Evan 

westchnął głośno.

- Nie   bardzo.   Ona   usiłuje   się   na   mnie   odgrywać.   Tam   na   dole   flirtowała   z   tym 

palantem Mikiem Bagleyem i jego durnowatymi kumplami. A ja przecież nic nie zrobiłem.

- No cóż, była trochę pijana - powiedziała Megan. Evan zaśmiał się ironicznie.

- Przestań. Ona robi to specjalnie. I to jest przykre. Kiedy ja flirtuję... jeśli w ogóle 

flirtuję... to nie z premedytacją. Po prostu taki już mam charakter. Jestem miłym facetem i 

dziewczyny mnie lubią. Ale nigdy nie oszukiwałem Hailey. Ani razu. A to się chyba liczy.

Znów opadł na łóżko, zakładając skrzyżowane ramiona na czoło. Wydawał się taki 

bezradny. Tak bardzo - cholera - seksowny.

Megan z wahaniem podeszła kilka kroków i usiadła na krawędzi łóżka. Spojrzał na nią 

spod założonych rąk i znów westchnął.

- Nie powinienem być tu z tobą. Z wielu różnych powodów - odezwał się po chwili.

Megan zagryzła wargę. Obróciła się twarzą do Evana i podciągnęła nogi pod siebie, 

choć nie było to łatwe w wąskiej spódnicy. Chłopak spojrzał na nią z zaciekawieniem, jakby 

dopiero zauważył, że ona tam jest.

- Powiem ci, co myślę. - Megan zerkała na niego w dół. - Chcesz wiedzieć?

Proszę, odpowiedz, że chcesz, bo później już chyba nie zdobędę się na taką otwartość.

background image

Evan usiadł po turecku. Jedno z jego kolan dotknęło kolana Megan.

- Wal - powiedział.

- Moim zdaniem jesteś naprawdę fajnym facetem i świetnym chłopakiem - zaczęła 

Megan. - Może Hailey trochę ci nie ufa, ale ty zawsze myślisz o jej uczuciach. Nawet dzisiaj 

wieczorem wolałeś się ze mną tu nie pokazywać, bo nie chciałeś, żeby Hailey zrobiło się 

przykro. Naprawdę się nią przejmujesz. A ona tobą. Wszystko się może jeszcze ułożyć.

Evan   wpatrzył   się   w   jej   oczy.   Megan   czuła   pulsowanie   krwi   w   uszach   i   gorąco 

spływające  po całym  ciele. Twarz miała  zaledwie  o kilka centymetrów  od twarzy Evana 

McGowana. Nie mogła oddychać. Czy ona to sobie tylko wyobrażała? Czy on się zaczynał 

pochylać w jej stronę? Czy to możliwe, że za chwilę przeżyje swój pierwszy...

- No, tylko tego jeszcze brakowało!

Otwierające się drzwi z hukiem walnęły o ścianę. Megan aż podskoczyła. Hailey stała 

w   progu,   rozstawiając   nogi   dla   utrzymania   równowagi,   a   top   bez   rękawów   zjechał   jej 

niebezpiecznie nisko.

Evan przeniósł wzrok z Megan na Hailey, oczy miał szeroko otwarte.

- Hailey, wiem, co sobie myślisz...

- Przychodzę tu, żeby z tobą porozmawiać, a ty siedzisz z nią po ciemku? - krzyknęła 

Hailey. - Z nią?

- My tylko... - Megan poczuła piekący wstyd.

- Daj spokój - przerwał jej Evan.

- Super.  No   naprawdę,  super.  Jesteście   oboje   nie  do  przebicia   -  parsknęła   Hailey, 

podciągając top tak gwałtownie, że o mało się nie przewróciła. - Baw się dobrze z tą swoją 

Strzałką.

- Hailey, zaczekaj!

Evan  zeskoczył   z  łóżka  i  wybiegł   na  korytarz.   Megan  popędziła za  nimi,  mijając 

rządek gapiów. Hailey rzuciła się po schodach i znikła w salonie w tłumie. Akurat wtedy 

spora grupa zaczęła wchodzić na górę, blokując drogę Evanowi i Megan. Evan przepchnął się 

przez towarzystwo, ale było już za późno. Hailey znikła. Kiedy Megan go dogoniła, stał w 

holu i próbował złapać oddech.

- Evan...

- Dość tego. Mam już tego wszystkiego dosyć - wysapał. - Wynoszę się stąd.

- Evan! Zaczekaj! - krzyknęła Megan.

Ale on wybiegł z domu, nic oglądając się za siebie.

- I   nic?   -   spytała   Aimee,   biorąc   na   kolana   obrzeżoną   koronkami   poduszkę,   żeby 

background image

Megan mogła usiąść obok na kanapie.

- Nic - powiedziała Megan i westchnęła, opadając na aksamitne obicie. Spojrzała na 

dużą, Jasnobłękitna rybę w akwarium, która przepłynęła tuż obok jej twarzy, wypuszczając 

bąbelki powietrza. - Nigdzie nie mogę znaleźć Finna. - Megan zmarszczyła brwi i spojrzała 

na przyjaciółkę. - Nie jesteś wściekła, mam nadzieję?

- No co ty?! - Aimee położyła policzek na oparciu kanapy. - Przecież nic nie zrobiłaś, 

prawda? To nie twoja wina, że Hailey dostała szału. A poza tym ta dziewczyna przez całe 

życic mnie torturowała. Nie zaszkodzi, jak chociaż raz jej zrobi się trochę przykro.

- Dzięki - mruknęła Megan. Mogła sobie poradzić z tym, że znalazła się na ustach 

wszystkich imprezowiczów, ale naprawdę nie chciała stracić swoich nowych przyjaciółek.

Plotki o tym, co zaszło na piętrze, rozlały się niczym plama ropy i w jednej chwili 

Megan   z   nikomu   nieznanej   dziewczyny   zyskała   status   „dziewczyny,   o   której   wszyscy 

mówią”. Wszędzie szukała Finna. Może on podrzuciłby ją do domu. Ale najwyraźniej razem 

z Kaylą znikli gdzieś, żeby spokojnie porozmawiać. Megan chciała już tylko wyjść z imprezy. 

Nie mogła jednak zadzwonić do McGowanów, bo Evan wpadłby w poważne tarapaty, że 

zostawił ją samej sobie. Aimee już wypiła, a Pearl i Ria pojechały z jakimiś facetami po 

jedzenie. Megan była zdana na własne siły.

- O mój Boże. Dziewczyny!

Jenna zygzakiem  weszła do pokoju i padła  na kolana  przed kanapą. Włosy miała 

totalnie rozczochrane, a sweter krzywo zapięty. Bobby wsunął się za nią i oparł o ścianę, z 

półprzymkniętymi  oczami, bardzo z siebie zadowolony. - Jenna? Co się stało? - zapytała 

Aimee.

- Okay, słuchajcie, nie uwierzycie, kogo przed chwilą widziałam rozbierającego się do 

naga w lasku! - powiedziała Jenna. - Zaraz. Zaraz. Muszę najpierw wstać.

Podparła się dłońmi i przewróciła w tył na kilku facetów, którzy wchodzili do środka. 

Megan pochyliła się, żeby ją podtrzymać, ale jeden z chłopaków postawił Jennę na nogi i 

potem ruszył w swoją stronę.

- Kogo? - spytała Aimee.

- Twoją siostrę. - Jenna wskazała na nią palcem. - I brata jej chłopaka!

Megan poczuła nagłe ukłucie paniki i usiadła prosto.

- Co? - rzuciła ostro Aimee, bardziej trzeźwa niż przez cały wieczór.

- Którego? - spytała równie ostro Megan.

- Tego   „gangsta”.   -  Jenna   zaniosła   się  nieopanowanym   śmiechem   i   narysowała   w 

powietrzu znak cudzysłowu. - Uwierzyłybyście?

background image

- Doug? - Megan zaschło w gardle. - Hailey jest tam teraz i uprawia seks z Dougiem?

- Skandal! - oświadczyła Jenna, wymachując rękami.

Megan z otwartymi  ustami gapiła się na Aimee, zaszokowana. Jak Doug mógł to 

zrobić Evanowi? Jak Hailey mogła to zrobić Evanowi?

- Ale się pochrzaniło - wymamrotała Aimee.

- O rany! - Jenna chwyciła się za żołądek. - Ohoho. - Nagle obróciła się i natychmiast 

zwymiotowała do wypieszczonego akwarium Christiana Todda. - Och! Ohyda!

- Jenna! W porządku? - Aimee poderwała się na nogi.

- O mój Boże - sapnęła Jenna, zakrywając dłońmi usta. - Jak mi wstyd... - Zawróciła 

na pięcie i mijając swojego chłopaka, potykając się, pobiegła do łazienki.

- Nie   jest   dobrze.   -   Megan   odwróciła   się   od   zmętniałej   wody   w   akwarium.   Od 

rewelacji Jenny i jej wymiotów Megan też zaczęło mdlić.

- Fakt - przyznała Aimee, patrząc śladem Jenny. - Miała mnie odwieźć do domu.

- Myślę o Dougu i Hailey - uściśliła Megan. Położyła ręce na brzuchu i się skrzywiła. - 

Jak oni mogli zrobić coś takiego?

- O Boże. Nie mów mi, że też ci jest niedobrze. - Aimee opadła na kanapę.

Megan odrzuciła głowę do tylu i zaczęła głęboko oddychać.

- Nie. Chyba nie puszczę pawia - powiedziała. - Ale nie mogę tego strawić, że Doug 

rozbiera Hailey.

Aimee zbladła.

- Świetnie. Teraz mnie się zbiera na rzyganie.

- Nawet się nie dziwisz? - spytała Megan.

- Wierz   mi,   pomieszkasz   z   moją   siostrą   szesnaście   lat   i   przestanie   cię   dziwić 

cokolwiek - powiedziała Aimee.

Bobby przeszedł przez pokój i zatrzymał się przed nimi, z rękoma w kieszeniach.

- Eee. czy któraś z was jest na tyle trzeźwa, żeby prowadzić? - spytał. - Bo Jenna już 

chyba nie.

Megan westchnęła i zerknęła na zegarek. Zwiesiła głowę z rezygnacją. Była prawie za 

kwadrans  dwunasta. Pierwsza próba przestrzegania  godziny policyjnej  i już wpadka. Ten 

wieczór zdecydowanie należało zakończyć.

- Mogę prowadzić. - Wstała i wyciągnęła rękę, żeby pomóc Aimee. - Wynośmy się 

stąd do diabła.

- To ten, na pewno. - Jenna wskazywała niewielki domek, dokładnie taki sam, jak cała 

reszta domków przy ulicy.

background image

Megan zatrzymała małego focusa, zaciągnęła ręczny hamulec i wzięła głęboki wdech. 

Właśnie wybiła północ. - Jesteś pewna? - spytała.

- Jasne.   To   przecież   mój   dom   -   odparła   Jenna.   Potem   zmrużyła   oczy   i   spojrzała 

uważniej. - Ale one wszystkie wyglądają tak samo, nie?

- To numer dwadzieścia dwa - powiedziała Megan, patrząc na skrzynkę pocztową.

- Tak!   -  Jenna  triumfalnie  uniosła   ramiona.  -  To  tu!   Megan  przewróciła  oczami   i 

wysiadła z samochodu. Jenna obeszła forda i stanęła od strony kierowcy.

- Wielkie dzięki, Megan. - Jenna padła przyjaciółce w ramiona. Nadal trochę pachniała 

wymiocinami. - Przysięgam, już nigdy w życiu nie będę piła.

- Nie ma sprawy. - Megan wstrzymała oddech i lekko odsunęła od siebie Jennę. - Idź 

już do domu. Ja sobie poradzę.

- Okay. Dzięki raz jeszcze. Pogadamy później - zawołała Jenna.

Megan   patrzyła,   jak   przyjaciółka   podchodzi   niepewnym   krokiem   do   drzwi,   i 

zaczekała, aż Jenna wejdzie do środka. Potem wzięła głęboki oddech i usiadła na tylnym 

zderzaku forda, wyciągając z torebki komórkę. We czwartek wieczorem Finn pomógł jej 

wprowadzić wszystkie numery McGowanów, na wszelki wypadek. Kto by przypuszczał, że 

przydadzą się aż tak szybko?

Przejrzała   spis   kontaktów,   szukając   imienia   Evana.   W   końcu   znalazła   i   nacisnęła 

klawisz połączenia. Jadąc przez miasto  i rozwożąc  do domów Aimee, potem Bobby'ego, 

potem Jennę, już trzy razy usiłowała się dodzwonić do Evana, ale za każdym razem łączyła 

się tylko z pocztą głosową. A teraz znów.

- Cześć, tu Evan. Zostaw wiadomość, może oddzwonię. - Chichot. Sygnał.

Megan jęknęła i się rozłączyła. Gdyby tak jej nie było żal Evana i gdyby aż tak bardzo 

nie chciała go pocałować, chyba by go w tej chwili udusiła.

Westchnęła   i   poszukała   innego   numeru   telefonu.   Finn   pewnie   już   był   w   domu, 

przestrzegając godziny powrotu jak grzeczny chłopiec, w myślach przetrawiając swoją randkę 

z Kaylą. Megan miała tylko nadzieję, że rodzice nie będą stali mu nad głową, zadając pytania. 

Finn odebrał po pierwszym dzwonku.

- Megan?

- Cześć, mam pewien problem... - Zmrużonymi oczami patrzyła na tabliczkę z nazwą 

ulicy. - Utknęłam na Stony Brook Road. Odwiozłam kilka osób, a teraz nie wiem, jak się 

dostać do domu.

- A co z Evanem? - spytał Finn.

- Wolę  nie  myśleć.  - Megan  w tle  usłyszała  dziewczęcy  glos. - To Kayla?  Nadal 

background image

jesteście na randce?

- Taa, w pewnym sensie - mruknął Finn.

- O Boże, bardzo mi przykro.

- Przestań. Nie przejmuj się. Zaraz tam będę.

- Nie chcę ci psuć wieczoru.

- Dziesięć minut - powiedział Finn. - Nie ruszaj się stamtąd. Był na miejscu osiem 

minut później.

Megan opadła na siedzenie pasażera volvo pani McGowan i oparła kolana o deskę 

rozdzielczą.

- Trudny wieczór?

- Nawet nie masz pojęcia.

- No cóż, jeszcze się nic skończył. - Finn zerknął na zegarek.

- Myślisz, że na nas czekają? - spytała Megan.

- Pewnie notują godziny powrotu na Palm Pilocie taty - powiedział Finn, wrzucając 

bieg.

Megan westchnęła i wyjrzała przez okno. Zastanawiała się, czy Doug wrócił już do 

domu. Na samą myśl, że ma go zobaczyć, robiło jej się niedobrze.

- No i jak ci się podobała pierwsza impreza w Baker? - spytał Finn, kiedy zbliżali się 

do domu McGowanów. Samochód Evana stał już na podjeździe.

- Była zdecydowanie interesująca - odparła Megan. - A jak tobie udała się randka?

Światło na werandzie zapaliło się w tej samej chwili, kiedy Finn sięgał do zamka pasa. 

Megan poczuła mdłości.

- Może zachowajmy tę historię na inną okazję - zaproponował Finn, kiedy twarz ojca 

ukazała się w oknie.

- Taa - powiedziała Megan, szykując się na nieuniknione. - Chyba tak będzie lepiej.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopakach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis siódmy

Uwaga nr 1: Chłopców łatwo zranić.

Nawet tych, którzy wydają się totalnie szczęśliwi i pewni siebie, jakby to oni rządzili tą planetą.

Uwaga nr 2: Kiedy penis rządzi, PENIS RZĄDZI.

background image

Doug przespał się z Hailey. PRZESPAŁ się z HAILEY. Nawet nie będę zaczynała wyliczać 

różnych istotnych powodów, dlaczego miałby tego nie zrobić.

Uwaga nr 3: Na chłopców można liczyć.

Finn wybawił mnie z opresji, kiedy nie wiedziałam, jak wrócić do domu. Żeby to zrobić, skrócił 

nawet swoją randkę z Kaylą. Oczywiście, kiedy spojrzysz na Uwagę nr 2, zobaczysz, że NIE ZAWSZE 

można na nich liczyć. Więc tu zrobię pewien dopisek. Na chłopakach można polegać, dopóki nie zaczną 

myśleć penisem. Oczywiście, Finn miał akurat randkę, więc pewnie też był w fazie myślenia penisem. 

Teraz sama się już w tym gubię. Hej, czy zauważyłaś kiedyś, jak śmiesznie brzmi słowo „penis”? 

Zwłaszcza kiedy je szybko powtarzasz raz za razem...

background image

ROZDZIAŁ 10

W sobotę rano Megan siedziała u szczytu zabałaganionego stołu przy śniadaniu, sama 

i podenerwowana. Dokoła piętrzyły się brudne miseczki po płatkach i szklanki z niedopitym 

sokiem pomarańczowym. Dokończyła pierwszą porcję płatków i nałożyła sobie drugą, żeby 

zabrać na górę do pokoju. Dzisiaj wolała schodzić wszystkim z oczu.

- Dzień dobry, Megan - powiedziała rześkim tonem Regina, wchodząc do kuchni. - 

Wybierasz się gdzieś?

Megan   zastygła   w   trakcie   wstawania   z   krzesła.   -   Zamierzałam   wziąć   jedzenie   do 

pokoju. Regina podniosła dzbanek z kawą i przystanęła.

- Aha. Mam nadzieję, że nie unikasz mnie ze względu na to, co zaszło w nocy.

Megan spłonęła rumieńcem na wspomnienie wczorajszej sceny. Ona i Finn siedzieli 

przy tym samym stole. John i Regina spojrzeli na nich z dezaprobatą. I powiedzieli: „macie 

szlaban”.   Słowa,   których   jeszcze   nigdy   nie   skierowano   do   Megan.   McGowanowie 

uwzględnili   fakt,   że   Megan   spóźniła   się,   bo  musiała   służyć   jako   awaryjny   kierowca,   ale 

postanowili, że nie mogą robić wyjątku od reguły. Tak więc Megan i Finn mieli na ten ty-

dzień  zakaz   oglądania  telewizji,  grania  w   gry wideo  i  spotykania  się  z  przyjaciółmi.  Na 

szczęście Megan nie lubiła telewizji ani gier wideo, a w najbliższej przyszłości zamierzała 

wyrzec się spotkań towarzyskich. Ale i tak bolało ją to, że została ukarana. Została ukarana. 

Ona. Nie sądziła nigdy, ze może do tego dojść.

- Nie unikam cię - powiedziała w końcu Megan. Unikam wszystkich innych. - Po 

prostu mam trochę lekcji do odrobienia

- Okay, ale najpierw chciałabym z tobą chwilę porozmawiać - Regina podeszła do 

stołu z kubkiem parującej kawy.

Megan zerknęła na drzwi, w stronę wolności. Była już tak blisko.

- O czym? - spytała.

Regina przyjrzała jej się, mrużąc oczy w zamyśleniu.

- Wiesz,  wczoraj  wieczorem wyglądałaś  naprawdę ładnie. Powinnaś  częściej  nosić 

różowe rzeczy.

- Hm... Dzięki - mruknęła Megan.

- No cóż, może będziemy spędzać więcej czasu razem? - Regina się uśmiechnęła. - 

Tylko my dwie.

- Och, dobra - wymamrotała Megan.

- W przyszłą sobotę? - podsunęła Regina.

background image

Megan zamrugała.

- Umówiłam nas na całodniowe spa. - Regina pociągnęła łyk kawy - Na różne zabiegi:

oczyszczanie   twarzy,   masaż,   manikiur   i   pedikiur.   Byłam   tam   raz   kiedyś. 

Niesamowicie odprężające.

Mięśnie Megan natychmiast poskręcały się w węzełki. Maseczki, masaże i manikiur?

Zanosiło się na cały dzień siedzenia bez ruchu i poddawania się dotykom obcych 

ludzi. Sam pomysł wywoływał u Megan potężny stres.

Poza   tym   w   następną   sobotę   drużyna   miała   całodniowy   trening   -   ostatni   przed 

pierwszym meczem. Będą wtedy wybierały kapitana. To naprawdę bardzo ważne.

- Co o tym myślisz? - spytała Regina.

- Och... hm... - Megan spojrzała na swoje ogryzione paznokcie - W sumie ja...

Regina była taka podekscytowana i pełna nadziei, a pewnie też gotowa rzucić się do 

stóp Megan i błagać o jeden dzień typowo damskich rozrywek.

Megan nagle przypomniała sobie o wszystkim, co McGowanowie dla niej robią - jak 

wiele im zawdzięcza. A ona już drugi raz ich zawiodła.

- Świetny pomysł - powiedziała w końcu, zmuszając się do uśmiechu.

Regina uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Wspaniale! Zobaczysz, jak się zabawimy!

- Taa - wybąkała Megan. - Nie mogę się doczekać.

- Wiesz, mam w szafie kilka różowych sweterków. Możesz je pożyczać, kiedy tylko 

zechcesz - zaproponowała Regina.

- Ależ nie trzeba.

- Nie, nie! Koniecznie! - zaprotestowała Regina wesoło. - Pójdziemy je przymierzyć?

Zobaczysz, czy ci pasują.

- Ja naprawdę...

- Och, przestań być taka grzeczna. Nalegam. - Regina wstała. - Chodź.

Megan powoli podniosła się od stołu i ruszyła za Reginą po schodach. Jeszcze trochę

różowego. Hura.

- Trzymaj głowę wysoko, głupku. Nie bój się piłki.

Megan odłożyła  podręcznik i wyjrzała przez żaluzję Na podwórku pod oknem Ian 

przyjął pozycję pałkarza, ściskając w dłoniach kij do baseballa i ze skupieniem zaciskając 

usta.

Doug stał o kilka metrów dalej, z rękawicą i piłką.

- Okay, gotowy? - krzyknął Doug.

background image

Ian pokiwał głową, a Doug rzucił piłkę lukiem w kierunku kija brata, łan zamachnął 

się i odbił piłkę, posyłając ją prosto w głowę Douga. Megan aż sapnęła.

- Brawo, mistrzu - powiedział Doug z uśmiechem, pocierając czoło.

Ian uśmiechnął się od ucha do ucha. a Megan usiadła w oknie, facet na podwórku, 

który uczył młodszego brata trafiać w piłkę, nie mógłby się przespać z dziewczyną starszego 

brata.

Owszem, Doug nienawidził Megan, ale na pewno kochał swoich braci. Może Jenna po 

prostu się pomyliła i wcale tego nie widziała?

Megan nie mogła już dłużej usiedzieć w miejscu. Wyłączyła  komputer i poszła w 

stronę szopy. Finn siedział tam przynajmniej od godziny. Przyda mu się przerwa.

Ian, i Doug zamarli, widząc jak Megan wychodzi na podwórko.

- Cześć - zawołała. - Niezłe odbicia.

- Dzięki - odparł Ian.

- Co? O rzucaniu ani słowa? - zapytał Doug.

Megan   wzruszyła   ramionami   i   cicho   otworzyła   drzwi   do   szopy.   Finn   ze 

zmarszczonymi   brwiami   wpatrywał   się   w   obraz   Kayli   Bird.   Domalował   sporo   włosów   i 

zaczął szkicować szyję, ale portret nadal nic miał twarzy.

- Cześć - powiedziała miękko.

- Cześć. - Finn obejrzał się przez ramię, zagryzając trzon pędzla. - Przyszłaś w samą 

porę.

- Na co? - spytała i wsunęła się do środka.

- Na moje załamanie nerwowe - powiedział z cierpkim uśmiechem. Odłożył pędzel, 

zasłonił sobie oczy dłońmi i usiadł na starej ławce ogrodowej ustawionej pod ścianą. - Jestem 

beznadziejny. Totalne, całkowite dno.

- Uuuh... - Megan się skrzywiła. Spojrzała na pozbawioną twarzy Kaylę. Aż dziwnie 

się na to patrzyło.

- Wiesz, myślałem, że po wczorajszym wieczorze, po... spotkaniu z Kaylą doznam 

olśnienia i może wreszcie to dokończę ale.. - Finn bezradnie uniósł rękę w stronę obrazu i 

westchnął - Nic się nic pojawiło.

- Więc randka nie była inspirująca?

- Najwyraźniej nie. - Chłopak wytarł dłonie o dżinsy.

- A więc... Co się stało? - spytała Megan, siadając na stołku.

- Sam nie wiem. Miałem takie wrażenie... - Finn pochylił się i oparł łokcie na udach. - 

Wydawało mi się, że ona patrzy na mnie z góry. Nie bawiła się dobrze na imprezie, nie ma 

background image

sprawy. Pojechaliśmy do kawiarni, żeby pogadać. I wychodzi na to, że Kayla zjeździła chyba 

cały świat. Ciągle mnie pytała, czy byłem tu, czy byłem tam...

- A ty nie byłeś ani tu, ani tam.

- Ani nigdzie. - Finn uśmiechnął się blado. - Nie da się podróżować po świecie z 

siedmiorgiem dzieci. Trzeba wybierać między Cape Cod a Florydą.

- Jasne - mruknęła Megan. - Powiedziałeś jej to?

- Tta, nawet zażartowałem na ten temat, ale i tak widziałem, że była rozczarowana - 

odparł Finn. - Patrzyła na mnie jak na trędowatego tylko dlatego, że nigdy nie jeździłem na 

nartach w Alpach ani nie widziałem wieży Eiffla.

- Och. jest przereklamowana - stwierdziła Megan.

- Widziałaś wieżę? - spytał Finn.

- Kiedy byłam mała.

- No tak, ty też zwiedziłaś  cały świat  - powiedział Finn. A potem uśmiechnął  się 

złośliwie. - Może to ty powinnaś n nią chodzić.

- Chyba nic jest w moim typie.

Finn parsknął śmiechem, a Megan uśmiechnęła się promiennie.

- No cóż, Kayla z pewnością nic grałaby w piłkę nożną.

Opuścił wzrok i zdjął z nogawki dżinsów okruch wyschniętej farby.

Megan wzięła głęboki oddech.

- Posłuchaj. Finn, mieszkałam w różnych miejscach i poznałam wiele osób, i wiem, że

niektórzy zawsze znajdą powód, żeby się czuć lepsi niż wszyscy inni - powiedziała. - I 

chyba   Kayla   należy   do   takich   ludzi.   Ona   nie   rozumie,   że   tylko   dlatego   że   macie   różne 

doświadczenia życiowe... upodobania i pasje, jeszcze nie jest w niczym od ciebie lepsza. - 

Megan przegryzła wargę. - Czy to w ogóle brzmi sensownie?

- Owszem, taa - mruknął Finn.

- A jeśli jej się wydaje, że jest od ciebie lepsza, to po prostu się mli - oznajmiła 

stanowczo Megan. - I nic jest ciebie warta.

Finn podniósł oczy na Megan, a ona nagle poczuła się strasznie skrępowana. Ale 

wszystko mówiła szczerze. Wiedziała, że ma rację. Jednak onieśmielało ją przeszywające 

spojrzenie Finna.

- Mogę cię namalować? - spytał. Megan zamrugała.

- Okay,   chociaż  to ostatnia  rzecz,   jaką  się  spodziewałam  od  ciebie  usłyszeć.   Finn 

zdejmował portret Kayli ze sztalug, zanim jeszcze fala gorąca znikła z twarzy Megan. Nagle 

zaczął uwijać się jak w ukropie, czyścił pędzle, wyciskał farby na paletę, zwijał  w kulki 

background image

papierowe ręczniki i wrzucał je do przepełnionego kosza stojącego w kącie. - No to jak, 

mogę? zapytał.

- Hm... chyba tak. - Megan już zaczynała czuć się niezręcznie.

Z pewnością nie nadawała się do roli modelki. Nigdy jesz nie widziała piegowatej 

dziewczyny z szerokimi ramiona i grubawymi  kostkami u nóg na stronach magazynów z 

modą Trący. Ani razu.

Finn   zajął   się   ustawianiem   sztalug,   które   stały   zwrócone   do   przeciwległej   ściany. 

Megan zaczęła podnosić się ze Stołka. - Czy mam...?

- Nie! Nie. Zostań tam, gdzie jesteś. - Finn przestawił sztalugi tyłem do Megan. - Tak 

będzie dobrze. Podoba mi się to światło.

Megan podniosła oczy na świetlik w dachu i niebieskie niebo ponad nim. - Będę 

musiała siedzieć bez ruchu? - spytała. - Nie bardzo mi to wychodzi. Finn wyszczerzył zęby i 

zerknął na nią znad czystego blejtramu. - Nie martw się. Jakoś sobie poradzimy.

Megan   siedziała   i   patrzyła,   jak   Finn   szkicuje   zarys   jej   portretu,   lekko   skrobiąc 

ołówkiem po płótnie. Był pogrążony w pracy, skoncentrowany, ale wydawało się, że jego 

ramiona i dłonie poruszają się z własnej woli. Megan zafascynowana obserwowała chłopaka. 

Nawet kiedy podnosił na nią wzrok, nie mogła oderwać od niego oczu. Pod jego uważnym 

spojrzeniem Megan zrobiło się ciepło. Uniosła kucyk znad karku, żeby owiało ją powietrze. 

Końcówki   włosów   połaskotały   skórę.   Megan   oddychała   szybko   i   płytko   -   W   porządku? 

zapytał.

Megan natychmiast oblała się rumieńcem i odwróciła oczy. - Taa, jasne. - Bo możemy 

przerwać, jeśli chcesz - zasugerował Finn.

- Nie, ja... Maluj dniej - wykrztusiła w końcu Megan Miała wrażenie, że ona sama i 

wszystko dokoła jest naładowane elektrycznością. Mogłaby tak siedzieć przez cały dzień.

- Dobrze - powiedział Finn.

W   całym   ciele  Megan  czuła  przyjemne,   ciepło  mrowienie.  Przez   ułamek  sekundy 

żadne z nich się nie ruszało. Ciszę przerwały krzyki. Megan obróciła głowę w stronę drzwi 

szopy.

Krzyki   dobiegały   z   wnętrza   domu,   a   potem   zaczęły   się   zbliżać.   Wreszcie   ze 

skrzypieniem  otworzyły  się tylne  drzwi, potem trzasnęły i kłótnia rozległa się z efektem 

stereo surround.

- Powiesz   mi   prawdę?   Powiesz   mi   wreszcie   prawdę?   Evan   wciąż   wykrzykiwał   to 

samo zdanie.

Finn upuścił ołówek i wybiegł z szopy. Megan deptała mu po piętach. Doug i Evan 

background image

stali naprzeciwko siebie na środku podwórza za domem. Evan piorunował Douga dzikim 

wzrokiem, patrząc na niego z góry, a Doug miał twarz pokrytą czerwonymi pianiami. Stali o 

milimetry od siebie, Ian uciekł ze sceny awantury.

- No, mów! Mów, co się siało - powtarzał Evan, popychając Douga obiema rękami.

- Evan! - krzyknął Finn.

- Sam już wiesz. Czego się mnie czepiasz? - krzyknął Doug, znów podchodząc do 

brata o krok.

- Bo   chcę   usłyszeć   to   od   ciebie   -   odparł   Evan.   -   Chcę,   żeby   mój   młodszy   brat 

powiedział mi prosto w oczy, że przeleciał moją dziewczynę. Dlatego.

- Co? - sapnął pod nosem Finn.

W tylnych drzwiach garażu pojawił się Sean. Wycierając upaprane smarem dłonie w 

jeszcze hardziej upapraną smarem szmatę, rzucił Finnowi pytające spojrzenie. Finn wzruszył 

ramionami. Megan poczuła, ze robi jej się niedobrze. Najwyraźniej tylko ona tu wiedziała, o 

co chodzi.

- No dawaj, facet! Mów! - Evan znów zaczął popychać Douga, aż ten potknął się i 

poleciał w tył.

- Dobra!   -   wrzasnął   Doug,   uderzając   obiema   dłońmi   Evana   w   pierś,   tak   że   Evan 

musiał się cofnąć o kilka kroków. - Dobra, to prawda! Przeleciałem twoją dziewczynę, a 

kiedy skończyłem, błagała o jeszcze! To chciałeś usłyszeć?

Evan z rykiem rzucił się na Douga, chwycił go i powalił na ziemię. Megan krzyknęła, 

a Finn i Sean ruszyli biegiem rozdzielać walczących. Ale zanim ich dopadli, Evan już kilka 

razy uderzył Douga pięścią w twarz. Kostki dłoni miał zakrwawione. Nos Douga spłynął 

krwią.

- Człowieku, zostaw go! Puszczaj! - Sean usiłował złapać Evana za młócące powietrze 

ręce.

- Nienawidzę cię, ty mały, wredny, samolubny gnoju! - krzyczał Evan, bijąc Douga 

jak szaleniec. - Rzygać mi się chce na twój widok!

Wreszcie Sean chwycił Evana w podwójnym nelsonie i odciągnął go od Douga. Evan 

kopał i krzyczał przez cały czas. Finn pomógł młodszemu bratu usiąść. Krew była wszędzie. 

Finn zdarł z siebie koszulkę, zwinął ją w kłębek i podetknął pod nos Douga

- O co chodzi, do diabła? - spytał Finn, usiłując złapać oddech.

- Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! - krzyczał Evan do Douga. Doug niezgrabnie 

podniósł się na nogi, przyciskając T - shirt do twarzy.

- Dupek i hipokryta - syknął w stronę Evana.

background image

- Ja? - krzyknął Evan. - Brykasz się z moją dziewczyną i to ja jestem dupkiem?

- Byłeś w sypialni i lizałeś się z inną laską, koleś! - wrzasnął Doug, pokazując palcem 

na Megan. - Hailey rzuciła się na mnie, cała zapłakana. Co miałem robie?

- Co?! - wykrztusili w tej samej chwili Evan i Megan.

- Puszczałeś się, brachu - parsknął Doug, wskazując palcem Evana. - Nie wyzywaj się 

na mnie za kaprysy swojego fiuta.

- Kto ci to powiedział? - Evan wyrwał się Seanowi i znów podszedł do Douga. - Kto ci 

nagadał, że kręciłem z Megan?

Doug po raz pierwszy stracił trochę ze swojej postawy twardziela.

- Hailey. Powiedziała, że ją zdradziłeś. Ze między wami wszystko skończone.

Evan wbił oczy w ziemię.

- Mnie się to w pale nie mieści, cholera - mruknął pod nosem. - W pale mi się to, 

cholera, nie mieści! - krzyknął.

Odwrócił się i rzucił biegiem do samochodu, mijając Megan i Seana. Wszyscy stali. 

Słyszeli, jak Evan odjeżdża, gniewnie naciskając klakson, i ruszyli się z miejsca dopiero, gdy 

odgłos silnika zupełnie ucichł.

- To nieprawda - odezwała się wreszcie Megan. - Między Evanem a mną nic nie było. 

-   Popatrzyła   Dougowi   w   oczy   i   poczuła   ogromny   smutek.   -   Hailey   cię   okłamała   - 

powiedziała.

- Okłamała.

Doug stał bez ruchu z miną tak zdezorientowaną, że Megan prawie zrobiło się go żal.

- Ja nie... nie wiedziałem... - wykrztusił.

Przez ułamek sekundy Megan widziała w jego oczach bezmierny żal. Doug wiedział, 

że popełnił błąd. Naprawdę wielki błąd. Mocno zacisnął powieki.

- Doug, jestem pewna, że...

- Pieprzyć to - powiedział głosem stłumionym przez zakrwawiony T - shirt. Potem 

odwrócił się i ruszył biegiem do domu. Finn wypuścił ze świstem powietrze. Ciężko opadł na 

fotel i zwiesił głowę.

- Nic ci nic jest? - spytała Megan.

- Nigdy ich jeszcze takich nie widziałem - mruknął Finn ze ściągniętą twarzą.

- Daj spokój. Na pewno czasami się bijecie.

- Ale nie tak - wtrącił Sean.

Megan z trudem przełknęła ślinę.

- Naprawdę?

background image

- Mogło dojść do bójki o rozwalony skateboard albo zgubiony kompakt, ale nigdy nie 

było aż tak - jęknął Finn.

- A więc jest źle - podsumowała Megan.

Sean westchnął.

- To mało powiedziane.

Tego wieczoru Megan Wpatrywała się w piłki ustawione rządkiem na półkach koło 

łóżka. Układała je chronologicznie, od pierwszej, którą ojciec kupił jej jeszcze w Niemczech, 

aż do tej z zeszłorocznego półfinałowego meczu z Liceum Williama Clernentsa. Usiłując 

zasnąć, Megan rozmyślała o każdej z piłek, wymieniając imiona dziewczyn z poszczególnych 

drużyn. Przeszła wszystkich piętnaście piłek trzy razy z rzędu. Najwyraźniej ten sposób nie 

działał. Westchnęła i przewróciła się na plecy. Niezależnie od tego jak się starała odwrócić 

własną uwagę, ciągle miała w głowie, scenę z dzisiejszej bójki. Widziała już wiele bójek 

między chłopakami, w swojej dawnej szkole albo w bazie, ale nigdy między dwoma osobami, 

które znała i nigdy między braćmi.

John zbladł i zaniemówił, kiedy usłyszał o awanturze. Zabrał Douga do szpitala, gdzie 

chłopakowi zbadano nos. Na szczęście nie stało się nic poważnego, ale w czasie obiadu Doug 

siedział posępny i milczący. Evan wrócił dopiero po zmroku. Do nikogo się nie odezwał ani 

słowem i od razu poszedł na górę. Nagły hałas na podwórzu sprawił, że Megan z bijącym 

sercem poderwała się na łóżku. Podeszła na palcach do okna i wyjrzała. Ktoś był tuż pod jej 

oknem.   Skuliła   się   za   zasłoną   i   wyglądała   przez   szczelinę   między   brzegiem   materiału   a 

framugą okna, czekając, aż wzrok przywyknie do ciemności. Jakiś duży koc rozłożył się jak 

prześcieradło i opadł na ziemię. Nagle wszystko zobaczyła  wyraźnie. Evan. Rozkładał na 

ziemi śpiwór.

Megan   usiadła   w   oknie.   Nie   mogła   złapać   tchu.   Spojrzała   na   własny   wojskowy 

śpiwór, zwinięty w kącie pokoju. Niewiele myśląc, złapała śpiwór i poduszkę, wsunęła klapki 

i cichutko zeszła po schodach.

Evan podniósł głowę, kiedy usłyszał odgłos otwieranych drzwi. Właśnie wsuwał nogi 

do śpiwora.

- Cześć - powiedział.

- Cześć. - Podeszła do niego z wahaniem. - Ja... zobaczyłam cię tutaj...

- Kiedyś całą rodziną robiliśmy to przynajmniej raz do roku. Spaliśmy na zewnątrz 

pod gwiazdami. - Evan wpatrzył się we wspaniałe nocne niebo. - Pomyślałem, że to pewnie 

jedna z ostatnich ciepłych nocy.

Megan pokiwała głową i zawahała się, niepewna co teraz zrobić.

background image

- No jak, rozłożysz to czy nie? - zapytał Evan z nieznacznym uśmieszkiem.

Megan rozpostarła śpiwór o metr od Evana. Położyła sobie poduszkę i wsunęła się do 

środka, z przyjemnością czując na nogach dotyk chłodnej bawełny.

- No więc pojechałem dziś po południu do Hailey - zagadnął Evan.

Megan wstrzymała oddech.

- Naprawdę? Co ci powiedziała?

- Nic. Nie podszedłem do drzwi.

- Aha.

- Ja tego po prostu nie rozumiem. Dlaczego ona powiedziała Dongowi, że ja kręcę z 

tobą? - spytał Evan. - Myślisz, że mogło jej się tak wydawać?

Megan przez chwilę nie była w stanie wydobyć głosu. Czy Evan naprawdę szukał 

przekonującej wymówki, żeby wybaczyć Haley?

- Ja nie wiem - wymamrotała. - Była bardzo pijana, ale...

- Tak, tak... - Evan znów spojrzał w niebo. - Powiedziała Dougowi, ze między nią a 

mną już koniec, a przecież takie słowa wcale nie padły Ona po prostu... wymyśliła to sobie.

- Taa. Na to wygląda - przyznała Megan.

Powiedz mu, że to zła dziewczyna. Ze on zasługuje na wiele więcej. Powiedz, żeby po 

prostu o niej wreszcie zapomniał.

- Ja tego zwyczajnie nie rozumiem - powtórzył Evan - jak można coś takiego zrobić 

komuś, kogo się kocha? Cóż, najwyraźniej ona ma mnie gdzieś. To teraz oczywiste, prawda?

Megan sama nie zdołałaby tego lepiej ująć. więc się nie odzywała.

- Wiesz co? Nie chcę już o tym więcej mówić - powiedział Evan. - Porozmawiajmy o 

czymś innym.

- Na przykład?

- No, nie wiem. Co byś chciała robić, jak skończysz szkołę? - spytał Evan.

- O rany Hm... Pewnie pójdę na studia... - zaczęła Megan.

- A co byś chciała studiować? - drążył Evan.

- Nie wiem - odparła Megan. - Już sam pomysł spędzenia kilku lat w jednym miejscu 

jest dla mnie dość niezwykły.

- To pewnie niełatwe tak się przeprowadzać z miejsca na miejsce - zauważył Evan.

- Można się przyzwyczaić - odparła odruchowo Megan.

- No cóż, chciałbym się stąd wynieść. Dokądkolwiek - wyznał Evan. - BC i New I 

Tampshire usiłują mnie zwerbować do swoich drużyn hokejowych, ale ja myślę o Michigan 

albo Northwestern. Gdzieś przynajmniej o dzień drogi samochodem stąd.

background image

- Nie chcesz, żeby cię ktokolwiek odwiedzał? - spytała Megan.

- W tej chwili nie miałbym nic przeciwko temu, żeby nigdy więcej nie oglądać swojej 

rodziny.

- Evan zapatrzył się w gwiazdy. - Wiesz, ile razy nauczyciele zwracali się do mnie per 

Sean, Finn albo nawet Miller? Pan Robertson zdecydował się mówić do nas wszystkich: 

McGowan,   bo  ma   już   za   dużą   sklerozę,   żeby   nas  rozróżnić.   W  tym   mieście   nie   sposób 

zachować   własną   niezależną   tożsamość.   Tutaj   jestem   tylko   jednym   z   chłopaków 

McGowanów.

Megan spojrzała na mego zaszokowana.

- Na pewno tak nie myślisz - powiedziała.

- Czasem właśnie tak myślę - odparł i otworzył szerzej oczy. - Tylko zachowaj to dla 

siebie.

- Dobra, nikomu ani słowa - obiecała Megan.

- W głowie mi się nie mieści, że ci to powiedziałem. - Zakrył oczy dłonią. - Nigdy 

tego nie wyraziłem na głos.

Megan ze wzruszenia prawie nie mogła złapać tchu. Nie wyznał tego nikomu, tylko 

jej.

- Bez obaw, naprawdę - zapewniła. - Mimo wszystko uważam, że to nieprawda. Każdy 

wie, kim jesteś.

- Taa, Hailey właśnie dowiodła, że to prawda. - Evan z posępną miną podparł się na 

łokciu, żeby zajrzeć Megan w twarz.

Zerwał   garść   trawy   i   wysypał   ją   z   powrotem   na   ziemię.   -   Cóż,   przespała   się   z 

Dongiem.

Podobno jest we mnie zakochana, a śpi z moim młodszym bratem, - znów opadł na 

plecy i spojrzał w niebo.

Megan przyglądała się twarzy Evana, na wpół skrytej w mroku, na wpół oświetlonej 

rozgwieżdżonym niebem. Tak bardzo chciała go dotknąć - przyłożyć dłoń do jego policzka i 

powiedzieć, że Hailey to idiotka, skoro nic widziała, jaki jest wspaniały. I nikt nie może 

pomylić Evana McGowana z Dongiem czy kimkolwiek innym.

Megan powolutku przesunęła dłoń po trawie, która ich dzieliła. Wstrzymała oddech.

Nakazywała sobie dotknąć Evana. Ale nie mogła. W piersi czuła taki ucisk, jakby za 

moment miał eksplodować.

- Wszystko będzie dobrze - szepnęła w końcu.

Evan spojrzał Megan w oczy, a potem na wpół wyciągnij rękę. Sięgnął i zahaczył 

background image

małym palcem o mały palec jej dłoni.

- Dzięki - mruknął. - Cieszę się, że tu przyjechałaś.

- Ja też - powiedziała Megan.

Spodziewała   się,   że   on   cofnie   rękę,   ale   nie   zrobił   tego.   Położył   się   na   plecach   i 

zamknął oczy, nadal z palcem zaciśniętym, wokół jej palca. Megan bardzo ostrożnie ułożyła 

się na brzuchu i przycisnęła policzek do poduszki. Zanim się zorientowała, oddech Evana 

przeszedł w spokojny, senny rytm. Chłopak zasnął, zaledwie o metr od mej. Spał, chociaż 

nadal się dotykali.

Megan przygryzła wargę i uśmiechnęła się szeroko, patrząc na splecione palce.

To była bez wątpienia najważniejsza noc jej życia.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopcach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis ósmy

Uwaga nr 1: Chłopcy potrafią mówić o tym, co naprawdę czuje Po prostu musisz się znaleźć we 

właściwym miejscu i we właściwym czasie. A może być tą właściwą osobą.

background image

ROZDZIAŁ 11

W niedzielne popołudnie Megan była tak podekscytowana, aż prawie podskakiwała na 

krześle przy biurku, surfując po Internecie. Po godzinie szukania informacji na temat zespołu 

Aspergera   zdecydowała   się   przetestować   kilka   rzeczy,   których   się  dowiedziała.   I  tak   nie 

usiedziałaby w miejscu. Nie zdołałaby też skupić się na lekcjach.

Wyłączyła laptopa i w podskokach zbiegła po schodach.

Większość McGowanów, włącznie z Evanem. zebrała się w salonie przy telewizorze, 

oglądając mecz Yankees i Red Soksów. Brakowało tylko Douga i Millera. Wszyscy mieli 

znoszone   czapeczki,   T   -   shirty   albo   bluzy   Red   Soksów,   a   na   stoliku   do   kawy   były 

poustawiane różne przekąski i puszki z napojami. Nikt nie odrywał wzroku od telewizora. 

Megan   odczekała,   aż   trener   wyszedł   na   boisko   zmienić   miotacza,   i   dopiero   wtedy   się 

odezwała.

- Czy któryś z was widział Millera? - spytała.

Evan obejrzał się przez ramię i uśmiechnął, kiedy ją zobaczył.

Odwzajemniła uśmiech.

- Suterena - rzucił krótko John.

- Nie wolno mu oglądać z nami meczów Red Soksów i Yankees - wyjaśnił Evan. - 

Wiesz, tata mógłby go niechcący zabić.

- Aha. - Megan rzuciła okiem na Finna, który siedział obok Evana, a potem zerknęła 

na Johna.

- Hym... Czy ty nie masz czasem szlabanu na telewizję? - szepnęła, kuląc się przy 

oparciu kanapy.

- Cśś...   -   powiedział   Finn,   sięgając   po   torebkę   miniprreelków.   -   Tata   jest   tak 

pochłonięty meczem, że jeszcze mnie nie zauważył.

- No ładnie.

- Hej,  to jak, spotkasz  się ze mną  później w  szopie?  - Spytał  Finn z  buzią pełną 

precelków.

- Och, jasne - odparła Megan, lekko się rumieniąc.

- A co wy tam we dwójkę robicie? - Evan uniósł brwi.

Megan jeszcze bardziej się zarumieniła.

- Artysta nigdy nie opowiada o swojej pracy - odparł Finn.

- Chyba raczej: magik nigdy nie zdradza swoich sztuczek - wtrąciła Megan.

- To jedno i to samo - rzucił Finn, a Megan i Evan spojrzeli na niego jak na wariata. 

background image

No dobra, niezupełnie to samo - poddał się.

- A więc ostatnio uważasz się za artystę? spytał Evan. - Zazwyczaj tylko ciągle trujesz, 

że jesteś zupełnie do niczego.

Finn szturchnął Evana w ramię, a ten zaraz mu oddał. Megan przewróciła oczami. - Na 

razie, chłopaki.

Zeszła do piwnicy. Miller w koszulce i czapeczce Yankees usadowiony samotnie na 

miękkim fotelu wypełnionym  kulkami, oglądał ten sam mecz, który piętro wyżej  śledziła 

reszta rodziny. Megan uderzyła ogromna samotność tej sceny.

- Cześć, Miller - zawołała, zeskakując z kilku ostatnich stopni.

W telewizji leciała akurat reklama, ale Miller nie odrywał oczu od ekranu.

- Grają Yankees.

- Taa, wiem - odparła. - Mogę pooglądać z tobą?

Po bardzo długiej pauzie Miller powiedział wreszcie:

- Okay.

Megan przysunęła sobie drugi miękki fotel i usiadła obok Millera. Leciała kolejna 

reklama.

Był jeszcze czas.

- Widzisz, miałam nadzieję, że uda nam się pogadać - zaczęła Megan.

Miller przełknął ślinę.

- Ale o co chodzi? - Nadal na nią nie patrzył.

- Po prostu fajnie byłoby lepiej się poznać  - wyjaśniła Megan. - Wiem, że lubisz 

Yankees, ale to wszystko. A ty nie chciałbyś się dowiedzieć czegoś więcej o mnie?

- Chyba tak - przyznał Miller.

- Okay, no to co mam o sobie powiedzieć? - Megan rozsiadła się wygodniej.

Miller   potarł   dłonią   poręcz   fotela,   wzrok   wbijając   w   podłogę.   Tarł   poręcz   coraz 

szybciej,   aż   wreszcie   twarz   mu   poczerwieniała.   Megan   coś   ścisnęło   w   żołądku,   ale 

powiedziała   sobie,   że   musi   się   wyluzować.   W   czasopismach   przestrzegano,   że   może   się 

zdarzyć coś takiego.

- Dobra, chyba znam sposób, żebyś mógł mnie spytać, o co chcesz - odezwała się w 

końcu. - Miller?

Znieruchomiał, lekko odwracając od niej twarz pokrytą czerwonymi plamami.

- Taa?

- Może powiedz mi coś o Yankees? Cokolwiek. Lubisz mówić o Yankees, prawda? - 

spytała.

background image

- Taa...

- No   to   zacznij   mi   o   nich   mówić,   a   potem   o   coś   zapytaj   -   poradziła.   -   Chcesz 

sprawdzić, czy to ci się uda?

- Poradzę sobie.

Megan się uśmiechnęła.

- Dobra, wal.

Miller patrzył na nią przez ułamek sekundy, potem znów wbił wzrok w podłogę.

- Yankees jako pierwsi cztery razy z rzędu wygrali Mistrzostwa Świata. Czemu tak 

pachniesz? - zapytał.

Megan   parsknęła   śmieciłem.   Miller   zerknął   na   nią   niepewnie,   potem   sam   się 

roześmiał.

- To znaczy jak? - zdziwiła się Megan.

- Jak plaża - odparł Miller. - Pachniesz jak moja mama na plaży.

- Kokos - odparła. - Używam szamponu kokosowego. To niesamowite, że wyczułeś.

Miller uśmiechnął się i pokiwał głową.

- Nieźle. Spróbuj jeszcze raz - zachęciła Megan.

- Derek   Jeter   był   pierwszym   kapitanem   Yankees   od   czasów   Trumaua   Munsona   - 

powiedział Miller. - Zostaniesz z nami już na zawsze?

Tym razem Miller patrzył jej prosto w oczy przez kilka dobrych sekund.

- Nie  - odpowiedziała  Megan. - Mam  nadzieję, że  w tym  roku i może  jeszcze  w 

następnym.

Przeszkadza ci, że z wami mieszkam?

Miller wzruszył ramionami i wgapił się w telewizor, w którym skończyła się przerwa 

na reklamy.

- Nie ma sprawy - mruknął z uśmiechem. - Mecz się znów zaczyna.

Megan nigdy się nie uważała za osobę o skłonnościach do paranoi, ale wchodząc do 

szkoły   w   poniedziałek   rano,   mogłaby   przysiąc,   że   różne   grupki   dziewczyn   śledzą   ją 

wzrokiem.   Jak   tylko   się   obracała,   żeby   na   nie   spojrzeć,   głowy   trzymały   blisko   siebie   i 

zawzięcie szeptały. Podeszła do szafki i szybko sprawdziła, czy przypadkiem nie włożyła 

bojówek na lewą stronę. Nic z tego, wszystko normalnie. Może od mieszkania z chłopakami 

McGowanów popadała w nerwicę lękową. Lekko jej ulżyło, kiedy zobaczyła Pearl i Rię kilka 

szafek  dalej.  -  Cześć,   dziewczyny   -  zawołała  -  Jak  wam  minęła   reszta   weekendu?  Pearl 

zarumieniła się i przykucnęła, żeby włożyć książki do torby. Nieźle - powiedziała.

- A ciekawe, jak tobie minął weekend - odezwała się Ria, obiema dłońmi chwytając za 

background image

pasek torby.

Coś w tonie tej wypowiedzi sprawiło, że Megan włosy stanęły dęba. A może po prostu 

dlatego, że banda uczniów spojrzała na nią niechętnie, przechodząc korytarzem.

- Okay... O co chodzi? - spytała Megan. - Zrobiłam coś nie tak?

- Sama mi to powiedz. - Ria popatrzyła na Megan wyczekująco.

- Musimy lecieć. - Pearl pociągnęła Rię ze rękaw swetra. - Mamy pracę domową do 

przejrzenia, prawda?

- Taa. Na razie - rzuciła Ria lekceważąco.

Z   twarzą   płonącą   rumieńcem   Megan   odwróciła   się   do   swojej   szafki   i   zaczęła 

wprowadzać cyfry szyfru.

- Cześć.   Aimee   podeszła   i   ze   zmęczoną   miną   oparła   się   o   ścianę.   Przeciągle 

westchnęła i wbiła oczy w ziemię.

- Cześć - odparła Megan, wyjmując podręcznik do historii. - Mogę cię o coś zapytać?

- Jasne - mruknęła Aimee.

- Czy mi się tylko wydaje, czy ludzie dzisiaj są dziwni? - spytała Megan.

- Taa, no właśnie. - Aimee westchnęła. - Chyba się rozeszło, że ty i Evan jakoś się 

zbliżyliście do siebie w piątek i przez ciebie Evan i Hailey ze sobą zerwali.

- Co?! - Megan zamrugała gwałtownie. - A kto im to powiedział?

- Nie mam pojęcia - odparła Aimee. - Ale wszyscy o tym gadają.

- No i co z tego? Przecież to nic ich sprawa, prawda?! - wściekła się Megan.

- Słuchaj, Evan i Hailey byli tu jak gwiazdorska para - szepnęła Aimee. - Wszyscy ich 

podziwiali. Jeśli uważają, że on ją z tobą zdradził...

- Ale tego nic zrobił! - zawołała Megan z szybko walącym sercem. To ona zdradziła 

jego.

Evan i ja nie jesteśmy tu czarnymi charakterami.

Aimee wzruszyła ramionami.

- No cóż, tak...

- Aimee, między nami nic nie było. - Megan zaczęła ogarniać lekka desperacja.

- Hej, uwierzyłam ci w piątek i wierzę teraz - powiedziała Aimee, kiedy znów się 

wyprostowały. - To całą resztą szkoły powinnaś się martwić.

- Oni mnie nic nie obchodzą. - Megan zapięła suwak plecaka. - Ważne, że ty znasz 

prawdę.

Aimee   się   uśmiechnęła.   Rzuciła   Megan   spojrzenie   pełne   współczucia   i   zarazem 

satysfakcji.

background image

- No cóż, ja wiem, jak było.

- I dobrze. - Megan zatrzasnęła drzwi szafki.

- Tyle że... Hailey to osoba, w której lepiej nie mieć wroga - powiedziała Aimee, kiedy 

ruszyły korytarzem. - Naprawdę.

- Cześć, Miller - zawołała Megan. Dziesiątki uczniów mijały ją w drodze do stołówki. 

Wszyscy musieli obchodzić łukiem Millera, który nagle zatrzymał się w samym wejściu. - 

Yankees dziś nie grają, prawda? - Tak, są w trasie - powiedział Miller.

- No to może zjemy lunch w środku - zaproponowała Megan. - I tak zanosi się na 

deszcz.  Megan  była   pewna, że  on  odmówi.  Na coś  takiego nie  był jeszcze   gotowy.  Ale 

chłopak zacisnął zęby i pokiwał głową.

- I   tak   zanosi   się   na   deszcz   -   powtórzył   i   ruszył   przed   siebie,   z   głową   wysoko 

uniesioną, a miną niemal arogancką.

Podszedł   do   pierwszego   z   brzegu   stolika,   odsunął   krzesło   i   usiadł,   torbę   tuląc   na 

kolanach. Megan ledwie wierzyła własnym oczom. O rany, naprawdę robimy postępy.

Postawiła swój plecak na podłodze przy krześle naprzeciwko Millera. - Przynieść ci 

lunch? - spytała. Już i tak wyglądał, jakby ledwie sobie radził z sytuacją. - Tak, poproszę. - 

Zerknął niepewnie na Megan. - Hamburger, cola bez lodu, ciastko z kawałkami czekolady. 

Megan uśmiechnęła się szeroko. - Dla mnie bomba. Zaraz wracam. Nie ruszaj się stąd.

Miller spojrzał w lewo, w prawo, jakby sprawdzał, czy nikt przy nim nic usiądzie. 

Megan była całkiem pewna, że chłopak nie ruszy się stamtąd, chyba że go ktoś weźmie razem 

z krzesłem i odniesie na bok. Pobiegła do kolejki przy bufecie, co chwila oglądając się przez 

ramię i sprawdzając, czy Miller nadal tam siedzi. Kilka dziewczyn z pierwszej klasy, które 

zazwyczaj siadały przy stole zawładniętym przez Millera, rzuciło na niego okiem i poszło 

szukać sobie innego miejsca.

Megan   postawiła   tacę   przed   Millerem   i   pozwoliła   mu   zająć   się   jedzeniem. 

Poprzestawiał wszystko tak, jak lubił, a potem spojrzał na swój lunch i westchnął. - Fajnie tu 

w środku, prawda? - zagadnęła Megan. - Głośno. - Nie tak głośno, jak nastawiasz radio.

Miller się uśmiechnął. Powoli zdjął plecak z kolan i postawił go obok krzesła po 

prawej   stronie,   tak   samo   jak   Megan   po   swojej   stronie   stołu.   Ugryzł   mały   kawałek 

hamburgera. Po chwili jego nieznaczny uśmiech stał się całkiem szeroki.

Megan żuła frytkę, bardzo z siebie zadowolona, kiedy do środka wszedł Evan. I już po 

zadowoleniu.   Szczęki   miał   mocno   zaciśnięte,   a   oczy   zwężone   w   szparki.   Wyglądał   jak 

człowiek, który ma do spełnienia misję.

Stół Hailey stal w środkowym rzędzie w przedniej części stołówki. Jej przyjaciółki 

background image

umilkły, kiedy zbliżył się tam Evan. Wszyscy albo patrzyli na Evana, żeby zobaczyć, co się 

stanie, albo celowo gapili się we własne jedzenie, żeby udawać brak zainteresowania. Evan 

zatrzymał się przy krześle Hailey. Nie podniosła na niego wzroku.

- Mogę z tobą porozmawiać? - zapytał.

- Jasne. - Hailey odłożyła skórkę chleba na tacę, gdzie leżał już wydłubany z niego 

miąższ. - Wal śmiało.

- Nie tutaj - powiedział Evan.

Hailey popatrzyła na przyjaciółki, a potem oparła dłonie na blacie i wstała z krzesła. 

Evan odstąpił na bok, żeby mogła poprowadzić na dziedziniec. Megan zesztywniała, kiedy 

mijali jej stół, ale żadne z nich nawet na nią nie spojrzało.

Świadoma   otaczających   ją   ze   wszystkich   stron   zaciekawionych   spojrzeń,   Megan 

udawała pochłoniętą jedzeniem. Była  przekonana, że każdy w promieniu dwóch stolików 

prawdopodobnie czuł gorąco bijące od jej twarzy.

Kiedy   tylko   drzwi   zatrzasnęły   się   za   Evanem   i   Hailey,   paplanina   wybuchła   ze 

zdwojoną siłą.

Chłopcy przy stole obok zaczęli rzucać monetami, zakładając się, czy Hailey pierwsza 

pogoni Evana, czy odwrocie. Miller po prostu siedział i w skupieniu pałaszował lunch.

Megan usiłowała się nie gapić na dziedziniec, ale nic mogła nie zerkać kątem oka. 

Evan gestykulował  jak szaleniec, a Hailey stała  bez ruchu z ramionami  zaplecionymi  na 

piersi.

Megan musiała się zdobyć na sporą samokontrolę, żeby powstrzymać uśmiech. Teraz 

Evan pewnie mówił Hailey, że doskonale wie o jej kłamstwie. A po rozmowie będzie mógł 

wyjaśnić to nieporozumienie wszystkim swoim przyjaciołom i całej reszcie szkoły. Niedługo 

wszystko między Hailey a Evanem będzie raz na zawsze, bezpowrotnie skończone.

Drzwi się otworzyły z nagłym szarpnięciem. Hailey wpadła do środka ze zbolałą miną 

i oczami pełnymi łez. Pobiegła w stronę łazienki, a kilka dziewczyn zerwało się od stolika i 

ruszyło   za   swoją   przyjaciółką.   Megan   z   walącym   sercem   podniosła   wzrok   na   Evana, 

spodziewając się, ze skinie głową albo się chociaż uśmiechnie da jakiś znak, że jej dobre imię 

zostało   oczyszczone.   Ale   kiedy   pochwyciła   jego   spojrzenie,   poczuła   się   tak,   jakby   w 

pomieszczeniu nagle zabrakło powietrza.

Evan patrzył  na nią gniewnie. Megan zaczęła wstawać z miejsca, ale w tej samej 

chwili Evan zawrócił i wyszedł na dziedziniec.

Gdy   wieczorem   Megan   weszła   do   swojego   pokoju,   zastała   Caleba   miauczącego 

czworakach podskakującego  na czworakach na jej  łóżku. Na podłodze walał  się otwarty, 

background image

całkiem nowy tusz, najwyraźniej użyty do wymalowania na twarzy chłopca kocich wąsów. 

Kiedy Caleb ją zobaczył, roześmiał się tylko i nadal podskakiwał. Megan nie była w nastroju. 

Hailey nie pokazała się na treningu. Poza Aimee i Jenną nikt się do niej nie odzywał, a trening 

też nie poszedł najlepiej. Teraz musiała na trzy godziny skupić się nad lekcjami, przez cały 

ten czas zastanawiając się, gdzie jest Evan i co mu chodzi po głowie - czemu tak źle ją 

potraktował podczas lunchu, a potem przez całą resztę dnia jej unikał.

- Caleb! Wynocha! - powiedziała, nie zamykając drzwi.

- Miau? - odezwał się i znieruchomiał, chociaż łóżko jeszcze huśtało się pod nim przez 

kilka sekund.

- Wynocha! - krzyknęła.

Caleb zeskoczył na podłogę, znów stanął na czworakach i zaczął ocierać się głową o 

jej łydki.

Potem zmarszczył czoło, leniwie wysunął się na korytarz i „łapą” przymknął za sobą 

drzwi.

Megan uśmiechnęła się mimowolnie. Złapała ręcznik i szlafrok. Właśnie miała iść pod 

prysznic, kiedy usłyszała pukanie do drzwi.

- Taa?

- To ja - odezwał się Evan.

Megan szybko rzuciła okiem na lustro, przygładziła włosy i cisnęła swoje rzeczy na 

łóżko.

Ręce jej się trzęsły, kiedy sięgała do klamki.

- Cześć - mruknął Evan i wszedł do pokoju.

- Cześć - odparła. - Co się... ?

- Dlaczego   to   zrobiłaś?   -   spytał,   stając   na   wprost   niej.   -   Dlaczego,   u   diabła,   tak 

nakłamałaś?

- Co? - spytała osłupiała Megan.

- Przestań udawać, że nie wiesz, o czym mówię - dodał Evan drwiąco.

- Uh... Okay. Ale ja naprawdę nie wiem - wymamrotała Megan.

- Daruj sobie te miny niewiniątka - prychnął Evan. - Drugi raz się na to nie nabiorę.

- Miny niewiniątka? - powtórzyła zupełnie zdezorientowana.

- Daj spokój. Powiedziałaś Hailey, że coś nas łączy.

Megan   poczuła   się   tak,   jakby   ktoś   jej   przywalił   w   żołądek   kijem   do   baseballu. 

Bezwładnie usiadła na krawędzi łóżka, bo kolana się pod nią ugięły.

- Co? - zdołała wykrztusić.

background image

- Opowiadała   mi,   jak   do   niej   podeszłaś   i   oznajmiłaś,   że   powinna   się   dowiedzieć 

prawdy wyjaśnił Evan. - Czy ty w ogóle wiesz, co to słowo znaczy?

Megan   zrobiła   kwadratowe   oczy.   On   chyba   mówił   w   obcym   języku.   Nic   nie 

rozumiała.

- Evan, ja nie mam zielonego pojęcia, o co chodzi - wycedziła powoli.

- Już ci wierzę - uciął Evan. - Powiedziałaś Hailey, że się z tobą całowałem. Boże! 

Myślałem, że jesteś taka fajna! A ty się zachowujesz jak psychopatka. Dlaczego to zro...?

- Zaraz,   zaraz,   zaraz!   -   Megan   przerwała   mu   ten   potok   bzdur   drżącym   głosem.   - 

Zatrzymaj się na sekundkę, dobrze? Ja nic takiego nie zrobiłam!

- Nic takiego nic zrobiłaś - powtórzył Evan ironicznie.

- Nie.

- A więc chcesz mi wmawiać, że Hailey po prostu sobie to wszystko wymyśliła? - 

spytał Evan.

Oczy mu płonęły.

Megan zrobiło się słabo. On jej nie wierzył.

- Chyba tak - powiedziała.

- Kpisz sobie? Naprawdę zamierzasz wszystkiemu zaprzeczać, patrząc mi w oczy? - 

krzyknął   Evan.   -   Do   diabła,   niby  z   jakiego   innego   powodu   Hailey  miała   przespać   się  z 

Dougiem?

- Nie wiem! - odkrzyknęła Megan. - Ale ja nawet z nią nie rozmawiałam!

Evan   spojrzał   na   Megan   oczyma   przepełnionymi   żalem,   zmieszaniem   i 

niedowierzaniem.

- Żałuję, że moi rodzice pozwolili ci tu zamieszkać - powiedział na koniec. - Chcę, 

żebyś się trzymała ode mnie z daleka.

Megan serce rozdzierało się na pół.

- Evan, zaczekaj...

Evan odwrócił się, wyszedł z pokoju i zatrzasnął drzwi przed jej nosem.

Od: Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopakach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis dziewiąty

Uwaga nr 1: Chłopcy są beznadziejni.

background image

ROZDZIAŁ 12

Megan wygładziła przód ciemnogranatowego T - shirta i wzięła głęboki oddech, żeby 

uspokoić nerwy. Pół nocy nie spała, ale nie czuła zmęczenia. Najwyraźniej adrenalina robiła 

swoje.   Za   każdym   razem,   kiedy   Megan   przypominała   sobie,   jak   Evan   popatrzył   na   nią 

poprzedniego wieczoru, czuła mdłości.

Po prostu powiedz mu, że musisz z nim porozmawiać. Co masz do stracenia?

Ale nie chciała nawet się nad tym zastanawiać. W sumie miała do stracenia mnóstwo 

rzeczy.

Zacisnęła oczy w przypływie panicznego lęku.

Złapała plecak i wyszła na korytarz z wysoko podniesioną głową. W kuchni zastała 

tylko Iana i Caleba.

- Gdzie się wszyscy podziali? - spytała chłopców wstawiających swoje miseczki po 

płatkach do zlewu.

- Pojechali.

- Jak to: pojechali? - spytała Megan.

- Do   szkoły   -   odparł   łan   bezbarwnym   tonem.   -   Chodź,   Caleb.   Spóźnimy   się   na 

autobus.

Caleb złapał swój plecak ze Spidermanem i obaj chłopcy ruszyli do wyjścia. Megan 

poszła za nimi i wystawiła głowę za drzwi. Podjazd był pusty. Nagle poczuła znużenie i 

pustkę.

- Okay, nie ma sprawy - mruknęła pod nosem. - Po prostu trochę się spóźnię.

Wyciągnęła   z   szopy  swój   rower.   Kiedy   postawiła   go   na   ziemi,   wydał   metaliczny 

odgłos. Miał przebite opony. Chłopcy wypowiedzieli jej wojnę.

Megan westchnęła i noga za nogą powlokła się wzdłuż garażu, w stronę ulicy.

- Po prostu bardzo się spóźnię.

- Hej!

Megan zatrzymała się przy końcu podjazdu. Sean stał przy frontowych drzwiach z 

parującym kubkiem w ręku. Miał na sobie czarny T - shirt i dżinsy, a brązowe włosy jak 

zwykle nastroszone najeża. Podbródek i policzki pokrywał mu ciemny zarost.

- Cześć - odezwała się niepewnym tonem.

- Idziesz piechotą?

- Na to wygląda - odparła Megan.

- Spóźnisz się.

background image

- Na to wygląda - powtórzyła.

- Podrzucę cię - zaproponował.

- Naprawdę?

Czy do Seana nie dotarła ogólnodomowa akcja wymrażania Megan?

- Idź po kask - powiedział Sean.

Z początku trochę dziwnie się czuła, siedząc okrakiem na motorze i obejmując Seana, 

z którym zamieniła wszystkiego kilka słów. Ale im dalej odjeżdżali od domu, tym bardziej 

Megan się odprężała  i cieszyła  przejażdżką.  Sean odwalił  kawał  porządnej  roboty z tym 

motorem. Ledwie dodawał gazu, a i tak słyszała i czuła moc silnika. Skręcił, nie zmniejszając 

prędkości.

Megan odruchowo ścisnęła go mocniej.

- Przepraszam! - wrzasnął Sean. - Nie przywykłem do pasażerów!

- Nie ma sprawy! - odkrzyknęła Megan. - Ile tu jest amortyzatorów?

- Dwa z przodu i jeden tylny - odparł Sean po chwili wahania.

- To czuć - stwierdziła Megan. - Pokażesz mi kiedyś dane techniczne?

- Taa. Jasne. - odparł Sean.

- A z którego roku jest silnik? Dziewięćdziesiąty siódmy? Dziewięćdziesiąty ósmy?

- Dziewięćdziesiąty ósmy. Ale włożyłem kilka nowszych części - odparł Sean jakby 

speszony.

Megan to nie dziwiło. Niewiele dziewczyn znało się na motorach tak jak ona.

Sean zatrzymał harleya przed Liceum Baker. Nieliczni uczniowie jeszcze kręcili się 

przed wejściem, bezczelnie ignorując późną porę, a kilka osób pędem nadbiegało od strony 

parkingu żeby zdążyć przed dzwonkiem.

- Dzięki wielkie - Megan zdjęła kask i przełożyła nogę nad tyłem motoru.

- Znasz się na harleyach - stwierdził Sean.

- Taa, pomagałam tacie wyremontować dwa, w zeszłym roku - pochwaliła się Megan, 

- Oba musiał sprzedać przed wyjazdem do Korei, ale były naprawdę fajne.

- Umiesz jeździć? - spytał Sean.

- Mam tymczasowe prawko na motor - powiedziała, przygładzając włosy. - No cóż, 

ważne w Teksasie.

Sean pokiwał głową i spojrzał na Megan chyba po raz pierwszy, odkąd go spotkała.

- Zabiorę cię któregoś dnia, przejedziesz się - zaproponował.

- Taa? Nie trzeba...

- Zabiorę   cię   któregoś   dnia,   przejedziesz   się   -   powtórzył   Sean   z   rozbawionym 

background image

uśmiechem. - Lepiej już zmykaj.

Megan się uśmiechnęła.

- No cóż, dzięki raz jeszcze.

Zaczęła   wbiegać   po   schodach   w   tym   samym   momencie,   kiedy   reszta   uczniów 

kręcących się przy wejściu też uznała, że już czas wejść do środka.

- Hej! - zawołał Sean, odpalając silnik.

Megan obejrzała się za siebie, wymachując kaskiem trzymanym w ręce.

- Nie daj się moim braciom - zawołał Sean. - To banda pacanów.

Znów się uśmiechnęła. Sean odjechał pędem.

Miller  ruszył  się spod ściany przy drzwiach stołówki, kiedy Megan podeszła. Nie 

mogła się już bardziej zdziwić, widząc, że na nią czeka, nawet gdyby stał tam nago. - Cześć, 

Miller - powiedziała.

- Cześć - odparł i ruszył za nią do stołówki. - Znów jemy w środku?

Megan   przystanęła   i   się   rozejrzała.   Ria,   Pearl   i   Jenna   już   siedziały   przy   stole. 

Wszystkie   trzy   przez   cały   dzień   ostentacyjnie   ją   ignorowały.   Finn   zajmował   miejsce   w 

przeciwległym kącie sali ze szkicownikiem otwartym przed sobą, plecami do drzwi. Kilka 

koleżanek Hailey gapiło się na nią pogardliwie. Evana nigdzie nie było widać.

Czemu   Evan   McGowan   miałby   się   zadawać   akurat   z   nią,   tego   już   zupełnie   nic 

rozumiem - szepnęła głośno jakaś dziewczyna do koleżanki, mijając Megan. - Czy ona w 

ogóle spogląda czasem w lustro? - dorzuciła tamta.

- Nie, lepiej wyjdźmy na zewnątrz - zwróciła się Megan do Millera. - Dzisiaj jest 

piękna pogoda.

- Taa. Dzisiaj jest piękna pogoda - powtórzył Miller i pokiwał głową. Poszedł przodem 

w stronę dziedzińca. Megan i Miller zostawili swoje rzeczy na zewnątrz i wrócili do bufetu. 

Dwie dziewczyny stojące w kolejce przed Megan cały czas rozmawiały przyciszonym tonem, 

a potem roześmiały się demonstracyjnie. Megan zapłaciła za lunch i znów wyszła zewnątrz. - 

Po co ci to? - Miller wskazał kask motocyklowy.

- Och,   nie   chciał   się   zmieścić   do   szafki   -   wyjaśniła   Megan   potrząsając   butelką 

mrożonej herbaty. Potem zamilkła i spojrzała na chłopaka z szeroko otwartymi oczami. - Hej! 

Właśni zadałeś mi pytanie!

Miller zarumienił się i wzruszył ramionami, wbijając wzrok w tacę. - Ćwiczyłem.

- Naprawdę? - Megan przepełniła duma. - Miller! To fantastyczne!

- Co takiego?

Megan i Miller podnieśli wzrok i zobaczyli Aimee, która stała obok ich stolika ze 

background image

swoją tacą.

Megan widziała przyjaciółkę poraź pierwszy tego dnia. Aimee miała włosy podpięte z 

boków spinkami i jasnoniebieską bluzkę, która podkreślała kolor oczu.

- Och... nic, nic. Pracujemy razem nad pewnym projektem - wyjaśniła Megan, trochę 

podenerwowana. Biorąc pod uwagę że przez cały dzień każdy jej unikał, odebrała to jako 

przyjemną niespodziankę. - A co ty tu robisz?

- Och, jest tak słonecznie... Pomyślałam,  że zobaczę, jak się tutaj siedzi. - Aimee 

rozejrzała się wkoło, jakby nigdy przedtem nie widziała dziedzińca na oczy. - Miłe miejsce.

Megan zrobiło się ciepło na sercu. Wymieniły z Aimee uśmiechy.

- To jak, można...? - spytała Aimee, zerkając na Millera, który pracowicie ustawiał 

jedzenie na tacy.

- Miller,   czy   nie   będzie   ci   przeszkadzało,   jeśli   Aimee   z   nami   usiądzie?   -   spytała 

Megan.

- Aimee? - powtórzył Miller.

- Taa. to moja przyjaciółka. Aimee - powiedziała Megan.

- Cześć - odezwała się Aimee.

- Cześć - odparł Miller, nie podnosząc wzroku.

- Załatwione. Siadaj - szepnęła Megan do dziewczyny.

Kiedy tylko Aimee usiadła, Megan poustawiała wszystko W na jej tacy we właściwej 

kolejności. Aimee patrzyła na przyjaciółkę przez chwilę, wzruszyła ramionami i sięgnęła po 

kanapkę.

- No i jak ci się podoba w nowej szkole? - zapytała Aimee z nutką ironii w głosie.

- Och, jest po prostu cudownie! - odparła Megan, podchwytując ten ton. - Wszyscy są 

tu tacy mili!

- No cóż, przynajmniej niektórzy - powiedziała Aimee. - prawda, Miller?

Chłopak nie odpowiedział. Zacisnął dłonie pod stolikiem i wpatrywał się w nietknięte 

jedzenie. Aimee niepewnie zerknęła na przyjaciółkę. Megan odłożyła widelec i odchrząknęła.

- Hej, Miller, a może zapytasz o coś Aimee? - zaproponowała Megan. - No wiesz, tym 

sposobem z baseballem...

Miller   spojrzał   na   Megan.   Miał   minę   spłoszonego   królika   w   klatce,   ale   Megan 

rozpoznała ślad nadziei pod tą nerwowością. Miller naprawdę chciał sobie z tym poradzić.

- No już, spytaj o cokolwiek - zachęciła. - Ona jest naprawdę mila. Przysięgam.

Miller zgarbił się w idealnie okrągłe C, ale był aż sztywny z napięcia. Wpatrując się w 

blat stolika, wziął głęboki oddech.

background image

- Kapitan   drużyny   New   York   Yankees,   Thurman   Munson,   zginął   w   katastrofie 

samolotowej w 1979 roku - powiedział szybko. - Chodzisz z Megan do klasy?

Aimee miała lekko zdziwioną minę, ale dość prędko wzięła się w garść.

- Hm... taa - odparła.

Megan wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

- Kapitan   drużyny   New   York   Yankees,   Derek   Jeter,   wygrał   swoją   pierwszą   Złotą 

Rękawicę w 2004. Lubisz baseball? - mówił dalej Miller.

Aimee   roześmiała   się,   spoglądając   pytająco   na   Megan,   ale   przyjaciółka   tylko 

wzruszyła ramieniem. Aimee po prostu się przekona, że Miller jest taki sam jak wszyscy. 

Powoli, ale systematycznie.

- W sumie tak - odparła Aimee. - Jestem kibicem Oakland A. Może to dziwne, ale mój 

tata dorastał w północnej Kalifornii i...

- A   wiesz,   że   członek   Panteonu   Sław,  Reggie   Jackson,   grał   dla   Oakland   A   przez 

dziewięć lat? - spytał Miller, po raz pierwszy spoglądając na Aimee.

- Nie... Tego nie wiedziałam - odparła Aimee z uśmiechem. - Człowiek codziennie się 

uczy czegoś nowego.

Megan też się uśmiechnęła.

- Taa, to prawda - przyznała.

Tego  wieczoru   Megan wyszła   ze  swojego  pokoju,  akurat   gdy Evan  pojawił   się u 

szczytu schodów. Oboje przystanęli. Przez ułamek sekundy Megan była pewna, że Evan coś 

powie, ale on ją minął i poszedł do siebie do pokoju. Zatrzasnął drzwi tak mocno, ze poczuła 

wstrząs całym ciałem. Zawróciła na pięcie, zaciskając dłonie w pięści, i gniewnie spojrzała na 

drzwi do pokoju Evana. Miała ochotę walić w nie tak mocno, aż je wyrwie z futryny. Przecież 

on miał być ideałem.

Na podwórku rozległ się jakiś hałas. Megan podkradła się do końca korytarza, żeby 

wyjrzeć przez okno. Drzwi do szopy właśnie się zamykały.

Finn   był   tak   samo   beznadziejny,   jak   jego   brat.   On   też   dzisiaj   rano   porzucił   ją 

własnemu losowi i nawet słowem nie odezwał się na hiszpańskim, chociaż sam nie poradziłby 

sobie z testem.

Megan zawróciła i zbiegła po schodach. Może za bardzo się bała wygarnąć Evanowi, 

ale Finn... Zaraz powie temu chłopakowi, co o nim myśli.

- Wszyscy jesteście beznadziejni! - krzyknęła Megan, szarpnięciem otwierając drzwi 

szopy Finn opuścił rękę. Pędzel zostawił smugę pomarańczowej farby na nogawce dżinsów, a 

potem upadł na podłogę.

background image

- Słucham? - wymamrotał zdezorientowany chłopak.

- Ty! Jesteś beznadziejny! - gotowała się ze złości Megan.

- Już o tym rozmawialiśmy. Wiem, ze jestem do niczego.

- Nie chodzi mi o twoją sztukę. Wy! Wy faceci! - wrzeszczała Megan.

Finn zamrugał.

- No niejako facet jestem całkiem w porządku.

- Och, przestań! - Megan stanęła naprzeciwko niego i wyprostowała się. - O co wam 

chodzi?

Powariowaliście? Czy już się tacy urodziliście? A może wasze mózgi są niedotlenione 

od zakładania nelsonów, co?

- Megan, lepiej sobie usiądź. - Finn ostrożnie wyciągnął ręce w jej stronę. Trzymając 

ją na odległość ramienia, poprowadził do starej ławki i popchnął łagodnie, aż musiała usiąść. - 

A teraz mów. Chodzi o Hailey i Evana?

N - ie! O ciebie! Zostawiłeś mnie dziś rano - powiedziała Megan. - A w moim rowerze 

były   przebite   opony   Wy   mi,   cholera,   poprzebijaliście   opony!   Co   to   ma   być?   Szpital 

McGowanów dla niebezpiecznych przestępców?

- Hej,   hej,   hej!   -   wtrącił   się   Finn.   -   Po   pierwsze,   ja   cię   dzisiaj   rano   wcale   nie 

zostawiłem. Evan mi powiedział, że chcesz pojechać do szkoły na rowerze.

- Taa, jasne - mruknęła Megan.

- Tak powiedział!

- No cóż, ale ode mnie tego nie usłyszał - odparła Megan, z trudem przełykając ślinę. 

Na samą myśl,  że Evan specjalnie wprowadził brata w błąd, wywracał jej się żołądek. - 

Chyba wszyscy w tej okolicy oszukują.

- Znów muszę  stanąć  we własnej  obronie.  - Finn wytarł  ręce  w  starą szmatkę  do 

czyszczenia pędzli i zaplótł ramiona na piersi. - Czyja cię kiedykolwiek okłamałem?

Megan popatrzyła na niego.

- Nie. A przynajmniej nic o tym nic wiem - mruknęła, odwracając oczy.

- Okay, to już coś. - Finn podsunął sobie stołek. - A teraz, bądź tak uprzejma i wyjaśnij 

mi, co tak naprawdę zaszło na piątkowej imprezie.

- O rany. Chyba żartujesz - zawołała z ironią Megan. - Ktoś chce usłyszeć moją wersję 

tej historii?

- Tak - odparł Finn. - Ja chcę.

Megan wzięła głęboki oddech i usiadła prosto.

- Okay zobaczyłam, ze Hailey i Evan kłócą się ze sobą, a potem Evan poszedł do 

background image

pokoju bilardowego. Po jakimś czasie szukałam łazienki i przez pomyłkę trafiłam do pokoju, 

gdzie   na   łóżku   leżał   Evan.   Usiadłam   obok   niego   i   spytałam,   co   się   dzieje   Po   prostu 

rozmawialiśmy.

Nagle do środka wpadła Hailey, zobaczyła nas i dostała szału. Wybiegliśmy za nią, ale 

zniknęła w tłumie. Wtedy Evan wyszedł z imprezy i to wszystko.

- To wszystko - powtórzył Finn.

- Właśnie tak! - potwierdziła Megan, niemal krzycząc - Godzinę później do Aimee i 

do mnie podeszła Jenna i powiedziała, że przed chwilą widziała, że Doug i Hailey uprawiają 

seks w lasku. Nic więcej nie wiem.

- Okay, niech jak sobie wszystko poukładam. Byłaś na łóżku z Evanem... - zaczął od 

początku Finn.

- I co z tego? - Megan przewróciła oczami. Zarumieniła się.

- Siedziałam tam całe pięć sekund.

- Więc Hailey niczego nic zobaczyła - stwierdził Finn.

- Nie miała czego.

- A ty jej nie powiedziałaś, ze między tobą a Evanem coś zaszło.

- Nie!

- Wierzę ci - oznajmił Finn i wstał.

- Naprawdę? - spytała Megan zaskoczona. - Nawet nie chcesz sobie tego przemyśleć?

- A o czym ni myśleć? - Finn podniósł z podłogi pędzel - Jesteś porządną, uczciwą 

dziewczyną   i   wyraźnie   się   tym   wszystkim   martwisz.   Evan   i   Hailey   żyją   takimi 

dramatycznymi sytuacjami. Jako ekspert znający wszystkie zainteresowane strony uważam, 

że bez własnej winy, przypadkowo zostałaś wciągnięta przez tajfun zwany „Evan i Hailey”.

Zanurzył pędzel w wodzie i pokręcił nim, oglądając się przez ramię na Megan - Nadal 

sądzisz, że jestem beznadziejny?

Megan się uśmiechnęła.

- Już trochę mniej.

- Słuchaj... Finn westchnął głęboko. - Evan zmieni zdanie.

- Tak myślisz?

- Taa, na pewno.

Megan bardzo chciała uwierzyć Finnowi. Przecież znał Evana o wiele lepiej niż ona. 

Ale nadal nie mogła zapomnieć zdesperowanej miny Evana i tego, jak mówił, żeby trzymała 

się od niego z daleka. Zdecydowanie nie wyglądał, jakby zamierzał zmienić zdanie w tej 

sprawie.

background image

- Ale z Dougiem tak łatwo nie pójdzie - dorzucił Finn.

Megan głośno wciągnęła powietrze.

- Wiesz, co mnie dziwi? Prawne jestem w stanie zrozumieć, czemu Doug to zrobił - 

powiedziała.

- Hę?

- No bo jeśli najseksowniejsza dziewczyna w szkole rzuca ci się w ramiona i mówi, że 

zerwała ze swoim chłopakiem... A oboje jesteście nieźle pijani...

Finn zmarszczył brwi, odkładając pędzel do wyschnięcia.

- Gadasz jak facet - stwierdził wyraźnie zdziwiony.

- Ja tylko dostrzegam rzeczy oczywiste - odparła.

- No cóż, posłuchaj, chciałbym tylko, żebyś wiedziała, że nie wyjechałbym do szkoły 

dziś rano bez ciebie, gdybym nie rozmawiał z Evanem - powiedział Finn.

Zaglądając   mu   w   oczy,   Megan   nie   mogła   uwierzyć,   że   choć   przez   chwilę 

podejrzewała Finna o tak niegodziwe zachowanie.

Finn to przecież Finn.

- Więc jutro zawiozę cię do szkoły - dodał.

- Nie, dzięki - odparła Megan, myśląc o tym, jak lodowato potraktował ją Evan przed 

chwilą.

- Przez jakiś czas będę jeździła rowerem.

- Mówiłaś, że ktoś ci poprzecinał opony - zauważył Finn.

- Racja, muszę to naprawić. - Megan wstała. - Macie pompkę??

- Gdzieś jest - powiedział Finn. - Pewnie w garażu. Pomogę ci znaleźć.

- Fajnie. - Megan pierwsza wyszła z szopy. - I jak, kogo powinnam za to obwinie?

- Za   szczeniackie   jak   na   Evana   -   ocenił   Finn,   stając   z   boku   kiedy   Megan 

wyprowadzała rower.

- Chciałbym  też móc powiedzieć, że to zbyt niedojrzałe jak na Douga, ale kto się 

nabierze? Najlepiej obstawić, że to on albo Ian.

Megan westchnęła.

- No cóż, przynajmniej wiem, kim są moi wrogowie.

- I, mam nadzieję, kto jest twoim przyjacielem - dodał Finn.

Jego uśmiech dotknął jakiejś czułej strony w jej duszy. Spuściła oczy i poprowadziła 

rower przez trawnik.

- Dzięki.

Megan   i   Finn   właśnie   dochodzili   do   drzwi   garażu,   kiedy   ich   uwagę   zwrócił 

background image

dobiegający z ulicy pisk opon. Megan oparła rower o ścianę. Weszli na podjazd akurat w 

chwili, gdy Doug nurkował głową naprzód na tylne siedzenie odpicowanej hondy civic. Miała 

neonowe podświetlenie podwozia i felgi, które pewnie kosztowały więcej niż sam samochód. 

Megan   zmarszczyła   nos,   czując   dym   walący   z   okien   hondy.   Kilku   pasażerów   zaczęło 

wiwatować i coś krzyczeć,  kiedy silnik zaryczał.  Samochód odjechał. Mimo znaku stopu 

poślizgiem wszedł w zakręt i zniknął w oddali. - Nic dobrego z tego nie będzie - stwierdził 

Finn, na głos wyrażając to, co pomyślała Megan.

- Na   pewno   nie   chcesz,   żeby   cię   podwieźć,   Megan?   -   spytała   Regina   następnego 

ranka, chowając portfel i okulary słoneczne do torebki.

Megan siedziała przy śniadaniu naprzeciwko Caleba i Iana.

Po jej prawej stronie Sean sączył kawę i czytał Szklane miasto Paula Austera. Megan 

pomyślała, ze później sprawdzi w sieci, co to za książka.

- Nie, dzięki. W sumie lubię jeździć na rowerze - powiedziała Megan.

- Okay. Ale jak zmienisz zdanie... - Zerknęła na zegarek i trochę nerwowo poprawiła 

pasek torebki. - Doug! Jedziemy! Spóźnię się do pracy!

- Drukuję! Nie wyskakuj z gaci! - odkrzyknął Doug z głębi domu.

Regina spojrzała na Megan.

- Czy on mi właśnie powiedział, żebym nie wyskakiwała z gaci?!

- Chyba tak - odparła Megan i puściła do Reginy oko.

- Ten chłopak ma szczęście, że go nie wychowuje moja matka - stwierdziła Regina. - 

Wybiłaby mu wszystkie zęby.

- Co on tam robi? spytała Megan.

- Sprawdza komputerowym słownikiem swoje wypracowanie o Szkarłatnej literze - 

poinformowała Regina. - Ale i tak powinnam się cieszyć,  że w ogóle odrabia lekcje. W 

zeszłym roku wychowawczyni ciągle narzekała, że Doug marnuje swoje zdolności.

- Naprawdę? spytała Megan.

- Doug jest rodzinnym bystrzakiem - wyjaśnił obojętnym tonem Sean.

- Nie on jeden - odpaliła Regina, patrząc na Seana znacząco.

Złapała kluczyki.

Sean zignorował uwagę matki i nabrał sobie potężną łyżkę musu czekoladowego.

- Doug! - krzyknęła Regina.

- Cierpliwości,   kobieto   -   wrzasnął   Doug,   truchtając   korytarzem   w   ich   stronę.   W 

porannym  świetle wyraźnie było  widać, że ma podbite oczy.  Wcisnął wydruk do torby i 

mijając matkę, wyszedł na werandę, gdzie już czekał Miller.

background image

Regina wzięła głęboki oddech.

- Boże,   daj   mi   spokój   ducha,   abym   umiała   zaakceptować   to,   czego   nie   potrafię 

zmienić... - mruknęła i poszła za synem. - Sean! Upewnij się, że chłopcy zdążą na autobus!

- Na razie - powiedziała Megan. Wstała i wstawiła swoją miseczkę do zlewu.

- Taa - mruknął Sean.

Megan wsiadła na rower i popedałowała do szkoły, myśląc o wymianie uwag między 

Seanem a Reginą. Jeśli Doug i Sean rzeczywiście byli rodzinnymi bystrzakami, to Megan 

mogła sobie wyobrazić frustrację ich rodziców. Doug cały czas mazał po spodniach i wrednie 

się zachowywał, a Sean wiecznie grał na gitarze albo zajmował się motocyklem.

Kiedy Megan mijała szkolny parking, zauważyła grupkę osób stojących pod zachodnią 

ścianą Liceum Baker. Zahamowała i zmrużyła oczy, patrząc pod słońce. Ktoś wymalował 

mur niebieską i srebrną farbą. Z tej odległości nie mogła zobaczyć szczegółów rysunku, ale 

zajmował niemal całą wolną powierzchnię.

- Co się dzieje? - spytała rudego dzieciaka, który ustawił obok swój rower.

- Musisz to zobaczyć - odparł. - Cholernie warto.

Megan zmarszczyła brwi, kiedy dzieciak ruszył w stronę zbiegowiska. Zapięła zamek 

roweru.

Nagle ktoś przesłonił słońce.

To był Finn. Minę miał marną.

- Co? - spytała.

- Mówiłem ci, że nie będzie z tego nic dobrego.

Megan   wstała   ogarnięta   wielkim   niepokojem.   Popatrzyła   za   plecy   chłopaka,   w 

kierunku szkoły.

- O nie... - wymamrotała.

- O tak - mruknął Finn.

Razem   wspięli   się   pod   górę   i   dołączyli   do   zbiegowiska.   Nauczyciele,   uczniowie, 

pracownicy administracji, woźni - wszyscy gapili się, śmiali albo kręcili głowami. Wielkimi 

niebieskimi i srebrnymi literami wypisano słowa: BAKER DO DUPY.

A pod spodem znajdował się naprawdę bardzo dobry rysunek znanej postaci aniem, 

obsikującej kurtkę reprezentacji Liceum Baker.

- No   cóż,   mogli   narysować   coś   znacznie   gorszego   -   stwierdziła   jakaś   dziewczyna 

stojąca przed Finnem.

Kilka osób roześmiało się, a Megan i Finn wymienili spojrzenia.

Megan zrozumiała teraz, dokąd Doug wybrał się poprzedniego wieczoru. Nie miała 

background image

też wątpliwości, że wszyscy uczniowie i nauczyciele szybko zwrócą uwagę na własnoręcznie 

ozdabiane ubrania Douga.

Od: Strzelec5525@yah00.com

Do: Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopakach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis dziesiąty

Uwaga nr 1: Chłopcy mają mocno niedojrzałe sposoby na pokazywanie, co myślą.

Na przykład pozbawiają cię możliwości dojazdu do szkoły.

Albo przecinają ci opony roweru. Albo malują sprayem graffiti z postaciami, które sikają.

Uwaga nr 2: Chłopcy potrafią cię uspokoić samym tonem głosu.

A przynajmniej Finn to umie.

background image

ROZDZIAŁ 13

Megan musiała w myślach podziękować Dougowi i jego kumplom - ich niepoprawna 

artystyczna demonstracja zdecydowanie odwróciła uwagę od jej rzekomych wybryków. Przez 

cały  dzień   wszyscy   mówili   wyłącznie   o  graffiti   na   murze   szkoły.  Kto  to   zrobił?   Ktoś   z 

konkurencyjnej szkoły? Jak im się udało dostać tak wysoko? Wszyscy zapomnieli, że Megan 

Meade w ogóle istnieje.

Na korytarzu szumiało od plotek, kiedy Megan i Finn wyszli z klasy po hiszpańskim. 

Po drugiej stronie korytarza czekała na nich Aimee.

- Co słychać? - spytała Megan.

- Namierzają   podejrzanych   -   poinformowała   Anemie.   -   Betsy   wyciągnęła   z 

trygonometrii Chada Linusa w samym środku klasówki.

- O cholera! - Finn stanął jak wryty, kiedy weszli do głównego holu.

- Co? - Megan podążyła za jego wzrokiem.

Kilka drzwi dalej jakiś wysoki facet z szerokimi ramionami, kwadratową szczęką i 

okularami   z   grubymi   szkłami   wprowadzał   Douga   do   któregoś   pokoju   biurowego.   Facet 

wglądał jak Frankenstein bez kołków w szyi.

- Kto to jest? - spytała Megan. - Wicedyrektor - odparła Aimee. - Doktor Frank. - 

Żartujesz...   -   Megan   spojrzała   z   powątpiewaniem   na   przyjaciółkę.   -   A   co,   nieźle   pasuje 

nazwisko do osoby - wtrącił się Finn.

Doug wbijał wzrok w ziemię, wchodząc do gabinetu. Wyglądał jak dzieciaczek, który 

ze wszystkich  sił stara się odgrywać  twardziela. Ogarnęło ją współczucie  dla  Douga, ale 

jednocześnie   miała   ochotę   podejść   do   niego   i   dać   mu   klapsa.   Naprawdę   uważał,   że   nie 

zostanie przyłapany?

- Idę tam. - Finn ruszył korytarzem.

- Co? Dlaczego? - spytała Megan. - Co oni teraz zrobią?

- Nie wiem, ale to mój brat. - Finn wzruszył ramionami. - Może to głupie, ale mam 

taką odruchową potrzebę, żeby pomóc dzieciakowi.

- Okay,   rozumiem.   Naprawdę -  powiedziała   Megan.  - Ale  to  on wymalował   mur. 

Może właśnie powinien być ukarany. Sama nie wiem. Mozę to go nauczy rozumu.

Finn wypuścił powietrze z płuc.

- Megan, nie zrozum mnie źle, ale ty nie znasz całej historii.

- Jakiej całej historii? - spytała Megan.

- Z Dougiem - wyjaśnił Finn. - To nie takie proste, jak myślisz. No bo spróbuj dorastać 

background image

jako brat bliźniak Millera. W dodatku w otoczeniu pięciu innych braci. On nie jest złym 

człowiekiem, rozumiesz? Ale jest...

Megan z wysiłkiem przełknęła ślinę.

- Twoim bratem.

- Taa - powiedział Finn. - Ja nie twierdzę, że to wszystko usprawiedliwia, naprawdę. 

Bo tak nie jest. Ja tylko mówię. Jak to wygląda z jego strony. To nic zabawnego, kiedy 

dzieciak   tuż   obok   ciebie   skupia   na   sobie   całą   uwagę   otoczenia.   A   przecież   nie   możesz 

przeciwko temu zaprotestować, bo tamten jest chory.

Megan i Aimee wymieniły spojrzenia.

- Okay, ale co chcesz tam powiedzieć? - odezwała się w końcu Megan.

Finn odwrócił się i ruszył w stronę drzwi gabinetu. Westchnął i uniósł oczy do nieba.

- Nie   wiem.   Może   po   prostu   skłamię,   ze   wczoraj   wieczorem   Doug   był   ze   mną   - 

powiedział.

- Nigdy ci nie uwierzą - stwierdziła Aimee.

- Ona ma rację - wtrąciła Megan. - Jesteś jego bratem. Pomyślą, że kłamiesz, żeby go 

wydostać z tarapatów. - Megan zaczęło bić szybciej serce. Przypomniała sobie wyraz twarzy 

Douga po bójce z Evanem. Widziała, jak traktował Iana i Caleba. Cóż, pod przebraniem 

gangsta   krył   się   całkiem   przyzwoity   dzieciak.   Chyba   wystarczyło   tylko,   żeby   ktoś   to 

zauważył.

- Ale może kupią tę historię ode umie.

Sięgnęła do klamki drzwi, ale Finn złapał ją za ramię.

- Megan...

- Daj   spokój,   Finn.   Ja   nie   mam   żadnego   powodu,   żeby   go   ochraniać,   prawda?   - 

powiedziała Megan.

Finn się zamyślił.

- Ale ty przecież nie cierpisz Douga. Więc... czemu to robisz?

- Nazwijmy to zboczeniem - zażartowała. - Nie lubię patrzeć, jak moi przyjaciele się 

martwią.

Finn uśmiechnął się, a Megan serce zabiło. Otworzyła drzwi i weszła do gabinetu, a 

potem wystawiła głowę na korytarz. Oczywiście mówiłam o twoim zmartwieniu, nie jego 

zmartwieniu.

Finn się roześmiał.

- Idź już.

Drzwi zamknęły się za Megan. Doug siedział pod ścianą, na starej, krytej  skajem 

background image

kanapie.

Podniósł wzrok, kiedy Megan weszła do środka. Na kolanach miał stos książek. Na 

każdej było mnóstwo jego oryginalnych rysunków. Megan cmoknęła z niesmakiem i złapała 

książki, siadając obok niego.

- Wiesz   co, jak  na  rzekomo  bystrego  faceta,  nie  myślisz  za  szybko   - powiedziała 

Megan, rozpinając plecak.

- Co robisz? spytał Doug.

- Ratuje ci tyłek. - Megan wyjęła kilka własnych, czystych podręczników i położyła 

Dougowi na kolanach, a potem schowała jego książki do swojego plecaka. - Gdzie twoje 

wypracowanie o Szkarłatnej literze? - spytała.

- Co? Powaliło cię.

- Gdzie je masz? - spytała jeszcze raz Megan.

Chłopak   skrzywił   się,   pochylił   i   wyciągnął   kartki   z   jednego   ze   swoich   zeszytów. 

Megan ułożyła wydruki na stosie książek, a potem zapięła swój plecak.

Z wewnętrznego gabinetu wyjrzał doktor Frank.

- A to kto? - spytał, patrząc na Megan.

- Jestem tu jako świadek - Megan wstała.

- Nie potrzebuję twojej pomocy, yo! - Doug również wstał.

Megan   z   ulgą   zauważyła,   że   przynajmniej   zostawił   swoje   pomazane   rysunkami 

spodnie w domu. Teraz miał na sobie czyste dżinsy, choć trochę postrzępione.

- Taa, jasne - mruknęła Megan. Wyciągnęła rękę do doktora Franka, który uścisnął ją 

po chwili totalnego zaskoczenia. - Jestem Megan Meade. Chodzę do Baker od tygodnia - 

dodała.

- Wiem, co Doug robił wczoraj wieczorem.

- Ach tak? - Doktor Frank zaplótł długie ramiona na piersi. - No to wejdźcie.

Megan z uśmiechem przeszła obok wicedyrektora, a za nią kroczył Doug, który - 

całkiem mądrze i po raz pierwszy od chwili, kiedy Megan go poznała - trzymał buzię na 

kłódkę.

Gabinet przypominał loch. Ściany pomalowano na szaro, a na biurku paliła się tylko 

lampka   ze   słabą   żarówką.   Pionowe   żaluzje   zostały   szczelnie   zasunięte,   a   jedyną   ozdobą 

gabinetu   był   oprawiony   w   ramki   dyplom   doktora   Franka   i   plakat   z   biegaczami 

długodystansowymi podpisany: DYSCYPLINA.

- Proszę siadać. - Doktor Frank wskazał dwa krzesła stojące przed jego metalowym 

biurkiem.

background image

Doug opadł na krzesło. Megan usiadła na skraju drugiego wyprostowana jak struna. 

Jedno wiedziała na pewno - jak rozmawiać z surowymi  dorosłymi. W końcu dorastała w 

otoczeniu oficerów armii - taki wicedyrektor to przy nich drobiazg.

- Na   początku   chciałbym   zaznaczyć,   że   kiedy   zobaczyliśmy   dziś   rano   graffiti 

wykpiwające Liceum Baker, z góry założyliśmy, że tego czynu dokonali uczniowie szkoły 

rywalizują z nami. Ale zanim zwrócimy się do władz z. prośbą o przejęcie śledztwa, musimy 

się upewnić, że sprawca nie chodzi po naszych korytarzach. Rozumiecie, jak bardzo byłoby to 

żenujące.

Megan pokiwała głową. Doug zaczął się kręcić na krześle.

- Panie   McGowan,   wiem   o   tym   z   pewnego   źródła,   że...   postać   ozdabiająca   naszą 

ścianę   należy   do   pańskich   ulubionych   -   mówił   dalej   doktor   Frank,   zaplatając   dłonie   na 

brzuchu i wygodniej rozsiadając się w fotelu. - Większość pańskich kolegi, już się przyznała 

do współudziału  Nie jestem pewien, czy znajdzie się dla niego jakieś usprawiedliwienie, 

panno Medea.

- A Facet, daj spokój. Ja nic nie...

- Doug i ja uczyliśmy się razem wczoraj wieczorem. - Megan przerwała chłopakowi, 

zanim zdążył palnąć coś, czego później by żałował. - Pomagałam mu napisać wypracowanie 

na   temat   Szkarłatnej   litery.   Mój   nauczyciel   poświęcił   w   zeszły   roku   pół   semestru   na   tę 

lekturę, więc znam ją na pamięć. W każdym razie, siedzieliśmy przynajmniej do dwunastej i 

Doug już prawie zasypiał, kiedy wychodziłam od niego z pokoju, więc...

- Pomagała ci w pracy domowej? - zwrócił się doktor Frank do Douga.

- Tak właśnie powiedziała - odparł Doug wojowniczo.

Megan westchnęła. Naprawdę niczego jej nic ułatwiał.

- Czy ja mogę zobaczyć to wypracowanie? - poprosił doktor Frank.

- Och! Ja je mam - odparła słodko Megan. - Obiecałam mu, że jeszcze raz przeczytam 

na dużej przerwie. Wyjęła wydruk z torby i podsunęła doktorowi Franków i. - Tak przy 

okazji, wypadło świetnie - zwróciła się do Douga.

Chłopak spojrzał na nią, jakby mówiła po chińsku.

Doktor   Frank   powoli   przewracał   stronice.   Megan   wiedziała,   że   on   tylko   gra   na 

zwłokę, obmyślając następny ruch.

- A może po prostu próbujesz ochraniać McGowana? - spytał wreszcie doktor Frank.

- Ja? Ochraniać jego? - oburzyła się Megan. - Och, proszę... Po pierwsze, moi rodzice 

służą zawodowo w armii i nauczyli mnie nie oszukiwać zwierzchników - powiedziała Megan 

poważnie. Nauczyli mnie też. że zawsze trzeba być lojalnym wobec swojej jednostki. - Po 

background image

drugie, nie mam żadnego powodu, żeby ochraniać Douga. Nie cierpimy się nawzajem.

- Święta prawda - przyznał Doug.

- Jeśli tak, to czemu pomagałaś mu odrobić lekcje? - spytał doktor Frank. Wyglądał 

jak kot, który właśnie połknął kanarka.

- No   cóż,   przecież   nie   mogę   odmówić   człowiekowi,   który  przychodzi   do  mnie   w 

potrzebie, z żałosną miną, prawda? - spytała Megan z pobłażliwym uśmiechem.

Doug   przewrócił   oczami.   Doktor   Frank   przyglądał   się   im   przez   długą   chwilę. 

Wreszcie westchnął i oddał wydruk Dougowi.

- No   cóż,   Douglasie,   żaden   z   kolegów   nie   wspomniał   o   twoim   udziale   w   tym 

incydencie. Ale ja wiem, że uwielbiasz anime... - Doktor Frank pokręcił głową. - Nie mam 

przeciwko   tobie   żadnych   wyraźnych   dowodów,   więc   nic   mogę   obciążyć   cię 

odpowiedzialnością.

- To do widzenia. - Doug z hurkotem poderwał się z krzesła i ruszył do drzwi.

- Ale...! - zawołał za nim doktor Frank, a Doug przystanął. - Chciałbym powierzyć 

tobie i pannie Meade rolę opiekunów grupy wyznaczonej do usunięcia graffiti.

- Co? Przecież pan słyszał, że ja nie miałem z tym nic wspólnego - zawołał Doug.

- Nieważne, panie McGowan. I proszę mi wierzyć, jeśli nie chce pan, żebym bardziej 

dogłębnie zbadał całą tę sprawę, natychmiast przyjmie pan moją wspaniałomyślną propozycję 

- powiedział doktor Frank, podnosząc się z fotela. I Megan, i Doug musieli zadrzeć wysoko 

głowy, żeby spojrzeć na wicedyrektora.

- Zorganizujcie sobie zespół, a administracja przygotuje środki czyszczące, które będą 

na was czekały dzisiaj zaraz po szkole.

- To nie... - zaczął Doug.

- Oczywiście,   przyjdziemy   -   wtrąciła   natychmiast   Megan,   stając   w   otwartych 

drzwiach. - Miło było pana poznać, panie dyrektorze.

Uśmiechnął się po raz pierwszy, obnażając rząd bardzo dużych, żółtych zębów.

- Mnie tez było miło, panno Meade.

- Hej! No i jak poszło?

Finn stał tuż obok drzwi do stołówki, do której Megan weszła w chwilę po swojej 

rozmowie z doktorem Frankiem. Doug wcisnął Megan stos  jej książek, odebrał  własne i 

szybko poszedł w przeciwną stronę. Nawet nie wykrztusił słowa podziękowania.

- Wykręcił się... chyba - powiedziała Megan.

- Co to znaczy? - spytał Finn.

- No cóż, nie został zawieszony.

background image

Twarz Finna się rozjaśniła.

- Megan, wspaniale! Dzięki wielkie!

- Taa.   tylko   że   doktor   Frank   nie   uwierzył   nam   do   końca,   więc   jesteśmy   teraz 

odpowiedzialni   za   akcję   usuwania   graffiti   -   dodała   Megan   Musimy   zebrać   załogę,   która 

spotka się dziś po lekcjach.

- Fiuu - Finn zrobił kwaśną minę. - No cóż, przyszłaś we właściwe miejsce.

Rozejrzeli się po stołówce, gdzie setki rówieśników siedziały i jadły, na pewno tylko 

czekając, żeby się zgłosić na ochotnika do zajęć po szkole.

- Trudno, muszę się tym zająć - mruknęła Megan.

- A co z Dougiem? - spytał Finn.

- Na jego pomoc chyba nic ma co liczyć - odparła Megan, wchodząc do środka. - Życz 

mi powodzenia.

- Powodzenia - powiedział Finn z uśmiechem.

Megan   wiedziała,   że   większość   osób   nadal   nie   miała   najmniejszej   ochoty   z   nią 

rozmawiać ani nawet jej znać, ale nie widziała innego wyjścia. Doktor Frank wydał jej się 

człowiekiem dość zasadniczym. Kto wie, jąkają czeka kara, jeśli sobie nie poradzi z tym 

drobnym zadaniem?

Postanowiła zacząć od swoich tak zwanych przyjaciółek, które przynajmniej kiedyś 

się do niej odzywały.

- Cześć, dziewczyny. - Wpychając ręce w kieszenie dżinsów, podeszła do stołu od 

strony, gdzie siedziała Ria.

Przez   chwilę   nikt   nie   reagował.   Potem   Jenna   szybko   podniosła   oczy   znad   sałatki 

owocowej i odpowiedziała:

- Cześć.

- A więc... tak teraz będzie? - spytała Megan. - Rozeszło się kilka plotek i nagle jestem 

jak choroba zakaźna?

Ria westchnęła i przerwała jedzenie. Pearl tylko zrobiła zbolałą minę.

- No cóż, nieważne. Nie w tej sprawie tu przyszłam. Zbieram grupę ochotników do 

usuwania graffiti dziś po południu. Pomyślałam, że może będziecie chciały się włączyć.

- Niech zmywają ci, którzy pomazali ścianę - parsknęła Ria. - A może to ty zrobiłaś?

- Nie jestem wandalem - odparła Megan.

- A kim? - rzuciła zawadiacko Ria.

- Ria... - odezwała się cicho Jenna.

- Nie, nic się nie stało, Jenna. - Megan zaczęło się robić gorąco. - Wiesz co, Ria? Ja 

background image

nie zrobiłam nic z tego, o co jestem posądzana. Ale teraz problem polega na tym, że nasza 

szkoła ostała zeszpecona, więc trzeba to naprawić. I ja się tym  zajmę, chociaż jestem tu 

zaledwie od tygodnia i nie cierpię tej budy.

Ria spuściła wzrok, Wydawała się trochę mniejsza niż przed chwilą.

- Wierzcie sobie, w co chcecie, na mój temat - dodała Megan. - Ale mam nadzieję, że 

zobaczę was po szkole.

Odwróciła się i podeszła do następnego stolika. Nie chciała pozwolić, żeby dotknęło ją 

zachowanie Rii, ale w sumie była  zadowolona, że tak się stało. Potrzebowała przypływu 

świętego oburzenia, żeby stawić czoło reszcie uczniów.

- Cześć, jestem Megan Meade - zaczęła.  - Zbieram grupę osób, które pomogą mi 

usunąć graffiti...

Ciągnąc swoją mówkę, Megan zauważyła, że w przeciwległym krańcu stołówki Finn 

zwracał się do osób przy stole dla artystycznych typów. Megan pochwyciła spojrzenie chłop: 

i się uśmiechnęła. Finn odpowiedział uśmiechem.

Megan szybko znów skupiła się na bieżącym zadaniu. Musiała wykorzystać tę falę 

adrenaliny.

Tego   popołudnia   Megan   zwolniła   się   z   treningu   -   ku   wielkiemu   niezadowoleniu 

Leonard i poszła pod mur szkoły. Miała tylko nadzieję, że ktokolwiek się tam pojawi. Nawet 

obecność Douga stała pod znakiem zapytania, a w czasie lunchu nikt specjalnie nie zwrócił 

uwagi na prośby.

Megan wyszła zza rogu i oniemiała. Finn srał w środku grup: uczniów, w skład której 

wchodzili Ria, Jenna, Pearl, Aim i Doug z kilkoma dziewczynami z drużyny piłki nożnej.

- Cześć - Megan podeszła do towarzystwa.

- Cześć - odparł Finn z uśmiechem. - Właśnie wyjaśniał wszystkim, co trzeba robić.

U jego nóg stał otwarty plastikowy - pojemnik z jakąś mazią. Były też pudła okularów 

ochronnych i szpachli. Pięć drabin opierało się o ścianę.

- Kto ci kazał nadzorować tę akcję? - spytała Megan.

- Woźny Steve - odparł Finn, pocierając dłonie. - Nie chciał na ciebie czekać, więc mi 

wszystko przekazał. Mówił coś, że to jego wieczór na kręgle, nie bardzo pamiętam.

- Okay, no więc co robimy? - spytała Megan.

- Trzeba rozsmarować tę masę po całym napisie i ona ma podobno wessać farbę - 

wyjaśnił Finn, przyklękając i zakładając gumowe rękawice. - Kłopot w tym, że śmierdzi i 

marny uważać, żeby się nią nie wybrudzić.

- Świetnie.   Widać   szalenie   bezpieczne   zajęcie   -   powiedziała   Megan,   wywołując 

background image

wybuch śmiechu zebranych. - No to do roboty.

Wszyscy stłoczyli się wokół pudeł ze sprzętem ochronnym i zaczęli się szykować. 

Megan znalazła się obok Rii. Podała jej rękawice.

- Dzięki - powiedziała Ria.

- Nie ma sprawy - odparła Megan.

- Wiesz, to naprawdę fajne, że się tym zajęłaś - odezwała się Ria, wybierając parę 

gogli.

Przecież jesteś ni nowa...

- Taa, szczerze mówiąc, nie zgłosiłam się na ochotnika, ale i tak uważam, że to ważne.

- Pewnie. - Ria spojrzała w ziemię, bawiąc się paskiem od gogli. Pokora nie bardzo 

pasowała do tej dziewczyny,  więc wywoływała w Megan jeszcze większe wzruszenie. - I 

przykro mi za tych kilka ostatnich dni. Byłam trochę wredna. Nie wiem, dlaczego uwierzyłam 

Hailey.

- Jasne,   że  wiesz -  powiedziała   Megan.  - Ze  strachu.  Chodź.  Odwalmy  tę  robotę, 

zanim Leonard nas wszystkie pozabija.

Megan   zaczęła   się   odprężać,   kiedy   zabrała   się   do   pracy.   Wszyscy   gawędzili 

przyjemnie i nikt nie mówił o niej ani o Evanie, ani o Hailey. Słońce świeciło, z boiska i sali 

gimnastycznej dobiegały odgłosy różnych treningów. Megan ogarnął spokój.

Właśnie   kończyła   usuwanie   kurtki   reprezentacji,   kiedy   Aimee   podeszła   zamieszać 

środek do usuwania farby.

- Widziałam cię dziś na dziedzińcu z Millerem - zagadnęła Megan. - Rozmawialiście?

Aimee się zarumieniła.

- Niezupełnie. Po prostu lubię jego towarzystwo.

- Taa, dlatego że on nie miele ozorem - odezwał się Doung ochlapując mazią fragment 

ściany.

- Umarłabyś z nudów gdyby zaczął gadać.

- Nie zwracaj na niego uwagi - powiedziała Megan do Aimee, próbując nie dopuścić 

do siebie gniewu. - On się obraził cały świat.

- Aha, teraz ci się wydaje, że mnie znasz? - burknął Doug.

- Tak, znam cię - odpaliła Megan. - Jesteś bystry, dowcip zdolny i masz fantastyczną 

rodzinę, ale jedyne, co ci się chce robić, to snuć się po świecie i zgrywać ofiarę. To po prosi 

wkurzające.

O rany. Skąd mi się to wszystko  bierze? Megan miała  ważenie,  że kiedy raz już 

zaczęła wyrażać na głos własne myśli, nie jest w stanie przestać.

background image

Twarz Douga przybrała odcień głębokiej purpury.

- Lepiej się zamknij, suko, bo nie masz pojęcia, o czym gadasz - rzucił.

- Hej! - krzyknął Finn. wchodząc między nich. - Jak ty ją nazwałeś?

- Słyszałeś - powiedział Doug z twarzą wykrzywioną z wściekłości.

- Przeproś, Doug - rozkazał Finn.

- Taa, jasne - mruknął Doug szyderczo.

- Pogięło cię, facet? - spytał Finn. - Wiesz, ze Megan uratowała ci dzisiaj tyłek. Mogli 

cię znów zawiesić albo wywalić ze szkoły. Powinieneś jej podziękować.

Megan skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała na Douga wyczekująco. Na usta 

pchał jej się uśmiech, ale starała się nad mm zapanować. Finn i Doug patrzyli na siebie, 

podczas   gdy   wszyscy   inni   obserwowali   ich   w   napięciu.   Peszcie   Doug   przerwał   impas   i 

zerknął na Megan.

- Dzięki wielkie - powiedział ironicznie. A potem zerwał gumowe rękawice, cisnął je 

pod nogi Megan i odszedł wielkimi krokami.

Finn westchnął, spoglądając za bratem.

- Moi rodzice naprawdę powinni poprzestać na mnie.

Wszyscy   wybuchnęli   śmiechem   i   wkrótce   znów   zabrali   się   do   pracy.   Megan 

skinieniem głowy podziękowała Finnowi, a on podniósł szpachlę porzuconą przez Douga.

- Naprawdę fajnie, że mu pomogłaś - odezwał się, wycierając szpachlę z trawy i ziemi. 

- Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak cię potraktował.

- No cóż, niedawno usłyszałam kilka rzeczy, które dały mi do myślenia - powiedziała 

Megan.

- Ale nadal uważani, że należy mu się lanie.

- Ale  ty  nieźle  utarłaś  mu  nosa -  stwierdził   Finn. -  Chyba  się  nie  spodziewał,  że 

usłyszy od ciebie, że jest bystry, dowcipny i zdolny.

- Mówię, co myślę.

Od:Strzelec5525@yahoo.com

Do:Zakręcona@rockin.com

Temat: Przewodnik po chłopakach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis jedenasty

Uwaga nr 1: Chłopcy są wrażliwi.

Nawet ci, którzy wydają się totalnymi dupkami.

background image

Uwaga nr 2: Chłopcy nie wiedzą kiedy sobie odpuścić.

Zwłaszcza ci, którzy wydają się totalnymi dupkami.

background image

ROZDZIAŁ 14

W piątek po południu, przy lunchu, Megan i Miller podeszli do stołu, przy którym 

zawsze siadali od czasu usuwania graffiti - stołu Aimee. Spróbowali tego we środę. Megan 

nie wiedziała, jak Miller zareaguje na towarzystwo dwóch nowych osób, ale on po prostu 

usiadł sobie i zjadł lunch w milczeniu. Dzisiaj Aimee, Ria, Pearl i Jenna czekały na Megan i 

Millera. Megan widziała, że coś się kroi, bo wszystkie siedziały tam tak cicho, z założonymi 

rękoma i próbowały się nie uśmiechać.

- Okay... co jest? - spytała Megan.

Miller uśmiechnął się od ucha do ucha i dopiero teraz Megan zauważyła, że tace z 

jedzeniem koleżanek zostały uporządkowane dokładnie tak, jak lubił Miller. Wszystko stało 

według wielkości, od lewej do prawej.

Megan postawiła własną tacę na stole i szeroko się uśmiechnęła.

- Cześć, Miller - zawołała Aimee wesoło, kiedy siadał obok niej, naprzeciwko Megan.

- Cześć, Aimee - powiedział Miller. Rumieniąc się, zaczął ustawiać rzeczy na swojej 

tacy.

- Wolne? - Finn właśnie siadał na krześle obok Millera. Miał na sobie jasnoniebieski T 

- shirt, który nadawał jego oczom niesamowity, cudowny kolor.

- Cześć - powiedziała Megan.

- Cześć.

Uśmiech   chłopaka   przypomniał   Megan   o   pewnym   wieczorze,   kiedy   oboje 

odprowadzali   jej   rower   do   garażu.   Nie   wiedziała,   dlaczego   pomyślała   akurat   o   tamtym 

momencie, ale jakoś drgnęło jej serce. Interesujące.

- Moje panie. - Finn kiwnął głową wszystkim koleżankom przy stole.

- Mój panie - odparła żartobliwie Ria.

- Co jest, Miller? - spytał Finn.

- To tak nie stoi. - Miller wbijał wzrok w tacę Finna.

- Och, przepraszam. - Finn szybko przestawił jedzenie. - Jezu, Finn, my już wszystkie 

opanowałyśmy tę technikę.

Co z tobą? - zażartowała Megan.

- Ojej, nie wiem, co się ze mną dzieje - odparł Finn lekkim tonem. - Lepiej? - spytał 

Millera.

- Taa. To jest Aimee. - Miller wskazał kciukiem na Aimee. - Moja nowa przyjaciółka.

Dziewczyna aż otworzyła usta ze zdziwienia.

background image

- Cześć - powiedziała do Finna, chociaż już się dobrze znali.

- Cześć   -   odparł   Finn.   -   Nie   wiedziałem,   że   masz   nową   przyjaciółkę,   Miller.   To 

świetnie.

- Megan też jest moją nową przyjaciółką - dodał Miller. Finn spojrzał na Megan. Aż 

promieniał.

- Taa, wiem. To widać.

Megan   nagle   bardzo   się   zainteresowała   własną   sałatką.   Czuła   na   sobie   wzrok 

wszystkich osób przy stole i nie podniosła głowy, dopóki towarzystwo znów nie zaczęło jeść. 

Ria pochwyciła wzrok Megan i posłała jej spojrzenie pełne uznania.

- Co? - szepnęła Megan bezgłośnie, marszcząc brwi.

Ria wymownie spojrzała w kierunku Finna, dając do zrozumienia, że on pojawił się tu 

dla Megan. Przyszedł, bo Megan mu się podoba.

Megan przewróciła oczami, pokręciła głową i znów opuściła wzrok na tacę, żeby Ria 

już dała sobie spokój. Wstrzymując oddech, zerknęła na Finna, a on szybko odwrócił oczy. 

Obserwował ją przed chwilą.

Serce Megan zaczęło galopować. Wzięła duży łyk napoju. Nie, ona się wcale Finnowi 

nie podoba. On lubi takie dziewczyny, jak Kayla Bird. Może nie bardzo im wyszło, ale Kayla 

wyraźnie była w jego typie, a przecież Megan w niczym nie przypominała wiotkiej baletnicy. 

Nie, Ria się pomyliła. Na pewno.

Tego popołudnia, po prysznicu, Megan uznała, że pójdzie do szopy i posiedzi sobie z 

Finnem. Może wtedy wyleczy się z obsesji, która jej doskwierała przez cały dzień. Od chwili, 

kiedy Ria zasugerowała, że Megan podoba się Finnowi - poparła tę sugestię konkretnymi 

przykładami w czasie treningu - Megan ani na chwilę nie mogła przestać myśleć o Finnie. 

Czy ona mu się podobała? A jeśli on jej się spodoba? Co wtedy?

Sama doprowadziła się na skraj szaleństwa i to tylko dlatego, że Ria zasiała jej w 

głowie ziarenko wątpliwości. Wczoraj wcale nie myślała o Finnie. No cóż, prawie wcale. 

Musiała z nim po siedzieć i przypomnieć sobie, na czym naprawdę opiera się ich znajomość. 

Są przyjaciółmi. Finn wcale nie traktował jej, jakby była kimś więcej.

Megan zdecydowała zdusić w zarodku tę obsesję, zanim natarczywe myśli wymkną 

się spod kontroli. Zaplotła wilgotne włosy w warkocz i wyszła z domu. Natychmiast opuściła 

ją cała determinacja. Na środku podwórka, głęboko pogrążone w rozmowie, stały akurat te 

dwie osoby, których Megan nie miała najmniejszej ochoty właśnie teraz oglądać - Evan i 

Hailey.

Megan   nie   wierzyła   własnym   oczom.   Jak   to   możliwe,   że   tych   dwoje   ze   sobą 

background image

rozmawia? Dlaczego Evan wybaczył Hailey zdradę, a nie wybaczył Megan rzeczy, których 

nawet nie zrobiła? Oboje podnieśli wzrok i przywitali ją zimnymi, niechętnymi spojrzeniami.

- Idę do środka - oznajmiła Hailey Evanowi. Przeszła obok Megan, ale ani razu nie 

podniosła na nią oczu.

Evan   ruszył   śladem   swojej   tak   zwanej   ukochanej,   po   drodze   piorunując   Megan 

wzrokiem pełnym pogardy. Dość, Megan nie zamierzała dłużej tego znosić.

- Nie możesz mi spojrzeć w oczy, co, Hailey? - odezwała się, obracając na pięcie. - 

Nic dziwnego, po tych wszystkich twoich kłamstwach.

Hailey przystanęła przy drzwiach, ale Evan obrócił się w stronę Megan. Oczy mu 

płonęły.

- Może dasz jej wreszcie święty spokój? - warknął. - Jesteś jeszcze gorszy niż ona, 

wiesz? - krzyknęła Megan. - Hailey przynajmniej miała powód, żeby tak się zachować. Nigdy 

ani razu cię nie okłamałam, ale ty, ot tak, zdecydowałeś się mi nie wierzyć. Jesteś tak totalnie 

ogłupiony.

- Och, przestań! - zawołała Hailey.

- To twój największy argument? „Och, przestań”? - zaszydziła Megan. - Naprawdę 

zamierzasz   udawać,   że   nie   wiesz,   co   zaszło?   Chcesz   kłamać   mi   prosto   w   twarz?   Jesteś 

niesamowita.

Hailey spojrzała na Megan z gniewem, ale w ułamku sekundy spuściła oczy.

- Zapytaj ją - poleciła Megan Evanowi. - Zapytaj, czy powiedziałam jej, że coś między 

nami zaszło. No, dalej. Chcę zobaczyć, jak wielką jest oszustką.

Evan patrzył na Megan przez długą chwilę, zaciskając szczęki.

Megan czuła się tak, jakby właśnie wstrzyknięto jej truciznę prosto w serce.

- W głowie mi się nie mieści, że zmarnowałam chociaż jedną chwilę swojego czasu na 

myślenie o tobie.

Mijając  Hailey, Megan zawróciła do domu i poszła do pokoju. Była  tak okropnie 

rozzłoszczona, że omal nie eksplodowała ze zdenerwowania. Złapała za telefon i wykręciła 

numer Tracy. Tylko z nią mogła na ten temat porozmawiać.

- Megan? - odezwała się Tracy zaskoczona.

- Wiesz co, Trace? Ten intensywny kurs ze znajomości chłopaków naprawdę działa - 

mówiła Megan, spacerując po pokoju.

Przystanęła na moment i wyjrzała przez okno: Evan siedział teraz na hamaku, z głową 

w dłoniach. - I wiesz, czego się nauczyłam?

- No, czego? - zapytała Tracy.

background image

- Ze faceci są totalnie nic niewarci.

Poczuj, że jesteś w szczęśliwym miejscu, Megan. Znajdź swoje szczęśliwe miejsce...

Lemon,   osobista   konsultantka   kosmetyczna   Megan,   obłożyła   twarz   dziewczyny 

kolejną   warstwą   śmierdzącego,   obrzydliwego   paskudztwa,   wmasowując   je   w   skórę 

opuszkami   palców.   Wydawało   się,   że   mieszanina   pełna   jest   okruchów   szkła.   I   żwiru. 

Cokolwiek to było, drażniło nie tylko skórę, ale i wszystkie nerwy.

I   jak   to   miało   człowieka   odstresować?   Megan   nadal   była   spięta   po   wczorajszej 

konfrontacji z Evanem i Hailey. Tak bardzo chciała się zrelaksować. Najlepiej aktywnie. A 

teraz nie dość że musiała leżeć bez ruchu, to jeszcze Lemon zdzierała jej skórę z twarzy.

- Odpręż się, dziewczyno. Jesteś tu po to, żeby się wyluzować - powtarzała Lemon 

nonszalanckim tonem, atakując dłońmi skronie Megan. Nastroszone włosy kosmetyczki miały 

niemal cytrynowy kolor, zgodnie z przezwiskiem, a czerwony kolczyk w jej nosie połyskiwał 

przy każdym ruchu głowy.

- A czemu myślisz, że nie jestem odprężona?

- Po pierwsze, cały czas machasz stopą - odparła Lemon z szerokim uśmiechem. - I nie 

jesteś w stanie zamknąć oczu na dłużej niż trzy sekundy.

- I co? Może tak wyglądam, kiedy się relaksuję.

- Och, kochanie. Mam nadzieję, że nie. - Lemon zmarszczyła brwi ze współczuciem. 

Obrzuciła spojrzeniem całą sylwetkę swojej klientki i się skrzywiła.

- Co? - rzuciła Megan.

- Przestań zaciskać dłonie w pięści, kotku - powiedziała.

Megan rozluźniła dłonie. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że je zaciskała, a kiedy już 

rozprostowała palce, poczuła w dłoniach mrowiący ból.

- Tylko popatrz, co sobie zrobiłaś. - Lemon cmoknęła i uniosła nadgarstek Megan.

We   wnętrzu   obu   dłoni   widniały   cztery   czerwone   ślady   w   kształcie   półksiężyca, 

zostawione przez paznokcie.

Gdzieś w górze rozbrzmiewała melodyjka wygrywana przez krowie dzwonki. Megan 

usiłowała skupić się na melodii. Może jeśli pięć razy z rzędu usłyszy ten regularny motyw, 

okaże się, że można już stąd iść.

- A   teraz   wdychaj   powietrze   nosem,   a   wydychaj   ustami   -   poinstruowała   Lemon, 

przesuwając dłońmi w górę i w dół nad ciałem dziewczyny.  - Wdech nosem... I wydech 

ustami...

Megan wypełniła polecenie. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Wdech, wydech.

- Powoli, kotku! Powoli - stopowała Lemon. - Nie biegniesz w maratonie.

background image

Oooch... pobiec w maratonie. Są takie szczęśliwe miejsca na ziemi...

Wyobraziła sobie, jak stopy uderzają rytmicznie o ubitą ziemię, wiatr rozwiewa włosy 

od szybkiego biegu, płuca płoną, kiedy zmusza się do coraz większego wysiłku. Oczyma 

duszy Megan zobaczyła  biegnących  przed nią Hailey i Evana. Wyprzedziła ich,  widziała 

zaskoczenie na twarzy Hailey i podziw Evana, kiedy wreszcie do niego dotarło, o ile lepsza 

jest Megan od Hailey.  Usiłował wymknąć  się Hailey i dogonić Megan, ale  zostawiła  go 

daleko w tyle.

- No, proszę. Uśmiechasz się - powiedziała Lemon.

- Taa. Skończyłyśmy już? - spytała Megan.

Na pewno nie zdoła pozbyć się demonów Hailey i Evana, leżąc na miękkim fotelu z 

paciają   na   twarzy.   Potrzebowała   ostrego   treningu.   Chciała   wreszcie   dać   upust   temu 

nadmiarowi energii. Musiała się stąd wydostać. Jak najszybciej.

- No   cóż,   powinnam   to   jeszcze   zostawić   na   trzy   minuty,   ale   jeśli   czujesz   się 

odmłodzona, to wykonałam swoje zadanie - stwierdziła Lemon. - Czujesz się odmłodzona?

- Nie mam pojęcia - odparła Megan.

- No dobrze. To zmywamy - zawołała radośnie Lemon. Nareszcie. Koniec koszmaru.

Lemon zmyła twarz Megan ciepłą wodą i podała jej miękki ręcznik. Jeszcze nic nigdy 

nie sprawiło Megan takiej przyjemności, jak dotyk tego ręcznika. Może rzeczywiście czuła 

się trochę odmłodzona. A może to tylko myśl, że niedługo się stąd wydostanie, sprawiała, że 

twarz tak przyjemnie mrowiła.

- Dzięki - rzuciła Megan, wychodząc z gabinetu kosmetyczki. Wróciła do szatni, gdzie 

razem   z   Reginą   przebrały   się   wcześniej   w   firmowe   szlafroki.   Prawie   już   czuła  korki   na 

swoich   świeżo   wypedikiurowanych   stopach.   Trening   potrwa   jeszcze   z   półtorej   godziny. 

Mnóstwo czasu, żeby wyładować agresję.

- Cześć! - Regina przywitała ją rozanielonym uśmiechem, stając na środku szatni. - 

Gotowa na masaż?

Szczęście Megan wyparowało w mgnieniu oka.

- Na co? - wykrztusiła.

- Na masaż! - powtórzyła Regina, stając przed Megan. - Wielki finał naszego dnia 

odnowy biologicznej. Zarezerwowałam gabinet dla nas obu.

Megan aż oczy zapiekły od powstrzymywanych łez. A była już tak blisko wolności.

- Szukamy Megan i Reginy - odezwał się wysoki, muskularny mężczyzna, wsuwając 

głowę   do   gabinetu.   Miał   falujące   włosy,   w   stylu   z   lat   70.   i   urodę   mężczyzn   z   okładek 

romansów dla pań.

background image

- To my - zgłosiła się Regina. - Będzie bardzo przyjemnie - szepnęła do Megan, kiedy 

wyszły za mężczyzną na korytarz. - Założę się, że po tych wszystkich treningach przyda ci się 

porządny masaż.

Megan z trudem przełknęła ślinę, kiedy mężczyzna  otworzył przed nimi drzwi do 

niewielkiego gabinetu. Po chwili dołączył do niego jeszcze jeden facet, równie wysoki, tyle 

że Afroamerykanin i to totalnie seksowny. Megan stanęła pod ścianą, gapiąc się na dwa stoły 

pokryte białymi prześcieradłami.

Proszę, powiedzcie mi, że ci dwaj faceci nie będą nam robić... masażu.

Pierwszy facet przedstawił siebie i kolegę:

- Jestem Corey, a to Ben. Dzisiaj zrobimy wam masaż.

W gabinecie było nieznośnie gorąco, ale Megan i tak zaczęła mocno ściskać szlafrok 

przy szyi.

- Macie panie jakieś kłopotliwe miejsca, którymi powinniśmy się zająć? - spytał Ben.

Czy Megan się tylko wydawało, czy on do niej mrugnął?

- Kłopotliwe miejsca? - pisnęła.

- No   wiesz,   bolące   albo   zesztywniałe   mięśnie.   Takie   miejsca,   które   wymagają 

szczególnej uwagi - wyjaśnił Ben.

- Och... nie... - wymamrotała Megan. - Ja nie mam - dodała Regina.

- No dobrze. Wyjdziemy, żeby mogły się panie rozebrać i...

- Co zrobić? - wypaliła Megan.

- Rozebrać - powtórzył Corey.

- To   znaczy,   mam   zdjąć   ubranie?   Przy   was?   -   Megan   kurczowo   zacisnęła   poły 

szlafroka i cofnęła się o kilka kroków.

- Nie, my na chwilę wyjdziemy z gabinetu - wyjaśnił powoli.

- A kiedy wrócicie, będę naga.

- Możesz zostać w bieliźnie, jeśli wolisz.

- W bieliźnie? Żartujecie? - wyskrzeczała Megan.

- Megan, nie denerwuj się - powiedziała Regina z lekko wystraszoną miną.

- Jestem   spokojna!   -   krzyknęła   Megan.   Zaczęła   skradać   się   pod   ścianą   w   stronę 

wyjścia, nadal ściskając poły szlafroka. - A przynajmniej byłabym spokojna, gdybym teraz 

trenowała. Ja się odprężam, biegając, pocąc się i kopiąc piłkę. Mnie nie relaksuje ściąganie z 

siebie ubrania i pozwalanie, żeby mnie masowali obcy ludzie!

- Megan, ja...

- Nie, Regino, ja cię naprawdę bardzo przepraszam, ale nie mogę tu zostać - plotła 

background image

dalej Megan. - Wiem, że ty tak sobie wyobrażasz przyjemne spędzanie czasu i że chciałabyś, 

żebym  była  jak córka, której nigdy nie miałaś, ale ja nie robię sobie makijażu, nie lubię 

różowego i żelu do twarzy... No cóż... W sumie lubię żel do twarzy ale to? Wybacz, to 

koszmar. Muszę spadać.

Popatrzyła na Bena, a on szybko odsunął się od drzwi.

- Dzięki - rzuciła Megan i jak burza wypadła z gabinetu.

Strzelec5525: SOS!

Zakręcona: Gdzie jesteś?

Strzelec5525: W autobusie. Ale nie wiem, czy w dobrym.

Zakręcona: Uciekasz stamtąd??? Nie pozwól, żeby Evan cię wygonił!!! Chyba że jedziesz tutaj! 

Bo jak tak, to zdecydowanie uciekaj!!!

Strzelec5525: Nie. Ja tylko uciekłam z masażu z R.

Zakręcona: Zabrała cię na masaż? Ale ty nie cierpisz, jak cię dotykają obcy ludzie!!!

Strzelec5525: WIEM!!!

Zakręcona: NIE POWIEDZIAŁAŚ JEJ tego?

Strzelec5525: Właśnie powiedziałam. Reginie i całemu salonowi odnowy biologicznej.

Zakręcona: O rany. jak już eksplodujesz, to eksplodujesz.

Strzelec5525: Zaczynam w to wierzyć.

Zakręcona: I co teraz?

Strzelec5525: Trening nogi. Potem pewnie znów dostanę szlaban.

Zakręcona: Przesyłam ci pozytywane wibracje.

Strzelec5525: Dzięki.: - (Buziaki!

Zakręcona: Buziaki, moja biedna, mała, zagubiona dziewczynko.

background image

ROZDZIAŁ 15

Ona mnie zabije. Ona mnie zamorduje... Co prawda Regina raczej nie wyglądała na 

mordercę. A jeśliby miała skłonności do przemocy, to na pewno do tej pory już by zrobiła 

komuś krzywdę, mieszkając z ośmioma facetami. Mimo wszystko Megan ciągle słyszała w 

głowie ten refren, a przed oczami miała wyraz twarzy Reginy, stojącej w gabinecie masażu. 

Kobieta   patrzyła   na   Megan   z   dezaprobatą,   zaskoczeniem   i   niepokojem   -   jakby   właśnie 

zaczynała myśleć, że wzięli z mężem pod swój dach typową psychopatkę.

- Meade! Co ty tu robisz? - spytała trenerka Leonard, kiedy Megan postawiła swoją 

sportową torbę przy trybunach. - Myślałam, że masz jakieś rodzinne obowiązki.

- Skończyłam   wcześniej   -   powiedziała   Megan,   trochę   zdyszana   po   sprincie   od 

stojaków na rowery.

- No cóż, świetnie - powiedziała trenerka i zagwizdała. - Vargas! Meade wchodzi za 

ciebie!

Tina   Vargas   zeszła   z  boiska   i   skinęła   głową   wbiegającej   na   murawę   zastępczyni. 

Megan była zaskoczona powitaniem ze strony członka kliki Hailey, ale nie zastanawiała się 

nad tym. Widziała tylko piłkę.

- Jesteś!   -   przywitała   przyjaciółkę   Aimee,   kiedy   ustawiały   się   na   linii   przed 

rozpoczęciem rozgrywki. - Wyglądasz bardzo promiennie.

- Najwyraźniej tak działa maseczka ogórkowo - proteinowa - mruknęła Megan.

Piłka poszybowała w powietrze. Megan wskoczyła przed Vithyę, przyjmując piłkę na 

klatkę piersiową i zabierając ją przeciwnej drużynie. Poprowadziła piłkę w głąb pola, robiąc 

unik   przed   Jessicą   Peraitą,   która   potknęła   się,   usiłując   zmienić   kierunek.   Potem   dwie 

obrończynie zaatakowały ją, a ona podała piłkę Rii. Megan ominęła linię obrony i pognała 

dalej. Miała przed sobą czyste pole aż do bramki, kiedy Ria z powrotem przekazała jej piłkę. 

Megan spojrzała w lewo, żeby zmylić stojącą na bramce Deenę, a potem strzeliła w prawy 

róg.   Deena   przewróciła   się,   piłka   wpadła   do   bramki.   Drużyna   Megan   podbiegła,   żeby 

uściskać zdobywczynię gola.

- Świetne zagranie! - zawołała Aimee.

- Gdzieś ty się podziewała dzisiaj rano? Piłaś napoje energetyzujące? - spytała Ria.

Megan uśmiechnęła się, ale nie odpowiedziała. Podbiegła truchtem z powrotem na 

linię   środkową   i   stanęła   naprzeciwko]   Hailey,   bardziej   niż   gotowa,   żeby   znów   zagrać. 

Zgodnie z przewidywaniem, Hailey nie chciała spojrzeć jej w oczy.

- Dobra, moje panie! Obrona, do roboty! - zawołała trenerką Leonard.

background image

Pearl nadbiegła z piłką od strony linii bocznej i rzuciła Megan sekretny uśmiech. 

Megan   odchrząknęła   i   usiłowała   nie   zmieniać   wyrazu   twarzy.   Miło   było   znów   mieć 

przyjaciółki.

Piłka opadła na trawę. Tym razem Hailey była pierwsza. Podryblowała z nią w głąb 

pola. Megan biegła za przeciwniczką. Gorąca krew pulsowała jej w żyłach tak szybko, jakby 

dziewczyna   wypiła   cały   zapas   kawy   z   automatu   w   drodze   na   trening.   Nie   zamierzała 

pozwolić Hailey dostać się na pole karne. Nic z tego.

Hailey szykowała  się do przejścia. Megan zrobiła wślizg dokładnie w chwili, gdy 

Hailey wykonywała zamach przed kopnięciem. Korek Megan pierwszy uderzył w piłkę, która 

poleciała daleko, prosto pod nogi Lisy Bronson, jej pomocniczki. Lisa miała niemal tak samo 

zaskoczoną minę, jak Hailey, ale szybko się połapała i przejęła piłkę. Megan wstała i pędem 

pobiegła przez boisko, ciesząc się uczuciem palenia w płucach i w gardle. Było jej dobrze. Po 

raz pierwszy od spotkania z Evanem i Hailey poczuła się naprawdę cholernie dobrze.

Lisa podała piłkę do Aimee, którą natychmiast zaatakowała Kathy Cash.

- Środek! - krzyknęła Megan. - Środek!

Aimee perfekcyjnie podała do Megan, posyłając piłkę tuż nad głową Kathy. Kątem 

oka   widziała   nadciągającą   pędem   Hailey.   Megan   poprowadziła   piłkę   na   pole   karne   i 

przygotowała się na zderzenie. Hailey walnęła ją w prawy bok, usiłując odebrać piłkę. Megan 

sapnęła. Z trudem zachowała  kontrolę nad sytuacją.  Hailey pchała przeciwniczce dłoń w 

twarz, łokieć wbiła jej w żebra. Megan zacisnęła powieki, żeby nie stracić oka. Wykopała 

piłkę, biodrem odepchnęła Hailey i znów spojrzała. Piłka toczyła się kilka metrów dalej.

Ria i Jessica  obie biegły do piłki, ale Megan nadal była  najbliżej.  Rzuciła się do 

przodu i wykopała piłkę jak najmocniej w stronę Aimee, przez całą szerokość boiska. Aimee 

zatrzymała  piłkę, a Megan pognała  w kierunku bramki. Deena skupiła  uwagę na Aimee. 

Megan   pochwyciła   spojrzenie   bramkarki,   a   Aimee   przesłała   piłkę   do   Megan.   Deena 

zareagowała, ale za późno. Megan podskoczyła i główką wbiła piłkę w sam środek bramki.

- Cholera! - wrzasnęła Hailey prosto w twarz bramkarki. - Deena! Co ty, do diabła, 

robisz? Myśl trochę!

Deena otrzepała bok z ziemi i powoli odwróciła się plecami do Hailey.

- Nie będziemy wygrywać meczów bez obrony, ludzie! - krzyczała Hailey. - Ona nie 

jest aż tak dobra!

Megan roześmiała się i zawróciła na swoją połowę boiska, totalnie ignorując Hailey. 

Dwa gole w czasie poniżej dwóch minut to był dla niej rekord. Czuła się świetnie.

Odezwał się gwizdek i trenerka Leonard klasnęła w dłonie, prosząc drużynę o uwagę.

background image

- Dobra, bierzemy się do roboty! - krzyknęła. - Megan, nieźle się spisałaś. Naprawdę 

pokazałaś, co potrafisz!

- Dzięki - powiedziała Megan.

- A teraz, drużyna, bardzo proszę, zobaczymy, czy ktoś ją zdoła zatrzymać! - zawołała 

trenerka i znów dmuchnęła w gwizdek. - Postarajcie się wreszcie!

Megan podbiegła truchtem na środek pola.

- Do dzieła! - powiedziała Aimee, obejmując ją ramieniem.

- Nie ma sprawy - odparła Megan.

Stanęła na linii naprzeciwko Hailey, która po raz pierwszy od kilku dni spojrzała jej w 

oczy.   Megan   uśmiechnęła   się   szeroko,   widząc   pełen   determinacji   grymas   przeciwniczki. 

Szykowała się niezła zabawa.

Megan   siedziała   w   kółku   koleżanek   z   drużyny   na   podłodze   głównej   sali 

gimnastycznej.   Wszędzie   na   ścianach   wisiały   złoto   -   czerwone   dyplomy   obwieszczające 

zwycięstwa we wszelkiego rodzaju zawodach na poziomie dzielnicy, hrabstwa, a nawet stanu 

w ciągu ostatnich kilku lat. Megan spojrzała na plakat z wynikami w piłce nożnej dziewczyn 

zawieszony tuż nad zegarem osłoniętym siatką. Ostatnie mistrzostwa hrabstwa wygrały w 

1996 roku.

Teraz to się zmieni. Megan czuła się bardzo pewna siebie i dobrze jej z tym było.

- Dobra, moje panie, wiecie, o co chodzi - powiedziała trenerka Leonard, rozdając 

paski papieru i ołówki. - Najpierw nominujecie kandydatki, potem anonimowo głosujecie. 

Poprosiłam Pearl, żeby przeliczyła głosy, kiedy skończycie. W razie pytań, jestem u siebie w 

gabinecie.

- Nie chce pani zostać, żeby poobserwować demokratyczną awanturę? - zażartowała 

Ria, wywołując gremialny chichot.

- Na pewno sobie poradzicie, dziewczyny - odparła trenerka. - Mam do obejrzenia 

kilka taśm z meczów z zeszłego roku. Niech nowa kapitan zajrzy do mnie przed wyjściem. 

Powodzenia.

Trenerka poszła do gabinetu nauczycieli WF po przeciwnej stronie sali gimnastycznej. 

Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Megan rozejrzała się po okręgu. Wszystkie robiły to samo. 

Badały się nawzajem wzrokiem.

- Okay, zaczynamy od nominacji - powiedziała wreszcie Pearl.

Jessica podniosła rękę.

- Nominuję Hailey Farmer - powiedziała, zanim Jakkolwiek zdążył się odezwać.

A to mi niespodzianka.

background image

- Okay. Hailey, przyjmujesz nominację? - spytała Pearl.

- Tak, przyjmuję - odparła z powagą Hailey.

- Ale to sobie przećwiczyła - szepnęła Ria do ucha Megan.

- Ktoś jeszcze? - ciągnęła Pearl.

Ria usiadła prosto i wyciągnęła rękę w górę. Zawodniczki spojrzały na koleżankę ze 

zdziwieniem.

- Ria? - spytała Pearl.

- Nominuję Megan Meade. Serce Megan podskoczyło w piersi.

- Co? - wypaliła Hailey. - Czyś ty się czegoś naćpała?

Wszystkie zaczęły mówić jedna przez drugą. Megan podciągnęła kolana pod brodę, 

obejmując łydki ramionami. Kapitan. Czemu Ria miałaby ją mianować do funkcji kapitana 

drużyny, do której dopiero co dołączyła? Czy mogła to zrobić? Czy Megan w ogóle tego 

chciała?

Megan powoli się uśmiechnęła.

- Hej, hej, hej! - zawołała Ria, wyrzucając ręce w górę. - Po prostu zagłosujmy, dobra? 

Będzie, co ma być.

Hailey   piorunowała   ją   wzrokiem   z   drugiej   strony   kółka.   Powietrze   było   tak 

nieruchome, że Megan niemal słyszała bicie własnego serca.

- No cóż, mamy jeszcze jakieś nominacje? - spytała Pearl ostrożnie.

Nadal było cicho.

- Okay, to głosujmy - zadecydowała Pearl.

Hailey naskrobała coś na skrawku papieru, wstała i podała go Pearl. Wróciła spokojnie 

na swoje miejsce w okręgu, usiadła po turecku i podparła się na łokciach. Jedna po drugiej, 

wszystkie dziewczyny oddawały głosy. Megan wpatrywała się we własne nazwisko na swoim 

kawałku papieru.

Kiedy Pearl zebrała już kartki, odeszła od grupy, żeby zrobić podsumowanie. Megan 

nie mogła obserwować procedury, bo Pearl stała za jej plecami.

Wreszcie dziewczyna weszła z powrotem w środek kółka.

- Hm... mamy remis - oznajmiła.

- Chyba żartujesz! - oburzyła się Hailey.

- Nie... Siedem głosów na siedem - odparła Pearl, spoglądając na rozliczenie.

- Kto na nią głosował? - Hailey podciągnęła nogi i pochyliła się naprzód. - Pytam 

poważnie. Kto na nią głosował?

- Hm... Ja mam imię - wtrąciła Megan zaskoczona.

background image

- Nie   zwracam   się   do   ciebie   -   rzuciła   gniewnie   Hailey,   rzucając   Megan   ostre 

spojrzenie. - Chcę wiedzieć, kto na nią zagłosował po tym, co zrobiła. Wszystkie wiecie, co 

zrobiła. Dziewczyny, jestem z wami w tej drużynie od trzech lat, a siedem z was zagłosowało 

na nią?

- Ja tak! - oświadczyła radośnie Ria.

- „wiemy, że ty tak - warknęła Hailey. - A co z resztą? Za bardzo się boicie, żeby 

przyznać, że głosowałyście na dwulicową dziwkę?

Megan nie mogła już na to dłużej pozwalać. Czy ta dziewczyna zupełnie zwariowała?

- Dobra! Dość tego! - Aimee zerwała się na równe nogi.

- Co ty wyprawiasz? - wrzasnęła Hailey.

- Daj spokój - powiedziała Aimee, której ręce aż się trzęsły. - Nie mogę spokojnie 

siedzieć, kiedy ty tak bezczelnie łżesz. Megan nic nie zrobiła, jasne? Nie kręciła z Evanem. 

Nawet   ci   nie   powiedziała,   że   kręciła   z   Evanem.   Niezależnie   jaką   wersję   tej   historii 

słyszałyście, to wszystko nieprawda.

Hailey na chwilę straciła pewność siebie. Nieśmiało rozejrzała się wokół, ale wreszcie 

odzyskała panowanie nad sobą.

- Aimee, siadaj.

- Nie, nie usiądę. - Aimee uparcie stała z zaciśniętymi powiekami. Postawienie się 

starszej siostrze wymagało od niej wielkiego wysiłku. - Słyszałam, jak mówiłaś Jessice, co 

zrobiłaś. - Aimee rozejrzała się po reszcie dziewczyn z drużyny. - Hailey to sobie wszystko 

wymyśliła. Była pijana i zazdrosna, więc nakłamała Dougowi, że Megan i Evan zaczęli ze 

sobą kręcić. A potem, kiedy już skończyła puszczać się z Dougiem i zdała sobie sprawę, jak 

się zaplątała, powiedziała Evanowi o rzekomej rozmowie z Megan. Ale to kłamstwa. Była 

zazdrosna o Megan, więc obwiniła ją o wszystko, a tak naprawdę Megan nic nie zrobiła.

Dziewczyny   spoglądały   na   Hailey   i   Aimee   zaszokowane.   Megan   ledwie   łapała 

oddech.

- Ona plecie bzdury! - Hailey wyprostowała ramiona i zaśmiała się histerycznie. - 

Najwyraźniej ma jakieś załamanie nerwowe.

- Boże,   stara,   daj   już   sobie   wreszcie   spokój   -   zwróciła   się   Aimee   do   siostry.   - 

Przysięgam, czasem mi trudno uwierzyć, że urodziła nas ta sama matka.

Kilka dziewczyn się roześmiało.

- Ona   to   wszystko   wymyśliła!   -   zawołała   Hailey.   -   Wy   jej   chyba   nie   wierzycie, 

prawda? Jessica, powiedz coś.

Jessica pobladła i rozejrzała się po koleżankach. - Ja... uhm...

background image

Kilka innych dziewczyn wymieniło spojrzenia.

- Moim zdaniem nikt by nie mógł wymyślić takiej historii, Hailey - powiedziała Ria. - 

Poza tobą - dodała pod nosem.

- Przepraszam, że nic ci wcześniej nie powiedziałam - zwróciła się Aimee do Megan. - 

Nie wiedziałam, jak się zachować.|

- Nie ma sprawy - wymamrotała Megan z nieznacznym uśmiechem.

Cokolwiek złego narobiła Hailey, nadal była siostrą Aimee. Megan sama stanęła w 

obronie Douga, chociaż wiedziała, że nabroił. Mogła sobie tylko wyobrażać, jak trudno było 

Aimee w ogóle ujawnić prawdę.

- Moim zdaniem powinnyśmy powtórzyć głosowanie - stwierdziła Deena, przerywając 

znaczące milczenie.

- Co? - Hailey odwróciła się do niej gwałtownie. - Deena!

Ale   Deena   tylko   popatrzyła   na   nią   w   milczeniu.   Hailey   sapnęła   z   oburzenia   i 

rozejrzała   się   po   okręgu.   Wszystkie   dziewczyny   odwracały   od   niej   wzrok.   Megan 

obserwowała rywalkę. Hailey została sama. W oczach miała panikę. Przed chwilą cały jej 

świat   wywrócił   się   do   góry   nogami.   Nie   tak   dawno   temu   Megan   sama   doświadczyła 

podobnego uczucia.

- Słuchajcie,   moim   zdaniem   ta   sprawa   nie   powinna   mieć   nic   wspólnego   z 

głosowaniem - powiedziała Megan.

- Hę? - odezwała się Ria.

- Wybieramy kapitana drużyny - mówiła dalej Megan. - Nie tego, kto z kim kręcił, ani 

kto na ten temat kłamał. Wszystkie patrzyły na nią przez krótką chwilę.

- Okay, głosujemy jeszcze raz - obwieściła Ria.

- I tak byśmy musiały - odezwała się Pearl rzeczowo. - Wyszedł remis.

- Taa, bo połowa z was wyraźnie zwariowała, dziewczyny - rzuciła Hailey. Ale ostre 

słowa kłóciły się z wyrazem jej twarzy. Była blada i przestraszona.

Pearl   obeszła   kółko   dziewczyn   i   rozdała   nowe   paski   papieru.   Powoli   wszystkie 

zawodniczki zapisały swoje głosy. Serce podskakiwało Megan jak szalone. Nie wiedziała, czy 

może mieć nadzieję.

Hailey znów oddała głos jako pierwsza, ale tym razem nie usiadła, kiedy Pearl zliczała 

głosy.   Podsumowanie   zajęło   o   połowę   mniej   czasu   niż   poprzednio.   Megan   wstrzymała 

oddech.

- Ostateczne wyniki: trzy głosy na Hailey, jedenaście na Megan - oznajmiła Pearl. - 

Naszym nowym kapitanem jest Megan Meade.

background image

Megan wyhamowała tuż przed szopą. Pchnęła drzwi małej pracowni Finna, szczerząc 

zęby w szerokim uśmiechu.

- Hej! Co się dzieje? - spytał Finn z uśmiechem.

- Zostałam   kapitanem!   Jestem   kapitanem!   -   zawołała   Megan   bez   tchu.   Nadal   nie 

całkiem to do niej docierało.

- Co? Żartujesz chyba! - powiedział Finn. Twarz mu pojaśniała. - Wspaniale!

- O mój Boże, to było niesamowite! - Megan pociągnęła Finna za rękaw, żeby usiadł z 

nią na ławce. - Najpierw głosowałyśmy i wyszedł remis. Potem Hailey dostała szału. Zaczęła 

mówić, że jestem straszną oszustką. Wtedy wstała Aimee i powiedziała wszystkim, że to 

Hailey kłamie.

- O rany. Poważnie? - spytał Finn.

- Taa!   Zrobiła   się   naprawdę   duża   afera   -   ciągnęła   Megan.   -   Ale   potem 

zagłosowałyśmy jeszcze raz i wygrałam! Ciągle w to nie mogę uwierzyć.

- Gratulacje.

- Dzięki. Nie mogłam się doczekać, aż ci powiem. - Megan uśmiechnęła się do niego 

szeroko. - Szkoda, że nie widziałeś jej miny. Zupełnie jakby...

Megan przerwała - bo wyraz  twarzy Finna nagle się zmienił.  Chłopak już się nie 

uśmiechał. Wyglądał, jakby wstrzymał oddech.

i Co? - Megan wymamrotała z zamierającym sercem.

Finn uważnie przyglądał się jej rysom od podbródka, przez kości policzkowe, aż po 

płomienne   włosy.   Niespodziewanie   sięgnął   ręką   i   szybko   przeczesał   Megan   włosy, 

odgarniając je z twarzy.

- To - powiedział.

Potem   pochylił   się   i   pocałował   Megan.   Na   ułamek   sekundy   zamarła.   Nie   miała 

pojęcia, co ze sobą zrobić. Gdzie położyć ręce, czy poruszać ustami, czy nawet oddychać.

Oddaj mu pocałunek, na litość boską!

Z   zawstydzenia,   zaskoczenia   i   radości   zachichotała   cicho.   Szybko   jednak   stłumiła 

śmiech i zrobiła tak, jak sama przykazała. Oddała pocałunek i niezręcznie złapała Finna za 

rękaw. Chłopak ujął dłonią tył jej głowy, a drugą ręką delikatnie dotknął kolana. Megan skóra 

aż zapłonęła. Finn ją całował. Finn ją całował!

Odsunął się, zupełnie niespodziewanie, i zajrzał jej w oczy.

- Nie gniewasz się? - spytał.

Milcząca, oszołomiona Megan bez tchu pokręciła głową. Chciała tylko  nadal czuć 

jego wargi na swoich. Uśmiechnął się i znów ją pocałował, a tym razem Megan przysunęła do 

background image

niego   bliżej.   Nie   mogła   wprost   uwierzyć,   że   to   takie   cudowne.   Czuła   się   jednocześnie 

szczęśliwa, podniecona, ożywiona i bezpieczna.

I wtedy ją olśniło: to Finn jest tym jedynym.

Tym,  z którym  chce się dzielić wielkimi  nowinami,  z którym  umie rozmawiać,  o 

którym   zawsze   myśli,   kiedy   dzieje   się   coś   dziwnego   albo   ciekawego.   Finn   był   bystry, 

zabawny, miły i troskliwy.

Dlaczego ja traciłam czas na myślenie o Evanie? Finn lekko obrysował palcem kontur 

jej policzka. Jak mogłam to robić, kiedy cały czas tuż obok miałam Finna?

Chciała tylko być przy nim jak najbliżej. Nagle nie mogła uwierzyć, że tyle czasu szła 

przez życie i nigdy jeszcze czegoś takiego nie poczuła.

Drzwi   za   plecami   Megan   skrzypnęły   ostrzegawczo,   a   Finn   odskoczył   od   niej   tak 

szybko, że omal nie spadła z ławki, Ale nie dość szybko. Regina stanęła w progu z rękoma 

mocno zaplecionymi na piersiach.

Megan   z   trudem   zaczerpnęła   powietrza   i   spojrzała   na   Finna,   który   nisko   zwiesił 

głowę. Taa, Finn McGowan był fantastycznym  facetem.  Ale teraz był  również martwym 

facetem.

Od: 

Strzelec5525@yahoo.com 

Do: Zakrę

cona@rockin.com 

Temat:   O   MÓJ   BOŻE,   O   MÓJ   BOŻE,   O   MÓJ   BOŻE   POCAŁOWAŁAM   FINNA! 

POCAŁOWAŁAM FINNA! O MÓJ BOŻE, POCAŁOWAŁAM FINNA. GDZIE JESTEŚ!!!???

background image

ROZDZIAŁ 16

Megan   siedziała   wyprostowana   na   krześle   w   kuchni,   falując   między   ekstazą   a 

przerażeniem. Regina i John w pokoju obok rozmawiali cicho, starając się zdecydować, co z 

nią zrobić. Megan wiedziała, że powinna wymyślić jakiś powód, żeby jej nie wyrzucili z 

domu, ale nie mogła zapomnieć o Finnie. A za każdym razem, kiedy o nim myślała, drżała ze 

szczęścia.

Nadal czuła muśnięcie palców Finna na swoim policzku. Jego dłoń przeczesującą jej 

włosy. Usta ciągle ją łaskotały od pocałunków. Patrzył na nią tak, że poczuła się... piękna.

Regina   i   John   weszli   do   kuchni,   a   Megan   wyprostowała   się   jeszcze   bardziej. 

Zastanawiała się, czy oni widzą, jak jej drżą wargi. Regina była wykończona, a twarz Johna 

ściągnęła się w wyrazie troski.

- Szczerze   mówiąc,   Megan,   nie   wiemy,   co   zrobić   -   powiedział   wreszcie   John, 

pocierając kark, - Znałaś reguły i mieliśmy nadzieję, że ten szlaban z zeszłego tygodnia jakoś 

na ciebie wpłynie, ale najwyraźniej tak się nie stało. No i co dalej?

Megan przyglądała mu się niepewnie.

Za   rodzicami   do   kuchni   wszedł   Finn.   Megan   natychmiast   cała   się   rozjaśniła. 

McGowanowie obejrzeli się za siebie.

- Hej. Wiem, że mi kazaliście zaczekać w pokoju, ale muszę coś powiedzieć - odezwał 

się Finn, wycierając dłonie w nogawki dżinsów.

- Okay. - Regina miała nadzieję, że syn poda jakieś wyjaśnienie, które wymaże to, co 

przedtem zobaczyła.

Chłopak odchrząknął.

- To nie wina Megan. Nie powinniście jej karać, bo to przeze mnie. Ja ją pocałowałem, 

więc cokolwiek zamierzacie zrobić... zróbcie to ze mną.

- Wszystko fajnie, mały, ale do tanga trzeba dwojga - skomentował John.

- Taa,  ja   wiem,  technicznie   rzecz   biorąc  -  mruknął  Finn.  -  Ale   naprawdę,  Megan 

przecież nawet mi nie oddała pocałunku... prawda?

Finn   mówił,   oblewając   się   rumieńcem   od   strony   szyi.   Spojrzał   na   Megan.   Z 

uniesionymi   brwiami   czekał,   że   ona   poprze   jego   historyjkę.   Megan   nie   mogła   uwierzyć 

własnym   uszom.   Czy   ona   rzeczywiście   tak   fatalnie   całowała,   że   Finn   nawet   się   nie 

zorientował? Czy tylko był najprzyzwoitszym  facetem pod słońcem i starał się ocalić jej 

skórę?

- Prawda - wybąknęła w końcu. - To się stało jakoś tak nagle. .. - Nie wiedziała, co 

background image

jeszcze powiedzieć, więc urwała w pół zdania.

Regina   i   John   popatrzyli   po   sobie,   porozumiewając   się   bez   słów.   Wreszcie   John 

westchnął. Megan zauważyła, że McGowanom wyraźnie ulżyło.

- A   zatem   dobrze.   Finn,   złamałeś   zasady,  więc   masz   szlaban.   Znowu   -  podkreślił 

ojciec. - Chodzisz do szkoły i odrabiasz lekcje, i nic więcej. Przez dwa tygodnie.

- A pracownia? - jęknął Finn.

- Zero malowania - powiedział ojciec. - Jasne?

Przez chwilę Finn stał z taką miną, jakby chciał się spierać, ale potem spojrzała na 

Megan i zwiesił głowę.

- Taa, rozumiem.

- Dobra. Wracaj do swojego pokoju - polecił John.

Finn poszedł na górę. Megan chciała za nim pobiec i mu podziękować, ale uznała, że 

nie wyglądałoby to dobrze.

- John, chciałabym pomówić z Megan sam na sam, jeśli nie masz nic przeciwko temu - 

odezwała się w końcu Regina.

Megan zesztywniała. Nie widziała Reginy od momentu ucieczki z gabinetu odnowy. 

Przy całym tym zamieszaniu z całowaniem na śmierć zapomniała o porannym incydencie.

- Jasne - mruknął John. Zawahał się na moment, chcąc spojrzeć Megan w oczy, co 

okazało się niełatwe. - Powiem tylko, że przykro mi z powodu zachowania moich chłopców. 

Jeśli przez któregokolwiek poczujesz się niezręcznie...

- O mój Boże, naprawdę nie ma sprawy - jęknęła Megan. Jeszcze tego brakowało, 

żeby John i Regina uznali, że Finn ją wykorzystał.

- Jesteś pewna? - spytał  John. - Bo jeśli trzeba, to ja nie będę miał problemów z 

rozwaleniem kilku łbów.

- John... - Regina ze śmiechem położyła mężowi dłoń na plecach. - Idź obejrzeć mecz.

- Tak. Dobrze. - John uśmiechnął się nieśmiało i zniknął.

- Nie zwracaj na niego uwagi. To przez testosteron - wyjaśniła] Regina. - Ale chyba 

przechodzisz właśnie szybkie szkolenie.

- Taa, chyba tak - przyznała Megan. - W każdym razie naprawdę mi przykro, że dziś 

rano uciekłam. - Wreszcie się zgarbiła i pochyliła na krześle. - Nie powinnam cię zostawiać. 

Zachowałam się niegrzecznie. Bardzo cię przepraszam.

- Daj spokój, Megan - Regina opadła na krzesło po drugiej stronie stołu. - Nawet cię 

nie spytałam, czy lubisz spa, zanim zrobiłam rezerwację. Więc to ja przepraszam.

- Chciałaś   być   po  prostu   miła.  -   Megan   dławiło   poczucie   winy.   Wiedziała,   że   jej 

background image

rodzice   byliby   mocno   rozczarowani,   gdyby   się   dowiedzieli,   jak   dziś   rano   potraktowała 

Reginę. - Ale ja nic przepadam za strojeniem się i relaksowaniem w gabinetach odnowy - 

próbowała się wytłumaczyć.

- Cóż,  przykro   mi,  że  nie  zwróciłam  na  to  uwagi  -  powiedziała  Regina.  Oczy  jej 

złagodniały. - Chyba zbytnio się cieszyłam, że będę tu miała przy sobie jakąś dziewczynę...

- A zamiast tego trafił ci się kolejny chłopak - szepnęła Megan, wpatrując się w stół.

- Nie!   To   nieprawda   -   zaprzeczyła   Regina.   Wzięła   Megan   za   rękę,   zmuszając 

dziewczynę,   żeby   spojrzała   jej   w   oczy.   Zacisnęła   palce   na   dłoni   Megan.   -   Mam   tu 

dziewczynę, która wie, kim jest, i naprawdę dobrze sobie z tym radzi.

Megan uśmiechnęła się powoli. Nie mogła wydobyć ani słowa.

- No cóż... - Regina wreszcie puściła dłoń Megan i wstała. - W tym domu, kiedy ktoś 

zostanie kapitanem drużyny piłki nożnej, może wybrać sobie deser.

- Skąd wiedziałaś? - spytała Megan.

- Wpadłam na Pearl Porcaro i jej mamę w supermarkecie zaraz po waszym treningu - 

wyjaśniła Regina z uśmiechem. - No, to na co masz ochotę?

Megan pomyślała o własnej matce. Nie była świetną kucharką, ale kilka rzeczy umiała 

robić niezwykle smacznie, a jedną z nich Megan lubiła bardziej niż wszystko inne.

- Zabiłabym dla szarlotki - powiedziała Megan.

- Załatwione - odparła Regina.

- Chyba zadzwonię do rodziców, jeśli można. - Megan wreszcie ruszyła się zza stołu.

- Zmykaj - powiedziała Regina. - Jestem pewna, że chętnie usłyszą dobre nowiny.

Megan z nowym zapasem energii pobiegła na górę. Po tym  wyborze na kapitana, 

pocałunku Finna, braku szlabanu i wyznaniu Reginy, naprawdę chciała podzielić się z kimś 

swoją radością. Oczywiście, rodzice usłyszą tylko o jednej z tych czterech rzeczy, ale teraz 

Megan będzie o tym mówić z dziesięć razy większym entuzjazmem.

Kiedy tylko Megan odłożyła telefon po rozmowie z rodzicami, rozległo się pukanie do 

jej drzwi.

- To ja, Finn. Mogę wejść? - spytał.

Megan z walącym sercem usiadła na skraju łóżka.

- Tak. Wejdź.

Przygładziła włosy i pożałowała, że wcześniej nie poszła pod prysznic. Finn otworzył 

drzwi na oścież i stanął w wejściu.

- Cześć.

- Cześć.

background image

Był   tak   bardzo,   bardzo   piękny.   Te   czyste   niebieskie   oczy,   puszyste   blond   włosy. 

Wyczuwała  jego zapach - mieszankę aromatu świeżo wypranej  bawełny i cierpkiej woni 

farby.  Skórę nadal miała ciepłą w tych  miejscach, których  dotknęły jego dłonie. Chciała 

rzucić się na Finna i znów go całować. Czy on też to czuł?

- Chciałem tylko zapytać, czy wszystko w porządku? - odezwał się.

- Taa, oczywiście - odparła Megan. - Dziękuję za... za to, co zrobiłeś na dole. Nie 

musiałeś.

- No cóż, i tak mam do nadrobienia kilka lektur. - Finn uśmiechnął się lekko.

Megan   spojrzała   na   jego   nogi.   Stał   na   linii,   która   dzieliła   ciemniejszą   podłogę 

korytarza od jasnej klepki w jej pokoju.

- Może wejdziesz do środka? - spytała. Finn zerknął na korytarz.

- Hm... Nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł.

- Och - westchnęła Megan, zaskoczona siłą własnego rozczarowania. Rozumiała, że 

Finn nie chce narobić jej jeszcze większych kłopotów. Zresztą, to, ostatnia rzecz, na którą 

sama miała ochotę. A może przedostatnia. Bo teraz zaryzykowałaby szlaban na resztę roku, 

żeby tylko znów być przy nim blisko.

Finnowi najwyraźniej nie doskwierało podobne pragnienia W przeciwnym razie nie 

oparłby się tak łatwo.

- No cóż, chyba lepiej już wrócę do swojej celi.

Megan wstała. Może jeśli do niego podejdzie. Może wtedy on sobie przypomni, jak to 

było, i wyciągnie rękę...

- Okay - powiedziała.

Finn spojrzał jej w oczy. Pocałuj mnie. Megan usiłowała telepatycznie przesłać mu 

wiadomość. Pocałuj mnie, pocałuj mnie, pocałuj mnie!

- Hej, Finn! Mam nadzieję, że jesteś u siebie w pokoju, a nie gdzie indziej! - zawołał 

John z parteru.

- Okay   -   mruknął   pod   nosem   Finn.   -   No   to   na   razie.   Drzwi   do   pokoju   Megan 

zatrzasnęły się i Finn zniknął.

Rano w szkole Megan weszła do łazienki i - o zgrozo - natknęła się na Hailey. Z 

zapuchniętej twarzy widać było, że dziewczyna przed chwilą płakała. Teraz pochylała się nad 

umywalką i przeglądała w lustrze, usiłując poprawić eyeliner. Megan stała tam o chwilę za 

długo, wahając się, czy uciec i uniknąć rozmowy, czy zrealizować nowo odnalezioną potrzebę 

bycia  twardą.  Ale  zanim  zdołała na  cokolwiek   się zdecydować,   Hailey podniosła  wzrok, 

odchrząknęła i powiedziała:

background image

- Cześć.

Megan weszła dalej do środka.

- Nic ci nie jest? - spytała odruchowo.

- Nie musisz udawać, że cię to obchodzi. - Hailey wrzuciła eyeliner z powrotem do 

małej kosmetyczki. Nie mówiła z ironią ani wojowniczo, była po prostu zmęczona i smutna.

- Nie udaję... chyba. - Megan oparła się o umywalkę.

- No   cóż,   teraz   już   wszyscy   mnie   nienawidzą   -   powiedziała   Hailey   i   wzruszyła 

ramionami. Potrząsnęła głową, szybko pakując do plecaka szczotkę do włosów i lakier. - 

Nawet Jessica nie chciała ze mną rozmawiać dziś rano. Hipokrytka. Przecież wiedziała, co się 

działo.

Hailey spojrzała Megan w oczy w lustrze i założyła plecak na ramiona. Wzięła głęboki 

oddech i się odwróciła.

- Słuchaj, ja nawet nie będę próbowała wyjaśniać ci tego wszystkiego - powiedziała. 

Wyglądała bardziej krucho, niż Megan to w ogóle uważała za możliwe. - Tylko że ja go 

naprawdę kocham i nie mogłam sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli on... jeśli on...

- Okay. Rozumiem - mruknęła Megan, ale bez przekonania, bo przecież nigdy sama 

nie była  zakochana. Nie przeżyła  prawdziwej, odwzajemnionej miłości. Nie miała jednak 

ochoty stać i patrzeć, jak Hailey się rozkleja.

- Nie, nie rozumiesz - załkała Hailey. - Ja wcale nie jestem taką wariatką, jak ostatnio. 

Tylko że... To wszystko wydawało się wtedy logiczne, wiesz? Pasowało do siebie. A teraz... 

to po prostu bez sensu.

- No   cóż,   chyba   każdy   popełnia   błędy   -   powiedziała   Megan.   Odwróciła   się, 

wyszarpnęła kawałek papierowego ręcznika i podała go Hailey.

Dziewczyna wytarła sobie kącik oka.

- Dlaczego jesteś taka miła? - spytała. Megan zamrugała.

- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. I wtedy nagle zdarzyło się coś dziwnego - obie 

się roześmiały.

Dla   Megan   była   to   wyzwalająca   chwila,   kiedy   tak   stała   obok   swojej   zawziętej 

przeciwniczki, która usiłowała się nie rozpłakać. Megan chciała tylko, żeby wszystko znów 

było  proste i żeby nikt nie cierpiał bez powodu. Poza tym  teraz Hailey już mogła sobie 

zatrzymać Evana i przeżywać z nim wiele dramatycznych chwil. Megan miała dość.

- No cóż, przepraszam. Za wszystko. - Hailey zwinęła ręcznik w kulkę. - Nie masz 

pojęcia, jak mi przykro - dodała gorzko, a Megan zrozumiała, że Hailey myśli teraz o Evanie.

Patrząc, jak dziewczyna stara się wziąć w garść, Megan zaczęła jej współczuć. Miała 

background image

przeczucie, że następnych kilka tygodni będzie dla Hailey gorszych niż ostatnie dwa dla niej 

samej.

- Okay. - Megan skinęła głową. - Dzięki.

Hailey wypuściła powietrze z płuc i wrzuciła ręcznik do kosza na śmieci. Trafił prosto 

do środka.

- Nie mów, że w kosza też grasz - powiedziała lekkim tonem Megan.

Hailey spojrzała na Megan i westchnęła.

- To będzie bardzo długi rok.

Megan postawiła tacę z jedzeniem na stoliku i spojrzała na dziedziniec. Miller jak 

dawniej   siedział   tam   ze   słuchawkami   na   uszach,   mrużąc   oczy   w   skupieniu.   Megan   była 

zdziwiona. Zupełnie jakby wszystkie zrobione przez nich postępy zniknęły.

- Co jest z Millerem? - spytała Ria, zdejmując torbę przez głowę i siadając przy stole.

- Sama się nad tym zastanawiam - odparła Megan.

- Mówił coś, że nie wolno mu z tobą siadać - odezwała się Aimee, wstrząsając swój 

sok jabłkowy, i spojrzała na Megan. - O co tu chodzi?

- Nie wolno mu ze mną siadać? - spytała Megan zmieszana. - Dziwne. Pogadam z 

nim.

- Powiedz mu, że za nim tęsknimy! - poprosiła Pearl, otwierając pudełko z koralikami.

Megan miała właśnie wyjść na dziedziniec, kiedy przy drugim końcu stołu pojawiła 

się Hailey z tacą.

- Cześć - powiedziała z przesadnie pogodnym uśmiechem.

- Hm... Cześć - odparła Megan.

- Co jest? - Aimee zmarszczyła brwi.

- Jessica i inne zachowują się, jakby miały za chwilę dostać okresu, więc czy nie 

mogłabym z wami posiedzieć przez kilka dni - powiedziała Hailey.

Wszystkie   dziewczyny   przy   stole   spojrzały   na   Megan,   a   ona   się   zawahała.   Z 

przeprosinami na gorąco w łazience mogła sobie poradzić. Jednak siedzenie z tą dziewczyną 

przez   cały   tydzień   przy   lunchu   to   chyba   zbyt   wiele.   Ale   jedno   spojrzenie   na   niemal 

desperacką nadzieję w oczach Hailey wystarczyło, żeby opór Megan skruszał. Wyobrażała 

sobie, jak upokarzające byłoby dla Hailey samotne siedzenie w stołówce.

- Jasne, nie ma sprawy - mruknęła w końcu Megan.

Aimee   wypuściła   zatrzymane   w   płucach   powietrze.   Przez   kilka   chwil   panowało 

milczenie. Megan grzebała widelcem w spaghetti. Przy stole było tak cicho, jakby nikt nie 

oddychał. Ktoś musiał coś wreszcie powiedzieć, inaczej wszystkie by się podusiły.

background image

- No i jak, gotowe do pierwszego meczu? - odezwała się Aimee.

- Sama wiesz - wtrąciła Ria.

- One mają w tym roku nową bramkarkę - powiedziała Hailey. - Zielona, ale niezła.

- Trenerka   mówiła,   że   dziewczyna   jest   leworęczna,   więc   pewnie   ma   słabą   prawą 

stronę - wtrąciła Megan. - Trzeba grać na prawo, ile się da.

- Fajnie,   kiedy   znacie   słabe   strony   przeciwnika   -   oświadczyła   Jenna   z   oczyma 

błyszczącymi za szkłami okularów.

- Hej, Hailey, chcesz bransoletkę? - wypaliła Pearl. Wszystkie się obróciły, żeby na 

nią spojrzeć. Wymuszona rozmowa to jedno. Prezenty to zupełnie inna sprawa.

- Hm... jasne - powiedziała Hailey.

Schyliła   się   i   rozpięła   małą   kieszonkę   przy   plecaku.   Kiedy   w   niej   grzebała,   Ria 

szturchnęła Pearl w ramię.

- Chcesz robić dla niej biżuterię? - szepnęła Ria.

- Au! No i co z tego? - syknęła Pearl.

- Ta dziewczyna nie zasługuje na prezenty - odparła Ria.

- No cóż, teraz się już nie wycofam - powiedziała Pearl ze smutną miną.

Megan obserwowała Hailey, która nadal bardzo pilnie czegoś szukała i z pewnością 

słyszała każde wyszeptane słowo.

- Wiecie   co,   dziewczyny?   Nie   ma   sprawy.   Nie   potrzebuję   więcej   biżuterii   - 

oświadczyła Hailey, wyciągając tubkę błyszczyku, a wraz z nią, niechcący, małą plakietkę z 

czerwonymi literami, złotym obrąbkiem i napisem KAPITAN..

Wszystkie dziewczyny skamieniały. Megan nie mogłaby oderwać oczu, gdyby nawet 

próbowała.

- Co to jest? - wykrztusiła wreszcie.

- Och, to tylko... Mama dla mnie zrobiła, zanim, no wiesz... - wymamrotała Hailey, 

podnosząc plakietkę. - To na moją kurtkę reprezentacji.

Aimee pokręciła się niepewnie na krześle. Megan miała ochotę zapaść się pod ziemię.

- Nieważne. Chyba możesz ją sobie teraz wziąć. - Hailey położyła plakietkę przed 

Megan.

Megan nawet nie chciała jej dotykać. Pomyślała o swojej dawnej drużynie w Teksasie 

i o tym, jak była zrozpaczona, kiedy zdała sobie sprawę, że nigdy nie zostanie tam kapitanem. 

Mogła   sobie   tylko   wyobrazić,   jakby  się   czuła,   gdyby   musiała   przekazać   swoją   plakietkę 

komuś innemu. To by jej rozdarło serce.

- A słyszałyście, że pan McKenna spotyka się z Marcy Sherman? - spytała Ria ni stąd, 

background image

ni zowąd.

- Uh! Obrzydliwość! - zawołała Pearl.

- Kto to Marcy Sherman? - spytała Megan, zerkając na Hailey, która podniosła oczy 

znad plakietki.

- Chodziła do naszej szkoły - wyjaśniła Hailey, sięgając po butelkę z wodą. - Jest tylko 

o dwa lata starsza ode mnie.

- Uh! Okropieństwo - prychnęła Jenna. - Pan McKenna to starzec.

Rozmowa skupiła się na tych dwojgu, a plakietka po prostu leżała na stole i wydawało 

się,   że   z   każdą   sekundą   rośnie.   Megan   czekała,   żeby   Hailey   zabrała   tę   naszywkę,   ale 

wiedziała, że jeśli role by się odwróciły, to ona nie chciałaby, żeby cokolwiek przypominało 

jej o straconej funkcji kapitana. Nie przebaczyła Hailey wszystkiego, ale i tak współczuła 

dziewczynie. Dziwne.

Czemu życie nie może być mniej skomplikowane?

Od: Zakrę

cona@rockin.com

Do: 

Strzelec5525@yahoo.com

Temat: O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE

Pocałowałaś Finna? Nie Evana, tylko FINNA??? KIEDY? DLACZEGO? JAK DŁUGO? JAK 

MOŻESZ PISAĆ Ml TAKIEGO MAILA I NIE WYJAŚNIĆ WSZYSTKIEGO? I zapomnieć o mnie. Gdzie 

jesteś, DO DIABŁA!???

- Original Message -

Od: 

Strzelec5525@yahoo.com

Do: Zakrę

cona@rockin.com

Temat: O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE

POCAŁOWAŁAM FINNA! POCAŁOWAŁAM FINNA! O MÓJ BOŻE, POCAŁOWAŁAM FINNA. 

GDZIE JESTEŚ!!!???

background image

ROZDZIAŁ 17

Jesteś tego pewna, Meade? - spytała  trenerka Leonard. - Tak. Wiem, że to brzmi 

głupio, ale moim zdaniem robię dobrze.

Ktoś krótko zapukał do gabinetu, potem drzwi się otworzyły.  Megan obróciła się, 

kiedy Hailey wsunęła głowę do środka.

- Dzień dobry. Vithya powiedziała, że chce mnie pani widzieć - odezwała się Hailey. 

A potem zauważyła Megan i przerwała.

- Tak, Farmer. Siadaj - powiedziała trenerka.

Hailey opadła na krzesło obok Megan i ostrożnie położyła kurtkę i dwie torby na 

podłodze. Nagle wydawała się mała i przestraszona, jak dzieciak, który czeka na zastrzyk.

- Okay,  Farmer, do rzeczy.  Meade właśnie mnie poinformowała, że głosowanie w 

sprawie wyboru kapitana nie odbyło się do końca fair. - Trenerka pochyliła się i oparła swoje 

mocne ręce na biurku.

- Co to znaczy? - spytała Hailey.

- Jak rozumiem, w pierwszym głosowaniu był remis, a na wynik drugiego wpłynęły 

jakieś plotki. - Trenerka spojrzała prosto w oczy Hailey, - Tak było?

Megan i Hailey popatrzyły na siebie.

- Taa - przyznała Hailey, nadal zdezorientowana. Leonard postukała ołówkiem w blat 

biurka.

- No cóż, z przykrością przyznaję, że to się zdarzało już przedtem. To znaczy czynniki 

niezwiązane z drużyną wpływały na wynik głosowania - dodała trenerka, prostując się. - Ale 

po raz pierwszy słyszę, żeby kapitan chciał przekazać swój tytuł innemu zawodnikowi.

- Co? - wykrztusiła Hailey i obróciła się do Megan. - Żartujesz sobie?

- Nie ma sensu, żebym była kapitanem - wyjaśniła Megan. - Ty zawsze przewodziłaś 

tej drużynie... Gdyby mnie tutaj nie przeniesiono, na pewno wygrałabyś głosowanie.

- Oszalałaś? Zdajesz sobie sprawę, co robisz? - spytała Hailey.

- Jasne - odparła Megan.

- Nie rozumiem - powiedziała Hailey. - Byłam taka... Przerwała i obie spojrzały na 

trenerkę, która najwyraźniej uważnie słuchała każdego ich słowa. - Jaka? - spytała Leonard.

- Nieważne - rzuciła szybko Megan. - Posłuchaj, Hailey, ja nie mówię, że chcę zostać 

twoją najlepszą przyjaciółką, ale po prostu uważam, że powinnaś być kapitanem. Poza tym 

jesteś w klasie maturalnej. To twoja ostatnia szansa.

Hailey zdziwiona osunęła się na oparcie krzesła. Megan zerknęła na trenerkę. Pora, 

background image

żeby do sprawy wtrąciła się osoba reprezentująca władzę.

- No cóż, zaraz mamy mecz. Trzeba podjęć wiążącą decyzję - powiedziała trenerka, 

składając   jakieś   papiery.   -   Meade,   chociaż   zachowałaś   się   szlachetnie,   nie   możemy 

zignorować   woli   drużyny,   więc   zaproponuję   kompromis.   Od   tej   pory   obie   jesteście 

kapitanami. Myślicie, że dacie sobie z tym radę?

Megan spojrzała na Hailey. Wspólne prowadzenie drużyny z tą dziewczyną przez cały 

sezon? Nie była do końca przekonana, że to się im uda bez walki.

- Brzmi nieźle - powiedziała Hailey ostrożnie.

- Za pierwszym razem był remis - zgodziła się Megan.

- Dobrze,   no   to   załatwione   -   oznajmiła   trenerka.   -   A   teraz   przebierajcie   się.   Dziś 

musimy skopać tyłek Czarnym Niedźwiedziom.

Megan zebrała swoje rzeczy i pierwsza opuściła gabinet. Kiedy szły do szatni, Hailey 

dogoniła Megan i ruszyła dalej obok niej.

- Lepiej przygotuj się do tego meczu, nowicjuszko - ostrzegła Hailey, otwierając przed 

Megan   drzwi   do   szatni.   Na   zewnątrz   wydostały   się   podekscytowane   głosy.   Hailey 

uśmiechnęła się lekko.

- Patrz na mnie i się ucz - odpaliła Megan z zarozumiałym uśmiechem. - Patrz i się 

ucz.

Megan   wbiegła   pędem   do   domu.   Nowiny   aż   ją   rozpierały.   Nie   tylko   zdobyła 

ostatniego gola, ale jeszcze cały mecz został rozegrany bez zarzutu. Totalnie górowały nad 

Niedźwiedziami i wszystkie mówiły o tym, że to naprawdę może być ich rok. Hailey i Megan 

poprowadzą   drużynę   do   rozgrywek   stanowych.   No,   może   przesada,   ale   to   też   dodawało 

Megan skrzydeł.

Z sutereny rozległ się głośny, gremialny jęk. Megan zbiegła po schodach bez tchu. 

Caleb i Ian trzymali konsole, Caleb siedział na kolanach Evana. Doug rozpierał się na kanapie 

pod przeciwległą ścianą, a na drugim krańcu skulił się Miller, pogrążony w lekturze „Sporting 

News”. Megan żałowała, że nie ma tu Finna, ale to ją zbiło z tropu tylko na moment.

- Słuchajcie,   chłopaki,   nie   uwierzycie!   Właśnie   pobiłyśmy   Hacketstown   cztery   do 

zera! - zawołała. - Szkoda, że tego nie widzieliście! Poszłyśmy jak burza! Musicie kiedyś 

przyjść na mój mecz. Przysięgam, zobaczycie, jak tworzy się historia.

Nikt nie powiedział ani słowa. Nikt nawet na nią nie spojrzał.

- Halo? Ktoś mnie słyszy? - Megan pomachała ręką.

Miller pochylił głowę niżej nad gazetą. Evan zacisnął szczękę i nie odrywał wzroku od 

telewizora. Caleb zaczął się wiercić, spoglądając to na jednego, to na drugiego brata.

background image

Megan   zrobiło   się   niedobrze.   Oni   ją   ostentacyjnie   ignorowali.   I   na   dodatek   jakoś 

wplątali   w   to   Millera.   Dlatego   nie   było   mu   wolno   siedzieć   z   nią   dzisiaj   przy   lunchu. 

Najwyraźniej odbyła się kolejna narada i wznowiono akcję wymrażania.

Megan pokręciła głową i opuściła wzrok.

- Jesteście niesamowici, chłopaki. - Westchnęła głośno. - Co tym razem zrobiłam?

- Przez ciebie Finn dostał szlaban - odezwał się wreszcie Ian.

- Taa, a miał mnie nauczyć, jak przejść przez drugi poziom w Halo 2 - poskarżył się 

Caleb.

Megan parsknęła śmiechem.

- Chyba sobie żartujecie.

Ale   nikt   się   nie   roześmiał.   Megan   poczuła   żar   i   gorycz.   Jej   ożywienie   zniknęło 

zmiecione falą furii.

- Zamierzacie obwiniać mnie o wszystko, co się wydarzy w tym domu? - spytała.

- Finn nie zwróciłby uwagi na twoje cycki, gdybyś mu nie podetknęła ich pod nos, ot 

co - warknął Doug.

- O mój Boże! Więc waszym zdaniem tak było? - spytała Megan. - Uwiodłam Finna? 

No cóż, to mam dla ciebie małą nowinę, dupku, to on pocałował mnie, jasne? Boże! Czy 

żaden z was nie jest w stanie przyjąć odpowiedzialności za własne postępowanie? Od samego 

początku, kiedy przekroczyłam  próg tego domu, staram się z wami zaprzyjaźnić,  ale wy 

jesteście tak cholernie nieprzystępni, że robicie wszystko, żebym poczuła się źle. Mam tego 

powyżej uszu!

- Oho, uwaga. Mała dziewczynka pokaże nam zaraz atak histerii. - Doug wyrzucił ręce 

w górę.

Caleb i Ian roześmieli się, a Megan popatrzyła na Douga przez zmrużone powieki, aż 

w końcu musiał odwrócić wzrok.

- A wy dwaj się ze mnie nie śmiejcie. - Megan podeszła do Iana i Caleba. - Wiecie, ile 

razy   mogłabym   na   was   naskarżyć?   Wchodziliście   do   mojego   pokoju,   niszczyliście   mi 

ubrania, kradliście kosmetyki, poprzecinaliście opony roweru. Ale ja nie powiedziałam ani 

słowa. Chroniłam wasze głupie tyłki.

Chłopcy wbili oczy w dywan, a Megan ruszyła dalej.

- Miller. Nawet byś nie mógł pogadać z Aimee, gdyby nie ja.

- Gadasz teraz z dziewczynami, ogórasie? - spytał Doug.

- A ty, durna pało! - Megan obróciła się gwałtownie do Douga. - Sam wiesz, że masz u 

mnie wielki dług.

background image

- A co to niby ma znaczyć? - odezwał się po raz pierwszy Evan.

- Z tobą nawet nie będę zaczynała rozmawiać. - Megan zabłysły oczy. - To nie ja 

przespałam się z twoją dziewczyną, jasne? Więc przestań się na mnie za to wyżywać!

Evan patrzył na nią przez długą chwilę, aż wreszcie poddał się i znów wbił wzrok w 

ekran.

- Boże, ale jesteście durni. - Megan pokręciła głową. - Nie interesuje was nic poza 

wami   samymi.   Wcale   nie   wściekacie   się   za   to,   że   Finn   ma   szlaban.   Po   prostu   szukacie 

kolejnej   wymówki,   bo   chcecie   się   poczuć   cholernie   męscy,   bojkotując   mnie.   No   cóż, 

pozwólcie, że wam coś powiem, chłopcy. W moich oczach nie wyglądacie jak mężczyźni, ale 

jak banda rozkapryszonych dzieciaków.

Dougowi zabłysły oczy, a kiedy zobaczył, że Megan widzi, że ubodły go jej słowa, 

zmusił się do śmiechu.

- Och, znakomity argument, Doug. Bardzo dotkliwy. - Megan położyła dłoń na piersi. 

- Trafiłeś mnie prosto w serce.

Zostawiając   za   sobą   milczącą   grupę,   Megan   szybko   weszła   na   pierwsze   piętro   i 

ruszyła do swojego pokoju, a potem zatrzasnęła za sobą drzwi.

W głowie mi się nie mieści, że to zrobiłam.

Na drżących nogach podeszła do łóżka i rzuciła się na materac. W myślach widziała 

gniewny profil Evana, złośliwy grymas Douga, Millera próbującego za wszelką cenę na nią 

nie patrzeć, Iana gapiącego się ostentacyjnie w telewizor, Caleba ze skrzywioną miną. Ulgę 

przyćmił   teraz   wszechogarniający   smutek.   Pokazali,   co   naprawdę   czują.   I   nieważne,   jak 

bardzo się starała, wszyscy jej nienawidzili. Naprawdę, z całego serca.

- Trudno - powiedziała na głos. - To banda debili. I co ją obchodzą tacy idioci? Nic.

Megan   wtuliła   twarz   w   poduszkę   i   przez   następne   pół   godziny  ze   wszystkich   sił 

próbowała się nie rozpłakać.

Megan zatrzasnęła książkę do chemii i spojrzała na zegarek. W ciągu ostatniej godziny 

nie nauczyła się niczego. Pomiędzy rozmyślaniem o tym, że Finn jest tuż obok, w sąsiednim 

pokoju, a ciągłym odtwarzaniem w myślach od nowa awantury z dzisiejszego popołudnia, w 

głowie niewiele miejsca zostawało na okresowy układ pierwiastków.

Obiad minął w pełnym napięcia milczeniu. Megan tylko skubała kurczaka i warzywa 

na swoim talerzu i małymi łykami popijała wodę. Jedzenie w towarzystwie pół tuzina wro-

gów okazało się niemożliwe. Teraz, oczywiście, Megan umierała z głodu.

Złapała plecak i przeszukała go, aż wreszcie znalazła snickersa, którego kupiła po 

lunchu.   Pochłonęła   batona   czterema   kęsami,   ale   żołądek   nadal   bolał   -   czas   wreszcie 

background image

porozmawiać z Finnem.

Na   pewno   słyszał,   co   się   stało   dzisiaj   po   południu.   Jego   bracia   plotkują   bardziej 

zawzięcie niż cała żeńska część Liceum Baker. W sumie Megan trochę się dziwiła, że jeszcze 

do niej nie przyszedł, ale skoro tak, sama do niego pójdzie.

Wyszła na korytarz i zapukała cicho do drzwi Finna.

- Proszę!

Wzięła głęboki oddech i weszła do środka.

- Cześć.

Finn podniósł głowę znad biurka, chyba zaskoczony.

- Cześć. - Oparł dłonie na udach i spojrzał nad ramieniem Megan w stronę korytarza; 

byli sami.

- O co chodzi? - spytała.

- Naprawdę   nie   powinnaś   tu   być   -   powiedział   Finn.   Megan   poczuła,   że   na   sercu 

zaciążył  jej wielki kamień. - Wiem, twoi rodzice są wściekli, ale chyba  nie oczekują, że 

przestaniemy ze sobą rozmawiać?

- Taa... Nie... - Finn wzruszył ramionami i obrócił się na krześle. - Ja tylko... Nie 

uważasz, że powinniśmy poczekać, aż wszystko się trochę uspokoi?

- Jakby to się miało kiedykolwiek zdarzyć w tym domu - zażartowała bez przekonania 

Megan. Przełknęła dławiącą ją grudkę i rozejrzała się wkoło niepewnie. Przyszła tu, żeby 

Finn ją uspokoił i pocieszył, tak jak zawsze to robił. Ale teraz on zaczynał kluczyć, więc 

poczuła się tylko gorzej.

- Posłuchaj... Nie jest mi łatwo... być w pobliżu ciebie - powiedział Finn, wyraźnie 

unikając wzroku Megan.

- Och, no cóż. Przepraszam. - Megan zaczęła się wycofywać.

- Zaczekaj - zawołał Finn.

Ale ona była niebezpiecznie bliska łez i absolutnie nie zamierzała załamać się na jego 

oczach.

- Nie, już sobie idę - wymamrotała.

Finn przełknął ślinę i miał taką minę, jakby chciał coś powiedzieć. To się naprawdę 

działo. Finn nie chciał mieć z nią nic wspólnego. - Wreszcie wróciła do swojego pokoju, ale 

czuła się jak największa idiotka na świecie, Megan z trudem. Na szczęście udało jej się nie 

uronić   ani   jednej   łzy.   Zamknęła   drzwi   i   złapała   klamkę   tylko   po   to,   żeby   się   czegoś 

przytrzymać.  Właśnie straciła wszystko, co znała i ceniła. Przecież Finn był podobno jej 

przyjacielem. A nawet więcej. Całował ją. Przytulał. Dawał poczucie bezpieczeństwa. Tylko 

background image

na nim nigdy się nie zawiodła. A teraz czuła się po prostu porzucona - i totalnie sama.

Złapała   z   biurka   telefon   i   drżącymi   palcami   wybrała   numer.   Nacisnęła   klawisz 

rozmowy i podniosła słuchawkę do ucha, mocno zamykając oczy. Musiała to zrobić, zanim 

zmieni zdanie.

- Major Meade, słucham.

W tej samej sekundzie, w której usłyszała głos ojca, nabrała pewności, że robi dobrze. 

Wiedziała, gdzie powinna być.

- Tato? - powiedziała szybko. - Chcę jechać do Korei.

Od: 

Strzelec5525@yahoo.com 

Do: Zakrę

cona@rockin.com 

Temat: Przewodnik po chłopcach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis dwunasty

Uwaga nr 1: W ogóle nie wiadomo, o co chodzi tym facetom. Myślałam, że mu się podobam, 

Trace. Naprawdę.

background image

ROZDZIAŁ 18

Wyjeżdżasz? Był wtorek wieczorem i matka Megan właśnie zadzwoniła, żeby dać 

znać, że zarezerwowała nocny lot na czwartek. A teraz Megan siedziała w kuchni z Reginą i 

Johnem, którzy patrzyli na nią, jakby właśnie oświadczyła, że zmieniła płeć.

- Rozmawiałam z rodzicami i razem uznaliśmy że to najlepsza decyzja. - Serce waliło 

jej jak młotem. Chciała im powiedzieć jak najmniej. Nie miała  zamiaru mówić ludziom, 

którzy okazali jej tyle serca, że to ich synowie ją stąd wygonili.

- Wiemy, że nie było łatwo, Megan, ale nawet jeszcze nie dałaś sobie czasu, żeby się 

naprawdę zadomowić - odezwała się Regina.

- Ani   nie   dałaś   go   nam   -   dodał   John.   -   Co   możemy   zrobić,   żebyś   się   poczuła 

swobodniej?

- Nie w tym rzecz - wymamrotała Megan. - Byliście dla mnie przemili, naprawdę. Ale 

ja... tęsknię za rodzicami.

Podała całkiem uczciwy powód. Tyle że pozostałych nie zamierzała wymieniać.

- Oczywiście,  że tęsknisz, kotku - powiedziała Regina. - Ale naprawdę chcesz  się 

przenosić   do   Korei?   Kiedy   twój   ojciec   po   raz   pierwszy   do   nas   dzwonił,   mówił,   że   tak 

stanowczo upierasz się, żeby zostać w Stanach.

Megan z trudem przełknęła ślinę, usiłując nie myśleć nad rzeczami, których jej będzie 

brakowało. Meczami z nową drużyną, lunchami z Aimee i innymi dziewczynami, imprezami, 

szkolnymi balami. Ojciec opowiadał jej o liceum, do którego musiałaby uczęszczać w Korei. 

To  była   żeńska  szkoła,  gdzie  obowiązywało   noszenie   mundurków, a  regulamin  zabraniał 

noszenia   makijażu.   Megan   zgadywała,   że   imprez   do   późnego   wieczora   też   tam   nie 

tolerowano.

Oczywiście, po wszystkim co się stało w ciągu ostatnich dwóch tygodni, może tak 

będzie bezpieczniej. Może właśnie potrzebowała strefy wolnej od chłopców.

- Chyba po prostu się pomyliłam - powiedziała Megan. - To za trudne, rozumiecie? 

Przynajmniej kiedy będę z rodzicami, to... sama nie wiem...

Nie miała pojęcia, jak to wyrazić, żeby nie urazić McGowanów. Pragnęła większego 

wsparcia, swojskości, poczucia bezpieczeństwa. Tylko rodzice mogli jej to dać.

Regina i John wymienili długie spojrzenie.

- Możemy coś zrobić, żeby zmienić twoją decyzję? - spytał wreszcie John.

- Nie - powiedziała Megan. - Ale miło wiedzieć, że chcielibyście.

Regina westchnęła i uśmiechnęła się blado.

background image

- No cóż, będziemy za tobą tęsknić - wyznała. - I pamiętaj, że w każdej chwili możesz 

wrócić.

Megan uśmiechnęła się z wdzięcznością. I John, i Regina mieli zmartwione miny, ale 

Megan wiedziała, że w głębi ducha musieli odczuwać ulgę. Jak zaznaczył Doug w rozmowie 

z braćmi, chłopcy mieli idealnie rozpracowany dom. A Megan samym pojawieniem się tutaj 

wszystko   poplątała   i   skomplikowała.   Była   pewna,   że   McGowanowie   trochę   tęsknią   za 

powrotem do tego chociażby powierzchownego ładu, jaki kiedyś panował w ich życiu.

- Posłuchajcie, czy moglibyśmy nie mówić o tym... wszystkim? - spytała Megan. - To 

tylko utrudni sprawę.

Zwłaszcza że synowie natychmiast urządziliby wielką imprezę zwycięstwa.

- Naprawdę uważasz, że to w porządku? - zdziwił się John.

- Chłopcom będzie wszystko jedno, wierzcie mi - powiedziała Megan. - Napiszę im 

maila, obiecuję.

- No cóż, dobrze - zgodził się John.

- Dzięki. - Megan wstała. - To ja zacznę się już pakować. Poszła na górę. Całe ciało jej 

ciążyło.   Myślała,   że  poczuje ulgę  po  rozmowie  z  Johnem  i  Reginą,  ale  tylko  ogarnął   ją 

smutek.

Robisz to, co należy.

Zamknęła cicho drzwi i spojrzała na swoje rzeczy. Czas ruszać w dalszą drogę.

W czwartek wieczorem Megan siedziała na brzegu łóżka, a jej bagaże stały spakowane 

i porządnie ustawione z tyłu na materacu. Stopami nerwowo postukiwała o podłogę. Była 

gotowa   już   od   godziny,   a   samochód   miał   przyjechać   dopiero   za   trzy   kwadranse.   John 

zaproponował, że ją zawiezie na lotnisko, ale odmówiła. Chciała tylko wydostać się stąd. 

Całkowicie zamknąć ten rozdział. Zostawić wszystko za sobą.

Oczywiście teraz, kiedy czas się zbliżał, Megan jasno widziała, że nie uda jej się wyjść 

zupełnie   niepostrzeżenie.   Wszyscy   siedzieli   w   domu   i   zajmowali   się   swoimi   zwykłymi, 

codziennymi sprawami. Kiedy Megan zacznie targać bagaże z góry, na pewno kilka osób 

zwróci na to uwagę.

Będę po prostu musiała sobie z tym poradzić. Niezależnie, co się stanie. Wstała z 

łóżka i zaczęła spacerować po pokoju, uderzając zaciśniętą pięścią o dłoń drugiej ręki. Czuła 

się, jakby zaraz miała stanąć do odpowiedzi przed całą klasą. Nie, sto razy gorzej. Co chwila 

korciło   ją,   żeby   wyjść   z   pokoju,   znaleźć   Finna,   Evana,   Douga   albo   nawet   Millera   i 

powiedzieć, co o nich myśli. To była, mimo wszystko, ostatnia okazja. Tylko po co?

Megan wyjrzała przez okno. Na podwórzu Evan kołysał się apatycznie na hamaku. 

background image

Pod głowę podłożył  sobie jedno ramię i wpatrywał się w niebo. Sądząc po jego smutnej 

minie, myślał o Hailey. Megan nagle nabrała ochoty, żeby mu przyłożyć. Dwa tygodnie temu, 

ile razy spotkała Evana, miała przed oczami świetnego, przyjaznego faceta o pięknej duszy. 

Teraz widziała tylko duże dziecko.

Evan znał już prawdę. Rozeszła się po całej szkole. „Wiedział, że Hailey kłamała. Ale 

czy   chociaż   przeprosił   Megan?   Nie.   Czy   pogodził   się   z   Dougiem?   Nie.   Zupełnie   jakby 

odpowiadała mu rola ofiary.

Tak obserwując Evana, Megan zdała sobie sprawę, że jednak jest pewien powód, dla 

którego   warto   z   nim   pogadać.   Może   znów   zacznie   przypominać   faceta,   którego   kiedyś 

poznała. Może ona zdoła nim wstrząsnąć i go obudzić.

Nagle   zdecydowana,   Megan   zbiegła   po   schodach   prosto   na   podwórze.   Słońce 

zaczynało   właśnie   chylić   się   ku   zachodowi,   wszystko   wkoło   nabierało   łagodniejszego 

wyglądu.

- Muszę z tobą porozmawiać - powiedziała, kiedy Evan usiadł. Obróciła się w stronę 

domu. - Hej, Doug! Znalazłam twojego starego „Playboya”! Jeśli go chcesz odzyskać, to cze-

kam na zewnątrz!

Evan zerwał się z hamaka.

- Nie gadam z nim.

- Owszem, gadasz. - Megan splotła ramiona  na piersi. - Nie sądzisz, że jesteś mi 

winien jedną rozmowę?

Evan nie miał odwagi podnieść na nią oczu.

- Taa,   może  tobie  -  przyznał  w   końcu. -  Ale  nie  jemu.  Doug  wypadł  z  domu  na 

podwórze.   W   tej   samej   chwili,   w   której   zauważył   Megan   i   Evana,   a   przy   tym   brak 

„Playboya”, zawrócił do środka.

- Wyjeżdżam do Korei - oświadczyła Megan. - Mniej więcej za pół godziny.

Evanowi opadła szczęka, Doug stanął jak wryty.  Obrócił się powoli, z uśmiechem 

przylepionym do twarzy.

- Nareszcie - powiedział.

- Taa, no cóż, zanim wyjadę, chciałam wam coś powiedzieć, chłopaki - stwierdziła 

Megan.

- Sławetne ostatnie słowa skazańca? - odezwał się Doug ironicznie.

Ale usiadł na skraju fotela na patio, szeroko rozstawiając nogi i spoglądając na nią z 

wyczekiwaniem.   Evan   też   ani   drgnął.   Megan   wzięła   głęboki   oddech.   Miała   tylko   jedną 

szansę, żeby to zrobić jak trzeba.

background image

- Od małego, zawsze chciałam mieć brata albo siostrę - zaczęła, spoglądając to na 

jednego, to na drugiego z nich. - Myślałam, że to wspaniałe. Mieć kogoś, z kim się można 

wszystkim podzielić, kim mogłabym się opiekować i na kogo uważać, a kto opiekowałby się 

mną i uważał na mnie. Ale patrząc na to, jak wy się nawzajem traktowaliście przez ostatnie 

dwa tygodnie, sama już nie wiem.

Evan wbił wzrok w ziemię, a Doug przewrócił oczami, ale Megan nie przerwała.

- Żeby pozwolić komuś takiemu jak Hailey Farmer... Żeby coś tak idiotycznego i bez 

znaczenia jak seks po pijaku stanęło między wami... - Westchnęła. - Ta dziewczyna was obu 

okłamała. I jednym, i drugim się zabawiła. A wy jesteście braćmi. Na zawsze. A najbardziej 

dobija mnie... że nie macie nawet pojęcia, jacy z was szczęściarze.

Megan podniosła wzrok. Wyraz twarzy Douga się zmienił. I on, i Evan wpatrywali się 

w nią teraz twardym wzrokiem, jakby ze wszystkich sił próbowali zatrzymać w środku to, co 

naprawdę czuli i myśleli. Megan po raz pierwszy uderzyło podobieństwo tych dwóch, tak 

pozornie różnych facetów. Ten sam upór, ta sama ignorancja i, ewidentnie, ten sam gust co do 

kobiet.

- Tak naprawdę to mi was żal, chłopaki. Serio - odezwała się po chwili Megan. - 

Jesteście tak zajęci sobą, że w ogóle nie zdajecie sobie sprawy, jak ranicie najbliższych. Tych, 

którzy was naprawdę kochają. Albo mogliby kochać, gdybyście im dali szansę - skończyła 

Megan, spoglądając na Evana. Podtrzymała jego spojrzenie, aż się zaczerwieniła z wysiłku, a 

on wreszcie zamrugał. Obróciła się do Douga.

- Więc sobie nie wyobrażaj, że to twój błyskotliwy plan wymrożenia wypędził mnie 

stąd, bo tak nie jest - dodała. - Ja po prostu nie mogę znieść towarzystwa  ludzi,  którzy 

uważają, że wszystko im się należy.

Nie   licząc   wieczornych   świergotów   ptaków   na   podwórzu,   panowała   cisza.   Megan 

powiedziała, co miała do powiedzenia, a zdobycie się na taką szczerość podziałało na nią 

ożywczo. Miała wrażenie, że teraz poradzi sobie ze wszystkim. Ogarnęła ją przemożna ochota 

porozmawiania  z Finnem. Zawróciła i z przyzwyczajenia  poszła do szopy, nawet się nie 

zastanawiając, że chłopak miał przecież szlaban na przebywanie w swoim ustroniu. Megan 

pchnęła drzwi i cały jej świat nagle, ze zgrzytem, stanął w miejscu.

Na   sztalugach   dokładnie   naprzeciwko   drzwi   stała   jej   własna   podobizna.   Portret 

namalowany przez Finna. Skończony do ostatniej rzęsy na powiece. Obraz zaparł Megan 

dech w piersiach.

Powoli podeszła do portretu. W niczym nie przypominał wszystkich dotychczasowych 

dzieł   Finna.   To   był   jedyny   portret   en   face.   I   dobrze   oddawał   podobieństwo.   Chociaż 

background image

wizerunek był łagodniejszy. Ładniejszy. Bardziej otwarty. Dziewczyna z obrazu uśmiechała 

się porozumiewawczo, miała promienistą cerę, a grupka piegów rozsianych po całym nosie 

wyglądała wręcz rozczulająco. Ale najbardziej niesamowite były oczy. Wirowało w nich co 

najmniej  siedem odcieni  zieleni i  kilka  subtelnych  złotych  plamek. Czy rzeczywiście  tak 

widział ją Finn? Czy naprawdę uważał ją za tak... piękną?

Megan dotknęła skraju płótna. Farba była zupełnie sucha.

Kiedy on zdążył to skończyć? Nagle sobie przypomniała, że przez kilka ostatnich dni 

miał szlaban. Musiał się więc jakoś zakradać przez cały tydzień, żeby pracować nad obrazem. 

I skończył go. Wreszcie skończył jakiś obraz. Jej portret.

Na podjeździe rozległ się klakson samochodu. Taksówka już przyjechała. Wcześniej.

Po   prostu   jedź!   Megan   usiłowała   się   wewnętrznie   zmobilizować.   Wynoś   się   stąd 

wreszcie, do diabła.

Odwróciła się plecami do spojrzenia własnych oczu i wybiegła po rzeczy. Nie mogła 

już znieść tego miejsca. Za dużo zamieszania, za dużo presji, za dużo wszystkiego. Czas 

wracać do świata wolnego od facetów.

- Uwaga, pasażerowie lotu 233 do Los Angeles - zapowiedziała pracownica serwisu 

naziemnego.  - Zapraszamy na pokład pasażerów rzędów od piętnastego do dwudziestego 

piątego. Proszę przygotować karty pokładowe.

Megan   wzięła   głęboki   oddech   i   spojrzała   na   dziesiątki   osób   zbierających   bagaż 

podręczny i popędzających dzieci. Już od godziny spoglądała na główny hol terminalu. Ku 

własnemu wielkiemu rozgoryczeniu, wyobrażała sobie, że zaraz zobaczy tam znajomą twarz. 

Ze ktoś, ktokolwiek, może przyjdzie się z nią pożegnać. Ale najwyraźniej życie nie wzoruje 

się na filmach. Za niecałe dwadzieścia minut samolot wzbije się w powietrze. Wkrótce już nie 

będzie odwrotu.

Zaciągając paski plecaka na ramionach, wstała i ruszyła do długiej kolejki, która wiła 

się przed bramką pokładową.

Wcale nie masz ochoty się odwracać. Ale mimo wszystko uważała, że to niedobrze, że 

nie pożegnała się z Finnem. Był w domu McGowanów jej najlepszym przyjacielem. Powier-

nikiem. Pierwszym pocałunkiem. Aż nie wierzyła, że wsiada do samolotu do Korei, a nie 

porozmawiała z Finnem po raz ostatni.

- Hej! Megan! Zaczekaj!

Serce Megan podskoczyło w piersi, kiedy błyskawicznie obejrzała się za siebie. Tam. 

Biegł przez tłum, przepychał się przez ludzi, żeby się do niej dostać. Nigdy w życiu nie 

ucieszyła się niczyim widokiem tak, jak teraz widokiem...

background image

Douga.

- A ty się dokąd, do cholery, wybierasz, yo?

Stanął   przed   nią   i   zgiął   się   wpół.   Pot   spływał   mu   po   skroniach,   kiedy   usiłował 

odzyskać oddech. Megan spojrzała w głąb holu, ale nikt inny nie biegł za Dougiem.

Co, u...?

- Jesteś sam? - spytała.

- Muszę usiąść. - Dougowi aż świszczało w płucach. Cofnął się i klapnął na najbliższe 

wolne siedzenie. Megan wyszła z kolejki. Rozejrzała się po terminalu,  podejrzewając, że 

zaraz znajdzie ukrytą kamerę. To musiał być dowcip. Doug za nią gonił?

- Co ty tu robisz? - zapytała, mrużąc oczy. - I jak przeszedłeś przez kontrolę?

- Musiałem kupić bilet. Nieźle, co? - Wyciągnął mały folderek American Airlines. - 

Mogę sobie teraz lecieć do Chicago, jeśli będę miał ochotę.

Megan usiadła na krawędzi krzesła tuż obok chłopaka.

- Doug, poważnie. Ja muszę wsiąść do tego samolotu.

- Chcesz zwiewać, twój interes. - Doug wepchnął pognieciony bilet do tylnej kieszeni 

dżinsów. - Ale najpierw mnie wysłuchaj.

Megan westchnęła i oparła się o krzesło.

- Okay. Masz pięć minut.

- Dobra, słuchaj - zaczął Doug. - Kiedy odjechałaś, pogadaliśmy z Evanem po raz 

pierwszy, odkąd zaczęło się to całe gówno. I za niego mówić nie mogę, nie? Ale ja? Zdałem 

sobie sprawę, że ostatnio zachowywałem się trochę jak dupek.

- Och, zdałeś sobie sprawę? - powtórzyła szyderczo Megan.

- Daj mi skończyć, kobieto! - zawołał Doug.

Megan nagle zrozumiała, ile wysiłku go kosztowała rozmowa z nią, więc zacisnęła 

wargi.

- Byłem   na   ciebie   wściekły   od   początku,   bo   mi   odebrałaś   mój   pokój.   Ale 

zastanowiłem się nad tym i wiem już, czemu mnie tak wkurzasz - powiedział Doug.

Megan uniosła brwi.

- No więc czemu?

- Bo pojawiasz się u nas i robisz te rzeczy... no, wiesz... których nie umie zrobić nikt 

inny - wysapał w końcu Doug. Po raz pierwszy patrzył na Megan i przestał się pilnować. Nie 

krzywił się złośliwie, nie udawał twardziela. Po prostu siedział i rozmawiał. - Na przykład 

sprawiasz, że Miller zaczyna mówić o czymś innym niż o baseballu. A Ian i Caleb się ciebie 

boją. A Sean, no wiesz, czasami teraz wychodzi z garażu. A moja mama? Odkąd zładowałaś, 

background image

to zupełnie inna kobieta. Jest spokojniejsza. .

- Naprawdę?

- No, jakby wyluzowała ją obecność innej dziewczyny. Poważnie. Normalnie w ciągu 

dwóch tygodni walnęła mnie w łeb raptem z raz - wyznał Doug.

Megan nie udało się powstrzymać uśmiechu.

- Poza tym to, co dla mnie zrobiłaś... - ciągnął Doug. - To też było całkiem fajne. Dalej 

nie wiem, dlaczego się za mną wstawiłaś.

- Mam miękkie serce dla beznadziejnych przypadków? - podsunęła Megan i wzruszyła 

ramionami.

- No, nieważne - powiedział Doug. - Dzięki.

- Nie ma za co - mruknęła Megan lekko wzruszona. Wyczuła szczerość w tym jednym 

słowie.

- No więc, słuchaj, nie możesz wyjechać. - Doug wyprostował się i obrócił do Megan. 

- Jeśli znikniesz z horyzontu, Miller się cofnie, a Caleb i Ian wejdą nam na głowę, Sean znów 

się zamieni w pustelnika, a Finn...

Serce Megan drgnęło.

- Finn co?

- Finna to zniszczy. - Doug zajrzał jej w oczy. - Owinęłaś sobie tego faceta wokół 

małego palca, wiesz o tym, prawda?

- Co ty gadasz? - spytała Megan.

- Jak się dowiedział, że wyjeżdżasz, zamknął się w szopie i zabarykadował drzwi. Nikt 

go od tamtej pory nie widział - wyjaśnił Doug. - Kiedy wychodzisz, Sean i Evan usiłowali 

podsadzić Caleba na dach, żeby zajrzał przez świetlik i sprawdził, czy Finn się tam nie zabił. 

Megan z trudem przełknęła ślinę.

- O rany.

Przez kilka chwil siedzieli na plastikowych krzesłach, obserwując, jak kolejka przy 

bramce staje się coraz mniejsza. Megan zastanawiała się nad wszystkim, co usłyszała. Czy to 

naprawdę możliwe, że zmieniła życie McGowanów w takim stopniu, jak twierdził Doug? 

Uważała, że tylko zakłóca im spokój, ale teraz wydało jej się, że rzeczywiście kilka rzeczy 

zdołała zmienić na lepsze.

- Zawsze uważaliśmy, że to świetnie, że nasza mama miała tylko chłopców - wyznał 

Doug, wyzbywając się hiphopowej pozy. - Kto by pomyślał, że w gruncie rzeczy potrzeba 

nam siostry?

Megan opuściła wzrok na swoje dłonie.

background image

- Och, człowieku! Skopiesz mi wreszcie tłusty tyłek? - spytał Doug.

Megan się roześmiała. - Nie.

- No to wracasz ze mną, czy jak? Megan podniosła głowę i westchnęła.

- Mam kilka warunków.

- Wiedziałem. - Doug przewrócił oczami.

- Po   pierwsze,   nie   zgadzam   się   na   łazienkę   przypominającą   parking   dla   tirów   - 

powiedziała Megan. - Musicie zacząć po sobie sprzątać. Żadnych więcej krwawych śladów, 

włosów i dziwnych plam, których pochodzenia nie chcę się nawet domyślać.

- Dobra, dobra - mruknął Doug. - To wszystko?

- Raczej nie - powiedziała Megan. - Macie trzymać się z daleka od wszystkich moich 

rzeczy. Włącznie z rowerem.

- Okay...

- I chcę, żebyście przestali mnie za plecami nazywać Megan Miseczka C. Dougowi 

opadła szczęka. Zarumienił się.

- Skąd o tym wiedziałaś? Megan uniosła brwi.

- No dobra, jasne. Wszystko? - stęknął Doug.

- Myślisz, że możesz to dla mnie załatwić? - spytała Megan.

- No, może będę musiał sprać kilku osobników, ale taa. Nie ma problemu - rzucił 

Doug beztrosko.

- Nikogo nie pobijesz - zastrzegła Megan.

- Nie   mów   mi,   jak   mam   wykonywać   swoją   robotę.   -   Doug   komicznie   strzelił 

kłykciami.

- Okay.  - Megan wstała.  Po raz pierwszy od rana poczuła się spokojna. Pewna.  - 

Wracam.

- Dzięki Bogu! - Doug odetchnął z ulgą. - No to wynośmy się stąd w diabły!

- Ach,   zaczekaj!   Jeszcze   jedno.   -   Megan   zatrzymała   chłopaka.   Doug   zgarbił   się   i 

obrócił do niej.

- Co? Mam ci oddać nerkę?

- Chcę wziąć udział w następnej grze w ultimate frisbee - zażądała Megan.

Doug uśmiechnął się szeroko.

- Grasz z tymi w koszulkach.

Megan odpowiedziała równie szerokim uśmiechem. - Jeszcze zobaczymy.

Megan oparła się mocniej plecami o Seana, dodając gazu na jego harleyu. Pędzili Oak 

Street.   Wiatr   wycisnął   jej   z   oczu   łzy,   kiedy   zapiszczała   z   wielkiej,   wszechogarniającej 

background image

radości. Już prawie zdążyła zapomnieć, jak bardzo lubi jeździć na motorze. Teraz czuła się 

zupełnie,   jakby   właśnie   odzyskała   kończynę,   której   jej   brakowało   przez   ostatnich   kilka 

tygodni.

- Dobra! Wracamy do domu! - zawołał jej do ucha Sean. Megan zwolniła i wjechała 

na podjazd McGowanów Evan,.

Finn, Caleb, Ian i Doug przerwali rozgrywkę ultimate frisbee, żeby popatrzeć. Megan 

zeszła z motocykla i zdjęła kask, ocierając twarz i się śmiejąc.

- Masz   wrodzony   talent.   -   Sean   obdarzył   dziewczynę   jednym   ze   swoich   rzadkich 

uśmiechów.

- Dzięki - odparła Megan.

- W przyszłym tygodniu pójdziemy załatwić ci prawo jazdy ważne w Massachusetts - 

powiedział. - Pogadam też z moim kumplem Deke'em ze złomowiska. Zobaczymy,  może 

znajdzie dla ciebie jakiś motor.

- Naprawdę? - Megan nie wiedziała, co ją zaskoczyło bardziej: propozycja Seana czy 

tak długa jak na niego wypowiedź;

- Uwaga na głowy!

Megan złapała w powietrzu frisbee, zanim zdołało wykłuć jej oko.

- Przepraszam!

Evan pomachał ręką, a potem pobiegł na werandę napić się wody z dzbanka. Odezwał 

się do Megan po raz pierwszy od czasu swoich bardzo nieudanych przeprosin w czwartkowy 

wieczór. Po prostu powiedział, że mu przykro. Od tamtego czasu unikał jej jak ognia.

Megan popatrzyła za Evanem i zobaczyła, że Aimee i Miller siedzą na frontowych 

stopniach   obok   przekąsek,   obserwując   grę.   Rzuciła   frisbee   z   powrotem   chłopakom   i 

pomachała do Aimee, która w odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko.

- Miller i Aimee. Razem w weekend. - Megan aż zagwizdała z podziwu.

- Taa, to po prostu przedziwne - stwierdził Sean, stając obok.

- Yo! Chcecie zagrać, ofiary? - krzyknął Doug ze środka podwórka.

- Wchodzimy! - odparła Megan, podbiegając do nich truchtem.

- Dobra! Ty, ja i Finn przeciwko Evanowi, Seanowi i matołom! - rzucił Doug, kiedy 

Megan stanęła obok.

- Nie jesteśmy matoły! - zaprotestował Ian.

- Taa, i tak sobie dalej wmawiaj - powiedział Doug. Megan pochyliła się do Finna i 

Douga.

- A wiecie, że wy w ogóle nie gracie w ultimate? - spytała. - Sprawdziłam w sieci. 

background image

Robicie to zupełnie na opak.

- My gramy w stylu McGowanów - oświadczył Doug, kiwając głową zarozumiale.

- Co to znaczy? - spytała Megan.

- To futbol w połączeniu z frisbee - wyjaśnił Finn. - A na koniec rozgrywki lubimy 

przybijać sobie piątki i dużo szczekać. Nikt nie wie czemu ani skąd to się wzięło, ale po 

prostu tak robimy.

- Aha - powiedziała Megan z uśmiechem. Miło było znów się znaleźć blisko Finna. I 

normalnie z nim rozmawiać. Oczywiście, nadal się zastanawiała, o czym on myśli.

- No to jaki jest plan gry? - spytała, usiłując się skupić.

Stanęli tak blisko siebie, aż musnęli się ramionami. Puls Megan przyspieszył. Oboje Ż 

Finnem spojrzeli na miejsce, gdzie zetknęły się ich ciała i lekko się od siebie odsunęli. Megan 

wstrzymała oddech.

- Dobra,   ja   udaję,   że   rzucam   do   Finna   i   podaję   do   Megan   -   powiedział   niczego 

nieświadomy Doug. - Zobaczmy, co potrafisz, Strzelec.

- Taa, taa - odparła drwiąco Megan.

Wszyscy klepnęli się nawzajem w dłonie i podeszli na linię. W tej samej sekundzie, 

gdy Doug złapał frisbee, Megan skoczyła w prawo, omijając  Seana, i pobiegła w stronę 

podjazdu, Ian i Caleb deptali jej po piętach. Odwróciła się i zobaczyła, że Doug na niby rzuca 

frisbee do Finna. Evan skoczył, żeby złapać frisbee w powietrzu, ale krążka tam nie było - 

leciał prosto w ręce Megan.

W wyskoku złapała krążek, ale gdy tylko wylądowała na ziemi, Ian i Caleb złapali ją 

za nogi.

- Weźcie   ich   ze   mnie!   -   krzyknęła,   wyrywając   się   chłopakom   i   śmiejąc   do   łez.   - 

Zabierzcie ich!

- Giń, Strzelec! Giń! - wrzeszczał Ian, trzymając się jej ze wszystkich sił.

Finn podbiegł, a wtedy Megan rzuciła do niego frisbee. Ale chłopak zostawił krążek, a 

złapał Caleba i łaskotał go tak długo, aż ten puścił Megan.

- Faul! To nie fair! - krzyczał Ian.

Caleb  turlał się po trawie, chichocząc. Megan potknęła się o niego i przewróciła, 

pociągając za sobą na ziemię Finna. Skłębili się w splątanej masie rąk i nóg, ale Megan 

wiedziała tylko, że leży dokładnie na Finnie mocno przyciśnięta klatką piersiową; jego noga 

znalazła się między jej udami, a jej nadgarstek utkwił pod jego karkiem. Ktoś - chyba Ian - 

siedział Megan na plecach. Dziewczyna nie mogła się wyplątać z kłębowiska.

Ale tak naprawdę niezbyt tego chciała.

background image

- No cóż, nie jest za wygodnie. - Finn roześmiał się, próbując usiąść. - Ian! Złaź z 

Megan!

- Dobra! - Ian posłusznie odturlał się na bok. Złapał z ziemi frisbee i razem z Calebem 

pobiegli przez podwórze, triumfalnie niosąc krążek.

Wreszcie  Finn zdołał usiąść. Megan przykucnęła tuż  obok niego. Oboje  z trudem 

łapali oddech. Chociaż to nie gra tak wpłynęła na Megan.

- Nic ci nie jest? - spytał Finn.

- Nie, a tobie? - Każdym skraweczkiem ciała pragnęła go znów dotknąć.

- Nic - odpowiedział z bardzo szerokim uśmiechem. Podparł się na rękach i stanął na 

czworakach, z twarzą zaledwie o kilka centymetrów od twarzy Megan.

- Cieszę się, że zostałaś - szepnął, owiewając ciepłym oddechem jej policzek.

Megan jakoś udało się odpowiedzieć:

- Ja też.

A potem Finn wstał i wrócił na środek podwórza. Przez moment Megan nie była w 

stanie   ruszyć   się   z   miejsca,   ale   zaraz   podszedł   Doug   i   zaoferował   pomoc,   którą   z 

wdzięcznością przyjęła. Jednym szarpnięciem postawił Megan na drżących nogach.

- No i kto ma teraz zagwozdkę? - zapytał ze złośliwym uśmiechem.

Megan roześmiała się i szturchnęła go w plecy. Wrócili na linię.

- Koleś! Chcę zrobić wymianę! - krzyknął Doug. - Finn za Seana!

- Zrobione - odparł Evan.

- Przyłóż  się do gry - powiedział  Doug do Megan. Megan zbyła  go wzruszeniem 

ramion i stanęła na linii, tym razem dokładnie naprzeciwko Finna i Evana. Finn uśmiechał się 

do   niej   otwarcie,   a   Megan   odwzajemniła   uśmiech.   Serce   jej   szybko   waliło.   Ale   kiedy 

spojrzała na Evana, totalnie zamarło. Bo przyglądał się jej tym intensywnym spojrzeniem. 

Przewiercał ją na wskroś. Zupełnie jak wtedy, kiedy przez ułamek sekundy myślała, że chce 

ją pocałować.

No cóż, to... interesujące.

Doug złapał frisbee. Biorąc głęboki oddech, Megan wskoczyła między Finna a Evana i 

pobiegła w głąb pola. Obaj rzucili się za nią. Frisbee poleciało w powietrze, rysując nad 

głowami chłopców idealny łuk. Wszyscy trzej wyskoczyli i sięgnęli po nie, ale Megan była 

szybsza, wyprzedziła ich i złapała krążek prosto z nieba.

Od: 

Strzelec5525@yahoo.com 

Do: Zakrę

cona@rockin.com 

background image

Temat: Przewodnik po chłopcach

Megan przewodnik po chłopcach

Zapis trzynasty

Uwaga nr 1: Chłopcy są nieprzewidywalni. Może to nic nowego, ale zaczynam dochodzić do 

wniosku, że właśnie to jest w nich najfajniejsze.


Document Outline