background image

JEZUSOWA  GODZINA  

ŚWIĘTA

Napisane 14 czerwca 1944

1.

«Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału 

w Moim Królestwie.» (J 13,8)

Umiłowana   duszo   i   wy   wszyscy,   których   kocham, 

słuchajcie. Ja jestem tym, który mówi do was, bo pragnę z wami spędzić tę 
godzinę.

Ja,   Jezus,   nie   oddalam   was   od   Mojego   ołtarza   i   to   nawet   wtedy,   gdy 
przychodzicie   do   niego   z   duszą   okaleczoną   od   ran   i   chorób   lub   związaną 
namiętnościami, które zabijają waszą duchową wolność, oddając w  niewolę 
ciała i jego króla – Lucyfera.

Jestem  zawsze   Jezusem,   Nauczycielem   z   Galilei,   którego   wielkim   głosem 
wołali trędowaci, paralitycy, niewidomi, opętani, chorzy na padaczkę: “Synu 
Dawida,   ulituj   się”  (Mt   15,22;   Mk   10,47.)  Jestem   tym   samym   Jezusem, 
Nauczycielem, podającym rękę tonącemu i mówiącym mu: “Czemu zwątpiłeś 
we Mnie?” (Por. Mt 14,31). Jestem zawsze Jezusem, Nauczycielem, mówiącym 
do zmarłych: “Wstań i chodź. Chcę tego. Obudź się ze śmiertelnego snu, wyjdź 
ze swego grobu i chodź!”  (Por. Mk 5,41; Łk 7,14) –  i przywracam was tym, 
którzy was kochają.

A   kto   was   kocha,   Moi   umiłowani?   Kto   kocha   was   miłością   prawdziwą, 
nieegoistyczną, niezmienną? Kto kocha was miłością bezinteresowną, wolną od 
chciwości, miłością, której jedynym celem jest to, ażeby oddać wam wszystko 
to,   co   dla   was   zgromadził?   Kto   wam   powie:   “Weź!   Wszystko   jest   twoje. 
Wszystko   to   Ja   uczyniłem   dla   ciebie,   ażeby   było   twoje,   ażebyś   z   tego 
korzystał”. Kto? Wieczny Bóg. Ja właśnie Jemu was zwracam. Temu, który 
was kocha.

Nie oddalam was od Mojego ołtarza. Ten ołtarz jest bowiem Moją katedrą, 
Moim tronem, siedzibą Lekarza uzdrawiającego was z każdej choroby. Stąd 
was pouczam, abyście mieli wiarę. Z tego miejsca, jako Król Życia, Życie wam 
daję. Stąd się pochylam nad waszymi chorobami i uzdrawiam je tchnieniem 
Mojej miłości.

background image

Czynię jeszcze więcej, o dzieci. Schodzę z tego ołtarza i idę wam na spotkanie. 
Oto jestem. Stoję na progu Moich domów, do których zbyt mało was wchodzi. 
Jeszcze   mniej   jest   tych,   którzy   wchodzą   z   mocną   wiarą.   Oto   jestem   jako 
zwiastun pokoju. Pojawiam się na waszych drogach, którymi przechodzicie – 
przygnębieni, struci, spaleni bólem, interesownością, nienawiścią. Wyciągam 
do was ręce, bo widzę, jak zmęczeni zataczacie się pod wielkim ciężarem, który 
sami sobie nałożyliście, a który zajął miejsce krzyża włożonego przeze Mnie w 
wasze ręce, ażeby był wam oparciem jak pielgrzymia laska. I mówię wam: 
“Wejdź!   Odpocznij   sobie.   Napij   się!”   –   gdyż   widzę   wasze   wyczerpanie   i 
pragnienie.

Ale wy Mnie nie zauważacie. Przechodzicie obok Mnie, popychacie Mnie – 
wiele razy z powodu złej woli, wiele razy z powodu zaciemnienia waszego 
duchowego   spojrzenia.   Choć   często   patrzycie   na   Mnie,   wiecie   jednak,   że 
jesteście brudni, więc się nie ośmielacie przybliżyć do Mojego blasku Bożej 
Hostii. Ten Mój  blask  jednak każe Mi  litować  się. Poznajcie Mnie,  ludzie, 
którzy Mi nie ufacie, bo Mnie nie rozpoznajecie.

Słuchajcie. Zechciałem opuścić Wolność i Czystość, które są atmosferą Nieba, i 
zejść do waszego więzienia, w to nieczyste powietrze, ażeby wam pomóc, bo 
was   kocham
.   Jeszcze   więcej   uczyniłem:   pozbyłem   się   Mojej   wolności, 
wolności Boga, i stałem się niewolnikiem ciała. Duch Boży został zamknięty w 
jednym ciele, Nieskończoność ściśnięta w garści mięśni i kości, wystawiona na 
odczuwanie   pragnień   tego   ciała,   któremu   mękę   zadaje   chłód,   słońce,   głód, 
pragnienie, wysiłek. Mogłem istnieć bez tego wszystkiego. Chciałem jednak 
poznać mękę człowieka strąconego ze swego tronu niewinności, ażeby móc was 
bardziej kochać.
 

I jeszcze nie było Mi dosyć. Żeby współczuć, trzeba znosić wszystko, czego 
doznaje   ten,   nad   którym   się   litujemy.   Chciałem   więc   doznawać   ataku 
wszystkich   uczuć,   by  poznać  wasze  walki,  by   pojąć,   jak   przebiegłą   tyranię 
wsącza w waszą krew szatan; by zrozumieć, jak łatwo ulec hipnozie Węża, gdy 
tylko na jedną chwilę spojrzy się w jego fascynujące spojrzenie zapominając, że 
życie znajduje się w światłości. Wąż bowiem nie żyje w światłości. Pełznie on 
w   ciemne   ustronia,   sprawiające   wrażenie   miejsc   wypoczynku,   a   będące 
miejscami   zdradliwymi.   Dla   was   te   mroki   noszą   imiona:   kobieta,   pieniądz, 
władza, egoizm, zmysłowość, ambicja. Zaćmiewają Światłość, którą jest Bóg. 
Pomiędzy nimi jest Wąż - szatan. Wydaje się naszyjnikiem, a w rzeczywistości 
jest duszącym was sznurem. Chciałem to poznać, bo was kocham

Jeszcze i to Mi nie wystarczyło! Mnie by to może wystarczyło, ale Ojcowska 
Sprawiedliwość mogłaby powiedzieć Ciału [Jego Syna]: “Tyś pokonał podstęp. 

background image

Człowiek zaś – mający ciało jak Ty – nie potrafi jej pokonać, dlatego niech 
będzie ukarany, bo nie mogę wybaczyć nieczystemu”. Wziąłem więc na Siebie 
wasze nieczystości przeszłe, teraźniejsze i przyszłe – wszystkie. [Wziąłem na 
Siebie]   więcej   niż   Hiob  (Hb   2,8)  uwalany   gnojem,   pokryty   ranami.   Kiedy 
przygniatały Mnie grzechy całego świata, nie ośmielałem się już więcej ponieść 
oczu, by szukać Nieba. Wzdychałem, odczuwając nad Sobą Ojcowski gniew, 
nagromadzony  przez  wieki. Byłem świadomy  przyszłych grzechów  –  potop 
grzechów ziemi od świtu do nocy, potop przekleństwa nad Winnym, nad Ofiarą 
za Grzech. 

O,   ludzie!   Byłem   bardziej   niewinny   od   maleństwa,   które   matka   całuje 
powracając z nim z chrztu! 

Widząc   Mnie   takim,   przeraził   się   Najwyższy,   gdyż   byłem   Grzechem,   bo 
wziąłem na Siebie cały grzech świata. Pociłem się z obrzydzenia. Krwią się 
pociłem ze względu na odrazę do tego trądu, który spoczął na Mnie – Istocie 
Niewinnej. Krew rozrywała Mi żyły z obrzydzenia do tego cuchnącego bagna, 
w którym byłem zanurzony. Kiedy miałem przejść przez tę udrękę i wycisnąć 
Moją krew z Serca, dołączyła się jeszcze gorycz, że jestem przeklęty, bo w 
owym czasie nie byłem Słowem Bożym: byłem Człowiekiem... Człowiekiem – 
Winnym

Czyż mogę Ja, który tego doświadczyłem, nie pojmować waszego poniżenia i 
nie kochać was dlatego, że jesteście poniżeni?  Kocham was właśnie z tego 
powodu. 
Żeby was kochać i nazywać “Bracia!”, wystarczy, że przypomnę sobie 
tę godzinę. To jednak, że Ja was tak nazywam nie wystarczy, żeby Ojciec mógł 
was nazwać “dziećmi”. A Ja chcę, żeby On was tak nazywał. Jakim byłbym 
Bratem, gdybym nie chciał was mieć ze Sobą w Ojcowskim Domu?

Dlatego mówię wam: “Przyjdźcie, a Ja was obmyję. Nikt nie jest aż tak brudny, 
aby go Moja kąpiel nie zdołała oczyścić. Nikt nie jest aż tak czysty, żeby nie 
potrzebował   Mojego   obmycia.   Przyjdźcie!   Nie   jest   to   zwykła   woda,   lecz 
cudowne źródła, które leczą rany i choroby ciała. Więcej jeszcze: to źródło 
wytryska z Mojej piersi”.

Oto   rozdarte   Serce,   z   którego   płynie   obmywająca   woda.   Moja   Krew   jest 
najczystszą wodą, istniejącą we wszechświecie. W niej niszczą się choroby i 
niedoskonałości. Wtedy znowu wasza dusza staje się biała i godna – godna 
Królestwa. 

Przyjdźcie! Pozwólcie, żebym wam powiedział: “Ja odpuszczam ci grzechy!” 
Otwórzcie   przede   Mną   serca.   W   nim   są   korzenie   waszego   zła.   Pozwólcie, 
żebym Ja do nich wszedł. Pozwólcie, że odwiążę wasze bandaże. Czy nie budzą 

background image

w   was   obrzydzenia   wasze   rany?   Kiedy   je   obejrzycie   w   Moim   świetle, 
wyglądają prawdziwie, takie jakie są: rojące się od obrzydliwych robaków. Nie 
patrzcie na nie. Patrzcie na Moje rany. Pozwólcie, że Ja to zrobię. Mam łagodną 
rękę.   Odczujecie   tylko   pieszczotę...   i   wszystko   zostanie   uzdrowione. 
Odczujecie tylko pocałunek, łzę i wszystko będzie oczyszczone. 

O, jak piękni będziecie wtedy wokół Mego ołtarza! Aniołowie między aniołami 
Cyborium!   Wtedy   bardzo   się   rozraduje   Moje   Serce.   Jestem   bowiem 
Zbawicielem i nikim nie pogardzam.  Jestem także Barankiem, który pasie się 
między liliami, i cieszę się, kiedy otacza Mnie blask i czystość, bo aby uczynić  
was czystymi, przyjąłem [ziemskie] życie i oddałem je. 

O,   widzę,   jak   Ojciec   uśmiecha   się   do   was.   Dostrzegam   i   Miłość,   która 
opromienia was swoimi blaskami, bo nie jesteście już zabrudzeni grzechem! 

Przyjdźcie   do   Źródła   Zbawiciela.   Niech   Moja   Krew   popłynie   na   skruszoną 
duszę i niech Mój głos powie: “Ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i 
Syna, i Ducha Świętego.”

2.

«Jeden z was Mnie zdradzi.» (Mt 26,21; Mk 14,18; Łk 22,21-22; J 

13,21

)

Jeden z was! Tak, w proporcji: jeden na dwunastu. Jeden z was Mnie zdradza. 
Każda zdrada jest większą męką niż uderzenie włócznią. Patrzcie na ludzką 
naturę   waszego   Odkupiciela:   od   głowy   do   stóp   cały   w   ranach.   Biczowanie 
przeraża   osobę   nad   nim   rozmyślającą,   a   stanowi   agonię   dla   tego,   kto   go 
doświadcza. Jest to jednak groza jednej godziny, a wy, którzy Mnie zdradzacie, 
biczujecie Mi Serce i czynicie to przez wieki. 

Kochałem   was.   Kocham   was.   Lituję   się   nad   wami.   Wybaczam   wam. 
Obmywam was, wylewając Krew, aby sporządzić kąpiel oczyszczającą. A wy 
Mnie zdradzacie. Jestem Słowem Bożym. Doznaję uwielbienia w Niebie. W 
tym Niebie nie przebywam jednak tylko jako Duch. Jestem tu też z Ciałem. 
Ciało zaś posiada uczucia i pragnienia. Dlaczego bez przerwy chcecie we Mnie 
odnawiać ten wyniszczający ogień, którym jest bliskość zdrajcy? Czy Niebo 
jest daleko? Nie, zdradzające Mnie dzieci.  Jestem blisko was. Jestem wśród 
was, a wy palicie Mnie płomieniem waszych zdrad. 

Patrzę,   szukając   pociechy   u   wielu   osób   z   różnych   warstw   społecznych.   W 
każdej   grupie   spotykam   spojrzenie   zdrajcy.   Dlaczego   Mnie   zdradzacie? 
Przebywam wśród was, aby wyświadczać dobro. Dlaczego więc chcecie Mi 

background image

odpłacić   złem?   Przynoszę   wam   Moje   dary.   Dlaczego   ciskacie   we   Mnie 
kąsającymi żmijami? Nazywam was “przyjaciółmi”. Dlaczego odpowiadacie 
Mi: “Przeklęty”? Co wam uczyniłem? Czy znacie człowieka bardziej ode Mnie 
cierpliwego, lepszego?

Spójrzcie. Kiedy jesteście szczęśliwi, nikt was nie opuszcza. Ale gdy płaczecie, 
gdy tracicie bogactwa, gdy przychodzi jakaś zakaźna choroba, wtedy wszyscy 
was opuszczają. Ja zaś pozostaję. Co więcej, przyjmuję was właśnie wtedy, 
gdyż dopiero w tym czasie przychodzicie. Nie macie przecież więcej nikogo, 
kto by z wami płakał i rozmawiał. Wtedy dopiero przypominacie sobie o Mnie. 
Ale nie mówię wam: “Odejdź, nie znam cię!”. Mógłbym to powiedzieć, bo 
rzeczywiście   –   gdy   byliście   bogaci,   zdrowi   i   szczęśliwi   –   nigdy   nie 
przychodziliście do Mnie, aby powiedzieć: “Jestem zdrowy, szczęśliwy i za to 
Ci dziękuję”.

To   nic.   Nie   żądam  nawet   tego   od   osoby,  która   nie   jest   jeszcze   olbrzymem 
miłości
.   Nie   żądam   nawet   “dziękuję”.   Wystarczyłoby   Mi,   gdybyście 
powiedzieli tylko: “Jestem szczęśliwy”. Powiedz Mi to. Nie uważajcie Mnie za 
obcego! Przypomnijcie sobie o Mnie, że istnieję. Miejcie choć jedną myśl dla 
Jezusa!
 “Dziękuję” – powiedziałbym już Ja sam za was Bogu, Ojcu Mojemu i 
waszemu. Nigdy jednak nie przychodzicie. Mógłbym powiedzieć: “Nie znam 
was”. Tymczasem rozpościeram ramiona i mówię: “Przyjdź, płaczmy razem”.

Spójrzcie:  jestem   w   więzieniach.  W   małych,   poniżających   celach   siedzę   na 
pryczy skazańca i mówię mu o prawdziwej wolności, innej niż ta za czterema 
ścianami, która nie boi się już, że dotknie ją wina podlegająca karze. A przecież 
ten więzień należy do tych, którzy Mnie zdradzili, łamiąc Moje prawo miłości. 
Może zabił. Może okradł. Ale teraz Mnie wzywa. Już biegnę do niego. Świat 
nim pogardza, a Ja go kocham. Powiedziałem: “Przyjacielu” – do tego, który 
Mnie   zabijał   i   pozbawiał   życia  (Por.   Mt   26,50).  Mogę   więc   mówić: 
“Przyjacielu” – i do tego nieszczęśnika wracającego do Mnie.

Jestem przy chorych jak płomień miłości. Ich gorączka poznaje Moją czułość; 
ich pot – Moją chustę; ich niemoc – Moje podtrzymujące ramię; ich troski – 
Moje słowo. A przecież chorują dlatego, że zdradzili Moje prawo. Służyli ciału. 
I ciało – wściekłe zwierzę – uległo zniszczeniu i niszczy ich teraz, za życia. 

Jednak Ja jestem Jedynym, którego nie wyczerpuje ich zło. Czuwam przy nich, 
cierpię z nimi, uśmiecham się do ich nadziei. Gdy zaś widzę, że Ojciec tego 
chce, urzeczywistniam je. Kiedy jednak wiem, że postanowiona mu śmierć, 
wtedy biorę Mojego brata, drżącego przed tajemnicą śmierci i wzywającego 
Mnie. Mówię mu: “Nie bój się. Sądzisz, że to ciemność. To jest  światłość
Myślisz, że to ból. To jest  radość. Podaj Mi rękę. Znam śmierć. Poznałem ją 

background image

przed tobą. Wiem, że to tylko jedna chwila i że Bóg pomaga w nadprzyrodzony 
sposób, przytępiając zmysły, by dusza nie załamała się w tej ostatniej walce

Zaufaj. Wpatruj się we Mnie, tylko we Mnie. Widzisz? Przeszedłeś próg. Pójdź 
teraz ze Mną do Ojca. Teraz też się nie lękaj. Jestem z tobą. Ojciec kocha tego, 
kogo Ja kocham.”

Jestem w opustoszałych domach.  Niegdyś rozbrzmiewały wesołymi głosami. 
Teraz weszła w nie śmierć i bieda. Kto pozostał – mieszka sam. Przyjaciele 
uciekli. Ukochani są daleko, ze względu na pracę albo z powodu śmierci. Na 
niebie świeci słońce, ale ten samotny człowiek cały jest w ciemności. Spokój 
panuje   w   nocnym   mroku,   ale   ten,   kto   pozostał,   nie   doznaje   spoczynku.   A 
przecież wiele razy w tym domu Mnie zdradzono, czyniąc ze stworzeń bożki. 
Bałwochwalczo kochali stworzenia, zdradzając Moje prawo. Ja jednak wchodzę 
i przychodzę rozświetlić jednym promieniem tę ciemność, wlać spokój tam, 
gdzie jest burza.  Ten ocalały Mnie wezwał... Może była to przelotna myśl... 
Może   pozbawiona   prawdziwej   woli...   żeby   Mnie   posiąść.   Ale   Ja   idę 
natychmiast. 

O, proszę jedynie, byście pozwolili Mi być z wami. Każda myśl o minionym 
błędzie ginie, gdy Mnie wołacie: “Jezu!”

Nie   biczujcie   Mi   jednak   Serca.   Jest   już   przecież   otwarte   i   rozdarte.   Nie 
zatruwajcie Jego ran. Tym, którzy zrozumieli Mój ból – ból zdradzonej istoty – 
mówię:   “Jeden   z   was   Mnie   zdradzi.   Dajcie   Mi   swą   wierną   miłość   zamiast 
balsamu”.   Mówię   to   do   wszystkich.   Jako   Bóg   –   do   Moich   umiłowanych 
świętych. Jako Jezus – do grzeszników, Moich umiłowanych, gdyż także oni, 
grzesznicy – dla których stałem się Jezusem – mogą wyleczyć tę Moją ranę. 

Samarytanami jesteście? Wiem o tym. Ale Moja przypowieść mówi o dobrym 
Samarytaninie, który opatruje rany nie opatrzone przez synów Prawa, idących z 
pośpiechem dalej, przejętych myślą o służeniu Bogu  (Por. Łk 10,29-37).  Nie 
wiedzą,   że  Bogu   służy   się   bardziej   przez   miłość   niż   przez   wykonywanie 
[pobożnych] praktyk.

Ja jestem tym Rannym, umierającym na waszych drogach. Rozbójnicy napadli 
Mnie i z szat obdarli.  Rozbójnicy,  którzy niegodnie wykorzystują Moją ofiarę 
Boga,   który   stał   się   ciałem.  Obdarli   Mnie   z   szat,   niszcząc   herezjami   wiele 
Moich przymiotów. Obrabowali Prawdę, gdyż zafascynowała ich lśniąca szata. 
Nie   wiedzą   jednak,   że   ona   lśni   dlatego,   że   przywdział   ją   ten,   który   jest 
Słońcem. W ich rękach – pokrytych brudem ich pysznych myśli – pozostaje 
ona nędzną szmatą.  Prawda jest prawdą i swoim światłem rozświetla każdą 
rzecz, kiedy ogląda się ją w zjednoczeniu z Bogiem. Oddzielona zaś od Boga  
staje się barbarzyńską mową. Prawda to Wiedza i Mądrość, ale oderwana od 

background image

Boga staje się chaosem. 

Wyleczcie Mnie, jak Samarytanie. Dajcie Mi swoją oliwę i wino: oliwę miłości 
i wino skruchy waszego ja.
 Wyleczcie Mnie. Nie gardzę wami. Niech wam ta 
grzesznica obmywająca Moje zmęczone nogi powie, czy gardzę grzesznikiem 
(Łk 7,36-50).

Nie zdradzajcie Mnie już więcej! Idźcie i nie grzeszcie więcej! Wszystko wam 
przebaczam,  gdy  wszystko   w   was   Mnie   kocha.   Dajcie   Mi   jeden   szczery 
pocałunek.   Moje   oblicze   pali   pocałunek   zdrajcy.  Wyleczcie  je   pocałunkiem 
wierności. 

3.

«Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem» (Por. J 

13,34

)

Od kolebki po krzyż, od Betlejem po Górę Oliwną – kochałem was. Chłód i 
ubóstwo Mojej pierwszej nocy na świecie nie przeszkodziły Mi kochać was 
Moim Duchem. Wyniszczyłem samego Siebie do tego stopnia, że Ja, Słowo, 
nie umiałem wtedy nawet wypowiedzieć: “Kocham was”. Powiedziałem wam 
te słowa Moim Duchem, który jest nierozłączny od Ducha Ojca i z Nim działa 
w niewyczerpanej aktywności.

Agonia Mojej ostatniej nocy na ziemi też nie przeszkodziła Mi was kochać. 
Przeciwnie,   miłość   osiągnęła   najwyższe   szczyty.   Płonęła   nawet   jeszcze 
większym żarem, pochłaniając wszystko, co nie było miłością. Wycisnęła krew 
z Moich żył – wraz ze wstrętem do grzechu i z bólem wywołanym poczuciem 
opuszczenia przez Ojca.

Jaka miłość jest większa od tej, która kocha, choć wie, że jest nienawidzona? Ja 
was tak umiłowałem. Pierwszym gestem Moich rąk była pieszczota. Ostatnim – 
błogosławieństwo. A między tymi dwoma gestami Moich rąk – pierwszym, 
zrodzonym w mroku zimowej nocy, a ostatnim, w blasku gorącego letniego 
poranka – były trzydzieści trzy lata przejawów miłości. Odpowiadały im takie 
same   odruchy   miłości:   miłość   [wyrażająca   się   w]   cudach,   miłość   w 
pieszczotach   małych   dzieci,   miłość   przyjaciół,   miłość   nauczyciela,   miłość 
dobroczyńcy. Miłość, miłość, miłość...

I   miłość   nadludzka   podczas   Ostatniej   Wieczerzy.  Moje   ręce,   zanim   zostały 
związane   i   przebite,   obmywały   nogi   apostołom   –   nawet   temu,   któremu 
pragnąłem obmyć serce. Te ręce łamały chleb.  I łamałem Serce wraz z tym 
chlebem. Dawałem je wam,
 bo wiedziałem o Moim bliskim powrocie do Nieba, 

background image

a nie chciałem pozostawić was samych. Wiedziałem, jak łatwo zapominacie o 
sobie. Chciałem więc, abyście – jak bracia siedzący za tym samym stołem – 
mówili jeden do drugiego: “Należymy do Jezusa”.

Jaka miłość jest większa od tej, która umie kochać tego, kto jej zadaje mękę? Ja 
właśnie taką miłością kochałem. I za was modliłem się, gdy umierałem.

Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem.  Nienawiść gasi światło. 
Nawet zwykła uraza zaćmiewa pokój. Bóg jest pokojem, światłością, gdyż Bóg  
jest miłością
. Jeśli jednak nie kochacie – albo nie kochacie się tak, jak Ja was 
umiłowałem
 – nie będziecie mogli posiąść Boga.

Jak Ja was kochałem. Czyli bez pychy. Z tego tabernakulum, z tego krzyża, z 
tego Serca wychodzą tylko słowa pokory. Jestem Bogiem i jestem waszym 
Sługą. Przebywam tu i czekam, aż Mi powiecie: “Jestem głodny” – a dam wam 
Chleba. Jestem Bogiem, a ukazuję się waszym oczom na drzewie będącym 
haniebną   szubienicą,   obnażony   i   przeklęty.   Bogiem   jestem,   a   proszę   was, 
żebyście kochali Moje Serce. Proszę was. Z miłości do samych siebie, bo gdy 
kochacie,   wyświadczacie   dobro   samym   sobie.   Jestem   Bogiem.   Z   waszą 
miłością lub bez niej zawsze jestem Bogiem. Z wami tak nie jest.  Bez Mojej 
miłości jesteście niczym: prochem
.

Pragnę, abyście byli ze Mną. Chcę was mieć tutaj. Pragnę z waszego prochu 
uczynić światło szczęśliwości.  Nie  chcę,  żebyście umarli,  lecz  abyście żyli. 
Ponieważ jestem Życiem, pragnę, abyście i wy mieli Życie. 

Miłujcie się bez żadnych form egoizmu. Inaczej byłaby to miłość nieczysta, 
skazana   na  śmierć  z  powodu  choroby.  Miłujcie,   pragnąc  dla   innych  więcej 
dobra niż dla samych siebie
. To bardzo trudne. Wiem o tym. Ale czy widzicie 
ten Eucharystyczny Chleb? On rodził męczenników. Byli stworzeniami takimi 
jak wy: bojaźliwymi, słabymi, posiadającymi nawet wady. Ten Chleb uczynił 
ich bohaterami.

W pierwszym punkcie wskazałem wam na Moją Krew, która was oczyszcza. W 
trzecim punkcie – aby was uczynić świętymi – wskazuję wam ten Stół i Chleb. 
Krew z grzeszników uczyniła was sprawiedliwymi. Ten Chleb sprawiedliwych 
czyni   świętymi.   Kąpiel   oczyszcza,   ale   nie   karmi;   odświeża,   krzepi,   ale   nie 
przemienia ciała w ciało. Pokarm natomiast staje się krwią i ciałem – staje się 
wami. Moje Pożywienie staje się wami.

O, pomyślcie! Spójrzcie na małe dziecko. Dzisiaj je swój chleb i jutro znowu, 
pojutrze   i   następnego   dnia   podobnie.   I   oto   staje   się   człowiekiem   wysokim, 
silnym, pięknym. Czy to matka go takim uczyniła? Nie. Matka go poczęła, 

background image

nosiła,   wydała   na   świat,   karmiła   mlekiem   i   kochała,   kochała,   kochała.   Ale 
gdyby maluch zamiast mleka miał tylko kąpiele, pocałunki i miłość, umarłby z 
głodu. To maleństwo stało się dorosłym człowiekiem dzięki pokarmowi, który 
spożywało. Stał się dojrzałym człowiekiem dlatego, że każdego dnia spożywał 
pokarm.

Tak   samo   jest   z   waszym   duchowym  ja.   Jeśli   karmicie   je   prawdziwym 
Pokarmem, który z Nieba zstępuje, wtedy z Nieba przynosi on wam wszystkie 
siły i czyni was dojrzałymi w Łasce
. Dojrzałość pełna sił i zdrowia jest zawsze 
dobrem.   Popatrzcie,   jak   łatwo   znaleźć   człowieka   osłabionego,   który   jest 
szorstki, surowy, ordynarny, bezlitosny i niecierpliwy. Mój Pokarm uczyni was 
zdrowymi   i   silnymi   w   męstwie   ducha,   abyście   umieli   kochać   innych   ludzi 
bardziej niż samych siebie – tak jak Ja was umiłowałem.

Popatrzcie,   dzieci.  Nie   kochałem   was   jak   samego   siebie,   lecz   bardziej   niż 
samego siebie – do tego stopnia, że poszedłem na śmierć, aby was wybawić od 
śmierci
. Jeżeli będziecie w ten sposób kochali, poznacie Boga. Czy wiecie, co 
wam chcę powiedzieć  mówiąc:  poznacie Boga?  Chcę powiedzieć:  doznacie 
prawdziwej Radości, prawdziwego Pokoju, prawdziwej Przyjaźni.

O, Przyjaźń, Pokój, Radość Boga! To nagroda przyobiecana błogosławionym. 
To jest dane temu, kto miłuje na ziemi całym sobą.

Miłość – żeby była prawdziwa – to nie słowa, lecz czyny. Aktywna jak jej 
źródło – Bóg. Nigdy nie męczy się działaniem – nawet pomimo rozczarowań 
przychodzących od braci. Biedna jest ta miłość, która osłabła niczym ptak ze 
słabymi skrzydłami, kiedy je zrani jakaś przeszkoda. Prawdziwa miłość, nawet 
gdy jest zraniona,  wznosi się. Gdy nie potrafi już wzlecieć, wspina się przy 
pomocy pazurów i dzioba – byle tylko nie leżeć w cieniu, na lodzie, byle tylko 
wydostać się na słońce, będące lekiem na każdą chorobę. Gdy tylko trochę się 
umocni, ponownie podejmuje lot. Miłość idzie od Boga ku braciom i od nich ku 
Bogu – anielski motyl, który przynosi pyłek kwiatowy z niebiańskich ogrodów, 
aby   zapylić   ziemskie   kwiaty.   W   zamian   zanosi   Bogu   zapachy,   porwane 
najpokorniejszym kwiatom, aby je przyjął i pobłogosławił. 

Biada jednak, jeżeli się oddali od słońca! Tym Słońcem jest Moja Eucharystia
Przez Nią Ojciec błogosławi, Duch – kocha, a Ja, Słowo – działam.

Przyjdźcie i jedzcie. Gorąco pragnę, abyście spożywali ten właśnie Pokarm. 

4.

«Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa Moje w was, 

background image

poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni» (J 15,7).

Zstępuję do was i staję się waszym pokarmem. Ja – jako Centrum, którym 
jestem – przyciągam was do Mnie. Wy Mną się żywicie, ale jest jeszcze inna 
przyczyna: Ja się karmię wami. Są to dwa nie nasycone i stałe pragnienia. 
Winorośl żywi swe latorośle, ale to te odrośle tworzą winorośl. Woda karmi 
morza, ale i morza karmią wodę, wznosząc się przez parowanie, by ponownie 
opaść.   Musicie   więc   trwać   wy   we   Mnie   tak,   jak   Ja   w   was.   Gdybyście   się 
oddzielili, umarlibyście wy – nie Ja. 

Jestem pokarmem dla ducha i pokarmem dla myśli. 

Duch pożywia się Ciałem jedynego Boga. Duch ludzki został dany człowiekowi 
przez Boga, dlatego nie może mieć za pokarm czegoś innego jak tylko to, co jest  
jego źródłem.

Myśl zaś karmi się Moim Słowem, które jest Myślą Boga. O, wasza myśl! 
Inteligencja czyni was podobnymi do Boga, bo jest w niej  pamięć, rozum i 
wola.
 Tak samo w waszym duchu – niematerialnym, wolnym i nieśmiertelnym – 
kryje się podobieństwo do Boga.

Aby wasza myśl była zdolna  pamiętać, pojmować, pragnąć  dobra,  musi się 
żywić Moją nauką.
 Ona przypomina wam dobrodziejstwa i dzieła Boże, to kim 
Bóg jest i co Mu zawdzięczacie. Ona pomaga wam zrozumieć dobro i odróżnić 
je od zła. Ona sprawia, że pragniecie czynić dobro. Bez Mojej nauki stajecie się 
niewolnikami  innych nauk, które – choć noszą nazwę “nauka” – są jednak 
błędami. Jak łodzie bez busoli i steru bliscy jesteście zatonięcia. Zmieniacie 
kurs. Jak możecie tak mówić: “Bóg mnie opuścił”, skoro to przecież wy Go 
opuściliście? 

Trwajcie we Mnie. Jeśli nie trwacie we Mnie, to znak, że Mnie nienawidzicie. 
Ojciec   Mój   nienawidzi   tego,   kto   Mnie   nienawidzi.   Kto   bowiem   Mnie 
nienawidzi, nienawidzi również Ojca – ponieważ  Ja i Ojciec jedno jesteśmy. 
Pozostańcie   we   Mnie.   Zróbcie   tak,   aby   Ojciec   nie   mógł   odróżnić   winnego 
krzewu od latorośli. Bądźcie do tego stopnia ze Mną zjednoczeni. Sprawcie, 
aby Ojciec nie potrafił dojrzeć, gdzie “kończę się” Ja, a gdzie “zaczynacie się” 
wy. Niech tak pełne będzie podobieństwo. Kto kocha, ten upodabnia się do 
ukochanej osoby – przejmuje nawet jej modulację głosu, sposób mówienia i 
gesty.

Pragnę,   abyście   byli   drugimi   Jezusami.   Pragnę,   abyście   otrzymali   to,   o   co 
prosicie, i nie doznali odmowy
. Zjednoczeni ze Mną będziecie prosić tylko o to, 
co dobre. Chcę, abyście otrzymali nawet więcej, niż poprosicie, bo Ojciec stale 

background image

wylewa Miłość i Swe skarby na Syna. Kto zaś trwa w Synu, ten korzysta z tego 
nieskończonego   udzielania,   którym   jest   Boża   Miłość,   radująca   się   Swoim 
Słowem i pulsująca w Nim.
  Ja jestem Ciałem, a wy jego członkami. Dlatego 
Radość – która Mnie ogarnia i pochodzi od Ojca – a także Moc i Pokój oraz 
wszelka doskonałość, która krąży we Mnie, przelewa się na was, Moi wierni, 
którzy stanowicie część Mnie samego: część nierozerwalną teraz i potem.

Przyjdźcie i proście. Nie bójcie się prosić. Możecie prosić o wszystko, gdyż 
Bóg   potrafi   wszystkiego   udzielić.   Proście   dla   siebie   i   dla   innych.  Tak   was 
nauczyłem. Proście dla tych, którzy byli, są i będą. Polecajcie Bogu wasz dzień 
i waszą wieczność. Proście i módlcie się za tych, których kochacie.

Proście,   proście,   proście!   Za   wszystkich.   Za   dobrych,   żeby   im   Bóg 
pobłogosławił;   za   złych,   żeby   ich   Bóg   nawrócił.   Mówcie   ze   Mną:   “Ojcze, 
wybacz im” (Łk 23,34). Proście o zdrowie, o pokój w rodzinie, na świecie, o 
pokój w wieczności. Proście o świętość. Tak, również i o nią. Bóg jest Święty i 
jest   Ojcem.   Proście   Go,   aby   wraz   z   życiem,   które   podtrzymuje,   dał   wam 
świętość – dzięki tej Mocy, która pochodzi od Niego.
 

Nie bójcie się prosić. O chleb codzienny i o codzienne błogosławieństwo. Nie 
jesteście samym ciałem ani nie jesteście samym duchem. Proście, a będzie wam 
dane. Nie bójcie się, że jesteście zbyt śmiali. Proszę dla was o Moją chwałę. Co 
więcej, udzieliłem wam jej, abyście byli podobni do Nas, którzy was kochamy, 
aby świat poznał, że jesteście dziećmi Boga.

Przyjdźcie! W Moim Sercu jest wasz Ojciec. Wejdźcie, aby was rozpoznał i 
powiedział:   “Niech   będzie   wielka   radość   w   Niebiosach,   gdyż   ponownie 
odnalazłem syna, którego ukochałem” (Por. Łk 15,11-32).