background image

    

Subject: 

Subject: 

Subject: 

Subject:     

Edward Cullen 

Edward Cullen 

Edward Cullen 

Edward Cullen 
AKA 

AKA 

AKA 

AKA     
The Womanizer

The Womanizer

The Womanizer

The Womanizer    
    
    

Autor: ericastwilight 

Beta: aghnessa 

background image

1

11

1

 

 

1. Wprowadzenia i ustalenia

1. Wprowadzenia i ustalenia

1. Wprowadzenia i ustalenia

1. Wprowadzenia i ustalenia    

 
 

****Wtorek

Wtorek

Wtorek

Wtorek****    

 

~Bella 
 

Przeszłam  przez  restaurację,  podążając  za  hostessą  do  stolika  na  tyłach 

pomieszczenia,  gdzie  czekała  na  mnie  czwórka  ludzi.  Byli  moimi  potencjalnymi  klientami, 
więc trochę się denerwowałam. 
 

Przyrzekłam  sobie,  że  jeśli  zajmę  się  tą  sprawą,  będzie  ona  moją  ostatnią.  Nie 

zamierzałam  zabierać  się  za  kolejny  obiekt,  ale  po  rozmowie  z  Jacobem  poczułam,  że  nie 
mam wyjścia. Kto lepiej od niego wie, kiedy ktoś potrzebuje pomocy? 
 

Przedstawiłam się swoim nowym klientom: Jasperowi i Alice Whitlock oraz drugiej 

parze, Emmettowi i Rosalie McCarty. Wszyscy nerwowo oglądali się za siebie. 
 

Dwie rzeczy wywoływały już w mojej głowie zapalenie się ostrzegawczych lampek. 

Pierwsza,  Jasper  jest  moim  kolegą  ze  szkoły  i  to  sprzed  prawie  dekady.  Druga,  Emmett 
McCarty – imię było dla mnie znajome, jednak ani jego oczy ani twarz nie przypominały mi 
nikogo, kogo bym znała. 
 

Modliłam  się,  żeby  te  dwa  szczegóły  nie  wymierzyły  mi  w  przyszłości  kopniaka  w 

tyłek. 
 

-  Opowiedzcie  mi  o  nim  –  poprosiłam,  patrząc  na  ich  piękne  twarze.  Ciężko  było 

zdecydować, które z nich wyglądało lepiej - wszyscy oszałamiali swoją urodą. Jasper wciąż 
nosił długą, blond grzywkę, a jego oczy były tak jasne jak kiedyś. Jak na razie, chyba mnie 
nie rozpoznał. 
 

Nie  żebym  myślała,  że  rozpozna.

  Znacząco  się  zmieniłam  i  już  nie  byłam  kujonowatą 

siostrą jego najlepszego przyjaciela z liceum. 
 

-  Nazywa  się  Edward  Cullen,  ma  dwadzieścia  osiem  lat  i  jest  architektem  – 

powiedział  duży,  barczysty  mężczyzna  Emmett,  podając  mi  folder.  –  Jest  bogaty  i  w 
pewnym sensie uważa, że jest dla kobiet darem od samego Boga. I właśnie z tego powodu 
sądzi, że może łamać im serca i wyrzucać je jak wczorajsze gazety. 
 

Emmett zdawał się być oburzony zachowaniem swojego brata, co uznałam za lekko 

pokrzepiający  fakt.  Wydawał  się  być  szczerze  zmartwiony  i  pomyślałam,  że  stosunkowo 
niedawno  musiał  się  zmienić.  Zerknęłam  na  jego  żonę,  która  była  Afrodytą  w  ludzkiej 
postaci i stwierdziłam, że to ona musiała być powodem jakichkolwiek zmian. 
 

-  Macie  świadomość  tego  jak  to  działa,  prawda?  –  zapytałam,  przeglądając  papiery, 

które podał mi Emmett. Musiałam zdusić w sobie sapnięcie. Było tam zdjęcie niesamowicie 
przystojnego 

mężczyzny. 

Edward 

miał 

błyszczące 

zielone 

oczy, 

miedziane, 

nieuporządkowane i ułożone we wszystkie strony włosy i mocno zarysowaną linię szczęki. 
Ideał. 
 

-  Tak,  ale  mogłabyś  to  dokładniej  wytłumaczyć?  –  poprosiła  Alice  –  słodka, 

przypominająca  chochlika  kobieta.  To  ona  jako  pierwsza  do  mnie  zadzwoniła,  a  jej  głos 
początkowo brzmiał nieco niespokojnie. Kiedy powiedziała mi, dlaczego chce to zrobić, nie 
potrafiłam jej odmówić. Była naprawdę zaniepokojona zachowaniem swojego brata. Chciała, 
żeby  poczuł  to,  co  ona  i  jej  rodzina  czuli  każdego  dnia  –  miłość.  Edward  potrzebował 
związku, który mógłby odnaleźć tylko wtedy gdy pozwoliłby sobie pokochać drugą osobę. 

background image

2222

 

 

Alice przeczuwała, że w innym wypadku może przemierzyć resztę swojego życia samotnie, 
jeśli będzie kontynuował podążanie obecną drogą. 
 

- Cóż, stanę się tak jakby wymarzoną dziewczyną dla twojego brata. Sprawię, że się 

we  mnie  zakocha,  a  potem,  po  jakimś  czasie  złamię  mu  serce.  To  powinno  skutecznie 
sprowadzić  go  na  ziemię  i  miejmy  nadzieję,  uczynić  z  niego  lepszego  człowieka  – 
odpowiedziałam wzruszając ramionami. 
 

Ujęłam  to  znacznie  ogólnie,  niż  będzie  to  wyglądało  w  rzeczywistości.  Zazwyczaj 

zadanie pochłania tygodnie – czasem miesiące – żeby poczuli w stosunku do mnie coś poza 
pożądaniem. Jeszcze nie znalazłam nikogo, kto łatwo zaangażowałby się w związek ze mną. 
Nie zrozumcie mnie źle – chcieli mnie. Problemem było to, że pragnęli tylko jednej rzeczy. 
Mijało  sporo  czasu,  zanim  zaczęli  przejawiać  inne  uczucia.  Po  wynikach  moich  wstępnie 
przeprowadzonych  już  badań  na  temat  Edwarda,  mogłam  stwierdzić,  że  będzie  moim 
najbardziej zatwardziałym zadaniem. 
 

Zajebiście kocham wyzwania. 

 

-  Powiedziałaś  „miejmy  nadzieję”.  Ile  spraw  zakończyłaś  pomyślnie?  –  zapytała 

Rosalie, patrząc na mnie uważnie. 
 

- Jak do tej pory wszystkie. Każdy z moich obiektów jest teraz szczęśliwym mężem, 

narzeczonym,  albo  jest  zaangażowany  w  poważny  związek.  Zazwyczaj  jestem  w  stanie 
wskazać im właściwy kierunek. 
 

To była prawda – jedynym przypadkiem, który nie jest jeszcze zaangażowany w nic 

poważniejszego był Jacob. Ale to już inna historia. 
 

-  Czy  jest jakaś  potencjalna  przyszła  pani  Cullen?  –  spytałam,  kontynuując  czytanie 

folderu.  Przebiegłam  oczami  po  jego  różnych  projektach,  wliczając  kilka  charytatywnych 
przedsięwzięć.  Był  ofiarodawcą  i  w  gruncie  rzeczy  dobrym  człowiekiem,  ale  to  mogło 
egzystować tylko na papierze. 
 

- Nie, nie ma nikogo z kim byłby na tyle blisko. – Rosalie parsknęła – zdawała się być 

raczej rozgoryczona całą tą sprawą. Zastanawiałam się czy była wcześniej tak wykorzystana, 
co wytłumaczyłoby zachowanie Emmetta. 
 

-  Zakochałaś  się  kiedyś,  w  którymś  ze  swoich  obiektów?  –  zapytał  Jasper,  a  jego 

intensywnie niebieskie oczy wwiercały się w moje. 
 

Mogłam  się  spodziewać,  że  Jasper  zada  właśnie  takie  pytanie.  Nawet  w  czasach 

liceum, zawsze był wrażliwy na uczucia innych. 
 

-  Nie  –  odrzekłam  pewnie.  Wszyscy  nieznacznie  się  wzdrygnęli  i  widziałam,  że 

muszę się wytłumaczyć.  
 

-  Musicie  zrozumieć,  że  nigdy  nie  byłam  sobą.  Stawałam  się  dla  nich  kwintesencją 

idealnej  kobiety.  Nigdy  nie  miałam  okazji  być  całkowicie  sobą  w  jakiejkolwiek  z  moich 
wcześniejszych spraw – wyjaśniałam, spoglądając na listę jego ulubionej muzyki i książek. 
 

Mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego.

 Niebezpieczne terytorium. 

 

- Sypiasz z nimi? – zapytała Rosalie, patrząc na mnie, zanim uniosła idealną brew. 

 

Ach, pytanie, które zadawali wszyscy klienci. Niestety nie można było oczekiwać, że 

taki  typ  mężczyzny  pokusi  się  na  związek  bez  kontaktów  seksualnych.  Próbowałam 
odwlekać  tę  konieczność  najdłużej  jak  to  tylko możliwe,  tłumacząc  się chęcią  współżycia  z 
innych powodów niż tylko pożądanie. 
 

- Tak. Większość z moich zadań ciągnęły się miesiącami, czasem nawet dłużej, więc 

jest  to  nieuniknione.  –  Przerwałam  na  moment,  kiedy  zauważyłam,  że  przesuwają  się 
nieswojo.  –  Nie  płacicie  mi  za  uprawianie  seksu  z  waszym  bratem.  Płacicie  mi,  za  to  bym 

background image

3333

 

 

naprowadziła  jego  poglądy  na  życie  na  właściwe,  uwolniła  prawdziwego  Edwarda  i 
sprawiła, żeby uwierzył w miłość. 
 

Wszyscy westchnęli z ulgą i przytaknęli. 

 

- Dobrze. Skoro ta kwestia jest już wyjaśniona, jak zamierzacie wprowadzić mnie do 

jego życia? – zapytałam, patrząc na folder. Edward był udziałowcem w firmie jego ojca, tak 
samo jak Jasper i Emmett. 
 

-  Masz  jakieś  propozycje?  –  zapytała  Alice,  sącząc  swoją  wodę.  Wyglądała  na 

znacznie bardziej rozluźnioną niż wcześniej i zauważyłam, że zerka no moje buty i torebkę. 
Och, zakupoholiczka, albo przynajmniej kobieta z dobrym wyczuciem stylu.

 W każdym bądź razie 

na to wyglądało, jako że te szpilki kosztowały mnie ponad osiemset dolarów. 
 

- Dla kogoś jak twój brat, zaleciłaby strategię „zakazanego owocu” – powiedziałam, 

już  formułując  plan.  Pomijając  to,  że  był  typowym  graczem,  czułam  że  w  jego  przypadku 
muszę dać z siebie wszystko i odsunąć na bok wszelkie zahamowania. 
 

-  Zakazany  owoc?  –  powtórzył  Jasper,  spoglądając  na  żonę  i  próbując  zrozumieć 

pojęcie, którego użyłam. 
 

-  Na  początku  muszę  wydawać  mu  się  nieosiągalna,  muszę  być  kimś  kto  nie 

powinien go pociągać, jak dziewczyna przyjaciela, siostra zakonna, albo może pracownica. – 
Popatrzyłam na każde z nich, mając nadzieję, że zaoferują jakąś sugestię. 
 

Zazwyczaj pracowałam z tymi mężczyznami przy jakieś działalności. Przyzwyczajali 

się do przebywania w moim towarzystwie, wiedząc, że nie pozwolę na to, by wykorzystali 
mnie jak  swoje  poprzednie  zdobycze. Jednak  mimo  tego  pozostawali  zainteresowani  i  tym 
samym czynili mnie jeszcze bardziej dla nich pociągającą. 
 

-  Edward  potrzebuje  nowej,  osobistej  asystentki  –  zasugerował  Emmett.  – 

Powinienem  zatrudnić  nową,  jako  że  poprzednia  próbowała  pozwać  go  o  napastowanie 
seksualne. 
 

Już  o  tym  wiedziałam  –  to  był  jeden  z  głównych  powodów,  dla  których  Alice 

postanowiła do mnie zadzwonić. Edward zaryzykował swoją karierę i firmę ojca, mężczyzny 
który go adoptował. Ponadto Alice i jego ostatnia sekretarka były świetnymi przyjaciółkami, 
a on je od siebie oddalił, odrzucając ją na boczny tor i przenosząc się do swojego kolejnego 
bzykanka. 
 

Szczęśliwie  dla  niego  i  jego  firmy,  dziewczyna  zgodziła  się  zawrzeć  ugodę  zanim 

wszystko ujrzało światło dzienne. 
 

- Idealnie – powiedziałam z uśmiechem, a w mojej głowie już zakwitł plan i pomysł 

na moją tymczasową osobowość. 
 

Przynajmniej  będę  mogła  ubierać  się  tak  jak  zwykle.  To  byłby  drugi  raz,  kiedy 

pracuję dla swojego obiektu jako osobista asystentka. W zasadzie nie przepadałam za tym, 
ale  wydawało  mi  się  to  najlepszym  rozwiązaniem  w  tej  sprawie.  Im  więcej  czasu  z  nim 
spędzę, tym większe szanse, że moja osobowość wyciśnie trwałe piętno w jego umyśle.  
- Czy myślisz, że może mieć jakieś fantazje o seksownej bibliotekarce? – zapytałam Emmetta, 
czując,  że  on  będzie  wiedział.  Zadałam  to  pytanie  tylko  dlatego,  że  w  mojej  głowie  już 
zarysował się scenariusz mojej pracy. To było by coś co rozpaliłoby jego zmysły i wzmogło 
pożądanie. 
 

- Oczywiście. Dlaczego pytasz? – odparł podejrzliwie Emmett. 

 

Wyjęłam  pliki  z  mojej  aktówki  –  teczkę  z  kilkoma  zdjęciami.  Jedno  z  nich  podałam 

Emmettowi. 

background image

4444

 

 

 

-  Cholera,  będzie  jadł  z  twojej  ręki  jeśli  wejdziesz  w  takim  stroju  –  powiedział, 

podając dalej fotografię mojego typowego stroju seksownej bibliotekarki. Uśmiechnęłam się 
w duchu. 
 

- O to chodzi Emmett. Jako że z akt wynika, że bywa w miejscowym klubie w każdy 

piątek i sobotę, proponuję zacząć od jutra, jako że to ostatni dzień pracy. 
 

- Dlaczego tak wcześnie? – zapytała Alice, zerkając na zdjęcie. 

 

W  rzeczywistości  nudziło  mi  się  w  mieszkaniu.  Jacob  i  Nessie  pomogli  mi  się 

wprowadzić  i  przez  większą  część  ostatnich  trzech  tygodni  zbierałam  informacje  na  temat 
moich  nowych  „pacjentów”  i  zaznajamiałam  się  z  miastem.  Musiałam  coś  zrobić  –  nie  dla 
pieniędzy, ale dla tempa, które ustanowiłam w swoim życiu. Cały czas musiałam coś robić, 
inaczej mój umysł wędrował do miejsc i czasów, których nie chciałam, żeby odwiedzał. 
 

Wyciągnęłam  kolejny  obrazek,  podając  go  Alice.  Jej  oczy  rozszerzyły  się,  a  Emmett 

zagwizdał. To zdjęcie przedstawiało mój typowy klubowy ubiór. 
 

- Upewnię się, że zauważy jak pozbywam się wszelkich zahamowań… – Przerwałam, 

zauważając,  że  oczy  Alice  znów  się  rozszerzyły.  –  Nie  prześpię  się  z  nim  tak  szybko  – 
zapewniłam.  –  Jeśli  zobaczy  jak  się  bawię  i  to  tak  ubrana,  będzie  o  takiej  mnie  myślał  w 
biurze, a także przez większość weekendu. - Perfekcyjnie. 
 

-  Będę  potrzebowała  pomocy  od  was  wszystkich,  w  rożnych  etapach  mojej  misji. 

Emmett, ty będziesz pierwszą osobą, która mi jutro pomoże. 
 

Wyglądał  na  nieco  zmartwionego  i  miałam  nadzieję,  że  będzie  w  stanie  dobrze 

udawać i zachować pokerową twarz. Będzie jej potrzebował. 
 

Zgłębiłam  z  nimi  trochę  więcej  szczegółów  dotyczących  mojego  pierwszego  dnia 

pracy. 
 

****Piątek 

Piątek 

Piątek 

Piątek     pierwszy dzień

pierwszy dzień

pierwszy dzień

pierwszy dzień****    

 
~ Edward 

 

  

Siedziałem w swoim biurze, przeglądając harmonogram dnia i próbując zorientować 

się, czy byłbym w stanie wyjść wcześniej. 
 

Był  piątek,  a  spotkania  obiadowe  z  panem  Knight  i  różni  klienci,  pojawiający  się 

dosyć późno, nie pozwolili mi na to, bym wynagrodził chwile swojej ciężkiej pracy dotykiem 
innej osoby, który otrzymywałem gdy tylko miałem na to ochotę. 
 

Ostatnio w moim życiu nagromadziło się sporo napięcia i potrzebowałem je w jakiś 

sposób wyzwolić. A co lepiej mi w tym pomoże niż kilka drinków w klubie? Musiałem tam 
tylko  pozostać  przez  jakiś  czas  i  zyskiwałem  kobietę,  pytającą czy  mógłbym  odwieźć  ją  do 
domu. Idealny sposób na błyskawiczne rozładowanie stresu. 
 

Usłyszałem pukanie, a chwilę potem drzwi się otworzyły i w progu pojawił się mój 

duży, irytujący brat. 
 

-  Hej  braciszku,  przyszła  już  nowa  sekretarka.  Układa  swoje  rzeczy,  a  potem 

zamierzam  ją  oprowadzić.  –  Glos  Emmetta  zdawał  się  być  napięty,  nie  tak  jak  zawsze, 
figlarny i towarzyski. – Chciałbyś ją poznać? 
 

Przewróciłem oczami, odkładając długopis i obchodząc biurko. 

 

-  Nie  sądzę,  żebym  miał  inne  wyjście.  Mam  nadzieję,  że  zatrudniłeś  kogoś 

przyjemnego  dla  oka  –  powiedziałem,  gdy  wyszedłem  ze  swojego  gabinetu  do 
zewnętrznego pomieszczenia. 

background image

5555

 

 

 

- Była najbardziej wykwalifikowana – odparł Em. Najwyraźniej próbował coś przede 

mną ukryć. 
 

Najbardziej  wykwalifikowana  prawdopodobnie  znaczyło,  że  nie  miała  specjalnego 

wyglądu. Niech szlag trafi jego i jego logikę. Jęknąłem wewnętrznie, bo próbował pomóc mi 
tylko pracować… nie kogoś zaliczyć. 
 

Dupek. 

 

Zerknąłem  na  formalnie  puste  biurko,  by  znaleźć  tam  najcudowniejsze  stworzenie 

jakie kiedykolwiek widziały moje oczy. Siedziała przy biurku, patrząc na ekran komputera. 
Jej  okulary  nieznacznie  zsunięte  z  nosa,  przysłaniały  nieco  jej  głębokie,  czekoladowo 
brązowe oczy. Jej twarz w kształcie serca była idealna, tak samo jak mały, perfekcyjny nos, 
różowe policzki i pełne, czerwone usta. Swoje ciemne, kasztanowe włosy zebrała w koka na 
czubku  głowy  i  wplotła  w  nie  czarną  pałeczkę,  ale  kilka  długich  loków  obramowywało  jej 
twarz. 
 

Zaczęła przygryzać dolną wargę, podczas gdy ja próbowałem zdusić jęk. Poruszyłem 

się niewygodnie. 
 

Co  się  do  cholery  ze  mną  dzieje?  Nigdy  w  całym  swoim  życiu,  nie  zrobiłem  się  twardy  od 

samego patrzenia na kobietę. 
 

-  Bello,  to  jest  twój  szef,  Edward  Cullen.  –  Emmett  wskazał  na  mnie.  –  Edward,  to 

Bella Swan. 
 

To było idealne imię dla tej kobiety – Bella. Zawijało język. Hmm… 

Na  jej  ustach  igrał  zapierający  dech  w  piersiach  uśmiech,  kiedy  odepchnęła  się  od  biurka, 
rozkrzyżowując  swoje niesamowite  nogi.  Podniosła  się  z  krzesła  -  miała  drobną  figurę,  ale 
idealnie  smukłą  i  zaokrągloną  we  właściwych  miejscach.  Miała  na  sobie  białą,  jedwabną 
bluzkę z długimi rękawami, a kilka pierwszych rozpiętych guzików ukazywało białe perły 
zawieszone na jej szyi. Koszulę wpuściła w krótką, szarą plisowaną spódniczkę, która ledwie 
sięgała do połowy jej ud. 
 

Jej wygląd był dopełniony najseksowniejszymi, czarnymi szpilkami, które sprawiały 

wrażenie jakby jej nogi miały milę długości. 
 

Wziąłem głęboki oddech, próbując oddalić od siebie fantazje o bibliotekarce, kiedy do 

mnie podchodziła. 
 

Jej krok tylko ją podsycał, wyglądała jakby podchodziła do swojej ofiary – do mnie. 

Zdawała się być gotowa do skoku. Z przyjemnością pozwoliłbym jej mnie pożreć. 
 

-  Witam,  panie  Cullen.  Miło  mi  pana  poznać.  –  Jej  głos  był  słodki  i  zmysłowy. 

Wyciągnęła  rękę  i  uścisnąłem  ją,  nie  spodziewając  się  małego  przeskoku  elektryczności, 
który mnie uderzył. Ciepło, które bardziej emanowało z naszych palców, przemknęło w górę 
mojego ramienia, przez moją klatkę piersiową i w dół do moich genitalii. 
 

Kurwa

 

Szybko się z tego otrząsnąłem. 

 

- Proszę, mów mi Edward, panno Swan. – Powiedziałem „panno”, ponieważ nie jej 

delikatnym  palcu  nie  było  żadnego  pierścionka.  Och  i  miała  niedługie  paznokcie  z 
francuskim  manikiurem  –  z  pewnością  zostawiłyby  zadrapania  na  moich  plecach.  Ta  myśl 
sprawiła, że zadrżałem w zachwycie. 
 

-  Edwardzie,  możesz  mówić  do  mnie  Bellą.  –  Uśmiechnęła  się,  zerkając  na  nasze 

dłonie,  a  potem  spojrzała  z  powrotem  na  mnie,  ukazując  swoje  duże,  brązowe  oczy, 
otoczone  gęstymi,  ciemnymi  rzęsami.  Na  chwilę  straciłem  kontrolę  nad  swoimi  myślami, 
zanim zdałem sobie sprawę, że wciąż trzymam jej rękę. Zamrugałem kilka razy, świadomy 
tego,  że  mogłem  właśnie  wyjść  na  idiotę.  Jednakże  nie  mogłem  zmusić  się,  by  się  tym 

background image

6666

 

 

przejmować.  Nie  usiłowała  wysunąć  swojej  dłoni  z  mojej.  We  wnętrzu  swojej  głowy 
radośnie rechotałem. 
 

Już wkrótce będziesz moja, kochana. 

 

- Bello, może to ja oprowadzę cię po budynku? – zapytałem, niechętnie pozwalając jej 

zabrać rękę z mojego uścisku. Wskazałem w stronę korytarza, a druga dłoń automatycznie 
chciała zająć swoje miejsce na jej plecach. Ale utrzymywałem pod kontrolą swoje odruchy i 
pozostawiłem ją przy swoim boku. 
 

-  Edwardzie,  o  dziewiątej,  a  więc  za  trzydzieści  minut  masz  umówione  spotkanie. 

Masz  wystarczająco  dużo  czasu,  by  mnie  oprowadzić?  –  zapytała  Bella,  podchodząc  do 
biurka, żeby zerknąć na swój elektroniczny notatnik. 
 

Już  zdążyła  przejrzeć  mój  plan?  Jak  mogłaby  być  w  stanie  rozszyfrować  moje 

bazgranie, a już tym bardziej kody? 
 

Nazwijcie  mnie  paranoikiem,  ale  ostatnio  kiedy  zgubiłem  swój  harmonogram  i 

książkę  adresową,  straciłem  sześciu  bardzo  ważnych  klientów…  na  rzecz  mojego  byłego 
wspólnika, który wcześniej opuścił firmę. 
 

Byłem cicho, próbując dociec jak mogła zrozumieć wszystko co napisałem w swoim 

kalendarzu. Spojrzała na mnie z małym, przebiegłym uśmieszkiem. 
 

- Twój brat poszedł do twojego gabinetu i przyniósł mi twój plan. Muszę powiedzieć, 

że twoje pismo to imponujący szyfr, ale sama jestem jedną, wielką łamigłówką – powiedziała 
tajemniczo. 
 

Była  zagadką  na  wiele  sposobów.  Była  mądra,  piękna  i  dobra  w  rozwiązywaniu 

łamigłówek. Teraz musiałem się tylko zastanowić – jak bym się wpasował? Byłem pewny, że 
byłoby ciasno. Odtrąciłem od siebie sprośne myśli i uśmiechnąłem się do niej. 
 

- Wycieczka? – powiedziała, przypominając mi o naszej dyskusji. 

 

-  Mamy  wystarczająco  dużo  czasu  –  zapewniłem,  patrząc  jak  przygryzała  wargę  w 

skupieniu. 
 

- Dobrze. Pozwól tylko, że zapiszę ten dokument i spotkamy się w twoim gabinecie 

za minutę. 
 

-  Idealnie.  –  Odszedłem  o  skierowałem  się  z  powrotem  do  swojego  pokoju. 

Natychmiast zacząłem krążyć po pomieszczeniu. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. W ciągu 
jednego poranka, poczułem jakby cały mój świat obrócił się wokół własnej osi. 
 

Jak  jedna  kobieta  może  mieć  na  mnie  taki  wpływ?  Chociaż,  kogo  to  obchodzi?  Chcę  jej  w 

swoim łóżku, tylko to się liczy. 
 

Okłamywałem  się  -  nigdy  nie  pragnąłem  kobiety  tak  bardzo  i  wiedziałem,  że  nie 

mogę  jej  mieć.  Mój  ojciec  i  Emmett  zabiliby  mnie,  jeśli  próbowałaby  pozwać  firmę  za 
napastowanie  seksualne,  po  tym  jak  wykorzystam  ją  do  swoich  własnych  egoistycznych 
celów. 
 

Ale kurwa, jestem mężczyzną, a ten mężczyzna pragnie tej kobiety. 

 

 

~ Bella  

- Poszło lepiej niż myślałem – zakpił Emmett. – Nie mógł oderwać od ciebie wzroku. 

Nigdy nie widziałem też, żeby mój brat musiał się publicznie poprawiać. 
 

-  Tak.  Poszło  nam  nieźle.  Wiesz  co  masz  teraz  robić?  –  zapytałam  zanim  ponownie 

nałożyłam szminkę na usta. Nigdy nie nosiłam zbyt wiele makijażu. 
 

-  Tak,  zobaczymy  się  w  pokoju  dla  pracowników  –  powiedział  Emmett,  a  potem 

odwrócił się na pięcie i opuścił pomieszczenie. 

background image

7777

 

 

 

Poprawiłam spódniczkę i upewniłam się, że wystarczająca ilość guzików przy bluzce 

jest odpięta – nie na tyle dużo, by dać mu pełny widok, ale tak żeby chciał zobaczyć więcej. 
Chwyciłam swój elektroniczny notatnik i otworzyłam nowy dokument. 
 

Podeszłam do drzwi do gabinetu Edwarda i zapukałam. 

 
~ Edward 
 

- Proszę – powiedziałem łamiącym się głosem. Kurwa, mój głos właśnie się załamał.  

 

-  Jestem  gotowa  –  oznajmiła  Bella,  wchodząc  do  mojego  biura  i  patrząc  na  mnie 

dużymi, brązowymi oczyma, z tym słodkim, niewinnym uśmiechem. 
 

Musiałem  otrząsnąć  się  z  kosmatych  myśli,  które  pojawiły  się  w  momencie,  kiedy 

weszła do pomieszczenia. 
 

-  Po  pierwsze  mam  tu  łazienkę  z  pełnym  wyposażeniem.  –  Wskazałem  za  ścianę  z 

szafkami na książki. – Jest też szafa. – skinąłem na drzwi naprzeciw tych do łazienki. 
 

Czy fakt, że pokazując jej mój gabinet, już fantazjowałem o pieprzeniu jej w każdym 

pomieszczeniu i na każdej powierzchni, aż nie będzie mogła chodzić, był zły? 
 

Niee. 

 

-  Pracownik  pralni  chemicznej  zgłasza  się  tu  w  każdy  wtorek  i  czwartek.  Musisz 

wpuścić  dostarczyciela,  ale  nie  możesz  spuścić  go  z  oczu,  jeśli  mnie  tu  nie  ma.  Odłoży 
ubrania i weźmie to co mu zostawię. 
 

- Wtorek i czwartek – czyszczenie chemiczne. – Bella zapisała w swoim kalendarzu. Z 

powrotem  skierowała  na  mnie  swoją  uwagę,  jeszcze  raz  ukazując  całą  siłę  swojego 
spojrzenia. Piękno i głębia jej oczu oszołomiły mnie na moment. 
 

Eh,  „piękno  i  głębia”  –  co  się  do  cholery  ze  mną  dzieje?  Brzmię  jak  aktorzyna  z  jakiegoś 

tandetnego romansidła. 
 

- Tak, umm… lubię czarną kawę z dwiema kostkami cukru. – Kurwa, jąkałem się. – 

Herbata Earl Grey z jedną kostką, codziennie o piętnastej. 
 

Dziewczyna przytaknęła, a gdy rozglądała się po gabinecie, okno przykuło jej uwagę. 

Przez  moment  obserwowałem jej minę,  gdy  zobaczyła zapierający  dech  w  piersiach  widok 
na port w Seattle. 
 

- Mogę? – zapytała, unosząc głowę w stronę okna. Przytaknąłem. 

 

- Masz stąd fantastyczny widok – stwierdziła, patrząc na linię horyzontu. 

 

Tak,  mam  fantastyczny  widok  na  twój  śliczny  tyłeczek.

  Odpędziłem  od  siebie  tę  myśl, 

zanim Bella mogłaby przyłapać mnie na gapieniu się na nią. Znów się poprawiłem. 
 

-  Pozwól,  że  pokażę  ci, gdzie  jest  pokój  dla  pracowników,  a  także  pokój  z  kserem  i 

biura,  które  prawdopodobnie  będziesz  odwiedzać,  pracując  tutaj.  –  Kobieta  przytaknęła  i 
wyszła pierwsza, przytrzymując dla mnie drzwi. 
 

Jeśli to  zależałoby ode mnie,  będziesz  ssana,  całowana  i  porządnie  wypieprzona  w  każdym z 

tych pomieszczeń

, pomyślałem. 

 

Skąd to się brało? 

 

Zazwyczaj po tym jak zdobyłem kobietę, szedłem naprzód. Dostałem czego chciałem 

i  nie  było  potrzeby  by  kontynuować  tę  znajomość.  Rzadko  kiedy  zdarzało  się,  żebym 
umówił  się  z  kimś,  z  kim  już  wcześniej  się  przespałem.  Ale  to  szybko  mnie  nudziło  i 
musiałem  to  przerywać  –  zwłaszcza  jeśli  one  zaczynały  mnie  szukać.  Zwizualizowałem 
sobie posiadanie tej kobiety w różnych pokojach i pozycjach. 
 

Mógłbym  poradzić  sobie  z  daniem  jej  kilku  porządnych  numerków.  Kiedy  już 

byłbym  zaspokojony,  pożądanie  by  opadło  i  mógłbym  pójść  naprzód,  tak  jak  zawsze  to 
robiłem. 

background image

8888

 

 

 

-  W  poniedziałki,  musisz  być  w  biurze  przed  siódmą.  W  pozostałe  dni  możesz 

przychodzić  na  ósmą  i  pracujesz  do  osiemnastej.  Masz  godzinę  wolną  na  lunch  – 
powiedziałem, podczas gdy ona zapisywała wszystko w swoim notatniku. 
 

- W piątki chciałbym opuszczać biuro około szesnastej. Jeśli upewnisz się, że tak się 

stało, też możesz wyjść wcześniej. 
 

Chodź ze mną, zawiozę cię do siebie i porządnie wyliżę

. Otrząsnąłem się z tej przejmującej 

myśli zanim kontynuowałem.  
 

- Tutaj jest pokój dla pracowników. – Puściłem ją przodem i wtedy to się stało. 

 

Emmett wepchnął się w otwarte drzwi ze szklanką wody w rękach i wpadł na Bellę, 

rozlewając całą zawartość na jej białą, jedwabną bluzkę. Teraz była mokra i widać było przez 
nią  niebieski,  koronkowy  stanik,  nie  wspominając  o  fakcie,  że  ledwo  zakrywał  jej  śliczne 
różowe sutki. 
 

- O mój Boże – wyjęczałem, a moje pożądanie stało się teraz oczywiste. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

9999

 

 

2. 

2. 

2. 

2. Tortury

Tortury

Tortury

Tortury    

~Edward 

Emmett  wepchnął  się  przez  otwarte  drzwi  ze  szklanką  wody  w  dłoniach  i  wpadł  na  Bellę, 

rozlewając  całą  zawartość  na  jej  białą,  jedwabną  bluzkę.  Teraz  była  mokra  i  widać  było  przez  nią 
niebieski, koronkowy stanik, nie wspominając o fakcie, że ledwo zakrywał jej śliczne różowe sutki.

 

 

- O mój Boże – wyjęczałem, a moje pożądanie stało się teraz oczywiste. 

Emmett spojrzał na 

mnie,  potrząsnął  głową  i  z  powrotem  skupił  swoją  uwagę  na  Belli,  która  na  szczęście 
zdawała się tego nie usłyszeć. 
 

-  Bello,  tak  mi  przykro  –  powiedział  mój  brat,  patrząc  na  klatkę  piersiową 

dziewczyny.  –  Pozwól,  że  przyniosę  ci  jakieś  chusteczki.  –  Otworzył  szerzej  drzwi.  Bella 
wyglądała jakby miała się zaraz rozpłakać.  
 

- Nie mam żakietu – wymamrotała, krzyżując ramiona na piersiach. – Co było w tej 

szklance? Jest lepkie. 
 

Zdjąłem z siebie marynarkę i podałem jej, ale ona potrząsnęła tylko głową. 

 

- Oranżada – odrzekł Em, podając Belli serwetki. – Przepraszam. 

 

- Bello, po prostu weź moją marynarkę i będziesz mogła się umyć – powiedziałem, za 

wszelką cenę usiłując ją przekonać by się zakryła. Wykorzystywałem resztki kontroli by nie 
spojrzeć ponownie na jej piersi. 
 

- Ale ją zniszczę – wymamrotała. – Ugh… przepraszam – powiedziała, mijając mnie i 

biegnąc  wzdłuż  korytarza.  Popatrzyłem  z  wściekłością  na  Emmetta,  który  w  odpowiedzi 
tylko wzruszył ramionami. 
 

- Bella poczekaj, te toalety są koedukacyjne! – zawołałem za nią. Zdążyłem dotrzeć do 

wejścia do łazienek, kiedy usłyszałem miękki krzyk. 
 

- Witaj piękna. – Znałem ten głos. James. Pchnąłem mocno w drzwi i znalazłem Bellę 

przy umywalce. Próbowała się zakryć, podczas gdy James podążał w jej kierunku. 
 

-  Możesz  umyć  się  w  mojej  łazience  –  stwierdziłem  stanowczo,  tak  by  mężczyzna 

mógł mnie usłyszeć. 
 

Dziewczyna  tylko  przytaknęła,  jej  oczy  wciąż  błyszczały  od  łez.  Wyglądała  tak 

bezbronnie.  Ponownie  zaoferowałem  jej  swoją  marynarkę  i  tym  razem  ją  wzięła,  szepcząc 
„dziękuję” zanim wyszła. 
 

- Hmm… nowa zabawka, Cullen? – zadrwił James. 

 

- Nie, jest moją nową sekretarką – warknąłem, bacznie się w niego wpatrując. 

 

- To nawet lepiej – powiedział mężczyzna, oblizując dolną wargę. 

 

- Trzymaj się od niej z daleka – ostrzegłem, robiąc krok w jego kierunku. 

 

-  Dobra,  ty  masz  pierwszeństwo  –  odparł  James  –  ale  kiedy  już  się  nią  nacieszysz  i 

porzucisz, zadowolę się resztkami, jak zawsze. 
 

- Wątpię – warknąłem i odwróciłem się na pięcie, opuszczając pomieszczenie. 

 

To tak jestem postrzegany przez kogoś takiego jak James? Nawet on zobaczył co zrobię komuś 

takiemu jak Bella.

 Wciąż potrząsając głową, udałem się do biura. 

 

Ostrożnie  otworzyłem  drzwi  do  gabinetu  i  skierowałem  się  w  stronę  łazienki. 

Usłyszałem dźwięk odkręconej wody i lekko zapukałem. 
 

- Bella? 

 

Pociągnięcie nosem przerwało ciszę. 

 

- Umm… przepraszam, nie mam się teraz w co ubrać. 

background image

10

10

10

10

 

 

 

- Moja siostra, Alice, czasem trzyma w mojej szafie jakieś swoje ubrania. Możesz coś 

pożyczyć – powiedziałem czekając na odpowiedź, ale zamiast tego usłyszałem, że zakręciła 
wodę. Gdy zamek kliknął miękko, zrobiłem kilka kroków do tyłu. 
 

Bella  uchyliła  nieco  drzwi,  przygryzając  nerwowo  dolną  wargę,  a  jej  policzki 

przykrywał nieznaczny rumieniec. Miała na sobie moją marynarkę trzymając jedną ręką, w 
drugiej natomiast miała mokrą koszulę i stanik.  
 

Cholera! Cholera! Kurwa! Nosi moją marynarkę bez jebanego stanika.

 Próbowałem odtrącić 

od  siebie  mentalny  obraz,  w  którym  zdejmuje  odzienie  i  pokazuje  mi  swoje  piersi,  ale 
odniosłem na tym polu sromotną klęskę. 
 

-  Dziękuję  –  wyszeptała  Bella,  odciągając  mnie  od  moich  myśli.  Przytaknąłem  i 

wskazałem w kierunku szafy. Gdy otworzyła drzwi, sapnęła, uświadamiając sobie, jak duża 
była  to  garderoba.  Pokazałem  jej  gdzie  Alice  trzyma  swoje  rzeczy  i  wyszedłem  dając  jej 
trochę  prywatności,  by  mogła  się  przebrać.  Zostawiłem  drzwi  lekko  uchylone  i  usiadłem 
przy biurku, próbując nie myśleć o półnagiej kobiecie w mojej szafie. 
 

- Która godzina, Edwardzie? – zawołała Bella zza drzwi. 

 

- Za dziesięć dziewiąta – odpowiedziałem, patrząc na ekran komputera i otwierając 

nowy folder. 
 

-  Spróbuję  się  pośpieszyć,  ale  mam  mały  problem.  Umm…  czy  twoja  siostra  jest 

mała? Nic nie pasuje – powiedziała kobieta sfrustrowanym tonem. Zachichotałem. 
 

- Tak, jest dosyć drobna – odrzekłem, wciąż się miękko śmiejąc. 

 

- Dobrze, myślę, że to najlepsze co mogłam wybrać – powiedziała Bella, wychodząc 

w  bardzo  obcisłym,  kaszmirowym  sweterku  w  ciemnoniebieskim  odcieniu.  Ten  kolor 
wyraziście kontrastował z jej bladokremową skórą. 
 

- Zapłacę za czyszczenie twojej marynarki, jest mokra – rzekła, przygryzając wargę a 

w rękach trzymając bluzkę i biustonosz. 
 

-  To  nie  jest  konieczne,  Bello.  Emmett  zapłaci  za  moją  i  twoją,  jeśli  chcesz  – 

powiedziałem, uśmiechem próbując zapewnić ją, że to nie była jej wina. 
 

- Potrzebujesz mnie podczas zbliżającego się spotkania? – zapytała, unikając mojego 

spojrzenia, a jej policzki były wciąż lekko zaróżowione. 
 

- Tak, możesz robić notatki? 

 

-  Mam  w  tym  doświadczenie,  wiec  mogę  zapisać  wszystko  co  podyktujesz.  – 

Przestąpiła niespokojnie z jednej nogi na drugą. – W swoim laptopie mam program, którego 
mogę użyć. 
 

- Brzmi świetnie. Kiedy się pojawią, zapukaj i wprowadź ich. – Pokiwałem głową i z 

powrotem spojrzałam na komputer. 
 

- Dobrze. Jeszcze raz ci dziękuję, Edwardzie – powiedziała Bella, po czym zamknęła 

drzwi szafy i wyszła. Wziąłem kilka głębokich wdechów, próbując oczyścić swoje myśli. 
 

Jak kobieta może być tak cholernie seksowna i jednocześnie wyglądać tak bezbronnie? To tylko 

sprawia, że chcę jej jeszcze bardziej

 
~Bella 
 

Podeszłam do swojego biurka i wyjęłam laptopa, by przygotować się do pierwszego 

spotkania  Edwarda.  W  myślach  gratulowałam  sobie  dobrze  wykonanej  roboty.  Wszystko 
poszło  zgodnie  z  planem,  poza  tym  facetem,  Jamesem.  Wzdrygnęłam  się  nieznacznie,  gdy 
przypomniałam sobie jak na mnie patrzył. 
 

- Więc, jak poszło, Bello? – wyszeptał Emmett zza drzwi mojego biura. 

background image

11

11

11

11

 

 

 

-  Idealnie.  –  zaśmiałam  się  cicho.  Emmett  obejrzał  się  za  siebie  i  podszedł  do 

zamkniętych  drzwi  gabinetu  Edwarda.  Pochylił  się  lekko  w  przód,  zakładam,  że 
nasłuchując. Kiedy zdawał się być usatysfakcjonowany, podszedł do mnie i zajął miejsce po 
drugiej stronie mojego biurka. 
 

-  Świetnie  się  spisałeś,  dzięki  –  powiedziałam,  uruchamiając  program,  którego 

potrzebowałam. 
 

-  Teraz  musimy  się  upewnić,  że  przyjdziesz  do  klubu,  tak?  –  spytał  Emmett,  chcąc 

przypomnieć sobie plan. 
 

- Tak, twoja siostra i Rosalie są gotowe na następną część – powiedziałam, zerkając na 

kalendarzyk.  –  Myślę,  że  uda  mu  się  wyjść  przed  szesnastą,  więc  powinny  przyjść  klika 
minut wcześniej. Możesz dać im znać? 
 

Mężczyzna przytaknął w odpowiedzi. 

 

- Powodzenia – zachichotał, zanim wstał i wyszedł. 

 

Nie  potrzebuję  szczęścia.  Chcę  tylko,  żeby  Edward  znów  powiedział  „o  mój  Boże”. 

Cholera, skąd to się brało? Edward Cullen był zbyt seksowny, a to ani trochę nie ułatwiało 
mojego zadania. Dla swojego własnego dobra powinnam się pilnować. 
 
~Edward 
 

Myśli  o  Belli,  całkowicie  nagiej  i  wychodzącej  z  garderoby  krążyły  w  mojej  głowie. 

Zaczyna  iść  w  moją  stronę  dumnym  krokiem,  jej  ręka  wędruje  do  spinki  trzymającej  jej 
włosy i uwalnia długie, kasztanowe loki. 
 

Świetnie, teraz nie będę mógł wstać, by przywitać potencjalnych klientów. Muszę wyrzucić ją 

ze swojego umysłu. 
 

Zastanawiałam się, do kogo mógłbym zadzwonić… Rebecca, Jamie… nie, może ktoś 

nowy? Po  prostu  wybiorę  jakąś  laskę  w  klubie. Pukanie  do  drzwi  rozproszyło  moje  myśli, 
które  szybko  skierowały  się  do  nagiej  Belli,  kiedy  ta  weszła  do  pomieszczenia, 
wprowadzając dwóch mężczyzn około trzydziestki. Jeden z nich miał krótkie, czarne włosy i 
świdrujące  oczy,  drugi  natomiast  jasnobrązową  fryzurę  i  jasnozielone  tęczówki. 
Ciemnowłosy  mężczyzna  pochylił  się  w  stronę  Belli  i  szepnął  jej  coś  do  ucha,  a  ona  w 
odpowiedzi zarumieniła i potrząsnęła głową. 
 

Kiedy to zauważyłem, zacisnąłem pięści. Przymrużyłem powieki i spojrzałem na nich 

z mordem w oczach, a Bella zauważywszy to speszyła się nieco i odsunęła od mężczyzny. 
 

- Panie Cullen, to Michael Blake – kobieta wskazała zielonookiego faceta – a to David 

Grey. – uniosłem się nieznacznie z krzesła i obydwóm pewnie uścisnąłem ręce. 
 

Bella przesunęła krzesło tak by znajdowało się nieco za mną po mojej lewej stronie i 

na  swoich  odsłoniętych  kolanach  położyła  laptopa.  Kwiatowy  i…  nie  wiem  jak  to 
wytłumaczyć… ciepły zapach jej skóry upajał moje zmysły. Uśmiechnęła się oszałamiająco i 
pokiwała głową, dając mi znak, że jest gotowa. 
 

Przeszliśmy  do  szczegółów  dotyczących  projektu  pięciopiętrowego  klubu  i 

restauracji  w  bogatej  części  Seattle.  Słyszałem  miękki  dźwięk  wydawany  przez  klawisze, 
które  naciskała  Bella  i  uśmiechnąłem  się  na  samą  myśl,  że  mogłem  ją  przynajmniej  mieć 
blisko siebie. 
 

Ale potem chcę, żeby się pode mną wiła, do cholery! Muszę teraz przestać myśleć o niej w ten 

sposób.  
 

Zauważyłem,  że  co  jakiś  czas  oczy  pana  Greya  wędrują  do  mojej  sekretarki. 

Dyskretnie  zerknąłem  w  jej  stronę  kącikiem  oka  i  zrozumiałem  dlaczego.  Najwyraźniej  w 
moim biurze było nieco zimno. 

background image

12

12

12

12

 

 

 

Kurwa, prawie mogę poczuć smak twardych sutków na języku. Cholera! Co ta kobieta ze mną 

wyprawia? 
 

Wstałem, podczas gdy pan Blake kontynuował paplanie o strukturalnych zmianach, 

których wymagał urząd miasta. 
 

Szybko podszedłem do termostatu i przestawiłem temperaturę. 

 

- Przepraszam, ale chyba zrobiło się tu troszkę chłodno. – Podkreśliłem ostatnie słowo, 

by Bella mogła zrozumieć o co chodzi. Podziałało. Kobieta sapnęła nieznacznie i przesunęła 
się w swoim krześle tak, że komputer przysłonił jej klatkę piersiową. 
 

Po  dwudziestu  minutach  pan  Grey  i  pan  Blake  podnieśli  się  ze  swoich  miejsc,  by 

wyjść. Bella odprowadziła ich do drzwi, ale zanim pan Grey wyszedł, podał jej wizytówkę. 
Bella zarumieniła się, patrząc w dół i wzięła karteczkę. 
 

Co to było, do cholery? 

 

Kobieta już miała wyjść, kiedy odchrząknąłem, co przykuło jej uwagę i odwróciła się, 

by na mnie spojrzeć. 
 

- Potrzebujesz czegoś, Edwardzie? – zapytała nerwowo Bella. 

 

-  Tak,  usiądź  proszę.  –  przygryzła  wargę  i  przytaknęła,  zamykając  drzwi.  Zajęła 

miejsce dokładnie naprzeciw mnie. 
 

-  Bello,  byłbym  wdzięczny,  gdybyś  powstrzymała  się  od  umawiania  się  z 

potencjalnymi  lub  obecnymi  klientami  czy  pracownikami  tej  firmy.  To  źle  wygląda  – 
stwierdziłem zwyczajnie, patrząc jej w oczy. Ona swoje zwęziła i ściągnęła brwi. 
 

- Panie Cullen, chcę panu przypomnieć, że ten poranny incydent nie był z mojej winy. 

– Przerwała, a jej skóra zarumieniła się od gniewu. 
 

-  To nie  moja  wina,  że musiałam nosić  zbyt  mały  sweter.  I  nie  moją winą jest  także 

fakt,  że  mężczyźni  jak  ten  gad  w  łazience  czy  pana  potencjalny  klient  to  świnie.  Wzięłam 
jego  wizytówkę,  żeby  nie  zaszkodzić  w  pana  kontaktach  biznesowych.  Nie  zamierzam  jej 
zatrzymać.  Nie  będę  tolerowała  oskarżania  mnie  o  rzeczy,  na  które  nie  mam  wpływu.  – 
skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała na mnie groźnie. 
 

Uniosłem brew. Bella nadal sztyletowała mnie wzrokiem, po czym wstała i udała się 

w kierunku drzwi. 
 

Przy drzwiach, odwróciła się jeszcze, by dodać: 

 

- I przy okazji, panie Cullen, pragnę przypomnieć panu, że zauważył pan mój mały 

„problem” co bynajmniej nie oznacza, że jest pan dżentelmenem i ciężko mi uwierzyć, że „o 
mój Boże” jest odpowiednią reakcją na prześwitującą bluzkę kobiety z pana biura – prawie 
warknęła i trzasnęła drzwiami. 
 

Cholera,  ma  temperament,  a  to  jeszcze  bardziej  mnie  nakręca.  I  usłyszała  co  wcześniej 

powiedziałem. Kurde, jestem idiotą. 
 
~Bella 
 

Cholera, to nie poszło najlepiej. 

 

Najpierw  ten  odrażający  blondas  w  łazience,  na  szczęście  wszedł  Edward  i  mi 

pomógł.  I  ten  drugi  lizus,  pan  Grey,  którego  się  nie  spodziewałam.  Ale  Edward  nie  może 
mnie obwiniać za tą całą sytuację. 
 

Zastanawiam się dlaczego mi pomógł. 

 

Hmm… może to coś więcej. Zazdrość? Niee, jeszcze na to za wcześnie. Chyba to sprawdzę, tak 

na wszelki wypadek. 
 

Teraz  muszę  się  skupić  na  reszcie  dnia  i  pozostać  na  niego  lekko  wkurzona,  co, 

miejmy nadzieję, podsyci jego pożądanie. A w tym muszą mi pomóc Rosalie i Alice. 

background image

13

13

13

13

 

 

 
~Edward 

Przez pozostałą część dnia Bella zachowywała dystans i zrezygnowała z przebywania 

w  moim  gabinecie,  gdy  klienci  już  wyszli.  Postanowiła  także  nie  patrzeć  mi  w  oczy  i 
nazywać „panem Cullenem”. 
 

Kiedy  wróciłem  z  krótkiej  przerwy  na  lunch,  zauważyłem,  że  Bella  przebrała  się  w 

inny sweter w tym samym ciemnym odcieniu niebieskiego, który o wiele lepiej na niej leżał i 
nie odkrywał gładkiej skóry jej piersi. Sprawiał jednak, że chciałem je zobaczyć. 
 

- Bella… – powiedziałem, ale przerwała mi zanim mogłem skończyć. 

 

- Panna Swan – poprawiła pewnym tonem. 

 

Tak, wciąż jest wkurzona. 

 

- Panno Swan – przemówiłem takim samym głosem jak ona. – Co mam zaplanowane 

na resztę dnia? 
 

- Za dwadzieścia minut ma pan spotkanie z Mendez Project, które jest przewidziane 

na  półtorej  godziny.  Później  jest  pan  wolny.  Czy  potrzebuje  pan  mojej  pomocy  przy 
następnym spotkaniu? 
 

- Tak, panno Swan. – Chciałem przynajmniej przeprosić, ale przeszkodzono mi zanim 

miałem taką szansę. Dwa wrzody na moim tyłku postanowiły złożyć Belli wizytę. 
 

Świetnie, teraz potrzeba mi tylko nawiązania między nimi przyjaźni. 

 

-  Witaj…  Emmett  powiedział  nam,  że  zaczął  ktoś  nowy.  Jestem  Alice  Whitlock, 

siostrzyczka  Cullenów.  –  Alice  podeszła  do  Belli  i  wyciągnęła  rękę.  Kobieta  natychmiast 
uśmiechnęła się do mojej młodszej siostry i uścisnęła jej dłoń. 
 

- Bella Swan, miło mi cię poznać – powiedziała z uśmiechem na ustach, pierwszym 

od rana. 
 

-  Rosalie  Cullen,  żona  Emmetta  -  rzekła  Rose  także  podając  rękę  mojej  nowej 

sekretarce. Bella uścisnęła ją wstając z krzesła. 
 

-  Miło  mi  cię  poznać.  Muszę  przyznać,  że  jesteś  tak  piękna  jak  zapewniał  mnie 

Emmett. 
 

-  Dziękuję.  Myślę,  że  będziemy  się  dobrze  dogadywać.  –  Rosalie  odwzajemniła 

uśmiech Belli. 
 

Wow, to nie zdarza się często. 

 

Gdy Bella wyszła zza biurka, Alice zagwizdała. 

 

- Wow, spójrz na te nogi. 

 

-  Musisz  mi  powiedzieć  gdzie  chodzisz  na  depilację.  Nigdy  nie  widziałam  tak 

gładkich nóg – zaćwierkała moja siostra. 
 

- Jakiś czas temu miałam laserowe usuwanie włosków – przyznała Bella z rumieńcem 

na twarzy. 
 

- O mój Boże, zawsze chciałam to zrobić. Warto? – zapytała Rosalie, powoli zbliżając 

rękę do uda Belli. Bella przytaknęła dając jej pozwolenie. Po chwili Alice się przyłączyła. 
 

Och na wszystkie świętości, one ją obmacują. 

 

- Tak mi się wydaje – powiedziała brunetka wzruszając ramionami. 

 

-  Twoja  skóra  jest  taka  miękka,  prawie  jak  aksamit  –  przyznała  Rosalie,  prowadząc 

dłoń wzdłuż uda Belli. 
 

Zapiszczałem cicho, co próbowałem ukryć za pomocą kaszlu i dosłownie pobiegłem 

do swojego gabinetu. 
 

Kurwa! Ten obraz odbił się w mojej pamięci na całą wieczność! 

background image

14

14

14

14

 

 

 

Wziąłem  kilka  głębokich  wdechów  i  spryskałem  twarz  wodą,  próbując  uspokoić 

swoje ciało. Pragnąłem, żeby to moja ręka przesuwała się po skórze jej uda. 
 

Kurde, to nie pomaga. 

 
~Bella 
 

Alice,  Rosalie  i  ja  patrzyłyśmy  jak  Edward  uciekł  do  swojego  gabinetu  po  „pisko-

kaszlnięciu”. 
 

Wszystkie zaśmiałyśmy się cicho. 

 

- Bo było zabawne – stwierdziła Rosalie ze złośliwym uśmieszkiem. 

 

- Zgadzam się. Całym sercem stoję za torturowaniem Edwarda – dodała Alice. 

 

-  Dobrze  nam  teraz  poszło,  ale  wcześniej  zachował  się  jak  dupek  i  nie  będę  tego 

tolerować – ostrzegłam je. 
 

-  O  nie,  co  zrobił?  –  Alice  popatrzyła  na  mnie  swoimi  piwnymi  oczami 

przepełnionymi troską. 
 

-  Założył,  że  przespałabym  się  z  jego  klientami  lub  pracownikami,  kiedy  dwaj 

mężczyźni zaczęli się do mnie przystawiać bez mojej uprzedniej zachęty. 
 

-  To  nie  w  stylu  Edwarda  –  powiedziała  oszołomiona  Rosalie.  –  Nigdy  nie  ma  nic 

przeciwko romansom, przede wszystkim, że zazwyczaj jest w nie zamieszany. 
 

-  Chyba  nie  myślisz,  że  był  zazdrosny,  prawda  Rose?  –  zapytała  Alice,  próbując 

zrozumieć poczynania swojego brata. 
 

- Niee – stwierdziły jednocześnie. 

 

- Dobrze dziewczyny, spotkamy się w klubie około 23:00 – przypomniałam im. 

 

-  Chodźmy  najpierw  na  obiad  i  potem  spotkamy  się  z  chłopakami  w  klubie  – 

zaproponowała Alice. 
 

- Umm… nie wiem… - Spojrzałam na Alice; miała takie smutne oczy. 

 

- Dobrze, zazwyczaj nie jestem z rodziną w tak bliskich stosunkach, ale widzę, że wy 

nie dacie mi wyboru – zagderałam. – Teraz idźcie do Edwarda zanim zacznie się jego kolejne 
spotkanie. 
 

Rosalie i Alice pomachały mi i po tym jak ustaliłyśmy restaurację, zamknęły za sobą 

drzwi do biura Edwarda. 
 

Mam  przeczucie,  że  Alice  zawsze  będzie  stawiała  na  swoim  tymi  cholernymi  oczyma  i 

wydętymi ustami. 
 

 

~ Edward 
 

Moja  frustracja  i  irytacja  zwiększyły  się,  kiedy  Alice  i  Rosalie  weszły  do  mojego 

gabinetu. 
 

-  Hej,  Edwardzie,  chciałyśmy  ci  tylko  powiedzieć…  –  odezwała  się  Alice,  zajmując 

miejsce w krześle przede mną – że spotkamy się w klubie po obiedzie z Bellą. 
 

- Macie obiad z Bellą. – to zabrzmiało bardziej jak pytanie. 

 

-  Tak,  jest  nowa  w  mieście,  więc  chcemy  ją  gdzieś  zabrać!  –  oznajmiła  Alice, 

podskakując w krześle. 
 

- Nie mów mi, że zabieracie ją do klubu. 

 

Proszę, powiedz „nie”. 

 

-  Oczywiście,  że  tak,  nie  ma  tutaj  żadnych  przyjaciół.  –  Rosalie  potwierdziła  moje 

obawy. 
 

-  Jakiś  problem,  Edwardzie?  –  zapytała  moja  siostra,  patrząc na  mnie  tymi  dużymi, 

piwnymi oczami. 

background image

15

15

15

15

 

 

 

- Nie. 

 

- Świetnie, widzimy się w klubie! – powiedziała Alice z ekscytacją w głosie i razem z 

Rose zniknęła za drzwiami. 
 

Nie  mogę  sobie  wyobrazić  Belli  w  takim  miejscu,  ale  to  może  mi  pomóc  dostać  się 

pod jej spódnicę. 
 

Odsunąłem od siebie tę myśl, gdy Bella zapukała do drzwi, dając mi znać, że przybyli 

nowi klienci. 
 

- Wejdź – zawołałem. 

 

Kilka  godzin  później,  mogłem  skończyć  pracę  na  dziś.  Wszystko  czego  chciałem  to 

pójść  do  domu,  wypić  piwo  i  zdrzemnąć  się  przed  wyjściem  do  klubu.  Opuściłem  swój 
gabinet i podszedłem do biurka Belli, gdy ta pracowała przy komputerze. 
 

-  Panno  Swan,  dziękuję,  że  udało  się  pani  załatwić  wszystko  tak,  że  mogę  wyjść 

przed szesnastą – powiedziałem, próbując brzmieć szczerze. 
 

- To moja praca, panie Cullen – odpowiedziała szorstko, nawet na mnie nie patrząc. 

 

- Cóż, jak na razie radzi sobie pani świetnie. Umm… - Umilkłem, kiedy odchrząknęła. 

 

- Proszę sobie oszczędzić, panie Cullen. Już się o panu nasłuchałam i nie oczekuję, czy 

pragnę jakichkolwiek przeprosin – oznajmiła ostrym tonem. 
 

-  Może  nie  powinna  pani  wierzyć  we  wszystko  co  pani  usłyszy,  panno  Swan  – 

warknąłem. 
 

- Może nie powinien pan wyciągać pochopnych wniosków – odparowała. 

 

- Może powinna pani następnym razem wziąć do biura marynarkę. 

 

- Może powinien pan patrzeć na moją twarz zamiast na nogi i piersi, sir

 

Nienawidziłem być tak nazywany. Czułem się wtedy staro. 

 

- Nie pochlebiaj sobie – zadrwiłem. 

 

-  Może  nie  powinnam  wychodzić  z  pańską  rodziną  na  obiad,  skoro  najwyraźniej 

zamierza mnie pan zwolnić. – głos i mina Belli złagodniały. 
 

- Nie powiedziałem tego – odrzekłem, również miększym tonem. 

 

Zanim zdążyłem coś powiedzieć, Bella wstała. 

 

- Skończyłam całą pracę na dziś, mogę już iść? – zapytała, nie patrząc mi w oczy. 

 

-  Tak  –  odpowiedziałem,  a  Bella  minęła  mnie,  znów  upajając  moje  zmysły  swoim 

zapachem.  –  Czy  zobaczy  się  pani  dzisiaj  z  moją  rodziną?  –  zapytałem,  nie  chcąc  jeszcze 
tracić jej z oczu. 
 

-  Jeszcze nie  zdecydowałam.  –  Zatrzymała  się  i spojrzała na  mnie  przez  ramię,  a jej 

oczy były miękkie i puste. 
 

- Nie zdecydowałaś? 

 

- Czy powinnam zostać czy odejść. – Powiedziała i już jej nie było. 

 

 

 

 

 

 

background image

16

16

16

16

 

 

3. Granica

3. Granica

3. Granica

3. Granica 

~ Edward 

- Jeszcze nie zdecydowałam. – Zatrzymała się i spojrzała na mnie przez ramię, a jej oczy były 

miękkie i puste. 
 

- Nie zdecydowałaś? 

 

- Czy powinnam zostać czy odejść. – Po tym już jej nie było. 
Myślała o odejściu. Czy naprawdę byłem zbyt nieznośny? Plotki o mnie były aż tak 

złe? 

Tak. Każdy w biurze mógłby powiedzieć jej coś na mój temat. Coś, co sprawiłoby, że 

w jej odczuciu wyglądałem jak babiarz.  

Od czasów liceum, kiedy odkryłem, że zarówno moje rozczochrane włosy jak i ciało 

podobają  się  dziewczynom,  czerpałem  z  tego  korzyści  w  każdy  możliwy  sposób.  Od 
tamtego  momentu  nie  byłem  w  ani  jednym  związku,  który  przetrwałby  dłużej  niż  kilka 
tygodni. Ostatnio nawet były to tylko pojedyncze noce. 

To nie tak, że nie starałem się pogłębiać uczuć w stosunku do nich. Po prostu przez 

większość  czasu  pierdoły,  jakie  wygadywały  wprawiały  mój  umysł  w  odrętwienie.  A 
czasami  odkrywałem  jakąś  cechę  lub  przyzwyczajenie,  które  zwyczajnie  mnie  drażniły. 
Emmett twierdził, że wykorzystuję najdrobniejszą rzecz jako pretekst, żeby z kimś nie być. 
Przypuszczam, że miał rację pod pewnymi względami.  

Kiedyś  Alice  zwróciła  mi  uwagę,  że  muszę  być  samotny.  Śmiałem  się  z  niej  wtedy. 

Miałem różne kobiety w swoim mieszkaniu przynajmniej pięć razy w tygodniu. Można było 
powiedzieć o mnie wszystko, ale nie to, że byłem samotny. Jednak ostatnio zacząłem myśleć, 
że  miała  rację.  Jaki  był  pożytek  z  tego,  że  miałem  kobiety  w  i  poza  moim  apartamentem, 
skoro żadna z nich nigdy nie została na dłużej? Prawda była taka, że mógłbym być w samym 
środku pokoju, otoczony przez morze pięknych kobiet, ale nadal nie czułbym się spełniony. 
Byłem samotny.  

Pokonałem drogę do swojego apartamentu, odtwarzając w głowie wydarzenia dnia. 

Bella była naprawdę piękna zewnętrznie, ale chciałem się dowiedzieć czy jest równie piękna 
wewnątrz.  Wyrzuciłem te  myśli  z  mojej  głowy, wiedząc,  że  pochodzimy  z  dwóch  różnych 
światów.  Po  przeczytaniu  jej  życiorysu  dowiedziałem  się,  że  udziela  się  w  wielu  akcjach 
charytatywnych,  zbiórkach  pieniędzy  na  wydarzenia  i  szpitale.  Jest  dobrym  człowiekiem  - 
bezinteresownym.  

Ktoś taki jak ja tylko by ją zdemoralizował.

 

Po  kilku  godzinach  snu  i  prysznicu  postanowiłem  się  przygotować.  Założyłem 

zapinaną na guziki, ciemnoszarą koszulę, którą Alice kupiła mi na urodziny i parę ciemnych 
dżinsów.  Ogoliłem  się  i  starałem,  aby  moje  włosy  wyglądały  bardziej  przyzwoicie,  ale  nie 
dało  to  żadnego  efektu.  Oklapły  z  powrotem.  Przypuszczam,  że  muszę  się  pogodzić  z  ich 
„seksi”  wyglądem.  Było  ledwie  po  dziewiątej  kiedy  zajechałem  pod  klub  zwany  Bloc, 
znajdujący się w samym sercu Seattle. Wiedziałem, że moja rodzina już tam jest.  

Pokonałem drogę do pokoju dla VIP-ów, który zwykle był dla nas zarezerwowany i 

wszedłem do środka. Spodziewałem się zobaczyć Bellę, ale nie podejrzewałem, że jej widok 
odbierze  mi  dech  w  piersiach.  Kołysała  się  lekko  w  rytm  muzyki,  wychylając  się  z  Alice  i 
Rosalie przez barierkę i patrząc w kierunku parkietu. 

background image

17

17

17

17

 

 

Bella  miała  na  sobie  wąską,  czarną  sukienkę  z  odkrytymi  plecami,  uszytą  tak,  że 

siadając mogła odsłonić jej mleczne nogi od ud aż do czarnych szpilek na jej małych stopach. 
Włosy  opadały  na  jej  plecy  miękkimi  falami,  które  poruszały  się  nieznacznie  z  każdym  jej 
ruchem.  

Moje oględziny zostały przerwane, kiedy Emmett zauważył moje przybycie. 
-  Witaj  bracie,  cieszę  się,  że  jednak  udało  ci  się  wpaść–  powiedział  głośno,  zanim 

podał mi piwo. Jasper prychnął i potrząsnął głową zanim upił łyk ze swojej szklanki. 

Powitanie  Emmetta  zostało  usłyszane  przez  trio  pań.  Alice  i  Rosalie  obróciły  się  i 

przywitały ze mną, ale Bella stała nieruchomo przez chwilę, po czym wróciła do tańca. Nie 
odwróciła się.  

- Dobry wieczór panno Swan. - Starałem się zachować opanowany ton głosu. 
Przestała  się  poruszać,  a  następnie  obróciła  się,  by  na  mnie  spojrzeć.  Jej  twarz  była 

spokojna.  

- Bella - poprawiła mnie i wróciła do patrzenia na tłum. Stanąłem obok niej oczekując, 

że przestanie, ale nie zrobiła tego. Jej oczy były zamknięte, kiedy ruszała się w rytm muzyki, 
a jej ciało dalej mnie kusiło. 

- Czy to oznacza, że nie odchodzisz? - Musiałem zadać pytanie, które całe popołudnie 

krążyło w mojej głowie i chciałem poznać na nie odpowiedź. 

- Nie zamierzam rezygnować Panie Cullen.  Działalność, jaką zajmuje się wasza firma 

jest powodem, dla którego zdecydowałam się dla was pracować. 

To  rozbudziło  moje  zainteresowanie.  Myślałem,  że  po  prostu  potrzebuje  pracy,  jak 

większość ludzi. A to zabrzmiało jakby wybrała naszą firmę z konkretnych powodów. 

- Niech pan nie będzie taki zdezorientowany Panie Cullen... 
- Edward – poprawiłem, zanim zaczęła kontynuować. 
- Edward, jestem dobrze ustawiona, nie potrzebuję pracy. Ale twoja firma ma wiele 

projektów,  które  zajmują  się  pomocą  lokalnym  organizacjom  charytatywnym,  dziecięcym 
szpitalom i parkom. Chcę być tego częścią - wyjaśniła. 

-  Och  –  odpowiedziałem  zastanawiając  się,  co  miała  na  myśli  mówiąc  „dobrze 

ustawiona”. 

Bella  potrząsnęła  głową  patrząc  znowu  na  parkiet.  Zdawała  się  być  pogrążona  we 

własnych myślach. Nagle szeroki uśmiech rozciągnął jej usta i odwróciła się, by zerknąć na 
Alice i Rosalie.  

-  Panie,  idę  potańczyć.  -  Odwróciła  się  do  mnie  i  przeprosiła  nim  odeszła.  Alice  i 

Rosalie  podążyły  za  nią.  Moje  oczy  wciąż  spoczywały  na  niej,  kiedy  razem  przechodziły 
przez zatłoczony parkiet.  

Dziewczyny  nie  weszły  niezauważone,  przyciągały  zarówno  zazdrosne  spojrzenia 

kobiet, jak i obsceniczne gapienie się mężczyzn. Przedostały się na środek parkietu i zaczęły 
tańczyć.  Obserwowałem  Bellę,  gdy  kołysała  rękami  poruszającymi  się  powoli  po  jej  ciele  i 
włosach.  

Kurwa,  chciałbym  żeby  to  były  moje  ręce. 

Mogłem  niemal  zobaczyć  siebie 

przyciskającego się do niej, kiedy się poruszała.  

-  Hej  Edward  coś  nie  tak?  -  zapytał  Emmett  dołączając  do  mnie  i  obserwując  jak 

dziewczyny  kołyszą  się  w  pełnej  synchronizacji.  Potrząsnąłem  głową  i  wypiłem  duszkiem 
moje piwo.  

-  Nie  możesz  poddać  się  pragnieniu,  żeby  ją  zdobyć  Edward  -  powiedział  Jasper 

stając obok mnie. 

background image

18

18

18

18

 

 

-  Nie  mam  pojęcia,  o  czym  mówisz  –  powiedziałem,  a  mój  głos  znajdował  się  na 

krawędzi opanowania. 

-  Ma  na  myśli  to,  że  nie  możesz  próbować  dostać  się  do  jej  majtek.  Ojciec  już  ci 

powiedział,  że  jeśli  dostanie  kolejną  skargę,  to  wykopie  cię  ze  stanowiska  CEO.  -  Emmett 
próbował mnie ostrzec. 

Przewróciłem oczami – jakby mój ojciec faktycznie mógł mnie zwolnić.  
- Nieważne. Idę poszukać jakiegoś towarzystwa na wieczór. 
Wypiłem  jednym  haustem  jakiś  klarowny  płyn  i  udałem  się  w  kierunku  baru 

przekonać  się,  czy  któraś  z  obecnych  dziewczyn  przyciągnie  mój  wzrok.  Niestety  jedyną, 
która  to  robiła  była  Bella  i  facet  trzymający  łapska  na  jej  biodrach.  Czułem  jak  dłonie 
zacisnęły mi się pięści i byłem gotowy wyjść, nie chcąc widzieć jej z nim. 

Zacząłem  wstawać  ze  swojego  miejsca  przy  barze,  kiedy  platynowa  blondynka  ze 

sztucznym biustem o rozmiarze D stanęła przede mną.  

- Edward kochanie. - Jej nosowy ton głosu sprawił, że się wzdrygnąłem. 
- Uh... Lauren. 
Oparłem  się  pragnieniu  by  przewrócić  oczami,  a  zamiast  tego  uśmiechnąłem  się 

uprzejmie. Lauren starała się namówić mnie do zabrania jej do domu. Ale nawet ja miałem 
jakieś  standardy.  Dziś  wieczorem  najwyraźniej  dawała  z  siebie  wszystko.  Była  ledwo 
odziana w jaskrawo różową sukienkę. 

Czy wściekły róż jest nadal w modzie? 

Witaj  Lauren  –  powiedziałem,  moje  oczy  przeszukiwały  parkiet  i  zobaczyłem,  że 

Bella  wciąż  tańczy  z  tym  samym  facetem.  Doszedłem  do  wniosku,  że  muszę  się  im  bliżej 
przyjrzeć.  –  Chciałabyś  zatańczyć?  -  zapytałem  Lauren,  której  oczy  powiększyły  się  na  tę 
myśl. Zadrżałem nieznacznie. 

Kiwnęła  głową  i  poszedłem  na  środek  parkietu,  gdzie  zauważyłem  resztę  rodziny. 

Alice i Jasper splecieni ze sobą poruszali się w rytm muzyki. Emmett i Rose wyglądali jakby 
potrzebowali  pokoju.  Bella  zauważyła  mnie,  kiedy  złapałem  Lauren  za  rękę  i  zacząłem 
tańczyć.  

Bella  obdarzyła  mnie  uśmiechem  i  z  powrotem  zwróciła  swoją  uwagę  na  faceta,  z 

którym tańczyła. Oplotła go swoimi ramionami, gdy zaczął spoglądać w dół na jej sukienkę. 
Starałem  się  nie  patrzeć  na  krągłości  jej  seksownych  bioder,  kiedy  uwodzicielsko  nimi 
kołysała. Ale jej ruchy sprawiły, że nie mogłem odwrócić od niej wzroku, jak lew gotowy do 
skoku. 

Zdjęła  swoje  ramię,  obróciła  się  i  zaczęła  przyciskać  swoje  ciało  do  jego.  Przyłapała 

mnie na gapieniu się na nią, ale nie odwróciła wzroku. Chociaż wiedziałem, że powinienem 
przestać  się  wpatrywać,  nie  potrafiłem.  To  tak  jakby  jej  oczy  miały  trwałą  kontrolę  nade 
mną.  

Zacząłem naśladować jej  ruchy,  tak  jakbyśmy  tańczyli razem.  Jej  oczy  prześlizgnęły 

się po moim ciele, kiedy się ruszałem, zanim zatrzymały się znowu na moich oczach. Fakt, że 
to zrobiła i wciąż na mnie patrzyła powiedział mi, że była pewna siebie.  

Cholera pragnę jej. 
Zdołałem utrzymać to połączenie, kiedy poczułem, że ręka Lauren zaczyna dotykać 

mojej klatki piersiowej. Wyraźnie ponownie zadrżałem i to nie w tym dobrym sensie. Bella 
zaśmiała się cicho. Mrugnęła do mnie i obróciła się do gościa, z którym tańczyła. Pochylił się 
i  zaczął  jej  coś  szeptać  do  ucha.  Odeszła  od  niego  i  zatrzymała  się  za  moimi  plecami 
przejeżdżając ręką po nich i powodując przyjemne dreszcze na całym moim ciele.  

background image

19

19

19

19

 

 

Patrzyłem  jak  wraca  do  naszej  loży  samotnie.  Przeprosiłem  rozczarowaną  Lauren  i 

podczas gdy moja rodzina posyłała mi pytające spojrzenia, poszedłem do loży. Wszedłem do 
środka  i  zauważyłem,  że  rozmawia  z  kelnerką  o  truskawkowych  blond  włosach. 
Wewnętrznie jęknąłem. Tanya. 

-  Jesteś  nową  sekretarką  Edwarda.  Słyszałaś,  co  się  stało  z  ostatnią?  -  Tanya 

uśmiechnęła się szyderczo.  

Nim  Bella  zdążyła  odpowiedzieć  lub  Tanya  podać  jakieś  szczegóły  odchrząknąłem. 

Tanya odwróciła się, by popatrzeć na mnie i delikatnie się do mnie uśmiechnęła.  

- Tanya zdaje się, że to nie twoje zadanie, aby rozsiewać plotki o jednym ze stałych 

bywalców klubu. - Powiedziałem twardym, choć łagodnym głosem. 

- Och, wiem o tym Edwardzie. Chciałam po prostu, aby wiedziała o jednej z kobiet z 

twojej przeszłości. 

-  Kiedy  cię  przeleciał?  -  Bella  spytała  obojętnie.  Tanya  odwróciła  się  prędko, 

zaciskając jedną z dłoni pięść.  

- Nie mam zamiaru odpowiadać na to pytanie - warknęła Tanya. 
-  Jednakże  musiałaś  podzielić  się  wszystkimi  plotkami  z  nową  osobą  towarzyszącą 

rodzinie  Cullenów.  –  Twarz  Belli  była  opanowana  jakby  cała  ta  dyskusja  w  ogóle  jej  nie 
ruszała, w przeciwieństwie do Tanyi. 

Ta  była  zaczerwieniona  i  wyglądała  jakby  była  gotowa  zedrzeć  z  Belli  skórę. 

Brunetka uniosła podbródek nieco wyżej, a ja podszedłem bliżej, gotów aby wkroczyć, jeśli 
wymknęło  by  się  to  spod  kontroli.  Tanya  miała  właśnie  coś  powiedzieć,  ale  Bella  jej 
przerwała. 

-Oszczędź  sobie.  Poproś,  żeby  ktoś  inny  obsługiwał  ten  pokój  albo  pójdę 

porozmawiać z Davidem. 

Tanya cofnęła się, kiedy Bella wspomniała imię właściciela klubu. Zmarszczyła brwi, 

a następnie odeszła tupiąc głośno.  

-Skąd znasz David’a Corteza? 
Bella zaśmiała się nieznacznie rumieniąc.  
–  Pracowałam  dla  niego  kiedyś  i  spotykałam  się  z  jego  bratem,  kiedy  mieszkali  w 

Kalifornii. 

-  I  jesteś  z  nimi  w  dobrych  stosunkach?  -  Nie  chciałem  być  wścibski,  ale  byłem 

ciekawy. 

-  Tak,  cała  rodzina  mnie  kocha.  Może  i  złamałam  mu  serce,  ale  wszyscy  nadal 

jesteśmy  przyjaciółmi.  -  Bella  wzruszyła  ramionami,  kiedy  podniosła  do  góry  szklankę  z 
jakimś przejrzystym płynem, sącząc go powoli. Wyglądał jak zwykła woda. 

- Z jakichś powodów nie trudno mi w to uwierzyć- powiedziałem siadając obok niej 

na niebieskiej, nowoczesnej kanapie. 

- Przepraszam za Tanyę, bywa nierozsądna. 
-  Nie  możesz  jej  całkowicie  obwiniać  Edwardzie,  z  tego  co  słyszałam  w  biurze  ma 

wiele powodów by być zdenerwowaną. Ale jej gniew w stosunku do mnie był bezzasadny. 

- A co takiego usłyszałaś w biurze? - Musiałem o to zapytać. Chciałem wiedzieć czego 

już zdążyła się dowiedzieć. 

-  Do  głowy  przychodzi  mi  określenie  „zaliczam  i  spadam”  -  Bella  zaśmiała  się, 

wachlując się dłonią. 

- Nie powinnaś wierzyć we wszystko co usłyszysz. 
- Proszę cię Edward, nawet twoja siostra przyznała że jesteś męską dziwką. Emmett 

użył zwrotu „ponad miliard obsłużonych” żeby cię opisać. – Bella wzruszyła ramionami.  

background image

20

20

20

20

 

 

- Czekaj chwilę, wypytywałaś moją rodzinę o mnie? - zapytałem skrycie zadowolony. 
- Mówiłam ci już wcześniej, że byłam niezdecydowana, więc chciałam zobaczyć, czy 

to będzie warte pozostania - oświadczyła wstając i podchodząc do poręczy. 

-  I  to  co  powiedziała  moja  rodzina  nie  spowodowało,  że  chcesz  uciec  stąd  jak 

najdalej? 

- Nie wiem kim jesteś, więc nie mogę cię oceniać. Ale jak na razie wydaje się, że mają 

rację.  

-  Chciałbym  mieć  szansę  udowodnić,  że  się  mylą.  -  Nie  mam  pojęcia  co  mnie 

podkusiło, żeby powiedzieć to na głos, ale było już za późno. 

-  Jestem  pewna,  że  ta  taktyka  działała  podczas  twojego  ostatniego  podboju,  ale  na 

mnie niestety nie zadziała - powiedziała pewnie. 

- Zobaczymy - szepnąłem ledwo dosłyszalnym, nawet dla siebie głosem. 
- Chodź, zatańczymy - poprosiła, łapiąc moją rękę. Ten nagły kontakt mnie zaskoczył, 

a po moim ciele przebiegł prąd. Bella nagle się zatrzymała, a jej ciało zadrżało. 

- Przepraszam – elektryczność statyczna - powiedziała ciągnąc mnie przez pokój na 

parkiet. Poprowadziła nas przez tłum na środek sali.  

Bella uśmiechnęła się i zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Podszedłem trochę bliżej 

i  zacząłem  podążać  za  jej  ruchami.  Uśmiechnęła  się  i  położyła  ręce  na  moich  ramionach, 
zmniejszając  przestrzeń  między  nami.  Powoli  umieściłem  ręce  na  jej  tali.  Zamknęła  oczy 
pozwalając muzyce przepływać przez nią. Obserwowałem jej wyraz twarzy, kiedy wodziła 
swoimi  małymi  dłońmi  po  moich  przedramionach,  a  następnie  barkach.  Otworzyła  oczy 
patrząc na mnie. Piosenka się zmieniła, posłała mi uśmieszek wsłuchując się w jej tekst. 

Bella  przysunęła  się  do  mnie  z  uśmiechem  igrającym  na  jej  ustach  i  zaczęła  szeptać 

słowa utworu. Uwielbiam patrzeć jak rysy jej pięknej twarzy zmieniają się kiedy mówi. 
 
Future sex love sound 
Yeah.
 
 
You know what you want 
And that makes you just like me 
See everybody says you're hot, baby 
But can you make it hot for me? 
Said if you're thinking 'bout holding back 
Don't worry, girl 
'Cause I'm gonna make it so easy 
So slide a little bit closer to me, little girl 
Daddy's on a mission to please
 

 
Bella rozluźniła uścisk i odwróciła się przyciskając swoje ciało do mnie. Trzymałem 

ręce na jej talii nie chcąc przekroczyć granicy. Ale ciepło jej ciała samo mnie zapraszało. 
 
Wait a second 
She's hopped up on me 
I've got her in my zone 
Her body's pressed up on me 
I think she's ready to blow 
Must be my future sex love sound 

background image

21

21

21

21

 

 

And when it goes down 
Baby all you gotta do is... 
 
Just tell me which way you like that 
All you gotta do is 
Tell me which way you like that 
Do you like it like this? 
Do you like it like that? 
Tell me which way you like that 
Tell me which way you like that 
 

Odwróciła  się  twarzą  do  mnie  obejmując  mnie  ramionami  i  przyciskając  klatkę 

piersiową do mojej. Odrzuciłem głowę do tyłu i cicho jęknąłem. 
 
You can't stop, baby 
You can't stop once you've turned me on 

 
Spojrzała na mnie i zaczęła przygryzać swoją dolną wargę. Wyglądała tak cholernie 

gorąco, że chciałem wpić się w te usta.  
 
And your enemy are your thoughts, baby 
So just let 'em go 
'Cause all I need is a moment alone 
To give you my tongue 

 
Oblizała  wargi  językiem,  kontynuując  poruszanie  nimi  do  tekstu.  Potrzeba 

przywarcia do niej ustami wymykała się spod kontroli i myślę, że o tym wiedziała.  

 

And put you out of control 
And after you let it in 
We'll be skin to skin 
It's just so natural
 

 
Bella  znowu  sie  odwróciła,  tym  razem  przysuwając  się  całym  ciałem  do  mojego. 

Położyła  dłonie  na  moich  rękach  kierując  je  powoli  w  dół.  Rozkoszowałem  się  gładką 
krzywizną  i  ciepłem  jej  bioder,  kiedy  się  zatrzymała.  Jej  ręce  opuściły  moje  i  jedna  z  nich 
powędrowała do mojego ramienia lekko mnie drapiąc pod materiałem koszuli. 

Kurwa, doprowadza mnie do obłędu. Nie mogę tego dłużej znieść, potrzebuję jej bliżej.  
Owinąłem  ramiona  wokół  jej  tali  przyciskając  swoje  biodra  do  jej  tyłka.  Nie  zrobiła 

żadnego  ruchu  aby  mnie  powstrzymać,  więc  kontynuowałem  myśląc  o  tym,  że  musi 
dokładnie czuć co mi robi. Moja pulsująca erekcja rozrywająca mi spodnie chciała spełnienia, 
a cudowne ciało Belli właśnie nim było. Była moim spełnieniem i moim nałogiem. 

Wszystkie myśli dzisiejszego dnia, o jej ciele poruszającym się tuż przy moim, latały 

mi  po  głowie.  Teraz  miałem  ją  tam  gdzie  chciałem  i  nie  zamierzam  jej  wypuścić. 
Wyszeptałem jej refren piosenki do ucha.  
 
Do you like it like this?
 

background image

22

22

22

22

 

 

Do you like it like that? 
Tell me which way you like it 
Tell me which way you like it 

 
Bella przesunęła tyłkiem dokładnie po mojej erekcji i nie mogłem powstrzymać jęku, 

który wyrwał  się z  moich  ust.  Zaśmiała się  ponawiając  swój  ruch. Miałem  rację,  dokładnie 
wiedziała co mi robi. 

Jeśli  ma  zamiar  się  ze  mną  drażnić,  nie  mogę  pozostawać  jej  dłużny.  Przesunąłem 

ręce z powrotem na jej talię i pozwoliłem im błądzić po kształtach jej ciała. Otarłem się lekko 
o  jej  piersi  i  zacząłem  wracać  w  dół  aż  do  rąbka  jej  sukienki,  czując  skórę  jej  ud.  Nie 
przeszkodziła mi, a nawet słyszałem jej jęki. Przyszła moja kolej żeby się zaśmiać.  

Piosenka  się  skończyła,  a  Bella  znów  odwróciła  się  do  mnie  przodem  ze  złośliwym 

uśmieszkiem na pełnych ustach. Stanęła na palcach i wyszeptała mi do ucha: 

- To jedyny miłosny dźwięk, jaki ode mnie usłyszysz, Edwardzie. – Zaśmiała się na 

rozczarowanie, które musiało być wymalowane na mojej twarzy.  

- Chodź, muszę się napić – powiedziałem, dołączając do niej w śmiechu. Wziąłem ją 

za rękę i poprowadziłem z powrotem do pokoju dla vipów. 

Alice i Rosalie tańczyły na stole, kołysząc się w rytm muzyki. Alice zauważyła nas i 

pomachała do Belli. 

-  Chodź  z  nami  zatańczyć  –  zachęciła,  ale  Bella  potrząsnęła  głową  i  podeszła  do 

chłopaków. 

- Nalej mi kieliszek – powiedziała do Emmetta, który trzymał butelkę tequili. Podał 

Belli  kieliszek,  a  ona  nasypała  sobie  na  nadgarstek  trochę  soli  i  zlizała  ją  powoli,  patrząc 
centralnie na mnie, po czym wypiła płyn. 

Kurwa, to jest seksowne. 
Emmett podał jej plasterek cytryny, śmiejąc się z wykrzywionej twarzy dziewczyny. 

Brunetka wzięła go od niego i wyssała sok zanim wrzuciła kawałeczek owocu do śmietnika. 

- Dobra, teraz jestem gotowa – stwierdziła dołączając do Alice i Rosalie. Potrząsnąłem 

głową  siadając  obok  Emmetta  i  też  nalałem  sobie  kieliszek.  Patrzyłem  jak  dziewczyny 
tańczyły  do  muzyki.  Wyrzuciły  głowy  w  tył,  śmiejąc  się,  kiedy  uświadomiły  sobie,  że  na 
stole jest bardzo mało miejsca. 

Bella zeszła i zajęła miejsce obok Jaspera, a gdy Alice i Rose poprosiły ją żeby do nich 

wróciła, odmówiła. 

- Wybaczcie, ale nie mam zamiaru ryzykować upadkiem w tych szpilkach. 
- Więc Bello, powiedz nam coś o sobie – powiedział Jasper, patrząc na Alice tańczącą 

na stole. 

- Nie ma zbyt wiele do opowiadania. Dopiero co przyjechałam do Seattle. Urodziłam 

się  i  dorastałam  w  Forks,  w  Washingtonie.  Kiedy  byłam  już  pełnoletnia,  wyjechałam  za 
słońcem do Kalifornii. Wróciłam do rodzinnego miasteczka po śmierci rodziców, ale było za 
małe, więc przeprowadziłam się tutaj. 

-  Przykro  mi  z  powodu  twoich  rodziców,  Bello  –  powiedział  Emmett,  pijąc  kolejny 

kieliszek. – Gdzie chodziłaś do szkoły? 

- Stanford. Mam magisterkę z Literatury Angielskiej i licencjat z Biznesu – odrzekła, 

kiedy  kelnerka  pochyliła  się  nad  nią  i  zapytała  czy  czegoś  sobie  życzy.  Bella  pokazała  jej, 
żeby przysunęła się bliżej i wyszeptała jej coś do ucha. Kobieta uśmiechnęła się przytakując. 

- Dziękuję – powiedziała Bella i kelnerka odeszła. 

background image

23

23

23

23

 

 

-  Co  do  cholery  robisz  pracując  dla  Cullen  &  Cullen  Co  jako  sekretarka?  –  zapytał 

Jasper, na co uśmiechnęła się. 

- Już mówiłam Edwardowi, że podobają mi się akcje charytatywne jakie organizujecie 

i chociaż po części chciałam być tego częścią, nawet jeśli to niezbyt wiele. – Bella wzruszyła 
obojętnie ramionami i podniosła się z kanapy, patrząc na parkiet. 

- Bello, wygląda na to, że ten doktor z którym byłaś wcześniej wrócił. Jak ma na imię? 

Wygląda jakby cię szukał – powiedziała Alice. 

- Mike. Ale wygląda jakby był pijany – narzekała brunetka. 
- Więc jest lekarzem. Idź do niego. – Rosalie wtrąciła swoje dwa grosze. Zacisnąłem 

pięści, mając nadzieję, że nie pójdzie.  

-  Dobrze.  Emmett,  potrzebuję  jeszcze  jednego  –  powiedział  Bella,  podchodząc  do 

Emmetta  i  usiadła  pomiędzy  nim  a  mną,  wciskając  się  w  ciasną  przestrzeń.  Jej  sukienka 
podjechała nieco do góry, co nie przeszło przeze mnie niezauważone. Bella wypiła alkohol, 
wzdrygając się nieznacznie i zacisnęła mocno powieki, biorąc cytrynę. 

-  Jeśli  nie  wrócę,  zobaczymy  się  przy  najbliższej  okazji.  I  dzięki  za  drinki  – 

powiedziała  patrząc  na  każde  z  nas.  –  Dzięki  za  obiad,  dziewczyny.  Edward,  dziękuję  za 
taniec. – Odwróciła się i odeszła. 

Zamknąłem  oczy,  walcząc  z  pragnieniem  by  wstać  i  pójść  za  nią.  To  nie  ja 

powinienem  z  nią  być.  To  nie  ja  powinienem  o  nią  dbać.  Potrafiła  sama  to  zrobić, 
wmawiałem sobie. 

- Edward, co z tobą? – zapytała Alice, siadając na miejscu Belli. 
- Nic – wymamrotałem. 
- Jeśli się tak o nią martwisz, obserwuj ją. Jest dobrą osobą, Edward i nie chcę, żeby 

cierpiała. 

- Nie skrzywdziłbym jej. 
- Może nie specjalnie, ale zawsze je ranisz. 
- Naprawdę jestem taki zły? – zapytałem, czekając na odpowiedź, której nie chciałem 

usłyszeć. 

- Ty mi to powiedz. 
Wzruszyłem ramionami zanim wstałem i wyszedłem. Udałem się do łazienki, a kiedy 

przekroczyłem próg zauważyłem, że był tam mężczyzna z którym wcześniej była Bella. 

-  Tak,  jest  zajebista.  Widziałeś  te  nogi?  Nie  wspominając  o  ustach.  Mogę  sobie 

wyobrazić je wokół mojego fiuta – mówił Mike. 

- Szczęściarz! Czyli idzie z tobą do domu? 
- Tak myślę, ale na wszelki wypadek postawię jej jeszcze kilka drinków. 
- Powodzenia, stary. 
-  Dzięki  –  powiedział  Mike,  kiedy  drugi  mężczyzna  wyszedł.  Patrząc  w  lustro, 

przebiegł ręką po włosach zanim sam opuścił łazienkę. 

Szybko  skończyłem  myć  ręce  i  poszedłem  w  kierunku  baru.  Zobaczyłem,  że  Mike 

pochyla się nad kontuarem i prosi barmana o napoje. Przeczesałem pomieszczenie wzrokiem 
i uświadomiłem sobie, że Bella musiała być sama. 

Zauważyłem  ją  na  środku  parkietu,  tańczyła  samotnie.  Obserwowało  ją  kilku 

mężczyzn, a po chwili jeden z nich podszedł do niej od tyłu i położył ręce na jej biodrach. 
Zatrzymała się i odwróciła, potrząsnęła głową, zrobiła kilka kroków w tył i wznowiła taniec. 
Wypiłem kieliszek wódki, kiedy zauważyłem, że kolejny facet próbował szczęścia, ale mu się 
nie powiodło. 

background image

24

24

24

24

 

 

Wtedy  zaczęła  tworzyć  się  kolejka.  Po  piątym  z  kolei,  dostrzegłem  Mike’a 

rozmawiającego  z  jakąś  dziewczyną  z  krótkimi,  brązowymi  włosami  i  nie  zwracającego 
uwagi na Bellę. 

Podszedłem do niej, kładąc ręce na jej biodrach. 
-  Mogę  prosić  o  jeszcze  jeden  taniec?  –  zapytałem  niskim,  ochrypłym  głosem. 

Odpowiedziała  przyciskając  swoje  ciało  bliżej  mojego.  Byłem  gotowy  na  kolejną  rundkę 
zmysłowych ruchów i uwodzenia, ale nie trwało to długo. Mike postanowił do nas podejść. 
Ostrożnie zbadał mnie wzrokiem. 

- Hej Bello, mam nasze drinki. 
-  Jest  zajęta,  tańczy  ze  mną,  Mike  –  warknąłem,  przyciskając  Bellę  do  siebie. 

Mężczyzna cofnął się i odszedł do brunetki, z którą rozmawiał wcześniej. 

- Co to do cholery miało znaczyć? – Bella przestała tańczyć i popatrzyła na mnie. 
- Nie wyjdziesz z nim. Słyszałem w łazience jak się podniecał tym, że zabierze cię do 

domu. 

- Pomyślałeś w ogóle o tym, że może tego właśnie chciałam? 
- Jest pijany, mógłby cię skrzywdzić. Nawet go nie znasz. 
- Jest lekarzem, chciałam z nim iść. 
- Nie wyjdziesz z nim – powtórzyłem pewnym głosem. 
- Co cię to obchodzi? – Spojrzała na mnie z zagubieniem w oczach. 
Nie  wiedziałem  jak  odpowiedzieć.  Moja  mina  złagodniała,  kiedy  popatrzyłem  w  jej 

brązowe tęczówki. 

- Nie wiem. – Musiałem się stamtąd wynieść. Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem 

bez  kobiety  uwieszonej  na  moim  ramieniu,  czy  nowego  numeru,  albo  pożegnania  z  moją 
rodziną.  Wyszedłem,  ponieważ  jeślibym  tego  nie  zrobił,  mógłbym  zrobić  coś  czego  bym 
później żałował. 

Bella Swan wpędzi mnie do grobu. 
 

~ Bella 

Patrzyłam jak Edward wyszedł w chłodne, nocne powietrze Seattle. 
-  Wow,  nigdy  nie  widziałam,  żeby  wyszedł  bez  jakiejś  laski  –  powiedziała 

zachwycona Alice. 

- To było niesamowite – dopowiedziała Rosalie. 
- Widzieliście wyraz jego twarzy? Jakby mu kot zdechł- rzekł Jasper z Alice u boku. 
- Co to znaczy? 
-  To  znaczy,  że  jest  zagubiony.  Chce  ode  mnie  czegoś  więcej,  ale  nie  chce  tego 

przyznać.  Zdaje  się  także  nieco  przestraszony  tym,  że  mnie  zrani  –  odpowiedziałam, 
próbując rozszyfrować wszystko co stało się do tej pory. – Innymi słowy: zastanawia się nad 
swoim postępowaniem. 

Podeszli do mnie Mike, Tyler i Jessica. Uśmiechnęłam się do nich. 
- Więc jak nam poszło? – zapytał Mike, otaczając ramieniem swoją narzeczoną. 
-  Idealnie.  Usłyszał  całą  waszą  rozmowę.  –  Uśmiechnęłam  się  do  swojego  byłego 

obiektu i dwójki klientów. 

- Cieszę się, że mogliśmy pomóc. Dużo ci zawdzięczamy – rzekła Jessica, przytulając 

mnie. Ona i Tyler, najlepszy przyjaciel Mike’a, zatrudnili mnie rok temu, żebym złamała mu 
serce  i  skierowała  jego  uczucia  w  stronę  Jess.  Teraz  są  szczęśliwą  parą,  a  za  miesiąc  biorą 
ślub. 

background image

25

25

25

25

 

 

- Możliwe, że będę cię jeszcze potrzebowała, Mike. Tak jak obiecałam, w zamian za 

waszą pomoc – dwa bilety na Hawaje – powiedziałam, podając im bilety z mojej torebki. 

- Kto jeszcze pomaga ci z tym facetem? – spytał Tyler, patrząc na rodzinę Edwarda. 
- Rodzina Edwarda i moja sekretna broń, Jacob Black. 
- Jacob Black? Ten z Black & Uley Co? Największy wróg Edwarda? – dopytywał się 

Emmett, kładąc rękę na moim ramieniu. 

- Tak, ten. Był moim pierwszym obiektem i jest mi coś winien. Zapoznałam go z jego 

dziewczyna i przyszłą żoną, Nessie. 

- Jak on ci pomoże? – zapytała niepewnie Alice. 
- Och, zobaczysz. 
 

~Edward 

Jak  jedna  kobieta  mogła  sprawić,  że  zaczynałem  wątpić  w  sens  swojego  życia?  To 

szalone,  jest  jak  każda  inna.  Kogo  ja  oszukuję,  jest  całkowicie  inna.  Jeśli  byłoby  inaczej  nie 
pomyślałbym  o  niej  dwa  razy.  Zapłaciłem  taksówkarzowi  i  poszedłem  do  swojego 
mieszkania na jedenastym piętrze budynku, w którym mieszkałem. 

Szybko  się  przebrałem  i  położyłem.  Moje  myśli  krążyły  wokół  Belli  i  tym,  jak 

cudownie  było  czuć  jej dotyk,  jej  miękką  skórę i  ciepłe  dłonie.  Zasnąłem,  wiedząc,  że  moje 
sny będą dotyczyły tylko jednej osoby. I mile je przywitałem. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

26

26

26

26

 

 

4444. . . . Siłownia

Siłownia

Siłownia

Siłownia    

 

*Sobota*

*Sobota*

*Sobota*

*Sobota* 

 
~Edward
 

Nigdzie  nie  wychodziłem.  Cały  dzień  oglądałem  telewizję  czy  słuchałem  muzyki. 

Alice  zadzwoniła  i  pytała  czy  będę  w  klubie  dzisiaj  wieczorem,  ale  powiedziałem  że  nie. 
Prawda była taka, że bałem się, że ona tam będzie. Ostatniej nocy całkiem dobrze spałem, ale 
obudziłem się wcześnie i nie mogłem z powrotem zasnąć. W mojej głowie kłębiły się myśli 
dotyczące jej osoby. 
 

Sądzę,  że  powód  dla  którego  nie  mogłem  przestać  myśleć  o  Belli  był  taki,  że  jest 

nieosiągalna co sprawiało, że nie byłem w stanie się jej oprzeć. To wszystko, nic poza tym. 
Musiałem  znaleźć  sposób,  żeby  wyrzucić  ją  ze  swojego  systemu.  Kiedy  to  już  nastąpi,  nie 
będzie mnie więcej interesowała. Tego jestem pewien. 
 

Projekt „Uwieść Bellę Swan” jest w toku.  

 
~Bella 
 

Dzwoniła  Alice  i  powiedziała,  że  Edward  postanowił  nie  iść  dziś  do  klubu. 

Uświadomiła mi też, że to pierwszy raz od ponad dwóch lat. Stwierdziłam, że może nie czuł 
się  zbyt  dobrze,  ale Alice  miała wątpliwości. Ja  też,  ale  nie  przyznałam  się  do  tego.  Sobotę 
spędziłam w domu oglądając stare filmy. 
 

*Niedziela*

*Niedziela*

*Niedziela*

*Niedziela* 

 
 

Postanowiłam  pójść  na  siłownię  jako  że  przeprowadzka  sprawiła,  że  zaniedbałam 

ćwiczenia przez kilka tygodni. Kiedy szłam do pobliskiej siłowni, myślałam o wszystkim co 
wydarzyło się od momentu, kiedy przyjęłam sprawę Edwarda Cullena. 
 

Wyraz jego twarzy, gdy opuszczał klub w piątkowy wieczór mógł pokazywać ból lub 

wątpliwość. To niemożliwe, żebym tak szybko przebiła się przez jego mury. Nie kogoś,  kto 
ma tak pokaźną „kartotekę”. 
 

W ciągu pięciu lat i dziewięciu obiektów, jakich do tej pory miałam, do momentu, w 

którym poddali się swoim uczuciom mijały tygodnie, a nawet miesiące. W ciągu tego czasu 
zrozumiałam,  że  nie  zakochiwali  się  we  mnie.  Zakochiwali  się  w  ideale  kobiety,  jaki 
udawałam.  To  dlatego  tak  łatwo  było  ich  później  skierować  na  właściwą  osobę.  Wszyscy 
faceci,  którymi  się  zajmowałam,  znaleźli  partnerki  i  byłam  szczęśliwa,  że  mogłam  w  tym 
pomóc.  Tylko  w  ten  sposób  mogłam  się  upewnić,  że  coś  co  przydarzyło  się  Briannie  i 
Jordanowi się nie powtórzy. 
 

Ale  ta  sprawa  była  inna.  Mieliśmy  dużo  wspólnego.  Pociągał  mnie.  Jego  dotyk 

wprawiał  moje  ciało  w  szał.  Pragnęłam  więcej.  To  dlatego  nie  mogłam  oderwać  od  niego 
wzroku.  Sposób w  jaki na  mnie  patrzył  tylko  jeszcze  bardziej  mnie  podniecał.  Jego zapach 
upajał zmysły, a głos był taki kuszący. To było dla mnie naprawdę nieznane terytorium. 
 

Kurwa! Pragnęłam Edwarda Cullena. 

 

background image

27

27

27

27

 

 

~Edward 

Postanowiłem  pójść  na  siłownię.  Opuszczałem  ją  od  piątku  i  dzisiaj  musiałem  to 

nadrobić. Wrzuciłem na siebie szorty do koszykówki i biały podkoszulek zanim wyszedłem 
z  moją  torbą  na  siłownię  na  chłodne  powietrze  Seattle.  Przeszedłem  przez  frontowe  drzwi 
automatycznie zmierzając do mojej ulubionej bieżni stojącej przed ścianą luster. 

Postawiłem  torbę  obok  siebie,  ustawiłem  tempo,  nachylenie  i  zacząłem  moje 

standardowe  ćwiczenia.  Potem  spojrzałem  w  górę  i  westchnąłem.  Nie  mogłem  się 
powstrzymać.  W  lustrze  odbijała  się  Bella  na  bieżni,  w  czarnym  sportowym  biustonoszu  i 
niebieskich  skąpych  szortach.  Jej  długie  włosy  związane  były  w  koński  ogon  odsłaniając 
gładką skórę jej szyi. Jęknąłem widząc jak jej skóra zalśniła od potu.  

Idź tam idioto! Teraz jest dobra okazja aby wprowadzić w życie plan uwiedzenia Belli Swan.  
Zatrzymałem  maszynę  i  przeszedłem  na  jedną  ze  znajdujących  się  obok  Belli.  Nie 

zauważyła  mnie,  oglądała  coś  na  iPodzie.  Teraz  kiedy  tu  byłem,  chciałem  żeby  mnie 
zauważyła.  Ustawiłem  bieżnię  i  ponownie  rozpocząłem  trening.  Zerknąłem  na  Bellę,  która 
nadal nie podnosiła wzroku.  

- Bella? – powiedziałem jakbym pytał. Odwróciła się by na mnie spojrzeć. Jej brązowe 

oczy  rozszerzyły  się  ze  zdziwienia.  Obejrzała  się  zamykając  na  chwilę  oczy,  a  potem  się 
uśmiechnęła. 

- Witaj Edwardzie – powiedziała lekko zmieszana. – Mieszkasz gdzieś w okolicy? 
- Kilka budynków stąd. A co? – spytałem decydując się patrzeć na jej odbicie mając 

nadzieję, że nie przyłapie mnie znowu na gapieniu się na nią. 

-  Cóż  musisz  mieszkać  niedaleko  aby  przychodzić  akurat  do  tej  siłowni,  która 

znajduje  się  połowę  drogi  przez  miasto  od  miejsca  w  którym  pracujesz.  –  Bella  wzruszyła 
ramionami. Podniosła iPoda i wyłączyła muzykę oraz wideo które oglądała.  

-  A  ty?  –  zapytałem  zastanawiając  się  przez  moment  jakim  cudem  mogła  sobie 

pozwolić na jakiekolwiek mieszkanie w tej dzielnicy. 

-  Nie  bądź  taki  zaskoczony.  Powiedziałam  Ci  że  jestem  bogata  –  wydyszała 

zniecierpliwiona. – Mieszkam parę budynków dalej. 

Miałem właśnie zapytać, czy mieszka gdzieś niedaleko mnie, kiedy przeszkodził mi 

cichy  dzwonek  jej  telefonu.  Uśmiechnęła  się  i  mruknęła  ‘przepraszam’  zanim  odebrała. 
Słuchałem tej jednostronnej rozmowy.  

- W porządku. Nie... jest OK. 
- Muszę tylko znaleźć innego partnera do walki. 
- Lepiej żebyś mi to wynagrodziła. Pogadamy później. – Bella rozłączyła się i zwróciła 

swoją  uwagę  na  mnie.  Zauważyłem,  że  nie  zwolniła  przez  cały  czas  kiedy  rozmawiała. 
Wychwyciłem  również,  że  mieliśmy  tą  samą  prędkość  i  stopień  nachylenie.  Zwiększyłem 
swoją. Wiem że to dziecinne, no ale to ja jestem facetem, powinienem być silniejszy. 

- Przepraszam za to. Miałam się tu spotkać z koleżanką żeby potrenować, ale musiała 

odwołać. – Bella potrząsnęła głową i powoli zwiększyła prędkość. 

- Walki? – Byłem ciekaw co ta drobna, delikatna kobieta może robić. 
- Tae-kwon-do i jujitsu – odparła wzruszając ramionami. 
Chyba sobie jaja ze mnie robi. 
-  Nie  jestem  aż  tak  delikatna  Edwardzie  –  powiedziała  patrząc  gniewnie  na  szok 

wymalowany na mojej twarzy. 

- Ja też trenuję – odpowiedziałem, wciąż nie wierząc że ćwiczy. 
-  Naprawdę?  –zapytała,  a  jej  oczy  zapłonęły  z  podniecenia.  –  Zainteresowany  małą 

walką? 

background image

28

28

28

28

 

 

Jak  mogłem  odpowiedzieć  ‘nie’ na  coś takiego? Ale  zdecydowałem  się  troszkę  się  z 

nią zabawić.  

- No nie wiem Bella, jestem dość duży a ty...um, malutka. 
Spojrzała na mnie, a jej szyja i policzki zrobiły się czerwone z gniewu. 
Moja dziewczynka. Uwielbiam te rumieńce. Cholera, jest taka seksowna kiedy się wścieka. 
Szybko się zebrała schodząc z maszyny. Porwała ręcznik i butelkę z wodą wyraźnie 

zirytowana.  

-  Jak  sobie  chcesz  Cullen.  Będę  w  pokoju  numer  cztery  jeśli  zmienisz  zdanie  - 

powiedziała, kołysząc uwodzicielsko biodrami, kiedy ode mnie odchodziła. 

Niech  sobie  trochę  poczeka.  Jeśli  pobiegłbym  za  nią  teraz  mogłaby  pomyśleć,  że 

jestem zdesperowany. 

Udało mi się odczekać całe sześćdziesiąt sekund, zanim za nią pobiegłem. 
To tyle jeśli chodzi o czekanie. 
Drzwi do sali były lekko otwarte, wszedłem ostrożnie mając nadzieję na zobaczenie 

zajebistego  małego  tyłeczka  Belli.  Sala  którą  wybrała  była  zwykle  używana  do  aerobiku  i 
miała ścianę z luster po jednej stronie. 

Stała  przed  lustrem,  robiąc  układ  technik  blokowania  i  powracając  do  stanu 

wyjściowego. Zakończyła wszystko serią kopnięć, wliczając w to mocny kop poniżej kolan. 

-  Będziesz  tak  tylko  stał  i  się  gapił,  czy  masz  zamiar  do  mnie  dołączyć?  –  Bella 

drażniła  się  ze  mną  spoglądając na  mnie  w  lustrze.  Uśmiechnąłem  się  podchodząc  do niej, 
nawet nie zadając sobie trudu żeby przestać oglądać jej piękny tyłek. 

-  Jeśli  zrobię  ci  krzywdę  musisz  mi  powiedzieć,  żebym  mógł  się  wycofać  – 

powiedziałem obawiając się, że mógłbym ją skrzywdzić. 

Bella  przewróciła  oczami,  mrucząc  przekleństwa  pod  nosem.  –Jeśli  to  sprawi  że 

poczujesz  się  lepiej,  co  ty  na  to  żeby  zamiast  pełnych  pchnięć  i  kopnięć  ograniczyć  się  do 
uderzania otwartą ręką i lekkich pchnięć. 

Skinąłem  głową  na  zgodę,  cholera,  teraz  zgodziłbym  się  na  wszystko.  Nawet 

słuchając każdego jej słowa nie mogłem nic poradzić i patrzyłem na nasze odbicia w lustrze. 
Pieprzenie  się  w  tym  pokoju  byłoby  niezapomniane.  Tak,  będę  cię  miał  Bella,  w  tym  pokoju 
niedługo. 

Po tym jak porzuciłem oglądanie nas w lustrze, zabraliśmy maty służące do ćwiczeń i 

przeciągnęliśmy je pod lustra. 

Stanęliśmy  naprzeciwko  siebie  w  normalnej  pozycji  i  skłoniliśmy  się  lekko,  zanim 

ustawiliśmy się we właściwej pozycji. Tańczyliśmy wokół siebie przez kilka chwil, lustrując 
się  wzrokiem.  Bella  zadała  pierwszy  cios  i  udało  jej  się  uderzyć  mnie  lekko  w  pierś. 
Odpowiedziałem  tym  samym  i  spotkałem  się  z  pośrednim  blokiem.  Wykonała  dwa 
uderzenia, które zablokowałem niskim i wysokim blokiem.  

-  Więc,  dobrze  się  bawiłaś  w  piątek  wieczorem?  –  zapytałem,  zastanawiając  się  czy 

wyszła z tym doktorem. Miałem nadzieję, że nie. 

- Tak, to była ciekawa noc, a twoja rodzina jest naprawdę wspaniała – powiedziała z 

uśmiechem,  zanim  klepnęła  w  mój  biceps.  Dźwięk  naszych  ciał  stykających  się  ze  sobą 
wywoływał u mnie bardzo niegrzeczne myśli. 

Wyrzuciłem  prawą  rękę  w  kierunku  jej  klatki  piersiowej,  żeby  się  przekonać  czy  to 

zablokuje  i  zrobiła  to  blokiem  środkowym.  Potem  zadałem  szybki  cios  lewą  ręką,  lekko 
muskając jej prawą pierś. Bella kontynuowała jakby nic się nie wydarzyło, więc atakowałem 
dalej, klepiąc ją w udo. Boże, byłem twardy jak skała jedynie od słuchania tego dźwięku. 

background image

29

29

29

29

 

 

-  Przykro  mi,  ale  wyszłam  kiedy  odstraszyłeś  doktora  –  powiedziała  i  zablokowała 

dwa moje ataki na pierś.  

- Nie musisz przepraszać, to nie była moja sprawa. – To naprawdę nie był mój interes, 

ale  naprawdę  nie  chciałem  widzieć  jak  wychodzi  z  tym  facetem.  Nie  miałem  pojęcia 
dlaczego, może to jakiś dziwny instynkt nakazujący mi ją chronić.  

Bella zaskoczyła mnie wyprowadzając trzy ciosy w krótkiej szybkiej serii. Cholera, jest 

dobra.

 

- Muszę przeprosić. Jego narzeczona pojawiła się parę minut po tym jak odszedłeś. – 

Bella  wzruszyła  ramionami.  Wykorzystałem  ten  moment  rozproszenia  i  skierowałem  dwa 
lekkie ciosy do każdej z piersi. Potrząsnęła głową i wyglądała jakby starała się nie roześmiać. 
Uśmiechnęła  się,  unosząc  brwi  w  pytaniu,  więc  tylko  wzruszyłem  ramionami  udając 
niewinność.  

Walczyliśmy  w  ten  sposób  przez  kilka  minut,  zanim  Bella  postanowiła  dodać 

kopnięcia. Kopnęła mnie lekko w klatkę piersiową. Potknąłem się nie spodziewając się tego. 
Uniosłem brwi, a ona uśmiechnęła się, palcami pokazując „no dalej”. Po tym nasze ćwiczenia 
stały się bardziej intensywne. Byliśmy śliscy od potu po trzydziestu minutach. Kopnąłem ją 
lekko w brzuch, ale ona upadła na kolana jęcząc.  

Panikując podszedłem do niej, chcąc pomóc.  
-  Bella  zrobiłem  ci  krzywdę?  Przepraszam.  –  Poczułem  jak  jej  nogi  blokują  moją 

prawą kostkę, jej lewa ręka uderzyła mnie w pierś powodując, że przewróciłem się na plecy 
na matę.  

Bella śmiała się z wyrazem zadowolenia na twarzy.  
-  HA!  Nabrałam  złego  chłopca  Cullena  i  przewróciłam  go  na  plecy  –  śpiewała 

wykonując mały taniec zwycięstwa, stojąc z zamkniętymi oczami koło moich nóg. 

Spojrzałem  na  nią,  co  pozostało  niezauważone.  Oh,  nie  dam  się  pokonać  Swan

Owinąłem  nogi  wokół  jej  stóp,  co  spowodowało  że  poleciała  do  przodu,  ale  złapałem  ją  i 
obróciłem  nas.  Moje  kolana  były  teraz  po  dwóch  stronach  jej  brzucha.  Starałem  się  nie 
przygnieść jej niewielkiego ciała swoim ciężarem, ale na tyle aby nie mogła uciec. Położyłem 
ręce na jej ramionach.  

- Nie grasz fair Bello. – Uśmiechnąłem się i zostałem spiorunowany jej spojrzeniem. 

Potem  uśmiechnęła  się  blokując  moją  prawą  kostkę  lewą  stopą,  a  rękami  łapiąc  za  prawe 
ramię.  Uniosła  biodra  i  popchnęła  z  całej  siły,  obracając  nas  tak,  że  teraz  to  ona  na  mnie 
siedziała. 

Ja pierdole!  
Jej  tyłek  był  na  moim  brzuchu,  a  nogi  owinięte  wokół  mnie  według  „techniki 

winorośli”,  powodując,  że  moje  kolana  ugięły  się  i  rozłożyły  blokując  się  w  miejscu. 
Przycisnęła  górne  części  ciała  do  mojej  piersi;  jej  ramiona  oparły  się  o  mój  bark,  a  dłonie 
położyła płasko na podłodze po obydwu stronach mojej głowy. 

Oddychaliśmy ciężko z trudem łapiąc powietrze. Jej pierś falowała tuż przy mojej. 
Kurwa! Na pewno zauważy moje oczywiste pobudzenie. 
To był pierwszy raz kiedy walczyłem z kimś kto mnie pociągał, i zaczynałem się czuć 

jak podczas gry wstępnej. Mogłem do tego przywyknąć. 

Żadne  z  nas  niczego  nie  powiedziało.  Nasze  oddechy  dalej  były  nierówny,  a  oczy 

zamknięte.  Po  kilku  chwilach  Bella  otrząsnęła  się  ze  stanu  ogłuszenia  w  jakim  się 
znajdowaliśmy i wyplątała swoje nogi z uścisku. Usiadła na moim brzuchu, krzyżując ręce 
na piersi. Zmarszczyła brwi i poruszyła powoli biodrami. Powstrzymałem syknięcie. Zsiadła 
ze mnie i mrugnęła, zanim pozbierała swoje rzeczy.  

background image

30

30

30

30

 

 

- To był dobry trening Edwardzie. Powinniśmy to powtórzyć. - Zaoferowała mi rękę, 

a ja ją chwyciłem, opierając się chęci przyciągnięcia jej do siebie. Wkrótce oprzytomniałem. 
Wstałem z maty i przysunąłem się lekko.  

-  Zgadzam  się  Bello.  Zazwyczaj  ćwiczę  codziennie  po  pracy  –  powiedziałem,  mając 

nadzieję  że  znowu  się  do  mnie  przyłączy.  Wkrótce  będziemy  się  pieprzyć  przed  tymi 
lustrami. 

- Zapamiętam to. Cóż, do zobaczenia jutro. – Uśmiechnęła się, po czym odwróciła się 

i wyszła. Moje oczy były zwrócone na jej tyłek, jak zwykle. Boże, ma wspaniały tyłek. 

Kurwa, jak do cholery mam przetrwać jutrzejszy dzień? 

 

*Poniedziałek*

*Poniedziałek*

*Poniedziałek*

*Poniedziałek*    

 
~ Edward 
 

Kiedy  nacisnąłem  guzik  windy,  byłem  spóźniony  już  trzydzieści  dwie  minuty. 

Wiedziałem,  że  mam  pełny  grafik  i  spotkanie  w  czasie  lunchu,  i  strasznie  się  tego 
obawiałem. Nie spałem zbyt dobrze tej nocy. Moje ostatnie spotkanie z Bellą pozostawiło w 
moich  myślach  kilka  bardzo  niegrzecznych  fantazji  o  naszym  kolejnym  sparingu  i 
ustawiałem namiocik za każdym razem gdy o tym pomyślałem. 
 

Kurwa, to nie czas, żeby o tym myśleć

. Znów musiałem się poprawić. 

 

Wyszedłem  z  windy  i  zaskoczył  mnie  widok  Belli,  czekającej  na  mnie  z  filiżanką 

kawy. 
 

- Spóźniłeś się – zbeształa mnie delikatnie. – Kawa: czarna z dwoma kostkami cukru. 

– Podała mi naczynie. 
 

-  Dzięki.  –  Upiłem  łyk,  a  moje  oczy  podziwiały  jej  czerwony,  mocno  wycięty 

sweterek, czarną spódnicę i włosy, związane w seksowny, luźny kucyk. 
 

-  Skończyłeś?  –  Uśmiechnęła  się  złośliwie,  zanim  stanęła  przy  mnie,  gestem 

wskazując bym szedł dalej. 
 

Przyłapała mnie na gapieniu się. Kurwa. 

 

Zacząłem iść w stronę naszego biura. 

 

- Dobrze. Masz dzisiaj pełny grafik, ale na szczęście lunch z Philem Knightem został 

przesunięty  na  przyszły  tydzień.  –  Uśmiechnęła  się,  dotrzymując  mi  tempa.  –  Twoje 
pierwsze  spotkanie  jest  za  dziesięć  minut,  a  zapisałeś,  że  będzie  trwało  minimum 
trzydzieści. Na twoim pulpicie umieściłam wszystkie potrzebne pliki. 
 

- Świetnie, chcę, żebyś znów robiła notatki – powiedziałem, biorąc kolejny łyk kawy. 

 

- Dobrze. – Uśmiechnęła się i usiadła za swoim biurkiem, patrząc na monitor swojego 

komputera.  Rzuciłem  jej  ostatnie  przeciągłe  spojrzenie,  zanim  wszedłem  do  swojego 
gabinetu. 
 
~ Bella 
 

Jak do cholery mam przejść przez dzisiejszy dzień i nie myśleć o twardym penisie Edwarda? 

 

Kiedy weszłam do swojego biura i zobaczyłam, że mam pełną skrzynkę widomości 

głosowych,  wewnętrznie  jęknęłam.  Zapowiadał  się  długi  dzień.  Zaczęłam  odsłuchiwać 
wiadomości,  ale  ciężko  było  się  skoncentrować.  Moje  myśli  ciągle  wracały  do  widoku 
Edwarda w tym podkoszulku i spodenkach, sposobu w jaki napinały się jego bicepsy, a jego 
łydki wyglądały tak dobrze, że mogłabym je lizać. 

background image

31

31

31

31

 

 

 

Podczas  sparingu  poczułam,  że  jest  bardzo  dobrze  obdarzony  przez  naturę  i  mój 

umysł  musiał  ciężko  pracować,  żeby  o  tym  nie  myśleć.  Spodobało  mi  się,  że  lubił  sport  i 
schlebiało mi, że tak na niego działałam. Już myślałam o naszym następnym treningu. 
 

Po  pewnym  czasie  zauważyłam,  że  Edward  się  spóźnia.  Po  dwudziestu  ośmiu 

minutach  zaczęłam  martwić  się  o  jego  następne  spotkanie.  Kiedy  skończyłam  robić  mu 
kawę, dostałam telefon z ochrony, że jest już w drodze na górę. Postanowiłam spotkać się z 
nim przy windzie i razem rozpocząć nasz dzień. 
 

Tak, wmawiaj to sobie. Po prostu chciałaś go szybciej zobaczyć. 

 

Stałam  przy  windzie  z  kawą  w  rękach,  kiedy  drzwi  otworzyły  się  i  pojawił  się 

Edward w ciemnoniebieskim garniturze, który leżał na nim znakomicie. 
 

Cholera, tak smakowicie. 

 

 

~ Edward 
 

Bella  wprowadziła  państwo  Weatherby,  którzy  byli  umówieni  na  moje  pierwsze 

spotkanie. Zanim zajęła miejsce obok mnie, wyregulowała klimatyzator. Uniosłem pytająco 
brew. 
 

- Na wszelki wypadek – powiedziała, gdy już usiadła i mrugnęła do mnie, otwierając 

swojego laptopa. 
 

Cholera, musiała mi o tym przypomnieć? Moment, czy ona ze mną flirtuje? 

 

Przez  następnych  trzydzieści  minut,  podczas  których  omawialiśmy  zmiany 

wprowadzane  do  projektu  domu  moich  klientów,  zerkałem  ukradkowo  na  Bellę.  Kiedy 
zobaczyłem,  że  się  na  mnie  gapi,  szybko  się  odwróciła  i  zarumieniła.  Naprawdę  lubiłem 
widzieć jej skórę przyozdobioną tym smakowitym odcieniem różu. 
 

Flirtuje. To będzie wręcz zbyt łatwe. 

 

Gdy Bella wyprowadziła klientów, poprosiłem żeby usiadła. Jej oczy rozszerzyły się 

ze zdziwienia, ale przytaknęła, zanim zajęła miejsce przed moim biurkiem. 
 

-  Bello,  chciałem  zapytać  czy  chciałabyś  zjeść  ze  mną  dzisiaj  lunch?  –  zapytałem, 

patrząc na nią spod rzęs. 
 

- Jasne. Początkowo miałeś zaplanowane dwugodzinne spotkanie z panem Knight od 

11:30. 
 

- Więc spotykamy się o w pół do dwunastej – potwierdziłem z uśmiechem. 

 

- Po lunchu masz tą ważną prezentację z ojcem i urzędnikami miasta. Przeglądałam 

notatki,  które  zostawiła  twoja  poprzednia  sekretarka,  ale  nie  znalazłam  żadnych  plików. 
Pytałam Margaret, asystentkę twojego ojca, i powiedziała, że też ich nie ma. 
 

-  Prześlę  ci  wszystkie  dokumenty,  które  tego  dotyczą.  Musisz  także  zrobić  do  tego 

czasu raporty z tego projektu dla dwudziestu osób? – powiedziałem jak pytanie, wiedząc, że 
ledwie zdąży je skopiować i złożyć w całość. 
 

-  Dobrze.  Właśnie  doszła  nowa,  szybsza  kopiarka  i  strasznie  chciałam  ją 

wypróbować. Prześlij mi pliki i wszystkim się zajmę – stwierdziła Bella, a potem przygryzła 
wargę  w  koncentracji.  –  Nie  będę  mogła  towarzyszyć  ci  na  pozostałych  porannych 
spotkaniach. Zostawię dyktafon i później je spiszę. 
 

- Brzmi świetnie, Bello. – Byłem zachwycony, że nie okazała wątpliwości, że uda jej 

się wykonać zadania na czas. 
 

-  Za  dwadzieścia  minut  masz  kolejne  spotkanie.  Chcesz  jeszcze  kawy?  –  zapytała, 

podczas  gdy  wyprostowała  nogi  by  wstać,  przypadkowo  pokazując  mi niewielki  fragment 
swoich białych majtek.  
 

 Świetnie, teraz będę miał ten obraz przed oczami przez całe spotkanie. 

background image

32

32

32

32

 

 

 

-  Edward?  –  Bella  wyciągnęła  mnie  z  zamyślenia.  Potrzasnąłem  nieznacznie  głową, 

zanim spojrzałem jej znów w oczy. – Chcesz jeszcze kawy? 
 

- Nie trzeba. I tak masz pracowity poranek.  – Przytaknęła, posyłając mi zapierający 

dech w piersi uśmiech i wyszła. 
 

Zebrałem do kupy swoje myśli i musiałem poprawić się w spodnich, przypominając 

sobie  jej  białą  bieliznę.  Przesłałem  Belli  wszystkie  pliki  dotyczące  projektu.  Kilka  minut 
później wyszedłem z gabinetu i zauważyłem, że Belli nie było przy jej biurku. Poszedłem do 
pokoju  dla  pracowników  po  kolejną  kawę.  Otworzyłem  drzwi  i  zobaczyłem  Bellę  stojącą 
tyłem do mnie przy ekspresie do kawy, a tuż za nią znajdował się James. Zacisnąłem pięści, 
kiedy usłyszałem, że do niej mówi. 
 

- Bello, daj spokój, chodź ze mną na lunch – nalegał James.  

 

- Już mam plany – powiedziała Bella, nie patrząc na niego. James przysunął się bliżej 

do  Belli,  kładąc  ręce  na  blacie  po  obu  stronach  jej  ciała.  Bella  próbowała  się  wydostać,  ale 
mężczyzna jej na to nie pozwolił. 
 

- Odsuń się – powiedziała napiętym głosem. 

 

- Tak, odsuń się James – powtórzyłem, podchodząc do nich. James wyprostował się, 

zabierając ręce z szafki i zrobił kilka kroków do tyłu, rzucając mi wściekłe spojrzenie. Bella 
odwróciła się i popatrzyła ze złością na Jamesa, mijając mnie. 
 

-  Jeśli  będziesz  czegoś  potrzebował  Edwardzie,  będę  w  pokoju  z  kserem  – 

powiedziała Bella, a jej głos lekko drżał. Przytaknąłem w odpowiedzi, wciąż patrząc w oczy 
Jamesowi. Bella wyszła. 
 

- Mówiłem, żebyś trzymał się od niej z daleka. – Mój głos był pełen jadu. 

 

- Widzę, że też jeszcze nie dostałeś się pod jej spódnicę. Cóż, to tylko kwestia czasu, 

zanim  podda  się  moim  zalotom.  Byłoby  miło,  gdybym  cię  tym  razem  pokonał  –  zadrwił 
James. 
 

-  To  nie  są  jakieś  chore  zawody  –  warknąłem,  robiąc  w  jego  kierunku  jeszcze  kilka 

kroków. 
 

- Od kiedy? – odparował. 

 

Zacisnąłem szczękę, napełniając kubek kawą. 

 

- Nie zbliżaj się do niej. 

 

James śmiał się przez chwilę, potrząsając głową, zanim wyszedł. 

 

Normalnie  chętnie  założył  bym  się  z  Jamesem,  ale  Bella  na  to  nie  zasługiwała.  Nie 

żeby próby zaciągnięcia jej do mojego łóżka były czymś lepszym. 
 

Pójdę za to do piekła. 

 

Szedłem do biura Emmetta, żeby się przywitać, kiedy mój wzrok przyciągnęły drzwi 

do  pokoju  z  kserem.  Oparłem  się  o  futrynę,  obserwując  jak  Bella  pracuje  przy  kopiarce, 
plecami  do  mnie.  Przestąpiła  z  nogi  na  nogę.  Jej  nogi  były  niesamowitego  kremowego 
koloru. 
 

- Podoba ci się to co widzisz? – zapytała Bella, śmiejąc się miękko. 

 

Pierdol to, bądź szczery. Kobiety to lubią. 

 

- Tak- opowiedziałem zgodnie z prawdą. 

 

Zamiast odpowiedzi, „przypadkowo” upuściła papier na podłogę i pochyliła się, by 

go podnieść. Kiedy to zrobiła, jej spódnica podjechała do góry, ledwie zakrywając jej piękne 
pośladki. 
 

Jęknąłem, nie zdążyłem się powstrzymać. Usłyszałem miękki śmiech, kiedy Bella się 

wyprostowała i odwróciła, by na mnie spojrzeć. 
 

Pogrywa ze mną. I uwielbiam to. 

background image

33

33

33

33

 

 

 

Jej oczy przebiegły po moim ciele i oblizała wargi. Zdusiłem kolejny jęk. 

 

Co ta kobieta ze mną wyprawiała, do cholery? 

 

-  Mi  też  –  powiedziała  i  mrugnęła  do  mnie,  zanim  odwróciła  się  z  powrotem  do 

kopiarki. 
 

Podszedłem do niej i wyszeptałem jej do ucha: 

 

- Naprawdę podobał mi się wczorajszy sparing. – Jej oddech urwał się na sekundę. 

 

- Och, wiem – zaśmiała się. 

 

Zero wątpliwości, zauważyła. 

 

-  Jakaś  szansa,  że  to  dziś  powtórzymy?  –  Przycisnąłem  swoje  ciało  do  niej  nico 

bardziej. 
 

-  Tak,  ale  teraz  masz  spotkanie.  Widzimy  się  później,  przystojniaku  –  wymruczała, 

robiąc mały kroczek do tyłu, przez co jej ciało jeszcze bardziej naparło na moje. 
 

- Hm… nie mogę się doczekać – wyszeptałem jej do ucha, napawając się zapachem jej 

szyi. Prawie traciłem nad sobą kontrolę, więc wycofałem się w stronę drzwi. 
 

- Ja też. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    

background image

34

34

34

34

 

 

5. Lunch, Wróg i Runda Druga

5. Lunch, Wróg i Runda Druga

5. Lunch, Wróg i Runda Druga

5. Lunch, Wróg i Runda Druga 

 
~Bella 
 

Usłyszałam,  że  opuścił  pomieszczenie  i  odetchnęłam.  Byłam  wykończona  zaledwie 

jednym porankiem, próbując powstrzymać się przed rzuceniem się na niego. Mam kłopoty. 
Jest zdecydowanie zbyt dobry. A teraz jeszcze ze mną pogrywa. Wyciągnęłam swój telefon i 
wybrałam numer Alice.  

- Alice, cześć.  
- Hej Bello, co tam?  

Jeszcze raz sprawdziłam czy jestem sama i zamknęłam drzwi.  

- Kiedy twój brat próbuje uwieść kogoś z biura, jak zwykle to robi?  
- Och, nie, a dlaczego pytasz?  
- Myślę, że bawi się ze mną w jakieś gierki.  
- Cóż, najpierw umawia się na lunch – wewnętrznie jęknęłam, wiedziałam, że gdyby 

było to prawdziwe, byłoby zbyt pięknie – potem dużo flirtuje, a potem drink w klubie. Pod 
koniec wieczoru zabiera ją ze sobą do domu – wyjaśniła Alice.  

- Jak je potem traktuje?  
-  Zazwyczaj  traktuje  je  jak  powietrze    albo  wraca  do  profesjonalnych  relacji. 

Większość kobiet odchodzi, bo nie może się z tym uporać.  

- Cholera, jednak się mną bawi.  
- Co masz zamiar z tym zrobić?  
- Na razie będę mu na to pozwalać – wyszeptałam, myśląc o wydarzeniach dnia.  
- Dlaczego mam wrażenie, że nadchodzi jakieś „ale”? – zapytała ostrożnie Alice.  
- Ale czuję jakbym igrała z ogniem.  
-  Dasz  sobie  radę,  Bello.  Tylko  pamiętaj  dlaczego  to  robisz,  a  to  wpłynie  na 

determinację.  

- Masz rację – powiedziałam, trącając dywan stopą.  
- Dlaczego to robisz, Bello?  
- Nie chcę, żebyś straciła brata. Zostawmy to.  
- Myślę, że powinnyśmy o tym porozmawiać.  
- Nie powiedziałam o tym nikomu poza rodziną i nie zamierzam.  
- Potrzebujesz rozmowy z dziewczyną. – Przerwała na chwilkę. – Przyjdź dzisiaj do 

klubu. Jest Poniedziałek Margarity. – Kłóciłam się z nią przez kilka minut.  

- Dobrze – wymamrotałam.  
- Świetnie, zobaczymy się później. – Po tym się rozłączyła.  

Uparty chochlik. 
 
~Edward 
 

Musiałem  wykorzystać  całe  pokłady  swojej  silnej  woli,  żeby  wyjść  z  tego  pokoju. 

Bardzo jej pragnąłem, ale wiedziałem, że to tylko kwestia czasu. Im dłużej będę grał w tę grę, 
tym trudniej będzie jej się oprzeć. Spotkanie zaczynało się za kilka minut, więc udałem się do 
swojego gabinetu. Później zajrzę do brata.  
Zanim usłyszałem pukanie, przez kilka minut siedziałem przy biurku.  

- Wejdź – powiedziałem, po czym Bella wprowadziła moich klientów. Wstałem i ich 

przywitałem. Bella podeszła do mnie, ustawiając na biurku mały dyktafon.  

background image

35

35

35

35

 

 

-  Już  pytałam  czy  nie  będzie  to  przeszkadzało  państwu  Wood.  Mów  normalnie,  a 

urządzenie wszystko zarejestruje – oznajmiła Bella, zanim nacisnęła przycisk nagrywania.  

- Dziękuję.  
- Nie ma za co – wyszeptała, muskając dłonią moje plecy, zanim odeszła. Zadrżałem 

nieznacznie, ale moi klienci tego nie zauważyli.  
Zdecydowanie ze mną flirtuje.  
Reszta poranka strasznie się ciągnęła. Od spotkania nie widziałem się z Bellą. Wyszedłem z 
gabinetu, by wziąć butelkę wody i złożyć wizytę bratu. Bella siedziała za swoim biurkiem, 
wkładając stosik papierów do czarnej teczki.  

- Gotowe – powiedziała, uśmiechając się. Wyglądała uroczo, kiedy zrealizowała coś, 

co postanowiła zrobić. – I to dwadzieścia minut przed czasem.  

- Świetnie, może moglibyśmy wyjść wcześniej na lunch?  
- W porządku – odrzekła Bella z jeszcze szerszym uśmiechem na ustach.  

Zbyt łatwo.  

- Porozmawiam tylko z bratem i będziemy mogli wyjść.  
- Będę tutaj.  

Idąc do Emmetta wziąłem butelkę wody.  
Zapukałem, w odpowiedzi słysząc jego dudniący głos, informujący żebym wszedł.  

- Hej, bracie! Co tam? – zapytał Emmett, patrząc na mnie znad stosu projektów. Był 

kierownikiem  działu  budowy.  Nasza  firma  nie  tylko  projektowała  budynki,  ale  również  je 
budowała. Emmett był do tego idealny i miał świetny zmysł do interesów.  

- Nic, nie mogę tak po prostu cie odwiedzić?  
-  Edward,  widujemy  się  tylko  w  dwóch  miejscach:  klubie  i  od  czasu  do  czasu  w 

tutejszym kiblu. Nigdy w moim biurze. – wzruszył ramionami.  
Naprawdę?  

-  Chciałem  się  dowiedzieć  co  dzisiaj  robisz  –  powiedziałem,  ignorując  jego 

wcześniejsze stwierdzenie.  

-  Dziewczyny  chcą  iść  do  klubu.  Więc  idziemy  z  Jasperem,  żeby  mieć  na  oko  na  te 

wszystkie szumowiny.  

- Brzmi nieźle, mielibyście coś przeciwko, gdybym do was dołączył?  
- Raczej nie. – wzruszył ramionami. – Jak sobie radzi Bella?  
- Idealnie, ma w sobie wszystko, co lubię w osobistych asystentkach – westchnąłem 

nieznacznie. Emmett to zauważył.  

- Nie wątpię. Pomaga, że jest przyjemna dla oka.  
- To nie tak, Emmett.  
-  Jasne,  Eddie.  –  Wykrzywiłem  się,  naprawdę  nie  lubiłem  być  tak  nazywanym.  – 

Próbuj siebie do tego przekonać. – Przewróciłem oczami.  

- Chcesz iść na lunch? – zapytał mój brat, patrząc na plany i zapisując coś na nich.  
-  Mam  już  plany  –  powiedziałem  szybko,  mając  nadzieję,  że  uniknę  kolejnego 

pytania.  

- Spotkanie biznesowe? Przechlapane.  
- Coś w tym rodzaju.  
- Co to ma znaczyć, Edward? – spojrzał na mnie znad projektów. Po chwili zaczął się 
śmiać. – Zabierasz ją na lunch, prawda? 
- Lepiej już pójdę. Zobaczymy się w klubie. – Wyszedłem szybko, a w moich uszach 

wciąż rozbrzmiewał śmiech Emmetta.  
Udałem się do biura Belli i zobaczyłem, że z kimś rozmawia.  

background image

36

36

36

36

 

 

- Carlisle?  
-  Witaj,  Edwardzie.  Właśnie  rozmawiałem  z  twoją  nową  asystentką.  Myślę,  że  jest 

kilka kwestii, które muszę z wami omówić. Będziesz miał coś przeciwko, jeśli wejdziemy do 
twojego biura? – zapytał mój ojciec i szef, wskazując drzwi.  

-  Skąd  –  Bella  i  ja  powiedzieliśmy  jednocześnie.  Podążyliśmy  za  moim  ojcem  do 

mojego gabinetu. Carlisle usiadł na moim miejscu, a ja i Bella zajęliśmy miejsca naprzeciwko 
niego, po drugiej stronie biurka.  

- Bello, dzisiaj rano dotarła do nas twoja weryfikacja danych. Znalazłem w niej kilka 

niespodzianek,  o  których  chciałbym  porozmawiać.  –  Zerknąłem  zaciekawiony  na  Bellę, 
zastanawiając się co prawdopodobnie mogło znaleźć się w tym raporcie.  

- Ma to coś wspólnego z moim zatrzymaniem? – Zaśmiała się cicho. Popatrzyłem na 

nią zszokowany. Była aresztowana?  

-  Nie,  raport  wyjaśnia,  że  działałaś  we  obronie  własnej  i  wszelkie  zarzuty  zostały 

oddalone. – Carlisle zachichotał. – Jednak jestem ciekawy jak udało ci się złamać nos komuś 
prawie pół metra wyższemu od siebie.  

- Jujitsu – powiedziała Bella, wzruszając ramionami i rumieniąc się.  
-  Do  tego  dochodzi  jeszcze  twoje  wykształcenie.  Masz  magisterkę  i  licencjat. 

Zapomniałaś nam także powiedzieć o doktoracie z psychologii.  
Gapiłem się na Bellę, nerwowo przygryzającą swoją wargę. 

- Racja… postanowiłam o tym nie wspominać, bo nie ma to nic wspólnego z tym co 

robię tutaj. 

- Masz dwie działalności. Możesz mi o nich coś powiedzieć? 
-  Tak,  mam  dwie  różne  działalności  jako  doradca.  W  jednej  z  nich  daję  wykłady  i 

pomysły dużym firmom, by pomóc ich pracownikom w walce ze stresem. Ta druga… - Bella 
westchnęła,  a  jej  oddech  stał  się  nieco  cięższy.  –  Doradzam  parom  i  singlom  w  sprawach 
dotyczących  związków  i  seksu.  –  Bella  wykręcała  swoje  place  na  wszystkie  strony  i 
rumieniła  się  unikając  spojrzenia  Carlisle’a.  Zerknęła  w  moją  stronę,  ale  szybko  odwróciła 
wzrok, znów się czerwieniąc.  
Co do cholery? 
Carlisle zaśmiał się. 

-  Cóż  Bello,  masz  zdecydowanie  różnorodne  wykształcenie.  –  Mój  ojciec  przeglądał 

folder,  który  trzymał  w  rękach.  –  Jest  tu  także  napisane,  że  w  zeszłym  roku  próbowałaś 
dostać  pozwolenie  i  dofinansowanie  na  schronisko  dla  kobiet  i  dzieci  wobec  których 
używano przemocy.  

-  Tak,  proszę  pana,  pracowałam  nad  planami  trzech  schronisk  w  centrum  Seattle. 

Mamy ich teraz tylko dwa i są zawsze przepełnione. Przez ostatnich kilka miesięcy musiały 
odmawiać przyjmowania kobiet i dzieci. 

- Możesz mi powiedzieć coś więcej o planach? 
-  Obecnie  mam  milion  dolarów  i  szukam  dodatkowych  dwóch  i  pół  miliona.  Mam 

projekty, które zostały już zaakceptowane przez władze miasta dzięki Black and Uley Co. – 
Bella przygryzła wargę w koncentracji i kontynuowała. Black, zna Blacka

-  Znalazłam  już  wszystkie  trzy  lokacje  i  zapłaciłam  za  teren.  Potrzebuję  tylko 

dalszych dotacji na rozpoczęcie konstrukcji. Muszę mieć także poprawione projekty, jako że 
zmieniły  się  niektóre  ustawy  dotyczące  budownictwa.  –  Kobieta  uśmiechnęła  się,  a  w  jej 
oczach błyszczała ekscytacja. 
Jest bezinteresowna i dobra. Cholera, a ja jestem dupkiem. 

background image

37

37

37

37

 

 

-  Widzę,  że  masz  już  załatwione  podstawowe  sprawy.  Jeśli  uda  cię  się  zdobyć 

pozwolenie na zmianę projektów od Black and Uley Co. będziemy szczęśliwi mogąc pomóc 
– oznajmił Carlisle, wyraźnie zachwycony kobietą przed sobą.  

-  Byłoby  znakomicie,  panie  Cullen  –  powiedziała  uradowana  Bella  z  zaraźliwym 

uśmiechem. 

- Edward, zerknij na projekty, kiedy Bella zdobędzie już pozwolenie i oboje możecie 

pracować nad planami przez dwa tygodnie. 
Nigdy nie miałem do czynienia z dobroczynnymi działaniami naszej firmy. Zostawiałem to 
mojemu ojcu i matce. 

-  Nie  ma  problemu,  o  ile  Black  się  zgodzi.  –  wzruszyłem  ramionami.  Jacob  Black 

zdążył już odebrać nam kilku klientów od kiedy odszedł od nas pięć lat temu i nie opuścił 
firmy w dobrych stosunkach. 

-  Nie  martw  się  Jacobem…  to  znaczy  panem  Blackiem.  Poradzę  sobie  z  nim  – 

poinformowała Bella, nie patrząc mi w oczy. Jest z Blackiem na „ty”. Zdusiłem warknięcie. 

-  Dobrze,  więc  ustalcie  spotkanie  z  Margaret  i  nasza  trójka  oraz  moja  żona,  Esme, 

będziemy mogli omówić twoje plany. – Carlisle uśmiechnął się do Belli, która odwzajemniła 
ten gest i przytaknęła. – Edwardzie, masz coś przeciwko, żebym zamienił słówko z Bellą na 
osobności? – Zerknąłem na Bellę, której oczy rozszerzyły się, a skóra zbladła. 

- Nie, skąd. Będę na zewnątrz. – Posłałem ojcu pytające spojrzenie, ale pokręcił tylko 

głową. 
Wyszedłem ze swojego gabinetu z większą ilością pytań dotyczących Belli, niż odpowiedzi. 
 
~Bella 

-  Bello  nie  musisz  już  się  zachowywać  jak  przestraszony  jeleń  przed  światłami 

samochodu. - Carlisle zachichotał. 

Po prostu skinęłam głową. Nie miałam pojęcia czy jego rodzina ujawniła mu co dla 

nich robię. 

-  Wczoraj  wieczorem  Alice  zdradziła  mi  prawdziwy  powód  dla  którego  dla  nas 

pracujesz. 

- Jeśli to panu przeszkadza mogę odejść, nie oglądając się za siebie. 
-  Nie,  myślę  że  będziesz  dobra  dla  mojego  syna.  To  jeden  z  powodów  dla  którego 

zadzwoniłem  teraz  do  was  obydwu.  Chciałem  żeby  zobaczył  jak  mądra  jesteś  -  wyjaśnił 
Carlisle,  a  smutek  zagościł  w  jego  oczach  kiedy  mówił  o  Edwardzie.  –  Już  zdążyłem 
zauważyć w nim zmianę, dlatego zadzwoniłem do Alice żeby ją wypytać. 

- Zmianę, jaką proszę pana? 
- Bella proszę, mów mi Carlisle. – przytaknęłam – Cóż moja żona zazwyczaj dzwoni 

do Edwarda w każdą sobotę aby sprawdzić co u niego. Rozmowy zazwyczaj są krótkie, a on 
odpowiada  na  pytania  w  jednym  bądź  dwóch  słowach.  Ale  w  ostatnią  sobotę  mój  syn 
zadzwonił pierwszy i spędził ponad godzinę rozmawiając ze mną i swoją matką. Umówił się 
nawet z nami na kolację na środę. Nie jedliśmy wspólnie kolacji od przeszło dwóch lat, Bello, 
poza pośpiesznymi kolacyjkami w urodziny i na święta.  

- Nie sądzę aby to miało coś wspólnego ze mną - mruknęłam trochę zszokowana tym, 

że Edward był wcześniej taki nieczuły. 

-  Może  tak,  a może  nie. Mam  do  ciebie  osobiste pytania.  Oczywiście  możesz  na nie 

nie odpowiadać, jeśli poczujesz się niekomfortowo. - Skinęłam głową. 

- Dlaczego to robisz? 

background image

38

38

38

38

 

 

Pytanie zadawane mi więcej razy niż jestem w stanie policzyć. Opowiedziałam moją 

historię  tylko  Jacobowi  i  to  tylko  dlatego,  że  moja  kuzynka  Nessie  ją  znała.  Czułam  że 
przynajmniej jeden członek rodziny Cullenów powinien wiedzieć dlaczego. Wiedziałam że 
Carlisle uszanuje moją wolę i pozostanie to między nami. 

- Miałam starszego brata Jordana. Był bardzo podobny do twojego syna. Kobieciarz i 

playboy.  Za  każdym  razem  gdy  go  widziałam  miał  inną  dziewczynę.  Naprawdę  martwiło 
mnie  to  jak  traktuje  kobiety  ale  bez  względu  na  to  co  do  niego  mówiłam  nie  mogłam  go 
zmusić aby przestał - powiedziałam, a z mojego oka uciekła pojedyncza łza. 

- Moja najlepsza przyjaciółka Brianna była niewinną dziewczyną, która się poważnie 

w nim zadurzyła. Postawiłam sprawę jasno, że ona jest poza jego zasięgiem i szanował moje 
życzenie.  Dopóki  się  nie  zaręczyła  i  miała  wyjść  za  mąż.  Zaciągnął  ją  do  łóżka  i  zostali 
przyłapani  przez  jej  narzeczonego.  Zerwał  zaręczyny,  mój  brat  ją  ignorował,  a  rodzice 
wyparli  się  jej.  Straciła  wszystko.  Pewnej  nocy  przyszła  do  mieszkania,  w  którym 
mieszkałam z bratem z bronią. - Łzy zaczęły spływać i Carlisle podał mi chusteczkę. 

-Jej celem nie było skrzywdzenie mojego brata. Chciała żebyśmy wiedzieli dlaczego. 

Mój  brat  próbował  ją  powstrzymać.  Podczas  szamotaniny  pistolet  wystrzelił  i  trafił  go  w 
plecy.  Potem  Brianna  się  zastrzeliła.  -  Pociągnęłam  nosem  kilka  razy  wycierając  twarz.- 
Tamtego dnia straciłam najlepszą przyjaciółkę i brata. Mój brat żyje, porusza się na wózku, 
ale  nigdy  nie  będzie  już  taki  jak  dawniej.  Nie  chce  próbować  chodzić,  nawet  jeśli  lekarze 
twierdzą, że prawdopodobnie mógłby. Uważa, że na to nie zasługuje. 

- Bello masz serce we właściwym miejscu. Ale to jest niesprawiedliwe w stosunku do 

ciebie. 

-  Możliwe,  ale  nie  chcę  żeby  coś  takiego  spotkało  Alice  albo  waszą  rodzinę.  Nie 

wiecie  jak  może  reagować  zraniona  kobieta  przez  to  co  Edward  kiedyś  robił.  Nie 
wiedziałam, że Brianna jest aż tak załamana, dopóki nie było za późno. 

-  Dziękuje  że  mi  powiedziałaś.  Nie  powiem  nic  innym,  jeśli  tego  właśnie  sobie 

życzysz.  

- Prawdopodobnie powiem Alice jutro wieczorem. 
Carlisle skinął głową.  
–  Teraz  idź  się  doprowadzić  do  porządku  w  łazience  Edwarda,  zanim  znowu  się  z 

nim spotkasz. – Przytaknęłam, idąc do łazienki ochlapać twarz wodą. Oblicze w lustrze było 
prawie nie do poznania. To nie była pewna siebie kobieta, która weszła do biura dzisiejszego 
ranka. To była twarz nieznajomej. Zastanawiałam się która z nich była maską.  
 
~Edward 

Czekałem cierpliwie na zewnątrz swojego biura chodząc tam i z powrotem. O czym 

do  cholery  chciał  z  nią  rozmawiać?  Dlaczego  nie  mogę  przy  tym  być?  I  najważniejsze: 
dlaczego  jest  po  imieniu  z  Blackiem?  To  były  pytania,  na  które  miałem  nadzieje  uzyskać 
odpowiedzi podczas lunchu.  

Usłyszałem stukot obcasów Belli na drewnianej podłodze w moim biurze zbliżający 

się  w  kierunku  drzwi.  Szybko  podbiegłem  do  biurka  Belli    i  chwyciłem  sprawozdanie 
zaczynając je kartkować.  

- Cóż Bello z pewnością będziesz cennym nabytkiem dla tej firmy i cieszę się, że będę 

z tobą pracował. 

-  Dziękuje  Carlisle.  Nie  mogę  się  doczekać  pracy  z  tobą  i  twoją  żoną.  -  Bella 

uśmiechnęła się ale uśmiech ten ledwo sięgał jej oczu. Właściwie to wyglądała jakby przed 

background image

39

39

39

39

 

 

chwilą  płakała.  Co  mogło  wywołać  u  niej  płacz?  Mój  ojciec  skinął  głową  i  poszedł 
korytarzem w kierunku swojego biura. 

- Edward możesz mi dać kilka minut zanim wyjdziemy? - Przytaknąłem patrząc jak 

zabiera swoją torebkę i zmierza z nią w kierunku łazienki. Po paru minutach Bella wróciła z 
promiennym uśmiechem, wyglądając na odświeżoną. Posłałem jej pytające spojrzenie przez 
co skrzywiła się lekko. 

- Jesteś gotowa do wyjścia? – spytałem, zauważając że unika mojego wzroku. 
- Tak - wyszeptała wykręcając palce u rąk. 
- Więc chodźmy. 
- Czekaj, idziemy gdzieś pieszo czy jedziemy samochodem? - zapytała Bella. 
- Powinniśmy wziąć samochód albo taksówkę – powiedziałem, patrząc na nią kiedy 

prowadziłem ją w kierunku windy. 

- Możemy wziąć moje auto? Właśnie je odebrałam i dziś rano był pierwszy raz, kiedy 

nim  jechałam.  Marzę  o  kolejnej  przejażdżce.  -  Podniecenie  było  widoczne  w  jej  głosie  i 
oczach. 

- Jasne, jeśli tego chcesz. Mogę zapytać jaki rodzaj auta? 
- Zobaczysz - odpowiedziała zadowolona z siebie. 
Weszliśmy  do  windy  i  kiedy  drzwi  się  zamknęły,  stałem  się  bardzo  świadomy  tak 

bliskiej  obecności  Belli.  Byliśmy  sami  w  windzie  i  czułem  ciepło  emanujące  z  jej  ciała. 
Zaryzykowałem  spojrzenie  w  jej  stronę  i  zauważyłem,  że  przygląda  mi  się  kontem  oka. 
Uśmiechnęła się i spuściła wzrok. 

Kim była ta kobieta? Lekarzem, kobietą biznesu, seksuolożką? Nieśmiała, ale pewna 

siebie. Jej nastroje zaczęły przyprawiać mnie o zawrót głowy. Dotarliśmy na parking i kiedy 
drzwi się otworzyły, położyłem rękę na jej plecach prowadząc ją ku wyjściu z windy. 

Teraz ona prowadziła dopóki nie stanęła przed czerwonym Ferrari 599 GTB Fiorano.

1

   

Kurwa to nie może być jej auto!  
Bella  wyjęła  klucze  z  torebki  i  nacisnęła  przycisk  alarmu,  a  Ferrari  zamrugało 

światłami dwukrotnie.  

- To jest twój samochód? - wyksztusiłem w pełni zachwycony. 
- Niom, byłam na liście oczekujących przez osiem miesięcy zanim w końcu dostałam 

swoje  dziecko.  -  Bella  uśmiechnęła  się  z  zadowoleniem.  Popisuje  się.  –  Ma 
dwunastocylindrowy silnik, osiąga do 330 kilometrów na godzinę, transmisja F1 i dochodzi 
do setki w ciągu 3,7 sekund - stwierdziła wciąż wyraźnie się przechwalając. 

- Wskakuj - Bella uśmiechnęła się, a potem puściła do mnie oczko i usiadła na miejscu 

kierowcy. Ostrożnie otworzyłem swoje drzwi i wsiadłem do środka. Wnętrze w większości 
było  wyłożone  brązową  skórą  ale  były  też  czarne  akcenty.  Na  kierownicy  z  czerwonym 
przyciskiem startu był nie możliwy do pomylenia żółty symbol ‘wierzgającego konia’ 

- Łatwo ci zaimponować Edwardzie – powiedziała Bella bez emocji. 
- Słucham? 
-  Wypowiedziałeś  sześć  słów  odkąd  pokazałam  ci  mój  samochód.  Jesteś  pod 

wrażeniem.  To  mój  samochód  czy  moja  wiedza  na  ich  temat  tak  cię  zachwyca?  –  Bella 
zmarszczyła czoło w pytaniu. 

- Obydwa. 
Śmiech Belli wypełnił samochód, powodując że zaśmiałem się razem z nią.  
– Powinieneś zobaczyć resztę moich aut.- Mrugnęła. – Więc dokąd zmierzamy? 

                                                           

1

 http://morepetrol.files.wordpress.com/2009/05/ferrari-599-gtb_fiorano_manu-08_015.jpg 

background image

40

40

40

40

 

 

-  Lubisz  kuchnię  włoską?  -  Spojrzałem  na  Bellę,  która  wcisnęła  przycisk  aby 

uruchomić  samochód.  Skinęła  głową.  –  W  takim  razie  Assaggio  Ristorante  jest  najlepszym 
miejscem, gdzie można zjeść włoskie dania. 

 -Wiem gdzie to jest - stwierdziła wyjeżdżając z miejsca parkingowego. Byliśmy cicho 

przez parę minut, zmierzając do serca Seattle.  

- Więc lekarz? – zapytałem, wciąż starając się skupić na tym myśli. 
- Tak. Nie jesteś zdziwiony? - zapytała. 
-  Zdziwiony?  Dlaczego  miałbym  się  temu  dziwić?-  zapytałem,  nie  rozumiejąc  jej 

pytania. 

- Cóż jestem pewna, że ktoś taki jak twój brat zaraz zacząłby robić przytyki i mądre 

komentarze, ale nie jestem pewna co ty o tym myślisz. 

-  A  jakie  są  twoje  teorie  co  do  tego  jak  zareagowałem  na  tą  nową  informację?    - 

zapytałem z ciekawości chcąc wiedzieć co chodzi jej po głowie. 

-  Jak  już  mówiłam  możesz  być  dupkiem  i  robić  sobie  ze  mnie  żarty,  nic  o  tym  nie 

myśleć i więcej nie poruszać tego tematu albo jesteś nieco ciekaw, co robię podczas jednej ze 
swoich sesji. 

Cholera przyszpiliła mnie z tym ostatnim. 
-  Skłaniam  się  do  ku  lekkiej  ciekawości?  -  Bella  zaśmiała  się  lekko,  starając  się 

przybrać opanowany wyraz twarzy. 

Nie  wiedziałem  co  na  to  odpowiedzieć.  Pozostałem  więc  cicho,  zatapiając  się  we 

własnych myślach, aż śmiech Belli ponownie wypełnił pojazd. 

-Teraz zmierzasz w kierunku ‘zostawmy ten temat wrócimy do tej rozmowy później’. 

- Bella wjechała na parking. Jej klatka piersiowa trzęsła się od śmiechu. Dołączyłem do niej. - 
Mężczyźni zwykle obawiają się mojej pracy. Podejrzewam iż myślą, że analizuję wszystko co 
robią. 

- Robisz to? - zapytałem retorycznie. 
-  Staram  się  nie.  -  Bella  wzruszyła  ramionami,  zanim  wysiadła  z  samochodu. 

Podążyłem za nią, kładąc rękę na jej plecach i prowadząc ją do restauracji. Siedzieliśmy po 
prawej  stronie  przy  ścianie  w  bardziej  prywatnym  sektorze  oświetlonym  blaskiem  świec. 
Odsunąłem dla Belli krzesło. Wyszeptała „Dziękuję” zanim zajęła swoje miejsce. 

Nasz  kelner  zaoferował  nam  kartę  win,  za  którą  obydwoje  podziękowaliśmy.  Bella 

poprosiła mnie abym za nią zamówił. Powiedziała, że lubi wszystko i że nie potrafi mówić 
po włosku.  

Zamówiłem  Carta  Musica  i  Olivi  Assortiti

 

na  przystawkę,  dwie  sałatki  cesarskie  i 

gnocchi. Kiedy kelner odszedł zwróciłem się do Belli.  

- Jeździsz włoskim, sportowym autem, ale nie umiesz włoskiego? 
-  Nie,  jest  na  mojej  liście  ‘rzeczy  do  zrobienia’.  Na  razie  mogę  odkreślić  francuski, 

hiszpański i niemiecki, ale włoskiego jeszcze nie. 

Po  tym  rozmawialiśmy  głównie  o  naszym  wykształceniu,  miejscach  w  których 

byliśmy  lub  które  chcemy  odwiedzić.  Zauważyłem,  że  mamy  podobny  gust  w  wielu 
kwestiach. Bella stwierdziła, że kocha architekturę i miejsca które chce zwiedzić są pod tym 
względem  bardzo  różnorodne.  Po  pewnym  czasie  rozmowa  przeniosła  się  na  ulubione 
książki  i  muzykę.  Tu  też  mieliśmy  podobny  gust.  Lubiła  wiele  gatunków,  od  muzyki 
klasycznej  po  ciężki  rock,  nawet  country.  Ale  z  tyłu  mojej  głowy  wciąż  tłukło  się  pytanie. 
Chciałem  wiedzieć  jaki  jest  jej  związek  z  Blackiem.  Tylko  nie  wiedziałem  jak  poruszyć  ten 
temat. 

background image

41

41

41

41

 

 

- Bella to ty? - Usłyszałem za sobą głos tak znajomy, że moja krew zawrzała w jednej 

chwili. 

Bella spojrzała w górę za mnie. Jej oczy rozszerzyły się i sapnęła.  
- Jacob? 
 

~Bella 

-  Jacob?  –  Nie  tylko  nie  teraz.  To  za  wcześnie  aby  Edward  dowiedział  się  o  mnie  i 

Jacobie.  Cholera!  Nie  wspominając  o  tym,  że  nie  miałam  szansy  z  nim  porozmawiać  o 
Edwardzie i o tym, że będę potrzebowała jego pomocy. Muszę znaleźć sposób, żeby trzymał 
gębę na kłódkę. 

 

~Edward 

-  Hej  Bella!  -  Jacob  podszedł  do  Belli  i  podniósł  ją  z  krzesła  obejmując  ją.  Jedna  z 

moich  rąk  zacisnęła  się  na  kolanie,  a  drugą  chwyciłem  się  stołu.  Znali  się  osobiście.  Jacob 
uwolnił  Bellę  zauważając  mnie.  Wpatrywał  się  we  mnie  przez  moment,  zanim  spojrzał  na 
Bellę.  –  Co  ty  tu  robisz z  nim? -  powstrzymałem  warknięcie, wbijając wzrokiem  sztylety w 
mężczyznę stojącego przede mną. Jedna z jego rąk wciąż była owinięta wokół jej talii. 

- Edward jest moim szefem Jake. – Skrzywiła się odrobinę.   
- Co takiego? - Ton jego głosu podniósł się nieznacznie. Bella spojrzała na niego. 
- Przepraszam na chwilę Edward. Wrócę za moment - powiedziała kobieta chwytając 

Jacoba  za  ramię  i  ciągnąc  go  wzdłuż  korytarza  prowadzącego  do  łazienki.  Starałem  się  na 
nich nie patrzeć, ale nie mogłem się oprzeć. Bella gestykulowała, machając dziko rękami, jej 
skóra  zaróżowiła  się  podczas  gdy  szeptem  kłóciła  się  z  Blackiem.  Patrzyłem  jak  Bella 
uspokaja się, jedną rękę opierając na biodrze, a drugą wskazując wyjście. Jacob popatrzył na 
mnie wilkiem, a następnie odwrócił się aby wyjść. Jednak szybko zawrócił i wciąż na mnie 
patrząc pocałował Bellę w policzek. Odepchnęła go i rzuciła mu piorunujące spojrzenie, aż w 
końcu wyszedł.  

Bella uspokoiła się i wróciła do naszego stolika zajmując swoje poprzednie miejsce. 
- Przepraszam za to. Wiem że zbytnio się nie lubicie, ale nie miałam pojęcia, że może 

się  zachowywać  tak  niedojrzale  z  tego  powodu.  -  Bella  spojrzała  na  mnie  i  przewróciła 
oczami. 

-  I  najwyraźniej  ty  jesteś  równie  niedojrzały  co  on  -  atmosfera  zmieniła  się  z 

elektryczności krążącej pomiędzy nami do bardziej napiętej. 

- Po prostu wyrzuć to z siebie szefie – powiedziała, znowu patrząc na mnie gniewnie. 
- Co do diabła łączy cię z moim wrogiem numer jeden? - wysyczałem przez zaciśnięte 

zęby. 

-  Moje  osobiste  relacje  to  nie  twoja  sprawa  Edwardzie-  powiedziała  unosząc  brwi  i 

kpiąco się uśmiechając. Miała czelność wyśmiewać się ze mnie. 

- Dlaczego patrzysz na mnie w ten sposób? 
- Jesteś zazdrosny? – Tak. 
Parsknąłem.  
–Nie specjalnie, Bello. Zaczynam się zastanawiać czy twoja chęć pracy dla nas nie ma 

jakichś ukrytych motywów, skoro najwyraźniej nie musisz pracować. 

Odrzuciła głowę do tyłu i zaczęła się śmiać. 
-  Myślisz  że  podjęłam  pracę  w  twojej  firmie  aby  szpiegować  dla  Jacoba?  – 

Zmarszczyłem brwi. 

background image

42

42

42

42

 

 

- Przyznaję, że mam ukryte motywy, ale są one związane z projektem jaki twój ojciec 

polecił nam wykonać. 

-  Więc  jako  twój  przyjaciel,  chcę  wiedzieć  co  cię  łączy  z  Blackiem.  -  Moja  twarz 

złagodniała, a oddech się uspokoił. 

-  Przyjaciele...  to  jest  to  czym  teraz  jesteśmy?  –  spytała,  zwracając  na  mnie  swoje 

brązowe oczy, czym momentalnie mnie oszołomiła. Uśmiechnęła się. 

Cholera, ona doskonale wie co mi robi. 
- Myślę że tak. 
- Więc jako przyjaciółka odpowiem na to pytanie, bo w przeciwnym razie bym tego 

nie  zrobiła.  Jacob  i  ja  jesteśmy  tylko  przyjaciółmi.  –  Uśmiechnęła  się  tym  pięknym 
uśmiechem, który spowodował, że mój oddech się urwał. 

Co do cholery? Czy ona mnie oczarowała?

 

- Teraz - wyszeptała patrząc mi uważnie w oczy. 
Niech mnie cholera jeśli to nie było tajemnicze.

 

Zdecydowałem  się  nie  kontynuować  tej  rozmowy.  To  mogło  by  tylko  ujawnić,  jak 

bardzo mnie to interesuje. Ale wiedziałem, że ta konwersacja zostanie kiedyś wznowiona. 

Opuściliśmy restauracje krótko po tym jak Bella narzekała, że płacę za lunch. Wciąż 

mamrotała przekleństwa pod nosem. Nie sądzę aby zdawała sobie sprawę z tego, że to robi. 
Powstrzymałem śmiech, kiedy podała mi swoje kluczyki.  

-  Ty  prowadzisz.  Boli  mnie  głowa  -  zrzędziła  idąc  do  drzwi  od  strony  pasażera. 

Otworzyłem  je  dla  niej.  Przewróciła  oczami,  ale  pozostała  cicho.  Wślizgnąłem  się  na 
siedzenie kierowcy, poprawiłem siedzenie i lusterka przed odjechaniem z parkingu. 

- Wciąż mamy 45 minut do spotkania Edwardzie. Jeśli chcesz, możesz przetestować 

mój samochód. 

Czy ona umie czytać w myślach? 
Uśmiechnąłem  się  szeroko,  a  ona  zachichotała  z  błyskiem  rozbawienia  w  oczach. 

Zmieniłem bieg i zacząłem zmieniać pasy ruchu aby wydostać się z korku.  

-  Przyzwoite  sto  dwadzieścia  kilometrów  na  godzinę.  Mogę  sobie  wyobrazić  o  ile 

szybciej jeździsz, kiedy nie musisz się martwić o światła.  

- Zdecydowanie poddałbym to trzysta trzydzieści na godzinę testowi. – Posłałem jej 

uśmiech, który odwzajemniła.  

-  Będę  się  starać  wyrwać  z  miasta  w  weekend.  Prawdopodobnie  odwiedzić 

wodospad  Snoqualmie  Falls.  Ostatni  raz  byłam  tam  jako  dziecko.  -  Jej  oczy  posmutniały  i 
odwróciła wzrok wyglądając przez okno.  

- Brzmi fajnie. Jest piękny o tej porze roku. 
Wróciliśmy do biura piętnaście minut przed spotkaniem z urzędnikami miasta. Bella 

siedziała  przez  całe  spotkanie robiąc  notatki.  Zerkałem  w  jej  stronę  zauważając  jej  zwyczaj 
przygryzania  dolnej  wargi,  kiedy  się  koncentrowała.  Przyłapała  mnie  i  uśmiechnęła  się 
przymykając  oczy.  Po  paru  godzinach  skończyliśmy  i  zabraliśmy  się  za  układanie 
harmonogramu spotkań na przyszły tydzień. 

Bella i ja szliśmy z powrotem do naszego biura.  
- Edwardzie nie masz już nic zaplanowanego na resztę dnia. – Spojrzała na zegarek. – 

Jest prawie czwarta. Chcesz się spotkać na siłowni? - Zakończyła szorstko kiedy zauważyła, 
że ktoś siedzi przy jej biurku.  

- Jacob? - Ton głosu Belli był morderczy.  
- Hej Bells. - Jacob wstał od biurka i podszedł do nas.  
Teraz używa pieszczotliwych zdrobnień, kurwa!

 

background image

43

43

43

43

 

 

- Co ty tu robisz Jacob? - Bella spojrzała na niego gniewnie, a jej skóra zaczerwieniła 

się i skrzyżowała ręce na piersi.  

-  Cóż,  potrzebujesz  zgody  na  zmianę  moich  planów  w  twoim  projekcie,  więc 

postanowiłem podrzucić ci formularze. – Jacob wskazał na papiery i podał je Belli.  

- Szybko. Dzięki Jacob. – Bella spojrzała na Jacoba, który wpatrywał się we mnie, a ja 

w niego. Przewróciła oczami i prychnęła. – Mężczyźni! 

-  Jacob,  Edward  i  ja  przeglądniemy  papiery  i  zadzwonimy  do  ciebie  później.  – 

Oznajmiła,  zanim  zajęła  miejsce  za  swoim  biurkiem.  Skoncentrowała  swoją  uwagę  na 
komputerze,  całkowicie  nas  ignorując.  Odebrała  telefon.  Jacob  i  ja  piorunowaliśmy  się 
wzrokiem. Obydwoje mieliśmy zaciśnięte szczeki. 

- Black. 
- Cullen. 
-  Swan.  –  Bella  zachichotała,  spoglądając  na  nas.  Nie  mogłem  się  nie  roześmiać.  Jej 

śmiech  był  zaraźliwy.  –  Edward  Mr.Knight  jest  na  pierwszej  linii  i  mówi,  że  to  ważne.  – 
Skinąłem głową, zanim odwróciłem się od Jacoba. 

-  Odbiorę  u  siebie  w  gabinecie  Bello.  Dziękuję.  –  Podszedłem  do  drzwi  od  mojego 

gabinetu,  ale  przed  wejściem  obejrzałem  się,  żeby  zobaczyć  Jacoba  opierającego  się  na 
ramieniu Belli szepczącego coś do jej ucha. Warknąłem trzaskając drzwiami.  

Między nimi było zdecydowanie coś więcej niż tylko przyjaźń. 
Spędziłem około godziny w moim biurze robiąc różne rzeczy. Mój mózg nie brał w 

nich  jednak  udziału.  Ciągle  powracał  wspomnieniami  do  pięknego  uśmiechu  Belli,  jej 
chichotu i tych pieprzonych, fantastycznych nóg. 

Poddałem  się  o  17.30  i  zdecydowałem  pojechać  do  domu.  Wyszedłem  z  gabinetu, 

Bella siedziała przy biurku pisząc coś na komputerze. Spojrzała w górę z uśmiechem, który 
szybko  zamienił  się  w  grymas.  Musiałem  wyglądać  na  zmartwionego,  bo  właśnie  tak  się 
czułem. Nie mam zamiaru jej mówić dlaczego. 

- Wychodzisz już? – zapytała. 
-  Tak,  to  był  długi  dzień.  Też  możesz  już  iść.  –  Powiedziałem,  zamykając  drzwi  od 

mojego biura i zmierzając w kierunku windy. 

- W takim razie do zobaczenia później - szepnęła za mną. Czułem się źle, ale nie na 

tyle aby przepraszać za swoje zachowanie.  

Półtorej godziny później wszedłem do siłowni i dostrzegłem Bellę. Wziąłem głęboki 

wdech i podszedłem do bieżni obok niej.  

- Hej – powiedziałem przyciskając guziki aby rozpocząć rutynowy trening. 
-  Hej  -  odpowiedziała  nie  patrząc  na  mnie.  Byliśmy  cicho  przez  około  godzinę.  Za 

każdym  razem  kiedy  na  nią  spoglądałem,  używałem  do  tego  lustra  przed  nami.  Nagle, 
zatrzymała maszynę i zeszła z niej kierując się w stronę prywatnych sal treningowych. 

Powinienem za nią pójść? 
Wyłączyłem  maszynę  i  podążyłem  za  nią  do  tego  samego  pokoju,  w  którym 

walczyliśmy już wcześniej. Bella uśmiechnęła się, kiedy zauważyła mnie zbliżającego się w 
lustrze. 

Jesteś gotowy na kolejną sesję Edwardzie? 

Tak.  -  Byłem  opanowany.  Wciąż  byłem  zdenerwowany  z  powodu  jej  i  Jacoba,  i 

chciałem żeby o tym wiedziała. 

Stanąłem  kilka  metrów  od  Belli  w  normalnej  pozycji,  po  czym  ukłoniłem  się  lekko. 

Nasza  walka  była  bardzo  podobna  do  tej  z  ostatniego  razu.  Ale  byliśmy  cicho  i  jedynymi 
odgłosami  były  nasze  stopy  szurające  po  macie,  chrząkania  i  moment  spotkania  skóry  ze 

background image

44

44

44

44

 

 

skórą. Jej ruchy były  szybsze  i silniejsze.  Dodałem  więcej  uderzeń i  kopnięć,  co nie zostało 
niezauważone.  Po  trzydziestu  minutach  Bella  była  czerwona  i  wyglądała  na  wściekłą. 
Uderzyłem ją w prawe biodro i nawet mnie zapiekło w rękę. 

Co  jest  kurwa  Cullen?  -  Bella  przerwała,  żeby  obejrzeć  nogę  na  której  zostawiłem 

ślad. Wzruszyłem ramionami. Spojrzała na mnie, nim z powrotem przyjęła normalną pozę. 
Ruszyłem  na  nią  z  prostym  pchnięciem  Bella  odskoczyła  w  lewo  i  obroniła  mój  cios 
odepchnięciem prawą ręką, a następnie wykonała rundę kopnięć w moją klatkę piersiową. 

Bella!  –  Potarłem  pierś  przez  chwilę  i  zdecydowałem  się  z  nią  zagrać.  Ściągnąłem 

moją  koszulkę  badając  czerwony  znak  który  tam  zostawiła.  Spojrzałem  na  Bellę  jej  oczy 
wędrowały po moim ciele zmuszając mnie do ponownego wyprostowania się. 

Zaczynamy.   
Nasza  walka  nasilała  się  z  coraz  większą  dawką  agresji  i  napięcia  seksualnego.  Nie 

mogę  już  znaleźć  pomiędzy  nimi  różnicy  kiedy  jestem  z  nią.  Większość  naszych  ruchów 
pochodziła z zakresu niebieskiego i czerwonego pasa. Nie wiedziałem do czego jest zdolna, 
a naprawdę nie chciałem jej zranić. Ale wspomnienie całującego ją Blacka i szepczącego jej 
coś do ucha ciągle mnie nakręcało. 

- Jaki masz do cholery problem Edward? – zapytała po moim mocnym kopnięciu jej 

w prawe biodro. 

- Żaden, chciałem tylko sprawdzić do czego jesteś zdolna. 
-  Gówno  prawda.  To  jest  związane  z  Jacobem.  Odkąd  trzasnąłeś  drzwiami  od 

swojego  biura  kiedy  tam  był,  jesteś  zdenerwowany.  -  Nie  przyznałem  jej  racji.  Po  prostu 
odpowiedziałem szybkim ciosem w jej prawe ramię.  

- Kurwa... cholera Edward. W porządku. Jacob i ja spotykaliśmy się przez około rok 

parę lat temu. Teraz jest z moją kuzynką. Taki jest mój związek z nim. Rodzina. – Obroniła 
kolejny prosty cios i kopnęła mnie w pierś. Miałem dość. 

Bella  wyprowadziła  prosty  cios  z  moją  klatkę,  co  zablokowałem  wewnętrznym 

blokiem przedramienia.  

Zrobiłem  krok  do  przodu  lewą  stopą  i  obróciłem  się  na  pięcie  w  kierunku 

przeciwnym do wskazówek zegara i owinąłem prawe ramię wokół jej talii zanim połączyłem 
stopy.  Ugiąłem  kolana  i  podniosłem  ją  na  swoje  plecy  zanim  rzuciłem  ją  na  matę  i 
wykonałem słaby cios w bok jej piersi.  

Bella jęknęła nieznacznie i  się  skrzywiła.  Wstałem  zadowolony  z  siebie, ale  od razu 

tego  pożałowałem,  bo  wyglądała  jakbym  jej  zrobił  krzywdę.  Nie  zauważyłem  jej  stopy 
owijającej się wokół mojej prawej nogi wyciągając ją spode mnie przez co upadłem ciężko na 
matę. Jęknąłem z bólu w plecach, kiedy Bella usiadła na mnie jak podczas naszej poprzedniej 
sesji.  

- Masz zamiar przyznać, że jesteś zazdrosny? - Uśmiechnęła się zadowolona z siebie.  
- Nie jestem zazdrosny. - Próbowałem uciec choć nie miałem na to zbyt dużej chęci. 

Za bardzo lubiłem tą pozycję.  

-  Dobrze,  w  takim  razie  mogę  ci  opowiedzieć  jaki  był  nasz  seks.  Przyjaciele 

rozmawiają  o  takich  rzeczach.  –  Bella  uśmiechnęła  się  i  miała  zamiar  kontynuować,  ale  ją 
powstrzymałem. 

-  Dobra.  Jestem  zazdrosny.  –  Warknąłem  starając  się  nie  patrzeć  jej  w  oczy.  To 

okazało się trudne ponieważ jej twarz znajdowała się tylko cale od mojej.  

- Dlaczego? – Uniosła brwi. 

background image

45

45

45

45

 

 

- Ponieważ go nie lubię – sapnąłem w irytacji. Poczułem jak jej sutki twardnieją przy 

mojej klatce piersiowej. Powstrzymałem jęk. Jest tak samo nakręcona przez to wszystko jak 
ja. Moje pragnienie było już tak wielkie, że aż bolesne.  

-  To  wszystko?-  zapytała.  Skinąłem  głową.  Wpatrywaliśmy  się  w  siebie.  Napięcie 

odeszło i zostało zastąpione elektrycznością jaką zwykle odczuwałem w jej obecności. Potem 
przycisnęła usta do moich. Jęknąłem z przyjemności. Smak i miękkość jej ust wysyłały mnie 
na krawędź świadomości. Złapałem jej twarz obiema rękami i pogłębiłem pocałunek, kiedy 
udzieliła mi wstępu do swoich ust. Jęknęła cicho ocierając się biodrami o moją erekcję. Tarcie 
było wspaniałe. Ciepło i smak jej ust odurzało moje zmysły.  

Całowaliśmy  się  w  ten  sposób,  dopóki  nie  usłyszałem  dzwonka  gdzieś  po  naszej 

prawej stronie. Bella odsunęła się szybko. Wpatrywała mi się w oczy przez moment, zanim 
wyplątała się i szybko ze mnie zeskoczyła. 

- Przepraszam, umm... czas się skończył. - I już jej nie było. 
- Kurwa! – Położyłem się z powrotem na matę uspokajając swój oddech i ciało. 
Bella Swan będzie moim przekleństwem.

  

Ruszyłem  do  domu  kilka  minut  później,  aby  wziąć  prysznic  i  udać  się  do  klubu. 

Reszta rodziny już tam była z pełną gamą Margarit. Trzydzieści minut i jeden drink później 
drzwi prowadzące do naszej loży otworzyły się.  

Do  pokoju  weszła  kobieta,  która  występowała  we  wszystkich  moich  snach  i 

marzeniach odkąd ją poznałem.  

Bella Swan.  

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

46

46

46

46

 

 

6. Nasza piosenka

6. Nasza piosenka

6. Nasza piosenka

6. Nasza piosenka 

 

*Koniec ostatniego rozdziału*

*Koniec ostatniego rozdziału*

*Koniec ostatniego rozdziału*

*Koniec ostatniego rozdziału*    

 
~Bella 
 

Zrobiłam to w domu, krótko po tym, jak opuściłam siłownię. Mentalnie plułam sobie 

w  twarz  z  powodu  utraty  samokontroli.  Poziom  atrakcyjności  wobec  Edwarda  był  poza 
wszystkim,  z  czym  kiedykolwiek  miałam  do  czynienia.  Słyszałam  o  tym  rodzaju  żądzy  i 
pasji, którą czułam będąc blisko niego, ale tak naprawdę doświadczyłam tego pierwszy raz. 
Co to, do chuja, znaczy? 
 

Zostawiłam  ten  problem  teraz,  postanowiłam  przeanalizować  to  później. 

Odpoczęłam kilka godzin, przeglądając dokumenty Daniela Mitchellsa. 
 

Przypominał mi pacjenta, którego miałam w Kalifornii. Mieli podobne osobowości i 

dolegliwości. Jego małżeństwo rozpadło się z powodu niewierności, podobnie jak u mojego 
wcześniejszego pacjenta. 
 

Miałam nadzieję, że zdołam mu pomóc. Mój dawny pacjent, Thomas Grey, nie był w 

stanie  przezwyciężyć  swojego  uzależnienia,  dopóki  się  nim  zajęłam.  Po  kilku  sesjach 
musiałam  zaproponować  mu  kogoś  innego,  ponieważ  tak  jak  inni,  Thomas  zaczął  wlepiać 
we mnie swoje oczy. Dlatego musiałam zobaczyć, czy jestem w stanie pomóc Danielowi. 
 

Wkrótce  potem  otrzymałam  telefon  od  Alice  potwierdzający  nasze  plany.  Szybko 

ubrałam ciemnofioletowy top wiązany na szyi i krótką, dżinsową spódniczkę. Postanowiłam 
ignorować cichy głos w mojej głowie o byciu tak blisko z rodziną Edwarda. Potrzebowałam 
trochę czasu spędzonego z dziewczynami i cholernych drinków. 
 

Zjechałam windą do garażu na parking i nie pomagało to, że ciągle pamiętałam jak to 

jest całować Edwarda. Boże, jego usta były zarazem szorstkie i perfekcyjne. Ponadto czucie 
jego rąk na sobie było niewiarygodne. Nigdy nie byłam tak zafascynowana męskimi dłońmi, 
ale  jego  były  wręcz  godne  czci.  Nie  mogłam  przestać  sobie  wyobrażać,  co  on  wyprawiał  z 
palcami. Otrząsnęłam się z pożądania, które mnie ogarnęło, ponieważ naprawdę musiałam 
się przy nim kontrolować. 
 

Patrząc  na  mój  piękny  samochód,  westchnęłam  głęboko.  Był  jedynym  prezentem, 

który  sobie  podarowałam,  uważałam,  że  zasłużyłam.  Przez  lata  udzielałam  się 
charytatywnie,  pomagałam  Nessie  ze  szkołą,  opłacałam  wszystkie  wydatki  Jordana,  a  tak 
naprawdę nigdy nie pozwoliłam sobie na coś dla siebie. 
 

Oprócz mojej garderoby, oczywiście, miałam swój wymarzony samochód. 

 

Wyjęłam  klucze  z  kieszeni  i  wyłączyłam  alarm  w  samochodzie,  gdy  zobaczyłam 

kogoś  ubranego  w  czarną  kurtkę  i  dżinsy  chcącego  wybić  łomem  boczną  szybę  w  moim 
samochodzie. Szybko nacisnęłam guzik alarmowy w pilocie i krzyknęłam do niego. 
 

-  Odejdź  od  mojego  samochodu  –  powiedziałam  spokojnie.  Odwrócił  się  nagle, 

odgłos klaksonu i alarmu został wzmocniony przez stal i beton w garażu, jego oczy zwęziły 
się. 
 

Był  młody,  miał  niewiele  ponad  piętnaście  lat.  Wyraz  jego  oczu  powiedział  mi,  że 

prawdopodobnie nie rozwiążę tej sytuacji spokojnie; był wzburzony. 
 

- Odłóż łom i będziesz mógł spokojnie odejść – powiedziałam uspokajającym głosem. 

– Nie będziesz miał żadnych kłopotów. 

background image

47

47

47

47

 

 

 

- Pieprz się, suko – wypluł podnosząc wyżej łom i choć był niezdecydowany, zrobił 

krok w moją stronę. 
 

Kurwa  mać.  Sięgnęłam  ostrożnie  do  kieszeni  kurtki,  chcąc  upewnić  się,  że  to  tam 

było. Nie użyłabym tego, gdyby to nie było całkowicie niezbędne. 
 

- Nie chcesz mi nic zrobić – powiedziałam podnosząc jedną rękę. 

 

- Ja... ja po prostu chcę samochód! 

 

Skinęłam głową i wyciągnęłam klucze. Wiedziałam, że najprawdopodobniej zniszczy 

mój samochód i chociaż mnie to bolało, to był tylko przedmiot. 
 

-  Podejdź  bliżej  –  mamrotał,  jego  oczy  gorączkowo  patrzyły  za  mnie.  Usłyszałam 

głośne kroki i wiedziałam, że pomoc nadchodzi. 
 

To go oczywiście wkurzyło. 

 

Wrzasnął i zamachnął się na mnie tak, że ledwo odskoczyłam. Szybko przetoczyłam 

się  po  ziemi  z  dala  od  niego  i  wyciągnęłam  swoją  broń.  Wycelowałam  szybko  kiedy  on 
podniósł łom nad głowę i zamarł na moment, moje trafienie było celne. 
 

- Panno Swan! – zawołał jeden z ochroniarzy. 

 

Ochrona  przejęła  swoje  obowiązki  i  po  złożeniu  krótkiego  oświadczenia  mogłam 

wyjść.  Przysięgam,  wydawałam  się  być  magnesem  na  kłopoty.  Było  dobrze  po  dziesiątej, 
kiedy  w  końcu  dotarłam  do  klubu.  Był  już  wypełniony  hałaśliwymi  ludźmi,  widocznie 
Poniedziałek Margarity cieszył się sporą popularnością. 
 

Skierowałam  kroki  do  pokoju  dla  VIP  -  ów  gdzie,  przed  wejściem,  wyprostowałam 

top, ułożyłam włosy i nieznacznie obciągnęłam spódniczkę. 
 

Nie zdawałam sobie sprawy, że jest aż tak krótka. 

 

Wtedy  usłyszałam  coś,  co  strzępiło  moje  nerwy  i  wysyłało  w  moje  kobiece  części 

gorączkę – głęboki, męski śmiech. Edward był tutaj. 
 

Czy ta mała, nieznośna wróżka zaplanowała to? Czy jestem gotowa znowu spojrzeć 

mu  w  twarz?  Cholera,  dopiero  kilka  chwil  temu  fantazjowałam  o  jego  dłoniach.  Czy  będę 
wstanie trzymać się od niego na długość ramion? 
 

Stanęłam na ziemi i poprawiłam wyraz twarzy, wchodząc w nieznane. 

~Edward 

 

-  Bella,  jesteś!  –  Alice  zapiszczała,  biegnąc  do  Belli.  Chwyciła  ją  za  rękę  i  wciągnęła 

dalej  do  pokoju.  Nasze  oczy  spotkały  się  na  moment,  zanim  się  zarumieniła  i  odwróciła 
wzrok. Wspomnienie jej miękkich warg na moich wciąż paliło w moich myślach. Chciałem 
poczuć je jeszcze raz na moich ustach i wszystko inne z tym związane. 
 

-  Cześć  wszystkim  –  powiedziała  Bella  z  ciepłym  uśmiechem.  –  Przepraszam  za 

spóźnienie,  Alice.  Ja…  uh,  miałam  problemy  z  samochodem  –  zaśmiała  się  krótko. 
Spojrzałem na nią pytająco. 
 

-  Twoim  nowym  samochodem?  –  Alice  zbladła.  Zgadywałem,  że  Bella  i  Alice 

rozmawiały więcej poza biurem. 
 

-  Tak,  jakiś  facet  próbował  się  do  niego  włamać,  gdy  zbierałam  się  do  wyjścia  – 

powiedziała  Bella,  potrząsając  z  niedowierzaniem  głową.  Zacisnąłem  swoje  pięści  i  ledwo 
powstrzymałem się od podejścia do niej. Wszystko we mnie rwało się do niej i... 
 

-  I  co  zrobiłaś?  –  zapytał  Jasper,  patrząc  na  Bellę  uważnie.  Był  uzbrojony?  Chciał  ją 

skrzywdzić? Co ona, kurwa, robiła schodząc do garażu sama? 
 

-  Starałam  się  z  nim  dogadać,  ale  nie  chciał  słuchać.  Więc,  poraziłam  go 

paralizatorem. Właśnie chciał zbić mi szybę w samochodzie – Bella wzruszyła ramionami. – 
Potem zajęła się nim ochrona. 
 

- Wow – powiedziała Alice z uznaniem. – Był uzbrojony? 

background image

48

48

48

48

 

 

 

- Miał tylko łom – wymamrotała Bella. Jej wzrok mówił, że czuje się niekomfortowo, 

powiedziałbym, że nie była przyzwyczajona do bycia w centrum uwagi. 
 

-  Przynajmniej  cię  nie  skrzywdził.  Więc,  kiedy  pozwolisz  mi  się  przejechać?  – 

zapytała Alice z radosnym podnieceniem sięgającym jej oczu. 
 

Bella  zaśmiała  się.  –  Alice,  dopiero  go  odzyskałam.  Planowałam  wypróbować  go  w 

ten weekend. Chcesz mi towarzyszyć? 
 

-  To  brzmi  zabawnie  –  powiedziała  Rosalie,  podając  Belli  Margheritę.  –  Może 

wszyscy powinniśmy to zrobić – zasugerowała, patrząc na Emmetta. 
 

-  Brzmi  świetnie.  Nie  byłbym  w  stanie  wyciągnąć  wtedy  mojego  jeepa  –  Emmett 

zgodził się z Rosalie. 
 

-  Oh!  Z  przyjemnością  pojadę  tam  moim  porsche!  –  powiedziała  Alice  i  klasnęła  w 

dłonie, zanim wzięła łyk swojego drinka. Jasper skinął głową na znak zgody. 
 

- Nie chcę być piątym kołem – stwierdziła Bella. 

 

- Nie jesteś piątym kołem, Bella – powiedziała Alice, kładąc dłonie na jej ramionach. - 

Dlaczego nie zaprosisz przyjaciela? 
 

-  Nie  wiem.  Jedynym  przyjacielem  jakiego  mam  tutaj  jest  Jacob,  a  on  jest  trochę  na 

mnie  zły.  Moja  kuzynka  Nessie  jest  poza  miastem,  więc...  –  Bella  umilkła  i  jakby  się 
zamyśliła. Byłem bardzo zadowolony, że ona i Jacob nie rozmawiali teraz ze sobą. 
 

-  Może  zaproszenie  Jacoba  rozwiąże  wasz  mały  problem?  –  Alice  sprzeciwiła  się. 

Zacisnąłem pięści. Cholera, czasami ten mały chochlik był bardzo natrętny. 
 

- Dlaczego nie pojedziesz z nami, Edward? – zasugerował Emmett. Uśmiech igrał na 

moich  ustach,  ponieważ  próbowałem  znaleźć  sposób,  aby  zostać  zaproszonym.  To  była 
wspaniała okazja. 
 

- Edward – spędzający sobotę jeżdżąc i wędrując razem z nami – powiedział Jasper ze 

śmiechem, - nie sądzę, Emmett. 
 

Mógłbym to zrobić. Kiedyś robiłem to cały czas. 

 

-  Hej,  mógłbym  wędrować  Jasper  –  warknąłem  w  swojej  obronie,  piorunując  go 

wzrokiem. 
 

- A kiedy ostatnio byłeś z nami na campingu? – zapytał Jasper tym samym tonem. 

 

-  Byłbym  zachwycony  mogąc  podróżować  z  wami  wszystkimi  –  powiedziałem, 

ignorując  ostatni  komentarz  i  pytanie  Jaspera.  Patrzyłem niecierpliwie na  Bellę,  pragnąc jej 
przekazać, że chcę z nią jechać. 
 

Popatrzyła  na  mnie  przez  chwilę  i  przewróciła  oczami.  –  Zakładam,  że  chcesz 

sprawdzić  te  trzysta  trzydzieści  kilometrów  na  godzinę?  –  Bella  uśmiechnęła  się  z 
wyższością, przekrzywiając swoją idealną brew. Przytaknąłem. 
 

- Pozwoliłaś Edwardowi prowadzić? – zajęczała Alice, zaciskając ręce wokół nagiego 

ramienia Belli. 
 

-  Po  lunchu  zaczęła  boleć  mnie  głowa,  więc  pozwoliłam  mu  prowadzić  –  Bella 

wzruszyła ramionami patrząc przez chwilę na moją siostrę. 
 

- Wy dwoje poszliście razem na lunch? – zapytał kpiąco Jasper. 

 

-  Tak,  poszliśmy.  On  zawsze  się  tak  upiera  przy  płaceniu?  –  poskarżyła  się  Bella, 

kierując pytanie do Jaspera. 
 

- Nie, chyba że widzi w tym swoją korzyść – zaśmiał się Jasper, a Emmett do niego 

dołączył. 
 

Bella wyglądała na urażoną i rozczarowaną. Kurwa mać. 

 

Jeśli  moja rodzina  mówiła  o  mnie  źle,  to nie  mogłem  sobie wyobrazić,  co  ona  sobie 

pomyślała. 

background image

49

49

49

49

 

 

 

-  Wiecie,  ja  jestem  tutaj  –  uśmiechnąłem  się  szyderczo.  Chwyciłem  moje  piwo  i 

wyszedłem  z  pokoju.  Przysięgam,  oni  nawet  nie  próbowali  rozmawiać  o  mnie  troszeczkę 
dyskretniej. To było jak jakiś rodzaj żartu o mnie, tylko że oni robili to zawsze. 
 

Czy to znaczyło, że widzą we mnie tylko dupka? 

 

Skierowałem  swoje  kroki  do  baru  i  spróbowałem  działać  na  parkiecie.  Musiałem 

wyrzucić Bellę z mojego umysłu, a jedynym sposobem było zabranie kogoś na noc do domu. 
 

I znowu okazało się, że to co mówi o mnie moja rodzina jest prawdą. Jeszcze bardziej 

chciałem ją mieć w moim łóżku. Plus, przez Bellę poprawił się mój system wartości. 
 

Przeklinam  to  nowe  sumienie.  Nigdy  nie  miałem  takich  trudności,  żeby  zaciągnąć 

kobietę  do  łóżka.  Zazwyczaj  to  one  zaczynały.  Choć  wydawało  się,  że  dzisiejszego 
popołudnia Bella była osłabiona, to czułem, że wyrosła między nami nowa ściana. 
 
~Alice 
 

Coś musiało się dzisiaj wydarzyć. Zastanawiam się czy mój plan wypali. Wygląda na 

to,  że  Bella  już  jest  zdezorientowana  swoimi  uczuciami,  prawie  tak  bardzo  jak  Edward. 
Edward  buduje  wokół  siebie  mentalne  i  uczuciowe  mury,  ale  myślę,  że  to  tylko  pogarsza 
sytuację.  Już  jest  wystarczająco  ciężko.  Jestem  pewna,  że  Jacobowi  nie  spodobałoby  się,  że 
nasz plan spalił na panewce zanim w ogóle zaczął działać. Cieszę się że Emmett zadzwonił i 
powiedział  mi  o  lunchu  Edwarda  i  Belli,  który  tworzył  świetną  okazję,  by  przedstawić 
Jacoba. 
 

Odeszłam  kawałeczek  od  rodziny  i  wyjęłam  komórkę  z  kieszeni.  Znalazłam  jego 

numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
 

- Hej, chochliku – przywitał się Jacob. 

 

- Hej, psie – odparowałam. 

 

- Co tam, Alice? – zaśmiał się na moje rozdrażnienie. 

 

- Jak wypadł lunch? – zapytałam. 

 

-  Idealnie.  Bella  się  mnie  nie  spodziewała,  więc  była  wkurzona.  A  wyraz  twarzy 

Edwarda był bezcenny. Nie mogę uwierzyć, że już jest zazdrosny. – Śmiał się przez moment 
zanim  wznowił  rozmowę.  –  Wiedziałem,  że  Bella  da  radę  złamać  Edwarda,  ale  nie 
spodziewałem się, że tak szybko. 
 

- Coś musiało się stać dzisiaj w siłowni – poinformowałam. 

 

- Któregoś dnia Bella zadzwoniła do Nessie i powiedziała, że ona i Edward ćwiczyli 

sztuki walki. Więc zgaduję, że zrobiło się troszkę bardziej intensywnie. 
 

- Sparring? – zapytałam. 

 

-  Tak,  Bella  była  na  siłowni  w  niedzielę.  Miała  się  spotkać  z  Nessie,  ale  nie  mogła 

przyjść, więc Bella znalazła innego partnera, Edwarda. 
 

- Kolejna łącząca ich rzecz. Masz rację, są dla siebie idealni. Wciąż nie wiem czemu to 

robisz, Jacob. 
 

- Już ci mówiłem. Muszę jakoś rozproszyć uwagę Edwarda, żebym mógł ukraść mu 

więcej  klientów  –  zaśmiał  się,  a  ja  sapnęłam.  –  Ale  tak  naprawdę,  Bella  potrzebuje  kogoś. 
Kogoś, kto sprawi, że przestanie się babrać w tym gównie. 
 

- Zgadzam się. Może i jest silną, niezależną kobietą, ale to wszystko musi mieć na nią 

wpływ. 
 

- To prawda, mimo że tego nie pokazuje. 

 

-  Dlaczego  to  robi,  mieszańcu?  –  Uśmiechnęłam  się,  gdy  jego  nowe  przezwisko 

wyszło z moich ust. 

background image

50

50

50

50

 

 

 

- To ma coś wspólnego z jej bratem, ale to nie ja powinienem opowiadać tę historię, 

Dzwoneczku – odpowiedział poważnie. 
 

-  Muszę  już  kończyć.  Później  zadzwonię  do  ciebie  z  rezultatami  dzisiejszego 

wieczoru. 
 

-  Dobrze.  A  teraz  pozwolę  ci  już  iść  do  swojego  Piotrusia  Pana.  –  rozłączył  się. 

Skrzywiłam się do telefonu. Lepiej żeby współpraca z tym kundlem była owocna. 
 
~Bella 
 

Kiedy  zaczęłam  sączyć  swoją  Margaritę,  Alice  wyszła  z  pokoju  dla  VIP  -  ów,  by 

zadzwonić.  Emmett  pociągnął  mnie  do  góry  i  zaczęliśmy  tańczyć,  ale  nie  wkładałam  w  to 
serca. Edward poszedł prawdopodobnie się z kimś umówić, a to bolało nieco bardziej niż się 
spodziewałam. 
 

Zaczynałam  myśleć,  że  powinnam  wycofać  się  z  tej  misji.  Ale  teraz  stanęłam  przed 

dylematem.  Jeśli  się  wycofam,  nie  odniosę  sukcesu  i  ominie  mnie  szansa  na  zrealizowanie 
mojego  projektu.  Miałam  pieniądze  na  rozpoczęcie  budowy,  ale  wiedziałam,  że  nie  dam 
rady poradzić sobie z resztą. Zebranie całości funduszy zajęłoby mi lata. 
 

Musiałam porozmawiać z Edwardem. Alice wróciła do pokoju u wyglądała na nieco 

zarumienioną. 
 

-  Coś  nie  tak,  Alice?  –  zapytałam,  kiedy  doszła  do  sofy,  biorąc  po  drodze  swojego 

drinka. 
 

-  Nie  –  odpowiedziała,  zanim  wzięła  dużego  łyka  ze  swojego  kieliszka.  –  Co  się 

dzisiaj wydarzyło? 
 

Przewróciłam  oczami,  oczywiście  wiedziała,  że  coś  się  zmieniło.  Wzruszyłam 

ramionami  zajmując  miejsce  obok  niej.  Pozostali  zebrali  się  wokół  mnie,  żeby  posłuchać 
detali w związku z moim ostatnim spotkaniem z Edwardem. 
 

- Nie ma zbyt wiele do opowiadania. Sparringowaliśmy. Był nieco niedelikatny, więc 

kopnęłam go kilka razy. Nie spodobało mu się, że spotykałam się z Jacobem, więc wydaje mi 
się,  że  się  na  mnie  wyżywał.  W  każdym  bądź  razie  w  pewnym  momencie  rzucił  mnie  na 
matę.  –  Alice  sapnęła.  Emmett  się  zaśmiał,  a  Jasper  i  Rosalie  potrząsali  głowami.  Ja 
kontynuowałam. 
 

- Myślał, że mnie zranił, więc mój „ból” rozproszył go na tyle, że podcięłam jego nogę 

i upadł na podłogę. Więc wspięłam się na niego… 
 

- Wspięłaś się na niego? – stwierdził Emmett, ale zabrzmiało to jak pytanie. 

 

-  Tak,  to  taki  chwyt  z  brazylijskiego  jujitsu.  –  Emmett  i  Jasper  wyrzucili  głowy  do 

tyłu,  śmiejąc  się.  Zignorowałam  ich.  –  Zapytałam  czy  jest  zazdrosny  o  mój  związek  z 
Jacobem i na początku zaprzeczył. Więc postraszyłam, że opowiem mu o moim seksualnym 
związku z nim i poddał się. Przyznał, że jest zazdrosny. – Uśmiechnęłam się na moje małe 
zwycięstwo. 
 

- Edward Cullen zazdrosny, kto by pomyślał? – powiedział Jasper. 

 

- Co się potem stało? – zapytała Alice, patrząc na mnie wyczekująco. 

 

Głupi chochlik i jej szósty zmysł. 

 

- Pocałowałam go – przyznałam, unikając intensywnego, piwnego spojrzenia Alice. 

 

- Jak na to zareagował? – zapytała Rosalie, zabierając ode mnie pusty kieliszek. 

 

- Na początku entuzjastycznie. – Ledwo pamiętałam jak smakowały jego sta i język. – 

Ale otrząsnęłam się z zamroczenia i wyszłam. 
 

- Cóż, jeśli nie chcesz żeby Edward zabrał kogoś dzisiaj do domu, idź i z nim zatańcz 

– poradziła Alice, zanim wstała i podeszła do barierki. Nie poszłam za nią. 

background image

51

51

51

51

 

 

 

- Myślę, że muszę z niego zrezygnować. Mamy zbyt dużo wspólnego i nie chcę igrać 

z ogniem. – Popatrzyłam na nich wszystkich. 
 

-  Bello,  świetnie  ci  idzie.  Oczywiście,  że  możesz  odejść,  jeśli  sobie  nie  radzisz,  ale 

potrzebujemy cię. – Powiedział Emmett, kładąc mi rękę na ramieniu. 
 

- On ma rację Bello, Edward tego potrzebuje. – Jasper zgodził się z Emmettem. 

 

Westchnęłam. 

 

- Macie rację, nie powinnam rezygnować kiedy robi się ciężko. – Wstałam i stanęłam 

obok  Alice  patrząc  na  parkiet.  Zobaczyłam,  że  Edward  siedzi  przy  barze.  Jakaś  kobieta 
wyglądała jakby próbowała z nim porozmawiać, ale ją ignorował. Uśmiechnęłam się. 
 

-  Alice,  możesz  zamówić  piosenkę  u  DJ  -  a?  –  zapytałam,  a  ona  przytaknęła. 

Wyszeptałam jej na ucho dwa tytuły, zanim odeszłam by znaleźć Edwarda. 
 

Podeszłam do baru i stanęłam tuż za nim. 

 

- Żadnej kandydatki, tygrysie? – wyszeptałam mu do ucha. 

 
~Edward 
 

Ostro  wciągnąłem  powietrze  do  płuc,  gdy  usłyszałem  szept  Belli.  Próbowałem  się 

uspokoić. Cholera, ta kobieta ma na mnie taki wpływ, że moje ciało reaguje na sam dźwięk 
jej głosu. Odwróciłem się na krześle i popatrzyłem na nią. 
 

- Żadnej, która mogłaby się przyrównać do ciebie – przyznałem. Znów uśmiechnęła 

się  w  ten  zaraźliwy  sposób.  Potrząsnęła  głową, przez co jeden  z  kosmyków  okalających  jej 
twarz opadł na policzek. Szybko założyłem go za jej ucho, ale nie zabrałem ręki, a dotknąłem 
nią jej policzka. Zarumieniła się, ale nie odsunęła. 
 

Boże, jest piękna. 

 

Zaczęła  grać  wręcz  zbyt  znajoma  mi  piosenka. Bella  uśmiechnęła  się i  mrugnęła  do 

mnie. Wzięła mnie za rękę, która była wciąż na jej policzku i pociągnęła za sobą na parkiet. 
 

- Musimy znów zatańczyć do naszej piosenki. 

 

- Naszej piosenki – podkreśliłem, posyłając jej mój najlepszy zadziorny uśmiech. 

 

-  Tak,  Future  Sex/Love  Sound  Justina  Timberlake’a.  –  Doszliśmy  do  środka  sali.  Bella 

przysunęła mnie do siebie i otoczyła moją szyję ramionami, a ja złapałem ją w talii. 
 

- Kocham tytuł tej piosenki – powiedziałem, kiedy przycisnąłem ją bliżej do siebie. 

 

-  Mmm…  słowa  też  są  niesamowite  –  odparła,  przygryzając  swoją  dolną  wargę. 

Jęknąłem, a ona się zaśmiała. Kiedy zaczął się refren, odsunęła się nieco i odwróciła. Nasze 
biodra poruszały się w synchronizacji. 
 

Pochyliłem się, wdychając zapach jej smukłej szyi. 

 

Do you like it this? Do you like it like that? – wyszeptałem jej do ucha tekst piosenki, 

przyciskając ją mocniej do siebie. Chciała się odwrócić, ale trzymałem ją mocno przy swojej 
klatce piersiowej.  

-  Your  enemy  are your  thoughts,  baby.  So  just  let ‘em  go  –  kontynuowałem szeptanie,  a 

Bella wierciła się nieco. - ’Cause all I need is a moment alone to give you my tongue and put you out 
of control

. – Zanim zdążyłem skończyć następny fragment, Bella odsunęła się i chwyciła moją 

twarz, przybliżając mnie do pocałunku. 

Mocno  zatopiła  język  w  moich  ustach  i  w  tym  momencie  przestałem  logicznie 

myśleć. Zamknąłem oczy, przyciskając do siebie jej ciało. Walczyliśmy o dominację, żadne z 
nas nie chciało się poddać. Smak jej słodkich ust zniewalał moje zmysły. Po chwili odsunęła 
się i popatrzyła na mnie. 

- Przepraszam – wyszeptała, próbując mi się wyrwać. 

background image

52

52

52

52

 

 

- Nie masz za co. – Pogłaskałem jej policzek i pochyliłem się, składając na jej ustach 

kolejny  pocałunek.  Otoczyła  moją  szyję  ramionami,  a  ja  podniosłem  ją  nieco,  żebym  nie 
musiał  się  schylać.  Po  chwili  przestaliśmy  się  całować,  żeby  złapać  oddech,  ale  wciąż 
trzymałem swoje usta blisko jej ciała, dotykając nimi jej szyi. Piosenka się skończyła i Bella 
zaczęła się odsuwać. Potrząsnęła głową, patrząc na mnie. 

- Panie Cullen, będzie pan moją zgubą – zaśmiała się. 
- Zabawne, dokładnie to samo pomyślałem o tobie – stwierdziłem z uśmiechem. Bella 

zaczęła kołysać się w rytm muzyki. 

Nie rozpoznałem piosenki czy zespołu.  
- Kto to? – zapytałem. Bella uśmiechnęła się, potrząsając głową. 
-  New  Kids  on  the  Block,  PussyCat  Dolls  i  Teddy  Riley  –  odpowiedziała,  a  potem 

zaczęła nucić pod nosem tekst. Nie przestawała mnie zaskakiwać. 

- Jesteś fanką NKOTB. 
- Ale to ty znasz ich nick – odparowała. Miała mnie. Musiałem ich słuchać jeszcze w 

latach 90. przy Alice. 

- To z ich nowego albumu – poinformowała mnie Bella kontynuując nucenie.  

 
She’s so sexy and I’m into her
 
Yeah, I’m into her, for sure 
She go on like a circus, 
The way she works it, work it, work it 
Straight up like a circus, 
The way she works it, work it, work it 
Baby go work it 
 
 

Bella odsunęła się ode mnie i zaczęła śpiewać kolejną część. 

 
Do you like my body? (Girl, you know I do) 
 
Do you think I’m a hottie? (Girl, you know I do) 
Do you wanna go party? (Girl, you know I do) 
Well, what do you want to do? (Here’s what I want to do) 
 

 

 

Bella  uśmiechnęła  się  i  znów  zarzuciła  mi  ręce  na  szyję.  Kołysaliśmy  się  do  rytmu, 

gdy rozpoczął się refren. Wciąż śpiewała kobiece kwestie, ale tym razem odpowiadałem jej 
zgodnie z tekstem piosenki patrząc prosto w te jej niesamowite oczy. 
 

Odsunęła się, kiedy rozbrzmiał kolejny damski fragment. Próbowalem przyciągnąc ją 

blisko do siebie, ale potrząsnęła głową i zaczęła śpiewać. 
 
So you want to get with me?  
 

Bella wskazała na siebie. 

 
I gotta say that’s what’s up 
But I must admit I ain’t easy.  
 

 
Znów wskazała na siebie, potrząsając głową i wciąż kołysząc swym ciałem. 

 

background image

53

53

53

53

 

 

You gonna be workin’ over time on me.  
 

Pokazała palcem nadgarstek. Kocham wyzwania, a Bella jest w tej kwestii idealna. 

 
Hey, hey, hey, hey tell me what you want.  
 

Pstryknęła palcami i zaczęła się śmiać. 
Przyciągnąłem ją do siebie i zawtórowałem jej śmiechem. 
- Jesteś jedyna w swoim rodzaju, Bello. 
- Hmm… biorąc pod uwagę, że spotkałeś większą część światowej populacji kobiet, 

to  naprawdę  coś  znaczy  –  stwierdziła  Bella  z  przebiegłym  uśmiechem  igrającym  na  jej 
ustach. 

- Myślałem, że nie będziesz słuchała tego co mówią o mnie inni i sama mnie ocenisz. 
-  Rzeczywiście,  powiedziałam  coś  takiego.  Ale  jest  trochę  ciężko,  kiedy  słyszę  takie 

rzeczy ze wszystkich stron. Wliczając w to twoją rodzinę. 

-  Chodź,  porozmawiamy.  Myślę,  że  musimy.  Nie  wydaje  ci  się?  –  zapytałem, 

chwytając  jej  dłoń.  Przytaknęła  i  poprowadziłem  ją  z  powrotem  do  pokoju  dla  VIP  -  ów. 
Nikogo tam nie było. Musieli wyjść na parkiet. Podszedłem do sofy pod ścianą i usiadłem, 
pociągając za sobą Bellę. 

- Bello, chcę, żebyś dała mi szansę – powiedziałem, kreśląc kółka na jej nadgarstku. 
- No nie wiem, Edwardzie – westchnęła w odpowiedzi. – Nie chcę ryzykować utratą 

pracy  i  szansy  na  ukończenie  projektu.  –  Znów  zajaśniała  wokół  niej  ta  aura 
bezinteresowności. 

-  Nie  mogę  ci  obiecać,  że  wszystko  będzie  dobrze,  ale  nigdy  nie  zaryzykowałbym 

czegoś co jest dla ciebie tak ważne. 

-  Nie  wiem…  tak  wiele  kobiet,  Edwardzie.  Nie  mogę  się  z  tym  pogodzić.  –  Bella 

wyraziła swoje obawy, kiedy oparła głowę na moim ramieniu. 

- Co mam zrobić, żebyś mi pozwoliła cię przekonać? – zapytałem, całując czubek jej 

głowy. 

-  W  biurze  musimy  zachowywać  się  profesjonalnie.  Musisz  mi  pozwolić  nadawać 

tempo naszym fizycznym relacjom i… - ucichła. 

-  I  co,  Bello?  –  zapytałem,  ale  przerwała  nam  moja  rodzina  wchodząca  do 

pomieszczenia. 

-  Whoa!  –  zagrzmiał  Emmett  i  zaczął  się  śmiać,  kiedy  zobaczył  mnie  i  Bellę 

przytulonych do siebie. Rosalie uderzyła go w tył jego wielkiej głowy. 

- Słodko razem wyglądacie. – Alice uśmiechnęła się i usiadła obok Belli. 
Cholera, moja rodzina ma potworne wyczucie czasu. 
- Co tam? – zapytała Bellę Alice. Ta tylko wzruszyła ramionami. 
- Właśnie podawałam twojemu bratu zasady, których musi przestrzegać, jeśli chce się 

ze mną spotykać. – Bella uśmiechnęła się i mrugnęła do mnie. 

- Edward – powiedział Emmett ostrzegawczym tonem. 
-  Nie  martw  się  Emmett,  mam  jedną  prośbę  i  wiem,  że  nie  da  rady  jej  spełnić  – 

stwierdziła Bella. 

- A co to takiego? – zapytałem, odsuwając się na tyle, by móc spojrzeć jej w oczy. 
- Musisz usunąć ze swojej komórki wszystkie numery telefonów do kobiet z którymi 

spałeś. – Uśmiechnęła się, próbując się nie śmiać. 

W pomieszczeniu rozbrzmiał histeryczny śmiech mojej rodziny. 

background image

54

54

54

54

 

 

- Jasper, stawiam dwieście dolarów, że tego nie zrobi – powiedział Emmett. 
-  Wchodzę.  On  kocha  wyzwania.  –  Wszyscy  poza  mną  się  zaśmiali.  Nie  mogłem 

uwierzyć, że moja rodzina znów się ze mnie nabija. 

Potrzasnąłem głową. Czy naprawdę powinienem uganiać się za tym niebezpiecznym 

stworzeniem  obok  mnie?  Było  warto  robić  to  wszystko  tylko  po  to,  żeby  zaciągnąć  ją  do 
łóżka?  Oczywiście,  że  tak.  Ale  czy  naprawdę  mogliśmy  pozostać  w  profesjonalnych 
stosunkach kiedy już ją zostawię? Czy w ogóle byłem zdolny by to zrobić? 

Nie  miałem  pojęcia,  wiedziałem  jednak,  że  muszę  wyrzucić  ją  ze  swojego  systemu, 

jeśli  chciałem  kiedykolwiek  odzyskać  normalne  życie.  Ale  czułem,  że  jeśli  już  raz  jej 
skosztuję, nie będę chciał jej puścić. Czy naprawdę jestem na to już gotowy? Bella wyrwała 
mnie z zamyślenia. 

-  W  porządku,  Edward…  pozostaniemy  przyjaciółmi.  –  Odsunęła  się  i  wstała. 

Musiałem ją zatrzymać. Wyjąłem komórkę i otworzyłem ją od tyłu, wyjmując kartę sim. 

- Bella – zawołałem, Emmett popatrzył na mnie z szokiem odmalowanym w oczach, a 

Jasper się uśmiechnął. Bella odwróciła się z pytającym wyrazem twarzy. Pomachałem do niej 
kartą, zanim wrzuciłem ją do najbliższej szklanki z drinkiem. 

Jest tego warta. I kocham wyzwania. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

55

55

55

55

 

 

7777. . . . Margarita Monday

Margarita Monday

Margarita Monday

Margarita Monday    

~Edward 

Jest tego warta. I kocham wyzwania. 
-Żadnych  kopii  zapasowych?  -  Bella  uniosła  brwi  i  skrzyżowała  ramiona  na  swojej 

powabnej  klatce  piersiowej.  Emmett  zaśmiał  się,  a  Jasper  parsknął.  Rosalie  i  Alice  wciąż 
chichotały.  

-Mam dwa telefony: jeden biznesowy...  – zacząłem, ale Bella skończyła zdanie.  
-A  drugi  do  przyjemności?  -  uśmiechnęła  się.  Miała  mnie.  Ale  mam  fotograficzną 

pamięć i nie będę miał problemów z wprowadzeniem numerów do innego telefonu.  

-Coś  w  tym  stylu  -  odpowiedziałem  szczerze,  pamiętając  że  kobiety  lubią  tą  całą 

gównianą uczciwość.  

-Rozumiem,  że  właśnie  oficjalnie  zaliczyłeś  punkt  pierwszy  Edwardzie  -  Bella 

stwierdziła obojętnie.  

-Punkt  pierwszy?-  zapytałem  równocześnie  z  Emmettem.  Przypomniałem  sobie  o 

mojej rodzinie. Znowu, ponieważ kompletnie o nich zapomniałem.   

-Punkt pierwszy w Planie jak skłonić Bellę, aby się ze mną przespała lub Projekt Bella 

Swan.-  Powiedziała  Bella  tłumiąc  śmiech.  Moja  rodzina  nie  mogła  się  już  dłużej 
powstrzymywać i też zaczęli się śmiać.  

Czy ona potrafi czytać w moich pieprzonych myślach? 
-Odebrało  ci  mowę?-  Bella  zapytała,  przyglądając  się  mojej  twarzy,  na  której 

odmalowywał  się  szok.  Potrząsnąłem  głową  niezdolny  niczego  powiedzieć,  wiedząc  że 
cokolwiek by to nie było okazałoby się być kłamstwem.  

-Jedną  z  rzeczy  jaką  zauważyłam  to  fakt,  że  kiedy  jesteś  z  klientami  wymieniasz 

nazwy, liczby i opisujesz rzeczy praktycznie bez patrzenia w notatki. Co mówi mi, że masz 
fotograficzną pamięć.- Bella uśmiechnęła się, ale kontynuowała. –Więc cała ta szopka z kartą 
SIM  nie  jest  tak  wielkim  poświęceniem,  skoro  prawdopodobnie  możesz  nazwać  każdego, 
kogo  miałeś  zapisanego  w  telefonie,  ich  numery,  adresy  e-mail  i  oceny  jakie  im  dałeś.- 
Wstałem i zmniejszyłem przestrzeń między nami. Pochyliłem się i wyszeptałem do jej ucha, 
tak że moja rodzina tego nie słyszała.  

-Więc dlaczego kazałaś mi to zrobić?- żachnąłem się. Zrobiła kwaśną minę.  
-Nie  wiem,  chciałam  po  prostu  zobaczyć  czy  jesteś  do  tego  zdolny.-  Bella 

zachichotała, wzruszając ramionami.  

-Co jeśli powiem, że jesteś jedynym nazwiskiem i numerem, który bym teraz zapisał.- 

wypuściłem  powietrze  z  ust  tuż  pod  jej  uchem  i  lekko  je  nimi  musnąłem.  Bella  ostro 
zaczerpnęła  powietrza  i lekko  zadrżała.  Uśmiechnąłem się  odsuwając  się,  aby  popatrzeć w 
jej oczy.  

Bella przyciągnęła moją głowę bliżej i jej usta dotknęły mojego ucha.-Czy tak?- Bella 

zapytała prawie szeptem. Przytaknąłem, a ona się zaśmiała. –Dobrze, ale jak już ci wcześniej 
śpiewałam: ‘You gonna be workin’ overtime on me’. 

-Myślę, że dam radę.- Uśmiechnąłem się patrząc w jej błyszczące, brązowe oczy. 
-Dobre  rzeczy  spotykają  tych  którzy  czekają.-  Bella  podrażniła  się  ze  mną,  a  jej 

uśmiech sprawił, że zadrżałem w oczekiwaniu.  

Powinienem kupić jej drinka albo dwa i może, tylko może, zabrać ją do siebie. 

background image

56

56

56

56

 

 

Komórka  Alice  wyrwała  mnie  z  zamyślenia.  Alice  rozmawiała  z  kimś,  ale  ja  wciąż 

trzymałem Bellę blisko siebie, a jej usta wciąż muskały moje ucho. Nadal znajdowałem się w 
swoim własnym, małym świecie.  

-Edward to Esme. Powiedziała że nie może się z tobą skontaktować, więc zadzwoniła 

do  mnie.-  Alice  wskazała,  podając  mi  swój  różowy  telefon  komórkowy.  Odsunąłem  się  od 
Belli, która próbowała stłumić chichot.  

-Lepiej to odbiorę.- powiedziałem patrząc na Bellę, nim wyszedłem z pokoju dla VIP-

ów. Udałem się do spokojniejszego miejsca w pobliżu łazienki. 
 
~Bella 

-Lepiej  to  odbiorę.-  powiedział  Edward,  kiedy  patrzyłam  jak  wychodzi  z  naszego 

pokoju  
VIP-ów.  

-To było kurewsko niesamowite!- Alice piszczała, skacząc w górę i w dół.  
-Płacisz  Emmett.-  Jasper  odwrócił  się  do  Emmetta,  wyciągając  dłoń  w  jego  stronę. 

Emmett  skrzywił  się,  wyciągając  portfel  i  dając  Jasperowi  kilka  banknotów.  Rosalie 
potrząsnęła głową, kładąc rękę na ramieniu Alice, aby ją uspokoić.  

 -Tak,  poszło  nawet  lepiej  niż  się  spodziewałam.  Alice  muszę  wiedzieć  kiedy 

zapraszasz  mnie  gdzieś,  gdzie  będzie  twój  brat.  Nie  byłam  przygotowana  na  spotkanie  z 
nim. - Spojrzałam w oczy Alice surowo.  

-  Przepraszam,  nawet  nie  wiedziałam  że  przyjdzie.  Emmett  go  zaprosił.-  Alice 

stwierdziła, podbiegając do mnie i obejmując mnie. Byłam nieco zszokowana, że wykonała 
tak intymny gest w moją stronę. Odwzajemniłam go. Słodki mały chochlik.  

-  Namówiłaś  go  na  wycieczkę  i  dla  ciebie  usunął  wszystkie  numery  –  powiedziała 

zachwycona Alice. 

- Tak, to krok w dobrym kierunku. Ale będzie prawdopodobnie starał się mnie dzisiaj 

upić, żebym poszła z nim do jego mieszkania. Więc muszę mieć pewność, że będę pić tylko 
bezalkoholowe drinki, tak żeby on się o tym nie dowiedział.- Wskazałam na każdego z nich.  

-  Myślę,  że  możemy  się  upewnić.  Będziesz  udawać  pijaną  Bellę?-  Rosalie  zapytała, 

zajmując miejsce na którym wcześniej siedział Edward.  

- Tak. Może próbować mnie wykorzystać lub nie, zobaczymy.- wyjaśniłam. 
-  Więc  co  zrobisz  jeśli  będzie  chciał  to  zrobić?-  Emmett  zapytał  z  podnieceniem  w 

oczach, kiedy przywoływał jedną z kelnerek. 

- Cóż jeśli chce mnie wykorzystać, będę udawać do ostatniego momentu, potem będę 

się  z  niego  nabijać  albo  po  prostu  zasnę,  a  on  miejmy  nadzieję  się  wycofa.  Jeśli  mnie  nie 
wykorzysta,  wtedy  przejdę  do  następnego  kroku.-  Powiedziałam  zajmując  miejsce  obok 
Rosalie.  

- Jak myślisz co zrobi?- Jasper zapytał z wyczuwalną troską w głosie. 
- Najprawdopodobniej będzie próbował mnie wykorzystać.- Wzruszyłam ramionami. 

Emmett powrócił do rozmowy po tym jak zamienił pare zdań z kelnerką.  

-  W  porządku,  rozmawiałem  z  kelnerką.  Powiedziała,  że  upewni  się,  że  przez  cały 

wieczór będziesz dostawać tylko bezalkoholową Margaritę.- Emmett powiedział, siadając na 
poręczy obok Rosalie.  

-  Panie,  jeśli  będzie  chciał  mnie  upić  mam  zamiar  się  z  nim  trochę  podrażnić. 

Wchodzicie  w  to?-  zapytałam,  uśmiechając  się  do  Rosalie  i  Alice.  Uśmiechały  się  radośnie 
kiedy przekazywałam im szczegóły, nie pozwalając aby Jasper i Emmett coś z tego usłyszeli. 

- Chyba go słyszę.- powiedziała Alice, odchodząc od wejścia do pokoju dla VIP-ów.  

background image

57

57

57

57

 

 

Oczekiwanie. Nie czułam niczego poza oczekiwaniem, aby ponownie zobaczyć jego 

twarz. Kurwa, jestem w tarapatach. 
 
~Edward 

Ponarzekałem  trochę  nim  wróciłem  do  sali  dla  VIP-ów.  Moja  rodzina  uwielbia 

wtrącać  się  do  mojego  życia.  To  była  moja  matka,  znowu  starająca  się  umówić  mnie  na 
randkę w ciemno, kiedy będziemy jeść kolację w środę.  

Jakbym potrzebował jej pomocy.  
Wszedłem  z  powrotem  do  sali,  Emmett  siedział  na  podłokietniku  sofy,  na  której 

siedziały  Bella  i  Rosalie.  Alice  i  Jasper  owinięci  wokół  siebie  kołysali  się  w  rytm  muzyki, 
patrząc na parkiet.  

Bella  uśmiechnęła  się,  kiedy  wszedłem  do  pokoju,  odwzajemniłem  się  tym  samym. 

Podszedłem do niej i podałem jej dłoń, którą złapała bez wahania.  

-Czy  coś  jest  nie  tak  Edwardzie?-  Bella  zapytała,  kiedy  przyciągnąłem  ją  bliżej  do 

siebie.  Muzyka  porywająca  serce  popłynęła  przez  nas,  położyłem  ręce  na  jej  biodrach, 
kołysząc nimi powoli w rytm muzyki. Reszta mojej rodziny podążyła za moim przykładem i 
zaczęła tańczyć w naszej sali.  

-Jem kolację z rodzicami w środowy wieczór i moja matka chciała umówić mnie na 

randkę w ciemno.- Potrząsnąłem głową z niedowierzaniem.  

Bella zaśmiała się, owijając ramiona wokół mojej szyi. –Myślę, że to słodkie, że wciąż 

się tak o ciebie troszczy. 

-Cóż powiedziałem jej, że już mam towarzyszkę.- Uśmiechnąłem się sugestywnie. 
-Naprawdę?- Bella uśmiechnęła się. –Kim jest ta szczęśliwa dama? 
-Ty.- haczyk, żyłka... 
-Z przyjemnością z tobą pójdę Edwardzie.- Bella wyszeptała mi do ucha.  
Złowiona. Zbyt łatwo.  
Odsunąłem  się  nieco,  aby  zobaczyć  jej  twarz,  wpatrywała  się  w  moje  oczy.  –Czy 

mogę postawić ci drinka?- zapytałem, mając nadzieję, że powie tak. Udało mi się wypić tylko 
jednego drinka odkąd tu przyszedłem, ponad dwie godziny temu.  

-Już  jednego  zamówiłam.  Ale  nie  sądzę  abym  mogła  wypić  więcej,  muszę  potem 

dojechać do domu.- Bella powiedziała martwiąc się o samochód. 

-Może odwiozę twój samochód do domu?- zaproponowałem. 
-Nie  masz  nic  przeciwko  byciu  DD?

2

  -  Bella  zapytała  z  uśmiechem.  Potrząsnąłem 

głową. Jej uśmiech się poszerzył. Kelnerka weszła do pokoju z nowa kolejką Margarity dla 
pań oraz piwem dla Jaspera i Emmetta.  

Bella wzięła drink, który zaoferowała jej kelnerka i szybko zaczęła pić. Uśmiechnąłem 

się.  To  powinno  zadziałać.  Drinki  wciąż  przychodziły,  a  rozmowa  płynęła  swobodnie.  Po 
niecałych  dwóch  godzinach  chichotała  razem  z  moją  rodziną,  siedząc  mi  na  kolanach. 
Musiałem mieć głupi uśmiech na twarzy, ponieważ Bella spoglądała na mnie co jakiś czas i 
spytała dlaczego się uśmiecham.  

Wzruszyłem  tylko  ramionami  i  podałem  jej  kolejnego  drinka.  Emmett  zarządził 

przerwę na toaletę, na którą wszyscy się zgodzili i rzucił, że mamy się spotkać na parkiecie.  

                                                           

2

 Designated Driver- osoba która ma być trzeźwa przez cały wieczór, a potem odwozi innych do domów i 

upewnia się, że dotarli tam bezpiecznie.  

background image

58

58

58

58

 

 

Emmett,  Jasper  i ja ruszyliśmy  do  łazienki.  Wiedziałem,  że  Emmett  wręcz  umiera  z 

ciekawości,  aby  mnie  o  coś  zapytać,  w  przeciwnym  razie  nie  zgodziłbym  się  na  męskie 
plotki nad pisuarem.  

-Więc  bracie,  po  całej  tej  sprawie  z  telefonem,  wciąż  zamierzasz  ją  przelecieć  i 

wyrzucić?- Emmett zapytał ostrożnie. Uniosłem na niego brwi. 

Jakie to ma dla niego znaczenie?

 

- Alice i Rosalie ją lubią. Jeśli ją skrzywdzisz, odejdzie – stwierdził Jasper, myjąc ręce. 
-  Pracuje  dla  mnie,  a  poza  tym  ten  projekt  jest  dla  niej  ważny.  Więc  nawet  jeśli  ją 

porzucę, 

nie pozwie mnie, ani nie odejdzie.  – wzruszyłem ramionami. Bella jest na straconej 

pozycji i prawdopodobnie będzie niezręcznie, ale przeżyję to jakoś. 

-  Wiedziałem,  że  to  ten  sam,  stary  Edward  –  powiedział  Emmett,  a  w  jego  oczach 

widać było rozczarowanie. 

Wiem,  że  jestem  dupkiem,  ale  nie  zmienię  tego.  Kurwa,  co  jeśli  odejdzie  i  nie  ukończy

 

projektu? Będę mógł spojrzeć jeszcze kiedyś w lustro? 

Opuściliśmy łazienkę i przeszliśmy przez zatłoczony parkiet do miejsca, gdzie Bella, 

Rosalie i Alice wywoływały niemałe poruszenie. DJ zaczął mówić przez mikrofon. 

-  Panie  i  panowie,  na  specjalne  życzenie  pani  Belli  –  Pussy  Cat  Dolls  „Buttons”!  – 

Pomiędzy  moją  pijaną  siostrą  i  bratową,  Bella  poruszała  się  zmysłowo,  zaczynając  kołysać 
się do muzyki, kiedy Snoop zakończył swój wstęp. Potem zaczęły śpiewać refren. 

Jestem pierdolnięty. Nagle pokochałem Poniedziałki Margarity. 

 
I’m telling you to loosen up my buttons, baby (uh, huh) 
But you keep fronting (uh) 
Saying what you going to do to me (uh, huh) 
But I ain’t seen nothing (uh) 
I’m telling you to loosen up my buttons, baby (uh, huh) 
But you keep fronting (uh) 
Saying what you going to do to me (uh, huh) 
But I ain’t seen nothing (uh) 
 
 

Bella  wyszła  w  przód,  kołysząc  biodrami  i  wykonując  ruchy,  które  powinny  być 

pokazywane tylko w mojej sypialni. Tłum mężczyzn wokół nich zaczął gwizdać i krzyczeć. 
Spojrzałem gniewnie na dużego blond kolesia. Moja
 

Ręce  Belli  wodziły  po  jej  własnym  ciele,  gdy  śpiewała  zwrotkę.  Jasper  i  Emmett 

obserwowali całą scenę z zachwytem, a ja musiałem poprawić się w spodniach. 
 
Typical 
Hardly the type I fall for 
I like when the physical  

 
Bella powoli powędrowała swoimi dłońmi po biuście. 

Don’t leave me asking for more 
 

Bella klepnęła się w pośladki i pochyliła się mocno. Byłem świadomy, że moja siostra 

i  Rosalie  robią  to  samo,  ale  moje  oczy  były  przyklejone  do  skąpo  odzianego  w  krótką 
spódniczkę tyłka Belli. 
 

background image

59

59

59

59

 

 

I’m a sexy mama (mama)  
Who knows just how to get what I want and (want and) 
What I want to do is spring this on you (on you) 
Back up all the things I told you (told you) 
You been saying all the right things all night long  
 

Dziewczyny  zaczęły  podnosić  brzegi  swoich  bluzeczek.  Zerknąłem  na  Jaspera  i 

Emmetta, potrząsając głową. Ni cholery. 
 
But I can’t seem to get you over here to help take this off.  
 

Brzuch Belli był już nagi, ale posuwała się wyżej. Gwizdy i pomruki uświadomiły mi, 

że Bella chce się rozebrać, bo ją upiłem. Poczułem się winny. Ahh! 

- Cholera, łapcie je – ryknąłem na Jaspera i Emmetta, którzy byli wciąż zszokowani. 

Szybko zmniejszyliśmy odległość pomiędzy nimi. Rzuciłem piorunujące spojrzenie jakiemuś 
dupkowi, próbującemu podejść do Belli. 

- Moja – warknąłem. 
Moja

! Złapałem Bellę za rękę, zanim zdążyła całkowicie zdjąć swoją fioletową bluzkę. 

Emmett  chwycił  Rosalie,  która  próbowała  z  nim  walczyć,  a  Jasper  przerzucił  sobie  Alice 
przez  ramię.  Bella  wciąż  tańczyła  i  ocierała  się  o  mnie.  Jej  druga  ręka  wciąż  próbowała 
usunąć koszulkę z jej piersi. Tak bardzo jak ja chciałem je zobaczyć, nie chciałem, żeby oni je 
widzieli. Moje

Pomruki  i  gwizdy  zamieniły  się  w  jęki,  kiedy  przyciągnąłem  Bellę  do  siebie  i 

wyprowadziłem z parkietu. Jasper pojawił się przede mną kilka sekund później i podał mi jej 
torebkę i kluczyki. 

-  Zabierz  ją  do  domu.  Ja  lepiej  zabiorę  stąd  Alice,  zanim  zrobi  coś,  czego  będzie 

żałować – powiedział Jasper, potrząsając głową. Alice wciąż wisiała na jego ramieniu. 

- Beellllaaaa… to było świetne… Następnym razem musimy zrobić to do „Don’t Cha” 

– wykrzyknęła Alice i chichocząc klepnęła tyłek Jaspera. 

-  Odsuń  się  Emmett,  nie  jestem  tak  pijana.  Poradzę  sobie  z  tymi  facetami,  jeśli 

spróbują  dotknąć  tego  –  krzyknęła  Rosalie,  chwytając  swoje  piersi,  zanim  trząsnęła  go  w 
twarz.  Emmett  przewrócił  oczami  i  załapał  Rose  w  talii,  a  następnie  pobiegł  w  stronę 
wyjścia. Jasper z Alice podążył tuż za nim. 

-  A  ty…  zamierzasz  też  wynieść  mnie  stąd  się  jak  jaskiniowiec,  Edwardzie?  –  Bella 

uśmiechnęła  się  podstępnie,  wciąż  ciągnąć  swoją  bluzkę.  Przewróciłem  oczami.  Oto  moja 
szansa

Podniosłem ją, ale zanim zdążyłem przerzucić ją sobie przez ramię, otoczyła nogami 

moją  talię,  jęknąłem.  Uśmiechnęła  się,  kiedy  zarzuciła  ramiona  na  moją  szyję.  Mocno  ją 
trzymając wyszedłem w chłodne, nocne powietrze. Bella zadrżała i przysunęła się do mnie 
bliżej. 

- Gdzie jest twój samochód? – zapytałem, próbując znaleźć go wzdłuż ulicy. 
- Na parkingu, za tobą – powiedziała dziewczyna. Odwróciłem się i dostrzegłem jej 

Fiorano. Podszedłem  do  auta,  a  przez cały  czas Bella bawiła  się  włoskami  na  moim  karku, 
doprowadzając mnie do szaleństwa. 

-  Wiesz,  jesteś  naprawdę  słodki,  Edwardzie.  –  Uśmiechnęła  się  i  pocałowała  moją 

skroń, potem szczękę, possała ucho. Kurwa

background image

60

60

60

60

 

 

-  Uh…  dzięki  –  odpowiedziałem,  stawiając  ją  obok  samochodu,  tak  żebym  mógł 

otworzyć  drzwi.  Kiedy  już  to  zrobiłem,  posadziłem  ją  na  miejscu  pasażera  i  zacząłem 
zapinać  ją  w  skomplikowane  pasy  bezpieczeństwa.  Nie  ułatwiała  mi  zadania.  Zapięcie 
znajdowało się przy jej klatce piersiowej. Bella wciąż chichotała i odpychała moje ręce. 

-  Przestań,  Edwardzie.  Jeśli  chcesz  ich  dotknąć,  musisz  poczekać,  aż  wejdziemy  do 

mojego  mieszkania.  –  Jęknąłem,  kiedy w  końcu udało  mi  się  ukończyć  zadanie.  Jedna  z  jej 
nóg  była  poza  samochodem,  więc  delikatnie  dotknąłem  gładkiej  jak  jedwab  skóry  i 
umieściłem nogę w samochodzie, zanim zamknąłem drzwi. 

Tak

Usiadłem na miejscu kierowcy i dokonałem kilku poprawek w fotelu. Wyjechałem z 

miejsca parkingowego i zdałem sobie sprawę, że nie mam pojęcia gdzie Bella mieszka. 

- Bello, gdzie jest twoje mieszkanie? 
Zaczęła się śmiać. 
- Zabawna historia… mieszkam w budynku obok twojego, na dziesiątym piętrze. 
-  Naprawdę?  –  Byłem  w  szoku.  Dziewczyna  tylko  przytaknęła,  bawiąc  się 

odtwarzaczem muzyki. – W budynku Moore? 

- Tak. Wiesz, jesteś naprawdę słodki, Edwardzie. – Zaczęła się na mnie gapić, na co 

musiałem się zaśmiać. O tak, jest pijana. Zbyt łatwe. 

Kilka  minut  później  byliśmy  już  w  jej  bloku.  Po  tym  jak  Bella  rzuciła  w  strażnika 

swoją przepustką, zaparkowałem w garażu na jej miejscu. Obok zauważyłem stalowoszary 
Gran Turismo Maserati. Niemożliwe. 

-  Bella,  jesteśmy  na  miejscu.  chcesz,  żebym  pomógł  ci  wejść  na  górę?  –  zapytałem, 

patrząc na tą cudowną istotę obok mnie. 

-  Tak,  proszę.  –  Uśmiechnęła  się  i  puściła  mi  oczko.  Szybko  wysiadłem  z  auta  i 

podszedłem  do  drzwi  Belli.  Otworzyłem  je  i  znów  pomogłem  jej  z  pasami.  Tym  razem 
obserwowała  mnie  z  zarumienioną  twarzą,  nie  ruszając  się.  Rozpinając  pas  musnąłem  jej 
lewą pierś. 

-  Edward  –  wypowiedziała  moje  imię,  kiedy  pomogłem  jej  wysiąść.  Delikatnie 

otoczyłem ramieniem jej talię, prowadząc ją do windy. 

- Tak, kochanie? – zachęciłem, by kontynuowała. 
-  Masz  śliczny  tyłek  –  zachichotała,  a  potem  klepnęła  mnie  mocno  w  pośladki. 

Cholera, to było  gorące

. Potem włożyła rękę  do  mojej  tylnej  kieszeni.  Cholera, zdecydowanie 

nie jednorazowy numerek. Może tydzień. W myślach już planowałem kilka następnych dni. 
Mamy randkę w środę, a w sobotę wyjazd. Może spędzimy ze sobą noc w górach. 

-  Edward,  to  naprawdę miło  z  twojej  strony  –  stwierdziła  Bella,  przygryzając  dolną 

wargę.  

-  Chciałem  się  tylko  upewnić,  że  bezpiecznie  dojdziesz  do  domu  –  wyjaśniłem, 

przytulając ją mocniej ramieniem, które było owinięte wokół niej. 

- Nie, poważnie, to bardzo miłe. Większość mężczyzn próbowałabym przelecieć mnie 

już na parkingu, ale nie ty. Bierzesz mnie naprawdę poważnie. – Uśmiechnęła się w sposób 
jaki zawsze szarpał mnie za serce. Co do cholery jest ze mną nie tak? 

Kurde,  jeśli  teraz  ją  zaliczę,  prawdopodobnie  będzie  tego  rano  żałowała.  Będzie  na 

mnie wkurzona, że ją wykorzystałem i zaryzykowałem nasze biznesowe relacje, jej projekt i 
matki, i dzieci. Kurwa! Nie znoszę mojego wewnętrznego głosu. 

Weszliśmy do windy, a kiedy drzwi się za nami zamknęły, Bella mnie zaatakowała. 

Dosłownie. Pchnęła mnie na ścianę i wepchnęła język w moje usta. Kurwa, odkryłem niebo. 

background image

61

61

61

61

 

 

Jęknąłem,  kiedy  jej  ramiona  otoczyły  moją  szyję  i  podskoczyła,  tak  że  musiałem 

złapać  ją  za  tyłek.  Owinęła  nogi  wokół  mojej  talii,  a  jej  ciepła,  wilgotna  cipka  znalazła  się 
przy moim brzuchu. Mój penis natychmiast zareagował i zaczął napierać na dżinsy.  

-  Bella,  kochanie,  doprowadzasz  mnie  do  szaleństwa.  –  Zamruczała  w  odpowiedzi, 

całując  i  liżąc  moją  szyję.  Sygnał  dźwiękowy  oznajmił  nam,  że  dojechaliśmy  na  jej  piętro. 
Drzwi otworzyły się i wyprowadziłem nas na korytarz. 

- Bella, które to twoje mieszkanie? – zapytałem, ledwo mogąc skupić się na tworzeniu 

całych słów. 

- 103B, na prawo – wyszeptała, a potem przygryzła skórę na mojej szyi. 
- Kurwa… Bella – sapnąłem, ból tylko zwiększył moje podniecenie. Znalazłem drzwi 

mieszkania.  – Jesteśmy na  miejscu,  kochanie.  – Jęknąłem,  gdy  jej  nogi  opuściły  moją  talię i 
stanęła  na  podłodze.  Odsunęła  się  ode  mnie  i  uśmiechnęła.  Wyjęła  klucz  z  torebki  i 
otworzyła drzwi.  

Mój wewnętrzny głosik powiedział, że nie powinienem się do niej dobierać, kiedy jest 

pijana.  Moje  ego  twierdziło,  że  może  zapomnieć  o  całym  zdarzeniu,  a  nikt  nie  powinien 
zapomnieć  nocy  ze  mną.  Tak,  wolę  to  niż  ckliwe  brednie.  Bella  otworzyła  drzwi  i  weszła  do 
środka. Ja pozostałem w korytarzu. Dziewczyna odwróciła się i popatrzyła na mnie. 

- Nie wchodzisz? – zapytała, chwytając mnie za koszulę i wciągając do środka.  

 

 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

62

62

62

62

 

 

8888....    Margarita Monday 

Margarita Monday 

Margarita Monday 

Margarita Monday ((((B

B

B

Beeeellllllllaaaa))))    

~Bella 

Nie mogłam się doczekać. Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę jego twarz jeszcze raz. Kurde. 

Nieźle się wkopałam. 

Edward wszedł z powrotem do pokoju i natychmiast się uśmiechnęłam. Nie mogłam 

się powstrzymać. Przyglądałam się jak patrzył kolejno na członków swojej rodziny, zanim w 
końcu zatrzymał wzrok na mnie. Jego rozdrażniona twarz złagodniała i uśmiechnął się. Od 
pierwszego  dnia  naszej znajomości  ten  przewrotny,  śnieżnobiały  uśmiech  jego  pełnych  ust 
powodował u mnie wywrotkę serca. 

Podszedł do mnie i podał mi rękę, którą złapałam bez wahania. 
Cholernie seksowny. A niech go. Ledwie panuję nad chęcią dotknięcia jego ciała.

 

- Edward, coś się stało? - zapytałam kiedy pomógł mi wstać i przyciągając mnie bliżej 

do  siebie.  Otaczała  nas  dudniąca  muzyka,  ale  przysięgam,  że  mogłam  w  niej  usłyszeć 
łomotanie swojego serca. 

Dlaczego tak na mnie działa? 
Umieścił swoje duże dłonie na moich biodrach, kierując moimi ruchami. Kiedy lekko 

rozpostarł  palce,  zauważyłam,  że  są  silne,  choć  smukłe.  Wypuszczałam  powietrze  małymi 
porcjami,  starając  się  uspokoić  oddech.  Reszta  rodziny  Edwarda  zaczęła  tańczyć w  sali  dla 
VIP-ów. 

Spojrzałam  z  powrotem  w  oczy  Edwarda.  Czułam,  jakby  coś  kryło  się  za  jego 

spojrzeniem. Coś, czego nie widziałam pierwszego dnia. „W czwartek wieczorem jem obiad 
z  rodzicami  i  mama  usiłuje  umówić  mnie na  randkę  w ciemno.”  Powiedział  kręcąc  głową. 
Kiedy to zrobił, włosy zakryły mu oko i natychmiast chciałam je poprawić. 

Dlaczego musi mieć tak seksowne włosy i usta?

 

Roześmiałam  się,  zarzucając  mu  ręce  na  szyję.  Chciałam  przebiec  palcami  po  jego 

włosach, ale się powstrzymałam.  

- To słodkie, że wciąż się o ciebie troszczy. 
-  Cóż,  powiedziałem  jej,  że  jestem  już  umówiony.  -  Wyszczerzył  się  znacząco  tym 

swoim firmowym uśmiechem. 

-  Naprawdę?  -  Uśmiechnęłam  się  na  myśl  o  tym,  jak  będzie  mnie  zapraszać. 

Postanowiłam  trochę  z  nim  poigrać,  żeby  musiał  sobie  na  to  zapracować.  -  Kto  jest  tą 
szczęśliwą damą? 

- Ty - odpowiedział bez wahania. 
Pociągnęłam jego głowę niżej.  
- Z przyjemnością z tobą wyjdę - wyszeptałam mu do ucha. 
Przynajmniej stara się być dziś grzecznym chłopcem. 
Odsunął się, żeby spojrzeć mi w oczy.  
- Postawić ci drinka? - zapytał trochę zbyt gorliwie. 
A niech go szlag. 
-  Właśnie  czekam  na  jednego.  Ale  nie  sądzę,  żebym  wypiła  więcej,  muszę  jeszcze 

potem  dojechać  do  domu  -  powiedziałam  niby-to-zdezorientowanym  tonem,  czego  chyba 
nie zauważył.  

- Może cię odwiozę? Co ty na to? - zapytał entuzjastycznie. 
- Nie masz nic przeciwko byciu Wielkim Trzeźwym Bratem? – zapytałam, zmuszając 

się do uśmiechu. Edward potrząsnął tą swoją małą, durną łepetyną. Z trudem uśmiechnęłam 

background image

63

63

63

63

 

 

się szerzej. Kelnerka weszła do pokoju z nową rundką Margarit dla mnie, Alice i Rose, oraz 
piwem dla Jaspera i Emmetta.  

Wzięłam drinka od kelnerki, która mrugnęła do mnie porozumiewawczo i zaczęłam 

sączyć słodką, cytrusową mieszankę. Edward znów się wyszczerzył. 

Dupek. 
Teraz  musiałam  odstawić  przedstawienie.  Podążałam  za  tokiem  rozmowy  jaki 

narzucał,  gadając  o  wszystkim  i  o  niczym.  Przyłapałam  się  na  szczerym  odpowiadaniu  na 
większość zadawanych przez niego pytań. Mieliśmy ze sobą mnóstwo wspólnego, co zresztą 
wiedziałam już wcześniej. Plotkowanie z nim i jego rodziną było naprawdę świetne. 

Zrelaksowałam  się,  mimo  że  wiedziałam,  co  wkrótce  się  wydarzy.  Wychylaliśmy 

jeden  drink  za  drugim.  W  końcu,  podczas  tańca  z  Edwardem,  wywróciliśmy  się  na  sofę  i 
wylądowałam  na  jego  kolanach.  Tam  też  zostaliśmy.  Nie,  żebym  miała  coś  przeciwko. 
Szczerze  mówiąc  czułam  się  świetnie  siedząc  na  nim,  śmiejąc  się  z  głupiego  dowcipu 
Emmetta i jego sprośnych komentarzy, za które Rose by go wytrzaskała. Wyglądało na to, że 
ich  przekomarzanie  się  to  jakieś  końskie  zaloty.  Za  każdym  razem  kiedy  patrzyłam  na 
Edwarda  szczerzył się jak  głupi,  a  gdy  go  o  to  pytałam nie  odpowiadał, tylko  podawał  mi 
kolejnego drinka. 

Pierdolony  dupek.  Zamierzam  się  naprawdę  świetnie  bawić,  przewracając  mu  dzisiaj  w 

głowie.

 

Na  szczęście  Emmett  poprosił  o  przerwę  na  łazienkę  i  wszyscy  się  zgodzili. 

Umówiliśmy się, że wszyscy spotkamy się na parkiecie. To była świetna szansa na to, żeby 
pogadać  z  dziewczynami  i  sprawdzić,  czy  wciąż  chcą  mi  pomóc  w  droczeniu  się  z 
Edwardem. 

Alice,  Rosalie  i  ja  udałyśmy  się  do  łazienki.  Jak  tylko  znalazłyśmy  się  w  środku 

dziewczyny pociągnęły mnie do sporej kabiny i zamknęły drzwi.  

- Myśli, że jesteś pijana i chce cię zabrać do siebie. Przykro mi Bello. - Alice wyglądała 

na zawiedzioną 

-  Wiem  Alice.  Szczerze,  spodziewałaś  się  czegoś  innego  po  kimś  takim  jak  on?  – 

wzruszyłam ramionami. Starałam się ukryć jak bardzo martwiło mnie to, że Edward obleje 
mój mały test. Żaden z moich dziewięciu obiektów nie był w stanie oprzeć się staraniom, by 
zabawić się kosztem ‘zalanej w trupa Belli‘. 
 
Przykład: 
 
Obiekt: Jacob Black, zwany też Lecącym-Na-Wszystko-Co-Jest-Ciepłe-I-Ma-Cycki

 

Jacob, dzięki za podwózkę. To naprawdę miłe z twojej strony. 
-  Żaden  problem  Bello.  Może  wejdę  i  omówimy  twój  projekt?  -  Hm,  czy  on  właśnie  użył 

mojego projektu jako wymówki? Tak, chce się zabawić póki jestem ‘pijana‘. Kretyn.  

-  Umm…  jestem  troszkę  nie  w  stanie,  ale  ok.  Otworzyłam  drzwi,  wpuszczając  Jacoba  do 

środka.  Szybko  przygwoździł  mnie  do  nich.  Ugh!  Nie  mógłby  przynamniej  spróbować  być 
dżentelmenem choć na moment? Zaczynam posądzać go o seksoholizm! To by wszystko wyjaśniało. 

-  Jacob,  co  ty  zamierzasz?  –  zapytałam,  kiedy  złapał  mnie  za  biodra  przyciskając  do  siebie. 

Cholera, już jest gotowy. Kurde. I co mam teraz zrobić?  

-  Zamierzam  sprawić,  że  będziesz  bardzo  szczęśliwa,  Bello.  -  Bardzo  zarozumiały? 

Cwaniaczkowaty, arogancki, uzależniony od swojego odbicia w lustrze i od seksu. Mogę zrobić tylko 
jedną rzecz. Złapałam się za brzuch, zakrztusiłam i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi, 

background image

64

64

64

64

 

 

złapałam szklankę pełną wody i wylałam ją do toalety, wciąż się krztusząc. Zadziałało. Kiedy wyszłam 
z łazienki, Jacoba już nie było. Kretyn. 

 

Nadal  mamy  w  planach  nasz  mały,  taneczny występ,  żeby  podręczyć  Edwarda?  - 

zapytała Alice wyrywając mnie ze wspomnień. 

- Tak, chcę sprawdzić, co zrobi z tymi wszystkimi gapiącymi się na mnie facetami – 

powiedziałam obojętnie. 

-  Wiem,  że  Emmett  będzie  zachwycony  mogąc  mnie  oglądać,  ale  będzie  też 

wkurzony, na tych wszystkich lampiących się zboków - stwierdziła Rosalie, krzyżując ręce 
na piersi. 

- Jasper też dostanie ścisku dupy - zauważyła Alice z figlarnym uśmiechem. 
-  Cóż,  może  pójdziemy  nieco  dalej?  -  zaproponowałam.  Wyjaśniłam  im  co  mam  na 

myśli i zgodziły się. Odświeżyłyśmy się i ruszyłyśmy na podbój parkietu.  

Podeszłyśmy  do  DJ-a  i  zamówiłyśmy  piosenkę.  Kiedy  powiedziałyśmy,  że  chcemy 

do niej tańczyć, zgodził się i postarał się o dostatecznie dużo miejsca dla nas.  

Rosalie  zaprowadziła  mnie  i  Alice  na  środek  zatłoczonego  parkietu.  Zaczęłyśmy 

tańczyć razem, a wokół nas zaczęło się tworzyć kółko widzów. Alice dała sygnał DJ-owi, gdy 
miałyśmy już pewność, że faceci nas widzą. 

DJ wziął mikrofon i zaczął mówić. 
- Panie i panowie, na specjalne zamówienie pani Belli ‘Buttons‘ Pussycat Dolls! 
Stanęłam  pomiędzy  Alice  i  Rosalie.  Myślałam,  że  nerwy  mnie  zjedzą,  ale  gdy 

spojrzałam Edwardowi w oczy naprawdę zechciałam to dla niego zrobić. Zaczęłam kołysać 
się do słów Snoop Dogga. Wystąpiłam do przodu i zaczęłam śpiewać. Alice i Rose tańczyły z 
tyłu. 

Edward,  spójrz  na mnie.  Teraz.  Naprawdę  spodobał mi się  drapieżca, którego  zobaczyłam  w 

jego oczach.  
 
I’m telling you to loosen up my buttons, baby (uh, huh)
 
But you keep fronting (uh) 
Saying what you going to do to me (uh, huh) 
But I ain’t seen nothing (uh) 
I’m telling you to loosen up my buttons, baby (uh, huh) 
But you keep fronting (uh) 
Saying what you going to do to me (uh, huh) 
But I ain’t seen nothing (uh) 
 

Poruszałam się kołysząc biodrami, przebiegając rękami po ciele, zarzucając tyłkiem i 

kręcąc  biodrami.  Tłum  facetów  krzyczał  i  gwizdał,  ale  nie  zwracałam  na  nich  uwagi. 
Patrzyłam na Edwarda. On zaś spoglądał na blondyna-mięśniaka, który wlepiał oczy w moje 
biodra. 

Był zazdrosny.

 

Byłam  już  gotowa  zaśpiewać  następną  zwrotkę.  Moje  ręce  wciąż  krążyły  po  moim 

ciele kiedy obserwowałam Edwarda, Jaspera i Emmetta, spoglądających na nas i widocznie 
wstrząśniętych.  

Ha! Ha! Edward chyba zaczął się przystosowywać. Punkt dla mnie!

 

 
Typical
 

background image

65

65

65

65

 

 

Hardly the type I fall for – Szłam w jego stronę kręcąc pupą. 
I like when the physical - Kołysałam się powoli z rękami na piersiach. 
Don’t leave me asking for more - Zakręciłam się znowu, schodząc w dół i rozszerzając nogi. 
 

Zauważyłam, że spojrzenie Edwarda powędrowało w stronę mojej skąpej spódniczki, 

ledwie przykrywającej pośladki.. 
 
I’m a sexy mama (mama)
 
Who knows just how to get what I want and (want and) 
What I want to do is spring this on you (on you) 
Back up all the things I told you (told you) 
You been saying all the right things all night long 
 

W  tym  momencie  każdy  z  moich  obiektów  przychodził  mnie  powstrzymać. 

Właściwie to pozwalali mi zdjąć bluzkę. Teraz chciałam wiedzieć czy poczucie winy po tym, 
jak  mnie  upił  spowoduje,  że  mnie  powstrzyma.  Bardzo  powoli  zaczęłam  ściągać  top. 
Przyglądałam się, jak jego oczy rozszerzają się. Szybko spojrzał na Jaspera i Emmetta i znów 
na mnie. 
 
But I can’t seem to get you over here to help take this off.
 

 
Mój  brzuch  był  już  nagi,  ale  wciąż  podciągałam  bluzkę.  Gwizdy  i  kocia  muzyka 

wzmocniły się kiedy zbliżałyśmy się do sedna. Wtedy go usłyszałam. 

- Ściągamy je, kurwa mać. - Edward zwrócił się do wciąż osłupiałych braci. Szybko 

się zbliżyli, przy czym Edward patrzył na dupków, którzy starali się podejść do mnie bliżej. I 
wtedy wydał ten dźwięk, który od razu mnie nakręcił.  

- Moja - warknął. 
Cała twoja, skarbie. Cholernie zazdrosny i władczy. Baaardzo smakowity. 

 

Złapał  mnie  za  rękę,  zanim  zdążyłam  całkowicie  odsłonić  piersi.  Emmett  złapał 

Rosalie, która starała się z nim walczyć. Jasper zgarnął Alice i przerzucił ją sobie przez ramię. 

Byłam  strasznie  szczęśliwa.  Był  pierwszym,  który  przeszedł  test.  Byłam 

przeszczęśliwa. Byłam napalona. Niech go szlag. Teraz pragnęłam go jeszcze bardziej. 

Wciąż poruszałam się w rytm muzyki napierając na uda Edwarda, powodując tarcie, 

którego  potrzebowałam.  Trzymał  mnie  blisko  siebie.  Wciąż  musiałam  udawać  pijaną,  więc 
kontynuowałam zdejmowanie ubrania. Spojrzał mi w oczy. Jego spojrzenie było intensywne, 
ale wciąż nieco zeszklone.  

Gwizdy i okrzyki zamieniły się w buczenie, kiedy Edward przyciągnął mnie jeszcze 

bliżej  i  zabrał  z  parkietu.  Przed  nami  pojawił  się  Jasper i  podał  Edwardowi  moją  torebkę i 
klucze. 

- Zabierz ją do domu. Lepiej zabiorę Alice zanim zrobi coś, czego będzie żałować. - 

Powiedział Jasper kręcąc głową, z Alice wciąż przewieszoną przez swoje ramię. 

- Belllaaa... to było świetne... Następnym razem musimy to zrobić przy ‘Don‘t cha‘ - 

zachichotała Alice, po czym klepnęła Jaspera w tyłek. Wcześniej zdecydowała się pić, bojąc 
się, że nie będzie w stanie zatańczyć tego na trzeźwo.  

-  Spadaj  Emmett,  nie  jestem  aż  tak  pijana.  Dam  radę  całej,  męskiej  populacji,  jeżeli 

będą  chcieli  tego  dotknąć  -  wrzasnęła  Rosalie  łapiąc  się  za  piersi,  zanim  trzasnęła  go  w 

background image

66

66

66

66

 

 

twarz.  Emmett  wywrócił  oczami,  złapał  ją  w  talii,  przerzucił  przez  ramię  i  pobiegł  do 
wyjścia. Taak, końskie zaloty. Jasper i Alice oddalili się za nimi. 

Patrzyłam jak Edward ogląda się za swoją wycofującą się rodziną. Chciałam pograć z 

nim  chwilę  dłużej.  Wciąż  mógł  próbować  mnie  wykorzystać,  więc  zamierzałam  grać  tak 
długo, jak tylko będę w stanie. 

-  Czy...  też  zamierzasz  zachować  się  jak  jaskiniowiec?  -  Parsknęłam  figlarnie,  wciąż 

podnosząc bluzkę.  Mam nadzieję, że tak. Wywrócił oczami, ale jego spojrzenie pociemniało. 

Nagle złapał mnie w talii i podniósł. 
Cholernie silny i cholernie gorący. 
Szybko  zaplotłam  wokół  niego  nogi.  Miałam  na  sobie  spódnicę  i  niespecjalnie 

chciałam oświecić wszystkich w tym temacie. Jęknął. Uśmiechnęłam się zarzucając mu ręce 
na  szyję.  Poczułam  jak  jego  ramiona  zaciskają  się  wokół  mnie,  kiedy  wyszliśmy  w  ciemną 
noc.  Było  zimno.  Zadrżałam,  całe  moje  ciało  się  trzęsło.  Mocniej  wtuliłam  się  w  Edwarda, 
przyciskając pierś do jego ciepłego, silnego tułowia.   

Przepysznie.

 

- Bella, gdzie twoje auto? – zapytał, rozglądając się za nim po ulicy. 
- Na tamtym parkingu. - Wskazałam miejsce za jego plecami. Odwrócił się w stronę 

mojego Fiorano. Zaczął iść w jego stronę. Patrzyłam na jego piękną twarz i seksowne włosy i 
strasznie chciałam ich dotknąć. Zaczęłam bawić się kosmykami na jego karku. Były miękkie i 
jedwabiste.  

Chciałam go całować i dotykać. Cóż, nareszcie mam okazję wykorzystać to, że jestem 

‘pijana‘.  

-  Wiesz  Edward,  jesteś  cholernie  słodki.  -  Uśmiechnęłam  się  i  pocałowałam  jego 

skroń,  potem  szczękę, następnie  spojrzałam na  jego  słodziutkie  uszko, wzięłam  je  w  usta  i 
ssałam. Jego uchwyt zesztywniał 

Naprawdę na niego działam Dobrze.

 

-  Uh...  dzięki  –  odpowiedział,  opierając  mnie  o  tylne  drzwi.  Otworzył  drzwiczki 

pasażera  i  z  łatwością  posadził  mnie  na  siedzeniu  i  zapiął.  Chciałam  zagrać  odważniej. 
Kiedy zapięcie znalazło się na mojej piersi zaczęłam chichotać i odpychać jego ręce. 

- Edward przestań. Jeżeli chcesz ich dotknąć, musisz zaczekać, aż znajdziemy się w 

moim  mieszkaniu  -  droczyłam  się.  Jęknął,  w  końcu  kończąc  zapinanie.  Jedna  z  moich  nóg 
była  wciąż  poza  autem  i  poczułam  jak  jego  ciepłe  ręce  ostrożnie  podnoszą  ją  do  środka, 
zanim zamknął drzwiczki. Nawet nie próbował mnie macać.  

Jeszcze  jest  dla  niego  nadzieja.

 Sama  nie  wiedziałam,  czy  byłam  zachwycona  czy 

rozczarowana. Serio, byłam już gotowa się z nim przespać. 

Edward  wślizgnął  się  za  kierownicę.  Zanim  wyjechał  z  parkingu  wyregulował 

siedzenie.  

-  Bella,  gdzie  mieszkasz?  -  Uśmiechnęłam  się.  Nie  wiedział,  że  zamierzałam  go 

zaskoczyć.  

Zaczęłam się śmiać.  
- Zabawna historia... Mieszkam w tym budynku obok twojego, na dziesiątym piętrze. 
-  Naprawdę?  -  Był  oszołomiony.  Kiwnęłam  tylko  głową,  bawiąc  się  stereo.  -  W 

Moore? - zapytał zaciekawiony. 

-  Tak  -  potwierdziłam.  -  Wiesz,  Edward,  jesteś  naprawdę  cholernie  słodki.  - 

Patrzyłam na niego z powagą. Roześmiał się. 

Myśli, że jestem zalana.

 

background image

67

67

67

67

 

 

Parę  minut  później  dotarliśmy  do  mojego  bloku.  Podjechaliśmy  do  budki  strażnika 

przy  bramie  parkingowej.  Miałam  zamiar  błysnąć  mu  fragmentem  nagiego  ciała,  żeby  dać 
Edwardowi  okazję  do  popatrzenia,  ale  pomyślałam,  że  wystarczy  żebym  błysnęła  swoją 
kartą.  

Wskazałam Edwardowi swoje miejsce parkingowe. Chyba zauważył, że na sąsiednim 

miejscu stało moje zielone Maserati Gran Turismo, ale o to nie zapytał.  

- Bella, jesteśmy na miejscu. Pomóc ci wejść na górę? - Zapytał Edward, odwracając 

się, żeby spojrzeć na piękną maszynę za moimi plecami. 

Hmm…  daje  mi  wybór?  Mogłabym  zakończyć  grę  tutaj  i  zdałby  test.  Ale  czy  naprawdę 

chciałam, żeby mu się udało? Nie, niezupełnie. Czuję się cholernie przyszpilona. Już skończyłam swoją 
dzisiejszą  rólkę.  Dam  mu  kolejne  zadanie  kiedy  indziej.  Teraz  jedyne,  czego  chcę,  to  znowu  go 
pocałować.

 

- Tak, proszę. - Uśmiechnęłam się do niego i mrugnęłam. Edward wysiadł i podszedł 

do  moich  drzwiczek.  Otworzył  je  i  przyklęknął,  żeby  znowu  pomóc  mi  z  szelkami.  Teraz 
zdecydowałam się grać nieśmiałą, tak jak zwykle. Siedziałam bez ruchu i obserwowałam jak 
delikatnie  odpina  sprzączki  i  rumieniąc  się,  kiedy  w  trakcie  odpinania  pasa  musnął  ręką 
moją lewą pierś. 

-  Edward  –  wyszeptałam,  kiedy  wyciągał  mnie  z  auta.  Ostrożnie  oplótł  mnie 

ramieniem, jakby bał się, że się przewrócę, i zaprowadził mnie do windy 
  

-  Tak,  kochanie?  -  spytał.  Czułe  słówko  wytrąciło  mnie  z  równowagi,  moje  serce 

zabiło gorączkowo. Szybko jednak wzięłam się w garść i grałam dalej. 
  

- Masz słodziutki tyłeczek. - Zachichotałam i pacnęłam mocno jego jędrne pośladki. 

Ścisnęłam je na sekundę, po czym włożyłam lewą dłoń do jego tylnej kieszeni. Nie mogłam 
się doczekać, żeby na niego skoczyć.  

Bella,  bądź  silna.  Możesz  poczekać.  Może  w  sobotę...  może  weźmiemy  wspólny  pokój,  kiedy 

dotrzemy do wodospadów. 

 

Ok, muszę zrobić coś, co rozwieje jego chęć na wykorzystanie mnie. Chciałam, żeby 

udało mu się zaliczyć ten tekścik.  

- Edward, to naprawdę miło z twojej strony - zaczęłam, przygryzając dolną wargę. 
- Po prostu chciałem się upewnić, że wszystko będzie ok. - wyjaśnił, obejmując mnie 

mocniej ramieniem. 

-  Nie,  to  naprawdę  miłe.  Większość  mężczyzn  próbowałoby  rzucić  się  na  mnie 

jeszcze  na  parkingu,  ale  nie  ty.  Ty  traktujesz  mnie  poważnie.  -  Uśmiechnęłam  się  i 
zauważyłam, że pożądanie w jego oczach zmienia się w zakłopotanie. 

Mogłam  prawie  zobaczyć  pracujące  w  jego  głowie  koła  zębatek,  kiedy  toczył 

wewnętrzny bój z nieczystymi pobudkami, podsuwanymi przez jakiś diabelski głosik. 
  

Wciąż chciałam go pocałować. Schlana Bella by go pocałowała. Kurdeeee.

 

Dotarliśmy  do  windy  i  Edward  nacisnął  guzik  z  dziesiątką.  Rzuciłam  się  na  niego, 

kiedy  tylko  zamknęły  się  drzwi.  Popchnęłam  go  na  ścianę  malutkiej  windy  i  wepchnęłam 
mu język w usta. 

Cholera, smakuje naprawdę dobrze. 
Jęknął,  kiedy  zarzuciłam  mu  ręce  na  szyję i  zwiększyłam  tempo. Uczył się  szybko  i 

złapał mnie za tyłek, żeby mnie przytrzymać. Otoczyłam nogami jego talię. Sama nie wiem, 
co  we  mnie  wstąpiło.  Poczułam  jak  ociekam  pożądaniem.  Przycisnęłam  się  mocno  do  jego 
brzucha i poczułam jak odpowiada rysującą się coraz mocniej wypukłością jeansów.  

background image

68

68

68

68

 

 

- Bella, kochanie, doprowadzasz mnie do szaleństwa - westchnął. Znów czułe słówka. 

Zamruczałam, całując i liżąc jego szyję. Rozległ się dzwonek, kiedy dotarliśmy na wybrane 
piętro. Drzwi się rozsunęły i Edward wyprowadził mnie z windy.  

- Bella, które mieszkanie jest twoje? - zapytał. Ledwie byłam w stanie skoncentrować 

się na jego słowach, wciąż liżąc i pieszcząc jego szyję.  

-  103B,  po  prawej  -  wyszeptałam.  Nie  mogłam  się  powstrzymać  i  ugryzłam  go  w 

piżmową skórę u podstawy szyi.  

Umm…cuudnie.

 

-  Kurwa  mać...  Bella!  -  Edward  sapnął,  co  brzmiało  jakby  go  bolało.  Uuups... 

przestraszyłam  go? 

Poczułam,  że  jest  jeszcze  twardszy. Hmm…  odrobinka  boleści  mu  służy. 

końcu znalazł moje drzwi.  

-  Jesteśmy  na  miejscu  kochanie.  -  Jęknął  kiedy  zdjęłam  z  niego  nogi  i  stanęłam  na 

podłodze.  Odsunęłam  się  i  uśmiechnęłam,  zanim  wyjęłam  klucze  z  torebki  i  otworzyłam 
drzwi.  

Edward  był  cicho.  Stał  za  moimi  plecami,  opierając  się  o  framugę.  Zauważyłam,  że 

przyciska do boku zaciśniętą pięść. Naprawdę starał się być grzecznym chłopcem. Walczył 
ze swoimi pragnieniami i swoją potrzebą. Chciał mnie, ale nie w ten sposób. Uśmiechnęłam 
się.  

W  końcu  otworzyłam  drzwi  i  weszłam  do  środka.  Edward  został  na  korytarzu. 

Odwróciłam  się,  żeby  na  niego  spojrzeć  i  naprawdę  zaimponowało  mi  to,  że  naprawdę 
zamierzał być porządnym facetem.  

Biedactwo, to jeszcze nie koniec na dziś.

 

- Wchodzisz? – zapytałam, łapiąc go za koszulę i pociągając do środka, jednocześnie 

zamykając za nami drzwi.  

Hmm...skoro już cię tu mam, co mam z tobą zrobić?  
 

~Edward  
 

Ręka Belli była zaciśnięta na mojej koszuli, a w jej oczach widać było czystą żądzę. I z 

jakiegoś powodu to mnie zaniepokoiło. Chciała mnie tak bardzo jak ja jej, ale to nie było to 
samo. To nie było właściwe. Była pod wpływem alkoholu i czułbym się, jakbym ją do tego 
zmuszał. Nie mógłbym jej zrobić czegoś takiego. 
 

-  Edward,  co  się  dzieje?  –  zapytała  Bella,  a  jej  słodkie  brewki  uniosły  się  pytająco. 

Pochyliłem się i pocałowałem ją w czoło. 
 

- Bella, jesteś pijana i mimo że cię pragnę, nie mogę tego teraz zrobić – stwierdziłem, 

zakładając kosmyk jej włosów za ucho, a potem głaszcząc jej policzek. Jej oczy zaszły łzami. 
O nie. Myśli, że daję jej kosza? 
 

Nagle jej oczy się rozszerzyły i uśmiechnęła się. 

 

-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  wielki  Edward  Cullen  nie  skorzysta  z  szansy  dostania  się 

pod moją spódniczkę. 
 

-  Bella  zaufaj  mi,  pragnę  cię,  ale  nie  w  taki  sposób  –  westchnąłem.  Pocałowałem  ją 

ponownie w czoło, zanim otoczyłem ją ramieniem prowadząc do sofy. 
 

-  Nie  musimy  nic  robić  Edwardzie.  Po  prostu  usiądź  i  mnie  przytul  –  wyszeptała 

dziewczyna. Zesztywniałem. Nigdy żadna kobieta nie poprosiła mnie o zwykłe przytulanie. 
 

-  W  porządku,  możesz  już  iść.  Na  szczęście  mieszkasz  w  budynku  obok.  – 

Zachichotała  i  odsunęła  się  ode  mnie,  a  następnie  podeszła  do  dużego  okna.  Odsunęła 
zasłony i gestem przywołała do siebie. Zobaczyłem swój blok. 

background image

69

69

69

69

 

 

 

Policzyłem  okna  i  piętra,  i  odkryłem,  że  nasze  mieszkania  znajdowały  się  niemal 

naprzeciw  siebie.  Wiedziała  o  tym  i  teraz  zastanawiałem  się  czy  mnie  obserwowała. 
Zadrżałem. Nie byłem pewny czy to powinno mnie przestraszyć czy podniecić. 
 

-  Odkryłam  to  pewnego  dnia,  gdy  przeglądałam  dokumenty.  Wyobraź  sobie  moje 

zdziwienie. 
 

- Dziwne. Cóż, myślę że będę się zbierał – powiedziałem powoli. Tak naprawdę nie 

chciałem wychodzić. 
 

-  Jeśli  tego  chcesz.  Dziękuję  za  pomoc  dzisiejszej  nocy  –  wymamrotała  Bella, 

potrząsając głową. 
 

- Coś nie tak? – zapytałem zmartwiony, że może upaść. 

 

-  Po  prostu  mnie  zaskoczyłeś  mnie  Edward.  A  to  rzadko  mi  się  zdarza.  Zazwyczaj 

wiem  jak  odczytywać  reakcje  i  działania  ludzi  –  odpowiedziała,  a  w  jej  głosie  wyraźnie 
można było dosłyszeć zagubienie. 
 

- A czym cię tak zaskoczyłem? – Gdy otoczyłem ją ramieniem, spojrzała na mnie spod 

swoich długich rzęs i uśmiechnęła się. 
 

- Myślałam, że próbowałeś mnie upić, żeby odprowadzić mnie do domu i wiesz… - 

wzruszyła ramionami. 
 

-  Trochę  więcej  zaufania,  Bello  –  oburzyłem  się,  nieco  zdenerwowany.  Pomimo,  że 

właściwie miała rację. Dziewczyna westchnęła, kładąc głowę na mojej piersi. 
 

-  Prawdopodobnie  rano  nic  nie  będę  z  tego  pamiętać  –  wymamrotała  zanim  się 

odsunęła. 
 

-  Nie  martw  się,  przypomnę  ci  –  zażartowałem.  Rzuciła  mi  mordercze  spojrzenie, 

kiedy  podeszła  z  powrotem  do  drzwi.  Podążyłem  za  nią,  ale  w  pewnym  momencie 
zachwiała się. Podbiegłem do niej i złapałem ją. 
 

- Oooh! Chyba troszkę kręci mi się w głowę, wybacz – wyszeptała, z dłońmi na mojej 

klatce piersiowej. Wziąłem ją na ręce jak podczas ślubu pan młody przenosi swoją żonę nad 
progiem. 
 

- Może powinienem zanieść cię do łóżka – zasugerowałem, idąc korytarzem. 

 

- A już myślałam, że będziesz się zachowywał jak idealny dżentelmen – zachichotała, 

wskazując na jedne z drzwi. 
 

Jęknąłem  potrząsając  głową.  Podszedłem  do  drzwi  i  lekko  je  kopnąłem,  by  się 

otworzyły.  Jej  pokój  był  głównie  w  barwach  niebieskiego  i  brązu.  Na  środku  stało  duże, 
żelazne  lóżko  pokryte  ciemnoniebieską,  jedwabną  pościelą,  a  w  rogu  skórzana  kozetka. 
Podszedłem do lóżka i położyłem ją. Zanim zdążyłem się odsunąć, Bella zarzuciła ramiona 
na moją szyję i przyciągnęła mnie do siebie, zamykając nasze usta w pocałunku. 
 

Moje  oczy  odwróciły  się  w  tył  głowy,  a  palce  u  nóg  zwinęły.  Kurwa.  Dziewczyna 

odsunęła się, by złapać oddech i popatrzyła na mnie. 
 

-  Kiedy  cię  następnym  razem  zobaczę,  przypomnij  mi,  że  jestem  ci  coś  winna  – 

wyszeptała.  Złożyła  na  moich  ustach  jeszcze  jeden,  delikatny  pocałunek  i  puściła  mnie. 
Niechętnie się odsunąłem. 
 

- Nie jesteś mi nic winna, Bello. – Uklęknąłem przy łóżku i wziąłem jej nogę, powoli 

zdejmując  buta  i  rozkoszując  się  dotykiem  jej  skóry.  Bella  jęknęła  cicho,  a  dźwięk  ten 
przeszedł  prosto  do  mojej  już  boleśnie  pulsującej  erekcji.  Zdjąłem  jej  drugiego  buta,  tym 
razem szybko, żeby nie kusić losu. 
 

-  Dziękuję  – wyszeptała  kobieta,  patrząc na  mnie.  Oparła  się  na  łokciu  i  przygryzła 

wargę. – Edward… 
 

- Tak, kochanie? – Uśmiechnęła się. 

background image

70

70

70

70

 

 

 

- Nie zapomnij przypomnieć mi, że jestem ci winna przysługę. – Przytaknąłem tylko 

w zgodzie. Na pewno tego nie zrobię, przynajmniej nie w najbliższym czasie. 
 

- Co powiesz na to, żeby podrzucić mnie jutro do pracy? – zapytałem, mając nadzieję, 

że się zgodzi. 
 

-  Teraz  będziemy  próbować  ograniczać  zanieczyszczenia?  – Uniosła  brew,  a  jej  ręce 

zabrały się do odpinania guzików bluzki. 
 

-  Marnowanie  nieodnawialnych  źródeł  energii  zawsze  było  dla  mnie  istotnym 

problemem.  –  Śmiech  Belli  wypełnił  pokój.  Zanotowałem  w  pamięci,  że  to  naprawdę 
zabawny dźwięk.  
 

- W takim razie moje samochody odpadają – odpowiedziała. 

 

-  Chyba  masz  rację.  Mam  Volvo.  –  Zrobiłem  kilka  kroków  do  tyłu,  kiedy 

zauważyłem,  że  Bella  próbuje  wstać.  Po  chwili  uświadomiłem  sobie,  że  chce  zdjąć 
spódniczkę. 
 

-  Co  robisz?  –  zapytałem  cofając  się,  zanim  plecami  nie  dotknąłem  dużej  komody. 

Jeśli ją zdejmie chyba nie będę w stanie się dłużej powstrzymywać. 
 

- Spokojnie, mam na sobie szorty. – Zachichotała, potrząsając głową i pozwalając by 

spódniczka  opadła  na  podłogę.  Wziąłem  głęboki  oddech,  kiedy  popatrzyłem  na 
niesamowicie  długie,  kremowe  nogi  Belli  zwieńczone  czymś,  czego  zdecydowanie  nie 
nazwałbym  szortami.  Raczej  bielizną.  Zamknąłem  oczy,  nie  zdając  sobie  sprawy,  że  to  był 
ogromny błąd. 
 

Gdy  uniosłem  powieki,  stała  zaledwie  centymetry  ode  mnie.  Nie  mogłem  tego  już 

dłużej  znosić.  Musiałem  skosztować  jej  jeszcze  raz.  Chwyciłem  jej  kark  i  przycisnąłem  do 
siebie.  Odwzajemniła  pocałunek  z  takim  samym  pożądaniem  jak  ja.  Wsunąłem  język 
pomiędzy  jej  rozchylone  wargi  i  poczułem  słodycz  jej  ust.  Gdy  tylko  poczułem,  że  muszę 
odetchnąć, odsunąłem się. 
 

-  Przepraszam  Bello.  Umm…  lepiej  już  pójdę.  Zobaczymy  się  rano  –  powiedziałem 

szybko i wybiegłem z pokoju. Gdy byłem już w windzie pozwoliłem sobie odetchnąć z ulgą. 
 

Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu wyszedłem. Ale wiedziałem, że zbyt dużo bym 

ryzykował,  gdybym  tak  po  prostu  ją  wziął.  Kurde,  byłem  blisko  tego,  żeby  się  poddać  jej 
zalotom. Przypomniałem sobie smak jej języka… 
 

Dziwne, nie smakowała jak alkohol.