background image

1

 ~ 

 

Little Plastic Castle 

 

By Yogagal 

 

tłumaczenie: Koainka 

beta: Moniaaa2712 

background image

2

 ~ 

 

Spis Treści  

Rozdział 1              ``  3 
Rozdział 2                7 
Rozdział 3                        11 
Rozdział 4                   14 
Rozdział 5                   17 
Rozdział 6                  20 
Rozdział 7                  23 
Rozdział 8                  28 
Rozdział 9                  32 
Rozdział 10                  35 
Rozdział 11                  39 
Rozdział 12                  43 
Rozdział 13                  48 
Rozdział 14                  53 

background image

3

 ~ 

 

 

In a coffee shop in a city

 

Which is every coffee shop in every city

 

On a day which is every day

 

I picked up a magazine

 

Which is every magazine

 

Read a story, and then forgot it right away 

They say goldfish have no memory

 

I guess their lives are much like mine

 

And the little plastic castle

 

Is a surprise every time

 

And it's hard to say if they're happy

 

But they don't seem much to mind 

Ani DiFranco - 

Little Plastic Castles 

Rozdział 1 

Edward 

Dzisiaj było szaro. Cienkie paski bladożółtego słońca, próbowały przebić się przez 

gęste chmury, ale to ledwo robiło różnicę. Wciąż było szaro. 

Czy wczoraj było szaro? Zupełnie nie pamiętam. 

Człapałem  po  podłodze,  zastanawiając  się,  dlaczego  to  było  blado  zielone 

linoleum.  Jestem  prawie  pewny,  że  preferuję  liściasty.  Spojrzałem  w  dół  i 

zobaczyłem,  że  moje  białe  kapcie  są  w  odcieniu  szarego  i  zastanawiałem  się  jak 

długo  je  noszę.  Na  krześle  leży  kosz  ze  złożonym  praniem  i  teraz,  gdy  nie 

pamiętam,  kiedy  właściwie  robiłem  pranie  ostatni  raz,  jestem  wdzięczny,  że  jest 

zrobione. Odłożyłem moje ciuchy ostrożnie, aby ich nie pognieść. 

Najpierw odłożyłem skarpetki. Szare czernie, brązy i niebieskie, wszystkie zwinięte 

i  schludnie  gapiące  się  na  mnie  z  górnej  szuflady  mojego  biurka.  Następnie, 

szorstkie  białe  bokserki,  majtki  powędrowały  na  puste  miejsce  obok  skarpetek. 

background image

4

 ~ 

 

Kiedy  wszystko  odłożyłem  chciałem  szybko  zamknąć  szufladę  by  odłożyć  coś 

jeszcze. Jednak ona zamyka się zbyt szybko i zanim mogę się odsunąć, mój kciuk 

zostaje przytrzaśnięty. 

- Cholera – płaczę, nie mogąc sobie pomóc. 

Mój krzyk odbija się echem w pustym pokoju, nikogo nie ma w pobliżu, żeby to 

usłyszeć, oprócz mnie. 

Otwieram z powrotem szufladę i wyciągam mój kciuk, zasysając go, gdy pulsuje w 

moich ustach. Mogę poczuć jak płynie gorąca krew, przypominając mi, że mimo iż 

szarość mnie otacza, ja wciąż tu jestem.  

Wciąż żyję. 

Czasem potrzebuję tego przypomnienia... ponieważ zapominam. 

Kiedy  pulsowanie  w  moim  kciuki  wydaje  się  zwalniać  do  normalnego  tempa, 

zauważam, że mam pranie do odłożenia i muszę staranie odłożyć podkoszulki. Po 

powieszeniu kilku koszul i kilku spodni, koszyk na pranie jest pusty i schowałem 

go  w  szafie.  Spojrzałem  na  zegarek  i  uświadomiłem  sobie,  że  mam  sporo  czasu 

zanim będę musiał wyjść, więc zrelaksowałem się na wygodnym fotelu. 

Na  stole  leży  magazyn,  włączam  lampę  obok  mnie,  zaczynając  go  przeglądać  z 

ciekawości,  dlaczego  wszystkie  artykuły  są  o  zabawie  latem  w  słońcu.  Patrzę  na 

zewnątrz raz jeszcze, upewniając się, że na pewno nie jest lato, zanim zwracam się 

do okładki magazynu i zauważam datę publikacji. 

Czerwiec 2009 

Przeniosłem oczy na kalendarz obok łóżka, który przypominał mi, że właśnie jest 

październik  2010.  Zmarszczyłem  brwi,  trochę  zdziwiony,  że  wciąż  mam  stary 

magazyn  leżący  tutaj,  ale  i  tak  kontynuowałem  jego  czytanie.  Czas  minął  i 

stwierdziłem,  że  robię  się  głodny.  Spojrzałem  na  zegarek  i  wydawało  się,  że  to 

odpowiedni czas, aby wyjść. Pochyliłem się i zastąpiłem moje obskurne klapki na 

jakieś  brązowe  sznurowane  buty  z  solidnie  wyglądającą  gumową  podeszwą. 

Wybrałem kremowego koloru wełniany sweter, skoro za oknem szeleściły lekko na 

wietrze zabarwione na pomarańczowo liście dębu. 

Kiedy  sięgnąłem  do  drzwi,  aby  wyjść,  zebrałem  się  chwilę  by  pomyśleć  czy 

zapomniałem o czymś, czy nie, ale nic nie przyszło mi do głowy. Lśniący czerwony 

background image

5

 ~ 

 

notes leżał zaraz obok drzwi. Gapiłem się na niego i wziąłem klucze leżące obok 

niego,  zanim  zdecydowałem  się,  że  może  dobrym  pomysłem  będzie  zabranie 

również  jego.  Długopis  był  wygodnie  schowany  w  kręgosłupie  spirali  i  trzymając 

obie rzeczy blisko mojej klatki, opuszczałem moją przestrzeń. 

Korytarz  wydawał  się  pusty  i  samotne  echo  moich  butów,  uderzało  o  podłogę 

potwierdzając  moje  myśli.  Gdy  sięgnąłem  do  drzwi  wyjściowych,  przyjemnie 

wyglądająca kobieta uśmiechnęła się miło do mnie. 

- Dzień dobry, panie Cullen – powiedziała, przesuwając się, żebym mógł przejść. 

-  Dzień  dobry  –  mruknąłem  w  odpowiedzi,  nie  będąc  zbytnio  pewnym  czy 

właściwie wiedziałem, kim była. 

Jest  to  jedna  z  pułapek  mieszkania  w  popularnym  miejscu.  Wiele  twarzy  mijało 

mnie, ale bardzo mało przebywało ze mną. Reszta wydawała się zlewać razem, nie 

robiąc żadnego wrażenia. Kiwnąłem tylko głową i uśmiechnąłem się, spiesząc do 

wyjścia. 

Rześki  wiatr  uderzył  mnie  i  przytłaczający  zapach  środków  czystości  ze  środka 

budynku  był  rozproszony  przez  wiatr.  Szybko  został  zastąpiony  przez  zapach 

świeżo  skoszonej  trawy  i  odór  palonych  liści.  Wziąłem  głęboki  oddech  i 

pozwoliłem, aby woń uspokoiła i uziemiła mnie zanim pójdę w moją drogę. Jedna 

stopa  poruszała  się  przed  drugą  i  wkrótce  znalazłem  się  przed  kawiarnią.  Nie 

rozpoznałem jej, ale coś w niej sprawiało, że była ciepła i przyjazna. 

Na  zewnątrz  jest  on  z  ciemnej  czerwony  cegły  z  lśniącymi  żółtymi  drzwiami. 

Wszedłem  do  środka  i  natychmiast  uderzył  we  mnie  znajomy  zapach  gorzkiej 

kawy  i  zbyt  słodkie  ciastka.  Moje  usta  natychmiast  zaczęły  się  ślinić,  gdy 

spojrzałem na różne bułeczki na duńskim wyświetlaczu. Była mała kolejka, więc 

stanąłem,  zastanawiając  się,  co  chciałbym  zamówić.  Intensywnie  myśląc, 

starałem się wybrać, jaki jest mój ulubiony napój, gdy czekałem na moją kolej. 

Zauważyłem  zmęczony  wyraz  twarzy  kobiety  za  ladą,  rozmawiającą  z  klientem 

przed  nią.  Wyglądała  na  smutną,  pokonaną  i  tak  jakby  nosiła  na  swoich 

ramionach ciężar świata. 

Również wyglądała niezwykle znajomo. 

Jej twarz była wykrzywiona w konsternacji, gdy cierpliwie wyjaśniła klientowi, że 

background image

6

 ~ 

 

nie ma możliwości, aby zrobić duński ser przyjazny wegetarianom. Chciało mi się 

śmiać z tej niedorzecznej wymiany zdań, ale zbolały wyraz jej twarzy powstrzymał 

mnie.  Nie  mogła  być  tak  zmartwiona  przez  duński  ser.  Nie  mogłem  oderwać  od 

niej oczu i musiała wyczuć, że się na nią gapię, bo nagle odwróciła swoją głowę i 

spojrzała wprost na mnie. 

Ofiarowałem  jej  nieśmiały  uśmiech,  zażenowany  przez  to,  że  złapała  mnie  na 

gapieniu się i odwróciłem mój wzrok. Czekając na moją kolej. Miałem nadzieję, że 

wciąż będzie za ladą, aby mi pomóc. 

background image

7

 ~ 

 

Rozdział 2  

Bella 

Przekręciłam  się  i  surowe  spojrzenie  czerwonych  numerów  wyśmiewało  się  ze 

mnie.  Jest  pierwsza  w  nocy.  Jeśli  chcę  zaznać  normalnego  snu,  muszę  wyjść  i 

wrócić  do  mojego  mieszkania.  Ciężkie  ramiona  wokół  mojej  talii  były  takie 

wygodne i prawdziwe, nienawidziłam wymykać się im. Nauczyłam się życia przez 

kilka  błędów  z  przeszłości,  kiedy  nie  potrafiłam  zmusić  się  do  odejścia.  Nie  ma 

mowy,  abym  mogła  stawić  czoła  temu,  co  pewnie  stało  by  się  rano,  gdybym 

została. 

Moją  dziesięciominutową  drogę  powrotną  do  mieszkania,  pokonałam  w  osiem 

minut i opadłam na moje łóżko. Sen szybko mnie zabrał. 

"Never gonna give you up! Never gonna let you down!" 

Jęknęłam,  wkurzona,  że  mój  własny  budzik  mnie  wyrolował.  Jednakże,  muszę 

powiedzieć, że mały Astley z rana jest wystarczająco głośny, … hałas bezbarwnego 

alarmu,  którego  używałam  zanim  przełączałam  na  radio.  Innymi  słowy,  to 

naprawdę nie ma znaczenia. Wciąż jest piąta rano i to jest do kitu. Przekręciłam 

się,  bacznie  przyglądając  się  pustemu  miejscu  koło  mnie  i  zamknęłam  oczy, 

wyobrażając sobie, że jest pełne i ciepłe, chociaż na chwilę. 

Tylko. Jedna. Sekunda. 

To wszystko, na co pozwoliłam sobie, zanim podniosłam się z łóżka i poszłam pod 

prysznic, gdzie gorąca woda obudziła mnie i ukryła łzy, które spływały w dół mojej 

twarzy.  Zaparzyłam  szybki  dzbanek  kawy,  wiedząc,  że  sprawiedliwie  się  dzisiaj 

nim podzielę, a potem wróciłam do sypialni, aby się ubrać. Ciuchy były rozsypane 

na  podłodze  i  nie  mogłam  powiedzieć,  które  były  czyste,  a  które  brudne.  Na 

koniec długiego, stresującego dnia, zwykle rozbierałam się z ciuchów, odrzucając 

je  na  bok,  czasami  trafiając  do  kosza  na  pranie,  a  innym  razem  całkowicie 

omijając.  To  nie  tak,  że  to  ma  w  ogóle  znaczenie.  Nikogo  tutaj  nie  ma,  aby 

przypomniał  mi,  żeby  posprzątać  albo  przewracać  oczami,  kiedy  coś  nie  jest  na 

swoim miejscu. 

W  końcu  zlokalizowałam  przyzwoicie  czystą  parę  jeansów  i  niepoplamiony  top. 

Dadzą radę. Kawa jest gotowa, więc pędzę, aby nalać sobie ją do kubka. Kiedy to 

background image

8

 ~ 

 

robię,  rozlewam  ją  na  siebie.  Prawie  nie  czuję  jak  wrzący  płyn  sączy  się  przez 

moją koszulkę, jednakże jestem całkowicie zdrętwiała. Delikatny różowy ślad, jaki 

zostawia, zmienia się w głęboko czerwony, więc biorę paczkę lodu i przyciskam do 

siebie. Zdejmuję i rzucam poplamioną koszulkę do zlewu w łazience, jednocześnie 

polując na coś jeszcze do założenia. Stara, znoszona koszulka, która jest dla mnie 

za duża leży ściśnięta w rogu szafy. Podnoszę ją, zastanawiając się czy założyć ją, 

czy nie, ale wiem, że nie mogę jej pobrudzić. To będzie znaczyło, że będę musiała 

ją wyprać. 

Podnoszę koszulkę  do twarzy i wącham ją, przenosząc się  do czasu, gdy nie tak 

dawno  temu  miałam  ją  na  sobie.  Mój  nos  się  marszczy,  gdy  piekące  łzy  kują  w 

rogach moich oczu. Przyciskam moje usta do koszulki, po czym kładę ją na łóżko 

i zauważam, gapiące się czerwone numerki na moim zegarku. 

Cholera! 

Spóźnię  się.  Zauważam  koszulkę  na  ziemi  i  zakładam  ją,  nie  trudząc  się,  aby 

sprawdzić, czy jest czysta. Jeśli nie jest, mój fartuch to przykryje. Nie mam czasu, 

aby w tej chwili się tym niepokoić. 

Pędzę  i  parkuję  na  moim  miejscu  w  alejce  za  kawiarnią  i  wzdycham  się  z  ulgi. 

Jestem  tylko  minutę  spóźniona.  Opuszczam  osłonę  przeciwsłoneczną  i  otwieram 

lusterko,  przestraszona  tym,  co  patrzy  na  mnie.  Nakładam  trochę  podkładu  na 

ciemno fioletowe kółka pod oczami, produkt dla kapryśnych i na bezsenne noce. 

Nie  ma  zbyt  wiele  do  zrobienia,  jedynie  pozostały  na  pozór  stale  wyryte  linie  w 

moim czole, więc złapałam włosy i zawiązałam je w coś, co miało być wyjściowym 

kokiem. Nałożenie warstwy błyszczyka to wszystko, co mogę zrobić i wrzucam go 

z powrotem do schowka zanim biorę klucze, aby otworzyć. 

Alice już jest, stojąc przy tylnym wejściu z zamkniętymi oczami, gdy porusza się 

wraz z muzyką, jaka wydobywa się z jej słuchawek. Wygląda tak szczęśliwie... tak 

beztrosko,  a  jej  spokój  i  lekkość  rozprzestrzeniają  się  do  mnie,  gdy  uśmiech 

znajduje swoją drogę do mojej twarzy. Moje poliki prawie od tego bolą. Te mięśnie 

rzadko  miały  wcześniej  szanse,  aby  się  rozciągać.  Jestem  ostrożna,  aby  nie 

przestraszyć jej i delikatnie trącam jej ramię, żeby wiedziała, że tutaj jestem. Jej 

małe ciało wtapia się we mnie w uścisku, a ja nie mogę nic zrobi, więc przytuliłam 

ją. Weszłyśmy do kuchni z naszymi ramionami owiniętymi dookoła siebie i stoimy 

background image

9

 ~ 

 

tam patrząc na migotanie światła. 

Dałam  jej  znać,  że  powinnyśmy  zacząć  i  bez  gadania  zabrałyśmy  się  do  pracy. 

Obie założyłyśmy nasze fartuchy, a Alice podłączyła swojego iPoda do głośników. 

Potem,  poruszałyśmy  się  po  kuchni,  jak  partnerki  w  tańcu,  który  trwał  przez 

chwilę.  Dodawałyśmy  składniki  i  łączyłyśmy,  mieszałyśmy  i  piekłyśmy  przez 

następnych kilka godzin. Był moment paniki, kiedy nie mogłam znaleźć rodzynek 

do rożka, którego robiłyśmy, na szczęście uniknęłam pełnego ataku lęku. Szybkie 

myślenie  Alice  oraz  jej  zdolności  do  uspokojenia  mnie,  uratowały  dzień,  kiedy 

przypomniała sobie, aby zajrzeć do lodówki. 

-  Przepraszam,  Bella.  Musiałam  je  tam  odłożyć  zamiast  do  spiżarni.  Ale  już  w 

porządku.  Jest  dobrze.  Z  Tobą  jest  dobrze  –  zapewniała  mnie,  pocierając  moje 

plecy. 

Kilka  głębokich  oddechów  później,  następuje  szum  w  mojej  skórze  i  zwolnienie 

bicia  mojego  serca.  Godzinę  później  i  nie  mam  czasu,  aby  więcej  myśleć  o 

rodzynkach. Kolejka przy ladzie nie zatrzymała się od siódmej rano. Byłam przez 

to  zajęta,  jednakże  i  to  na  pewno  powstrzymywało  moich  myśli  przed  innymi 

rzeczami, jeśli już, to przez kilka chwil tu i tam. Oczywiście, to wszystko skruszyło 

się,  kiedy  zobaczyłam  młodą  parę  siedzącą  przy  stoliku  przy  oknie,  dzielącą  się 

muffinką. Mój żołądek skręcił się i dziura bólu w moim żołądku, przypominała mi, 

co kiedyś miałam. 

Ledwo  się  trzymałam  przez  śniadaniowy  pośpiech,  zanim  pozwoliłam  sobie  na 

drugi kubek kawy podczas krótkiego zastoju. Alice zerkała z tyłu, aby sprawdzić, 

co ze mną, dałam jej znać, że jest dobrze. Albo... tak dobrze jak mogło być. 

Kiedy  tłum  ponownie  się  zebrał,  złapałam  się  na  zerkaniu  na  zegarek,  stale 

zwracając  uwagę  na  czas.  Moje  ręce  lekko  się  trzęsły  i  mogłam  poczuć  cienką 

warstwę  potu  pokrywającą  moje  czoło.  Starałam  się  wziąć  głęboki  oddech  i 

uspokoić się, ale pomiędzy całkowicie irytującym klientem przede mną i dwiema 

dużymi kawami, które skonsumowałam, było to ciężkie do zrobienia. 

-  Przepraszam,  pana  –  powtórzyłam,  co  wyglądało  jak  dwudziesty  raz.  -  Cóż, 

podoba  mi  się  pańska  sympatia  do  wegańskich  wypieków,  po  prostu  nie  mamy 

przyzwoitego zamiennika duńskiego sera. Mamy za to uroczą kolekcję przyjaznych 

weganom muffinek, może chciałby pan spróbować tych? 

background image

10

 ~ 

 

Zmarszczyłam  brwi,  gdy  koncentrowałam  się,  aby  nie  płakać.  Naprawdę  nie 

potrzebowałam  mierzyć  się  z  tym  dupkiem,  kiedy  miałam  sto  innych  rzeczy  na 

głowie.  Robiłam  wszystko,  co  mogłam,  aby  wymyślić  jakiś  kompromis,  który 

zostanie  zaakceptowany  przez  ciężkiego  wegetarianina  przede  mną,  który  nosił 

skórzane  buty,  kiedy  poczułam,  że  moje  włosy  na  szyi  aż  się  zjeżyły.  Nawet  bez 

patrzenia, kto to jest, oblała mnie fala spokoju. 

Mężczyzna przede mną, w tej chwili mógłby nie istnieć, gdy ja szalałam w świetle, 

doświadczając  uczucia  relaksu.  Spojrzałam  i  para  intensywnych  zielonych  oczu 

wpatrywała  się  we  mnie.  Przez  chwilę  albo  dwie,  miałam  przebłysk  nadziei,  że 

może... może. 

I  wtedy  odwrócił  się,  kierując  swój  wzrok  na  mnie,  a  ja  zaczynam  się  czuć 

niewygodnie. 

Moje oczy zamknęły się na chwilę, zwalczając powódź, która przeszła przeze mnie. 

 

background image

11

 ~ 

 

Rozdział 3  

Edward 

- Dużą latte, poproszę – powiedziałem po tym jak wpatrywałem się przez chwilę w 

kolorowe dekoracje na tablicy. - I cynamonowo rodzynkowy wypiek. 

Spojrzałem w dół na parę głębokich brązowych, przeszywających oczu.  Ten brąz 

nie  jest  nudny  ani  bezbarwny.  W  sumie  jest  wibrujący,  świecący  życiem  i  nie 

mogę się powstrzymać, ale uformować moje usta w uśmiech na ten widok. 

Piękna. 

-  Pięć  sześćdziesiąt,  proszę  –  powiedziała  z  uśmiechem,  wyciągając  rękę  po 

zapłatę. 

Sięgnąłem  do  kieszeni  i  znalazłem  prostokątny  kawałek  plastiku.  Kiedy  go 

podałem,  nasze  palce  dotknęły  się  i  przeszyło  mnie  nieoczekiwane  mrowienie, 

przez  co  odskoczyłem  do  tyłu.  Nie  jestem  pewien  czy  ona  również  to  poczuła, 

ponieważ  mrugnęła  do  mnie  i  uśmiechała  się,  przejeżdżając  moją  kartą  przez 

maszynę.  Miło  jest  zobaczyć  jej  uśmiech.  Jej  wygląd  jest  dużo  ładniejszy,  kiedy 

nie  jest  połączony  ze  zmarszczonymi  brwiami  albo  stłumionym,  groźnym 

spojrzeniem. 

Kładąc kawałek papieru przede mną, abym podpisał, ponownie się odezwała. 

- Dziękuje... Edwardzie. 

Szybko mrugnąłem, zastanawiając się skąd zna moje imię, zanim zauważyłem, że 

jest wydrukowane na kwitku. 

- Nie ma za co... - spojrzałem w dół i zobaczyłem, że nosi plakietkę z imieniem. -

...Bello. 

Jej  uśmiech  zmienił  się  na  wstydliwy,  ale  jej  oczy  pozostały  świecące  i 

zapraszające, więc pomachałem do niej zanim przesunąłem się, aby odebrać moją 

kawę  przy  następnej  ladzie.  Mogę  powiedzieć,  że  mnie  obserwuje,  pomimo  że 

wydaje się całkowicie zajęta następnym klientem. Mogę poczuć ciepło z jej wzroku 

na  mojej  skórze,  ale  za  każdym  razem,  gdy  patrzę,  jej  oczy  są  gdzie  indziej, 

sprawiając, że zaczynam zastanawiać się, czy wyobraziłem sobie to tylko w mojej 

głowie. 

background image

12

 ~ 

 

Moja  kawa  jest  gotowa  i  odbieram  ją  wraz  z  moim  wypiekiem  i  znajduję  pusty 

stolik, z tyłu. Mój widok stąd jest niekorzystny i nie mogę dłużej widzieć pięknej 

kobiety za ladą. Biorę niepewny łyk mojej kawy i jestem bardziej niż zadowolony 

po tym, co znajduję. Jest idealną mieszkanką słodkiego i gorzkiego, śmietanka to 

łagodzi. Biorę gryza wypieku i odruchowo zamykam oczy. Smak cynamonu, gałki 

muszkatołowej  i  jakichś  innych  przypraw,  których  nie  mogę  określić,  tańczą  na 

moim  języku.  Z  każdym  gryzem,  czuję,  jakbym  był  coraz  bliżej,  aby  dowiedzieć 

się, czego mi brakuje, ale w ostatniej chwili wymyka się. 

Popijam bułkę tartą resztą mojej kawy i pozwalam sobie na rozejrzenie się wokół 

kawiarni.  Ściany  są  koloru  głębokiej  śliwki  i  są  wypełnione  czarnymi  i  białymi 

zdjęciami. Chodzę dookoła i sprawdzam każde z nich. Nie wydaje się, aby była to 

jakaś  lista  artystów,  brakuje  informacji  obok  jakiegokolwiek  z  nich  i  nie  jestem 

całkowicie pewien, czym one są. 

Zatrzymałem  się  przed  fotografią  polany.  Coś  z  niej  wołało  do  mnie  i  wyglądało 

zadziwiająco  znajomo.  Przeszukałem  mój  mózg,  starając  się  rozpoznać,  czy 

kiedykolwiek  tam  wcześniej  byłem.  Kosmyki  pamięci  napłynęły  do  mojej  głowy  i 

jeśli mógłbym zamknąć oczy, mógłbym zobaczyć kosz piknikowy i koc w czerwoną 

kratkę rozłożony pod drzewem. Kobietę w niebieskiej sukience patrzącą z dala na 

mnie,  jej  długie,  kasztanowe  włosy,  delikatnie  powiewały  na  wietrze.  Wyciągała 

swoją dłoń, piękny diament świecił w słońcu. 

-  Jest  piękny  –  wyszeptała  i  z  tymi  słowami,  całe  wspomnienie  wydawało  się 

rozwalić na kawałki. 

Potrząsając  głową,  skupiłem  się  ponownie  na  zdjęciu  przede  mną.  Pomimo 

pozbawienia kolorów, mogłem powiedzieć, że zostało zrobione w słoneczny dzień. 

Krótka trawa kołysze się na wietrze, a duży, mocno wyglądający dąb wynurza się 

na pierwszym planie. Część kory zadziera się z czymś, co jest na niej wyryte. Jest 

dla mnie za daleko, aby zobaczyć dokładnie na zdjęciu, ale myślę, że mogą to być 

listy. 

Ponownie  zamknąłem  oczy,  mając  nadzieję,  że  przelotne  wspomnienie  ponownie 

się  pokaże,  bez  rezultatu.  Próbuję  jak  mogę,  ale  pozostaje  ukryte,  schowane 

gdzieś  głęboko  w  moim  umyśle.  Poczułem  falę  ciepła  za  sobą  i  coś  delikatnie 

dotknęło mojego ramienia. Ciepły, znajomy głos przepłynął przez moje ucho. 

background image

13

 ~ 

 

- To jest moje ulubione.

background image

14

 ~ 

 

Rozdział 4 

Bella 

Skończyłam  z  kolejką  klientów  i  wzięłam  głęboki  oddech,  zanim  przeszukałam 

pomieszczenie.  Nigdzie  go  nie  widziałam.  Panika  zaczęła  narastać,  kiedy 

myślałam, że przegapiłam swoją okazję i wyszedł zanim miałam szansę naprawdę 

z  nim  porozmawiać,  być  blisko  niego.  Mój  oddech  przyśpieszył,  a  moja  klatka 

zacieśniła  się,  uczucie  strachu  i  samotności  przechodziły  przeze  mnie. 

Zastanawiałam  się  nad  wybiegnięciem  na  zewnątrz  i  zobaczeniem  czy  wciąż 

mogłabym go złapać idącego chodnikiem, kiedy Alice podeszła i złapała moją rękę. 

- W porządku, Bello – zapewniła mnie. 

-  Nie,  nie  jest  w  porządku  –  powiedziałam,  potrząsając  głową,  powoli  stając  się 

histeryczna. - Nie jest dobrze i nie będzie. 

Alice przyciągnęła mnie do ciepłego uścisku i powoli kreśliła kółka na dole moich 

pleców, uspokajając mnie najlepiej jak potrafiła. 

-  Jest  z  tyłu  przy  zdjęciach  –  powiedziała  mi,  a  ja  wypuściłam  powietrze,  które 

wstrzymywałam. 

Podając mi filiżankę herbaty, Alice rozwiązała mój fartuch i wypchnęła mnie zza 

lady. 

- Idź – poleciła, a ja nie potrzebowałam by mówić mi dwa razy. 

Nie  popędziłam  od  razu,  nie  chciałam,  żeby  zobaczył  mnie  z  zaszklonymi  i 

czerwonymi  oczami.  Oparłam  się  o  ścianę  i  wzięłam  łyk  herbaty,  wzdychając  na 

zapach  rumianku,  który  przenikał  moje  nozdrza.  Parę  łyków  i  kilka  głębokich 

oddechów  później,  jestem  wystarczająco  spokojna,  aby  udało  się.  Przeczesując 

włosy, idę powoli i zatrzymuję się, kiedy zauważam, co robi. 

Edward  stoi  przy  ścianie  z  fotografiami,  które  zrobiłam  i  uważnie  przygląda  się 

jednej  z  polany.  Moje  palce  swędziały  mnie,  chciały  tylko  sięgnąć  i  dotknąć  go, 

potrząsnąć  nim,  aby  mógł  zobaczyć,  co  robię.  Ale  nie  mogłam.  W  zamian, 

czekałam cierpliwie, obserwując go, gdy to wszystko robi, ciekawa by zobaczyć czy 

cokolwiek szarpnie nim. 

Pojawiła  się  iskierka  nadziei,  kiedy  obserwowałam  go,  gdy  przymykał  oczy,  a 

background image

15

 ~ 

 

uśmiech zagościł na jego twarzy, ale wkrótce został zastąpiony przez niespokojny, 

drażliwy  wygląd.  Nie  pasował  mu.  Cicho  podeszłam  i  stanęłam  zaraz  za  nim. 

Zwalczając  potrzebę  złapania  go  w  moje  ramiona,  umieściłam  dłoń  na  jego 

ramieniu. 

- Jest to moje ulubione – powiedziałam, mój głos, który wyszedł był tylko lekkim 

szeptem. 

Gdyby tylko uświadomił sobie, dlaczego to moje ulubione. 

- Jest przepiękne – odpowiedział, a ja potwierdziłam kiwnięciem głowy nawet, jeśli 

nie mógł mnie zobaczyć. 

-  Przyłączysz  się  do  mnie  na  herbatę?  -  zapytałam,  gdy  weszłam  w  jego  pole 

widzenia. Trzymałam mój kubek przyjaźnie oferując, mając nadzieję, że skorzysta 

z mojej propozycji. 

Jąkał się przez chwilę, zanim potwierdził. 

- Proszę. 

Poszłam  za  nim  do  stolika,  przy  którym  siedział  i  wśliznęłam  się  na  krzesło  na 

wprost niego. 

- Kto jest artystą? - zapytał, wskazując w kierunku zdjęć. 

Zarumieniłam się, zanim odpowiedziałam. 

Ja. 

Uśmiechnął się, przyjmując to. 

- Wiedziałem, że są piękne z jakiegoś powodu. 

Rozpłynęłam  się  na  jego  słowa,  naturalny  flirciarz  w  nim,  wypływał  na 

powierzchnię. Niesamowite są rzeczy, które są w nas wrodzone. Wydają się nigdy 

nie  znikać.  Zacisnęłam  ciaśniej  filiżankę,  którą  trzymałem  i  odwróciłam  wzrok, 

niepewna,  czy  dam  radę  to  wszystko  wytrzymać  czy  rozpadnę  się  pod  jego 

wzrokiem. 

- Dziękuje – wyszeptałam. 

Wypiłam  ostatki  mojej  herbaty,  zanim  odstawiłam  kubek.  Rozmawialiśmy  i  to 

było takie łatwe i wygodne, a jednocześnie podniecało mnie i sprawiało, że moje 

serce  ściskało  się.  W  czasie  przerwy  w  rozmowie,  odnalazłam  się  bawiącą 

background image

16

 ~ 

 

brzegiem  filiżanki  i  kreślącą  kółka  palcem  wokół  niego.  Czułam  ciepło  z  jego 

spojrzenia  i  spojrzałam  do  góry,  aby  zobaczyć  Edwarda  patrzącego  się  w  moją 

obrączkę. Moje serce natychmiast opadło do żołądka. 

Uświadomił sobie, że został złapany, jego twarz zarumieniła się ze wstydu, ale nie 

powstrzymało go to, przed zadaniem pytania. 

- Jesteś, um... mężatką? 

Zwalczyłam łzy, które kuły w rogu moich oczu, kiedy odpowiedziałam. 

- Tak. 

Nie  podałam  szczegółów,  a  on  nie  pytał  mnie  o  to.  Natomiast  jego  oczy 

powędrowały do jego, gołej ręki. 

- Och – powiedział, gdy mieszanina smutku i ulgi wstąpiła na jego twarz. - Ja nie. 

background image

17

 ~ 

 

Rozdział 5 

Edward 

Nie  mogłem  przestać  gapić  się  na  moją  nagą  rękę.  Pocierałem  palec  serdeczny 

mojej  lewej  dłoni,  wciąż  i  wciąż,  zanim  przysięgam  prawie  zobaczyłem  słabe 

wcięcie,  gdzie  powinna  być  obrączka.  Nie  jestem  pewien,  dlaczego  bolało  to  tak 

bardzo, kiedy Bella powiedziała mi, że jest mężatką. Oczywiście, że jest, dlaczego 

miałaby nie być? Jest piękna i popularna i wyraźnie bardzo utalentowana. Prawie 

chciałem  zapytać  czy  zdjęcia  są  na  sprzedaż,  ale  nie  mogłem  się  przemóc  do 

zrobienia tego. 

Patrzyła  na  mnie  z  bólem  w  oczach,  gdy  paprałem  się  z  moją  ręka,  więc  je 

opuściłem,  nie  chcą  być  powodem  jej  przykrości,  nie  potrzebowałem  ani  nie 

chciałem  jej  litości.  Zostaliśmy  tam,  cisza  nam  towarzyszyła  zanim  poczułem 

jakbym  prawie  dusił  się  od  tego.  Przeszukałem  mój  umysł,  aby  wymyślić  jakąś 

wymówkę by wyjść, ale coś przytrzymywało mnie w miejscu. 

- Bella – zawołał głos i odwracając się zobaczyłem dziewczynę z ognistymi lokami 

zawiązanymi w niechlujny kok. - Przykro mi, że muszę to robić właśnie teraz, ale 

mamy zastój, a Petera wciąż nie ma i Alice jest zajęta w kuchni i … 

-  Victoria  –  odpowiedziała  ciężko  Bella,  przerywając  dziewczynie.  -  W  porządku. 

Będę tam za chwilę. 

Moja  klatka  zacieśniła  się  wraz  ze  stwierdzeniem,  że  nasz  wspólny  czas  się 

skończył.  Starałem  się  i  poczułem  uncje  wstydu,  wiedząc,  że  ta  piękna  kobieta 

właśnie wypowiadała się, a ja po prostu nie mogłem. 

- Edwardzie, ja... - zaczęła Bella, i mogłem już usłyszeć listę wymówek i wyjaśnień 

chcących opuścić jej usta. Więc, zdziwiła mnie, kiedy kontynuowała mówienie. 

- … Muszę iść, ale mam nadzieję, że zobaczę Ciebie później? 

To  jest  pytanie,  kładące  piłkę  w  moim  zaułku  i  szczerze  nie  mam  pojęcia  co 

powiedzieć.  Każda  cząsteczka  mojej  egzystencji  bolała,  aby  powiedzieć  tak. 

Chciałem  z  nią  ponownie  porozmawiać,  poznać  ją  i...  zatrzymałem  się,  zanim 

pozwoliłem  ulegnąć  sobie  jakiejkolwiek  z  niemożliwych  fantazji.  Westchnąłem, 

moje ramiona ugięły się lekko pod ciężarem mojej decyzji. 

background image

18

 ~ 

 

-  Możliwe  –  zaoferowałem  Belli  w  odpowiedzi,  jeszcze  lekko  się  uśmiechając. 

Wydawało  się  ją  to  uspokoić,  i  poczułem  jak  jej  dłoń  ściska  moje  ramię,  gdy 

szybko szła. 

Gapiłem się na jej odwróconą postać zanim zniknęła wśród tłumu ludzi za ladą. 

Patrzyłem  tak  długo,  aż  nie  mogłem  dłużej  zauważyć  jej  świecących  kasztanowo 

brązowych  włosów  w  tłumie.  Odwróciłem  się  dookoła,  mając  nadzieję,  że 

przynajmniej  zatracę  się  ponownie  w  zdjęciach,  tylko  po  to,  by  być  zawiedziony 

widząc,  że  para  stoi  przed  nimi.  Mężczyzna  ma  ramię  podwieszone  wokół 

dziewczyny,  a  ona  opiera  się  o  niego,  wspierając  swoją  głowę  na  jego  ramieniu. 

Wyglądali na szczęśliwych i delikatnych, bez trosk w życiu. 

Zazdrościłem im. 

♪♪♪ 

- Panie Cullen – ktoś przywitał mnie przy wejściu do budynku, a ja kiwnąłem w 

ich kierunku. 

Poczłapałem  z  powrotem  do  bezbarwnych  szarych  ścian,  prawie  bolesnych  w 

kontraście  do  ciepłych  i  jasnych  w  kawiarni  Belli.  Pomimo  że  chwilę  wcześniej 

jadłem ciastko, mój żołądek skurczył się, czułem się głuchy i pusty. 

Zgaduję, że powinienem znaleźć coś do jedzenia. 

Zapach  gotowanego  jedzenia  złapał  moją  uwagę  i  pozwoliłem,  aby  mój  nos 

prowadził,  poszedłem  w  dół  korytarzem.  Zatrzymałem  się,  kiedy  zobaczyłem 

otwartą  przestrzeń  z  bufetem  z  rozłożonym  jedzeniem  na  stole.  Wszedłem  i 

spojrzałem  na  oferty.  Nic  się  nie  wyróżniało,  ale  wyglądało  wystarczająco 

zjadliwie, więc wziąłem pusty talerz od uśmiechającej się osoby noszącej fartuch i 

nałożyłem trochę. 

Odwracając  się,  zobaczyłem  rozłożone  stoły  po  drugiej  stronie  pomieszczenie  i 

długą  łodygę  stokrotki  w  wazonie  na  środku  każdego  z  nich.  Usiadłem  przy 

wolnym  stole  i  wziąłem  kilka  gryzów  jedzenia  przede  mną.  Było  gąbczaste, 

łagodne  i  ledwo  zjadliwe.  Tyle,  co  do  moich  wcześniejszych  myśli.  Moje  kubki 

smakowe  pragnęły  aromatycznych  wypieków  Belli,  pełnych  przypraw. 

Stwierdzając,  że  nie  dostanę  tutaj  nic  podobnego,  westchnąłem  i  zagarnąłem 

kolejną  pełną  łyżkę  czegoś,  co  myślałem,  że  jest  kurczakiem,  w  moje  usta. 

Zrezygnowany, przeżułem, połknąłem i powtórzyłem proces, chętnie tłumiąc mój 

background image

19

 ~ 

 

głód, pomimo to nigdy naprawdę nie czułem się usatysfakcjonowany. 

Moja  głowa  wisiała  nisko  przez  większość  posiłku,  ale  kiedy  skończyłem 

pozwoliłem sobie spojrzeć do góry. Kilka z pozostałych stołów były zajęte, niektóre 

parami  inne  tylko  pojedynczymi  osobami  jak  ja.  Nikt  nie  złapał  mojego  wzroku, 

więc  odepchnąłem  moje  krzesło,  gotowy  do  wyjścia  i  powrotu  do  samotności  i 

znajomego komfortu mojego miejsca. 

Gdy  miałem  wstać,  moje  oczy  spojrzały  na  stokrotkę  na  moim  stole  i  coś 

szarpnęło  z  tyłu  mojego  mózgu.  Zamazany  obraz  pary  ścigającej  się  na  polanie, 

śmiejącej się. Dziewczyna biegnie za duże drzewo, jakby chciała się schować, ale 

mężczyzna  natychmiast  ją  znalazł  i  upadli  na  zroszoną  trawę,  usianą 

stokrotkami.  Wysilałem  się,  aby  zobaczyć  ich  twarze,  bezskutecznie,  i  kiedy 

dźwięk  pobliskiego  krzesła  przejeżdżającego  przez  linoleum  wyciągnął  mnie  z 

mojej głowy, zauważyłem, że moje ręce są lepkie od potu świecącego się na mojej 

skroni. 

Walczyłem,  aby  złapać  oddech  i  wziąłem  serwetkę,  aby  wytrzeć  mokrość,  która 

spływała na mój policzek. 

background image

20

 ~ 

 

Rozdział 6 

Bella 

- Victoria – powiedziałam, starając się złapać jej uwagę, kiedy robiłam wszystko, 

co  możliwe,  aby  powstrzymać  irytację  w  moim  głosie.  Robiła  oczy  do  jakiegoś 

nędznie  wyglądającego  kolesia  przez  ostatnie  pięć  minut  i  kontynuowała 

ignorowanie mnie z sukcesem. 

- Dasz radę? Potrzebuję wziąć coś z tyłu. 

Potwierdziła,  ledwo  na  mnie  patrząc  i  byłam  wdzięczna,  że  przez  ostatnie  kilka 

godzin trochę się zwolniło. Przynajmniej nie jest tak, że ona ignoruje aktualnych 

klientów.  Naprawdę  niczego  nie  potrzebowałam  zabrać,  ale  jeśli  zostałabym 

kolejną  minutę  z  niekompetencją  Victorii  nie  sądzę,  że  byłabym  wstanie  być  dla 

niej  w  porządku.  Potrzebowałam  dodatkowej  pomocy  i  nie  mogłam  być  zbyt 

pochopna w zwalnianiu jej, nie ważne jak cholernie denerwująca była. 

Wyślizgnęłam się do alejki z tyłu kawiarni i opuściłam się w dół zanim moje ciało 

było  ledwo  przytrzymywane  przez  ceglaną  ścianę.  Sięgając  pod  odwróconą, 

pękniętą  doniczkę  stojąca  przy  drzwiach,  znalazłam  ukrytą  paczkę  Mallboro  i 

zapalniczkę.  Jestem  całkiem  pewna,  że  Alice  wiedziała  o  mojej  kryjówce,  ale 

nawet, jeśli wiedziała, nie powiedziała mi o tym ani słowa. 

Po prostu potrzebowałam tego uwolnienia. 

Wyciągnęłam  papierosa  i  umieściłam  go  między  moim  wargami.  Przytknęłam 

zapalniczkę  i  patrzyłam,  zahipnotyzowana  przez  migoczący  pomarańczowy 

płomień.  Wyciągnęłam  drugą  rękę  i  powoli  próbowałam  przytknąć  do  niego  mój 

palec, prawie sparaliżowana przez ciepło, ale tylko tak blisko jak to było możliwe, 

uderzył mnie promieniujący ból od płomienia. Zabrałam mój palec i wsadziłam go 

do  ust,  pozwalając  papierosowi  upaść  na  ziemię.  To  nie  jest  tak,  że  pragnę  się 

zranić, ale czasami uczucie bólu w miejscu innym niż moje serce jest... dobre, w 

sposób odwracający uwagę. 

Mój  palec  nie  przestaje  gwałtownie  pulsować  dopóki  jest  to  tępy  ból.  Podnoszę 

papierosa z ziemi, oczyszczam go zanim z powrotem wkładam go do ust i w końcu 

zapalam  go.  Biorę  głęboki  oddech,  gdy  dym  atakuje  moje  płuca  i  fala  spokoju 

zalewa moje ciało. Wiem, że jest to tylko krótkotrwałe, ale wezmę, co mogę dostać. 

background image

21

 ~ 

 

Moje  oczy  zamykają  się,  gdy  palę  i  przebłyski  z  mojego  dnia  przechodzą  przez 

moje  myśli.  Była  para,  która  przyszła,  gdy  Edward  wyszedł  i  to  był  cud,  że  nie 

miałam  całkowitego  załamania.  Patrzyli  z  dala  ode  mnie,  a  mężczyzna  pocierał 

ramiona  kobiety  przed  nim.  Pochylił  się  i  wyszeptał  coś  do  jej  ucha  i  mogłam 

słyszeć jej śmiech na cokolwiek, co powiedział. Kiedy odwrócili się, widziałam jej 

zaokrągloną  talię,  zdecydowanie  ciąża.  Moje  ręce  trzęsły  się  tak  bardzo,  że 

filiżanka,  którą  napełniałam,  wyślizgnęła  się  i  uderzyła  o  podłogę,  tworząc 

bałagan z ceramiki i kawy. Schyliłam się, żeby posprzątać, ale skończyłam tylko 

patrząc  się  na  to,  niepewna  jak  już  poskładać  cokolwiek  z  powrotem.  Na 

szczęście, Alice była niedaleko i przyniosła mopa, aby wytrzeć mój bałagan, więc 

mogłam pracować nad napełnieniem kolejnego kubka kawy. 

To  nie  tak,  że  każda  mała  rzecz  ruszała  mnie.  Nie  jestem  taka  krucha.  Prawie 

codziennie  widzę  kobiety  w  ciąży  i  zwykle  jestem  w  stanie  sobie  z  tym  poradzić. 

Ale to... to było inne. W jakiś sposób bardziej znajome. Może to był sposób, w jaki 

ona  patrzyła  na  niego  albo  kochający  sposób,  w  jaki  delikatnie  dotykał  jej.  Gdy 

czekali  w  kolejce,  mężczyzna  owinął  swoje  ramiona  wokół  niej,  delikatnie 

pocierając  jej  brzuch  i  szepcząc  jeszcze  piękniejsze  rzeczy  do  jej  ucha.  Dotykał 

solidnej  złotej  obrączki,  która  była  zawieszona  wokół  szyi  kobiety. 

Prawdopodobnie jej ślubna obrączka była za mała, aby pasować na jej spuchnięte 

palce. Patrzyłam na nich przez chwile, zarówno z zazdrości i smutku, tęskniąc za 

tym czego nigdy nie będę miała. Czego nie mogę znaleźć gdzie indziej.  

Dym dostał się do moich oczu, sprawiając ze zaszły łzami i spojrzałam w dół, aby 

zobaczyć,  że  mój  papieros  jest  teraz  tylko  popiołem.  Rzuciłam  go  na  ziemię  i 

stanęłam  na  nim  obcasem  mojego  buta.  Moje  oczy  są  załzawione  i  nie  jestem 

pewna czy to od dymu czy wcześniejszych wspomnień. 

Patrzenie na parę – szczęśliwą, beztroską i tak oczywiście zakochaną – sprawia, że 

pamiętam  co  kiedyś  miałam.  Przekręciłam  moją  złotą  obrączkę  wokół  palca  i 

myślałam o Edwardzie, który był dzisiaj wcześniej. Patrzył na mnie, na mój palec, 

prawie tęsknie. Jeśliby tylko wiedział... 

- Cholera! 

Nie mogę powstrzymać krzyku, gdy łapię najbliższy kamień i rzucam go w alejkę. 

Uderzył  w  coś  metalowego,  wywołując  satysfakcjonujący  głośny  hałas.  Jestem 

background image

22

 ~ 

 

taka zła, że mam ochotę coś rozwalić, zranić coś. W zamian, pochylam się do tyłu, 

wyciągam  kolejnego  papierosa  i  zapalam  go.  Przymykam  oczy,  pozwalam  sobie 

pamiętać, jeśli tylko przez krótką chwilę. 

Biała satyna i koronka... 

Pasujące złote obrączki... 

Stoimy  przed  ołtarzem  na  wprost  naszych  przyjaciół  i  rodziny,  przyrzekając 

kochać i miłować się wzajemnie nim śmierć nas nie rozdzieli. 

Śmierć. 

Przysięgałam nie opuścić go nim śmierć nas nie rozdzieli i zawaliłam tą przysięgę. 

Tak mało wiedziałam w tym czasie, że są rzeczy gorsze niż śmierć. 

Kiedy  Alice  mnie  znalazła,  paczka  papierosów  jest  pusta,  a  ja  jestem  otoczona 

przez  paskudne,  żółte  niedopałki.  Moja  twarz  jest  pokryta  zaschniętymi  łzami  i 

moje  oczy  swędzą  i  są  opuchnięta.  Na  szczęście,  nie  mówi  ani  słowa,  tylko 

podnosi  mnie  i  pozwala  mi  oprzeć  się  o  siebie  zanim  docieramy  do  łazienki  dla 

personelu. Nalewa trochę ciepłej wody do zlewu i oferuje mi mokry ręcznik, abym 

umyła  moją  twarz.  Jej  palce  przeczesywały  moje  włosy  żebym  wyglądała  tak 

reprezentacyjnie jak mogłam. 

Z uściskiem z tyłu, przycisnęła pocałunek do mojego policzka zanim dała mi znać 

ze  mam  trochę  roboty  papierkowej  do  zrobienia  w  moim  biurze,  więc  powinnam 

pójść  i  zrobić  to,  kiedy  ona  będzie  pilnować  kawiarni.  To  jest  tak  jakby  Alice 

wiedziała,  że  nic  dobrego  nie  wyjdzie  teraz  ze  mnie  pomiędzy  tymi  ludźmi.  Nie 

jestem pewna ile razy w tygodniu to się dzieje, ale potrafi pomóc mi przejść przez 

każdy. 

Nie jestem pewna jak długo jeszcze każda z nas będzie w stanie to robić. 

background image

23

 ~ 

 

Rozdział 7 

Edward 

Stoję  na  wprost  mojej  szafy,  trzymając  przepoconą  koszulę  na  guziki  w  jednej 

ręce, podczas gdy szukam innej, aby założyć. Wciąż nie jestem pewien, co mi się 

stało w czasie lunchu, ale pozostawiło  mnie to roztrzęsionego. Zadygotałem, gdy 

zimne  powietrze  owiało  moją  wilgotną  skórę  i  podszedłem,  aby  zamknąć  okno, 

które w jakiś sposób było otwarte. Gdy wracałem do mojej szafy, złapałem swoje 

odbicie w oknie. Zamarłem, widząc ciemne znamię niedaleko mojego ramienia. 

Gdy  zbliżałem  się  do  odbicia  uświadomiłem  sobie,  że  to  wcale  nie  jest  bród,  a 

raczej tatuaż. Zerknąłem na czarny tusz i to wywołało wspomnienia. 

Siedzę  na  czerwonym  skórzanym  fotelu  z  muskularnym  mężczyzną  zbliżającym 

się  do  mnie  z  wibrującą  igłą  w  ręce.  Moje  oczy  są  zamknięte,  ale  mogę  poczuć 

napływ  ciepła  w  mojej  dłoni.  Lekko  otwieram  oczy  i  spoglądam  na  dół,  aby 

zobaczyć małą rękę, ściskającą moją. Chcę odwrócić moją szyje, aby zobaczy do 

kogo  należy  ta  ręka,  ale  coś  powstrzymuje  mnie  przed  zrobieniem  tego.  Wtedy 

ognisty  ból  spowodowany  wbiciem  igły  jest  taki  autentyczny,  że  moje 

wspomnienie  wymyka  się  z  mojego  umysłu  i  nagle  jestem  z  powrotem  w  moim 
pokoju, gapiąc się na moje odbicie w lustrze. 

Przysięgam,  że  moje  ramię  wciąż  czuło  delikatny  dotyk,  kiedy  spojrzałem  na  nie 

ponownie i dotknąłem klucz wiolinowy wyryty na mojej skórze. Zamknąłem moje 

oczy ponownie mając nadzieję, że zobaczę osobę, której rękę trzymałem, ale było 
pusto... czarna przepaść. 

W frustracji cisnąłem koszulką przez pokój i upadła obok mojego łóżka. Z jakiegoś 

powodu, myślałem o Belli i zastanawiałem się jak przebiega jej dzień. Nie mogłem 

wyobrazić sobie, że był gorszy od mojego. Pokonany, wróciłem do szafy i wybrałem 

nową, czystą koszulę i skończyłem ją zapinać zanim poszedłem i zatopiłem się w 

moim  fotelu.  Zauważyłem  mój  czerwony  notes  leżał  na  stole,  gdzie  musiałem  go 
odłożyć, kiedy wróciłem. Podniosłem go, przeleciałem przez kartki. 

background image

24

 ~ 

 

Na pierwszej stronie zauważyłem moje pismo i zatrzymałem się, żeby przeczytać. 

 
Terapia Muzyczna – 4 PM – Spotkanie w pokoju B. 

Spojrzałem  na  zegarek,  aby  upewnić  się,  że  jest  za  kwadrans  czwarta.  Zgiąłem 

instynktownie palce, gdy pomyślałem o graniu na pianinie. Moje ciało wydawało 

się  wiedzieć,  co  robić,  nawet  zanim  zrobił  to  mój  mózg,  ponieważ  wkrótce 

zorientowałem  się,  że  wychodzę  przez  drzwi  i  idę  w  dół  korytarza.  Byłem 

szczęśliwy  widząc,  że  każde  drzwi,  które  mijałem  były  podpisane  i  wkrótce 

doszedłem  do  pokoju  B.  Pokój  był  pusty  poza  czarną  dużą  dziecinką  z  tyłu.  Nie 

miałem pojęcia czy na kogoś czekam, czy nie, więc przeszedłem, aby usiąść przy 

pianinie.  Ławka  wydawała  się  twarda  i  zimna  przy  mnie  i  musiałem  się 
dostosować zanim poczułem się komfortowo. 

Moje  ramiona  wyciągnęły  się,  gdy  moje  palce  przejeżdżały  po  klawiszach. 

Patrzyłem w dół na nie. Na przemienne białe i czarne prostokąty prawie szydziły 

ze  mną.  I  wtedy,  grałem.  Moje  palce  poruszały  się  we  własnych  akordach  bez 

żadnej  pomocny  mojego  mózgu.  Nie  byłem  nawet  pewien  jakie  tony  grałem,  ale 

brzmiały pięknie. 

Brzmiały znajomo. 

Gapiłem  się  na  moje  palce,  gdy  płynęły  po  klawiszach,  tworząc  piękną  muzykę 

wypływającą z pianina. Czułem się lekko, spokojnie i dziwnie na energetyzowany. 

Sprawdzając  coś,  pozwoliłem  moim  oczom  zamknąć  się  i  wciąż  muzyka 

wychodziła bez przeszkód. Otworzyłem oczy i patrzyłem zdumiony, gdy moje place 

zwolniły  i  piosenka  zbliżała  się  do  końca.  Przez  krótką  chwile,  w  pomieszczeniu 

zapadła  cisza  i  moje  szybko  bijące  serce  było  jedynym  dźwiękiem,  jaki  mogłem 
usłyszeć. Wtedy, głośne klaskanie przełamało ciszę. 

-  To  było  wspaniałe,  Edwardzie.  Jestem  zaskoczony  przez  Bacha,  ale  to  było 

oszałamiające. Po prostu oszałamiające. 

background image

25

 ~ 

 

Odwróciłem  się,  żeby  zobaczyć  mężczyznę  w  ciemniej  parze  spodni  i 

rdzawoczerwonym  swetrze.  Miał  teczkę  w  jednej  ręce,  a  długopis  w  drugiej. 
Przyciągnął rozkładane krzesło do pianina i ostrożnie usiadł. 

- Jak się dzisiaj mamy? - zapytał, gdy gwałtownie przeglądał teczkę, którą trzymał 

w ręce. 

Natychmiast  wyłączyłem  się  przez  jego  pytanie,  nie  lubiąc  jego  użycia 

królewskiego ‘my’. 

- Mam się dobrze – powiedziałem, akcentując liczbę pojedynczą. 

- Dzisiaj mały test Edwardzie – chichotał, a mi nie udało się zobaczyć humoru w 

tej wymianie. - Prawdopodobnie widziałeś dzisiaj Bellę? 

Zjeżyłem się na jego przypuszczenie i delikatnie się od niego odsunąłem. Skąd do 

cholery on wie o Belli? 

- Przypomnij mi swoje imię, proszę – zapytałem opryskliwie. 

Jego  lewa  brew  podniosła  się  prawie  niezauważalnie,  a  ja  mimo  wszystko 

zaobserwowałem tą reakcję. 

- Oczywiście, jestem dr Volturi. Dr Aro Volturi, Edwardzie. 

Potwierdzałem,  jakbym  pamiętał  i  odwróciłem  się,  więc  znowu  patrzyłem  na 

pianino.  Zanim  mogłem  spróbować  i  zablokować  doktora  Volturi,  aby  jeszcze 
trochę zagrać, poczułem chłód jego skóry nad moją, gdy unieruchomił moją dłoń. 

 -  Możesz  zagrać  za  chwilę,  Edwardzie  –  wyjaśnił  mi  dr  Volturi  jakbym  był 

pięciolatkiem. - Ale najpierw musimy zrobić trochę pracy. 

Trzymał  stertę  kartek  z  obrazkami  i  chciał,  żebym  na  nie  patrzył.  Nie  wydawały 

się  być  czymś  nadzwyczajnym,  a  ja  nie  byłem  do  końca  pewien,  dlaczego  to 
robiliśmy. 

background image

26

 ~ 

 

Niebieski ptak. 

Czerwona piłka. 

Czarna książka. 

Złoty pierścionek. 

Znieruchomiałem na ostatnią z kartek i poprosiłem go o chwilę przerwy. Zrobił to 

i  patrzył  na  mnie  zaciekawiony,  jakby  zamierzał  mnie  o  coś  zapytać,  ale 

zrezygnował będąc cicho i tylko patrzył na mnie uważnie. Moje oczy skupiły się na 

obrazku  złotego  pierścionka  i  natychmiast  zacząłem  myśleć  o  Belli.  Jest  w  niej 

coś, co mnie do niej przyciąga, co sprawia, że chcę ją poznać na tak wiele różnych 

sposobów.  Nie  mam  pojęcia,  dlaczego  ten  obrazek  sprawia,  że  o  niej  myślę  i 
trzymam moje oczy zamknięte, próbując to rozwiązać. 

Moja  głowa  nagle  pulsuje  z  bólu.  Moje  palce  wznoszą  się  w  górę  i  zaczynają 

masować  skroń  i  ledwo  mogę  potwierdzić,  kiedy  dr  Volturi  pyta  czy  ze  mną  w 

porządku.  Kiedy  ból  głowy  mija,  pokazuje  mi  jeszcze  kilka  kartek  i  potem 

zaprasza mnie, aby zagrał jeszcze trochę muzyki. Przesuwa się na bok, dając mi 

wolną przestrzeń przy pianinie. Zamykam oczy, niepewny, co zagrać, ale właśnie 
tak jak wcześniej, moje palce znajdują klawisze i melodia wylewa się sama. 

Tym  razem  muzyka  zaczęła  się  powoli,  nawet  cicho.  Moje  oczy  zamknięte,  a  ja 

odnajduję  się  grając  dla  kogoś  w  myślach.  Mogę  zobaczyć  ją  tak  czysto  jakbym 

patrzył na obraz. Jest na środku pokoju, ubrana w zdumiewającą białą sukienkę, 

ale oczywiście jej twarz jest schowana przed moim widokiem. Kołysze się w rytm 

muzyki,  gdy  ta  staje  się  głośniejsza...  bardziej  odważna.  Nuty  są  jak  uczucia 

wylewające  się  przez  klawisze.  Piosenka  smaga  szybciej  i  szybciej.  Zanim 

zaczynam  walić  w  klawisze,  pot  pojawia  się  na  moim  czole.  I  wtedy  powoli 
ustępuje, nuty wyciekają z powrotem do pianina. 

Moje  ciało  jest  ożywione,  kiedy  kończę;  moje  ręce  lepkie  i  trzęsące.  W  końcu 

podnoszę  głowę,  kiedy  dźwięk  oklasków  przebija  ciszę  i  patrzę  na  pokój 

background image

27

 ~ 

 

wypełniony  ludźmi,  wszyscy  gapili  się  na  mnie.  Kilkoro  ludzi  wyciera  swoje 

twarze, od łez płynących w dół ich twarzy. Nie jestem pewien, co zrobić ze sobą i 
patrzę na dr Volturi w oczekiwaniu na jakiś znak. 

Patrzy  się  w  dół  na  kartki  z  obrazkami  w  jego  dłoniach,  potrząsa  głową.  Złapał 

mnie na patrzeniu się na niego i umieszcza kartki w teczce. 

- Możemy kontynuować to jutro, Edwardzie. Dlaczego nie zostaniesz i nie zagrasz 

dla wszystkich? 

Potwierdziłem i zwróciłem się do pianina, spragniony, aby jeszcze raz zatracić się 

w muzyce. 

background image

28

 ~ 

 

Rozdział 8 

Bella 

Przekręciłam moją głowę, czując jak ciągle pulsuje, gdy rozciągałam ją z boku na 

bok.  Wspomnienia  powrotu  do  domu,  do  dwóch  silnych  dłoni,  które  zręcznie 

ugniatają moje ramiona i plecy, zanim tępy ból ustępuje przemieszczając się przez 
moją głowę. Zamykam moje oczy i rozkoszuję się tym. 

To  był  długi  dzień.  Nie  dłuższy  niż  inne,  rozsądny  czas,  ale  wydaje  się 

wiecznością. Mam wielką ochotę, aby się stąd wyrwać i kiedy patrzę na zegarek, 

szepczę  małą  modlitwę  dziękczynną,  że  zostało  tylko  pięć  minut  do  zamknięcia. 

Victoria  i  Peter  wyszli  prawie  godzinę  temu,  zostawiając  Alice  i  mnie,  żeby 
zamknąć kawiarnię. 

Czując jak zmęczona byłam, Alice przeszła dookoła i powiadomiła ostatnich kilku 

ociągających  się  klientów,  że  będziemy  zamykać  za  kilka  minut,  a  ja  zawinęłam 

pozostawione  ciastka,  żeby  jutro  sprzedać  je  za  połowę  ceny.  Zauważyłam,  że 

została  nam  tylko  jedna  bułeczka  z  rodzynkami  i  postanowiłam  zostawić  ją  dla 

siebie,  nie  pamiętając  ostatniego  razu,  kiedy  jadłam.  Osunęłam  się  za  ladą,  gdy 

Alice  wycierała  stoły  i  pozwoliłam  sobie  na  chwilę  relaksu.  Oderwałam  kawałek 
bułeczki, wkładając go do ust. 

Nie mogłam nic zrobić, jednak uśmiecham się, przypominając sobie Edwarda i to 

jak  bardzo  delektował  się  tą,  którą  kupił  wcześniej.  Patrzyłam  jak  jego  oczy 

rozjaśniły  się,  gdy  jadł  i  to  uszczęśliwiało  również  mnie.  Pomimo  długiego  dnia  i 

prawie  ataku  paniki  z  rana,  wspomnienie  uśmiechu  Edwarda  wydawało  się 

rozwiązać  wszystkie  gówniane  momenty.  Gdyby  tylko  uśmiech  mógł  rozwiązać 
wszystkie życiowe problemy. 

Westchnęłam,  rwąc  jeszcze  trochę  babeczki,  gdy  uświadamiam  sobie  jak 

właściwie byłam głodna. Po chwili już jej całkowicie nie ma. 

background image

29

 ~ 

 

Pozbierałam  się  i  wstałam,  żeby  zobaczyć,  że  kawiarnia  jest  pusta.  Nawet  z 

kilkoma ostatnimi zadaniami, które muszę zrobić, mam wystarczająco czasu, aby 

wrócić do domu i wykąpać się przed moimi wieczornymi planami. Myśl o tym, co 

nadejdzie,  włożyła  uśmiech  na  moją  twarz  i  może  nawet  gwizdam,  gdy  ściągam 

fartuch, aby go odwiesić. Zmiany mojego nastroju były skłonne wychłostać mnie i 
to byłby cud, że jeszcze całkowicie nie zwariowałam. 

Alice  powiedziała,  że  skończy  w  kawiarni,  więc  ja  złapałam  wydruk  z  kasy,  żeby 

dokończyć  trochę  papierkowej  roboty  w  moim  biurze.  Włączyłam  mojego  iPoda, 

ponieważ w ten sposób zawsze pracuję szybciej. Prawie uporałam się z utargiem, 

gdy piosenka zmieniła się i już dłużej nie kołyszę się z The Who. Zamiast tego leci 

Beatles i piosenka, która była grana, podczas pierwszego tańca z moim mężem na 

naszym  weselu.  Przez  długi  czas  nie  słyszałam  jej  i  byłam  prawie  zdziwiona,  że 
wciąż ją mam na moim iPodzie. 

Zamykam oczy, gdy słowa obmywają mnie i gorzki chichot wymyka się, gdy ironia 

słów nie jest dla mnie stracona. 

There are places I remember, | Są tam miejsca, które pamiętam 

All my life though some have changed. | Przez całe moje życie, niektóre zmieniły 

się. 

 

Piosenka trwa, a ja trzymam zamknięte oczy, zduszona przez łzy i nie potrafię 

wyraźnie widzieć. 

Some forever not for better, | Niektóre na zawsze, nie na lepsze, 

Some have gone and some remain. | Niektóre odeszły, a niektóre pozostały. 

 

Widzę nas oboje wirujących wokół sali, szepczących sobie głupie rzeczy, gdy nasi 

goście  radują  się  i  klaskają  dla  nas.  Jego  policzki  właśnie  błyszczą  tak  samo 
czerwone jak moje, gdy każdy domaga się, abyśmy się pocałowali. 

background image

30

 ~ 

 

All these places have their moments, | Wszystkie te miejsca mają swoją chwilę, 

With lovers  and friends  I still can recall.  | Z ukochanymi  I przyjaciółmi  mogą być 
odtworzone. 

Ciepłe, silne ramiona owijają się wokół mnie, głaszcząc moje plecy przez warstwę 

satyny.  Zaczął  dla  mnie  śpiewać,  a  jego  głos  był  jedynym,  który  słyszałam, 
przyćmiewał nawet Johna Lennona. 

Some are dead and some are living, | Niektórzy są martwi, a inni żyją, 

In my life I've loved them all. | W moim życiu kochałem ich wszystkich. 

Muzyka  kontynuowała,  a  ja  wytarłam  zabłąkane  łzy,  które  uciekły  i  pociągam 

nosem,  trzymając  resztę  w  ryzach.  Przynajmniej  tym  razem  nie  miałam 
całkowitego załamania. To postęp, prawda? 

Nucę pod nosem, zatracona w chwili, kiedy głos Alice przedziera się przez to. 

- Przyszedł dzisiaj ponownie, prawda? 

-  Hm...?  -  pytam,  powoli  otwierając  oczy,  smutna,  że  zostałam  wyciągnięta  z 

moich wspomnień. 

Alice  stoi  przed  moim  biurkiem,  patrząc  na  mnie  uważnie.  Powtarza  swoje 

pytanie, a ja czuję jak moje policzki płoną na wspomnienie o... nim. 

-  Jak  możesz  to  powiedzieć?  -  wyzywam  ją,  zastanawiając  się  czy  jestem  taka 

oczywista. Zawsze mówił, że potrafi czytać mnie jak książkę. 

-  Jesteś  inna  w  dni,  kiedy  przychodzi  –  zauważa  Alice,  próbuje  wymyślić,  co 
powiedzieć. - Jakby w tym stresie było obecne szczęście. 

Uśmiecham się, ale jest to chwilowe. 

- To jest takie trudne – przyznaję Alice, szepcząc. 

background image

31

 ~ 

 

- Nigdy nie będziesz w stanie poddać się, prawda? - zapytała, pochylając się przy 

moim biurku. 

- Nie sądzą, że mogłabym, nawet gdybym tego chciała. 

background image

32

 ~ 

 

Rozdział 9 

Edward 

Po tym jak pokój na reszcie opustoszał, zostałem sam z dr Volturii. 

-  Dziękuje...?  -  odważyłem  się,  zastanawiając  się,  za  co  dokładnie  jestem  mu 

wdzięczny.  Wiem,  że  to  miała  być  pewnego  rodzaju  sesja,  ale  wciąż  nie  byłem 

pewien, dlaczego. 

- W każdej chwili, Edwardzie. W każdej chwili – powiedział z odrobiną uśmiechu. - 

Dobrze Ci idzie. Jutro będziemy kontynuować. Wiedziałem, że muzyka ma wpływ, 
jednakże wciąż jestem ciekawy, jaki będzie ostateczny wynik... 

Spojrzał  w  dół  na  jakieś  notatki  i  potrząsnął  głową,  natychmiast  wchłaniając 

myśli.  Ledwo  miałem  szansę,  aby  powiedzieć  do  widzenia,  gdy  wychodził,  gdyż 

jego oczy cały czas były przyklejone do dokumentów. Właśnie wtedy mój żołądek 

zaburczał  i  wyszedłem,  mając  nadzieję,  że  znajdę  coś  do  jedzenia.  Przechodząc 

przez  tę  samą  jadalnię,  co  wcześniej,  pokonałem  moją  drogę  do  rozłożonego 

jedzenia i nałożyłem sobie kilka plastrów upieczonej wołowiny, łyżkę pomidorów i 
trochę sałatki. 

Kiedy  się  odwróciłem,  aby  znaleźć  stolik  zauważyłem,  że  w  przeciwieństwie  do 

lunchu,  gdzie  większość  ludzi  siedziała  sama,  tego  popołudnia  większość  z  nich 

jadła  w  towarzystwie  jednej  lub  dwóch  osób.  Gdy  przyjrzałem  się  uważniej, 
zauważyłem, że niektórzy ludzie nosili przypięte identyfikatory z napisem ''gość''. 

Nareszcie znalazłem pusty stolik i usiadłem, powoli zaczynając moją kolację, gdy 

przyglądałem się stolikom dookoła mnie. Młoda dziewczyna siedziała na stole, gdy 

staro  wyglądająca  kobieta  wisiała  nad  nią,  krojąc  pieczoną  wołowinę  na  talerzu 

dziewczyny. Mężczyzna siedział na wprost dziewczyny, prowadząc cichą rozmowę, 

ale  ona  tylko  gapiła  się  w  przestrzeń,  wyraźnie  nie  zwracając  na  nic  uwagi.  Jej 
oczy są mleczno - białe i nieskupione na niczym konkretnym. 

background image

33

 ~ 

 

Następny  stolik  był  okupowany  przez  parę,  która  cicho  rozmawiała  z  głowami 

pochylonymi  do  siebie.  Z  miejsca,  w  którym  siedziałem,  nie  mogłem  zobaczyć, 

które z nich jest gościem, a które nie. To dziwne, tak jawnie się na nich patrzeć, 

więc  skupiłem  się  przez  trochę  na  moim  jedzeniu,  ale  następnym  razem,  gdy 

spojrzałem,  dziewczyna  cicho  płakała,  gdy  mężczyzna  wyglądał  na  bezradnego. 

Gapiłem  się,  dopóki  nie  poczułem  się  niekomfortowo,  ale  widok  tej  dziewczyny 
płaczącej z jakiegoś powodu ranił moje serce. 

Mój  wzrok  wędrował  od  stołu  do  stołu  i  powoli  zacząłem  uświadamiać  sobie,  że 

tylko ja jem sam. Jeden stolik wyglądał jakby mieli imprezę. Wszyscy śmiali się i 

uśmiechali,  dzieląc  się  opowieściami  i  ciepłymi  spojrzeniami  na  siebie.  Gryzące, 

prawie  bolesne  uczucie  żalu  w  moim  żołądku  uderzyło  mnie,  gdy  uświadomiłem 

sobie, że każda pojedyncza osoba tutaj ma gościa poza mną. 

Jestem całkowicie sam. 

Spojrzałem w kierunku drzwi, zastanawiając się czy może ktoś przyjdzie do mnie i 

on albo ona jest tylko spóźniony. Jedyna osoba, która weszła to woźny, zawołany, 

żeby  posprzątać  rozlany  sok.  Zobaczył,  że  się  na  niego  gapiłem  i  posłał  mi 

spojrzenie, ociekające żalem. Moje oczy nagle poruszyły się, odwracając się, żeby 

w  zamian  spojrzeć  na  mój  talerz.  Szurałem  wokół  pomidorów  i  wziąłem  jeszcze 

jeden  gryz  upieczonej  wołowiny,  wykrzywiając  się,  gdy  wędrowało  w  dół,  skoro 
pozwoliłem, aby ostygło.  

Uczucie  niepokoju  zaczęło  się  we  mnie  budować,  gdy  próbowałem  wymyślić,  co 

się do cholery dzieje. Dlaczego jestem tak wyraźnie samotny, podczas gdy wszyscy 

inni  cieszą  się  towarzystwem  kogoś  innego?  Zastanawiam  się,  czy  zrobiłem  coś 

złego i nagle poczułem jakby wszystkie oczy zwrócone były na mnie... cicho gapiąc 

się  i  osądzając.  Kiedy,  podniosłem  swoją  głowę,  aby  spojrzeć,  nie  wydawało  się, 
aby ktokolwiek patrzył, nawet oni wszyscy byli pochłonięci swoimi rozmowami. 

Westchnąłem,  czując  się  pokonany  i  spróbowałem  na  siłę  zjeść  resztę  obiadu. 

Kiedy  nie  jestem  w  stanie  przełknąć  dalej,  wstaję  i  odnoszę  mój  talerz  do 

brązowego,  plastikowego  pojemnika  stojącego  na  szczycie.  Metodycznie,  jakbym 

background image

34

 ~ 

 

robił to wcześniej setki razy, zeskrobuję to, co zostało na moim talerzu do kosza, 

a  następnie  odkładam  talerz  do  pojemnika.  Biorę  ostatni  łyk  wody,  zanim  moja 
szklanka dołącza do talerza. 

Rzucam  spojrzenie  na  stół  z  deserami  i  zastanawiam  się  czy  wziąć  zawinięte 

ciastko  ze  sobą,  ale  mam  uczucie,  że  to  będzie  kiepskie  w  porównaniu  do 

babeczki,  którą  jadłem  wcześniej.  Coś  wewnątrz  mnie  nie  chce  splamić 
wspomnienia ciastkiem drugiej kategorii. 

Kiedy odwracam się od stołu z deserami, aby wyjść zauważam, że ktoś stoi przed 

pomieszczeniem,  gapi  się  przez  oszkloną  szybę.  Osoba  zauważa,  że  się  patrzę  i 
powoli, nieśmiało podnosi dłoń i macha do mnie. Instynktownie odmachuję. 

Obraz jest lekko rozmazany ze względu na rodzaj szyby, ale i tak rozpoznaję ten 

profil. Wzdycham, a powietrze opuszcza moje ciało w jednym głębokim oddechu. 

Bella. 

 

background image

35

 ~ 

 

Rozdział 10 

Bella 

Nawet, gdy się zawahała, Alice wyszła wiedząc, że potrzebuję trochę czasu sama, 

zanim wrócę do mojego mieszkania. Westchnęłam, wiedząc, że muszę się wyrwać 
od rozmowy, którą będę miała. 

Przechodzę przez to raz w tygodniu. 

Każdego  tygodnia,  nastawiam  się,  że  dzisiaj  będzie  tym  dniem.  Dzisiaj  będzie 

dniem, gdy dostanę wiadomości, które chcę usłyszeć... że coś się zmienia. Że on 

się zmienia. Nie pomaga, że czasami przekonuję siebie, że zauważam coś innego w 

jego zachowaniu albo w sposobie, w jaki ze mną rozmawia. Jednakże, wszystko to 

urojone  obietnice.  Każda  nadzieja  albo  marzenie  na  zmianę  jest  zgniatana 

podczas każdego tygodniowego spotkania... 

W tym  tygodniu nic nowego, Bello. To  wciąż jest status quo. Może, jeśli będziemy 
kontynuować z tym albo tamtym, w czasie... 

Czas. 

Parsknęłam,  myśląc  o  tym  jak  dużo  czasu  spędziliśmy  postępując  z  tym.  Jak 

dużo czasu mogę jeszcze dać? 

Jeśli  mam  być  ze  sobą  szczera,  oddałabym  wieczność.  Wiem,  że  Alice  myśli,  że 

jestem  męczennicą,  oddając  moje  życie  bez  nadziei,  że  dostanę  cokolwiek  w 
zamian. Moje oczy płoną, gdy łzy zaczynają płynąć w dół mojej twarzy na tą myśl. 

Nie jestem w stanie się poddać, jeszcze nie. 

Nie teraz. 

Pozwalam  sobie  na  szybki  płacz,  a  potem  używam  zlewu  w  łazience  dla 

background image

36

 ~ 

 

pracowników, aby się odświeżyć. Zauważam, która godzina i jestem zadowolona, 

że  mam  kolejne  dwadzieścia  minut,  zanim  będę  musiała  iść.  Sprawdzam  moje 

maile,  zmuszam  się  do  zjedzenia  czegoś,  a  potem  zawijam  pozostałe  babeczki  i 

zabieram  je  ze  sobą.  Chwilę  później  zamykam  kawiarnię  i  zaczynam  iść, 
uświadamiając sobie, że muszę się pośpieszyć, jeśli chcę zdążyć na czas. 

Gdy  dochodzę  do  ośrodka,  uderza  mnie  myśl  jak  surowo  on  wygląda  i  te  same 

obawy i pytania dopadają mnie, skręcając mój żołądek dopóki nie zaczyna boleć. 

Czy on może być tutaj szczęśliwy? 

Czy wybraliśmy odpowiednie miejsce? 

Czy to ma znaczenie? 

 

Te  chwile  zwątpienia  przychodzą  i  odchodzą,  ale  zawsze  zostawiają  wyczekującą 

dziurę  w  moim  sercu.  Przeszłam  przez  drzwi  wejściowe  i  kiwnęłam  „cześć”  do 

pielęgniarki  przy  kontuarze.  Prawie  mechanicznie  pokonałam  moją  drogę  w  dół 

ponurego,  lecz  nieskazitelnego  korytarza,  zanim  doszłam  do  dużych  podwójnych 

dębowych  drzwi.  Gdy  wchodzę  uderza  mnie  oszukujące  ciepło.  Dynamiczne, 

bujne  rośliny  ozdabiały  rogi  i  drogo  wyglądające,  idealnie  zorganizowane  meble 

były niezwykle zapraszające. Podeszłam do pięknie uczesanej kobiety siedzącej za 
biurkiem. 

- Hej Gianna, jestem tutaj na moje spotkanie o piątej.... 

Zanim mogłam dokończyć, bardzo kompetentna Gianna wstaje i przywołuje mnie 

skinieniem  ręki,  abym  poszła  za  nią  do  przyległego  gabinetu.  Idę,  moje  ciało 

buzuje,  zastanawiając  się  czy  dzisiaj  jest  dzień,  gdy  dostanę  pozytywny  raport. 
Może? Tylko może. 

- Ach, Bello. Proszę, wejdź. Usiądź. 

background image

37

 ~ 

 

Dr  Volturi  wskazał  na  gładką,  skórzaną  kanapę  na  wprost  niego  i  usiadłam. 

Spragnione oczy zwróciłam na niego. 

Od razu nie dostałam żadnych informacji. Prawdę mówiąc wydawało się, że jąkał 

się  przed  podaniem  odpowiedzi,  gdy  przeglądał  jakieś  dokumenty  na  swojej 

zawsze  obecnej  podkładce.  Gdy  minuty  uciekały,  zaczęłam  się  robić  bardziej  i 
bardziej zirytowana. 

- Czy są jakieś szanse? - W końcu wypaliłam, niezdolna do powstrzymania siebie. 

Gdyby  był  to  tylko  status  quo,  nie  byłby  taki  powolny  w  dzieleniu  się  tym  ze 
mną... 

- Cóż... nie jestem pewien, co powiedzieć – zaczął, i trochę wypełniło mnie to taką 

nadzieją, że znalazłam się siedząc na brzegu kanapy, ochoczo wyczekując na jego 

słowa. - Ale, nie... nie dokładnie. Jest kilka rzeczy, które wydają się umacniać tu i 

tam, ale ponownie, to są bardziej mięśnie pamięci niż cokolwiek innego. Niestety, 

nie  widzę  tylko,  żeby  jego  stan  zmienił  się  kiedykolwiek.  W  mojej  profesjonalnej 

opinii, powiedziałbym, że jakakolwiek szansa na stuprocentowe wyzdrowienie jest 

całkowicie zerowa. I nawet nadzieja na wyzdrowienie w pięćdziesięciu procentach 
jest bardzo mała. Poza tym jest całkowicie zdrowy i... 

Kontynuował,  mówiąc  mi  o  rzeczach,  które  słyszałam  setki  razy  i  szczerze 

naprawdę  o  to  nie  dbałam.  Wstałam  i  pozbierałam  moje  rzeczy,  mrucząc 

przeprosiny do dr Volturi, ale potrzebowałam się stamtąd wyrwać. 

Czy  nie  widziałam  dzisiaj  w  jego  oczach  iskierek  uznania?  Przysięgam,  że 
zauważyłam coś innego w jego zachowaniu. 

Chciałam  płakać,  ale  moje  ciało  jest  po  prostu  zbyt  wycieńczone.  Nie  miałam 

nawet  wystarczająco  siły,  żeby  wytworzyć  cholerne  łzy.  Znalazłam  puste 

pomieszczenie  i  ukryłam  się  w  nim  na  kilka  minut,  próbując  zebrać  się.  Po  raz 

setny,  ponownie  zastanawiałam  się  czy  mam  siły,  aby  to  kontynuować.  Moja 

głowa  pulsuje,  więc  nurkuję  w  torebce  w  poszukiwaniu  Tylenolu,  wzdycham  w 
uldze, gdy zauważam go na spodzie.  

background image

38

 ~ 

 

Nie  chcąc  połykać  ich  na  sucho,  idę  do  kafeterii,  abym  mogła  wziąć  szklankę 

wody.  Mogę  zobaczyć  przez  nieznacznie  kolorową  szybę,  że  ludzie  jedzą  kolację. 

Większość ma gości i wydaje się, że cieszą się z tego. Podchodzę bliżej i widzę go, 

siedzi tam całkowicie sam. Moje serce boli, gdy patrząc na niego jak rozgląda się 

na  wszystkich  innych  i  mogę  powiedzieć,  że  jego  umysł  brzęczy,  próbując  to 
rozwiązać. Próbuje tak cholernie mocno. 

Chcę  tam  wbiec,  ostrożność  lekarzy  niech  będzie  przeklęta,  i  powiedzieć  mu 

wszystko  od  razu.  Wyjaśnić  mu,  co  się  dzieje  i  dać  mu  odpowiedzi  na  pytania, 
których tak desperacko szuka. 

Ale, nie mogę. 

Zrobiłam to wcześniej i wiem, jaki będzie tego wynik. Nie jest wcale taki ładny, a 

jeden  z  kilku  razy,  gdy  go  widziałam  uderzył  we  mnie.  Po  tym  go  przez  pewien 

czas nie odwiedzałam. Ten tydzień w samotności był o wiele trudniejszy niż stanie 

tutaj  w  ciszy,  kiedykolwiek  będzie.  Więc,  postępujemy  w  jego  tempie,  każdego 

dnia  wykonując  ten  taniec,  którego  nauczyłam  się  przez  ostatni  rok  albo  coś 
około tego. 

W  końcu,  jego  oczy  pokonały  swoja  drogę  tam  gdzie  stałam  i  spojrzał  na  mnie, 

świeży  błysk  rezygnacji  przemieszcza  się  przez  jego  twarz.  Powoli  unoszę  moją 

rękę  i  macham,  ale  nie  chcę  niczego  więcej  niż  tam  wbiec  i  poczuć  jego  ciało 

uderzające o moje. 

Wstrzymałam  oddech,  tylko  po  to  żeby  go  wypuścić,  gdy  Edward  w  końcu 

odmachał.

background image

39

 ~ 

 

Rozdział 11 

Edward 

Gapiliśmy  się  na  siebie  zanim  straciłem  poczucie  czasu  i  zanim  usłyszałem 

odsuwanie  krzesła  obok  mnie,  wtedy  oderwałem  się  od  oczu  Belli,  w  końcu 

patrząc  gdzieś  indziej.  Nie  rozumiałem  przyciągania,  jakie  nade  mną  miała,  ale 

jest  ono  boleśnie  silne.  Chciałem  do  niej  zawołać  i  poprosić,  aby  tutaj  przyszła. 

Chciałem  wziąć  ją  w  swoje  ramiona  i  nigdy  nie  puścić.  Uczucie  winy  rosło,  a  ja 

próbowałem je zgnieść. 

Nawet  naprawdę  nie  znałem  tej  kobiety,  a  wciąż  coś  krzyczało,  że  nie  mogę  jej 

wypuścić. 

Zapewniam,  że  jest  tutaj,  aby  kogoś  odwiedzić  i  kiedy  nie  chcę  narzucać  się, 

również  nie  chcę  bić  się  za  przegapienie  dzisiejszego  dnia  drugiej  szansy  z  nią. 

Robiłem wszystko, co mogłem, aby utrzymać moje nerwy i uspokoić moje szybko 

bijące serce zanim  wychodzę na korytarz. Robię jeszcze dwa kroki i znajduję się 

wprost przed Bellą.  

-  Cześć.  –  W  końcu  wyrażam  się,  powstrzymując  się  przed  sięgnięciem  i 

dotknięciem jej. 

- Cześć, Edwardzie – szybko odpowiada. 

Ciężko  ją  odczytać.  Nie  mogę  powiedzieć,  co  ona  myśli,  a  jej  twarz  za  wiele  nie 

zdradza. Jej oczy są przepełnione smutkiem, ale jej twarz wydaje się rozpogadzać, 

kiedy na mnie patrzy. 

- Jak twój obiad? – pyta, ale ja nie mogę dać jej odpowiedzi. Nie pamiętam nawet, 

co jadłem. Wszystko, na czym moje myśli mogą się skupić to to, że Bella jest teraz 

tutaj, rozmawia ze mną. 

Wzruszam  ramionami,  mając  nadzieje,  że  wystarczy,  a  jej  uśmiech  troszkę  się 

poszerzył,  gdy  podniosła  do  góry  małą,  białą  papierową  torbę,  potrząsając  nią 

przede mną. 

-  Deser?  –  zaoferowała  i  otworzyła  torbę,  pozwalając  mi  zauważyć  babeczki. 

Mogłem poczuć silny wybuch cynamonu, z miejsca, w którym stałem i moje usta 

zaczęły się ślinić. 

background image

40

 ~ 

 

- Dlaczego nie weźmiemy trochę kawy i pójdziemy do ciebie? – zapytała Bella, a ja 

jestem pewien, że moja odpowiedź jest wypisana na mojej twarzy. 

-  Czy  ty…  -  zacząłem  całkowicie  zaskoczony  przez  jej  pewność  siebie.  –  Czy  nie 

jesteś tutaj, aby kogoś odwiedzić? 

- Tak – odpowiedziała, wyciągając swoją dłoń. – Ciebie. 

Złapałem jej dłoń zanim byłem w stanie się powstrzymać i  poszedłem za Bella  z 

powrotem do kafeterii, gdzie ona wzięła dwie kawy. 

-  Jak?  Nie  jesteś?  Ja…  -  Wyjąkiwałem  słowa  i  wydawało  się,  że  nie  jestem  w 

stanie uformować całego zdania. 

Bella posłała mi smutny uśmiech, gdy wręczyła mi moją kawę. 

- Nie. Przyszłam odwiedzić ciebie. Czy… czy to jest w porządku? 

Wyglądała  niepewnie,  a  sposób,  w  jaki  skubała  swoją  dolną  wargę  sprawił,  że 

chciałem uspokoić ją, ale wciąż nie byłem pewien, co się tutaj dzieje. Wszystko, co 

wiedziałam to to, że nie mogę powstrzymać przyciągania, jakie do niej czuję. 

-  Tak.  To  całkowicie  w  porządku.  To  więcej  niż  dobrze,  naprawdę.  Ja…  Jestem 

bardzo szczęśliwy, że cię widzie. 

Tak szybko jak słowa opuściły moje usta, mogę poczuć ich prawdę w moim ciele. 

Fala szczęścia przepływa przeze mnie, podnosząc każdy ciężar, który naciskał na 

mnie  przez  większość  dnia.  Bella  wydawała  się  również  wyraźnie  odprężać,  a  jej 

usta  uformowały  się  w  piękny  uśmiech.  Moje  serce  ścisnęło  się  na  ten  widok. 

Zrobiłem kolejny krok bliżej niej, a Bella złapała swoją kawę i babeczkę w jedną 

rękę, zaczepiając swoją drugą wokół mojego ramienia. 

Moje ciało zaskoczyło się na kontakt, nawet przez warstwę ubrać. Mogłem poczuć 

ciepło jej małej ręki na moim bicepsie i było to właściwe. Zamknąłem moje oczy, 

sącząc  się  w  uczucie  jej  palców  delikatnie  bębniących  na  moim  ramieniu.  Moja 

twarz zaczerwieniła się, gdy chwilę zastanowiłem się, jakby to było, gdybym miał 

jej palce gdzieś indziej na moim ciele. 

Zanim  pozwoliłem  sobie  ślepo  zatracić  się  w  tym  błogim  uczuciu,  jednakże 

musiałem być pewien jednej rzeczy. 

- Ale… powiedziałaś, że jesteś mężatką. 

background image

41

 ~ 

 

Tutaj. 

Teraz  to  jest  otwarte  i  nie  będziemy  tańczyć  wokół  tego,  udając,  że  tego  nie  ma. 

Patrzyłem na nią uważnie, starając się coś wyczytać. Nie pozwoliła dużo zobaczyć, 

gdy  wyszła  z  odpowiedzią.  Jej  dłoń  nigdy  nie  zostawiła  mojego  ramienia  i 

przysięgam, że poczułam jak ściska je trochę mocniej. 

- Powiedziałam tak. Ale, to nie jest tak jak myślisz. Mój mąż, on… 

Jak  ona  się  męczyła,  wyraźne  było,  że  próbuje  ostrożnie  dobrać  słowa.  Ale, 

dlaczego? Czy ona mnie okłamuje? 

- …odszedł. 

Och. 

Tego  nie  oczekiwałem.  Sposób,  w  jaki  to  powiedziała,  z  taką  stanowczością, 

miałem uczucie, że to nie oznacza, że on ją po prostu zostawił. Brzmiało to tak, 

jakby  nieważne,  co  się  stało,  on  nigdy  nie  wróci.  Fala  współczucia  zalała  moje 

ciało, śledzona przez olbrzymi smutek, gdy patrzyłem na Bellę. 

- Przykro mi – powiedziałem, wiedząc, że moje słowa zbytnio nie pomogą. 

Bella odciągnęła swoją dłoń ode mnie i machała nią przed swoją twarzą, ale wciąż 

mogłem zobaczyć jak jej oczy błyszczały od łez.  

-  W  porządku.  Naprawdę.  Do  teraz,  jestem  prawie  do  tego  przyzwyczajona.  Czy 

możemy o tym nie rozmawiać? – zapytała, a ja w zgodzie kiwnąłem głową. 

Z  wyrazem  ulgi,  Bella  przypięła  swoje  ramie  z  powrotem  do mojego  I  odeszliśmy 

od  jadalni.  Prowadziła  mnie  do  zewnętrznego  ogrodu,  który  wyglądał  na 

stosunkowo opustoszały. Było tam kilkoro ludzi chodzących, dookoła, ale nikt nie 

został,  aby  usiąść.  Znalazłem  mały  stolik  schowany  w  kącie  i  kiwnąłem  w  jego 

kierunku.  Zanim  mogła  usiąść,  odsunąłem  krzesło  Belli,  otrzymując  w  zamian 

wyszeptane „Dziękuje”. 

Usiadłem  na  przeciwko  Belli,  nagle  świadomy,  że  to  wygląda  prawie  jak  randka. 

Jest tu jakaś zażyłość między nami, ale jestem prawie całkowicie pewien, że nigdy 

wcześniej  tego  nie  robiliśmy.  Biorę  łyk  mojej  kawy,  zdziwiony  przez  to  jak 

zrelaksowany się czuję. Nie ma żadnych nerwów, tylko podekscytowanie, że Bella 

jest właśnie tutaj, ze mną. Chcę się jej zapytać jak i dlaczego, ale również się boję, 

że mój czas z nią jest krótki, więc w zamian pytam ją jak minęła jej reszta dnia. 

background image

42

 ~ 

 

- Och, wiesz – Wzruszyła ramionami. – Zajęty. Teraz lepiej. 

Nie  może  ukryć  uśmiechu,  gdy  wyciąga  babeczkę  z  torby  i  wręcza  mi  ją. 

Rozrywam ją na pół, oferując Belli kawałek. Zjadamy nasz deser i Bella mówi mi 

więcej o swoim dniu i kawiarni. Im więcej mówi, tym staje się bardziej łagodna. 

W  pewnym  momencie,  układam  swoją  dłoń  na  jej,  gdy  śmiejemy  się  i  oboje 

jesteśmy zaskoczeni na kontakt, ale żadne z nas nie wycofuje się. 

Chciałbym  podzielić  się  z  nią  czymś  o  moim  dniu,  o  moim  życiu,  ale  nic  nie 

przychodzi mi na myśl. Wszystko, co mogę jej powiedzieć to to jak czuję się w tym 

momencie.  

- Naprawdę chciałbym ci powiedzieć więcej o mnie – wysilam się, aby wyjaśnić. – 

Ale, z jakiegoś powodu… 

- W porządku, Edwardzie. Rozumiem – zapewniła mnie, gdy głaskała moją dłoń. 

-  Dzięki.  J…  ja  jestem  bardzo  szczęśliwy,  że  jesteś  tutaj,  Bello.  Naprawdę…  Cię 

lubię. 

Patrzę wprost w jej oczy, widząc tam przez chwilę coś znajomego i komfortowego i 

to rozgrzewa mnie od środka. 

- Ja też naprawdę Cię lubię, Edwardzie. 

- Siedzimy tam przez dłuższą chwilę, wystarczająco długo dla mnie, aby pozbierać 

całą odwagę, jaką mogę zebrać. 

- Bello? 

Kiedy zdobywam jej uwagę wydaję się, że wyrwałem ją z zamyślenia. 

- Przepraszam – odpowiedziała. – Po prostu zamyśliłam się. 

background image

43

 ~ 

 

Rozdział 12 

Bella 

- Halo? 

- Pani Cullen? 

- Tak? 

-  Tutaj  Northwest  Hospital.  Jest  pani  osobą  pierwszego  kontaktu  dla  Edwarda 

Cullena. Zdarzył się wypadek i został przywieziony tutaj na ER w Seattle General. 

Docenilibyśmy, gdyby mogła pani przyjechać tak szybko jak to możliwe, aby jego 

lekarz mógł z panią porozmawiać. 

- … 

- Proszę pani? 

- J... 

- Proszę pani? Czy ma pani kogoś, kto mógłby panią przywieść? 

- Nie? Co? Mogę... mogę przyjechać. W-właśnie wychodzę. 

- Proszę zgłosić się do stanowiska pielęgniarek na ER. Będą wstanie pokierować 

panią tam, gdzie będziesz musiała iść. 

♪♪♪ 

- Więc z nim w porządku? Chodzi mi, że wyjdzie z tego? 

Przygotowywałam się na odpowiedź lekarza. Nikt nie był w stanie dać mi właściwą 

odpowiedź, a to zaczynało zjadać mnie od środka. Jeśli z nim jest dobrze, do tej 

pory powiedzieliby mi. Dlaczego nic nie mówią? 

Zmuszam  się,  aby  spojrzeć  na  Edwarda.  To  nie  on.  To  nie  mężczyzna,  którego 

poślubiłam, leży w tym łóżku, podłączony do setek rurek, z głębokimi, ciemnymi 

siniakami  pokrywającymi  jego  ciało.  Mój  mąż  nie  ma  poplamionego  krwią 

opatrunku  zakrywającego  jego  głowę.  Mój  mąż  nie  ma  złamanej  nogi  i  ramienia 

podłączonego do pewnego rodzaju temblaka. 

Mój  mąż  ma  błyszczące  zielone  oczy  i  nazywa  mnie  „swoją  dziewczyną”.  Gra  dla 

mnie  piosenki,  które  napisał  o  mnie,  tak  po  prostu.  Mój  mąż  jest  wstanie 

uścisnąć moją dłoń, kiedy ja ściskam jego.  

background image

44

 ~ 

 

- On… on odzyska pełną sprawność ruchową, pani Cullen. 

- Huh? 

Jestem  wyrwana  z  zamyślenia  przez  mężczyznę  w  białym  fartuchu 

laboratoryjnym, który stoi przy łóżku. Nawet nie trudzę się, aby zapamiętać jego 

imię. Jutro będzie to ktoś inny, więc dlaczego się tym kłopotać? Jedynymi, które 

znam  są  pielęgniarki.  Pomocny  słodki  mężczyzna  i  kobieta,  którzy  zmieniają  się 

codziennie.  Byli  moimi  stałymi  towarzyszami  przy  tym.  Ale  oni  nie  mogą  dać  mi 

żadnych odpowiedzi. 

-  Więc,  jego  ciało  będzie  zdrowe?  –  pytam,  upewniając  się,  że  poprawnie 

zrozumiałam. 

- Tak. 

Zdawkowa,  jednosłowna  odpowiedź  wydawała  się  być  ulubioną  dla  większości 

lekarzy. Dlaczego nie rozbudowują ich. Czuję, że jest coś, co ucieka i chciałabym, 

aby ktoś mi po prostu powiedział. 

- Więc, kiedy on się obudzi? 

Pytania wiszą między nami, cisza jest bardziej niż niekomfortowa. Jest stanowczo 

depresyjna.  Mogę  poczuć  jak  waga  tego  naciska  na  moją  klatkę,  ciężej  i  ciężej  z 

każdą  mijającą  sekundą.  Lekarz  przebiega  przez  kartę  w  swoich  rękach  i 

oczyszcza gardło. 

-  Właściwie,  dzisiaj,  ale  trochę  później  przyjdzie  neurolog.  Będzie  w  stanie  lepiej 

wytłumaczyć sprawy. 

I wtedy znika, nie dając mi nadziei, że Edward wkrótce obudzi się. 

♪♪♪ 

Moja dłoń poczuła ucisk, zanim zauważyłam, że jego oczy są otwarte. 

- Edwardzie! – nie mogłam powstrzymać się przed krzykiem. To prawie tydzień, a 

ja czułam się trochę bezradna. 

- Gdzie… gdzie jestem? – zapytał, jego głos szorstki i słaby. 

-  Jesteś  w  szpitalu.  Miałeś  wypadek.  Ale  teraz  jest  dobrze.  Wyzdrowiejesz  – 

powiedziałam, próbując uspokoić nas oboje.  

Zawiadomiłam  pielęgniarkę,  ponieważ  byłam  pewna,  że  będą  musieli  go  zbadać. 

background image

45

 ~ 

 

W  międzyczasie,  nie  mogłam  puścić  jego  dłoni.  Ponownie  mocniej  ścisnęłam, 

roztrzepana  jak  cholera,  kiedy  ściska  moją.  Jego  usta  wygięły  się  w  uśmiechu, 

gdy spojrzał na mnie. 

- Dz-dziękuje. Ale, kim… kim jesteś? 

♪♪♪ 

 

Słowa wirowały wokół mojej głowy, a ja nie byłam w stanie zrozumieć ich sensu. 

Urazowe uszkodzenia mózgu. 

Następcza amnezja. 

Wsteczna amnezja. 

Mechanizmy obronne. 

- Czy pani rozumie, pani Cullen? 

Spojrzałam  na  miłą  twarz  neurologa.  Biedny  mężczyzna  właśnie  spędził  prawie 

godzinę  na  próbie  wyjaśnienia  mi,  co  się  dzieje.  Słuchałam  i  wchłaniałam 

informacje, ale nie miałam ochoty, aby zrozumieć z tego cokolwiek. 

Zrozumienie sprawi, że to będzie prawdziwe. 

-  Ta…  tak  myślę.  Mówi  pan,  że  w  czasie  wypadku  mózg  Edward  uległ  kilku 

urazom i… i stracił pamięć? 

- Tak. Cóż, nie całą swoją pamięć. Ma rzadką formę amnezji, która łączy wsteczną 

i następczą utratę pamięci. Nie może formułować nowych wspomnień i wydaje się, 

że stracił pamięć, która formułowała się przez ostatnie dziesięć lat albo coś. 

Gapiłam  się  na  lekarza,  moje  gardło  wysuszone.  Słowa  były  suche  i  szorstkie, 

zamknięte  w  moim  gardle.  Zajęło  mi  kilka  minut,  zanim  byłam  w  stanie 

odpowiedzieć. 

- Czy kiedykolwiek mu się poprawi? 

Ciepły  uśmiech  zniknął  i  szybko  został  zastąpiony  przez  smutek  w  oczach  i 

cienkie usta. 

- W pewnym sensie, nie możemy tego powiedzieć. 

Co jest tylko kolejnym sposobem mówienia nie. 

background image

46

 ~ 

 

-  Tutaj  w  Seattle  jest  idealny  ośrodek,  który  specjalizuje  się  w  pacjentach  z 

problemami  z  pamięcią.  Mają  doświadczenie  z  ludźmi  takimi  jak  Edward  i  całą 

grupę możliwych terapii, więc pewnego dnia… 

Przerwał  i  wiedziałam,  że  to  dlatego,  że  nie  chce  dać  mi  złudnych  nadziei. 

Podziękowałam mu i wzięłam ulotki i dokumenty, które mi wręczył. 

♪♪♪ 

- Będziesz tutaj szczęśliwy, Edwardzie – powiedziałam, zwalczając łzy. – Będę Cię 

odwiedzać, tak często jak będę mogła. 

Uśmiechnął  się  do  mnie  ze  swojego  wózka,  pytający  wyraz  zniekształcał  jego 

słodką twarz. 

-  Nie  jesteś  moją  pielęgniarką?  –  zapytał,  a  ja  wybiegłam  z  pokoju  zanim  mógł 

zobaczyć spływające łzy. 

♪♪♪ 

Wyłania się prawda. Nauczyłam się jej przez próby i błędy. 

Głównie błędy.  

Nikt  nie  miał  podręcznika  do  takich  spraw.  Lekarze  dali  mi  sugestie,  a  ja 

pracowałam z nimi najlepiej jak mogłam, ale oni nie wyjaśniali wszystkiego. 

Nie  mogą  wytłumaczyć  chwil,  kiedy  przysięgam,  że  on  ponownie  pamięta,  a  ja 

pcham za bardzo, przerażając go. Nie mogą wytłumaczyć tych dni, kiedy czuję się 

za słaba, aby kontynuować i załamuję się przed nim. 

Były  dni,  kiedy  przychodził  do  kawiarni  i  zmieniał  się  w  uroczego  Edwarda 

Cullena,  który  sprawiał,  że  zakochałam  się  w  nim  przez  te  wszystkie  lata. 

Zarazem  śmiałam  się  i  płakałam,  zostawiając  Edwarda  zmieszanego  i 

przestraszonego, kiedy wybiegałam, aby się zebrać w sobie. 

Były  chwile,  kiedy  przychodziłam  później  do  pracy  i  miałam  paskudną 

niespodziankę,  widząc  go  rozmawiającego  blisko  z  inną  kobietą.  Widząc  jak  jego 

dłoń przelotnie dotyka jej ramienia i śmieje się w odpowiedzi na żart, powodowało, 

że biegłam do łazienki i wymiotowałam śniadanie. 

Jak  mam  wiedzieć,  że  pewnego  dnia  będzie  zdrowy  ze  mną,  wyjaśniającą  mu 

wszystko, a następnego będzie trzymał mnie na wyciągnięcie ramion, domagając 

background image

47

 ~ 

 

się, żebym wyszła, kiedy on jest tak wzburzony, że pielęgniarka musi przyjść i dać 

mu zastrzyk z czegoś, aby go uspokoić? 

♪♪♪ 

Przekręciłam się, uderzając w ciepłe ciało i westchnęłam. Nawet miesiące później, 

jego zapach jest w stanie odurzyć mnie. Patrzę na zegarek i widzę, że jest prawie 

ósma rano. 

Cholera! 

Nie tylko spóźnię się do pracy, ale nigdy… 

- Kim do cholery jesteś? Co ty tutaj robisz? 

Jego  krzyk  zapewnia  mnie,  że  jestem  obudzona,  a  widok  przerażenia  i  paniki  w 

jego oczach, zapewnia mnie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu. 

background image

48

 ~ 

 

Rozdział 13 

Edward 

- Przepraszam – odpowiedziała. – Po prostu zamyśliłam się. 

Myślę,  że  uświadomiła  sobie,  że  miałem  ją  o  coś  zapytać,  gdy  odwróciła  się  do 

mnie, dając mi swoją niepodzielną uwagę. 

-  Zastanawiałem  się  czy  chciałabyś  pójść  do  mojego  pokoju  –  zapytałem  i  wtedy 

uświadomiłem sobie, jak arogancko to brzmiało. 

Bella spojrzała na mnie ostrożnie, tak jakby ważyła wszystkie możliwości. 

- Nie! – pośpieszyłem z wyjaśnieniem. – Nie o to mi chodzi. Ja…uh… chodzi mi. 

Nie wiem. Może chciałabyś zobaczyć jakiś film albo coś? 

Uśmiech pojawił się na twarzy Belli, a węzeł, jaki utworzył się w moim brzuchu, 

poluźnił  się.  Kiwnęła  swoją  głową  i  wytarła  trochę  okruszków  z  deseru,  które 

upadły na stół. 

- Naprawdę bym chciała. 

Ciepło,  które  budowało  się  w  moim  brzuchu  jest  tylko  zaćmione  przez  nerwy 

przechodzące  przeze  mnie  na  myśl  o  Belli  w  moim  pokoju.  W  pośpiechu,  gdy 

wstawałem  wywróciłem  mój  kubek  z  kawą,  resztki  rozlały  się  na  stole  i  na 

koszulce Belli. 

- Och, cholera. Przepraszam. 

Ale Bella właśnie macha na mnie, wyciągając serwetki ze swojej torebki i wyciera 

koszulkę. 

- W porządku, Edwardzie. Naprawdę. Każdego dnia w pracy mam gorsze wypadki. 

Naprawdę  wydawała  się  w  porządku  z  tym,  ale  wciąż  nie  mogłem  powstrzymać 

uczucia  obrzydzenia,  gdy  patrzyłem  na  delikatny  brązowy  płyn,  który  odmówił 

powrotu.  Wciąż  biję  się  z  myślami,  kiedy  dochodzimy  do  mojego  pokoju. 

Natychmiast idę do szafy i wyciągam jedną z czystych, wiszących koszul. 

- Tutaj, proszę – mówię, gdy podaję jej koszulę. – Nalegam. 

Nasze  palce  dotykają  się,  gdy  bierze  ode  mnie  koszulę  i  zastanawiam  się  czy 

będzie to dziwne, jeśli pozwolę im pozostać tak chwilę dłużej. Kiedy czuję jak mały 

background image

49

 ~ 

 

palec Belli pociera mój, decyduję, że ona jest z tym w porządku, nawet, jeśli jest 

to  potencjalnie  dziwne  dla  niej,  aby  nosić  moje  ciuchy,  kiedy  spotkaliśmy  się 

dopiero dzisiaj. 

Patrzyłem  jak  Bella  podnosi  koszulę,  aby  ją  sprawdzić  i  przysięgam,  że 

podciągnęła ją do twarzy, aby powąchać. Nie mogę powstrzymać, ale uśmiechnąć 

się na ten widok. 

- Łazienka jest na wprost… - zacząłem pokazywać gdzie, ale Bella była dwa kroki 

przede mną i wszystko, co widziałem to zamykane drzwi. 

Kiedy  ona  jest  tam,  przebierając  się,  krążę  nerwowo  wokół  pokoju.  Bella 

wydawała  się  niezwykle  spokojna,  co  powinno  mnie  uspokoić,  ale  wciąż  nie 

mogłem nic poradzić, czuje jak szaleję w jej obecności. Podwójnie sprawdzam, aby 

upewnić się, że żadne brudne ciuchy nigdzie nie leżą albo coś jest nie na miejscu, 

ale pokój wygląda jak zwykła, czysta i nudna przestrzeń. 

Blednę na tą myśl. 

Co  jeśli  Bella  myśli,  że  jestem  nudny?  Przy  kawie  nie  dałem  jej  zbyt  wiele 

informacji o mnie, ale nie wydawało się, żeby to ją odstraszyło. Będąc szczerym, 

nawet,  jeśli  ona  nie  spędziłaby  większości  czasu  mówiąc  o  swojej  pracy  i 

zainteresowaniach,  wciąż  byłbym  nią  zaintrygowany.  Kątem  oka  zauważam  mój 

czerwony  notes  i  moja  podświadomość  wyciąga  ze  mnie,  abym  coś  zapisał,  z 

obawy  przed  tym,  że  zapomnę.  Biorę  długopis  i  przypadkowo  zapisuję,  zanim 

słyszę  otwieranie  zamka.  Bez  kłopotania  się,  aby  przeczytać  to,  co  zapisałem, 

rzucam notes na stół zanim odwracam się. 

Ta  niewidzialna  nitka,  która  wydaje  się  przyciągać  mnie  do  niej,  iskrzy  się,  tak 

szybko jak drzwi do łazienki otwierają się. Bella stoi tam ubrana w moją koszulę. 

Tylko w moją koszulę. 

Przełykam  ślinę  i  robię  krok  w  tył.  Uderzam  w  coś  twardego,  nie  uświadamiając 

sobie, że kanapa jest zaraz za mną. Tracę równowagę i upadam na nią. 

- Moje spodnie musiały również dostać trochę kawy. Były całe mokre i sztywne – 

próbowała wyjaśnić, zanim odwróciła wzrok ode mnie. 

Gapiłem  się  na  nią  z  szeroko  otwartymi  oczami,  niepewny,  co  powiedzieć.  Nagle 

poczułem się jak piętnastoletni chłopak i po prostu wydawało się, że nie mogłem 

background image

50

 ~ 

 

oderwać od niej oczu.  

-  Cholera!  To  było  za  wcześnie.  Kurwa!  –  Bella  mruczy  do  siebie,  ale  ja  wciąż  ją 

słyszę. 

-  Nie,  jest…  dobrze.  Chodzi  mi,  czy  ty…  um…  czy  ty  czujesz  się  dobrze?  – 

zapytałem, niepewny, o czym ona mówi. 

Czuję się jakbym we wcześniejszym życiu był światowej klasy flirciarzem, że teraz 

zostałem  osiodłany  takim  rodzajem  ustnej  niezdarności.  Policzki  Belli  rumienią 

się z ciepła, gdy odważa się spojrzeć na mnie. 

- Czy… czy z tobą w porządku? – zapytała, a ja nie mogłem powstrzymać się, aby 

zachichotać na jej słowa. 

Usiadłem na kanapie i poklepałem miejsce obok mnie, mając nadzieję, że  zgodzi 

się. Prawdę powiedziawszy nie mam pojęcia, kim jestem. Moje ciało odpowiada na 

Bellę  gwałtownie,  kiedy  mój  umysł  wiruje  przez  myśli  i  uczucia…  niektórych 

nawet nie mogę dokładnie określić. 

- Nie mam pojęcia – mówię ze śmiechem, gdy potrząsam głową. – Może? Tylko… 

Zamilkłem,  nie  będąc  w  stanie  złożyć  zwartą  myśl,  gdy  Bella  opada  obok  mnie. 

Zgina  swoje  nogi,  ale  wciąż  mogę  zobaczyć  kremową  biel  uwydatnionej  skóry, 

gdzie koszula nie zakrywa jej. 

- Jesteś cholernie olśniewająca. 

Słowa  wypływają  z  moich  ust,  zanim  mogę  je  powstrzymać,  a  moje  oczy 

rozszerzają się na nieznajome przekleństwa pochodzące ode mnie. 

- Chodzi mi… ja… 

Rumieniec Belli powiększa się, ale nie wydaje się zasmucona. Biorę to, jako znak, 

żebym mówił, wyrzucając cokolwiek przyjdzie mi na myśl. 

- Och, pieprzyć to, o to mi właśnie chodziło. Wyglądasz pięknie, Bello. Właściwie, 

wyglądasz idealnie w mojej koszuli, właśnie tak. 

Spodziewałem  się,  że  Bella  uśmiechnie  się  albo  zarumieni  jeszcze  trochę,  albo 

cholera, nawet, że będzie na mnie szybko mrugała. To, czego nie oczekiwałem to 

to, że złapie mnie w niezmiernie ciasny uścisk i zatopi twarz w mojej klatce. Mogę 

poczuć  jak  mamrocze  przy  mnie,  ale  nie  mam  pojęcia,  co  mówi,  więc  tylko 

background image

51

 ~ 

 

trzymam ją ciasno zanim nie jest gotowa, aby ponownie usiąść. Kiedy jest, wciąż 

siedzi nie tylko obok mnie, ale prawie na mnie. Bliskość sprawia, że trudno jest 

skoncentrować  się  na  czymkolwiek,  co  ona  mówi,  ale  staram  się  najlepiej  jak 

mogę. 

- Dziękuje – wyszeptała, a ja zauważyłem, że jej oczy są jasne i świecące od łez, 

ale ona w ogóle nie wygląda na smutną. 

Moja dłoń podnosi się do góry, gdy mój kciuk prawie odruchowo przejeżdża przez 

jej  policzek.  Pochylam  się  wystarczająco,  więc  nasze  głowy  dotykają  się, 

przyciskam moje usta delikatnie do jej. Przerwa, rozkoszuję się w chwili naszego 

pierwszego pocałunku. Tylko, czułem to jakby to był nasz tysięczny pocałunek, jej 

znajome  usta  i  ciepło  pode  mną.  To  uczucie  zachęciło  mnie,  sprawiając,  że 

uwięziłem jej usta. Pochyliłem się po kolejny, głęboki pocałunek. 

Bella spotkała mnie po kolejny, jej pięści złapały moją koszulę, przyciągając mnie 

bliżej.  Moje  usta  po  raz  kolejny  uwięziły  jej,  zanim  przeniosłem  je,  aby  zbadać 

resztę jej skóry – policzki, szczękę, nos i gardło. Każdy nowy kawałek był słodszy 

niż poprzedni, a słysząc jej delikatne pojękiwanie, kiedy szczypanie sprawiało jej 

radość,  moje  serce  zaciskało  się  aż  nie  zaczęło  boleć.  Kulturalne  myśli  rosły, 

sprawiając, że zastanowiłem się, dlaczego Bella nie przestaje, dlaczego wydaje się 

bardziej niż okej z tak szybkim postępem. Ale, obawiałem się, że jeśli zapytam o 

jej widoczne chęci, przestanie. 

To  wewnętrzne  zmaganie  zjadało  mnie  od  środka,  dopóki  nie  poczułem  jak  usta 

Belli  bawią  się  moją  małżowiną  uszną.  Skąd  ona  wiedziała,  że  to  było  moje 

ulubione  miejsce?  Jej  język  wysunął  się,  a  ja  powstrzymałem  jęk.  W  pewnym 

sensie,  nerwy,  strach  albo  pytania  zostały  zepchnięte  w  głąb  moich  myśli,  gdy 

zęby Belli przygryzły moje ucho, tym razem sprawiając, że zadrgałem. 

Nie ma mowy, abym teraz się powstrzymał. 

To było zbyt cholernie dobre. 

- Ja.. ja… wow. 

Ponownie,  pogratulowałem  sobie,  mojego  delikatnego  języka  angielskiego.  Bella 

zachichotała  i  ponownie  przyciągnęła  mnie  do  kolejnego  uścisku.  Ściągnąłem 

moje  buty  i  spojrzałem  na  łóżko.  Dla  każdej  innej  pary  to  może  wydawać  się  za 

szybko,  ale  coś  o  byciu  tutaj,  w  ten  sposób,  z  Bellą  wydawało  się  właściwie. 

background image

52

 ~ 

 

Wydawało się naturalne, aby pójść na przód i zapytać ją, o to, co myślałem. 

- Czy chcesz…? 

Nie musiałem pytać dwa razy, gdy Bella wstała i pozwoliła mi poprowadzić się do 

łóżka. Zgasiłem światła zanim zwinęliśmy się pod kołdrą, trzymając się ciasno. 

background image

53

 ~ 

 

background image

54

 ~ 

 

Rozdział 14 

Bella 

Zamknęłam  moje  oczy,  gdy  Edward  otoczył  mnie  swoimi  ramionami.  Mogę 

powiedzieć, że jest zdenerwowany, sposób, w jaki ostrożnie mnie trzyma, ale jego 

pocałunki  są  pełne  śmiałości  i  zaufania,  nawet,  jeśli  on  nie  jest  tego  świadomy. 

Poruszam  się  w  jego  uchwycie  i  patrzę  w  kierunku  zegarka.  Nie  ma  jeszcze 

dziesiątej, ale mogę powiedzieć, że jest już zmęczony. Jego palce wędrują w górę i 

w  dół  mojego  ramienia  i  pomimo  faktu,  że  nie  chciałabym  dla  niego  nic  innego, 

aby zabrał mnie do swojego łóżka, wiem, że to nie zdarzy się dzisiejszej nocy. 

Ustawiam  się  ponownie  i  kładę  moją  głowę  na  jego  klatce,  napawając  się 

uczuciem jego dłoni teraz pocierającej moje plecy. 

Przez  miesiące,  nauczyłam  się,  kiedy  trochę  go  szturchnąć,  a  kiedy  odpuścić. W 

niektóre noce, nie poszłam dalej niż do jego drzwi, kiedy w inne noce kończyliśmy 

w  pocie,  zaplątani  w  bałagan  na  jego  łóżku.  Jestem  po  prostu  wdzięczna,  kiedy 

noc  nie  kończy  się  w  jego  płaczu,  błagającego  mnie,  żebym  wyjaśniła  mu 

wszystko… ponownie. 

To było jasne, podczas gdy, z każdym nowym dniem mówiłam Edwardowi, co się 

stało, powodowało tylko, że oboje cierpieliśmy. Jego lekarze byli stanowczy, abym 

wyjaśniała  mu  tylko  te  sprawy,  kiedy  domaga  się  ich.  W  przeciwnym  wypadku, 

będą  mieli  zastrzeżenia,  abym  go  widywała.  Wyszłam  z  własnymi  sposobami 

dotarcia do niego, przez dzielenie się chwilami, które były dla nas wyjątkowe, bez 

popychania go, żeby tylko próbował i pamiętał. 

Sen  dla  Edwarda  nie  przyszedł  łatwo.  Mogłam  czuć  jak  jego  ciało  napina  się  i 

rozluźnia  kilka  razy,  zanim  w  końcu  rozluźnił  się,  a  jego  oddech  zwolnił.  Jego 

klatka  podnosiła  się  i  opadała  pode  mną  w  równym  rytmie,  a  ja  wiedziałam,  że 

nareszcie  śpi.  Kiedy,  wiedziałam,  że  się  nie  obudzi,  powoli  podniosłam  się,  więc 

mogłam  go  zobaczyć,  jego  twarz  była  oświetlona  od  blasku  księżyca.  Musiałam 

zapamiętać, aby zamknąć jego rolety zanim wyjdę. 

Teraz,  patrzyłam  na  jego  twarz  i  podziwiałam  jak  wyglądał  na  spokojnego  i 

zadowolonego.  Chciałam  dotknąć  jego  kontur,  zastawiając  się,  jak  zawsze,  czy 

dzisiaj jest ostatni raz, gdy będziemy w ten sposób. 

background image

55

 ~ 

 

To  zawsze  jest  gra  czekania.  Czy  obudzę  się  jutro  całkowicie  wykończona  i 

wysuszona, niebędąca w stanie, aby to dłużej kontynuować? Czy następnego dnia 

spotkam innego Edwarda, tego, który nie chce mieć ze mną nic wspólnego?    

To  są  pytania,  które  dręczą  moje  myśli,  niepozwalające  mi  spać,  dopóki  nie 

zauważam,  że  czerwone  cyfry  zegara  gapią  się  na  mnie,  mówiąc  mi,  że  jest  już 

pierwsza  w  nocy.  Wiem,  że  martwienie  się  o  to  w  ten  sposób  jest  bezowocne, 

jakbym  kiedykolwiek  wybrała  przerwanie  tego.  Mam  jeszcze  kilka  godzin  z  nim 

przyciśniętym  do  mnie  i  siąknę  to  wszystko,  próbując  pozwolić  mojemu  ciału  w 

międzyczasie na odpoczynek. W końcu, zegar cicho krzyczy na mnie, że jest druga 

w nocy i wiem, że muszę iść, aby zaznać prawdziwego odpoczynku. 

Ale to jest tak cholernie trudne. 

Ciężko jest zostawiać mojego męża każdej nocy, mam wystarczająco szczęścia, że 

mogę się ponownie znaleźć w jego łóżku. 

Tak  ciężko  jest  zastanawiać  się  czy  następnego  dnia  będzie  trudził  się 

poszukiwaniem mnie. 

To jest tak cholernie trudne by zastanawiać się, jak długo właściwie pozwolę sobie 

na życie w ten sposób. 

Delikatnie  przesuwam  ramię  Edwarda  ze  mnie  i  uwalniam  się  z  jego  uścisku. 

Parska  i  porusza  się,  ale  potem  układa  się  ponownie  do  snu,  ściskając  zamiast 

mnie  poduszkę,  na  której  spałam.  Schylam  się,  więc  jestem  na  jego  poziomie, 

nawet, gdy w tej chwili nie może mnie zobaczyć ani usłyszeć. Kto wie? Może moje 

słowa przeciekną do jego podświadomości, gdy śpi. 

-  Edwardzie…  to  ja,  Bella  –  zaczęłam,  a  mój  nos  piekł,  gdy  łzy  zaczęły  same 

płynąć. – Ja… chciałam Ci tylko podziękować za dzisiejszy dzień. Kiedy jedliśmy 

razem deser, przypomniało mi to o naszej pierwszej randce. Pamiętasz? 

Potrząsnęłam  głową.  Oczywiście,  że  nie.  Użyłam  jego  koszuli  do  wytarcia  moich 

oczu, zanim kontynuowałam. 

- Nie powiedziałeś mi, gdzie mnie zabierasz i oczywiście, łatwo zakochałam się w 

tajemniczości  tego  wszystkiego.  Skończyliśmy  w  jakimś  starym,  opuszczonym, 

zielonym  domu.  Ustawiłeś  mały  stolik  z  małym  piknikiem  na  nim.  Usiedliśmy  i 

jedliśmy wśród prawie zwiędniętych roślin i wybitych okien. Było idealnie. Dzisiaj 

background image

56

 ~ 

 

też  było  idealnie  na  swój  sposób,  tak  mi  się  wydaje.  Miałam  tylko  jedno  małe 

załamanie, więc było dobrze, prawda? 

Zatrzymałam  się  i  wzięłam  głęboki  oddech.  Mówić  „do  widzenia”  jest  zawsze 

najtrudniejszą częścią. 

- Na szczęście, zobaczymy się później. Nie jestem pewna, jak, ale zawsze kończysz 

w mojej kawiarni. Nawet lekarze nie są tego pewni, ale zawsze wracasz. Głęboko 

wiem, że pomimo tego, co oni mówią, to może, pewnego dnia obudzisz się z tego 

wszystkiego.  To  już  rok,  Edwardzie.  Rok  tego.  Ja…  nie  jestem  pewna  jak  dużo 

jeszcze mogę znieść. 

Siedziałam  tam  przez  minutę,  gdy  łzy  spływały  w  dół  mojej  twarzy.  Wycierając 

moją twarz, pochyliłam się i pocałowałam go w czoło, zanim się wyprostowałam. 

Złapałam  moje  jeansy  i  założyłam  je,  ale  zostawiłam  jego  koszulkę.  Wezmę 

wszystko, co mi da. 

- Do widzenia, Edwardzie. Kocham Cię. 

Gdy  szłam  do  drzwi,  zatrzymałam  się,  kiedy  zobaczyłam  jego  czerwony  notes 

leżący  na  stole.  Zwykle  nigdy  do  niego  nie  zaglądam,  ale  zauważyłam,  że  został 

otwarty na stronie z tyłu. Nie mogłam się powstrzymać, aby spojrzeć i moje ręce 

zaczęły się trząść, gdy przeczytałam. Umieściłam to z powrotem, i tak szybko jak 

to  możliwe  wyszłam.  Łzy  przysłoniły  moje  oczy,  gdy  słowa,  które  napisał 

powtarzały się w moich myślach. 

Ma na imię Bella. Kochasz ją. Proszę nie zapomnij.