background image

ROBOTNICY I ZOŁNIERZE XX STULECIAMI'

Kto  chciałby zajm ow ać się  tak żywotnymi  organizm am i jak w ojska 

dobrze zrobi nie oddalając się zanadto od gruntu naturalnych praw  życia 
ku refleksji.  Z robi dobrze  obierając za punkt wyjścia bezsporny fakt,  że 

w alka  należy  do  praform   życia,  i  że  w ojska  m ożna  oczywiście  zmienić 
lub naw et zlikw idow ać, walki jednak uniknąć będzie m ożna jedynie p o ­
przez śmierć. K ażde stulecie m a szczególny sposób, aby wyrazić ten fakt, 
zarów no w osobliw ościach sw ojego m yślenia i  odczuw ania, jak i w o so ­
bliw ości swych działań oraz narzędzi, które dla tych działań stw orzono.

X IX  

stulecie,  w iek  liberalizm u  zdolny  był jak najbardziej  do  uzna­

nia  wojny  za  podw alinę  życia.  Je g o   w artości  wyłaniające  się  z  now ego 
odczucia,  w artości  trzeciego  stanu  ożyw iają  potężne  energie  w ojenne. 
Ich w ew nątrzpolityczne  urzeczywistnienie  pochłania krew dziesiątków  

tysięcy.  Ich zwycięski poch ód przeciw ko E uropie królewskiej  reprezen­
tującej  m inione  stulecie  w iedzie  przez  niezliczone  pola bitewne.  W szy­
scy stali się bardziej ośw ieceni, zabija się teraz w  imię rozum u, w olności, 
cywilizacji  -   oczyw iście  także  w  imię  spraw iedliw ości.  Jed nocześnie 

w ynajduje się m aszynę,  która katu ułatw ia pracę.  W ielkie kanonady b i­

tew napoleońskich zapow iadają w spółczesny  ostrzał artyleryjski.  Bitwy 
stacza  się  w edle  nowej  strategii,  w praw iającej  w  ruch  ogrom ne  masy 

ludzi  i  m ateriału  i  pochłaniającej  w  sposób  straszliw szy  i  szybszy  siły 

narodów.

To  X IX   stulecie  zwie  się  jednocześnie  ze  słuszną -  bo  konieczną -  

dum ą w iekiem  nauki.  D latego sądy, jakie potrafi form ułow ać o życiu, są, 

jak  wszelkie  sądy  naukowe,  równie  jasne,  co  płytkie.  Przykładowo  jego 

słynna  „w alka o byt” jest oczyw istością.  Posm ak absolutnej  naukow ości

Arbeiter  und  Soldaten  des  20. Jah rh un derts,  w:  „D er  V orm arsch” .  Blätter 

der  nationalistischen Ju gen d .  Berlin  1  Jg .  N r.  10 vom   15  M ärz  19 2 8 ,  s.  2 4 4 -2 4 8 .

background image

1928  -  PUBLICYSTYKA  POLITYCZNA

m a n atom iast w niosek o nieustannym doborze naturalnym , gdyż za jego 
spraw ą  sensowne  zjaw isko  w alki  degradow ane  jest  do  rangi  zjaw iska 

celowego  a postęp  ustanaw iany jako  najwyższy rezultat życia.  To  nasta­
wienie  odznacza się  typow ą dla X IX  wieku postaw ą postrzegania życia 

ze strony sukcesu m aterialnego:  heroizm  niszczącej w alki bez w idoków  
na sukces, w spaniały bunt duszy,  odrzucającej  ciało, by podtrzym ać sw ą 
czystość -  tego wszystkiego nie m ożna dostrzec stosując biologiczny m odel 
refleksji.

O  ile  postaw a  naukow a  i  zw iązana  z  nią  postępow a  m oralność  z 

jednej  strony starają się  odebrać w ojow niczości jej  m ęską pierw otność i 

pew ność precyzyjnego instynktu, podsuw ając w alce „cele” , uzależniając 

ją od zewnętrznych uzasadnień i wytrawiając moralistycznie pojęcie dziel­
ności  (virtus),  to  z  drugiej  jednak  strony  podejm ow ane  są wszelkie w y­

siłki,  aby  w ojow niczość  w yposażyć  we  w szystkie  groźniejsze  i  skutecz­
niejsze od dotychczasow ych środki. N ie tylko technika w spierana przez 
wszystkie niemal  dyscypliny naukow e zm ierza do  całkow itego u d o sk o ­
nalenia  zbrojeń,  ale  także  ów   cały,  rozdęty  od  niezm ierzonej  inflacji 
m ateriału aparat pokojow y coraz to łatwiej m ożna jednym ruchem dźwi­
gni uczynić aparatem  przemocy.  O znacza to  ostatecznie,  iż życie nie zna 
żadnych pokojow ych środków,  i że wszelkie instytucje m ają w artość w o­
jenną. N ie zaskakuje nas sam spektakl, ale jego wielkość, cudow na techni­
ka i organizacja są tym,  co nas w coraz to większej  mierze zaskakuje.

Armie  X IX   stulecia  są  w ojskam i  wieku  pow szechnych  praw   czło­

w ieka, cywilizacji, bardziej lub mniej parlam entarnych rządów, hum ani­
taryzm u,  nauki,  postępu,  m ieszczaństw a  i  jego  ideałów,  -   krótko  m ó­
wiąc  arm ie  powszechne,  ucieleśniające  ideę  pow szechnego  obow iązku 

obrony.  Z  pew nością godne  najwyższej  uwagi  są zarzuty,  jakie  na  przy­

kład staw iano Scharnhorstow i ze strony pruskiej  szlachty -  zarzuty p óź­
niej w yśm iew ane, następnie zapom niane,  dziś znów w arte, by je stud io­
wać^'*’ . A jednak tylko nowe w ojska mogły zwyciężać na nowych polach 
w alki, jako że tylko one, zrodzone z ducha czasu, były w stanie zrealizo­
w ać  swoje  cele  na sw ój,  to znaczy na żołnierski sposób.

Także  X IX   stulecie  m a  okres  swojej  m łodości,  która  uatrakcyjnia

____________ ________

2 ^

G łów nym   reprezentantem   skrzydła  an tyreform atorsk iego  w  Prusach  był 

Friedrich August Ludw ig von der M arw itz (1 7 7 7 -1 8 3 7 ), autor pam iętników  Prews- 
sischer A del. A us  den  nachgelassenen  Schriften.  H rsg.  von Dr.  Friedrich Schm keL 
B reslau;  K orn  1932.  Prom ieniow ania,  s.  5 68.

background image

jego idee dzięki żywotnej św ieżości, a jego działania dzięki ognistej ener­
gii;  ten w dzięk przenika też jego  pierw sze  bitwy.  W   dalszym  przebiegu 
uw ydatnia się coraz bardziej jego właściwy, pragm atyczny i trzeźwy cha­
rakter. Ja k a ż to różnica m iędzy w alkam i Moreau^^^  nad Renem , w k tó­
rych żywo ujaw nia się coś z sentym entalności epoki W ertera^'*,  a m ate­
matycznym planem kampanii roku 1866 albo straszliwej wojny pozycyjnej 

w  Mandżurii^^^,  która  jakby  oznaczała  już  dalekow schodnie  Valmy^^® 

X X   stulecia.  Tylko  w  epoce  tak  zależnej  od  ekonom icznych  punktów  

w idzenia  m ogła  pow stać  teoria głosząca,  że  now oczesna w ojna  z  przy­

czyn  finansow ych  nie  m oże  trw ać  dłużej  niż  sześć  tygodni.  Jeśli  książę 
Hohenlohe^^'  opisuje  w  swoich  w spom nieniach  niechęć,  jaką  podczas 
defilady zwycięstwa w późniejszym cesarzu Wilhelmie I wzbudzały kwiaty 
zatknięte  nieprzepisow o w  uniform ach żołnierzy którzy zdobyli  szańce 
po d   DiippeF^^,  to  z  pew nością  chodzi  tu  o  postaw ę  pruską,  właściw ą 

jednak X IX  stuleciu.  W  tej  epoce niem ożliw e byłyby myśli, jakie często 
głosił książę de Ligne^^^, w spaniale ucieleśniający ideę żołnierską XV III 
stulecia.  Ujrzawszy  „z  satysfakcją  żołnierza  i  bólem   filozofa,  jak  w  p o ­
wietrze unosi się  1200 pocisków, które kazał odpahć na tych biedaków ” , 
w kroczył do zdobytego Belgradu, gdzie „jednocześnie poczuł w oń śmier-

286_________________________________________________________________ E R N ST JÜ N G E R

C h odzi  o  gen erała  Je a n a   V ictora  M o reau   (1 7 6 3 -1 8 1 3 )  dow ódcę  fran cu­

skich  w ojsk  rew olucyjnych  w   latach  1 7 9 6 -1 8 0 0   w   w alkach  przeciw ko  w ojskom  
Im perium  N iem ieckiego.

C ierpienia  m łodego  Wertera,  p ow ieść Jo h an n a  W olfganga  G oeth ego  o p u ­

b likow ana w  pierw szej  w ersji w   1 7 7 4 .  Sym bol  rew olucyjnej  energii  i  niezgody  na 
rzeczyw istość.

W alki w  trakcie w ojny rosyjsk o-japońskiej  z  lat  1 9 0 5 -0 6 ,  a zw łaszcza oblę­

żenie  Port A rthur,  p rzypom inały już w alki pozycyjne na froncie zachodnim  I w oj­
ny  św iatow ej.  (B,  s.  7 6 4 ).

Pod  Valmy  w ojsk a  R epubliki  Francuskiej  pokon ały  2 0 .  9.  1 7 9 2   k orp u s 

p rusko-austriack i idący na odsiecz m onarchii. Tym sam ym  rew olucja m ogła utrzy­
m ać  i  rozw inąć  sw oje  zdobycze.

C h lod w ig  F ü rst  zu  H oh en loh e-Sch illin gsfü rst  (1 8 1 9 - 1 9 0 1 ),  1 8 6 6 -1 8 7 0  

k anclerz  Baw arii,  1 8 9 4 -1 9 0 0   kanclerz  zjednoczonych  N iem iec  i  p rem ier  Prus. 

Je g o   pam iętniki  to D enkw ürdigkeiten  des Fürsten  C hlodw ig zu  H ohenlohe-Schil­

lingsfürst.  Stuttgart,  Leipzig:  D eutsch e  V erlags-A nstalt  19 0 7 .

O ddziały  p ruskie,  które  zdobyły  duńskie  um ocnienia  p o d   D üpp el  (Do- 

ebel)  18.  4.  1864.

C h arles Jo se p h   Prince  de  Ligne  (1 7 2 5 -1 8 1 4 ),  austriacki  oficer  i  d y p lo m a­

ta.  A utor  pam iętników   i  obfitej  k orespon den cji.  Jü n g e r  p o siad ał w   sw ojej  b ib lio ­
tece  O evres  choisies,  litterarires,  historiques  et  m ilitaires  du  M aréch al  Prince  de 
Ligne.  G en f:  J .J .  P asch oud,  Paris:  F.  Buisson  1 8 09.  (B,  s.  7 65).

background image

ci,  spalenizny  i  róż,  gdyż  czymś  w yjątkow o  osobliw ym   jest  łączenie  w 
tym punkcie rozkosznego gustu ze  sm akiem  barbarzyństw a” .  To jest ję­
zyk wysublim ow anej  żołnierskości,  stojącej  w  obliczu w łasnego  końca, 
której  ostrza, jak m niem ał St.  Benyc^^“*, tkw ią już w  jedw abnych i h afto­
wanych złotem pochw ach, zachow ując jednak nadal sw ą groźną ostrość.

Czym ś innym jest oczywiście prow adzenie wojny z p om ocą żołnie­

rzy najemnych,  którzy w ykonują jedynie  swe  rzem iosło,  i  oficerów ,  dla 
których  noszenie  broni  i  przew odzenie  zbrojnym   należy  do  obow iąz­
ków  stanowych  i stylu życia,  niż  z p om ocą m as system u pow szechnego 
obow iązku  obrony,  które  rozkaz  mobilizacyjny  m oże  w praw dzie  prze­
mienić  w  żołnierzy,  ale  nie  w  bojow ników   z  krwi  i  kości.  Braki  zatem 
wewnętrznego ducha w  tych m asach należy zrekom pensow ać z zewnątrz. 
Ponieważ ich poczucie życia nie uznaje w żadnym w ypadku w ojny za akt 
moralny,  pragną one,  aby w każdym  przejaw ie w ojny zyskać przekona­
nie  o jej  m oralności i  chcą,  aby jak surow e jajka przenosić je w  jedw ab­
nych  rękaw iczkach  tam ,  gdzie  rozryw ają  się  granaty.  Redukcji  dem o­
nicznej m ocy odp ow iada odczucie najpierw  wojny zaczepnej, następnie 
wojny jako takiej jako czegoś, co jest niem oralne. W  obliczu tego w szel­
ka w ojenna  energia w obrębie  narodu  czuje  się  zobow iązana  do  legity­
m acji  wszelkiej  wojny  jako  obronnej,  a  następnie  do  tak  energicznego 
dow artościow ania  własnych  i  deprecjacji  w artości  przeciw nika,  że  na­
wet  zadeklarow anem u  pacyfiście  w ojna  jaw ić  się  będzie  jako  mniejsze 
zło.  Potężna  p ropagan d a,  zwłaszcza  prasa  m ocarstw   zachodnich  u d o­
w odniła  m ożliw ość  spotęgow ania  tej  m etody  do  takich  rozm iarów ,  że 
nie  m ogą  jej  się  oprzeć  naw et  umysły  w   rodzaju  Barbussa,  które  z  in­
stynktow ną zręcznością p otrafią znikać w mysich dziurach pacyfistycz­
nej argum entacji. W prawdzie ten cwaniaczek chciał „zabić wojnę w ojną” 

-  ale jakby nie było w ciśnięto mu strzelbę do ręki, a on uznał odm ow ę jej 

użycia  za  coś  niem ożliw ego.  To  tylko  przykład,  jaką  m iarą  dialektyki 
musimy dziś poprzedzać bezpośrednie oznaki życia -  w najwyższym stop­
niu  w yrafinow aną  dialektyką,  a już  N ietzsche  poczuł  się  zm uszony  do 
podpiw niczenia nią swojej Woli m ocy.

M o żn a  odczuć  pokusę  form ułow ania  twierdzeń  o  upadku  walki, 

gdyby taki upadek był możliwy. M ożliwy jest natom iast upadek pewnej 
szczególnej  form y  w alki  i  idei  żołnierstwa.  O statnia w ojna  pozw ala  to

1928  -  PUBLICYSTYKA POLITYCZNA____________________________________________^

C h arles  A ugustin  Sainte  Beuve  (1 8 0 4 - 1 8 6 9 ),  francuski  literat  i  tw órca 

w spółczesnej  krytyki  literackiej.

background image

wyraźnie  zaobserw ow ać.  Podobnie  jak  podczas w ojen  rew olucyjnych  i 
napoleońskich  idea  żołnierska  X V III  stulecia  została  zastąpiona  now ą 
ideą, tak podczas wojny światowej obserw ow ać można styk dwóch epok. 

Armie tej wojny ruszyły do w alki w  form ach X IX  stulecia, z jego m yśla­

mi, jego  ideam i  i w jego  strukturach.  O grom ne  dokonania,  zrealizow a­
ne  m im o w szystko przez krew,  nie pow inny łudzić,  że  cele, jakie tu wy­
znaczono, i formy, w jakich przyszło jej działać, stanowiły dla niej raczej 

przeszkodę niż ułatwienie. Tym sam ym  w ojna, ten najbardziej naturalny 
ze  w szystkich  procesów ,  jakby  zgniła,  jakby  rozłożyła  krew  w  jątrzącą 
w ydzielinę,  której  trudną  do  opisania  istotę  najlepiej  zdoła  oddać  o so ­
bliwe w spom nienie w ielkich bitew  materiałow ych.

N ie zdum iew a zatem , że brak dopływ u świeżych soków  ujaw nia się 

w każdym   z  trzech w spom nianych  na początku  czynników:  w technice 

poddanej  działaniu rozsądku, w  postaw ie m oralnej  i w  arm iach jako in­
strum entach aktywnej polityki.  Brak tu m iejsca na szczegółow ą analizę; 

kto  chciałby  jednak  dow iedzieć  się  czegoś  o  rozplenianiu  się  techniki, 
które  zam ieniło  bitwę  w uciążliwy  i bezpłodny  proces,  ten znajdzie  ów 
tem at  opracow any  w  dziełach  Soldana^^^.  To  rozszczepienie,  brak jed­
nolitości postaw y moralnej m ogło jeszcze ukryć się za entuzjazmem krwi 
podczas  pierw szych  lat wojny,  ale  ujaw niało  się  coraz wyraźniej  w raz  z 

opadaniem  entuzjazm u.  W  Niem czech,  Rosji i we W łoszech rozłam y te 

rozsadziły dawne  form y państw ow e;  i nie  m a bodaj  lepszej  oznaki bez­
płodności liberalistycznych idei,  p od  znakiem  których stoczono wojnę, 
niż  ciężkie  kryzysy wew nętrzne,  którym   także  ulegają państw a  zw ycię­
skie, a które to kryzysy w ydają się jeszcze bardziej destrukcyjne przez to, 
że  m ają  nie  ostry,  ale  chroniczny  charakter.  Tu  zwycięstwo  przyniosło 
niejako  nietykalność  im potencji;  książka Anglika  Carthila^^®  o  zm ierz­
chu panow ania w Indiach dobrze obrazuje pustoszące skutki w ojny wy­

granej  za spraw ą zużytych środków  liberalizm u.  Gdy chodzi wreszcie  o 
w ojska, to były one w ciąż arm iam i trzeciego stanu, który jednak daw no 
stracił  swój  rew olucyjny  ogień,  a  którego  postaw a  odpow iadała p o sta­
wie  usatysfakcjonow anej  liberalistycznej  burżuazji.  Z adow oleni  ludzie

2 8 8 ____________________________ ___________ _______________________ E RN ST JÜ N G E R

G eorge  Soldán   (1 8 7 8 -1 9 ??),  niem iecki  oficer  i  pisarz  w ojskow y,  w ydaw ał 

w  latacii  1 9 2 0 -1 9 3 0   na  zlecenie  archiw um   państw ow ego  serię  „Sch lach ten   des 
W eltkrieges” . Z ainteresow anie w zbudziła jego książka D er M ensch und die Schlacht 

der Z ukunft.  O lden burg;  Stalling  1 9 2 5 .  (B,  s.  7 6 5 ).

Al.  C arth ill:  Verlorene  H errschaft.  Wie  E n glan d   Indien  aufgab.  Berlin:  Vo- 

w inckel  1 9 24.  Al.  C arth ill  jest  p seudonim em  Jo h n a   Perroneta  T h om p son a.

background image

PRACA JAKO  CZYNNOŚĆ  WOJENNA

Czołgi..

i  traktory

background image

rzadko  są  dobrym i  bojow nikam i.  Z   pew nością  gotow e  do  boju  armie 
pod w odzą zaw odow ych żołnierzy reprezentują najwyższą m iarę w ojen­
nej  energii,  ale  sam o  pojęcie  pow szechnego  obow iązku  obronnego  im ­

plikuje fakt, iż ow a najw yższa m iara m oże być w najlepszym  razie sp otę­
gow aną przeciętnością. Wraz z napływem rezerw uwydatniło się to jeszcze 
bardziej.  Chw ała  sukcesom :  ale  dyscyplina  wojenna,  a  w jeszcze  mniej­

szym stopniu bohaterstw o nigdy nie będą powszechnymi właściwościami. 
Z  tego pow odu podczas wielkiej  i długiej  wojny w osobliwy sposób bra­
kuje zapraw dę w ojowniczych osobow ości a jej właściwym bohaterem  jest 
nieznany  żołnierz,  ideał w ywodzący  się  z  bardzo  nieheroicznej  reklamy, 
na  szczęście  niezbyt w ielkim  kultem   darzony  w N iem czech.  H eroiczne 
osobow ości odcinały się od m rocznego tła tylko tam, gdzie -  jest to go d ­
ne uw agi -  m otoryczna technika zaczynała w ładać wojną. Piloci sam olo­
tów, krążow ników  powietrznych, morskich i podwodnych,  a także tech­
nicznie dyscyplinowane form acje szturmowe stanowili te wyjątki. Ze swej 
istoty  nie  są  oni  częścią  zbrojnej  burżuazji,  ale  wojskiem  o  wiele  inteli­

gentniejszym i bardziej  bezwzględnym,  mianowicie arm ią X X  stulecia.

Pom ijając  człow ieka  h eroicznego,  dla  którego  arm ie  zależne  od 

m ieszczańskich  ram   stanow ią tylko  przeszkodę  -  co  doszło  do  głosu w 
instynktownej  w alce  dow ódców   floty  a  naw et  samych  łodzi  p o d w o d ­
nych z m ieszczańską,  a zatem  z konieczności nieheroiczną polityką p ar­
lam entów  -  pom ijając  zatem  ten  gatunek  ludzki,  w  takich  arm iach  nie 
czuł się też na m iejscu robotnik trw ający w głębokim  przeciwieństwie do 
mieszczanina. D ow odzi tego załamanie się i późniejsza p ostaw a niem iec­
kiej klasy robotniczej, która odrzuca kapitalistyczny im perializm , akcep­
tując  im perializm   rew olucji  pow szechnej,  jego  czerwone  arm ie  i  tech­
niczne  środki zagłady.  O bojętnie, jak się  oceni taką postaw ę,  w każdym  
razie nie m ożna jej nazwać niew ojow niczą; a skoro burżuazja odrzuca w 
swojej  prasie  i  sw oich  organach w szelką  debatę,  to  w takim   razie  h ero­
iczni robotnicy nie m ają najmniejszych pow odów , by ją podejm ow ać.

Spraw y m ają się raczej tak, że robotnicy, włącznie z w iększością grup 

kom unistycznych,  w ciąż  pod dan i  są  przyw ództw u  inteligencji  m arksi­
stow skiej, która w  równym  stopniu należy do burżuazji X IX  stulecia, co 

„kapitahstycznie”  zorientow ana  część  m ieszczaństw a.  Z   tego  wynika 

smutny fakt,  że stan predestynow any do nadania decydującego kształtu
X X   stuleciu,  skazuje  się  aż  po  trzecie  dziesięciolecie  tegoż  stulecia  na 
myślenie w  kategoriach umarłej  epoki i na posługiw anie się innym języ­
kiem  niż własny. Tym samym w yjaśnić m ożna inaczej niewyjaśnialny fakt

290_________________________________________________________________ E R N ST JÜ N G E R

background image

1928  -  PUBLICYSTYKA  POLITYCZNA

291

zam knięcia i nieproduktyw ności stanu, który w ygrał rew olucję, a m im o 
to z każdym  dniem p op ad a w coraz to głębszą zależność. Dzieje się z nim 
tak  jak  z  im perium   angielskim ,  które  m usiało  dośw iadczyć,  że  zwycię­
stw o w stylu liberalistycznym nie jest już  zwycięstwem.  W yjaśnia to,  że 
robotnicy  i nacjonaliści siedzą w więzieniach,  podczas  gdy na zewnątrz 
trium fuje  w ładztw o  m iernot.  D ochodzi  do  tego,  że  kanalia  w  swoich 
szm atław cach,  których  styl  coraz  to  bardziej  dopasow uje  się  do  sm aku 
alfonsów , waży się w ydaw ać sądy o ludziach, którzy w olą raczej umrzeć 
niż żyć w  takich układach.  Ożyw ia się tylko podczas w ielkich w zbudza­
jących  sensację  procesów   -   gdy  jest  w  stanie  się  odzw ierciedlić  dzięki 
bagiennym  św iatłom  mechanistycznej  psychologii we własnym  gównie. 
Trzeba wyczekiwać dnia, gdy chlorek w apnia straw i ciało tych m ętów  aż 
po  kości,  aby proces  ich zniszczenia przynajmniej  nie  nękał tchnieniem 

zgnilizny.

Z anim   now a  robotniczość  będzie  w  stanie  reprezentow ać  naród, 

musi ona przez wewnętrzne oczyszczenie zyskać jednolity charakter, który 
nada kierunek politycznej  w oli i zapew ni jej respekt.  N iezależnie od ro ­
dzaju  celów,  nie  m oże  ona  zrezygnow ać  w  trakcie  w łasnego  urzeczy­
w istniania z mocy właściwej w spólnotom  opartym  na więzach krwi. Pro­
gram y  są  bez  znaczenia,  gdy  nie  m a  serc,  które  dla  nich  biją.  To  jest 
w iara  bojow nika,  który  wie,  że  „d o b ra  w ojna  uśw ięca  każdą  spraw ę” . 
Bojow nik  w  tym  czasie  wciąż  szuka  więzi  z  robotnikiem ,  gdyż  w  nim 
dostrzega jedynego w ojow niczego brata, na hałdach szlaki tych w ypalo­
nych  czasów,  czując  się  z  nim  związanym  przez  gorzką  nienawiść  do 
tych, których ten czas satysfakcjonuje.

D opiero now a robotniczość stw orzy form y i m ożliw ości dla now e­

go typu bojow nika. N iezależnie  od tego, jakie te  form y będą:  w równie 
małym  stopniu  będą  odpow iadały  form om   pow szechnego  obow iązku 
obrony, co przedstaw icielstw a robotnika w parlam entach burżuazji. Przy­
szłość  m a zbyt ciasne, jak i zbyt szerokie  ramy.  O d czasu  Spenglera roz­
pow szechnił się  pogląd  o  nadciągającej  erze  w ojsk najemnych.  N ie  p o ­
dzielam y  tego  m niem ania  i  dziś  już  widzimy  zarów no  w   niemieckiej 
reichsw erze, jak i w kadrach armii francuskiej w ojska zaw odow e, ale nie 
najemne.  Z  pew nością opanow anie  coraz to bardziej  skom plikow anej  i 
m orderczej  techniki  w ym aga  do  w alki  takich  ludzi,  którzy  w yrastają 
daleko  ponad  przeciętność;  i  już  choćby  to  musi  skutkow ać  coraz  to 

ostrzejszą  selekcją.  W   tej  samej  mierze  narasta  jednak  z  drugiej  strony 
dynam iczne napięcie życia a tym sam ym  napięcie walki, która każdem u

background image

292

E R N ST JÜ N G E R

zjawisku w  obrębie wojennej w spólnoty próbuje nadać w artość bojow ą. 

Ten  fakt  staw ia  w ydajności  w spólnoty  takie  roszczenia,  które  -   m im o 
małych, nadzwyczaj dynamicznych arm ii -  dalece przew yższają wym ogi 
pow szechnego  obow iązku  obrony,  a których  opis niech pozostanie  d o ­
m eną przyszłych utopistów . Ja k o  że literacki gust dem okracji stopniow o 
zaczyna dostrzegać w ostatniej  w ojnie  opłacalną fabułę,  to w krótce  nie 
zabraknie nam także utopii; w ydaje mi się, że kartkow ałem  kiedyś kilka 
m asochistycznych opow ieści o nalotach lotniczych i w ojnach gazow ych 
tego rodzaju.

D la  tych  jednak,  dla  których  literatura  nie  jest  tak  w ażna,  istnieją 

inne  bitwy,  które  przede  w szystkim   należy  stoczyć.  D latego  należy  cie­
szyć się z tego, iż narodow a m łodzież odw raca się od frazesów, za spraw ą 
których związki żołnierzy wielkiej wojny zaciemniły rzeczywiste układy. 
N ie możemy służyć burżuazji jako pretorianie, którzy śpiewają wyświech­
tane  m elodie  ubiegłego  stulecia.  To  bowiem  m a  wspólnego  z  robotni­
kiem nowy rodzaj ludzki,  którego pow staw anie w ogniu w idzieliśmy i w
 

którego przyszłość wierzymy:  ob aj uznali przywództwo  warstwy,  której 
czas  losu  daw no ju ż  minął.  A  zatem   żw aw o,  do  dzieła,  miejcie  odw agę 
być tymi, którym i w rzeczyw istości jesteście:  robotnikam i i żołnierzam i 
stulecia,  które nastało już daw no!

(tłum. Wojciech Kunicki)