background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

The Mane Event 

Shelly Laurenston 

 

 

 

 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

Rozdział 3 

 

Dez  obudziła  się  klnąc.  Dzwonek  jej  cholernego  telefonu  kompletnie  rozproszył  

cudowny sen o Mace’ie, jej i jej kajdankach. 

 

Sięgnęła po jej komórkę na nocny stolik. Zrzuciła ją. Sięgnęła po nią i spadła z łóżka, 

uderzając przy tym w  jednego z jej psów. Wyszarpnęła telefon z pyska psa, wgramoliła się 
powrotem do swojego ciepłego i wygodnego łóżka. 

 

„MacDermont.” Dez wymamrotała do telefonu,  mając  na uwadze, że to może  być  z 

pracy. 

„Hej.” 

 

Dez  wyciągnęła  ręce  spod  siebie  kiedy  ten  głos  wdarł  się  do  jej  nieprzytomnego, 

zaspanego umysłu i ukryła twarz w poduszce. Mace i jego głos prześlizgnęli się po niej całej 
do jej łechtaczki i ją poruszyli. 

 

Dlaczego do cholery do niej dzwonił? Co sobie do cholery myślał? I poza tym, jak do 

cholery zdobył jej numer?

1

 No dobra. Zapomnijmy o tym ostatnim pytaniu. Prawdopodobnie 

sprawdził już wszystko od podszewki o niej do tej pory. W końcu ten człowiek był w SEAL. 

 

Nie  wiedząc  co  powiedzieć,  Dez  uderzyła  z  pierwszą  rzeczą,  która  wpadła  jej  do 

głowy. „Kto mówi?” 

 

Wywróciła  oczami.  Oh  te  błyskotliwe  frazy  wyszły  z  jej  ust.  Jesteś  taką  idiotką, 

MacDermont

 

„Tu Mace.” 

 

„Oh.”  Odpowiedziała  od  niechcenia  jakby  prawie  nie  doszła  na  samo  jego  ‘hej’. 

„Cześć  Mace.”  Użyła  ramienia,  żeby  przytrzymać  telefon,  przykryła  poduszką  usta  i 
wrzasnęła w nią. Po chwili, spokojnie powróciła do konwersacji. „Co tam?” 

 

Usłyszała jak się przeciąga. „Nic, tylko sprawdzam co u ciebie.” 

 

Zacisnęła jej oczy i nogi. Wzięła uspokajający oddech. „Oh, to słodkie.” 

 

„Jestem znany z bycia słodkim.” 

 

„Nie, nie jesteś.” 

 

Zaśmiał się miękko i przygryzła wargę, żeby nie wydać jęknięcia. 

Naprawdę…  czy  może  być  coś  lepszego  niż  chropowaty  głos  faceta  o  szóstej  rano?  Dez 
uważała,  że  nie.  A  Mace  miał  ten  głęboki  niski  głos.  Będzie  chyba  potrzebowała  jej 
wibratora. Musi tu gdzieś być

                                                             

1

 Trochę dużo tego cholera

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

 

„Masz rację, nie jestem.” Zapadła chwila ciszy, Dez zastanawiała się czy to wszystko 

co mieli do powiedzenia. Powinna była wiedzieć lepiej. „Właśnie wstałaś?” 

 

„Nie za bardzo. Jest szósta rano i nie muszę iść dziś do pracy. Więc, tak sobie leżę.” 

 

„Naprawdę?” Usłyszała jak jego ciało się poruszyło, szelest prześcieradła. Wyobraziła 

go sobie nago w łóżku. Zamknęła oczy. Musi przestać robić tak teraz. „Co masz na sobie?” 

 

O nie! Nie będą o tym rozmawiać. Nie zniosłaby tego. Cholera nie mogła znieść jego

„Chryste, Mace, nie prowadziliśmy takich rozmów od bardzo dawna.” 

 

„Tia, ale mając czternaście lat nie były zbyt ciekawe. Teraz jesteśmy dużo starsi.” 

 

„Nie przypominaj mi.” 

„Więc.” 

 

„Więc co?” 

 

„Co masz na sobie?” 

 

„Nie będę o tym dyskutować.” 

 

„Jesteś naga?” 

 

„Nie!”  Dez  przewróciła  oczami.  Dobry  Boże,  mężczyzna  potrafi  być  wytrwały. 

„Niechlujny top i workowate spodnie.” 

 

„Majtki?” 

 

Oczyszczając gardło. „Nie.” 

 

Zamruczał.  A  przynajmniej  tak  to  zabrzmiało.  Mruczenie.  Nie  pamiętał,  żeby 

wcześniej mruczał. 

 

„Czy ty… ty właśnie zamruczałeś?” 

„Tak. Właśnie myślę o tobie bez bielizny.” 

„Jezu, Mace. Wykończysz mnie.” 

„Czy to sprawia, że robisz się mokra?” 

„Mason Llewellyn! Nie będziemy prowadzić tej rozmowy.” 

„Dlaczego?” 

„Uh, mam nadzieję na ewentualne aresztowanie twojej siostry za morderstwo.” 

„Mam nadzieję, że aresztujesz moją siostrę za morderstwo.” 

„Oh.” 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

„Szukasz wymówki.” 

„Wcale nie.” 

„Masz twarde sutki?” 

„Mace!” 

„Daj  mi  coś.  Umieram  tu.”  Za  każdym  razem  w  chwili,  kiedy  odrobina  akcentu 

wypływała z ust, Mace nagle przypominał  jej, że urodził  się  i wychował w Nowym  Jorku,. 
Zazwyczaj zdarzało się to gdy był rozemocjonowany albo, jeśli dobrze pamięta ze szkolnych 
dni, właściwie napalony… 

Zacisnęła  zęby.  Nie  będzie  seksu  przez  telefon  z  gościem,  którego  nie  widziała  od 

ponad  dwudziestu  lat.  Nawet  ona  nie  była  tak  zdesperowana.  „Czego  ty  chcesz  ode  mnie, 
Mace?” 

Wtedy znowu było to mruczenie. Nisko z jego wnętrza. Pierwotne. „Wszystkiego.” 

Dez  zamknęła  oczy.  Dobra  odpowiedź.  Ale  również  zła.  Nie  miała  wszystkiego  do 

ofiarowania.  Była  gliną.  Urodzonym  gliną  jeśli  zapytać  jej  tatę.  To  jedyna  rzecz,  która 
sprawia, że jest naprawdę szczęśliwa. Jedyna którą wykonywała naprawdę dobrze. Nie mogła 
tego zostawić dla Mace’a. Nie mogła tego zostawić dla nikogo. 

„Tak nagle ucichłaś. Co się stało?” 

Dez westchnęła. „Myślę o cenie,  jaką płacę  za  bycie  sobą.” Mace cmoknął.  „Co cię 

tak śmieszy, Llewellyn?” 

„Ty. Nie zmieniłaś się ani cholerną odrobinę.” 

„Żartujesz sobie? Nie jestem już tą osobą, którą kiedyś znałeś.” 

„Nie. Jesteś osobą, którą zawsze wiedziałem, że jesteś.” 

Dez podciągnęła się do pozycji siedzącej. „Ach tak, i co tak z głębi siebie, co myślisz, 

że wiesz o mnie teraz?” 

„To  proste.  Myślisz,  że    nie  zostawisz  bycia  gliną  dla  mnie  ani  innego  mężczyzny, 

prawda?” 

Dez  odłożyła  na  bok  telefon  i  się  skrzywiała.  Miała  wrażenie  obejmującego  ją 

pragnienia ucieczki z pokoju z krzykiem. Zapomniała, że Mace robił jej to zawsze. Że widział 
to czego inni nie dostrzegali. Czego nikt inny nie chciał widzieć. Czasem włączając w to jej 
rodzinę. 

„Podnieś telefon, Dez.” 

Potrząsnęła głową. To nie wideo-rozmowa idiotko

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

„Mogę usłyszeć, że oddychasz, więc podnieś telefon- teraz.” 

Wzięła telefon i przyłożyła do ucha. „Jak ty…? Kiedy ty…?” 

„Wyjdź ze mną na obiad, Dez.” 

„Nie ma mowy!” Nie będzie randkować z Rasputinem w najbliższym czasie. 

„Albo  pójdziesz  ze  mną  na  miły,  normalny  obiad  albo  przyjdę  tam…  i  kto  wie  co 

jeszcze ci powiem o tobie.” 

Czy to będzie przed czy po tym  jak  jej psy rozerwą  mu ramię?  Albo go przeleci  na 

ganku? Wiecie… takie tam. 

„To jest…” 

„Szantaż.  Tak.  Wiem.  Jestem  bogatym,  białym  samcem  nie  bojącym  się  użyć  mocy 

swojej  pozycji.”  Przewróciła  oczami,  wyobrażając  sobie  uśmiech  Mace  jak  spełnia  swoją 
gównianą groźbę. „Więc wyjdź ze mną. Tylko obiad. Obiecuję.” 

„Mace…” 

„Wyjdź  ze  mną,  Dez.”  Jego  głos  się  jeszcze  obniżył.  Jak?  „Wyjdź  ze  mną  dzisiaj. 

Proszę?” 

To ‘proszę’ zwaliło ją z nóg. Nie przypominała sobie, żeby Mace kiedykolwiek o coś 

prosił,  oprócz  soli  i  ketchupu.  I  to  tylko  z  grzeczności.  Teraz  nie  był  grzeczny.  Facet 
praktycznie błagał. Pomyślała o tym przez moment. Miała kogoś takiego jak Mace Llewellyn 
błagającego ją by z nim wyjść? Czy piekło zamarzło? Czy świnie zaczęły latać? 

Wypuściła  urywany  oddech  i  wiedziała,  że  Mace  to  usłyszał.  Zamykając  oczy, 

zastanawiała się jak ogromny może się okazać tan błąd. 

„Okej, wyjdę z tobą.” 

„Dobrze.” 

„Ale tylko obiad. Nie miej żadnych stukniętych, niedojrzałych pomysłów.” 

„Kto? Ja?” 

„Kiedy i gdzie?” 

„O ósmej. Ty wybierasz miejsce. Gdziekolwiek zechcesz.” 

„Gdziekolwiek? Wiesz, mam bardzo drogi gust jeśli ktoś inny płaci.” 

„Każde miejsce.” 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

„Okej.  Więc,  słyszałam,  że  otworzyli  steakhouse  Van  Holtz  w  Village.”  Kolejna 

długa, raczej ogłuszająca pauza. „Jest jakiś problem, Mace? Troszkę poza twoim poziomem 
cen, może?” 

„Mądrala, i nie. To nie problem.” 

„Nie jesteś wegetarianinem lub coś, prawda?” 

Mace prawie histerycznie się roześmiał jak dla niej wydawało się zbyt przesadnie by 

to zignorować. „Więc jak?” 

Oczyścił  gardło.  „Okej.  W  porządku.  Chcesz  Van  Holtzów?  Pójdziemy  do  Van 

Holtzów.” 

„Jezu, Mace, nie każe ci wybierać partii politycznej teraz.” 

„Równie dobrze mogłabyś.” 

„Co?” 

„Nic. Więc ósma, w Village, przed restauracją Van Holtzów. Pasuje ci?” 

„Idealnie. Muszę zrobić jakieś zakupy. Więc, do zobaczenia na miejscu, okej?” 

„Tak… więc…yyy, czy twoje sutki stwardniały?” 

„Do widzenia, Mace.” 

Zatrzasnęła telefon. To jest wielki błąd

Dez  wzdrygnęła  się  kiedy  jej  telefon  znów  zadzwonił.    Otworzyła  go.    „Nie 

zamierzam ci powiedzieć czy moje sutki są twarde.” 

„To  dobrze.  Bo  naprawdę  nie  chcę  tego  wiedzieć,”  zabrzmiał  kobiecy  głos,  którego 

Dez nie rozpoznała. 

„Kto do cholery mówi?” 

„Czy to detektyw MacDermont?” 

„A  kto  pyta?”  potrząsnęła  głową.  Pojawiła  się  Dez  z  Bronxu.  Myślała,  że  ją 

pochowała…  

„Słuchaj, mam pewne informacje.  O Aleksandrze Petrov’ie.” Usiadła trochę prościej. 

Prawda, odsunięcie jej od tej sprawy sprawia, że ta konwersacja jest nieodpowiednia, ale po 
co odstraszać potencjalnego rozmówcę niepotrzebną informacją? 

„Okej.” 

„Możesz się ze mną spotkać?” 

„Gdzie?” 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

The Chapel. O jedenastej trzydzieści.” 

The Chapel. Modny klub w Village, nie  mogła  nawet mieć  nadziei, że  ją wpuszczą. 

„Nie ma innego miejsca, gdzie mogłybyśmy się…” 

Kobieta się wcięła. „Ja tam będę. Nie będziesz miała problemu z wejściem.” 

„Pracujesz tam?” 

Dez czekała dłuższą chwilę. Przez moment myślała, że kobieta się rozłączyła. „Moja 

rodzina jest właścicielem.” 

Dez przygryzła wnętrze ust by powstrzymać się przed powiedzeniem czegoś głupiego. 

Efektywna technika, której nauczała się wiele lat temu. „Więc jesteś Brutale?” 

„Tak. Gina Brutale. Spotkajmy się tam o jedenastej trzydzieści. Powiedz facetowi przy 

drzwiach, że jesteś tam, żeby się ze mną spotkać. Podaj mu swoje nazwisko, ale nie mów, że 
jesteś detektywem… i postaraj się nie wyglądać jak glina.” Brutale się rozłączyła. 

Dez  zatrzasnęła  telefon  i  spojrzała  na  zegarek  na  stoliku  nocnym.6  45.  Dobrze  się 

składa. Obiad z Mace’m o ósmej. Obowiązki z pracy o jedenastej trzydzieści powstrzymają ją 
przed  zrobieniem  czegoś  głupiego.  Jak  wróceniem  do  pokoju  hotelowego  Mace’a  albo 
robótkami ręcznymi z nim w restauracyjnej łazience. Wiecie… takie tam. 

 

Mace  obrócił  się  na  łóżku  king-size  i  ukrył  twarz  w  poduszce.  Głoś  tej  kobiety  go 

wykończy. Wiedza, jak brzmi zaraz po przebudzeniu, spowodowała, że jego fiut zmienił się w 
ołowianą rurę. Nie mógł się doczekać kiedy tego doświadczy. Pobudka z Dez warczącą obok. 
Będzie tego doświadczał. Czekał na to zbyt długo. Na nią. Ona po prostu nie miała pojęcia jak 
na niego działa. Nigdy nie miała. 

Mace zasnął ponownie, śniąc o nim i Dez. 

I kajdankach Dez… 

 

Dez stała obok swojego partnera i czekali na lekarza sądowego. 

„Nie zapominaj, MacDremont, że cię tu nie ma.” 

„Nie. Właśnie teraz śpiewam kolędy.” 

„Nie przeginajmy.” 

John  Michaels,  jeden  z  najlepszych  lekarzy  sądowych  w  tym  mieście,  popchnął  i 

otworzył podwójne drzwi. „Dobrze, jesteście obydwoje.” Wskazał na nich i weszli za nim do 
środka. Ciało Aleksandra Petrova leżało nagie na metalowym stole. 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

„Chciałem  wam  dwojgu  coś  pokazać.  Tutaj.”  Wskazał  na  gardło  mężczyzny  i 

obydwoje Dez i Bukowski przybliżyli się, żeby obejrzeć okolicę gardła. 

„Co to jest?” 

„Ślady pazurów.” 

Dez zmarszczył brwi. „Psich?” 

„Okropnie wielkie pazury jak na psa, moim zdaniem. Plus coś jest nie tak.” 

„Co masz na myśli?” 

Przywołał ją i Dez podeszła stanęła przed nim. 

„Jeśli to zwierze by wbiło pazury w jego gardło, znaleźlibyśmy trzy lub cztery ślady 

draśnięć.”  Pokazał  na  boku  karku  Dez.  „Albo  tu.”  Pokazał  na  drugi  bok.  „Lub  w  obydwu 
stron.” 

„Okej.” 

„Ale to co jest na tej ofierze jest całkiem inne.” 

„Jak co?” 

„Są zadrapania na jego gardle. Cztery znaki pazurów na lewej stronie szyi i cztery na 

prawej.  Co  mogłoby  być  tym…”  Zawinął  długie  palce  wokół  jej  szyi.  Cztery  na  jednej 
stronie. Kciuk na drugiej. „teraz odepchnij się ode mnie, detektywie.” Dez tak zrobiła, i palce 
Michaelsa boleśnie zadrapały jej ciało. 

Dwójka spojrzała na siebie. „Ja pierdolę.” 

Bukowski stanął koło nich. „Nie pojmuję. Co przegapiłem?” 

Dez spojrzała na partnera. „Ile znasz zwierząt, mających kciuk?” 

 

Dez  i  Bukowski  stanęli  na  rogu  ulicy  i  założyła  rękawiczki.  Jak  tylko  Bukowski 

wyciągnął jedno z jego rzadkich cygar, wiedziała, że jest przerażony. „Co z tobą?” 

„Czy to cię wszystko nie przeraża do reszty?” 

„Nie.”  Dez  potrząsnęła  głową.  „Prawdziwa  układanka  do  ułożenia.  Żyję  dla  takich 

spraw.  Poza  tym,  to  prawdopodobnie    jakiś  ekscentryk  noszący  rękawice  z  pazurami,  albo 
coś.” 

Bukowski uśmiechnął się. „Jesteś dziwakiem, MacDermont.” 

„Moje siostry mi to ciągle przypominają.” 

„Gdzie się teraz wybierasz?” 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

 

Dez  wyciągnęła  notes  z tylnej  kieszeni  i  sprawdziła  listę.  „Zakupy  dla  rodzinki…  to 

będzie zabawne. Muszę zamówić też to ciasto. Obiad z  Mace’m i spotkanie z Giną Brutale.” 

„Gina Brutale? Dlaczego się z nią spotykasz?” 

„Mówiła, że ma informacje o Petrovie.” 

 „Dez nie powinnaś się spotykać z informatorami. Nie powinno cię tu być.” 

„Zadzwoniła  bezpośrednio  do  mnie.  Jeśli  pojawiłbyś  się  ty  zamiast  mnie,  nie 

dowiedzielibyśmy  się  niczego.  Nie  martw  się  jeśli  dowiem  się  czegoś  soczystego,  upewnię 
się, żebyś o tym wiedział, okej? 

 „Bądź ostrożna. Ci Brutale to niezbyt przyjemni ludzie.” 

„Wiem. Wiem. Nie trzeba mi dwa razy powtarzać.” 

„I nie myśl sobie, że ta gówniana sprawa z Llewellynem uszła mojej uwadze. Co masz 

na myśli, mówiąc, że idziesz na z nim obiad?” 

Cholera. Naprawdę myślała, że jej się z tym udało. 

„Zadzwonił do mnie dziś rano i mnie zaprosił. Ponownie.” 

„I się zgodziłaś? Nawaliłaś się, czy co?” 

„Nie,  od  lat.  I  nie  widzę  problemu.  Mace  Llewellyn  jest  moim  starym  znajomym. 

Zjemy razem obiad. Nic więcej.” 

„Widziałem  jak  na  ciebie  patrzy,  Dez.  Ten  facet  ma  na  myśli  coś  więcej  niż  tylko 

obiad.” 

„Nie będę więcej o tym dyskutowała. Muszę się spotkać na kawie z chłopakami.” 

„Zapytaj więc ich. Oni ci powiedzą. Llewellyn chce jednego od ciebie.” 

„Pa.” Odeszła, ale wciąż słyszała Bukowskiego krzyczącego za nią. 

„Jutro do ciebie zadzwonię. Lepiej, żebyś odebrała, bo wpadnę do ciebie!” 

Czemu każdy mężczyzna nalegał, by stać się jej starszym bratem? Miała dwie siostry. 

Wystarczy jak na rodzeństwo. Nie chciała brata. 

Zabawne,  miała  wrażenie,  że  nie  ważne  co  czuł  co  niej  Mace,  nie  była  to  braterska 

miłość. 

 

Mace  opadł  na  kanapę  w  swoim  hotelowym  pokoju,  ręce  miał  za  głową,  nogi 

wyciągnięte przed nim. Jego koszulka i długie spodnie przyklejone do jego spoconego ciała. 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

10 

 

Myślał, że pozbędzie się Dez ze swojego umysłu, przynajmniej na kilka godzin, na hotelowej 
siłowni. Ale każda mijająca sekunda zbliżała go do spotkania z nią. Ta myśl zwilżyła mu usta. 

Myślał, że obsesja  na  jej punkcie spadła z  listy  już wcześniej. Mylił się. To było  jej 

wyobrażenie, bez wiedzy  jak bardzo się zmieniła. Mógł sobie wyobrazić co chciał, ale jego 
podświadomość  wiedziała,  że  będzie  inną  osobą.  Leniwa.  Zła.  Wredna.  Mogła  być  taka. 
Zamiast tego rozkwitła. Kto by pomyślał, że bycie gliną może kogoś uszczęśliwić? 

Ta  przerażona  mała  dziewczynka,  która  chowała  się  za  swoimi  książkami?  Silna, 

pewna siebie kobieta ze snów Mace’a ją zastąpiła. Wcześniej ją okłamał. Zawsze wiedział, że 
ta  kobieta  po  cichu  żyje  w  Dez.  Zawsze  miał  nadzieję,  że  to  on  ją  wydostanie  na 
powierzchnie. Ale bazując na tym czego się dowiedział od Wattsa, odnalazła pewność siebie 
podczas pobytu w korpusie Marines jako sierżant. 

Dez wciąż jest ostrożna w stosunku do niego, pomyślał. Nic zaskakującego. Według 

Wattsa,  jej  rozwód  był  krwawy.  Jej  ex  wystąpił  z  pozwem,  ale  potem  stał  się  pozwanym. 
Małżeństwo trwało  dopóki  była  w  Marines  ale  najwyraźniej  nie  było  satysfakcjonujące  dla 
obu stron. Od tamtej pory nie chodziła za dużo na randki, i nie miała poważnego związku. 

Do teraz. 

Mace miał bardzo poważne zamiary w stosunku do tej kobiety. Jego uczucia do niej 

żyły w innym wszechświecie, wszystkie razem. 

Dusza tej kobiety go wzywała. Ciągle sobie wyobrażał, jakby to było poczuć jej ciało 

pod sobą. Jak brzmiałby jej głos, kiedy by dochodziła. Czy zdarłaby skórę z jego pleców, czy 
tylko zostawiła zadrapania? Czy gryzie? Albo może lubi być gryziona. Czy jej cipka smakuje 
słodko? 

Czy lekko słono? I czy ma coś przeciwko noszeniu jej? 

Mace  warknął  i  rozejrzał  się  po  hotelowym  pokoju  zerknął  na  zegarek  na  stoliku. 

Wciąż miał kilka godzin zanim ją znów zobaczy. 

Smitty zabrał swoją watahę na długi lunch w śródmieściu. Mace spojrzał w kierunku 

łazienki. Nie. Jego fiut był za twardy by mógł pójść pod prysznic. 

Sięgnął  do  swoich  przepoconych  majtek,  uwalniając  jego  fiuta.  Przejechał  ręką  po 

twardej długości, niezwłocznie wyobrażając sobie Dez. Teraz nie była jakąś mglistą fantazją, 
którą  sobie  wyobraził.  Wiedział  dokładnie  jak  dorosła  Dez  wygląda,  co  właściwie 
spowodowało,  że  stwardniał.  Mace  wszedł  w  jedną  ze  standardowych  fantazji  o  Dez,  tę  w 
której całowali się godzinami. Właściwie ta fantazja nie zasługiwała na penthausa, ale wciąż 
plasowała się jako jedna z najlepszych. Ma takie cudowne usta, że mógłby spędzić całe życie 
całując te usta. Właściwie miał w planie tak zrobić, dosłownie. 

Jedno  spotkanie  z  nią  i  Dez  stała  się  jego  częścią.  Zainfekowała  jego  krew.  Mógł 

poczuć  jej  zapach.  Prawie  poczuł  dotyk  jej  skóry.  Ten  głos,  pomyślał.  Ten  cholernie  boski 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

11 

 

głos  zaprowadził  go  na  krawędź.  Zawsze  tak  było.  Jego  orgazm  przeszedł  przez  niego  i 
wywarczał imię Dez, kiedy jego sperma rozlała się po jego ręce. 

Mace się zrelaksował na poduszce. Ta kobieta mnie wykończy

Dez  poszła  do  stolika  na  zewnątrz  kawiarni.  Nic  dziwnego  nie  byli  sami.  Cztery 

zniewalające  kobiety  dookoła  nich.  Vinny  złapał  jej  spojrzenie.  Ta  nuta  desperacji  w  tych 
pięknych błękitnych oczach wysyłała jej jasną wiadomość ‘pomóż, te kobiety zanudzą mnie 
na śmierć’. 

Więc nie mogła zostawić swoich kumpli obwieszonych. Poza tym, to będzie zabawne. 

Podeszła  do  grupy,  błyskając  odznaką.  „  Przepraszam  panie,  ale  jestem  tu  aby 

aresztować tych mężczyzn za homoseksualną prostytucję.” 

Grupa się na nią zagapiła. Skrzyżowała ramiona, co spowodowało cofnięcie się kurtki 

i ukazało broń przypiętą do boku. „Zacznijcie ruszać te tyłki panie albo zacznę strzelać.” 

Zajęło  im  mniej  niż  minutę  opuszczenie  ich  siedzeń.  Dez  oklapnęła  na  jedno  obok 

Jimmy’ego Cavanaugh i oparła swoje stopy o kolana Vinny’ego. „To było zabawne.” 

Vinny  zepchnął  stopy  Dez.    „Czemu  zawsze  jesteśmy  gejami  w  tych  scenariuszach, 

które tworzysz?” 

Uśmiechnęła się. „Bo to sprawia, że czujecie się niekomfortowo, idioci. A ja właśnie 

po to żyję.” 

Dez zamówiła  sobie dużą  czarną kawę  i eklerka. Kiedy  kelner odszedł, spojrzała  na 

trzech  mężczyzn  siedzących  z  nią.  Trzech  jej  najbliższych  przyjaciół  od  czasu  wyjazdu  do 
Japonii.  Stali  się  przyjaciółmi  bo  wszyscy  byli  produktami  „Burroughs

2

”.  Vinny  Pentolli 

reprezentował Queens, Jimmy Cavanaugh Brooklin i Salvatore Ping-Wei był z Manhattanu. 
Ona reprezentowała Bronx.  

Byli  najtwardszymi  oficerami  jakich  znała.  Nie  chwytali  się  gówna  ale  byli  w 

porządku.  A  ona  stała  się  tym  przerażającym  treserem  psów,  bo  miała  ‘Baby’.  Nikt  nie 
zadzierał z Baby. Nikt nie podchodził blisko do Baby. Nikt nie spoglądał Baby w oczy. Nikt 
oprócz jej. Dez zasłużyła sobie na ich szacunek przez wprawne zajęcie się czterema pijanymi 
żołnierzami w trzeci dzień jej służby. Nie było to trudne, kiedy Baby miała gardło jednego z 
nich w zębach. 

Wszyscy  czworo  służyli  razem  przez  rok,  póki  nie  przeniesiono  ich  do  innych  baz. 

Dez została w Marines po tym tylko dwa lata. Potem powróciła do miasta jej narodzin i stała 
się  tym,  kim  zawsze  marzyła,  że  będzie.  Gliną  z  Nowego  Jorku.  Pięć  lat  temu  weszła  do 
ulubionego  irlandzkiego baru w  sam  środek walki ona  i  jej  partner w porę przerwali  Bujkę 

                                                             

2

 Według ling.pl: United States novelist and author of the Tarzan stories (1875-1950), United States inventor 

who patented the first practical adding machine (1855-1898), United States writer noted for his works 
portraying the life of drug addicts (1914-1997); według mnie określenie grupy ludzi która reprezentuje różne 
środowiska, sądząc po dalszym opisie , przekrój przez społeczeostwo; 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

12 

 

mimo  iż  byli  po  pracy.  Kiedy  sztuczny  dym  opadł  stanęła  twarzą  w  twarz  ze  swoją 
przeszłością.  

Podobnie jak wczoraj kiedy spotkała się po latach z Mace’m. Tylko, że z nimi chciała 

jedyni usiąść przy piwie i powspominać. Z Mace’m, nie chciała robić nic innego jak usiąść 
mu na twarzy. 

„Wyglądasz dziś bardzo ładnie.” 

Z wszystkich osób, które spodziewała się, że zauważą jej dekolt, który miała z myślą o 

obiedzie z Mace’m, Sal był ostatni. Zawsze wydawało się, że nie zwracał na nic uwagi, jakby 
żył  we  własnym  świecie.  Wtedy,  kilka  miesięcy  temu  albo  coś  koło  tego,  zaskoczył  ją 
pokazując, że nic nie umknęło jego uwadze. 

„Masz  rację.”  Vinny  się  zgodził.  „Ma  na  sobie  swoje  świetne  czarne  jeansy  nisko 

wycięty zdzirowaty top.” Spojrzała na Vinny’ego. 

„Pokazując, że ma czym oddychać.” Niepotrzebnie dodał Jimmy. 

„Nie prawda!” 

Trzech facetów zaśmiało się, kiedy twarz Dez się zaczerwieniła. 

„Więc o co chodzi MacDermont? Wiem, że nie ubrałaś się tak dla nas. Nienawidzisz 

ego  okresu,  nie  czujesz  Świąt.  I  nie  jesteś  w  pracy  odkąd  zadarłaś  z  bogatymi  i 
wpływowymi.” 

Dez odczekała, aż kelner zostawił jej kawę i odszedł. „Więc… mam dzisiaj randkę.” 

Sposób w jaki się na nią gapili odebrał jak obrazę. „Nie kłamię.” 

„Nie, ale masz złudzenia?” 

„Pocałuj się!” 

„CO?”  wszyscy  troje  cofnęli  się  a  ona  w  duchu  warczała  na  pyskatą  dziewczynę  z 

Bronxu, którą była. Cholerny Mace

Vinny  podniósł  ręce  do  góry  w  geście  kapitulacji.  „Uspokój  się  kobieto.  Wiesz,  że 

żartowaliśmy.” 

„Wcale nie, i zapłacicie za mojego eklerka.” 

Jimmy gapił się na Dez i wiedziała dlaczego nie  spędza dużo czasu samotnie. Miała 

naprawdę najwspanialszych facetów za przyjaciół. Pomimo to, byli trochę… inni. Sal żył we 
własnym świecie. Vinny wywindował bycie egoistyczną świnią na całkiem nowy poziom.  A 
Jimmy  wydawał  się  być  zawsze  wkurzony.  Nigdy  nie  widziała  go  uśmiechającego  się  do 
kogoś  innego  niż  oni.  Prawdopodobnie  wyszedł  z  łona  matki  z  tą  miną  permanentnie 
przyklejoną do jego wspaniałej twarzy. Czasem zastanawiała się, czy uśmiech może być dla 
niego bolesny. 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

13 

 

„Więc kim on jest?” 

„Właściwie to mój stary przyjaciel, właśnie wrócił do miasta.” Siorbnęła kawę, potem 

powiedziała gapiąc się w filiżankę. „Jest Navy.” 

Dez uchyliła się przed zwiniętymi w kulki serwetkami rzuconymi w nią.  

„Nie masz wstydu?” Zapytał Jimmy. 

„Oh, zamknij się.” 

Mężczyzna wziął kawałek jej eklera. „Więc kim jest ten gość?” 

Dez  głośno  przełknęła  i  odpowiedziała  na  pytanie  Jimmy’ego.  „Uh…  Mace 

Llewellyn.” 

Cisza, która zapadła była… bolesna. Dez nie mogła tego znieść dłużej. „CO?” 

Vinny  ledwie  powstrzymał  śmiech.  „Oczekujesz,  że  uwierzymy,  że  spotykasz  się  z  

Llewellynem?” 

„Nie spotykam się z nim. Chodziliśmy razem do szkoły. Mówiłam wam o nim.” 

„Chodziłaś do szkoły z Llewellynem?” 

„No…” Jimmy się wtrącił, „ja chodziłem do szkoły z Rockefellerem. Z Rokefellerów 

z Brooklinu.” 

Dez opuściła wzrok na jej pusty talerz. Kompletnie pochłonęli jej eklera. Westchnęła. 

Oczywiście,  że  jej  nie  wierzyli.  Czemu  niby  ktokolwiek  miałby  myśleć,  że  MacDermont 
znała,  tym  bardziej  szła  na  randkę  z  Llewellynem?  A  zwłaszcza  takim  smakowitym  jak 
Mace? 

„Ona  nam  mówiła  o  nim.  Chodzili  do  Cathedral  School  razem.  On  był  jej  pierwszą 

miłością.  Słodki  mały  chłopak,  który  nie  mógł  poradzić  sobie  z  włosami.”  Cała  trójka 
zagapiła się na Sala. „Co?” 

Dez odstawiła pusty talerz. „Zawsze jestem zaskoczona, kiedy zdaję sobie sprawę, że 

właściwie mnie słuchałeś.” 

„Słucham,  tylko  nie  odzywam  się  niepotrzebnie.”  Wzruszył  ramionami.  „Wydawało 

mi się, że teraz było potrzebne.” 

Jimmy powrotem oparł się  i Dez przyglądała się kiedy pęknie krzesło.  Wszystkie te 

muskuły  na  nim  wyglądały  wręcz  nieludzko.  Nie  każde  krzesło  to  wytrzymywało.  „Nie 
jestem pewien czy mi pasuje, że umawiasz się z Llewellynem.” 

Zaskoczona, Dez spojrzała na przyjaciela. Nie pasuje mu

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

14 

 

„Zgadzam  się  z  tobą  Jim.  Nie  jestem  pewien  czy  powinnaś  w  to  brnąć.”  Teraz  Dez 

skierowała wzrok na Vinny’ego. 

„Czy obydwoje straciliście rozum?” 

„Mam na myśli, kim jest ten gość?” 

„I kiedy właściwie był ostatni raz kiedy go widziałaś?” 

„Wiecie co, spodziewałam się tego gówna po Bukowskim, ale nie po was chłopaki.” 

„Bukowskiemu też to nie leży, co? 

„Ta rozmowa” Dez położyła ręce na stół. „jest skończona.” 

„Bądź ostrożna, Dez.” Jimmy dodał szczerze. 

„I nie śpij z nim pierwszej nocy.” Vinny ostrzegł. „Wiemy jaką zdzirą możesz być.” 

Dez obróciła się do Sala. „Chcesz coś dodać do tych gówien?” 

„Tak.” Sal spojrzał w dół ze stropu na który się gapił. „Bazując na strukturze budynku, 

jeśli przesuniemy ten słup tam, możemy zniszczyć cały blok.” 

Dez westchnęła. 

 

Mace  usiadł  obok  Smitty’ego  i  patrzył  na  niego.  „Możesz  wyjaśnić  jeszcze  raz 

dlaczego tutaj jesteśmy?” 

„Bo moja siostra chciała wpaść do Macy’s. zobaczyć wszystkie świąteczne pierdółki. 

Niektórzy ludzie naprawdę lubią ta Święta, Mace.” 

„Rozumiem dlaczego jesteśmy w Macy’s. nie rozumiem dlaczego jesteśmy na dziale 

bielizny Macy’s.” to na pewno nie pomagało w jego sytuacji. Ciągle wyobrażał sobie Dez w 
różnych  majtkach  i  stanikach  z  manekinów.  To  po  prostu  nie  sprawiało,  że  kolacja  będzie 
łatwiejsza, jeśli pójdzie z jego stwardniałym wackiem. 

„Myślisz, że mi to pasuje?” Smitty potrząsnął głową. „Wolałbym raczej podróżować 

jelonkiem  bambo  przez  las  niż  myśleć  o  mojej  siostrze  w  którejkolwiek  z  tych…  rzeczy.” 
Warknął. „I lepiej, żeby wybrała sobie coś flanelowego.” 

„Ta, jasne.” Smitty zawsze chciał wierzyć, że jego młodsza siostrzyczka przypomina 

jakąś nietkniętą dziewicę. W wieku dwudziestu dziewięciu lat i słodkości jaką w sobie miała, 
Mace w to wątpił.  

„Muszę cię uświadomić, że kobiety-wilki są bardzo za flanelą.” 

„Nie wilczyce, które ja znam.” 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

15 

 

Zaskoczony Smitty zwrócił się do Mace’a, który się uśmiechał i wzruszył ramionami. 

Smitty naprawdę myślał, że wie o nim wszystko, prawda? Głupi szczeniak.  

„Co  mogę  powiedzieć?  Jestem  facetem.  Były  trzy  zdrowe  kobiety.  Były  Filipiny. 

Dodaj do siebie.” 

„I po tym wszystkim myślisz, że możesz ustatkować się z jedną kobietą? W dodatku 

ludzką?” 

„Oczywiście, że mogę.” Mace się wyszczerzył. „Bo to jest Dez.” 

„Poznałem ją, Mace. Jest miłą dziewczyną i w ogóle, ale nie pojmuję tego.” 

„Dobrze i niech tak zostanie.” 

Smitty cmoknął. „Człowieku, ale wpadłeś.” 

„Wiem.”  Wstał.  „Lepiej  powiedz  siostrze,  żeby  się  ruszyła.  Muszę  niedługo  być  w 

śródmieściu i nie zamierzam się tam spóźnić.” 

Mace  powędrował  głębiej,  żeby  pooglądać  bieliznę.  Zastanawiał  się  kiedy  on  i  Dez 

będą  na  etapie  ’możesz  kupić  mi  bieliznę  kochanie’.  Miał  nadzieję  że  jutro.  Jednak  musiał 
przyznać, że chyb trochę z bardzo się nakręca. 

A  może  obiad  będzie  dowodem  na  to,  że  w  końcu  się  zmieniła.  Raczej  wolałby 

zanurzyć rękę w otwartym ogniu niż spędzić kolejną sekundę bez niej. To by zdecydowanie 
ułatwiło sprawy odkąd stała się cholernie trudna w tym wszystkim.  

Mace właśnie minął sekcję ze stanikami, na które zaczął się ślinić kiedy ją zobaczył. 

Wyglądająca pięknie  i  seksownie –  i  zdesperowane. Rozmawiała  z  jakimś  niskim kolesiem 
bez  karku.  Właściwie,  facet  bez  karku  ciągle  gadał.  Dez  wyglądała  na  uwięzioną.  Kiwała, 
jakby  słuchała  i  oczami  szukała  kogo,  kto  by  ją  ocalił.  W  pewnym  momencie  ich  oczy  się 
spotkały  i Mace praktycznie mógł usłyszeć jej krzyk o pomoc. Zdał sobie sprawę jak wiele 
pamiętała z ich znajomości, gdy zobaczył ruch jakiego nie widział od dwudziestu lat. 

Dez  przejechała  rękami  po  jej  pięknych  kasztanowych  włosach,  wsadziła  palce  za 

uszy, objechała prawe ucho dookoła i subtelnie pociągnęła. 

To był ich znak. Ich ruch, który wykonywali kiedy Amber Kollerici zaganiała cię do 

konta dyskusją o zabawnym świecie szydełkowania lub kiedy Dominic Bannon zaciągał cię 
do rogu, grożąc rozkwaszeniem twarzy. Ich sekretny znak ‘wydostań mnie z tego, do kurwy 
nędzy!’ 

Z  uśmiechem,  którego  nawet  nie  starał  się  ukryć  ,  podniósł  stanik  i  majtki,  które 

oglądał  i  wskazał  na  nie. Podniósł  brew. Od razu to wyłapała.  Jeśli ci pomogę, będziesz to 
nosiła
… 

Podrapała  się  po  czole  palcem.  Środkowym  palcem.  Roześmiał  się  i  odszedł  by 

uratować jego damę w opałach. 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

16 

 

 

Czy świąteczne zakupy dla rodziny nie są wystarczająco beznadziejne, żeby dodawać 

do  nich  wpadnięcie  na  ex  męża?  Zwłaszcza,  że  wpadł  kupić  bieliznę  swojej  narzeczonej.  I 
wtedy zrobiła to znowu. Tą rzecz, której porozwodowa terapeutka zabraniała jej robić. 

Zapytała co u niego. 

Bo  Matt  by  jej  powiedział.  I  to  z  detalami.  I  zawsze  było  tragicznie.  Facet  zarabiał 

dodatkową kasę, mieszkał w najwytworniejszej części Manhattanu z jego gorącą zdzirowatą 
narzeczoną. Ale zawsze znalazł temat do narzekania, jeśli nie narzekał na wszystko.  

Mówił  już  od  dobrych  dwudziestu  minut  o  tym  jak  wszyscy  w  jego  firmie  go  nie 

znoszą. Oczywiste, że go nie znosili. Matt zrobił bycie dupkiem jako swoją wizytówką. Ale, 
oczywiście,  to  nie  mogło  być  przyczyną.  Oni  go  nie  rozumieli.  Byli  zazdrośni  o  jego 
błyskotliwość, albo o to, że mógł sobie co roku kupić nowy samochód. To na pewno nie było 
z powodu tego, że był dupkiem.  

Po  raz  trylionowy  odkąd  sobie  uświadomiła,  że  jej  małżeństwo  było  ogromnym 

błędem, Dez skopała się w myślach. Co ona sobie myślała? Że może właściwie on ją lubił? 
Że  chciał  z  nią  stworzyć  rodzinę?  Że  będzie  okej  z  jej  pracą?  Zadrżała,  myśląc  o  tych 
wszystkich argumentach z listy, zrobionej wieczorami i w wolnym czasie. 

Tia, to było za to, że próbowała udowodnić siostrom, że się mylą. Chciała im pokazać, 

że może mieć faceta. Że może być szczęśliwa. 

Idiotka

Nie  mogła  winić  nikogo,  oprócz  siebie.  Mimo  wszystko  nadal  musiała  jakoś  uciec. 

Ona po prostu nigdy nie wiedziała jak grzecznie skończyć te rozmowy. Nadal czuła się trochę 
odpowiedzialna  za  ich  rozejście.  Więc,  powiedzenie  mu,  żeby  się  odpierdolił,  nie  było 
możliwą opcją. 

Dez  rozejrzała  się.  Robiła  zakupy  dla  jej  sióstr  i  jej  szwagrów  gdy  znalazła  się  na 

dziale  bielizny  myśląc  o  Macie.  Nigdy  się  nie  martwiła  za  bardzo  o  bieliznę,  ale  miała  na 
sobie jej specjalną. Ciemno czerwony stanik i majteczki do kompletu.. pomimo, iż nie miała 
zamiaru pokazywać tego Macowi, nie mogła się zmusić do założenia jej zwyczajnej bielizny 
na tę konkretną okazję. 

Teraz,  oceniając  ile  wspaniałych  rzeczy  mogła  mieć,  złapała  się  na  rozmyślaniu  o 

rodzaju  brudnych  i  niemoralnych  rzeczy,  które  mogła  zrobić  Macowi  i,  które  Mace  mógł 
zrobić jej. Siostry zakonne miały rację. Nie była lepsza niż Maria Magdalena. 

„I  wiesz  jedynym  powodem  dlaczego  próbuje  udowodnić,  że  używam  firmowych 

pieniędzy do osiągnięcia prywatnych korzyści jest to, że mi zazdrości.” 

Dez ledwie powstrzymała ziewnięcie gdy poczuła czyjś wzrok na sobie. Intensywność 

tego  prawie  ją  sparaliżowała.  Prześlizgnęło  się  po  kręgosłupie  do  szyi.  Nie  było  to  niemiłe 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

17 

 

uczucie. Dalekie od tego. Rozejrzała się dookoła, łapiąc spojrzenie Mace’a. jedno spojrzenie 
w te złote oczy i całe jej ciało się ścisnęło. Prawie się skręcała. 

Dlaczego był w dziale bielizny nie miała pojęcia, ale zawsze będzie za to dozgonnie 

wdzięczna. 

Krzyczała w głowie do niego. Przynieś swoją dupę tu i mnie uratuj!  Mimo, że było to 

bezużyteczne. Pamiętała sygnały, którymi się porozumiewali w takich sytuacjach. Począwszy 
od ‘masz minutkę to wpadnij do mnie’, aż po ‘wydostań mnie z tego, do kurwy nędzy!’. 

Dez  naprawdę  miała  nadzieję,  że  używała  odpowiedniego.  Odeszła  by  od  zmysłów, 

gdyby było to’ spotkajmy się w przymierzalni za 20 minut pieprzmy się’. 

Zamiast ruszyć od razu w jej stronę, Mace podniósł komplet bielizny, w który nigdy 

nie próbowałaby się nawet wcisnąć. Czy on stracił rozum? Po jaką cholerę jej to pokazywał? 
Potem podniósł brwi na nią. 

Chryste!  Facet  był  obleśny.  Podrapała  się  środkowym  palcem  po  czole,  co  go 

rozśmieszyło. 

Szedł prosto do niej ,ale Mace nigdy nie szedł po prostu, on kroczył. Jakby była ofiarą. 

I  tym  razem  też  tak  było.  Kiedy  ruszył  w  jej  stronę  wpatrywał  się  w  jej  twarz,  kiedy  się 
zbliżył patrzył na jej usta. 

Jasna cholera! On chciał ją pocałować i wydawał się cholernie zdeterminowany. 

Przełknęła  ciężko.  Nie  wiedziała  co  zrobić.  Najwidoczniej  facet  chciał  wykorzystać 

jego przewagę nad nią w tej sytuacji. I najwyraźniej ona też tego chciała. 

Boże, ona też go pragnęła. 

Cały  czas  jej  ex  gadał.  Ale  ona  przestała  słychać.  Nie  mogła  nic  usłyszeć  poza  jej 

sercem  wyrywającym  się  z  piersi..  Nagle  Mace  tam  był.  Naprzeciwko  niej.  Głos  jej  ex 
roznosił  się  jeszcze  przez  około  30  sekund,  potem  ustał,  jako  że  nie  był  już  w  centrum 
zainteresowania. Zawsze tego nienawidził. Stąd rozwód. 

Ręka Mace’a owinęła się wokół jej talii i przyciągnął ją do swojego ciała. Jego głowa 

obniżyła  się do  jej.  Mace  miał  bujną czuprynę,  jeszcze wczoraj  mogłaby przysiąc  facet był 
niemal łysy. 

Jego usta były centymetry do jej. 

„Nawet  się  nie  waż,  Mace  Llewellyn,”  wyszeptała  w  desperacji.  Kiedy  jej  życie 

zaczęło się wymykać spod kontroli? Zawsze miała kontrolę. Albo chociaż jej iluzję. Ale Mace 
nie pozwolił jej mieć nawet tego. Nie jeśli mógł na to coś poradzić. 

„Ja  tylko  pomagam,  dziecinko.”  Odszepnął.  Wtedy  jego  ust  opadły  na  jej  i  nagle 

ogromny  dom  handlowy  Macy’s,  trzy  dni  przed  Świętami  Bożego  Narodzenia,  kompletnie 
opustoszał i ona i Mace byli jedynymi ludźmi w budynku. 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

18 

 

Tak się właśnie poczuła. Nie mogła myśleć o niczym innym niż jego ustach biorących 

jej. Jego język polizał jej dolną wargę i jak dzika słaba kobieta, którą była, otworzyła soje usta 
wystarczająco  by  odpowiedzieć  na  jego  żądanie.  Jego  język  wśliznął  się  do  środka  i 
instynktownie jej język spotkał się z jego. Czuła ostry cynamonowy smak i Mace’a. Obydwa 
smaki były wspaniałe. Nikt jej tak nigdy nie całował. Jakby brał ją na własność. 

Jej  ramiona  zaplotła  na  jego  szyi,  jego  wolna  ręka  znalazła  się  w  jej  włosach. 

Przycisnął  tył  jej  głowy  i  przytrzymał  podczas  swojego  wtargnięcia.  Nie  pozwalając  jej  się 
odsunąć-  jakby  w  ogóle  brała  to  pod  uwagę.  Nigdzie  się  nie  wybierała.  Nie  w  tej  chwili. 
Dawno  nie  była  tak  blisko  z  facetem.  Żadnym  facetem.  Ale  mieć  takiego  boga  jak  Mace 
Llewellyn całującego ją jakby czekał lata na zrobienie tego… dziewczyna nigdy nie powinna 
się z tym śpieszyć. I nie śpieszyła się. Powoli odkrywała usta Mace’a i jego język. 

Dziś  będzie  ostro.  Dzięki  Bogu,  że  ma  coś  do  załatwienia  po  ich  obiedzie  bo 

wpakowałaby się w niezła tarapaty. Jedynie pocałunkiem Mace spowodował, że zapomniała.. 
o wszystkim. Wszystkim prócz niego. 

 

Oczyszczanie gardła. Cały czas słyszał kogoś odchrząkującego. Kto do kurwy nędzy 

ośmiela się odwracać jego uwagę gdy ma najbardziej boski język w swoich ustach? 

Objął Dez mocniej i wplotła palce w jego włosy. Cholera, ta kobieta potrafił całować. 

Smakowała tak dobrze. Kiedy podchodził do niej by uratować ją przed facetem bez karku nie 
miał  zamiaru  jej  całować.  Ale  im  bliżej  podchodził  tym  więcej  gapił  się  na  te  usta.  Te 
perfekcyjnie  ukształtowane,  pełne  usta.  Nagle  zapomniał  o  facecie  bez  karku  i  mógł  tylko 
myśleć o Dez. Słodkiej, uroczej, cholernie rozpraszającej Dez. 

Znowu  dźwięk  oczyszczanie  gardła.  To  zaczynało  mu  grać  na  nerwach.  Żałując, 

odepchnął  się  od  niej  i  spojrzał  na  jej  piękną  twarz.  Mógł  wyczuć  jej  pożądanie.  Mógł  się 
założyć, że Dez była tak mokra jak on był twardy. Może mogliby po prostu pójść do Ritza i 
zjeść obiad po jakimś poważnym pieprzeniu? Nie. Dez była za miłą dziewczyną na to. 

Cholera

„Przepraszam?” 

Mace  skrzywił  się  na  obcy  głos  mówiący  do  niego.  Bez  odrywania  wzroku  od  Dez 

zapytał. „Kto to?” 

„To jest mój ex… Matt… uh… jakiś tam.” 

Mace się rozpromienił. Zapomniała nazwisko faceta. Nazwisko, które kiedyś było jej. 

Dobra robota Llewellyn

Nisko  warcząc,  Mace  obrócił  lekko  głowę  by  spojrzeć  na  Dez  ex.  Facet  fizycznie 

wyblakł  i  prawdopodobnie  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  tego,  że  cofnął  się  o  kilka  kroków. 
Mace  naprawdę  miał  ochotę  zmienić  się  właśnie  wtedy  i  właśnie  tam.  Rozerwać  facetowi 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

19 

 

gardło i przynieść  jego ciało do Dez jako przedślubny prezent. Jednak  na środku Macy’s… 
wydawałoby się to trochę tandetne. Nawet jak na niego.  

„Odejdź.” 

Jakąkolwiek  ekspresję  wyrażała  twarz  Mace’a,  nie  musiał  się  powtarzać.  Facet  bez 

karku cofnął się jeszcze kilka kroków,, obrócił się, i szybko odszedł z „Do zobaczenia, Dez” 
rzuconym przez ramię. Mace patrzył jak odchodzi, aż nie było go widać, i obrócił się do Dez. 
Nadal miał jej niepodzielną uwagę. Dobrze. 

Prześlizgnął ręką przez jej policzek i przejechał opuszkiem po jej wargach. „To było 

lepsze niż mogłem sobie wyobrazić. Jakieś dziesięć tysięcy razy lepsze.” 

Dez westchnęła. „Dobrze wiedzieć.” 

Wpatrywali się w siebie i Mace zastanawiał się, czy zgodziłaby się na szybki numerek 

w jednej z przymierzalni. Żeby tylko żeby upuścić ciśnienia. Nie. Była na to za miła. Cholera

„Mace Llewellyn! Co ty do cholery robisz? Puść tą dziewczynę.” 

Mace zignorował Sissy Mae, ale Dez najwyraźniej przypomniała sobie, że nie są sami. 

Że  są  właściwie  w  samym  środku  wielkiego  centrum  handlowego,  w  dziale  z  bielizną.  Jej 
dłonie  nagle  zwolniły  uścisk  w  jego  włosach  i  zaczęły  odpychać  jego  klatkę  piersiową  i 
odciągać ją od niego. 

Warknął.  Naprawdę,  jak  bardzo  opiekuńczy  mógł  być  Smitty  w  stosunku  do  swojej 

siostry? Czy naprawdę zauważyłby gdyby Mace ją zabił? 

 

Czy  ona  straciła  pieprzony  umysł?!  Co  ona  do  cholery  wyprawia?  Czemu  go  nie 

znokautowała?  Kopnęła  w  jaja?  Podpaliła  włosy?  Cokolwiek!  Innego  niż  całowanie  tago 
aroganckiego drania. 

Jej siostry miały rację. Nie miała za grosz wyczucia. 

„Wszystko w porządku, kochanie?” Dez spojrzała w twarz kobiet, która musiała być 

siostrą Smitty’ego. Wyglądała dokładnie jak on, tylko trochę niższa i dziewczęca wersja. 

Dez wzięła głęboki oddech zanim odsunęła się kolejny krok od Mcae’a. „Tak. Tak . 

jasne, w porządku.” 

Kobieta złapała ją za nadgarstki lekko pociągnęła. „Może ty i ja pójdziemy do toalety. 

To da ci trochę czasu by ochłonąć.” 

Mace nagle oderwał wzrok od Dez, żeby spojrzeć na jej wybawcę. „Dla mnie wygląda 

porządku.” 

„To dlatego, że jesteś  facetem  i  nigdy tego nie zauważasz.” Odeszła  ciągnąc Dez za 

sobą. 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

20 

 

Chryste! Jaka silna kobieta. Silna jak wół. 

Dwie kobiety wędrowały dopóki nie odnalazły łazienki, kiedy kobieta przedstawiła się 

jako:  „  Sissy  Mae  Smith.  Młodsza  siostra  Smitty’ego.  Wszyscy  mówią  do  mnie  Sissy  lub 
Sissy Mae. Ale nie lubię tego, więc możesz zwracać się do mnie Sissy lub Sissy Mae.” 

Dzięki  Bogu,  było  pusto.  Dez  wcisnęła  się  w  kąt  jednej  z  toalet  i  wzięła  kilka 

uspokajających głębokich wdechów. 

„Ten Mace to ma swoje sposoby, nie?” 

„Można tak powiedzieć.” Dez spryskała zimną wodą twarz i wysuszyła papierowym 

ręcznikiem.  „Wiesz,  stawałam  przeciw  facetom  pokrytym  krwią  swoich  wspólników. 
Stawałam  twarzą  w  twarz  z  zimnokrwistymi  zabójcami  na  zlecenie,  którzy  myśleli,  że  nie 
mają  nic  do  stracenia.  Poradziłam  sobie  nawet  z  pięciometrowym  pytonem,  który  pożarł 
swojego właściciela i mogłabym powiedzieć, że mnie widział jako deser. Ale jak do tej pory, 
żaden nie przeraził mnie tak jak Mace Llewellyn.” 

Sissy zacmokała i nałożyła trochę błyszczyka. „Tak. Wiem. To nasz Mace.” 

Dez  obróciła  się  i  oparła  się  tyłkiem  o  zlew  z  rękami  skrzyżowanymi  z  przodu. 

Otworzyła  usta  by  coś  powiedzieć  i  je  zamknęła  zdając  sobie  sprawę,  że  nie  ma  nic  do 
powiedzenia.  Albo miała za dużo do powiedzenia. 

Sissy  kontynuowała  poprawianie  makijażu,  ale  Dez  czuła,  że  jej  się  przygląda.  Nie 

znosiła tego. Jeśli masz coś do powiedzenia to kurwa to powiedz. 

„Co?” Kobieta przyłapała ją obściskującą się na środku działu bieliźnianego; normalne 

uprzejmości w stosunku do nieznajomych nie miały sensu. „Czego się na mnie gapisz?” 

„Mogę  ci  zadać  pytanie?”  Głos  Sissy  obniżył  się.  I  mówiła  tak  szybko  jak  Smitty 

mówił  powoli.  Jeśli  ta  dwójka  nie  byłaby  tak  do  siebie  podobna  z  wyglądu,  Dez  nigdy  nie 
zgadłaby, że dorastali w tym samym domu. 

„Czemu nie?” 

Sissy odłożyła kosmetyki do małej skórzanej torebki i zwróciła się twarzą do Dez. „Ty 

i Mace…” 

„Hola, laska. Nie ma żadnych mnie i Mace’a.” 

„Mam na imię Sissy Mae lub Sissy lub…” 

„Próbuję ci właśnie powiedzieć, że jest przypadek Mace’a i jest przypadek Dez i nie 

mam możliwości kombinacji między nami. Jesteśmy zupełnie niezależnymi bytami.” 

„Nie będąc niegrzeczna, teraz możesz krzyczeć ‘nie ma mowy’, ale tam krzyczałaś ‘o 

Boże, tak!’, więc chcę się upewnić, że nie masz zamiaru go skrzywdzić.” 

Dez popatrzyła na nią. „Ja? Mace’a? Co ty naćpałaś się?” 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

21 

 

„Słucham?” 

„Słuchaj Sally Mae…” 

„Sissy Mae.” 

„Cokolwiek.  Mówię  tylko,  że  nie  mogłabym  skrzywdzić  Mace’a.  Nie  jestem  pewna 

czy istnieje ktoś, kto mógłby to zrobić.” 

„I tu się mylisz. Jesteś jego słabością. Może nawet jedyną.” 

Dez  zagapiła  się  na  Sissy  Mae,  z  otwartą  buzią.  Kobita  musi  wąchać  klej.  Nie 

uważała, żeby Mace miał jakieś słabości, a nawet jeśli, to ona nie mogła być jedną z nich. 

„Słodziutka, nie wiem jaki stek bzdur ci nagadał, ale domyślam się, że Mace się mną 

interesuje tylko dlatego, że mnie jeszcze nie przeruchał.” 

„Przepraszam bardzo, kochana, ale będąc bezpośrednią – to właściwie gówno wiesz.” 

Dez  zamrugała  zaskoczona.  Tak  po  prostu,  Sissy  Mae  przeszła  z  uroczej,  delikatnie 

wyrażającej się do wrednej ździry. „Słuchaj, Sissy…” 

Sissy jej przerwała. „Ten facet doprowadzał mnie do szaleństwa historyjkami o twojej 

dupie odkąd go znam. A znam go ponad dziesięć lat. Więc daj mi powiedzieć, bez obrazy, że 
mam  po  dziurki  w  nosie  słuchania  o  tobie.  Zaufaj  mi,  jeśli  Mace  chciałby  tylko  cię 
przeruchać,  miałabyś  już  dawno  stopy  zadarte  nad  głową.  On  szuka  czegoś  więcej.  Więc 
przyszykuj się na niezła jazdę kochana.” 

Sissy  Mae  obdarzyła  ją  uroczym  uśmieszkiem  i  Dez  znów  poczuła  tę  potrzebę. 

Potrzebę znalezienia wszystkich wyjść ewakuacyjnych. 

 

„Co właściwie twoja siostra tam robi?” 

„Mówi Dez, żeby żyła swoim życiem.” 

Mace  nie  miał  humoru.  Sprawdził  zegarek.  Jeśli  teraz  wyjdą  to  będą  w  restauracji 

trochę  wcześnie,  ale  musi  zabrać  Dez  z  dala  od  tej  dwójki.  Przyznał  sam  przed  sobą,  że 
Smith’owie stali się jego rodziną. Bo tylko rodzina mogła go aż tak martwić  i ośmieszyć.  

Sissy  Mae  przyciągnęła  Dez  naprzeciw  nim.  „Mace  Llewellyn,  bądź  miły  dla  tej 

kochaniutkiej. Uwielbiam ją!” Dez odsunęła się od Sissy i stanęła obok Mace’a. 

Zniżył się i wyszeptał do ucha. „Wszystko w porządku?” 

„Tylko trzymaj mnie z dala od twoich szurniętych przyjaciół.” Wymamrotała. 

Mace pocałował ją w czubek głowy i skupił się na rodzeństwie. 

„Balet? Co ja do cholery mam robić na balecie?” Odszczekał Smitty. 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

22 

 

„Nie zapraszam cię Bobby Ray Smith. To dla mnie i dziewczyn, więc się odwal.”  Z 

tymi słowami Sissy Mae odeszła, dodając przez ramię. „Pa Dez. Miło było cię poznać.” 

„Uh… ciebie też Sissy Mae.” 

Ramiona Smitty’ego opadły. „No to nie mam nic do roboty.” 

Z  dzikim  spojrzeniem,  Dez  złapała  ramię  Smitty’ego.  „Możesz  pójść  z  nami,  na 

obiad.” 

O nie, nie ma mowy. „Nie, nie może.” 

Dez spojrzała na niego. „Tak, może.” 

„Nie , nie może.” 

„Nie widzę żadnego problemu, mam tu swojego Suva, mogę nas tam zawieźć.” 

„Smitty ma randkę.” 

„Nie, nie mam.” 

Mace zrobił krok w stronę Smitty’ego, ale Dez weszła między nich. „Masz do wyboru 

Llewellyn. Albo Smitty idzie z nami, albo idziesz sam.” 

Smitty wzruszył ramionami i powiedział. „Hej, nie chcę się nikomu narzucać.” 

Mace spiorunował Smitty’ego wzrokiem. „Nienawidzę cię.” 

„Spadaj  Mace.”  Dez  obruciła  się  i  wzięła  Smitty’ego  pod  rękę.  „Idziesz  z  nami 

Smitty.” 

„Skoro  nalegasz.”  Uśmiechnął  się  do  Mace’a  i  całe  ciało  Mace’a  spieło  się  w 

potrzebie skopania tyłka Smitty’emu. „Gdzie planowaliście iść?” 

„Van Holtz Steakhouse.” 

Smitty zaczął się śmiać i nie mógł przestać. Tia. Nigdy nie przestanie. Mace Llewellyn 

mógł uderzać na terytorium watahy, tylko z jednego powodu i tylko z tego jednego powodu. 

Dez odsunęła się od mężczyzn. „Czy z tym miejscem jest jakiś problem, którego nie 

znam? To znaczy, czy sikają tam do jedzenia, czy coś?” 

„Nie. Nie.” Smitty oczyścił gardło. „Mają świetny, naprawdę świetny personel. I jeśli 

lubisz  krwiste  steki,  pokochasz  to  miejsce.  Są  tak  świeże,  jakby  polowali  na  zwierzynę 
każdego dnia.” 

„Okej.” Mimo to Dez wyglądała na zaniepokojoną. „Pozwólcie mi kupić jeszcze kilka 

talonów podarunkowych i możemy iść.” 

background image

Tłumaczenie

juliamiki 

23 

 

Mace przyglądał się jak podążała w stronę kas. Kiedy odeszła wystarczająco daleko, 

złapał  Smitty’ego  za  szyję,  podniósł  do  góry  i  rzucił  na    podłogę.  Klęknął  na  kolanie 
przytrzymując go na podłodze. Tłum ludzi omijał ich z dala jakby się palili. Nikt nie był na 
tyle odważny by wejść między nich.  

Mace  puścił  gardło  Smitty’ego  i  wstał.  „Tak,  żebyśmy  mieli  jasność.”  Mace 

uśmiechnął się szyderczo, ledwie się kontrolując. 

Smitty  zagapił  się  na  niego,  z  trudem  łapiąc  oddech.  „Tak.  Mamy  jasność.”  Wstał. 

Mace podążył za Dez.