background image

Kara odpowiada winie: skazany na utratę wszelkiej chęci Ŝycia, na najwyŜszy stopień znuŜenia Ŝyciem. 

Kierkegaard 

 
 
 
Umówiony z Regerem w Kunsthistorisches Museum dopiero o wpół do dwunastej, przyszedłem tam juŜ o wpół 
do jedenastej, po to by móc bez przeszkód, tak jak to sobie zaplanowałem duŜo wcześniej, obserwować go z 
moŜliwie idealnej perspektywy, pisze Atzbacher. PoniewaŜ jego przedpołudniowe miejsce znajdowało się w tak 
zwanej sali Bordona naprzeciw Siwobrodego męŜczyzny Tintoretta, na obitej aksamitem ławce — na której 
siedząc wczoraj, objaśniwszy mi tak zwaną Sturmsonate, kontynuował wykład o Kunst der Fuge, według jego 
własnego określenia, zaczynając przed Bachem, kończąc po Schumannie, przy czym bardziej był usposobiony 
mówić o Mozarcie niŜ Bachu — musiałem teraz zająć pozycję w tak zwanej sali Sebastiana; to znaczy 
musiałem, choć wcale nie było mi to w smak, tolerować Tycjana, aby móc obserwować Regera przed 
Siwobrodym męŜczyzną Tintoretta, i to obserwować w pozycji stojącej, co zresztą z mojego punktu widzenia 
miało swoje zalety, jako Ŝe wolę stać niŜ siedzieć, zwłaszcza kiedy obserwuję ludzi, i juŜ od bardzo dawna 
lepiej mi się obserwuje w pozycji stojącej, niŜ kiedy siedzę, a poniewaŜ patrząc z sali Sebastiana do sali 
Bordona, wytęŜając wzrok do maksimum, faktycznie miałem w jego zasięgu całą, zwróconą do mnie bokiem, 
niezasłoniętą nawet oparciem ławki, postać Regera, który siedział, przez cały czas nie zdejmując z głowy 
czarnego kapelusza, z całą pewnością dokuczliwie odczuwając skutki nagłego skoku ciśnienia poprzedniej 
nocy, a zatem widziałem całą postać Regera z boku, a tym samym uwieńczony został powodzeniem mój plan, 
aby bez przeszkód przyjrzeć się Regerowi. PoniewaŜ Reger (w zimowym płaszczu), oparty na lasce, którą 
ś

ciskał kolanami, bez reszty, jak mi się wydawało, skupił się na oglądaniu Siwobrodego męŜczyzny, absolutnie 

nie musiałem się obawiać, Ŝe przyłapie mnie na tym, iŜ mu się przyglądam. Pilnujący sali Irrsigler (Jenoe!), z 
którym Regera łączyła juŜ ponad trzydziestoletnia znajomość, z którym i ja (teŜ juŜ od ponad dwudziestu lat) 
zawsze utrzymywałem Ŝyczliwe kontakty, został juŜ przeze mnie uprzedzony skinieniem ręki, Ŝe chcę bez 
przeszkód przypatrywać się Regerowi, więc kiedy tylko Irrsigler wchodził do sali, a pojawiał się w niej z 
regularnością zegarka, zachowywał się tak, jakby mnie wcale tam nie było, podobnie jak zachowywał się tak, 
jakby i Regera tam nie było, kiedy on, Irrsigler, wykonując swoje czynności słuŜbowe, lustrował wzrokiem, w 
zwykły sobie, dla kaŜdego, kto go nie znał, nieprzyjemny sposób, zwiedzających galerię, których zresztą tym 
razem, w bezpłatną sobotę, nie wiadomo czemu, przyszło tak niewielu. Irrsigler ma natrętne, karcące spojrzenie, 
typowe dla straŜników w muzeach, którzy lustrują zwiedzających muzeum, nieraz, jak wiadomo, niestosownie 
się zachowujących, aby ich onieśmielić — jego metoda pojawiania się nieoczekiwanie tudzieŜ bezgłośnie w 
rogu sali, obojętnie której, aby lustrować ludzi wzrokiem, faktycznie jest obrzydliwa dla kaŜdego, kto go nie 
zna; w szarym, źle skrojonym, a przecieŜ na wieczne czasy pomyślanym uniformie, który, zapięty na duŜe 
czarne guziki, wisi na jego wychudzonym ciele jak na drągu, tudzieŜ w uszytej z tego samego szarego materiału 
czapce na głowie, przypomina raczej straŜników z naszych zakładów karnych niŜ zatrudnionego przez państwo 
stróŜa dzieł sztuki. Od kiedy go poznałem, Irrsigler, choć nie chorował, zawsze był taki blady, Reger określał go 
przez dziesiątki lat jako państwotrupa, który od trzydziestu pięciu lat jest na państwowej posadzie w 
Kunsthistorisches Museum. Reger, który od ponad trzydziestu sześciu lat przychodzi regularnie do 
Kunsthistorisches Museum, zna Irrsiglera, począwszy od jego pierwszego dnia w pracy, i utrzymuje z nim 
całkiem przyjacielskie stosunki. Bardzo niepozorna łapówka wystarczyła, bym doŜywotnio załatwił sobie 
miejsce na ławce w sali Bordona, oświadczył przed laty Reger. Z Irrsiglerem łączą Regera stosunki, które w 
ciągu trzydziestu lat nabrały u nich charakteru obopólnej rutyny. Kiedy Reger chce, co nie naleŜy do rzadkości, 
bez świadków przypatrywać się Siwobrodemu męŜczyźnie Tintoretta, Irrsigler po prostu zamyka dla 
publiczności całą salę Bordona, staje w wejściu i nikomu nie pozwala przejść. Wystarczy, Ŝeby Reger skinął 
ręką, a Irrsigler od razu zamyka dla publiczności salę Bordona, nie waha się nawet wypraszać z sali Bordona 
zwiedzających, którzy juŜ tam są, tego bowiem Ŝyczy sobie Reger. Irrsigler był na nauce stolarstwa w Brucku 
nad Leithą, ale porzucił stolarkę jeszcze przed uzyskaniem dyplomu pomocnika stolarza, poniewaŜ chciał 
wstąpić do policji. Na policji nie przyjęli wszakŜe Irrsiglera do pracy z powodu niewydolności fizycznej. Jego 
wuj, brat matki, był straŜnikiem w Kunsthistorisches Museum juŜ od roku dwudziestego czwartego i załatwił 
mu posadę najgorzej płatną, ale najbardziej pewną, jak mówi Irrsigler. Do policji teŜ chciał Irrsigler pójść tylko 
dlatego, Ŝe wydawało mu się, iŜ praca na policji raz na zawsze rozwiąŜe mu problem ubraniowy Idealne 
wyjście, jak mu się wydawało, przez całe Ŝycie będzie mógł dostawać gotową odzieŜ i w dodatku jeszcze ani 
razu za tę odzieŜ na całe Ŝycie nie będzie musiał zapłacić, no bo daje mu ją do dyspozycji państwo, i tak teŜ 
myślał wuj, ten, który sprowadził go do Kunsthistorisches Museum, zresztą z punktu widzenia tej idealnej 
sytuacji nie widział najmniejszej róŜnicy, czy przyjmą go do pracy na policji, czy w Kunsthistorisches Museum, 
nawiasem mówiąc, policja płaciła lepiej, Kunsthistorisches Museum gorzej, no ale słuŜby w Kunsthistorisches 
Museum nie moŜna było porównywać do słuŜby policyjnej; odpowiedzialniejszej, a zarazem lŜejszej słuŜby niŜ 
w Kunsthistorisches Museum nie mógł sobie on, Irrsigler, wyobrazić. Wiadomo, Ŝe słuŜba na policji dzień w 
dzień jest groźna dla Ŝycia, oświadczył Irrsigler, a słuŜba w Kunsthistorisches Museum nie. Co do monotonii w 
jego zawodzie, to nie ma co się tym przejmować, on nawet taką monotonię lubi. Na dzień to on ze czterdzieści 

background image

do pięćdziesięciu kilometrów przejdzie, lepsze to dla zdrowia niŜ, dajmy na to, słuŜba na policji, gdzie całe 
Ŝ

ycie siedzi się głównie na twardym posterunkowym krześle. JuŜ woli mieć oko na zwiedzających muzeum niŜ 

na normalnych ludzi, bo zwiedzający muzeum to mimo wszystko ludzie wyŜej postawieni, którzy mają jakiś 
zmysł sztuki. On sam z czasem wyrobił w sobie taki zmysł sztuki, w kaŜdej chwili mógłby oprowadzić ludzi po 
Kunsthistorisches Museum, w kaŜdym bądź razie po galerii malarstwa, powiada, no ale po co mu to. Do ludzi 
przecieŜ w ogóle nie dociera to, co się im mówi, mówi Irrsigler. Przez dziesiątki lat słyszy się od przewodników 
muzealnych wciąŜ jedno i to samo, i, jak mówi pan Reger, rzecz jasna bardzo wiele bez sensu, powiada do mnie 
Irrsigler. Historycy sztuki zasypują zwiedzających wyłącznie własnymi bredniami, powiada Irrsigler, który z 
biegiem czasu, jeŜeli nie wszystko, to wiele z tego, co mówił Reger, słowo w słowo od Regera przejął. Irrsigler 
jest tubą Regera, wszystko niemal, co mówi Irrsigler, mówił juŜ Reger, od ponad trzydziestu lat Irrsigler mówi 
to, co juŜ mówił Reger. Kiedy się dobrze wsłucham, usłyszę, Ŝe przez Irrsiglera mówi Reger. Kiedy wsłuchamy 
się w to, co mówią przewodnicy, usłyszymy wyłącznie działające nam na nerwy brednie o sztuce, te same 
nieznośne brednie historyków sztuki, powiada Irrsigler, poniewaŜ tyle razy juŜ mówił to Reger. Wszystkie te 
malowidła są wspaniałe, Ŝadne jednak nie jest doskonałe, twierdzi Irrsigler za Regerem. Ludzie tylko dlatego 
przychodzą do muzeum, Ŝe powiedziano im, iŜ człowiek kulturalny powinien tam chodzić, nie przychodzą z 
zainteresowania, ludzie absolutnie nie interesują się sztuką, a w kaŜdym razie dziewięćdziesiąt dziewięć procent 
ludzi absolutnie nie interesuje się sztuką, powtarzał za Regerem słowo w słowo Irrsigler. On, Irrsigler, miał 
trudne dzieciństwo, chorą na raka matkę, umarła w wieku lat czterdziestu sześciu, a ojca — kobieciarza, 
wiecznie pijanego. A Bruck nad Leithą to teŜ miejscowość równie szkaradna, jak większość miejscowości w 
Burgenlandzie. Kto tylko da radę, daje z Burgenlandu nogę, mówi Irrsigler, większości jednak to się nie udaje, 
większość skazana jest doŜywotnio na Burgenland, co jest co najmniej równie okropne, jak doŜywotnie 
więzienie w Stein nad Dunajem. Burgenlandczycy to więźniowie, powiada Irrsigler, a ich ojczyzna to więzienie. 
Sami wmawiają sobie, Ŝe mają całkiem piękny ojczysty kraj, jednak w rzeczywistości Burgenland jest mdły i 
szpetny. W zimie ludzie dławią się śniegiem, w lecie zŜerają ich komary. A wiosną i jesienią brną po kolana we 
własnym brudzie. W całej Europie nie ma juŜ biedniejszego ani brudniejszego kraju, cytuję Irrsiglera. 
Wiedeńczycy wciąŜ wmawiają Burgenlandczykom, Ŝe Burgenland to piękny kraj, wiedeńczycy są bowiem w 
burgenlandzkim brudzie i w burgenlandzkiej głupocie po uszy zakochani, poniewaŜ tak brud burgenlandzki, jak 
burgenlandzką głupotę uwaŜają za romantyczne. Burgenland niczego, oprócz pana Haydna, jak mówi pan 
Reger, nigdy nie wydał, oświadczył Irrsigler. Powiedzieć: pochodzę z Burgenlandu, to nic innego niŜ 
powiedzieć: pochodzę z więzienia Austrii. Z zakładu karnego albo z domu wariatów, twierdzi Irrsigler. Do 
Wiednia Burgenlandczykom równie pilno jak do kościoła, powiedział. Największym Ŝyczeniem 
Burgenlandczyka jest wstąpić do wiedeńskiej policji, powiedział parę dni temu, mnie się to nie udało, bo 
wydolny nie byłem, z powodu niewydolności fizycznej. Mimo to jestem straŜnikiem w Kunsthistorisches 
Museum, czyli na słuŜbie państwowej. Wieczorem, po szóstej, powiedział, nie zamykam przestępców, tylko 
dzieła sztuki, Rubensa i Bellotta zamykam. Jego wujowi, który zaraz po pierwszej wojnie światowej wstąpił na 
słuŜbę w Kunsthistorisches Museum, wszyscy w rodzinie zazdrościli. Kiedy go raz na parę lat w 
Kunsthistorisches Museum odwiedzali, w bezpłatne soboty czy niedziele, szli za nim zawsze w całkowitym 
onieśmieleniu przez te sale z wielkimi mistrzami i ciągle podziwiali jego uniform. Wuj oczywiście bardzo 
szybko został straŜnikiem wyŜszym rangą, z mosięŜną gwiazdką na rewersie uniformu, stwierdził Irrsigler. 
Przejęci uszanowaniem i podziwem, niczego nie rozumieli z tego, co im mówił, kiedy przeprowadzał ich przez 
te sale. Zresztą nie było sensu wyjaśniać im Veronesa, stwierdził Irrsigler przed paroma dniami. Dzieci siostry 
wpatrywały się w osłupieniu w moje białe buty, powiedział Irrsigler, siostra stanęła, jakby ją wryło, przed 
Renim, akurat przed tym najbardziej bez gustu ze wszystkich wystawionych tu malarzy. Reger nienawidzi 
Reniego, więc i Irrsigler nienawidzi Reniego. Irrsigler wzniósł się juŜ na mistrzowskie wyŜyny w 
przywłaszczaniu sobie Regerowskich zdań, wypowiada je niemal perfekcyjnie w charakterystycznym tonie 
Regera, myślę. Moja siostra przychodzi nie do muzeum, tylko do mnie, powiedział Irrsigler. Siostry sztuka nic a 
nic nie obchodzi. Ale jej dzieci, kiedy je po salach prowadzę, wpatrują się z podziwem we wszystko, co tylko 
zobaczą. Przed Velazquezem stają jak wryte, tak Ŝe nie moŜna ich wprost od niego oderwać, powiedział 
Irrsigler. Pan Reger raz zaprosił mnie z rodziną na Prater, powiedział Irrsigler, on to ma gest, pan Reger, w 
sobotę wieczorem zaprosił. Jak Ŝyła jeszcze jego Ŝona, powiedział Irrsigler. Stałem, obserwując Regera, który 
wbił, jak to się mówi, wzrok w Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta, a jednocześnie widziałem Irrsiglera, którego 
przecieŜ nie było w sali Bordona, jak opowiada mi o swoim Ŝyciu, zatem widziałem obrazy z Irrsiglerem sprzed 
tygodnia, patrząc jednocześnie na Regera, siedzącego na obitej aksamitem ławce, który mnie jeszcze, rzecz 
jasna, nie zauwaŜył. Irrsigler powiedział, Ŝe juŜ od dzieciństwa nie miał większego marzenia, niŜ Ŝeby wstąpić 
do wiedeńskiej policji i zostać wachmistrzem. O innym zawodzie nigdy nie marzył. Kiedy wówczas, a miał 
akurat dwadzieścia trzy lata, zaświadczono w koszarach Rossauer jego fizyczną niewydolność, faktycznie w 
jednej chwili runął cały jego świat. Z tej sytuacji bez wyjścia wyratował go wówczas dopiero wuj, załatwiając 
mu pracę straŜnika w Kunsthistorisches Museum. Przyjechał do Wiednia z jedną sfatygowaną torbą pod pachą, 
do mieszkania wuja, który pozwolił mu u siebie zamieszkać na cztery tygodnie, a potem wprowadził się, on, 
Irrsigler, do podnajmowanego pokoiku przy Molkerbastei. W tym podnajmowanym pokoiku zamieszkał na lat 

background image

dwanaście. W pierwszych latach w ogóle nie widział Wiednia, wczesnym rankiem, juŜ koło siódmej był w 
Kunsthistorisches Museum, a wieczorem dopiero po szóstej wracał do domu, przez wszystkie te lata w południe 
zjadał posiłek złoŜony z kanapki z kiełbasą lub serem i popijał szklanką wody z kranu w małej przebieralni za 
szatnią dla zwiedzających. Burgenlandczycy to ludzie o najskromniejszych wymaganiach, ja sam w młodości 
pracowałem z Burgenlandczykami na róŜnych budowach, mieszkałem z nimi w najprzeróŜniejszych barakach, 
wiem, jak skromne mają wymagania, zadowolą się czymś najbardziej niezbędnym i do końca miesiąca 
faktycznie potrafią odłoŜyć osiemdziesiąt procent pensji, nawet więcej. Kiedy tak przypatrywałem się Regerowi 
i naprawdę wnikliwie go obserwowałem, tak uwaŜnie jak nigdy dotąd, ujrzałem Irrsiglera sprzed tygodnia, 
którego słuchałem, kiedy stał ze mną w sali Battoniego. MąŜ jednej z jego prababek pochodził z Tyrolu, stamtąd 
teŜ, powiadał, wzięło się nazwisko Irrsigler. Miał dwie siostry, młodsza jeszcze w latach sześćdziesiątych 
wyemigrowała z pomocnikiem fryzjera z Mattersburga do Ameryki i umarła tamŜe, z tęsknoty za starym 
krajem, w wieku lat trzydziestu pięciu. Trzech miał braci, wszyscy robotnicy niewykwalifikowani, mieszkają w 
Burgenlandzie. Dwóch przyjechało, jak on, do Wiednia, aby wstąpić na słuŜbę na policji, ale ich nie przyjęli. A 
do słuŜby w muzeum to przecieŜ koniecznie trzeba posiadać juŜ jakąś inteligencję. Od Regera wiele się nauczył. 
Niektórzy uwaŜają, Ŝe Reger jest obłąkany, tylko obłąkany bowiem chodziłby co drugi dzień, oprócz 
poniedziałków, do galerii malarstwa w Kunsthistorisches Museum, jednak on tak nie uwaŜa, pan Reger to 
człowiek mądry i wykształcony, twierdzi Irrsigler. Tak, powiedziałem Irrsiglerowi, pan Reger to człowiek nie 
tylko mądry, wykształcony, ale i sławny, studiował przecieŜ muzykę w Lipsku i Wiedniu i pisał recenzje 
muzyczne do „Timesa”, do dziś zresztą do „Timesa” pisze, powiedziałem. To nie Ŝaden tuzinkowy pismak, 
powiedziałem, nie wypisuje bredni, tylko jest muzykologiem w całym sensie tego słowa, człowiekiem 
znaczącym, o wielkim autorytecie. Regera nie powinno się porównywać do całej tej bredzącej zgrai krytyków 
muzycznych, którzy dzień w dzień zanieczyszczają tylko swoimi bredniami nasze dzienniki. Reger faktycznie 
jest filozofem, powiedziałem Irrsiglerowi, filozofem w pełnym znaczeniu tego terminu. Od ponad trzydziestu lat 
Reger pisze do „Timesa” recenzje, a właściwie krótkie rozprawy filozoficzno-muzyczne, które z pewnością 
złoŜą się pewnego dnia na ksiąŜkę. Przebywanie w Kunsthistorisches Museum jest niewątpliwie jednym z 
czynników pozwalających Regerowi pisać do „Timesa” tak właśnie, jak do „Timesa” pisze, powiedziałem 
Irrsiglerowi, obojętnie czy Irrsigler akurat mnie zrozumiał, czy nie, prawdopodobnie Irrsigler mnie nie 
zrozumiał, pomyślałem wówczas, a i teraz tak samo myślę. O tym, Ŝe Reger pisze recenzje muzyczne do 
„Timesa”, w Austrii nikt nie wie, najwyŜej parę osób wie o tym, powiedziałem Irrsiglerowi. Mógłbym teŜ 
powiedzieć: Reger jest piywatnym filozofem, powiedziałem Irrsiglerowi, nie zwaŜając na to, Ŝe moŜe głupio 
mówić coś takiego Irrsiglerowi. W Kunsthistorisches Museum Reger znajduje to, czego nie znalazłby nigdzie 
indziej, powiedziałem Irrsiglerowi, wszystko, co waŜne, wszystko, co poŜyteczne dla jego myślenia i dla jego 
pracy Zachowanie Regera ludzie mogą określić mianem obłąkanego, ale to nieprawda, powiedziałem 
Irrsiglerowi, tutaj w Wiedniu i w Austrii Regera się nie dostrzega, powiedziałem Irrsiglerowi, lecz w Londynie i 
w Anglii, nawet w Stanach Zjednoczonych ludzie wiedzą, kim jest Reger, z jakim autorytetem mamy do 
czynienia w przypadku Regera, powiedziałem Irrsiglerowi. I niech pan nie zapomina o idealnej temperaturze, 
która tu, w Kunsthistorisches Museum, panuje przez okrągły rok, powiedziałem teŜ Irrsiglerowi. Irrsigler skinął 
tylko głową. Reger jest osobowością bardzo cenioną w całym muzykologicznym świecie, powiedziałem 
wczoraj Irrsiglerowi, jedynie tu, w rodzinnym kraju, nikt nie chce o tym słyszeć, przeciwnie, tu, we własnym 
domu, Regera, który przecieŜ pozostawił wszystkich innych w swojej dyscyplinie daleko w tyle, och, to 
obrzydliwe prowincjonalne partactwo, wręcz się nienawidzi, w rodzimej Austrii po prostu się go nienawidzi, to 
nie za mocne słowo, powiedziałem Irrsiglerowi. Geniusza takiego jak Reger tutaj się nienawidzi, powiedziałem 
Irrsiglerowi, nie dbając o to, Ŝe Irrsigler zupełnie nie zrozumiał, co miałem na myśli, mówiąc mu, Ŝe geniusza 
takiego jak Reger tu się nienawidzi, tudzieŜ nie zwaŜając na to, czy faktycznie powinno się mówić o Regerze 
jako o geniuszu, naukowym geniuszem, a nawet czysto ludzkim, pomyślałem, jest Reger niewątpliwie. Geniusz 
i Austria wzajemnie się wykluczają, powiedziałem. W Austrii, Ŝeby ktoś doszedł do głosu i Ŝeby go traktowano 
powaŜnie, musi być przeciętniakiem, musi to być prowincjonalny i zakłamany partacz, człowiek z absolutnie 
ciasnopaństwową głową. Geniusza czy choćby wyjątkowy umysł zawsze prędzej czy później w upokarzający 
sposób tu się zamorduje, powiedziałem Irrsiglerowi. Tylko ludzie tacy jak pan Reger, których w tym strasznym 
kraju zliczyłoby się na palcach jednej ręki, potrafią przetrwać w tym stanie poniŜania i nienawiści, ignorowania 
i wywierania presji, powszechnej, wrogiej duchowi niegodziwości, która tu w Austrii panoszy się na kaŜdym 
kroku, jedynie ludzie tacy jak Reger, ludzie wspaniałego charakteru, obdarzeni doprawdy przenikliwą i 
nieprzekupną umysłowością. ChociaŜ pan Reger utrzymuje z panią dyrektor tego muzeum całkiem niezłe 
stosunki, chociaŜ zna ją dobrze, nie śniłoby mu się nawet prosić ją o coś, co tyczy się jego czy muzeum. Akurat 
wtedy, kiedy Reger miał zawiadomić dyrekcję, to znaczy panią dyrektor, o złym stanie obić ławek w salach 
muzealnych i ewentualnie skłonić ją do zmiany obić na nowe, ławki zostały na nowo obite — i to wcale 
gustownie, powiedziałem Irrsiglerowi. Nie wydaje mi się, powiedziałem Irrsiglerowi, Ŝeby dyrekcji 
Kunsthistorisches Museum wiadomo było, iŜ pan Reger juŜ od ponad trzydziestu lat co drugi dzień przychodzi 
do muzeum i zajmuje miejsce na ławce w sali Bordona, nie wydaje mi się. Wyszłoby to niechybnie na jaw 
podczas jednego ze spotkań Regera z panią dyrektor, ale, o ile mi wiadomo, pani dyrektor nic o tym nie wie, 

background image

poniewaŜ pan Reger nigdy o tym nie mówił i poniewaŜ pan, panie Irrsigler, potrafił zachować milczenie, 
poniewaŜ pan Reger Ŝyczy sobie, Ŝeby pan milczał o tym, Ŝe pan Reger od ponad trzydziestu lat co drugi dzień, 
z wyjątkiem poniedziałków, przychodzi do Kunsthistorisches Museum. Umiejętność milczenia to pana mocna 
strona, powiedziałem Irrsiglerowi, pomyślałem, przypatrując się przypatrującemu się Siwobrodemu męŜczyźnie 
Tintoretta Regerowi, któremu z kolei przyglądał się Irrsigler. Reger to niezwykły człowiek, a z niezwykłymi 
ludźmi trzeba obchodzić się ostroŜnie, powiedziałem wczoraj Irrsiglerowi. Wydawałoby się nie do pomyślenia, 
Ŝ

ebyśmy mieli naraz — Reger i ja — przychodzić do muzeum akurat przez dwa dni z rzędu, powiedziałem 

wczoraj Irrsiglerowi, a przecieŜ przyszedłem właśnie dzisiaj, właśnie dlatego, Ŝe i Reger tego właśnie sobie 
zaŜyczył, nie wiem, z jakiego powodu Reger jest tu dzisiaj, pomyślałem, niedługo się przekonam. Irrsigler 
równieŜ był bardzo zdumiony, widząc mnie dzisiaj, wczoraj mu bowiem powiedziałem, iŜ wykluczone, Ŝebym 
miał przychodzić do Kunsthistorisches Museum przez dwa kolejne dni, tak jak było to dotąd wykluczone w 
przypadku Regera. A tu naraz dzisiaj znowu obaj, tak Reger, jak i ja, zjawiamy się w Kunsthistorisches 
Museum, w którym byliśmy przecieŜ wczoraj. Musiało to chyba poirytować Irrsiglera, pomyślałem, myślę 
teraz. MoŜliwe, Ŝe ktoś się raz pomyli i juŜ dzień później pójdzie do Kunsthistorisches Museum, pomyślałem, 
od razu jednakŜe, po zastanowieniu się, pomyślałem, Ŝe tylko wtedy, kiedy tylko Reger się pomyli, bądź ja 
tylko się w tym pomylę, ale nie, Ŝe się w tym pomylimy obaj, Reger i ja. A Reger wyraźnie powiedział mi 
wczoraj: proszę tu przyjść jutro, wciąŜ jeszcze słyszę jego słowa. Rzecz jasna jednak, Irrsigler nic o tym nie 
słyszał i nic o tym nie wiedział, naturalnie zatem zdziwiło go, Ŝe juŜ dzisiaj zjawiliśmy się obaj, Reger i ja, w 
muzeum. Gdyby Reger nie powiedział mi wczoraj: proszę tu przyjść jutro, nie przyszedłbym do 
Kunsthistorisches Museum dzisiaj, tylko moŜliwe, Ŝe dopiero w przyszłym tygodniu, w odróŜnieniu bowiem od 
Regera, który rzeczywiście przychodzi do Kunsthistorisches Museum co drugi dzień, i to od wielu lat, ja nie 
chodzę do Kunsthistorisches Museum co drugi dzień, tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę i jestem w nastroju. 
Jeśli zechcę spotkać się z Regerem, to nie muszę przecieŜ koniecznie chodzić do Kunsthistorisches Museum, 
wystarczy, Ŝebym wybrał się do hotelu Ambasador, do którego on przecieŜ zawsze idzie po wyjściu z 
Kunsthistorisches Museum. W Ambasadorze spotykam się przecieŜ z Regerem, jeŜeli mam ochotę, to i 
codziennie. Reger ma w Ambasadorze własne miejsce przy oknie, a dokładnie stolik obok tak zwanego 
Ŝ

ydowskiego stolika, który stoi przed tak zwanym stolikiem węgierskim, stojącym za tak zwanym stolikiem 

arabskim, patrząc od stolika Regera w kierunku drzwi sali. Rzecz jasna, bardziej odpowiada mi Ambasador niŜ 
Kunsthistorisches Museum, jednakŜe kiedy nie mogę czekać, aŜ Reger zjawi się w Ambasadorze, juŜ około 
jedenastej idę do Kunsthistorisches Museum, Ŝeby się z nim zobaczyć, z moim ojcem intelektualnym. Przed 
południem jest Reger w Kunsthistorisches Museum, popołudnia spędza w Ambasadorze, około wpół do 
jedenastej idzie do Kunsthistorisches Museum, około wpół do trzeciej do Ambasadora. Do południa odpowiada 
mu temperatura osiemnastu stopni w Kunsthistorisches Museum, po południu lepiej się czuje w ciepłym 
Ambasadorze, w którym ma zawsze temperaturę dwudziestu trzech stopni. Po południu nie myślę juŜ z takim 
zapałem i juŜ nie tak intensywnie, mówi Reger, mogę zatem pozwolić sobie na Ambasadora. Kunsthistorisches 
Museum to dla niego miejsce produkcji duchowej, oświadczył, Ambasador jest natomiast warsztatem obróbki 
myśli, w Kunsthistorisches Museum czuję się odsłonięty, w Ambasadorze osłonięty. Ta para przeciwieństw, 
Kunsthistorisches Museum i Ambasador, potrzebna jest mi do myślenia bardziej niŜ cokolwiek innego, z jednej 
strony odsłonięcie, z drugiej strony osłonięcie, drogi panie Atzbacher; tajemnica mego myślenia zawiera się w 
tym, powiedział, Ŝe przed południem jestem w Kunsthistorisches Museum, a popołudnia spędzam w 
Ambasadorze. A czy istnieje coś bardziej przeciwstawnego niŜ to Kunsthistorisches Museum, to znaczy galeria 
malarstwa w Kunsthistorisches Museum, i Ambasador! Kunsthistorisches Museum stało się dla mnie w równym 
stopniu nawykiem duchowym, jak Ambasador, powiedział. Jakość mojej krytyki muzycznej w „Timesie”, z 
którym, nawiasem mówiąc, współpracuję juŜ od czterdziestu trzech lat, powiedział, faktycznie jest owocem 
tego, Ŝe chodzę do Kunsthistorisches Museum i do Ambasadora, do Kunsthistorisches Museum w co drugie 
przedpołudnie, do Ambasadora w kaŜde popołudnie. Jedynie ten nawyk uratował mnie po śmierci Ŝony Drogi 
panie Atzbacher, gdyby nie ten nawyk dawno bym juŜ umarł, powiedział wczoraj Reger. KaŜdy człowiek 
potrzebuje takiego nawyku, aby przetrwać, powiedział. Potrzebuje go, choćby to miał być nawyk najbardziej 
obłąkany Reger wydaje się w zdecydowanie lepszej kondycji, znowu mówi tak, jak przed śmiercią Ŝony. 
Powiada wprawdzie, Ŝe ruszył, jak to mówią, z martwego punktu, mimo to do końca Ŝycia będzie cierpiał, Ŝe 
opuściła go Ŝona. Powiada wciąŜ, Ŝe przez całe Ŝycie był w błędzie, sądząc, Ŝe to on pozostawi Ŝonę, Ŝe to on 
wcześniej od niej umrze, poniewaŜ jej śmierć nastąpiła tak nagle, jeszcze kilka dni wcześniej był święcie 
przekonany, niewzruszenie wierzył, Ŝe to ona jego przeŜyje, Ŝe to ona jest dobrego zdrowia, to ja byłem tym 
chorym, tak, w tym przekonaniu i w tej wierze wciąŜ Ŝyliśmy, powiedział. Nie było na świecie zdrowszej istoty 
niŜ moja Ŝona, ona przez całe Ŝycie Ŝyła w zdrowiu, podczas gdy ja zawsze wiodłem egzystencję w chorobie, 
tak, w śmiertelnej wręcz chorobie, powiedział. Ona była tą zdrowa, była przyszłością, ja zawsze byłem tą chorą 
istota, byłem przeszłością, powiedział. To, Ŝe będzie musiał kiedyś Ŝyć bez Ŝony, naprawdę sam, nie przyszło 
mu nigdy na myśl, ani razu nie zaświtało mu w głowie, oświadczył. A jeśli nawet ona umrze przede mną, to ja 
zaraz po niej, moŜliwie szybko, zawsze sobie myślał. A teraz musiał uporać się tak ze swym błędnym 
przekonaniem, Ŝe ona umrze po nim, jak i z faktem, Ŝe po jej śmierci sam nie odebrał sobie Ŝycia, nie umarł 

background image

zaraz po niej. PoniewaŜ Ŝyłem w przekonaniu, Ŝe jest ona dla mnie wszystkim, nie byłem, rzecz jasna, 
przygotowany na dalszą egzystencję po niej, drogi panie Atzbacher, powiedział. Z tej ludzkiej, faktycznie 
nieludzko upokarzającej słabości, z tego tchórzostwa, nie umarłem zaraz po niej, zaraz po jej śmierci nie 
odebrałem sobie Ŝycia, wręcz przeciwnie, jak mi się teraz wydaje, oświadczył wczoraj, zacząłem z tego czerpać 
siłę, ostatnio wydaje mi się nie raz, Ŝe obecnie mam więcej siły niŜ kiedykolwiek przedtem. MoŜe pan w to 
wierzyć lub nie, ale teraz jeszcze bardziej niŜ przedtem przywiązany jestem do Ŝycia, trzymam się go wręcz 
kurczowo, oświadczył wczoraj. Nie przyznaję się do tego, ale jeszcze bardziej intensywnie Ŝyję niŜ przed jej 
ś

miercią. Zgoda, cały rok był mi na to potrzebny, Ŝeby w ogóle dopuścić taką myśl, ale teraz absolutnie się nią 

nie krępuję, oświadczył. Tylko niezmiernie mnie przygnębia, Ŝe istota tak chłonna jak moja Ŝona odeszła wraz z 
całą niesamowitą wiedzą, którą jej przekazałem, a zatem tę niesamowitą wiedzę zabrała wraz z sobą w śmierć, 
to niesamowite, to jeszcze znacznie bardziej niesamowite od faktu, Ŝe umarła, oświadczył. Dla takiej istoty 
dajemy z siebie wszystko, całkiem ją wypełniamy, a ona nas opuszcza, odchodzi w śmierć, na zawsze, 
oświadczył. Do tego dochodzi jeszcze owo bez uprzedzenia, Ŝe śmierci tej istoty nie przewidzieliśmy, ja jej ani 
przez chwilę nie przepowiedziałem, tak jakby miała Ŝyć wiecznie, tak się jej przypatrywałem, nigdy nie myśląc 
o jej śmierci, powiedział, tak jakby w nieskończoność rzeczywiście miała Ŝyć z moją wiedzą w nieskończoność, 
oświadczył. Rzeczywiście, śmierć przynaglona, powiedział. Bierzemy takiego człowieka na całą wieczność i to 
jest błąd. Gdybym wiedział, Ŝe odejdzie w śmierć, zupełnie inaczej bym postąpił, ale nie wiedziałem, Ŝe 
odejdzie ode mnie w śmierć i umrze przede mną, i postąpiłem całkiem niedorzecznie, tak jakby miała istnieć 
nieskończenie w nieskończoność, gdy tymczasem wcale nie była stworzona na nieskończoność, tylko 
skończoność, tak jak my wszyscy Tylko wtedy, kiedy kochamy człowieka tak niepohamowaną miłością, jak ja 
kochałem Ŝonę, naprawdę wierzymy w to, Ŝe będzie Ŝył wiecznie i w nieskończoność. Jeszcze nigdy nie 
zdarzyło się, Ŝeby, siedząc na ławce w sali Bordona, Reger nie zdjął z głowy kapelusza, tak samo jak 
zaniepokoił mnie fakt, Ŝe umówił się ze mną w muzeum, fakt ten bowiem w rzeczy samej był, jak sądziłem, 
zaiste niezwykły, zaniepokoił mnie fakt, Ŝe siedział na ławce w sali Bordona, nie zdejmując z głowy kapelusza, 
niezwykły zaiste, abstrahując od całej serii związanych z tym innych niezwykłych faktów. Do sali Bordona 
wszedł teraz Irrsigler i podszedłszy do Regera, coś mu wyszeptał do ucha, a następnie od razu z sali Bordona 
wyszedł. Wiadomość od Irrsiglera nie zrobiła na Regerze Ŝadnego wraŜenia, przynajmniej w oczach 
zewnętrznego obserwatora, Reger siedział po wiadomości od Irrsiglera dokładnie tak samo, jak przed 
wiadomością od Irrsiglera. Niemniej zaintrygowało mnie, co takiego mógł powiedzieć Regerowi Irrsigler. Od 
razu jednak przestałem zastanawiać się, co takiego powiedział mu Irrsigler, i obserwowałem Regera, słysząc 
jednocześnie, jak mówi on do mnie: ludzie przychodzą do Kunsthistorisches Museum, poniewaŜ po prostu tak 
wypada, z Ŝadnego innego powodu, przyjeŜdŜają do Wiednia nawet z Hiszpanii i Portugalii i idą do 
Kunsthistorisches Museum, aby po powrocie móc u siebie w Hiszpanii i Portugalii powiedzieć, Ŝe byli w 
Wiedniu w Kunsthistorisches Museum, co jest wprost śmiechu warte, Kunsthistorisches Museum bowiem to 
przecieŜ nie Prado ani muzeum w Lizbonie, do tego jeszcze Kunsthistorisches Museum daleko. Widziałem 
przed sobą Regera, a obserwując go, słyszałem jednocześnie to, co powiedział mi w przeddzień. 
Kunsthistorisches Museum nie ma nawet jednego Goi, nie ma jednego nawet El Greca. MoŜe, rzecz jasna, 
zrezygnować z El Greca, El Greco nie naleŜy bowiem do rzeczywiście wielkich malarzy, nie naleŜy do tych 
najlepszych, powiedział Reger, ale nie mieć nawet jednego Goi to dla muzeum takiego jak Kunsthistorisches 
Museum zaiste zgubne. Ani jednego Goi, powiedział, jakie to typowe dla Habsburgów, którzy, jak pan wie, 
absolutnie nie znali się na sztuce, owszem, czuli muzykę, ale absolutnie nie znali się na sztuce. Beethovena 
słyszeli, ale nie widzieli Goi. Nie chcieli mieć Goi. Beethovenowi dali błazeńską wolność, muzyka nie była 
bowiem dla nich niebezpieczna, Goya jednak nie miał prawa wstępu do Austrii. Tak, tak, Habsburgowie 
obdarzeni byli tym wątpliwym katolickim guścikiem, który do tego muzeum pasuje jak ulał. Całe 
Kunsthistorisches Museum to ten wątpliwy habsburski guścik do sztuk upiększanych, wstrętny Prawimy 
cokolwiek ludziom, z którymi absolutnie nic nas nie łączy, powiedział, potrzebujemy bowiem słuchaczy. 
Potrzebni są nam słuchacze, potrzebna jest tuba, powiedział. Przez całe Ŝycie pragniemy tej idealnej tuby, ale 
nie moŜemy jej znaleźć, dlatego Ŝe idealna tuba nie istnieje. Mamy jednego Irrsiglera, powiedział, a przecieŜ 
przez cały czas poszukujemy jeszcze jednego Irrsiglera, Irrsiglera idealnego. Z całkiem prostego człowieka 
robimy sobie tubę, a kiedy tylko z tego całkiem prostego człowieka zrobimy sobie tubę, zaczynamy szukać 
kogoś innego, innej tuby, nadającego się na naszą tubę człowieka, powiedział. Po śmierci Ŝony mam 
przynajmniej Irrsiglera, powiedział. Irrsigler, zanim trafił na mnie, był przecieŜ tylko, tak jak wszyscy 
Burgenlandczycy, burgenlandzkim głupim, powiedział Reger. Potrzeba nam głupka na tubę. Burgenlandzki 
głupek pasuje jak ulał na tubę, powiedział Reger. Proszę mnie dobrze zrozumieć, cenię sobie Irrsiglera, a teraz 
nawet tak potrzebny stał się mi do Ŝycia jak chleb powszedni, potrzebowałem go przez wiele lat, całe 
dziesięciolecia, ale tylko głupi w typie Irrsiglera nadaje się na tubę, powiedział wczoraj Reger. Rzecz jasna, 
wykorzystujemy takiego głupiego jako człowieka, powiedział. Z drugiej wszakŜe strony właśnie przez to, Ŝe go 
wykorzystujemy, robimy z takiego głupka człowieka, przez to, Ŝe robimy z niego naszą tubę, wtłaczamy w 
niego nasze myśli, przyznaję, Ŝe początkowo dosyć bezwzględnie robimy z takiego burgenlandzkiego głupiego, 
jakim był Irrsigler, burgenlandzkiego człowieka. Zanim natknął się na mnie, Irrsigler nie miał, na przykład, 

background image

zielonego pojęcia o muzyce, o sztuce Ŝadnego, w gruncie rzeczy o niczym w ogóle, nawet o swojej głupocie. 
Teraz jest dalej niŜ wszystkie te historyczno-sztuczne gaduły, które przychodzą tu dzień w dzień po to, by 
szpikować ludziom uszy tymi swoimi historyczno-sztucznymi bredniami. Irrsigler jest dalej, prześcignął juŜ te 
historyczno-sztuczne gadatliwe świnie, które swymi bredniami dzień w dzień doszczętnie niszczą dziesiątki 
przyganianych tu całymi klasami wycieczek szkolnych. Historycy sztuki to istni gładziciele sztuki, powiedział 
Reger. 
Historycy sztuki tak długo gadają o sztuce, aŜ zagadają ją na śmierć. Sztuka ulega śmiertelnej zagładzie, 
zagadana przez historyków sztuki. Mój BoŜe, ile to razy myślę sobie, siedząc tu, na tej ławce, kiedy historycy 
sztuki przeganiają przede mną te bezradne hordy, jak mi Ŝal wszystkich tych ludzi, z których ci właśnie 
historycy sztuki wyganiają sztukę, i to wyganiają na całe Ŝycie, powiedział Reger. Zajęcie historyka sztuki to 
najniecniejszy proceder, jaki istnieje, bredzącego zaś historyka sztuki, a istnieją przecieŜ wyłącznie bredzący 
historycy sztuki, naleŜałoby przegonić batem, przegnać ze świata sztuki, powiedział Reger, przegnać ze świata 
sztuki naleŜałoby wszystkich historyków sztuki, poniewaŜ historycy sztuki to istni gładziciele sztuki, nie wolno 
nam wręcz dopuścić do zagłady sztuki przez historyków sztuki, czyli sztuki gładzicieli. Kiedy słuchamy 
historyka sztuki, robi się nam niedobrze, powiedział, słuchając historyka sztuki, zaczynamy rozumieć, jak 
sztuka, o której on bredzi, ulega zagładzie, jednocześnie z bredniami historyka sztuki kurczy się sztuka i ulega 
zagładzie. Tysiące, ba, dziesiątki tysięcy historyków sztuki, bredząc, dokonują zagłady sztuki, powiedział. 
Historycy sztuki to rzeczywiście zabójcy sztuki, słuchając historyka sztuki, przyłączamy się do zagłady sztuki, 
tam, gdzie zabiera głos historyk sztuki, sztuka ulega zagładzie, taka jest prawda. Ja w swoim Ŝyciu mało czego 
nienawidziłem bardziej niŜ historyków sztuki, powiedział Reger. Wielką radość sprawia mi przysłuchiwanie się 
Irrsiglerowi, kiedy wyjaśnia on jakiś obraz komuś niemającemu o nim pojęcia, powiedział Reger, Irrsigler 
zawsze bowiem potrafi wyjaśnić jakieś dzieło sztuki bez nadmiernego gadulstwa, nie bredzi, tylko skromnie 
wyjaśnia i zdaje sprawę, swoim gadulstwem nie zamyka, tylko otwiera dzieło sztuki na spojrzenie oglądającego. 
To ja jego, Irrsiglera, przez długie lata uczyłem, jak wyjaśniać dzieła sztuki w oglądzie. Rzecz jasna jednak, 
wszystko to, co Irrsigler mówi, pochodzi ode mnie, powiedział wówczas Reger, naturalnie nic nie pochodzi od 
niego samego, no ale przecieŜ to najlepsze, co oferuje moja głowa, nawet jeśli wyuczone, w pewnych 
sytuacjach zawsze się na coś przyda. Dla muzykologa, takiego jak ja, tak zwane sztuki plastyczne są wysoce 
przydatne, powiedział Reger, im bardziej koncentrowałem się na muzykologii i, prawdę mówiąc, im bardziej 
zagalopowywałem się w muzykologię, tym wnikliwiej zajmowałem się tak zwanymi sztukami plastycznymi; z 
drugiej strony uwaŜam, Ŝe dla malarza na przykład jest bardzo korzystne zwrócić się ku muzyce, to znaczy, Ŝe 
po nakazaniu sobie, iŜ będzie do końca Ŝycia malował, równieŜ do końca Ŝycia uprawia on studia muzyczne. 
Sztuki plastyczne cudownie uzupełniają sztuki muzyczne, jedne są zawsze dobre na drugie, powiedział. Moich 
studiów muzycznych nie potrafię sobie zupełnie wyobrazić bez dialogu z tak zwanymi sztukami plastycznymi, 
zwłaszcza z malarstwem, powiedział. Dlatego tak dobrze uprawiam ten mój muzyczny proceder, Ŝe 
jednocześnie i z nie mniejszym entuzjazmem, tudzieŜ absolutnie nie mniejszą intensywnością zajmuję się 
malarstwem. Nie bez powodu juŜ od ponad trzydziestu lat przychodzę tu, do Kunsthistorisches Museum. Inni 
idą przed południem do gospody wypić sobie trzy, cztery kufle piwa, ja zaś przychodzę tutaj popatrzeć na obraz 
Tintoretta. MoŜe to i obłąkane, jak pan pewnie pomyśli, inaczej jednak nie potrafię. Jeden swym drogim 
zwyczajem przez dziesiątki lat wypija sobie rano w knajpie trzy, cztery kufle piwa, a ja idę do Kunsthistorisches 
Museum. Ktoś bierze koło jedenastej rano kąpiel w wannie, aby sforsować barierę dnia, a ja idę do 
Kunsthistorisches Museum. Kiedy do tego jeszcze znajdziemy sobie jakiegoś Irrsiglera, mamy naprawdę 
komfortową sytuację. Tak naprawdę to juŜ od dzieciństwa niczego bardziej nie nienawidziłem niŜ muzeów, 
powiedział, z usposobienia jestem naturą nienawidzącą muzeów, prawdopodobnie jednak właśnie z tego 
powodu od ponad trzydziestu juŜ lat tu przychodzę, pozwalam sobie na ten absurd, niewątpliwie duchowej 
natury. Jak panu wiadomo, nie przychodzę do sali Bordona z powodu Bordona, nawet nie z powodu Tintoretta, 
choć Siwobrodego męŜczyznę uwaŜam za jedno z największych malowideł w ogóle kiedykolwiek 
namalowanych, przychodzę do sali Bordona z powodu tej ławki i z powodu idealnego wpływu światła na moje 
władze umysłowe, tak naprawdę to z powodu idealnych warunków, ze względu na temperaturę w sali Bordona 
właśnie, no i z powodu Irrsiglera, który tylko w sali Bordona jest Irrsiglerem idealnym. Prawdę powiedziawszy, 
nie wytrzymuję teŜ nigdy w pobliŜu na przykład Velazqueza. Nie mówiąc juŜ o takich malarzach jak Rigaud 
czy Largilliere, których unikam jak zarazy. Tu w sali Bordona mam najlepsze warunki do medytacji, a gdybym 
miał kiedyś ochotę poczytać sobie tu na ławce, na przykład mojego ulubionego Montaignea lub mojego jeszcze 
bardziej ulubionego Pascala, czy teŜ mojego jeszcze bardziej ulubionego Voltairea, jak pan widzi, moi ulubieni 
autorzy to sami Francuzi, ani jednego Niemca, mogę to tutaj uczynić z największą przyjemnością i z 
największym poŜytkiem. Sala Bordona to zarówno moja czytelnia, jak i myślarnia. A kiedy mam ochotę na łyk 
wody, Irrsigler przynosi mi szklankę wody, nie muszę nawet wstawać. Czasami ludzie są zdumieni, widząc, Ŝe 
tak tu sobie siedzę na ławce i czytam Voltairea, pijąc ze szklanki czystą wodę, dziwią się, potrząsają głową i 
przechodzą dalej, tak jakby brali mnie za obłąkanego ze specjalnym państwowym zezwoleniem na błazeńską 
wolność. JuŜ od lat nie przeczytałem w domu ani jednej ksiąŜki, natomiast tu, w sali Bordona, przeczytałem 
setki ksiąŜek, nie znaczy to jednak, Ŝe tu, w sali Bordona, wszystkie te ksiąŜki przeczytałem kompletnie, w 

background image

Ŝ

yciu nie przeczytałem jednej ksiąŜki kompletnie, czytam ksiąŜki na modłę nadzwyczaj utalentowanego 

kartkującego, to znaczy jestem kimś, kto woli kartkować niŜ czytać, kto zatem dziesiątki, w niektórych 
okolicznościach i setki stron kartkuje, nim choć jedną przeczyta; kiedy jednak tę jedną stronę czyta, czyta ją tak  
gruntownie jak nikt inny i z największą pasją czytelniczą, jaką moŜna sobie wyobrazić. Musi pan wiedzieć, Ŝe 
jestem typem nie tyle czytającego, ile kartkującego, kartkowanie uwielbiam na równi z czytaniem, w Ŝyciu 
kartkowałem miliony razy więcej, niŜ czytałem, a kartkowanie dawało mi tyle radości, co czytanie, i faktycznie 
tak samo dodawało mi ducha. W sumie przecieŜ lepiej przeczytać niechby i trzy strony trzystustronicowej 
ksiąŜki, za to tysiąc razy gruntowniej niŜ normalny czytelnik, który wszystko niby przeczyta, ale nawet jednej 
strony gruntownie, powiedział. Lepiej przeczytać dwanaście linijek ksiąŜki z najwyŜszą intensywnością, czyli, 
jak moŜna by powiedzieć, przebić się do Całości, niŜ gdybyśmy przeczytali całą ksiąŜkę tak jak normalny 
czytelnik, który w końcu przeczytaną przez siebie ksiąŜkę zna równie powierzchownie, jak lecący samolotem 
pasaŜer krajobraz, nad którym leci samolot. Nie postrzega nawet zarysu terenu. A dzisiaj wszyscy czytają 
wszystko w locie, czytają wszystko, niczego nie znają. Ja, wszedłszy do ksiąŜki, zaraz się do niej wprowadzam, 
proszę sobie wyobrazić, zapieram się rękami i nogami i siłą trzeba mnie z niej wyrywać, wkraczam na dwie, 
trzy strony tekstu filozoficznego, tak jakbym wkraczał na jakiś teren, w przyrodę, na terytorium państwa, część 
ś

wiata, niech panu będzie, aby w ową część świata wedrzeć się nie zaledwie niecałą siłą i niecałym sercem, lecz 

całkowicie, aby ją zbadać, a następnie, po zbadaniu jej tak gruntownym, jak to tylko jest w mojej mocy — móc 
dojść do konkluzji o Całości. Kto wszystko czyta, niczego nie pojął, powiedział. Nie trzeba koniecznie czytać 
całego Goethego, całego Kanta, niekoniecznie teŜ całego Schopenhauera —wystarczy parę stron Wertera, parę 
stron Powinowactw z wyboru, a więcej juŜ wiemy o obu tych ksiąŜkach, niŜ gdybyśmy je przeczytali od deski 
do deski, co tak czy inaczej i tak pozbawia nas czystej przyjemności. Zdobycie się jednak na owo drastyczne 
samoograniczenie wymaga wiele odwagi i tyle siły ducha, Ŝe człowiek niezmiernie rzadko moŜe ją w sobie 
znaleźć, i my sami rzadko ją w sobie znajdujemy; człowiek czytający jest ohydnie Ŝarłoczny, jak mięsoŜerca, i 
jak mięsoŜerca psuje sobie Ŝołądek, zdrowie w ogóle, i psuje sobie głowę wraz z całą duchową egzystencją. 
Nawet rozprawę filozoficzną lepiej rozumiemy nie wtedy, gdy poŜremy ją doszczętnie w Całości za jednym 
zamachem, tylko wtedy, gdy wybierzemy sobie jeden szczegół, od którego wychodząc, w szczęśliwym 
wypadku dotrzemy do Całości. Szczyt przyjemności dają nam przecieŜ fragmenty, tak jak i w Ŝyciu osiągamy 
szczyt przyjemności, przyglądając mu się we fragmentach, a jaką grozę budzi w nas Całość i w gruncie rzeczy 
teŜ to, co doskonałe, kompletne. Dopiero kiedy w szczęśliwym wypadku zdołamy sprowadzić Całość, to, co 
kompletne, dokonane, do fragmentu, przystąpiwszy do lektury, moŜemy osiągnąć wyŜyny, w pewnych 
okolicznościach wręcz szczyty rozkoszy. Nasza epoka jako Całość od dawna jest juŜ przecieŜ nie do 
wytrzymania, powiedział, jest znośna tylko wtedy, kiedy widzimy ją we fragmencie. Całość i skończona 
perfekcja są dla nas nieznośne, powiedział. Tak samo w gruncie rzeczy nieznośne są dla mnie wszystkie te 
obrazy, tu, w Kunsthistorisches Museum, uczciwie mówiąc, są dla mnie okropne. śeby je móc znieść, na 
kaŜdym z nich i w kaŜdym szukam tak zwanego kardynalnego błędu, procedura ta zawsze, jak dotąd, 
prowadziła mnie do mojego celu, a mianowicie, by kaŜde z tych tak zwanych skończonych, perfekcyjnych dzieł 
sztuki sprowadzić do fragmentu, powiedział. Skończona perfekcja nie tylko nieprzerwanie grozi nam zagładą, 
lecz wręcz tę zagładę na nas sprowadza, wszystko to, co opatrzone mianem arcydzieła, wisi tutaj na ścianach, 
powiedział. Wychodząc od tego, Ŝe doskonała perfekcja, Ŝe Całość w ogóle nie istnieje, posuwam się o krok za 
kaŜdym razem, kiedy tylko kaŜde wiszące tu na ścianie tak skończone perfekcyjnie dzieło sztuki sprowadzę do 
fragmentu, szukając, dopóki się w nim nie doszukam, w tymŜe dziele sztuki, jakiegoś kardynalnego błędu, 
punktu rozstrzygającego o klęsce artysty, który je stworzył. I w kaŜdym z tych obrazów, z tych tak zwanych 
arcydzieł, odnajdywałem i odkrywałem zawsze jakiś kardynalny błąd, potrafiłem doszukać się klęski jego 
twórcy. I przez ponad trzydzieści lat sprawdzała się ta moja, haniebna, pomyśli pan moŜe, rachuba. śadne z 
tych arcydzieł światowej sławy, obojętnie czyje, nie jest w rzeczy samej całe i doskonałe. I to mnie uspokaja, 
powiedział. To mnie w gruncie rzeczy uszczęśliwia. Tylko wciąŜ na nowo przekonując się, Ŝe Całość nie 
istnieje, Ŝe nie ma skończonej perfekcji, jesteśmy w stanie Ŝyć dalej. Całość i Perfekcja są dla nas nie do 
wytrzymania. Musimy pojechać do Rzymu i stwierdzić, Ŝe Bazylika św. Piotra to tandetne bezguście, zaś ołtarz 
Berniniego jest debilny architektonicznie, powiedział. PapieŜa musimy ujrzeć twarzą w twarz i stwierdzić 
osobiście, Ŝe koniec końców równieŜ i on jest równie groteskowym bezradnym człowiekiem, jak wszyscy inni 
— Ŝeby móc wytrzymać. Musimy słuchać Bacha i usłyszeć, jak Bach ponosi klęskę, Beethovena słuchać i 
usłyszeć, jak Beethoven ponosi klęskę, nawet Mozarta słuchać i usłyszeć, jak i Mozart ponosi klęskę. I tak samo 
naleŜy postępować z tak zwanymi wielkimi filozofami, nawet jeśli są oni naszymi ukochanymi artystami ducha, 
powiedział. Pascala nie kochamy przecieŜ dlatego, Ŝe jest wielkim dokonaniem, tylko dlatego, Ŝe w gruncie 
rzeczy jest tak bezradny, tak samo Montaignea kochamy ze względu na jego całe Ŝycie, poszukującą, choć 
nieznajdującą bezradność, i Voltairea z powodu jego bezradności. W ogóle przecieŜ kochamy filozofię i ogólnie 
całą humanistykę w sumie jedynie dlatego, Ŝe jest tak bezradna. Tak naprawdę to kochamy tylko te ksiąŜki, 
które nie są Całością, które są chaotyczne, bezradne. Tak jest z wszystkimi i z kaŜdym z osobna, powiedział 
Reger, takŜe jakiś człowiek szczególnie nas pociąga tylko dlatego, Ŝe jest bezradny i Ŝe nie jest cały, dlatego, Ŝe 
jest chaotyczny, a nie doskonały. Dobrze, powiadam, El Greco, pięknie, niech będzie, ale ten poczciwiec nie 

background image

potrafił namalować ręki, pięknie, powiadam, Veronese, niech będzie, ale ten poczciwiec nie potrafił namalować 
naturalnej twarzy. A to, co powiedziałem dzisiaj panu o fudze? powiedział wczoraj, Ŝaden z tych 
kompozytorów, nie wyłączając największych, nie skomponował skończonej fugi, nawet Bach, który był 
przecieŜ uosobieniem spokoju, kompozytorem najczystszej przejrzystości. Nie istnieje Ŝaden skończony obraz, 
Ŝ

adna skończona ksiąŜka, Ŝaden skończony utwór muzyczny, powiedział Reger, taka jest prawda i prawda ta 

pozwala umysłom takim jak mój, które przecieŜ doŜywotnio są wyłącznie umysłami w rozpaczy, trwać w ist-
nieniu. Głowa powinna być głową, która szuka, szuka błędów, głową szukającą błędów ludzkości, poszukującą 
klęski głową. Ludzka głowa jedynie wtedy, gdy poszukuje błędów ludzkości, jest ludzką głową. Ludzka głowa 
nie jest ludzką głową, dopóki nie wyruszy na poszukiwanie błędów ludzkości, powiedział Reger. Dobra głowa 
to głowa w poszukiwaniu błędów ludzkości, wyjątkowa głowa to głowa, która te błędy ludzkości znajduje, 
natomiast genialna głowa to głowa, która na te odnalezione błędy po ich znalezieniu zwraca uwagę tudzieŜ 
wszelkimi dostępnymi jej środkami owe błędy ukazuje. W tym sensie równieŜ, powiedział Reger, sprawdza się 
zawsze przecieŜ wypowiadane bez głowy powiedzenie szukajcie, a znajdziecie. Kto tu, w tym muzeum, w 
setkach tych tak zwanych arcydzieł szuka błędów, ten je i znajdzie, powiedział Reger. Powiadam panu: nie ma 
w tym muzeum jednego dzieła bez błędu. MoŜe się pan z tego podśmiewać, powiedział, moŜe to pana 
przestraszyć, mnie osobiście to uszczęśliwia. Nie bez powodu przecieŜ juŜ od ponad trzydziestu lat przychodzę 
tu, do Kunsthistorisches Museum, a nie vis a vis do Naturhistorisches Museum. Siedział wciąŜ na ławce, w 
czarnym kapeluszu na głowie, praktycznie w bezruchu, było jasne, Ŝe dawno juŜ przestał wpatrywać się w 
Siwobrodego męŜczyznę i Ŝe teraz wpatrywał się w coś zupełnie innego, z tyłu za Siwobrodym męŜczyzną, nie 
w Tintoretta, tylko w coś daleko poza murami muzeum, w czasie, kiedy ja obserwowałem wprawdzie Regera i 
Siwobrodego męŜczyznę, ale przecieŜ z tyłu widziałem innego Regera, który wczoraj wyjaśniał mi fugi. Tak 
często słuchałem, jak mi wyjaśniał fugi, Ŝe wczoraj niespecjalnie chciało mi się słuchać go uwaŜnie, podąŜałem 
wprawdzie za tym, co mówi, co zresztą było wielce interesujące, przykładowo o próbach z formą fugi u 
Schumanna, ale myślami byłem juŜ gdzie indziej. Widziałem Regera siedzącego na ławce, a za nim 
Siwobrodego męŜczyznę, widziałem teŜ Regera, który raz jeszcze próbował wyjaśnić mi sztukę fugi, z jeszcze 
większym entuzjazmem niŜ uprzednio, słysząc jednocześnie, co mówił Reger wczoraj, i naraz ujrzałem teŜ moje 
dzieciństwo i usłyszałem głosy mojego dzieciństwa, głosy rodzeństwa, głos matki, głosy dziadków na wsi. Jako 
dziecko byłem na wsi całkiem szczęśliwy, choć szczęśliwszy byłem jednak w mieście, tak jak i później, no i tak 
jak i teraz jestem duŜo szczęśliwszy w mieście niŜ na wsi. Tak jak zawsze znacznie szczęśliwszy byłem w 
sztuce niŜ w naturze, w naturze przez całe Ŝycie czułem się nieswojo, sztuka zawsze dawała mi osłonę. JuŜ w 
dzieciństwie, które dane mi było spędzić w duŜej mierze pod opieką dziadków ze strony matki i w którym 
naprawdę byłem w sumie szczęśliwy, czułem się osłonięty, czułem, Ŝe jestem w dobrych rękach w tak zwanym 
ś

wiecie sztuki, a nie w naturze, która wprawdzie mnie zawsze wprawiała w zdumienie, ale której w równym 

stopniu się lękałem, do dziś się to nie zmieniło, ani na moment nie czuję się u siebie w naturze, zawsze 
natomiast — w świecie sztuki, najbardziej osłonięty — w świecie muzyki. Jak tylko sięgam pamięcią, niczego 
w świecie nie wielbiłem bardziej niŜ muzyki, pomyślałem, a moje oczy, przechodząc przez Regera poza mury 
muzeum, patrzyły w moje dzieciństwo. Nadal uwielbiam to patrzenie w dawno minione dzieciństwo, oddaję się 
mu z prawdziwym zapamiętaniem i wykorzystuję je, kiedy tylko mogę, Ŝebym tak zawsze mógł patrzeć we 
własne dzieciństwo, wciąŜ sobie myślę. A jakie było dzieciństwo Regera, pomyślałem, niewiele o nim wiem, w 
kwestii dzieciństwa Reger nie jest zbyt rozmowny. A Irrsigler? Niechętnie o nim mówi, niechętnie w nie patrzy. 
Koło południa przychodzi do muzeum coraz więcej grup, ostatnimi czasy szczególnie liczne są grupy 
wschodnioeuropejskie, wiele razy z rzędu widziałem grupy z Gruzji, pędzone po galerii przez przewodników 
mówiących po rosyjsku, pędzone jest tu właściwym słowem, grupy te bowiem nie tyle przez muzeum przecho-
dzą, ile pędzą na wyścigi, niczym się nie interesując, zbyt wyczerpane natłokiem dotychczasowych wraŜeń z 
podróŜy do Wiednia. W ubiegłym tygodniu obserwowałem męŜczyznę z Tyfusu, który odłączył się od 
kaukaskiej grupy i sam chciał obejść muzeum, jak się okazało, malarza, który zapytał mnie o Gainsborough, 
skwapliwie wyjaśniłem mu, gdzie znajdzie Gainsborough. W końcu, kiedy jego grupa opuściła juŜ muzeum, 
podszedł do mnie, by zapytać o drogę do hotelu Wandl, w którym zatrzymała się jego grupa. Spędził pół 
godziny przed Okolicami Suffolk, ani przez chwilę nie myśląc o grupie, jest, powiedział, pierwszy raz w 
Europie Środkowej i po raz pierwszy widzi Gainsborough w oryginale. Ten Gainsborough, powiedział dziwnie 
poprawnym niemieckim, jest głównym punktem jego podróŜy, po czym odwrócił się i wyszedł z muzeum. 
Chciałem pomóc mu w poszukiwaniu hotelu Wandl, ale odmówił. Młody, moŜe trzydziestoletni malarz z 
Tyflisu wyjeŜdŜa z grupą do Wiednia, ogląda Okolice Suffolk i mówi, Ŝe głównym punktem jego podróŜy jest 
obejrzenie Okolic Suffolk Gainsborough. Fakt ten nastroił mnie refleksyjnie na resztę popołudnia, aŜ do 
wieczora. Jak ten malarz z Tyfusu maluje? zastanawiałem się przez cały czas, a w końcu, uznawszy to za 
bezsensowne, przestałem. Ostatnimi czasy do Kunsthistorisches Museum przychodzi więcej Włochów niŜ 
Francuzów, więcej Anglików niŜ Amerykanów. Obdarzeni wrodzonym zrozumieniem sztuki, Włosi zachowują 
się zawsze tak, jakby od urodzenia wprowadzeni byli w arkana sztuki. Francuzi przemierzają muzeum raczej ze 
znudzeniem, Anglicy sprawiają wraŜenie, jakby wszystko znali i o wszystkim wiedzieli. Rosjanie są pełni 
podziwu. Polacy przyglądają się wszystkiemu wyniośle. Niemcy w Kunsthistorisches Museum, przechodząc 

background image

przez sale, wpatrują się cały czas w katalog, wyjątkowo tylko w wiszące na ścianach oryginały, wczepiwszy się 
w ten katalog, z nosem w katalogu przechodzą przez muzeum, dopóki nie dotrą do ostatniej strony tego 
katalogu, to znaczy dopóki nie wyjdą z muzeum na ulicę. Austriaków, zwłaszcza wiedeńczyków, niewielu 
zagląda do Kunsthistorisches Museum, wyjąwszy tysiące uczniów, którzy całymi klasami przychodzą, rok w 
rok muszą odbębnić obowiązkową wycieczkę do Kunsthistorisches Museum. Wycieczki szkolne oprowadzają 
po muzeum nauczyciele i nauczycielki, ze zgubnym wprost wpływem na uczniów, nauczyciele bowiem na 
kaŜdej wycieczce do Kunsthistorisches Museum swoim belferskim ograniczeniem tępią w uczniach wszelką 
wraŜliwość na malarstwo i jego twórców. Tępy, jak to na ogół bywa, nauczyciel bardzo szybko zabija u 
powierzonych mu uczniów wszelką wraŜliwość, nie tylko na sztukę malarską, zaś owa wycieczka do muzeum, 
po którym nauczyciele ciągną swoje, Ŝe tak powiem, niewinne ofiary, wskutek tępoty nauczycielskiej, wskutek 
tego ich tępego gadulstwa, dla kaŜdego na ogół ucznia okazuje się jego ostatnią wizytą w muzeum w ogóle. Raz 
jeden poszedłszy z nauczycielami do Kunsthistorisches Museum, uczniowie nie pójdą juŜ tam ani razu do końca 
Ŝ

ycia. Pierwsza wizyta dla tych młodych ludzi, i to wszystkich, jest jednocześnie ostatnią w ogóle. Tymi 

wizytami nauczyciele niszczą na zawsze u powierzonych im uczniów wszelkie zainteresowanie sztuką, takie są 
fakty. Nauczyciele psują uczniów, taka jest prawda, to fakt znany juŜ od wieków, zwłaszcza nauczyciele 
austriaccy od samego początku psują uczniom gust w sztuce; młodzi ludzie, i to wszyscy, są przecieŜ 
początkowo otwarci na wszystko, a zatem i na sztukę, wszakŜe nauczyciele doszczętnie wybijają im sztukę z 
głowy; i dziś jeszcze w większości tępogłowi nauczyciele austriaccy bezwzględnie rozprawiają się z tęsknotą za 
sztuką u własnych uczniów, za artyzmem w ogóle, którym początkowo całkiem naturalnie zafascynowani są i 
zachwyceni ci młodzi ludzie. Nauczyciele jednak, drobnomieszczańscy aŜ do szpiku kości, instynktownie 
występują przeciw owej fascynacji sztuką, zachwytowi nad sztuką u swoich uczniów, spychając sztukę i artyzm 
w ogóle na własny poziom przygnębiająco głupiego dyletantyzmu i redukując w szkole sztukę i wszystko w 
ogóle, co łączy się ze sztuką, do ohydnych gierek na prostackim flecie tudzieŜ tak ohydnych, jak partackich 
chóralnych pień, co musi być dla uczniów odraŜające. W ten sposób nauczyciele juŜ na samym początku 
wzbraniają uczniom dostępu do sztuki. Nauczyciele nie wiedzą, czym jest sztuka, a zatem i swoim uczniom nie 
są w stanie powiedzieć, ani ich nauczyć, czym jest sztuka, nie wprowadzają ich w sztukę, tylko z niej 
wyprowadzają, z całym tym ohydnym sentymentalnym wokalno instrumentalnym artystycznym geszeftem, 
który dla uczniów musi być odraŜający. Nie ma równie taniego gustu w sztuce, jak gust nauczycielski. JuŜ w 
podstawówce nauczyciele psują smak artystyczny uczniów, od samego początku wypędzają swoich uczniów ze 
sztuki, zamiast im sztukę, a zwłaszcza muzykę, objaśnić i obrócić w radość Ŝycia. Nauczyciele wszak nie tylko 
sztukę udaremniają i unicestwiają, lecz w sumie przecieŜ nauczyciele zawsze udaremniali Ŝycie i egzystencję w 
ogóle, zamiast młodych ludzi nauczyć Ŝycia, rozszyfrować je dla nich, sprawić, by rozwinęli w Ŝyciu faktycznie 
niewyczerpane bogactwo własnego charakteru, zabijają je w nich, czynią wszystko, by je w nich zabić. Nasi 
nauczyciele to w większości Ŝałosne kreatury, których zadanie Ŝyciowe polega, jak się wydaje, na tym, Ŝeby 
barykadować młodym ludziom Ŝycie, a w końcu wpędzić ich w cięŜką depresję na całe Ŝycie. Do zawodu 
nauczycielskiego garną się teŜ przecieŜ wyłącznie sentymentalne i perwersyjne półgłówki z niŜszej warstwy 
klasy średniej. Nauczyciele to bezwolni pomagierzy państwa, a tam, gdzie, tak jak w wypadku tego tu 
dzisiejszego państwa austriackiego, ma się do czynienia z państwem pod względem duchowym i moralnym 
kompletnie kalekim, państwem, które uczy wyłącznie zdziczenia i zepsucia tudzieŜ groźnego dla ogółu chaosu, 
naturalnie równieŜ nauczyciele są kalecy duchowo i moralnie, zdziczali, zepsuci i chaotyczni. To katolickie 
państwo nie ma pojęcia o sztuce, nie mają go zatem i nauczyciele w tym państwie, wręcz muszą go nie mieć, to 
jest najbardziej deprymujące. Nauczyciele ci uczą tego, czym jest owo katolickie państwo, do nauki czego owo 
państwo ich wynajmuje: ciasnogłowia i brutalności, niegodziwości i nikczemności, niecności i chaosu. Po 
swoich nauczycielach uczniowie nie powinni niczego oczekiwać oprócz zakłamania owego katolickiego 
państwa i katolickiej władzy państwowej, pomyślałem, obserwując Regera, a jednocześnie poprzez 
Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta patrząc ponownie w moje dzieciństwo. Sam miałem przecieŜ takich 
okropnych nauczycieli bez skrupułów, wpierw nauczycieli wiejskich, potem miejskich, wciąŜ na zmianę 
miejskich i wiejskich nauczycieli, i przez wszystkie te lata wszyscy ci nauczyciele mnie niszczyli, jeszcze nawet 
dobrze w średnim wieku, na dziesiątki lat naprzód zniszczyli mnie owi nauczyciele, jak myślę. I mnie, a takŜe 
mojemu pokoleniu, dali tylko i wyłącznie obrzydliwości państwa tudzieŜ zepsutego i zniszczonego przez to 
państwo świata. I mnie dali tylko i wyłącznie ohydę tego państwa tudzieŜ przez owo państwo skalanego świata. 
I mnie, podobnie jak młodym ludziom dzisiaj, przekazywali jedynie swoją bezrozumność, niezdolność, swoją 
tępotę, bezduszność. I mnie nauczyciele przekazali jedynie swoją niezdolność, myślę. I nie nauczyli mnie 
niczego prócz chaosu. Z góry na dziesiątki lat i we mnie z najwyŜszą bezwzględnością wszystko to zniszczyli, 
co od urodzenia istniało we mnie po to, bym się rozwinął, z całym potencjałem mojej inteligencji, w zgodzie z 
moim wewnętrznym światem. Sam teŜ miałem takich grozę budzących, ciasnogłowych nauczycieli łajdaków, 
którzy mają w pogardzie człowieka i świat ludzki, w absolutnej pogardzie, w myśl zadekretowanego przez 
państwo pojęcia, a mianowicie, Ŝe dla celów państwa naleŜy kategorycznie zdławić i złamać, a ostatecznie i 
uśmiercić naturę u świeŜych młodych ludzi. I ja miałem takich nauczycieli perwersyjnie dmuchających we flet 
tudzieŜ brzdąkających perwersyjnie na gitarze, którzy zmuszali mnie do nauczenia się na pamięć idiotycznego 

background image

szesnastozwrotkowego wiersza Schillera, co było w moim odczuciu najstraszniejszą karą. I ja miałem takich 
nauczycieli, stosujących przeciw bezsilnym uczniom metodę skrytej pogardy dla człowieka, tych pokazujących 
palcem sentymentalno-patetycznych, bezwolnych pomagierów państwa. I ja miałem tych debilnych 
pośredników państwowych, którzy mnie wiele razy na tydzień kijem leszczynowym bili po rękach, dopóki nie 
obrzmiały, i ciągnęli za uszy, podnosząc głowę do góry, tak Ŝe kiedy byłem sam, nie mogłem powstrzymać się 
od konwulsyjnego płaczu. Dzisiaj nauczyciele nie ciągną juŜ za uszy, nie biją po palcach leszczynowym kijem, 
lecz są równie bezduszni; patrząc na nauczycieli, którzy przeciągają z uczniami po muzeum przed tak zwanymi 
dawnymi mistrzami, jedynie to dostrzegam, to ci sami, myślę, których i ja miałem, ci sami, którzy zniszczyli 
mnie na całe Ŝycie i na całe Ŝycie unicestwili. I tak ma być, tak jest, mówią nauczyciele i nie tolerują 
najmniejszego sprzeciwu, poniewaŜ to katolickie państwo nie toleruje najmniejszego sprzeciwu, nie 
pozostawiając swym uczniom niczego, a juŜ na pewno niczego własnego. Tych uczniów szpikuje się wyłącznie 
państwowym śmieciem, tylko to im się wpycha do głowy, jak gęsiom kukurydzę, i zapycha się ich głowy tym 
państwowym śmieciem, dopóki te głowy się nie zaduszą. Państwo myśli, Ŝe dzieci są dziećmi państwa, i 
zgodnie z tą myślą postępuje, juŜ od wieków wywierając tu swój niszczący wpływ. Tak naprawdę to państwo 
rodzi dzieci, tylko państwu rodzą się dzieci, taka jest prawda. Wolne dziecko nie istnieje, istnieje tylko dziecko 
państwowe, państwo moŜe z nim robić, co tylko zechce, to państwo wydaje dzieci na świat, matkom wmawia 
się tylko, Ŝe wydają na świat dzieci, to z brzucha państwa wychodzą dzieci, taka jest prawda. Rok w rok z 
brzucha państwa wychodzą setki tysięcy państwowych dzieci, taka jest prawda. Z państwowego brzucha 
wychodzą na świat państwowe dzieci i idą do państwowej szkoły, gdzie na naukę biorą je państwowi 
nauczyciele. Państwo rodzi swoje dzieci w państwo, taka jest prawda, państwo rodzi swoje dzieci w państwo i 
nigdy juŜ ich nie wypuści. Gdziekolwiek spojrzeć, widzi się same dzieci państwowe, państwowych uczniów, 
państwowych robotników, państwowych urzędników, państwowych starców, państwowe trupy, taka jest 
prawda. Państwo produkuje wyłącznie państwowych ludzi i daje im istnieć, taka jest prawda. Nie ma juŜ ludzi 
naturalnych, są juŜ tylko ludzie państwowi, zaś tam, gdzie jeszcze są naturalni ludzie, prześladuje się ich, 
zastrasza na śmierć albo robi się z nich państwowych ludzi. Dzieciństwo miałem równie piękne, jak okropne i 
okrutne, myślę, w dzieciństwie u dziadków mogłem być naturalnym, natomiast w szkole musiałem być 
państwowym człowiekiem, w domu u dziadków byłem naturalnym, w szkole byłem państwowym, przez pół 
dnia byłem naturalnym, przez pół dnia byłem państwowym człowiekiem, przez pół dnia, czyli po południu 
byłem naturalnym, a przez to i szczęśliwym, przez pół dnia, czyli przed południem byłem państwowym, a przez 
to i nieszczęśliwym człowiekiem. Po południu byłem najszczęśliwszym, przed południem jednakŜe 
najnieszczęśliwszym człowiekiem, jakiego moŜna sobie wyobrazić. Przez długie lata byłem po południu 
najszczęśliwszym, przed południem najnieszczęśliwszym człowiekiem w świecie, myślę. W domu u dziadków 
byłem człowiekiem naturalnym szczęśliwym, w szkole w miasteczku nienaturalnym nieszczęśliwym. Schodząc 
na dół do miasteczka, szedłem w nieszczęście (państwowe!), wchodząc na górę do dziadków, do domu, szedłem 
w szczęście. Wchodząc do dziadków, wchodziłem w naturę i szczęście, schodząc do miasteczka i do szkoły, 
schodziłem w antynaturę i nieszczęście. Z samego rana wkraczałem prosto w nieszczęście, w południe zaś bądź 
wczesnym popołudniem wracałem w szczęście. Szkoła to państwowa szkoła, w której młodych ludzi zamienia 
się w ludzi państwowych, to znaczy w nic innego niŜ bezwolnych pomagierów państwa. Schodząc do szkoły, 
wchodziłem w państwo, a poniewaŜ państwo gładzi człowieka, szedłem do zakładu zagłady ludzi. Przez długie 
lata chodziłem tak od szczęścia (dziadków!) do nieszczęścia (państwa!), tam i z powrotem, z natury w 
antynaturę i z powrotem, całe moje dzieciństwo niczym innym nie było niŜ tylko owym tam i z powrotem. 
Wzrastałem w tym dziecięcym tam i z powrotem. W tej diabelskiej grze nie wygrała jednak natura, tylko 
antynatura, nie dom dziadków, tylko szkoła i państwo. Jak we wszystkich innych, państwo wtłoczyło się we 
mnie na siłę, zmuszając do niego, państwa, zrobiło ze mnie państwowego człowieka, człowieka atestowanego, 
reglamentowanego, rejestrowanego, trenowanego, zdeprawowanego i zdeprymowanego, jak wszyscy. Patrząc 
na ludzi, widzimy tylko ludzi państwowych, sługi państwa, jak to się trafnie określa, nie widzimy ludzi 
naturalnych, a jedynie na wskroś wynaturzonych państwowych ludzi, z których zrobiono sługi państwa, 
słuŜących zatem przez całe Ŝycie państwu, a tym samym przez całe Ŝycie słuŜących antynaturze. Patrząc na 
ludzi, widzimy tylko ludzi państwowych, czyli antynaturalnych, którzy stali się łupem państwowej tępoty. 
Patrząc na ludzi, widzimy tylko wydanego na łup państwa i państwu słuŜącego człowieka, który padł ofiarą 
państwa. Ludzie, na których patrzymy, są ofiarami państwa, ludzie, na których patrzymy, są tylko karmą dla 
państwa, którą karmione jest owo coraz Ŝarłoczniejsze państwo, niczym innym. Ludzkość jest juŜ tylko 
ludzkością państwową i od wieków juŜ, a zatem odkąd istnieje państwo, nie posiada ludzkiego oblicza. 
Ludzkość jest dziś juŜ tylko i wyłącznie nieludzka, tak jak państwo, myślę. Dzisiaj człowiek jest juŜ wyłącznie 
człowiekiem państwowym, a zatem jest dziś juŜ tylko i wyłącznie unicestwionym człowiekiem i człowiekiem 
państwowym, jedynym człowiekiem ludzkomoŜliwym, myślę. Człowiek naturalny jest juŜ zupełną 
niemoŜliwością, myślę. Gdy patrzymy na stłoczone w wielkich miastach miliony państwowych ludzi, robi się 
nam niedobrze, poniewaŜ gdy patrzymy na państwo, robi się nam niedobrze. Codziennie, kiedy się budzimy, od 
tego naszego państwa robi się nam niedobrze, a kiedy wyjdziemy na ulicę, robi się nam niedobrze od tych 
państwowych ludzi, którzy owo państwo zaludniają. Ludzkość to gigantyczne państwo, od którego, kiedy 

background image

budzimy się, jeśli jesteśmy uczciwi, za kaŜdym razem robi się nam niedobrze. Jak wszyscy ludzie, mieszkam w 
państwie, od którego robi mi się niedobrze, kiedy się budzę. Nauczyciele, których mamy, uczą ludzi państwa, 
uczą ich strachu i grozy państwa, kłamstw państwa, tylko nie tego, Ŝe państwo samo w sobie jest strachem, 
zgrozą, kłamstwem. Nauczyciele od wieków biorą uczniów w państwowe kleszcze i całymi latami męczą ich, 
męczą i miaŜdŜą przez dziesiątki lat. Na zlecenie państwa nauczyciele ciągają uczniów po muzeach i swoją 
tępotą zohydzają im sztukę. No a ta sztuka, tu na tych ścianach, pomyślałem, czymŜe jest innym niŜ sztuką 
państwową? Reger mówi tylko o sztuce państwowej, kiedy tylko mówi o sztuce, zaś kiedy tylko mówi o tak 
zwanych dawnych mistrzach, zawsze mówi tylko o dawnych mistrzach państwowych. PoniewaŜ sztuka tu na 
tych ścianach nie jest przecieŜ niczym innym niŜ sztuką państwową, przynajmniej tu, w galerii malarstwa 
Kunsthistorisches Museum. Wszystkie wiszące tu na ścianach obrazy nie są przecieŜ niczym innym niŜ 
obrazami państwowych artystów. UsłuŜnych katolickiej sztuce państwowej, nic poza tym, nic więcej. Zawsze 
tylko oblicze, jak powiada Reger, ale bez twarzy. Zawsze tylko czoło, ale bez głowy. W sumie tylko zawsze 
front na pokaz, nic za nim, zawsze przecieŜ tylko kłamliwe i zakłamane, a nie rzeczywiste i prawdziwe. 
Wszyscy ci malarze byli przecieŜ na wskroś artystami państwowymi, którzy podporządkowali się Ŝądzy 
schlebiania swoim zleceniodawcom, nawet Rembrandt nie jest tu wyjątkiem, powiada Reger. Niech pan się 
przyjrzy Velazquezowi, wyłącznie sztuka państwowa, tak samo Lotto, Giotto, przecieŜ to tylko sztuka 
państwowa, tak jak ten straszny pra i prenazista Durer, który na płótnie umieszczał i zabijał naturę, ten 
przeraŜający Durer, jak powiada często Reger, bez reszty bowiem nienawidzi Durera, tego artystycznego 
cyzelatora z Norymbergi. Reger określa wiszące tu na ścianach obrazy mianem sztuki na państwowe zlecenie, 
do której zalicza się nawet Siwobrody męŜczyzna. Tak zwani dawni mistrzowie pracowali zawsze tylko w 
słuŜbie państwa lub Kościoła, na jedno wychodzi, mówił często Reger, cesarza czy papieŜa, hercoga czy 
arcybiskupa, stąd bierze się jej nikczemność. Tak jak tak zwany wolny człowiek jest tylko utopią, równieŜ tak 
zwany wolny artysta zawsze był tylko utopią, to szaleństwo, mówił często Reger. Artyści, tak zwani wielcy 
artyści, twierdził Reger, myślę, są ponadto ludźmi najbardziej pozbawionymi skrupułów, znacznie bardziej bez 
skrupułów niŜ politycy. Artyści są najbardziej zakłamani, znacznie bardziej niŜ politycy, artystyczni artyści są 
jeszcze znacznie bardziej zakłamani niŜ artyści państwowi, wciąŜ słyszę, jak mi to mówił Reger. Sztuka ta, 
odwracając się od świata, zwraca się zawsze ku WszechmoŜnemu i moŜnym tego świata, najmoŜniejszym, 
twierdził często Reger, i na tym polega jej nikczemność. Sztuka ta jest Ŝałosna, nic więcej, znowu słyszę, jak 
mówił wczoraj Reger, obserwując go dzisiaj z sali Sebastiana. Czemu właściwie malarze malują, kiedy jest 
jeszcze natura? zastanawiał się wczoraj ponownie Reger. Nawet najbardziej wyjątkowe dzieło sztuki to przejaw 
Ŝ

ałosnego trudu, całkowicie bez celu i sensu, Ŝeby imitować naturę, ba, małpować, powiedział. CzymŜe jest 

namalowana przez Rembrandta twarz jego matki wobec faktycznej twarzy mojej matki? pytał dalej. Czym są 
naddunajskie łąki, po których mogę sam chodzić i na które mogę sam patrzeć, wobec namalowanych? 
powiedział. Nie ma dla mnie większej obrzydliwości, powiedział wczoraj, niŜ namalowane towarzystwo. 
Malarstwo towarzyskie, nic innego, powiedział. Ludzie mówią utrwalić, udokumentować, ale przecieŜ 
utrwalone i udokumentowane zostaną, jak wiadomo, jedynie zakłamanie i nieprawda, tylko to, co nieprawdziwe 
i zakłamane zostanie utrwalone i udokumentowane, potomność ma na tych ścianach tylko nieprawdę i 
zakłamanie, tylko nieprawda i zakłamanie są w ksiąŜkach zostawionych nam przez tak zwanych wielkich 
pisarzy, tylko nieprawda i zakłamanie na wiszących tu na ścianach obrazach. Ten, który tu wisi na ścianie, to 
przecieŜ w Ŝaden sposób nie ten, którego malował malarz, powiedział wczoraj Reger. Ten, który tu wisi na 
ś

cianie, to nie jest ten, który Ŝył, powiedział. Powie pan, rzecz jasna, powiedział, takie jest spojrzenie artysty, 

który ten obraz namalował, dobrze, niech będzie, choć przecieŜ to spojrzenie zakłamane, i tak jest to, 
przynajmniej jeśli idzie o obrazy w tym muzeum, zawsze tylko katolickie spojrzenie państwowe danego artysty, 
wszystko bowiem, co zostało tu powieszone, to przecieŜ wyłącznie katolicka sztuka państwowa, nic innego, a 
przez to równieŜ, muszę to powiedzieć, sztuka niegodziwa, niechby i była tak wspaniała, za jaką chce uchodzić, 
a i tak przecieŜ pozostanie tylko niegodziwą sztuką katolicko państwową. Tak zwani dawni mistrzowie, 
zwłaszcza jeŜeli wielu z nich oglądać po kolei, to znaczy oglądać po kolei ich dzieła, są jedynie pasjonatami 
zakłamania, którzy narzucili się i zaprzedali katolickiemu państwu, to znaczy narzucili się i zaprzedali 
katolicko-państwowemu gustowi, oświadczył Reger. Tym samym mamy tu do czynienia wyłącznie z na wskroś 
deprymującą katolicką historią sztuki, z do głębi deprymującą katolicką historią malarstwa, która tematy dla 
siebie zawsze tylko znajdowała w niebie i w piekle, i na tym się kończyło, nigdy na ziemi, powiedział. Malarze 
ci nigdy nie malowali tego, co powinni byli malować, tylko to, co im zlecono, bądź to, co przysporzyło im 
pieniędzy lub sławy albo na nie naprowadziło, powiedział. Malarze ci, wszyscy ci dawni mistrzowie, od których 
najczęściej zbiera mi się bardziej niŜ od czegokolwiek innego na wymioty i od których zawsze miałem mdłości, 
powiedział, słuŜyli zawsze tylko jednemu panu, nigdy sobie samym, a tym samym ludzkości. Zawsze przecieŜ 
malowali wywiedziony przez nich z siebie udawany obłudny świat, po którym obiecywali sobie pieniądze i 
sławę, wszyscy malowali, mając tylko to na oku, z Ŝądzy pieniędzy i z Ŝądzy sławy, nie dlatego, Ŝe chcieli być 
malarzami, dlatego wyłącznie, Ŝe chcieli zdobyć sławę bądź pieniądze, bądź i pieniądze, i sławę. W Europie 
zawsze swoje obrazy wciskali w katolicką rękę 1 zdawali się na łaskę swego katolickiego boga tudzieŜ 
katolickich boŜyszczy. KaŜde pociągnięcie pędzla u owych tak zwanych dawnych mistrzów, choćby 

background image

naznaczone geniuszem, to kłamstwo, powiedział. Wczoraj nazwał tych z gruntu znienawidzonych — ale 
przecieŜ i zawsze, przez całe jego Ŝałosne Ŝycie dla niego fascynujących — malarzy upiększaczami świata. 
Bigoteryjni pomocnicy dekoratorzy wysoko postawionego europejsko katolickiego doborowego towarzystwa, 
nic poza tym — ci dawni mistrzowie, zobaczy pan to na najdrobniejszej plamce, bez najmniejszego 
zaŜenowania naniesionej przez tych artystów na płótno, drogi panie Atzbacher, powiedział. Trzeba, rzecz jasna, 
przyznać, Ŝe jest to wielki kunszt malarski, powiedział wczoraj, ale niech pan nie zapomni przy tym wspomnieć 
lub chociaŜ pomyśleć w duchu, Ŝe jest to haniebny kunszt malarski, a jego haniebność bierze się z jego 
religijnego charakteru, i to właśnie jest najwstrętniejsze. Kiedy przez godzinę posiedzi pan, tak jak ja 
przedwczoraj, przed Mantegną, nagle stwierdzi pan, Ŝe najchętniej zerwałby tego Mantegnę po prostu ze ściany, 
naraz bowiem zaczyna on się panu jawić jako olbrzymia malarska niegodziwość. Albo kiedy odstał juŜ pan jakiś 
czas przed Bilivertim lub Campagnolą. Ludzie ci malowali przecieŜ tylko po to, Ŝeby przeŜyć, Ŝeby zarobić 
pieniądze i Ŝeby pójść do nieba, bo przecieŜ nie do piekła, którego przez całe Ŝycie jak ognia się bali, choć niby 
głowy mieli pojętne, to niestety równieŜ byli słabego charakteru. Malarze w ogóle nie mają dobrego charakteru, 
wręcz przeciwnie, zawsze mają zły charakter, dlatego teŜ w gruncie rzeczy zawsze mieli bardzo zły gust, 
powiedział wczoraj Reger, nie znajdzie pan choćby jednego tak zwanego wielkiego artysty malarza, czy tez, 
powiedzmy, tak zwanego dawnego mistrza, który byłby dobrego charakteru i zarazem miał teŜ dobry gust, przy 
czym dobry charakter znaczy tu dla mnie po prostu nieprzekupny. Wszyscy ci artyści byli jako dawni 
mistrzowie przekupni, przez to tak odstręczająca jest dla mnie ich sztuka, oświadczył Reger. Wszystkich ich 
rozumiem, ale są oni dla mnie do głębi odstręczający. Do wszystkiego, co namalowali, mam głęboki wstręt, do 
wszystkiego, co tutaj wisi na ścianach, często o tym myślę, powiedział wczoraj, a mimo to juŜ od wielu lat 
wciąŜ to studiuję, nie mogę się powstrzymać. Najstraszliwsze jest to, powiedział wczoraj, Ŝe wszyscy ci dawni 
mistrzowie są mi wstrętni, a mimo to wciąŜ nieprzerwanie ich studiuję. Ale są odraŜający, to całkiem oczywiste, 
powiedział wczoraj. Owi dawni mistrzowie, jak nazywa ich się od stuleci, wybronią się tylko wtedy, kiedy ktoś 
przyjrzy im się powierzchownie, jeŜeli przyjrzymy się im wnikliwie, stopniowo zaczną tracić blask, w końcu 
zaś kiedy rzeczywiście ich przestudiujemy, prawdziwie, to znaczy jak najgruntowniej, przez dłuŜszy czas, 
rozpadną się na naszych oczach na szczątki, zostawiając po sobie w naszej głowie jedynie mdły, najczęściej teŜ 
przykry posmak. Największe, najwybitniejsze dzieło sztuki pozostaje nam w głowie w końcu tylko jako stek 
niegodziwości i kłamstwa, ciąŜący w niej jak ochłap mięcha w brzuchu. Dzieło sztuki fascynuje nas 
początkowo, po to by na końcu okazać się juŜ tylko śmiechu warte. Kiedy zada sobie pan trud i znajdzie czas na 
to, by przeczytać Goethego wnikliwiej niŜ zazwyczaj i z o wiele większą niŜ zazwyczaj intensywnością, tudzieŜ 
z o wiele większą niŜ zazwyczaj zuchwałością, to, co pan przeczytał, w końcu wyda się jedynie śmiechu warte, 
obojętnie co, wystarczy, Ŝeby czytał to pan częściej niŜ zazwyczaj, a niechybnie okaŜe się śmiechu warte, nawet 
największa mądrość stanie się w końcu głupotą. Biada panu, jeŜeli czyta pan wnikliwiej, zrujnuje pan sobie 
wszystko, co czyta. Obojętnie co pan czyta, i tak w końcu okaŜe się to śmiechu warte i będzie w końcu całkiem 
bez wartości. Niech się pan wystrzega wnikliwego patrzenia na dzieła sztuki, powiedział, wszystko sobie pan 
bez wyjątku obrzydzi, nawet to, co najbardziej pan wielbi. Niech pan się zbyt długo nie przygląda jakiemuś 
obrazowi, niech pan nie czyta ksiąŜki zbyt wnikliwie, utworu muzycznego niech pan nie słucha zbyt 
intensywnie, wszystko pan sobie zniszczy, równieŜ to, co dla pana najpiękniejsze, najpoŜyteczniejsze w świecie. 
Niech pan czyta to, co pan uwielbia, ale niech pan w to nie wnika totalnie, niech pan słucha tego, co pan 
uwielbia, ale niech pan nie słucha tego totalnie, niech pan ogląda to, co pan uwielbia, ale totalnie niech pan tego 
nie ogląda. PoniewaŜ ja zawsze wszystko oglądałem totalnie, zawsze tylko totalnie słuchałem, wszystko zawsze 
totalnie czytałem, a przynajmniej zawsze usiłowałem totalnie słuchać, wszystko totalnie czytać i oglądać, 
ostatecznie wszystko do końca sobie obrzydziłem, całkowicie obrzydziłem sobie przez to sztuki piękne, całą 
muzykę i całą literaturę, powiedział wczoraj. Tak jak w końcu sobie ostatecznie tą metodą obrzydziłem cały 
ś

wiat, po prostu wszystko sobie obrzydziłem. Latami wszystko sobie po prostu obrzydzałem, najbardziej Ŝałuję, 

Ŝ

e i własną Ŝonę sobie obrzydziłem. Latami, powiedział, mogłem istnieć w i dzięki tej metodzie obrzydzania. 

Teraz wiem jednak, Ŝe jeŜeli chcę dalej Ŝyć, nie wolno mi czytać ani słuchać, ani patrzeć, ani przyglądać się 
totalnie. To sztuka nie czytać totalnie, totalnie nie słuchać ani totalnie nie patrzeć czy się nie przyglądać, 
powiedział. Jeszcze nie całkiem opanowałem tę sztukę, powiedział, takie juŜ bowiem mam usposobienie, Ŝe do 
wszystkiego zabieram się totalnie, jak równieŜ totalnie wszystko przetrzymuję, tudzieŜ totalnie doprowadzam 
do końca, to, powinien pan wiedzieć, jest moim nieszczęściem, powiedział. Latami, przez dziesiątki lat, 
chciałem wszystko robić totalnie, to było nieszczęście, powiedział. Ten mechanizm rozkładania, jakŜe osobisty, 
zawsze nakierowany na totalność, powiedział. Dawni mistrzowie nie malowali dla takich jak ja, dla takich jak ja 
nie komponowali wielcy dawni kompozytorzy, nie pisali wielcy dawni pisarze, nie dla takich jak ja oczywiście, 
nigdy w Ŝyciu ktoś taki jak oni nie malowałby, pisał czy komponował dla takiego jak ja, powiedział. Sztukę nie 
po to stworzono, by ją oglądać totalnie, czytać totalnie i totalnie jej słuchać, powiedział. Ta sztuka została 
stworzona dla mizernej części ludzkości, codziennej, normalnej, tak, przyznaję, dla ludzi łatwowiernych, nic 
innego. Weźmy jakiś wspaniały gmach, jakŜe szybko zmniejsza się, gdy spocznie na nim oko takie jak moje, 
choćby najsłynniejszy gmach, akurat wtedy i właśnie dlatego prędzej czy później kurczy się do śmiechu wartej 
architekturki. Wiele odbyłem podróŜy, powiedział, aby zobaczyć wielką architekturę, naturalnie wpierw do 

background image

Italii, Grecji i Hiszpanii, jednakŜe katedry pod moim spojrzeniem niebawem zaczęły się kurczyć do najwyŜej 
bezradnej, więcej, nawet śmiechu wartej próby przeciwstawienia niebu czegoś w rodzaju drugiego nieba, od 
jednej katedry do następnej, wciąŜ coraz świetniejsze drugie niebo, powiedział, a przecieŜ kończyło się to 
partactwem. Zwiedziłem naturalnie największe muzea, i to nie tylko w Europie, przestudiowałem ich zbiory, 
niech mi pan wierzy, z największą intensywnością przestudiowałem, no i po niedługim juŜ czasie wydało mi 
się, Ŝe w tych zbiorach, w tych muzeach zgromadzono tylko namalowaną bezradność, namalowaną nieudolność, 
namalowane nieudanie, nic innego, zawarto partacką część świata, wszystko w tych muzeach jest przecieŜ 
nieudane i partackie, powiedział wczoraj, wejdzie pan do muzeum, obojętnie którego, i zacznie przyglądać się i 
studiować, będzie pan studiować wyłącznie nieudanie i partactwo. Mój BoŜe, powiedział, Prado, niby 
najwaŜniejsze muzeum w świecie, z pewnością, jeśli idzie o dawnych mistrzów, a mimo to zawsze, siedząc 
naprzeciw u Ritza i pijąc herbatę, myślę przecieŜ, Ŝe równieŜ w Prado zgromadzono tylko to, co niedoskonałe, 
nieudane, koniec końców wyłącznie śmiechu warte i dyletanckie. Niektórych artystów w pewnych czasach, 
kiedy nastanie taka moda, powiedział, nadyma się po prostu do rozmiarów jakiejś niesamowitej sensacji 
ś

wiatowej, a wtedy naraz jakaś nieprzekupna głowa w tę niebywałą sensację światową wbija szpikulec i owa 

niebywała sensacja pęka nagle jak balon i staje się sensacją byłą, równie szybko, powiedział. Velazquez, 
Rembrandt, Giorgione, Bach, Haendel, Mozart, Goethe, powiedział, tak samo Pascal, Voltaire, same nadęte 
niesamowite sensacje. Choćby ten Stifter, powiedział wczoraj, którego sam zawsze tak niesamowicie czciłem, 
Ŝ

e przewyŜszyło to niemal mój kult sztuki, jest przecieŜ, kiedy mu się uwaŜnie przyjrzeć, tak samo złym 

pisarzem, jak Bruckner, wnikliwie słuchany, złym kompozytorem, jeśli nie całkowitą miernotą. Stifter pisze 
okropnym stylem, w dodatku jeszcze gramatycznie poniŜej krytyki, tak samo jak Bruckner w tym swoim 
chaosie dzikiego galopu nut, w sędziwym wieku unoszony do tego jeszcze jak młokos religijnym pędem. Przez 
długie lata byłem czcicielem Stiftera, ale nie zajmowałem się nim naprawdę precyzyjnie i radykalnie. Kiedy 
wreszcie rok temu zająłem się Stifterem precyzyjnie i radykalnie, nie mogłem uwierzyć własnym oczom ani 
uszom. Z równie niepoprawną i nieporadną niemczyzną, czy austriacczyzną, niech panu będzie, nie spotkałem 
się w lekturze w całym moim intelektualnym Ŝyciu, i to akurat u autora, faktycznie dziś słynącego z precyzyjnej 
i przejrzystej prozy. Proza Stiftera nie jest w Ŝadnym wypadku precyzyjna, przeciwnie, jest teŜ najmniej 
przejrzystą znaną mi proza, aŜ roi się w niej od wypaczonych obrazów oraz fałszywych i pokrętnych myśli, ja 
naprawdę zastanawiam się, skąd bierze się dzisiaj ten bezkrytyczny kult tego prowincjonalnego dyletanta, który 
był mimo wszystko inspektorem szkolnym w Górnej Austrii, i to akurat u pisarzy młodych i bynajmniej nie 
najmniej znanych i wcale nie niepozornych. Sądzę, Ŝe wszyscy oni nigdy Stiftera nie przeczytali naprawdę, 
tylko zawsze ślepo wielbili, o Stifterze zawsze tylko słyszeli, ale rzeczywiście nigdy go nie przeczytali tak jak 
ja. Kiedy rok temu rzeczywiście przeczytałem Stiftera, tego arcymistrza prozy, za jakiego się go uwaŜa, miałem 
wstręt do samego siebie za to, Ŝe wcześniej tak go czciłem, tego partacza pismaka wręcz ubóstwiałem. Czytałem 
Stiftera w młodości i zachowałem o nim wspomnienie pozostawione przez wraŜenia z lektury. Czytałem Stiftera 
w wieku dwunastu, potem szesnastu lat, w całkowicie u mnie pozbawionym krytycyzmu okresie. A potem juŜ 
nigdy Stiftera ponownie nie zbadałem. W najdłuŜszych fragmentach jest Stifter w prozie gadułą nie do 
wytrzymania, pisze stylem partacza tudzieŜ, co najbardziej naganne, niechluja, poza tym, doprawdy, to 
najnudniejszy i najbardziej zakłamany autor, jakiego wydała literatura niemiecka. Proza Stiftera, znana jako 
trafna, precyzyjna i przejrzysta, jest w rzeczywistości mętna, bezradna i nieodpowiedzialna, tak po 
drobnomieszczańsku sentymentalna tudzieŜ po drobnomieszczańsku nieporadna, Ŝe przy lekturze czegoś 
takiego jak Witiko czy Mappe meines Urgrossvaters Ŝołądek się człowiekowi wywraca. Akurat Mappe meines 
Urgrossvaters to od pierwszego wiersza partacka próba ukazania tej pełnej beztroskich dłuŜyzn, sentymentalnej, 
mdłej prozy, rojącej się od wewnętrznych i zewnętrznych błędów, jako dzieła sztuki, choć to przecieŜ tylko 
drobnomieszczańska poroniona tandeta z Linzu, nic poza tym. Nie do pomyślenia zresztą, Ŝeby Linz, ta 
drobnomieszczańska prowincjonalna dziura, Linz, który od czasów Keplera pozostaje naprawdę wołającą o 
pomstę do nieba dziurą, gdzie jest opera, w której nikt po ludzku nie potrafi zaśpiewać, teatr, w którym nikt nie 
potrafi zagrać jak człowiek, gdzie malarze nie potrafią malować, a pisarze pisać, miał naraz z siebie wydać 
geniusza, za jakiego przecieŜ powszechnie uwaŜa się Stiftera. Stifter to Ŝaden geniusz, Stifter jest tylko 
zasklepionym w sobie filistrem w Ŝyciu i równie zasklepionym w pisaniu drobnomieszczańskim zatęchłym 
szkolnym belfrem, co to nie potrafił nawet sprostać elementarnym wymaganiom języka, a co dopiero mówić o 
umiejętności stworzenia dzieła sztuki, powiedział Reger. W sumie Stifter jest wręcz, powiedział, jednym z 
największych rozczarowań artystycznych mojego Ŝycia. Co trzecie, w najlepszym wypadku co czwarte zdanie 
Stiftera to fałsz, co drugi lub trzeci obraz w jego prozie to katastrofa, esprit Stiftera, przynajmniej w pismach 
literackich, to w ogóle sama mierność. Stifter tak naprawdę jest jednym z najbardziej pozbawionych fantazji 
pisarzy, jacy kiedykolwiek chwycili za pióro, a jednocześnie jednym z najbardziej anty i apoetyckich. JednakŜe 
czytelnicy tudzieŜ literaturoznawcy zawsze dawali się na tego Stiftera nabrać. To, Ŝe w końcu człowiek sam 
odebrał sobie Ŝycie, nic nie zmienia w jego absolutnej przeciętności. Nie znam Ŝadnego pisarza na świecie, 
który byłby takim dyletantem i partaczem, do tego tak głupio zawziętym jak Sifter, a jednocześnie taką 
ś

wiatową sławą. Podobnie z Antonem Brucknerem, powiedział Reger, przyjechał z Górnej Austrii do Wiednia, 

opętany katolicyzmem z powodu perwersyjnego lęku przed Bogiem, i oddał się całkowicie Cesarzowi i Bogu. 

background image

RównieŜ Bruckner to Ŝaden geniusz. Jego muzyka jest mętna, równie nieprzejrzysta, równie partacka jak proza 
Stiftera. Jeśli jednak Stifter jest dziś, ściśle mówiąc, wyłącznie tylko martwą literą germanistów, to Bruckner 
porusza wszystkich do łez. Bruckneriański potok dźwięków podbił cały świat, moŜna powiedzieć, 
sentymentalizm i zakłamana pompatyczność święcą w Brucknerze triumfy. Jako kompozytor Bruckner jest 
równym niechlujem, jak Stifter jako pisarz, obu wspólna jest owa górnoaustriacka niechlujność. Obaj uprawiali 
tak zwaną bogobojną, niebezpieczną dla ogółu sztukę, powiedział Reger. Nie, Kepler był zabawnym typem, 
powiedział wczoraj Reger, ale nie był przecieŜ Ŝadnym Górnym Austriakiem, tylko pochodził z Wirtembergii. 
Adalbert Stifter i Anton Bruckner wyprodukowali koniec końców tylko literackie i muzyczne śmiecie. Kto ceni 
Bacha, Handla i Haydna, powiedział, ten musi najoczywiściej w świecie ludzi takich jak Bruckner odrzucić, nie 
musi nimi gardzić, ale musi ich odrzucić. Kto ceni Goethego i Kleista, i Noyalisa, i Schopenhauera, ten musi 
odrzucić Stiftera, choć teŜ nie musi Stifterem gardzić. Kto wielbi Goethego, nie moŜe jednocześnie wielbić 
Stiftera, Goethe nigdy nie unikał trudności, Stifter zawsze szedł na łatwiznę. Najgorsze, powiedział wczoraj 
Reger, Ŝe właśnie Stifter, straszący w szkole belfer, w dodatku na wysokim belferskim stanowisku, sam pisał z 
niechlujnością, która nie uszłaby na sucho Ŝadnemu z jego uczniów. Jedna strona Stiftera pokazana Stifterowi 
przez jego własnego ucznia zostałaby przez Stiftera całkowicie pokreślona na czerwono, powiedział, taka jest 
prawda. Kiedy zaczynamy czytać Stiftera z czerwonym ołówkiem w ręku, bez końca byśmy mogli poprawiać, 
powiedział Reger. Tu nie chwycił za pióro Ŝaden geniusz, powiedział, tylko lichy partacz. JeŜeli istniało w 
ogóle pojęcie literatury bezguścia, mętniactwa, sentymentalizmu i bezcelowości, stosuje się ono dokładnie do 
tego, co pisał Stifter. Pisanie Stiftera nie jest sztuką, a to, co ma on do powiedzenia, jest obrzydliwie 
nieuczciwe. Nie bez powodu Stiftera czytają przede wszystkim znudzone w swoich mieszkaniach, ziewające ze 
znuŜenia nudą dnia Ŝony urzędników i wdowy po nich, powiedział, tudzieŜ pielęgniarki w czasie wolnym 
od pracy oraz zakonnice w klasztorze. Ktoś naprawdę myślący nie moŜe czytać Stiftera. UwaŜam, Ŝe ludzie tak 
wysoko ceniący sobie Stiftera, niesamowicie wysoko, nie mają o Stifterze Ŝadnego pojęcia. Nasi pisarze, 
wszyscy bez wyjątku, mówią i piszą o Stifterze wciąŜ z entuzjazmem i tak się go zawsze muszą uczepić, jakby 
był jakimś pisarskim boŜkiem dzisiejszych czasów. Albo to sami idioci, pozbawieni elementarnego gustu w 
sztuce i nierozumiejący ani na jotę literatury, albo, co trzeba raczej przyjąć, nigdy nie czytali Stiftera, 
powiedział. O Stifterze i Brucknerze proszę mitu nie wspominać, powiedział, w kaŜdym razie nie w związku ze 
sztuką i z tym, co ja przez sztukę rozumiem. Jeden zmętniał prozę, powiedział, drugi zmętniał muzykę. Biedna 
Górna Austria, powiedział, faktycznie wierzy, Ŝe wydała dwóch wielkich geniuszy, tymczasem w 
rzeczywistości wyprodukowała tylko dwa bez miary przeceniane niewypały, jednego literackiego, drugiego 
muzycznego. Na myśl o tym, Ŝe austriackie nauczycielki i zakonnice na swoich katolickich szafkach przy łóŜku 
postawiły sobie Stiftera jak święty obrazek na chwałę sztuki, obok grzebienia i obok cąŜków do paznokci u nóg, 
oraz na myśl o tym, Ŝe głowy państwa zalewają się łzami na dźwięk symfonii Brucknera, robi mi się niedobrze, 
powiedział. Sztuka jest czymś najwyŜszym, a jednocześnie najwstrętniejszym, powiedział. Musimy jednak 
wmawiać sobie, Ŝe sztuka wysoka i najwyŜsza istnieje, powiedział, inaczej bowiem popadniemy w rozpacz. 
Choć zdajemy sobie sprawę, Ŝe wszelka sztuka jako nieporadna i śmiechu warta skończy na śmietniku historii, 
jak zresztą wszystko w ogóle, z absolutną pewnością siebie musimy wierzyć w tę wysoką, najwyŜszą sztukę, 
powiedział. Wiemy, jaka jest, partacka, nieudana, ale nie musimy tego wciąŜ przyznawać, bo wtedy zginiemy z 
kretesem, powiedział. A wracając do Stiftera, powiedział, dziś wielu pisarzy powołuje się na Stiftera. Pisarze ci 
powołują się na absolutnego dyletanta w pisaniu, który w czasie swego pisarskiego Ŝycia ustawicznie tylko 
wykorzystywał naturę. Stifterowi trzeba postawić zarzut absolutnego naduŜycia natury, powiedział wczoraj 
Reger. Jako pisarz chciał być tym, który widzi, powiedział Reger, w rzeczywistości jednak był ślepcem jako 
pisarz. U Stiftera wciąŜ te ceregiele, wszystko jest pełne nieporadnego zaaferowania, skrzętne jak stara panna. 
Prowincjonalną, wytykającą palcem prozę Stifter pisał, nic poza tym, powiedział Reger. U Stiftera chwali się 
opis natury. A natura jeszcze nigdy nie została równie fałszywie skonstruowana jak w opisach Stiftera, nigdy teŜ 
nie jest równie nudna jak ta, w którą mamy niby uwierzyć, papier jest cierpliwy, powiedział Reger. Stifter jest to 
tylko literacki administrator okolicznościowych obrazków, którego wyzute z artyzmu pióro nawet tam 
paraliŜuje naturę, a przez to naturalnie i czytelnika, gdzie w rzeczywistości kipi ona Ŝyciem i roi się od zdarzeń. 
Stifter na wszystkim połoŜył swoją drobnomieszczańską zasłonę, niemalŜe wszystko dusząc, taka jest prawda. 
Naprawdę nie potrafi opisać nawet drzewa, śpiewu ptaka, wartkiej rzeki, taka jest prawda. Niby chce nam jakąś 
rzecz ukazać, a tylko ją paraliŜuje, chce wyostrzyć, a przytępia, taka jest prawda. Stifter robi z natury coś 
monotonnego, z ludzi zaś ubogich duchem, bez iskry Ŝycia, na niczym się nie zna, niczego nie odkrywa, a jak 
coś opisuje, jest bowiem wyłącznie tylko opisywaczem, robi to jak poczciwy fajtłapa. Ma w sobie coś ze złego 
malarza, powiedział Reger, ma cechy złych malarzy, którzy z jakiejś niepojętej przyczyny zdobyli sławę i 
którzy przecieŜ i w tym budynku wszędzie wiszą na ścianach, niech pan weźmie choćby Durera czy całe setki 
tych miernych produktów, których ramy, w jakie są oprawione, mają większą wartość niŜ one same. Ludzie z 
podziwem patrzą na wszystkie te obrazy, ale podziwiacze ci nie wiedzą dlaczego, tak jak Stiftera czyta się i 
podziwia, choć jego czytelnicy nie wiedzą dlaczego. Największą zagadką jest dla mnie sława Stiftera, 
powiedział Reger, bo w jego prozie nie znajdzie się niczego zagadkowego. Tak zwanych wielkich 
rozpuszczamy, z czasem rozkładamy na kawałki, znosimy, powiedział, wielkich malarzy, wielkich muzyków, 

background image

wielkich pisarzy, bo z ich wielkością nie moŜemy Ŝyć, albowiem myślimy, i myślimy o wszystkim gruntownie, 
powiedział. Stifter jednak ani nie był, ani nie jest wielki, więc nie jest przykładem tego procesu. Stifter jest 
jedynie przykładem tego, jak jakiś artysta przez dziesiątki lat moŜe być przez kogoś czczony, nawet wielbiony, 
jako wielki, przez kogoś Ŝądnego, by czcić i wielbić, a mimo to nie jest wielki. W rozczarowaniu, które 
odczuwamy, kiedy okaŜe się, Ŝe wielkość kogoś, kogo czcimy i podziwiamy, nie jest Ŝadną wielkością ani 
nigdy taką wielkością nie była, tylko Ŝe jest wielkością urojoną, naprawdę zaś czymś małym, wręcz 
przyziemnym, odczuwamy najbezwzględniej w świecie ból oszukanego. Kiedy z całkowitym oddaniem 
zaczynamy jakiś przedmiot ślepo akceptować, w dodatku jeszcze latami, przez dziesiątki lat, a moŜe i przez całe 
Ŝ

ycie, wręcz oddajemy mu cześć i wielbimy, nie wystawiając tego od czasu do czasu na próbę, mści się to na 

nas po prostu, powiedział Reger. Gdybym tylko kiedyś od czasu do czasu, powiedzmy, przed trzydziestu, 
choćby dwudziestu laty, niech będzie i piętnastu, wystawił Stiftera na próbę, zaoszczędziłoby mi to owego 
późnego rozczarowania. Nie wolno nam mówić, Ŝe tak to właśnie ten czy tamten i juŜ na zawsze, wszystkich 
artystów powinniśmy od czasu do czasu poddawać próbie, człowiek bowiem przez cały czas pogłębia swe 
rozumienie sztuki i swój gust w sztuce, to nie ulega wątpliwości. U Stiftera dobre są tylko listy, powiedział 
Reger, wszystko inne jest nic niewarte. Literaturoznawstwo wszakŜe z pewnością jeszcze długo będzie 
zajmować się Stifterem, wręcz opętane pisarskimi idolami takimi jak Adalbert Stifter, którzy, nawet jeśli nie 
przejdą do prozatorskiej wieczności, to niemniej pomogą znawcom w miły sposób i na długi czas zarabiać 
twardą kromkę chleba. Nieraz zadawałem sobie trud i dawałem rozmaitym ludziom, bardzo inteligentnym lub 
nie tak bardzo, bardzo dobrze wyczuwającym lub mniej, jakąś ksiąŜkę Stiftera do przeczytania, taką jak na 
przykład Bunte Steine, Kondor czy Brigitta, czy wspomnianą Mappe meines Urgrossvaters, a następnie pytałem 
owych ludzi, czy podobało im się to, co przeczytali, Ŝądając uczciwej odpowiedzi. Zmuszeni przeze mnie do 
uczciwej odpowiedzi, wszyscy powiedzieli, Ŝe to im się nie podoba, Ŝe są niepomiernie rozczarowani i Ŝe w 
gruncie rzeczy wszystko to niczego, ale to w ogóle niczego im nie powiedziało, wszyscy tylko się dziwili, Ŝe 
człowiek wypisujący takie rzeczy, zupełnie bez głowy, który w dodatku jeszcze nic nie ma do powiedzenia, 
moŜe się cieszyć taką sławą. Ów eksperyment stifterowski, powiedział, fakt, Ŝe przeprowadziłem tę, jak to 
nazwałem, próbę Stiftera, przez pewien czas dawał mi duŜo przyjemności. Tak samo pytam nieraz ludzi, czy 
rzeczywiście podoba im się Tycjan, na przykład Madonna z wiśniami. Nawet jednemu z zapytanych obraz ten 
się nie spodobał, wszyscy patrzyli na niego z podziwem tylko dlatego, Ŝe był taki słynny, podziwiali go 
wyłącznie ze względu na sławę, jaką się cieszył, ale do nikogo rzeczywiście nie przemówił. Nie powiem jednak, 
Ŝ

e chcę porównywać Stiftera z Tycjanem, byłby to czysty absurd, powiedział Reger. Literaturoznawcy nie tylko 

gustują w Stifterze, lecz są w nim wręcz zadurzeni. Wydaje mi się, Ŝe literaturoznawcy przykładają do niego 
całkowicie nieodpowiednią miarę. Piszą wciąŜ o Stifterze więcej niŜ o jakimkolwiek innym pisarzu jego 
czasów, a kiedy czytamy, co teŜ o Stifterze piszą, musimy przyjąć, Ŝe o Stifterze w ogóle nic nie wiedzą, a 
przynajmniej, Ŝe czytali go zawsze całkowicie powierzchownie. Natura jest teraz w cenie, powiedział wczoraj 
Reger, z tego powodu i Stifter jest teraz w cenie. Wszystko, co ma związek z naturą, jest teraz w modzie, 
powiedział Reger wczoraj, więc i Stifter jest teraz w modzie, zrobiła się naraz wielka moda na Stiftera. Las jest 
teraz w modzie, górskie potoki są teraz w modzie, więc i Stifter zrobił się teraz modny. Stifter zanudza 
wszystkich na śmierć, ale stał się teraz, istna katastrofa, bardzo modny. W ogóle wszystko, co sentymentalne, 
jest teraz, to straszne, w modzie, jak zresztą wszystko, co zatrąca o kicz, jest teraz w modzie, począwszy od 
połowy lat siedemdziesiątych aŜ do dzisiaj, do połowy lat osiemdziesiątych, sentymentalizm i kicz są teraz w 
modzie, zrobiła się na nie moda w literaturze, malarstwie, równieŜ w muzyce. Nigdy jeszcze nie pisano tyle 
sentymentalnego kiczu, co dziś, w latach osiemdziesiątych, nigdy jeszcze nie malowano równie kiczowato a 
zarazem sentymentalnie, kompozytorzy prześcigają się wzajemnie w kiczu i sentymentalizmie. Pójdzie pan do 
teatru, a nie zobaczy pan tam niczego oprócz kiczu, niebezpiecznego wręcz dla ogółu kiczu, nic tylko 
sentymentalizm, nawet wtedy, kiedy teatr ma być brutalny i pełen gwałtu, mamy do czynienia wyłącznie z 
ordynarnym kiczowatym sentymentalizmem. Pójdzie pan na koncert do filharmonii, a usłyszy pan tam 
wyłącznie kicz i sentymentalizm. KsiąŜki są dzisiaj nafaszerowane kiczem i sentymentalizmem, dlatego teŜ 
zrobiła się naraz taka moda na Stiftera. Stifter to mistrz kiczu, powiedział Reger. Na dowolnej stronie Stiftera 
tyle jest kiczu, Ŝe starczyłoby na nakarmienie i nasycenie nim całego pokolenia głodnych i nienasyconych, 
złaknionych poezji zakonnic i pielęgniarek, powiedział. I w rzeczy samej, równieŜ Bruckner jest przecieŜ tylko 
sentymentalny i kiczowaty, Bruckner to wyłącznie głupawy, monumentalny wosk orkiestrowy. Młodzi tudzieŜ 
tak zwani młodsi pisarze, którzy dzisiaj zajmują się pisaniem, produkują dzisiaj przewaŜnie tylko bezduszny i 
bezmyślny kicz oraz rozwijają w swoich ksiąŜkach napuszony patosem sentymentalizm, wręcz nie do 
wytrzymania, całkowicie zrozumiałe przeto, Ŝe równieŜ wśród nich zapanowała naraz wielka moda na Stiftera. 
Stifter, który wprowadził do wielkiej, wysokiej literatury bezduszny i bezmyślny kicz i który zakończył Ŝycie 
kiczowatym samobójstwem, jest naraz w modzie, powiedział Reger. Zresztą nie jest wcale takie niepojęte, Ŝe 
teraz, kiedy słowa las tudzieŜ chory las zrobiły się naraz modne, kiedy las stał się w ogóle pojęciem, którego 
jakŜe często się uŜywa i naduŜywa, stifterowski górski las sprzedaje się jak nigdy dotąd. Ludzie dzisiaj tęsknią, 
jak nigdy dotąd, za naturą, a poniewaŜ wszyscy sądzą, Ŝe Stifter opisywał naturę, wszyscy biegną za Stifterem. 
Stifter wszakŜe nie opisywał wcale natury, tylko ją obracał w kicz. Cała głupota ludzka wyraŜa się w tym, Ŝe 

background image

wszyscy teraz ruszają tysiącami na pielgrzymkę do Stiftera i padają na kolana przed kaŜdą jego ksiąŜką, jakby 
kaŜda z nich była jakimś ołtarzem. Ogarnięta takim pseudoentuzjazmem ludzkość wydaje mi się obrzydliwa, 
powiedział Reger, absolutnie odraŜająca. Ostatecznie wszystko okazuje się w końcu śmiechu warte, a 
przynajmniej Ŝałosne, obojętnie jak wielkie czy waŜne, powiedział. Stifter naprawdę kaŜe mi wciąŜ myśleć o 
Heideggerze, owym śmiechu wartym narodowosocjalistycznym kołtunie w pumpach. Tak jak Stifter 
najbezczelniej w świecie najwyŜszą literaturę sprowadził do najniŜszego kiczu, tak Heidegger, filozof ze 
Szwarcwaldu Heidegger, sprowadził do kiczu filozofię, Heidegger i Stifter, kaŜdy z osobna i na swój sposób 
rozpaczliwie, nieodwołanie i nieuleczalnie, sprowadzili do kiczu filozofię i literaturę. Heideggera, za którym 
uganiały się całe pokolenia wojenne i powojenne i którego jeszcze za Ŝycia te pokolenia pochowały na 
wieczność w odraŜających i głupkowatych doktoratach, osobiście postrzegam zawsze jako filozofa siedzącego 
na swojej szwarcwaldzkiej ławeczce, obok Ŝony, która, ogarnięta perwersyjnym entuzjazmem dla robienia na 
drutach, nieprzerwanie robi mu na drutach zimowe skarpety z wełny własnoręcznie przez nią uzyskanej z 
Heideggerowskich owiec. Heideggera nie mogę sobie inaczej wyobrazić niŜ na swej ławeczce przed swym 
szwarcwaldzkim domkiem, obok Ŝony, która na całe Ŝycie całkowicie nad nim zapanowała i która robiła mu na 
drutach wszystkie skarpety, i która mu wszystkie mycki dziergała szydełkiem, i która dla niego piekła chleb i 
tkała pościel, i która dla niego sama szyła sandały. Heidegger był, tak samo jak Stifter, kiczowaty, z tą swoją 
kiczowatą Heideggerowską główką, powiedział Reger. Tylko Ŝe Heidegger był jeszcze bardziej śmiechu wart 
od Stiftera, który był przecieŜ naprawdę tragiczną postacią, w odróŜnieniu od Heideggera, który był zawsze 
tylko komiczny, równie drobnomieszczański jak Stifter, jednako zabójczą ogarnięty manią wielkości jak Stifter, 
przedalpejski słabomyśliciel, jak sądzę, nadający się jak ulał na niemiecką zupę filozoficzną. Przez dziesiątki lat 
Heideggera, jak Ŝadnego innego, przełykali wszyscy z wilczym apetytem, zapychając sobie nim bez reszty 
swoje niemieckie germanistyczno-filozoficzne Ŝołądki. Heidegger miał pospolitą twarz, absolutnie 
nieuduchowioną, powiedział Reger, był człowiekiem na wskroś pozbawionym ducha, bez krztyny fantazji, ani 
krztyny wraŜliwości, praniemiecki filozoficzny przeŜuwacz z drugiej ręki, nieprzerwanie cielna filozoficzna 
krowa, powiedział Reger, na niemieckiej filozofii pasiona, apotem swoimi kokieteryjnymi kupami pstrząca cały 
Szwarcwald. Heidegger był, Ŝe tak powiem, filozoficznym oszustem matrymonialnym, powiedział Reger, który 
wielu zwiódł i uwiódł, któremu udało się nabrać, postawić na głowie, Ŝe tak powiem, całe pokolenie 
niemieckich humanistów. Heidegger to odstręczający epizod w niemieckiej historii filozofii, powiedział wczoraj 
Reger, w którym uczestniczyli wszyscy niemieccy uczeni i do dziś dnia jeszcze uczestniczą. Do dziś dnia nie 
przejrzano jeszcze Heideggera na wylot, heideggerowska krowa jest wprawdzie wychudzona, wciąŜ jednak się 
ją doi. Heidegger w swoich sfilcowanych pumpach przed swym zakłamanym kanciastym domem w 
Todtnauberg pozostaje dla mnie wyłącznie postacią z tej demaskującej go fotografii, myśliciel-filister w czarnej 
szwarcwaldzkiej mycce na głowie, w której pichcono wciąŜ na nowo niemiecką głupotę, oświadczył Reger. Z 
wiekiem moŜemy powiedzieć, Ŝe przeszliśmy juŜ przez wiele zabójczych mód, wszystkie te zabójcze mody na 
sztukę czy filozofię, czy artykuły uŜytkowe. Heidegger jest dobrym przykładem tego, jak z mody na filozofię, 
która niegdyś ogarnęła całe Niemcy, nie pozostało nic prócz garstki śmiechu wartych fotografii tudzieŜ garstki 
zasługujących na wyśmianie pism. Heidegger był filozoficznym kramarzem, a moŜe paserem, który na swój 
stragan przynosił wyłącznie kradzione towary, wszystko u Heideggera jest z drugiej ręki, jako myśliciel był i do 
dziś dnia pozostaje prototypem wtórnomyśliciela, ściągacza, którego w myśleniu nie stać było absolutnie na coś 
własnego. Metoda Heideggera polegała na tym, Ŝe wielkie myśli innych bez najmniejszych skrupułów 
redukował do własnego formatu, tak właśnie sprawy się mają. Heidegger zmniejszył wszystko to, co wielkie, do 
tego stopnia, Ŝe sprowadził to do w miarę moŜności niemieckiej miary, rozumie pan, niemieckiej miary. 
Heidegger to drobny ciułacz niemieckiej filozofii, który niemieckiej filozofii nałoŜył swoją kiczowatą 
szlafmycę, kiczowatą czarną myckę, którą przecieŜ zawsze wkładał, na kaŜdą okazję. Heidegger to niemiecki 
filozof pantoflowo-szlafmycowy, nic poza tym, nic więcej. Nie wiem, powiedział wczoraj Reger, kiedy tylko 
pomyślę o Stifterze, przychodzi mi do głowy Heidegger, i vice versa. PrzecieŜ nie przypadkiem Heidegger, tak 
samo jak Stifter, wciąŜ przypadał do gustu, i przypada do dziś dnia, przede wszystkim zasuszonym skostniałym 
paniusiom; pełne zaaferowania zakonnice i pielęgniarki spoŜywają jako ulubione danie, tak jak Stiftera, równieŜ 
Heideggera. W Niemczech Heidegger jest do dziś dnia ulubionym filozofem w damskim towarzystwie. 
Heidegger to damski filozof, na niemiecki apetyt filozoficzny szczególnie apetyczny obiadowy filozof prosto z 
patelni uczonych. W towarzystwie drobnych ciułaczy, ale i w arystokratyczno-mieszczańskim, jakŜe często juŜ 
na przystawkę podają wam Heideggera, ledwie zdejmie się wierzchnie okrycie, nawet wcześniej, częstują was 
Heideggerem, nim się usiądzie, gospodyni juŜ częstuje Heideggerem, przynosi plasterek na srebrnej tacy, Ŝe tak 
powiem, razem z sherry. Heidegger to zawsze dobrze przyrządzone filozoficzne danie, moŜna je podawać 
wszędzie i o kaŜdej porze, powiedział Reger, w kaŜdym domu. Nie znam Ŝadnego filozofa równie 
zdegradowanego jak Heidegger, powiedział Reger. Dla filozofii Heidegger takŜe jest skończony, jeszcze przed 
dziesięcioma laty takim wielkim był myślicielem, a teraz straszy tylko, Ŝe tak powiem, po 
pseudointelektualnych dworach, w pseudointelektualnym towarzystwie, i do całego ich naturalnego zakłamania 
dodaje jeszcze sztuczności. Tak jak Stifter, Heidegger to czytelniczy pudding, wprawdzie niesmaczny, ale jakŜe 
lekkostrawny dla przeciętnie niemieckiej duszy. Z duchem ma Heidegger równie niewiele wspólnego, jak Stifter 

background image

z poezją, proszę mi wierzyć, w dziedzinie filozofii oraz poezji obaj są praktycznie nic niewarci, przy czyni 
osobiście Stiftera stawiam wyŜej od Heideggera, który był dla mnie zawsze odstręczający, bo u Heideggera 
wszystko zawsze wydawało mi się wstrętne, nie tylko szlafmyca na głowie i zimowe kalesony na nogach, 
własnoręcznie utkane przy własnoręcznie przez niego ogrzewanym piecu, nie tylko własnoręcznie przez niego 
wystrugana laska szwarcwaldzka, lecz równieŜ własnoręcznie przez niego wystrugana szwarcwaldzka filozofia, 
wszystko w tej tragikomicznej postaci wydawało mi się wstrętne, zawsze, kiedy tylko o tym pomyślałem, bez 
reszty mnie odstręczało. Wystarczyło, bym zastanowił się nad choćby linijką spośród tego, co Heidegger 
napisał, a juŜ mnie to odstręczało, i to juŜ przy samym czytaniu, powiedział Reger; Heideggera odbierałem 
zawsze jako szarlatana, który wszystko i wszystkich wokół zawsze tylko wykorzystywał, a potem siedział sobie 
w najlepsze w zamyślonej pozie na ławeczce w Todtnauberg. Na myśl o tym, Ŝe nawet arcymądrzy — wielkie 
intelekty — dali się nabrać na Heideggera, a jedna z moich najlepszych przyjaciółek napisała nawet dysertację o 
Heideggerze, i to napisała z całą powagą, jeszcze dziś robi mi się niedobrze, powiedział Reger. Owo nic nie jest 
bez przyczyny jest juŜ najbardziej śmiechu warte, oświadczył Reger. Ale Niemcom imponuje cała ta niezdrowa 
afektacja, Niemcy odczuwają owej niezdrowej afektacji potrzebę, jest to jedna z jakŜe dla nich 
charakterystycznych cech. Co zaś tyczy się Austriaków, to ci są w tym względzie jeszcze duŜo gorsi. Oglądałem 
całą serię fotografii, które zrobiła Heideggerowi bardzo utalentowana artystka, na których Heidegger wygląda 
jak emerytowany oficer sztabowy z brzuszkiem, powiedział Reger, i które panu kiedyś pokaŜę; na tych 
fotografiach Heidegger wstaje z łóŜka, Heidegger kładzie się do łóŜka, Heidegger śpi, budzi się, wkłada 
kalesony, podwija podkolanówki, połyka łyk młodego wina, wychodzi ze swego kanciastego domu i wpatruje 
się w horyzont, struga sobie kijek, zdejmuje z głowy szlafmycę, trzyma szlafmycę w rękach, rozstawia nogi, 
podnosi głowę, opuszcza głowę, wkłada prawą dłoń w lewą dłoń Ŝony, Ŝona wkłada lewą dłoń w jego prawą, 
Heidegger chodzi przed domem, chodzi za domem, idzie do domu, idzie od domu, czyta, je, miesza łyŜką w 
zupie, kroi sobie kawałek (własnoręcznie upieczonego) chleba, otwiera (własnoręcznie napisaną) ksiąŜkę, 
zamyka (własnoręcznie napisaną) ksiąŜkę, pochyla się, napręŜa, rozpręŜa, prostuje i tak dalej, powiedział Reger. 
Zbiera się od tego na wymioty. Jeśli wagneryści są nie do wytrzymania, to co mówić o heideggerystach, 
oczywiście jednak nie ma mowy o porównywaniu Heideggera z Wagnerem, który był prawdziwym geniuszem, 
do którego faktycznie bardziej niŜ do kogokolwiek stosuje się pojęcie geniuszu, podczas gdy Heidegger to 
przecieŜ tylko niepozorny i niewaŜny filozofek. Heidegger był najbardziej rozpieszczonym dzieckiem 
niemieckiej filozofii w tym stuleciu, a jednocześnie najmniej znaczącym. Pielgrzymowali do Heideggera przede 
wszystkim ci, którzy mylili filozofię ze sztuką kucharską, ci, którzy filozofię brali za sztukę gotowania, 
wysmaŜania i zapiekania, co zresztą całkiem jest w zgodzie z niemieckim smakiem. Heidegger utrzymywał w 
Todtnauberg swój dwór, stawiał siebie na swym szwarcwaldzkim cokole i jak świętą krowę, kazał się łaskawie 
podziwiać gawiedzi. Nawet wzbudzający podziw i napawający lękiem wydawca pisma z północy Niemiec w 
naboŜnym skupieniu ukląkł przed Heideggerem z rozdziawioną gębą, jakby o zachodzie słońca chciał od sie-
dzącego na ławeczce Heideggera jakiegoś duchowo-intelektualnego sakramentu. Wszyscy ci, którzy 
pielgrzymowali do Todtnauberg do Heideggera wystawili się na pośmiewisko, powiedział Reger. 
Pielgrzymowali, Ŝe tak powiem, do filozoficznego Szwarcwaldu, aby na świętej górze Heideggerberg uklęknąć 
przed swym idolem. O tym, Ŝe ten ich idol był zupełnym zerem na planie duchowo-intelektualnym, nie mieli, 
rzecz jasna, przy całej swej tępocie zielonego pojęcia. Nie mieli nawet najmniejszego przeczucia, powiedział 
Reger. Epizod heideggerowski pozwala wszakŜe wyciągnąć pouczające wnioski jako przykład panoszącego się 
wśród Niemców czołobitnego kultu filozofii. Muszą się zawsze uczepić niewłaściwych, powiedział Reger, 
podobnych do nich, głupich i wątpliwej sławy. Najstraszniejsze jednak, powiedział wówczas, Ŝe obaj to moi 
krewni, Stifter ze strony matki, Heidegger ze strony ojca, zakrawa to wprost na groteskę, powiedział Reger 
wczoraj. Nawet Bruckner to mój krewny, choć, jak to się mówi, dziesiąta woda po kisielu, ale krewny. Nie 
jestem jednak na tyle głupi, Ŝeby wstydzić się tych krewnych, byłby to szczyt głupoty, powiedział Reger, nawet 
jeśli nie zachwycam się tym pokrewieństwem, tak jak moi rodzice i tak jak moja rodzina. Większość moich 
przodków, obojętnie czy z górnoaustriackiej, w ogóle austriackiej czy z niemieckiej linii, powiedział, to byli 
kupcy, przemysłowcy, jak mój ojciec, naturalnie i chłopi we wcześniejszych czasach, częściej pochodzili z 
Czech niŜ z innych stron, rzadziej z Alp, częściej z regionów przedalpejskich, mieli mocną domieszkę krwi 
Ŝ

ydowskiej. Pośród moich przodków był teŜ arcybiskup i podwójny morderca. Nie, zawsze sobie powtarzałem, 

nie będę bliŜej badał, skąd pochodzę, bo z czasem moŜe dokopałbym się przeraźliwych okropieństw, których, 
przyznaję, się lękam. Ludzie grzebią się w poszukiwaniu, kopią w kopie swoich przodków, aŜ wszystko 
przekopią, i wtedy dopiero okazuje się, jak bardzo się zawiedli, aŜ do desperacji poraŜeni i uraŜeni zarazem, 
powiedział. Nigdy nie byłem typem kopacza wśród przodków, nie mam takiego usposobienia, ale z czasem i 
przed takim jak ja wyrastają naraz wielce osobliwe egzemplarze własnych przodków, tej okoliczności nie 
uniknie Ŝaden człowiek, moŜe się owemu odkopywaniu przodków sprzeciwiać, niemniej kopie i kopie. W 
sumie jestem produktem bardzo interesującej mieszanki, jestem, Ŝe tak powiem, przekrojem przez wszystko. W 
kaŜdym wypadku w tym względzie lepiej byłoby wiedzieć mniej, niŜ wiem, ale z wiekiem, choć o to nie 
zabiegamy, i tak wiele wychodzi na jaw, powiedział. Najbardziej podoba mi się terminator stolarza, który w 
1848 roku w Cattaro nauczył się czytać i pisać i który donosił o tym z dumą w liście do rodziców, powiedział. 

background image

Ten terminator, krewny ze strony matki, stacjonował w twierdzy Cattaro, obecnie Kotor, w artylerii, jestem w 
posiadaniu listu, który ten osiemnastolatek, jak to się mówi, nie posiadając się z radości, napisał z Cattaro do 
rodziców w Linzu, na którym to liście urzędową pieczęcią poczty cesarskiej poświadcza się, Ŝe treść budzi 
zastrzeŜenia. Jesteśmy wszystkim, co mamy po przodkach, powiedział Reger, wszystkim, co wspólne, a do tego 
jeszcze tym, co nasze własne. Przez całe Ŝycie pokrewieństwo ze Stifterem było dla mnie czymś smakowitym, a 
zarazem niesamowitym, dopóki nie odkryłem, Ŝe Stifter nie jest tym wielkim pisarzem czy poetą, niewaŜne, za 
którego go przez całe Ŝycie brałem i jako którego czciłem. Wiedziałem od dziecka o naszym pokrewieństwie z 
Heideggerem, rodzice bowiem przy kaŜdej okazji nie omieszkali o tym rozpowiadać. Stifter to nasz krewny, 
Heidegger to równieŜ nasz krewny, jak równieŜ Bruckner, powtarzali przy lada okazji rodzice, wywołując tym 
we mnie uczucie zaŜenowania. Być krewnym Stiftera uchodzi, przynajmniej w Górnej Austrii, za coś 
niezwykłego, w ogóle w całej Austrii, to tak jakby ktoś powiedział w towarzystwie, Ŝe jest spokrewniony z 
cesarzem Franciszkiem Józefem, jednakŜe być spokrewnionym ze Stifterem i z Heideggerem naraz jest w 
Austrii, a i w Niemczech, czymś ledwo wyobraŜalnym, zupełnie niesłychanym, co wprawia ludzi w osłupienie. 
A kiedy do tego jeszcze w odpowiednim momencie, powiedział Reger, wspomni się mimochodem o 
pokrewieństwie z Brucknerem, ludzi nie moŜna wprost z tego osłupienia wyrwać. Mieć pośród przodków 
słynnego poetę to juŜ coś wyjątkowego, mieć pośród przodków słynnego filozofa to, naturalnie, jest jeszcze 
bardziej niesamowite, powiedział Reger, a w dodatku być spokrewnionym z Antonem Brucknerem, to wprost 
szczyt szczytów. Moi rodzice często grali tą kartą i rzecz jasna wyciągali z tego korzyści. NaleŜało tylko 
wspomnieć o owym pokrewieństwie we właściwym miejscu, samo przez się zrozumiałe, rzecz jasna, było, Ŝe 
wspominali o swym krewnym Adalbercie Stifterze, kiedy chcieli uzyskać jakąś korzyść od władz lokalnych, od 
których uzaleŜniony jest kaŜdy mieszkaniec Górnej Austrii, bądź o Antonie Brucknerze, na którego powoływali 
się w związku z jakąś sprawą do załatwienia w Wiedniu, oświadczył Reger, a kiedy mieli coś do załatwienia w 
Linzu, albo w Wels, albo w Eferdingen, czyli jakąś sprawę w Górnej Austrii, wspominali, rzecz jasna, Ŝe 
spokrewnieni są ze Stifterem; kiedy mieli jakąś sprawę do załatwienia w Wiedniu, ich krewnym był Bruckner, 
kiedy natomiast jechali do Niemiec, sto razy na dzień mogli powtarzać, Ŝe Heidegger to ich bliski krewny, nie 
mówiąc uczciwie, jak blisko naprawdę są spokrewnieni z Heideggerem, Heidegger faktycznie jest bowiem z 
nimi spokrewniony, a przez to i ze mną, ale przecieŜ to pokrewieństwo, jak to się mówi, dalekie. Pokrewieństwo 
ze Stifterem jest jednak bardzo bliskie, z Brucknerem teŜ bliŜsze, powiedział wczoraj Reger. O tym, Ŝe 
spokrewnieni byli równieŜ z podwójnym mordercą, który pierwszą połowę swego dorosłego Ŝycia spędził w 
Stein nad Dunajem, drugą zaś w Garsten koło Steyr, to znaczy w dwóch największych w Austrii zakładach 
karnych, nikomu naturalnie słowem nie wspomnieli, choć o tym teŜ właściwie naleŜałoby ludzi poinformować. 
Ja nigdy nie wstydziłem się informować ludzi, Ŝe jeden z moich krewnych siedział w Stein i w Garsten, choć to 
chyba najgorsze, co Austriak moŜe powiedzieć o swojej rodzinie, przeciwnie, wspominałem o tym częściej, niŜ 
było to konieczne, co znowu moŜna interpretować jako słabość charakteru, powiedział Reger. Nigdy teŜ nie 
przemilczałem, Ŝe choruję na płuca i Ŝe zawsze chorowałem na płuca, powiedział, w Ŝyciu nie musiałem się 
lękać defektów i wad. Jestem spokrewniony ze Stifterem, Heideggerem, Brucknerem i z podwójnym mordercą, 
który odsiedział karę w Steyr i w Stein, informowałem często, nawet nie-pytany, powiedział Reger wczoraj. 
Musimy Ŝyć z naszą rodzina, jakakolwiek by ona była, powiedział. Sami jesteśmy tą rodziną, powiedział, noszę 
w sobie wszystkich krewnych. Reger wielbi mgłę i mrok, ucieka od światła, dlatego teŜ chodzi do 
Kunsthistorisches Museum i dlatego teŜ chodzi do Ambasadora, w Kunsthistorisches Museurn panuje równy 
mrok jak w Ambasadorze, podczas gdy przed południem w Kunsthistorisches Museum moŜe delektować się 
idealną dla siebie temperaturą osiemnastu stopni Celsjusza, w Ambasadorze delektuje się idealną dla siebie po 
południu temperaturą dwudziestu trzech stopni Celsjusza, niezaleŜnie od innych rzeczy, przypadających mu do 
gustu z jednej strony w Kunsthistorisches Museum, z drugiej w Ambasadorze, przedstawiających dla niego, jak 
mówi, jakąś wartość. Słońcu równie trudno jest wedrzeć się do Kunsthistorisches Museum, jak do Ambasadora, 
Regerowi to odpowiada, nie lubi bowiem promieni słonecznych. Schodzi słońcu z drogi, od niczego nie ucieka 
tak jak od słońca. Nienawidzę słońca, wie pan, niczego w świecie nie nienawidzę tak jak słońca, mówi. 
Najbardziej lubi mgliste dni, w mgliste dni bardzo wcześnie wychodzi z domu, chodzi nawet na spacery, czego 
poza tym nigdy nie czyni, w gruncie rzeczy bowiem nienawidzi spacerów. Nienawidzę spacerów, mówi, wydają 
mi się bez sensu. Wychodzę na spacer i cały czas tylko myślę, Ŝe nienawidzę chodzenia na spacer, o niczym 
innym nie myślę, tylko Ŝe nienawidzę chodzenia na spacer, zupełnie nie rozumiem, jak ludzie mogą chodzić na 
spacer i myśleć o czymś innym niŜ o tym, Ŝe chodzenie na spacer jest bez sensu i bezcelowe, powiada. JuŜ wolę 
chodzić po pokoju, tam i z powrotem, powiada, przychodzą mi wtedy do głowy najlepsze pomysły. Całymi 
godzinami potrafię stać w oknie i patrzeć w dół na ulicę, to przyzwyczajenie jeszcze z dzieciństwa. Patrzę w dół 
na ulicę, obserwuję ludzi i pytam się, co to za ludzie tam w dole na ulicy, co nimi porusza, co trzyma ich w 
ruchu, na tym, Ŝe tak powiem, polega moje główne zajęcie. Zawsze zajmowałem się wyłącznie ludźmi, natura 
sama w sobie nigdy mnie nie interesowała, wszystko we mnie odnosiło się zawsze do ludzi, jestem, Ŝe tak 
powiem, fanatykiem ludzi, powiedział, choć rzecz jasna Ŝadnym fanatykiem ludzkości, tylko fanatykiem ludzi. 
Zawsze interesowali mnie tylko ludzie, powiedział, poniewaŜ z natury rzeczy mnie odpychają, nic nie przyciąga 
mnie intensywniej niŜ ludzie, z drugiej strony nic mnie mocniej niŜ ludzie nie odpycha. Nienawidzę ludzi, ale 

background image

jednocześnie są oni jedynym sensem mojego Ŝycia. Kiedy wracam do domu wieczorem z koncertu, często do 
pierwszej czy drugiej nad ranem stoję w oknie, patrzę w dół na ulicę i obserwuję przechodzących na dole ludzi. 
Z tej obserwacji z wolna zaczyna się rozwijać moja praca. Stoję w oknie, patrzę w dół na ulicę, a jednocześnie 
pracuję nad artykułem. Około drugiej nie idę jeszcze spać, powiedział, tylko siadam przy biurku i piszę artykuł. 
Około trzeciej nad ranem kładę się spać, lecz wstaję juŜ około wpół do ósmej. W moim wieku człowiek nie 
potrzebuje naturalnie wiele snu. Czasami śpię zaledwie trzy, cztery godziny i to mi W zupełności wystarcza. 
 
KaŜdy człowiek potrzebuje chlebodawcy, powiedział nieszczerze, moim chlebodawcą jest „ Times”. Dobrze jest 
mieć chlebodawcę, a jeszcze lepiej mieć tajnego chlebodawcę, „Times” jest moim tajnym chlebodawcą, powie-
dział wczoraj. Przez dłuŜszy czas obserwowałem go, nie widząc go właściwie. Powiedział wczoraj, iŜ w 
dzieciństwie nie miał moŜe wszelkich moŜliwości, niemniej rozliczne miał moŜliwości w dzieciństwie i w 
młodzieńczym wieku zaraz po dzieciństwie, a w końcu nie wybrał Ŝadnej z tych moŜliwości jako drogi 
zawodowej. PoniewaŜ nie musiał zarabiać na Ŝycie, odziedziczył bowiem po rodzicach majątek nie do 
pogardzenia, przez długie lata mógł bez przeszkód oddawać się swoim ideom, upodobaniom, skłonnościom. Od 
samego początku wśród tychŜe nie było natury, nie pociągała go wcale, przeciwnie, kiedy tylko mógł, unikał 
natury, pociągała go sztuka, wszystko‚ co sztuczne, oświadczył wczoraj, wyłącznie wszystko, co sztuczne. 
Malarstwo wcześnie go rozczarowało, pośród wszystkich sztuk to w nim widział najmniej ducha. Czytał wiele i 
z zapałem, ale nigdy nie przyszło mu na myśl, Ŝe sam miałby pisać, nie czuł się na siłach. Muzykę uwielbiał od 
początku, ostatecznie znalazł w niej to, czego mu brakowało w malarstwie i literaturze. Nie pochodzę 
bynajmniej z muzykalnej rodziny, oświadczył, wręcz przeciwnie, wszyscy moi krewni byli niemuzykalni i, 
wszystko zwaŜywszy, w sumie totalnie wrodzy sztuce. Dopiero po śmierci rodziców mogłem oddać się sztuce, 
mojemu pierwszemu zamiłowaniu. Rodzice musieli umrzeć, abym naprawdę mógł robić to, co chciałem, zawsze 
wzbraniali mi wstępu do tego, co mnie pasjonowało. Mój ojciec był człowiekiem niemuzykalnym, powiedział, 
matka była muzykalna, nawet bardzo, jak sądzę, ale mąŜ z czasem wygnał z niej tę jej muzykalność. Moi 
rodzice byli przeraŜającym małŜeństwem, powiedział, nienawidzili się skrycie, nie mogli się jednak rozstać. 
Trzymali się razem ze względu na pieniądze i majątek, taka jest prawda. Mieliśmy wiele pięknych i drogich 
obrazów na ścianach, lecz całymi latami, przez dziesiątki lat, ani razu im się nie przyjrzeli, mieliśmy na regałach 
tysiące ksiąŜek, ale przez całe dziesięciolecia ani jednej nawet nie przeczytali, mieliśmy w domu bósendorfera, 
ale całymi latami, przez dziesiątki lat, nikt na nim nie zagrał. Gdyby ktoś przyspawał wieko do fortepianu, przez 
całe lata by tego nie zauwaŜyli, powiedział. Rodzice mieli uszy, ale niczego nie słyszeli, mieli oczy, ale niczego 
nie widzieli, mieli chyba teŜ serce, ale niczego nie czuli. Wychowałem się w tym chłodzie, powiedział. Niczego 
mi nie brakowało, a przecieŜ dzień w dzień pogrąŜałem się w głębokiej rozpaczy. Całe moje dzieciństwo było 
wyłącznie czasem rozpaczy. Rodzice mnie nie kochali, ja teŜ ich nie kochałem. Nie mogli mi wybaczyć, Ŝe 
mnie wydali na świat, przez całe Ŝycie mi nie wybaczyli, Ŝe mnie wyprodukowali. Jeśli istnieje piekło, a piekło, 
rzecz jasna, istnieje, powiedział, to było nim moje dzieciństwo. Dzieciństwo prawdopodobnie zawsze jest 
jakimś piekłem, tak, dzieciństwo to istne piekło, powiedział, obojętnie jakie dzieciństwo, to zawsze piekło. 
Ludzie mówią, Ŝe mieli piękne dzieciństwo, ale było to przecieŜ piekło. Ludzie wszystko fałszują, fałszują takŜe 
dzieciństwo, które przeŜyli. Mówią, miałem piękne dzieciństwo, a przeŜyli naprawdę tylko piekło. Im starsi są 
ludzie, tym łatwiej mówią, Ŝe mieli piękne dzieciństwo, choć było to istne piekło. Piekło nie nadejdzie, piekło 
juŜ było, powiedział, piekło bowiem to dzieciństwo. IleŜ mnie kosztowało wydostanie się z tego piekła! 
powiedział wczoraj. Dopóki Ŝyli rodzice, było to dla mnie piekło. Moi rodzice wszystko we mnie i u mnie 
udaremniali. Poddając mnie ustawicznie swemu mechanizmowi uciskania, niemal mnie unicestwili tym swoim 
ochranianiem, powiedział. Rodzice musieli umrzeć, abym ja mógł Ŝyć, kiedy rodzice umarli, ja odŜyłem. W 
końcu jednak to muzyka naprawdę przywróciła mnie do Ŝycia, powiedział wczoraj. Nie chciałem jednak ani, 
rzecz jasna, nie mogłem być artystą twórcą ani teŜ artystą odtwórcą, powiedział, w kaŜdym razie nie tworzącym 
ani nie odtwarzającym artystą muzykiem, tylko artystą krytycznym. Jestem artystą krytykiem, powiedział, przez 
całe Ŝycie byłem artystą krytykiem. JuŜ w dzieciństwie byłem artystą krytykiem, powiedział, okoliczności 
mojego dzieciństwa w całkiem naturalny sposób zrobiły ze mnie artystę krytyka. UwaŜam się całkowicie za 
artystę, właśnie za owego artystę krytyka i jako artysta krytyk jestem naturalnie równieŜ artystą tworzącym, to 
całkiem jasne, a zatem odtwarzający i tworzący artysta krytyk, powiedział. Do tego jeszcze tworzący i 
odtwarzający artysta krytyk „Timesa”, powiedział. UwaŜam moje krótkie artykuły do „Timesa” za teksty w 
pełni artystyczne, sądzę teŜ, Ŝe jako autor tych tekstów artystycznych zawsze jestem malarzem, muzykiem i 
pisarzem w jednej osobie. To dla mnie szczyt rozkoszy wiedzieć, Ŝe jako autor tych tekstów artystycznych do 
„Timesa” jestem malarzem, muzykiem i pisarzem w jednej osobie, to moja szczytowa rozkosz. Nie jestem 
zatem, powinien pan wiedzieć, tak jak malarze, wyłącznie malarzem, i nie jestem, tak jak muzycy, wyłącznie 
muzykiem, i nie jestem, tak jak pisarze, pisarzem wyłącznie, jestem malarzem, muzykiem, pisarzem w jednej 
osobie. Odczuwam to mimo wszystko jako szczyt szczęścia, powiedział, być artystą we wszystkich sztukach, a 
przecieŜ tylko w jednej. Niewykluczone, powiedział, Ŝe artysta krytyk to ten, co we wszystkich sztukach 
uprawia swoją jedną i jest tego świadomy, w pełni świadomy. Świadomy tego, jestem szczęśliwy. W tym sensie 
juŜ od ponad trzydziestu lat jestem szczęśliwy, powiedział, chociaŜ z natury jestem człowiekiem 

background image

nieszczęśliwym. Człowiek myślący jest z natury nieszczęśliwym człowiekiem, powiedział wczoraj. JednakŜe 
nawet ten nieszczęśliwy człowiek moŜe być człowiekiem szczęśliwym, powiedział, wciąŜ na nowo w 
najprawdziwszym sensie tego słowa i tego pojęcia, dla zabicia czasu. Dzieciństwo to mroczny loch, do którego 
wtrącili nas rodzice i z którego musimy się wydostać, zdani tylko na własne siły. Ludziom w większości nie 
udaje się juŜ jednak z tego lochu, z własnego dzieciństwa, wydostać, pozostaną w tym lochu na całe Ŝycie, nie 
wydostaną się juŜ z niego i są zgorzkniali. Dlatego ludzie w większości, nie mogąc wydostać się z tego lochu 
dzieciństwa, są zgorzkniali. śeby wydostać się z tego lochu, potrzeba nadludzkich wysiłków. A jeśli 
odpowiednio wcześnie nie wydostaniemy się z tego lochu dzieciństwa, w ogóle z tego lochu nigdy juŜ się nie 
wydostaniemy. Rodzice musieli umrzeć, Ŝebym z tego mrocznego lochu dzieciństwa mógł się wydostać, 
powiedział, musieli raz na zawsze umrzeć, naprawdę na zawsze, wie pan, Ŝebym mógł wrócić z lochu 
dzieciństwa. Rodzice najchętniej zaraz po moim narodzeniu zamknęliby mnie wraz ze swoją biŜuterią i 
papierami wartościowymi w szafie pancernej, powiedział. Miałem zgorzkniałych rodziców, powiedział, którzy 
przez całe Ŝycie chorowali na zgorzknienie. Na kaŜdym z portretów rodziców w moim posiadaniu, kiedy tylko 
na nich spojrzę, widzę ich zgorzknienie. Teraz są niemal tylko dzieci zgorzkniałych rodziców, dlatego rodzice 
wyglądają na takich zgorzkniałych. Wszystkie te twarze naznaczone są zgorzkniałością i rozczarowaniem, nie 
sposób niemal znaleźć inną, moŜe pan całymi godzinami chodzić po Wiedniu, przykładowo, a zobaczy pan 
jedynie zgorzkniałość i rozczarowanie, a nie lepiej jest na wsi, równieŜ wiejskie twarze pełne są zgorzkniałości i 
rozczarowania. Moi rodzice mnie wyprodukowali, a jak zobaczyli, co takiego wyprodukowali, przestraszyli się i 
mieli ochotę powiedzieć, Ŝe to się wcale nie zdarzyło. A poniewaŜ nie mogli mnie zamknąć w szafie pancernej, 
wtrącili mnie w mroczny loch dzieciństwa, z którego juŜ się za ich Ŝycia nie wydostałem. Rodzice w najbardziej 
nieodpowiedzialny sposób produkują dzieci, a kiedy zobaczą, co wyprodukowali, są przestraszeni, przecieŜ 
zawsze, kiedy urodzą się dzieci, widzimy tylko przestraszonych rodziców. Wyprodukować dziecko, dać Ŝycie, 
jak się to obłudnie nazywa, to nic innego niŜ wydać na świat i wprowadzić w świat przytłaczające nieszczęście, 
a tym przytłaczającym nieszczęściem wszyscy są wtedy wystraszeni. Natura zawsze przecieŜ potrafiła zrobić z 
rodziców wariatów i zrobić tym wariatom nieszczęśliwe dzieci w mrocznych lochach dzieciństwa. Ludzie 
mówią, wcale się tym nie krępując, Ŝe mieli szczęśliwe dzieciństwo, tymczasem dzieciństwo mieli 
nieszczęśliwe i tylko nadludzkim wysiłkiem mu umknęli; właśnie z tego powodu mówią, Ŝe mieli szczęśliwe 
dzieciństwo, poniewaŜ umknęli dziecięcemu piekłu. Umknąć dzieciństwu nie znaczy przecieŜ nic innego niŜ 
umknąć piekłu, a potem mówi się, Ŝe ten czy ów miał szczęśliwe dzieciństwo, oszczędzając tym tych, co go 
wyprodukowali, czyli rodziców, których nie ma co oszczędzać, powiedział. Powiedzieć, Ŝe się miało szczęśliwe 
dzieciństwo, a tym samym oszczędzić rodziców, to przecieŜ nic innego niŜ społeczno polityczna niegodziwość, 
powiedział. Oszczędzamy rodziców zamiast ich przez całe Ŝycie oskarŜać o zbrodnię wyprodukowania 
człowieka, powiedział wczoraj. Przez trzydzieści pięć lat zamknięty byłem w lochu dzieciństwa, powiedział. 
Przez trzydzieści pięć lat uciskali mnie wszelkimi moŜliwymi środkami, dręczyli swymi przeraźliwymi 
metodami. Wobec rodziców nie muszę okazywać najmniejszej wyrozumiałości, nie zasługują na najmniejszą 
wyrozumiałość, powiedział. Dopuścili się wobec mnie dwóch zbrodni, dwóch najcięŜszych zbrodni, powiedział, 
spłodzili mnie i uciskali, nie pytając mnie, spłodzili mnie, a jak mnie spłodzili i wrzucili w świat, uciskali mnie, 
dopuścili się wobec mnie przestępstwa spłodzenia oraz przestępstwa uciskania. I wtrącili mnie z największą 
rodzicielską bezwzględnością w mroczny loch dzieciństwa. Miałem, jak pan wie, siostrę, przedwcześnie zmarłą, 
powiedział, która umknęła rodzicom tylko dzięki przedwczesnej śmierci, i ją rodzice traktowali równie 
bezwzględnie jak mnie, uciskali mnie i moją siostrę z powodu wywołanego ich rozczarowaniem traumatyzmu, 
siostra nie wytrzymała tego długo, nagle pewnego kwietniowego dnia im umarła, całkowicie nieoczekiwanie, 
jak to moŜliwe jest tylko u niedorosłych, miała dziewiętnaście lat, na tak zwane natychmiastowe zatrzymanie 
akcji serca, wie pan, w czasie kiedy matka na pierwszym piętrze przygotowywała wszystko do urodzinowego 
przyjęcia, biegała tam i z powrotem po pierwszym piętrze, Ŝeby tylko nie popełnić błędu w urodzinowych 
przygotowaniach, biegała tam i z powrotem z przeróŜnymi talerzami, kieliszkami, serwetami i wypiekami, 
doprowadzając mnie i siostrę niemal do rozpaczy tymi swoimi przygotowaniami do przyjęcia urodzinowego, 
czym od samego rana obsesyjnie była opanowana; jak tylko ojciec wyszedł z domu, matka rozpoczęła z 
niewyobraŜalną wprost histerią tę swoją dobrze juŜ nam znaną gonitwę urodzinowych przygotowań, posyłając 
mnie i siostrę biegiem po schodach na górę i na dół, i do piwnicy, i do rozmaitych westybuli, tam i z powrotem, 
bacząc tylko bez przerwy, by nie popełnić Ŝadnego błędu, więc goniła mnie i moją siostrę po całym domu tam i 
z powrotem w czasie tych przygotowań do przyjęcia urodzinowego, doskonale sobie to przypominam, a ja przez 
cały czas zastanawiałem się, czy to pięćdziesiąte ósme urodziny ojca, czy pięćdziesiąte dziewiąte; przez cały 
czas biegałem po całym domu po wszystkich pokojach, zastanawiając się, czy to pięćdziesiąte ósme, 
pięćdziesiąte dziewiąte, czy moŜe juŜ sześćdziesiąte urodziny ojca, nie, jeszcze nie, były to pięćdziesiąte 
dziewiąte urodziny ojca, powiedział Reger. Dostałem polecenie, aby otworzyć wszystkie okna i wpuścić świeŜe 
powietrze, juŜ wtedy, juŜ w dzieciństwie i młodości nienawidziłem przeciągów, a musiałem na rozkaz matki co 
chwila otwierać wszystkie okna, by wpuścić świeŜe powietrze, powiedział, czyli wciąŜ musiałem robić to, 
czego nienawidziłem, a niczego bardziej nie nienawidziłem niŜ wpuszczania do domu świeŜego powietrza przez 
wszystkie okna, niczego bardziej niŜ wdzierającego się ze wszystkich stron przeciągu, powiedział, naturalnie 

background image

jednak nic nie mogłem tu wskórać, wobec rodzicielskich rozkazów byłem bezbronny, wszelkie rodzicielskie 
rozkazy zawsze skrupulatnie wykonywałem, nigdy bym się nie odwaŜył nie wykonać rodzicielskiego rozkazu, 
czy był to rozkaz matki, czy ojca, nie miało znaczenia, rozkaz rodziców automatycznie wykonywałem z wielką 
skwapliwością, powiedział Reger, chciałem bowiem umknąć rodzicielskiej karze, rodzicielska kara była zawsze 
przeraźliwa, okrutna, bałem się rodzicielskiej tortury, dlatego naturalnie z wielką skwapliwością wykonywałem 
rozkaz rodziców, powiedział, obojętnie jaki, choćby był, w moim mniemaniu, najbardziej niedorzeczny, 
oczywiste było więc równieŜ to, Ŝe mam w owe urodziny ojca otworzyć wszystkie okna i wpuścić do środka 
powietrze, robiąc wielki przeciąg. Matka wyprawiała zawsze nasze urodziny, ani razu nie zdarzyło się, Ŝeby nie 
wyprawiła naszych urodzin, nienawidziłem tego wyprawiania urodzin, nie wyobraŜa pan sobie jak bardzo, w 
ogóle nienawidzę wszelkich uroczystości, do dziś nienawidzę tego, co uroczyste i odświętne, nie ma dla mnie 
czegoś równie obrzydliwego jak uroczystości i obchodzenie uroczystości, jestem nienawistnym przeciwnikiem 
odświętności, powiedział, od dzieciństwa nienawidziłem świętowania i ucztowania, zwłaszcza zaś 
nienawidziłem ucztowania urodzinowego, obojętnie czyje były urodziny, a juŜ najbardziej nienawidziłem, kiedy 
ś

więtowano urodziny rodziców, jak moŜna ucztować z okazji jakichś urodzin, własnych urodzin, zawsze 

myślałem, kiedy to przecieŜ wielkie nieszczęście być na świecie, tak, zawsze myślałem, gdyby ludzie uczcili 
chwilą refleksji swoje urodziny, Ŝe tak powiem refleksji nad występkiem, jakiego dopuścili się na nich ci, 
którzy ich spłodzili, mógłbym to zrozumieć, ale Ŝeby taki dzień świętować! powiedział. A urodziny ojca 
ś

więtowano z całą obrzydliwą pompą, na przyjęcia zapraszano zawsze wszelkich moŜliwych nienawistnych mi 

ludzi, duŜo się przy tym jadło i piło, a najbardziej odraŜające były, rzecz jasna, wszelkiej maści mowy, 
wygłaszane na cześć obchodzących urodziny, tudzieŜ prezenty, które były tymŜe wręczane. Nie ma przecieŜ 
czegoś bardziej zakłamanego niŜ te urodzinowe przyjęcia, na które ciągną ludzie, czegoś wstrętniejszego niŜ 
owo urodzinowe zakłamanie oraz owa urodzinowa obłuda, powiedział. Były to faktycznie pięćdziesiąte 
dziewiąte urodziny ojca, dzień, w którym zmarła moja siostra, powiedział Reger. Stałem gdzieś w kącie na 
pierwszym piętrze i obserwowałem, jednocześnie próbując osłonić się przed zimnym przeciągiem, matkę 
biegającą z histerycznourodzinową szybkością po wszystkich pokojach, raz transportowała z pokoju do pokoju 
wazon, to znowu cukiernicę z jednego stołu na drugi, zdejmowała jeden obrus, nakrywała stół innym, jedna 
ksiąŜka tu, druga tam, bukiet kwiatów tu, inny tam, kiedy naraz doszedł do mnie z dołu, z parteru, jakiś 
stłumiony trzask, powiedział Reger. Matka gwałtownie zastygła w bezruchu, tam gdzie akurat stała, do niej teŜ 
doszedł stłumiony trzask, a twarz jej zbladła jak kreda, powiedział Reger. Stało się coś straszliwego, w jednej 
chwili dotarło to do nas obojga, tak do mnie, jak do matki. Zszedłem z pierwszego piętra do westybulu i 
znalazłem siostrę martwą, leŜała na podłodze w westybulu. Tak, tak, powiedział Reger, zatrzymanie akcji serca, 
takiej śmierci moŜna tylko pozazdrościć. Gdyby nam miało się zdarzyć zatrzymanie akcji serca, mielibyśmy 
wielkie szczęście, powiedział. śyczymy sobie szybkiej, bezbolesnej śmierci, ale nieraz marniejemy całymi 
latami obłoŜnie chorzy, powiedział wczoraj Reger, dodając, Ŝe to mimo wszystko pocieszenie, Ŝe jego Ŝona nie 
cierpiała długo, nie latami, jak się nieraz zdarza, powiedział, tylko parę tygodni. Ale po stracie człowieka, który 
był dla kogoś przez całe Ŝycie najbliŜszą istotą, nie ma, rzecz jasna, Ŝadnego pocieszenia. To teŜ metoda, 
powiedział wczoraj, podczas gdy teraz, to znaczy dzień później, przyglądałem mu się z boku, a z tyłu za nim 
stał Irrsigler, który na chwilę zajrzał do sali Sebastiana, nawet mnie nie zauwaŜywszy, to znaczy podczas gdy 
wciąŜ obserwowałem Regera, który wciąŜ przyglądał się Siwobrodemu męŜczyźnie Tintoretta, tak, to teŜ 
metoda, powiedział, robić z wszystkiego karykaturę. Wielki, waŜny obraz będzie dla nas czymś do wytrzymania 
dopiero wtedy, kiedy zrobimy z niego karykaturę, wielki człowiek czy tak tak zwana waŜna osobistość — jeden 
jest dla nas jako wielki człowiek nie do wytrzymania, drugi jako waŜna osobistość, musimy ich obrócić w 
karykaturę, powiedział. Kiedy przez dłuŜszy czas przypatrujemy się jakiemuś obrazowi, choćby był 
najpowaŜniejszy, musimy z niego zrobić karykaturę, powiedział, Ŝeby móc wytrzymać, zatem równieŜ z 
rodziców musimy zrobić karykaturę, karykaturę z przełoŜonych, jeŜeli mamy takowych, z całego świata 
karykaturę, powiedział. Niech pan przez dłuŜszy czas popatrzy na autoportret Rembrandta, obojętnie który, z 
całą pewnością zrobi pan z niego z czasem karykaturę i odwróci się pan od niego. Niech pan przez dłuŜszy czas 
popatrzy na twarz własnego ojca, stanie się ona dla pana karykaturą i odwróci się pan od niej. Niech pan 
poczyta sobie Kanta, wnikliwie, coraz wnikliwiej, a niechybnie przejmie pana naraz dziki śmiech, powiedział. 
KaŜdy oryginał jest juŜ sam w sobie falsyfikatem, powiedział, rozumie pan, co mam na myśli. W świecie, w 
naturze, istnieją, rzecz jasna, zjawiska, których nie moŜna ośmieszyć, wszakŜe w sztuce moŜna wszystko 
ośmieszyć, kaŜdego człowieka moŜna ośmieszyć i zrobić z niego karykaturę, powiedział Reger, kiedy tego 
chcemy, kiedy jest to dla nas niezbędne, powiedział. Kiedy jesteśmy w stanie ośmieszyć, a nie zawsze jesteśmy 
w stanie, i wtedy bierze nas rozpacz, a potem i diabli biorą, powiedział. Dzieło sztuki, obojętnie jakie, moŜna 
ośmieszyć, powiedział‚ ukazuje się ono panu jako wielkie, a pan z chwili na chwilę zamienia je w śmiechu 
warte, i podobnie z ludźmi, których musi pan ośmieszać, bo inaczej pan nie potrafi. Większość ludzi i tak juŜ 
jest przecieŜ śmieszna, jak i większość dzieł sztuki i tak jest przecieŜ śmieszna, powiedział Reger, nie ma nawet 
potrzeby ich ośmieszać i robić z nich karykatury. Większość ludzi nie jest jednak zdolna do karykaturowania, 
patrzą na wszystko bez końca z okropną powagą, powiedział, nie przyjdzie im nawet na myśl, Ŝeby 
karykaturować, powiedział. Idą na papieską audiencję, powiedział, i biorą powaŜnie papieŜa i audiencję, i to na 

background image

całe Ŝycie; śmiechu warte, ile jest przecieŜ karykatury w dziejach papiestwa, powiedział. Święty Piotr jest 
oczywiście wielki, powiedział, ale przecieŜ to śmiechu warte. Niech pan wejdzie do Świętego Piotra i niech pan 
się uwolni całkowicie od owych tysięcy i milionów kłamstw historii katolickiej, nie musi pan długo czekać, a 
cały Święty Piotr wyda się panu śmiechu wart. Niech pan pójdzie na audiencję prywatną i czeka na papieŜa, 
jeszcze zanim on nadejdzie; wyda się śmiechu wart, i jest przecieŜ śmiechu wart, kiedy występuje w kiczowatej 
bieli tej swojej sutanny z czystego jedwabiu. MoŜe pan się rozejrzeć, gdziekolwiek się tylko panu podoba, 
wszystko w Watykanie jest śmiechu warte, kiedy uwolni się pan od kłamstw katolickiej historii i od 
sentymentalizmu katolickiej historii, od pełnej zaaferowania katolickiej historii świata, powiedział Reger. Widzi 
pan katolickiego papieŜa, siedzi sobie ta uszminkowana kukła w podróŜy dookoła świata pod swoim szklanym 
kuloodpornym kloszem, w otoczeniu swych uszminkowanych i wycwanionych kukieł wyŜszych i niŜszych 
rangą, jakie to odstręczające, śmiechu warte. Rozmawia pan z jednym z naszych ostatnich lamentujących 
królów, śmiechu warte, z jednym z naszych ograniczonych przywódców-komunistów, śmiechu warte. Idzie pan 
na noworoczne przyjęcie do rozgadanego prezydenta tego naszego państwa, który swymi sklerotycznymi 
bredniami wszystkich by zagadał na śmierć, mąŜ stanu, śmiechu warte, aŜ się od tego robi niedobrze. Krypta 
Kapucynów, Hofburg, śmiechu warte, jakie to niesmaczne, powiedział. Idzie pan do kościoła Kawalerów 
Maltańskich, przyjrzy się pan kawalerom maltańskim, których białe pseudoarystokratyczne głupie głowy 
wystające z czarnych maltańskich płaszczy błyszczą w świetle kościelnych lamp, śmiechu warte, nic innego pan 
nie odczuje. Idzie pan na wykład katolickiego kardynała, ogląda pan inaugurację na uniwersytecie, jakieŜ to 
ś

miechu warte. Na cokolwiek człowiek dziś w tym kraju spojrzy, spoziera w czeluść śmieszności, powiedział 

Reger. Codziennie rano od takiej masy śmieszności czerwienimy się ze wstydu, drogi panie Atzbacher, taka jest 
prawda. Idzie pan, panie Atzbacher, na wręczanie nagrody, jakieŜ to śmiechu warte, godne wyśmiania postaci; z 
im większą pompą występują, tym są śmieszniejsi, powiedział, wszystko to karykatura, nic innego, powiedział, 
po prostu wszystko. Nazywa pan jakiegoś gościa przyjacielem, a ten nagle daje z siebie zrobić profesora honoris 
causa i zaczyna się nazywać Profesorem i kaŜe sobie wydrukować Profesora na wizytówkach, a jego Ŝona u 
rzeźnika naraz występuje jako Pani Profesorowa, Ŝeby nie czekać zbyt długo w kolejce, jak te, które nie mają 
profesora za męŜa. JakieŜ to śmiechu warte, powiedział. Złocone schody, złocone fotele, złocone ławki w 
Hofburgu, powiedział, a na nich ci sami pseudodemokratyczni idioci, bez wyjątku, śmiechu warte. Idzie pan 
Kartnerstrasse i wszystko wydaje się panu śmiechu warte, wszyscy są jedynie śmiechu warci, nic więcej, moŜe 
pan obejść wzdłuŜ i wszerz cały Wiedeń, powiedział, a cały Wiedeń naraz wyda się panu śmiechu wart, 
wszyscy ludzie, którzy pana mijają, są śmiechu warci, wszystko, co pan mija, jest śmiechu warte, człowiek Ŝyje 
w na wskroś śmiechu wartym świecie i w rzeczywistości teŜ podupadłym, powiedział. Naraz musi pan z całego 
ś

wiata zrobić karykaturę. I ma pan siłę zrobić ze świata karykaturę, największą potęgą ducha, powiedział, do 

tego niezbędną; tę jedyną konieczną, aby przeŜyć, siłę, powiedział. Tylko nad tym panujemy, co w końcu 
uznamy za śmiechu warte, wyłącznie wtedy, kiedy świat i Ŝycie na nim uznamy za śmiechu warte, jesteśmy w 
stanie posunąć się dalej, nie ma innej metody, lepszej, powiedział. Przejęci podziwem nie wytrzymamy długo, 
zginiemy z kretesem, jeśli w odpowiednim momencie nie zdołamy tego stanu przerwać, powiedział. Przez całe 
Ŝ

ycie z daleka się trzymałem od podziwiania, nie naleŜę do tych, co podziwiają, obcy jest mi podziw, nie ma co 

się dziwić, podziw zawsze był mi obcy i nic nie odpycha mnie tak, jak obserwacja tych, którzy podziwiają, 
ogarnięci chorobą podziwiania. Idzie pan do kościoła, ludzie podziwiają, idzie pan do muzeum, ludzie 
podziwiają. Idzie pan na koncert, ludzie podziwiają, to odraŜające. Prawdziwy umysł nie zna w ogóle podziwu, 
przyjmuje do wiadomości, potrafi uszanować, patrzy z uwagą, to wszystko, powiedział. Ludzie idą do 
wszystkich tych kościołów, do wszystkich tych muzeów, objuczeni podziwem jak plecakiem, to z tego powodu 
chodzą zawsze tacy wstrętnie pochyleni, wszyscy chodzą po kościołach i po muzeach tacy pochyleni, 
powiedział. Nigdy jeszcze nie widziałem, Ŝeby ktoś wszedł do kościoła czy muzeum całkiem normalnie, a juŜ 
najwstrętniejszy jest widok ludzi w Knossos czy Agrigento u celu swej wyprawy szlakiem podziwu, ludzie ci 
bowiem odbywają po prostu podróŜ szlakiem podziwu, powiedział, nic innego. Podziw oślepia, powiedział 
wczoraj Reger, otępia podziwiającego. Ludzie w większości, raz wszedłszy w podziw, nie mogą juŜ wyjść z 
podziwu, a przez to tępieją. Większość ludzi na całe Ŝycie jest otępiona wyłącznie dlatego, Ŝe podziwia. Nie ma 
czego podziwiać, powiedział wczoraj Reger, zupełnie. PoniewaŜ respekt i uwaga są dla ludzi zbyt trudne, 
podziwiają, to jest dla nich łatwiejsze, to ich mniej kosztuje, powiedział Reger. Podziw łatwiejszy jest od 
respektu i uwagi, podziw to cecha głupich, powiedział Reger. Tylko głupi podziwia, mądry nie podziwia, potrafi 
uszanować, patrzy z uwagą, rozumie, to wszystko. Ale poszanowanie, uwaga i zrozumienie— to wymaga 
ducha, a tego ducha ludzie nie mają, bez ducha i faktycznie całkiem bezdusznie podróŜują do piramid i do 
kolumn sycylijskich czy przed perskie świątynie i upajają się z całą swoją tępotą tym swoim podziwem, 
powiedział. Podziw to stan uwiądu ducha, powiedział Reger wczoraj, w owym stanie uwiądu ducha egzystują 
niemal wszyscy. W owym stanie uwiądu ducha wchodzą teŜ wszyscy do Kunsthistorisches Museurn, 
powiedział. Ludzie dźwigają w sobie jak cięŜar ten swój podziw, nie mają odwagi zostawić tego swojego 
podziwu, tak jak zostawiają swój płaszcz w szatni na dole. Wleką się więc mozolnie, obładowani tym całym 
bagaŜem podziwu przez wszystkie te sale, powiedział Reger, tak Ŝe aŜ wywraca się Ŝołądek. WszakŜe podziw 
ów nie jest li tylko cechą charakterystyczną u tak zwanych niewykształconych, wręcz przeciwnie, 

background image

charakteryzuje on w duŜej, straszliwej mierze, faktycznie wręcz budzącej zgrozę, równieŜ i przede wszystkim 
tak zwanych wykształconych, co jest jeszcze znacznie bardziej odstręczające. Niewykształcony podziwia, bo 
jest po prostu zbyt głupi, Ŝeby nie podziwiać, natomiast wykształcony jest na to zbyt perwersyjny, powiedział 
Reger. Podziw u tak zwanych niewykształconych jest czymś całkiem oczywistym, natomiast podziw u tak 
zwanych wykształconych jest perwersją wręcz perwersyjną, powiedział Reger. Weźmy Beethovena, chroniczny 
depresjonat, państwowy artysta, totalny kompozytor państwowy, tak go ludzie podziwiają, w gruncie rzeczy 
jednak Beethoven to zjawisko z gruntu odstręczające, wszystko u Beethovena jest ni mniej, ni więcej tylko 
komiczne, słuchając Beethovena, nieustannie słyszymy komiczną bezradność. Gniewne pohukiwanie, 
gigantomania, tępy marsz wojskowy nawet w muzyce kameralnej. Słuchając Beethovena, słyszymy więcej 
trzasku niŜ muzyki, państwowotępy marsz nut, powiedział Reger. Słucham przez dłuŜszy czas Beethovena, na 
przykład Eroiki, słucham z uwagą i faktycznie wchodzę w jakiś stan filozoficzno matematyczny i trwam tak w 
tym filozoficzno-matematycznym stanie przez dłuŜszy czas, powiedział Reger, aŜ naraz zaczynam twórcę 
Eroiki widzieć, i wszystko się dla mnie rozbija, rozpada na kawałki, poniewaŜ w Beethovenie faktycznie 
wszystko maszeruje jak wojsko, słucham Eroiki, która przecieŜ faktycznie jest muzyką filozoficzną, jest z 
gruntu filozoficznomatematyczna, powiedział Reger, i naraz wszystko mi zostaje obrzydzone i zostaje rozbite, 
kiedy bowiem filharmonicy jakŜe naturalnie to grają, jaz chwili na chwilę zaczynam słyszeć u Beethovena 
klęskę, słyszę jego klęskę, widzę jego głowę w marszu wojskowym, rozumie pan, powiedział Reger. Wtedy 
muzyka Beethovena staje się dla mnie nieznośna, tak samo jak jest dla mnie nieznośna, kiedy słyszę, jak jakiś 
nasz śpiewak z duŜym albo małym brzuchem na śmierć katuje PodróŜ zimową, bo wie pan, śpiewak ubrany we 
frak i oparty o fortepian wyśpiewujący Wronę, jest dla mnie nie do wytrzymania i śmiechu wart, z góry juŜ 
moŜna przewidzieć, Ŝe to karykatura, nic przecieŜ nie jest bardziej śmiechu warte, powiedział Reger, niŜ stojący 
przy fortepianie we fraku śpiewak, wykonawca arii i pieśni. JakŜe wspaniała jest muzyka Schuberta, kiedy nie 
widzimy tego, jak się ją gra, kiedy nie widzimy tych wykonawców, ulegających bezdennie debilnej próŜności, 
rzecz jasna jednak, gdy jesteśmy w sali koncertowej, zawsze ich widzimy, a przez to wszystko jest tylko 
Ŝ

enujące i śmiechu warte, wszystko jest jedną wielką słuchowo-wzrokową katastrofą. Nie wiem, powiedział 

Reger, czy pianiści są bardziej śmiechu warci i Ŝenujący od śpiewaków przy fortepianie, to kwestia stanu ducha, 
w którym akurat się znajdujemy. To, co widzimy, kiedy muzyka jest wykonywana, jest, rzecz jasna, śmiechu 
warte, karykaturalne, a w następstwie tego równieŜ Ŝenujące. Śpiewak to ktoś śmiechu wart i Ŝenujący, 
obojętnie co śpiewa, czy jest tenorem czy basem, i wszystkie śpiewaczki są zawsze tylko śmiechu warte i 
Ŝ

enujące, obojętnie jak są ubrane i jak śpiewają, powiedział. Ktoś na podium przeciąga smyczkiem czy skubie 

gitarę, jakieŜ to Ŝenująco śmiechu warte, powiedział. Nawet Bach, gruby i śmierdzący przy organach u 
Ś

więtego Tomasza, był wyłącznie tylko śmiechu wartym i bez reszty Ŝenującym zjawiskiem, nie ma o czym 

mówić. Nie, nie, artyści, choćby i ci najwaŜniejsi, najwięksi, są wszyscy wyłącznie kiczowaci, Ŝenujący i 
ś

miechu warci. Toscanini, Furtwangler, jeden za mały, drugi za duŜy, warci śmiechu i kiczowaci. A niech pan 

pójdzie do teatru, to zrobi się panu od tej śmieszności, Ŝenady i kiczu po prostu niedobrze. Co ci ludzie mówią i 
jak wymawiają, zrobi się panu od tego niedobrze. Czy będą grali klasykę, czy sztuki popularne, zrobi się panu 
niedobrze. CzymŜe są bowiem wszystkie te klasyczne, wszystkie te nowoczesne sztuki, te tak zwane wysokiego 
lotu czy popularne, jeŜeli nie teatralnym pośmiewiskiem i Ŝenującym kiczem, powiedział. Cały świat jest dzisiaj 
ś

miechu wart, do tego jeszcze na wskroś Ŝenujący i kiczowaty, taka jest prawda. Irrsigler podszedł do Regera i 

ponownie szepnął mu coś do ucha. Reger wstał, popatrzył wokół i wyszedł z Irrsiglerem z sali Bordona. 
Spojrzałem na zegarek, było dwadzieścia po jedenastej. Przyszedłem do muzeum juŜ o wpół do jedenastej, 
poniewaŜ chciałem być punktualny, Reger bowiem niczego nie wymaga bardziej niŜ punktualności, tak jak i ja 
zawsze niczego bardziej nie wymagam niŜ punktualności, dla mnie naprawdę w stosunkach międzyludzkich 
najwaŜniejsza jest punktualność. Znoszę tylko ludzi punktualnych, nie znoszę niepunktualnych. Punktualność to 
zasadnicza cecha Regera, tak samo jak i jedna z moich zasadniczych cech, jeśli się z kimś umówię, to faktycznie 
przychodzę punktualnie, tak jak i Reger, kiedy się z kimś umówi, przychodzi punktualnie, na temat 
punktualności wygłosił juŜ przede mną wiele wykładów, podobnie jak o niezawodności, u człowieka 
najwaŜniejsze są punktualność i niezawodność, bardzo często twierdził Reger. Mogę o sobie powiedzieć, Ŝe jest 
ze mnie człowiek na wskroś punktualny, niepunktualności zawsze nienawidziłem, nigdy zresztą bym sobie na 
nią nie pozwolił. Reger jest najpunktualniejszym człowiekiem, jakiego znam. W swoim Ŝyciu, jak mówi, ani 
razu nie przyszedł spóźniony, przynajmniej z własnej winy, tak samo jak ja w moim Ŝyciu nigdy, przynajmniej 
w dorosłym, nie spóźniłem się z własnej winy, niepunktualni są dla mnie najwstrętniejsi, nie chcę mieć nic 
wspólnego z niepunktualnymi, z niepunktualnymi nie utrzymuję stosunków, z niepunktualnymi w ogóle nie 
mam do czynienia, nie chcę mieć do czynienia. Niepunktualność to grubiańskie lekcewaŜenie, którym gardzę i 
którym się brzydzę, które kończy się u ludzi wyłącznie opuszczeniem i nieszczęściem. Niepunktualność to 
choroba, kończąca się śmiercią niepunktualnego, oświadczył raz Reger. Reger wstał teraz i wyszedł z sali 
Bordona, akurat w momencie, kiedy do sali Bordona weszła grupa starszych męŜczyzn, Rosjan, co natychmiast 
udało mi się stwierdzić, prowadzona, co równieŜ szybko udało mi się stwierdzić, przez ukraińską tłumaczkę. 
Przeszli przede mną tak, Ŝe zepchnęli mnie na bok i wepchnęli w róg sali. Ludzie wpychają się do sali i 
spychają kogoś, nie mówiąc nawet przepraszam, pomyślałem, widząc, Ŝe zostałem zepchnięty pod ścianę. Reger 

background image

wyszedł z sali Bordona, po tym jak Irrsigler szepnął mu coś do ucha, akurat w tym momencie do sali Bordona 
weszła rosyjska grupa i tam się ustawiła, tak weszli do sali Bordona itak się w sali Bordona ustawili, Ŝe nie 
widziałem juŜ z sali Sebastiana sali Bordona, rosyjska grupa całkowicie przesłoniła mi widok na salę Bordona. 
Widziałem tylko plecy tej grupy Rosjan i słyszałem to, czym raczyła ich ukraińska tłumaczka, wygadywała, jak 
wszyscy inni przewodnicy w Kunsthistorisches Museum, same brednie, to, czym szpikowała głowy swych 
rosyjskich ofiar, niczym nie róŜniło się od zwykłych bredni o sztuce. Tu, proszę państwa, widzicie, powiedziała, 
te usta, widzicie państwo, o tutaj, powiedziała, te jakŜe odstające uszy, oproszę, widzicie ten delikatny róŜ, 
anielski policzek, a na dalszym planie horyzont, tak jakby bez tych idiotycznych uwag ludzie sami by tego na 
obrazach Tintoretta nie zauwaŜyli. Przewodnicy w muzeach wciąŜ przecieŜ tylko traktują powierzonych im 
ludzi jak głupich, wciąŜ mają ich za największych głupców, gdy tymczasem oni aŜ tacy głupi nie są, 
przewodnicy wyjaśniają im zawsze zwłaszcza to, co i tak przecieŜ całkiem wyraźnie widać, a zatem czego 
wcale nie trzeba wyjaśniać, no ale wyjaśniają i wyjaśniają, pokazują i pokazują, mówią i mówią. Przewodnicy 
muzealni to sami zarozumialcy, bredzące maszyny, które włączają się na czas oprowadzania grupy po muzeum, 
taka bredząca maszyna gada zawsze to samo, od początku roku do końca. Przewodnicy muzealni to tylko 
bredzący o sztuce zarozumialcy, którzy o sztuce nie mają najmniejszego pojęcia, którzy sztukę tylko na swój 
obrzydliwie rozgadany sposób bez skrupułów wykorzystują. Przez okrągły rok chrapliwym głosem prawią 
brednie o sztuce, zarabiając na tym niezłe pieniądze. Wepchnięty w róg przez rosyjską grupę, nie widziałem juŜ 
nic prócz rosyjskich pleców, to znaczy same cięŜkie rosyjskie jesionki, które wydawały przenikliwy odór 
naftaliny, grupa ta musiała chyba zjawić się w muzeum prosto z autobusu, przez mŜawkę odbyć drogę do galerii 
obrazów. PoniewaŜ juŜ od wielu, wielu lat trudno mi oddychać, wielokrotnie w ciągu dnia wydaje mi się, Ŝe 
zaraz się uduszę, nawet na wolnym powietrzu, te chwile za plecami rosyjskiej grupy, a właściwie całe minuty, 
były dla mnie wstrętne, we„pchnięty w róg sali Sebastiana wdychałem bez przerwy cuchnące naftaliną 
powietrze, stanowczo za cięŜkie dla moich słabych płuc. I tak juŜ przecieŜ w normalnych warunkach cięŜko mi 
w Kunsthistorisches Museum oddychać, tym bardziej więc w takich, jakie stworzyło wejście rosyjskiej grupy. 
Ukraińska przewodniczka zwracała się do rosyjskiej grupy, mówiąc tak zwanym klasycznym moskiewskim 
rosyjskim, który w większej części rozumiałem, a kiedy mówiła coś po niemiecku, miała okropną wymowę, 
niemal przeszywającą, sposób, w jaki powiedziała anielska głowa, przeszywał aŜ do zgrozy Początkowo trudno 
mi było powiedzieć, czy tłumaczka przyjechała z rosyjską grupą z Rosji, czy teŜ była to jedna z owych 
emigrantek rosyjskich, które przybyły do Wiednia po wojnie i które dziś jeszcze do Wiednia przyjeŜdŜają, 
owych rosyjsko-Ŝydowskich emigrantek, obdarzonych wysoką inteligencją, które za kulisami nadawały w 
Wiedniu ton, co zawsze wychodziło na dobre wiedeńskiemu Ŝyciu intelektualnemu. Owe rosyjsko Ŝydowskie 
emigrantki to właściwie intelektualne korzenie wiedeńskiego Ŝycia towarzyskiego, zawsze tak było, bez nich 
Ŝ

ycie towarzyskie w Wiedniu nie byłoby ciekawe. To prawda, Ŝe osoby takie, jeśli ogarnie je, Ŝe tak powiem, 

mania wielkości i chcą wszystkimi i wszystkim rządzić, często zaczynają nam działać na nerwy, jednakŜe akurat 
ta tłumaczka nie jest tu najlepszym przykładem rosyjskich emigrantek, o których tu mówię, jeŜeli w ogóle, tak 
jak powiedziałem, jest taką rosyjską emigrantką, wydaje mi się raczej, Ŝe przyjechała do Wiednia z Rosji z 
rosyjską grupą, to, jak do rosyjskiej grupy mówiła po rosyjsku, nie pozwala przypuszczać, Ŝe miałaby być 
rosyjską emigrantką, tylko raczej, Ŝe przyjechała do Wiednia z rosyjską grupą, moŜliwe nawet, Ŝe tego samego 
dnia przyjechała prosto z Rosji do Wiednia, do takiego przynajmniej skłaniałem się przekonania, przyjrzawszy 
się tylko jej ubraniu, zwłaszcza butom, faktycznie nie miała na sobie niczego z Zachodu, to prawdopodobnie 
komunistka z wykształceniem historyka sztuki, pomyślałem, lustrując ją w chwili, kiedy miałem do tego 
sposobność, Ŝe tak powiem, od stóp do głowy. Rosyjskie emigrantki z Wiednia, o których wspomniałem 
wcześniej, ubierają się na ogół raczej na zachodni sposób, nawet jeśli moŜe nie tak zachodni jak sami ludzie z 
Zachodu, to jednak zachodni. Nie, ta tłumaczka nie jest rosyjską emigrantką, pomyślałem, przejechała przez 
granicę z rosyjską grupą ubiegłej nocy, całą noc nie zmruŜyła oka, tak jak powierzona jej rosyjska grupa, 
przybyli prosto z Rosji, Ŝe tak powiem, z brudnego autobusu prosto do muzeum, pomyślałem, na to mi wygląda 
w jej przypadku, tłumaczki, no i grupy. Nie widziałem nawet teraz obitej aksamitem ławki w sali Bordona, 
zasłoniła mi widok rosyjska grupa, tym samym nie widziałem, czy Regera wciąŜ nie było w sali, czy teŜ juŜ tam 
wrócił. Sala Sebastiana, w której zepchnięto mnie pod ścianę, ma najgorszą w całym Kunsthistorisches Museum 
wentylację, a ja akurat w sali Sebastiana musiałem zostać zepchnięty pod ścianę przez rosyjską grupę, po-
myślałem, i akurat przez takich ludzi cuchnących czosnkiem, błotem i wilgocią, pomyślałem. Zawsze nienawi-
dziłem ludzkich zbiorowisk, przez całe Ŝycie ich unikałem, ze względu na nienawiść do mas nie zdarzyło mi się 
nigdy uczestniczyć w jakimkolwiek ludzkim zgromadzeniu, tak samo zresztą jak Regerowi, niczego nie 
nienawidzę bardziej niŜ masy, tłumu, ustawicznie mam uczucie, choć przecieŜ nigdy się do mas czy tłumów nie 
przyłączam, Ŝe masa czy tłum zaraz mnie zgniecie. JuŜ w dzieciństwie schodziłem im z drogi, masom, 
nienawidziłem tłumów, ludzkich zbiorowisk, skoncentrowanej niegodziwości, bezmyślności i kłamstwa. Na 
tyle, na ile powinniśmy kochać kaŜdego z osobna, myślę, na tyle nienawidzimy masy. Rosyjska grupa nie była 
jednak, rzecz jasna, pierwszą, którą spotkałem w Kunsthistorisches Museum i która na mnie, Ŝe tak powiem, w 
Kunsthistorisches Museum natarła i zepchnęła pod ścianę, ostatnimi czasy od rosyjskich grup w 
Kunsthistorisches Museum aŜ się roi, ostatnio, jak się wydaje, przychodzi do Kunsthistorisches Museum więcej 

background image

rosyjskich grup niŜ włoskich. Rosjanie i Włosi chodzą po Kunsthistorisches Museum zawsze w grupach, 
Anglicy natomiast nigdy, zawsze chodzą sami, takŜe Francuzi zawsze chodzą sami. W niektóre dni rosyjscy i 
włoscy przewodnicy obu płci przekrzykują jeden drugiego, jakby ścigali się, kto potrafi głośniej, przez co z 
Kunsthistorisches Museum robi się muzeum wrzasku. Najczęściej dzieje się to na szczęście w sobotę, czyli w 
dzień, kiedy ani Reger, ani ja nigdy nie chodzimy do Kunsthistorisches Museum, to bowiem, Ŝe dziś, w sobotę, 
ja i Reger, obaj przyszliśmy do Kunsthistorisches Museum, jest wyjątkiem od reguły i jak widać, dobrze, Ŝe 
nigdy nie chodziliśmy do Kunsthistorisches Museum w soboty, choć w sobotę moŜna zwiedzać bezpłatnie, 
podobnie jak w niedzielę. Wolę juŜ zapłacić za bilet dwadzieścia szylingów, oświadczył raz Reger, i nie mieć 
do czynienia z tymi okropnymi grupami. Mieć do czynienia ze zwiedzającymi grupowo muzea to skaranie 
boskie, nie znam nic straszliwszego, oświadczył Reger. To, Ŝe akurat w tę sobotę umówił się ze mną w 
Kunsthistorisches Museum, było dla niego z pewnością karą boską, choć sam sobie zawinił, pomyślałem, 
zadając sobie jednocześnie pytanie, w jakim to celu? i nie mogąc udzielić sobie na nie odpowiedzi. Chętnie bym 
się, rzecz jasna, dowiedział, co teŜ Irrsigler juŜ po raz drugi szepnął do ucha Regerowi, za pierwszym razem coś, 
co, jak się wydaje, w najmniejszym stopniu go nie poruszyło, za drugim wszakŜe coś, co sprawiło, Ŝe Reger 
wstał i wyszedł z sali Bordona. Irrsigler powiada przy kaŜdej okazji, Ŝe ma pozycję zaufanego, to przejmujące, 
kiedy tak mówi, a mówi tak często, tak Ŝe z czasem staje się to jeszcze bardziej przejmujące. Irrsigler ma w 
zwyczaju skinąć głową, kiedy zauwaŜa, jak Reger wchodzi, nie robi tego, kiedy ja wchodzę i kiedy mnie 
zobaczy. JuŜ trzykrotnie otrzymał Irrsigier od Regera wieloletni kredyt na urządzenie mieszkania, którego 
potem nie musiał Regerowi spłacać. Reger wielokrotnie podarował Irrsiglerowi nienoszone juŜ ubrania, 
naprawdę pierwszorzędne i kosztowne, z tweedu najlepszych gatunków, jak mi raz powiedział Reger, wszystko, 
co mam na sobie, pochodzi z Hebrydów. Irrsigier nie ma jednak prawie okazji nosić kosztownych 
Regerowskich ubrań, poniewaŜ przez cały tydzień pracuje w Kunsthistorisches Museum w swoim uniformie, 
oprócz poniedziałku, przez cały poniedziałek zaś łazi po domu w kombinezonie roboczym, poniewaŜ cały 
poniedziałek zajmują mu róŜne prace w domu. Sam wszystko robi. Sam maluje, sam piłuje, sam przybija i 
wierci, nawet spawa sam. Osiemdziesiąt procent Austriaków w czasie wolnym od pracy paraduje w 
kombinezonach roboczych, twierdzi Reger, większość z nich nawet w niedziele i święta, większość Austriaków 
w niedziele i święta łazi po domu w kombinezonach roboczych, maluje i przybija, i spawa. Czas wolny od pracy 
jest właściwie dla Austriaków czasem pracy, twierdzi Reger. Większość Austriaków nie bardzo wie, co począć 
z czasem wolnym od pracy i przepracowuje go w idiotyczny sposób. Przez cały tydzień wysiadują w swoich 
biurach i wystają na swych miejscach pracy, powiada Reger, zaś w niedziele i święta widzi się ich wszystkich 
bez wyjątku, jak naciągnąwszy na siebie kombinezony robocze, wykonują naprawy w domu, malują własne 
cztery ściany albo przybijają gdzieś coś na dachu, albo myją swoje auto. Irrsigler jest jednym z takich typowych 
Austriaków, powiada Reger, Burgenlandczycy to w ogóle sama austriacka typowość. Burgenlandczyk naciąga 
na siebie tylko raz na tydzień na dwie, najwyŜej dwie i pół godziny niedzielny garnitur i idzie w nim do 
kościoła, przez resztę czasu ma na sobie kombinezon roboczy, powiada Reger, przez całe Ŝycie. 
Burgenlandczyk przez cały tydzień pracuje w kombinezonie roboczym, sypia niezmiernie mało, ale dobrze, w 
niedzielnym garniturze idzie w niedziele i święta do kościoła, aby Panu zaśpiewać pieśń i zaraz potem z 
powrotem zdjąć niedzielny garnitur i naciągnąć na siebie kombinezon roboczy. Nawet w dzisiejszym społe-
czeństwie przemysłowym Burgenlandczyk jest wciąŜ autentycznym chłopem, nawet jeśli od dziesiątków lat 
Burgenlandczyk idzie pracować do fabryki, pozostaje wciąŜ chłopem, tak jak jego przodkowie, Burgenlandczyk 
na zawsze zostanie chłopem, powiedział Reger. Irrsigler tak długo jest juŜ w Wiedniu, a mimo to pozostał 
chłopem, oświadczył Reger. Chłopu zresztą zawsze dobrze było w uniformie, wszystko jedno jakim, powiedział 
Reger. Chłop albo jest chłopem, albo nakłada uniform, powiedział Reger. JeŜeli było kilkoro dzieci, to jeden za-
wsze zostawał chłopem i pozostawał chłopem do końca, a pozostali naciągali na siebie uniform, państwowy 
bądź chrześcijańskokatolicki, zawsze tak było, oświadczył Reger. Burgenlandczyk albo jest chłopem, albo 
naciąga na siebie uniform, a kiedy nie moŜe ani być chłopem, ani naciągnąć na siebie uniformu, po prostu ginie, 
oświadczył Reger. Od całych stuleci chłopstwo, uciekając od chłopstwa, uciekało do uniformu, powiedział 
Reger. Irrsigler, jeśli wierzyć jego własnej opinii, miał szczęście, nabór na posadę straŜnika w państwowej 
słuŜbie w Kunsthistorisches Museum odbywa się bowiem zaledwie raz na kilka lat, wtedy mianowicie, kiedy 
jeden ze straŜników odchodzi na emeryturę bądź umiera. Burgenlandczyków chętnie zatrudnia się jako 
straŜników muzealnych, dlaczego, to on, Irrsigler, nie potrafił odpowiedzieć, ale to fakt, większość wiedeńskich 
straŜników muzealnych pochodzi z Burgenlandu. Prawdopodobnie dlatego, oświadczył raz Irrsigler, Ŝe znani są 
oni jako wyjątkowo uczciwi, ale teŜ jako wyjątkowo tępi, a do tego skromni. Dlatego, Ŝe mają, oni, 
Burgenlandczycy, jeszcze do dziś niespaczony charakter. Kiedy śledzi, jak się rzeczy mają na policji, jest 
szczęśliwy, Ŝe do policji go nie wzięli. Wspomniał teŜ kiedyś, Ŝe raz to myślał o tym, Ŝeby pójść do klasztoru, 
tam teŜ naleŜy się odzieŜ z przydziału, no i przecie obecnie rekrutują do klasztorów bardziej niŜ kiedyś, no ale 
jako nowicjusz w klasztorze tylko byłby wykorzystywany przez wyŜej postawionych, jak się wyraził, przez 
kapłanów, którzy w klasztorze wcale nieźle sobie Ŝyją, kosztem posłusznych im całkowicie nowicjuszy. Miałby 
tam wtedy tylko rąbać drzewo i karmić świnie, latem to sortować w słonecznym skwarze kapuściane głowy, a 
zimą odśnieŜać łopatą ścieŜki w klasztorze, powiedział. Nowicjusze w klasztorach są biedni jak mysz kościelna, 

background image

oświadczył raz Irrsigler, a on nie chciał być jak mysz kościelna. Choć rodzice chętnie by go widzieli w 
klasztorze, od razu przecieŜ mogłem do niego wstąpić, powiedział, na Tyrolu juŜ na niego czekali. Nowicjusz to 
coś jeszcze gorszego od więźnia w zakładzie karnym, cytuję Irrsiglera. Mnisi po święceniach to mają dobrze, 
stwierdził, ale nowicjusze to po prostu niewolnicy, nic więcej. W klasztorach, stwierdził, jeśli idzie o 
nowicjuszy, to ciągle jeszcze panuje średniowieczne niewolnictwo, nowicjusze nie mają powodu do śmiechu, 
do jedzenia dostają im się tylko resztki z mnisiego stołu. On nie chciał słuŜyć naŜartym teologom, tym, jak to 
mówi Reger, wyzyskiwaczom Boga, którzy w klasztorach aŜ nadto korzystają zŜycia, we właściwym czasie po-
wiedział nie. Reger poszedł raz z rodziną Irrsiglera na Prater, Ŝona Regera była juŜ wówczas cięŜko chora. 
Dzieci to u niego, Regera, były zawsze delikatną sprawą, z dziećmi wytrzymywał bardzo krótko, kiedy miał się 
z dziećmi widzieć, nie mogło to być w trakcie pracy, ta wyprawa na Prater, kiedy zaprosił rodzinę Irrsiglera, to 
odrębna historia, juŜ od dłuŜszego czasu miał on, Reger, juŜ od lat, jak się wyraził, uczucie, Ŝe ma wobec 
Irrsiglera jakiś dług, faktycznie bowiem uzurpuję sobie w Kunsthistonsches Museum prawo do czegoś, co mi 
się nie naleŜy, całymi godzinami przesiaduję na ławce w sali Bordona, cytuję Regera, myślę tam, rozmyślam, a 
nawet czytam ksiąŜki i artykuly, siedzę na ławce w sali Bordona, postawionej przecieŜ dla normalnych 
zwiedzających muzeum, nie dla mnie, naprawdę nie dla mnie, i to juŜ od ponad trzydziestu lat, oświadczył 
Reger. Wymagam od Irrsiglera, Ŝeby dał mi co drugi dzień zająć miejsce na ławce w sali Bordona, choć nie 
mam prawa tego wymagać, w końcu bowiem bardzo często w sali Bordona chcą usiąść ludzie, którzy nie mogą 
na ławce w sali Bordona usiąść, poniewaŜ ja juŜ siedzę na ławce w sali Bordona, powiedział Reger. Ławka w 
sali Bordona, praktycznie biorąc, zaczęła wprost warunkować moje myślenie, oświadczył jeszcze raz wczoraj 
Reger, bardziej nawet niŜ Ambasador, choć w Ambasadorze mam przecieŜ takŜe idealne miejsce do myślenia, 
mimo wszystko bardziej mi odpowiada ławka w sali Bordona, na ławce w sali Bordona myślę o wiele 
intensywniej niŜ w Ambasadorze, gdzie przecieŜ takŜe myślę, nigdy bowiem nie przerywam myślenia, 
stwierdził Reger, jak panu wiadomo, myślę przez cały czas, nawet we śnie myślę, ale w sali Bordona myślę tak, 
jak myśleć naleŜy, zatem Ŝeby myśleć, siadam na ławce w sali Bordona. Co drugi dzień zajmuję miejsce na 
ławce w sali Bordona, oświadczył Reger, naturalnie nie codziennie, to równałoby się istnej destrukcji, to znaczy 
gdybym dzień w dzień siadał na ławce w sali Bordona, uległoby we mnie zniszczeniu wszystko to, co 
przedstawia dla mnie jakąś wartość, a naturalnie nic nie stanowi dla mnie większej wartości niŜ myślenie, 
myślę, więc Ŝyję, Ŝyję, więc myślę, oświadczył Reger, a więc co drugi dzień siadam na ławce w sali Bordona i 
na tej ławce w sali Bordona siedzę co najmniej trzy, cztery godziny, co znaczy, Ŝe przez te trzy, cztery, czasem 
nawet pięć godzin zajmuję tę ławkę w sali Bordona wyłącznie dla siebie i Ŝe nikt inny nie moŜe zająć miejsca 
na ławce w sali Bordona. Dla wyczerpanych zwiedzających muzeum, którzy całkowicie wyczerpani wchodzą 
do sali Bordona i pragną usiąść w sali Bordona na ławce, jest, rzecz jasna, nieszczęściem, Ŝe ja siedzę na ławce 
w sali Bordona, ale nic na to nie poradzę, zaraz po przebudzeniu w domu myślę, Ŝe juŜ niebawem siądę na 
ławce w sali Bordona, Ŝeby nie popaść w rozpacz, popadłbym w najgłębszą rozpacz, gdybym kiedyś nie mógł 
usiąść na ławce w sali Bordona, oświadczył Reger. Przez ponad trzydzieści lat Irrsigler zawsze rezerwował dla 
mnie ławkę w sali Bordona, oświadczył Reger, raz tylko przyszedłem do sali Bordona, a ławka była zajęta, jakiś 
Anglik w pumpach zajął miejsce na ławce w sali Bordona i w Ŝaden sposób nie moŜna go było skłonić do tego, 
Ŝ

eby powstał z ławki w sali Bordona, nawet natarczywe prośby Irrsiglera, nawet moje prośby na nic się nie 

zdały, Anglik wciąŜ siedział na ławce w sali Bordona, oświadczył Reger, i nic sobie nie robił ze mnie ani z 
Irrsiglera. Przyjechał specjalnie z Anglii, a dokładnie z Walii, do Wiednia, do Kunsthistorisches Museum, Ŝeby 
obejrzeć Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta, powiedział Anglik z Walii, cytuję Regera, i nie widzi powodu, 
czemu miałby powstać z ławki, która przecieŜ po to została postawiona, Ŝeby zwiedzający muzeum, którzy 
interesują się akurat Siwobrodym męŜczyzną, mogli na niej usiąść. Długo przekonywałem Anglika, lecz Anglik 
w końcu przestał mnie w ogóle słuchać, po jakimś czasie przestało go interesować, co mówiłem, aby mu 
uzmysłowić, jak waŜne jest dla mnie, Ŝeby siedzieć na ławce w sali Bordona, jakie znaczenie ma dla mnie ławka 
w sali Bordona, Irrsigler wielokrotnie powtarzał Anglikowi, który, nawiasem mówiąc, miał na sobie 
pierwszorzędną szkocką marynarkę, stwierdził Reger, Ŝe ławka, na której siedział, była zarezerwowana dla 
mnie, co zresztą było całkowicie niezgodne z przepisami, w Kunsthistorisches Museum nie wolno bowiem 
Ŝ

adnej ławki rezerwować, uwagą tą złamał Irrsigler, według Regera, przepisy, faktycznie jednak oznajmił, Ŝe 

ławka była zarezerwowana; Anglik wszakŜe nie przyjął do wiadomości ani tego, co w związku z ławką w sali 
Bordona powiedział mu Irrsigler, ani tego, co ja mu powiedziałem, i w czasie, kiedy do niego mówiliśmy, 
notował w małym notesie, prawdopodobnie, jak przypuszczam, coś dotyczącego Siwobrodego męŜczyzny. Ten 
Anglik z Walii jest moŜe nawet interesującym człowiekiem, pomyślałem, cytuję Regera, przyszło mi do głowy, 
Ŝ

eby zamiast wdawać się z nim na stojąco w od dawna juŜ pozbawioną tak celu, jak i sensu dyskusję o 

znaczeniu ławki w sali Bordona, której waŜności i tak nie byłbym w stanie mu wytłumaczyć, po prostu usiąść 
obok niego na ławce, Ŝeby, rozumie się, jak najuprzejmiej, usiąść obok Anglika z Walii na ławce, no i po prostu 
usiadłem obok niego na ławce. Anglik z Walii przesunął się o parę centymetrów na prawo, tak Ŝebym mógł 
usiąść na miejscu po lewej. Nie siedziałem dotąd nigdy, Ŝe tak powiem, we dwójkę na ławce w sali Bordona, 
było to po raz pierwszy. Irrsigler zadowolony, rozumie się, z tego, Ŝe siadając obok Anglika na ławce w sali 
Bordona, rozładowałem całą sytuację, zaraz teŜ odszedł, widząc krótki gest z mojej strony, oświadczył Reger, 

background image

tymczasem ja, podobnie jak Anglik, skierowałem wzrok na Siwobrodego męŜczyznę. Naprawdę interesuje pana 
akurat Siwobrody męŜczyzna? zapytałem Anglika, otrzymując od niego w odpowiedzi, Ŝe tak powiem 
przeciągniętej, krótkie skinienie jego angielską głową. Moje pytanie było bez sensu, natychmiast zacząłem 
Ŝ

ałować, Ŝe je zadałem, pomyślałem, oświadczył Reger, Ŝe przed chwilą zadałem jedno z najgłupszych pytań, 

jakie w ogóle moŜna zadać, i postanowiłem juŜ się słowem nie odzywać, tylko w całkowitym milczeniu czekać, 
aŜ Anglik powstanie i wyjdzie. Anglik wszakŜe ani myślał powstać i wyjść, przeciwnie, wyjął z kieszeni 
marynarki grubą, oprawną w czarną skórę ksiąŜkę i zaczął coś w niej czytać, na zmianę czytał ksiąŜkę i patrzył 
na Siwobrodego męŜczyznę, a ja tymczasem zauwaŜyłem, Ŝe uŜywa aqua brava, wody kolońskiej, którą uwa-
Ŝ

am za nienajgorszą. Skoro ten Anglik uŜywa aqua brava, pomyślałem, świadczy to o tym, Ŝe ma dobry gust. 

Ludzie, którzy uŜywają aqua brava zawsze mają dobry gust, ten Anglik, do tego jeszcze Anglik z Walii, który 
uŜywa aqua brava sam z siebie nie wydaje mi się niesympatyczny, pomyślałem, oświadczył Reger. Od czasu do 
czasu do sali zaglądał Irrsigler, oświadczył Reger, sprawdzał, czy Anglik się juŜ wyniósł, Anglikowi wszakŜe 
wcale nie było w głowie, Ŝeby się wynosić, czytał kolejne strony w ksiąŜce w czarnej skórze, a następnie przez 
długie minuty patrzył na Siwobrodego męŜczyznę, oraz odwrotnie; wyglądało na to, Ŝe ma zamiar siedzieć 
jeszcze bardzo długo na ławce w sali Bordona. Anglicy, jak się do czegoś zabiorą, biorą się do tego gruntownie, 
dokładnie jak Niemcy, jeśli idzie o sztukę, stwierdził Reger, a bardziej gruntownego Anglika, w kwestii sztuki, 
w Ŝyciu jeszcze nie widziałem. Siedział obok mnie niewątpliwie ekspert, tak zwany znawca sztuki, pomyślałem 
sobie, oświadczył Reger, Ŝe przecieŜ zawsze nienawidziłeś ekspertów-znawców sztuki, a teraz siedzisz obok 
takiego eksperta-znawcy sztuki i wydaje ci się on nawet sympatyczny, i to nie tylko dlatego, Ŝe uŜywa aqua 
brava, i nie tylko z powodu jego pierwszorzędnego szkockiego ubrania, po prostu w ogóle sympatyczny, 
oświadczył Reger. Krótko mówiąc, oświadczył Reger, jeszcze przez dobre pół godziny, jeśli nie dłuŜej, czytał 
Anglik ksiąŜkę w czarnej skórze i równie długo patrzył na Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta, to znaczy co 
najmniej przez godzinę przesiedział jeszcze obok mnie na ławce w sali Bordona, wtedy dopiero wstał, szybko 
się do mnie obrócił i spytał, czego ja szukam w sali Bordona, to przecieŜ raczej niezwykłe, Ŝe ktoś zatrzymuje 
się w takiej sali jak sala Bordona na całą godzinę, siedząc na tej wyjątkowo niewygodnej ławce i wpatruje się w 
Siwobrodego męŜczyznę. Rzecz jasna, cytuję Regera, całkowicie mnie to zdumiało, zupełnie nie wiedziałem w 
tym momencie, co mam Anglikowi odpowiedzieć. Ja, powiedziałem, sam nie wiem, czego tu szukam, 
powiedziałem Anglikowi z Walii, nic innego nie przyszło mi do głowy. Anglik spojrzał na mnie z irytacją, tak 
jakby miał mnie za absolutnego pomyleńca. Bordone, powiedział Anglik, bez znaczenia, Tintoretto, dobrze, 
niech będzie, powiedział. Wyjął z lewej kieszeni spodni chustkę i włoŜył ją do prawej. Typowe wyjście dla 
człowieka w niezręcznej sytuacji, powiedziałem sobie, a poniewaŜ Anglik, który naraz nawet przypadł mi do 
gustu, chciał juŜ iść, dawno schowawszy ksiąŜkę w czarnej skórze i notes, poprosiłem go, aby zechciał usiąść na 
ławce w sali Bordona i dotrzymać mi na krótko towarzystwa, interesuje mnie pan, powiedziałem mu wprost, 
pan mnie czymś fascynuje, powiedziałem do niego, cytuję Regera. W ten sposób pierwszy raz w Ŝyciu 
poznałem Anglika z Walii, który wydał mi się niezmiernie sympatyczny, powiedział Reger, Anglicy bowiem, 
ogólnie biorąc, nie wydają mi się sympatyczni, Francuzi, nawiasem mówiąc, teŜ nie, tak jak i Polacy, tak jak i 
Rosjanie, nie mówiąc juŜ o Skandynawach, którzy zawsze wydawali mi się niesympatyczni. Sympatyczny 
Anglik to istne kuriozum, pomyślałem sobie, ponownie usiadłszy z Anglikiem z Walii, po tym jak wstałem, 
kiedy i on, Anglik, powstał. Ciekawiło mnie, czy Anglik faktycznie przyjechał do Kunsthistorisches Museum z 
powodu Siwobrodego męŜczyzny, oświadczył Reger, zapytałem go zatem, czy faktycznie to było powodem, 
Anglik zaś skinął głową. Nawiasem mówiąc, mówił po angielsku, co wydawało mi się sympatyczne, ale nagle 
zaczął mówić po niemiecku, bardzo łamaną niemczyzną, tą tak przez Anglików łamaną niemczyzną, którą 
mówią wszyscy Anglicy, kiedy myślą, Ŝe znają niemiecki, choć to nie jest prawda, oświadczył Reger, Anglik 
prawdopodobnie chciał polepszyć nieco swój niemiecki i mówić po niemiecku, a nie po angielsku, właściwie 
czemu nie, za granicą mówi człowiek najchętniej obcymi językami, chyba Ŝe jest głupi, mówił więc swoją 
łamaną niemczyzną o tym, Ŝe faktycznie przyjechał do Austrii i do Wiednia wyłącznie z powodu Siwobrodego 
męŜczyzny, nie z powodu Tintoretta, powiedział, powiedział Reger, wyłącznie z powodu Siwobrodego 
męŜczyzny, nie interesuje go całe muzeum, zupełnie nie interesuje, nie lubi w ogóle muzeów, nienawidzi 
muzeów i zawsze niechętnie chodził do muzeów, do wiedeńskiego Kunsthistorisches Museum przyszedł tylko 
po to, Ŝeby studiować Siwobrodego męŜczyznę, ma bowiem u siebie w domu zupełnie identycznego 
Siwobrodego męŜczyznę, wisi na ścianie nad kominkiem w jego walijskiej sypialni, naprawdę taki sam 
Siwobrody męŜczyzna, powiedział Anglik, powiedział Reger. Słyszałem, powiedział Anglik, powiedział Reger, 
Ŝ

e w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum wisi zupełnie identyczny Siwobrody męŜczyzna jak u mnie w 

walijskiej sypialni, nie dawało mi to spokoju, więc przyjechałem do Wiednia. Przez dwa lata nie miałem 
spokoju w walijskiej sypialni, męczyła mnie myśl, Ŝe być moŜe faktycznie w Kunsthistorisches Museum w 
Wiedniu wisi zupełnie identyczny Siwobrody męŜczyzna Tintoretta jak w mojej sypialni, no i wczoraj ruszyłem 
w podróŜ do Wiednia. MoŜe pan w to wierzyć lub nie, oświadczył Anglik, oświadczył mi Reger, ale taki sam 
Siwobrody męŜczyzna Tintoretta, jaki wisi w mojej walijskiej sypialni, wisi teŜ tutaj. Nie wierzyłem własnym 
oczom, powiedział Anglik oczywiście po angielsku, upewniwszy się, Ŝe ten Siwobrody męŜczyzna jest 
identyczny jak ten w mojej sypialni, byłem, rzecz jasna, wprost zbulwersowany. To pana zbulwersowanie 

background image

potrafił pan jednak bardzo dobrze ukryć, powiedziałem Anglikowi, oświadczył mi Reger. Anglicy przecieŜ po 
mistrzowsku opanowali sztukę opanowania, powiedziałem Anglikowi z Walii, powiedział Reger, nawet w 
największym wzburzeniu zachowują zimną krew i całkowity spokój, powiedziałem Anglikowi, powiedział mi 
Reger. Przez cały czas porównywałem Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta, który wisi w mojej walijskiej 
sypialni, z Siwobrodym męŜczyzną w tej sali, powiedział Anglik, wyciągnął z kieszeni marynarki ksiąŜkę w 
czarnej skórze i pokazał mi w niej reprodukcję swojego Tintoretta. Faktycznie, powiedziałem Anglikowi, 
Tintoretto na reprodukcji w ksiąŜce jest taki sam jak ten, który wisi tu na ścianie. No widzi pan, i pan teŜ tak 
twierdzi, powiedział Anglik z Walii. To w najdrobniejszym szczególe identyczny obraz, powiedziałem, 
Siwobrody męŜczyzna Tintoretta tu w pana ksiąŜce jest taki sam, jak ten wiszący tu na ścianie. MoŜe pan 
faktycznie, jak to się mówi, porównać w najdrobniejszym szczególe, a stwierdzi pan, Ŝe wszystko pokrywa się 
w zdumiewający sposób, tak jakby faktycznie chodziło tu o ten sam obraz, powiedziałem, powiedział mi Reger. 
Anglik trwał jednak nieporuszony, powiedział Reger, mnie fakt, iŜ obraz w sali Bordona faktycznie jest 
identyczny jak obraz w mojej sypialni, bardziej by poruszył, Anglik zaś spoglądał to do swojej ksiąŜki w 
Czarnej skórze, z całostronicową reprodukcją, jak to się mówi, w kolorze, Siwobrodego męŜczyzny w jego 
walijskiej sypialni, to znowu na Siwobrodego męŜczyznę w sali Bordona. Jeden z moich bratanków, powiedział 
Anglik, oświadczył Reger, był przed dwoma laty w Wiedniu i poniewaŜ nie chciał codziennie chodzić do 
Konzerthaus, w pewien wtorek poszedł, choć go to naprawdę nie interesowało, do Kunsthistorisches Museum, 
jeden z moich licznych bratanków, którzy corocznie odbywają długie podróŜe po Europie, Ameryce, Azji, 
wszystko jedno, i zobaczył wtedy na ścianie w Kunsthistorisches Museum Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta, 
a potem, wielce poruszony, przyjechał do mnie i powiedział, Ŝe widział, Ŝe tak powiem, mojego Tintoretta 
wiszącego na ścianie w Kunsthistorisches Museum. Nie uwierzyłem mu, rzecz jasna, i wprost go wyśmiałem, 
powiedział Anglik, powiedział Reger, uznając to za lichy Ŝart, jeden z tych lichych Ŝartów, którymi raczyli mnie 
moi bratankowie, Ŝeby się ubawić moim kosztem. Mój Tintoretto w Wiedniu w Kunsthistorisches Museum? 
powiedziałem i oznajmiłem bratankowi, Ŝe widać mu się przywidziało i Ŝe ten absurd musi sobie wybić z 
głowy. Bratanek upierał się jednak, Ŝe widział mojego Tintoretta na ścianie w Kunsthistorisches Museum w 
Wiedniu. Rzecz jasna, dręczyła mnie ta niewiarygodna wiadomość od bratanka, powiedział Anglik, powiedział 
Reger, nie dawała mi wręcz spokoju. Bratanek padł ofiarą pomyłki, myślałem przez cały czas. Mimo to nie 
przestawałam o tym myśleć. BoŜe, powiedział Anglik, nie wyobraŜa pan sobie, ile jest wart ten Tintoretto, 
dostałem go w spadku po ciotce od strony matki, moja tak zwana ciotka z Glasgow zostawiła mi Tintoretta, 
powiedział Anglik, powiedział Reger. Zawiesiłem go w sypialni, bo w sypialni wydawało mi się 
najbezpieczniej, wisi nad moim łóŜkiem, w najsłabszym z moŜliwych oświetleniu, powiedział Anglik, 
powiedział Reger. W Anglii dzień w dzień kradnie się tysiące dawnych mistrzów, powiedział Anglik, 
powiedział Reger, w Anglii działają setki zorganizowanych grup specjalizujących się w kradzieŜy dawnych 
mistrzów, zwłaszcza Włochów, do których ludzie mają, jak wiadomo, szczególne upodobanie. Ja, proszę pana, 
nie jestem Ŝadnym znawcą sztuki, oznajmił Anglik, powiedział Reger, absolutnie nie znam się na sztuce, jednak 
takie arcydzieło potrafię, rzecz jasna, docenić. Nieraz mogłem je sprzedać, ale nie jest to jeszcze konieczne, na 
razie jeszcze nie, powiedział Anglik, powiedział Reger, nadejdzie moŜe jednak chwila, kiedy będę musiał 
sprzedać Siwobrodego męŜczyznę. Wie pan, ja mam nie tylko Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta, mam w 
kolekcji kilkudziesięciu innych Włochów, równieŜ Lotta, Crespiego, Strozziego, Giordana, równieŜ Bassana, 
widzi pan, sami wielcy mistrzowie. Wszyscy po ciotce z Glasgow, powiedział Anglik, powiedział Reger. Gdyby 
nie to, Ŝe nieustannie męczyło mnie podejrzenie, iŜ bratanek moŜe jednak ma rację, Ŝe mój Tintoretto wisi w 
Kunsthistorisches Museum w Wiedniu, nigdy bym do Wiednia nie przyjechał, Wiedeń nigdy mnie nie 
interesował, nie jestem bowiem teŜ Ŝadnym znawcą muzyki, nie jestem nawet amatorem muzyki, powiedział 
Anglik, powiedział Reger, gdyby nie to podejrzenie, nic nie sprowadziłoby mnie do Austrii. No i siedzę teraz 
tutaj i widzę, Ŝe mój Tintoretto faktycznie wisi tu w Kunsthistorisches Museum na ścianie. Sam pan widzi, Ŝe 
ten Siwobrody męŜczyzna, którego mam tu reprodukcję i który wisi w mojej walijskiej sypialni, to ten sam 
Tintoretto, który tu w Kunsthistorisches Museum wisi na ścianie, powiedział Anglik, powiedział Reger, po 
czym ponownie podsunął mi pod nos otwartą ksiąŜkę w czarnej skórze. Wydaje się, Ŝe to nie tylko taki sam, 
lecz wręcz ten sam obraz, powiedział Anglik, powiedział Reger. Anglik powstał z ławki, podszedł do 
Siwobrodego męŜczyzny i przez dłuŜszą chwilę stał tak pod Siwobrodym męŜczyzną. Obserwowałem Anglika, 
przyglądałem mu się wprost ze zdumieniem, nie widziałem bowiem dotąd nikogo do tego stopnia prawie 
nadludzko opanowanego, powiedział Reger, obserwowałem Anglika z Walii i myślałem, Ŝe w obliczu czegoś 
tak niesamowitego, tego mianowicie, Ŝe w Kunsthistorisches Museum wisi ten sam obraz co nad łóŜkiem w 
mojej walijskiej sypialni, ja straciłbym całkowicie panowanie nad sobą. Przyglądałem się Anglikowi, który 
podszedł do samego Siwobrodego męŜczyzny i wbił w niego wzrok, poniewaŜ przyglądałem mu się od tyłu, 
naturalnie nie mogłem widzieć go od przodu, powiedział mi Reger, ale wiedziałem, rzecz jasna, nawet 
przyglądając mu się od tyłu, Ŝe, zbity z tropu, bezradnie wbił wzrok w Siwobrodego męŜczyznę. Przez dłuŜszy 
czas Anglik się nie odwracał, a kiedy się odwrócił, twarz miał bladą jak trup, powiedział Reger. Nieczęsto 
widziałem w Ŝyciu równie trupiobladą twarz, oświadczył Reger, a juŜ na pewno nie u Anglika. Ten Anglik miał 
bowiem, zanim wstał i wbił wzrok w Siwobrodego męŜczyznę, typową ceglastoczerwoną angielską twarz, która 

background image

stała się teraz trupioblada, tak się wyraził Reger o Angliku. Osłupiała, i to jeszcze za mało powiedziane, 
powiedział Reger o Angliku. Irrsigler przez cały czas przyglądał się tej scenie, powiedział Reger, w milczeniu 
stojąc w tym rogu, z którego idzie się do obrazów Veronesa, stwierdził Reger. Anglik ponownie usiadł na ławce 
w sali Bordona, na której ja przez cały czas siedziałem, i powiedział, Ŝe to faktycznie jeden i ten sam obraz, ten, 
który wisi nad łóŜkiem w jego walijskiej sypialni tudzieŜ ten na ścianie w sali Bordona w Kunsthistorisches 
Museum. Zamieszkał w Imperialu, hotel polecił mu bratanek, powiedział Anglik, powiedział Reger. Nienawidzę 
tego luksusu, a jednocześnie korzystam z niego, kiedy mam na to ochotę. Zatrzymywał się tylko w najlepszych 
hotelach, powiedział Anglik, powiedział Reger, w Wiedniu, rozumie się, w Imperialu, tak jak w Ritzu w Ma-
drycie, tak jak w Timeo w Taorminie. PodróŜował jednak bardzo niechętnie, raz na kilka lat, najczęściej nie dla 
przyjemności, powiedział Anglik, powiedział Reger. Zupełnie jasne, Ŝe jedno z malowideł Tintoretta jest 
sfałszowane, powiedział wówczas Anglik, powiedział Reger, albo obraz w Kunsthistorisches Museum jest 
sfałszowany, albo mój, wiszący nad łóŜkiem w mojej walijskiej sypialni. Jeden z nich musi być falsyfikatem, 
powiedział Anglik i mocno oparł się o ławkę w sali Bordona; od razu jednak się wyprostował, mówiąc: więc 
jednak bratanek miał rację. Przekląłem go, całkowicie pewny, Ŝe wygadywał bzdury, tak jak to ów bratanek ma 
w zwyczaju, bo od czasu do czasu lubi mnie czymś niepokoić albo na coś nabierać, nawiasem mówiąc, to mój 
ulubiony bratanek, chociaŜ zawsze mi działał na nerwy i w gruncie rzeczy naprawdę nicpoń z niego. Niemniej 
to mój ulubiony bratanek. Jest najokropniejszym spośród moich bratanków, ale najbardziej go lubię. Nie 
pomylił się, dobrze zauwaŜył, powiedział Anglik, faktycznie, ten Tintoretto jest identyczny jak mój w Walii. 
Ale są dwa obrazy Tintoretta, powiedział teraz Anglik i oparł się znowu o ławkę w sali Bordona, by za moment 
ponownie się wyprostować. Jeden z nich jest sfałszowany, powiedział, zastanawiam się, rzecz jasna, czy to mój 
jest sfałszowany, czy ten w Kunsthistorisches Museum. MoŜliwe przecieŜ, Ŝe falsyfikat jest w posiadaniu 
Kunsthistorisches Museum, natomiast mój Tintoretto jest autentyczny, to nawet, znając okoliczności Ŝycia 
ciotki z Glasgow, prawdopodobne. Siwobrody męŜczyzna, zaraz po namalowaniu go przez Tintoretta, został 
sprzedany do Anglii, wpierw rodzinie księcia Kentu, a następnie mojej ciotce z Glasgow. Nawiasem mówiąc, 
dzisiejszy ksiąŜę Kentu ma Ŝonę Austriaczkę, na pewno pan o tym wie, powiedział naraz Anglik, cytuję Regera, 
pozwolił sobie na małą dygresję, po której dodał od razu, Ŝe z pewnością ten Tintoretto tutaj, to znaczy 
Siwobrody męŜczyzna w Kunsthistorisches Museum, jest falsyfikatem. Wyśmienity falsyfikat, powiedział 
wówczas Anglik. JuŜ wkrótce dowiem się, który Siwobrody męŜczyzna Tintoretta jest autentyczny, a który 
sfałszowany, powiedział Anglik, powiedział Reger, dodając, Ŝe jest całkowicie moŜliwe, iŜ obaj Siwobrodzi 
męŜczyźni są autentyczni, to znaczy namalowani przez Tintoretta i autentyczni. Tylko tak wielkiemu artyście 
jak Tintoretto, oświadczył Anglik, oświadczył Reger, faktycznie mogło się udać namalowanie nie tylko 
całkowicie takiego samego, lecz wręcz tego samego drugiego obrazu. A to juŜ byłaby nie lada sensacja, 
powiedział Anglik, powiedział Reger, i wyszedł z sali Bordona. PoŜegnał się ze mną zaledwie krótkim goodbye, 
takim samym good bye równieŜ z Irrsiglerem, który był świadkiem całej tej sceny, oświadczył mi Reger. Czym 
ta sprawa się zakończyła, nic mi nie wiadomo, powiedział Reger, juŜ mnie to nie interesowało. W kaŜdym razie 
ten Anglik, oświadczył Reger, był jedynym człowiekiem, który siedział raz na ławce w sali Bordona, kiedy ja 
tam wszedłem. Nikt inny Od ponad trzydziestu lat Reger wbił sobie do głowy ławkę w sali Bordona, twierdzi, 
Ŝ

e nie siedząc na ławce w sali Bordona, nie jest w stanie naleŜycie myśleć, to znaczy w sposób odpowiedni dla 

jego głowy. Miewam, owszem, trafne myśli w Ambasadorze, nieraz oświadczał Reger, jednakŜe na ławce w sali 
Bordona trafiają mi się zawsze lepsze, bez wątpienia najlepsze myśli, jeŜeli w Ambasadorze mogę, ale 
niekoniecznie, ruszyć z tak zwanym filozoficznym myśleniem, na ławce w sali Bordona rozumie się to samo 
przez się. W Ambasadorze miewam myśli jak kaŜdy inny, codzienne i codziennie konieczne, natomiast na 
ławce w sali Bordona trafiam coraz częściej myślami w Niezwykłe i Niecodzienne. W Ambasadorze, na 
przykład, nie potrafiłby w takim skupieniu jak na ławce w sali Bordona wyłoŜyć sensu Sturmsonate czy teŜ 
wygłosić mowy o sztuce fugi w całej jej głębi, z wszelkimi osobliwymi szczegółami tudzieŜ poszczególnymi 
osobliwościami, nie, na to nie ma absolutnie w Ambasadorze warunków, cytuję Regera. Na ławce w sali 
Bordona potrafi uchwycić nawet najbardziej skomplikowaną myśl, podąŜyć za nią, a w końcu doprowadzić do 
interesującej konkluzji, w Ambasadorze zaś nie. Ale i Ambasador ma, rzecz jasna, cały szereg zalet, których nie 
ma Kunsthistorisches Museum, powiedział Reger, niezaleŜnie od tego, Ŝe za kaŜdym razem, kiedy tam idę, 
jestem w Ambasadorze zachwycony toaletą, od czasu ostatniego remontu, wie pan, to jest Wiedeń, w Wiedniu 
faktycznie wszystkie toalety są tak zapuszczone jak w Ŝadnym wielkim mieście w Europie, w Wiedniu do 
rzadkości naleŜy toaleta, w której nie wywraca się człowiekowi Ŝołądek i w której nie trzeba, przez cały czas 
kiedy się w niej przebywa, obowiązkowo zatykać sobie nosa i oczu; wiedeńskie toalety to w ogóle jeden wielki 
skandal, nawet w zapadłej dziurze gdzieś na Bałkanach nie znajdzie pan choćby jednej równie zapuszczonej 
toalety, powiedział Reger. W Wiedniu kultura toalet jest kompletnie nieznana, powiedział, Wiedeń to jeden 
wielki toaletowy skandal, nawet w najsłynniejszych hotelach tego miasta znajdują się skandaliczne toalety, 
najkoszmarniejsze ustępy znajdzie pan w Wiedniu, tak ohydne jak nigdzie indziej w Ŝadnym innym miejscu, 
kiedy ma pan potrzebę się załatwić, nie wierzy pan własnym oczom, powiedział. Całkiem powierzchownie 
Wiedeń słynny jest z powodu swojej opery, ale faktycznie okryty jest niesławą i otoczony pogardą z powodu 
swoich skandalicznych toalet. Wiedeńczycy, w ogóle Austriacy, nie mają za grosz kultury toalet, na całym 

background image

ś

wiecie nigdzie nie znajdzie pan do tego stopnia brudnych i smrodliwych ustępów, powiedział Reger. Iść w 

Wiedniu do ustępu to najczęściej istna katastrofa, niechybnie się pan ubrudzi, chyba Ŝe jest pan akrobatą, a 
smród panuje tam taki, Ŝe nierzadko wŜera się w ubranie na całe tygodnie. Wiedeńczycy to w ogóle brudasy, 
powiedział Reger, Ŝadne wielkie miasto w Europie nie ma brudniejszych mieszkańców, tak jak i wiadomo 
przecieŜ, Ŝe wiedeńskie mieszkania są najbrudniejszymi mieszkaniami w Europie, mieszkania wiedeńskie są 
jeszcze brudniejsze od wiedeńskich toalet. Wiedeńczycy bez przerwy powtarzają, Ŝe na Bałkanach są brudy, na 
kaŜdym kroku słyszy pan tego typu komunały, a w Wiedniu jest sto razy brudniej niŜ na Bałkanach, oświadczył 
Reger. Jak pan wejdzie z wiedeńczykiem do jego mieszkania, brud nie zmieści się panu w głowie. Bywają, 
rzecz jasna, od tego wyjątki, niemniej regułą jest, Ŝe wiedeńskie mieszkania to najbrudniejsze mieszkania na 
ś

wiecie. Zawsze się zastanawiam, co myślą sobie obcokrajowcy, zmuszeni iść w Wiedniu do ubikacji, co myślą 

ludzie przywykli przecieŜ do czystych toalet, kiedy muszą pójść do tych najbrudniejszych toalet w całej 
Europie. Ludzie idą w pośpiechu się załatwić i wracają przeraŜeni taką ilością brudu w pisuarze. Wszędzie ten 
smrodliwy odór, w ustępach publicznych teŜ, czy wstąpi pan do ustępu na dworcu, czy ma pan potrzebę w kolei 
podziemnej, nie ma pan wyboru, znajdzie się pan z pewnością w jednym z najbrudniejszych ustępów w Europie. 
RównieŜ i zwłaszcza w wiedeńskich kawiarniach toalety są tak brudne, Ŝe aŜ człowieka odrzuca, powiedział 
Reger. Z jednej strony ta wiedeńska megalomania, gigantyczny kult sztuki wypieku ciast, z drugiej te 
przeraźliwie brudne toalety, powiedział. W wielu z tych toalet człowiek ma wraŜenie, Ŝe całymi latami nikt tam 
nie sprzątał. Właściciele kawiarni z jednej strony chronią swoje wypieki przed najmniejszym przeciągiem, co 
zresztą na dobre wychodzi wypiekom, z drugiej jednakŜe nie przywiązują najmniejszej wagi do czystości w 
przykawiarnianych ustępach. Biada temu, powiedział Reger, kto w jednej z tych w większości przecieŜ 
słynnych kawiarni, jeszcze nim zacznie spoŜywać cukiernicze wypieki, musi iść do toalety, kiedy z niej 
przyjdzie, niechybnie przejdzie mu ochota, i to bezpowrotnie, na choćby kawałek wypieku, który mu mają 
podać lub nawet juŜ podali. No ale i wiedeńskie restauracje są brudne, w moim mniemaniu najbrudniejsze w 
Europie. Ani na sekundę nie uniknie pan widoku kompletnie poplamionego obrusa, a w chwili kiedy zwróci pan 
kelnerowi uwagę na to, Ŝe obrus jest poplamiony, i oznajmi, Ŝe nie ma pan zamiaru spoŜywać posiłku na takim 
po brzegi zaplamionym obrusie, tenŜe kompletnie poplamiony obrus zostanie zdjęty i zastąpiony innym, z 
wyraźną niechęcią, kiedy będzie się pan domagał zdjęcia brudnego obrusa, sprowadzi pan na siebie jedynie 
wściekłe, groźne spojrzenia. W wiejskich gospodach stołu na ogół nie nakrywa się nawet obrusem, a kiedy 
poprosi pan, Ŝeby chociaŜ ktoś starł z grubsza przynajmniej brud z brudnego, bardzo często mokrego od piwa 
blatu, skończy się to chamską pyskówką, powiedział Reger. W Wiedniu kwestia toalet, jak i obrusów, nie 
doczekała się jeszcze rozwiązania, powiedział Reger. Na całym świecie w wielkich miastach, a ja w końcu 
wszystkie niemal je poznałem, i większość bardziej niŜ powierzchownie, rozumie się samo przez się, Ŝe przed 
posiłkiem nakryją  panu stół czystym obrusem. W Wiedniu czysty obrus, nawet czysty blat stołu, nie jest 
bynajmniej taką oczywistością. I tak samo ma się rzecz z toaletami, wiedeńskie toalety to obrzydlistwo 
niespotykane nie tylko w Europie, lecz na całym świecie. Jaki ma być poŜytek z wyśmienitego posiłku, jeŜeli 
nim jeszcze zacznie go pan spoŜywać, odchodzi panu apetyt w toalecie, co panu z tego wyśmienitego posiłku, 
skoro zaraz po nim w toalecie aŜ panu Ŝołądek się wywraca, powiedział. Wśród wiedeńczyków, jak w ogóle u 
Austriaków, kultura toalet jest kompletnie nieznana, austriacki ustęp to była zawsze istna katastrofa, powiedział 
Reger. Tak jak słynie Wiedeń ze swej na ogół wyśmienitej kuchni, przynajmniej jeśli idzie o wiedeńskie 
wypieki, tym bardziej niesławnej jest on reputacji w kwestii toalet. RównieŜ Ambasador miał do niedawna 
toaletę, która urągała wszelkiej deskrypcji. Któregoś dnia wszakŜe dyrekcja zreflektowała się i zdecydowała 
wybudować nową, wyjątkowo udaną, faktycznie w najdrobniejszym szczególe doskonałą nie tylko z punktu 
widzenia architektonicznego, ale i socjologiczno-sanitarnego. Wiedeńczycy to faktycznie największe brudasy w 
Europie, wykazano naukowo, Ŝe wiedeńczyk uŜywa mydła zaledwie raz w tygodniu, tak samo jak równieŜ 
naukowo wykazano, Ŝe zaledwie raz na tydzień zmienia on kalesony, tak jak równieŜ koszulę zmienia najwyŜej 
dwa razy w tygodniu, zaś większość wiedeńczyków zmienia pościel raz zaledwie na miesiąc, oświadczył Reger. 
Skarpety lub podkolanówki nosi wiedeńczyk przeciętnie nawet do dwunastu dni, powiedział Reger. Z tego 
powodu producenci mydła oraz bielizny nigdzie w Europie nie robią równie złych interesów jak w Wiedniu 
oraz, rzecz jasna, w całej Austrii, oświadczył Reger. Wiedeńczycy zuŜywają za to olbrzymie ilości wód 
kolońskich najtańszego sortu, powiedział Reger, i juŜ z daleka śmierdzą wszyscy cuchnącymi fiołkami, 
goździkami tudzieŜ konwalią. W konsekwencji, rzecz jasna, po zewnętrznym brudzie naleŜałoby wnosić o 
brudzie wewnętrznym, oświadczył Reger, i faktycznie wiedeńczycy niewiele mniej są brudni wewnątrz niŜ na 
zewnątrz, niewykluczone teŜ, powiedział Reger, mówię niewykluczone, całkowitej pewności nie mając, 
sprostował, Ŝe wewnątrz są wiedeńczycy jeszcze duŜo brudniejsi, niŜ są na zewnątrz. Wszystko za tym 
przemawia, Ŝe wewnątrz są jeszcze duŜo brudniejsi niŜ na zewnątrz. Nie mam wszakŜe najmniejszej ochoty nad 
tym się teraz zastanawiać, powiedział wówczas, napisanie studium na ten temat byłoby dobrym pomysłem dla 
parających się tak zwaną socjologiką. W studium takim trzeba by prawdopodobnie opisać wiedeńczyków jako 
największych brudasów w Europie, skonstatował Reger. JakŜe się cieszę, powiedział Reger, Ŝe w Ambasadorze 
przebudowano ostatnio toaletę, w Kunsthistorisches Museum w dalszym ciągu jest bowiem tylko ta stara. 
PoniewaŜ nie młodnieję, tylko coraz jestem starszy, ostatnimi czasy muszę coraz częściej takŜe w 

background image

Kunsthistorisches Museum chodzić do ustępu, powiedział Reger, we wciąŜ panujących tu warunkach jest to dla 
mnie codzienna nieprzyjemność, która zaczyna juŜ mi działać na nerwy, ustęp w Kunsthistorisches Museum jest 
bowiem poniŜej wszelkiej krytyki. Tak jak i ustęp w Musikverein teŜ jest poniŜej wszelkiej krytyki. Kiedyś 
pozwoliłem sobie nawet na Ŝart i przemyciłem w jednej z moich recenzji do „Timesa”, Ŝe ustęp w Musikverein, 
a więc w najwyŜszej z wysokich świątyń muz wiedeńskich, urąga wszelkiej deskrypcji i Ŝe z tego powodu za 
kaŜdym razem przed pójściem do Musikverein muszę wiele w sobie przezwycięŜyć, z tego skandalicznego 
ustępowego powodu, powiedział Reger, i Ŝe nierzadko długo zastanawiam się w domu, czy iść do Musikverein, 
czy nie, w moim wieku bowiem i z moimi nerkami przynajmniej dwukrotnie w czasie wieczoru w Musikverein 
muszę iść do ustępu. Mimo to jednak zawsze chodziłem przecieŜ do Musikverein z powodu Mozarta i 
Beethovena, Berga i Schónberga, z powodu Bartóka i Weberna, przezwycięŜając lęk przed ustępem. JakŜe 
wyjątkowa musi być grana w Musikverein muzyka, powiedział Reger, skoro tam chodzę, choć przynajmniej 
dwukrotnie w ciągu wieczoru muszę iść do ustępu w Musikverein. Sztuka nie zna litości, mówię sobie za 
kaŜdym razem, idąc do ustępu w Musikverein, i wchodzę do ustępu, powiedział Reger. W Musikverein 
załatwiam się z zamkniętymi oczyma i w miarę moŜliwości takŜe z zatkanym nosem, powiedział, to sztuka 
sama w sobie, którą juŜ dawno temu opanowałem po wirtuozersku. JuŜ nie wspominając o tym, Ŝe wszystkie 
wiedeńskie toalety i wiedeńskie ustępy są bez wyjątku najbrudniejsze w świecie, wyjąwszy tak zwane kraje 
rozwijające się, nic w nich teŜ nie działa z urządzeń sanitarnych, albo nie dopływa woda, albo woda nie splywa, 
albo ani nie dopływa, ani nie spływa. Czasem całymi miesiącami nikt się o to nie troszczy, czy działają toalety i 
ustępy, powiedział Reger. Prawdopodobnie ten przeraźliwy stan wiedeńskich toalet, czy w ogóle wszystkich 
wiedeńskich ustępów, moŜe ulec poprawie tylko wówczas, kiedy miasto czy państwo, wszystko jedno, ogłosi 
drakońską ustawę o ustępach i toaletach, tak drakońsko surową, Ŝe wszyscy ci właściciele hoteli, gospód i 
kawiarni będą wreszcie musieli faktycznie rzeczone toalety i ustępy doprowadzić do porządku. Właściciele 
hoteli, gospód i kawiarni w niczym nie zmienią tego stanu, będą tylko wiecznie przedłuŜali całe to niechlujstwo 
toaletowo-ustępowe, tak długo, aŜ zostaną zmuszeni przez miasto czy państwo, Ŝeby doprowadzili do porządku 
swoje toalety i ustępy. Wiedeń to miasto muzyki, napisałem kiedyś w „Timesie”, jednakŜe równieŜ miasto 
wzbudzających największy wstręt toalet i ustępów. W Londynie ludzie o tym juŜ wiedzą, w Wiedniu naturalnie 
jeszcze nie, wiedeńczycy nie czytają bowiem „Timesa”, zadowalają ich najprymitywniejsze, najkoszmarniejsze 
gazety w świecie, które drukowane są tylko po to, by ludzi ogłupić, a zatem zadowalają się gazetami idealnie 
skrojonymi na potrzeby tej perwersyjno-wiedeńskiej kondycji emocjonalno-duchowej. Rosyjska grupa wyszła z 
sali, ławka w sali Bordona była pusta. Reger wstał, to jeszcze zdąŜyłem zauwaŜyć, po tym jak Irrsigler coś mu 
szepnął do ucha, i wyszedł w czarnym kapeluszu na głowie, w którym siedział wcześniej przez cały czas. Była 
jedenasta dwadzieścia osiem. Rosyjska grupa stanęła w tak zwanej sali Veronesa, ukraińska tłumaczka prawiła 
teraz o Veronesie, ale to, co wygadywała o Veronesie, wygadywała juŜ  wcześniej o Bordonie i Tintoretcie, takie 
same nieistotne banały, te same brednie, tym samym tonem, tym samym nieprzyjemnym głosem, nie tylko tą 
nieprzyjemną babskoruszczyzną, która juŜ sama zawsze działa na nerwy, wygadywała to zwłaszcza przez cały 
czas tym dla mnie niemal nie do wytrzymania tak zwanym przenikliwym tonem, tak Ŝe przez cały czas  
odczuwałem kłujący wprost ból w przewodach słuchowych. Mam bardzo wraŜliwy słuch, który nie znosi 
zwłaszcza szkaradnego kobiecego głosiku mówiącego tym przenikliwym tonem. Nie wiedziałem teŜ, dlaczego 
równieŜ Irrsiglera juŜ od dłuŜszego czasu nie widziałem, choć przecieŜ, zgodnie z przepisami, powinien co 
chwila zaglądać równieŜ do sali Bordona; wydało mi się bardzo dziwne, Ŝe obaj, Irrsigler wraz z Regerem, 
wyszli naraz razem z sali Bordona i tak długo do niej nie wracali. PoniewaŜ jednak byłem z Regerem umówiony 
o wpół do dwunastej, zaś Reger był najbardziej punktualnym i niezawodnym człowiekiem, jakiego znam, 
dokładnie o wpół do dwunastej wróci Reger do sali Bordona, pomyślałem, i faktycznie, ledwie o tym 
pomyślałem, Reger wrócił do sali Bordona, a nim w końcu ponownie usiadł na ławce w sali Bordona, rozglądał 
się na wszystkie strony wokół siebie, a ja, przewidziawszy to, od razu, gdy tylko usłyszałem, Ŝe wraca do sali 
Bordona, wycofałem się do sali Sebastiana, w sali Sebastiana ponownie stanąłem w rogu, w który wepchnięty 
zostałem przez rozjuszoną rosyjską grupę, z którego jednak teraz ponownie mogłem dobrze obserwować 
przybyłego ponownie do sali Bordona Regera, tego nieufnego, jak myślałem, Regera, który wciąŜ dla 
upewnienia się rozglądał się naokoło i który przecieŜ między innymi przez całe Ŝycie ogarnięty był chorobliwą, 
wręcz śmiertelną manią prześladowczą, zresztą, rzecz jasna, potrafił ją z poŜytkiem wykorzystać, nigdy 
naprawdę nie przybierała ona rozmiarów groźnych dla niego i innych. Reger ponownie siedział na ławce w sali 
Bordona, przypatrując się Siwobrodemu męŜczyźnie Tintoretta. Punktualnie o wpół do dwunastej spojrzał na 
błyskawicznie wyjęty z kieszeni marynarki zegarek kieszonkowy, a w tym samym momencie ja przeszedłem z 
sali Sebastiana do sali Bordona i stanąłem przed Regerem. Straszne te rosyjskie grupy, powiedział Reger, jakie 
straszne. Nienawidzę tych rosyjskich grup, powtórzył. Formalnym tonem nakazał mi, bym usiadł na ławce w 
sali Bordona, proszę spokojnie usiąść obok mnie, proszę, niech pan sobie spokojnie usiądzie tu obok, 
powiedział. Punktualny człowiek. Jak mnie to zawsze cieszy! powiedział. Ludzie są w większości 
niepunktualni, to przeraŜające. Ale pan zawsze był punktualny, powiedział, to jedna z pana mocnych stron. Och, 
kontynuował, gdyby pan wiedział, jaką okropną miałem noc, wziąłem podwójną dawkę tabletek, a tak źle 
spałem. Przez cały czas śniła mi się Ŝona, nie mogę się uwolnić od tych koszmarnych snów, w których śni mi 

background image

się Ŝona. Rozmyślałem o panu, jak pan się ostatnimi laty rozwinął. Dziwne, jak pan się rozwinął, powiedział. 
Prowadzi pan w gruncie rzeczy niepospolitą egzystencję, właściwie całkowicie niezaleŜną, rzecz jasna z 
zastrzeŜeniem, Ŝe nie ma przecieŜ w świecie ani jednego człowieka niezaleŜnego, co dopiero mówić o 
całkowicie niezaleŜnym. Gdybym nie miał Ambasadora, powiedział, nie przeŜyłbym popołudnia. Ostatnimi 
czasy przyjeŜdŜa tu tylu Arabów, Ŝe niedługo będzie to Hotel Arabski, a przecieŜ zawsze był to Hotel 
ś

ydowski, Ŝydowski i węgierski, przede wszystkim węgierscy śydzi, z tego powodu juŜ od tylu lat jest mi w 

tym hotelu tak przyjemnie, nie przeszkadzają mi nawet handlarze perskimi dywanami, którzy w Ambasadorze 
handlują tymi swoimi dywanami. Nie sądzi pan jednak, iŜ na dłuŜszą metę siedzenie w Ambasadorze moŜe być 
niebezpieczne? przecieŜ w kaŜdej chwili moŜe w Ambasadorze eksplodować bomba, przez cały czas, niech pan 
sobie tylko wyobrazi, hotel pełen jest izraelskich śydów i egipskich Arabów. Zresztą, mój BoŜe, to całkiem 
obojętne, czy wylecę w powietrze, powiedział, jeŜeli stanie się to w jednej chwili. Przed południem w 
Kunsthistorisches Museum, po południu w Ambasadorze, a w południe dobrze zjeść w Astorii bądź w Bristolu, 
powiedział, oto co sobie cenię. Z samego „Timesa” nie stać by mnie by rzecz jasna, na takie Ŝycie, powiedział 
nieszczerze, „Times” przesyła mi do Austrii coś w rodzaju kieszonkowego. Ale kursy akcji nie są teraz 
korzystne, rynek akcji jest obecnie katastrofalny. A Ŝycie w Austrii staje się z dnia na dzień coraz droŜsze. Z 
drugiej strony wyliczyłem sobie, Ŝe z tego, co mam, bez specjalnych problemów, jeśli nie wybuchnie tak zwana 
trzecia wojna światowa, spokojnie wyŜyję przez jakieś dwadzieścia lat. To uspokaja, nawet jeśli codziennie 
wszystko się nieco kurczy. Pan, panie Atzbacher, jest typowym prywatnym uczonym, powiedział do mnie, jest 
pan wręcz uosobieniem prywatnego uczonego, jest pan w ogóle uosobieniem prywatnej osoby, całkowicie w 
niezgodzie z duchem swojej epoki, powiedział Reger. To właśnie sobie dzisiaj, wchodząc mozolnie po tych 
strasznych schodach do sali Bordona, pomyślałem, Ŝe jest pan tym właściwym autentycznym i typowym 
okazem osoby prywatnej, prawdopodobnie jedynym, którego znam, a znam ich tylu, wszyscy są osobami 
prywatnymi, pan jednak jest tu tym jedynym typowym, autentycznym okazem. Dziesiątki lat ślęczeć tak nad 
jednym dziełem i niczego z tego nie opublikować, Ŝe teŜ pan to wytrzymuje, ja bym nie potrafił. Ja, proszę 
pana, co najmniej raz na miesiąc muszę sprawić sobie tę przyjemność i opublikować moją pracę, powiedział, to 
przyzwyczajenie stało się dla mnie niezbywalną potrzebą, dlatego chwalę sobie „Timesa”, który regularnie 
wychodzi naprzeciw tej mojej potrzebie i jeszcze mi płaci. Pisanie sprawia mi niewymowną przyjemność, 
powiedział, te moje krótkie teksty artystyczne, których długość nie przekracza dwóch stron, to mimo wszystko 
w „Timesie” trzy i pół kolumny, powiedział. Nigdy nie pomyślał pan o wydaniu choćby krótkiego fragmentu 
pańskiej pracy? powiedział, jakiegoś urywka, wszystko, o czym pan nadmienia, mówiąc mi o swojej pracy, kaŜe 
przypuszczać, Ŝe jest naprawdę wyjątkowa, z drugiej strony niczego nie publikować to teŜ szczytowa rozkosz, 
niczego zupełnie, powiedział. Kiedyś jednak zapragnie pan zobaczyć efekty swojej pracy, powiedział, i 
opublikuje pan przynajmniej część pańskiej pracy. Zgoda, to wspaniale tak przez całe Ŝycie zatrzymywać dla 
siebie tak zwaną pracę całego Ŝycia i nie publikować, z drugiej strony równie wspaniale jest publikować. Ja 
jestem urodzonym publikującym, pan natomiast wrodzonym niepublikującym. Prawdopodobnie na 
niepublikowanie skazana jest tak pańska praca, jak i pan sam, to znaczy praca ze względu na pana tudzieŜ pan 
ze względu na pracę, wszystko jedno, pan bowiem z pewnością cierpi przez to, Ŝe nad swoją pracą pracuje, tej 
pracy jednak nie publikuje, taka jest prawda, jak sądzę, pan tylko tego nie przyzna, nawet wobec samego siebie, 
Ŝ

e doskwiera panu ten przymus niepublikowania. Mnie by doskwierało, gdybym nie publikował moich prac 

pisarskich. Rzecz jasna, pańskiej pracy nie da się jednak do mojej porównać. Zresztą, nawiasem mówiąc, ja nie 
znam takiego pisarza, a w kaŜdym razie człowieka piszącego, który w ogóle potrafiłby przez dłuŜszy czas 
wytrzymać, Ŝeby tego, co pisze, nie publikować, któŜ nie jest ciekawy, co powie o tym, co on pisze, 
publiczność, ja czekam na to wręcz gorączkowo, powiedział Reger, choć zawsze powiadam, Ŝe gorączkowo nie 
czekam, Ŝe mnie to nie interesuje, Ŝe nie jestem ciekaw opinii publiczności, czekam gorączkowo; kłamię, rzecz 
jasna, kiedy mówię, Ŝe nie czekam gorączkowo, zawsze bowiem czekam, przyznaję, wciąŜ gorączkowo czekam, 
bez przerwy, powiedział. Chcę wiedzieć, co ludzie powiedzą o tym, co napisałem, powiedział, w kaŜdej chwili, 
nade wszystko zaś chcę wiedzieć wtedy, kiedy powiadam bezustannie, Ŝe nie interesuje mnie, co o tym ludzie 
mówią, na chłodno mówię, Ŝe mnie to nie interesuje, zupełnie nie ciekawi, ale cały czas aŜ płonę z ciekawości i 
niczego nie wyczekuję w większym napięciu, powiedział. Kiedy mówię, Ŝe nie interesuje mnie opinia 
publiczności, kłamię, kłamię, kiedy mówię, Ŝe nie interesują mnie moi czytelnicy, kłamię, kiedy mówię, Ŝe nic 
nie chcę wiedzieć o tym, co ludzie myślą o tym, co piszę, Ŝe nie czytam tego, co o tym ludzie piszą, kłamię 
wtedy, kłamię i to nikczemnie, powiedział, bo cały czas bez wytchnienia czekam gorączkowo na to, co ludzie 
powiedzą o tym, co napisałem, chcę o tym wiedzieć zawsze, w kaŜdym momencie, i bardzo się tym przejmuję, 
cokolwiek by ludzie powiedzieli o tym, co piszę, taka jest prawda. Rzecz jasna, słucham tylko tego, co mówią o 
tym ludzie z „Timesa”, a nie zawsze słyszę od nich same pochlebne rzeczy, powiedział Reger, w pana jednak 
przypadku, jako, Ŝe tak powiem, filozofujący pisarz, powinien pan płonąć wprost z ciekawości, co ludzie mówią 
o pisanej przez pana filozofii, tego nie rozumiem, dlaczego nie publikuje pan tego, co pisze, przynajmniej w 
jakimś wyborze, choćby po to, by choć raz dowiedzieć się, co publiczność, co, Ŝe tak powiem, kompetentna 
publiczność o tym myśli, choć jednocześnie trzeba powiedzieć, Ŝe taka kompetentna publiczność nie istnieje, 
Ŝ

adna kompetencja nie istnieje, nigdy nie istniała, nigdy istniała nie będzie; ale czy to pana nie przygnębia, tak 

background image

wciąŜ pisać i pisać, myśleć i myśleć, zapisywać to, co pan pomyślał, a wszystko bez najmniejszego echa? 
powiedział. Z pewnością wiele pan traci przez ten głupi upór, by nie publikować, powiedział, moŜe nawet to, co 
najwaŜniejsze. Od tylu lat całymi latami pisze juŜ pan tę swoją pracę, mówi pan, Ŝe pisze tę pracę tylko dla 
siebie, przecieŜ to straszne, tekstu pisanego nikt nie pisze dla siebie, to kłamstwo, kiedy ktoś powie, Ŝe to, co 
pisze, pisze tylko dla siebie, a wie pan równie dobrze jak ja, Ŝe nie ma ludzi bardziej zakłamanych niŜ ludzie 
piszący, świat nie zna, od kiedy istnieje, człowieka bardziej zakłamanego niŜ człowiek piszący, bardziej 
próŜnego i bardziej zakłamanego, powiedział Reger. Nie wyobraŜa pan sobie, jak przeraźliwą znowu miałem 
noc, ile razy wstawałem w okropnych spazmach, od palców u stóp przez łydki, klatkę piersiową aŜ po policzki, 
z powodu odwadniających pigułek, które muszę brać na serce. To dla mnie doprawdy błędne koło. KaŜdą noc 
mam zmarnowaną, za kaŜdym razem, kiedy juŜ myślę, Ŝe teraz moŜe zasnę, wracają spazmy, muszę wstawać i 
chodzić tam i z powrotem po pokoju. Przez całą noc w zasadzie chodziłem tam i z powrotem, nie mogłem 
zasnąć, od razu budziły mnie te koszmarne sny, o których panu mówiłem. W tych snach śni mi się Ŝona, to 
przeraŜające. Te koszmary męczą mnie od jej śmierci, bez wytchnienia, mam je noc w noc. Niech mi pan 
wierzy, zaczynam się juŜ zastanawiać, czy nie lepiej byłoby, gdybym i ja, kiedy Ŝona umarła, z sobą skończył. 
Nie mogę sobie wybaczyć tego tchórzostwa. To ustawiczne, niemal chorobliwe uŜalanie się nad sobą jest dla 
mnie nieznośne, ale nie mogę sobie dać z tym rady, powiedział. Gdyby przynajmniej był jakiś przyzwoity 
koncert w Musikverein, powiedział, ale zimowy repertuar jest przeraźliwy, grają jedynie rzeczy mdłe i 
oklepane, wciąŜ tylko te juŜ mi działające na nerwy koncerty Mozarta, koncerty Brahmsa, koncerty Beethovena, 
wszystkie te Mozartowskie, Brahmsowskie i Beethovenowskie cykle, przecieŜ to juŜ nie do wytrzymania. No a 
w operze panoszy się dyletantyzm. Gdyby choć opera była interesująca, ale w tej chwili w operze nie ma 
absolutnie nic ciekawego, złe sztuki, źli śpiewacy, a do tego jeszcze licha orkiestra. Jakich to mieliśmy 
filharmoników zaledwie dwa, trzy lata temu! powiedział, a co dzisiaj, zbieranina orkiestrowa. Niech pan sobie 
wyobrazi, w zeszłym tygodniu wysłuchałem PodróŜy zimowej z jakimś basistą z Lipska, nie wymienię go z 
nazwiska, naprawdę nic panu nie powie, pan bowiem w ogóle nie interesuje się muzyką teoretyczną, i niech się 
pan cieszy, powiedział, ten basista był katastrofalny. WciąŜ tylko Wrona, powiedział, nie moŜna tego dłuŜej 
wytrzymać. Na taki koncert nie warto się nawet ubierać, Ŝałuję, Ŝe włoŜyłem świeŜą koszulę. O takim śmieciu 
nie będę przecieŜ pisał do „Timesa”, powiedział. Mahler, Mahler, Mahler, powiedział, to teŜ staje się juŜ 
denerwujące. Moda na Mahlera osiągnęła juŜ wszakŜe szczytowy punkt, dzięki Bogu, powiedział, Mahler jest 
przecieŜ najbardziej przecenianym kompozytorem stulecia. Mahler był wyśmienitym kapelmistrzem, jest jednak 
miernym kompozytorem, jak wszyscy dobrzy kapelmistrzowie, tak jak Hindemith na przykład, jak Klemperer. 
PrzeraŜająca była dla mnie przez wszystkie te lata ta moda na Mahlera, cały świat wpadł nagle w jakieś 
mahlerowskie delirium, to było juŜ nie do wytrzymania. A tak w ogóle, to wie pan, Ŝe grób mojej Ŝony, w 
którym i ja kiedyś spocznę, powiedział, jest tuŜ obok grobu Mahlera? Zgoda, na cmentarzu człowiekowi moŜe 
być naprawdę obojętne, obok kogo leŜy, nawet leŜenie obok Mahlera zbytnio mnie nie porusza. Pieśń o ziemi z 
Kathleen Ferrier, no moŜe, powiedział Reger, wszystkie inne Mahlerowskie rzeczy odrzucam, niewiele są 
warte, nie oprą się testowi precyzji. Taki Webern wydaje się przy nim geniuszem, nie mówiąc juŜ o Schónbergu 
i Bergu. Nie, Mahler to była aberracja, Mahler to typowy kompozytor w stylu Jugendstilu, po modnej linii 
secesji, rzecz jasna jeszcze o wiele gorszy od Brucknera, który przecieŜ ma wiele kiczowatych cech pokrewnych 
z Mahlerem. W tym sezonie Wiedeń duchowo zorientowanej osobie nie ma nic do zaoferowania, muzycznie 
zorientowanej niestety teŜ niewiele, powiedział. Ale przybysze, przyjeŜdŜający do miasta, prędko się, rzecz 
jasna, czymś zadowolą, tak czy inaczej pójdą do opery, obojętnie co jest grane, coś sobie wybiorą, niechby to i 
była najpotworniejsza szmira, wybiorą się na najstraszliwsze koncerty, klaskaniem będą mieli obrzękłe dłonie, i, 
jak pan sam widzi, wciąŜ tłumnie napływają nawet do Naturhistorisches Museum czy do Kunsthistorisches 
Museum. Głód kultury u cywilizowanej ludzkości jest olbrzymi, perwersja, która się w tym fakcie kryje, 
uniwersalna. A Wiedeń to pojęcie kulturalne nawet w sytuacji, kiedy w Wiedniu nie ma juŜ niemal kultury, bo 
pewnego dnia rzeczywiście nie będzie juŜ w Wiedniu kultury, mimo to pozostanie on kulturalnym pojęciem. 
Wiedeń pozostanie na zawsze kulturalnym pojęciem, tym bardziej uporczywym kulturalnym pojęciem, im 
mniej w nim będzie kultury. Faktycznie bowiem tylko patrzeć, a nie będzie w tym mieście juŜ Ŝadnej kultury, 
powiedział. Te coraz bardziej ogłupiałe rządy, które mamy tu u nas w Austrii, z czasem juŜ się o to zatroszczą, 
niedługo nie będzie w Austrii jakiejkolwiek kultury, tylko filisterstwo, powiedział Reger. Atmosfera tu u nas w 
Austrii robi się coraz bardziej wroga kulturze, wszystko przemawia za tym, Ŝe w niezbyt odległym czasie z 
Austrii zrobi się kraj absolutnie bez kultury. Tego deprymującego końca ja jednak juŜ nie doŜyję, pan moŜe, 
powiedział Reger, pan moŜe, ale ja nie, jestem juŜ taki stary, Ŝe nie doŜyję ostatecznego zmierzchu i faktycznej 
likwidacji kultury w Austrii. Płomień kultury zostanie w Austrii wygaszony, powiadam panu, panosząca się w 
tym kraju juŜ od tak dawna ciemnota wygasi w niezbyt odległym czasie płomień kultury. Wtedy zrobi się w 
Austrii ciemno, powiedział Reger. Ale w tej kwestii moŜe pan mówić, co się panu podoba, a i tak nikt pana nie 
usłyszy, a jeśli ktoś usłyszy, wezmą pana za pomyleńca. Jaki sens ma to, Ŝe piszę do ‚„Timesa” o tym, co myślę 
o Austrii, i o tym, co prędzej czy później, jednakŜe w przewidywalnej przyszłości, stanie się z Austrią? 
ś

adnego, powiedział Reger, najmniejszego. Szkoda, Ŝe tego juŜ nie doŜyję, to znaczy tego, jak Austriacy będą 

błądzić w mroku, poniewaŜ wygaśnie im płomień kultury. Szkoda, Ŝe nie będę mógł w tym uczestniczyć, 

background image

powiedział. Zapyta pan, dlaczego tu pana znowu dzisiaj wezwałem, poprosiłem, by pan dziś ponownie tu 
przyszedł. Nie bez powodu. Ale powód ten wyjawię panu później. Nie wiem, jak panu ten powód wyjawić. Nie 
wiem. Cały czas o tym rozmyślam, a nie wiem. Siedzę tu juŜ od paru godzin, rozmyślam i nie wiem. Irrsigler 
jest mi świadkiem, powiedział Reger, siedzę juŜ tu od paru godzin na ławce i rozmyślam, jak to panu 
powiedzieć, dlaczego poprosiłem pana takŜe dzisiaj do Kunsthistorisches Museum. Później, później, powiedział 
Reger, proszę mi dać czas. Popełniamy przestępstwo i nie jesteśmy po prostu w stanie powiedzieć o tym wprost, 
powiedział Reger. Proszę mi dać czas, aŜ się uspokoję, powiedział, Irrsiglerowi juŜ to powiedziałem, ale panu 
jeszcze tego powiedzieć nie mogę, doprawdy wstyd. Zresztą to, co panu wczoraj powiedziałem o tak zwanej 
Sturmsonate, jest z pewnością interesujące, jestem teŜ pewien, Ŝe nie pomyliłem się w tym, co panu 
powiedziałem wczoraj o Sturmsonate, ale prawdopodobnie dla mnie jest bardziej interesujące niŜ dla pana. 
WciąŜ się nam przydarza, Ŝe wypowiadamy się na jakiś temat, gdyŜ jest dla nas fascynujący, ale jest on bardziej 
fascynujący dla nas niŜ dla tego, komu ten temat mimo wszystko narzucamy, koniec końców z najbardziej 
zaciętą bezwzględnością, do jakiej jesteśmy zdolni. Narzucałem się panu wczoraj z moimi poglądami o tak 
zwanej Sturmsonate, to fakt. W związku z moim wykładem o Sztuce fugi, powiedział, uznałem równieŜ za 
konieczne zajęcie się Sturmsonate, a zauwaŜywszy wczoraj, Ŝe wprost idealnie jestem do tego usposobiony, 
uczyniłem z pana ofiarę mojej pasji muzykologicznej, tak jak często mam w zwyczaju czynić z pana osoby 
ofiarę moich pasji muzykologicznych, poniewaŜ nie znajduję na to bardziej nadającej się osoby od pana. JakŜe 
często myślę sobie: zjawia się pan jak na zawołanie, co bym bez pana uczynił! powiedział. Wczoraj 
naprzykrzałem się panu tą Sturmsonate, kto wie, jakim utworem muzycznym będę się panu naprzykrzać 
pojutrze, powiedział, głowę mam pełną muzykologicznych tematów, które niezmiernie chętnie chciałbym 
wyjaśnić, potrzebuję jednak słuchacza, Ŝe tak powiem ofiary, dla mojej muzykologicznej manii mówienia, 
powiedział, faktycznie bowiem moje ustawiczne mówienie o muzykologicznych sprawach jest rodzajem 
muzykologicznej manii mówienia. KaŜdy człowiek ma swoją własną pierwotną manię mówienia, u mnie jest 
ona muzykologiczna. Ową muzykologiczną manię mówienia miałem przez całe moje muzykologiczne Ŝycie, bo 
niewątpliwie Ŝycie moje jest wyłącznie Ŝyciem muzykologa, tak jak pańskie Ŝyciem filozofa. Mógłbym dziś, 
rzecz jasna, powiedzieć, Ŝe to, co wczoraj powiedziałem o Sturmsonate,jest dziś bez sensu, tak jak w ogóle 
wszystko, co się mówi, jest bez sensu, mimo to potrafimy mówić bez sensu z przekonaniem, powiedział Reger. 
Wszystko, co zostało powiedziane, okazuje się od razu, czy nieco później, bez sensu, to wszakŜe nie Ŝadna 
zbrodnia, powiedział, jeśli mówi się o tym z przekonaniem, z najbardziej niewiarygodną zapalczywością, do 
jakiej jesteśmy zdolni. To, co myślimy, chcemy teŜ powiedzieć, powiedział Reger, i w gruncie rzeczy nie 
zaznamy spokoju, dopóki tego nie powiemy, kiedy milczymy, dusimy się tym. Ludzkość dawno by się juŜ 
udusiła, gdyby musiała przemilczać pomyślany na przestrzeni jej historii bezsens, kaŜdy, kto zbyt długo milczy, 
dusi się tym, równieŜ ludzkość nie moŜe zbyt długo milczeć, wtedy bowiem dusi się, nawet jeśli bez sensu jest 
to wszystko, co wymyśli pojedynczy człowiek, co wymyśli ludzkość, jak równieŜ to, co pojedynczy człowiek 
kiedykolwiek w Ŝyciu wymyślił, to, co ludzkość kiedykolwiek wymyśliła. Raz jesteśmy artystami mówienia, 
raz artystami milczenia i doprowadzamy tę sztukę do jej granic, powiedział, nasze Ŝycie dokładnie na tyle jest 
interesujące, na ile potrafiliśmy rozwinąć naszą sztukę mówienia, tak jak i milczenia. Sturmsonate nie jest 
przecieŜ wielkim utworem, powiedział Reger, gdy bliŜej się jej przyjrzeć, jest ona jednym z licznych tak 
zwanych dzieł pomniejszych, w gruncie rzeczy utworem kiczowatym. Wartość tego utworu kryje się nie tyle w 
tym, czym on sam jest, ile w tym, Ŝe moŜemy o nim bardzo dobrze dyskutować. Beethoven był gwałtownikiem, 
który zrealizował się jako artysta w absolutyzmie spazmatycznej monotonii, a ja nie to akurat najbardziej sobie 
cenię. Zawsze nieźle mnie bawiło przeprowadzanie charakterystyki Sturmsonate, ta sonata to najbardziej 
złowróŜbny utwór Beethovena, Sturmsonate daje klucz do Beethovena, pokazuje jego esencję, jego geniusz, 
jego kiczowatość, uzmysławia jego granice. WszakŜe mówiłem panu wczoraj o Sturmsonate po to tylko, by 
wyjaśnić panu jeszcze dokładniej i intensywniej Sztukę fugi, do tego naleŜało uwzględnić Sturmsonate, 
powiedział Reger. Nienawidzę zresztą takich określeń jak Sturmsonate, czy Eroica, czy Niedokończona, czy Z 
uderzeniem w kotły, określenia tego rodzaju są dla mnie wstrętne. Tak samo jak z gruntu wstrętne jest dla mnie, 
kiedy się mówi Mag północy, powiedział Reger. Właśnie dlatego, Ŝe w ogóle się pan nie interesuje muzyką z 
teoretycznego punktu widzenia, staje się pan idealną ofiarą dla moich dyskusji muzycznych, powiedział Reger. 
Słucha pan uwaŜnie i nie oponuje, powiedział, daje mi pan spokojnie się wypowiedzieć, potrzebuję tego, bez 
względu na wartość tego, co mówię, to nieco toruje mi drogę przez tę straszną, niech mi pan wierzb muzyczną 
egzystencję, faktycznie jednak przynoszącą mi, prawda Ŝe nader rzadko, szczęście. To, co myślę, wyniszcza i 
unicestwia, powiedział, choć z drugiej strony, juŜ tak długo mnie wyniszcza, tak długo mnie juŜ unicestwia, Ŝe 
nie muszę się juŜ tego obawiać. Pomyślałem, Ŝe przyjdzie pan punktualnie, i przyszedł pan punktualnie, 
powiedział, od pana zawsze tylko oczekuję punktualności, zaś punktualność, jak pan wie, cenię sobie bardziej 
niŜ cokolwiek innego, tam, gdzie są ludzie, musi być punktualność oraz nieodłączne od niej poczucie, Ŝe moŜna 
na kimś polegać, powiedział. Jest wpół do dwunastej i zjawia się pan, spojrzałem na zegarek, było wpół do 
dwunastej, a pan juŜ stał przede mną. Nie znam bardziej poŜytecznego człowieka od pana, powiedział. 
Prawdopodobnie w ogóle tylko dzięki panu mogę przetrwać. Nie powinienem był tego mówić, powiedział 
Reger, trzeba mieć czelność, by tak powiedzieć, powiedział, to moŜe bezprzykładna bezczelność, ale 

background image

powiedziałem, jest pan jedynym człowiekiem, który umoŜliwia mi dalszą egzystencję, faktycznie nikogo poza 
panem nie mam. A tak w ogóle, to wie pan, Ŝe moja Ŝona bardzo pana lubiła? Nigdy tego panu nie powiedziała, 
ale mnie — owszem. I to niejeden raz. Jest pan wolny duchem, powiedział Reger, to najcenniejsze w świecie. 
Chodzi pan sam własnymi ścieŜkami i tego samotnego chodzenia dobrze pan strzeŜe, niech pan go strzeŜe na 
całe Ŝycie, powiedział Reger. Ja wkradłem się w sztukę po to, by umknąć Ŝyciu, tak moŜna by chyba teŜ 
powiedzieć, powiedział. Ukradkiem uciekłem od niego w sztukę, powiedział. Wyczekałem najkorzystniejszej 
chwili i ową najkorzystniejszą chwilę wykorzystałem, uciekając ukradkiem od Ŝycia w sztukę, w muzykę, 
powiedział. Tak jak inni uciekają od niego w tak zwane sztuki plastyczne czy sztukę aktorską, powiedział. 
Ludzie ci, tak jak ja w gruncie rzeczy faktycznie nienawidzący świata, z chwili na chwilę od tego 
znienawidzonego świata uciekają ukradkiem w sztukę, która przecieŜ znajduje się całkowicie poza tym 
znienawidzonym światem. Ja uciekłem, wślizgując się w muzykę, powiedział, w całkowitej skrytości. PoniewaŜ 
miałem taką moŜliwość, gdy tymczasem większość ludzi w ogóle nie ma takiej moŜliwości. Pan uciekł, 
wślizgując się w filozofię i pisarstwo, powiedział Reger, choć nie jest pan ani filozofem, ani pisarzem, i to 
akurat jest u pana i w panu najbardziej interesujące, a zarazem zgubne jak Fatum, filozofem bowiem tak 
naprawdę pan nie jest, tak jak i tak naprawdę nie jest pan pisarzem, jako filozofowi bowiem brakuje panu 
wszystkiego, co jest znamieniem filozofa, jako pisarzowi równieŜ, chociaŜ odpowiada pan dokładnie temu, co 
nazywam pisarzem filozoficznym, pana filozofia nie jest naprawdę filozofią, pana pisarstwo teŜ nie jest 
naprawdę pisarstwem, powtórzył. A pisarz, który niczego nie publikuje, nie jest przecieŜ w gruncie rzeczy takŜe 
rzeczywiście Ŝadnym pisarzem. Prawdopodobnie cierpi pan na lęk publikowania, powiedział Reger, to z winy 
traumatyzmu wydawniczego nic pan nie publikuje. W Ambasadorze miał pan na sobie wczoraj świetnie 
skrojoną pelisę z barana, na pewno pochodzi z Polski, powiedział naraz, a ja na to, tak, powiedziałem, jak panu 
wiadomo, byłem w Polsce juŜ wielokrotnie. Polska to jeden z moich ulubionych krajów, lubię Polskę i lubię 
Portugalię, powiedziałem, prawdopodobnie jednak Polskę nawet bardziej od Portugalii, w czasie ostatniej 
bytności w Krakowie, to juŜ będzie osiem, dziewięć lat, kiedy byłem w Krakowie, kupiłem sobie tę pelisę, Ŝeby 
kupić tę pelisę, pojechałem specjalnie na polsko-rosyjską granicę, tylko bowiem na polsko rosyjskiej granicy 
mają pelisy o takim kroju. Tak, powiedział Reger, faktycznie to przyjemność od czasu do czasu natrafić na 
dobrze ubranego przystojnego człowieka, zwłaszcza w tak przykrą pogodę, kiedy głowa jest w sumie pełna 
posępnych myśli, a człowiek w ogóle w najgorszym nastroju. Czasami widzi się teraz takŜe w tym podupadłym 
Wiedniu dobrze ubranych przystojnych ludzi, przez wiele lat widziało się w Wiedniu na kaŜdym bez wyjątku 
wyłącznie ubrania w złym guście, owe deprymujące masowe towary. Teraz jednak, jak się wydaje, barwa jakby 
wracała na ubranie, niemniej tak niewielu widzi się teraz przystojnych, dobrze zbudowanych ludzi, idzie pan 
przez ten podupadły Wiedeń i widzi wciąŜ tylko deprymujące twarze oraz ubrania w złym guście, tak jakby 
mijały pana wciąŜ jakieś kaleki. Bezguście i monotonia wiedeńczyków deprymowały mnie przez dziesiątki lat. 
Zawsze sądziłem, Ŝe tylko w Niemczech ludzie są tak monotonni i bez gustu, ale równie monotonni i bez gustu 
są wiedeńczycy. Dopiero od całkiem niedawna obraz jakby zaczynał się zmieniać, ludzie wyglądają juŜ duŜo 
lepiej, znowu zaczęli ubierać się bardziej indywidualnie, powiedział, w tej pelisie wygląda pan wcale okazale, 
powiedział Reger. Tak niewielu widzi się dobrze ubranych a zarazem inteligentnych ludzi, powiedział. Przez 
wiele lat przemykałem się przez Wiedeń z głową wciśniętą w ramiona, poniewaŜ nie mogłem znieść widoku 
masowej brzydoty na ulicach, te masy ludzi bez gustu, których człowiek mija, były dla mnie po prostu nie do 
zniesienia. Te setki tysięcy przemysłowo ubranych ludzi, juŜ kiedy stawiałem pierwszy krok na ulicy, odbierały 
mi oddech, powiedział. I to nie tylko w tak zwanych dzielnicach proletariatu, równieŜ w tak zwanym 
ś

ródmieściu odbierali mi oddech owi szarzy, masowi ludzie w przemysłowych, seryjnych ubraniach, 

szczególnie w śródmieściu, powiedział. Teraz jednak, jak się wydaje, coś jakby się zaczynało zmieniać, ludzie 
znowu mają odwagę ubierać się indywidualnie, powiedział. MłodzieŜ, mimo Ŝe wciąŜ w ubraniach w złym 
guście, wychodzi na ulicę w wesołych kolorach, tak jakby ludzie dopiero teraz przezwycięŜyli w sobie wojnę, 
czterdzieści lat po jej zakończeniu, traumatyzm wojny, powiedział Reger, pozostawił ich niemal na czterdzieści 
lat tak szarymi i niepozornymi. WciąŜ jednak kogoś dobrze ubranego zobaczy pan, rzecz jasna, w tym 
podupadłym Wiedniu, jak to się mówi, wyłącznie od święta. Daje to oczywiście uczucie szczęścia, powiedział, 
dodając: tylko Gould potrafił zagrać Sturmsonate naprawdę dobrze, uczynić z niej coś znośnego, nikt inny. 
Wszyscy pozostali grali ją nieznośnie. Jest ona bardzo niezgrabna, Sturmsonate, powiedział Reger, jak wiele z 
tego, co napisał Beethoven. Ale i Mozart nie uchronił się przed kiczem, zwłaszcza w operach tyle jest kiczu, w 
muzyce tych powierzchownych oper usłuŜne zaaferowanie ściga się w nieznośny sposób z kokieteryjnym 
przekomarzaniem. Turkaweczka tutaj, turkaweczka tam, tu uniesiony paluszek, tam uniesiony paluszek, 
powiedział Reger, taki teŜ jest Mozart. A i muzyka Mozarta pełna jest kiczu a la haleczka i majteczki, 
powiedział. Zaś Beethoven, ten państwowy kompozytor, pokazuje to przede wszystkim Sturmsonate, jest 
wprost śmiesznie powaŜny. Ale do czego by nas to doprowadziło, gdybyśmy tak wszystko poddawali temu 
uśmiercającemu oglądowi, powiedział Reger. Zaaferowanie i kiczowatość to przecieŜ dwie naczelne cechy tak 
zwanego cywilizowanego człowieka, na przestrzeni stuleci i tysiącleci wysoce wystylizowanego w jedną wielką 
groteskową figurę, powiedział. Wszystko, co ludzkie, jest kiczowate, powiedział, co do tego nie ma Ŝadnej 
wątpliwości. Taka jest równieŜ wysoka i najwyŜsza sztuka. Powrót z Londynu do Wiednia był dla niego, który 

background image

w końcu bardziej w Londynie niŜ w Wiedniu czuł się u siebie w domu, powiedział, prawdziwym szokiem. No 
ale w Londynie w Ŝadnym wypadku nie mógł pozostać, choćby ze względu na stan zdrowia, niepewny, wciąŜ 
groziła mu niebezpieczna choroba, śmiertelna, oświadczył Reger. W Londynie Ŝyłem, w Wiedniu nigdy 
naprawdę nie byłem w stanie Ŝyć, w Londynie na ogół dobrze było mojej głowie, w Wiedniu nigdy, to w 
Londynie przychodziły mi do głowy najlepsze pomysły, powiedział. Czasy londyńskie były dla mnie 
najlepszymi czasami, powiedział. W Londynie miałem zawsze wszystkie te moŜliwości, których nigdy w 
Wiedniu nie miałem, powiedział. Po śmierci rodziców stało się dla mnie oczywiste, Ŝe wrócę do Wiednia, tego 
szarego, bezdusznego, stłamszonego wojną Wiednia, w którym początkowo przez wiele lat prowadziłem 
egzystencję w całkowitym przestrachu, powiedział. Ale w chwili, kiedy nie wiedziałem juŜ, co mam począć, 
poznałem moją Ŝonę, powiedział. To Ŝona mnie uratowała, zawsze obawiał się płci Ŝeńskiej, kobiet wprost 
nienawidził, Ŝe tak powiem, duszą i ciałem, a przecieŜ kobieta uratowała mu Ŝycie, własna Ŝona. Wie pan, gdzie 
poznałem moją Ŝonę? zapytał, juŜ panu o tym mówiłem? powiedział, a ja pomyślałem, Ŝe często mi juŜ mówił, 
ale nie powiedziałem tego, a on powiedział: Poznałem Ŝonę w Kunsthistorisches Museum. A wie pan, gdzie w 
Kunsthistorisches Museum? zapytał, a ja pomyślałem, Ŝe wiem, naturalnie, gdzie w Kunsthistorisches Museum, 
a on powiedział: w sali Bordona, tu, na tej ławce, i powiedział to tak, jakby faktycznie nie pamiętał, Ŝe juŜ mi to 
sto razy powiedział, Ŝe poznał Ŝonę na ławce w sali Bordona, a ja, kiedy mi to znowu powiedział, zachowałem 
się tak, jakbym o tym nigdy nie słyszał. To był szary dzień, powiedział, byłem w rozpaczy, zajmowałem się 
wówczas bardzo wnikliwie Schopenhauerem, straciwszy ochot
ę na Kartezjusza, w ogóle w tym okresie na 
my
ślicieli francuskich, siedziałem tu, na ławce, medytując nad określonym zdaniem Schopenhauera, juŜ nie 
pami
ętam jakim, powiedział. Wtedy nagle obok na ławce usiadła jakaś przekorna kobieta i nie wstawała. Dałem 
znak Irrsiglerowi, wszakŜe Irrsigler początkowo nie rozumiał, co miałby znaczyć ten mój znak, potem zaś nie 
udało mu się jej skłonić do wyjścia, kobieta siedziała i wpatrywała się w Siwobrodego męŜczyznę, powiedział 
Reger, moŜe i całą godzinę tak się wpatrywała w Siwobrodego męŜczyznę. Naprawdę tak się pani podoba ten 
Siwobrody męŜczyzna Tintoretta? zapytałem siedzącą obok, powiedział Reger, i początkowo nie otrzymałem 
odpowiedzi na to pytanie. Dopiero po dłuŜszej chwili kobieta powiedziała swoje fascynujące „Nie” faktycznie, 
takiego „Nie” nigdy do czasu tego „Nie” nie słyszałem, powiedział Reger. To znaczy, Ŝe Siwobrody męŜczyzna 
Tintoretta wcale się pani nie podoba? zapytałem. Nie, nie podoba mi się, odpowiedziała. Rozwinęła się z tego, 
jak to się mówi, rozmowa o sztuce, zwłaszcza o malarstwie, o dawnych mistrzach, powiedział Reger, której 
przez długi czas nie miałem ochoty przerywać, a podczas tej rozmowy nie interesowała mnie jej treść, tylko to, 
jak była prowadzona. W końcu, rozwaŜywszy przez dłuŜszą chwilę wszystkie za i przeciw, zaproponowałem tej 
kobiecie wspólny obiad w Astorii, a ona przyjęła zaproszenie. Niewiele później wzięliśmy ślub. Okazało się 
wówczas, Ŝe miała duŜy majątek, kilka sklepów w centrum, równieŜ kamienice czynszowe przy Singerstrasse i 
Spiegelstrasse, a jedną przy samym Kohlmarkt, powiedział. Nie licząc całej reszty. Nagle miałem Ŝonę zamoŜną 
kosmopolitkę, powiedział Reger, która uratowała mnie swoją inteligencją i swoim majątkiem, moja Ŝona 
bowiem mnie uratowała, kiedy poznałem Ŝonę, byłem, jak to się mówi, powiedział, doszczętnie zniszczony. 
Widzi pan, Ŝe temu Kunsthistorisches Museum niemało zawdzięczam, powiedział. MoŜe to nawet z 
wdzięczności przychodzę co drugi dzień do Kunsthistorisches Museum, powiedział, uśmiechając się, ale nie o 
to chodzi, oczywiście. Wie pan, Ŝe w tak zwanym domu przy Himmelstrasse, domu mojej Ŝony przy 
Himmelstrasse na Grinzingu, był sejf, do którego miało dostęp wiele osób? powiedział. Trzymała w nim 
najcenniejsze instrumenty, powiedział, jak stradivarius, guarneri, maggini. Nie licząc innych rzeczy. Wojnę 
Ŝ

ona spędziła tak jak ja w Londynie, dziwię się nawet, Ŝe nie poznaliśmy się juŜ wtedy w Londynie, moja Ŝona 

bowiem obracała się w tym czasie w tych samych londyńskich kręgach. Przez dobrych parę lat mijaliśmy się w 
Londynie, powiedział Reger. Nawiasem mówiąc, Ŝona jeszcze przed naszym ślubem podarowała 
Kunsthistorisches Museum wiele obrazów, powiedział Reger, między innymi bardzo cennego, całkiem udanego 
Furiniego, znajdzie go pan zaraz obok Cigolego i Empolego, dokładnie mówiąc, pomiędzy Cigolim a Empolim, 
zresztą wcale go nie lubię. Ale po ślubie Ŝona nie podarowała juŜ ani jednego obrazu, uświadomiłem jej, Ŝe 
robienie prezentów jest bezcelowe, robienie prezentów jest wręcz wstrętne, powiedziałem. Niech pan sobie 
wyobrazi, Ŝona, nim się pobraliśmy, dała w prezencie jednej ze swych siostrzenic widok Wiednia w stylu 
biedermeier, Gauermanna, o ile się nie mylę. A rok później, raczej przez przypadek niŜ ciekawość, chodząc po 
Muzeum Miasta Wiednia, Ŝe tak powiem, dla zabicia czasu między jednym a drugim posiłkiem, odkryła w 
tymŜe Muzeum Miasta Wiednia, które w moim mniemaniu w ogóle nic nie jest warte, tego podarowanego 
siostrzenicy Gauermanna. MoŜe pan sobie wyobrazić, jaki to dla niej był szok. Natychmiast udała się do 
dyrekcji muzeum, a tam poinformowano ją, Ŝe siostrzenica juŜ po kilku tygodniach, a moŜe i dniach od 
otrzymania obrazu w prezencie od ciotki, mojej zmarłej Ŝony, sprzedała go Muzeum Miasta Wiednia za 
dwieście tysięcy. Robienie prezentów to jeden z największych nonsensów, powiedział Reger. Bardzo szybko 
uświadomiłem to Ŝonie i od tego czasu juŜ ich więcej nie robiła. Sami sobie wydzieramy coś uwielbianego, Ŝe 
tak powiem, odrywamy od serca i dajemy w prezencie dzieło sztuki, a obdarowany od razu bezczelnie idzie je 
sprzedać, do tego jeszcze za horrendalną sumę, powiedział Reger. Robienie prezentów to straszliwy nawyk, 
nader często, rzecz jasna, biorący się z wyrzutów sumienia, jak równieŜ z powszechnego lęku przed 
samotnością, powiedział Reger, kompletne zdziczenie, prezentu, tego, co daliśmy w prezencie, biorący nie ceni, 

background image

zawsze mogło być więcej i jeszcze więcej, tak Ŝe w końcu bierze się z tego sama nienawiść, powiedział. Nigdy 
nie robiłem prezentów, powiedział, ale teŜ zawsze odmawiałem przyjmowania prezentów, przez całe Ŝycie 
bałem się wręcz, Ŝe zostanę obdarowany. Wie pan, Ŝe Irrsigler teŜ ma swój udział w moim małŜeństwie? Jak się 
okazało później, Irrsigler powiedział mojej Ŝonie w sali Sebastiana, w której w całkowitym wyczerpaniu oparła 
się o ścianę, Ŝeby poszła raczej do sali Bordona i zajęła miejsce na ławce w sali Bordona, Irrsigler zaprowadził 
ją z sali Sebastiana do sali Bordona, na ławce w sali Bordona usiadła za jego radą, powiedział Reger. Gdyby 
Irrsigler nie zaprowadził jej do sali Bordona, prawdopodobnie nigdy bym jej nie poznał, powiedział Reger. Wie 
pan, ja nie wierzę w przypadek, powiedział. Z tego względu Irrsigler jest naszego małŜeństwa sprawcą, zeswatał 
nas, powiedział Reger. Przez długi czas ani mnie, ani Ŝonie nie przyszło do głowy, Ŝe w gruncie rzeczy Irrsigler 
sprawił, Ŝe zostaliśmy małŜeństwem, był naszym swatem, dopiero pewnego dnia na to wpadliśmy, odtwarzając 
przebieg naszego związku. Irrsigler powiedział raz, Ŝe długo obserwował wówczas moją Ŝonę, nie mając 
pewności, jaka jest przyczyna jej, jak mu się wydawało od początku, osobliwego zachowania, zaczął nawet 
myśleć, Ŝe miała zamiar sfotografować jedno z wiszących tam malowideł, co jest surowo wzbronione, moŜe w 
tej  swojej torbie, wyjątkowo duŜych rozmiarów, w muzeum wzbronionej, ukrywa aparat fotograficzny, 
pomyślał najpierw, a dopiero później, Ŝe była całkowicie wyczerpana. Bo ludzie zawsze popełniają w muzeum 
ten błąd, Ŝe planują sobie za duŜo, Ŝe chcą obejrzeć wszystko, dlatego chodzą po muzeum i chodzą, patrzą i 
patrzą, i nagle po prostu padają, bo zbyt łapczywie rzucili się na sztukę. To się przydarzyło mojej przyszłej 
Ŝ

onie, którą Irrsigler wziął pod rękę i zaprowadził do sali Bordona, jak później oboje stwierdziliśmy, z wielką 

troskliwością, oświadczył Reger. Profan w sztuce idzie do muzeum i wszystko sobie psuje przez to, Ŝe za duŜo 
chce, powiedział Reger. Trudno jednak, rzecz jasna, udzielać rad, jak zwiedzać muzeum. Znawca idzie do 
muzeum wziąć pod lupę najwyŜej jedno malowidło, jedną statuę, jeden przedmiot, powiedział Reger, idzie do 
muzeum zobaczyć, oszacować jednego Veronesa, jednego Velazqueza, powiedział Reger. Owi znawcy sztuki są 
dla mnie jednak wszyscy z gruntu wstrętni, powiedział Reger, idą prosto do tego jednego dzieła sztuki, 
podchodzą i badają je bez skrupułów, na swój bezwstydny sposób, a następnie z muzeum wychodzą, ja takich 
ludzi nienawidzę, powiedział Reger. Z drugiej strony teŜ mi się wywraca Ŝołądek, kiedy widzę w muzeum 
profana, jak z bezkrytyczną łapczywością rzuca się na wszystko, w ciągu jednego przedpołudnia, moŜe to nawet 
być cała malarska sztuka Zachodu, dzień w dzień jesteśmy tego świadkami. W dniu, kiedy ją poznałem, Ŝona 
przeŜywała tak zwany konflikt sumienia, przez wiele godzin chodziła po mieście, nie wiedząc, czy kupić sobie 
płaszcz w firmie Braun, czy kostium w firmie Knize. Itak rozdarta między firmą Braun a firmą Knize 
zdecydowała wreszcie nie kupować ani płaszcza w firmie Braun, ani kostiumu w firmie Knize i zamiast tego 
pójść do Kunsthistorisches Museum, w którym do tego czasu była tylko raz w Ŝyciu, we wczesnym 
dzieciństwie, prowadzona za rękę przez ojca, który był człowiekiem wraŜliwym na sztukę. Irrsigler zdaje sobie, 
rzecz jasna, sprawę ze swej roli swata, powiedział Reger. A gdyby Irrsigler zaprowadził do sali Bordona 
zupełnie inną kobietę, często sobie myślę, powiedział Reger, zupełnie inną kobietę, powtórzył Reger, Angielkę 
bądź Francuzkę, to nie do pomyślenia, powiedział. Siedzimy bez iskry Ŝycia lub przebłysku nadziei tu na tej 
ławce, opuszczeni przez wszystkie Ŝyczliwe duszki, powiedział Reger, w całkowitym przygnębieniu, stwierdził 
Reger, i naraz siada obok jakaś kobieta, którą poślubiamy, i jesteśmy uratowani. Miliony małŜeństw poznało się 
na ławce, powiedział Reger, to jedna z najtrywialniejszych rzeczy w Ŝyciu, i właśnie temu trywialnemu, 
ś

miechu wartemu faktowi zawdzięczam swoją egzystencję, gdybym bowiem nie poznał Ŝony, nie mógłbym 

dalej egzystować, dziś jestem tego świadomy bardziej niŜ kiedykolwiek. Całymi latami przesiadywałem tu na 
tej ławce, w sumie tylko w głębokiej rozpaczy, i naraz zostałem uratowany. Zawdzięczam więc Irrsiglerowi 
praktycznie wszystko, co sobą teraz przedstawiam, bez Irrsiglera bowiem juŜ dawno by mnie tu nie było, 
powiedział Reger akurat w momencie, w którym Irrsigler zajrzał z sali Sebastiana do sali Bordona. Około wpół 
do dwunastej Kunsthistorisches Museum zazwyczaj bardzo się wyludnia, równieŜ tego dnia zrobiło się prawie 
pusto, zaś w tak zwanym dziale włoskim nikogo poza nami nie było. Irrsigler uczynił z sali Sebastiana krok do 
sali Bordona, jakby chciał dać Regerowi sposobność spełnienia jakiejś jego prośby, Reger nie miał wszakŜe 
Ŝ

adnej prośby, więc Irrsigler wycofał się ponownie do sali Sebastiana, faktycznie wycofał się, wyszedł tyłem z 

sali Bordona do sali Sebastiana. Irrsigler był kimś, z kim więcej go łączyło, niŜ kiedykolwiek go łączyło nawet z 
bliskim krewnym, twierdził Reger, z tym człowiekiem więcej mnie łączy, niŜ kiedykolwiek łączyło mnie z 
jakimś krewnym, powiedział. Stosunki między nami charakteryzowała zawsze idealna równowaga, powiedział 
Reger, trwały one przez całe dziesięciolecia w tej idealnej równowadze. Irrsigler zawsze ma uczucie, Ŝe biorę go 
w obronę, choć nie bardzo wie, przed czym miałbym go bronić, jak i odwrotnie, ja teŜ mam uczucie, Ŝe Irrsigler 
bierze mnie w obronę, naturalnie takŜe nie wiedząc, tak naprawdę przed czym. Z Irrsiglerem łączy mnie 
związek wprost idealny, na idealny wprost dystans, twierdził. Rzecz jasna, Irrsigler nie wie niczego o mnie, 
powiedział teraz Reger, byłoby teŜ kompletnie bez sensu, o czymś o mnie go informować, właśnie dlatego, Ŝe 
Irrsigler nic o mnie nie wie, nasz związek jest tak idealny, właśnie dlatego, Ŝe ja o nim nic w sumie nie wiem, 
powiedział Reger, o Irrsiglerze wiem same banały i rzeczy czysto zewnętrzne, jak i odwrotnie, i on zna mnie 
tylko z zewnątrz z najbanalniejszej strony. W człowieka, z którym łączy nas idealny związek, nie powinniśmy w 
większym stopniu wnikać, niŜ juŜ wniknęliśmy, w przeciwnym razie zniszczymy nasz idealny związek, 
powiedział Reger. Irrsigler nadaje tutaj ton, powiedział Reger, całkowicie zdany jestem na jego łaskę, gdyby 

background image

Irrsigler powiedział dzisiaj, od dzisiaj, panie Reger, nie będzie pan siadał na tej ławce, ja nie miałbym tu nic do 
powiedzenia, powiedział Reger, to bowiem czysty obłęd, nawet coś jeszcze gorszego, przychodzić przez 
trzydzieści lat do Kunsthistorisches Museum i zajmować to miejsce w sali Bordona. Nie sądzę, Ŝeby Irrsigler 
poinformował kiedyś przełoŜonych, Ŝe od trzydziestu lat przychodzę co drugi dzień do Kunsthistorisches 
Museum i siadam na ławce w sali Bordona, z pewnością tego nie uczynił, o ile go znam, na pewno nie, wie, Ŝe 
nie wolno mu tego uczynić, Ŝe dyrekcja nie ma prawa się o tym dowiedzieć. Kogoś takiego jak ja ludzie gotowi 
są przecieŜ wysłać do domu wariatów, czyli na Steinhof, gdy się dowiedzą, Ŝe ten ktoś od trzydziestu lat co 
drugi dzień przychodzi do Kunsthistorisches Museum i siada na ławce w sali Bordona. Dla lekarzy psychiatrów 
byłaby to nie lada gratka, powiedział Reger. Nie trzeba wcale siadać przez ponad trzydzieści lat co drugi dzień 
na ławce w sali Bordona przed Siwobrodym męŜczyzną Tintoretta, by trafić do domu wariatów, wystarczyłoby 
mieć ten zwyczaj przez zaledwie dwa, trzy tygodnie, a ja mam go juŜ od ponad trzydziestu lat, powiedział 
Reger. I zwyczaju tego nie zaniechałem nawet po ślubie, przeciwnie, ów zwyczaj chodzenia co drugi dzień do 
Kunsthistorisches Museum i siadania na ławce w sali Bordona jeszcze zintensyfikowałem w towarzystwie Ŝony. 
Dla lekarzy psychiatrów byłbym, jak to się mówi, nie lada gratką i smakowitym kąskiem, ale ja nie dam 
lekarzom psychiatrom zrobić z siebie nie lada gratki i smakowitego kąska, powiedział Reger. W szpitalach 
psychiatrycznych tysiące ludzi siedzi przecieŜ za popełnienie szaleństwa niepomiernie mniej obłąkanego niŜ 
moje, powiedział Reger. W szpitalach psychiatrycznych zamyka się ludzi za to, Ŝe raz nie podnieśli ręki, kiedy 
trzeba było rękę podnieść, którzy raz zamiast czarne powiedzieli białe, powiedział Reger, niech pan to sobie 
choć wyobrazi. Ale ja przecieŜ nie jestem obłąkany, jestem tylko człowiekiem szczególnych przyzwyczajeń, 
który ma jeden szczególny zwyczaj, ten mianowicie szczególny zwyczaj, Ŝe od trzydziestu lat chodzi co drugi 
dzień do Kunsthistorisches Museum i siada na ławce w sali Bordona. Zona uwaŜała najpierw, Ŝe to straszny 
zwyczaj, ale w ostatnich latach był to zwyczaj w końcu miły, kiedy ją o to pytałem, zawsze mówiła, Ŝe to dla 
niej miły zwyczaj chodzić razem ze mną do naszego Siwobrodego męŜczyzny Tintoretta w Kunsthistorisches 
Museum i zajmować miejsce w sali Bordona, powiedział Reger. Faktycznie uwaŜam, Ŝe Kunsthistorisches 
Museum jest jedynym refugium, które mi pozostało, powiedział Reger, muszę chodzić do dawnych mistrzów, 
Ŝ

eby móc dalej istnieć, właśnie do tych tak zwanych dawnych mistrzów, którzy od dawna, przez długie juŜ lata 

są mi nienawistni, niczego bowiem nie nienawidzę bardziej niŜ tych tak zwanych dawnych mistrzów tu, w 
Kunsthistorisches Museum, dawnych mistrzów w ogóle, wszystkich dawnych mistrzów, obojętnie jak się 
nazywają, obojętnie jak malowali, powiedział Reger, no ale to oni przecieŜ trzymają mnie przy Ŝyciu. Chodzę 
więc tak po tym mieście i myślę, Ŝe juŜ nie mogę wytrzymać w tym mieście i Ŝe nie tylko tego miasta juŜ nie 
wytrzymuję, całego świata nie wytrzymuję, a w konsekwencji i całej ludzkości, świat bowiem i cała ludzkość 
stały się ostatnio tak przeraŜające, Ŝe niedługo staną się nie do wytrzymania, przynajmniej dla człowieka takiego 
jak ja. Wie pan, panie Atzbacher, dla człowieka rozumu, jak i człowieka uczucia, takiego jak ja, świat i ludzkość 
staną się niedługo nie do wytrzymania. W tym świecie i pośród tych ludzi ja nie znajduję juŜ niczego, co 
stanowiłoby dla mnie jakąś wartość, powiedział, wszystko w tym świecie jest tępe i w tej ludzkości wszystko 
jest równie tępe. Świat i ludzkość doszły dzisiaj do takiego stopnia otępienia, na który nie moŜe sobie pozwolić 
człowiek taki jak ja, powiedział, człowiek taki z takim światem nie powinien juŜ wspólnie Ŝyć, z taką 
ludzkością wspólnie egzystować, powiedział Reger. Wszystko w tym świecie i w tej ludzkości zostało juŜ 
sprowadzone na najniŜszy poziom, powiedział Reger, wszystko w tym świecie i w tej ludzkości osiągnęło juŜ 
taki stopień zagroŜenia dla ogółu i niskiej brutalności, Ŝe jest dla mnie niemal niemoŜliwe utrzymać się w tym 
ś

wiecie i w tej ludzkości choćby przez jeden jeszcze dzień, a potem następny. Takiego stopnia niskiej tępoty nie 

przewidzieliby nawet najbardziej jasnowidzący myśliciele, powiedział Reger, ani Schopenhauer, ani Nietzsche, 
nie mówiąc o Mąteniu, powiedział Reger, co zaś się tyczy naszych wybitnych poetów świata i ludzkości, to 
ohyda i upadek, które przewidzieli i przepowiedzieli światu i ludzkości, są niczym w porównaniu z obecnym 
stanem. Sam Dostojewski, jeden z naszych największych jasnowidzów, opisał przyszłość jedynie jako śmiechu 
wartą idyllę, tak samo jak Diderot opisał jedynie śmiechu wartą idyllę przyszłości, przeraŜające piekło 
Dostojewskiego jest wobec tego, w którym my znajdujemy się dzisiaj, tak niewinne, Ŝe kiedy zdamy sobie z 
tego sprawę, po plecach leje nam się lodowaty pot, tak samo piekła przepowiedziane i przewidziane przez 
Diderota.  
Pierwszy, ze swego rosyjskiego, wschodnio-światowego punktu widzenia, równie mało to absolutne piekło 
przewidział, przepowiedział i z góry opisał, jak jego zachodnio-światowy konkurent w myśleniu i pisaniu, 
Diderot, powiedział Reger. Świat i ludzkość osiągnęły iście piekielny stan, jakiego nigdy jeszcze nie widziano 
w ich historii, taka jest prawda, powiedział Reger. Wszystko, co ci wielcy myśliciele i wielcy pisarze z góry 
opisali, powiedział Reger, to wprost idylla, choć sądzili, Ŝe opisują piekło, wszyscy opisali przecieŜ samą idyllę, 
która w stosunku do piekła, w którym istniejemy dzisiaj, była idyllą wprost idylliczną, oświadczył Reger. 
Wszystko dzisiaj jest pełne niecności i pełne złośliwości, kłamstwa i zdrady, powiedział Reger, ludzkość nigdy 
nie była tak bezczelna i perfidna jak dzisiaj. Nie wiem, na cokolwiek byśmy patrzyli, dokądkolwiek byśmy 
poszli, i tak patrzymy wciąŜ tylko na złośliwość i nikczemność, kłamstwo i obłudę, i zawsze tylko w absolutną 
niegodziwość, na cokolwiek byśmy patrzyli, dokądkolwiek byśmy poszli, i tak staniemy naprzeciw złośliwości, 
kłamstwa i obłudy. CóŜ innego niŜ kłamstwo i złośliwość, niŜ obłudę i zdradę, niŜ niegodziwą niegodziwość 

background image

zobaczymy, wychodząc na ulicę, kiedy będziemy mieć odwagę wyjść na ulicę, powiedział Reger. Wychodząc 
na ulicę, wchodzimy w niegodziwość, powiedział, w niegodziwość i w bezwstyd, w obłudę i złośliwość. 
Mówimy, Ŝe nie ma kraju bardziej niŜ ten zakłamanego, bardziej obłudnego i złośliwego, ale gdy tylko 
wyjedziemy z tego kraju lub choćby tylko wychylimy z niego głowę, zobaczymy, Ŝe takŜe za granicą tego 
naszego kraju ton nadają złośliwość, obłuda, kłamstwo i niegodziwość. Mamy najwstrętniejszy rząd, jaki moŜna 
sobie tylko wyobrazić, najwięcej w nim obłudy, złośliwości, niegodziwości, a do tego jeszcze głupoty, 
mówimy, i, rzecz jasna, tak jest, to wszystko prawda, to, co myślimy i co mówimy, i to bez ustanku, 
ustawicznie, ale gdy tylko z tego niegodziwie obłudnego, złośliwego, zakłamanego i głupiego kraju wychylimy 
głowę, zobaczymy, Ŝe i inne kraje tak samo są zakłamane i obłudne tudzieŜ złośliwe, w sumie teŜ tylko równie 
niegodziwe, powiedział Reger. Ale co nas obchodzą te inne kraje, obchodzi nas jedynie nasz kraj, i dlatego 
doprawdy tak bardzo wali nas on po głowie, i to dzień w dzień, Ŝe faktycznie juŜ od tak dawna musimy istnieć 
w całkowitym bezwładzie w kraju, w którym rząd jest podły, tępy, obłudny, zakłamany, a do tego jeszcze 
bezdennie głupi. Codziennie, kiedy o tym pomyślimy, mamy tylko uczucie, Ŝe rządzi nami rząd obłudny i 
zakłamany, i bezecny, który jednocześnie jest najgłupszy, jaki moŜna sobie w ogóle wyobrazić, powiedział 
Reger, a zarazem myślimy, Ŝe nie jesteśmy w stanie niczego tu zmienić, i to jest najstraszliwsze, Ŝe nic nie 
jesteśmy w stanie tu zmienić, Ŝe musimy się po prostu bezsilnie przypatrywać, jak ten rząd z kaŜdym dniem 
popada w jeszcze większe zakłamanie, obłudę, bezecność i niegodziwość, Ŝe w zasadzie codziennie musimy w 
prawdziwym osłupieniu przypatrywać się, jak rząd ten robi się coraz gorszy i coraz bardziej nie do 
wytrzymania. JednakŜe nie tylko rząd jest zakłamany, obłudny, bezecny i niegodziwy, lecz i parlament, 
powiedział Reger, czasami wydaje mi się nawet, Ŝe parlament jest jeszcze o wiele bardziej obłudny i zakłamany 
od rządu, a jakŜe zakłamane i bezecne jest w końcu w tym kraju sądownictwo, jakŜe podła i zakłamana w tym 
kraju jest prasa, a wreszcie i kultura, i w końcu przecieŜ wszystko w tym kraju, w tym kraju juŜ od 
dziesięcioleci rządzi wyłącznie zakłamanie i obłuda, i niegodziwość, i bezecność, powiedział Reger. Faktycznie, 
kraj ten zszedł obecnie na absolutnie najniŜszy poziom, powiedział Reger, i niebawem ostatecznie zrzeknie się 
swej racji bytu i celu istnienia, i wyrzeknie się ducha. A wszędzie te wywołujące wstręt brednie o demokracji. 
Wychodzi pan na ulicę, stwierdził, i musi pan nieustannie zatykać sobie oczy i uszy, nawet nos, Ŝeby móc 
przetrwać w tym kraju, który koniec końców stał się niebezpiecznym dla ogółu państwem, powiedział Reger. 
Codziennie nie wierzy pan własnym oczom i uszom własnym pan nie wierzy, powiedział, codziennie z coraz 
większym przestrachem przeŜywa pan upadek tego zniszczonego kraju i tego zepsutego państwa, i tego 
ogłupiałego narodu. A ludzie w tym kraju i w tym państwie nawet się temu nie sprzeciwią, powiedział Reger, to 
właśnie dzień w dzień najbardziej trapi człowieka takiego jak ja. Ludzie, rzecz jasna, widzą bądź czują, jak pań-
stwo to z kaŜdym dniem robi się bardziej niegodziwe, z kaŜdym dniem coraz bardziej bezecne, ale temu się nie 
sprzeciwiają. Politycy to mordercy, wręcz masowi mordercy, w kaŜdym kraju i w kaŜdym państwie, powiedział 
Reger, od wieków mordują politycy całe kraje i państwa, a nikt nie próbuje im w tym przeszkodzić. A my, 
Austriacy, mamy polityków najbardziej przebiegłych, a jednocześnie najbardziej bezmyślnych, morderców tego 
kraju i morderców państw, powiedział Reger. Na czele naszego państwa stoją politycy-mordercy państw, 
powiedział, w naszym parlamencie siedzą politycy-mordercy państw, taka jest prawda. KaŜdy kanclerz, kaŜdy 
minister jest mordercą państw, a przez to i mordercą naszego kraju, powiedział Reger, jeden odchodzi, 
przychodzi następny, powiedział Reger, ledwie odejdzie jeden morderca-kanclerz, juŜ zjawia się następny 
morderca-kanclerz, ledwie odejdzie jeden minister-morderca państw, natychmiast zjawia się następny. Naród 
jest wciąŜ tylko narodem ustawicznie mordowanym przez polityków, powiedział Reger, ale naród tego nie 
widzi, czuje wprawdzie, Ŝe tak jest, ale niczego z tego nie widzi, w tym cała tragedia, stwierdził Reger. 
Cieszymy się, Ŝe odszedł jeden kanclerz-morderca państw, a juŜ pojawia się następny, powiedział Reger, to 
straszne. Politycy to mordercy państw i mordercy tego kraju, powiedział Reger, dopóki sprawują władzę, 
dopóty będą mordować, bez najmniejszego zaŜenowania, wspierani w tym swoim bezecnym i niegodziwym 
mordowaniu, w swoich bezecnych i niegodziwych naduŜyciach przez państwowe sądownictwo. No ale kaŜdy 
naród i kaŜde społeczeństwo zasługują, rzecz jasna, na państwo, w którym Ŝyją, zasługują zatem równieŜ na 
swoich morderców-polityków, powiedział Reger. Co za bezecni i tępi naduŜywcze państwa, bezecni i perfidni 
naduŜywacze demokracji, wykrzyknął. Politycy opanowali niepodzielnie austriacką scenę, powiedział Reger, 
dodając: austriacką scenę niepodzielnie i absolutnie opanowali mordercy państw. W chwili obecnej sytuacja po-
lityczna jest w tym kraju tak deprymująca, Ŝe skazuje człowieka wyłącznie na bezsenne noce, ale i w innych 
dziedzinach sytuacja w Austrii jest dziś równie deprymująca. Jeśli zetknie się pan choć raz z sądownictwem, to 
stwierdzi pan, Ŝe jest to wymiar sprawiedliwości skorumpowany, podły i niegodziwy, niezaleŜnie od tego, Ŝe w 
ostatnich latach zaczęły się mnoŜyć w niepokojącym stopniu przypadki tak zwanych pomyłek sądowych, nie 
mija tydzień, Ŝeby nie trafiło na wokandę jakieś dawno zamknięte postępowanie ze względu na cięŜkie 
niedopatrzenie proceduralne, zaś tak zwany wyrok pierwszej instancji— uchylony; bardzo wysoki, 
charakterystyczny dla tego perfidnego wymiaru sprawiedliwości procent wyroków, które wydał w ostatnich 
latach austriacki wymiar sprawiedliwości, stanowią tak zwane polityczne pomyłki, stwierdził Reger. W Austrii 
mamy dzisiaj do czynienia nie tylko z na wskroś przegniłym i demonicznym państwem, lecz takŜe z do cna 
przegniłym i demonicznym sądownictwem, oświadczył Reger. Austriackie sądownictwo juŜ wiele lat temu 

background image

przestało być wiarygodne, kierowane w niedopuszczalny sposób względami politycznymi, nie jest niezawisłe, 
tak jak być powinno. Mówić o niezawisłym sądownictwie w Austrii to nic innego niŜ z cynizmem i pogardliwą 
nienawiścią urągać prawdzie, powiedział Reger. Sądy austriackie nie są dziś niezawisłe, to sądy polityczne. 
Dzisiejsze sądy austriackie stały się faktycznie niebezpieczne dla ogółu, oświadczył Reger, wiem, o czym 
mówię, powiedział. Dzisiaj sądy nie odróŜniają się od polityki, powiedział Reger, wystarczy raz przyjrzeć się z 
bliska temu katolicko narodowosocjalistycznemu sądownictwu i na trzeźwo je przestudiować, oświadczył 
Reger. Austria jest dzisiaj nie tylko w Europie, lecz i w całym świecie, krajem o największej liczbie tak 
zwanych pomyłek sądowych, istna katastrofa. Kiedy zetknie się pan z sądownictwem, a ja, jak panu wiadomo, 
juŜ nieraz z sądownictwem się zetknąłem, stwierdzi pan, Ŝe austriacki wymiar sprawiedliwości to niebezpieczny 
katolicko-narodowosocjalistyczny młyn do mielenia ludzi, wprawiany w ruch nie, jak naleŜałoby, przez prawo, 
tylko bezprawie, i Ŝe panuje w nim całkowity chaos, nie ma w Europie równie chaotycznego wymiaru 
sprawiedliwości jak w Austrii, równie skorumpowanego, równie niebezpiecznego dla ogółu i perfidnego, 
powiedział Reger, to nie głupi przypadek, tylko polityczny zamiar niegodziwie dominuje dziś w Austrii nad 
katolicko-narodowosocjalistycznym wymiarem sprawiedliwości, oświadczył Reger. Kiedy w Austrii postawią 
pana przed sądem, będzie pan całkowicie zdany na łaskę tego na wskroś chaotycznego katolicko-
narodowosocjalistycznego sądownictwa, na głowie stawiającego prawdę i rzeczywistość, oświadczył Reger. 
Austriackie sądownictwo to nie tylko uosobienie arbitralności, lecz wręcz perfidna maszyna do mielenia ludzi, 
oświadczył Reger, w której prawo mielone jest na miazgę przez absurdalne kamienie młyńskie bezprawia. Ale 
dopiero na myśl o kulturze w tym kraju, powiedział Reger, naprawdę zaczyna się nam Ŝołądek wywracać. Po-
myślimy o tak zwanej sztuce dawnej, jest ona tak zeschła, wyschnięta i wyprzedana, Ŝe juŜ od dawna absolutnie 
nie zasługuje na naszą uwagę, wie pan o tym równie dobrze jak ja, pomyślimy jednakŜe o tak zwanej sztuce 
współczesnej, ta jest niewarta funta kłaków, jak to się mówi. Współczesna sztuka austriacka jest tak tandetna, Ŝe 
nie zasługuje nawet na nasz wstyd, powiedział Reger. Przez dziesiątki lat produkują austriaccy artyści 
wyłącznie tylko kiczowaty gnój, który byłby na właściwym miejscu, gdybym ja miał coś do powiedzenia, na 
kupie gnoju. Malarze malują gnój, kompozytorzy komponują gnój, pisarze gnój piszą, powiedział. A najgorszy 
gnój robią austriaccy rzeźbiarze, powiedział Reger. Austriaccy rzeźbiarze robią najgorszy gnój, zbierając za to 
wyrazy najwyŜszego uznania, oświadczył Reger, jakie to charakterystyczne dla tych idiotycznych czasów. 
Dzisiejsi kompozytorzy austriaccy są w sumie przecieŜ wyłącznie drobnomieszczańskimi idiotami dźwięku, 
których śmierdzący gnój z sal filharmonii woła o pomstę do nieba. Zaś pisarze austriaccy, wszyscy do kupy, 
absolutnie nie mają nic do powiedzenia, a tego, czego nie mają do powiedzenia, nie potrafią nawet napisać. 
ś

aden z tych dzisiejszych austriackich pisarzy nie potrafi pisać, wpychają sobie nawzajem w zakłamaniu 

wstrętno-sentymentalną literaturę epigonów, powiedział Reger, gdziekolwiek by pisali, wypisują sam tylko 
gnój, styryjski, salzburski, karyncki, burgenlandzki, dolnoaustriacki i górnoaustriacki, tyrolski i voralberski gnój 
wypisują i wsypują ten gnój łopatą, Ŝądni sławy i wyzbyci wstydu, między okładki ksiąŜek. Siedzą sobie w tych 
swoich wiedeńskich mieszkaniach, otrzymanych od miasta za pół darmo, bądź na swoich karynckich kwaterach, 
przy okazji i z konieczności, bądź na styryjskich tylnych podwórcach i wypisują gnój, epigoński, cuchnący, 
austriacki gnój literacki bez głowy ani ducha, powiedział Reger, w którym cuchnąco patetyczna głupota tych 
ludzi woła o pomstę do nieba, oświadczył Reger. Ich ksiąŜki to nic innego jak gnój od dwóch, a moŜe juŜ nawet 
trzech pokoleń, które nigdy nie nauczyły się pisać, poniewaŜ nigdy nie nauczyły się myśleć, wszyscy ci pisarze, 
powiedział Reger, wypisują totalnie bez ducha literaturę pseudofilozoficzną czy pseudo ojczyźnianą, powiedział 
Reger. Wszystkie ksiąŜki napisane przez tych z reguły obrzydliwie państwowo oportunistycznych pisarzy to 
odpisane ksiąŜki, nic poza tym, powiedział Reger, kaŜda linijka jest w nich skradziona, kaŜde słowo zrabowane. 
Ludzie ci przez dziesiątki lat produkują literaturę bez myśli, pisaną wyłącznie z chęci przypodobania się 
publiczności i wyłącznie z chęci przypodobania się publiczności publikowaną, oświadczył Reger. Wystukują na 
maszynie swoje przepastne głupoty i za te przepastne głupoty w złym smaku zgarniają wszelkie moŜliwe 
nagrody, powiedział Reger. Nawet i Stifter był wielkim zjawiskiem, powiedział Reger, w porównaniu z tymi 
wszystkimi piszącymi dzisiaj austriackimi głupcami. Pseudofilozoficzno pseudoojczyźniane małpowanie, 
niezmiernie dziś w modzie, oto, czego dokopiemy się w gnoju, pochodzącym od tych ludzi, powiedział Reger, 
niezdolnych do choćby jednej myśli. KsiąŜek tych ludzi nie powinno się rozsyłać do księgarni, powinno się je 
wysyłać natychmiast na kupę gnoju. CóŜ innego bowiem gra się dziś w operze niŜ sam gnój, cóŜ innego w 
Musikverein niŜ sam gnój, a czymŜe są produkty tych pospolicie proletariackich brutali, jeśli nie gnojem w 
marmurze i granicie! To straszne, powiedział Reger, przez pół wieku wciąŜ tylko owa deprymująca mierność. 
Gdyby Austria była choć domem wariatów, ale przecieŜ to przytułek dla obłoŜnie chorych, powiedział. Starzy 
nie mają nic do powiedzenia, powiedział Reger, a młodzi mają jeszcze mniej do powiedzenia, taka jest 
dzisiejsza sytuacja. Wszystkim tym uprawiającym sztukę, rzecz jasna, za dobrze się powodzi, powiedział. 
Wszystkich tych ludzi szpikuje się stypendiami i nagrodami, w kaŜdej chwili jeden doktoracik honoris causa 
tutaj, drugi doktoracik honoris causa tam, tu jakieś odznaczonko, tam jakieś odznaczonko, w kaŜdej chwili 
siedzą obok jakiegoś ministra, niedługo potem obok innego, dziś u kanclerza, jutro u przewodniczącego 
parlamentu, dzisiaj siedzą w domu socjalistycznych związków zawodowych, jutro w katolickim ognisku 
kształcenia robotników i dają ludziom się fetować i utrzymywać. Owi dzisiejsi artyści nie tylko są tak zakłamani 

background image

w swych tak zwanych dziełach, tak samo zakłamani są w swym Ŝyciu, powiedział Reger. Zakłamane dzieła 
przeplatają się u nich ustawicznie z zakłamanym Ŝyciem, to, co piszą, jest zakłamane, to, co przeŜywają, jest 
zakłamane, powiedział Reger. No i jeszcze robią ci pisarze tak zwane objazdy z odczytami i objeŜdŜają wzdłuŜ i 
wszerz całe Niemcy i całą Austrię, i całą Szwajcarię, i nie pominą Ŝadnej tępej dziury w gminie, byle tylko móc 
odczytywać ten swój gnój, dać się fetować i napełniać sobie kieszenie markami i szylingami, i frankami, 
oświadczył Reger. Nie ma dla mnie czegoś równie obrzydliwego jak tak zwane odczyty poetyckie, powiedział 
Reger, nie ma dla mnie czegoś bardziej nienawistnego, wszyscy ci ludzie nie widzą jednak w tym nic złego, 
Ŝ

eby wszędzie odczytywać na głos ten swój gnój. Nikogo w gruncie rzeczy za grosz nie interesuje, co teŜ spisali 

sobie na swoich literackich grabieŜach, ale oni czytają to na głos, występują przed publicznością i czytają na 
głos, uginają karku przed kaŜdym debilnym radnym miejskim, głupim naczelnikiem gminy czy niewydarzonym 
germanistą, oświadczył Reger. Od Flensburga po Bolzano czytają ten swój gnój i bez najmniejszych skrupułów 
w bezwstydny sposób kaŜą się ludziom utrzymywać. Nic nie jest dla mnie bardziej nieznośne niŜ tak zwany po-
etycki odczyt, powiedział Reger, usiąść i czytać na głos swój własny gnój, jakie to odraŜające, nic bowiem inne-
go wszyscy ci ludzie nie czytają na głos niŜ zwykły gnój. Kiedy są jeszcze w dość młodym wieku, jeszcze to od 
biedy uchodzi, powiedział Reger, ale kiedy są starsi, dobiegają pięćdziesiątki i ją przekroczą, moŜe to wyłącznie 
wzbudzać wstręt. A to akurat pismaki w starszym wieku wszędzie się produkują na odczytach, powiedział 
Reger, wstąpią na kaŜde podium, zasiądą za kaŜdym stołem, byle tylko produkować się ze swym poetyckim 
gnojem czy ze swą głupawą sklerotyczną prozą, oświadczył Reger. Choćby nie byli w stanie bodaj jednego z 
tych zakłamanych słów utrzymać w gębie, ci szarlatani i tak będą włazili na podium nie wiem jakiej sali 
miejskiej, byle tylko odczytać na głos te swoje byle jakie brednie, oświadczył Reger. Śpiewak śpiewający pieśni 
jest juŜ czymś nie do zniesienia, ale pisarz produkujący się publicznie ze swymi produktami jest jeszcze bardziej 
nieznośny. Pisarz, który wstępuje na publiczne podium, po to by wystąpić przed publicznością ze swym 
oportunistycznym gnojem, nawet jeŜeli odbywa się to we frankfurckim Paulskirche, to tylko lichy komediant z 
teatrzyku za pięć groszy, powiedział Reger. AŜ się roi od róŜnych takich komediantów-oportunistów, 
powiedział Reger. W Niemczech i w Austrii, i w Szwajcarii aŜ roi się od takich komediantów-oportunistów, 
oświadczył Reger. Tak, tak, powiedział, zawsze logicznym następstwem byłaby totalna rozpacz z powodu 
wszystkiego. Ale ja bronię się przeciw takiej totalnej rozpaczy z powodu wszystkiego. Teraz, w wieku 
osiemdziesięciu dwóch lat, rękami i nogami bronię się przeciw tej totalnej rozpaczy z powodu wszystkiego, 
stwierdził Reger. W tym świecie i w tych czasach, powiedział, w których niby wszystko jest moŜliwe, nie-
bawem nic juŜ nie będzie moŜliwe. Pojawił się Irrsigler, Reger uczynił gest, tak jakby chciał powiedzieć, ty 
masz lepiej ode mnie, po czym Irrsigler odwrócił się i ponownie zniknął. Reger, opierając się na lasce wciśniętej 
między kolana, powiedział: niech pan pomyśli, panie Atzbacher, co to znaczy mieć ambicję skomponowania 
najdłuŜszej symfonii w dziejach muzyki. Taka niedorzeczność nie przyszłaby do głowy nikomu oprócz 
Mahlera. Niektórzy powiadają: Mahler był ostatnim wielkim kompozytorem austriackim, naprawdę śmiechu 
warte. Człowiek, który w pełni świadomości kaŜe grać pięćdziesięciu smyczkom, tylko Ŝeby zatriumfować nad 
Wagnerem, jest śmiechu wart. Wraz z Mahlerem austriacka muzyka osiągnęła swój najniŜszy punkt, powiedział 
Reger. Najczystszej wody kicz powodujący masową histerię, powiedział Reger, podobnie jest z Klimtem. 
Schiele jest bardziej znaczącym malarzem. Dzisiaj nawet słaby kiczowaty obraz Klimta kosztuje kilka milionów 
funtów, powiedział Reger, co za ohyda. Schiele to nie Ŝaden kicz, ale nie jest teŜ, rzecz jasna, naprawdę wielkim 
malarzem. W naszym stuleciu było w Austrii kilku malarzy klasy Schielego, ale oprócz Kokoschki nie było 
naprawdę kogoś znaczącego, Ŝe tak powiem, naprawdę wielkiego. Z drugiej strony trzeba przyznać, Ŝe na dobrą 
sprawę nie sposób wiedzieć, czym jest rzeczywiście wielkie malarstwo. Tu w Kunsthistorisches Museum mamy 
tak zwane wielkie malarstwo, Ŝe tak powiem na setki, powiedział Reger, z czasem wydaje się nam ono jednak 
juŜ nie tak wielkie, juŜ nie tak znaczące, poniewaŜ zbyt dokładnie je przestudiowaliśmy. To, co dokładnie 
przestudiujemy, traci dla nas na wartości, powiedział Reger. Winniśmy zatem wystrzegać się dokładnego 
studiowania w ogóle. Niestety jednak nie jesteśmy w stanie studiować czegokolwiek inaczej niŜ dokładnie, to 
całe nieszczęście, przez to rozkładamy wszystko na części i obracamy wniwecz, niemalŜe juŜ wszystko 
obróciliśmy dla siebie wniwecz. Tak długo studiujemy jeden wers Goethego, powiedział Reger, aŜ przestanie 
się on nam wydawać tak świetny jak uprzednio, powoli, po trochu traci dla nas na wartości i to, co zrazu 
wydawało się moŜe nawet najświetniejszym w ogóle wersem, przynosi nam w końcu zasadnicze rozczarowanie. 
Wszystkim, co dokładnie przestudiowaliśmy, jesteśmy w końcu rozczarowani. Mechanizm rozkładania i 
rozpadu, powiedział Reger, to coś, co znajome mi jest juŜ od najmłodszych lat, nie wiedziałem wtedy, Ŝe to 
moje nieszczęście. Nawet Shakespeare, kiedy zajmiemy się nim przez dłuŜszy czas, studiując go, rozsypuje się 
na kawałki, jego zdania zaczynają działać nam na nerwy, postaci rozpadają się wcześniej niŜ dramat, wszystko 
obracając nam wniwecz, powiedział. I koniec końców w ogóle nie mamy juŜ ze sztuki Ŝadnej przyjemności, tak 
jak i z Ŝycia, nawet jeŜeli to coś naturalnego, poniewaŜ z czasem i tak stracimy naiwność, a wraz z nią i głupotę. 
Zamiast nich przyswoimy sobie jednak najwyŜej nieszczęście, powiedział Reger. Dzisiaj nie byłbym absolutnie 
w stanie czytać Goethego, powiedział Reger, słuchać Mozarta, oglądać Leonarda, Giotta, teraz juŜ absolutnie 
bym tego nie potrafił. W przyszłym tygodniu ponownie pójdę z Irrsiglerem do restauracji w Astorii, powiedział 
Reger, za Ŝycia Ŝony zabieraliśmy Irrsiglera przynajmniej trzy razy w roku do restauracji w Astorii, wciąŜ 

background image

jestem dłuŜny Irrsiglerowi te wyjścia do Astorii, powiedział, i chcę je kontynuować. Ludzi takich jak Irrsigler 
nie powinniśmy tylko wykorzystywać, ale takŜe raz na jakiś czas wyświadczać im przysługę. Najlepiej zabrać 
go do restauracji w Astorii. Mógłbym częściej zabierać go z rodziną na Prater, ale nie mam na to siły, dzieci 
Irrsiglera czepiają się mnie jak rzepy i w nadmiarze energii zdzierają ze mnie niemal ubranie. A Prater, wie pan, 
jest dla mnie tak ohydny, sam widok tych podpitych męŜczyzn i kobiet, którzy przed budami ze strzelnicą silą 
się na tanie dowcipy i dają upust swemu przeraźliwemu prymitywizmowi, po takim pobycie na Praterze mam 
wraŜenie, Ŝe jestem od stóp aŜ po szyję utytłany. Prater nie jest juŜ przecieŜ Praterem z mojego dzieciństwa, 
kipiącym energią lunaparkiem, dzisiejszy Prater to ohydny punkt zborny ordynarnych ludzi, punkt zborny 
elementu kryminalnego. Cały Prater cuchnie piwem i przestępstwem, napotykamy w nim wyłącznie brutalność, 
bezwstydną głupotę smarkatego wiedeńskiego pospólstwa. Nie ma dnia, Ŝeby gazety nie pisały o jakimś 
mordzie na Praterze, dzień w dzień gwałt na Praterze, najczęściej kilka. W dzieciństwie dzień na Praterze to 
była zawsze wielka radość, wiosną pachniały tam rzeczywiście bzy i kasztany. Dziś cuchnie tam wołającą o 
pomstę do nieba proletariacką perwersją. Dzisiejszy Prater, niegdyś najmilsza recepta na rozrywkę, powiedział 
Reger, to tylko pospolite jarmarczne rumowisko wulgarności. Tak, gdyby Prater był wciąŜ tym, czym był za 
mojego dzieciństwa, powiedział Reger, zabrałbym na Prater rodzinę Irrsiglerów, ale nie chodzę, nie mogę sobie 
na to pozwolić; gdybym poszedł z rodziną Irrsiglerów na Prater, zniszczyłoby mnie to na całe tygodnie. Jeszcze 
moją matkę woŜono z rodzicami powozem na Prater, w powiewnej sukni z jedwabiu spacerowała po całej 
główniej alei Prateru. To dawne dzieje, te obrazy, powiedział Reger, teraz wszystko się skończyło. Dzisiaj 
cieszy się pan, Ŝe nikt panu nie strzelił z tyłu w plecy, powiedział Reger, nie dźgnął noŜem w serce lub choćby 
nie wyciągnął portfela z kieszeni marynarki. Dzisiejsze czasy to czasy powszechnej brutalizacji. Prater z 
dziećmi Irrsiglera — nigdy więcej, zrobiłem to tylko raz. Czepiają się mnie jak rzepy, zdzierają ze mnie niemal 
ubranie i cały czas chcą, Ŝebym z nimi jeździł kolejką straszydeł albo poszedł na karuzelę. Zrobiło mi się od 
tego niedobrze, powiedział Reger. Nie mam, rzecz jasna, nic przeciw dzieciom Irrsiglera, powiedział Reger, ale 
nie mogę tego wytrzymać. Irrsigler sam, to jeszcze moŜliwe, ale cała rodzina Irrsiglerów, co to, to nie. Z 
Irrsiglerem w Astorii przy moim stoliku w rogu z widokiem na pustą Maysedergasse, to jeszcze moŜliwe, ale z 
rodziną Irrsiglerów na Praterze, co to, to nie. Za kaŜdym razem znajduję inną wymówkę, Ŝebym nie musiał iść z 
rodziną Irrsiglerów na Prater. Wyprawa na Prater z rodziną Irrsiglerów to dla mnie istna wyprawa do piekła. Nie 
znoszę teŜ głosu pani Irrsigler, powiedział Reger, nie mogę wytrzymać tego jej głosu. Dzieci Irrsiglerów zresztą 
teŜ mają w gruncie rzeczy straszliwe głosy, strach pomyśleć, co będzie, jak te głosy dojrzeją, powiedział. Taki 
cichy i miły człowiek jak Irrsigler, a taka hałaśliwa Ŝona jak Irrsiglerowa i hałaśliwe dzieci jak dzieci 
Irrsiglerów. Kiedyś Irrsigler zaproponował mi, Ŝebym moŜe jednak pojechał za miasto z jego rodziną, w 
podmiejskie okolice. RównieŜ na to się nie zgodziłem, od lat wykręcam się, jak mogę, byle umknąć takiej 
wycieczce podmiejskiej. Niech pan to sobie przedstawi, ja na przechadzce po podmiejskich okolicach z rodziną 
Irrsiglerów! MoŜe jeszcze dzieci Irrsiglera miałyby śpiewać. Tego bym nie wytrzymał, gdyby dzieci Irrsiglerów 
zaczęły mnie nakłaniać, Ŝebym maszerował z nimi po okolicznych lasach, z przodu Irrsiglerowa, z tyłu Irrsigler, 
a ze mną, najlepiej trzymając mnie za ręce, dzieci Irrsiglerów. I rodzina Irrsiglerów chce, Ŝebym moŜe jeszcze 
razem z nimi śpiewał. Prości ludzie mają pęd do natury, chcą być na wolnym powietrzu, mnie nigdy do natury 
nie ciągnęło, oświadczył Reger. Nie mogłoby mi się przydarzyć nic okropniejszego niŜ przemierzanie pieszo 
okolic Wiednia i moŜe jeszcze siedzenie w ogródku jakiejś gospody. JuŜ na samą myśl o tym, Ŝe rodzina 
Irrsiglerów w mojej obecności i na mój koszt zajada się sznyclami i zapycha sobie brzuchy winem, piwem, 
sokiem jabłkowym, zbierało mi się na wymioty. Z Irrsiglerem w Astorii, owszem, to i dla mnie przyjemność, 
nie potrzebuję niczego udawać, Ŝeby trzy razy na rok pójść z Irrsiglerem do Astorii, no i wypić kieliszek wina, 
owszem, to jest moŜliwe, ale nic poza tym. Prater jest absolutnie niemoŜliwy, równieŜ okolice Wiednia są 
absolutnie niemoŜliwe. Gdyby Irrsigler był bodaj krztynę muzykalny, powiedział Reger, poszedłbym z nim na 
koncert, czy nawet zostawił mu bilety prasowe, Irrsigler nie ma jednak najmniejszego wyczucia muzyki, 
słuchanie muzyki to dla niego tortura. KaŜdy inny usiadłby, nawet jeśli to dla niego męka, w trzecim bądź 
czwartym rzędzie Musikverein posłuchać Piątej Beethovena, tam bowiem bardziej niŜ gdziekolwiek indziej 
wszystko schlebia próŜności ludzkiej, ale nie Irrsigler, zawsze odmawiał pójścia do Musikverein, stwierdzając 
po prostu: nie lubię muzyki, panie Reger, oświadczył Reger. Rodzina Irrsiglerów od trzech lat czeka, Ŝebym z 
nią poszedł na Prater, powiedział Reger, raz mówię, Ŝe głowa mnie boli, raz, Ŝe serce, raz znowu, Ŝe mam po 
uszy pracy, Ŝe tyle korespondencji muszę załatwić, i za kaŜdym razem czuję wstręt, Ŝe muszę tak mówić. 
Irrsigler doskonale wie, dlaczego nie wybieram się z jego rodziną na Prater, nie powiedziałem mu dlaczego, ale 
Irrsigler nie jest przecieŜ głupi, powiedział Reger. W Astorii zamawia nieodmiennie to samo danie, sztukę 
mięsa, dlatego Ŝe ja zawsze zamawiam sztukę mięsa. Czeka, aŜ zamówię dla siebie sztukę mięsa, a wtedy i on 
zamawia równieŜ dla siebie sztukę mięsa, stwierdził Reger. Ja piję tylko wodę mineralną, natomiast Irrsigler 
zamawia do sztuki mięsa kieliszek wina. 
Sztuka mięsa w Astorii nie zawsze jest pierwszorzędna, ale ja lubię ją zamawiać właśnie w Astorii. Irrsigler je 
wolno, to coś u niego raczej niespodziewanego. Ja zjadam sztukę mięsa tak powoli, Ŝe wydaje mi się, Ŝe jem 
jeszcze wolniej od Irrsiglera, ale Irrsigler, nawet wtedy, gdy ja jem jak najwolniej, zjada sztukę mięsa jeszcze o 
wiele wolniej. Panie Irrsigler, powiedziałem do niego ostatnim razem w Astorii, ja tyle panu zawdzięczam, 

background image

prawdopodobnie wszystko, ale naturalnie tego nie zrozumiał. Po śmierci Ŝony zostałem nagle sam, miałem 
wprawdzie mnóstwo ludzi wokół, ale Ŝadnego Człowieka, a panu teŜ nie chciałem się naprzykrzać w moim 
przeraźliwym stanie. Przez pół roku unikałem wszelkich. kontaktów z ludźmi, juŜ choćby dlatego, Ŝe chciałem 
uniknąć ich strasznych pytań, ludzie przecieŜ zawsze bez najmniejszego zaŜenowania zadają wciąŜ te 
przeraźliwe pytania o okoliczności śmierci, przy kaŜdej okazji, chciałem od tego uciec, pozostał mi więc tylko 
Irrsigler. I przez niemal pół roku po śmierci Ŝony ani razu nie wybrałem się do Kunsthistorisches Museum, 
dopiero od półrocza zacząłem ponownie tam chodzić i początkowo oczywiście nie co drugi dzień, jak 
zazwyczaj, tylko najwyŜej raz w tygodniu. Ale teraz ponownie juŜ od ponad pół roku przychodzę do 
Kunsthistorisches Museum co drugi dzień. Irrsigler był dla mnie jedynym moŜliwym człowiekiem, poniewaŜ w 
ogóle mnie o nic nie pytał, powiedział Reger. Zawsze się zastanawiam, czy iść z Irrsiglerem do Astorii czy do 
Imperialu, w kaŜdym razie do jednej z najbardziej renomowanych restauracji, ale w Imperialu nie czuje się on 
tak dobrze jak w Astorii, ktoś taki jak Irrsigler nie znosi absolutnej wspaniałości Imperialu, oświadczył Reger. 
Poza tym w Astorii wszystko jest znacznie bardziej dyskretne. I tak od czasu do czasu pragnę mimo wszystko 
wyrazić wdzięczność Irrsiglerowi, jest dla mnie tak waŜny, powiedział Reger. Irrsigler ma tę miłą cechę, Ŝe 
umie słuchać, i to słuchać, absolutnie się nie narzucając. Tak jak sam Irrsigler jest dla mnie nadzwyczaj miłym 
człowiekiem, to cała rodzina Irrsiglerów jest nadzwyczaj niemiła. Jakim sposobem człowiek taki jak Irrsigler, 
powiedział Reger, trafia na kobietę taką jak Irrsiglerowa, która ma taki piskliwy głos i chodzi jak kwoka. Często 
zastanawiamy się, jak trafiają na siebie ludzie tak diametralnie odmienni, powiedział Reger. Kobieta o takim 
histerycznym, zwierzęcym głosie, która chodzi jak kwoka, i męŜczyzna taki jak Irrsigler, tak zrównowaŜony i 
miły. A dzieci Irrsiglerów, rzecz jasna, wzięły wszystko po matce, prawie nic nie mają z ojca. Jedno jeszcze 
mniej udane niŜ drugie, stwierdził Reger. Dzieci Irrsiglerów są wszystkie nieudane, oczywiście jednak rodzice 
uwaŜają, Ŝe dzieci im się udałyś rodzice zawsze tak uwaŜają. Strach pomyśleć, co z tych dzieci Irrsiglera 
pewnego dnia wyrośnie, powiedział Reger, widząc dzieci Irrsiglera, juŜ dzisiaj widzę ludzi nawet juŜ nie 
całkowicie przeciętnych, tylko mocno poniŜej przeciętnej, ludzi w najlepszym wypadku chwiejnego charakteru. 
Zawsze przychodzi mi do głowy pojęcie nieudanego pomiotu, powiedział Reger, to naprawdę przykre u rodziny 
Irrsiglerów. Taki wspaniały męŜczyzna, człowiek o tak udanym charakterze, a taka nieudana rodzina. No ale nic 
w tym niecodziennego, powiedział Reger. Austriacy, jako urodzeni oportuniści, to przymilni obłudnicy, 
powiedział teraz, ich Ŝycie sprowadza się do zamazywania i zapominania. Nie ma takiego politycznego 
ohydztwa, choćby największego, którego nie zapomnieliby juŜ po upływie tygodnia, nie ma takiej zbrodni, 
choćby największej. Austriak jest przecieŜ urodzonym ukrywaczem przestępstwa, powiedział Reger, Austriak 
kryje kaŜde przestępstwo, choćby nie wiem jak podłe, jest on bowiem, jak powiedziałem, urodzonym 
oportunistycznym przymilnym obłudnikiem. Przez całe dziesięciolecia nasi ministrowie popełniają budzące 
grozę przestępstwa, a ci oportunistyczni przymilni obłudnicy ich kryją. Przez całe dziesięciolecia ministrowie 
morderczo oszukują, kryci przez tych przymilnych obłudników. Przez całe dziesięciolecia austriaccy 
ministrowie bez skrupułów okłamują i oszukują Austriaków i kryci są w tym przez tych przymilnych 
obłudników. Od czasu do czasu cudem bez mała choć jeden taki minister oszust i przestępca posłany zostanie 
do diabła, powiedział Reger, bo stawia się mu zarzut popełniania cięŜkich przestępstw przez całe 
dziesięciolecia, ale juŜ po upływie tygodnia cała sprawa ulega zapomnieniu, poniewaŜ ci przymilni obłudnicy 
juŜ o tej sprawie zapomnieli. Złodzieja dwudziestu szylingów wymiar sprawiedliwości ściga i wsadza do 
więzienia, oszust na milionową, miliardową skalę w najlepszym wypadku zostanie przepędzony, dostanie 
olbrzymią emeryturę i od razu wszyscy o nim zapomną, oświadczył Reger. To naprawdę cud, dodał teraz Reger, 
Ŝ

e teraz znowu przepędzono jakiegoś ministra, ale rozumie pan, ledwie jednego zdjęto i przepędzono, i ledwie 

gazety napisały, Ŝe dopuścił się miliardowych oszustw, ledwie te same gazety napisały, Ŝe ów minister jest 
cięŜkim przestępcą i naleŜy go postawić przed sądem, juŜ się o tym zapomina, te same gazety, a przez to i całe 
społeczeństwo po wsze czasy o tym zapomina. W sytuacji, kiedy naleŜałoby ministra oskarŜyć, postawić przed 
sądem i wsadzić do więzienia, i to, niech mitu będzie wolno powiedzieć, na doŜywocie, co odpowiadałoby 
wadze popełnionego przez niego przestępstwa, on uŜywa sobie Ŝycia z tłustej emerytury w swojej willi na 
Kahlenbergu, i nikomu juŜ nie przyjdzie do głowy, by mu w tym przeszkodzić. Jako pensjonowany minister 
czerpie co najlepsze z Ŝycia, jak to się mówi, pełną garścią, a kiedy pewnego dnia umrze, dadzą mu jeszcze 
państwowy pogrzeb i miejsce w Alei ZasłuŜonych na Centralnym Cmentarzu, oświadczył Reger, obok swoich 
zmarłych wcześniej kolegów ministrów, którzy byli takimi samymi przestępcami jak on. Austriak to urodzony 
przymilny obłudnik oportunista, urodzony zamazywacz i zapominacz wszelkich świństw i przestępstw 
ministrów i wszystkich innych rządzących, oświadczył Reger. Austriak przez całe Ŝycie przymilnie ugina karku 
i kryje przez całe Ŝycie największe ohydztwa i przestępstwa, Ŝeby móc przetrwać, taka jest prawda, powiedział 
Reger. Gazety tylko stwierdzają fakty, oskarŜają i oczywiście teŜ wszystko nadymają, ale jednocześnie z 
oportunizmu natychmiast wszystko uniewaŜniają i nie chcą z oportunizmu pamiętać. Gdy idzie o polityczne 
ohydztwa i przestępstwa, to gazety ujawniają i podjudzają, ale i jednocześnie tuszują, kryją i tłumią, stwierdził 
Reger. Jaką to gazety robiły burzę wokół zdymisjonowanego ministra i wysuwały przeciw niemu najcięŜsze 
zarzuty i jak to, jak to się mówi, załatwiły go na zimno, zmuszając kanclerza federalnego do odwołania tego 
ministra-przestępcy, ale ledwie kanclerz ministra odwołał, gazety o ministrze zapomniały, tudzieŜ o wszystkich 

background image

popełnionych przez niego przestępstwach, oświadczył Reger. Austriackie sądownictwo to sądownictwo 
austriackich polityków, powiedział Reger, wszystko inne jest kłamstwem. Fakt, Ŝe aferę tę tuszuje nie tylko 
rząd, ale i sama prasa, nie daje mi wprost spokoju, powiedział Reger. Ale jako Austriak juŜ od lat nie ma pan 
spokoju, poniewaŜ w ostatnich latach nie mija dzień bez politycznego skandalu, apolityczne świństwa przybrały 
juŜ wymiar jeszcze parę lat temu niewyobraŜalny, oświadczył Reger. Cokolwiek bym robił, te skandale 
polityczne mam wciąŜ w głowie, czymkolwiek bym się zajmował, wciąŜ mam w głowie te polityczne skandale, 
oświadczył Reger. Kiedy tylko weźmiemy do ręki gazetę, od razu jakiś skandal polityczny, powiedział Reger, 
dzień w dzień jakiś skandal, w który wplątani są politycy tego nie do rozpoznania zmasakrowanego państwa, 
którzy naduŜyli swego urzędu, którzy spodlili się czynami kryminalnymi. Kiedy tylko weźmie pan do ręki 
gazetę, wydaje się panu, Ŝe Ŝyje pan w państwie, w którym polityczne ohydztwo i polityczna przestępczość są 
na porządku dziennym. Najpierw myślałem sobie, Ŝe nie będę się tym zbytnio przejmował, to państwo jest dziś 
bowiem absolutnie poniŜej wszelkiej dyskusji, ale nagle okazało się niemoŜliwe, Ŝebym się tym nie przejmował 
w tym strasznym państwie, z kaŜdym dniem coraz większą przejmującym grozą; kiedy wcześnie rano weźmie 
pan do ręki gazetę, automatycznie zaczyna pan się przejmować tymi ohydztwami i przestępstwami naszych 
polityków. Z miejsca odnosi pan wtedy wraŜenie, Ŝe wszyscy politycy to element z gruntu kryminalny, zgraja 
bydlaków, oznajmił Reger. Dlatego ostatnimi czasy w ogóle porzuciłem zwyczaj czytania z rana gazety, tak jak 
to miałem przez kilkadziesiąt lat w zwyczaju, wystarczy, Ŝe otworzę ją po południu. Kiedy człowiek czytający 
gazety z samego rana weźmie do ręki gazetę, dostanie juŜ z samego rana rozstroju Ŝołądka, i to na cały dzień i 
jeszcze następną noc, oświadczył Reger, poniewaŜ konfrontowany jest wciąŜ z coraz większymi skandalami 
politycznymi, z coraz większym politycznym świństwem, oświadczył Reger. W tym kraju człowiek czytający 
gazety juŜ od lat przecieŜ wyczytuje z tych gazet wyłącznie tylko skandale, na pierwszych trzech stronach 
polityczne, a na następnych pozostałe, wciąŜ jednak wyłącznie wyczytuje skandale, poniewaŜ gazety austriackie 
piszą juŜ teraz tylko i wyłącznie o skandalach i świństwach, o niczym innym. Austriackie gazety zeszły na tak 
niski poziom, Ŝe samo to jest juŜ skandalem, powiedział Reger, nie ma w świecie gazet bardziej niegodziwych i 
podłych tudzieŜ bardziej odstręczających niŜ austriackie, jednakŜe te austriackie gazety są tak ohydne i 
niegodziwe niejako z konieczności, poniewaŜ takie jest austriackie społeczeństwo, przede wszystkim zaś 
społeczność polityczna w Austrii, poniewaŜ właśnie to państwo jest tak ohydne i tak niegodziwe. Nigdy dotąd 
nie było w tym kraju tak ohydnego i niegodziwego społeczeństwa wraz z tak ohydnym i niegodziwym 
państwem, powiedział Reger, nikt jednak w tym państwie i w tym kraju nie odczuwa tego jako hańby, nikt 
naprawdę nie buntuje się przeciw temu, oświadczył Reger, Austriak wszystko zawsze brał za dobrą monetę, 
obojętnie co to było, choćby największe ohydztwo, największą niegodziwość i najmonstrualniejsze monstrum, 
oświadczył Reger. Austriak jest wszystkim, tylko nie rewolucjonistą, poniewaŜ nie jest w najmniejszym stopniu 
fanatykiem prawdy, Austriak od wieków Ŝyje w kłamstwie i ma to juŜ w zwyczaju, oświadczył Reger, Austriak 
juŜ przed wiekami zawarł ślub z kłamstwem, kłamstwem wszelkiej maści, oświadczył Reger, przede wszystkim 
jednak i najintymniej z kłamstwem państwowym. Austriacy, jakby nigdy nic, wiodą swój niecny i niegodziwy 
Ŝ

ywot we wspólnym państwowym kłamstwie, powiedział Reger, to jest u nich najbardziej odstręczające. Tak 

zwany przemiły Austriak to chytry oportunistyczny zastawiacz pułapek, oznajmił Reger, który zawsze i 
wszędzie zastawia swoje oportunistyczne pułapki, tak zwany przemiły nasz Austriak jest mistrzem bydlęco 
niecnej niecności, pod jego tak zwanymi miłymi cechami kryje się człowiek nikczemny i bezwstydny tudzieŜ 
bezwzględny, a wskutek tego równieŜ najbardziej zakłamany, oświadczył Reger. Choć przez całe Ŝycie wręcz 
fanatycznie oddawałem się czytaniu gazet, oświadczył Reger, obecnie wystarczy, bym wziął jakąś gazetę do 
ręki, a czuję, Ŝe to wprost nieznośne, poniewaŜ gazety są pełne skandali. Ale jakie gazety, takie i społeczeństwo, 
które gazety pokazują, oświadczył Reger. MoŜe pan tak sobie szukać choćby i cały rok, a nie znajdzie pan w 
Ŝ

adnym z tych zasranych dzienników ani jednego błyskotliwego zdania, powiedział Reger. Ale co ja będę o tym 

panu prawił, sam pan przecieŜ doskonale zna wszystko, co wiąŜe się z Austrią, powiedział Reger. Obudziłem 
się rano, pomyślałem o tym skandalu ministerialnym i od tego czasu wciąŜ mam to w głowie, nie mogę o tym 
przestać myśleć, to tragedia mojej głowy, powiedział Reger, Ŝe nie przestaję zaprzątać sobie głowy tymi 
skandalami, przede wszystkim politycznymi, skandale wŜerają mi się coraz głębiej w głowę, to jest ta tragedia. 
Myślę, Ŝe powinienem przestać zaprzątać sobie głowę wszystkimi tymi skandalami i ohydztwami, powiedział 
Reger, ale te ohydztwa i skandale coraz głębiej mi się wŜerają w głowę. Uspokaja mnie jednak, rzecz jasna, Ŝe 
mogę z panem o tym wszystkim debatować, właśnie o tych politycznych ohydztwach i skandalach, codziennie z 
rana myślę, jak to dobrze, Ŝe mam Ambasadora, gdzie mogę z panem debatować, rzecz jasna nie tylko o 
skandalach i ohydztwach, naturalnie bowiem są i inne, milsze rzeczy, muzyka na przykład, oświadczył Reger. 
Dopóki nie mija mi chęć rozmowy o Sturmsonate czy o Sztuce fugi, nie poddaję się, powiedział Reger. Muzyka 
wciąŜ na nowo mnie ratuje, to, Ŝe Ŝyje we mnie wciąŜ muzyka, zawsze Ŝyje, od dzieciństwa, oświadczył Reger. 
Tak, o to chodzi, codziennie na nowo dzięki muzyce uchronić się od ohydztw i obrzydliwości, powiedział, 
dzięki muzyce codziennie budzić się z samego rana jako człowiek myślący i czujący, rozumie pan, o to właśnie 
chodzi, powiedział. Tak, tak, nawet wtedy, kiedy ją wyklinamy, kiedy wydaje się nam ona całkowicie 
zbyteczna, nawet kiedy musimy przyznać, Ŝe i ona, sztuka, nic nie jest warta, kiedy patrzymy na te obrazy tak 
zwanych dawnych mistrzów, które bardzo często, a z biegiem lat, rzecz jasna, coraz bardziej dogłębnie wydają 

background image

się nam nieuŜyteczne i bezcelowe, nawet jeŜeli są to jedynie bezradne próby sztucznego utrzymywania się na 
powierzchni ziemi, to przecieŜ ratuje nas i nam podobnych właśnie owa przeklęta i wyklęta, nierzadko teŜ aŜ do 
nudności wstrętna i fatalna sztuka, oświadczył Reger. Austriak jest zawsze człowiekiem poraŜki, któremu się 
nie udało, powiedział Reger, który na dodatek jest jeszcze tego do głębi świadomy. I to jest przyczyna całej jego 
obrzydliwości, całej słabości jego charakteru, ze wszystkich bowiem jego obrzydliwości naczelną stanowi to, Ŝe 
Austriak to człowiek słabego charakteru. Ale jest przez to równieŜ jako człowiek znacznie ciekawszy niŜ 
wszyscy inni, oświadczył Reger. Faktycznie, Austriak to najciekawszy gatunek człowieka w Europie, ma 
bowiem w sobie wszystko to, co wszyscy inni Europejczycy, a do tego jest jeszcze słabego charakteru. To jest u 
Austriaka fascynujące, powiedział Reger, Ŝe juŜ od urodzenia ma w sobie wszelkie cechy wszystkich innych, a 
do tego jeszcze słaby charakter. Kiedy przez całe Ŝycie przebywamy w Austrii, przestajemy widzieć Austriaka 
takim, jaki jest naprawdę, kiedy jednak, powiedzmy po dłuŜszej nieobecności, wrócimy do Austrii, tak jak ja 
właśnie z Londynu, widzimy go wyraźnie, nie moŜe przed nami nic udawać. Austriak to genialny udawacz, w 
ogóle najlepszy komediant, powiedział Reger, we wszystkim udaje, nigdy nie dotykając prawdy, to jego 
najbardziej charakterystyczna cecha. Austriaka lubi się na całym świecie, przynajmniej lubiło do dzisiaj, 
właśnie dlatego cały świat nagle, Ŝe tak powiem, się w nim zadurzył, Ŝe jest najciekawszym, jednocześnie 
jednak jest on mimo to wciąŜ najniebezpieczniejszym Europejczykiem. Austriak z duŜym 
prawdopodobieństwem jest w ogóle najniebezpieczniejszym człowiekiem, bardziej niebezpiecznym od Niemca, 
bardziej od wszystkich innych Europejczyków, Austriak jest politycznie z pewnością człowiekiem 
najniebezpieczniejszym, czego dowiodła historia i co sprowadzało na Europę zawsze olbrzymie nieszczęścia, 
nawet na cały świat. Austriaka, który zawsze jest pospolitym nazistą albo debilnym katolikiem, moŜna uwaŜać 
za kogoś ciekawego i oryginalnego, ale nie powinno się go stawiać u politycznego steru, powiedział Reger, 
Austriak pozostawiony u steru bowiem niechybnie poprowadzi wszystko w bezdenną przepaść. Bezsenna noc i 
jak zwykle w stanie najwyŜszego wzburzenia z powodu tych skandali politycznych, powiedział wtedy Reger. 
Tak, powiedziałem sobie z samego rana, zobaczysz się dzisiaj z Atzbacherem w Kunsthistorisches Museum i 
coś mu zaproponujesz, wiedząc doskonale, Ŝe proponujesz mu coś bez sensu, proponujesz coś, co jest śmiechu 
warte, alei niesamowite, oświadczył Reger. Po śmierci Ŝony Reger przez dwa miesiące nie wychodził z 
mieszkania przy Singerstrasse, przez pół roku po śmierci Ŝony z nikim się nie widywał. Przez całe pół roku 
opiekowała się nim ordynarna i okropna pomoc domowa, ani razu, jak sądzę, nie poszedł do Kunsthistorisches 
Museum, w którym przecieŜ przez tyle lat bywał co drugi dzień wraz z Ŝoną. Pomoc domowa gotowała mu i 
robiła pranie, wprawdzie we wszystkim niechlujna, aŜ włosy stawały na głowie, powtarzał wciąŜ Reger, 
niemniej dzięki temu nie popadł w całkowite zaniedbanie. Człowiek, który nagle zostaje sam, bardzo szybko 
popada w całkowite zaniedbanie, cytuję Regera, całymi miesiącami odŜywiałem się tylko grysikiem, cytuję 
Regera, bo z moimi nieleczonymi zębami nie tylko nie mogłem jeść mięsa, ale nawet jarzyn. Mieszkanie przy 
Singerstrasse opustoszało i pogrąŜyło się w grobowym milczeniu, własnymi słowami opisywał ten stan Reger, 
kiedy pierwszy raz po śmierci Ŝony spotkałem go w Ambasadorze, wychudzony, blady, prawie przez cały czas 
milcząco opierający się na lasce, z niezawiązanymi sznurówkami i zimowymi kalesonami wystającymi spod 
nogawek spodni. Kiedy straciło się najbliŜszą istotę, człowiekowi nie chce się juŜ w ogóle Ŝyć, stwierdził 
wówczas w Ambasadorze, ale musimy Ŝyć, nie moŜemy z sobą skończyć, zbyt na to jesteśmy tchórzliwi, stojąc 
nad otwartym grobem, przyrzekamy sobie, Ŝe wkrótce pójdziemy jej śladem, ale jeszcze pół roku później wciąŜ 
pozostajemy przy Ŝyciu i brzydzimy się sobą, oświadczył wówczas w Ambasadorze. Jego Ŝona skończyła 
osiemdziesiąt siedem lat, ale mogła śmiało doŜyć stu lub więcej, gdyby nie ten upadek, stwierdził wówczas w 
Ambasadorze Reger. Winni jej śmierci są miasto Wiedeń i austriackie państwo oraz Kościół katolicki, 
powiedział wówczas Reger w Ambasadorze, gdyby bowiem miasto Wiedeń, do którego naleŜy trotuar przed 
Kunsthistorisches Museum, posypało piaskiem trotuar przed Kunsthistorisches Museum, moja Ŝona by nie 
upadła, gdyby zaś naleŜące do państwa Kunsthistorisches Museum bezzwłocznie, a nie po półgodzinie, 
zawiadomiło pogotowie, Ŝona nie musiałaby czekać aŜ godzinę po upadku na przewiezienie do szpitala Braci 
Miłosierdzia, no i gdyby tak chirurdzy naleŜącego do Kościoła katolickiego szpitala Braci Miłosierdzia nie 
spaprali operacji! stwierdził wówczas Reger w Ambasadorze. Miasto Wiedeń na równi z państwem austriackim 
oraz Kościołem katolickim ponoszą winę za śmierć mojej Ŝony, powiedział Reger w Ambasadorze, 
pomyślałem, siedząc obok niego na ławce w sali Bordona, jak sądzę. Miasto Wiedeń w dniu, w którym 
wszystko jest oblodzone, nie posypuje trotuaru przed Kunsthistorisches Museum, Kunsthistorisches Museum 
zawiadamia pogotowie dopiero po którymś z kolei Ŝądaniu, aby to uczynić, a na koniec chirurdzy Braci 
Miłosierdzia paprzą operację i wszystko kończy się śmiercią mojej Ŝony, powiedział Reger w Ambasadorze. 
Wyłącznie przez zaniedbanie ze strony miasta Wiednia, austriackiego państwa tudzieŜ lekkomyślność Kościoła 
katolickiego tracimy istotę, którą darzyliśmy najgłębszą miłością, kochaliśmy bardziej niŜ kogokolwiek w 
ś

wiecie, powiedział wówczas w Ambasadorze Reger. Tracimy najwaŜniejszą dla nas istotę, poniewaŜ miasto i 

państwo tudzieŜ Kościół postąpiły lekkomyślnie i niegodziwie, stwierdził wówczas w Ambasadorze Reger. 
Umiera człowiek, z którym przez niemal czterdzieści lat dzieliliśmy Ŝycie, jakby to było coś najoczywistszego 
w świecie, w głębokim szacunku i miłości, poniewaŜ miasto i państwo tudzieŜ Kościół postąpiły lekkomyślnie i 
niegodziwie, stwierdził wówczas Reger w Ambasadorze. Nasza jedyna istota umiera, poniewaŜ miasto i 

background image

państwo tudzieŜ Kościół zachowały się lekkomyślnie i niegodziwie, stwierdził wówczas w Ambasadorze Reger. 
Nagle zostajemy sami, opuszczeni przez jedyną istotę, którą kiedykolwiek w gruncie rzeczy mieliśmy, 
poniewaŜ miasto i państwo tudzieŜ Kościół postąpiły bezmyślnie i nieodpowiedzialnie, stwierdził wówczas w 
Ambasadorze Reger. Nagle bez najmniejszego uprzedzenia rozstajemy się z istotą, której w gruncie rzeczy 
wszystko zawdzięczamy i która faktycznie wszystko nam dała, powiedział wówczas Reger w Ambasadorze. 
Raptem zostajemy sami w mieszkaniu bez istoty, która przez całe dziesięciolecia z największą troskliwością 
utrzymywała nas przy Ŝyciu, poniewaŜ miasto i państwo tudzieŜ Kościół katolicki dopuściły się zbrodniczego 
zaniedbania obowiązków, stwierdził wówczas w Ambasadorze Reger. Raptem stoimy nad otwartym grobem 
istoty, bez której nie potrafiliśmy sobie nigdy wcześniej wyobrazić Ŝycia, powiedział wówczas w Ambasadorze 
Reger, jak sądzę. Miasto Wiedeń i państwo austriackie tudzieŜ Kościół katolicki ponoszą winę za to, Ŝe 
zostałem sam i będę musiał pozostać sam do końca Ŝycia, powiedział Reger wówczas w Ambasadorze. 
Człowiek, który zawsze był zdrowy i odznaczał się zawsze wszelkimi moŜliwymi zaletami istoty inteligentnej a 
zarazem kobiety i faktycznie był mi najdroŜszą istotą, umiera tylko dlatego, Ŝe miasto Wiedeń nie posypało 
trotuaru przy Kunsthistorisches Museum, tylko dlatego, Ŝe Kunsthistorisches Museum naleŜące do państwa nie 
zawiadomiło w porę pogotowia, tudzieŜ dlatego, Ŝe chirurdzy w szpitalu Braci Miłosierdzia spaprali operację, 
oświadczył wtedy Reger w Ambasadorze. Moja Ŝona mogła Ŝyć ponad sto lat, jestem o tym przekonany, gdyby 
miasto Wiedeń posypało piaskiem trotuar przy Kunsthistorisches Museum, oświadczył wówczas Reger w 
Ambasadorze. I z pewnością Ŝyłaby jeszcze dzisiaj, gdyby Kunsthistorisches Museum zawiadomiło w porę 
pogotowie i gdyby chirurdzy ze szpitala Braci Miłosierdzia nie spaprali operacji. W gruncie rzeczy nie 
powinienem był w ogóle przekroczyć progu Kunsthistorisches Museum, oświadczył Reger, przekroczywszy 
próg Kunsthistorisches Museum siedem miesięcy po śmierci Ŝony. Teraz posypuje się trotuar przy 
Kunsthistorisches Museum, teraz, kiedy moja Ŝona nie Ŝyje, powiedział Reger. Zonę zabrano akurat do szpitala 
Braci Miłosierdzia, akurat do tego szpitala, o którym nigdy dobrego słowa nie słyszałem, oświadczył Reger. 
Wszystkie te szpitale, które w nazwie mają słowo miłosierny są mi z gruntu wstrętne, stwierdził Reger. Słowa 
miłosierny naduŜywa się bardziej niŜ jakiegokolwiek innego, powiedział Reger. Miłosierne szpitale są najmniej 
miłosiernymi, jakie w ogóle znam, stwierdził Reger, panuje w nich przecieŜ najczęściej wyłącznie ignorancja 
medyczna i chciwość obok całkiem pospolitej i niegodziwej świętoszkowatości, stwierdził wówczas Reger w 
Ambasadorze. Teraz został mi tylko i wyłącznie Ambasador, miejsce w rogu sali, do którego przyzwyczaiłem 
się w ciągu tych wielu lat. Kiedy nie wiem, co dalej, mam dwa refugia, oświadczył wówczas w Ambasadorze 
Reger, to miejsce w rogu sali w Ambasadorze i ławkę w Kunsthistorisches Museum. Ale kiedy siedzi pan 
całkiem sam w Ambasadorze w tym naroŜnym miejscu, to teŜ jest okropne, powiedział wówczas Reger w 
Ambasadorze. Byłem przyzwyczajony siedzieć tu z Ŝoną, bardzo to lubiłem, a nie siedzieć tu w pojedynkę, nie 
w pojedynkę, drogi panie Atzbacher, stwierdził Reger wówczas w Ambasadorze, siedzieć w pojedynkę w 
Kunsthistorisches Museum na ławce w sali Bordona, na której przecieŜ przez ponad trzydzieści lat siedziałem 
wraz z Ŝoną, to wręcz straszne. Idąc ulicami miasta Wiednia, przez cały czas myślę, Ŝe miasto Wiedeń winne 
jest śmierci mojej Ŝony i Ŝe państwo austriackie jest winne jej śmierci, dokądkolwiek i kiedykolwiek bym szedł, 
nie mogę usunąć z głowy tych myśli, stwierdził Reger. Dopuszczono się wobec mnie zbrodni, monstrualnego 
miejsko państwowo katolicko kościelnego czynu, wobec którego jestem całkowicie bezbronny, to jest 
najbardziej przeraźliwe, oświadczył Reger. W gruncie rzeczy, stwierdził Reger wówczas w Ambasadorze, w 
momencie, w którym umarła mi Ŝona, i ja umarłem. To jest prawda, czuję się jak umarły, umarły, któremu kaŜą 
Ŝ

yć. I to jest mój problem, powiedział Reger wówczas w Ambasadorze. Mieszkanie jest puste i wymarłe, 

powtórzył Reger wówczas w Ambasadorze, wielokrotnie. Przez dwadzieścia lat zaledwie dwukrotnie byłem w 
mieszkaniu Regerów przy Singerstrasse, dziesięcio, dwunastopokojowym mieszkaniu w kamienicy z przełomu 
wieków, naleŜącej teraz, po śmierci Ŝony, do Regera. Wypełnione rodzinnymi meblami jego Ŝony, Regerowskie 
mieszkanie przy Singerstrasse jest wzorcowym przykładem tak zwanego mieszkania w Jugendstilu, ściany 
zawieszone są dziesiątkami obrazów Klimta, Schielego, Gerstla i Kokoschki, wszystko to obrazy, które bardzo 
ceniła Ŝona, cytuję Regera, ale mnie one zawsze do głębi mierziły. KaŜdy pokój w mieszkaniu Regera przy 
Singerstrasse został na przełomie wieków dosłownie zamieniony w dzieło sztuki przez słynnego słowackiego 
artystę stolarza. Nie wydaje mi się, panie Atzbacher, Ŝe znajdzie pan w Wiedniu drugie takie mieszkanie, w 
którym równie umiejętnie, z najwyŜszą dbałością o jakość, zademonstrowano słowacką sztukę rzemiosła 
snycerskiego. Sam Reger wcale nie ceni sobie przecieŜ, powtarza to wciąŜ, tak zwanego Jugendstilu, nienawidzi 
go, cały bowiem Jugendstil to sam kicz, dobrze się czuje, jak wciąŜ sam podkreśla, w przytulnym mieszkaniu 
Ŝ

ony przy Singerstrasse, podobają mu się w nim udane proporcje wszystkich pomieszczeń, zwłaszcza własnego 

gabinetu, więc choć, jak wspomniałem, w ogóle nie lubi tak zwanego Jugendstilu, który uwaŜa za kicz, to 
przecieŜ ceni sobie mimo wszystko wygodę mieszkania przy Singerstrasse, które, według niego, było wręcz 
idealne dla nich obojga, choć nie umeblowanie. Kiedy byłem pierwszy raz u Regerów w mieszkaniu przy 
Singerstrasse, przywitał mnie Reger, poniewaŜ jego Ŝona wyjechała akurat do Pragi, po czym oprowadził mnie 
szybko po całym mieszkaniu, widzi pan, to miejsce mojej egzystencji, powiedział wówczas, pokoje bardzo mi 
odpowiadają, chociaŜ te ohydne, niewygodne meble absolutnie nie są w moim guście. Wszystko w guście mojej 
Ŝ

ony, nie w moim, oświadczył wówczas Reger, a kiedy oglądałem obrazy na ścianach, wciąŜ tylko podkreślał: 

background image

tak, to chyba Schiele, tak, to chyba Klimt, tak, to chyba Kokoschka. Malarstwo z przełomu wieków to kicz, nie 
w moim stylu, wiele razy powtarzał, no ale Ŝonę to pociągało, choć nie była to wprawdzie fascynacja, tak, 
pociągało, tak trzeba by to określić, mówił wówczas Reger. Schiele, no, być moŜe, ale Klimt nie, Kokoschka 
owszem, Gerstl nie, konstatował. Ponoć Loos, ponoć Hoffmann, powiedział, kiedy zauwaŜyłem, Ŝe to przecieŜ 
stół Adolfa Loosa, Ŝe to przecieŜ fotel Josefa Hoffmanna. Wie pan, powiedział Reger przy tej okazji, rzeczy, 
które akurat są nowoczesne, zawsze uwaŜałem za odstręczające, a Loos i Hoffmann są akurat tacy nowocześni, 
Ŝ

e uwaŜam ich całkiem naturalnie za odstręczających. A Schielego i Klimta, tych kiczowników, uwaŜa się dziś 

przecieŜ za najnowocześniejszych, dlatego teŜ Klimta i Schielego uwaŜam za z gruntu odstręczających. Ludzie 
słuchają dzisiaj przede wszystkim Weberna, Schónberga i Berga tudzieŜ tych, co ich małpują, no i jeszcze 
Mahlera, wszystko to mnie odstręcza. Wszystko, co akurat jest w modzie, zawsze mnie odstręczało. 
Prawdopodobnie cierpię teŜ na tak zwany przeze mnie egoizm artystyczny, w kwestii sztuki chcę wszystko 
zatrzymać dla siebie, chcę sam jeden posiadać mojego Schopenhauera, mojego Pascala, mojego Novalisa i 
drogiego memu sercu Gogola, chcę produkty sztuki mieć na swoją wyłączną własność, tych genialnych 
ekscentryków sztuki, na wyłączną własność chcę Michała Anioła, Renoira, Goyę, powiedział, nie mogę 
ś

cierpieć, Ŝe oprócz mnie jeszcze ktoś inny moŜe mieć wytwory tych geniuszów i się nimi cieszyć, niemal 

nieznośna jest mi juŜ sama myśl, Ŝe oprócz mnie ktoś inny jeszcze choćby ceni Janaczka, Martinu czy 
Schopenhauera lub Kartezjusza, chcę być jedynym, a to rzecz jasna zgroza, okropne nastawienie, rzekł wówczas 
Reger. Jestem zaborczym myślącym, stwierdził wówczas Reger w swoim mieszkaniu. Chętnie bym wierzył, Ŝe 
Goya tylko dla mnie malował, Ŝe Gogol i Goethe tylko dla mnie pisali, Ŝe Bach dla mnie tylko komponował. 
PoniewaŜ jest to przeświadczenie złudne, a do tego jeszcze z gruntu niegodziwe, jestem w gruncie rzeczy ciągle 
nieszczęśliwy, z pewnością to pan zrozumie, rzekł wówczas Reger. Nawet jeśli to niedorzeczne, stwierdził 
Reger wówczas, czytając jakąś ksiąŜkę, mam mimo wszystko uczucie tudzieŜ myśl, Ŝe ksiąŜka ta tylko dla mnie 
została napisana, kiedy patrzę na jakiś obraz, mam uczucie i myśl, Ŝe specjalnie dla mnie został namalowany, 
kiedy słucham jakiejś kompozycji — Ŝe tylko dla mnie została skomponowana. Czytam wtedy, słucham wtedy i 
patrzę naturalnie wtedy teŜ w całkowicie błędnym przekonaniu, ale i z najwyŜszą  przyjemnością, stwierdził 
wówczas Reger. Tu, na tym fotelu, powiedział mi wówczas Reger, wskazując na tak zwany ohydny fotel Loosa, 
nawiasem mówiąc, zaprojektowany przez Loosa w Brukseli, jak równieŜ w Brukseli oddany do zrealizowania, 
przed trzydziestoma laty wprowadziłem Ŝonę w Sztukę fugi. Ohydny fotel Loosa  wciąŜ stoi w tym samym 
miejscu. I tutaj, na tym ohydnym fotelu Loosa, powiedział Reger, prosząc mnie o zajęcie miejsca na tym 
ohydnym, fotelu Loosa, stojącym przy oknie na Singerstrasse, przez cały rok czytałem Ŝonie na głos Wielanda, 
Wielanda, tego wielkiego niedocenionego niemieckiej literatury, Wielanda, którego Goethe w obrzydliwy 
sposób przepędził z Weimaru, w czym wstrętną rolę odegrał Schiller, stwierdził Reger; po roku Ŝona stała się 
ekspertem od Wielanda, zaledwie po roku! wykrzyknął wówczas Reger. A tam, na tym taborecie Loosa, równie 
ohydnym, jak niewygodnym, taboret ten zaprojektował ponoć równieŜ ten nieznośnie patetyczny Loos, siedziała 
moja Ŝona i w latach sześćdziesiątym szóstym i sześćdziesiątym siódmym, między pierwszą a drugą nad ranem 
czytała mi na głos całego Kanta. Początkowo wprowadzanie Ŝony w świat literatury, filozofii i muzyki 
kosztowało mnie bardzo duŜo wysiłku, oznajmił wówczas Reger. Rzecz jasna, literatura bez filozofii, jak i 
odwrotnie: filozofia bez muzyki i literatury są nie do pomyślenia, powiedział, nim pojęła to Ŝona, minęły lata, 
oznajmił mi wówczas Reger w mieszkaniu przy Singerstrasse. Trzeba było zaczynać z Ŝoną od samego 
początku, mimo Ŝe, kiedy ją poznałem, odebrała juŜ staranną, naleŜną warstwie, z której pochodziła, edukację. 
Początkowo nie sądziłem wprawdzie, iŜ będziemy mogli wspólnie Ŝyć, mimo wszystko jednak okazało się to 
moŜliwe, cytuję Regera, poniewaŜ Ŝona w naturalny sposób się podporządkowała, to bowiem było warunkiem 
naszego wspólnego Ŝycia, które ostatecznie moŜna w sumie określić jako współŜycie idealne. Kobiecie takiej 
jak moja Ŝona taka nauka przychodzi opornie tylko w początkowych latach, natomiast później przychodzi jej 
coraz łatwiej, oświadczył Reger. Na tym niewygodnym, ohydnym taborecie Loosa dla mojej Ŝony zapłonęło, Ŝe 
tak powiem, światło filozofii, powiedział wówczas Reger w mieszkaniu przy Singerstrasse. Całymi latami w 
edukacji jakiegoś człowieka idziemy fałszywym tropem, aŜ w pewnym momencie z chwili na chwilę 
zaczynamy widzieć trop właściwy, odtąd wszystko idzie bardzo szybko, od tej chwili Ŝona chwytała wszystko 
w lot, jednak, rzecz jasna, jeszcze całymi latami, jeśli nie dziesiątkami lat, mogłem dalej nad nią pracować, 
stwierdził wówczas Reger w mieszkaniu przy Singerstrasse. Bierzemy kobietę, nie wiedząc, dlaczego ją 
wzięliśmy, przecieŜ naprzykrza się nam swoją zaaferowaną krzątaniną w domu, ale i w ogóle damskimi 
manierami, stwierdził wówczas Reger w mieszkaniu przy Singerstrasse, bierzemy ją jednak, poniewaŜ chcemy 
zaznajomić ją z właściwą wartością Ŝycia, zademonstrować jej, czym moŜe być Ŝycie, kiedy duch jest nam 
przewodnikiem. Nie powinniśmy, rzecz jasna, popełnić błędu, Ŝe pierwiastek duchowy wbijamy jej do głowy na 
siłę, tak jak początkowo ja próbowałem, co naturalnie nie mogło mi się powieść, równieŜ do tego celu wiedzie 
przezorność, powiedział Reger wówczas w mieszkaniu przy Singerstrasse. Wszystko, co podobało się Ŝonie, 
zanim ją poznałem, przestało jej się podobać, kiedy wszystko jej wyjaśniłem, z wyjątkiem tej histerii 
Jugendstilu, tego tak zwanego Jugendstilu, tego odstręczającego artystycznego kiczu, tej obrzydliwej aberracji 
smaku w Jugendstilu, w tym punkcie nie miałem nawet szansy. Mimo to oczywiście z czasem udało mi się 
wybić jej z głowy owo upodobanie do fałszywej, zatem i bezwartościowej literatury oraz do fałszywej i 

background image

bezwartościowej muzyki, powiedział Reger, i zaznajomić ją z najistotniejszą częścią światowej filozofii. 
Kobieca głowa naleŜy do najupartszych, stwierdził wówczas Reger w mieszkaniu przy Singerstrasse, wydaje się 
niby przystępna, naprawdę jednak jest niedostępna. Zanim ją poznałem, Ŝona odbyła tyle podróŜy bez sensu, 
oświadczył wówczas Reger, jak większość kobiet dzisiaj, ogarnięta istnym szałem podróŜy, dzisiaj tu, jutro tam, 
to ich dewiza, a w gruncie rzeczy niczego nie doznają, nie widzą niczego, przywoŜą do domu tylko puste 
portfele. Po ślubie Ŝona przestała podróŜować, oświadczył Reger, ruszała wyłącznie juŜ tylko w owe podróŜe 
duchowe, które ja z nią odbywałem, podróŜowaliśmy po Schopenhauerze, po Nietzschem, po Kartezjuszu, 
Montaigneu i Pascalu, i to całymi latami, oświadczył Reger. Tu, widzi pan, powiedział wówczas Reger w 
mieszkaniu przy Singerstrasse, siadając na fotelu, na tym ohydnym fotelu Otto Wagnera, na tym ohydnym 
fotelu Otto Wagnera Ŝona wyznała mi, Ŝe mimo iŜ przez cały rok wykładałem jej o Schleiermacherze, nic z 
niego nie rozumie. PoniewaŜ w trakcie tej nauki o Schleiermacherze całkowicie mi Schleiermachera obrzydziła, 
naraz Schleiermacher przestał mnie interesować, przyjąłem do wiadomości, Ŝe nie rozumie Schleiermachera, i 
przestałem się Schleiermacherem zajmować, w takim wypadku naleŜy po prostu takiego niezrozumianego przez 
Ŝ

onę filozofa, takiego akurat Schleiermachera, bez najmniejszych skrupułów odłoŜyć na bok, jak to się mówi, i 

iść dalej. Przeszedłem natychmiast do wprowadzenia w Herdera, co oboje przyjęliśmy z ulgą, stwierdził 
wówczas Reger w mieszkaniu przy Singerstrasse. Po śmierci Ŝony myślałem o wyprowadzeniu się z naszego 
wspólnego mieszkania, jednakŜe nie wyprowadziłem się z niego po prostu dlatego, Ŝe jestem na to za stary 
Przeprowadzka jest ponad moje siły, oświadczył Reger. Wystarczyłyby mi, rzecz jasna, dwa pokoje, oświadczył 
Reger, ale kiedy przeprowadzka nie wchodzi juŜ w rachubę, musimy zadowolić się, tak jak w przypadku 
mieszkania przy Smgerstrasse, dziesięcioma albo dwunastoma pokojami. Wszystko w tym mieszkaniu 
przypomina mi o Ŝonie, powiedział Reger, gdziekolwiek spojrzę, zawsze tam stoi, siedzi tam, przychodzi do 
mnie z jednego czy drugiego pokoju, to przeraŜające, wręcz rozdziera serce, tak, faktycznie, rozdziera serce, 
powiedział Reger. Wówczas, kiedy byłem w mieszkaniu przy Singerstrasse, jeszcze za Ŝycia jego Ŝony, 
powiedział mi, patrząc na dół na Singerstrasse, wie pan, panie Atzbacher, niczego nie obawiam się tak jak tego, 
Ŝ

e Ŝona mnie nagle opuści i zostawi samego, najstraszniejsze, co moŜe mnie spotkać, to to, Ŝe ona umrze i 

zostawi mnie samego. Ale cieszy się dobrym zdrowiem, z pewnością przeŜyje mnie o całe lata, oświadczył 
wówczas Reger. Kiedy ukochaliśmy sobie jakąś istotę tak szczerze jak ja Ŝonę, nie moŜemy sobie wyobrazić jej 
ś

mierci, sama myśl o tym jest nieznośna, oświadczył wówczas Reger. Podczas mojej drugiej bytności w jego 

mieszkaniu przy Singerstrasse, kiedy przyszedłem po stary tom Spinozy, który załatwił mi nie oficjalnie przez 
księgarnię, tylko przez nielegalnego handlarza, natychmiast po moim wejściu do mieszkania przy Singerstrasse 
poprosił, abym zajął miejsce na pierwszym lepszym fotelu, który okazał się równieŜ ohydnym fotelem Loosa, i 
sam zniknął w bibliotece, aby wkrótce potem wrócić z tomem z wybranymi fragmentami z Noyalisa. Poczytam 
panu teraz przez godzinę fragmenty Novalisa, powiedział do mnie, i kiedy ja musiałem siedzieć na ohydnym 
fotelu Loosa, przez godzinę, on, cały czas stojąc, czytał mi na głos fragmenty Novalisa. Novalisa polubiłem od 
razu, powiedział, zamknąwszy po godzinie ksiąŜkę z fragmentami Novalisa, i do dzisiaj go lubię. Novalis jest 
poetą, którego zawsze uwielbiałem bardziej niŜ jakiegokolwiek innego, wciąŜ z tą samą siłą i z tym samym 
entuzjazmem. Wszyscy inni z biegiem czasu zawsze prędzej czy później zaczynali mi działać na nerwy, 
rozczarowywali mnie głęboko, okazywali się bezcelowi albo bez sensu, albo teŜ, jak jakŜe często się zdarza, 
koniec końców mało waŜni i bezuŜyteczni, ale Novalis pod Ŝadnym względem. Nigdy nie sądziłem, Ŝe będę 
mógł tak uwielbiać poetę, który jest jednocześnie filozofem, Novalisa uwielbiam, zawsze go uwielbiałem, od 
początku, i równieŜ w przyszłości równie szczerze będę go uwielbiał, tak jak zawsze go wielbiłem, oświadczył 
wówczas Reger. Wszyscy filozofowie starzeją się z czasem, Noyalis nie, oświadczył wówczas Reger. Dziwne 
jednak, Ŝe Ŝona w ogóle była nieczuła na Novalisa, kiedy ja zawsze tyle do Novalisa czułem, bez reszty go 
wręcz wielbiłem. Do wielu udało mi się z czasem Ŝonę przekonać, do Novalisa nie, choć właśnie Novalis był 
tym, który by jej najwięcej przyniósł, powiedział. Początkowo Ŝona nie chciała ze mną chodzić do 
Kunsthistorisches Museum, powiedział teraz Reger, zapierała się, Ŝe tak powiem, rękami i nogami, później 
jednak zaczęła ze mną chodzić, tak samo regularnie jak ja, i jestem przekonany, Ŝe gdyby to ona mnie przeŜyła, 
a nie, tak jak się stało, ja ją, tak samo jak ja teraz, to znaczy sam bez niej, chodziłaby do Kunsthistorisches 
Museum sama, beze mnie. Spojrzawszy znowu na Siwobrodego męŜczyznę, Reger powiedział: czterdzieści lat 
po zakończeniu wojny sytuacja w Austrii ponownie osiągnęła najniŜszy punkt ciemności moralnej, to jest 
deprymujące. Tak piękny kraj, powiedział Reger, a tak grząskie moralne bagno, powiedział, tak piękny kraj, a 
tak na wskroś brutalne, niegodziwe i niszczące siebie społeczeństwo. Najstraszniejsze jest to, Ŝe człowiek moŜe 
być tu tylko patrzącym w osłupieniu widzem i w Ŝaden sposób nie moŜe się temu oprzeć, cytuję Regera. Reger, 
spojrzawszy na Siwobrodego męŜczyznę, powiedział: co drugi dzień chodzę na grób mojej Ŝony, kiedy nie idę 
do Kunsthistorisches Museum, idę na grób mojej Ŝony, stoję przez pół godziny nad grobem Ŝony i niczego nie 
czuję. Dziwne, przez cały czas w sumie myślę tylko o Ŝonie, a kiedy stoję nad jej grobem, nie czuję niczego, co 
się z nią wiąŜe. Stoję i naprawdę nie czuję niczego, co się z nią wiąŜe. Dopiero kiedy odejdę od jej grobu, 
ponownie odczuwam, jakie to straszne, Ŝe mnie zostawiła samego. Zawsze myślę, Ŝe idę na jej grób, aby być 
szczególnie blisko niej, ale kiedy stoję nad jej grobem, nie czuję zupełnie czegokolwiek, co się z nią wiąŜe. No i 
wyrywam rosnące wkoło chwasty i wpatruję się w ziemię, ale niczego nie czuję. Weszło mi to w nawyk, Ŝe co 

background image

drugi dzień chodzę na grób Ŝony, który teŜ będzie kiedyś moim grobem, oświadczył Reger. Na myśl o tych 
makabrycznych okolicznościach, które towarzyszyły jej pogrzebowi, powiedział, jeszcze dzisiaj robi mi się 
niedobrze. Drukarnia wielokrotnie drukowała z błędami zleconą jej klepsydrę, raz za grubą czcionką, raz za 
jasną, to było za duŜo, to za mało przecinków, aŜ roiło się od błędów, naprawdę moŜna było się załamać. Na 
skraju załamania nerwowego powiedziałem drukarzowi wprost, Ŝe dostał przecieŜ bardzo dokładny wzór, a jego 
próbki nigdy się nie trzymają mojego wzoru, Ŝe na próbkach roi się od błędów. Na co drukarz odpowiedział mi, 
Ŝ

e on juŜ wie, jak drukuje się taką klepsydrę, Ŝe to ja się nie znam. On wie, jak składać tekst, a nie ja, on wie, 

gdzie stawiać przecinki, a ja nie. Ale nie dałem mu spokoju i w końcu dostałem do ręki taką klepsydrę, jaką 
chciałem, ale Ŝeby taką, jaką chciałem, klepsydrę otrzymać, aŜ pięciokrotnie musiałem chodzić do drukarni, 
powiedział Reger. Drukarze to uparci aroganci, którzy upierają się przy swoim nawet wtedy, kiedy dawno juŜ 
do nich dotarło, Ŝe nie mają racji. Z drukarzami nie naleŜy wdawać się w dyskusję, powiedział Reger, od razu 
stają się uparci i groŜą panu, Ŝe wszystko rzucą, jeśli nie ugnie się pan przed ich głupotą. Ale ja nigdy nie 
ugiąłem się przed drukarzami, oświadczył Reger. Na klepsydrze było tylko jedno zdanie, oświadczył Reger, 
jedynie miejsce i data śmierci Ŝony, mimo to aŜ pięciokrotnie musiałem chodzić do drukarni i do tego jeszcze 
wdawać się w dyskusje z drukarzem. śona zresztą wcale nie chciała Ŝadnej klepsydry, ustaliłem z nią wcześniej, 
Ŝ

e klepsydry nie będzie, mimo to oddałem klepsydrę do druku, oświadczył Reger, w końcu jednak nie wysłałem 

ani jednej klepsydry, nagle bowiem, kiedy miałem juŜ je wysyłać, wysyłanie klepsydry wydało mi się bez 
sensu. Zamieściłem jedynie krótkie, jednozdaniowe zawiadomienie w gazecie, Ŝe Ŝona umarła, powiedział 
Reger. Kiedy umiera ktoś z ich bliskich, ludzie robią z tego wielką pompę, ja uczyniłem wszystko jak 
najprościej, oświadczył Reger, choć dziś, rzecz jasna, nie wiem, czy postąpiłem słusznie, ustawicznie mam tego 
typu wątpliwości, od śmierci Ŝony dzień w dzień nachodzą mnie wątpliwości, nie mam dnia bez wątpliwości, to 
nas z czasem kruszy, oświadczył Reger. Ze spadkiem nie było najmniejszych kłopotów, poniewaŜ Ŝona w 
testamencie wyznaczyła mnie jako ogólnego spadkobiercę, podobnie jak ja w moim testamencie wyznaczyłem 
ją jako ogólnego spadkobiercę. Taki zgon, choćby dotykał nas tak głęboko, Ŝe faktycznie wyobraŜamy sobie, Ŝe 
to nas zdusi, ma teŜ swoją śmieszną stronę, oświadczył Reger. Najstraszliwsze jest przecieŜ zawsze śmiechu 
warte, oświadczył Reger. Pogrzeb Ŝony był, w gruncie rzeczy, nie tylko prosty, lecz równieŜ deprymujący, 
powiedział Reger. Chcemy pogrzebu prostego, z udziałem moŜliwie niewielu ludzi, powiedział Reger, a mimo 
to i tak organizujemy pogrzeb deprymujący. Mówimy: bez muzyki, bez przemówień, myśląc, Ŝe to najprostsze, 
nam samym najbardziej to pozwoli przetrwać, a mimo wszystko to do głębi nas deprymuje, oświadczył Reger. 
Zaledwie siedem, osiem osób, rzeczywiście tylko najbliŜsi, w miarę moŜliwości Ŝadnych powinowatych, tylko 
najbliŜsi, myślimy, i wtedy przychodzą tylko ci najbliŜsi, którym równieŜ z góry powiedziano: Ŝadnych 
kwiatów, niczego, a mimo to wszystko jest przecieŜ i tak deprymujące. Kiedy idziemy za trumną, wszystko jest 
deprymujące. Wszystko następuje szybko, trwa niespełna kwadrans, ale zdeprymowani myślimy, Ŝe trwało całą 
wieczność, powiedział Reger. Idę na grób Ŝony i zupełnie niczego nie czuję. W domu jeszcze dziś codziennie 
chce mi się wyć, powiedział, nie wiem, czy pan w to uwierzy, czy nie, ale nad grobem Ŝony niczego nie czuję. 
Stoję tak i wyrywam chwasty, skubię, wykonuję owe nerwowe, śmiechu warte ruchy, wiem, Ŝe to chorobliwe 
ruchy dla uspokojenia nerwów, i spoglądam na okoliczne groby w złym guście, jeden bardziej kiczowaty od 
drugiego, oświadczył Reger. Na cmentarzu całkiem brutalnie widzimy bezdenne bezguście ludzkości. Na 
naszym grobie rośnie tylko trawa, nie ma na nim nazwiska, oświadczył Reger, ustaliłem to wcześniej z Ŝoną. 
ś

adnej inskrypcji, nic. Kamieniarze oszpecają cmentarz, a tak zwani artyści plastycy kładą na wszystkim swoją 

kiczowatą łapę, powiedział Reger. Rzecz jasna jednak z grobu Ŝony mam wspaniały widok na Grinzing oraz 
leŜący niŜej Kahlenberg. I na Dunaj poniŜej. Grób znajduje się tak wysoko, Ŝe moŜe pan z niego patrzyć na cały 
Wiedeń. Z pewnością to obojętne, gdzie człowiek jest pochowany, ale jeśli juŜ ktoś posiada grób na okres 
istnienia cmentarza, tak jak ja z Ŝoną, to powinno się go pochować we własnym grobie. Chciałabym być 
pochowana wszędzie, byle nie na Cmentarzu Centralnym, mawiała często Ŝona, oświadczył Reger, a i ja nie 
chciałbym być pochowany na Cmentarzu Centralnym, choć to obojętne, jak powiedziałem, gdzie człowiek 
koniec końców leŜy. Mój bratanek z Leoben, jedyny krewny, jakiego jeszcze posiadam, powiedział Reger, wie, 
Ŝ

e nie chcę być pochowany na Cmentarzu Centralnym, tylko we własnym grobie, który na okres istnienia 

cmentarza pozostanie moją własnością, oświadczył Reger, rzecz jasna jednak, jeśli miałbym umrzeć ponad 
trzysta kilometrów od Wiednia, to wtedy na miejscu, w promieniu trzystu kilometrów — w Wiedniu, w innym 
wypadku na miejscu, powiedziałem bratankowi z Leoben, bratanek zastosuje się do tego, co mu powiedziałem, 
poniewaŜ po mnie dziedziczy, cytuję Regera. Spoglądając na Siwobrodego męŜczyznę, Reger powiedział: 
jeszcze rok temu, na krótko przed śmiercią Ŝony, lubiłem pochodzić sobie parę godzin po Wiedniu, teraz nie 
mam juŜ na to ochoty. Śmierć Ŝony bardzo mnie osłabiła, nie jestem juŜ tym samym człowiekiem, co przed jej 
ś

miercią. Wiedeń zresztą teŜ stał się taki brzydki, powiedział. Zimą myślę: wiosna mnie uratuje, wiosną myślę: 

lato mnie uratuje, latem myślę, Ŝe jesień, jesienią, Ŝe zima, wciąŜ to samo, o kaŜdej porze roku z nadzieją 
wypatruję następnej. To, rzecz jasna, niefortunna cecha charakteru, u mnie wrodzona, ja nie mówię: jak to 
dobrze, Ŝe jest zima, zima to twoja pora roku, podobnie jak nie mówię, wiosna to twoja pora roku, podobnie jak 
—jesień, to twoja pora roku, lato i tak dalej, i tak dalej. Przesuwam moje nieszczęście zawsze na porę roku, w 
której akurat muszę Ŝyć i w tym całe nieszczęście. Nie naleŜę do ludzi, którzy cieszą się teraźniejszością, tak, 

background image

naleŜę do tych nieszczęśliwców, którzy cieszą się z przeszłości, taka jest prawda, którzy teraźniejszość wciąŜ 
odczuwają jako policzek, taka jest prawda, powiedział Reger, dla mnie teraźniejszość to policzek i prowokacja, i 
w tym moje nieszczęście. No ale przecieŜ dokładnie teŜ tak nie jest, powiedział Reger, wciąŜ bowiem widzieć 
teraźniejszość taką, jaka jest, a naturalnie teŜ nie zawsze jest ona tylko nieszczęśliwa, nie zawsze 
unieszczęśliwia, wiem o tym, tak jak i przeszłość, kiedy o niej pomyśleć, niekoniecznie uszczęśliwia, wiem o 
tym. Wielkim nieszczęściem jest takŜe to, Ŝe nie mam lekarza, któremu mógłbym zaufać, wielu miałem w Ŝyciu 
lekarzy, ale koniec końców Ŝadnemu z tych lekarzy nie ufałem, wszyscy mnie w końcu zawiedli, powiedział 
Reger. Cały czas czuję, jakby mi się miało zaraz coś przydarzyć, w kaŜdym momencie mam wraŜenie, Ŝe zaraz 
zwali mnie z nóg. Kiedy mówię, zaraz będę miał atak, faktycznie czuję, Ŝe będę miał atak, nawet jeśli mówiłem 
to juŜ tysiące razy, powiedział Reger, juŜ i mnie samemu zaczyna działać to na nerwy, co chwila mówię sobie, 
Ŝ

e będę miał atak, a atak nie przychodzi, powiedział Reger. Nie-raz juŜ i w pana obecności mówiłem, Ŝe wydaje 

mi się, Ŝe będę miał atak, a on nie nadszedł, absolutnie nie mówię tego z przyzwyczajenia, tylko poniewaŜ 
faktycznie mam uczucie, ze zaraz będę miał atak. W moim ciele nic juŜ normalnie nie funkcjonuje, powiedział 
Reger. Gdybym miał dobrego lekarza, no ale nie mam dobrego lekarza. Na Singerstrasse miałbym moŜe 
czterech lekarzy praktykujących oraz dwóch internistów, ale Ŝaden z nich nic nie jest wart. Wzrok mam tak 
słaby, Ŝe niebawem w ogóle nie będę widział, no ale nie mam dobrego okulisty. Rzecz jasna jednak nie chodzę 
do lekarzy równieŜ dlatego, Ŝe boję się, iŜ lekarz mógłby mi potwierdzić to, co podejrzewam, a mianowicie, Ŝe 
jestem śmiertelnie chory. Od lat jestem śmiertelnie chory, juŜ Ŝonie wciąŜ to powtarzałem, powiedział Reger, i z 
pewnością załoŜyłem sobie, Ŝe to ja pierwszy umrę, nie ona, a przecieŜ w końcu to ona, wskutek tych 
straszliwych okoliczności, umarła przede mną; przez całe Ŝycie odczuwałem wielki lęk przed lekarzami. Dobry 
lekarz to najlepsze, co moŜemy posiadać, powiedział Reger, ale mało kto posiada dobrego lekarza, mamy 
przecieŜ zawsze tylko do czynienia z partaczami i szarlatanami medycyny, powiedział, a kiedy raz wyda się 
nam, Ŝe wreszcie znaleźliśmy dobrego lekarza, okazuje się, Ŝe jest albo za stary, albo za młody, albo zna się 
trochę na najnowszej medycynie, ale nie ma doświadczenia, albo ma doświadczenie, a nie zna się w ogóle na 
najnowszej medycynie, tak to jest, powiedział Reger. Człowiekowi potrzebny jest pilnie lekarz od ciała i lekarz 
od duszy, a Ŝadnego z nich nie znajduje, przez całe Ŝycie wciąŜ szuka dobrego lekarza od ciała i od duszy, a 
Ŝ

aden z nich dla niego nie istnieje, taka jest prawda. Wie pan, co powiedzieli mi lekarze w szpitalu Braci 

Miłosierdzia, postawieni wobec faktu, iŜ winni są śmierci mojej Ŝony, czyli mają ją na sumieniu? Powiedzieli: 
nadeszła widać jej godzina, powiedzieli mi to banalne zdanie i to zdanie powiedział nie tylko ten, który spaprał 
operację mojej Ŝony, wszyscy lekarze w szpitalu Braci Miłosierdzia wypowiadali to banalne zdanie, nadeszła 
godzina, nadeszła godzina, nadeszła godzina, wciąŜ powtarzali, tak jakby to była ich standardowa odpowiedz, 
oświadczył Reger. Mając lekarza, któremu moŜemy zaufać i pod którego opieką moŜemy się czuć bezpiecznie, 
powiedział Reger, mielibyśmy w starszym wieku najwaŜniejszą rzecz, takiego lekarza jednak nie mamy. Teraz 
przestałem w ogóle szukać takiego lekarza, jest mi bowiem całkowicie obojętne, kiedy umrę, kaŜda chwila jest 
na to dobra, ale tak jak wszyscy ludzie pragnę śmierci moŜliwie szybkiej oraz moŜliwie bez bólu. śona cierpiała 
przecieŜ tylko przez parę dni, powiedział Reger, parę dni cierpienia i parę dni w śpiączce, powiedział. Ludzie 
Ŝą

dają, by ubrać zmarłego, a ja kazałem ją tylko zawinąć w czyste prześcieradło, stwierdził Reger. Urzędnik 

miejski, który nadzorował pogrzeb, był doskonałym fachowcem. Dobrze samemu zająć się wszystkimi 
sprawami związanymi z pogrzebem, wtedy bowiem nie mamy czasu siedzieć w domu i bezczynnie czekać, aŜ 
zdusi nas rozpacz. Cały tydzień biegałem po Wiedniu zaabsorbowany sprawami pogrzebu, od urzędu do urzędu, 
raz jeszcze poznając, czym jest państwo wraz z całą jego biurokratyczną brutalnością, stwierdził Reger. Urzędy, 
do których musimy chodzić w Wiedniu w sprawach pogrzebu, są tak od siebie oddalone, Ŝe trzeba co najmniej 
tygodnia na załatwienie wszystkiego, co niezbędne do pogrzebu. Mówiłem wszędzie, Ŝe chcę, Ŝeby Ŝona miała 
najprostszy pogrzeb, czego nie zrozumieli, wszyscy bowiem chcą mieć, jak wiadomo, pogrzeb wystawny. Ile 
siły kosztowało mnie, nim w końcu zdołałem przeforsować pogrzeb najprostszy, powiedział Reger. Zrozumiał 
mnie tylko urzędnik miejski z Wahringu, jedyny, który mnie zrozumiał, kiedy powiedziałem: jak najprostszy 
pogrzeb, nie, Ŝe chodziło mi o tani, jak wszyscy inni myśleli, tylko najprostszy, wszyscy myśleli przez cały 
czas, Ŝe miałem na myśli tani, kiedy mówiłem najprostszy, jedynie ten urzędnik miejski zrozumiał mnie 
natychmiast, kiedy powiedziałem najprostszy, czyli właśnie najprostszy, a nie tani. Nie do wiary, jak głupi 
faktycznie mogą być ludzie, z którymi mamy do czynienia w urzędach, powiedział Reger. Ja, proszę pana, nie 
wierzyłem, Ŝe doŜyję tej zimy, a tym bardziej, Ŝe ją przeŜyję, powiedział teraz. Prawda jest taka, Ŝe przez cały 
rok wiodłem egzystencję w całkowitej inercji, z wyjątkiem chodzenia na obowiązkowe koncerty, jak równieŜ 
pisania moich artystycznych tekstów do „Timesa”, od śmierci Ŝony nic mnie juŜ nie obchodziło, taka jest 
prawda, Ŝaden człowiek, włącznie z panem, powiedział Reger, nawet pan całymi miesiącami mnie nie 
obchodził. Niczego prawie nie czytałem, nie wychodziłem z domu, chyba Ŝe na koncerty, ale właśnie w 
ubiegłym roku wszystkie koncerty nic nie były warte, zatem, rzecz jasna, takŜe takieŜ były wszystkie moje 
artystyczne teksty do „Timesa”. Czasem zastanawiam się, czemu właściwie ciągle jeszcze piszę do „ Timesa” 
artykuły z Wiednia, skoro właśnie tu, w tym bezmyślnym Wiedniu w dziedzinie muzyki doszło do 
przeraŜającego wprost upadku, tu bowiem, w Wiedniu, przecieŜ ani Konzerthaus, ani Musikverein nie mają do 
zaoferowania niczego wyjątkowego, koncerty wiedeńskie juŜ dawno straciły swoją wyjątkowość, to samo, 

background image

czego się tu słucha, mógł pan juŜ duŜo wcześniej usłyszeć w Hamburgu czy Zurychu, czy w Dinkelsbuhl, 
powiedział Reger. Mam wielką ochotę na pisanie, ale to, czego słucha się w Wiedniu na koncertach, jest coraz 
mniej warte. JuŜ dawno przestałem być, tak jak byłem kiedyś, fanatykiem koncertowym, powiedział, fanatyk 
muzyki, owszem, ale juŜ nie fanatyk koncertowy, jest mi coraz trudniej chodzić do Musikverein albo do 
Konzerthaus, do obu trudno mi dojść pieszo, nie jeŜdŜę taksówkami, a tramwajem z Smgerstrasse teŜ nie ma 
połączenia. A i publiczność w Konzerthaus stała się ostatnimi czasy, muszę powiedzieć, podobnie jak 
publiczność w Musikverein, bardzo pospolita i prowincjonalna, Ŝałuję, ale niestety stępiała i od wielu juŜ lat nie 
jest na poziomie. Minęły bezpowrotnie czasy, kiedy największy spośród wszystkich śpiewaków, George 
London, śpiewał Don Giovanniego w operze, albo córka rzeźnika, Lipp, Królową nocy, minęły równieŜ czasy, 
kiedy sześćdziesięcioletni Menuhin dyrygował w Konzerthaus, a pięćdziesięcioletni Karajan w Musikverein. 
Teraz słuchamy wyłącznie miernoty, bez wartości. Idole, ci najprzedniejsi, najidealniejsi i kompetentni, 
zestarzeli się i stali się niekompetentni, powiedział Reger. 
Dziwne, ale obecne pokolenie nie stawia juŜ przed muzyką najwyŜszych wymagań, które stawiało się muzyce 
jeszcze piętnaście, dwadzieścia lat temu. Wynika to z tego, Ŝe słuchana muzyka za sprawą techniki stała się 
banalną powszedniością. Słuchanie muzyki przestało być czymś wyjątkowym, dzisiaj wszędzie słyszy pan 
muzykę, obojętnie gdzie pan przebywa, wprost pana zmuszają do słuchania muzyki, w kaŜdym domu 
towarowym, w kaŜdym gabinecie lekarskim, na kaŜdej ulicy, nie moŜe pan wprost umknąć muzyce, chce pan od 
niej uciec, ale nie moŜe pan od niej uciec, ta epoka nie moŜe się obyć bez wszechobecnej muzyki w tle, w tym 
cała katastrofa, oświadczył Reger. W naszych czasach doszło do totalnej inwazji muzyki, od bieguna 
północnego aŜ po południowy biegun wszędzie musi pan jej słuchać, w mieście czy na wsi, na morzu czy na 
pustyni, oświadczył Reger. JuŜ tak długo ludzie dzień w dzień szpikowani są muzyką, Ŝe dawno juŜ stracili 
jakiekolwiek wyczucie muzyki. Ten przeraźliwy fakt ma, rzecz jasna, wpływ równieŜ na koncerty, których 
słucha pan dzisiaj, wyjątkowego juŜ pan nie znajdzie, cała muzyka bowiem w całym świecie jest wyjątkowa, a 
tam, gdzie wszystko jest wyjątkowe, nie ma naturalnie juŜ niczego wyjątkowego, wtedy wprost wzrusza, 
oświadczył Reger, Ŝe kilku śmiechu wartych wirtuozów zadaje sobie trud, by być wyjątkowymi, juŜ takimi 
przestali być, poniewaŜ juŜ takimi być nie mogą. Świat został całkowicie przesycony totalną muzyką, 
powiedział Reger, w tym całe nieszczęście, wszędzie na ulicy, na kaŜdym rogu, słyszy pan wyjątkową i 
perfekcyjną muzykę w takiej dawce, Ŝe naleŜałoby właściwie juŜ dawno zaczopować sobie wszystkie przewody 
słuchowe, Ŝeby nie oszaleć. Współcześni ludzie, poniewaŜ nic innego im nie zostało, cierpią na chorobliwy 
konsumpcjonizm muzyczny, oświadczył Reger, ten konsumpcjonizm muzyczny dopóty będzie nakręcał 
przemysł, sterujący dzisiejszym człowiekiem, dopóki doszczętnie nie zrujnuje wszystkich ludzi; tyle się teraz 
mówi o odpadach i o chemii, które wszystko doszczętnie rujnują, a ja panu powiem, muzyka doszczętnie rujnuje 
więcej ludzi niŜ odpady i chemia, to muzyka wszystko i wszystkich w końcu doszczętnie i totalnie zrujnuje. 
Najpierw przemysł muzyczny zrujnuje ludziom doszczętnie przewody słuchowe, a następnie, jako niejako 
następstwo logiczne, i samych ludzi, taka jest prawda, oświadczył Reger. JuŜ widzę tego człowieka totalnie 
zniszczonego przez przemysł muzyczny, powiedział Reger, całe masy ofiar przemysłu muzycznego, które w 
końcu całe kontynenty zapełnią swym trupiomuzycznym zapachem, drogi panie Atzbacher, przemysł muzyczny 
będzie miał ludzi na sumieniu, najprawdopodobniej będzie miał w końcu na sumieniu całą ludzkość, nie tylko 
chemia i odpady, mówię to panu. Przemysł muzyczny jest mordercą ludzi, przemysł muzyczny jest wręcz 
masowym mordercą całej ludzkości, która, jeśli przemysł muzyczny w dalszym ciągu będzie postępował tak, 
jak dotychczas, juŜ za kilkadziesiąt lat nie będzie miała najmniejszej szansy, drogi panie Atzbacher, cytuję 
wzburzonego Regera. Niebawem człowiek o wraŜliwym słuchu nie będzie mógł wyjść na ulicę; wejdzie pan do 
kawiarni, wejdzie pan do gospody, wejdzie pan do domu towarowego, wszędzie, czy chce pan, czy nie chce, 
musi pan słuchać muzyki, jedzie pan pociągiem, leci pan samolotem, wszędzie pana ściga muzyka. Ta 
nieustanna muzyka jest czymś najbardziej brutalnym, co musi znosić i tolerować obecna ludzkość, oświadczył 
Reger. Od samego rana do późnej nocy szpikuje się ludzkość Mozartem i Beethovenem, Bachem i Handlem, 
powiedział Reger, choćby pan nie wiem gdzie poszedł, i tak nie umknie pan tej torturze. Zakrawa niemal na 
cud, powiedział Reger, Ŝe w Kunsthistorisches Museum jak dotąd nie słyszy się nieustannie muzyki, tego by 
tylko brakowało. Po pogrzebie Ŝony na sześć tygodni zamknąłem się w mieszkaniu przy Singerstrasse i nawet 
pomocy domowej nie wpuściłem, oświadczył Reger. Bezpośrednio po pogrzebie poszedł do pobliskiego zboru i 
zapalił świecę, nie wiedząc właściwie dlaczego, ciekawe, Ŝe prosto ze zboru poszedł do Świętego Stefana i tam 
równieŜ zapalił świecę, takŜe w tym wypadku nie wiedząc właściwie dlaczego. Po zapaleniu świecy u Świętego 
Stefana, zszedł nieco niŜej na Wollzeile z myślą, Ŝeby się zabić. Nie miałem jednak dokładnego pomysłu na to, 
jak się zabić, a w końcu udało mi się myśl o zabiciu się wybić sobie z głowy, przynajmniej na krótki czas, 
oświadczył mi Reger. Miałem do wyboru albo tygodniami chodzić tam i z powrotem po mieście, albo na wiele 
tygodni zamknąć się w domu, oświadczył mi Reger, i zdecydowałem się na wielotygodniowe zamknięcie w 
domu. Po pogrzebie Ŝony, jak powiedział, nie chciał w ogóle juŜ patrzeć na ludzi, początkowo takŜe i na 
jedzenie, jednakŜe przez cały dzień pił tylko czystą wodę, tego nikt nie wytrzyma dłuŜej niŜ trzy, cztery dni, i 
faktycznie bardzo szybko wychudł do kości, wczesnym rankiem nie miał siły wstać z łóŜka, to było sygnałem, 
cytuję słowa Regera, więc znowu zacząłem jeść, a następnie znowu zajmować się Schopenhauerem, właśnie 

background image

Schopenhauerem zajmowałem się wraz z Ŝoną, kiedy idąc ze mną, upadła, łamiąc sobie tak zwaną nasadę uda, 
powiedział Reger w zamyśleniu. W ciągu tych sześciu tygodni zamknięcia w domu przeprowadziłem jedynie 
kilka rozmów telefonicznych z moim doradcą prawnym i czytałem Schopenhauera, prawdopodobnie to mnie 
uratowało, oświadczył Reger, choć nie jestem pewien, czy w ogóle dobrze się stało, Ŝe się uratowałem, 
prawdopodobnie, oświadczył Reger, lepiej by się stało, gdybym się nie uratował, gdybym się zabił. WszakŜe 
tyle miałem bieganiny w związku z pogrzebem, Ŝe nie starczyło mi czasu na to, by się zabić. Człowiek, który się 
nie zabije od razu, nigdy się juŜ nie zabije, to właśnie jest takie przeraźliwe, powiedział. Pragniemy być martwi, 
tak jak ukochana przez nas istota, a przecieŜ się nie zabijamy, myślimy o tym wprawdzie, a jednak tego nie 
czynimy, powiedział Reger. Dziwne, ale przez te sześć tygodni w ogóle nie mogłem ścierpieć muzyki, ani razu 
nie siadłem do fortepianu, raz w myślach spróbowałem zabrać się do Das wohltemperierte Klavier, ale 
natychmiast dałem sobie spokój, to nie muzyka uratowała mnie przez te sześć tygodni, to Schopenhauer, wciąŜ 
na nowo parę linijek Schopenhauera, oświadczył Reger. Nie był to takŜe Nietzsche, tylko Schopenhauer. 
Siadałem w łóŜku, czytałem parę linijek Schopenhauera, rozmyślałem o tym, znowu czytałem parę zdań z 
Schopenhauera i rozmyślałem o nich, oświadczył Reger. Po czterech dniach picia wody i czytania 
Schopenhauera wziąłem po raz pierwszy do ust kawałek chleba, tak twardego, Ŝe musiałem odcinać go od 
bochenka toporkiem do mięsa. Usiadłem na taborecie od strony okna wychodzącego na Singerstrasse, na owym 
ohydnym taborecie Loosa, i spoglądałem na dół na Singerstrasse. Niech pan sobie wyobrazi, nawałnica śnieŜna 
w końcu maja, powiedział. Nie chciałem mieć nic wspólnego z ludźmi. Z mieszkania obserwowałem 
przechodniów, którzy, obładowani odzieŜą i Ŝywnością, chodzili tam i z powrotem po Singerstrasse, czułem do 
nich obrzydzenie. Nie chcę wracać do tych ludzi, pomyślałem, nie chcę do tych ludzi, a innych przecieŜ nie ma, 
oświadczył Reger. Spoglądając w dół na Singerstrasse, zdałem sobie sprawę, Ŝe nie ma innych ludzi niŜ ci 
drepczący tam i z powrotem przechodnie tam na dole, na Singerstrasse. Spoglądałem w dół na Singerstrasse i 
nienawidziłem ludzi, nie chcę wracać do tych ludzi, myślałem, powiedział Reger. Do tej niegodziwości i do 
tego ubóstwa nie chcę wracać, powtarzałem sobie, cytuję Regera. Pootwierałem szuflady w komodach i 
zacząłem w nich szukać, wyciągać rozmaite zdjęcia, pisma i korespondencję Ŝony, połoŜyłem wszystko razem 
na stole i oglądałem po kolei, drogi panie Atzbacher, a poniewaŜ jestem człowiekiem uczciwym, muszę 
przyznać, Ŝe przy tym płakałem. Nagle otwarcie dałem Ujście płaczowi, przez dziesiątki lat wzbraniałem sobie 
płaczu, a teraz nagle pozwoliłem sobie otwarcie na płacz, oświadczył Reger. Siedziałem, pozwoliwszy sobie 
otwarcie na płacz, płakałem i płakałem, i płakałem, i płakałem, oświadczył Reger. Przez dziesiątki lat 
wzbraniałem sobie płaczu, od samego dzieciństwa, a teraz nagle pozwoliłem sobie otwarcie na płacz, 
powiedział mi Reger w Ambasadorze. Nie muszę juŜ niczego ukrywać, niczego przemilczać, powiedział, w 
moim wieku osiemdziesięciu dwóch lat nie muszę juŜ absolutnie niczego ukrywać ani przemilczać, powiedział 
Reger, więc nie muszę i tego przemilczać, Ŝe wtedy nagle zacząłem płakać, płakałem i płakałem, całymi dniami 
płakałem, oświadczył Reger. Siedziałem i oglądałem po kolei wszystkie listy, które Ŝona pisała do mnie przez 
wiele lat, czytałem robione przez nią przez wiele lat notatki i płakałem. Przyzwyczajamy się, rzecz jasna, przez 
całe lata, dziesięciolecia, do jakiejś bliskiej istoty, przez lata darzymy ją miłością, w końcu kochamy ją bardziej 
niŜ cokolwiek na świecie, przywiązujemy się do niej, a kiedy ją tracimy, to naprawdę jakbyśmy stracili 
wszystko. Zawsze sądziłem, Ŝe to muzyka jest dla mnie wszystkim, nieraz, Ŝe filozofia, Ŝe wysoka, bardzo 
wysoka, najwyŜsza w ogóle literatura, Ŝe— po prostu sztuka, wszystko to jednak, cała sztuka, cokolwiek by to 
było, niczym jest wobec tej jednej i jedynej ukochanej istoty. Ile złego wyrządziliśmy tej jednej i jedynej 
ukochanej istocie, powiedział Reger, ile tysięcy krzywd kazaliśmy jej cierpieć, tej istocie, którą kochaliśmy jak 
nikogo innego na świecie, jakŜe ją zamęczaliśmy, a przecieŜ kochaliśmy ją jak Ŝadnego innego człowieka, 
powiedział Reger. Kiedy umiera istota, którą kochaliśmy I jak Ŝadnego innego człowieka na świecie, 
pozostawia ona w nas straszliwe wyrzuty sumienia, powiedział Reger, przeraŜające wyrzuty sumienia, z 
którymi musimy istnieć po jej śmierci i które nas któregoś dnia zaduszą, po. wiedział Reger. Te kolekcjonowane 
przeze mnie przez całe Ŝycie ksiąŜki i papiery, które, przeniesione do mieszkania przy Singerstrasse, zapełniły 
wszystkie te regały, koniec końców okazują się bezuŜyteczne, wszystkie te ksiąŜki i papiery są śmiechu warte, a 
ja jestem sam, zostawiony przez Ŝonę. Wierzymy, iŜ uda się nam w takim wypadku uczepić Szekspira czy 
Kanta, ale to tylko złudne przeświadczenie, Szekspir i Kant tudzieŜ wszyscy inni, których w trakcie Ŝycia 
podnieśliśmy do rangi tak zwanych wielkich, akurat w momencie, w którym tak ich potrzebujemy, zostawiają 
nas na lodzie, oświadczył Reger, nic nie rozwiąŜą, w niczym nie pocieszą, naraz stają się dla nas tylko obcy i 
obrzydliwi, wszystko, co ci tak zwani wielcy i znaczący pomyśleli, a potem i zapisali, pozostawia nas 
obojętnymi, oświadczył Reger. Zawsze wierzymy, Ŝe w rozstrzygającym momencie, a więc w momencie 
rozstrzygającym dla Ŝycia, będziemy się mogli zdać na tych tak zwanych znaczących i wielkich, wszystko 
jedno, ale to jest błąd, właśnie w tym rozstrzygającym dla Ŝycia momencie wszyscy owi znaczący i wielcy i, jak 
to się pięknie nazywa, nieśmiertelni, zostawiają nas samych, w owym rozstrzygającym dla Ŝycia momencie nie 
dają nam nic ponad to, Ŝe równieŜ po-śród nich jesteśmy sami, zdani na siebie samych w absolutnie 
przeraźliwym sensie, oświadczył Reger. Pomógł mi jedynie Schopenhauer, poniewaŜ postanowiłem go 
wykorzystać po prostu do przetrwania, oświadczył mi Reger w Ambasadorze. O ile wszyscy inni wzbudzali we 
mnie obrzydzenie, włącznie z Goethem, Szekspirem, Kantem na przykład, to na Schopenhauera po prostu 

background image

rzuciłem się w przystępie rozpaczy, siadłem na taborecie od strony Singerstrasse, po to Ŝeby przetrwać, naraz 
bowiem zapragnąłem przetrwać, nie chciałem umierać, nie chciałem pójść za Ŝoną w śmierć, lecz jeszcze zostać 
tu, pozostać na świecie, słyszy pan, panie Atzbacher, mówił Reger w Ambasadorze. Rzecz jasna jednak, Ŝe i 
Schopenhauer dał mi szansę przeŜycia tylko dlatego, Ŝe postanowiłem go we własnym celu wykorzystać, 
naduŜyć, faktycznie nawet najniegodziwiej w świecie sfałszować, oświadczył Reger, robiąc z niego dla siebie 
po prostu lekarstwo na przetrwanie, którym przecieŜ w rzeczywistości wcale nie jest, podobnie jak inni juŜ tu 
przeze mnie wymienieni. Przez cale Ŝycie zdajemy się na tych wielkich duchem tudzieŜ na tak zwanych 
dawnych mistrzów, oświadczył Reger, a oni gotują nam śmiertelny zawód, poniewaŜ w rozstrzygającym 
momencie nie realizują naszego celu. Gromadzimy w skarbcu tych wielkich duchem, tych dawnych mistrzów, 
w mniemaniu, Ŝe później, w rozstrzygającym dla przetrwania momencie, będziemy mogli z nich skorzystać we 
własnym celu, co znaczy oczywiście wykorzystać i naduŜyć do naszego celu, a to okazuje się śmiertelnym 
błędem. Wypełniamy nasze duchowe sejfy tymi wielkimi duchem i dawnymi mistrzami po to, by sięgnąć po 
nich w tym rozstrzygającym dla Ŝycia momencie, kiedy jednak ten duchowy sejf otworzymy, okazuje się, Ŝe jest 
pusty, taka jest prawda, stojąc przed tym pustym sejfem duchowym, widzimy, Ŝe jesteśmy sami, faktycznie 
zupełnie bez środków, oświadczył Reger. Przez całe Ŝycie człowiek wszystko gromadzi w kaŜdej dziedzinie, a 
mimo to w końcu nic nie ma, sama pustka, oświadczył Reger, równieŜ w sensie majątku duchowego. JakiŜ to ja 
nagromadziłem niesamowity kapitał duchowy, oświadczył Reger w Ambasadorze, a w końcu zupełnie nic nie 
ma. Tylko dzięki niegodziwemu trikowi udało mi się we własnym celu, to znaczy dla przetrwania, wykorzystać 
i naduŜyć Schopenhauera, oświadczył Reger. Nagle rozumie pan, co to jest, ta pustka, nic nie ma, kiedy stoi pan 
pośród tysięcy, całych tysięcy ksiąŜek i papierów, które zostawiły pana całkowicie samego, które nagle okazują 
się tylko tą straszliwą pustką, niczym innym, oświadczył Reger. Kiedy straci pan najbliŜszą istotę, wszystko 
stanie się dla pana pustką, gdziekolwiek by pan spojrzał, wszystko jest puste, spogląda pan, spogląda i widzi 
pan, Ŝe wszystko jest rzeczywiście puste, i to na zawsze, oświadczył Reger. I dowie się pan, Ŝe to nie ci wielcy 
duchem, nie ci dawni mistrzowie utrzymywali go przez dziesięciolecia przy Ŝyciu, tylko ta jedna i jedyna istota, 
którą darzył pan miłością jak nikogo innego w świecie. W tej wiedzy i z tą wiedzą stoi pan samotnie i nic ani 
nikt panu nie pomoŜe, oświadczył Reger. Zamyka się pan we własnym mieszkaniu i rozpacza, oświadczył 
Reger, z kaŜdym dniem coraz bardziej rozpacza i z kaŜdym tygodniem popada pan w głębszą rozpacz, 
oświadczył Reger, nagle jednak wydobywa się pan z tej rozpaczy. Wstaje pan i wydobywa się z tej śmiertelnej 
rozpaczy, jeszcze ma pan siłę, Ŝeby wydostać się z tej najgłębszej rozpaczy, oświadczył Reger, wie pan, ja 
powstałem nagle z taboretu przy oknie od strony Singerstrasse i wydobyłem się z mojej rozpaczy, i zszedłem na 
dół, na Singerstrasse, oświadczył Reger, i poszedłem kilkaset metrów do śródmieścia; powstałem z taboretu 
przy oknie od strony Singerstrasse, wyszedłem z mieszkania i poszedłem do śródmieścia z myślą, Ŝeby jeszcze 
raz spróbować, ostatni raz podjąć próbę przeŜycia, oświadczył Reger. Wyszedłem z mieszkania przy 
Singerstrasse z myślą, Ŝeby jeszcze raz, jeden raz podjąć próbę przetrwania i z tą myślą poszedłem do 
ś

ródmieścia, oświadczył Reger. I ta próba przetrwania zakończyła się powodzeniem, prawdopodobnie w 

rozstrzygającym momencie, zapewne teŜ w ostatnim moŜliwym momencie, podniosłem się z taboretu przy 
oknie od strony Singerstrasse, zszedłem na dół, na Singerstrasse, i poszedłem do śródmieścia, oświadczył 
Reger. Po powrocie do domu, rzecz jasna, doznałem jeszcze wielu poraŜek, jednej po drugiej, moŜe pan sobie 
wyobrazić, Ŝe nie skończyło się na tej jednej, ostatniej próbie przetrwania, nie, musiałem dokonywać setek 
takich prób przetrwania, ale dokonywałem ich jedna po drugiej i raz po raz wstawałem z taboretu przy oknie od 
strony Singerstrasse, wychodziłem na ulicę i faktycznie wracałem do ludzi, do tych ludzi, i w końcu udało mi 
się uratować, oświadczył Reger. WciąŜ, oczywiście, zastanawiam się, czy słusznie postąpiłem, czy moŜe jednak 
nie, ratując się, ale nie o to idzie, oświadczył Reger. Najpierw usilnie pragniemy pójść za kimś w śmierć, a 
potem jednak tego nie chcemy, oświadczył Reger, musi pan wiedzieć, Ŝe juŜ od ponad roku Ŝyję w tej torturze 
rozpaczy. Nienawidzimy ludzi, a mimo to chcemy być razem z nimi, poniewaŜ tylko z ludźmi i tylko pośród 
ludzi mamy szansę Ŝyć dalej i nie oszaleć. W samotności nie wytrzymujemy zbyt długo, oświadczył Reger, 
sądzimy, Ŝe moŜemy być sami, sądzimy, Ŝe moŜemy zostać opuszczeni, wmawiamy sobie, Ŝe moŜemy sami 
dalej Ŝyć, oświadczył Reger, ale to tylko rojenia mózgu. Sądzimy, Ŝe obędziemy się bez ludzi, wierzymy wręcz, 
Ŝ

e obędziemy się nawet bez jednego, jedynego człowieka, i uroiliśmy teŜ sobie, Ŝe mamy tylko jedną szansę, 

tylko wtedy, kiedy jesteśmy sami z sobą, ale to są rojenia mózgu. Bez ludzi nie mamy najmniejszej szansy 
przetrwania, powiedział Reger, choćbyśmy sobie nie wiem ilu wielkich duchem i dawnych mistrzów wzięli za 
towarzyszy, oni nie zastąpią Ŝadnej istoty ludzkiej, oświadczył Reger, w końcu to właśnie przede wszystkim ci 
tak zwani wielcy duchem i tak zwani dawni mistrzowie zostawią nas samym sobie, w końcu pojmujemy, Ŝe 
właśnie wielcy duchem i dawni mistrzowie z nas tylko szydzili i to najnikczemniej w świecie, w końcu 
stwierdzimy, Ŝe nasz związek ze wszystkimi tymi wielkimi duchem, wszystkimi tymi dawnymi mistrzami 
oparty był zawsze tylko na szyderstwie. W mieszkaniu przy Singerstrasse początkowo przetrwał, powiedział, 
jedynie, jak to się mówi, o chlebie i wodzie, a następnie, po ośmiu, dziewięciu dniach, znalazł puszkę z jakimś 
mięsem, które sam sobie podgrzał w kuchni, suszone śliwki rozmoczył i zjadał z ugotowanym we wrzątku 
makaronem, od czego jednak za kaŜdym razem robiło mu się niedobrze. Ósmego czy dziewiątego dnia wezwał 
do siebie w końcu pomoc domową i posłał ją po posiłek do hotelu Royal vis-a-vis. Jak pies zgłodniały się 

background image

rzuciłem na jedzenie i jadłem, cytuję Regera. Zawarłem z hotelem Royal korzystną umowę, od końca maja, 
przez pomoc domową, którą nazywaliśmy zawsze Stellą, choć nazywała się Rosa! oznajmił Reger, hotel 
dostarczał mi zupę i danie główne w specjalnie w tym celu kupionych aluminiowych pojemnikach. Płaciłem za 
dwie porcje, oznajmił mi Reger w Ambasadorze, połowę jednej zjadałem ja, półtorej porcji moja pomoc 
domowa, oznajmił Reger. Posiłki z Royalu jadłem nie bez oporu, oznajmił Reger, ale jadłem, poniewaŜ nic 
innego mi nie pozostawało, jadłem, poniewaŜ musiałem jeść, oznajmił Reger, ale przy jedzeniu na sam widok 
pomocy domowej, która przy jedzeniu naturalnie siedziała naprzeciwko, robiło mi się niedobrze, tej pomocy 
domowej nigdy nie mogłem ścierpieć, była zresztą zawsze pomocą domową Ŝony, ja nigdy bym jej nie 
zaangaŜował, oświadczył Reger, osoba głupia i zakłamana, faktycznie, oświadczył Reger, siadała naprzeciwko 
mnie i zjadała półtorej porcji posiłku z Royalu, kiedy ja sam zjadałem tylko połowę. Musimy tolerować pomoce 
domowe, no bo, gdyby nie one, zadusilibyśmy się we własnym brudzie, powiedział Reger w Ambasadorze, ale 
tak naprawdę to przecieŜ są one zawsze wstrętne. Jesteśmy zdani na łaskę pomocy domowej i tak juŜ jest, 
oświadczył Reger. Moja zawsze teŜ wracała z hotelu Royal z jedzeniem, które sama chciała jeść, które dla 
siebie wybrała, a nie z jedzeniem, które mnie by smakowało. Najbardziej lubi wieprzowinę, dlatego teŜ zawsze 
przynosiła wieprzowinę, ja natomiast, jeśli mam wybór, jem wyłącznie wołowinę, oświadczył Reger. Zawsze 
byłem amatorem wołowiny, pomoce domowe wszystkie bez wyjątku jedzą tylko wieprzowinę. Po śmierci Ŝony, 
od razu zresztą po pogrzebie, oświadczył Reger, pomoc domowa zwróciła mi uwagę, Ŝe ponoć Ŝona jej to i 
tamto zostawiła w spadku, oświadczył Reger, chociaŜ wiem, Ŝe Ŝona niczego pomocy domowej nie zostawiła w 
spadku, Ŝona bowiem ani myślała umierać i z nikim nie rozmawiała o spadku czy dziedziczeniu, nawet ze mną, 
tym bardziej więc nie z pomocą domową. Pomoc domowa przyszła do mnie zaraz po pogrzebie, informując, Ŝe 
Ŝ

ona zostawiła jej w spadku to czy tamto, ubrania, obuwie, naczynia, materiały i tak dalej. Pomoce domowe nie 

cofną się przed niczym, choćby najprzykrzejszą rzeczą, powiedział Reger w Ambasadorze. W swoich Ŝądaniach 
nie mają za grosz wstydu. Ludzie chwalą bez przerwy pomoce domowe, choć dobrze wiadomo, Ŝe dzisiejsze 
pomoce domowe niewarte są pochwał, dzisiejsze pomoce domowe są wstrętne w swoich Ŝądaniach, a 
kompletnie niechlujne w pracy, ludzie jednak bałamutnie twierdzą, Ŝe pomoce domowe są warte pochwał, 
poniewaŜ są zdani na ich łaskę, powiedział Reger w Ambasadorze. Moja Ŝona nawet przez chwilę nie pomyślała 
nigdy o tym, Ŝeby zapisać coś w spadku pomocy domowej, jeszcze na dwa dni przed śmiercią Ŝona nie 
przeczuwała, Ŝe umrze, jakŜe więc mogłaby coś obiecać pomocy domowej? oświadczył Reger. Kłamie, 
pomyślałem, gdy pomoc domowa zwróciła mi uwagę, Ŝe Ŝona obiecała jej róŜne przedmioty, uczestnicy 
pogrzebu jeszcze nie wyszli z cmentarza, a pomoc domowa juŜ stała przede mną, mówiąc, Ŝe Ŝona jej coś 
obiecała. WciąŜ bierzemy ludzi w obronę, poniewaŜ nie moŜemy uwierzyć, a teŜ i nie chcemy w ogóle 
uwierzyć, Ŝe mogą być tak niegodziwi, dopóki nie doświadczymy na sobie, Ŝe są tak niegodziwi, nigdy byśmy 
nie przypuszczali, Ŝe to moŜliwe. Pomoc domowa wielokrotnie, jeszcze kiedy stałem nad otwartym grobem, 
wypowiedziała słowo brytfanna, oświadczył Reger, niech pan sobie wyobrazi, wciąŜ to słowo brytfanna, kiedy 
ja stoję nad otwartym grobem. Całymi tygodniami pomoc domowa zasypywała mnie bezwstydnymi 
kłamstwami, Ŝe Ŝona ponoć jej bardzo duŜo obiecała. Ja jednak, jak to się mówi, puściłem to mimo uszu. 
Dopiero po trzech miesiącach od śmierci Ŝony powiedziałem pomocy domowej, Ŝe moŜe sobie wybrać spośród 
ubrań, które przeznaczyłem dla bratanic mojej Ŝony, parę rzeczy dla siebie, równieŜ spośród garnków niech 
sobie weźmie to, co wyda się jej przydatne. I co pan myśli, jak zachowała się wtedy pomoc domowa? 
oświadczył Reger, otóŜ osoba ta łapczywie rzuciła się na odzieŜ i całymi jej naręczami zaczęła wypychać 
przygotowane uprzednio wielkie stukilogramowe worki, jeden za drugim napychała te stukilogramowe worki 
całymi naręczami ubrań Ŝony, aŜ zbrakło w nich miejsca. Stałem, w osłupieniu, obserwując całą tę scenę. 
Pomoc domowa biegała jak szalona po mieszkaniu i zagarniała wszystko, co tylko wpadło jej w rękę. W końcu 
wypełniła po brzegi pięć stukilogramowych worków, a to, co juŜ nie weszło do stukilowych worków, 
zapakowała ciasno w trzy walizy. Na koniec zjawiła się jeszcze jej córka, aby pomóc znosić z nią razem worki i 
walizy na dół, na Singerstrasse, gdzie córka uprzednio podjechała wynajętą cięŜarówką. Kiedy wyniosły razem 
na Singerstrasse wszystkie worki i walizy, pomoc domowa zaczęła wyjmować i stawiać na podłodze dziesiątki 
garnków kuchennych, nie pytając mnie nawet, czy zgadzam się, Ŝeby te garnki wzięła. Przeciągając przez 
uchwyty garnków szpagatowy sznurek, którym wiązała z sobą garnki, Ŝeby móc je łatwiej znieść na 
Singerstrasse, powiedziała, Ŝe mimo wszystko kilka z nich mnie zostawia. Stałem, W osłupieniu obserwując, 
jak pomoc domowa i jej córka jak opętane targały z mieszkania jeszcze te garnki. Gdyby W ciągu tych wielu lat, 
kiedy pracowała u nas pomoc domowa, oświadczył Reger, moja Ŝona choć raz natknęła się na jej córkę, byłaby 
przeraŜona jej widokiem, ale Ŝona nigdy nie widziała jej na oczy, oświadczył Reger. Im bardziej się za ludźmi 
wstawiamy, jak to się mówi, i im lepsi dla nich jesteśmy, tym straszliwiej nam za to odpłacają, powiedział 
Reger w Ambasadorze. Owo doświadczenie z pomocą domową i jej córką faktycznie nauczyło mnie, jakie 
otchłanie obrzydliwości potrafi w sobie nosić człowiek, oświadczył Reger. Tak zwane klasy niŜsze są przecieŜ, i 
taka jest prawda, równie niegodziwe i nikczemne, i równie zakłamane, jak wyŜsze. To jedna z najbardziej 
odraŜających cech charakterystycznych naszych czasów, to, Ŝe wciąŜ twierdzi się, iŜ tak zwani ludzie prości, tak 
zwani uciskani, są dobrzy, a inni źli, to jedno z najobrzydliwszych znanych mi kłamstw, oświadczył Reger. 
Ludzie w sumie jednako są nikczemni i niegodziwi, i zakłamani, oświadczył Reger. Tak zwana pomoc domowa 

background image

nie jest o źdźbło choćby lepsza od tak zwanego wielmoŜnego pana, faktycznie dziś jest wprost na odwrót, tak 
jak i wszystko jest dziś na odwrót, powiedział Reger, pomoc domowa jest dziś wielmoŜnym panem, nie 
odwrotnie. Tak zwani bezsilni są dzisiaj mocni, a nie odwrotnie, powiedział Reger w Ambasadorze. Kiedy 
przyglądał się Siwobrodemu męŜczyźnie, ja słyszałem to, co mi powiedział wcześniej w Ambasadorze, Ŝe 
wszystko dzisiaj jest na odwrót, wciąŜ to dzisiaj wszystko jest na odwrót. Stałem jeszcze nad otwartym grobem, 
a pomoc domowa juŜ mi wmawiała, Ŝe Ŝona dała jej w spadku zielone palto, które kupiła sobie kiedyś w 
Badgastein. Akurat to piękne kosztowne ubranie miałaby zostawić w spadku pomocy domowej, powiedział 
Reger z oburzeniem. Tacy ludzie wykorzystają kaŜdą sytuację i przed niczym się nie cofną, niby tacy są głupi, a 
wszystko zrobią na swoją korzyść, nawet największe ohydztwo. A my zawsze damy się nabrać, dajemy się im 
naciągnąć, poniewaŜ naturalnie przewyŜszają nas oni w swych codziennych ohydztwach, oświadczył Reger. Ale 
obłudne małpowanie ludu jest takŜe ohydne, powiedział Reger, owo na przykład tak charakterystyczne dla 
polityków zaskarbianie sobie względów ludu. JeŜeli jesteśmy ludźmi o idealistycznych wyobraŜeniach, to 
zawsze okaŜe się niebawem, Ŝe te wyobraŜenia są wyobraŜeniami bez sensu, niczym innym, oświadczył Reger, 
i powiedział, Ŝe człowiek musi nauczyć się być starym, nie ma nic obrzydliwszego niŜ spoufalanie się z 
młodymi, zawsze mnie do głębi odstręcza, kiedy starszy człowiek spoufala się z młodymi, drogi panie 
Atzbacher, i powiedział, Ŝe w dzisiejszym świecie człowiek wydany jest na pastwę świata, odsłonięty, mamy 
dziś do czynienia z człowiekiem totalnie wydanym i totalnie odsłoniętym, jeszcze dziesięć lat temu ludzie czuli 
się mimo wszystko dość osłonięci, dziś jednak skazani są na całkowite odsłonięcie, powiedział Reger w 
Ambasadorze. Nigdzie juŜ nie mogą się schronić, nie ma juŜ nigdzie schronienia, i to jest takie straszne, cytuję 
Regera, wszystko stało się całkowicie przezroczyste, a przez to i odsłonięte; to znaczy, Ŝe dzisiaj nie ma juŜ 
absolutnie moŜliwości ucieczki, ludzi dziś wszędzie, obojętnie gdzie są, zewsząd się przegania, umykają ścigani 
i gonieni i uciekają, ale nie znajdują juŜ nory, w którą mogliby rzucić się, uciekając, chyba Ŝe rzucą się w 
ś

mierć, to jest fakt, cytuję Regera, niebywałe, świat bowiem nie jest juŜ tym, czym był, jest teraz wyłącznie 

czymś niebywałym. Musi się pan z tym niebywałym światem pogodzić, panie Atzbacher, czy chce pan tego, czy 
nie, jest pan bez reszty wydany na pastwę tego niebywałego świata, a jeśli ktoś będzie panu wmawiał, Ŝe tak nie 
jest, będzie kłamał, owo dziś bez przerwy wciskane w uszy ludzi kłamstwo, w którym wyspecjalizowali się 
zwłaszcza politycy tudzieŜ polityczni bredzący, oświadczył Reger. Świat jest jedną wielką niebywałością, w 
której Ŝaden człowiek nie znajdzie juŜ osłony, Ŝaden w ogóle, oświadczył Reger w Ambasadorze. Teraz Reger, 
przyglądając się Siwobrodemu męŜczyźnie, powiedział: ale śmierć Ŝony nie jest jedynie moim największym 
nieszczęściem, ona przyniosła mi teŜ wyzwolenie. Wraz ze śmiercią Ŝony stałem się wolny, powiedział, a 
mówiąc wolny, mam na myśli całkowicie wolny, w pełni wolny, doskonale wolny, jeśli wie pan, co to znaczy, a 
przynajmniej ma pan tego przeczucie. Nie czekam juŜ na śmierć, ona przyjdzie sama, nie muszę o niej myśleć, i 
tak przyjdzie, jest mi całkiem obojętne, kiedy. Śmierć ukochanej istoty jest przecieŜ takŜe niesamowitym 
uwolnieniem całego naszego systemu, powiedział teraz Reger. JuŜ od dłuŜszego czasu Ŝyję Z uczuciem, Ŝe 
jestem teraz doskonale wolny. Teraz mogę dopuścić do siebie wszystko, naprawdę wszystko, i nie muszę się 
wcale bronić, juŜ się nie bronię, tak jest, oświadczył teraz Reger. Przyglądając się Siwobrodemu męŜczyźnie, 
powiedział: faktycznie zawsze podobał mi się „Siwobrody męŜczyzna, nigdy nie lubiłem Tintoretta, ale lubiłem 
Siwobrodego męŜczyznę Tintoretta. JuŜ od ponad trzydziestu lat przyglądam się temu obrazowi, Ŝadnemu 
innemu obrazowi nie byłbym w stanie przyglądać się przez ponad trzydzieści lat. Dawni mistrzowie szybko 
męczą, kiedy patrzymy na nich bez skrupułów, i zawsze rozczarowują, kiedy poddajemy ich wnikliwemu 
badaniu, kiedy, Ŝe tak powiem, staną się dla nas bezlitosnym obiektem naszego krytycznego umysłu. śaden z 
tych tak zwanych dawnych mistrzów nie wyjdzie cało z owego prawdziwie krytycznego badania, oświadczył 
teraz Reger. Leonardo, Michał Anioł, Tycjan pod naszym wzrokiem z niewiarygodną szybkością rozpadają się, 
po to by w końcu okazać się mimo wszystko tylko marną, choć moŜe genialną, próbą przetrwania. Goya jest juŜ 
trudniejszym orzechem do zgryzienia, powiedział Reger, ale i Goya na nic nam się nie przyda i nic dla nas w 
końcu nie znaczy. Wszystko tutaj, w Kunsthistorisches Museum, w którym zresztą nie ma ani jednego Goi, 
powiedział teraz Reger, nic dla nas w końcu nie znaczy, w rozstrzygającym punkcie naszej egzystencji. Na 
wszystkich tych obrazach wcześniej czy później znajdziemy, jeśli przestudiujemy je wnikliwie, jakąś 
nieporadność, faktycznie, nawet w tych największych i najwaŜniejszych kreacjach artystycznych, jeśli będziemy 
badali nieustępliwie, znajdziemy jakiś błąd, jakiś kardynalny błąd, który nam wszystkie te obrazy po kolei 
zohydzi, prawdopodobnie dlatego, Ŝe za duŜe mieliśmy wymagania, oświadczył Reger. Cała sztuka w ogóle nie 
jest niczym innym jak sztuką przetrwania, niech pan tego nie traci z oczu, jest ona w sumie jedną, nieustannie 
ponawianą, poruszającą równieŜ rozum, próbą uporania się z tym światem, w całej jego obrzydliwości, a tego, 
jak wiadomo, dokonać moŜna, jedynie ustawicznie uciekając się do kłamstwa i zakłamania, obłudy i 
oszukiwania samego siebie, oświadczył Reger. Te obrazy pełne są kłamstwa i zakłamania, pełne obłudy i 
oszukiwania samego siebie, niczego poza tym w nich nie ma, nie licząc ich jakŜe często genialnej zręczności. 
Wszystkie te obrazy są ponadto wyrazem absolutnej bezradności człowieka, niemoŜności uporania się przez 
niego z sobą i z tym, co przez całe Ŝycie go otacza. To właśnie przecieŜ wyraŜają wszystkie te obrazy, ową z 
jednej strony zawstydzającą głowę, z drugiej przeraŜającą rzeczoną głowę i poruszającą na śmierć bezradność, 
oświadczył Reger. Siwobrody męŜczyzna przez ponad trzydzieści lat nie poddał się memu rozumowi i moim 

background image

uczuciom, oświadczył Reger, z tego powodu jest dla mnie najcenniejszy spośród tego, co wystawione jest tu, w 
Kunsthistorisches Museum. Tak jakbym juŜ o tym wiedział przed ponad trzydziestoma laty, juŜ ponad 
trzydzieści lat temu usiadłem po raz pierwszy na tej ławce, dokładnie naprzeciw Siwobrodego męŜczyzny. 
Wszyscy ci tak zwani dawni mistrzowie ponieśli klęskę, wszyscy bez wyjątku skazani byli na klęskę, a 
oglądający moŜe tę klęskę znaleźć w kaŜdym szczególe ich prac, w kaŜdym pociągnięciu pędzla, oświadczył 
Reger, w drobnym, najdrobniejszym szczególe. Zupełnie niezaleŜnie od tego, Ŝe wszystkim tym tak zwanym 
dawnym mistrzom naprawdę genialnie udało się namalować zawsze jedynie tylko jakiś szczegół obrazu, Ŝaden z 
nich, ani jeden, nie namalował stuprocentowo genialnego płótna, Ŝadnemu z tych tak zwanych dawnych 
mistrzów nie udało się to ani razu; albo ponieśli klęskę, malując podbródek albo kolano, albo powieki, 
oświadczył Reger. Większość poniosła klęskę, malując ręce, w Kunsthistorisches Museum nie ma ani jednego 
obrazu z ręką namalowaną genialnie lub choćby niezwykle, wciąŜ tylko te tragikomicznie nieudane ręce, 
oświadczył Reger, niech pan popatrzy, tu, na wszystkich tych portretach, nawet najsłynniejszych. śadnemu z 
tych tak zwanych dawnych mistrzów równieŜ nie udało się namalować choćby niezwykłego podbródka czy 
rzeczywiście udanego kolana. El Greco nie potrafił choćby raz namalować dobrze ręki, ręce u El Greca zawsze 
wyglądają jak brudne, mokre szmaty, powiedział teraz Reger, no ale w Kunsthistorisches Museum nie ma ani 
jednego El Greca. A Goya, którego teŜ nie ma w Kunsthistorisches Museum, wystrzegał się namalowania ręki, 
choćby raz, wyraźnie, co do rąk u Goi, to i Goya tkwił w dyletanctwie, ten straszliwy, niesamowity Goya, 
którego stawiam ponad wszystkich malarzy, jacy kiedykolwiek tknęli się malarstwa, oświadczył Reger. No i 
jest po prostu deprymujące, Ŝe tu, w Kunsthistorisches Museum, ogląda się jedynie sztukę, którą moŜna określić 
mianem państwowej, tę wrogą duchowi habsbursko-katolicką sztukę państwową. Od dziesiątków lat zawsze to 
samo, idę do Kunsthistorisches Museum i myślę sobie, Ŝe Kunsthistorisches Museum nie ma nawet jednego 
Goi! Co do mnie, w moim rozumieniu sztuki, to, Ŝe nie ma El Greca nie jest Ŝadnym nieszczęściem, ale to, Ŝe 
nie ma w nim Ŝadnego Goi, jest dla Kunsthistorisches Museum faktycznie nieszczęściem, oświadczył Reger. 
Trzeba stwierdzić, Ŝe w skali światowej, cytuję Regera, Kunsthistorisches Museum, wbrew reputacji, jaką się 
cieszy, nie jest wcale muzeum najwyŜszej klasy, nie posiada bowiem nawet jednego obrazu wielkiego, 
niedoścignionego Goi. Ponadto Kunsthistorisches Museum odzwierciedla totalnie ów habsburski gust w sztuce, 
Habsburgów, którzy, przynajmniej jeśli idzie o malarstwo, mieli przecieŜ odstręczający, całkowicie wyzuty z 
ducha, katolicki gust w sztuce. Malarstwo katoliccy Habsburgowie niewiele bardziej lubili niŜ literaturę, 
poniewaŜ malarstwo i literatura wydawały im się zawsze niebezpieczne, w odróŜnieniu od muzyki, która nie 
mogła nigdy być dla nich niebezpieczna i której dozwolili, właśnie dlatego, Ŝe tak bardzo wyzuci byli z ducha, 
ci katoliccy Habsburgowie, rozwinąć się do pełnego rozkwitu, jak to przeczytałem raz w tak zwanym 
kompendium sztuki. Habsburskie zakłamanie, habsburski debilizm, habsburska perwersja wiary, zawisły na 
wszystkich tych ścianach, taka jest prawda, cytuję Regera. I wszędzie, na wszystkich płótnach, włączając 
pejzaŜe, ten perwersyjny infantylizm wiary. Niegodziwa kościelna obłuda nawet na obrazach o wysokich, wręcz 
najwyŜszych ambicjach malarskich, to jest najwstrętniejsze. We wszystkim w Kunsthistorisches Museum jest ta 
ś

więtoszkowatość w katolickiej aureoli, nawet Giotto nie potrafi się z tego wyłamać, cytuję Regera. Ci 

obrzydliwi Wenecjanie, którzy wraz z kaŜdą kolejną namalowaną łapą czepiali się katolickiego 
przedalpejskiego nieba, powiedział teraz. W Kunsthistorisches Museum nie zobaczy pan ani jednej naturalnie 
namalowanej twarzy, zewsząd spoziera tylko owo katolickie oblicze. Gdy przez dłuŜszy czas przypatrzy się pan 
jakiejś dobrze namalowanej głowie, w końcu okaŜe się ona tylko katolicka, stwierdził Reger. Nawet trawa na 
tych obrazach rośnie po katolicku, nawet zupa w holenderskich wazach jest tylko katolicką zupą, powiedział 
teraz Reger. Bezczelnie arogancki malowany katolicyzm, to wszystko, stwierdził Reger. Przez te trzydzieści 
sześć lat chodziłem do Kunsthistorisches Museum tylko dlatego, Ŝe przez okrągły rok panuje tu idealna 
temperatura osiemnastu stopni Celsjusza, najlepsza nie tylko dla płótna obrazów, lecz takŜe dla mojej skóry, 
przede wszystkim zaś dla mojej wysoce wraŜliwej głowy, stwierdził Reger. Wnikliwa obserwacja sztuki, 
metoda samobójcza, uzyskane wraz z wiekiem pewne mistrzostwo, powiedział teraz Reger. śadną miarą 
prawem zwyczaju w Kunsthistorisches Museum, powiedział, w gruncie rzeczy nienawiść do sztuki, mania 
sztuki, nieuleczalne. Drogi panie Atzbacher, znaleźliśmy się niewątpliwie niemal w szczytowym punkcie naszej 
epoki chaosu i kiczu, powiedział, dodając, Ŝe cała ta Austria nie jest niczym innym przecieŜ jak 
Kunsthistorisches Museum, katolicko-narodowosocjalistycznym muzeum— straszliwe. Szalbierskie udawanie 
demokracji, powiedział. Ta dzisiejsza Austria to chaotyczny gnój, to ociekające megalomanią śmiechu warte 
państewko, które teraz, czterdzieści lat po tak zwanej drugiej wojnie światowej, totalnie zamputowane, 
osiągnęło absolutne dno; to śmiechu warte państewko, w którym wymarło myślenie i w którym juŜ od ponad 
półwiecza wciąŜ jeszcze panuje tylko niska państwowopolityczna tępota oraz zauroczona państwem głupota, 
stwierdził Reger. Brutalny, pełen zamieszania świat, powiedział. Za stary jestem, Ŝeby zniknąć, powiedział, za 
stary — Ŝeby sobie pójść, panie Atzbacher, osiemdziesiąt dwa lata, słyszy pan! Zawsze byłem sam! Teraz juŜ 
ostatecznie w pułapce, panie Atzbacher. Gdziekolwiek tylko dzisiaj spojrzymy w tym kraju, spoglądamy w 
kloakę śmiechu wartego, powiedział Reger. Zbiorowe szaleństwo, istna katastrofa, powiedział. Wszyscy są w 
sumie podatni na depresję, wie pan, mamy wraz z Węgrami najwyŜszy wskaźnik samobójstw w całej Europie. 
Myślałem często, Ŝe przeniosę się do Szwajcarii, Szwajcaria jednak byłaby dla mnie jeszcze duŜo gorsza. Nie 

background image

ma pan pojęcia, jak ja kocham ten kraj, powiedział Reger, do głębi jednak nienawidzę obecnego państwa; ja z 
tym państwem nie chcę w przyszłości mieć nic wspólnego, codziennie wzbudza we mnie wstręt. Wszyscy 
ludzie, dzisiaj w tym państwie działający i rządzący, mają bez wyjątku przeraŜające, wyzute z ducha, 
prymitywne twarze, w tym kraju-bankrucie zobaczy pan wyłącznie gigantyczną stertę przeraŜających odpadów 
fizjonomicznych, powiedział. Czego to nie wymyślamy, czego nie wygadujemy w przekonaniu, Ŝe jesteśmy 
kompetentni, a przecieŜ nie jesteśmy, w tym cała komedia, a kiedy zapytamy, jak ma być dalej? — w tym cała 
tragedia, drogi panie Atzbacher. Wszedł Irrsigler z „Timesem” w ręku, o którego wcześniej prosił go Reger, 
musiał tylko przejść z Kunsthistorisches Museum przez ulicę do kiosku z gazetami. Reger wziął „Timesa”, 
wstał i wyszedł z sali Bordona, a potem, jak mi się wydawało, Ŝywszym niŜ zazwyczaj krokiem zszedł na dół 
głównymi schodami i wyszedł na zewnątrz, a ja za nim. Zatrzymawszy się przed wulgarnym pomnikiem Marii 
Teresy, powiedział, Ŝe zapewne bardzo zdumiał mnie fakt, iŜ do tej pory nie zdradził mi jeszcze właściwego 
powodu, dla którego zapragnął dziś znowu spotkać się ze mną w Kunsthistorisches Museum. Nie wierzyłem 
własnym uszom, kiedy oświadczył, Ŝe kupił dwa bilety na Rozbity dzban do Burgtheater, świetne miejsca na 
parterze, i Ŝe właściwym powodem, dla którego dzisiaj znowu mnie poprosił do Kunsthistorisches Museum, 
było to, Ŝeby zaproponować mi wspólne obejrzenie Rozbitego dzbana w Burgtheater. Wie pan, od wielu lat nie 
byłem juŜ w Burgtheater, niczego nienawidzę bardziej niŜ Burgtheater, w ogóle sztuki dramatycznej, 
powiedział, ale wczoraj pomyślałem, Ŝe jutro pójdę do Burgtheater i obejrzę Rozbity dzban. Drogi panie 
Atzbacher, stwierdził Reger, nie wiem, jak wpadłem na ten pomysł, Ŝeby dzisiaj i akurat z panem pójść do 
Burgtheater obejrzeć Rozbity dzban. Niech się pan nie krępuje, moŜe mnie pan spokojnie uznać za obłąkanego, 
powiedział teraz Reger, moje dni i tak są policzone, ja faktycznie pomyślałem, Ŝe pójdzie pan ze mną dzisiaj do 
Burgtheater, Rozbity dzban jest w końcu najlepszą niemiecką komedią, do tego jeszcze Burgtheater to najlepsza 
scena na świecie. Przez trzy godziny dręczyła mnie myśl, Ŝe będę musiał panu powiedzieć, Ŝe ma pan mi 
towarzyszyć na Rozbitym dzbanie, sam bowiem na Rozbity dzban nie pójdę, powiedział teraz Reger, pisze 
Atzbacher, trzy wypełnione męką godziny, zastanawiałem się, jak panu powiedzieć, Ŝe kupiłem dwa bilety na 
Rozbity dzban, z myślą wyłącznie o mnie i o panu, przez dziesiątki lat bowiem słyszał pan ode mnie wyłącznie, 
Ŝ

e Burgtheater to najohydniej sza scena świata, a tu nagle miałby pan iść na Rozbity dzban do Burgtheater, fakt, 

którego nie pojmuje nawet Irrsigler. Niech pan przyjmie ten bilet, powiedział, i pójdzie dziś ze mną do 
Burgtheater, niech pan dzieli dziś ze mną tę obłędną perwersję, drogi panie Atzbacher, powiedział Reger, pisze 
Atzbacher. Dobrze, powiedziałem Regerowi, pisze Atzbacher, jeŜeli tego właśnie sobie pan Ŝyczy, a Reger 
powiedział, tak, właśnie tego sobie Ŝyczę, wręczając mi drugi bilet. Wieczorem faktycznie poszedłem z 
Regerem do Burgtheater na Rozbity dzban, pisze Atzbacher. Przedstawienie było przeraźliwe. 

koniec