background image

JAYNE ANN KRENTZ 

GWIAZDA SEZONU 

background image

PROLOG 

Trent  Ravinder  stał  w  głębokim  cieniu  starego  bungalowu,  wsłuchiwał  się  w  szum 

drzew i obserwował, jak rudowłosa królowa elfów pływa samotnie o północy. 

Czarująca  istota:  drobna,  szczupła,  intrygująca.  Doprowadzała  go  do  szaleństwa.  Od 

wielu  dni  próbował  ją  pochwycić,  ale  zawsze,  kiedy  był  już  bliski  celu,  jakimś  cudem  się 

wymykała. 

Myślała,  że  dzisiaj  będzie  zupełnie  sama.  Tymczasem  Trent  wybrał  się  na  nocny, 

uspokajający  spacer.  Szczęście,  przeznaczenie  czy  może  po  prostu  zbieg  okoliczności 

sprawiły, że wyszedł zza rogu bungalowu akurat wtedy, gdy dziewczyna wślizgiwała się pod 

powierzchnię wody w basenie. Trent zamarł bez ruchu, bojąc się, że magia pryśnie. 

Stał,  obserwując  jej  samotne  baraszkowanie,  dopóki  nie  wyszła  wreszcie  z  wody. 

Blade, srebrzyste światło lśniło na delikatnych piersiach i zmysłowym owalu bioder. 

Dziewczyna  sięgnęła  po  ręcznik  i  Trent  rozważał  przez  chwilę,  czy  nie  wyjść  z 

ukrycia. Przecież to właśnie z jej powodu wybrał się na ten późny spacer. To ona, Filomena 

Cromwell, nieoczekiwanie zakłóciła mu życiowy spokój. Ten elf musi ponieść konsekwencje 

tego, co zrobił. 

Ale jeszcze nie dzisiaj. Dzisiaj niech zniknie w bezpiecznym zaciszu swej sypialni czy 

w  jakimś  innym  tajemniczym  miejscu.  Nie  należy  się  śpieszyć,  postanowił,  kryjąc  się  w 

cieniu. Niebawem zwiewna dama odkryje, że nie zdoła przed nim uciec, choćby nie wiem jak 

zręcznie tańczyła i umykała. 

Filomena będzie wkrótce należeć do niego. 

Trent  złożył  sobie  tą  zuchwałe  przyrzeczenie  i  uśmiechnął  się.  Musi  jedynie 

przyciągnąć jej uwagę, pomyślał. A to nie takie proste, jak się wydaje. 

background image

ROZDZIAŁ 1 

Filomena Cromwell bawiła się świetnie. Do restauracji Klubu Sportowego w Gallant 

Lake  przybyli  gromadnie  okoliczni  mieszkańcy,  którzy  postanowili  zjeść  tu  kolację  i 

potańczyć. Orkiestra - choć nie renomowana grała z wielkim zapałem. Wprawdzie potrawy i 

cała  atmosfera  odbiegała  od  tego,  co  można  spotkać  w  Nowym  Jorku,  San  Francisco  czy  w 

Seattle,  ale  Filomenę  przyjemnie  ekscytował  fakt,  że  w  tej  sali  wszyscy  zwracają  uwagę  na 

nią i na partnera, z którym tańczy. 

Odchyliła  głowę  do  tyłu  świadoma,  że  jej  długie,  rude  włosy  opadają  delikatnie  na 

ramię  Trenta  Ravindera.  Zawsze  gdy  tańczyła  z  mężczyznami  tak  postawnymi  jak  Trent, 

musiała  stawiać  pewien  opór,  by  nie  poddać  się  ich  mocnym  objęciom.  Wysocy  mężczyźni 

chcieli na ogół dominować nad niskimi i drobnymi kobietami. 

Filomena  znała  jednak  te  wszystkie  manewry,  które  pozwalały  wyjść  obronną  ręką  z 

potyczek na parkiecie. 

Teraz roziskrzonym wzrokiem spoglądała figlarnie spod rzęs na swego partnera. 

- Cieszę się, Trent, że nieźle sobie radzisz w warunkach stresu - wyszeptała. 

Spojrzał  na  nią  uważnie  swymi  zielonymi,  na  wpół  przymkniętymi  oczyma,  ale  jego 

twarz wyrażała obojętną uprzejmość. 

-  To  jakbyśmy  tańczyli  w  akwarium.  Gdybym  wiedział,  że  wzbudzimy  aż  takie 

zainteresowanie, nałożyłbym jaskrawy krawat i getry. 

Filomena zaśmiała się rozbawiona. 

- Na pewno to by dodatkowo ożywiło ten cały wieczór. 

-  Nie  jestem  pewien  -  odrzekł,  przyglądając  się  jej  sukni.  -  Odnoszę  wrażenie,  że 

nawet jasno świecący krawat nie mógłby konkurować z twoim strojem. 

Powoli  przesunął  ręką  po  jej  plecach,  błądząc  ciepłymi  palcami  po  skórze  w 

trójkątnym wycięciu sukni, sięgającym od ramion do talii. 

- Nie podoba ci się ta sukienka? - zapytała z udanym zatroskaniem Filomena. - Jestem 

zdruzgotana!  Zaprojektowała  ją  moja  wspólniczka.  Glenna  zawsze  wie,  w  czym  jest  mi  do 

twarzy. Mam do niej całkowite zaufanie. 

- Czy aby na pewno słusznie? 

- Bez wątpienia. Glenna wie, jak zabrać się do moich ubrań. W naszej firmie ona jest 

od  projektowania,  a  ja  mam  wyczucie,  jeśli  chodzi  o  kolory  i  tkaniny.  Tworzymy  dobry 

zespół. 

background image

Filomena  uśmiechnęła  się  w  duchu,  widząc  jak  Trent  patrzy  uważnie  na  jej 

ciemnozielony strój. Dżersej opinał szczupłą figurę. Długie rękawy i linia sukni, kończąca się 

z przodu pod samą szyją, wywoływały wrażenie dyskretnej powściągliwości, zburzone jednak 

dzięki  odważnemu  rozcięciu  na  plecach.  Tkanina  spływała  długą,  luźną  spódnicą,  układając 

się wdzięcznie wokół talii. 

-  Przekaż  moje  gratulacje  swej  wspólniczce.  Rzeczywiście  wie,  w  jaki  sposób  cię 

ubrać, by mężczyzna pragnął cię rozebrać. Myślę, że w świecie mody to wielki talent. 

Filomena uśmiechnęła się ironicznie. 

-  Wyczuwam  dezaprobatę.  Nawet  coś  więcej.  Chciałoby  się  powiedzieć  -  pruderię. 

Zastanawiam się, czemu poprosiłeś mnie do tańca. 

- Sama najlepiej wiesz, dlaczego. Filomena zaśmiała się gardłowo. 

- Naturalnie, wiem. Nie powinnam ci dogadywać. Wiem, że chciałeś oddać przysługę 

mojej  rodzinie.  To  bardzo  szlachetne  z  twojej  strony.  Nie  każdy  mężczyzna  zgodziłby  się 

dobrowolnie bawić mnie i ochraniać przez cały wieczór. 

- Myślisz, że właśnie dlatego poprosiłem cię do tańca? 

-  Oczywiście.  -  Filomena  kiwnęła  głową  z  przekonaniem.  -  Odkąd  tu  przyjechałam 

dwa tygodnie temu, wszyscy okropnie się bali, że napytam biedy i zakłócę ślub mojej siostry, 

nie mówiąc już o pozycji społecznej naszej rodziny w Gallant Lake. A tu zjawiłeś się ty. Moja 

mama natychmiast oceniła, że stanowisz wybawienie dla rodziny. Wszyscy mają nadzieję, że 

powstrzymasz  mnie  od  robienia  głupstw,  przynajmniej  do  końca  wesela.  Pół  miasta 

obserwuje,  czy  ci  się  to  uda.  Naturalnie  druga  połowa  ma  nadzieję,  że  poniesiesz  porażkę. 

Cudownie będzie im się plotkowało, gdy wybuchnie jakiś niezwykły skandal. Gallant Lake to 

zwykle  takie  ciche,  małe  miasteczko.  Trent  obserwował  ją  przez  dłuższą  chwilę,  a  potem 

stwierdził: 

-  A  ty  usilnie  się  starasz,  by  zwracać  na  siebie  uwagę.  Od  swego  przyjazdu  dajesz 

jeden spektakl po drugim, poczynając od tej powtórki balu maturalnego w zeszłym tygodniu. 

-  Nie  brałam  udziału  w  tamtym  balu  maturalnym  -  wyjaśniła  Filomena.  - 

Wylądowałam wtedy jako piastunka do dzieci, bo nie miałam swojego chłopaka. Cóż w tym 

dziwnego,  skoro  przez  całą  szkołę  średnią  nie  chodziłam  na  randki.  Teraz  się  cieszę,  że 

poczekałam  dziesięć  lat  na  to  wydarzenie.  Z  pewnością  w  ubiegłym  tygodniu  lepiej  się 

bawiłam, niż miałoby to miejsce wtedy. 

-  Wywołałaś  niezłe  poruszenie,  umieszczając  na  zaproszeniach:  Dawni  entuzjaści 

futbolu ani gracze nie będą wpuszczani. Twoja matka omal nie zemdlała, gdy zobaczyła jedno 

background image

z tych zaproszeń. Była przekonana, że chcesz w ten sposób urazić pewne bardzo ważne osoby 

w mieście. 

- Chciałam zrobić tę imprezę dla tych z nas, którzy w czasie lat szkolnych zawsze stali 

na uboczu. To był bardzo udany wieczór. Opowiadaliśmy sobie, jak  wspaniałe jest życie po 

ukończeniu szkoły. Większość z nas odniosła spore sukcesy. 

- Twoja matka mówiła mi, że w Gallant Lake przez cały zeszły tydzień opowiadano o 

tym  przyjęciu.  Twój  ojciec  twierdzi,  że  przepuściłaś  fortunę  na  szampana,  kawior  i  inne 

dodatki. 

- Jaki sens miałaby powtórka balu maturalnego,  gdyby nie zrobiło się jej jak należy? 

Zresztą - dorzuciła beztrosko - stać mnie na to. 

- Nic cię nie obchodzi, że jesteś tematem tych wszystkich plotek i podejrzeń? 

- Tym razem - nie. 

- Co masz na myśli? 

-  Kiedy  poprzednio  dałam  ludziom  powód  do  gadania,  wszyscy  mnie  żałowali  i 

stwierdzali „a nie mówiłem”. 

- Trudno mi w to uwierzyć. Kiedy to było? 

- Och, dawno temu - wyjaśniła Filomena. - Dokładnie przed dziewięciu laty. 

- Miałaś wtedy dziewiętnaście lat. 

-  Taaak.  Niektóre  dziewczyny  w  tym  wieku  są  już  obyte  i  dojrzałe.  Ja  byłam  wtedy 

gruba, zaniedbana i nie potrafiłam prowadzić błyskotliwej konwersacji z mężczyznami. 

Trent uśmiechnął się blado. 

-  Nie  mogę  sobie  wyobrazić,  że  byłaś  niewygadana.  Co  spowodowało  rozkwit 

Filomeny Cromwell? 

-  Znakomicie  mi  pomogło  to,  że  wyjechałam  z  Gallant  Lake.  W  college'u  szybko 

straciłam parę kilogramów i nauczyłam się obracać w towarzystwie. Nie była to początkowo 

zbyt  duża  zmiana,  ale  tu,  w  Gallant  Lake,  pewien  mężczyzna  zwrócił  na  mnie  uwagę. 

Spotykaliśmy się, gdy przyjeżdżałam do domu na weekendy i na ferie. Był parę lat ode mnie 

starszy,  elegancki,  kulturalny  i  przystojny.  Bardzo  mi  to  schlebiało.  I  na  pierwszym  roku 

college'u, wiosną, byłam już zaręczona. Nie mogłam w to uwierzyć. Ktoś mnie rzeczywiście 

akceptował, mnie, Filomenę Cromwell. 

Pokręciła  głową,  pobłażliwie  uśmiechając  się  na  wspomnienie  tej  młodej  naiwnej 

dziewczyny, jaką niegdyś była. 

- I tu nastąpi morał ... Filomena wzruszyła ramionami. 

background image

-  Nie  będzie  żadnego  morału.  Mój  proces  dojrzewania  zakończył  się  pośpiesznie 

pewnego dnia, gdy zastałam narzeczonego w łóżku z inną kobietą, dziewczyną z tego samego 

rocznika co ja. W ciągu dwudziestu czterech godzin wszyscy w mieście już o tym wiedzieli. 

Narzeczony zerwał zaręczyny i rozpowiadał wkoło, że miał zamiar ożenić się z tamtą kobietą 

i że to ją właśnie kochał. Ze mną natomiast tylko się spotykał, ja zaś opacznie zrozumiałam 

jego intencje. Zastanawiałam się wtedy, czy zdołam znieść to upokorzenie. Wiesz, jak to jest, 

gdy  się  ma  zaledwie  dziewiętnaście  lat  -  uśmiechnęła  się.  Jednak  Trent  Ravinder  nie 

uśmiechał się. Wciąż patrzył na nią uważnie. 

- To musiał być prawdziwy szok dla takiej wrażliwej, bezbronnej młodej osoby. Czy 

mogłabyś mi powiedzieć, co to za mężczyzna? 

- Nie wiesz? - Filomena była szczerze zdziwiona. - Nieładnie ze strony mojej rodziny, 

ż

e wyznaczyła ci rolę mojego opiekuna, nie wprowadzając w istotę całej sprawy. On nazywa 

się Brady Paxton. Jest tu dzisiaj z żoną. Siedzą tam. 

Odwróciła  głowę  i  popatrzyła  na  postawnego  mężczyznę,  siedzącego  przy  stole  w 

przeciwległym  krańcu  sali.  Obserwował  ją,  jak  tańczyła,  i  ich  spojrzenia  spotkały  się  na 

chwilę.  Paxton  szybko  odwrócił  wzrok,  ale  Filomena  zdążyła  zauważyć  wyraz  zakłopotania 

na jego twarzy. 

Ravinder westchnął i nadspodziewanie gwałtownie ścisnął Filomenę w talii. 

- Ty mała czarownico - wymamrotał. - On jest tobą zafascynowany, prawda? A ciebie 

korci, żeby temu miastu dać przedstawienie. 

Filomena potrząsnęła głową. 

-  Niezbyt  mnie  to  bawi,  ale  odkąd  tu  przyjechałam,  wszyscy  są  wyraźnie 

podekscytowani.  Powszechnie  wiadomo,  że  Brady  ma  kłopoty  w  domu.  W  takim  małym 

miasteczku  trudno  utrzymać  coś  w  tajemnicy.  Długo  mnie  tu  nie  było.  Umknęło  mi  wiele  z 

tutejszych  spraw.  W  ciągu  ostatnich  kilku  lat  wpadałam  jedynie  na  gwiazdkę  i  czasami  na 

weekendy.  Ale  teraz  po  raz  pierwszy  od  dziewięciu  lat  zaplanowałam  tu  sobie  dłuższe 

wakacje.  I  wyglądam  nieco  inaczej  niż  wtedy,  gdy  jako  dziewiętnastoletnia  dziewczyna 

wyjeżdżałam stąd upokorzona. 

- Chyba nie tylko twój wygląd się zmienił - zauważył Trent przenikliwie. - Masz swój 

styl i osiągnęłaś znaczny sukces finansowy. Twoi rodzice mówili mi, że nieźle sobie radzisz 

w  świecie  mody.  Mieszkałaś  przecież  w  San  Francisco  i  w  Nowym  Jorku,  ucząc  się 

marketingu,  a teraz w Seattle masz własną firmę, projektującą odzież sportową. Twój ojciec 

powiedział,  że  przez  ostatnie  lata  jeździłaś  po  świecie,  poszukując  egzotycznych  tkanin  i 

inspiracji, oraz nawiązywałaś .. kontakty handlowe. Powiedział, że twoja mała firma - jakżeż 

background image

ona się nazywa: Cromwell & Sterling? - miała znaczne obroty w ciągu ostatniego roku, a w 

tym roku prawdopodobnie je podwoi. 

Filomena zaśmiała się. 

- Obawiam się, że ani mnie, ani Glenny nie można jeszcze nazwać milionerkami. Jeśli 

znasz  się  trochę  na  branży  odzieżowej,  to  wiesz,  że  większość  zysków  trzeba  natychmiast  z 

powrotem zainwestować. 

-  To  dotyczy  większości  nowych  firm  -  odparł  Trent  poważnie.  -  Mam  jednak 

wrażenie, że zostało ci jeszcze sporo na drobne wydatki, prawda? Urządziłaś w Gallant Lake 

pierwszorzędną  zabawę.  Ten  szykowny  zielony  porsche,  którym  przyjechałaś,  też  pewnie 

kosztował niemało, a twoje kolczyki nie są z plastiku. 

-  Cóż  znaczy  sukces,  jeśli  choć  trochę  nie  można  się  nim  cieszyć?  -  odpowiedziała 

Filomena. 

- Masz więc teraz to, czego  ci brakowało dziewięć lat temu - zauważył  Trent. - Styl, 

ogładę  i  pieniądze.  Wróciłaś  do  rodzinnego  miasta,  żeby  to  wszystko  zademonstrować.  A 

dawny  ukochany,  obecnie  żonaty  i  niezbyt  szczęśliwy,  gryzie  się,  widząc,  co  stracił.  No  i 

mamy gotowy przepis na skandal. Nic dziwnego, że twoja rodzina jest zaniepokojona. 

Filomena zamyśliła się przez chwilę. 

-  Wiem,  o  czym  wszyscy  myślą,  ale  dziewięć  lat  temu  dobrze  poznałam  Brady'ego. 

Mogę  cię  zapewnić,  że  jest  on  przede  wszystkim  biznesmenem.  Przyznaję,  bawi  mnie,  gdy 

sobie wyobrażę, że ma on teraz ochotę na to, co odrzucił przed laty. Wydaje mi się jednak, że 

chodzi tu o coś jeszcze. 

- Na przykład? - spytał Trent. 

-  Na  przykład  o  ciebie  -  odparła.  -  Nie  tylko  ja  jestem  tutaj  wdzięcznym  tematem 

plotek.  Nikt  nie  wierzy  ani  trochę,  że  przyjechałeś  spędzić  sześć  tygodni  wśród  lasów 

Oregonu wyłącznie na łowieniu ryb. 

Trent uśmiechnął się z rezerwą. 

- To jednak prawda. Jestem tu na wakacjach. 

-  Ale  wszyscy  są  przekonani,  że  to  tylko  kamuflaż.  Sądzą,  że  przyjechałeś,  by 

wyszukać teren pod swoje przyszłe budowle. Twoja firma to Asgard Development, prawda? 

Ludzie  spodziewają  się,  że  masz  zamiar  nabyć  większy  kawał  gruntu  nad  jeziorem  i 

zainwestować  wiele  milionów  w  centrum  wypoczynkowe.  Kombinują,  jakby  tu  się  na  tym 

wzbogacić. Brady Paxton też o tym myśli. 

background image

-  Jeśli  ci  się  wydaje,  że  to  na  mnie  wytrzeszcza  oczy  przez  cały  czas,  to  chyba  nie 

masz oleju w tej swojej rudowłosej łepetynie. Co się zaś tyczy tej drugiej sprawy, zaręczam 

ci, że jestem tu na wakacjach. 

Oczy Filomeny zaiskrzyły się rozbawieniem. 

- Mów, co chcesz. Masz prawo do odrobiny dyskrecji w interesach. 

-  Nie  wierzysz  mi?  -  spytał  Trent  oschle.  W  jego  zielonych  oczach  nie  było  już 

wesołości. 

- Dlaczegóż miałabym ci wierzyć? 

- Dlatego - odrzekł Trent z naciskiem - że ja tak mówię. Filomeno, nigdy nie kłamię i 

nie toleruję, by ktokolwiek mnie okłamywał.  Z  rozmaitych powodów nie mówię o pewnych 

sprawach,  ale  również  nigdy  nie  powiedziałbym  nieprawdy.  Lepiej,  żebyś  to  od  razu 

wiedziała. 

Oczy  Filomeny  zwęziły  się  ze zdziwienia.  Miała  wrażenie,  że  Trent  zareagował  zbyt 

silnie na jej dość banalną przecież uwagę. 

-  Najmocniej  przepraszam,  nie  miałam  zamiaru  cię  urazić.  Z  pewnością  jesteś 

najuczciwszym z biznesmenów. 

-  Jestem  uczciwy.  Kropka.  I  od  ludzi,  z  którymi  mam  do  czynienia,  spodziewam  się 

takiej samej uczciwości. 

-  Bo  w  przeciwnym  razie  -  co?  -  Filomena  nie  mogła  powstrzymać  się  od  lekkiej 

ironii. 

-  Naprawdę  chcesz  wiedzieć?  Żachnęła  się.  Wyczuła  bezpośrednie  ostrzeżenie  i 

zrozumiała, że zabrnęła w niebezpieczne rejony. 

-  Niekoniecznie.  Pojęłam,  że  można  polegać  na  twoim  słowie  i  że  oczekujesz  tego 

samego od innych. A gdybyś się na kimś zawiódł, będziesz go prześladował do końca życia. 

Trent przytaknął ruchem głowy. 

- Ale dlaczego miałabym ci całkowicie ufać? 

- Filomeno, albo mi zaufasz, albo nie mamy ze sobą nic wspólnego. 

Poczuła ciarki na plecach. 

-  Dobrze,  że  przynajmniej  dajesz  mi  jakąś  alternatywę  -  odparowała  sucho.  - 

Przepraszam, ale zdaje się, że taniec dobiegł końca. 

Postąpiła krok do tyłu, postanawiając wyzwolić się z jego uścisku, ale Trent trzymał ją 

mocno. 

- Obawiasz się czegoś? - spytał miękko. 

background image

- Ani trochę. Raczej odczuwam irytację. Wysocy mężczyźni zawsze chcą wykorzystać 

swoją przewagę nad osobami niższymi niż oni. 

-  Nie  miałem  zamiaru  cię  przestraszyć  -  powiedział  Trent  poważnie,  nie  zwracając 

uwagi na jej próby uwolnienia się z uścisku. - Chciałem po prostu, by między nami panowała 

całkowita jasność .. 

- Jasne jest jedynie to, że tylko my pozostaliśmy na parkiecie. Jeśli ktoś poprzednio się 

na nas nie gapił, to na pewno robi to teraz. 

To  podziałało  na  Trenta.  Rozejrzał  się  wokół,  dostrzegając  zaciekawione  spojrzenia. 

Bez  ociągania  już  ujął  Filomenę  pod  rękę  i  sprowadził  z  parkietu.  Dziewczynie  powróciło 

poczucie humoru. 

- Moja rodzina z pewnością podziękuje ci za takt, z jakim podszedłeś do całej sprawy. 

Zrobiłeś mi wykład na temat prawdy, uczciwości i prawości, stojąc ze mną pośrodku parkietu, 

a to z pewnością nie wchodziło w zakres twoich zobowiązań. 

- Potrafisz być czasami jednym z tych dokuczliwych duszków. 

-  Jakie  duszki  masz  na  myśli?  Podchodzili  do  stołu,  przy  którym  siedziała  rodzina 

dziewczyny, i z twarzy Trenta zniknęła surowość. 

- Elfy, chochliki czy inne psotne istoty - odpowiedział. - Nic dziwnego, że twoi krewni 

i przyjaciele siedzą jak na szpilkach, zastanawiając się, co jeszcze przyjdzie ci do głowy. 

-  Myślę,  że  z  równym  zainteresowaniem  oczekują  tego,  co  ty  zrobisz  -  odparowała 

Filomena.  -  Zdaje  się,  że  powierzono  ci  zadanie,  byś  mnie  trzymał  w  ryzach.  Ale  muszę  z 

uznaniem  przyznać,  że  nie  każdy  potrafiłby  tańczyć  w  akwarium.  Czy  to  ci  nie 

przeszkadzało? 

Trent popatrzył na nią z ukosa. 

-  Prawdę  mówiąc,  wolałbym  więcej  prywatności.  Zwłaszcza  z  tobą.  Ale  gdy  trzeba, 

mogę również być na środku sceny. 

Filomena zaśmiała się. 

- Jestem tego pewna. Dziękuję ci za taniec. Było bardzo miło, przynajmniej dopóki nie 

rozpoczął się wykład. -  Cała przyjemność po mojej stronie. Myślę, że jakoś to nas wspólnie 

zbliżyło - my dwoje naprzeciw całej społeczności Gallant Lake. 

- Można i tak na to spojrzeć - stwierdziła sarkastycznie. Podeszli do stolika. Filomena 

kątem oka zerkała na Trenta. 

Nie ona jedna go obserwowała. 

background image

Zaciekawione spojrzenia posyłali mu również jej rodzice, ciotka Agnes, wuj George i 

siostra Shari. Narzeczony siostry, Jim Devore, zdawał się być rozbawiony całą tą sytuacją, ale 

z pewnym szacunkiem patrzył na Ravindera, prowadzącego przyszłą szwagierkę do stołu. 

Trentowi  najwyraźniej  nie  przeszkadzało,  że  budzi  powszechne  zainteresowanie.  Już 

przedtem, dwa tygodnie  temu, gdy zostali sobie  przedstawieni, Filomena zauważyła u niego 

jakiś  wewnętrzny  spokój  i  siłę.  Trent  zamieszkał  w  prowadzonym  przez  jej  rodziców 

pensjonacie - ,,Domku nad Gallant Lake”. Od samego początku stał się kimś więcej niż tylko 

lokatorem - szybko zdobył sobie pozycję przyjaciela rodziny. Cromwellowie byli przemiłymi 

gospodarzami, rzadko jednak przyjmowali swych klientów do rodzinnego grona. 

Wewnętrzna siła Trenta Ravindera przejawiała się również w wyglądzie. Był wysoki, 

smukły,  szeroki  w  ramionach.  Poruszał  się  z  powściągliwą  energią.  Miał  prawie  metr 

dziewięćdziesiąt  wzrostu.  Filomena  liczyła  sobie  jedynie  metr  sześćdziesiąt  i  niezbyt  lubiła, 

gdy ktoś aż tak górował nad nią. Jedyny dopuszczalny wyjątek stanowił jej ojciec. 

W  surowej  twarzy  Trenta  uwagę  przykuwały  błyszczące  zielone  oczy.  Zdradzały 

inteligencję, niezłomną wolę i nieodparcie nasuwały przypuszczenie, że wszystko, czego ten 

mężczyzna się podejmie, musi zakończyć się sukcesem. 

Włosy  Ravindera  były  gęste  i  ciemne,  ze  śladami  siwizny  na  skroniach,  co 

sugerowało, że ma już dobrze po trzydziestce. 

Przy  pierwszym  spotkaniu  Filomena  od  razu  fachowym  okiem  oceniła  jego  ubranie. 

Jego  ubiór  nie  był  ani  ostentacyjny,  ani  modny.  Raczej  konserwatywny.  I  bardzo  twarzowy. 

Trent wyglądał znakomicie zarówno w znoszonych dżinsach, które nakładał zwykle w ciągu 

dnia, jak i w wieczorowym, wytwornym garniturze. 

Cóż,  bez  wątpienia  robił  wrażenie.  aktywnego  człowieka  sukcesu,  a  nie  kogoś,  kto  - 

jak  sam  uporczywie  twierdził  -  na  sześć  tygodni  wybrał  się  na  ryby.  Znacznie  bardziej 

prawdopodobne, że przybył tu w interesach, jak utrzymywała większość. 

Filomenie  odpowiadało  wprawdzie  to,  że  w  rodzinnym  mieście  zrobił  się  szumek 

wokół  jej  osoby,  ale  obawiała  się  scysji  z  Trentem  Ravinderem  na  oczach  wszystkich. 

Wyczuwała  intuicyjnie,  że  gdyby  doszło  do  tego,  z  Trentem  nie  ma  szans,  a  od  pewnego 

czasu życie przyzwyczaiło ją do ciągłych zwycięstw. 

Przez  kilka  ostatnich  lat  liczyła  na  samą  siebie,  z  satysfakcją  budowała  swe 

wewnętrzne poczucie siły. Nie była już tą słabą, naiwną panienką, która z powodu mężczyzny 

zrobiła z siebie idiotkę na oczach ludzi z Gallant Lake. Sukcesy w interesach, liczne podróże, 

konieczność współpracy z twórczymi, często nawet wybuchowymi ludźmi, przekonały ją, że 

potrafi  być  wewnętrznie  silna,  pewna  siebie  i  zrównoważona.  A  teraz  Trent  Ravinder, 

background image

człowiek,  którego  ledwo  znała,  miałby  zburzyć  te  wszystkie  trudno  zdobyte  przymioty? 

Dobrze zrobiła, że przez ubiegłe dwa tygodnie trzymała go na dystans. 

Podeszli do stołu. Trent puścił Filomenę i zwrócił się do jej rodziców: 

-  Przyprowadziłem  ją  całą  i  zdrową.  Amery  Cromwell  odpowiedział  uprzejmym 

skinieniem głowy. Po ojcu Filomena odziedziczyła rude włosy i orzechowe oczy. 

-  Widzimy.  Proszę,  usiądźcie.  Agnes  i  George  zamówili  szampana,  by  uczcić 

zaręczyny bratanicy. 

Ciotka  Agnes  była  starsza  od  swego  brata,  miała  nieco  ponad  sześćdziesiątkę.  Jej 

włosy, dawniej rude, posiwiały, ale ciotka nie chciała się z tym pogodzić. Nie miała jednak: 

zamiaru opłacać fryzjerów i sama kupowała sobie farbę do włosów. Najwidoczniej nigdy nie 

stosowała  się  do  instrukcji  użycia.  Może  to  właśnie  było  przyczyną,  a  może  nadmierna 

skłonność  do  eksperymentów,  w  każdym  razie  włosy  ciotki  przypominały  kudłatą,  jaskrawo 

pomarańczową kulę. 

George  Buckner,  mąż  Agnes,  samodzielnie  doszedł  do  majątku  i  to  napawało  go 

dumą. Przez ostatnie czterdzieści lat lokował pieniądze w działki budowlane. Kochał ziemię i 

głęboko  wierzył  w  jej  wartość.  Filomena  z  siostrą  od  kolebki  znały  jego  szczodrość,  wielką 

jak on sam. 

George i Agnes nie mieli własnych dzieci i przy  każdej okazji chętnie obdarowywali 

swoje  brataniczki.  Amery  i  Meg  Cromwellowie  sprzeciwiali  się  temu  w  obawie,  by  zbytnio 

nie  rozpieścili  dziewczynek.  Jednak  wujostwo  zawsze  znajdowali  swoje  sposoby,  by 

przemycić drobne prezenciki. Lubili sprawiać niespodzianki. 

Trent  usiadł  obok  Filomeny  i  przyglądał  się  całej  rodzinie.  Agnes  sączyła  kolejne 

martini, trzecie z rzędu. Trent uśmiechnął się do niej i zagadnął: 

-  Zaskakujesz  mnie,  Agnes.  Oczekiwałbym  raczej,  że  dla  Shari  i  Jima  zamówisz 

butelkę dżinu, a nie szampana. 

-  Niech  nikt  nie  mówi,  że  nie  przestrzegam  tradycji  -  powiedziała  stanowczo.  -  A 

ponadto  dżin  bardziej  nadaje  się  dla  emerytowanych  nauczycielek.  Młode  osoby,  takie  jak 

Shari, powinny stosować urozmaiconą dietę. 

Podniosła kieliszek martini w kierunku swej bratanicy. George popatrzył na Filomenę 

z żartobliwą groźbą. 

- Szkoda, że nie wszyscy tu obecni przejawiają szacunek do tradycji. Filomena miała 

niewinny wyraz twarzy. 

-  Czyżbyś  twierdził,  wujku,  że  brak  mi  należytego  szacunku  dla  ślubnych 

ceremoniałów? 

background image

-  Słyszeliśmy  o  tym  „kawalerskim”  przyjęciu,  jakie  zorganizowałaś  przedwczoraj  na 

cześć Shari. 

- To było moje pożegnanie stanu panieńskiego wtrąciła się Shari. - Każda dziewczyna 

ma do tego prawo. Przecież panowie też urządzają sobie męskie spotkania. 

- Nie o to chodzi - odparł wuj George i zwrócił się do Jima. - Dotarły do ciebie słuchy 

o tym przyjęciu? 

- Dotarły - odpowiedział sucho Jim. - Prawdę mówiąc, w takich przypadkach im mniej 

się słyszy, tym lepiej. 

Agnes zniżyła głos i popatrzyła na Filomenę. 

- Nie zawsze co z oczu, to z serca. Przynajmniej nie w takim małym mieście. Wiesz, o 

czym wszyscy mówią? Prócz wina i kanapek sprowadziłaś podobno męskiego striptizera. Ale 

nikt  nie  ma  pewności,  bo  kobiety,  które  tam  były,  przysięgły  dyskrecję  -  tylko  pod  takim 

warunkiem mogły przyjść na przyjęcie. Wiesz, że to najlepszy sposób na wywołanie plotek. 

- Kategorycznie zaprzeczam - stwierdziła Filomena z pobożną miną. 

Shari zakrztusiła się nad kieliszkiem wina. Jim popatrzył na nią surowo. 

Trent  uniósł  pytająco  brwi.  Tamtego  wieczora  wraz  z  innymi  gośćmi  pensjonatu 

słyszał  śmiechy,  dobiegające  zza  zamkniętych  drzwi  starej  sali  balowej.  Mógł  tolerować 

psoty,  ale  teraz  postanowił  uzmysłowić  Filomenie,  że  nie  zamierza  tolerować  otwartego 

kłamstwa. 

- Czy to prawda? . Filomena uniosła brodę, a w jej oczach zaigrały wesołe ogniki. 

- Najzupełniej. Damian Fontaine nie jest jakimś nędznym striptizerem. 

-  Kimże  zatem  jest?  -  spytał  uprzejmie  Trent.  Pamiętał,  że  tamtego  wieczora  wśród 

dostawców  kanapek  i  napitków  mignęła  mu  smukła,  umięśniona  sylwetka  młodego 

mężczyzny. 

-  Pan  Fontaine  nazywa  sam  siebie  tancerzem  egzotycznym.  Ma  klasyczne 

przygotowanie baletowe. 

Osoby siedzące przy stoliku chrząknęły znacząco. Shari z wysiłkiem powstrzymywała 

chichot. 

-  Powinienem  był  wierzyć  w  te  wszystkie  pogłoski  -  zauważył  Jim  z  rezygnacją.  - 

Zapamiętaj sobie, Trent, kobiety w tej rodzinie potrzebują silnej ręki. 

-  O  mój  Boże!  -  zawołała  matka  Filomeny  zbolałym  tonem.  -  A  więc  to  prawda,  że 

tamtej nocy był w pensjonacie striptizer? Co ja powiem ludziom? 

- On nie jest striptizerem! Filomena gorąco zaprzeczała, lecz nikt jej nie słuchał. 

background image

- Najlepiej niech pani będzie ponad to i udaje, że nic się nie stało - pośpieszył z radą 

Trent.  -  Miejmy  nadzieję,  że  dziewczyny,  które  brały  udział  w  tej  imprezie,  dochowają 

sekretu i plotki umrą śmiercią naturalną. 

Spojrzał na nią ze współczuciem. Lubił Meg. Była wspaniałą gospodynią pensjonatu. 

W  atmosferze  swobody  i  spokoju  wszystko  szło  tu  jak  w  zegarku.  Amery  prowadził 

księgowość i zajmował się rybołówstwem, co bardzo się przydawało. 

-  Ostrzegałam  was,  że  powinniśmy  mieć  na  oku  tego  waszego  rudzielca  -  wyraziła 

opinię ciotka Agnes. - Ma tendencję do przysparzania kłopotów. Popatrzcie tylko na jej kusą 

suknię:  wszystko  z  tyłu  odsłonięte.  Kilka  lat  temu  Amery  kazałby  jej  się  przebrać,  gdyby 

chciała w czymś takim zejść na kolację. 

Filomena przesłała ciotce czułe spojrzenie. 

- Wasze szczęście, że z przodu nie jest wszystko odsłonięte. Mam taką sukienkę. 

Agnes postawiła kieliszek na stole i zaśmiała się. 

-  A  nie  mówiłam?  Tylko  same  problemy.  Impertynencka,  zuchwała,  niezależna. 

Filomeno, potrzebny ci mąż, który by cię trzymał w ryzach. 

- Wiesz, ciociu, co myślę o małżeństwie. 

-  Zmienisz  zdanie,  gdy  spotkasz  odpowiedniego  człowieka  -  westchnęła  ciotka  i 

zwróciła  się  do  Trenta  -  i  pomyśleć,  że  ktoś  tak  drobny  wywołuje  tyle  zamieszania.  Czy  ty, 

Trent, dałbyś sobie z nią radę? 

Filomena  rzuciła  Trentowi  uspokajające  spojrzenie,  ale  nie  zareagował.  Wśród 

członków rodziny wyczuwał pewne napięcie. Ależ ta. dziewczyna kręci wszystkimi! 

-  Możesz  mi  wierzyć,  Agnes,  będę  ją  trzymał  z  dala  od  kłopotów  -  zadeklarował  z 

rozbawieniem w oczach. 

Wszyscy,  z  wyjątkiem  Filomeny,  roześmieli  się  z  wyraźną  ulgą.  Ona  zaś  patrzyła  na 

niego  bez  słowa,  jakby  był  kosmitą,  na  którego  przypadkowo  się  natknęła.  W  jej 

orzechowozłotych oczach widoczne było trzeźwe, chłodne zamyślenie, świadczące o tym, że 

jeszcze  nie  podjęła  decyzji.  Kiedy  już  to  zrobi,  będzie  groźnym  przeciwnikiem.  Chyba  że 

wcześniej  uda  mu  się  ją  rozbroić,  przemienić  w  słodką,  kochającą  istotę,  która  swój  cały 

ogień  zachowa  do  łóżka.  Do  jego  łóżka.  Trent  czuł  wzrastające  pożądanie,  zmysłowe 

podniecenie,  jakiego  doświadczał  cały  czas,  od  chwili  gdy  poznał  Filomenę.  Nie  zdołał 

jeszcze  do  tego  przywyknąć.  Przez  lata  panował  całkowicie  nad  wszystkimi  sferami  swego 

ż

ycia, również erotycznego. A teraz z pewnym rozdrażnieniem, a jednocześnie z ekscytacją, 

odkrył, że ta drobna rudowłosa kobieta burzy jego męską samokontrolę. 

background image

Tymczasem  rozmowa  zeszła  na  temat  nowego  domu,  który  Shari  i  Jim  zamierzali 

kupić.  Trent  przyglądał  się  Filomenie,  siedzącej  w  otoczeniu  rodziny.  Jak  na  Cromwellów, 

była  niezwykle  drobna.  Jej  matka,  siostra  i  ciotka,  postawne  kobiety,  przewyższały  ją  o 

kilkanaście  centymetrów.  A  mężczyźni  w  tej  rodzinie  byli  jeszcze  wyżsi:  ojciec  i  wuj 

Filomeny  mieli  ponad  metr  osiemdziesiąt  i  sprawiali  wrażenie  osób  mocnych  i  krzepkich, 

najnowszy zaś członek rodziny, Jim, przypominał zapaśnika. 

Trent  myślał  o  drobnym,  delikatnym  ciele  Filomeny.  Jędrne  piersi  zmieściłyby  się  w 

jego  dłoni,  z  łatwością  mógłby  objąć  jej  pośladki.  Ale  ta  konkretna  wiedza  wcale  nie 

przyczyniała się do zmniejszenia zmysłowego napięcia, opanowującego jego ciało. 

Obcisła suknia podkreślała wąskość talii, wypukłość bioder i ud. Cudowne proporcje, 

pomyślał Trent. 

Filomena  nagle  odwróciła  ku  niemu  głowę  i  z  wyrazu  jej  oczu  Trent  zrozumiał,  że 

czyta  w  jego  myślach.  Dostrzegł  słaby,  zdradliwy  rumieniec  na  policzkach.  Przesłał  jej 

porozumiewawczy uśmiech, ale odpowiedziała złym błyskiem w oczach i odwróciła wzrok. 

Teraz  Trent  widział  ją  z  profilu.  Rude  włosy  spływały  bujnie  na  ramiona,  jakby 

błagając, by zanurzył w nich ręce i poczuł żar ich ognia. Na czoło opadała niesforna grzywka, 

która zapewne została specjalnie tak wymodelowana dla podkreślenia kształtu twarzy. 

Filomena nie była klasyczną pięknością. Miała natomiast niezwykle wyrazistą i żywą 

twarz,  która  obiecywała  coś  znacznie  więcej  niż  urodę:  śmiech,  złość,  namiętność.  Nawet 

gdyby była trochę pulchniejsza, wyglądałaby równie seksownie. 

Przypomniał  sobie  teraz  Glorię  Paxton,  siedzącą  obok  męża  przy  kolacji.  Tamta 

kobieta  zapewne  była  niegdyś  atrakcyjna.  Dziś  na  jej  twarzy  gościła  smutna,  nadęta, 

zgorzkniała  mina.  Gloria  czuła  się  nieszczęśliwa  i  to  rzucało  się  w  oczy.  Była  ubrana 

nieodpowiednio  do  swej  tuszy,  włosy  o  nienaturalnym  blond  kolorze  miała  pokryte  grubą 

warstwą lakieru, a na twarzy ostry makijaż. Trudno było uwierzyć, że przed dziewięciu laty to 

właśnie ona odebrała Filomenie narzeczonego. 

Tu jednak kończyło się współczucie Trenta dla rodziny Paxtonów. Zerkał od czasu do 

czasu  na  Brady'ego,  widział  jego  pełen  pożądania  wzrok,  ale  nabierał  pewności,  że  tamten 

mężczyzna nie ma już żadnych praw do Filomeny Cromwell. 

background image

ROZDZIAŁ 2 

Przez  resztę  wieczora  Filomena  starała  się  zachowywać  bardzo  poprawnie.  Zdawała 

sobie  sprawę,  że  Trent  Ravinder,  przyczajony  jak  polujący  kot,  czeka  na  jej  najdrobniejsze 

potknięcie. 

Ciepło i uprzejmie pozdrawiała wszystkich ludzi, którzy podchodzili do stolika, by się 

z  nią  przywitać  oraz  złożyć  życzenia  Shari  i  Jimowi.  Wymieniła  kilka  słów  z  dawnymi 

znajomymi;  wielu  z  nich  przyglądało  się  jej  ze  zdziwieniem.  Najwyraźniej  nie  tylko  Brady 

Paxton był zaskoczony widząc, jak się przeobraziła. 

Jednak prawdziwe emocje zaczęły się dopiero wtedy, gdy Paxtonowie wstali od swego 

stolika i ruszyli ku Cromwellom. 

Filomena  po  raz  pierwszy  od  swego  powrotu  miała  spotkać  się  twarzą  w  twarz  z 

Bradym i jego żoną. Usłyszała przyśpieszony oddech siostry i zauważyła, jak Jim wziął ją za 

rękę.  Meg  rzuciła  Filomenie  uspokajające  spojrzenie.  Amery  popatrzył  na  nią  uważnie. 

Ciotka  i  wuj  mieli  taki  sam  wyraz  twarzy,  jaki  Filomena  widziała  u  nich  zwykle  tuż  przed 

pokazem ogni sztucznych w czasie święta narodowego. 

Trent podniósł szklankę piwa i uśmiechnął się do Filomeny z udaną groźbą. 

Filomena z trudem powstrzymywała śmiech. Przyjrzała się uważniej Brady'emu.  Bez 

wątpienia musiała być idiotką dziewięć lat temu. Co ona mogła w nim widzieć? Patrzyła teraz 

na  niego  i  odczuwała  jedynie  żal,  że  tak  bezsensownie  zmarnowała  pierwszy  rok  college'u, 

uganiając się za nim. 

W czasach studenckich Brady grywał w futbol, ale obecnie nad spodniami rysował mu 

się wyraźny brzuszek, tak typowy dla biznesmenów. Ta niewielka nadwaga nie psuła jednak 

wciąż niezłej aparycji. 

Oczy zachowały . dawny błękit, a brązowa czupryna była nadal bujna. Brady miał na 

sobie dobrze dopasowany garnitur i zgodnie z obowiązującymi kryteriami mógł być uważany 

za  przystojnego  mężczyznę,  ale  Filomenie  wydawał  się  teraz  dziwnie  miękki  i  nieciekawy. 

Dawniej  nie  zwróciła  na  to  uwagi,  w  tej  chwili  zrozumiała  jednak,  czego  mu  brakowało: 

spojrzenie jego wyrażało pustkę, nie było w tym człowieku nic, co zmuszałoby do szacunku 

lub gwarantowało psychiczną siłę. 

I wtedy Filomena uzmysłowiła sobie, że właśnie takie cechy charakteru instynktownie 

wyczuwała  u  Trenta  Ravindera.  Była  pewna,  że  wprawdzie  Ravinder  może  być  arogancki, 

wymagający, uparty i czasami trudny, ale w razie potrzeby byłby twardy jak skała. 

background image

Na szczęście, pomyślała Filomena, nie potrzebuję żadnych skał w swoim życiu. 

-  Dobry  wieczór,  Amery,  Meg  ...  -  Brady  Paxton  uprzejmie  pozdrowił  wszystkich 

siedzących  wokół  stołu.  Amery  przedstawił  go  Ravinderowi.  Obaj  panowie  wymienili 

sztywne  ukłony.  Brady  cały  czas  spoglądał  na  Filomenę,  która  odpowiadała  mu  swym 

najbardziej promiennym uśmiechem. 

-  Cieszę  się,  że  cię  widzę,  Fil  Tyle  lat  minęło.  Filomena,  dostrzegając  wrogość  w 

oczach  Glorii,  przebiegła  w  myślach  różne  odpowiedzi,  wreszcie  zdecydowała  się  na  coś 

najbardziej neutralnego: 

-  Tak,  rzeczywiście.  Czas  upływa  niezwykle  szybko,  gdy  człowiek  dobrze  się  bawi. 

Jak idą interesy w branży ubezpieczeniowej? 

Po  ślubie  z  Glorią  Brady  wszedł  jako  wspólnik  do  agencji  ubezpieczeniowej  teścia. 

Firma  zmieniła  nazwę  z  „Towarzystwo  Ubezpieczeniowe  Halseya”  na  „Towarzystwo 

Ubezpieczeniowe  Halseya  -  Paxtona”.  W  tamtym  czasie  dla  Brady'ego  była  to  sprawa 

pierwszej wagi. 

Brady kiwnął głową z zadowoleniem. 

- Nie mogę narzekać. Słyszeliśmy, że dobrze ci idzie, Fil. Masz małą firmę, prawda? 

Gloria weszła w słowo: 

-  Tak,  Fil,  słyszeliśmy,  że  prowadzisz  interesy  w  świecie  mody.  Podróże,  pokazy, 

spotkania. Któż by się spodziewał, że masz jakiś talent w tym kierunku. 

Uśmiech Filomeny stał się jeszcze bardziej promienny. 

-  Z  pewnością  nie  przejawiałam  takich  skłonności  w  liceum.  Po  prostu  nie  miałam 

wtedy  jeszcze  wprawy  w  projektowaniu.  Zawsze  interesowały  mnie  barwy,  tkaniny  i  moda. 

Ale nie rozumiałam tego wszystkiego, nie wiedziałam, jak powinna ubierać się osoba, mająca 

taką figurę jak ja wtedy. 

Po takiej naturalnej odpowiedzi na twarzy Glorii pojawił się kwaśny grymas. 

-  Koncentrujesz  się  na modzie  dla  niskich  kobiet.  Nie  sądzę,  bym  mogła  znaleźć  coś 

dla siebie. 

-  Masz  rację.  Moja  firma  projektuje  wyłącznie  dla  kobiet  drobnych  -  oznajmiła 

Filomena,  przypominając  sobie,  jak  niegdyś  bardzo  zazdrościła  Glorii  wzrostu  i  doskonałej 

figury modelki. - Nasza oferta skierowana jest do kobiet mających mniej niż sto sześćdziesiąt 

cztery  centymetry  wzrostu.  Te  kobiety,  a  są  ich  miliony,  nie  prezentują  się  zbyt  dobrze  w 

ubraniach o typowych rozmiarach. 

-  Tak,  wiem  -  potwierdziła  Gloria  z  fałszywym  współczuciem;  -  Biedaczki. 

Wyglądają,  jakby  tonęły  w  swoich  sukniach,  choćby  nie  wiem  jak  wiele  za  nie  zapłaciły. 

background image

Rękawy  za  długie,  talia  nie  tam,  gdzie  trzeba,  spódnice  niechlujnie  skrócone.  To  musi  być 

przygnębiające. 

Kątem oka Filomena zauważyła, jak Shari przygryza wargi - wszyscy pamiętali, że tak 

właśnie  wyglądała  kiedyś  Filomena,  a  do  tego  jeszcze  była  grubawa.  Widziała,  że  teraz 

siostra  gotowa  jest  stanąć  w  jej  obronie,  nawet  gdyby  to  miało  wywołać  skandal.  Filomena 

kopnęła ją ostrzegawczo pod stołem. Shari spochmurniała. 

Filomena  postanowiła  rozładować  sytuację.  Nie  czuła  złości,  raczej  politowanie  dla 

Glorii. 

- Wszystko zależy od odpowiednich proporcji, jak zapewne  wiesz, Glorio. Właściwy 

krój może wiele zdziałać. 

-  No  cóż,  twój  strój  też  wiele  zdziałał  -  zauważyła  chłodno  Gloria,  dając  jasno  do 

zrozumienia,  że  wrażenie,  jakie  robi  na  wszystkich,  Filomena  zawdzięcza  wyłącznie  swej 

sukni. 

Filomena wzniosła oczy w górę, gdy pomyślała o tych latach ciężkiej pracy, napięcia i 

wyrzeczeń.  Stroje,  jakie  obecnie  nosiła,  były  najmniej  ważną  zmianą  w  jej  życiu. 

Uśmiechnęła się ciepło i szczerze. 

-  Dziękuję  ci,  Glorio,  że  zwróciłaś  na  to  uwagę.  Wiem,  że  zmieniłam  się  w  ciągu 

ostatnich lat. Cóż, miałam szczęście. Nie chce mi się nawet myśleć, jaka to by była katastrofa 

dla  mnie,  gdybym  jako  dziewiętnastoletnia  dziewczyna  wyszła  za  mąż.  W  tym  wieku  łatwo 

popełnić głupstwo, prawda? - dodała z uśmiechem. - Cóż by ze mną się stało, gdybym została 

w  Gallant  Lake:  nie  podróżowałabym,  nie  miałabym  porsche'a,  brakowałoby  mi  radości 

ż

ycia. Kobieta potrzebuje niekiedy czasu, by odnaleźć samą siebie. 

Przy  stole  zapanowała  cisza.  Gloria  poczerwieniała  Shari  z  matką  próbowały 

niezręcznie  ratować  sytuację,  ale  to  Amery  wkroczył  zdecydowanie,  zwracając  się  do 

Brady'ego: 

-  Wydaje  mi  się,  że  powinienem  odnowić  swoją  polisę  od  ognia.  Daj  mi  znać  przy 

najbliższej okazji, czy muszę opłacić składkę. Nie mogę przecież w swych interesach obyć się 

bez ubezpieczenia. 

- Sprawdzę twoją polisę, Amery - odrzekł Brady z roztargnieniem. 

Zdawał się nie zwracać uwagi na wrogie docinki swej żony. Zwrócił się do Trenta: 

- Jak się panu wypoczywa nad jeziorem, Ravinder? Trent przesłał Filomenie znaczący 

uśmiech. 

background image

-  Nie  sądzę,  żebym  się  mógł  nudzić.  Filomena  zauważyła  aluzję  w  tej  odpowiedzi  i 

wiedziała,  że  inni  też  ją  zauważyli.  Brady  nachmurzył  się.  -  Słyszałem,  że  pracuje  pan  dla 

Asgard Development? - zapytał. 

- Owszem. 

-  W  ciągu  ostatnich  lat  ta  kompania  wybudowała  wiele  kurortów  w  Arizonie  i  na 

Hawajach. 

- Asgard specjalizuje się w budowie kurortów - obojętnym głosem zauważył Trent. 

- Chodzą plotki, że Asgard przysłał pana, żeby się pan trochę tu rozejrzał. 

- Czyżby? No cóż, zna pan powiedzenie o plotkach? 

- Znam powiedzenie o dymie. Trent popatrzył na niego. 

-  Na  pana  miejscu  nie  traciłbym  czasu  na  szukanie  ognia.  Jestem  tu  na  wakacjach,  a 

nie służbowo. 

Brady chrząknął i uniósł rękę. 

-  Rozumiem,  rozumiem.  W  pana  branży  trzeba  trzymać  język  za  zębami.  Ale  proszę 

mi dać znać, jeśli mógłbym pomóc i oprowadzić pana po okolicy. Mieszkam tu od urodzenia i 

mam wiele znajomości. Sam zainwestowałem trochę w działki budowlane. 

- Dziękuję panu - odparł Trent z powagą. - Będę o tym pamiętał. 

Brady zwrócił się do Filomeny: 

-  No,  koleżanko,  musimy  się  spotkać,  skoro  jesteś  w  naszym  mieście.  Mamy  sobie 

wiele do powiedzenia. Czy wspominałaś Trentowi, że byliśmy kiedyś zaręczeni? 

Gloria  patrzyła  z  bardzo  obrażoną  miną.  Filomena  już  chciała  grzecznie  zaprzeczyć, 

jakoby miała z Bradym wspólne tematy do omówienia, ale nim zdołała otworzyć usta, wtrącił 

się Trent: 

-  Obawiam  się,  że  Filomena  będzie  bardzo  zajęta  podczas  pobytu  w  Gallant  Lake. 

Owszem, wspominała mi o zaręczynach. Jak przed chwilą powiedziała, łatwo popełnić błąd, 

gdy ma się dziewiętnaście lat. Ale teraz wie, czego chce. Odkryliśmy, że mamy ze sobą wiele 

wspólnego. 

-  No,  no  -  odparł  Brady  wcale  tym  nie  zrażony.  Jego  twarz  nabrała  wyrazu 

przebiegłości.  -  A  więc  tak  sprawy  stoją.  Nie  będziesz  się  pewnie  nudziła  w  najbliższym 

czasie. 

-  Tak  myślę.  -  Filomena  popatrzyła  na  Trenta.  Czekają  mnie  wysoce  irytujące 

momenty, ale na pewno nie nudne. 

Trent uśmiechnął się z pewną siebie miną. 

background image

-  Będę  się  starał  ze  wszystkich  sił,  by  cię  zadowolić.  Filomena  złościła  się  w  duchu, 

choć na twarzy miała słodki uśmiech. 

- Powstaje pytanie, jak jesteś silny. 

-  Przez  ćwiczenie  do  mistrzostwa.  Zawiozę  cię  dziś  do  domu  i  w  ten  sposób  trochę 

potrenuję. Jestem pewien, że pewnego dnia osiągnę doskonałość. 

Paxtonowie  pożegnali  się  pośpiesznie.  Filomena  chłodno  i  z  dezaprobatą  patrzyła  na 

Trenta. Cóż, skoro on chce grać, ona podejmie wyzwanie. 

-  Jestem  pewna,  że  twoje  kwalifikacje  są  znakomite,  jeśli  chodzi  o  budowę  drogich 

kurortów. Ale podejmujesz się zadania, które przekracza twoje umiejętności. Nie chciałabym 

być świadkiem, jak starasz się ugryźć więcej niż zdołasz przełknąć. 

Popatrzył na nią z uśmieszkiem. 

- Nie martw się o mnie. Mam w sobie wiele wewnętrznej, niespożytej siły. 

Ciotka Agnes wzniosła ku niemu kieliszek. 

- Słuchaj go, dziewczyno. Wiele można by mówić o wewnętrznej sile mężczyzn. Ktoś 

taki  jak  Paxton  z  pewnością  jej  nie  ma.  Znam  go,  bo  był  u  mnie  w  szóstej  klasie.  Kiedy 

powiedziano mi o waszych zaręczynach, wiedziałam, że popełniłaś błąd. Czyż nie mówiliśmy 

ci tego razem z George'em? Dobrze, że to się skończyło. 

- Słuchaj, Agnes - przerwał jej George - nie ma sensu wracać do tamtej sprawy. 

Shari spojrzała uważnie na siostrę. 

- Byłaby niespełna rozumu, gdyby zależało jej na Paxtonie, ale nie możemy jej winić, 

jeśli zapragnie małej zemsty. To nie takie trudne. Brady najwyraźniej pali się do wznowienia 

dawnej znajomości, a Gloria stanowi łatwy cel. 

- To jakby łowić rybę w beczce - zauważył Trent. - Filomena nie powinna zaprzątać 

sobie głowy zemstą. Takie łatwe zagrywki nie są jej potrzebne. 

Filomena bawiła się swym kieliszkiem. Ten facet zaczynał ją denerwować. 

- Skąd możesz wiedzieć, co jest mi potrzebne, Trent? Amery odchrząknął głośno. 

- Och, zrobiło się późno. Musimy jutro wcześnie wstać, jeśli chcemy coś złowić. 

Filomena uśmiechnęła się do ojca. 

-  Chciałbyś  mnie,  tatusiu,  schować  przed  wszystkimi?  Nie  martw  się.  Świetnie  się 

bawię. 

Zostanę z Shari i Jimem. Jednak Trent już był na nogach. 

- Amery ma rację. Czas, byśmy poszli. Podwiozę cię do pensjonatu, Fil. 

Filomena nawet nie drgnęła. 

- Dzięki, ale nie skorzystam. Miałabym ochotę jeszcze potańczyć. 

background image

- Czyżby? - Trent położył rękę na jej ramieniu. - A z kim chcesz tańczyć? 

-  Och,  jest  tu  mnóstwo  ludzi.  -  Rozbawiona  Filomena  zatoczyła  ręką  krąg.  -  Z 

pewnością  znajdzie  się  ktoś  mojego  wzrostu.  Na  przykład  Derek  Overton,  co,  Shari?  Miał 

mniej niż metr siedemdziesiąt. Doskonały wzrost dla mnie. 

Shari uśmiechnęła się znacząco. 

-  Obawiam  się,  że  nic  z  tego.  Derek  ogłosił,  że  jest  homoseksualistą.  Został 

prawnikiem i przeniósł się do Portland kilka lat temu. 

-  Znajdzie  się  ktoś  inny.  -  Filomena  pomachała  Trentowi  pożegnalnym  gestem.  - 

Zmykaj, Trent. Doskonale radzę sobie sama, wbrew temu, co sądzi moja rodzina. 

W odpowiedzi Trent położył ręce na jej ramionach. 

-  Ale  ja  mogę  sobie  nie  poradzić.  Czuję,  że  zgubię  się  po  drodze  bez  ciebie  jako 

przewodnika. Powiedz dobranoc, Filomeno. 

Ś

wiadoma,  że  rodzina  patrzy  na  nią  z  niepokojem,  a  goście  z  sąsiednich  stolików 

zerkają z ciekawością, Filomena postanowiła poddać się z wdziękiem. 

- Dobranoc, Shari, Jim. Bawcie się dobrze. Szkoda, że nie mogę robić tego samego. 

-  Nie  udawaj  nieszczęśliwej  -  poradził  Trent,  prowadząc  ją  ku  drzwiom.  -  Nikt  nie 

będzie ci współczuł. Doskonale się bawiłaś, terroryzując wszystkich, prawda? 

- Nie rozumiem, dlaczego wszyscy z uporem twierdzą, że narobię tu jakichś kłopotów. 

Przyjechałam do rodzinnego miasta na zasłużone wakacje i ślub mojej siostry. To wszystko. 

-  Pływasz  w  tej  wodzie  jak  zwinna,  mała  barrakuda,  a  usiłujesz  wyglądać 

nieszkodliwie i niewinnie. 

- Jestem nieszkodliwa i niewinna. 

- Akurat! Widziałem, jak ci się oczy zaświeciły, gdy Paxtonowie podeszli do stołu. 

-  Sam  powiedziałeś,  że  próba  zemsty  na  tych  dwojgu  to  jak  łowienie  ryb  w  beczce. 

Musisz przyznać, że zachowywałam się poprawnie. Trent lekko wygiął usta. 

- Tak, przyznaję, że nie uległaś kilku pokusom, jakie znalazły się na twej drodze. Nie 

uwodziłaś Paxtona i nie byłaś zbyt złośliwa dla jego żony, choć niewiele brakowało. 

-  Zostałam  sprowokowana.  Otworzył  szklane  drzwi  i  przepuścił  ją  na  zewnątrz,  w 

aksamitną noc. 

- Fakt. Ale nie wiem, jak daleko by sprawy zabrnęły, gdyby reszta z nas nie trzymała 

cugli. 

-  Niezbyt  daleko.  Zastawianie  przynęty  na  Brady'ego  szybko  by  mi  się  znudziło.  A 

któż chciałby się nudzić? 

background image

-  Zrobię  wszystko,  byś  się  nie  nudziła  -  oznajmił  Trent,  otwierając  drzwi  swego 

szarego mercedesa i zapraszając ją do wnętrza. 

Patrzyła  przez  szybę,  jak  obchodzi  z  przodu  samochód  i  wsiada.  Nagle  uświadomiła 

sobie,  że  Trent  zajmuje  wewnątrz  pojazdu  bardzo  dużo  miejsca.  Był  rzeczywiście  wielkim 

mężczyzną.  Odruchowo  wcisnęła  się  głębiej  w  kąt  fotela,  zapinając  pasy.  Trent  zdjął  swoją 

wytworną marynarkę i rzucił ją niedbale na tylne siedzenie. Włączył silnik i łagodnie ruszył. 

- Zdaje się, że masz niezłą frajdę, Filomeno. Jeśli uważasz, że to takie zabawne wrócić 

do  rodzinnego  miasta  i  pokazać  wszystkim,  jak  bardzo  się  zmieniłaś,  dlaczego  nie  zrobiłaś 

tego wcześniej? 

Filomena wzruszyła ramionami. 

-  Nie  miałam  okazji.  Nie  osiągnęłabym  tego,  co  mam,  gdybym  urządzała  sobie 

wakacje.  To  mój  pierwszy,  prawdziwy  urlop  od  lat.  Sam  zajmujesz  się  interesami  i  musisz 

wiedzieć, jak to jest. 

Samochód  wyjechał  na  wąską  drogę,  prowadzącą  wzdłuż  jeziora  w  kierunku 

pensjonatu. 

-  Wiem  -  odparł  Trent.  -  Czasami  musimy  zwolnić  tempo  i  uporządkować  naszą 

hierarchię wartości. Pamiętaj, że ja też tu jestem na urlopie. 

- Brady Paxton jest innego zdania. 

- Nie interesuje mnie, co myśli Paxton. Interesuje mnie, co ty myślisz. 

-  Doprawdy?  Popatrzyła  na  niego  ukradkiem.  Miał  twardy  i  nieugięty  wyraz  twarzy. 

Czasami tylko rozjaśniał ją krótki, raczej ironiczny uśmiech. 

- Dlaczego obchodzi cię, co ja myślę? 

- Chcesz wiedzieć prawdę? 

-  Tak.  Wiem,  że  wyświadczyłeś  mojej  rodzinie  przysługę,  towarzysząc  mi  dziś 

wieczór. Ale dlaczego miałoby ci zależeć na tym, co o tobie myślę? 

-  Skoro  pytasz,  to  znaczy,  że  niewiele  nauczyłaś  się  przez  te  ostatnie  lata.  Może 

powinniśmy porozmawiać o brakach w twojej edukacji. 

Nie  zdążyła  odpowiedzieć,  gdy  Trent  nieoczekiwanie  zwolnił  i  skręcił  na  niewielką 

dróżkę, biegnącą ku jezioru. 

Filomena  wyprostowała  się  w  fotelu.  Zniknęła  gdzieś  jej  ciekawość  i  chęć 

przekomarzania się, ustępując miejsca innemu rodzajowi wewnętrznego napięcia. 

- Dokąd jedziemy? 

- Do miejsca, gdzie dobrze biorą ryby. Twój ojciec pokazał mi je wczoraj. 

background image

Zwolnił  jeszcze  bardziej.  Wąska,  nierówna  droga  wiła  się  wśród  sosen  i  jodeł. 

Filomena  pomyślała,  że  powinna  stanowczo  zaprotestować,  nim  dojadą  do  brzegu  jeziora. 

Była  niemal  przekonana,  że  Trent  zawróci,  jeśli  ona  zrobi  awanturę.  To  przecież  przyjaciel 

rodziny.  Jej  ojciec  darzył  go  sympatią  i  ufał  mu,  a  Trent  okazywał  Amery'emu  wzajemny 

szacunek. Taki człowiek nie nadużyje zaufania. 

Może  właśnie  dlatego  nie  zaprotestowała.  Trent  prawdopodobnie  zamierza  ją 

pocałować, a to nie jest przecież wstrząsające wydarzenie. Zdoła sobie z nim poradzić. 

Trent  zatrzymał  mercedesa  tuż  nad  brzegiem  jeziora.  Zgasił  silnik  i  opuścił  szybę. 

Szum  poruszanych  wiatrem  drzew  dobiegał  teraz  wyraźnie.  Na  ciemnej  powierzchni  wody 

odbijało  się  słabe  światło  księżyca.  Na  drugim  brzegu  widać  było  gdzieniegdzie  jaśniejsze 

punkty: jakieś odległe budynki lub przejeżdżające samochody. 

Trent odpiął pas bezpieczeństwa i rozparł się swobodnie na siedzeniu. 

- Wczoraj o świcie udało nam się tu złowić kilka ryb - powiedział cicho. - Jezioro było 

jak  tafla  i  widzieliśmy  najdrobniejszą  zmarszczkę  na  powierzchni  wody.  Wiesz,  mam 

podobne odczucie obserwując ciebie: zewnętrzna otoczka gładka, ale łatwo ją burzą wszelkie 

emocje, jakie odczuwasz. Podoba mi się to. Uśmiech igra w twych oczach i na ustach tak jak 

drobne  fale,  przebiegające  po  powierzchni  jeziora.  Również  irytacja  i  współczucie, 

ż

yczliwość i złość. 

- Czy po to mnie tu przywiozłeś, by mi powiedzieć, że łatwo czytać z mojej twarzy? 

-  Nie.  -  Odpiął  pas  na  jej  fotelu.  -  Przywiozłem  cię  tutaj,  bo  chcę  się  przekonać,  czy 

namiętność  przebiega  przez  ciebie  podobnie  jak  inne  uczucia.  Chcę  się  przekonać,  czy 

zauważę te drobne fale na powierzchni. 

Filomena  zesztywniała,  czując,  jak  otaczają  ją  ramiona  Trenta,  jak  jej  drobne  ciało 

wpasowuje się  w jego mocne objęcia. Czuła jego żar, wdychała słaby zapach mydła i płynu 

po goleniu. 

- Zatem przeprowadzasz na mnie eksperyment? - zapytała. 

-  Możesz  to  sobie  nazywać,  jak  chcesz.  Pochylony  nad  nią,  patrzył  w  jej  twarz. 

Przesuwał ręką po jej włosach, aż dotarł do nagiego ciała, odsłoniętego w głębokim wycięciu 

sukni na plecach. Filomenę przebiegł lekki dreszcz, gdy poczuła jego ciepłe palce na skórze. 

- Weź pod uwagę, że nie tylko ty możesz przeprowadzać eksperymenty. 

Przesunął opuszkami palców wzdłuż jej kręgosłupa. 

-  Podzielę  się  z  tobą  wynikami  mojego  eksperymentu,  jeśli  ty  podzielisz  się  ze  mną 

swoimi. 

background image

Filomenę  ogarnął  nagły  lęk.  Przez  dwa  tygodnie  zręcznie  unikała  wszelkich 

nieprzewidzianych  wydarzeń.  Teraz  decyzja  wymykała  jej  się  z  rąk.  To  nie  miał  być 

przypadkowy eksperyment. 

Jednak  było  już  za  późno,  by  zatrzymać  bieg  wydarzeń.  Czuła,  że  jest  w  pułapce,  a 

równocześnie spłynął na nią jakiś dziwny błogostan. Założyła Trentowi ręce na barki i uniosła 

twarz, ale zanim zdążyła zajrzeć mu w oczy, poczuła jego wargi na swoich ustach. 

Przez  materiał  koszuli  odruchowo  wczepiła  się  palcami  w  jego  twarde,  sprężyste 

muskuły.  To  wszystko  nie  przebiegało  tak,  jak  oczekiwała,  ale  sama  wiedziała  niezbyt 

dokładnie, czego właściwie oczekiwała. 

Może spodziewała się bardziej powściągliwego podejścia, trochę więcej wahania. Ale 

przecież  powinna  wiedzieć,  że  ten  mężczyzna  jest  pewny  siebie  i  zuchwały.  Powinna 

przewidzieć  jego  żarliwą,  niepohamowaną  zaborczość.  Nie  jest  typem  człowieka,  który  ma 

zwyczaj zatrzymywać się w pół drogi. 

Pocałunek  Trenta,  głęboki  i  namiętny,  porwał  Filomenę  i  wymusił  odzew.  Rozwarła 

mimowolnie usta i gdy poczuła dotyk jego języka, przebiegł ją dreszcz. Trent odpowiedział z 

chciwym  pożądaniem.  Przesunął  rękami  po  obnażanym  karku  Filomeny,  po  obcisłych 

rękawach sukni. 

- Wiedziałem - wyszeptał tuż przy jej ustach. - Wiedziałem, że poczuję, jak drżysz. 

- Trent... Jego palce  wprawnym, delikatnym ruchem zsuwały już suknię.  Dżersejowe 

rękawy  .opadły  na  nadgarstki,  przód  sukni,  jeszcze  przed  chwilą  skromnie  kończący  się 

wysoko pod szyją, zjechał niemal do bioder. 

Zaskoczona  Filomena  siedziała  bez  tchu.  Wydarzenia  biegły  zbyt  szybko,  nie  dając 

czasu na podjęcie decyzji. Odchyliła się do tyłu, ale stwierdziła, że ręce ma unieruchomione 

w rękawach sukni. Rozszerzonymi oczami spojrzała na Trenta. 

-  To  nic,  moja  droga  Wiesz,  że  nie  zrobię  ci  krzywdy.  Uwolnił  dłonie  z  rękawów 

sukienki, patrząc przy tym na jej nagie piersi. Pochylił głowę i leciutko pocałował dziewczęce 

brodawki. 

Filomenę znów przebiegł dreszcz, ale w ślad za nim pojawiło się nerwowe napięcie. 

- Trent, to zaszło już za daleko - powiedziała miękko i gardłowo, maskując emocje. 

- Pragnę cię po prostu dotknąć. Jego głos nabrzmiewał pożądaniem, jednak Filomena 

wyczuwała, że Trent panuje nad sobą. 

Wiedziała, że jest z nim bezpieczna, ale nie mogła wyzbyć się wrażenia, że spaceruje 

po linie. Jęknęła cicho, kiedy palcami objął jej małe piersi, muskając delikatnie brodawki. 

background image

Gdy  miała  już  wolne  ręce,  zamiast  odsunąć  się  od  Trenta  i  nałożyć  sukienkę, 

przywarła do niego. Ukryła rozpaloną twarz w jego ramionach i zamknęła oczy, a przez ciało 

przebiegł dreszcz. 

-  Wiedziałem,  że  tak  będzie  -  szepnął  niskim  głosem.  -  Ilekroć  na  ciebie  patrzyłem, 

czułem niemal ból wyobrażając sobie, jak to będzie. Nie rozumiem, jak mogłem czekać aż tak 

długo. 

- Och, Trent. .. 

-  Cicho.  Po  prostu  odpręż  się  i  pozwól,  żeby  się  to  stało.  Bo  to  się  musi  stać.  -  Nie 

dzisiaj. 

- Jeśli nie tej nocy, to innej. Równie dobrze może być teraz. 

Filomena postanowiła oprzeć się temu zniewalającemu głosowi. Wyobraziła sobie, jak 

rodzice  patrzą  domyślnie  na  zegarek,  by  zobaczyć,  ile  Trentowi  i  ich  córce  zajmuje  droga 

powrotna do domu. 

-  Moja  rodzina  widziała,  jak  odjeżdżamy  sprzed  klubu  tuż  przed  nimi.  Jeśli  nie 

pojawimy się na czas w domu, będą wiedzieli... 

-  Dlaczego  miałoby  ich  to  dziwić?  Przecież  w  pensjonacie  nie  mamy  okazji  do 

prywatnych spotkań. Oni to zrozumieją. 

- Trent, nie mam zamiaru dopuścić do tego, by wszyscy myśleli, że dałam się uwieść 

od razu, kiedy tylko zostałam z tobą sam na sam. 

- Dlaczego miałabyś przejmować się tym, co sobie myślą? 

Przesuwał ręką po jej biodrach i niżej, aż do wypukłości pośladków. Ujął je delikatnie. 

-  Masz  dwadzieścia  osiem  lat  i  zdołałaś  wszystkich  przekonać,  że  jesteś  dorosła. 

Możesz robić, co chcesz. 

-  Słusznie.  -  Udało  jej  się  przywołać  zdrowy  rozsądek.  -  A  chcę  właśnie,  żeby  jutro 

przy  śniadaniu  nie  patrzono  na  mnie  z  ukosa.  Ledwo  cię  znam  i  nie  mam  zamiaru  dać  się 

uwieść na przednim siedzeniu samochodu. 

-  Może  wolisz  tylne  siedzenie?  -  Muskał  jej  ucho  pod  puklami  bujnych,  rudych 

włosów. - Jak cudownie pachniesz. 

- Trent, przestań. 

W  jego  głosie  wyczuła  spokojną  rezygnację.  Najwyraźniej  nie  chciał  dzisiaj  jej 

zmuszać. 

-  Odsuwasz  tylko  od  siebie  rzecz  nieuniknioną.  Chyba  zdajesz  sobie  z  tego  sprawę  - 

powiedział miękko. 

background image

- Nie - odrzekła cierpko, poprawiając sukienkę. - Nie po to przyjechałam do domu, by 

mieć wakacyjny flirt z jednym z gości moich rodziców. 

- Czy ktoś czeka na ciebie w Seattle? 

- Wielu czeka na mnie w Seattle. 

- Ale jakiś konkretny mężczyzna? Filomena energicznie zapięła pasy! 

- To chyba nie twoja sprawa. Jedźmy do domu. Jest już późno. 

- Jeśli sobie tego życzysz ... 

- Tak, życzę sobie. Włączył silnik i wyprowadził samochód na główną drogę. 

Odezwał się do niej dopiero wtedy, gdy przybyli na parking przed pensjonatem. 

- Miałem rację - powiedział tonem, w którym słyszało się satysfakcję. 

- O co chodzi? - Filomena popatrzyła na niego podejrzliwie. 

-  Czułem  w  tobie  namiętność,  tak  jak  oczekiwałem.  To  było  wspaniałe,  elfie,  choć 

teraz przez pół nocy nie będę mógł spać. 

Filomena  wysiadła  z  samochodu  i  ruszyła  w  stronę  domu  rodziców,  który  stał  za 

głównym  ciągiem  bungalowów.  Gdy  wbiegała  po  schodach,  pomyślała  sobie,  że  mimo 

wszystko dzisiejszy wieczór nie był tak zabawny, jak się spodziewała. 

background image

ROZDZIAŁ 3 

Następnego  dnia  Filomena  zrobiła  sobie  wspaniałą  przejażdżkę  z  pensjonatu  nad 

jeziorem w kierunku Gallant Lake. Powietrze było świeże i ciepłe zarazem. Od strony lasów 

okalających  szosę  falami  wpadał  przez  otwarte  okna  samochodu  wspaniały  zapach  sosen. 

Porsche jak zawsze był jej posłuszny. 

Nareszcie  jestem  sama,  pomyślała  z  uśmiechem.  Podjęła  się  przywiezienia  z  miasta 

rozmaitych  produktów  na  wesele  Shari,  miała  więc  świetną  wymówkę,  żeby  się  wyrwać  na 

chwilę z domu. 

Podczas  śniadania,  jak  oczekiwała,  poddana  została  małemu  śledztwu.  Zniosła  je 

nieźle.  Na  szczęście  posiłki  spożywano  w  jadalni  pensjonatu,  w  obecności  wielu  gości,  z 

którymi należało rozmawiać i dbać o ich samopoczucie. 

Amery  i  Trent  udali  się  przed  świtem  na  ryby  i  do  wpół  do  ósmej  nie  powrócili. 

Ś

ledztwo prowadziła więc matka Filomeny i Shari. 

-  Dobrze  bawiłaś  się  wczoraj  wieczorem?  -  zapytała  siostra,  gdy  Filomena  nalewała 

sobie kawy. 

-  Znakomicie  -  odrzekła  Filomena,  a  ponieważ  nie  udzielała  dalszych  wyjaśnień, 

matka wtrąciła się do rozmowy: 

- Trent Ravinder to sympatyczny człowiek, prawda? Tak się cieszymy, że zamieszkał 

w naszym pensjonacie. Amery twierdzi, że jest interesujący i że świetnie się z nim łowi ryby. 

-  Przyznaję,  że  jest  interesujący,  ale  nie  nazwałabym  go  sympatycznym  - 

odpowiedziała Filomena. 

-  Zaspokój  naszą  ciekawość  i  przejdź  do  rzeczy  -  ponagliła  ją  Shari.  -  Czy  zrobił 

wczoraj jakiś krok? Mama twierdzi, że byliście w domu dwadzieścia minut po nich. 

Filomena uśmiechnęła się dobrodusznie. 

- Trent źle skręcił i dlatego przyjechaliśmy trochę później. 

Shari uśmiechnęła się domyślnie. 

- Och, nie uwierzę. 

-  W  co?  W  to,  że  źle  skręcił?  Wiesz  przecież,  jak  wiele  różnych  bocznych  dróg  jest 

wśród tych wzgórz. Łatwo gdzieś zjechać. 

- Ach tak, zboczył z drogi, gdy ty siedziałaś obok? Nie opowiadaj, Fil. Znasz tu każdą 

najmniejszą  ścieżkę.  Powiedz,  uwodził  cię?  -  Shari  zwróciła  się  do  matki,  mrugając 

background image

porozumiewawczo.  -  Mówiłam  ci.  Nie  trzeba  się  martwić,  że  Fil  coś  wykręci  z  Bradym 

Paxtonem. Już Trent się nią zajmie. 

- Taki sympatyczny człowiek - powtórzyła Meg Cromwell szczerym tonem. - Wiesz, 

Fil, martwiłam się ostatnio, że stajesz się trochę zbyt wybredna, jeśli chodzi o mężczyzn. 

Nie  młodniejesz  przecież,  a  statystyki  mówią,  że  kobiecie  w  twoim  wieku  coraz 

trudniej znaleźć męża. Filomena roześmiała się. 

-  Zapewniam  cię,  mamo,  że  gdy  tylko  zechcę,  mogę  wyjść  za  mą?  Nie  wyobrażasz 

sobie,  ilu  mężczyzn  chce  się  żenić,  znając  moje  dochody.  Wierz  mi,  dochody  spółki 

Cromwell & Sterling z nadmiarem rekompensują te wszystkie złowróżbne dane statystyczne. 

-  Trent  Ravinder  na  pewno  nie  myślałby  o  małżeństwie  dla  korzyści  ze  spółki 

Cromwell  &  Sterling  -  zaoponowała  Meg.  -  Sam  zarabia  fortunę  w  Asgard  Development. 

Ponadto świetnie sobie radzi w handlu nieruchomościami. Wuj George twierdzi, że Trent ma 

wyczucie  w  tych  sprawach.  Uważa,  że  mógłby  z  łatwością  wykupić  całą  firmę  Cromwell  & 

Sterling, gdyby tylko chciał. 

- To mało pocieszające - odparła Filomena w zamyśleniu. 

-  Robisz  trudności  -  oświadczyła  Shari.  -  Ale  uważaj:  Trent  cię  osacza  i  nim  się 

zorientujesz, będzie za późno. 

Filomena parsknęła śmiechem i na tym skończono rozmowę. 

Teraz,  jadąc  krętą  szosą  do  miasta,  pomyślała,  że  całe  to  wypytywanie  mogło 

przebiegać znacznie gorzej. Bez wątpienia jej rodzina była zachwycona Trentem Ravinderem. 

A  ponieważ  wszyscy  z  niepokojem  oczekiwali  rozegrania  sprawy  z  Paxtonem,  zupełnie 

zrozumiałe, że najchętniej widzieliby Filomenę razem z Trentem. 

Najbardziej  tajemnicze  było  jednak  to,  dlaczego  Trent  pozwalał  sobą  tak  łatwo 

manipulować. Może jego zachowanie poprzedniego wieczora wyjaśnia tę zagadkę? 

Wszystko się zgadza. Trent przebywa kilka tygodni w dość ustronnym, pozbawionym 

rozrywek miejscu i flirt z córką właściciela pensjonatu mógłby się okazać dość interesującym 

sposobem spędzenia czasu. A w dodatku rodzina przyklaskuje całej sprawie. 

Pewność siebie, jaką okazywała Filomena, brała się z sukcesów w interesach, a nie z 

porywających przygód miłosnych. Osobie pracującej tak ciężko nie zostawało wiele czasu na 

miłostki. 

Ponadto Filomena w głębi duszy czuła, że nie jest stworzona do ulotnych romansów. 

Być  może  tkwiła  w  niej  ciągle  małomiasteczkowa  dziewczyna,  a  może  zbytnio  brała  sobie 

wszystko do serca. 

background image

Choć  gdy  tak  o  tym  myślała,  uświadomiła  sobie,  że  trudno  jej  będzie  trzymać  się  z 

dala  od  Trenta  -  wczorajszy  pocałunek  zmusił  ją  do  przyznania  się  przed  samą  sobą,  że  ten 

mężczyzna  ją  pociąga.  Następnych  kilka  tygodni  spędzą  blisko  siebie,  a  to  może  być 

niebezpieczne.  Znacznie  bardziej  niż  ewentualny  rozwój  sytuacji  z  Paxtonem.  Dziwne,  że 

rodzina tego nie rozumie. 

Z pewnością dlatego, że ślepo ufają Trentowi. Nie mogła ich za to winić. Zachowanie 

Ravindera wzbudzało respekt i zaufanie. 

Filomena z fasonem zaparkowała porsche'a przed bankiem. Wysiadając z samochodu 

pomachała  ręką  kilku  ludziom,  którzy  rozpoznali  ją  i  jej  auto.  Uśmiechnęła  się  w  duchu 

widząc,  jak  z  podziwem  patrzą  na  porsche'  a  i  na  nią.  Miała  na  sobie  gładką  sukienkę  z 

szerokim,  śmiałym  pasem  i  wiedziała,  że  w  tym  stroju,  pełnym  zawadiackiego  wdzięku, 

wygląda doskonale. 

Szybko  uporała  się  ze  sprawunkami,  ale  gdy  upchnęła  je  w  bagażniku;  doszła  do 

wniosku,  że  jeszcze  nie  pora  wracać  do  domu.  Z  pewnością  jest  już  tam  Trent,  a  ona  nie 

bardzo wie, jak zachować się w stosunku do niego. Dobrze zrobiłaby jej teraz filiżanka kawy. 

Filomena ruszyła w kierunku pobliskiego lokaliku. Weszła do środka i natychmiast powitał ją 

głos stojącej za kontuarem kobiety: 

-  Kogo  widzą  moje  oczy?  To  ty,  Fil?  Ktoś  powiedział  mi,  że  tamten  szykowny 

samochodzik  należy  do  ciebie.  Nie  chciałam  wierzyć.  Niech  ci  się  przyjrzę.  Ależ  jesteś 

ubrana! Pokaż się z tyłu. 

Filomena  posłusznie  wykonała  obrót,  demonstrując  trójkątny  dekolt,  który 

prowokacyjnie  odsłaniał  kawałek  ciała,  i  czarne  guziki,  podkreślające  rozcięcie  spódnicy  z 

tyłu. 

- No i co o tym myślisz, Muriel? Dołączamy to do naszej najbliższej kolekcji. 

-  Chcesz  znać  moje  zdanie?  -  Muriel  chrząknęła  niedowierzająco.  -  To  jest  bardzo 

ekstrawaganckie,  ale  ja  nie  jestem  ekspertem  od  mody,  wiesz  o  tym.  Chociaż  na  tobie 

wygląda świetnie. Słyszałam, że zrobiłaś wczoraj furorę w klubie. 

Filomena skrzywiła się. 

-  Chcesz  powiedzieć,  że  miałaś  już  raport  o  tym,  co  wydarzyło  się  wczoraj 

wieczorem? 

-  Sama  wiesz,  jak  szybko  krążą  tu  plotki.  Słyszałam  również  o  odczycie,  jaki  miałaś 

dla dziewcząt kilka dni temu. Były olśnione. 

- Dziewczyny w tym wieku zawsze interesują się modą. Muriel chrząknęła. 

background image

- Z tego, co słyszałam, to nie moda najbardziej je zainteresowała. Przekonywałaś je, że 

jeśli zechcą naprawdę pracować, mogą osiągnąć taki sam sukces jak ty. Dobrze, że ktoś im to 

mówi. Nastolatki powinny zdawać sobie sprawę, że istnieje coś poza chłopcami. 

- Przedstawiłam im również swą opinię o chłopcach. 

-  Słyszałam  -  skinęła  Muriel.  -  że  chłopców  należy  traktować  jak  cukierki,  prawda? 

Nadmiar powoduje próchnicę zębów. 

- Mam nadzieję, że zrozumiały. 

-  Nawet  jeśli  nie,  to  z  pewnością  osoby,  prowadzące  społecznie  ten  klub,  doceniły 

pieniądze,  jakie  ofiarowałaś  na  jego  potrzeby.  Już  one  to  odpowiednio  wykorzystają.  Robią 

wiele dobrego dla tych dzieciaków. Siadaj i opowiadaj, co u ciebie słychać. 

Rozmawiały  z  kwadrans,  ale  potem  kawiarenka  zapełniła  się  klientami  i  Muriel 

przeprosiła: 

- Wybacz, ale muszę wrócić do pracy. Dopij swoją kawę, Fil. Słyszałam, że trochę tu 

u nas pobędziesz, więc może jeszcze sobie pogadamy, co? 

- Tak, wpadnę kiedyś znowu. 

- Koniecznie. Pozdrów matkę. 

-  Dziękuję,  Muriel.  Filomena  piła  powoli  kawę  i  patrzyła  zamyślona  przez  okno  na 

ulicę  i  położone  przy  niej  sklepy.  Tak  niewiele  tu  zaszło  zmian,  od  kiedy  opuściła  miasto. 

Nagle poczuła czyjąś obecność obok. Spojrzała w górę. 

- Cześć, Fil. Ktoś mi powiedział, że stoi tu twój zielony porsche, więc postanowiłem 

zajrzeć do kawiarni i sprawdzić, czy jesteś tutaj. Sam mam ochotę na filiżankę kawy. 

Brady usiadł, nie czekając na zaproszenie i skinął na Muriel. 

- To jest dopiero samochód, Fil. Prawdziwe cacko. Przechylił się do przodu, oparł ręce 

na stoliku i uśmiechnął się. 

Filomena  pamiętała  ten  uśmiech.  Kiedyś  wydawał  jej  się  chłopięcy,  serdeczny  i 

seksowny. Obecnie, gdy miała za sobą dziewięć lat w brutalnym świecie biznesu, wiedziała, 

co taki wyraz twarzy oznacza - uśmiech komiwojażera. 

- Dobrze bawiłaś się wczoraj, Fil? - spytał Brady, gdy Muriel nalewała mu kawę. 

Filomena dostrzegła w jej oczach wyraz lekkiej dezaprobaty. 

- Fantastycznie. A ty? Brady wzruszył ramionami. 

- Jak zwykle. Od dziewięciu lat chodzimy z Glorią do klubu prawie  w każdą sobotę. 

Rutyna. 

Filomena zastanawiała się, do czego zmierza ta rozmowa. 

- To bardzo miłe miejsce - rzuciła obojętnie. 

background image

- Tobie wydaje się na pewno banalne, po tych wszystkich wojażach i wielkomiejskim 

ż

yciu.  -  Brady  spojrzał  na  nią  bacznie.  -  Zmieniłaś  się,  Fil.  Ten  samochód,  stroje  -  zrobił 

szeroki gest ręką - i w ogóle wszystko. 

Filomena wiedziała, że „w ogóle wszystko” ma oznaczać pewność siebie, której tak jej 

brakowało przed dziewięciu laty. Uśmiechnęła się lekko. 

- Czas nie stoi w miejscu, Brady. Byłam zajęta przez ostatnich kilka lat. 

-  Słyszałem.  -  Nachylił  się  jeszcze  bardziej,  usiłując  stworzyć  atmosferę  większej 

bliskości. - Czy kiedykolwiek wspominałaś dawne dzieje, Fil? Nas dwoje? 

- Nie - odparła pogodnie. 

- A ja wspominałem - przyznał otwarcie. 

- Strata czasu. 

- Czasami jednak musiałaś rozważać, cośmy razem stracili, ty i ja. 

- Nie mam za dużo czasu na takie rozważania. 

-  A  ja  o  tym  sporo  myślę.  Jeśli  chodzi  o  mnie  i  Glorię,  to  nie  ułożyło  się  tak,  jak 

oczekiwałem. 

-  Rzadko  sprawy  układają  się  tak,  jak  oczekujemy.  W  moim  przypadku  ułożyły  się 

one lepiej, niż mogłam się spodziewać, mając dziewiętnaście lat. 

-  Nigdy  nie  wyszłaś  za  mąż  -  stwierdził  Brady  takim  tonem,  jakby  ten  fakt  był 

dowodem, że Filomena ciągle ma zadrę w sercu. 

- Nawet nie miałabym na to czasu. 

- Bardzo cię wówczas zraniłem, co? Filomena uśmiechnęła się szeroko. 

-  Chcesz  znać  prawdę,  Brady?  To  że  zobaczyłam  ciebie  z  Glorią  w  łóżku,  było 

najlepszą  rzeczą,  jaka  mnie  kiedykolwiek  spotkała.  Zawsze  byłam  wam  za  to  głęboko 

wdzięczna.  Kiedy  pomyślę,  ile  bym  straciła,  poślubiając  ciebie  ...  -  pytanie  zawisło  w 

powietrzu  -  przechodzą  mi  ciarki  po  plecach.  Wierz  mi,  Brady.  Mam  wobec  ciebie  nie 

spłacony dług wdzięczności za zerwanie tamtych zaręczyn. 

W oczach Brady' ego pojawił się zły błysk. 

-  Myślę,  że  miałaś  wielu  mężczyzn  przez  te  lata  -  powiedział  chłodno.  -  Czy  z  tego 

Ravindera też zamierzasz zdjąć skalp i przytwierdzić sobie do pasa? 

Filomenę już zaczęła ogarniać wściekłość, ale nagle roześmiała się, wyobrażając sobie 

skalp Trenta u swego pasa. 

- Nie ma w tym nic śmiesznego - powiedział groźnie Brady. 

- Nieważne. No, Brady, żałuję, ale mama czeka na mnie. Muszę już wyruszać. 

- Zaczekaj. - Brady wyciągnął rękę. - Chciałbym z tobą porozmawiać. 

background image

- Nie sądzę, byśmy mieli sobie wiele do powiedzenia. 

- Do diabła, Fil. To są ważne sprawy. Interesy. Popatrzyła na niego wojowniczo. 

- Jakie interesy? 

-  Handel  nieruchomościami.  -  Brady  mówił  jej  niemal  do  ucha,  ściszonym  głosem.  - 

Wiem, że Ravinder przyjechał tu, by obejrzeć działki nad jeziorem. 

- On temu zaprzecza. 

-  A  czego  oczekujesz?  że  wszystko  wypaple?  Uwierz  mi,  przyjechał  tu  w  sprawach, 

służbowych. Wiesz, możesz mi wyświadczyć wielką przysługę, Fil. 

- Wątpię - odparowała. Teraz już wiedziała, do czego zmierzała ta cała rozmowa. 

- I dla ciebie znalazłby się również kąsek - powiedział Brady chytrze. - Słyszałem, że 

jesteś teraz przedsiębiorczą kobietą, więc z pewnością to cię zainteresuje. Nie powiesz mi, że 

twojej firmie nie przydałby się zastrzyk kapitału. 

Trudno  było  nie  przyznać  mu  racji.  Spółka  Cromwell  &  Sterling  szukała  obecnie 

kapitału. Lepiej jednak, żeby Brady o tym nie wiedział, i Filomena postanowiła milczeć. 

- To będą pieniądze, gwarantuję ci. Musisz jedynie wykorzystać wpływ, jaki masz na 

Ravindera  i  dowiedzieć  się,  którymi  konkretnie  terenami  jest  zainteresowany.  Mam 

upoważnienia  do  sprzedaży  wielu  działek  w  okolicy.  Założyłem  towarzystwo  handlu 

nieruchomościami, które gromadziło przez wiele lat ziemię, na wypadek gdyby, tak jak teraz, 

pojawił  się  jakiś  amator.  Dowiedz  się,  co  zamierza  Ravinder,  a  ja  wykorzystam  swe 

upoważnienia na odpowiednie parcele. A potem sprzedamy ziemię Asgardowi. 

- Za potrójną cenę? - spytała uprzejmie Filomena. 

-  Na  tym  właśnie  polega  robienie  interesów,  Fil.  -  Brady  popatrzył  na  nią  z 

niecierpliwością. - W tym jest fortuna, jeśli dobrze zagramy naszymi kartami. - I ja mam być 

kartą, którą ty chcesz zagrać? 

-  Posłuchaj,  możesz  uzyskać  odpowiednie  informacje.  Ravinder  jest  tobą 

zainteresowany.  Każdy  to  widzi.  Łatwo  będzie  ci  wybadać,  jakie  tereny  ma  zamiar  polecić 

Asgardowi.  Jeśli  wszystko  pójdzie  dobrze,  moi  wspólnicy  i  ja  zapłacimy  ci  prowizję, 

powiedzmy pięć procent. 

- Twoja hojność mnie przytłacza. 

- Dobrze, niech będzie osiem procent. Fil, co za problem? Przecież już z nim sypiasz, 

prawda? 

-  Nieprawda.  -  Filomena  popatrzyła  zimno  na  Brady'  ego.  -  Nie  sypiam  z  nim  i 

przyjmij do wiadomości, że wypraszam sobie wszelkie domysły na ten temat. Jestem kobietą 

interesu, a nie prostytutką. I jeśli nie zaprzestaniesz swoich insynuacji, ogłoszę całemu miastu 

background image

to,  o  co  mnie  przed  chwilą  prosiłeś.  Powiem  też  wszystko  Ravinderowi.  Rozumiemy  się, 

Brady? 

-  Uspokój  się.  Co  się  z  tobą  dzieje?  Jeśli  jesteś  biznesmenką,  to  najlepiej  wiesz,  że 

mówię  o  rzeczach  powszechnie  praktykowanych.  Masz  możliwość  pomóc  staremu 

przyjacielowi  i  sama  przy  tym  trochę  zarobić.  Nie  proszę  cię,  byś  uwodziła  tego  człowieka. 

Pomyśl o tym tylko, Fil. 

Filomena uśmiechnęła się ostrzegawczo. 

-  Brady,  mój  stary  przyjacielu,  dziewięć  lat  temu  dowiedziałam  się  o  tobie 

wszystkiego,  czego  potrzebowałam.  Najważniejsze  z  tego  było  to,  że  nie  można  ci  ufać. 

Nigdy  nie  prowadzę  interesów  z  osobami,  którym  nie  mogę  ufać.  Mam  nadzieję,  że  to 

rozumiesz. żegnaj, Brady. Wracaj do domu, do żony. Tak bardzo ci na niej zależało dziewięć 

lat temu. Brady popatrzył na nią domyślnie. 

-  Nadal  nie  możesz  się  z  tym  pogodzić,  co?  Dlatego  nigdy  nie  wyszłaś  za  mąż, 

prawda? 

Dlatego  jesteś  tak  urażona.  Ale  teraz  wszystko  się  zmieniło.  Ty  się  zmieniłaś  i ja  się 

zmieniłem. Jesteś znacznie bardziej atrakcyjną kobietą. Teraz możemy naprawdę się do siebie 

zbliżyć. 

-  Nie  licz  na  to  -  powiedziała  bez  ogródek.  Odwróciła  się  i  ruszyła  w  stronę  drzwi. 

Zdawała  sobie  sprawę,  że  zarówno  Muriel,  jak  i  goście  w  barze  patrzą  za  nią  z 

zaciekawieniem,  ale  była  zbyt  wściekła,  by  na  to  zwracać  uwagę.  Brady  Paxton  nie  zmienił 

się przez te ostatnie lata. Pozostał nędzną kreaturą. Biedna Gloria. 

Filomena rzuciła torebkę na przedni fotel porsche' a i usiadła za kierownicą. W dobrze 

znajomym wnętrzu samochodu odprężyła się. Nie powinna była dopuścić  do tego, by  Brady 

ją  obrażał.  Zadrżała  na  myśl  o  tym,  co  pomyślałby  Trent,  gdyby  dowiedział  się  o  całym 

zajściu. 

Lepiej nie budzić licha, pomyślała, wyjeżdżając samochodem na główną szosę. Trent 

utrzymywał, że przyjechał tu na wakacje i była skłonna mu wierzyć. Ten mężczyzna zdawał 

się  bardzo  serio  traktować  sprawy  honoru  i  morale.  Nie  będzie  kłamał  i  nie  będzie  mu  się 

podobało, że ktoś knuł intrygę, w której Filomena miała działać przeciw niemu. Nie ma sensu 

prowokować jego gniewu. 

Do  parkingu  przy  pensjonacie  w  Gallant  Lake  dojechała  już  w  lepszym  nastroju. 

Wysiadła z samochodu i zaczęła wydobywać pakunki. 

-  Pomogę  ci  -  usłyszała  głos  Trenta.  Wyprostowała  się  gwałtownie.  Zmrużyła  oczy, 

patrząc  na  niego  pod  słońce.  Wydał  jej  się  bardzo  wysoki,  gdy  tak  stał  w  wypłowiałych 

background image

dżinsach,  kraciastej  koszuli  i  sfatygowanych  butach.  Wcale  nie  wyglądał  teraz  na  dobrze 

prosperującego  biznesmena,  raczej  na  człowieka,  który  zarabia  na  życie  pracą  własnych  rąk 

na świeżym powietrzu. 

- Cześć, Trent - pozdrowiła go, cofając się odruchowo. - Jak udało się wędkowanie? 

- Nieźle. Jak zwykle w towarzystwie twego ojca. - Wziął od niej jeden z pakunków i 

zmierzył ją wzrokiem. - Dlaczego to zrobiłaś? 

- Zrobiłam co? 

- Odsunęłaś się, gdy podszedłem do ciebie bliżej. Filomena wzruszyła ramionami. 

- Nie lubię po prostu, gdy ktoś nade mną góruje. 

- Zwłaszcza mężczyźni? - spytał, podążając za nią. 

-  Zwłaszcza  mężczyźni  -  przyznała  łagodnie.  -  zasłaniają  mi  światło.  Czy  będziemy 

mieć na obiad ryby, które dziś złowiłeś? 

- Nie wiem, co będą mieć inni, ale ty i ja zjemy  kanapki z tuńczykiem, marynowane 

ogórki i frytki. 

Przystanęła i odwróciła się zdumiona. 

- My? 

- Aha. - Trent był najwyraźniej z siebie zadowolony. 

-  Jedziesz ze  mną  na  piknik.  Twoja  matka  kazała  szefowi  kuchni  zapakować  dla  nas 

obiad. Kiedy ostatnio byłaś na pikniku, Filomeno? 

-  Nie  byłam  już  od  wieków  -  przyznała,  nadal  patrząc  na  niego  niepewnie.  Piknik 

oznaczał sam na sam z Trentem. Nie była pewna, czy to najlepszy pomysł. 

-  Nic  się  nie  martw  -  powiedział  miękko,  jakby  czytał  jej  w  myślach.  -  Postaram  się 

nie zasłaniać ci zbyt wiele światła. 

Odnalazła w jego oczach obietnicę i zachętę. Dlaczego miałaby się obawiać? Zresztą 

nie jest już przecież znerwicowaną nastolatką. 

- No cóż, jest cudowna pogoda na piknik - powiedziała po krótkim namyśle. 

- Istotnie - potwierdził z czarującym uśmiechem. 

Trzy  kwadranse  później  przybyli  na  miejsce,  które  wybrał  Trent.  Na  odosobnioną 

plażę nad jeziorem. Leżało na niej kilka wygodnych kamieni,  gdzie można było usiąść, a za 

nimi  rozciągał  się  pas  ocienionej  ziemi  pokrytej  sosnowym  igliwiem.  Trent  zastanawiał  się, 

czy trudno mu będzie skłonić Filomenę, żeby położyła się na tym sosnowym materacu. 

Obserwował,  jak  rozpakowywała  kosz  z  prowiantami.  Jej  rude  włosy  błyszczały  w 

słońcu,  prześwitującym  przez  drzewa.  Ubrana  była  teraz  w  dżinsy  i  niebieskawą  bluzkę  o 

męskim kroju, podkreślającym jednak kobiece kształty. 

background image

Trent  przeżywał  katusze  wyobrażając  sobie,  jak  trzyma  w  dłoniach  krągłe  pośladki 

Filomeny, unosi ją w górę i przytula, tak że na torsie czuje miękki dotyk jej drobnych piersi. 

Obrazy płonęły mu w mózgu, aż poczuł, że ciało zaczyna już reagować na te fantazje. 

Zdusił w myślach przekleństwo i dyskretnie zmienił pozycję, opierając się wygodniej 

o głaz. 

- Jak udała ci się przejażdżka do miasta? - zaczął rozmowę. 

Postanowił,  że  ten  piknik  powinien  przebiegać  bardzo  zwyczajnie.  Poprzedniej  nocy 

potwierdziło się, że oboje są dla siebie fizycznie atrakcyjni. Teraz Trent miał pewność, że gdy 

nadejdzie właściwy moment, dziewczyna ulegnie mu. Mógł więc czekać. 

- Bardzo dobrze. Załatwiałam sprawunki dla matki. 

-  Twój  tata  twierdzi,  że  prowadzisz  swego  porsche'a  tak,  jakbyś  trenowała  do 

wyścigów w Indianapolis. 

Filomena zaśmiała się krótko. 

-  Czy  to  cię  niepokoi?  Biedny  Trent.  Bierzesz  na  siebie  straszną  odpowiedzialność, 

martwiąc  się  o  wszystko,  poczynając  od  moich  ubrań,  a  kończąc  na  mojej  jeździe 

samochodem. Wkrótce osiwiejesz. 

- Rozumiem, dlaczego Amery niepokoi się o ciebie. 

- Moi rodzice zawsze się o mnie niepokoili. Przyczyną ich zmartwień było to, że jako 

uczennica  nie  prowadziłam  życia  towarzyskiego.  Shari,  która  jest  ode  mnie  prawie  dwa  lata 

młodsza,  umawiała  się  ze  wszystkimi  chłopakami,  zanim  jeszcze  ojciec  pozwalał  jej 

wychodzić  wieczorami  z  domu.  Ja  natomiast  zawsze  siedziałam  w  domu  i  czytałam  książki 

lub  pilnowałam  dzieci.  Shari  należała  do  grupy  zapalonych  kibiców  futbolu.  Ja  nigdy  nie 

byłam na żadnym meczu. Potem, w czasie pierwszego roku college'u, gdy zaczęłam umawiać 

się z Bradym, rodzice wpadli w panikę. 

- Nie lubili go? 

- Myśleli, że on wykorzysta swą przewagę nade mną i po prostu zrobi sobie zabawę - 

odpowiedziała  obojętnie  Filomena.  -  Nie  oni  jedni.  Każdy  się  dziwił,  co  też  Brady  we  mnie 

widzi. Wyobrażasz sobie, jak to pozytywnie wpłynęło na moją samoocenę. Kiedy okazało się, 

ż

e  wszyscy  mieli  co  do  niego  rację,  moja  rodzina  ponownie  zamartwiała  się  o  mnie. 

Wiedzieli, jak byłam upokorzona. Gdy na jesieni powróciłam do college'u, odetchnęli nieco. 

A  potem  znów  zmartwienie,  gdy  wybrałam  jako  specjalizację  sztuki  piękne  zamiast  czegoś 

bardziej  praktycznego.  Kiedy  trzy  lata  temu  otworzyłyśmy  z  Glenną  własną  firmę,  mama  i 

tata  ponownie  panikowali.  Wiedzieli  na  pewno,  że  nastąpi  klapa,  bo  ja  nie  mam  bladego 

background image

pojęcia o interesach. Zapomnieli jednak, że szybko się uczę. - Filomena popatrzyła na niego 

roześmianymi oczami. - Czy mam mówić dalej? 

- Chyba rozumiem, o co chodzi. A więc teraz powróciłaś do miasta i rodzina ma nowy 

powód do zmartwień. 

- Najwyraźniej całą masę nowych powodów. Nie tylko chodzi o to, bym nie wywołała 

jakiegoś  skandalu  z  Bradym.  Teraz  mama  zaczyna  się  niepokoić,  że  mam  już  dwadzieścia 

osiem lat, a jeszcze nie wyszłam za mąż. Naczytała się zbyt wielu statystyk. Gdy tłumaczę jej, 

ż

e niezbyt interesuje mnie małżeństwo, jest rzeczywiście strapiona. 

- Naprawdę nie interesuje cię małżeństwo? - spytał Trent z niepokojem. 

- Naprawdę. Mam teraz inne sprawy na głowie. 

- Na przykład? 

- Sprawy zawodowe. - Popatrzyła na niego. - Ale czy to cię ciekawi? 

-  Oczywiście.  -  Chciał  wiedzieć  o  niej  jak  najwięcej.  -  Zauważ,  że  sam  prowadzę 

interesy. 

- Gdy widzę cię w takim ubraniu jak teraz, trudno w to uwierzyć. 

-  To  błąd,  gdy  pozwala  się,  by  jedna  sfera  życia  zdominowała  wszystkie  pozostałe  - 

stwierdził poważnie Trent. - Przekonałem się o tym niedawno. 

- Czy dlatego zrobiłeś sobie tego lata długie wakacje? Próbujesz odzyskać równowagę 

w życiu? 

Popatrzył jej w oczy. 

- Jak się tego domyśliłaś? 

- Nie wiem - wyznała. - Ale ludzie pracujący w dużych firmach nie biorą na raz całych 

sześciu  tygodni  urlopu.  Za  dużo  jest  pilnych  spraw.  Jeśli,  jak  utrzymujesz,  nie  jesteś  tu,  by 

węszyć dla Asgarda, to może robisz jakieś poszukiwania, powiedzmy, osobiste. . 

-  Jesteś  przenikliwą  kobietą,  Filomeno.  Masz  rację.  Robię  poszukiwania.  Mam 

trzydzieści  sześć  lat  i  czegoś  mi  w  życiu  brakuje.  Przyjechałem  tu,  by  wszystko  sobie 

uporządkować i przemyśleć. 

Oczy Filomeny były pełne ciepłego zrozumienia. 

-  Jesteś  inteligentnym  i  odważnym  mężczyzną.  Nie  każdy  miałby  odwagę  zrobić 

bilans swego życia i podjąć rozstrzygające decyzje. Większość ludzi woli biernie dryfować. 

- Chyba przechodzę właśnie kryzys średniego wieku. Potrząsnęła głową. 

- Nie, to nie jest kryzys, skoro panujesz nad sytuacją i wpływasz na nią w racjonalny 

sposób. 

background image

Trent poczuł się nieswojo. Przyjechał tu z Filomeną, by dowiedzieć się o niej czegoś 

więcej, a tymczasem to ona prowadzi badania psychologiczne. Najwyższa pora odwrócić role. 

- Opowiedz mi o tych sprawach zawodowych, które są dla ciebie o niebo ważniejsze 

od małżeństwa. 

Zaśmiała się. 

-  Zwykłe  problemy,  jak  to  w  biznesie.  Moja  wspólniczka  i  ja  postanowiłyśmy 

rozszerzyć  działalność.  Myślimy  o  własnych  sklepach,  zamiast  jak  dotychczas  sprzedawać 

przez  sieć  domów  towarowych.  To  dałoby  nam  znacznie  większą  możliwość  dostosowania 

się  do  potrzeb  rynku  -  mówiła  z  entuzjazmem.  -  Mamy  również  zamiar  powiększyć  nasz 

asortyment  o  ubrania  sportowe  dla  kobiet,  których  rozmiary  przekraczają  przeciętne. 

Projektanci nie myśleli o nich dotychczas, podobnie jak o nas, małych. 

- Skąd macie zamiar wziąć kapitał? 

-  To  część  problemu  -  przyznała.  -  Pracujemy  nad  tym  z  Glenną.  Wystąpiłyśmy  o 

pożyczkę  do  banku,  który  sfinansował  nas  trzy  lata  temu.  W  przeszłości  okazywali  nam 

rozsądną pomoc, myślę, że i teraz tak będzie. 

- Może nie powinnyście startować od razu z dwoma przedsięwzięciami - zasugerował 

Trent.  -  Otwarcie  sieci  własnych  sklepów  będzie  bardzo  kosztowne,  podobnie  uruchomienie 

produkcji nowych modeli odzieży. Skupcie się na jednym, a drugie niech trochę poczeka. 

Popatrzyła na niego przenikliwie. 

- Nie znasz się na sprawach mody. 

-  Owszem,  ale  znam  się  na  takich  podstawowych  sprawach,  jak  niebezpieczeństwo 

nadmiernej  ekspansji  czy  problem  znalezienia  źródeł  finansowania.  Może  powinnyście 

zasięgnąć porady u konsultanta finansowego, zanim zrobicie krok, który może pogrążyć was i 

waszą  firmę.  Znam  pewnego  człowieka  w  Seattle,  nazywa  się  Handel.  Specjalizuje  się  w 

doradzaniu rozwijającym się firmom, takim jak wasza. Wie, jakie niebezpieczeństwa czyhają 

w okresie nowych inwestycji. Wiele spółek upadło na podobnym etapie rozwoju. 

- Jeśli potrzebna mi będzie twoja rada, poproszę o nią - powiedziała sucho. 

-  Wątpię.  Prawdopodobnie  sądzisz,  że  nie  mam  dostatecznych  kwalifikacji,  by  ci 

doradzać, gdyż jestem za wysoki. 

Patrzyła na niego przez moment, a potem wybuchnęła śmiechem. 

Trent odprężył się. Wszystko będzie w porządku, pomyślał. Da sobie z nią radę. Była 

dla niego wyzwaniem, ale on dobrze radził sobie z wyzwaniami. Potrzebuje jedynie czasu. 

Tego  lata  ma  dostatecznie  wiele  czasu.  Ale  czy  nadarzy  się  sprzyjająca  okazja? 

Niełatwo będzie mu wciągnąć Filomenę Cromwell w romans, gdy cała jej rodzina i większość 

background image

społeczności Gallant Lake obserwuje ją z żywym zainteresowaniem. Filomena jest za bardzo 

zajęta  przedstawieniem,  jakie  sama  daje  dla  miejscowej  publiczności.  Zbyt  ją  bawi,  że  jest 

dużą rybą w tym małym stawku. Nie będzie łatwo odciągnąć ją od tego i zwabić w sieć. 

Postanowił  sobie,  że  musi  dopiąć  swego.  Udowodni  jej,  że  powinna  mu  ufać,  ale 

najpierw musi sprawić, żeby poświęciła mu więcej uwagi. Wczoraj w nocy, gdy trzymał ją w 

ramionach, przekonał się, że najszybszą drogą do tego celu jest obudzenie w niej namiętności. 

Stosowna  okazja,  oto  czego  potrzebował.  Długo  obracał  się  w  świecie  biznesu  i 

wiedział, że czasem człowiek sam musi sobie stworzyć okazję. 

Myślał nad tym, prowadząc równocześnie miłą, niezobowiązującą rozmowę. 

Filomena i Trent powrócili do domu po dwóch godzinach. Na tarasie siedzieli Amery, 

Meg i Shari, sącząc ze szklanek mrożoną herbatę. Trent pomyślał właśnie, że popołudnie było 

udane,  i  gratulował  sobie  rozwagi,  z  jaką  postępował  z  Filomeną,  kiedy  zorientował  się,  że 

wśród trojga osób, siedzących przy stole, panuje pewne napięcie. 

Filomena również to zauważyła. 

-  Hej,  co  tam  się  dzieje?  Wyglądacie,  jakbyście  otrzymali  właśnie  zapowiedź,  że 

nastąpi trzęsienie ziemi - zawołała pogodnie. 

Amery popatrzył na Trenta, a potem na córkę. 

- To chyba nie jest aż tak poważne. Ale udało ci się wstrząsnąć Meg i Shari, i wieloma 

naszymi sąsiadami. 

Filomena uniosła brwi. 

- Doprawdy? Jakże to? Meg westchnęła. 

-  Wiem,  że  nie  ma  o  czym  mówić,  ale  sama  rozumiesz,  jak  tu  roznoszą  się  plotki. 

Słyszeliśmy, że spotkałaś Brady'ego Paxtona w mieście i piłaś z nim kawę u Muriel. A jeśli to 

do  nas  dotarło,  to  można  się  założyć,  że  wiedzą  o  tym  wszyscy  w  Gallant  Lake,  włącznie  z 

Glorią. 

Trent poczuł, jak rozwiewają się wszystkie jego plany. Oto co się dzieje, gdy zostawi 

się kobiecie zbyt dużo czasu. Zwłaszcza zaś psotnicy, mającej stare rachunki do wyrównania. 

- Najwyraźniej nie wykonuję dobrze swego zadania - zauważył zimno. 

Filomena odwróciła się do niego. 

- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała złowróżbnie. 

background image

ROZDZIAŁ 4 

- Chyba powinienem bardziej przyłożyć się do powierzonego mi zadania, by mieć cię 

cały czas na oku - powiedział Trent z udaną obojętnością. 

Filomena zesztywniała. Widziała niepokój w oczach matki. Była wściekła na nieznaną 

osobę, która doniosła o tamtej nie chcianej pogawędce z Bradym. 

- Zapewniałeś mnie, Trent, że przyjechałeś tu wypocząć. Nie nakładaj więc na siebie 

nowych obowiązków - odcięła się lodowato. 

- On tylko tak żartuje - wtrąciła się Shari. 

-  Wcale  nie  żartowałem  -  powiedział  Trent  spokojnie,  nalewając  sobie  mrożonej 

herbaty.  -  Koniec  z  samodzielnymi  wyprawami  do  miasta,  Filomeno.  Najwyraźniej  nie 

potrafisz tak postępować, by unikać kłopotów. Ale na twoje szczęście, mam zamiar trzymać 

cię na oku. 

-  Ojej!  Serdeczne  dzięki!  -  Filomena  oparła  ręce  na  biodrach  i  zwężonymi  oczyma 

popatrzyła  zuchwale  na  Trenta  i  całą  rodzinę.  -  Chcecie  wiedzieć,  co  naprawdę  zaszło  dziś 

rano  u  Muriel?  Opowiem  wam.  Popijałam  sobie  kawę  i  wtedy  przysiadł  się  do  mnie  Brady. 

Zgadnijcie, czego chciał. 

- Och, możemy sobie to wyobrazić - wtrącił Amery. 

-  Jasne  -  powiedziała  Shari.  -  Wszyscy  wiedzą,  że  on  szuka  okazji,  by  poflirtować  z 

tobą. 

- Doprawdy? Muszę was rozczarować. Chciał, bym wyciągnęła od Trenta informacje 

na  temat  planów  spółki  Asgard  Development,  związanych  z  budową  ośrodków 

wypoczynkowych  nad  naszym  jeziorem.  Brady  jest  przekonany,  że  Trent  przyjechał  tu  w 

poszukiwaniu  odpowiednich  terenów.  Oferował  mi  pewną  prowizję,  jeśli  dostarczę 

informację jemu i jego kumplom. Tak się rzeczy mają. Czy rozwiewa to wasze wątpliwości? - 

Filomena uniosła wyzywająco brodę. 

Shari uśmiechnęła się. 

- Można się było spodziewać po Bradym, że przedłoży interes nad przyjemność. 

Amery chrząknął. 

-  Mogłem  to  przewidzieć.  Słyszałem,  że  Paxton  ma  upoważnienia  do  sprzedaży 

niektórych najlepszych działek nad jeziorem. 

Trent uśmiechnął się znad swej szklanki. 

- Nie powiedziałaś nam jeszcze, czy podjęłaś się tego zadania. 

background image

- Jakiego zadania? - spytała Filomena. 

- Wysondowania mnie na temat planów Asgarda. 

- Mam wrażenie, że nie martwi cię to specjalnie - zauważyła cicho. Zorientowała się, 

ż

e Trent nie chwycił przynęty i cała jej zuchwałość minęła. 

-  Już  ci  mówiłem,  iż  Asgard  nie  ma  żadnych  planów  co  do  Gallant  Lake.  Ale  nie 

miałbym nic przeciwko temu, gdybyś usiłowała wyciągnąć ode mnie szczegóły na temat tego 

braku  planów.  Patrzył  wyczekująco,  a  Filomenę  opuściła  cała  irytacja  i  powróciło  poczucie 

humoru. 

- Za późno. Już powiedziałam Brady'emu, że nie masz żadnych planów. 

- Może on ci nie dowierza. 

- Bardzo możliwe. Ale to już jego problem. 

-  Coś  mi  się  przypomniało  -  wtrąciła  Shari.  -  Ty,  Trent,  też  możesz  mieć  kłopoty. 

Godzinę  temu  był  do  ciebie  telefon  z  Portland.  Masz  się  skontaktować  jak  najszybciej  z 

panem Reece'em. 

Trent spoważniał. 

- Dzwonił Reece? Shari skinęła głową. 

-  Rozmowę  odebrano  w  recepcji  i  przekazano  mi  informację.  Czy  to  jakaś  zła 

wiadomość? 

-  Reece  jest  moim  asystentem.  Poleciłem  mu,  by  nie  niepokoił  mnie  z  byle  powodu. 

Myślę, że zaszło coś ważnego. Proszę mi wybaczyć, pójdę zadzwonić. 

Amery również wstał. 

-  Wrócę  do  biura.  Mam  tam  jeszcze  wiele  pracy.  Meg  odstawiła  swoją  nie  dopitą 

szklankę herbaty. 

- A ja muszę porozmawiać z szefem kuchni. Spotkamy się na kolacji. 

-  Idę  z  tobą,  mamo  -  zdecydowała  Shari.  -  Omówię  z  Henrym  sprawę  mego  tortu 

weselnego. 

Wytłumaczę mu, że lukier ma być smaczny, a nie tylko służyć do dekoracji. 

Chwilę  potem  Filomena  została  na  tarasie  sama.  Odprężona,  usiadła  wygodnie  w 

fotelu i nalała sobie herbaty. Życie jest czasem stresujące. 

W pewnej chwili z mieszkania rodziców dobiegł ją dźwięk telefonu. 

- Dom Cromwellów - odezwała się pogodnie, podnosząc słuchawkę. 

- Wydaje ci się, że jesteś okropnie sprytna - usłyszała kobiecy głos nabrzmiały złością. 

-  Wydaje  ci  się,  że  możesz  powrócić  po  kilku  latach  i  zabrać  mi  go,  ale  mylisz  się.  Jesteś 

tylko przybłędą i ja już się postaram, by wszyscy to zrozumieli. Myślisz, że to takie zabawne, 

background image

gdy robisz z siebie widowisko? Jeździsz jak opętana tym swoim samochodem, obnosisz swoje 

ciuchy i kręcisz się wokół każdego mężczyzny w mieście. 

-  Gloria?  -  Filomena  była  oszołomiona  tą  dawką  jadu  -  Poczekaj  chwilę.  Nie  masz 

powodu, by na mnie wrzeszczeć. Uspokój się ... 

- Uspokoić się? - Głos Glorii przeszedł w bolesny skowyt. - Mam się uspokoić, gdy ty 

uwodzisz  mego  męża?  Dziewięć  lat  temu  byłaś  głupią,  nieokrzesaną  brzydulą.  Teraz  nie 

zmieniłaś  się  na  lepsze.  Udało  ci  się  tylko  zdobyć  forsę  i  nieco  poloru,  blichtru.  Ale  ja  nie 

pozwolę, byś zabierała mi męża, słyszysz? 

-  Wierz  mi,  Glorio,  że  nie  mam  najmniejszego  zamiaru  odbierać  ci  męża.  Należy 

całkowicie do ciebie i możesz się nim cieszyć do woli. 

Filomena  starała  się  mówić  spokojnie,  ale  miała  wrażenie,  że  tylko  podsyca  urazę  i 

złość, kipiące w Glorii. 

-  Nie  okłamuj  mnie  -  wściekała  się  Gloria.  -  Widziałam  wczoraj  wieczór,  w  jaki 

sposób na niego patrzyłaś. Chciałabyś dowieść, że możesz go mieć z powrotem, prawda? Nie 

kochasz go. Chcesz tylko udowodnić, że jesteś zdolna do wszystkiego! 

Gloria mówiła tak głośno, że Filomena musiała trzymać słuchawkę z dala od ucha. 

- Glorio, posłuchaj. Całkiem fałszywie to interpretujesz. 

- To ty mnie słuchaj, przybłędo. Wiem wszystko o waszym sam na sam u Murie!. 

- Sam na sam? Wszyscy w mieście piją kawę u Muriel. 

- A ty wiedziałaś, że ja się o tym dowiem. Chcesz uwieść mego męża i ukarać mnie. 

Nie  dopuszczę  do  tego.  On  nie  miał  na  ciebie  ochoty  przed  laty,  kretynko.  Po  prostu  się 

nudził, a ty się akurat wtedy nawinęłaś. Wszystko mi powiedział. Śmiał się, jaka to z ciebie 

irytująca głuptaska, i ja śmiałam się razem z nim. Słyszysz mnie? 

Nim  Filomena  zdążyła  odpowiedzieć,  Gloria  z  całej  siły  trzasnęła  słuchawką. 

Filomena stała cicho przez kilka sekund, nasłuchując urywanego sygnału telefonicznego. 

-  Co  się  stało,  Filomeno?  -  spytał  półgłosem  Trent  zza  jej  pleców.  -  Czyżby 

demonstrowanie, jak to się zmieniłaś, nie jest tak miłe i bezpieczne, jak się wydawało? 

Filomena  aż  podskoczyła  ze  zdziwienia  i  odwróciła  się.  Trent  stał  w  otwartych 

drzwiach z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Jest zbyt spostrzegawczy, pomyślała. 

-  Niczego  nie  udaję,  Trent.  Przyjechałam  tu  tylko  po  to,  by  nieco  odpocząć.  Jednak 

trudno mi wszystkich o tym przekonać. 

- A najtrudniej z pewnością Glorię Paxton. To ona dzwoniła, prawda? Ostrzegała cię. 

Filomena odłożyła powoli słuchawkę. 

- Powiedziałam jej, że nie ma powodów do obaw. 

background image

-  Och,  czy  naprawdę  myślisz,  że  ci  uwierzy?  Boi  się,  że  spotka  ją  teraz  takie  samo 

upokorzenie, jakie wraz z Bradym zgotowali tobie przed dziewięciu laty. Przestraszeni ludzie 

nie zawsze postępują racjonalnie. Zwłaszcza gdy mają powody. 

-  Ona  nie  ma  powodów!  Filomena  odwróciła  się  i  podeszła  do  dużego  okna  z 

widokiem na jezioro. 

-  Ale  myśli,  że  ma.  Podobnie  myślą  niemal  wszyscy  w  mieście.  Ludzie,  którzy  teraz 

na  ciebie  patrzą,  to  te  same  osoby,  które  cię  znały  jako  nastolatkę.  Z  pewnością  sprawia  ci 

wiele satysfakcji, gdy im demonstrujesz, że tym razem to nie nad tobą trzeba się litować. 

-  Nie  mam  zamiaru  pokazywać,  że  mogę  odzyskać  Brady'ego  Paxtona.  Nie  chcę  go. 

Muszę  przyznać,  że  sprawia  mi  przyjemność,  gdy  każdy  widzi,  jaki  sukces  osiągnęłam,  ale 

nie chcę niczego więcej. A nikt w to nie wierzy. 

-  Ja  wierzę  -  powiedział  spokojnie  Trent.  Filomena  poczuła  niebywałą  ulgę. 

Odpowiedziała miękko: 

- Dziękuję. 

-  Nie  ma  za  co  -  rzekł  sucho  Trent.  -  Wiem,  jak  to  jest,  gdy  nikt  ci  nie  wierzy. 

Dochodzi do tego, że masz poczucie, jakbyś waliła głową w mur. 

- Tak sądzisz? 

- Owszem. Jednak to, że ja cię rozumiem, niewiele zmienia. Wszyscy inni są skłonni 

traktować cię jak beczkę prochu. 

Filomena skrzywiła się. 

- Niezbyt to przyjemne. 

-  Mam  pewien  pomysł,  który  może  zmniejszyć  to  napięcie  wokół  ciebie.  Naturalnie, 

jeśli ci na tym zależy. 

Rzuciła mu szybkie spojrzenie. - Jaki pomysł? 

-  Bardzo  praktyczny.  Ludzie  przestaliby  plotkować  o  tobie  i  Paxtonie  i  znaleźliby 

sobie inny temat. - Jak mam to osiągnąć? 

- Dziś po południu muszę pojechać do Portland. Interesy. Zanocuję tam i wrócę jutro 

rano. Pojedź ze mną, Filomeno. 

Westchnęła i nie patrząc mu w oczy, spytała cicho: 

- Z tobą? 

- Możesz przenocować u Reece' ów. Zjemy z nimi kolację, a potem pojedziesz z nimi 

do ich domu, jeśli chcesz. 

- Nie lubię wpraszać się do obcych ludzi - odparła. Nawet w jej uszach zabrzmiało to 

dziwnie cicho. 

background image

- Możesz w takim razie zatrzymać się w hotelu albo ... - zawiesił głos. 

- Albo gdzie? 

- Albo u mnie - dokończył. - Obiecuję, że nie będę narzucał ci wyboru. 

Filomena  nie  mogła  pozbierać  myśli.  Nadal  dźwięczały  jej  w  uszach  wrzaski  Glorii, 

ciągle miała przed oczami zaniepokojoną matkę. Wyobraziła sobie, że dziś wieczorem goście 

w  pensjonacie  będą  snuć  domysły  na  temat  jej  kontaktów  z  Bradym  i  bardzo  chciała  tego 

uniknąć. 

Wyjazd  z  Trentem  do  Portland  wydał  jej  się  nagle  sensownym  sposobem  ucieczki. 

Podjęła decyzję szybko i bez wahania, jak zwykle robiła to w sprawach służbowych. 

- Dobrze, Trent. Dziękuję ci za zaproszenie. Może rzeczywiście w tej sytuacji wyjazd 

na dzień czy dwa dobrze mi zrobi. Idę się pakować. 

- Podróż będzie trwała prawie trzy godziny. Chciałbym wyruszyć jak najszybciej. 

Filomena skinęła głową i ruszyła w stronę swego pokoju. 

Droga do Portland okazała się nadzwyczaj przyjemna. Im dalej odjeżdżali od Gallant 

Lake, tym bardziej Filomena się odprężała. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo była 

spięta po telefonie Glorii. 

Początkowo rodzina wyraziła zdziwienie, dowiedziawszy się o jej planach, ale potem 

wszyscy odetchnęli z ulgą. 

- Dlaczego jesteś taka zamyślona? - zapytał Trent w pewnym momencie. 

-  Zastanawiałam  się,  dlaczego  nikt  nie  zainteresował  się,  gdzie  mam  zamiar  dziś 

nocować.  Tyle  szumu  robią  o  jedną  filiżankę  kawy,  wypitą  razem  z  Bradym,  a  nikt  nie 

powiedział ani słowa, gdy znienacka wyjeżdżam z tobą do Portland na całą dobę. 

Trent rzucił jej przelotne, taksujące spojrzenie. 

-  Jesteś  dorosłą  osobą.  Jeżeli  nie  przysparzasz  kłopotów,  rodzina  jest  zadowolona  i 

możesz robić, co chcesz. 

- Nie sądzisz, że to lekka hipokryzja? 

-  Nie.  Wyjazd  ze  mną  do  Portland  to  zupełnie  co  innego,  niż  doprowadzanie  Glorii 

Paxton do szaleńczej zazdrości. 

- Och, rozumiem - powiedziała Filomena z udaną domyślnością. - To wiele wyjaśnia. 

Jest  im  obojętne,  że  mogłabym  przespać  się  z  tobą,  bylebym  tylko  nie  próbowała  podrywać 

Brady'ego. O to chodzi? 

-  Dokładnie  -  potwierdził  Trent.  -  Nic  dziwnego,  że  dobrze  ci  idzie  w  interesach. 

Ś

wietnie umiesz dodać dwa do dwóch. 

background image

- To zadziwiające, że w ogóle udaje ci się przebrnąć przez życie. Wydawałoby się, że 

niektórzy gotowi byliby cię zatłuc w imię zasad moralnych. 

-  Próbowano  tego  kilka  razy  -  odparł,  wzruszając  ramionami.  -  Jednak  jeśli  chodzi o 

obronę zasad, zawsze wygrywam. 

- Dlatego że nie ustępujesz ani na milimetr? 

- Właśnie dlatego. 

- A jakiż to ważny interes wzywa cię tak nagle do Portland? 

Popatrzył na nią ostro. 

- To prawdziwy interes. Nie wymyśliłem niczego, by cię tam zwabić. 

Usłyszała w jego głosie znajomą, arogancką nutkę i postanowiła się poddać. 

- W porządku, wierzę ci. A teraz powiedz, o co chodzi. Trent odprężył się nieco. 

- Od trzech miesięcy  Asgard usiłuje zawrzeć transakcję kupna pewnej posiadłości na 

wybrzeżu. Właściciel, starszy człowiek, nie chciał jej sprzedać, gdyż nie był pewien, co stanie 

się potem z tym miejscem. Potrzebuje wprawdzie pieniędzy, ale nie życzy sobie, aby na jego 

rodzinnych terenach zbudowano jakieś okropne kamienice i sklepy. Pokazywałem mu plany i 

zapewniałem,  że  architekci  będą  się  ich  dokładnie  trzymali.  Asgard  ma  zamiar  wybudować 

tam  cichy,  luksusowy  ośrodek  wypoczynkowy  i  wyda  dużo  pieniędzy,  by  to  miejsce 

zachowało  swój  oryginalny  wygląd.  Nie  będzie  tam  parkingów  ani  deptaków.  Właściciel 

chyba jest gotów wreszcie podpisać kontrakt. 

- I ty musisz być przy tym obecny. 

- Staruszek nie ufa przedsiębiorcom budowlanym - wyjaśnił Trent kwaśno. - Ale tobie 

ufa? 

- Tak. Dotarli do Portland tui przed piątą. Trent natychmiast zajechał do centrum, do 

biur Asgard Development. Na ósmym piętrze czekał na niego mężczyzna. Miał nieco ponad 

trzydziestkę,  przerzedzone  włosy  i  udręczoną  minę.  W  stał  z  krzesła,  gdy  tylko  Trent 

otworzył drzwi. 

-  Przyjechałeś  w  samą  porę.  Baldwin  obstaje  przy  swoim,  tak  jak  ci  mówiłem  przez 

telefon. Nie chce podpisać tego cholernego kontraktu, dopóki ty mu nie uściśniesz ręki i nie 

zapewnisz, że wszystko będzie budowane według planów. 

Przerwał, zauważywszy Filomenę. 

-  Przepraszam,  nie  widziałem  pani.  Proszę  wejść.  Trent  przedstawił  ich  sobie 

pospiesznie i przeszedł do interesów. 

- Gdzie jest Baldwin, gdzie są papiery? - zapytał. 

background image

-  Czeka  na  dole  w  sali  konferencyjnej.  Jest  tam  też  Asgard,  ale  Baldwin  chce 

rozmawiać tylko z tobą. 

- Czy on nie rozumie, że podpisujemy z nim umowę, która bardzo dokładnie określa 

warunki zagospodarowania tego terenu? 

-  Asgard  już  mu  to  wielokrotnie  tłumaczył,  ale  Baldwin  chce  się  z  tobą  zobaczyć, 

zanim  podpisze  kontrakt.  Jego  postawa  jest  w  jakimś  stopniu  uzasadniona.  Kiedy  ziemia 

będzie już należała do Asgarda, możemy z nią zrobić wszystko, co nam się spodoba. Baldwin 

zdaje sobie z tego sprawę i nie chce ryzykować. Jesteś gotów? 

- Oczywiście - odpowiedział Trent i zwrócił się do Filomeny: - Jeśli chcesz, poczekaj 

w  biurze.  Skończę  za  jakieś  pół  godziny.  Potem  pójdziemy  się  czegoś  napić  i  coś  zjeść  z 

Reece'em i jego żoną. 

Filomena kiwnęła głową, rozglądając się z ciekawością po pokoju. 

-  Nie  martw  się  o  mnie,  dam  sobie  radę.  Reece  zauważył  jej  taksujące  spojrzenie  i 

uśmiechnął się. 

-  Biura  Trenta  są  wyżej,  jeśli  to  panią  interesuje.  Jego  sekretarki  nie  ma  teraz,  ale 

może się pani tam rozejrzeć. Z jego pokoju jest znacznie rozleglejszy widok na rzekę. 

- Dziękuję. To może być interesujący sposób spędzenia czasu. 

Trent nachmurzył się. 

- Dlaczego chcesz zobaczyć moje biuro? 

- Zwykła ciekawość, Trent - wyjaśniła. - Idź i uściśnij rękę panu Baldwinowi. 

Odwróciła się i ruszyła do drzwi. Hal Reece zwrócił się do Trenta, patrząc za nią: 

- Skąd żeś ją wytrzasnął? 

- Z lasu. Mieszkała pod grzybkiem - odpowiedział Trent. 

- Nigdy nie wiadomo, co można znaleźć w tych oregońskich puszczach - z zadumą w 

głosie stwierdził Reece. 

Filomena pokręciła głową i wyszła. 

Kolacja  przebiegała  w  bardzo  miłej  atmosferze.  Wybrali  elegancką  restaurację  w 

centrum, której specjalnością były frutti di mare i makaron. Evelyn Reece okazała się uroczą, 

atrakcyjną  kobietą  po  trzydziestce.  Z  lubością  rozprawiała  o  dwójce  swych  dzieci.  Widać 

było, że oboje z mężem bardzo się kochają. 

-  Cieszę  się,  że  mogłaś  przyjechać,  Fil  -  powiedziała,  pochylając  się  nad  stołem.  - 

Trent bardzo rzadko ostatnio gdzieś wychodzi. zawsze mu powtarzam, że nie spotka kobiety 

swoich marzeń, jeśli będzie siedział sam w mieszkaniu i pracował całymi wieczorami. Kiedyś 

background image

myślałam,  że  to  raczej  kobiety  trzeba  namawiać,  by  gdzieś  poszły  i  poszukały  sobie 

partnerów, ale przekonałam się, że mężczyźni również potrafią być upartymi samotnikami. 

- Oburza mnie to stwierdzenie - powiedział Trent łagodnie, patrząc na Filomenę. - Ani 

nie jestem samotnikiem, ani nie jestem uparty. 

-  Za  to  wybredny,  prawda?  -  zaśmiała  się  Evelyn.  -  Mogę  ci  tylko  pogratulować 

uroczej towarzyszki. Czy to oznacza, że mam już przestać bawić się w swatkę? 

-  Tak,  dziękuję  ci,  Evelyn.  Byłbym  niezmiernie  zobowiązany  -  odrzekł  Trent  z  taką 

emfazą, że wszyscy się zaśmieli. 

- Robiłam, co mogłam, Bóg mi świadkiem - zwróciła się Evelyn do Filomeny. - Trent 

chce się ożenić. Musi. Ma to wypisane na twarzy. Brak mu jednak szczęścia. 

- Fil chyba nie jest zbytnio zainteresowana twoimi poprzednimi porażkami jako swatki 

- wtrącił jej mąż, zerkając na beznamiętną twarz Trenta. - Trent również nie. 

- Nonsens - zaprotestowała Evelyn. - Fil powinna wiedzieć, co ją czeka. 

-  Nic  mnie  nie  czeka,  prawda,  Trent?  -  Filomena  obracała  kieliszek  z  winem, 

uśmiechając się do Trenta, - Przyjechałam tu tylko po to, by spędzić wieczór z dala od całej 

tej ciszy i spokoju Gallant Lake. 

- Skoro tak twierdzisz ... - odpowiedział Trent, unosząc kieliszek. 

Filomena  pamiętała,  że  Trent  pozostawił  jej  wybór,  gdzie  ma  spędzić  noc.  Nie 

zarezerwowała  jeszcze  miejsca  w  hotelu.  Nie  było  na  to  czasu.  Wkrótce  jednak  kolacja 

dobiegnie końca i nie można będzie dłużej odwlekać decyzji. 

-  Wybaczcie  mi  -  oznajmiła  Evelyn  -  ale  muszę  poprawić  sobie  makijaż.  Za  chwilę 

wracam. 

-  Idę z tobą - powiedziała szybko  Filomena.  Evelyn torowała drogę przez zatłoczoną 

restaurację. 

Kiedy  dotarły  do  wyłożonego  marmurami  pomieszczenia,  wyciągnęła  z  torebki 

szminkę i zaczęła malować sobie usta. 

-  Nie  mogę  doprawdy  uwierzyć,  że  po  tylu  moich  wysiłkach  Trent  wreszcie  sam 

znalazł sobie dziewczynę. I to ni mniej, ni więcej, a właśnie w Gallant Lake, w stanie Oregon. 

Choć muszę przyznać, że nie wyglądasz na mieszkankę Gallant Lake. 

- Powinnaś była mnie zobaczyć dziewięć lat temu, gdy wyjeżdżałam stamtąd - rzuciła 

ze śmiechem Filomena, szczotkując długie włosy. 

- Wspomniałaś, że twoja firma mieści się w Seattle? 

- Tak. 

background image

- Czy będziesz mogła przenieść ją do Portland, czy też Trent ma zamiar przenieść się 

do Seattle? - spytała od niechcenia Evelyn. 

- Co? - Filomena patrzyła ze zdziwieniem na odbicie swej nowej znajomej w lustrze. - 

Dlaczego któreś z nas miałoby się przenosić? 

- Mam powody, by podejrzewać, że wkrótce wyjdziesz za mąż, a prawdę mówiąc, nie 

wyobrażam sobie Trenta jako dojeżdżającego małżonka. To typ mężczyzny, który potrzebuje 

stabilnego domu. Długo na niego czekał i zasługuje na to. Wiesz, on był już raz żonaty, gdy 

miał dwadzieścia kilka lat. Ale o ile wiem, zakończyło się to katastrofą. Żona opuściła go dla 

kogoś znacznie starszego i bogatszego. Najwidoczniej nie spodziewała się, jak wielki sukces 

osiągnie Trent. 

Filomena czuła, że się gubi w tym wszystkim. 

-  Nie  miej  do  mnie  urazy,  Evelyn,  ale  zapewniam  cię,  że  wyciągasz  zbyt  pochopne 

wnioski. Trent i ja nie robimy żadnych planów. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi. 

- I chciałabyś, żebym w to uwierzyła? - Evelyn przewróciła oczami. - Daj spokój, Fil. 

Widziałam, jak on na ciebie patrzy. 

- Evelyn, proszę cię, wiem, że chcesz jak najlepiej, ale ... 

- To, czego ja chcę, nie jest aż tak ważne jak to, czego chce Trent - wypaliła Evelyn. - 

Chce znaleźć żonę. Naturalnie nie przyzna się do tego otwarcie, ale ja  go obserwuję. Już od 

półtora roku krąży wśród stadka kobiet i wypatruje, z którą ma się związać. 

- Mówisz o nim tak, jakby był tokującym głuszcem. 

- Niezłe porównanie. Przez pewien czas tokował nawet dość intensywnie. Co tydzień 

umawiał  się  z  inną  kobietą.  A  potem  nagle  jakby  zrezygnował.  Skończyły  się  bezustanne 

randki,  a  zaczęło  coraz  częstsze  siedzenie  w  domu.  Próbowałam  kilkakrotnie  go  wyciągnąć, 

ale daremnie. Potem oznajmił, że na całe prawie lato bierze prawdziwy urlop, że jakoby musi 

zmienić otoczenie. A potem nagle pokazuje się z tobą.  I jego oczy mówią mi, że polowanie 

wreszcie dobiegło końca. 

Filomena starała się nie okazywać niczego po sobie. Włożyła szczotkę do torebki. 

- Evelyn, wierz mi, snujesz zbyt daleko idące domysły. 

-  Zobaczymy.  Nie  musisz  się  denerwować  -  zapewniła  Evelyn.  -  Trent  to  człowiek 

pewny.  Nie  ma  w  nim  ani  odrobiny  fałszu.  Możesz  mu  bezgranicznie  wierzyć.  Jeśli  ma  w 

stosunku do ciebie poważne zamiary, wkrótce to oznajmi i będzie się tego trzymał. 

Filomena czuła się coraz bardziej nieswojo. Najpierw jej rodzina utrzymywała, że ona 

i  Trent  tworzą  idealną  parę.  Teraz  Reece'owie  twierdzą  to  samo.  A  Trent,  jak  mogła 

zauważyć, nie robi nic, by zapobiec tym spekulacjom. 

background image

-  Evelyn,  nie  chciałabym  cię  rozczarować,  ale  Trent  nic  nie  mówił  na  temat 

małżeństwa. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że szuka kogoś do towarzystwa na czas swego 

pobytu  w  pensjonacie  moich  rodziców.  Ja  się  tam  pojawiłam  parę  tygodni  temu  i  wszyscy, 

włączając  w to Trenta, doszli chyba do wniosku, że dobrze byłoby,  gdyby  między nami coś 

się wykluło. Są pewne powody, dla których ten pomysł wydaje się im taki świetny. 

-  Podejrzewam,  że  to  ty  ulegasz  złudzeniu  -  powiedziała  spokojnie  Evelyn.  -  Ale  nie 

martw się, Trent wszystko wyjaśni we właściwym czasie. 

Nie było sensu dalej ciągnąć tego tematu. Wykorzystując jednak rozmowność Evelyn, 

Filomena postanowiła uzyskać odpowiedź na pytanie, które ja dręczyło. 

- Czy wiesz, dlaczego tak pędziliśmy dzisiaj do Portland? 

-  Oczywiście.  Hal  powiedział  mi,  że  Baldwin  ma  zamiar  wreszcie  podpisać  umowę. 

Wcale  się  nie  zdziwiłam,  że  nie  chce  tego  zrobić  bez  Trenta.  Baldwin  nie  ma  zaufania  do 

inwestorów budowlanych. 

- A do Trenta Ravindera ma zaufanie? 

-  Ten  twój  Ravinder  to  tajna  broń  Asgarda.  Ludzie  mu  wierzą  i  jedynie  z  nim  są 

gotowi zawierać umowy. To człowiek kryształowo uczciwy i jego słowo jest na wagę złota. 

Asgard wysyła go do negocjacji, których nikt inny nie zdołałby doprowadzić do końca. 

- A co by się stało, gdyby Trent złożył jakąś obietnicę w imieniu Asgarda, a potem by 

jej nie dotrzymano? 

-  Nie  sądzę,  by  coś  takiego  mogło  mieć  miejsce,  chyba  że  przez  pomyłkę.  Stary 

Asgard  wie,  że  wówczas  .  Trent  odszedłby  od  niego  w  ciągu  pięciu  minut.  Największym 

zmartwieniem  firmy  jest  to,  że  pewnego  dnia  Trent  założy  własną  firmę,  a  to  jest  bardzo 

prawdopodobne. 

- Ale w jaki sposób Trent osiągnął taką reputację? 

- Zapracował sobie na to - stwierdziła Evelyn. - I broni tego. Jest z tego dumny. 

- Wiem - powiedziała Filomena powoli. - Czasem potrafi być arogancki. 

-  Według  mnie  dawno  temu  w  jego  życiu  musiało  się  coś  wydarzyć  i  wtedy  Trent 

postanowił, że albo ludzie mają mu bezgranicznie wierzyć, albo nie ma o czym mówić. Lepiej 

uważaj na to, co robisz, Fil, zwłaszcza gdy nie jesteś pewna, że traktujesz go poważnie. Trent 

znany  jest  z  tego,  że  dotrzymuje  raz  danego  słowa,  choćby  się  nie  wiem  co  działo.  Taka 

postawa ma jednak pewne konsekwencje. 

- Jakie? 

background image

-  On  dopnie  swego.  Ta  sama  duma  i  arogancja,  które  nie  pozwalają  mu  na  złamanie 

przyrzeczenia, nie pozwalają mu również na odstąpienie od wyznaczonego celu. Dlatego jest 

tak niezwykle użyteczny w firmie Asgarda. 

-  Mogę  to  sobie  wyobrazić  -  odpowiedziała  Filomena.  Zastanawiała  się,  czy  nie 

powinna  natychmiast  uciec,  zanim  całkowicie  wpadnie  w  pułapkę  zastawioną  prze?: 

Ravindera. 

Jednak od tamtego dnia, gdy zastała swego narzeczonego w łóżku z inną kobietą, nie 

uciekała już nigdy od niczego. Uśmiechnęła się do Evelyn i ruszyła w kierunku drzwi. 

- Na szczęście bardzo dobrze biegam - powiedziała cicho. 

- Musisz, jeśli chcesz przegonić Trenta. 

background image

ROZDZIAŁ 5 

Kolacja  dobiegła  końca.  Przed  drzwiami  restauracji  Reece'owie  pożegnali  się 

pośpiesznie,  wsiedli  do  samochodu  i  odjechali.  Trent  podał  Filomenie  ramię  i  ruszył  w 

kierunku mercedesa. 

-  Czy  zdecydowałaś  się,  gdzie  spędzisz  noc,  Filomeno?  -  spytał,  siadając  za 

kierownicą. 

Odchrząknęła. 

-  To  był  bardzo  miły  wieczór,  Trent.  Cieszę  się,  że  poznałam  twoich  przyjaciół. 

Najlepiej, żebyś teraz zawiózł mnie ... 

-  Najpierw  zabiorę  cię  do  mego  mieszkania  -  przerwał  jej  gładko,  jakby  wiedział,  co 

chciałaby dalej powiedzieć. - Wypijemy sobie szklaneczkę, a ty postanowisz, gdzie spędzisz 

noc. 

Filomena zmrużyła oczy, czując, że poniosła porażkę. Wiedziała, że musi jakoś bronić 

swej kobiecej niezależności. 

-  Zgoda  na  jedną  szklaneczkę  -  powiedziała.  -  A  potem  odwieziesz  mnie  do  hotelu. 

Zamówię pokój telefonicznie z twojego mieszkania. 

- Jak sobie życzysz - odparł, najwyraźniej nie przejmując się jej decyzją. 

Jednak Filomena zauważyła u niego pewne napięcie. 

Na pozór był zupełnie swobodny, gdy prowadził samochód, ale ona wyczuwała w nim 

jakieś gorączkowe oczekiwanie. Poruszyła się niespokojnie w fotelu. 

-  Chyba  się  nie  boisz?  -  spytał  Trent,  wprowadzając  samochód  do  garażu  w 

podziemiach wysokiego, nowoczesnego budynku. 

-  Czego  miałabym  się  bać?  -  odparła  agresywnie.  Była  niezadowolona,  że  Trent  tak 

łatwo czytał w jej myślach. 

- W końcu będziesz musiała stanąć ze mną oko w oko i już wiesz, że mi nie umkniesz. 

- Co masz na myśli? 

- Przez ostatnie dwa tygodnie musiałem ze wszystkimi konkurować: z twoim dawnym 

narzeczonym,  z  krewnymi.  A  ty,  zajęta  wywoływaniem  sensacji  w  Gallant  Lake,  nie 

zwracałaś  na  mnie  uwagi.  Ale  dziś  wieczór  masz  czas,  prawda?  Nie  możesz  posłużyć  się 

wymówką, że musisz wcześniej wrócić do domu. Nie masz przed kim szpanować porshe'em 

czy  swoimi  kreacjami.  Nie  wydajesz  żadnego  przyjęcia.  Po  prostu  nic  nie  stoi  na  mojej 

drodze. Dziś jesteśmy tylko ja i ty. 

background image

- Czy to groźba? - spytała Filomena, usiłując zachować spokój. 

Trent  postawił  samochód  na  miejsce  i  wyłączył  stacyjkę  Uśmiechnął  się  tajemniczo, 

ale w oczach miał czujność. 

-  Nie,  Filomeno,  to  nie  groźba.  Proste  stwierdzenie  faktu.  Musisz  stanąć  ze  mną 

twarzą w twarz i podjąć decyzję na nasz temat: w tę stronę albo w drugą. 

Uniosła wyzywająco podbródek. 

-  A  jeśli  nie  jestem  gotowa  do  podjęcia  decyzji?  Trent  patrzył  na  nią,  milcząc.  Po 

chwili otworzył drzwi i stwierdził: 

-  Jesteś  gotowa.  Nie  chcesz  się  tylko  do  tego  przyznać.  Bez  słowa  wysiadła  z 

samochodu.  Czuła,  że  Trent  triumfuje.  Podczas  jazdy  windą  na  dwudzieste  drugie  piętro 

powtarzała sobie w duchu, że nie musi zostawać u niego, jeśli nie chce. Może wypić drinka i 

pójść  sobie.  Może  zawołać  taksówkę.  Może  nalegać,  by  Trent  odwiózł  ją  do  hotelu.  W 

ostateczności może nawet pójść pieszo. 

Wciąż dodawała sobie w ten sposób otuchy,  gdy  szli od windy do drzwi mieszkania. 

Ogarnęła  ją  jednak  ciekawość  i  wszelkie  wątpliwości  znikły.  Takiego  samego  uczucia 

doznała dziś po południu, gdy chodziła po pokojach w biurze Trenta. Ich wystrój był prosty, 

surowy  i  funkcjonalny  -  dowód  na  to,  że  człowiek  tu  przebywający  pracuje  ciężko  i 

efektywnie, i nie chce, by jego biuro zagracały zbyteczne upiększenia. 

- No i. .. ? - Trent z rozbawieniem patrzył, jak Filomena stąpa po szarym dywanie.  - 

Czy tego się spodziewałaś? 

- Chyba tak. Tak, dokładnie tego się spodziewałam. Mieszkanie urządzone było w ten 

sposób,  by  komfortowo  i  wygodnie  w  nim  się  żyło  mężczyźnie  -  potężnemu  mężczyźnie. 

Przepaściste meble, skóra i drewno w dobrym gatunku, nowoczesne, ale bez przesady. 

- Mogę się założyć, że twoje mieszkanie wygląda zupełnie inaczej - powiedział Trent, 

przechodząc do kuchni. 

- A jak je sobie wyobrażasz? Otworzył kredens i wyjął butelkę koniaku. 

-  Na  pewno  pełne  jest  słodkich,  delikatnych,  nowoczesnych  przedmiotów.  Gładkich, 

modnych, przyjemnych dla oka. I z pewnością te meble zawalą się, jeśli usiądzie na nich ktoś, 

kto będzie cięższy od dżokeja. Nie są zbyt wygodne, ale na pewno supermodne. 

Filomena uśmiechnęła się w duchu, zdziwiona trafnością tej wizji. 

- Mówisz o tym z dezaprobatą. 

-  Nie.  Przykładasz  dużą  wagę  do  wyglądu  przedmiotów  i  z  pewnością  w  twoim 

mieszkaniu jest to widoczne. Nie ma w tym niczego złego. 

Nalał koniaku i podał go Filomenie. 

background image

-  Mylisz  się.  Moje  meble  są  wygodne.  Przynajmniej  dla  mnie.  -  Obrzuciła  go 

wzrokiem. - Dla ciebie pewnie byłyby za ciasne. 

- Musisz czuć jakąś urazę, skoro pokpiwasz sobie z mojego wzrostu. 

- Słyszałam dziś, jak w rozmowie z przyjacielem, Halem, ty pokpiwałeś sobie z moich 

rozmiarów. 

- W jaki sposób? 

- Mówiłeś, zdaje się, że znalazłeś mnie pod grzybkiem w lesie. 

Trent nie był ani trochę speszony. 

- Ach, o to ci chodzi. Przyznam, że jest w tobie coś, co przypomina mi elfa, ale to nie 

twój wzrost. 

- Nie? A co? 

- Twój talent do robienia psot i przysparzania kłopotów. 

- Nie zgadzam się - odparła Filomena. 

-  Może  w  biurze  swojej  firmy  jesteś  inna,  ale  gdy  jesteś  na  wakacjach,  nie  byłbym 

tego taki pewien. Twoja rodzina była mi wdzięczna, że zabrałem cię na pewien czas z miasta. 

Filomena nie mogła powstrzymać się od śmiechu. 

- Czyżby rzeczywiście udało mi się wszystkich zdenerwować? 

- Owszem. I bardzo byłaś z tego zadowolona. Filomena spoważniała. 

-  Wcale  nie  podobał  mi  się  ten  telefon  od  Glorii  -  przyznała  z  westchnieniem, 

odwróciła się i poszła powoli do salonu. 

- A ja cieszę się, że zadzwoniła - powiedział nieoczekiwanie Trent, idąc za nią. 

Filomena obruszyła się. 

- Doprawdy? 

-  Naturalnie.  -  Trent  zgasił  światło.  Miękka,  aksamitna  ciemność  zapanowała  w 

pokoju.  -  Gdyby  nie  ten  telefon,  miałbym  większe  trudności  z  namówieniem  cię  na  ten 

wyjazd do Portland. 

Filomena  nie  poruszała  się  w  ciemności.  Wpatrywała  się  w  światła  miasta,  ale  cały 

czas była świadoma, że Trent zbliża się do niej. 

- Ale mimo to próbowałbyś mnie namówić? - spytała szeptem. 

Stanął tuż przy niej. Położył na jej ramieniu ciepłą, dużą dłoń. Przez jedwabną suknię 

czuła, jak pali ten dotyk. 

- Czy aż tak trudno byłoby  cię do tego namówić? Zawahała się, a potem odwracając 

się do niego, wyznała szczerze: 

background image

-  Nie  wiem.  Trent  delikatnie  wyjął  jej  z  rąk  kieliszek  i  odstawił  go  na  stolik  obok. 

Zanurzył palce w gęste włosy. 

-  Jesteś  pewna?  -  Pochylił  głowę,  dotykając  jej  czoła.  -  Czy  naprawdę  nie  znasz 

odpowiedzi? - A czy to takie ważne? 

-  Chcę  mieć  pewność,  że  wiesz,  co  robisz.  Zadrżała  czując,  jak  palce  Trenta 

przesuwają się po jej karku. 

- Robię chyba to, czego po mnie oczekujesz. Czy to nie wystarczy? - zapytała miękko. 

- Nie. 

- Czego więc chcesz? Uniósł rękami jej brodę i musnął wargami usta. 

-  Chcę  usłyszeć,  że  mnie  pragniesz.  Widziałem  to  już  w  twoich  oczach.  Ale  chcę 

usłyszeć, jak to mówisz. 

Patrzył  na  nią  i  delikatnie,  hipnotyzująco  przesuwał  palcami  po  jej  policzku.  Nawet 

panująca  ciemność  nie  mogła  przytłumić  żaru  męskiego  pożądania,  jarzącego  się  w  jego 

oczach. 

- Pragnę cię ... Trent. 

Słowa  te  wyrwały  się  Filomenie,  zanim  zdołała  je  powstrzymać.  Przygryzła  wargi 

ż

ałując,  że  nie  może  już  odwołać  tego  wyznania.  Zresztą,  niewiele  by  to  zmieniło.  On  i  tak 

wiedział. Chciał tylko usłyszeć, jak: wypowiada te słowa. 

- Dziękuję ci, Filomeno. Przysięgam, że nie będziesz tego żałowała. 

Zbliżył znów usta do jej warg. Jego ręce sunęły po jej plecach w dół i nagle zamknął 

ją w objęciach i całował powoli, jak w transie. Owionęło ją jego ciepło i moc. Ogarnął strach, 

który walczył w niej z namiętnością. I Trent to czuł. 

- Chyba się mnie nie boisz? - zapytał cicho tuż przy jej ustach. 

- Nie - odparła, wczepiając się w jego koszulę. 

- A może boisz się samej siebie? 

- Nie! 

-  Nie  walcz  więc  ze  mną.  Chcę  cię  dziś  kochać  i  chciałbym,  żebyś  tylko  o  tym 

myślała. 

Odchyliła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Patrzyli na siebie przez chwilę, a potem 

Filomena  położyła  mu  głowę  na  ramieniu.  Przeszedł  ją  dreszcz,  gdy  zaczął  gładzić  ją  po 

włosach. 

Nie wiedziała sama, jak długo stali tak w cieniu. Zrozumiała: Trentowi się nie spieszy, 

teraz, gdy Zdobył pewność, że jest dla niej atrakcyjny. 

background image

-  Chciałbym,  żebyś  do  tego  przywykła  -  powiedział  cicho,  trzymając  ją  mocno.  - 

Chciałbym, żebyś nauczyła się być w moich ramionach, czuć mój dotyk. Byś wiedziała, że to 

jest twoje miejsce. 

Filomena  wtuliła  się  mocniej  i  położyła  rękę  na  jego  torsie.  Wspaniale  pachnie, 

pomyślała.  Bardzo  męsko  i  seksownie.  Nie  zastanawiając  się  wsunęła  palce  pod  pierwszy 

guzik  jego  koszuli  i  rozpięła  go.  Trent  wziął.  głęboki  oddech,  ale  nic  nie  powiedział,  nie 

poruszył  się  nawet.  Ośmielona  Filomena  rozpięła  następny  guzik,  włożyła  rękę  w  rozcięcie 

koszuli i dotknęła jego szorstkiej' owłosionej piersi. 

Mocniej  zacisnął  palce  na  jej  włosach.  Odsunęła  koszulę  z  jego  torsu  i  delikatnie 

pocałowała go. 

- Najdroższa - jego matowy głos był pełen wzbierającej namiętności - tak strasznie cię 

pragnę, ponad wszystko. 

Przywarł wargami do jej ust. Filomena westchnęła, gotowa przyjąć go duszą i ciałem. 

Pragnęła doznać tych wszystkich emocji i namiętności, jakie dotychczas rozmyślnie trzymała 

na  wodzy.  Przywoływała  jego  imię,  słyszała,  jak  jęczy,  a  potem  poczuła  na  swych  wargach 

podniecający  dotyk  języka  mężczyzny.  Za  chwilę  był  w  środku,  z  zaborczą  poufałością 

zapowiadał inną zaborczość. 

Przerwał  w  końcu  ten  intensywny  pocałunek,  by  odszukać  ustami  delikatną  linię  jej 

szyi.  Filomena  zamknęła  oczy,  a  on  smakował  jej  skórę  końcem  języka.  Poddawała  się  tym 

emocjom.  Jego  wielkie,  mocne  ciało  już  jej  nie  onieśmielało.  Siła  Trenta  zapowiadała 

namiętność,  jakiej  Filomena  nigdy  dotychczas  nie  doświadczyła.  Przywarła  mocniej, 

obejmując go za szyję, przyciskając piersi do jego torsu. 

- Takiej właśnie cię pragnąłem - rzekł cicho Trent. 

- Całymi dniami prześladowała mnie wizja, jak przywierasz do mnie w ten sposób. 

- Pragnę cię - wyszeptała oszołomiona. 

- Wiem, kochanie - odparł Trent z satysfakcją w głosie. - Wiem o tym. 

Odnalazł  guziki  z  tyłu  sukienki  i  zaczął  je  powoli  odpinać.  Po  chwili  turkusowy 

jedwab ześlizgnął się z jej ramion, zsunął na biodra i opadł na dywan. 

Poczuła  się  nagle  zagubiona  w  ramionach  Trenta.  Cicho  krzyknęła  i  ukryła  twarz  w 

jego koszuli, gdy rozpinał jej skąpy staniczek. 

-  Chcesz  tego,  kochanie  -  .  wyszeptał,  wodząc  ręką  po  jej  krągłych  piersiach.  - 

Pragniesz tego tak samo jak ja. 

Poczuła, jak jej brodawki nabrzmiewają niczym pączki pożądania. 

- Tak - potwierdziła. 

background image

- Pokaż mi, jak bardzo mnie dziś pragniesz. Powoli, lekko drżącymi palcami, zaczęła 

rozpinać  pozostałe  guziki  jego  koszuli,  potem  zsunęła  mu  ją  z  ramion  i  pozwoliła  opaść  na 

podłogę obok swej sukienki. 

- Chodź do mnie - powiedział Trent stłumionym głosem. Podłożył  ręce pod pośladki 

Filomeny  i  podniósł  ją  bez  wysiłku  do  góry,  aż  piersi  znalazły  się  na  wysokości  jego  warg. 

Smakował  najpierw  jedną  pulsującą  wypukłość,  potem  drugą.  Spojrzała  na  niego  spod 

opuszczonych rzęs. 

- Twój wzrost ma jednak pewne zalety. Uśmiechnął się frywolnie. 

-  Marzyłem  o  czymś  takim  od  dawna.  Twój  wzrost  również  ma  pewne  zalety.  Mogę 

cię podnieść jedną ręką. 

- Nie jestem aż taka mała ani aż taka lekka. 

-  Może  się  założymy?  Otoczył  ją  ręką  w  talii  i  podniósł  jak  piórko.  Drugą  ręką 

delikatnie  pieścił  jedną  z  piersi.  Filomena  popatrzyła  na  niego  pokonana  i  powiedziała 

przytłumionym głosem: 

- Wygrałeś. 

-  Naprawdę?  W  jego  głosie  brzmiała  niezwykła  powaga.  Postawił  Filomenę  z 

powrotem  na  podłodze,  palce  włożył  pod  gumkę  jej  rajstop  i  zsunął  je  wraz  z  majteczkami. 

Stała teraz całkiem naga, otoczona jego ramionami. 

- Jesteś taka mała i zgrabna - mruczał z zachwytem. - Taka lekka i miękka, i delikatna. 

-  Kręcił  powoli  głową,  przesuwając  rękami  po  jej  talii  i  biodrach.  -  I  tak  długo  kazałaś  mi 

czekać. 

- Po prostu nie miałam pewności - usiłowała wyjaśnić. - A ponadto to trwało zaledwie 

dwa tygodnie. 

- Najdłuższe dwa tygodnie w moim życiu - zapewnił. - Ale teraz koniec czekania. 

Opuścił  ją  na  dywan  i  uklęknął  obok,  mocując  się  ze  sprzączką  swych  spodni.  Gdy 

pozbył się slipów, Filomena popatrzyła na posągowe linie jego ciała. Dotknęła muskularnych 

ud i patrząc mu w oczy, powiedziała drżącym głosem: 

- Nikt nie mógłby ci zarzucić, że masz wymiary elfa. 

-  Przyjmuję  to  jako  komplement  -  odparł  miękko.  Położył  się  obok  niej  na  dywanie. 

Rękami,  ustami,  a  nawet  zębami  odbywał  ekscytującą  wędrówkę  po  jej  ciele.  Wsunął  nogę 

między jej uda i delikatnie zmusił, by się rozchyliły. 

Filomena czuła, że zalewa ją wielka fala. Nie myślała już o tym, by stawiać opór, by 

zachowywać  ostrożność.  Nie  myślała  o  przyszłości.  Pragnęła  jedynie  dotyku  Trenta. 

Przylgnęła do niego. 

background image

- Co się stało, Filomeno? 

- Zastanawiałam się właśnie, dlaczego tak długo zwlekałam - wyszeptała. 

Przesuwała  rękami  po  jego  barkach,  zachwycona  zarysem  twardych  muskułów. 

Poruszyła się i poczuła na swych udach jego pulsujące ciepło. 

- To dobre pytanie. Niestety, nie ma na nie dobrej odpowiedzi. 

Płaską  dłonią  wędrował  po  jej  brzuchu.  Jego  palce  zatrzymały  się  przez  chwilę  na 

małym, miękkim wzgórku, a potem podążyły jeszcze niżej, drogą dręczącej rozkoszy. 

Filomena wstrzymała oddech,  gdy Trent wyczuł ciepłą wilgotność między  jej udami. 

Usłyszała pełen pożądania jęk i zadrżała w jego objęciach. Przytrzymał ją jeszcze mocniej. 

-  Już  nie  czekamy  -  wyszeptał.  Nie  odpowiedziała.  Nie  znalazła  żadnych  słów. 

Poczuła, jak Trent się unosi i opada na nią. 

-  Popatrz  na  mnie,  Filomeno  -  poprosił  niskim,  ochrypłym  głosem.  -  Chcę  widzieć 

twoje oczy, gdy po raz pierwszy będziesz moja. 

Posłuchała. Czuła między udami napierającą twardość i odruchowo uniosła biodra, by 

ją przyjąć. 

- Och, Trent. 

Powoli, zdecydowanie wypełnił ją sobą. Zacisnął palce na jej skórze. Zamknęła oczy. 

Całe  jej  ciało,  spięte  niemal  do  granicy  bólu,  czuło  tego  wielkiego  mężczyznę.  Natychmiast 

przyszło  oszałamiające  uczucie  podniecenia.  Otworzyła  oczy.  Trent  patrzył  na  nią. 

Znieruchomiał, dając jej czas, by mogła się dopasować. 

- Nigdy przedtem nie czułem niczego podobnego. 

- Ja też nie - odpowiedziała słabym głosem, przywierając do niego. 

- Widzę to w twoich oczach, czuję w tobie całej. Wiedziałem, że będzie nam ze sobą 

dobrze. 

Zanurzył twarz w zagłębieniu jej karku i powolnym, zmysłowym rytmem wprowadzał 

ją w ekscytujące drżenie. 

- Och, Trent. .. 

-  Bądź  ze  mną,  najdroższa.  Bądź  i  nigdy  mnie  nie  opuszczaj.  Dotrzemy  razem, 

obiecuję ci. 

Ufała  mu.  On  prowadził,  upewniając  się,  czy  podąża  za  nim.  Zagarnęła  ich  fala 

podniecenia.  Filomena  nigdy  przedtem  nie  przeżyła  niczego  podobnego.  Może  po  prostu 

dotychczas nie spotkała mężczyzny, który potrafiłby sprawić, żeby te sprawy zaczęły się dla 

niej liczyć. 

Z nieoczekiwaną intensywnością przyjęła końcową ekstazę. 

background image

- Tak, najdroższa, tak. Szorstki okrzyk triumfu i rozkoszy, przepleciony z jej krzykiem 

bez tchu. Opadali razem, rozluźnieni, w gmatwaninie wilgotnych rąk i nóg. 

-  Trent,  nie  wiedziałam...  -  szukała  właściwych  słów  w  omdlewającej  mgiełce  -  nie 

zdawałam sobie sprawy, że to może być tak. 

-  Wiem  -  uspokajającym  gestem  odgarniał  jej  z  twarzy  pasma  włosów  -  ja  też  nie 

zdawałem sobie sprawy. - Wiedziałem, że będzie dobrze, ale nie przypuszczałem, że aż tak. 

- A ja myślałam, że ty wiesz wszystko. 

- Niezupełnie. Nie wiem wszystkiego o tobie. 

- Całe szczęście - odrzekła. Skuliła się na jego ramieniu i złożyła delikatny pocałunek 

na torsie. - Kobieta ma prawo do pewnych tajemnic. 

Oczy Trenta spoważniały. 

-  Nie  chcę,  aby  między  nami  były  jakiekolwiek  tajemnice,  Filomeno.  Chciałbym, 

ż

ebyśmy wiedzieli o sobie wszystko. Rozumiesz? 

- A czy ty wyjawisz mi swoje tajemnice? 

- Co cię interesuje? Westchnęła głęboko i postanowiła zaryzykować. 

-  Na  początek  chciałabym  wiedzieć,  skąd  u  ciebie  taka  zaciętość,  jeśli  chodzi  o 

wzajemne zaufanie? 

Obruszył się. 

- Zaciętość? 

- Wiesz, co mam na myśli - odparła powoli. - Wykazujesz taki upór, gdy idzie o twój 

... honor, o to, że twoje słowo jest warte więcej od złota i tak dalej. Dlaczego to dla ciebie taka 

ważna sprawa, Trent? 

-  Większość  ludzi  chce,  by  inni  ich  szanowali.  Nie  widzę  niczego  szczególnego  w 

moim traktowaniu tych rzeczy. 

Uśmiechnęła się łagodnie. 

- Powiedziałeś: żadnych sekretów, pamiętasz? A masz ich trochę, prawda? 

Trent położył się na plecach, wkładając rękę pod głowę, i przez dłuższą chwilę patrzył 

w sufit. Jakby z roztargnieniem głaskał włosy i ramiona Filomeny. 

- Myślę, że to ma związek z moim wychowaniem - rzekł. 

- Twoi rodzice byli surowi? - pytała go dalej. Zaśmiał się krótko. 

- Nie, nie o to chodzi. Ojciec umarł, gdy byłem jeszcze niemowlakiem. Matka wyszła 

za  mąż  powtórnie,  zanim  skończyłem  dwa  lata.  Jako  dziecko  traktowałem  ojczyma  jak 

własnego ojca. 

background image

-  Czy  to  był  dobry  człowiek?  -  zapytała  Filomena  z  wahaniem.  Nie  miała  pewności, 

czy ma prawo drążyć ten temat. 

- Tak sądziłem, nim skończyłem osiem lat. 

- A co się później stało? 

- Aresztowano go za defraudację w banku, w którym pracował. Poszedł na kilka lat do 

więzienia. 

- To musiało być straszne dla ciebie i twej matki. 

-  Owszem.  Mieszkaliśmy  w  małym  mieście  i  wszyscy  wiedzieli,  co  się  stało.  Ani  na 

moment nie dano nam o tym zapomnieć. - Głos Trenta stwardniał. - Gdy w szkole coś komuś 

zginęło,  przeważnie  mnie  wskazywano  palcem.  Gdy  tylko  przekraczałem  próg  sklepu, 

sprzedawcy zaraz patrzyli na mnie badawczo: a nuż odziedziczyłem skłonności do kradzieży. 

Ilekroć wpadłem w tarapaty, zawsze znalazł się ktoś, kto komentował: Niedaleko pada jabłko 

od jabłoni. 

- Wyobrażam to sobie - powiedziała Filomena smutnym głosem. 

-  Kiedy  ojciec  wyszedł  z  więzienia,  sytuacja  nie  uległa  poprawie.  Musieliśmy  się 

przenieść  do  innego  miasta.  Ojciec  miał  trudności  ze  znalezieniem  pracy,  a  jeszcze  trudniej 

było mu utrzymać się na posadzie. Wcześniej czy później ktoś dowiadywał się wszystkiego, a 

ja musiałem staczać bójki w szkole albo na podwórku, by zamknąć usta jakiemuś pyskaczowi. 

- Mogę się założyć, że przeważnie wygrywałeś. - Filomena wyobraziła sobie oczyma 

duszy chłopca, bijącego się desperacko o honor rodziny. 

-  Nawet  gdy  wygrywałem,  nie  zmieniało  to  opinii  środowiska  i  ludzie  nadal 

plotkowali. 

-  A  więc  dorastałeś,  postanawiając  zrekompensować  słabości  swego  ojca,  czy  tak? 

Chciałeś  wszystkich  przekonać,  że  jesteś  inny.  Cokolwiek  się  stanie,  można  ci  ufać  i  tego 

samego wymagasz od innych, bo inaczej porozbijasz im głowy. 

Trent uniósł się nieco i patrzył na nią uważnie. - Tak to mniej więcej wyglądało. 

-  Czy  nie  boisz  się  czasami,  że  wykazujesz  w  tych  sprawach  zbytnią  sztywność? 

Uważam, że to dobrze, gdy ktoś postępuje uczciwie i szlachetnie, ale nie wszyscy są w stanie 

sprostać twoim standardom. 

- Sfera uczciwości jest czarno - biała, albo - albo. Nie ma tu miejsca na żadne odcienie 

szarości. - To ostry sposób patrzenia na świat. 

Wzruszył ramionami. 

background image

-  Nie  jestem  naiwny.  Nie  chciałbym,  by  robiono  ze  mnie  głupca,  by  ktoś  usiłował 

mnie  wykorzystać.  Jeśli  uważasz,  że  jestem  bezkompromisowy,  cóż,  przykro  mi.  Taki  już 

jestem. 

Filomena przygryzła dolną wargę. 

- Czy często ci się to zdarza, że ktoś próbuje cię wykorzystać? 

Uśmiechnął się ironicznie. - A jak ci się zdaje? Pokręciła głową. 

- Myślę, że nie. 

- To chyba dowodzi, że jeśli traktujesz ludzi uczciwie, on odpłacają ci tym samym. 

- Wątpię - powiedziała. - Raczej sądzę, że ludzie śmiertelnie boją się zadrzeć z tobą. 

-  Tak  czy  inaczej,  to  działa  -  powiedział  pojednawczo.  -  Niewielu  usiłowało  mnie 

nabrać albo wystrychnąć na dudka. 

- Tego jestem pewna - odparła z przekonaniem. 

background image

ROZDZIAŁ 6 

Filomena otworzyła oczy. Świeciło jasne słońce. Leżała cicho przez chwilę na samym 

brzeżku  szerokiego  łóżka.  Nie  musiała  się  odwracać  -  wiedziała,  że  Trent  jest  obok  niej. 

Spanie  razem  z  mężczyzną  tak  wielkim  to  jak  spanie  z  niedźwiedziem.  Wytwarzał 

dostatecznie wiele ciepła, by ogrzać ich oboje. Uśmiechnęła się do tej myśli. 

- Czy zawsze budzisz się z uśmiechem? - spytał Trent, ziewając szeroko. 

- Nie. 

- To dobrze. Takie rzeczy w małej dawce potrafią bardzo umilić poranek. - Wychylił 

się w jej kierunku i przyciągnął ją do siebie. - Co robisz na drugim brzegu łóżka? Jak ci się 

udało odsunąć ode mnie? Gdy zasypiałem, byłaś tuż przy mnie. 

- Bałam się, że zostanę zgnieciona - odrzekła z całkowitą niemal powagą. 

- Akurat. Nie jesteś po prostu przyzwyczajona do spania z drugą osobą. - Przygarnął ją 

zaborczym gestem. - Ale to nic. Przywykniesz. 

- A ty chyba jesteś do tego przyzwyczajony? - wyrwało jej się. 

Poczuła raczej niż zobaczyła, że Trent lekko się uśmiecha. 

- Czyżbyśmy doszli do tego momentu, gdy zaczynamy zadawać sobie pytania o nasze 

związki w przeszłości? 

Filomena odchrząknęła. 

- Och, niezbyt chciałabym słuchać o twych poprzednich związkach. 

- Tchórzostwo. 

- Wolę nazwać to dyskrecją. Udawał, że się zastanawia. 

-  W  porządku.  Przyjmuję,  że  to  dyskrecja.  Jesteś  zadziwiająco  racjonalną, 

pragmatyczną, zrównoważoną i inteligentną kobietą jak na elfa. 

Filomena milczała przez dłuższą chwilę, a potem zapytała ostrożnie: 

-  Czy  dużo  miałeś  przedtem  romansów?  Trent  wybuchnął  śmiechem,  poruszył  się 

gwałtownie i przygwoździł Filomenę swym ciężarem. 

- Oto mamy dowód dyskrecji, racjonalności, pragmatyzmu, równowagi i inteligencji. 

- Odrzucam to oskarżenie. Z pewnością jestem inteligentna. 

-  Tak,  przyznaję.  A  odpowiedź  na  twoje  idiotyczne  pytanie  brzmi:  nie,  nie  miałem 

wielu romansów w przeszłości. Z pewnością jednak żaden związek nie był tak ważny, jak ten 

z tobą. 

Po chwili dodał poważnie: 

background image

- Byłem raz żonaty. Nie trwało to zbyt długo. Nie chciała czekać, aż uda mi się zrobić 

karierę.  Znalazła  sobie  innego,  który  już  zdążył  ją  zrobić.  Koniec  opowieści.  -  Z  twarzy 

Trenta zniknęło napięcie. - No i jak, ciekawość zaspokojona? 

-  Cieszę  się,  że  nie  do  każdego  drobiazgu  stosujesz  swoją  zasadę:  najlepszą  taktyką 

jest uczciwość - powiedziała cicho. Naprawdę nie interesowały ją inne kobiety w jego życiu, 

a zwłaszcza była żona. 

Ku zdziwieniu Filomeny Trent poważnie potraktował jej uwagę. 

- Przysięgam, kochanie, że w stosunku do ciebie zawsze będę uczciwy, ale są pewne 

sprawy,  które  nie  dotyczą  nas  dwojga.  Jestem  zwolennikiem  mówienia  prawdy,  nie  oznacza 

to jednak, że trzeba wyciągać i drążyć stare historie. Zgoda? 

- Zgoda - potwierdziła. Dotknął biodra Filomeny i delikatnie je ścisnął. 

Najwyraźniej rozkoszował się jej obecnością. 

-  Skoro  doszliśmy  do  porozumienia,  że  sprawy  dotyczące  przeszłości  mogą  pozostać 

w zapomnieniu, porozmawiajmy o przyszłości. 

Filomena  sama  nie  wiedziała,  dlaczego  słowa  te  wprawiły  ją  w  zakłopotanie. 

Uśmiechnęła się jednak zuchwale, odrzucając wszelki niepokój. 

- O przyszłości? 

-  Teraz,  kiedy  się  zastanowiłem  -  powiedział  cicho,  przerywając  na  chwilę,  by 

pocałować ją w zagłębienie szyi - wydaje mi się, że nie ma potrzeby przyśpieszać tej dyskusji. 

Mamy dużo czasu. 

- Słusznie - przytaknęła z ulgą. 

-  Mówisz  tak,  jakby  właśnie  odroczono  ci  wyrok.  Myślałem,  że  kobiety  doskonale 

dają sobie radę w dyskusjach na temat przyszłości. 

-  Musimy  lepiej  poznać  siebie  nawzajem,  Trent.  Przyszłość  sama  się  o  siebie 

zatroszczy. Jak zwykle. 

- Nie - zaprzeczył Trent, a w jego głosie wyczuwało się pewną twardość - przyszłość 

nie zawsze troszczy się o siebie. Ale w tym wypadku możesz być spokojna. 

- Dlaczego? 

-  Bo  ja  się  o  wszystko  zatroszczę  w  twoim  imieniu.  Filomena  znowu  poczuła  się 

nieswojo. 

- Trent, może powinniśmy odbyć tę dyskusję teraz. Uważam, że za mało się znamy i 

nie chciałabym, by którekolwiek z nas miało fałszywe przekonanie lub ... 

Uciszył ją krótkim, zaborczym pocałunkiem. Gdy podniósł głowę, jego oczy świeciły 

zielono, odbijając światło słoneczne. 

background image

- Nie obawiaj się, elfie. Jesteś w dobrych rękach. Czuła te ręce. Przesuwały się po jej 

ciele,  rozsuwały  nogi  i  błądziły  po  wrażliwych  miejscach.  Objęła  go  ramionami  i  cała 

przyszłość gdzieś znikła. 

-  Tak  -  wyszeptała,  przyciągając  do  siebie  jego  twarz  -  jestem  w  jak  najlepszych 

rękach. 

Trent  zauważył,  że  od  chwili  gdy  się  obudzili  tego  ranka,  uległa  zmianie  atmosfera 

panująca między nim a Filomeną. Nareszcie on był w jej życiu na pierwszym planie. Widział 

to w jej oczach i czuł w jej dotyku. Udało mu się zwabić ją w pobliże płomienia i przekonać, 

ż

e ma on nieodparty urok. 

Jednak zadanie nie było wcale dokończone, myślał Trent podczas drogi powrotnej do 

Gallant  Lake.  Chociaż  najtrudniejsza,  wymagająca  największej  przebiegłości  część  została 

wykonana.  Teraz  można  się  odprężyć  i  obserwować,  jak  Filomena  radzi  sobie  z  nowymi 

uczuciami w stosunku do niego. 

Nadal  zachowywała  się  nerwowo,  niepewnie,  ale  mury  runęły.  Trent  dostrzegał 

mgiełkę zadumy w jej wzroku. 

Filomena Cromwell odkrywa, na czym polega bycie zakochanym, pomyślał Trent. 

-  O  czym  myślisz?  -  zapytała  w  pewnym  momencie.  Uśmiechnął  się  lekko,  patrząc 

cały czas na szosę. 

- Myślałem właśnie, że wreszcie udało mi się przyciągnąć twoją uwagę. Trent nie był 

jedyną  osobą,  która  zauważyła  zmianę  w  zachowaniu  Filomeny.  Gdy  przyjechali  do  Gallant 

Lake,  cała  rodzina  prawie  natychmiast  wyczuła,  że  jej  stosunek  do  Ravindera  się  zmienił. 

Trent  widział,  że  przyjmują  to  z  radością  i  ulgą.  Podczas  kolacji  rozmowa  zeszła  na  temat 

wyjazdu do Portland. Filomena wykazywała zaskakujące ożywienie w tej konwersacji. 

- Hal Reece i jego żona to uroczy ludzie - mówiła, nakładając sobie sałaty. - Gdy Trent 

skończył podpisywać kontrakt, zjedliśmy z nimi kolację. Evelyn Reece przepraszała mnie w 

imieniu swego męża za przerwanie wakacji Trenta, ale najwyraźniej nie było innego wyjścia. 

Pan  Baldwin  nie  chciał  złożyć  swego  podpisu,  jeśli  nie  będzie  przy  tym  Trenta.  Evelyn 

powiedziała mi, że takie sytuacje powtarzają się często. Asgard wysyła Trenta do załatwiania 

ważniejszych  spraw,  gdyż  ludzie  mają  do  niego  zaufanie.  Zawierają  z  nim  umowy,  których 

nie chcą zawierać z innymi. 

-  Rozumiem  -  odparł  Amery  rozbawiony,  patrząc  domyślnie  na  Ravindera.  -  Czy  na 

tym polega twoja praca u Asgarda: zmiękczanie najtwardszych? 

background image

-  Nie,  to  tylko  część  pracy  -  zaprzeczył  Trent.  -  Do  mnie  należy  coś,  co,  jak  sądzę, 

nazwałbyś  „gaszeniem  pożarów”.  Kierują  mnie  tam,  gdzie  są  trudności.  Myślę,  że  Asgard 

używa mnie jako chłopca na posyłki. 

-  Nie  dajcie  się  nabrać  -  ostrzegła  Filomena.  -  Jego  biuro  jest  trzy  razy  większe  od 

mojego. Z okien wspaniały widok, na podłodze dywany. Trent ma nawet osobistą sekretarkę. 

Firmy takie jak Asgard nie dają do dyspozycji wielkich pomieszczeń biurowych i osobistych 

sekretarek swoim chłopcom na posyłki, chyba że są to naprawdę ważne posyłki. 

Ravinder  poczuł,  że  lekko  się  czerwieni,  słysząc  te  peany  na  swoją  cześć.  Zdawał 

sobie sprawę, że wszyscy z trudem powstrzymują się od uśmiechów. Postanowił, że najlepiej 

będzie zmienić temat. 

- Filomeno ... - wtrącił, uprzejmie poczekawszy na małą przerwę w jej monologu. 

-  ..  .i  Evelyn  Reece  powiedziała  mi  również,  że  Asgard  dotrzymuje  wszystkich 

obietnic,  jakie  Trent  złoży  klientowi,  ponieważ  firma  nie  śmie  ryzykować,  że  on  odejdzie  z 

pracy. 

- Filomeno ... . 

-  Poznałam  również  pana  Asgarda.  Powiedział,  że  ma  wobec  Trenta  dług.  Tak  to 

określił,  prawda?  Twierdził,  że  bez  niego  ta  umowa  nie  doszłaby  do  skutku,  a  bardzo  mu 

zależało na tym terenie. 

Trent odchrząknął. 

- Filomeno, czy mogłabyś podać mi ziemniaki? 

-  Proszę  -  sięgnęła  po  półmisek  i  zaczęła  opowiadać  o  widoku  z  okien  biura 

Ravindera. - Widać rzekę i prawie wszystkie mosty. 

- Filomeno - Trent znowu próbował przerwać, tym razem bardziej energicznie - może 

weźmiesz sobie dokładkę sałatki? 

-  Nie,  dziękuję,  wystarczy  mi  tyle  -  uśmiechnęła  się  promiennie,  nie  zmieniając 

tematu.  -  Evelyn  i  Hal  Reece  utrzymują,  że  wkrótce  Trent  zostanie  prawdopodobnie 

wspólnikiem  w  firmie,  chyba  że  postanowi  ją  opuścić  i  założyć  własną.  Reece  twierdzi,  że 

Asgard  jest  przerażony  taką  perspektywą  i  prawdopodobnie  zrobi  wszystko,  by  tylko  go 

zatrzymać. 

- Filomeno! Przerwała. 

- Słucham cię, Trent. 

- Sądzę, że twoja rodzina chętnie powitałaby zmianę tematu - powiedział stanowczo. - 

Ja też. 

Popatrzyła na niego i zaczerwieniła się lekko. 

background image

- Czy to, co mówię, jest dla ciebie krępujące? 

- Łagodnie mówiąc - tak. Uśmiechnęła się. 

- Powinieneś mnie kopnąć pod stołem. 

- Właśnie o tym myślałem - przyznał. 

- Bałeś się, że ci oddam? 

- Brałem taką ewentualność pod uwagę, ale coraz bardziej byłem gotów zaryzykować. 

-  Biedactwo.  Dobrze.  Twoja  kolej.  Wybierz  sobie  jakiś  dowolny  temat  rozmowy  - 

zatoczyła ręką krąg, jakby wskazując różne możliwości. 

- Łowienie ryb - powiedział Trent z ulgą, zwracając się do Amery'ego. 

Gospodarz natychmiast podchwycił ten temat, ale Trent zdołał dostrzec rozbawienie i 

zadowolenie w jego oczach. Meg i Shari patrzyły  na  Filomenę z podobnymi minami i tylko 

ona sama nie była świadoma, że właśnie zdradziła się ze swymi emocjami. 

Przez następne trzy dni Trent rozkoszował się obudzonymi w Filomenie uczuciami. W 

różnoraki  sposób  okazywała  mu  swe  zainteresowanie.  Na  przykład,  gdy  pewnego  ranka 

powrócił z połowu z dwoma dużymi pstrągami,  wyskoczyła zza stołu, przy którym z siostrą 

popijała sobie kawę, i podjęła się usmażenia ryb. 

- W kuchni jest teraz bardzo dużo pracy - wyjaśniła. - Zajmę się tym sama. 

Shari popatrzyła ze zdziwieniem. Trent usiadł przy stole i nalał sobie kawy. 

- Czy coś jest nie w porządku, Shari? 

-  Doprawdy,  trudno  uwierzyć  -  rzekła  z  ironią.  -  Myślę,  że  ona  chce  ci 

zademonstrować, że potrafi gotować. 

- A potrafi? 

-  O  tak.  Matka  dołożyła  starań,  byśmy  obie  popracowały  w  kuchni.  Ma  przestarzałe 

poglądy na temat tego, czego potrzeba kobiecie do zamążpójścia. Ale Fil to nie pomogło. 

Ostatnio zaczynaliśmy się zastanawiać, czy wtedy, dziewięć lat temu, gdy opuszczała 

miasto, rzeczywiście myślała to, co powiedziała. 

Trent łyknął trochę kawy. 

- A co powiedziała? 

- Wiele rzeczy. Ale nie sądziliśmy, że wtedy traktowała je serio. 

- Na przykład, że nigdy nie wyjdzie za mąż? 

- Coś w tym rodzaju. Nigdy się do tego nie przyznała, ale rzeczywiście to niefortunne 

zerwanie bardzo nią wstrząsnęło. Gdyby Brady po prostu powiedział, że chce się wycofać, nie 

byłoby  aż  takiej  tragedii.  A  tu  okazało  się,  że  Fil  nakryła  narzeczonego  w  łóżku  z  Glorią 

Halsey.  Gloria  jak  zły  duch  prześladowała  Filomenę  przez  całą  szkołę.  Pod  wieloma 

background image

względami  była  jej  przeciwieństwem:  królowa  balów,  aktywny  kibic  futbolu, 

najpopularniejsza dziewczyna w klasie. Znasz ten typ? A do tego nie była szczególnie miła i 

lubiła dokuczać Filomenie. 

- Czy sądzisz, że Filomena była zakochana w Bradym? 

-  Raczej  zaślepiona,  ale  nie  sądzę,  by  naprawdę  go  kochała.  Była  za  młoda  i  zbyt 

naiwna. Nigdy przedtem nie miała swojego chłopaka. Gdy Brady zaczął ją adorować, bardzo 

to przeżywała. 

- Dlaczego Brady jej nadskakiwał, skoro wolał dziewczyny w typie Glorii? 

Shari zamyśliła się. 

-  Sama  o  tym  czasem  myślałam.  Może  po  prostu  Fil  stawała  się  bardziej  kobieca. 

Podczas  pierwszego  roku  w  college'u  wyszczuplała  i  zrobiła  się  bardziej  towarzyska. 

Interesowało  ją  wiele  rzeczy  i  nabrała  nieco  pewności  siebie.  Przyjeżdżała  do  domu  na 

weekendy  i  na  ferie,  ą  Brady  właśnie  skończył  college.  Prawdopodobnie  zauważył,  że 

Filomena zmieniła się na korzyść, a może po prostu się nudził. W okolicy nie było zbyt wielu 

samotnych kobiet, a Gloria w tamtym czasie miała innego chłopaka i nieczęsto przyjeżdżała 

do naszego miasta. Brady nie miał partnerki na sobotnie randki. 

- Zaczął więc podrywać Filomenę? 

-  Tak.  Ona  go  uwielbiała  i  to  było  widać.  Jestem  pewna,  że  mu  to  pochlebiało.  A 

potem, zanim zorientowaliśmy się, jak poważna jest cała sprawa, ogłosili swoje zaręczyny. I 

wtedy  na  wakacje  przyjechała  Gloria.  Wolna,  znudzona.  Miała  ochotę  na  Brady'  ego.  Zaś 

Brady miał ochotę zarówno na nią, jak i na udział w firmie ubezpieczeniowej jej ojca. Wydaje 

mi się jednak, że nie wiedział, jak przekazać mojej siostrze tę nowinę. 

- Doszedł więc do wniosku, że sama powinna zrozumieć, jak sprawy stoją - domyślił 

się Trent. 

Shari przytaknęła. 

-  Bardzo  mi  jej  żal.  W  taki  nieprzyjemny  sposób  straciła  zaufanie  do  mężczyzn. 

Opuściła  miasto  przysięgając,  że  nigdy  nie  wyjdzie  za  mąż.  -  Shari  lekko  się  skrzywiła.  - 

Nasza mama czekała dziewięć lat na zmianę tego postanowienia. 

-  Tymczasem  Filomena  z  poświęceniem  budowała  firmę  Cromwell  &  Sterling  - 

dopowiedział Trent. 

-  Nie  tylko  -  odparła  powoli  Shari.  -  W  Seattle  prowadzi  bardzo  ożywione  życie 

towarzyskie. 

-  Tak  podejrzewałem  -  zauważył  ponuro  Trent.  Ma  własne  pieniądze,  styl  i  szyk.  To 

przyciąga towarzystwo. 

background image

- To prawda. Jednak ona nigdy nie zaangażowała się na tyle, by myśleć o trwalszym 

związku:  Obecnie  obawia  się  amatorów  swych  pieniędzy.  Spółka  Cromwell  &  Sterling 

rozwija się błyskawicznie. Wielu chciałoby trochę z niej uszczknąć. Fil ma zatem powody, by 

trzymać  mężczyzn  na  dystans.  Przypuszczam  nawet,  że  w  większości  wypadków  robi  to 

nieświadomie. 

-  Wiem.  -  Trent  zupełnie  nie  zdawał  sobie  sprawy,  jak  wiele  uczucia  było  w  jego 

głosie i dopiero śmiech Shari mu to uświadomił. - Co cię tak rozbawiło? 

-  Nic  takiego,  naprawdę.  Zawsze  podejrzewałam,  że  gdy  Fil  skruszy  mur,  jakim  się 

otoczyła, zrobi to w wielkim stylu. 

Jest zupełnie inną kobietą po powrocie z Portland. Jeśli ona jeszcze cię nie kocha, to z 

pewnością jest na najlepszej drodze do tego. 

Trent  zachował  obojętną  twarz,  choć  czuł  napięcie  wewnętrzne:.  pożądanie  i 

niesamowitą satysfakcję. 

- Tak myślisz? 

- O, tak - potwierdziła cicho Shari. - Czy zależy ci na tym, Trent? Bo jeśli nie, to nie 

ciągnij  tego  dłużej.  Byłoby  to  nie  w  porządku  wobec  Fil  i  prawdę  mówiąc,  cała  rodzina 

niesłychanie by się martwiła, gdybyś ją zranił. 

Trent popatrzył Shari prosto w oczy. 

- Masz moje słowo honoru. Nie mam zamiaru zranić twej siostry.  Zależy mi na niej. 

Chcę teraz, by jej zależało na mnie. To mój główny cel. 

Shari przez dłuższą chwilę patrzyła mu w oczy. 

- Wierzę ci - przyznała. - Sądzę, że jesteś niedaleko celu. 

Trent uniósł brwi, sącząc kawę. 

- A ja nie byłbym tego taki pewien. 

-  Chyba  masz  rację.  -  Shari  odchyliła  się  w  fotelu,  patrząc  na  Trenta  z  siostrzaną 

troską.  -  Teraz  to  kaszka  z  mlekiem.  Ale  co  będzie,  gdy  pokłócicie  się  po  raz  pierwszy? 

Ostrzegam cię, że Fil w sytuacji konfliktowej zawsze postępuje po swojemu. 

- Nie dziwi mnie to - przyznał Trent rzeczowym tonem. 

-  Co  więc  się  stanie,  gdy  ty  będziesz  chciał  postawić  na  swoim?  -  dopytywała  się 

Shari.  -  Ona  jest  samodzielną,  niezależną  kobietą.  Ma  temperament  pasujący  do  jej 

płomiennych  włosów.  Choćby  ci  nie  wiem  jak  bardzo  na  niej  zależało,  nie  sądzę,  byś 

pozwolił jeździć sobie po głowie. 

-  To  zabawny  obrazek  -  powiedział  Trent  -  rudy  elf  jeżdżący  mi  po  głowie.  Pewnie 

będzie miała przy butach ostrogi. 

background image

- Możliwe. A więc jakie są perspektywy? Trent westchnął. 

- Gdy tupnę nogą? Nie wiem na pewno, ale jeśli o to chodzi, mam pewną przewagę. 

- Jaką? 

- Mam bardzo dużą nogę. Trzeciego dnia po powrocie z tej przełomowej wyprawy do 

Portland  Filomena  zaczynała  się  niecierpliwić.  Prawie  nigdy  nie  udawało  jej  się  zostać  z 

Trentem sam na sam. Co dziwniejsze, Trent zupełnie nie starał się znaleźć czasu na wspólne 

spotkanie. 

Coś  tu  się  nie  zgadzało.  Przez  pierwsze  tygodnie  ich  znajomości  wymyślał 

najróżniejsze  sposoby,  by  przyłapać  ją  w  samotności,  a  ona  wymykała  mu  się,  jak  umiała. 

Teraz natomiast wystarczało mu, że spotyka ją na łonie rodziny. 

Kilkakrotnie myślała nawet z obawą, że skoro udało mu się zaciągnąć ją do łóżka, nie 

ma ochoty ponownie powtarzać tego doświadczenia. Zawsze jednak, gdy nachodziły ją takie 

wątpliwości, spotykała spojrzenie jego zielonych, roziskrzonych oczu i czuła w  głębi duszy, 

ż

e on nadal jej pragnie. 

Dlaczego  więc  nic  nie  robi,  by  mogli  się  gdzieś  spotkać  i  znowu  kochać?  -  myślała 

poirytowana.  Mógłby  przecież  zabrać  ją  wieczorem  na  przejażdżkę  albo  zaprosić  na  spacer 

nad  jezioro,  czy  jak  za  pierwszym  razem  kazać  zapakować  Henry'emu,  szefowi  pensjonatu, 

kosz z wiktuałami na piknik. 

Piknik!  Filomena  uśmiechnęła  się  do  siebie.  To  doskonały  pomysł:  jest  mu  winna 

piknik;  przecież.  on  kiedyś  ją  zaprosił.  Tym  razem  jednak  nie  należy  dopuścić  do  tego,  by 

rozmowa  znowu  zeszła  na  tematy  zawodowe.  Podjęła  decyzję  i  ruszyła  do  kuchni. 

Postanowiła wziąć swoje ulubione przekąski i butelkę białego wina. 

Pół godziny później przewiesiła sobie kosz z prowiantami przez ramię i wyruszyła na 

poszukiwanie Trenta. Siedział na tarasie i czytał książkę. Uniósł wzrok, gdy podeszła bliżej. 

Popatrzył  na  nią  z  wyraźną  aprobatą.  Żółta  opaska  podtrzymywała  jej  rudą  grzywę,  żółta 

bluzka,  podwiązana  na  dole,  odsłaniała  płaski  brzuch,  białe,  wąskie  spodnie  podkreślały 

zgrabne uda. Filomena dostrzegła zmysłowość we wzroku Trenta, choć natychmiast przybrał 

wyraz uprzejmego zainteresowania. 

- Wybierasz się gdzieś? - spytał obojętnie, zamykając książkę. 

-  Aha.  Chcesz  pójść  ze  mną?  Po  raz  pierwszy  zapraszała  go  i  czuła  lekkie 

zdenerwowanie. 

- To zależy - droczył się z nią. 

- Od czego? - uśmiechała się szeroko, ale ciągle nie była pewna, co będzie dalej. 

background image

- Od tego, co masz w koszyku - wyjaśnił Trent. Założył ręce pod głowę i obserwował 

ją, rozparty w fotelu. 

-  Butelkę  najlepszego  białego  wina  z  piwnicy  taty,  kanapki  z  kurczakiem,  torbę 

chipsów i dwa kawałki ciasta czekoladowego. 

Trent zerwał się z fotela. 

- Czemu od razu nie powiedziałaś? Idziemy. 

-  Moja  mama  zawsze  powtarzała:  do  serca  mężczyzny  przez  żołądek.  Nie 

dowierzałam jej. Uważałam mężczyzn za trochę bardziej rozgarniętych. 

- Powinnaś bardziej słuchać swej matki. - Trent otoczył Filomenę ramieniem. - Gdzie 

będziemy ucztować? 

Popatrzyła na niego kątem oka i z wahaniem powiedziała: 

- Zamierzałam pójść tam, gdzie byliśmy poprzednio. 

- Prowadź. Filomena poweselała. Dosyć łatwo poszło. Wystarczyło wyciągnąć gdzieś 

Trenta, nakarmić go i napoić winem, a on już z pewnością weźmie sprawy w swoje ręce. 

Niestety, sytuacja nie rozwinęła się zgodnie z planem. Znaleźli odosobnione miejsce, 

rozpostarli koc i rzucili się na jedzenie. I na tym sprawy utknęły. 

To dziwne, pomyślała Filomena, zjadając ostatni kawałek ogórka i zastanawiając się, 

jak  przedłużyć  ten  piknik,  kiedy  już  zniknęło  całe  jedzenie.  Rozmawiali  o  wszystkim:  o 

łowieniu  ryb,  o  interesach  spółki  Cromwell  &  Sterling,  ale  nie  zawadzili  nawet  o  temat 

Cromwell & Ravinder. Filomena miała wrażenie, że jeśli chce zmiany tematu, musi zrobić to 

sama. 

Nigdy  nie  podejrzewała  się  o  tchórzostwo.  Ale  nigdy  też  nie  zabiegała  o  względy 

mężczyzny,  jeśli  nie  liczyć  dawnej  historii  z  Bradym  Paxtonem.  Łatwiej i  bezpieczniej  było 

pozostawić  inicjatywę  drugiej  stronie.  Niestety,  choć  Trent  zaczął  z  rozmachem,  teraz 

najwyraźniej znacznie zwolnił. 

-  Gdy  wrócę  do  Portland,  zamówię  skrzynkę  takiego  wina  -  stwierdził,  wkładając 

pustą butelkę do koszyka. - Twój ojciec ma znakomity gust. 

- Tak - potwierdziła Filomena patrząc, jak Trent pakuje pozostałe naczynia. - On lubi, 

ż

eby w pensjonacie wszystko było w najlepszym gatunku. 

- To widać. Jest dobrym biznesmenem. 

- Wiem o tym. Trent? 

- Taak? 

- Czy chcesz już wracać do domu? 

- Nie bardzo - odparł, patrząc na nią. 

background image

-  To  dobrze.  Pomyślałam,  że  moglibyśmy  tu  chwilę  zostać.  Jest  tak  spokojnie,  nie 

musimy się nigdzie spieszyć. 

-  Wiem.  Szkoda,  że  nie  wziąłem  książki.  Świetne  miejsce,  żeby  sobie  posiedzieć  i 

poczytać. Może zamiast tego zdrzemnę się trochę. 

Filomena była zbita z tropu. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. 

- Och, nie wyglądasz na zmęczonego. 

- Nie jestem zmęczony,  ale przecież mam wakacje - wyjaśnił pogodnie, opierając się 

plecami o drzewo. Popatrzył na jezioro. - Czyż tu nie pięknie? 

- Wiem. Wyrosłam w tej okolicy - potwierdziła, myśląc o czym innym. - Trent? 

Patrzył cały czas jak zahipnotyzowany na oświetloną słońcem powierzchnię jeziora. 

- Taak? 

- Myślałam o ... o nas. 

- Naprawdę? 

-  I  o  tamtej  nocy  w  Portland  -  kontynuowała  z  determinacją.  -  To  było  coś 

wyjątkowego, nie sądzisz? 

Wstrzymała oddech. 

- Tak - potwierdził cicho. Odetchnęła. 

- Cieszę się, że tak uważasz. Zaczynałam już przypuszczać... 

- Co, Filomeno? 

- Nic. Po prostu nie wracałeś do tego tematu, odkąd wróciliśmy. 

- Ty też nie - zauważył. Drgnęła. Miał rację. Zmieniła pozycję i przysunęła się bliżej 

do niego. Cały czas patrzył na jezioro. 

- Ale teraz o tym wspominam - powiedziała buńczucznie. 

Trent nie poruszył się. 

-  Owszem.  Co  chciałabyś  omówić?  Filomena  zaczęła  tracić  cierpliwość.  Usiadła  i 

oparła się o niego. Zmarszczyła brwi. 

- Niczego nie chcę omawiać. Popatrzył na nią z uprzejmym zainteresowaniem. 

- Dlaczego w takim razie poruszasz ten temat? 

-  Pomyślałam  sobie,  że  byłby  to  dobry  pretekst,  by  cię  pocałować  -  powiedziała 

szybko i rzuciła mu się w ramiona. 

Chwycił ją odruchowo i posadził na swych udach. 

-  Parę  razy  cmoknąłeś  mnie  na  dobranoc,  to  wszystko.  Otoczyła  go  ramionami  i 

przyciągnęła głowę do jego twarzy. Pocałowała go z tą namiętnością, jaką wówczas w sobie 

odkryła. 

background image

Trent  poddał  się.  Rozwarł  usta  pod  naciskiem  jej  warg  i  namiętnie  ją  całował. 

Filomena przekonała się, że jego pożądanie jest tak samo silne, jak poprzednio. Odetchnęła z 

ulgą i przywarła do niego jeszcze bliżej. 

Kiedy  przerwali  pocałunek,  była  zaróżowiona  i  nie  mogła  złapać  tchu.  Spojrzała  na 

Trenta roziskrzonymi oczyma. 

- Dlaczego? - spytała. 

- Co dlaczego? 

- Dlaczego ani razu nie pocałowałeś mnie tak, od dnia naszego powrotu z Portland? 

Powoli pogładził ją po piersi swą dużą dłonią. 

- Chciałem, byś przekonała się, jak bardzo mi ufasz. 

- Co masz na myśli? Wziął kosmyk jej włosów i owinął sobie wokół palca. 

- Musiałaś udowodnić samej sobie, że nie musisz obawiać się odrzucenia. Nie z mojej 

strony. 

Filomena zesztywniała w jego ramionach. 

- Niezbyt lubię być manipulowana w ten sposób. Twarz Trenta złagodniała. 

- Chodziło o coś więcej, niż tylko o zmuszenie cię do wykonania pierwszego kroku. 

- A o co? - spytała podejrzliwie. 

- Czy nie pomyślałaś, że ja też chciałbym mieć pewność, iż nie zapomniałaś o tym, co 

stało się wtedy w Portland? 

Filomenę, nagle skruszoną, zalała fala ciepłego uczucia. 

- Trent, tak mi przykro. Nie myślałam o tym w ten sposób. 

-  Rozumiem. Przyzwyczaiłaś  się  do  tego,  że  to  właśnie  ty  jesteś  niedostępna.  Jednak 

mężczyzna czasami też chce mieć pewność, że jest pożądany. 

- Pożądam cię, Trent - zapewniła, patrząc na niego jasnymi oczami. 

-  Wiem,  kochanie.  Przekonałaś  mnie.  Pochylił  ku  niej  głowę.  Całowali  się,  a  ich 

pocałunek był teraz wyrazem zarówno namiętności, jak i zaufania. 

Trent  zaczął  rozluźniać  węzeł  jej  bluzki.  Filomena  objęła  go  mocno  ramionami  i 

szeptała mu do ucha, jak bardzo go pragnie. 

-  Najdroższa,  nie  wiesz,  co  ze  mną  wyprawiasz  -  powiedział  niskim  głosem,  jakby 

oskarżycielsko, a potem ostrożnie położył ją na kocu. 

Palcami  przesuwała  po  jego  torsie,  w  kierunku  brzucha,  a  potem  niżej,  szukając 

dowodu wzbierającego pożądania. 

- Dowiaduję się tego - powiedziała miękko i rozpięła sprzączkę jego paska. 

background image

Do pensjonatu wrócili dopiero przed czwartą. Trzymając się za ręce, weszli głównym 

wejściem obok recepcji. Przy kantorze siedziała Meg Cromwell. Uniosła głowę znad jakichś 

papierów, popatrzyła na nich i uśmiechnęła się z aprobatą. . 

-  Dobrze,  że  jesteś,  Fil.  Zastanawiałam  się,  gdzie  zniknęłaś.  Nie  zapomnij  o  koktajlu 

na cześć Shari i Jima dziś wieczór. Aha, był do ciebie telefon godzinę temu. 

- Tak? Kto dzwonił? 

- Glenna Sterling. Oczy Filomeny rozszerzyły się. 

- To na pewno bank. Musiała dostać jakąś wiadomość z banku. 

Puściła rękę Trenta, złapała telefon i pośpiesznie wykręciła numer. Gdy tylko Glenna 

zgłosiła się, Filomena zrozumiała, że wiadomości nie są pomyślne. Serce jej zamarło. 

-  Nie  mamy  szczęścia,  Fil.  Powiedzieli,  że  za  szybko  się  rozwijamy.  Zasugerowali 

nam, byśmy ponownie ubiegały się o kredyt, gdy powiększymy jeszcze trochę sieć sprzedaży. 

- Ale nam ten kapitał potrzebny jest właśnie po to, żeby rozwinąć sieć sprzedaży. W 

tym leży problem - odpowiedziała szybko. 

Trent patrzył na nią uważnie cały czas. 

-  Wiem,  Fil.  Mam  tyle  nowych  projektów.  Wiedziałyśmy  od  początku,  że  to  tylko 

jedna z możliwości. Będziemy musiały spróbować w innym banku. Rozejrzę się do twojego 

powrotu. 

- Może powinnam już wrócić? 

-  To  nie  miałoby  sensu.  Trochę  potrwa,  zanim  sprawdzę  różne  banki.  Nic  tu  nie 

poradzisz. Baw się dobrze na weselu siostry i widzimy się pod koniec miesiąca. To tylko małe 

niepowodzenie. Pokonywałyśmy już większe trudności. 

- To prawda. Filomena odłożyła słuchawkę i oparła się przygnębiona o kontuar. 

- Odmówiono wam pożyczki? - spytał Trent łagodnie. 

- Odrzucili zdecydowanie naszą prośbę. 

-  Może  nadszedł  czas,  byście  poszły  do  fachowego  doradcy  finansowego?  - 

zasugerował Trent. 

-  Może.  Ale  najbardziej  miałabym  ochotę  pójść  do  tego  urzędnika  od  pożyczek  i 

skręcić mu kark. Naprawdę liczyłyśmy na te pieniądze. 

- Nigdy nie licz kurcząt, póki się nie wyhodują - wypowiedziała Meg swój krzepiący 

matczyny pogląd. 

Filomena uśmiechnęła się z przymusem. Trent popatrzył na nią, objął i poprowadził na 

patio. 

- Powinnaś słuchać swej matki, Filomeno. A najlepiej, żebyś słuchała mnie. 

background image

Popatrzyła na niego pytająco. 

- A co byś mi radził? 

- Nigdy nie licz kurcząt, póki się nie wyhodują. 

background image

ROZDZIAŁ 7 

- Jak ci się to podoba, Shari? 

Filomena  wykonała  piruet,  demonstrując  gładką,  wydekoltowaną  sukienkę  z  białej, 

opinającej ciało dzianiny. Wybrała ją na dzisiejszy koktajl. 

Shari  miała  na  sobie  skromną  suknię  z  jedwabiu,  którego  czerwień  doskonale 

pasowała do jej świetlistych blond włosów. Oparta o framugę podziwiała siostrę. 

Biała sukienka skąpo okrywała ciało  Filomeny: z przodu wycięta niemal do pępka, z 

tyłu  prawie  do  talii;  krótka  spódnica  odsłaniała  nogi,  które  wydawały  się  jeszcze  dłuższe, 

gdyż  Filomena  nałożyła  buty  na  niesamowicie  wysokich  obcasach.  Na  szyi  miała  niewinny 

złoty łańcuszek, co tylko podkreślało śmiałość reszty stroju. 

-  Za każdym razem,  gdy wybierasz się tu na przyjęcie, twoje stroje są coraz bardziej 

zwariowane. 

Na  powtórkę  balu  maturalnego  ubrałaś  się  w  obcisły  niebieski  gorset,  odsłaniający 

połowę  brzucha,  na  moje  „pożegnanie  panieństwa”  -  w  jaskrawy  czerwono  -  żółty  strój, 

którego  widok  zaszokował  nawet  dostawcę,  kolejnym  razem  włożyłaś  na  siebie  zieloną 

dżersejową  suknię  z  gołymi  plecami.  Czy  teraz  chciałabyś  nas  przygotować  na  to,  że  jako 

druhna będziesz owinięta w przezroczystą plastikową torebkę? Przerażenie ogarnia mnie, gdy 

pomyślę sobie, w co ubierzesz się na moje wesele. Filomena skrzywiła się. 

- Nie bądź pruderyjna, Shari. Taki fason sukienki uważa się teraz za bardzo modny. 

- Odsłania strasznie dużo ciała, Fil - Shari wyraziła swe wątpliwości. - Wyglądasz w 

niej świetnie, muszę przyznać, ale nie jestem pewna, czy to się nadaje na przyjęcie w Gallant 

Lake. Tamta zielona z dżerseju była szczytem tego, co tutejsi ludzie są skłonni zaakceptować. 

- Nonsens. Jestem pewna, że towarzystwo z Gallant Lake zniesie to wyzwanie. 

Filomena  przystanęła  przed  lustrem  i  poprawiła  uczesanie.  Na  czubku  głowy  zrobiła 

sobie niesforny lok. Kilka pasm włosów spływało z przodu na szyję. 

- A Trent? - spytała Shari. 

- A co on ma do tego? Filomena przypinała długie błyszczące klipsy. 

- Uważam, że on coraz bardziej traktuje cię jako osobę, do której ma niejakie prawa. 

Jestem  pewna,  że  nie  spodoba  mu  się,  gdy  dziś  wieczorem  Brady  Paxton  albo  ktokolwiek 

inny będzie na ciebie pożądliwie patrzył. 

Filomena zastygła, przerywając szminkowanie ust. 

background image

-  Nie  przywykłam  do  tego,  by  jakikolwiek  mężczyzna  mówił  mi,  co  mogę  nosić.  A 

poza tym Trent nie jest taki małomiasteczkowy. Moja sukienka nie wywoła jego sprzeciwu. 

Shari uśmiechnęła się z powątpiewaniem. 

- Zobaczymy. . 

-  Najwyżej  trochę  ponarzeka  pod  nosem,  cóż  innego  może  zrobić?  -  spytała, 

przypominając  sobie  gderanie  Trenta  na  temat  zielonej  sukni,  którą  miała  na  sobie  tamtego 

wieczora w klubie. 

- Skoro tak twierdzisz ... - Shari ponownie przyjrzała się siostrze. - Ta twoja sukienka 

jest  świetna,  mimo  że  odsłania  więcej  ciała  niż  kostium  kąpielowy.  Gallant  Lake  na  pewno 

będzie ją długo pamiętało. Dobrze tu wypoczywasz, Fil? 

Filomena zauważyła, że siostra bardzo uważnie jej się przygląda. 

- Popsuł mi się nastrój po dzisiejszym telefonie Glenny. 

-  Mama  opowiadała  mi  o  tym.  Twierdziła  też,  że  Trent  mógłby  wam  polecić 

doświadczonego doradcę finansowego. 

- Tak mówił. Według niego nasza firma znajduje się teraz w bardzo niebezpiecznym 

momencie.  Powinnyśmy  rozważnie  podejmować  decyzje,  zamiast  dążyć  do  chaotycznego  i 

szybkiego rozwoju. 

-  Mama  twierdzi,  że  Trent  patrzy  na  ciebie  takim  samym  wzrokiem,  jak  Jim  na 

początku naszej znajomości: wygłodniałym i żarłocznym. 

Filomena poperfumowała się delikatnie. 

- Wygłodniały i żarłoczny? Cóż, chodźmy na dół i stańmy oko w oko z tymi lwami. 

- Ty idź pierwsza. Chcę zobaczyć, jak Trent zareaguje, gdy ujrzy twoją sukienkę. 

Filomena  wzruszyła  ramionami  i  zaczęła  schodzić  ze  schodów.  Cieszyła  się  na  ten 

wieczór. Po raz pierwszy od powrotu z Portland będzie miała okazję spędzić z Trentem trochę 

czasu jak na prawdziwej randce. 

Trent stał w holu razem z rodzicami i Jimem Devore'em. 

Przerwał  na  chwilę  rozmowę  z  Amerym  i  podniósł  wzrok  na  Filomenę,  schodzącą 

lekko po schodach. Uśmiechnęła się radośnie do niego, świadoma, że rodzice i Jim patrzą na 

jej  strój.  Jedynie  Trent  nie  okazał  zaskoczenia.  Przyjrzał  się  obojętnie  sukience,  a  potem 

utkwił wzrok w twarzy Filomeny. Nie powiedział ani słowa. 

-  Fil,  moja  droga  ...  -  Meg  była  najwyraźniej  zaniepokojona  -  czy  to  nie  jest  zbyt.  .. 

zbyt. .. - Nie mogła znaleźć odpowiedniego określenia. 

-  Ostrzegałam  ją  -  wtrąciła  Shari  pogodnie.  -  Ale  ona  uważa,  że  Gallant  Lake  to 

zniesie. 

background image

Jim powitał narzeczoną pocałunkiem i zwrócił się do Trenta: 

-  Pozostaje  pytanie,  czy  Trent  to  zniesie.  Trzymaj  się,  stary.  Ostrzegałem  cię,  jak 

niebezpiecznie jest zadawać się z kobietami z tej rodziny. 

Amery Cromwell odchrząknął i ostentacyjnie spojrzał na zegarek. 

-  Och,  musimy  już  ruszać,  Meg.  Shari  pojedzie  z  Jimem,  a  Trent  obiecał  zabrać 

Filomenę. 

- My też lepiej pojedźmy, kochanie - zaproponował Jim, biorąc Shari za rękę. - Mam 

wrażliwy żołądek: nie zniósłbym widoku krwi. 

- Przecież jesteś lekarzem! - przypomniała mu Shari. 

-  Dlatego  wiem,  że  nie  znoszę  widoku  krwi.  Jim  zamknął  drzwi  i  Filomena  została 

sama z Trentem. 

Stała na ostatnim stopniu schodów, patrząc wyczekująco. 

- My też powinniśmy już chyba jechać. Weźmy mój samochód - zaproponowała. 

Podszedł do niej powoli. Jego wzrok był rozbawiony i stanowczy jednocześnie. 

- Nie możesz oprzeć się pokusie? 

- Jakiej pokusie? - zapytała niewinnie. 

- Filomeno, moja droga, masz nieprzyjemną tendencję, by wysokich ludzi uważać za 

głupców. Wydaję ci się  większym od przeciętnego dinozaura, ale to nie  powód, byś sądziła, 

ż

e mam mózg jak dinozaur. 

- Chcesz mi powiedzieć, że jesteś inteligentniejszy od przeciętnego dinozaura? 

-  Tak  mi  się  wydaje.  Ale  nawet  jeśli  nie  jestem,  mam  atut  w  postaci  wzrostu.  Idź  i 

przebierz się, kochanie - polecił jej łagodnie. 

- Nie podoba ci się ta sukienka? 

-  Ta  sukienka  -  zaczął  wyjaśniać  rzeczowo  -  zaprojektowana  jest  tak,  by  patrzący  na 

ciebie  mężczyzna  miał  ochotę  zaciągnąć  cię  do  łóżka.  Problem  w  tym,  że  nie  idziemy  do 

łóżka, lecz na przyjęcie. 

Filomena  wyciągnęła  rękę  i  poklepała  Trenta  po  głowie,  uśmiechając  się  z  kobiecą 

pewnością siebie. 

-  A  więc  o  to  chodzi.  Shari  miała  rację.  Przejawiasz  lekkie  poczucie  własności.  Nie 

obawiaj się jednak. Ta sukienka jest w stylu „patrz, ale nie dotykaj”. Nikt z obecnych na tym 

przyjęciu  nie  zaciągnie  mnie  do  łóżka.  Chyba,  że  ty  wykonasz  w  tym  kierunku  jakiś  krok  - 

dodała. 

Trent  jakby  nie  zwracał  uwagi  na  to  głaskanie  po  głowie.  Cały  czas  blado  się 

uśmiechał. 

background image

-  Shari  nie  miała  racji.  Nie  przejawiam  lekkiego  poczucia  własności.  Przejawiam 

bardzo duże poczucie własności. Biegnij i przebierz się. Już późno. 

-  Nie  wiem  dlaczego,  ale  mam  wrażenie,  że  właśnie  znajdujemy  się  w  punkcie 

zwrotnym naszej znajomości. 

-  To  nie  jest  punkt  zwrotny  naszej  znajomości,  to  punkt  zwrotny  w  twoim  życiu. 

Dosyć natrząsania się z poczciwych mieszkańców Gallant Lake. Zmień sukienkę, Filomeno. 

Zaczęła bębnić palcami po poręczy schodów. 

- A jeśli nie, to co? 

-  To  zrobię  użytek  ze  swego  wzrostu  i  swego  małego  mózgu,  by  pomóc  ci  się 

przebrać. 

Filomena uśmiechnęła się ponuro. 

- Czy to groźba, Trent? 

- To obietnica, kochanie. 

- Popatrzmy na to z racjonalnego punktu widzenia - zaczęła ostrożnie. - Jeśli ulegnę i 

zmienię sukienkę, cała rodzina od razu pomyśli sobie, że jestem słabą, ułomną kobietą. 

-  Jeśli  nie  zmienisz  sukienki,  cała  rodzina  będzie  musiała  sobie  pomyśleć,  że  to  ja 

jestem słaby i ułomny - stwierdził Trent. 

-  To  mało  prawdopodobne  -  podważyła  jego  obawy.  -  Dodatkowym  problemem  jest 

to,  że  gdybym  się  przebrała,  odniósłbyś  wrażenie,  iż  możesz  mi  rozkazywać,  kiedy  tylko 

przyjdzie  ci  na  to  ochota.  Taką  postawę  przyjmuje  wielu  dużych  ludzi  w  stosunku  do  tych, 

którzy  są  niżsi  i  mniejsi.  To  chyba  jedna  z  podstawowych  przyczyn,  dla  których  mężczyźni 

zakładają,  że  mają  prawo  do  dominacji  nad  kobietami.  Świat  wyglądałby  zupełnie  inaczej, 

gdyby kobiety były wyższe i silniejsze od mężczyzn. 

Trent spojrzał na zegarek. 

- Chyba nie mamy czasu, aby teraz snuć rozważania z zakresu etnologii. 

Filomena jednak zapaliła się do tematu. 

- Pomyśl tylko: kobiety byłyby wyższe, większe i silniejsze, i to one podejmowałyby 

decyzje i wydawały rozkazy. One przejęłyby rolę właścicieli, obrońców i władców. 

-  Mam  wrażenie,  że  odbiegamy  od  zasadniczego  tematu.  Oczy  Filomeny  płonęły 

entuzjazmem dla roztoczonej właśnie wizji świata. 

-  Dla  każdego  byłoby  oczywiste,  że  to  mężczyźni  zostają  w  domu  i  troszczą  się  o 

dzieci.  Chodziliby  w  ubraniach  z  falbankami.  Przecież  byliby  słabszą  płcią,  prawda?  Cała 

struktura  rodziny  byłaby  inna.  Ponadto  kobiety  nie  stawałyby  się  tak  często  ofiarami.  Nie 

background image

bałyby  się  gwałtów  ani  domowej  przemocy.  Nie  musiałyby  udawać,  że  są  głupsze  od 

mężczyzn. Nie musiałyby grać ... 

- Filomeno - przerwał jej Trent, okazując objawy zniecierpliwienia. - Mam wrażenie, 

ż

e  to  ty  teraz  grasz  ze  mną.  Uprzedzam  cię,  że  nie  jestem  w  odpowiednim  nastroju.  Idź  i 

przebierz się. 

- Dlaczego miałabym to zrobić? - spytała wyzywająco. - Podaj mi choć jeden powód, 

dlaczego nie mogę pójść dzisiaj w tym, w czym chcę. 

Trent  ujął  się  pod  boki.  Oczy  zwęziły  mu  się,  a  z  twarzy  zniknęły  resztki  uśmiechu. 

Patrzył na Filomenę. 

- Chcesz znać powód? Nie żyjemy w twoim wyśnionym świecie.  Żyjemy  w świecie, 

w którym ty jesteś znacznie mniejsza ode mnie. Natychmiast idź na górę i przebierz się. 

Filomena stała cicho. Trent nie podniósł głosu, ale przecież nie musiał - i tak dobitnie 

wyraził to, o co mu chodziło. 

- Mieć siłę, to nie znaczy mieć rację. 

-  Zgoda,  ale  siła  ma  wielki  wpływ  na  końcowy  wynik.  Filomena  zrozumiała,  że 

została pokonana. Uniosła brodę i powiedziała z lekką pogardą: 

-  Pamiętaj,  co  stało  się  z  dinozaurami.  Obróciła  się  na  stopniu  schodów  i  poszła  na 

górę. Weszła do pokoju i popatrzyła w lustro. Istotnie, biała sukienka odsłaniała bardzo dużo 

ciała. Nie miało sensu ponowne szokowanie Gallant Lake. Najważniejsze, że Trent okazywał 

zazdrość.  Jest  w  niej  zakochany,  pomyślała  uszczęśliwiona.  Gotowa  była  pójść  na  pewne 

ustępstwa. 

Po dziesięciu minutach zeszła na dół w obcisłej sukience, zaczynającej się poniżej linii 

ramion.  Ciepły,  morelowy  kolor  i  falbanka  na  dole  nadawały  jej  trochę  wyrafinowany 

charakter, ale fason był taki, że Trent nie mógł tym razem narzekać. Filomena przystanęła na 

najniższym stopniu. 

- Jesteś zadowolony? Podał jej rękę. 

- Tak. Dziękuję ci. 

- Za co? 

-  Za  to,  że  nie  wyjdę  na  słabowitego  dinozaura.  Ironicznie  popatrzyła  na  niego  z 

ukosa. 

- Masz u mnie dług. Zaśmiał się, otwierając drzwi wyjściowe. 

- Wiedziałem, że postarasz się uszczknąć coś dla siebie w tej sytuacji. Zgoda, mam u 

ciebie dług. 

Przystanął na progu, pochylił się i powoli przesunął wargami po jej ustach. 

background image

- Kiedy masz zamiar go sobie odebrać? - wyszeptał. 

-  Najprawdopodobniej  wtedy,  kiedy  będziesz  się  tego  najmniej  spodziewał.  - 

Popatrzyła na alejkę, przy której parkowały samochody. - Weźmy mojego porsche'a. 

- Nie ma potrzeby. Chyba już wszyscy w Gallant Lake go widzieli. 

-  Nie  dlatego  chcę  go  wziąć  -  wyjaśniła,  wygrzebując  kluczyki  z  torebki.  -  Chcę  po 

prostu sama prowadzić. 

Trent niechętnie usiadł na miejscu dla pasażera. 

- Czy to ma być kara za to, że wygrałem batalię o sukienkę? 

-  Czyżbyś  był  zdenerwowany?  -  ironizowała,  wkładając  kluczyk  do  stacyjki  i 

włączając biegi. 

- Jeździsz jak szatan. 

-  Jestem  znakomitym  kierowcą  -  oznajmiła  przy  akompaniamencie  pisku  opon  na 

ż

wirze. 

Porsche  wystartował  z  mety  jak  strzała.  Na  główną  drogę  wokół  jeziora  wjechał  z 

pełną  szybkością.  Filomena  uwielbiała  poczucie,  że  samochód  reaguje  na  jej  najdrobniejszy 

ruch. Na zakrętach dodawała gazu. 

Przez dziesięć minut Trent znosił tę sytuację z całkowitym spokojem, ale potem rzucił 

ostrzegawczym tonem: 

- W porządku, wystarczy. 

- Czego wystarczy? - spytała uprzejmie. 

-  Wyrównaliśmy  rachunki  za  tę  bitwę  o  twoje  ubranie.  Teraz  zwolnij  i  okaż  trochę 

rozsądku. 

W jego głosie dźwięczała jakaś nowa nutka. Filomena zdała sobie sprawę, że Trent ma 

dosyć tej jazdy porsche'em. Posłusznie zwolniła. Oboje milczeli. 

- Musisz zrozumieć, że nie jestem do tego przyzwyczajona - odezwała się wreszcie. 

-  Nie  jesteś  przyzwyczajona,  że  dostosowujesz  się  do  mężczyzny?  Wiem.  Ja  też  nie 

jestem  przyzwyczajony  do  uczucia,  że  w  stosunku  do  kobiety  mam  pewne  prawa.  Myślę 

jednak, że jakoś damy sobie z tym radę. 

Ponownie  zapanowało  między  nimi  milczenie.  Filomena  zaparkowała  przed  domem 

Aikenów.  Wyłączyła  silnik  i  przypatrywała  się  przez  chwilę  samochodom  ustawionym  w 

alejce. 

- Pamiętaj, że nadal jesteś mi winien przysługę. 

- Pamiętam - potwierdził Trent. 

background image

-  Zdaje  się,  że  Aikenowie  zaprosili  wszystkich  z  okolicy.  Trent  otworzył  drzwiczki  i 

wysiadł. 

-  Nie  obawiaj  się.  Sukienka,  którą  masz  na  sobie,  zrobi  większe  wrażenie  niż  tamta 

biała. 

- Dlaczego tak sądzisz? 

-  Mam  wrażenie,  że  większość  koleżanek  ze  szkoły  nasłuchała  się  ostatnio  o  twoich 

kreacjach.  Prawdopodobnie  pojechały  kupić  sobie  jakieś  wyzywające  stroje,  chcąc 

konkurować  dziś  z  tobą  w  tej  dziedzinie.  Gdy  pojawisz  się  w  czymś  tak  skromnym  i 

umiarkowanym, poczują, że przesadziły. 

Filomena wybuchnęła śmiechem. 

- Od kiedy jesteś takim znawcą kobiecej duszy? 

- Uczę się szybko. Podał jej ramię i poprowadził ku otwartym drzwiom domu. 

Goście  wypełniali  salon,  kuchnię,  wszelkie  zakamarki  i  wylewali  się  na  werandę. 

Wszędzie  stały  stoły  z  jedzeniem.  Przy  drzwiach  Todd  Aiken  ustawił  imponujący  bar. 

Początkowo tylko nieliczni zauważyli w tym ścisku nowo przybyłych. 

- Stój tu, a ja przyniosę coś do picia - powiedział Trent. 

Filomena posłuchała i przez cały czas, gdy Trent przeciskał się do baru, śledziła jego 

głowę przesuwającą się ponad tłumem. 

- O, jesteś, Fil. Co was tak długo zatrzymało? Już miałam dzwonić do domu. - Shari 

wynurzyła się z ciżby. - Ach, więc miałam rację. Skłonił cię do zmiany sukienki. 

-  Trent  nie  skłonił  mnie  -  poinformowała  rzeczowo  Filomena.  -  Dyskutowaliśmy  na 

ten  temat,  wysunęliśmy  racjonalne  argumenty  i  postanowiłam,  że  nie  będę  robić  z  niego 

słabeusza. 

Shari zaśmiała się na tyle głośno, że kilka stojących w pobliżu osób odwróciło głowy. 

-  Tak  jakbyś  w  ogóle  mogła  to  zrobić.  W  tym  momencie  pojawił  się  Trent  z 

kieliszkiem wina dla Filomeny i kuflem piwa dla siebie. 

- Cześć, Shari. Gdzie Jim? 

-  Rozmawia  z  matką  jednego  ze  swych  pacjentów  o  zaletach  szczepionki 

przeciwgrypowej. Pytałam właśnie Fil, co was tak długo zatrzymało, ale zauważyłam, że ma 

na sobie nową sukienkę. 

Filomena miała już tego dosyć. 

- Jeśli ktokolwiek choćby słowem jeszcze raz wspomni o tym, że zmieniłam ubranie, 

przysięgam,  że  rozbiorę  się  do  naga  w  salonie  Aikenów  i  dopiero  wtedy  będzie  o  czym 

mówić. 

background image

W  tym  momencie  podeszła  do  nich  ładna,  ciemnowłosa  niewysoka  kobieta  w  wieku 

Filomeny. 

- Fil! Cześć! Słyszałam, że dziś masz być tutaj. Nie widziałyśmy się tyle lat! Świetnie 

wyglądasz. 

-  Cześć,  Liz.  Prawie  cię  nie  poznałam  -  Filomena  rozradowana  przywitała  dawną 

koleżankę. - Ty też świetnie wyglądasz. 

Nie widziała Liz od czasów szkoły. 

-  Na  pewno  jednak  rozpoznajesz  to  ubranie  -  Liz  obróciła  się,  by  zaprezentować 

sweterek w jasne wzory i jedwabną spódnicę. - Pochodzi z kolekcji Cromwell & Sterling. 

W mojej szafie wisi mnóstwo ubrań z twojej firmy; uwielbiam je, doskonale na mnie 

leżą. 

Po kilku chwilach wokół Filomeny zebrała się grupka kobiet. Zaczęła im opowiadać o 

swych  podróżach  na  Tahiti  i  do  Indii,  gdzie  szukała  egzotycznych  tkanin  i  inspiracji. 

Odwróciła się, gdy Trent dotknął jej ramienia i oznajmił, że idzie poszukać Amery'ego. 

- Zobaczymy się później - powiedziała do niego z uśmiechem. 

Pocałował  ją  w  czoło  z  niedbałą  zaborczością  i  odszedł.  Liz  i  pozostałe  koleżanki 

popatrzyły  za  nim  domyślnie,  ale  szybko  wróciły  do  poprzedniej  rozmowy,  wypytując  o 

trendy mody na najbliższy sezon. 

Filomena  po  raz  pierwszy  od  przyjazdu  do  Gallant  Lake  nie  myślała  o  tym,  jak 

wywołać ogólną sensację. Była odprężona i z radością odnawiała dawne znajomości. 

Papierosowy dym gęstniał i robiło się coraz duszniej. Filomena przeprosiła koleżanki i 

poszła po chłodzone wino. Porozmawiała z gospodarzem, który zarządzał trunkami, a potem 

postanowiła  zaczerpnąć  świeżego  powietrza.  Rozejrzała  się,  czy  nie  ma  gdzieś  w  pobliżu 

Trema. Stał w drugim końcu pokoju. Rozmawiał z jej ojcem i dwoma innymi mężczyznami. 

Sądząc po minach, dyskutowali albo na temat możliwości wybuchu trzeciej wojny światowej, 

albo  o  zaletach  pewnych  miejsc  połowowych  na  jeziorze.  Mężczyznom  brakuje  czasem 

wyczucia właściwych proporcji życiowych problemów, pomyślała pogodnie. 

Wyszła na zewnątrz. Powitał ją powiew wiatru. Potrzebowała kilku minut samotności, 

by  odetchnąć  po  tym  rozgardiaszu  panującym  wewnątrz.  Przeszła  na  kraniec  tarasu  i  z 

kieliszkiem  wina  w  jednej  ręce  oparła  się  o  barierkę.  Patrzyła  na  oświetlone  księżycowym 

ś

wiatłem  jezioro.  Po  raz  pierwszy  tego  wieczora  miała  parę  minut  dla  siebie.  Zaczęła 

rozmyślać o Trencie Ravinderze. 

Dla  nikogo  innego  na  świecie  nie  zmieniłaby  tej  sukienki.  Dziwne,  że  niekiedy 

banalne sytuacje mogą mieć ukryte w sobie ważkie znaczenie. 

background image

- Fil? Brady Paxton podszedł i przerwał jej rozważania. 

-  Cześć,  Brady  -  powitała  go  bez  entuzjazmu.  Nawet  się  nie  odwróciła.  Oparta  o 

poręcz podtrzymywała jedną ręką kieliszek. 

- Rozglądałem się za tobą - powiedział poważnie. 

- Musimy porozmawiać. 

- Nie wydaje mi, Brady. Stanął obok i również oparł się o barierkę. Łagodny podmuch 

rozwiewał  mu  włosy  i  do  Filomeny  dotarła  woń  wody  kolońskiej.  Brady  westchnął 

przeciągle. 

-  Zgoda,  początkowo  nie  zachowywałem  się  zbyt  inteligentnie,  ale  teraz  wszystko 

zrozumiałem. Jesteś naprawdę wygadana, Fil, muszę to przyznać. Nie uwierzyłbym, że ci się 

to uda. 

- Co miałoby się udać? 

-  Nic  dziwnego,  że  nie  chciałaś  ze  mną  negocjować,  gdy  ofiarowałem  ci  wtedy 

prowizję.  Miałaś  swoje  własne  plany,  prawda?  Musiałaś  śmiać  się  z  tych  zaoferowanych 

przeze mnie pięciu procent. 

- Niezupełnie - odparła oschle, zastanawiając się, dokąd zmierza ta rozmowa. - Jak się 

ma twoja żona? Przyszła tu dzisiaj? Może chciałaby się do nas przyłączyć? 

- Nie myśl o Glorii - przerwał jej Brady. - Rozmawiamy teraz we dwoje o interesach. 

-  Nie  mam  ochoty  rozmawiać  o  interesach.  Przyszłam  tu,  by  zaczerpnąć  trochę 

ś

wieżego powietrza. 

-  Jesteś  twardą  kobietą,  Fil.  Kto  by  się  spodziewał,  że  tak  się  zmienisz.  Byłaś  taka 

słodka dziewięć lat temu. 

-  Masz  na  myśli,  że  byłam  taka  naiwna  dziewięć  lat  temu.  Po  prostu  zaufałam  ci, 

Brady.  Zwykła  głupota.  No  cóż,  niektórym  z  nas  potrzeba  więcej  czasu  niż  innym,  by 

dorosnąć. Ale w końcu dorosłam. 

Przyglądał się jej uważnie gorącym wzrokiem. 

-  Nie  zapomniałaś.  Nadal  mnie  pragniesz.  Pokrywasz  brawurą  fakt,  że  wciąż  mnie 

pożądasz. 

Odwróciła się do niego z sarkastycznym uśmiechem. 

-  Jeśli  tak  myślisz,  to  jesteś  większym  głupcem  niż  ja  jako  dziewiętnastolatka.  Nie 

wzięłabym cię nawet na srebrnej tacy. 

W oczach Brady'ego pojawiła się złość, usta wykrzywiły mu się nieprzyjemnie. 

-  Uważasz,  że  potrafisz  zrobić  lepszy  interes?!  Myślisz,  że  złowiłaś  tego  Ravindera? 

Pomyśl tylko, panienko. On umie się zabawić. Jesteś dla niego jedynie wakacyjną przygodą. 

background image

Gdybyś  była  rozsądna,  wykorzystałabyś  go  do  zdobycia  informacji,  której  oboje 

potrzebujemy. Chyba nie dasz się nabrać i nie uwierzysz, że on myśli o tobie serio? 

- Tak jak niegdyś dałam się nabrać i uwierzyłam, że ty myślisz o mnie serio? 

Nawet w panującym mroku widać było, że Brady zaczerwienił się. 

- Musiałem wówczas podjąć decyzję. Jeśli to jest dla ciebie jakąś pociechą, drogo za 

nią  zapłaciłem.  Moje  małżeństwo  nie  jest  szczęśliwe,  Fil.  Wielokrotnie  rozmyślałem  po 

nocach, jak by to było, gdybyśmy zostali razem. Nie rozwodzę się z Glorią tylko dlatego, że 

jej ojciec wykluczyłby mnie ze spółki. 

- A dwoje dzieci? Czy tego nie bierzesz pod uwagę, rozważając decyzję o rozwodzie? 

A może one się nie liczą? Nie masz żadnych wyrzutów sumienia, kiedy wyrządzasz krzywdę 

innym ludziom. Ale Boże broń, żebyś miał stracić pieniądze. Bardzo współczuję twojej żonie 

i dzieciom. 

- Nie mów mi takich głupstw, Fil - przerwał jej ostro. - Nikomu nie współczujesz, bo 

jesteś zbyt zajęta łowieniem grubych ryb. Wiem, co zamierzasz. Nie oszukasz mnie. 

- Czyżby? A co zamierzam? 

- Romansujesz z Ravinderem. Całe miasto o tym mówi. 

- Serio? 

-  Wszyscy  wiemy,  że  kilka  dni  temu  pojechałaś  z  nim  na  noc  do  Portland. 

Zrozumiałem, jakie są twoje plany. 

- Najlepiej będzie, jeśli natychmiast zamilkniesz. Brady nie zareagował. 

-  Wydaje  ci  się,  że  wiesz,  co  robisz,  ale znajdziesz  się  w  poważnych  kłopotach,  jeśli 

nie posłuchasz mojej rady. Wiem, że kręcisz z Ravinderem, bo chcesz dowiedzieć się, jakie są 

zamiary  Asgarda.  Alenie  uda  ci  się  wykorzystać  tej  informacji,  jeśli  nie  wejdziesz  w 

porozumienie ze mną. Mam upoważnienia na sprzedaż każdego niemal kawałka terenu wokół 

jeziora.  Wcześniej  czy  później  będziesz  musiała  ze  mną  współpracować.  Jestem  gotów 

podnieść nieco twoją prowizję. 

- Nie mówmy o tym, Brady. 

- Dobrze, możemy zawiązać spółkę. O to ci chodzi? 

-  Powiedziałam,  skończmy  tę  rozmowę.  Jej  spokojna  odmowa  wprawiła  go  we 

wściekłość. 

- Czy myślisz, że możesz sprzedać tę informację komuś innemu? Do diabła, nie masz 

ż

adnego wyboru. 

Filomena straciła resztki cierpliwości. Obróciła się i popatrzyła mu w prosto w twarz. 

background image

-  Brady,  jesteś  głupcem,  choćbyś  posiadał  większość  ziemi  wokół  jeziora.  Po 

pierwsze: Asgard nie ma zamiaru budować tu terenów rekreacyjnych. Po drugie: nawet gdyby 

miał taki zamiar, a ja wiedziałabym, które działki chcieliby zakupić, nie powiedziałabym ci, 

choćbyś dawał mi nie wiem ile pieniędzy. 

- Bo wydaje ci się, że Ravinder jest w tobie zakochany. O to chodzi? 

- Bo wiem, że ja jestem w nim zakochana - poprawiła go Filomena. - Co więcej, mam 

zamiar  wyjść  za  niego  za  mąż.  Jeśli  myślisz,  że  dla  twojego  nędznego  interesu  oszukam 

człowieka,  którego  mam  zamiar  poślubić,  to  znaczy  że  mnie  nie  znasz.  Idź  do  środka  i 

poszukaj swej żony. Z pewnością rozgląda się za tobą. 

- Ty mała dziwko! Brady stanął nad Filomeną i podniósł rękę. Ona ani drgnęła. 

Ś

cisnęła  tylko  mocniej  kieliszek  w  dłoni,  przygotowując  się  do  ewentualnej  obrony. 

Ale nie doszło do konfrontacji. Od drzwi dobiegł głos Trenta, chłodny jak ostrze sztyletu: 

-  Jeśli  ją  tylko  tkniesz,  Paxton,  rozerwę  cię  na  strzępy,  tak  że  nie  będzie  cię  można 

poskładać. 

background image

ROZDZIAŁ 8 

Filomena obejrzała się i zobaczyła Trenta, szybko kroczącego przez taras. Odetchnęła 

z ulgą. Podbiegła ku niemu i przywarła mu do piersi. Trent otoczył ją ramionami. 

- Tak mi przykro - powiedziała cicho. 

- A mnie nie - odparł, przygarniając ją delikatnie. Potem powiedział głośniej: - Lepiej, 

ż

ebyś  wrócił  do  środka,  Paxton.  Przestań  niepokoić  moją  narzeczoną.  Nie  sprzeda  ci  żadnej 

informacji, nawet gdyby ją miała. Chyba dotarło już do ciebie, że ona nie chce mieć z tobą nic 

wspólnego. Jeżeli jeszcze raz się do niej zbliżysz, połamię ci kości. 

Na twarzy Brady'ego malowała się gorycz i złość. 

-  To  intrygantka,  Ravinder.  Nie  daj  się  nabrać.  Ona  z  pewnością  jest  warta  grzechu, 

ale myśli głównie o forsie. Pamiętaj o tym, jeśli... 

Brady  nie  zdołał  dokończyć.  Filomena  poczuła,  jak  Trent  się  pręży  i  rzuca  jak  dziki 

drapieżnik. W tej samej niemal chwili usłyszała głuchy łomot. 

- O Boże - westchnęła, przerażona szybkością i gwałtownością całego zajścia. 

Patrzyła na Brady'ego, który leżał na podłodze. Łapał z trudem powietrze i spoglądał 

na stojącego nad nim Trenta. 

- Czy teraz się rozumiemy? 

- Ty draniu, pasujesz do niej. Brady wstał, otrzepał ze złością ubranie i pokuśtykał do 

budynku. 

- A jeśli wniesie skargę? - Filomena nieśmiało wyraziła swą obawę. 

- Możesz mi wierzyć, że nie zrobi tego. Musiałby wyjaśnić okoliczności całej sprawy. 

To zbyt dla niego kłopotliwe. 

- Przyznaj się, ile słyszałeś z naszej rozmowy? Trent milczał przez chwilę. 

- Sporo. Liczy się jednak tylko to, co powiedziałaś o zamążpójściu. 

- Obawiałam się tego. - Filomena westchnęła, podeszła do barierki tarasu i oparła się o 

nią. - Wybacz, Trent. Tak mi się wyrwało. Chciałam tylko przekonać Brady'ego, że on mnie 

zupełnie  nie  interesuje.  -  Wzięła  swój  kieliszek  i  pociągnęła  spory  łyk  dla  dodania  sobie 

odwagi. - Czasami działam pod wpływem impulsu. 

-  Rozumiem  to.  Przybliżył  się  do  niej.  Oczy  błyszczały  mu  odbitym  światłem 

księżyca. - Ja też niekiedy działam pod wpływem impulsu. To jednak nie znaczy, że zawsze 

potem tego żałuję. A ty? 

background image

- Ja też przeważnie nie żałuję. Wydaje mi się ... że w gruncie rzeczy te działania nie są 

aż tak impulsywne. 

Tkwią gdzieś w mojej świadomości i nagle, bez ostrzeżenia, prawda ujawnia się. Trent 

patrzył na nią miękko swymi świecącymi oczami. Pogładził ją po policzku. 

- Powiedz, jaka to wielka prawda bez ostrzeżenia ujawniła się tym razem - poprosił z 

naciskiem. 

- Właśnie ... właśnie uświadomiłam sobie, że jestem w tobie zakochana. 

Trent zanurzył wargi w jej włosach. - Nie mogę uwierzyć. 

- Wiem, że to cię zaskakuje - powiedziała szybko - ale, rozumiesz, ja ... 

Położył delikatnie palec na jej ustach. 

- Dobrze już, najdroższa. To stało się dla mnie tak nagle. Jestem trochę wstrząśnięty. 

- Nagle? Uśmiechnął się. 

-  Ja  zakochałem  się  w  tobie  w  ciągu  paru  godzin  od  chwili,  gdy  cię  po  raz  pierwszy 

spotkałem. 

- Och, Trent, naprawdę? 

- Naprawdę. Już od dawna uświadamiałem sobie, na czym mi zależy i postanowiłem, 

ż

e będę cię nakłaniał, by tobie zaczęło zależeć na tym samym. Spodziewałem się jednak, że 

zajmie  mi  to  znacznie  więcej  czasu.  Byłaś  tak  negatywnie  nastawiona  do  miłości  i 

małżeństwa,  że  sądziłem,  iż  zaciągnięcie  cię  do  ołtarza  wymagać  będzie  znacznie  więcej 

wysiłku. 

- Jesteś rozczarowany tak łatwym zwycięstwem? 

- Chyba żartujesz? Jestem wdzięczny, że tak szybko oprzytomniałaś. 

Otoczyła go mocno ramionami. 

-  Trent,  tak  się  cieszę.  Aż  trudno  mi  uwierzyć.  Chyba  byłam  ślepa.  Dlaczego  nie 

rozumiałam tego wcześniej? 

-  Umykałaś  mi,  bo  byłaś  zbyt  zajęta  tą  pokazówką  dla  Gallant  Lake.  Spoza  lasu  nie 

widziałaś drzew. 

- Nawet takiego dużego drzewa. A więc, zabierając mnie do Portland, chciałeś zwrócić 

na siebie moją uwagę? Jesteś bardzo przebiegły. 

- Wiem o tym. 

- I skromny. 

-  Trudno  być  skromnym,  gdy  się  jest  aż  tak  przebiegłym,  ale  robię,  co  mogę  - 

potwierdził. 

Filomena podniosła na niego rozradowane oczy. 

background image

- Zakochałam się w tobie - to fakt, ale ja powiedziałam Brady'emu, że mam zamiar cię 

poślubić, a to zupełnie inna sprawa. 

Pocałował ją namiętnie. 

- Zdeklarowałaś się - rzekł, oderwawszy się w końcu od jej ust. - Powiedziałaś Brady' 

emu,  a  to  oznacza,  że  wkrótce  wszyscy  obecni  na  przyjęciu  będą  o  tym  wiedzieli.  -  To 

przerażające. 

- Myślę, że za kilka minut obstąpi mnie twoja rodzina, żądając potwierdzenia nowiny. 

- Nie wydajesz się tym szczególnie zdenerwowany. 

- Bo nie jestem. A ty? Filomena potrząsnęła głową. 

- Chcę tego. Nigdy bym się o to nie podejrzewała, ale chcę tego. Musimy tyle spraw 

omówić, Trent, tyle sobie opowiedzieć. Chciałabym wiedzieć ... 

- Filomeno! Trent! Co się dzieje? - Od strony domu dobiegł głos Amery'ego. 

Trent,  trzymając  Filomenę  w  ramionach,  odwrócił  się  ku  nadciągającej  grupce,  którą 

prowadził  Amery.  Za  nim  szli  Meg,  Shari,  Jim  Devore,  dalej  ciotka  Agnes  i  wuj  George  z 

butelką szampana. Kilka zaciekawionych osób wychylało się na taras. 

- Bardzo trudno jest utrzymać tajemnicę w takim małym miasteczku - zauważył Trent, 

patrząc na nadchodzących. 

Następnego  dnia  po  południu  Filomena  i  Trent  siedzieli  nad  brzegiem  jeziora.  On, 

oparty o drzewo, jedną ręką przygarnął ją do siebie, a drugą rzucał od czasu do czasu do wody 

małe kamyki. 

-  Czy  jesteś  pewien,  że  wiemy,  co  robimy?  -  zapytała  Filomena  z  lekkim 

rozbawieniem. 

- Spokojnie. Ja się wszystkim zajmę. 

-  Może  powinniśmy  ogłosić  nasze  zaręczyny  dopiero  po  weselu  Shari?  Nie 

chciałabym za nic umniejszać wagi tej uroczystości. To dla Shari coś wyjątkowego. 

- Nie myśl o tym. Shari była wzruszona, podobnie zresztą jak inni członkowie rodziny. 

Może nie byłoby to dobrze Widziane, gdybyś wyszła za mąż wcześniej niż ona, ale nikt nie 

weźmie nam za złe ogłoszenia zaręczyn. 

- Jesteś tego pewien? 

- Najzupełniej. Długo rozmawiałem na ten temat z twoim ojcem. 

- Coo? - Odsunęła się od niego i spojrzała mu prosto w twarz. - Co to znaczy, że długo 

z nim rozmawiałeś? O czym? I dlaczego mnie przy tym nie było? 

- Nie było cię przy tym, bo nie wstałaś dziś o wpół do szóstej rano, by pójść z nami na 

ryby. 

background image

- Gdybym wiedziała, że będziecie mówić o czymś ważnym, może zdobyłabym się na 

to. 

- To była męska rozmowa - wyjaśnił Trent protekcjonalnie. 

- Doprawdy? I cóż takiego omawialiście? 

- Głównie mówiliśmy o tym, jak to wszyscy są bardzo zadowoleni, że mam zamiar się 

z  tobą  ożenić.  Rodzina  może  przestać  się  o  ciebie  martwić.  Rozumiesz,  lat  ci  nie  ubywa. 

Bardzo dobrze, że robisz karierę zawodową, ale  wszyscy są przekonani, że potrzebny ci jest 

kochający  mężczyzna.  Są  mi  wdzięczni,  że  podjąłem  się  tej  roli.  Prawdę  powiedziawszy, 

odczułem  coś  więcej  niż  wdzięczność.  Można  by  to  określić  jako  ulgę  wszystkich 

zainteresowanych. 

Filomena wybuchnęła śmiechem i zaczęła bezlitośnie okładać Trenta pięściami. 

- Ty arogancki, apodyktyczny, męski egoisto! Ciosy spadały na Trenta jak strzelające 

ziarna prażonej kukurydzy. Pochwycił jej pięści, śmiejąc się. 

- Hej, czy tak się traktuje przyszłego pana i władcę? 

-  Wciąga  cię  to  -  odrzekła  oskarżycielskim  tonem.  -  Nie  myślałam,  że  tak  bardzo 

chcesz zostać mężem. 

- A ja nie myślałem, że ty tak bardzo chcesz zostać żoną. 

-  Nie  chciałam  -  przyznała  poważniejąc.  -  Myślałam,  że  mam  wszystko,  czego  mi 

potrzeba. 

-  A  gdy  myślałaś  o  małżeństwie,  miałaś  przed  oczami  scenę  z  Bradym  i  Glorią  - 

dokończył za nią. 

Przytaknęła. 

-  Zrozum,  chodziło  nie  tylko  o  to,  że  ich  nakryłam.  Znacznie  gorsze  było  to,  że 

następnego  dnia  wiedziało  o  tym  całe  miasto.  Po  zerwaniu  zaręczyn  myślałam,  że  umrę  z 

powodu doznanego poniżenia. Chciałam uciec i  nie wracać tu nigdy. Byłam bardzo młoda - 

dodała po chwili. 

-  Takie  przeżycie  zraniłoby  każdego  -  powiedział,  zanurzając  palce  w  jej  włosach.  - 

Zwłaszcza kogoś takiego jak ty, kochanie. 

- Co masz na myśli? 

- Dałaś tu niezły występ, szczebiocząc i prezentując swoje kreacje, ale w głębi duszy 

jesteś delikatna i niewinna. 

- Skąd możesz to wszystko wiedzieć? 

- Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy biorę cię w ramiona. 

background image

-  Jesteś  niezwykle  pewny  siebie.  Mężczyźni  często  sądzą,  że  wiedzą  wszystko  o 

kobiecie, bo kilka razy się z nią przespali. 

Trent słuchał nieporuszony. 

- Nie twierdzę, że wiem o tobie wszystko, ale wiem to, co najważniejsze. 

-  Na  przykład?  Popatrzył  na  nią  czule.  Delikatnie  objął  dłonią  jej  pierś,  aż 

nabrzmiewająca  brodawka  stwardniała  pod  tkaniną  kombinezonu,  który  Filomena  miała  na 

sobie. 

- Wiem, że przez ostatnie. lata obawiałaś się poddać jakiemukolwiek mężczyźnie. W 

końcu  poddałaś  się  mnie  -  szczerze  i  bez  reszty.  Czuję,  że  nikt  nigdy  mnie  tak  nie  pragnął. 

Nie mogłoby się to stać, gdybyś była samolubna i nieczuła. 

Filomena wzięła głębszy oddech. 

- Ja też wiem parę rzeczy o tobie - powiedziała nieco prowokacyjnie. 

- Czyżby? 

-  Jesteś  dobrym  człowiekiem,  można  ci  ufać.  Czasami  jesteś  trudny,  zbyt  zasadniczy 

w pewnych sprawach, ale myślę, że w małżeństwie trochę zmiękniesz. 

- Tak sądzisz? 

- Aha. Nie wiem tylko do końca, dlaczego chcesz się ze mną ożenić. 

Musnął jej usta wargami. 

-  Przejawia  się  w  tym  twój  brak  pewności  siebie.  Shari  miała  rację:  nigdy  nie 

zapomnisz o tym, co ci zgotował Paxton. Przez ostatnie lata miałaś kontakty z mężczyznami, 

dla  których  twoja  firma  była  równie  ponętna  jak  ty  sama.  Nic  dziwnego,  że  nie  ufasz 

mężczyznom. Ale ja to naprawię. 

Filomena zrobiła przerażoną minę. 

- O rety! A więc również z moją siostrą rozmawiałeś o mnie? 

- Uważałem, że należy starannie rozpracować temat. 

-  Następnym  razem,  gdy  będziesz  miał  jakieś  pytania,  zwróć  się  bezpośrednio  do 

mnie, zrozumiano? 

- Tak jest! 

- Powiedz mi zatem, dlaczego chcesz mnie poślubić? - nie ustępowała. 

- Jesteś inteligentna, miła i atrakcyjna. Czy potrzebuję innego powodu? 

-  Evelyn  Reece  powiedziała  mi,  że  przez  ostatnie  lata  szukałeś  żony  z  taką 

intensywnością,  z  jaką  poszukujesz  terenów  dla  Asgarda.  Wydawało  jej  się  nawet,  że  już 

zrezygnowałeś, aż tu spotkałeś mnie. 

Z twarzy Trenta zniknął uśmiech, a pojawił się wyraz dezaprobaty. 

background image

- Zdaje się, że ucięłyście sobie z Evelyn niezłą rozmowę w damskiej toalecie. 

Filomena popatrzyła na niego triumfująco. 

- A widzisz, jakie to miłe, gdy ktoś dyskutuje na twój temat za twymi plecami. 

-  Zapamiętam  to  sobie.  -  Trent  najwyraźniej  nie  był  zadowolony  z  tego,  co  mogła 

usłyszeć o nim Filomena. - No więc, czy to prawda, że przez ostatnie lata polowałeś na żonę? 

- Dobrze, powiem ci - odparł niechętnie, ale nie starał się wymigać od odpowiedzi. - 

Rzeczywiście, zrozumiałem, że nadszedł czas. 

- Czas do ożenku? Tak po prostu? - zapytała, niepewna, czy ma mu wierzyć. - Mogę 

to  sobie  wyobrazić:  przewodniczący  zarządu  postanawia,  że  czas  się  żenić,  negocjuje  więc 

sprawy małżeństwa tak samo, jak się negocjuje kupno terenu. To mi się podoba. 

Trent burknął coś na temat jej poczucia humoru, a potem mówił dalej: 

-  Mam  trzydzieści  sześć  lat,  moja  droga.  Dotychczas  całkowicie  poświęcałem  się 

pracy zawodowej. Moje pierwsze małżeństwo zakończyło się katastrofą i nie miałem ochoty 

na powtórkę. Myślałem, że mam jeszcze dużo czasu na znalezienie żony i założenie rodziny, 

ale pewnego dnia stwierdziłem, że ucieka mi w życiu coś istotnego. Czas mijał. Zatęskniłem 

za kobietą, która by mnie kochała i pożądała. Do której mógłbym wracać co wieczór, dzielić z 

nią swe powodzenia i troski. Czy to takie dziwne? 

- Wcale nie. 

- Dlaczego więc cię to śmieszy? 

- Wyobraziłam sobie, jak podejmujesz postanowienie, by metodycznie poszukać sobie 

ż

ony. W zasadzie to nawet bardzo miłe. 

- Miłe? Jak to? 

-  Miłe  -  potwierdziła  stanowczo.  -  A  lepiej  powiedzieć:  wzruszające  w  swej 

niewinności. No, powiedz, co się nie udało. Evelyn twierdziła, że zaprzestałeś poszukiwań. 

-  Jak  wrócę  do  Portland,  pogadam  z  Reece'em  na  temat  plotkarskich  skłonności  jego 

ż

ony. 

- Nie bądź głuptasem. Evelyn chciała wyświadczyć przysługę. Mów, co się nie udało 

w czasie tych wielkich łowów. 

-  Nie  spotkałem  osoby,  z  którą  chciałbym  się  związać  na  stałe.  Może  szukałem  zbyt 

intensywnie? Nie wiem. Może chodziło o to, by znaleźć kobietę, której zależałoby na mnie, a 

nie  na  mojej  pozycji  w  Asgard.  Tak  czy  siak,  nie  wyszło.  Zrezygnowałem  i  wróciłem  do 

codziennych  spraw.  Potem  doszedłem  do  wniosku,  że  jest  mi  potrzebny  prawdziwy 

wypoczynek.  Przyjechałem  tutaj.  A  ty  natychmiast  przybyłaś  z  prędkością  błyskawicy  w 

swym porsche'u i - pstryk - wszystko świetnie się złożyło. 

background image

Filomena poczuła rękę Trenta na swej piersi i jęknęła z rozkoszy. Ravinder położył ją 

na ziemi, usłanej sosnowym igliwiem. 

- Trent? 

- Nooo? Był zajęty rozpinaniem guzików przy jej kombinezonie. 

- Kiedy chcesz, by odbył się ślub? 

- Jak najszybciej. - Zdołał rozpiąć górną część i rozluźniał teraz szeroki pasek. - A co? 

Chciałabyś mieć takie wystawne wesele jak Shari? 

- Nie. 

-  Możemy  urządzić  skromną  uroczystość  za  parę  tygodni.  Czy  masz  coś  przeciwko 

temu? 

Potrząsnęła głową. 

- Nie. 

- Filomeno, będziesz świetną żoną. 

- Dlaczego tak sądzisz? 

-  Wiesz,  kiedy  powiedzieć  ,,nie”,  a  kiedy  „tak”.  Pochylił  się  nad  nią  i  ujął  ustami 

nabrzmiałą brodawkę. Filomena zanurzyła palce w jego włosach, poddając się pocałunkowi. 

- O tak, Trent, tak - wyszeptała gardłowym głosem. Zatracił się w ciepłej słodyczy jej 

ciała. 

Uwielbiał,  gdy  mówiła  „tak”.  Nigdy  w  życiu  nie  będzie  miał  tego  dosyć.  Nie  mógł 

uwierzyć w swoje szczęście. Miał obawy, czy to wszystko jest rzeczywiste. 

Inteligentny  człowiek  nie  zaprzecza  swemu  szczęściu,  gdy  już  staje  ono  na  jego 

drodze,  pomyślał.  Miał  w  ramionach  Filomenę,  która  wkrótce  zostanie  jego  żoną.  To  było 

najważniejsze. 

Dwa dni potem odbyło się wesele Shari. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, co 

było  zasługą  powszechnie  znanego  talentu  organizacyjnego  Meg.  Prawie  wszyscy 

mieszkańcy miasta zostali zaproszeni i prawie wszyscy przyszli. Przyjęcie wydano w klubie. 

Obficie zaopatrzony bufet uzupełniano co chwilę, by zaspokoić apetyt zgłodniałych gości. 

Podczas  uroczystości  Filomena  podeszła  do  matki,  która  krzątała  się  z  nie  strudzoną 

energią. 

- Na twoim miejscu zaczęłabym się niepokoić o wuja George' a i ciotkę Agnes. 

Filomena  wskazała  głową  na  swych  krewnych,  wokół  których  zgromadziła  się  spora 

grupka  głośno  rozmawiających  osób.  Między  innymi  stali  tam  Gloria  Paxton  i  Trent,  który 

był wyraźnie rozbawiony tym, co mówił George. 

Meg zaniepokoiła się. 

background image

- Co oni knują? Przysięgam, Fil, jeśli urządzą tu jakieś przedstawienie, zamorduję ich 

gołymi rękami. 

- Dobrze się bawią, choć trochę głośno. 

-  Lepiej  pójdę  poskromić  George'  a,  zanim  nie  wejdzie  na  stół  lub  nie  zrobi  czegoś 

podobnego. Muszę powiedzieć Amery'emu, żeby nie dolewał im już więcej szampana. 

Meg  ruszyła  ku  zgromadzonym,  szeleszcząc  swą  fiołkową  spódnicę.  Filomena 

obserwowała matkę przez chwilę, a potem poszła do bufetu, by nałożyć sobie coś dobrego. Po 

sali niósł się śmiech wuja. Przycichł nieco, gdy Meg dołączyła do grupy otaczających George' 

a  osób.  Filomena  nie  zazdrościła  matce  jej  misji.  Wuj  był  wysokim,  zadzierzystym 

mężczyzną i niejednokrotnie publicznie demonstrował swą wylewność. 

Filomena  kosztowała  właśnie  kanapkę  z  serem  i  krewetkami,  gdy  usłyszała,  że  wuj 

mówi  coś  o  posagu.  Zaczęła  słuchać  uważniej,  początkowo  zdziwiona,  a  potem  bardzo 

zaskoczona. 

-  Niech  nikt  tu  nie  myśli,  że  nasze  dwie  bratanice  wychodzą  za  mąż  bez 

odpowiedniego  prezentu  ślubnego  -  oznajmił  wuj  głośno.  -  Ukrywaliśmy  z  Agnes  tę 

wiadomość aż do tej chwili, bo chcieliśmy zrobić niespodziankę. Chodzi o to, że parę lat temu 

kupiłem  trochę  ziemi  na  wybrzeżu.  Za  bezcen  nabyłem  dwa  spore  kawałki.  Teraz  warte  są 

niezłą  sumkę.  Agnes  i  ja  ofiarowujemy  każdej  z  naszych  bratanic  po  jednej  parceli  jako 

prezent  ślubny.  Co  o  tym  myślicie?  -  George  i  Agnes  popatrzyli  wyczekująco  na 

zgromadzonych. 

Nie zawiedli się. Zewsząd posypały się  gratulacje. Państwo młodzi byli  najwyraźniej 

zaskoczeni. Rodzice Filomeny kręcili z niedowierzaniem głowami. 

Filomena popatrzyła na Trenta, napotkała jego wzrok i zrobiło jej się zimno. 

Trent patrzył na nią ponad głowami oddzielających ich ludzi. W jego oczach nie było 

rozbawienia ani radosnego podniecenia, ani zadowolenia z powodu szczęścia, jakie spotkało 

obie siostry - była tylko dziwna, ponura złość. Filomena nigdy jeszcze takim go nie widziała. 

Ogarnęło ją nagle straszne przeczucie. 

Trent  wskazał  wzrokiem  taras.  Przekazywał  wiadomość.  Nie,  to  był  rozkaz.  Chciał z 

nią  porozmawiać  na  osobności.  Skinęła  nieznacznie  głową  i  powoli  zaczęła  się  przeciskać 

przez tłum gości. 

Przy  drzwiach  nie  zastała  jednak  Trenta,  lecz  Glorię  Paxton.  Miała  zaczerwienioną 

twarz, wyraźnie wypiła za dużo. Jej oczy świeciły niebezpiecznie. 

- Cześć, Glorio. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz. 

background image

-  Och,  bawię  się  nadzwyczajnie,  zwłaszcza  teraz,  gdy  padła  odpowiedź  na  niektóre 

interesujące  pytania.  -  Wybacz  mi,  że  cię  zostawię,  ale  chciałabym  uciec  gdzieś  na  chwilę 

przed tym hałasem. 

Filomena przeszła obok Glorii, ale ta ruszyła za nią. 

- Widzę, że nie włożyłaś dziś żadnego z tych wyuzdanych ciuchów, jakie projektujecie 

z  twoją  przyjaciółką.  -  Gloria  popatrzyła  lekceważąco  na  skromnie  skrojoną  suknię  z 

wzorzystego, żółtego jedwabiu. - To bardzo przyzwoicie z twojej strony, że zrezygnowałaś z 

wywoływania  scen  na  weselu  swojej  siostry.  Spodziewałam  się,  że  wystąpisz  w  stroju 

odaliski albo w bikini. Ale twój narzeczony by tego nie zaaprobował, prawda? 

Filomena  policzyła  do  dziesięciu  i  obiecała  sobie,  że  nie  wrzuci  Glorii  do  basenu, 

przynajmniej  dopóki  Shari  i  Jim  są  na  przyjęciu.  Winna  była  siostrze  choć  tę  odrobinę 

względów. 

-  Wybacz,  Glorio,  ale  chciałabym  zostać  sama  przez  kilka  minut.  Tyle  miałam  zajęć 

przez cały dzień. 

-  Nie  tylko  przez  ten  dzień,  przez  całe  wakacje,  prawda,  Fil?  -  spytała  Gloria 

ironicznie.  -  Najpierw  próbowałaś  z  Bradym,  ale  daleko  nie  zaszłaś.  On  nigdy  nie  miał  na 

ciebie ochoty. Tylko ja się dla niego liczyłam. 

- Lepiej skończmy tę rozmowę, zanim stanie się zbyt kłopotliwa. 

-  Jesteś  zakłopotana,  Fil?  Aż  trudno  w  to  uwierzyć.  Ostatni  raz  widziałam  cię 

zakłopotaną  dziewięć  lat  temu,  gdy  nakryłaś  mnie  z  Bradym.  Czy  mówiłam  ci,  że  sama  to 

zainscenizowałam? Wiedziałam, że właśnie jedziesz do Brady'ego: zadzwoniłam do ciebie do 

domu  i  upewniłam  się.  Ja  pierwsza  jednak  dotarłam  do  niego  i  zagrałam  na  twoją  cześć 

wspaniałą  łóżkową  scenę.  To  podziałało  jak  zaklęcie.  Brady  wykręcał  się  przedtem  i  nie 

chciał zrywać zaręczyn z tobą, ale gdy przyłapałaś nas razem, musiał działać. 

Filomena westchnęła. 

- To wszystko było kiedyś może ważne, ale teraz nie ma już znaczenia. 

- Nigdy nie zapomnę wyrazu twej twarzy. Przypominałaś psa, którego pan uderzył po 

pysku. Ale od tamtego czasu przybyło ci sprytu. Wróciłaś tu, by spróbować, czy nie uda ci się 

złowić  mego  męża.  Złapałaś  jednak  większy  kąsek:  udało  ci  się  nakłonić  do  małżeństwa 

Trenta Ravindera. 

- Glorio, sama nie wiesz, co mówisz. Myślę, że za dużo wypiłaś. 

-  Nie  martw  się  o  mnie.  Martw  się  o  siebie.  Wydaje  mi  się,  że  tym  razem  chcesz 

ugryźć  więcej,  niż  możesz  przełknąć.  Ravinder  nie  jest  naiwny  i  zorientował  się,  że  go 

naciągnęłaś. 

background image

Filomena  już  miała  odwrócić  się  i  z  powrotem  wejść  do  pokoju,  ale  przystanęła  i  w 

osłupieniu patrzyła na Glorię. 

- O czym ty mówisz? - spytała, choć dokładnie wiedziała, co Gloria ma na myśli. 

- Nie udawaj naiwnej. Nikt ci nie uwierzy, Fil. Jesteś dorosła i wiedziałaś, co robisz. 

Wszystko  się  wydało.  Słyszeliśmy,  co  powiedział  przed  chwilą  twój  szczodry  wujek. 

Wszystko jasne, Fil. 

-  Doprawdy?  -  Filomena  postąpiła  krok  w  kierunku  Glorii.  -  Co  według  ciebie 

planowałam? 

-  To  oczywiste.  -  Gloria  machnęła  ręką  i  trochę  szampana  wylało  się  na  posadzkę.  - 

Postanowiłaś  znaleźć  sposób  na  dobranie  się  do  tego  kawałka  ziemi,  który  twoi  wujostwo 

mieli zamiar ofiarować ci jako prezent ślubny. To było takie wzruszające, gdy ogłosili małą 

„niespodziankę” dla swych dwóch cudownych bratanic, które traktują jak własne córki. - Usta 

Glorii wykrzywiły się ze złości. 

Spojrzała cierpko na Filomenę, a potem na mężczyznę, który pojawił się w przejściu. 

-  A  ty,  Trent?  Czy  nie  byłeś  zaskoczony,  gdy  dowiedziałeś  się,  że  Filomena  ma 

otrzymać  ten  cenny  kawałek  ziemi  na  wybrzeżu?  Wystarczy  tylko,  że  wyjdzie  za  mąż. 

Cudownie się złożyło, że akurat ty byłeś pod ręką. Muszę przyznać, że cieszę się z tego, bo 

gdyby nie ty, usiłowałaby sięgnąć po Brady'ego. 

Oczy  Glorii  wypełniły  się  łzami  wściekłości.  Cisnęła  swój  kieliszek  i  przebiegła 

niezręcznie obok Filomeny i Trenta. W chwilę potem zniknęła w tłumie gości. 

Filomena odwróciła się i spojrzała Trentowi w twarz. Była pewna, że dostrzeże na niej 

rozbawienie, pobłażanie albo zniecierpliwienie, ale zielone oczy patrzyły na nią bez wyrazu, 

jakby była jakąś obcą formą życia. 

- Trent, nie patrz tak na mnie - powiedziała błagalnie. 

- Jak mam na ciebie patrzeć? Potrząsnęła gwałtownie głową. 

- Dlaczego tak cię niepokoi to, co powiedział wujek? 

- Od jak dawna wiesz o tej ziemi? Popatrzyła na niego bezradnie. 

-  Wiedziałam,  że  wujostwo  mają  różne  nieruchomości,  ale  nie  miałam  pojęcia,  że 

którąś mają zamiar ofiarować mnie i Shari w prezencie ślubnym. Jakie to ma znaczenie? Co 

w tym złego? Co masz na myśli? 

-  Pomyślałem  właśnie,  że  twojej  firmie  bardzo  potrzebna  jest  gotówka  na 

sfinansowanie ambitnych projektów. Widziałem, jak przejęłaś się tym, że bank odmówił wam 

pożyczki. 

Filomena zbladła. 

background image

- Trent, chyba nie myślisz, że ... 

-  Pamiętam,  że  gdy  tylko  dowiedziałaś  się  o  odrzuceniu  przez  bank  waszej  prośby  o 

pożyczkę,  nieoczekiwanie  oznajmiłaś,  iż  zamierzasz  wyjść  za  mnie  za  mąż.  Dziwiłem  się 

wtedy, dlaczego tak raptownie zmieniłaś zdanie. Powinienem był zwrócić uwagę, że moje tak 

zwane zwycięstwo przyszło mi zbyt łatwo. 

- Ależ Trent! 

- Powiedz mi więc, co tu się nie zgadza - ciągnął dalej szorstkim głosem. - Przedstaw 

mi wszystkie powody, dla których tak nagle zmieniłaś swoje poglądy na małżeństwo. 

Filomena chwytała z wysiłkiem powietrze i po raz pierwszy w życiu miała wrażenie, 

ż

e mdleje. Poczuła gwałtowny strach, wyobrażając sobie mającą nastąpić okropną scenę. To 

nieprawdopodobne, by coś takiego zdarzyło się między nią i Trentem. 

- Wiesz dobrze, że nie mogę niczego dowieść - powiedziała zbolałym szeptem. - Moi 

wujostwo zawsze wyciągają jakieś niespodzianki z rękawa. 

-  Przez  wiele  lat  najbardziej  interesowało  cię  robienie  kariery  zawodowej.  Nagle 

potrzebujesz większych pieniędzy na niezwykle ważny projekt. Bank ci odmawia, a ty jesteś 

zbyt  dumna  i  niezależna,  by  prosić  o  pożyczkę  jakiegoś  mężczyznę.  Ale  przecież  nie  ma 

powodu, byś rezygnowała. I tak pewnego dnia ta ziemia na wybrzeżu będzie twoja. Dlaczego 

by nie wziąć jej teraz i nie sprzedać? Przez te wszystkie lata może zapomniałaś już prawie o 

tej  nieruchomości,  gdyż  nie  warta  była  ona  małżeństwa.  Ale  teraz  naprawdę  potrzebne  ci  są 

pieniądze,  a  małżeństwo  ze  mną  może  nie  być  takie  złe.  W  końcu  dobrze  nam  ze  sobą  w 

łóżku, mamy wiele wspólnych zainteresowań, a twoja rodzina mnie aprobuje. A jeśli się nie 

uda, to od czego, do diabła, są rozwody. 

- Przestań, Trent. Natychmiast. Ani słowa. Filomena zatkała sobie uszy rękoma, jakby 

tym daremnym gestem chciała zatrzymać to, co miało nastąpić. Trent schwycił ją za dłonie i z 

całej siły opuścił je na dół. 

- Do diabła, Filomeno! Czy myślisz, że jestem głupcem? 

- Puść mnie! Wyrwała ręce z uścisku. Trent był tak zaskoczony, że ustąpił. Odsunęła 

się od niego. 

- Jesteś strasznie bezczelny, ty arogancki draniu. Wymagasz, żeby wszyscy, łącznie ze 

mną,  ci  ufali,  żeby  każdy  miał  dla  ciebie  szacunek  i  respektował  dane  przez  ciebie  słowo. 

Szczycisz  się  swą  świetlaną  prawością.  Nie  jesteś  jednak  skłonny  choćby  trochę  zaufać 

innym, nawet kobiecie, którą rzekomo kochasz. Ja mam ci wierzyć bez zastrzeżeń, ale ty nie 

zawsze musisz uwierzyć mnie. 

- Filomeno ... Chciał do niej podejść, ale zatrzymała go ruchem rąk. 

background image

- Nie zbliżaj się do mnie. Wiem, co masz zamiar powiedzieć. 

- Tak myślisz? Kiwnęła dumnie głową. 

-  Tak,  wiem,  co  teraz  nastąpi.  Zerwiesz  oczywiście  zaręczyny.  Mężczyzna  o  twej 

szlachetności, prawy i dumny, nie może poślubić takiej intrygantki jak ja. Zdaję sobie z tego 

sprawę. Nie obawiaj się, nie urządzę ci sceny. Przeżyłam jedne zerwane zaręczyny, przeżyję i 

drugie. Ale tym razem to wszystko odbędzie się inaczej. Rozumiesz? 

-  Filomeno,  przestań  -  poprosił  przez  zaciśnięte  zęby.  -  Mam  ci  jeszcze  coś  do 

powiedzenia. 

-  Nie  chcę  tego  słuchać.  Wiem,  co  mi  powiesz.  Ale  możesz  z  tym,  do  cholery, 

poczekać  do  zakończenia  wesela  mojej  siostry.  Zrozumiałeś?  -  Odwróciła  się  z  dumą.  -  W 

zasadzie możesz poczekać, aż wyjadę z miasta. Nie będę powtórnie przez to przechodzić. Nie 

będę  znosić  poniżenia  na  oczach  całego  Gallant  Lake,  jak  dziewięć  lat  temu.  Masz  u  mnie 

dług, Trent - przypomniała mu dobitnie. - Pamiętasz? Zaciągnąłeś wobec mnie zobowiązanie 

tego  wieczora,  gdy  zmieniłam  sukienkę.  Ponieważ  jesteś  człowiekiem  o  tak  kryształowej 

prawości,  z  pewnością  dotrzymujesz  przyrzeczeń.  Proszę  cię  tylko  o  jedno:  nie  ogłaszaj 

zerwania zaręczyn, dopóki nie wyjadę do Seattle. 

Wyciągnął do niej rękę, ale wymknęła się, nim zdołał ją pochwycić. 

background image

ROZDZIAŁ 9 

Trentem  Ravinderem  miotało  na  przemian  uczucie  wściekłości  i  strachu.  Nigdy 

przedtem  nie  doświadczył  takiej  huśtawki  nastrojów.  Stał  z  boku,  z  dala  od  reszty  gości, 

kurczowo  zacisnął  palce  na  kieliszku  i  obserwował  Filomenę,  tańczącą  z  mężczyznami, 

którzy ją zapraszali. 

Ani  na  chwilę  nie  pozostawała  sama.  Zmieniała  ciągle  partnerów.  Oczy  jej 

niebezpiecznie błyszczały, uśmiech był nienaturalnie olśniewający. Rozpuszczone rude włosy 

spływały płomienną falą na plecy. Spódnica 'ze złotego jedwabiu przylegała zalotnie do nóg, 

a srebrne pantofelki na wysokich obcasach błyskały w świetle. 

Była  migotliwą  królową  elfów,  magicznym  stworzeniem,  kobietą  prowokującą,  ale 

niedostępną. 

Na  pewien  czas  udało  mu  się  ją  przytrzymać  i  zamknąć  w  ramionach.  Teraz  znów 

próbuje się wyzwolić, i może rozwiać się jak mgiełka, pomyślał Trent. 

Bardzo  go  rozzłościło  przypuszczenie  Filomeny,  że  chce  zerwać  zaręczyny. 

Doprawdy,  nic  podobnego  nie  miał  na  myśli.  Doprowadziła  go  do  pasji  myśl,  że  być  może 

ona  zgodziła  się  na  małżeństwo,  by  dostać  ten  wartościowy  kawałek  ziemi.  Chciał  to 

natychmiast  wyjaśnić  i  ukarać  jakoś  Filomenę  za  to,  że  próbowała  go  wykorzystać,  ale  nic 

poza tym. 

Musiał  wysłuchać  wykładu  na  temat  zaufania  i  prawości.  Kimże  ona  jest,  by  prawić 

mu morały? To przecież ona gotowa była zgodzić się na małżeństwo z pobudek materialnych. 

Trent  patrzył  zwężonymi  oczami  na  tańczącą  Filomenę.  Miał  ochotę  nią  potrząsnąć, 

nakrzyczeć na nią, dać nauczkę. Pragnął jej nieprzytomnie, ale nie mógł pozwolić, by działała 

bezkarnie. Shari uprzedzała go, że Filomena będzie próbowała jeździć mu po głowie. O nie, 

elf musi wiedzieć, że są pewne granice, poza którymi nie działają jego zaklęcia. 

Najbardziej  złościło  Trenta  przypuszczenie  Filomeny,  że  chciałby  ją  upokorzyć  na 

weselu jej własnej siostry. Powinna mieć do niego zaufanie. Ta sprawa z prezentem ślubnym 

dotyczy tylko ich dwojga, nikogo więcej. 

Ale gdy tylko zwrócił się do niej z oskarżeniami, była pewna, że chce z nią zerwać, tu, 

natychmiast,  w  obecności  wszystkich  mieszkańców  Gallant  Lake.  Tak  jak  to  zrobił  Brady 

dziewięć lat temu. 

Trent nigdy nie uczyniłby czegoś podobnego. Kochał Filomenę. Ona też przekonałaby 

się, że go kocha, gdyby lepiej przemyślała swe uczucia. Ale za nic w świecie nie zgodzi się na 

background image

to,  by  poślubiła  go,  mając  na  względzie  korzyści  materialne.  Za  bardzo  ją  kochał,  za  długo 

czekał, zbyt usilnie szukał. 

Zapanował  wreszcie  nad  kipiącymi  w  nim  uczuciami  i  ułożył  plan.  Ożeni  się  z 

Filomeną, ale przedstawi jej swe warunki. Będzie musiała serdecznie podziękować wujostwu 

za  podarunek,  ewentualnie  zrobić  zapis  na  rzecz  dzieci.  To  obojętne,  co  zechce  z  tym 

prezentem  zrobić,  byleby  nie  wykorzystała  go  do  sfinansowania  inwestycji  w  swej  firmie. 

Musi mu udowodnić, że wychodzi za niego za mąż z miłości. 

Na  parkiecie  Filomena  wirowała  w  ramionach  kolejnego  mężczyzny.  Trent  miał 

ochotę podejść i odciągnąć ją od partnera. Nie mógł znieść, że ktoś obcy ją obejmuje. 

Przystanął niezadowolony, bo przesunęła się w tańcu gdzieś dalej. Gdyby teraz za nią 

podążył, przyciągnąłby  powszechną uwagę i wywołał scenę, która trafiłaby do miejscowych 

kronik, a Filomena nigdy by mu tego nie darowała. 

Kipiał  z  gniewu.  Chciał jak  najszybciej  doprowadzić  do  rozstrzygnięcia,  ale  przecież 

może poczekać do końca przyjęcia weselnego i wtedy porozmawia z nią serio. 

Jednak  po  pół  godzinie,  gdy  państwo  młodzi  odjechali,  Filomena  również  opuściła 

klub. Kiedy Trent zorientował się, że jej nie ma, było już za późno. Nim dotarł do pensjonatu, 

zdążyła wyjechać z miasta. 

Wpadł do jej pokoju i zobaczył, że jest pusty.  Na podłodze leżał tylko jeden srebrny 

pantofelek, zapomniany najprawdopodobniej podczas pośpiesznego pakowania. 

Trent  stał  pośrodku  opustoszałego  pokoju.  Trzymał  pantofelek  w  ręce,  ale  wcale  nie 

czuł się jak książę z bajki o Kopciuszku. 

Trzy dni później Filomena wróciła ze sklepu, niosąc torbę, w której na wierzchu leżała 

bagietka,  brzoskwinie  i  pojemnik  z  borówkami.  Podchodząc  do  drzwi  mieszkania,  usłyszała 

dzwonek  telefonu.  Zaczęła  szukać  kluczy  w  torebce.  Nie  spieszyło  się  jej.  Od  powrotu  z 

Gallant  Lalce  spodziewała  się  telefonu  od  rodziców,  zaskoczonych  z  powodu  zerwanych 

zaręczyn. 

Cóż, wcześniej czy później będzie musiała stawić czoło nieuniknionym następstwom 

wydarzeń.  Powtarzała  sobie,  że  potrzebuje  tylko  trochę  czasu,  by  odzyskać  równowagę 

duchową, ale na próżno. Jej nastrój wahał się od ponurej depresji do wybuchów gwałtownej 

złości. 

Pierwszego  dnia  po  powrocie  do  Seattle  Filomena  nie  odbierała  w  ogóle  telefonów. 

Zaszyła  się  w  swoim  mieszkaniu  jak  zwierzątko  w  norce,  czekając,  aż  zniknie  cień 

drapieżnika. 

background image

Następnego  dnia  jej  nastrój  poprawił  się  na  tyle,  by  mogła  zbesztać  samą  siebie  za 

brak  siły  ducha.  Nie  była  przecież  naiwną,  przewrażliwioną  nastolatką,  ale  dojrzałą,  pewną 

siebie,  przedsiębiorczą  kobietą.  Nie  może  się  przejmować  jakimś  zakłamanym,  aroganckim 

draniem,  który  postanowił  się  z  nią  ożenić  głównie  dlatego,  że  doszedł  do  wniosku,  iż 

najwyższy czas znaleźć sobie żonę. 

Wytarła  ostatnią  łzę  i  poszła  na  spacer.  Po  powrocie  miała  już  odwagę  odbierać 

telefony.  Ale  nikt  nie  dzwonił.  Dziwiła  się,  dlaczego  rodzice  milczą,  była  jednak  wdzięczna 

za okazywany przez nich takt. Nie dziwiła się natomiast milczeniu Trenta. Była pewna, że nie 

ma ochoty z nią rozmawiać. 

Drań. 

Telefon przynaglał. Filomena wydobyła wreszcie klucze i otworzyła drzwi. Postawiła 

sprawunki i podbiegła do aparatu. 

- Halo! - odezwała się ostrożnie. 

- Fil? To ty? Co się dzieje? Mówisz jakoś dziwnie. Filomena odetchnęła. 

- Cześć, Glenna. Skąd wiedziałaś, że wróciłam? 

-  Dzwoniłam  do  Gallant  Lake,  do  twoich  rodziców.  Matka  przypuszczała,  że 

wyjechałaś do Seattle. Co się stało? Planowałaś przecież spędzić jeszcze parę tygodni na łonie 

natury. 

- Znudziła mnie nieco ta natura. Jak stoją sprawy? 

-  Wszystko  w  porządku.  Chcę  ci  właśnie  powiedzieć,  że  wypełniłam  dodatkowe 

podania  o  pożyczkę,  ale  potrzebny  jest  jeszcze  twój  podpis.  Miałam  zamiar  przesłać  ci 

dokumenty pocztą do Gallant Lake, ale skoro jesteś w mieście, nie ma problemu. 

Filomena zerknęła na zegarek. 

-  Dzisiaj  jest  już  za  późno,  żeby  cokolwiek  załatwiać.  Wpadnę  jutro  do  firmy  i 

podpiszę te dokumenty. Dziękuję ci, Glenno, że wykonałaś całą tę papierkową robotę. 

-  Nie  ma  za  co.  Najtrudniejszy  był  tamten  dokument,  który  wypełniałyśmy  razem. 

Teraz jestem lepszej myśli niż wtedy, gdy pierwszy bank odmówił nam pożyczki. Chyba na 

tym polega życie biznesmena: ciągła huśtawka. 

- Nie lubię być zależna od banków - stwierdziła Filomena. 

-  Ja  też  nie.  Ponieważ  jednak  żadna  z  nas  nie  wygrała  ostatnio  na  loterii,  niewiele 

możemy zrobić: Skąd wzięłybyśmy potrzebną sumę? 

- Też chciałabym to wiedzieć - odparła Filomena kwaśno. Trent z pewnością mógłby 

tu coś złośliwie dorzucić. - Zobaczymy się jutro wczesnym rankiem. 

background image

Powoli odłożyła słuchawkę. Patrzyła nieobecnym wzrokiem na szczyt Mount Rainier, 

rysujący  się  w  perspektywie,  i  myślała,  jak  szybko  zdoła  odzyskać  pełne  zainteresowanie 

sprawami firmy Cromwell & Sterling. Jakoś dziś nie mogła wykrzesać z siebie entuzjazmu do 

czegokolwiek. 

Już  miała  pójść  do  kuchni,  by  rozpakować  torbę  ze  sprawunkami,  gdy  zdała  sobie 

sprawę, że nie jest sama w mieszkaniu. Przypomniała sobie z opóźnieniem, że gdy biegła do 

telefonu,  nie  zamknęła  drzwi  wejściowych.  Poczuła  strach.  Odwróciła  się,  by  spojrzeć  w 

twarz intruzowi. 

W otwartych drzwiach stał Trent Ravinder. Miał na sobie to samo ubranie, które nosił 

w  Gallant  Lake:  dżinsy  i  koszulę  w  kratkę.  Skrzyżował  ręce  na  piersiach  i  obserwował 

Filomenę ze spokojem. Widok Trenta odebrał jej mowę na kilka sekund. 

- Powinnaś zamykać za sobą drzwi - zauważył rzeczowo. - Ktoś może za tobą wejść. 

- Widzę - odparła, pokonując suchość w ustach. - Czego chcesz, Trent? 

Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. 

- To chyba oczywiste. Przyszedłem, bo musimy kontynuować rozmowę, rozpoczętą na 

weselu twojej siostry. Umknęłaś mi, zanim zdążyliśmy ją dokończyć. 

Filomena  rozluźniła  się  wewnętrznie,  zniknęło  gdzieś  poczucie  krzywdy,  a  jego 

miejsce zastąpił gniew. 

-  Nie  mamy  sobie  nic  do  powiedzenia.  Powiedziałeś  już  wszystko.  -  Spojrzała  na 

swoje ręce, a potem podniosła oczy na Trenta. - Nie kupiliśmy pierścionków, nie mam więc 

nic do zwracania. 

- Taka jesteś pewna, że chcę zerwać zaręczyny? Trent włożył ręce do kieszeni i zaczął 

przechadzać  się  po  pokoju.  Filomenie  nie  podobał  się  sposób,  w  jaki  rozglądał  się  z 

ciekawością  dokoła,  jakby  miał  prawo  do  śledzenia  jej  sekretów.  Wyglądał  jak  olbrzym  w 

tym wnętrzu zastawionym modnymi, eleganckimi meblami. 

- Oczywiście zakładałam, że chcesz zerwać zaręczyny - wypaliła. - Dlaczego miałbyś 

ż

enić  się  z  chciwą  intrygantką?  I  dlaczego  nie  poinformowałeś  moich  rodziców,  że 

skończyliśmy ze sobą? 

Trent  przestał  oglądać  dziwnie  skonstruowany  stołek  barowy,  który  sprawiał 

wrażenie, że załamie się, gdyby zechciał na nim usiąść. 

- Nie powiedziałem twoim rodzicom, że zerwaliśmy ze sobą, ponieważ nie zrobiliśmy 

tego. 

Filomena wciągnęła powietrze. 

- Nie rozumiem cię, Trent. 

background image

- Wiem, że nie rozumiesz. Jesteś zajęta myślą, jak rozegrać wielką scenę zerwania, i w 

ogóle nie bierzesz pod uwagę tego, że ja wcale z tobą nie zrywałem. 

-  Przynajmniej  nie  zrobiłeś  tego  przy  wszystkich  na  weselu  mojej  siostry  -  odparła 

gorzko. - Powinnam ci za to serdecznie podziękować. 

- Nie zrobiłem tego wówczas i nie zrobię tego teraz, ponieważ ze swej strony uważam, 

ż

e nadal jesteśmy zaręczeni. 

-  To  nie  ma  sensu,  Trent.  Przecież  jesteś  przekonany,  że  miałam  zamiar  cię 

wykorzystać, by dobrać się do jakichś pieniędzy. 

- A czy miałaś taki zamiar? 

-  Do  diabła,  nie!  Nie  miałam  pojęcia,  że  moi  wujostwo  zamierzają  przekazać  Shari  i 

mnie  taki  cenny  prezent  ślubny.  Zgodziłam  się  wyjść  za  ciebie,  bo  chciałam  zostać  twoją 

ż

oną. Nie było żadnego innego powodu. 

- Dowiedź tego. Patrzyła na niego, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. 

-  Wiele  o  tym  myślałem,  Filomeno  -  powiedział  Trent  chłodno.  -  Dam  ci  szansę: 

dowiedź, że miałaś szczere intencje. 

- To bardzo szlachetnie z twojej strony - odrzekła zjadliwie. - A jakżeż miałabym tego 

dokonać? 

- Po prostu. Możesz albo odmówić przyjęcia podarunku, albo przekazać tę ziemię na 

fundusz powierniczy dla naszych dzieci. Wszystko mi jedno, co z tym zrobisz, bylebyś tylko 

nie próbowała finansować z tego źródła nowych inwestycji spółki Cromwell & Sterling. 

Filomena nie wierzyła własnym uszom. Ogarnęła ją złość. 

- Jak śmiesz? - wysyczała przez zaciśnięte zęby. - Niczego ci nie muszę dowodzić, ty 

wielki, arogancki niedźwiedziu. Jeśli trzeba czegokolwiek dowodzić, ty musisz to zrobić. To 

ty  okazałeś  mi  tyle  zaufania,  co  wróbel  kotu.  Jak  możesz  myśleć,  że  chciałabym  wyjść  za 

takiego człowieka? 

- Trzy dni temu twierdziłaś, że mnie kochasz. 

- To było trzy dni temu. Teraz jestem znacznie starsza i mądrzejsza. 

Postąpił ku niej o krok. W świetle zachodzącego słońca jego twarz wyglądała surowo. 

-  Doprawdy?  Uważasz,  że  tak  łatwo  się  odkochać?  Dlaczego  więc  tak  bardzo 

obawiałaś  się,  że  powiem  o  zerwaniu  naszych  zaręczyn  przed  twoim  wyjazdem  z  miasta? 

Jeśli  mnie  nie  kochałaś,  dlaczego  bałaś  się  odwołania  zaręczyn?  Filomena  cofnęła  się.  W 

głowie  miała  zamęt.  Chciała  głośno  krzyczeć,  a  jednocześnie  zbierało  się  jej  na  płacz.  Tego 

już za wiele. On nie ma prawa tak jej traktować. To ona była tu niewinną ofiarą, a nie on. 

background image

-  Nie  życzyłam  sobie,  by  upokorzono  mnie  na  oczach  całego  Gallant  Lake.  Nie 

możesz tego zrozumieć? 

-  Ja  cię  nie  upokorzyłem.  To  ty  mnie  upokorzyłaś,  łącząc  plany  małżeństwa  z 

interesami.  Jeśli  masz  zamiar  dyskutować  o  upokorzeniu,  dlaczego  nie  spojrzysz  na  to  z 

mojego punktu widzenia? 

-  Twój  punkt  widzenia!  A  jak  to  wygląda  z  mojego  punktu  widzenia?  Podjąłeś 

chłodną,  praktyczną,  niemal  kupiecką  decyzję,  że  powinieneś  się  w  tym  roku  ożenić.  I  tu  ja 

wkraczam na scenę i szybko dowiaduję się, że jesteśmy zaręczeni. Jak mam to interpretować? 

Z  pewnością  nie  jako  romans  roku.  Bardziej  mi  to  wygląda  na  realizację  wyrachowanego 

planu. 

- To ty przecież oznajmiłaś o naszych zaręczynach. A może zapomniałaś, jak ochoczo 

informowałaś  Paxtona,  że  wychodzisz  za  mnie?  A  mnie  podkusiło,  by  zachować  się  po 

rycersku i poprzeć cię w tej niepewnej sytuacji. 

- Co? Ty wielki, przerośnięty, zimny neandertalczyku! Mówiłeś, że mnie kochasz. 

- Cóż z tego? Ty też mówiłaś, że mnie kochasz. 

- Naprawdę cię kochałam. Inaczej nigdy nie zgodziłabym się wyjść za ciebie. 

Trent szedł wprost na nią, a ona ciągle się cofała, aż w końcu dotarła do bariery, jaką 

stanowił bufet, oddzielający salon od kuchni. Łzy napłynęły jej do oczu; gniew i ból mieszały 

się,  wybuchając  gorącym  płomieniem.  Zatoczyła  ręką  koło  i  schwyciła  podstawkę  do 

serwetek. 

- Trzymaj się ode mnie z daleka. . 

- Dlaczego? Byliśmy przecież kochankami. 

- Ale już nie jesteśmy. 

- Czy mam rozumieć, że zdołałaś się już odkochać? W ciągu zaledwie trzech dni? 

-  Nie  przypisuj  mi  tego,  czego  nie  powiedziałam!  Cisnęła  podstawkę  do  serwetek  w 

jego  kierunku.  Trent  schylił  głowę,  unikając  tego  niegroźnego  pocisku.  Jasnożółte  serwetki 

rozsypały się na dywanie. 

-  No,  powiedz,  że  przestałaś  mnie  kochać  -  polecił  Trent  urągliwie,  zbliżając  się  do 

Filomeny. - Powiedz, że już mnie nie pragniesz. Powiedz, że chcesz zerwania zaręczyn. 

- Nigdy nie mówiłam niczego podobnego. To ty mówiłeś takie rzeczy. 

Przesunęła  po  omacku  ręką  po  blacie  bufetu  i  wymacała  pleciony  koszyczek, 

wypełniony fiolkami z witaminami. Cisnęła go w głowę Trenta, ale on machnął niecierpliwie 

ręką, odrzucając od siebie koszyczek i rozsypując fiolki po podłodze. 

background image

-  Ja  też  niczego  podobnego  nie  mówiłem  -  rzekł  z  mocą.  -  Wydawało  ci  się  tylko  i 

dlatego  chciałaś  zniknąć.  Ale  to  ci  się  nie  uda,  elfie.  Na  mnie  nie  działa  żadna  z  twoich 

czarodziejskich metod. 

- Wynoś się stąd! - Filomena przesuwała się wzdłuż blatu, szukając kolejnego pocisku. 

- Mówię serio, Trent. Nie masz prawa pakować się tu po tym, co powiedziałeś mi w Gallant 

Lake. 

- Mam najświętsze prawo. Jestem twoim narzeczonym. Schwycił ją za przeguby rąk, 

właśnie gdy zamierzała rzucić w niego pojemnikiem na ołówki. 

Zacisnął palce na jej dłoniach i przyparł ją do blatu bufetu. 

-  Ponadto  sądzę,  że  nadal  mnie  kochasz.  Musisz  tylko  rozeznać  się  w  swych 

uczuciach. Myślę, że w głębi duszy kochasz mnie i dowiedziesz tego sobie oraz mnie. 

- Czemuż miałabym się wysilać i dowodzić ci czegokolwiek, ty wielki byku? 

Usiłowała  wyzwolić  się  z  uścisku  jego  rąk,  ale  bezskutecznie.  Nie  był  wprawdzie 

brutalny, trzymał ją łagodnie, jakby od niechcenia, ale z siłą, której nie dało się pokonać. 

-  Nie  myśl  o  innych  sprawach,  Filomeno  -  powiedział  miękko,  ale  stanowczo.  - 

Zapomnij  o  swym  strachu,  że  możesz  być  odrzucona.  Zapomnij  o  planach  rozwoju  swej 

firmy. Zapomnij o tej całej gadce na temat zaufania i najzwyczajniej powiedz mi prawdę. Czy 

mnie kochasz? 

- Cóż cię to obchodzi? - zawołała z łkaniem. 

- Obchodzi - odpowiedział po prostu, schylił głowę i przywarł do jej ust. 

Filomena  walczyła  prawie  minutę  z  jego  zaborczym  pocałunkiem,  jednak 

bezskutecznie.  Trzymał  ją  zbyt  mocno.  Poskromiony  gniew  przerodził  się  w  niej  w  oszalałe 

pożądanie, wywołujące rozkoszne drżenie całego ciała. 

- Tak, najdroższa - szeptał zachwycony. - Pokaż mi, co naprawdę czujesz. 

- Ty arogancki, uparty wielkoludzie ... 

-  Ciii,  nic  nie  mów.  Porozmawiamy  później.  Poczuła,  jak  Trent  delikatnie  gryzie  jej 

dolną  wargę  i  otacza  ramionami.  Przywarła  do  jego  muskularnego  torsu,  świadoma 

namiętności ogarniającej ją z coraz większą siłą. Wszystko przestało być  ważne.  Liczyło się 

tylko to, że Trent jest blisko i pragnie jej. Zaniósł ją do sypialni i położył na łóżku. 

-  Pokaż  mi,  że  nic  się  między  nami  nie  zmieniło.  Szeptała  ciągle  jego  imię,  a  on 

pewną,  zaborczą  ręką  zdejmował  z  niej  bluzkę  i  spodnie.  Po  chwili  naga  wiła  się  w  jego 

ramionach. . 

- Jesteś taka słodka, taka miękka - mówił, gładząc jej krągłe pośladki. - Udało mi się 

pokonać  ciernie  i  natykam  się  już  tylko  na  jedwabiste,  aksamitne  płatki.  Za  każdym  razem, 

background image

gdy  widzę,  jak  idziesz  przez  pokój,  mam  ochotę  cię  dotknąć  i  czuć,  jak  drżysz.  Chciałbym 

widzieć,  jak  się  do  mnie  uśmiechasz,  wyciągasz  do  mnie  ramiona,  jakbym  tylko  ja  się  dla 

ciebie liczył. Rozumiesz mnie? 

-  Rozumiem.  Rozumiała  go,  ponieważ  czuła  to  samo.  Dotykała  go  delikatnie, 

przebiegając  palcami  po  barkach,  po  twardej  powierzchni  jego  nagich  bioder.  Był 

podniecony, giętki i ciepły. Gdy z wahaniem przesunęła rękę ku pulsującej męskości, mruczał 

jej  do  ucha  gorące,  ekstatyczne  słowa  zachęty.  Filomena  nabrała  śmiałości.  Głaskała  go 

delikatnie, aż pochwycił jej rękę i zaśmiał się krótko. 

- Dosyć, kochanie. Jeszcze chwila i eksploduję. Tak bardzo cię pragnę. Odchodziłem 

od zmysłów przez ostatnie trzy dni. 

- Dlaczego tak długo czekałeś? - spytała miękko. 

- Wydawało mi się, że oboje potrzebujemy czasu, by ochłonąć. 

Muskał palcem jej pierś, aż brodawka stwardniała. Wtedy pochylił głowę i smakował 

małą, nabrzmiałą malinę. Filomena objęła go ramionami za szyję i uniosła biodra. 

- Och, Trent. .. 

- Wiem, kochanie, wiem. Nie ma co do tego wątpliwości, prawda? 

Nie czekał na odpowiedź. Gorącymi, wilgotnymi pocałunkami wędrował od jej piersi 

do brzucha. Zębami subtelnie drażnił aksamitne, wrażliwe wnętrze jej ud. 

Filomena ciężko dyszała, zatapiając paznokcie w jego skórze. 

- Teraz - błagała. - Kochaj mnie teraz, Trent. 

- Tak, najdroższa. Otwórz się dla mnie. Pokaż, jak bardzo mnie pragniesz. Tak za tobą 

tęskniłem. 

Posłusznie  rozwarła  uda  i  przyciągnęła  go  do  siebie.  Poczuła,  jak  wkracza  w  jej 

miękkość śmiało, z delikatną, niewyobrażalnie podniecającą zuchwałością. 

- Trent ... 

- Powiedz to - wymamrotał gardłowo, wchodząc w nią powoli i pewnie. - Powiedz, że 

mnie kochasz. 

- Kocham cię. 

- Jeszcze. 

-  Kocham  cię.  Jak  mogłeś  w  to  wątpić?  Nie  odpowiedział.  Zatopiony  w  niej 

całkowicie,  uspokoił  się  na  krótką  chwilę,  by  oboje  mogli  dopasować  się  do  swej  bliskości. 

Filomena  cały  czas  wyczuwała  w  nim  niezwykłe  napięcie.  Wpiła  palce  w  jego  biodra,  a  on 

wszedł w głęboki, pulsujący rytm. 

background image

-  Otocz  nogami  i  trzymaj  mnie.  Pokaż,  jak  mnie  pragniesz,  elfie.  Nie  rób  żadnych 

sztuczek, żadnych tricków, nie znikaj. Pokaż, że mnie chcesz. 

Oddała się czarowi tego uścisku, zatraciła w pożądaniu, które niosło ich ku ekstazie. A 

potem zapanowała cisza. 

Po  dłuższej  chwili  Filomena  poruszyła  się,  mając  cudowną  świadomość 

przygniatającego  ją  ciężaru.  Trent  nadal  leżał,  niedbale  rozciągnięty,  przykrywając  ją 

całkowicie swym ciałem. Uniósł głowę z jej piersi i popatrzył z rozleniwioną satysfakcją. 

- Czy robię się ciężki? Uśmiechnęła się. 

- Nie ,,robisz się” ciężki. Urodziłeś się ciężki. 

-  Przewiduję,  że  przez  całe  życie  czekają  mnie  uszczypliwości  na  temat  moich 

gabarytów. Nadałaś mi wszystkie możliwe nazwy od niedźwiedzia do czołgu. - Pocałował ją 

leciutko w czubek nosa. - Na szczęście nie jestem obrażalski. 

- Nie powiedziałabym tego. Bardzo szybko obraziłeś się na weselu mojej siostry, gdy 

dowiedziałeś się o prezencie wujostwa dla mnie. 

- To było coś zupełnie innego. A najważniejsze, że to już nie jest problem, prawda? 

Dostrzegła w jego oczach zimne, wyzywające ogniki i zebrała się na odwagę. 

- Nie - potwierdziła - to nie jest problem. Już nie. 

- Przekażesz ziemię czy odmówisz przyjęcia podarunku? 

- Zrobię coś znacznie prostszego. Przede wszystkim nie wyjdę za ciebie. 

- Filomeno! Oczy Trenta zaiskrzyły się złymi płomykami. 

- Nie przejmuj się, Trent. Nie przeczę, że oboje do siebie pasujemy ... fizycznie. 

- Co to ma znaczyć? - spytał, omal nie wybuchając. Przełknęła ślinę. 

-  Proponuję,  żebyśmy  kontynuowali  nasz  romans,  dopóki  nie  wyjaśni  się,  na  ile 

poważnie  myślisz  o  miłości,  małżeństwie  i  związanym  z  tym  zaufaniu.  Chciałeś,  żebym 

dowiodła swej miłości. Dobrze, jestem gotowa, ale na swój sposób. 

- Co ty, do diabła, sobie myślisz? 

-  Nie  tylko  ty  potrzebujesz  dowodu  -  odparła  spokojnie.  -  Po  tej  scence,  jaką 

urządziłeś mi na weselu Shari, chciałabym mieć pewność, że wychodzę za mężczyznę, który 

umie  równie  dobrze  ufać,  jak  wymagać  dla  siebie  zaufania.  Potrzebuję  człowieka,  który  mi 

wierzy. Chcę również być pewna, iż nie żenisz się ze mną tylko dlatego, że pojawiłam się na 

twojej drodze w momencie, gdy doszedłeś do wniosku, że miło byłoby mieć żonę. Chcę mieć 

pewność,  że  nie  stanowię  dla  ciebie  po  prostu  wyjścia  z  kryzysu,  w  jakim  znalazłeś  się  po 

trzydziestce. 

background image

ROZDZIAŁ 10 

Dwa  tygodnie  później,  w  piątek  wieczorem,  Trent  siedział  w  przytulnej  gospodzie. 

Rozparty  wygodnie  w  głębokim  fotelu,  z  kuflem  piwa  w  ręce  obserwował  swoją  byłą 

narzeczoną, jak popijała wino po przeciwnej stronie małego stolika. Modny lokal wypełniony 

był  jak  zwykle  tłumem  sympatycznych  gości,  którzy  wpadli  tu  po  pracy.  Trent  spędził 

właśnie  cztery  godziny  w  samochodzie,  mknąc  autostradą  z  Portland,  a  teraz  przysłuchiwał 

się  ożywionej  opowieści  Filomeny  i  dochodził  do  wniosku,  że  w  życiu  nie  zdarzyło  mu  się 

nic bardziej frustrującego niż romans z panną Cromwell. 

Chyba  zwariował,  dając  się  wciągnąć  w  tak  absurdalną  sytuację.  Jak  to  się  mogło 

stać?  Zaczynał  podejrzewać,  że  główną  przyczyną  była  ich  obustronna  duma.  Filomena  w 

swej kobiecej dumie okazała się równie uparta i nieprzejednana jak on sam. 

Tego  wieczora  tryskała  inteligencją  i  radością,  podbudowana  wynikami  spotkania  z 

konsultantem finansowym, który, z polecenia Trenta, spotkał się z Filomeną i Glenną w tym 

tygodniu.  Zgodnie  z  sugestiami  doradcy,  firma  Cromwell  &  Sterling  postanowiła  wybrać 

bezpieczniejszą i mniej ambitną drogę rozwoju. 

- Mówił bardzo rozsądnie, Trent. Najwyraźniej zapoznał się z naszym sprawozdaniem 

finansowym. Długo z nami rozmawiał, chcąc się przekonać, do czego naprawdę zmierzamy. 

Potem  kazał  nam  usiąść  i  sporządzić  plan  na  najbliższych  pięć  lat.  Zmusił  nas  do 

realistycznego  spojrzenia  i  dostrzeżenia  spraw,  na  które  dotychczas  nie  zwracałyśmy 

szczególnej  uwagi.  Zgodził  się  z twoją  diagnozą,  że  nasza  firma  jest  w  bardzo  niestabilnym 

momencie  rozwoju.  Nie  możemy  teraz  ryzykować.  Większa  wpadka  zmiotłaby  nas  z  rynku. 

Potrzebny  jest  nam  równomierny,  stały  wzrost,  a  nie  efektowne  skoki.  -  Filomena 

uśmiechnęła  się  do  Trenta.  -  Jesteśmy  ci  z  Glenną  wdzięczne  za  zaaranżowanie  tego 

spotkania z panem Handlem. Uzbrojone w jego rady, za kilka miesięcy będziemy na znacznie 

lepszej pozycji w rozmowach z bankami. 

- Cieszę się, że to wypaliło - odpowiedział szybko Trent, zanim Filomena przerzuciła 

się na inny temat. Nie oczekiwał od niej tak szczerych podziękowań i nastrój mu się poprawił. 

-  Zrobił  na  mnie  wrażenie  sposób,  w  jaki  przeprowadził  badania  nad  rynkiem 

konfekcyjnym  przed  naszymi  rozmowami.  Wiedział  o  wszystkim  więcej  niż  mogłam 

oczekiwać i zdawał sobie sprawę, jak aktywny jest obecnie przemysł odzieżowy w Seattle. 

background image

-  Nadzwyczajne.  Filomena  zupełnie  nie  zwróciła  uwagi  na  ironię  w  jego  głosie. 

Zaczęła  krok  po  kroku  szczegółowo  opisywać  pięcioletni  plan,  który  ułożyły  z  Glenną,  i 

wszystkie poprawki, jakie do niego wprowadziły pod wpływem Handla. 

W ciągu następnych dwudziestu minut Trent wtrącił się na krótko do rozmowy raz czy 

dwa,  ale  Filomena  prawdopodobnie  nie  zauważyłaby,  gdyby  nie  odezwał  się  w  ogóle.  Tak 

było  przez  ostatnie  dwa  tygodnie,  od  czasu  spędzonego  wspólnie  popołudnia  w  sypialni 

Filomeny, gdy oznajmiła mu, że nie wyjdzie za człowieka, który jej nie ufa. 

Teraz, ilekroć przebywali ze sobą, Fil była ożywiona, serdeczna, a czasami wściekła. 

Umykała  mu,  wabiła,  torturowała,  wyślizgiwała  się  za  każdym  razem,  gdy  próbował  ją 

schwytać.  Pod  pewnymi  względami  ich  stosunki  przypominały  obecnie  to,  co  łączyło  ich  w 

pierwszych dniach pobytu w Gallant Lake. Z tą różnicą, że teraz ze sobą sypiali. 

Ten  ostatni  fakt  nie  był  wielkim  pocieszeniem  dla  Trenta,  gdyż  widywał  Filomenę 

tylko  podczas  weekendów  i  sporadycznie  w  ciągu  tygodnia.  Nie  takie  były  jego  intencje. 

Chciał,  by  została  jego  żoną.  Przypuszczał,  że  Filomena  rozmyślnie  tak  postępuje,  by 

uświadomił  sobie,  co  traci.  Niepotrzebnie  tak  się  starała.  Każdej  samotnej  nocy  doskonale 

zdawał  sobie  z  tego  sprawę.  Nadal  dokładnie  nie  rozumiał,  dlaczego  wszystko  tak  się 

potoczyło. Powoli docierało do niego, iż powinien był uwzględnić poczucie dumy Filomeny i 

towarzyszącą temu chęć odwetu. 

Miał nadzieję, że po konsultacjach z Handlem firma Cromwell & Sterling zrezygnuje 

częściowo  ze  swych  planów  i  Filomena  dojdzie  do  wniosku,  że  ta  parcela  jest  jej  już 

niepotrzebna. Niestety, Filomena broniła teraz swych zasad. 

On również. 

- W takim razie nie musisz brać dużej pożyczki  z banku - udało mu się  wtrącić,  gdy 

dziewczyna umilkła na parę sekund. 

-  Nie  muszę,  przynajmniej  nie  teraz.  Handel  przekonał  nas,  że  plany  otwarcia  sieci 

własnych sklepów są przedwczesne. 

Trent wziął głęboki oddech. 

- Zatem prezent od wuja staje się zbyteczny? Popatrzyła na niego ostro. 

-  Nie  twierdziłam,  że  firmie  nie  przydałby  się  zastrzyk  gotówki.  Planujemy 

uruchomienie produkcji dla kobiet, których wymiary są większe niż przeciętnie. 

Zapłonął niecierpliwą złością. 

- Utrzymujesz więc, że chciałabyś mieć tę ziemię? 

- A cóż może być złego w praktycznym podejściu do tej sprawy? 

- Wbijasz klin między nas tym swoim praktycznym podejściem. 

background image

- To ty wyolbrzymiasz cały problem. Trent starał się zachować spokój. Zdawał sobie 

sprawę, że Filomena go prowokuje i był zły, że tak łatwo jest wyprowadzić go z równowagi. 

- Jakie masz plany w związku z nami? 

- Nie mam żadnych planów. Dlaczego pytasz? 

-  Bo  chciałbym  się  ożenić.  -  Pochylił  się  do  przodu  i  wbił  wzrok  w  Filomenę.  -  I  ty 

wiesz o tym. Rozmyślnie mnie dręczysz i usiłujesz ukarać za to, że ośmieliłem się zażądać od 

ciebie, byś nie przyjmowała tego podarunku. 

- Ani mi się śni wychodzić za człowieka, który nie ma do mnie zaufania. Tym razem 

chodzi o pieniądze. A następnym razem? A jeśli będzie chodziło o innego mężczyznę, to co 

wtedy,  Trent?  Co  zrobiłbyś,  gdybyś  podejrzewał,  że  spotykam  się  z  innym  mężczyzną?  Jak 

wówczas miałabym dowieść swej niewinności? 

Myśl  o  innym  mężczyźnie  u  boku  Filomeny  sprawiła,  że  Trent  poczuł  skurcz  w 

ż

ołądku. Pochylił się jeszcze bliżej i cedząc słowa, oznajmił: 

- Powiedziałem ci kiedyś, że umiem się mścić. Potrafię też dobrze pilnować tego, co 

należy do mnie. 

Usiadła  głębiej  w  swoim  fotelu,  patrząc  na  niego  uważnie.  Stwierdziła  najwyraźniej, 

ż

e Trent nie jest tak groźny, jak sam o sobie mówi. 

- Nie strasz mnie. - odparła śmiało. 

- Nie straszę. Stwierdzam po prostu fakt. Zbyła to, starając się skierować dyskusję na 

inne  tory.  -  Tak  długo  będę  z  tobą  związana,  jak  długo  będziesz  chciał,  ale  nie  wyjdę  za 

ciebie,  dopóki  nie  przekonam  się,  że  naprawdę  mi  ufasz.  Gdzie  pójdziemy  na  kolację? 

Otworzyli nową restaurację na Pirst Avenue przy Pike Place Market. Spróbujemy tam? 

- Nie zmieniaj tematu rozmowy. Mówimy o naszej przyszłości. 

- W tej chwili nie mam ochoty planować przyszłości dalszej niż kolacja. 

- To przez tę twoją cholerną dumę tak się porobiło między nami - oznajmił. 

-  A  ja  sądzę,  że  to  twoja  duma  zawiniła  -  odparła  szybko.  -  Gdybyś  nie  wściekł  się 

wtedy, gdy usłyszałeś o podarunku wujostwa, nie tkwilibyśmy w tej nieprzyjemnej sytuacji. 

- Czy możesz winić mnie za to, że podejrzewałem, iż postanowiłaś wyjść za mąż dla 

tego kawałka ziemi? Ty, zdeklarowana panna, nagle decydujesz się na ślub. 

- Zakochałam się w tobie. 

- Wierzę ci. 

- Na weselu mojej siostry nie wierzyłeś. 

background image

- To nieprawda - rzekł przez zaciśnięte zęby. - Nie byłem jedynie pewien, czy z tego 

właśnie powodu zdecydowałaś się na małżeństwo ze mną i czy naprawdę wiedziałaś, że mnie 

kochasz. 

- Twierdzisz, że nie jestem świadoma własnych uczuć? 

- Chcę, by poślubiono mnie z czystymi intencjami, a nie dlatego, że akurat dobrze się 

komponuję z jakąś parcelą. . 

- A zatem to twoje poczucie dumy, nie moje, stanowi tu przeszkodę - odparła. 

Przez kilka sekund panowała pełna napięcia cisza. 

- Jedno z nas - odezwał się w końcu Trent z zimną logiką, która jego samego zdziwiła 

- musi zrezygnować ze swych pozycji albo oboje zwariujemy. Dłużej tak nie można. 

-  W  porządku.  Wyjdę  za  ciebie,  jeśli  przestaniesz  stawiać  warunki  co  do  tamtej 

parceli. 

- Przecież jej nie potrzebujesz. Sama to powiedziałaś. 

-  Potrzebny  jest  jakiś  dowód,  że  mi  naprawdę  ufasz  i  wierzysz,  iż  poślubiam  cię  z 

miłości. Niezwykle łatwo wymagasz, by inni okazywali ci zaufanie. Twoje słowo jest złotem 

itp.  Cóż,  chcę  mieć  pewność,  że  potrafisz  to  pojęcie  zaufania  rozciągnąć  na  innych  i  nie 

zwątpisz w moją miłość, gdy coś nie będzie się układać. 

- Nie wątpię w twoje uczucie, lecz w twój rozsądek. Jak możesz robić nam obojgu coś 

takiego,  Filomeno?  Obydwoje  jesteśmy  nieszczęśliwi.  Przecież  nie  żądam  od  ciebie  zbyt 

wiele, prosząc, byś zrezygnowała z tej ziemi. Jeśli potrzebujesz gotówki, dam ci ją. 

Wściekłość  zaiskrzyła  się  w  jej  oczach,  ale  nagle  Filomena  poczuła  znużenie  walką. 

Ożywienie ulotniło się z jej twarzy, napięcie ciała znikło. Trent uświadomił sobie, że nie jest 

przyzwyczajony do widoku Filomeny poddającej się w środku bitwy. 

-  Nie  zdajesz  sobie  nawet  sprawy,  o  co  naprawdę  prosisz.  Chcesz,  bym  udowadniała 

swoją miłość. Czy zdajesz sobie sprawę, jakie to bezczelne żądanie? 

Przymknął oczy. 

- Jeśli tak to sformułować, to rzeczywiście brzmi bezczelnie, prawda? 

Ta  dama  była  przebiegłym  przeciwnikiem.  Uśmiechnął  się.  Wiedział  doskonale,  co 

dzieje się w jej główce. 

- Tak więc? - przynagliła go uprzejmie. Pociągnął łyk piwa. 

- Co więc? 

-  Czy  masz  w  końcu  zamiar  wyrzec  się  choć  trochę  swej  dumy  i  zrezygnować  ze 

swych wymagań w stosunku do tej parceli? 

background image

-  Nie  -  odpowiedział  spokojnie,  znów  panując  nad  sobą.  Wyciągnął  portfel,  by 

zapłacić  rachunek.  Filomena  patrzyła  na  niego  wstrząśnięta.  Nie  znała  go,  jeśli  mogła 

przypuszczać, że tak łatwo odniesie nad nim zwycięstwo. 

-  Dlaczego  nie?  -  spytała,  a  jej  twarz  znów  się  ożywiła.  -  Dlaczego  nie  możesz 

zapomnieć o swej upartej dumie na tyle, byśmy mogli zakończyć jakoś tę kłótnię? 

- Ponieważ wynik tej kłótni, jak ją nazywasz, jest dla mnie zbyt ważny - odpowiedział, 

kładąc  na  stole  banknoty.  -  Chodź,  spróbujmy  coś  zjeść  w  tej  nowej  restauracji,  o  której 

mówiłaś. 

Wstał i podał jej rękę, pomagając podnieść się z fotela. - Trent, zaczekaj chwilę! 

- Spokojnie, Filomeno. Gdy spotkałem cię po raz pierwszy, postanowiłem, że dam ci 

czas  na  zastanowienie  się,  czego  naprawdę  chcesz.  Nawet  całe  lato,  jeśli  będzie  trzeba. 

Pozostało nam jeszcze parę tygodni. Teraz jestem głodny. Zjedzmy coś. 

- Ależ Trent, chciałabym o tym porozmawiać. 

- Jeszcze minutę temu nie chciałaś. Wziął ją pod rękę i poprowadził w kierunku drzwi. 

- To było co innego. 

- Czy nigdy cię nie uderzył fakt, że masz w sobie ducha przekory? - spytał wesoło. 

- Ma to chyba związek z moimi rudymi włosami - odparła pojednawczo. 

- To nie jest żadnym usprawiedliwieniem - skomentował szorstko. 

Pod  koniec  weekendu  Trent  mógł  sobie  pogratulować.  Zmagania  nie  zakończyły  się 

wprawdzie, ale przynajmniej przebiegały mniej więcej na jego warunkach. 

Filomena  cały  czas  próbowała  wciągnąć  go  w  prawdziwą  kłótnię,  w  której  mogłaby 

rzucić mu w twarz zarzut, że jej nie ufa. Trent unikał potyczek, na ogół umiejętnie zmieniając 

temat.  Powstrzymywał  swój  temperament  i  starał  się  okazywać  cierpliwość,  mając  nadzieję, 

ż

e Filomenie w końcu zabraknie energii do walki. 

Kręciła się  wokół niego  przez cały weekend, drażniąc, wabiąc, prowokując, szukając 

sposobów  zmuszenia  go  do  wycofania  swych  żądań.  Trent  udawał,  że  nie  dostrzega 

stosowanej przez nią taktyki, zadowalając się jedynie namiętną zemstą w łóżku. Tylko na tym 

polu nie próbowała go pokonać. W chwilach namiętności poddawała się z taką ekstazą, żarem 

i  zmysłową  szczodrością,  że  Trent  zapominał  zupełnie  o  ich  grze  w  zwycięzców  i 

pokonanych. Brał od niej wszystko, co mu ofiarowywała, i oddawał jej wszystko, co miał. 

W  niedzielne  popołudnie,  gdy  przygotowywał  się  do  powrotu  do  Portland,  było  dla 

niego jasne, że poza sypialnią Filomena nie ma zamiaru w niczym ustępować. Jej twarz elfa 

wyglądała  jak  zwykle  zdecydowanie,  oczy  błyszczały  wyzywająco.  Całowała  go  na 

background image

pożegnanie, przeciągając uścisk tak długo, aż poczuła, że jego ciało napina się w podnieceniu. 

Potem odsunęła się nieco i spojrzała mu w twarz. 

- Trent, proszę cię, pomyśl o tym, co robisz. Miałeś rację mówiąc, że tak dalej między 

nami być nie może. Musimy dojść do porozumienia albo rozstać się. 

Trent,  czując  napięcie  w  całym  ciele,  westchnął  i  ujął  dłońmi  jej  twarz.  Oczy 

dziewczyny zaiskrzyły się nadzieją, ale on pokręcił przecząco głową. 

- Jeśli chcesz to zakończyć, przyrzeknij mi, że zrezygnujesz z tej ziemi. 

Usiłowała protestować, ale uciszył ją szybkim, zaborczym pocałunkiem. 

- Zrób tak, Filomeno - rozkazał jej łagodnie. 

- Dlaczego? 

- Bo ja i tak wygram ten pojedynek. Zawsze wygrywam, jeżeli mi na czymś zależy. 

Pochylił się, pocałował ją i wyszedł. To wszystko nie było takie proste. 

Na  trzeci  dzień  Trent  siedział  w  ciemnym,  pustym  salonie  i  patrzył  na  oświetlone, 

leżące w dole Portland. W ponurym nastroju popijał piwo i zastanawiał się, czy przypadkiem 

nie wywiera na Filomenę zbyt wielkiego nacisku. 

Potrafiła  zachowywać  się  nieobliczalnie,  gdy  ktoś  zapędzał  ją  w  ślepą  uliczkę. 

Potrafiła  również  do  upadłego  bronić  swego  stanowiska.  Nie  osiągnęłaby  w  biznesie  takiej 

pozycji, jaką miała, gdyby wykazywała nadmierną ostrożność i nieśmiałość. 

Jeśli zaś chodzi o mężczyzn, nie miała powodów, by im ufać. Chodziło nie tylko o jej 

nieprzyjemne doświadczenia z Bradym Paxtonem. Shari twierdziła, że gdy firma Crommwell 

& Sterling osiągnęła sukces, wokół Filomeny pojawiło się kilku łowców majątku. Mając takie 

doświadczenie,  oczekiwała  od  mężczyzny,  że  to  on  pierwszy  da  dowód  swych  szczerych 

intencji. 

Przede wszystkim zaślubiła się odgrywać. Trent mógł to zaobserwować w ciągu tych 

kilku gorączkowych tygodni w Gallant Lake, gdy Filomena próbowała skupić na sobie uwagę 

wszystkich  mieszkańców.  Jeśli  będzie  zbyt  na  nią  naciskał,  wszystkiego  może  się  po  niej 

spodziewać. 

Rozmyślał o tym, dopijając pośpiesznie piwo. 

We wtorek rano Filomena siedziała z Glenną w małej kawiarence i dzielnie starała się 

skupić  myśli  na  interesach.  Omawiały  projekty  do  nowej  kolekcji  odzieży  sportowej,  która 

miała  być  uszyta  z  bajecznie  wzorzystych  tkanin,  upatrzonych  przez  Filomenę  podczas  jej 

ostatniego  pobytu  we  Włoszech.  Zakupiła  większą  ich  partię  i  wysłała  do  Stanów,  choć 

jeszcze  wtedy  nie  wiedziała,  w  jaki  sposób  je  zastosują.  Glennie  bardzo  spodobał  się  ten 

background image

materiał  i  natychmiast  zasiadła  do  projektowania  modeli,  wykorzystujących  śmiały  wzór  na 

tkaninie. 

- Myślę, że spódnice i bluzki zrobimy we wzory, a dla kontrastu inne części garderoby 

zaprojektujemy  z  jedwabiu  w  kolorze  szmaragdu  i  koralu  -  powiedziała  Glenna  z 

entuzjazmem, pokazując Filomenie kilka szkiców. - Co o tym myślisz? Filomena popatrzyła 

na fantazyjne projekty rozkloszowanej spódnicy i otwartej z przodu bluzki. 

-  Cudowne.  Co  myślisz  o  kamizelce,  która  pasowałaby  do  spodni  i  spódnicy?  Coś 

szykownego, z lekkim połyskiem? 

-  Dobry  pomysł.  Wykorzystamy  ten  szczególny  odcień.  To  bardzo  egzotyczne.  W 

następnym sezonie może zrobić klapę, jeśli wszyscy przerzucą się na beże i brązy. 

-  Jesteśmy  znane  z  tego,  że  szyjemy  egzotyczne  rzeczy  małych  rozmiarów. 

Niewysokie  kobiety  zaczynają  czuć  się  dobrze  w  naszych  ubraniach.  Nie  chciałabym  z  tego 

rezygnować. 

Glenna, która miała niecały metr sześćdziesiąt wzrostu, uśmiechnęła się. 

-  Zgoda,  ryzykujemy.  -  Uniosła  filiżankę  z  kawą  i  wypiła  łyk.  Z  jej  oczu  zniknęło 

rozbawienie. - Skoro już mówimy o egzotyce ... 

Filomena uniosła brwi. 

- Mianowicie? 

-  Ciekawa  jestem,  jak  układają  ci  się  sprawy  z  tym  dużym  osobnikiem,  którego 

przywiozłaś z Gallant Lake. - Nawet nie pytaj. 

- Czemu? - Glenna patrzyła ze współczuciem. - Odniosłam wrażenie, że tym razem to 

coś serio. 

- Jesteś nieuleczalną romantyczką, Glenno. 

-  A  ty  nie  jesteś?  W  tym  cały  problem,  prawda?  Czy  nadal  upierasz  się,  by  przejąć 

tamtą parcelę? - Tak. 

- Nie zależy ci na tej ziemi, Fil, i sama o tym wiesz najlepiej. 

- Nie o to przecież chodzi - odrzekła Filomena cierpliwie. - Muszę mieć pewność, że 

Trent  mi  ufa.  Gdy  wpadł  we  wściekłość  po  tym,  jak  usłyszał  o  planach  mego  wuja, 

zrozumiałam, że dzielą nas istotne, nie wyjaśnione do końca sprawy. 

-  Masz  na  myśli  to,  że  on  tupnął  nogą,  a  ty  zakreśliłaś  pewne  granice  i  prowokujesz 

go, by  je przekroczył. . - Glenna potrząsnęła  głową. - Nie  wiem,  Fil, jak to się skończy. On 

ma tak dużą nogę. 

-  Nie  ty  jedna  zwróciłaś  na  to  uwagę  -  rzekła  cicho  Filomena,  przypominając  sobie 

podobne spostrzeżenie Shari. - Dlaczego wszyscy zakładają, że to ja mam ustąpić? 

background image

-  Prawdopodobnie  dlatego,  że  on  mógłby  podnieść  cię  jedną  ręką  i  przerzucić  sobie 

przez plecy, gdybyś sprawiała mu kłopoty. 

- Powiedziałam kiedyś Trentowi, że siła nie stanowi o racji. 

- Mam wrażenie, że on się nie podda. 

-  Tu  nie  chodzi  o  poddawanie  się!  Chodzi  o  wzajemne  zaufanie.  Glenno,  on  jest  tak 

despotyczny  i  pewny  siebie,  pewny  swej  uczciwości,  że  aż  trudno  uwierzyć.  Gdyby  było  to 

możliwe,  wyzwałby  prawdopodobnie  na  pojedynek  każdego,  kto  ośmieliłby  się  zwątpić  w 

jego  honor.  Trent  jest  niezwykle  sztywny  w  swych  zasadach.  Wszystko  widzi  w  czarno  - 

białych barwach. Żadnych odcieni szarości. 

- Ten kawałek ziemi widzi jako szary obszar, co? Filomena potaknęła. 

-  I  zamiast  interpretować  wątpliwości  na  moją  korzyść,  chce,  bym  całkowicie  się 

zrzekła tej ziemi. Wyobraź sobie, że ma czelność żądać ode mnie takiego poświęcenia. 

Glenna spojrzała na nią w zamyśleniu. 

- Myślę, że zaczynam dostrzegać całość problemu. A co, jeśli ... jeśliby pomyślał, że 

próbujesz go zdradzać z innym mężczyzną lub coś w tym rodzaju? 

Filomena ponuro skinęła głową. 

- Właśnie. Prędzej czy później znaleźlibyśmy się w sytuacji, w której Trent po prostu 

musiałby  uwierzyć  mi  na  słowo.  Musiałby  mi  absolutnie  zaufać.  Nie  jestem  pewna,  czy 

potrafiłby się na to zdobyć. Był tak zajęty wyrabianiem swojej reputacji, że nigdy nie nauczył 

się ufać komuś innemu. 

- Jaka zagmatwana sytuacja. Filomena wpatrywała się w filiżankę. 

- Wiem o tym. 

- Ale nie możesz tego ciągnąć  w nieskończoność. Wcześniej czy później  ktoś będzie 

musiał ustąpić. 

W  czwartek  rano  w  mieszkaniu  Trenta  zadzwonił  telefon.  Rzucił  się  do  aparatu 

pewien, że to Filomena. Mylił się. Była to Gloria Paxton. W głosie kobiety słychać było złość 

i rozpacz. 

- Odszedł do niej! - krzyczała histerycznie Gloria. 

-  Dziś  po  południu.  Zwyciężyła  w  końcu.  Ta  szara  mysz,  kompletne  zero! 

Przysadzista, brzydka, bez stylu, nie lubiana. Och, do diabła, jak mogła zmienić się w taką ... 

taką rozbijaczkę rodzin?! 

Przerwała i zaniosła się szlochem. 

- Uspokój się, Glorio, i powiedz mi dokładnie, co zaszło. 

background image

- Mówiłam ci już. Brady mnie opuścił. Odszedł do niej. Zwabiła go do Seattle, by się 

na  nas  zemścić.  Ona  nawet  go  nie  chce.  Chce  tylko  pokazać,  że  może  mi  go  odebrać  w  ten 

sam sposób, w jaki ja go kiedyś odebrałam. 

- Dlaczego sądzisz, że twój mąż pojechał do Seattle? - spytał ostro Trent. 

-  Zostawił  list  -  odparła  Gloria  przez  łzy.  -  Napisał,  że  popełnił  błąd,  żeniąc  się  ze 

mną, a nie z nią. Napisał, że dusi się w Gallant Lake. Napisał, że chce zmienić swe życie, że 

jedzie do niej, gdyż wciąż się kochają i ... i. .. och! 

Głos Glorii załamał się w następnych spazmach histerycznego płaczu. 

- Glorio, opanuj się. 

Ton,  jakim  Trent  to  powiedział,  mógłby  przerazić  doświadczonych  urzędników 

korporacji. Na Glorii nie zrobił najmniejszego wrażenia. 

- Zrobi to, wiesz - oświadczyła Trentowi urywanym głosem. - Widziałeś, jak włóczyła 

się po Gallant Lake prawie naga, jeżdżąc tym swoim szpanerskim samochodem i afiszując się 

przed  całym  miastem.  Chce  się  zemścić.  Uwiedzie  go  tylko  po  to,  by  nam  wszystkim 

pokazać,  że  potrafi  tego  dokonać,  a  potem  wyrzuci  go  na  zbity  pysk.  Ona  nie  chce  go 

naprawdę. Ale nigdy nie przebaczyła Brady'emu ani mnie tego, co stało się przed laty, i chce 

wreszcie wyrównać rachunki. 

Trent popatrzył niecierpliwie na zegarek. 

- Kiedy wyszedł twój mąż? 

- Nie wiem. Po południu. Wróciłam do domu z zakupów i znalazłam ten głupi list. 

W słuchawce dał się słyszeć szelest. Widocznie Gloria darła list na kawałki. 

-  Zadzwoniłam  do  ciebie,  gdyż  pomyślałam,  że  powinieneś  wiedzieć,  co  zamierza  ta 

lafirynda. Jej jest wszystko jedno, kogo krzywdzi. A może myśli, że zdoła uwieść Brady'ego, 

zemścić się, a ty nigdy się o tym nie dowiesz? Przynajmniej w tym punkcie pokrzyżowałam 

jej plany. 

-  Moja  narzeczona  nie  ma  zamiaru  uwieść  twego  męża.  Jego  niezachwiana  pewność 

dotarła w końcu do świadomości Glorii. 

- Skąd możesz być tego taki pewien? Mówię ci, że chce się zemścić. 

-  Jestem  tego  pewien,  ponieważ  jestem  pewien  Filomeny  -  rzekł  zimno  Trent.  -  To 

moja narzeczona, kobieta, którą mam poślubić. 

- Więc cóż z tego? Brady był z nią zaręczony, kiedy zakochał się we mnie i zaczął ze 

mną sypiać! Zaręczyny nic nie znaczą. A i małżeństwo też znaczy tu niewiele. 

Trentowi zaczynało brakować cierpliwości. 

background image

- Nie rozumiesz tego, Glorio, a ja nie mam czasu ci wyjaśniać. Po prostu uwierz mi na 

słowo. Twój mąż nie spędzi z Filomeną ani dzisiejszej nocy, ani żadnej innej. Gwarantuję ci. 

Do widzenia. 

Zanim  zdążyła  odpowiedzieć,  odwiesił  słuchawkę.  Potem  znowu  ją  podniósł  i 

wykręcił numer Filomeny. 

Nikt  się  nie  zgłosił.  zadzwonił  więc  na  lotnisko.  Miał  szczęście.  Samolot  do  Seattle 

odlatywał za czterdzieści minut. 

Filomena ziewając wyszła z windy i skierowała się do swego mieszkania. Tradycyjna, 

comiesięczna  kolacja  z  Glenną  oraz  innymi  przyjaciółkami  z  branży  upłynęła  bardzo 

sympatycznie i Filomena odczuwała przyjemne zmęczenie. 

Zastanawiała  się,  czy  Trent  dzwonił  podczas  jej  nieobecności.  Zapomniała  mu 

powiedzieć,  że  wychodzi  z  domu.  Dobrze  mu  tak,  jeśli  zadzwoni  i  nikt  się  nie  zgłosi.  Nie 

chciała, by sobie wyobrażał, że spędza samotne wieczory, usychając z tęsknoty. 

Pokrzepiona  tą  myślą  wyjęła  z  torebki  klucz  do  drzwi  wejściowych.  Wtedy  z  cienia 

wyłoniła się wielka męska postać i postąpiła ku niej. 

-  Najwyższy  czas,  byś  wróciła  do  domu.  Musisz  prowadzić  teraz  bujne  życie 

towarzyskie co, Fil? Nie to, co dawniej. Czy Ravinder wie, dokąd chodzisz i z kim spotykasz 

się wieczorami? 

- Brady! Co, na Boga, tutaj robisz?! Była tak zaskoczona, że upuściła klucz na dywan. 

Zanim  zdołała  się  schylić,  Brady  podniósł  go  i  włożył  do  zamka.  Ruchy  miał 

nieskoordynowane. Zdała sobie sprawę, że jest trochę pijany. 

- Odszedłem od Glorii - oznajmił z patosem. Pchnięciem otworzył drzwi i wszedł do 

ś

rodka. 

-  Co  ty  wyprawiasz,  Brady?  Nie  zapraszałam  cię  do  siebie.  To  moje  mieszkanie  i 

żą

dam, żebyś wyszedł. Natychmiast. 

Podążyła za nim, nie zamykając nawet drzwi wejściowych. 

Brady  rzucił  się  na  fotel  i  patrzył  na  nią  spod  wpółprzymkniętych  powiek.  W  jego 

oczach  migotały  niebezpieczne  błyski.  Filomena  nigdy  nie  uważała  Brady'ego  za  kogoś 

potencjalnie niebezpiecznego. Ale teraz nie była już tego taka pewna. 

- Dobrze się bawiłaś dziś wieczór? Z pewnością sporo obecnie bywasz, prawda?. 

- Piłeś - stwierdziła spokojnie. 

- Wypiłem kilka kieliszków w barze, czekając, aż wrócisz do domu - rzekł, wzruszając 

ramionami. 

- Brady ... 

background image

- To trwało zbyt długo, Fil. Zrobiłem największy błąd mego życia, żeniąc się z Glorią, 

a nie z tobą. W końcu to sobie uświadomiłem. Ale błędy można naprawić. Rzucam wszystko, 

Fil. Glorię, dzieciaki, firmę. Wszystko. Zaczynam na nowo. Mam zamiar się odnaleźć. Z tobą. 

- Nie masz szans - oświadczyła zimno Filomena. Mówiłam ci już, że nie jestem tym 

zainteresowana. 

-  Dlatego,  że  załatwiłaś  sobie  zaręczyny  z  tą  grubą  rybą  z  Asgard  Development? 

Zapomnij o nim, Fil. To był po prostu interes, wiem o tym. Słyszałem o ziemi, którą mieliście 

dostać  od  twojego  wuja.  Ale  w  głębi  duszy  wiesz  doskonale,  że  to  właśnie  mnie  kochasz. 

Nigdy  nie  przestałaś.  Po  naszym  ślubie  weźmiesz  tę  parcelę.  Znam  twego  wujka,  to  z 

pewnością pierwszorzędna posiadłość. Palę się z niecierpliwości, by ją obejrzeć. 

-  Stanowczo  za  dużo  wypiłeś  -  rzekła  Filomena,  sięgając  po  telefon.  -  Zamówię  ci 

taksówkę. 

-  Nie  -  odparł  Brady  zdecydowanie.  -  Nie  wyjdę  stąd.  Przyjechałem,  żeby  z  tobą 

zostać, Fil. Mam zamiar przekonać się, jak wiele nauczyłaś się o mężczyznach w ciągu tych 

kilku lat. 

background image

ROZDZIAŁ 11 

-  Chciałbym  dostać  próbkę  tego,  co  dajesz  ostatnio  Ravinderowi  -  ciągnął  Brady 

bełkotliwie. - Daj mi szansę, a pokażę ci, co traciłaś beze mnie. 

- Nic nie traciłam i obydwoje dobrze o tym wiemy - rzekła cicho Filomena. 

Rękę  wciąż  trzymała  na  słuchawce  telefonu.  -  Pragniesz  mnie.  Wiem,  że  mnie 

pragniesz. Walił pięścią w oparcie fotela, ale w jego twarzy coś się zmieniło. Zniknęła z niej 

zuchwała, agresywna męska groźba. Zastąpił ją jałowy gniew i żal nad samym sobą. 

- Gloria cię potrzebuje, Brady. Jeśli masz trochę rozsądku, wróć do niej. 

- Nie chcę jej. Jego słowa brzmiały jak dziecięce błaganie. 

- Kiedyś chciałeś, Brady. Tak bardzo, że spałeś z nią, kiedy byliśmy zaręczeni. 

- Uwiodła mnie! Filomena potrząsnęła głową. 

- Nie gadaj bzdur. Byłeś od niej starszy. Skończyłeś studia. Ona dopiero zdała maturę, 

podobnie jak ja. To ty jesteś odpowiedzialny za tamte flirty. Ale nigdy za bardzo nie lubiłeś 

brać  na  siebie  odpowiedzialności,  prawda?  Zawsze  chciałeś  iść  wygodniejszą  ścieżką.  Cóż, 

skoro wybrałeś taką drogę, musisz teraz brnąć nią dalej. 

- Ciebie jedną kochałem, Fil. 

- Kochać - odrzekła ironicznie. - Nie wiesz nawet, co znaczy to słowo. Lepiej, żebyś 

go nie używał, zwłaszcza przy mnie. Zbyt dobrze cię znam, Brady. 

- Rzuciłem ją, Fil, nie rozumiesz tego? Rzuciłem Glorię. 

-  To  twoje  zmartwienie,  nie  moje.  Filomena  zaczęła  wykręcać  numer,  który  miała 

zapisany  obok  telefonu.  Starała  się  mówić  jak  najgłośniej  w  nadziei,  że  zdoła  się  przebić 

przez alkoholowe otumanienie Brady'ego. 

- Zamówię ci taksówkę. Kiedy tu przyjedzie, musisz zniknąć mi z oczu. 

- Nie! 

-  W  takim  razie  zadzwonię  na  policję.  Brady  zerwał  się  z  fotela.  Filomena 

instynktownie  odskoczyła,  ale  potknęła  się  o  krzesło.  Upadła  na  kolana,  dokładnie  w  chwili 

gdy Brady usiłował ją objąć. Zwalił się na nią, przygniatając boleśnie do podłogi. 

Nie  po  raz  pierwszy  w  życiu  Filomena  przeklinała  fakt,  że  tylu  ludzi  na  świecie  - 

zwłaszcza  mężczyzn  górowało  nad  nią  wzrostem.  Odpychała  Brady'ego  z  całej  siły,  ale 

przygniatał ją bezwładnie swym ciężarem. 

- Odsuń się - warknęła, waląc go w żebra. 

- Fil, proszę, pokażę ci, jak dobrze może nam być teraz razem. Muszę cię pocałować. 

background image

-  Spróbuj  tylko,  to  sprowadzę  policjanta.  Przestała  go  odpychać,  a  starała  się  spod 

niego wywinąć. 

Brady był wielki i ciężki, lecz niezbyt sprawny. Filomena znowu użyła pięści, a kiedy 

z jękiem się przesunął, zdołała się uwolnić. Paxton z łomotem przewrócił się na plecy. Oczy 

zasłaniał ręką obronnym gestem. 

-  Dlaczego  nie  chcesz  dać  mi  szansy?  Dysząc  z  wyczerpania,  Filomena  z  wysiłkiem 

podniosła  się  na  kolana.  Wygładziła  ubranie  i  złapała  słuchawkę.  Nagle  zdała  sobie  sprawę, 

ż

e w pokoju prócz niej i Brady' ego jest jeszcze ktoś. 

Zaskoczona spojrzała ku drzwiom. Stał w nich Trent; jedną rękę oparł o framugę i ze 

spokojem  przyglądał  się  całej  scenie.  Patrzył  to  na  jej  rozchełstane  ubranie,  to  na 

rozciągniętego  na  podłodze  Brady'ego.  Filomena  zamarła.  Nie  mogło  wypaść  gorzej, 

pomyślała bezradnie. 

- Cześć, Trent - powiedziała agresywnie, co zupełnie nie odpowiadało jej nastrojowi. - 

Zakład, że się zastanawiasz, co się tutaj dzieje. 

- Poznaję swoją Filomenę - odpowiedział łagodnie, wchodząc do środka i kierując się 

ku  Brady'emu.  -  Impertynencka  i  wygadana  aż  do  końca.  Wyrażam  uznanie  za  śmiałość  w 

obronie  pozycji  nie  do  obronienia.  Ale,  z  drugiej  strony,  śmiałości  nigdy  ci  nie  brakowało. 

Wiem dokładnie, co się tu dzieje. Gloria była tak miła, że mnie poinformowała. 

-  To  dziwka!  -  Brady  odjął  rękę  od  oczu  i  ostrożnie  usiadł.  Popatrzył  z  gniewem  na 

Trenta. - Nie miała prawa dzwonić do ciebie. 

Trent schylił się, chwycił mężczyznę za klapy marynarki i postawił na nogi. 

- Paxton, ty zarazo! Brady wpadł w panikę i postanowił zastosować pierwszy sposób 

obrony, jaki mu przyszedł do głowy. Gestem głowy wskazał Filomenę. 

-  To  jej  wina.  Twojej  ukochanej  narzeczonej.  Zwabiła  mnie  tutaj.  Chciała  mnie 

uwieść. 

Filomena wstrzymała oddech. 

- Rzeczywiście? - spytał Trent rozbawiony. - Czemuż miałaby to robić? Brady cofnął 

się. 

- A jak myślisz? Chce, bym do niej wrócił. Kiedyś kochała się we mnie. 

- Paxton; ty ośle, jesteś jeszcze głupszy niż myślałem. 

- To wszystko prawda! Trent potrząsnął głową. 

-  Wiem,  że  kobieta  może  bardzo  zranić  męską  dumę,  ale  w  tym  wypadku  obawiam 

się, że zasłużyłeś na to, co cię spotkało. Ona nie chce mieć z tobą nic wspólnego, Paxton. 

- Skąd masz taką pewność? 

background image

- Stąd, że jest ze mną zaręczona - rzekł spokojnie Trent. - A Filomena nigdy nie będzie 

robiła głupstw z innym mężczyzną za plecami narzeczonego, nawet po to, by dokonać jakiejś 

małej zemsty. 

Trent odwrócił głowę i spojrzał na Filomenę. 

- Gdzie chciałaś zadzwonić? 

- Po taksówkę dla Brady'ego. 

-  Więc  na  co  czekasz?  Dzwoń.  Filomena  zareagowała  na  tę  komendę  uniesieniem 

brwi,  ale  uznała,  że  nie  jest  to  najodpowiedniejsza  pora,  by  dyskutować  na  temat  jego 

skłonności do rozkazywania. Ponownie nakręciła numer bazy transportowej. 

-  Chodź  ze  mną,  Paxton  -  rzekł  Trent.  -  Pomogę  ci  zejść  na  dół,  byś  nie  wpadł  po 

drodze do szybu windy. 

Popchnął  Brady'ego  w  kierunku  drzwi.  Wydawało  się,  że  zrobił  to  lekko,  ale  Brady 

wyleciał  aż  za  próg  do  holu.  Zatrzymał  się  na  przeciwległej  ścianie,  łapiąc  gorączkowo 

rzuconą przez Trenta torbę. Filomena odwiesiła słuchawkę i siedziała, patrząc na swój pusty 

salon. W całej sytuacji było coś niejasnego. 

Trent powinien był zionąć wściekłością. Tymczasem był tylko lekko zirytowany całą 

tą niezręczną sceną. A ponadto jasno dał do zrozumienia, że wie, iż Filomena nigdy by go nie 

zdradziła. 

Im więcej o tym myślała, tym silniej była przekonana, że wprawdzie Trent uparł się co 

do tamtego głupiego kawałka ziemi, ale wierzył jej, gdy szło o sprawy istotne. 

Odetchnęła z ulgą i wstała. 

Kilka  minut  później  Trent  wrócił  do  pokoju.  Filomena  czekała  już  na  niego  z 

ogromnym kuflem piwa. 

Rzucił marynarkę na najbliższe krzesło i wziął od niej kufel. 

- Czy są tu jeszcze jacyś inni wielbiciele w szafie lub pod łóżkiem? 

- Nie. 

- To dobrze. Nawiasem mówiąc, mam już dość Paxtona. Jeśli jeszcze kiedyś przyłapię 

go w pobliżu, mogę rzeczywiście wrzucić go do szybu windy. 

- Przykro mi, że znalazłeś go tutaj tym razem - rzekła Filomena. - Nie zapraszałam go. 

Popatrzył jej prosto w oczy. 

- Sam się tego domyśliłem. Oczy jej zwilgotniały. 

- Dziękuję, że mi zaufałeś. Nie każdy mężczyzna byłby tak wyrozumiały w podobnej 

sytuacji. Wiem, jak okropnie musiało to wyglądać. 

- Naprawdę? 

background image

- Mogę to sobie wyobrazić i wiem, co musiałeś czuć, gdy Gloria do ciebie zadzwoniła. 

Kiedy zobaczyłam cię w drzwiach, byłam przerażona, że pomyślisz sobie najgorsze. 

-  Muszę  przyznać,  że  jestem  już  trochę  zmęczony  ściąganiem  z  ciebie  Brady'ego 

Paxtona. 

Filomena skrzywiła się. 

- Ale naprawdę wierzysz, że nie zaprosiłam go tutaj? 

-  Wiem,  że  go  nie  zapraszałaś.  Możesz  być  szalona,  niezależna,  nierozważna,  a 

czasami nawet bardzo dokuczliwa, ale grasz uczciwie, elfie. 

- Chyba powinnam powiedzieć: Dziękuję. 

- Proszę bardzo. 

-  Słuchaj,  Trent,  jeśli  nie  podejrzewałeś,  że  zwabiłam  tutaj  Brady'ego,  dlaczego 

pośpieszyłeś na ratunek? 

- Wiem, że to zabrzmi staromodnie i zawiera nutkę męskiej arogancji, ale przyszło mi 

do głowy, że możesz potrzebować wybawcy. Jesteś taka mała i delikatna, elfie. 

- Martwiłeś się o mnie? 

-  Byłem  na  ciebie  wściekły  jak  diabli.  Gdybyś  nie  upierała  się  tak  w  ciągu  ostatnich 

tygodni, ta sytuacja nigdy by nie zaistniała. Byłabyś już bezpieczna jako moja żona. 

Filomena uśmiechnęła się. 

-  Naprawdę  chcesz  się  ze  mną  ożenić?  Po  tych  wszystkich  kłopotach,  jakie  ci 

sprawiłam? 

- Nie znam innego sposobu, by mieć trochę spokoju. Uniósł kufel do ust. 

-  Co  to  jest?  -  spytał  z  miłą  satysfakcją  po  pierwszym  długim  łyku.  -  To  prawdziwe 

piwo, nie jakaś lura. 

- Staram się ze wszystkich sił, by cię zadowolić - powiedziała cicho, wspominając, jak 

kiedyś on sam wypowiedział do niej podobne słowa. 

- Problem polega na tym, ile masz siły. 

-  Nie  mam  pojęcia.  I  chciałabym  ci  powiedzieć,  że  niniejszym  zawieszamy  bitwę  o 

ziemię. Tak naprawdę nigdy mi o nią nie chodziło. Chciałam tylko bronić pewnej zasady, ale 

myślę, że już nie muszę. Zwyciężyłeś. Poddaję się. 

Spoglądał na nią w zamyśleniu przez dłuższą chwilę. 

-  Już  za  późno.  Zrezygnowałem  pierwszy.  Oczy  Filomeny  rozszerzyły  się  ze 

zdziwienia. 

- Co takiego? 

background image

-  To,  co  słyszałaś.  Zatrzymaj  tę  parcelę  lub  ją  sprzedaj,  albo  hoduj  na  niej  choinki. 

Wszystko mi jedno, co z nią zrobisz. 

- Wszystko ci jedno? - spytała z niedowierzaniem. 

- Zupełnie. 

-  Ale,  Trent  nie  możesz  mi  tego  robić.  To  moja  wielka  scena  -  zaprotestowała, 

jednocześnie śmiejąc się i płacząc z ulgi. 

- Wiem o tym - stwierdził sucho Trent. - Ale tym razem odsunięto cię na drugi plan. 

Pociągnął następny łyk piwa i postawił kufel na stole. 

- Najwyższy czas, żeby ktoś to zrobił - dodał. Zawahała się przez ułamek sekundy, a 

potem rzuciła mu się w ramiona. 

- Trent, mówisz poważnie? Naprawdę nie obchodzi cię ta ziemia? 

Objął ją i ukrył twarz w jej włosach. 

-  Kiedy  Gloria  zadzwoniła  do  mnie  ze  swymi  superważnymi  nowościami  na  temat 

Brady'  ego,  zrozumiałem,  że  ziemia  mnie  właściwie  nie  obchodzi.  Dla  mnie  to  też  była 

sprawa  zasad.  W  głębi  duszy  nie  obchodzi  mnie  nic  prócz  tego,  by  na  trwałe  się  z  tobą 

związać. Ufam ci. Filomeno, mój słodki elfie. Prawdopodobnie doprowadzisz mnie do obłędu 

w czasie najbliższych sześćdziesięciu lat, ale ci ufam. 

Dwa  tygodnie  później  Trent  siedział  na  szerokim  łóżku  hotelowym.  Spojrzał 

niecierpliwie na leżący obok zegarek. Znów upłynęło dziesięć minut. Filomena wciąż była w 

łazience. Już od trzech kwadransów. 

Zamknął oczy i postanowił wykazać jeszcze trochę cierpliwości. To była noc poślubna 

- widocznie Filomena potrzebuje czasu, by w samotności przygotować się do niej. Trent czuł 

uparty ból w lędźwiach, ale nie oznaczało to przecież, że ma prawo wedrzeć się do łazienki i 

zawlec swoją młodą żonę do łóżka. Sarna przyjdzie tu o właściwej porze, gdy nastanie  czas 

elfów. 

Wybijał  palcami  rytm  na  prześcieradle.  Otworzył  oczy  i  ponownie  spojrzał  na 

zegarek.  Jeszcze  raz  nakazał  sobie  cierpliwość  i  pogrążył  w  rozmyślaniach  na  temat 

niedawnej uroczystości. 

Skromny  ślub  odbył  się  rankiem.  Obecni  byli  rozpromienieni  członkowie  rodziny 

Filomeny  i  równie  rozpromieniony  personel  hotelu.  Szczęśliwe  wydanie  Filomeny  za  mąż 

zdjęło z wielu barków brzemię zmartwień. Amery i Meg Cromwellowie, ciotka Agnes i wuj 

George,  Shari  i  Lim,  wszyscy  podchodzili  na  osobności  do  Trenta  podczas  skromnego 

przyjęcia nie tylko po to, by mu złożyć życzenia, ale również, by pochwalić jego odwagę. 

background image

-  Pamiętaj  tylko,  że  to  końcowa  transakcja  -  rzekł  radośnie  Amery.  -  Nie  będzie 

refundacji ani zwrotów. 

Trent  wiedział,  że  wiele  osób  w  kaplicy  czekało  z  zapartym  tchem,  by  zobaczyć,  co 

Filomena  włoży  na  swe  własne  wesele.  Trzymała  to  w  tajemnicy  przed  wszystkimi,  jedynie 

Shari  znała  sekret.  Meg  Cromwell  westchnęła  z  ulgą,  kiedy  jej  starsza  córka  wkroczyła 

między ławy ubrana w spokojną sukienkę, przypominającą strój z baletu klasycznego. Suknia 

podkreślała  szczupłą  sylwetkę  i  nadawała  Filomenie  wygląd  królowej  elfów,  przybyłej  na 

sekretne tańce przy księżycu. Rude włosy spływały kaskadą po plecach pod zwiewną woalką, 

udrapowaną na stylowym kapeluszu. Trent dziękował swym szczęśliwym gwiazdom, że jego 

przyszła żona nie zdecydowała się na włożenie szkarłatnej czerwieni czy  seksownie obcisłej 

czerni. Zachowanie się elfów jest nieprzewidywalne. 

Plusk  wody  w  łazience  wyrwał  Trenta  ze  wspomnień.  Znowu  spojrzał  na  zegarek. 

Drzwi nie otwierały się. Po chwili zapadła cisza. 

Trent  odczekał  jeszcze  kilka  minut  i  jego  cierpliwość  wyczerpała  się.  Przedłużająca 

się  nieobecność  elfa  w  małżeńskim  łożu  wymagała  jednak  wyjaśnień.  W  stał  i  zabębnił  w 

drzwi łazienki. 

- Filomeno? Kochanie, co tam się dzieje? 

- Nic. Źrenice Trenta zwęziły się. 

- Czy jesteś tego pewna? 

- Oczywiście, że jestem pewna. 

- Czy dobrze się czujesz? 

- Doskonale. Trent zawahał się. 

- Czy masz zamiar spędzić całą noc poślubną w łazience? 

- Nie. Trent znowu odczekał chwilę. Kiedy nie nadchodziły dalsze wyjaśnienia, spytał 

bez ogródek: 

- Co tam robisz tak długo? 

- Ubieram się. 

- Filomeno, to jest twoja noc poślubna. Można się spodziewać, że będziesz się raczej 

rozbierała - oświadczył rozjątrzony. 

-  Panna  młoda  musi  nosić  peniuar.  Mogę  już  nigdy  w  życiu  nie  mieć  okazji  do 

włożenia peniuaru, więc staram się wyciągnąć maksimum z tego doświadczenia. 

Usłyszał w jej  głosie rozbawienie i zdecydował,  że dosyć tego. Jeśli ma zamiar się z 

nim drażnić, może to robić w łóżku. Położył dłoń na gałce drzwi i przekręcił ją. 

background image

Drzwi  ustąpiły  z  łatwością.  Filomena  stała  pośrodku  łazienki  przed  wielkim  lustrem. 

Twarz  miała  ukrytą  w  obłoku  morelowego  jedwabiu,  który  właśnie  z  siebie  ściągała.  U  jej 

stóp walały się wokół pomięte stosy pajęczej, jedwabistej tkaniny. Porzucone koszule nocne, 

w  kolorach  od  krzykliwego  szmaragdu  po  migotliwe  srebro,  pokrywały  podłogę  łazienki. 

Wszędzie leżały wytworne opakowania. 

- Trent! Słysząc dźwięk otwieranych drzwi, Filomena gorączkowo usiłowała włożyć z 

powrotem przez głowę morelową bieliznę. 

- Czego chcesz? Przygotowuję się do łóżka. Trent skrzyżował ręce na piersiach i oparł 

się  o  ścianę.  Patrzył,  jak  ciemny  róż  dwóch  brodawek  znika  w  morelowej  kaskadzie.  Potem 

delikatna tkanina ześlizgnęła się na biodra, zakrywając najbardziej intymne części ciała. 

- Ty nie przygotowujesz się do łóżka - stwierdził Trent. - Organizujesz pokaz mody. 

-  Nie  mogłam  się  zdecydować,  który  z  nich  wziąć  ze  sobą,  więc  zabrałam  cały  stos. 

Przymierzałam je wszystkie, by sprawdzić, w którym wyglądam najlepiej. 

Trent odszedł od drzwi i sięgnął po swoją młodą żonę, zanim zdążyła się uchylić. 

- Zdumiewasz mnie, elfie - rzekł łagodnie. - Nie myślałem, że opanuje cię trema przed 

nocą poślubną. 

-  Nie  mam  tremy  -  oświadczyła  z  godnością,  kiedy  położył  jej  dłonie  na  ramionach. 

Podniosła na niego wzrok, nie zdając sobie sprawy z błysku niepokoju w swych oczach. 

Trent uśmiechnął się. 

- Czy jesteś tego pewna? 

- Najzupełniej. 

- A jeśli ci powiem, że ja jestem trochę zdenerwowany? Jej oczy rozszerzyły się. 

- Naprawdę? Sięgnęła, by dotknąć jego policzka uspokajającym gestem. 

-  Nie,  ale  pomyślałem,  że  może  poczujesz  się  lepiej,  jeśli  pomyślisz,  że  nie  tylko  ty 

jesteś spięta. 

Zaśmiał się i spadł na nią jak drapieżny ptak. 

-  Trent,  postaw  mnie  -  zapiszczała  Filomena  ze  śmiechem,  kiedy  uniósł  ją  w  górę.  - 

Muszę jeszcze przymierzyć trzy nocne koszule. 

- Jeśli sądzisz, że mam zamiar spędzić swoją noc poślubną, obserwując pokaz mody, 

to musisz się jeszcze wiele o mnie dowiedzieć, kochanie. 

Postawił  ją  obok  łóżka  i  chwycił  za  morelową  koszulę  nocną.  Jednym  zamaszystym 

ruchem ściągnął ją Filomenie przez głowę i rzucił na dywan. 

- Tak jest lepiej. Jego ręce sięgnęły do obnażonej talii i przyciągnęły ją do siebie. 

- O wiele lepiej. Filomena westchnęła i objęła go za szyję. 

background image

-  Chyba  przymierzę  te  koszule  kiedy  indziej.  Umysł  Trenta  był  już  zaprzątnięty 

rozpaczliwym pożądaniem, które narastało w nim jak przypływ. Czuł na sobie jej małe piersi 

i swoją natychmiastową, pulsującą reakcję. 

-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  cię  w  końcu  złapałem,  elfie.  Co  robiłaś  przez  całe  swoje 

ż

ycie? 

-  Czekałam  na  ciebie  -  powiedziała  po  prostu.  Przywarła  ustami  do  jego  piersi  i 

pokrywała  mu  skórę  drobnymi,  ciepłymi  pocałunkami.  Czuł,  jak  wzrasta  w  niej  ciepło  i 

podniecająca kobieca wilgoć. Krew zawrzała mu w żyłach. 

Filomena,  sczepiona  z  nim,  szeptała  jego  imię.  Wargami  przesuwała  po  jego  skórze. 

Otworzyła  oczy  i  podniosła  wzrok  pełen  miłości,  tęsknoty  i  nieskończonej  obietnicy.  Ich 

spojrzenia spotkały się w milczącym zrozumieniu i oddaniu. 

- Kocham cię - rzekł w końcu Trent głosem ochrypłym z pożądania. - Kocham cię. 

Objęła nogą jego muskularne udo. 

- Wiem, kochanie, wiem. 

Opuścił głowę i przyjął jej usta, poddając się całkowicie magii swego elfa.