background image

C. Northcote Parkinson

Prawo Parkinsona

albo

w pogoni za post

ę

pem

Tłumaczył Juliusz Kydry

ń

ski

Ksi

ąŜ

ka i Wiedza . 1961

Wydanie drugie

background image

PRZEDMOWA

Ludzie bardzo młodzi, nauczyciele, a tak

Ŝ

e ci, którzy pisz

ą

 ksi

ąŜ

ki z zakresu 

historii ustroju, nauk politycznych i problemów współczesnych wyobra

Ŝ

aj

ą

 sobie, 

Ŝ

ś

wiat jest w wi

ę

kszym lub mniejszym stopniu miejscem rozs

ą

dnym. Przedstawiaj

ą

 

oni wybory deputowanych jako swobodne głosowanie na tych, do których lud ma 

zaufanie. Pokazuj

ą

, jak najm

ą

drzejsi i najlepsi spo

ś

ród nich zostaj

ą

 ministrami. 

Pokazuj

ą

, jak kierownicy przemysłu, wybrani przez udziałowców, wybieraj

ą

 z kolei na 

odpowiedzialne stanowiska tych, którzy dowiedli siwych zdolno

ś

ci, pełni

ą

podrz

ę

dniejsze funkcje. Istniej

ą

 ksi

ąŜ

ki, w których 

ś

miało głosi si

ę

 twierdzenia tego 

rodzaju, albo te

Ŝ

 milcz

ą

co si

ę

 je zakłada.

Z drugiej strony ci, którzy orientuj

ą

 si

ę

 cho

ć

 troch

ę

 w tej problematyce, uwa

Ŝ

aj

ą

Ŝ

e zało

Ŝ

enia takie s

ą

 po prostu 

ś

mieszne. Uroczyste zgromadzenia ludzi m

ą

drych i 

dobrych s

ą

 jedynie wytworem wyobra

ź

ni nauczyciela. Dlatego rzecz

ą

 zbawienn

ą

 

b

ę

dzie opublikowanie na ten temat odpowiedniego ostrze

Ŝ

enia. Niech

Ŝ

e studenci nie 

przestaj

ą

 czyta

ć

 ksi

ąŜ

ek naukowych na temat administracji publicznej lub 

przemysłowej - ale tylko pod tym warunkiem, 

Ŝ

e b

ę

d

ą

 traktowa

ć

 te dzieła jako 

beletrystyk

ę

. Umieszczone pomi

ę

dzy powie

ś

ciami Rider Haggarda i H. G. Wellsa, 

wymieszane z tomami o małpoludach i statkach kosmicznych, ksi

ąŜ

ki te nikomu nie 

zaszkodz

ą

. Jednak

Ŝ

e umieszczone gdzie indziej, w

ś

ród powa

Ŝ

nych dzieł 

naukowych, mog

ą

 wywoła

ć

 skutki bardziej katastrofalne, ni

Ŝ

 mogłoby si

ę

 wydawa

ć

 

na pierwszy rzut oka.

Kiedy zorientowałem si

ę

, co ludzie uwa

Ŝ

aj

ą

 za prawd

ę

 w odniesieniu do 

urz

ę

dników administracji publicznej, czy te

Ŝ

 do planów inwestycyjnych, przeraziłem 

si

ę

 i spróbowałem -dla u

Ŝ

ytku zainteresowanych - rzuci

ć

 na te sprawy snop 

ś

wiatła. 

Bystry czytelnik odgadnie, 

Ŝ

e owe przebłyski prawdy nie s

ą

 oparte na zwykłym 

do

ś

wiadczeniu. Co wi

ę

cej, spodziewaj

ą

c si

ę

Ŝ

e niektórzy czytelnicy b

ę

d

ą

 mniej 

bystrzy od innych, postarałem si

ę

 w odpowiednich miejscach napomkn

ąć

 o 

niezwykle rozległych badaniach, na których oparte s

ą

 moje teorie.

Niech czytelnik wyobrazi sobie 

ś

ciany pokryte wykresami, szafy pełne kartotek, 

maszyny do liczenia, suwaki logarytmiczne i tomy komentarzy, które nale

Ŝ

ało uzna

ć

 

za nieodzown

ą

 podstaw

ę

 do tego rodzaju studiów. I niech b

ę

dzie pewien, 

Ŝ

rzeczywisto

ść

 przekracza wszelkie jego wyobra

Ŝ

enia, a prawdy tutaj ujawnione nie 

pochodz

ą

 jedynie od istotnie utalentowanego jednego człowieka, lecz od ogromnej i 

kosztownej instytucji badawczej. Przypadkowy czytelnik mo

Ŝ

e odnie

ść

 wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

nale

Ŝ

ało bardziej szczegółowo opisa

ć

 do

ś

wiadczenia i obliczenia, na których 

opieraj

ą

 si

ę

 te teorie. Niech jednak zechce zwróci

ć

 uwag

ę

Ŝ

e tak opracowana 

ksi

ąŜ

ka zaj

ę

łaby w czytaniu wi

ę

cej czasu i wi

ę

cej by kosztowała.

background image

Jakkolwiek nie da si

ę

 zaprzeczy

ć

Ŝ

e ka

Ŝ

dy z tych szkiców zawiera rezultaty 

długich lat cierpliwych bada

ń

, nie nale

Ŝ

y s

ą

dzi

ć

Ŝ

e wszystko zostało ju

Ŝ

 

powiedziane. Ostatnie odkrycie w dziedzinie prowadzenia wojny, mówi

ą

ce, 

Ŝ

e liczba 

zabitych nieprzyjaciół zmienia si

ę

 odwrotnie proporcjonalnie do liczby własnych 

generałów, otwarło nowe mo

Ŝ

liwo

ś

ci poszukiwa

ń

. Całkiem niedawno przypisano 

zupełnie nowe znaczenie nieczytelno

ś

ci podpisów, podj

ą

wszy prób

ę

 wykazania, 

Ŝ

e w

normalnym przebiegu kariery urz

ę

dniczej umiej

ę

tno

ść

 pisania przestaje mie

ć

 

jakiekolwiek znaczenie, nawet dla samego urz

ę

dnika. Niemal codziennie zachodz

ą

 

nowe wypadki, przynosz

ą

c zasadnicz

ą

 pewno

ść

Ŝ

e nast

ę

pne wydania tej pracy 

szybko zast

ą

pi

ą

 wydanie obecne.

Pragn

ę

 podzi

ę

kowa

ć

 wydawcom, którzy pozwolili na przedruk niektórych z tych 

szkiców. Dostojne pierwsze

ń

stwo nale

Ŝ

y si

ę

 w

ś

ród nich wydawcy „The Eeonomist", 

pisma, w którym po raz pierwszy objawiono ludzko

ś

ci Prawo Parkinsona. Temu 

samemu wydawcy zawdzi

ę

czam zezwolenie na przedruk szkicu o „Dyrektorach i 

Radach", a tak

Ŝ

e o „Sprawie emerytury". Niektóre inne artykuły tak

Ŝ

e ju

Ŝ

 ukazały si

ę

 

wcze

ś

niej w „Harper's Magazine" i w „The Reporter".

Autorowi ilustracji, Osbertowi Lancasterowi, jestem gł

ę

boko wdzi

ę

czny za 

przydanie odrobiny pikanterii dziełu, które inaczej przeci

ę

tny czytelnik mógłby uzna

ć

 

za zbyt techniczne. Firmie Houghton Mifflin Co, wydawcom pierwszego wydania 

drukowanego w Stanach Zjednoczonych, jestem wdzi

ę

czny za dodanie mi otuchy, 

bez której niewiele bym zamierzył, a jeszcze mniej osi

ą

gn

ą

ł. Na koniec wyra

Ŝ

am 

wdzi

ę

czno

ść

 specjali

ś

cie wy

Ŝ

szej matematyki, który od czasu do czasu ol

ś

ni 

czytelnika sw

ą

 wiedz

ą

 i któremu (lecz ju

Ŝ

 z innych wzgl

ę

dów) dedykuj

ę

 t

ę

 ksi

ąŜ

k

ę

.

C. Northcote Parkinson

 Singapur 1958

background image

PRAWO PARKINSONA

albo

rosn

ą

ca piramida

Im wi

ę

cej mamy czasu na wykonanie jakiej

ś

 pracy, tym wi

ę

cej czasu ona nam 

zabiera. Powszechne uznanie tego faktu wyra

Ŝ

a si

ę

 w przysłowiowym powiedzeniu: 

„Najbardziej zaj

ę

ty człowiek to ten, który ma mnóstwo czasu". W ten sposób starsza 

pani, która nie ma nic do roboty, mo

Ŝ

e po

ś

wi

ę

ci

ć

 cały dzie

ń

 na napisanie i wysłanie 

pocztówki do swej siostrzenicy w Bognor Regis. Godzin

ę

 zabierze jej znalezienie po-

cztówki, drug

ą

 - szukanie okularów, pół godziny odnalezienie adresu, godzin

ę

 i 

kwadrans napisanie tekstu, dwadzie

ś

cia minut - wahanie, czy wzi

ąć

 parasol id

ą

c do 

skrzynki na s

ą

siedni

ą

 ulic

ę

.

Cały ten wysiłek, który zaj

ę

temu człowiekowi zajmuje trzy minuty, mo

Ŝ

e zatem dla 

innej osoby sta

ć

 si

ę

 dniem niepokoju, udr

ę

ki i zm

ę

czenia. Przyjmuj

ą

c wi

ę

c, 

Ŝ

e praca 

(a zwłaszcza praca biurowa) jest tym bardziej absorbuj

ą

ca, im wi

ę

cej czasu mo

Ŝ

na 

jej po

ś

wi

ę

ci

ć

, zobaczymy, 

Ŝ

e ilo

ść

 pracy faktycznie wykonanej nie ma nic albo ma 

bardzo niewiele wspólnego z liczb

ą

 osób przy niej zatrudnionych. Brak istotnej 

aktywno

ś

ci nie musi by

ć

 jednak koniecznie wynikiem lenistwa. Brak zaj

ę

cia nie 

ujawnia si

ę

 koniecznie w manifestacyjnym pró

Ŝ

nowaniu. Rzecz, któr

ą

 nale

Ŝ

wykona

ć

, nabiera jedynie znaczenia i staje si

ę

 bardziej skomplikowana w prostym 

stosunku do czasu, który jej mo

Ŝ

na po

ś

wi

ę

ci

ć

. Jest to fakt szeroko znany, lecz mniej 

uwagi po

ś

wi

ę

ca si

ę

 jego dalszym konsekwencjom, zwłaszcza w zakresie 

administracji publicznej.

Politycy i płatnicy podatków uznali (przy sporadycznych okresach zw

ą

tpienia), 

Ŝ

wzrost liczby urz

ę

dników jest spowodowany wzrostem ilo

ś

ci pracy do wykonania. 

Cynicy, podaj

ą

c to przekonanie w w

ą

tpliwo

ść

, wyobra

Ŝ

ali sobie, 

Ŝ

e zwi

ę

kszenie si

ę

 

liczby urz

ę

dników pozwala niektórym z nich nic nie robi

ć

 lub wszystkim zmniejsza 

nieco liczb

ę

 godzin pracy. Lecz ani wiara jednych, ani zw

ą

tpienie drugich nie maj

ą

 z 

tym zagadnieniem nic wspólnego.

W istocie rzeczy nie ma w ogóle 

Ŝ

adnej współzale

Ŝ

no

ś

ci pomi

ę

dzy liczb

ą

 

urz

ę

dników a ilo

ś

ci

ą

 wykonywanej pracy. Wzrostem liczby urz

ę

dników rz

ą

dzi bo-

wiem Prawo Parkinsona i wzrost ten b

ę

dzie dokładnie taki sam bez wzgl

ę

du na to, 

czy pracy b

ę

dzie wi

ę

cej, mniej, czy te

Ŝ

 nie b

ę

dzie jej w ogóle. Znaczenie Prawa 

Parkinsona polega na tym, 

Ŝ

e jest to prawo wzrostu, oparte na analizie czynników 

rz

ą

dz

ą

cych tym wzrostem.

Wa

Ŝ

no

ść

 tego niedawno odkrytego prawa musi opiera

ć

 si

ę

 głównie na danych 

statystycznych, które zostan

ą

 podane poni

Ŝ

ej. Przeci

ę

tnego czytelnika bardziej 

zainteresuje wyja

ś

nienie czynników stanowi

ą

cych podstaw

ę

 ogólnej tendencji, któr

ą

 

background image

to prawo definiuje. Pomijaj

ą

c . (liczne zreszt

ą

) szczegóły techniczne, mo

Ŝ

emy na po-

cz

ą

tku rozró

Ŝ

ni

ć

 dwie siły nap

ę

dowe. Dla naszego obecnego celu mog

ą

 one by

ć

 

reprezentowane przez dwa, niemal aksjomatyczne twierdzenia. A mianowicie: 

1) urz

ę

dnik pragnie mno

Ŝ

y

ć

 podwładnych, a nie rywali i 

2) urz

ę

dnicy przysparzaj

ą

 sobie nawzajem pracy, jedni drugim.

By zrozumie

ć

 czynnik 1, wyobra

ź

my sobie urz

ę

dnika, nazwijmy go A, który 

twierdzi, 

Ŝ

e jest przepracowany. Niewa

Ŝ

ne, czy tak jest w rzeczywisto

ś

ci, czy nie. 

Nawiasem mówi

ą

c, powinni

ś

my uwzgl

ę

dni

ć

 owo uczucie (cho

ć

by ulegał on 

złudzeniu), gdy

Ŝ

 mogłoby ono łatwo spowodowa

ć

 u niego spadek energii: normalny 

objaw 

ś

redniego wieku.

Otó

Ŝ

 na owo rzeczywiste czy te

Ŝ

 rzekome przepracowanie istniej

ą

, mówi

ą

ogólnie, trzy mo

Ŝ

liwe rady. mo

Ŝ

e poda

ć

 si

ę

 do dymisji; mo

Ŝ

e podzieli

ć

 si

ę

 prac

ą

 z 

koleg

ą

, którego nazwiemy B; mo

Ŝ

e wreszcie poprosi

ć

 o przydzielenie mu dwóch 

pomocników C i D.

Jednak

Ŝ

e historia nie notuje zapewne wypadku, 

Ŝ

eby wybrał inne rozwi

ą

zanie 

ni

Ŝ

 trzecie. Podaj

ą

c si

ę

 do dymisji, traci posad

ę

 i emerytur

ę

. Prosz

ą

c o mianowanie 

B, urz

ę

dnika w tym samym co on stopniu hierarchii, przysparza sobie tylko rywala do 

awansu na miejsce opró

Ŝ

nione przez W, kiedy (nareszcie) pójdzie na emerytur

ę

Zatem postara si

ę

 raczej o C i D, zale

Ŝ

nych od siebie młodych ludzi. Dodadz

ą

 mu 

oni znaczenia, a ponadto podzieliwszy prac

ę

 na dwa działy, pomi

ę

dzy Ci D, b

ę

dzie 

jedynym człowiekiem ogarniaj

ą

cym cało

ść

.

W tym miejscu nale

Ŝ

y sobie koniecznie zda

ć

 spraw

ę

Ŝ

e C i D s

ą

 w pewien 

sposób nierozł

ą

czni. Mianowanie samego C byłoby niemo

Ŝ

liwe. Dlaczego? 

Poniewa

Ŝ

 C, gdyby był sam, dzieliłby prac

ę

 z A i w ten sposób powstałaby niemal ta 

sama alternatywa, która została odrzucona w pierwszym wypadku z B; tym bardziej 

podkre

ś

lona, 

Ŝ

e C byłby jedynym mo

Ŝ

liwym nast

ę

pc

ą

 A. Podwładnych musi wi

ę

c by

ć

 

dwóch lub wi

ę

cej, w ten sposób ka

Ŝ

dego z nich trzyma w karbach obawa przed 

awansem drugiego. Kiedy z kolei C b

ę

dzie skar

Ŝ

ył si

ę

 na przepracowanie (co z 

pewno

ś

ci

ą

 zrobi), A, zgadzaj

ą

c si

ę

 z nim, doradzi mianowanie dwóch asystentów do 

pomocy C. Ale mo

Ŝ

e unikn

ąć

 wewn

ę

trznych sporów tylko wtedy, je

ś

li doradzi 

mianowanie dwóch dalszych asystentów do pomocy D, którego sytuacja jest 

zupełnie taka sama. Po zaanga

Ŝ

owaniu E, F, G H, awans jest wła

ś

ciwie pewny.

Siedmiu urz

ę

dników wykonuje teraz prac

ę

, któr

ą

 przedtem wykonywał tylko jeden. 

I teraz zaczyna działa

ć

 czynnik 2, poniewa

Ŝ

 tych siedmiu stwarza sobie nawzajem 

tyle pracy, 

Ŝ

e wszyscy s

ą

 całkowicie zaj

ę

ci, za

ś

 pracuje w rzeczywisto

ś

ci wi

ę

cej 

ni

Ŝ

 kiedykolwiek. Wpływaj

ą

cy dokument trafia kolejno do ka

Ŝ

dego z nich. Urz

ę

dnik 

decyduje, 

Ŝ

e ta sprawa nale

Ŝ

y do F, ten przedstawia projekt odpowiedzi C, który 

background image

gruntownie go przerabia, zanim naradzi si

ę

 z D, ten za

ś

 prosi G, aby si

ę

 tym zaj

ą

ł. 

Jednak

Ŝ

e G wła

ś

nie idzie na urlop i przekazuje akta H, który redaguje notatk

ę

Podpisana przez D notatka wraca do C, który swój projekt odpowiednio przerabia i 

kładzie now

ą

 wersj

ę

 przed obliczem A.

Ŝ

 robi A? Byłby całkowicie usprawiedliwiony, gdyby podpisał papier nie czytaj

ą

go, poniewa

Ŝ

 ma wiele innych spraw na głowie. Lecz wiedz

ą

c ju

Ŝ

Ŝ

e w przyszłym 

roku zostanie nast

ę

pc

ą

 W, musi zadecydowa

ć

, czy C lufo nadaj

ą

 si

ę

 na obj

ę

cie 

stanowiska po nim. Musi wyrazi

ć

 zgod

ę

 na to, 

Ŝ

eby G poszedł na urlop, cho

ć

 mo

Ŝ

nie jest jeszcze do tego całkowicie uprawniony. Zastanawia si

ę

, czy zamiast niego 

nie powinien pój

ść

 H, ze wzgl

ę

du na swój stan zdrowia. Ostatnio wygl

ą

dał blado - na 

pewno cz

ęś

ciowo, lecz nie wył

ą

cznie, wskutek swych kłopotów rodzinnych. Ponadto 

nale

Ŝ

y rozstrzygn

ąć

 problem podwy

Ŝ

ki pensji dla na okres konferencji oraz 

wniosek o przeniesienie do Ministerstwa Opieki Społecznej. słyszał tak

Ŝ

e, 

Ŝ

zakochał si

ę

 w zam

ęŜ

nej maszynistce, a G i nie rozmawiaj

ą

 z sob

ą

 - nikt nie ma 

poj

ę

cia, dlaczego. Wobec tego mógłby si

ę

 pokusi

ć

 o podpisanie projektu 

uwa

Ŝ

a

ć

 t

ę

 spraw

ę

 za załatwion

ą

. Ale jest człowiekiem skrupulatnym. Jakkolwiek 

zaprz

ą

taj

ą

 go problemy, które jego koledzy stwarzaj

ą

 sobie samym i jemu - 

problemy stworzone przez sam fakt istnienia tych urz

ę

dników - nie jest kim

ś

, kto 

lekcewa

Ŝ

yłby swoje obowi

ą

zki.

Czyta wi

ę

c ów projekt uwa

Ŝ

nie, skre

ś

la niejasne paragrafy dodane przez C i H i 

doprowadza dokument do formy nadanej mu pierwotnie przez zdolnego (cho

ć

 

kłótliwego) F. Poprawia bł

ę

dy j

ę

zykowe - 

Ŝ

aden z tych młodych ludzi nie umie pisa

ć

 

gramatycznie - iw ko

ń

cu redaguje odpowied

ź

 tak, jak zostałaby ona napisana, gdyby 

urz

ę

dników C i nigdy nie było na 

ś

wiecie.

Zbyt wiele osób po

ś

wi

ę

ciło zbyt wiele czasu, 

Ŝ

eby zyska

ć

 ten sam rezultat. 

ś

aden 

z nich nie pró

Ŝ

nował. Wszyscy pracowali jak najlepiej. I kiedy opuszcza wreszcie 

biuro i udaje si

ę

 w drog

ę

 powrotn

ą

 do domu w Ealing, jest ju

Ŝ

 pó

ź

ny wieczór. 

Ostatnie 

ś

wiatła w biurze gasn

ą

 po

ś

ród g

ę

stniej

ą

cego mroku, co oznacza koniec 

jeszcze jednego dnia mozolnej pracy administracyjnej. Z przygarbionymi plecami i 

gorzkim u

ś

miechem na ustach wychodzi jako jeden z ostatnich, przekonany, 

Ŝ

siwe włosy i długie godziny biura s

ą

 cen

ą

, jak

ą

 płaci si

ę

 za powadzenie.

Z powy

Ŝ

szego opisu działaj

ą

cych tu czynników student nauk politycznych 

zorientuje si

ę

Ŝ

e urz

ę

dnicy administracji musz

ą

 mno

Ŝ

y

ć

 si

ę

 w wi

ę

kszym lub mniej-

szym stopniu. Jednak

Ŝ

e nic jeszcze nie powiedziano na temat czasu, jaki 

prawdopodobnie upłynie pomi

ę

dzy dat

ą

 nominacji a dat

ą

, od której mo

Ŝ

na 

oblicza

ć

 emerytur

ę

 H. Zgromadzono tu ogromn

ą

 ilo

ść

 materiału statystycznego i 

Prawo Parkinsona wydedukowane zostało wła

ś

nie ze studiów nad tymi datami. Brak 

background image

miejsca nie pozwala na szczegółowe analizy, ale czytelnika zainteresuje mo

Ŝ

wiadomo

ść

Ŝ

e badania te rozpocz

ę

to od bud

Ŝ

etu Marynarki. Wybrano wła

ś

nie 

Marynark

ę

, poniewa

Ŝ

 zakres działania Admiralicji o wiele łatwiej zmierzy

ć

 ni

Ŝ

 np. 

zakres działalno

ś

ci Ministerstwa Handlu. Zagadnienie dotyczy jedynie stanu 

liczebnego i tona

Ŝ

u. Oto pewne typowe liczby. W r. 1914 Marynarka liczyła. 146 000 

oficerów i marynarzy, 3 249 funkcjonariuszy i urz

ę

dników doków i 57 000 dokerów. 

W r. 1928 było ju

Ŝ

 tylko 100 000 oficerów i marynarzy i 62 439 robotników, za to 

liczba funkcjonariuszy i urz

ę

dników dokowych wzrosła do 4 558. Co do floty 

wojennej, to w r. 1928 była ona zaledwie cz

ą

stk

ą

 floty z r. 1914 - 20 wielkich okr

ę

tów 

bojowych w porównaniu z 62. W tym samym okresie liczba urz

ę

dników Admiralicji 

wzrosła z 2 000 do 3 569, tworz

ą

c (jak si

ę

 rzekło) „wspaniał

ą

 marynark

ę

 l

ą

dow

ą

". 

Poni

Ŝ

sza tabela ja

ś

niej uwidacznia te liczby:

STATYSTYKA ADMIRALICJI

R

ok

Klasyfikacja

1914

1928

spadek w 

Wielkie okr

ę

ty bojowe

62

20

- 67,74 .

Oficerowie i marynarze Królewskiej Marynarki

146 000

100 

- 31,5

Dokerzy (robotnicy)

57 000

62 439

+ 9,54

Funkcjonariusze i urz

ę

dnicy doków

3 249

4 558

+ 40,28

Urz

ę

dnicy Admiralicji

2 000

3 569

+ 78,45

Ówczesna krytyka dotyczyła głównie dysproporcji pomi

ę

dzy liczb

ą

 jednostek floty 

a liczb

ą

 urz

ę

dników. Ale to porównanie jest nam w tej chwili niepotrzebne. Po-

winni

ś

my natomiast zwróci

ć

 uwag

ę

 na to, 

Ŝ

e liczba 2 000 urz

ę

dników w r. 1914 

wzrosła do 3 569 w r. 1928 i 

Ŝ

e wzrost ten nie pozostawał w 

Ŝ

adnym zwi

ą

zku z 

jakimkolwiek zwi

ę

kszeniem si

ę

 ilo

ś

ci ich pracy. W gruncie rzeczy bowiem Marynarka 

w tym okresie zmniejszyła si

ę

 o jedn

ą

 trzeci

ą

 w ludziach i o dwie trzecie w okr

ę

tach. 

Co wi

ę

cej, pocz

ą

wszy od 1922 r. nie spodziewano si

ę

 nawet powi

ę

kszenia jej 

potencjału, poniewa

Ŝ

 ogólna ilo

ść

 okr

ę

tów (w przeciwie

ń

stwie do ogólnej liczby 

urz

ę

dników) została ograniczona Układem Morskim podpisanym w tym roku w 

Waszyngtonie. Mamy zatem 78% wzrostu w okresie czternastu lat, a wi

ę

c przeci

ę

tn

ą

 

5,6% wzrostu rocznego w stosunku do pierwotnej liczby ogólnej. 'W rzeczywisto

ś

ci 

jednak, jak zobaczymy, stopa wzrostu nie kształtowała si

ę

 tak równomiernie. W tym 

stadium naszych rozwa

Ŝ

a

ń

 musimy jedynie wzi

ąć

 pod uwag

ę

 procent wzrostu w 

danym okresie.

Czy to powi

ę

kszenie si

ę

 ogólnej liczby urz

ę

dników administracji mo

Ŝ

na uwa

Ŝ

a

ć

 za 

wyj

ą

tkowe zjawisko, przyjmuj

ą

c, 

Ŝ

e taka liczba zawsze musi rosn

ąć

 na zasadzie 

prawa kieruj

ą

cego jej wzrostem? W tym miejscu mo

Ŝ

na by podkre

ś

li

ć

Ŝ

e w 

background image

omawianym okresie nast

ą

pił raptowny rozwój techniki morskiej. U

Ŝ

ywanie maszyn 

lataj

ą

cych przestało był domen

ą

 dziwaków. Zacz

ę

to na szerok

ą

 skal

ę

 stosowa

ć

 

skomplikowane aparaty elektryczne. Uznawano łodzie podwodne, je

ś

li ich nawet nie 

pochwalano. Oficerów-mechaników zacz

ę

to traktowa

ć

 prawie tak, jak ludzi. 

Mogliby

ś

my wi

ę

c przypuszcza

ć

Ŝ

e w epoce tak rewolucyjnej magazynierzy musieli 

sporz

ą

dza

ć

 o wiele bardziej skomplikowane rejestry. Mogliby

ś

my nie dziwi

ć

 si

ę

Ŝ

na li

ś

cie płac wzrosła liczba kre

ś

larzy, konstruktorów, techników i naukowców. 

Jednak

Ŝ

e liczba tych urz

ę

dników dokowych wzrosła tylko o 40%, podczas gdy liczba 

ludzi z Whitehall wzrosła prawie o 80%. Na ka

Ŝ

dego nowego nadzorc

ę

 lub elektryka 

w Portsmouth przypadało dwóch nowych urz

ę

dników na Charing Cross. Mogłoby to 

skłania

ć

 do chwilowego wniosku, 

Ŝ

e stopa wzrostu personelu administracyjnego jest 

prawdopodobnie dwukrotnie wi

ę

ksza od stopy wzrostu personelu technicznego, i to 

w czasie, gdy rzeczywi

ś

cie u

Ŝ

yteczny potencjał (w tym wypadku - marynarze) 

zmniejsza si

ę

 o 31,5%. Statystycznie jednak dowiedziono, 

Ŝ

e ów ostatni procent nie 

ma tu nic do rzeczy. Stopa wzrostu liczby urz

ę

dników byłaby taka sama, gdyby 

nawet nie było w ogóle 

Ŝ

adnych marynarzy.

Ciekawe byłoby prze

ś

ledzenie dalszej progresji, która spowodowała, 

Ŝ

e 8 118 

pracowników Admiralicji z r. 1935 wzrosło do liczby 33 788 w r. 1954. Ale lepszego 

jeszcze pola do studiów dostarcza personel Ministerstwa Kolonii w okresie upadku 

imperium. Statystyk

ę

 Admiralicji komplikuj

ą

 pewne czynniki (jak np. oddział lotnictwa 

morskiego), utrudniaj

ą

ce przeprowadzenie porównania pomi

ę

dzy jednym rokiem a 

nast

ę

pnym. Wzrost Ministerstwa Kolonii jest tym bardziej znamienny, 

Ŝ

e dotyczy 

wył

ą

cznie zagadnie

ń

 administracyjnych. Oto co pokazuje odpowiednia statystyka:

STATYSTYKA MINISTERSTWA KOLONII

Rok

1935

1939

1943

1947

1954

Liczba pracowników

372

450

817

1 139

1661

Zanim obliczymy stop

ę

 wzrostu, musimy zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e zakres odpowiedzialno

ś

ci 

tego ministerstwa podlegał w ci

ą

gu owych dwudziestu lat licznym wahaniom. W la-

tach 1935-1939 terytoria kolonialne zarówno pod wzgl

ę

dem powierzchni, jak pod 

wzgl

ę

dem ludno

ś

ci niewiele si

ę

 zmieniły. Około r. 1943, w zwi

ą

zku z przej

ś

ciem 

pewnych obszarów w r

ę

ce nieprzyjaciela, wyra

ź

nie si

ę

 zmniejszyły. Powi

ę

kszyły si

ę

 

znowu w r. 1947, lecz od tego czasu kurczyły si

ę

 stale, z roku na rok, kiedy kolonie, 

background image

jedna po drugiej, uzyskiwały niepodległo

ść

. Rozs

ą

dnie byłoby przypuszcza

ć

Ŝ

e owe 

zmiany w kształcie imperium odbij

ą

 si

ę

 na kształcie centralnej administracji. Ale 

jeden rzut oka na cyfry wystarczy, by nas przekona

ć

Ŝ

e liczba personelu stale i 

nieuniknienie wzrasta. A ten wzrost, jakkolwiek uzale

Ŝ

niony od wzrostu za-

obserwowanego w innych ministerstwach, nie ma nic wspólnego z wielko

ś

ci

ą

 - ani 

nawet z samym istnieniem - imperium. Jakie s

ą

 procenty wzrostu? Pomi

ń

my dla 

naszego celu raptowny wzrost personelu towarzysz

ą

cy zmniejszeniu si

ę

 

odpowiedzialno

ś

ci podczas drugiej wojny 

ś

wiatowej. Zanotujmy raczej stopy wzrostu 

w okresie pokoju: ponad 5,24% pomi

ę

dzy rokiem 1935 a 1939 oraz 6,55% pomi

ę

dzy 

rokiem 1947 a 1954. Daje to przeci

ę

tn

ą

 wzrostu 5,89% rocznie, a wi

ę

c znamiennie 

podobn

ą

 do tej, któr

ą

 stwierdzili

ś

my ju

Ŝ

 przy wzro

ś

cie personelu Admiralicji 

pomi

ę

dzy rokiem 1914 a 1928.

Dalsza i bardziej szczegółowa analiza personelów ministerialnych nie byłaby na 

miejscu w niniejszej ksi

ąŜ

ce. Mo

Ŝ

na jednak mie

ć

 nadziej

ę

Ŝ

e uda si

ę

 wyprowadzi

ć

 

próbny wniosek co do czasu, jaki zapewne upłynie pomi

ę

dzy pierwsz

ą

 nominacj

ą

 

danego urz

ę

dnika a pó

ź

niejszym zaanga

Ŝ

owaniem jego dwóch lub wi

ę

cej asysten-

tów.

Wszystkie nasze dotychczasowe badania, zajmuj

ą

ce si

ę

 jedynie problemem 

wzrostu personelu, wskazuj

ą

 na 

ś

redni

ą

 wzrostu - 5,75% rocznie. Ustaliwszy to, mo-

Ŝ

emy teraz wyrazi

ć

 Prawo Parkinsona za pomoc

ą

 formuły matematycznej: w ka

Ŝ

dej 

dziedzinie administracji publicznej, niezaanga

Ŝ

owanej w wojn

ę

, wzrost personelu 

mo

Ŝ

e si

ę

 odbywa

ć

 według nast

ę

puj

ą

cego wzoru:

gdzie oznacza liczb

ę

 urz

ę

dników szukaj

ą

cych awansu poprzez mianowanie 

swych podwładnych; reprezentuje ró

Ŝ

nic

ę

 pomi

ę

dzy wiekiem nominacji i emerytury; 

m jest ilo

ś

ci

ą

 godzin po

ś

wi

ę

conych na pisanie wewn

ą

trzsłu

Ŝ

bowych instrukcji, a 

przypadaj

ą

c

ą

 na jednego urz

ę

dnika; przedstawia ilo

ść

 rzeczywistych admi-

nistrowanych jednostek, a równa si

ę

 liczbie nowych urz

ę

dników zatrudnianych 

ka

Ŝ

dego roku. Matematycy, oczywi

ś

cie, zrozumiej

ą

 od razu, 

Ŝ

e aby obliczy

ć

 procent 

wzrostu, musz

ą

 pomno

Ŝ

y

ć

 przez 100 i podzieli

ć

 przez wynik z poprzedniego roku 

(y). W ten sposób:

I ta cyfra niezmiennie b

ę

dzie si

ę

 waha

ć

 pomi

ę

dzy 5,17% a 6,56%, niezale

Ŝ

nie od 

background image

zmieniaj

ą

cej si

ę

 ilo

ś

ci pracy do wykonania (je

ś

li taka praca w ogóle istnieje).

Odkrycie tej formuły i głównych zasad, na których si

ę

 opiera, nie ma oczywi

ś

cie 

Ŝ

adnego politycznego znaczenia. Nie chcieli

ś

my nawet zada

ć

 pytania, czy mini-

sterstwa i urz

ę

dy powinny si

ę

 rozwija

ć

. Ci, którzy uwa

Ŝ

aj

ą

Ŝ

e rozwój ten jest 

niezb

ę

dny dla całkowitego zatrudnienia ludno

ś

ci kraju, maj

ą

 prawo do takiego 

zdania. Ci, którzy w

ą

tpi

ą

, jakoby stabilizacja ekonomiczna opierała si

ę

 na 

wzajemnym czytaniu przez urz

ę

dników zredagowanych przez siebie instrukcji, maj

ą

 

tak

Ŝ

e prawo do swej opinii.

W obecnym stanie bada

ń

 przedwczesna byłaby prawdopodobnie próba ustalenia 

ilo

ś

ciowej proporcji, jaka powinna istnie

ć

 pomi

ę

dzy administruj

ą

cymi a admini-

strowanymi. Zakładaj

ą

c jednak, 

Ŝ

e maksymalna proporcja istnieje, mo

Ŝ

na b

ę

dzie 

zapewne wkrótce ustali

ć

 formuł

ę

 stwierdzaj

ą

c

ą

, ile lat upłynie, zanim w danym 

społecze

ń

stwie osi

ą

gnie si

ę

 t

ę

 proporcj

ę

. Przewidywanie takiego rezultatu nie ma 

jednak znowu 

Ŝ

adnego politycznego znaczenia. Nie mo

Ŝ

na te

Ŝ

 do

ść

 silnie 

podkre

ś

li

ć

Ŝ

e Prawo Parkinsona jest odkryciem czysto naukowym, którego, poza 

teori

ą

, nie mo

Ŝ

na zastosowa

ć

 w aktualnej sytuacji politycznej. Ale nie do botanika 

nale

Ŝ

y wyrywanie zielska. Wystarczy, 

Ŝ

e powie, z jak

ą

 szybko

ś

ci

ą

 ono ro

ś

nie.

LISTA URZ

Ę

DOWA

albo

zasady selekcji

Problemem, z którym ustawicznie styka si

ę

 nowoczesna administracja, tak rz

ą

do-

wa, jak przemysłowa, jest problem selekcji personelu. Nieubłagane działanie Prawa 

Parkinsona sprawia, 

Ŝ

e trzeba stale dokonywa

ć

 nominacji, a zagadnienie polega 

zawsze na tym, w jaki sposób wybra

ć

 wła

ś

ciwego kandydata spo

ś

ród wszystkich 

ubiegaj

ą

cych si

ę

 o stanowisko. W ustaleniu zasad, według których ma si

ę

 dokona

ć

 

wyboru, mo

Ŝ

emy słusznie rozró

Ŝ

ni

ć

 metody u

Ŝ

ywane w przeszło

ś

ci i metody 

u

Ŝ

ywane obecnie.

Dawne metody, niezupełnie jeszcze zarzucone, nale

Ŝą

 do dwóch głównych 

kategorii: brytyjskiej i chi

ń

skiej. Obydwie zasługuj

ą

 na baczn

ą

 uwag

ę

, cho

ć

by tylko z 

tego powodu, 

Ŝ

e dawały one najwyra

ź

niej lepsze rezultaty ni

Ŝ

 jakakolwiek inna 

metoda dzi

ś

 uwa

Ŝ

ana za modn

ą

.

Metoda brytyjska (wg starego wzoru) polegała na przeprowadzeniu rozmowy z 

kandydatem, w czasie której musiał si

ę

 on „przedstawi

ć

". Stawał przed obliczami 

starszych gentlemenów, siedz

ą

cych wokół mahoniowego stołu, którzy przede 

wszystkim pytali go o nazwisko. Przypu

ść

my, 

Ŝ

e kandydat odpowiedział: „John 

Seymour". Wtedy jeden z gentlemenów pytał: „Jest pan mo

Ŝ

e krewnym ksi

ę

cia 

Somerset?" Na co kandydat najprawdopodobniej odpowiadał: „Nie, sir". Wówczas 

background image

pytał drugi gentleman: „Wobec tego jest pan mo

Ŝ

e spokrewniony z biskupem 

Westminsteru?" A gdy odpowied

ź

 znów brzmiała: „Nie, sir", trzeci gentleman pytał 

rozpaczliwie: „No to z kim wła

ś

ciwie jest pan spokrewniony?" W wypadku kiedy 

kandydat odpowiadał: „No có

Ŝ

, mój ojciec jest handlarzem ryb w Cheapside", 

rozmowa była faktycznie zako

ń

czona. Członkowie komisji wymieniali znacz

ą

ce 

spojrzenia, jeden z nich naciskał guzik dzwonka, a inny mówił do wo

ź

nego: 

„Wyrzuci

ć

 tego człowieka". Jedno nazwisko mo

Ŝ

na było skre

ś

li

ć

 z listy bez dalszej 

dyskusji.

Przyjmuj

ą

c, 

Ŝ

e nast

ę

pny kandydat nazywał si

ę

 Henry Molyneux i był siostrze

ń

cem 

hrabiego Sefton, jego szanse utrzymywały si

ę

 wysoko a

Ŝ

 do chwili, gdy zjawił si

ę

 

George Howard i udowodnił, 

Ŝ

e jest wnukiem ksi

ę

cia Norfolk. Komisja nie 

napotykała 

Ŝ

adnych powa

Ŝ

nych trudno

ś

ci, dopóki nie musiała wybiera

ć

 pomi

ę

dzy 

ofert

ą

 trzeciego syna baroneta a drugiego, lecz nieprawego, syna wicehrabiego. A 

nawet wówczas mogła zajrze

ć

 do Ksi

ę

gi Zasad Pierwsze

ń

stwa. Dokonywano wtedy 

wyboru, i to cz

ę

sto jak najlepszymi rezultatami.

W Admiralicji wersja tej brytyjskiej metody (wg starego wzoruj ró

Ŝ

niła si

ę

 jedynie 

tym, 

Ŝ

e była nieco zaw

ęŜ

ona. Utytułowani krewni tego rodzaju nie robili wra

Ŝ

enia na 

Komisji Admirałów. Starali si

ę

 oni natomiast ustali

ć

 powi

ą

zania słu

Ŝ

bowe. Idealny 

kandydat na drugie pytanie powinien był odpowiedzie

ć

: „Tak, admirał Parker jest 

moim wujem. Moim ojcem jest kapitan Foley, moim dziadkiem komandor Foley. 

Ojcem mojej matki był admirał Hardy. Komandor Hardy jest moim wujem. Mój 

najstarszy brat jest porucznikiem w Królewskiej Marynarce, mój drugi brat jest 

kadetem w Dart-mouth, a mój młodszy brat nosi ubranko marynarskie". - „Ach - 

odparłby na to admirał przewodnicz

ą

cy - a co pana skłoniło do wst

ą

pienia do Mary-

narki?" Jednak

Ŝ

e odpowied

ź

 na to pytanie nie miałaby ju

Ŝ

 wi

ę

kszego znaczenia, 

protokolant i tak ju

Ŝ

 zanotował, 

Ŝ

e kandydat został przyj

ę

ty.

Gdyiby za

ś

 miano dokona

ć

 wyboru pomi

ę

dzy dwoma kandydatami, równie 

odpowiednimi z racji urodzenia, członek komisji zapytałby znienacka: „Jaki był numer 

taksówki, któr

ą

 pan tu przyjechał?" I wówczas kandydat, który by odparł: 

„Przyjechałem autobusem", zostałby wyrzucony. Kandydat, który - zgodnie z prawd

ą

 

--odpowiedziałby: „Nie wiem", zostałby odrzucony, natomiast kandydat, który (ł

Ŝą

c) 

odrzekłby: „Numer 2351", zostałby natychmiast przyj

ę

ty do słu

Ŝ

by jako chłopak z 

inicjatyw

ą

. Ta metoda dawała cz

ę

sto wspaniałe wyniki.

Brytyjsk

ą

 metod

ę

 (wg nowego wzoru) wypracowano z ko

ń

cem XIX wieku jako 

bardziej odpowiedni

ą

 dla kraju demokratycznego. Komitet wybieraj

ą

cy zapytywał 

ochoczo: „Do jakich szkół pan ucz

ę

szczał", na co odpowiadano mu: Harrow, 

Haileybury lub Rugby, czy jeszcze inaczej. Nast

ę

pne i nieodmienne pytanie brzmia-

background image

ło: „Jakie sporty pan uprawia?" Obiecuj

ą

cy kandydat odpowiedziałby: „Grałem w 

tenisa w reprezentacji Anglii, w krikieta w dru

Ŝ

ynie Yorkshire, w rugby w klubie 

Harle

ą

uins i w palanta w Winchester". Wtedy padłoby nast

ę

pne pytanie: „Czy pan 

gra w polo?" - ale ju

Ŝ

 tylko po to, aby kandydat nie miał o sobie zbyt wielkiego 

wyobra

Ŝ

enia. Jasne, 

Ŝ

e nawet je

ś

li nie grał w polo, nale

Ŝ

ało si

ę

 ju

Ŝ

 powa

Ŝ

nie z nim 

liczy

ć

. I odwrotnie, niewiele czasu tracono dla kogo

ś

, kto przyznał si

ę

Ŝ

e pobierał 

nauki w Wiggleworth. „Gdzie?" - ze zdumieniem pytał przewodnicz

ą

cy, a kiedy 

powtórzono mu nazw

ę

, dodawał: „Gdzie

Ŝ

 to jest? - O, w Lancashire" - mówił 

wreszcie. I ju

Ŝ

 tylko ze wzgl

ę

dów formalnych który

ś

 z członków komisji mógł spyta

ć

„Jakie sporty pan uprawia?" Lecz odpowied

ź

: „Gram w ping-ponga w dru

Ŝ

ynie 

Wigan, uprawiam kolarstwo w Blackpool i gram w klip

ę

 w Wiggleworth", definitywnie 

usuwała nazwisko kandydata z listy. Mógł nawet usłysze

ć

 jakie

ś

 mrukni

ę

cie na temat 

osób, które z premedytacj

ą

 zabieraj

ą

 komisji cenny czas. To tak

Ŝ

e była metoda, 

która dawała dobre rezultaty.

Metod

ę

 chi

ń

sk

ą

 (wg starego wzoru) od razu tak powszechnie na

ś

ladowały inne 

narody, 

Ŝ

e tylko niewiele osób zdaje sobie spraw

ę

 z jej chi

ń

skiego pochodzenia, jest 

to metoda Pisemnych Egzaminów Konkursowych. W Chinach za czasów dynastii 

Ming wyró

Ŝ

niaj

ą

cy si

ę

 studenci zasiadali do egzaminu prowincjonalnego, który 

odbywał si

ę

 co trzy lata. Składał si

ę

 on z trzech sesji i ka

Ŝ

da sesja trwała trzy dni. 

Podczas pierwszej sesji kandydat pisał trzy szkice i układał o

ś

miozwrotkowy poemat. 

Podczas drugiej sesji pisał pi

ęć

 szkiców na tematy klasyczne. Podczas trzeciej - 

pisał pi

ęć

 szkiców na temat sztuki rz

ą

dzenia. Nast

ę

pnie ci kandydaci, którym si

ę

 

powiodło (było ich mo

Ŝ

e dwa procent), zasiadali do ko

ń

cowego egzaminu w stolicy 

cesarstwa. Egzamin ten miał tylko jedn

ą

 sesj

ę

, podczas której kandydat pisał jeden 

szkic na temat bie

Ŝą

cego zagadnienia politycznego. Wi

ę

kszo

ść

 z tych, którzy zdali, 

przyjmowano do słu

Ŝ

by pa

ń

stwowej, przy czym kandydat z najwy

Ŝ

sz

ą

 not

ą

 

otrzymywał najwy

Ŝ

sze stanowisko. Ten system działał zupełnie dobrze.

System chi

ń

ski przestudiowali Europejczycy w latach 1815-1830 i przej

ę

ła go 

Kompania Wschodnio-Indyjska w r. 1832. Skuteczno

ść

 tej metody badała w r. 1854 

komisja pod przewodnictwem Macaulaya. W rezultacie system egzaminów 

konkursowych wprowadzono do administracji pa

ń

stwowej w r. 1855. znamienn

ą

 

cech

ą

 egzaminów chi

ń

skich był ich charakter literacki. Badano znajomo

ść

 klasyków, 

umiej

ę

tno

ść

 pi

ę

knego pisania (zarówno proz

ą

, jak wierszem), wreszcie 

wytrzymało

ść

, jak

ą

 nale

Ŝ

ało okaza

ć

Ŝ

eby móc uko

ń

czy

ć

 kurs. Wszystkie te cechy 

zostały wiernie przeniesione do Sprawozdania Trevelyan-Northcote, które w tak 

znacznym stopniu przyczyniło si

ę

 do stworzenia tego systemu.

Przyj

ę

to, 

Ŝ

e klasyczne wykształcenie i zdolno

ś

ci literackie przydadz

ą

 si

ę

 ka

Ŝ

demu 

background image

kandydatowi na ka

Ŝ

dym stanowisku w administracji. Przyj

ę

to (niew

ą

tpliwie słusznie), 

Ŝ

e wykształcenie 

ś

cisłe nie da kandydatowi nic - z wyj

ą

tkiem, by

ć

 mo

Ŝ

e, samej 

wiedzy. Wiadomo było na koniec, 

Ŝ

e wła

ś

ciwie nie mo

Ŝ

na dokona

ć

 odpowiedniego 

wyboru w

ś

ród ludzi, których egzaminowano z rozmaitych przedmiotów. A poniewa

Ŝ

 

nie sposób rozstrzygn

ąć

, czy kto

ś

 jest mocniejszy w geologii ni

Ŝ

 kto

ś

 inny w fizyce, 

najwygodniej jest ostatecznie uzna

ć

 ich obu za bezu

Ŝ

ytecznych. Je

Ŝ

eli za

ś

 wszyscy 

kandydaci musz

ą

 napisa

ć

 wiersz po grecku lub po łacinie, to wzgl

ę

dnie łatwo jest 

zadecydowa

ć

, czyj wiersz jest najlepszy.

Ludzi wybranych w ten sposób, na podstawie ich znajomo

ś

ci literatury klasycznej, 

posyłano nast

ę

pnie, aby rz

ą

dzili Indi

ą

. Tych, którzy mieli ni

Ŝ

sze noty, zatrzymywano, 

aby rz

ą

dzili Angli

ą

. Tych z jeszcze ni

Ŝ

szymi notami albo odrzucano zupełnie, albo 

posyłano do kolonii.

Jakkolwiek byłoby rzecz

ą

 całkowicie niesłuszn

ą

 uwa

Ŝ

a

ć

 ten system za 

niewła

ś

ciwy, nikt nie mógł wymaga

ć

 od niego rezultatów, jakie przynosiły systemy 

stosowane dotychczas. Przede wszystkim nie było 

Ŝ

adnej gwarancji, 

Ŝ

e człowiek, 

który zdobył najwy

Ŝ

sze noty, nie oka

Ŝ

e si

ę

 wariatem, jak to si

ę

 niekiedy zdarzało. 

Nast

ę

pnie napisanie wiersza po grecku mogło by

ć

 jedyn

ą

 umiej

ę

tno

ś

ci

ą

, któr

ą

 pewni 

kandydaci posiadali lub mogli kiedykolwiek posiada

ć

. Czasami przyj

ę

ty kandydat 

mógł nawet by

ć

 zast

ą

piony przy egzaminie przez kogo

ś

 innego, a kiedy nadarzyła 

si

ę

 okazja, okazywał si

ę

 niezdolny do napisania greckiego wiersza. Z tego wzgl

ę

du 

wybór za pomoc

ą

 egzaminu konkursowego stanowił zawsze tylko mierny sukces.

Jednak

Ŝ

e jakiekolwiek były bł

ę

dy konkursowego egzaminu pisemnego, dawał on 

z pewno

ś

ci

ą

 lepsze wyniki ni

Ŝ

 wszelka inna metoda stosowana przedtem. 

Nowoczesne metody sprowadzaj

ą

 si

ę

 do badania inteligencji 

z

a pomoc

ą

 testu oraz 

do wywiadu psychologicznego. Wad

ą

 testu inteligencji jest to, 

Ŝ

e wysokie noty otrzy-

muj

ą

 ci, którzy okazuj

ą

 si

ę

 pó

ź

niej w praktyce nieukami. Kandydat po

ś

wi

ę

ca tyle 

czasu na studiowanie sztuki odpowiadania na test, 

Ŝ

e rzadko kiedy ma czas na co-

kolwiek innego.

Wywiad psychologiczny stał si

ę

 dzi

ś

 tym, co nazywamy prób

ą

 ogniow

ą

 na 

prywatnej wizycie. Kandydaci sp

ę

dzaj

ą

 przyjemny weekend pod 

ś

cisł

ą

 obserwacj

ą

Je

ś

li który

ś

 z nich potknie si

ę

 o wycieraczk

ę

 i powie: „Niech to diabli!", 

egzaminatorzy, zaczajeni za jego plecami, wyci

ą

gaj

ą

 notesy i pisz

ą

: „Słaba 

koordynacja fizyczna" i „Brak samokontroli".

Nie ma potrzeby szczegółowo opisywa

ć

 t

ę

 metod

ę

, ale jej rezultaty widzimy 

wsz

ę

dzie i s

ą

 wyra

ź

nie opłakane. Osoby, które potrafi

ą

 zadowoli

ć

 ten typ egzami-

natora, s

ą

 zwykle ostro

Ŝ

ne i podejrzliwe, pedantyczne i zadowolone z siebie, mówi

ą

 

mało i nie robi

ą

 nic. Przy nominacjach dokonywanych w ten sposób zdarza si

ę

 

background image

powszechnie, 

Ŝ

e wybiera si

ę

 kogo

ś

 spo

ś

ród pi

ę

ciuset innych kandydatów tylko po to, 

aby po kilku tygodniach wyrzuci

ć

 go jako bezu

Ŝ

ytecznego, nie odpowiadaj

ą

cego 

nawet poziomowi wymaganemu w jego biurze. Spo

ś

ród rozmaitych, dotychczas 

wypróbowanych metod wyboru ta ostatnia jest bez w

ą

tpienia najgorsza.

Jakiej metody b

ę

dzie si

ę

 u

Ŝ

ywa

ć

 w przyszło

ś

ci? Klucz do ewentualnego kierunku 

bada

ń

 odnale

źć

 mo

Ŝ

na w pewnym mało reklamowanym aspekcie współczesnej 

techniki selekcji. Tak rzadko bowiem zdarza si

ę

 okazja mianowania chi

ń

skiego 

tłumacza w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, 

Ŝ

e u

Ŝ

ywana przy tym metoda jest 

mało znana. Ogłasza si

ę

Ŝ

e stanowisko jest wolne, i zaczynaj

ą

 napływa

ć

 podania do

komisji zło

Ŝ

onej - dajmy na to - z pi

ę

ciu osób. Trzech urz

ę

dników ministerstwa i 

dwóch znakomitych chi

ń

skich uczonych. Na stole przed komisj

ą

 pi

ę

trzy si

ę

 stos 483 

formularzy ofert z zał

ą

czonymi 

ś

wiadectwami. Wszyscy kandydaci s

ą

 Chi

ń

czykami i 

wszyscy bez wyj

ą

tku posiadaj

ą

 pierwsz

ą

 lokat

ę

 uniwersyteck

ą

 z Pekinu lub z Amoy 

oraz doktorat filozofii uniwersytetów ameryka

ń

skich Cornell lub Johns Hopkins. 

Wi

ę

kszo

ść

 z nich piastowała w swoim czasie ministerialne stanowiska na Formozie. 

Niektórzy doł

ą

czyli fotografie. Inni (zapewne przezornie) powstrzymali si

ę

 od tego.

Przewodnicz

ą

cy zwraca si

ę

 do głównego chi

ń

skiego eksperta i mówi: „Mo

Ŝ

e dr 

Wu zechce nam powiedzie

ć

, którego z tych kandydatów nale

Ŝ

ałoby wci

ą

gn

ąć

 na na-

sz

ą

 list

ę

". Dr Wu u

ś

miecha si

ę

 zagadkowo i wskazuje na stos poda

ń

. „

ś

aden z nich 

si

ę

 nie nadaje" - mówi krótko, „Ale

Ŝ

... to znaczy... dlaczego nie?" - pyta zdumiony 

przewodnicz

ą

cy. „Poniewa

Ŝ

 

Ŝ

aden prawdziwy naukowiec w ogóle nie składałby 

podania. Bałby si

ę

 utraci

ć

 twarz w wypadku, gdyby go nie wybrano". - „Wi

ę

c co teraz 

zrobimy?" - pyta przewodnicz

ą

cy. - „S

ą

dz

ę

 - powiada dr Wu - 

Ŝ

e mogliby

ś

my 

namówi

ć

 dra Lim, 

Ŝ

eby przyj

ą

ł to stanowisko. Co pan o tym my

ś

li, doktorze Li?" - 

„Tak, s

ą

dz

ę

Ŝ

e mogliby

ś

my - odpowiada Li - ale oczywi

ś

cie nie mo

Ŝ

emy tego robi

ć

 

my sami. Mogliby

ś

my zapyta

ć

 dra Tan, czy on uwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e to stanowisko 

interesowałoby dra Lim". - „Nie znam doktora Tan - odpowiada Wu - ale znam jego 

przyjaciela, dra Wong". W tym miejscu przewodnicz

ą

cy ma ju

Ŝ

 taki zam

ę

t w głowie, 

Ŝ

e nie wie, kto i kogo ma namawia

ć

. Ale istotne jest to, 

Ŝ

wszystkie oferty id

ą

 do 

kosza, a dyskutuje si

ę

 tylko nad jednym kandydatem, i to nad tym, który wcale nie 

składał podania.

Nie zalecamy powszechnego przyj

ę

cia tej nowoczesnej metody chi

ń

skiej, lecz 

wyci

ą

gamy z niej po

Ŝ

yteczny wniosek. Ten, 

Ŝ

e inne metody zawodz

ą

 głównie 

dlatego, i

Ŝ

 zgłasza si

ę

 zbyt wielu kandydatów. Poczyniono ju

Ŝ

 wyra

ź

nie wst

ę

pne 

kroki w celu zmniejszenia ich liczby. Stosuje si

ę

 teraz powszechn

ą

 formuł

ę

„odrzuca

ć

 wszystkich powy

Ŝ

ej pi

ęć

dziesi

ą

tki i poni

Ŝ

ej dwudziestki oraz wszystkich 

Irlandczyków" - i to nieco redukuje list

ę

. Jednak

Ŝ

e i tak pozostaje zbyt wiele nazwisk. 

background image

Dokonanie wyboru w

ś

ród trzystu osób, wszystkich z wysokimi kwalifikacjami i 

dobrymi protekcjami, jest wła

ś

ciwie niemo

Ŝ

liwe. Skłaniamy si

ę

 wobec tego do 

wniosku, 

Ŝ

e bł

ą

d le

Ŝ

y w samym tek

ś

cie ogłoszenia. 

Ś

ci

ą

gn

ę

ło ono zbyt wiele ofert. 

Ludzie tak zupełnie nie zdaj

ą

 sobie sprawy z kłopotliwo

ś

ci tej sytuacji, 

Ŝ

e redaguj

ą

 

ogłoszenia w sposób, który niechybnie 

ś

ci

ą

gn

ą

łby tysi

ą

ce reflektantów.

Ogłasza si

ę

Ŝ

e wakuje odpowiedzialne stanowisko, gdy

Ŝ

 poprzednio piastuj

ą

cy je 

urz

ę

dnik zasiada obecnie w Izbie Lordów. Pensja du

Ŝ

a, emerytura poka

ź

na, obo-

wi

ą

zki nominalne, przywileje olbrzymie, dodatkowe dochody godne uwagi, a ponadto 

bezpłatne mieszkanie i słu

Ŝ

bowy wóz oraz nieograniczone mo

Ŝ

liwo

ś

ci podró

Ŝ

owania. 

Kandydaci powinni zgłasza

ć

 si

ę

 natychmiast, lecz po gł

ę

bokim namy

ś

le, zał

ą

czaj

ą

kopie (nie oryginały) jedynie trzech ostatnich 

ś

wiadectw. Jaki jest rezultat? Powód

ź

 

poda

ń

, wiele z nich nadesłanych przez wariatów i równie wiele przez emerytowanych 

oficerów w stopniu majora, specjalnie utalentowanych (zawsze tak twierdz

ą

) do 

kierowania lud

ź

mi. Nie pozostaje nic innego, jak spali

ć

 wszystkie papierzyska i 

przemy

ś

le

ć

 cał

ą

 spraw

ę

 od nowa. A zaoszcz

ę

dziłoby si

ę

 wiele czasu i trudu, gdyby 

troch

ę

 pomy

ś

le

ć

 na pocz

ą

tku.

Wystarczy zastanowi

ć

 si

ę

 przez mał

ą

 chwilk

ę

Ŝ

eby si

ę

 przekona

ć

, i

Ŝ

 doskonale 

zredagowane ogłoszenie spowoduje tylko jedn

ą

 ofert

ę

, i to ofert

ę

 pochodz

ą

c

ą

 od 

wła

ś

ciwego człowieka. Zacznijmy od przykładu kra

ń

cowego.

Potrzebny: Akrobata do chodzenia po drucie, lu

ź

no zawieszonym 200 stóp ponad 

rozpalonym piecem hutniczym. Dwa razy w nocy, trzy razy w sobot

ę

. Pensja 25 

funtów tygodniowo. razie nieszcz

ęś

liwego wypadku nie przysługuje renta ani 

Ŝ

adne odszkodowanie. Zgłasza

ć

 si

ę

 osobi

ś

cie: Cyrk „Dziki kot", pomi

ę

dzy 9 a 10 

rano.

Słowa nie musz

ą

 by

ć

 dokładnie te same, lecz ogłoszenie powinno w takim stopniu 

wykazywa

ć

 ró

Ŝ

nic

ę

 pomi

ę

dzy pokus

ą

 finansow

ą

 a mo

Ŝ

liwym ryzykiem, 

Ŝ

e zgłosi si

ę

 

tylko jeden kandydat. Nie ma potrzeby 

Ŝą

da

ć

 w ogłoszeniu szczegółowych 

kwalifikacji ani do

ś

wiadczenia, Ta oferta nie zach

ę

ci nikogo, kto naprawd

ę

 nie umie 

chodzi

ć

 po lu

ź

no zawieszonym drucie. Nie ma potrzeby wymaga

ć

, aby kandydaci 

byli w odpowiedniej formie fizycznej, trze

ź

wi i wolni od zawrotów głowy. Sami to 

wiedz

ą

. Nie trzeba te

Ŝ

 zastrzega

ć

 si

ę

 przed zgłaszaniem si

ę

 kandydatów cierpi

ą

cych 

na l

ę

k przestrzeni. Tacy si

ę

 nie zgłosz

ą

. Spryt redaktora ogłoszenia polega na usta-

leniu wysoko

ś

ci pensji w stosunku do gro

Ŝą

cego niebezpiecze

ń

stwa. 1 000 funtów 

tygodniowo 

ś

ci

ą

gn

ę

łoby tuzin kandydatów. 15 funtów mogłoby nie 

ś

ci

ą

gn

ąć

 

Ŝ

ad-

nego. Gdzie

ś

 pomi

ę

dzy tymi liczbami le

Ŝ

y wła

ś

ciwa suma, któr

ą

 nale

Ŝ

y ustali

ć

. Cyfra 

minimalna, która jednak powinna zach

ę

ci

ć

 ka

Ŝ

dego, kto rzeczywi

ś

cie zna si

ę

 na tej 

pracy. Je

ś

li zgłosi si

ę

 wi

ę

cej ni

Ŝ

 jeden kandydat, to znaczy, 

Ŝ

e ustalono cyfr

ę

 nieco 

background image

za wysok

ą

.

We

ź

my teraz dla porównania mniej kra

ń

cowy przykład:

Potrzebny: Archeolog z wysokimi kwalifikacjami akademickimi, który chciałby 

sp

ę

dzi

ć

 pi

ę

tna

ś

cie łat na odkopywaniu grobów Inków w Hełsdump nad Rzek

ą

 Ali-

gatorów. Przyznanie szlachectwa wzgl. równorz

ę

dnych zaszczytów gwarantowane. 

Emerytura przysługuje, lecz nigdy jej jeszcze nie za

Ŝą

dano. Pensja 2 000 funtów 

rocznie. Podania w trzech egzemplarzach nale

Ŝ

y składa

ć

 do dyrektora Instytutu 

Grzebalnego, Sickdale, Ul., USA.

Złe i dobre strony s

ą

 tutaj pi

ę

knie zrównowa

Ŝ

one. Nie ma potrzeby zaznacza

ć

Ŝ

kandydaci musz

ą

 by

ć

 cierpliwi wytrzymali, odwa

Ŝ

ni i nie

Ŝ

onaci. Sposób zredagowa-

nia ogłoszenia wyeliminował wszystkich, którzy takimi nie s

ą

. Nie trzeba te

Ŝ

 

wymaga

ć

Ŝ

eby kandydaci mieli bzika na punkcie odkopywania grobów. Bzika b

ę

d

ą

 

mieli na pewno. Zredukowawszy w ten sposób mo

Ŝ

liw

ą

 liczb

ę

 kandydatów do trzech, 

ogłoszenie ustala pensj

ę

 w sam raz za nisk

ą

Ŝ

eby pokusiło si

ę

 o ni

ą

 dwóch z nich, a 

obiecane zaszczyty w sam raz na tyle wysokie, 

Ŝ

eby zach

ę

ciły trzeciego. W tej 

sytuacji mo

Ŝ

na przypuszcza

ć

Ŝ

e gdyby

ś

my zaofiarowali K.C.M.G. *, zyskaliby

ś

my 

dwóch kandydatów, a gdyby

ś

my zaofiarowali O.B.E. * - nie zyskaliby

ś

my 

Ŝ

adnego. 

W rezultacie mamy jednego kandydata. Jest wprawdzie zbzikowany, ale to nie ma 

znaczenia. To jest człowiek, którego nam potrzeba.

Mo

Ŝ

na by pomy

ś

le

ć

Ŝ

e stosunkowo rzadko zdarza si

ę

 na 

ś

wiecie potrzeba 

zaanga

Ŝ

owania akrobaty chodz

ą

cego po drucie lub odkopywacza grobów i 

Ŝ

cz

ęś

ciej stajemy wobec konieczno

ś

ci szukania kandydatów do mniej egzotycznych 

zaj

ęć

. To prawda, ale zasady nale

Ŝ

y stosowa

ć

 te same. Jak si

ę

 okazuje, ich 

ogłoszenie wymaga jednak

Ŝ

e wy

Ŝ

szego stopnia sprytu. Przypu

ść

my, 

Ŝ

e nale

Ŝ

obsadzi

ć

 stanowisko prezesa Rady Ministrów. Nowoczesna tendencja ka

Ŝ

e ufa

ć

 

rozmaitym metodom wyboru, których wyniki s

ą

 prawie zawsze katastrofalne. 

Gdyby

ś

my zamiast tego zwrócili si

ę

 ku bajkom, które czytali

ś

my w dzieci

ń

stwie, 

zdaliby

ś

my sobie spraw

ę

Ŝ

e w okresie, do którego te bajki si

ę

 odnosz

ą

, u

Ŝ

ywano 

metod o wiele bardziej zadowalaj

ą

cych.

Kiedy król musiał wybra

ć

 człowieka, który miał po

ś

lubi

ć

 jego najstarsz

ą

wzgl

ę

dnie jedyn

ą

 córk

ę

 i tym samym odziedziczy

ć

 królestwo, projektował zazwyczaj 

jakie

ś

 zawody z przeszkodami, z których jedynie wła

ś

ciwy kandydat mógł wyj

ść

 

zwyci

ę

sko i z których rzeczywi

ś

cie (w wielu wypadkach) wła

ś

ciwy kandydat w ogóle 

wychodził z 

Ŝ

yciem.

Dla zorganizowania takiej próby, królowie owego raczej niejasno zdefiniowanego 

okresu byli nie

ź

le zaopatrzeni zarówno w personel, jak i ekwipunek. Czarodzieje, 

demony, wró

Ŝ

ki, wampiry, wilkołaki, olbrzymy i karzełki - oto był ich sztab. Ich kraje 

background image

posiadały zakl

ę

te góry, płomieniste rzeki, ukryte skarby i zaczarowane bory. Mógłby 

kto

ś

 zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e współczesne rz

ą

dy s

ą

 pod tym wzgl

ę

dem mniej szcz

ęś

liwe. A 

przecie

Ŝ

 to wcale, ale to wcale nie jest pewne. Urz

ę

dnik administracji, maj

ą

cy do 

dyspozycji psychologów, psychiatrów, statystyków i ekspertów od wydajno

ś

ci pracy, 

nie jest zapewne w gorszym (a mo

Ŝ

e jest w lepszym) poło

Ŝ

eniu ni

Ŝ

 kto

ś

 polegaj

ą

cy 

na ohydnych wied

ź

mach i dobrych wró

Ŝ

kach. Administracja wyposa

Ŝ

ona w kamery 

filmowe, aparaty telewizyjne, w sie

ć

 radiow

ą

 i aparaty rentgena nie wydaje si

ę

 by

ć

 w 

gorszym (je

Ŝ

eli nie jest w lepszym) poło

Ŝ

eniu ni

Ŝ

 ta, która posługiwała si

ę

 

magicznymi pałeczkami, kryształowymi kulami, czarodziejskimi 

ź

ródłami i czapkami-

niewidkami. W ka

Ŝ

dym razie te 

ś

rodki rz

ą

dzenia wydaj

ą

 si

ę

 

ś

ci

ś

le do siebie 

podobne. Trzeba jedynie przeło

Ŝ

y

ć

 technik

ę

 bajki na j

ę

zyk daj

ą

cy si

ę

 zastosowa

ć

 do 

współczesnego 

ś

wiata. A z tym, jak zobaczymy, nie ma zasadniczej trudno

ś

ci.

Pierwszy krok w tym procesie - to podj

ę

cie decyzji co do zalet, jakie powinien 

posiada

ć

 prezes Rady Ministrów. Nie musz

ą

 one we wszystkich okoliczno

ś

ciach by

ć

 

takie same, ale trzeba je wymieni

ć

 i zgodzi

ć

 si

ę

 na nie. Przypu

ść

my, 

Ŝ

e zalety 

uwa

Ŝ

ane za zasadnicze to: 

1. Energia 

2. Odwaga, 

3. Patriotyzm, 

4. Do

ś

wiadczenie, 

5. Popularno

ść

 i 

6. Krasomówstwo. 

Zauwa

Ŝ

ymy teraz, 

Ŝ

e s

ą

 to zalety powszechne, o których posiadaniu przekonani 

s

ą

 wszyscy mo

Ŝ

liwi kandydaci. Mo

Ŝ

na je naturalnie zaw

ę

zi

ć

, zastrzegaj

ą

c, 

Ŝ

e idzie o: 

4. Do

ś

wiadczenie w poskramianiu lwów, lub: 6. Krasomówstwo w j

ę

zyku chi

ń

skim, 

dialekcie peki

ń

skim. Ale nie w ten sposób chcemy ograniczy

ć

 rozległo

ść

 tych zalet. 

Nie chcemy zastrzega

ć

 posiadania jakiej

ś

 zalety w specjalnej formie, raczej: ka

Ŝ

dej 

z tych zalet w wyj

ą

tkowym stopniu.

Innymi słowy, odpowiedni kandydat musi by

ć

 człowiekiem najenergiczniejszym, 

najodwa

Ŝ

niejszym najbardziej do

ś

wiadczonym, najpopularniejszym, najbardziej 

elokwentnym i najwi

ę

kszym patriot

ą

 w kraju. Jeden tylko człowiek mo

Ŝ

e odpowiada

ć

 

temu opisowi i wła

ś

nie od niego oczekujemy oferty. Ogłoszenie musi wi

ę

c by

ć

 

zredagowane w taki sposób, 

Ŝ

eby wykluczy

ć

 ka

Ŝ

dego innego. Powinni

ś

my zatem 

u

Ŝ

y

ć

 mniej wi

ę

cej nast

ę

puj

ą

cych sformułowa

ń

:

Potrzebny: Prezes Rady Ministrów Rurytanii. Godziny pracy: od 4 rano do 11.59 

wieczorem. Kandydaci musz

ą

 by

ć

 przygotowani do stoczenia trzyrundowej walki z 

aktualnym mistrzem wagi ci

ęŜ

kiej (w przepisowych r

ę

kawicach). Wraz z doj

ś

ciem do 

background image

wieku emerytalnego (65 lat) kandydaci w sposób bezbolesny umr

ą

 za swój kraj. 

Musz

ą

 przej

ść

 egzamin z procedury parlamentarnej i odpadn

ą

, je

ś

li nie uda im si

ę

 

uzyska

ć

 95°/o  punktów,. Odpadn

ą

 równie

Ŝ

, je

ś

li nie uda im si

ę

 uzyska

ć

 75% głosów 

w glosowaniu na ich popularno

ść

 według reguł Gallupa. Wreszcie poprosi si

ę

 ich, 

Ŝ

eby wypróbowali swe zdolno

ś

ci krasomówcze na Kongresie Baptystów. Zadaniem 

mówców b

ę

dzie nakłoni

ć

 obecnych do zata

ń

czenia rock and rolla. Ci, którym si

ę

 to 

nie uda, odpadn

ą

. Wszyscy kandydaci powinni stawi

ć

 si

ę

 19 wrze

ś

nia o 11.15 przed 

południem w Klubie Sportowym (wej

ś

cie boczne). R

ę

kawice otrzymaj

ą

, ale musz

ą

 

przynie

ść

 własne pantofle, koszulki i spodenki.

Zwró

ć

my uwag

ę

Ŝ

e to ogłoszenie pomija wszelkie kłopoty z podaniami, 

ś

wiadectwami, fotografiami, poleceniami i listami urz

ę

dowymi. Je

ś

li zostało 

zredagowane poprawnie, zgłosi si

ę

 tylko jeden kandydat i on b

ę

dzie mógł obj

ąć

 

stanowisko natychmiast - tak, prawie natychmiast. Lecz co b

ę

dzie, je

ś

li nikt si

ę

 nie 

zgłosi? B

ę

dzie to dowód, 

Ŝ

e ogłoszenie wymaga poprawek. Widocznie 

Ŝą

dali

ś

my nie 

istniej

ą

cego ideału. Nale

Ŝ

y zatem to samo ogłoszenie (nawiasem mówi

ą

c, o do

ść

 

skromnych rozmiarach) zamie

ś

ci

ć

 powtórnie z mał

ą

 adiustacj

ą

. Wymagan

ą

 ilo

ść

 

punktów przy egzaminie mo

Ŝ

na zmniejszy

ć

 do 85%, przy 65% głosów w głosowaniu 

na popularno

ść

 i tylko dwóch rundach walki przeciw mistrzowi wagi ci

ęŜ

kiej. 

Oczywi

ś

cie te warunki mo

Ŝ

na by łagodzi

ć

 stopniowo, dopóki kandydat si

ę

 nie zjawi.

Ale przypu

ść

my, 

Ŝ

e zjawi si

ę

 dwóch, albo nawet trzech kandydatów. Zorientujemy 

si

ę

 wtedy, 

Ŝ

e nie byli

ś

my do

ść

 przezorni. By

ć

 mo

Ŝ

e zbyt gwałtownie obni

Ŝ

yli

ś

my 

ilo

ść

 punktów przy egzaminie - kto wie, mo

Ŝ

e powinna ona wynosi

ć

 87%, przy 66% 

w głosowaniu na popularno

ść

. Jakakolwiek byłaby tego przyczyna - mamy teraz kło-

pot. Dwóch, a mo

Ŝ

e trzech kandydatów czeka w poczekalni. Musimy dokona

ć

 

wyboru i nie mo

Ŝ

emy traci

ć

 na to całego przedpołudnia. Jednym wyj

ś

ciem byłoby 

rozpocz

ąć

 zawody i wyeliminowa

ć

 tych kandydatów, którzy zyskaj

ą

 ostatnie lokaty. 

Istnieje jednak

Ŝ

e szybszy sposób. Przyjmijmy, 

Ŝ

e wszyscy trzej kandydaci posiadaj

ą

 

wszystkie zalety, które zdefiniowali

ś

my ju

Ŝ

 jako zasadnicze. Musimy wobec tego 

doda

ć

 tylko jedn

ą

 dodatkow

ą

 zalet

ę

 i przeprowadzi

ć

 najprostszy z mo

Ŝ

liwych testów. 

W tym celu zapytujemy najbli

Ŝ

sz

ą

 młod

ą

 dam

ę

 (sekretark

ę

 czy maszynistk

ę

, to 

oboj

ę

tne): „Którego pani by wybrała?" Ona natychmiast wska

Ŝ

e jednego z 

kandydatów i w ten sposób zako

ń

czy cał

ą

 spraw

ę

. Zarzucano tej procedurze, 

Ŝ

e jest 

równoznaczna z rzucaniem monety lub z inn

ą

 loteri

ą

. Ale w rzeczywisto

ś

ci nie ma w 

niej nic z loterii. Jest to po prostu - w ostatniej minucie - zwrócenie uwagi na jeszcze 

jedn

ą

 zalet

ę

 kandydata, której dotychczas nie brano w rachub

ę

: sex-appeal.

DYREKTORZY I RADY

albo

background image

współczynnik niewydolno

ś

ci ;

Cykl 

Ŝ

ycia komitetu jest dla naszej wiedzy o sprawach współczesnych czym

ś

, tak 

podstawowym, 

Ŝ

e a

Ŝ

 dziwne, i

Ŝ

 nie po

ś

wi

ę

cono wi

ę

cej uwagi nauce o komitetologii. 

Pierwsza i najbardziej podstawowa zasada tej nauki to ta, 

Ŝ

e komitet jest ze swej 

natury czym

ś

 raczej organicznym ni

Ŝ

 mechanicznym: nie jest on budowl

ą

, lecz 

ro

ś

lin

ą

. Zapuszcza korzenie i ro

ś

nie, kwitnie, przekwita i wi

ę

dnie, rozrzucaj

ą

c ziarno, 

z którego kolejno wykiełkowuj

ą

 inne komitety. Tylko ci, którzy pami

ę

taj

ą

 o tej 

zasadzie, mog

ą

 dokona

ć

 istotnego post

ę

pu w zrozumieniu struktury i historii współ-

czesnego rz

ą

du.

Obecnie przyj

ę

to, 

Ŝ

e komitety dziel

ą

 si

ę

, ogólnie bior

ą

c, na dwie kategorie: 

a) te, z których ka

Ŝ

dy indywidualny ich członek odnosi jak

ąś

 korzy

ść

 oraz 

b) te, z którymi ka

Ŝ

dy poszczególny ich członek musi tylko w jaki

ś

 sposób 

współpracowa

ć

. Przykłady z zakresu grupy b s

ą

 jednak dla naszego celu raczej mało 

wa

Ŝ

ne; w gruncie rzeczy s

ą

 ludzie, którzy w

ą

tpi

ą

, czy komitety zaliczaj

ą

ce si

ę

 do tej 

grupy s

ą

 w ogóle komitetami. Natomiast na przykładzie znacznie silniejszej grupy 

mo

Ŝ

emy najłatwiej nauczy

ć

 si

ę

 zasad wspólnych (z pewnymi odchyleniami) 

wszystkim komitetom. W grupie najgł

ę

biej zakorzenione i najbujniejsze s

ą

 te 

komitety, które nadaj

ą

 swym członkom najwi

ę

cej pot

ę

gi i presti

Ŝ

u. W wi

ę

kszo

ś

ci 

krajów 

ś

wiata komitety te nazywa si

ę

 gabinetami". Niniejszy rozdział opiera si

ę

 na 

rozległych studiach gabinetów narodowych w czasie i przestrzeni. Przy pierwszym 

badaniu mikroskopowym zazwyczaj wydaje si

ę

 - komitetologom, historykom, a nawet 

tym, którzy mianuj

ą

 gabinety - 

Ŝ

e idealny skład rady gabinetowej powinien wynosi

ć

 

pi

ęć

 osób. Przy takim składzie ilo

ś

ciowym ro

ś

lina jest zdolna do 

Ŝ

ycia, przy czym 

dwaj członkowie mog

ą

 sobie w ka

Ŝ

dej chwili pozwoli

ć

 na nieobecno

ść

 lub chorob

ę

Pi

ę

ciu członków łatwo jest zebra

ć

, a gdy ju

Ŝ

 si

ę

 zbior

ą

, mog

ą

 działa

ć

 skutecznie, 

dyskretnie i szybko. Czterech spo

ś

ród tych członków mo

Ŝ

e by

ć

 wybitnymi znawcami 

finansów, polityki zagranicznej, obrony i prawa. Pi

ą

ty, któremu nie udało si

ę

 

opanowa

ć

 

Ŝ

adnego z tych zagadnie

ń

, zostaje zwykle przewodnicz

ą

cym, wzgl

ę

dnie 

premierem.

Jakkolwiek z ograniczenia liczby członków gabinetu do pi

ę

ciu osób wynika 

wyra

ź

na korzy

ść

, na podstawie obserwacji widzimy, 

Ŝ

e liczba ta szybko wzrasta do 

siedmiu lub dziewi

ę

ciu. Wzrost ten, który jest prawie niezmienny (jedynie w 

Luksemburgu i w Hondurasie napotkano wyj

ą

tki), tłumaczy si

ę

 zwykle potrzeb

ą

 

opanowania specjalnej wiedzy z wi

ę

cej ni

Ŝ

 czterech dziedzin. W rzeczywisto

ś

ci 

jednak istnieje inny i pot

ęŜ

niejszy powód powi

ę

kszania zespołu. Zobaczymy bowiem, 

Ŝ

e w gabinecie zło

Ŝ

onym z dziewi

ę

ciu osób polityk

ą

 zajmuje si

ę

 trzech ludzi, 

informacj

ą

 dwóch, a tylko finansami - jeden człowiek. Razem z neutralnym 

background image

przewodnicz

ą

cym czyni to siedem osób, pozostali dwaj wydaj

ą

 si

ę

 na pierwszy rzut 

oka dodani jedynie dla ozdoby. Ten podział obowi

ą

zków zanotowano po raz 

pierwszy w Wielkiej Brytanii około 1639 roku, lecz nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

szale

ń

stwo wł

ą

czania wi

ę

cej ni

Ŝ

 trzech zdolnych i gadatliwych ludzi do jednego 

komitetu odkryto na długo przedtem. Dotychczas niewiele wiemy na temat funkcji 

owych dwóch milcz

ą

cych członków, ale mamy słuszne powody przypuszcza

ć

Ŝ

gabinet w swym drugim stadium rozwoju nie mógłby pracowa

ć

 bez nich.

Istniej

ą

 na 

ś

wiecie gabinety (od razu przychodz

ą

 na my

ś

l takie kraje, jak 

Kostaryka, Ekwador, Północna Irlandia, Liberia, Filipiny, Urugwaj i Panama), które 

zatrzymały si

ę

 na tym drugim stadium - to znaczy ograniczyły liczb

ę

 swych członków 

do dziewi

ę

ciu. Te gabinety znalazły si

ę

 jednak

Ŝ

e w znacznej mniejszo

ś

ci. Gdzie 

indziej i na wi

ę

kszych terytoriach gabinety powszechnie uległy prawu wzrostu.

Przyjmowano innych członków, niektórych ze wzgl

ę

du na ich specjaln

ą

 wiedz

ę

lecz cz

ęś

ciej dlatego, 

Ŝ

e nie-przyj

ę

cie ich powodowałoby wi

ę

ksze kłopoty. Ich opo-

zycj

ę

 mo

Ŝ

na było uciszy

ć

 jedynie poprzez ich udział przy podejmowaniu ka

Ŝ

dej 

decyzji. Poniewa

Ŝ

 wprowadzano ich (i obłaskawiano) jednego po drugim, ogólna 

liczba wzrastała od dziesi

ę

ciu a

Ŝ

 do dwudziestu. Na tym trzecim stadium rozwoju 

gabinetów istniej

ą

 ju

Ŝ

 powa

Ŝ

ne trudno

ś

ci.

Najbardziej widoczna - to trudno

ść

 zebrania wszystkich ludzi w jednym miejscu, w 

tym samym dniu i o tej samej godzinie. Jeden wła

ś

nie wyje

Ŝ

d

Ŝ

a 18, a tymczasem 

drugi nie wróci przed 21. Trzeci ma zaj

ę

te wszystkie wtorki, a czwarty nigdy nie jest 

uchwytny przed 5 po południu. Ale to tylko pocz

ą

tek kłopotów, gdy

Ŝ

 skoro ju

Ŝ

 raz 

uda si

ę

 zebra

ć

 ich wi

ę

kszo

ść

, okazuje si

ę

Ŝ

e s

ą

 to przewa

Ŝ

nie ludzie starzy, 

zgorzkniali, t

ę

pi i głusi. Stosunkowo niewielu z nich wybrano z my

ś

l

ą

Ŝ

e s

ą

, b

ę

d

ą

 lub 

kiedykolwiek byli u

Ŝ

yteczni. Prawdopodobnie wi

ę

kszo

ść

 z nich wybrano po to, aby 

zjedna

ć

 sobie jakie

ś

 stronnictwo. Dlatego te

Ŝ

 lubi

ą

 oni donosi

ć

 o tym, co si

ę

 dzieje 

na posiedzeniach, stronnictwom przez siebie reprezentowanym. Upada wszelka 

tajno

ść

 obrad, co najgorsze - członkowie zaczynaj

ą

 przygotowywa

ć

 przemówienia. 

Wygłaszaj

ą

 mowy, a potem opowiadaj

ą

 przyjaciołom o tym, co wyobra

Ŝ

aj

ą

 sobie, 

Ŝ

powiedzieli. Ale im bardziej ci jedynie reprezentatywni członkowie podkre

ś

laj

ą

 swoje 

prawa, tym gło

ś

niej inne stronnictwa domagaj

ą

 si

ę

 własnej reprezentacji. Kształtuj

ą

 

si

ę

 partie wewn

ę

trzne i próbuj

ą

 zyska

ć

 na sile przez dobór dalszych zwolenników. 

Ogólna liczba dwudziestu została osi

ą

gni

ę

ta i przekroczona. I w ten sposób nagle 

gabinet wchodzi w czwarte i ostatnie stadium swej historii. Poniewa

Ŝ

 w tym punkcie 

rozwoju gabinetu (pomi

ę

dzy liczb

ą

 20 a 22 członków) cały komitet przechodzi 

gwałtown

ą

 przemian

ę

 chemiczn

ą

, wzgl

ę

dnie organiczn

ą

.

Istot

ę

 tej zmiany łatwo wy

ś

ledzi

ć

 i poj

ąć

. Przede wszystkim owych pi

ę

ciu 

background image

członków, którzy si

ę

 licz

ą

, zbiera si

ę

 uprzednio. Przy powzi

ę

tych ju

Ŝ

 decyzjach, 

nominalna egzekutywa niewiele ma do roboty. I w konsekwencji ustaje wszelki opór 

przeciw powi

ę

kszaniu si

ę

 komitetu. Wi

ę

ksza liczba członków nie straci wi

ę

cej czasu, 

poniewa

Ŝ

 ka

Ŝ

de zebranie jest - w ka

Ŝ

dym wypadku - strat

ą

 czasu. A zatem 

Ŝą

dania 

stronnictw zaspokaja si

ę

 chwilowo, dopuszczaj

ą

c ich reprezentantów, i mog

ą

 

upłyn

ąć

 całe dekady, zanim ludzie zorientuj

ą

 si

ę

, jak iluzoryczne było ich 

zwyci

ę

stwo. Drzwi s

ą

 szeroko otwarte, liczba członków wzrasta od 20 do 30, od 30 

do 40. Mo

Ŝ

e si

ę

 wkrótce zdarzy

ć

Ŝ

e b

ę

dzie ich nawet tysi

ą

c. Ale to nie ma 

znaczenia, poniewa

Ŝ

 gabinet przestał ju

Ŝ

 by

ć

 prawdziwym gabinetem i został 

zast

ą

piony w swych dawnych funkcjach przez jakie

ś

 inne ciało.

W historii Anglii ro

ś

lina ta pi

ę

ciokrotnie prze

Ŝ

ywała swój cykl 

Ŝ

yciowy. Co prawda 

trudno byłoby dowie

ść

Ŝ

e pierwsze wcielenie gabinetu, angielska Rada Koronna - 

obecnie zwana Izb

ą

 Lordów - składała si

ę

 kiedykolwiek zaledwie z pi

ę

ciu członków. 

Rzeczywi

ś

cie, kiedy słyszymy o niej po raz pierwszy, straciła ona ju

Ŝ

 swój bardziej 

intymny charakter, a liczba jej dziedzicznych członków wahała si

ę

 od 29 do 50. Jej 

ź

niejszy wzrost idzie jednak w parze z utrat

ą

 władzy. W okr

ą

głych cyfrach liczyła 

ona 60 członków w r. 1601, 140 w r. 1661, 220 w r. 1760, 400 w r. 1850, 650 w r. 

1911 i 850 w r. 1952.

W którym punkcie tego rozwoju powstał 

ś

ci

ś

lejszy komitet w łonie arystokracji? 

Powstał około r. 1257, jego członkowie nazywali si

ę

 lordami Rady Królewskiej i było 

ich mniej ni

Ŝ

 10. Nie było ich wi

ę

cej ni

Ŝ

 11 w r. 1378 i równie niewielu w r. 1410. 

Potem, od czasów panowania Henryka V, zaczynaj

ą

 si

ę

 mno

Ŝ

y

ć

. Jest ich 20 w r. 

1433, potem 41 w r. 1504, a wreszcie a

Ŝ

 172, zanim Rada przestaje si

ę

 zbiera

ć

. W 

łonie Rady Królewskiej rozwin

ę

ło si

ę

 trzecie wcielenie gabinetu - Rada Przyboczna - 

z pocz

ą

tkow

ą

 liczb

ą

 9 członków. Liczba ta wzrosła do 20 w r. 1540, do 29 w r. 1547 i 

do 44 w r. 1558.1 Rada Przyboczna rosła proporcjonalnie, w miar

ę

 jak jej działalno

ść

 

przestawała by

ć

 skuteczna. Liczyła 47 członków w r. 1679, 67 w r. 1723, 200 w r. 

1902 i 300 w r. 1951

W łonie Rady Przybocznej rozwin

ę

ła si

ę

 koteria, czyli Rada Gabinetowa, która 

skutecznie przej

ę

ła działalno

ść

 poprzedniej około r. 1615. Kiedy słyszymy o niej po 

raz pierwszy, liczba jej członków wynosi 8. Nast

ę

pnie około r. 1700 powi

ę

ksza si

ę

 do 

12 i do 20 ok. 1725 r. Rada Gabinetowa została nast

ę

pnie zast

ą

piona około r. 1740 

przez wewn

ę

trzn

ą

 grup

ę

, zwan

ą

 odt

ą

d po prostu gabinetem. Jego rozwój najlepiej 

pokazuje nast

ę

puj

ą

ca tabela:

GABINET BRYTYJSKI

background image

Rok

1740

1784

1801

1841

1885

1900

1915

Liczba członków

5

7

12

14

16

20

22

Rok

1935

1939

1943

1945

1949

1954

Liczba członków

22

23

16

20

17

18

Wida

ć

 z niej, 

Ŝ

e od r. 1939 toczyła si

ę

 walka o uratowanie tej instytucji; walka 

podobna do prób, jakie podejmowano, a

Ŝ

eby uratowa

ć

 Rad

ę

 Przyboczn

ą

 za czasów 

panowania królowej El

Ŝ

biety I. Zdawało si

ę

Ŝ

e gabinet upadnie około r. 1940, i był 

ju

Ŝ

 na jego miejsce przygotowany wewn

ę

trzny gabinet (składaj

ą

cy si

ę

 z 5, 7 czy 9 

członków). Jednak

Ŝ

e wynik nadal jest w

ą

tpliwy. Mo

Ŝ

liwe po prostu, 

Ŝ

e brytyjski 

gabinet wci

ąŜ

 jeszcze jest wa

Ŝ

n

ą

 instytucj

ą

.

W porównaniu z gabinetem brytyjskim, gabinet Stanów Zjednoczonych 

przeciwstawia si

ę

 niezwykle zdecydowanie inflacji politycznej. Posiadał on wła

ś

ciw

ą

 

liczb

ę

 5 członków w r. 1789, wci

ąŜ

 jeszcze tylko 7 około r. 1840, 9 około 1901 r., 10 

około r. 1913, 11 w r. 1945, a potem - wbrew tradycji - ograniczył ich liczb

ę

 znowu do 

10 w r. 1953. Czy ta próba ograniczenia liczby członków, rozpocz

ę

ta w r. 1947, 

powiedzie si

ę

 na dłu

Ŝ

sz

ą

 met

ę

, to w

ą

tpliwe. Wszelkie do

ś

wiadczenia wskazuj

ą

 na 

nieodwracalno

ść

 poprzedniej tendencji. Na razie Stany Zjednoczone (podobnie jak 

Gwatemala i El Salvador) ciesz

ą

 si

ę

 opini

ą

 pa

ń

stwa o gabinecie ekskluzywnym i 

rzeczywi

ś

cie maj

ą

 mniej ministrów gabinetowych ni

Ŝ

 Nikaragua czy Paragwaj.

Jak wygl

ą

daj

ą

 inne kraje w tym porównaniu? Wi

ę

kszo

ść

 krajów posiada gabinety, 

których liczba członków waha si

ę

 pomi

ę

dzy 12 a 20. Bior

ą

ś

redni

ą

 ponad 60 

krajów, widzimy, 

Ŝ

e przekracza ona 16; najcz

ęś

ciej spotykan

ą

 liczb

ą

 jest 15 (w 

siedmiu wypadkach) i 9 (tak

Ŝ

e w siedmiu), i z pewno

ś

ci

ą

 najdziwniejszym gabinetem 

jest gabinet Nowej Zelandii, posiadaj

ą

cy jednego tylko przedstawiciela, którego musi 

si

ę

 przedstawia

ć

 jako „ministra rolnictwa, ministra lasów, ministra do spraw 

Maorysów, ministra pełnomocnego Biura Trustu Maoryjskiego i Ochrony 

Krajobrazu". Przewodnicz

ą

cy bankietu w Nowej Zelandii musi by

ć

 równie

Ŝ

 

przygotowany na to, 

Ŝ

eby prosi

ć

 gor

ą

co o cisz

ę

, poniewa

Ŝ

 przemówi „minister zdro-

wia, minister zast

ę

pca premiera, minister do spraw Towarzystwa Rozwoju Pa

ń

stwa, 

do spraw Spisu Ludno

ś

ci i Departamentu Statystyki, Biura Trustu Publicznego oraz 

Propagandy i Informacji". W innych krajach ta orientalna profuzja jest na szcz

ęś

cie 

rzadka.

Studia nad przykładem brytyjskim wykazuj

ą

Ŝ

e punkt bezwładu w działalno

ś

ci 

gabinetu osi

ą

ga si

ę

, gdy ogólna liczba jego członków przekroczy 20 lub mo

Ŝ

e 21. 

Rada Koronna, Rada Królewska, Rada Przyboczna - wszystkie one przekroczyły 

liczb

ę

 20 członków, kiedy rozpocz

ą

ł si

ę

 ich upadek. Obecny gabinet brytyjski, 

background image

cofn

ą

wszy si

ę

 znad przepa

ś

ci, jest bliski tej liczby. Na tej podstawia mogliby

ś

my 

skłania

ć

 si

ę

 do wniosku, 

Ŝ

e gabinety - czy] te

Ŝ

 inne komitety - których liczba 

członków przekroczyła 21, trac

ą

 realn

ą

 władz

ę

, a te o znacznie wi

ę

kszej liczbie 

członków ju

Ŝ

 j

ą

 utraciły.

Jakie

Ŝ

 mo

Ŝ

emy znale

źć

 zadowalaj

ą

ce wyja

ś

nienie tej; hipotezy? Musimy tutaj 

zdecydowanie odró

Ŝ

ni

ć

 stan faktyczny od teorii, symptom od choroby. Co do 

najbardziej widocznych symptomów panuje drobna ró

Ŝ

nica zda

ń

. Wiadomo, 

Ŝ

zebranie licz

ą

ce ponad 20 uczestników zaczyna zmienia

ć

 swój charakter. Na 

ka

Ŝ

dym ko

ń

cu stołu zaczynaj

ą

 si

ę

 toczy

ć

 osobne rozmowy. Chc

ą

c, aby go słyszano, 

uczestnik zebrania musi wsta

ć

. A skoro ju

Ŝ

 wstał, trudno mu powstrzyma

ć

 si

ę

 od 

wygłoszenia mowy, cho

ć

by tylko z przyzwyczajenia. „Panie przewodnicz

ą

cy - 

zacznie. - S

ą

dz

ę

Ŝ

e mog

ę

 bez obawy sprzeciwów stwierdzi

ć

 - a mówi

ę

 to teraz na 

podstawie dwudziestu pi

ę

ciu  (a nawet niemal ju

Ŝ

 dwudziestu siedmiu), lat do

ś

wiad-

czenia - 

Ŝ

e musimy rozpatrzy

ć

 t

ę

 spraw

ę

 z najwi

ę

ksz

ą

 powag

ą

. Spoczywa na nas 

ogromna odpowiedzialno

ść

, sir, a ja jako..."

Po

ś

ród tego całego bełkotu obecni tam ludzie U

Ŝ

yteczni - je

ś

li w ogóle s

ą

 tacy - 

zaczynaj

ą

 posyła

ć

 sobie małe karteczki, na których pisz

ą

: „Zjedz jutro ze mn

ą

 lunch 

:

- umówimy si

ę

 pó

ź

niej".

Ŝ

 mog

ą

 robi

ć

 innego? Strumie

ń

 wymowy płynie bez ko

ń

ca. Mówca mógłby 

równie dobrze mówi

ć

 przez sen. Komitet, którego on jest najbardziej 

bezwarto

ś

ciowym członkiem, przestał ju

Ŝ

 cokolwiek znaczy

ć

. Sko

ń

czył si

ę

 

beznadziejnie. Umarł.

To jest pewne. Ale korzenie tego przykrego zjawiska si

ę

gaj

ą

 gł

ę

biej i nale

Ŝ

jeszcze odkry

ć

 je, przynajmniej cz

ęś

ciowo. Zbyt wiele wa

Ŝ

nych czynników jest 

nieznanych. Jaka jest wielko

ść

 i jaki kształt stołu konferencyjnego? Jaka jest 

ś

rednia 

wieku obecnych? O której godzinie rozpoczyna si

ę

 zebranie? W artykule 

przeznaczonym dla laików nie miałoby sensu przytaczanie oblicze

ń

, na podstawie 

których oznaczono pierwszy, próbny, współczynnik niewydolno

ś

ci. Wystarczy 

stwierdzi

ć

Ŝ

e długie badania w Instytucie Komitetologii doprowadziły do odkrycia 

formuły, szeroko (je

ś

li nie powszechnie) przyj

ę

tej przez znawców zagadnienia. By

ć

 

mo

Ŝ

e nale

Ŝ

y jeszcze wyja

ś

ni

ć

Ŝ

e badacze przyj

ę

li jako zało

Ŝ

enie umiarkowany 

klimat, fotele pokryte skór

ą

 i wysoki stopie

ń

 trze

ź

wo

ś

ci zebranych. W tych 

warunkach formuła brzmi nast

ę

puj

ą

co:

gdzie m oznacza przeci

ę

tn

ą

 liczb

ę

 członków rzeczywi

ś

cie obecnych; o - liczb

ę

 

background image

członków pozostaj

ą

cych pod wpływem stronnictw z zewn

ą

trz; - przeci

ę

tn

ą

 wieku 

zebranych; d - odległo

ść

 w centymetrach pomi

ę

dzy dwoma najdalej od siebie 

siedz

ą

cymi uczestnikami zebrania; - ilo

ść

 lat, która min

ę

ła od czasu, kiedy gabinet 

lub komitet zebrał si

ę

 po raz pierwszy; p - cierpliwo

ść

 przewodnicz

ą

cego, mierzon

ą

 

wg skali Peabody; b - 

ś

redni

ą

 ci

ś

nienia krwi trzech najstarszych uczestników, 

zmierzon

ą

 na krótko przed rozpocz

ę

ciem zebrania. Wówczas oznacza

ć

 b

ę

dzie 

liczb

ę

 członków efektywnie obecnych w momencie, w którym skuteczne 

funkcjonowanie gabinetu, lub innego komitetu, staje si

ę

 wyra

ź

nie niemo

Ŝ

liwe. To jest 

wła

ś

nie współczynnik niewydolno

ś

ci i le

Ŝ

y on pomi

ę

dzy 19,9 a 22,4. (Dziesi

ę

tne 

oznaczaj

ą

 cz

ęś

ciowe uczestnictwo, to znaczy tych, którzy na cz

ęś

ci zebrania s

ą

 

nieobecni).

ę

dem byłoby s

ą

dzi

ć

 na podstawie pobie

Ŝ

nego sprawdzenia tego równania, 

Ŝ

nauka komitetologiczna znajduje si

ę

 w zaawansowanym stadium swego rozwoju. 

Komitetolodzy i subkomitetolodzy nie upieraj

ą

 si

ę

 przy tym, cho

ć

by z obawy przed 

utrat

ą

 pracy. Kład

ą

 raczej nacisk na fakt, 

Ŝ

e ich badania zaledwie si

ę

 rozpocz

ę

ły i 

znajduj

ą

 si

ę

 wła

ś

nie u progu zdumiewaj

ą

cego post

ę

pu. Przyjmuj

ą

c jednak wszelkie 

poprawki w zwi

ą

zku z ich osobistym: zainteresowaniem w tym wzgl

ę

dzie - to znaczy 

dyskontuj

ą

c 90% tego, co mówi

ą

 - spokojnie mo

Ŝ

emy przyj

ąć

Ŝ

e wiele jest jeszcze 

do zrobienia.

Mogliby

ś

my prawdopodobnie na przykład wynale

źć

 formuł

ę

 okre

ś

laj

ą

c

ą

 

optymaln

ą

 liczb

ę

 członków komitetu. Znajduje si

ę

 ona - owa złota liczba - gdzie

ś

 

pomi

ę

dzy liczb

ą

 3 (przy której nie mo

Ŝ

na zebra

ć

 quorum) a w przybli

Ŝ

eniu 21 (gdy 

cały organizm zaczyna gin

ąć

). Postawiono interesuj

ą

c

ą

 teori

ę

Ŝ

e liczb

ą

 t

ą

 musi by

ć

 

8. Dlaczego? Poniewa

Ŝ

 jest to jedyna liczba, której zgodnie unikn

ę

ły wszystkie 

istniej

ą

ce pa

ń

stwa. Jakkolwiek jednak na, pierwszy rzut oka teoria ta mo

Ŝ

e wyda

ć

 

si

ę

 atrakcyjna,, budzi ona pewien powa

Ŝ

ny zarzut. Liczba 8 była bowiem t

ą

 liczb

ą

 

członków, któr

ą

 w swej Radzie Stanu pragn

ą

ł mie

ć

 król Karol I. A wiadomo, jak 

sko

ń

czył!

WOLA LUDU

albo

doroczne zgromadzenie

powszechne

Wszyscy dobrze znamy podstawow

ą

 ró

Ŝ

nic

ę

 pomi

ę

dzy parlamentem angielskim a 

francuskim; ró

Ŝ

nic

ę

 t

ę

 na

ś

laduj

ą

 inne tego rodzaju zgromadzenia, wywodz

ą

ce si

ę

 od 

ka

Ŝ

dego z nich. Wszyscy zdajemy sobie spraw

ę

Ŝ

e ta główna ró

Ŝ

nica nie ma nic 

wspólnego z narodowym temperamentem, lecz wynika z układu miejsc na sali 

zebra

ń

.

background image

Brytyjczycy, wychowani na sportowych grach dru

Ŝ

ynowych, wchodz

ą

 do swej Izby 

Gmin z uczuciem ludzi, którzy ch

ę

tniej robiliby co

ś

 innego. A je

ś

li nie mog

ą

 gra

ć

 w 

golfa lub w tenisa, to mog

ą

 przynajmniej udawa

ć

Ŝ

e polityka jest gr

ą

 opart

ą

 na 

bardzo podobnych zasadach. Ale w takim wypadku parlament budziłby jeszcze mniej 

zainteresowania, ni

Ŝ

 budzi. Wobec tego instynkt nakazał Brytyjczykom stworzy

ć

 

dwie przeciwne dru

Ŝ

yny z arbitrem i s

ę

dziami liniowymi oraz kazał im debatowa

ć

 a

Ŝ

 

do wzajemnego wyczerpania.

Izba, Gmin jest tak urz

ą

dzona, 

Ŝ

e - w praktyce - ka

Ŝ

dy jej członek zmuszony jest 

do opowiedzenia si

ę

 po jednej lub drugiej stronie, zanim jeszcze zapozna si

ę

 z 

odpowiednimi argumentami lub nawet (w pewnych wypadkach) zanim jeszcze dowie 

si

ę

, co jest wła

ś

ciwie przedmiotem dyskusji. Od urodzenia uczono go, 

Ŝ

e nale

Ŝ

y wal-

czy

ć

 na korzy

ść

 swojej dru

Ŝ

yny, i to oszcz

ę

dza mu wszelkiego nadmiernego wysiłku 

umysłowego. W

ś

lizn

ą

wszy si

ę

 na swój fotel pod koniec przemówienia, wie 

dokładnie, w jaki sposób argumentowa

ć

 od punktu, do którego doszedł mówca.

Je

ś

li mówca znajduje si

ę

 po tej samej, co on, stronie j Izby, b

ę

dzie wołał: 

„Doskonale! Brawo!" Je

ś

li za

ś

 mówca: jest kim

ś

 ze strony przeciwnej, mo

Ŝ

spokojnie woła

ć

 „Ha

ń

ba!", lub tylko: „Oooo!" Nieco pó

ź

niej, by

ć

 mo

Ŝ

e b

ę

dzie miał 

czas zapyta

ć

 s

ą

siada, na jaki temat mianowicie toczy si

ę

 debata. Jednak

Ŝ

e, 

ś

ci

ś

le 

mówi

ą

c, nie ma potrzeby tego robi

ć

. W ka

Ŝ

dym razie wie tyle, 

Ŝ

eby nie strzeli

ć

 gola 

do własnej bramki.

Ludzie siedz

ą

cy po przeciwnej stronie myl

ą

 si

ę

 całkowicie i wszystkie ich 

argumenty s

ą

 zwykłymi bzdurami. I odwrotnie: ludzie siedz

ą

cy po tej samej stronie, 

co on s

ą

 prawdziwymi m

ęŜ

ami stanu, a ich mowy s

ą

 szczególnym poł

ą

czeniem 

m

ą

dro

ś

ci, elokwencji i umiarkowania. Nie sprawia te

Ŝ

 najmniejszej ró

Ŝ

nicy fakt, czy 

on sam studiował polityk

ę

 w Harrow, czy te

Ŝ

 próbował szcz

ęś

cia w Aston Villa. W 

obydwu szkołach nauczył si

ę

, kiedy nale

Ŝ

y wydawa

ć

 okrzyki radosne, a kiedy 

obel

Ŝ

ywe. Ale system brytyjski zale

Ŝ

y w zupełno

ś

ci od rozkładu miejsc. Gdyby ławy 

nie stały naprzeciw siebie, nikt nie potrafiłby odró

Ŝ

ni

ć

 prawdy od fałszu, m

ą

dro

ś

ci od 

głupoty chyba 

Ŝ

e oczywi

ś

cie wszystkiemu by si

ę

 przysłuchiwał.  Ale słuchanie 

wszystkiego byłoby 

ś

mieszne, gdy

Ŝ

 połowa przemówie

ń

 musi z konieczno

ś

ci 

zawiera

ć

 same nonsensy.

We Francji popełniono pocz

ą

tkowo bł

ą

d, sadzaj

ą

c reprezentantów w półkolu, 

wszystkich twarz

ą

 do mównicy. Mo

Ŝ

na by sobie wyobrazi

ć

 wynikaj

ą

cy st

ą

d nieład, 

gdyby, nie był on powszechnie znany. Nie mo

Ŝ

na było utworzy

ć

 naprawd

ę

 

przeciwnych dru

Ŝ

yn i nikt (bez słuchania) nie mógł orzec, który argument był bardziej 

przekonywaj

ą

cy. Istniała jeszcze dalsza niewygoda w tym, 

Ŝ

e wszystkie 

przemówienia wygłaszano po francusku - Stany Zjednoczone m

ą

drze powstrzymały 

background image

si

ę

 od na

ś

ladowania tego wzoru. Ale nawet bez wzgl

ę

du na trudno

ś

ci j

ę

zykowe 

system francuski jest wystarczaj

ą

co zły. Francuzi nie posun

ę

li si

ę

 a

Ŝ

 do takiej 

ostateczno

ś

ci, by sadza

ć

 ludzi w porz

ą

dku alfabetycznym. Ale półkolista Izba 

pozwala na subtelne rozró

Ŝ

nienie pomi

ę

dzy rozmaitymi stopniami prawicowo

ś

ci i 

lewicowo

ś

ci. Nie ma tam wyra

ź

nego, brytyjskiego odci

ę

cia si

ę

 prawo

ś

ci od zła. 

Deputowany zwi

ą

zany jest politycznie z panem Niejakim z lewej strony, lecz 

równocze

ś

nie z panem Jakim

ś

tam z prawej strony. Có

Ŝ

 kto

ś

 mo

Ŝ

e zrobi

ć

 w takiej 

sytuacji? Có

Ŝ

 my powinni

ś

my zrobi

ć

, gdyby si

ę

 nawet mówiło po angielsku? Co oni 

sami mog

ą

 zrobi

ć

? Odpowied

ź

 brzmi: „Nic".

Wszystko to jest powszechnie znane. Mniej powszechnie uznaje si

ę

 jednak 

kapitalne znaczenie, jakie układ miejsc posiada w zastosowaniu do innych zebra

ń

 i 

zgromadze

ń

, mi

ę

dzynarodowych, narodowych i lokalnych. Co wi

ę

cej, w 

zastosowaniu do zebra

ń

 odbywaj

ą

cych si

ę

 wokół stołu, takich jak np. Konferencja 

Okr

ą

głego Stołu. Chwila zastanowienia przekona nas o tym, 

Ŝ

e Konferencja 

Kwadratowego Stołu byłaby czym

ś

 zupełnie innym, a Konferencja Długiego Stołu - 

czym

ś

 jeszcze innym. Ró

Ŝ

nice te nie tylko wywieraj

ą

 wpływ na długo

ść

 i zjadliwo

ść

 

dyskusji, wpływaj

ą

 tak

Ŝ

e na decyzje (je

ś

li si

ę

 jakie

ś

 podejmuje). Rzadko tylko, jak 

wiemy, głosowanie odzwierciedla istot

ę

 sprawy. Na ostateczn

ą

 decyzj

ę

 oddziałuj

ą

 

Ŝ

norodne czynniki, z których jedynie kilka nas interesuje. Winni

ś

my jednak

Ŝ

zwróci

ć

 uwag

ę

 na to, 

Ŝ

e koniec ko

ń

ców o danej sprawie decyduj

ą

 w rzeczywisto

ś

ci 

głosy bloku centralnego. Nie jest to prawd

ą

 w Izbie Gmin, gdzie nie dopuszczono do 

powstania takiego bloku. Ale na innych konferencjach centralny blok jest ogromnie 

wa

Ŝ

ny. Zasadniczo ów blok obejmuje nast

ę

puj

ą

ce elementy:

a. Tych, którym nie udało si

ę

 zrozumie

ć

 

Ŝ

adnego z memorandów napisanych 

wcze

ś

niej i jeszcze przed wieloma tygodniami rozesłanych wszystkim, którzy mieli 

by

ć

 obecni.

b. Tych, którzy s

ą

 zbyt głupi na to, 

Ŝ

eby w ogóle zrozumie

ć

 obrady. Łatwo ich 

rozpozna

ć

, poniewa

Ŝ

 maj

ą

 skłonno

ść

 do szeptania mi

ę

dzy sob

ą

: „O czym ten facet 

gada?"

c. Głuchych, którzy siedz

ą

 osłaniaj

ą

c ucho dłoni

ą

 i mrucz

ą

: „

ś

e te

Ŝ

 ludzie nie 

mog

ą

 mówi

ć

 gło

ś

niej".

d. Tych, którzy jeszcze nad ranem byli zalani w trupa, zwlekli si

ę

 z łó

Ŝ

ka (nie 

wiadomo po co) z piekielnym bólem głowy i z przekonaniem, 

Ŝ

e i tak wszystko nie 

ma

sensu.

e. Starców, których punktem honoru jest utrzymywanie dobrej formy - oczywi

ś

cie 

lepszej ni

Ŝ

 całego mnóstwa tych młodzików. „Przyszedłem tutaj na piechot

ą

 

background image

szepcz

ą

. - Nie

ź

le, jak na osiemdziesi

ę

ciodwuletniego m

ęŜ

czyzn

ę

, prawda?"

f.  Słabeuszy, którzy niewyra

ź

nie obiecali popiera

ć

 obie strony i nie wiedz

ą

, Jak z 

tego wybrn

ąć

. Zastanawiaj

ą

 si

ę

 nad tym, czy lepiej powstrzyma

ć

 si

ę

 od głosowania, 

czy uda

ć

 chorych.

Pierwszym krokiem do pozyskania głosów centralnego bloku jest zidentyfikowanie 

i policzenie jego członków. Po dokonaniu tego, wszystko ju

Ŝ

 zale

Ŝ

y od miejsca, na 

którym usi

ą

d

ą

. Najlepsza technika polega na odkomenderowaniu znanego i 

zaufanego człowieka partii do nawi

ą

zania rozmowy z wymienionymi typami z 

centralnego bloku, zanim jeszcze zgromadzenie si

ę

 rozpocznie. W tej wst

ę

pnej 

pogaw

ę

dce zdecydowani zwolennicy winni starannie unika

ć

 wspominania o głównym 

przedmiocie obrad. Powinni wyuczy

ć

 si

ę

 przytoczonych ni

Ŝ

ej gambitów otwarcia, 

odpowiednich do kategorii typów wymienionych wy

Ŝ

ej, a do których naturalnie 

zaliczaj

ą

 si

ę

 ludzie z centralnego bloku:

a. „To  tylko  strata  czasu,  fabrykowanie  tych  wszystkich dokumentów. Co do 

mnie, wi

ę

kszo

ść

 z nich wrzuciłem do kosza".

b „Zdaje si

ę

Ŝ

e b

ę

d

ą

 nas tutaj długo ol

ś

niewa

ć

 krasomówstwem. Cz

ę

sto 

wolałbym, 

Ŝ

eby ludzie mniej mówili i przechodzili do sedna sprawy. Gdyby mnie pan 

spytał o zdanie, powiedziałbym, 

Ŝ

e oni s

ą

 przem

ą

drzali".

c. „Akustyka tej sali jest po prostu straszna. Mo

Ŝ

na by pomy

ś

le

ć

Ŝ

e ci uczeni 

faceci umy

ś

lnie j

ą

 sknocili. NIE SŁYSZ

Ę

 ANI POŁOWY TEGO, CO SI

Ę

 TUTAJ 

MÓWI. A PAN?"

d.„Co za paskudne miejsce na zebrania! My

ś

l

ę

Ŝ

e to chyba wina wentylacji. Robi 

mi si

ę

 niemal słabo. A jak pan si

ę

 czuje?"

e. „Co

ś

 takiego, jak pan to robi?! Prosz

ę

 mi zdradzi

ć

 swój sekret. Co pan jada na 

ś

niadanie?"

f. „Tyle si

ę

 tutaj mówi o tej sprawie w imieniu ka

Ŝ

dej ze stron, 

Ŝ

e doprawdy nie 

wiem, kogo poprze

ć

. Co pan o tym s

ą

dzi?"

Skoro ju

Ŝ

 te gambity zostały poprawnie rozegrane, zaufany człowiek partii 

zaczyna o

Ŝ

ywion

ą

 konwersacj

ę

, w czasie której steruje swego rozmówc

ę

, uczestnika 

centralnego bloku, w stron

ę

 forum. Podczas gdy to czyni, inny działacz partyjny staje 

tu

Ŝ

 przed nimi i idzie w tym samym kierunku. Najlepiej wyja

ś

ni

ć

 ten manewr na 

konkretnym przykładzie.

Przypu

ść

my, 

Ŝ

e zaufany człowiek partii (Mr Sturdy) kieruje uczestnika 

centralnego bloku Y (Mr Waverley, typ f) ku fotelowi na przedzie. Przed nimi idzie 

działacz 2 (Mr Staunch), który siada, nie zwracaj

ą

c zupełnie uwagi na dwóch 

m

ęŜ

czyzn id

ą

cych za nim. Staunch odwraca si

ę

 teraz i kiwa r

ę

k

ą

 komu

ś

 z daleka. 

Potem nachyla si

ę

Ŝ

eby zamieni

ć

 par

ę

 uwag z kim

ś

, kto siedzi przed nim. Dopiero 

background image

kiedy Waverley usiadł, Staunch odwraca si

ę

 ku niemu i woła: „Drogi przyjacielu — 

jak

Ŝ

e mi miło ci

ę

 spotka

ć

!" I znów dopiero kilka minut pó

ź

niej spójrz znienacka na 

Sturdy'ego i zdziwi si

ę

 w sposób widoczny „Halo, Sturdy, nie przypuszczałem, 

Ŝ

e ci

ę

 

tu zobacz

ę

!'' i „Ju

Ŝ

 wyzdrowiałem - odpowiada Sturdy - to było tylko przezi

ę

bienie". 

W ten sposób cały ten porz

ą

dek zaj

ę

cia" miejsc zaaran

Ŝ

owano jako zupełnie 

niespodziewany, przypadkowy i przyjacielski. Tak te

Ŝ

 ko

ń

czy si

ę

 Pierwsza Faza owej 

operacji, która b

ę

dzie dokładnie taka sama bej wzgl

ę

du na to, do jakiej kategorii 

dany uczestnik centralnego bloku b

ę

dzie nale

Ŝ

ał.

Faz

ę

 Drug

ą

 nale

Ŝ

y dostosowa

ć

 do charakteru człowieka, na którego nale

Ŝ

wywrze

ć

 wpływ. W przypadku pana Waverley (typ f) nale

Ŝ

y - przeprowadzaj

ą

c Faz

ę

 

Drug

ą

 - unika

ć

 jakiejkolwiek dyskusji na temat omawianego problemu, lecz stworzy

ć

 

wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e o wszystkim ju

Ŝ

 zadecydowano. Siedz

ą

c na przedzie, Waverley nie 

b

ę

dzie mógł widzie

ć

 wi

ę

kszo

ś

ci innych uczestników zebrania, zatem b

ę

dzie mu 

mo

Ŝ

na zasugerowa

ć

Ŝ

e wła

ś

ciwie wszyscy oni my

ś

l

ą

 podobnie.

 - Doprawdy - rzecze Sturdy - nie wiem, po co tutaj przyszedłem. Widz

ę

Ŝ

e co do 

Punktu Czwartego panuje ju

Ŝ

 zupełna zgoda. Wszyscy koledzy, których spotkałem, 

sprawiaj

ą

 wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e zdecydowali si

ę

 za nim głosowa

ć

. (Albo głosowa

ć

 przeciw 

niemu, zale

Ŝ

nie od okoliczno

ś

ci).

  - To ciekawe - odpowiada Staunch. - Chciałem wła

ś

nie powiedzie

ć

 to samo. Zdaje 

si

ę

Ŝ

e co do tego zagadnienia nie ma 

Ŝ

adnych w

ą

tpliwo

ś

ci.

   - Prawd

ę

 mówi

ą

c, ja sam jeszcze si

ę

 nie zdecydowałem - powiada Sturdy. - Tyle 

si

ę

 o tym mówiło z wszystkich stron. Ale oponowanie byłoby naprawd

ę

 strat

ą

 czasu. 

Co pan o tym my

ś

li, Waverley?

   -

No có

Ŝ

 - mówi Waverley. - Przyznaj

ę

Ŝ

e to sprawa raczej kłopotliwa. Z jednej 

strony s

ą

 słuszne powody 

Ŝ

eby zgodzi

ć

 si

ę

 z wnioskiem... Ale z drugiej... My

ś

li pan 

Ŝ

e to przejdzie?

- Mój drogi Waverley, mam zaufanie do pa

ń

skiego tej sprawie. Słusznie pan 

powiedział, 

Ŝ

e wniosek ju

Ŝ

 przeszedł. - Och, rzeczywi

ś

cie? No có

Ŝ

, wydaje mi si

ę

Ŝ

jest wi

ę

kszo

ść

... Lub mo

Ŝ

e raczej powinienbym powiedzie

ć

... __ Dzi

ę

kuj

ę

 panu, 

Waverley, za wyra

Ŝ

enie pa

ń

skiej opinii -  mówi Staunch. - Ja my

ś

l

ę

 dokładnie tak 

samo, ale szczególnie zale

Ŝ

y mi na tym, 

Ŝ

eby pan si

ę

 ze mn

ą

 zgodził. Niczyjego 

zdania nie ceni

ę

 tak wysoko, jak pa

ń

skie.

Tymczasem Sturdy przechyla si

ę

Ŝ

eby porozmawia

ć

 z kim

ś

 siedz

ą

cym w tylnym 

rz

ę

dzie. W rzeczywisto

ś

ci mówi z cicha: „Jak si

ę

 miewa pa

ń

ska 

Ŝ

ona? Wyszła ju

Ŝ

 ze 

szpitala?" Jednak

Ŝ

e kiedy odwraca si

ę

 z powrotem, to po to, by o

ś

wiadczy

ć

Ŝ

ludzie siedz

ą

cy z tyłu my

ś

l

ą

 tak samo. Wniosek ju

Ŝ

 tak, jakby przeszedł. I dzieje si

ę

 

tak rzeczywi

ś

cie, je

ś

li cały manewr przebiega zgodnie z planem.

background image

Podczas kiedy przeciwnik zajmował si

ę

 opracowywaniem przemówie

ń

 i 

redagowaniem poprawek, strona operuj

ą

ca wy

Ŝ

sz

ą

 technik

ą

 skoncentrowała swoje 

wysiłki na unieruchomieniu ka

Ŝ

dego uczestnika centralnego bloku pomi

ę

dzy dwoma 

sprytnymi działaczami. W krytycznej chwili głosowania podniesienie si

ę

 r

ą

k po obu 

jego stronach rzeczywi

ś

cie zmusi niezdecydowanego do na

ś

ladowania tego gestu. 

Gdyby przypadkiem zasn

ą

ł, jak to si

ę

 cz

ę

sto zdarza członkom centralnego bloku z 

kategorii d i e, jego r

ę

k

ę

 uniesie kolega siedz

ą

cy po jego prawej stronie. T

ę

 zasad

ę

 

wprowadzono jedynie po to, 

Ŝ

eby zapobiec uniesieniu obu r

ą

ś

pi

ą

cego, wiadomo 

bowiem, 

Ŝ

e taki gest wywoływał niepo

Ŝą

dane komentarze. W ten sposób przy tak 

zabezpieczonym centralnym bloku wniosek zostanie przyj

ę

ty znaczn

ą

 wi

ę

kszo

ś

ci

ą

 

głosów, lub te

Ŝ

 odrzucony, je

ś

li taka była intencja. Mo

Ŝ

emy przyj

ąć

Ŝ

e niemal w 

ka

Ŝ

dej dyskusyjnej sprawie, o której zadecydowa

ć

 ma wola ludu, decyduj

ą

 ludzie 

b

ę

d

ą

cy członkami centralnego bloku. Dlatego szkoda czasu na przemówienia. Jedna 

partia nigdy si

ę

 nie zgodzi, a druga ju

Ŝ

 si

ę

 zgodziła. Pozostaje blok centralny, a jego 

członkowie dziel

ą

 si

ę

 na tych, którzy nie słysz

ą

 tego, o czym si

ę

 mówi, i na tych, 

którzy tego nie rozumiej

ą

, je

ś

li nawet słysz

ą

. Dla zapewnienia sobie ich głosów 

trzeba w pierwszym rz

ę

dzie przykładu innych, głosuj

ą

cych po obu stronach ka

Ŝ

dego 

z nich. Ich głosami mo

Ŝ

e wi

ę

c rz

ą

dzi

ć

 przypadek. O ile

Ŝ

 lepiej byłoby, gdyby - 

przeciwnie - rz

ą

dził nimi zamierzony cel!

EKRAN OSOBOWO

Ś

CI

albo

formuła cocktailowa

Zasadniczym składnikiem techniki nowoczesnego 

Ŝ

ycia jest cocktail party. 

Wszelkie kongresy mi

ę

dzynarodowe, naukowe i przemysłowe obracaj

ą

 si

ę

 wokół tej 

instytucji. Wiadomo, 

Ŝ

e te zebrania s

ą

 niemo

Ŝ

liwe bez jednego przynajmniej 

przyj

ę

cia cocktailowego. Jednak

Ŝ

e dotychczas zbyt mało studiów naukowych 

po

ś

wi

ę

cono jego funkcji i ewentualnej korzy

ś

ci. Nadszedł wi

ę

c czas, 

Ŝ

eby wnikliwie 

rozwa

Ŝ

y

ć

 to zagadnienie. Co wła

ś

ciwie mamy zamiar osi

ą

gn

ąć

, wydaj

ą

c cocktail?

Na pytanie to mo

Ŝ

na odpowiedzie

ć

 w rozmaity sposób i wkrótce oka

Ŝ

e si

ę

Ŝ

jedno i to samo przyj

ę

cie mo

Ŝ

e słu

Ŝ

y

ć

 rozmaitym celom. Wybierzmy na chybił trafił 

jeden z nich i zobaczmy, w jaki sposób mo

Ŝ

na go osi

ą

gn

ąć

 o wiele szybciej i lepiej 

przy zastosowaniu metody naukowej. We

ź

my na przykład problem ustalenia 

wzgl

ę

dnej warto

ś

ci zgromadzonych tam osób. Mo

Ŝ

emy przyj

ąć

Ŝ

e ich oficjalne 

stanowisko i pozycja w hierarchii społecznej i urz

ę

dniczej s

ą

 ju

Ŝ

 znane. Ale jaki jest 

rzeczywisty stopie

ń

 ich wa

Ŝ

no

ś

ci w zwi

ą

zku z prac

ą

, któr

ą

 wykonuj

ą

? Cz

ę

sto si

ę

 

zdarza, 

Ŝ

e m

ęŜ

czy

ź

ni i kobiety, pełni

ą

cy kluczowe funkcje, nie piastuj

ą

 najwy

Ŝ

szych 

stanowisk oficjalnych. Ten fakt, 

Ŝ

e wła

ś

nie oni maj

ą

 wpływy, oka

Ŝ

e si

ę

 pod koniec 

background image

konferencji. O ile

Ŝ

 wi

ę

cej przyniosłoby nam po

Ŝ

ytku, gdyby

ś

my mogli oceni

ć

 ich 

wa

Ŝ

no

ść

 na pocz

ą

tku! Otó

Ŝ

 w dokonaniu tej oceny mo

Ŝ

e nam słu

Ŝ

y

ć

 wielk

ą

 pomoc

ą

 

cocktail party, wydana w drugim dniu trwania kongresu.

Dla celów naszych bada

ń

 zakładamy, 

Ŝ

e do pomieszczenia, w którym przyj

ę

cie 

ma si

ę

 odby

ć

, istnieje tylko jedno wej

ś

cie. Przyjmujemy nast

ę

pnie, 

Ŝ

e cała impreza 

ma trwa

ć

 dwie godziny, według czasu podanego na zaproszeniach, a wła

ś

ciwie dwie 

godziny i dwadzie

ś

cia minut w rzeczywisto

ś

ci. Na koniec przyjmujemy, 

Ŝ

e trunki kr

ą

-

Ŝą

 swobodnie po całej przestrzeni, któr

ą

 mamy do rozporz

ą

dzenia, gdy

Ŝ

 bar, 

funkcjonuj

ą

cy w widocznym miejscu, zmieniłby natur

ę

 problemu. Bior

ą

c pod uwag

ę

 

te wszystkie zało

Ŝ

enia, jak

Ŝ

e mamy teraz oceni

ć

 istotne znaczenie obecnych tu 

go

ś

ci w przeciwie

ń

stwie do ich znaczenia teoretycznego?

Pierwszym znanym faktem, na którym mo

Ŝ

emy oprze

ć

 nasz

ą

 teori

ę

, jest 

kierunek, w którym człowiek zwykł si

ę

 porusza

ć

. Wiemy, 

Ŝ

e przybywaj

ą

cy go

ś

cie 

automatycznie kieruj

ą

 si

ę

 ku lewej stronie salonu recepcyjnego. Ów lewostronny 

kierunek ludzkiej fali posiada interesuj

ą

ce, a cz

ęś

ciowo biologiczne wytłumaczenie. 

Serce znajduje si

ę

 (czy te

Ŝ

, mówi

ą

ś

ci

ś

le, zdaje si

ę

Ŝ

e si

ę

 znajduje) po lewej 

stronie ciała. Dlatego przy bardziej prymitywnych sposobach wojowania pewnego 

typu tarczy u

Ŝ

ywano do osłony lewej strony walcz

ą

cego, który w prawej r

ę

ce trzymał 

bro

ń

 ofensywn

ą

. Normaln

ą

 broni

ą

 ofensywn

ą

 był miecz noszony w pochwie. 

Poniewa

Ŝ

 miecz nale

Ŝ

ało dzier

Ŝ

y

ć

 w prawej r

ę

ce, pochw

ę

 musiało si

ę

 nosi

ć

 z lewej 

strony. A kiedy nosiło si

ę

 pochw

ę

 z lewej strony, stawało si

ę

 rzecz

ą

 fizycznie 

niemo

Ŝ

liw

ą

 dosi

ąść

 konia z jego prawej strony, chyba 

Ŝ

e chciało si

ę

 usi

ąść

 twarz

ą

 

do ogona - czego si

ę

 jednak normalnie nie praktykowało. Je

Ŝ

eli za

ś

 dosiadałe

ś

 konia 

z lewej strony, chciałe

ś

 go mie

ć

 te

Ŝ

 po lewej stronie drogi, 

Ŝ

eby nie tamowa

ć

 ruchu 

podczas dosiadania. Dlatego te

Ŝ

 rzecz

ą

 naturaln

ą

 i wła

ś

ciw

ą

 jest je

ź

dzi

ć

 lew

ą

 

stron

ą

. Odwrotna praktyka (przyj

ę

ta w niektórych zacofanych krajach) absolutnie nie 

godzi si

ę

 z najgł

ę

bszymi instynktami historycznymi. Istota ludzka, wolna od 

narzuconych jej arbitralnych zasad ruchu, kieruje si

ę

 ku stronie lewej.

Drugim znanym faktem jest ten, 

Ŝ

e ludzie wol

ą

 bok pokoju od jego 

ś

rodka. Wida

ć

 

to cho

ć

by po sposobie, w jaki zapełnia si

ę

 restauracja. Najpierw zajmowane s

ą

 

stoliki ustawione pod lew

ą

 

ś

cian

ą

, pó

ź

niej te w najdalszym ko

ń

cu sali, nast

ę

pnie te 

pod praw

ą

 

ś

cian

ą

, a na samym ko

ń

cu (i to niech

ę

tnie) te po

ś

rodku. Niech

ęć

 ludzka 

do miejsca centralnego jest tak wielka, 

Ŝ

e zarz

ą

d lokalu cz

ę

sto w ogóle rezygnuje z 

zapełnienia go; w ten sposób powstaje to, co nazywamy parkietem do ta

ń

ca. Nale

Ŝ

sobie jednak zda

ć

 spraw

ę

Ŝ

e ten sposób zachowania si

ę

 mo

Ŝ

e by

ć

 zm

ą

cony przez 

jaki

ś

 czynnik zewn

ę

trzny, jak np. widok na wodospad z okien w gł

ę

bi sali. Je

ś

li 

jednak wył

ą

czymy katedry i lodowce, restauracja b

ę

dzie si

ę

 zapełnia

ć

 po wskazanej 

background image

linii, od strony lewej ku prawej.

Niech

ęć

 do zajmowania przestrzeni centralnej wywodzi si

ę

 z instynktów 

przedhistorycznych. Człowiek jaskiniowy, wchodz

ą

cy do obcej jaskini i niepewny 

przyj

ę

cia, pragn

ą

ł mie

ć

 na wszelki wypadek 

ś

cian

ę

 za plecami, a przed sob

ą

 jeszcze 

nieco miejsca do walki. Po

ś

rodku jaskini czuł si

ę

 zanadto nara

Ŝ

ony na atak. Dlatego 

sun

ą

ł pod 

ś

cianami jaskini, chrz

ą

kaj

ą

c i 

ś

ciskaj

ą

c maczug

ę

. Łatwo zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

człowiek nowoczesny post

ę

puje zupełnie tak samo, mrucz

ą

c pod nosem i 

poprawiaj

ą

c krawat. Zasadnicza tendencja ruchu na cocktail party jest taka sama, 

jak w restauracji. Ludzie gromadz

ą

 si

ę

 z boku sali, jednak

Ŝ

e nie tu

Ŝ

 pod 

ś

cianami.

Je

ś

li zestawimy te dwa znane fakty, pr

ą

d lewostronny i skłonno

ść

 do unikania 

centrum, otrzymamy biologiczne wyja

ś

nienie zjawiska, które wszyscy 

zaobserwowali

ś

my w praktyce: to znaczy kierunek poruszania si

ę

 ludzi, zgodny z 

kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Mog

ą

 by

ć

 lokalne poprawki i odchylenia - 

kobiety b

ę

d

ą

 zbacza

ć

Ŝ

eby unikn

ąć

 osób, których nie znosz

ą

, lub z okrzykiem 

„kochanie!" rzuca

ć

 si

ę

 ku osobom, których nie znosz

ą

 jeszcze bardziej - lecz główny 

nurt fali biegnie nieubłaganie wokół pokoju.

Ludzie, którzy co

ś

 znacz

ą

, ludzie, którzy dosłownie „utrzymuj

ą

 si

ę

 na fali", 

trzymaj

ą

 si

ę

 jej nurtu, płyn

ą

cego najsilniej. Poruszaj

ą

 si

ę

 za ruchem ogólnym z za-

chowaniem przeci

ę

tnej szybko

ś

ci. Ci, którzy sprawiaj

ą

 wra

Ŝ

enie przyklejonych do 

ś

cian i zwykle zatopieni s

ą

 w o

Ŝ

ywionej rozmowie z lud

ź

mi spotykanymi co tydzie

ń

s

ą

 nikim. Ci, którzy tłocz

ą

 si

ę

 w k

ą

tach pokoju, s

ą

 nie

ś

miali i słabi. Ci, którzy d

ąŜą

 ku 

ś

rodkowi pokoju, s

ą

 ekscentryczni i po prostu głupi.

Nast

ę

pnym przedmiotem naszych studiów jest pora, o której ludzie przybywaj

ą

Mo

Ŝ

emy z zupełnym spokojem przyj

ąć

Ŝ

e ludzie, którzy co

ś

 znacz

ą

, przyb

ę

d

ą

 o 

czasie, który sami uznaj

ą

 za odpowiedni. Nie b

ę

dzie ich w

ś

ród tych, którzy 

ź

le 

obliczyli czas trwania dojazdu i wobec tego zjawi

ą

 si

ę

 na dziesi

ęć

 minut przed termi-

nem, w którym przyj

ę

cie powinno si

ę

 rozpocz

ąć

. Nie b

ę

dzie ich w

ś

ród tych, którym 

zatrzymały si

ę

 zegarki, wobec czego wpadaj

ą

 zdyszani wtedy, gdy przyj

ę

cie prawie 

si

ę

 ko

ń

czy. Nie, ci ludzie, których chcemy pozna

ć

, wybior

ą

 odpowiedni

ą

 chwil

ę

. Jaka 

to b

ę

dzie chwila? B

ę

dzie te oczywi

ś

cie czas okre

ś

lony dwoma głównymi warunkami. 

Nie b

ę

d

ą

 oni chcieli wej

ść

 na sal

ę

, dopóki nie zbierze si

ę

 na niej do

ść

 ludzi, którzy by 

mogli obserwowa

ć

 ich wej

ś

cie. Ale nie b

ę

d

ą

 chcieli tak

Ŝ

e przyby

ć

 wtedy, kiedy inne 

wa

Ŝ

ne osoby odeszły ju

Ŝ

 (tak jak to zwykle robi

ą

) na inn

ą

 party. Dlatego przybycie 

ich wypadnie najwy

Ŝ

ej w pół godziny po rozpocz

ę

ciu przyj

ę

cia i najwy

Ŝ

ej na godzin

ę

 

przed jego przewidzianym ko

ń

cem. Daje nam to rozpi

ę

to

ść

 nasuwaj

ą

c

ą

 wniosek, 

Ŝ

optymalny czas przybycia nast

ą

pi dokładnie trzy kwadranse po godzinie podanej na 

zaproszeniu, na przykład o 7.15, je

ś

li przyj

ę

cie ma si

ę

 rozpocz

ąć

 o 6.30. Istnieje 

background image

tutaj pokusa do stwierdzenia, 

Ŝ

e odkrycie optymalnego czasu przybycia jest 

rozwi

ą

zaniem całego problemu.

Niektórzy studenci mogliby powiedzie

ć

: „Mniejsza o to, co stanie si

ę

 pó

ź

niej. 

Obserwuj drzwi wej

ś

ciowe ze stoperem w r

ę

ku i b

ę

dziesz miał odpowied

ź

". Bardziej 

do

ś

wiadczony badacz potraktuje jednak t

ę

 sugesti

ę

 z łagodn

ą

 drwin

ą

. Bo któ

Ŝ

 mo

Ŝ

wiedzie

ć

, czy osoba przybywaj

ą

ca dokładnie o 7.15 rzeczywi

ś

cie miała zamiar 

przyby

ć

 o tej porze? Niektórzy mogli przyj

ść

 dlatego, 

Ŝ

e nie zd

ąŜ

yli wcze

ś

niej, cho

ć

 

pragn

ę

li by

ć

 o 6.30. Inni mogli przyj

ść

 o tej porze s

ą

dz

ą

c, 

Ŝ

e jest pó

ź

niej ni

Ŝ

 jest. 

Par

ę

 osób mogło si

ę

 zjawi

ć

 nawet bez zaproszenia - go

ś

cie, których oczekiwano 

gdzie indziej i w innym dniu. A zatem, jakkolwiek przyjmujemy wniosek, 

Ŝ

e ludzie, 

którzy co

ś

 znacz

ą

, powinni przyby

ć

 pomi

ę

dzy 7.10 a 7.20, popełniliby

ś

my wielki 

ą

d, uwa

Ŝ

aj

ą

c za osoby wa

Ŝ

ne wszystkich, którzy przybywaj

ą

 o tej porze.

W tym stadium naszego planu bada

ń

 musimy sprawdzi

ć

 i uzupełni

ć

 nasz

ą

 teori

ę

 

sposobem do

ś

wiadczalnym. Aby w pełni zrozumie

ć

 pr

ą

d socjalny, powinni

ś

my uciec 

si

ę

 do techniki u

Ŝ

ywanej w laboratorium hydraulicznym. W zakładzie tego rodzaju 

uczony pragn

ą

cy stwierdzi

ć

, w jaki sposób woda b

ę

dzie opływa

ć

 filar mostu, dodaje 

do wody płyn

ą

cej po płycie szklanej nieco koszenili. Na szkle umieszcza swój model 

filaru. Nast

ę

pnie fotografuje z góry wzór zaznaczony kolorowymi strumyczkami 

wody. Otó

Ŝ

 chcieliby

ś

my oznaczy

ć

 ludzi o uznanej warto

ś

ci zebranych na cocktail 

party - pofarbowa

ć

 ich jak gdyby koszenil

ą

 - i sfotografowa

ć

 ich ruch z galerii. Mo

Ŝ

na 

by przypuszcza

ć

Ŝ

e przeprowadzenie bada

ń

 po tej linii napotka trudno

ś

ci. Jednak

Ŝ

na szcz

ęś

cie otrzymano informacje o pewnej kolonii brytyjskiej, w której ju

Ŝ

 

dokonano „pofarbowania" pewnych okazów ludzkich.

Zdarzyło si

ę

 mianowicie, 

Ŝ

e pewien dawny gubernator, mniej wi

ę

cej sto lat temu, 

usiłował namówi

ć

 godnych szacunku przedstawicieli m

ę

skiej cz

ęś

ci ludno

ś

ci, 

Ŝ

eby 

nosili czarny strój wieczorowy zamiast białego. Jego perswazja i przykład zawiodły 

kompletnie w stosunku do kupców, bankierów i prawników, lecz z konieczno

ś

ci 

musieli mu by

ć

 posłuszni urz

ę

dnicy administracji, którzy nie mieli w tej sprawie 

wyboru. W rezultacie ustaliła si

ę

 tradycja, której przestrzega si

ę

 jeszcze dzi

ś

Wysocy urz

ę

dnicy rz

ą

dowi nosz

ą

 si

ę

 czarno, a wszyscy inni biało. No, a poniewa

Ŝ

 

urz

ę

dnicy wci

ąŜ

 jeszcze si

ę

 licz

ą

 w naszym osobliwym społecze

ń

stwie, łatwo było 

badaczom problemu 

ś

ledzi

ć

 z galerii ich poruszanie si

ę

 po sali. Co wi

ę

cej, mo

Ŝ

na 

było sfotografowa

ć

 wzór owego poruszania si

ę

 przy rozmaitych okazjach, potwier-

dzaj

ą

cy opisane dotychczas teorie i prowadz

ą

cy nas do ko

ń

cowego odkrycia, które 

mo

Ŝ

emy teraz ujawni

ć

.

Drobiazgowe obserwacje dowiodły ponad wszelk

ą

 w

ą

tpliwo

ść

Ŝ

e czarne fraki 

przybywaj

ą

 mniej wi

ę

cej pomi

ę

dzy 7.10 a 7.20; 

Ŝ

e kr

ąŜą

 w lewo i posuwaj

ą

 si

ę

 wokół 

background image

pokoju; 

Ŝ

e unikaj

ą

 k

ą

tów i 

ś

cian i 

Ŝ

e nie zbli

Ŝ

aj

ą

 si

ę

 do 

ś

rodka. Dotychczas ich 

zachowanie si

ę

 dokładnie odpowiada naszej teorii. Ale teraz zauwa

Ŝ

yli

ś

my inne, 

nieoczekiwane zjawisko. Doszedłszy do pewnego punktu w dalekim, prawym kra

ń

cu 

sali - co zaj

ę

ło im pół godziny - zatrzymuj

ą

 si

ę

 w tym samym miejscu, marudz

ą

przez dziesi

ęć

 minut lub troch

ę

 dłu

Ŝ

ej. Potem nagle wychodz

ą

. Dopiero po długim i 

uwa

Ŝ

nym studiowaniu zdj

ęć

 fotograficznych zdali

ś

my sobie spraw

ę

, co oznacza 

takie post

ę

powanie. Ta pauza - stwierdzili

ś

my w ko

ń

cu - ma umo

Ŝ

liwi

ć

 innym 

wa

Ŝ

nym figurom dogonienie osób, które przybyły o 7.10, i czekanie na te, które 

przychodz

ą

 o 7.20. Rzeczywiste spotkanie si

ę

 osób wa

Ŝ

nych nie zabrało wiele 

czasu. Ka

Ŝ

da z nich chciała tylko, aby widzieli j

ą

 inni, na dowód, 

Ŝ

e tam była. Kiedy 

to nast

ą

piło, rozpoczynał si

ę

 odwrót, który w ka

Ŝ

dym wypadku ko

ń

czył si

ę

 o 8.15.

Wiadomo teraz, 

Ŝ

e to, czego nauczyła nas obserwacja jednego społecze

ń

stwa, 

mo

Ŝ

na zastosowa

ć

 do ka

Ŝ

dego innego; a formuła jest łatwa do stosowania. A

Ŝ

eby 

znale

źć

 ludzi, którzy naprawd

ę

 co

ś

 znacz

ą

, nale

Ŝ

y podzieli

ć

 (w my

ś

li) cał

ą

 

przestrze

ń

 na kwadraty. Nast

ę

pnie pooznacza

ć

 je literami od lewej ku prawej 

(pocz

ą

wszy od wej

ś

cia): A, B, C, D, E i F. Ponumerowa

ć

 kwadraty od wej

ś

cia a

Ŝ

 do 

ko

ń

ca sali od 1 do 8. Godzin

ę

, o której przyj

ę

cie ma si

ę

 rozpocz

ąć

, oznaczamy liter

ą

 

H. Ostatni go

ść

 wyjdzie mniej wi

ę

cej w dwie godziny i dwadzie

ś

cia minut po 

przybyciu pierwszych. Okre

ś

limy to jako: H + 140. Znalezienie ludzi, którzy naprawd

ę

 

co

ś

 znacz

ą

, jest teraz zupełnie proste. S

ą

 to ludzie zgrupowani w kwadracie E/7 

pomi

ę

dzy H 75 a H + 90. Najwa

Ŝ

niejsz

ą

 osob

ą

 ze wszystkich b

ę

dzie ta, która stoi 

w samym 

ś

rodku grupy.

Studenci zdaj

ą

 sobie spraw

ę

Ŝ

e wa

Ŝ

no

ść

 tej formuły zale

Ŝ

y od tego, aby nie była 

ona powszechnie znana. Dlatego tre

ść

 tego rozdziału nale

Ŝ

y uwa

Ŝ

a

ć

 za poufn

ą

 i 

trzyma

ć

 j

ą

 w zupełnej tajemnicy. Studenci socjologii musz

ą

 zatrzyma

ć

 te informacje 

dla siebie. Szeroka publiczno

ść

 nie powinna ich czyta

ć

 pod 

Ŝ

adnym warunkiem.

WIELKIE FINANSE

albo

punkt zaniku zainteresowania

Ludzie, którzy znaj

ą

 si

ę

 na wielkich finansach, nale

Ŝą

 do dwóch kategorii: tych, 

którzy sami posiadaj

ą

 olbrzymie fortuny, i tych, którzy nie maj

ą

 ani grosza. Dla 

rzeczywistego milionera milion funtów jest czym

ś

 realnym i łatwym do poj

ę

cia. Dla 

uczonego matematyka lub wykładowcy ekonomii (przyjmuj

ą

c, 

Ŝ

e obaj oni wła

ś

ciwie 

umieraj

ą

 z głodu) milion funtów jest ostatecznie czym

ś

 równie realnym co tysi

ą

c, 

poniewa

Ŝ

 nikt z nich nigdy nie posiadał 

Ŝ

adnej z tych sum. Ale 

ś

wiat jest pełen ludzi, 

którzy mieszcz

ą

 si

ę

 pomi

ę

dzy tymi dwiema kategoriami, którzy nie maj

ą

 poj

ę

cia o 

milionach, lecz dobrze umiej

ą

 liczy

ć

 w tysi

ą

cach, i to wła

ś

nie z nich składaj

ą

 si

ę

 

background image

głównie komisje finansowe. Rezultatem tego stanu rzeczy jest zjawisko cz

ę

sto ju

Ŝ

 

obserwowane, lecz nigdy dot

ą

d nie zbadane. Mo

Ŝ

na by je nazwa

ć

 Prawem 

Trywialno

ś

ci. Mówi

ą

c pokrótce, oznacza ono, 

Ŝ

e czas sp

ę

dzony na rozpatrywaniu 

danego punktu zagadnienia jest odwrotnie proporcjonalny do sumy, o któr

ą

 chodzi.

Skoro si

ę

 nad tym zastanowi

ć

, trzeba przyzna

ć

Ŝ

e stwierdzenie, jakoby prawo to 

nigdy jeszcze nie było badane, jest niezupełnie słuszne. Dokonano ju

Ŝ

 pewnej pracy 

na tym polu, lecz badania te szły drog

ą

, która prowadziła do nik

ą

d. Badacze 

zakładali, 

Ŝ

e najwi

ę

ksz

ą

 wag

ę

 powinno si

ę

 przykłada

ć

 do kolejno

ś

ci, w jakiej 

rozpatruje si

ę

 punkty porz

ą

dku dziennego. Zakładali nast

ę

pnie, 

Ŝ

e najwi

ę

cej czasu 

po

ś

wi

ę

ca si

ę

 na omawianie pierwszych siedmiu punktów, nast

ę

pne punkty za

ś

 

przechodz

ą

 ju

Ŝ

 automatycznie. Rezultat jest dobrze znany. Drwiny, z jakimi przyj

ę

to 

odczyt dra Guggenheima na konferencji w Muttworth, mo

Ŝ

na było wówczas uwa

Ŝ

a

ć

 

za przesadne, jednak

Ŝ

e wszelkie dalsze dyskusje na ten temat zdawały si

ę

 

wykazywa

ć

Ŝ

e jego krytycy mieli słuszno

ść

. Stracono całe lata na badania, których 

podstawowe zało

Ŝ

enia były bł

ę

dne. Zdajemy sobie teraz spraw

ę

 z tego, 

Ŝ

e kolejno

ść

 

w porz

ą

dku dziennym ma mniejsze znaczenie, przynajmniej o tyle, o ile dotyczy to 

tego problemu. Uwa

Ŝ

amy tak

Ŝ

e, i

Ŝ

 dr Guggenheim miał szcz

ęś

cie, 

Ŝ

e udało mu si

ę

 

uciec w kalesonach, tak jak to zrobił. Gdyby o

ś

mielił si

ę

 przedstawi

ć

 swoje n

ę

dzne 

argumenty na pó

ź

niejszej konferencji we wrze

ś

niu, spotkałby si

ę

 z czym

ś

 wi

ę

cej ni

Ŝ

 

z drwin

ą

. Odniesiono by wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e umy

ś

lnie zabiera wszystkim czas. Je

ś

li wi

ę

mamy dokona

ć

 w tych badaniach jakiego

ś

 post

ę

pu, musimy zignorowa

ć

 to 

wszystko, co uczyniono dotychczas. Musimy zacz

ąć

 od pocz

ą

tku i w pełni zrozumie

ć

 

sposób, w jaki rzeczywi

ś

cie pracuje komisja finansowa. Na u

Ŝ

ytek masowego 

czytelnika mo

Ŝ

na to przedstawi

ć

 nast

ę

puj

ą

co, w formie dramatycznej:

Przewodnicz

ą

cy: Przechodzimy teraz do Punktu Dziewi

ą

tego. Zreferuje go nasz 

skarbnik, Mr McPhail.

Mr McPhail: Le

Ŝ

y przed panem, sir, kosztorys reaktora atomowego, uwidoczniony 

w zał

ą

czniku H raportu podkomisji. Jak pan widzi, ogólny projekt i plan zostały za-

akceptowane przez profesora MeFission. Całkowity koszt wyniesie 10 000 000 

funtów. Przedsi

ę

biorcy, panowie McNab i McHash, s

ą

dz

ą

Ŝ

e prace powinny zosta

ć

 

uko

ń

czone w kwietniu 1963 r. Nasz konsultant, in

Ŝ

ynier McFee, ostrzega jednak, 

Ŝ

powinni

ś

my liczy

ć

 si

ę

 z ich uko

ń

czeniem najwcze

ś

niej w pa

ź

dzierniku. Pogl

ą

d ten 

popiera znany geofizyk, dr McHeap, powołuj

ą

c si

ę

 na prawdopodobn

ą

 konieczno

ść

 

palowania fundamentów. Plan głównego budynku le

Ŝ

y przed panem - patrz zał

ą

cznik 

IX - a jego odbitka na stole. Z przyjemno

ś

ci

ą

 udziel

ę

 wszelkich dalszych informacji, 

jakich za

Ŝą

daj

ą

 członkowie komisji.

Przewodnicz

ą

cy: Dzi

ę

kuj

ę

 za pa

ń

skie wyczerpuj

ą

ce obja

ś

nienie proponowanego 

background image

planu, panie McPhail. Prosz

ę

 teraz obecnych tu członków o wyra

Ŝ

enie swojego 

zdania.

W tym miejscu musimy koniecznie przerwa

ć

 i zastanowi

ć

 si

ę

 nad tym, jakiego 

zdania mog

ą

 by

ć

 członkowie komisji. Przypu

ść

my, 

Ŝ

e jest ich jedenastu, ł

ą

cznie z 

przewodnicz

ą

cym, lecz wył

ą

czywszy sekretarza. Z tych jedenastu członków czterech 

- ł

ą

cznie z przewodnicz

ą

cym - nie wie, co to jest reaktor. Trzech spo

ś

ród po-

zostałych nie orientuje si

ę

, do czego on słu

Ŝ

y. A z tych, którzy to wiedz

ą

, zaledwie 

dwóch ma niejasne poj

ę

cie, ile powinien kosztowa

ć

. Jednym z nich jest Mr Isaacson, 

drugim Mr Brickworth. Ka

Ŝ

dy z nich mo

Ŝ

e co

ś

 na ten temat powiedzie

ć

. Przypu

ść

my, 

Ŝ

e Mr Isaacson mówi pierwszy.

Mr Isaacson: No có

Ŝ

, panie przewodnicz

ą

cy, ja wolałbym mie

ć

 nieco wi

ę

cej 

zaufania do naszych przedsi

ę

biorców i do konsultanta. Gdyby

ś

my przede wszystkim 

zwrócili si

ę

 do profesora Levi i gdyby

ś

my zawarli kontrakt z panami Davidem i 

Goliatem, byłbym pewniejszy tego całego planu. Pan Lyon-Daniels nie zabierałby 

nam czasu denerwuj

ą

cymi przypuszczeniami na temat zwłoki w uko

ń

czeniu prac, a 

dr Moj

Ŝ

esz Bullrush powiedziałby nam definitywnie, czy palowanie b

ę

dzie potrzebne 

czy nie.

Przewodnicz

ą

cy: Jestem pewien, 

Ŝ

e wszyscy umiemy oceni

ć

 trosk

ę

 pana 

Isaacsona o wykonanie tej pracy w mo

Ŝ

liwie najlepszy sposób. Ale zdaje mi si

ę

Ŝ

jest ju

Ŝ

 troch

ę

 za pó

ź

no na to, 

Ŝ

eby powoływa

ć

 nowych doradców technicznych. 

Przyznaj

ę

Ŝ

e zasadniczy kontrakt musi jeszcze zosta

ć

 podpisany, ale wydali

ś

my ju

Ŝ

 

bardzo powa

Ŝ

ne sumy. Je

ś

li odrzucimy porady, za które ju

Ŝ

 zapłacili

ś

my, b

ę

dziemy 

musieli zapłaci

ć

 drugie tyle. (Inni członkowie mrucz

ą

 potakuj

ą

co).

Mr Isaacson: Chciałbym, 

Ŝ

eby moje uwagi zostały zaprotokołowane.

Przewodnicz

ą

cy: Oczywi

ś

cie. Zapewne Mr Brickworth ma w tej sprawie co

ś

 do 

powiedzenia?

Otó

Ŝ

 Mr Brickworth jest tutaj bodaj jedynym człowiekiem, który wie, o czym mówi. 

Wiele miałby do powiedzenia. Nie ma zaufania do okr

ą

głej sumy 10 000 000 funtów. 

Dlaczego to ma kosztowa

ć

 wła

ś

nie tyle? Dlaczego musi si

ę

 burzy

ć

 stary budynek, 

Ŝ

eby zrobi

ć

 miejsce na nowy fundament? Dlaczego tak wielk

ą

 sum

ę

 przeznaczono 

na „nieprzewidziane wydatki"? I kto to w ogóle jest ten McHeap? Czy to ten sam, 

którego w zeszłym roku zaskar

Ŝ

yło Towarzystwo Naftowe „Trickle and Driedup"? Ale 

Brickworth nie wie, od czego zacz

ąć

. Je

ś

li zacznie mówi

ć

 o odbitce planu, inni 

członkowie komisji nie potrafi

ą

 jej odczyta

ć

. Musiałby zacz

ąć

 od wyja

ś

nienia, czym w 

ogóle jest reaktor, a nikt nie chciałby si

ę

 przyzna

ć

Ŝ

e tego jeszcze nie wiedział. 

Lepiej nic nie mówi

ć

.

Mr Brickworth: Nie mam nic do powiedzenia.

background image

Przewodnicz

ą

cy: Czy kto

ś

 jeszcze z członków komisji chce zabra

ć

 głos? 

Doskonale. A zatem mog

ę

 przyj

ąć

Ŝ

e plany i kosztorysy zostały zatwierdzone? 

Dzi

ę

kuj

ę

. Czy mog

ę

 podpisa

ć

 zasadniczy kontrakt w imieniu panów? (Pomruk 

zgody). Dzi

ę

kuj

ę

. Mo

Ŝ

emy teraz przej

ść

 do Punktu Dziesi

ą

tego.

Wliczaj

ą

c kilka sekund na szeleszczenie papierami i rozwijanie wykresów, czas 

po

ś

wi

ę

cony Punktowi Dziewi

ą

temu wynosił dokładnie dwie i pół minuty. Zebranie 

przebiega sprawnie. Ale niektórym z jego uczestników jest troch

ę

 głupio w zwi

ą

zku z 

Punktem Dziewi

ą

tym. Zastanawiaj

ą

 si

ę

 w duchu, czy istotnie okazali w tym wypadku 

swoj

ą

 wa

Ŝ

no

ść

. Jest ju

Ŝ

 zbyt pó

ź

no, 

Ŝ

eby kwestionowa

ć

 schemat reaktora, 

pragn

ę

liby jednak - zanim zebranie dobiegnie ko

ń

ca - zademonstrowa

ć

Ŝ

e s

ą

 

przytomni i doskonale wiedz

ą

, co si

ę

 tu dzieje.

Przewodnicz

ą

cy: Punkt Dziesi

ą

ty. Pomieszczenie na rowery dla urz

ę

dników. 

Otrzymano kosztorys od panów Bodger i Woodworm, którzy podejmuj

ą

 si

ę

 wykona

ć

 

t

ę

 prac

ę

 za sum

ę

 350 funtów. Plany i specyfikacje le

Ŝą

 przed wami, panowie.

Mr Softleigh: Panie przewodnicz

ą

cy, ta suma jest z pewno

ś

ci

ą

 zbyt wysoka. 

Widz

ę

Ŝ

e dach ma by

ć

 z aluminium. Czy dach azbestowy nie byłby ta

ń

szy?

Mr Holdfast: Zgadzam si

ę

 z panem Softleigh co do sumy, lecz dach - moim 

zdaniem - powinien by

ć

 z ocynkowanego 

Ŝ

elaza. S

ą

dz

ę

Ŝ

e pomieszczenie mogłoby 

kosztowa

ć

 300 funtów, albo nawet jeszcze mniej.

Mr Daring: Poszedłbym jeszcze dalej, panie przewodnicz

ą

cy. W

ą

tpi

ę

, czy to 

pomieszczenie jest rzeczywi

ś

cie potrzebne. I tak robimy ju

Ŝ

 zbyt wiele dla naszych 

urz

ę

dników. Kłopot z tym, 

Ŝ

e oni nigdy nie s

ą

 zadowoleni. Nast

ę

pnym razem zachce 

im si

ę

 gara

Ŝ

y.

Mr Holdfast: Nie, nie mog

ę

 tutaj poprze

ć

 pana Daringa. Wydaje mi si

ę

Ŝ

pomieszczenie jest konieczne. Mam tylko w

ą

tpliwo

ś

ci co do materiału i kosztów...

Dyskusja 

Ŝ

ywo si

ę

 rozwija. Suma 350 funtów mie

ś

ci si

ę

 doskonale w poj

ę

ciu 

wszystkich. Ka

Ŝ

dy potrafi te

Ŝ

 sobie unaoczni

ć

 wygl

ą

d pomieszczenia na rowery. 

Dlatego dyskusja trwa czterdzie

ś

ci pi

ęć

 minut, a jej mo

Ŝ

liwym wynikiem jest 

zaoszcz

ę

dzenie jakich

ś

 50 funtów. Członkowie zebrania wygodnie rozpieraj

ą

 si

ę

 w 

krzesłach z uczuciem dobrze spełnionego obowi

ą

zku.

Przewodnicz

ą

cy: Punkt Jedenasty. Napoje orze

ź

wiaj

ą

ce podawane na zebraniach 

Poł

ą

czonego Komitetu Opieki Społecznej. Miesi

ę

cznie 35 szylingów.

Mr Softleigh: Jakie napoje podaje si

ę

 przy tych okazjach?

Przewodnicz

ą

cy: O ile wiem, to kaw

ę

.

Mr Holdfast: To znaczy, 

Ŝ

e rocznie wyniesie to - zobaczmy - 21 funtów?

Przewodnicz

ą

cy: Wła

ś

nie tyle.

Mr Daring: Doprawdy, panie przewodnicz

ą

cy, zastanawiam si

ę

, czy to słuszne. 

background image

Jak długo trwaj

ą

 te zebrania?

Teraz rozpoczyna si

ę

 jeszcze bardziej zajadła dyskusja. W

ś

ród członków komisji 

mog

ą

 by

ć

 tacy, którzy nie widz

ą

 ró

Ŝ

nicy pomi

ę

dzy azbestem a ocynkowanym 

Ŝ

elazem, lecz ka

Ŝ

dy z nich zna si

ę

 na kawie - wie, co to jest, jak powinno si

ę

 j

ą

 robi

ć

,

gdzie j

ą

 nale

Ŝ

y kupowa

ć

 - i czy w ogóle nale

Ŝ

y j

ą

 kupowa

ć

. Ten punkt porz

ą

dku 

dziennego członkowie komisji omawiaj

ą

 godzin

ę

 i kwadrans, a zako

ń

cz

ą

 - prosz

ą

sekretarza o dodatkowe informacje i postanowi

ą

 rozstrzygn

ąć

 t

ę

 spraw

ę

 na 

nast

ę

pnym zebraniu.

W tym miejscu nasuwa si

ę

 pytanie, czy jeszcze mniejsza suma - 10 albo 5 funtów 

- zaj

ę

łaby Komisji Finansowej proporcjonalnie wi

ę

cej czasu. Tego - trzeba przyzna

ć

 - 

wci

ąŜ

 jeszcze nie wiemy. Tymczasem musimy doj

ść

 do wniosku, 

Ŝ

e istnieje punkt, w 

którym nast

ę

puje zupełne odwrócenie zagadnienia, poniewa

Ŝ

 członkowie komisji 

s

ą

dz

ą

Ŝ

e suma nie jest godna ich uwagi. Badania musz

ą

 zmierza

ć

 w kierunku 

ustalenia punktu, w którym to odwrócenie nast

ę

puje.

Przej

ś

cie od debaty na temat 20 funtów (godzina i kwadrans) do debaty na temat 

10 000 000 funtów (dwie i pół minuty) jest rzeczywi

ś

cie gwałtowne. Tym bardziej 

interesuj

ą

ce byłoby ustalenie dokładnego punktu, w którym ono zachodzi. Co wi

ę

cej, 

posiadałoby to znaczenie praktyczne. Przypu

ść

my, na przykład, 

Ŝ

e punkt zaniku 

zainteresowania reprezentuje suma 15 funtów. Wówczas skarbnik, maj

ą

c na 

porz

ą

dku dziennym punkt mówi

ą

cy o sumie 26 funtów, mógłby zdecydowa

ć

 si

ę

 na 

przedstawienie go w dwóch punktach, z których jeden dotyczyłby 14, a drugi 12 

funtów, co przyniosłoby wyra

ź

n

ą

 oszcz

ę

dno

ść

 czasu i wysiłku.

Wnioski w tym stanie rzeczy mog

ą

 by

ć

 zaledwie prowizoryczne, istnieje jednak 

pewien powód, aby przypuszcza

ć

Ŝ

e punkt zaniku zainteresowania reprezentuje 

suma, któr

ą

 ka

Ŝ

dy poszczególny członek komisji straciłby bez bólu w wyniku zakładu 

lub któr

ą

 mógłby zapisa

ć

 na cel dobroczynny. Badania po tej linii, przeprowadzone 

na wy

ś

cigach i w kaplicach metodystów, mogłyby zaprowadzi

ć

 daleko w kierunku 

rozwi

ą

zania problemu. O wiele wi

ę

ksza trudno

ść

 powstałaby, gdyby

ś

my próbowali 

odkry

ć

 dokładny punkt, w którym dana suma staje si

ę

 zbyt wysoka, 

Ŝ

eby o niej w 

ogóle dyskutowa

ć

. Jednak

Ŝ

e jedno wydaje si

ę

 jasne: mianowicie 

Ŝ

e czas 

po

ś

wi

ę

cony dyskusji nad 10 000 000 funtów i nad 10 funtami jest wła

ś

ciwie taki sam. 

W ka

Ŝ

dym razie ustalony obecnie czas dwóch i pół minut nie jest dokładny, istnieje 

pewna jego rozpi

ę

to

ść

 - gdzie

ś

 pomi

ę

dzy dwoma a czterema i pół minutami ;- która 

wystarcza do omówienia zarówno najwi

ę

kszych, jak i najmniejszych sum.

Wiele jeszcze bada

ń

 zostaje do przeprowadzenia, lecz rezultaty ko

ń

cowe - po ich 

opublikowaniu - b

ę

d

ą

 z pewno

ś

ci

ą

 ogromnie interesuj

ą

ce i przynios

ą

 ludzko

ś

ci na-

tychmiastow

ą

 korzy

ść

.

background image

PLANY I BUDOWLE

albo

gmach administracyjny

Ka

Ŝ

dy, kto studiuje ludzkie instytucje, dobrze zna typowy test, według którego 

mo

Ŝ

na ustali

ć

 znaczenie poszczególnego urz

ę

dnika. Ilo

ść

 drzwi, które nale

Ŝ

przej

ść

, liczba jego osobistych sekretarzy, liczba aparatów telefonicznych na jego 

biurku - te trzy cyfry wzi

ę

te razem z grubo

ś

ci

ą

 dywanu w centymetrach dały nam 

prosty wzór, zgadzaj

ą

cy si

ę

 niemal na całym 

ś

wiecie. Jest spraw

ą

 mniej znan

ą

Ŝ

ten sam rodzaj oblicze

ń

 stosuje si

ę

, lecz na odwrót, do samej instytucji.

We

ź

my na przykład organizacj

ę

 wydawnicz

ą

. Wydawcy okazuj

ą

 - jak wiemy - 

siln

ą

 tendencj

ę

 do 

Ŝ

ycia w chaotycznym niechlujstwie. Przybysza, który zwraca si

ę

 

ku prawdopodobnemu wej

ś

ciu, wyprowadza si

ę

 na zewn

ą

trz i prowadzi wokół bloku, 

poprzez zaułek i trzy kondygnacje schodów. Zakład badawczy jest z reguły 

usytuowany podobnie, na parterze czego

ś

, co było niegdy

ś

 domem prywatnym; 

wal

ą

ca si

ę

 drewniana sie

ń

 prowadzi st

ą

d do baraku z falistej blachy, w którym był 

niegdy

ś

 ogród. A czy

Ŝ

 wszyscy nie znamy - co wi

ę

cej - wygl

ą

du mi

ę

dzynarodowego 

lotniska? Kiedy wynurzamy si

ę

 z samolotu, widzimy (po prawej lub po lewej) wysok

ą

 

budowl

ę

 otoczon

ą

 rusztowaniem. Potem stewardessa prowadzi nas do baraku z 

azbestowym dachem. Nawet przez chwil

ę

 nie przypuszczamy, 

Ŝ

e mogłoby by

ć

 

inaczej. Z chwil

ą

 kiedy budowa gmachu zostanie uko

ń

czona, lotnisko zostanie 

przeniesione gdzie indziej.

Wspomniane instytucje - jakkolwiek bardzo 

Ŝ

ywotne i produktywne - pracuj

ą

 w tak 

podłych i prowizorycznych warunkach, 

Ŝ

e z ulg

ą

 chcieliby

ś

my zwróci

ć

 si

ę

 do 

instytucji urz

ą

dzonej od samego pocz

ą

tku wygodnie i z godno

ś

ci

ą

. Zewn

ę

trzne drzwi 

z br

ą

zu i ze szkła umieszczone s

ą

 po

ś

rodku symetrycznej fasady. Wyglansowane 

buty prze

ś

lizguj

ą

 si

ę

 łagodnie po błyszcz

ą

cym chodniku do l

ś

ni

ą

cej i cichej windy. 

Niezwykle kulturalna panienka z recepcji powie co

ś

 szeptem karminowych warg do 

ś

nie

Ŝ

nobiałej słuchawki. Wska

Ŝ

e ci chromowany fotel, przepraszaj

ą

c ol

ś

niewaj

ą

cym 

u

ś

miechem za krótk

ą

, lecz nieuniknion

ą

 chwil

ę

 czekania. Podnosz

ą

c wzrok znad 

barwnego magazynu, zauwa

Ŝ

ysz, jak szerokie korytarze wiod

ą

 promieni

ś

cie ku 

departamentom A, B i C. Spoza zamkni

ę

tych drzwi dobiega stłumiony szmer 

zdyscyplinowanej pracy. W minut

ę

 pó

ź

niej grz

ęź

niesz po kostki w dywanie w 

gabinecie dyrektora, brn

ą

c wytrwale ku jego odległemu, schludnemu biurku. 

Zahipnotyzowany niewzruszonym spojrzeniem szefa, onie

ś

mielony obrazem 

Matisse'a, wisz

ą

cym na 

ś

cianie, poczujesz, 

Ŝ

e znalazłe

ś

 nareszcie o

ś

rodek 

prawdziwie sprawnej działalno

ś

ci.

W rzeczy samej nie odkryłe

ś

 niczego w tym rodzaju. Wiadomo, 

Ŝ

e doskonało

ść

 

background image

zaplanowanego układu osi

ą

gaj

ą

 tylko instytucje znajduj

ą

ce si

ę

 w stanie upadku. Ten 

wyra

ź

nie paradoksalny wniosek oparty jest na bogatych badaniach archeologicznych 

i historycznych, których bardziej poufnymi szczegółami nie mamy tu potrzeby si

ę

 

zajmowa

ć

. Jako ogóln

ą

 zasad

ę

 przyj

ę

to jednak metod

ę

 wybierania i oznaczania dat 

powstania tych gmachów, które jak si

ę

 zdawało, były doskonale zaprojektowane dla 

celów, którym miały słu

Ŝ

y

ć

. Ich studia porównawcze skłoniły do przyj

ę

cia wniosku, 

Ŝ

doskonało

ść

 planowania jest objawem upadku. W okresie pasjonuj

ą

cych odkry

ć

 i 

post

ę

pu nie ma czasu na planowanie doskonałych siedzib. Czas na to przychodzi 

ź

niej, wtedy, kiedy cała wa

Ŝ

na praca została ju

Ŝ

 wykonana. Doskonało

ść

, wiemy o 

tym, jest ostateczno

ś

ci

ą

; a ostateczno

ść

 jest 

ś

mierci

ą

.

Przypadkowemu tury

ś

cie, przej

ę

temu nabo

Ŝ

n

ą

 czci

ą

 przed Bazylik

ą

 

Ś

wi

ę

tego 

Piotra w Rzymie, musi si

ę

 wydawa

ć

Ŝ

e Bazylika i Watykan tworzyły idealn

ą

 opraw

ę

 

dla władzy papieskiej u samego szczytu jej presti

Ŝ

u i pot

ę

gi. Tutaj - rozmy

ś

la turysta 

- musiał Innocenty III rzuca

ć

 swe grzmi

ą

ce kl

ą

twy. Tutaj musiał Grzegorz VII układa

ć

 

prawa. Ale rzut oka do przewodnika przekona turyst

ę

Ŝ

e naprawd

ę

 pot

ęŜ

ni papie

Ŝ

panowali na długo przedtem, zanim wzniesiono obecn

ą

 kopuł

ę

, a nierzadko panowali

gdzie indziej. Wi

ę

cej jeszcze, pó

ź

niejsi papie

Ŝ

e utracili połow

ę

 swego autorytetu, gdy 

prace nad budow

ą

 jeszcze trwały. Juliusz II, który zadecydował o podj

ę

ciu budowy, i 

Leon X, który zaaprobował szkic Rafaela, zmarli na długo przedtem, zanim budowle 

przybrały obecny kształt. Pałac Bramantego był budowany a

Ŝ

 do r. 1565, wielki 

ko

ś

ciół został po

ś

wi

ę

cony dopiero w r. 1626, a plac kolumnowy uko

ń

czony w r. 

1667. Wielkie dni papiestwa min

ę

ły, zanim jeszcze w ogóle zaprojektowano t

ę

 

doskonał

ą

 siedzib

ę

. W okresie jej uko

ń

czenia ju

Ŝ

 o nich niemal zapomniano.

Łatwo mo

Ŝ

na udowodni

ć

Ŝ

e to nast

ę

pstwo wydarze

ń

 wcale nie jest wyj

ą

tkowe. 

Tak

ą

 wła

ś

nie kolejno

ść

 mo

Ŝ

emy dostrzec w historii Ligi Narodów. Koncentrowały si

ę

 

wokół niej wielkie nadzieje od jej zacz

ą

tków w r. 1920 a

Ŝ

 do roku mniej wi

ę

cej 1930. 

Najpó

ź

niej około r. 1933 okazało si

ę

Ŝ

e eksperyment si

ę

 nie udał. Jednak

Ŝ

e fizy-

czne uciele

ś

nienie Ligi, Pałac Narodów, otwarto dopiero w r. 1937. Była to z 

pewno

ś

ci

ą

 budowla godna podziwu. Gł

ę

boka my

ś

l o

Ŝ

ywiała plany budowy 

sekretariatu i sal obrad, pomieszcze

ń

 dla komisji i restauracji. Było tam wszystko, na 

co sta

ć

 ludzk

ą

 pomysłowo

ść

, z wyj

ą

tkiem, rzecz jasna, samej Ligi. W roku, w którym 

Pałac oficjalnie otwarto. Liga wła

ś

ciwie przestała istnie

ć

.

Mo

Ŝ

na by zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e Pałac Wersalski jest dowodem czego

ś

 zupełnie 

przeciwnego - architektonicznym wcieleniem monarchii Ludwika XIV u jej szczytu. 

Ale tu znowu fakty zaprzeczaj

ą

 teorii, Bo chocia

Ŝ

 Wersal mo

Ŝ

e uosabia

ć

 

triumfalnego ducha epoki, to przecie

Ŝ

 uko

ń

czono go ju

Ŝ

 pod koniec panowania, a 

cz

ęś

ciowo nawet za nast

ę

pnego króla. Gmach Wersalu powstał w przewa

Ŝ

nej cz

ęś

ci 

background image

pomi

ę

dzy rokiem 1669 a 1685. Król przeprowadził si

ę

 tam dopiero w r. 1682, a 

nawet wtedy prace jeszcze trwały. Słynna królewska sypialnia była nie zamieszkana 

a

Ŝ

 do r. 1701, a kaplic

ę

 uko

ń

czono dopiero w dziewi

ęć

 lat pó

ź

niej. Nie wcze

ś

niej ni

Ŝ

 

w r. 1756 zacz

ę

to dopiero Wersal uwa

Ŝ

a

ć

 raczej za siedzib

ę

 rz

ą

du ni

Ŝ

 za królewsk

ą

 

rezydencj

ę

. Z drugiej strony, istotne triumfy Ludwika XIV miały miejsce przewa

Ŝ

nie 

przed r. 1679, szczyt swej kariery osi

ą

gn

ą

ł król w r. 1682, a około 1685 jego pot

ę

ga 

zacz

ę

ła upada

ć

.

Według słów jednego z historyków, Ludwik, przenosz

ą

c si

ę

 do Wersalu, 

„piecz

ę

tował ju

Ŝ

 kres swego losu i 

Ŝ

ycia". Inny powiada o Wersalu, 

Ŝ

e „cało

ść

... 

uko

ń

czona została wła

ś

nie wtedy, gdy rozpocz

ą

ł si

ę

 upadek pot

ę

gi Ludwika". Trzeci 

milcz

ą

co popiera t

ę

 teori

ę

, opisuj

ą

c okres 1685:-1713 jako „lata upadku". Innymi 

słowy, turysta s

ą

dz

ą

cy, 

Ŝ

e Wersal był miejscem, z którego Turenne wyruszał ku 

zwyci

ę

stwom, myli si

ę

 zasadniczo. Bardziej poprawne historycznie byłoby 

wyobra

Ŝ

enie sobie, jak bardzo zakłopotani musieli by

ć

 w tych murach ci, którzy 

przybyli z wie

ś

ciami o kl

ę

sce pod Blenheim. W pałacu, błyszcz

ą

cym emblematami 

zwyci

ę

stw, nie bardzo zapewne wiedzieli, w któr

ą

 stron

ę

 patrze

ć

.

Kiedy wspomina si

ę

 Blenheim, musi si

ę

 naturalnie pomy

ś

le

ć

 o pałacu tej nazwy, 

zbudowanym dla zwyci

ę

skiego ksi

ę

cia Marlborough. Tu znowu mamy budynek ide-

alnie zaplanowany, tym razem przeznaczony na miejsce wypoczynku bohatera 

narodowego. Jego heroiczne proporcje s

ą

 mo

Ŝ

e bardziej dramatyczne ni

Ŝ

 wygodne, 

ale ogólne wra

Ŝ

enie jest wła

ś

nie takie, jakie było zamierzeniem architektów. 

ś

adna 

inna sceneria nie byłaby bardziej odpowiednia jako tło dla legendy. 

ś

adna inna sie-

dziba nie byłaby wła

ś

ciwszym miejscem dla spotka

ń

 dawnych towarzyszy w rocznic

ę

 

bitwy.

Przyjemno

ść

, jak

ą

 znajdujemy w wyobra

Ŝ

eniu sobie tej sceny, psuje jednak 

ś

wiadomo

ść

Ŝ

e nigdy si

ę

 ona nie zdarzyła. Ksi

ąŜę

 nigdy tu nie mieszkał i nigdy 

nawet nie widział tej siedziby po jej uko

ń

czeniu. Jego rzeczywista rezydencja 

mie

ś

ciła si

ę

 w Holywell w pobli

Ŝ

u St. Albans i (kiedy był w Londynie) w Marlborough 

House. Umarł w Windsor Lodge, a wiadomo, 

Ŝ

e jego dawni towarzysze spotykali si

ę

 

i ucztowali w namiocie. Budowa Blenheim trwała długo, nie ze wzgl

ę

du na 

opracowywanie jej planów - te bowiem były zupełnie dostatecznie opracowane - lecz 

dlatego, 

Ŝ

e ksi

ąŜę

 był w niełasce, a nawet dwa lata sp

ę

dził na wygnaniu, i to wła

ś

nie 

w okresie, w którym mógłby by

ć

 

ś

wiadkiem uko

ń

czenia pałacu.

A có

Ŝ

 powiedzie

ć

 o monarchii, której ksi

ąŜę

 Marlborough słu

Ŝ

ył? Podobnie jak 

teraz tury

ś

ci z przewodnikiem w r

ę

ku w

ę

druj

ą

 poprzez Oran

Ŝ

eri

ę

 lub Galerie des 

Glaces, tak archeolog przyszło

ś

ci mo

Ŝ

e kiedy

ś

 zwiedza

ć

 to, co niegdy

ś

 było 

Londynem. I mo

Ŝ

e si

ę

 zdarzy

ć

Ŝ

e w ruinach Pałacu Buckingham ujrzy prawdziwe 

background image

oblicze monarchii brytyjskiej. B

ę

dzie kroczył wielk

ą

 alej

ą

 od Łuku Admiralicji do 

bramy pałacowej. Odtworzy sobie przedni dziedziniec i centralny balkon, my

ś

l

ą

przez cały czas o tym, jak bardzo odpowiednia była ta siedziba dla pot

ęŜ

nego 

władcy, którego pot

ę

ga si

ę

gała a

Ŝ

 do odległych cz

ęś

ci 

ś

wiata. Nawet dzisiejszy 

Amerykanin ma ochot

ę

 pokiwa

ć

 głow

ą

 nad zarozumiało

ś

ci

ą

 Jerzego III, 

intronizowanego z tak uroczyst

ą

 pomp

ą

. Ale znowu stwierdzamy, 

Ŝ

e wszyscy istotnie 

pot

ęŜ

ni monarchowie mieszkali gdzie indziej, w gmachach, które ju

Ŝ

 od dawna nie 

istniej

ą

 - w Greenwich czy w Nonesueh, w Kenilworth czy Whitehall.

Budowniczym Pałacu Buckingham był Jerzy IV, którego nadworny architekt John 

Nash ponosi odpowiedzialno

ść

 za to, co w swoim czasie nazwano „ogólnym 

zepsuciem i strywializowaniem smaku". Ale sam Jerzy IV, który mieszkał w Carlton 

House lub w Brighton, nigdy nie widział uko

ń

czonej budowli; tak samo Wilhelm IV, 

który nakazał jej wyko

ń

czenie. Dopiero królowa Wiktoria przeniosła tam sw

ą

 

rezydencj

ę

 w r. 1837, wychodz

ą

c za m

ąŜ

 ju

Ŝ

 w nowym pałacu w r. 1840. Lecz jej 

pierwszy entuzjazm dla Pałacu Buckingham był stosunkowo krótkotrwały. Jej m

ąŜ

 o 

wiele bardziej lubił Windsor, a i ona sama wolała pó

ź

niej Balmoral lub Osborne. Je

ś

li 

wi

ę

c mamy by

ć

 dokładni, to splendory Pałacu Buckingham nale

Ŝ

y ł

ą

czy

ć

 z 

ź

niejszym ju

Ŝ

 okresem monarchii 

ś

ci

ś

le konstytucyjnej. Powstał on w okresie, w 

którym władza przypadła parlamentowi.

Dlatego w tym miejscu czym

ś

 naturalnym byłoby pytanie, czy Pałac 

Westminsterski, w którym odbywa swoje zebrania Izba Gmin, jest sam w sobie 

rzeczywistym wyrazem władzy parlamentarnej. Przedstawia on - bez w

ą

tpienia -- 

wspaniałe dzieło planowania, umiej

ę

tnie przystosowane do odbywania debat, a 

ponadto dysponuj

ą

ce obszernymi pomieszczeniami dla wszelkich innych celów - dla 

spotka

ń

 komisji, spokojnych studiów, pokrzepienia si

ę

 i picia herbaty (na tarasie). 

Posiada on wszystko, czego tylko ustawodawca mógłby zapragn

ąć

, i wszystko to 

uciele

ś

nione w budowli, pełnej olbrzymiej godno

ś

ci i komfortu.

Powinien on - cho

ć

 zaledwie o

ś

mielamy si

ę

 to przypuszcza

ć

 - pochodzi

ć

 z okresu, 

w którym władza parlamentarna była u szczytu pot

ę

gi. Ale raz jeszcze daty nie 

zgadzaj

ą

 si

ę

 z tym schematem. Pierwotna Izba, w której Pitt i Fox prze

ś

cigali si

ę

 w 

krasomówstwie, została zniszczona przez po

Ŝ

ar w r. 1834. Zdaje si

ę

Ŝ

e była ona ró-

wnie sławna ze swych niewygód, co z wysokiego poziomu debat. Obecn

ą

 budowl

ę

 

rozpocz

ę

to w r. 1840, cz

ęś

ciowo oddano do u

Ŝ

ytku w r. 1852, lecz nie była ona 

jeszcze uko

ń

czona, kiedy w r. 1860 zmarł architekt. Swój obecny wygl

ą

d przybrała 

wreszcie około r. 1868. Otó

Ŝ

 nie mo

Ŝ

emy ju

Ŝ

 dłu

Ŝ

ej uwa

Ŝ

a

ć

 tego za zbieg 

okoliczno

ś

ci, 

Ŝ

e upadek parlamentu nale

Ŝ

y przypisa

ć

 - bez wszelkiej dyskusji - 

wydaniu ustawy o Reformie w r. 1867. W nast

ę

pnym roku cała inicjatywa w 

background image

prawodawstwie przeszła z parlamentu na gabinet. Presti

Ŝ

 zwi

ą

zany z literami „M.P." 

* zacz

ą

ł gwałtownie spada

ć

 i odt

ą

d mo

Ŝ

na jedynie powiedzie

ć

Ŝ

e „pewne znaczenie, 

jakkolwiek skromne, zachowali prywatni posłowie". Wielkie dni min

ę

ły.

Nie mo

Ŝ

na powiedzie

ć

 tego samego o rozmaitych ministerstwach, które 

zdobywały sobie znaczenie proporcjonalnie do upadku parlamentu. Drog

ą

 

odpowiednich bada

ń

 mo

Ŝ

na stwierdzi

ć

Ŝ

e działalno

ść

 Ministerstwa Indii osi

ą

gn

ę

ła 

szczyt, kiedy znalazło ono pomieszczenie w Westminster Palace Hotel. Jednak

Ŝ

bardziej jeszcze znamienny jest ostatnio obserwowany rozwój Ministerstwa Kolonii.

Albowiem podczas gdy imperium brytyjskie zostało zbudowane głównie w okresie, 

w którym Ministerstwo Kolonii (je

ś

li w ogóle takie ju

Ŝ

 istniało) zajmowało przy-

padkowe pomieszczenia przy Downing Street, to w okresie, gdy przeniosło si

ę

 ono 

do budynków rzeczywi

ś

cie na ten cel przeznaczonych, rozpocz

ę

ła si

ę

 nowa faza 

polityki kolonialnej. Stało si

ę

 to w r. 1875 i budowla została nie

ź

le zaprojektowana 

jako tło dla kl

ę

sk wojny burskiej. Ale Ministerstwo Kolonii zacz

ę

ło nowe 

Ŝ

ycie 

podczas drugiej wojny 

ś

wiatowej. Wraz z przeprowadzk

ą

 do prowizorycznych i 

bardzo niewygodnych lokali przy ulicy Great Smith - lokali wydzier

Ŝ

awionych od 

Ko

ś

cioła Anglika

ń

skiego i przeznaczonych na cel zupełnie inny: brytyjska polityka 

kolonialna weszła w t

ę

 faz

ę

 m

ą

drej działalno

ś

ci, która bez w

ą

tpienia zako

ń

czy si

ę

 

wraz z uko

ń

czeniem nowego gmachu, projektowanego na miejscu starego Szpitala 

Westminsterskiego. Pocieszaj

ą

ce, 

Ŝ

e prace nad t

ą

 budow

ą

 jeszcze si

ę

 nie zacz

ę

ły.

Ale 

Ŝ

aden inny brytyjski przykład nie mo

Ŝ

e dorówna

ć

 znaczeniu historii z New 

Delhi. Nigdzie indziej nie powierzono brytyjskim architektom zaprojektowania tak 

wielkiej stolicy jako siedziby rz

ą

du tak ogromnie licznej ludno

ś

ci. Zamiar wybrania na 

stolic

ę

 New Delhi ogłoszono na placu Imperial Durbar w r. 1911, wówczas, kiedy król 

Jerzy V był nast

ę

pc

ą

 Mogoła na tak zwanym Pawim Tronie. Wtedy sir Edwin Lutyens 

zacz

ą

ł projektowa

ć

 plany brytyjskiego Wersalu, wspaniałego w koncepcji, rozległego 

w szczegółach, mistrzowskiego w rysunku i pot

ęŜ

nego w skali. Jednak

Ŝ

e etapy 

post

ę

pu robót nad jego wyko

ń

czeniem odpowiadaj

ą

 licznym stadiom załamywania 

si

ę

 polityki.

Ustawa o utworzeniu rz

ą

du Indii z r. 1909 stanowiła preludium do wszystkiego, co 

nast

ą

piło: zamachu na 

Ŝ

ycie wicekróla w r. 1912, deklaracji z r. 1917, raportu 

Montagu-Chelmsford z r. 1918 i jego urzeczywistnienia w r. 1920. Lord Irwin 

rzeczywi

ś

cie wprowadził si

ę

 do swego nowego pałacu w r. 1929, w roku, w którym 

partia Kongresu za

Ŝą

dała niepodległo

ś

ci, w roku, w którym otwarto Konferencj

ę

 

Okr

ą

głego Stołu i na rok przed rozpocz

ę

ciem si

ę

 kampanii biernego oporu wobec 

władz brytyjskich. Mo

Ŝ

na by - cho

ć

 byłoby to nudne - prze

ś

ledzi

ć

 cał

ą

 t

ę

 histori

ę

 a

Ŝ

 

do dnia, w którym Brytyjczycy wreszcie si

ę

 wycofali, i wykaza

ć

, jak ka

Ŝ

da faza 

background image

odwrotu dokładnie pokrywała si

ę

 z nowym triumfem budowlanym. To, co w ko

ń

cu 

powstało, było ni mniej, ni wi

ę

cej, tylko mauzoleum.

Upadek brytyjskiego imperializmu rozpocz

ą

ł si

ę

 w rzeczywisto

ś

ci od 

powszechnych wyborów w r. 1906 i od zwyci

ę

stwa - przy tej okazji - idei liberalnych i 

na pół socjalistycznych. Dlatego nikogo nie powinna dziwi

ć

 uwaga, 

Ŝ

e rok 1906 jest 

dat

ą

 uko

ń

czenia wykutych w niezniszczalnym granicie drzwi w gmachu Ministerstwa 

Wojny. Bitw

ą

 pod Waterloo mo

Ŝ

na było kierowa

ć

 z n

ę

dznych biur wokół Horse 

Guards Parad

ę

. Ale plany zaatakowania Dardaneli zaakceptowano dla kontrastu -w 

pomieszczeniach pełnych godno

ś

ci. Czy

Ŝ

by kunsztowne rozplanowanie Pentagonu 

w Arlington, Virginia, miało da

ć

 now

ą

, znamienn

ą

 nauczk

ę

 projektantom? Nieładnie 

byłoby dopatrywa

ć

 si

ę

 elementu logiki w usytuowaniu Pentagonu obok Cmentarza 

Narodowego, lecz sprawa ta wydaje si

ę

 co najmniej godna zbadania.

W ka

Ŝ

dym razie to pewne, 

Ŝ

e wpływowy czytelnik niniejszego rozdziału mógłby 

przedłu

Ŝ

y

ć

 

Ŝ

ycie umieraj

ą

cej instytucji, pozbawiaj

ą

c j

ą

 jej pysznej siedziby. Z cał

ą

 

pewno

ś

ci

ą

 za

ś

 mógłby zapobiec temu, aby dana organizacja zadławiła si

ę

 sama ju

Ŝ

 

w chwili narodzin. A

Ŝ

 roi si

ę

 od przykładów nowych instytucji ju

Ŝ

 z pełnym sztabem 

dyrektorów, konsultantów i urz

ę

dników, zebranych razem w-gmachu specjalnie dla 

nich przeznaczonym. Do

ś

wiadczenie poucza, 

Ŝ

e taka instytucja ginie. Dławi si

ę

 

własn

ą

 doskonało

ś

ci

ą

. Nie mo

Ŝ

e zapu

ś

ci

ć

 korzeni z powodu braku gleby. Nie mo

Ŝ

rosn

ąć

 w sposób naturalny, poniewa

Ŝ

 ju

Ŝ

 jest dorosła. Bezpłodna z samej swej natu-

ry, nie mo

Ŝ

e nawet kwitn

ąć

.

„DEGRENGOLITIS"

albo

obezwładniaj

ą

cy parali

Ŝ

Na ka

Ŝ

dym kroku spotykamy pewien typ organizacji (administracyjnej, handlowej 

czy akademickiej), w której wy

Ŝ

si urz

ę

dnicy s

ą

 zaharowani i t

ę

pi, ci troch

ę

 ni

Ŝ

si - 

rozwijaj

ą

 pewn

ą

 aktywno

ść

 jedynie we wzajemnym intrygowaniu, najmłodsi za

ś

 - s

ą

 

nic niewarci albo lekkomy

ś

lni. Niewielkie stawia si

ę

 sobie zadania. Niczego si

ę

 nie 

osi

ą

ga. A zastanawiaj

ą

c si

ę

 nad tym smutnym obrazem, dochodzimy do wniosku, 

Ŝ

kierownicy tych organizacji zrobili wszystko, na co ich było sta

ć

, walczyli z 

przeciwno

ś

ciami losu, a w ko

ń

cu przyznali, 

Ŝ

e ponie

ś

li kl

ę

sk

ę

.

ś

wietle ostatnich studiów okazuje si

ę

 jednak, 

Ŝ

e nie ma potrzeby przyznania 

si

ę

 do takiej kl

ę

ski. Powa

Ŝ

ny bowiem procent instytucji umieraj

ą

cych, dotychczas 

zbadanych, znalazł si

ę

 w stanie ostatecznego upadku celowo i po długotrwałym 

wysiłku. Upadek ten jest wyra

ź

nie wynikiem choroby, lecz choroby w du

Ŝ

ej mierze 

dobrowolnie sobie zainfekowanej. Od pierwszych oznak tego stanu post

ę

p choroby 

podsycano, jej przyczyny pogł

ę

biano, a objawy witano z rado

ś

ci

ą

. Jest to choroba 

background image

polegaj

ą

ca na zało

Ŝ

eniu własnej ni

Ŝ

szo

ś

ci, całkowita degrengolada - nazwijmy j

ą

 

„degrengolitis". Dolegliwo

ść

 powszechniejsza, ni

Ŝ

 cz

ę

sto si

ę

 przypuszcza, i du

Ŝ

łatwiej postawi

ć

 jej diagnoz

ę

, ni

Ŝ

 przeprowadzi

ć

 kuracj

ę

.

Nasze studia organizacyjnego parali

Ŝ

u rozpoczniemy, zgodnie z logik

ą

, od opisu 

przebiegu choroby, pocz

ą

wszy od pierwszych jej oznak a

Ŝ

 do stadium ostatecznego. 

Nast

ę

pny etap naszych bada

ń

 b

ę

dzie dotyczył symptomów i diagnozy. Etap trzeci 

powinien by zaleca

ć

 jakie

ś

 sposoby leczenia, lecz na ten temat niewiele wiadomo. 

Najbli

Ŝ

sza przyszło

ść

 tak

Ŝ

e nie przyniesie zapewne 

Ŝ

adnych odkry

ć

 w tym 

wzgl

ę

dzie, poniewa

Ŝ

 tradycja brytyjskich bada

ń

 medycznych całkowicie 

przeciwstawia si

ę

 kładzeniu jakiegokolwiek nacisku na t

ę

 cz

ęść

 zagadnienia.

Brytyjski specjalista zadowala si

ę

 zwykle w zupełno

ś

ci prze

ś

ledzeniem objawów i 

zdefiniowaniem ich przyczyny. Francuz - odwrotnie - zaczyna od przepisania 

sposobów leczenia, a dopiero pó

ź

niej omawia diagnoz

ę

, je

ś

li w ogóle j

ą

 omawia. W 

naszym wypadku skłonni b

ę

dziemy przyj

ąć

 metod

ę

 brytyjsk

ą

, która mo

Ŝ

e nie pomóc 

pacjentowi, lecz która jest bez kwestii metod

ą

 bardziej naukow

ą

. Lepiej jest 

podró

Ŝ

owa

ć

 z nadziej

ą

 w duszy, ni

Ŝ

 po prostu przybywa

ć

 na miejsce.

Pierwsz

ą

 oznak

ą

 niebezpiecze

ń

stwa jest pojawienie si

ę

 w hierarchii 

organizacyjnej osobnika, który ł

ą

czy w sobie pot

ęŜ

ne nagromadzenie niekompetencji 

i zazdro

ś

ci. 

ś

adna z tych cech nie wyró

Ŝ

nia si

ę

 sama przez si

ę

 i wi

ę

kszo

ść

 ludzi 

posiada ka

Ŝ

d

ą

 z nich w pewnej proporcji. Lecz kiedy te dwie cechy osi

ą

gaj

ą

 pewne 

nasilenie - oznaczmy je formuł

ą

 N

3

 Z

5

 - nast

ę

puje reakcja chemiczna. Dwa elementy 

stapiaj

ą

 si

ę

, stwarzaj

ą

 now

ą

 substancj

ę

, któr

ą

 okre

ś

limy nazw

ą

 „degrengoliny".

Obecno

ść

 tej substancji mo

Ŝ

na tak

Ŝ

e sprawdzi

ć

 na podstawie poczyna

ń

 kogo

ś

kto nie potrafi niczego dokona

ć

 w swoim własnym wydziale, a ustawicznie usiłuje 

wtr

ą

ca

ć

 si

ę

 do pracy innych wydziałów i uzyska

ć

 kontrol

ę

 nad administracj

ą

 

centraln

ą

. Specjalista obserwuj

ą

cy ow

ą

 szczególn

ą

 mieszanin

ę

 nieudolno

ś

ci i 

ambicji od razu pokiwa głow

ą

 i mruknie: „elementarna, samoistna degrengolina". 

Objawy te, jak zobaczymy, s

ą

 zupełnie typowe.

Nast

ę

pne, albo wtórne stadium rozwoju choroby ma miejsce wtedy, gdy zara

Ŝ

ony 

osobnik zdobywa całkowite lub cz

ęś

ciowe kierownictwo organizacji centralnej. W 

wielu wypadkach stadium to nast

ę

puje bez okresu zaka

Ŝ

enia pocz

ą

tkowego, je

ś

li 

zara

Ŝ

one indywiduum przyst

ę

puje wła

ś

nie do pracy na tym szczeblu. W tym stadium 

łatwo rozpozna

ć

 owo indywiduum po uporze, z jakim walczy o usuni

ę

cie z 

organizacji wszystkich zdolniejszych od siebie, a tak

Ŝ

e po uporze, jaki napotyka u 

niego zaanga

Ŝ

owanie lub awans kogo

ś

, kto mógłby okaza

ć

 si

ę

 zdolniejszym po 

upływie pewnego czasu.

Poniewa

Ŝ

 nie o

ś

mieli si

ę

 powiedzie

ć

: „Mr Asterisk jest zanadto zdolny", wobec 

background image

tego mówi: „Asterisk jest zdolny, zapewne, ale czy solidny? Wolałbym raczej Mr 

Cyphera".

Poniewa

Ŝ

 nie o

ś

mieli si

ę

 powiedzie

ć

: „Wobec Asteriska czuj

ę

 si

ę

 mały", wi

ę

powie: „Wydaje mi si

ę

Ŝ

e Cypher jest rozs

ą

dniejszy". Rozs

ą

dek - to interesuj

ą

ce 

słowo oznacza w tym kontek

ś

cie co

ś

 odwrotnego ni

Ŝ

 inteligencja; oznacza ono w 

gruncie rzeczy robienie tego, co ju

Ŝ

 zostało zrobione. Wobec tego Mr Cypher 

otrzymuje awans, a Mr Asterisk odchodzi gdzie indziej. Centralna administracja 

stopniowo zaczyna roi

ć

 si

ę

 od ludzi głupszych od przewodnicz

ą

cego, od dyrektora, 

od kierownika.

Je

ś

li prezes organizacji jest postaci

ą

 drugorz

ę

dn

ą

, b

ę

dzie starał si

ę

 o to, aby 

sztab jego najbli

Ŝ

szych współpracowników składał si

ę

 tylko z postaci 

trzeciorz

ę

dnych, a ci z kolei o to, aby ich podwładni byli czwartorz

ę

dni. Powstaje 

wkrótce istne współzawodnictwo głupoty, ludzie pragn

ą

 uchodzi

ć

 za jeszcze 

głupszych, ni

Ŝ

 s

ą

 w rzeczywisto

ś

ci.

Nast

ę

pne, czyli trzecie z kolei stadium pocz

ą

tków tej choroby nast

ę

puje wówczas, 

kiedy w całej organizacji, od góry a

Ŝ

 do dołu, nie przebłyskuje ju

Ŝ

 ani iskierka 

inteligencji. To jest wła

ś

nie ów stan upadku, opisany przez nas na pocz

ą

tku. Gdy 

stadium to zostało osi

ą

gni

ę

te, instytucja jest - praktycznie bior

ą

c - martwa.

Mo

Ŝ

e pozostawa

ć

 w tym stanie przez dwadzie

ś

cia lat. Mo

Ŝ

e spokojnie si

ę

 

rozkłada

ć

. Mo

Ŝ

e nawet - na koniec - powróci

ć

 do zdrowia. Przypadki wyzdrowienia 

s

ą

 rzadkie. Kto

ś

 mógłby si

ę

 dziwi

ć

Ŝ

e wyzdrowienie bez leczenia jest w ogóle 

mo

Ŝ

liwe. Jednak

Ŝ

e jest to kuracja całkiem naturalna i dokładnie przypomina proces, 

gdy ró

Ŝ

ne 

Ŝ

yj

ą

ce organizmy rozwijaj

ą

 w sobie odporno

ść

 na trucizny, zabójcze dla 

nich przy pierwszym zetkni

ę

ciu. Jest tak, jak gdyby cała instytucja została spryskana 

roztworem DDT, gwarantuj

ą

cym zniszczenie wszelkich zdolno

ś

ci. Z biegiem lat 

praktyka ta przynosi po

Ŝą

dane rezultaty. Lecz w ko

ń

cu pewne jednostki uodporniaj

ą

 

si

ę

. Ukrywaj

ą

 swoje zdolno

ś

ci pod mask

ą

 idiotycznego dobrego humoru.

Rezultat jest taki, 

Ŝ

e pracownicy, którym wyznaczono zadanie zniszczenia 

zdolno

ś

ci, nie potrafi

ą

 (wskutek swej głupoty) znale

źć

 ich tam, gdzie je widz

ą

. Zdolny 

urz

ę

dnik przedostaje si

ę

 poprzez zewn

ę

trzne linie obronne i toruje sobie drog

ę

 ku 

szczytowi. W

ę

druje tam, bełkoc

ą

c co

ś

 o golfie i głupawo chichocz

ą

c, gubi

ą

dokumenty i zapominaj

ą

c nazwisk, a wygl

ą

daj

ą

c tak samo, jak wszyscy. Dopiero 

kiedy zdobywa wysokie stanowisko, nagle zrzuca mask

ę

 i objawia si

ę

 niby demon 

w

ś

ród tłumu wró

Ŝ

ek z pantomimy. W

ś

ród przenikliwych okrzyków trwogi wysocy 

urz

ę

dnicy odnajduj

ą

 istot

ę

 zdoln

ą

 tu

Ŝ

 obok siebie. Jest ju

Ŝ

 za pó

ź

no, 

Ŝ

eby mo

Ŝ

na 

było na to co

ś

 poradzi

ć

. Stało si

ę

, choroba jest w odwrocie i w ci

ą

gu nast

ę

pnych 

dziesi

ę

ciu lat mo

Ŝ

liwe jest zupełne wyzdrowienie. Ale te przykłady naturalnej kuracji 

background image

s

ą

 niezwykle rzadkie. W normalnym biegu wydarze

ń

 choroba przechodzi przez 

wymienione, rozpoznane jej stadia i staje si

ę

 - mogłoby si

ę

 wydawa

ć

 - nieuleczalna.

Zobaczyli

ś

my, na czym ona polega. Pozostaje nam teraz wskaza

ć

, na podstawie 

jakich objawów mo

Ŝ

na wy

ś

ledzi

ć

 jej obecno

ść

. Inn

ą

 rzecz

ą

 jest szczegółowy opis 

szerzenia si

ę

 infekcji w urojonym przypadku, zaklasyfikowanym od pocz

ą

tku, a 

zupełnie inn

ą

 - wej

ś

cie do fabryki, baraków, biura czy zakładu naukowego i 

rozpoznanie tych objawów na pierwszy rzut oka.

Wszyscy wiemy, w jaki sposób po

ś

rednik sprzeda

Ŝ

y nieruchomo

ś

ci kr

ąŜ

y wokół 

pustego domu, je

ś

li wyst

ę

puje w imieniu nabywcy. To tylko kwestia czasu, kiedy 

znienacka otworzy szaf

ę

 lub kopnie w boazeri

ę

 i krzyknie: „Grzyb!" (Je

ś

li za

ś

 

wyst

ę

puje w imieniu sprzedaj

ą

cego, zgubi klucz od szafy, a b

ę

dzie zwracał uwag

ę

 

na widok z okna).

W ten sam sposób badacz zagadnie

ń

 społecznych mo

Ŝ

e rozpozna

ć

 objawy 

„degrengolitis", nawet w jej pocz

ą

tkowym stadium. Zatrzyma si

ę

, poci

ą

gnie nosem, 

m

ą

drze pokiwa głow

ą

 i od razu b

ę

dzie oczywiste, 

Ŝ

e on wie. Ale sk

ą

d? Po czym 

poznaje, 

Ŝ

e „degrengolitis" tu powstała? Je

ś

li istnieje pocz

ą

tkowe 

ź

ródło infekcji, 

diagnoza b

ę

dzie łatwiejsza, mo

Ŝ

na j

ą

 jednak postawi

ć

 nawet wtedy, kiedy rozsadnik 

choroby jest na urlopie. Jego wpływ mo

Ŝ

na wykry

ć

 w atmosferze. Mo

Ŝ

na go wykry

ć

 

przede wszystkim w pewnych uwagach, które wypowiadaj

ą

 inni, na przykład: „Byłoby 

ę

dem, gdyby

ś

my si

ę

 porywali na zbyt wiele. Nie mo

Ŝ

emy współzawodniczy

ć

 z 

Toprank *. Tutaj, w Lowgrade, wykonujemy po

Ŝ

yteczn

ą

 prac

ę

, wychodzimy 

naprzeciw potrzebom kraju. Powinni

ś

my si

ę

 tym zadowoli

ć

".

Albo: „Nie mamy pretensji do tego, 

Ŝ

eby by

ć

 w pierwszym szeregu. Ci ludzie w 

Much-Striving * mówi

ą

 o swej pracy w sposób absurdalny, zupełnie tak, jak gdyby 

mogli si

ę

 równa

ć

 z Toprank".

Albo wreszcie: „Niektórzy z naszych młodszych urz

ę

dników przenie

ś

li si

ę

 do 

Toprank, jeden czy dwóch przeszło nawet do Much-Striving. Mo

Ŝ

e to najm

ą

drzejsze, 

co mogli wymy

ś

li

ć

. Z rado

ś

ci

ą

 

Ŝ

yczymy im powodzenia. Wymiana idei i personelu 

jest dobra - chocia

Ŝ

 oczywi

ś

cie tych kilka osób, które przyszły do nas z Toprank, 

sprawiło nam raczej zawód. Mo

Ŝ

emy liczy

ć

 tylko na tych ludzi, których tamci 

wyrzucaj

ą

. Ale nie powinni

ś

my narzeka

ć

. Zawsze unikamy tar

ć

, je

ś

li tylko mo

Ŝ

emy. I 

s

ą

dzimy, 

Ŝ

e na swój skromny sposób robimy dobr

ą

 robot

ę

".

Co sugeruj

ą

 te uwagi? Sugeruj

ą

 - albo raczej wyra

ź

nie 

ś

wiadcz

ą

Ŝ

e ustanowiono 

zbyt niski poziom oczekiwanych osi

ą

gni

ęć

. Pragnie si

ę

 wył

ą

cznie niskiego poziomu, 

a jeszcze ni

Ŝ

szy si

ę

 akceptuje. Wskazówki, dawane przez drugorz

ę

dnego szefa i 

adresowane do jego trzeciorz

ę

dnych urz

ę

dników, mówi

ą

 jedynie o minimum celów i 

zalecaj

ą

 bezskuteczne 

ś

rodki. Nie wymaga si

ę

 wy

Ŝ

szego poziomu kompetencji, 

background image

poniewa

Ŝ

 skutecznie działaj

ą

ca organizacja wymykałaby si

ę

 spod kierowniczych 

mo

Ŝ

liwo

ś

ci szefa. Nad głównym wej

ś

ciem złotymi czcionkami wypisano motto: 

„Zawsze trzeciorz

ę

dni".

Trzeciorz

ę

dno

ść

 stała si

ę

 podstaw

ą

 polityki organizacyjnej. Mo

Ŝ

na jednak 

zaobserwowa

ć

Ŝ

e wci

ąŜ

 jeszcze uznaje si

ę

 istnienie wy

Ŝ

szego poziomu. W tym 

stadium pozostaje jeszcze cie

ń

 usprawiedliwiania si

ę

, poczucie niepokoju na samo 

wspomnienie Toprank. Jednak

Ŝ

e ani to usprawiedliwianie si

ę

, ani ów niepokój nie 

trwaj

ą

 długo. Szybko nadchodzi drugie stadium choroby i to stadium musimy wła

ś

nie 

teraz opisa

ć

.

Głównym objawem, po którym mo

Ŝ

na je rozpozna

ć

, jest zadowolenie z siebie. 

Nakre

ś

lono sobie niewielkie zadania i dlatego przewa

Ŝ

nie je osi

ą

gni

ę

to. Cel 

umieszczono bliziutko stanowiska strzelniczego, dlatego uzyskano du

Ŝą

 ilo

ść

 

punktów. Dyrektorzy dokonali tego, co zamierzyli. Napełnia ich to niebawem 

zadowoleniem z samych siebie. Wkrótce zapominaj

ą

Ŝ

e niewielkiego trzeba było 

wysiłku, 

Ŝ

eby uzyska

ć

 małe wyniki. Widz

ą

 tylko to, 

Ŝ

e im si

ę

 udało -- nie tak, jak tym 

ludziom z Much-Striving. Staj

ą

 si

ę

 coraz bardziej zadowoleni z siebie, a to ich 

samozadowolenie przejawia si

ę

 w uwagach takich, jak te: „Szef jest człowiekiem 

rozs

ą

dnym i bardzo m

ą

drym, je

ś

li go lepiej pozna

ć

. Nigdy nie mówi wiele - to nie 

jego styl - ale rzadko popełnia bł

ę

dy". (Te ostatnie słowa mo

Ŝ

na by słusznie 

zastosowa

ć

 do kogo

ś

, kto w ogóle nic nie robi).

Albo: „My tutaj raczej nie mamy zaufania do wybitnych zdolno

ś

ci. Ci wybitnie 

zdolni ludzie potrafi

ą

 by

ć

 strasznym utrapieniem, przewracaj

ą

 do góry nogami 

ustalony porz

ą

dek i proponuj

ą

 wszelkie rodzaje planów, których nigdy jeszcze nie 

wypróbowano. A my osi

ą

gamy znakomite rezultaty przy pomocy zwykłego zdrowego 

rozs

ą

dku i pracy zespołowej".

A w ko

ń

cu: „Nasza stołówka to co

ś

, z czego naprawd

ę

 jeste

ś

my dumni. Nie 

mamy poj

ę

cia, w jaki sposób kierownik mo

Ŝ

e wydawa

ć

 takie dobre obiady po tej 

cenie. Mamy do niego szcz

ęś

cie". Ta ostatnia uwaga zostaje wypowiedziana w 

chwili, kiedy siedzimy przy stole nakrytym brudn

ą

 cerat

ą

, patrz

ą

c na niejadaln

ą

ohydn

ą

 papk

ę

 na talerzu i wstrz

ą

saj

ą

c si

ę

 na sam widok i zapach tego, co ma by

ć

 

kaw

ą

.

W istocie wygl

ą

d stołówki ujawnia wi

ę

cej ni

Ŝ

 wygl

ą

d biura. Tak jak dla 

pospiesznego s

ą

du o domu prywatnym wystarczy nam obejrze

ć

 WC (aby przekona

ć

 

si

ę

, czy jest w nim zapasowa rolka papieru), tak jak oceniamy hotel po zastawie, tak 

wi

ę

ksz

ą

 instytucj

ę

 mo

Ŝ

emy oceni

ć

 na podstawie wygl

ą

du jej stołówki. Je

ś

li jest 

utrzymana w kolorze ciemnobr

ą

zowym i bladozielonym; je

ś

li firanki s

ą

 purpurowe 

(lub nie ma ich wcale); je

ś

li nigdzie nie wida

ć

 kwiatów; je

ś

li w zupie jest j

ę

czmie

ń

 (i 

background image

pływa w niej - lub nie pływa - mucha); je

ś

li potrawy s

ą

 spartaczone i sple

ś

niałe; i je

ś

li 

mimo to urz

ę

dnicy s

ą

 ze wszystkiego zadowoleni - to có

Ŝ

, wtedy instytucja znajduje 

si

ę

 na bardzo złej drodze. Poniewa

Ŝ

 w takim wypadku zadowolenie z siebie doszło 

do tego punktu, w którym ludzie za to odpowiedzialni nie widz

ą

 ju

Ŝ

 ró

Ŝ

nicy mi

ę

dzy 

po

Ŝ

ywieniem a paskudztwem. Oto zadowolenie z siebie w formie absolutnej.

W trzecim i ostatnim stadium tej choroby miejsce zadowolenia z siebie zajmuje 

apatia. Urz

ę

dnicy nie przechwalaj

ą

 si

ę

 swymi osi

ą

gni

ę

ciami w porównaniu z 

osi

ą

gni

ę

ciami innej instytucji. Zapomnieli, 

Ŝ

e jakakolwiek inna instytucja w ogóle 

istnieje. Przestali ju

Ŝ

 jada

ć

 w stołówce, wol

ą

 przynosi

ć

 ze sob

ą

 kanapki i za

ś

mieca

ć

 

biurka okruszynami. Na tablicach ogłosze

ń

 znajduje si

ę

 zawiadomienie o koncercie, 

który odbył si

ę

 cztery lata temu. Na drzwiach biura Mr Browna widnieje tabliczka z 

napisem „Mr Smith", a na drzwiach Mr Smitha przyczepiono naklejk

ę

 baga

Ŝ

ow

ą

, na 

której wyblakłym atramentem wypisano „Mr Robinson". Wybite okna zreperowano 

przy pomocy kawałków tektury. Je

ś

li dotkn

ąć

 kontaktów elektrycznych, doznaje si

ę

 

lekkiego, lecz bolesnego pora

Ŝ

enia. Tynk odpada z sufitu, 

ś

ciany pokryte s

ą

 

plamami. Winda nie działa, a w ust

ę

pie nie mo

Ŝ

na spu

ś

ci

ć

 wody. Przez wybite 

okienko w suficie woda rozpryskuje si

ę

ś

ciekaj

ą

c do podstawionego wiadra, a 

gdzie

ś

 z suteren dobiega miauczenie wygłodniałego kota.

Ostatnie stadium choroby doprowadziło cał

ą

 organizacj

ę

 do stanu załamania. 

Objawy choroby w tej ostrej formie s

ą

 tak liczne i wyra

ź

ne, 

Ŝ

e do

ś

wiadczony badacz 

mo

Ŝ

e cz

ę

sto odkry

ć

 je telefonicznie, nie odwiedzaj

ą

c w ogóle zara

Ŝ

onego miejsca. 

Kiedy mdlej

ą

cy z nudy głos odpowiada „Heelllou!", ekspert słyszał ju

Ŝ

 dosy

ć

. Smutno 

kiwa głow

ą

 i odkłada słuchawk

ę

. „Trzecia faza, i to nie

ź

le zaawansowana - mruczy 

do siebie - prawie na pewno beznadziejna". Zbyt pó

ź

no ju

Ŝ

 na prób

ę

 jakiegokolwiek 

leczenia. Instytucja jest - praktycznie bior

ą

c - martwa.

Opisali

ś

my wi

ę

c t

ę

 chorob

ę

 tak, jak si

ę

 j

ą

 widzi od wewn

ą

trz, a nast

ę

pnie od 

zewn

ą

trz. Znamy jej pocz

ą

tki, post

ę

py, wyniki infekcji, a tak

Ŝ

e objawy, po których 

poznaje si

ę

 jej obecno

ść

. Brytyjska my

ś

l medyczna rzadko kiedy wychodzi poza t

ę

 

faz

ę

 bada

ń

. Skoro chorob

ę

 raz zidentyfikowano, nazwano, opisano i wytłumaczono, 

Brytyjczycy s

ą

 zwykle ju

Ŝ

 zupełnie zadowoleni i gotowi do bada

ń

 nast

ę

pnego 

zagadnienia. Je

ś

li ich zapyta

ć

 o sposób leczenia, patrz

ą

 ze zdziwieniem i polecaj

ą

 

da

ć

 zastrzyki penicyliny, a przedtem (lub potem) usun

ąć

 pacjentowi wszystkie z

ę

by. 

Od razu staje si

ę

 jasne, 

Ŝ

e ten aspekt problemu ich nie interesuje.

Czy powinni

ś

my zaj

ąć

 takie samo stanowisko? Czy te

Ŝ

, jako uczeni zajmuj

ą

cy si

ę

 

zagadnieniami politycznymi i społecznymi, powinni

ś

my zastanowi

ć

 si

ę

, czy i co 

mo

Ŝ

na na to poradzi

ć

? Szczegółowa dyskusja nad jak

ąś

 mo

Ŝ

liw

ą

 kuracj

ą

 byłaby z 

pewno

ś

ci

ą

 przedwczesna, lecz bardzo ogólne wskazanie kierunku, w którym mo

Ŝ

na 

background image

by szuka

ć

 rozwi

ą

zania, byłoby rzecz

ą

 po

Ŝ

yteczn

ą

. Mo

Ŝ

na by przynajmniej wyło

Ŝ

y

ć

 

pewne zasady.

Pierwsz

ą

 z owych zasad powinna by

ć

 ta, 

Ŝ

e instytucja dotkni

ę

ta chorob

ą

 nie 

mo

Ŝ

e sama si

ę

 zreformowa

ć

. Wiemy, 

Ŝ

e istniej

ą

 przykłady, i

Ŝ

 choroba znika bez 

leczenia, tak samo, jak wyst

ę

puje bez ostrze

Ŝ

enia; wypadki te jednak s

ą

 rzadkie, a 

specjali

ś

ci uwa

Ŝ

aj

ą

 je za nieprawidłowe i niepo

Ŝą

dane. Kuracja, jakakolwiek byłaby 

jej istota, musi przyj

ść

 z zewn

ą

trz. Mo

Ŝ

e by

ć

 rzecz

ą

 fizycznie mo

Ŝ

liw

ą

Ŝ

eby pacjent 

sam sobie usun

ą

ł wyrostek robaczkowy pod miejscowym znieczuleniem, ale taka 

praktyka spotkałaby si

ę

 z niech

ę

ci

ą

 i szeregiem zastrze

Ŝ

e

ń

. Inne operacje jeszcze 

mniej nadaj

ą

 si

ę

 do tego, 

Ŝ

eby pacjent posłu

Ŝ

ył si

ę

 własn

ą

 zr

ę

czno

ś

ci

ą

.

Zatem pierwsz

ą

 zasad

ą

, jak

ą

 spokojnie mo

Ŝ

emy ogłosi

ć

, b

ę

dzie ta, i

Ŝ

 pacjent i 

chirurg nie powinien by

ć

 t

ą

 sam

ą

 osob

ą

. Kiedy instytucja znajduje si

ę

 w zaawanso-

wanym stadium choroby, potrzebne s

ą

 usługi specjalistów, a nawet w pewnych 

wypadkach usługi najwi

ę

kszego z 

Ŝ

yj

ą

cych autorytetów, samego Parkinsona. Hono-

rarium, które trzeba by zapłaci

ć

, byłoby oczywi

ś

cie bardzo wysokie, lecz w wypadku 

tego rodzaju wydatek nie stanowi naturalnie przeszkody. Jest to przecie

Ŝ

, b

ą

d

ź

 co 

b

ą

d

ź

, sprawa 

Ŝ

ycia i 

ś

mierci.

Drug

ą

 zasad

ą

, któr

ą

 mo

Ŝ

emy wyło

Ŝ

y

ć

, jest ta, 

Ŝ

e pocz

ą

tkowe stadium choroby 

mo

Ŝ

na leczy

ć

 zwykłymi zastrzykami, nast

ę

pne - wymaga w pewnych wypadkach 

leczenia chirurgicznego, trzecie za

ś

 - nale

Ŝ

y uzna

ć

 za nieuleczalne. W swoim czasie 

lekarze przeb

ą

kiwali co

ś

 o buteleczkach i pigułkach, ale to sposób przestarzały. W 

innym okresie mówiono mgli

ś

cie o psychologii, lecz to tak

Ŝ

e ju

Ŝ

 sprawa przestarzała; 

od tego czasu wi

ę

kszo

ść

 psychoanalityków uznano za obł

ą

kanych.

Obecna epoka jest epok

ą

 zastrzyków i ci

ęć

 i wypada, aby uczeni zajmuj

ą

cy si

ę

 

polityk

ą

 dotrzymywali kroku osi

ą

gni

ę

ciom medycyny. Zetkn

ą

wszy si

ę

 z wypadkiem 

pocz

ą

tkowego zaka

Ŝ

enia, automatycznie przygotowujemy strzykawk

ę

 i 

zastanawiamy si

ę

 jedynie nad tym, co - oprócz wody - powinno si

ę

 w niej znajdowa

ć

W zasadzie zastrzyk powinien zawiera

ć

 jak

ąś

 substancj

ę

 aktywn

ą

 - ale z jakiej grupy 

nale

Ŝ

y j

ą

 wyselekcjonowa

ć

?

Wstrz

ą

sowy zastrzyk powinien by zawiera

ć

 du

Ŝą

 dawk

ę

 Nietolerancji, lecz to 

lekarstwo trudno wyprodukowa

ć

, a niekiedy okazuje si

ę

 ono zbyt silne w działaniu. 

Nietolerancj

ę

 uzyskuje si

ę

 z krwi pułkowych sier

Ŝ

antów i powinna ona zawiera

ć

 dwa 

składniki chemiczne, a miano

wicie:

a)  najlepsze jest zaledwie do

ść

 dobre (DD) i

b)  nie ma 

Ŝ

adnego usprawiedliwienia (

ś

U). Nietolerancyjne indywiduum 

wprowadzone do chorej instytucji wywiera skutek wzmacniaj

ą

cy i mo

Ŝ

e sprawi

ć

Ŝ

background image

organizm przeciwstawi si

ę

 wpływom pocz

ą

tkowego 

ź

ródła infekcji. Jakkolwiek ten 

sposób leczenia mo

Ŝ

e okaza

ć

 si

ę

 bardzo dobry, nie ma zupełnej pewno

ś

ci, 

Ŝ

e kura-

cja ta b

ę

dzie stale działa

ć

. Mo

Ŝ

na w

ą

tpi

ć

, czy substancj

ę

 zaka

Ŝ

aj

ą

c

ą

 uda si

ę

 

rzeczywi

ś

cie usun

ąć

 z systemu. Informacje, które posiadamy, skłaniaj

ą

 nas raczej 

do wniosku, 

Ŝ

e tego rodzaju leczenie w pierwszej instancji jest zaledwie 

ś

rodkiem 

łagodz

ą

cym i 

Ŝ

e choroba, jakkolwiek u

ś

piona, pozostaje w organizmie. Niektórzy 

znawcy s

ą

dz

ą

Ŝ

e powtarzanie zastrzyków spowoduje całkowite wyleczenie, inni 

jednak obawiaj

ą

 si

ę

Ŝ

e mo

Ŝ

e wywoła

ć

 nowe podra

Ŝ

nienie, niewiele mniej 

niebezpieczne ni

Ŝ

 pierwotna choroba. Dlatego nietolerancja jest lekarstwem, które 

nale

Ŝ

y stosowa

ć

 ostro

Ŝ

nie.

Istnieje nieco łagodniejsze lekarstwo, zwane 

Ś

mieszno

ś

ci

ą

, lecz jego działanie 

jest niepewne, istota nieustalona, a skutki zbyt mało znane. Mało jest powodów do 

obaw, 

Ŝ

eby zastrzyk 

ś

mieszno

ś

ci mógł spowodowa

ć

 jak

ąś

 szkod

ę

, lecz nie wiadomo 

te

Ŝ

 na pewno, czy kuracja przyniesie po

Ŝą

dany rezultat. Istnieje na ogół zgoda co do 

tego, 

Ŝ

e zdegrengolowane indywiduum posiada grub

ą

 skór

ę

 ochronn

ą

, uodpornion

ą

 

na 

ś

mieszno

ść

. Mo

Ŝ

e si

ę

 zdarzy

ć

Ŝ

ś

mieszno

ść

 doprowadzi do izolowania infekcji, 

ale to jest wszystko, czego mo

Ŝ

na si

ę

 było spodziewa

ć

, a wła

ś

ciwie nawet wi

ę

cej, 

ni

Ŝ

 si

ę

 

Ŝą

dało.

Mo

Ŝ

na na koniec zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e w tego rodzaju przypadkach wypróbowywano 

tak

Ŝ

e metod

ę

 Strofowania (któr

ą

 równie

Ŝ

 mo

Ŝ

na stosowa

ć

), i nie bez pewnych 

wyników. Jednak

Ŝ

e tu znowu powstaj

ą

 trudno

ś

ci. Lekarstwo to jest bod

ź

cem 

działaj

ą

cym natychmiast, lecz mo

Ŝ

e te

Ŝ

 spowodowa

ć

 rezultat wr

ę

cz odwrotny od 

tego, którego pragn

ą

 specjali

ś

ci. Po chwilowym zrywie aktywno

ś

ci zdegrengolowane 

indywiduum staje si

ę

 jeszcze bardziej bierne ni

Ŝ

 przedtem i równie gro

ź

ne, jak samo 

ź

ródło zaka

Ŝ

enia.

Je

ś

li wi

ę

c mo

Ŝ

na w jakikolwiek sposób wykorzysta

ć

 strofowanie, to niemal 

wył

ą

cznie jako jeden z elementów 

;

preparatu składaj

ą

cego si

ę

 poza tym z 

nietolerancji i 

ś

mieszno

ś

ci, a mo

Ŝ

e i innych leków, dotychczas nie wypróbowanych. 

Pozostaje tylko zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e preparat taki, jak dot

ą

d, nie istnieje.

S

ą

dzimy, 

Ŝ

e drugie stadium choroby nadaje si

ę

 do operacji. Wszyscy czytelnicy-

fachowcy słyszeli o pracach ogólnie ł

ą

czonych z nazwiskiem Cutlera Walpole. Ope-

racja dokonana po raz pierwszy przez tego wielkiego chirurga polegała po prostu na 

usuni

ę

ciu zaka

Ŝ

onych organów i na równoczesnym wprowadzeniu 

ś

wie

Ŝ

ej krwi, 

przetoczonej z podobnego organizmu.

Czasami operacja ta si

ę

 udaje. Nale

Ŝ

y tylko dla porz

ą

dku doda

ć

Ŝ

e czasami 

operacja si

ę

 nie udaje. Szok mo

Ŝ

e si

ę

 okaza

ć

 zbyt wielki dla organizmu. O 

ś

wie

Ŝą

 

krew mo

Ŝ

e by

ć

 trudno, a nawet je

ś

li si

ę

 j

ą

 uzyska, mo

Ŝ

e nie uda

ć

 si

ę

 zmieszanie jej 

background image

z krwi

ą

 ju

Ŝ

 poprzednio kr

ąŜą

c

ą

 w organizmie. Z drugiej strony ta drastyczna metoda 

daje niew

ą

tpliwie najlepsz

ą

 szans

ę

 zupełnego wyleczenia.

Wydaje si

ę

Ŝ

e w trzecim stadium nic ju

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na zrobi

ć

. Instytucja jest - w 

praktyce - całkowicie martwa. Mo

Ŝ

na o

Ŝ

ywi

ć

 j

ą

 na nowo, lecz tylko wówczas, je

ś

li 

zmieni si

ę

 jej nazw

ę

, siedzib

ę

 i cały sztab pracowników. Ludzie my

ś

l

ą

cy kategoriami 

ekonomicznymi ulegaj

ą

 pokusie przeniesienia do nowej instytucji cz

ęś

ci dawnego 

personelu w imi

ę

 - na przykład - ci

ą

gło

ś

ci pracy. Lecz taka transfuzja z pewno

ś

ci

ą

 

oka

Ŝ

e si

ę

 fatalna, a ci

ą

gło

ść

 jest wła

ś

nie tym, czego nale

Ŝ

y unika

ć

.

ś

adnej cz

ęś

ci dawnej i chorej instytucji nie mo

Ŝ

na uzna

ć

 za woln

ą

 od zaka

Ŝ

enia. 

Nie wolno przenosi

ć

 z dawnej siedziby ani personelu, ani wyposa

Ŝ

enia, ani 

Ŝ

adnej 

tradycji. Po 

ś

cisłej kwarantannie musi nast

ą

pi

ć

 zupełna dezynfekcja. Zaka

Ŝ

ony 

personel nale

Ŝ

y rozproszy

ć

 (z gor

ą

cymi poleceniami) do tych konkurencyjnych 

instytucji, do których czuje si

ę

 szczególn

ą

 wrogo

ść

. Całe wyposa

Ŝ

enie i wszystkie 

akta nale

Ŝ

y zniszczy

ć

 bez namysłu. Co do budynków, to najlepiej najpierw wysoko je 

ubezpieczy

ć

, a nast

ę

pnie podpali

ć

. Dopiero wtedy, gdy pozostan

ą

 z nich czerniej

ą

ce 

ruiny, mo

Ŝ

emy by

ć

 pewni, 

Ŝ

e bakcyl choroby został zniszczony.

SPRAWA EMERYTURY

albo

wiek odpoczynku

Słuszn

ą

 jest rzecz

ą

Ŝ

e w

ś

ród wielu problemów, omawianych i rozwi

ą

zanych w tej 

ksi

ąŜ

ce, spraw

ą

 emerytury zajmujemy si

ę

 na ko

ń

cu. Stanowiła ona przedmiot obrad 

wielu komisji badawczych, lecz relacje, jakie si

ę

 słyszało, były zawsze beznadziejnie 

sprzeczne, a ostateczne zalecenia m

ę

tne, nieprzekonywaj

ą

ce i niejasne. Wiek 

przymusowej emerytury okre

ś

la si

ę

 pomi

ę

dzy 55 a 75 rokiem 

Ŝ

ycia, lecz s

ą

 to 

okre

ś

lenia dowolne i nienaukowe.

Ka

Ŝ

dy wiek ustanowiony przez przypadek lub zwyczaj mo

Ŝ

na by obroni

ć

 tym 

samym argumentem. Tam gdzie wiek emerytalny okre

ś

lono na lat 65, obro

ń

cy tego 

systemu zawsze uznaj

ą

, na podstawie do

ś

wiadczenia, 

Ŝ

e siły umysłowe i energia 

wykazuj

ą

 oznaki osłabienia w wieku lat 62. Z du

Ŝ

ym po

Ŝ

ytkiem mo

Ŝ

na by doj

ść

 do 

tego wniosku, gdyby w organizacjach, w których wiek emerytalny ustalono na lat 60, 

nie zaobserwowano innego zjawiska. Tam - jak nam powiedziano - okazuje si

ę

Ŝ

ludzie trac

ą

 siły, w pewnym stopniu, w wieku lat 57. I jak na zło

ść

 m

ęŜ

czy

ź

ni, których 

wiek emerytalny oznaczono na 55 lat, trac

ą

 pełni

ę

 swych sił w wieku lat 52. Krótko 

mówi

ą

c, wygl

ą

da na to, 

Ŝ

e zdolno

ść

- do pracy zaczyna si

ę

 zmniejsza

ć

 w wieku 

emerytury minus 3, bez wzgl

ę

du na to, jaki wiek został dla okre

ś

lony. Jest to fakt 

interesuj

ą

cy sam przez si

ę

, jednak nie pomaga bezpo

ś

rednio wtedy, kiedy trzeba 

zadecydowa

ć

, jaki wiek powinno si

ę

 oznaczy

ć

 dla E.

background image

Ale chocia

Ŝ

 wiek minus nie jest nam bezpo

ś

rednio pomocny, to pozwala on 

zorientowa

ć

 si

ę

Ŝ

e dotychczasowe badania prowadzone były w niewła

ś

ciwym 

kierunku. Cz

ę

sto dokonywana obserwacja, 

Ŝ

e ludzie ró

Ŝ

ni

ą

 si

ę

 od siebie i niektórzy 

starzej

ą

 si

ę

 ju

Ŝ

 około pi

ęć

dziesi

ą

tki, podczas gdy inni s

ą

 pełni energii jeszcze w 

wieku lat 80 lub 90, mo

Ŝ

e odpowiada

ć

 prawdzie, lecz i tutaj fakty nie prowadz

ą

 do 

nik

ą

d.

Prawd

ą

 jest, 

Ŝ

e wiek emerytalny nie pozostaje w 

Ŝ

adnym zwi

ą

zku z człowiekiem, 

którego emerytur

ę

 mamy na my

ś

li. Powinni

ś

my wzi

ąć

 pod obserwacj

ę

 jego 

nast

ę

pc

ę

: człowieka Y, który ma zaj

ąć

 miejsce człowieka X, gdy ten ostatni znajdzie 

si

ę

 w stanie spoczynku. Dobrze wiadomo, 

Ŝ

e w swej pomy

ś

lnie przebiegaj

ą

cej 

karierze przejdzie on nast

ę

puj

ą

ce etapy:

1) Wiek Kwalifikacji

(K)

2) Wiek Dyskrecji

(D) -

= K + 

3) Wiek Awansu

(A) =

D+l

4) Wiek Odpowiedzialno

ś

ci

(O) =

A + 

5) Wiek Autorytetu

(AA) -

= 0 + 

6) Wiek Osi

ą

gni

ęć

(OO) 

AA 

7) Wiek Wyró

Ŝ

nienia

(W) ~-

= 0O 

8) Wiek Godno

ś

ci

(G) -r

W + 

9) Wiek M

ą

dro

ś

ci

(M) -

G+ 

10) Wiek Zahamowania

(Z) =

= M + 

Skal

ą

 powy

Ŝ

sz

ą

 rz

ą

dzi warto

ść

 liczbowa K. Zatem nale

Ŝ

y rozumie

ć

 jako termin 

techniczny. Nie znaczy to, 

Ŝ

e człowiek w wieku wie co

ś

 na temat spraw, którymi 

ma si

ę

 zajmowa

ć

. Architekci na przykład zdaj

ą

 pewien rodzaj egzaminów, lecz 

rzadko dysponuj

ą

 jakimi

ś

 po

Ŝ

ytecznymi wiadomo

ś

ciami w tym momencie (jak 

zreszt

ą

 i pó

ź

niej) swojej kariery.

Termin oznacza wiek, w którym zaczyna si

ę

 kariera zawodowa lub handlowa, 

zwykle po pracowitym treningu, korzystnym tylko dla tych, którzy płac

ą

 za jego 

zorganizowanie. Zobaczymy, 

Ŝ

e je

ś

li = 22, osi

ą

gnie (wiek Zahamowania) 

dopiero w wieku lat 72. Dopóki bierze si

ę

 pod uwag

ę

 jego własn

ą

 zdolno

ść

 do pracy, 

nie ma rozs

ą

dnego powodu, 

Ŝ

eby zast

ę

powa

ć

 go kim

ś

 innym przed osi

ą

gni

ę

ciem 71 

lat. Ale nasz problem dotyczy nie jego, lecz Y, przeznaczonego na jego zast

ę

pc

ę

. W 

jakim porównawczym stosunku ze sob

ą

 pozostaje wiek i Y? Mówi

ą

ś

ci

ś

lej, ile lat 

b

ę

dzie miał X, kiedy Y zacznie pracowa

ć

 w urz

ę

dzie lub w firmie?

Problem ten był przedmiotem długotrwałych bada

ń

. Starali

ś

my si

ę

 wykaza

ć

Ŝ

background image

rozpi

ę

to

ść

 wieku pomi

ę

dzy i Y wynosi dokładnie pi

ę

tna

ś

cie lat. (Zakładamy, 

Ŝ

normalnie nie zdarza si

ę

Ŝ

eby syn został bezpo

ś

rednim nast

ę

pc

ą

 ojca). Bior

ą

c ow

ą

 

przeci

ę

tn

ą

 pi

ę

tnastu lat i przyjmuj

ą

c, 

Ŝ

= 22, dochodzimy do wniosku, 

Ŝ

e Y 

dojdzie do OO (Wiek Osi

ą

gni

ęć

) maj

ą

c lat 47, gdy liczy zaledwie 62. I tutaj 

wyra

ź

nie zarysowuje si

ę

 kryzys. Poniewa

Ŝ

 X wci

ąŜ

 jeszcze utrzymuje sw

ą

 kontrol

ę

Y, dotkni

ę

ty w swych ambicjach, przechodzi teraz, co zostało udowodnione, ró

Ŝ

ne 

stadia w swojej karierze. Stadia te s

ą

 nast

ę

puj

ą

ce:

6) Wiek Rozczarowania

(R) AA + 7

7) Wiek Zazdro

ś

ci

(ZZ) = R + 9

8) Wiek Rezygnacji

(RR) = ZZ + 4

9) Wiek Zapomnienia

(ZZZ) = RR + 5

Dlatego wówczas, gdy ma lat 72, Y w wieku lat 57 wchodzi wła

ś

nie w Wiek 

Rezygnacji. Gdyby przeszedł wreszcie w tym wieku na emerytur

ę

, Y byłby 

całkowicie niezdolny do zaj

ę

cia jego miejsca, poniewa

Ŝ

 wła

ś

nie jest zrezygnowany 

(prze

Ŝ

ywszy poprzednio dziesi

ę

ciolecie rozczarowania i zazdro

ś

ci) i pogodził si

ę

 ju

Ŝ

 

z przeci

ę

tno

ś

ci

ą

 swej kariery. Szansa Y zjawiła si

ę

 dla niego dokładnie o dziesi

ęć

 lat 

za pó

ź

no.

Wiek Rozczarowania nie zawsze nast

ę

puje w tym samym wieku biologicznym, 

poniewa

Ŝ

 zale

Ŝ

y od czynnika K, ale jego objawy s

ą

 łatwe do rozpoznania. Człowiek, 

któremu odmawia si

ę

 prawa podejmowania wa

Ŝ

nych decyzji, zaczyna uwa

Ŝ

a

ć

 za 

niesłychanie wa

Ŝ

ne te decyzje, które wolno mu podejmowa

ć

. Zaczyna zrz

ę

dzi

ć

 nad 

teczkami akt, surowo sprawdza

ć

, czy ołówki s

ą

 dobrze zatemperowane, dokładnie 

si

ę

 upewnia

ć

, czy okna s

ą

 otwarte (lub zamkni

ę

te) i pilnie u

Ŝ

ywa

ć

 dwóch lub trzech 

kolorów atramentu.

Wiek Zazdro

ś

ci objawia si

ę

 poprzez kładzenie nacisku na stopie

ń

 starsze

ń

stwa. 

„Mimo wszystko, jestem jeszcze kim

ś

", „Nigdy tego ze mn

ą

 nie uzgadniano", „Z ma 

bardzo mało do

ś

wiadczenia". Lecz okres ten ust

ę

puje Wiekowi Rezygnacji. „Nie 

jestem 

Ŝ

adnym z tych ambitnych typków". „Z został członkiem zarz

ą

du - powiedział-

bym, 

Ŝ

e wi

ę

cej to sprawia kłopotów, ni

Ŝ

 jest warte". „Awans przeszkodziłby mi tylko 

w grze w golfa".

Wysuni

ę

to teori

ę

Ŝ

e Wiek Rozczarowania objawia si

ę

 tak

Ŝ

e w zainteresowaniu 

lokaln

ą

 polityk

ą

. Jednak

Ŝ

e teraz ju

Ŝ

 wiemy, 

Ŝ

e ludzie zajmuj

ą

 si

ę

 lokaln

ą

 polityk

ą

 

wył

ą

cznie w wyniku swych nieszcz

ęś

liwych mał

Ŝ

e

ń

stw. Na podstawie innych 

opisanych objawów staje si

ę

 tak

Ŝ

e jasne, 

Ŝ

e człowiek, który w wieku mniej wi

ę

cej 47 

lat wci

ąŜ

 zajmuje podrz

ę

dne stanowisko, nigdy ju

Ŝ

 nie nada si

ę

 na 

Ŝ

adne inne.

Oczywiste zatem, 

Ŝ

e problem polega na tym, aby posła

ć

 X na emerytur

ę

 w wieku 

lat 60, wtedy kiedy wci

ąŜ

 jeszcze potrafi on wykonywa

ć

 sw

ą

 prac

ę

 lepiej ni

Ŝ

 kto-

background image

kolwiek inny. Natychmiastowa zmiana mo

Ŝ

e by

ć

 zmian

ą

 na gorsze, ale unika si

ę

 

gro

ź

by, 

Ŝ

e nie znajdzie si

ę

 

Ŝ

adnego mo

Ŝ

liwego nast

ę

pcy wtedy, gdy X w ko

ń

cu 

odejdzie. Im wybitniejszym pracownikiem X si

ę

 okazał i im dłu

Ŝ

ej pracował na swoim 

stanowisku, tym bardziej beznadziejna b

ę

dzie sprawa jego nast

ę

pstwa. Najbli

Ŝ

si mu 

wiekiem współpracownicy s

ą

 ju

Ŝ

 zbyt starzy i zbyt długo pozostawali na 

stanowiskach podrz

ę

dnych. Wszystko, co potrafi

ą

 robi

ć

, to utr

ą

ca

ć

 innych, 

młodszych od siebie; w tym z pewno

ś

ci

ą

 nie zawodz

ą

ś

aden kwalifikowany 

nast

ę

pca nie pojawi si

ę

 przez całe lata, ani w ogóle, dopóki jaki

ś

 kryzys nie wysunie 

nowego kierownika. Nale

Ŝ

y zatem podj

ąć

 ci

ęŜ

k

ą

 decyzj

ę

. Je

ś

li X nie odejdzie we 

wła

ś

ciwym czasie, mo

Ŝ

e na tym ucierpie

ć

 cała organizacja. Ale jak sprawi

ć

Ŝ

eby X 

odszedł?

Jak w tylu innych sprawach, tak i w tej nowoczesna nauka znajduje wyj

ś

cie z 

kłopotów. Usuni

ę

to surowe metody przeszło

ś

ci. Nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e dawniej 

nale

Ŝ

ało do rzeczy zwyczajnych, i

Ŝ

 na zebraniach zarz

ą

du inni dyrektorzy 

przemawiali ledwie dosłyszalnie: jeden zaledwie otwierał i zamykał usta, a drugi 

potakiwał mu z wyra

ź

nym zrozumieniem, przekonuj

ą

c w ten sposób 

przewodnicz

ą

cego, 

Ŝ

e rzeczywi

ś

cie ogłuchł. Ale nowoczesna technika jest znacznie 

bardziej skuteczna i pewna. Jej metody wi

ąŜą

 si

ę

 zasadniczo z podró

Ŝ

ami lotniczymi 

i z wypełnianiem formularzy. Badania wykazały, 

Ŝ

e kompletne wyczerpanie, jakie 

niesie z sob

ą

 

Ŝ

ycie współczesne, jest rezultatem poł

ą

czonego działania tych dwóch 

czynników. Wysoki urz

ę

dnik, który ma dosy

ć

 ka

Ŝ

dego z nich, bardzo szybko zacznie 

mówi

ć

 o emeryturze.

W

ś

ród prymitywnych plemion afryka

ń

skich istniał zwyczaj likwidowania króla lub 

wodza w pewnym punkcie jego kariery, czy to po pewnym okresie lat, czy to w 

momencie, w którym jego siły witalne zdawały si

ę

 zanika

ć

. Technika dzisiejsza 

przedkłada wielkiemu człowiekowi program konferencji w Helsinkach w czerwcu, 

kongresu w Adelajdzie w lipcu, zjazdu w Ottawie w sierpniu, przy czym ka

Ŝ

de z tych 

zebra

ń

 trwa około trzech tygodni. Zapewnia si

ę

 go, 

Ŝ

e presti

Ŝ

 urz

ę

du lub firmy zale

Ŝ

od jego obecno

ś

ci i 

Ŝ

e wydelegowanie kogokolwiek innego zostałoby przez reszt

ę

 

uczestników poczytane za obraz

ę

. Program podró

Ŝ

y pozwala mu powróci

ć

 do urz

ę

-

du na trzy lub cztery dni pomi

ę

dzy jedn

ą

 a drug

ą

 konferencj

ą

. Znajduje wtedy za 

ka

Ŝ

dym razem na biurku stos formularzy do wypełnienia. Niektóre z nich odnosz

ą

 si

ę

 

do jego podró

Ŝ

y, inne to wnioski o permity lub przydziały, reszta wreszcie nosi 

nagłówek „Podatek dochodowy". Po wypełnieniu formularzy oczekuj

ą

cych na jego 

podpis po konferencji w Ottawie, przedstawia mu si

ę

 program nowej serii 

konferencji; jedna z nich odbywa si

ę

 w Manili we wrze

ś

niu, druga w Meksyku w 

pa

ź

dzierniku, a trzecia w Quebec w listopadzie. Mniej wi

ę

cej w grudniu przyzna, 

Ŝ

background image

czuje ci

ęŜ

ar swego wieku. W styczniu zgłosi zamiar przej

ś

cia na emerytur

ę

.

Zasad

ą

 tej techniki jest taka organizacja zaj

ęć

, aby konferencje odbywały si

ę

 w 

miejscach maksymalnie od siebie oddalonych i w klimatach najbardziej ró

Ŝ

nych. 

ś

a-

den plan nie powinien pozostawi

ć

 mo

Ŝ

liwo

ś

ci odbycia wypoczynkowej podró

Ŝ

morskiej. Nale

Ŝ

y bra

ć

 stale pod uwag

ę

 tylko podró

Ŝ

e samolotem. Nie musi si

ę

 

przykłada

ć

 szczególnej wagi do wyboru takiej czy innej trasy. Wszystkie one zostały 

zaplanowane podobnie, raczej z my

ś

l

ą

 o wygodzie poczty ni

Ŝ

 pasa

Ŝ

erów.

Mo

Ŝ

na spokojnie przyj

ąć

, niemal bez sprawdzania, 

Ŝ

e wi

ę

kszo

ść

 lotów 

rozpoczyna si

ę

 o 2.50 nad ranem, z tym 

Ŝ

e na lotnisku nale

Ŝ

y by

ć

 o 1.30, a wa

Ŝ

enie 

baga

Ŝ

u odbywa si

ę

 na dworcu lotniczym o 12.45. Przylot planowany .jest o 3.10 nad 

ranem nast

ę

pnego dnia (minus dzie

ń

 ró

Ŝ

nicy czasu). Jednak

Ŝ

e samolot jest zawsze 

troch

ę

 spó

ź

niony i w rzeczywisto

ś

ci l

ą

duje o 3.57 nad ranem, czyli 

Ŝ

e pasa

Ŝ

erowie 

ko

ń

cz

ą

 odpraw

ę

 celn

ą

 i paszportow

ą

 około 4.35. Lec

ą

c naokoło 

ś

wiata w jednym 

kierunku mo

Ŝ

na, a nawet zwykle jada si

ę

 

ś

niadanie mniej wi

ę

cej trzy razy. Lec

ą

c w 

przeciwnym kierunku pasa

Ŝ

erowie nie jedz

ą

 nic całymi godzinami, a w ko

ń

cu, gdy z 

głodu s

ą

 ju

Ŝ

 bliscy omdlenia, proponuje si

ę

 im szklaneczk

ę

 sherry. Wi

ę

ksz

ą

 cz

ęść

 

lotu sp

ę

dza si

ę

 oczywi

ś

cie na wypełnianiu rozmaitych deklaracji dotycz

ą

cych 

pieni

ę

dzy i zdrowia. Ile posiada pan dolarów ameryka

ń

skich, funtów szterlingów, 

franków, marek, guldenów, jenów, lirów i funtów australijskich, ile w listach 

kredytowych, czekach podró

Ŝ

nych, znaczkach pocztowych i pocztowych zleceniach 

wypłaty? Gdzie pan spał wczorajszej i przedwczorajszej nocy? (To ostatnie pytanie 

jest łatwe, poniewa

Ŝ

 pasa

Ŝ

er podró

Ŝ

uj

ą

cy samolotem mo

Ŝ

e zwykle o

ś

wiadczy

ć

 w 

najlepszej wierze, 

Ŝ

e przez cały ubiegły tydzie

ń

 w ogóle nie spał). Kiedy pan si

ę

 

urodził i jak brzmiało panie

ń

skie nazwisko pa

ń

skiej babki? Ile pan ma dzieci i 

dlaczego? Jak długo zamierza pan pozosta

ć

 i gdzie? Co jest powodem pa

ń

skiej 

wizyty, je

ś

li w ogóle istnieje jaki

ś

 jej powód? (Tak jakby dot

ą

d mo

Ŝ

na było o nim w 

ogóle pami

ę

ta

ć

). Czy przechodził pan wietrzn

ą

 osp

ę

 i dlaczego nie? Czy posiada 

pan wiz

ę

 do Patagonii i zezwolenie na powtórny przyjazd do Hongkongu? Podanie 

fałszywych danych grozi do

Ŝ

ywotnim wi

ę

zieniem. Prosz

ę

 zapi

ąć

 pasy. Za chwil

ę

 b

ę

-

dziemy l

ą

dowa

ć

 w Rangunie. Czas miejscowy: 2.47 nad ranem. Temperatura na 

zewn

ą

trz 110° Fahrenheita. Zatrzymamy si

ę

 tutaj mniej wi

ę

cej godzin

ę

Ś

niadanie 

podane zostanie na pokładzie samolotu pi

ęć

 godzin po starcie. Dzi

ę

kuj

ę

. (Za co, na 

miło

ść

 bosk

ą

?). Uprasza si

ę

 nie pali

ć

.

Nale

Ŝ

y zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e podró

Ŝ

 lotnicza, poj

ę

ta jako 

ś

rodek przyspieszaj

ą

cy 

emerytur

ę

, posiada t

ę

 dodatkow

ą

 korzy

ść

Ŝ

e ł

ą

czy si

ę

 z ni

ą

 powa

Ŝ

na ilo

ść

 

wypełnianych formularzy. A samo wypełnianie formularzy jest osobn

ą

 ci

ęŜ

k

ą

 prób

ą

niezale

Ŝ

nie od podró

Ŝ

y. Sztuka obmy

ś

lania formularzy, które nale

Ŝ

y wypełni

ć

background image

polega na trzech czynnikach: niejasno

ś

ci, braku miejsca i najci

ęŜ

szych karach za 

nieodpowiednie wypełnienie. W urz

ę

dzie, w którym obmy

ś

la si

ę

 formularze, 

niejasno

ść

 ich zapewniona jest dzi

ę

ki pracy rozmaitych wydziałów, z których jeden 

zajmuje si

ę

 tym, aby były niezrozumiałe, inny, aby brzmiały jak bełkot, trzeci, aby 

zredagowano je w odpowiednim 

Ŝ

argonie. Ale niektóre prostsze pomysły stosuje si

ę

 

ju

Ŝ

 teraz automatycznie. I tak ulubionym gambitem otwarcia jest fragment formularza 

znajduj

ą

cy si

ę

 zwykle u góry w prawym rogu arkusza i brzmi

ą

cy w ten sposób:

Do zwrotu w ci

ą

gu miesi

ą

ca

…………………..

Poniewa

Ŝ

 przysłano ci formularz 16 lutego, nie masz poj

ę

cia, czy odnosi si

ę

 to do 

ubiegłego, bie

Ŝą

cego, czy nast

ę

pnego miesi

ą

ca. Wie to tylko nadawca, ale to on 

wła

ś

nie zapytuje ciebie. A teraz zaczyna działa

ć

 specjalista od niejasno

ś

ci, 

ś

ci

ś

le 

współpracuj

ą

cy z konsultantem od obj

ę

to

ś

ci poszczególnych rubryk, i oto rezultat:

Skre

ś

l

nieodpowiednie

Pełne

nazwisko

Adres

Miejsce

zamieszkania

Kiedy

naturalizowany i 

dlaczego

Stan

Pan

Pani 

Panna

Formularz taki jak ten jest oczywi

ś

cie specjalnie przeznaczony dla pułkownika, 

lorda, profesora lub doktora, nazwiskiem Alexander Winthrop Percival Blenkinsop-

Fotheringay of Battleaxe Towers, Layerd-la Haye, near Newcastle - under Lyme, 

Lincolnshire-parts-of-Kesteven (cokolwiek by to znaczyło). Nast

ę

puje rubryka 

„miejsce zamieszkania", która jest wła

ś

ciwie bez znaczenia dla wszystkich z 

wyj

ą

tkiem mi

ę

dzynarodowego prawnika, a po niej tajemnicza rubryka o naturalizacji. 

Wreszcie mamy słowo „stan", przy którym wypełniaj

ą

cy zastanawia si

ę

, czy wpisa

ć

 

„Admirał (w stanie spoczynku)", „

ś

onaty", „Obywatel ameryka

ń

ski" czy „Zarz

ą

dzaj

ą

cy 

dyrektor".

Teraz specjalista od niejasno

ś

ci podaje sztafet

ę

 specjali

ś

cie od bełkotu, który 

przywołuje nowego specjalist

ę

 od podziału miejsca w rubrykach, aby opracowa

ć

 taki 

kwestionariusz:

Numer dowodu 

osobistego lub 

paszportu

Pełne nazwisko 

dziadka

Panie

ń

skie 

nazwisko babki

Czy był pan 

szczepiony, kiedy i 

dlaczego

Poda

ć

 dokładne 

szczegóły

Uwaga: za podanie niedokładnych informacji grozi  grzywna  5000 funtów lub rok wi

ę

zienia, albo te

Ŝ

 

najprawdopodobniej obie te kary.  

Nast

ę

pnie, na pół ju

Ŝ

 uko

ń

czone dzieło sztuki posyła si

ę

 do specjalisty od 

Ŝ

argonu, który produkuje co

ś

 w tym rodzaju:

background image

Nareszcie formularz trafia do technika, który dodaje do niego fragment z 

miejscem na podpis, i to jest koniec, który wie

ń

czy dzieło.

Ja/my (litery drukowane)……………………….o

ś

wiadczam(y)

Zdaj

ą

c sobie spraw

ę

 z ewentualnych sankcji karnych, 

Ŝ

e

Wszystkie informacje udzielone powy

Ŝ

ej s

ą

 prawdziwe i po-

dane w najlepszej wierze. O czym 

ś

wiadczy mój/nasz 

podpis………….dnia…………..miesi

ą

ca…………………19….

                                            Podpis……………………………..

                                                        Piecz

ęć

……………………

Fotografia

Format paszportowy

Ś

wiadek:

Nazwisko…………….                

Adres…………………

Odcisk

palca

Zawód……………….

To jest zupełnie jasne, z wyj

ą

tkiem ostatniego cienia w

ą

tpliwo

ś

ci, czyja 

mianowicie fotografia i czyj odcisk palca jest wymagany. Mój/nasz, czy te

Ŝ

 

ś

wiadka. 

Ale prawdopodobnie to jest oboj

ę

tne.

Do

ś

wiadczenie pokazało, 

Ŝ

e starszy człowiek na odpowiedzialnym stanowisku, 

je

ś

li tylko zapewni mu si

ę

 wystarczaj

ą

c

ą

 ilo

ść

 podró

Ŝ

y lotniczych i formularzy do wy-

pełniania, zostanie wkrótce zmuszony do przej

ś

cia na emerytur

ę

. Co wi

ę

cej, cz

ę

ste 

s

ą

 wypadki, 

Ŝ

e owi starsi ludzie decyduj

ą

 si

ę

 przej

ść

 na emerytur

ę

, zanim jeszcze 

cały ten zabieg w ogóle rozpocz

ę

to. Przy pierwszej wzmiance o konferencji w 

Sztokholmie lub w Vancouver zdaj

ą

 sobie spraw

ę

Ŝ

e ich czas ju

Ŝ

 nadszedł.

Obecnie niezwykle rzadko zachodzi konieczno

ść

 stosowania ostrych metod. 

Ostatni nawrót do nich zanotowano bezpo

ś

rednio po zako

ń

czeniu drugiej wojny 

ś

wiatowej. Wysoki urz

ę

dnik, o którym mowa, był szczególnie dziarski i jedynym na to 

lekarstwem było wysłanie go w podró

Ŝ

 do kopalni cyny i plantacji kauczuku na Ma-

lajach. Metod

ę

 t

ę

 najlepiej wypróbowano w styczniu i przy pomocy samolotu 

odrzutowego, aby zmian

ę

 klimatu uczyni

ć

 tym bardziej gwałtown

ą

.

Wyl

ą

dowawszy o 5.52 po południu (czasu malajskiego) ów urz

ę

dnik proszony był 

od razu, po

ś

piesznie, na cocktail, a wprost z niego na nast

ę

pny cocktail (w domu 

oddalonym o pi

ę

tna

ś

cie mil od hotelu, w którym odbywał si

ę

 poprzedni), stamt

ą

d za

ś

 

na obiad (jedena

ś

cie mil w przeciwnym kierunku). W łó

Ŝ

ku był około 2.30 nad 

ranem, a ju

Ŝ

 o 7 rano nast

ę

pnego dnia na pokładzie samolotu. Po wyl

ą

dowaniu w 

Ipoh i po spó

ź

nionym 

ś

niadaniu pokazywano mu nast

ę

pnie dwie plantacje kauczuku, 

kopalni

ę

 cyny, plantacj

ę

 palm dostarczaj

ą

cych oleju i fabryk

ę

 konserw ananasowych.

Po lunchu wydanym przez Rotary Club pokazywano mu szkoł

ę

, klinik

ę

 i dom zebra

ń

Nast

ę

powały dwa przyj

ę

cia oraz chi

ń

ski bankiet z dwudziestu da

ń

, na którym 

wznoszono wiele toastów wódk

ą

 pit

ą

 szklankami.

background image

w por

ę

.

Ale powa

Ŝ

ny problem pozostaje. Co mamy robi

ć

 sami, kiedy zbli

Ŝ

amy si

ę

 do 

wieku, który okre

ś

lili

ś

my dla innych jako wiek emerytalny? Od razu stanie si

ę

 jasne, 

Ŝ

e nasz własny wypadek ró

Ŝ

ni si

ę

 całkowicie od wszelkich innych przypadków, które 

rozpatrywali

ś

my dotychczas. Nie mamy pretensji do tego, 

Ŝ

eby czu

ć

 si

ę

 wybitnymi 

pod jakimkolwiek wzgl

ę

dem, lecz po prostu tak si

ę

 składa, 

Ŝ

e nie widzimy dla siebie 

Ŝ

adnego odpowiedniego nast

ę

pcy. Zgadzamy si

ę

 wi

ę

c - naprawd

ę

 niech

ę

tnie - 

odło

Ŝ

y

ć

 nasz

ą

 emerytur

ę

 o kilka lat, wył

ą

cznie ze wzgl

ę

du na interes publiczny. A 

kiedy jaki

ś

 starszy urz

ę

dnik zbli

Ŝ

a si

ę

 do nas, przedstawiaj

ą

c nam szczegółowe 

plany dotycz

ą

ce konferencji w Teheranie lub Hobart, po prostu odkładamy je na bok, 

o

ś

wiadczaj

ą

c, 

Ŝ

e wszelkie konferencje to strata czasu. „Poza tym - ci

ą

gniemy 

łagodnie - mam ju

Ŝ

 uło

Ŝ

one plany. Przez najbli

Ŝ

sze dwa miesi

ą

ce b

ę

d

ę

 łowił łososie i 

wróc

ę

 do biura pod koniec pa

ź

dziernika. A wtedy prosz

ę

 mi przygotowa

ć

 formularze 

do wypełnienia. Na razie do widzenia!"

Dowiedzieli

ś

my si

ę

, jak nale

Ŝ

y doprowadza

ć

 do emerytury naszych 

poprzedników. Je

ś

li idzie o nas samych, nasi nast

ę

pcy musz

ą

 sobie wymy

ś

li

ć

 jak

ąś

 

własn

ą

 metod

ę

background image

SPIS TRE

Ś

CI

przedmowa

Prawo Parkinsona

albo rosn

ą

ca piramida

Lista Urz

ę

dowa

albo zasady selekcji

Dyrektorzy i Rady

albo współczynnik niewydolno

ś

ci 

Wola Ludu

albo doroczne zgromadzenie powszechne 

Ekran Osobowo

ś

ci

albo formuła cocktailowa .

Wielkie Finanse

albo punkt zaniku zainteresowania

Plany i Budowle

albo gmach administracyjny

,,D e g r engolit i s"

albo obezwładniaj

ą

cy parali

Ŝ

 

Sprawa Emerytury

albo wiek odpoczynku