background image

Stanisław Brzozowski

Antoni Labriola

Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (Uniwersytet Warszawski)

WARSZAWA 2005

background image

Stanisław Brzozowski – Antoni Labriola (1907 rok)

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 2 -

www.skfm-uw.w.pl

Esej Stanisława Brzozowskiego „Antoni Labriola”

został napisany pod koniec 1907 roku.

Pierwotnie tekst ukazał się w piśmie „Świt”, nr 37-

38, 1907 r.

Niniejsze  wydanie  ma  za  podstawę  zbiór   esejów

filozoficznych,   pt.   „Kultura   i   życie”,

zgromadzonych przez Brzozowskiego i wydanych

w 1907 roku.

background image

Stanisław Brzozowski – Antoni Labriola (1907 rok)

Jerzy Sorel w przedmowie do francuskiego przekładu pism Labrioli powiada, że one powinny zająć

miejsce obok prac Marksa i Engelsa. Jest to stwierdzenie tylko niezaprzeczalnej i istotnej wartości dzieł

wielkiego   socjalisty   i   myśliciela.   Kto   pragnie   poznać   światopogląd   nasz   w   jego   najdojrzalszej   i

najpełniejszej dziś formie, kto pragnie widzieć, jak gra i mieni się on wszystkimi barwami prawdy, która

(życie przecież i dążenia ludzkości swobodnej, nieskrępowanej, całą pełnią swoją żyjącej i całą pełnią

przeciwstawiającej się wszechświatowi objąć ma przecież) jak samo życie zmienna jest, a jednaka, wciąż

inna i wciąż ta sama, niech weźmie do ręki pisma Labrioli. Trzeba umieć go czytać. Tylko człowiek

przekonywający sam siebie, bojący się utracić, a więc obcy jeszcze temu, co mówi, tylko prozelita wczoraj

nabytych przekonań wyraża je w liniach geometrycznych suchych i martwych dogmatycznego wykładu. Tu

pisze człowiek, który nie potrzebował już sobie przypominać, że jest socjalistą, który myślał bez zastrzeżeń,

bez przymusu, dawał całą myśl swoją ze wszystkimi jej zagięciami, z całą grą świateł i cieniów, tak, jak

powstawała w nim. Pisał nie człowiek, dla którego, socjalizm jest czymś zewnętrznym, narzuconym choćby

tylko przez własną wolę, altruizm czy nienawiść, lecz jeden z tych, którzy nie znają w myśleniu przymusu.

U Labrioli socjalizm stał się samą naturą jego myśli. Mógł on powiedzieć o sobie: ja i socjalizm to jedno.

Sam on mówił o sobie, że nie był dla niego Marks  a b c  filozoficznego myślenia i że nie od Marksa uczył

się pierwszych zasad krytycznej myśli. Mówił o sobie, że przeszedł całą tę ewolucję filozoficzną, jaka w

Niemczech doprowadziła do powstania syntezy czy też metody marksowskiej, i wypowiadał w ten sposób

tylko ścisłą prawdę. Miał poza sobą cały szereg lat działalności na katedrze uniwersyteckiej, gdzie wykładał

filozofię,   pedagogię   i   spowinowacone   z   tymi   przedmiotami   dyscypliny,   cały   długi   szereg   lat   pracy

myślowej, gdy stał się socjalistą. Przyszedł do socjalizmu jako człowiek dojrzały. Socjalizm narodził się w

nim nie jako przypadek, nie jako reakcja uczuciowa zawsze niepewna, lecz jako wynik długiej i mozolnej

pracy,   prawdę   filozoficzną,   światopogląd   jasny   i   zharmonizowany  mającej   na   celu.   Labriola   jest

stwierdzeniem,   że   dziś   socjalizm   –   bardziej   ściśle   to   nieuchwytne   od   zewnątrz,   z   wewnątrz   tylko

zrozumiałe  myślowe   podłoże   jego,   ten   światopogląd,   który   zawdzięcza   swe   pierwsze  sformułowanie

genialnemu  nauczycielowi  naszemu  –   owo  nieściśle  zwane  materialistyczne  pojmowanie  dziejów,  jest

jedynym wytrzymującym krytykę myślową, jedynym zdolnym ująć całe bogactwo treści dopominającej się

dziś opanowania, jedynym wreszcie światopoglądem, który zdolny jest wzrastać i rozwijać się nie przez

przymus i gwałt myśli i życiu zadane lecz przez sam rozwój i myśli, i życia. Sorel formułuje w ten sposób

zagadnienie nowoczesnego socjalizmu; sprowadza się ono do następujących zagadnień: 1) czy proletariat,

klasa robotnicza posiada jasne i mocne przeświadczenie swej klasowej odrębności, 2) czy jest on zdolny

obalić   nie   tylko  inne   wyzyskujące,   ujarzmiające   go   klasy,  lecz   i   wytworzone   przez   nie   konstrukcje

myślowe.

Podczas gdy niezrozumienie, tępość i zła wola sykofantów i impotentów myśli mieszczańskiej czyni

z  nas  jakichś  czcicieli  ślepej  i  brutalnej  siły,  lekceważących  wymagania  myśli  i  kultury,  czyni  z  nas

wyznawców jakiejś ślepej i głuchej konieczności, która wytwarza myśl złudzenie, obojętna na treść tej

myśli i obca jej, konieczności nie pozostającej w żadnym stosunku do prawdy, nie troszczącej się o to,

jakiego rodzaju fantasmagorie wytwarza jej ciężki, niby tocząca się lawina, rozwój – w głowach ideologów,

ludzi. Labriola stwierdza dumne i istotny stan rzeczy tylko wyrażające przekonanie: siła nasza w tym się

właśnie wyraża, że tylko my, tylko my, jesteśmy w stanie mieć wytrzymujący krytykę myśli światopogląd,

że to tylko nam dostępna jest dziś prawda. Na tym właśnie zasadza się naukowość naszego światopoglądu,

że dziś prawda i socjalizm stały się jedną i tą samą rzeczą. Co za oschły, książkowy, szkolarski zabobon

tkwi w przeświadczeniu, że prawda i siła są różnymi rzeczami. Czym jest prawda, jeśli nie siłą stwierdzoną

przez wszechświat, przez świat poza nami, poza człowiekiem? Weźcie do ręki pisma Labrioli, a obok nich

pisma najzdolniejszych, przedstawicieli nowoczesnej naukowej filozofii: Simmla, Diltheya, Münsterberga,

Windelbanda, Rickerta, albo też dzieła pojedynczych, łamiących się krwawo w walce dusz – Weiningera, a

chociażby, że wymienię najczcigodniejsze już imię, Nietzschego, przystąpcie ze wszystkimi pytaniami,

jakie wzbudzą w was ci pracownicy i ci łaknący – do czytania Labrioli, czytajcie pisma jego z wolna, dając

czas  myśli,   aby  snuła  dalej,  aby  wyzłacała,  wysłoneczniała  wszystkie  widnokręgi  przez  słowa   pisane

zaznaczane tylko – bo pisarzem wstrzemięźliwym jest Labriola, a przekonacie się, że jedni socjaliści nie

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 3 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Stanisław Brzozowski – Antoni Labriola (1907 rok)

cofają się przed myślą, że praca i tylko praca jest jedyną podstawą człowieka we wszechświecie, że zatem

sobie tylko, swojej ujawniającej się w pracy mocy człowiek winien jest rachubę, a więcej nikomu, że oni

jedni posiadają dziś męstwo i śmiałość zmierzenia się z wszystkimi zagadnieniami, jakie życie i myśl

ukazuje, że oni jedni są w stanie wierzyć w  p r a w d ę , a więc w myśl mającą znaczenie poza samotnością

naszej czaszki. I zrozumiecie wtedy, jak lichym kłamstwem i jakim nieporozumieniem jest oddzieranie

sztuki,   poezji,  kultury  i   myśli  od  socjalizmu  lub  przeciwstawianie  ich  socjalizmowi.  Zrozumiecie,  że,

przeciwnie,   wszędzie   tu   o   jedną   i   tę   samą  chodzi   sprawę.   I   zrozumiecie   także,   że  socjalizm   i   jego

światopogląd   to   nie   jakiś   kamień   filozoficzny   alchemików,   uwalniający   od   pracy  i   twórczości,   lecz,

przeciwnie,   droga  pracy  najmozolniejszej,   najtrudniejszej   –   ale   przecież   młodzi   jesteśmy   i   trudów,  i

wysiłków   spragnieni,   i   głód   pracy,   głód   za   zatrudnieniem   tęskniących   sił   duszy   w   sobie   nosim.

Zrozumiecie,  że  można   jeszcze  być  dziś  poza  socjalizmem  myślącą  maszyną,   ale  nie  można  już  być

całkowitym, prawdy i jasności bezwzględnej pragnącym człowiekiem. Zrozumiecie, że tu otwiera się przed

nami królewska droga swobody – ta jedyna, która nie kaleczy, nie zwęża, nie ten posępny zmierzch, jaki

otwiera przed nami współczesna literatura i sztuka, ta uznawana, zarówno jak i ta, co za uznaniem tęskni,

bez niego schnie i bożyszczu swemu – ludowi, który klaszcze, bezsilnie bluźni, ale świat cały, świat jakiego

dusza zapragnie, świat cudów i odkryć, świat zorzy i świtu jest przed nami. I to nie świat marzeń, lecz

rzeczywistości pełnej, słonecznej, całkowitej. Socjalizm to nie ideał, nie ta wiara bezsilna, co przychodzi

pocieszać zwyciężonych i zrezygnowanych, nie mocnych. O nie! Słyszycie, słyszycie, wy, młodzi, wy,

życia żądni, wy, nie chcący zrezygnować – to życie samo was woła, bujne, wielobarwne, bogate. I dziś już

jest   przed   nami  świat   ten,   dziś   i   dnia   każdego,   bo   kto  walczy   za   ten   świat,   kto  się   w   duszy   jemu

przynależnym czuje, kto czuje, że nie ustąpi żadnej mocy, która na drodze do zwycięstwa stoi – żyje już w

tym świecie. Niewolnikiem jest tylko ten, kto boi się walki.

Myśliciele,   ileż   zagadnień   przed   wami,   a   wszystkie  rozwiązalne,   bo   człowiek   jest   zagadnień

wszystkich początkiem i końcem, celem i źródłem, a gdzie się moc jego kończy, tam zaczyna się duma jego

i tragiczna siła tego, kto wie, kim jest wobec bezmiarów. Poeci, ileż i jakich bojów do wysławienia, ilu

walk   możecie  być  natchnieniem,  ile  cudów  przebudzenia  królewskości  w  ujarzmionym,  pohańbionym

człowieku, ileż hańb, ile krzywd do pomszczenia.

Rycerze, ileż pól walki, ile bohaterstw do spełnienia.

Wszyscy żądni życia, gdzież znajdziecie je tak bujne, tak pełne, tak niebezpieczne, rzeczywiste?

Młodzi, cóż wam da przyszłość tak we wszystko bez trwogi wpatrzona?

Tylko siebie nie lękajcie się, tylko siłom swoim, sercu swemu nie kłamcie, sięgajcie zawsze po

najwyższe,   najpełniejsze,   całkowite.  Nie  przyjmujcie   taniej   pociechy   całunem   się   kładnącej   na   duszy

rezygnacji.

Świat przed wami, życie cudów przed wami, morze myśli przed wami, słońce prawdy i piękna,

zawsze młodych, w życie wcielonych, w życiu istniejących, żywych, rzeczywistych. Myślcie o człowieku, o

ludzkości najwyżej, najszczytniej, nie rezygnujcie, nie zrzekajcie się żadnej tęsknoty – tego żąda od was

światopogląd socjalistyczny.

A  w  zamian   da  wam  życie,  którego  każdy  dzień  będzie  walką   –  serce  świata   w  piersi  nosić

będziecie.

Nie płaczcie po żadnej przeszłości utraconej, piękniejsza nas czeka przyszłość, jeżeli ją zdołamy

uczynić.

Brońcie się jałowym smutkom, brońcie się nudzie i obojętności, a gdy wydawać się wam będzie

nadzieja baśnią tylko – bierzcie do ręki pisma tych, którzy oparli nadzieje swe na granitowym umocnieniu

analizy, którzy sprawili, że dziś mówić możemy, co dziś widzimy, że socjalizm i nauka, socjalizm i prawda,

socjalizm i myśl, socjalizm i kultura, socjalizm i sztuka – to jedno.

Weźcie do ręki pisma Labrioli. Spostrzeżecie, że mówi tu człowiek, który myślą już żył w świecie

naszej przyszłej, pewnej i jedynej, całkowicie ludzkiej kultury. Czy nie wyda się wam, że dobiega tu

spotężniałe wielokrotnie echo Platonowskich dialogów, że myśl tu tak samo mieni się i złoci, jak myśl

wielkiego nauczyciela i miłośnika ateńskiej prawdy żywej szukającej młodzieży. Tylko że nie pada tu już

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 4 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Stanisław Brzozowski – Antoni Labriola (1907 rok)

cień, nic nie zwęża, nie ogranicza ludzkiej mocy. Już w kraju słonecznej, pełnej swobody myśliciel z wami

mówi,   który   widzi   pewność   swoją,   więc   walczy   już   czasami   tylko   uśmiechem,   uśmiechem   tylko,

zmarszczeniem czoła w nicość strąca systematy myśli na rezygnacji, na bierności oparte. Poprzez całe

dzieje błądzi jego myśl pewna zwycięstwa, słoneczna. Myśl nie chłodnej abstrakcji. Ten człowiek urodził

się  w   kraju,  który   zawsze  myślał   dłonią  i   okiem,  był  rodakiem   Rafaela  i   Michała   Anioła,   rodakiem

mistrzów historii widzianej, Guicciardiniego i Machiavella, i tego wizjonera filozofii nowoczesnej, brata

mlecznego Hegla i Balzaca, Nietzschego i Danta, przodka naszego w Marksie, Giambattisty Vica. Ten

człowiek był rodakiem ludzi, których myśl przeradza się natychmiast w głaz i kształt, czy nazywają się

Garibaldi, czy Benvenuto. Czy dziwicie się, że myśl jego ma giętkość tańca i plastyczność rzeźby? Czy

dziwicie się, że czuje się u niego w każdej myśli związek z dłonią, co kształtuje, wykonywa, za oręż

chwyta? Jak Celliniego malarstwo, tak proza Labrioli dla dłoni i oka, książki jego żyją. Myśl prowadzi

czytając  sama   z  sobą  dialog.   Książka  dla  Labrioli  była  zawsze  tylko   ostatecznością.  Był  on  mówcą.

Urodzonym polemistą nazywa go jeden z przyjaciół w notatce nekrologicznej.  Mówi on o Labrioli, że

jednoczył on w sobie sceptyka z wierzącym. Samo zestawienie to świadczy, jak trudną była do ujęcia

osobowość intelektualna Labrioli nawet dla ludzi bliżej go znających.

Był   on   człowiekiem   wolnym,  więc  człowiekiem,   który   wiedział,  że   myśl  jest   tylko   środkiem

wyrażenia w formie istotnych stosunków łączących nas z życiem i jego treścią, że  m y ś l  powinna czynić

przeźroczystym świat i ludzi. I ludzi przede wszystkim. Materialistyczne pojmowanie dziejów staje się w

rękach   artysty-myśliciela   Labrioli   jak  gdyby   metodą   nieskończenie  subtelną   i   skuteczną,   pozwalającą

w i d z i e ć   l u d z i ,   ich   stosunki   rzeczywiste,   nie   widma.   Jest   ono   mu   środkiem   przezwyciężania

fetyszyzmu, mitologii w myśleniu społecznym. Labriola twierdził, że mówca czyta nie z karty papieru, lecz

z piersi słuchaczy. Po tym poznajemy go i  c z u j e m y , że książka, tekst pisany, była zawsze nie celem,

lecz środkiem. Przyjaciele jego zapowiadają nam ogłoszenie drukiem jego wykładów o średniowiecznej

historii  republik   włoskich,   o   francuskiej   rewolucji,   o   Vicu,   o   historii   socjalizmu   od   Babeufa   aż   do

międzynarodówki. Sam on przygotował do druku część wykładów i historii XIX stulecia.

Pragniemy gorąco, aby przekazane zostało do użytku publicznego wszystko, co da się ocalić ze

spuścizny po Labrioli pozostałej. Oczywiście nie zastąpi nam nikt tego czaru, jaki nadawał swoim pismom

Labriola sam, najwytworniejszy obok Waltera Patera pisarz eseista naszych czasów.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 5 -

www.skfm-uw.w.pl