background image

 
 

13 

Koniec czy nowy poczatek? 

 

Całą noc leżałam patrząc w sufit. Jeszcze długo po naszym rozstaniu, pod moim domem, nie 
mogłam usiedzieć w miejscu. To był najpiękniejszy, najbardziej normalny dzień w moim 
ż

yciu. Na nasz seans nie zdążyliśmy, więc poszliśmy na następny. Wcześniej skoczyliśmy do 

Reala i kupiliśmy wielką paczkę chipsów i kolorowe żelki. To wszystko było takie beztroskie 
i szczęśliwe. Zachowywaliśmy się jak dzieci, ale to nie było wcale złe i nawet mi się 
podobało.  

Na seansie byliśmy tylko my i jeszcze jedna para. Więc właściwie cała sala dla nas. To było 
takie wspaniałe i żywe wspomnienie. Nasze pocałunki te namiętne i te trochę mniej. Nie 
mogłam przestać o tym myśleć. Zastanawiałam się czy to, że wyznałam mu miłość coś 
między nami zmieni. 

Nad ranem umyłam włosy i ułożyłam je w idealnego koka, nad którym pracowałam pół 
godziny. Pomalowałam się delikatnie i wyglądałam bardzo naturalnie, tak dziewczęco. Moje 
już do znudzenia zakładane, ciemne rurki zamieniłam na obcisłą mini. Czułam się tak dobrze 
w tym wszystkim. Chyba wracałam do życia i nawet przygnębiona twarz Nataszy nie mogła 
tego zmienić. Chodź pewnie powinna. 

- Klara, czy to nie jest zbyt ekstrawagancki strój? – zapytała kiedy schodziłam jeszcze na 
boso po schodach.  

Natasza nie wyglądała już tak przerażająco jak poprzedniego ranka. Była umalowana i jedyna 
rzecz jaka zdradzała jej podły nastrój była jej mina. Aż żal mi jej było. 

- Nie – odparłam pewnie i wzięłam od niej kromkę czarnego chleba, którą posmarowałam 
masłem. 

- Załóż trochę dłuższą spódnicę, proszę – była tak zmarnowana. A w jej oczach widziałam 
tylko smutek. – Naprawdę proszę. 

Coś w jej spojrzeniu, w sposobie mówienia sprawiło, że się poddałam wróciłam na górę i 
ubrałam granatową, luźną spódnicę, która sięgała mi przed kolana. 

- Dziękuję – odpowiedziała kiedy zeszłam po raz drugi. 

- Ja już lecę. Marek odprowadzi mnie do szkoły. Cześć! – krzyknęłam zamykając drzwi. 

background image

Mój chłopak stał już przed bramką. Kiedy na niego spojrzałam, myślałam tylko o tym by 
mnie przytulił. Może byłam jak zakochana dwunastolatka, ale nie przeszkadzało mi to. 

- Piękna jesteś – powiedział obejmując mnie. 

- Bardzo mi miło – pocałowałam go. 

Nie wiedziałam dlaczego, ale droga do szkoły wydała mi się stanowczo za krótka. Wcale nie 
miałam ochoty siedzieć w szkole, wcale nie miałam ochoty znosić tych wszystkich ludzi i 
wcale nie chciałam widzieć Roxy. Wolałabym zostać z moim chłopakiem, pojechać do miasta 
lub po prostu posiedzieć na ławce. 

*** 

To już była ostatnia lekcja, a ja nie mogłam doczekać się dzwonka. Znowu w klasie nie było 
Roxy i Marii. Coś z tym było nie tak, jeszcze nieobecność Roxy, to może nie było nic 
dziwnego, ale Marii. Nie odbiera telefonu, nie odpowiada na SMS, zero kontaktu. Właśnie ta 
kwestia mnie zastanawia co z nią się dzieję. W tym momencie żałowałam, że nie wiedziałam 
gdzie mieszka.  

Reszta dnia była prawie zupełnie normalna. Spędziłam go prawie w całości z Markiem. 
Później poszliśmy do mnie i „odrabialiśmy lekcje”.  Marek oczywiście dorwał albumy 
znajdujące się na szafce i przeglądał moje stare zdjęcia. Czułam się zażenowana, ale z drugiej 
strony nie miałam albumów z kompromitującymi mnie zdjęciami. Wszystkie były w miarę 
przyzwoite. 

- To jest fajne – powiedział wskazując na zdjęcie, na którym skakałam do wody. Był to 
moment w którym moje ręce dotykały wody. 

- Też je lubię – przyznałam.  

- Tęsknisz za nimi? – zapytał przeglądając album dalej. 

- Trochę. Wiesz znamy się od dziecka, dosłownie, chodziliśmy razem na wszystko, więc moja 
tęsknota jest uzasadniona. Ale teraz tyle się dzieje, że…-ugryzłam się więcej. Nie mogłam mu 
powiedzieć, że nasza przyjaźń się rozpada, bo musiałabym mu powiedzieć dlaczego.  - …że  
coraz mniej mi ich brakuje – uśmiechnęłam się do niego.  

- Bo ja tu jestem? – zaśmiał się. 

- Nie schlebiaj sobie – rzuciłam w niego poduszką. 

- Tak chcesz się bawić? – wziął drugą poduszkę. 

- Dajesz Macho – wystawiłam mu język. 

Poduszki poszły w ruch. Oberwałam kilka razy, ale nie pozostawałam dłużna. Mieliśmy z 
tego mnóstwo zabawy. Śmialiśmy się właściwie przez cały czas, tak głośno, że nie 
usłyszałam Nataszy, która weszła właśnie do domu. 

background image

- Klara?! – usłyszeliśmy tylko jak woła. 

Spojrzeliśmy na siebie i śmialiśmy się bezgłośnie. Pokazałam, że ma być cicho. 

- Jestem! – odkrzyknęłam. 

- Cześć Marek – powiedziała z rezygnacją. 

- Dzień dobry. 

Zaśmialiśmy się razem. 

- Zostajesz na obiad? – zapytała go. 

- Jasne. 

- To za pół godziny na dole! 

Ton jakim prowadziła tę rozmowę wskazywał, że jest zadowolona, że wreszcie mam z kim 
spędzać czas. To było w niej cudowne, właściwie nic jej nie przeszkadzało. Ani to, że 
chłopak, którego właściwie nie zna przesiaduje pod jej nieobecność w jej domu.  

Cieszyłam się, że tak jest. W końcu nie wiadomo jak długo będę u niej mieszkała. Może to 
okazać się znacznie dłużej niż przypuszczałam. Marek siedział już na moim łóżku udając, że 
nic nie robiliśmy. 

Wyciągnęłam z torby zeszyt od fizyki i zaczęłam odrabiać zadanie domowe podczas gdy on 
przeglądał mój pokój. Nie lubiłam, kiedy ktoś myszkował po mojej prywatnej przestrzeni, ale 
co miałam mu powiedzieć. Wyciągnął jeszcze jakiś album nie zainteresowało mnie to. Nie 
lubiłam fizyki, ale musiałam dokończyć to zadanie. 

- To ty? – zapytał pokazując mi zdjęcie dziewczynki z loczkami w różowej, księżniczkowej 
sukience. Przytaknęłam. A on wybuchł śmiechem. – Naprawdę? 

- Tak i co z tego? – zapytałam zła. 

- Nie denerwuj się tak – uspokajał mnie. – Wyglądasz obłędnie bez tych jedynek. 

- Hahaha, bardzo śmieszne.  

Wrócił do oglądania albumu i co chwila wybuchał śmiechem. Ja skończyłam odrabiać lekcję i 
miałam resztę dnia dla siebie, dla niego…dla nas.  

- Klara! Marek! Obiad! 

Zeszliśmy pomału. Trochę bałam się tego spotkania. Znałam Nataszę i wiedziałam, że jest w 
porządku, ale nigdy nie byłam w takiej sytuacji. To było jak zapraszanie chłopaka na obiad do 
rodziców. Ja miałam prowizoryczną tego wersję.  

background image

Poszłam pomóc wnosić jedzenie. Ciocia zrobiła spaghetti z dietetycznym makaronem. 
Uwielbiałam to danie.  

Moja siostra zamęczała czymś Marka. Uśmiechnęłam się na ten widok. Była taka szczęśliwa. 

- Co mnie obgadujecie? – zapytałam ze śmiechem. 

- Wiesz, Carmen opowiadała mi jak chodziłaś nago po waszej dzielnic – moje oczy otworzyły 
się szerzej z przerażenia. 

- Nie prawda! – zarzekała się Carmen, a ja zdałam sobie sprawę, że Marek żartuje.  

- Bardzo zabawne – skwitowałam. 

Nałożyłam sobie mniejszą porcję niż zwykle, ale i tak wydawał się mi ogromna. Nie byłam w 
stanie zupełnie nic przełknąć. Za to moja siostra jadła, nawet nie zwracając na to uwagi. Cały 
czas wpatrywała się w Marka. Coś w tym było bardzo zabawne.  

- Jak się czuje ojciec? – zapytała Natasza. 

- Już dobrze, dziękuję. 

- Narobił nam trochę strachu. 

- To prawda – przyznał mój chłopak. 

- Marek? – zaczęła Carmen. – A czy ty i Klara się pobierzecie? 

Spaliłam takiego buraka, że nawet tona pudru by go nie ukryła. Byłam bardzo ciekawa jego 
odpowiedzi, ale z drugiej strony bardzo się jej bałam.  

- Wiesz, to jest w naszym wieku nielegalne – zaśmiał się. 

Moja siostra wyraźnie analizowała jego wypowiedź. I robiła przy tym bardzo zabawne miny. 

- Czyli dzieci też nie będzie? – zapytała ze smutkiem. 

Wszyscy przy stole ryknęli śmiechem.  Właśnie wtedy atmosfera się rozluźniła. Później było 
naprawdę fajnie. Trochę sobie pożartowaliśmy. Natasza była wyraźnie zadowolona z 
przebiegu spotkania. Ja również.  

- Twoja ciocia świetnie gotuje – pochwalił. 

- Wiem, ale przekaże jej. 

- Carmen, też jest spoko – uśmiechnęłam się. 

- To do jutra? – zapytałam 

- Jasne – pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł. 

background image

Tak, właśnie wygląda idealne życie. 

 

*** 

 

W piątek ze szkoły musiałam wracać sama…na piechotę! Natasza oddała samochód do 
przeglądu, a Marek kończył dopiero za dwie godziny. Nienawidziłam chodzić sama. 

Nagle mój telefon przerwał panującą wokół mnie ciszę. Bałam się kogo zobaczę na ekranie. I 
okazało się, że moje obawy były słuszne. 

Wpadałam w coraz większą paranoję. Nie wiedziałam czy odebrać, zignorować. Stałam w pół 
drogi do domu i najchętniej zakopałabym się pod ziemię. 

- Słucham – usłyszałam swój własny głos. Dlaczego odebrałam? 

- Cześć Klara, ja chciałem się zapytać…jak się czujesz? – Jak się z czym czuję? Z tym, że 
mam chłopaka, a i tak się z tobą całowałam? 

- Jest ok. – odpowiedziałam tylko z udaną radością. – Jakoś się kręci. Właśnie skończyłam 
lekcję i wracam do domu. A ty jak, wszystko dobrze? 

- Raczej – zaśmiał się cynicznie. – Klara – zaczął znowu, a ja już wiedziałam o co chce 
zapytać – wiem, że to nie rozmowa na telefon, ale powinniśmy w końcu pogadać. – O nie! 
Tylko nie to! – Wiesz, myślę, że…yyy…to co zrobiliśmy w Szczecinie…było…spontaniczne 
i…eee…prawdziwe – to zabrzmiało jak pytanie. 

- Maciek…ja – też zaczęłam się jąkać. – Ja mam tu chłopaka…a to co tam zrobiłam było…-
urwałam - …błędem – to nie tak miało być! – i wydaje mi się, że lepiej będzie 
jeśli…zapomnimy o tym i wrócimy do naszego…yyy…normalnego życia. I nadal będziemy 
przyjaciółmi? – czemu to zabrzmiało jak pytanie?!    

Nie byłam pewna czy tego chcę. A powinnam być? Powinnam, skoro kochałam Marka jak 
mogłam nie być pewna czy chcę zakończyć wszystko co związane romansami z innymi 
ludźmi. A jednak jakaś część mnie chciała odwołać wszystko co powiedziałam wcześniej. 
Chciała wrócić te słowa i udawać, że mogę ciągnąć to wszystko. Ale nie mogę. Nie daję już z 
tym rady. 

W telefonie nikt się nie odzywał. A chwilę później się rozłączył. Bez jakiejkolwiek 
odpowiedzi. Poczułam się jak najgorsza dziwka. Wbiegłam do domu i zabijając się na 
schodach wpadłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi.  

Po chwili łzy pociekły mi po policzku. Nie chciałam kończyć z Maćkiem. Był dla mnie jak 
brat. Był jedną z najważniejszych osób w moim życiu. A ja wszystko musiałam spieprzyć. Jak 
mogłam mu powiedzieć, że to był błąd? Nienawidziłam siebie za to co zrobiłam!! Jak 
mogłam być taką idiotką? I jeszcze ten tekst o byciu przyjaciółmi! Był taki sztuczny! Taki nie 
mój! 

background image

Wytarłam oczy chusteczką. 

Spieprzyłam właśnie najmocniejszą przyjaźń w moim życiu. Co ja narobiłam? Czemu to 
zrobiłam? 

To wszystko przez moich rodziców. Gdybym tu nie przyjechała to…to by się nie wydarzyło, 
nic z tych rzeczy! Ale nie poznałabym nigdy Marka, ani Marii. Nie nauczyłabym się patrzeć 
na ludzi z ich poziomu. Nie dowiedziałabym się co to znaczy problemy rodzinne i może 
nigdy nie zrozumiałabym, że jednak coś czuję do Maćka. 

Czyli Szczecin dużo mi dał? Czy mogę tak powiedzieć? Czy powinnam tak powiedzieć?  

Z zamyślenia wyrwała mnie Carmen biegnąca po schodach. 

- Klara! – krzyknęła otwierając z impetem drzwi. A ja szybko otarłam łzy. Nie chcąc, żeby 
cokolwiek zauważyła. – Klara! Mama, mama! 

- Co „mama”? – zapytałam zrezygnowana. 

- Przyjedzie tu! Przyjedzie! Za trzy tygodnie! – widziałam całą radość w jej oczach. Nie 
mogłam jej tego zniszczyć, ale ja wiedziałam, że ona nas stąd nie zabierze. 

- To cudownie – uśmiechnęłam się tak szczerze jak tylko mogłam. 

Ale miotało się we mnie tyle sprzeczności. Związanych ze Szczecinem, miłością, Warszawą, 
szczęściem, przyjaciółmi. Nie miałam ochoty myśleć o tym co powinnam wybrać. Co będzie 
właściwe. W życiu nie ma dobrych i złych odpowiedzi…chyba. A co jeśli są i ja podejmę tę 
złą.  

Czy powrót do domu byłby dobrym wyborem? Czy ja w ogóle mam jeszcze do czego 
wracać? Nie znałam odpowiedzi na żadne z tych pytań. A tak bardzo zależało mi na poznaniu 
prawdy.