background image

Upadek rodzaju ludzkiego 

Bilans nowoczesności 

Ostatnio wręcz boję się otwierać gazetę ze strachu 

przed odkryciem, co znowu potwornego uczynili nasi bliźni. 

Wszyscy znamy to uczucie. Czy zatem ludzka rasa 
przetrwa? Czy zasługuje na to, by przetrwać? To 

znaczące, że pierwszym, który wyraził to uczucie odrazy 

dla ludzkości, był sam Bóg. W Księdze Rodzaju czytamy 
(6, 5-7): „Kiedy zaś Jahwe widział, że wielka jest 
niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest 

wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi, i zasmucił się. 
Wreszcie Jahwe rzekł: »Zgładzę ludzi, których stworzyłem, 
z powierzchni ziemi: ludzi, zwierzęta, płazy i ptaki 
powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem«. Wydaje się, że 

ludzka osobowość od zawsze naznaczona jest fatalną 

skazą, która nazwana została „grzechem pierworodnym". 
Jak to ujął Immanuel Kant: „Z pokrzywionego drzewa 
człowieczeństwa nic prostego nie da się wyciosać". Ta 
moralna słabość silnie kontrastuje z niezwykłym 

materialnym sukcesem ludzkości jako gatunku. Między 
rokiem 1000 a 1750 liczba ludności rosła powoli - średnio o 

0,1 proc. rocznie. Dopiero potem jej wzrost sta! się 
gwałtowny. W 1800 roku przekroczyła miliard, w 1930 dwa 
miliardy, a w 1960 już trzy miliardy. W 1974 roku było nas 
na ziemi 4 miliardy, a w latach 90. 5 miliardów. Trzecie 
ćwierćwiecze XX wieku było okresem eksplozji 
demograficznej, w wielu krajach w ciągu jednego pokolenia 
liczba ludności podwoiła się - w Meksyku wzrosła ona z 27 
do 60 milionów, w Brazylii z 53 do 108 milionów, w Iranie z 

14 do 30 milionów, a w Chinach z 554 do 993 milionów. 

Najwyższy przyrost naturalny - 2 proc. rocznie - został 

osiągnięty w 1960 roku. Później liczba ludności nadal rosła, 
ale tempo wzrostu gwałtownie zmalało i niebawem spadnie 
do zera. Nadal jednak trwa niezwykła ekspansja 
gospodarcza. Do roku 1800 tylko Anglia osiągnęła stały 

wskaźnik rozwoju gospodarczego na poziomie 1 proc. 

rocznie. W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku kilka krajów 
europejskich osiągnęło wskaźniki powyżej 5 proc, ale 
Stany Zjednoczone, Rosja i Japonia rozwijały się jeszcze 

szybciej. W ciągu dwóch ostatnich dziesięcioleci XX wieku 
Chiny i Indie osiągnęły wskaźniki wzrostu między 5 a 10 
proc. rocznie. Światowy rozwój jest teraz tak szybki, że co 
roku kolejne sto milionów ludzi osiąga standard życia, który 
pół wieku temu był zarezerwowany dla 60 milionów 
przedstawicieli zachodniej klasy średniej. Świat powoli 

zapełnia się ludźmi zamożnymi. 

Ale ten świat jest również miejscem pełnym 

zagrożeń, budzącym lęk. Zagrożenia biorą się nie tyle z 

natury, co z agresywnych ludzkich działań. Kontrast między 

fizycznym zwycięstwem i moralną stagnacją (lub moralnym 

upadkiem) by! zauważany przez ostatnie 

2 tysiące lat i prowokował do pełnych niepokoju 

komentarzy. Na początku V wieku n.e., kiedy św. Augustyn 
pisał swoje dzieło „O państwie Bożym", Cesarstwo 
Rzymskie, największa, najbogatsza i najpotężniejsza 

cywilizacja w dziejach, zaczynało się już rozpadać, ale 
wciąż mogło zapewnić dostatek, a niekiedy także życie w 
luksusie. Wszędzie dookoła Augustyn dostrzegał „państwo 
ludzkie" - rozliczne dowody „materialnego" sukcesu i 
moralnej porażki: fortuny zbijane na niewolnictwie, ludzi 
rozdzieranych na kawałki przez zwierzęta i mężczyzn 

zabijających się nawzajem dla rozrywki tłumów, obżarstwo, 
rozpustę, tortury i straszliwe sposoby wymierzania kary 
śmierci, oszustwa, korupcję, bezmiar złych rządów i 
przestępstw publicznych przywodzący do szaleństwa 
przyzwoitego człowieka. Ludzie, zamiast zmienić się na 

lepsze, zmieniali się na gorsze, a chrześcijaństwo, nawet 
gdy było już wspierane przez rząd - a za czasów 

Augustyna było wspierane od stu lat - ledwie 

powstrzymywało rosnącą powódź nieprawości. Państwo 
Boże nie może powstać na ziemi - to było pewne - a 

zarazem człowiek nie jest w sianie dostąpić zbawienia czy 
po prostu moralnej poprawy inaczej, niż dzięki bożemu 
miłosierdziu. Tylko nadnaturalna łaska, dobrowolny dar 
Boga, szczodry choć niezasłużony, mogła powstrzymać 
rasę ludzką od samozniszczenia i utonięcia w stworzonym 

przez człowieka oceanie niegodziwości. Sądząc po wielkiej 
liczbie zachowanych rękopisów, dzieło Augustyna było 
najpowszechniej dostępnym i czytanym dziełem w okresie 

background image

średniowiecza. 

Obdarzeni najbardziej bujną wyobraźnią pisarze tych 

czasów, tacy jak Dante i Chaucer, postrzegali ludzkość 

jako tragikomiczną mieszankę przyzwoitości i podłości - z 

tej wewnętrznej sprzeczności uczynili material dla swych 
dziel. W XVI wieku umysł jeszcze potężniejszy przedstawi! 
niezrównaną serię portretów męskich i kobiecych, które 
uosabiały manichejską dwoistość gatunku ludzkiego, 
rozdartego między wielkodusznością i autodestrukcyjną 

degrengoladą. Nikt . z większym od Szekspira 
przekonaniem nie pisał o godności człowieka: 

A człowiek? Niby wiem, że to arcydzieło -

szlachetność rozumu, nieograniczone zdolności, proporcja 
kształtu, płynność ruchów, w uczynkach równy aniołom, w 

pojmowaniu równy bogom: najwyższe z żyjących istnień, 

korona stworzenia! A jednak dla mnie to tylko kwintesencja

 i 

marnego prochu". W ostatnim zdaniu Szekspir daje wyraz 
przerażeniu, które wzbudza śmiertelność i kruchość nawet 

najdoskonalszych spośród ludzi. W bolesnym rozważaniu 
ludzkiej kondycji czasami daje się ponieść żalowi bliskiemu 

rozpaczy: 

„Jutro - i jutro - i jutro - i jutro: 

Tak życie płynie z dnia w następny dzień 
Aż do ostatniej zgłoski w księdze czasu; 
A każde »wczoraj« zostaje za nami 

Niby ogarek, co przyświecał głupcom 
W drodze ku prochom śmierci. Zgaśnij, zgaśnij, 
Nietrwała świeczko! Życie jest jedynie 
Przelotnym cieniem; żałosnym aktorem, 
Co przez godzinę puszy się i miota 
Na scenie, po czym znika; opowieścią 
Idioty, pełną wrzasku i wściekłości, 

A nieznaczącą nic". 

[oba cytaty z Szekspira w przekładzie St. 

Barańczaka - przyp. tłum.] 

Oczywiście Szekspir wkłada te ponure słowa w usta 
starzejącego się tyrana, który zbliża się do swej 

ostatecznej klęski. Nie znamy osobistego poglądu poety na 
wartość i przyszłość ludzkości. Czegóż byśmy nie oddali 

za godzinną rozmowę na ten temat z człowiekiem, który -
jak się wydaje - lepiej rozumiał dwoistość natury ludzkiej 

niż ktokolwiek inny w dziejach... 
W średniowieczu ludzkie nieprawości nie. zanikały - może 
nawet stawały się coraz bardziej dotkliwe wraz z  
przyrostem dostatku i nowych technologii - ale w Europie 

były równoważone dzięki istnieniu Kościoła. Niezliczone  

zastępy księży, mnichów i zakonnic poświęcały się 
modlitwie oraz służbie innym i - pomimo korupcji i lenistwa 
- wykorzystywały mniej więcej jedną piątą bogactwa całego 
społeczeństwa do tworzenia niezwykłych budowli 
ozdobionych dziełami sztuki o niewyobrażalnej wcześniej 

wartości. Rozdawały także jałmużnę na taką skalę, że 
równać się z nimi mogą dopiero współczesne państwa z 
rozbudowanym systemem opieki społecznej. 

Ale nawet tę rozległą sferę działań człowieka 

mających altruistyczne cele trawiła gorączka ludzkich wad. 

.Ludzie mają. nie tylko sprawny intelekt, ale i bujną 

wyobraźnię, łatwo tworzą idee, które ich hipnotyzują. Im są 

mądrzejsi, tym bardziej te idee wydają się doniosłe. Wśród 
kleru, tej inteligencji świata chrześcijańskiego, rozwinęła. 

się zgubna skłonność do uznawania idei za ważniejsze od 
ludzi. Stąd gwałtowne walki doktrynalne późnego 

średniowiecza, kulminujące w buncie Marcina Lutra w 1517 
roku. Różnice teologiczne wyrażane były w języku 

nieokiełzanej przemocy. Jak ostrzegał wielki uczony Erazm 

z Rotterdamu, który sam nigdy nie popełnił błędu stawiania 

idei ponad ludzkim życiem: „Długa walka na słowa i teksty 

zamienia się w końcu w zwyczajną wymianę ciosów". I tak 

też było - i to na wielką skalę. Reformacja stanowiła 

pierwszy krok na drodze ku sekularyzacji, eliminacji 

zinstytucjonalizowanego kościelnego altruizmu i 
przekazania jego zasobów rosnącemu w siłę kapitalizmowi 

W Anglii klasztory zostały splądrowane, a ich bogactwa 

przejęte przez króla (i wykorzystane przezeń jako środki do 
prowadzenia wojny) lub rozdane między świecką szlachtę, 

głównie wojskowych. Stojący za tym wszystkim sposób 
myślenia najdosadniej wyraził kondotier, książę Pembroke, 

który, wyganiając mieczem pobożne zakonnice z Wilton, 
krzyczał: „Wynocha, dziwki! Idźcie zarabiać na życie!". 
Średniowieczne gildie i cechy zamawiały prywatne kaplice i 

ołtarze przyciągające uwagę dziełami sztuki - bez nich nie 

byłoby renesansu włoskiego. One również zostały 

zagrabione i wykorzystane jako finansowe wsparcie dla 

nowej świeckiej plutokracji. Nadszedł też czas wymiany 
ciosów - sto, a może nawet więcej lat bezlitosnej wojny, 
która teoretycznie toczyła się z powodu różnic religijnych, 
ale szybko zamieniła się w wojnę o władzę polityczną. 
Walczący w końcu zapomnieli, jakie były ich pierwotne 
cele. W czasie wojny trzydziestoletniej po raz pierwszy 

zdarzyło się, że armie walczyły przez okrągły rok, używając 

niespotykanej dotychczas siły ognia zapomniane zostały  

wszelkie rycerskie i moralne zasady, jeńcy i ranni niebyli 

przetrzymywani dla okupu, lecz od razu dobijani; cale 
społeczeństwa składały finansowe daniny, by mógł trwać 

ten destrukcyjny proces. Jednak mimo że miejsca dla religii... 

było w ludzkim życiu coraz mniej, ludzka zdolność,, do 

pomnażania dóbr i przesuwania coraz dalej granic 
fizycznych możliwości nie uległa zmniejszeniu. 'to Właśnie 
te. ciągłe demonstracje ludzkiego geniuszu nie tylko 

doprowadziły myślicieli XVIII wieku do odrzucenia religii i  
gorącego przyjęcia sekularyzacji, ale przede wszystkim 
skłoniły ich do krytyki starej koncepcji grzechu 
pierworodnego - fatalnej skazy natury ludzkiej - oraz 

przyjęcia poglądu, że człowiek jest zdolny do doskonałości i 
może stać się doskonały za sprawą ludzkich instytucji i 
ludzkiej woli. To była właśnie teza, na której opierało się 
oświecenie i jego gwałtowna kulminacja w postaci 

Rewolucji Francuskiej. Archetypem jej bohatera był 
Robespierre, pierwszy nowożytny Intelektualista, który 

doprowadził dogmat o wyższości' idei nad ludźmi do 
punktu, w którym można już było ścinać tysiące niewinnych 

w imię Rozumu i tego, co Robespierre nazywał 

„zbawiennym terrorem". 

Po pewnym czasie jego miejsce zajął Napoleon 

Bonaparte, pierwszy nowoczesny władca dyktator, który 
prowadził wojny dla zaspokojenia osobistych ambicji oraz 

w imię nowej niszczycielskiej potęgi nacjonalizmu. Wojny— 
te kosztowały życie około 5 milionów ludzi w czasach, 
kiedy ludność świata liczyła niewiele ponad 300 milionów. 
Co gorsza, Napoleon już po swojej śmierci odrodził się 

jako francuski bohater narodowy i stał się prototypem XX   

wiecznych dyktatorów, którzy bywali inspiratorami 
masowych mordów na ogromną skalę. Niektórzy z tych 
potworów wzorowali się na Napoleonie w ten czy inny 
sposób - łatwo można tu wyliczyć kilkanaście nazwisk, 

poczynając od Hitlera, Stalina i Mao Tse-tunga, poprzez 
tyranów takich jak Naser w Egipcie, Sukarno w Indonezji i 
Castro na Kubie, aż do dzikich afrykańskich bufonów w 
rodzaju Idiego Amina czy Bokassy. Koszmar i nędza, 
których byli sprawcami, uczyniły XX wiek najgorszym, 
najbardziej nikczemnym stuleciem w dziejach ludzkości. 

Trzy reżimy - Hitlera, Stalina i Mao - były bezpośrednio 
odpowiedzialne za śmierć 120 milionów ludzi; 70 milionów 
uśmiercił sam reżim Mao Tse-tunga - na podstawie 
skrupulatnie napisanej, dociekliwej biografii Jung Chang 

musimy uznać Mao za najgorszego człowieka, jaki 

kiedykolwiek żył na świecie (przynajmniej spośród tych, o 
których mamy dokładną wiedzę). Rozwój sekularyzmu i 

szerzenie się ideologii opartych na poglądzie, że idee liczą 
się bardziej niż ludzie, to bynajmniej nie jedyne czynniki 
tego moralnego upadku. W świecie ludzkich spraw często 

widzimy, jak pewne tendencje czy odkrycia, które same w 

sobie nie były szkodliwe i złe, stają się zagrożeniem dla 

społeczeństwa za sprawą pogoni za ideami, jakże 
charakterystycznej dla omylnych ludzi. W połowie XIX 

wieku doszło do połączenia dwóch procesów z których 

background image

każdy był sam w sobie „oświecony". Pierwszy z nich to-' 
próba ochrony, zdrowia publicznego w miastach poprzez-
usuwanie odpadów, szczepienia, lepszą dietę, lepszą 
opiekę medyczną i lepsze warunki mieszkaniowe. Drugi to. 
upowszechnienie wiedzy zawartej w pracach Karola 
Darwina, które ukazywały, jak , życie . organiczne 
ewoluowało i

:

 jak najsilniejsi zyskiwali szansę na 

przetrwanie. Połączenie tych procesów zaowocowało 
powstaniem naukowego kultu eugeniki, fizycznego 
ulepszenia rasy ludzkiej, której program był podobny do 

niegdysiejszych' prób intelektualnego i moralnego 
doskonalenia,- tej fatalnej iluzji Rewolucji Francuskiej. 

Eugenika kwitła od lat 70. XIX wieku do II, wojny 

światowej, a wierzyła w nią nie tylko znaczna część 

środowiska lekarzy, ale także postępowi myśliciele i 
propagandyści tacy jak H.G. Wells czy George Bernard 

Shaw. W pogoni za idealnie zdrowym człowiekiem 

byli gotowi z entuzjazmem wyeliminować (czyli 

wysterylizować) nie tylko umysłowo chorych, szalonych 
kryminalistów, ale nawet ludzi lekko opóźnionych w 

rozwoju. Dopiero kiedy doktryna ta została w skrajnej 
formie przedstawiona przez Hitlera, który chciał 
eksterminować nie tylko umysłowo chorych, ale również 
całe rasy - Cyganów i Żydów (tych ostatnich uważał za 
groźne „bakcyle", które mogą zainfekować całą rasę 
ludzką) - jej szaleńczy charakter stał się oczywisty. 
Eugenika.. upadła wśród straszliwych ruin Auschwitz. 
Perwersje społecznego darwinizmu i próby tworzenia rasy : 
panów poprzez eliminację „niedostosowanych" były . 

znacznie bardziej powszechne, niż chcielibyśmy przyznać, 

i stawały się coraz bardziej systematyczne, w miarę jak 

państwa ogarniał proces sekularyzacji. Bismarck, 

prowadząc „wojnę kulturową" (Kulturkampf) przeciw 
katolicyzmowi, jedynemu Kościołowi w Niemczech, który 
opierał się ekspansji wszechmocnego zsekularyzowanego 
państwa w każdej sferze życia, stworzył nowe imperium 
rasy niemieckiej zbudowane na fundamencie wojennych 

cnót pruskich mężczyzn. W Rosji od zawsze 
prześladowano Żydów, ale kiedy w latach 80. XIX wieku 

wyłoniło się nowe świeckie państwo, pogromy stały się 

systematyczne i powszechne. Świeckie państwo 
młodotureckie rozpoczęło swoją kampanię ludobójstwa 
Ormian w 1909 roku i kontynuowało ją do roku 1915.  
Utworzenie ateistycznego państwa w Rosji w 191/ roku 

było z kolei preludium do wielkich projektów inżynierii 
społecznej realizowanych za czasów dyktatury Stalina, 
kiedy przedstawiciele około dwudziestu narodów 
poddanych sowieckiej władzy byli przesiedlani, 
dziesiątkowani represjami i głodzeni. Stalin słusznie 
uhonorowany tytułem „niszczyciela narodów" zainicjował 

działania, które naśladowali później kambodżański dyktator 
Poi Pot - jego program likwidacji miast kosztował życie 

jedną piątą ludności kraju - oraz Mao. Podczas rewolucji 

kulturalnej, którą wywołał ten ostatni, zginęły dziesiątki 
milionów ludzi. Pochodnia terroru została następnie 

przekazana światu islamskiemu, gdzie przyjęto ją z 
entuzjazmem - uczynił tak zwłaszcza rząd irański, który przysięga, że „dokończy dzieło Hitlera", czyli eksterminację;. 

.Żydów. Dowodzi się niekiedy, że motywy działania są tu 

przeciwieństwem motywów. którymi kierują się 

zsekularyzowane dyktatury, ponieważ o prowadzenie 
kampanii przeciw całym rasom i wspólnotom religijnym z 

żądnym krwi entuzjazmem oskarżani są islamscy 
fundamentaliści. Ale pod przykrywką religijnych sloganów 
działają siły świeckie dążące do zdobycia władzy, dostatku, 

ziemi, bogactw naturalnych i technologii wojennych. Żaden 
z przywódców wykorzystujących religijny fanatyzm 

młodych ludzi nie jest znany z pobożności czy 

przestrzegania zaleceń koranicznych - za dżihadem kryją 

się zimne, świeckie kalkulacje. Islam stopniowo upada, 

podobnie jak chrześcijaństwo, judaizm, buddyzm i inne 
światowe religie. Metamorfoza fundamentalizmu w 

świadectwem zdrowia, i prawdopodobnie w polowie 
obecnego stulecia, a może nawet dużo wcześniej, 

tradycyjny islam w dużej części ulegnie sekularyzacji. 

Ta perspektywa w żadnym razie nie napawa mniej 

radością, choć przecież proces sekularyzacji może w tym 

wypadku pomóc w rozwiązaniu problemu 

międzynarodowego terroryzmu. Nie napawa mnie radością, 
ponieważ na dłuższą metę sekularyzacja niesie więcej 

zagrożeń dla gatunku ludzkiego niż fanatyzm religijny. 

Przypominam sobie słowa Karla Rahnera, jezuity, który 

zastanawiał się nad wysiłkami nowoczesnych państw 
totalitarnych podejmowanymi w celu usunięcia elementu 
duchowego ze. społeczeństwa. „Jeżeli kiedykolwiek Bóg 

zostanie wygnany ze świata, tak że nawet jego obraz 
zostanie wymazany z umysłów ludzkich, przestaniemy być 
ludźmi i staniemy się zaledwie bardzo sprytnymi 
zwierzętami - a nasz ostateczny los będzie zbyt potworny, 
by go w ogóle rozważać". Nawet gdy religia wraz ze swoimi 
zakazami i uniesieniami odgrywała aktywną rolę, dzieje 
ludzkości były wystarczająco brutalne. Czegóż nie 
uczynimy przeciw sobie samym, kiedy religii zabraknie... 

Destrukcyjne namiętności człowieka były miarkowane 

przez religie, których częścią jest miłość Boga i lęk przed 
karą bożą. Niezbyt skutecznie - można by powiedzieć - i 
będzie to prawda. Ale jak daleko zaszedł zsekularyzowany 
świat w swoich wysiłkach stworzenia alternatywnego 
systemu nagród i kar? Od ponad stu lat mieliśmy różnego 
rodzaju międzynarodowe trybunały sprawiedliwości, a 
niesprawiedliwość kwitnie na świecie bujniej niż 
kiedykolwiek. Mamy prawo zakazujące zbrodni przeciw 
ludzkości i od czasu do czasu rzeczywiście sadzamy na 
lawie oskarżonych jakiegoś wymęczonego spadkobiercę 
upadłego reżimu. Kto jednak korzysta - prócz prawników -

na ciągnących się w nieskończoność procesach? Hitler 
sam zadał sobie śmierć, ale jego dwaj wspólnicy zbrodni, 
Stalin i Mao, umarli otoczeni zaszczytami, we własnych 

łóżkach, a Mao jest nadal czczony jako niemający sobie 

równych przywódca najludniejszego kraju świata, z którym 

wszyscy chętnie robią interesy -. zapominając'" 'o' 20 

milionach więźniów politycznych w chińskich gułagach. 
Mamy jednak system Nagród Nobla, jeszcze obfitsze 

źródło cynizmu wśród światowych mędrców i rozpaczy 
wśród miłośników sprawiedliwości. Niektórzy z laureatów 

Pokojowej Nagrody Nobla mogliby równie dobrze tratić na 

listę zbrodniarzy wojennych. Weźmy na przykład Fritza 
Habera, który wynalazł broń chemiczną i zaopatrzył armię 
kajzera w trujące gazy, które tylko na froncie zachodnim 

zabiły 650 tyś. ludzi. W 1919 roku nazwisko Habera obok 

nazwisk innych naukowców figurowało na liście zbrodniarzy 

wojennych, których alianci chcieli osądzić i skazać na 
śmierć. Ale interweniowali politycy i w konsekwencji Haber 
został wyróżniony Nagrodą Nobla za swoje prace nad 
syntezą amoniaku. Jego instytut produkował cyklon B, gaz, 
który został wykorzystany do zamordowania milionów 

Żydów w hitlerowskich obozach zagłady. Dzisiaj Nagroda 

Nobla z równym prawdopodobieństwem może zostać 

przyznana za antyamerykańskie tyrady, jak i za faktyczne 

zasługi. 

Jest oczywistym faktem, że zsekularyzowany świat 

nie stal się ani bezpieczny, ani przyzwoity. Rosnąca 
agresywność państw w XX wieku znalazła nieuniknione 
odzwierciedlenie w zwiększającej się agresywności 

jednostek. Problem radzenia sobie z nią został dodatkowo 

skomplikowany przez ultraliberalizm, który na Zachodzie 

stanowił dopełnienie sekularyzacji i przeniknął, do 

wszystkich warstw społecznych. I tak w Wielkiej Brytanii 

przez ostatnie pól wieku, odkąd została zniesiona kara 
śmierci, liczba morderstw wzrosła dziesięciokrotnie, i to 
mimo że wiele zabójstw zostało zakwalifikowanych jako 
nieumyślne spowodowanie śmierci. W czasie, gdy 

egzekucje przez powieszenie zostały zastąpione 
dożywotnim więzieniem, parlament nieustannie powtarzał 

background image

oznaczać dziesięć lat lub mniej, a w rezultacie liczba 

niewinnych ludzi zabitych przez morderców z wyrokiem, 

zwolnionych po odbyciu tak zwanej „dożywotniej" kary 

przekroczyła setkę. To jedynie szacunki, bo prawdziwe 

dane stanowią jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic 

ministerstwa spraw wewnętrznych. I nie chodzi o to, że 
ktokolwiek życzyłby sobie, by przestępcy spędzali cale 

życie w więzieniach, które współcześnie stały się 
zatłoczonymi jaskiniami strachu i występków, gdzie gwałt, 
AIDS, narkotyki i przemoc są powszechne i gdzie 
agresywni przestępcy nie mogą już ponieść żadnej kary, 
cokolwiek by zrobili. Zastanawiałem się nad słowami 

Goethego, który w 1808 roku uprzejmie odmówił przyjęcia 

królestw ziemskich, którymi kusił go Napoleon, i przeżył 
upadek „potwora". Goethe zauważył: „Ktokolwiek posiadł 

sztukę i naukę, ten ma i religię, a ktokolwiek nie ma ani 

jednej, ani drugiej, oby miał choć religię". Zgadzam się z 
tym twierdzeniem, ponieważ uważam, że sztuki, nauki i 

religii - tej triady ludzkiego ducha, na której spoczywa 

cywilizacja - nie można rozdzielić. Są dziś wśród 
naukowców ultramaterialiści, którzy uważają, że człowiek 
nie znaczy więcej niż. skala czy ślad zapachu na 

Wyrzuconej chusteczce i którzy dowodzą, że nauka i religia 

wzajemnie się wykluczają . Riehard Dawkins w swojej 

książce „The God Delusion" („Złudzenie Boga") zdaje się 
dowodzić, że wiara w Boga czyni człowieka niezdolnym do 

praktykowania nauki. Jeden z jego oksfordzkich kolegów 

powiedział z kolei ostatnio na antenie BBC, że „religia to 

ścieżka prowadząca intelekt do szaleństwa". Ja sam 

uważam, że wymiar duchowy jest dla nauki najważniejszy, 
ponieważ zapewnia to, czego zapewnić nie może wymiar 

Czysto materialny: Towarzyszące wymiarowi duchowemu 
przekonanie o istnieniu absolutnej moralności może 

ustrzec naukę od popadnięcia w brutalne technologiczne 
awanturnictwo - które może ją zdeprawować i doprowadzić 
do zagłady/Wiedza o tym, co stworzyło i podtrzymuje życie 
oraz wszechświat, musi obejmować również rozważania o 
istnieniu Boga. 

Nie wierzę również, by sztuka mogła istnieć dłużej,, i 

bez elementu duchowego. Żałuję tego, co stało się w XX 

wieku z malarstwem, zepsutym przez pewien rodzaj 

barbarzyństwa przypominającego działania rządów, które 

spowodowały śmierć dziesiątków milionów ludzi. Kiedy 
zwiedzam współczesne galerie, tęsknię za XV wiekiem, z 

jego czułymi Madonnami z Dzieciątkiem Jezus na 

kolanach. Nawet obrazy przedstawiające zgnębionych 

cierpieniem męczenników miały wtedy znaczenie, którego 

brakuje tworzonym współcześnie bezsensownym obrazom 

przemocy, zejściom w otchłanie znacznie głębsze niż 

jakiekolwiek piekło Hieronima Boscha. Przypominam sobie 

otwarcie Tate Modern Gallery w Londynie - znalazłem tam 

pustą salę, w której był tylko ekran wideo i trójka dzieci: 
mniej więcej dziesięcioletnia dziewczynka i jej młodsze 
rodzeństwo. Kosztowali nowoczesnej sztuki, oglądając na 

ekranie masturbującego się mężczyznę. Ze ten epizod nie 

był czymś wyjątkowym, wnoszę z takich oto uwag Charlesa 

Saatchi, który ma ponoć ogromny wpływ na współczesną 

sztukę: „Wiem, że to zabrzmi straszliwie, ale jest coś 
czarującego w obserwowaniu dzieci siedzących wokół 
dzieła braci Chapman, które przedstawia penisy wystające 

z oczu dziewczyny i szkicujących to dzieło starannie, by 

pokazać swoją pracę nauczycielowi". Dając spokój temu 
niesmacznemu nihilizmowi, dobrze jest pamiętać, że 

sztuka tworzona w epoce wiary często ukazuje człowieka 
od strony najbardziej twórczej, racjonalnej i pokojowej. 
Ostatnio miałem przyjemność malować obraz wspanialej 

zachodniej fasady katedry w Strasburgu. Ten szlachetny 
gmach otoczony jest całą galerią wytworów świeckiej 
europejskiej historii i postępu - budynków ze stali i szkła, 
źle zaprojektowanych i nieprawdopodobnie brzydkich, w 

których mieści się Parlament Europejski, Trybunał Praw 

Człowieka między narodowe to i tamto - i które zaludnione 

biurokratów. Oto główne tryby machiny, która próbowała 
ostatnio podsunąć Europie konstytucję odrzucającą 
chrześcijańską przeszłość. Ale pośrodku tego moralnego 
chaosu wznosi się katedra wybudowana zgodnym 

wysiłkiem Europejczyków - projektowana i tworzona przez 

pięć długich wieków w znoju i czci zarówno przez 
Francuzów, jak i Niemców. To gmach, który wyrósł niemal 

naturalnie pod sklepieniem wspólnej dla nich wszystkich 
religii. Kiedy patrzymy na takie nadzwyczajne dzieła 
ludzkiego ducha i ciała i przywołujemy bogatą tradycję, 
która umożliwiła ich powstanie, nasze biadania nad 
przyszłością nabierają sensu, a iskra nadziei ponownie 

zapala się w naszych sercach. Morał jest prosty. 

Musimy przywrócić element duchowy w naszym 

życiu prywatnym i publicznyn ponownie obudzić w sobie' 

lęk odczuwany w obliczu wspaniałości stworzenia, obudzić 
dumę z dobroci i altruizmu, obawę przed złym 
postępowaniem i materialistyczną arogancją, poezję 
przeżycia religijnego, a przede wszystkim miłość bliźniego, 

której nie można oddzielić od przekonania, że każdy 

człowiek został stworzony na podobieństwo Boga. Musimy 
to zrobić albo zginiemy, a żeby to zrobić, musimy podjąć 

ryzyko: Ludzkość została stworzona do życia duchowego, a 

to oznacza życie niebezpieczne. Carl Gustav Jung z 

upodobaniem cytował apokryficzne słowa ' Jezusa 
Chrystusa: „Ten, kto jest blisko Mnie, jest blisko ognia. Ten, 

kto jest daleko ode Mnie, jest daleko od Królestwa". Co to 

znaczy żyć blisko ognia i blisko Królestwa? Na to pytanie 
muszą odpowiedzieć mądrzejsi ode mnie. Dla mnie jasne 

jest to, że ludzkość pozostaje w tej chwili zawieszona 

między dalszym niepewnym trwaniem a otchłanią 
samozniszczenia. Sądzę, że nasz los zależy od tego, na ile 

potrafimy podtrzymać płomień duchowej wiary w naszym 

życiu - aby to życie ogrzać i rozjaśnić. 

© Paul Johnson 

przeł. Emilia 
Wrocławska