background image

Pozycje miłosne 

Pozycja rybaka

Kobieta kładzie się na łóżku i trzyma złączone nogi w górze. Mężczyzna klęka przed nią i unosi jej 
pupę do góry, trzymając swoją partnerkę za pośladki lub za kostki (to wersja dla silniejszych 

panów). Kochanek ma w tej pozycji całkowitą kontrolę nad stosunkiem: może kołysać się w przód i 
w tył albo zdecydować się na poruszanie partnerką w wybranym przez siebie rytmie. 

Penetracja pod nietypowym kątem zafunduje kobiecie niespotykane do tej pory doznania, jednak 

może wyczerpać mężczyzn o słabych ramionach. Nasza rada: jeżeli nie jesteś w stanie utrzymać 
swojej partnerki w górze, wsuń pod jej biodra dwie poduszki. 

ON 

W tej pozycji czuję się bardzo... władczo. Mam całkowitą kontrolę nad miłosną grą, a gdy trzymam 
partnerkę w górze, to wiem, że ona jest pod wrażeniem mojej siły. Wiem, że ona czasem lubi kiedy 

to ja całkowicie dominuję, a pozycja „rybaka” daje mi do tego doskonałą sposobność. 

ONA 

Czasami mój najdroższy zasłuży na odrobinę swobody w łóżku – kiedy chcę mu oddać kontrolę, 
poczuć jego męskość, a nie mam ochoty na pozycję „na pieska”, daję mu do zrozumienia, że 

nadszedł czas na test jego mocnych ramion i ćwiczenia z moimi bioderkami ;-)

Pozycja hiszpańskiej kurtyzany

Pozycja dla dziewczyn, w których żyłach płynie ognista krew... Pełna wyuzdania i hiszpańskiego 
temperamentu. Caramba!!!

Kobieta siada na krawędzi łóżka. Mężczyzna klęka między jej rozwiedzionymi udami. Po wejściu na 

miejsce, partnerka zawija swoje nogi wokół pasa partnera. W wariancie, gdy kobieta siedzi na 
brzegu stołu (polecam stół kuchenny), mężczyzna oczywiście stoi na wysokości zadania... Możliwa 

jest również wersja, że mężczyzna ujmuje kobietę pod pośladki i wtedy możliwy jest wariant bez 
żadnego podparcia, czyli na stojąco (ale to raczej dla silniejszych panów).

background image

Plusem jest duża wygoda dla obojga partnerów. Zezwala na bardzo dużą swobodę ruchów, 

gwarantując ich zadowalającą amplitudę i odpowiednią głębokość wnikania. Łatwo można 
skorzystać z tej pozycji również poza sypialnią, co na wakacjach może się przydać. Ale jest jeden 

mały minus – jeśli nie uda się znaleźć partnerce odpowiedniego „punktu podparcia”, pozycja może 
być wyczerpująca dla mężczyzny.

ON

Tak całkiem na stojąco – to rzeczywiście jest pozycja ekstremalna. Ale w prostszych wariantach – 
jak najbardziej do przyjęcia, bez względu na wiek i siły. Oboje mamy dobry dostęp do swoich ciał; 

piersi, plecy, włosy, twarz – wszystko w zasięgu rąk. Można się całować nie przerywając sobie i w 
ogóle jest sympatycznie. Tylko nie wiem, czemu czasami potem mam podrapane plecy...

ONA

Czasami każda z nas lubi się poczuć „hiszpańską kurtyzaną”. Wygodnie i miło, a przy tym widać i 
czuć podniecenie faceta na każdym centymetrze kwadratowym jego i swojej skóry. Facetem można 

dość wygodnie sterować, co całą zabawę czyni znacznie, znacznie przyjemniejszą. Kiedy mam 
ochotę na seks w kuchni (a miewam dość często) – pozycja ta jest po prostu niezastąpiona; i 

nawet nie trzeba sprzątać z całego stołu, wystarczy kawałek wolnego miejsca...

Pozycja buddyjska

Pozostajemy w kręgu pozycji nieco gimnastycznych i dzisiaj proponujemy Wam pozycję buddyjską. 

Z pewnością tym, co odróżnia tę pozycje od wielu innych, jest specyficzny kontakt wzrokowy. W 
przypadku np. pozycji misjonarskiej (znanej też jako „po bożemu”) kontakt ten zawężał się do 

twarzy partnera, w pozycji buddyjskiej mamy możliwość obserwowania całej jego sylwetki, 
włącznie z możliwością patrzenia sobie prosto w oczy.

Pozycja ta jest tak skonstruowana, że osobą dominującą może być zarówno kobieta, jak i 
mężczyzna. W przypadku kobiecej dominacji to mężczyzna siedzi, a kobieta tworzy coś w rodzaju 

huśtawki (jak na ilustracji), odwracając role kobieta siedzi (a właściwie półleży, gdyż musi podnieść 
biodra ciut wyżej), a mężczyzna wsuwa się pod jej nogi.

ONA: Straszycie gimnastyką, a ja biedna, mała i niewysportowana kobietka bardzo lubię tę pozycję 
i daje sobie w niej radę. Wprawdzie długo na tych rękach nie wytrzymuję, ale to wystarcza, aby 

mieć mnóstwo przyjemności. Dodatkowo trzeba wspomnieć o tym, że my – kobiety, możemy w tej 
pozycji same decydować jak ma być szybko i jak, że tak powiem, głęboko. Poza tym partner może 

się oprzeć o np. ścianę i w ten sposób wykorzystać wolne dłonie na pieszczoty mojego ciała.

ON: Tak, tak. To cudowna pozycja. To jest to, co tygryski lubią najbardziej. O tym, że facet lubi 
sobie pooglądać, już chyba nikogo nie trzeba przekonywać. W tej pozycji mamy sytuację wręcz 

idealną. Nie dość, że możemy obserwować twarz naszej ukochanej, to jeszcze widzimy całe nasze 
ciała podczas „akcji”. Nie jest to takie oczywiste, bo w większości pozycji widzimy ciało z bliska albo 

twarz z bliska. Preferuję wersję, w której kobieta dominuje, dodatkowo lubię w tym czasie pieścić 
ją ręką i obserwować na zmianę: to moje pieszczoty, to jej reakcję na twarzy. Jeżeli ktoś jeszcze 

tego nie spróbował, to gorąco polecam!

background image

Pozycja na taczkę

Gimnastyka, gimnastyka...Powróćmy do lat dzieciństwa i lekcji wychowania fizycznego. W 
dwuszeregu zbiórka!

Pozycja nazwana „na taczkę” rzeczywiście ma coś wspólnego z wykonywanym w dzieciństwie na 

lekcjach WF-u ćwiczeniem. Na pierwszy rzut oka wygląda to prawie identycznie, z tym, że 
mężczyzna trzyma partnerkę powyżej kolan, a ona, aby być na odpowiedniej wysokości i aby 

pozycja dawała więcej przyjemności niż pracy w nią włożonej, musi leżeć na łóżku.

Oczywiście łóżko można zastąpić innym meblem o odpowiedniej wysokości, niemniej należy liczyć 
się z większą niewygodą. Naturalnie pozycja ta nie jest z cyklu tych, które można stosować przez 

dłuższy czas. Nie da się ukryć, że jest nieco męcząca i nie dla każdego wygodna, ale zawsze jest to 
jakieś urozmaicenie życia erotycznego, a każda zmiana wnosi coś pozytywnego.

ONA: Wbrew pozorom nie jest tak źle i niewygodnie, przynajmniej dla mnie. Prędzej ON się zmęczy 

niż ja, ale to naturalne. Jest jeszcze jedna rzecz, o której tu nie wspomniano: gdy mam zbyt mocno 
rozchylone nogi, to penetracja może być zbyt głęboka, co jak wiadomo może skutkować 

odczuwaniem bólu. Rozwiązanie problemu w tej pozycji jest wyjątkowo proste: trzeba trzymać nogi 
blisko ciała partnera, co trochę utrudnia mu głębokie ruchy. Ale nie ma tego złego, co by na dobre 

nie wyszło. Płytkie ruchy, wręcz wsadzanie samego koniuszka członka doprowadza mnie do szału. 
Podsumowując: nie jest tak źle jak na pierwszy rzut oka wygląda.

ON: Gimnastyka się kłania. Oj kobietki, na ciężkie próby nas wystawiacie. Pozycja jest z serii tych 

co trzeba dużo się namęczyć, a widoki są takie sobie. Każdy mężczyzna wie, że kobiece tyłeczki 
najlepiej jak są pięknie wypięte, a w tym wariancie widzimy je wyjątkowo ściśnięte. Ale żeby już 

nie narzekać, powiem, że zawsze to jakaś odmiana i coś lepszego niż tylko pozycja misjonarska. 
Powiedziałbym też, że jest to dobra pozycja wyjściowa do wytrysku na pupcie i plecki, ale zaraz 

ktoś skomentuje, że jestem dewiantem, wiec nie powiem.

Pozycja ginekologiczna

Nowa pozycja na stronie Durexa! Nazwa brzmi groźnie? Nie martw się, nie masz się czego obawiać. 
To czysta przyjemność!

Wbrew pozorom nazwa tej pozycji nie jest bezpośrednio związana z zajmowaną na fotelu 

ginekologicznym. Większe znaczenie ma fakt, iż większość seksuologów zaleca stosowanie tej 
pozycji w przypadkach zaburzeń erekcji. Po prostu dzięki niej wprowadzenie członka do pochwy, 

nawet w stanie – nazwijmy to „lekkiego uśpienia” - jest dużo prostsze niż w innych przypadkach. 
Poza tym pozycją tą powinni się zainteresować panowie dopiero zaczynający zabawę „w 

chowanego”, bowiem oprócz tego, że wprowadzenie członka do pochwy nie stanowi większej 
trudności, to pozwala ona na oswojenie się z ciałem kobiety i ułatwia wykonywanie ruchów 

frykcyjnych.

background image

Do zabawy w tej pozycji niezbędne jest nam podwyższenie typu łóżko, tapczan, wersalka lub niski 
stół, na którym kobieta kładzie się szeroko rozsuwając nogi, między którymi klęka mężczyzna. 

Panowie, zadbajcie o poduszkę pod wasze kolana, bo na twardej podłodze możecie długo nie 
wytrzymać. Poduszka będzie również bardzo pomocna w przypadku różnicy poziomów między 

odpowiednią częścią męskiego i żeńskiego ciała.

ONA:

 Pozycja całkiem fajna, ale o ile partner nie ma zbyt dużego członka, bo przy takim 

rozsunięciu nóg wchodzi bardzo głęboko i niekiedy może to nie być przyjemne. Natomiast jest 

idealna, gdy mężczyzna nie jest zbyt hojnie wyposażony przez naturę. Niestety uniemożliwia 
pieszczoty łechtaczki, chyba że partner się wyprostuje i wykorzysta swoje dłonie. Zaletą jest 

możliwość obserwowania go i możliwość poddania się jego dominacji.

ON:

 Tak, tak, tak. To kolejna pozycja z katalogu moich ulubionych (ciekawe dlaczego zalicza się do 

niego 90% prezentowanych tutaj pozycji?). Przede wszystkim mam dużą swobodę ruchów, nie 

mogę też narzekać na całkowitą kontrolę naszych zmagań. Poduszka rzeczywiście jest bardzo 
pomocna, szczególnie jeśli ktoś chce zostać w tej pozycji dłużej. Ręce można wykorzystać do 

podpierania się lub do pieszczot łechtaczki (albo do obu czynności na raz – w końcu mamy dwie). 
No i najważniejsze: jest to kolejna pozycja idealna na finał – wytrysk na brzuch i piersi to jest to, 

co tygryski lubią najbardziej.

Pozycja "Na Konesera"

W tej pozycji to mężczyzna ma możliwość totalnego odprężenia, a kobieta musi się napracować... 

Pozycja ta przeznaczona jest dla tych, dla których doznania wzrokowe nie są najważniejszym 
elementem zbliżenia. Mężczyzna kładzie się na plecach, podpierając się łokciami, kobieta siada na 

nim odwrócona tyłem, po czym pochyla się maksymalnie do przodu – dotykając prawie głową jego 
stóp.

background image

ON

: Bardzo sympatyczna pozycja, jeśli jestem zmęczony. Czasem po długim dniu jestem na tyle 

wyczerpany, że nie mam siły na szalone wygibasy, ale nie jeśli moja partnerka ma na mnie ochotę 

nie mogę jej odmówić. Podczas tej pozycji mam super widok na mocno wypiętą pupę mojej 
kochanej kobiety, co jest niewątpliwie bardzo przyjemne dla mnie. 

ONA

: Nie przepadam za tą pozycją. Nie dość, że nie mam kontaktu wzrokowego z moim partnerem 

muszę się nieźle narobić... Poza tym trochę się boję, że analizując moje "cztery litery", mój partner 
może dojść do wniosku, że nie są tak apetyczne jak pupa Jennifer Lopez i może się do mnie 

zniechęcić.

Pozycja "Na Jeźdźca II"

Jest to pozycja zdecydowanie relaksująca, nie wymaga wyjątkowe sprawnośći fizycznej. 

W tej pozycji partnerka podciąga kolana, aby ukucnąć nad partnerem. Mężczyzna siada prosto, 
obejmuje kobietę, a ona przesuwa stopy za jego plecy. W takiej pozycji partnerzy dotykają się 

całymi ciałami, są bardzo blisko siebie. Minusem pozycji „na jeźdźca II” są ograniczone możliwości 
pobudzania narządów płciowych. Można jednak temu zaradzić... mężczyzna, odchylając się mocno 

do tyłu i podpierając rękami, może wykonywać ruchy członkiem, ułatwiając partnerce poruszanie 
się w górę i w dół po jego osi. 

ONA

 Bardzo przyjemna pozycja! Polecam ją przede wszystkim wtedy, gdy po męczącym zbliżeniu 

pragnie się odbyć stosunek ponownie. W tej pozycji nie muszę się wyginać - siedzę wygodnie na 

partnerze i mogę spokojnie oddać się rozkoszy. 

ON

 Dla mnie ta pozycja jest zdecydowanie za spokojna. W tej pozycji mam również małe 

background image

możliwości pobudzania mojej partnerki. Rzeczywiście wspaniale nadaje się jako krótki, relaksujący 
przerywnik podczas intesywnej nocy.

Pozycja "Świeca rozkoszy"

Poetycko nazwana „świeca rozkoszy” to kolejna pozycja skierowana do par żądnych mocnych 

wrażeń i jednocześnie dobrze wygimnastykowanych.

W tej pozycji mężczyzna klęczy, kobieta leży na plecach na tej samej wysokości na której partner 
klęczy. Aby zniwelować „różnicę poziomów” należy kobiece biodra unieść do góry na odpowiednią 

wysokość. Z nogami partnerki możemy robić to na co mamy ochotę: zapleść wokół siebie, albo 
wyciągnąć wzdłuż swojego ciała. Jak w każdej pozycji możliwości są prawie nieograniczone a 

wszystko sprowadza się do naszej wyobraźni i stopnia wygimnastykowania.

Im wyżej kobieta unosi biodra tym mocniej zaciska się wokół mężczyzny zwiększając tym samym 

intensywność jego doznań. W pozycji tej mężczyzna ma wręcz idealną okazje do tego aby oprócz 
stymulacji członkiem mógł jednocześnie zając się pieszczotami kobiecej łechtaczki.

ONA:

 Rzeczywiście, coś jest w tej pozycji. Mogę się cała oddać i w spokoju zająć się czerpaniem 

przyjemności bez żadnych zbędnych czynności. Niestety pozycja wymaga silnego faceta bo 
najlepiej cały ciężar swojego ciała przerzucić na niego. W przeciwnym wypadku szybko się 

zmęczymy i będą nici z skupienia się na własnej przyjemności.

ON:

 pozycja bardzo podniecająca, może nieco niewygodna i szybko męcząca ale za to bardzo 

przyjemna. Możliwość pieszczot łechtaczki to fajna sprawa, dzięki temu żaden facet nie będzie czuł, 

że robi mniej niż by mógł. No i co najważniejsze: pozycja świetnie się nadaje na „końcówkę” czyli 
super wytrysk na piękne kobiece ciało. Zaraz ktoś powie, że do tego nadaje się praktycznie każda 

pozycja. Owszem, ale nie zawsze jest czas aby zrobić to w pięknym stylu (innymi słowy, jak 
używamy prezerwatyw - a oczywiście używamy – musimy mieć jeszcze czas aby je ściągnąć. 

Przecież ochrona przed np. ciążą nie powinna nam przeszkadzać w uskutecznianiu ulubionych 
wytrysków na piękne kobiece piersi).

Pozycja "Kłębuszek"

Dzisiaj zajmiemy się kolejną nieco akrobatyczną pozycją, niemniej dosyć łatwą do przerobienia na 

coś lekkiego, łatwego i superprzyjemnego. „Kłębuszek” jest nieco zbliżony do pozycji klasycznej, 
jednak różni się w 2 podstawowych sprawach. 

Mężczyzna klęczy pochylony nad kobietą, a kobieta aby być odpowiednio wysoko musi pod siebie 

coś włożyć (może to być poduszka, zwinięta pościel itp.). Dodatkowym elementem, który jednak 
sprawia nieco kłopotu, są wyprostowane, wysoko uniesione kobiece nogi. Łatwo to zmienić na inną 

przyjemną formę czyli objęcie nogami mężczyzny. Dzięki temu kobieta może „popędzać” swojego 
kochanka czyli krótko mówiąc może regulować szybkość z jaką „działa” jej mężczyzna.

background image

ONA:

 Lubię ta pozycję ale rzeczywiście z nogami trzeba coś zrobić bo po kilku minutach można 

dostać skurczu od trzymania ich tak wysoko w powietrzu ;-). Wariant z objęcia nogami partnera jak 
dla mnie jest super. Piętami, jak ostrogami, można nim sterować tak aby było najlepiej. Jeśli 

chodzi o podkład pod plecy to jeśli jesteśmy w łóżku to preferuje zwiniętą pościel, po prostu tak 
jest mi wygodniej. Poduszki tez są dobre ale przede wszystkim wygoda zależy od ich twardości.

ON:

 Świetna pozycja, ale bądźmy szczerzy: czy dla faceta jakaś pozycja nie jest super? Tak, my to 

lubimy w każdym wydaniu, a już na pewno w przypadku pozycji nazwanej „kłębuszek”. Jest coś co 
w tej pozycji bardzo mi się podoba – nogi. Piękne kobiece nóżki wysoko uniesione i poruszające się 

w rytm naszego ciała. Aaaa, rozmarzyłem się. Wariant z „ostrogami” jest równie podniecający, 
wszak każdy z nas jest prawdziwym ogierem, nieprawdaż? No i najważniejsze: mamy pełną 

swobodę ruchów, a na koniec możemy zrobić „to” na brzuszek i piersi.

Pozycja "most miłości"

Most miłości to pozycja dla miłośniczek pieszczot oralnych, przeznaczona jednak dla bardzo 
wygimnastykowanych pań.

W pozycji tej kobieta robi tzw. mostek opierając się na rękach, może także część ciężaru oprzeć na 

ramionach partnera. W tym momencie mężczyzna ma niczym nieskrępowany dostęp do kobiecej 
„muszelki”. Nie da się ukryć, że nawet najbardziej wysportowana kobieta długo w tej pozycji nie 

wytrzyma, więc partner musi się spieszyć w dawaniu przyjemności. Z pewnością nie jest to pozycja 
do codziennych pieszczot, nie mniej warta jest polecenia dla tych par, które szukają odmiany i 

nowych wrażeń w swoim pożyciu.

ONA:

 To pozycja dla amatorów mocnych wrażeń, ale ja jednak nie lubię, gdy krew spływa mi do 

mózgu (co może być niekiedy niebezpieczne). Poza tym wymaga ona ode mnie dość dużego 
wysiłku fizycznego, co znacznie utrudnia skoncentrowanie się na odczuciach. Do tego nie wszystkie 

kobiety są gimnastyczkami i niektórym ta pozycja może sprawić trudność. Litanię wad kończy 
zarzut, iż w tej pozycji znacznie trudniej jest szeroko rozsunąć nogi (co „ułatwia dostęp”). Na 

szczęście są lepsze (i prostsze) pozycje równie doskonale nadające się do osiągnięcia celu. 

background image

ON:

 W sumie jest mi obojętne w jakiej pozycji jej to „robię”, jednak w tym konkretnym przypadku 

jest to trochę problematyczne. Wydaje mi się, że zamiast koncentrować się na przyjemnościach, 

moja dziewczyna stara się nie przewrócić i wytrzymać jak najdłużej na wyciągniętych rękach. 
Dobra rzecz jak ma się dużo czasu i ochoty na ekstremalne eksperymenty, w przypadku 

„rutynowego lizanka” jednak wolę klasyczną pozycję na łóżku.

Pozycja krzesełkowa

W pozycji tej mężczyzna siedzi na krześle, a kobieta na nim. 

Pierwszy wariant zakłada, że kobieta siedzi tyłem do mężczyzny, także opierając się stopami o 
podłoże. 

Drugi wariant zakłada, że partnerzy są zwróceni twarzami do siebie, kobieta siedząc na mężczyźnie 

opiera się stopami o podłoże lub elementy krzesła. W tej wersji penetracja członka jest dosyć 
głęboka, a odpowiednie ułożenie ciał kochanków zwiększa stymulację łechtaczki. 

Niestety w pozycji „na siedząco” zakres ruchów jest znacznie ograniczony, a z uwagi na głęboką 

penetrację pozycja może być nieprzyjemna dla niektórych par (np. zbyt duży członek, krótka 
pochwa). Za to pozycja ta jest polecana dla par w których różnica wzrostu partnerów jest znaczna 

(wysoki mężczyzna, niska kobieta). 

ONA:

 po prostu uwielbiam tą pozycję! Jeśli mam do tego dobre krzesło – takie z poręczami i 

poprzeczkami na nogi – to można poszaleć. To ja – opierając się na tych podpórkach – rządzę 

przebiegiem stosunku, a on może jedynie obejmować mnie i pieścić moje piersi. On ma też 
możliwość „złapania oddechu” przed pozycjami wymagającymi większej aktywności z jego strony. 

Wolę jednak wariant, w którym partnerzy siedzą twarzami do siebie, bowiem ten drugi jest o wiele 
mniej wygodny i nie pozwala mi na rozwinięcie inicjatywy w takim stopniu, w jakim bym sobie 

życzyła. Jednak wariant, w którym siedzimy twarzami do siebie, jest po prostu rewelacyjny!!! 

ON:

 pozycja całkiem przyjemna, znowu mam czas na odpoczynek przed przejściem do czegoś 

szybszego. Idealna na powolny seks przy jakiejś nastrojowej muzyce. Poza tym, w tej pozycji 

aktywność przejmuje partnerka co jest dużą zaletą gdy większość najpopularniejszych pozycji 
zakłada męską dominację. W końcu każdy mężczyzna ma takie chwile kiedy chce być zniewolony 

przez swoją kobietę, a ja nie jestem wyjątkiem od tej reguły.

Pozycja "odwrócony jeździec"

Pozycja "odwrócony jeździec" jest modyfikacją jednej z najbardziej popularnych pozycji – na 
jeźdźca. W odróżnieniu od klasycznej jej wersji tutaj kobieta siada tyłem do mężczyzny i przejmuje 

całą inicjatywę.

Pozycja ta pozwala na prawie nieograniczone ruchy miednicą i głęboka penetrację. Pewnym 
kłopotem może być seks z partnerem o nieco skrzywionym członku do góry. W takim przypadku w 

tej pozycji członek będzie uderzał o tylnie ścianki pochwy co może sprawiać kobiecie ból (w tej 
pozycji jest to dużo bardziej odczuwalne niż w innych).

background image

Pewną wadą tej pozycji jest brak możliwości pieszczot kobiety przez mężczyznę i nieco oddalone od 

siebie ciała kochanków. Nie mniej pozycja warta jest polecenia dla wzbogacenia naszego życia 
seksualnego.

ONA:

 Trochę za dużo kombinacji. Może gdybym umiała bez przerywania seksu zmienić pozycję z 

klasycznej „na jeźdźca: na tą pozycję, to może byłoby lepiej. Ale musze przerywać zabawę i 
odwracać się. Poza tym nie jest mi w tej pozycji zbyt wygodnie. Najgorsze jednak jest to głupie 

wrażenie, że zaraz złamię mu członka. Wolę więc klasyczną „na jeźdźca”: wygodniej, mniej 
kombinacji no i widzę jego twarz. 

ON:

 Całkiem przyjemna pozycja. Przede wszystkim mam piękne widoki, poza tym mogę sobie 

trochę odpocząć po „galopie” w innej pozycji. Rzeczywiście w tej pozycji kobieta może mieć nieco 
problemów z poruszaniem się, przynajmniej moje dotychczasowe partnerki miały z tym problem. 

Brak kontaktu wzrokowego rekompensują piękne widoki, w końcu nie w każdej pozycji musimy 
sobie głęboko patrzeć w oczy.

Pozycja "na stojąco"

Pozycja na stojąco często jest wykorzystywana do szybkich numerków, nie bez znaczenia jest tu 

fakt, iż dostarcza ona mężczyźnie bardzo silnych bodźców wzrokowych. 

Właściwie można rozróżnić 3 wersje tej pozycji:

W pierwszej 

kobieta i mężczyzna stoją przodem do siebie, a największym problemem tej pozycji 

jest różnica wzrostu partnerów. Bardziej jest ceniona przez mężczyzn, głównie ze względu na 
wspomniane wcześniej bodźce wzrokowe, a także z powodu poczucia „zdobywania” partnerki.

Druga wersja

 zakłada, że partnerzy również stoją, ale kobieta jest odwrócona tyłem do mężczyzny. 

Dobrze jest aby w tej pozycji kobieta się o coś opierała np. ścianę lub drzwi, a w przypadku dużej 
różnicy wzrostu trzeba partnerkę postawić na np. schodach.

Trzeci wariant

 tzw. indyjski zakłada, że mężczyzna stojąc unosi kobietę, a ta zaplata nogi wokół 

background image

jego pasa, bardziej wygimnastykowane panie mogą spróbować owinąć nogi wokół szyi partnera. 

Wszystkie te wersje mają wspólną zaletę: bliskość partnerów czule się obejmujących, całujących, 
pieszczących. Dodatkowo przy wariancie od tyłu mężczyzna zyskuje dostęp do pieszczot piersi a 

także do jednoczesnej stymulacji łechtaczki. Mimo wszystko pozycje te są stosunkowo rzadko 
wykorzystywane, człowiek podczas seksu po prostu lubi sobie poleżeć, poza tym nie daje ona tyle 

przyjemności kobiecie jak inne pozycje.

ONA: 

niezbyt fajna pozycja. Jeśli partnerzy sporo różnią się wzrostem, to może im być bardzo 

trudno się dopasować. Jeśli już się im uda, to kobieta jest w zasadzie pozbawiona możliwości ruchu 

i nie zyskuje nic w zamian – ani świetnej stymulacji członkiem ani np. możliwości drażnienia 
łechtaczki. Do tego – jeśli mam nogi oplecione wokół jego pasa - to mam cały czas wrażenie, że 

strasznie mu ciężko, co bardzo psuje mi przyjemność z seksu. Po prostu stosunek niewygody do 
ewentualnych wrażeń jest jak dla mnie mizerny. 

ON:

 szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatni raz uprawiałem seks w tej pozycji. Nie jest ona 

moja ulubioną, a i moja partnerka chyba też jej nie darzy szczególnym uczuciem. Największym 
problemem w tej pozycji jest różnica wzrostu, która czasami wręcz uniemożliwia odbycie stosunku. 

Wariant indyjski jest dobry w przypadku silnego mężczyzny i lekkiej partnerki, a z tym bywa 
różnie. Za to wariant od tyłu, jak zresztą wszystkie pozycje od tyłu, jest bardzo przyjemny, 

aczkolwiek kobieta mimo wszystko musi być lekko pochylona. Do tego można użyć np. parapetu – 
dodatkowo seks przy oknie ma coś z ekshibicjonizmu.

Pozycja "na łyżeczkę"

Pozycje boczne są idealne do spokojnego, powolnego seksu, i nie raz zdarza się, że po tak odbytym 

stosunku partnerzy zasypiają wtuleni w siebie. 

Pozycja boczna tylna, popularnie też zwana „na łyżeczkę” pozwala na przytulanie się partnerów do 
siebie całym ciałem oraz gwarantuje swobodę ruchów. 

Jest to pozycja, w której kochankowie leżą na boku, kobieta tyłem do mężczyzny, z lekko wypiętą 

pupą. Im bardziej ta część ciała jest odchylona tym większy jest stopień penetracji. Niewątpliwą 
zaletą tej pozycji jest możliwość ręcznego pobudzania łechtaczki przy jednoczesnym drażnieniu 

członkiem unerwionych przednich ścianek pochwy. Ponadto w tej pozycji kobieta nie czuje się 
„przytłoczona” ciałem partnera, co jest szczególnie ważne podczas seksu w ostatnich miesiącach 

ciąży.

ONA:

 niezbyt lubię pozycję „na łyżeczkę”. Po prostu wolę te konfiguracje, w których mam bardziej 

rozwarte nogi, a w tej pozycji jest mi jakoś ciasno i niewygodnie. Też kąt pod jakim on we mnie 

wchodzi nie jest dla mnie idealny. Do tego nie widzę jego twarzy (a jest to dla mnie bardzo ważne) 
i nie mam swobody ruchów. On też ma pewne trudności z poruszaniem się, a to wszystko razem 

okropnie mi przeszkadza. Jedyną zaletą tej pozycji jest to, że nadaje się ona na poranny seks – 
można być bez makijażu. 

ON:

 bardzo lubię tę pozycję, szczególnie wtedy gdy jestem zmęczony i żadne „wygibasy” nie 

wchodzą w grę. Poza tym lubię w czasie stosunku pieścić partnerkę ręką, mam wtedy wrażenie 
(może złudne?), że staram się na wszystkie możliwe sposoby. Nie da się ukryć, że będąc 

background image

mężczyzna jestem wzrokowcem, a w tej pozycji, jak zresztą we wszystkich pozycjach tylno-
bocznych widoki są wspaniałe. Z tym wspólnym zasypianiem to całkowita prawda. Jeśli tylko jest 

taka możliwość to po seksie w tej pozycji zostajemy na dłużej. Trochę dziwne, bo przecież sen 
może nas dopaść po miłości w każdej pozycji, a jednak w tym wypadku jest to o wiele częstsze. 

Pozycja "69"

Miłość francuska ma to do siebie, że w większości przypadków tylko jedna osoba czerpie z niej 

przyjemność. Dlatego pozycja "69" może być wspaniałą przygodą dla miłośników seksu oralnego. 

Ta pozycja umożliwia obojgu partnerom jednoczesne pieszczoty swoich genitaliów. Pierwszy 
wariant polega na tym, że kobieta leży na plecach, a partner „zwisa” nad nią opierając się na 

kolanach i dłoniach. 

Innym wariantem jest zamiana pozycji – mężczyzna leży, a kobieta znajduje się na górze. Znacznie 
popularniejszy jest ten drugi wariant, zwłaszcza dla kobiet, gdyż mogą one wtedy same decydować 

o sposobie i intensywności z jaką pieszczą swego partnera. Pozycja „69” może być też wykonywana 
na boku – nikt wtedy nie jest na górze. Pewnym utrudnieniem w wykorzystaniu tej pozycji może 

być znaczna różnica wzrostu między partnerami, ale i ta przeszkoda nie jest zbyt duża.

 

Taka pozycja może być niezwykle podniecająca, jednak trudność polegająca na jednoczesnym 

sprawianiu i odbieraniu przyjemności może znacznie zmniejszyć ochotę na takie igraszki. Dlatego 
też wiele par woli tą przyjemność podzielić na dwie czynności, i kolejno ją wykonywać. Zwłaszcza, 

że czując zbliżający się orgazm niektóre kobiety i mężczyźni mogą po prostu z powodu silnego 
podniecenia na chwilę stracić kontrolę nad tym, jak pieszczą drugą stronę. Wtedy łatwo o jakieś 

przypadkowe ugryzienie lub coś podobnego. Dlatego ta pozycja jest dobra na rozgrzewkę przed 
pieszczotami oralnymi wykonywanymi na zmianę przez partnerów. 

ONA:

 boska pozycja, wreszcie mogę rozkoszować się jego pieszczotami, a jednocześnie dostarczać 

mu też przyjemności. Bardzo dobra nie tylko na grę wstępną, ale i na cały wieczór, zwłaszcza jeśli 

kobieta częściej osiąga orgazm wskutek takich pieszczot. Wadą jest trudność w skoncentrowaniu 
się na jednej rzeczy – tu mamy i własne odlotowe doznania, i pieszczenie partnera. Wada tak 

drobna, że aż niezauważalna. Tak więc – same zalety. Aha! Szkoda tylko, że nie widać jego twarzy 
– kontakt wzrokowy pozwala na stwierdzenie, czy właściwie zabieramy się do rzeczy. 

ON:

 nie będę ukrywał, że jakoś specjalnie nie przepadam za tą pozycją. Przede wszystkim nie 

potrafię się skupić na 2 rzeczach jednocześnie, a i „wiszenie” nad partnerką nie należy do 
najprzyjemniejszych. Dlatego też, jeśli już musi być ta pozycja, to wolę jej wariant na boku, kiedy 

to oboje leżymy na łóżku.

Pozycja "od tyłu"

Pozycja „od tyłu” jest chyba jedną z najbardziej naturalnych i instynktownych pozycji (jednak 
czasami zbyt naturalną jak dla niektórych osób).

Zdarzają się kobiety, które są bardzo negatywnie nastawione do pozycji "na pieska" argumentując 

tym, że „jest zwierzęca”. W pozycji tej brak kontaktu wzrokowego rekompensowany jest 

background image

niesamowicie pięknymi widokami (dla mężczyzn), większą głębokością penetracji, możliwością 
pieszczot piersi i pośladków (to szczególnie cieszy kobiety). 

Jeśli jesteśmy już przy penetracji, trzeba napisać o bardzo ważnej sprawie: mężczyzna (a 

konkretnie ten z większym przyrodzeniem niż średnia krajowa) powinien unikać głębokich i 
mocnych pchnięć gdyż może naruszyć partnerce jajniki, co jest równie bolesne jak uderzenie w 

jądra. Niektóre kobiety lubią, jeśli w tej pozycji mężczyzna dodatkowo pieści palcem łechtaczkę lub 
też wyciąga członek i drażni nim całą okolicę wejścia do pochwy.

ON:

 Uwielbiam tę pozycję, zdecydowanie jest moją ulubioną! Przede wszystkim widok partnerki w 

tej pozycji zwala z nóg, szczególnie jeśli ma piękny tyłeczek (jak gruszeczka). Nie od dziś wiadomo, 
że mężczyźni są wzrokowcami, a tej pozycji nie można odmówić niesamowitych bodźców 

wzrokowych. Niestety moje 18 cm nie pozwala mi wejść do samego końca, co trochę psuje efekt. 
Za to uwielbiam w tej pozycji kończyć: szybko wyciągam „ptaszka” i wytryskam na plecy 

dziewczyny. Ach, to jest to, co mężczyźni lubią najbardziej.

ONA:

 Całkiem fajna ta pozycja, ale gdy on jest hojnie wyposażony przez naturę, to może boleć przy 

gwałtowniejszych ruchach (no a ciągłe uważanie psuje zabawę). Poza tym przy dużej różnicy 

wzrostu mogą pojawić się pewne trudności – ale wtedy pomaga duża poduszka pod nogi. W tej 
pozycji najbardziej lubię, jak on obejmuje moje pośladki. Szkoda tylko, że nie widzę jego twarzy – 

nie wiem, czy jest mu tak przyjemnie jak mnie. Lubię też możliwość zmiany w tej pozycji – mogę 
się oprzeć na przedramionach, na wyprostowanych rękach, a nawet wyprostować się i oprzeć się 

dłońmi o ścianę. Nie jest to wprawdzie moja ulubiona pozycja, ale miła odmiana.

Pozycja "na jeźdźca"

„Na jeźdźca” to jedna z najpopularniejszych pozycji, lubiana szczególnie przez mężczyzn za sprawą 
sporej dawki bodźców wzrokowych. 

Jest kilka odmian tej pozycji (głównie zmienia się położenie kobiety względem mężczyzny), a my 

dzisiaj zajmiemy się jej klasyczną wersją. W tej pozycji mężczyzna leży na plecach, a kobieta siedzi 
na nim twarzą zwróconą do niego. Dzięki takiemu położeniu partnerka może wykonywać ruchy we 

wszystkich kierunkach i narzucać szybkość oraz głębokość penetracji. Partner w tym czasie ma 
niesamowicie podniecające widoki na piękne kobiece ciało, jednocześnie może zająć się 

pieszczotami jej piersi.

background image

ON

: Moja ulubiona pozycja, głównie z dwóch względów. Po pierwsze, wreszcie mogę odpocząć od 

machania tyłkiem (drogie panie, to naprawdę jest męczące na dłuższą metę), a po drugie w końcu 
mam możliwość nacieszyć swoje oczy bardzo podniecającymi widokami (co nie jest takie proste np. 

w pozycji „po bożemu”). Nie bez znaczenia jest też fakt, iż w tej pozycji mój członek jest mniej 
pobudzany niż w innych pozycjach (choć pewnie jest to indywidualna sprawa) przez co i on może 

sobie odpocząć po „galopie” np. w pozycji „po bożemu”. Ale jak już sobie odpocznę, to 
wprowadzam małą modyfikację do tej pozycji: partnerka siedzi nieruchomo, a to ja znów „macham 

tyłeczkiem”, czasami z zawrotną prędkością.

ONA

: Fajna pozycja, przynajmniej w niej mogę docenić, jak męczące bywa bycie tą aktywną 

stroną. Jednak mimo konieczności pewnego wysiłku bardzo ją lubię. To ja tutaj rządzę. ON nie ma 

zbyt dużego pola manewru i jest zdany na mnie, gdy chodzi o szybkość i głębokość penetracji. W 
tej pozycji moją ulubioną zabawą jest drażnienie samym czubkiem jego członka tylko przedsionka 

mojej pochwy. Po prostu super! A gdy po takim drażnieniu przyjdzie znienacka głębszy ruch, on po 
prostu szaleje. Jednak jako kobiecie obdarzonej sporymi walorami (90D) przy gwałtowniejszych 

ruchach przeszkadza to niemiłe uczucie (a czasem ból) fruwających piersi. Jedynym ratunkiem jest 
podtrzymywanie ich rękami (ale tracę wtedy możliwość oparcia się np. o ścianę lub jego pierś) albo 

seks w fikuśnej bieliźnie podtrzymującej to, co trzeba.

Pozycja misjonarska

Nasz nowy dział „Miłosne Pozycje” zaczynamy od klasyki czyli pozycji misjonarskiej.

Pozycje, w których mężczyzna leży na kobiecie, a w szczególności pozycja klasyczna, zwana też 

misjonarską lub „po bożemu”, należą do najczęściej stosowanych pozycji podczas współżycia.

 

Taka konfiguracja pozwala mężczyźnie w znacznym stopniu kontrolować przebieg stosunku, 
jednocześnie w dużym stopniu ograniczając pole manewru kobiecie. Pozycja ta przez wielu jest 

odbierana jako wyrażenie tradycyjnego podziału ról: dominację mężczyzny i uległość kobiety. I nie 
ma się co oszukiwać – wiele osób wybiera ją właśnie z tego powodu.

background image

Pozycja misjonarska umożliwia głęboką penetrację członkiem, a jednocześnie dostarcza silnych 
bodźców, gdyż wejście do pochwy nie jest szeroko rozwarte – gdy kobieta ma złączone nogi. 

Dobrze pobudzana jest przednia ścianka pochwy, jednocześnie łechtaczka jest słabo drażniona. 
Jest też możliwy inny wariant – mężczyzna leży na kobiecie, ale ma ona ugięte i uniesione w górę 

nogi, co powoduje większe rozwarcie wejścia pochwy. Pozycja ułatwia pieszczenie partnerki i dla 
wielu kobiet jest cenna ze względu na kontakt całego ciała z ciałem partnera.

ON

: Standardowa pozycja, chyba każdy od niej zaczynał. Podoba mi się bliskość ciała partnerki, 

mam co zrobić z ustami, zresztą ona też. Pozycja wydaje się łatwa i prosta, nie mniej takie 
kilkunastominutowe „machanie” biodrami może nieźle wykończyć, tym bardziej jeśli zastosujemy 

wariant z podtrzymywaniem się na wyprostowanych rękach (ona bardzo go lubi ze względu na 
głęboką penetrację). No i nie da się ukryć, że pozycja ta jest strasznie nudna. Jak dla mnie może 

być zastosowana jako jedna z kilku, nie wyobrażam sobie seksu w tej pozycji od początku do 
końca.

ONA

: Bardzo lubię tę pozycję. Uwielbiam czuć ciężar partnera (o ile oczywiście nie waży tony). 

Poza tym w tej pozycji mogę ugiąć nogi i położyć je na jędrnych męskich pośladkach. Pozwala to 
też na „kierowanie ruchem”. To samo można zrobić rękami, a nawet dać mu niewielkiego klapsa. 

Wadą jest niewielkie pobudzanie łechtaczki. Jest jeszcze jedna przyczyna, która sprawia, że 
odpowiada mi ta pozycja: w końcu po ciężkim dniu też jest przyjemnie być tą leniwą stroną w 

stosunku. Szkoda, że on nie darzy tej pozycji taką sympatią jak ja. Aha! Po seksie w tej pozycji 
jego plecy mogą nie wyglądać najlepiej.

Pozycja "na słonia"

Wiosenna pozycja inspirowana światem zwierzęcego seksu... Wypróbujcie ją w swoich sypialniach!

Punktem wyjścia jest opisywana już pozycja „od tyłu”. Zaczynając od niej, kobieta kładzie się 

stopniowo, tak aby mężczyzna mógł się powoli położyć na niej. Poprzez lekkie rozwarcie ud kobieta 
może ułatwić mężczyźnie penetrację, albo poprzez napinanie mięśni ud dostarczyć dodatkowych 

wrażeń swojemu partnerowi. Partner może wesprzeć się na przedramionach, co zapewnia głębszą 
penetrację.

Zdecydowanym plusem tej pozycji (w odróżnieniu od pozycji „od tyłu”) jest to, że penetracja nie 

jest tak głęboka, więc unika się wielu związanych z tym problemów. Oczywiście, jeśli natura nie 
obdarzyła partnera zbyt szczodrze, pozycja ta może być trudna do wykonania, ale wsparcie się na 

przedramionach przez mężczyznę przy jednoczesnym rozwarciu ud przez kobietę pozwala 
partnerom poradzić sobie z tym „problemem”. Plusem jest również fakt, że jest to pozycja 

naturalna i wygodna dla obojga partnerów, choć mężczyzna ma zdecydowanie większą swobodę 
ruchów. Pewnym minusem jest fakt, że kobieta ma nieco ograniczona swobodę ruchów, choć 

zdaniem niektórych mężczyzn – to właśnie jest największa zaleta pozycji „na słonia”...

ON

To jedna z moich ulubionych pozycji. Z „dosięgnięciem” nie mam kłopotów, za co Matce Natury 

dziękuję po stokroć. Poza tym – jest to jedna z najbardziej „dominujących” pozycji – a my, faceci, 
po prostu lubimy dominować. I chociaż nie widzę Jej twarzy, ale po prostu SŁYCHAĆ, że to dobra 

pozycja dla obojga...

ONA

background image

Po pierwsze – różnica wzrostu przestaje mieć znaczenie. Po drugie – nie trzeba tak uważać i trzeba 
mieć wyjątkowego pecha, żeby trafić na faceta, który może Ci w tej pozycji zrobić coś złego. 

Natomiast łatwo znaleźć faceta, który może Ci w tej pozycji zrobić wiele dobrego – zwłaszcza, jeśli 
jedną rękę położy tam, gdzie powinien, a drugą włoży pod pierś...

Pozycja ostrygi

Punktem wyjścia jest pozycja misjonarska. Kobieta podnosi nogi w górę, starając się przyciągnąć je 

jak najbliżej do swojego brzucha. Mężczyzna unosi się na dłoniach i klęka. Potem mężczyzna łapie 
nogi kobiety na wysokości połowy uda. Mężczyzna trzyma więc w ramionach nogi swojej 

ukochanej. Dzięki użyciu jej ud jako podparcia, mężczyzna ma ułatwione ruchy, co pozwala mu 
utrzymać właściwy rytm.

Plusy tej pozycji to przede wszystkim bardzo głęboka penetracja (choć dla niektórych to 

niekoniecznie musi być aż tak wielkim plusem...) i bardzo duży zakres ruchów dla mężczyzny. W 
tej pozycji kobieta raczej nie ma wiele do powiedzenia, choć poprzez napinanie mięśni i delikatne 

prostowanie nóg w biodrach może powstrzymywać miłosne zapędy swojego partnera. Plusem jest 
również doskonały kontakt, dający doskonałe pobudzenie obu stronom. Minusem może być... zbyt 

głęboka penetracja, co czasami może nieść ze sobą nie do końca przyjemne doznania. Jeżeli 
partner jest hojnie obdarzony przez naturę, a to wasz pierwszy raz od dłuższego czasu – lepiej 

wybrać coś spokojniejszego...

ON

To się właśnie nazywa ostry seks i jazda na maksa! W tej pozycji ja rządzę i robię wszystko tak, jak 

powinienem. W każdym razie – jak do tej pory nikt się nie skarżył. Owszem, czasami poniosą mnie 
troszkę emocje, ale dziewczyna może łatwo mnie wstrzymać na chwilkę, umiejętnie operując 

udami...

ONA

Lubię, ale... tylko czasami. Wiem, że trudno od faceta wymagać, aby widząc mnie w takim 

położeniu nie szedł na całość, ale jeśli zachowa się dobrze (i delikatnie!) – to wtedy wszystko jest 
OK. i nie musi kończyć w środku – może skończyć na brzuch. A wiem, że faceci to lubią...

Pozycja tygryska

Rrrroarrr!!! Niesamowita pozycja dla wszystkich sypialnianych drapieżników - ruszajcie na łowy 

orgazmów!

Rozpoczynamy od pozycji misjonarskiej. Kobieta unosi nogi ku górze, zbliżając je do tułowia. 
Mężczyzna wspiera się na rękach i unosi nieco ku górze. Ważne jest to, że mężczyzna opiera swe 

dłonie o podłoże w taki sposób, aby wnętrze łokcia znalazło się w zgięciu kolana partnerki. W tej 
pozycji to właśnie kobieta reguluje głębokość penetracji, jak również (przez odpowiednie ułożenie 

nóg) zmienia kąt „natarcia”. Może również położyć dłonie na pośladkach partnera, aby lepiej 
pokierować nim w trakcie stosunku, na przykład poprzez nacisk zwiększając głębokość wnikania i – 

co za tym idzie – intensywność doznań. Ruszanie z pozycji klasycznej, kobieta podnosi jej nogi do 
jej tułowia. 

background image

Wielkim plusem tej pozycji jest to, że kobieta może poprzez odpowiednie ułożenie nóg pozwolić 

mężczyźnie na głębszą (lub płytszą) penetrację, przez co sprawuje częściową kontrolę nad jego 
aktywnością. Kość łonowa mężczyzny doskonale stymuluje łechtaczkę. Minusem jest to, że pozycja 

wymaga od kobiety pewnej dozy gibkości. Zwłaszcza jeśli chciałaby trzymać swoje nogi dość blisko 
ciała, obejmując wewnętrznymi częściami ud ramiona partnera. Ale chyba warto trochę 

poćwiczyć...

ON

Naprawdę super! Wprawdzie to nie ty rządzisz w tym układzie – ale przynajmniej masz takie 

wrażenie. A jak dziewczyna będzie mieć pretensje, że nie do końca było to tak udane zbliżenie, jak 
chciała, to zawsze możesz jej powiedzieć, że w tym konkretnym przypadku to także trochę jej 

wina... Ale to się raczej nie zdarzy – 100% satysfakcji lub... gwarancja powtórki.

ONA

Jest nieźle. Robi wszystko tak, jak chcę. I zawsze udaje mi się dostać to, czego chcę. A w innych 

pozycjach to różnie z tym bywa... Wystarczy tylko trochę wprawy, ale odrobina treningu bardzo się 
opłaca. Bardzo. I mój tygrysek też jest zadowolony...

Pozycja kowadła

Rozpoczynamy od pozycji klasycznej. Kobieta leżąc na plecach unosi nogi wysoko w górę i opiera je 

na barkach partnera. Ta pozycja pozwala na bardzo głęboką penetrację. Z tego też powodu należy 
jej unikać na początku zbliżenia, kiedy zbyt krótka gra wstępna nie pozwala kobiecie na osiągnięcie 

pełnej „gotowości bojowej”. Pozycja ta daje pełnię satysfakcji kobiecie dopiero wówczas, gdy jest 
do niej odpowiednio przygotowana przez partnera i odpowiednio nawilżona.

Niezaprzeczalnym plusem uprawiania seksu w pozycji „kowadła” jest to, że pozwala ona na 

maksymalnie głęboką penetrację. Jest to szczególnie ważne w przypadku mniej hojnie przez naturę 
wyposażonych panów i pań lubiących najmocniejsze wrażenia. Jednocześnie pozycja ta pozwala 

mężczyźnie spełnić swoje odwieczne marzenia o dominacji. Minusem z kolei jest to, że pozycja 
wymaga od kobiety dość dużej „gibkości”, a jednocześnie może być dla niej nieco bolesna, jeśli nie 

jest odpowiednio nawilżona lub gdy członek partnera zbyt silnie uderza w tylną ścianę pochwy.

background image

ON

To jest właśnie to! Na dobry finał niezbyt długiego, ale też i nie nazbyt krótkiego wieczoru – jak 

znalazł. Niezbyt długiego – bo mężczyzna też się męczy w tej pozycji i dobrze byłoby, gdyby 
zachował dostatecznie dużo siły – ta pozycja emocjonalnie wyczerpuje, bo jest bardzo, bardzo... 

no, jest bardzo. I nie nazbyt krótkiego – bo partnerkę trzeba odpowiednio „podprowadzić” do 
„kowadła”. Ale jak już się ją „podprowadzi” – to można spokojnie kończyć. I nawet pokrzyczeć 

sobie troszeczkę...

ONA

Rzeczywiście – nie można się spieszyć... Potrzebna jest rozgrzewka. O stałym dbaniu o kondycję 

nawet nie wspominam, bo choć to proces żmudny, ale wart swojej ceny. Ale potem, jak już się 
damy „położyć na kowadle” jest wspaniale i ostro. Tak, jak czasami każda z nas lubi...

Pozycja perfekcyjnego ustawienia

Intymna, intensywna, interesująca - po prostu perfekcyjna! Dzisiaj prezentujemy wspaniałą 
pozycję perfekcyjnego ustawienia...

Ta pozycja jest prosta i skuteczna. Kobieta kładzie się na mężczyźnie, rozchylając nieco nogi, aby 

ułatwić mu wejście i późniejszą penetrację. Ale gdy tylko facet jest już na swoim miejscu, kobieta 
prostuje nogi w taki sposób, aby ułożyły się w linii prostej z nogami partnera. Taką pozycję 

Kamasutra uznaje za „perfekcyjne ustawienie”. Cała aktywność w tej pozycji leży praktycznie po 
stronie kobiety; może ona sterować przebiegiem całego zbliżenia (o ile partner to wytrzyma), 

wykonywać ruchy nie tylko w górę i w dół, ale również na boki, dostarczając sobie i partnerowi 
niezapomnianych wrażeń. 

Wielki plus – to fakt, że jest to pozycja bardzo intymna, zapewniająca doskonały kontakt pomiędzy 

obojgiem partnerów. Dociśnięte ściany pochwy stwarzają intensywne uczucia. Szczególnie 
polecamy w przypadkach chęci rozwoju seksu tantrycznego; czyli takiego, gdzie nigdzie nikomu się 

nie spieszy i chodzi o jakość, a nie o ilość. Niestety, są tez minusy – zbyt płytka penetracja i 
ograniczona amplituda ruchu (zwłaszcza w przypadku mężczyzny). Ale przy odrobinie wprawy – 

warto stosować jak najczęściej. 

ON

Czasami nawet najtwardszy facet bywa zmęczony i na seks po prostu nie ma ochoty. Więc to jest 

taka właśnie pozycja; nic nie musisz robić, a wszystko dzieje się samo. Oczywiście trudno tak 
spokojnie leżeć przez cały czas, kiedy twoja kobieta bawi się z Tobą w kotka i myszkę (czy raczej – 

uciekaj myszko... sami wiecie, gdzie...). ale z kolei można poćwiczyć różne sztuczki z opóźnianiem 
wytrysku, a to się zawsze przydaje...

ONA

Tak lubię! Mamy czas, nic nas nie goni, jest miło i wygodnie – i nareszcie to JA decyduję o 
wszystkim. Niektórzy faceci lubią od czasu do czasu podporządkować się kaprysom kobiet i 

zapewnić im swoją „gotowość bojową” bez konieczności „napracowania się”. A ja w tej pozycji 
bardzo lubię sobie popracować nad sobą i nad moim chłopakiem. Można się skupić na swoich 

potrzebach i odczuciach. Kiedyś w tej pozycji miałam cztery orgazmy pod rząd – a jeden lepszy od 
drugiego!

background image

Pozycja kowadła

Rozpoczynamy od pozycji klasycznej. Kobieta leżąc na plecach unosi nogi wysoko w górę i opiera je 
na barkach partnera. Ta pozycja pozwala na bardzo głęboką penetrację. Z tego też powodu należy 

jej unikać na początku zbliżenia, kiedy zbyt krótka gra wstępna nie pozwala kobiecie na osiągnięcie 
pełnej „gotowości bojowej”. Pozycja ta daje pełnię satysfakcji kobiecie dopiero wówczas, gdy jest 

do niej odpowiednio przygotowana przez partnera i odpowiednio nawilżona.

Niezaprzeczalnym plusem uprawiania seksu w pozycji „kowadła” jest to, że pozwala ona na 
maksymalnie głęboką penetrację. Jest to szczególnie ważne w przypadku mniej hojnie przez naturę 

wyposażonych panów i pań lubiących najmocniejsze wrażenia. Jednocześnie pozycja ta pozwala 
mężczyźnie spełnić swoje odwieczne marzenia o dominacji. Minusem z kolei jest to, że pozycja 

wymaga od kobiety dość dużej „gibkości”, a jednocześnie może być dla niej nieco bolesna, jeśli nie 
jest odpowiednio nawilżona lub gdy członek partnera zbyt silnie uderza w tylną ścianę pochwy.

ON

To jest właśnie to! Na dobry finał niezbyt długiego, ale też i nie nazbyt krótkiego wieczoru – jak 
znalazł. Niezbyt długiego – bo mężczyzna też się męczy w tej pozycji i dobrze byłoby, gdyby 

zachował dostatecznie dużo siły – ta pozycja emocjonalnie wyczerpuje, bo jest bardzo, bardzo... 
no, jest bardzo. I nie nazbyt krótkiego – bo partnerkę trzeba odpowiednio „podprowadzić” do 

„kowadła”. Ale jak już się ją „podprowadzi” – to można spokojnie kończyć. I nawet pokrzyczeć 
sobie troszeczkę...

ONA

Rzeczywiście – nie można się spieszyć... Potrzebna jest rozgrzewka. O stałym dbaniu o kondycję 
nawet nie wspominam, bo choć to proces żmudny, ale wart swojej ceny. Ale potem, jak już się 

damy „położyć na kowadle” jest wspaniale i ostro. Tak, jak czasami każda z nas lubi...

Pozycja czapli

Tym razem polecamy "pozycję czapli" - na wakacje jak znalazł. Czapla na łonie przyrody to 
prawdziwa przyjemność...

Para ustawia się na przeciwko siebie. Mężczyzna ujmuje swoją partnerkę za pośladki i unosi do 

góry, „zawieszając” ją na sobie. Kobieta może albo oprzeć stopy na łydkach partnera, albo opleść 
go nimi w pasie, jednocześnie trzymając partnera za szyję lub ramiona. Kobieta może lekko 

odchylić się do tyłu, co ułatwia partnerowi wejście i pogłębia penetrację. 

background image

Zdecydowanym plusem tej pozycji jest fakt, że aby z niej skorzystać, nie potrzebujemy nawet 
łóżka... Pozycja czapli znajduje zastosowanie wszędzie tam, gdzie ogólne warunki do uprawiania 

seksu są niesprzyjające, a mimo to mamy na seks wielką ochotę. Nawet przebieralnia w sklepie z 
ciuchami może stać się miejscem pełnym seksu! Właściwie nie trzeba się nawet do tej pozycji 

rozbierać jak do rosołu, a jej odmiana w ubraniu nosi żołnierską nazwę „na chybcika”. Ale minusem 
jest niestety to, że pozycja wymaga od mężczyzny dość dużej dozy tężyzny fizycznej; aby wszystko 

poszło gładko, mężczyzna musi mieć mocne nogi, mocne ręce i w ogóle wszystko musi mieć 
mocne. Ale – uwaga, panowie! – potrenować trochę warto, bo w zamian dostajemy możliwość 

uprawiania seksu zawsze i wszędzie. Jeżeli oczywiście mamy z kim... 

ON 

Pozycja wymaga niejakiej siły od faceta, ale warto pochodzić na siłownię, jak się ma taki cel „na 
oku”. Trzymanie za pupę też jest dość podniecające, no i ty sterujesz wszystkim od początku do 

końca. Na wakacje – pozycja jak znalazł, do powszechnego stosowania, bez konieczności 
wypraszania kolegów z namiotu lub pokoju w pensjonacie. Szczególnie polecam „czaplę” na łonie 

przyrody; dzięki szerokiemu polu widzenia obojga można w porę zaprzestać... 

ONA 

Jeżeli facet może uprawiać seks w tej pozycji, to znaczy, że ma siłę i zmysł równowagi – te rzeczy 
przydają się też w tańcu. Więc jak ze mną najpierw zatańczy, to potem mogę pomóc mu 

rozładować seksualne napięcie. Ciężko dziewczynie uzyskać w tej pozycji coś więcej niż 
zaspokojenie faceta (co zresztą idzie dość szybko), bo nic od nas nie zależy. No, chyba, że mamy 

nieco wprawy – wtedy może być przyjemnie obu stronom...