background image

1 | 

S t r o n a

background image

2 | 

S t r o n a

 S

PIS

 

TREŚCI

Rozdział 1- To tylko początek

 

                                                                                                                                 

 

 

......................................................................................................................................

 

 3  

Rozdział 2- Urocze stworzenie

 

                                                                                                                             

 

 

.................................................................................................................................

 

 19

   

Rozdział 3- Wpędzisz mnie do grobu

 

                                                                                                                 

 

 

.....................................................................................................................

 

 34

   

Rozdział 4- Raczej opuściłbym to, niż cierpiał z tego powodu

 

                                                                   

 

 

....................................................................

 

 53

   

Rozdział 5 - Zdjęcia

 

                                                                                                                                                  

 

 

........................................................................................................................................................

 

 77

   

Rozdział 6 - Przemiana

 

                                                                                                                                         

 

 

..............................................................................................................................................

 

 107

   

Rozdział 7 – Nic niezwykłego

 

                                                                                                                             

 

 

.................................................................................................................................

 

 143

   

Rozdział 8 – Warto walczyć

 

                                                                                                                                

 

 

.....................................................................................................................................

 

 173

   

Rozdział 9 – Pan Olśniewający

 

                                                                                                                           

 

 

...............................................................................................................................

 

 204

   

background image

R

OZDZIAŁ

 1- T

O

 

TYLKO

 

POCZĄTEK

       „Deepening shadows gather splendor as day is 
done

Fingers of night will soon surrender the setting sun

I count the moments darling till you're here with me

Together at last at twilight time”

“Twilight Time-by The Platters

To była ulubiona pora  Belli. Zwolniła bieg do szybkiego chodu, chcąc obejrzeć, 

jak na horyzoncie zachodzi słońce. Oślepiające światło igrało na tafli jeziorze. Chłodny 

wietrzyk delikatnie powiał z nad wody, powodując mienienie się fal kolorami purpury, 
błękitu i różu. Mogła również poczuć delikatny zapach sosen rosnących w pobliżu 

drzew.

To była bardzo sielankowa scena do momentu, gdy z jej iPod zaczęło grać „Twilight 
Time”-The Platters. Złożyła przysięgę przed sobą i już prawie nacisnęła guzik 

wyłączający. 

Zaczęła szurać butami, kiedy zauważyła starszą parę przechodząc obok niej, 

trzymającą się za ręce. Dla starszych małżeństw była jedynie ofiarą losu.

Bella pozwoliła piosence grać dalej, jednocześnie pozwalając, by wspomnienia z nim 
związane 
nawiedziły jej myśli.

Zatrzymała się i podeszła do krawędzi ścieżki, by spojrzeć na Green Lake. W 

mijających dniach myślała tylko o nim, ale jego niespodziewany, jutrzejszy powrót 
sprawił, że robiła to coraz częściej i wcale jej się to nie podobało.

Kiedy słońce już zaszło i nastał wieczór, Bella wbiegła na ścieżkę Green Lake 
prowadzącą do domu. Dotarła do Linden Avenue i mieszkania, które dzieliła razem ze 

swoim starszym bratem Emmettem.

Sąsiedztwo nie należało do najbogatszych w Seattle, ale było bardzo miłe. Bella 

chciała dostać się na Uniwersytet Waszyngtoński, choć jej ojcu i bratu nie podobał się 

pomysł przeprowadzki na własną rękę.

Bella, Emmett, Edward i Alice znali się odkąd byli dziećmi. Ich rodziny

stały się bliskimi przyjaciółmi. Widocznie Cullenowie zajmowali się nieruchomościami i 
kiedy Dr.Carlisle usłyszał o sytuacji Belli, porozmawiał z Charliem o wynajmie lokum. 

Mieszkanie znajdowało się blisko uniwersytetu i jeśli Bella potrzebowała miejsca do 
zatrzymania, to mieszkanie było do jej dyspozycji.

Na początku Charlie był niechętny. Jako szeryf policji w Forks wiedział, że byli 

ludzie, którzy bardziej zasługiwali na taką wspaniałomyślność. Miał także świadomość, 
że Cullenowie będą tracić pieniądze pozwalając Belli na mieszkanie w tym miejscu.

background image

Po dłuższym negocjowaniu, zdecydowali, że nastąpi przerwa w płaceniu czynszu, 

ale Emmett miał zamieszkać z Bellą, by pomóc w zapłacie. Charlie całkowicie popierał 

pomysł, aby Emmett zamieszkał z młodszą siostrą, bo choć miała zostać w tym 
mieszkaniu, on nie miał już żadnych oporów, gdyż nie podobał mu się jedynie pomysł, 

by zamieszkała sama.

Bella nie miała z tym problemu ponieważ kochała swojego starszego brata. Oczywiście 
on testował jej cierpliwość i poczucie humoru wiele razy, tak jak zwykle robi to starszy 

brat, ale w rzeczywistości wciąż miała go przy sobie.

Siedem lat później, mieszkając ze swoim starszym bratem była odporna na jego 

urok. Kiedy naprawdę się nad tym zastanowiła, mogła winić za to tylko siebie. Gdyż, 

kiedy była nastolatką, ubóstwiała Emmetta. Każdy to robił. W szkole średniej był 
popularny, jako jeden z najlepszych członków w drużynie futbolowej, wszystkie 

dziewczyny chciały z nim chodzić.

Cóż, albo z Emmettem albo z nim.
Wypuściła krótki oddech.

Edward.

Mogła teraz w myślach wypowiadać te  imię bez żadnych zbędnych emocji.

Emmett i Edward byli typami, u których dziewczyny budziły się rano, by pójść do szkoły. 

Tylko z jednym z nich, w ten sposób mógł się spełnić licealny sen dziewczyny. Zarówno 
dla Emmetta jak i Edwarda szkoła średnia była codzienną próbą umiejętności i 

fizycznych zdolności o których świadczyły potykające się o siebie dziewczyny.
Konkurencja nie była zbyt duża, ale ani Emmett, ani Edward nie brali

tego na poważnie. Zawsze szukali sposobu, aby być wyżej od drugiego, choć na koniec 
dnia, jeden zawsze był gotów, bez wahania pogratulować drugiemu.

Bardzo dobrze nawzajem się uzupełniali. Emmett grał jako linemen

1

, a Edward na 

pozycji rozgrywającego. Gdy grali w koszykówkę, Edward był obrońcą kosza, a Emmett 
środkowym. Emmett był duży i kłótliwy, a Edward - szczupły i ugodowy. Emmett 

czasami doprowadzał do konfliktu, ale Edward zawsze był tam, by to złagodzić.
W środku tego wszystkiego była Bella jako ich mediator.

Jeśli kiedykolwiek padło pytanie typu „kto rzucił piłkę dalej” albo „kto miał najlepsze 
przyłożenie”, ona była od udzielania rad.

Kiedy byli dziećmi, Bella brała swoją rolę na poważnie. Lecz gdy dorośli i ich figle

stały się bardziej absurdalne, wybierała któregokolwiek, byle tylko zakończyć tę 
głupotę.

Mogłaby teraz rozmyślać o ich dziecięcych doświadczeniach z czułością, bo tęskniła za 

dawnymi latami. Ale dalsza część ich przyjaźni w szkole średniej? Nic nie mogła poradzić 
na to, że wspomnienie tamtego okresu wywoływało u niej żal i smutek.

Prawie całe swoje życie była zakochana w Edwardzie. 

1

W futbolu amerykański, linemen jest ten, który specjalizuje się w grze na głównej linii.

background image

Jeśli spadłaby i skaleczyła się np. w kolano, Emmett kazałby jej iść do domu. 

Edward opatrzyłby jej skaleczenie i upewnił się, że wszystko jest w porządku. 
Przypuszczała, że był taki troskliwy z powodu swojej młodszej siostry Alice, ale fakty 

były takie, że był naprawdę dobrym człowiekiem.

Sprawiał, że zakochanie się w nim było takie proste.

Emmett uważał na nią, ale to Edward ją chronił. Stali się sobie bliżsi, jednak 

gdzieś tam w ich relacjach coś się zmieniło. Emmett i Edward rozpoczęli studia do czasu 

gdy Bella był w ostatniej klasie. Chociaż nie byli już obecni w liceum w Forks, ich 
reputacja była legendarna. To nie pomagało gdy w weekendy, Emmett i Edward 

przyjeżdżali do domu ze studiów, a w piątki każda dziewczyna w szkole próbowała 
zrobić plany z Bellą w nadziei, że oni także byliby ich częścią. W ten sposób, dostarczając 

nadzieję sercu każdej dziewczyny z liceum, że mogłyby mieć jakąś szansę.

Wracając myślami do tamtego tematu, Bella chciała zasznurować sobie usta,

jeśli naprawdę miała być uczciwa, to zaczęło się kiedy była pierwszej klasie a Emmett i 

Edward byli w ostatniej. Ona i Edward nadal byli blisko, ale czuła, że on się od niej 
oddala. Wtedy przypisywała to wyłącznie nadchodzącemu wyjazdowi na studia.

Kiedy Emmett i Edward wyjechali na Uniwersytet Waszyngtoński w Seattle, 

utrzymywał z nią kontakt, lecz Bella czuła, że kiedykolwiek Edward z nią rozmawiał był 
bardzo ostrożny. Na jej ostatnim roku, kiedy zdecydowała, że będzie się ubiegać o 

przyjęcie na Uniwersytet Waszyngtoński, Edward przeniósł się w trakcie semestru do 
Berkeley. Laureat nobla w Medycynie został tam profesorem i Edward skorzystał z 

okazji, by wyjechać.

Wiadomość o jego przeniesieniu bardzo ją zraniła. Część niej podejrzewała, że nie chciał 
się z nią więcej przyjaźnić i fakt, że przeniósł się do innej szkoły zanim ona nawet 

zdecydowała się gdzie będzie studiować, potwierdził jej podejrzenia. Tylko ona nie 
miała pojęcia, dlaczego uczucia Edwarda do niej zmieniły się tak drastycznie. Łamała 

sobie głowę, próbując przypomnieć co takiego mogła zrobić, że zdecydował się 
wyjechać, lecz nic nie przychodziło jej do głowy. Próbowała rozmawiać na ten temat z 

Emmettem. Najpierw, zapewnił ją, że nie miała nic wspólnego z wyjazdem Edwarda do 
innej szkoły. Ale kiedy Bella uparła się, Emmett powiedział jej, by dała sobie z tym 

spokój. Wyjaśnił jej, że Edward był gotowy na zmiany oraz, że powinna być szczęśliwa 
ze względu na niego.

Nie widziała Edward przez siedem lat. Miała o nim wieści tylko od Emmetta i 

Alice, ale kiedykolwiek on bywał z wizytą w domu, ona była poza miastem odwiedzając 
na Florydzie swoją mamę i jej męża Phila.

Przyszło jej na myśl, że specjalnie planował swoje wizyty tak, aby mogły zbiegać się w 

czasie z jej pobytem na Florydzie.

background image

Bella próbowała utrzymać z nim kontakt, ale w końcu on przestał odpowiadać na jej 
telefony i maile. Emmett tłumaczył jej, że Edward jest naprawdę zajęty i nie powinna 

oczekiwać, by oddzwaniał  albo pisał cały czas.

Czasami chciała walnąć Emmetta, za te kłamstwa, który to miał poziom 

wrażliwości otomana. Bez Edwarda, który łagodził skutki tępej osobowości Emmetta, za 

każdym razem czuła się naprawdę zraniona.

Wtedy zrozumiała, że Emmett jest taki jak Charlie i nauczyła się brać jego komentarze z 
rezerwą.

Potrafiła też udzielać mu podobnych uwag. To wydawało się ulepszać ich relacje, ale to 

było ostatnie odkrycie i Bella nadal starała się, by zawsze być przygotowana na atak ze 
strony Emmetta.

Teraz, po siedmiu latach bez żadnego kontaktu, Edward miał pojawić się jutro. 

Pytała się Emmetta czy data jest poprawna i on tylko upewnił ją w tym, że wszystko się 
zgadza. Edward odwiedzi ich, podczas kiedy ona była w tym samym Stanie.

Jej pierwszą reakcją była myśl by wyjechać. Część jej chciała, by wiedział jak to jest 
zostawić kogoś jakby był po epidemii dżumy, ale ona nie była mściwą osobą. Jeśli 

cokolwiek ją ciekawiło to, to dlaczego wracał.

Krótko rozmawiała o tym z Alice i okazało się, że miała ona wkrótce brać ślub i

chciała, by jej brat był częścią wszystkich przygotowań do tego wydarzenia.

Było teraz ciemno. Niebo było obsypane gwiazdami, a uliczne światła paliły się. Zwolniła 
tempo i zatrzymała się z przodu domu, który dzieliła z Emmettem. Ich mieszkanie było 

na rogu. Były to dwie historie z brązowym bocznym torem i detalicznymi kamieniami na 
ganku. Bella pobiegła na tył domu i weszła na werandę.

Sięgnęła po klucz pod matą i otworzyła drzwi. Wyjęła klucz z zamka i weszła do środka. 
Zdjęła swoje buty i podeszła do lodówki nastawionej na zero stopni. Wyjęła butelkę z 

wodą, zdjęła czapkę i zanim butelka dotknęła jej warg, usłyszała, jak Emmett woła ją z 
wnętrza domu.

- Bella? Co zatrzymało cię tak długo? - Wywróciła oczami i wzięła łyk wody z butelki.

- Bell? -zawołał, przełknęła i powiedziała,

- Tak. Jestem tutaj. Tylko wezmę wodę.

- Czy zapomniałaś swojego telefonu komórkowego?

- Nie.

background image

- Więc, dlaczego nie odbierałaś? - Bella skończyła i wzięła kolejny łyk wody z butelki za 
nim odpowiedziała. - Bo była wyłączona.

- Wyłączona? - mogłaby przysięgnąć, że usłyszała kilka głosów zanim Em jej 
odpowiedział. - Co, jeśli coś by się stało? Co jeśli potrzebowałbym ciebie?

Bella powiesiła czapkę na butelce od wody i weszła w głąb domu. Szła w dół holu, 
przechodząc obok jadalni, torując sobie w ten sposób drogę do pokoju dziennego.

- Jaki nagły wypadek? Niech zgadnę. Nie mogłeś znów znaleźć pilota? Przysięgam, 
Emmett. Jeśli położyłeś pilot w niewłaściwym miejscu znowu, skopię twój... - przerwała 

w połowie zdania, kiedy zauważyła, że Emmett nie był sam.

- Co do diabła on tutaj robi? - zwęziła oczy na Emmetta zanim obróciła się, by spojrzeć 

na ich gościa.

- Grzeczniej, Bello. Nie mogłabyś przywitać się jak normalna osoba? - odpowiedział 

Emmett rzucając Belli ostrzegawcze spojrzenie.

- Powiedziałeś, że nie będzie go aż do jutra. - poprawiła się, chowając kosmyk włosów za 

ucho ale zapomniała, że miała je związane w koński ogon. Nagle była świadoma faktu, że 
dopiero co wróciła z biegania i prawdopodobnie wyglądała jak spocona mysz.

- Przyjechał dzień wcześniej. Czy to zbrodnia, że ktoś wrócił do domu dzień wcześniej? – 
Tym razem Emmett zrobił krok naprzód i spojrzał na Bellę z prawie oskarżycielskim 

wzrokiem.

Zanim mogłaby cokolwiek jeszcze powiedzieć, usłyszała Edwarda:

- Cześć, Bella.

Jego głos nie zmienił się jak i jego wpływ na nią. Czuła jak jej ramiona odprężają się i
rozluźnia swoje pięści. Po chwili, odpowiedziała:

- Witaj, Edwardzie.

Emmett głośno westchnął. Tak naprawdę nigdy nie był dobry w ukrywaniu 

swoich uczuć. Zaszczyciła Edwarda najkrótszymi spojrzeniami jakim tylko mogła, kiedy 
go witała. Nie chciała spojrzeć na niego. Wiedziała, że jeśli to zrobi będzie stracona. Nie 

chciała dać mu tego rodzaju władzy nad nią. Zamiast tego, skupiła swoją uwagę na 
czapce wiszącej na butelce wody jakby był na niej wyryty sens jej życia.

Po chwili Emmett powiedział:

-Edward skończył swoją pracę wcześniej niż przewidywano i zdecydował się wziąć 
wcześniejszy lot. On tylko przyszedł. - Bella teraz czytała etykietkę na swojej butelce jak 

gdyby jej życie zależało od wiadomości, że woda w butelce pochodzi z najczystszego 
górskiego źródła w Tybecie.

background image

- Przywiozłem go. - dodał Emmett i spojrzał na Edwarda, który przyglądał się Belli gdy 

ta patrzyła się na swoją butelkę wody. Emmett odchrząknął.

Bella wzięła krótki oddech zanim spojrzała w górę i została zaskoczona, widząc, że 
Edward przyglądał jej się bardzo uważnie. Oblizała swoje usta zanim ,zapytała:

- Jak minął twój lot? - Oczy Edwarda poszerzyły się na chwilę, gdy jej odpowiadał.

-Ja - był w porządku. - Kiwnęła głową.

-Dobrze, jestem pewna, że wy dwaj macie duże zaległości do nadrobienia. - Obróciła się, 
by wejść na schody, prowadzące na górę do jej pokoju.

Jednak Emmett jej przerwał.

-Idziemy do Blacków, by coś zjeść i wypić. - Bella odwróciła się do Emmetta i 
odpowiedziała:

- Mam, nadzieję, że będziecie dobrze się bawić. - na co jej brat zrobił krok naprzód.

- Kiedy powiedziałem „my”, miałem na myśli całą naszą trójkę.

- Nie jestem głodna. - Jednak jej żołądek zdradził ją burczeniem, na co Emmett się 

uśmiechnął.

- Słuchajcie chłopaki, idźcie beze mnie. Właśnie wróciłam i musiałabym wziąć prysznic i 
przebrać się, a to zajmie trochę czasu.

Emmett wziął swój płaszcz z poręczy.

- To dobry pomysł. Pójdziemy prędzej przed sobą. Zamówię coś dla ciebie i spotkamy się 
tam, kiedy będziesz gotowa.

- Emmett - Bella błagała.

- Bądź tam za dwadzieścia minut.

- Muszę napisać wypracowanie!

-Ty zawsze musisz napisać wypracowanie.

- Tak. I one są czasochłonne.

- Wyjdziesz coś zjeść tak czy owak. - Poślizgnął się na swoim płaszczu.

Miała, zamiar powiedzieć mu, co mogłaby zjeść kiedy Emmett wystąpił naprzód
- Bella. - na cichym głosie, dodał - Proszę. - Wiedziała, że to było dość poważne, jeśli on ją 

błagał.

Skrzyżowała ręce i odpowiedziała:

background image

- W porządku. - Obdarował ją szerokim uśmiechem i powiedział,

- Dobrze. Widzimy się za chwilę. - Bella pobiegła po schodach i usłyszeli, jak trzasnęła 

drzwiami.

Emmett podszedł do frontowych drzwi, a Edward podążył za nim.
Kiedy byli już na chodniku, Edward zapytał:

- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? - na co Emmett wzruszył ramionami.

- Będzie dobrze. - wsiedli do jego ciężarówki.

- Nie wiem - odpowiedział Edward - wyglądała na naprawdę wściekłą.

Emmett przekręcił kluczyk i ciężarówka zadudniła.

- To nie była wściekłość.

- Skoro to nie była wściekłość, to co to było? - Edward spojrzał na przyjaciela. Emmett 
położył palec na swoim podbródku.

- Powiedziałbym, że to jest rozdrażnienie z odrobiną zniecierpliwienia. - Brew Edwarda

zmarszczyła się.

- Emmett, to jest wściekłość. - Ten tylko potrząsnął swoją głową.

- Kiedy Bella jest wściekła, jej łokcie są rozrzucone i jej pięści latają. - Oczy Edwarda 
poszerzyły się.

- Nie pamiętam, żeby wcześniej kiedykolwiek się wściekała. - Emmett podniósł  palec.

- Ach. Ale widzisz, ona mieszka ze mną od przeszło siedmiu lat. Lubię myśleć, że uczy się 

rozładowywać gniew pod moim kierownictwem. - Edward przebiegł ręką po swoich 
włosach.

- Sugerujesz, że wkurzałeś ją wiele razy przez ostatnie siedem lat tylko dlatego, że 

sądziłeś, że mogłaby potrzebować lekcji jak rozładować swój gniew? - Emmett śmiał się.

- To nie jest zabawne. Zamęczałeś ją przez ostatnie siedem lat.

- Jestem jej starszym bratem. Czego innego mógłbyś ode mnie oczekiwać? - Edward 
pocierał grzbiet  swojego nosa.

- Ona prawdopodobnie chce urwać mi głowę.

Minęła minuta nim Emmett odpowiedział:

-Nie, nie urwie. - Edward spojrzał na Emmetta.

background image

- Czy chcesz urwać mi głowę? –

Kącik ust Emmetta uniósł się do góry.

-Nie.

Em zatrzymał się na czerwonym świetle i spojrzał na profil przyjaciela. Sam nigdy nie 
był człowiekiem gadatliwym i nie rozmawiał o uczuciach. W ogóle. Jednak po chwili, 

zaryzykował i powiedział:

-Nie wiem co zdarzyło się między tobą i Bellą, ale to nie może być nieprzebaczalne. -
Edward spojrzał przez okno, a później na Emmetta. Analizował jego wypowiedź zanim 

wyznał:

-Naprawdę stęskniłem się za tobą bracie. - Emmett uśmiechnął się i światło zmieniło się 
na zielone. Wcisnął gaz i samochód ruszył . Wtedy odpowiedział:

-Tak, dobrze wiemy jakie my Swanowie robimy wrażenie na ludziach. - na co Edward 

zachichotał.

Wkrótce byli juz pod knajpą Blacków. Emmett wjechał na parking i zaparkował.

Wyskoczyli z niej i poszli do baru.

- Czy to jest dobre miejsce? - spytał Edward.

- Tak. Czy pamiętasz Jacoba Blacka? - Edwarda pomyślał przez minutę. -Tak. Grał w piłkę 
nożną dla Szkoły średniej z La Push. Był naprawdę dobry w odbieraniu.

- To jedno. To jest bar jego taty, czasami Jacob mu pomaga.

- Czym się teraz zajmuje?

- Reperuje klasyczne samochody. - Znaleźli jakieś puste stołki na końcu baru i usiedli.

- Nie grał w piłkę na studiach? - Emmett potrząsnął głową.

- Jego ojciec jest chory i nie chciał zostawiać go samego. - Edward kiwnął głową.

Wysoki, ciemnowłosy chłopak za barem zbliżył się do ich.

-Hej, Emmett. Co mogę podać tobie i twojemu kumplowi? - Emmett uścisnął dłoń z 
barmanem.

- Embry. - Zwrócił się do Edwarda chcąc go przedstawić.

- Czekaj, Edward Cullen? Czy nie byłeś rozgrywającym w liceum? - Edward kiwnął 

głową. - To było dawno temu.

background image

- Czy nadal grasz?

- Nie.

Starszy pan z solą i pieprzem z pomalowanym końskim ogonem, odezwał się z końca 

baru.

- Embry, zamierzasz z nimi rozmawiać czy przyjąć ich zamówienia?

- Przepraszam. - Embry spojrzał na Emmetta. - To co zwykle? - ten kiwnął głową.

- A co mogę tobie podać? - spytał Edwarda.

- Cokolwiek zamówił Emmett, będzie w porządku. - Embry wyjął dwa kufle i wylał 
bursztynowy płyn z kurka. Podał je chłopakom.

- Czy jest coś jeszcze, czego potrzebujecie? – powiedział Emmett.

- Czy kuchnia jest nadal otwarta?

- Pewnie.

- Bella przyjedzie za kilka minut i będzie chciała zjeść obiad. – Na dźwięk imienia Bella, 

oczy Embryego rozjaśniły, co nie uszło uwadze Edwarda. –Bella przyjedzie? - Emmett 
uśmiechnął się zanim wziął łyk piwa.

- Dam znać w kuchni . - i szybko się zmył.

- Czy nie zamierzasz czegoś zamówić dla niej? - spytał Edward.

Emmett potrząsnął głowę.

- Oni wiedzą co lubi Bella. - Edward napił się piwa. Wtedy dodał,

- Domyślam się ,że często tu przychodzicie.

- Tak. Bella przyjaźni się z Jacobem. - Emmett wziął kolejny łyk piwa.

- Och. - Edward spojrzał na swoje piwo. Próbował sobie przypomnieć, jak wyglądał 

Jacob, ale nie potrafił. Jak Bella zaprzyjaźniła się z nim? Czy oni są tylko przyjaciółmi? 
Spojrzał na Emmetta. Czekał na wyjaśnienia od Emmetta, ale jego uwaga została 

przeniesiona na Bellę wchodzącą do baru. Jej twarz była lekko zaróżowiona od biegu, a 
jej włosy były rozpuszczone, ale nadal trochę wilgotne od prysznica.

Kiedy podeszła do nich, wydawało się to jakby działo się to  w zwolnionym tempie.

- Edward?

background image

- Co? - oderwał wzrok od Belli i spojrzał na Emmetta.

- Pytałem czy chcesz coś z kuchni? –

- Nie. - Embry był na drugim końcu baru, podchodząc do ich miejsca, wtedy zauważył 
zbliżającą się Bellę.

- Bella! – Stanęła za Emmettem i Edwardem.

- Cześć, Embry.

- Co mogę ci podać? - Normalnie brała lemoniadę, ale wiedziała, że potrzebuje czegoś 
trochę mocniejszego.

- Co powiesz na Fat Tire? - Embry kiwnął głową i sięgnął do lodówki. Wyjął wysoką 

butelkę piwa i otworzył napój.

Odkąd Emmett siedział w jednym końcu baru, jedyne dostępne siedzenie było obok 
Edwarda.

Mogła się założyć, że Emmett upewnił się, iż tak będzie.

Embry postawił jej napój przed pustym miejscem obok Edwarda. Zawahała się zanim 
zajęła miejsce.

- Szklankę? -spytał Embry.

Bella machnęła na to ręką.

-Nie, dzięki. - Wzięła i przybliżyła swoje piwo. Musiała coś przekąsić i czuła, to w 

żołądku.
Musiała coś zjeść bo inaczej alkohol pójdzie jej prosto do głowy.

- Embry, jest Leah?

- Tak. Przygotowuje właśnie coś dla ciebie. - Uśmiechnęła się.

-Dzięki. - Embry odwzajemnił jej się nawet większym uśmiechem.

-Żaden problem. - Zwlekał przez minutę zanim został wezwany przez innego klienta w 

drugim końcu baru.

- Bella, musisz przestać to robić. - powiedział Emmett .

-Robić co? - Bella spojrzała na brata, ale odkąd Edward usiadł pośrodku, jej spojrzenie 
kończyło się na nim. Przez co szybko odwracała wzrok. Świetnie.

- Wiesz. Doprowadzasz Embry do szaleństwa.

background image

- Co? Wszystko, co zamówiłam to piwo.

- On praktycznie ciągle się potyka, kiedy uśmiechasz się do niego. - Tym razem Bella 
pochyliła się nad barem, by spojrzeć na Emmetta.

-To miało znaczyć, że będzie gotowy, by spotkać się zemną ponownie, kiedy skończy 

swoją zmianę. - Edward zakrztusił się swoim piwem.

Emmett poklepał go po plecach.
- Bella, nie chcemy słuchać o twoich paskudnych podrywach. Oczywiście to jest 

naprawdę traumatyczne dla niektórych z nas.

- Um. - Bella wskazała na siebie.

- Garnek. - Następnie wskazała na Emmetta. - Kocioł. - Edward zaśmiał się.
Embry wrócił z obiadem Belli.

- Proszę bardzo. - Grillowany ser i pomidory. Bella nie mogła powstrzymać uśmiechu.

-Dziękuję . - Emmett odchrząknął. Uśmiech Belli osłabł nieznacznie.

- Podziękuj Leah ode mnie.

- Pewnie. - Embry udawał, że poleruje bar obok Belli, ale wtedy Leah krzyknęła, że jest 

jeszcze jedno zamówienie.

-Uh, przepraszam. - Obrócił się, by pójść i podać zamówienie, ale przed tym potknął się 
lecz odzyskał równowagę zanim upadł na twarz.

Wyraz twarzy Belli pozostał bez zmian, ale Emmett wypuścił mały chichot.

- Emmett, przestań! - Bella upomniała go, kiedy Embry zniknął.

- Naprawdę musisz położyć kres jego niedoli. - Kącik ust Belli uniósł się nieznacznie. - 

Ale jest taki świetny w całowaniu. - Emmett wstał szybko.

- Idę porozmawiać z Billem. - Ruszył z dużą szybkością na drugi koniec baru, co 
zaskoczyło Edwarda. Oboje z Bellą byli przez chwilę cicho zanim Edward powiedział:

- Więc ty i Embry. . . - Bella wzięła francuski smażony narybek.

- Nie. Tylko mówię takie rzeczy, by wprowadzić Emmetta w zakłopotanie. - Edward 

uśmiechnął się zanim wziął łyk piwa.

Bella opracowywała swoje kanapki i francuskie narybki kiedy Edward niańczył swoje 
piwo. Cisza nie była niewygodna, ale dało się wyczuć napięcie.

background image

-Więc...

-Co..

Oboje rozpoczęli równocześnie.
Edward powiedział,

- Proszę. Mów. - Bella zawahała się zanim odpowiedziała,

- Przepraszam za wcześniej. - Edward popatrzył na nią ze zmieszanymi uczuciami.

Bella przesunęła się na siedzeniu. - Kiedy byłeś u nas dzisiaj w domu . Nie chciałam 
zabrzmieć tak. . . wrogo. - Edward wzruszył ramionami.

- Powiedzieć, że zostałaś zaskoczona to prawdopodobnie za mało. - Bella wzięła długi 

łyk piwa. Po chwili, odpowiedziała:

- Coś w tym stylu. - Nie chciała przeprowadzać tej rozmowy właśnie teraz. Siedem lat 
niczego, a tu nagle siedzi obok niego pijąc piwo. To było zbyt dużo, by znieść to w tej 

chwili. Powiedziała:

- Emmett powiedział, że przyjechałeś tutaj, by pomóc Alice w ślubie. - Kiwnął głową.
- Ja tylko. . . to jest niesamowicie uprzejme. –

Spojrzał na nią.

- Dlaczego?

- Dlaczego chciałbyś pomóc w ślubie?

- Dlaczego nie?

- Ponieważ jesteś facetem. - Otworzył usta, by coś powiedzieć , ale je zamknął. Po chwili
powiedział,

- Nie wiem co dokładnie dla mnie zaplanowała.

- Och. - Wzięła gryza swoje grillowanej kanapki z serem i powiedziała - Czy spotkałeś już 

jej narzeczonego? - On kiwnął głową.

- Właściwie ich zapoznałem.

- Naprawdę?

- Tak. Chodziłem do szkoły z Jasperem w Berkeley.

- Zapomniałam, że chodził do Berkeley.

background image

- Więc, pomagasz w ślubie Alice? - Kiwnęła głową.

- Jestem druhną.

- Och. To powinno być zabawne. - Obdarzyła Edward złowrogim spojrzeniem.

- Nie? To nie jest zabawne. - Nie mógł sobie poradzić z uśmiechaniem się.
Pociągnęła długi łyk piwa.

- To źle, prawda? - Bella postawiła piwo na barze.

- Alice nie jest właściwie taka zła, to druga druhna, wprawia mnie w zakłopotanie.

- Co masz na myśli?

- Jest naprawdę apodyktyczna i zadręcza mnie głupimi szczegółami. - Obniżyła swój 

głos. - Myślę, że ona jest trochę zbyt powierzchowna. - Edward kontynuował słuchanie.

- Ma na imię Rosalie. - Brwi Edwarda zwęziły się.

- Znasz ją? - spytała Bella.

Odchrząknął i kiwnął głową.
- Sądzę, że jest siostrą Jaspera. –

- Tak.

- Chce zrobić wszystko dla Alice na przykład przyjęcie przedślubne i wieczór panieński. 

Kocham Alice, ale to będzie bardzo drogie.

- Rozumiem.

- I wydaje mi się, że Rosalie ma bardzo kosztowne gusta.

- Tak.

- Jeśli miałabym prawdziwą pracę i nie chodziła przez część czasu do szkoły, to nie 
byłoby problemu.

- Czy powinienem porozmawiać o tym z Alice?

- Boże, nie! - Bella chwyciła rękę Edwarda. Spojrzała w dół na jej dłoń i jego rękę i 

szybko zabrała swoją. Obniżyła swój głos.

- Przepraszam.

- Nie, wszystko w porządku. - Obdarował ją dobrym naturalnym uśmiechem.

background image

- Proszę, nie mów nic Alice ani Rosalie. Nie powinnam tego mówić na pierwszym 

spotkaniu.
Jestem kiepską druhną.

- Nie martw się tym.

- Nie, jestem zaszczycona, że Alice chce bym uczestniczyła w jej ślubie. Nie powinnam się
skarżyć.

- W porządku. Możesz dać sobie upust. - Bella wzięła głęboki oddech. Jak to możliwe? 

Nie rozmawiali przez prawie siedem lat i czują się tak jakby kontynuowali znajomość, 
gdzie skończyli.

Wszystkie obawy i rozczarowania, które czuła kiedy Edward był tu teraz wydawały się 

być odległymi wspomnieniami. Bella pamiętała, że miał talent do wyciągania jej ze złego 
humoru. A może to było piwo.

Przedtem Bella nie chciała o tym myśleć nigdy więcej, przyszedł Emmett.

- Czy zjadłaś już obiad?

- Tak.

- Jestem gotowy, do wyjścia. Jestem pewny, że Edward jest zmęczony, a ja mam jutro 
wczesną zmianę.

- Przepraszam, Emmett. Jeśli wiedziałbym, nie chciałbym... - -powiedział Edward.

Emmett machną ręką.

- To żaden problem. - Edward wyjął swój portfel.

- Już wszystko załatwione - powiedział Emmett.

- Dzięki.

Pomachali na pożegnanie Billemu i Embremu i wyszli.
Kiedy podeszli do swoich samochodów, Emmett zapytał,

- Więc twoja dziewczyna ma na imię Rosalie? - Bella zatrzymała się przy swoim 

samochodzie.

- Więc, ja... - Edward spojrzał na stojące obok rodzeństwo. - To skomplikowane.

- Słyszałem, że jest cudowna. - Emmett nieobecny szukał kluczy w swojej kieszeni.

- Um, pewnie. - Edward pocierał kark patrząc na ziemie.

Bella zaparkowała obok nich.

background image

- Zobaczymy się w domu, Emmett.

- Ok. Bell.

Zawahała się zanim powiedziała,

- Dobranoc, Edward.

Edward spojrzał na nią zanim odpowiedział,

- Dobranoc, Bella. - Weszła do swojego auta i wyjechała z parkingu. Odjechała przed 
Emmettem i cieszyła się, że będzie w domu przed nim. Miał zawieść Edwarda do domu 

Cullenów, mieszkali jakieś dziesięć minuty drogi od nich. Przynajmniej, mogła udać, że 
śpi, kiedy Emmett przyjedzie do domu.

Potrzebowała czas dla siebie, by się zadręczać. Oczywiście znał Rosalie! Jest siostrą 

Jaspera. Prawdopodobnie znali się od dawna. Bella nie chciała nawet myśleć o tym jak 
długo się spotykają. 

Zatrzymała się przed domem i wyłączyła silnik. Położyła swoją głowę na 

kierownicy. Tak wiele zdarzyło się dzisiejszego wieczoru, a jednak była pewna, że to 
dopiero początek.

Nie mogła zrozumieć dlaczego tak się wygłupiła. Nie mogła uwierzyć, że obraziła 
dziewczynę Edwarda w ten sposób. Powinna trzymać język za zębami tak jak planowała. 

Bella nie chciała teraz myśleć co sobie pomyślał Edward po uwagach, które powiedziała 
pod adresem jego dziewczyny. Powstrzymywała łzy, które cisnęły się jej do oczu. 

Wysiadła z samochodu i weszła do domu. Wtedy wspięła się po schodach do swojego 
pokoju. Bez włączania światła, rozebrała się i znalazła starą koszulkę na swoim łóżku.

Weszła na łóżko i leżała tak przez chwilę, próbując zasnąć, nie myśląc o 

dzisiejszym wieczorze. Niestety, pod kołdrą w ciemnej sypialni, jej myśli zawsze błądziły 
ku Edwardowi.

W szkole średniej, myślała o wszystkich scenariuszach dla nastoletniej dziewczyny, 
która mogłaby pójść dalej z chłopakiem w którym była zakochana. Ale ostatnio, jej 

uczucia były pełne żalu o to co mogło się zdarzyć. Była zraniona i trochę rozgniewana 
przez fakt, że Edward wyciął ją ze swego życia. Przebolała fakt, że było to proste dla 

niego, odejść bez żadnego pożegnania. Ale to czego naprawdę nienawidziła to było to, że 
chociaż Edward mógł postawić sprawę jasno, nie chcąc z nią utrzymywać żadnych 

stosunków, mała część niej miała nadzieje, że miałaby szansę być z nim. Po dzisiejszym 
wieczorze, Bella wiedziała, że nie było żadnej nadziei.

background image
background image

R

OZDZIAŁ

 2- U

ROCZE

 

STWORZENIE

The world is a vampire, sent to drain

Secret destroyers, hold you up to the flames

And what do I get, for my pain?

Betrayed desires, and a piece of the game

Bullet with Butterfly Wings”

2

 by The Smashing Pumpkins

Bella zacisnęła rękawice w pięści i uderzyła w worek treningowy. Następnie 

walnęła lewym sierpowym. Czuła ból na kłykciach, który był dowodem na to że, jej 
uderzenia były prawdziwe. Słuchała 

Smashing Pumpkins 

ryczących w jej iPodzie, 

próbując zagłuszyć swoje myśli. To pomagało do pewnego stopnia, lecz gdy tylko 
następowała przerwa w muzyce, jej myśli wciąż podążały do Edwarda. Minęły trzy dni 

od wieczora u Blacków ale wyglądało na to, że Emmett i Edward nadrabiali stracony 
czas i planowali wspólnie każdy wieczór. Nie mogła uniknąć spotkania z nim, ale zdołała 

wyłączyć się od ich męskich wycieczek, które miały na celu uściślić ich więzy przyjaźni.

Za wyjątkiem, wydarzeń ubiegłej nocy. Emmett pracował dla Seattle Parks w 

Redakcji, w której właśnie zaczął rotację dla Discovery Park, który jest największym 

parkiem w Seattle. Odkąd sezon letni się zaczął, coraz więcej ludzi wychodziło, by 
cieszyć się ładną pogodą i naturalnym otoczeniem. Pierwotnie, Edward i Emmett 

planowali pójść na boisko do rzutów, ale odkąd Em był zmęczony po jego długiej 
zmianie, zamawiali pizzę i oglądali mecz, gdzie grali Mariner

3

.

Bella mogłaby przebywać w swoim pokoju dopóki byliby na dole i zacieśniali ich 

przyjaźń, ale już oglądała mecz, kiedy Edward pojawił się z pizzą, by później nie odstąpić 
jej brata na krok. To był najdłuższy wieczór w jej życiu.

Jakimś sposobem pierwszej nocy po jego powrocie, udało jej się nie patrzeć na 

Edwarda. Kiedy byli w barze, zdołała utrzymać swój wzrok na swojej grillowanej 
kanapce z serem. Chociaż to nie było łatwe. Jednakże, samo siedzenie z nimi w 

kuchennym świetle było zaspokojeniem dla oka a nawet więcej.

Biła pięścią w worek, jak gdyby próbowała wyłonić jakiś sens z samej siebie. 

Nawet po tym wszystkim, w tym roku, Bella nadal miała nadzieję, że ma szansę u 

Edwarda. Bała się, że została przejrzana ubiegłej nocy, chociaż wiedziała, że to była 
beznadziejna sprawa.

Mogła poczuć na swoich kłykciach rany pod rękawicami i dyskomfort, ale nie ze względu 
na

2

 

1Świat jest wampirem/ zesłanym by wysysać/ Tajemni niszczyciele/ trzymają Cię nad płomieniami/ I co 

takiego otrzymuję/ Na mój ból??/ Zdradzone porządania /I trochę miejsca w grze (źródło; www.tekstowo.pl)

3

 Drużyna bejsbolowa z Seattle

background image

niewygodę, lecz dlatego, że była pewna, iż Edward zauważył jak zaczęła się na niego 
patrzeć.

To nie była jej wina. Od minuty w której otworzyła drzwi i zobaczyła stojącego na 

ganku Edwarda z pudełkiem pizzy, wiedziała, że była w tarapatach. Musiała 

powstrzymać się od zabrania jedzenia z jego rąk i rzucenia go na przeciwną ścianie i ...
Wykonała półobrót kopiąc worek i uderzyła go prawym sierpowym. Musiała wyrzucić z 

siebie całą frustrację, zanim wszyscy znajdą się w domu Cullenów dzisiejszego wieczora.
Bella nic nie mogła poradzić, że nienawidziła siebie za ciągłe reagowanie na niego w ten 

sam
sposób, kiedy był w pobliżu. Myślała o tym, jak pierwszy raz się zobaczyli, mogliby 

spotykać się jak przyjaciele, ale wiedziała, że to było niemożliwe. Najbardziej 
frustrowało ją to, że wydawało się, iż Edward wydawał się nieporuszony ich rozstaniem.

Powróciła myślami do momentu, kiedy byli sami w kuchni.

Początek retrospekcji

Bella zaprowadziła tam Edwarda by odłożył pizzę, dopóki Emmett był na górze, by wziąć

prysznic i przebrać się. Podczas gdy Edward wkładał pizzę do piekarnika, Bella podeszła 
do lodówki po piwo. Emmett był całkowitym koneserem piwa , więc Bella kucnęła na 

podłodze, by popatrzeć na duży wybór i przeczytać rodzaje dla Edwarda. Bez ostrzeżenia, 
podszedł i stanął za nią. Opierał się jedną rękę na drzwiach, a drugą na boku lodówki. 

Kucnął obok niej, jego twarz była na tym samym poziomie co jej, gdy czytał etykiety na 
butelkach od piwa. Próbowała utrzymać na nich wzrok, jak gdyby jej życie zależało od 

tego, ale oczy ją zdradziły i zaczęła przyglądać się Edwardowi, jak jego wargi poruszały 
się kiedy czytał nazwy.

 Przygryzła wargę, kiedy powiedział Michelob.
Nie wiedziała na jakie się zdecydował, ale kiedy sięgnął by je chwycić, Bella zauważyła

małą bliznę pod jego prawym uchem. Edward zdobył ją wchodząc na drzewo. Pośliznął się 
i przez to skaleczył część swojej twarzy. Blizna była mała i prawie niewidoczna.

Wtedy, kiedy nie udało mu się wspiąć, był bardzo smutny, ponieważ założył się z 
Emmettem oto kto pierwszy dotrze na szczyt drzewa. Zwycięzca w zamian miał usiąść 

obok Lauren Mallory w autobusie następnego dnia. Nie tylko przegrał zakład, ale jego 
duma także została zraniona. Bella współczuła jemu. Po tym jak jego ojciec Dr. Carlisle 

opatrzył otarcie i zabandażował je, Bella pocałował go w opatrunek. Powiedziała mu, że 
jest jej przykro, że nie będzie mógł usiąść obok Lauren w autobusie, ale za to mógłby usiąść 

obok niej. Właśnie zaczęła jedenaście lat a Edward miał już skończone dwanaście. Teraz 
na pewno nie była jedenastolatką i chciała znów pocałować jego znamię pod uchem, na co 

miała straszną ochotę, ponieważ współczuła mu.

Koniec retrospekcji

Muzyka zmieniła się na 

Pretty Handsome Awkward - Used 

Nic nie mogła poradzić, na 

mały

uśmiech, który pojawił się na jej wargach i dalej kontynuowała maltretowanie worka 
treningowego. Emmett robił kanapkę, kiedy usłyszał dzwonek. Spojrzał na swój strój i 

poszedł, zobaczyć kto to. Otworzył drzwi i był zaskoczony, gdy zobaczył Edwarda.

background image

- Hej, Edward. Co ty tutaj robisz? - Wzruszył ramionami.

- Byłem w sąsiedztwie.

Zaprosił go do środka, Edward wszedł i podążył za przyjacielem do kuchni. Em

kontynuował składanie swojej kanapki.
- Głodny?

Edward potrząsnął głową. Emmett kontynuował nakładanie sera i pieczonego mięsna na 

kanapkę.

- Myślałem, że mieliśmy przyjść wieczorem do ciebie.

- Tak. Wiesz, że tam będzie jedzenie, prawda? - Edward spojrzał na kanapkę Emmetta, 
którą

zbudował, z przebłyskiem niedowierzania .

- Tak. To jest tylko przekąska. - Emmett położył kromkę chleba pszennego na stosie 
mięsa i sera.

- Um. Ok.

- Jesteś pewny, że nie chcesz niczego jeszcze? - Odgryzł spory kęs kanapki.

- Tak, w porządku. Alice zaplanowała coś dużego na dzisiejszy wieczór.

Emmett burknął coś, ale Edward mu przerwał,
- Co? Masz pełne usta.

Em podniósł piwo i wziął łyka. Po chwili, powiedział:

- Naprawdę? Myślałem, że mieliśmy tylko wyjść, by coś zamówić i przywieść.

- Tak, więc, kiedy powiedziałem Alice, że macie przyjść dzisiaj wieczorem, zrobiła z tego 
dużą sprawę i nalegała, że musimy przygotować coś do jedzenia.

Emmett uśmiechnął się. - Ona gotuje?

Edward wywrócił oczami. - Ona robi klopsikowe kanapki.

- Ach! Moje ulubione!

Zaśmiał się i potem powiedział, - Tak. Więc może powinieneś przestać jeść, by nie 

rozczarować Alice, gdyż już jadłeś.

- Mówiłem już, że to tylko przekąska.. A poza tym, - trzymał kanapkę, - Nie będzie innej 
pory do naładowania energii, aż wyjdziemy i kto wie na jak długo starczy jedzenia.

background image

- Będzie dużo jedzenia. Alice zaprosiła też Jaspera i Rosalie.
Brwi Emmentta złączyły się.

- Twoja dziewczyna będzie tam dzisiaj wieczorem?

- Emmett. - rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.

- Co? Najwyższy czas by ją poznać.

- To nie jest tak, że ją ukrywam. Jej praca wymaga, by dużo podróżowała.

- Więc, słyszałem, że jest piękna.

- Od kogo o tym słyszałeś?

- Od Belli. - wziął kęsa swojej kanapki.

Tym razem brwi Edward zeszły się. - Ona poznała Rosalie?
Emmett zastanawiał się i przełknął.

- Nie, tylko widziała ją na zdjęciach.

- Och. - Zawahał się zanim odpowiedział:

- Poza tym, gdzie jest Bella?

- Myślę, że jest nadal w garażu.

- Co ona tam robi?

- Wali w worek treningowy.

Edward spojrzał na tylne okno, za jakimiś znakami bytności Belli, ale kiedy usłyszał 

ostatni
komentarz przyjaciela, odwrócił głowę i spojrzał na niego.

- Co robi?

- Bierze lekcję z kick boxingu.

- Naprawdę?

- Więc, tata dostał zgłoszenia o jakichś napadach ulicznych, słyszał że są gdzieś w okolicy 
i chciał aby Bella była w stanie sama się obronić.

- Więc, ona ćwiczy kick boxing?

- Próbowałem uczyć ją jakichś chwytów, ale. . . - oczyścił swoje gardło - Ona potrafi być 

naprawdę agresywna.

background image

Jedna z brwi Edwarda wygięła się. - Agresywna? Co masz na myśli?

- Jej uderzenia są naprawdę szybkie i nie okazuje litości.

Edward trzymał wybuch śmiechu. - Nie sądzę by ją w sobie miała. Ale zastanówmy się -

uśmiechnął się - Z takim bratem jak ty, przypuszczam, że naprawdę nie miała żadnego 
wyboru.

- Hej, jeśli wdałbym się w jakąś bójkę, najpierw o pomoc poprosiłbym Bellę a potem 

ciebie.
Edward zarzucił głowę do tyłu i wybuchł śmiechem. Potem odezwał się, trochę 

spokojniej:

- Pomyśl, Emmett. Bella?

Emmett obniżył głos i odłożył kanapkę.

- Koleś, ona potrafi być naprawdę brutalna.

Edward potrząsnął swoją głową. - Myślę, że przesadzasz.

Emmett wskazał swoim podbródkiem drzwi obok lodówki. - To są drzwi do garażu. Sam 
się

przekonaj. - Podniósł kanapkę, ale zanim ugryzł, powiedział, - Jeśli Smashing Pumpkins 
gra, nie przerywaj jej. Puszcza ich tylko, jeśli naprawdę chce się odseparować.

- A co, jeśli gra coś innego? - Edward stawał się coraz bardziej dociekliwy. Myślał przez 
chwilę zanim odpowiedział:

- Powinno być w porządku. Tylko się nie podkradaj do niej.

- Dobrze. - Edward miał spytać, dlaczego nie mógłby podkraść się do Belli, jeśli była w 

nastroju do skopania czyjeś dupy, ale pomyślał, że to lepsze od tego. Emmett 
przyłapywał Bellę w bojowej pozie. Edward podszedł do drzwi i otworzył je. Ryknęły 

dźwięki Pretty Handsame Awkward. Spojrzał na Emmetta, który pokazał mu uniesionego 
kciuka w górze.

Edward wkroczył do garażu. Bella odwrócona był do niego plecami, więc nie wiedziała, 
że wszedł. Miał zamiar coś powiedzieć, by wiedziała, że nie jest sama, ale był całkowicie 

zaskoczony tym co zobaczył . Jej ruchy były pewne i silne, co go zaskoczyło. Jej ciosy były 
głośne a jej kopnięcia stałe. Dostarczyła każdym uderzeniom i kopnięciom tyle wdzięku, 

którego Edward nigdy nie widział, czegoś równocześnie tak delikatnego i potężnego.
Jej twarz wyrażała intensywne uczucia, odkrył że, jest niewiarygodnie prowokująca. 

Wyglądała jakby chciała złamać kogoś w pół, a mimo to nic nie mógł poradzić, że to było 
takie urzekające. To było jak oglądanie,uroczego stworzonka, które chciałbyś posiadać, 

ale nie mogłeś ponieważ jego siła była zbyt przytłaczająca. Edward zawsze pamiętał 
Bellę jako zamyśloną, uprzejmą i czasami nieśmiałą.

background image

Początek retrospekcji

Ubiegłej nocy, było tak samo, wieczór ciągnął się, była mniej ostrożna i nawet przyjazna.
Po zdobyciu punktu w grze, Emmett poszedł do kuchni, by wziąć więcej piwa i pizzy, 

zostawiając Edwarda i Belle na tapczanie. Samych.
Bella była w środku. On siedział po jej lewej stronie, a Emmett po prawej. Kiedy Emmett 

poszedł do kuchni, Edward czuł, jak jego ciało napina się.
Poruszył się na swoim miejscu i zapytał, - Podobał ci się mecz?

- Tak. - po chwili powiedziała, - A tobie?
Pokiwał głową. A potem odpowiedział, - Nie wiedziałem, że interesujesz się baseballem.

Wzruszyła ramionami. - Możesz nazwać tę część procesem indoktrynacji.
Uśmiechnął się. - Procesem indoktrynacji?

- Między naszym ojcem i Emmettem, nie było innej drogi, wykorzystałam szansę.
- Mogę to zrozumieć. - wypuścił cichy śmiech.

- Emmett twierdzi, że powinnam być wdzięczna. Facet, z którym skończę będzie mnie czcił.
- Nie sądzę, że twoje uznanie dla sportów jest czymś co będzie czcił.

Zanim mogłaby odpowiedzieć, Emmett wrócił ze świeżym piwem i kolejnym kawałkiem 
pizzy.

- He, jedyną osobą, która powinna starać się zdobyć pierwszą bazę jest lepsza w telewizji.
Oczy Edwarda poszerzyły się na usłyszany komentarz, ale Bella pośpieszyła się i 

odpowiedziała:
- To nie twoja sprawa jak daleko dostanie się Edward.

Edward podniósł się ze swego siedzenia. - Ale, Ja..
- Poza tym, ja nie pozwalam facetowi dostać się do pierwszej bazy, aż do trzeciej randki.

Obrócili się by spojrzeć na Bellę. - Nie pozwalasz? - Obaj zapytali jednocześnie.
- Nie. - Miała mały uśmiech na twarzy, kiedy to powiedziała, - Ale w przypadku Edwarda,

prawdopodobnie pozwoliłabym mu dostać się do drugiej bazy.
Emmett zakrztusił się swoim piwem i plunął śliną, - Nigdy nie żartuj o takich rzeczach! - 

Zadrżał. Edward spojrzał na Bellę, która stanowczo skupiała swoją uwagę na ekranie 
telewizora. Czy ona naprawdę myślała o mnie w ten sposób? Albo może tylko 

próbowała zripostować poprzedni komentarz Emmetta? Edward nie miał żadnego 
pomysłu a jednak, nic nie mógł poradzić na ewentualność, że Bella go pociągała.

Koniec retrospekcji

Muzyka ucichła i Edward skorzystał z okazji i odchrząknął, by zawiadomić ją o 

swojej
obecności. Bella spojrzała w górę i zobaczyła go stającego w drzwiach. Zanim następna 

piosenka zaczęła się, podeszła do swego iPod i wyłączyła go.
Spojrzała na niego i spytała:

- Edward?

- Przepraszam. - Wepchnął swoje ręce do kieszeni. - Emmett powiedział, że jesteś tutaj.

Mrugnęła kilka razy zanim odpowiedziała - Co tutaj robisz? Myślałam, że mamy iść 
dzisiaj

wieczorem do ciebie.

background image

- Och, tak. Byłem w sąsiedztwie.

- W porządku.

Cholera, pomyślał Edward. Nie rozumiał, że był taki oczywisty.

Bella podeszła do niego. - Czy coś jest nie tak?

- Nie, dlaczego?

- Dobrze, przypuszczam, że powinniśmy być u ciebie za godzinę i. . .

- Och, Alice przysłała mnie, by kupić coś na dzisiejszy wieczór i zorientowałem się, że 
byłem

niedaleko, więc postanowiłem wpaść. - Naprawdę tego nie przemyślał. - Czy 
potrzebujesz pomocy w czymkolwiek?

Bella uniosła brew. - Aaa, masz na myśli z przygotowaniem się?

Otwierał swoje usta kilka razy, ale nic nie powiedział. Bella odpięła zapięcia na swoich 

rękawicach i rzuciła je na półkę z narzędziami. Edward zauważył jej okaleczone kłykcie i 
zapytał. - Dobrze się czujesz? - Wziął dłonie Belli w swoje i sprawdził, czy wszystko z 

nimi dobrze. Poruszyła się w miejscu. - Nic mi nie jest. To nic takiego. Próbowała się 
wyrwać od niego, ale on nie puścił jej.

- Może mój ojciec powinien to obejrzeć.

- Nie! - Oczyściła swoje gardło kiedy spojrzał na nią. - Mam na myśli, że jest w porządku. 

To
zdarza mi się cały czas. W tym momencie wszedł Emmett.

- Co wy… - zauważył, jak Edward trzyma dłonie Belli.

Edward zabrał ręce, ale Emmett powiedział - Co się stało, Bella?

Schowała ręce za plecami. - Nic.

Em podszedł do niej. - Niech spojrzę.

Spróbowała obejść Emmetta, ale był ogromny, nie było żadnych szans. Zawahała się
zanim pokazała mu swoje ręce. Kiedy zobaczył, że jej kłykcie są zakrwawione i 

potłuczone, powiedział:

- Coś ty do diabła robiła?

- Nic. - Zabrała ręce i odeszła by wejść do domu.

background image

- Isabello Mario! - Emmett deptał jej po pietach. Edward odsunął się na bezpieczną 
odległość.

Bella szukała w zamrażalniku jakiegoś lodu. - Wszystko ze mną będzie dobrze.

- Dlaczego to sobie zrobiłaś? - Wyciągnął rękę obok Belli i wziął torebkę zamarzniętego 
groszku z zamrażalnika i podał go jej.

- Nie miałam nic do roboty, więc pomyślałam, że tylko zadrapanie, a i straciłam rachubę 

czasu gdy ćwiczyłam.

Emmett potrząsnął swoją głową. - Wracając do tego, to ty naprawdę nie musisz czuć 
bólu. - drwił z niej. Spoglądając na jego wielkość i krzepę, Emmett naprawdę się 

troszczył. Bella spróbowała dać mu uspokajający uśmiech. - To mały ból.

- Mały? - Emmett potrząsnął swoja głowę. - Wyciągnij swoje ręce.

Czując się winna za zmartwienia Emmetta, Bella zrobił jak kazał. Emmett położył 
torebkę z

zamarzniętym groszkiem na jej dłoni. - Jak się czujesz?

- Lepiej.

Em zwrócił się do Edwarda. - Choć tutaj.

- Co? Nie, wszystko jest w porządku. - Bella spróbował zabrać ręce.
Emmett trzymał je na okładzie. Powiedział: - Edward, trzymaj to na jej dłoniach, kiedy 

pójdę
szukać jakiejś maści i środków przeciwbólowych.

Kiwnął głową i zajął miejsce przyjaciela. Emmett wyszedł z kuchni i poszedł do łazienki 

na piętrze by szukać opatrunków.

- Musisz być bardzo zdenerwowana z jakiegoś powodu. - Edward powiedział, kiedy 
trzymał zimny okład na ranie.

Bella spojrzała na opakowanie z groszkiem, które Edward trzymał na jej kostkach.

Pod spodem, jego ręka dotknęła jej dłoni. Byli rozgrzani w porównaniu do torby z 
groszkiem.

Wzruszyła ramionami. - To było coś co, zdecydowanie zapamiętałem o tobie.
Bella spojrzała na niego i powiedziała: - Co?

- Co skłoniło cię do tego?

- Ja, wiem, że to było głupie. - spojrzała z powrotem na opakowanie z groszkiem.

Po chwili Edward zapytał - Więc, co cię tak zasmuciło?

background image

Bella westchnęła. - To nie było smutne.

Edward czekał na jej kontynuację. Po chwili powiedziała:

- Tylko zagubiłam się w swoich myślach.

- O czym myślałaś?

- O niczym.

Zachichotał. - To musiało być coś, skoro twoje kłykcie są tak okaleczone z powodu tego 
całego myślenia. Spojrzała na niego. Edward ponownie wpatrywał się w nią z tą samą 

intensywnością. Po minucie Bella powiedziała,

- Dlaczego tutaj jesteś?

Zabrał pukiel włosów z jej policzka. - Nie wiem.

- Edward, nie zachęcaj jej - Emmett wszedł do kuchni i położył maść i Advil na kuchennej
wysepce. Zabrał rękę. - Nic takiego nie robiłem.

- Kiedy byliśmy dziećmi i jej przytrafił się jakiś wypadek, byłeś tam, by opatrzeć jej 

skaleczenia i stłuczenia co jak sadzę, tylko zachęcało ją bardziej.

Bella czuła, jak jej policzki płoną. - To nieprawda! Nic nie mogłam na to poradzić, że 
miałam

kłopoty z koordynacją ruchową..

- To wydawało się pogarszać się kiedykolwiek Edward był pobliżu. - Emmett odkręcił 
nakrętkę od maści. - Nie, to tak się nie działo! - Nieprawdaż? zastanowiła się.

Emmett podnosił brew na nią i wtedy spojrzał na Edwarda, który nadal trzymał torebkę

zamarzniętego groszku na skaleczeniu. - I nie zaprzeczaj, że nie lubiłeś iść jej na ratunek.
Oczy Edwarda poszerzyły się. - Co powinienem zrobić? Tylko zignorować to, że zawsze 

się
kaleczyła? Emmett potrząsnął głową i nabrał trochę maści z tubki. - Bella nie jest tak 

krucha jak sądzisz. - Zabrał zimny okład z jej skaleczenia. Edward spojrzał na Emmetta, 
który smarował maścią jej kłykcia. - Nigdy nie myślałem, że Bella była krucha. - Ale 

Emmett drążył dalej. - Wiesz, chodzi mi oto co mówiłem, jeżeli wdałbym, się w jakąś 
bójkę, chciałbym aby Bella była po mojej stronie.

- Co powiedziałeś? - Bella była ogłuszona.

Emmett kiwnął głową. - Bello, przeszłaś długą drogę. Nie potrzebujesz ratunku.

Bella uśmiechnęła się i spojrzała jak jej starszy brat ostrożnie nakłada maść na jej 
skaleczenie.

background image

- Tak, więc co teraz robisz?

Emmett nie stracił wątku. - Troszczę się o moją małą siostrę.
Telefon zadzwonił zanim Bella mogłaby cokolwiek powiedzieć.

Emmett wręczył maść Edwardowi. - Skończ to za mnie. - i poszedł do bezprzewodowego 
telefonu, który leżał na kuchennej ladzie .

Przeczytał, kto dzwoni. - To z pracy. - Poszedł do holu i mogli usłyszeć, jak rozmawia 

przez
telefon, choć reszta jego rozmowy była stłumiona.

Edward kontynuował nakładanie maści na kłykcia Belli. Po chwili, powiedział:

- Sądzę, że on trochę drażni się ze mną.

Brwi Belli złączyły się. - Dlaczego tak myślisz?

- Nie sądzę, że lubił, kiedy zwracałem uwagę na to, że kiedykolwiek się raniłaś.
- A ja nie sądzę, że tak jest.

Nałożył ostatnią porcję maści na jej skaleczenie i poszedł do zlewu, by umyć ręce. - Więc, 

on
zdecydowanie zabrzmiał jakby był rozdrażniony.

Bella podeszła do wysepki kuchennej i otworzyła pudełko Advil. - Mogę gwarantować, 

że nic z tego nie zostało skierowane do ciebie. Edward otworzył lodówkę i wyjął butelkę 
wody. Otworzył ją, a potem wręczył ją Belli. Wzięła ją, włożyła pigułki do ust, by 

następnie popić wodą. Po chwili powiedziała:

- Zawsze znajdowałam się w takiej sytuacji jak ta. Jeśli skaleczę się, pomagasz mi, a 
Emmett

popada w smutek.

Edward zachichotał. - Jeśli rozumiesz to w ten sposób, że czas, kiedy próbowałem 
nauczyć cię jak jeździć na deskorolce nie był stracony, to tak.

Bella skupiła się na wspomnieniu. Zdołała w tym czasie: zwichnąć kostkę i rozwalić nos.

Oparli się obok siebie na ladzie w kuchni. Bella studiowała zranienia na swoich 
kłykciach, Edwardjej się przyglądał . Po chwili powiedział:

- Założę się, że to nie jest tak źle jak wygląda.

- Nie, ale to znaczy, że kariera prezenterska moich rąk jest skończona. - Oboje 

zachichotali.
Wtedy Edward powiedziała: - Domyślam się, że powinienem zacząć się już zbierać.

- Proszę, spróbuj opanować swoje podekscytowanie.

background image

- Kocham Alice, ale ona skłania mnie do. . .

- Przeholowania? - Uśmiechnął się.

- Aktualnie, ona jest lepsza w utrzymaniu prostych spraw.
- Jeśli spróbujesz mnie spytać, czy nie musisz wystroić się na dzisiejszy wieczór, mogę 

cię
zapewnić, że dostanie świra, jeśli ubierzesz się w jeansy.

Uśmiechnęła się. - Dobrze. Myślę, że Jasper jest dla niej dobry. Złagodniała odkąd się 

spotykają. - Kiwnął głową potwierdzająco.

To wyglądało tak, jakby trzecia jednostka dołączyła do rozmowy, ale żaden z ich nie był 
skłonne do uznania tego. Po chwili Edward odezwał się - Wiesz, wracając do tego, byłaś 

dość intensywna. Spojrzała na niego. - O czym ty mówisz?

- Pojmuję, dlaczego Emmett chciałby cię mieć po swojej stronie, jeśli wdałby się w jakąś 
burdę. Nic nie mgła nic poradzić na śmiech. - Walić w worek, a osobę, to dwie 

zdecydowanie różne rzeczy.

- Nie wiem. Walczysz naprawdę dobrze.

- Dzięki, ale sądzę, że przesadzasz.

- Sposób w jaki biłaś worek był dość gorący.

Nagle, zastanowiła się nad swoim wyglądem. Ubrała starą koszulkę do noszenia drzewa 
i czarne buty z pracy, które wystawały spod nogawek spodni. Sięgnęła w górę i

dotknęła swoich włosów, z których zrobiła kok, ułożony na ”chybił trafił”, potem je 
rozpuściła, a teraz były w bezwładnym końskim ogonie. Nawet nie chciała rozmyślać jak 

pachniała. Poruszyła się w miejscu.

- Co się stało? - Edward spojrzał na nią z zainteresowaniem.

- Um. - Zgarnęła zabłąkany pukiel włosów ze swojej twarzy. - Zdaje się, że kiedykolwiek 
się

widzimy, jestem albo spocona albo paraduję po domu w piżamie.

Uśmiechnął się i powiedział, - Więc?

- Więc co? - Zrobiła krok by wyjść z kuchni i obróciła się w stronę Edwarda. - Jak bardzo 
było ostro?

Oczy Edwarda włóczyły się po jej twarzy i jego wargi skroiły się uśmiechu. - Jak bardzo 

nie było? - Potrząsnęła swoją głową. - Obojętnie. Jak powiedziałeś.

- Co? - Wszedł za ladę.

background image

- Och przestań, Edward! Czy oglądałeś siebie ostatnio?

- Co to ma wspólnego z czymkolwiek?

Spojrzała na niego i zrozumiała, że on nie załapał o co miała na myśli. - Nieważne.

- Co, nie? - zrobił krok w jej stronę kiedy próbowała wyjść z kuchni.

- Założę się, że jak tylko wyskoczysz z łóżka, wyglądasz dobrze.

Jego brwi złączyły się w górze. – Myślisz, że znajdziesz we mnie coś atrakcyjnego?

- Och, no dalej, Edward! - Nienawidziła siebie, kiedy się rumieniła. - Miałeś wielbicielki w 
szkole średniej.

- To Emmett je miał.

- Nie, to się tyczyło was obu.

- Nie, wszystkie dziewczyny lubiły Emmetta - powiedział.

- Tak, ale podkochiwały się w tobie - powiedziała.

Zaśmiał się. - To nieprawda.

- Czy naprawdę zamierzasz stać tu i mówić mi, że nigdy nie zauważyłeś, jak wszystkie 

dziewczyny praktycznie włóczyły się za tobą, mając nadzieję, że je zauważysz?
Myślał o tym przez chwilę. - Zawsze sądziłem, że one są zainteresowane Emmettem.

Bella gapiła się na niego z otwartymi ustami. Po chwili, otrząsnęła się i powiedziała, - A 
co z tym, kiedy w ostatniej klasie Jessica Stanley praktycznie weszła do twojego 

śpiwora?

- Skąd o tym wiesz?

- Emmett mi powiedział.

- Myślałem, że pomyliła mnie z Emmettem.

- To było oczywiste, że ona naprawdę cię lubiła.

Przebiegł palcami po włosach i wzruszył ramionami.
- Więc, jestem pewna, że na studiach było inaczej. - Dała mu wyczekujące spojrzenie.

- Co masz na myśli?

- Musiałeś być tam naprawdę popularny.

background image

Potrząsnął swoją głową.
- Prawda.? - powiedziała.

- Nie byłem zbytnio popularny.

- Pewnie. - spróbowała obejść go dookoła, kiedy zrobił krok, by zablokować jej drogę

.
- Zaczekaj.

- Na co? - Spytała.

- Więc, zrozumiałaś, że daleko mi do atrakcyjności?

Myślała, czy on jest poważny? Ale, powiedziała, - Jakie to ma znaczenie?

- Jestem tylko ciekawy.

- Edward, możesz mieć każdą dziewczynę, którą tylko zechcesz.

- Ale, ja nie pytam o każdą dziewczynę.

Nienawidziła tego, kiedy patrzył na nią w ten sposób. Ta ekspresja w jego oczach, 

sprawiała, że teoretycznie był niewinny, ale mały uśmiech, który skradł się na jego wargi 
wyraził jego figlarny zamiar. Alice nadała tytuł temu spojrzeniu Wpływowiec. Bella 

słyszała liczne historie od Alice o tym jak Edward wymykał się kiedy byli jeszcze 
dziećmi.

Co naprawdę świadczyło o tym, że Wpływowiec działał, w opinii Belli, był to kolor oczu 

Edwarda. Było łatwo utonąć w tych bursztynowych tęczówkach. Były piwne, ale to 
zmieniało się w zależności od jego nastroju. Były zielone kiedy był spokojny i 

opanowany. Stawały się jaśniejsze prawie jak kolor bursztynu, kiedy był nerwowy albo 
czymś się ekscytował.

Właśnie teraz były koloru ciepłego bursztynu. Zastanowiła się, czym mógłby teraz być 
podenerwowany albo podekscytowany.? Nie sądziła, że jej odpowiedź obchodziłaby go. 

Oblizała usta, nerwowym zwyczajem, nie zdając sobie z tego sprawy. Była uratowana od 
odpowiedzi, kiedy oboje usłyszeli Emmetta zbliżającego się do kuchni. Klął

wystarczająco głośno by można go było usłyszeć na zewnątrz. Edward odsunął się i 
zobaczył Emmetta idącego w ich stronę przez hol.

- Emmett co się stało? - spytała Bella.

- Eric Yorkie dzwonił, że jest na zwolnieniu. Jego siostra spodziewa się dziecka a jej mąż 

jest poza miastem. - Przebiegł palcami po swoich włosach.

- Czy wszystko jest w porządku? - spytała.

background image

- Ona przyjechała kilka tygodni za wcześnie ale, oni nie są tym zbytnio zatroskani. - 
Podniósł ręce Belli aby sprawdzić czy już z nimi lepiej. Kiedy został usatysfakcjonowany, 

puścił je i powiedział:

- Wygląda na to, że muszę iść dzisiaj do pracy.

- Och nie, - powiedziała.

- Kilku z nas rozdzielą na wieczorną zmianę Erica, więc nikt z nas nie będzie pracował 
pełnych ośmiu godzin.

- Czy będziesz w stanie, zrobić to dzisiaj wieczorem? - spytał Edward.

- Będę tam przez godzinę i wtedy może zdążę. - Nie krył rozczarowania w swoim głosie.

- Och, więc. . . być może nie powinnam wychodzić dzisiaj wieczorem, - powiedziała Bella.

- Co? - Emmett i Edward powiedzieli równocześnie.

- Dlaczego nie? - spytał Edward.

- Więc, pojedziemy razem i, jeśli Emmett zamierza tylko zostać tam przez … -

- To jest idiotyczne, Bella, - przerwał Emmett. - Pojedziemy razem, ale jestem pewien, że 
ktoś może cię odwieść później do domu, więc nie musisz wychodzić wcześniej.

- Ja mogę cię odwieść , - zaproponował Edward.

- Ale to będzie już drugi raz, kiedy przyjedziesz tutaj dzisiejszego wieczora.

Edward poruszył się w miejscu. - Ja nie mam nic przeciwko.

Emmett powrócił do swojej kanapki, którą jadł. Pomiędzy ugryzieniami powiedział:
- Oni nie mieszkają tak daleko, więc jaka to różnica?

- Świetnie. - Bella przekręciła oczami. - Więc idę się przygotować. - opuściła kuchnię i

spróbowała nie stąpać głośno, wchodząc przez schody..

- Co w nią wstąpiło? - spytał Emmett.

- Nie wiem. - Oglądał jak skręciła na rogu, zanim zwrócił się do Emmett i powiedział:
- Od razu powiadomię Alice, że wcześniej wyjdziesz.

- W porządku. To zobaczymy się później. - Emmett kontynuował jedzenie swojej 

kanapki.
Edward sam poszedł do drzwi.

background image
background image

R

OZDZIAŁ

 3- W

PĘDZISZ

 

MNIE

 

DO

 

GROBU

A niech cię dziewczyno! wpędzisz mnie do grobu

-Edward Cullen Twilight

Cullenowie mieszkali w Wallingford, który znajdował się po drugiej stronie Green 

Lake, gdzie teraz Bella i Emmett wynajmowali lokum. Miejsce znajdowało się, niedaleko 
uniwersytetu, więc miało liberalną atmosferę, przeważnie ustalaną przez rodziny 

mieszkające w sąsiedztwie. Budynek w którym mieszkali Cullenowie przypominał dwa 
pokolenia Craftmana. Został przebudowany z nowoczesną atrakcyjnością i przywrócono 

mu historyczne detale pierwowzoru. Dom z zewnątrz był brązowy z białymi 
zdobieniami, ganek otaczał biały płot a skrzynka na listy była z kamiennymi 

szczegółami. Krzaki jaśminu, hortensje i nagietki były posadzone dookoła werandy i 
wzdłuż linii chodnika prowadzącego do domu. Czerwone geranie, stojące na ganku 

spływały kaskadami na ganek.

Bella i Emmett odwiedzali wcześniej Cullenów, ale dla Belli każda wizyta była ciężką 
próbą. Za każdym razem, kiedy witała u nich w przeszłości, nawet gdy Edward wyjechał, 

myślała, że był w domu, np. siedząc na sofie czy chodząc po swoim pokoju, co sprawiało 
tylko, że pragnęła go bardziej. Gdyby tylko mogła walnąć się, za bycie tak żałosną jak 

patrzenie z utęsknieniem na krzesło na którym mógłby siedzieć Ed, zrobiłaby to.

Teraz zmierzała do ich domu, wiedząc, że Edward rzeczywiście jest tam w tej chwili, nie 
mogła nic poradzić na lekkie zdenerwowanie. Kiedy myślała o tym, kiedy ostatni raz 

wyskoczyli gdzieś razem było to w starym domu państwa Cullenów w Forks.

Próbowała pozbyć się dreszczyku emocji, który ją zalał, kiedy wchodziła razem z 
Emmettem do domu. Bella nie chciała tego odczuwać zwłaszcza odkąd Rosalie rzekomo 

tam była. Bała się, że będzie musiała oglądać ją i Edwarda jako parę. Prędzej wolałaby 
włożyć sobie do oczu zardzewiałą łyżkę.

Kiedy zajechali, jej myśli pracowały na najszybszych obrotach. Rodzice Alice i 

Edwarda, dr. Carlise i Esme, czekali tak długo, tylko na ich pojawienie się, by następnie 
zrezygnować z kolacji, by móc pojechać na inscenizację Aidy w Operze w Seattle.

Po tym jak wyszli tego wieczora, Alice zwołała wszystkich do kuchni, by każdy mógł 
przygotować sobie kanapki. Bella było lekko zaskoczona tym, że będą jeść w kuchni, a 

nie w jadalni. Alice zwykle robiła wielkie przygotowywania, ale zdała sobie sprawę o co 
naprawdę chodziło Edwardowi, kiedy mówił, że Alice chce utrzymać sprawy łatwo.

Była zdołowana, przebywaniem blisko Rosalie i Edwarda, ale Jasper pomógł jej poradzić 

sobie z tym, powodując, że to było łatwiejsze do wytrzymania. W czasie kolacji, ciągle 

background image

zabawiał ją interesującymi trywialnymi faktami o wojnie cywilnej, o której się uczyła, a 
dla niego było to zwykłe hobby.

Za każdym razem, usypiali każdego swoją rozmową, ale nie było tam niezręczności. 

Jasper był naprawdę dobry w rozmowie o niczym.

Po skończeniu posiłku, przeszli do salonu. Emmett właśnie musiał już iść do pracy i Bella 
widziała jak niechętnie wychodzi, kiedy poszła za nim na zewnątrz by sie pożegnać. 

Mogła zauważyć jak spojrzał ostatnia raz na Rosalie.

Nie miała wystarczająco dużo czasu, by rozmyślać nad jego zachowaniem, ponieważ 
Alice woła ją z powrotem do salonu. Na pewno upewni się dlaczego Emmett zachował 

się w ten sposób. Grali w scrabble, w chwili gdy weszła do pokoju. Bella rzeczywiście 
uwielbiała tą gre i nie mogła się doczekać swojej kolejki. Pod czas gdy grali, ich rozmowy 

koncentrowały się głównie na nieistotnych szczegółach z pracy, ślubu i szkoły.

Bella dowiedziała się, że Rosalie była maklerem samochodowym. Często podróżowała 
by spotkać się z potencjalnymi klientami i oceniać stan samochodów, które miały być 

odnawiane. „Świetnie.” Pomyślała Bella. Rosalie nie tylko była śliczna, ale jeszcze do tego 
znała się na samochodach.

„Emmett byłby zainteresowany tym faktem.”

Dowiedziała się, że Jasper i Emmett poznali się w Berkley, ale usłyszała, że po tym jak 

skończył studia, zajął się branżą reklamową. Był niezależny i podobno dzięki temu 
odniósł wielki sukces. Miał talent do wystąpień publicznych i do uatrakcyjniania 

produktów klientów dla konsumentów. Bella wiedziała już, czym zajmuje się Alice. Nie 
wiedziała tylko tego, że Alice jeździ między Seattle, Nowy York i San Francisco by nie 

tylko nadążyć z pracą, ale także utrzymać związek z Jasperem. Jazz mieszkał w 
Południowej Karolinie, ale wciąż nie zdecydowali się, gdzie zamieszkają po ślubie. Jasper 

przyznał, że może wykonywać swoją pracę gdziekolwiek, ale odkąd Alice była nabywcą 
dla Nordstorm, ograniczyła się do miejsc, które były zawsze zaznajomione z 

najnowszymi trendami w modzie. Jeśli chciała by zostać w Stanach Zjednoczonych, z 
pewnością byłby to Nowy York.

Bella chciała zapytać co robił Edward, ale nie miała na to odwagi. To było tak jakby Alice 

umiałaczytać w jej myślach i ostatecznie zapytała Edwarda:

- Jak idzie tobie praca?

Bella skupiła swoją uwagę na płytkach, ale tak naprawdę nie patrzyła na litery. Chciała 
dowiedzieć się w tej chwili każdego szczegółu z życia przyjaciela.

Kiedy Edward dowiedział się, że dr Pruisner zamierza uczyć w Berkley, przeniósł się 

tam w
nadziei, że będzie miał okazję współpracować z nim. To zmieniło się po tym jak skończył 

studia i kontynuował pracę u dr Pruisner, który był profesorem od wirusologii. Był pod 

background image

wrażeniem zapału Edwarda i po tym jak skończył studia, doktor zaoferował mu 
stanowisko w jego personelu badawczym.

- Więc, badasz wirusy? - zapytała Bella.

- Można to tak określić - usiadł na kafelkach, przy planszy.

- Czy planujesz iść do szkoły medycznej? - Bella spojrzała na swoje płytki z literami.
A on wzruszył ramionami.

- Nie wiem.

- Dlaczego nie?

- Nie sądzę bym chciał być lekarzem.

- Nie pozwól by ojciec to usłyszał - powiedziała Alice.

- Dlaczego nie? - zapytała Bella.

- Bardziej interesują mnie badania.

- Więc, co studiujesz? - drążyła.

Zawahał się zanim odpowiedział:

- Studiuję hematologię.

Bella spojrzała na niego znad swoich scrabbels
- Co to takiego?

- To nauka o krwi - wtrąciła Rosalie.

Edward spojrzał na nią ostro - to jest trochę bardziej skomplikowane.

Zaskoczona Bella, odwróciła się w jego stronę.

- Uczysz się o krwi?

Edward spiorunował wzrokiem Rosalie, która westchnęła i powiedziała:
- Ściślej mówiąc, jest to nauka o krwi i jej zaburzeniach.

- Oh - podjęła na nowo studiowanie swoich kostek od scrabble.

Rosalie kontynuowała:

- Edward zwykle interesuje się zaburzeniami we krwi. Teraz nie może zdecydować się 
czy chce skupiać się na badaniach o typach cukrzycy czy nad wirusem HIV.

- Obie są równie fascynujące - powiedział Edward.

background image

Już miał opisać jak wirus atakuje komórki krwi, kiedy Rosalie podniosła dłoń:
- Proszę, nie zawracaj nam tym teraz głowy.

Edward otwierał i zamykał usta.

Po raz pierwszy tego wieczora, Bella poświęciła minutę by przyjrzeć się Rosalie i 
Edwardowi. Udało jej się uniknąć, oglądania ich razem pod czas kolacji przez skupianie 

całej swojej uwagi na rozmowie z Jasperem.

Podczas gry wszyscy siedzieli przy dużym kwadratowym stole. Edward i Rosalie 

siedzieli obok siebie. Bella była wdzięczna za to, że nie siedzieli zbyt blisko siebie, gdyż 

ledwo to tolerowała. Nie sądziła, by mogła wytrzymać widoku jak byliby zajęci 
jakąkolwiek formą kontaktu fizycznego. Udało jej się ukradkiem zerknąć na Rosalie, 

która była pochłonięta kostkami od scrabble na planszy. Wydawała się być skupiona 
wyłącznie na grze, co zaskoczyło Bellę. Jak ona mogła poświęcać tyle uwagi grze, kiedy 

Edward był wystarczająco blisko, na wyciągnięcie ręki? Bella nie sądziła, by mogła 
trzymać ręce z dala od Edwarda, jeśli on byłby jej chłopakiem. Bella spojrzała na swoje 

kostki i wtedy niepewnie zerknęła na Edwarda. Również analizował swoje płytki z 
literami, ale w tej chwili spojrzał na nią, ich oczy spotkały się na krótko. Szybko zabrała 

wzrok i z powrotem zwróciła swoją uwagę na litery. Z zewnątrz Edward i Rosalie 
wyglądali jakby nie byli zainteresowani sobą, w co było trudno uwierzyć. Bella doszła do 

wniosku, że byli tym typem pary, która nie okazywała swoich czułości publicznie.

- Czy to przypadkiem nie jest CDC

4

 w Atlancie? - Bella popatrzyła na Edwarda.

- Tak - potwierdził.

- Więc, zamierzasz przeprowadzić się do Atlanty?

- Jeszcze nie wiem.

Zapadła krępująca cisza. Wówczas Jasper powiedział:

- Myślę, by pójść porzucać ręcznikami. Wszystkie jakie mi zostały to rozmiary X, Q i L.

Alice zaproponowała:
- Obejrzyjmy jakiś film! - Jednym susem znalazła się przy kinie domowym i otworzyła 

szafkę, gdzie ukrywali kolekcję DVD.

- Zaraz wrócę, tylko muszę skorzystać z łazienki - Bella wstała i poszła w stronę kuchni. 
Przeszła przez nią, omijając pralnię by dostać się do toalety.

Po tym jak skończyła, wyskoczyła z łazienki i wzięła swoją komórkę, by sprawdzić 

pocztę. Miała dwie nowe wiadomości. Jedna była od Jacoba, a druga od Angeli.
Odczytała wiadomość od Jacoba:

„Cześć, Bella! Wróciłem. Nadal jesteśmy umówieni na jutro?”

Odpisała mu:

4

Centers for Disease Control ( Centra Kontroli Chorób )

background image

'Hej! WB! Mam plany na wieczór, ale możemy zrobić coś po południu. Zadzwonię jutro.”

Śmiała się z siebie. Jacob spędził ostatni tydzień w Oregonie. Miał naprawić swojego 
Mustanga z rocznika 1965. Pojechał tam, ponieważ ktoś miał brakujące części od 

samochodu, których potrzebował. Pracował już ponad rok nad swoim autem i Bella nie 
sądziła by wkrótce miał je skończyć, ale ciągle upewniał ją, że już prawie skończył...

Bella uwielbiała jedno w Jacobie: jego nieustający optymizm. Znała Jacoba odkąd była w 

ostatniej klasie liceum, ale nie stali się prawdziwymi przyjaciółmi, aż do czasu kiedy 
przeprowadziła się do Seattle. Jacob zrezygnował ze sportowego stypendium na 

Uniwersytecie Waszyngtońskim, ponieważ jego ojciec miał wylew. Został z nim by 
pomóc mu szybciej wrócić do zdrowia.

Najważniejsze było to, że Billy dochodził już do siebie, ale czasami potrzebował 

laski, gdy chciał pochodzić. Billy nigdy nie czuł się winny „zatrzymując” swego syna jak 
to zwykł nazywać, ale Jacob, nie widział innego wyjścia. Rodzina zawsze była na 

pierwszym miejscu, młody Black nie chcąc stracić okazji, uczył się w publicznym collegu 
w Forks. Po tym jak zdobył stopień AA, dostał się na logistykę na Evergreen State collage 

w Olimpic, gdzie był ważnym biologiem, który kładł nacisk na ochronę zwierząt. Po 
pierwszym semestrze, zrezygnował z dalszej edukacji. Pracował na półetatu dla 

człowieka, który potrzebował pomocy przy naprawie Cadillaca Sedana z rocznika 1953. 
Po tym jak samochód był gotowy, zdobył uznanie w tym fachu.

Jack przeprowadził się do Seattle, ponieważ tam, jak twierdził było łatwiej znaleźć 

pracę. Bella podejrzewała, że to mogło odbyć się z jej powodu. Billy popierał pomysł 
przeprowadzki i koniec końców Jacob wyjechał razem z ojcem. Otworzyli bar Black's, 

ponieważ ojciec potrzebował określonego celu i Jacob myślał, że to będzie dobry pomysł 
w zainwestowaniu pieniędzy, które zarobił na naprawie samochodów.

Przez ten czas, Jacob i Bella stali się bliskimi przyjaciółmi. Wiele wieczorów spędzała w 

garażu Jacoba, kiedy on pracował. Kiedy już w końcu wychodzili gdzieś razem, Bella 
wyrażała się jasno, że są tylko przyjaciółmi, ale to nie zatrzymało Jacoba przed 

przekroczeniem wyznaczonej granicy ich przyjaźni.

To był okres w czasie ich przyjaźni, kiedy przekroczyli tę linię. Bella nie chciała 
rozpamiętywać tego. Szybko wyznaczyła nowe granice ich przyjaźni i Jacob nie naciskał.

Zdarzyło się to 2 lata temu i nigdy o tym nie rozmawiali, ale nadal byli dobrymi 
przyjaciółmi.

Bella planowała przyszłość, tak by spędzać z nim czas.

Wysłała wiadomość do Jacka i otworzyła od Angeli. Bella sądziła, że chce ona tylko 
potwierdzić ich plany na jutrzejszy wieczór. Zaczęła czytać wiadomość od przyjaciółki:

„Zadzwoń do mnie jak tylko to możliwe. Musimy o czymś porozmawiać.”

Bella zerknęła z kuchni do salonu i zobaczyła, że tamci nadal próbują zdecydować, jaki 
wybrać film.

background image

Wyszła przez tylne drzwi na ganek i zadzwoniła do Angeli. Ta odebrała po pierwszym 
sygnale.

- Hej, Angela! Co się stało? Właśnie przeczytałam twoją wiadomość. Miałam wyłączony 

telefon, ponieważ jestem w domu Cullenów. - zaczęła Bella.

- Oh wow! Co tam u ciebie? Czy jest tam Edward? - Zapytała.
- W porządku, właściwie to w ciąż tu jestem.

- I? - Ledwo podtrzymywała własne podekscytowanie.

- Co i?

- Jak tam Edward?

Bella westchnęła.

- Dobrze, jak również jego śliczna dziewczyna.

- Oh, tak mi przykro.

- Tak, do tego Emmett musiał iść teraz do pracy, więc utknęłam.

- Chętnie zaoferowałabym ci się, by cię odwieść, ale właśnie jestem w drodze do Forks.

- Co? Dlaczego? Czy wszystko w porządku?

- Moja mama ma problemy z biodrem, więc nie powinna przez pewien czas chodzić. Jadę 
do domu by pomóc z domem i moimi braćmi.

- Przykro mi. Czy wszystko będzie z nią w porządku?

- Tak. Była na zewnątrz, pracowała w ogrodzie i potknęła się o wystający korzeń. Sądzę, 

że jest bardziej przygnębiona tym, że jest sama niż czymś innym.

- Czy jest coś, co mogłabym zrobić?

- Nie, ale nie jestem pewna jak długo będę w Forks.

- Oh.

- To znaczy, że nie będę mogła wrócić w porę, przed wyjazdem Emmetta na jego zjazd.
Bella przeklęła.

- Kompletnie o tym zapominałam.. Czy to w przyszłym tygodniu?

Angela roześmiała się.

background image

-Tak, wiem powiedziałam, że zostanę z tobą w czasie kiedy Emmett będzie poza 
miastem, ale nie sądzę bym mogła.

- Nie, oczywiście, że nie. Powinnaś być ze swoja mamą.

- Dzięki, naprawdę mi przykro.

- Bez obaw.

Rozmawiały jeszcze kilka minut, przed tym jak się pożegnały. Bella usiadła na jednym z 

krzeseł stojących na werandzie. Nie było sposobu by Emmett zostawił ją samą w domu 
przez tydzień. Ile próbowała go przekonać, by pozwolił jej biegać wieczorami. To zajęło 

miesiące negocjacji. Nie było wyjścia by mogła przekonać brata, zanim wyjechałby, że 
poradzi sobie sama przez tydzień. Myślała o tym by zadzwonić do brata i powiedzieć mu 

co przytrafiło się Angeli, ale w końcu zdecydowała, że tego nie zrobi. Mogła tylko 
obstawiać przy swoim, że nic jej się nie stanie, gdy będzie sama przez tydzień.

-Hej! Tutaj jesteś! - Bella odwróciła się i zobaczyła Alice wchodzącą na ganek – 

Zastanawialiśmy się, co się z tobą stało.

- Przepraszam, musiałam zadzwonić.

Alice usiadła na krześle obok niej.
- Czy wszystko w porządku?

- Tak - Alice uniosła na nią brwi.

- Nie - Bella siedziała bez ruchu na krześle i opowiedziała Alice o jej kłopotliwym 

położeniu. Po tym jak skończyła, Alice stwierdziła:

-Bella masz 23 lata, czym Emmett tak się martwi?

-To połączenie jego i ojca. Pozwolili mi zamieszkać w Seattle tylko z tego powodu, że 
miałam mieszkać z Emmettem. Sądzą, że dojdzie do jakieś katastrofy, jeśli zostawią mnie 

samą.

- Mówią o ciągłej ochronie.

- Wiem! Wiesz co Emmett powiedział dzisiaj Edwardowi? - Nie czekała na odpowiedź 
Alice – Jeśli wpadłby w jakąś burdę, to wolałby mieć mnie po swojej stronie. 

Uwierzyłabyś?
Alice potrząsnęła głową.

- Skoro jest taki pewny, moich zdolności skopania komuś tyłka, dlaczego nie chce 

pozwolić mi, zostać samej w domu przez tydzień.

Alice wzruszyła ramionami.

background image

- Wiesz co jest najgorsze w tym wszystkim? Nie ważne jak bardzo będę się starała 
przekonać go, że poradzę sobie sama, ostateczny głos w tej sprawie będzie miał ojciec i 

będę musiała wrócić do Forks, podczas gdy Emmetta nie będzie.

- Charlie by tego nie zrobił.

- Tak, zrobiłby - Bella westchnęła sfrustrowana - Nie chcę opuszczać lekcji i pracy, tylko 
przez to, że mój brat i ojciec nie pozwalają mi żyć własnym życiem.

- Jestem pewna, że są tylko zatroskani o twoje dobro.

- Alice! To jest faszyzm.

Alice nic nie mogła poradzić na mały chichot . Po chwili, Bella opanowała się

- Przepraszam, nie powinnam zawracać ci tym głowy.

- W porządku - wyciągnęła rękę i poklepała przyjaźnie Bellę po kolanie.

- Co wy tutaj robicie? - Edward ustał w przejściu.

Alice spojrzała na brata.
- Bella jest trochę przygnębiona.

Zrobił krok wchodząc na ganek.

- Dlaczego?

- To nic takiego, teraz jest już dobrze - odpowiedziała Bella.

- Musi wrócić do Forks na tydzień podczas, gdy Emmett będzie poza miastem - wtrąciła 
Alice

Edward spojrzał na Bellę.

- Planujesz odwiedzić swojego ojca?

- Nie - Bella skrzyżowała ręce na piersi.

Nie zamierzała mówić nic więcej, więc Alice wyjaśniła sytuację przyjaciółki.
Bella przekręciła oczami.

- To naprawdę straszne, ponieważ ona ma zobowiązania ze szkołą i pracą - wyjaśniła 

Alice, gdy patrzyła na brata.

- Nie musicie się tym martwić. Postaram się przekonać Emmetta, będzie dobrze, ale... - 
widziała, że to beznadzieja sprawa. Emmett pakowałby jej walizki, podczas gdy ich 

ojciec czekałby na nią w ciężarówce.

background image

- Ja mogę zaoferować się, by zostać z tobą Bella, ale muszę wyjechać we wtorek do 
Nowego

Jorku. Muszę załatwić kilka spraw odnośnie pracy i ślubu.

Przez chwilę Bella była pełna nadziei, ale kiedy usłyszała o tym, że Alice musi wkrótce 
wyjechać, nie sądziła by Emmett lub Charlie przystali na to. Kochają Alice, ale jeśli ona 

nie zamierzała zostać z Bellą cały tydzień, to nie miało znaczenia.

- Dlaczego nie mogłaby zostać właśnie tutaj? - Alice i Bella spojrzały na Edwarda.

- Tak, ale Alice mówiła, że wyjeżdża we wtorek. - przypomniała Bella.

- Tak, ale ja ciągle tu będę - wyjaśnił.

Alice uśmiechnęła się – to byłoby naprawdę miłe z twojej strony, Edwardzie.
Bella poprawiła się na krześle.

- Nie, poczekajcie.

- Jestem pewien, że Emmett zgodziłby się na to - zasugerował Edward.

- Charlie może nie, ale porozmawiam z nim - zaoferowała się Alice.

- To nie znaczy, że będziemy tu kompletnie sami. Mama i tata również tu będą - 

powiedział
Edward. To uspokoiło trochę Bellę, ale ten układ zbytnio jej nie przekonał.

- Ale, nie czuła bym się zbyt komfortowo, narzucając się twojej rodzinie cały tydzień.

Alice i Edward szybko ją zapewnili, że nie będzie nadużycie uprzejmości.

Bella była niechętna na ten układ. Pomysł spędzenia tygodnia z Edwardem było zarazem

ekscytujące i zniechęcające. Sprawy między nimi na pozór wydawały się w porządku, ale 
jeśli

panowałaby tam atmosfera pełna napięcia, będzie jej ciężko to zlekceważyć. Nadal nie 
wiedziała, dlaczego nabrał takiego dystansu przez wszystkie wcześniejsze lata i potem 

po prostu zerwał z nią wszelki kontakt. Ale nie potrafiła odmówić, spędzenia całego 
tygodnia z Edwardem, to był jej pomysł z szarlotką ”a la mode”. Zaczynała się ślinić na 

myśl o ich możliwościach.

- Bella?

- Huh? -zauważyła, że Alice nie ma i że Edward zajął miejsce siostry, tuż obok niej.

- Gdzie Alice?

- Poszła porozmawiać z Charliem.

background image

- Ale ja nie rozmawiałam jeszcze z Emmettem.

Kącik jego ust delikatnie się uniósł - Załatwimy to, jeśli zdobędziemy najpierw zgodę 

Charliego, Emmett też będzie musiał na to przystać. Bella poprawiła się na krześle.
- Ale ja się nie zgodziłam.

Zawahał się zanim odpowiedział

- Alice wydawało się, że pasowało ci to.

Alice jakimś sposobem musiała czytać w jej myślach o szarlotce „a la mode”.
- Ale - była zdesperowana jak się usprawiedliwić - co z Rosalie?

- Co z nią?

Patrzyła na niego zszokowana. Wówczas powiedziała - Jestem pewna, że ten układ nie 

spodobałby się jej.

- Nie będzie miała nic przeciwko.

- Nie wiesz tego.

- Zaufaj mi.

- Czy naprawdę będziesz to robił tak często? - Edward spojrzał na nią zaskoczony, ale 
Bella

kontynuowała – zamierzasz mówić mi, że ona nie będzie miała nic przeciwko temu, iż 
praktycznie spędzisz tydzień z inną kobietą?

Spojrzała porozumiewawczo na Edwarda a on odpowiedział:

- Nie ma czym się niepokoić.

- Jak możesz... - i wtedy uświadomiła to sobie. Oczywiście Rosalie nie miałaby czym się 
martwić. Była żeńskim odpowiednikiem szarlotki „a la mode”. Kiedy porównywała 

siebie do Rosalie, Bella czuła się jak żeński odpowiednik kiepskiego ciasta cytrynowego 
jakie można dostać na stacji paliw - tak, zgaduję, że nie.

- Więc jak zostaniesz? – zapytał

Bella wstała i schowała telefon do tylnej kieszeni spodni.

- To nie jest tak, że mam jakiś wybór - następnie weszła do domu. Edward podążył za 
nią.

- Nie chcę, żebyś czuła się zmuszana do zostania tutaj.- Byli w kuchni. Bella odwróciła się 

i
spojrzała na Edwarda.

background image

- Niech pomyślę, jechać do Forks i zostać z Charliem albo zostać tutaj z tobą. Eee. Sądzę, 
że

wolałabym wybrać trzecią opcję, którą jest odrąbanie sobie nóg nożem od masła. - 
Następnie

odwróciła się by wyjść z kuchni by dołączyć do przyjaciół, ale Edward złapał ją w porę 
za ramię.

- Dlaczego jesteś taka zdenerwowana? Myślałem, że będziesz szczęśliwa mogąc tu 

zostać. – Bella zwęziła oczy.

- Chodzi ci o to, że powinnam być zadowolona, bo spędzę czas z tobą, gdyż nie widziałam 
ciebie przez ostatnie 7 lat?

- To nie to co....- przewał jej.

- Albo może powinnam być wdzięczna - jadowicie wymówiła przedostanie słowo. 

Edward cofną się o krok na jej ton i powiedział:
- Bella, celowo źle mnie zrozumiałaś.

- Naprawdę? Ponieważ siedem lat temu dałeś mi jasno do zrozumienia, że nie chcesz 

mieć ze mną nic wspólnego i teraz przypuszczam, że mam być zachwycona, że 
otrzymałam ten przywilej spędzenia z tobą czasu.

- Tak właśnie sądzisz?

- A co innego miałabym myśleć, Edward? Byłeś jedynym, który zakończył naszą 
przyjaźń. Potem wyjechałeś i już nigdy więcej ciebie nie widziałam. A teraz to wszystko, 

ni z stąd ni zowąd bez względu na dzień, widuję ciebie częściej niż kiedykolwiek przez 
ostatnie siedem lat i zachowujesz się tak, jakby nic się nie stało.

- Nie chciałem cię skrzywdzić.

Wyrwała swoją rękę z jego uścisku. Omal zaprzeczyła temu, ale to miałoby sens.

- Czy wszystko w porządku? -Rosalie ustała w progu kuchni. Bella poczuła jak w jej 
oczach

zbierają się łzy, ale zamrugała powstrzymując je.

- Chcę wrócić do domu.

- Bella - odezwał się Edward. Bella złapała się za ramiona.

- Nie czuję się zbyt dobrze, chciałabym, by Alice odwiozła mnie do domu.

Rosalie spojrzała na Bellę i potem na Edwarda. Bella odwróciła się przed spojrzeniem 
Edwarda. Patrząc wszędzie z wyjątkiem Rosalie czy Edwarda. Młody Cullen przyglądał 

się Belli z obolałą miną.

- Jest w salonie z Jasperem- powiedziała Rose, odsuwając się na bok. Bella szybko wyszła

background image

zostawiając ich w kuchni. Odnalazła Jaspera i Alice w pokoju, siedzących razem na 
kanapie.

- Bella jesteś gotowa - zerknęła na przyjaciółkę i wstała – Co się stało? O co chodzi?

- Nie czuję się zbyt dobrze. Chciałabym być już domu. Odwieziesz mnie?
Alice zrobiła krok do przodu.

- Myślałam... - Jasper wstał i położył dłoń na jej ramieniu. Kilka sekund później Alice 

powiedziała.

- Oczywiście, że odwiozę cię do domu.

Bella podeszła do drzwi zwykłym tempem. Kiedy wychodziły, Edward przyłączył się do 
nich.

Rosalie nie było w pobliżu.

- Bella, pozwól mi się odwieść do domu - prosił Edward. Potrząsnęła głową. Jasper 
pochylił się i wyszeptał coś na ucho Edwarda. Wyglądał jakby zamierzał odpowiedzieć 

coś przyjacielowi, ale się powstrzymał. Spojrzał na Bellę i powiedział – Dobranoc Bella.
- Dobranoc – odwróciła się i Alice podążyła za nią.

Jazda do domu była cicha. Bella była wdzięczna Alice, że nie zadawała jej żadnych pytań. 

Kiedy zajechały na podjazd, Bella odblokowała pas bezpieczeństwa i już chciała 
podziękować Alice, kiedy przyjaciółka załapała ją za ramię, by ją zatrzymać.

- Przykro mi, że nie czujesz się najlepiej.

- Nic mi nie będzie.

- Jeśli nie będziesz mogła być na przymiarce sukien druhen, zrozumiem.

Cholera pomyślała.

– To w ten weekend?

-Tak w niedzielę.

Dziś był piątek.
- Powinnam sobie z tym poradzić.- Po chwili dodała – zabiorę także ze sobą Emmetta.- 

spojrzała na Alice.

- Charlie zgodził się byś została w naszym domu, więc Emmett też powinien. - Zawahała 
się zanim zapytała- Więc jak, będziesz?

- Tak - ale nie brzmiała zbyt przekonująco.

background image

- Skoro Emmett wyjedzie wcześnie rano w poniedziałek, zasugerował, że to dobry 
pomysł z

przymiarką sukien druhen, ponieważ będziesz mogła zostać u nas.

- Ale to niepotrzebne. Mogę właściwie przyjść na wieczór w poniedziałek.

- Mówił, że czułby się lepiej wiedząc, iż jesteś z nami zanim wyjedzie.
Bella oparła głowę o zagłówek fotela.

- Mogę odwołać wyjazd do Nowego Jorku, jeśli to będzie łatwiejsze dla ciebie.

Bella spojrzała na Alice.

- Oh, nie. Nie rób tego. Wiem, że to naprawdę ważne dla ciebie by skończyć tę pracę. I 
jestem

pewna, że chciałabyś również sfinalizować szczegóły ślubu.

- Te rzeczy mogą zaczekać - odgarnęła włosy z twarzy Belli – Wiesz, że jesteś moją 
najlepszą

przyjaciółką na świecie.

Bella zaśmiała się.

- Więc dlaczego jestem tylko druhną?
Alice uśmiechnęła się.

- Rosalie jest siostrą Jaspera. To rodzaj dawania i dlatego ona będzie moją główną 

druhną.

- W porządku, będę pamiętać kiedy będzie moja kolej na za mąż pójście.

- Ja będę dla ciebie główna druhną - stwierdziła rzeczowym tonem fakt.

Bella zaśmiała się ponownie.
- Czy nie jesteśmy zbyt pewne siebie?

Alice spojrzała na Bellę z poważną miną.

- Jestem siostrą Edwarda więc to mój obowiązek.

Bella otwierała i zamykała usta kilka razy.
Alice pochyliła się i powiedziała

- Samodzielnie uporządkujcie sobie sprawy.

Bella ponownie walczyła napływające łzy i rzuciła ze zgrozą:

- Alice, proszę nie żartuj w ten sposób.

- Od kiedy to żartuje o takich sprawach?

background image

Bella wypuściła drżący oddech.

- Wy Cullenowie zamierzacie wpędzić mnie do grobu. - Alice zaśmiała się.

Powiedziały sobie dobranoc i Bella weszła po schodach do domu. Poszła prosto 

do swojego pokoju, zdjęła bieliznę i położyła się do łóżka .Kiedy jej głowa trafiła na 
poduszkę, natychmiast zasnęła. To był niespokojny sen, ponieważ nawet we śnie, nie 

potrafiła uciec przed obolałym wyrazem twarzy Edwarda, kiedy wychodziła z ich domu.

~~~~~~~****~~~~~~~

Edward otworzył drzwi do swojej sypialni, z nadzieją by pójść spać i zapomnieć o 

spojrzeniu Belli, kiedy wychodziła z domu. Miał tylko kilka merów do pokoju, kiedy 

zobaczył Rosalie siedzącą na jego łóżku w piżamie. Cholera. Pomyślał. Zapomniał, że 
została w jego pokoju utrzymując pozory. Rosalie odłożyła książkę - Co się stało? 

Rozmawiałeś z nią, zanim wyszła? Podszedł do łóżka i usiadł na pustym miejscu - Nic. 
Nie zdążyłem z nią porozmawiać.

- Dlaczego nie?

- Jasper nie sądził by był to dobry pomysł. Mógłby powiedzieć, że wyglądała na 

naprawdę
zmartwioną.

- Kurde, mogłam to zobaczyć.

- Rosalie- powiedział ostrzegającym tonem.

- Przepraszam, to jest tylko...to jest naprawdę dziwna sytuacja.

- Tak

Położyła książkę na stoliku nocnym przy łóżku.
- Zamierzasz jej powiedzieć?

Spojrzał na Rosalie.

- Dobrze ci z tym będzie?

Uśmiechnęła się.

- Chcę byś był szczęśliwy, Edwardzie.

- Co z Jasperem i Alice?

background image

- Przedtem nic nigdy nie mówili, ale dzisiaj Alice stwierdziła, że była zaskoczona gdy 
przyniosłam swoje rzeczy do twojego pokoju.

- Więc, zgaduję, że nasze udawanie przepadło. - Jedna z brwi Edwarda wygięła się.- Ale 

co z tobą? Co z tym zrobisz?

Podniosła rękę - Nic mi nie będzie. Jestem dużą dziewczynką. Poradzę sobie z tym. Było 
łatwiej używając ciebie jako wymówki.

Po chwili mały uśmiech skradł się na jej usta.

- Poza tym, nigdy nie wspomniałeś jaki słodki jest Emmett.

Oczy Edwarda rozszerzyły się.
– Uważasz, że Emmett jest słodki? - Rosalie wzruszyła ramionami.

- Nie sądziłem, że jest w twoim typie - stwierdził Edward.

- Też o tym nie myślałam. - Zaśmiała się Rose.

- Bella wydaje się miła - po chwili powiedziała.

- I jest – potwierdził Edwarda.

- Mam nadzieję, że to się uda.

- Nieźle z tym wszystkim namieszałem.

- No cóż, masz cały tydzień by to naprawić.

- Tak, jeśli najpierw nie rozerwie mnie na strzępy. Nie sądzę by myślała o mnie w ten 
sposób.

- Dlaczego tak sądzisz?

- No cóż, dorastaliśmy razem. Jestem pewien, że postrzega mnie jako typowego 

starszego brata.

- Oj, nie wiem.

- Co?

- Ona nie patrzyła na ciebie jakbyś był jej bratem.

- O czym ty w ogóle mówisz - odwrócił się by spojrzeć na przyjaciółkę.

Rosalie podniosła dłonie w obronnym geście i powiedziała:

- Tylko stwierdzam to, co widziałam.

background image

- Więc, czy mogę odzyskać swój pokój z powrotem? - po chwili zapytał Edward.

- Wyrzucasz mnie? - Rosalie udała oburzenie.

- Możesz spać w pokoju dla gości - powiedział uśmiechając się.

- Przebrałam się już w moją piżamę. - Spojrzał na jej koszulę nocną. Był to najzwyklejszy 
biały materiał z cienkim paskiem nad kolanami. Rosalie zastanawiała się nad zwykłą 

piżamą.

- Hej, miałeś swoją szansę, skarbie - powiedziała Rosalie.

Edward zaśmiał się.
- Nie martw się już wychodzę. - Chwycił spodnie od piżamy zanim wyszedł ze swojego 

pokoju, pożegnał się - Dobranoc Rosalie.

- Dobranoc Edward.

Zamknął drzwi i poszedł na dół. Doszedł do wniosku, że Alice i Jasper powinni już spać, 
więc

kiedy wchodził do salonu był trochę zaskoczony widząc Jaspera siedzącego na kanapie,
przełączając różne kanały w telewizorze.

- Hej, Edward - odezwał się Jasper, bez rozglądania się.

Zawahał się zanim odpowiedział.

- Hej - rzucił piżamę na oparcie od sofy i zajął miejsce obok przyjaciela. Siedzieli tak w 
ciszy przez kilka sekund dopóki Jasper przełączał kanały i w końcu zostawił na reklamie 

regularności materaca.

- Ta część, kiedy wskakują do łóżka z kieliszkiem wina była niezła - poinformował 
Jasper.

Edward spojrzał na Jaspera.

- Aha, okey.

-To daje publiczności wrażenie, że te łóżko mogłoby naprawdę zapewnić dobrą noc do 
spania.

Edward nic nie mógł poradzić na uśmiechanie się. Po tym jak obejrzeli grę w kręgle 

rozegraną na materacu, Jasper stwierdził.

- Lubię Bellę. - Edward spojrzał na przyjaciela, a ten kontynuował - Słuchała mnie jak 
mówiłem o ciekawostkach związanych z wojną cywilną.

- Prawdopodobnie zauważyła, że wszystko w niej jest ciekawe.

background image

- Myślę, że tak, - odłożył pilot od telewizora. - Więc, będziesz dzisiaj spał na kanapie?
Edward zawahał się zanim odpowiedział.

- Zamierzałem iść spać do pokoju gościnnego.

- Czy Rosalie jest zdenerwowana?

- Nie sądzę.

Jasper myślał przez minutę

- Nie sądzę by była .

- Czy ty... - Edward przebiegł palcami po włosach - Lubię Rosalie, ale nie w ten sposób.

- Wiem.

- Wiedziałeś? - zapytał zaskoczony Edward.

- Nie sądziłem byś był w jej typie - spojrzał na Edwarda, który miał częściowo otwarte 

usta.

- Po za tym jest jeszcze sprawa związana z Bellą.

- Jak sprawa?

- Wiesz.

Edward otworzył usta by coś powiedzieć, ale Jasper mu przerwał.

- Nie martw się, nikomu nic nie powiem.

- Co ty...

- W porządku Edward.

- Ale - Jasper poklepał go po ramieniu - Sygnały jakie nadajesz kiedykolwiek jesteś blisko 
niej, nie są trudne do zauważenia.

Edward potarł sobie kark i przełknął ślinę. Zanim mógł cokolwiek powiedzieć, Alice 

weszła do salonu. Wstał.

- Gdzie mama i tata - zapytała dziewczyna.

- Jeszcze nie wrócili - poinformował Jasper.

Alice spojrzała na brata.
– Myślałam, że już śpisz - Edward potrząsnął głową.

background image

- Co z Bellą? - zapytał. Patrzyła na Edwarda przez minutę zanim odpowiedziała.

- Nie za dobrze.

- Może powianiem z nią porozmawiać - zrobił krok do przodu, ale Alice zatrzymała go 

unosząc do góry dłonie.

- Ona teraz śpi.- Edward głęboko westchnął. Alice kontynuowała - Zostanie tutaj od 
niedzieli.- Edward zmarszczył brwi.

- Jak ją przekonałaś? - Alice wzruszyła ramionami - Nie ważne, pomyślałam, że 

powinieneś
wiedzieć. - Kiedy się odwróciła by pójść na górę, Edward poprosił:

- Alice poczekaj – i kiedy się odwróciła, kontynuował - Dziękuję.

Alice przechyliła głowę na bok. Tylko upewnij się, że nie stracisz okazji. Masz więcej niż 
dosyć czasu by to przemyśleć.

-Alice... - zaczął Edward, ale ona pokręciła głową. -Nie musisz niczego tłumaczyć. Byłam

szczęśliwa kiedy zacząłeś spotykać się z Rosalie, ale tylko dlatego, że myślałam, że jesteś
szczęśliwy. Więc, dobrze się z tym czujesz - Alice pocałowała brata w policzek i 

powiedziała:
-Tylko nie spieprz tego tym razem - odwróciła się i weszła na schody. Jasper wstał i 

podążył śladem Alice.-Dobranoc Edward.

- Dobranoc - odpowiedział przyjacielowi. Usiadł na kanapie i wziął do ręki pilota. Po 
minucie

przełączania kanałów, wyłączył telewizor. Wziął spodnie od piżamy i poszedł do pokoju
gościnnego. Zrzucił z siebie ubranie i włożył piżamę. Kiedy leżał na łóżku, chłodne 

prześcieradło sprawiło, że trudniej było mu zasnąć. Ale kiedy mu się w końcu udało, 
wspomnienia Belli w garażu bijącej worek, odgrywały się w jego pamięci. Zamiast 

nakładania maści na kłycia, śniło mu się, że je całuje.

     

background image

                                                                                    

background image

R

OZDZIAŁ

 4- R

ACZEJ

 

OPUŚCIŁBYM

 

TO

NIŻ

 

CIERPIAŁ

 

Z

 

TEGO

 

POWODU

       Nie chcę być Twoim francuskim kluczem

Kolejnym nieprzyzwoitym wypadkiem

Raczej opuściłbym to niż cierpiał z tego powodu

Nigdy nie będę Twoim francuskim kluczem

Poranny strumień światła wpadał przez okno w sypialni Belli, prosto na jej twarz. 

Przewróciła się na drugi bok, słońce miarowo wypełniało cały pokój. Pomysł 
sprawdzenia, która godzina nie wypalił, ale nie mogła tego dłużej unikać kiedy jej 

telefon zadzwonił i popłynęła z niego piosenka Monkey Wrench- Foo Fighter.

Bella nic nie mogła poradzić na uśmiech, kiedy odezwała się do rozmówcy:
- Cześć Jacob.

- Hej Bella. Czekałem kiedy zadzwonisz.

Bella sprawdziła godzinę na telefonie i wywróciła oczami.

- Jacob, jest zaledwie 8 rano.

- Powiedziałaś, że zrobimy coś razem po południu.

- Taak po południu, a właśnie teraz jest ranek. - Zaśmiał się

- Więc, kiedy już nie śpisz, ja tylko... .

- Nie. Wracam spać.

- Bella... - zaczął.

- Jacob, zadzwonię do ciebie za parę godzin.

- Ale - nie pozwoliła mu dokończyć, gdyż rozłączyła się i rzuciła telefon na podłogę. 
Poprawiła swoją poduszkę i zakryła nią głowę. Nie była rannym ptaszkiem. To wszystko.

~~~~~~~~***~~~~~~~~~

background image

Emmett podniósł dzbanek z kawą i nalał sobie pełen kubek. Wziął swoją czarną 

kawę. Postawił ją z innymi rzeczami do rozcieńczenia kofeiny. Kiedy w końcu skończył 

pracę musiał jeszcze zostać do późna w nocy ponieważ, ktoś lub jacyś ludzie pomyśleli, 
że byłoby zabawne okręcić drzewa w parku, papierem toaletowym. Nie byłoby to nic 

wielkiego gdyby to było jedno drzewo. On i inni strażnicy znaleźli kilka drzew 
obrzuconych papierem w różnych częściach parku. Popił kawę i ubolewał nad faktem, że 

nawet gdyby mógł rozedrzeć na strzępy winowajców tego zdarzenia, to nadal byłaby to 
zbyt mała kara.

Jeśli miał być ze sobą szczery, był naprawdę w złym humorze, ponieważ musiał 

wcześniej wyjść z domu Cullenów poprzedniego wieczora. Nigdy nie zazdrościł 
Edwardowi niczego, ale cholera, nic nie mógł poradzić na poczucie małej dawki tego 

uczucia, że skończył on z kimś tak zapierającym dech w piersiach jak Rosalie. Jego kubek 
z kawą był prawie pusty i zaczynał czuć się ponownie człowiekiem, kiedy usłyszał 

pukanie do drzwi. Bella wspominała coś o wyjściu gdzieś razem z Jacobem. Emmett nie 
mógłby dopuścić by pokazać mu ją tak wcześnie. Chłopak był bardziej zniecierpliwiony 

niż golden retriever. Musiał porozmawiać z Bellą głównie o nim. Odstawił kawę na blat i 
poszedł otworzyć. Był gotowy wdać się w przemówienie o tym jak skopać tyłek, komuś 

kto w nierozsądnych
godzinach odwiedza ludzi. Kiedy otworzył drzwi i zorientował się, że to nie Jacob tylko 

Edward, przywitał się.

- Uh, Cześć.

- Cześć - Edward przebiegł palcami po włosach. Emmett odsunął się na bok i jego 
przyjaciel

wszedł do środka.

- Kawy? - zapytał Emmett kiedy weszli do kuchni.

- Nie dziękuję - Emmett nalał sobie kolejna porcje kawy i napił się.
- Jak było w pracy? - zapytał Edward.

Emmett potrząsł głową.

- Musiałem posprzątać papier toaletowy z krzaków.

- Powinienem mimo to pytać?- zaśmiał się

- Zgaduję, że był to rewanż, za ciągłe chodzenie do toalety.

- Przykro mi - powiedział Edward.

Emmett wzruszył ramionami i wziął kolejny łyk kawy. Następnie zapytał:
- Jak u Rosalie?

- Świetnie - i wtedy przypominał sobie co mówiła zeszłego wieczora o Emmecie - Więc, 

co o niej sądzisz?

background image

- Jesteś szczęściarzem, gnojku.

Edward wypuścił mały chichot:

- Jest świetna.

- Świetna? - Emmett odstawił swój kubek - Ona jest jak ciasto czekoladowe, gorąca 
krówka

(cukierek) i lody waniliowe .
Edward zapomniał o tym, że Swanowie używają jedzenia do opisania swoich przeżyć. 

Kiedy byli dziećmi, Emmett miał starcie z jego matką i porównał ją do świeżo 
upieczonych czekoladowych ciastek i szklanki mleka.

- Aż tak, co? - naigrywał się Edward. Emmett odchrząknął.

- Przepraszam.

- Nie w porządku, - ostrożnie zaczął - powiedziałbym, że Rosalie jest bardziej jak 

marchewkowe ciasto, oczywiście dla mnie.

Emmett wzdrygnął się
- Dlaczego mówisz coś takiego?

Edward zawahał się za nim odpowiedział

- Może dlatego, że Rosalie myśli, że też jestem jak marchewkowe ciasto.

Zajęło minutę by ta informacja się rozeszła. Oczy Emmetta zalśniły.
- Zerwaliście ze sobą? - Edward uśmiechnął się.

- My właściwie nigdy...byliśmy tylko przyjaciółmi.

- Więc czemu mówiłeś, że to twoja dziewczyna.

- Nigdy nie mówiłem, że nią jest.

Emmett zamierzał zaprzeczyć mu, ale nie potrafił. Zamiast tego potarł twarz i napił się 

więcej
kawy. Po chwili wzruszył ramionami i powiedział

- Okej.

Edward zapominał również, jak łatwo idzie udobruchać Emmetta.

- Więc to jest powód twojej wizyty dzisiaj? - Zapytał Em.

- Nie właściwie, Bella...powiedziała, że źle się czuła ostatniego wieczora i poprosiła Alice 
by ją odwiozła. - Brwi Emmetta zmarszczyły się.

background image

- Spała już, kiedy przyjechałem do domu. Nie sprawdzałem jej. - Po tych słowach 
wyszedł z

kuchni. Kiedy stali na schodach Edward powiedział:
- Zanim tam pójdziesz, chciałbym osobiście powiedzieć Belli o Rosalie.

Emmett spojrzał na schody prowadzące na górę i następnie na Edwarda

- W porządku.

Edward zawahał się, nie wyobrażał sobie by za pierwszym razem Emmett pozwoli mu 
wejść na górę i zobaczyć się z Bellą. Zaczął wspinać się po schodach.

- Drugie drzwi po prawej to jej - poinstruował go przyjaciel.

Edward stał przed drzwiami sypialni Belli kilka sekund, zanim zapukał.
- Bella ?Nie było żadnej odpowiedzi. Pomyślał, że może nie ma jej w pokoju. Otworzył 

drzwi i wkroczył do środka. Obejrzał się dookoła. Bella nigdy nie była typem 
dziewczyny, która przepadała za jednorożcami i kwiatami. Miała kilka zdjęć 

wydrukowanych w ramkach i powieszonych na ścianie. Nie było tam żadnego innego 
obrazu, żadnych bibelotów lub innych typowych żeńskich dekoracji. Edward wkroczył 

dalej do sypialni i oparł się o wpół otwarte drzwi. Zerknął na łóżko Belli na pierwszy 
rzut oka, wyglądało na nieużywane, ale wtedy zauważył ruch ręki między poduszkami. 

Poczuł się trochę zaniepokojony, kiedy nie mógł zauważyć żadnego innego ruchu. Zrobił 
dwa kroki w stronę jej łóżka i dotknął jej ramienia. Było ciepłe. Edward sięgnął po 

poduszkę na której leżała głowa dziewczyny i nią poruszył.

- Bella?

Żadnej reakcji. Położył rękę na jej ramieniu i delikatnie nim potrząsnął

- Bella?

Tym razem odwróciła się i wybełkotała:

- Nie teraz, Jacob. Jest nadal za wcześnie. - Edward stał w osłupieniu Ona oczekuję 
Jacoba
,

pomyślał. Bella zatrzepotała oczami i je otworzyła. Przelotnie zerknęła na Edwarda i 
ponownie je zamknęła.

- Bella to ja Edward - odchrząknął - Nie Jacob.

Panna Swan po raz kolejny otworzyła oczy i spojrzała na swojego gościa. Kiedy zdała 

sobie
sprawę, że istotnie to był Edward, a nie Jacob, usiadła na łóżku.

- Edward? - zebrała włosy z twarzy i potarła rękami zaspane oczy.

- Ja... - Edward zamrugał zszokowany, kiedy zorientował się, że nie miała na sobie 

żadnego

background image

ubrania. Spojrzała w stronę, w którą Edward się gapił. Zauważyła, że była ubrana 
jedynie w bieliznę, więc naciągnęła na siebie przykrycie. Rozejrzała się za ubraniami, 

lecz leżały one przy stopach Edwarda.

Przeklęła cicho pod nosem i zapytała

- Co do cholery się wydarzyło? - Sprawdziła pod pościelą i znalazła swój stanik 
zakręcony w

prześcieradle. Wypuściła kolejną wiązkę przekleństw - Co ty tutaj robisz? - Była 
wdzięczna, że przynajmniej miała parę swojej najlepszej bielizny.

- Emmett powiedział, że mogę przyjść i ciebie zobaczyć, - jego spojrzenie włóczyło się po 

niej. Bella spojrzała na niego z niedowierzaniem. Podniósł ręce w obronnym geście.
- Nie, to znaczy, chciałem się upewnić, że z tobą wszystko dobrze po ostatniej nocy. - 

Tym razem miał dobre wyczucie by odwrócić wzrok.

- Dlaczego nie pukałeś?

- Pukałem. Byłaś zakopana pod poduszkami - brzmiał jak winowajca i był 
zdeterminowany nie gapić się na nią, ale nie mógł powstrzymać siebie i ukradkiem 

zerknął w jej stronę. Wzięła
prześcieradło ze swojego łóżka by się okręcić, ale sposób w jaki Edward się na nią gapił, 

sprawił, że Bella poczuła, iż zdecydowanie musiał coś widzieć. Poczuła poranne światło 
na plecach i jęknęła, orientując się, że połowa jej nagiego ciała była oświetlona przez 

cały czas.
Wspaniale pomyślała, zrozpaczonaBella czuła trzy ćwierci do śmierci. Z jaskrawym 

porannym słońcem, nie było żadnej pomyłki.

Edward widział każdy cal jej ciała.
- Bella? - Emmett wołał ją z dołu. Mogli następnie usłyszeć jak wchodzi po schodach.

- Zamknij drzwi! - Bella wyskoczyła z łóżka i próbowała owinąć się prześcieradłem.

- Ale... - przesunął się w stronę drzwi, lecz nic nie mógł poradzić na przyglądanie się Belli 

jak
próbuję opatulić się prześcieradłem, na którym wcześniej spała.

- Edward, zamknij drzwi!! - rozkazała.

Razem sięgnęli po drzwi i w tym samym czasie je zamknęli.

Kilka sekund później, Em był już pod drzwiami i zapytał.

- Bella? Czy wszystko w porządku? - zniżył przy tym głos - Czy Edward jest tam nadal z 
tobą?

- Tak. Wszystko w porządku. Tylko daj nam minutę - powiedziała przez drzwi.

Przez chwilę była cisza, zanim Emmett oznajmił - Jacob jest tutaj.

background image

- Nie, na dole - odpowiedział starszy brat.

- Powiedz mu by tam został.

-Jesteś pewna, że nie chcesz bym go wysłał do domu? - Zaproponował Em. Bella 

wywróciła oczami.

- W porządku - po tych słowach od razu usłyszała jak Emmett schodzi na dół po 

schodach.

Odwróciła się by spojrzeć na Edwarda. Zaczynał do niej docierać fakt, że stał bliżej niż 

sądziła. Trzymała mocno prześcieradło przy swoim ciele. Oczy Edwarda dryfowały po 
nagich ramionach i szyi Belli.

- Przepraszam. Nie wiedziałem, że spodziewasz się kogoś. - Jeśli ktoś powiedziałby jej w 

zeszłym tygodniu, że Edward Cullen mógłby być w jej pokoju i, że ona byłaby 
praktycznie naga, pewnie umarłaby na uraz spowodowany niepohamowanym 

śmiechem. Spojrzała na niego i zauważyła, że jego oczy mają kolor ciepłego bursztynu.

- Przyszedłeś tylko po to by sprawdzić jak się czyje??

- Wyglądałaś wczorajszego wieczoru na naprawdę zmartwioną.

- No cóż, teraz wszystko ze mną dobrze - zorientowała się, że może poczuć zapach 
Edwarda.

Pachniał czystością i czymś jeszcze czego nie umiała zidentyfikować. Powstrzymała 
siebie przed skłonnością do przytulenia się w miejsce powyżej jego kołnierza. Zamiast 

tego, cofnęła się o krok, ale poczuła za plecami drzwi. Jej głos zachwiał się trochę kiedy 
zapytała.

- Czego chcesz, Edwardzie?

Bella oglądała serię emocji przechodzących przez twarz młodego Cullena. Zauważyła 

również, że jego oczy zmieniły barwę na czekoladowy brąz.

- Przyszedłem porozmawiać z tobą. - powiedział zmagając się z każdym słowem.

- O czym? - dociekała dziewczyna.

Chłopak musnął włosy na jej lewym ramieniu i pozwolił sobie koniuszkiem palca wlec 
się,

dotykając jej skóry, podczas gdy jego kciuk musnął zagłębienie jej szyi. Ponownie wrócił 
dłońmi na jej ramiona. Bella była pewna, że jej serce wyskoczyłoby z piersi, jeśli dalej 

kontynuowałby te tortury.

background image

- Edward? - Nic nie mogła poradzić na westchnienie kiedy wypowiedziała jego imię. 
Ciężko było jej się skupić - O czym chciałeś porozmawiać?

- Co? - Był zaabsorbowany przyglądania się w jaki sposób wygina szyję.

- Powiedziałeś, że przyszedłeś tutaj porozmawiać ze mną.

- Tak - spojrzał na jej usta. Serce Belli waliło jak oszalałe w klatce piersiowej.

- Może powinnam się ubrać - oznajmiła

- Ubrać? - powiedział, nadal trzymając ją za ramię.

- To jest naprawdę niezręczne - podciągnęła wyżej prześcieradło.

-Jeśli wiedziałbym, że praktykujesz spanie nago, nie przyszedłbym..

- Ale to był przypadek - tłumaczyła się Bella. Kącik jego ust drgnął nieznacznie

- Jaki znowu przypadek?

- Ostatniej nocy, byłam zbyt zmęczona by założyć piżamę. Miałam na sobie biustonosz, 
ale w

jakimś sposobem musiał odpaść. - Uśmiechną się jeszcze szerzej na jej tłumaczenia.
-To nie jest zabawne, - zwęziła oczy patrząc na niego.

- Nie wiedziałem, że masz problem z utrzymaniem na sobie ubrań. - Drwił z niej. Bella 

polizała usta, zanim odcięła się na jego komentarz.

- I tobie wydaje się, że zamierzam nie nosić ubrań.

- Co sprawiło, że tak mówisz? - zapytał ją ze złośliwym uśmieszkiem.
Bella obdarowała go znaczącym spojrzeniem. Zajęło mu chwilę, by zdać sobie sprawę, że 

trzymał rękę na drzwiach tuż obok głowy Belli. Co za tym idzie, że jego ręce blokowały 
drogę wyjścia. Druga ręka w dość stanowczym uchwycie trzymała biodro dziewczyny.

- Przepraszam. - Edward rozluźnił uścisk i zabrał ręce. Nie miał pojęcia co w niego 

wstąpiło, kiedy pół naga Bella stała tuż przed nim.

Bella miała już coś powiedzieć, kiedy usłyszeli znów Emmetta przy drzwiach.
- Bella? Jak długo zamierzacie tam być? - zapytał starszy brat przez drzwi.

- Mówiłam ci - Bella otworzyła drzwi. I zauważyła, że Jacob był razem z Emmettem na 

korytarzu. Obaj brali udział w tym wydarzeniu. Bella na „chybił trafił” starała się okręcić 
prześcieradłem, a Edward wyglądał jakby ktoś przyłapał go na zjadaniu ciastek prosto 

ze słoika.

background image

- Oh - tylko tyle zdołał z siebie wydobyć Em. Jacob miał zbolały wyraz twarzy. Odwrócił 
się i

odszedł.

- Jacob zaczekaj! - Bella ruszyła za przyjacielem, ale Emmett zatrzymał ją.

- Może powinnaś coś na siebie włożyć - zasugerował. Spojrzała na swój strój i przeklęła. 
Następnie wróciła do pokoju.

- Pójdę sprawdzę co z Jacobem. - Zaoferował się Emmett i zszedł na dół. Bella weszła do 

sypialni i podniosła swój stanik. Potem pozbierała resztę ubrań i zrzuciła z siebie 
prześcieradło. Edward natychmiast się odwrócił. Usłyszał szuranie jej szuflad i 

powiedział.

- Przepraszam Bella.

Sfrustrowana tym, że nie mogła znaleźć czystej podkoszulki, chwyciła sweter wiszący w 
jej szafie i włożyła go.

- Za co ? - zapytała, potem podeszła tam gdzie stał Edward i podniosła z podłogi swoje 

dżinsy.

- Za... nie wiedziałem, że ty i Jacob... - przerwał.

Tym razem, Bella założyła dżinsy i zapięła rozporek i guzik. Sięgnęła pod łóżko po parę 
klapek.

- O czym ty w ogóle mówisz? - Edward na te słowa odwrócił się.

- Przepraszam, że przyszedłem tutaj kiedy spodziewałaś się Jacoba. Mam nadzieję, że nie

zniszczyłem tego co było między wami.

Bella zatrzymała się i spojrzała na chłopaka
- Sądzisz, że czekałam na Jacoba?

- No cóż, mówiłaś tak - w tym czasie Bella podniosła ręce do góry.

- Nie mam czasu na to. Jacob jest dla mnie bardzo ważny. Nie chcę go skrzywdzić - 

Wyszła z
sypialni i Edward poszedł za nią. Kiedy zeszli na dół ze schodów, Bella zawołała – 

Jacob!!! -
Wkroczyła do salonu i zobaczyła Emmetta, samotnie oglądającego wiadomości. - Gdzie 

Jacob? - zapytała brata.

- Wyszedł. – odpowiedział.

- Co ? - Ustała naprzeciw telewizora. Em spojrzał na siostrę.

background image

- Hej, oglądałem to. Wkrótce idę do pracy.

- Gdzie on poszedł? - dopytywała się Bella.

- Nie wiem - próbował rozglądać się dookoła Belli. Skrzyżowała ręce na piersi.

- Tak po prostu pozwoliłeś mu wyjść?

-Nie było zbyt wiele, co mógłbym zrobić. Był bardzo zmartwiony. - Bella przeklęła i 

poszła do drzwi.

- Jadę za nim.- Emmett wstał.

- Bella!

- Wiem, że nie lubiłeś zbytnio Jacoba, ale był i jest naprawdę dobrym przyjacielem. - 
Bella zabrała klucze .

- Nigdy nie mówiłem, że nie lubię Jacoba. - Bronił się Em.

- Nieważne. - Wzięła swój portfel i wyszła z domu.

- Zamierzasz iść za nią? - Edward spojrzał na kumpla. Emmett potrząsnął głową

.
- Jest bardzo zdeterminowana.

- Sprawy między nimi wyglądają na bardzo poważne.

- Nie wiem - stwierdził Em.

- No cóż, muszą być skoro za nim poszła.

- Przestałem próbować ich rozgryźć dawno temu - Emmett z powrotem usiadł na 
sofie.Edward ruszył się i usiadł obok przyjaciela.

- Jak oni się poznali? - zapytał zaciekawiony.

- Poznali się w Forks, po tym kiedy on i jego ojciec przeprowadzili się do Seattle. Ojciec 
Jacoba potrzebował pomocy przy pracy w barze. Charlie coś wspominał o tym i Bella 

postanowiła pomóc. To było 3 lata temu. - Em zakończył swój opis.

- Czy nadal pomaga w barze? - zapytał Edward.

- Nie, ale nadal przyjaźni się z Jacobem.- poinformował Edwarda.

background image

- Czy ona z nim... nieważne - zawahał się nad zadaniem pytania. Przez chwilę siedzieli 
cicho na kanapie zanim Emmett zapytał.

- Powiedziałeś Belli o Rosalie?

- Nie miałem okazji - stwierdził Edward trzymając się za przegub nosa.

- Ah, prawda - Emmett zmarszczył brwi.

- Co ? - Edward spojrzał zdezorientowany na przyjaciela.

- Musieliście być pochłonięci innymi sprawami - przy tych słowach Em uśmiechnął się 

złośliwie.

- Do niczego nie doszło - bronił się Cullen.

- Nie ważne - drażnił się Swan.

- My tylko rozmawialiśmy - usprawiedliwiał się Edward.

- Ale nie miałeś okazji powiedzieć jej o Rosalie? - drwił przyjaciel.
Edward otwierał i zamykał usta, potem stwierdził.

- Szanuję Bellę i nie zrobiłbym niczego by ją skrzywdzić. - Emmett analizował wyraz 

twarzy
przyjaciela, następnie powiedział:

- Tak, wiem.

Edward został jeszcze godzinę, ale Bella nie wróciła. Wtedy Emmett musiał iść do pracy. 
Więc Edward wrócił do domu, czując jeszcze mniej nadziei, niż kiedy wyszedł z domu. 

Myśl, że Bella czekała na Jacoba tego ranka, zaniepokoiła go bardziej niżby chciał.

~~~~~~~~***~~~~~~~

Bella zaparkowała przed domem Blacków, który znajdował się niedaleko baru. Mieszkali 
jakieś 10 minut drogi od domu Belli. Zauważyła zaparkowany, na podjeździe motocykl 

Jacoba. Wysiadła z samochodu i skierowała się w stronę skromnego domu. Zapukała do 
drzwi i po kilku minutach otworzył Embry.

- Hej, Embry - przywitała się. Embry uśmiechnął się, ale to nie był jego zwykły szeroki 

uśmiech.

- Hej Bella.

- Czy jest Jacob? - zapytała.

background image

- Tak, ale - Bella nie czekała na zaproszenie by wejść do środka. Zobaczyła Bill'ego 
siedzące w kuchni.

- Cześć Billy - zawołała.

- Cześć Bella, co tam u ciebie? - zapytał mężczyzna.

- Jacob jest przeze mnie przygnębiony. - Black spojrzał na nią zaskoczony jej śmiałością.

- Więc, to by tłumaczyło, dlaczego zamknął się sam w garażu.

- Wykopał mnie z stamtąd. - poskarżył się Embry.

- Przepraszam - Bella skierowała się do tylnych drzwi. - Idę z nim porozmawiać.

- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - zapytała Embry.

- Będzie dobrze - wyszła i zamknęła za sobą drzwi.

Kiedy znalazła garaż, drzwi były zamknięte, ale niezablokowane. Kiedy weszła do 

środka, Best of you Foo Fighter's ryknęło z garażu. Bella zalazła wystające nogi Jacoba 
spod Mustanga. Przyciszyła muzykę i ustała obok samochodu. Po chwili chłopak zapytał.

- Co tutaj robisz, Bella?

- Przyszłam porozmawiać z tobą - stwierdziła dziewczyna.

- A o czym mamy rozmawiać? - zapytał młody Black.

- No dalej, Jacob. Możemy porozmawiać, proszę?

Minęła kolejna minuta, zanim Jacob wysunął się spod samochodu. Miał biały 

podkoszulek i dżinsy ubrudzone jakimś smarem. Podszedł do półki z narzędziami by 
wytrzeć ręce szmatką.

- Więc, mów. - Powiedział chłodno. Bella podeszła kilka kroków by być bliżej niego

- To nie to co myślisz.

- Nie wiem. To wyglądało na oczywiste, co ty i ten facet robiliście.

- Ten facet to Edward. - Jacob przestał wycierać ręce i odwrócił się twarzą do Belli

- Edward Cullen? - Bella przytaknęła.

- Przyjaciel Emmetta. - to nie było pytanie. Minęła minuta zanim Jacob stwierdził.

background image

- Więc, to on jest tym jedynym. - Bella potrząsnęła głową.

- Nic między nami nie zaszło.

- Racja - wrzucił szmatkę na półkę z narzędziami.

- Nic nie było - Bella uniosła podbródek. Jacob odwrócił się i poprzekładał narzędzia na 

półce.

- Jeśli dobrze pamiętam, to on był powodem dlaczego wyjechałaś z Forks.

- Wyjechałam z Forks by się uczyć.

- W tej samej szkole co on.

- On dawno skończył zanim ja zaczęłam tam chodzić. - Bella podeszła do półki z 
narzędziami i stanęła obok przyjaciela.- Nie był przyczyną, dlaczego wybrałam UW

5

.

- Może i nie był przyczyną, ale miał wielki na to wpływ - Odwrócił się twarzą do Belli - 

Czy
zapomniałaś z kim rozmawiasz?

- Jacob... - zaczęła Bella.

- Byłem tutaj, Bella. Byłem tutaj, kiedy go nie było.

- Ja... - Odwróciła się i oparła plecami o półkę - Ja troszczę się o ciebie, Jacob.

- Wiem. - spojrzał na nią - Tylko myślałem, że my... - dotknęła jego ramienia.

- Nigdy nie sugerowałam, że... - podniósł rękę.

- Myślałem może, że robiliśmy jakieś postępy. - Bella tylko na to cofnęła jego rękę.

- Jacob, staraliśmy się chodzić na randki, ale ja nie potrafię - wzięła głęboki oddech.

- Próbowałam, ale nie byłam z tobą fair. - Obdarował ją jednym ze swoich długich 

spojrzeń.

Musiał uciec wzrokiem. Jego mina przypominała jej o innych czasach kiedy zagubiła się,
zapominając Edwarda.

- To nie uczciwe. - poskarżyła się.

- Kto powiedział, że będę walczył uczciwie?

5

 Uniwersytet Waszyktoński

background image

-Jacob, nic na to nie poradzę, że czuję to w ten sposób. Wiesz o tym. Wcześniej tyle razy o 
tym rozmawialiśmy. - Odsunęła się od półki. Stanęła plecami do przyjaciela.

- Nie ma najmniejszej nadziei.

- Martwię się o ciebie. - Zawahała się zanim dodała - naprawę cię kocham.

Ale nie w taki sposób, pomyślała. Jacob zabrał rękę z jej ramienia

- Ale?

Nie potrafiła zmusić się by to powiedzieć. Wiedziała, że jeśli zrobiłaby to, to wszystko by 
się

zmieniło. Niskim głosem powiedział.

- Bella nie możesz wybrać dwóch opcji. - Bella wzdrygnęła się na te słowa
- O czym ty w ogóle mówisz? - Odwróciła się twarzą do niego.

- Przez cały ten czas który cię znałem, tego ranka Emmett pierwszy raz pozwolił mi 

wejść na górę do twojego pokoju.

- Byłeś wcześniej w moim pokoju.

- Tak, ale to był pierwszy raz, kiedy Emmett właściwe to pochwalił. - Skrzyżował ręce na 
klatce piersiowej - Jak długo Edward jest w mieście? Nawet nie cały tydzień? I Emmett 

pozwolił jemu wejść na górę bez namysłu.

- To dziwne?

- Tak i to bardzo. Emmett prawdopodobnie pozwolił mi iść na górę, tylko po to, bym 
mógł

zobaczyć na własne oczy, co się wydarzyło. Bella nie ukryła zbolałej miny.

- Emmett nie zrobiłby czegoś takiego.

- Przepraszam. Ja tylko... - westchnął głęboko i zrobił krok w kierunku Belli - W sposób 
w jaki Edward na ciebie patrzył nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości, że jest 

coś między wami.

- Ile razy mam ci powtarzać, że między nami nic nie ma – zdenerwowała się Bella.
Jacob patrzył na Bellę przez dobrą minutę.

- Ale chciałabyś by coś było, prawda?

Bella otwierała i zamykała usta. Nie potrafiła temu zaprzeczyć.

Jacob, tylko zniżył swój głos.

background image

- I jeśli jesteś uczciwa, co jeśli ja byłbym na górze w twoim pokoju tego ranka, nie 
pozwoliłabyś mi tak długo zostać jak jemu.

Bella zawahała się. Zastanawiała się. Czy Edward naprawdę był tak długo w moim pokoju.

Powróciła myślami do porannego incydentu. Wszystko wydawało się wydarzyć tak 
szybko. Za szybko. Podpowiadał jej cichy głosik w jej głowie. Spojrzała przed siebie na 

swoje ręce.
- Nie wiem co powiedzieć. Czuję coś do Edwarda, ale nie sądzę by czuł to samo do mnie. 

Również się o ciebie troszczę. - Jacob tylko ją przytulił. Stali tak przez chwilę, zanim 
chłopak wyszeptał jej do ucha.

- Czy jest cokolwiek, co mogę zrobić by przekonać cię byś dała mi szansę? - Bella poczuła 

ukłucie w sercu. Spojrzała na przyjaciela. Był przeciwieństwem Edwarda. Jacob miał 
ciemną karnację i był wyższy od Edwarda o pół stopy**. Edward był szczupły, ale Jacob 

był nie tylko szczupły, był również umięśniony w taki sposób, ze jego muskulatura 
wyraźnie się odznaczała. Przyciśnięta do klatki Jacoba, Bella przypominała sobie o jego 

budowie ciała. I chociaż czuła coś do Edwarda, nie była odporna na wspaniałą budowę 
ciała przyjaciela. Była tylko człowiekiem. Więc, kiedy Jacob pochylił się i przykrył jej 

usta swymi, pozwoliła sobie na pocałunek. Kiedy zacisną ramiona wokół niej, nic nie 
mogła poradzić na to że, objęła ramionami szyję Jacoba.

Jacob zachęcony działaniem Belli, stając się śmielszym, pogłębił pocałunek, czym 

kompletnie ją zaskoczył. Znów odebrał to jako znak jej zachęty. Jego ręce zsunęły się na 
jej talię i podprowadził ją w kierunku samochodu, przygwożdżając ją do auta. Całujący 

Jacob zwykle przypominał ciepły letni dzień. Był przyjemny i obiecujący. To nie zdarzało 
się zbyt często, ale kiedy w końcu ją całował, Bella nie mogła zaprzeczyć, że to on był 

sprawcą odczuć o których wciąż myślała i lubiła je doświadczać. Ten pocałunek jednak 
był gwałtowny i niepodobny do poprzednich. Jacob nigdy wcześniej nie był aż tak 

śmiały, aż do teraz. Można było wyczuć i zrozumieć tą głębie. Nigdy nie brała pod uwagę 
myśli, że Jacob czuł aż taką pasję do niej. I stał się bardziej namiętny. Bella zdała sobie 

sprawę, że nie potrafi odwzajemnić jego uczuć. Kiedy poczuła ręce Jacoba przesuwające 
się na jej tułów, oderwała się od niego.

- Jacob? - zapytała. Oparł swoje czoło o jej, próbując złapać powietrze. Po kilku 

sekundach
odezwał się.

- Cokolwiek? - Bella uciekła wzrokiem. - To było miłe. - Uniósł głowę .

- Miłe? Tylko miłe? No dalej, Bella!! To było niesamowite. - Spojrzała na niego 

przepraszającym wzrokiem.

- Dla ciebie było niesamowite, ale ja nie czuje tego samego do ciebie Jacob. - Powoli ją 
puścił.

- Przepraszam - wyszeptała. Jacob zrobił krok do tyłu.

background image

- Więc, zgaduję, że to koniec.

- Co? Co masz na myśli?

- Bella, proszę nie zadawaj mi takich pytań, jeśli chcesz byśmy byli nadal przyjaciółmi. -
Podtrzymywała łzy napływające jej do oczu. Kiedy przeprowadziła się do Seattle, Jacob 

był jej pierwszym przyjacielem. Zebrał palcami włosy z jej twarzy.

- Przynajmniej nie w tej chwili.

- Naprawdę mi na tobie zależy - nienawidziła siebie za to, że głos jej się załamał.

- Wiem, ale nie mogę... nie mogę się z tobą przyjaźnić, wiedząc, że kiedy całujesz 
Edwarda,

będziesz to robić z nim o stokroć większą namiętnością niż ze mną.

- Ale mówiłeś. - Poniósł rękę by ją uciszyć

- Wiem. To było niesamowite i będę strzegł tego wspomnienia, ale mógłbym także 
nakazać tobie byś nie angażowała się w to całym sercem.

- Jacob - nie mogła nic więcej powiedzieć. Potrząsł głową.

- Edward jest szczęśliwym sukinsynem.

- Przepraszam - powiedziała cicho Bella.

- Nie przepraszaj - pocałował ją w czoło - Będę miał cię na oku, Bella. - Odwrócił się i 

wszedł pod samochód by kontynuować pracę. Bella stała tam oszołomiona. Jacob wrócił 
do pracy z

samochodem tak, jakby przeprowadzili zwykłą rozmowę. Czuła, że powinna powiedzieć 
coś

więcej, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Zamiast tego, odwróciła się i wyszła z 
garażu.

Pojechała do domu, kiedy z powrotem była w swoim pokoju, w końcu pozwoliła sobie by 
zapłakać i opłakiwać stratę przyjaciela.

~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~

Bella nie mogła uwierzyć, że zgodziła się na to. Po tym jak się wypłakała, co zdawało się 

trwać godzinny. Próbowała skupić się na wypracowaniu, które musiała napisać. 
Uspokoiła się, zrobiła sobie kubek gorącej kawy i rozłożyła potrzebne rzeczy na 

kuchennym stole. Była gotowa przystąpić do pracy i po pięciu minutach od włączenia 
laptopa, zauważyła, że ekran był czysty i jej kawa była chłodna. Próbowała wziąć się do 

roboty, kiedy Alice zadzwoniła, zapraszając ją na kolację

background image

- Tylko dziewczyny - powiedziała.

Właściwe to było łatwe, zgodzić się na spotkanie z Alice. Po zajściu z Edwardem 

w jej sypialni i pocałunku z Jacobem, zgodziła się trochę rozerwać. Bella nie rozumiała 
wtedy ze w stwierdzeniu 'tylko dziewczyny' mieści sie także Rosalie. Czuła się jakby 

utopiła kociaki w poprzednim życiu, zasługując na taki los. Uporały się z kolacją w 
japońskiej restauracji. Rozmowa była sztywna i Bella utrzymywała wzrok na swoim 

talerzu. Nie wiedziała, że Alice i Rosalie uwielbiały sushi, więc próbowały zachęcić ją by 
ją skosztowała. Bella nie nawiedziła surowych ryb, więc zamiast tego zamówiła 

kurczaka. Pieczonego, oczywiście. Po tym jak opróżniły butelkę saki, Bella czuła się 
trochę bardziej rozluźniona, ale niewystarczająco by zapomnieć o wydarzeniach z 

dzisiejszego dnia. Alice pomyślała, że to dobry pomysł wyciągając gdzieś Bellę i 
dowiedzieć się co się wydarzyło, ale czuła się okropnie zostawiając Rosie z Edwardem, 

który nie zamierzał być dobrym kompanem. Jasper wyszedł na kolację z jakimiś stałymi 
klientami, dla których stał się przyjacielem.

Alice pomyślała, że nie było by złym pomysłem zabierać ze sobą Rosalie. Ale nie zdołała
zrozumieć co spowodowało, że Edward nigdy nie przedstawił jasno rodzaju związku z 

Rosalie. Rose też nie wyjawiła tego, przez traktowanie Belli w stosunku do niej i 
pomyślała, że Edward potrzebuje co najmniej dobrej chłosty.

Kiedy skończyły kolację, zastanawiały się co dalej. To nie było trudne dla Belli udawać 

zmęczoną, ale Rosalie upierała się, że jest jeszcze wcześnie i powinny wypić co najmniej 
po jednym drinku.

- No dalej Bella, tylko jeden drink - Alice namawiała przyjaciółkę.

- W porządku. - Bella wywróciła oczami.

Trafiły do ekskluzywnego klubu. Panna Swan nie sądziła by mogły tam wejść, ale Rose 

poradziła sobie z oczarowaniem bramkarza, który wydawał się być bardziej szczęśliwy 
wpuszczając je do środka. Zamierzały znaleźć wolny stolik, w tym czasie Rosalie poszła 

zamówić drinki. Bella i Alice, usiadły na krzesłach i zajęły jeden dla przyjaciółki. Po 
chwili Bella rozejrzała się po klubie. Światła były przyciemnione i techno rytmy 

rozprzestrzeniały się po całym klubie. Niczego wcześniej nie zauważyła, ale kiedy 
przyjrzała się bliżej ludziom obecnym w klubie, okazało się, że byli sami mężczyźni, 

tylko mężczyźni.

- Um, gdzie są wszystkie inne kobiety? - Bella spojrzała na Alice.

- Prawdopodobnie w innym klubie. - Alice zaśmiała się.

- Czy jesteśmy tu bezpieczne? - Bella nie spokojnie poruszyła się na swoim siedzeniu. 
Rosalie

wróciła z kolejką drinków i postawiła je na stoliku.

- Alice ty przebiegła lisico.

background image

- Co? - Alice uniosła swój napój, coś w rodzaju koktajlu owocowego. Rosalie zaśmiała się 

i upiła swojego martini.

- Czy coś przegapiłam? - Bella spojrzała na Rosalie i następnie na Alice.

- Alice ma zabawne poczucie humoru. - Bella czekała na kontynuacje ale zamiast tego 
odezwała się Alice.

- Doszłam do wniosku, że jest to jedyne miejsce, gdzie można dostać dobre drinki, trochę

potańczyć i nikt by nam nie przeszkadzał. Bella wciąż wpatrywała się w Alice i kiedy 
dziewczyna nic nie powiedział, Rosalie wtrąciła.

- Na miłość boską, Bella. Jesteśmy w barze dla gejów. - Oczy Belli rozszerzyły się w 

zrozumieniu. Wówczas zauważyła, że Rosalie przyniosła z powrotem drinki.

- Zaczekaj, dlaczego dostałam shota i pół litra piwa?

- Kochanie, wyglądasz jakbyś tego naprawdę potrzebowała. - powiedziała Rosalie.

- Wiem, że mówiliśmy tylko po jednym drinku, ale obydwa można liczyć jak jedno. To 
jest jak połączenie alkoholi.

- Połączenie alkoholi?- Bella zapytała nieufnie.

- Albo możesz opowiedzieć nam co się dzisiaj wydarzyło. - Alice wzruszyła ramionami.

Bella potrzęsła głową i strzeliła sobie shota i następnie szybko upiła sporo piwa.

- Czyż Edward nie przyszedł do was z wizytą dzisiejszego ranka? - Bella skuliła ze 
strachu się i napiła się piwa.

- Kiedy wrócił, poszedł prosto do swojego pokoju. - Wtrąciła Rosalie. Bella postawiła 

łokcie na stoliku i zakryła dłońmi twarz.

- Nie chcę o tym rozmawiać - Alice położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.

- Tylko się trochę martwiłam. - oczyściła gardło - Emmett wypominał, że miałaś 
drugiego gościa. Bella nadal zakrywała twarz dłońmi, ale jęknęła.

- Kto to był? - Rose zapytała Al.

- Jacob Black - odpowiedziała przyjaciółce.

- Jacob Black? - Rosalie spojrzała na Bellę i następnie na Alice.

- Pochodzi z Forks - Alice wzruszyła ramionami.

background image

- Dziewczyny! - ostrzegła Bella.

- Um... jego ojciec posiada bar Black's. - Alice zignorowała Bellę.

- Słyszę co mówisz - Bella zabrała ręce z twarzy.

- Pracuje nad remontowaniem samochodów. - zaoferowała Alice.

- Naprawdę? - brwi Rosalie zmarszczyły się. Rose i Alice dały Belli wyczekujące 
spojrzenie.

- Lubi reperować stare samochody. - Po chwili wyjaśniła Bella.

- Naprawdę? Czy jest w tym dobry? - Rosalie poprawiła się na krześle.

- Tak, właściwie jest bardzo dobry. Odnowił stary model Kadilaka, jakiś czas temu, a 
facet dla którego pracował był pod olbrzymim wrażeniem.

- Czy pracuje nad czymś teraz?- Bella podejrzliwie spojrzała na Rose.

- Nad Mustangiem.

- Który rocznik? - zapytała Rosalie.

- 1960 któryś. - Bella wzruszyła ramionami.

- Czy on... - Rosalie praktycznie podskakiwała na siedzeniu. Alice uciszyła ją uniesieniem 
dłoni.

- Rose, nie zadręczaj nas tym teraz, proszę. - Rosalie zestrzeliła przyjaciółkę miażdżącym
spojrzeniem, ale następnie odwróciła się w stronę Belli z szerokim uśmiechem. Bella 

powoli
uciekła od niej.

- Sądzę, że potrzebujesz kolejnego drinka - zaśmiała się Rosalie. Bella spojrzała na swoje 

piwo i była zaskoczona, że już je prawie skończyła.
- Ale dziewczyny powiedzieliście, że wypijemy tylko po jednym drinku.

- Oczywiście, że tak - potwierdziła Rosalie i poszła po jeszcze więcej alkoholu.

- Zaczekaj. - Bella spojrzała na Alice, która poklepała ja po ramieniu.

- Oczywiście, że nie.

Jakąś godzinę później ich stolik był przepełniony rozmaitymi kieliszkami, które w 

większości
opróżniła Bella. Powinna była być zła na Alice i Roslie, ale po zatańczeniu ABBY Dancing 

Queen naprawdę nie widziała żadnego powodu by być zmartwioną. Jak ktoś może być 

background image

wściekły, kiedy ABBA gra? Wówczas kiedy zaczęło grać That's the Way zespołu K.C. & 
the Sunshine, Bella praktycznie potknęła się o krzesło kiedy chciała wrócić na parkiet, 

ale Rose i Alice zatrzymały ją. Alice przyniosła Belli butelkę wody.

- Musisz być spragniona po tańcu. - Bella wzięła butelkę i wypiła duży łyk wody. Kiedy 
skończyła, odstawiła butelkę z głośnym łoskotem i wytarła usta wierzchem dłoni.

- Nienawidzę tańczyć w klubach ponieważ jacyś przypadkowi kolesie zawsze starają się 
o ciebie dotykać, ale jest tu bardzo fajnie. Nikt nie stara się mnie poderwać i oni tańczą, 

gdyż to naprawdę lubią. - Rosalie potrzymała się od śmiechu.

- Więc, co jeszcze się wydarzyło kiedy Edward przyszedł do twojego pokoju.

- Oh - Bella upiła trochę martini Rosalie, ale odstawiła je orientując się, że to nie jej.

- Gdzie to ja byłam?

- Spałaś, kiedy poczułaś, że ktoś dotyka twojego ramienia i woła cię po imieniu.- 
zrelacjonowała  Rose.

- Prawda. - Bella opowiedziała dziewczynom jak to była do połowy naga i jak Edward

przygwoździł ją do drzwi.

- Byłaś naga i Edward przygwoździł cię do drzwi? - Alice poprawiła się na krześle.

- Nie, byłam owinięta prześcieradłem. - sprostowała Bella.

- Co jeszcze się wydarzyło? - dociekała Rosalie.

- Nic. Emmett nam przerwał. - Napiła się wody. Alice jęknęła. Wtedy Bella zdała sobie 

sprawę do kogo mówi. To było wystarczająco złe, po tym wszystkim pożądała chłopaka 
Rosalie. Rosalie nie musiała wiedzieć, że Bella była wystarczająco kompromitującej 

sytuacji z Edwardem. Odwróciła się w stronę Rosalie i zaczęła się tłumaczyć.

- Ale to nie było tak, że ja byłam …nic nie zrobiłam.
- W porządku, Bella. - uspokoiła ją Rosalie.

- Nie ja nie... - zaczęła dziewczyna, ale Rose jej przerwała.
- Nie martw się tym.

- Więcej wydarzyło się z Jacobem niż z Edwardem - wypaplała Bella. Rosalie i Alice 
gapiły się na dziewczynę.

- Zapomnijcie co mówiłam. - Bella skurczyła się na krześle.
- Nie zapomnimy. - Alice podsunęła szklankę z mocnym trunkiem w stronę Belli.

Bella nie miała chęci na kłopotliwą kłótnię. Więc wzięła kieliszek i wypiła jego 

zawartość.
Następnie przystąpiła do opowiedzenia im co wydarzyło się w garażu Jacoba. Kiedy 

skończyła, Rose i Alice dalej się na nią gapiły z szeroko otwartymi ustami.

background image

- Co? - zapytała zaskoczona Bella. Tym razem to Rosalie strzeliła sobie drinka i 
stwierdziła

- Miałaś pracowity dzień. - Zanim mogły spytać o więcej szczegółów, zaczęła grać przez 

klub
znajoma piosenka Staying Alive – Bee Gees. Bella szybko wstała przewracając krzesło.

- UWIELBIAM TĘ PIOSENKĘ. - Bella zaciągnęła przyjaciółki na parkiet, skutecznie 

kończąc ich rozmowę. Rosalie i Alice praktycznie były wleczone przez Bellę po parkiecie 
przez niemal godzinę.

 Następnie Rosalie zajęła się ich rachunkiem i obie z Alice zabrały Bellę do domu. 

Kiedy weszły do domu Belli, Emmett i Edward siedzieli na kanapie i oglądali Centrum 
Sportowe 
w telewizji. 

Dziewczyny pomagały wejść Belli na górę, kiedy usłyszały Emmetta.

- Co tam przemycacie, panie? - Edward stał obok przyjaciela przyglądając się całemu 
zajściu.

- My tylko chcemy pomóc Belli dojść do pokoju. - Wytłumaczyła Alice.
- Em, niedźwiedziu!!! - Bella pognała ze schodów w prosto na Emmetta, okręcając wokół 

niego ramiona.

- Co wy do jasnej cholery zrobiliście z moją siostrą?- zapytał Emmett, starając uwolnić 
szyję z uścisku siostry.

- Mogła wypić kilka drinków za dużo. - Rosalie zeszła ze schodów.

- Kilka? - Emmett otworzył już usta by coś jeszcze powiedzieć, ale był zaskoczony 

sylwetką
Rosalie, kiedy schodziła ze schodów.

- No cóż, tak długo jak dopilnowaliście by nic jej się nie przytrafiło.

- Alice wiesz, że Belli nie można dawać pić alkoholu.- Edward zrobił krok do przodu. 

Alice miała zamiar coś powiedzieć, już w tym celu otworzyła usta, ale przerwała kiedy 
Bella zawołała.

- Edward jest tu!! - Wyrwała się Emmettowi i dopadła Edwarda. Edward patrzył na 

siostrę
karcącym spojrzeniem. Alice jedynie wzruszyła ramionami i powiedziała.

- No co?

- Dobrze Bella, czas do łóżka. - zarządził starszy brat.

- Nie - nadal trzymała ręce owinięte wokół szyi Edwarda.

background image

- Nie chcę jeszcze iść do łóżka. Skryła twarz w szyję Edwarda i dotknęła je ustami. Na ten 
kontakt oczy Edwarda powiększyły się.

- Um - jęknął patrząc na Emmetta, który machał głową.

- Staję się trochę … agresywna, kiedy za dużo wypije. - Emmett mówiąc to parzył na 

Alice.

- Czy coś wydarzyło się w klubie? Alice potrzęsła głową.

- Byłyśmy w barze dla gejów - Emmett pokazał znak ulgi. Potem odwrócił się w stronę 
siostry.

- Dalej, Bells. Jestem pewien, że Edward ma już dość.

Bella jedną ręką trzymała we włosach Edwarda a drugą chwyciła pasek od jego dżinsów. 
Przycisnęła siebie do niego

- Nie, chcę zostać z Edwardem.

- Um - Edward ciężko przełykał. Patrzył na Alice, która gapiła się na nich i Rosalie, która 

trzymała dłoń przy ustach podtrzymując wybuch śmiechu. Emmett pocierał się po 
karku. Wyglądał bardziej na zażenowanego niż wściekłego. Kiedy Edward poczuł palce 

uczepione jego zapięcia od paska i drugą dłoń, która wcisnęła pod rąbek jego koszuli, 
siłą woli powstrzymał się by zamknąć, gdy dziewczyna położyła ręce na jego torsie. 

Chciał zaprowadzić Bellę do pokoju by poszła spać. To nie tak, że nie cieszył się jej 
zainteresowaniem, ale jej stan ducha był zachwiany. Jeśli cokolwiek zdarzyłoby się 

między nimi, Edward chciał by była trzeźwa i świadoma tego. Edward pochylił się i 
wyszeptał coś na ucho Belli. W ostatnich sekundach, odsunęła się od niego z szerokim 

uśmiechem na twarzy.

- Okey - powiedziała i pobiegła na górę po drodze potrącając Alice i Rosalie. Edward 
podążył za Bellą na górę. Kiedy Edward stał na szczycie schodów, Emmett zapytał go.

- Coś ty jej powiedział? - Obojętnie wzruszył ramionami - powiedziałem jej, że ją zabiorę 

do
sypialni i utulę spać. Alice i Rosalie zeszły ze schodów i dołączył do Emmetta w kuchni 

by napić się kawy. Podczas gdy, czekali na Edwarda w kuchni, Rosalie zadała kilka pytań 
o pracę Emmetta. Emmett był zadowolony móc opowiedzieć o jego ostatnim przypadku 

w którym próbował złapać bandytów od papieru toaletowego.

- Czy często zdarzają się takie sytuację z papierem toaletowym? - zapytała rozbawiona 
Rosalie.

- Nie, ale myślę, że sprawcy są determinowani by to powtórzyć. - Na usta Emmetta 

skradł się mały uśmiech zanim powiedział.

background image

- Ale wszystko zdążyliśmy uprzątnąć, zanim ktokolwiek mógł to zobaczyć.
- Więc, ktokolwiek to jest, jest jeszcze bardziej zdecydowany niż był przed tym jak 

obrzucił
papierem toaletowym drzewa w parku.

Emmett zaczął mówić o możliwościach schwytania ich, ale przerwał nagle i powiedział

- Nie chcesz o tym słuchać. - Rosalie poprawiła się na krześle - Oczywiście, że chcę. – 
Emmett spojrzał na nią ostrzegawczym spojrzeniem i powiedział.

- Nie musisz udawać. - Położyła rękę na jego ramieniu. - Nie udaję, lubię cię słuchać, gdy 

coś
opowiadasz. Emmett zmarszczył w zamyśleniu brwi.

- No cóż, gdybym mówił o czymkolwiek, słuchałabyś? - Uśmiechnęła się i przytaknęła. 

Myślał przez minutę i powiedział.

- Dobrze, to dzisiaj wyniosłem śmieci.

- Oh - uniosła brew.- I wtedy oblałem wężem ogrodowym meble, które stały za domem.

- Brzmi ekscytująco. - zachichotała Rosalie. Emmett potrząsnął głową.

- Jeśli to dla ciebie brzmi ekscytująco, poczekaj aż usłyszysz to.-Pochylił się i zniżył głos.

- I także wyładowałem zmywarkę i włożyłam do niej brudne naczynia dzisiaj rano.

- Jesteś człowiekiem od przygód i intryg. - Zaśmiała się Rosalie.

- Teraz się ze mnie śmiejesz. - Udawał zbolałą minę.

- Nie, - poklepała go po ramieniu. - lubię mężczyzn, którzy mają wydzielone obowiązki w 
domu. Mam na myśli to, że nie muszę się przejmować tego typu sprawami. - Emmett 

uniósł głowę i się zaśmiał. W trakcie całej rozmowy, Alice przyglądała się Rosalie i 
Emmettowi. Była oszołomiona tym jak dobrze wydawali się przy tym wyglądać, choć nie 

wyglądali by byli sobą zainteresowani. Znała na tyle dobrze Rosalie by wiedzieć, że nie 
podtrzymywała ona własne go uroku. W końcu gdy zauważyli obecność Alice, Rose 

spojrzała na nią. Zauważyła spojrzenie Alice w który było pełno zdumienia i błędnie 
zinterpretowała jej upominające spojrzenie. Rosalie wyprostowała się i usiadła daleko 

od Emmetta.

Zdając sobie sprawę z tego, że Edward jeszcze nie zszedł z góry.

- Powinienem położyć Bellę do łóżka - powiedział Emmett.

- Jestem pewna, że zejdzie za chwilę. Bella była... dość kłopotliwa. - Emmett napił się 
kawy i

oznajmił.

background image

- Lepiej dla niego niż dla mnie. Ona robi się naprawdę sentymentalna względem mnie.

- Co? Nie lubisz imienia Em – niedźwiedź - dokuczała mu Rosalie. Skrzywił się na czułe 
słówko, którym nazywała go Bella, kiedy miała dziewięć lat. Zanim mogli bardziej 

rozwinąć ten temat, Edward wszedł do kuchni. Jego włosy były w nieładzie a t-shirt był 
pognieciony. Wyglądał na człowieka, który właśnie testował własne ograniczenia. Alice 

w zdziwieniu uniosła brwi, zamierzała coś powiedzieć, ale Edward uniósł ręce.
- Jadę do domu - stwierdził.

- Co się stało? - dopytywała się Alice.

- Co tak długo? - zapytała Rose. Edward już był przy drzwiach wyjściowych. Pozostali 

poszli za nim. Zgarnął płaszcz z poręczy.

- Przepraszam Edward, sam powinienem położyć Bellę spać. - Wtrącił Emmett.

- W porządku - założył płaszcz, pożegnał się i wyszedł na zewnątrz.

- Edward, poczekaj! - Alice poszła za nim. Rosalie odwróciła się w stronę Emmetta.

- Dzięki za kawę. -Emmett uśmiechną się- To była dla mnie przyjemność. Stali w holu 
przez

minutę, zanim usłyszeli wołanie Alice.

- Dobranoc Emmett - pożegnała się Rosalie i wyszła. Emmett stał w przejściu.

- Dobranoc. - Przyglądał się jak Rose wchodzi do samochodu Alice i kiedy była w środku,
odjechały. 

Zamknął drzwi i zgasił światło na ganku. Wspiął się na górę do swojego pokoju. 

Kiedy sięgał po klamkę od swojej sypialni, zerknął na drzwi Belli, które były zamknięte. 
Myślał o tym by sprawdzić co u niej, ale zrezygnował z tego. Był pewien, że Edward 

zadbał o to by z jego siostrą wszystko było dobrze. Wszedł do pokoju i usiadł na łóżku. 
Potarł dłońmi twarz i palcami przejechał po włosach. To był długi wieczór, ale 

przyjemnie się skończył. Przebrał się i wskoczył do łóżka, śnił o tym, że częściej 
rozmawiał z Rosalie.

background image
background image

R

OZDZIAŁ

 5 - Z

DJĘCIA

Jeśli pójdziesz, jeśli pójdziesz

Zostaw mnie tu samemu sobie

Wtedy będę na ciebie czekał

Yeah,  jak długo musisz na to czekać?

                     - In My Place Coldplay

Koncert Mozarta na pianinie nr 21 był jak balsam, który ukoił dudniący ból w 

okolicy skroni. Bella nie zamierzała nigdy więcej wypić tak dużo. Alice i Rosalie miały 
talent do wypominania twoich występków. Miała ochotę skopać sobie tyłek za 

podawanie się ich sile przekonywania. Kiedy pokazały jej jasny sklep, były gotowe do 
przymiarki sukien dla druhny tego ranka, chciała rozszarpać je na strzępy. To nie było 

uczciwe, że tylko ona odczuła efekty przepicia. To mogło być możliwie, jeżeli nie byłyby 
ludźmi. Bella czuła jak jej mięśnie się rozluźniają, pod wpływem delikatnej melodii 

granej na pianinie, która zabrzmiała w całym butiku sukien. Nie mogłaby długo pozostać 
zła na nie, ponieważ Alice upewniła się o przygotowanie jej ulubionego śniadania : 

świeże jagody z jogurtem, chrupiące musli z dodatkiem szklanki świeżo wyciśniętego 
soku z pomarańczy. Nawet Rosalie starała się jakoś naprawić sytuację, wybierając jej 

ubrania, które by pasowały podczas gdy Bella była pod prysznicem. Ale, kiedy wróciła, 
Rosalie zasugerowała, że Belli potrzebny będzie koniecznie wypad na zakupy. Bella 

zamknęła oczy, skupiając uwagę na granej melodii. Utwór, który się teraz zaczynał to 
druga część i Bella czuła jak się unosi dzięki crescendo składającego się z wiolonczeli i 

pianina. Nigdy nie przyznałaby się przed kimś, że w szkole średniej kiedy chodziła na 
mecze, by zobaczyć Emmetta grającego w football ale też w rezultacie Edwarda, słuchała 

w pierwszym rzędzie trybun muzyki klasycznej, mieszanki Mozarta i Beethovena z 
iPoda podczas gdy grali.

Fottball była dość makabrycznym  sportem, ale dla Belli muzyka sprawiała, że wydawał 
się on nie aż tak  brutalny, gdyż w tym błogim zamieszaniu mogła  oglądać grę Edwarda.

Był zwinny, silny, a jednak ostrożny. Bella czuła jak przez jej ciało przechodzi ciepło, na 
to wspomnienie Edwarda w tak pierwotnej postaci. To dało jej do myślenia, że jeżeli 

Edward był zwinny, silny i jednocześnie ostrożny. Wczoraj kiedy przycisną ją do drzwi 
jej sypialni a jedynym w co była ubrana to prześcieradło.

- Ah myślę że twoja druhna w końcu zaczyna czuć się lepiej - Krawcowa włożyła i 
pociągnęła suknię Belli, którą miała na sobie.

- Czy ona ? – Alice wspięła się po stopniach do przymierzalni, gdzie była Bella.

- Miała delikatny rumieniec na twarzy. Możliwe że rozmyśla o dniu ślubu i ewentualnie o 

panu młodym?- Krawcowa mrugnęła kiedy zabierała gorset. Bella powstrzymała się 
przed przewróceniem oczami – Nie, muzyka jest bardzo relaksująca- Alice uniosła brwi - 

background image

Naprawdę? Mogłabym przysiądź, że się zarumieniłaś. - Tym razem Bella wywróciła 
oczami a Alice nie przerywała – Nigdy nie widział nikogo, kto by się czerwienił słuchając 

Mozarta - Bella wzruszyła ramionami. Alice wsłuchała się pilniej w utwór – Ta część 
faktycznie brzmi znajomo.

- Naprawdę?- Bella istotnie nie słyszała komentarza Alice, ponieważ przyglądała się 
swojemu odbiciu w lustrze. Skuliła się wewnątrz ze strachu. Ach! Pomyślała Oczywiście, 

Rosalie nie będzie miała problemu z przymierzaniem gorsetu .

- Tak – Alice dotknęła palcem policzka – Sądzę, że Edward grał to na koncercie – Bella 

zdała sobie sprawę, że Alice ma rację i zaczęła starannie badać rąbek swojej sukni. 
Rosalie przeglądała magazyn - Edward gra na pianinie?

- Odkąd był bardzo młody- Alice spojrzała na odbicie przyjaciółki w lustrze.

- Jak to się stało, że nie grał nigdy więcej?- zapytała Rose, Alice wzruszyła ramionami - 

Przestał grać na ostatnim roku szkoły średniej - Bella przypomniała sobie ostatni raz 
kiedy słyszała jego grę. To było jeszcze w Forks i wtedy kiedy Edward zaczynał się od 

niej oddalać. Bella wtedy czekała na Alice w starej rezydencji Cullenów i usłyszała jak 
Edward ćwiczy. To nie było coś zwykłego do słuchania, podczas gdy Edward grał. Ale 

coś czego nigdy przedtem nie słyszała. Kiedy Edward w końcu zauważył jej obecność. 
Przestał grać i Bella zrozumiała to jako zaproszenie by usiąść z nim. Robiła to 

niezliczoną ilość razy, ale stosunki między nimi wówczas były bardzo napięte, miała 
nadzieję, że Edward zacznie być znowu sobą.

- Co grałeś? - zapytała. Edward zawahała się zanim odpowiedział – Nic, tylko coś co 
stworzyłam - Bella uniosła brwi – sam to skomponowałeś? – Spojrzał w przestrzeń i 

potarł sobie kark.

-Tak.

- Jest śliczne - Nigdy wcześniej nie używała tego słowa, ale nie potrafiła znaleźć innego 
słowa do opisanie melodii, którą grał. Spojrzał na nią.

- Podoba ci się? - przytaknęła.

- Zagrasz to jeszcze raz?- znów się zawahał.

- Nie wiem - Bella ponownie poczuła budującą się między nimi ścianę. Zmarszczyła brwi.

- Przepraszam, nie zamierzałam przerwać twoich ćwiczeń. Sprawia mi przyjemność 

słuchanie twojej gry na pianinie. Właściwie poczekam na Alice w jej pokoju. - Poruszyła 
się by wstać, ale trzymał ją za rękę.

- Nie zaczekaj - Bella ponownie usiadła. Przyglądał się jej przez moment zanim 
kontynuował - Naprawdę ci się podoba? - Obdarowała go ciepłym uśmiechem.

background image

- Oczywiście, że się podoba Edwardzie. Wiesz, że nigdy bym cię nie okłamała - Odwrócił 
się do niej twarzą i dzieliło ich kilka centymetrów.

- Wówczas jeśli zapytam cię o coś… powiedziałabyś mi prawdę? - Bella wiedziała, że 
Edward mógł być niepewny na temat oczywistych spraw. To nie zdarzało się zbyt 

często, ale kiedy już Edward pokazywał tą stronę siebie to tylko dla wybranych kilku 
osób. Była jedną z tych osób, przez które  przechodziły  z tego  powodu dziwne dreszcze. 

Bella położyła dłoń na jego ramieniu.

– Nie ma się czym martwić Edwardzie .– Jakiś nie wiadomy wyraz, przemkną przez jego 

twarz, którego Bella nie potrafiła rozpoznać.

- Skąd… - Bella trąciła jego ramię - Ta część była naprawdę piękna.- Edward zamrugał 

kilka razy.

- Naprawdę lubię słuchać jak grasz, mam nadzieję, że zagrasz to ponownie - Tylko 

wzruszył ramionami. Puścił jej dłoń - Coś jest nie tak? - zapytała zatroskana Bella. 
Spojrzał na nią,- wyraz zainteresowania malował się na jej twarzy. To było wszystko.

- Nie jesteś – uciekł od niej spojrzeniem. – To nie jest jeszcze gotowe. Ta część nie jest 
jeszcze gotowa. Zagram ci to innym razem. Zanim cokolwiek mogła powiedzieć, Alice 

wróciła do domu, Edward przeprosił i wyszedł.

- Bella dobrze się czujesz?- Bella ocknęła się ze wspomnień i zauważyła, że Alice jej się 

uważnie przygląda. Zamrugała kilka razy i spojrzała w bok – Sądzę, że wbiła mi szpilkę 
w plecy .

- Skończyła jakiś czas temu - Alice nadal patrzyła na nią krytycznie. -Możesz teraz iść i 
zdjąć sukienkę.

- Oh – Bella odwróciła się by wyjść z przebieralni, ale Alice położyła rękę na jej ramieniu.

- Bella, w jednej chwili jesteś cała zarumieniona a w następnej wyglądasz jakbyś 

potrzebowała wsparcia. Czy coś wydarzyło się ostatniej nocy? - Bella gładziła sukienkę - 
O czym ty w ogóle mówisz?

- Kiedy Edward pomagał ci w twoim pokoju - Bella przestała majstrować przy sukience i 
pomyślała o tym chwilę. - Nie.

Alice uniosła brwi.

– Był w twoim pokoju z tobą przez jakiś czas i jego wyraz twarzy kiedy zszedł na dół… - 

Bella otworzyła szerzej oczy.

- Co powiedział o tym co się wydarzyło? - Alice wzruszyła tylko ramionami.

- Nic nie mówił, nie chciał powiedzieć.- Bella zamknęła oczy.

background image

- Co się wydarzyło, Bella? - Otworzyła oczy i zauważyła, że Alice patrzy na nią z 
prawdziwą troską. Zawahała się.

- Nic - Alice otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Bella ciągnęła dalej. - Przysięgam. 
Wszystko co pamiętam to drogę do łóżka. Później przyszedł Edward… - Bella spojrzała 

na sufit - I wtedy… sądzę, że rozmawialiśmy, ale nie pamiętam na jaki temat i …ułożył 
mnie tak jak powiedział.

Rosalie usłyszała rozmowę i weszła i stanęła za Alice.

- Ale! Musiała być jakaś rozmowa ponieważ kiedy wrócił na dół, wyglądał jakby ktoś go 

napastował - miała mały uśmiech na ustach - w dobrym znaczeniu tego słowa.

- Rosalie - upomniała Alice przyjaciółkę.

Bella była zaniepokojona.

– Ale nic się nie wydarzyło! - O, nie! Pomyślała. Czy coś się wydarzyło ? – Niczego nie 

pamiętam.

Rosalie wywróciła oczami.

- Jak chcesz. Mogę teraz przymierzyć moja sukienkę?

- Ale – Bella próbowała się tłumaczyć, lecz Rosalie była już w przymierzalni. Spojrzała na 

Alice i bardzo cicho zapytała- czy ona jest zmartwiona?- Al zaprzeczyła ruchem głowy. - 
nie, wcale- Pewnie jest tylko znudzona, ponieważ chciała usłyszeć jakieś szczegóły 

pomyślała. Bella poszła by zdjąć sukienkę. Kiedy skończyła, ekspedientka zabrała strój i 
Bella usiadła na pluszowej sofie, którą wcześniej zajmowała Rose. Były tam magazyny 

ślubne, leżały wszędzie i to była ostania rzecz na której temat chciała cokolwiek czytać 
w tej chwili. Rose wyszła z przymierzalni i oczywiście wyglądała cudownie. Jej sukienka 

nieznacznie różniła się od Belli, ponieważ to ona była główną druhną. Sukienka Belli 
była z mniejszą tasiemką na sukni z budową sylwetki w kształcie litery A. Alice 

postanowiła, że będą koloru zielonego. To przypadło również do gustu Rosalie. Spódnica 
sięgała jej do kostek, ale Rosalie spuściła tylko poniżej kolan. Miała niezadowolony 

wyraz twarzy.

- Ta spódnica jest za długa- oznajmiła Rosalie trzymając się za biodra.

- Mogłybyśmy cal skrócić - zasugerowała krawcowa.

- Może o dwa cale?- zapytała przyszła druhna – Tak dwa cale i każdy będzie się skupiał 

tylko na tobie - stwierdziła Al.

- Oczywiście, że nie – uśmiechnęła się Rosalie. Chodziły tam i powrotem i tak przez pół 

minuty, zanim mogła chwilę odpocząć. Nie mogła w to uwierzyć, Rose kłóciła się z Alice 
o długość spódnicy. To miał być ślub Alice na miłość boską. 

background image

Szybko opanowała wzbierającą w niej złość. Wiedziała gdzie mogłyby skierować się jej 
myśli i nie chciała żadnych negatywnych uczuć między nią a dziewczyną Edwarda. 

Sprawa wydawała się wystarczająco trudna, zwłaszcza po incydencie. w jej sypialni 
poprzedniego ranka. i niejasnej sprawie z tym co wydarzyło się ostatniej nocy. Bella 

ułożyła głowę na oparciu kanapy. Doszła do wniosku, że Rosalie jej nienawidzi za bycie 
w tak kompromitującej sytuacji z jej chłopakiem. To nie była jej wina. Troszczyła się o 

własne sprawy i wtedy wrócił Edward po tym, jak znikną na tak długo, skomplikowana 
sprawa. Jeśli coś, to było z jego winy. Dlaczego wplątałby siebie w tego rodzaju sytuację 

z nią, jeśli miał już dziewczynę? Postanowiła wówczas, że będzie się trzymać z dala od 
Edwarda. To było jedyne wyjście by mogła siebie przed tym ustrzec. Wiedziała, że jeżeli 

wpadnie w więcej tak żenujących sytuacji z Edwardem to będzie jedyną, która zostanie 
skrzywdzona. To byłaby jej wina ponieważ byłby pełna nadziei i tak byłoby to wszystko 

na nic. Nie będzie się mazgaić nad tą kwestią nigdy więcej. Kiedy usłyszała dźwięk 
swojego telefonu, wyciągnęła komórkę, ale to nie jej dzwoniła. Zauważyła, że dźwięk 

wydobywa się z drogiej torebki Rosalie.

- Rosalie, sądzę że twój telefon dzwoni.

- Mogłabyś go odebrać za mnie? - Rose nadal negocjowała długość swojej spódnicy. Bella 
przeszukiwała torebkę Rose i znalazła telefon w zewnętrznej kieszeni. Spojrzała na 

wyświetlacz - Chyba dostałaś nową wiadomość - zawołała Bella.

- Och, przeczytasz ją dla mnie? Oczekuję dziś wieści od ważnego klienta.

- Okej - Bella weszła w menu wiadomości i zauważyła, że tekst był od Edwarda - Um..to 
właściwie wiadomość od Edwarda.

- Oh – Głos Rosalie nie brzmiał zbyt przerażająco. Bella pomyślała, że Rose musi być na 
nią naprawdę wściekła – Możesz sprawdzić czego chce ?

- Um… ale .

- Prawdopodobnie zamierzał powiedzieć by przywieść do domu jakieś jedzenie - 

zasugerowała Alice. Bella nic nie mogła poradzić na cichy śmiech. Poszła na całość 
otworzyła i przeczytała wiadomość na głos.

Alice nie odpowiada. Jak długo zamierzacie tam być?

Alice westchnęła z frustracją.

– Mówiłam mu, że nie chcę by ktoś nam przeszkadzał w trakcie przymiarek. I dlatego 
mam wyłączony telefon. Rose wymamrotała coś uchybiającego na temat facetów, którzy 

nie rozumieją tego rodzaju spraw.

- Um… chcesz bym mu odpisała? - zapytała Bella.

- Powiedz mu, że to zajmie nam tyle czasu ile trzeba- wtrąciła się Alice.

background image

Bella wysłała wiadomość. I nie mniej jak po minucie, napisał ponownie i Bella 
przeczytała wiadomość na głos:

Czy będzie to następna godzina? Może dwie godziny? Jak długo?

Alice i Rosalie obróciły się w stronę Belli z frustrowanymi minami. Jeżeli Edward stałby 

właśnie tutaj, Bella była pewna, że powyrywałyby mu ręce. Bella uniosła dłonie do góry.

– Zajmę się tym – wysłała mu następną wiadomość:

Edward po tej stronie Bella. Jeżeli nie chcesz by powyrywano ci kończyny, radzę byś 
przestał pytać jak długo to zajmie.

Nie upłynęło nawet 10 sekund a Edward odpowiedział.

Czy to naprawdę Bella?

Bella odpowiedziała twierdząco. Tym razem minęło pół minuty zanim odpisał.

Co robisz z telefonem Rosalie?

Bella westchnęła i wpisała następną wiadomość:

Rosalie właśnie teraz przymierza swoją sukienkę i poprosiła bym sprawdziła jej telefon. 

Myślała, że może to być jej klient.

Minęła minuta i Bella pomyślała, że to go usatysfakcjonowało. Już odkładała telefon z 

powrotem do torebki Rose, kiedy ten zadzwonił. Bella sprawdziła, kto to i okazało się, że 
był to Edward. O mało co a upuściła by telefon. 

- Kto dzwoni? – zapytała Rosalie. Bella przełknęła z trudem.

– To Edward- wstała by oddać telefon Rose.

- Na co czekasz, odbierz. Jestem teraz zajęta – krzyknęła Rosalie.

Bella skuliła się w sobie ze strachu i odebrała telefon.

– Halo?

- Bella? - zapytał głos po drugiej stronie

- Tak..

Minęła chwila zanim odpowiedział.

– Myślałem, że będziesz przymierzać swoją sukienkę.

background image

– Przymierzyłam już i teraz kolej na Rose.

- Rozumiem – odchrząknął – Czy jest tam Alice?

- Um… tak. Chcesz z nią porozmawiać?

- Nie, nie trzeba. Po prostu nie mogłem się do niej dodzwonić. 

- Al wyłączyła swój telefon.

- Aha – zawahał się zanim się odezwał –No cóż, pozwolę ci wrócić do… czegokolwiek co 

tam robicie - powiedział w pośpiechu.

- Jest coś czego potrzebujesz?

- Nie

- Jesteś pewien? Twoja wiadomość wydawała się być bardzo pilna. – Przez jakiś czas 

była cisza.

- Edward? Jesteś tam?

- Widziałaś wszystkie wiadomości?

- Tak, Alice dyktowała mi co napisać - dalej cisza. Bella kontynuowała – Alice pomyślała, 

że może chcesz by przywiozła coś do jedzenia.

- Nie dzięki - Po upływie kilku sekund Bella odważyła się zacząć.

- Um, chcę cię o coś zapytać –Zerknęła w górę i zauważyła, że ma widownie w Rosalie, 
Alice i krawcowej – Chwileczkę – spojrzała na numer Edwarda i wpisała go na swoją 

komórkę - Pozwól, że oddzwonię do ciebie z mojego telefonu.

- Okej - rozłączyła się i odłożyła telefon Rosalie do jej torebki.

- Będę na zewnątrz, kiedy skoczycie. 

- Nie zajmie nam to długo- stwierdziła Alice.

Bella wyszła przez główne drzwi. Po drugiej stronie ulicy był park i ławka, którą od razu 
zauważyła. Przeszła przez drogę i usiadła na ławce, upewniając się, że Rosalie i Alice 

będą w stanie ją zauważyć jeśli wyjdą zanim ona skończy rozmawiać. Zawahała się 
zanim zadzwoniła do Edwarda. Odebrał po pierwszym sygnale.

- Bella?

- Tak to ja.

background image

- Co się stało? - zapytał.

- Nasza rozmowa byłaby podsłuchiwana - cicho zachichotał.

– A jak teraz?

- Nie jestem już w butiku. Jestem w parku naprzeciw sklepu.

- O co chciałaś mnie zapytać, o co nie mogłaś zapytać przy Roslie i Alice?

Bella oblizała wargi

– Sądzę, że jestem ci winna przeprosiny. 

- Za co ?

- Ostatnią noc.

Usłyszała wahanie w jego głosie.

- Dlaczego musisz przepraszać?

- Nie pamiętam co się wydarzyło, ale Alce mówiła, że wyglądałeś… może na trochę 

zdenerwowanego, kiedy wyszedłeś.

- Nie byłem zdenerwowany, Bella.

- Czy cokolwiek się wydarzyło? - Usłyszała gwałtowne zaciągnięcie powietrzem.

–Nie.

- No dalej, Edward.

- Nie martw się o to. Po prostu dużo wypiłaś - Bella się zaniepokoiła.

– Opowiedz co się stało - zniżyła swój głos - Czy zrobiłam coś żenującego?

- Nie powiedziałbym, że to było żenujące.

- Zaczekaj, więc jednak coś się wydarzyło - w tym momencie Edward głośno się zaśmiał. 
Bella położyła rękę na czoło, podczas gdy w drugiej nadal trzymała telefon. Cholera, 

pomyślała.

- Czy ja…czy…cię obmacywałam? – Edward zaśmiał się ponownie .Bella drgnęła. Ostatni 

raz kiedy tak dużo wypiła było po zakończeniu studiów. Pocałowała Mike Newtona 
policzek 
i od tamtego czasu nie dawał jej spokoju. Unikała go jak zarazy. 

Wypuściła długi, sfrustrowany oddech.

background image

- Jak beznadzieja byłam?

- Nie tak beznadziejna –Bella wstała i w tempie usiadła powrotem na brzegu ławki.

- Nie tak beznadziejna?- Przeklęła – Zdefiniuj „ nie taka beznadziejna” .

- To nie było naprawdę aż tak beznadziejne.

- Jeżeli nie było tak źle, to czemu nie chcesz mi opowiedzieć?

- Nie chcę byś zaczęła histeryzować z tego powodu.

- Nie histeryzuję.

- Bella.

- Edward, jeśli mi nie powiesz, zacznę się czuć względem tego naprawdę fatalnie i nie 
będę zdolna spojrzeć ci w twarz.

- Nie odczuwaj tego w ten sposób.

- Jak bym miała to zrobić? Musiałam cię molestować w jakiś oczywisty sposób. Jestem 

okropnym człowiekiem.- Ed zaśmiał się na te słowa.

- Nie, nie jesteś. - Po chwili kontynuował. – Kiedy wszedłem do twojego pokoju, byłaś już 

gotowa do snu.

- W porządku.

- Więc, pomogłem ci ułożyć się na łóżku, ale… nie chciałaś mnie wypuścić, więc leżałem z 
tobą dopóki nie usnęłaś. 

- I ? – zapytała

- To było wszystko.

-Naprawdę?

- Tak.

Po chwili odezwała się Bella.

- Więc, dlaczego nie powiedziałeś tego tak po prostu!

- Nie sądziłem, że to było coś ważnego.

Tym razem Bella odetchnęła z ulgą.

background image

- Dziękuję

Po chwili Edward zapytał.

– Tak więc, o której skończycie?

Bella zaśmiała się.

- Sądzę, że już prawie skończyłyśmy. Dziewczyny dyskutowały na temat długości 
spódnicy Rosalie.

- Oh - brzmiał jakby był zawiedziony.

- Potem zamierzamy wrócić do mnie, więc mogę podrzucić kilka rzeczy zanim wrócimy 

do twojego domu.

- Oh - Te oh miało nutę optymizmu.

- Zamierzam wrócić do dziewczyn i sprawdzić czy są one bliżej końca tego 
przymierzania. Zobaczymy się później?

- Oczywiście

Powiedzieli sobie dowidzenia i Bella poszła z powrotem do sklepu z sukniami druhen.

Edward rozłączył się i zapisał w swoim telefonie imię Belli z numerem jej komórki. Nic 
nie mógł poradzić na uśmiech, ponieważ miał jej numer, choćby nawet, że zdobył go 

przypadkowo przez to, że zadzwoniła ze swojego telefonu. Nie był pewien czy 
kiedykolwiek będzie miał szansę by go użyć, ale zdał sobie sprawę, że będzie ona w jego 

domu przez tydzień, więc nie ma to znaczenia. Usiadł na jednym z krzeseł na werandzie 
z tyłu domu jego rodziców. Opowiedział Belli wersję ocenzurowaną, tego co się 

wydarzyło się ostatniej nocy. Nie kłamał w  istocie o tym co  stało. To co pominął 
Edward, to jak trudno było mu opuścić Bellę . Nie miał pojęcia, że jest zdolna do takiej 

eksplozji w  okazywaniu uczuć. 

Było prawdą, że pomógł jej się położyć spać , ale był całkowicie zdecydowana by Edward 

się do niej przyłączył. Była na łóżku, klęcząc w jego kierunku. Złapała jego dłonie w 
swoje i zaprosiła go by wszedł na łóżko razem z nią. Prawie przyznał jej rację wtedy i 

tam. Zamiast tego delikatnie posadził ja na łóżku i następnie zajął miejsce obok niej.

- Bella, jestem tutaj by otulić cię do snu, więc możesz zasypiać - Bella przysunęła się 

bliżej i wyszeptała: - Ale ja nie chcę teraz spać. - Wtedy obdarowała go delikatnym 
pocałunkiem tuż pod jego uchem .

- Bella, - sięgnął po jej twarz, by móc na nią spojrzeć - dużo wypiłaś. Musisz być 
zmęczona.

background image

- Nie, nie jestem - pochyliła się nad jego dłońmi by następnie wziąć je w swoje. Następnie 
pocałowała jego dłoń i potem nadgarstek.- Widzisz?- Wówczas zaczęła pocierać 

kciukiem jego kostki. Był zaskoczony tym jak śmiała zaczynała być i część niego miała 
nadzieję, że to dlatego, że ona czuję coś do niego. Zanim się zorientował co się stało, 

Bella wspięła się na jego kolana i siedząc okrakiem przystąpiła do składania delikatnych 
pocałunków na jego szyi.

Edward trzymał ręce z dala od niej, ale kiedy poczuł jej usta na swojej szyi, stracił 
panowanie nad dłońmi. Położył jedną rękę na biodrze, by ustabilizować ją, a drugą za jej 

szyją. Wtedy przewrócił ją na plecy.

- Bella. Nie możemy - Spojrzał w dół na nią. Edward nigdy nie sądził, że mógłby kiedy 

kolwiek zobaczyć Bellę z tego punktu widzenia. Jej włosy rozsypały się dookoła niej i 
patrzyła na niego z takim wyczekiwaniem .

- Edward - owinęła swoją nogę wokół jego i zgięła kolano, przyciągając go bliżej do 
swojego ciała. Następnie włożyła dłonie w jego włosy, by przyciągnąć jego głowę dla 

lepszego dostępu do jego szyi i pocałowała go z otwartymi ustami w obojczyk. Bella 
powtarzała pocałunek, ale tym razem mężczyzna poczuł koniuszek języka na swojej 

skórze.

- Chryste, Bella. - ledwo udało mu się, wydusić te słowa.

Hej druga ręka nieprzytomnie krążyła pod jego koszulką tam i z powrotem na poziomie 
jego pleców. Chciał by jego oczy pozostały otwarte kiedy poczuł ciepło z dłoni 

przyciskany do jego pleców, potem badaniem jego torsu. Następnie jej palce muskały 
skórę tuż przy szczycie dżinsów. Oczy Edwarda rozszerzyły się kiedy zdał sobie sprawę 

o zamiarach Belli kiedy zmagała się z paskiem jego dżinsów. Zanim mógł skierować 
gdzie indziej samolubne dłonie Belli, porzuciła próbę dostania się do jego spodni i 

zabrała ręce. W czasie gdy obmyślała nowy cel, przyciągnęła jego głowę bliżej jej ust i 
ugryzła lekko płatek jego ucha. Bella stanowczo i mocno przyciągnęła jego biodro, 

doprowadzając do zderzeniem się z jej. Edward otworzył usta by coś powiedzieć, ale 
zamiast wydał niski jęk , kiedy poczuł ruchy bioder Belli naprzeciwko swoich. Następnie 

odsunęła jego głowę od swojej, by utorować sobie drogę swoimi ustami i koniuszkiem 
języka z jego obojczyka na linie jego szczęki. Zatrzymała się przy jego wargach i zaczęła 

mówić mu na usta.

- Dlaczego nie odwzajemniasz pieszczot? Nie chcesz mnie?

Mógł poczuć alkohol z jej ust. Ona dużo wypiła. Ich oddechy były nierówne i zajęło to 
minutę by Edward się opanował. To było trudne, ale Edwardowi udało się wyplątać 

siebie z jej uścisku. Usiadł obok niej i przytulił ją do siebie opierając jej głowę na jego 
piersi. Edward owiną ramię wokół niej delikatnie gładząc ją po włosach.

- Jesteś niezwykła.

- Ale mnie nie pragniesz.

background image

- To nie tak – podniosła głowę by móc na niego spojrzeć.- Nie wiesz, gdybyś wiedziała 
jak trudno było tobie odmówić.

- Ale odmówiłeś.

Odsunął jej policzek by mogła na niego spojrzeć, powiedział: - gdybym troszczył się o 

ciebie trochę mniej ,wówczas bym nie odmówił. Wyglądało na to, że te słowa uspokoiły 
Bellę i błyskawicznie zasnęła. Jeszcze raz upewnił się, że głęboko śpi, zdjął jej ramie z 

niego i zszedł z jej łóżka tak by jej nie zbudzić.

Kiedy wrócił do domu wziął bardzo długi i bardzo zimny prysznic.

Ponownie usiadł na krześle na werandzie. Było późne po południe i wieczorem miała 
przyjechać Bella i zostać przez tydzień. Był troszkę zawiedziony, że Bella nie będzie 

pamiętać co się stało ostatniej nocy. Zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie na dobrą 
sprawę, że nic nie pamięta, ponieważ jeśli poczułaby, że to była pomyłka, ona 

przypuszczalnie nie wybaczyłaby mu za to, że pozwolił na tak dalekie posunięcie. 
Edward zawsze zastanawiał się, co byłoby gdyby Bella kiedykolwiek czuła coś do niego i 

jeśli ostatnia noc był tylko próbką ich możliwości, był jeszcze bardziej zdecydowany by 
dowiedzieć się co mogłoby z tego być.

~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~

Po przymiarkach, Alice I Roslie zabrały Bellę do domu by mogła wziąć rzeczy potrzebne 
w czasie przebywania u Cullenów. Bella zdała sobie sprawę, że powinna przedtem się 

spakować. Alice systematycznie sprawdzała jej rzeczy, pochwalając i nie aprobując tego 
co brała, wówczas Rosalie zajęła się badaniem osobistych rzeczy w pokoju Belli. Rose 

wskazała na wydruk, wiszący na ścianie naprzeciwko jej łóżka. 

- Co to za zdjęcie? - Bella wkładała kilka koszulek do torby, kiedy Alice przyjrzała się 

obrazkowi.

- Um, to obrzeże Forks - Bella zabrała koszulę od Alice.

Alice podeszła do zdjęcia i przyglądała się mu. Na pierwszy rzut oka , widać typowe 
drzewa , które są bardzo powszechne w Forks. Ale po dokładniejszym przyjrzeniu, Alice 

zobaczyła cel, bramki przyklejone wśród drzew.

background image

- Czy to niedaleko boiska od piłki nożnej? - zapytała Alice. Minęła chwila zanim Bella 
odpowiedziała.

- Taak.

Alice spojrzała na przyjaciółkę i potem podeszła do dwóch pozostałych zdjęć wiszących 

bliżej drzwi.

- Powinniśmy już wychodzić, - Bella wyglądała na zmieszaną.

- Poczekaj. - Alice oglądała drugie zdjęcie. Rozpoznała, że to wnętrze sali szkolnej. 
Pomyślała, że to dziwne, żeby Bella posiadała takie zdjęcia, ale wówczas Alice 

zobaczyła , że był tam wielki fortepian na scenie. Alice szybko spojrzała na trzecie 
zdjęcie i zajęło jej minutę zanim zdała sobie sprawę co zobaczyła. Alice odwróciła się do 

Belli.

Rosalie zapytała.

- Dlaczego masz zdjęcia ze szkolną salą? I czy to boisko jest puste? 

Bella poruszyła się w miejscu pod przenikliwym spojrzeniu Alice. I w odpowiedzi na 

drugie pytanie Roslie, Alice powiedziała.

- Nie, to łąka.

Rose odwróciła się by spojrzeć na Alice i potem na Bellę, która zrobiła te zdjęcia na 
rozpoczęciu meczu. Rose czekała aż którakolwiek Bella lub Alice przemówią. Kiedy 

żadna nie podjęła próby, zapytała.

- Co się dzieje dziewczyny?

Alice spojrzała na Rose.

– Nic.- uśmiechnęła się – Dasz nam chwilkę?- Rose chciała zaprotestować, kiedy 

usłyszały brzęczenie kluczy w frontowych drzwiach.

- To Emmett - wyjaśniła Bella.

Oczy Rosalie rozjaśniły się. Poprawiła swój top i powiedziała: - Idę dotrzymać mu 
towarzystwa. - Szybko wyszła z pokoju. Bella była zaskoczona zachowaniem Rosalie. 

Chciała skomentować to jak prawdopodobnie Edward nie będzie zachwycony tym, że 
jego dziewczyna flirtuje z jej bratem, kiedy Alice powiedział.

- Bella, przepraszam - komentarz Alice' spowodował, że Bella miała się na baczności.- 
Nie ma za co przepraszać.

Alice podeszła do Belli i owinęła ramiona wokół niej.

background image

- Nie miałam pojęcia.

- Alice, proszę nie. - Bella poczuła jak jej gardło się zaciska.

Alice puściła Bellę i spojrzała na nią.

- Mam na myśli, że wiedziałam, ale nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo.

a- Przestań - Bella spojrzała w bok nie czekając by Alice dostrzegła zbierające się w jej 
oczach łzy.

- Okej- opuściła dłonie. Po chwili powiedziała - Jesteś prawdziwą córeczką tatusia - Bella 
zaczęła nerwowo wykręcać sobie dłonie, ale spojrzała na Alice po jej wyjaśnieniu.

- Co?

- Emmett jest śmiesznie łatwy do rozszyfrowania. Nosi swoje myśli i uczucia w rękawie, 

ale ty… - Obdarowała Bellę łagodnym uśmiechem. -T o tak jakbyś miała obronną ścianę, 
która ochrania twoje uczucia lub coś.

Bella zaśmiała się cicho. Po chwili powiedziała - Proszę, nic nie mów.

- Bella – zaczęła Alice.

- Proszę, Alice. Wiem, że Edward…

- Edward, co?- Bella skrzyżowała ramiona na piersi. – Wiem , że on nie czuje tego 

samego do mnie. - Alice otworzyła usta, ale Bella uniosła rękę. - I on jest z kim innym.

Alice odetchnęła z frustracją i spojrzała na sufit.

- Zamierzam zabić Edwarda - wyszeptała.

- Co?

- Nic. - Alice delikatnie gładziła grzbiet swojego nosa. Następnie podeszła do torby Belli i 
sprawdziła co jest w środku. Potrzęsła głową i zaczęła wyrzucać rzeczy.

- Co ty wyprawiasz?- Bella zbierała ubrania, które Alice wyrzuciła.

- Musimy załatwić kilka spraw zanim wrócimy do mnie - wyrzuciła na zewnątrz starą 

koszulkę Bella wyrwała ją , zanim Alice mogła na to spojrzeć.

- To zostaje - ton Belli był zdecydowany.

Alice chciała zapytać, ale postanowiła Belli niczego nie wyjaśniać, więc zamiast tego, 
tylko wzruszyła ramionami.

background image

Bella spojrzała do torby.

- Moja torba jest praktycznie pusta!

Alice uśmiechnęła się szeroko.

- Wiem.

Odetchnęła z frustracją.

- Alice! W co do diabła mam się ubierać?

Kącik ust Alice uniósł się nie znacznie.

- Nie martw się. Nie planuję włóczenia się po domu w połowie ubraną.

- Alice.

- Tylko zatrzymamy się w centrum handlowym i naprawdę szybko kupimy to co 

potrzebne.

- Nie - jęknęła Bella.

- To będzie szybko i bezboleśnie.

- Co będzie szybkie i bezbolesne?- Rosalie weszła do pokoju idąc za Emmettem.

- Zamierzamy zrobić zakupy zanim wrócimy do mnie - stwierdziła Alice z triumfalnym 
uśmiechem na twarzy.

W ciągu kilku sekund oczy Rosalie pojaśniały.

- Zakupy?

- Dlaczego potrzebujecie iść na zakupy? Bella ma już pełną szafę ubrań. - skwitował 
Emmett.

Alice i Rosalie spojrzały na niego niedowierzająco.

- Co? - Zapytał. Bella zamknęła oczy i położyła dłonie na czole.

Wówczas Rosalie powiedziała: - oh, ale ja zaprosiłam Emmetta do domu na obiad.

Alice uśmiechnęła się.

– To dobrze. Jestem pewna, że chciałby spędzić trochę czasu z siostrą zanim wyruszy w 
podróż.

background image

Emmett odchrząknął i poruszył się w miejscu, następnie powiedział: - Zamierzam wziąść 
prysznic i przebrać się.

Kiedy Emmett wyszedł, Bella zapytała: - Zaprosiłaś Emmetta na obiad?- spojrzała na 
Rosalie.

Skręciła ręce za plecami.

- Tylko pomyślałam-

- Nie, nie zrobiłaś tego - Bella zrobiła krok w kierunku Rosalie- Emmett nie jest 
najmądrzejszym facetem, ale ma wielkie serce. I tak mi dopomóż jeśli ty…

Alice zagrodziła jej drogę.

- Bella.

- Masz już Edwarda. Jak możesz to robić?- Bella poczuła dłoń Alice na swoim ramieniu i 
się uspokoiła. Rosalie miała szeroko otwarte usta, ale szybko je zamknęła. Po chwili 

powiedziała - Nigdy nie skrzywdziłabym Emmetta. 

Zwężyła oczy patrząc na Rose.

- Nie obchodzi cię Edward?

Alice wtrąciła - Bella, jest coś co powinnaś wiedzieć. 

- Edward nic ci nie powiedział? – zapytała Rosalie.

Spojrzała na Rosalie i potem na Alice – Powiedzieć, co?

Rose odetchnęła z frustracją.

- Powiedział, że z tobą porozmawia. I wszystko wyjaśni.

Alice przerwała. - Jeśli chce jej powiedzieć, w takim razie nie powinniśmy.

Rosalie stała naprzeciwko Belli i położyła dłonie na jej ramieniu.

- Nie jestem tak okropną osobą jak sądzisz. Nigdy nie skrzywdziłabym Emmetta lub 
Edwarda. I troszczę się o Edwarda, ale …- Spojrzała na Alice szukając pomocy. Bella 

obróciła się by spojrzeć na Alice. Następnie Alice powiedziała - Edward naprawdę musi 
ci powiedzieć resztę.

Bella powiedziała: – Co tu wyjaśniać? – Sprawy były bardzo bolesne i oziębłe dla niej. 
Edward miał dziewczynę i to nie była ona.

background image

Alice i Rosalie wymieniły niepewne spojrzenia. Bella powiedziała: - Oh, no dalej! 
Powiedzcie mi.

Alice powiedziała: - Nie do nas należy powiedzieć tobie o tym.

Była napięta cisza. Bella obdarowała każdą pytającym wzrokiem, ale żadna z nich nie 

zamierzała nic mówić. Odwróciła wzrok od nich i jej oczy zatrzymały się na zdjęciu z 
łąką. Jej rysy złagodniały. Frustracja, którą czuła, powoli ustępowała, ale na te miejsce 

zaczęło ją, nękać strapienie odnośnie odroczenia powiedzenia jej prawdy przez nie.

Nie była już dzieckiem i chciałaby by były z nią szczere. Dobrze sobie radziła sama. Ma 

tylko z Emmettem i Charliem umowę i samo w sobie było umiejętnością to, że Bella 
nauczyła się w ciągu roku doskonalić siebie. Czasami mogli być apodyktyczni. Kogo ona 

chciała oszukać? Jeśli będziesz szukać w słowniku słówka apodyktyczni, 
prawdopodobnie będzie tam uśmiechnięte zdjęcie z Emmettem i Charliem. Znała część 

powodów, dlaczego byli tak opiekuńczy, ponieważ kiedy Renne i Charlie się rozwiedli, 
Bella ciężko to zniosła. Nie potrafiła myśleć o tym okresie swojego życia bez smutku. I 

kiedy Edward zniknął z jej życia, czuła się tak jakby, wracała do dzieciństwa, 
zastanawiając się co źle zrobiła. Myślała, że poradzi sobie z tym lepiej, ale Emmett 

wiedział, że ona cierpi. Patrząc wstecz, Bella zdała sobie sprawę, że było to tylko wyjście 
i wiedziała, że nie chce widzieć jej smutnej. Dlatego, zrobiłby wszystko by móc otrzymać 

od niej jakąś reakcję. Było z tym łatwiej kiedy przeprowadzili się do Seattle. W Forks 
wydawało się, że ma trwałe wspomnienia o Edwardzie. I teraz, było jak na karuzeli. Szła 

na przód z swoim życiem. Chociaż mogła, polegać na Emmettcie kiedy pierwszy raz 
przyjechali do Seattle, Bella czuła jakby stworzyła dla siebie życie. Wszakże, od powrotu 

Edwarda, życie które ostrożnie trzymała w ryzach zostało wstrząśnięte . 

Była przyzwyczajona na odpowiadanie sobie na  pytania. No i Emmett również,  

domagał się jej uwagi od Edwarda, Alice, , a nawet Rosalie  okazały się być bardziej 
wymagające, każdego dnia.

Wyobrażała sobie raz, że już jest po ślubie i jej życie powraca na pozór do normalności i 
porządku. Bella odwróciła wzrok od zdjęcia z łąką. Nie lubi jak jej uczucia zaczynają być 

targane w tak wielu kierunkach, ale Bella także nie była pewna czy byłaby zdolna na 
powrót do samotniczego życia, które stworzyła dla siebie.

Alice zawahała się zanim powiedziała: - wiem, że jesteś właśnie teraz zaniepokojona, ale 
zaufaj mi kiedy mówię, że sprawy nie są tak złe na jak się wydaje.

Zanim Bella mogła powiedzieć cokolwiek innego, Emmett ukazał się w drzwiach. Ocierał 
swoje dłonie razem, wówczas gdy powiedział: -tak więc, panie co jest w menu tego 

wieczora? Mógłbym zjeść niedźwiedzia. - Bella praktycznie podbiegła do niego i 
narzuciła ręce dookoła niego.

- Bella? Co jest?- spojrzał na Rosalie, a następnie na Alice - Co wyście do diabła jej zrobiły 
teraz?- Alice zrobiła krok do przodu- Ona sądzi, że zakupy są formą tortur.

background image

Emmett niezdarnie poklepał Bellę po plecach.

– Um, wszystko będzie dobrze. To jest to co dziewczyny robią- Minęła minuta zanim 

Bella wypuściła z objęć Emmetta. Pociągnęła nosem zanim odpowiedziała.

- Ale ja nie jestem jak inne dziewczyny- Uśmiechnął się

- Nie , jesteś lepsza.

Cichym głosem powiedziała: - proszę, pozwól mi zostać w domu. Nie chcę wyjeżdżać. - 

Poczuła się jakby znowu miała osiem lat i nienawidziła siebie za to. Chciała tupnąć nogą 
i powiedzieć wszystkim by zostawili ją samą, ale nie miała w sobie odwagi.

Każdy oferował słowa otuchy w tym samym czasie. Ale Emmett uniósł swoje dłonie i 
powiedział: - no dalej, Bella. Udajesz jakby to była twoja pierwsza piżama party.

- Emmett.- Łza ściekła po jej policzku. Dotknął jej twarzy i wytarł łzę szorstką stroną 
swego kciuka.

- Bella, wszystko będzie dobrze. Edward tam będzie. Zawsze uważał na ciebie. - Tym 
razem Bella wybuchła płaczem. Emmett spojrzał na Rosalie a następnie na Alice z paniką 

w oczach. Alice wzięła Bellę w swoje ramiona.

- Emmett idź śmiało i zabierz Rosalie do mojego domu. Niech moi rodzice wiedzą, że 

będziemy później na obiedzie. - Poklepała Bellę po plecach. - Zajmę się nią.-Emmett nie 
krył swojej ulgi. Był już za drzwiami zanim Alice mogła się rozmyślić, ale Rosalie 

zwlekała. Otworzyła usta by coś powiedzieć, ale Alice potrzęsła głową. Kiedy Alice 
usłyszał zamknięcie drzwi, złapała Bellę za ramiona i odsunęła od siebie by móc na nią 

spojrzeć. Wówczas powiedziała. -Idziesz się doprowadzić do porządku i następnie 
idziemy na zakupy.

- Alice - Bella szlochała.

- Bądź idziesz się umyć i wracamy do mnie. 

Bella wytarła łzy z twarzy i próbowała uregulować swój oddech. - Raczej wolałbym 
zostać właśnie tutaj.

- Wiesz ,że nie ma takiej opcji.

- Ah! Nie lubię takich wyborów.

Alice westchnęła.

- Teraz zaczynasz być irytująca.

Bella wytarła więcej łez zanim skrzyżowała ręce na piersiach.

background image

- Myślę, że pójdziemy na zakupy. Nie sądzę, bym mogła jechać do twojego domu właśnie 
teraz. 

Weszła do łazienki i umyła twarz. Kiedy spojrzała na siebie w lustrze, jej oczy były 
czerwone i opuchnięte. Jęknęła.

- Co się stało? – zapytała Alice

- Wyglądam jak zombie.

Alice weszła do łazienki. Umieściła ręce na ramionach Belli.

- Odwiedzimy salon piękności podczas gdy będziemy w centrum handlowym. Mogą 

tobie dać paczkę ogórków chłodzących, które pomogą na opuchnięcia.

- Nie. Nie wyprawa do salonu.

- Dalej - wypchnęła Bellę z łazienki. Zatrzymały się jeszcze w pokoju by wziąć torbę Belli 
i wyszły do centrum handlowego.

Kiedy tam się dostały , zatrzymały się w salonie. Bella kręciła się blisko drzwi, w razie 
czego, gdyby potrzebowała szybkiej drogi ucieczki. Alice rozmawiała z recepcjonistką i 

po kilku minutach recepcjonistka odprowadziła Bellę do przebieralni

- Dlaczego mam przymierzać szlafrok? – zapytała.

-Nie martw się. Dobrze się tobą zajmą- uspokoiła ją Alice.

Bella zamrugała kilka razy.

- Czekaj, wychodzisz?

Alice uśmiechnęła się do niej uspokajająco.

- Idę tylko załatwić kilka spraw dla ciebie. Wrócę, kiedy oni skończą.

- Co masz na myśli „kiedy oni skończą” - Bella wyglądała jak zwierze zamknięte w klatce- 

Co oni zamierzają zrobić?

- Tylko jedną z tych ochładzających maseczek i wtedy umyją twoje Split ends

- Alice.

- Spodoba ci się.

- Ale, - powiedziała Bella- nie znasz mojego rozmiaru

Alice spojrzała na nią niedowierzająco.- Proszę?

background image

- Ale nie wiesz co mi się spodoba.

- Oh, wiem co lubisz, Bella. I to dlatego jest dobrze, że nie będę przy tobie

- Alice! Nie założę niczego jeśli mi się nie spodoba.

Poklepała Bellę po ramieniu tak jak matka to robi marudzącemu dziecku.

– Oh, spodoba ci się. Nie martw się - Potem Alice zniknęła za drzwiami.

Recepcjonistka uśmiechnęła się do niej profesjonalnie i wskazała gestem dłoni drogę do 

przymierzalni. Bella nie miała wyboru. Weszła do środka, zdjęła swoje ubranie i włożyła 
szlafrok, który jej przynieśli. Kiedy wyłoniła się z przymierzalni, recepcjonistka 

odprowadziła ją do salonu fryzjerskiego. Wycieczka po salonie piękności to nie jej 
sprawy i nic nie mogła poradzić na poczucie niepokoju przez to, że pozwoliła Alice 

wciągnąć ją w to.

Ale, jeżeli miała być ze sobą szczera, Bella była bardziej zirytowana faktem, że straciła 

odwagę by postawić się samej sobie. Fryzjer i jego asystentka podeszli do niej by 
porozmawiać o jej włosach. Bella nienawidziła, kiedy ktoś mówi o niej jakby jej tam nie 

było. 

- Radzę tylko by były schludne - powiedziała Bella. 

Fryzjer uśmiechnął się do niej i położył rękę na jej ramieniu.

- Skarbie, oczywiście.

Wywróciła tylko oczami. Alice oczywiście powiedziała im, jak sobie z nią poradzić. 
Wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić. Kiedy poczuła się trochę rozluźniona, 

zdała sobie sprawę, że wolała być tutaj zamiast w domu Cullenów. Nie chciała brać pod 
uwagę powrotu tam. Asystent pomógł jej usiąść na krześle z umywalką by umyć jej 

włosy. Bella przechyliła głowę do tyłu i asystent odkręcił kran i delikatnie zwilżył jej 
włosy. Kiedy były całkowicie mokre, zakręcił kran i przystąpił do wmasowania 

szamponu w włosy.

- Wow! To miłe uczucie. - mężczyzna masował jej skórę głowy.

- O, to dobrze. Alice powiedziała, że potrzebujesz TLC - zarumieniła się.

- I słuchaj kiedy tobą skończymy, będziesz miała Edwarda w zasięgu ręki.

Bella omal nie usiadła, ale nie mogła ponieważ asystent nadal robił jej masaż głowy.

- Powiedziała ci o Edwardzie.

- Nie, właściwie to nie. Tylko to, że chciała by byś dobrze dla niego wyglądała. - 
Westchnął.- I tak będzie.

background image

Bella zachichotała.

- Czy bywał tutaj wcześniej?

Skinął głową.

- Kilka razy przycinał u nas włosy .

Bella nie potrafiła wyobrazić sobie Edwarda, kiedy ktoś tutaj mył mu włosy. Asystent, 
którego imię brzmiało John dalej woskował jej włosy, kiedy mówił o Edwardzie. 

Sądziła,że będzie zaniepokojona rozmawiając o Edwardzie, ale otwarty i przyjazny 
sposób nastawienia Johna spowodował, że trudniej było jej się smucić. Po tym jak John 

skończył, owinął jej włosy ręcznikiem i pozwolił jej z powrotem usiąść na krześle. 
Została oddana w ręce fryzjera o imieniu Robert. Prawił jej komplementy na temat 

koloru jej włosów, ale powiedział: - lecz skoro jest lato , dodamy pewne delikatne 
pasemka. - Bella wyglądała na zaniepokojoną tą sugestią i powiedziała: - zamierzam iść 

na wesele za parę tygodni.

Poklepał ją po ramieniu.

- Nie martw się. Nie będziesz wyglądała jak skunks. To bardziej będzie wyglądało na 
muśnięcie słońca. 

Bella chwyciła się za podłokietniki. Dwie i pół godziny później, Robert skończył z 
włosami Belli i John nakładał błyszczyk na usta. Alice uśmiechnęła się , kiedy weszła i 

zobaczyła przyjaciółkę.

- Wyglądasz niesamowicie, Bella!

Bella zaczekała aż John skończy nakładanie pomadki zanim powiedziała: - Co do diabła 
powiedziałaś im by ze mną zrobili.- Alice zaśmiała się.

- Czy widziałaś siebie?

Robert odwrócił krzesło, by Bella mogła zobaczyć swoje odbicie. To nie była 

dramatyczna zmiana, ale była zdecydowanie zauważalna. Jej długie brązowe włosy, 
które zwykle opadały delikatnie blisko łokci. Zostały obcięte poniżej ramion i po-

stopniowane. Robert miał racje co do koloru. Wyglądało jakby jej włosy musnęło słońce. 
Normalnie włosy miała koloru kawy, a teraz były kasztanowe. Okład chłodzący pomógł 

na opuchnięte oczy i błyszczyk, perłowy kolor, sprawił ,że jej usta właściwie wyglądały 
na większe.

- Co do … -Bella tylko gapiła się na siebie. Robert zmarszczył brwi.

- Nie podoba ci się?

John patrzył na Bellę i na jej odbicie.

background image

- Czy to przez błyszczyk ?

- Ja…ja- patrzyła na odbicie Johna, Roberta i Alice, którzy wszyscy przyglądali się i 

czekali na jej

Odpowiedź. Minęła minuta zanim powiedziała: - wyglądam cholernie dobrze.- Wszyscy 

się zaśmiali.

Następnie Alice powiedziała: - Już jesteś piękna. Tylko potrzebujesz małego dostrojenia. 

- John i Robert pokiwali głowami w porozumieniu.

Z nowym przypływem pewności siebie, może była teraz gotowa, aby pojechać do domu 

Cullenów.

- Teraz pozwól mi pokazać co mam dla ciebie. - Powiedziała Alice.

Może nie - pomyślała.

Bella zeskoczyła z krzesła fryzjerskiego i Alice zaprowadziła ją do salonu, który 

wcześniej zajmowała Bella kiedy miała maseczkę orzeźwiającą. Alice miała kilka toreb.

- Alice, proszę powiedz mi, że część z tego jest twoje. - Potrzęsła w zaprzeczeniu głową - 

To wszystko dla ciebie.

- Ale - pomachała rękoma - to wszystko to tylko niezbędne rzeczy.- Alice otworzyła 

pierwszą torbę i tam znajdowało się kilka par bielizny i parę staników.

- Kupiłaś mi bieliznę?

- Hej, ty poważnie potrzebowałaś kilku - Bella wywróciła oczami. Przystąpiła do 
szybkiego pokazania co jest w pozostałych torbach. Alice wiedziała, że jeżeli to 

przeciągnie, to straciła by Bellę. Bella nigdy tak naprawdę nie dbała o szczegóły w 
ubraniach. Po tym wszystkim Bella była oszołomiona.

- Bella. - Alice zamachała dłonią przed jej twarzą. Dziewczyna zamrugała kilka razy.

Alice zmarszczyła brwi

- Nie podoba ci się?

- Właściwie jestem tylko zaskoczona.

- Dlaczego?

- Myślałam… naprawdę podobają mi się wszystkie rzeczy, które mi kupiłaś.

Alice podskoczyła i klaszcząc.

background image

- Widzisz. Nie było się o co martwić. - Bella uśmiechnęła się.

- Teraz zanim pojedziemy, chciałbym byś zrobiła jeszcze jedną rzecz - Uśmiech Belli 

znikł, tak szybko jak się pojawił 

- Co?

- Obiecaj.

-Ale, ja już…

- Ostatnia rzecz!

-W porządku. Obiecuję. 

- Włóż to.

Bella wzięła od Alice torbę, którą trzymała. Zajrzała do środka i wyciągnęła 

Śnieżno białą bluzkę zakończoną rękawami.

- Tylko zdejmij bluzę z kapturem I zostaw swoje piersi na wierzchu.

- Ale… - Bella zrobiła to o co prosiła ją Alice i włożyła koszulę. Kiedy zaczęła zapinać 
guziki, Alice potrzymała ją by nie zapinała guzików tuż pod linią biustu.

- Nadal możesz widzieć mój biust. - Bella zapięła koszulę, tam gdzie powinna być zapięta.

- I o to chodzi - Alice wywróciła oczami.

- Ale dlaczego, nie mogę zapiąć guzików pod szyją?

- Ponieważ w ten sposób jest ładniej.- Odwróciła Bellę powrotem do lustra.

Bella patrzyła na siebie naprzeciwko lustra. Nic nie mogła poradzić na uśmiech. To było 
tylko jedna rzecz z ubrań, którą zmieniła i to zrobiło taką różnicę. Jej ciemne dżinsy 

ładnie kontrastowały ze śnieżno białą bluzką. Ta koszula miała wyeksponować jej 
wstydliwość, którą miała użyć, ale też podkreślała jej w jakiś sposób figurę.

- Spójrz na siebie! - zawołał John.

- Dzięki. - Uśmiech Belli stał się szerszy.

- Proszę. - Podał jej kolorowy błyszczyk, którym wcześniej ją malował, ale ten był 
nieodpakowany.

- Oh, nie mogę - Starała się go oddać.

background image

Potrząsnął głową.

- Potraktuj to jako mały prezent ode mnie i Roberta.

Nie potrzymała się i uścisnęła go.

- Dziękuję.

- No już chodźmy! Mam przeczycie, że ktoś padnie jak cię zobaczy.- Alice podarowała 
Belli zagadkowy uśmiech.

- O nie - Bella już sobie wyobrażała jak Emmett obsesyjnie wysyła wiadomości do Alice.

- Mam chyba z pięćdziesiąt wiadomości. - Brwi Belli zmarszczył się. Emmett mógł być 

irytujący, ale pięćdziesiąt wiadomości tekstowych było po za jego normalnym poziomem 
utrapienia. 

- Od kogo?

Alice wywróciła oczami. Bella zawahała się zanim zapytała - Edward?- Alice 

uśmiechnęła się do niej szeroko. Bella sapnęła z niedowierzaniem.

- Nie zrobił tego!

- Okej. Może nie więcej niż dwadzieścia pięć.

- Co pisał?- zapytała Bella. Mały uśmiech skradł się na wargi Alice.- O to warianty :” O 

której wrócicie do domu?” i „czy już prawie skończyłyście?” i ostatni mój ulubiony.- Bella 
patrzyła na Alice z wyczekiwaniem.

- Zaproponował, że osobiście może po ciebie przyjechać, bym ja mogła nadal robić 
zakupy.

Bella zaśmiała się i potrzęsła z niedowierzaniem głową. Była pewna, że Alice przesadza. 
Edward nie mógł być aż tak interesować, tym kiedy ona w końcu przyjedzie. Pożegnały 

się z Robertem i Johnem i skierowały się do samochodu Alice. Jechały w ciszy. Alice 
zerknęła na Bellę, kiedy zatrzymały się na czerwonym świetle.

- O co chodzi?- zapytała. Bella wyrwała się z oszołomienia.

- Huh? Oh, ja tylko… zajmie mi trochę czasu kiedy oddam ci pieniądze.

Alice machnęła ręką.

- Nie martw się o to.

Bella zaprotestowała.

background image

Alice ponownie machnęła ręką.

- Powiedziałam nie Mart się o to. - Kąciki jej ust uniosły się.

- Wyraz twarzy Edwarda, kiedy cie zobaczy będzie wart tego.

- Alice sądzę, że pokładasz na to zbyt dużo nadziei. Nie łatwo zaimponować twojemu 

bratu przez dziewczyny.

Bella potrzęsła głową - Czy teraz nie pokładasz w to zbyt dużo nadziei.

- Więc, wkrótce się przekonamy. - Alice skręciła w długą drogę, która prowadziła do jej 
domu.

Bella nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo jest zdenerwowana tym, że zobaczy 
Edwarda kiedy tam dotrą. Wycierała dłonie o swoje dżinsy. Alice zauważyła ten gest i 

zaśmiała się cicho.

- Nie martw się. - Pierwsza wyszła z samochodu. Bella została jeszcze w samochodzie by 

się uspokoić. Alice wskoczyła do bagażnika i zaczęła wyciągać zakupy. Kiedy poczuła, że 
jej serce wraca do normalnego rytmy, wygramoliła się z samochodu.

- Co tak długo was zatrzymało? Myślałem, że coś się stało.

- Jezu, Edward. Czy Rosalie nie powiedziała tobie, że spóźnimy się na obiad.

- Tak , ale to było trzy godziny temu. Mogłyście…- W tym czasie Alice zamknęła bagażnik 
od samochody. Edward zobaczył Bellę wychodzącą z samochodu.

Bella powiedziała cześć.

Edward czuł, że ma otwarte usta, ale nic nie mówił. Szeroki uśmiech rozszerzył się na 

twarz Alice. Następnie powiedziała: - Dalej Bella. Chodźmy coś zjeść.

- Okej - zamknęła drzwi i obeszła samochód. Była trochę zakłopotana, tym jak gapił się 

na nią Edward. Jego ręce były pełne od toreb, które Alice miała w bagażniku.

Bella zapytała: - czy potrzebujesz pomocy?

Zajęło minutę zanim zrozumiał pytanie. Kiedy zadał sobie sprawę, że sięgała po kilka 
toreb, Edward zająknął się.

- Nie, poradzę sobie.

- W porządku - Bella schowała kosmyk włosów za ucho i ruszyła za Alice do domu.

Edward patrzył jak Bella odchodzi. Była uosobieniem piękna.

background image

Bella odwróciła się i spojrzała na niego.

- Edward?

Potrząsł głową i wyzbył się oszołomienia. Była taka sama, ale nie.

- Przepraszam - starał się ja dogonić by kontynuować przestudiowanie jej wyglądu.

Bella zauważyła, że on znowu się na nią patrzył. Uśmiechnęła się i zapytała: - Czy 
wszystko w porządku?

- Tak - nie mógł od niej oderwać oczu i Bella wciąż była w zasięgu jego wzroku. Robili to 
jakiś sposób przed domem i w kuchni.

Wyrwali się z tego zamroczenia, wtedy kiedy Emmett się odezwał- co się stało Belli?

Rosalie pacnęła go w ramię. 

- To tak wyglądają dziewczyny- powiedziała Bella.

- Ale jesteś moją siostrą- Bella wywróciła oczami.

Jasper obszedł dookoła kanapę i powiedział: - wyglądasz cudownie. - Bella uśmiechnęła 
się szeroko.

- Dziękuję.

Edward był trochę w złym humorze. Zdał sobie sprawę, że powinien pierwszy to 

powiedzieć, zamiast tylko się na nią gapić. Emmett spojrzał na wszystkie torby, które 
miał na rękach Edward.

- Jezu, czy wykupiliście całe centrum handlowe?

- Nie tylko sklep z bielizną damską. - odgryzła się Bella. 

- Do czego potrzebny jest ci ten rodzaj ubrań? - Zapytał starszy brat.

Bella położyła ręce na biodra.

- Więc, odkąd zamierzasz wyjechać na cały tydzień, będę miała mnóstwo okazji do… -

- Bella - ostrzegł ją Emmett. Bella otworzyła usta, ale Edward był pierwszy

- Tylko zaniosę tę rzeczy. - Obrócił się w kierunku schodów.

- Gdzie idziesz? - Zapytała Bella.

- Będziesz spała w pokoju Edwarda - Wtrąciła Rose.

background image

- Co? - powiedzieli w tym samym czasie Bella i Emmett.

- Edward będzie spał na kanapie.

- Ale - powiedziała Bella.

- Ja będę w pokoju gościnnym. - Rosalie spojrzała na Edwarda by dodać mu odwagi do 

rzucenia jej wyzwania, ale on nic nie zrobił. Rosalie chciała by było jasne dla Emmetta, 
że nic między nią a Edwardem, nie ma.

Emmett otwierał i zamykał usta kilka razy, ale po kilku sekundach powiedział: - Oh. 
Okej.

Bella zająknęła się

- Ale... ja nie ... dlaczego?

- Bella, dlaczego nie pójdziesz ze mną na górę. Pokarze ci mój pokój i wszystko wyjaśnię. 
-zaproponował Edward. Bella rozejrzała się po całym pokoju. Wszyscy udawali, że są 

pochłonięci czymś innym, oprócz Emmetta.

Bella powiedziała bezgłośnie – Co się tutaj dziej?

Emmett tylko wzruszył ramionami. Westchnęła z frustracją.

Edward powiedział: – chodź Bella. – I ruszył kierunku schodów.

Bella nie miała wyboru i ruszyła za Edwardem. Wspięli się na klatkę schodową w 
kształcie litery L i kiedy weszli na szczyt, Bella zobaczyła, że było tam łącznik, 

obejmujący cały obwód drugiego piętra z otworem na środku można było spojrzeć na 
dół na holl. Pokój Alice znajdował się w pierwszych drzwiach przy schodach. Poszli w 

kierunku końca łącznika, gdzie usytuowany był pokój Edwarda. Carlisle i Esme mieli na 
piętrze apartament oddzielony małym  salonem. Bella właściwie to nigdy wcześniej nie 

była w pokoju Edwarda. Za każdym razem, gdy tam była, by zobaczyć się z Alice, 
przebywała tylko w pokoju gościnnym, wspólnych obszarach domu i w pokoju Alice. 

Przekręciła gałkę w drzwiach i je otworzyła, następnie wcisnęła przycisk po jego lewej i 
pokój zalało słabe światło. Bella zauważyła, że włączyła funkcję ściemniania i była ona 

na niskim poziomie.

W pokoju znajdowało się ogromne okno, które prawie całkowicie zajmowało jedną ze 

ścian. To było jak płótno, które dostarczało trójwymiarowy portret miasta. Była noc, 
więc niebo było ciemne, ale panorama miasta była oświetlona. Niedaleko okna stało 

łóżko Edwarda.

Jego wielkie, puste łóżko.

- Um, dlaczego nie mogę po prostu zostać z Alice?

background image

- Jasper zostaje z Alice.

- Racja. – Bella nie mogła oderwać oczu od jego łóżka. To musiało być łóżko królewskich 

rozmiarów. Wiele pytań przeszło jej przez głowę, ale najbardziej dominujące pytanie 
było czy kiedykolwiek z kimś je dzielił.

Wówczas przypomniała sobie o Rosalie.

Nagle poczuła się słabo. Edward postawił torby przy drzwiach. Kiedy zauważył wyraz jej 

twarzy, zaniepokoił się.

– Czy dobrze się czujesz?

Przełknęła ślinę.

- Nie wiem.

- Co się stało?

- Nie sądzę, bym mogła tu zostać.

- Wszystko w porządku. Nic mi się nie stanie na kanapie.

- Nie, Chodzi mi o to, że może to ja powinnam zając kanapę.

- Nie bądź, niemądra. Chcę ciebie w moim pokoju w nocy.

Bella spojrzała na Edwarda. Kiedy zdał sobie sprawę jak jego słowa mogły być odebrane, 

poprawił się.

– Chodzi mi o to, że będziesz musiała zostać tu tylko na jedną noc. Rosalie jutro wyjeżdża 

i wówczas mogłabyś zając pokój gościnny.

- Oh. – poczuła się trochę lepiej, ale nie dużo.

- Posłuchaj. – Wziął ją za rękę. - Muszę z tobą porozmawiać na temat Rosalie.

- Właściwie jestem, naprawdę zmęczona. – Bella czuła narastający, głuche pulsowanie za 

jej oczami.

- Ale to zajmie tylko sekundę.

- Alice naprawdę zmęczyła mnie bardzo w centrum handlowym.- To była do połowy 
prawda. Nie robiła nic poza zakupami, ale przeżycia w salonie były tak samo 

wyczerpujące. Pocierał kciukiem wierzch jej dłoni. Edward wydawał się podejmować 
jakąś decyzję i po chwili powiedział.

background image

– Oczywiście, jesteś zmęczona. Ja tylko… - Patrzył na nią przez minutę – Porozmawiamy 
o tym z samego rana.

Bella skinęła głową. 

- Przepraszam, że nie powiedziałem tobie wcześniej, ale wyglądasz… - powiedział a jego 

oczy błądziły po jej twarzy. Bella poczuła jak się rumieni. 

Nie było tam żadnych słów, więc zamiast tego pochylił się przesuną ustami po jej skroni. 

Następnie powiedział niskim głosem: – Dobranoc.

Puścił jej dłoń i podszedł do drzwi. Spojrzał na nią ostatni raz, zanim zamknął za sobą 

drzwi.

Bella usiadła na podłodze u stóp łóżka Edwarda. Oparła się o nie i przyciągnęła kolana 

do klatki piersiowej. Następnie mogła położyć czoło na kolanach. Cały dzień był 
kompletną porażką i na dodatek czuła się bardzo wyczerpana. Nigdy nie doświadczyła 

tak wielu emocji w tak krótkim czasie.

Wiedziała, że to co ma do powiedzenia Edward jest ważne, ale nie sądziła, że ma siły by 

znieść kolejny wywiad z Cullenem. Alice była bardzo intensywna i miała wrażenie, że 
rozmowy z Edwardem będą takie same. Bella zdała sobie sprawę, że musi iść spać 

najszybciej jak to możliwe, zanim Alice przyjdzie w celu przeprowadzenia dochodzenia. 

Była głodna, ale wolała raczej pozorować spanie niż stanąć wobec wszystkich na dole. 

Czuła się jak tchórz, ale była w sobie samozachowawcza. Nadal miała tydzień na 
opuszczenie tego domu. Odnalazła torbę podróżną, w którą schowała i wyciągnęła starą 

koszulkę, którą Alice o mało co nie wyrzuciła. Szybko zrzuciła klapki i ubrania i włożyła 
koszulę do spania. Podeszła do przyciemniacza i zgasiła światło. Pokój był wystarczająco 

jasny dla niej by mogła zobaczyć drogę do łóżka Edwarda. Światła miasta rzucały 
delikatną poświatę na łóżko, które wyglądało na niezwykle zapraszająco. Jego kołdra 

była koloru węgla drzewnego, pościel i poduszki miały uzupełniający kolor granitu. Nic 
nie mogła poradzić na uśmiech na to jak męskie to wszystko było i kiedy położyła głowę 

na poduszkach, Bella wetknęła nos w nie, wydychając zapach Edwarda. Ochrzaniała 
siebie. Nie była pewna, czy będzie zdolna teraz zasnąć. Bella przytuliła policzek do 

poduszki. Przypominała sobie inny poranek w jej pokoju, kiedy to podtrzymywała siebie 
przed wdychaniu jego zapachu. To było dziwne, jak z tym teraz czuła się tak znajomo, 

ale tak naprawdę o tym nie myślała, od kiedy mogła teraz poczuć jego zapach, bez 
martwienia się o konsekwencję. Dokuczliwe uczucie w głębi jej świadomości wynurzały 

się, ale zamiast tego Bella, pozwoliła sobie zanurzyć się w wspomnieniach z marzeń o 
Edwardzie. We śnie, Bella otwarcie okazywała uczucia względem Edwarda. To było 

bardzo żywe. Dotykała i smakowała jego. Jej ulubiona część ze snu była wtedy, kiedy 
czuła budowę jego pleców. Miał takie szerokie ramiona. Również pamięta uczucie 

zawodu, że nie chcę odwzajemnić jej dotyków. Zamiast tego był po prostu zadowolony z 
tego, że ją trzymał. 

background image

Był to słodko- gorzki sen. Kiedy się obudziła następnego ranka, była trochę poirytowana, 
że nie mogła zatrzymać żadnego z jej snów. Wszakże Edward był bardzo miły i wrażenie, 

kiedy jego ramiona obejmowały ją dawały jej uczucie bezpieczeństwa i pewności. 
Przyznała przed samą sobą, że nie pomyśli o tym śnie jeszcze raz. 

background image

R

OZDZIAŁ

 6 - P

RZEMIANA

Moje biedne serce 

Jest takie smutne 

Odkąd odszedłeś 

Skoro jesteś tym jedynym, który mnie gasi 

Tylko ty jesteś tym jedynym, który może mnie ponownie rozpalić

 Turn Me On - Nora Jones

Edward wyciągnął się  na kanapie w salonie przykrywając oczy ramieniem. To była 
wygodna kanapa jego matki, podczas jej kupowania, upewniła się czy jest wystarczająco 

długa i szeroka by pomieścić go lub używając jej słów - „Mojego chudego syna”.

Po tym jak pokazał Belli swój pokój, a ona zdecydowała się w nim już zostać, nie 

widział sensu w reszcie wieczoru. Edward czekał cały dzień  by ją zobaczyć i kiedy w 
końcu się doczekał, ledwo co znalazł okazję by z nią porozmawiać.

Ale do cholery ona wyglądała wspaniale - pomyślał.

Dorastając Edward patrzył  na nią tak jak na swoją własną siostrę, Alice. Tyle, że Bella 

potrzebowała więcej uwagi.

Ostatecznie pomyślał,  że Bella nie potrzebuję aż tak dużej opieki i po prostu użył tego 

jako pretekstu by być bliżej niej. Oczywiście dobrze dbała o siebie, podczas gdy był w 
Berkeley. To nie tak, że myślał, że będzie żyła w nędzy lub bliżej śmierci bez niego, ale z 

pewnością nie spodziewał się, że zobaczy ją tak niezależną i silną i do tego energiczną. 
Edward wiedział, że Emmett miał przy tym wiele pracy.

Bella naprawdę przeszła na swoje, tak jak on wiedział, że mogłaby to zrobić. Od 
dłuższego czasu była tylko siostrą Emmetta, a następnie stała się Bellą, której bratem 

jest Emmett.

Emmett, który był jego najlepszym przyjacielem.

Jedną z rzeczy, które wzbudzały sympatię Edwarda do Belli, to jej szczera ignorancja 
tego jaka   piękna była naprawdę. Wszyscy chłopcy ustawialiby się w kolejce jeśli 

mogliby, gdyby Emmetta tam nie było by rozgonić  ich jak muchy. Przez pewien czas 
Edward był częścią linii obrony, głównie dlatego, że Emmett był jego przyjacielem i 

chciał pomóc ochraniać jego młodszą siostrę. Czasami Bella widziała w nim DRUGIEGO 
BRATA.

Koniec końców, nie wiedział jak do tego doszło, był w środku tego zanim się 
zorientował, ale Edward już nie chciał by Bella postrzegała go jak DRUGIEGO BRATA.

background image

Widząc ją ostatniej nocy po ich powrocie z wyprawy po centrum handlowym, powróciły 
wspomnienia które miał, kiedy po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że jego uczucia 

wobec Belli nie zmieniły się.

Bella zaczęła być niezależna latem, tuż przed rokiem szkolnym kiedy jego rodzice 

zabierali ich do swojego domku nad jeziorem. Oczywiście zaproszeni byli Swanowie. 
Charlie odrzucił zaproszenie, ale Emmett i Bella towarzyszyli im. On i Emmett 

przyjeżdżając pierwszego dnia od razu weszli do wody, czy to na narty wodne, surfing 
czy jakiekolwiek inne sporty wodne, na które mieli ochotę. Alice i Bella zazwyczaj 

wstawały później w ciągu dnia i głównie wylegiwały się na słońcu. To był ich nawyk, 
kiedykolwiek zostały w domku, więc Edward nie spodziewał się niczego niezwykłego.

Edward i Emmett chcieli spędzić najbliższy dzień w wodzie i skierowali się  do chatki. 
Wzięli z lodówki kilka napojów gazowanych i mieli zamiar iść na taras, kiedy zauważyli, 

że Alice oraz Bella już tam były. Zazwyczaj leżały na brzegu jeziora.

Emmett zrobił z tego dużą sprawę, o to, że były tam i w  co były ubrane lub raczej jak 

skąpo były ubrane. Zapytał je co się stało z ich starymi strojami kąpielowymi i Bella 
odpowiedziała mu, że nie noszą jednoczęściowego stroju kąpielowego odkąd skończyły 

dwanaście lat. Kiedy Emmett, zrozumiał co to oznacza, że ubierały się w ten sposób - w 
prawie nic- od lat, o mało co nie dostał ataku serca.

Alice upewniła go, że nic im nie będzie, ale wyjaśniła tego dnia, że grupa kolesi 
naprzykrzała im się, więc wróciły. To wydawało się uspokoić Emmetta, ale przysiągł, że 

jeżeli zauważy kolesiów, którzy przeszkadzają im, wówczas rozszarpie ich. Emmett 
wyraził się jasno, że nie chce by dziewczyny schodziły na brzeg jeziora ubrane w ten 

sposób po raz kolejny. Alice odpowiedziała krótko, że się zgadza, wiedziała, że lepiej 
będzie, pozwolić mu ochłonąć. Bella miała zamiar się spierać, ale zamiast tego 

przekręciła się na brzuch i odpięła górę. To spowodowało, że Emmett opuścił taras w 
panice. Po tym Emmett nie zbliżył się do tarasu, w czasie gdy dziewczyny były tam 

obecne.

Patrząc na to teraz, Edward poczuł się dość naiwny z tego powodu. Oczywiście Bella 

mogłaby leżeć w bikini, ale faktycznie zobaczyć ją w jednym było potwierdzeniem tego 
co czuł.

Edward pragnął Belli.

I za to siebie nienawidził. Bella patrzyła na nie go i ufała mu, że ją ochroni. Niezliczoną  

ilość razy, szukała u niego porad i ufała jego osądom. Nie chodzi o to, że Emmett 
był złym bratem, ale niektóre sprawy były dość drażliwe i oziębłe z Emmettem. Bella 

szukała u Edwarda zrozumienia spraw, które były między wersami. Podobały mu się 
proste, przyszłościowe perspektywy Emmetta na życie.

Sprawy były wcześniej dobre lub złe, słuszne lub niesłuszne, proste lub trudne. Emmett 
pomógł zwalczyć tendencję Edwarda do ciągłego przemyślania wszystkiego.

background image

Emmett był jego najlepszym przyjacielem a  Bella była jego siostrą. Gdyby ujawnił  swoje 
uczucia względem Belli, skończyłoby się to dla niego katastrofą. Bella nigdy nie dawała 

żadnych sygnałów, że widziała w nim kogoś więcej niż tylko brata. Był w stanie sobie 
wyobrazić jak to mogłoby ją zranić, gdyby wykorzystał jej zaufanie jeżeli kiedykolwiek 

zdecydowałby się pokazać co czuje. I czy w odwecie Emmett mógłby go zastrzelić za 
skrzywdzenie Belli? Niepojęte. Naprawdę cenił przyjaźń Emmetta i wiedział, że szanuje 

on go i jego lojalność wobec ich przyjaźni.

Mógł nigdy nie okazać  swoich uczuć do Belli, ponieważ nie mógłby stracić  żadnego z 

nich.

- Oh, dobrze. Już się obudziłeś. - Alice położyła jakieś ubranie na jego stopach. - Wzięłam 

to dla ciebie. 

Edward usiadł.

- Czy Bella się obudziła?

Alice pokręciła głową.

- Poszłam spróbować  ją obudzić, ale ona… - mały uśmiech igrał na jej ustach, zanim 
dokończyła - Ona nadal śpi. Może ty będziesz miał więcej szczęścia. - Skierowała się w 

stronę kuchni. - Zamierzam zrobić śniadanie. 

Edward zeskoczył z sofy z ubraniami w dłoni i pobiegł na górę. Nie mógł zasnąć do 

bardzo późna. Alice i Jasper byli pierwszymi, którzy poszli spać, ale Rosalie i Emmett 
siedzieli i do późna rozmawiając.

Około pierwszej nad ranem, Edward wszedł do pokoju gościnnego i padł, około piątej 
nad ranem Rosalie wykopała go i wrócił powrotem w oszołomieniu na kanapę.

Było kilka minut po ósmej rano. Normalnie byłby wściekły na Alice, że budzi go tak 
wcześnie po burzliwej nocy, ale nie tylko był zadowolony, że nie przespał ranka, Edward 

ponadto był chętny zobaczyć Bellę. Zakodował sobie w głowie, by upewnić się, że kupi 
Alice drogi prezent ślubny.

Skorzystał z łazienki na górze by się przebrać i odświeżyć a następnie poszedł do 
swojego pokoju by obudzić Bellę.

Zapukał do drzwi.

- Bella?

Nie było żadnej odpowiedzi. Miał poczucie deja-vu jakby przezywał tą sytuację, która 
spowodowała, że zawahał się tylko przez chwilę, zanim otworzył drzwi. 

background image

Bella nadal spała. Odłożył  swoja piżamę na biurko i podszedł do swojego łóżka. Leżała 
na boku w koszulce. Nie wiedział, że wstrzymał  oddech, przewidując jej stan ubrania 

lub rozebrania, które mógłby odkryć. Był facetem, więc był trochę zawiedziony, że nie 
będzie żadnej powtórki występu innego ranka, ale jednocześnie mu ulżyło, ponieważ nie 

sądził by coś tak błahego jak prześcieradło, mogłoby go powstrzymać tym razem. 
Sięgnął po jej ramie i delikatnie potrząsnął.

- Bella? Jest ranek. Czas wstawać.

Zmarszczyła czoło, ale się  nie obudziła.

Pochylił się niżej.

- Bella?

Przewróciła się na plecy.

- Nie Alice. Jeszcze nie. Jest za wcześnie.

Nic nie poradziła na uśmiech. Więc może nie spodziewała się Jacoba tamtego ranka, 
pomyślał. 

Edward sięgnął po nią  i dopasował dłoń do jej twarzy.

- Bella obudź się. - Odnalazł kciukiem jej policzek.

Był zaskoczony jej natychmiastową  odpowiedzią. Oparła się o jego dłoń i sięgnęła po 
nią swoją by trzymać ją.

Jego imię wyszło w długim westchnieniem.

- Edward. - Wówczas Bella wzięła jego rękę i wlokła ją poprzez swój obojczyk i na piersi. 

Pochyliła się pod wpływem jego dotyku i ponownie westchnęła.

Edward zamrugał kilka razy i ciężko przełknął.

- Bella? - Drugą rękę  ponownie przyłożył do jej twarzy, starając się ją obudzić.

- Jeszcze nie, Alice.

Był zażenowany.

- To nie Alice, To ja Edward.

Przyciągnęła jego dłoń, tak by wtulić w nią twarz.

- Tak - Któremu towarzyszyło kolejne długie westchnienie z jego imieniem. 

background image

O czym ona śni? Zastanawiał się.

Powtórzył.

- To ja Edward. Jestem właśnie tutaj. Bella, - dodał dla równowagi - to nie sen.

Bella zaczynała się  uśmiechać, ale słowa Edwarda spowodowały, że uśmiech znikł  i jej 

brwi ponownie się zmarszczyły. Dopiero po minucie mrugania, otworzyła oczy.

- Alice? - zapytała.

- Nie, tu Edward.

Jej oczy zrobiły się  bardziej skupione i rozszerzyły się w rozpoznaniu.

- Edward?

Uśmiechnął się i odpowiedział.

- Więc w ten sposób, dotarłem do drugiej bazy?

Bella była świadoma, że jedna z jego dłoni pieszczotliwie dotykał jej twarzy, ale kiedy 

zobaczyła drugą na swojej prawej piersi, dlatego, że ona ja tam trzymała, wyskoczyła z 
łóżka, odrzucając od siebie dłonie Edwarda.

Wypuściła wiązankę  przekleństw.

Edward uniósł swoje dłonie.

- Przepraszam.

- Nie mogę uwierzyć,  że…

- Próbowałem cie obudzić.

- Przez obmacywanie mnie!

- Jesteś tą, które położyła tam moje dłonie.

- To kłamstwo!

- Alice próbowała, obudzić  cię zanim, wysłała mnie tutaj, gdyż myślała, że będę  
miał większe szczęście w dokonaniu tego.

- Ale nie musiałeś.

- Przysięgam - patrzył  na nią z prawdziwą szczerością. - Nie zainicjowałem tego.

background image

Bella otworzyła i zamknęła usta. Nie mogła za bardzo mówić.

- Dlaczego nie?- Nienawidziła siebie za uczucie rozczarowania. Zrozumiała, że śniła i 

pomyślała, że Edward potrzebował jakieś zachęty, dlatego w jej śnie, ona…

- Czy to szkolna koszulka footbollowa z Forks do treningów?- Edward przerwał jej 

rozmyślania i pochylił się by bliżej jej się przyjrzeć.

Bella zatrzymała kołdrę  przed sobą, blokując mu widok.

- Należy do Emmetta.

- Bella - poniósł lewy rękaw koszulki. Miała ona wydrukowane nazwisko CULLEN 

wielkimi literami.

- Wiem, że umiesz czytać  - puścił rękaw.

- Jak to zdobyłaś?

- Ja… była razem z ubraniami Emmetta. - Edward czekał na ciąg dalszy. Bella wzięła 

głęboki oddech. - Robiłam jemu pranie i kiedy je sortowałam, znalazłam koszulkę. 
Musiała się zamieszać z jego rzeczami po jego treningu.

- Dlaczego trzymałaś  ją przez cały ten czas?

Bella nie mogła niczego wyczytać  z jego twarzy. Podniosła swój podbródek w obronie i 

powiedziała:

- Zamierzałam ci ja oddać, ale nigdy nie miała okazji.

Edward poruszył się  w miejscu.

Bella zrzuciła kołdrę  i zaczęła wychodzić z drugiej strony łóżka.

-Lepiej pójdę się  przebrać.

Szła przy łóżku i spojrzała na niego.

- Prawdopodobnie chciałbyś  ją z powrotem.

Edward stał i ciężko przełknął kiedy zobaczył Bellę. Jej gołe nogi wydawały się  nie 

mieć kąca i stała na środku jego pokoju w jednej z jego koszulek. Realizacja uderzyła go.

- Czy wkładasz tą koszulkę do spania każdej nocy?

Bella szurała stopami.

- Nie każdej nocy. - Trzymała brzeg koszulki kiedy Edward obszedł dookoła łóżko.

background image

- Czy nie miałaś jej na sobie innego ranka kiedy ja…

- Mówiłam ci, byłam za bardzo zmęczona by przebrać się w moją piżamę. - Skuliła się ze 

strachu. Nie chciała by wiedział, że jego koszulka jest jej piżamą.

Zmarszczył brwi na wiadomość, że śpi w jego koszulce i nic po za tym. Przebiegł palcami 

po włosach.

- Prawdopodobnie chciałbyś  ją odzyskać. - Zniżyła głos. - Tak więc, możesz oddać ją 

Rosalie. 

Ostatni komentarz spowodował,  że spojrzał jej w oczy.

- Dlaczego miałbym, chcieć  dać ją Rosalie?

- Czy to nie jest to, co gracze w football robią? - Edward wciąż na nią patrzył i nie 

miał pojęcia o czym ona mówi.

- Wy faceci dajecie własne koszulki swoim dziewczynom.

- Ah, ale ona nie ubiera takich rzeczy do spania.

Bella skuliła się.

Zrozumiał jak jego słowa, mogą być źle zrozumiane, Edward poniósł dłonie i powiedział.

- Chodzi mi o to, że ona nie jest moją dziewczyną.

- Co? - na jej twarzy malowała się nieufność.

- O tym właśnie usiłowałem ci powiedzieć ostatniej nocy.- Zrobił krok na przód.- Rosalie 

nie jest moją dziewczyną.

- Nie rozumiem. To dlaczego…

- To skomplikowane.

Bella rzuciła mu wyczekujące spojrzenie.

Edward wziął głęboki oddech.

- Kiedy się pierwszy raz poznaliśmy, byliśmy na kilku randkach, ale nic między nami nie 

zaiskrzyło. - Potarł sobie ręką kark. - Ale wszystkim się wydawało, że jesteśmy parą i 
… to było właściwie wygodne dla nas obojga. I to wówczas sprawiało, że Jasper i Alice 

byli szczęśliwi.

- Jak to było wygodne?

background image

Edward wsadził ręce do kieszeni.

- Rosalie potrzebowała kogoś  do towarzystwa przy spotkaniach, na które była 

również mogła być przez klientów. Czasami był to tylko obiad. Innym razem był wyjazd 
na weekend gdzieś. Jeździłem z nią, by jej klienci nie myśleli, że była dostępna do innych 

spraw, poza znalezieniem im samochodu.

- Ale to nie wydawało się  zbyt sprawiedliwe dla ciebie.

Wzruszył ramionami,

- Nie miałem tego na myśli.

Bella nie była pewna co ma czuć związku z tą wiadomością. Część niej była 
podekscytowana faktem, że Rosalie nie jest jego dziewczyną, ale pomyślała, że to 

dziwne, że tak chętnie udawał chłopaka Rosalie.

Usłyszeli Alice, wołającą  ich z dołu.

- Hej tam, śniadanie prawie gotowe!

Edward odpowiedział: 

- Będziemy na dole za minutę.

- Lepiej pójdę się  przebrać, - Bella pociągnęła za kołnierz koszulki. - Oddam ci ją  tak 

szybko jak to możliwe.

- Nie, chcę byś  ją zatrzymała.

- Nie mogę.

- Podoba mi się na tobie.

Bella poczuła się jakby temperatura w pomieszczeniu wzrosła o dziesięć stopni. 
Zmniejszyli dystans między sobą i Bella instynktownie wróciła do trzymania brzegu 

koszulki.

- O czym śniłaś? - Zapytał.

Bella próbowała odwrócić  wzrok, ale nie mogła. Mogła zobaczyć, że oczy miał koloru 
bursztynu. Zastanawiało ją, czym prawdopodobnie był zdenerwowany.

- Nie pamiętam. - Skłamała. Siłą woli się nie zarumieniła.

Jedna z jego brwi uniosła się, dzięki czemu zyskał figlarny wyraz twarzy.

- Naprawdę? Brzmiało  …żywo.

background image

Myślała, że jej kolana ugną się pod nią, ze względu na zamiar malowany się w jego 
oczach. 

- Um…- to było wszystko co zdołała z siebie wyrzucić.

Obniżył swój głos.

- Nigdy wcześniej nie słyszałem, byś w ten sposób wypowiadała moje imię.

Zanim Bella mogła zaprzeczyć,  Edward pochylił się i jej ciało zareagowało na spotkanie 

z jego ustami.

Ale ich wargi ledwo się  otarły, kiedy usłyszeli, zbliżająca się Alice.

- Śniadanie jest gotowe!- Pojawiła się w drzwiach. - Co wy robicie?

Stali kilka metrów od siebie w tym momencie.

Bella wykrztusiła: - my tylko rozmawiamy.- Rzuciła Edwardowi zażenowane spojrzenie, 
nim kontynuowała. - Zamierzam iść…- odsunęła się i poszła do łazienki na korytarzu.

- Co się stało? - Zapytała bez głośnie.

Edward wzruszył ramionami.

Kiedy usłyszeli jak Bella zamknęła drzwi od łazienki, Alice stała w drzwiach, położyła 
ręce na biodrach i zapytała.

- Powiedziałeś jej?

Edward zamrugał.

- Powiedzieć  jej co?

Alice odetchnęła z frustracją.

-O Rosalie!

- A, tak.

- I?

- I co?

Kochała brata, ale czasami mógł być tak tępy.

- Czy z Bellą jest dobrze? Jak przyjęła tę  wiadomość?

background image

Edward ponownie wzruszył  ramionami.

- Wydaje się, że dobrze.

Spojrzała w górę i zamknęła oczy. Po chwili powiedziała: - możesz teraz iść na dół.

- Ale…

- Idź, zanim śniadanie wystygnie.

Nienawidził, kiedy Alice grała Esme, ale nie zamierzał się spierać. Wyszedł niechętnie.

Alice miała wrażenie, że Bella prawdopodobnie potrzebuję kilku minut, by się pozbierać. 
By pomóc Belli, Alice przygotowała kilka nowych ubrań, kiedy przyjaciółka była w 

łazience.

Potem zeszła na dół by dołączyć  do pozostałych. Jasper i Rosalie byli w kuchni i jedli 

śniadanie przy stole. Edward stał przed otwartą lodówką.

Po kilku minutach, Alice powiedziała.

- Sok jest na stole.

Edward wybudził się  z oszołomienia.

- A, tak. 

Podszedł do stołu i sięgnął po jedną z szklanek i nalał sobie trochę  soku. 

Uniósł szklankę, ale nie pił.

- Czy wszystko w porządku, Edward? - Rosalie zapytała.

- Czy masz zamiar to wypić  - zapytał Jasper.

Edward podniósł wzrok, by zobaczyć Rosalie i Jasper, którzy rzucali mu zainteresowane 

spojrzenia.

- A, tak. - wziął łyka, odstawił szklankę na stół, by potem gapić się  na nią.

Alice wróciła do stołu i usiadła obok Rosalie. Spojrzała na Jaspera z drugiej strony stołu, 
potem w lewo na Rosalie. Rzucali Alice, pytające spojrzenia, ale ona tylko wzruszała 

ramionami.

Próbując rozluźnić  sytuację, Jasper zaczął.

- Więc do jak późna został  Emmett zeszłej nocy?

Rosalie zachłysnęła się  kawą, którą piła.

background image

- A, tak - Na ustach Alice pojawił się groźny uśmiech.

To wyciągnęło Edwarda z oszołomienia.

- Poszedłem do pokoju gościnnego około pierwszej, potem przyszła i wykopała mnie 
około piątej, tak mi się wydaje.

Filiżanka z kawą Rosalie wylądowała z głośnym łoskotem na stole.

- Mamy o wiele więcej wspólnego niż sądziłam.

Edward zmarszczył brwi.

- Naprawdę? Na przykład co? - Znał ich na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie mają  

nić wspólnego. Rosalie przymknęła oczy, patrząc na Edwarda.

- Emmett nie pasuje mi do twojego typu. - Powiedziała Alice.

- Emmett jest bardzo interesującym rozmówcą.- Powiedziała tonem, stwierdzającym 
prawdę.

Alice spojrzała na Rosalie z niedowierzaniem i Edward nie martwił się by ukryć  śmiech.

Rosalie poruszała ramionami do tyłu.

- Co?

Mały uśmiech pojawiła się  w kąciku ust Jaspera.

- Rose zapomniałaś,  że oni dorastali z Emmettem.

Rosalie otwierała i zamykała usta kilka razy, ale nic nie powiedziała.

Zamiast tego zarumieniła się. Rosalie naprawdę się rumieniła.

- Ty się czerwienisz.- skwitował Edward.

Alice pochyliła się, by bliżej przyjrzeć się twarzy Rosalie.

- Masz rację. Wow. Nie przypominam sobie, bym wcześniej widziała twój rumieniec.

- Nie! - kolor zmógł  się na jej policzkach.

- Ludzie, jesteśmy tutaj dorośli.- Jasperowi zrobiło się trochę żal siostry. Nigdy wcześniej 

nie widział, by jego siostra reagowała w ten sposób na kogokolwiek.

- Przepraszam. Właściwie jest naprawdę ładny.- Uśmiechnęła się Alice. 

background image

Edward podniósł ręce na znak rozejmu.

Alice usiadła z powrotem na swoim miejscu.

- Właśnie wpadłam na pomysł.- Ciągnęła dalej, zanim ktokolwiek mógł uciec przed 
usłyszeniem tego. - Ślub jest za parę tygodni razem z Rosalie rozmawiałam o pewnym 

rodzaju złączenia wieczoru panieńskiego z obsypywaniem typowych ślubnych rzeczy.

Rosalie była uradowana, zmianą  tematu i dodała, - czy zdecydowałaś co chciałbyś robić?

- No cóż, myślałam odkąd Jasper nie miał planów z wieczorem kawalerskim. - Spojrzała 
na Edwarda aby to potwierdzić, który nie miał bladego pojęcia o wyrazie swojej twarzy, 

powiedziała: - dlaczego by nie pojechać  do domku rodziców nad jeziorem na weekend? 
Wszyscy z nas?

- Chatka?- zapytał z odrobiną ostrożności.

- Tak. Zadzwonimy również  do Emmetta. Prawdopodobnie dołączy do nas w sobotę, ale 

jestem pewna, że będzie za. - Alice spojrzała na Rosalie.

-Tak, mógłby - poruszyła w miejscu.

- Brzmi nieźle. - Powiedział  Jasper.

Wszyscy patrzyli na Edwarda. Zawahał się zanim odpowiedział.

- Sam nie wiem. Nie ma tam dostępu do Internetu, a ja muszę skończyć pisać  
wypracowanie dla Dr. Pruisnera. Zamierzałem pracować nad tym w weekend i wysłać 

do niego e-mailem.

- Myślałam, że nadrobiłeś  wszystkie zaległości. - Powiedziała Alice.

- Wziąłem trochę pracy ze sobą, w ten sposób mogłem, wyjechać wcześniej. 

- Edward to tylko jeden weekend. - Miała lekki wyraz rozczarowania.

- Nie sądzę, bym mógł to przeciągać jeszcze dłużej. -Wsunął ręce do kieszeni.

- Więc, masz cały tydzień  by nad tym popracować, przed weekendem. Chyba, że... - 

przerwała Rosalie, by rzucić mu znajomy uśmiech. - Może masz jakieś  plany, podczas 
gdy Bella zostanie tutaj. 

- Nie mam… My…  - przebiegł palcami po włosach. - Przemyślę to. - Opuścił  kuchnię i 
wyszedł przez jedne z francuskich drzwi, które prowadziły na ganek. Zamknął za 

sobą drzwi, upewniając się,  że nikt za nim nie idzie.

- Dlaczego jest taki niechętny, by jechać?- Zapytała Rosalie.

background image

Alice wzruszyła ramionami.

- Wydawał się, być  pełen lęku o coś.- Powiedział Jasper, następnie popijając kawę.

- Zwykle jeździliśmy do domku przez cały czas z rodzicami razem z Emmettem i Bellą. 
Nie wiem czemu, tak się zachowuje. - Stwierdziła Alice.

- Cóż, jeśli mamy zamiar jechać w ten weekend do domku, to lepiej 
zacznę dostosowywać  moje plany. - Jasper wstał i obszedł stół, by pocałować  Alice w 

policzek zanim poszedł na górę.

Alice zwróciła się  do Rosalie.

- Byłby problem ze zmianą twoich planów?

Rosalie pokręciła głową.

- Zostawiłam ten weekend wolny, bo nie byłam pewna co właściwie chcesz robić, ale w 
ciągu tygodnia mam zamiar, być w Port…- Rosalie przyłożyła dłoń  do ust.

Alice uniosła brwi w stronę  Rosalie.

- Co to było w ostatniej części. 

- Nic.- pozbierała naczynia po śniadaniu i podeszła do zlewozmywaka.

Alice kroczyła za Rosalie i była w szoku, widząc Rosalie rzeczywiście myjącą naczynia.

- Co się dzieję?

- Co?

- Rosalie Hale, ty nigdy nie zmywasz naczyń.

Rosalie zakręciła kran i spojrzała na Alice. Przygryzała wargę zastanawiając się czy 

powiedzieć Alice o jej planach. 

Mały uśmiech rozciągnął się na ustach Alice.

- Czy zamierzasz jechać  do Portland by zobaczyć Emmetta?

Usta Rosalie były częściowo otwarte.

Oczy Alice rozszerzyły się w szoku.

- O Mój Boże, Rosalie! Poważnie?

background image

- Sshh! -Rosalie zniżyła głos. - Proszę nic nie mów. Nie mogę uwierzyć, że naprawdę jadę, 
go wcześniej zobaczyć, ale ostatnia noc…- Westchnęła.

Alice pochyliła się  do przodu.

- Co się wydarzyło wczoraj w nocy?

Rosalie potrzęsła głową.

- Tylko rozmawialiśmy i naglę…- Rosalie znowu się zarumieniła. - Nie mogłam 

utrzymać rąk przy sobie.

Alice zmarszczyła brwi.

- Wiem!- Otrząsnęła się. -  Mówił coś o konferencji w Portland i o tym jak się nie może 
doczekać seminarium na temat ustawy chroniącej drzewa.

- Co??

- Nie wiem . Coś na temat przesadzana drzew kiedy będą zebrane.

- Okej.

- Był naprawdę  podekscytowany i ciągle bez końca o tym mówił. - Rosalie wzięła 

głęboki oddech. - Cały czas oczekiwałam, że coś wypróbuje, cokolwiek zwłaszcza kiedy 
Edward wyszedł, ale w ten czas zaczął mówić na temat pożarów lasów. I w tym rzecz, że 

był naprawdę poważny w tym co mówił.

- To brzmi jak Emmett - Alice zachichotała. 

- Naprawdę? Myślałam, że był po prostu udawał lub może trochę zdenerwowany.

- Czasami ma tylko jeden tok myślenia.- Alice pokręciła głową.

- Naprawdę? - Tym razem ton Rosalie był dwuznaczny.

- Więc przez cały ten czas, mówił na temat drzew i pożarów?

Rosalie przygryzła dolną  wargę.

- Cóż, nie wiem co we mnie wstąpiło. Nigdy wcześniej nie miałam faceta, który wydawał 

się nie być mną zainteresowany. I praktycznie wskoczyłam mu na kolana, chcąc zwrócić 
jego uwagę. 

Alice opadała szczęka.

- Ale do niczego nie doszło. - Rosalie wydawała się być zawiedziona.

background image

- Nic ?

-Więc poznaliśmy się  bliżej, ale kiedy chciałam… posunąć się trochę  dalej, wiesz co 

powiedział?

- Co?

- Powiedział: moja siostra jest na górze. Strasznie się tym martwił. - Westchnęła Rosalie.

- Tak, co cały Emmett.- Alice cicho się zaśmiała.

Rosalie odwróciła się  do Alice.

- Wiesz czy Edward powiedział  Belli o…

- Tak, rano.

- Dzięki Bogu.- Rosalie rozluźniła ramiona i odetchnęła z ulgą.

- Więc, zamierzasz powiedzieć  Belli, że planujesz odwiedzić jej brata? - Dokuczała jej 
Alice.

Rosalie miała przerażony wyraz twarzy.

- Nie… nie wiem. To miała być właściwie niespodzianka. Powinnam?

- Powinnaś co ? - Bella weszła do kuchni.

- Rosalie zamierza pojechać  do Portland. - Wyjaśniła Alice.

- Aaa, tam gdzie jest konferencja Emmetta. - Bella podeszła do stołu kuchennego. Stała 
już na nim szklanka soku obok dzbanka, więc wzięła i się napiła. 

- Właśnie - Alice spojrzała na Rosalie.

Rosalie rzuciła jej nieprzyjazne spojrzenie.

Bella spojrzała na Rosalie i na Alice, które wydawały się , zagłębiać w pewien rodzaj 
oglądanego meczu. 

- Czy wszystko w porządku?

Rosalie uśmiechnęła się  promiennie do Belli.

- Tak. Świetnie. - Była za bardzo skora.

- Nie było by miło, gdyby Rosalie spotkała się z Emmettem podczas, gdy tam będzie? - 

Zapytała w odręczny sposób.

background image

Rosalie szturchnęła łokciem Alice w bok. A ta nawet nie drgnęła. 

- Ah, tak. Sądzę , że to  sprawa Emmetta i…- zawahała zanim dokończyła.- Rosalie.

- Więc, jeśli tak się  stanie, że się spotkają, podczas gdy tam będą razem…

- Alice - ostrzegła Rosalie.

- Co? - Powiedziała bezgłośnie.

Bella okrążyła kuchenny stół i podeszła do nich, podczas gdy stały przed 

zlewozmywakiem.

- Rosalie masz jakieś  plany z Emmettem w Portland?

Rosalie ciężko przełknęła zanim odpowiedziała.

- Zamierzam zrobić mu niespodziankę.

- Ah - Bella zawahała się  zanim powiedziała. - Spodoba mu się to. Mam nadzieję, że miło 
spędzicie czas.

- Naprawdę? - Rosalie zarzuciła ramiona dookoła Belli. - Dziękuję.

Bella, która jak Emmett i Charlie nie była przyzwyczajona do takiego okazywania uczuć, 

poklepała niezdarnie Rosalie po plecach.

- Nie przepraszaj mnie. Właściwie powinnam cię przeprosić. - Bella puściła Rosalie i 

poruszyła się w miejscu.

- Za co?

- Za to co powiedziałam wczoraj. - Bella patrzyła na podłogę.

- Nie masz za co przepraszać. Jeśli już, Edward… - Rosalie przerwała kiedy Alice 

zakaszlała.

- W każdym razie, wszystko to już przeszłość. Jestem po prostu zadowolona, że sprawa 

została wyjaśniona.

- Bella, miałam nadzieję,  że mogłabyś nam z czymś pomóc. - Powiedziała Alice.

- Oczywiście - Bella zwróciła swoją uwagę na Alice.

- No cóż, zdecydowałyśmy, że nie będziemy urządzać wieczora panieńskiego lub 

weselnego( cos tam) - Wyjaśniła Alice i spojrzała na Rosalie.

background image

- Właśnie, Alice zdecydowała, że chce zrobić coś innego.- Rosalie spojrzała na Alice, 
która skinęła głową.- Ale trochę schrzaniliśmy sprawę i miałyśmy nadzieję, że mogłabyś 

nam pomóc.

Bella odczuła ulgę, kiedy Alice powiedziała, że nie będzie wieczoru panieńskiego czy 

też….

Na wszystko inne, co chciały zrobić Bella była chętna.

- Alice zamiast tego w ten weekend chce pojechać do domku rodziców nad jeziorem .

- Ah, brzmi nieźle- Belli naprawdę podobał się ten pomysł.

- Myślałam nad tym, że mogli byśmy wyjechać w piątek i wrócić w poniedziałek rano.- 
dodała Alice.

Rosalie kontynuowała

- Byłby mały…

- Mogłabyś zadzwonić  do Emmetta i zaprosić go - powiedziała Alice.

- Sądzę, że się  zgodzi - powiedziała Bella. To było wystarczająco łatwe. Jeżeli to 

wszystko co miała zrobić, by im pomóc, ten pomysł podobał się jej jeszcze bardziej.

- Ale jest inna sprawa przy której liczyłyśmy na twoja pomoc. - Wyjaśniła Rosalie.

- Oh. Co to takiego?

- Może spróbowałabyś  przekonać Edwarda, by pojechał? - Zapytała Alice.

Ostatecznie pomysł nie był aż tak atrakcyjny jak wydawał się być  minutę temu.

- Co?

- Od kiedy chłopcy niczego naprawdę nie planowali dla Jaspera, pomyślałam, że byłoby 
dobrze dla wszystkich, spędzić trochę czasu razem. - Zaproponowała Alice.

- Ale Edward jest niechętny do tego pomysłu. - Dodała Rosalie.

- Wymyślił jakiś pretekst z pracą. - Dokończyła Alice.

- No cóż, jeżeli ma jakieś  zajęcie.

- Ale to nic, nie może tego zrobić przed weekendem. - Wtrąciła Rose.

- I wesele jest za dwa tygodnie. To by miało dla mnie wielkie znaczenie, gdybyśmy przed 
tym wszystkim, mogli spędzić razem czas.

background image

Wyraz twarzy Alice sprawił,  że Bella poczuła się podle.

- Chcę pomóc, ale nie rozumiem, dlaczego myślicie, że Edward mnie posłucha. 

- Fakt, że zamierzasz to wykorzystać. - Weszła w słowo Rosalie.

- I gdy zapytasz go…  milutko, jestem pewna, że nie odmówi.

- Milutko? Czy to nie to, czego próbowaliście, a on nadal nie chcę jechać. - Wtrąciła Bella.

- Nie jeśli ty zapytasz. - Powiedziała Alice.

- Nie widzę, jako by to zrobiło różnicę. - Odpowiedziała Bella..

Rosalie wyrzuciła ręce w górę.

- Boże Bella. Po Prost użyj swój kobiecy podstęp na nim.

- Co? - Zapytała Bella.

Alice wywróciła oczami.

- To co ona ma na myśli to, to, że jeżeli będziesz po prostu sobą, Edward pojedzie z nami 

nad jezioro.

- Nie sądzę, by to zadziałało. - Ton Belli był sceptyczny.

- Poprawmy cie trochę. - Uniosła i zrobiła kok Belli i przypadkowo związała jej włosy. - 
Mhh. Świeżość po prysznicu. To podziała. - Rosalie tapirowała włosy Belli w swojej 

dłoni, nadając im wygląd fal.

- Oo, i tutaj jest błyszczyk od Johna - Alice uniosła przedmiot.

- Skąd to wzięłaś? - Zapytała Bella.

- Poszłam po niego na górę. - Odpowiedziała Alice.

- Ale, ja nie zauważyłam ciebie.

- Tym się nie martw. - powiedziała Alice i rozerwała pieczęć.

-  Dobrze, to co powinnaś  powiedzieć. - Powiedziała Rosalie, wówczas gdy skończyła z 
włosami Belli.

Alice machnęła pałeczką  od błyszczyka.

- Nie, nie mów jej co ma powiedzieć. Edward się czegoś domyśli.

background image

Rosalie odetchnęła bezradna.

- Dobra. Co proponujesz?

Alice skończyła nakładanie błyszczyku i zrobiła krok do tyłu, by sprawdzić swoją  
pospieszną pracę.

- Hmm… zdejmij bluzę  z kapturem.

- Co ? - Bella przytrzymała bluzę w razie, gdyby Alice zamierzała zerwać ją z niej.

- To nie było częścią stroju, który dla ciebie przygotowałam. - Powiedziała Alice, podczas 
gdy zamaczała aplikator od błyszczyku w tubce.

- Ale…

- Właściwie to jest nadzwyczaj ciepło, jak na tę porę roku.

- Ale to co mam na sobie, to są dwa bezrękawniki, które mi zostawiłaś. - Miała też na 
sobie parę szortów Alice, które położyła z warstwami bezrękawników. O mało co nie 

włożyła spodenek, ponieważ były za krótkie niż te, które lubi, ale widząc, że nie ma 
innych do ubrania. Bella włożyła te.

- Rób jak uważasz.- Alice wzruszyła ramionami. - Zobaczysz jak tam pójdziesz.

- Pójść gdzie?- zapytała Bella

- Edward poszedł na ganek się dąsać. - wyjaśniła Rosalie.

Bella spojrzała na francuskie drzwi i z powrotem na dziewczyny.

- To niedorzeczne.- zgarnęła włosy, które ułożyła je Rosalie i związała w luźny kok.

- Hej. - Krzyknęła Rosalie. 

- Zamierzam tam po prostu pójść i zapytać. - Poruszyła się by sięgnąć po papierowy 
ręcznik i w ten sposób zetrzeć błyszczyk, ale Alice rzuciła jej groźne spojrzenie.

  Ani mi się waż. - Zagroziła

- W porządku. - Bella się  zirytowała.

Podeszła do francuskich drzwi, ale zawahała się, zanim je otworzyła. Zobaczyła bowiem 
Edwarda, siedzącego na jednym z leżaków, ale plecami do drzwi.

- Wiesz, że będziesz miała większą szansę, jeżeli usiądziesz obok niego na ławce. - 
Powiedziała Rosalie przez ramię.

background image

Bella zaprzysięgła.

- Boże, skąd się zerwałyście? - Zauważyła, że Alice stała obok Rosalie.

- Sądzę, że Rosalie ma rację. Bliskość jest kluczem. - Pochwaliła Alice.

- Dziewczyny…

- Co się tutaj dzieje? - Jasper zauważył je w kupie przy drzwiach.

- Dajemy Belli wskazówki jak przekonać Edwarda, by pojechał z nami nad jezioro w ten 

weekend.- wyjaśniła Alice.

- Dlaczego po prostu nie zapytać? - Zmarszczył brwi.

- To samo powiedziałam! - Wykrzyknęła Bella.

Rosalie i Alice wywróciły oczami w kierunku Jaspera.

Pokiwał głową  i powiedział.

- Bella, jedynie co masz powiedzieć  Edwardowi, że to sprawiłoby ci wielką radość, 

gdyby pojechał  z nami nad jezioro.

- Mnie? Nie powinnam powiedzieć,  że sprawi radość nam wszystkim? - Zapytała Bella.

- Nie, powiedz, że tylko tobie. - Jasper potrząsnął głową.

Jakby to podziałało, pomyślała.

- A co tam. - Odwróciła się i sięgnęła po drzwi, by następnie wejść i zamknąć je za sobą. 

Esme weszła do kuchni i zauważyła ich przyklejonych do drzwi.

- Co się dzieje?

Alice nawet nie spojrzała.

- Bella zamierza przekonać  Edwarda, by pojechał z nami nad jezioro w ten weekend.

- I po co publiczność?

Wszyscy troje spojrzeli na pytanie i zobaczyli, że Esme miała surowy wyrazem twarzy.

- Ale, mamo. To nie tak, że chcemy ich podsłuchać. My tylko patrzymy przez okno.

- To nie zmienia tego na lepsze. Jestem pewna, że wszyscy znajdziecie coś lepszego do 
roboty. - Powiedziała Esme.

background image

Wszyscy odeszli od francuskich drzwi, raczej niechętnie.

Bella stała moment przy drzwiach by zebrać się w sobie. Nie była pewna, dlaczego 

Rosalie i Alice pomyślały, że mogłaby przekonać Edwarda by z nimi pojechał zwłaszcza, 
że nie chce. Była również trochę  stremowana, myślą, że ma stawić mu czoła, po tym co 

się wydarzyło w jego pokoju. Nie mogła uwierzyć, że go pocałowała. Raczej. Nie sądziła, 
by mogła go, zaliczyć do prawdziwego pocałunku zwłaszcza, że ich usta ledwo się 

dotknęły. Ale była nadal zawstydzona, że zareagowała w taki sposób.

Był hipnotyzujący, kiedy patrzył i mówił do niej w ten sposób i odkryła, że niewiele by 

mogła zrobić by mu się oprzeć.

- Alice, nie obchodzi mnie co powiesz. Nie jadę. - Powiedział Edward.

Bella oderwała się z rozmyślań na dźwięk jego głosu.

- Um… przykro mi to słyszeć.

Edward zeskoczył z miejsca, by odwrócić się i zobaczyć, stojącą przy drzwiach Bellę.

- Oh, myślałem…- pomasował  sobie kark. - Nie wiedziałem, że to ty.

Bella poszła w kierunku poręczy na ganku.

- Nie chciałam, ci przerywać  tego co robiłeś.

Pokierował się jej wzrokiem i zauważył, że patrzyła na jego telefon komórkowy w dłoni.

- Oh, nic takiego nie robiłem. Tylko sprawdzałem swoje maile. - Wepchnął telefon w 

tylną kieszeń  i podszedł do niej.

- Wszystko dobrze?

Wzruszył jednym ramieniem.

- Większości to tylko sprawy z pracą.

- Więc naprawdę jesteś, aż tak zajęty pracą?

- Nie jest tak źle.

- Posłuchaj…

- Ja…

Powiedzieli w tym samym czasie.

- Co chciałaś, powiedzieć?- Zapytała Edward.

background image

- Chciałam powiedzieć, że szkoda, że nie możesz jechać nad jezioro z powodu nawału 
pracy.- Wyjaśniła Bella.

Edward odwrócił wzrok.

Bella kontynuowała.

- Rosalie i Alice wysłały mnie tutaj, bym spróbowała cię przekonać, byś pojechał  z nami 
nad jezioro.

- Naprawdę? - Nic nie mógł poradzić na uczucie zawodu z jakiegoś powodu.

- Powiedziałam im, że nie wiem, dlaczego one sądzą, że mogłabym cię przekonać, jeżeli 

nie chcesz w szczególności, gdy masz dużo pracy.

- Przypuszczasz, że mnie namówisz? - spojrzał na nią z wyrazem lekkiego oszołomienia.

- Wiem, to głupie. Rosalie pomyślała, że powinnam użyć swojego kobiecego podstępu na 
tobie.

- Kobiecy podstęp? - Zaśmiał  się cicho.

- Co to w ogóle oznacza? - Wzruszyła ramionami.

- Może bezwstydny flirt?

- Taak, jakby miało się tak stać. - Zaśmiała się Bella.

- Dlaczego mówisz w ten sposób?

- Ja? Flitować z tobą? Czy to nie jest w pewnym stopniu dziwne?

- Dlaczego byłoby dziwne?

Bella spojrzała na niego i była zaskoczona, widząc poważny wyraz jego twarzy.

- No cóż, bo jesteś Edwardem.

Zamrugał kilka razy.

- Czy to miało podtekst obraźliwy lub coś?

Jej oczy się rozszerzyły.

- Nie! - Poczuła jak słońce skupia na niej swoją intensywność.

Przeklinam Alice za to, że miała rację! Pomyślała. I następnie powiedziała.

background image

- Chodzi mi tylko o to, że wydawało mi się, że flirt nigdy na ciebie nie działa.

- Czy… flirtowałaś  ze mną, a ja to przegapiłem?

- Nie… - cicho się  zaśmiała. - Mówiłam o tym jak w szkole średniej. Wtedy było bardzo 
wiele dziewczyn, które próbowały zwrócić twoją uwagę. - Bella poczuła delikatny pot na 

czole.

- Ale…

- Możemy pójść w cień? Trochę tutaj za ciepło. - Powiedziała.

- Uh, pewnie. - Poprowadził  ją do ławki w cieniu domu. Kiedy usiedli powiedział.

- Co to wszystko ma wspólnego z tym, że pojadę nad jezioro. 

Bella wachlowała siebie otwartą  dłonią.

- Nie wiem. Rosalie pomyślała, że jeśli zadziałam bardziej kobieco, wtedy zdołałam 
cię przekonać, byś pojechał. - Edward czekał na jej ciąg dalszy. - Ale wówczas Alice 

powiedziała, żebym po prostu była sobą, bo mógłbyś sie czegoś domyślić.

Edward nie mógł powstrzymać  śmiechu.

- Widzisz, to głupie.

- Więc co zamierzasz zrobić? - Zapytał.

- Co masz na myśli?

- No cóż, co zamierzasz im powiedzieć, kiedy wrócisz do domu?

- Nie wiem. - Siedząc w cieniu było trochę lepiejale nie wystarczająco szybko się 
ochładzała. Spojrzała na Edwarda. Miał na sobie przytulny czarny t-shirt i ciemne 

dżinsy, ale nie wydawało mu się przeszkadzać to jak było ciepło.

Przeklinała siebie i rozpięła bluzę i ją zdjęła.

- No cóż, sądzę, że powiem im tylko, że masz dużo pracy do zrobienia.

Był chwilę zaskoczony, kiedy zdjęła bluzę. Przeszła pomiędzy jego nogami, by nagle 

narazić swoje ręce, ramiona i szyję. 

Przeniósł wzrok z powrotem na jej twarz.

- Nie zamierzasz, nawet spróbować?

- Spróbować czego?

background image

- No spróbować i przekonać  mnie bym pojechał?

- Jaki jest więc sens, jeśli zdecydowałeś się już, że nie pojedziesz?

Zawahał się zanim powiedział.

- No cóż, może nie zaszkodzi spróbować? Mam na myśli, że przynajmniej możesz 

powiedzieć im, że się starałaś, prawda?

- Tak, bym mogła siebie upokorzyć?

- Dlaczego byłoby to upokarzające?

- Cóż, ty nie jedziesz i … ja nie znam żadnych kobiecych podstępów.

Uśmiechnął się.

  - Co, jeśli zachowam otwarty umysł? Dodatkowo wiem, jakie to jest dla ciebie piekielnie 

bolesne do zrobienia, więc obiecuję, że nie będę się śmiać lub z ciebie żartować

Nie mogła nic poradzić  na uśmiech.

- To nie jest piekielnie bolesne. - Trzymała się krawędzi ławki, patrząc w dół. - Może to 
jest tylko bolesne.

Po chwili Bella wzięła głęboki oddech. Wzięła swój sweter, który położyła pomiędzy 
nimi i ułożyła go tak, by dłużej nie stanowił żadnej bariery. 

Edward siedział na drugim końcu ławki. Był zwrócony do niej twarzą. Jeden łokieć  
leżał na podłokietniku i drugie ramie miał wyciągnięte wzdłuż oparcia.

Bella przysunęła się  kilka centymetrów bliżej do osobistej strefy Edwarda. Była 
zażenowana, tym co zamierzała zrobić następnie i bała się, że zdradziłby ją własny głos. 

Edward podniósł się do pozycji siedzącej, ale tylko trochę w odpowiedzi na ruch Belli.

Sięgnęła i rozpuściła włosy. Wiedziała, że prawdopodobnie wyglądają jak splątany 

bałagan, zwłaszcza po tym co Rosalie zrobiła z nimi, ale to była jedyna rzecz o której 
Bella mogła pomyśleć, a co było uznane za kobiece.

- Nie jesteś nawet trochę zainteresowany wyjazdem nad jezioro razem z nami? - 
Zapytała patrząc prosto w twarz Edwarda.

Zajęło minutę Edwardowi by sformułować odpowiedź.

- Może trochę.

Uśmiechnęła się i schowała jedna nogę pod siebie, by móc obrócić się  w stronę 
Edwarda.

background image

- Bardzo podobał mi się czas, który razem spędziliśmy, kiedy byliśmy młodsi.

-Mnie też. - Uśmiechnął się, ale od razu jego uśmiech przygasł.

Bella kontynuowała.

- Nie byliśmy tam od dłuższego czasu i myślę, że byłoby naprawdę miło, gdybyśmy 

wszyscy pojechali. Założę się, że będziemy się dobrze bawić i Alice powiedziała, że 
chciałaby, żeby wszyscy spędzili razem czas przed ślubem.

- Taak, ale… -  zrobił ruch by wstać, ale Bella położyła dłoń na jego kolanie.

- Czy jest coś jeszcze, co cię trapi? - Zapytała Bella.

- Nie, dlaczego tak myślisz? - Nie mógł nic poradzić, na przyglądanie się jej dłoni na jego 
kolanie.

- Miałeś to samo spojrzenie na twarzy, kiedy wspomniałam jak jeździliśmy tam jako 
dzieci.

- Ach, wydaje się tylko, jakby to było dawno temu.

- Wiesz co było jedną  z moich ulubionych rzeczy, którą robiliśmy, gdy tam byliśmy?

Czekał na jej kontynuację.

- Kiedy wszyscy schodziliśmy nad jezioro w nocy na ognisko. Pamiętam, że raz 

wyzwałeś Emmetta by zjadł całą torbę pieczonego ptasiego mleczka. To zajęło mu jakiś 
czas, ale je zjadł, zapytał ciebie co wygrał.

Edward szeroko się uśmiechnął.

- I powiedziałeś szacunek.- Bella zaśmiała się i kontynuowała. - Wtedy walczyliście i 

wylądowaliście w jeziorze.

- Moja mama nie była za bardzo zadowolona z tego powodu. - Powiedział Edward.

- I robiłeś najlepsze s’mores. - Twarz Belli rozjaśniała.

Edward mógł poczuć  jak jego kark płonie.

- Mogę coś ci wyznać?

- Co?

- Nie lubię s’mores.

- Naprawdę? - Oczy Belli się rozszerzyły.

background image

Przytaknął.

- Ale robiłeś je przez cały czas.

- No cóż, wiedziałem, że ty je lubisz.

Bella zaśmiała się  i wówczas powiedziała.

- To naprawdę miłe.

Edward był zaskoczony komentarzem.

Bella nie zauważyła reakcji Edwarda i ciągnęła dalej.

- Emmett nigdy nie robił  mi s’more.

- A to przez to, że był  ciągle zajęty, jedząc je wszystkie.

Oboje się zaśmiali. Po chwili Bella powiedziała.

- Widzisz? Jak można nie być przekonanym przez te wszystkie wspaniałe wspomnienia.

- Prawda, powianiem być.- Obdarował ją ciepłym naturalnym uśmiechem.

- Ale?

- Pomyślę o tym.

- Pomyślisz o tym? - Przysunęła się bliżej. - Będzie zabawnie.

To stawało się coraz trudniejsze dla Edwarda, przestrzeganie jego postanowienia. Nie 

wiedział  czy mógłby się powstrzymać, widząc Bellę w kostiumie kąpielowym zwłaszcza, 
że wie co czeka pod spodem.

Bella nadal trzymała dłoń  na jego kolanie i od czasu do czasu delikatnie ściskając, aby 
podkreślić  argument.

Miała jedną nogę  schowana pod sobą i poczuła jak kolanem musnęła jego udo, kiedy 
przysunęła się bliżej. Szczery wyraz twarzy Belli oznaczał, że nie miała zupełnie pojęcia 

o tym co mu robi.

- Jestem pewien, że się  uda.- Ledwo udało, mu się powiedzieć.

Bella analizowała go przez minutę. Kiedy rozmawiali na temat ogniska. Wydawał się, 
być  przekonanym do wyjazdu. Następnie z jakiegoś powodu, poczuła budującą się 

ścianę. Nie rozumiała jak mógł być w jednej minucie taki ciepły i następnie taki skryty. 
Pamiętała co powiedział Jasper i zdecydowała się to wypróbować.

background image

Oblizała usta zanim powiedziała.

- Ja byłabym bardzo szczęśliwa, jeśli pojechałbyś z nami nad jezioro.

Edward zamrugał kilka razy.

- Co?

- Nieważne. - Poruszyła się by wstać, ale Edward położył swoją rękę  na jej dłoni na jego 
kolanie.

- Bella, co powiedziałaś?

Wzięła głęboki oddech i powtórzyła.

- Byłabym bardzo szczęśliwa, jeśli pojedziesz nad jezioro.

- Naprawdę? - Jego oczy analizowały jej twarz.

- Tak. - Spojrzała w dół. Bella wiedziała, że powinna przestać, ale z jakiegoś powodu 
poczuła przymus, kontynuacji. - Było by bardzo miło, jeśli ty i ja spędzilibyśmy tam 

razem czas.- Spojrzała na niego.

Usta Edwarda wisiały, otwarte.

- Edward?

Zamrugał kilka razy a następnie uśmiechnął się i powiedział.

- Tak, pojadę.

- Naprawdę? -Uśmiechnęła się szeroko.

Ścisnął jej rękę.

- Bella nie potrzebujesz pomocy Rosalie czy Alice.

- Co masz na myśli ? - Zmarszczyła czoło.

- Mogłabyś poprosić  mnie właśnie teraz o cokolwiek i powiedziałbym tak.

Bella zabrała dłoń  od Edwarda.

- Obiecałeś, że nie będziesz ze mnie żartować.

- Nie miałem na myśli…

- Starałam się… - Wstała.

background image

- Wiem. - Edward również  wstał.

- To znaczy każde słowo, które powiedziałam. Nie próbowałam cię oszukać czy coś w 

tym rodzaju. - Jej policzki płonęły.

Odwróciła się by odejść, ale Edward położył dłoń na jej ramieniu.

- Wiem i nie żartowałem z ciebie. - Cofnął rękę i przebiegł palcami po włosach. - Sądzę, 
że wiem dlaczego Alice wysłała cię tutaj, byś poprosiła mnie bym pojechał nad jezioro.

Bella czekała na jego wyjaśnienie.

Uśmiechnął się słabo i powiedział.

- To pewnie dlatego, że nie umiem tobie odmówić.

Uśmiechnęła się do niego figlarnie.

- Nie powinieneś tego mówić.

- Dlaczego? - Podniósł  na nią brwi.

- Zapamiętam to na później. - Wzięła sweter i poszła w kierunku domu.

- A, co ma wydarzyć się później? - Edward poszedł za nią.

- To znaczy na przyszłe działanie. - Odwróciła się i powiedziała. - Wiesz, jeżeli będę 
potrzebowała przeprowadzki z pudłami lub kogoś do odganiania dużych błędów, wiem 

do kogo zadzwonić. 

- Do tego jest Emmett. - powiedział  z rozbawieniem w głosie.

- Ah, racja. - Powiedziała przez ramię. - Nie martw się. Coś wymyślę.

- Bella?

Miała chwycić uchwyt od drzwi, ale zatrzymała się, kiedy Edwarda wymówił jej imię.

Odwróciła się do niego twarzą i czekała na ciąg dalszy.

Przesunął się z miejsca, zanim powiedział.

- W moim pokoju…

Bella poczuła jak jej policzki płonął. 

- Oh.

background image

- Zanim Alice weszła.

- Przepraszam za to.

-Przepraszasz za co?

- Właściwie próbowałam się cofnąć, ale chyba… - Zaczęła kłamać.

Nie mógł powstrzymać  uśmiechu.

- Naprawdę? Ponieważ  wydawało się, że zrobiłaś na odwrót.

- To był wypadek. - Cofnęła się, ale była już na drzwiach. Przeklinała siebie.

Jak to jest, że Edwardowi zawsze udaje się  mnie przygwoździć do drzwi ? pomyślała.

- Wypadek? Powiedział  ostrzegawczym tonem.

- Taak, jak uderzyć  się w łokieć czy coś takiego. Właściwie chciałam się cofnąć, ale 

straciłam równowagę.

Dał jej wyraz niedowierzania.

- Tak, pocałunkowe wypadki. Są one dość powszechne. Możesz sprawdzić w Google. - 
Obróciła się zanim mógł cokolwiek powiedzieć i otworzyła drzwi. Kiedy weszła do 

domu, Alice i Rosalie siedziały na kanapie.

Obie wstały w tym samym momencie. Rosalie zapytała. 

- I jak?

- Powiedział, że pojedzie.

Rosalie uniosła brwi i Alice w tym samym czasie podskakiwała i klaskała w dłonie.

Edward wszedł za Bellą do środka i widząc ich reakcję powiedział.

- Nadal mam sprawozdanie do napisania.

Alice doskoczyła do brata i przytuliła go. 

- Wiem, że zrobisz to przed weekendem.

Odwzajemnił uścisk i przytaknął.

Rosalie podeszła do Belli i wyszeptała niskim głosem.

- Niezła robota.

background image

Bella spojrzała na nią  z zaskoczeniem malującym się na twarzy.

- Ale, ja niczego nie zrobiłam.

Rosalie rzuciła jej wszystko wiedzące spojrzenie.

- Pewnie.

Bella potrząsnęła głową.

- No, lepiej to zacznę. - Edward poruszył się, by pójść na górę do swojego pokoju.

- Oh pozwól, zabrać  mi moje rzeczy z twojego pokoju. - Bella ruszyła za nim.

Zatrzymał się i obrócił twarzą do niej. - Nie musisz, zabierać swoich rzeczy z mojego 

pokoju. Po za tym zamierzałem tylko, wziąć laptop i przynieść go na dół.

- Taak, ale mam dzisiaj zajęcia i później pracę, więc chcę zabrać swoje rzeczy z tamtą  

zanim zrobi się późno.

- Oh - starał się  by w jego głosie nie dało się odkryć zawodu.

- Bella możesz znieść rzeczy na dół do pokoju gościnnego. Mój samolot jest późno 
wieczorem, więc nie widzę powodu, dlaczego by nie przenieść się tam teraz.

- Jesteś pewna?- zapytała Bella. Rosalie pokiwała głową.

- Dodatkowo możesz pokazać  mi co Alice wzięła dla ciebie w centrum handlowym.

Alice podskoczyła.

- Oh, Rosalie. Chciałam ci pokazać co wzięłam z Cacique.

- Oooh. - Wymruczała Rosalie i obie skierowały się do sypialni Edwarda, zostawiając 
Bellę  i Edwarda samych sobie.

- Co to jest Cacique?- zapytał.

Bella wzruszyła ramionami.

- Właściwie to Alice zrobiła zakupy, podczas gdy ja byłam w salonie.

- To musiało być miłe dla ciebie.

Bella przytaknęła.

Pragnęli zobaczyć zakup Alice. Rosalie i Alice dostały się do pokoju przed nimi.

background image

Edward i Bella byli jedyne pół minuty za nimi, ale to był wystarczający czas, by zacząć  
przeglądać torby.

Kiedy Bella i Edward weszli, Rose i Al nie zaczęły najpierw od ubrań. Na łóżku Edwarda 
leżało kilka par bielizny i biustonoszy. 

- Co wy do diabła wyprawiacie? - Bella poczuła jak jej policzki płonną.

- Pokazuję Rosalie co wzięłam dla ciebie z Cacique. -  Powiedziała i podeszła do Belli by 

wziąć ją za rękę i poprowadziła do łóżka.

Rosalie trzymała parę  delikatnych bawełnianych różowych fig od kompletu przed 

dolną  częścią ciała Belli.

- Dlaczego nie wzięłaś  niczego z koronką?

- Bella nie włożyła by tego jeśli miałoby koronkę. - Alice podniosła dopasowany 
biustonosz. To był prosty, miękki, różowy biustonosz z nieco bardziej ciemniejszą 

kokardką pomiędzy miseczkami i trzymała go przy górnej części ciała Belli.

- Dziewczyny… - Ostrzegła Bella. Edward stał w przejściu, ale nie była czy mógł nadal coś 

zobaczyć. - Czy możemy kontynuować tę rozmowę…

- Ale co z tymi? - Rosalie odłożyła różową bieliznę i podniosła parę midnigh blue boy i 

przyłożyła je do dolnej części ciała Belli.

Bella zabrała je od Rosalie i uniosła.

- Co to jest?

Alice zaśmiała się  i powiedziała.

- To jest rozciągająca się  koronka. Wiem, że lubisz taki styl bielizny, ale pomyślałam, że 
będzie dobrze jeżeli spróbujesz czegoś innego niż bawełna. 

Bella wzięła i rozciągnęła je. Potem przyłożyła je do dolnej części ciała. - Jesteś pewna, że 
to jest wygodne?

Rosalie przytaknęła.

- To jest właściwie bardzo wygodne, ale prawdopodobnie najlepiej je włożyć pod 

spódnicę  lub sukienkę.

Alice sięgnęła po inną  torbę i wyciągnęła z niej niedzielną sukienkę. Trzymała ją przed 

Bellą. Była ciemnoniebieska, ale miała jasno niebieski wzór w kwiatki. Kończyła się tuż 
nad kolanami Belli i była bez ramiączek.

- Czy macie jakiś pasujący biustonosz?- zapytała Bella.

background image

Alice pokręciła głową.

- Nie potrzebujesz stanika do tego stroju.

Edward stłumił jęk.

- Powinnaś, to przymierzyć. Chcę zobaczyć, jak ona wygląda na tobie. - zachęciła ją  

Rosalie.

- OOh, Tak! - krzyknęła Alice i podskoczyła w tym samym czasie.

Bella wzruszyła ramionami i odpinała guziki od swojego swetra bez rękawów, ale 
zatrzymała się, kiedy usłyszała kaszel Edwarda od drzwi.

Wszystkie spojrzały w jego kierunku.

- Oh, zapomniałam, że nadal tu jesteś.- odezwała się Alice.

Bella przeklinała siebie. Alice i Rosalie zawsze sprawiały, że przy nich się zapominała. 
Poczuła jak jej twarz przybiera koloru.

- Więc? - Rosalie rzuciła mu oczekujące spojrzenie.

- Więc, co ?- Udało mu się, powiedzieć.

- Czy zamierzasz tak po prostu stać i patrzeć? - Zapytała Alice.

Edward otwierał i zamykał  usta kilka razy i potem przebiegł palcami po włosach.

- Powinniśmy się przenieść na dół do pokoju gościnnego. Edward musi zacząć pracę nad 
sprawozdaniem. - Powiedziała Bella.

- Po prostu chodźmy do mojego pokoju.- Stwierdziła Alice. 

- Ale czy nie ma tam Jaspera?- odrzekła Bella.

- Wykopię go. - Powiedziała Alice i poszła do swojego pokoju.

- Oh, to mi o czymś  przypomniało. Lepiej pójdę i posprzątam rzeczy w pokoju 

gościnnym, zanim tam pójdziecie. - Powiedziała Rosalie i wyszła z pokoju.

Bella zauważyła, że  jej nowa bielizna nadal, była rozrzucona na całym łóżku Edwarda. 

Zbierała ją i z powrotem wrzuciła do toreb.

- Przepraszam. 

Zrobił krok by wejść do pokoju.

background image

- W porządku.

- Nie chciałam, by wyciągały to wszystko. Normalnie nie noszę tego rodzaju rzeczy.

Edward wsadził pięść  w kieszeń.

Bella nie przerywała.

- To będzie interesujące zobaczyć, jak to będzie wyglądać. Podoba mi się ten różowy 
stanik, ale nie wiem co z tymi koronkowych spodenkach. - Bella schowała parę, nocny 

błękit bielizny z powrotem do torby i odwróciła się twarzą do Edwarda. - Koronki są 
zazwyczaj sztywne i szorstkie, ale te rzeczy…- Uniosła parę bielizny i przeciągnęła 

bokiem. - Nie wiedziałam, że tak je robią. To rzeczywiście jest pewnego rodzaju super.

Spojrzała na Edwarda. Miał  taki wyraz twarzy jakiego, nigdy przedtem nie widziała.

- Czy dobrze się czujesz?- Zapytała Bella.

Ciężko przełknął.

- Um… - Zawahał  się zanim powiedział. - Czy naprawdę zamierzasz to nosić  pod 
sukienką?

Wzruszyła ramionami.

- Może. - Wyglądał  jakby miał problemy z oddychaniem. Bella zapytała. - Jesteś pewien, 

że wszystko w porządku.

Przebiegł palcami po włosach jak robił to miliony razy i wówczas udało mu się  krótko 

skinąć.

- Ale, nie wiem czy będę  się dobrze czuła z pomysłem włożenia ich teraz. Pomyślałam, 

że spróbuję najpierw je włożyć pod piżamę, kiedy pójdę spać wieczorem.

Oczy Edwarda rozszerzyły się.

- Masz na myśli pod moją  koszulkę.

- Oh. - Wzruszyła ramionami. - Tak, chyba tak. 

Alice wróciła do pokoju, skacząc z Jasperem idącym za nią.

- Jesteś gotowa Bella?- zapytała.

- Tak. - Zebrały wszystkie rzeczy z wyprawy po zakupy i poszły do pokoju Alice.

Kiedy zniknęły w pokoju Alice, Jasper zapytał.

background image

- Wszystko w porządku, Edward?

- Co? - Oderwał wzrok z korytarza. Nigdy nie zamykały drzwi.

- Wydajesz się bardzo napięty.

- Naprawdę? - Zrobił  krok naprzód, ale zatrzymał się przed pójściem dalej. -  Ja… Ona… 

Bielizna.

- Oddychaj. - Zaśmiał  się Jasper.

Edward pochylił się, włożył głowę między kolana i łykał powietrze.

W tej chwili Rosalie weszła do pokoju Alice i zamknęła za sobą drzwi.

Edward wyprostował się  i poczuł, jak wszystkie jego mięśnie się rozluźniają.

- To było szalone.

Jasper potrząsł głową.

- To dopiero pierwszy dzień. Jak zamierzasz znieść resztę tygodnia. 

Edward włożył obie pięści w kieszenie.

- Nie wiem Jasper. - Nie był  pewien czy zniósłbym kolejny pokaz bielizny.

Jasper poklepał go po ramieniu.

- Pomyśl o tym w ten sposób. Jesteś szczęśliwy, że ona w tak swobodny sposób 

rozmawiała z tobą o wyborze własnej bielizny?

- O czym ty myślisz? - zapytał przybierając mniej zadowolony wyraz twarzy.

- Tylko mówię, że to może cię spotkać za tymi drzwiami z nią zamiast z naszymi 
siostrami.

Edward jęknął.

- To się nigdy nie wydarzy.

- Nie z tej pozycji. - Jasper ponownie poklepał Edwarda po ramieniu, zanim poszedł na 
dół, by użyć komputera Carlisa, skoro był jeszcze w szpitalu.

Łatwo było, mówić Jasperowi tak optymistycznie. Zamierzał poślubić Alice. Ich związek 
wydawał się, po prostu ustać w miejscu i okazało się, że byli dla siebie jak bratnie dusze.

background image

Edward odwrócił się  i podszedł do biurka. Otworzył laptopa. Zrobił kilka innych zadań, 
podczas gdy czekał na uruchomienie programu email, by zacząć. Niepokoiło go to, że 

Bella tak swobodnie rozmawiała z nim na temat swojej bielizny, tak jakby rozmawiali o 
nowym swetrze czy czyś bardziej łagodnym. Zdał sobie sprawę z tego, że może 

powodem dla którego była zdolna, tak z nim rozmawiać, było to, że widziała w nim tylko 
najlepszego przyjaciela Emmetta. Drugiego Brata.

Lecz Edward wie, że nigdy by nie rozmawiała z Emmettem o takich sprawach, które 
sprawiały, że kulił się wewnętrznie. Bella zbyt dobrze się z nim czuła.

Edward nie będzie trwał  w tym cały tydzień, jeżeli to miała być próbka tego, co miało 
nadejść. Zdecydował, że powinien spróbować i trzymać się z dala od Belli. To był jedyny 

sposób, by mógł przetrwać. 

background image
background image

R

OZDZIAŁ

 7 – N

IC

 

NIEZWYKŁEGO

Ty i ja jesteśmy jak oliwa i woda

I próbowaliśmy

próbowaliśmy połączyć to 

-  Oil and Water   Incubus

 

Bella usiadła przy stole kuchennym, zajmując swoje miejsce. Edward 

naprzeciwko niej, a po jego prawej stronie Jasper. Natomiast, od prawej strony Jaspera 

była Esme, która zajęła jeden koniec stołu. Z prawej strony Esme, była Alice, która 
siedziała z lewej strony Belli. Carlise siedział po prawej stronie Belli, który zajął drugi 

koniec stołu. Alice odwiozła Rosalie na lotnisko w godzinach popołudniowych, podczas 
gdy Bella była jeszcze w szkole. Esme chciała utrzymać wszystko w zwyczajny sposób, 

więc siedzieli właśnie przy stole w kuchni. Alice i Edward opowiadali o wspomnieniach 
z dzieciństwa na korzyść Jaspera.  Słuchali ich z wytężoną uwagą. Na pewno, próbując 

sobie wyobrazić jakim dzieckiem była Alice. Bella poczuła lekkie ukucie w sercu na 
sposób, w jaki Alice i Edward , wymieniali się historyjkami. Dokuczali sobie nawzajem, 

ale nigdy nie przesadzali. Rzucali sobie naturalne uśmiechy, ilekroć jeden żartował z 
drugiego. To było tak różne od stosunków, jakie utrzymywała z Emmettem. Dokuczanie 

między nią i Emmettem, nie było aż tak miłe i czule okazane. Czasem może to być 
bezlitosne i zazwyczaj dowodzi to argumentami. Czasami, a raczej  częściej. Emmett nie 

wiedział jak jego słowa, bolały przez dni. Potem zachowywał się, jakby nic się nie stało. 
Bella nauczyła się wcześniej, że Emmett nie był tym typem człowieka, który jest 

ostrożny przy doborze słów.

     Chwilami nienawidziła jego za to, ale teraz nic nie mogła poradzić na to, że 

rozpaczliwie za nim tęskniła. Może to dlatego, że czuła się jakby była intruzem. 
Cullenowie zawsze mile witali ją  w swoim domu , ale nie czuła się dość swobodnie.

Było oczywiste, że wszyscy o siebie się troszczą. To nie to, że byli względem siebie 
bardzo czuli. Wręcz przeciwnie, nie było prawie żadnego okazywania fizycznie miłości. 

To wszystko było w tym, jak się do siebie odnosili.

     Wracanie do domu z dwoma mężczyznami, którzy nigdy nie mówią o swoich 

uczuciach, było całkowicie do  przyzwyczajenia. Czuła się niezręcznie i nie na miejscu.

     - Dobrze się czujesz, Bella?

Spojrzała z nad swojego talerza, by zauważyć , że Jasper razem z innymi za stołu patrzyli 
się na nią.

     Świetnie-pomyślała.

Odchrząknęła. – Taak, ja tylko… myślałam o Emmecie.

background image

Esme czule się do niej uśmiechnęła. – Co u niego?

     - Powinien być teraz w Portland. – Spojrzała na zegarek. - Powiedział, że zadzwoni 

później wieczorem, by sprawdzić co u mnie.

     - Jest w Portland na konferencji? – sprecyzował Carlise.

Bella przytaknęła – Traktuje bardzo poważnie bycie strażnikiem leśnym  w parku.

     - Czy podoba mu się jego praca? – zapytała Esme.

     - Taak. Pewnie robiłby to za darmo.

     - Jak długo pracuje na usługę parku?- zapytał Jasper.

     - Och. Bardzo długo odkąd przeprowadziliśmy się tutaj. – Bella bawiła się kawałkiem 
brokuły na talerzu.

     - A co z tobą, Bella?- zapytał Jasper.

Bella zatrzymała widelec i spojrzała w górę. – Hmm?

Jasper ciągnął dalej – Któregoś  wieczora, kiedy graliśmy w scrabble, nie mieliśmy okazji 
usłyszeć, co  u ciebie.

     Bella poczuła jak jej policzki płoną i zobaczyła, jak Edward poruszył się na swoim 
krześle. Zdała sobie sprawę, że ona i Edward nigdy nie rozmawiali o tym, co mu 

powiedziała tamtej nocy. W rzeczywistości Edward zachowywał się tak, jakby to nigdy 
się nie wydarzyło. Typowa reakcja Edwarda. Chciała dźgnąć go widelcem, ale Carlise 

przerwał jej rozmyślania.

     - Jak idzie ci przy twoich magistrach? – zapytał Carlise.

Bella odchrząknęła. Pomyślała, że pewnie Charlie powiedział mu o tym. – Właściwie to 
prawie skończyłam. Nadrabiam w tej chwili ostatnie dwie klasy. Egzaminy końcowe są 

w następnym tygodniu tuż przed ślubem Alice.

Mając nadzieję, że odwróci  temat  rozmowy od swojej osoby, pomyślała, że może 

zaczną  rozmawiać o ślubie, ale zamiast tego Jasper zapytał. – Czym zajęłaś się w swojej 
magisterce?

Bella zawahała się zanim odpowiedziała. – Komunikacja.

Jasper zmarszczył brwi. –  Jakiej dziedziny?

     - Interakcji społecznych ze szczególnym uwzględnieniem w komunikacji 
niewerbalnej  i interpersonalne. – Bella poprawiła się na krześle, ponieważ poczuła jak 

oczy wszystkim zgromadzonych, skierowały się w jej stronę – zawłaszcza Edwarda. 

background image

Twarz Jaspera pojaśniała. – Byłabyś w stanie z czymś mi pomóc.

     - Ja?

Jasper wyprostował się na siedzeniu. – Właśnie teraz pracuję nad produktem, który 
potrzebuje trochę udoskonalenia wizerunku. Chciałbym poznać kobiecą perspektywę  o 

tym.

     - Hej - powiedziała Alice tonem, pozornie urażonym. 

Jasper rzucił jej ciepły uśmiech. – Mam na myśli, kogoś z doświadczeniem w tej 
dziedzinie.

Alice odwzajemniła uśmiech Jasperowi, jednym ze swoich własnych. – Wiem. Myślę, że 
Bella rzeczywiście  będzie naprawdę pomocna. Mówisz o tej usłudze matrymonialnej w 

Internecie.

Bella brała łyk wody i prawie się zakrztusiła. – Internetowa usługa matrymonialna?

Jasper przytaknął – pokazywałem badanej grupie proponowaną reklamę i publiczność 
kobieca nie jest przekonana do zakupu.

     - Nie wiem, jak mogę pomóc. – Bella odstawiła szklankę, ale nadal trzymała ją w 
pewnym uchwycie.

     - Może gdybyś tylko rzuciła na to okiem. Świeże spojrzenie zawsze jest dobre.

     - Pewnie – powiedziała Bella. Jak zamierzała zostać kobietą, by spróbować 

internetowego biura matrymonialnego, kiedy jej własne życie miłosne prawie nie 
istniało.

Bella zgodziła się przejrzeć  materiały Jaspera, po obiedzie.  Reszta rozmowy skupiła się 
na temat ślubu Alice.

     Alice powiedziała - Edward, mógłbyś pojechać z mamą, by sprawdzić ostateczne 
ustawienie stołów i oni również mają zamiar przygotować próbne menu. Chciałabym 

żebyś się tym też zajął.

     - Pewnie- powiedział.

Następnie spojrzała na Bellę. - Masz ostatnią przymiarkę sukni druhny w czwartek. Moja 
mama pojedzie z tobą, by upewnić się, że sukienka dobrze wygląda.

     - W porządku. – powiedziała Bella.

Alice spojrzała na Esme. –  Chciałabym być tutaj przy tym wszystkim.

background image

Esme położyła dłoń na rękę  Alice. - Wszystko będzie dobrze. Po prostu zatroszcz się o 
sprawy związane z pracą.

Alice westchnęła.

Carlise zapytał. - Zdecydowaliście się, gdzie chcecie zamieszkać?

     - Tato!!- powiedziała Alice.

Uśmiechnął się do swojej córki. – Tylko sugeruję, że jest naprawdę ładny dom, wolny w 

dole ulicy.

Jaser cicho się zaśmiał. - Jestem szczęśliwy gdziekolwiek jest Alice.

     - Dobra odpowiedź – pochwaliła Esme.

     - Lizus - wymamrotał Edward.

Carlise spojrzał ostrzegawczo na Edwarda, ale bez cienia rozbawienia w oczach. 
Powiedział – No cóż, cokolwiek postanowicie, dajcie mi znać najszybciej jak to możliwe, 

bym mógł utrzymać kontakt.

Alice powiedziała - Ale tato…

Carlise uniósł dłoń. –  Wszystko co oferuję to pomoc w znalezieniu miejsca. Nie boli 
popatrzeć.

Alice zawahała się zanim powiedziała – Zwężałam je, albo tutaj albo w San Francisco.  

Bella zauważyła zdziwienia na każdej  twarzy. 

Alice ciągnęła dalej – Lubię  Nowy York, ale nie chcę tam zakładać rodziny.

Jasper sięgnął przez stół po dłoń  Alice biorąc jego w dłoń.

     - Weście sobie pokój – powiedział Edward w żartobliwy  sposób.  

     - Edward, może powinieneś posłuchać, niektórych wskazówek Jaspera – rzuciła mu 

żartobliwie przestrogę.

Edward odetchnął płytko i zwrócił  się w stronę Jaspera. Wziął go za wolną rękę  i 

powiedział – Jestem szczęśliwy, gdziekolwiek będziecie.

     - Nie martw się Edward. Zawsze będzie wolny pokój  w naszym domu dla ciebie.

     - Nie sądzę. Ten wolny pokój będzie przejściówką do mojej szafy – powiedziała Alice.

background image

Edward puścił rękę Jaspera i położył ją na swoim sercu. - Jesteśmy związani tą  
samą krwią. Zamierzasz pozwolić by jakaś para butów stanęła między nami.

Alice udawała, że zastanawia się  nad jego słowami i powiedziała – Hmm, obawiam się,  
że tak.

     - No cóż, dobrze wiedzieć, że nadal mam mamę i tatę.  

Esme powiedziała – To ty nie wiesz. Pokój Alice zamierzamy przerobić w mój pokój do 

robótek ręcznych, a twój będzie siłownią.

Edward spojrzał na Carlisle –  Siłownia?

Starszy Cullen wzruszył ramionami – Wszystko co sprawi zadowolenie twojej mamie.

     - Nie mogę uwierzyć, że moja rodzina zamierza mnie porzucić.

     - Pomyśl o tym jak o trwałej miłości – powiedziała Esme.

     - Co?- zapytał.

     - Nie możesz mieszkać z rodzicami i siostrą wiecznie. –  Esme zmarszczyła na niego 
brwi. Wówczas raptownie spojrzała na Bellę.

Bella poruszył się na krześle, zanim powiedziała – Zawsze możesz zamieszkać z 
Emmettem.

     Wszyscy się zaśmiali.

Mały uśmiech groźnie powlekł usta Edwarda. Spojrzał na Bellę i powiedział –  Ale czy 

nie zrobiłoby się tłoczno?

Wzruszyła ramionami – Chciałabym tylko przeprowadzić się z Alice.

Tym razem się uśmiechnął i powiedział – Ale ona buduje przejście do szafy, gdzie mój 
pokój powinien być.

Alice powiedziała- No cóż, jeśli chodzi o Bellę, może mieć własny pokój.

     - Dlaczego Bella dostanie własny pokój? – zapytał Edward.

     - Zawsze chciałam mieć siostrę – powiedziała z triumfalnym uśmiechem.

Edward otwierała usta kilka razy i Bella poczuła, że płonie.

Esme powiedziała – Edward możesz posprzątać ze stołu, tak by miał dość czasy, aby 
zastanowić się nad mądrością wnikliwego komentarza siostry. 

background image

Wszyscy wstali i odeszli od stołu, z wyjątkiem Belli, która zaczęła zbierać brudne 
naczynia.

     - Bella nie musisz tego robić – powiedział Edward. 

     - W porządku. Zostaję tutaj przez tydzień. Co najmniej tyle mogę zrobić. - Bella 

przeniosła kilka naczyń do zlewu.

 Edward ruszył za nią z jeszcze większą ilością naczyń. – Jesteś gościem. Goście nie 

pomagają w sprzątaniu.

Bella odkręciła kran i zaczęła płukać naczynia. – Muszę coś robić. Przygotowanie obiadu 

zawsze było moim obowiązkiem w domu.

Edward wziął opłukane talerze od Belli i włożył je do zmywarki. – Czy to oznacza, że 

zawsze czekałaś z obiadem na Emmetta, kiedy wrócił do domu z pracy?

Poruszyła ramionami w górę  i w dół. – Jeśli nie miałam pracy lub szkoły wieczorem , to 

tak. Chyba tak.

     - Emmett musi być utrzymankiem.

Bella zaśmiała się –  Raczej nie. On robi obiad, kiedy ja nie mogę, więc to nie tak, że to 
tylko ja .

     - Taakk, ale również robisz jego pranie.

Bella otworzyła usta by zaprzeczyć, ale zdała sobie sprawę, że nie potrafi.

     - Jeżeli Emmett nie byłby twoim bratem, byłbym trochę zazdrosny.

     - O co?

     - O to….- Edward przerwał. – Zajmę się resztą naczyń. – Odłożył naczynie, które wziął 
od Belli , do zmywarki i poszedł do kuchennego stołu po resztę.

      To była pierwsza rozmowa Belli z Edwardem, odkąd wróciła ze szkoły. Po tym jak 
przymierzała ubrania, które Alice jej kupiła, był  najwyższy czas dla mniej by wyjść. 

Potem miała po południu zmianę  w bibliotece i po tym wieczorne zajęcia. Kiedy wróciła, 
Bella ledwo znalazła czas, by znieść swoje rzeczy na dół, kiedy Esme powiedziała, że 

obiad był gotowy.

      Przez cały czas w pracy, Bella myślała o wszystkich wydarzeniach, które miały 

miejsce rano. Pobudka i znalezienie rąk Edwarda na niej, przekonywanie go by 
pojechała nad jezioro w ten weekend i ostatnie, przez co później czuła się strasznie, była 

dyskusja o jej bieliźnie.

background image

      Tym razem dużo o tym nie myślała, ale kiedy ponownie układała książki w pracy, 
zdała sobie sprawę, że Edward mógł ją opacznie zrozumieć i pomyśleć, że stara się 

podjąć jakąś próbę, jednakże  to było słabe używanie jej kobiecego wpływu. Nawet nie 
rozmawia o tego typu sprawach z Emmettem. Wspomnienie trzymanych w górze pary 

niebieskich koronkowych boy shorts przed twarzą Edwarda. Życzyła sobie by porwało 
ją tornado, by nie mogła robić żadnych żenujących rzeczy.

      Jasper poszedł na górę i wrócił ze swoim laptopem i z prezentacją sprawy. Edward 
powiedział Belli, że poradzi sobie z resztą, więc dziewczyna dołączyła do Jaspera w 

salonie, gdzie leżały różne wydruki i otwarty laptop.

      Wzięli się do pracy od razu, Bella była wdzięczna za instrukcję. To pomogło jej 

utrzymać umysł z dala od faktu, że wcześniej zrobiła siebie idiotkę. Bella była 
zaintrygowana, uwagą do szczegółów, które Jasper umieścił w prezentacji. To było 

przemyślane, jak dotąd treściwe. Jej zainteresowanie słabło, kiedy poprawiła kolejną 
pozycję ze względu na przysługę dla Jaspera, by zrobić to bardziej estetyczne w 

wyglądzie. 

Jasper wrzucił uwagę na problemy, którym musiał stawić czoło i zabrali się  do dyskusji 

na temat sposobu  postrzegania według kobiet i mężczyzn  usługi internetowych randek. 
Bella zrozumiała i starała się  wnikliwie przemyśleć komentarze Jaspera. Martwiła się 

tym, że nie będzie  w stanie niczego więcej dodać.

      - Zmieniałem i korygowałem tę reklamę wiele razy i nigdy nie wydała mi się dobra. 

Wyniki po teście zawsze były takie same. Kobiety bardziej nieufnie podchodzą do tego, 
nawet po stałych zapewnieniach jakości.

Bella zawahała się sekundę,  zanim powiedziała – No cóż, kiedy słyszę słowo 
internetowe randki, tak jak kobieta, kojarzy mi się z tym bardzo wiele pomysłów, ale 

znalezienie mojej bratniej duszy nie jest jedną z tych.

      W tym czasie Edward  i Alice dołączyli do nich w salonie. Alice usiadła na podłodze 

obok dużego kwadratowej, skórzanej sofy, tak, że usiedli podwójnie przy stoliku do 
kawy. Przyglądała się kartkom z prezentacją, które Jasper porozkładał.

Alice przytaknęła na kwestię  Belli i powiedziała – Bella ma rację. Kiedy myślę o 
randkach przez Internet, myślę o facetach, którzy są tylko po to, by znaleźć kogoś na 

jedną noc lub coś w tym rodzaju.

Bella zawahała się, ponieważ Edward siedział obok niej  na kanapie. Skupiła 

się nad swoimi myślami i ciągnęła dalej – Prywatność i jakość usług jest bardzo ważna, 
ale nie sądzę, by to wciągnęło kobiety.

Alice powiedziała z namysłem –  Jeśli byłby jakiś sposób na zagwarantowanie cech 
osobowych u mężczyzn, którzy dołączyli do serwisu, wówczas mógłbyś coś z tego mieć.

Edward cicho się zaśmiał  – Czy to rodzaj wzniosłych nadziei, czyż nie?

background image

      - Właściwie to nie. – Jasper wziął laptopa i zaczął pisać  na klawiaturze. -  
Rozumiałem to w niewłaściwy sposób. Jeżeli wezmę punkt widzenia faceta i wcielę go, 

to sądzę,  że robiłoby to różnicę.

      - Ale nie zamierzasz zmusić faceta, by rzeczywiście mówił  o tym, że czeka na 

znalezienie swojej bratniej duszy, chcąc się  ustatkować, czyż nie? – zapytała Bella.

      - Dlaczego nie? – zapytał Jasper bez odrywania wzroku z laptopa. 

Alice powiedziała – Zbyt ubogie.

Jasper przestał pisać –  No to, jak mam to zrobić by nie było ubogie.

Alice pokiwała głową na zagadnienie – Coś na wzór strony, dla ludzi chętnych  do 
zaangażowania się, ale z pewnością czy znajdzie odpowiednią osobę.

Bella odwróciła wzrok w stronę  Alice –Ahh, i coś na temat bycia zranionym lub 
znudzonym zwykłymi scenami randek.

      Alice usiadła prosto – I jest trochę oporne, ale odpowiednia osoba mogłaby to 
zmienić.

Jasper notował wszystko co Alice i Bella powiedziały.

Następnie zapytał – Edward masz cokolwiek do dodania?

Edward poprawił się na miejscu na zwrócenie się do niego po raz pierwszy w trakcie 
rozmowy. – Ja?

      - Tak – powiedziała Alice. – Jesteś facetem.

      - Ale myślałem, że potrzebujecie tylko punktu widzenia kobiet.

Alice powiedziała – Tak, ale czy wszystko co powiedziałyśmy było wiarygodne?

Edward wzruszył ramionami.

      Alice jęknęła i spojrzała na Bellę – Ale on jest tępy, kiedy chodzi o te sprawy. To 
niewiarygodne, on nawet nie miał żadnej randki w college’u.

      - Alice- warknął Edward.

Bella spojrzała na Edwarda. –  Pytałam go o to, któregoś dnia.

      - Co? – zapytał.

Bella odwróciła się do Alice- Mówię, że prawdopodobnie był bardzo popularny wśród 

dziewczyn  w college’u.

background image

      - Oh, tak – Alice poruszyła się, by usiąść na szczycie kanapy. – Dziewczyny stały 
się bardzo dzikie, kiedy się tylko pokazał – Alice trąciła Jaspera w kolano, który wciąż 

pisał na klawiaturze.

Jasper zachichotał. – Było bardzo wiele dziewczyn, które zatrzymywały się przy naszym 

pokoju. Jestem pewien, że był to rekord.

      - Przestań przesadzać – wtrącił Edward.

Bella nie mogła powstrzymać  uśmiechu. – Nie mogę  w to uwierzyć. To samo było w 
szkole średniej.

Jasper powiedział – Pierwszy dzień walentynek, kiedy tam był, było katastrofą.

      Edward jęknął.

       - Oh, pamiętam to – powiedziała Alice.

      - Co się stało? – Bella poprawiła się na miejscu i przysrywając się do krawędzi.

Alice pochyliła się bliżej do Belli. – Dostał tonę czekolad i kwiatów.

      - Między innymi – wymamrotał Jasper.

      - Ej, wy – ostrzegł Edward.

      - No cóż, Jasper i ja poszliśmy coś zjeść, ale kiedy Edward wrócił do pokoju w 

akademiku po zajęciach….

      - …tam ktoś na niego czekał- zakończył Jasper.

Edward poruszył się w miejscu. – To nie było nic wielkiego.

Alice zaśmiała się.- Powiedziałabym, że mając dziewczynę czekającą na ciebie w twoim 

pokoju bez niczego oprócz dużej czerwonej kokardki, to jest bardzo coś  wielkiego.

      - Nie miałem pojęcia, że ona zamierza zrobić coś takiego! – Ton Edwarda był 

obronny.

Jasper pokręcił głową.  – Edward musisz mieć  jakieś pomysły.

      - Nie. – Jego ton był stanowczy.

Bella powoli przysunęła się  bliżej Edwarda. – Co się wydarzyło?

Edward zawahał się –  Nic. Wyszedłem, zanim do czegoś mogłoby dojść.

      - Ale kim ona była?- Naciskała Bella.

background image

Edward wypuścił krótki oddech. – Była studentką z wymiany.

      - Irina, jeśli dobrze pamiętam – powiedział Jasper.

      - Byliśmy razem w klasie Dr. Pruisnera - powiedział Edward.

Bella rzuciła mu wyczekujące spojrzenie.

Z trudem opowiedział resztę.  – Pomogłem jej. Pochodziła ze Słowacji i wydawała się 
mieć problem z językiem.

Jasper zachichotał.

      - Lub,  bynajmniej myślałem, że z tym się zmagała. –  Edward potarł tył karku.

      - Irina była nie tylko biegła w angielskim, ale również w japońskim i włoskim 
– dodał Jasper.

Alice powiedziała – Więc, jak ona wyglądała, jeszcze raz?

Edward powiedział – Była  ładna.

Jasper sprostował  –  Była śliczna.

Alice odwróciła się do Jaspera -  Naprawdę?

Jasper rozpoznał jej ton. Przestał  pisać i uniósł swoje dłonie – Tak myśleli wszyscy inni 
faceci.

      - Co masz na myśli?

      - Była praktycznie naga w jego pokoju. I do niczego nie doszło?

Pokręcił głową –  Mówiłem wam, wyszedłem, zanim do czegokolwiek mogłoby dojść .

Bella zmarszczyła brwi – I to wszystko?

Przytaknął.

Myślała przez minutę, zanim powiedziała  – To było bardzo nie na miejscu.

Edward zamrugał kilka razy. –  Co?

     - Nawet nie doszedłeś do pierwszej bazy? – zapytała.

     -Bella – Alice powiedział i zaśmiała się.

      - Tylko mówię. Byłabym trochę zdziwiona – powiedziała.

background image

Edward dalej się gapił  na Bellę z pół otwartymi ustami.

      - Nie wiedziałam, że byłeś aż tak pruderyjny –  powiedziała Bella.

Edward otwierał i zamykał  usta kilka razy.  Jasper wyrzucił głowę do tyłu i zaśmiał się.

Alice powiedziała – No cóż, jeśli Edward rzeczywiście doszedłby do pierwszej bazy, 

byłoby ci lepiej?

      - Właściwe tak. Szkoda mi Iriny.

Edward powiedział - Dlaczego byłoby ci szkoda jej?

      - Prawdopodobnie zdobyła się na dużą odwagę, by zrobić coś takiego. I po prostu 

wyjść, zanim mogłaby nawet cokolwiek powiedzieć.

Edward poprawił się na miejscu – Jak stałem się złym chłopcem?

Alice powiedziała - Wiesz co. Jeśli ja zrobiłabym coś podobnego dla Jaspera i on by 
wyszedł…

      - Nie wyszedłbym, Alice – Jasper powiedział poważnym tonem.

Zachichotała – Wiem, ale jeśli tak, czułabym się bardzo zlekceważona i upokorzona.

Edward rozejrzał się po wszystkich i miał spojrzenie pełne niedowierzania. Powiedział  
– Chroniłem jej godność!

     - Przynajmniej mogłeś dać jej całusa i potem powiedzieć coś takiego jak, że nie 
pozwolisz jej zrobić coś takiego, ponieważ nie czujesz tego samego do niej – powiedziała 

Bella.

Otwierał i zamykał usta kilka razy, ale nic nie mówił.

Bella powiedziała – Przynajmniej  w ten sposób, mogła odejść z jakąś godnością. –  
Odwróciła się do Jaspera – Założę się, że miała ciężkie chwile po tym.

Jasper myślał przez chwilę – Teraz sobie przypominam, bardziej na siebie uważała.

      - No cóż, pewnie. Jeżeli taki ktoś, jak Edward daje ci kosza, wówczas musi być coś nie 

tak, prawda?

      Edward był marzeniem każdej dziewczyny. Bycie odrzuconą przez niego, było poza 

upokorzeniem. Część ciebie została zraniona boleśnie i pozostała sama sobie. Za bardzo 
utożsamiała się z Iriną. Lub może Irina przypomniała Belli, siebie.

      Nagle powietrze stało się cięższe i Bella żałowała tego, co powiedziała. Spojrzała na 
swoje dłonie leżące na kolanach. – Chodziło mi o to…

background image

      - Nie, masz rację.

Bella nieśmiało spojrzała na Edwarda.

A on ciągnął dalej – Powinienem  był bardziej uważać na jej uczucia. – Zawahał  
się zanim powiedział – Następnym razem, gdy jakaś  przypadkowa dziewczyna pojawi 

się w moim pokoju, ubrana jedynie w czerwoną kokardkę, upewnię się, by ją objąć, 
zanim pokieruje ją na jej drogę.

Bella zaśmiała się. –  Dobrze. Wiesz, że masz do utrzymania swoją reputację.

      - Pomyślę o tym, kiedy będę obściskiwał się  z przypadkowymi dziewczynami, które 

by się pojawiły.

Wzruszyła ramionami – To na mnie działa.

Brwi Edwarda uniosły się. –  Ty przytulasz się do przypadkowych ludzi?

      - Pewnie. Musisz zachować praktykę.

Edward zamrugał kilka razy.

Bella uniosła dłoń i ciągnęła dalej. – Ponieważ powinieneś być przygotowanym na to, 

kiedy będzie czas na poważne sprawy.

Alice parsknęła śmiechem.

Edward spojrzał na siostrę  a potem na Bellę, starając się dociec czy Bella mówiła 
poważnie.

      - Stałam się bardziej sprawna – powiedziała Bella rzeczowym tonem.

Mały uśmiech rozciągnął się  w kącikach ust Edwarda. – I wiesz jak z tym?

Bella spojrzała na niego z pewnością  w oczach. –Teraz jest przepytywanie?

Alice wzruszyła ramionami i przyłożyła dłoń do ust.

Bella wrzuciła się do Jaspera. – Sądzę, że prawdopodobnie przedstawiłeś im o zgodności 
jakości badań.

Na to, Alice wybuchła śmiechem.

Edward powiedział – Jak długo jesteś tak…

      - Prowokująca? – Alice dokończyła za niego.

       - Myślałam, że masz zamiar powiedzieć „wulgarna” – skwitowała Bella.

background image

Jasper zarechotał.

      - Przepraszam – Bella płytko odetchnęła.  – Jestem siostrą Emmetta. – Jej ton 

sugerował, że już  wiele razy wcześniej to mówiła.

Alice i Edward spojrzeli na siebie i się zaśmiali.

      - Co jest takiego zabawnego? – zapytał Jasper.

      - To standardowe przeprosiny Belli Swan – wyjaśnił Edward.

Jasper uśmiechnął się i zapytał.  – Masz standardowe przeprosiny?

      - Z takim bratem jak Emmett, było nieuniknione, że któraś z jego… szczególnych cech, 

będzie miała subtelny wpływ na nią.

Jasper posłał Belli życzliwy uśmiech.

      - Nie potrafię określić ilości razy, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, gdy Bella tak mówiła.

Bella zsunęła się ze swojego miejsca. – To nie było aż tyle razy.

       - A innym razem, używała ich jak słabo ujęte groźby.

      - Nie prawda.

Alice zaśmiała się . –  Och, zamierzasz zaprzeczyć, że nie groziłaś Marii, Nettie i Lucy.

      - Co się stało?- zapytała Edward.

Bella wyprostowała się na siedzeniu. – Alice.

Panna Cullen się uśmiechnęła. – Myślałam, że wiecie.

      - Wiecie, co? – zapytał ponownie.

      - No cóż, Maria, Nettie i Lucy były bardzo popularne, kiedy byłyśmy jeszcze w 

gimnazjum.

Bella usiadła i zarzuciła głowę  do tyłu. – Alice – jęknęła.

Alice mówiła dalej, jakby wcale nie słyszała Belli. – Każdy chciał się z nimi przyjaźnić  i 
jeśli nie zgadzałeś się z tym co mówiły, wkluczano cię z towarzystwa.

      - Dlaczego akurat o tym rozmawiamy? To była dawno temu. Kogo to obchodzi? 
– zapytała Bella.

Edward i Jasper razem podnieśli dłonie.

background image

Bella wywróciła oczami, a następnie wstała – Idę do łóżka.

      - Hej, ja musiałem na nowo przeżywać wspomnienia związane z Iriną, myślę, że 

byłoby sprawiedliwe, gdybyś razem z nami tutaj siedziała.

Bella westchnęła pokonana i z powrotem usiadła.

Alice usiadła i mówiła dalej. –  Jak mówiłam, te dziewczyny terroryzowały szkołę. Gdy 
czegoś chciały, to dostawały to. Jeśli nie zrobiłeś tego co chciały, siedziałbyś dość długo 

samotnie na lunchu przez resztę roku.

      - No weź, Alice. Nie była aż tak dramatycznie – powiedziała Bella.

      - Było! – powiedziała Alice. – Ciebie właściwie nigdy nie obchodziłby, tego typu 
sprawy.

      - Ponieważ to było głupie.  I dlatego nienawidziłam gimnazjum. Dziewczyny zawsze 
przesadzały w różnych sprawach.

Alice uniosła dłoń. –  Poniekąd, to prawda. Bella nie dbała o tego typu sprawy. Nie 
dopóki Maria, Nettie i Lucy zaczęły skupiać swoją uwagę  na Angeli.

      - Angela? Czy ona nie jest jedną z przyjaciółek Belli? –  zapytał  Edward.

Alice odpowiedziała za Bellę  – Tak, i najpierw były to błahe rzeczy, jak spisywanie prac 

domowych i podrabianie podpisów. Potem zaczęły prosić Angelę, by robiła takie rzeczy, 
jak podpowiadanie na sprawdzianach i pisaniu esejów.

      - Dlaczego Angela na to pozwalała? – zapytał Jasper.

      - Bała się – wyjaśniła Alice.

      - Więc, co się stało? – dociekał Edward.

      - Więc, Maria była rodzajem ich matki. Ona i Bella… no cóż, powiedzmy, że nie żyły ze 

sobą w zgodzie.

Bella głośno parsknęła.

      - Bella nigdy nie zgadzała się z tym cokolwiek Maria i jej paczka zrobiły – powiedziała 
Alice.

      -Dlaczego nie jestem zaskoczony?- powiedział Edward ze złośliwym uśmieszkiem.

Alice kontynuowała – Więc, Bella miała plan, by się na niej odegrać. 

      -Co jej zrobiłaś? – zapytał Edward.

background image

Bella wyprostowała ramiona i powiedziała. –Nic nie zrobiłam.

Edward zmarszczył na nią  brwi.

Po chwili Bella powiedziała –  Miałam zamiar… sprowokować konflikt między nią, a 
naszym  nauczycielem  od angielskiego za esej, który… - wymamrotała całe zdanie, tak 

że było niesłyszalne dla wszystkich.

Edward przybliżył się  do Belli. – Co powiedziałaś?

Bella spojrzała na sufit i odetchnęła. – Poprosiła Angelę, by napisała jej wypracowanie o 
książce, którą powinniśmy byli przeczytać. To było absurdalne, ponieważ Angela nie 

tylko miała jej napisać wypracowanie, ale drugie dla Marii? – Bella pokręciła głową. – No 
więc, ja napisałam je zamiast Angeli.

Alice ryknęła śmiechem.

      - Kapuję, wypracowanie nie było na temat, na  który powinno być  

– powiedział Jasper. 

Bella uśmiechnęła się nieśmiało.

Po tym jak Alice uspokoiła się, powiedziała – Więc, napisała początek wypracowania, tak 
że brzmiał jakbyś pracował z książką, więc kiedy Maria go przeczytała, przeczytała to jak 

zwykłą kartkę i to było wszystko co przeczytała. Ale reszta tego… - Spojrzała na Bellę 
zanim kontynuowała – to miało być o A Wrinkle in Time, a Bella napisała o tym jak 

Hansen było, kiedyś najlepszym zespołem rokowym.

      - Czekaj, czy to ta grupa Mmm – bop?- zapytał Jasper.

Alice przytaknęła, podczas, gdy w tym samym czasie zakryła sobie usta.

Edward uśmiechnął się i powiedział  – Więc, dostała za swoje?

Bella potrząsnęła głową i uśmiechnęła się po raz pierwszy odkąd zaczęli o tym mówić.  
– Nie mogła zaprzeczyć, że tego nie napisała. Więc, zamiast tego, powiedziała 

nauczycielowi, że nie zrozumiała wyznaczonego zadania i musiała zostać po szkole 
przez tydzień, by brać korki, aby ponownie to pisać.

Jasper i Edward wzdrygnęli się.

Edward powiedział – I przeprosiłaś ją po tym?

Bella pokręciła głową. –  To był dopiero początek.

Alice zaczęła, opisywać jak sytuacja przerodziła się w bitwę pomiędzy Marią, a Bellą. Nie 

przejmowała się po prostu  wybrykami Marii, ponieważ nie obchodziło ją, że nie była 

background image

popularna, w ten sposób oczywiście, więcej ludzie brali Belli stronę. Maria zakończyła to 
z niewielką grupa zwolenników, ale nadal były złośliwe jak zawsze.

      - Gdzie ja z Emmettem wtedy byliśmy, kiedy to wszystko się wydarzyło? – zapytał 
Edward.

      - Zaczęliście szkołę średnią – wyjaśniła Alice.

      - Dlaczego nie powiedziałyście o tym jednemu z nas? – zapytał.

Alice rzuciła niedowierzające spojrzenie. – Mówisz poważnie?

      - Co? – zapytał Edward.

      - Jak idiotyczne by to było, jeżeli razem poprosiły naszych braci o pomoc?

Edward otworzył już usta, ale Jasper powiedział – To sprawy dziewczyn, Edward. Nie 

próbowałbym nawet zrozumieć. 

Alice uśmiechnęła się i powiedziała – Właściwie, to pomogłeś w jakiś sposób.

      - Jak? – zapytał Edward.

     - No cóż, Maria ubzdurała sobie, że odegrała się na Belli raz za to wszystko przez … 

chodzenie z tobą – powiedziała brunetka.

Edward zmarszczył brwi. –Ze  mną?

Bella wzruszyła ramionami. –  Wiem. Dziwne, ha?

      - To nie ma żadnego sensu – powiedział zmieszany.

      - Też tego nie zrozumiałam. Myślałam, że zamierza odegrać  się na mnie, robiąc mi 
zdjęcia, podczas gdy przebierałam się w szatni lub coś w tym rodzaju – powiedziała 

Bella.

      - I jak jest to lepsze? – Powiedział Edward zszokowany.

      -  Nie jest. Tylko nie spodziewałam się po niej, by za tobą  chodziła – powiedziała 
Bella.

Edward przejechał palcami po włosach. – Ale, nawet jej nie pamiętam.

Alice powiedziała rzeczowym tonem -  Oczywiście, że nie Edwardzie.

      - Co się stało? – zapytał.

background image

      - To było właściwie, bardzo proste – powiedziała Alice. –  Bella i ja poszliśmy na 
imprezę i Maria i jej przyjaciółki też tam były. Totalnie łgała o tym jak zaprosiła ciebie na 

imprezę i to, że byliście na kilku randkach. 

      - Co? My nigdy…

Alice powiedziała – Wiem. Była bardzo zdesperowana w tej kwestii. Sądzę, że w swojej 
desperacji chciała odegrać się na Belli, zapomniała tylko, że jestem twoja siostrą.

      - Okej – powiedział Edward.

Alice ciągnęła dalej. – Pomyślałam, że byłoby zabawnie, jeżeli byś się tam pokazał, więc 

zadzwoniłam po ciebie.

Edward myślał przez minutę. –  Nie pamiętam.

Alice wywróciła oczami. –  Nie, też bym się ciebie nie spodziewała. Historię, którą  ci 
powiedziała, była o tym, że Bella za dobrze się nie czuła i potrzebowałam pomocy, by 

zabrać ją do domu. –  Kącik ust Alice lekko się uniósł. – Również powiedziałam, by nie 
mówić Emmettowi.

Oczy Edward rozszerzyły się, gdy sobie przypomniał. -  Pomyślałem, że może byłyście 
pijane.

Alice powiedziała – Edward, byłyśmy w gimnazjum! Oczywiście, że nie!

      - Wiem. Powinienem się domyślić, że byłyście skłonne do dramatyzowania. 

– Spojrzał na Jaspera. – Kiedy się tam zjawiłem, z Bellą było wszystko w porządku. –  
Edward z powrotem spojrzał na Alice. – W rzeczywistości byłem trochę zły, że 

sprawiłyście, że przyjechałem dla was. Pomyślałem, że coś jest naprawdę nie tak.

Bella skrzywiła się i powiedziała – Przepraszam.

Edward spojrzał na nią  i jego twarz złagodniała. – To nic wielkiego, teraz. Mam na myśli, 
że to nawet nie było nic wielkiego, również wtedy, ale to tylko wydawało się… nie wiem. 

Dziwne. Zwykle się nie zachowywałyście w ten sposób. Ale jak to pomogło  w sprawie z 
Marią?

Bella powiedziała – No cóż, kiedy przyszedłeś, właściwie ignorowałeś ją. Po tym, każdy 
wiedział, jaką była kłamczuchą.

Alice powiedziała – I byłeś zbytnio skupiony na Belli.

Bella poczuła jak jej policzki płoną.

      - Byłem?- Edward zaczął się wiercić.

background image

Alice podskoczyła na siedzeniu. –  Dla wszystkich innych, wyglądało to jakbyście ze 
sobą się  spotykali.

Jasper się zaśmiał.

Edward i Bella poprawili się  na miejscach.

Alice zwróciła się do narzeczonego – Kiedy znalazł się na imprezie, Edward szukał  Belli 
w właściwy sposób. Przeszedł tuż obok Marii.

Jasper powiedział – Ałć.

      - Wiem. Wtedy, kiedy znalazł Bellę, położył obie dłonie na jej ramionach i spojrzał jej 

prosto w oczy i zapytał  czy się dobrze czuje – Alice naśladowała gesty na Jasperze.

Bella powiedziała ostrzegawczym tonem – Alice.

Jasper pochylił się bliżej Alice.- Co się wtedy stało?

      - No cóż, Bella powiedział, że nic jej nie jest i Edward zebrał kilka włosów, które 

zasłaniały jej twarz…. – Alice zabrała kilka włosów z czoła Jaspera, by podkreślić swoje 
zdanie. – …by upewnić się, czy nic jej nie jest i powiedział wracamy do domu.

Jasper zmarszczył brwi.

      - To nie było tak. – Edward zmarszczył czoło i spojrzał  na Bellę. – Czyż tak?

Bella wzruszyła ramionami. –  Nie pamiętam – skłamała. Pamiętała to bardzo wyraźnie, 
ponieważ każdy na imprezie, obserwował ich, a ona nienawidziła być w centrum uwagi.

      - Po za tym. – Alice odwróciła się od Jaspera i powiedziała. – Po tym, nie było 
wątpliwości, że Bella zostanie z tym pogrzebana. 

Alice spojrzała na Jaspera i rzuciła mu mały uśmiech. – Każdy myślał, że oni są bez 
pamięci w sobie zakochani.

Jasper załapał subtelną  notkę, zgorszenia w słowach Alice i postanowił iść jej śladem. 
Powiedział z prawdziwą szczerością – Ich przedstawienie musiało być dość 

przekonujące.

Alice uśmiechnęła się szerzej. Mam najlepszego narzeczonego, pomyślała. Potem 

przytaknęła i powiedziała – Pamiętam, wszystkie dziewczyny mówiły, że Bella miała 
bardzo dużo szczęścia, że Edward widocznie był w niej zakochany.

Edward  poprawiła się na swoim miejscu.

Bella odchrząknęła i powiedziała – Nie sądziłam, że to będzie takie proste, aby pozbyć 

się Marii.

background image

      - Więc, to wszystko?- zapytał Edward, zadowolony zmianą tematu.

Alice i Bella spojrzały po sobie.

      - Co stało się potem ?- zapytał Jasper.

Alice powiedziała – No cóż, było trochę konfrontacji następnego dnia w szkole.

Bella opadła  z powrotem na swoje miejsce.

Kiedy Bella nie zamierzała podawać  szczegółów, Alice zaczęła – Maria oskarżyła Bellę 

przed całą szkołą o kradzież Edwarda i… - odchrząknęła - … co Bella zrobiła, by wykraść 
go jej.

Edward spojrzał na Bellę  z ściągniętymi brwiami. – Co powiedziała?

Bella spojrzała na swoje dłonie, położone na kolanach. – Naprawdę, nie pamiętam.

Alice odetchnęła z frustracją.  – Bella, ona właściwie nazwała ciebie dziwką i powiedział,  
że nie byłaś dziewicą.

Edward usiadł na swoim miejscu. – Co do..?

Jasper powiedział – Stop. To jest zgryźliwe.

      - Wiem – powiedziała Alice. – W tamtym monecie Maria była kompletnie stuknięta.

Edward pochylił głowę, by z bliska spojrzeć na Bellę.   – Dlaczego niczego mi nie 

powiedziałaś?

Bella polizała swoje wargi i wzruszyła ramionami. -  To nie było coś wielkiego, 

ponieważ  to nie była prawda.

      - Taak, ale jestem pewien, że to zraniło twoje uczucia. – Edward sięgnął i zebrał jej 

włosy z ramienia. Patrzyła w dół, kiedy jej włosy zasłoniły jej twarz.

      - Cóż, tak. Ale wtedy się wkurzyłam. – Bella spojrzała na Edwarda. – Mówiła takie 

rzeczy jak, że się mną  znudziłeś i to, że koniec końców, byś do niej wrócił.

Edward zmarszczył brwi. –  Co?

      -Wiem. Postradała rozum. Maria chciała utrzymać pozory, że ma coś  wspólnego z 
tobą. – Bella wywróciła oczami. –  Po za tym, powiedziałam jej, by się wypchała i to 

wszystko.

Alice praktycznie podskakiwała na swoim siedzeniu. – Nie ma mowy! Zrobiłaś więcej 

niż  to. Ty całkowicie ją rozłożyłaś na łopatki, na jej terytorium.

background image

Bella rzuciła jej błagalne spojrzenie. – Alice.

Edward powiedział – Nie…  czy  pobiłaś  ją za te bzdury?

Bella lekko się zaśmiała. –  Nie!

      - Lepsze od tego. - Alice przesiadła się tak, że siedziała naprzeciwko Belli i Edwarda 

będących na sofie. – Powiedziała Marii, że to nie jej sprawa co z tobą robi.

Bella  wsunęła się głębiej na swoim miejscu. Trochę dalej, a wtedy ześlizgnęła się, by z 

kanapy.

Alice powiedziała – Również  jej powiedziała, że nawet w najlepszych snach, Edward 

był lepszy niż to. Gdziekolwiek by się znalazła, nigdy by go nie zdobyła. Wtedy Maria 
powiedziała, wszystko co potrzebowała do okazji, a wtedy owinęłaby Edwarda wokół 

palca.

Jasper miał oszołomiony wyraz twarzy. – Jezu. Kto potrzebuję CW, gdy masz takie 

rzeczy.

Edward spojrzał na Alice i Bellę  z niedowierzaniem. – Dziewczyny są szalone.

Bella zachichotała.

Alice usiadła  na brzegu swojego siedzenia. – Po tym komentarzu, Bella pokazała karty i 

wyjęła swój telefon i zadzwoniła do ciebie.

      - Naprawdę? – powiedział Edward.

Alice przytknęła. -  Włączyła rozmowę na głośnik w telefonie. Powiedziała ci, że ma 
przyjaciółkę  Marię, która chce cię o coś zapytać. I Maria wzięła telefon i zapytała czy 

byłbyś zainteresowany wyskoczeniem z nią gdzieś, czasem.

Edward myślał przez minutę. I potem powiedział. – Co jej powiedziałem?

      - Powiedziałeś jej, że byłeś już umówiony  z Bellą. – Ton Alice był pełen triumfu i 
przybrała zadowolony wyraz twarzy.

Bella znowu polizała usta. Ukradkiem spojrzała na Edwarda, który nadal miał zagubiony 
wyraz twarzy.

Alice ciągnęła dalej – Maria próbowała robić z tobą palny na inny raz, ale wtedy 
powiedziałeś,  że nie możesz, ponieważ zamierzałeś zostać  z Bellą, dopóki z tobą nie 

skończy.

Edward ponownie zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć. – Bella powiedział mi, 

że ta dziewczyna Maria naprawdę chciała mnie jako korepetytora w algebrze  i wtedy 
powiedziałaby by wszystko, by mieć mnie jako jej korepetytora.

background image

Alice zawyła ze śmiechu.

Jasper spojrzał na Bellę  w zachwycie. – Jesteś złym duchem.

Alice powiedziała - To jest o tym, jak ją spławiłeś.

Edward powiedział – Powiedziała mi o tym, dzień przed.

Wszyscy patrzyli wyczekująco na Bellę. Po chwili powiedziała – Dzwonienie do Edwarda 
było moim ostatnim ratunkiem. Nie spodziewałam się, by to zrobić, ale też nie chciałam 

przeciągać sprawy. Popadałam  w złość.

Na twarz Edwarda wkradł się  mały uśmiech.- Przejść prosto przez żyły, hyy?

Bella wzruszyła ramionami. –  No cóż, musiałam coś zrobić lub w przeciwnym wypadku 
skończyłbyś z natrętem.

      -Miło wiedzieć, że masz moje najlepsze dobro na sercu.- Edward uśmiechnął się. – I 
przypuszczam, że przy skazywaniu Marii na jej terenie, miałem również mały  udział.

Rzuciła mu niewinny uśmiech.

Alice zaśmiała się i powiedziała – Po tym , nie było wątpliwości co do waszych uczuć  

wobec siebie. Każdy myślał, że wasza dwójka była do siebie idealnie dopasowana.

Bella oblizała usta. – Alice, przestań. To nie było tak.

Alice wzruszyła ramionami. –  Tylko mówię, to, co ludzie gadali. – Potem rzuciła im obu 
wszystko wiedzący uśmiech. – Po za tym, to nie było naprawdę, tak? I nikt nie 

został zraniony. No cóż, nikt, kto na to nie zasłużył.

      - Alice! - Powiedziała Bella karcącym tonem.

Rozmawiali jeszcze kilka minut, zanim Jasper powiedział, że musi iść spać, 
ponieważ jego lot jest rano.

      - Też powinnam iść spać. Mój lot jest o tej samej godziny co Jaspera - powiedziała 
Alice.

Jasper powiedział - Możesz zostać i skończyć nadrabianie zaległości.

Bella powiedziała – Nie, proszę. Myślę, że Alice potrzebuje odpoczynku.

      - Nie martw się. Nie ujawnię więcej sekretów. – Rzuciła Belli złośliwy uśmiech.

Jasper wziął Alice pod rękę. Powiedzieli dobranoc i poszli na górę do sypialni Alice.

background image

Po chwili, Edward powiedział  – Też powinienem iść spać. - Zawahał się zanim 
powiedział.  – Czy jest coś co potrzebujesz, zanim pójdę na górę? 

      - Właściwie Rosalie powiedziała mi, że telewizor w pokoju gościnnym nie działa 
– powiedziała.

      - Oh, pozwól, że rzucę na to okiem zanim pójdę do łóżka. - Edward wstał i ruszył do 
pokoju gościnnego.

Bella powiedziała – Nie musisz tego sprawdzać właśnie teraz. To nic ważnego.

Edward powiedział przez ramię.  – To nie zajmie nawet minuty.

Bella ruszyła za nim do pokoju gościnnego. Edward włączył światło i podszedł do 
telewizora z płaskim ekranem, zamocowanym na ścianie. Wziął do ręki pilota, który 

leżał  na kredensie. Kiedy wcisnął przycisk włączający, cały ekran zrobił  się niebieski. 
Bawił się przyciskiem kontrolującym i niebieski ekran zniknął i zamiast tego 

rozbrzmiała piosenka z Centrum sportowego.

Edward zrobił kilka kroków do tyłu i usiadł na ogromnym łóżku. Bella dołączyła do 

niego.

Młody Cullen szukał programu, przez co na ekranie telewizora pojawiały się przebłyski, 

kiedy zapytał. 

      - Czy Emmett do ciebie jeszcze nie dzwonił?

      - Nie – powiedziała Bella. – Ale nie sprawdziłam telefonu. – Wyciągnęła telefon z 
tylniej kieszeni. –Ups. Zapomniałam go włączyć po obiedzie.- Przycisnęła przycisk 

zasilania i minutę później zobaczyła, że miała trzy nieodebrane połączenia od Emmetta. 
– Dzwonił kilka razy. Powinnam…

Zanim jednak Bella mogła skończyć  zdanie, zabrzmiała piosenka Prince Ali z filmu 
Alladdin.

Edward się zaśmiał. –  To dźwięk, kiedy Emmett dzwoni, czyż nie? 

Bella zaśmiała się i przytaknęła. – Tak, ale on o tym nie wie.

Bella odebrała telefon. – Cześć Emmett.

      - Jesteś z Edwardem? – zapytał.

      - Tak – odpowiedziała.

       -Włącz mnie na głośnik.

      - Dlaczego?- zapytała podejrzliwym tonem.

background image

      - Zamierzam was oboje o coś zapytać, więc nie chcę się  powtarzać.

      - W porządku. Poczekaj. – Bella przełączyła na głośnik. –  Jesteś teraz na głośniku, 

Emmett.

      - Edward, słyszysz mnie?

      - Więc, czy będziecie w stanie trzymać ręce z dala od siebie, podczas gdy Bella tam 
będzie?

Edward usiadł prosto. –  Emmett…

Bella złapał jego rękę.  – Wiesz, ze przerwałeś nam naprawdę gorące doznania. 

Edward spojrzał na nią  z zaspokojeniem na twarzy.

      - Taa, jasne – powiedział Emmett, ale zauważyła niewielkie, niezadowolenie  w jego 

głosie.

      - Masz zły czas. Właśnie zdjęłam jego koszulę i on miał  też moją..

      - Wyłącz mnie z głośnika!!

Bella zaśmiała się i przycisnęła przycisk, przybliżając telefon do ucha. – Czego? – Bella 

miała niezadowoloną minę, ale cokolwiek powiedział Emmett, wyraz jej zniknął. 
Powiedziała – W porządku. – Podała telefon dla Edwarda.

Edward zawahał się zanim powiedział. – Hallo?

      - Ona mówi poważnie? – zapytał Emmett.

Edward rzucił okiem na Bellę, zanim dopowiedział – Nie. Tylko się z tobą droczyła.  

- Jezu. Czasami z tym przesadza.

      - No cóż, sam to prowokujesz.

      - A co tam.

Nie czekając na możliwość, złapania go w zdaniu, Edward zmienił temat. – Jak jest w 
Portland?

      - Na razie jest bardzo miło.

Bella powiedziała – Zapytaj go czy miał jakiś gości?

      - Słyszałeś to? – zapytał Edward.

background image

      - Taak. I zapytaj jakich gości?

Edward spojrzał na Bellę.  – Pyta jakich gości?

Bella wzruszyła ramionami. –  Żadnych.

      - Powiedziała…

      - Słyszałem.

Edward zmarszczył na nią  brwi.

Bella tylko wzruszyła ponownie ramionami.

Edward i Emmett nadal rozmawiali na temat wydarzeń sportowych, odkąd obaj oglądali 

Centrum sportowe. Bella położyła się na łóżku, podpierając się na łokciach, podczas gdy 
oglądała i słuchała ich rozmowy. Z tego, co mogła  wywnioskować, to rozmawiali o tym 

jak beznadziejni w tym sezonie byli Mariner. Teraz, gdy skończyli poprzedni temat, 
zaczęli rozmawiać o statystykach i handlu.

Bella odchyliła głowę i jęknęła. – Czy możemy zmienić, teraz kanał?

Edward podał Belli pilot, wciąż trzymając jej telefon przy uchu. Bella wzięła pilot i 

przełączała kanały.

Usiadła prosto. – OOO. Transformers.

      - Emmett pyta, na którym programie – powiedział Edward.

Bella sprawdziła i powiedziała mu. Edward powtórzył informację.

Po chwili, Edward słuchając Emmetta, odpowiedział – Nie, nie widziałem tego.

Razem Bella i Emmett powiedzieli – Co??

Oboje zaczęli mówić w tym samym czasie, Edward podniósł rękę. Potem przełączył 
Emmetta z powrotem na głośnik.

Emmett powiedział – Jak mogłeś nie widzieć tego filmu?

Edward wzruszył ramionami i odpowiedział  – Po prostu, nigdy nie miałem okazji.

      - Musisz zobaczyć Megan Fox – powiedział.

Bella wywróciła oczami i z powrotem położyła się na łokciach. – Poważnie, podkochiwał 

się w niej od dłuższego czasu. 

background image

Edward uśmiechnął się i oparł  się o swoje łokcie, umieścił komórkę Belli pomiędzy 
nimi.

Właśnie wtedy, na ekranie pokazała się Megan Fox. Jej ramiona były wyciągnięte w górę, 
by podnieść maskę samochodu, przy tym prezentując zarys jej zgrabnego ciała i 

eksponując mid-rift.

Emmett powiedział – Nigdy się nie zestarzeje.

Edward zamrugał kilka razy. –  Ona jest… zdrowa.

Bella zaśmiała się kiedy Emmett powiedział – Koleś , ona jest gorąca.

Edward uśmiechnął się.

      - Jest dobrze. Możesz być facetem – powiedziała Bella.

      - Jestem facetem – powiedział  delikatnie, obronnym tonem.

      - Wiem. Chodzi mi o to, że dobrze, jeśli również myślisz, że jest niezła – powiedziała.

      - Taak, ale… ona nie jest typem, który mógłbyś zabrać do domu i przedstawić mamie 
– stwierdził Edward.

      - Nie, ona jest typem, który po prostu zabierasz na pewien czas do domu 
– powiedział Emmett. 

Bella wywróciła oczami.

Edward miał zszokowany wyraz twarzy. – Czy on tak z tobą często rozmawia?

Bella wymruczała – Cały czas.

Spojrzał na nią ze współczuciem. – Przepraszam.

Potrzęsła głową i uśmiechnęła się. – To nic.

      - Co? – zapytał Emmett kompletnie nieświadomy ich rozmowy.

Bella ciągnęła dalej, tak jakby wcale go nie słyszała. – Ale muszę przyznać, że nauczyłam 
się wiele o psychice mężczyzn od Emmetta.

      - Na przykład czego?- zapytał Edward.

      - No cóż, na przykład jak faceci całkowicie nastawieni wzrokowo. Tak jak aktorka 

wywołuje reakcję fizyczne w  facetach, przez sposób w jaki wygląda. Nie ma nic do 
powiedzenia, by przyciągnąć twoje zainteresowanie. W rzeczywistości, sądzę, że to 

background image

miało wpływ na Emmetta, zdając sobie sprawę, że miała pewne kwestie do powiedzenia 
w filmie.

      - Hej – Emmett powiedział obrażonym tonem.

Edward cicho się zaśmiał.

      - Przedstaw mu swoją gorącą listę,  Bella –  powiedział Emmett, próbując powrócić do 
jej ostatniego komentarza.

Bella zirytowała się i powiedziała -  Nie.

Edward przesunął się, by móc spojrzeć  na Bellę. – Co to jest gorąca lista?

      -Ludzie, którzy są seksowni – powiedział Emmett.

Edward uśmiechnął się. –  Kto jest na twojej gorącej liście, Bella?

Bella zawahała się zanim powiedziała – Którzy z nich? Faceci? Czy dziewczyny?

Oczy Edwarda poszerzył się.  – Dlaczego masz gorącą listę dziewczyn?

      - Przepraszam. – Wypuściła długi oddech. – Jestem siostrą  Emmetta.

Edward zaśmiał się. Następnie powiedział – Dziewczyny.

Bella skuliła się, zanim powiedziała – Kate Beckinsale i Katherine Heigel.

Emmett powiedział – Kate Beckinsale , grała w którymś filmie o wampirach, tak? Takk, 

jest gorąca. Kim jest Katherine Heigel?

Bella powiedziała – Grała w 27 sukienek.

      - Czy to był babski film? – zapytał Emmett.

Bella wywróciła oczami. –  Także grała w filmie Wpadka.

      - Ooo, taak. Taak, jest gorąca. Dobra robota Bella.

Edward powiedział – Ty rzeczywiście robisz to z Emmettem?

      - Jeśli nie zaczyna być naprawę nieznośny.

      -Okej, Edward. Twoja kolej – powiedział.

      - Nie mam żadnej.

      - No dalej.

background image

      -Nie.

Bella spojrzała na Edwarda. –  Nie masz, ponieważ nie chcesz nam powiedzieć, czy nie 

masz, ponieważ naprawdę żadnej nie masz.

      - Naprawdę, nie mam żadnej – powiedział Edward . –  Kto jest na twojej, Emmett?

      - Gweneth Paltrow, Charlize Theron i Angelina Jolie – powiedział Emmett. 

      - Dlaczego nie jestem zaskoczona? – powiedziała Bella.

      - Czekaj, jak dobierasz ludzi na swoją gorącą listę?  – zapytał Edward.

Emmett powiedział -  W każdym razie, jakbyś chciał je poznać.

Edward zastanowił się nad tym przez chwilę.

W kącikach ust Belli pojawił  się mały uśmiech. – Założę się, że mogę  zgadnąć.

Edward spojrzał na Bellę, czekając jej kontynuacji.

      - Reese Witherspoon – powiedziała.

      - Dobra – powiedział Emmett.

Edward potrząsł głową, ale zdając sobie sprawę, że nie byłby zdolny zobaczyć, 

powiedział – Nie.

      - Cameron Diaz? – zaproponowała Bella.

      - Nie.

      -  Scarlett Johannson.

      - Ał. Ta też jest dobra – powiedział Emmett.

      - A kto to? – zapytał Edward.

      - Jesteś poważny? – zapytała Bella.

      - Grała w filmie z Billem Murrayem – wyjaśnił Emmett.

Edward pomyślał o tym.  – Nie.

      - Nicole Kidman?

      - Nie.

background image

Po chwili, Bella powiedziała. –  Edward, czy jesteś … gejem?

Ryk dobiegł z drugiej strony telefony.

Edward usiadł prosto. –  Co??

      - Mam na myśli, że jeśli jesteś, to w porządku – Bella powiedziała z prawdziwą 

szczerością.

      - Nie jestem gejem. – Ton Edwarda był stanowczy.

      - Nie musisz…

      - Bella, nie jestem gejem. – Miał intensywny wyraz w jego oczach, co ostrzegło ją by 

nie zadawać więcej  pytań.

Uniosła dłonie. – W porządku.

- Tylko dlatego, że żadna z tych kobiet nie jest dla mnie atrakcyjna, nie znaczy to, 
że jestem gejem.

               - Ale one wszystkie są pięknymi kobietami – powiedział Emmett.

     - Pewnie, jeżeli są w twoim typie – stwierdził Edward.

     - A więc jaki jest twój typ? – zapytał Emmett.

     Edward zawahał się zanim odpowiedział – Podobają  mi się brunetki.

     Emmett zachichotał.

     Bella zamrugała kilka razy. Nie miała pojęcia, że woli brunetki. Jedynym powodem 

podawania nazwisk blond aktorek to, to że chodził z Rosalie, więc zakładała, że była ona 
w jego typie. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że ona nie pociągała go, po tym wszystkim.

     Bella uniosła telefon. – Myślę, że mamy dosyć, tej gry Emmett. Dobranoc.

     - Nie, zaczekaj.

     - Dobranoc, Emmett –powiedział Edward.

     - Hej – zaprotestował Emmett.

Bella przycisnęła, klawisz kończący rozmowę na komórce. Potem powiedziała 
– Przepraszam za to.

Edward położył się, opierając się na łokciach. – W porządku.

background image

Bella wyciągnęła rękę, by położyć  telefon na nocnej szafce, a potem  wzięła poduszkę i 
wsadziła ją sobie pod głowę. – Czasami potrafi być naprawdę nieznośny.

      - Sądzę, że to po prostu cały Emmett.

      - Dokładnie.

      - Nie było tak źle – powiedział i również włożył  sobie poduszkę pod głowę.

      - Cóż, prawdopodobnie  dobrze, że nie było cię tutaj przez ostatnie siedem lat, więc 

nie musiałeś stawiać czoła nie znośnemu zachowaniu Emmetta - powiedziała Bella. 
Natychmiast, zaczęła żałować tego co powiedziała. Nie chciała tego znowu wyciągać.  

– Przepraszam.

Spojrzał na nią. – Dlaczego?

Płytko odetchnęła. – Przepraszam za wrzeszczenie na ciebie tamtego wieczora. O tym, 
by tu zostać.

Spojrzał na ekran telewizora. – Nie przejmuj się tym.

      - Nie, ja byłam po prostu… byłam wtedy trochę zdenerwowana  tamtą sytuacją. Nie 

chodziło mi o to, by się na tobie wyżywać.

      -W porządku. – Zawahał się, zanim powiedział –  Nigdy nie zamierzałem 

cię skrzywdzić.

Bella przestała oglądać telewizor, dawno temu. Patrzyła na sufit. – Co się stało? Dlaczego 

wyjechałeś? - Niskim głosem powiedziała Bella. – Byłeś  na mnie wściekły.

Edward znowu odwrócił się  twarzą do niej. – Nie, nie byłem na ciebie wściekły. 

Wyjechałem, ponieważ… - przewrócił się na plecy. –  Nie mogę wyjaśnić tego właśnie 
teraz, ale wyjechałem ponieważ  potrzebowałem zmiany. Przepraszam, jeśli 

cię skrzywdziłem.  

Bella długo westchnęła. –  To była duża zmiana.

      - Taak.

Leżeli razem obok siebie. Telewizor był ściszony, ale tez nie było oglądany. Oboje gapili 

się  na sufit.

Po chwili, Edward powiedział  niskim głosem. – Tęskniłem za tobą.

      - Ja za tobą też – powiedziała Bella.

Wziął jej dłoń w swoją. Bella przysunęła się tak, że jej głowa wylądowała na jego 

ramieniu. Edward przycisną przycisk na pilocie i wyłączył telewizor.

background image

Leżeli obok siebie w kompletnej ciszy. Kilka minut później, Edward powiedział  – Bella, 
powinienem wrócić do mojego pokoju.

Zdrzemnęła się. Kiedy usłyszała Edwarda mówiącego, że idzie do swojego pokoju, 
obudziła się  i powiedziała – Możesz po prostu, zostać trochę dłużej? Dopóki nie zasnę.

      - Dobra. Poczekaj chwilę. – Edward wstał z łóżka i zgasił nad głową światło, a 
następnie wrócił. Bella zdjęła buty i sweter. Kiedy Edward się położył, Bella ponownie 

skuliła się obok niego, ale tym razem umieściła głowę na jego piersi. Podniosła rękę, by 
położyć ją bliżej swojej twarzy. Edward był zaskoczony zachowaniem Belli, ale rozluźnił 

się i owinął ramię wokół niej. Zawahał się, zanim wziął jej dłoń w swoją.

Długo westchnęła, zanim powiedziała – Dobranoc.

      - Dobranoc, Bella.

Leżąc cicho w ciemności, wsłuchiwał się w jej oddech. Cierpliwie czekał, aż jej oddech się 

wyrówna, co by sygnalizowało, że w końcu zasnęła. Obiecał sobie wyjść, kiedy się 
upewni się, że zasnęła, ale nic nie mógł poradzić, że sam zasnął, ponieważ rozkoszne 

ciepło z ciała Belli obok niego spowodowało, że zatracił się w błogim śnie, w którym 
trzymał Bellę w swoich ramionach, co nie było czymś niezwykłym. 

background image

R

OZDZIAŁ

 8 – W

ARTO

 

WALCZYĆ

Przeżuwasz mnie.

Wypluwasz mnie.

rozkoszuj się smakiem,

który zostawiam na twoich ustach

Patrzysz na mnie.

Patrzę na ciebie.

Żadne z nas nie wie co zrobić.

Shiver   Maroon 5

Bella przewróciła się na plecy i przeciągnęła. Następnie przetarła resztki snu z 

oczu i usiadła. Była sama. Ostatnią rzeczą jaką pamiętała, było pójście spać z Edwardem. 

Była   rozczarowana,   że   nie   było   go,   kiedy   się   obudziła,   ale   pamięta   też   jak   prosiła 
miedzianowłosego,   by   został   dopóki   nie   zaśnie.   Zorientowała   się,   że   gdy   w   jego 

mniemaniu wywiązał się z tego obowiązku, wrócił do swojego pokoju.

Nie   mogła się   oprzeć   wrażeniu,   że   była   trochę   niepocieszona,   ale   szybko 

odepchnęła to uczucie. Bezsensowne było smucenie się o to, zwłaszcza, od kiedy nie 
mieli tego typu związku.

Także, nie mogła oprzeć się  lepszemu samopoczuciu, dzięki ich rozmowie zeszłej 

nocy. Tęsknił  za nią, kiedy wyjechał. Przez ten pomysł, na jej twarzy wykwitł  szeroki 

uśmiech, gdy szła do łazienki przy pokoju gościnnym. Nigdy nie podejrzewałaby siebie o 
robienie nadziei, że mógł nawet o niej myśleć, podczas, kiedy był daleko, nie mówiąc już, 

że za nią tęsknił. To było odkrycie, w które nadal trudno jej było uwierzyć.

Zdawało się bardzo proste, by wyjechać dla Edwarda. Teraz wydaje się, że może i 

nie było. Powiedział, że wyjechał, ponieważ potrzebował zmiany. Wyjaśnienia nie były 
zbyt jasne, ale Bella poczuła ulgę, że nie wyjechał ze względu na coś, co zrobiła. Część 

niej, łatwo chciała zaakceptować te wytłumaczenie i chciała wyciągnąć niektóre sprawy 
z Edwardem, właśnie tam, gdzie odpuścili.

Ale z drugiej strony, większa część  jej, była wciąż niechętna, by zaakceptować tak 

łatwo   wyjaśnienie   Edwarda.   Dlaczego   potrzebował   zmiany,   włączając   to   fakt,   że 

całkowicie ignorował ją przez siedem lat? Dlaczego jego nowy styl życia, objął całkowite 
wycięcie jej z jego życia? Bellę bolała głowa od tych wszystkich możliwych odpowiedzi 

na te trudne pytania.

Jej   dobry   nastrój   zmniejszył   się istotnie,   po   wzięciu   prysznica   i   ubraniu   się. 

Rzeczywistość   jej   związku   z   Edwardem   była   na   powierzchni,   sprawy   między   nimi 
układały się dobrze,  ale Bella  obawiała  się,  że ich  związek nigdy w  przeszłości nie 

zarysował powierzchni. Pragnęła czegoś więcej, niż tylko   przyjacielskie pogawędki i 
przeżywanie wspomnień z dzieciństwa.

background image

Bella pragnęła Edwarda.

Głęboko w środku zdała sobie sprawę, że wszystko co łączyło ją z Edwardem 

nigdy nie przekształciłoby się w coś więcej niż bratersko – siostrzany typ relacji. Edward 
wydawał się czuć dobrze z tym jak sprawy pomiędzy nimi właśnie teraz się układały i 

ten fakt bolał.

Kocha Edwarda. Jej uczucia do niego, zawsze tam były, podobnie jak samoistny odruch, 

by oddychać powietrzem dla życia. To nie było coś, czego miała się dowiedzieć lub 
zdobywać doświadczenie  w tym kierunku. Jej  skłonność  do kochania  Edwarda była 

wrodzoną   zdolnością,   także   nie   mogłaby   przestać,   nawet   jeśli   próbowała.   Pomysł 
niekochania Edwarda był niezrozumiały.

Zawsze   był Emmett   i   jego   najlepszy   przyjaciel   Edward.   Przez   pewien   czas, 

ponieważ Emmett i Edward zawsze byli razem, Charlie zabierał na wezwania Edwarda 

drugiego brata.

Pewnego dnia, zobaczyła Edwarda w zupełnie innym świetle. Nie widziała w nim 

więcej drugiego brata. Stał się Edwardem, najlepszym przyjacielem jej brata.

Pamiętała  moment, kiedy zobaczyła Edwarda w  tym nowym świetle. Było  to 

podczas ostatniego roku szkoły podstawowej, a jej brat i Edward zaczęli już szkołę 
średnią. Incydent z Marią wywołał to odczucie, a fakt, że była nieodwołalnie zakochana 

w Edwardzie, scementował dzień kiedy szedł na swój pierwszy formalny bal.

On   i   Emmett   spędzili   dużo   czasu   na   dywagacjach,   kogo   by   zabrali.   Emmett 

zakończył ten problem biorąc Lauren Mallory, co nie było zaskoczeniem, a Edward 
zaprosił nową studentkę, Giannę. Była włoskiego pochodzenia, choć pierwotnie była z 

Kalifornii.   Bella   nadal   wzdryga   się,   na   to   wspomnienie.   Była   boginią   z   falistymi, 
ciemnymi włosami i ciepłą cerą, która prawdopodobnie miałaby klasyczny, oliwkowy 

ton, jeżeli nie miała zbyt dużo słońca w Kalifornii. Wydaje się, że spowodowała spore 
zamieszanie, kiedy trafiła do szkoły średniej w Forks i natychmiast została zauważona 

przez Edwarda. Poznała tą sytuację ze szczegółami, które w desperacji zebrała spośród 
szybkich spostrzeżeń Alice. Edward był bardzo zajęty nią, a ona nim. Wyszli razem kilka 

razy i rozmawiali przez telefon całymi godzinami w nocy. Wówczas Bella była tym 
wstrząśnięta, ale nie rozumiała, dlaczego czuje się w ten sposób. Pragnęła tylko, by 

Edward był szczęśliwy.

To   nie   było   podczas   nocy   balu   maturalnego,   gdy   zdała   sobie   sprawę   co   się 

zmieniło. Bella ciągle przychodziła do domu Cullenów. Randki Emmetta i Edwarda miały 
zostać uwiecznione w domu, w formie zdjęć. Alice była podekscytowana zobaczeniem 

ich   wszystkich.   Bella   tak   naprawdę   nie   zwracała   zbytniej   uwagi   na   całą   ekscytację 
spowodowaną przygotowaniami. Była tam tylko po to, by zobaczyć swojego brata i jego 

najlepszego przyjaciela, wychodzących na tańce w szkole średniej.

background image

Kiedy Lauren i Gianna przyjechały, Esme i Alice poszły obejrzeć ich wieczorowe 

suknie   i   pstryknąć   zdjęcie.   Bella   ociągała   się,   siedząc   na   stopniach   schodów, 

przysłuchiwała się całemu zamieszaniu wywołanymi sukniami.

Kiedy Emmett i Edward usłyszeli, co się działo, przygotowali sobie zejście ze 

schodów. Emmett zawsze dramatycznie się zachowywał. Dziewczyny czekały na ich 
przybycie w salonie.

Jednakże,   kiedy   schodzili   ze   schodów.   Bella   prawie   się przewróciła   przez 

stopień, na którym wcześniej siedziała, kiedy zobaczyła Edwarda. Nigdy wcześniej nie 

widziała go w garniturze i to całkowicie ją zszokowało. Te uczucia nie były znane Belli z 
autopsji.   Nie   wiedziała,   co   to   jest,   ale   zapragnęła,   by   wszystkie   jego   wysiłki,   aby 

wyglądać tak porażająco przystojnie były dla niej, a nie dla kogoś innego.

Kiedy zobaczył wyraz jej twarzy, stał się nieśmiały i zapytał czy dobrze wygląda. 

Zajęło jej chwilę, zanim wychrypiała  tak.  Uśmiechnął się do niej krzywo, a następnie 
odszedł do salonu, by spotkać się ze swoją dziewczyną.

Bella ruszyła za nim, ale zatrzymała się w przejściu. Kiedy Edward zachwycał się 

Gianną, patrzyli na siebie i coś między nimi zaszło. Nie mogła zobaczyć wyrazu twarzy 

Edwarda,   ale   zauważyła,   że   policzki   Gianny   się   zaróżowiły.   Nie   było   czasu   na 
rozwodzenie się nad tym, co się wydarzyło, ponieważ Esme zbierała ich wszystkich do 

grupowego zdjęcia.

Chciała się odwrócić, ale nie mogła przestać patrzeć na Edwarda, który spoglądał 

na Giannę. Wydawało się, że nie mógł oderwać od niej oczu. Bella chciała, żeby patrzył 
na   nią   w   ten   sposób.   Kiedy   Esme   skończyła   robić   zdjęcia,   wszyscy   byli   gotowi   do 

wyjścia. Kiedy Edward myślał, że nikt nie patrzy, pocałował Giannę.

To był krótki, niewinny pocałunek, ale wystarczyło, by Bella poczuła szarpnięcie 

w środku, a jej oczy stały się mokre.

Szybko zniknęła w łazience na dole, zanim ktokolwiek mógł ją zauważyć. Była 

uradowana, że od razu pojechali na tańce, mając nadzieję, że nie oczekiwali od niej, aby 
na nich patrzyła.

Alice poszła jej szukać i kiedy znalazła przyjaciółkę, zapytała o co chodzi, a Bella 

powiedziała, że nie czuła się zbyt dobrze. Poszły do pokoju Alice, która była szczęśliwa 

mając nadzieję, iż sprawi, że Bella poczuje się lepiej.

Gianna została jedynie na rok i jej rodzina ponownie się przeprowadziła. Praca jej 

ojca wymagała od rodziny częstych przeprowadzek, tym razem przenieśli się do Maine.

To był najtrudniejszy rok, przez który cierpiała. Był prawie tak samo trudny jak 

ten, kiedy jej rodzice się rozwodzili i jej matka Renee, wyjechała do Arizony. Bella miała 
w  tym  czasie  osiem  lat, ale  miała  Emmetta  i Edwarda,  którzy  pomogli  jej  przez  to 

przejść.

background image

Ale   ten  ból  był inny.   Bella   była   zmuszona  oglądać,   dzień  po   dniu  jak  Gianna 

trzyma rękę Edwarda, Gianna  całuje Edwarda, Gianna sprawia, że Edward się uśmiecha. 

Bella przez cały czas chciała być nią. Edward wydawał się naprawdę przejęty wyjazdem 
Gianny.   Bella   czuła   się   źle,   że   cierpiał,   ale   niezmiernie   uradowana,   że   Gianna   była 

bardzo, bardzo daleko.

Odgłosy z drugiego pokoju, wyrwały Bellę z zadumy. Obejrzała się ostatni raz w 

lusterku, zanim dołączyła do pozostałych w kuchni na śniadaniu. Ponieważ miała do 
pracy na później, założyła ciemne dżinsy i biały bezrękawnik, ale zestawiła go ze zwykłą, 

białą koszulą, którą założyła po wyprawie w salonie. Była bardziej elegancka niż zwykły 
t-shirt, który ubierała do pracy, ale naprawdę ją lubiła i chciała mieć inną okazję, by 

ponownie ją założyć.

Kiedy weszła do kuchni, była zdziwiona nagłą aktywnością wszystkich. Normalne 

poranki u Cullenów były spokojne i wszyscy siadali razem, by zjeść śniadanie. Zamiast 
tego Alice i Jasper siedzieli przy stole kuchennym. Alice była pochylona przed laptopem 

Jaspera, miała nietypowy, zestresowany wyraz twarzy, podczas, gdy Jasper trzymał rękę 
na jej plecach, starając się ją uspokoić. Esme chodziła tam i z powrotem po salonie z 

telefonem. Carlisle stał w przejściu od francuskich drzwi, które prowadziły na werandę, 
rozmawiając przez telefon komórkowy. Edward stał w kuchni, jedząc z miski płatki 

zbożowe.

Postanowiła   dołączyć do   Edwarda,   który   przesunął   miskę   w   dół,   kiedy   się 

zbliżyła.

- Dzień  dobry – powiedział. 

- Dzień  dobry. – Oglądała aktywne działanie. – Czy wszystko w porządku?

Edward podszedł do jednej z szafek, wziął miskę dla Belli i postawił ją na ladzie. 

Potem wyjął łyżkę z szuflady i włożył ją do miski. Powiedział: – Moja mama stara się 
złapać samolot na dzisiaj do Montrealu. 

Bella wsypała trochę płatków zbożowych i miała dodać mleka, lecz zatrzymała 

się nagle, gdy usłyszała wytłumaczenie Edwarda. – Nie wiedziałam, że miała w planach 

wyjazd do Montrealu. 

Edward zatrzymał się między kęsami i powiedział: - Ciocia Tanya, siostra mojego 

taty jest w ciąży i bierze urlop. O miesiąc wcześniej. 

- Oh nie. Czy wszystko będzie dobrze? 

Edward wypuścił krótki oddech. – Mój ojciec myśli, że nic jej nie będzie, ale moja 

ciocia jest sama. Mój wuj - Wiliam wyjechał w podróż służbową. Jest teraz naprawdę 

zmartwiona. 

- Kto? Twoja ciocia, czy mama? 

background image

Edward cicho się zaśmiał.  – Obie. 

- Czy twój tata zamierza polecieć z twoją mamą? – zapytała. 

- Nie może dzisiaj. Zbyt wiele dzieje się w szpitalu, by wyjechać   w tak krótkim 

czasie. Próbuje złapać samolot na jutro lub na czwartek.

- Co robi Alice? 

- Szuka późniejszego lotu. Ponieważ moja mama zamierza wylecieć dziś do cioci, 

opuści wszystkie sprawy związane ze ślubem, których miała dopilnować. Więc Alice 
zamierza spróbować polecieć jutro, po tym jak wszystko będzie zrobione. Ale martwi się 

o pracę. 

Bella   odstawiła   miskę z   nietkniętymi   płatkami   na   ladę i   podeszła   do   Alice. 

Rozmawiała z Jasperem. 

- Wiem, że mam sprawy do załatwienia związane z pracą, ale nasz ślub teraz 

ważniejszy – powiedziała Alice. 

- Wiem, ale jestem pewien, że Edward może się tym zająć – powiedział Jasper. 

Rzuciła Jasperowi powątpiewające spojrzenie. 

Bella usiadła na pustym krześle obok Alice. – Czy mogę jakoś pomóc? 

Alice spojrzała na Bellę. –  Nie wiem. Dzisiaj moja mama miała sprawdzić kwiaty, 

jutro miała też zatwierdzić menu i tort – spojrzała na Jaspera, a następnie powrotem na 

Bellę, zanim powiedziała. - To jest zbyt wiele, by prosić cię o pomoc, jeślibyś mogła. 

Bella położyła dłoń na ramieniu Alice i delikatnie ścisnęła. – Będę szczęśliwa, 

mogąc pomóc. 

Oczy Alice powiększyły się.  – Naprawdę? Ponieważ wiem, że nie interesujesz się  

tego typu sprawami i jeżeli byłaby tu Rosalie, nie miałabym problemu.

Bella uśmiechnęła się i powiedziała. –Jest dobrze Alice. Jeżeli to ci pomoże, jestem 

bardziej niż chętna, by stawić temu wszystkiemu czoła dla ciebie.

Alice zarzuciła ręce dookoła szyi Belli. – Dziękuję bardzo.

Bella odwzajemniła uścisk i po chwili powiedziała. –Teraz w co się wpakowałam?

Edward dołączył do nich przy stole, ale jego telefon zaczął dzwonić. Przeprosił i 

odebrał.

background image

Alice wyciągnęła rękę i Jasper przekazał jej portfolio. Alice wzięła je i położyła je 

przez Bellą, a następnie odwróciła na zaznaczoną stronę z pięknym bukietem kwiatów z 

białych róż.

- Ten to podobny do tego, który chciałabym jako mój bukiet i do odbioru. – 

Przewróciła na następną stronę. – To jest to, co chcę na uroczystość.

Bella zweryfikowała zdjęcie, przelatując wzrokiem po kartce tam i z powrotem. – 

Więc, co miałabym robić?

Alice przerzuciła na kolejną  stronę, która wypełniona była różnymi kwiatowymi 

układami, ale zamiast białych róż, były to inne białe kwiaty, ale Bella nie wiedziała 
jakiego rodzaju.

- Mają zrobić próbne bukiety z tylko białych róż, a następnie białe róże połączone z 
gardenią. Moja mama miała wybrać jeden bukiet.

Oczy Belli się powiększyły. – Więc, chcesz bym jeden wybrała?

Alice   uśmiechnęła   się i   powiedziała.   – Właściwie,   możesz   zrobić   zdjęcia 

poszczególnym bukietom i wysłać je do mnie. Powiem ci, który z nich podoba mi się 
bardziej.

Bella zawahała się zanim powiedziała. – Wydaje mi się, jakbyś zajęła się tym jakiś 

czas temu.

Alice   odetchnęła   z   frustracją.   – Tak,   ale   kwiaciarz,   którego   wynajęłam   ma 

wysokie wymagania i jest bardzo szczegółowy do tego typu spraw. Chciał poczekać kilka 

tygodni przed ślubem, by przeprowadzić próbę bukietów z gwarancją, że kwiaty będą w 
sezonie, tak by ich wygląd był najlepszy. – Alice wywróciła oczami.

- A jedzenie?

- To nie jest do jutra. I to był jedyny dzień, który mogłam dostać.

Bella odetchnęła głęboko i wypuściła powietrze. Następnie powiedziała. – Więc 

mogę tylko zrobić zdjęcia i wysłać je do ciebie i będzie dobrze?

- Cóż, również chcę, żebyś naprawdę zajęła się  tymi sprawami. I jedzenie, byś je 

spróbowała i dała mi znać czy jest dobre czy nie. – Wskazała na swoje portfolio. – Zdjęcia 

kwiatów wyglądają pięknie i menu na papierze brzmi nieźle, ale chcę tylko być pewna.

Bella przytaknęła.

Jasper powiedział. – Może Bella powinna mieć cię przy telefonie, podczas robienia 

tego wszystkiego.

Bella uśmiechnęła się, ale Alice powiedziała: – To dobry pomysł.

background image

Jasper uniósł dłonie. –  Tylko żartowałem.

- Nie, to będzie idealne, ponieważ poznam jej pierwsze wrażenie. Nie będzie 

miała czasu na zmianę swojej opinii - stwierdziła Alice.

Jasper rzucił Belli przepraszającą spojrzenie.

Bella powiedziała. – Dobrze. To chyba lepiej. Myślę, że Alice ma rację.

Zanim Alice mogła odpowiedzieć, Edward ponownie przyłączył się do nich przy 

stole. Powiedział.  – Bella, Rosalie chce z tobą porozmawiać. Dałem jej twój numer.

- Oh – powiedziała Bella. I właśnie na ten sygnał, jej telefon zaczął dzwonić.

- Halo? – powiedziała.

- Bella? Czy Edward powiedział ci, że zadzwonię do ciebie? –  zapytała Rosalie

- Właśnie mi powiedział. Czy wszystko w porządku? Czy z Emmettem dobrze? – 

wstała i odeszła od stołu.

- Emmett? Właściwie to go jeszcze nie widziałam. – Przebrnęła przez ten temat i 

powiedziała. – Właściwie dzwonię do ciebie z czymś zupełnie innym. Przeprowadziłam 

rozmowę o tym z Edwardem i powiedział, że powinnam z tobą o tym porozmawiać.

- O co chciałaś zapytać?

Usłyszała jak Rosalie zaczerpnęła powietrza, zanim powiedziała. – Jeden z moich 

klientów pilnie potrzebuje mechanika.

Bella poczuła jak jej żołądek skurczył  się.

- Zwykły mechanik mojego klient jest po za miastem i jestem zdesperowana, by 

kogoś znaleźć, więc zastanawiałam się, czy byłoby możliwe...

- Chcesz bym porozmawiała z Jacobem?

- Nie prosiłabym, gdyby nie było to konieczne.

- Zakładam, że samochód twojego klienta jest jednym z tych starych aut.

- Właściwie to nowy samochód. Jest to obecny model Astona Martina V12

1

.

Bella   nic   nie   powiedziała.   Rosalie   mogła   jej   powiedzieć, że   to   był   Camry

2

  i 

znaczyłby to, to samo.

Rosalie ciągnęła dalej. – Jest co do tego bardzo szczegółowy i nie chcę, by po 

prostu ktoś przy nim majstrował.

background image

- No cóż, zobaczę co mogę zrobić, ale nie mogę dać ci gwarancji, że Jacob będzie 

chętny, by się tym zająć.

-  Wiem,  ale pomogłoby to,  gdyby po  prostu zobaczył,  czy mógłby. –   Rosalie 

zawahała się zanim powiedziała. – Tylko jest jedna sprawa.

Bella spojrzała na sufit i westchnęła. – Co?

-   Mój   klient   chce   poznać,   jakie   są kwalifikacje   Jacoba,   zanim   pozwoli   mu 

się zbliżyć do samochodu.

- Mówisz poważnie?

- Wiem. Dziwne, ale w rzeczywistości, jest naprawdę bardzo dobrym klientem. 

Wynegocjowałam   już   dla   niego   cztery   samochody.   Aston   Martin   jest   samochodem 

codziennego użytku. I dlatego jest to bardzo pilne.

- No cóż, Jacob nie jest dokładnie rodzajem faceta, który prowadzi na bieżąco 

własny życiorys.

- Nie potrzebuje życiorysu, ale czy miałby zdjęcia swoich wcześniejszych prac? 

Czy byłby gotowy na wywiad?

Bella powiedziała. – Nie wiem. Wydaje się to być bardziej poważne od wymiany 

oleju.

Głos Rosalie był cierpliwy. – Bella, jeżeli temu klientowi spodoba się Jacob, to 

mogłoby otworzyć mnóstwo okazji dla niego.

Bella długo westchnęła. –  W porządku. Na kiedy potrzebujesz go?

- Najszybciej jak to możliwe.

- Na przykład dzisiaj?

Rose zawahała się, zanim odpowiedziała. – Tak.

- Miałam pomóc Alice związku z przygotowaniami do ślubu. – Bella wyjaśniła,  co 

się dzieje, a kiedy skończyła, Rosalie poprosiła Alice do telefonu. Bella podała telefon 
Alice.

Kiedy zabrzmiało to tak, jakby zamierzały być na telefonie jakiś czas, Bella poszła 

do kuchni skończyć dwoje płatki. Edward dołączył do niej.

- Więc zamierzasz porozmawiać z Jacobem? - zapytał Edward.

- Tak, to jest tylko… - wzięła kilka płatków, wcale nie kończąc swojego zdania.

background image

Edward odwrócił się twarzą  do niej. – Co?

Zawahała   się zanim   powiedziała.   –   Nie   jesteśmy   dokładnie   w   najlepszych 

stosunkach, od kiedy ostatnim razem się widzieliśmy.

Zmarszczył czoło. – Co się stało?

Bella  patrzyła  na Edwarda  przez  chwilę,  zanim   nie  zaczęła  jeść  dalej  swoich 

płatków.

- Bella? – Zapytał.

Zajęło jej chwilę, wzięcie kilku więcej gryzów jej płatków i wyjaśniła. – Ostatni raz 

kiedy go widziałam był… w sobotę rano. Po tym jak ciebie widziałam.

Brwi Edwarda uniosły się w zrozumieniu. – Oh.

Bella dalej jadła swoje płatki.

Stali   obok   siebie   w   ciszy,   zanim   Edward   powiedział.   –   Przepraszam,   jeżeli 

spowodowałem jakieś…

Bella uniosła dłoń. – Nie, nie przepraszaj. To jest… skomplikowane.

- Emmett też mówił coś takiego.

Spojrzała na Edwarda. – Co jeszcze powiedział?

Edward wzruszył jednym ramieniem. – Nic konkretnego. Powiedział, że nie wie 

co się dzieje między wami.

- Oh – powiedziała.

Edward zawahał się zanim zapytał. – Co dzieje się między wami?

Bella   nasypała   sobie   znowu   płatków.   Nie   była   już głodna,   ale   nie   podobało 

się dokąd   zmierza   ta   rozmowa.   Wzięła   kilka   kęsów,   zanim   powiedziała.   – Jesteśmy 

przyjaciółmi.

Edward uniósł brew. – Czy zawsze byliście tylko przyjaciółmi?

Bella praktycznie wepchnęła następną porcję w swoje usta.

Edward cicho się zaśmiał. – Przyjmę to jako nie.

Bella starała się przełknąć płatki. Podeszła do szafki, by wziąć szklankę, by nalać 

sobie trochę soku. Piła długo napój, zanim odstawiła szklankę.

background image

Zanim Edward mógł zadać jeszcze więcej pytań, Alice przyłączyła się do nich w 

kuchni. Oddała Belli telefon.

Następnie powiedziała. – Dobrze, oto co zamierzamy – spojrzała na Edwarda i 

Bellę z determinacją w oczach. – Edward pojedziesz z Bellą do Jacoba, by porozmawiać z 

nim i zrobić zdjęcia tego nad czym właśnie teraz pracuje i prześlesz je Rosalie. Zadzwoń 
do niej, kiedy już się tam dostaniesz, tak by mogła porozmawiać z Jacobem.

- Ale…  - Bella powiedziała.

Alice uniosła dłoń. – Kiedy skończycie z Jacobem, możecie udać się do kwiaciarza. 

Spotkanie jest w południe.

Bella spojrzała na swój zegarek. Była już dziesiąta rano.

Edward powiedział. – Ale miałem zabrać ciebie i Jaspera na lotnisko.

Alice powiedziała. – Zamierzamy wziąć taksówkę.

Edward powiedział. – To głupie. Nie musisz…

Alice raz jeszcze uniosła dłoń.   – Potrzebujemy was, byście zrobili to dla nas. 

Jasper i ja możemy z łatwością pojechać taksówką.

- Ale ja mam do pracy na 14:00 – powiedziała Bella.

- Edward może cię zabrać – Alice powiedziała bez mrugnięcia okiem.

- Ale wtedy musiałby mnie też odebrać – odezwała się Bella z odrobiną frustracji 

w głosie.

- W porządku – odpowiedział Edward.

Bella   potrzęsła   głową i   powiedziała.   –Nie,   jestem   pewna,  że   masz   ważniejsze 

sprawy do robienie niż czekanie w pobliży by mnie odebrać z pracy.

Alice powiedziała rzeczowym tonem. – Prawdopodobnie nie.

Edward   rzucił jej   piorunujące   spojrzenie,   zanim   powiedział. –   Mam   tylko   do 

zrobienia wypracowanie, ale po za tym jestem wolny przez resztę dnia - spojrzał na 
Bellę, rzucając jej uspokajający uśmiech. – Nie mam nic przeciwko.

Alice   przerwała   mu.   –No   to   postanowione   –   spojrzała   na   Bellę.   –   Powinnaś 

zadzwonić do Jacoba, by sprawdzić, czy jest osiągalny.

- Racja. – Bella przeprosiła i wyszła do pokoju gościnnego.

background image

W drodze powrotnej do jej pokoju, nie mogła nic poradzić na wściekłość, co do 

zaistniałej sytuacji. Chciała być pomocna, ale nie mogła pozbyć się uczucia, że Alice i 

Rosalie   torowały   sobie   drogę   przez   jej   życie.   To   prawda,   że   nie   miała   żadnych 
poważnych   planów,   ale   nic   nie   mogła   poradzić   na   uczucie,   jakby   konspirowały 

przeciwko niej, zmuszając ją do spędzenia więcej czasu sam na sam z Edwardem.

Natychmiast   poczuła   się winna   za   takie   myśli.   Alice   i   Rosalie   nie   mogłyby 

posunąć   się tak   daleko   z   ich   zdolnościami   swatania.   Nikt   nie   mógł   przewidzieć 
wszystkich niefortunnych wydarzeń, które się wydarzyły. Wiedziała, że to niedorzeczny 

pomysł i odpuściła budującą się w niej urazę. Mimo że nie pozwoliła sobie na bycie 
zirytowaną faktem, że musi nie mniej zmierzyć się z konfrontacją Jacoba z Edwardem.

Nie była pewna czy Jacob, byłby nawet w domu. Miał zwyczaj, wyjeżdżać bez 

żadnej wieści, kiedy dostawał informacje na temat części, których potrzebuje.

Kiedy była w pokoju gościnnym, wybrała numer do Jacoba. Odebrał po drugim 

sygnale.

- Bella? – Był zaskoczony.

- Cześć Jacob.

- Nie spodziewałem się usłyszeć twojego głosu w tak krótkim czasie.

Skuliła się. – Przepraszam. Jeżeli jesteś zajęty wtedy…

- Nie, pracuję tylko nad moim samochodem.

- Właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać.

- O samochodach?

- Taak. – Bella opowiedziała Jacobowi o Rosalie i o sytuacji jej klienta. Następnie 

wyjaśniła, na co Rosalie ma nadzieję, że będzie zdolny zrobić.

- Czekaj, kim właściwie jest Rosalie ?

- Rosalie Hale. Jest siostrą Jaspera. A Jasper jest narzeczonym Alice.

- Oh.

Nie musiała wyjaśniać, czyją  siostrą była Alice.

- Jesteś zainteresowany? Czy powinnam po prostu powiedzieć Rosalie…

- Jestem zainteresowany.

- Naprawdę? - Myślała, że będzie musiała spędzić więcej czasu, by go przekonać.

background image

- Nie mogę odrzucić szansy, aby spojrzeć na Astona Martina. – Nie było w głosie 

Jacoba oznak radości.

Bella zaśmiała się. –  Racja.

- Wię, czy to znaczy, że przyjedziesz tutaj? – Nie starał się  ukryć swojego zapału.

- Tak, ale… - wypuściła krótki oddech zanim powiedziała. – Edward będzie ze 

mną.

Było cicho przez chwilę.

- Jacob?

- Dobrze. – Jego głos był zrezygnowany.

- Po tym jak skończymy u ciebie, mamy jechać do jakiegoś kwiaciarza dla jego 

siostry, przed ślubem w najbliższym tygodniu. Chce, byśmy zaakceptowali kwiaty.

- Nie musisz niczego wyjaśniać.

- Wiem. Po prostu…

-   Bella,   nie   chcę się czuć jakbyś nie   mogła   ze   mną   rozmawiać.   Wiem,   jak 

się czujesz. To nie tak, żeby to była jakaś  wielka tajemnica.

Jego głos był szczery i to sprawiło, że Bella czuła się okropnie. – Jacob…

- Nic mi nie jest.

- Ale…

- Jeżeli jesteście szczęśliwi, wtedy…

- Jacob, to nie jest tak.

- Co masz na myśli? - westchnął. –Powiedziałaś mu?

- Co mu powiedziałam?

- Że jesteś zakoch…

- Nie!

- Więc, czemu nie? – Pomimo własnych uczuć, Jacob był zaskoczony.

- Ponieważ, to nie jest tak.

background image

-Bella, kiedy mu powiesz, to będzie.

Była zirytowana pewnością w jego głosie. – Jacob, nie wiesz…

- Wiem, kiedy koleś patrzy na ciebie w ten sposób, jeżeli mu powiesz, że go 

kochasz, padnie na kolana.

Chociaż myślała, że wie, Jacob nie mógł jej zobaczyć, kiedy potrząsała głową w 

niedowierzaniu.

- Spójrz, to nie tak, że chcę pchnąć was ku sobie – powiedział.

Bella cicho się zaśmiała.

- Ale chcę, byś była szczęśliwa Bella.

- Jacob…

Nie chciał w to brnąć. – Więc, kiedy przyjedziecie?

Bella lekko ścisnęła grzbiet nosa. – Um, może za pół godziny?

- W porządku. Zobaczymy się później – powiedział i rozłączył  się.

Bella   głęboko   westchnęła.   Poszła   do   łazienki,   by   upewnić się, że   wyglądała 

przyzwoicie. Jej oczy wyglądały na lekko wilgotne, więc zamrugała kilka razy, starając 
się   jej   pozbyć.   Następnie   nałożyła   trochę   błyszczyku   z   salonu,   mając   nadzieję,   że 

odciągnie całą uwagę z jej oczu na usta.

Kiedy wyszła z łazienki, Edward stał w progu pokoju gościnnego.

Zapytał. – Dobrze się  czujesz?

- Takk. – Podniosła swoją torebkę z kredensu.

Kiedy weszła na próg, Edward przyjrzał  się niej. – Jesteś pewna?

Przytaknęła. – Wszystko ze mną dobrze.

- Jak poszło z Jacobem? – ostrożnie przyglądał się jej twarzy.

Rzuciła mu mały uśmiech, by uspokoić go, że dobrze się czuła. - Jest zainteresowany i 

powiedział, że chciałby porozmawiać z Rosalie. Powiedziałam mu, że będziemy u niego 
za pół godziny.

- W porządku. – Znów zaczął przyglądać się jej twarzy. –  Mógłbym pojechać tam 

sam.

background image

Szeroko się do niego uśmiechnęła. – Nie, nic mi nie jest. Naprawdę. – Była pewna, 

że Jacob zaserwowałby mu ciężkie chwile, jeżeli nie byłoby jej tam, by działać jako 

tarcza.

- Jeżeli jesteś pewna, pozwól mi tylko wziąć mój laptop. – Wyszli z pokoju.

- Dlaczego potrzebujesz laptopa? - zapytała, podczas gdy szła za nim.

- Rosalie chce bym od razu przesłał zdjęcia z pracami Jacoba i chce być na wideo 

rozmowie.

Miała wyraz niedowierzania na twarzy. – O mój Boże. Sądzę, że jest gorsza od 

Alice.

Zaśmiali się.

Alice dołączyła do nich w holu, podczas gdy Edward poszedł na górę po laptopa.

Zapytała. – Co jest takie zabawne?

Bella odchrząknęła. – Nic.

- Jesteśmy naprawdę za to wdzięczni Bello.

Machnęła ręką na komentarz brunetki. – Nie martw się tym.

Alice powiedziała. – Nie, wiem ile to poświęcenia od ciebie wymaga.

- Będzie dobrze.

Alice ściszyła swój głos. – Czy nic się nie stanie, jeśli pojedziesz do Jacoba?

Przytaknęła. – Nic mu nie było przez telefon.

- Czy nie bedzie to krępujące być tam z Edwardem? – Alice miała odmalowaną 

obawę na twarzy.

Bella zawahała się. –  Trochę, ale cieszę się, że tam będzie.

Alice uśmiechnęła się.

Edward  wrócił z  laptopem.   Miał   go  w  skórzanej  torbie  kurierskiej  w  kolorze 

czekoladowym, którą zarzucił na ramię.

Alice uściskała Bellę i Edwarda zanim wyszli. Zamierzali zobaczyć się ponownie 

za kilka dniu, by spędzić czas w chatce, ale Alice nadal zależało na tkliwym pożegnaniu.

background image

***

Pojechali   Mercedesem   Esme,   ponieważ   samochód Edwarda   był   w   Kalifornii. 

Dostanie się do domu Jacoba nie zajęło im zbyt długo. Poszli prosto do garażu. Bella 
zwykle wchodziła sama, ale odkąd była z Edwardem, doszła do wniosku, że powinna 

najpierw   zapukać.   Był   słuchać   hałas   przesuwanych   narzędzi,   a   kilka   minut   później 
otworzono drzwi.

-   Siema,   Bella.   – Embry   szeroko   się   uśmiechnął   do   Belli,   ale   kiedy   zobaczył 
Edwarda,  

stojącego za nią, jego uśmiech przygasł. Kiwnął na Edwarda w dowodzie uznania. Zrobił 
krok do tyłu od drzwi, by ich wpuścić.

- Cześć, Embry. – Bella przeszła przez drzwi, a Edward za nią.

Jacob   był   przy   swoim   stanowisku   z   narzędziami,   wycierając   ręce   o   szmatę. 

Wyglądało   tak,   jakby   właśnie   wyszedł   spod   samochodu.   Bella   obrzuciła   samochód 
wzrokiem i nie mogła nic poradzić, pozwalając wpełznąć małemu uśmiechu na usta. 

Wyglądało tak samo za każdym razem.

- Nie patrz na nią w ten sposób. Prawie z nią skończyłem – powiedział Jacob.

Bella stała naprzeciwko Mustanga. – Jeśli tak mówisz.

Jacob   podszedł i   stanął   obok   Belli.   – Tak   naprawdę nigdy   nie   nauczyłaś się  

doceniać moich umiejętności.

Bella zaśmiała się.- Masz rację. Zostały one całkowicie zmarnowane dla mnie.

- Któregoś dnia, Bella. – Obrzucił ją, swoim wszechwiedzącym uśmiechem.

Bella przeklinała siebie za rumienienie się. Jacob wyglądał najlepiej, kiedy się 

uśmiechał.

Edward odchrząknął.

Bella drgnęła. – Przepraszam – spojrzała na Edwarda, zanim odwróciła się do 

Jacoba i powiedziała. –To jest Edward Cullen.

Edward uniósł dłoń i Jacob ją uścisnął.

- Przepraszam, próbowałem posprzątać, zanim przyjechaliście. – Jacob uścisnął i 

puścił rękę Edwarda. Ręce Jacoba były w czarnych smugach.

Edward spojrzał na jego dłonie, wiedząc, że to i na pewno wystarczy, że miał 

kilka śladów na swoich rękach. Edward uśmiechnął się lekko i przystąpił do czyszczenia 

background image

ręki o swoje dżinsy. – Żadnych zmartwień – obejrzał się dookoła garażu. – Czy jest  
miejsce, gdzie mogę to ustawić? – Pociągnął za pasek od swojej torby. – Rosalie czeka.

- Racja. – Jacob wskazał na półkę z narzędziami.

Edward   podszedł do   półki,   wyciągnął   swojego   laptopa   i   uruchomił go. 

– Wyciągnął też z torby aparat cyfrowy.

Bella zapytała. – Powinnam zacząć robić zdjęcia?

- Pewnie. – Edward podał Belli aparat.

Bella wzięła go i podeszła z powrotem do samochodu.

Mniej   niż minutę później,   twarz   Rosalie   pojawiła   się   na   połowie   ekranu 

komputera Edwarda.

- Wow. Kto to? - powiedział Embry, prawie szturchając Edwarda.

Jacob podszedł, by spojrzeć na ekran. – Rosalie?

Uśmiechnęła się. –  Jacob? Wiele o tobie słyszałam.

Embry popchnął Jacoba na bok. –  Jestem Embry. Pomagam Jacobowi, od czasu do 

czasu.

Rosalie uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. – Mi również miło ciebie poznać, 

Embry.

Jacob wywrócił oczami.

- Masz zdjęcia Mustanga? – Zapytała.

- Bella robi je właśnie teraz – wyjaśnił Edward.

- Oh, czy zrobiła już jakieś silnikowi?

Edward odwrócił się twarzą do Belli. – Słyszałaś?

- Tak. – Przeszła na przód samochodu i zrobiła dwa zdjęcia silnikowi.

- Więc Rosalie, czym dokładnie się zajmujesz? – Embry starał się utrzymać swoje 

rysy

twarzy w bezinteresowności, ale ton jego głosu wyrażał właściwie zniecierpliwienie.

Rzuciła   mu   mały   uśmiech.   –   Jestem   brokerem   od   rzadkich   i   klasycznych 

samochodów.

background image

Jego brwi uniosły się. –  Jak się w to dostałaś?

Wzruszyła ramionami. – Samochody od zawsze były moim hobby.

- Naprawdę? - Embry umieścił łokieć na półce z narzędziami, opierając policzek

ręką, patrząc na Rosalie na ekranie. – Więc odnowiłaś sama, jakieś samochody?

Rosalie strzepnęła włosy z ramienia. – Pracuję nad Bentleyem S3, rocznik 1964.

Na te słowa Embry wyprostował się, a Jacob trącił Edwarda, by odsunął się od 

laptopa.

Edward słuchał szybkiej wymiany zdań. Cofnął się i stanął między Jacobem i 

Embrym. Bella skończyła, robić zdjęcia i stanęła tuż obok Edwarda.

- Co się dzieje? – zapytała Bella, a potem oddała aparat Edwardowi.

-   Rozmawiają o   samochodach,   które   Rosalie   ma   w   trakcie   remontowania   – 
wyjaśnił 

Edward. Następnie wyjął kartę pamięci z aparatu, a następnie umieścił ją w czytniku 
pamięci komputera.

-   Wybaczcie   na   chwilę – powiedział,   a   Jacob   i   Embry   odsunęli   się.   –   Rosalie 
przesyłam

zdjęcia, które zrobiła Bella.

- Dobrze – powiedziała.

Zminimalizował okno wideo, a następnie przesłał zdjęcia Rosalie. Kiedy skończył, 

przywrócił wideo do normalnych rozmiarów.

- Właśnie przesłałem zdjęcia do ciebie, Rosalie.

- Dobrze, sprawdzam właśnie teraz. – Rosalie zniknęła na chwilę.  Kiedy wróciła, 

wyglądała na bardzo zadowoloną.

Powiedziała.- Wygląda na to, jakbyś  był naprawdę bliski wykończenia.

Jacob rzucił Belli spojrzenie: a nie mówiłem.

Bella wywróciła oczami.

Rosalie zapytała. – Jak to się stało, że nie masz strony internetowej?

background image

Jacob   uniósł ubrudzone   ręce.   – Nie   jestem   dokładnie   typem   kolesia   od   stron 

internetowych.

Rosalie potrzęsła głową. –  Możesz kogoś wynająć, by stworzył dla ciebie stronę  

internetową.

Przyłożył dłonie do ust. –  Co to, by dało?

Pochyliła się bliżej na ekranie. – Aby zwiększyć swoją klientelę.

Zachichotał.-   Lubię odnawiać   klasyczne   samochody.   Nie   mam   żadnej   manii 

wielkości tego co robię.

Cofnęła   się,   by   oprzeć policzek   o   dłoń.   -   Byłbyś   zaskoczony,   jak   wielkie   jest 

zapotrzebowanie na dobrych mechaników w tej branży. 

Embry wciął się w rozmowę.  –To brzmi jak świetny pomysł.

Jacob spiorunował wzrokiem Embrego, który cofnął się o krok.

Rosalie cicho się zaśmiała. – Znam kogoś, kto może ci pomóc. Kiedy zajdę do nich 

kontakt, prześlę ci go.

Odtąd rozmowa między Rosalie a Jacobem, związana była z jej klientem i robotą, 

która musiała zostać skończona. Jacob był zaintrygowany, ale też niezdecydowany na 

przyjęcie zlecenia. Powiedział Rosalie, że pomyśli nad tym i da jej znać na koniec dnia.

Kiedy wyglądało na to, że rozmowa Rosalie i Jacoba zbliża się ku końcowi, Bella 

ustała naprzeciwko laptopa.

- Więc, jak tam w Portland? –  zapytała brązowo oka.

Jacob i Edward odeszli, dając Belli trochę prywatności na rozmowę z Rosalie.

Rosalie przekładała jakieś papiery przed sobą. – Jest… miło. 

Bella powiedziała. – Rozmawiałam z Emmettem zeszłej nocy.

Rosalie zastygła. – Powiedziałaś  mu, że ja…

Bella potrzęsła głową. – Nie ma o tym pojęcia. – Przechyliła głowę na bok. – Nie 

jesteś zdenerwowana, czyż nie? 

Rosalie osunęła się od ekranu.- Nie, tylko…   on jest tutaj, żeby uczestniczyć w 

konferencji, więc… -

Bella zmarszczyła brew na Rosalie. – Nie uczestniczy w konferencji wieczorami.

background image

Rosalie odchrząknęła. – Wiem. Ja…-

- Będzie zawiedziony, gdy dowie się, że tam byłaś i nie poszedł , by się z tobą 

zobaczyć.

Oczy Rosalie rozszerzyły się.  – Bella, nie zamierzasz mu powiedzieć, co?

Bella wywróciła oczami. – Będę musiała, jeśli będziesz tak trzymać.

Rosalie uniosła dłoń. –  Dobrze. Porozmawiam z nim dzisiaj.

Uśmiechnęła się. –  Wspaniale.

- A jak idą sprawy z tobą? – Rosalie uniosła na nią  brew.

Bella poruszyła się  w miejscu. – W porządku.

- Tylko w porządku?

- Rosalie, muszę iść. Edward i ja mamy wstąpić do kwiaciarza.

Rosalie złośliwie się uśmiechnęła.  – Powinno być zabawnie.

Wywróciła oczami. – Pa, Rosalie. – Następnie szybko zamknęła okno z wideo 

rozmową, zanim Rosalie mogłaby coś jeszcze powiedzieć.

Bella   obróciła   się dookoła   i   zobaczyła   Jacoba   oraz   Edwarda   stojących   obok 

Mustanga. Każdy z nich miał ręce założone na klatce piersiowej. Rozmawiali cichym 

głosem i kiedy Bella zbliżyła się do nich, przestali i odwrócili się twarzą do niej.

W ich wyglądzie był tak wyraźny kontrast, ale mimo dzielących ich różnic, obaj 

byli przystojni na swój własny sposób. Bella poczuła, rosnące ciepło na sposób jaki, obaj 
rzucili jej taksujące spojrzenie.

- Skończyłaś? – zapytał Edward.

Bella   przytaknęła.   Nie   ufała   sobie,   by   coś   powiedzieć.   Nienawidziła   tego,   że 

mogłaby być nienaturalna w ten sposób.

Edward podszedł i zaczął pakować  swojego laptopa. Spojrzała na Jacoba, który 

nadal przyciągał  ją wzrokiem.

Bella   odwróciła   wzrok   na   samochód.   -   Więc,   zamierzasz   pomóc klientowi 

Rosalie?

Do tego czasu, Edward skończył  pakowanie swojego laptopa i stanął za nią. Omal 

nie podskoczyła, kiedy poczuła lekki dotyk dłoni Edwarda na plecach.

background image

Jacob   zauważył ten   gest.   Zawahał   się,   zanim   powiedział.   –   Zamierzam 

przemyśleć to i porozmawiać o tym z ojcem, zanim podejmę decyzję.

- Po co potrzebujesz rozmawiać z ojcem? Zgodzi się na cokolwiek… - Embry nie 

dokończył swojego wywodu, ponieważ Jacob rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.

Edward pochylił się i zapytał.  – Jesteś gotowa, by wyjść?

Spojrzała   na   Edwarda,   a   następnie   z   powrotem   na   Jacoba.   –   Właściwie, 

chciałabym porozmawiać kilka minut z Jacobem, jeżeli to nie problem.

Edward przyglądał się   twarzy Belli przez chwilę, przed tym jak powiedział. –  

Jeżeli tego chcesz, pójdę poczekać w samochodzie – kiwnął na Jacoba. – Miło było cię 
poznać.

Jacob   pokiwał głową w   podziękowaniu.   Edward   ostatni   raz   spojrzał na   Bellę, 

zanim wyszedł  z garażu.

Embry odchrząknął. – Pójdę tylko… sprawdzić czy Billy czegoś nie potrzebuje. – 

Jacob zachichotał, kiedy Embry również opuścił garaż. Jego ojciec był w barze, robiąc 

inwentarz.

Jacob podszedł do silnika.

Bella zawahała się, zanim powiedziała. – Więc, zadzwonisz do mnie i powiesz jak 

idzie z klientem Rosalie?

Jacob nie spojrzał w górę   od inspekcji pod maską. – Nie powiedziałem, że się 

zgodzę.

- No weź, Jacob.

Minęła minuta, zanim powiedział.  – Dobrze. Wiesz, że to zrobię, ale nie chciałem, 

wydać  się przed nimi na podnieconego tym.

- Co jest złego w tym, że się zgodzisz? Dlaczego sprawiasz, by Rosalie czekała? 

Wzruszył ramionami. – Nie chcę, by to wyglądało jakbym nie miał własnego życia.

Bella cicho się zaśmiała. –  Może powinnam, pokierować się twoimi radami.

Tym razem Jacob spojrzał na nią.

- Między nią a Alice. Mają mnie bym biegała po całym mieście, załatwiając dla 

nich sprawy.

- Cóż, pewnie dlatego, że jesteście dobrymi przyjaciółmi.

background image

Wywróciła oczami. – Lub po prostu jestem łatwa do przekonania.

- Ty? Łatwa do przekonania? - Uśmiechnął się do niej złośliwie.

- Cokolwiek. Więc, dasz mi znać, jak pójdzie?

Spojrzał w dół, na silnik. – Mogłabyś po prostu zapytać o to Rosalie.

- Prawda – wypuściła głęboki oddech. – Chciałabym poznać twój punkt widzenia 

na to jak poszło.

Jacob przestał bawić się   częściami pod maską, ale nie spojrzał na Bellę, kiedy 

powiedział. – Zobaczymy.

Bella wiedziała, co się stało. Czuła się bardzo podobnie jak wtedy, gdy Edward 

zaczął tworzyć między nimi dystans. Poczuła, że mała część jej serca się łamie.

- Mogę o coś zapytać? - Odsunął się o krok od silnika i spojrzał na nią.

- Jasne. – Przybliżyła się o krok.

Bella mogła zauważyć walkę toczącą się na jego twarzy, zanim zapytał. – Dlaczego 

wyjechał?

Spojrzała na swoje buty.

- Nie pytałaś go o to, zgadza się?

Bella cicho westchnęła. – Noooo.

Rzucił jej wyczekujące spojrzenie.

Bella bawił się rąbkiem koszuli. – Powiedział, że potrzebował zmiany.

Jacob czekał na jej wyjaśnienie, ale kiedy nic nie powiedziała, zapytał. – Co to ma 

znaczyć? Mówił coś jeszcze?

Bella polizała wargi. – Nie.

Jacob obszedł dookoła samochód i stanął naprzeciw Belli. – Więc powiedział ci, że 

potrzebował zmiany i to wszystko. Dobrze się z tym czujesz?

Bella zmarszczyła brwi. – Co masz na myśli?

Spojrzał na nią z niedowierzaniem w oczach. – Wyjechał siedem lat temu i kiepski 

powód, jaki ci dał to fakt, że potrzebował zmiany? I nie poprosiłaś go, by ci wyjaśnił?

- Powiedział, że nie może tego wytłumaczyć.

background image

Jacobowi szczęka opadła.

Bella uniosła podbródek. –  Co?

Potrząsnął głową. - I jesteś skłonna przywitać go z powrotem tak po prostu?

Oczy Belli powiększyły się.   – Tak po prostu? Sprawiłeś, że zabrzmiało to tak, 

jakby było łatwe dla mnie.

- A co, nie jest? – jego ton był lekko oskarżycielski.

- Nie. Ja tylko… - Bella zamknęła oczy i powiedziała. – Powiedział, że za mną 

tęsknił.

- I? – Naciskał.

Bella otworzyła oczy.- I co?

Potrząsł głową.-   Bella,   jeżeli   za   tobą tęsknił,   dlaczego   nie   mógł   dzwonić   lub 

emailować? Mógł napisać ci list. Wydaje się być zdolnym na umieszczenie dwóch słów 

razem.

- Jacob – powiedziała w frustracji.

Jacob uniósł dłoń. –  Przepraszam, to jest po prostu…

Po chwili powiedziała. – Jest po prostu, co?

Jacob spojrzał na nią.   – Bello Swan myślałem, że nie podjęłabyś tego rodzaju 

wpadki.

Bella wzdrygnęła się. –  O czym ty gadasz?

Wyciągnął chustkę z kieszeni i zaczął polerować części silnika. – Nie rozumiem 

jak zaakceptowałaś, to co powiedział, tak po prostu.

Bella uniosła dłonie. – Co miałam zrobić?

Przestał polerować i zmiął chustkę w garści. - Hmm, coś jak skopanie mu tyłka, co 
najmniej.

Zwinęła dłonie w pięści i przyłożyła do ust. – Jacob, dlaczego taki jesteś?

- Ja? – Jacob rzucił jej kolejne, niedowierzające spojrzenie. – Dlaczego  ty  jesteś 

taka?

- Nic z tym nie zrobię – powiedziała.

background image

Skrzyżował ręce na piersi. – I o to dokładnie mi chodzi.

-Ja…   -  Bella  otwierała   i  zamykała  kilka   razy   usta,   ale   nic   z   nich   nie   wyszło. 

Spojrzała w dół, na dłonie, które miała teraz splątane.

Jacob natychmiast pożałował tego co powiedział. Podszedł do niej i uniósł jej 

podbródek. – Przepraszam. To było czytanie między wierszami.

Potrzęsła głową. –  Masz rację. Nienawidzę siebie za nie… Po prostu się boję.

Opuścił ręce. – Czego masz się bać?

Bella zrobiła krok do tyłu i wzięła głęboki oddech. – Nie sądziłam, że zbliżę się do 

niego, kiedy zniknął z mojego życia. To było jak powolne sparzenie, które uczysz się 
tolerować po pewnym czasie wiesz? To nadal boli i stale przypomina, to co straciłeś, ale 

jest też tym, z czym uczysz się żyć. A wtedy, po pewnym czasie, właściwie wierzę w to, że 
byłam przy nim.

Oparła się o samochód. –  Wtedy, kiedy wrócił, było jakby ten ogień zmienił się w 

szalejący, wściekły ogień, a ja byłam znów smutna i zraniona. Nie chciałam go widzieć, 

ponieważ   łatwiej   było   się   wściec.   Ale,   on   i   Emmett   chcieli   wyjść   razem   i   było 
nieuniknione, że będę go widywać. Nagle było tak, jakby nigdy nie wyjeżdżał.

Bella bawiła się kosmykiem włosów. – Pewnie pomyślisz, że jestem żałosna. Ale 

to jest tak, że po siedmiu latach niczego, jeżeli znowu będę bliżej niego, to wystarczy.

Jacob oparł się o samochód obok niej. – To nie jest żałosne.

Bella szorstko się zaśmiała. – Właściwie, to nie jest naprawdę żenująca część.

Spojrzał na nią, czekając na ciąg dalszy.

- Powiedziałam mu, że myślałam że powodem jego wyjazdu było to, że był na 

mnie wściekły, a on powiedział, że nie był – zawahała się zanim powiedziała. – Kiedy tak 
powiedział, czułam się jakby spadł ogromny ciężar z moich ramion i nie obchodziło 

mnie już nic innego.

Po chwili Jacob powiedział. –  Masz rację.

Spojrzała na niego. – Z czym?

- To było żałosne – uśmiechnął się, lekko do niej.

Szczęka jej opadła.

Uniósł dłonie. – Żartuję.

Wyszczerzyła zęby. – Jacob, jeżeli masz zamiar…

background image

Odepchnął   się od   samochodu   i   zwrócił się twarzą do   niej.   – Przepraszam. 

Zgaduję, że mogę zidentyfikować wiele twoich uczuć.

Wyraz twarzy Belli złagodniał  i poruszyła się w miejscu.

Po chwili Jacob zapytał. – Więc, co zamierzasz z tym teraz zrobić?

- Co masz na myśli? – Spojrzała w dół na swoje dłonie.

- Mówisz poważnie? - Zapytał rozdrażnionym głosem.

- Co? - spojrzała na niego.

- Bella! - potrząsł głową. – Nie zamierzasz po prostu to tak zostawić, czyż nie?

- Co miałam…

Uniósł jedną z dłoni. – Dobrze. Byłaś zraniona i urażona, a teraz sprawy mają  się 

lepiej. Ale wiesz, gdzieś głęboko, że naprawdę nie są – spojrzał na nią znacząco, zanim 
powiedział. – Więc co zamierzasz z tym zrobić?

Odchyliła głowę do tyłu i westchnęła. – Jacob, to nie jest takie proste.

- Dlaczego nie?

- Ponieważ, nie wiem czy byłabym zdolna, by żyć, jeżeli ponownie by wyjechał. 

Nie chcę robić niczego, co by… - spojrzała na niego błagalnie. – Jeżeli zrobię coś, co zmusi 

go do wyjazdu…

Jacob westchnął. A następnie powiedział.  – Dlaczego to robisz?

- Robię co?

- Nie dajesz sobie wystarczająco dużo zaufania.

Wywróciła oczami. – Jacob.

- Dobrze, powiem to tak, byś zrozumiała. – Zrobił  krok naprzód. – Jesteś osobą, o 

którą warto walczyć.

Bella przyglądała się śladom oleju na podłodze, ale na słowa Jacoba, spojrzała na 

niego.

Ciągnął dalej. – Jeżeli miałbym jakąś szansę bycia z tobą, walczyłbym o ciebie 

właśnie  teraz.  Jest  wiele  powodów Bella –  wyglądał,  jakby chciał ją dotknąć  ją, ale 
trzymał ręce przy sobie.

Zamiast tego powiedział. –  Wiesz, jaki jest mój ulubiony powód?

background image

Czekała na jego ciąg dalszy.

Zawahał się, zanim pochylił   się i Bella zamknęła oczy. Oczekiwała, poczuć jego 

wargi na swoich, ale zamiast tego, składał delikatne pocałunki na jej powiekach.

Zatrzepotała powiekami i spojrzała na niego zamyślona.

- Kocham sposób w jakim widzisz rzeczy… - Lekko wygiął kącik ust.- I sposób w 

jaki na mnie patrzysz, kiedy myślisz, że nie wiem, że się gapisz.

Bella poczuła jak jej twarz się rumieni i ledwo udało się jej powiedzieć. – Jesteś 

absurdalny.

Zrobił krok w tył. –  Jesteś warta więcej niż dziesięciu Edwardów Cullenów.

Krótko   się zaśmiała.   –   Te   kłamstwo   jest   przesadzone   – pomyślała   nad   tym 

chwilę, zanim powiedziała. – Może więcej jak dwadzieścia.

Tym razem Jacob się zaśmiał. Po chwili, spojrzał na Bellę i powiedział. – Chcę 

tylko, byś była szczęśliwa. I jeżeli Edward jest tym jedynym, który może to zrobić, wtedy 
dam sobie z tym spokój – poszedł z powrotem do silnika. – Tylko pamiętaj, że jesteś tego 

warta, Bella.

Potrzęsła głową. –  Racja.

Spojrzał na nią. –  Mówię poważnie.

Zmieniła wyraz twarzy. –Wiem.

- Bella. – Wypowiedział jej imię. 

- Wiem, Jacob. To po prostu… - potrzęsła głową znowu. – Zajmie jakiś czas, by 

przyzwyczaić się do tego pomysłu.

Zapytał. – Chcesz być  szczęśliwa?

Przytaknęła. – Oczywiście.

- Więc rób to, co sprawi tobie szczęście.

- Łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Potrząsnął   głową. –   Czy   cokolwiek,   co   powiedziałem,   nie   dotarło   jeszcze   do 

ciebie?

- Jacob - powiedziała tonem pełnym irytacji.

background image

Myślał przez chwilę, zanim powiedział. – Oh, nadchodzi tu – upewnił   się, że ma 

jej uwagę, zanim powiedział. – Idź  i wetrzyj w to trochę brudu.

- Co?-  Bella spojrzała na niego jak na wariata.

- Nie tak powiedziałby Emmett? Boisz się zranienia i nie jesteś pewna siebie, ale 

Emmett  pewnie powiedziałby, że to przesada, prawda ?

Bella otwierała i zamykała usta, ale nic nie powiedziała.

Wzruszył ramionami.   –   Hej,   próbowałem,   wyjaśnić ci  mój   sposób  myślenia,  a 

mimo to nadal jesteś uparta. Więc, musiałem zdjąć rękawice.

Bella zaśmiała się.

-   Teraz,   wynocha   –   powiedział   w   złośliwy   sposób.   –   Edward   jest 

prawdopodobnie, szaleńczo zazdrosny, właśnie teraz.

- Nie jest! – wyglądała na oburzoną tą sugestią.

Jacob zmarszczył brwi. –  Chcesz dać mu powód do zazdrości?

- Nie! – potrzęsła głową. Nie byłby zazdrosny, jeśli umówiłabym się z Bradem 

Pittem tuż przed nim.

Wywrócił oczami.   – Jak   chcesz.   Pa   Bella.-   Obszedł dookoła   samochód   i 

usiadł obok niego, przygotowując się, by wrócić pod niego.

-   Jacob!   -   Nie   mogła   uwierzyć, że   tak   po   prostu   zamierzał,   zakończyć   ich 

rozmowę w ten sposób.

-   Dlaczego   tu   nadal   jesteś? – Mówił spod   samochodu.   – Czy   nie   mówiłaś, że 

musisz jechać do jakiegoś  kwiaciarza z nim?

- O cholera! – spojrzała na zegarek. Zostało półgodziny do spotkania. – Dobrze. 

Muszę lecieć, ale zadzwoń do mnie, jak poszło z klientem Rosalie.

- W porządku – powiedział pokonanym głosem.

Pożegnała   się i   wybiegła   z   garażu.   Zobaczyła   Edwarda,   czekającego   w 

samochodzie, jego twarz była napięta. Otworzyła drzwi od pasażera i wsiadła.

- Przepraszam. – powiedziała, podczas gdy zapinała pasy.

Uruchomił silnik. – Czy wszystko w porządku?

Nic   nie   mogła   poradzić na   szeroki   uśmiech.   –Taa.   –   Bella   czekała,   by 

ruszył samochodem, ale kiedy tego nie zrobił, spojrzała na niego. – Coś nie tak?

background image

Przyjrzał się jej   twarzy   i   następnie   zmarszczył czoło.   –   Masz   ubrudzony 

podbródek.

-   Naprawdę? – Bella   odchyliła   osłonę przeciw   słoneczną   i   spojrzała   w   lustro. 

Wystarczająco pewna. Że była tam czarna smuga pośrodku jej brody, tam gdzie Jacob 

położył swój kciuk.

Przeklęła i zaczęła to wycierać, ale zrobiło się tylko gorzej. Wiedziała, że jeżeli 

Jacob mógł ją widzieć, śmiałby się opętańczo.

Edward powiedział. – Sądzę,  że moja mama trzyma chusteczki w schowku.

Bella sięgnęła do schowka i znalazła kilka. Wzięła jedną i zaczęła trzeć.

Edward   rozpoczął   już jazdę,   podczas   gdy   Bella   starała się   usunąć   rozmazaną 

plamę. Jechali w ciszy, ale atmosfera była napięta.

Była uradowana, kiedy podjechali pod kwiaciarnię. Weszli, a kwiaciarz ich ciepło 

przywitał. Edward powiedział mu, że są tutaj o z polecenia Alice, a twarz kwiaciarza 
pojaśniała. Powiedział, że ma próbki i przyniesie je dla nich, by zobaczyli. Podczas gdy 

kwiaciarz zniknął na tyłach sklepu, Edward i Bella zostali sami.

Bella podeszła do chłodni, doceniając wszystkie inne bukiety, przechowywane w 

środku. 

Edward dołączył się do niej.

Po chwili, Edward próbował zabrzmieć  obojętnie, kiedy zapytał. – Więc, o czym 

ty i Jacob rozmawialiście?

Bella  wzruszyła  ramionami.  –   Rozmawialiśmy na  temat  tego,  czy ma  pomóc 

klientowi Rosalie?

Czekał na jej ciąg dalszy, ale kiedy nic nie powiedziała, zapytał – To wszystko?

Pochyliła się w dół, by bliżej przyjrzeć się bukietom z tulipanów i hiacyntów, 

które były na jednej z niższych półek. – Rozmawialiśmy też o innych rzeczach.

Spojrzał na   nią,   ale   jej   uwaga   była   skupiona   na   kwiatach.   – Byłaś tam   przez 

pewien czas.

- Wiem. Przepraszam, że musiałeś czekać.

Starał się ukryć zniecierpliwienie w swoim głosie. – Jak zdobyłaś tą plamę na 

brodzie?

Bella   wyprostowała   się i   spojrzała   na   niego.   Zauważyła,   że   jego   czoło   było 

zmarszczone, a szczęka zaciśnięta, ale nie rozumiała dlaczego.   

background image

- Jacob ją zrobił.

Jego   nos   rozszerzył się.   Jego   usta   były   zamknięte,   a   jego   szczęka   drgnęła. 

Pamiętała, co powiedział Jacob, że Edward może być zazdrosny, podczas, gdy była z nim. 
Ciężko jej było w to uwierzyć, więc zrozumiała, że Edward był opiekuńczy bardziej niż 

ktokolwiek. Emmett pewnie też zareagowałby w ten sam sposób.

Więc, potraktowała to tak, jakby była z Emmettem.

Powiedziała. – Myślałam, że wytarłam wszystkie, ale czasami trudno wyśledzić, 

gdzie były dłonie Jacoba.

Na te słowa, kolor na twarzy Edwarda pogłębił się. – Masz na myśli, że wy…

- Cóż, nie mieliśmy  aż tyle czasu. A Jacob zawsze ma swój czas, kiedy chce…

- Więc, podczas, gdy ja czekałem w samochodzie, ty i Jacob byliście… sami w 

garażu… - Głos Edwarda stał się głośniejszy.

Wzruszyła ramionami. – Cóż, oboje jesteśmy zgodnie dorośli.

Jego oczy powiększyły się.  – Nie mogę uwierzyć, że mogłabyś…

-Że  co mogłabym? – uniosła na niego brew. – Że chciałabym spędzić gorącą sesję 

niezmiernie, dopasowanym mechanikiem?   

Edward otwierał i zamykał  usta kilka razy, ale nic nie powiedział.

Zmarszczyła brwi. – Jesteś  gorszy od Emmetta.

Zamrugał kilka   razy   i   zobaczył   lekki   uśmiech   na   ustach   Belli.   Po   chwili 

powiedział. – Co?

Nie mogła powstrzymać śmiechu.

- Czekaj – zmrużył na nią oczy. – Po prostu mnie zwodziłaś? 

- Myślałeś, że mówię poważnie? – Jej głos był  sceptyczny.  

Zrobił krok do przodu. –  Więc wyjaśnij jak zdobyłaś tą plamę na brodzie?

Przechyliła głowę na bok. –  Pocałował mnie. – Bella nie kłopotała się, by wyjaśni 

ć gdzie Jacob ją pocałował, ponieważ miała niewielką ilość satysfakcji, kiedy zobaczyła 

zdziwienie w oczach Edwarda.

Kolor zniknął z jego twarzy, a on spojrzał na kwiaty w chłodni. – Myślałem, że 

jesteście tylko przyjaciółmi.

background image

Przyglądała się profilowi Edwarda i zobaczyła , że zmarszczył czoło, próbując 

brzmieć obojętnie. Poczuła się źle, że dokuczała mu tak bezlitośnie i uświadomiła sobie, 

że nie miał lat doświadczenia, tego, że Emmett trwale rozmawiał z nią o płci przeciwnej.

- Przepraszam – powiedziała z tak wielką szczerością, jaką mogła wyrazić tylko w 

dwóch słowach.

Odwrócił na nią wzrok. – Przepraszam. Chyba, na to zasłużyłem.

Wzruszyła   ramionami.   –   To   nic   wielkiego.   Jacob,   nie   byłby   sobą,   jeżeli   nie 

spróbowałby, zakraść się do pocałunku.

Ponownie zmarszczył czoło, ale tym razem z wyrazem niepokoju. – Przyjaciele, 

normalnie nie dzielą  się pocałunkami, tak od niechcenia.

Uniosła na niego brwi. – Pewnie, że tak.

- Bella nie, nie robią tak. – Położył obie dłonie na jej ramionach. – Sadzę, że chciał 

cię wykorzystać.

- Wcale, że nie. – I w dowód własnego stwierdzenia, zrobiła krok na przód i 

pocałowała go.

Nie było jak wcześniej, kiedy ich usta ledwie otarły się o siebie. Jej usta były 

stanowczo na jego i poczuła energie elektryczną przechodzącą przez jej usta aż do stóp.

Bella   oderwała   się od   niego.   To   był krótki,   a   jednak   pozornie   nieszkodliwy 

pocałunek, ale pozostawił Belli większe pragnienie.

- Widzisz? – Ledwo udało się jej powiedzieć, a następnie otworzyła oczy. Bellę 

zaskoczył wyraz twarzy Edwarda.  

Spojrzał na nią, a następnie na jej usta. – Bella?

Poczuła jak się rumieni. 

Bazując na wstrząśniętym wyrazie jego twarzy, zrozumiała, że posunęła się za 

daleko. Zrobiła krok do tyłu, a ręce opadły po jego bokach.

Zanim   Edward   mógł coś   powiedzieć lub   zrobić cokolwiek,   zadzwonił jego 

telefon. 

- Powinieneś odebrać – powiedziała uradowana za przeszkodzenie.

- Może poczekać. – powiedział o zrobił krok w jej stronę.

Telefon przestał dzwonić, ale kilka sekund później rozbrzmiała piosenka, I’m Just a Girl – 

No Doubt.

background image

Jej oczy powiększyły się. –  To Alice.

Edward otrząsnął się z oszołomienia. – To jej dzwonek?

Przytaknęła i wygrzebała telefon z tylniej kieszeni.

- Jaki jest mój? – zapytał.

Natychmiast odebrała komórkę. – Alice? 

- Hej! Załatwiliście wszystko z kwiaciarzem?

Rzuciła okiem na Edwarda. –  Taaa, właśnie teraz jesteśmy.

- Przed chwilą próbowałam dodzwonić się do Edwarda, ale nie odpowiadał. Jest z 

tobą? 

 Tak, stoi tutaj. – Bella skuliła się ze strachu, kiedy słowa opuściły jej usta.

- Więc dlaczego nie odebrał?

- Uh, nie wiem. Może jego telefon jest wyłączony – spojrzała na Edwarda, który 

przyglądał się jej, ale wydawało się go nie obchodzić, co mówi Alice.

- Dobrze. Nieważne. Widzieliście już kwiaty?

- Nie, właśnie czekamy, kiedy przyniesie je nam kwiaciarz.

I jak na zawołanie, kwiaciarz wrócił  z powrotem z zaplecza.

-   Przepraszam,   że   tak   długo   zeszło.   Mój   asystent   przełożył,   gdyż   mieliśmy 

pokazać je na innych spotkaniach.

- Och, jest już. – Bella odetchnęła z ulgą.

Sprawy zaczęły toczyć się  dalej. Edward musiał wrócić do samochodu, po laptopa 

i aparat. Skończył wysyłając zdjęcia do Alice.

Negocjacje nie trwały długo, jak oczekiwano. Bella martwiła się, że spóźni się do 

pracy.   Edward   zauważył,   że   Bella   często   zerkała   na   zegarek   i   delikatnie 
przypomniał Alice, że jeszcze musi zawieść Bellę do pracy.

Alice pochłonięta rozmową z kwiaciarzem, podjęła decyzję co do kwiatów.

Kiedy było już po wszystkim, Edward spakował swoje rzeczy i wyszli. W drodze 

na uniwersytet,  zatrzymali się, by kupić kanapki.

background image

W   końcu   dotarli   do   kampusu   z   Bellą   pałaszującą   resztę   kanapki   tureckiej, 

dokładnie, zanim Edward zatrzymał się przy krawężniku.

 -   Nie   sądzę,   bym   widział   wcześniej   kogoś,   kto   wchłaniałby   tak   kanapkę.   – 

powiedział Edward.

Przełknęła wodę z butelki. – Hej, Uczyłam się od najlepszych.

Edward zachichotał na wspomnienie Emmetta. – Więc, o której powinienem po 

ciebie przyjechać?

- Moja zmiana kończy się o osiemnastej.

- Dobrze.

-   Do   zobaczenia   później.   – Wyskoczyła   z   samochodu.   Nie   było   w   pobliżu 

krawężnika kosza na śmieci. Była skłonna pozbyć się tego tam, ale zatrzymała butelkę z 
wodą.

Od strony pasażera opuściło się  okno i Edward zawołał ją.

Bella obróciła się i wtedy zobaczyła Edwarda wychylającego się przez otwarte 

okno. –  Tak?

Lekko się do niej uśmiechnął. – Postaraj się, by żaden z twoich przyjaciół cię nie 

wykorzystywał, podczas gdy odjadę.

Bella zaśmiała i zasalutowała mu – Tak, jest.

Odwróciła się i zaczęła znowu zmierzać w kierunku biblioteki. Nie mogła pozbyć 

się głupkowatego, szerokiego uśmiechu, który przeciął jej twarz.

Powinna być w agonii po tym, co się stało w kwiaciarni z Edwardem. Zwykle, 

dręczyła się mentalnie za tak beztroskie zachowanie. Powinna martwić się o to, co 

Edward pomyślał sobie o pocałunku.

Zamiast tego, poszła do pracy z głupkowatym uśmieszkiem, przyklejonym do 

twarzy, nucąc sobie melodię, którą wymyśliła. Nawet jeśli nie była pewna, co do reakcji 
Edwarda   na   pocałunek,   jej   podekscytowanie   dotyczące   tego   co   się   wydarzyło, 

przeważały nad wszystkim jej troskami i zmartwieniami. 

Pocałowałam Edwarda Cullena.

Jej przyjaciółka Angela nigdy nie widziała jej, tak szczęśliwej między półkami.

background image

R

OZDZIAŁ

 9 – P

AN

 O

LŚNIEWAJĄCY

I chcę Cię teraz 

Chcę Cię teraz 

Czuję, że moje serce wybucha 

I uciekam 

Uciekam teraz 

Czując, że moja wiara wzrasta

Hysteria  Muse

Edward od razu się obudził. Zajęło mu minutę zdanie sobie sprawy, że znajdował 

się na kanapie, w salonie. Jego sen był bardzo realistyczny. On i Bella byli na tyłach 
kwiaciarni. Była to chwila tuż po pocałunku. Zamiast stać i gapić się na Bellę, tak jak to 
zrobił, w jego śnie oddał jej pocałunek.

On i Bella dochodzili w jego śnie do sytuacji, gdzie ona oplotła swoje nogi dookoła 

jego bioder, a on ją przycisnął do chłodziarki. Miała zamiar wziąć go właśnie tam, na 
środku kwiaciarni, ale w tym czasie wszedł Emmett i praktycznie zerwał go z Belli.

Właśnie, kiedy Edward obudził się, Emmett przygotowywał się do wyrzucenia go 

przez okno sklepu.

Położył głowę na dłonie, z łokciami na kolanach. Nawet w śnie, nie mógłby być 

razem   z   Bellą.   Kiedy   uspokoił   się   ze   swojego   snu,   Edward   zauważył,   że   zasnął   na 
kanapie,   czekając   na   Bellę.   Miał   odebrać   ją   z   pracy,   ale   zadzwoniła   do   niego,   by 
powiedzieć mu, że zamierzała spotkać się ze swoją przyjaciółką Angelą, która odwiezie 
ją po wszystkim do domu. Powiedziała także, że ma klucze od domu Alice, więc nie musi 
zawracać sobie głowy wpuszczeniem jej do środka.

Edward był kłębkiem nerwów. To zaczęło się, kiedy Bella została pomazana na 

brodzie przez Jacoba i kiedy nie ukrywała faktu, że Jacob ją pocałował. Edward był 
gotów zawrócić samochód, aby z nim porozmawiać. Albo cokolwiek, miedzianowłosy 
wiedział, że Emmett nie pochwaliłby Jacoba, wykorzystującego tak Bellę.

Wtedy, gdy próbowała wyjaśnić, że to nic wielkiego, był najpierw przygnębiony, 

ale zrozumiał, że nie może jej mówić, kogo ma całować. Rzeczywiście wierzyła, że to 
było dopuszczalne dla przyjaciół, całowanie się było tak swobodne jak uścisk dłoni. 
Chciał   jej   powiedzieć,   że   Emmett   bardzo   zdecydowanie   nie   pochwalałby   tego,   co 
wydarzyło się między nią, a Jacobem, gdy Bella go całowała.

background image

Powiedzieć,   że   był   oszołomiony,   byłoby   niedopowiedzeniem.   Nie   tylko   był 

zaskoczony przez akcję Belli, ale był też przytłoczony przez głębokie uczucia wywołane 
pocałunkiem.

Pierwszy raz Bella stwierdziła, że przypadkowo musnęła swoimi wargami jego i 

to  pozostawiło   go  w  otumanieniu.   Zawsze   zastanawiał   się  jak  jej  smakują  usta,  ale 
uczucie to było przelotne, nie miałby żadnej szansy, by się tym rozkoszować.

Ten pocałunek zszokował go. Nie o to chodzi, że nigdy przedtem nie całował 

dziewczyny.  Po prostu nigdy nie miał  tak fizycznej reakcji jak wtedy. Każdy z jego 
zmysłów ożywiał się i było prawie nie do zniesienia, a na dodatek powodowało to 
uczucie, że chciał więcej.

Gdyby Bella nie sparaliżowała tak go, nie zawahałby się. Edward oddałby jej 

pocałunek, na nowo wzniecając ogień, który ogarnąłby wszystkie jego zmysły.

Był zawiedziony, kiedy zadzwoniła, by dowiedział się, że nie zamierzała wracać 

do   domu   tego   wieczoru,   ale   po   ostrożnym   rozeznaniu,   zdał   sobie   sprawę,   że 
prawdopodobnie tak było lepiej, bo nie musiał wracać bardzo wcześnie do tego, co 
wydarzyło się w kwiaciarni. Nadal próbował uporządkować swoje burzliwe emocje. 
Emocje, nad którymi panował tak długo, z jednym pocałunkiem, który groził wybuchem.

Bella   wydawała   się   całkowicie   nieporuszona   pocałunkiem.   Pomyślał,   że 

prawdopodobnie nie byłaby zaszokowana jego zachowaniem, jeżeli próbowałby ją znów 
pocałować. Pocałunek nie byłby tak okropny sam w sobie, ale był świadomy, że nie 
byłby zdolny do pozostania tylko przy jednym pocałunku. Wiedział, że Bella byłaby 
zniesmaczona   przez   jego   dalsze   posunięcia.   Poruszył   się,   by   wstać   z   kanapy,   ale 
zauważył rozrzucony koc na podłodze. Musiał spaść, kiedy tak nagle się obudził, ale 
wtedy znowu, nie przypominał sobie, by narzucał na siebie koc.

Wstał   i   zrobił   kilka   kroków   przez   pokój   gościnny.   Zauważył,   że   drzwi   były 

zamknięte, wrócił by podnieść koc. Edward złożył go i położył z powrotem na kanapie. 
Nie mógł nic poradzić na uśmiech, ponieważ to byłoby bardzo w stylu Belli, by okryć go 
kocem. Szkoda, że nie obudziła go. Mógłby zobaczyć ją jeszcze raz, zanim noc by się 
skończyła.

A wtedy co? Zwabiłby ją do pokoju gościnnego i kontynuowaliby to, co skończyli 

w kwiaciarni? Co on sobie myślał.

Edward poszedł na górę, by się przebrać. Rozpaczliwie potrzebował wyjść, by się 

przebiec, gdyż mógłby pozbyć się trochę tej energii.

___________________________________________________________________________

Była tchórzem.

background image

Kiedy się obudziła, przysłuchiwała się jakimkolwiek odgłosom z salonu, czekając, 

by usłyszeć, gdy Edward się obudził. Niczego nie słyszała, co znaczyło, że albo nadal spał 
na kanapie albo poszedł na górę. Podeszła dalej, kiedy wyskoczyła z łóżka i przyłożyła 
ucho do drzwi. Kiedy niczego nie usłyszała, podjęła decyzję i otworzyła je, zerkając przez 
szparę. Zauważyła, że sofa była pusta, a narzucony koc, którym go okryła był schludnie 
złożony.

Wypuściła głęboki oddech, nieświadoma, że go wstrzymywała.

Następnie   pobiegła   sprintem   do   łazienki   dla   gości,   by   wziąć   prysznic   i   się 

przebrać. Później tego dnia, miała referat do zrobienia, a musiała go skończyć zanim go 
odda.

Podczas gdy się przygotowywała, jej myśli powróciły do rozmowy, którą odbyła 

ostatniej nocy z Angelą po pracy.

Echo   szybkiego   pocałunku   ucichło,   kiedy   miała   więcej   czasu,   by   nad   tym 

pomyśleć, co było nieuniknione, gdy wszystko co robiłeś w pracy, to katalogowanie 
każdej książki lub ich porządkowanie. Na godzinę przed skończeniem zmiany, Angela 
wspomniała,   że   wydawała   się   jej   jakaś   nieswoja.   Kiedy   Bella   powiedziała   jej,   że 
pocałowała   Edwarda,   Angela   odwołała   swoją   randkę   z   Benem   i   zaaranżowała 
niespodziewany, babski wieczór, by dowiedzieć się wszystkich szczegółów. Bella była 
uradowana, że miała wytłumaczenie, by nie wracać do domu Cullenów.

Kiedy ich zmiana się skończyła, Angela była gotowa, by wyskoczyć na drinki w 

celu wyciągnięcia od Belli informacji. Jednakże, Bella była przeciwna piciu wszelkiego 
alkoholu. Nie mogła pozwolić sobie na utratę kontroli, zwłaszcza kiedy Edward był tylko 
kilka kroków od jej pokoju.

Więc zamiast tego, zasiadły przy kawie, a Bella była bardzo uległa i usłużna co do 

szczegółów tego, co się stało. Angela była zaskoczona, ale szybko tym sobie poradziła i 
przeszła prosto do sedna.

- Więc, co teraz się stanie? – Angela siedziała na brzegu fotela. O kawie dawno 

zapomniała, a ręce miała na stoliku.

Bella miała dłoń na kubku z napojem. – Co masz na myśli?

- Mam na myśli… jaki jest twój następny ruch?

- Następny ruch? Nie ma żadnego następnego ruchu.

Angela rzuciła jej niedowierzające spojrzenie, zanim powiedziała. - Dalej Bella! 

Fantazjowałaś o tym od wieków.

Bella wywróciła oczami. – Nie.

- Czy mam przynieść twój pamiętnik z ósmej klasy?

Bella skurczyła się. – Nie mogę uwierzyć, że go czytałaś!

background image

Zaśmiała się. – Nie było tak trudno. Praktycznie zostawiałaś go tak, by każdy mógł 

go zobaczyć.

-   Jeden   jedyny   raz,   kiedy   zapomniałam   schować   go   z   powrotem.   –   Bella 

odetchnęła z frustracją. – Po za tym, nic innego się nie wydarzy.

- Nie rozumiem.

- Co tu jest do rozumienia? To był jeden pocałunek. Było miło, ale to wszystko.

Angela wzięła i upiła łyk kawy. Potrzęsła zdegustowana głową na letnią kawę i 

odstawiła ją na bok. – Jak może być to wszystko?

Minęła chwila, zanim Bella wyjaśniła. – To było widać później w wyrazie jego 

twarzy.

Angela uniosła brwi.

Bella ciągnęła dalej. – Nie był szczęśliwy czy zadowolony w żaden sposób. Po 

prostu   patrzył   na   mnie   jak…   -   zamknęła   oczy,   przypominając   sobie   wyraz   twarzy 
Edwarda.   Otworzyła   je,   nie   mogąc   więcej   znieść   tego   wspomnienia.   –   To   było   tak 
jakbym, zrobiła coś okropnie złego.

Angela wyciągnęła rękę i sięgnęła po dłoń Belli. – Jestem przekonana, że to nie o 

tym myślał.

- Mam prawie dwa stopnie w komunikacji, Angela. Myślę, że potrafię rozpoznać 

oburzony wyraz twarzy.

- Bella…

Potrząsnęła głową. – Po za tym to nie ma znaczenia. Jestem pewna, że rano 

zostanie wszystko zapomniane.

- Ty jednak nie zapomnisz.

- Nie – powiedziała z tęsknotą w głosie.

- Ale, czy tego naprawdę chcesz?

- Co masz na myśli?

- Czy chcesz po prostu o tym zapomnieć i zachowywać się tak, jakby nic się nie 

stało?

- Co innego miałabym robić?

- Porozmawiać o tym z Edwardem? Ocenić jego reakcję? Mógłby zaskoczyć ciebie.

Bella rzuciła jej sceptyczne spojrzenie.

Angela   wypuściła   głęboki   wdech,   zanim   powiedziała.   –   Przemyśl   to.   Co   jeśli 

Edward nie był oburzony, tym co zrobiłaś? Co jeśli było to coś innego?

background image

- Jak co?

Angela wzruszyła ramionami. – Nie wiem. Może był zaskoczony?

- Cóż, taak. Ja też byłam zaskoczona.

- Dobrze. A co z szokiem? Czy kiedykolwiek byłaś tak kompletnie oderwana od 

rzeczywistości, że zajęło ci chwilę przetworzenie tego, co się naprawdę wydarzyło?

Bella   myślała   przez   moment.   Był   jeden   raz   w   szkole   średniej,   kiedy   Bella 

przyłapała Emmetta, na umawianiu się z Lauren Mallory, a wyglądało to, jakby dostał się 
do drugiej bazy. To był naprawdę wstrząsający moment. Bella w końcu była w stanie, 
stawić czoło Emmettowi, ale jej bratu zajęło dużo więcej czasu, by to znieść. Po tym, 
Emmett nigdy nie miał żadnej dziewczyny w domu, a nawet po dzisiejszy dzień nigdy nie 
przyprowadził tam żadnej.

- No, tak sądzę – próbowała nie wzdrygnąć się na tamto wspomnienie.

Angela usiadła prosto. – Więc, może to przytrafiło się Edwardowi.

- Dobrze, ale kiedy pozbędzie się szoku, może będzie chciał po prostu o tym teraz 

zapomnieć. - Bella życzyła sobie, by móc, pozbyć się ze swojego mózgu wspomnienia, 
kiedy zobaczyła Emmetta z rękoma na piersiach Lauren.

Angela uniosła brwi na nią. – Czy nawet nie przyszło ci przez myśl, że może gdyby 

nie przeszkodziłby wam telefon od Alice, Edward pocałowałby cię z powrotem?

Bella zaśmiała się, ale kiedy zobaczyła poważny wyraz na twarzy Angeli, jej mina 

spoważniała. – Jesteś rzeczywiście poważna?

- Tak! Dlaczego w to, tak trudno uwierzyć?

- Ponieważ za każdym razem, gdy go pocałowałam, nigdy nie poczułam, że chciał 

pocałować mnie z powrotem.

- Poczekaj, co masz na myśli, mówiąc za każdym razem?

Cholera, pomyślała.

Wypuściła sfrustrowany oddech, zanim wyjaśniła, co wydarzyło się rano, po tym 

jak spędziła noc w jego pokoju.

- Czekaj, spałaś w jego pokoju?

- Tak, ale on spał na kanapie.

- Ale byłaś z nim, sama w jego pokoju?

- To nie tak, Angela.

- Dlaczego nie zaczniesz od początku, tak bym mogła zrozumieć.

Bella zaczęła od nocy przed tym, gdy Edward pokazał jej się swój pokój pierwszej 

nocy, kiedy została w domu Cullenów. Przeszła do wyjaśnień, jak była bardzo zmęczona, 

background image

że poszła wkrótce spać i o tym, jak Edward wrócił do swojej sypialni, by ją obudzić. 
Potem opowiedziała Angeli, jak Edward wyjaśnił to, że on i Rosalie się nie spotykają. 
Bella w pośpiechu przeszła przez to, jak rozmawiali o tym, a w jakiś sposób Bella prawie 
go pocałowała.

- Co masz na myśli, prawie go pocałowałaś?

- Nasze usta ledwo się dotknęły. Alice przyszła po nas na śniadanie.

Angela otwierała i zamykała usta kilka razy, zanim powiedziała. – Więc, po prostu 

prawie go pocałowałaś, ni stąd, ni zowąd? Wyjeżdżasz z czymś takim! Takie rzeczy nie 
zdarzają się przypadkowo.

Bella poruszyła się na swoim miejscu.

Angela rzuciła jej wyczekujące spojrzenie.

Po  chwili,  Bella  opowiedziała  Angeli jaki  miała  sen  o  Edwardzie,  a kiedy się 

obudziła, znalazła jego rękę na niej.

Oczy Angeli się powiększyły. – Wow. Czy wykorzystał cię?

- Nie. Widocznie zagubiłam się między snem, a rzeczywistością - Bella opadła na 

oparcie fotela. – Możemy zmienić temat?

Angela ponownie uniosła swój kupek z kawą i prawie zaczerpnęła łyk, ale w porę 

przypomniała sobie, że nie była już dobra. Wstała z fotela i powiedziała. – Idę wziąć 
więcej. Potrzebujesz czegoś?

Bella zaprzeczyła ruchem głowy. – Nie, dzięki.

Patrzyła jak Angela zamawia. Alice była jej najlepszą przyjaciółką, ale Angela była 

więcej niż pokrewną duszą. Angela nienawidziła dramatów, tak samo jak i ona. Twardo 
stąpała po ziemi i była rozsądna.

Angela wróciła i zajęła swoje miejsce. Tym razem wypiła swoją kawę, zanim 

ponownie wystygła.

Bella powiedziała. – O czym myślisz? – Angela była skupiona na swoim napoju od 

jakiegoś czasu, a cisza doprowadzała Bellę do szaleństwa.

Angela odetchnęła. – Dużo tego, by to pojąć.

Bella wyrwała róg z papierowej serwetki. - Wiem.

Angela usiadła na swoim miejscu. – Myślałam nad tym, co mi powiedziałaś i 

staram się być obiektywna, jak tylko mogę.

Bella uśmiechnęła się. Zawsze mogła liczyć na szczerość Angeli.

- Nie będzie ci się podobało to, co mam do powiedzenia.

Uśmiech z twarzy Belli wyparował.

background image

Angela   uniosła   ramiona,   by   pozbyć   się   niepewności.   –   Może   lepiej   by   było, 

gdybym się w to nie mieszała. Wyraźnie przygotowałaś swój umysł na to, jak chcesz z 
tym sobie poradzić.

Bella poprawiła się na miejscu. – Masz rację, ale szanuję twoje zdanie, Angela. 

Jeżeli jest coś, co myślisz, że powinnam wiedzieć, chcę byś mi powiedziała.

Angela uniosła brwi. – Nawet jeśli nie spodoba ci się to?

Bella wypuściła głęboki oddech.- Tak. Jesteś jedyną osobą, z którą naprawdę 

mogę o tym porozmawiać.

Angela przytaknęła.- Cóż, myślę że powinnaś dowiedzieć się, jak Edward się z tym 

czuje.

- Wiem jak się czuje.

Angela zmarszczyła brwi. – Naprawdę?

Bella wypuściła krótki śmiech.- Jestem malutką siostrą Emmetta. Czy myślisz, że 

postrzegałby mnie, jako kogoś innego?

- Nie możesz dłużej, używać tej wymówki. Minęły lata od średniej szkoły.

- Emmett i Edward byli nierozłączni. Tak naprawdę, mogliby być braćmi.

-   Ale   nie   są   -   Angela   opadła   na   swój   fotel.   -   Nie   jesteś   nawet   ciekawa,   by 

dowiedzieć się, czy Edward może czuć coś więcej do ciebie, niż tylko przyjaźń?

- Biorę przyjaźń każdego dnia.

- Co? – Angela spojrzała na nią z zaskoczeniem na twarzy.

- Co jeśli powiedziałabym Edwardowi, jak się czuję, a on nie czuje w ten sam 

sposób?   To   spowodowałby,   że   sprawy   między   nim,   a   Emmettem   byłyby   naprawdę 
niezręczne. Plus, wiem, że zacząłby zachowywać się odmiennie w stosunku do mnie… - 
Bella zsunęła się z fotela.

-   Bella?   –   Angela   patrzyła   teraz   na   nią   ze   skupieniem.   –   Co   zamierzasz 

powiedzieć?

Bella spojrzała w dół na swoje dłonie, leżące na kolanach. – Wydaje się, jakbym 

odzyskała go z powrotem. Mój pierwszy rok w liceum był najgorszy. Pamiętasz, prawda?

Angela przytaknęła.

- Jeżeli znowu by zniknął…  Jestem po prostu zadowolona z tego, co mogę dostać 

w tej sprawie, nawet jeśli to po prostu jego przyjaźń, będę szczęśliwa, zadowalając się 
tym.

- Bella – Angela poruszyła swój fotel trochę się zbliżając. – Czy naprawdę dobrze 

się z tym czujesz?

background image

Zajęło jej to chwilę, ale Bella przytaknęła.

Angela się lekko uśmiechnęła do Belli. Następnie napiła się kawy. Usiadły razem 

w towarzyskiej ciszy. Angela sprawdziła swój zegarek. Było po dziesiątej, a miała wrócić 
do Bena.

Angela odwiozła Bellę do domu Cullenów. Nigdy nie widziała ich domu, a kiedy 

zaparkowała, opadła jej szczęka.

- Zostajesz tutaj?

Bella cicho się zaśmiała. – Taak. Fajny, co?

Angela kiwnęła głową.

Od kiedy zamierzały się znowu zobaczyć następnego dnia w pracy, zaplanowały 

wspólny lunch podczas przerwy.

***

Bella otrząsnęła się i spojrzała na zegarek. Miała kilka godzin, dopóki jej zmiana 

się zacznie, a później miała zajęcia. Po zajęciach, miała jechać z Edwardem do hotelu, 
gdzie miało się odbyć przyjęcie Alice. Zamierzali zobaczyć nakrycia stołów i spróbować 
menu   przyjęcia.   Alice   żartobliwie   nazwała   ją,   kolacją   -   randką,   lecz   Bella   nie   była 
rozbawiona.

Kiedy skończyła się szykować, Bella zaryzykowała i poszła do kuchni, by zwędzić 

jabłko na śniadanie. Była uradowana, że jedyną osobą w kuchni był dr Carlisle, który 
czytał gazetę przy stole. Podczas, gdy szukała idealnego jabłka, Carlisle wspomniał, że 
wyjeżdża za kilka godzin, aby zobaczyć się ze swoją siostrą Tanyą. Edward zabierze go 
na lotnisko.

Starała się być naturalna, na pytanie, gdzie w tej chwili był Edward, a Carlisle 

odpowiedział, że wrócił właśnie z biegania i brał prysznic.

Bella   chwyciła   butelkę   wody   z   lodówki   i   powiedziała,   że   musi   napisać 

wypracowanie,   zanim   pójdzie   do   pracy.   Szybko   przeprosiła   i   zniknęła   w   pokoju 
gościnnym.

Zamknęła drzwi i wyjęła z torby laptopa. Podłączyła słuchawki i rzuciła się w wir 

pracy.   Fakt,   że   tylko   piętro   oddzielało   ją   od   nagiego   ciała   Edwarda,   powinno   być 
wystarczająco rozpraszające. Bardziej naglącą sprawą było to, że teraz ona i Edward 
mieli być zupełnie sami na następne dwa dni i noce.

***

Bella   była   pochylona   nad   swoim   laptopem,   ale   wciąż   słuchała   muzyki   przez 

słuchawki, podczas, gdy szukała fragmentu tekstu, który chciała uwzględnić w swoim 
referacie. Pilnie pracowała przez około półtorej godziny. Udało się jej uspokoić.

background image

Zdała sobie sprawę, że powinna powiedzieć Emmettowi. Zastanawiała się czy 

Emmett będzie spokojny, że zostaje ona sam na sam z Edwardem. Następnie wywróciła 
oczami na sposób swojego myślenia. Emmett nie przejąłby się tym. Całkowicie ufał 
Edwardowi i była pewna, że Emmett czuł, że nic się nie stanie, gdy będzie sama z 
Edwardem.   W   rzeczywistości   mogła   wyobrazić   sobie   Emmetta,   mówiącego   coś   w 
rodzaju, że może być równie dobrze jak pobyt w klasztorze.

Bella niemal wyskoczyła ze skóry, gdy poczuła dłoń na swoim ramieniu. Zerwała 

słuchawki z uszu i spojrzała nad swoimi książkami.

- Edward! Co do cholery! – Umieściła dłoń na swoim sercu, próbując uspokoić 

własny oddech.

Krótko   się   zaśmiał.   –   Przepraszam.   Pukałem   kilka   razy,   ale   myślę,   że   twoja 

muzyka była za głośna. – Usiadł na łóżku obok niej. – Mój tata powiedział, że pracujesz 
nad wypracowaniem.

Jego włosy były wilgotne i pachniał, jakby wyszedł prosto spod prysznica. Nagle 

wyobraziła sobie Edwarda mokrego, z przebłyskami w swojej głowie. Bella poruszyła 
się   na   swoim   miejscu.   –   Ach,   tak.   Właśnie   szukałam   czegoś,   by   umieścić   w   moim 
wypracowaniu.

- Oh – podniósł słuchawki włożył je na uszy. – O której wróciłaś zeszłej nocy?

Bella starała się skupić swoją uwagę z powrotem na książce, ale ciężko było jej się 

skoncentrować.   Jaki   do   cholery   był   ten   zapach?   Był   mocny   z   odrobiną   korzenia 
wonnego.

- Co? – Zapytała, gdy zauważyła wyczekujący wyraz na jego twarzy.

Powtórzył swoje pytanie. – O której godzinie wróciłaś zeszłej nocy?

- Oh, wróciłam kilka minut po dziesiątej.

Spojrzał w dół na jej komputer. – Czekałem na ciebie.

O   Boże.   Czy   zauważy,   jeżeli   przyłożyłabym   swój   nos   do   zgięcia   jego   szyi?  – 

Zastanawiała się.

Zamiast tego powiedziała. – Przepraszam. Nie chciałam, abyś na mnie czekał. 

Angela i ja miałyśmy naszą babską rozmowę, straciliśmy poczucie czasu.

- O czym rozmawiałyście? – Przeglądał jej listę odtwarzania.

- Wiesz, o tym co zwykle. Zakupach i butach.

Zaśmiał się. – Innymi słowy, rozmawialiście o facetach.

- Co? Dlaczego tak mówisz? – Zapytała obronnym tonem.

- Bella mam uwierzyć, że spędziłaś godziny rozmawiając o zakupach i butach?

background image

Bella otwierała i zamykała usta kilka razy, ale nic nie powiedziała.

Po chwili Edward powiedział. – Wow, zgadłem? Tylko żartowałem – zaśmiał się. – 

Więc o kim rozmawiałyście?

-   O   nikim   –   Bella   powiedziała   odrobinę   za   głośno.   Ściszyła   swój   głos.   – 

Rozmawiałyśmy o facetach w ogólnych warunkach.

- W ogólnych warunkach? Co to jest?

- Co masz na myśli?

- To brzmi jak ekskluzywny klub lub coś.

Bella zaśmiała się. – Chodzi mi o to, że nie rozmawiałyśmy o nikim szczególnym.

- Jesteś co do tego pewna?

- Tak!

Edward zmarszczył brwi na jej ton. – Dalej Bella, jesteśmy wszyscy przyjaciółmi. 

Możesz porozmawiać ze mną o swojej sympatii.

-   Nie   mam   żadnej!   –   Potrząsnęła   głową.   Zniżyła   ponownie   swój   głos,   zanim 

powiedziała. – To co mam na myśli to, to, że nie ma nikogo, kto interesuje mnie w tej 
chwili.

Zmarszczył na nią brwi. – Naprawdę? – Jego głos był dokuczliwy.

Mogła poczuć jak czubki jej uszu płoną. – Tak. – Starała się być obojętna na ten 

temat, ale dało się słyszeć drżenie w jej głosie.

- Więc kim jest Pan Olśniewający?

Zamrugała kilka razy. – Co?

Obrócił ekran komputera, tak by mogła zobaczyć i wskazał na zatytułowaną listę 

odtwarzania. – Pan Olśniewający.

Bella poczuła jak jej całe ciało się rumieni. Próbowała zatrzasnąć laptopa, ale 

Edward trzymał go z dala od jej zasięgu.

Kliknął   na   ikonę   i   zobaczył,   że   w   folderze   była   lista   stu   piosenek.   –   Pan 

Olśniewający jest bogaty. Dlaczego zdobył aż tyle piosenek?

Bella próbowała odzyskać laptopa, ale Edward blokował ją swoim ramieniem. 

Kiedy zrobiła ruch, by po niego sięgnąć, on owinął jedną z rąk wokół niej i odciągnął ją, 
tak jakby była małym dzieckiem.

- Jakie piosenki są dedykowane Panu Olśniewającemu? – Przewijał listę.

-   Edward,   ani   mi   się   waż!   –   Podeszła   do   niego   od   tyłu   i   okręciła   jednym 

ramieniem jego szyję w próbie duszenia. Udało się jej odciągnąć go, ale on opadł na nią, 
powodując, że Bella zamruczała na ten kontakt.

background image

Edward zachowywał się tak, jakby bycie duszonym było codziennością. Uniósł 

laptopa Belli na poziom swojej twarzy.

Przeczytał tytuł jednej piosenki z listy. – Turn Me On, Nory Jones – wymamrotał.

Kliknął przycisk play, a leniwa melodia pianina rozbrzmiała w pokoju.

- Edward! – Bella starała się, sięgnąć ponownie po komputer, gdy zaczął śpiewać i 

wszedł w słowa: Sitting at home waiting to be turned on."

Edward przesunął laptopa w lewo, co pozostawiło go poza zasięgiem Belli. – 

Hmm. To bardzo prowokująca piosenka. Czy Pan Olśniewający naprawdę sprawia, że 
czujesz się w ten sposób? – Kliknął na następną piosenkę. – Co to jest?

Brzmienie perkusji i gitary odbiło się echem, a śpiewano znajomy refren  How 

long must you wait for it?

Edward uśmiechnął się. – Pamiętam tę piosenkę. Pan Olśniewający ma dobry 

gust. – W złośliwy sposób powiedział. – Sądząc po piosenkach, jakie masz dla niego, 
wydaje się to jak

nieodwzajemniona miłość czy coś.

Kliknął na kolejną piosenkę. – Dlaczego masz tutaj tę piosenkę? - Nucący głos The 

Platters, rozbrzmiał w pokoju.

Bella   dawno  temu   podała   się,   by  zatrzymać   Edwarda,   ale  jedno   ramię   miała 

owinięte wokół jego szyi, a drugim zjechała pod jego ramię. Jedna noga zwisała jej z 
łóżka, a druga była zahaczona o jedną z jego nóg. Jego plecy były przyciśnięte do jej 
klatki piersiowej, a jego waga najpierw była zaskakującą, ale ostatecznie uznała ją za 
komfortową.

Starała się uspokoić swój oddech i była szczęśliwa, że Edward wydawał się być, 

zbyt zajęty sprawdzaniem listy piosenek niż tym, jak mocno go trzymała.

Zajęło jej pół minuty przetworzenie jego pytania. Następnie zapytała. – Co nie tak 

jest z tą piosenką?

- Nic, po prostu… pamiętam, że słuchaliśmy jej kiedy byliśmy… - odłożył laptopa 

na łóżko, ale nie ruszył się z miejsca.

Bella czekała, aż Edward będzie kontynuował.

- Pamiętasz polanę? – Jego głos był cichy.

background image

- Tak – oczywiście, że pamiętała.

To była właściwie plotka w liceum Forks, że była tam łąka w pobliżu szkoły. Była 

trudne do znalezienia, ponieważ była odosobniona. Oczywiście znaczyło to, że było to 
idealne   miejsce   dla   nastolatków.   Emmett   był   na   tropie   znalezienia   łąki,   a   Edward 
dołączył do niego, by pomóc mu ją odnaleźć. Oczywiście Alice i Bella nie mogły być 
pominięte, więc także zaoferowały się, by pomóc.

Podzielili   się   na   pary.   Wylądowała   z   Edwardem,   podczas   gdy   Alice   poszła   z 

Emmettem. Nie pamiętała jak potoczyło się to w ten sposób, ale była szczęśliwa, że jest z 
Edwardem.

Nikt właściwie nie wiedział, gdzie ona była, a szukali około czterdziestu pięciu 

minut, kiedy Bella i Edward znaleźli ją. Ich pierwszym odruchem, było znalezienie Alice i 
Emmetta, ale kiedy weszli na środek łąki, otwarte niebo, a widok na gwiazdy nie był 
dłużej zakrywany przez drzewa. To był widok zapierający dech w piersiach.

Usiedli razem na środku polany i słuchali iPoda Belli. Siedzieli przy Twilight Time

patrząc   na   gwiazdy.   To   było   podczas,   kiedy   sprawy   między   nią,   a   Edwardem   były 
niepewne. Bycie z nim sam na sam, należało do rzadkości, ale to było wrodzone, by z nim 
być.   Oparła   głowę   o   jego   ramię,   a   on   przytulił   ją   ramieniem.   Kiedy   piosenka   się 
skończyła, opuścili polanę.

Odnaleźli przyjaciół, czekających w ciężarówce Emmetta. Kiedy Emmett zapytał 

czy znaleźli polanę, Edward odpowiedział, że nie. Powiedział przyjacielowi, że zabłądzili 
i w końcu znaleźli drogę powrotną.

To był pierwszy raz, kiedy nawet o tym rozmawiali odkąd odkryli ją te wszystkie 

lata wstecz. Jeżeli by o tym rozmawiali, zrujnowałoby to magię łąki.

- Zastanawiam się czy nadal tam jest – powiedział.

- Jest – skuliła się po tym jak słowa padły z jej ust. Była uradowana, że nie mógł 

zobaczyć jej twarzy.

- Skąd wiesz? – Odwrócił twarz w jej kierunku, ale nadal nie mógł zobaczyć jej 

twarzy.

Bella zamknęła oczy, walcząc ze skradającym się zawstydzeniem. – Jestem pewna, 

że   nadal   tam   jest.   Nie   sądzę,   by   jeszcze   ktokolwiek   ją   odkrył.   Mam   na   myśli,   że 
usłyszałabym coś na ten temat. – Nie mogła bardzo prosto powiedzieć mu, że była tam 
sama, kiedy wyjechał.

background image

Zachichotał.   –   Niekoniecznie.   Jeżeli   jest   tak   piękna   jak   pamiętam,   nie 

powiedziałby o tym nikomu.

Otworzyła oczy. – Tak, tak myślę.

- Więc… kim jest Pan Olśniewający?

Bella stłumiła jęk. Nie chciała wyjaśniać, jak dostał tę ksywę. Nadała mu ją nowa 

uczennica Bree, kiedy był w ostatniej klasie.

- To nie Jacob, tak?- Jego głos był tak cichy, że prawie go nie usłyszała.

Wypuściła krótki śmiech. – Nie, to nie Jacob.

- Więc kto?

- To nikt taki.

Zanim się dowiedziała, co się wydarzyło, Edward wyskoczył z łóżka z nią wciąż 

na sobie. Wyglądało to tak, jakby wziął ją nieszkodliwe na barana, ale sposób w jaki 
chwycił ją za ramię, które było wokół jego szyi i tym jak zarzucił jedną z jej nóg wokół 
swojego biodra, powiedział Belli, że nie zamierza być delikatny.

- Edward, co ty robisz? – zapytała w panice.
- Zamierzasz mi powiedzieć? – Jego ton był ostateczny.

Starała poruszyć się pod jego uściskiem, bez powodzenia. – Co zamierzasz zrobić?

Skierował się do drzwi. – Mamy jacuzzi z tyłu…
- Nie zrobisz tego – Bella próbowała się wyrwać, ale jego uścisk był mocny.
- Lub możemy się mocować – powiedział pół żartem, pół serio.
Bella nie mogła nic poradzić na swój śmiech. - Nie jestem Emmettem.

- Prawda, ale zawsze wydawało się, że sprawy między nami były bardzo uczciwe i 

uczuciowe. – Kiedy Bella nic nie powiedziała, ciągnął dalej. – Jeżeli wygrasz, nie będziesz 
musiała mi mówić, a jestem pewien, że dasz Emmettowi znać, że skopałaś mi tyłek, co 
byłoby upokorzeniem, z którym nie mógłbym dalej żyć. – Jego uścisk za jej kolanami 
zacisnął się. – Ale jeżeli ja wygram, nie tylko powiesz mi, kim jest Pan Olśniewający, ale 
też wyjaśnisz mi, dlaczego wybrałaś takie piosenki do jego listy.

background image

Bella wiedziała, że nie ma sposobu, by fizycznie pokonać Edwarda na mocowanie. 

Emmett nauczył ją, że jeżeli będzie miała do czynienia z kimś, kto będzie silniejszy od 
niej, ma walczyć nieczysto. Nieważne co by to było.

Rękę, którą miała na Edwardzie, przycisnęła do jego ciała. Zamiast walczyć, by się 

wyrwać,   Bella   wkradła   się   pod   jego   koszulkę   i   dłońmi   przebiegła   po   nagiej   klatce 
piersiowej.
Prawie poluzował uścisk na Belli, ale oprzytomniał. Jego głos  załamał się. – Co ty robisz?

- Edward – powiedziała niskim głosem. Następnie trąciła czubkiem nosa miejsce 

za jego uchem, prawie tracąc panowanie nad sobą przez jego zapach.

- Bella? – Ledwo udało mu się powiedzieć.

Pozwoliła   sobie   dotknąć   wargami   jego   ucha,   podczas   gdy   wyszeptała.   – 

Naprawdę chcesz wiedzieć, kim on jest?

Ręka, która zataczała kółka wokół jego piersi leniwie schodziła w dół, muskając 

jego brzuch i zatrzymując się tuż pod jego pępkiem.

- Edward – odetchnęła w jego ucho.

Poczuł ponownie usta na swoim uchu i rozpaczliwe starał się nie myśleć, gdzie jej 

ręka zmierzała. Głęboko w jego umyśle czuł głuche ostrzeżenie, że powinien zatrzymać 
Bellę, ale uczucia z jego porannego snu powróciły i nie chciał jej zatrzymać.

- Edward? – Zapytała ponownie.

-   O czym   mówiłaś?   –  Stracił  wątek  rozmowy,   kiedy  poczuł   Bellę   napierającą 

swoim ciałem na jego plecy.

Bella nie sądziła, że będzie tak łatwo go rozproszyć. Spodziewała się większego 

oporu i była trochę zawiedziona, gdy nie było żadnego. Zbadała sytuację, poruszając 
nogami, a Edward puścił ją i postawił na ziemi.

Odwrócił się i miał intensywny wyraz twarzy.
Bella chciała zrobić krok w tył, ale tuż za nią było łóżko. Ciężko przełknęła i 

powiedziała. – Nie myślałam, że będzie tak łatwo.

- Co będzie tak łatwe? – Bawił się końcówką pasemka jej włosów i schował go za 

jej uchem.

Zawahała się sekundę, zanim powiedziała. – By cię rozproszyć.

background image

Przetworzył   to,   co   powiedziała   Bella   i   kiedy   zrozumiał,   wypuścił   pasmo   jej 

włosów, a jego oczy powiększyły się. – Masz na myśli, że to wszystko było sztuczką?

Uśmiechnęła się do niego niewinnie. – Wiem, że moje szanse mocowania się z 

tobą, są żadne, więc musiałam spróbować czegoś innego.

Mrugnął kilka razy, a jego usta częściowo były otwarte. Nie mógł znaleźć słowa, 

by określić, jak okrutną rzeczą było to, co zrobiła. Więc zamiast tego, zarzucił ją sobie na 
ramię, zmierzając ku drzwiom.

Bella wrzasnęła i powiedziała. – Co ty wyprawiasz?
- Musisz wejść do jacuzzi, by ochłonąć.

W   tej   chwili,   Edward   przeszedł   przez   drzwi,   kiedy   Bella   uderzyła   głową   o 

framugę.

- Ałł – złapała się za tył głowy.

Edward odsunął się od drzwi, spojrzał na nią i zapytał zaniepokojonym głosem. – 

Nic ci nie jest?

Chciała wykrzyknąć nie i to, że jest idiotą, ale od kiedy nie była już przerzucona 

przez jego ramię, w przypływie złości, owinęła nogi dookoła jego klatki piersiowej i 
zmusiła go, by szedł do tyłu.

Zamiast spaść na jego plecy, jak miała nadzieję, Edward potknął się i udało mu się 

upaść na łóżko.

Oboje zamruczeli, kiedy upadli na łóżko. Tym razem Bella była nad nim.

Przeklęła, zanim powiedział. – To boli.
Edward był delikatny, kiedy przewrócił ją na plecy, upewniając się, że trzyma 

jedną dłoń za jej głową. Drugą ręką zebrał włosy z jej twarzy, odsuwając je na bok, 
delikatnie dotykając tyłu głowy. Bella syknęła, kiedy znalazł obolałe miejsce, którym 
uderzyła we framugę drzwi.

- Nie sądzę, by to było jakieś trwałe uszkodzenie – miał lekki uśmiech na ustach. – 

Masz wyjątkowo twardą głowę.

Wywróciła oczami. – Dzięki.

- Ten Pan Olśniewający, musi być kimś bardzo ważnym dla ciebie, jeżeli jesteś 

skłonna przejść przez uszkodzenia ciała, by chronić jego tożsamość.

Zamrugała kilka razy.

background image

- Myślałaś, że zapomniałem? – Miał na twarzy zadowolony z siebie uśmiech.

Wypuściła krótki wydech. – Dlaczego jesteś taki ciekawy?

Filuterny uśmiech szybko zniknął. Uniósł ponownie pasemko jej włosów. – Myślę, 

że to naprawdę nie mój interes, tak?

Delikatnie się zaśmiała. – Będziesz zaszokowany, wiedząc kto to.
Jego oczy rozszerzyły się. – Czy to Emmett?
- Nie! - Tym razem nie mogła powstrzymać się od śmiechu.

- Więc kto to jest?

Potrząsnęła głową.
- Bella – powiedział niskim głosem. Leżał po swojej stronie, obok Belli, ale po 

chwili przeniósł ciężar ciała, tak aby jego górna połowa była przyciśnięta do niej.

Na tę reakcję, jej oczy powiększyły się. – Edward? Co ty…

Schylił głowę niżej i torował sobie linię szyi czubkiem nosa. – Dwóch może grać w 

tą grę.

O nie, pomyślała. Stłumiła jęk, kiedy poczuła usta dotykające zagłębienia szyi.
- To niedorzeczne – ledwo udało się jej powiedzieć.
Położył   dłoń   na   jej   biodrze,   był   trochę   rozczarowany,   że   nie   potrzebowała 

żadnego przymilania, by się do niego zbliżyć.

- Edward – ledwo udało się jej powiedzieć, kiedy poczuła koniuszki jego palców, 

drażniące skórę pod brzegiem jej bluzki.

Ich oddechy były urywane. Edward uniósł głowę ze zgięcia jej szyi i zaczęli się na 

siebie gapić, zastanawiając się jak znaleźli się w tej sytuacji.

Zanim cokolwiek innego mogłoby się wydarzyć, usłyszeli dyskretny kaszel przy 

drzwiach.

Edward przeklął do siebie, a następnie głośniej powiedział. – Tato – nie kłopocząc 

się, by spojrzeć.

- Czy w czymś przeszkodziłem? – Dało się usłyszeć w jego głosie.

Edward miał już powiedzieć tak, ale Bella była szybsza i powiedziała. –Nie – 

wygramoliła się od Edwarda i nerwowo uśmiechnęła się do Carlisle’a.

background image

- Przyszedłem tylko powiadomić Edwarda, że już prawie czas, by zawieść mnie na 

lotnisko. – Uśmiechnął się do nich lekko, zanim powiedział. – Co to były za wszystkie 
odgłosy wcześniej?

Edward usiadł i rzeczowym tonem powiedział. – Mocowaliśmy się.

Carlisle zmarszczył na niego brwi. – Czy tak dzieciaki nazywają to w dzisiejszych 

czasach?

Edward wywrócił oczami, a Bella poczuła jak jej policzki płoną.

Carlisle   zaśmiał   się   i   powiedział.   –   No   cóż,   kiedy   skończycie   się   mocować, 

zabierzesz mnie na lotnisko? Musimy wyjechać w ciągu dziesięciu minut, jeżeli chcę 
złapać samolot.

Edward   niechętnie   uśmiechnął   się   do   swojego   ojca.   –   Pewnie,   tylko   daj   mi 

minutkę.

Carlisle szczerze się do Belli uśmiechnął. – Miło było zobaczyć ciebie, Bella. I nie 

pozwól mojemu nieobliczalnemu synowi, posunąć się zbyt daleko.

Bella wiedziała, że musiała wyglądać jak pomidor. Udało się jej tylko wyskamlać 

na razie, zanim Carlisle zniknął.

Edward odwrócił się, by na nią spojrzeć. – Będziesz tutaj, kiedy wrócę?

Zniżyła brodę. - Właściwie planowałam się ruszyć. Słyszałam, że rock jest dla 

mnie idealny.

Podniósł jej podbródek z powrotem. – Nie ma powodu do zawstydzenia.

Bella wywróciła oczami. Była upokorzona faktem, że cieszyła się z tego, co z nią 

się działo, a Carlisle właśnie widział, jak bardzo jej się to podobało.

- Bella?

Sprawdziła, która godzina. – Właściwie, to muszę być wkrótce w pracy.

Jego wyraz twarzy był niespokojny. – Kiedy będziesz w domu po pracy?

- Mam poza tym zajęcia, więc nie wrócę późno dzisiejszego wieczora. – Też była 

niespokojna. – Następnie musimy iść do hotelu na weselny obiad.

- Zapomniałem o tym. – Edward zastanawiał się chwilę, a następnie powiedział. – 

Będziemy zatrzymywać się tutaj, po zajęciach, czy jedziemy prosto do hotelu?

-  Alice  zaznaczyła, że mam  się  tu  najpierw  zatrzymać  –  zawahała  się,  zanim 

powiedziała. – Chce, bym się przebrała przed wyjściem.

Zmarszczył brwi. – Przebrać? Dlaczego?

- Alice powiedziała, że kiedy już tam będziemy, będę szczęśliwa, że to zrobiłam.

background image

Uśmiechnął się. – Gdybym nie wiedział lepiej, pomyślałbym, że stara się wysłać 

nas na randkę.

Bella zachichotała. - Zdecydowanie stwierdziłaby, że nie planowała, aby tak się 

stało.

- Edward? – Zawołał Carlisle z drugiego pokoju.

- Już zejdę – odpowiedział. Spojrzał na Bellę. – Więc, chyba nie zobaczę cię aż do 

wieczora?

Skinęła głową.

Spojrzał na nią, a potem na drzwi, tam i z powrotem kilka razy, próbując coś 

zdecydować.   Po   chwili,   pocałował   ją   w   policzek   i   powiedział.   –   Do   zobaczenia 
wieczorem.

Wstał i podszedł do drzwi, uśmiechnął się do niej, zanim zniknął.

Bella podskoczyła na łóżku, kiedy usłyszała zamykanie drzwi frontowych. Była w 

takim oszołomieniu. Spojrzała ponownie na zegarek. Tak naprawę powinna wkrótce 
zbierać się do szkoły. Nadal musiała napisać wypracowanie, ale była bardzo chętna, by 
opowiedzieć Angeli o tym całym mocowaniu się, które zrobili.

***

Umysł Belli był lawiną różnych myśli. Prawie skończyła wypracowanie zanim 

przyszła pora, by iść do pracy, a musiała odwołać swój lunch z Angelą, ponieważ musiała 
wprowadzić   ostateczne   poprawki   przed   wydrukowaniem.   Angela   spodziewała   się 
czegoś takiego po niej, więc podczas pracy, Ang przyparła ją do jednej z półek i zapytała 
co się stało.

Bella   wyjaśniła,   co   wydarzyło   się   tego   ranka   z   listą   piosenek   Pana 

Olśniewającego, mocowaniu i o tym jak próbowała odwrócić uwagę innej osoby od 
prawdziwej   tożsamości   Pana   Oślepiającego.   Angela   słuchała   tego   z   ochoczym 
zainteresowaniem, a kiedy Bella zakończyła opowieść o minionych wydarzeniach, Angeli 
zajęło chwilę przyswojenie informacji.

- I? – Bella zapytała zatroskanym tonem.

Lekki uśmiech pojawił się na ustach Angeli. – Musicie mocować się częściej.

- Angela!

- Bella, ostatniego wieczoru powiedziałaś, że chcesz byście byli przyjaciółmi, a 

dzisiejszego ranka mówisz mi, że praktycznie tarzaliście się w łóżku z rękami na sobie.

- To nie…

background image

Angela uniosła dłoń. –Wy naprawdę musicie następnym razem zamknąć drzwi na 

klucz, by nikt wam nie przeszkodził.

- Nie mogę uwierzyć…

Angela   odetchnęła   z   frustracją.   –   Nieważne.   Powiedz   kiedy   skończycie   z 

zaprzeczaniem sobie, ponieważ kiedyś w końcu odpuścicie, sprawy powinny potoczyć 
się bardziej interesująco.

Bella była zaskoczona komentarzem przyjaciółki.

Angela   normalnie   nie   była   tak   dosadna,   spojrzała   przepraszająco   na   Bellę.   – 

Wybacz. To było przekroczenie granicy.

Bella skinęła głową, ale nic innego nie powiedziała.

Po chwili powiedziała. - Czy było tak, zanim zaczęłam spotykać się z Benem?

Bella spojrzała w bok. – Co masz na myśli?

- Bella, nie kłam. Jestem pewna, że byłam wciąż bardzo frustrowana, kiedy nie 

byłam pewna, czy Ben chciałby się ze mną umówić.

- Nie, nie było – Bella starała się zabrzmieć przekonująco, ale nie myślała, że się 

udało.

- Jesteś dobrym przyjacielem. A ja powiem ci to, co ty powiedziałaś mnie.

Bella spojrzała na Angelę i czekała na ciąg dalszy.

- Po prostu zaryzykuj. Przynajmniej wtedy nie będziesz zawsze się zastanawiać.

Nie rozmawiały więcej o tym, ponieważ znalazł je bibliotekarz i powiedział, że 

jest   więcej   książek   do   ułożenia   z   powrotem   na   półkach.   To   był   tydzień   przed 
egzaminami, więc biblioteka była bardzo zajęta.

Kiedy   była   przerwa   Belli,   sprawdziła   swój   telefon   i   zobaczyła,   że   była   tam 

wiadomość od Alice. Wysłuchała jej, kiedy Alice mówiła jej, że chciała upewnić się, że 
wpadnie   do   domu,   by   wziąć   parę   czarnych   szpilek   w   drodze   powrotnej   do   domu 
Cullenów. Bella oddzwoniła do Alice z zapytaniem, dlaczego są potrzebne jej szpilki, a 
Alice wyjaśniła jej, że będzie pasować do jej stroju, który będzie miała na sobie dziś 
wieczorem   w   czasie   kolacji.   Bella   zamierzała   zapytać   o   strój,   ale   Alice   przerwała 
rozmowę, krótko mówiąc, że musi wrócić do pracy.

Właśnie  wzięła  buty  od  siebie  z domu,  a teraz  była  w  drodze  powrotnej  do 

rezydencji Cullenów. Zajęcia były klapą, ale dokonała zmian w wypracowaniu. Dobrą 
sprawą było to, że były już egzaminy końcowe, a wszystko co musieli zrobić to zaliczyć 
zajęcia.

background image

Zaparkowała samochód przed garażem i weszła przez tylne drzwi domu. Weszła 

do pokoju gościnnego, by włożyć swoje rzeczy, kiedy  I’m Just a Girl  zabrzmiało z jej 
telefonu.

Bella   odebrała.   –   Alice,   właśnie   weszłam   do   twojego   domu.   Dasz   mi   chwilę 

oddechu?

Alice zaśmiała się. – Oddychaj ile chcesz, ale musisz zacząć się szykować.

Bella sprawdziła godzinę. – Jest jeszcze półtorej godziny do obiadu.

- Wiem. To niewiele czasu, ale powinno wystarczyć.

Powinno wystarczyć? – pomyślała Bella. Wszystko co miała zrobić to się przebrać. 

Co miałaby jeszcze ewentualnie do zrobienia?

- Idź do mojego pokoju i wyciągnij top i spódnicę, które chcę żebyś włożyła.

- Poczekaj – Bella wyszła z pokoju gościnnego i wspięła się po schodach, by 

dostać się do sypialni Alice.

- Jesteś już tam? – Zapytała Alice.

Bella właśnie otworzyła drzwi od jej pokoju. – Tak. Jestem – podeszła do szafy i 

otworzyła podwójne drzwiczki. – Jezu, Alice. Nie mogę w to uwierzyć.

Zajęło   kilka   minut   Belli,   by   znaleźć   to   co   Alice   chciała,   by   włożyła.   Kiedy 

skończyła, wzięła ubrania i zaczęła wychodzić z pokoju Alice.

- Zanim wyjdziesz, idź do mojej łazienki.

- Po co?

- Chcę byś wzięła wałki do włosów, tak byś mogła nakręcić na nie swoje włosy.

- Alice, idziemy tylko coś zjeść. Nie muszę nakręcać po to włosów.

-   Kiedy   będziesz   w   Edgewater,   zobaczysz   o   czym   mówię.   To   naprawdę 

ekskluzywne miejsce. Będziesz zadowolona, że włożyłaś wysiłek w to, jak wyglądasz.

- Chyba tak. – Wzięła pudełko z wałkami. Z tym i ubraniami na ramieniu, zeszła 

na dół do pokoju gościnnego, podczas gdy balansowała z telefonem między uchem, a 
ramieniem.

- Poza tym, jestem pewna, że Edward również to doceni.

- Alice, co ty planujesz?

- Nic.

Bella  powiesiła  bluzkę  i  spódnicę   na   szafie  w  pokoju  gościnnym   i poszła  do 

łazienki przygotować wałki.

- A i Edward zostawił mi wiadomość. Chce wiedzieć kim jest Pan Olśniewający.

background image

Bella prawie potknęła się w drodze do łazienki. – Co?

- Nie miałam okazji, by do niego oddzwonić, ale pomyślałam, że to dziwne, że o to 

pyta. Czy to nie nazwa Bree…

- Nie mów mu!

- Co w tym wielkiego? Czy coś się stało?

Bella stała na środku pokoju z jedną ręką na głowie. – Raczej – Bella powiedziała 

Alice, że Edward widział jej playlistę zatytułowaną - Pan Olśniewający. – i pytał ją kim on 
jest.

Alice zaśmiała się. – Czemu mu nie powiedziałaś?

- Um, ponieważ byłoby to upokarzające.

- Nie, nie byłoby. Sądzę, że by mu się spodobało.

- Pomyślałby, że zwariowałam.

- Dlaczego byłoby to szaleństwem? Ma playlistę o tobie.

Serce Belli zatrzepotało w klatce piersiowej i musiała złapać oddech. – Zamknij 

się!

Alice ponownie się zaśmiała. – Nie wie, że ja wiem. Ostatecznie, jestem całkowicie 

pewna, że to o tobie.

- Co sprawiło, że myślisz, że to o mnie?

- Cóż, nie byłam pewna wcześniej. Mam na myśli, że jest to oznakowane Piękna. 

Myślałam, że po prostu zaczynał być emo lub coś, ale teraz nabiera to sensu.

Tym razem to Bella się zaśmiała. – To nie ja.

- Um, nie wiesz co twoje imię oznacza w języku włosku?

Bella   otworzyła   usta,   by   zaprzeczyć   Alice,   ale   nie   mogła.   Jej   mama   czasami 

nazywała ją Piękną, kiedy była dzieckiem. Powiedziała swojej mamie, że nazywa się 
Bella,   a   matka   powiedziała   jej,   że   jej   imię   oznacza   piękna   po   włosku.   Bella   była 
oszołomiona. Czy możliwe jest, że Edward ma dla niej playlistę?

- Więc, zamierzasz mu powiedzieć o Panu Olśniewającym? – Zapytała Alice.

Bella zamrugała kilka razy, pozbywając się oszołomienia. – Nie wiem.

- Myślę, że powinnaś.

- Może.

-   Powinnaś   zacząć   się   szykować.   Jeżeli   chcesz   pożyczyć   jakieś   kosmetyki   do 

makijażu, mam kilka w łazience. Ale upewnij się, że nałożyłaś trochę błyszczyku na usta.

- Dobrze.

background image

- I chcę zdjęcie, zanim wyjdziesz, tak bym mogła zobaczyć efekt końcowy.

- Pewnie.

Alice zawahała się zanim powiedziała: - Bella, słyszałaś co powiedziałam?

- Tak. Makijaż, błyszczyk i zdjęcie zanim wyjdę.

Tym razem była Alice okazała się być zaskoczona. – Nie zamierzasz się ze mną 

kłócić o makijaż?

Bella poruszyła się w miejscu. – Nie.

- Oh. – Alice brzmiała na zaskoczoną.

- Cóż, lepiej już zacznę.

- Tak. Porozmawiamy później.

Rozłączyły się. Bella rzuciła telefon na łóżko i poszła na górę, by wziąć jakieś 

kosmetyki Alice. Miała bardzo dużo darmowych próbek z pracy, było nienormalne jak 
wiele tego leżało naokoło.

Normalnie włożyła by więcej zaciekłości w to, by walczyć z Alice, ale jeżeli to, co 

powiedziała   jest   prawdą,   wtedy   Bella   chciała   dobrze   wyglądać   wieczorem.   Nie 
obchodziło ją gdzie idą, ale jeżeli Edward naprawdę myślał, że jest piękna, chciała czuć 
się piękna.

Kiedy wzięła rzeczy, których potrzebowała, wyszła z pokoju Alice i poszła na dół. 

Kiedy dotarła do kuchni, zauważyła, że Edward siedział na kanapie i skakał po różnych 
kanałach. Kiedy usłyszał jak Bella weszła, wyłączył telewizor, wstał i odwrócił się.

- Cześć – powiedział.

- Cześć, nie wiedziałam, że jesteś w domu.

- Właśnie wróciłem. Byłem na lunchu w mieście, a następnie zatrzymałem się na 

kawie.

- Wow, musi być miło być mężczyzną z wolnym czasem.

Lekko się zaśmiał. – Naprawdę ciężko pracowałem nad moim wypracowaniem 

tego ranka, więc pomyślałem, że zasługuję na przerwę.

- Skończyłeś?

- Prawie. Popracuję nad nim po kolacji – zauważył kosmetyki w jej dłoniach. – To 

na dziś wieczór?

Bella siłą woli nie zarumieniła się. – Tak. Alice powiedziała, że muszę włożyć 

trochę działania w mój wygląd na dzisiejszą kolację.

Zmarszczył brwi. – Jakiś szczególny powód?

background image

Wzruszyła ramionami. – Myślę, że miejsce do którego idziemy jest naprawdę 

ekstrawaganckie,   a   Alice   powiedziała,   że   poczuję   się   lepiej,   jeżeli   będę   wyglądać 
najlepiej jak umiem.

- To nie będzie zbyt trudne do zrobienia.

Bella poczuła jak jej serce skacze, ale trzymała w ryzach swoje emocje.

- Nie każdy jest obdarzony naturalnym pięknem. To wymaga wysiłku dla nas 

śmiertelników, by wyglądać w połowie tak dobrze w porównaniu do ludzi takich jak ty – 
jej ton był złośliwy.

Usta   Edwarda   były   lekko   rozszerzone,   ale   szybko   się   otrząsnął.   –   Źle   to 

zrozumiałaś.

Bella zmarszczyła czoło.

Lekki   uśmiech   igrał   w   kącikach   jego   ust.   –   Twoje   piękno   nie   musi   w   ogóle 

podejmować żadnych działań.

Bella uciekła wzrokiem, ale nic nie mogła poradzić na uśmiechanie się. Następnie 

powiedziała.   –   Wiesz,   gdybym   nie   wiedziała   lepiej,   powiedziałabym,   że   próbujesz 
wprowadzić mnie w dobry nastrój. Czy jest coś, co powinnam wiedzieć o dzisiejszym 
wieczorze? Alice nie panuje żadnych niespodzianek, prawda?

Tym razem, Edward obszedł dookoła kanapę i ustał naprzeciwko Belli. – Nic, tego 

jestem świadomy.

Bella spojrzała i zauważyła, że miał rozbawiony wyraz twarzy. – Oczywiście, nie 

powiedziałbyś mi. Jesteś bardzo lojalny wobec Alice.

Uniósł swoje dłonie. – Przysięgam. Wiem tyle samo co ty.

Przymknęła na niego oko w zabawny sposób, tak jakby podejmowała decyzję, czy 

był prawdomówny. Po chwili uśmiechnęła się i powiedziała - Dobrze, ale zapamiętaj. 
Znam twoje słabości i mogę wydobyć z ciebie prawdę w taki czy inny sposób.

Zrobił krok w jej kierunku. – Moje słabości?

- Nie powinieneś mówić mi, że nie potrafisz mi odmówić – rzuciła mu złośliwy 

uśmiech.

Natychmiast Edward poczuł wybuch ognia w klatce piersiowej. – Jeżeli znasz tę 

prawdę o mnie wtedy… – jego oczy wlokły się po jej twarzy, zanim powiedział. – Wiesz 
też, że nie zajęłoby ci zbyt wiele wysiłku, by dostać to czego chcesz.

Bella zamrugała kilka razy. Jak sprawy potoczyły się tak szybko, z zabawy w tlący 

się   ogień?   Nigdy   nie   doświadczyła   tak   wielu   sprzecznych   emocji   podczas   jednej 
rozmowy. Zanim rozmawiała z Angelą i Alice, pomyślałaby, że Edward dokuczał jej, ale 

background image

teraz, z jego palącą intensywnością w oczach, nie była pewna. Starał się być zabawny, ale 
emocje w jego oczach, zdradziły go, a Bella zdała sobie sprawę, że był poważny.

Edward   zobaczył   jej   wahanie   i   zrozumiał,   że   spowodował   jej   dyskomfort. 

Przekroczył granicę, która spowodowała, że czuła się zakłopotana i żałował tego.

Odchrząknął i powiedział. – Lepiej idź się przygotuj. Jestem pewien, że Alice 

zamierza zadzwonić, by aktualizować plany.

Potrząsnęła głową, pozbawiając się otumanienia. - Racja, mojego zdjęcie, zanim 

pójdę na kolację.

Edward zmarszczył czoło. – Zdjęcie?

Bella lekko się zaśmiała. - Myślę, że chce się upewnić, czy ją posłuchałam.

Uśmiechnął   się   i   właśnie   wtedy   zadzwonił   jego   telefon.   Sprawdził   dane 

dzwoniącego, zanim odebrał.

- Cześć Alice – powiedział, rzucając Belli łagodny uśmiech, który zniknął, kiedy 

powiedział – Co masz na myśli mówiąc, w co zamierzam się ubrać na kolację wieczorem?

Bella   uśmiechnęła   się   szeroko   i   pomachała   mu,   zanim   zniknęła   w   pokoju 

gościnnym. Poszła do łazienki. Wałki były gorące przystąpiła do nakręcania włosów. Nie 
mogła nic poradzić na uczucie zawrotu głowy na myśl, że wychodzi z Edwardem, myśląc 
że nie była to technicznie randka.

***

Edward gapił się na ekran swojego komputera, naprawdę nie czytając tego co tam 

jest napisane. Dotrzymał słowa i zaczął pracować po kolacji nad wypracowaniem. No 
cóż,   próbował   bynajmniej.   Sprawdził   godzinę   i   zdał   sobie   sprawę,   że   siedzi   przed 
monitorem przez ostatnie piętnaście minut.

Odepchnął na bok laptopa, który leżał na biurku i oparł się o krzesło. Nie był 

pewien jak czuła się Bella, ale oczekiwał, by spędzić z nią czas, a miał trudny moment, 
przyznając że wieczór się skończył.

Kiedy Alice zawołała go, by sprawdzić, co zdecydował włożyć na kolację, był 

lekko przygaszony, że mogłaby w niewielki sposób zarządzać czymś takim, ale kiedy 
wspomniała, że wybrała strój dla Belli, był bardziej otwarty, by wysłuchać jej propozycji. 
To nie było tak, że Bella była źle ubrana, ale kiedykolwiek Alice mówiła, co Bella ma 
włożyć, zawsze z trudem odrywał od niej oczy.

Alice postanowiła, że Edward powinien włożyć ciemne, wytarte dżinsy z koszulą 

z guziczkami przy kołnierzu  w kolorze węgla. Koszula była prezentem od Alice, która 
byłą  częścią  kompletu,  który  był   szyty  na   miarę  dla  niego.  Był  zaskoczony  tym,   że 
wybierała dla niego spodnie, ale powiedziała, że ciemne ubranie nie jest tak swobodne 

background image

jak dopasowane dżinsy, a wtedy mu pochlebiała. Kiedy włożył na siebie strój, dał Alice 
kredyt zaufania. To był prosty strój, ale uzupełniał go bardzo dobrze.

Kiedy skończył się przygotowywać, zszedł na dół, by poczekać na Bellę. Był w 

pokoju   dziennym   i   włączył   telewizor.   Naprawdę   nic   go   nie   interesowało,   ale 
potrzebował czegoś, by pozbyć się napięcia nerwowego jakie czuł. Nie wiedział dlaczego 
czuła się w ten sposób. To nie była technicznie randka, ponieważ szli tam, by zrobić 
przysługę   Alice,   ale   wszystkie   inne   uczucia   związane   z   pierwszą   randką,   były   tam: 
niepokój, ciekawość oraz oczekiwanie.

Bella   wyszła   z   pokoju   gościnnego   zaledwie   kilka   minut   później.   Starała   się 

wepchnąć do małej torebki jakieś rzeczy, więc na początku nie zauważyła Edwarda.

Alice dokładnie wiedziała, jak działać z pięknem Belli. Spódnica, którą włożyła, 

obciskała jej ciało we właściwych miejscach i pokazywała wystarczająco dużo nóg, by 
kusić wielbiciela. Szpilki zawiązane dookoła kostki, dodawały uwodzicielstwa do długich 
nóg. Bluzka była w śmiałym, rubinowym kolorze, którego normalnie nie ubrałaby, ale 
uderzająco kontrastował z jej jasną karnacją. Top odsłaniał jej nagie ramiona i dekolt.

A jej włosy. Były trochę potargane, a fale opadały dookoła jej ramion. Z jakiegoś 

powodu, Edward nic nie mógł poradzić, że wyobrażał sobie, jakby wyglądała bez ubrań, 
z włosami tak opadającymi jej na ramiona.

Kiedy   skończyła   upychanie   torebki,   spojrzała   na   niego.   Jej   twarz   wyrażała 

zaskoczenie, ale szybko pozbyła się go i ciepło się do niego uśmiechnęła. Powiedziała – 
Wyglądasz   bardzo…   ładnie.   –   To   zabrzmiało   tak,   jakby   zamierzała   powiedzieć   coś 
innego, ale liczyła się ze słowami.

Edward uśmiechnął się i powiedział. – A ty wyglądasz bardziej niż ładnie.

Zauważył lekki rumieniec, który pojawił się na jej policzkach i spodobał mu się.

Wyszli na kolację i przyjechali do hotelu jakieś dwadzieścia pięć minut później. 

Edgewater   było   nabrzeżnym   hotelem   z   widokiem   na   Zatokę   Puget.   Hotel   posiadał 
elementy   z   północno   –   zachodniego   Oceanu   Spokojnego   z   takimi   szczegółami   jak 
kamienny kominek i drzewo w kolorze miodu na podłogach i na suficie. Oprócz zatoki, 
był też tam widok na góry Olympic. Dało się też tam wyczuć miejską atmosferę. Stoły w 
jadalni   były   przykryte   białym   obrusem,   a   do   siedzenia   wykorzystano   bambusowe 
krzesła. Drzwi na balkon były zasłonięte białą tkaniną, a graniczyło to z szklaną ścianą, 
więc widok na wodę nie był utrudniony.

Alice   dobrze   wybrała,   a   Bella   ucieszyła   się,   że   wysłuchała   jej   rad.   Jednakże, 

atmosfera hotelu była całkowicie zagubiona dla Edwarda.

Bella doprowadzała go do szaleństwa. Zadzwoniła do Alice, by poinformować ją, 

że są w hotelu, a skończyło się na tym, że Bella większość czasu spędziła na rozmowie 

background image

przez   telefon.   Nie   przeszkadzało   mu   to   za   bardzo,   ponieważ   pozwoliło   mu   to 
obserwować ją.

W jednej sprawie zapytała go, czy pożyczy jej komórkę, ponieważ w jej telefonie 

bateria się rozładowała.

Prawie   nie   usłyszał   pytania,   ponieważ   był   rozproszony   przez   sposób,   w   jaki 

oblizała swoje wargi, po tym jak spróbowała jedzenia, które zaczęto podawać.

Kiedy skończyli z daniami, wyszli z hotelu i wrócili do domu. Jednakże rozmowa 

Belli z Alice przedłużyła się na jazdę w samochodzie, dopóki nie dostali się na miejsce. 
Alice była wytrwała w swoich staraniach, by uzyskać wszystkie szczegółowe informacje 
na   temat   jedzenia,   rozmieszczenia   i   czy   dobrze   usłyszała.   Alice   zapytała   Belli   jak 
wygląda jadalnia, kiedy naturalne oświetlenie znikało. Alice była nieustępliwa, ale Bella 
poradziła sobie z tym wszystkim ze spokojem, który był nawet poza tolerancją Edwarda.

Przed   zakończeniem   rozmowy,   Alice   przypomniała   przyjaciółce   o   ostatecznej 

przymiarce sukien druhen następnego dnia. Edward będzie jej towarzyszył, ale Alice, 
czekała na inną kobiecą okazję, zapytała Belli czy byłoby możliwym zaproszenie Angeli, 
by   też   poszła.   Bella   powiedziała,   że   zapyta   czy   jest   wolna,   ale   nie   dawała   żadnej 
gwarancji.

Kiedy skończyła rozmawiać z Alice, Bella wróciła do wieczora. Tak naprawdę nie 

mógłby winić jej po przysłuchaniu się, przez co Alice ją prowadziła.

Edward   wstał   od   biurka   i   się   wyprostował.   Był   pełen   niespokojnej   energii   i 

myślał,   że   pracując   nad   wypracowaniem,   pomogłoby   to   jakoś,   ale   nie   mógł   się 
skoncentrować. Myślał nad tym, by wyjść pobiegać, ale było za późno, a nie podobał mu 
się pomysł zostawienia Belli samej, nawet jeśli było to tylko na krótko.

Nie miał telewizora w swoim pokoju, ponieważ nie było go w domu dość często, 

więc   postanowił   zejść   na   dół,   by   obejrzeć  Centrum   Sportowe,   zanim   pójdzie   spać. 
Statystyki   i   wyniki   sportowe,   zawsze   wydawały   się   mieć   uspokajające   działanie. 
Ponieważ  miał   już   na   sobie   spodnie   od  piżamy,   poszedł,   by  wziąć   koszulkę,   zanim 
zejdzie na dół.

Zanim zdążył się ubrać, zauważył, że Bella stała w jego drzwiach.

Spojrzał na nią z wyrazem zaskoczenia na twarzy. – Jak długo tam stoisz?

Bella poruszyła się w miejscu. – Dopiero weszłam. - Właściwie nie zdradziła 

wcześniej swojej obecności, osłupiała tym jak się prostował. Zwykle to był nieszkodliwy 
gest, ale ponieważ jego klatka piersiowa była naga, Bella mogła wyraźnie zobaczyć jak 
jego mięśnie napinają się.

W ustach zrobiło jej się sucho.

background image

Zawahała   się   zanim   zrobiła   krok   do   pokoju.   –   Pomyślałam,   że   chciałbyś   to 

odzyskać - podała mu telefon komórkowy.

Przeszedł przez pokój, by wziąć od niej telefon. – Dzięki.

Miał lekki uśmiech na ustach, a ona zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie może 

poczekać   do   rana.   Na   dole  wydawało   się  bardzo   ważnym,   aby  zwrócić   mu  telefon. 
Pomyślała, że jego rodzice chcieliby trzymać z dala od niego w przypadku awarii.

Właśnie zrozumiała, że mogliby z łatwością zadzwonić na telefon domowy, jeżeli 

nie złapaliby go przez jego komórkę.

Chciała siebie skopać za nie przemyślenie tego.

Bella powiedziała. – No cóż, pewnie jesteś zajęty. Wygląda na to, że pracujesz nad 

wypracowaniem – kiwnęła głową w kierunku otwartego laptopa.

Poszedł do biurka i położył telefon na biurku obok komputera. Następnie potarł 

sobie tył karku. – Tak, byłem. – Nie musiała wiedzieć, że jest niespokojny. Nie pomogło 
to, że przyszła do jego pokoju, tylko w jego koszulce od footballu.

- Cóż, pozwolę ci do niej wrócić.

- Dzięki za przyniesienie telefonu.

Stali tam przez chwilę, zanim Bella odwróciła się, by wyjść. Dotarła aż do drzwi i 

zatrzymała się. Stojąc do niego tyłem.

- Bella?

Minęła chwila, zanim obróciła się. – Właśnie myślałam… jeżeli pracujesz nad 

swoim wypracowaniem…

Zrobił krok do przodu. – Tak?

- W każdym razie będziesz, prawda?

Skinął głową.

- No cóż, zamierzałam czytać mój egzamin końcowy. I… - spojrzała w dół na 

dłonie   splątane   razem.   W   końcu   spojrzała   w   górę   i   powiedziała.   –   Myślałam   czy 
mogłabym przyjść tutaj i czytać, podczas gdy będziesz pracować.

Zmarszczył brwi.

Bella uniosła dłonie. – W porządku. Tylko myślałam – nieważne – odwróciła się, 

by wyjść.

- Czekaj Bella – poszedł za nią.

Odwróciła się kiedy doszedł do drzwi.

Powiedział. – To dla mnie pasuje.

background image

Bella zawahała się, zanim powiedziała. – Nie musisz mówić tak. Ja tylko… Jestem 

przyzwyczajona do tego, że Emmett może po prostu być na korytarzu. Wiem, że to 
głupie.

- Nie, nie jest – Nic nie mógł poradzić, na bycie trochę rozczarowanym, tym że nie 

chciała z nim zostać z innych powodów. – Jeżeli chcesz wziąć swoją książkę i wrócić, 
będę tutaj - rzucił jej uspakajający uśmiech.

- W porządku – odwzajemniła uśmiech i zeszła na dół, by wziąć książkę.

Prawdą było, że brakowało jej Edwarda. Mimo, że byli razem przez cały wieczór, 

czuła się jakby tak naprawdę nie spędziła z nim czasu. Rozmawiała przez większość 
czasu z Alice, a chciała mieć trochę czasu, aby porozmawiać z Edwardem. Kochała Alice, 
ale nic nie mogła poradzić na uczucie lekkiej frustracji przez uwagę jej przyjaciółki do 
szczegółów   o   jedzenie   i   salę   do   jedzenia.   Bella   myślała,   że   Alice   chce   pomóc   jej   z 
Edwardem, a Bella tym razem, była na to otwarta, Alice wydawała się być nieświadoma 
tego wieczoru. Zrozumiała, że Alice pewnie, naprawdę martwi się ślubem.

Znalazła książkę i zgasiła światło w pokoju gościnnym. Zwolniła tempo, więc nie 

wyglądało na to, że śpieszyła się by wrócić. Zatrzymała się w kuchni po dwie butelki 
wody, zanim wróciła do pokoju Edwarda.

Kiedy tam dotarła, Edward siedział z powrotem przy biurku i pisał bez przerwy 

na komputerze.

Postawiła wodę na rogu biurka. – Pomyślałam, że będziesz chciał jedną.

- Dzięki – nie oderwał wzroku od komputera.

Bella   postawiła   swoją   butelkę   na   nocnym   stoliku   przy   jego   łóżku.   Następnie 

usiadła i otworzyła książkę. Jedynym dźwiękiem było pisanie Edwarda na klawiaturze.

Po chwili, Edward powiedział. – Wiesz, poradziłaś sobie z Alice bardzo dobrze – 

nie przestał pracować.

Spojrzała znad książki. – Dzięki. Nie myślałam, że kiedykolwiek odpuści.

Cicho się zaśmiał. – Czy myślisz, że będzie aż tak straszna jutro przy przymiarce?

- Mam nadzieję, że nie. Chodzi mi o to, że ona już widziała sukienki. Ale wtedy 

znowu, to dobry pomysł, by Angela poszła z nami. Alice pewnie nie uwierzy mi, jeżeli 
powiem, że wszystko w porządku.

- Co? Nie ufa twojemu osądowi? – Powiedział w dokuczliwy sposób.

-   Nie   kiedy   idzie   o   ubieranie,   ale   nie   mogę   jej   tak   naprawdę   winić.   Kiedy 

przeprowadziła   mnie   przez   swoją   szafę,   nie   mogłam   odnaleźć   różnicy   między 
spódnicami a tą, którą chciała bym włożyła.

- Jaki był inny wybór?

background image

- Jedna była ta, którą włożyłam, a inną była mini – spódniczka.

Zmarszczył   brwi   nawet   myśląc,   że   Bella   nie   widzi   jego   twarzy.   –   Mini   – 

spódniczka? – to był męski odruch.

Bella zachichotała. – Nie było mowy, bym to włożyła. Ledwie weszłam tą, którą 

miałam  dzisiejszego  wieczoru.  Alice jest niższa ode mnie. Mini - spódniczka  byłaby 
nieprzyzwoita.

Edward odchrząknął. – Tak, to byłoby straszne. – Chociaż po tym wszystkim, nie 

brzmiał szczerze.

Bella spojrzała w dół na swoją książkę, ale po mniej niż minucie, nie mogła nic 

poradzić na podniesienie wzroku i oglądanie jak Edward pisze. Nadal był bez koszulki, a 
ona nie mogła utrzymać oczu z daleka. To nieczęsto się zdarzało, ale kiedy przestał, by 
użyć myszki na ekranie komputera, mięśnie na jego plecach nieco się napięły.

Ciężko przełknęła. Dobrym pomysłem było przyniesienie butelki wody ze sobą. 

Wzięła ją i wypiła łyk.

Po tym jak Bella zniknęła na dole, gdyż poszła po książkę, Edward ponownie 

zainteresował się wypracowaniem. Potrzebował czegoś, by zająć tym ręce. Wiedział, że 
śpi ona w jego koszulce, ale widząc ją w niej było całkowicie inną sprawą. Starał się nad 
tym nie rozpamiętywać, ale nic nie mógł poradzić, zastanawiając się, czy rzeczywiście 
włożyła   niebieskie   koronkowe   spodenki   pod   jego   koszulkę.   Jego   pisanie   stało   się 
bardziej energiczne w celu zablokowania obrazu w jego głowie. Edward powiedział. – 
Więc, masz jakieś wieści od Emmetta?

-   Właściwie   to   nie   –   Bella   przyłożyła   nakrętkę   na   butelkę.   -   To   dziwne. 

Kiedykolwiek wyjeżdża, zawsze dzwoni i sprawdza co u mnie.

- Jestem pewien, że jest po prostu zajęty.

Bella nie mogła powstrzymać małego śmiechu. – Pewnie masz rację.

- Co jest takiego zabawnego?

Zawahała się zanim powiedziała. – Rosalie miała go zaskoczyć.

Przestał pisać i odwrócił głowę, by na nią spojrzeć. – Naprawdę? - Ponownie 

zwrócił twarz do ekranu i zachichotał. – To by tłumaczyło sprawy w takim razie.

- Co masz na myśli?

-   Znając   twojego   brata   i   Rosalie,   oni   prawdopodobnie…   -   poprawił   się   na 

siedzeniu i zawahał się zanim kontynuował. – Jestem pewien, że spędzają mnóstwo 
czasu by się nawzajem poznać.

Bella cicho parsknęła. - Czy zapomniałeś, że Emmett jest moim bratem? Biedna 

Rosalie.

background image

-   Biedna   Rosalie?   –   Edward   przestał   pisać   i   obrócił   się.   -   Emmett   nigdy   nie 

zmarnował szansy.

Bella zmarszczyła czoło. – Emmett nie jest za bardzo subtelny. Jestem pewna, że 

ona jest poza jego… po za nim.

Edward się zaśmiał – Emmett nie musi być subtelny co do Rosalie. Jeśli coś, 

Rosalie… jest bardzo zdeterminowana, kiedy… ma na czymś oko czy nad kimś, w tym 
przypadku.

-   Wydawała   się   być   naprawdę   zdenerwowana   co   do  spotkania   z   Emmettem, 

podczas gdy tam był.

- Naprawdę? – Myślał nad tym przez minutę. – To nie brzmi jak Rosalie.

- Dlaczego? Nie była zdenerwowana?

- Rosalie nigdy się nie denerwowała niczym. Jest naprawdę pewna siebie i używa 

tego, by dostać tego co chce.

- Sprawiasz, że wydaje się… zadziorna.

- Bo jest – Edward spojrzał na nią z rozbawieniem.

Bella zmarszczyła na niego brwi. – Mówisz tak z doświadczenia?

Zamrugał kilka razy, zanim powiedział. – Może.

Bella zmarszczyła brwi. – Ty i Rosalie…

Uniósł dłonie w obronnym geście. – Nie. Tylko wyszliśmy razem parę razy.

- Więc, skąd wiesz, że ona…

Edward   krótko   westchnął.   Zawahał   się,   zanim   powiedział   –   Była   bardzo 

zdecydowana… zobaczyć czy bylibyśmy zgodni.

Belli opadła szczęka.

Uniósł dłonie. – Ale do niczego nie doszło.

Zmarszczyła na niego brwi. – Nic?

Wzruszył ramionami.

- Czy jest dobra w całowaniu?

Poprawił się na swoim miejscu. – Nie mogę o tym mówić.

- Dlaczego nie?

- Bella! To dziwne.

- Jestem tylko ciekawa. Jest piękna, więc nie byłabym zaskoczona, jeżeli jest.

background image

Edward miał lekko niezadowoloną minę na twarzy. Odwrócił się do ekranu i 

zaczął pisać.

Bella zwróciła z powrotem swoją uwagę na książkę. Czuła jak jej gardło zaczyna 

się ściskać. Brak odpowiedzi ze strony Edwarda potwierdziły to, co myślała. To była jej 
wina, że pytała, ale musiała wiedzieć. Czuła się głupio. Rosalie mogła prawdopodobnie 
rozniecić w facecie ogień. Była pewna, że jej poziom umiejętności w dzień wcześniej z 
Edwardem, prawdopodobnie był równoznaczny z zapalniczką, to tylko iskra i nie może 
powodować jakichkolwiek płomieni.

Zdecydowała, że powinna wrócić na dół. Bellę ogarnęło poczucie nieudolności. 

Czuła się głupio za ujawnienie swoich nadziei.

Chciała zejść z łóżka, kiedy Edward powiedział. – Jeżeli uważasz, że wygląd jest 

skoligowany z tym, jak dobrze całuje dana osoba, to musisz być cholernie dobra w 
całowaniu.

Bella zamrugała kilka razy. Edward nadal pisał i nie odwrócił się. Jego głos był 

bardzo cichy, nie była pewna czy miała to usłyszeć.

Nie była pewna, co powinna zrobić. To był taki długi dzień. Była zmęczona i nie 

potrafiła skoncentrować się na książce. Myślała, że jej pierwotna decyzja, by wrócić na 
dół była słuszna, jeżeli tylko się zbierze w sobie. Zastanawiała się, czy Edward myślał o 
niej w ten sposób. To było prawie nie do zniesienia.

– Jak długo zamierzasz zostać?

Była   krótka   przerwa   w   pisaniu,   ale   potem   kontynuował.   –   Um,   nie   wiem. 

Dlaczego?

- Tylko zastanawiałam się, kiedy powinnam wrócić na dół.

Tym razem przestał pisać i znowu się odwrócił. Bella była oparta o jego łóżko i 

siedziała przy zagłówku. Siłą woli zmusił swoje oczy, by nie gapić się na jej gołe nogi.

Zawahał się, zanim powiedział. – Wychodzisz?

- Cóż, jestem pewna, że zamierzasz w końcu iść spać, więc pomyślałam, że kiedy 

byłeś gotowy do łóżka, powinnam wrócić do własnego.

- Myślałem, że nie lubisz być sama na dole.

Spojrzała w dół na swoja książkę i bawiła się rogami stron. – Nie. Tylko, że…

- Co? – Rzucił jej zainteresowane spojrzenie.

Spała na dole sama wcześniej, kiedy Edwarda nie było, więc to nie powinno robić 

różnicy. Ale robiło, ponieważ teraz wiedziała, jak to jest być w jego ramionach śpiąc, a 
nie potrafiła nie mieć nadziei, że to mogłoby się znowu wydarzyć.

background image

Głęboko westchnęła zanim powiedziała. – No cóż, pierwszej nocy kiedy tu byłam, 

spałam w twoim łóżku, które było wygodne. Następnej nocy, zasnęliśmy razem - Zdała 
sobie sprawę, że mogła za dużo powiedzieć więc dodała. – Następnie ostatniej nocy, 
wiedziałam, że spałeś na kanapie, która znajduje się tuż przy pokoju gościnnym.

Edward odwrócił fotel, by na nią spojrzeć i czekał na jej kontynuację.

Poruszyła   się   na   swoim   miejscu   i   po   chwili   powiedziała.   -   I   tak   już 

przyzwyczaiłam się mieć ciebie blisko w nocy – spojrzała na niego. – Chciałam tylko 
zostać dopóki nie skończysz, potem poszłabym spać.

Usta   Edwarda   były   częściowo   otwarte,   ale   opamiętał   się   i   powiedział.   –   Nie 

musisz wracać, jeśli nie chcesz.

Zmarszczyła czoło. – Ale co z tobą?

- Mogę spać na kanapie lub… - patrzył na nią przez chwilę, zanim powiedział. – 

Mogę zostać tutaj z tobą.

Bella miała gładkie czoło, ale ciężko przełknęła. – Zostać?

- Tylko jeśli mnie chcesz.

Bella spojrzała znowu w dół na swoją książkę i zaczęła zginać i rozginać rogi 

książki. – Jak innej nocy, kiedy zostałeś.

- Takk.

Spojrzała na niego i zauważyła, że się przyglądał, czekając na jej odpowiedź. – Nie 

chcę, żebyś myślał, że jest to coś, co musisz zrobić. Chodzi mi o to, że jeżeli Emmett byłby 
tutaj, powiedziałby, że jestem dużą dziewczynką i zaczynam głupieć.

- Cóż, Emmetta tutaj nie ma – lekko się do niej uśmiechnął.

Nie wiedziała czemu, ale to oświadczenie wywołało w niej lekki dreszczyk emocji. 

Natychmiast pozbyła się tego, nie czekając, by dać się temu ponieść.

Edward zrozumiał jej milczenie jako coś niewygodnego. Wyglądała jakby coś 

kontemplowała. Zdał sobie sprawę, że może próbować znaleźć sposób, by powiedzieć 
mu, że nie chce go w tym samym łóżku co ona, ale starała się znaleźć sposób, by mu 
milutko pozwolić.

I powiedzieli w tym samych czasie.

- Bella w porządku, jeżeli nie chcesz…

- Chciałabym żebyś został.

Edward spojrzał na nią z zaskoczeniem na twarzy. – Słucham?

Kosztowało ją to trochę wysiłku, aby to powtórzyć. – Chciałabym żebyś został.

- Jesteś pewna?

background image

Gapili się na siebie przez pół minuty.

Następnie powiedziała. – Pewnie powinieneś wrócić do pracy.

- Myślę, że wystarczy na dziś – nawet nie spojrzał na komputer.

- Oh – po chwili Bella zatrzasnęła swoją książkę i odłożyła ją na stolik nocny.

Minęły kolejne trzydzieści sekund, zanim Edward powiedział. – Leżysz na mojej 

stronie.

Bella zamrugała, a następnie się zaśmiała. – Przepraszam – przesunęła się na 

prawą stronę łóżka.

Edward   zamknął   klapkę   od   swojego   laptopa   i   poszedł   zgasić   światło,   zanim 

pójdzie do łóżka.  Bella odrzuciła kołdrę i już była pod nią.

Usiadł i odwrócił się twarzą do Belli. – Chciałabyś pożyczyć szorty?

Zmarszczyła czoło. – Dlaczego?

Wzruszył   ramionami.   –   Myślałem,   że   byłoby   ci   bardziej   komfortowo   w   ten 

sposób.

Nie mogła przestać się śmiać. – Cóż, właściwie bardziej komfortowo jest bez nich.

Odwrócił się i powiedział. – Oczywiście – sięgnął ręką do nocnej lampki, by ją 

zgasić, następnie wszedł do łóżka i okrył się kołdrą .

Leżeli   w   ciemnościach,   cicho   przez   kilka   minut.   Tym   razem   było   inaczej   niż 

ostatnio   i   nie   byli   pewni,   dlaczego.   Światło   księżyca   rzucało   delikatną   poświatę   w 
pokoju, a na zewnątrz było cicho. To w rzeczywistości było bardzo odprężające, ale w 
powietrzu była taka atmosfera, którą oboje mogli poczuć.

Po chwili Bella powiedziała. – Zwykle sypiasz bez koszulki?

- Taak. Dlaczego pytasz?

Bella wzruszyła ramionami, chociaż wiedziała, że nie mógł zobaczyć. – Emmett 

śpi w koszuli i spodniach od piżamy.

- Aha – po chwili powiedział. – Chcesz bym założył koszulę?

- Nie – odchrząknęła, zanim powiedziała. – Chodzi mi o to, że nie musisz tego 

robić, jeżeli tak zwykle śpisz.

Nic nie powiedział, więc zdała sobie sprawę, że może powoli zasypia.

Po chwili, Edward powiedział. – Nadal nie śpisz?

- Tak – powiedziała.

Zaśmiali się, ale było to nienaturalne.

- Masz problem z zaśnięciem? – Zapytał.

background image

-   Tak.   Nie   wiem   dlaczego.   Właściwie   próbuję,   ale…   nie   wydaje  mi   się,  abym 

wyłączyła mój umysł.

- Tak. Ja również – powiedział.

- Jak zasnęliśmy ostatnim razem?

Przez   chwilę   była   cisza,   zanim   Edward   powiedział.   –   Rozmawialiśmy,   a   ty 

zaczęłaś zasypiać. I…

Nie musiał mówić reszty. Zasnęli we własnych ramionach.

Napięcie w pokoju robiło się nie do zniesienia.

- Może powinnam wrócić do pokoju gościnnego.

- Lub ja mógłbym pójść spać na kanapie.

Ale żadne z nich nie ruszyło się by wyjść.

Bella  powiedziała.  –   To   głupie.  Odwróciła  się  na  swojej  stronie,   by na  niego 

spojrzeć. – Powinniśmy być w stanie po prostu zasnąć, zgadza się?

Edward wymamrotał tak.

- Dobrze – Bella poprawiła sobie poduszkę i poprawiła się na własnym miejscu. – 

Dobranoc Edward.

Edward nawet nie poruszył się na swojej stronie. - Dobranoc, Bella.

Odwrócił głowę, by na nią spojrzeć i odgadnąć jej wyraz twarzy. Przyglądał się jej 

twarzy przez chwilę i zauważył, że leżała na swojej stronie, ale jej oczy były zamknięte.

Oglądał ją dopóki zauważył, że jej oddech się wyrównał. Sięgnął po jej rękę i 

przyciągnął do siebie. Kiedy się nie obudziła, uniósł swoje ramię i delikatnie przyciągnął 
ją do siebie tak, by jej głowa wylądowała na jego klatce piersiowej.

Jej   oddech   był   ciepły   przy   jego   gołej   skórze.   Wrażenia   jakie   stworzył, 

uświadomiły mu, że prawdopodobnie powinien włożyć koszulkę.

Po chwili powiedziała. – Edward?

Jego oczy całkowicie się otworzyły, a ciało napięło. – Bella?

- To miłe.

Odprężył się trochę.

Cichym głosem, ciągnęła dalej. – Mogę się do tego przyzwyczaić.

Uśmiechnął się w ciemności i powiedział. – Mi to pasuje.

Napięcie w pokoju, zmniejszyło się do minimum. Kiedy poczuł, że oddech Belli 

znowu się wyrównał, pocałował czubek jej głowy i zamknął oczy. Szybko po tym zasnął.

background image

Bella   nie   mogła   całkowicie   zasnąć   i   obudziła   się,   kiedy   poczuła   pocałunek 

Edwarda na czubku głowy. Zastanawiała się czy będzie z tego coś więcej, ale kiedy 
poczuła, że jego oddech stał się spokojniejszy, a serce biło wolniej, zdała sobie sprawę, 
że zasnął.

Czuła się trochę rozczarowana, ale tak naprawdę nie mogła zostać smutna na 

długo. Była ponownie w ramionach Edwarda i rozkoszowała się faktem, że nie miał nic 
przeciwko temu.


Document Outline