background image
background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mojemu mężowi, który bardzo mnie

wspierał przy narodzinach naszych

background image

dzieci i na którym zawsze mogę polegać.

background image

SPIS TREŚCI

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Rozdział XIV

Rozdział XV

Rozdział XVI

Rozdział XVII

Rozdział XVIII

Rozdział XIX

Rozdział XX

Rozdział XXI

Rozdział XXII

Rozdział XXIII

background image

Rozdział XXIV

Rozdział XXV

Rozdział XXVI

Rozdział XXVII

Rozdział XXVIII

Rozdział XXIX

Rozdział XXX

Rozdział XXXI

Rozdział XXXII

Rozdział XXXIII

Rozdział XXXIV

Rozdział XXXV

 

background image

ROZDZIAŁ I

–  Ty  to,  kurde,  zawsze  znajdziesz  świetne  miejsce  do  plażowania…  –

marudził  Daniel,  zakrywając  twarz  czapką,  żeby  przynajmniej  nie  widzieć
hałaśliwej grupy dzieci z chorobami genetycznymi.

– Co chcesz? Miejsce było super, jak tu przyszliśmy, nie moja wina, że ta

banda  przyczłapała  –  odpowiedział  Robert,  patrząc  spode  łba  na  przybyłą
zgraję.

– To chyba jakaś kolonia – zauważył Marek.

– Taa… Dla genetycznie zmutowanych.

– No weź. Trochę kultury, Daniel! – oburzył się Marek.

–  No  właśnie,  kultury,  kurzy  łeb!  Przychodzą  i  zachowują  się  jak  w

cyrku.  Zero  szacunku  dla  innych.  A  może  ja  bym  chciał  odpocząć!  –
powiedział głośniej Daniel, tak żeby usłyszał go któryś z opiekunów. Tamci
jednak  wydawali  się  zbytnio  zafrasowani  wydawaniem  komend  dzieciom
wbijającym w piasek parawany.

– Może by ich tak przegonić? – zastanawiał się głośno Robert.

–  Daj  spokój!  Zwyczajnie  my  się  przenieśmy  dalej  i  już.  –  Marek  jako

jedyny myślał rozsądnie.

– Mnie się nie chce ruszać – stwierdził Daniel. – Byliśmy tu pierwsi.

– Gadacie jak dzieci. Plaża jest dla wszystkich.

–  Za  rok  już  mnie  nie  namówicie,  żebym  jechał  z  wami  nad  polskie

morze.  Lepiej  wróćmy  na  basen  w  hotelu  –  zaproponował  Daniel,  ale  nie
ruszył się z miejsca.

– No właśnie – zawtórował Marek. – Czegoś bym się już napił!

– O! I tu żeś mądrze powiedział! – wykrzyknął Daniel, podrywając się z

miejsca i właśnie w tym momencie dostał piłką w tył głowy.

background image

Obaj  koledzy  parsknęli  śmiechem,  a  Daniel  odwrócił  się,  żeby

zwymyślać sierotę, która nie umie grać.

–  Ojej!  Bardzo  przepraszamy!  –  zawołała  prześliczna  brunetka  w

dżinsowych spodenkach i błękitnej jak niebo górze od stroju kąpielowego, z
której wystawały dwa pięknie wyglądające wzgórki niewielkich piersi.

Danielowi zrzedła mina. Gdzieś także uleciała jego cała złość. Nie mógł

oderwać  wzroku  od  pięknej  nieznajomej,  która  właśnie  podeszła  do  nich
bliżej, żeby schylić się po piłkę.

– To się już nie powtórzy – obiecała długowłosa piękność w durnowatej

zielonej czapeczce z napisem „opiekun”.

– Chodź, Borys! – zwróciła się do chłopca z zespołem Downa i wkładając

sobie piłkę pod pachę, złapała go za rękę. – Przeniesiemy się gdzieś dalej.

–  Ależ  nie  ma  takiej  potrzeby!  –  zawołał  za  nią.  –  Zupełnie  nic  się  nie

stało. Zdarza się!

Dziewczyna  uśmiechnęła  się  do  niego  promiennie  i  mimo  wszystko

odeszła kilka metrów, ciągnąc za rękę chłopca.

Koledzy Daniela wybuchnęli śmiechem.

–  To  co?  Wracamy?  –  zapytał  Marek,  gdy  tylko  udało  mu  się  nieco

uspokoić napad śmiechu.

– Może chodźmy tu do baru – zaproponował Daniel, wskazując na budkę

tuż przy plaży. – Chciałbym sobie jeszcze popatrzeć.

– No weź! – Marek się zaśmiał. – Przecież ona zupełnie nie jest w twoim

stylu. Niska brunetka i na dodatek opiekunka na kolonii.

– No niby tak… – przyznał. – Ale jakie ma ciało, ty to widziałeś?

–  Ja  zostawiłem  kasę  w  hotelu  –  mruknął  zawiedziony  Robert,  który

wydawał się równie oczarowany wcześniejszym widokiem.

– Ja stawiam! – zaproponował Daniel.

background image

– Skoro tak, to idziemy! – zawołał zadowolony z propozycji Marek. On

jako jedyny w tej grupie nie zarabiał pięciu stów dziennie, więc takiej okazji
nie  mógł  zmarnować.  –  Ale  że  wam  się  te  kobiety  nie  znudzą!  –  próbował
dogryźć kolegom. – Codziennie przez wasze gabinety przewija się ich tabun.
A na dodatek każda nogi przed wami rozkłada… – śmiał się.

– To nie to samo – odparł Robert.

– No, nie powiesz mi chyba, że jak taka laska jak ta wchodzi do ciebie do

gabinetu,  to  nie  staje  ci  na  samą  myśl  o  tym,  że  zaraz  będziesz  ją  widział
nago.

– Tylko od pasa w dół – dołączył się Daniel.

– Mnie to już nie pociąga – odpowiedział Robert.

– Dla nas każda kobieta to tylko przypadek medyczny.

–  Właśnie.  Zresztą  to  nie  jest  tak,  jak  ci  się  wydaje.  Czasem  wchodzi

niezła  sztuka  do  gabinetu  i  myślisz  sobie,  że  mógłbyś  się  z  taką  umówić,  a
później przy badaniu okazuje się, że ma krosty na tyłku.

– Albo jest niedokładnie ogolona.

– No, a jak się zdarzy jakaś, która ma wszystko w porządku, to akurat jest

w ciąży.

–  Wiecie  co,  chłopaki?  Czego  jak  czego,  ale  pracy  to  wam  nie

zazdroszczę. Już wolę tyrać w restauracji do północy, ale za to cieszyć się z
widoku  każdej  nagiej,  nawet  tylko  do  połowy,  kobiety  –  przyznał  Marek  i
tym stwierdzeniem zakończył temat.

Rozsiedli się pod parasolem – w takim miejscu, żeby mieć dobry widok

nie  tylko  na  piękną  opiekunkę,  lecz  także  na  inne  przechodzące  obok  kuso
ubrane  kobiety.  Zamówili  sobie  piwo  i  patrząc  na  wymyślane  przez
opiekunki  z  kolonii  zabawy,  zaczęli  wspominać  swoje  własne  wspólne
wyjazdy na obozy. Daniel musiał przyznać, że być może rzeczywiście tamta
dziewczyna  w  błękitnym  stroju  kąpielowym  była  zupełnie  nie  w  jego  stylu,
ale  miała  w  sobie  coś  takiego,  co  przyciągało  jego  spojrzenie.  Po  jednym

background image

piwie  nabrał  odwagi,  kupił  w  barze  miętowe  gumy,  żeby  nie  było  od  niego
czuć  alkoholu  i  podszedł  do  nieznajomej.  Ona  akurat  obserwowała  razem  z
ratownikiem  grupkę  dzieci  kąpiących  się  w  morzu  w  fioletowych  czepkach
na głowach.

– To który z nich tak kiepsko gra w piłkę? – zagadnął.

Dziewczyna  najpierw  wydała  się  zaskoczona  pytaniem,  a  później

obdarzyła Daniela promiennym uśmiechem.

–  Szczerze  to  byłam  ja…  –  odpowiedziała,  powracając  wzrokiem  na

morze i kąpiące się dzieci.

– Niemożliwe…

– Naprawdę. Piłka plażowa to nie jest moja mocna strona. W sumie żaden

rodzaj  sportów,  w  których  używa  się  piłki,  nie  należy  do  moich  ulubionych
zajęć.

–  To  co  robisz  na  obozie?  Przecież  sporty  drużynowe  to  podstawa  w

dużej grupie.

– Ja jestem od tańca, więc na szczęście nikt ode mnie tutaj nie wymaga,

żebym była sportowcem roku.

– Ooo… – zdziwił się – a jakiego tańca uczysz?

–  Głównie  nowoczesnego,  ale  wprowadzam  do  zajęć  również  elementy

tańców latynoskich.

– I jak im idzie? – zapytał z ironią w głosie.

– Świetnie – odparła bez namysłu. – Naprawdę świetnie. Niektórzy z nich

mają doskonałe poczucie rytmu.

– Na długo przyjechaliście?

– Dwa tygodnie.

– A który to już dzień obozu?

– Przyjechaliśmy wczoraj. A pan? Na wakacjach?

background image

– Mam na imię Daniel – przedstawił się, podając jej rękę.

Dziewczyna  na  chwilę  oderwała  wzrok  od  morza  i  uśmiechając  się

szeroko, podała mu swoją maleńką, delikatną dłoń.

– Ania.

– Tak, jestem na urlopie z kolegami.

– Gdzie się zatrzymaliście?

– W Marsol.

– U… – wyrwało się jej.

Na pewno słyszała o prestiżu tego hotelu i o cenie za noc, która nigdy nie

schodziła  poniżej  dwustu  złotych.  Dwa  tygodnie  w  takim  miejscu  nie
należały więc do najtańszego sposobu spędzenia urlopu, ale Daniel nawet nie
chciał słyszeć o hotelu niższej klasy. W końcu po wielu miesiącach ciężkiej
pracy  należał  mu  się  odpoczynek  i  relaks,  na  który  tam  z  pewnością  można
było  liczyć.  Chociaż  Marek  miał  obiekcje,  to  przekonali  go,  że  jako
właściciel  dobrze  prosperującej  restauracji  ma  prawo  do  luksusu.  Zresztą
kiedy będzie mógł szaleć, jak nie teraz? Musi korzystać z życia, dopóki jest
kawalerem.

– A wy gdzie się zatrzymaliście?

–  Cóż…  my  w  domu  kolonialnym  Mewa,  mają  bardzo  fajne  warunki,

jeśli  wyjeżdża  się  z  dużą  grupą  dzieci,  ale  Marsol  to  na  pewno  nie  jest…  –
zaśmiała się tak uroczo, że Daniel odetchnął głębiej.

Ania zwróciła się do ratownika, żeby już zakończył dziecięce zabawy w

wodzie.  Przez  chwilę  trwało  zamieszanie,  bo  wychodzący  opowiadali,  jak
fajnie było się popluskać, oddawali czepki i ustawiali się w rzędzie.

– Oskar – zwróciła się groźnie do jednego z chłopców Ania. – Jeszcze raz

zobaczę, że plujesz wodą w koleżanki, to jutro przez cały dzień nie wejdziesz
do morza.

Chłopiec  potulnie  schylił  głowę  i  nawet  nie  próbował  się

background image

usprawiedliwiać.  Daniel  od  razu  pomyślał,  że  Ania  umie  na  pewno
zaprowadzić dyscyplinę, nawet w tak licznej grupie, co zapewne świadczyło
o  jej  silnym  charakterze.  Nie  wiedział  jednak  w  tamtej  chwili,  czy  to  jej
zdecydowana zaleta, czy może raczej wada.

–  Następna  grupa  do  kąpania!  –  zawołała  donośnym  głosem  w  stronę

wylegujących  się  na  słońcu  dzieci.  W  jednej  chwili  znaczna  liczba  osób
poderwała  się  i  ustawiła  w  równym  szeregu,  a  jakaś  inna  opiekunka
przeliczyła  chętnych,  by  dopuścić  do  pluskania  tylko  dziesięcioro  z  nich.
Reszta miała czekać na swoją kolej.

Daniel  nawet  nie  próbował  przeszkadzać  w  kolejnym  liczeniu  dzieci,

rozdawaniu czepków i objaśnianiu przez ratownika zasad kąpieli grupowych.
Sam  z  zainteresowaniem  patrzył  na  gesty  ratownika  i  słuchał  instrukcji,
przypominając sobie czasy swojego dzieciństwa. Kiedy w końcu zrobiło się
spokojnie,  powrócił  do  rozmowy  z  Anią,  która  –  jak  się  mu  wydawało  –
nawet nie zwróciła uwagi na tę dłuższą przerwę w dyskusji.

– A ty sam czy z rodziną?

Okazało  się,  że  nie  zapamiętała  lub  nie  usłyszała  tego,  co  mówił

wcześniej.

– Z kolegami.

– O… to taki męski wypad.

– Dokładnie. Taka nasza tradycja. Co roku gdzieś razem wyjeżdżamy.

–  Agatka!  –  zawołała,  zupełnie  nie  zwracając  uwagi  na  zdziwienie

Daniela tym nagłym podniesieniem głosu. – Nie pryskaj innych wodą!

– Może mogłabyś umówić się dziś ze mną na herbatę? – zaproponował,

zdając  sobie  sprawę,  że  za  chwilę  znów  zrobi  się  zamieszanie,  kiedy  dzieci
będą się zmieniać w morzu.

– Przykro mi, ale jestem w pracy, więc raczej nie uda mi się wyrwać.

– Raczej… więc jest jakaś szansa?

background image

– Cóż… na pewno nie dzisiaj.

– W takim razie będę próbował – zapowiedział, uśmiechając się do niej. –

A teraz już nie przeszkadzam w pracy. Miłego dnia.

–  Dziękuję.  Wzajemnie  –  odpowiedziała  i  nawet  na  moment  nie

odwróciła wzroku od coraz bardziej wzburzonego morza.

Daniel zastanawiał się, co też takiego podoba mu się w tej dziewczynie.

Nie  było  wątpliwości,  że  była  śliczna  i  miała  nienaganną  sylwetkę,  ale
dziewczyny, z którymi umawiał się do tej pory i które – jak sądził – mu się
podobały,  były  długonogimi  blondynkami  o  figurze  modelki.  Być  może
zwyczajnie  potrzebował  odmiany?  A  może  podświadomie  czuł,  że
dotychczasowe  partnerki  miały  zaspokoić  tylko  jego  seksualne  potrzeby  i
żadna  z  nich,  dobrze  o  tym  wiedział,  nie  nadawała  się  do  stałego  związku.
Lubił,  co  prawda,  swój  stan,  bo  przecież  życie  w  pojedynkę  miało  wiele
uroku,  ale  coraz  częściej  jednak  brakowało  mu  czyjejś  obecności.
Szczególnie wieczorami, po pracy, kiedy nie miał ochoty wychodzić z domu,
żeby  spotkać  się  z  Markiem  czy  Robertem.  Może  ta  dziewczyna  miała  stać
się odpowiedzią na jego aktualne potrzeby?

– I jak? Umówiła się z tobą? – zapytał Marek, gdy tylko Daniel podszedł

do swoich kolegów.

– Jeszcze nie. Ale to przecież kwestia czasu. – Zaśmiał się i usiadł przy

stole.

– I jaka jest? – dopytywał Marek.

–  Właśnie  nie  wiem…  jest…  intrygująca,  to  na  pewno.  I  piękna.  Ma

wspaniały uśmiech. Tylko te dzieci… koszmar. Ja tak nie lubię przebywać z
takimi…

–  Przecież  to  nie  z  nimi  masz  się  umawiać  –  stwierdził  krótko  Robert  i

zaproponował kolejne piwo.

Do  wieczora  wypili  jeszcze  po  trzy  i  dawnym  zwyczajem

przedyskutowali  ostatnie  wydarzenia  w  pracy  i  poza  nią.  Marek  zawsze

background image

opowiadał  najciekawsze  historie.  Do  jego  restauracji  przychodziła  przecież
cała  śmietanka  towarzyska  Wrocławia.  Ludzie  wielu  profesji  i  pasji,
szczególnie  prokuratorzy,  adwokaci,  lekarze,  wysoko  postawieni  urzędnicy,
politycy. Większość z nich po wypiciu morza alkoholu robiła się niezwykle
wylewna i z chęcią opowiadała o absurdach dzisiejszej rzeczywistości.

W  ciągu  kilku  godzin,  jakie  koledzy  spędzili  w  barze,  grupa  Ani

wyruszyła z plaży na obiad i chyba kolację, bo nie było ich do dziewiętnastej.
Po  tym  czasie  znów  wrócili  na  plażę,  żeby  rozłożyć  się  w  innym  miejscu  i
urządzić  rozgrywki  siatkówki  plażowej.  Dwoje  mężczyzn  zajęło  się
sędziowaniem  meczów,  podczas  gdy  Ania  i  jej  koleżanki  zajmowały  resztę
grupy  jakimiś  pracami  plastycznymi.  Daniel  domyślał  się,  że  dzieci  miały
namalować krajobraz wzburzonego morza w wieczornym słońcu, bo z uwagą
wpatrywały  się  w  fale,  po  czym  z  wyciągniętymi  językami  starannie
rysowały  coś  na  kartkach.  Ania  usiadła  nieopodal  nich  i  rozmawiała  z
koleżankami.  Wyglądała  na  zmarzniętą,  bo  owijała  się  sweterkiem  i
podciągała nogi pod brodę. Jej włosy, zebrane tym razem w warkocz, targała
coraz  silniejsza  bryza.  Daniel  czuł  się  zbyt  pijany,  żeby  podejść  do  niej  i
zaproponować użyczenie ręcznika – jedynej rzeczy, którą miał przy sobie, a
która mogła zapewnić jej odrobinę ciepła. Bał się, że jeśli pokaże się Ani w
takim stanie, to zupełnie ją do siebie zniechęci. Postanowił więc, że ulotni się
z  plaży,  tak  aby  nie  zwracać  na  siebie  jej  uwagi.  Zaproponował  więc
kolegom, by kolację zjedli już w hotelu.

 

background image

ROZDZIAŁ II

–  Co  to  był  za  cukieras,  z  którym  dzisiaj  rozmawiałaś  na  plaży  przed

obiadem?

–  A,  nie  wiem.  Nie  znam.  Uderzyłam  go  dzisiaj  piłką  w  głowę.  –  Ania

zaśmiała  się  i  opowiedziała  Magdzie  o  swojej  przygodzie.  –  Ma  na  imię
Daniel. Chciał się ze mną umówić na herbatę.

– I co? Zgodziłaś się?

– No co ty? Kiedy miałabym się wyrwać?

– Wieczorem, jak położymy dzieciaki do łóżek.

–  Dzisiaj?  Chyba  bym  padła  ze  zmęczenia  i  dopiero  narobiła  sobie

obciachu. Oni na pewno nie położą się spać przed dwudziestą trzecią. Są tak
podekscytowani, że będą biegać z pokoju do pokoju.

– Pewnie tak. Ale jutro się z nim spotkasz? Jest zabójczo przystojny, nie

pozwolę ci zmarnować takiej okazji.

– No nie wiem. Zobaczymy, jaki będzie na jutro plan.

Magda  pokręciła  głową  z  dezaprobatą.  Znała  swoją  przyjaciółkę  i

wiedziała,  że  na  pewno  znajdzie  wiele  wymówek,  byleby  tylko  nie
skorzystać  z  tej  szansy.  Ania  zawsze  była  zbyt  spokojna  i  zbyt  skromna.  W
przeciwieństwie do Magdy nie dawała się ponosić emocjom i urokom chwili.
Zawsze zajmowała ją jedynie praca i rodzina. Miała trzydzieści lat i nie tylko
nie  miała  stałego  partnera,  lecz  także  nie  zdarzały  jej  się  żadne  przejściowe
romanse.  O  nie,  nie!  Tym  razem  Magda  nie  pozwoli  jej  zmarnować  okazji.
Przy  odrobinie  szczęścia  i  dzięki  jej  –  jak  się  wydawało  –  genialnemu
planowi, facet oszaleje na punkcie Anki i nie da za wygraną, dopóki jej nie
przeleci.  W  drodze  powrotnej  z  plaży  do  ośrodka  Magda  nakręciła
kierownika  obozu,  żeby  kolejnego  wieczoru  zorganizować  zajęcia  taneczne
na plaży.

background image

– Rok temu, jak byłam na urlopie, to widziałam, jak jakiś obóz robił coś

takiego.  Wszyscy  zatrzymywali  się,  żeby  popatrzeć,  a  nawet  dołączali  do
tańczących.

– To świetny pomysł, a co Ania na to?

– A nie wiem… – Magda udała głupią. – Nie pytałam, ale na pewno się

zgodzi.

–  W  sumie  poranny  rozruch  też  mogłaby  zrobić  na  plaży?  Świeże

morskie  powietrze,  mewy.  Dzieciaki  będą  zachwycone  –  podekscytował  się
kierownik.

Magda zadowolona z ustaleń zajęła się swoimi sprawami i nawet słowem

nie wspomniała przyjaciółce o tym, co wymyśliła.

 

background image

ROZDZIAŁ III

Wieczór  obozowy  był  dla  wszystkich  wychowawców  bardzo  pracowity.

Zanim  nastała  cisza  nocna,  musieli  sprawdzić  czystość  w  pokojach,  podać
wychowankom  leki,  pocieszyć  i  zabawić  tych  wrażliwszych,  którzy  od
samego  początku  mieli  problem  z  rozstaniem  z  rodziną.  Około  dwudziestej
trzeciej  mieli  jeszcze  spotkanie  z  kierownikiem,  żeby  pokrótce  omówić
miniony  dzień  i  ustalić  plan  na  kolejny.  Ania  była  w  łóżku  dopiero  po
dwudziestej  czwartej.  Tak  zmęczona  po  nieprzespanej  pierwszej  nocy  w
nowym miejscu, że ledwie zamknęła oczy, a od razu odpłynęła.

Poranek  obudził  ją  nie  tylko  wkurzającym  dzwonieniem  budzika,  lecz

także  gwarem  na  korytarzu.  Dzieci  okazały  się  po  raz  kolejny  rannymi
ptaszkami i wstały pół godziny przed rozruchem. Ania podniosła się z łóżka
przed Magdą, żeby wcześniej zająć toaletę. Apel miał się odbyć punktualnie
o  siódmej,  więc  musiała  zrobić  makijaż  i  przebrać  się  w  strój  sportowy.
Kiedy  wróciła  do  pokoju,  Magda  była  już  ubrana  i  ze  zmarnowaną  miną
siedziała na swoim łóżku.

– Poranek bez kawy… masakra!

Ania  się  roześmiała.  Ona  sama  nie  pijała  kawy,  więc  nie  wiedziała,  co

czuje przyjaciółka.

– Ruszaj się, ruszaj! – ponagliła Magdę. – Dziesięć minut do apelu.

Koleżanka  wstała  z  łóżka,  ociągając  się,  a  następnie  poszła  do  łazienki

zrobić  makijaż.  Ania  w  tym  czasie  pościeliła  zarówno  swoje  łóżko,  jak  i
Magdy.  Wiedziała,  że  ta  zapewne  nie  wyrobi  się  z  tym  przed  apelem.  A
przecież  zaraz  po  śniadaniu  dzieci  będą  przychodzić  po  tabletki  i
kieszonkowe, więc ich pokój musi jakoś wyglądać. W końcu powinny dawać
przykład.

Apel został zorganizowany na głównym placu przed ośrodkiem. Dzieci w

większości  zjawiły  się  tam  już  na  długo  przed  wychowawcami,  którym

background image

brakowało ich młodzieńczej energii o tak wczesnej porze. Kierownik krótko i
rzeczowo  przeprowadził  poranną  odprawę,  po  czym  przydzielił  grupy  do
instruktorów na poranny rozruch. Ania ze swoimi dziećmi od razu truchtem
wybrała  się  na  plażę.  Tam  wyciągnęła  z  plecaka  telefon  i  podłączyła  go  do
małego przenośnego głośnika. Nie był, co prawda, pokaźnych rozmiarów, ale
miał dużą moc i muzyka, która z niego popłynęła, była na tyle głośna, żeby
dzieci słyszały ją pomimo szumu fal.

Pogoda  była  cudowna,  świeże  morskie  powietrze  i  poranne  słońce

dodawały  energii  do  ćwiczeń.  Ania  uwielbiała  aerobik.  Mimo  że,  nie  zjadła
śniadania,  pora  była  wczesna,  a  piasek  utrudniał  poruszanie  się,  czuła,  jak
endorfiny  uderzają  jej  do  głowy.  Była  pewna,  że  zapowiada  się  wspaniały
dzień.  Dzieci  również  wyglądały  na  zadowolone.  Jedynie  mała  grupka
marudziła  w  drodze  powrotnej  do  ośrodka.  Reszta  wesoło  świergotała  i,
robiąc  duży  hałas,  weszła  na  stołówkę,  żeby  zjeść  śniadanie.  Ania  dotarła
jako  ostatnia.  Umyła  ręce  w  łazience  tuż  przy  stołówce  i  weszła  na  salę,
promieniejąc  radością  i  entuzjazmem.  Reszta  jej  kolegów,  łącznie  z  Magdą,
po  rozruchu  wyglądała  podobnie  jak  ona.  Wszyscy  z  zadowoleniem  i  nową
energią nakładali sobie śniadanie. Zupełnie jakby odrobina ruchu o poranku
pełniła funkcję ładowarki – i to na cały dzień.

– Mamy dziś dość napięty plan – przypomniał kierownik, sugerując, żeby

zjeść porządne śniadanie.

Już  o  dziewiątej  miały  zacząć  się  zajęcia  profilowe,  później  odrobina

relaksu  przy  wykonywaniu  prac  plastycznych,  obiad,  wyjście  na  plażę,
kolacja  i  znów  powrót  na  plażę,  tym  razem  na  kolejne  tego  dnia  zajęcia
profilowe.

Ania  dobrze  wiedziała,  że  przy  tak  napiętym  planie  pracy  będzie  miała

niewiele  czasu  na  wypoczynek.  Postanowiła  więc  bez  pośpiechu  zjeść
śniadanie, relaksując się rozmową i sączeniem słodzonej – w tym przypadku
czy tego chcesz, czy nie – herbaty. Kiedy razem z Magdą wróciły ze stołówki
do  pokoju,  przed  drzwiami  stały  już  ich  grupy  wychowanków.  Wiedziały
jednak,  że  nie  mogą  dać  im  sobą  kierować  i  kazały  dzieciom  poczekać  pod

background image

drzwiami do momentu, gdy one umyją zęby i raz jeszcze sprawdzą, czy w ich
pokoju  wszystko  jest  posprzątane.  Po  pięciu  minutach  były  już  gotowe  do
pracy.  Wydawały  leki,  według  ściśle  określonych  zasad,  oraz  kieszonkowe,
które  wręczyli  im  rodzice  dzieci  przed  wyjazdem,  by  te  otrzymały
odpowiednią kwotę na każdy dzień.

Po dziewiątej każda z dziewczyn była już na innej sali i zaczynała swoje

zajęcia. Ania uwielbiała taniec. Choćby nie wiadomo jak była zmęczona po
całym  dniu  pracy  w  szkole  specjalnej,  to  na  wieczornych  zajęciach
tanecznych  z  kobietami  w  klubie  fitness  już  przy  pierwszych  dźwiękach
muzyki  czuła,  jak  wraca  do  niej  energia  i  poprawia  się  jej  humor.  Żałowała
jedynie, że nie prowadzi tych zajęć codziennie, a tylko dwa razy w tygodniu.
Na  tym  obozie  mogła  się  w  końcu  tanecznie  wyżyć,  bo  przewidziano  tu
zajęcia  co  najmniej  raz  dziennie,  a  czasami  nawet  dwa,  tak  jak  dzisiaj.
Podobał  się  jej  pomysł  z  tańcem  na  plaży,  tym  bardziej,  że  po  dzisiejszej
rozgrzewce  na  chłodnym  piasku  miała  już  miłe  skojarzenia.  Niewątpliwie
uwielbiała  górskie  krajobrazy,  ale  pusta  plaża  i  wzburzone  morze  również
miały w sobie coś wyjątkowego.

Na  ten  dzień  miała  przewidziane  nauczenie  dzieci  nowego,  krótkiego

układu  pokazowego,  który  mogliby  zaprezentować  na  plaży.  Poza  tym
chciała  wprowadzić  nowe  kroki  do  salsy.  Z  tymi  wychowankami,  którzy
mieli  orzeczenia  o  niepełnosprawności,  pracowało  jej  się  naprawdę
znakomicie.  Czuły  wielką  radość  z  tego,  co  robią.  Nigdy  nie  sprawiały
problemów  podczas  dobierania  w  pary,  bo  chłopcy  równie  chętnie
uczestniczyli  w  zajęciach,  co  dziewczyny.  Kiedy  kilka  lat  wcześniej
prowadziła  podobne  zajęcia  w  centrum  kultury  z  dziećmi  ze  zwykłych,
państwowych szkół, w zajęciach brały udział głównie dziewczynki, a nawet
jeśli zdarzał się jakiś chłopiec, to kiedy rzuciła pomysł, by tańczyć w parach,
buntował się i przestawał przychodzić. Bywało też, że dziewczyny wówczas
wydziwiały  i  nie  chciały  złapać  partnera  za  rękę.  Poza  tym  takie  dzieci
znacznie częściej narzekały i nie starały się tak, jak jej obecni uczniowie.

Kierownik  obozu  przyszedł  tego  dnia  na  jej  zajęcia  dwukrotnie,  ale  ona

zupełnie  nie  przejmowała  się  jego  obecnością.  Wiedziała,  że  nawet  jeśli

background image

zwróci  jej  na  coś  uwagę,  to  wpłynie  to  jedynie  na  poprawę  jej  pracy.
Podobnie  miała  w  szkole,  kiedy  na  lekcji  bez  zapowiedzi  zjawiała  się  pani
dyrektor, nie traciła głowy, bo przecież zawsze była przygotowana do pracy.
Uwielbiała nauczać, a poza tym gdyby nie zaplanowała pracy na cały dzień,
to  szybko  zrobiłoby  się  nieprzyjemnie,  bo  znudzeni  wychowankowie
zaczęliby rozrabiać. Akurat tym nie różnili się zupełnie od zdrowych dzieci.

W  szkole  Ania  nie  prowadziła  zajęć  tanecznych,  była  wychowawczynią

nauczania początkowego. Jej praca nie była łatwa, ale za to przynosiła dużo
satysfakcji. Dzieci, pomimo różnych swoich słabości, były raczej pracowite i
chętne do współpracy. Zdarzały się oczywiście nieprzyjemne sytuacje, kiedy
się  obrażały  na  siebie  nawzajem  albo  na  swoją  wychowawczynię  i  nawet
czasami  reagowały  przemocą.  Ale  z  każdym  rokiem  Ania  uczyła  się
rozwiązywać  błyskawicznie  wszelkie  konflikty  i  wyciągać  z  każdego  z
wychowanków to, co najlepsze. Po pięciu latach pracy w tej szkole nie czuła
już zupełnie żadnego obrzydzenia czy strachu, nawet jeśli musiała pomagać
uczniom w sprawach higienicznych.

Tego dnia było przed nią bardzo dużo pracy, ale nie przejmowała się tym.

Wiedziała,  że  wieczorem  znów  będzie  czuła  satysfakcję  z  tego,  co  zrobiła.
Zastanawiała się, czy dziś znów spotka przystojnego nieznajomego, którego
trafiła piłką poprzedniego dnia. Musiała przyznać, że zrobił na niej wrażenie.
Był wysoki, dobrze zbudowany i miał niski, bardzo męski, radiowy głos. Nie
była  jednak  przekonana,  czy  mu  się  coś  nie  pomyliło.  Skoro  nocował  w
hotelu  Marsol,  to  musiał  być  albo  zamożny,  albo  skrajnie  rozrzutny.  Ona
nigdy  nie  pozwoliłaby  sobie  na  tego  typu  wydatek.  U  boku  takiego
mężczyzny czułaby się pewnie jak szara, stłamszona przez kota mysz. Ale to
nieprawda,  co  mówiła  Magda,  że  nie  miałaby  ochoty  na  przygodę.  Chyba
chciałaby  się  z  nim  spotkać  i  poznać  go  bliżej,  ale  z  drugiej  strony  znała
swoją  kochliwą  naturę  i  bała  się,  że  mogłaby  się  niepotrzebnie  wmieszać  w
jakieś  miłosne  zawirowania,  które  odbijałyby  się  jej  czkawką  przez
najbliższy rok albo nawet parę lat. Do dzisiaj przecież wspomina swój ostatni
związek  ze  smutkiem,  a  przecież  było  to  już  ładnych  parę  lat  temu.  Tak  się
wtedy  sparzyła  na  mężczyźnie,  który,  jak  się  jej  wtedy  wydawało,  był

background image

miłością jej życia, że do dzisiaj boli ją serce na to wspomnienie. Wiele razy
próbowała wyrzucić go z pamięci, ale ilekroć spotykała go w jakimś miejscu,
chociażby  w  centrum  handlowym,  myśli  o  nim  nie  dawały  jej  spać  przez
kilka kolejnych nocy. Znała swój charakter. Nie była, tak jak Magda, kobietą,
która  wykorzystuje  każdą  nadarzającą  się  okazję  do  tego,  by  sprawić  sobie
nieco  rozrywki  u  boku  nowego  faceta.  Była  romantyczką  wychowaną  na
solidnych  wartościach  rodzinnych.  To  tego  jej  było  potrzeba.  Mężczyzny,  z
którym mogłaby dzielić swój każdy dzień. Takiego, którego śmiało mogłaby
przedstawić  rodzicom,  dając  im  nadzieję  na  to,  że  pewnego  dnia  zostaną
dziadkami. Kogoś, z kim nie bałaby się pójść przez życie.

Poza tym jest w pracy. Nie może sobie pozwolić na romansowanie, nawet

jeśli Magda uważa inaczej.

 

background image

ROZDZIAŁ IV

Daniel  obudził  się  około  jedenastej  z  potwornym  bólem  głowy.  Chyba

poprzedniego wieczoru nieco przesadził z alkoholem. Na śniadanie w hotelu
było  zbyt  późno,  bo  serwowali  je  tylko  do  dziesiątej.  To  nie  był  jednak  dla
niego żaden problem, bo przecież mógł zjeść na mieście. Napisał SMS-a do
chłopaków,  żeby  się  przekonać,  czy  już  wstali,  ale  nie  dostawał  żadnej
odpowiedzi, więc postanowił pójść popływać.

„Jestem  na  basenie”  –  napisał  do  nich,  ubrał  slipy  i  zjechał  windą  na

ostatnie piętro. Basen był pusty, więc z ogromną przyjemnością mógł z niego
korzystać,  tym  bardziej  że  była  cisza,  więc  nie  musiał  borykać  się  z
większym  bólem  głowy.  Ten  zresztą  powoli  ustępował  po  przepłynięciu
kilku kolejnych długości basenu.

Daniel  zupełnie  nie  pamiętał,  co  wydarzyło  się  poprzedniej  nocy.

Wiedział jedynie, że wybrali się na dyskotekę w hotelu i zamówili kilka piw.
Po  jakimś  czasie  dosiadły  się  do  nich  dziewczyny,  które  przyjechały  nad
morze w delegację. Gawędzili z nimi do późnej nocy, a może nawet do rana.

Pół godziny pływania okazało się naprawdę fajną sprawą na kaca. Głowa

bolała  go  po  tym  tylko  trochę  i  nawet  zgłodniał.  Robert  zjawił  się  na  dole
akurat w momencie, kiedy Daniel wychodził z wody.

– Idziemy na jakieś śniadanie? – spytał Daniel.

– No pewnie. Marek już też wstał, tylko musi się ogarnąć. Dopiero wrócił

do siebie. Miał dzisiaj ciekawą noc.

– To co? Zaciągnął jakąś panienkę na noc?

– Raczej ona zaciągnęła jego. Wyglądała na mocno napaloną.

Obaj się zaśmiali. Umówili się w głównym holu za dziesięć minut. Daniel

wrócił do swojego pokoju, wziął prysznic, ogolił się i ubrał w swoją ulubioną
wakacyjną  koszulę  z  krótkim  rękawem.  Pół  godziny  później  siedzieli  już  w

background image

jakiejś  restauracji,  gdzie  serwowano  śniadania,  i  opowiadali  przygody  z
poprzedniej  nocy.  Okazało  się,  że  Marek  równie  słabo  pamięta  wydarzenia.
Robert  zaśmiewał  się  z  nich,  opowiadając,  jak  się  zachowywali  poprzedniej
nocy.

– Jedna z tych lasek mocno na ciebie leciała – powiedział do Daniela.

– A ja nie skorzystałem z okazji?

– No nie właśnie. Cały wieczór opowiadałeś o tamtej dziewczynie z plaży

i w końcu ta laska się wkurzyła i poszła szukać kogoś innego.

– A to pech… – Daniel westchnął, udając załamanego.

– Nie masz czego żałować. Nie była zbyt urodziwa.

– A tobie się nic nie trafiło? – zapytał Marek.

–  A  trafiło  się,  trafiło,  ale  nie  skorzystałem.  Matko,  jaka  ta  baba  była

uparta.  Chyba  jej  mąż  od  dawna  nie  filtrował,  bo  wyglądała  jakby  była  na
głodzie.

– A co? Ta też niefajna była? – zapytał Daniel, przegryzając bułkę.

– No nie bardzo – odpowiedział Robert i to wszystko wyjaśniło.

Do obiadu relaksowali się w swoim hotelu. Robert z Markiem wybrali się

do  jacuzzi  i  na  saunę,  a  Daniel  skorzystał  z  usług  pięknej  masażystki.  Na
plażę wybrali się dopiero po czternastej. Z daleka widzieli już grupę dzieci z
obozu  Ani,  więc  dla  własnego  spokoju  rozłożyli  się  z  daleka  od  nich,  ale
jednak na tyle blisko, żeby Daniel mógł przyglądać się pięknej opiekunce.

Ania  miała  dziś  na  sobie  ten  sam  strój  kąpielowy  i  króciutką,  zwiewną,

błękitną  spódniczkę.  Włosy  zebrane  w  kucyk  i  przełożone  przez  tę  jej
głupawą  czapeczkę.  Cały  czas  była  zajęta  zabawą  z  dziećmi,  więc  Daniel
nawet  nie  miał  kiedy  do  niej  podejść.  Najpierw  budowała  z  nimi  zamki  z
piasku,  później  znów  pilnowała  ich  w  kąpieli,  ale  cały  czas  zagadywał  ją
ratownik.  W  końcu  zaczęła  grać  w  piłkę  plażową,  co  rzeczywiście  nie
wychodziło  jej  najlepiej,  ale  zdawała  się  tym  zupełnie  nie  przejmować  i
każdą wpadkę traktowała jako powód do śmiechu. A wszystko z taką gracją,

background image

jakby  robiła  błędy  celowo.  Po  kilku  godzinach  plażowania  chłopakom
zrobiło  się  niedobrze  od  gorąca  i  nieprzespanej  nocy,  więc  postanowili
wrócić  do  hotelu.  Zawiedziony  Daniel  już  zbierał  się,  żeby  iść  z  nimi,  ale
właśnie  wtedy  zobaczył,  jak  Ania  wchodzi  do  wody,  zupełnie  sama.  Nie
miała  już  na  sobie  swojej  spódniczki…  Daniel  z  rozkoszą  stwierdził,  że
dziewczyna ma przepiękne, jędrne pośladki.

– No to ja zostaję – rzucił do kolegów i ruszył w jej stronę.

Ania wchodziła do morza niepewnie, jakby każdy krok w zimnej wodzie

sprawiał  jej  ból.  Naprężała  mięśnie  pleców  i  podnosiła  ręce  w  górę  przy
każdym uderzeniu fali. Daniel stał chwilę po kolana w wodzie, kilka metrów
od  niej  i  napawał  się  jej  widokiem.  W  końcu  pobiegł  na  wprost,  zanurzając
się  w  morzu.  Dopiero  wtedy  ruszył  w  jej  stronę.  Podpłynął  właśnie  w
momencie, w którym – jak mu się wydawało – miała zrezygnować z kąpieli.

– Nie masz odwagi? – zapytał ją.

– No, jakby nie – odpowiedziała, rozpromieniając się.

–  Może  cię  obleję?  –  zaproponował,  wstając  i  grożąc,  że  za  chwilkę

chluśnie w nią wodą.

– Nie! Proszę, nie! – krzyknęła. – Nienawidzę zimna.

– Dobrze. Nie obleję cię, ale tylko jeśli obiecasz mi, że wejdziesz ze mną

głębiej – poprosił, wyciągając rękę w jej stronę.

–  No  dobrze.  –  Roześmiała  się  i  skorzystała  z  propozycji,  wkładając

swoją dłoń w jego.

Daniel z zachwytem stwierdził, że jej maleńka rączka była miła w dotyku

i  wyglądała  na  zadbaną.  Przy  każdej  fali  ściskała  go  mocniej  i  wydawała  z
siebie  przesłodkie,  ciche  piski.  Daniel  śmiał  się  i  patrzył  na  nią,  jakby  była
nieziemskim, nadnaturalnym zjawiskiem.

– Chyba nie dam rady… – jęknęła Ania, zatrzymując się w miejscu.

–  Ale  chyba  nie  chcesz  tam  wracać?  –  zapytał,  wskazując  brzeg.  –  Im

wcześniej wrócisz, tym wcześniej skończy się twoja przerwa.

background image

Ania  przytaknęła,  ale  nie  zrobiła  już  żadnego  kroku.  Wtedy  złapał  ją  za

drugą  rękę  i  delikatnie  pociągnął  w  swoją  stronę,  pozwalając,  by  zanurzyła
się po samą szyję.

– Jak mogłeś?! – krzyknęła piskliwie.

– Nie chciałem, żebyś zmarzła. Teraz zaczniesz pływać i od razu zrobi ci

się cieplej.

Ania rzeczywiście odpłynęła od niego, a on skierował się w jej stronę. Po

kilku minutach zatrzymali się i stanęli naprzeciwko siebie.

– I jak z tą herbatką?

–  Nie  wiem,  czy  uda  mi  się  wyrwać.  Wczoraj  położyłam  się  dopiero

około północy.

– Nie istnieje szansa, że dzisiaj skończysz wcześniej?

–  Nie  mam  pojęcia.  W  planie  mamy  dzisiaj  zajęcia  profilowe  do

dwudziestej  pierwszej,  zanim  położymy  dzieciaki  spać,  na  pewno  będzie
około  dwudziestej  trzeciej,  ale  może  znów  będziemy  mieć  zebranie  kadry  o
tej porze.

– Rany! I tak codziennie? Przez dwa tygodnie?

– Raczej tak.

– A kiedy macie czas na jakiś odpoczynek?

– Różnie bywa. To zależy od planu. Zazwyczaj przed lub po posiłkach.

Daniel nie krył rozczarowania. Nie widział szansy na to, by spotkać się z

tą dziewczyną. Może powinien dać sobie z nią spokój? Po co ma sobie psuć
wakacje, biegając bez efektów za jakąś nieznajomą, która w dodatku zupełnie
nie jest w jego typie. Mógłby przecież wykorzystać ten czas zupełnie inaczej,
efektywniej.

–  Muszę  wracać  –  powiedziała  do  niego  po  dłuższej  chwili  krępującego

milczenia. – Do zobaczenia.

background image

– Miłej pracy – odparł i odpłynął w swoją stronę.

Był już pewien, że przestanie szukać jej wzrokiem na plaży. Może nawet

namówi  kolegów  na  jakiś  wypad  do  Kołobrzegu?  Dawno  tam  przecież  nie
był.  Chyba  ostatni  raz  z  Klaudią,  swoją  dawną  dziewczyną.  Poza  tym
ciekawe,  co  u  niej…  Nie  miał  z  nią  kontaktu  od  kilku  lat,  od  czasu,  kiedy
przedstawiła mu swojego nowego chłopaka. Daniel nie chciał mieszać się w
jej  nowy  związek,  mimo  że  rozstając  się  pół  roku  wcześniej,  postanowili
pozostać przyjaciółmi i nawet przez jakiś czas im się to udawało.

Wracając do hotelu, postanowił, że zadzwoni do niej po kolacji. Przecież

nawet jeśli nadal jest z tamtym facetem, to zwykła przyjacielska rozmowa nie
zaszkodzi jej związkowi.

Daniel  wspominał  okres,  kiedy  był  z  Klaudią,  z  wielkim  sentymentem.

Byli  wyjątkową  parą,  bo  z  racji  swojej  pracy  mieli  dla  siebie  bardzo  mało
czasu. Pracowali, co prawda, w tym samym szpitalu, ale zazwyczaj się mijali.
Nie  mieszkali  ze  sobą,  nie  spotykali  się  wieczorami  w  ciągu  tygodnia.
Widywali  się  jedynie  w  weekendy  lub  podczas  urlopu,  ale  za  to  kiedy  już
byli razem, nigdy nie brakowało między nimi żaru. Spotykali się nawet kiedy
ona  przeniosła  się  do  innego  miasta  i  przestała  pracować  we  Wrocławiu.  Z
czasem  jednak  stwierdziła,  że  to  wszystko  nie  ma  sensu  i  że  ich  związek
nigdy  nie  przerodzi  się  w  nic  poważniejszego,  bo  nie  ma  silnych  podstaw.
Musiał przyznać jej rację i pogodzić się z tym, że urlopy znów będzie musiał
spędzać sam albo z kolegami.

Kiedy  Daniel  dotarł  do  hotelu,  położył  się  spać.  Obudziła  go  dopiero

wiadomość od Marka, że umawiają się na kolację za dziesięć minut. Ogarnął
się  i  zszedł  do  restauracji.  Okazało  się,  że  jego  koledzy  są  jak  nowo
narodzeni.  Gdy  wrócili  z  plaży,  aż  do  kolacji  spali,  co  przywróciło  im  siły.
Umówili się, że wieczorem po basenie znów pójdą na dyskotekę, tym razem
gdzieś  na  mieście.  Był  w  końcu  piątek.  Danielowi  nie  chciało  się  pływać,
więc po kolacji zabrał swój telefon komórkowy i ruszył na spacer. Już przy
wyjściu  z  hotelu  wybrał  numer  do  Klaudii  i  nawet,  ku  jego  zaskoczeniu,
odebrała po pierwszym sygnale.

background image

– Miło słyszeć twój głos – powiedziała, gdy tylko się przywitał.

– Byłem ciekaw, co tam u ciebie?

– Cóż, w sumie to wszystko dobrze. Poszłam w twoje ślady i odważyłam

się założyć własny gabinet.

– Naprawdę? To świetnie! I jak ci idzie?

–  Bardzo  dobrze.  Mam  sporo  pacjentek.  Umawiają  się  do  mnie  na

miesiąc do przodu.

–  No  to  brawo.  Jestem  z  ciebie  dumny.  A  twój  gabinet?  Gdzieś  w

centrum czy na obrzeżach Kłodzka?

–  W  moim  dawnym  mieszkaniu.  Przerobiłam  salon  i  przedpokój  na

gabinet,  a  w  pozostałej  części  mieszkałam,  dopóki  nie  skończyłam  budowy
domu.

– Zaskakujesz mnie. Masz dom? Duży?

– Sporawy. Dwie kondygnacje, siedem pokoi. Ale jest bardzo przytulny.

– Mieszkasz z rodziną czy sama?

– Sama.

– A twój chłopak? Rafał, tak?

– Oj… Z Rafałem to już przeszłość. Zupełnie do siebie nie pasowaliśmy.

Ale  nie  poddaję  się.  Szukam  nadal.  Teraz  spotykam  się  z  jednym  takim.
Zapowiada się dość interesująco, ale zobaczymy. A co u ciebie?

Daniel  zaczął  opowiadać  o  swojej  pracy  i  o  tym,  że  zmienił  mieszkanie

na  większe.  Cały  czas  maszerował  w  stronę  plaży.  Na  miejscu  usłyszał  z
daleka muzykę i zobaczył tańczącą grupę ludzi. Postanowił sprawdzić, co się
dzieje. Ruszył w tamtym kierunku, kontynuując rozmowę. Po kilku metrach
zaczął  mieć  jednak  trudności  ze  skoncentrowaniem  uwagi  na  tym,  o  czym
rozmawiał z Klaudią, bo okazało się, że tańczącą grupę prowadzi Ania. Miała
na  sobie  czarne  legginsy  podkreślające  kształtną  pupę  i  króciutki  top
odkrywający brzuch. Poruszała się w taki sposób, że nie można było oderwać

background image

od  niej  wzroku,  a  przy  tym  jej  twarz  promieniała  taką  radością,  że  chyba
nawet największy ponurak poczułby nagłą chęć, by ta dziewczyna podzieliła
się  z  nim  swoją  radością.  Daniel  stał  pośród  innych  ludzi  obserwujących
zajęcia. Ania wydawała się go nie zauważać. Miał ochotę podejść bliżej, by
lepiej przyjrzeć się kształtom tej intrygującej dziewczyny, ale głośna muzyka
zakłócałaby jego rozmowę.

– Koniecznie musimy się spotkać – zaproponowała Klaudia.

–  No  jasne!  Odezwę  się,  jak  tylko  wrócę,  będę  miał  jeszcze  tydzień

urlopu – starał się, by brzmiało to jak najbardziej entuzjastycznie, bo przecież
mimo że teraz chciał zakończyć tę rozmowę jak najszybciej, to nie mógł palić
za  sobą  mostów.  –  No  dobra,  to  już  ci  nie  przeszkadzam.  Miło  było
porozmawiać po tylu latach.

– Masz rację. Cieszę się, że zadzwoniłeś.

– Ja również. Do usłyszenia – pożegnał się i nie czekając na odpowiedź,

rozłączył połączenie.

Teraz mógł w końcu podejść bliżej Ani, która właśnie przełączała utwór

w  swoim  telefonie,  jednocześnie  pijąc  wodę.  Dzieci  czekały  z
niecierpliwością  na  moment,  kiedy  znów  popłynie  muzyka.  Daniel  czuł  się
chyba  tak  samo.  Usiadł  na  wydmie  nieopodal  i  nie  odrywał  wzroku  od
instruktorki. Z głośnika popłynęły jakieś radosne, latynoskie rytmy.

– Tego jeszcze nie znacie, ale to bardzo łatwy układ. Róbcie po prostu to,

co ja – krzyknęła i ustawiła się do dzieci plecami.

Daniel  zauważył,  jak  kilka  kobiet  dołącza  się  do  grupy.  Przez  chwilę

chciał  zrobić  to  samo,  ale  oczywiście  zabrakło  mu  odwagi.  Układ  taneczny
rzeczywiście wyglądał na prosty. Było w nim kilka klaśnięć, obrotów, ze dwa
podskoki.  Dzieci  potrzebowały  pół  piosenki,  żeby  załapać,  o  co  chodzi.
Miały jednak możliwość rozwinięcia skrzydeł, bo Ania puściła ten sam utwór
jeszcze dwa razy.

– No dobrze. Chwila przerwy! – zdecydowała i podeszła do telefonu, by

wyłączyć  muzykę  i  napić  się  wody.  Daniel  zastanawiał  się,  czy  to  dobry

background image

moment,  by  do  niej  podejść.  Dzieci  wyłożyły  się  na  piasku,  śmiejąc  się  i
rozmawiając  między  sobą,  a  Ania  usiadła  na  składanym  krześle  i  szukała
czegoś w telefonie. Wydawało się, że żaden z wychowawców nie ma czasu,
by teraz zawracać jej głowę, więc postanowił podejść i się przywitać.

– Świetnie tańczysz – przyznał, stając niedaleko niej. Dzielił ich jedynie

parawan.

Ania podniosła głowę i uśmiechnęła się jak zwykle.

– Dziękuję. Na spacerku? – zapytała.

– Tak, postanowiłem porozmawiać przez telefon i przy tym zażyć trochę

ruchu. Dzieciaki świetnie się bawią dzięki tobie… – zauważył.

– Taka moja rola. – Zaśmiała się.

– Sam miałem ochotę się dołączyć, ale zabrakło mi odwagi.

–  Jeszcze  nic  straconego  –  powiedziała,  w  odpowiedzi  uśmiechając  się

tajemniczo. – Właśnie brakowało mi osoby do pary. Mogę na ciebie liczyć?

– Ojej… nie wiem, czy podołam – speszył się.

–  Na  pewno.  To  będzie  bardzo  łatwy  taniec.  Zapraszam  –  rzekła,

wyciągając dłoń w jego stronę, zupełnie tak samo, jak ostatnio on podawał jej
swoją, oferując pomoc w zanurzeniu się w zimnym morzu.

Czuł,  że  nie  ma  innego  wyjścia.  Nie  mógł  przecież  zmarnować  takiej

okazji, by być blisko niej i to na dodatek w tańcu. Przeszedł przez parawan,
podał jej dłoń i stanął tuż obok.

– No dobrze, moi kochani. Koniec przerwy! – zawołała do dzieci, a jemu

poleciła,  by  ustawił  się  w  danym  miejscu.  –  Nauczę  was  teraz  tańca
belgijskiego.  Brakowało  nam  co  prawda  jednej  osoby  do  pary,  ale  pan
Daniel, który spędza tu wakacje, postanowił nam towarzyszyć.

–  Dzień  dobry  –  zawołały  dzieci  chórem,  przyglądając  mu  się  bacznie.

Daniel czuł się nieco skrępowany, ale było już zbyt późno, aby się rozmyślić.
Przywitał  się  z  dziećmi,  a  później  wbił  wzrok  w  Anię,  by  uciec  od

background image

ciekawskich spojrzeń.

–  A  więc  dobrze.  Dobierzcie  się  w  pary,  tylko  w  miarę  możliwości

„chłopiec – dziewczynka” – zarządziła pani instruktor, po czym podeszła do
Daniela  i  złapała  go  za  rękę.  Zrobiła  to  z  taką  pewnością  siebie,  że  aż
przeszedł  go  dreszcz.  –  Ustawmy  się  teraz  w  kole  –  dyktowała  dalej,  gdy
dzieci  podobierały  się  w  dwójki.  –  Chłopcy,  tak  jak  pan  Daniel,  w  środku,
dziewczynki na zewnątrz.

Znów nieoczekiwanie puściła jego dłoń i po kolei podchodziła do dzieci,

ustawiając je odpowiednio. Gdy wróciła, podniosła jego rękę w górę i zaczęła
demonstrować, w jaki sposób należy się złapać.

– Dziewczynki, kładźcie swoje dłonie delikatnie, jak damy. Nie próbujcie

przytrzymywać  partnerów,  jakbyście  się  bały,  że  zaraz  wam  uciekną  –
tłumaczyła, wkładając swoje delikatne, krótkie paluszki pomiędzy jego kciuk
i palec wskazujący, jedynie lekko go muskając.

Po  chwili  zaczęła  demonstrować  kroki.  Okazały  się  rzeczywiście  łatwe.

„Cztery  do  przody,  cztery  do  tyłu,  obrót”  i  tak  dalej.  Kiedy  Daniel  nabierał
już  pewności  siebie,  stało  się  coś  nieoczekiwanego.  Ania  zostawiła  go  i
przeszła  do  następnego  partnera.  Danielowi  omal  nie  stanęło  serce,  gdy
okazało  się,  że  będzie  miał  za  zadanie  zatańczyć  z  każdą  z
niepełnosprawnych  dziewczynek.  Wiązało  się  to  przecież  z  tym,  że  będzie
łapać  je  za  ręce,  co,  musiał  przyznać,  wprawiało  go  w  obrzydzenie.  Gdyby
jednak teraz zrezygnował, jego słabość wyszłaby na jaw, a tego przecież nie
chciał. Pocieszał się tym, że po tych wszystkich pulchnych, małych dłoniach
dziewczynek, będzie mógł znów dotknąć delikatnej skóry Ani i być blisko jej
ciała. Kiedy Ania włączyła muzykę, radosne nuty jeszcze bardziej podniosły
go  na  duchu,  a  po  kilku  przejściach  prawie  już  nie  pamiętał  o  swoim
początkowym  obrzydzeniu,  bo  szeroki  uśmiech  Ani  wynagradzał  mu
wszystkie niedogodności.

Zatańczyli nowy układ trzy razy, po czym Ania zadecydowała, że czas na

zmianę.

background image

– Pan Daniel sobie odpocznie, a my przypomnimy sobie salsę.

– Uuuu… – wzdychały dzieci z niezadowoleniem. – Chcemy jeszcze raz

belgijkę.

– Do końca obozu zatańczymy ją jeszcze wielokrotnie – obiecała. – Nie

chcę, by wam się znudziła.

Daniel  ze  zdziwieniem  stwierdził,  że  chyba  czuł  się  tak  samo

rozczarowany,  jak  dzieci,  ale  kiedy  Ania  poprosiła,  by  usiadł  na  krześle,  a
sama  zaczęła  poruszać  się  w  rytmie  salsy,  poczuł  się  jak  na  prywatnym
przedstawieniu.  Wiedział  oczywiście,  że  nie  jest  jedynym  widzem.  Widział
przecież  wcześniej,  że  nawet  sami  wychowawcy  obserwowali  Anię  z
lubością,  nie  mówiąc  już  o  przechodzących  mężczyznach.  Kiedy  jednak  na
nią  patrzył,  cały  świat  przestawał  się  dla  niego  liczyć.  Nie  widział  ani
ciekawskich  przechodniów,  ani  tańczących  dzieci.  Był  tylko  on  i  Ania.  Nie
czuł nawet upływającego czasu. Ale znów się zawiódł, kiedy pani instruktor
zarządziła rozciąganie końcowe.

–  A  może  moglibyśmy  umówić  się  tak,  że  około  dwudziestej  drugiej

przyjdę pod twój ośrodek i będę na ciebie czekał do dwudziestej trzeciej, jeśli
uda  ci  się  ze  mną  spotkać,  chociażby  na  kilka  minut,  będę  zadowolony  z
wieczornego spaceru. Co ty na to? – zapytał, gdy pakowała swoje rzeczy do
plecaka, a dzieci ściągały parawany i szykowały się do powrotu do ośrodka.
Wyglądała na zdziwioną.

– Naprawdę chciałoby ci się czekać na mnie przez godzinę? Nawet jeśli

istnieje szansa, że wcale nie przyjdę?

–  Jestem  optymistą  –  odpowiedział  z  uśmiechem.  Sam  nie  rozumiał,

czemu  tak  bardzo  mu  na  niej  zależało.  Zachowywał  się  zupełnie  jak  jakiś
uczniak.

– No dobrze – odparła po namyśle. – Spróbuję się jakoś wyrwać, chociaż

na  dziesięć  minut,  ale  musiałbyś  czekać  na  mnie  zaraz  przy  drzwiach  do
naszego  skrzydła  budynku,  żebym  w  razie  czego  mogła  mieć  oko  na  moich
wychowanków.

background image

– Zgoda.

Ania krótko wytłumaczyła Danielowi, jak trafić w umówione miejsce, po

czym  zarządziła  zbiórkę,  przeliczyła  swoją  grupę,  zgłosiła  jakiemuś
mężczyźnie,  zapewne  kierownikowi  obozu,  że  wracają  już  do  ośrodka  i
odeszła. Daniel obrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę, zmagając się
ze stadem motyli we własnym brzuchu.

 

background image

ROZDZIAŁ V

Ania szybko uwinęła się z kontrolowaniem pokoi, rozdawaniem leków i

pomocą  w  przygotowywaniu  się  do  snu.  Kiedy  Magda  usłyszała,  że  ma
przyjść przystojniak z plaży, obeszła wszystkie pokoje, które Ania miała pod
swoją  opieką.  Zaproponowała  też  dzieciom  cukierki  po  śniadaniu,  jeśli
szybko przyszykują się do spania i będą cichutko siedzieć w swoich pokojach
bez szwendania się po korytarzach.

–  Tylko  nic  nie  mówcie  pani  Ani  o  naszym  układzie  –  kończyła  za

każdym razem, gdy wychodziła.

– Jest jeszcze przed dwudziestą drugą, a u mnie wszyscy już w łóżkach –

opowiedziała  jej  Ania,  gdy  spotkały  się  na  korytarzu.  –  Zupełnie  jakby
wiedzieli, że zależy mi na tym, by szybko poszli spać.

– No widzisz?! I jak ty to nazwiesz, jak nie przeznaczeniem? – udawała

zdziwioną Magda.

–  Szczęśliwy  splot  wydarzeń  –  odrzekła  Ania  z  uśmiechem  i  wskoczyła

do  swojego  pokoju,  żeby  trochę  odświeżyć  się  przed  czekającym  ją
spotkaniem.

Punktualnie  o  dwudziestej  drugiej  ruszyła  korytarzem  w  stronę  wyjścia,

ale Magda, która akurat skończyła kontrolowanie swoich pokoi, zastąpiła jej
drogę.

– A ty dokąd?

– Dobrze wiesz. – Ania zaśmiała się, myśląc, że poważna mina koleżanki

to zwyczajny żart.

–  Nie  powinnaś  iść  tak  wcześnie  –  powiedziała  stanowczo  Magda.  –

Niech  trochę  na  ciebie  poczeka,  inaczej  wyjdzie  na  to,  że  to  tobie  bardziej
zależy niż jemu.

– No nie wiem… – zastanowiła się Ania. – A później mam niby kłamać,

background image

że dopiero skończyłam?

–  To  nie  będzie  kłamstwo.  Przespaceruj  się  jeszcze  pod  pokojami,

posłuchaj,  czy  nie  wariują,  wypełnij  jakiś  dokument  i  dopiero  pójdź.  Zaufaj
mi, im dłużej na ciebie poczeka, tym bardziej doceni to, że jednak przyszłaś.

– Mamy dzisiaj spotkanie kadry? – zawołała Ania przez ramię koleżanki,

widząc kierownika wychodzącego z pokoju.

–  Tak,  musimy  ustalić  szczegóły  jutrzejszego  chrztu  obozowego  –

odpowiedział, podchodząc do nich i uśmiechnął się tajemniczo. – Będziecie
nimfami. – Zaśmiał się.

–  My?!  –  wykrzyknęła  Magda  odrobinę  za  głośno,  ale  od  razu  się

zreflektowała, że może pobudzić dzieci i ściszyła głos. – Jakimi nimfami?

– No, morskimi.

– A dlaczego my? – marudziła.

–  Bo  tylko  wy  zmieścicie  się  w  stroje  nimf,  które  mi  przygotowała

dyrekcja,  a  zresztą  na  pewno  pięknie  będziecie  się  prezentować  przy
Neptunie.

– Kto będzie grał Neptuna? – zapytała tym razem Ania.

–  Igor  –  odpowiedział  pewnie  kierownik  i  odszedł  zająć  się  swoimi

sprawami.

– No to chociaż tyle przyjemności. – Magda się zaśmiała.

Igor  był  wysokim  i  bardzo  dobrze  zbudowanym  mężczyzną,  który  od

razu wpadł Magdzie w oko. Ona też chyba nie była mu obojętna, bo przecież
wzajemnie  obdarzali  się  wielokrotnie  ukradkowymi  spojrzeniami  pełnymi
podziwu i lekkimi uśmiechami, które miały zachęcać do rozmowy.

–  Będzie  okazja  bliżej  się  poznać.  –  Ania  się  zaśmiała  i  puściła  oko  do

koleżanki.

Większość kadry znały już bowiem z innych obozów, ale Igor pojechał z

nimi po raz pierwszy, bo poprzedni trener od piłki nożnej miał w te wakacje

background image

brać  ślub.  Ania  dobrze  znała  swoją  przyjaciółkę  i  widziała,  jak  Magda
zmienia się, gdy tylko dołączał do nich Igor.

–  Idź  już  lepiej  podsłuchiwać  pod  drzwiami.  –  Magda  uśmiechnęła  się

porozumiewawczo i weszła do pokoju.

Ania  obeszła  korytarze  prowadzące  do  pokoi,  które  miała  pod  swoją

opieką, z satysfakcją stwierdzając, że jest cisza. Ruszyła więc do siebie, żeby
zgodnie  z  namową  Magdy  wypełnić  dziennik  na  miniony  dzień  i  jeszcze
chwilę  podyskutować  z  koleżanką.  W  końcu  po  raz  ostatni  skontrolowała
swój  wygląd  w  małym  lusterku  wiszącym  w  przedpokoju  i  wyszła  na
spotkanie. Daniel siedział na ławce przed blokiem – był dobrze widoczny, bo
światło latarni padało wprost na niego.

–  Może  lepiej  przesiądźmy  się  na  drugą  ławkę  –  zaproponowała  Ania,

zanim jeszcze zdążyli się przywitać.

Daniel  podniósł  się  ze  swojego  miejsca  i  posłusznie  ruszył  za  nią  w

stronę ławek, które znajdowały się nieco poza zasięgiem świateł latarni. Ania
rozsiadła  się  na  jednej  z  nich  i  wytłumaczyła,  że  tam  nie  będzie  jej  widział
kierownik,  bo  niby  nie  robi  nic  złego,  wychodząc  z  budynku  na  świeże
powietrze, ale po co rzucać mu się w oczy. Dopiero wtedy Daniel wyciągnął
zza pleców mały niebieski kwiat.

– Niebieska róża? – zdziwiła się Ania.

– Pomyślałem, że będzie do ciebie pasować, bo jest wyjątkowa, zupełnie

tak jak ty.

W  pierwszym  odruchu  Ania  chciała  powiedzieć,  że  wcale  nie  czuje  się

wyjątkową  kobietą  albo  coś  w  stylu  „skąd  możesz  wiedzieć,  jaka  jestem,
skoro  mnie  tak  naprawdę  nie  znasz”,  ale  ostatecznie  udało  się  jej  tylko
wykrztusić  „dziękuję”.  Niebieski  kwiat  skrywający  się  nieco  w  ciemności
nocy zdawał się być zapowiedzią wyjątkowego czasu, który ci dwoje mieli ze
sobą  spędzić.  Ania  w  milczeniu  czekała,  aż  Daniel  zacznie  rozmowę,  ale
kiedy ten usiadł przy niej, milczał podobnie jak ona. Być może rozkoszował
się ciszą, która ich otaczała, lub też przyglądał rozgwieżdżonemu niebu, które

background image

rozpościerało się nad nimi.

–  Piękna  noc  –  powiedziała  w  końcu  Ania,  próbując  odgadnąć  myśli

swojego towarzysza i przerwać krępującą ciszę.

Jej  słowa  zadziałały  niczym  zapalnik  i  stały  się  początkiem  wyjątkowo

intensywnej  i  interesującej  rozmowy.  Ania,  siedząc  obok  Daniela,  zupełnie
zapomniała  o  swoich  obowiązkach  i  dopiero  wołanie  Magdy  przywróciło  ją
do rzeczywistości.

–  Muszę  iść  na  spotkanie  kadry  –  powiedziała  z  nieukrywanym

rozczarowaniem,  że  wspólnie  spędzony  czas  minął  tak  szybko…  Po  czym
zerwała się na równe nogi. – Nie wiem, ile to potrwa.

– Jeśli chcesz, mogę zaczekać.

–  No  nie  wiem.  A  jeśli  długo  to  zajmie?  Jutro  mamy  chrzest  obozowy,

więc pewnie będzie sporo do omawiania.

– To nic, zaczekam – zdecydował. – Biegnij już, bo bez ciebie nie zaczną.

Ania  nie  wiedziała,  co  na  to  odpowiedzieć,  więc  tylko  uśmiechnęła  się

szeroko i pognała na spotkanie. Okazało się, że zaczęli bez niej.

–  Przepraszam  za  spóźnienie  –  szepnęła,  siadając  obok  Magdy,  ale

zdawało się, że nikt nie zwrócił na nią uwagi.

„Powiedziałam im, że źle się poczułaś i poszłaś zaparzyć sobie herbatę do

recepcji” – napisała jej wiadomość na jakimś skrawku papieru Magda.

„Twoja zdolność do kłamania czasami mnie przeraża” – odpisała Ania. –

„Ale dziękuję. Herbata była wspaniała. Dostałam od niego niebieską różę” –
napisała jeszcze i uświadomiła sobie, że zostawiła swój prezent na ławce. W
sumie na całe szczęście, bo jak wytłumaczyłaby się kolegom i koleżankom?
Że to dodatek do herbaty?

–  Dobra,  dziewczyny?  –  zwrócił  się  nagle  do  nich  kierownik.  Ania

uświadomiła sobie w tym momencie, że zupełnie go nie słuchała.

– Tak, tak. Nie ma sprawy – odpowiedziała w ich imieniu Magda, a Ania

background image

tylko  niepewnie  pokiwała  głową.  Miała  nadzieję,  że  jej  przyjaciółka  mimo
wszystko wie, o czym była mowa.

Od  tamtej  pory  Ania  próbowała  już  skoncentrować  uwagę  na  tym,  co

przekazywał  im  kierownik,  ale  mimo  wszystko  myśli  czasami  uciekały  jej
gdzieś daleko. Czuła mrowienie w brzuchu i przyjemne podniecenie na myśl,
że  Daniel  czeka  na  nią  na  zewnątrz.  Niecierpliwie  oczekiwała  końca
spotkania, martwiąc się, że obiekt jej westchnień znudzi się i odejdzie. Czas
płynął nieubłaganie, a kierownik marudził i marudził. W końcu podziękował
za spotkanie i rozdał aktorom stroje.

– Ja mam to ubrać? – zawołała Magda, podnosząc kawałek białej tkaniny

do  oczu  i  sprawdzając,  czy  nie  prześwituje.  –  Mam  nadzieję,  że  masz  białą
bieliznę, Aniu – zwróciła się do niej, pokazując, jak materiał przebija kolory.

Ania  uśmiechnęła  się  niepewnie,  próbując  sobie  przypomnieć,  czy  coś

białego  spakowała  i  odetchnęła  głęboko,  gdy  przypomniała  sobie,  że  tak.
Reszta kadry śmiała się i komentowała strój nimf.

– Mogli was wcześniej uprzedzić… – zawołała jedna z opiekunek.

–  Wy  przynajmniej  macie  nieco  więcej  materiału  –  zauważył  Igor,

podnosząc  do  góry  swoją  sukieneczkę  z  materiału  imitującego  zielone
morskie glony.

Ania była pewna, że Magda już się rozmarzyła na temat Igora odzianego

w ten wyjątkowy stój. Nie chciała jednak marnować czasu na żarty i zwijając
swoją suknię nimfy, wyszła z sali.

– Już lepiej? – zagadnął ją kierownik tuż przy drzwiach.

–  Tak  –  odpowiedziała  niepewnie,  nieskora  do  kłamstwa.  –  Pójdę  się

jeszcze przespacerować przed snem i będzie dobrze.

–  Tylko  nie  odchodź  za  daleko,  żebyśmy  mogli  cię  znaleźć,  jakby

przyjechała jakaś kontrola.

– Dobrze – odparła i z suknią nimfy w ręku wyszła do Daniela.

Ucieszył  ją  jego  widok.  Jednak  czekał,  dotrzymując  towarzystwa  jej

background image

małej róży.

– Długo czekałeś? – zapytała, wyrywając go z rozmyślań albo ze snu, bo

aż podskoczył na dźwięk jej głosu.

– Ponad pół godziny – stwierdził, spoglądając na zegarek.

– Przepraszam. Mówiłam, że może być długo.

– Warto było czekać, żeby znów móc cię zobaczyć. Jestem na urlopie, nie

muszę chodzić spać tak wcześnie.

–  Ale  masz  zapewne  inne,  ciekawsze  zajęcia.  Twoi  koledzy  się  nie

niecierpliwią? – zapytała, czując, jak się czerwieni przez to, co powiedział.

– Nie. Są zajęci swoimi sprawami. Co to? Ukradłaś zasłony z ośrodka?

– Prawda, że tak to wygląda? – Ania zaśmiała się i rozłożyła sukienkę, by

mógł ją zobaczyć w całości. – To mój strój nimfy na jutrzejszy chrzest.

– Uuu… W takim razie nie mogę tego przegapić. Gdzie to będzie?

–  Na  plaży  –  odpowiedziała  bez  przekonania,  bo  przecież  nie  słuchała

dokładnie.

Na samą myśl o tym, że Daniel miałby ją zobaczyć w tym kusym stroju,

poczerwieniała jeszcze bardziej. Całe szczęście, że było dość ciemno. Istniała
szansa, że chłopak nie zauważył jej reakcji.

– Jesteś już bardzo śpiąca czy posiedzisz ze mną jeszcze chwilę?

–  Czekałeś  na  mnie  tak  długo…  Oczywiście,  że  z  tobą  posiedzę  –

stwierdziła, zwijając swoją suknię i siadając obok niego.

–  Zastanawiałem  się,  czy  nie  zechciałabyś  podać  mi  swojego  numeru

telefonu…  mógłbym  wtedy  umawiać  się  z  tobą,  gdy  tylko  znalazłabyś  dla
mnie chwilkę. Jeśli oczywiście będziesz miała na to ochotę.

– Z pewnością – odparła bez namysłu – masz gdzie zapisać?

Daniel  wyciągnął  z  kieszeni  smartfona,  zanotował  numer,  a  podpisał  go

„Ania  z  plaży”.  Później  odwrócił  się  do  niej  i  przez  ponad  godzinę

background image

kontynuowali  swoją  rozmowę,  którą  wcześniej  przerwała  Magda,  wołając
Anię na spotkanie kadry.

Ania  z  podziwem  stwierdziła,  że  już  od  dawna  nie  rozmawiała  z  tak

elokwentnym  i  dobrze  wychowanym  mężczyzną.  Konwersowali  tak  lekko  i
swobodnie,  jakby  znali  się  od  zawsze.  Okazało  się,  że  nie  mają  zbyt  wielu
wspólnych  zainteresowań,  bo  on  nie  miał  pojęcia  o  tańcu,  a  ona  o
wspinaczce. On uwielbiał teatr, ona ostatni raz na jakimś przedstawieniu była
jeszcze w liceum, nie licząc teatrzyków dla dzieci w szkole. Nie chodzili ani
do  tych  samych  siłowni,  ani  barów.  Ale  dla  Ani  to  wszystko  nie  wydawało
się  żadną  przeszkodą,  bo  bardzo  chciała  poznać  jego  świat,  a  on  –  jak  się
wydawało  –  był  ciekaw  jej.  Umówili  się  nawet,  że  kiedy  ona  wróci  z
Karpacza, gdzie miała odwiedzić rodziców tuż po powrocie z obozu, wybiorą
się razem na ściankę wspinaczkową. Czas płynął im tak szybko, że nawet się
nie  spostrzegli,  kiedy  minęła  północ.  Około  pierwszej  Danielowi  zadzwonił
telefon.  Nie  odebrał  jednak,  twierdząc,  że  koledzy  mogą  jeszcze  trochę
poczekać.

– Już prawie pierwsza – zauważył.

– Ojej! Jutro będę nieprzytomna.

– W takim razie przepraszam, że tak długo cię zatrzymałem.

– Daj spokój! Było bardzo przyjemnie – odpowiedziała i uśmiechnęła się

zalotnie.

– Mnie również – odparł. – Ale teraz biegnij już spać. Mam nadzieję, że

uda nam się spotkać również jutro.

–  Ja  też  mam  taką  nadzieję  –  odrzekła,  wstając  z  ławki.  On  również  się

podniósł i podał jej różyczkę.

– Nie zapomnij o niej!

– Dziękuję.

Dłuższą  chwilę  stali  naprzeciwko  siebie  w  milczeniu,  jakby  próbując

ułożyć w myślach słowa pożegnania. Ania miała ogromną ochotę pocałować

background image

go w policzek, ale wydawało się jej, że nie wypada i być może źle będzie to
wyglądać,  jakby  zbyt  wiele  sobie  w  związku  z  nim  wyobrażała.  W  końcu
podała  mu  rękę,  co  wprawiło  go  chyba  w  zakłopotanie,  bo  wyglądał  tak,
jakby nie wiedział, jak ma się zachować.

–  Do  zobaczenia  –  powiedział,  przytrzymując  jej  dłoń  w  swojej  dłoni

znacznie dłużej niż zazwyczaj przy pożegnaniach.

– Do zobaczenia – odparła Ania i odeszła, gdy tylko rozluźnił uścisk.

Długo  nie  mogła  zasnąć,  wciąż  rozmyślając  o  tym  niezwykłym

wieczorze.  Była  na  siebie  trochę  zła,  bo  miała  przecież  nie  angażować  się
uczuciowo, a po tym spotkaniu nie była już pewna, czy do jej serca nie puka
właśnie niechciany stan ducha – zakochanie.

 

background image

ROZDZIAŁ VI

Daniel  obudził  się  niewyspany,  ale  mimo  to  cały  w  skowronkach.  Tak

przyjemnie  było  wczoraj  spędzić  czas  z  tą  dziewczyną.  Wydawała  mu  się
niesamowicie  wrażliwa  i  inteligentna.  W  jej  towarzystwie  czuł  się  jakoś
tak… wyjątkowo, tak jak jeszcze nigdy wcześniej, nawet gdy zaczynał swój
romans z Klaudią. Żałował tylko, że zabrakło mu odwagi, by pocałować ją na
pożegnanie.  Jej  usta  w  bladym  świetle  księżyca  i  jakimś  nikłym  blasku
latarni  wyglądały  tak  kusząco…  Pół  nocy  zastanawiał  się,  dlaczego  nie
skorzystał z okazji. Właściwie to miał chyba zamiar ją pocałować, ale wtedy
ona wyciągnęła do niego rękę, więc już nie wypadało.

Od momentu, gdy się z nią rozstał, nie myślał o niczym innym, jak tylko

o  tym,  by  napisać  do  niej  wiadomość.  Zastanawiał  się  jedynie  nad  tym,  co
powinna zawierać i kiedy właściwie powinien ją wysłać. Noc wydawała mu
się  mało  odpowiednia,  bo  bał  się,  że  mógłby  ją  obudzić.  Postanowił  więc
wysłać jej kilka miłych słów o poranku. Nastawił sobie budzik przed siódmą
rano,  żeby  mniej  więcej  obmyślić,  jakie  słowa  będą  najodpowiedniejsze,  a
następnie  wysłał  jej  SMS-a,  aby  mogła  zobaczyć  wiadomość  jeszcze  przed
wyjściem na apel.

„Bardzo dziękuję, że znalazłaś dla mnie wczoraj czas. To był wspaniały

wieczór,  którego  nigdy  nie  zapomnę.  Życzę  Ci  udanego  dnia”  –  napisał
ostatecznie,  gdy  tylko  otworzył  oczy.  Odpowiedź  przyszła  już  po  kilku
minutach i wprawiła go w taką euforię, że już nie mógł zasnąć.

„Mnie  również  było  bardzo  miło  i  mam  nadzieję,  że  niedługo  znów  się

spotkamy.  Dzień  na  pewno  będzie  udany,  skoro  zaczął  się  wiadomością  od
Ciebie. Dziękuję i również życzę wspaniałego dnia”.

– Jak tam wczorajsza randka? – zapytał Marek przy śniadaniu.

–  Super  –  odpowiedział  krótko  Daniel,  chociaż  gdyby  umiał  być  w  ich

towarzystwie  bardziej  wylewny,  to  opisałby  ją  pewnie  jako  niesamowitą,
pełną dziwnej energii i pierwiastków chemicznych. Wolał jednak nie wdawać

background image

się  w  szczegóły.  Przecież  to  do  niego  niepodobne,  żeby  czekać  na
dziewczynę  dwa  razy  po  pół  godziny  tylko  po  to,  żeby  trochę  z  nią
porozmawiać.

– A wy? Jak spędziliście wieczór?

– Byliśmy nad jeziorem, na molo, na dyskotece – odpowiedział zaspany

Robert, nalewając sobie kawy.

– Wyrwaliście coś?

–  Były  dwie  fajne  dziewczyny,  ale  skończyło  się  jedynie  na  odrobinie

całowania. Przynajmniej u mnie – opowiedział Robert.

–  Moja  była  zupełnie  cnotliwa,  ale  za  to  świetnie  tańczyła.  Było  na  co

popatrzeć. – Marek się zaśmiał.

– Jak cnotliwe, to podejrzewam, że dzisiaj tam wrócicie?

–  No  jasne!  Nawet  się  z  nimi  umówiliśmy.  –  Marek  był  pełen

optymizmu. – Pójdziesz z nami?

– Raczej nie – odpowiedział krótko Daniel. – Dam wam jeszcze znać.

Koledzy  wymienili  między  sobą  znaczące  spojrzenia  i  uśmiechnęli  się,

ale Daniel wolał nie zwracać na nich uwagi.

– Dzisiaj ma mocno grzać – postanowił zmienić temat. – Jakieś plany?

– Plażing – oznajmił Robert, a Marek tylko pokiwał głową w aprobacie. –

W  poniedziałek  ma  być  jakieś  załamanie  pogody,  to  wtedy  się  możemy
wybrać do Kołobrzegu.

– No, możemy – przytaknął Daniel bez zbytniej pewności.

Nie miał przecież pojęcia, jakie plany na poniedziałek będzie miała Ania i

jej  grupa.  W  każdym  razie  był  zadowolony,  że  będzie  mógł  wybrać  się  na
plażę z chłopakami. Miał nadzieję, że Ania też się tam zjawi. Dlatego przed
wyjściem  starannie  się  ogolił  i  przygotował  niezbędne  rzeczy.  Przed
jedenastą był już gotowy do całodziennego wygrzewania się na słońcu.

background image

Ani  nie  było  na  plaży  ani  przed  obiadem,  ani  po  nim.  Daniel  miał  już

dość  słońca,  więc  postanowili  z  kolegami,  że  pójdą  na  miasto  czegoś  się
napić. Po powrocie do hotelu relaksowali się aż do kolacji, którą poszli zjeść
za namową Daniela do baru na plażę, żeby przypadkiem nie przeoczyć chrztu
obozowego, w którym Ania miała być nimfą.

Już  około  dwudziestej  na  plażę  przyszło  dwóch  mężczyzn,  których

Daniel  kojarzył  jako  wychowawców  z  obozu.  Zaczęli  rozstawiać  pochodnie
wzdłuż plaży, a później przy samym brzegu morza wykopali w piasku długie
koryta,  które  następnie  zalali  wodą.  Po  jakimś  czasie  na  plażę  wdarło  się
głośne  śpiewanie  i  dźwięk  dzwonków.  Wielu  spacerujących  z  ciekawości
przystawało  i  wpatrywało  się  w  wydmę,  zza  której  dochodziły  tajemnicze
dźwięki.  Daniel  próbował  ukryć  przed  swoimi  przyjaciółmi  rosnące
podniecenie na myśl o tym, że za chwilkę znów będzie mógł zobaczyć Anię.

–  Chodźcie  tam  bliżej.  Powinno  być  ciekawie  –  zaproponował  im,

zapłacił  rachunek  w  barze  i  ruszył  w  stronę  przygotowanego  na  chrzest
obozowy miejsca.

Marek  i  Robert  ruszyli  za  nim,  uśmiechając  się  pod  nosem.  Minęło

dobrych  parę  minut,  zanim  w  końcu  zza  wydmy  wyłoniła  się  przedziwnie
wyglądająca  grupa  ludzi.  Na  czele  pochodu  szedł  dobrze  zbudowany
mężczyzna w zielonej spódniczce, jakby z liści glonów, z trójzębem w ręce.
Po  jego  obu  stronach  szczupłe,  ubrane  na  biało  kobiety  z  wiankami  na
głowach niosły duże zielone liście, którymi – jak się zdawało – wachlowały
mężczyznę.  Tuż  za  nimi  po  jednej  i  po  drugiej  stronie  szły  kobiety  i
mężczyźni  wymalowani  na  całym  ciele  czarną  farbą,  uderzając  zielonymi
gałązkami  idące  wewnątrz  pochodu  dzieci  obwinięte  czymś  w  rodzaju  sieci
rybackiej.  Dzieci  miały  wymalowane  twarze,  a  do  stóp  przyczepione
dzwoneczki, którymi hałasowały przy każdym kroku. Śmiały się, piszczały i
podskakiwały, gdy dosięgła ich jakaś gałązka.

Po paru minutach pochód ustawił się przed drogą z pochodni, prowadzącą

wprost  do  morza.  Czarne  postacie  zatrzymały  dzieci  i  nie  pozwoliły  im  iść
dalej. Do przodu ruszył za to Neptun wraz ze swoimi nimfami. Dopiero teraz,

background image

gdy  przechodzili  tuż  przy  grupie  gapiów,  wśród  których  stał  Daniel  z
kolegami, można było zobaczyć szczegóły strojów tych obozowych aktorów.
Cała  trójka  miała  na  głowach  wieńce  laurowe,  z  tym  że  ten  mężczyzny  był
pokaźniejszy. Kobiety miały wymalowane na twarzach zielone listki, a białe
zwiewne sukienki ledwo przykrywały ich opalone, zgrabne ciała. Mężczyzna
z kolei miał na ciele złote pioruny, czerwone płomienie i niebieskie fale. Cała
trójka  wyglądała  bardzo  profesjonalnie  i  z  zacięciem  aktorskim  paradowała
wzdłuż  ustawionych  pochodni,  zmierzając  w  kierunku  morza.  Zarówno
powiązane  w  siatkę  dzieci,  jak  i  obserwujący  całą  scenę  przechodnie  z
ciekawością przyglądali się Neptunowi, który tuż przy morzu zatrzymał się i
wzniósł  ręce,  jakby  próbując  rozpętać  sztorm.  Ten  jednak  oczywiście  nie
przyszedł, może dlatego, że nimfy, skacząc obok boga mórz, błagały go, by
przestał.  Za  chwilę  Neptun  wrócił  na  drogę,  którą  wyznaczały  płomienie
pochodni,  a  która  tym  razem  prowadziła  wzdłuż  plaży  poprzez  długi  rów
wypełniony wodą, na którego końcu rozrzucone było coś przypominającego
muszle. Za nimi ustawiony był tron króla mórz, stanowiący zwykłe składane
krzesło  ozdobione  zielonymi  liśćmi  i  srebrno-niebieskim  materiałem,  który
poruszał się przy każdym podmuchu wiatru, stwarzając wrażenie, jakby tron
zalewały morskie fale.

Kiedy  tylko  Neptun  usiadł,  a  nimfy  stanęły  po  obu  jego  stronach,  nie

przestając  wachlować  go  liśćmi,  jedna  z  czarnych  postaci  ustawiła  się  na
przodzie  związanych  siecią  rybacką  dzieci  i  przekrzykując  szum  fal,
zawołała:

–  Możecie  odzyskać  wolność  –  zabrzmiał  zdecydowanie  męski  głos.  –

Pod  warunkiem,  że  przejdziecie  próbę  i  zostaniecie  uwolnieni  przez  króla
mórz,  Neptuna.  Aby  do  niego  dotrzeć,  musicie  pokonać  trudną  drogę,
narażając się na ból i zimno.

Mówiący  wskazał  na  trasę,  którą  dzieci  miały  do  przejścia,  a  na  której

teraz  ustawiła  się  trójka  z  wymalowanych  na  czarno  opiekunów.  Jakieś
kobiety stanęły w pierwszej części, trzymając w ręce gałązki, którymi miały
zapewne uderzać dzieci. Obok muszel ustawił się mężczyzna, mając w ręce
czerwone  wiadro  wypełnione  zimną  morską  wodą.  Mężczyzna,  który

background image

omawiał trasę, zademonstrował dzieciom, w jaki sposób mogą dojść do tronu
króla,  oszczędzając  sobie  jednak  chłost  czy  spotkania  z  wiadrem  zimnej
wody.

– Zaczynajcie! – wrzasnął na koniec, a jakaś kobieta uwolniła pierwszego

chętnego chłopca.

Wbrew  wszystkiemu  wyglądał  na  zadowolonego,  bo  uśmiech  nie

schodził  mu  z  twarzy.  Kobiety  lekko  uderzyły  go  gałązkami,  pewnie  nawet
nie sprawiając mu żadnego bólu. Przeczołgał się przez wodę zgromadzoną w
wykopanym  wcześniej  rowie,  a  gdy  dotarł  do  muszli,  spadł  na  niego  zimny
strumień z wiadra, który nie pozostawił na nim ani jednego suchego miejsca.
Chłopiec  pisnął,  krzyknął,  ale  nadal  śmiał  się,  przechodząc  przez  rozsypane
muszle, a raczej gumowe elementy mające te muszle przypominać. Kiedy w
końcu chłopiec dotarł do Neptuna, jedna z nimf krzyknęła, by padł na kolana.
Chłopiec  posłusznie  wykonał  zadanie,  a  wtedy  bóg  podniósł  się  ze  swojego
miejsca  i  trójzębem  zaczął  pasować  chłopca  na  obozowicza.  Od  tego
momentu  był  wolny  i  mógł  usiąść  na  plaży  w  wyznaczonym,  ogrodzonym
taśmą  miejscu,  na  które  cały  czas  miała  oko  jedna  z  opiekunek,  rozdająca
dzieciom  suche  ręczniki,  którymi  miały  się  otulić.  Gdy  pozostali  uczestnicy
obozu zobaczyli, że w wyznaczonej trasie nie ma nic niebezpiecznego, a to,
co  może  je  spotkać,  to  jedynie  dobra  zabawa,  zaczęły  się  wzajemnie
przekrzykiwać, prosząc, by to one mogły pójść jako następne.

Daniel  nie  mógł  oderwać  wzroku  od  swojej  nimfy.  Wzbierały  w  nim

dziwne  uczucia,  będące  jakby  pomieszaniem  zachwytu,  zauroczenia  i
zazdrości,  że  inni  mężczyźni  mogą  również  napawać  się  tym  niezwykłym
widokiem.

Kiedy wszystkie dzieci przeszły chrzest obozowy, mężczyzna z wiadrem

postanowił sobie zażartować i oblał zimną morską wodą przepiękne nimfy i
króla  Neptuna.  Ania,  która  stała  najbliżej  morza  i  była  pierwsza  na  linii
frontu, została zmoczona najmocniej. Dzieci wybuchnęły śmiechem, a Ania z
trudem  łapała  oddech.  Rozzłoszczony  Neptun  odebrał  oprawcy  wiadro  i
nabrał wody z morza, po czym zaczął gonić po plaży umalowanego na czarno

background image

żartownisia.  Wszyscy,  oprócz  Ani,  śmiali  się  głośno.  Ona  jedna  stała
przemoczona  i  zawstydzona,  patrząc  bezradnie,  jak  przez  mokry  materiał
prześwituje jej biała bielizna. Daniel zdjął koszulę i nie zwracając uwagi na
to, czy będzie Ani przeszkadzał w pracy, czy nie, podszedł do niej i ją okrył.
Zrozumiał bez słów, jaką poczuła wdzięczność. W tej jednej chwili, pomimo
gwaru  panującego  wokół,  wydawało  się  im,  że  są  na  plaży  sami.  Żadne  z
nich  nie  wypowiedziało  ani  jednego  słowa.  Wpatrywali  się  tylko  w  siebie  z
uczuciem,  które  pchało  ich  ku  sobie  niczym  cząsteczki  o  przeciwnych
biegunach  w  polu  magnetycznym.  Daniel  poczuł,  że  traci  panowanie  nad
sobą i już miał pocałować przepiękną nimfę, która najwyraźniej zaczarowała
go  swoim  urokiem,  ale  wtedy  ktoś  krzyknął  do  niej,  żeby  zbierała  swoją
grupę,  bo  dzieci  marzną  i  trzeba  wracać  do  ośrodka.  Odeszła  od  niego  bez
słowa…  ani  jednego  słowa  pożegnania.  Ale  i  on  nie  potrafił  zebrać  słów  w
tamtej chwili…

Ania podeszła do dzieci i poprosiła jakiegoś chłopca, żeby zebrał grupę.

W ten sposób mogła pozostać milcząca i tajemnicza. Przeliczyła dzieci i dała
im znak do powrotu. Odchodząc, spojrzała jeszcze na Daniela i uśmiechnęła
się lekko w taki sposób, że zapamiętał ten widok na zawsze.

 

background image

ROZDZIAŁ VII

Ania,  drżąc  z  zimna,  wysłała  najpierw  pod  prysznic  wszystkich  swoich

wychowanków,  a  dopiero  później  sama  poszła  do  łazienki.  Zdjęła  z  siebie
przemoczone ubrania i stanęła pod prysznicem. Lejąc na siebie gorącą wodę,
przypominała sobie to niezwykłe przeżycie z plaży. Jej zawstydzenie, chłód i
złość,  które  nagle  uleciały  w  niebyt,  kiedy  zobaczyła  przed  sobą  Daniela
okrywającego ją bez słów niebieską koszulą w kratę. Był tak zdecydowany i
czuły,  że  ugięły  się  pod  nią  kolana.  Patrzył  na  nią  z  uwielbieniem  i
jednocześnie  z  jakąś  taką  troską,  której  doświadczała  do  tej  pory  jedynie  ze
strony  rodziców.  Poczuła  się  nagle  równocześnie  zupełnie  bezpieczna  i
bezbronna,  nie  mając  siły  przeciwstawić  się  uczuciom,  które  zalewały  jej
serce niczym morska fala. Tak bardzo pragnęła znaleźć się w jego objęciach i
zanurzyć  w  pocałunku  jego  ciepłych,  szerokich  warg.  Niestety  kierownik
przywrócił  ją  do  rzeczywistości  i  obudził  z  cudownego  snu.  Poczuła  się
oszołomiona  i  nie  umiała  zebrać  myśli.  Z  ledwością  poradziła  sobie  z
policzeniem  dzieci  i  wykonaniem  pozostałych  obowiązków.  Pragnęła  znów
znaleźć się przy Danielu i powiedzieć mu o tym, co czuła. Jedyne jednak, co
przychodziło  jej  do  głowy,  to  wysłać  mu  wiadomość.  Podziękować,  że
użyczył jej koszuli i podzielić się, chociaż częściowo, tym, co czuje. Wyszła
spod  prysznica  i  w  ręczniku  podreptała  do  pokoju  po  telefon.  Wśliznęła  się
pod kołdrę i drżącymi rękoma zaczęła pisać.

„Nie  mogę  przystać  o  Tobie  myśleć…”  –  napisała  i  zmazała,  obawiając

się, że to zbyt bezpośrednie. – „Bardzo dziękuję Ci za to, co zrobiłeś. Jestem
Ci naprawdę wdzięczna i… sama nie wiem, co myśleć. Poczułam się bardzo
wyjątkowo przy Tobie. Wciąż o tym myślę” – wysłała i przez najbliższe pięć
minut  żałowała  swojej  decyzji.  Po  tym  czasie  przyszła  jednak  odpowiedź  i
omal nie zemdlała, czytając, że on nie może przestać o niej myśleć od dnia,
kiedy zobaczył ją po raz pierwszy, a tego, co czuł na plaży, nie da się opisać.

„Bardzo pragnąłem wziąć cię w objęcia i pocałować” – zakończył.

background image

„Ja również tego pragnęłam” – odpisała i schowała twarz w pościeli, nie

mogąc uwierzyć w to, co się dzieje.

„Będę dziś na ciebie czekał tak jak ostatnio. Może uda nam się pójść na

plażę, chociaż na krótki spacer, gdzieś niedaleko?”

„Postaram się coś załatwić”.

Wyskoczyła  szybko  z  łóżka  i  zaczęła  w  pośpiechu  ubierać  się  i  suszyć

włosy,  żeby  ładnie  się  ułożyły.  Później  zebrała  leki  i  zrobiła  obchód  po
pokojach. Dzieci po zdarzeniach na plaży były tak podekscytowane, że było
mało  prawdopodobne,  by  wcześnie  zasnęły.  Ania  odpuściła  sobie  kontrolę
czystości i wszystkim wstawiła maksymalną liczbę punktów.

–  W  zamian  jednak  proszę,  byście  szybko  położyli  się  do  łóżek.  Nie

mówię,  że  musicie  spać,  możecie  oglądać  telewizję  czy  rozmawiać,  ale
proszę,  byście  nie  biegali  po  korytarzach  i  zachowywali  się  cichutko.  W
przeciwnym razie przyjdę i zrobię bardzo dokładną kontrolę – zagroziła.

Wychowankowie  we  wszystkich  pokojach  przystali  na  propozycję,  więc

pozostało jej jedynie  rozdać lekarstwa i  pomóc mniej sprawnym  w kąpieli i
przygotowaniu  do  snu.  Kiedy  miała  wchodzić  do  przedostatniego  pokoju,
zobaczyła  na  korytarzu  Magdę,  która  nadal  paradowała  w  stroju  nimfy.  Ją
widocznie  morska  woda  tylko  nieznacznie  skropiła,  bo  sukienkę  miała
zupełnie suchą.

–  Mam  do  ciebie  ogromną  prośbę  –  wyszeptała,  podbiegając  do  niej  i

ciągnąc  za  ramię  do  ich  pokoju.  Kiedy  tylko  zamknęła  za  nimi  drzwi,  w
krótkim  sprawozdaniu  opowiedziała  o  tym,  co  się  wydarzyło,  a  później
zapytała,  czy  Magda  mogłaby  zająć  się  tej  nocy  jej  pokojami,  kiedy  ona
wybrałaby się na plażę.

– No pewnie – odpowiedziała przyjaciółka bez wahania. – Tylko napisz

mi, proszę, SMS-a, jak będziesz wracała, dobrze? – powiedziała i puściła do
Ani oko.

Ta  jednak,  zupełnie  zajęta  własnymi  uczuciami,  nie  zrozumiała,  co

miałoby to oznaczać.

background image

–  No  jasne  –  odpowiedziała  tylko  i  pobiegła  do  ostatniego  ze  swoich

pokoi. Gdy z niego wychodziła, zobaczyła kierownika, który otwierał akurat
drzwi do swojego pokoju.

– Mam pytanie – zawołała do niego. – Jest dzisiaj spotkanie kadry?

–  Nie,  dzisiaj  sobie  odpuścimy  –  odparł  ku  uciesze  Ani.  –  Wszyscy

jesteśmy zmęczeni i potrzebujemy wypoczynku, bo przecież sporo czasu nam
jeszcze zostało. Trzeba zregenerować siły.

– No właśnie. To super – odpowiedziała, nie ukrywając wdzięczności.

–  Świetnie  się  dzisiaj  spisaliście  –  zawołał  za  nią  kierownik,  gdy  już

miała wchodzić do siebie.

–  Dzięki  –  rzuciła  z  uśmiechem  i  zniknęła,  żeby  jej  przypadkiem  nadal

nie zagadywał.

Kiedy weszła do pokoju, łazienka była zajęta.

–  Kurczę!  –  mruknęła  niezadowolona,  bo  w  środku  miała  kosmetyki,  a

nie chciała iść na spotkanie z Danielem z rozmazanymi zielonymi liśćmi na
twarzy. – Madzia! Podaj mi, proszę, kosmetyczkę! – zawołała do koleżanki,
gdy tylko usłyszała, że ta wychodzi spod prysznica.

–  Jasne  –  odpowiedziała  Magda  i  już  po  chwili  wysuwała  rękę  z

kosmetyczką przez szparę w drzwiach.

Ania czym prędzej zmyła stary makijaż, a następnie posmarowała twarz

kremem  i  podkładem.  Później  w  słabym  świetle  żarówki  w  przedpokoju
pomalowała oczy, a na policzki nałożyła odrobinę różu.

–  To  ja  wychodzę  –  krzyknęła  do  Magdy,  zabierając  ze  sobą  bluzę  z

szafy. Ubrała ją na siebie i przeczesała raz jeszcze włosy, po czym wymknęła
się po cichu na korytarz, tak by nikt nie zauważył, że wychodzi z pokoju. Po
kilku  chwilach  była  już  na  zewnątrz,  szukając  wzrokiem  Daniela.  Okazało
się,  że  czeka  na  nią  tam,  gdzie  rozstali  się  poprzedniej  nocy.  Podeszła  do
niego szybko i dopiero gdy stanęła z nim twarzą w twarz, zdała sobie sprawę,
że w tej całej bieganinie gdzieś ulotniły się te niezwykle silne emocje, które

background image

czuła  na  długo  po  tym,  gdy  wróciła  z  plaży.  On  chyba  również  zdążył
ochłonąć, bo nie rzucił się na nią z pocałunkami, tak jak wyglądało to w jej
wyobraźni,  a  jedynie  ucałował  lekko  w  policzek.  To  i  tak  wystarczyło,  by
znów wezbrały w niej podobne do wcześniejszych uczucia.

– Mogę pójść na plażę – szepnęła, czując, jak czerwienieją jej policzki od

tego niezwykłego powitania.

– To świetnie – odpowiedział zadowolony.

–  Muszę  mieć  jednak  cały  czas  włączony  telefon,  żeby  w  razie  jakiejś

kontroli Magda mogła do mnie zadzwonić.

– Nie ma sprawy. Chodźmy więc – zaproponował i ruszył w stronę furtki

prowadzącej z ośrodka do drogi na plażę.

Szli obok siebie w milczeniu, jakby zupełnie nie wiedzieli, o czym mają

ze  sobą  rozmawiać.  Głowę  Ani  zaprzątała  wciąż  jedna  uporczywa  myśl,  by
złapać  Daniela  za  rękę.  Ale  zupełnie  brakowało  jej  odwagi.  W  końcu,  tuż
przy zejściu na plażę, Daniel przystanął i zupełnie nieoczekiwanie złapał ją w
pasie i przyciągnął do siebie.

– Przepraszam, jeśli to, co teraz zrobię, będzie niestosowne, ale nie chcę

jutro obudzić się z myślą, że znów zabrakło mi odwagi, by cię pocałować –
powiedział  i  przylgnął  do  niej  w  taki  sposób,  że  z  podniecenia  i  emocji
zaczęła drżeć.

Odwzajemniła jego pocałunek, starając się jeszcze mocniej wtulić w jego

pachnące  ciało.  Trwali  tak  kilka  dobrych  minut,  zupełnie  zapominając  o
bożym świecie.

– Cieszę się, że trafiłaś mnie piłką – powiedział cicho, próbując uspokoić

oddech,  gdy  tylko  oderwali  od  siebie  usta.  Patrzył  jej  przy  tym  głęboko  w
oczy,  a  jego  spojrzenie  przepełnione  było  niedającym  się  jeszcze  określić
słowami uczuciem. Ania mogłaby pozostać w jego ramionach do świtu albo i
dłużej, do końca świata. Życie rządziło się jednak innymi prawami i w końcu
pozycja, którą przybrali, zaczęła robić się niewygodna. Daniel złapał ją więc
za rękę i poszli w stronę morza, by w jego pobliżu usiąść na piasku. Objął ją i

background image

pozwolił, by oparła głowę o jego ramię. Długo rozmawiali, znów czując się
tak, jakby znali się od dzieciństwa. W końcu Ania poczuła, że powieki same
jej  się  zamykają,  zupełnie  niezależnie  od  jej  woli.  Słuchała  przecież  tego,  o
czym  opowiadał  Daniel,  ale  mimo  to  nie  umiała  zapanować  nad  własnym
zmęczeniem i niespodziewanie zasnęła na jego ramieniu.

 

background image

ROZDZIAŁ VIII

Szum fal, roziskrzone gwiazdami niebo i niezwykła, piękna dziewczyna u

boku…  Tak,  teraz  Daniel  był  pewien,  że  to  właśnie  tego  podświadomie
pragnął. Pragnął kogoś pokochać i przeżywać emocje, których właśnie teraz
doświadczał. Żaden wcześniejszy związek nie był na początkowych etapach
tak  wyjątkowy  i  intensywny.  I  to  nie  było  tak,  że  to  kobiety,  z  którymi  się
spotykał,  były  winne,  wręcz  przeciwnie,  to  on  był  zamknięty  na  podobne
przeżycia  i  nie  pozwolił  sobie  iść  za  głosem  serca.  Związek  z  Klaudią
rozpoczął  kierowany  właśnie  raczej  rozumem  niż  sercem.  Podobała  mu  się,
miał  z  nią  dobry  kontakt  i  zwyczajnie  chciał  spróbować  z  kimś  być  na
poważnie.  Inne  kobiety,  które  spotykał  w  życiu,  traktował  bardziej  jako
okazję  do  przygody  czy  spełnienia  zachcianek  seksualnych,  wielokrotnie
przy okazji łamiąc im serca. Wiedział o tym, ale nie chciał się przejmować,
bo  przecież  nikomu  nigdy  nie  dawał  żadnej  deklaracji,  która
zobowiązywałaby go do jakiejś odpowiedzialności za czyjeś życie i uczucia.

Nie  rozumiał  więc,  skąd  nagle  w  nim  taki  wybuch  emocji,  których

wcześniej nie doświadczał. Może zwyczajnie musiał do tego dorosnąć. Czyż
nie  jest  to  normalne,  że  niektórzy  dorastają  późno  albo  wcale?  Jego  ojciec
zdecydował się przecież na ślub dopiero sporo po trzydziestce, pewnie więc
gdzieś ta genetyka ma istotne znaczenie w tym, co się z nim teraz działo.

Daniel  od  razu  zauważył,  że  Ania  zrobiła  się  milcząca  i  zerkając  na  jej

twarz ukradkiem, domyślił się, że zasnęła. W pierwszej chwili chciał obudzić
ją  od  razu  i  zaprowadzić  do  ośrodka,  by  mogła  się  porządnie  i  wygodnie
wyspać,  ale  nie  mógł  się  przemóc,  by  tak  od  razu  psuć  ten  cudowny,  błogi
nastrój,  który  go  ogarnął.  Pozwolił  zatem  sobie  na  odrobinę  egoizmu  i
napawał  się  jej  bliskością  jeszcze  przez  kilka  minut,  rozmyślając  o  tym
wszystkim,  co  mu  się  przytrafiło.  W  końcu  dotknął  jej  twarzy  i  delikatnie
zaczął  gładzić  wierzchem  dłoni  jej  gorący  policzek,  szepcząc  jej  imię.
Obudziła się po kilku chwilach i zdziwiona rozejrzała wokół.

background image

–  Chodźmy  do  ośrodka.  Musisz  się  wyspać  –  powiedział  czule,

pomagając jej wstać.

Ania  zaczęła  drżeć  z  zimna,  więc  ściągnął  z  siebie  bluzę  i  okrył  jej

ramiona. Uśmiechnęła się i cichutko podziękowała.

– Muszę napisać SMS-a – przypomniała sobie nagle i wyciągnęła telefon.

– Do kogo chcesz pisać o tej porze? – zdziwił się.

–  Do  koleżanki,  mamy  razem  pokój,  prosiła,  żebym  napisała,  jak  będę

wracać.

–  Pewnie  bała  się,  żebyś  nie  zastała  jej  z  kimś  w  waszym  pokoju.  –

Zaśmiał się.

Ania nie odpowiedziała od razu, ale dopiero gdy schowała telefon.

– Możesz mieć rację. Nie pomyślałam o tym wcześniej – przyznała.

Tuż  przed  drzwiami  do  jej  skrzydła  budynku  zatrzymali  się  na  chwilę  i

przytulili  do  siebie.  Daniel  w  przypływie  czułości  pocałował  ją  w  czoło  i
wyszeptał życzenia dobrej nocy.

–  Jutro  koniecznie  musisz  położyć  się  wcześniej.  Zdaje  się,  że  jesteś

przemęczona.

Nic  nie  odpowiedziała.  Popatrzyła  jednak  na  niego  jakoś  tak…

wyjątkowo  i  nie  czekając  na  jego  reakcję,  pocałowała  go  w  usta,  po  czym
odwróciła  się  i  odeszła,  cały  czas  otulona  w  jego  bluzę.  Daniela  po  raz
kolejny przeszedł dreszcz podniecenia.

„Chyba  tracę  rozum”  –  pomyślał,  zdając  sobie  sprawę,  że  najwyraźniej

po raz pierwszy w życiu naprawdę się zakochał.

 

background image

ROZDZIAŁ IX

Ania  z  trudem  obudziła  się  rano.  Zwlekała  z  podniesieniem  się  z  łóżka

tak długo, aż w końcu pozostało jej pięć minut, by przygotować się do apelu.
Wyskoczyła z pościeli i pobiegła do łazienki. Magdy nie było już w pokoju.
Ania zrobiła makijaż naprędce i wciągnęła na siebie jakiś strój sportowy, nie
zwracając  uwagi,  czy  poszczególne  jego  elementy  do  siebie  pasują.  Gdy
schylała  się  po  swoją  bluzę,  zauważyła,  że  na  krześle  pod  nią  leży  ta,  którą
okrył ją wczoraj Daniel. Uśmiechnęła się do siebie na myśl, że kolekcjonuje
jego rzeczy. Do dziś nie oddała mu przecież jeszcze koszuli, którą dał jej na
plaży.

Zanim udała się na plac przed budynkiem, gdzie codziennie odbywał się

apel, przebiegła jeszcze po pokojach swoich wychowanków, upewniając się,
czy  wszyscy  wstali,  a  później  biegiem  ruszyła  w  stronę  placu.  Po  drodze
spotkała Magdę.

– Czemu mnie nie obudziłaś? – zapytała ją z wyrzutem.

–  Jak  to  nie  obudziłam?  Kilka  razy  mówiłam,  żebyś  wstała,  w  końcu

widziałam, że zwlekasz się z łóżka, to wyszłam do swoich dzieci.

– Aha… – Ania się zawstydziła. – To dzięki.

Chciała  jeszcze  zapytać,  jak  minął  jej  poprzedni  wieczór,  ale  ledwie

dotarły na miejsce, kierownik już rozpoczynał apel. Ania szybko przeliczyła
dla  pewności  swoich  wychowanków  i  odetchnęła  z  ulgą,  że  nikogo  nie
brakuje. Była z nich dumna, że tak dobrze się sprawowali.

Po śniadaniu mogła w końcu porozmawiać chwilę z Magdą i opowiedzieć

jej o tym, jak wyjątkowo czuła się z Danielem. Przyjaciółka zaśmiewała się z
tego,  że  Ania  zasnęła  mu  na  ramieniu,  ale  widać  było  po  niej,  że  bardzo
cieszy się z tego, co się jej przytrafia. W końcu.

– Ja wczoraj również spędziłam wyjątkowy wieczór – przyznała.

background image

– No, domyślam się… – Ania się zaśmiała. – Czyżby Neptun postanowił

spędzić więcej czasu ze swoją nimfą?

– Tak, ale zaskoczę cię. Nie kochaliśmy się.

– Jak to? – Ania była naprawdę zdziwiona, bo chyba nigdy nie zdarzyło

się, żeby Magda przepuściła taką okazję.

– No właśnie nie wiem, jak to się stało. Całowaliśmy się i przytulaliśmy.

Ja nawet chciałam czegoś więcej, ale on stopował mnie, twierdząc, że na to
przyjdzie czas.

– To pewnie się na niego wkurzyłaś?

– Właśnie nie. Wiem, że to dziwne, ale nie. Wręcz przeciwnie. Czuję do

niego  jeszcze  większy  pociąg.  Wiesz,  jak  to  jest.  Te  wszystkie  podniety
nagromadzają się, a w końcu człowiek wybucha i się komuś oddaje. Po tym
już  nic  nie  jest  takie  samo.  Igor  widocznie  wie  o  tym  i  być  może  próbuje
doprowadzić mnie do szaleństwa – zastanawiała się.

Nie  zdążyła  jednak  dokończyć  opowiadania,  bo  do  drzwi  już  pukały

niecierpliwe dzieci, by odebrać kieszonkowe i leki. Przyjaciółki spojrzały na
siebie z rozczarowaniem, jakby właśnie zdały sobie sprawę, że do ich drzwi
puka rzeczywistość. Trzeba wracać do pracy.

 

background image

ROZDZIAŁ X

Dzień  upłynął  Ani  z  wielkim  trudem.  Pod  wieczór  ledwie  utrzymywała

otwarte powieki. Przez cały ten czas nie widziała się z Danielem, bo pogoda
nie  sprzyjała  plażowaniu,  więc  przed  obiadem  poszli  z  dziećmi  na  quady,  a
później, gdy rozpadał się deszcz, urządzili kalambury w jednej z wolnych sal.
Wieczorem  poprowadziła  dyskotekę.  Daniel  w  tym  czasie  wybrał  się
podobno  z  kolegami  do  Kołobrzegu.  Po  dwudziestej  drugiej  przyszedł  pod
ośrodek  Ani,  ale  tylko  po  to,  jak  zapowiedział  w  SMS-ie,  żeby  ucałować  ją
na dobranoc.

– Koniecznie musisz się w końcu wyspać – tłumaczył. – Tym bardziej że

dzisiaj pogoda nie sprzyja spacerom.

– Zobaczymy się jutro? – zapytała, gdy miał odchodzić.

–  Dopóki  nie  będziesz  miała  mnie  dość,  będę  uparcie  szukał  twojego

towarzystwa – odpowiedział z uśmiechem.

Okazało  się,  że  nie  były  to  puste  słowa,  bo  rzeczywiście  szukał  każdej

możliwości,  by  spędzić  z  nią  chociażby  kilka  minut  dziennie.  Postanowił
nawet  przedłużyć  swój  urlop,  mimo  że  jego  koledzy  już  wyjechali.  Nie
zdarzyło  się  jednak,  żeby  Ania  zaprosiła  Daniela  do  pokoju.  Ich  intymne
zbliżenia  ograniczały  się  jedynie  do  pocałunków  i  przytulania.  Zupełnie
przeciwnie  niż  u  Magdy,  która  często  spędzała  czas  z  Igorem  w  pokoju,
kiedy  Ania  akurat  wychodziła.  Podobno  pomimo  tego,  że  w  końcu  się  ze
sobą  przespali,  namiętność  między  nimi  nie  zniknęła,  tak  jak  obawiała  się
tego  Magda,  ale  wręcz  przeciwnie,  stale  rosła.  Ania  uśmiechała  się  pod
nosem, patrząc jak tych dwoje udaje przed całym światem, że nic się między
nimi nie dzieje. Igor twierdził, że tak będzie lepiej, bo w końcu są w pracy.
W  jadalni  siadali  daleko  od  siebie  i  tylko  wymieniali  się  tajemniczymi
spojrzeniami  i  uśmiechami,  które  tylko  oni  umieli  odczytać.  Podczas
rozgrywek  sportowych  celowo  ustawiali  się  na  sąsiadujących  pozycjach  i
niby  przypadkowo  wpadali  na  siebie,  by  choć  przez  chwilę  poczuć  się

background image

nawzajem. Z kolei gdy mijali się na korytarzu, chwytali się za ręce na kilka
sekund tak, by nikt nie zauważył. Anię cieszyło szczęście przyjaciółki, ale z
drugiej strony nie miały kiedy podzielić się swoimi miłosnymi przeżyciami.
Nawet  w  drodze  powrotnej  do  domu  Magda  siedziała  obok  Igora,  tak  by
spędzić  z  nim  jak  najwięcej  czasu  przed  czekającym  ich  rozstaniem.  Igor
mieszkał przecież kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia i nie mieli pojęcia,
kiedy uda im się spotkać.

Zaraz  po  powrocie  z  obozu,  jeszcze  tego  samego  dnia,  przyjaciółki

umówiły się na spotkanie w swoim ulubionym lokalu. Zaprosiły jeszcze inne
koleżanki, z którymi nie widziały się od długiego czasu. Kaśka, Marcelina i
Monika z wypiekami na policzkach słuchały o namiętnym romansie Magdy i
Igora.

–  To  gdzie  on  mieszka?  –  spytała  lubiąca  znać  wszystkie  szczegóły

Kaśka.

– Gdzieś za Bolkowem. Kamienna Góra.

– Nie wiem, gdzie to jest – przyznała się Marcelina.

– A ja chyba tamtędy przejeżdżałam – zastanawiała się Kaśka.

–  Przejeżdżałaś  na  pewno  –  stwierdziła  Ania.  –  To  jest  po  drodze  do

moich rodziców.

– Żartujesz! – wykrzyknęła Magda. – To daleko od Karpacza?

– Nie, chyba pół godziny, może troszkę dłużej.

– To ja koniecznie muszę odwiedzić góry jeszcze w te wakacje.

– Wiesz, że moja mama chętnie wynajmie ci pokój. – Ania się zaśmiała.

Jej rodzice od lat zajmowali się agroturystyką.

– A ty kiedy do nich jedziesz?

–  Jutro  wieczorem.  Rano  mam  jeszcze  wizytę  u  lekarza,  a  później  się

pakuję i jadę.

– U tego młodego doktorka, którego ci poleciłam? – zapytała Marcelina.

background image

– Tak. W końcu trzeba sprawdzić, co tam się dzieje. – Ania się zaśmiała,

pokazując palcem na dół brzucha.

– Nie będziesz miała nic przeciwko, żebym się z tobą zabrała w góry? –

zadała pytanie Magda, zupełnie ignorując rozmowę o wizycie kontrolnej.

– Nie miałaś przypadkiem leżeć do góry brzuchem przez resztę urlopu? –

drwiła Monika.

– Będę leżeć. – Magda uśmiechnęła się szelmowsko. – Tyle że nie sama.

–  A  skąd  wiesz,  czy  ten  Igor  znajdzie  czas,  żeby  się  z  tobą  spotkać?  –

spytała przezornie Kasia.

– Uczy w szkole, więc teraz ma wakacje, co ciekawszego będzie miał do

roboty? – żartowała Magda.

– Lepiej do niego napisz wcześniej – poradziła Kaśka z niepewną miną.

– Napiszę, napiszę. – Magda machnęła ręką. – Już się nie mogę doczekać.

Tylko prania jeszcze nie wstawiłam, to nie wiem, co ze sobą zabiorę.

– Nie przejmuj się. Wstawimy pranie u mojej mamy. To żaden problem.

– Jesteś wielka. – Magda ucałowała przyjaciółkę i zaproponowała toast.

– A ty, Aniu, jak przeżyłaś te dwa tygodnie? – spytała Marcelina.

–  Pewnie  jedynie  na  pracy,  jak  to  ona  –  zażartowała  Kasia,  jak  zwykle

pewna siebie.

–  No  to  się  zdziwisz  –  mruknęła  Magda,  śmiejąc  się  z  koleżanki  i

pociągając łyk mojito.

– Jak to? – krzyknęła Monika. – Anka, poznałaś kogoś?!

– No tak – przyznała skromnie Ania.

– No co ty? Opowiadaj! – zawołały koleżanki niemal chórem.

Ania nigdy nie była zbyt rozgadana, ale tym razem dziewczyny nie dały

jej  zakończyć  na  zwyczajnym  „było  cudownie”.  Każdą  z  dziewczyn
interesowało  co  innego.  Monika  wypytywała  o  wygląd,  Marcelina  o

background image

charakter, a Kaśka jak zwykle o sprawy materialne.

– Jak to nie wiesz, gdzie dokładnie pracuje? – zapytała z wyrzutem.

– No nie wiem… tak jakoś nie zapytałam… – Ania się zawstydziła. – A

może pytałam i nie pamiętam, co odpowiedział?

– Albo nie odpowiedział – zgadywała Kaśka z ironią.

–  A  co  to  za  różnica?!  –  zdenerwowała  się  Magda.  –  Lekarz  to  lekarz.

Pewnie biedy nie klepie.

– Kasa to jedno, ale żeby znalazł dla niej czas w swoim grafiku. – Kaśka

zazwyczaj podchodziła do wszystkiego pesymistycznie.

– Ty to jak zwykle! – skarciła ją Monika.

– No właśnie. Nie psuj jej nastroju – dodała Marcelina.

Było już jednak za późno, bo Ani nie udało się nie myśleć o tej sprawie.

Kaśka musiała mieć sporo racji. Nieważne, jakiej był specjalizacji, na pewno
spędzał w pracy sporo czasu, jak wszyscy lekarze w tym kraju. Nad morzem
był na urlopie i to raczej ona nie miała czasu dla niego. Teraz, kiedy będzie
musiał wrócić do swoich zajęć, może im być ciężko znaleźć dla siebie czas.

– Nie martw się na zapas – szepnęła Marcelina, widząc, jak koleżanka się

trapi.

Jednak Ania zaczęła się zastanawiać, dlaczego właściwie Daniel nie pisał

do niej, od kiedy się rozstali. Wyjechał przecież z samego rana, kilka godzin
przed nią, więc na pewno dotarł już dawno na miejsce.

– Może miał wypadek? – zwierzyła się Marcelinie.

– Dlaczego do niego nie napiszesz? Będziesz miała pewność.

– A jeżeli to była dla niego tylko przygoda? Boję się, że się wygłupię, jak

napiszę do niego pierwsza.

–  Wątpię.  Myślisz,  że  marnowałby  urlop  na  przesiadywanie  godzinami

pod twoim ośrodkiem i czekaniem na ciebie? Dlaczego zresztą miałabyś się

background image

wygłupić.  Zwyczajnie  napisz  mu,  że  dziękujesz  za  mile  spędzony  czas  i
zapytaj, czy dotarł bezpiecznie.

–  Przynajmniej  będziesz  miała  pewność  co  do  jego  dalszych  planów

związanych  z  tobą  –  wtrąciła  się  Monika,  która,  jak  się  okazało,
przysłuchiwała się tej rozmowie.

– No właśnie – zgodziła się Marcelina.

– Pisz! – powiedziała rozkazującym tonem Monika.

Ania  posłusznie  wyciągnęła  telefon  i  wklepała  parę  słów  w  pole

wiadomości. Zanim jednak wysłała SMS-a, wypiła duży łyk swojego drinka
dla nabrania odwagi.

–  Wysyłaj!  –  zawołała  znów  Monika,  próbując  dosięgnąć  telefonu  Ani,

by wcisnąć przycisk za nią. Ania jednak zrobiła unik i zaczęła marudzić, że
to  chyba  nie  najlepszy  pomysł.  Magda  i  Kaśka  od  razu  zainteresowały  się
sprawą, chociaż wcześniej nie brały udziału w rozmowie.

– Co ma wysłać?

– Wiadomość do Daniela – odpowiedziała Monika.

– Nie odzywa się, od kiedy wróciliśmy – wytłumaczyła Ania ze smutną

miną.

– Poradziłyśmy jej, żeby się pierwsza odezwała – dodała Monika.

–  No  nie  wiem,  czy  to  dobry  pomysł  –  skrytykowała  Kaśka.  –  To  jemu

powinno bardziej zależeć.

– A niby dlaczego? – zawołała Magda. – Mamy równouprawnienie!

– No właśnie! – dodała Monika. – Ty to się już lepiej nie odzywaj! Tylko

psujesz jej humor.

– Ja? Zwyczajnie mówię, co myślę.

– Jak zawsze – mruknęła Magda pod nosem, ale i tak nie uszło to uwadze

Kaśki.

background image

– No co jak zawsze?! – zdenerwowała się. – Chyba lepiej, że w stosunku

do swoich przyjaciółek jestem szczera… Wołałybyście, żebym wciskała wam
za każdym razem kit, kiedy zapytacie mnie o zdanie?

–  No  dobra,  dobra.  Już  się  tak  nie  irytuj  –  uspokajała  ją  Monika.  –

Magdzie chodziło o to, że zazwyczaj wszystko widzisz w czarnych barwach.

–  A  ja  myślę,  że  Kasia  może  mieć  dużo  racji  –  próbowała  rozładować

napięcie Ania. – Moja mama zawsze mi powtarzała, że kiedy ona była młoda,
to chłopak zabiegał o względy dziewczyny, a nie odwrotnie.

– No i co z tego? Czasy się zmieniają! – zawołała Magda.

–  No  tak,  ale  nie  wszystko  idzie  ku  lepszemu  –  dodała  Kaśka.  –  Jak  się

facet naganiał za swoją kobietą, to później ją przynajmniej szanował.

– Gadanie! – zawołała Monika.

–  Szanował…  –  prychnęła  Magda.  –  U  mnie  na  wsi  było  dwóch  takich,

co  się  w  młodości  podobno  nawet  zabijać  chcieli  dla  swoich  dziewczyn,  a
później,  po  paru  latach  małżeństwa,  urządzali  im  w  domu  takie  piekło,  że
żadnej bym tego nie życzyła.

– A te pewnie pokornie to znosiły? – zapytała z drwiną w głosie Monika.

– No a jak? Mężowie je prali, wracali do domu nachlani jak 

meserszmit

y,

wyzywali  je  przy  ludziach,  a  one  nic,  tylko  schylały  głowy  i  siedziały  w
domu jak kwoki. Pewnie dalej tak siedzą.

–  Kobiety  nie  doceniają  swojej  siły  –  dołączyła  się  Marcelina.  –  Kiedyś

zapytałam  mojej  cioci,  jak  to  jest,  że  od  trzydziestu  lat  jest  w  tak  udanym
związku z moim wujkiem. Wiecie, co mi powiedziała?

–  Że  jak  mąż  jest  niegrzeczny,  to  mu  nie  daje  dupy?  –  zapytała  jak

zawsze bezpośrednia Magda i wszystkie koleżanki wybuchły śmiechem.

–  Nie.  –  Marcelina  próbowała  przekrzyczeć  salwy  śmiechu  i  pokonać

swoje  własne  rozbawienie.  –  Twierdzi,  że  mężczyzny  nie  można  ani  do
niczego  zmuszać,  ani  niczego  mu  zabraniać,  a  jedynie  należy  go  subtelnie
ukierunkowywać, tak by w rodzinie panowała harmonia.

background image

– To coś z tą głową, co kręci szyją – zauważyła Magda.

–  Chyba  odwrotnie.  –  Ania  zaśmiała  się  i  znów  zapanowało  ogólne

rozbawienie.

W przypływie optymizmu w końcu wysłała wiadomość do Daniela, która

mniej więcej zawierała się w słowach wypowiedzianych przez Marcelinę.

„Mam nadzieję, że dotarłeś na miejsce bezpiecznie i bez przeszkód. My

wróciliśmy  parę  godzin  temu  i  w  końcu  mogę  cieszyć  się  wolnym
wieczorem. Dziękuję za bardzo mile spędzony wspólnie czas”.

Odpowiedź  jednak  nie  przychodziła  i  Ania  z  każdą  minutą  robiła  się

bardziej  posępna.  W  końcu  postanowiła  wrócić  do  domu,  tym  bardziej  że
atmosfera  między  koleżankami  robiła  się  coraz  bardziej  napięta,  bo  Kaśka,
mimo że próbowała to ukryć, najwyraźniej szczyciła się tym, że – jak lubiła
mówić  –  znowu  miała  rację.  Jej  wiele  mówiące  miny  doprowadzały  Magdę
do  szału  i  w  końcu  zaczęły  sobie  nieprzyjemnie  dogryzać.  Na  dodatek
Marcelina musiała wracać do domu, do dziecka, bo jej mąż wstawał do pracy
wcześnie  rano,  a  mała  nie  chciała  zasnąć.  Ciężko  się  było  zebrać  na
optymizm.

Kaśka  zaproponowała  Ani,  by  jak  zwykle  wróciły  jedną  taksówką,  bo

mieszkały  w  jednej  dzielnicy,  więc  jeszcze  w  drodze  Ania  musiała  walczyć
ze  sobą,  by  się  nie  rozpłakać  na  oczach  koleżanki,  bo  to  zupełnie
przypieczętowałoby  jej  triumf.  Dopiero  w  swoim  mieszkaniu,  na  który
składał się jeden mały pokoik, malutka kuchnia i łazienka, mogła poczuć się
swobodnie i dać upust emocjom.

–  Wiedziałam,  że  tak  będzie  –  mówiła  do  siebie,  płacząc.  –  Tak  to  się

właśnie  kończy,  kiedy  przestaję  nad  sobą  panować  i  pozwalam  uczuciom
rządzić moim życiem.

Po  północy,  kiedy  już  miała  kłaść  się  do  łóżka,  usłyszała  sygnał

przychodzącej  wiadomości.  Z  drżącym  sercem  sięgnęła  po  telefon,  ale
okazało się, że to tylko Marcelina.

background image

„I jak tam? Odpisał? Jesteście jeszcze w klubie? My już z Zosią w łóżku,

zasnęła jak tylko dostała cycka, ach ta moc kobiecych piersi”.

„Nie odpisał. Już jestem w domu, rozeszłyśmy się chyba godzinę po tym,

jak  wyszłaś,  bo  żadna  z  nas  nie  mogła  znieść  tego,  że  Kaśka  znów  miała
rację”.

„E tam! Może jeszcze odpisze. Kto wie, pewnie odsypia podróż albo jest

zajęty  jakimiś  ważnymi  sprawami  i  nawet  nie  spojrzał  na  telefon.  Bądź
dobrej myśli”.

„Uwielbiam ten twój optymizm! Mam nadzieję, że masz rację” – odpisała

i przyłożyła głowę do poduszki, która za chwilę zrobiła się mokra od łez.

Ania  chciałaby  się  zwyczajnie  wyłączyć  i  nie  myśleć.  Tak  za  każdym

razem radzi jej Magda, mistrzyni w olewaniu spraw, które są nie po jej myśli.
Jednak Ania od zawsze była zbyt emocjonalna i „niemyślenie” zwyczajnie jej
nie  wychodziło.  Za  bardzo  się  po  prostu  nakręciła  na  związek  z  Danielem.
Już tak długo jest samotna, więc wymyśliła sobie, że w końcu znalazła tego
jedynego,  z  którym  założy  rodzinę,  tak  jak  Marcelina.  Ania  nigdy  tego  nie
powiedziała na głos i nawet nie dopuszczała takich myśli do siebie, ale gdzieś
w  głębi  serca  zazdrościła  przyjaciółce.  Marcela  poznała  Krystiana  już  w
trzeciej  klasie  liceum  i  od  tego  czasu  byli  nierozłączni.  Zawsze  wiedzieli,
czego chcą i krok po kroku do tego dążyli. Trzy lata temu, kiedy Marcelina
skończyła studia, wzięli ślub, kupili własne mieszkanie i zaczęli starać się o
dziecko. Udało się dopiero po ponad dwóch latach, ale ten czas oczekiwania
zbliżył ich do siebie jeszcze mocniej. Monika, Kaśka i Magda cieszyły się ze
szczęścia przyjaciółki, co dawało nadzieję, że udane związki jednak istnieją.
Z  kolei  Ani  starały  się  wmawiać,  że  małżeństwo  jest  zupełnie  przestarzałą
instytucją i że powinna cieszyć się z tego, że jest singielką, bo może robić to,
co zechce i realizować się bez ciągłego jojczenia nad głową. Nie domyślały
się jednak, że w przypadku Ani robienie tego, co zechce, ściśle łączyło się z
posiadaniem rodziny.

 

background image

ROZDZIAŁ XI

Ania obudziła się przed ósmą z podpuchniętymi od płaczu oczami i była

pewna,  że  jej  wygląd  jest  zapowiedzią  nieprzyjemnego  dnia.  Postanowiła
wziąć się w garść i wrzuciła do prania te rzeczy, których nie potrzebowała u
rodziców,  a  resztę  spakowała  z  powrotem  do  torby  i  dołożyła  jeszcze  kilka
dodatkowych czystych ubrań, których nie miała ze sobą nad morzem.

Do  lekarza  była  umówiona  na  dziesiątą,  więc  miała  sporo  czasu,  by

wystroić się dla własnej przyjemności i rozwiesić pranie. Po powrocie miała
w  planie  wyskoczyć  jeszcze  na  siłownię,  zjeść  szybki  obiad,  ogarnąć
mieszkanie,  a  później  zabrać  bagaże  z  domu  i  pojechać  na  stację  PKP.
Chociaż z drugiej strony, skoro Magda miała wybrać się w góry razem z nią,
to  istniało  prawdopodobieństwo,  że  pojadą  samochodem,  bo  jej  koleżanka,
od kiedy zdała prawo jazdy i kupiła sobie samochód, wypowiedziała protest
dźwiganiu ciężkich bagaży i ciśnięciu w autobusie czy pociągu.

W  poczekalni  u  ginekologa  Ania  wyciągnęła  książkę  i  pogrążyła  się  w

lekturze,  żeby  jakoś  odwrócić  swoją  uwagę  od  obnoszących  się  brzuchami
ciężarnych  kobiet  i  nieprzyjemnych  myśli  o  badaniu,  którego  tak  nie  znosi.
Marcelina  co  prawda  zachwalała  tego  lekarza.  Mówiła,  że  jest  wybitnym
specjalistą,  bardzo  taktownym,  który  traktuje  pacjentki  z  ogromnym
szacunkiem. Ale, bądź co bądź, był młodym mężczyzną i Ania martwiła się,
że  spali  się  ze  wstydu,  jeśli  okaże  się  tak  przystojny,  jak  opisywała  go
Marcela.

Kiedy  w  końcu  przyszła  jej  kolej,  schowała  książkę  do  torebki,  wzięła

głęboki  oddech  i  udając  pewną  siebie,  weszła  do  gabinetu.  Pielęgniarka
przywitała ją z uśmiechem i zapytała o nazwisko. Ania nigdzie nie widziała
lekarza,  ale  po  hałasach  i  zapachach  dochodzących  z  pomieszczenia  obok
domyślała się, że szykuje sobie kawę.

– Pani u nas pierwszy raz? – upewniła się pielęgniarka.

– Tak.

background image

– Poproszę w takim razie dowód osobisty.

Ania zajrzała do torebki i czuła, jak rośnie jej ciśnienie na dźwięk kroków

zbliżającego się do nich lekarza. Nie podnosiła nawet na niego wzroku i tylko
kątem oka widziała, jak ciężko opada na swoje obrotowe krzesło.

– Ania? – usłyszała znajomy głos.

Omal  nie  zemdlała,  widząc  w  białym  fartuchu  lekarskim  Daniela

siedzącego naprzeciwko niej.

–  To  już  wiem,  jak  masz  na  nazwisko  –  próbował  rozładować  napięcie,

które  omal  nie  wywaliło  korków  w  gabinecie.  Nawet  pielęgniarka
najwyraźniej  czuła,  że  sytuacja,  w  jakiej  znalazła  się  ta  dwójka,  jest  –
delikatnie mówiąc – niekomfortowa, bo zanurzyła nos w dokumentach, jakby
próbowała rozpłynąć się w powietrzu.

–  Nie  mówiłeś,  że  jesteś  ginekologiem  –  wykrztusiła  z  siebie  w  końcu

Ania.

– Nie pytałaś.

–  Aha  –  odpowiedziała  krótko  i  zwróciła  się  do  notującej  coś  skrzętnie

kobiety.  –  Ja  bardzo  przepraszam,  ale  nie  skorzystam  z  wizyty.  Oczywiście
zapłacę, ile trzeba. Sto złotych. Prawda? – zapytała, sięgając do portfela.

–  Daj  spokój!  Nie  musisz  nic  płacić  –  powstrzymał  ją  Daniel.  Widać

było, że i on głupio się czuł w tej sytuacji.

– Dobrze. To dziękuję. Do zobaczenia – wybełkotała Ania i pospiesznie

ruszyła do wyjścia.

– Dowód! – zawołała za nią pielęgniarka.

– Co? A, tak! Przepraszam.

– Ania! – Daniel złapał ją za rękę, zanim zdążyła chwycić za klamkę. –

Wiem,  że  czujesz  się  pewnie  potwornie,  mi  też  jest  głupio,  ale  nawet  nie
wiesz, jak się cieszę, że się tu zjawiłaś! – wyszeptał, odwracając się plecami
do  swojej  koleżanki  z  pracy.  –  Wczoraj  ukradli  mi  telefon  na  jakiejś  stacji

background image

benzynowej.  A  może  zwyczajnie  go  zgubiłem.  Nie  wiem,  byłem
rozkojarzony… – przerwał, jakby próbował zebrać myśli.

– Bardzo mi przykro – wycedziła Ania przez zęby. Nie wiedziała, skąd u

niej taka złość, ale ledwie powstrzymywała się, żeby mu nie wygarnąć, co o
nim myśli. – Masz rację, to nic przyjemnego dowiedzieć się, że ginekolog, do
którego  umówiłam  się  na  wizytę,  jest  tym  samym  człowiekiem,  z  którym
spędziłam wiele wspaniałych chwil i który nawet nie raczył odezwać się do
mnie po powrocie z urlopu – wyrzuciła z siebie, próbując otworzyć drzwi, ale
Daniel przytrzymywał je dłonią.

– Chodzi o to, że kiedy ukradli mi telefon, straciłem wszystkie kontakty,

w tym ten  najważniejszy. Do ciebie  – powiedział, po  czym zamilkł, patrząc
na nią uważnie.

Długo  dochodziła  do  niej  wiadomość,  że  właśnie  zachowała  się  jak

najgorsza  kretynka.  Chyba  aby  jej  pomóc  w  szybszym  rozeznaniu  sytuacji,
Daniel  dodał  jeszcze,  że  był  dzisiaj  rano  w  jej  szkole,  bo  tylko  tak  widział
szansę  na  jej  odnalezienie,  ale  dopiero  gdy  pociągnął  za  klamkę,  zdał  sobie
sprawę, że wszyscy pracownicy mają jeszcze wolne, bo wciąż są wakacje.

Ania  kompletnie  nie  wiedziała,  jak  ma  się  zachować.  Czuła,  że

poczerwieniała  na  twarzy.  Nie  umiała  znaleźć  ani  jednego  słowa,  które
byłoby jakimś wyjściem z tej krępującej sytuacji.

– Dasz mi swój numer… znowu?

Pokiwała głową.

– Umówimy się dziś wieczorem?

Znów przytaknęła.

Daniel  sięgnął  więc  szybko  po  kartkę  i  długopis  ze  swojego  biurka.

Poprosił  ją,  by  napisała  numer.  Z  tego  wszystkiego  nie  mogła  go  sobie
przypomnieć,  ale  po  jakimś  czasie  w  końcu  zanotowała  koślawe  cyfry,
stosując jako podkładkę do pisania własną dłoń.

– Do zobaczenia wieczorem – pożegnał ją, otwierając drzwi.

background image

Nie  odpowiedziała.  Wyszła  z  jego  gabinetu  i  zupełnie  oniemiała

skierowała  się  do  wyjścia  z  budynku.  Doszła  do  siebie  dopiero,  kiedy  była
dwie  przecznice  od  miejsca,  gdzie  się  przed  chwilą  zupełnie
skompromitowała.  Znalazła  jakąś  ławkę  i  usiadła,  czując,  że  w  przeciwnym
razie zemdleje.

–  Kurde!  –  mruknęła  do  siebie,  chowając  twarz  w  dłoniach.  –  Kurde!

Kurde!  Kurde!  –  powtórzyła  jeszcze  parę  razy,  jakby  to  było  jedyne,  co  w
takiej sytuacji mogłaby powiedzieć.

 

background image

ROZDZIAŁ XII

Daniel lubił swoją pracę i był przyzwyczajony, że spędza w niej tak dużo

czasu, więc zazwyczaj mu to nie przeszkadzało. Kiedy jednak coś nagle mu
wypadało,  jakaś  ciekawa  propozycja  albo  coś  ważnego  do  załatwienia,  to
złościła go niekończąca się kolejka na korytarzu przed jego gabinetem lub w
przychodni  przyszpitalnej.  Miał  wiele  pacjentek,  bo  słynął  ze  swojej
uprzejmości i pełnego profesjonalizmu, ale pierwszy dzień po urlopie okazał
się  katastrofą,  bo  nie  dość,  że  był  zmęczony  podróżą  znad  morza  i
poszukiwaniem  kontaktu  do  Ani,  to  jeszcze  ona  w  tak  beznadziejny  sposób
dowiedziała się o jego specjalizacji. Dobrze rozumiał jej zmieszanie, w końcu
sam nie lubił leczyć znajomych. Na dodatek Ania była chyba na niego zła, że
się  do  niej  nie  odzywał.  To  wszystko  tak  zepsuło  mu  humor,  że  nie  umiał
grzecznie  odnosić  się  do  pacjentek.  Wciąż  myślał  o  tym,  że  musi  jak
najszybciej  zadzwonić  do  Ani,  a  kobiety  nie  dość,  że  długo  się  ubierały,  to
jeszcze  zadawały  mnóstwo  pytań.  Zdarzało  mu  się  więc  odburkiwać
nieuprzejmie  albo  poganiać  panie,  żeby  szybciej  się  ze  wszystkim  uwijały.
Na  szczęście  pielęgniarka,  z  którą  pracował,  znała  go  od  lat  i  wiedziała,  że
takie  zachowanie  nie  jest  u  niego  normalne.  Łagodziła  zatem  cierpliwie
wszystkie nieprzyjemne sytuacje.

W końcu przyszła pora na przerwę obiadową. Daniel poprosił koleżankę

z  pracy,  by  zamknęła  gabinet,  a  sam  pospiesznie  wybrał  się  do  swojej
ulubionej  jadłodajni.  Sam  nigdy  nie  gotował,  to  byłoby  nieopłacalne.  Tym
bardziej, że miał zazwyczaj tylko dwie godziny, aby zjeść i odpocząć przed
następną  turą  pacjentek  albo,  jak  w  inne  dni,  przejechać  ze  szpitala  do
swojego gabinetu.

–  Ania?  –  upewnił  się  po  tym,  jak  w  drodze  do  jadłodajni  wykręcił  jej

numer telefonu. Miała zmieniony głos, więc nie był pewien, czy to na pewno
ona.

– Tak – odpowiedziała cicho i tym samym tonem głosu.

background image

–  Mówi  Daniel.  Chciałem  się  upewnić,  czy  zobaczymy  się  dzisiaj

wieczorem.

–  Bardzo  mi  przykro,  ale  jestem  umówiona  z  rodzicami.  Kiedy  pytałeś

mnie dzisiaj o to spotkanie, nie wiedziałam, co mówię, bo było mi strasznie
głupio. Przepraszam.

– A… tak. Nie ma sprawy. Ja też się okropnie czułem. A o wyjeździe do

rodziców rzeczywiście mi już mówiłaś, jeszcze nad morzem.

– Przepraszam cię też za to, co powiedziałam.

–  To  już  nieważne,  nie  przejmuj  się  –  odpowiedział.  –  Ja  z  kolei

powinienem  wytłumaczyć  ci,  dlaczego  nie  przyznałem  się,  że  jestem
ginekologiem.

–  Nie  musisz  tłumaczyć.  Rzeczywiście  nie  zapytałam  o  twoją

specjalizację, więc rozumiem, że sam nie czułeś potrzeby mi o tym mówić.

–  Nie  do  końca  tak  było…  –  zająknął  się  Daniel,  a  w  słuchawce

zapanowała  cisza.  –  Szczerze  to  pytałaś  mnie,  Aniu,  ale  ja  celowo
odwróciłem twoją uwagę i szybko zmieniłem temat.

– Nie rozumiem dlaczego.

– Cóż… bałem się, że się wystraszysz i nie będziesz chciała więcej się ze

mną spotkać. A naprawdę bardzo mi na tobie zależy.

Po drugiej stronie słuchawki nie było znaku życia, więc Daniel zaczął się

mocno denerwować.

– Aniu? Jesteś tam?

–  Tak,  tak.  Jestem.  Przepraszam  cię,  ale  muszę  to  sobie  wszystko

przemyśleć – odpowiedziała niespodziewanie.

Danielowi  omal  nie  zabrakło  tchu.  Zatrzymał  się  więc  natychmiast  i

łapiąc się za głowę, próbował uspokoić emocje.

–  Rozumiem  –  odpowiedział  załamany,  próbując  jednak  zachować

naturalny ton głosu. – Zadzwonisz do mnie, kiedy podejmiesz jakąś decyzję?

background image

– Tak. Zadzwonię – odparła. – Do usłyszenia.

– Do usłyszenia – wybełkotał, a później długo wsłuchiwał się dźwięk w

telefonie świadczący o tym, że połączenie zostało przerwane.

Był  zupełnie  przygnębiony.  Skoro  tak  powiedziała,  to  na  pewno  nie

wróżyło  nic  dobrego.  Często  zdarzało  mu  się,  że  dziewczyny  odmawiały
spotkania  z  nim,  gdy  dowiadywały  się,  jaki  wykonuje  zawód,  ale  nigdy  tak
bardzo go to nie zabolało. Chyba pierwszy raz w życiu czuł, że ma złamane
serce. Wszystkiego mu się nagle odechciało, zamiast pójść na obiad, zajrzał
do baru i zamówił słabego drinka. Wiedział, że musi wrócić jeszcze do pracy,
ale  czuł  się  tak  źle,  że  nie  widział  powodu,  aby  choć  trochę  nie  poprawić
sobie humoru.

 

background image

ROZDZIAŁ XIII

–  Żartujesz!  –  wykrzyknęła  Magda,  gdy  usłyszała  o  niecodziennej

przygodzie Ani. Były już w drodze do Karpacza i Magda wjeżdżała akurat na
autostradę. – Ja bym się chyba spaliła ze wstydu.

–  A  ja  właśnie  się  przekonałam,  jak  prawdziwe  jest  to  powiedzenie.

Jeszcze  nigdy  nie  było  mi  tak  gorąco.  Nie  mogłam  zebrać  myśli.  A  na
dodatek zrobiłam mu wyrzut, że do mnie nie zadzwonił.

– No właśnie, i co on na to? Czemu się nie odzywał?

– Ktoś mu ukradł telefon i nie miał do mnie numeru.

– No nie gadaj! To dopiero musiało ci być głupio.

–  No  właśnie.  Nie  wiedziałam,  gdzie  się  schować.  Dzwonił  do  mnie

później, żeby się ze mną umówić na wieczór.

– I co?

– No i nic. Powiedziałam, że jadę do rodziców.

– Co on na to? Załamał się?

– Nie wiem. Chyba nie. A przynajmniej nie tym.

Magda  spojrzała  na  przyjaciółkę  pytająco,  więc  Ania  opowiedziała  jej,

jak Daniel celowo ukrywał przed nią swój zawód.

– No a dziwisz się mu? Pewnie nieraz mu się zdarzyło, że jak powiedział

jakiejś  lasce,  jak  pracuje,  to  przestawała  z  nim  utrzymywać  kontakty.
Dziwnie mieć faceta, który na co dzień ogląda dziesiątki nagich kobiet.

–  No  właśnie.  Dziwnie.  Dlatego  mu  powiedziałam,  że  muszę  wszystko

przemyśleć.

– I co on na to?

– Nie wiem. Po głosie wydawało mi się, że jest zawiedziony.

background image

– Ale dasz mu szansę?

–  Jeszcze  nie  wiem.  Nigdy  nawet  przez  myśl  mi  nie  przeszło,  że

mogłabym być żoną ginekologa.

–  Oj  tam,  od  razu  żoną.  To  mogłaby  być  ciekawa  przygoda.  Wyobraź

sobie,  że  kochalibyście  się  w  jego  gabinecie,  na  samolocie.  –  Magda  się
zaśmiała.

– Przestań! Ty jak zwykle tylko o jednym. Wiesz, że ja taka nie jestem.

Nie mogę spotykać się z mężczyzną tylko dla przygody, ja tak nie umiem.

– No dobra, dobra. To co zamierzasz zrobić?

– Gdybym ja to wiedziała… muszę to porządnie przemyśleć.

– Rozmawiałaś już z Marceliną? – zapytała Magda, wiedząc, że rady ich

wspólnej przyjaciółki są zazwyczaj bezcenne.

– Jeszcze nie. Nie miałam kiedy.

– No to zadzwoń teraz. Zobaczymy, co ona na to.

Okazało się, że Marcelina nie potrafiła jednak nic doradzić przyjaciółce.

– Z jednej strony – mówiła – bycie z takim mężczyzną wydaje się mieć

wiele wad, ale z drugiej… Nie przekonasz się, dopóki nie spróbujesz. Może
wcale nie byłoby tak źle?

– Ciekawe, jakby na ciebie patrzył, gdybyś leżała przed nim naga? – nie

mogła  powstrzymać  się  od  komentarza  Magda.  –  Może  zrobiłby  ci  od  razu
badanie za darmo?

–  Magda!  –  skarciła  ją  Marcelina,  słysząc  wszystko  po  drugiej  stronie

słuchawki.

–  Przepraszam.  Tylko  takie  głupoty  mi  do  głowy  w  tym  momencie

przychodzą. Wydaje mi się, że masz rację, Marcelina. Oceniamy tę sytuację
po pozorach, a tak naprawdę nie wiadomo, jakby to było.

–  Na  świecie  są  tysiące  ginekologów  –  zauważyła  Marcelina.  –  Wątpię,

background image

żeby wszyscy żyli w samotności.

Ania  czuła,  że  ma  w  głowie  jeszcze  większy  mętlik  niż  wcześniej  i

zupełnie  nie  wiedziała,  jaką  powinna  podjąć  decyzję.  Nie  ulegało
wątpliwości, że niełatwo byłoby jej zapomnieć o Danielu. Przez to wszystko,
co  przeżyli  nad  morzem,  zwyczajnie  nie  przestawała  o  nim  myśleć.  Była  w
nim  zakochana  i  tęskniła  za  jego  bliskością.  Nie  była  jednak  pewna,  czy
powinna  angażować  się  w  związek  bez  przyszłości.  Postanowiła  dać  sobie
czas, może dzień, dwa na przemyślenia. Ale myśli tak bardzo ją męczyły, że
jeszcze  tego  samego  wieczoru,  tuż  przed  kolacją  napisała  do  Daniela
wiadomość.

„Przepraszam  cię  za  swoją  reakcję.  Dzisiaj  był  bardzo  dziwny  dzień.

Kiedy  nie  wiedziałam,  jaki  zawód  wykonujesz,  wszystko  wydawało  mi  się
prostsze”.

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.

„Aniu,  możesz  mi  nie  wierzyć,  ale  nie  mówiłem  tego  jeszcze  żadnej

kobiecie. Wydaje mi się, że zakochałem się w Tobie. Błagam, daj mi szansę”.

Nagle  uleciały  gdzieś  myśli  o  pacjentkach  Daniela  i  o  tym,  jak  miałby

wyglądać ich seks. W głowie zaczęło jej szumieć od emocji i wciąż w kółko
czytała  to,  co  przed  chwilą  jej  wysłał.  W  końcu  odpisała  nie  do  końca
świadoma tego, czy dobrze robi.

„Ja  jestem  pewna,  że  zakochałam  się  w  Tobie.  Myślę,  że  możemy

spróbować być razem. Tylko tak się przekonamy, czy coś z tego wyjdzie”.

„Dziękuję!  Nawet  nie  wiesz,  jak  się  cieszę.  Czy  nie  miałabyś  nic

przeciwko, żebym przyjechał do Karpacza na weekend? Czy miałabyś czas,
żeby się ze mną spotkać?”

„Pewnie,  że  nie  miałabym  nic  przeciwko.  Bardzo  chciałabym,  żebyś

przyjechał. Może wybierzemy się razem w góry?”

„Z tobą choćby nawet na koniec świata”.

 

background image

ROZDZIAŁ XIV

W  środy  Daniel  zawsze  kończył  pracę  o  dziewiętnastej.  Był  to  jeden  z

tych dni, które nazwałby najbardziej wykańczającymi. Podobnie pracował we
wtorek  i  w  czwartek,  tyle  że  czwartki  miał  wolne  do  południa,  więc  mógł
zregenerować  siły.  W  piątki  z  kolei  pracował  tylko  kilka  godzin  w
przychodni,  a  wieczory  miał  już  wolne.  Ta  środa,  kiedy  przez  SMS-y
rozpoczął związek z Anią, wydawała mu się zarówno jednym z najgorszych,
jak  i  zarazem  najpiękniejszych  dni  w  życiu.  Od  momentu,  gdy  Ania
zakończyła  z  nim  rozmowę,  twierdząc,  że  musi  sobie  wszystko  przemyśleć,
do  samego  wieczoru  nieustannie  zerkał  na  telefon.  Kiedy  przyszła  pierwsza
wiadomość  od  Ani,  przyjmował  akurat  ostatnią  pacjentkę.  Całe  szczęście
było już po badaniu i gdy odczytywał wiadomość, kobieta akurat się ubierała.
Kolejne  SMS-y  przychodziły,  gdy  wypisywał  receptę  i  umawiał  się  z
pacjentką  na  kolejną  wizytę.  Pierwszy  raz  w  swojej  karierze  zawodowej
zachowywał  się  tak  nieprofesjonalnie.  Przez  to  pielęgniarka,  z  którą
pracował, patrzyła na niego podejrzliwie, starając się jednocześnie za każdym
razem  odwrócić  uwagę  pacjentki.  Na  koniec  odetchnęła  z  ulgą,  widząc
swojego pracodawcę w końcu, po całym frustrującym dniu, uśmiechniętego.

–  Rozumiem,  że  wszystko  wróciło  do  normy  –  zapytała,  wskazując  na

komórkę Daniela leżącą na biurku.

–  Tak  –  odpowiedział  z  uśmiechem.  –  Przepraszam  cię  za  swoje

dzisiejsze zachowanie. To chyba stres.

–  Nie  ma  sprawy.  Każdemu  się  zdarza.  Oby  tylko  nasze  pacjentki  były

tego samego zdania, co ja.

– Było aż tak źle?

–  No,  najlepiej  ich  dziś  nie  traktowałeś.  Wiele  z  nich  wyszło

poirytowanych.

– O kurde! To katastrofa. Możemy stracić sporo pacjentek.

background image

–  Może  nie  będzie  tak  źle.  Każdej  z  nich  dałam  karteczkę  z  napisem:

„Proszę wybaczyć dzisiejsze zachowanie doktora. Ma ciężki dzień – sprawy
prywatne”.  Mam  nadzieję,  że  się  nie  gniewasz.  Próbowałam  ratować
sytuację.

–  Jesteś  kochana  –  powiedział,  całując  ją  w  policzek.  Wiedział,  że  taki

gest  nie  poniesie  za  sobą  żadnych  konsekwencji,  bo  Marta  była  ponad
połowę  starsza  od  niego  i  miała  dzieci  w  jego  wieku,  więc  traktowali  się
oboje jak rodzina.

– No wiem… – zaśmiała się. – To dowiem się w końcu, kim była ta Anna

Rośko, która na twój widok rozmyśliła się i nie skorzystała z badania?

– Chyba jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić.

– Może choć odrobinę, by zaspokoić ciekawość starej ciotki?

Daniel roześmiał się i wstał od swojego biurka, by ściągnąć fartuch.

– Poznałem ją nad morzem. Jest zupełnie wyjątkowa.

–  No!  I  tyle  mi  wystarczy.  –  Marta  uśmiechnęła  się  i  poklepała  go  po

ramieniu.  –  Powodzenia!  A  teraz  pozwól,  że  zbiorę  się  już  do  domu.
Wyjątkowo boli mnie dziś ręka od pisania.

–  Jasne,  jasne.  Uciekaj.  –  Daniel  znowu  się  zaśmiał  i  pożegnał  z

koleżanką.  Później  spakował  swoje  rzeczy  i  pieniądze  do  teczki,  po  czym
sam  zaczął  zbierać  się  do  wyjścia.  Wcześniej  jednak  napisał  do  Ani
kolejnego SMS-a:

„Czy możesz mi polecić jakieś miejsce na nocleg?”

„Skoro chcesz wybrać się ze mną w góry, to noclegiem się nie przejmuj”.

„Może  mam  zabrać  ze  sobą  namiot  i  śpiwór?”  –  napisał,  zamykając

gabinet na klucz.

„Nie, nie:-) To nie będzie konieczne” – odpisała dopiero, gdy podjechał

pod swój blok.

W  bardzo  dobrym  humorze  wrócił  do  swojego  trzypokojowego,

background image

przestronnego  mieszkania  położonego  na  drugim  piętrze  w  bloku  na
strzeżonym osiedlu. Tego wieczoru miał pójść spać bardzo późno, bo wciąż
wymieniali się z Anią wiadomościami. Na szczęście wiedział, że rano będzie
mógł odespać.

 

background image

ROZDZIAŁ XV

Piątek  zazwyczaj  jest  najbardziej  wyczekiwanym  dniem  tygodnia,  a  co

dopiero, gdy wiemy, że tego właśnie dnia ma się wydarzyć coś wyjątkowego.
Czas dłuży się wtedy niemiłosiernie, zupełnie jakby robił nam na złość. Ania
lubiła  odwiedzać  rodziców,  ale  nudziła  się  za  każdym  razem  już  po
pierwszym  dniu.  Oczywiście  wiele  czasu  poświęcała  na  pomoc  rodzicom  w
przygotowaniu  pokoi  albo  posiłków  dla  gości,  czy  też  na  rozmowy  z  nimi,
ale mimo wszystko wieczory bywały tam długie i nudne. Podobnie było i tym
razem. Cały czwartek Magda spędziła z Igorem. Wróciła dopiero nad ranem,
kiedy  Ania  już  smacznie  spała,  z  kolei  w  piątek  koleżanka  spała  prawie  do
południa. Nic więc dziwnego, że tak dłużył się Ani ten czas oczekiwania na
spotkanie  z  Danielem.  Miał  przyjechać  dopiero  około  szesnastej.  Do  tego
czasu próbowała jak najlepiej przygotować się do zaplanowanej wyprawy w
góry  i  jednocześnie  spędzić  jak  najwięcej  czasu  na  pogaduszkach  z
rodzicami, żeby nie mieli jej za złe, że zniknie na cały weekend.

Trasy  podróży  nie  musiała  planować,  bo  przecież  nie  raz  i  nie  dwa

pokonywała znane sobie szlaki. Wielu znajomych mieszkających w Karpaczu
prawie wcale nie zapuszczało się w góry, jakby wystarczał im jedynie widok
z okna. Ona jednak od dziecka przemierzała urodziwe szlaki bez względu na
porę  roku.  Początkowo  rodzice  martwili  się  o  nią  i  po  każdej  dłuższej
nieobecności w domu robili jej awantury, z czasem jednak przyzwyczaili się
do jej włóczykijskiej natury i już w liceum pozwolili na to, by spełniła swoje
marzenie i spędziła noc w jednym ze schronisk.

Nie  powiedziała  im,  że  tym  razem  miała  to  nie  być  samotna  wyprawa,

oznajmiła tylko, że spędzi w górach dwie noce.

– A Magda nie idzie z tobą? – zapytał tylko ojciec.

–  Nie.  Ona  nie  lubi  włóczyć  się  po  szlakach.  Poza  tym  ma  jakieś  inne

plany na weekend.

Daniel  miał  zaparkować  samochód  pod  wyciągiem  i  tam  właśnie  się

background image

umówili.  Ania  zdawała  sobie  sprawę,  że  dla  takiego  mieszczucha  jak  on,
pracującego  wiele  godzin  dziennie,  kilometry  do  pokonania  w  górskim
krajobrazie mogą okazać się nie lada wyzwaniem. Dlatego postanowiła, że na
Kopę wjadą wyciągiem i dopiero stamtąd ruszą piechotą w stronę Samotni –
jej  ulubionego  schroniska,  gdzie  zawsze  panowała  wspaniała,  przyjacielska
atmosfera.

– Spóźniłem się dziesięć minut – przyznał ze skruchą Daniel, spoglądając

na zegarek i wysiadając z auta.

– Nic nie szkodzi, przecież miałeś do przejechania sporo kilometrów. Jak

się jechało?

–  Cudownie  –  odparł  Daniel,  podchodząc  do  Ani  i  łapiąc  ją  w  pasie.  –

Wspaniale  jest  podróżować,  gdy  się  wie,  że  cel  podróży  to  spotkanie  z  tak
wyjątkową osobą, jak ty.

Ania  zaczerwieniła  się  i  żeby  to  ukryć,  wtuliła  się  w  jego  tors.  Pachniał

cudownie,  aż  ciężko  było  się  od  niego  oderwać.  W  końcu  jednak  podniosła
wzrok  i  spojrzała  mu  w  twarz.  Uśmiechał  się  do  niej.  Miał  tak  cudownie
zakochane oczy, że nie mogła się powstrzymać, by go nie pocałować.

–  Właśnie  o  tym  mówiłem.  –  Westchnął,  gdy  ich  usta  się  rozłączyły.  –

Najpiękniejsza nagroda za tyle kilometrów w aucie.

–  W  takim  samochodzie  pewnie  nawet  nie  odczułeś  zmęczenia  –

zażartowała, wskazując na jego sportowe bmw.

– Oj tam, oj tam. – Zaśmiał się. – A tak chciałem się wykazać.

– Jeszcze będziesz miał okazję. – Również się zaśmiała i schyliła po swój

plecak.

– Rozumiem, że ciężka przeprawa przede mną?

–  Myślę,  że  sobie  poradzisz.  Chodźmy  już,  żebyśmy  zdążyli  dojść  do

schroniska przed zmrokiem.

–  Oj,  to  koniecznie!  Nie  chciałbym  spotkać  się  z  żadnym  dzikim

zwierzem.

background image

Ania uśmiechnęła się i ruszyła przed siebie. Daniel schował kluczyki od

samochodu do plecaka i podążył za nią.

– Myślałem, że idziemy w góry, a nie do urzędu pracy. – Uśmiechnął się,

wskazując  na  kolejkę,  w  której  ustawiła  się  Ania.  Sięgała  od  budynku  kasy
wyciągu aż na drugą stronę ulicy.

–  No,  takie  są  uroki  bycia  wygodnym.  W  sezonie  takie  kolejki  do

wyciągu są zupełnie normalne.

–  A  więc  jedziemy  wyciągiem?  A  już  myślałem,  że  trochę  się  dziś

poruszam.

–  Jeszcze  będziesz  miał  okazję  –  odpowiedziała,  wiedząc,  że  mają  do

pokonania  około  dwa  kilometry  od  Kopy  do  Samotni,  a  na  następny  dzień
miała w planie wspiąć się na Śnieżkę, co już stanowiło dla niego wyzwanie.
Czuła się cudownie w towarzystwie Daniela, ale z drugiej strony wiedziała,
że w każdej chwili może zobaczyć ją któryś z jej sąsiadów i zaraz powiedzieć
jej  rodzicom,  że  widzieli  ją  z  jakimś  chłopakiem.  Na  to  nie  była  jeszcze
gotowa.

–  Wiem,  że  to  może  troszkę  głupio  zabrzmieć,  ale  czy  możemy  kupić

bilety osobno?

– Dlaczego? Ja chętnie ufunduję ci bilet.

–  Nie  o  to  chodzi.  Tutaj  wszyscy  mnie  znają,  nie  chciałabym,  by

plotkowali na nasz temat.

– Wstydzisz się ze mną pokazywać?

– Daj spokój! Wiesz, że nie. Po prostu wolę sama powiedzieć rodzicom,

że z kimś jestem, a nie, żeby dowiedzieli się od sąsiadów.

– To jeszcze im o mnie nie mówiłaś?

– A ty mówiłeś o mnie swoim rodzicom? – zapytała w odpowiedzi, czym

zawstydziła go na tyle, że zmienił temat.

–  No  dobrze,  a  chociaż  przepuścisz  mnie  w  kolejce?  –  zapytał  i  oboje

background image

ryknęli śmiechem.

Przed  wejściem  na  schody  prowadzące  do  kasy  Daniel  zobaczył

krzesełko z wyciągu.

– O, pamiętam to. Właśnie takim kiedyś wjeżdżałem na górę z rodzicami,

kiedy  byłem  jeszcze  dzieckiem…  –  Westchnął  z  nostalgią,  przypominając
sobie dawne czasy.

Pomyślał, że to fajny pomysł, że wystawili to zabytkowe krzesełko przed

kasą. Jakie było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że takie same zabytkowe
krzesełka wjeżdżają nadal z turystami na górę. Daniel spojrzał niepewnie na
Anię,  ale  ona  nie  wydawała  się  ani  zdziwiona,  ani  tym  bardziej  przerażona.
Jemu  z  kolei  robiło  się  gorąco  na  samą  myśl,  że  ma  wskoczyć  na  to
ustrojstwo  w  biegu,  bo  przecież  nie  dawano  turystom  czasu  na  bezpieczne
usadowienie  się.  Jakby  tego  było  mało,  musiał  założyć  plecak  tak,  żeby
przypadkiem  nie  spadł,  przez  co  pozostałby  bez  rzeczy  niezbędnych  na
weekendowy  pobyt  w  górach.  Próbował  nie  okazywać  jednak  swojego
strachu.  Dla  pewności  przepuścił  Anię  nawet  w  kolejce,  żeby  nie  była
świadkiem  jego  niezgrabnego  wsiadania.  Kiedy  przyszła  ich  pora,  Ania  bez
problemu wskoczyła na krzesełko, mając plecak założony z przodu. Poszedł
w jej ślady i odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że się nie skompromitował i
krzesełko poniosło go w górę. Wciąż nie czuł się jednak pewnie, wiedząc, że
przed  wypadnięciem  chroni  go  jedynie  stary  system  zabezpieczający,  a
kamienie i kłody kilka metrów pod nim nie wyglądały na miękkie.

Ania  co  jakiś  czas  odwracała  się,  machając  do  niego  radośnie.

Odmachiwał, zmuszając się do uśmiechu, ale tak naprawdę nie mógł się już
doczekać  końca  podróży.  Niemniej  kiedy  dotarli  na  Kopę  i  jakoś  udało  mu
się  zeskoczyć,  nie  doprowadzając  Ani  do  śmiechu  swoją  pokracznością,
stwierdził,  że  ten  przejazd  okazał  się  prawdziwą  przygodą.  Na  górze  Ania
zapytała, czy jest gotów do drogi. Nie był tego zbyt pewien, ale po solidnej
dawce  adrenaliny  czuł  przypływ  energii  i  dobrego  humoru.  Raźnie  więc
ruszył  za  Anią,  ciesząc  się  z  każdej  minuty,  którą  z  nią  spędzał.  Przez  całą
drogę rozmawiali i śmiali się, wciąż nie mogąc się nadziwić, jak dobrze było

background image

im razem. Okazało się, że Danielowi dwa kilometry, jakie mieli do przejścia,
nie sprawiły większego problemu i dotarli na miejsce już po osiemnastej.

– Muszę przyznać, że nie doceniłam cię – powiedziała Ania, spoglądając

na tryskającego energią Daniela.

– Myślałaś, że padnę w połowie? Mówiłem ci, że uprawiam wspinaczkę i

chodzę na siłownię. Dbam o swoją kondycję.

– Bardzo mnie to cieszy. I jak ci się podoba ten widok? – zapytała, kiedy

ich oczom ukazał się brązowy budynek na niebieskim tle jeziora.

–  Cudowny.  Muszę  przyznać,  że  nigdy  tu  nie  byłem.  Zrobimy  sobie

zdjęcie?  –  zapytał,  ściągając  plecak  i  sięgając  do  jednej  z  kieszonek  po
smartfona.  Miał  się  później  katować  nieustannym  oglądaniem  tej  fotografii,
gdy Ania była daleko.

Gdy dotarli na miejsce, ona zapłaciła za ich pobyt, szczebiocąc radośnie

ze starszą panią, która – jak mu później objaśniła – pracuje tam od wielu lat.
Idąc do pokoju, sprzeczali się, bo Daniel chciał oddać jej pieniądze nie tylko
za siebie, lecz także za nią, na co ona absolutnie nie chciała się zgodzić. W
końcu stanęło na tym, że miał ufundować kolację.

Ania  zamówiła  im  wspólny  pokój  z  dwoma  łóżkami  oddzielonymi  od

siebie  jedynie  dwoma  pufami.  Podobno  gdy  rezerwowała  pokój,  wszystkie
jedynki  były  już  zajęte,  więc  nie  miała  wyboru.  Daniel  czuł  ogromne
podekscytowanie  na  samą  myśl  o  wspólnej  nocy  z  Anią  w  jednym
pomieszczeniu. Ona z kolei martwiła się, jak Daniel zareaguje, gdy zobaczy
ją po raz pierwszy bez makijażu.

– Zamawiam to łóżko – zawołała, wskakując na jedno z nich i próbując

utrzymać  radosną  atmosferę,  która  udzielała  się  im  od  czasu,  gdy  zobaczyli
się na parkingu.

– W takim razie ja zajmuję miejsce tuż przy tobie. – Daniel zaśmiał się,

siadając  obok  niej.  –  Żartuję,  żartuję!  –  dodał  szybko,  widząc  nieciekawą
minę Ani.

background image

–  Mam  nadzieję,  że  lubisz  gry  towarzyskie?  –  zapytała,  wypakowując  z

plecaka  karty,  jakiś  zeszyt  i  długopisy.  Chciał  odpowiedzieć,  że  nie  jest
pewny,  czy  znajdą  czas  na  gry,  ale  wolał  się  nie  narażać,  więc  tylko
przytaknął.

Na kolację zeszli do restauracji, która znajdowała się na parterze. Usiedli

w rogu sali, zamówili czerwone wino i szeptali do siebie przez kilka godzin.
W  końcu  wybrali  się  na  krótki  spacer,  który  zakończyli,  siadając  nad
jeziorem na niewielkich skałkach tuż przy schronisku. Pogoda była cudowna.
Było  przyjemnie  ciepło,  a  niebo  rozświetlały  miliony  gwiazd.  W  końcu
przestali rozmawiać i zatopili się w pocałunkach. Ania pragnęła go tak samo
mocno jak on pragnął jej, ale wciąż z tyłu głowy pozostawała myśl o tym, że
gdy się przed nim rozbierze, on potraktuje ją jak jedną ze swoich pacjentek, a
tego przecież by nie zniosła. Trzymała go więc na dystans i tej nocy zasnęli
osobno, marząc o sobie wzajemnie.

 

background image

ROZDZIAŁ XVI

Daniel  obudził  się  dużo  wcześniej  niż  Ania.  Usiadł  na  swoim  łóżku  i

wpatrywał  się  w  nią  dobre  dziesięć  minut,  bojąc  się  poruszyć,  żeby
przypadkiem  łóżko  nie  zaskrzypiało  i  jej  nie  obudziło.  Słońce  niepewnie
zaglądało  do  ich  okien,  lekko  opromieniając  twarz  Ani.  Wyglądała
przepięknie,  mimo  że  włosy  miała  zmierzwione,  a  na  skórze  ani  grama
makijażu.  Daniel  przypomniał  sobie  o  słynnym  powiedzonku,  że  kiedy
kobieta wstaje rano i dla mężczyzny wygląda przepięknie, to oznacza to, że
on najwyraźniej jest w niej zakochany. Tak… to nie ulegało wątpliwości, bo
jak  inaczej  opisać  tę  burzę  uczuć,  która  szalała  w  jego  sercu  i  przewracała
jego  życie  do  góry  nogami?  Żałował,  że  poprzedniej  nocy  nie  mógł  zasnąć
przy  niej.  Mógłby  się  teraz  napawać  nie  tylko  jej  widokiem,  lecz  także
zapachem  i  ciepłem  jej  ciała.  Ania  najwyraźniej  bała  się  zbliżenia  z  nim  i
nawet  domyślał  się,  z  czym  było  to  związane.  Dobrze  wiedział,  że  nie  ma
przed sobą łatwego zadania, by przekonać ją, że wzbudza w nim żądze, które
absolutnie nie mają nic wspólnego z jego pracą. Postanowił, że do wieczora
koniecznie musi coś wymyślić, bo kolejnej nocy bez niej przy sobie może nie
wytrzymać.

Wstał  po  cichu,  ubrał  się  i  wyszedł  z  pokoju.  W  restauracji  na  dole

zamówił  śniadanie  dla  nich  obojga.  Poprosił  o  jajecznicę,  bułki  z  sałatą,
szynką,  serem  i  pomidorem.  Do  tego  dwie  aromatyczne  kawy,  których
zapach, jak Daniel sobie wyobrażał, miał obudzić Anię niczym w reklamie.

–  Dzień  dobry  –  zawołał  radośnie,  wchodząc  do  pokoju  i  widząc  swoją

dziewczynę siedzącą na łóżku już uczesaną, umalowaną i ubraną.

– Cześć – przywitała się, jakby wciąż lekko zaspana.

– Jak ci się spało? – zapytał ją.

– Długo nie mogłam zasnąć, jak zawsze w nowym miejscu, ale nawet w

miarę się wyspałam. A ty?

background image

–  Ja  nie  mogłem  zasnąć,  bo  w  kółko  myślałem  o  tym,  że  mam  cię  tak

blisko,  a  nie  mogę  przytulić  –  przyznał,  czym  wywołał  na  jej  twarzy
rumieńce.

– Ta kawa pachnie wspaniale – zauważyła Ania, podchodząc do stolika,

na którym Daniel już rozkładał talerze. – Mmm… jajecznica.

– Lubisz?

– No pewnie. A tutaj jakoś szczególnie mi smakuje.

– To świetnie. Wziąłem również bułki, ale to najwyżej będziemy mieli na

drogę.

– Świetny pomysł. Dzisiaj wchodzimy na Śnieżkę.

–  No,  tak  się  właśnie  domyślałem.  Bardzo  się  cieszę.  Ostatni  raz  byłem

tam z rodzicami wiele lat temu.

– Od tego czasu trochę się zmieniło – zauważyła Ania, zabierając się do

śniadania.

Nie  spieszyli  się  z  jedzeniem.  Starali  się  delektować  każdym  kęsem  i

łykiem.  Oboje  lubili  poranki,  bo  miały  w  sobie  coś  wyjątkowego.  A  to
właśnie  smaki  i  zapachy  poranka  najczęściej  pozostawały  w  pamięci
najdłużej. Zupełnie jakby wypoczęty umysł znacznie lepiej przetwarzał dane
i wrzucał je do komórek pamięci.

– Często tu bywasz?

– Staram się co najmniej raz na sezon.

– Na sezon? Czyli w zimie też?

– Tak, w zimie lubię góry chyba nawet bardziej niż w lecie.

– Uuu… ja jestem raczej ciepłolubny, nie wiem, czy bym się odważył.

–  To  tylko  tak  się  wydaje.  Kiedy  się  maszeruje  z  plecakiem  w  dość

dużych  śniegowych  zaspach,  to  jest  człowiekowi  bardzo  ciepło,  o  ile  nie
gorąco. Widoki są równie wspaniałe, co latem, a poza tym im gorsze warunki

background image

atmosferyczne, tym większa przygoda. Kiedyś szłam w takiej zadymie, że nie
byłam pewna, czy nie przeoczyłam schroniska, bo niczego nie było widać na
odległość większą niż trzy metry. Na miejsce dotarłam dopiero po zmierzchu.

– I nie bałaś się?

–  Bałam,  ale  nawet  nie  wyobrażasz  sobie,  jaka  była  moja  radość,  kiedy

gdzieś w oddali zobaczyłam słabe światło w oknach Samotni, a gdy udało mi
się  wejść  do  środka  i  w  końcu  zobaczyć  inne  kolory  niż  tylko  biel,
pomyślałam,  że  jestem  najszczęśliwszym  człowiekiem  na  ziemi.  Byłam  z
siebie bardzo dumna, bo pokonałam swoje słabości i dotarłam do celu. To był
chyba  jeden  z  najszczęśliwszych  dni  w  moim  życiu.  Poza  tym  poznałam
wtedy znakomitych ludzi, z którymi do dzisiaj mam kontakt. To byli ludzie z
pasją,  którzy  tak  jak  ja  kochali  góry,  tyle  że  mieli  więcej  kasy  i  wolnego
czasu  na  to,  by  wędrować  nie  tylko  po  naszych  Sudetach  czy  Tatrach,  lecz
także po zagranicznych wysokich szczytach.

– Opowiadasz to w taki sposób, że już myślę, jak zaplanować ferie.

–  Jeśli  wciąż  będziemy  razem,  moglibyśmy  wybrać  się  na  nocną

eskapadę  zimą,  jeśli  oczywiście  pogoda  będzie  przystępna,  bo  w  złych
warunkach nocą mogłoby być trochę niebezpiecznie.

–  Nawet  nie  wyobrażam  sobie,  żebyśmy  nie  mieli  być  ze  sobą  –

odpowiedział  szczerze.  –  Aniu,  ja  mam  w  sercu  takie  uczucia,  które  nie
zwiastują raczej, by związek z tobą miał być tylko przygodą.

Znów  się  zaczerwieniła,  a  oczy  zaszkliły  się  jej  ze  wzruszenia.  Widać

było,  że  z  trudem  przełknęła  łyk  kawy.  Daniel  zastanawiał  się,  skąd  miał  w
sobie tyle odwagi, by mówić o swoich uczuciach. Nigdy dotąd przecież tego
nie robił. Patrząc jednak na Anię, która zwiesiła głowę i w milczeniu grzebała
w  talerzu,  zmarkotniał.  Czyżby  ona  nie  podzielała  jego  zdania?  Czy  jej
uczucia  różnią  się  od  tych,  które  on  żywi  do  niej?  Być  może  ona  nie  jest
pewna, czy ich związek będzie udany, może chodzi o jego pracę… A co, jeśli
nie  jest  z  nim  do  końca  szczera  i  traktuje  go  tylko  jak  przygodnego
znajomego?  Te  myśli  na  tyle  skutecznie  zepsuły  mu  humor,  że  nie  cieszyła

background image

go już później ani jej obecność, ani wspaniałe widoki, ani nawet przepiękna
pogoda.  Maszerowali  przed  siebie,  rozmawiając  bez  entuzjazmu  o  jakichś
błahych sprawach. W końcu nie wytrzymał i gdy usiedli na jakiejś ławce na
wierzchołku  najwyższego  szczytu  Karkonoszy,  postanowił  kontynuować
temat:

– Aniu, kiedy dziś rano powiedziałem ci, co czuję, zmarkotniałaś i nic mi

nie odpowiedziałaś. Czy chodzi o to, że nie chcesz ze mną być?

Wydawała  się  zdziwiona  jego  pytaniem,  a  jednocześnie  jakby

zdezorientowana. Potrzebowała dłuższej chwili, by poskładać do kupy myśli
biegające bezładnie w jej głowie.

–  Jestem  pewna  tego,  że  cię  kocham.  Z  każdym  dniem  coraz  bardziej.

Tym bardziej martwię się, że może nam się nie udać.

–  Dlaczego  miałoby  się  nie  udać?  Skąd  takie  pesymistyczne  myśli?  –

zapytał zdziwiony, przysuwając się do niej bliżej i łapiąc za rękę.

– Dobrze wiesz, o co chodzi… – odpowiedziała, uciekając wzrokiem.

– O moją pracę?

– Tak.

Zapadła długa cisza.

– Aniu, ja oczywiście mógłbym z niej zrezygnować dla ciebie, jeśli taka

byłaby twoja decyzja, ale studiowałem tak wiele lat… Poza tym moja praca
jest moim powołaniem, ja czuję się spełniony, robiąc to, co robię.

– Nie, nie! – wykrzyknęła przestraszona. – Nigdy bym nie chciała, żebyś

dla mnie zrezygnował z pracy. Nigdy w życiu byś mi tego nie darował.

–  Więc  o  co  chodzi?  Nie  mam  już  u  ciebie  żadnych  szans?  Czego  ode

mnie oczekujesz?

– Nie wiem – odparła zawstydzona. – Nie umiem o tym mówić.

– Ale chyba powinnaś… – odpowiedział zasmucony.

background image

Nigdy  nie  spodziewał  się,  że  kiedyś  może  pożałować  wyboru  swojej

specjalizacji. Na myśl o tym, że może stracić kobietę, która doprowadziła go
do takiego stanu, w którym życie bez niej wydaje się nie mieć sensu, pękało
mu  serce.  Puścił  jej  dłoń  i  podszedł  do  barierki.  Z  miejsca,  w  którym  stał,
roztaczał  się  cudowny  widok.  Słońce  opromieniało  lasy,  uwydatniając  ich
piękny butelkowozielony kolor. Błękitne niebo wydawało się stykać z ziemią
tak  delikatnie,  jakby  zaledwie  pieściło  ją  swoimi  barwami.  Daniel  jednak
zdawał  się  tego  wszystkiego  nie  zauważać.  Smutek  coraz  mocniej  wdzierał
się do jego serca i sprawiał, że odechciewało mu się być tam, gdzie jest. Nie
wyobrażał sobie, by miał spędzić z Anią resztę tego koszmarnego dnia. Nie
wiedział, jak mógłby z nią jeszcze rozmawiać.

–  Daniel  –  szepnęła  za  jego  plecami.  –  Obiecałam  ci,  że  spróbujemy.

Kocham cię i nie mam zamiaru łatwo odpuścić. Potrzebuję tylko czasu.

Nie mógł się do niej odwrócić. Wzruszenie nie tylko odbierało mu głos,

lecz także sprawiło, że oczy zaszły mu łzami. Nie chciał pokazać jej swojej
słabości. Co ona by sobie pomyślała?

– Daniel – szepnęła ponownie, podchodząc do niego i stając tuż przy nim.

Odwrócił  głowę  w  przeciwną  stronę,  próbując  się  opanować.  –  Proszę…
zapomnijmy  na  chwilę  o  tej  rozmowie  i  spędźmy  ten  weekend  jak
najpiękniej. Tak jak do tej pory.

– Nie wiem tylko, czy jest sens się w to zagłębiać – odparł sucho.

Zamilkła.  Spędzili  na  szczycie  jeszcze  kilka  minut,  po  czym  Daniel

postanowił  wracać  do  schroniska.  Ania  smętnie  ruszyła  za  nim,  nie
odzywając się ani słowem.

Kiedy  dotarli  do  pokoju,  Ania  bezradnie  patrzyła,  jak  Daniel  pakuje

swoje rzeczy do plecaka. Miała wrażenie, że za chwilę pęknie jej serce. Nie
płakała, ale łzy już gromadziły się w jej oczach. Bezradnie usiadła na krześle,
próbując  wymyślić,  jakie  słowa  powstrzymałyby  go  przed  odejściem.
Kochała go i nie chciała, by zniknął z jej życia. Nie potrafiła jednak zapewnić
go, że będzie z nim szczęśliwa. W końcu skąd mogła wiedzieć, czy zazdrość

background image

o  inne  kobiety  nie  będzie  niszczyła  ich  związku.  Albo  czy  będzie  potrafiła
kochać się z nim, nie myśląc o tym, że zaraz on odnajdzie jakąś chorobę w jej
pochwie.  Nie  mogła  go  zapewnić,  że  będzie  akceptować  to,  czym  on  się
zajmuje.

Kiedy  Daniel  wstał,  podniósł  swój  plecak  i  założył  go  na  plecy,  Ania

wciąż  nie  znajdowała  słów,  by  załagodzić  sytuację.  Popatrzył  na  nią  bez
słowa i była gotowa przysiąc, że miał w oczach łzy. To ją dobiło. Rozpłakała
się, zanim zdążył jeszcze wyjść z pokoju. Chwycił za klamkę i chciał odejść
mimo wszystko.

– Daniel! – zawołała za nim i skoczyła w jego stronę.

Chwyciła  jego  twarz  w  swoje  obie  dłonie  i  długo  przyglądała  się  jego

łzom, nie wypowiadając ani słowa. W końcu poszła za głosem serca i zaczęła
całować go tak namiętnie, jak nigdy dotąd. Odwzajemnił pocałunki i zaczął
szaleńczo ją dotykać, przyciągając coraz bliżej do siebie. Ania pomogła mu
zrzucić  plecak  i  w  przypływie  namiętności  włożyła  dłonie  pod  jego
podkoszulek, dotykając jego muskularnego torsu. To go ośmieliło. Poderwał
do góry jej koszulkę i zaczął pieścić jej delikatną skórę na brzuchu i plecach.
Patrzył  na  nią  niewidzącymi  oczami,  zupełnie  jakby  podniecenie  odbierało
mu rozum. Ania ściągnęła z siebie bluzkę, pozwalając, by zobaczył jej piersi
w  koronkowym,  czarnym  staniku.  Dalej  nie  było  już  mowy,  by  ktokolwiek
ich  powstrzymał.  Rozebrał  ją  do  naga  i  zaczął  całować  jej  brzuch  i  biodra.
Drżała  z  podniecenia,  tym  bardziej,  że  jego  wzrok  na  pewno  nie  był
wzrokiem  lekarza  oceniającego  stan  zdrowia  pacjentki.  Patrzył  na  nią  jak
dzikie zwierzę niemogące opanować swojego podniecenia. W końcu wziął ją
na  ręce  i  przeniósł  na  łóżko.  Tego,  co  wydarzyło  się  później,  Ania  nie
potrafiłaby  porównać  z  żadnym  innym  doświadczeniem  seksualnym  w
swoim życiu.

 

background image

ROZDZIAŁ XVII

Niedziela  obudziła  Daniela  kroplami  deszczu  uderzającymi  w  szybę.

Ania spała tuż przy nim, zupełnie naga i piękna jak poprzedniego poranka. W
nocy kochali się kilkukrotnie, zupełnie nie myśląc o konsekwencjach. Daniel
nawet  nie  zadał  sobie  trudu,  by  wyciągnąć  zabezpieczenie  z  plecaka.  Na
samą  myśl  o  tym,  że  mógłby  mieć  z  nią  dziecko,  czuł  jeszcze  większe
podniecenie. Żałował, że musi wracać do Wrocławia i nie może z nią zostać
do końca jej urlopu. Nie wyobrażał sobie, jak przetrwa bez niej te pozostałe
dni.

Ciepło, zapach, smak jej skóry miały pozostać w jego pamięci jeszcze na

długo. Nie miał zamiaru jej budzić. Wyglądała przecież tak słodko, wtulona
w jego ramiona, poza tym była na pewno wykończona, bo zasnęli grubo po
pierwszej.  Po  śniadanie  również  się  nie  wybierał,  żeby  nie  zostawiać  jej
samej w łóżku ani na moment. To, co wydarzyło się poprzedniego dnia, było
tak  pełne  pasji  i  namiętności,  że  Daniel  do  dziś  miał  zawroty  głowy,  gdy  o
tym  myślał.  Był  pewien,  że  czegoś  podobnego  nie  przeżył  jeszcze  z  żadną
inną  kobietą.  Uprawiał  seks  w  wielu  miejscach,  pozycjach  czy
okolicznościach, ale nigdy nie niosło to za sobą żadnych uczuć, więc nie było
„kochaniem się”, jak zdarzało mu się mówić. Dopiero teraz to widział. To, co
Ania z nim wczoraj zrobiła, nie dawało opisać się słowami.

Naprawdę chciał odejść, chociaż sam nie znał nawet drogi powrotnej do

Karpacza.  Czuł,  że  skoro  ona  nie  jest  pewna  ich  związku,  to  nie  ma  sensu
dłużej  go  ciągnąć,  bo  skończyłoby  się  na  zbyt  wielu  ranach.  Poza  tym  nie
potrafiłby  udawać,  że  wszystko  jest  w  porządku,  podczas  gdy  serce
rozdzierało  mu  się  na  wskroś.  Pakując  swoje  rzeczy,  był  bardziej
zdenerwowany  niż  smutny.  Zastanawiał  się  gorączkowo,  jak  wróci  do
samochodu,  a  później,  jak  przeżyje  zbliżający  się  tydzień  po  tak  tragicznie
zakończonym weekendzie. Jednak kiedy spakowany stanął naprzeciwko niej,
żeby  pożegnać  się  w  jakiś  oschły  sposób,  poczuł,  że  z  oczu  ciekną  mu  łzy.
Zrobiło mu się głupio, bo już drugi raz w ciągu jednego dnia przez nią płakał,

background image

a przecież dotychczas mu się to nie zdarzało. Ostatni raz łzy smutku płynęły
mu z oczu, gdy był jeszcze małym chłopcem.

Stojąc  przed  nią,  poniżony  własnymi  łzami,  poczuł,  że  nie  zdoła

wypowiedzieć ani słowa, więc po prostu odszedł. Kiedy usłyszał swoje imię
wypowiadane  jej  łamiącym  się  głosem,  serce  zaczęło  łomotać  mu  jak
szalone.  Poddał  się  temu,  co  zrobiła,  bo  nie  miał  dość  siły,  by  się
przeciwstawić.  Czuł  do  niej  złość  za  to,  jak  go  traktowała,  bo  przecież  jego
zawód nigdy nie był haniebny, a wręcz przeciwnie – cieszył się szacunkiem.
A  ona  sprawiła,  że  zaczął  mieć  wątpliwości,  czy  dobrze  wybrał  i  pewnie
nawet czuł nienawiść do wszystkiego, co z tą profesją związane. Miał zamiar
stać  zimny  jak  kamień,  pozwalając  jej,  by  się  upokarzała,  całując  go  bez
wzajemności. Nie dał jednak rady. Czuł, że krew coraz szybciej krąży mu w
żyłach, a uczucia wędrują po całym ciele. Przestał panować nad tym, co robią
jego ręce, dokąd wędruje wzrok i spragnione jej ciała usta. Był przekonany,
że nie powstrzyma już fali podniecenia, która go ogarniała. Na szczęście nie
musiał, bo Ania poddawała się bezgranicznie jego pieszczotom. Od momentu
gdy ściągnęła z siebie bluzkę, wiedział, że są już razem na drodze do raju.

Kiedy  sobie  tę  scenę  przypominał,  czuł,  że  znowu  rośnie  w  nim

podniecenie.  Ona  wciąż  jednak  jeszcze  spała,  nie  pozostawało  mu  więc  nic
innego,  jak  rozgonić  myśli  i  opanować  się,  co  nie  było  łatwe,  mając  tak
blisko  siebie  jej  nagie  ciało.  Odsunął  się  więc  od  niej  lekko  i  leżąc  na
plecach, zaczął wpatrywać się w sufit.

–  Cześć.  –  Usłyszał  po  chwili  jej  lekko  ochrypły  głos.  Natychmiast

podparł się na łokciu, by spojrzeć w jej zaspane oczy.

– Cześć, kochanie – odpowiedział i obsypał ją pocałunkami.

Odwzajemniała  jego  pieszczoty  i  wkrótce  znów  był  w  niej.  Kochali  się

lekko i bez pośpiechu, pieszcząc się wzajemnie.

–  Kocham  cię  –  szepnęła  mu  później  do  ucha,  gdy  leżała  spełniona  na

nim.

–  Naprawdę?  –  zapytał,  łapiąc  jej  twarz  w  obie  dłonie,  by  musiała

background image

spojrzeć mu prosto w oczy. – Naprawdę mnie kochasz?

– Tak – odrzekła z uśmiechem. – I chcę cię kochać bez względu na twoją

pracę. Jakoś się do niej przyzwyczaję.

Danielowi  wydawało  się,  że  nigdy  nie  był  szczęśliwszy.  Przytulił  ją  do

siebie i zaczął gładzić jej włosy.

„Dziękuję,  dziękuję”  –  przychodziło  mu  tylko  na  myśl,  ale  ostatecznie

tych słów nie wypowiedział, żeby zachować choć odrobinę godności.

 

background image

ROZDZIAŁ XVIII

–  Wiesz,  że  jest  dwunasta?  –  zauważyła  Ania,  odkładając  na  podłogę

swój telefon.

– Jesteś głodna?

– Jak wilk.

– Pójdę po śniadanie, a ty tutaj na mnie czekaj.

–  Nie  mogę.  Nie  chcę,  byś  zbyt  późno  wrócił  dzisiaj  do  domu.  Jutro

idziesz przecież do pracy.

– To nic. Dam radę. Nie chcę się z tobą jeszcze rozstawać.

– Jeszcze się nie rozstajemy. Chodźmy pod prysznic.

– Razem?

– Przecież nie chcesz się rozstawać?

–  No  nie.  Bardzo  podoba  mi  się  twój  pomysł.  –  Daniel  zaśmiał  się  i

powoli, leniwie wstał z łóżka.

Prysznice  były  na  zewnątrz,  więc  zanim  wyszli  z  pokoju,  musieli  się

ubrać. Oba z dostępnych były wolne i nawet nikt nie kręcił się po korytarzu.
Pewnie  wszyscy  turyści  byli  już  w  drodze.  Kochankowie  mogli  więc
spokojnie,  bez  pośpiechu  napawać  się  swoim  widokiem,  zmywając  z  siebie
pozostałości  namiętnych  chwil  w  łóżku.  Gotowi  do  wyjścia  byli  dopiero  po
czternastej. Już dawno powinni zwolnić pokój, ale widocznie dobre stosunki
Ani  z  panią  prowadzącą  schronisko  sprawiły,  że  nikt  nawet  nie  zwrócił  im
uwagi. Na śniadanie również było za późno, ale panie z kuchni podsmażyły
im kiełbaski i zaparzyły kawę. Daniel okazał się na tyle czarujący, że od razu
przypadł do gustu wszystkim pracownikom schroniska. Z nostalgią pożegnał
się  z  tamtym  miejscem,  wiedząc,  że  pewnie  wróci  tam  jeszcze  nie  raz,  bo
pozostawia tam swoje najpiękniejsze wspomnienia.

background image

Ania wróciła do domu znacznie później, niż przewidziała, bo gdy zeszli z

Danielem  do  Karpacza,  postanowili  zjeść  jeszcze  wspólnie  obiad,  a
ostatecznie rozstali się dopiero po podwieczorku.

***

–  Martwiliśmy  się  o  ciebie  –  powiedziała  mama  z  troską  w  głosie.  –

Nigdy nie wracałaś tak późno.

–  Przepraszam,  mamo,  ale  nie  byłam  w  górach  sama  –  odpowiedziała

tajemniczo.

– Jak to?

–  Poznałam  nad  morzem  pewnego  chłopaka  i  ten  weekend  spędziłam  z

nim.

– Kim on jest? – wtrącił się do rozmowy ojciec.

– Ma na imię Daniel. Jest lekarzem.

– Uuuu! – zawyła z zachwytu mama.

– A jakiej specjalności? – dopytywał ojciec.

– Ginekologia.

– Ginekologia! – zawołali chórem rodzice, a zaraz potem zamilkli, jakby

ważyli słowa.

– No, przynajmniej będziemy spokojni, że nasze wnuki będą się rodziły

w godnych warunkach i pod najlepszą opieką.

– Tato… – Ania westchnęła, a ojciec wyciągnął obie ręce przed siebie w

obronnym geście.

–  Ta  twoja  koleżanka  wróciła  przed  południem  –  próbowała  zmienić

temat mama. – Wyglądała na zapłakaną.

– Od kiedy wróciła, nie wychodzi z pokoju – dodał tata.

Ania od razu zostawiła plecak w swoim pokoju i pobiegła na piętro, gdzie

były  pokoje  gości.  Cichutko  zapukała  do  Magdy,  ale  koleżanka  się  nie

background image

odzywała.

– Magda? Jesteś? – zapytała i zapukała raz jeszcze, tym razem głośniej.

Przyjaciółka  otworzyła  po  kilku  minutach.  Rzeczywiście  wyglądała  nie

najlepiej. Miała rozmazany makijaż, rozczochrane włosy, a oczy czerwone od
płaczu.

– Co się stało? – spytała z troską Ania.

–  On  ma  żonę  i  dwoje  dzieci  –  odpowiedziała  od  razu  Magda,  po  czym

zostawiła koleżankę w drzwiach i położyła się z powrotem do łóżka.

– Igor? – zapytała zdziwiona, ale od razu się zreflektowała, że to głupio

pytać o tak oczywiste sprawy. – Jak się dowiedziałaś?

– Spędziliśmy razem upojny weekend. Wydawało mi się, że on czuje to

samo, co ja, że łączy nas coś więcej niż seks. Myślałam nawet, że mogłabym
dla niego przeprowadzić się do tej całej Kamiennej Góry, ale dzisiaj rano, jak
gdyby nigdy nic, powiedział mi, że musi wracać do domu, do żony i dzieci.

– Nie żartował?

– No właśnie nie. Też tak pomyślałam na początku, że to okrutny żart, ale

pokazał mi zdjęcia swojej szczęśliwej rodzinki i nawet zdziwił się, że ja nie
wiedziałam, że jest żonaty.

– A skąd niby miałaś wiedzieć?

– No właśnie! Skąd!? Wykrzyczałam mu prosto w gębę, że jest świnią i

że mnie oszukał, a przede wszystkim, że zdradził swoją żonę, a ja stałam się
tego udziałem i wiesz co mi odpowiedział?

– Co?

– A jaka to zdrada?

– Jak to, jaka to zdrada? Przecież uprawialiście seks?

– To mało powiedziane. Parzyliśmy się jak króliki, od kiedy przyjechał i

jeszcze  wcześniej,  nad  morzem.  Ale  dla  niego  to  zwykły  przejaw  popędu

background image

seksualnego, zupełnie naturalny u mężczyzn. On nie widzi w tym nic złego,
że czasami zabawi się z jakąś inną kobietą. Dzięki temu jest lepszym mężem.

–  Kurde!  Skąd  na  świecie  biorą  się  takie  palanty!  Lepszym  mężem?!

Ciekawe, co jego żona na to?

–  No  właśnie  nie  zdążyłam  zapytać,  bo  stwierdził,  że  zachowuję  się  jak

irracjonalna  wariatka,  bo  przecież  niczego  mi  nie  obiecywał  ani  też  nie
mówił, że jest singlem.

– I co mu na to odpowiedziałaś?

–  Nic,  bo  wyszedł.  Najgorsze  jest  to,  że  nawet  nie  zapłacił  za  hotel.

Wydałam  przez  niego  wszystkie  swoje  oszczędności  i  teraz  do  końca
miesiąca zęby w ścianę.

– Nie martw się. Pożyczę ci. A znasz jego adres?

– Nie, a po co ci?

– No wydaje mi się, że ta kobieta powinna dowiedzieć się, z kim żyje.

– Myślisz, że to dobry pomysł?

–  No  pewnie!  Ile  jeszcze  kobiet  tak  potraktuje?  A  ta  jego  żona?  Czy

twoim zdaniem nie powinna wiedzieć? Ja chciałabym wiedzieć, że mój facet
puszcza się na lewo i prawo, i na dodatek wykorzystuje kobiety finansowo.

– A może najpierw napiszę mu SMS-a, że jak nie odda mi kasy za hotel,

to wszystko powiem jego żonie.

–  Dobra  myśl,  a  ja  zaraz  zadzwonię  do  kierownika  i  zapytam  o  jego

adres. Myślę, że nawet, jak odda ci kasę, to odwiedzimy jego żonę.

– Zemsta jest słodka. – W końcu odmieniona Magda się zaśmiała.

Tego dnia, żeby zupełnie poprawić Magdzie humor, wybrały się najpierw

na  basen,  a  później  na  dyskotekę  do  hotelu.  Wcześniej  Ania  napisała
Danielowi  wiadomość,  w  której  krótko  streściła  to,  co  przydarzyło  się  jej
przyjaciółce. Zdradziła również swoje plany na wieczór.

background image

„Kurde! To na świecie naprawdę istnieją takie patałachy?! Urwałbym mu

przyrodzenie,  gdybym  go  spotkał.  To  musi  być  jakiś  seksoholik,  bo  żaden
normalny facet się tak nie zachowuje”.

„A  więc  popęd  seksualny  to  nie  jest  naturalna  cecha  wszystkich

mężczyzn?”.

„Chyba powinienem się obrazić… Popęd może jest, ale brak opanowania

występuje jedynie u zwierząt”.

„Nie  miałam  zamiaru  cię  obrażać,  ale  tak  półżartem  to  w  sobotę

wieczorem wyglądałeś trochę jak zwierzak :-)”.

„To co innego. Mną kierowały silne uczucia, a nie chuć:-). Baw się dziś

dobrze, ale nie za dobrze:-)”.

„Nie  wiem,  co  masz  na  myśli,  pisząc  „za  dobrze”,  ale  zapewniam,  że

jestem  raczej  staromodna  i  preferuję  monogamię.  Nad  swoimi  instynktami
również potrafię zapanować”.

„:-) Kocham cię. Miłego wieczoru”.

„Dziękuję. A ty wypoczywaj. Odezwę się rano, jak tylko się obudzę”.

Ania,  pomimo  tego,  że  uwielbiała  tańczyć,  to  nie  lubiła  chodzić  na

dyskoteki, bo pijany tłum ludzi skaczących koślawo w rytm muzyki bardziej
ją przytłaczał, niż zachęcał do rozwinięcia skrzydeł na parkiecie. Mało tego:
zawsze znalazł się ktoś, komu wydawało się, że jest mistrzem dirty dancing i
niejednokrotnie wpadał na nią, deptał lub uderzał rękoma, nad którymi – jak
się  wydawało  –  tracił  kontrolę.  Kiedy  już  więc  koleżanki  namawiały  ją  na
tego typu spęd, siadała sobie cichutko w kąciku i sącząc drinka, przyglądała
się  tańczącym.  Często,  chcąc  nie  chcąc,  oceniając  wyraziste  makijaże  czy
kuse  stroje  imprezowiczek.  We  wrocławskich  klubach  temperatura  zawsze
wydawała  się  bardzo  wysoka,  bo  dziewczyny  niejednokrotnie  widywało  się
tam  w  samych  stanikach  i  bardzo  krótkich  spodenkach  lub  spódniczkach.  Z
obserwacji  Ani  wynikało  jednak,  co  dziwne,  że  panowie  chętniej  szukali
kontaktu z tymi ubranymi paniami, co zgadzałoby się z powszechną opinią,
że mężczyźni wolą używać wyobraźni niż dostawać gotowy obraz na tacy.

background image

– Napisałaś SMS-a? – zawołała Ania, próbując przekrzyczeć muzykę.

Magda pokiwała głową potakująco, siorbiąc przez rurkę swojego drinka.

– I co? Odpisał coś?

– Odpisał, że pod koniec tygodnia będę miała kasę na koncie.

– Co ty na to?

– Że ma być do jutra albo wybiorę się do Kamiennej Góry na ulicę Cichą

i zapoznam się z jego małżonką.

–  Ostro!  To  mi  się  podoba!  –  zawołała  Ania,  unosząc  w  górę  swoją

szklankę,  jakby  wznosiła  toast.  Magda  zerknęła  na  telefon  i  roześmiała  się
chytrze.  Po  czym  na  dłuższy  czas  pogrążyła  się  w  składaniu  odpowiednich
zdań, które miały zaraz trafić do Igora.

– Co napisałaś? – zaciekawiła się Ania.

Magda  podniosła  telefon  w  górę,  tak  żeby  przyjaciółka  mogła  odczytać

wiadomości. Górna była od Igora i mówiła o tym, że aktualnie nie ma kasy
na  koncie,  dopiero  pod  koniec  tygodnia  dostanie  jakiś  przelew  za  zajęcia
dodatkowe  i  wtedy  będzie  mógł  jej  przesłać.  Odpowiedź  Magdy  była
rozbrajająca.

„Jakoś mnie to nie interesuje. W takim razie wpadnę jutro z wizytą, lubię

czarną kawę bez cukru. Do zobaczenia”.

„Weź  sobie  nie  rób  jaj!”  –  zdążył  odpisać,  zanim  Magda  zabrała  Ani

telefon sprzed oczu.

–  To  ty  zrobiłeś  sobie  jaja!  –  powiedziała  głośno  Magda,  równocześnie

wklepując te słowa w telefonie.

–  Skąd  wiesz,  że  jutro  zastaniesz  moją  żonę  w  domu?  Może  nas  nie

będzie – odczytała przyjaciółce jego odpowiedź, a potem zaczęła odpisywać
tak, żeby Ania mogła widzieć.

–  „Nie  będzie  was  cały  dzień,  całą  noc,  tydzień,  miesiąc?  To  może  od

razu  pomyśl  o  przeprowadzce,  bo  na  pewno  uda  mi  się  w  końcu  na  was

background image

trafić, no chyba że wyślesz swoją żonę w kosmos. Kasa ma być do jutra do
dwunastej na koncie albo się mnie spodziewaj”.

Ania  nie  wiedziała,  czy  powinna  się  śmiać,  czy  raczej  zwrócić

przyjaciółce uwagę, że sytuacja zrobiła się nieprzyjemna. W końcu wcale się
nie  odezwała,  tylko  podniosła  swojego  drinka  i  trochę  się  napiła.  Jakoś  nie
widziała Magdy w roli uprawiającej stalking.

–  Cześć  dziewczyny!  –  zagadał  jakiś  podstarzały  facet  w  garniaku.  –

Można się dosiąść?

– Nie! – zawołały chórem, po czym wybuchnęły śmiechem.

Około  północy  Magda  skutecznie  poprawiła  sobie  humor  alkoholem  i

wyglądało na to, że lepiej nie będzie, więc Ania namówiła ją do powrotu. W
domu rodziców pomogła koleżance wpakować się do łóżka i w końcu sama
mogła wybrać się pod prysznic i wyszykować do snu. To był emocjonujący
dzień i wszystko wskazywało na to, że zaśnie, gdy tylko przyłoży głowę do
poduszki.  Nie  obyło  się  jednak  bez  fantazjowania  na  temat  Daniela,  bo  w
końcu  takiego  gorącego  weekendu  nie  dałoby  się  zakończyć  bez
kilkukrotnego odtworzenia go w pamięci przed snem.

 

background image

ROZDZIAŁ XIX

Każde  wakacje,  chociażby  spędzone  w  najciekawszy  z  możliwych

sposobów, mają to do siebie, że kiedyś się kończą. Dla Ani powrót do pracy
co roku wiązał się z tym, że trzeba było w końcu zacząć wstawać wcześniej,
kupić  nowy  kalendarz  dla  nauczyciela,  ustalić  plan  zajęć  dodatkowych  i
powoli wdrażać w życie dawną rutynę. Tego roku w jej kalendarzu musiało
znaleźć się dodatkowe miejsce na spotkania z Danielem. Chociaż oboje mieli
sporo zajęć w ciągu tygodnia, to mimo wszystko udało im się znaleźć jeden
dzień dla siebie. Poza tym mieli widywać się w weekendy. Z czasem jednak
stwierdzili,  że  mają  siebie  za  mało.  Wciąż  brakowało  im  wzajemnej
bliskości, a samotność odczuwali z coraz większym bólem serca.

–  Może  moglibyśmy  zamieszkać  razem?  –  zaproponował  pewnego

wieczoru Daniel.

– No nie wiem. To wielki krok, a znamy się tak krótko.

– Każda minuta z tobą znaczy dla mnie tyle, co sztabka złota. Gdybyśmy

mieszkali razem, mielibyśmy dla siebie znacznie więcej czasu.

– Muszę się nad tym zastanowić – odpowiedziała, a decyzja nie była dla

niej łatwa.

Mimo, że zawsze marzyła o tym, by dzielić z kimś życie, to przeniesienie

się  do  Daniela,  do  jego  wielkiego,  luksusowego  mieszkania,  nie  było
zwyczajną  zmianą.  Wiele  lat  mieszkała  sama  i  nabrała  mnóstwa
przyzwyczajeń.  Nie  była  pewna,  czy  będzie  potrafiła  zachowywać  się  przy
nim naturalnie, bez skrępowania i czy odnajdzie się w luksusach, do których
nie  przywykła.  Była  prostą  dziewczyną,  bardzo  skromną  i  niewymagającą.
Na  dodatek  nie  czuła  się  pewnie  w  roli  pani  domu.  Miała  przecież
niedościgniony wzór w postaci swojej mamy, któremu – jak jej się wydawało
– nigdy nie dorówna.

Danielowi  zaproponowanie  wspólnego  mieszkania  również  nie  przyszło

background image

łatwo.  Nawet  na  studiach  mieszkał  sam,  bo  jego  rodziców  było  stać,  żeby
opłacić  mu  mieszkanie,  którego  nie  musiałby  dzielić  z  innymi  studentami.
Był jedynakiem, więc od dziecka nie był przyzwyczajony, żeby cokolwiek z
kimś dzielić. Kiedy był w związku z Klaudią, myśli o wspólnym mieszkaniu
nawet do siebie nie dopuszczał, ale z Anią to zupełnie coś innego. Wiele osób
zwracało mu uwagę, że bardzo się zmienił, od kiedy ją poznał.

– Mówisz tylko o niej – zauważył Marek, kiedy byli razem na siłowni.

–  Twój  sprzęt  do  wspinaczki  ci  w  końcu  zgnije  –  śmiał  się  Robert  po

kolejnej odmowie sobotniego wieczoru na ściance.

– Nie wiem, co się z tobą ostatnio dzieje – zauważył ordynator szpitala. –

Od  powrotu  z  urlopu  jesteś  wciąż  rozkojarzony  i  zachowujesz  się  jak  baba.
Masz zmienność nastrojów jak nasze pacjentki w ciąży.

Musiał przyznać, że wszyscy mieli rację i był przekonany, że coś musi w

tej  sytuacji  zmienić,  ale  z  drugiej  strony  nie  miał  przecież  pewności,  czy
gdyby z nią zamieszkał, nie byłoby znacznie gorzej.

W  końcu  Ania  podjęła  decyzję,  że  na  początek  będzie  spędzać  u  niego

całe  weekendy,  żeby  zmiany  wprowadzać  stopniowo.  Daniela  ucieszyła  jej
decyzja,  ale  bardzo  szybko  okazało  się,  że  to  nadal  zbyt  mało.  Wspólny
weekend nie miał w sobie nic z normalności, bo poświęcali czas tylko sobie,
a na dodatek kiedy jemu wypadała jakaś weekendowa zmiana w szpitalu, to
Ania wracała do siebie.

–  Zostań  –  powiedział  jej  kiedyś,  gdy  w  niedzielę  szykowała  się  do

wyjścia. – Na próbę, do następnej niedzieli.

– Nie mam przecież swoich rzeczy, a jutro o ósmej muszę być w pracy –

odpowiedziała, zostawiając pakowanie i pozwalając, by ją do siebie przytulił.

– To może dzisiaj ja przenocuję u ciebie, a jutro po pracy spakujesz się i

przyjedziesz do mnie.

– Ale przecież jutro pracujesz do późna w szpitalu, a ja wracam z klubu

już po dziewiętnastej.

background image

–  No  właśnie.  Miałabyś  czas  się  spokojnie  tutaj  urządzić  i  przygotować

na  wtorek  do  pracy.  Po  południu  przyjadę  do  ciebie  i  zabierzemy  twoje
rzeczy, zjemy obiad i znowu pójdziemy do pracy.

– Sama nie wiem.

–  Proszę.  Spróbujmy.  Nigdy  nie  dowiemy  się,  jak  nam  się  będzie

mieszkać razem, jeśli nie spróbujemy.

Ania  zgodziła  się  bez  przekonania  i  następnego  dnia  zrobili  tak,  jak  jej

zaproponował.  Początkowo  czuła  się  bardzo  niekomfortowo,  otwierając
drzwi  do  nie  swojego  mieszkania  czy  kręcąc  się  po  nim  i  próbując  jakoś
upchnąć  swoje  rzeczy.  Daniel  nie  miał  żadnej  wolnej  półki  w  szafie,  a  ona
nie  miała  zamiaru  czegokolwiek  mu  zmieniać,  bo  wiedziała,  jak  dziwnie
mógłby  się  poczuć.  Położyła  więc  torbę  pod  łóżkiem,  tak  żeby  nie  było  jej
widać,  a  kosmetyki  próbowała  zmieścić  w  jakiejś  szafce  w  łazience.  Jej
wysiłki,  żeby  wszystko  wyglądało  jak  dawniej,  spełzły  na  niczym,  bo
przecież wszystkiego nie da się ukryć. Humor poprawił się jej dopiero wtedy,
kiedy  z  powodzeniem  przygotowała  lekcję  na  kolejny  dzień  pracy  i  zabrała
się  do  przygotowywania  kolacji.  W  przestronnej  i  dobrze  wyposażonej
kuchni czuła się niczym prezenterka jakiegoś programu o gotowaniu. Daniel
miał  wrócić  po  dwudziestej  drugiej,  więc  musiała  przygotować  coś
lekkostrawnego,  co  nadawałoby  się  na  tak  późną  porę.  Zdecydowała  się  na
sałatkę  z  grillowanym  kurczakiem  i  grzankami,  której  przygotowanie  zajęło
jej  dosłownie  chwilę  i  sprawiło  dużo  przyjemności.  Miała  w  planie
wyszykować  się  jak  na  elegancką  kolację,  ale  tuż  po  dwudziestej  pierwszej
Daniel zapytał w SMS-ie, jak sobie radzi i dodał, że marzy, by zobaczyć ją w
swoim mieszkaniu w piżamce i kapciach, gotową do snu.

„A skąd ja wezmę kapcie” – pomyślała ze śmiechem. Nie używała ich we

własnym  mieszkaniu,  a  i  tu  podłoga  była  bardzo  ciepła  i  nie  widziała
potrzeby ich zakupu.

–  Nie  mam  kapci  –  przyznała,  kiedy  Daniel  stanął  w  progu.  –  Ale  nie

wydaje ci się, że boso wyglądam seksowniej? – zapytała, demonstrując nagie
stopy i kusą piżamkę.

background image

Kolacja musiała zaczekać parę minut. Najwyraźniej Daniel uznał, że Ania

miała  rację  co  do  kapci  i  nie  mógł  się  powstrzymać,  by  nie  porwać  jej  w
ramiona i nie zanieść do sypialni.

– Jesteś głodny? – zapytała, gdy zmęczeni łapali oddech.

– Troszkę.

– Przygotowałam dla ciebie kolację.

–  Naprawdę?!  –  zawołał,  patrząc  na  nią  z  miłością.  –  Wiedziałem,  że

wspólne  mieszkanie  to  dobry  pomysł.  Nikt  oprócz  mojej  mamy  do  tej  pory
mi  nie  gotował.  Dziękuję.  Pozwól,  że  odwdzięczę  się,  przygotowując
śniadanie.

Ania rozpromieniła się jeszcze bardziej. Nie lubiła porannego wstawania i

często  na  śniadanie  jadła  coś  szybkiego  albo  kupowała  dopiero  bułkę  w
szkolnym sklepiku.

–  Nie  mam  nic  przeciwko.  –  Zaśmiała  się  w  głos.  –  Może  rzeczywiście

wspólne mieszkanie ma swoje zalety.

Daniel  położył  się  na  brzuchu  i  zbliżył  swoją  twarz  do  jej  twarzy,

spoglądając głęboko w jej oczy.

–  Dawno  nie  miałem  żadnych  marzeń  –  przyznał.  –  Dzięki  tobie  znów

zacząłem marzyć.

– A o czym? – zapytała ze zdziwieniem.

–  Chciałbym  codziennie  cię  uszczęśliwiać  –  odpowiedział,  przez  co

kolacja musiała poczekać jeszcze dłuższą chwilę.

 

background image

ROZDZIAŁ XX

Ania musiała przyznać, że mieszkanie z Danielem miało więcej zalet niż

wad. Kłócili się, co prawda, czasami o różne bzdury, ale przepraszanie było
bardzo przyjemne. Z biegiem czasu coraz lepiej się poznawali i nauczyli nie
wchodzić  sobie  w  drogę.  Oboje  szanowali  potrzebę  prywatności  i  wolnego
czasu, a Daniel specjalnie dla niej zwolnił kilka półek w szafie i zamontował
dodatkową  szafkę  w  łazience.  Ania  miała  namiastkę  tego,  o  czym  tak
marzyła, a więc wspólnego, rodzinnego domu. Wiele rzeczy robili razem, ale
był  też  podział  obowiązków.  Daniel  nie  był  do  końca  jak  jej  tato,  bo  nawet
nie  tyle  pomagał  Ani  sprzątać,  co  sprzątał  sam.  Sam  też  zajmował  się
praniem  i  gotowaniem,  zupełnie  nie  licząc  na  to,  że  kobieta,  z  którą  żyje,
zrobi to za niego.

–  Ideał  –  komentowały  koleżanki,  nieco  zazdroszcząc  szczęścia,  które

spotkało Anię.

– Kiedy nam go w końcu przedstawisz? – dopominały się. Ania musiała

obiecać, że zaprosi go na jakieś ich wspólne spotkanie.

– Ja na babski wieczór?! – zaprotestował Daniel. – A ten mąż Marceliny

będzie?

– Nie. On musi zająć się dzieckiem.

– A więc nie ma mowy.

– Proszę. One naprawdę chcą cię poznać.

– A kiedy?

– W sobotę?

–  Marek  od  miesiąca  prosi  mnie,  żebym  z  nim  w  końcu  poszedł  na

ściankę, właśnie miałem pytać cię, czy nie wybrałabyś się z nami.

– Bardzo chętnie się kiedyś wybiorę, ale ty z chłopakami też już dawno

się  nie  spotykałeś  i  moja  obecność  by  was  krępowała.  Mam  taki  pomysł:  ja

background image

umówię  się  z  dziewczynami,  a  ty  na  wspinaczkę,  ale  ty  umówisz  się
godzinkę później i wpadniesz poznać dziewczyny. Co ty na to?

– Zgoda.

 

background image

ROZDZIAŁ XXI

– A gdzie ten twój doktorek? – zapytała Kaśka, gdy tylko Ania pojawiła

się w restauracji. Mimo że zjawiła się wcześniej, jeszcze przed szesnastą, to
okazało się, że przyszła jako ostatnia.

–  Miał  dzisiaj  ranną  zmianę  w  szpitalu  i  niedawno  wrócił  do  domu.

Zjedliśmy obiad i umówiliśmy się, że ja jadę, a on ma się wykąpać i dołączyć
później.

–  Ty  gotowałaś  obiad?  –  zapytała  Monika,  puszczając  oko  do  reszty

koleżanek.

–  Tak,  ja  –  odparła  z  udawaną  dumą  Ania,  uśmiechając  się  przy  tym

szeroko.

– Jesteś teraz panią domu, tak? – Kaśka się zaśmiała. – Pranie, sprzątanie,

gotowanie, a niedługo może i pieluchy?

–  Nie  czuję  się  jak  kura  domowa,  jeśli  o  to  ci  chodzi.  Daniel  bardzo

często  gotuje  i  sprząta,  i  czasami  wychodzi  na  to,  że  to  ja  przychodzę  na
gotowe.

– To tak jak u nas – zauważyła Marcelina. – My z Krystianem od zawsze

dzieliliśmy się obowiązkami, jakoś tak zupełnie naturalnie nam to przyszło.

Ania  uśmiechnęła  się  do  przyjaciółki.  Musiała  przyznać,  że  porównanie

jej  związku  z  małżeństwem  Marceliny  było  bardzo  przyjemne,  bo  przecież
zawsze stawiała ich sobie za wzór i marzyła, że kiedyś też stworzy podobny,
ciepły dom.

–  Magda,  opowiadaj,  co  tam  z  tym  Igorem  w  końcu?  –  zmieniła  temat

Marcelina. – Jak było w Karpaczu?

Magda spojrzała porozumiewawczo na Anię, obie wzięły głęboki oddech

i pokręciły głowami.

– Co?! – krzyknęła Monika. – Coś nie tak?

background image

– Wszystko nie tak… – Magda westchnęła i opowiedziała przyjaciółkom

o nieprzyjemnej przygodzie z kolegą z obozu.

– No ale co? Oddał ci w końcu tę kasę? – spytała mocno oburzona całą

historią Kaśka.

– Oddał. Wysłał na konto jeszcze przed południem.

– No, to chociaż tyle – dodała Marcelina.

–  Ja  i  tak  bym  powiedziała  jego  żonie  –  stwierdziła  Kaśka,  upijając  łyk

drinka, którego właśnie przyniósł jej kelner.

Ania znów spojrzała na Magdę i obie prawie chórem powiedziały, że one

tak właśnie zrobiły.

– I co? – zainteresowała się Monika.

– No i nic. Żałuję, że tam pojechałyśmy.

– Ja też – dodała Ania.

– Dlaczego? – zapytały razem pozostałe dziewczyny.

Magda wzięła łyk drinka i zaczęła opowiadać o swojej wizycie w domu

Igora.

– Akurat tak się zdarzyło, że ona była w domu sama z dziećmi, a on był

gdzieś  podobno  na  treningu.  Powiedziałam,  że  jestem  jego  koleżanką  i
chciałabym z nią porozmawiać, więc wpuściła nas do środka.

– Jej dzieciaczki rozsiadły się z nami przy stole i nie było wiadomo, jak o

tym przy nich mówić – dopowiedziała Ania.

– Nie powiedziałyście, że to sprawa nie dla dzieci? – spytała zatroskana

Marcelina,  której  pomysł  z  informowaniem  tej  kobiety  o  zdradzie  męża  nie
wydawał się najlepszy.

–  Powiedziałyśmy…  –  Magda  westchnęła.  –  I  nawet  odesłała  je  do

pokoju, ale co chwila wracały i słuchały tego, co mówiłam.

– A co mówiłaś? – zapytała Monika.

background image

– No, całą prawdę. O obozie i o tym, jak potraktował mnie w Karpaczu.

– I co ona na to? – dociekała Monika.

Magda  zanurzyła  usta  w  swojej  szklance  i  wzrokiem  poprosiła  Anię,  by

ta kontynuowała. Widocznie ją przerastało to, co miała powiedzieć.

– No i co? – dopytywała Kaśka.

– No nic. Wygnała nas z domu.

– Jak to wygnała?

– Zwyczajnie. Powiedziała, że mamy się wynosić.

– Nienormalna! – zezłościła się Kaśka.

–  Nie  no,  daj  spokój.  –  Marcelina  jak  zwykle  nie  zgadzała  się  z

koleżanką. – Skąd wiesz, jak ty byś zareagowała na jej miejscu? Może była w
szoku? A może zwyczajnie nie chciała znać prawdy?

– Tak nam właśnie powiedziała – przyznała rację Ania przyjaciółce.

– Jak to? – zdziwiła się Monika, a Kaśka aż się skrzywiła.

–  No,  powiedziała,  że  ona  wcale  nie  prosiła,  by  ktoś  się  wtrącał  w  jej

małżeństwo – odezwała się w końcu Magda.

– „Przychodzicie tutaj i mówicie takie rzeczy o moim mężu, i to jeszcze

przy jego dzieciach!” – udawała głos zdradzanej kobiety Ania. – „Nikt was o
to nie prosił”.

–  Nie,  no  dajcie  spokój!  –  Kaśka  wciąż  nie  mogła  przyznać  racji

nieznajomej kobiecie.

– Kasia, nie znasz tej osoby. Nie wiesz, w jakiej jest sytuacji – uspokajała

koleżankę Marcelina.

–  No,  ja  się  czułam  tak,  jakbym  złamała  jej  życie  –  przyznała  Magda  z

mocno  strapioną  miną.  Wyglądało  na  to,  że  mocno  przeżywała  całą  tę
sytuację.

– Ale jak złamałaś życie?! – wykrzyknęła Kasia, nie zwracając uwagi na

background image

to,  że  patrzą  na  nią  inni  goście  restauracji.  –  Gdyby  ciebie  mąż  zdradzał,  to
nie wolałabyś się o tym dowiedzieć?

– Wcześniej byłam pewna, że bym wolała, że każda kobieta by wolała.

–  Ale  jak  ona  była  z  nim  bardzo  szczęśliwa  i  nagle  ktoś  przychodzi  i

mówi  coś  takiego,  to  kto  wie,  czy  nie  wolałaby  dalej  żyć  w  niewiedzy  –
dodała Ania. – Ma przecież z nim dzieci.

– Ja nie wiem. Ja tego nie rozumiem!

– A może ona podejrzewała, że mąż ją zdradza i tylko udawała, że tego

nie  widzi,  a  dziewczyny  przyszły  i  kawa  na  ławę,  wyjawiły  całą  prawdę  –
dołączyła się Monika.

– No właśnie! Tak mogło być – poparła ją Marcelina.

–  W  każdym  razie  już  nigdy  nie  będę  wtrącać  się  w  czyjeś  życie  –

zakończyła dyskusję Magda. – Dostałam nauczkę.

Akurat  w  tym  momencie  drzwi  restauracji  otworzyły  się  i  do  środka

wszedł elegancko ubrany Daniel.

–  Dzień  dobry  miłym  paniom  –  przywitał  się  niczym  dżentelmen  w

starych filmach.

– Cześć – odpowiedziały chórem przyjaciółki Ani i po kolei przedstawiły

się, podając mu dłonie.

Daniel  usiadł  na  wolnym  krześle  obok  swojej  dziewczyny  i  nieco

skrępowany uśmiechnął się do nich.

– Jakieś ciężkie tu powietrze – zauważył. – Pokłóciłyście się?

– Nie – odpowiedziała Ania. – Opowiadałyśmy dziewczynom o Igorze.

– A no tak. Ta sprawa może budzić nieprzyjemne emocje.

–  Tak  jedziesz  na  wspinaczkę?  –  zapytała  Ania,  wskazując  na  jego

koszulę.

– Mam ciuchy na zmianę w aucie. Nie wypadało zjawić się wśród was w

background image

stroju sportowym – przyznał, spoglądając na wystrojone koleżanki.

– Co podać? – zapytał kelner, który zjawił się nagle przy ich stoliku.

Daniel  zamówił  sok  i  poprosił,  by  dziewczyny  zamówiły  kolejne  drinki

na  jego  koszt,  czym  wywołał  entuzjazm  i  najwyraźniej  poprawił  wszystkim
humory.  Tylko  Kaśka  milczała,  jakby  wciąż  przejmowała  się  sprawą  Igora.
Marcelina  z  zainteresowaniem  pytała  Daniela  o  ściankę  wspinaczkową  –
wydawała się zupełnie nieskrępowana tym, że do niedawna był jej lekarzem.
Zaprosiła nawet jego i Anię do ich domu, żeby mógł poznać jej męża. Przez
ponad  godzinę  wszystkie,  z  wyjątkiem  Kaśki,  poświęcały  wiele  uwagi  na
rozmowę  z  wielką  miłością  ich  przyjaciółki.  On  również  nie  pozostawał  im
dłużny  i  wydawał  się  bardzo  zainteresowany  ich  życiem.  Tylko  z  Kasią  nie
udało  mu  się  porozmawiać,  bo  na  jego  pytania  odpowiadała  zdawkowo,
jakby  chciała  dać  mu  do  zrozumienia,  że  nie  jest  zainteresowana  dalszą
znajomością.

– A ciebie co ugryzło? – zapytała Monika, gdy tylko Daniel pożegnał się

z nimi i wyszedł na swoje spotkanie.

– Nic.

–  Jak  to  nic?  Normalnie  nie  dałabyś  mu  żyć,  dopóki  nie  podałby  ci

swojego  stanu  konta  –  nie  dała  za  wygraną  Monika,  wskazując  na  drzwi,  w
których  przed  chwilą  zniknął  chłopak  Ani.  –  A  dzisiaj  patrzyłaś  na  niego,
jakby ci coś zrobił.

– No właśnie – przyłączyła się zaciekawiona Ania. – Coś nie tak?

Kaśka  westchnęła  głęboko  i  zamoczyła  usta  w  swoim  napoju.

Dziewczyny  siedziały  w  napięciu,  przeczuwając,  że  za  chwilę  ich
przyjaciółka powie coś, co na dobre zepsuje wszystkim humor.

– Nie wiem, czy powinnam o tym mówić… – zaczęła niepewnie.

Wyglądała  przy  tym  na  bardzo  zasmuconą,  co  w  jej  przypadku  było

rzadkim  widokiem,  bo  raczej  była  znana  z  wiecznie  kwaśnej  i
niezadowolonej miny.

background image

– No, już teraz to musisz! – Ania próbowała ukryć zdenerwowanie.

Reszta koleżanek siedziała cicho, nie mając pojęcia, jak zareagować.

– Tak się składa, że znam tego twojego Daniela.

– Skąd?

– No, miałam w swoim życiu taki nieprzyjemny epizod.

Ania miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Przecież nie zniosłaby myśli, że

Kaśka mogła być kiedyś kochanką Daniela, nawet jeśli było to dawno temu.

– Spałaś z nim?

– Nie. No skąd?! – odparła obruszona.

– Nawet jej nie poznał – zauważyła Monika, a Ania odetchnęła z ulgą.

– To co to za nieprzyjemny epizod? – niecierpliwiła się Ania.

–  To  już  było  wieki  temu,  byłam  na  pierwszym  roku  studiów.

Zakochałam się wtedy w takim chłopaku z akademika i wiecie, jak to młoda i
głupia,  zaciągnęłam  go  do  łóżka  –  opowiadała  Kaśka,  a  reszta  dziewczyn
siedziała  ze  zmarszczonymi  brwiami,  próbując  złapać  wątek  i  zrozumieć,
jaką w tym rolę mógł mieć chłopak Ani. – Myślałam, że go w ten sposób do
siebie zachęcę, że zaczniemy być razem, ale on zupełnie mnie olał. Nawet nie
chciał mnie widzieć. Po jakimś czasie okazało się, że jestem w ciąży. To był
dla mnie szok.

– Byłaś w ciąży?! – wykrzyknęły razem przyjaciółki.

– Jak to? I co się stało z tym dzieckiem? – zapytała Marcelina.

–  I  jaki  związek  ma  z  tym  wszystkim  Daniel?  –  Magda  nie  mogła

powiązać jednego z drugim.

Kaśka  nie  odzywała  się  przez  chwilę,  po  czym  znów  wrócił  jej  dawny

sposób  mówienia  i  zupełnie  chłodne  emocje.  Wyglądała,  jakby  miała  zaraz
wygłosić jakiś wykład na temat, który znała doskonale i w którym jak zwykle
była nieomylna.

background image

–  No  wiecie,  jak  to  jest.  Miałam  niecałe  dwadzieścia  lat,  zero  pracy,

studia w powijakach, chłopak wypiął się na mnie, a jakby moja rodzina się o
tym dowiedziała, to pewnie by mnie wydziedziczyli.

– Usunęłaś je?! – spytała Marcelina z przerażeniem.

– A miałam inne wyjście? – zapytała, ale tak naprawdę nie dała nikomu

czasu na odpowiedź. – Zrobiłybyście to samo w tej sytuacji.

Zapanowała grobowa cisza, bo nikt nie miał śmiałości skomentować tego,

co dawniej zrobiła Kasia. Dopiero po dłuższej chwili Magda przerwała ciszę:

– A co z tym Danielem? Dalej nie rozumiem związku.

– On pomógł jej usunąć to dziecko – domyśliła się Ania, czując, jak pęka

jej serce.

Ona  od  zawsze  była  przeciwniczką  aborcji.  Od  kiedy  tylko  się

dowiedziała, na czym polega. A była wtedy nastolatką. Nie przemawiały do
niej nigdy żadne argumenty jej koleżanek, które jeszcze w liceum prowadziły
zagorzałe  dyskusje  na  temat  praw  kobiet.  Nie  była  pewna,  czy  po  tym,  co
usłyszała,  była  bardziej  rozczarowana  tym,  co  zrobiła  jej  przyjaciółka,  czy
tym,  że  Daniel  się  do  tego  przyczynił.  Nie  potrafiła  zapanować  nad  falą
smutku,  która  ją  ogarniała  z  coraz  większą  siłą.  W  końcu  wybuchnęła
płaczem.

– Ty, no weź. Czemu ty płaczesz? – Kaśka wyglądała na zdenerwowaną.

– O co ci chodzi?

– Wiesz… sama nie wiem – wybełkotała Ania przez łzy i zaciśnięte zęby.

– Nie wiem, czy bardziej chodzi mi o to, że pozwoliłaś zabić swoje dziecko,
czy o to, że mój Daniel okazał się mordercą.

– Ty, no weź nie przesadzaj! – warknęła Monika, biorąc w obronę Kaśkę,

która  ze  złości  omal  nie  wstała  od  stolika.  –  Jakie  to  morderstwo?  Zwykły
zabieg.

– Zwykły zabieg?! – wykrzyknęła Ania ze złością. – Ty się zastanów nad

tym,  co  mówisz!  Zwykłym  zabiegiem  to  można  nazwać  operację  wycięcia

background image

migdałków, a nie usunięcie żywego dziecka.

–  Jakiego  dziecka!  –  krzyknęła  Kaśka,  zupełnie  tracąc  panowanie  nad

sobą.

–  Anka,  ty  weź  się  uspokój!  –  interweniowała  Magda.  –  Zarodek  to

jeszcze żadne dziecko.

–  No  właśnie!  –  włączyła  się  Monika.  –  Jak  możesz  tak  osądzać  Kasię,

nie byłaś w jej sytuacji, skąd wiesz, jak ty byś postąpiła?

– Na pewno nie postąpiłabym tak samo! – wykrzyczała Ania i rozpłakała

się na dobre, chowając twarz w dłoniach.

–  Dziewczyny  –  zaczęła  spokojnym  głosem  Marcelina.  –  Ania  nie

spodziewała  się  tego  po  Danielu,  stąd  taka  reakcja.  Spróbujcie  ją  też
zrozumieć… Wiecie, jak ona kocha dzieci.

Zapanowała cisza, w której słychać było tylko szlochającą Anię.

–  To  było  już  dawno  temu,  może  Daniel  się  już  tym  nie  zajmuje…  –

spróbowała pocieszyć przyjaciółkę, widząc, że na resztę koleżanek nie może
liczyć.

–  Nie  przestał  –  rozwiała  jej  wątpliwości  Kaśka,  która  najwyraźniej

urażona na wskroś postanowiła dobić Anię, zadając jej ostateczny cios. – Nie
dalej jak dwa miesiące temu zaprowadziłam do niego koleżankę, która była w
tej samej sytuacji, co ja przed laty.

Tego  było  za  wiele.  Ania  wstała  nagle  i  spojrzała  lodowato  na  Kaśkę.

Niczego  więcej  już  nie  powiedziała,  ale  jej  serce  krzyczało,  wijąc  się  ze
złości.  Kaśka  zabiła  swoje  dziecko  i  jeszcze  pozwoliła  na  zabicie  innego.
Tego  nie  mogła  już  znieść.  Chwyciła  kurtkę  z  wieszaka  i  wybiegła  z
restauracji, z nikim się nie pożegnała i nawet nie opłaciła rachunku.

 

background image

ROZDZIAŁ XXII

Daniel  dotarł  na  ściankę  wspinaczkową  nieco  spóźniony  i  na  domiar

złego  nie  miał  gdzie  zaparkować,  bo  mały  plac  przed  halą  zupełnie  nie
spełniał funkcji parkingu. Samochodów było już tam tak napchane, że nie był
pewien,  jak  ci  kierowcy  się  później  z  niego  wydostaną.  Zaparkował  więc
kilka przecznic dalej i napisał wiadomość do Marka, że za chwilę się zjawi.
Czekali na niego w kawiarence tuż przy recepcji, popijając kawę.

– Sorry za spóźnienie – rzucił w ich stronę, rozsiadając się obok Roberta

na drewnianej, podłużnej ławce.

– Spoko… – Marek nie ukrywał ironii. – Ostatnio często zachowujesz się

jak nie ty.

– Daj mu spokój – wtrącił się Robert. – Zakochany jest. Co tam u Ani?

–  Wszystko  dobrze.  Spóźniłem  się,  bo  byłem  poznać  jej  koleżanki  i

trochę się zasiedziałem.

– Koleżanki? To czemu nas nie zaprosiłeś? – Marek udawał obrażonego.

– Fajne jakieś?

–  Całkiem  fajne.  Możemy  później  do  nich  podjechać,  jak  nadal  będą  w

restauracji.

–  Dobra  myśl  –  pochwalił  Robert.  –  No,  opowiadaj,  co  tak  długo

powstrzymywało cię od spotkania z nami.

– Przecież widywaliśmy się na siłowni – bronił się Daniel.

– Dobrze wiesz, że to nie to samo – zawyrokował Marek, po czym dopił

swoją  kawę.  –  Z  najnowszych  wiadomości  wiemy  tylko,  że  się  do  ciebie
wprowadziła.

– No właśnie! – wykrzyknął Robert. – Jak znosisz obecność innej osoby

w swoim mieszkaniu? Z tego, co wiem, to twój pierwszy raz.

background image

–  No,  bywa  ciężko.  Musiałem  zrezygnować  z  chodzenia  po  domu  bez

gaci czy obżerania się na kanapie w salonie, bo boję się, że mogłoby się jej to
nie  spodobać.  Poza  tym  ciężko  jest  mi  się  przyzwyczaić  do  jej  rzeczy.
Ostatnio  znalazłem  maszynkę  do  golenia  pod  prysznicem,  a  żeby  jej
podpaski, czy tam coś, nie rzucały mi się w oczy, to zamontowałem specjalną
szafkę,  tylko  dla  niej.  Trochę  dziwnie  wygląda  teraz  łazienka,  ale
przynajmniej nie muszę szukać swoich maszynek pomiędzy jej kosmetykami.

– Ale za to masz ją blisko siebie cały czas – zauważył Marek, a Robert aż

podniósł brwi ze zdziwienia, że przyjaciel zdobył się na takie spostrzeżenie.

–  No,  i  to  jest  niesamowite…  –  Daniel  westchnął.  –  Muszę  wam  się

przyznać, że nigdy nie czułem się tak dobrze. Jak wracam do domu, to wiem,
że  ktoś  tam  na  mnie  czeka,  najczęściej  z  kolacją.  Rano  budzę  się  przy  niej,
takiej cieplutkiej i pachnącej. Wspólne śniadania, obiady, zakupy. Naprawdę
nie  spodziewałem  się,  że  kiedykolwiek  będę  umiał  do  tego  przywyknąć.
Wydawało mi się, że jestem już za stary na zmiany.

– A seks? – zapytał Marek, puszczając do Roberta oko.

– No, wrócił stary Marek… – zaśmiał się ten drugi.

Daniel również się roześmiał i bez skrępowania użył jednego z mocnych

słów podkreślających, że bardzo mu się podoba seks z Anią. Opowiedział im
pokrótce,  bez  wchodzenia  w  intymne  szczegóły,  o  weekendzie  w  Samotni  i
ich pierwszym razie w łóżku, a później zaznaczył, że nie kochają się z Anią
codziennie,  bo  często  są  zbyt  zmęczeni  i  wystarcza  im  zasypianie  w  swych
objęciach,  ale  kiedy  już  do  czegoś  dochodzi,  to  zawsze  jest  wyjątkowo.
Robert dopił swoją kawę i tym samym dał znać kolegom, że warto już iść się
powspinać.  Podali  młodej  recepcjonistce  swoje  karnety  i  ruszyli  do  szatni,
kontynuując rozmowę.

– Kupiłem pierścionek – przyznał Daniel, gdy szli po schodach.

– No co ty gadasz?! – wykrzyknął Marek.

– Co kupiłeś? – Robert wyglądał na zszokowanego.

background image

– Mam zamiar się oświadczyć.

– No nie. Ja wiedziałem, że się zmieniłeś, ale że aż tak? – Marek również

nie mógł wyjść ze zdumienia.

– Jesteś pewien? – zapytał Robert z troską. Znał przecież swojego kolegę

i był przekonany, że życie w stałym związku nie będzie dla niego łatwe, a tu
nagle taka decyzja.

– Nie wiem – przyznał Daniel zupełnie szczerze. – Jeszcze się waham.

– To po co kupiłeś pierścionek? – zapytał Marek, nie kryjąc zdziwienia.

– Nie wiem. W przypływie emocji.

– Ale powiedziałeś, że chcesz się oświadczyć – zauważył Robert.

–  Bo  chcę.  Tylko  nie  jestem  jeszcze  całkowicie  pewien,  czy  to  dobra

decyzja.

–  Szczerze  mówiąc,  nigdy  nie  wyobrażałem  sobie  ciebie  w  roli  męża  –

przyznał Robert.

–  Ja  też  sobie  siebie  nie  bardzo  potrafiłem  wyobrazić  jako  tego,  który

zakłada rodzinę, ale od kiedy poznałem Anię, dużo się zmieniło.

– To wiemy… – Marek zaśmiał się, zatrzaskując swoją szafkę.

Kiedy  wszyscy  byli  gotowi  do  wyjścia,  zabrali  swój  sprzęt  i  poszli  na

samą górę hali, gdzie wspina się bez uprzęży. Stanęli w kole i każdy zaczął
od rozgrzania mięśni.

–  Ale  naprawdę  –  kontynuował  Daniel.  –  Ona  jest  zupełnie  inna  niż

wszystkie dziewczyny, które znałem do tej pory. Ma w sobie tyle ciepła, że w
jej towarzystwie naprawdę łatwo myśli się o rodzinie, o dzieciach. Szczerze
to sama myśl o tym, że mogłaby zajść ze mną w ciążę, mega mnie podnieca.

– Ale nie staracie się jeszcze o dziecko? – Robert wydawał się naprawdę

zatroskany  o  los  przyjaciela.  Daniel  nie  był  pewien,  czy  przyznać  się
kolegom,  że  spał  z  Anią  bez  zabezpieczenia  wtedy  w  Samotni.  Nie  chciał,
żeby  go  zaczęli  oceniać  i  myśleć,  że  jest  nieodpowiedzialny.  Nie

background image

zrozumieliby,  że  nie  myślał  wtedy  racjonalnie,  bo  kierowały  nim  uczucia,
których  wcześniej  nie  znał.  Zresztą  teraz  wrócił  rozum  i  zawsze  myślą  o
zabezpieczeniu.

– Nie, nie. Chyba na to jeszcze za wcześnie.

Robert  najwyraźniej  odetchnął  z  ulgą.  Kiedy  skończyli  rozgrzewkę,

zaczęli od wspinania się bez zabezpieczenia na niskich ściankach, a później
w końcu zeszli na główną halę i założyli na siebie uprzęże. Wspinali się jak
zawsze  na  zmianę.  Jeden  asekurował,  drugi  wchodził,  a  trzeci  stał  obok  i
czekał  na  swoją  kolej.  Czas  zawsze  upływał  im  przyjemnie,  bo  mogli
zarówno  sprawdzić  swoje  umiejętności,  jak  i  porozmawiać.  Daniel  z
zaciekawieniem  słuchał  o  najnowszych  wiadomościach  z  życia  swoich
przyjaciół.  Okazało  się,  że  sporo  go  ominęło,  bo  na  siłowni  rzeczywiście
nigdy  nie  mogli  spokojnie  pogadać,  bo  zawsze  ktoś  się  wtrącał.  Marek
podobno  zatrudnił  u  siebie  jakąś  nową  dziewczynę  i  od  tego  czasu  musi
walczyć ze sobą, by nie posądzono go o molestowanie seksualne w pracy, bo
wygląd tej nowej pracownicy był powodem jego ciągłego podniecenia.

– Na dodatek jest inteligentna – opowiadał, gdy trzymał Roberta na lince.

–  Staram  się  unikać  rozmów  z  nią,  żeby  nie  dać  się  ponieść  emocjom,  ale
czasami jest ciężko, jak to w pracy.

Robert z kolei poznał jakąś dziewczynę w klubie i nawet spędzili ze sobą

noc, a później okazało się, że ona pracuje u nich w szpitalu jako pielęgniarka.

– Która to? Ta nowa? – zainteresował się Daniel.

– Tak, ta blondynka z patologii ciąży.

– No nie żartuj. Ładna jest. I co? Jak zareagowała, kiedy cię zobaczyła?

– Spaliła raka oczywiście. Ja zresztą też.

– Chciałbym to zobaczyć… – Daniel się zaśmiał. – Szkoda, że nigdy nie

pracujemy razem. Ale nie omieszkam się jej przyjrzeć w piątek.

Robert  uśmiechnął  się  i  opowiadał  dalej,  by  zapoznać  kolegę  z

pozostałymi wiadomościami z jego życia.

background image

– Chyba nie ruszę jutro rękoma – zauważył Daniel po dwóch godzinach

spędzonych na hali. – Po takiej przerwie na pewno będę miał megazakwasy.

–  Zbieramy  się?  –  zapytał  Marek,  mając  nadzieję,  że  jeszcze  pojadą  do

restauracji,  gdzie  Ania  spędzała  czas  z  koleżankami.  –  Musisz  nas  w  końcu
oficjalnie przedstawić.

 

background image

ROZDZIAŁ XXIII

Po  wyjściu  Ani  Marcelina  nie  wytrzymała  zbyt  długo  z  pozostałymi

przyjaciółkami.  Cały  czas  rozmawiały  o  aborcji,  a  przecież  ona  miała
poglądy  podobne  do  Ani  i  zupełnie  nie  zgadzała  się  z  tym,  co  mówią.
Postanowiła  się  z  nimi  jednak  nie  kłócić  i  wykręcając  się  potrzebą  powrotu
do dziecka, wyszła jakieś pół godziny później.

–  A  słyszałyście  o  tym,  że  chcą  wprowadzić  całkowity  zakaz  aborcji?  –

zapytała Monika, nie zwracając uwagi na to, że Marcelina się ulatnia.

– Palanty! – zawołała coraz bardziej wstawiona Kaśka.

–  Pewnie  księża  to  wymyślili  –  zgadywała  Magda.  –  Niech  sobie

decydują o swoich penisach, a nie o naszych brzuchach!

– No właśnie. Ochrona życia. Dobre sobie. A co z nami? Nasze życie się

nie liczy?

– No weź pozwól przyjść na świat takiemu dziecku z gwałtu! – Monika

wyglądała  na  mocno  wzburzoną.  –  Przecież  nie  dość,  że  sobie  niszczysz
życie, to jeszcze jemu, bo nigdy nie będziesz w stanie go pokochać.

– No, a jeszcze jak gwałciciel swoje geny przekaże, to skąd wiadomo, czy

nie będziesz musiała wychowywać małego psychopaty.

– No właśnie.

–  Albo  chore  dzieci,  kurde.  Nie  każda  kobieta  jest  stworzona  do  tego,

żeby wychowywać chore dziecko, tak jak te matki u was w szkole – mówiła
Kaśka, zwracając się bezpośrednio do Magdy. – Sorry, ale ja nie jestem jakąś
tam Matką Teresą, żeby się tak poświęcać.

–  Yhmm…  –  Magda  pokiwała  głową  ze  zrozumieniem.  –  No  ja  bym

wychowała.

– Bo ty pracujesz z takimi dziećmi, to co innego.

background image

–  Ja  nie  wiem,  im  się  wydaje,  że  mogą  decydować  o  naszym  życiu.

Powinno  być  tak  jak  teraz,  że  mam  prawo  zdecydować,  czy  wolę  usunąć
płód,  czy  ryzykować  utratę  życia  dla  czegoś,  co  w  ogóle  nie  wiadomo,  czy
przeżyje.

–  No  właśnie,  to  już  gruba  przesada,  żeby  nam  zabierać  prawo  do

decydowania  o  tak  ważnych  sprawach  –  zawtórowała  Kasi  Monika.  –
Ciekawa  jestem,  co  taki  wielce  katolik  by  powiedział,  jakby  jego  córunia
zaszła w ciążę w wieku dwunastu lat. Czy pozwoliłby się wnusiowi urodzić.

–  Ha,  ha.  –  Magda  podniosła  w  górę  szkło,  zachęcając  koleżanki  do

wypicia kolejnego łyka.

– Ja tam pójdę na ten protest – zdecydowała Monika.

– Jaki protest? – zainteresowała się Kasia.

– W tym tygodniu, w czwartek mają organizować.

– No, czarny protest – potwierdziła Magda. – Ja nie mogę iść. Mam zakaz

jako nauczyciel.

– Ja idę – zdecydowała Kaśka.

– Trzeba się ubrać na czarno – wyjaśniła Monika.

– Aha, to stąd ta nazwa. No i dobrze. – Kaśka wyglądała na zadowoloną.

–  Cieszę  się,  że  kobiety  w  tych  czasach  mają  swój  rozum  i  nie  dają  sobą
manipulować.

–  Powinni  całkowicie  znieść  ten  zakaz  –  zauważyła  Magda.  –  I  tak

kobiety  łażą  do  gina  nielegalnie  albo  jeżdżą  za  granicę,  żeby  pozbyć  się
problemu.

– A ile mniej by było tej patologii.

–  No,  widzą,  kurde,  że  matka  chleje,  zabiorą  jej  jedno  dziecko,  drugie,

trzecie,  a  ta  znowu  w  ciąży.  To  albo  niech  ją  podwiążą  czy  coś,  albo
refundują zabiegi, bo potem się dziwią, że domy dziecka przepełnione, że w
szkołach tyle problemów z tymi dziećmi, aż się serce kraje.

background image

– Masz rację – przyznała Magda. – Moja koleżanka pracuje w jedynce, to

mówi, że u niej te dzieci z tych patologicznych rodzin to zawsze takie ogony.
I chociaż nie wiem, jakby się starała, to ich nie podciągnie do poziomu reszty
klasy, bo przecież jak rodzic w domu nie popracuje, to takie dziecko nie ma
szans, żeby nadążyć z materiałem.

– A zresztą powiedzmy sobie szczerze! Genów nie zmienisz! – zawołała

Kaśka.

– Napijmy się – zaproponowała Monika. – Jak wprowadzą te przepisy, to

ja się wyprowadzam.

– Ja też. – Kaśka się zaśmiała.

***

Przyjaciele  przebrali  się  i  umówili  pod  restauracją,  żeby  wejść  razem.

Robert  z  Markiem  przyjechali  jednym  samochodem,  więc  nie  mieli
większych  problemów  z  zaparkowaniem.  Weszli  do  środka  i  od  razu
skierowali  się  do  stolika,  gdzie  Daniel  zostawił  dziewczyny  przed  trzema
godzinami. Okazało się, że zostały tylko trzy z nich.

– Nie ma już Ani? – zapytał Daniel, podchodząc do ich stolika.

– Nie. Już pojechała – odpowiedziała jedna z nich, ta, którą znał z obozu.

– Coś się stało? Źle się czuła?

– Można tak powiedzieć.

Daniel  nie  ukrywał  zmartwienia  i  był  pewien,  że  nie  zostanie  z  nimi,

skoro Ania pojechała już do domu. Przedstawił więc swoich kolegów.

– Mieliśmy w planie się do was przysiąść, ale skoro nie ma Ani…

–  Nie  ma  sprawy,  miejsce  jest.  Siadajcie  –  powiedziała  ta,  która  przed

kilkoma  godzinami  wyglądała  na  obrażoną.  Teraz  najwyraźniej  była  już  w
dobrym humorze.

–  No,  ja  nie  skorzystam.  Przepraszam,  pojadę  do  Ani.  A  wy,  chłopaki?

Zostajecie?

background image

–  No  jasne,  z  takimi  miłymi  paniami  zawsze.  –  Marek  zaśmiał  się,

rozsiadając się na sofie naprzeciwko trzech przyjaciółek.

Daniel pożegnał się więc ze wszystkimi i wyszedł, zastanawiając się, co

też stało się jego dziewczynie.

***

Kiedy Ania wyszła z restauracji, ruszyła prosto w stronę przystanku. Noc

była  zimna,  a  z  nieba  padał  drobny  deszcz,  jeszcze  bardziej  nawilżając  jej  i
tak  już  mokre  oczy.  Kiedy  schowana  pod  wiatą  czekała  na  autobus,
zastanawiała  się,  w  którą  stronę  pojechać.  Chciałaby  się  od  razu  zaszyć  w
swoim mieszkaniu, ale przecież większość swoich rzeczy miała u Daniela. W
pierwszej chwili pomyślała, że pojedzie tam teraz i dopóki go nie ma, spakuje
się,  a  później  zniknie  z  jego  życia  raz  na  zawsze.  Rozum  jednak
podpowiadał, że to nierozsądne rozstawać się tak bez podania przyczyny. Ale
jak  miała  z  nim  rozmawiać?  „Daniel,  czy  to  prawda,  że  mordujesz
nienarodzone dzieci?” albo „Kaśka powiedziała mi, że za jej przyzwoleniem
zabiłeś  jej  nienarodzone  maleństwo”,  a  może  „Daniel,  przykro  mi,  ale  nie
mogę  żyć  z  mordercą”.  Wiedziała,  że  na  pewno  się  oburzy  i  będzie  bronił
swojego stanowiska. „Może nawet ma się za obrońcę uciśnionych kobiet” –
myślała ze złością.

Podjechał  jeden  autobus,  później  drugi,  a  Ania  wciąż  nie  mogła

zdecydować, w którą stronę pojechać. Siedziała więc na przystanku, trzęsąc
się  z  zimna.  Po  jakimś  czasie  zobaczyła,  jak  drugą  stroną  ulicy  idzie
Marcelina.  Szła  pewnie  na  przystanek,  żeby  pojechać  do  domu.  Ania  nie
chciała  z  nią  rozmawiać.  Nie  potrafiłaby  wydusić  z  siebie  choć  jednego
słowa, nie płacząc przy tym. Podniosła się więc szybko i prawie pobiegła w
przeciwną stronę do kierunku, z którego nadchodziła jej przyjaciółka. Później
wlokła się smętnie ulicami Wrocławia, nie mogąc odgonić złych myśli, które
ją nachodziły. Telefon dzwonił w jej kieszeni, ale nawet nie zadawała sobie
trudu,  by  zobaczyć,  kto  tak  usilnie  próbuje  się  z  nią  połączyć.  Nawet  nie
zauważyła, kiedy minęła godzina, a później kolejna. W końcu telefon zaczął
dzwonić  bez  przerwy,  więc  postanowiła  go  wyłączyć.  Gdy  zerknęła  na

background image

wyświetlacz, okazało się, że dzwoni Daniel. Odrzuciła połączenie i wyłączyła
telefon, by po chwili znów schować go do kieszeni. Kilka minut później tuż
obok niej z piskiem opon zahamował jakiś samochód. To wystraszyło ją i na
chwilę  wyrwało  z  zadumy.  Spojrzała  na  niego  i  z  przerażeniem  stwierdziła,
że to Daniel.

– Ania! – zawołał przez otwarte od strony pasażera okno. – Co się stało?

Czemu nie odbierasz telefonu?

Stała jak zamurowana. Nie miała pojęcia, co mu odpowiedzieć. Czuła w

sobie tylko rosnącą odrazę i gniew.

– Wsiądź, proszę, do samochodu – zawołał, przekrzykując trąbiących na

niego  innych  kierowców,  którzy  musieli  zwalniać,  omijać  go  sąsiednim
pasem i na nowo włączać się do ruchu.

Ania  niepewnie  ruszyła  w  jego  stronę.  Wiedziała,  że  nie  może  w

nieskończoność  włóczyć  się  ulicami,  tym  bardziej,  że  już  była  cała  mokra  i
zmarznięta.

–  Co  się  z  tobą  dzieje?  –  zapytał  ją,  gdy  tylko  zamknęła  za  sobą  drzwi.

Ruszył przy tym, bo akurat kolejny samochód zatrzymał się za nim, czekając,
aż zwolni się sąsiedni pas.

– Nic – odpowiedziała ze złością.

–  Jak  to  nic?!  –  prawie  krzyknął  na  nią  Daniel.  –  Dziewczyny

powiedziały mi, że wyszłaś z restauracji, w mieszkaniu cię nie było, telefonu
nie odbierałaś. Umierałem ze strachu.

Ania  postanowiła  milczeć.  Nie  wiedziała,  w  jakie  słowa  ubrać  to,  co

miała mu do powiedzenia.

– Co ty robiłaś? Jesteś przemoczona i trzęsiesz się z zimna. – Daniel nie

dawał za wygraną. – Aniu, proszę cię, odpowiedz mi.

–  Porozmawiamy  u  ciebie  –  odpowiedziała,  by  odłożyć  w  czasie

czekającą ich kłótnię.

–  Dobrze  –  zgodził  się  z  pokorą  i  więcej  już  nic  nie  mówił.  Cały  czas

background image

zerkał tylko na nią z przerażoną miną. Wyglądał na naprawdę przejętego, ale
Ania wcale się tym nie martwiła. Kiedy wysiedli na parkingu na jego osiedlu,
Ania  od  razu  skierowała  się  do  drzwi.  Wyprzedził  ją,  by  jej  otworzyć,  a
później  przywołać  windę.  Cały  czas  upewniał  się,  czy  idzie  za  nim.  W
mieszkaniu  poczekał,  aż  ściągnie  przemoczoną  kurtkę  i  buty.  Ze  smutkiem
patrzył,  jak  siada  na  krzesło  w  kuchni,  kuląc  się  w  sobie  niczym  zbity  pies.
Kucnął przy niej i spojrzał jej głęboko w oczy.

– Aniu, powiesz mi wreszcie, o co chodzi?

Chyba przeraziło go jej spojrzenie, bo od razu usiadł na krześle tuż obok.

–  Dowiedziałam  się  dzisiaj  o  tobie  czegoś,  z  czym  nie  mogę  sobie

poradzić – wydusiła w końcu, nie ukrywając znów narastającej w niej złości.
– Czy to prawda, że wykonujesz nielegalne zabiegi aborcji?

– Kto ci tak powiedział? – zapytał asekuracyjnie, ani się nie przyznając,

ani nie negując.

– Kaśka wykonywała u ciebie ten zabieg. A jakiś czas temu była u ciebie

z koleżanką w tej samej sprawie.

Daniel zamilkł na dłużą chwilę, a później wstał od stołu.

– Aniu – powiedział spokojnie, opierając się o blat mebli kuchennych. –

Takie zabiegi są wpisane w mój zawód.

– O czym ty mówisz? – rozpłakała się. – Zabijanie dzieci jest wpisane w

pracę ginekologa?

– Nie zabijanie dzieci, tylko usuwanie wadliwych płodów.

– Wadliwych płodów?

–  No  tak,  aborcja  płodów  z  poważnymi  zmianami  genetycznymi  albo

zagrażającymi życiu matki…

–  Przestań  ściemniać!  –  wrzasnęła  zupełnie  nieoczekiwanie  chyba

pierwszy  raz  w  ich  związku.  –  Twoim  zdaniem  dziecko,  którego  matka  nie
chce, jest wadliwym płodem? Kaśka nie wiedziała, czy jej dziecko urodzi się

background image

zdrowe,  czy  chore,  zwyczajnie  chciała  się  go  pozbyć,  bo  tak  było  jej
wygodniej.

Daniela najwyraźniej zatkało.

– A twoim zdaniem kobieta nie powinna mieć prawa do takiej decyzji? –

zaczął się jąkać.

–  Wiedziałam!  Wiedziałam,  że  tak  powiesz!  I  co?  Może  masz  się  za

bohatera wyciągającego piękne damy z opresji?!

– Nie mów tak. Zupełnie cię nie poznaję.

–  Może  zwyczajnie  od  tej  strony  mnie  nigdy  nie  znałeś,  tak  jak  ja  nie

znałam  ciebie.  Ja  wiem,  wiem,  że  w  dzisiejszych  czasach  tacy  jak  ja  są
uważani  za  szaleńców,  za  katoli,  którym  się  wydaje,  że  życie  polega  na
poświęceniu. Ale mam to gdzieś. Dla mnie jesteś zwyczajnym mordercą.

–  No  nie!  –  Daniel  nie  wytrzymał.  Podniesionym  głosem  powiedział:  –

Tego już za wiele. Najpierw oceniałaś moją wartość po tym, jaką wykonuję
pracę, a teraz jeszcze nazywasz mnie mordercą!

–  Tak!  Tak  właśnie  cię  nazywam  i  wiesz  co?  Żałuję,  że  dałam  nam

szansę! Bardzo żałuję! – zawołała i jeszcze mocniej się rozpłakała.

Potem  wybiegła  z  kuchni  i  zaczęła  w  sypialni  pakować  swoje  rzeczy.

Daniel  przyszedł  tam  po  dłuższej  chwili,  ale  za  to  już  zupełnie  spokojny.
Widocznie potrzebował czasu, by ochłonąć.

– Co ty robisz? – zapytał ze zdziwieniem.

– Jak to co? Nie zostanę tutaj ani minuty dłużej – warknęła i podniosła z

łóżka  swoją  torbę.  Chciała  ominąć  go  w  drzwiach  sypialni,  ale  zatarasował
jej drogę.

– Nie chcę, byś odchodziła. Proszę, porozmawiajmy spokojnie. – W jego

oczach widać było ból i strach.

– Puść mnie! – wycedziła przez zęby. – Nie mamy o czym rozmawiać.

– Aniu, zrozum, to moja praca. Ja wiem, że ty może jesteś wrażliwa…

background image

–  Gówno  prawda!  –  wykrzyknęła  i  popatrzyła  mu  prosto  w  oczy  z  taką

złością,  o  którą  nigdy  by  się  nie  podejrzewała.  –  Aborcja  zdrowych  dzieci
jest  w  Polsce  wciąż  zakazana,  więc  nie  jesteś  lekarzem,  tylko  zwykłym
kryminalistą. Mordercą! – podkreśliła dobitnie i przeszła obok niego, czując,
że opór w jego ręce się zmniejsza, jakby po jej słowach opadł z sił.

Spakowała  swoje  kosmetyki,  szczoteczkę  i  inne  drobiazgi,  o  których

udało  się  jej  nie  zapomnieć  i  zaczęła  zakładać  swoją  mokrą  kurtkę.  Daniel
stanął za nią bezszelestnie.

–  Chyba  nie  chcesz  teraz  wychodzić,  w  samym  środku  nocy?  –  zapytał,

zerkając na zegarek. Dochodziła północ. – O tej porze w sobotę nie kursują
już od nas żadne tramwaje.

– A więc pójdę piechotą!

– Zwariowałaś. To pięć kilometrów do najbliższego przystanku, z którego

coś może jechać.

– Poradzę sobie.

– Aniu, błagam, zostań! – Usłyszała jeszcze, zanim zatrzasnęła drzwi.

Nie poszedł za nią. W windzie wciąż jeszcze była pewna swojej decyzji,

ale kiedy wyszła na zewnątrz i zobaczyła, że mżawka zamieniła się w deszcz,
wybuchnęła  płaczem  i  zrezygnowana  usiadła  na  ziemi.  Mogła  wprawdzie
zadzwonić po taksówkę, ale ani nie znała numeru, bo nigdy nie było jej stać,
by korzystać z takich usług, ani nie miała Internetu w telefonie.

***

Daniel miał wrażenie, że za chwilę pęknie mu serce. Nie miał pojęcia, co

myśleć o tej sytuacji, ale wiedział, że na pewno nie chce pozwolić jej odejść.
Kiedy  zatrzasnęła  za  sobą  drzwi,  w  pierwszej  chwili  zaczął  kląć  do  siebie  i
mówić,  że  to  bardzo  dobrze,  że  odeszła.  Później  jednak  otworzył  okno  w
kuchni,  żeby  zobaczyć,  jak  daleko  jest  i  czy  zdąży  ją  dogonić.  Wtedy
spostrzegł,  że  leje,  a  ona  siedzi  na  chodniku  tuż  pod  jego  blokiem  i  głośno
płacze. Ubrał się szybko i wziął kluczyki od samochodu.

background image

–  Skoro  nie  chcesz  zostać  u  mnie,  to  przynajmniej  pozwól,  że  cię

odwiozę  –  powiedział,  gdy  stanął  już  obok  niej.  Nigdy  o  nikogo  tak  bardzo
się  nie  martwił.  Nigdy  nie  przejmował  się  kimś,  kto  właśnie  go  olał.  Ania
popatrzyła na niego z ulgą, ale w jej spojrzeniu można było dostrzec o wiele
więcej.  Podniósł  z  ziemi  jej  torbę  i  pomógł  jej  wstać.  W  samochodzie
popatrzył na nią, zupełnie przemoczoną i drżącą z zimna. – Jesteś pewna, że
chcesz odejść?

–  Tak  –  odpowiedziała,  odwracając  twarz  od  niego.  W  szybie  pasażera

zobaczył, że cierpienie wykrzywia jej twarz. Nie umiał znaleźć słów, które by
ją zatrzymały albo chociaż przyniosły ulgę. Sam miał wrażenie, że za chwilę
pęknie mu serce. Całą drogę do jej mieszkania milczeli, a Daniel odezwał się
dopiero pod jej drzwiami.

– Aniu, błagam cię. Zastanów się.

Nie odpowiedziała. Spojrzała tylko na niego smutno, a później zamknęła

drzwi, zostawiając go na korytarzu. Stał tam kilka minut w ciemności. Miał
nadzieję,  że  jeszcze  wyjrzy,  że  może  zmieni  zdanie.  Nic  takiego  się  jednak
nie stało. Ich wspólne życie dobiegało końca.

 

background image

ROZDZIAŁ XXIV

Daniel  wziął  tydzień  zwolnienia,  żeby  jakoś  dojść  do  siebie  po  tym,  co

mu  się  przydarzyło.  Jego  uczucia  mieszały  się,  błądząc  od  nienawiści  po
współczucie.  Z  jednej  strony  wiedział,  że  Ania  jest  przecież  zupełnie
wyjątkowa, bo nawet pracuje z chorymi dziećmi, których mogłoby nie być, a
jednak  ich  rodzice  nie  zdecydowali  się  na  aborcję.  Z  drugiej  strony  nie
rozumiał  jej.  W  telewizji  kobiety  głośno  domagały  się  swoich  praw,
protestując przeciwko pełnemu zakazowi aborcji, a nawet postulując, by był
to zabieg legalny w Polsce, a ona miała mu za złe, że pomagał tym kobietom,
które  były  przekonane  o  tym,  że  nie  będą  w  stanie  wychować  swojego
dziecka  ze  względów  finansowych,  przez  sytuację  życiową  albo  zwyczajnie
przez przekonanie, że nie nadają się na matki. Był daleki od panującej opinii,
że  każda  kobieta  w  ciąży  po  urodzeniu  dziecka  odczuje  instynkt
macierzyński.  W  jego  rodzinnym  domu  często  mówiło  się  o  tym,  że
niektórzy  nie  nadają  się  do  wychowywania  dzieci,  a  rodziny  wielodzietne
uważane  były  za  szalone.  Jego  rodzicom  często  brakowało  czasu  dla  niego
samego.  Matka  zawsze  wyrażała  się  pozytywnie  o  aborcji  i  nawet  teraz  w
związku  z  protestami  umieściła  na  swoim  profilu  na  portalu
społecznościowym  zdjęcie  w  czarnym  stroju  i  z  napisem  „ręce  precz  od
kobiet”.  Daniel,  wykonując  zabiegi,  nigdy  nie  miał  poczucia,  że  robi  coś
złego,  no  może  pod  względem  prawa  –  często  bał  się,  że  ktoś  na  niego  w
końcu  doniesie,  ale  pieniądze  za  zabiegi  rekompensowały  wszystko.
Wyciągając  płód  z  łona  kobiety,  starał  się  nie  myśleć  o  tym,  co  robi  i  nie
zastanawiać się nad częściami jego ciała, które można już było wskazać. To
była  jego  praca,  zawsze  tak  sobie  to  tłumaczył.  Zresztą  nie  był  jedynym,
który  dokonywał  takich  zabiegów,  bo  i  Robert  w  swoim  gabinecie
przyjmował kobiety z niechcianą ciążą. Nigdy nie rozmawiali jednak na ten
temat.  Ale  Daniel  nie  widział  po  Robercie,  żeby  się  kiedykolwiek
przejmował  tym,  co  robi.  Teraz,  nawet  gdy  dowiedział  się  o  powodzie  jego
rozstania  z  Anią,  skrzywił  się  z  niechęcią,  ale  chyba  wolał  się  nie

background image

wypowiadać, żeby nie dobijać przyjaciela.

Mijały  dni,  później  tygodnie  i  z  czasem  Daniel  przestał  wysyłać  do  Ani

wiadomości z prośbą o rozmowę. Często jednak nadal jeździł pod jej szkołę,
żeby chociaż przez chwilkę z nią porozmawiać. Do czasu, gdy pewnego dnia,
kiedy zaparkował tuż pod szkołą i opierał się o maskę swojego samochodu,
podszedł  do  niego  chłopiec  o  rysach  twarzy  wyraźnie  zmienionych  przez
trisomię i z zupełną szczerością zapytał go, czy aby nie jest pedofilem.

–  Nie!  No  coś  ty?!  –  wystraszył  się.  –  Ja  po  prostu  czekam  na

przyjaciółkę.

– A jak się nazywa?

– Ania Rośko.

–  Pani  Ania!  –  zawołał  radośnie  chłopiec.  –  To  ja  ją  zawołam  –

zaproponował  i  pobiegł  do  budynku  szkoły.  Wrócił  po  chwili  z  wyraźnie
strapioną  miną.  –  Pani  Ania  powiedziała,  że  nie  chce  z  panem  rozmawiać.
Coś pan nabroił?

– Tak. To znaczy chyba nie, ale pani Ania jest na mnie zła.

– Czyli musiał pan narozrabiać, bo ona nigdy nie jest zła bez powodu –

zauważył błyskotliwie chłopiec. – Ale proszę się nie martwić. Przejdzie jej! –
powiedział z pewnością i machnął ręką. Wyglądał przy tym tak zabawnie, że
Daniel aż się roześmiał.

– Mam nadzieję, że masz rację.

– Mam na imię Dorian. A pan?

– Daniel.

– Miło mi pana poznać.

– Mnie również.

– Lubi pan grać w piłkę nożną?

– Chyba tak.

background image

– To może kiedyś pogramy razem? Ja jestem mistrzem.

– Nie wątpię.

– To przyjedzie pan dzisiaj na stadion o piętnastej?

– Niestety będę w pracy.

– Aha… – Chłopak się zasmucił. – To może innym razem.

– Tak. Innym razem. Muszę lecieć. Cześć.

–  Cześć  –  odpowiedział  chłopiec,  ale  nie  ruszył  się  z  miejsca,  tylko

wpatrywał  w  Daniela,  śledząc  każdy  jego  ruch,  gdy  ten  wsiadał  do
samochodu.  Daniel  musiał  przyznać,  że  chłopiec  wydał  mu  się  naprawdę
sympatyczny  i  być  może  nawet  gdzieś  uleciał  jego  wstręt  do  dzieci  z  tą
chorobą, bo gdy spotykał jakieś, już zupełnie nie zwracał na nie uwagi. Co do
Ani,  to  po  jakimś  czasie  udało  mu  się  nie  wariować  z  jej  powodu.  Miał
wrażenie, że pogodził się z myślą o życiu w samotności, bo nie miał zamiaru
już nigdy więcej związać się z kimś takim jak ona.

 

background image

ROZDZIAŁ XXV

Ania  długo  nie  mogła  pogodzić  się  z  myślą  o  rozstaniu  z  Danielem,  z

drugiej  jednak  strony  nie  wyobrażała  sobie,  żeby  żyć  z  nim,  wiedząc,  czym
się  zajmuje.  Przestała  również  odzywać  się  do  Kaśki  i  Moniki,  a  z  Magdą
wymieniały  się  tylko  suchymi  powitaniami  w  pokoju  nauczycielskim.  Było
jej z tym okropnie ciężko, ale po tym, jak przy nich wybuchła, nie potrafiła
zdobyć  się  na  uprzejmości,  a  już  tym  bardziej  nie  umiałaby  rozmawiać  z
Kaśką. Może i mogłaby ją zrozumieć, że wykonała zabieg, gdy była młoda i
w  trudnej  sytuacji,  ale  drażniło  ją,  że  nie  okazywała  w  związku  z  tym
żadnego  poczucia  winy,  a  jeszcze  teraz  na  dodatek,  jakby  na  przekór,
wrzucała  do  Internetu  swoje  zdjęcia  z  czarnego  protestu  i  jakieś  artykuły
popierające taką filozofię.

Jedynym  oparciem  okazała  się  Marcelina,  która  przyjechała  do  niej

jeszcze tej samej nocy, gdy Ania rozstała się z Danielem.

–  Marcela,  zupełnie  nie  wiem,  co  robić  –  przyznała  się  jej  kiedyś,

dzwoniąc do niej z samego rana w sobotę.

– Co się stało?

–  Właśnie  uświadomiłam  sobie  coś  strasznego…  –  Zapłakała  do

słuchawki.  –  Półtora  miesiąca,  albo  i  więcej…  sama  nie  wiem.  Tyle  się
działo.

– Ale co?

– Nie miałam miesiączki.

W słuchawce zapadła cisza. Marcelina widocznie pomyślała to samo, co

Ania.  Gdyby  okazało  się,  że  zaszła  w  ciążę,  byłby  to  w  tej  sytuacji
niesmaczny żart ze strony losu.

– Byłaś już w toalecie?

– Ale jak w toalecie?

background image

– No, czy siku robiłaś?

– Nie, chyba nie jeszcze, a co?

– To nie idź, dopóki nie przyjadę, zrozumiano? Zaraz u ciebie będę.

Na  Marcelinę  zawsze  można  było  liczyć.  Nieważne,  że  miała  swoje

sprawy, pracę, dziecko, męża. Nigdy nie zapominała o przyjaciółce i potrafiła
znaleźć  dla  niej  czas.  Szczególnie  gdy  Ania  bardzo  potrzebowała  jej
wsparcia, tak jak w tej sytuacji.

– Trzymaj – powiedziała, zjawiając się po pół godzinie i jeszcze w progu

wręczając Ani test ciążowy.

– Ale ja nie wiem, jak to się robi.

Ania  miała  łzy  w  oczach.  Mimo  swoich  trzydziestu  lat  nigdy  nie  miała

powodu, by robić sobie taki test.

– No daj. – Marcelina znów zabrała od Ani opakowanie.

Wyciągnęła  ze  środka  srebrne  opakowanie  z  testem  i  podała  je  z

powrotem przyjaciółce, a sama rozłożyła instrukcję obsługi.

–  Rozerwiesz  to  opakowanie  i  nasiusiasz  na  ten  pasek  –  powiedziała,

wskazując  koleżance  obrazek.  –  To  jest  test  strunowy,  to  znaczy,  że  nie
musisz  sikać  do  pojemniczka,  tylko  od  razu  na  ten  pasek.  Jak  nasiusiasz,  to
go odłożysz i otworzysz mi drzwi. OK?

Ania  przytaknęła  niepewnie  i  weszła  do  łazienki.  Wykonała  instrukcję

przyjaciółki i po chwili wpuściła ją do środka.

–  Chodź  do  pokoju,  tam  jest  lepsze  światło  –  zakomenderowała

Marcelina i zniknęła Ani z oczu.

Podczas gdy przyjaciółka stała pod oknem, Ania usiadła na sofie. Czuła,

jak  nogi  się  pod  nią  uginają.  Po  minucie,  może  dwóch,  które  dla  Ani
wydawały się wiecznością, Marcelina spojrzała na nią ze wzruszeniem.

– Aniu, nie mogę w to uwierzyć… Będziesz mamą!

background image

Ania nie wiedziała, czy to dobra, czy zła wiadomość. Zawsze marzyła o

dziecku, ale w takiej sytuacji…

–  Ania,  proszę  cię…  powiedz  coś…  –  Marcelina  kucnęła  naprzeciwko

przyjaciółki,  łapiąc  ją  za  kolana  i  zaglądając  w  oczy.  –  To,  co  ci  się
przydarzyło,  jest  straszne,  potworne,  ale  dziecko  to  dar  od  Boga.  Wiesz  o
tym! Błagam cię, nie smuć się, bo to bardzo niedobrze dla dziecka. Być może
tak właśnie miało być.

Ania  pokiwała  głową  potakująco,  by  dać  koleżance  do  zrozumienia,  że

się z nią zgadza, po czym się rozpłakała.

–  Błagam  cię,  nie  płacz.  Twoje  dziecko  musi  czuć,  że  je  kochasz,  a  nie

twój strach i smutek.

– Ja muszę się po prostu z tą myślą oswoić – wychlipała Ania. – Ono jest

chciane.  Bardzo  chciałam  mieć  dziecko  z  Danielem,  ale  to  było  zanim
dowiedziałam się, kim jest.

– Ja wiem, kochanie, wiem. Ale wszystko będzie dobrze. Poradzisz sobie

z tym wszystkim. Będziesz mamą. Tak jak zawsze marzyłaś.

– Ale zobacz na moje mieszkanie, nawet nie zmieszczę tu łóżeczka. Nie

chcę wracać do rodziców. Kocham swoją pracę.

– Będzie dobrze. Zobaczysz. Wszystko tak urządzimy, że będzie dobrze.

–  Proszę  cię,  tylko  nie  mów  nikomu!  Kaśka  pękłaby  chyba  z  radości,

gdyby się dowiedziała, że znalazłam się w takiej sytuacji jak ona.

– No jasne, nie martw się. Nikomu nie powiem.

 

background image

ROZDZIAŁ XXVI

Ania  od  rana  była  bardzo  zestresowana,  podobnie  jak  wszyscy

nauczyciele w jej szkole. Ogólne napięcie potęgowała jeszcze pani dyrektor,
która  biegała  jak  szalona,  sprawdzając,  czy  wszystko  jest  dopięte  na  ostatni
guzik przed przyjazdem aktorów z Teatru Komedia. Mieli nie tylko wystawić
swoją  sztukę  u  nich  w  szkole,  ale  jeszcze  spędzić  czas  z  wychowankami  i
podzielić się swoimi doświadczeniami.

Aktorzy  zjawili  się  w  szkole  tuż  po  drugiej  lekcji  i  od  razu  zgromadzili

się w auli, żeby przygotować się do występu. Dzieci w tym czasie czekały już
niecierpliwie na korytarzu, przebierając nogami z podniecenia. Wielu z tych
aktorów,  których  za  chwilę  mieli  zobaczyć,  znali  z  telewizji.  Byli  więc
bardzo  podekscytowani  tym,  że  za  chwilę  zobaczą  ich  na  żywo.  W  końcu
drzwi do auli otworzyły się i kiedy tylko wszyscy zajęli miejsca, rozpoczęło
się  przedstawienie.  Ania  usiadła  w  kąciku,  tak  by  mieć  swoją  grupę  w
zasięgu wzroku i jednocześnie móc obejrzeć przedstawienie, nie rzucając się
zbytnio  w  oczy  pani  dyrektor.  Już  za  chwilę  śmiała  się  wraz  z  dziećmi,
zapominając  na  moment  o  Danielu  i  o  tym,  w  jakiej  znalazła  się  sytuacji.
Jedną  z  męskich  ról  odgrywał  przystojny,  może  czterdziestoparoletni  aktor,
który  –  jak  wydawało  się  Ani  –  patrzył  tylko  na  nią.  Po  przedstawieniu  to
właśnie  on  prowadził  zajęcia  z  dziećmi  i  dziwnym  trafem  najczęściej  do
różnych  zadań  wybierał  jej  podopiecznych.  Po  dwudziestu  minutach  jego
miejsce zajęła jakaś aktorka, a on stanął obok Ani i zupełnie bez skrępowania
zapytał, czy dałaby się zaprosić na kawę.

–  O  której  kończy  pani  pracę?  –  zapytał  jeszcze,  by  dać  jej  do

zrozumienia, że nie żartuje.

– O dwunastej trzydzieści – odpowiedziała zmieszana.

– Świetnie, w takim razie będę czekał na panią przed szkołą.

Anię  zamurowało.  Nie  zdążyła  nawet  powiedzieć  temu  mężczyźnie,  że

nie  jest  pewna,  czy  może  się  z  nim  spotkać,  bo  zniknął  gdzieś  za  drzwiami

background image

auli. Później pojawił się jeszcze na chwilę wraz ze wszystkimi aktorami, żeby
pożegnać się z dziećmi.

– Do zobaczenia – szepnął jej do ucha, gdy schylał się po leżącą przy jej

nogach walizkę, a odchodząc, puścił do niej oko.

– On cię podrywał! – zawołała Magda, gdy wyprowadzały swoje grupy z

auli.

– Być może – odpowiedziała sucho Ania. Była nieco zdziwiona tym, że

Magda w końcu powiedziała do niej coś więcej niż „cześć”.

– Ania, dajmy już spokój tej głupiej kłótni.

– A kto się kłóci?

–  No  wiesz,  o  co  mi  chodzi.  Pogódźmy  się.  Ja  tak  dalej  nie  mogę.

Spotkamy się dzisiaj po pracy?

–  Nie  mogę.  Jestem  umówiona  –  odpowiedziała  Ania,  w  głębi  serca

ciesząc się, że ma wymówkę. Nawet tak niespodziewaną.

– To może wieczorem.

– Mam zajęcia.

– Wiem. Przyjdę dzisiaj. Dawno mnie nie było – przyznała Magda. – Ale

może po zajęciach.

– Nie wiem. Zobaczę – odparła zdawkowo i poszła do swojej klasy.

Nie była przekonana, czy chce rozmawiać z Magdą. Nie chodziło tylko o

to, że miały inne przekonania, ale raczej o strach przed tym, że mogłaby się
wygadać  co  do  swojej  ciąży.  Wtedy  Kaśka  na  pewno  by  się  o  tym
dowiedziała, bo Magda nigdy nie umiała utrzymać języka za zębami.

Po  skończonych  lekcjach  Ania  pożegnała  się  z  dziećmi  i  ich  rodzicami,

spakowała  swoje  rzeczy  i  wyszła  z  klasy.  Zamykając  drzwi,  zobaczyła  w
końcu korytarza Magdę walczącą z psującym się zamkiem w drzwiach. Ania
przypomniała  sobie,  że  tego  dnia  rzeczywiście  kończyły  o  tej  samej  porze.
Szybko  przekręciła  klucz  w  swoich  drzwiach  i  chowając  go  do  torebki,

background image

ruszyła  w  stronę  wyjścia  z  nadzieją,  że  Magda  jej  nie  zawoła.  Na  szczęście
tego nie zrobiła, ale za to szła za nią kilka kroków z tyłu i na pewno widziała,
z kim Ania spotkała się przed budynkiem szkoły.

–  Piękny  kwiat  dla  pięknej  kobiety  –  wyrecytował  aktor,  wręczając  Ani

czerwoną  różę.  Od  razu  mimo  woli  przypomniała  sobie  o  Danielu  i  o  jego
pięknej niebieskiej róży, a wyciągając dłoń po czerwony kwiat, zaczerwieniła
się, prawie przybierając jego kolor.

–  Jaki  pan  szarmancki  –  zauważyła.  –  Dziękuję.  Ale  tak  właściwie  to

dlaczego chce się pan ze mną umówić na kawę?

– Uwielbiam poznawać nowych, ciekawych ludzi. A pani dodatkowo jest

bardzo piękną kobietą.

– Dziękuję. – Ania znów się zaczerwieniła.

– To jak? Może napijemy się kawy tu za rogiem? Trochę już zmarzłem,

czekając na panią.

–  No  dobrze,  chodźmy  –  zgodziła  się  Ania,  była  bardzo  ciekawa,  czego

może dowiedzieć się o mężczyźnie, którego zna z telewizji.

Usiedli  w  kawiarence,  do  której  czasami  chodziła  z  Magdą,  gdy  obie

miały  okienko  lub  kończyły  pracę  o  tej  samej  porze.  Zajęli  miejsca  w  rogu
sali i zamówili kawę oraz ciasto.

–  Bardzo  podobała  mi  się  pana  dzisiejsza  rola.  Jest  pan  świetnym

aktorem.

– Mam prośbę. Ja wiem, że może wyglądam już trochę staro, ale tak się

nie czuję. Czy moglibyśmy mówić sobie po imieniu?

– Ależ skąd! – zawołała Ania i od razu zrobiło jej się głupio. – To znaczy

oczywiście,  miałam  na  myśli,  że  wcale  nie  wygląda  pan  staro.  Może  tak
około czterdziestki.

–  Dziękuję.  –  Zaśmiał  się.  –  Mam  czterdzieści  dziewięć  lat,  a  nazywam

się Leszek.

background image

–  Ania  –  odpowiedziała  z  uśmiechem  i  podała  mu  rękę.  –  Ja  mam

trzydzieści.

–  Ooo…  To  spora  różnica  między  nami.  –  Zaśmiał  się,  pokazując  rząd

równych, białych zębów zupełnie jak z reklamy jakiejś pasty. Nawet przeszło
Ani przez myśl, że może i widziała go kiedyś w reklamie. – Ale wiek to tylko
kilka więcej siwych włosów i doświadczeń, w niczym nie przeszkadza, gdy
się chce kogoś poznać, prawda?

Ania  nie  do  końca  rozumiała,  co  ten  aktor  miał  na  myśli,  więc  jedynie

kiwnęła  potakująco  głową.  Okazało  się,  że  nowego  znajomego  bardzo
interesuje  jej  praca  z  chorymi  dziećmi.  Opowiedziała  mu  więc  kilka
ciekawych, jej zdaniem, historii i nawet umówili się, że on kiedyś wpadnie na
jej lekcję, żeby nauczyć dzieci recytacji.

– Pan, to znaczy ty, chyba lubisz dzieci?

– Tak, bardzo – odpowiedział, udając, że nie zauważył jej pomyłki.

– Masz własne?

– Niestety nie. Nie dorobiłem się. Pierwsza żona nie chciała mieć dzieci.

Była aktorką, tak jak ja i w głowie jej była tylko kariera. Często wyjeżdżała
za  granicę,  bo  grywała  w  Niemczech  i  w  Austrii.  O  dzieciach  nie  chciała
nawet  słyszeć.  Rozwiedliśmy  się  jakieś  pięć  lat  po  ślubie.  Nie  układało  się
nam. Ciągle osobno, ona podobno z kimś się spotykała za moimi plecami. To
tak się musiało skończyć. Długo cierpiałem po tym rozstaniu, nie mogłem się
pozbierać. Po kilku latach, może byłem w twoim wieku, może nieco starszy,
poznałem Sylwię, moją drugą żonę. Uwiodła mnie właśnie swoją miłością do
dzieci,  była  nauczycielką,  tak  jak  ty…  w  sumie  to  nawet  była  do  ciebie
podobna… – przyznał, zamyślając się na dłuższą chwilę.

Ania  poczuła  się  nieco  skrępowana.  Ale  na  szczęście  nie  dała  tego  po

sobie poznać.

– Tak więc Sylwia kochała dzieci i tak jak ja pragnęła założyć rodzinę…

– znów przerwał i pogrążył się w myślach.

background image

– Dlaczego się nie udało? – odważyła się zapytać Ania.

– Zmarła pół roku po naszym ślubie. Miała wypadek samochodowy.

–  Tak  mi  przykro  –  przyznała,  chwytając  Leszka  za  rękę  w  geście

pocieszenia. Spojrzał na nią wzruszony jej reakcją.

– Była w ciąży. W trzecim miesiącu – dopowiedział, a Ani łzy stanęły w

oczach.  Zawsze  była  bardzo  wrażliwa,  a  teraz  na  dodatek  buzowały  w  niej
hormony,  więc  z  ledwością  powstrzymała  się,  by  nie  rozpłakać  się  niczym
małe  dziecko.  –  Przepraszam.  –  Leszek  chyba  zorientował  się  w  sytuacji.  –
Nie zaprosiłem cię tu po to, by cię zasmucać. Zmieńmy temat.

– Czy później jeszcze z kimś byłeś? – zapytała go.

–  Byłem  w  kilku  związkach,  ale  żaden  nie  był  na  tyle  poważny,  żeby

układać sobie wspólnie życie. Poza tym chyba za bardzo się bałem, że znów
będę przechodzić przez to samo.

– Życie w samotności nie jest łatwe, prawda? – zastanawiała się głośno,

mając na uwadze fakt, że właśnie została samotną przyszłą mamą.

–  Co  racja,  to  racja.  Jeszcze  parę  lat  temu  miałem  na  świecie  oboje

rodziców, ale z czasem poumierali i zostałem na świecie zupełnie sam, bo nie
mam rodzeństwa.

– A przyjaciele?

–  Przyjaciele…  –  zamyślił  się.  –  Dobrze,  że  są.  Naprawdę  powinniśmy

zmienić temat, bo chciałbym, byśmy wyszli stąd oboje w dobrych humorach.

–  No  dobrze,  w  takim  razie  może  opowiesz  mi  o  swojej  pracy.  Jestem

bardzo ciekawa, jak wygląda twój dzień.

Ania  z  ciekawością  słuchała  Leszka,  który  oprócz  talentu  aktorskiego

miał  również  ogromny  talent  do  opowiadania.  Spędziła  z  nim  ponad  dwie
godziny  i  zupełnie  nie  uważała  tego  czasu  za  zmarnowany.  Cieszyła  się,  że
mogła go poznać i nawet umówiła się z nim na kolejną kawę. Kiedy wracała
do  domu,  była  w  znakomitym  humorze.  Złe  myśli  o  samotności  i
trudnościach  wynikających  z  bycia  jedynym  rodzicem  gdzieś  się  rozpłynęły

background image

pomiędzy  ten  czas  spędzony  z  nowym  znajomym.  Zaplanowała  sobie,  że
właśnie  z  takim  humorem  i  nową  energią  wejdzie  dziś  na  zajęcia  taneczne,
żeby  przekazać  swoim  klientkom  jak  najwięcej  pozytywnych  emocji.
Niestety  kiedy  weszła  na  drugie  piętro  swojego  bloku,  zobaczyła,  że  na
schodach  siedzi  Daniel.  Od  razu  wiedziała,  że  coś  złego  musiało  się
wydarzyć,  bo  wyglądał  tak,  jakby  zawalił  mu  się  świat.  Przez  chwilę  nawet
pomyślała, że ktoś najwyraźniej powiedział mu o jej stanie i przestraszyła się,
że przyszedł namawiać ją do aborcji.

– Dziś rano zmarł mój tato – powiedział, zanim zdążyła zapytać. – Aniu,

ja  wiem,  że  nie  chcesz  mnie  widzieć,  ale  błagam  cię…  pozwól  mi  zostać.
Chociaż chwilę. Tylko przy tobie poczuję się lepiej.

Nie  miała  pojęcia,  co  mu  odpowiedzieć.  Wiedziała,  że  każda  chwila  z

nim  będzie  dla  niej  niczym  ostra  szpilka  wbijająca  się  we  wciąż  zranione
serce.  Z  drugiej  jednak  strony  nie  potrafiłaby  odmówić.  W  jego  oczach
widziała cierpienie, którego raczej nie udawał.

– Za kilka godzin wychodzę na zajęcia.

– Wystarczy. Niedługo i tak jadę do Wałbrzycha.

–  Wejdź  –  zaproponowała,  przechodząc  obok  niego,  by  otworzyć  mu

drzwi swojego mieszkania.

Usiedli naprzeciwko siebie. Wcześniej Ania przyniosła Danielowi wodę,

o którą poprosił.

– Jak to się stało? – zapytała w końcu.

–  Miał  zawał  –  odpowiedział  i  schował  twarz  w  dłoniach,  żeby  ukryć

emocje. – Trzeci. Po wcześniejszych wiele razy prosiłem go, żeby przeszedł
na emeryturę, ale zupełnie nie chciał mnie słuchać… – Daniel zapłakał.

Ania nie wiedziała, jak ma na to zareagować. Normalnie usiadłaby mu na

kolanach  i  wtuliła  jego  głowę  w  swoje  piersi,  żeby  choć  trochę  ukoić  jego
ból, ale nie mogła przecież sobie na to pozwolić w obecnej sytuacji.

– Przepraszam cię… nie wiem, co się ze mną dzieje. Pierwszy raz płaczę,

background image

od kiedy się dowiedziałem. Chyba po prostu teraz to do mnie dotarło.

Jego  słowa  poruszyły  ją  głęboko.  Skoro  przy  niej  płakał,  to  pewnie

znaczyło, że jej ufa i jej potrzebuje. Być może nie miał z kim podzielić się tą
okropną  wiadomością,  a  ona  przecież  jakiś  czas  temu  była  mu  najbliższą
osobą,  tak  przynajmniej  wtedy  twierdził.  Podniosła  się  z  miejsca  i  podeszła
do niego. Nie miała pojęcia, jak może go pocieszyć.

–  Nie  przejmuj  się  swoimi  łzami  –  powiedziała,  siadając  obok  niego  i

łapiąc  go  za  dłoń.  –  To,  że  płaczesz,  wskazuje  tylko  na  to,  jak  bardzo  go
kochałeś.

–  Ogromnie.  Był  dla  mnie  wzorem…  Sporo  pracował  i  miał  dla  mnie

mało  czasu,  ale  za  to  gdy  był  ze  mną,  dawał  mi  całego  siebie.  Był
wspaniałym  ojcem…  zawsze  mogłem  na  niego  liczyć…  –  wykrztusił  z
siebie, po czym skulił się w sobie i płakał już zupełnie bezgłośnie.

Objęła go ramieniem w milczeniu, nie potrafiąc znaleźć słów pocieszenia.

Wtedy wtulił się w nią tak, jakby wcale się nie rozstali, jakby to wszystko, co
mu  powiedziała,  nie  miało  znaczenia.  Pozwoliła  mu  na  to,  bo  bała  się  go
odepchnąć.  Wiedziała  jednak,  że  to  doprowadzi  ją  do  sytuacji,  z  której  nie
będzie potrafiła wybrnąć i się nie myliła. Spędził w jej ramionach jakieś pół
godziny,  dopóki  nie  uspokoił  się  zupełnie,  a  później,  patrząc  jej  w  oczy,
zapytał, czy przyjedzie na pogrzeb.

–  Wiem,  że  go  nie  znałaś  i  że  może  będziesz  czuła  się  skrępowana,  ale

błagam cię… przyjedź. Tak bardzo potrzebuję twojej obecności…

– Do Wałbrzycha? Ale ja… – chciała się wykręcić.

–  To  będzie  po  południu,  w  piątek,  nie  masz  w  tym  dniu  zajęć.  A

pojedziesz i wrócisz z moim kolegą, na pewno nie będzie miał nic przeciwko.

– Daniel, ale my przecież…

– Wiem. Wiem, że nie chcesz mnie znać i rozumiem to. Obiecuję, że nie

będę cię do niczego zmuszał, tylko bądź blisko. Błagam. Bądź blisko w tym
ciężkim dla mnie dniu.

background image

–  No,  dobrze.  Przyjadę  –  odpowiedziała,  mimo  że  była  pewna,  że  to

bardzo zły pomysł.

 

background image

ROZDZIAŁ XXVII

W dniu pogrzebu ojca Daniel od rana włóczył się po domu rodziców bez

celu. Uroczystość zaplanowana była na popołudnie, żeby jak najwięcej osób
mogło  wziąć  w  niej  udział,  ale  Daniela  ogromnie  męczył  ten  czas
oczekiwania.  Podobnie  było  z  jego  mamą,  która  od  czasu  śmierci  ojca  nie
mogła  sobie  znaleźć  miejsca  w  domu,  w  którym  nagle  zabrakło  jego
dowcipów i śmiechu. Około południa odezwała się komórka. To był Robert.

–  Co  się  stało?  –  zapytał  Daniel,  przeczuwając,  że  przyjaciel  nie

dzwoniłby bez powodu.

–  Daniel,  kurczę,  nie  wiem,  jak  mam  cię  przepraszać.  Nie  przyjadę

dzisiaj, Marek właśnie odwozi mnie do domu. Złamałem nogę.

– Jak to się stało?

–  Śpieszyłem  się  do  domu,  bo  przed  wyjazdem  miałem  jeszcze  do

pozałatwiania  parę  spraw  i  pośliznąłem  się  na  schodach  przed  szpitalem.
Noga  mi  się  wygięła  i  na  takiej  zjechałem  na  sam  dół.  Złamana  w  trzech
miejscach.  Marek  mógłby  mnie  przywieźć  do  Wałbrzycha,  i  tak  mieliśmy
jechać razem, ale to tak pioruńsko boli.

– Nie no, daj spokój. Rozumiem. Nie możesz nią zbytnio teraz ruszać. A

ma się kto tobą dzisiaj zająć?

–  Wiesz,  że  nie.  Ale  to  nieważne.  Jakoś  sobie  poradzę…  Nie  przejmuj

się.  Daniel…  jest  jeszcze  jedna  sprawa…  –  Robert  zawiesił  głos,  jakby  nie
wiedział, jak dobrać słowa.

– No, mów. O co chodzi?

– Słyszałem, że Ania ma dzisiaj jechać tam do ciebie.

– Z Markiem. A co?

– Chodzi o to, że… pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć…

background image

– Robert, nie denerwuj mnie, o co chodzi?

– Wiesz co, nie wiem, czy powinienem ci to dzisiaj mówić. To w końcu

niełatwy  dzień  dla  ciebie,  ale  skoro  Ania  do  ciebie  przyjeżdża,  to  myślę,  że
lepiej cię uprzedzić…

– Powiedz wreszcie…

– Ania była u mnie w gabinecie.

Zapadła długa cisza, w czasie której Daniel próbował sobie poukładać w

głowie,  że  nie  ma  żadnego  powodu  do  zazdrości,  bo  przecież  była  to  tylko
relacja pacjentka –lekarz.

– Badałem ją. Ona jest w ciąży…

Pod Danielem ugięły się nogi. Nadal się nie odzywał, tym razem jednak,

po tym co usłyszał, zwyczajnie próbował wyjść z szoku. Robert najwyraźniej
zdawał  sobie  sprawę  z  tego,  jak  może  czuć  się  jego  przyjaciel,  więc  nadal
ważył każde słowo.

–  Jest  w  piętnastym  tygodniu…  Ostatnią  miesiączkę  miała  pod  koniec

lipca,  więc  bardzo  prawdopodobne,  że  zaszła  w  ciążę  w  czasie  waszego
wypadu w góry.

–  Jak  to  możliwe,  że  nie  zauważyłem  –  odezwał  się  w  końcu,  chociaż

chyba bardziej do siebie niż do Roberta.

–  Nie  mieszkasz  z  nią  od  miesiąca.  Zresztą  jak  mogłeś  zauważyć?  Nie

jesteś jej lekarzem przecież.

– Co ja mam teraz zrobić? Przecież nie mogę pozwolić, by moje dziecko

wychowywało się z daleka ode mnie.

– Może teraz uda ci się ją jakoś przekonać, żeby wróciła. Ideały ideałami,

a życie życiem.

Daniel  się  zamyślił.  Mógłby  przecież  zrezygnować  dla  niej  z  tych

zabiegów. Miał jeszcze tylko umówioną jakąś pacjentkę na przyszły tydzień,
a  później  by  już  odmawiał  i  kierował  kobiety  do  Roberta.  Może  Ania  to

background image

wszystko przemyśli i być może będzie chciała wrócić. Przecież na pewno jej
dziecko  będzie  ważniejsze,  niż  dawno  zapomniane,  usunięte  przez  niego
płody.

– Daj mi Marka! – powiedział rozkazującym tonem.

– No, co tam stary?

– Musisz coś dla mnie zrobić. Nadal masz klucze do mojego mieszkania?

– No mam, a co?

– Musisz coś mi przywieźć.

 

background image

ROZDZIAŁ XXVIII

Ania  stała  przed  swoją  szafą  od  dziesięciu  minut,  zastanawiając  się,  co

powinna  na  siebie  włożyć.  Jedyna  czarna  sukienka,  która  pasowałaby  na  tę
przykrą uroczystość, za bardzo podkreślała jej już zaokrąglający się brzuszek.
Do  tej  pory,  co  prawda,  nikt  nie  zauważył  zmian,  jakie  w  niej  zachodziły,
sama przecież zorientowała się zupełnie niedawno, ale Daniel znał jej ciało i
na  pewno  te  parę  centymetrów  w  talii  zwróciłoby  jego  uwagę.  Dżinsy,  w
których była tego dnia w pracy, zaczęły nieprzyjemnie uciskać brzuch, więc
bała  się,  że  utrudni  jej  to  kilkugodzinną  jazdę  samochodem,  pozostały  więc
legginsy,  których  ze  względu  na  nieprzyjemną  listopadową  aurę  musiała
włożyć  dwie  pary.  Na  górę  założyła  brązową,  luźną  tunikę  i  gruby  sweter,
żeby nie zmarznąć. Był jasnozielony, ale co miała zrobić? Kurtka też była w
jasnych  odcieniach,  no  ale  trudno.  Nie  kupi  przecież  nowej  specjalnie  na  tę
okazję.

Kolega  Daniela  podjechał  pod  blok  Ani  przed  trzynastą.  Okazał  się

bardzo  sympatyczny,  ale  mimo  to  rozmowa  jakoś  się  im  nie  kleiła.  Do
Wałbrzycha  dotarli  dwadzieścia  minut  przed  czasem,  ale  w  samym  mieście
spędzili  sporo  w  korkach,  więc  ostatecznie  spóźnili  się  na  pogrzeb  kilka
minut. Uroczystość odbywała się najpierw w kościele, gdzie okazało się, że
przyszło  tak  dużo  ludzi,  że  ciężko  było  znaleźć  nawet  dogodne  miejsca
stojące.  Marek  wypatrzył  jednak  jakieś  schody  prowadzące  na  chór  i
zaproponował  jej,  żeby  tam  usiadła.  Była  mu  wdzięczna,  bo  już  od  samego
widoku tego tłumu robiło jej się słabo.

Ania  zauważyła,  że  przyjaciel  Daniela  co  chwila  rzuca  na  nią  okiem,

jakby kontrolował, czy wszystko z nią w porządku. Może bał się, że ucieknie
i  będzie  musiał  świecić  oczami  przed  Danielem,  że  jej  nie  dopilnował.  Po
mszy zebrani goście ruszyli piechotą za karawanem wiozącym trumnę. Ania
zobaczyła  Daniela,  kiedy  wychodził  z  kościoła  główną  bramą.  Wyglądał,
jakby kogoś szukał, przy czym jego wyraz twarzy wyrażał ogromny ból. Pod
ramię trzymał starszą kobietę, która kurczyła się w sobie, jakby cierpienie ją

background image

przygniatało.  Widać  było,  że  silne  ramię  syna  jest  dla  niej  prawdziwym
oparciem i gdyby nie ono, pewnie przewróciłaby się przy pierwszym kroku.

Uroczystość  na  cmentarzu  przedłużała  się  niemiłosiernie.  Ania  miała

wrażenie, że za chwilkę z zimna odpadnie jej nos. Dziwnie się czuła pośród
ludzi, których zupełnie nie znała. Jedyną bliską jej osobą był przecież Daniel.
Nie wiedziała, jak powinna się zachować w stosunku do niego. Nie byli już
razem, ale nie mogła zaprzeczyć, że wciąż był jej bliski, wciąż go kochała, a
gdy  widziała  go  tak  załamanego,  miała  jedynie  ochotę  przytulać  go  i
całować,  dopóki  nie  zasnąłby  spokojnie  w  jej  ramionach.  Wciąż  miała
świadomość,  że  wszyscy  właśnie  żegnają  dziadka  maleństwa,  które  rozwija
się w jej brzuchu. Dziadka, którego miało nigdy nie poznać, bez względu na
to, czy kiedykolwiek pozna swojego ojca. Pewnie dlatego, kiedy podeszła, by
zgodnie  z  przyjętym  w  Polsce  zwyczajem  złożyć  kondolencje  najbliższej
rodzinie zmarłego, łzy same napłynęły jej do oczu. Najpierw uścisnęła dłoń
żonie zmarłego, później podeszła do Daniela, by zrobić to samo. On jednak
nie chciał, by na tym poprzestała. Przyciągnął ją do siebie i wtulił twarz w jej
zmarznięty policzek.

– Przemarzłaś?

– Nie jest tak źle, jestem ciepło ubrana, tylko nos mi zamarza.

–  Zobaczymy  się  za  chwilę  w  restauracji.  Kiedy  zjesz  coś  ciepłego,  na

pewno twój nosek wróci do normy.

–  W  restauracji?  –  zapytała  zdziwiona.  Czuła  się  bardzo  nieswojo,  gdy

tak się do niej przytulał. Co on sobie myślał? Przecież nie byli już razem.

– Tak, na stypie.

– Ale jak to? Przecież ja zupełnie nie znam twojej rodziny.

– To poznasz.

– Daniel… ale ja nie chcę…

Chyba naprawdę zwariował. Jak mógł stawiać ją w takiej sytuacji? Jako

kogo ją przedstawi? Byłą dziewczynę?

background image

– Proszę cię. To dla mnie bardzo ważne, żebyś była tam ze mną…

Ania westchnęła.

–  Ale  nie  zostanę  długo  –  zapowiedziała  i  oddaliła  się  od  Daniela,

próbując w tłumie odnaleźć Marka, z którym przyjechała.

Już  przy  samym  wejściu  zaczęła  zwracać  na  siebie  uwagę  rodziny

Daniela.

–  O…  witamy!  –  zawołał  jakiś  starszy  pan  palący  papierosa  w

przedsionku. – Panienka to zapewne narzeczona naszego Daniela.

–  Nie.  Jestem  tylko  jego  koleżanką  –  odparła  nieuprzejmie.  Była  zła  na

Daniela, że znalazła się przez niego w takiej sytuacji.

– Wciąż tylko koleżanką? – zapytał zaskoczony i jakby rozczarowany. –

Zaraz  mu  nagadam,  co  on  się  tak  ślimaczy.  Chciałbym  zdążyć  jeszcze  za
mojego życia pobawić się na weselu.

Ania miała już odpowiedzieć, że żadnego wesela nie będzie, ale właśnie

w tej chwili drzwi się otworzyły i do środka weszła mama Daniela.

–  Ty  musisz  być  Ania?  –  zapytała,  podchodząc  do  niej  i  całując  ją  w

policzek.  Ania  czuła,  że  zaczyna  się  czerwienić.  –  Daniel  sporo  mi  o  tobie
opowiadał. Bardzo się cieszę, że w końcu mogę cię poznać. Żałuję tylko, że
w tak nieprzyjemnych okolicznościach.

Tego  było  już  za  wiele.  Ani  wydawało  się,  że  za  chwilę  spali  się  ze

wstydu. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć tej kobiecie, bo przecież nie była
pewna,  co  Daniel  o  niej  mówił.  Czy  wiedziała,  że  nie  są  już  razem?  A  jeśli
nie, to czy dzisiaj był odpowiedni czas, żeby ją uświadamiać? Bąknęła więc
coś  tylko  pod  nosem  i  pomaszerowała  grzecznie  za  kobietą,  która
najwyraźniej nie znosiła odmowy.

–  Chodźmy  usiąść,  za  chwilę  będzie  obiad.  Daniel  poszedł  jeszcze  coś

załatwić i zaraz tu będzie.

Kiedy  Daniel  wszedł  na  salę  razem  z  Markiem,  zaraz  przed  tym,  jak

podali  rosół,  wyglądał  już  zupełnie  inaczej  niż  na  cmentarzu.  Widocznie

background image

najgorsze już minęło i teraz nadszedł czas, by robić dobrą minę do złej gry.
Usiadł obok niej i szepnął na ucho, że jest jej wdzięczny, że przyjechała. Nie
potrafiła  mu  nic  odpowiedzieć.  Zaraz  po  obiedzie  poprosił  ją,  by  ubrała
kurtkę i wyszła razem z nim. Nie wiedziała, gdzie i po co, ale wolała spełnić
jego  prośbę,  niż  znosić  te  wszystkie  wścibskie  spojrzenia  i  uwagi  ze  strony
jego rodziny. Okazało się, że zabrał ją do swojego rodzinnego domu.

–  Daniel,  po  co  mnie  tu  przywiozłeś?  –  zapytała  coraz  bardziej

zirytowana.

– Chciałbym z tobą spokojnie porozmawiać.

– Ale o czym? – zezłościła się. – Daniel, dlaczego stawiasz mnie w takiej

sytuacji. Twoja rodzina traktowała mnie, jakbym była twoją kobietą, a dobrze
wiesz, że tak nie jest i nigdy nie będzie.

Daniel  stanął  na  środku  pokoju,  podczas  gdy  ona  wciąż  stała  w  progu.

Przez krótką chwilę nie ruszał się ani nie odzywał. Później odwrócił się nagle
i podszedł do niej bardzo szybko. W jego gestach widać było zdecydowanie.

–  Właśnie  chodzi  o  to,  że  ja  nie  chcę  tego  „nigdy”.  Kocham  cię  i

potrzebuję. Nie mogę żyć bez ciebie.

– A ja nie mogę żyć z kimś takim jak ty! – krzyknęła, coraz bardziej się

denerwując.

– Mówiłem ci, że w tych zabiegach nie widzę nic złego.

– Ale ja widzę.

– Dlatego jestem w stanie zrezygnować z tego dla ciebie.

Nie wiedziała, co mu odpowiedzieć. Przecież to, że nie będzie dokonywał

aborcji, wcale nie zmieni jego poglądów. Nadal będzie bezduszny. Nie czuje
się przecież winny temu, co robi i robił. Jak mogłaby żyć z potworem?

–  Aniu  –  szepnął  jej  na  ucho,  sięgając  do  kieszeni  spodni.  –  Chcę  byś

wiedziała, że nie wyobrażam sobie bez ciebie życia. Przysięgam, że już nigdy
nie przyjmę nikogo na taki zabieg.

background image

Uklęknął  przed  nią  i  otworzył  pudełeczko,  w  którym  błyszczał  piękny

pierścionek.

–  Wyjdź  za  mnie,  Aniu,  obiecuję  zaopiekować  się  wami  –  powiedział

wzruszony, po czym przytulił się do jej brzucha.

Skąd  wiedział  o  dziecku?  Ania  poczuła,  że  robi  jej  się  słabo.  Czyżby

Marcelina nie dotrzymała obietnicy? Przecież nikt nie wiedział oprócz niej. A
może zauważył… W końcu jest lekarzem… Może po tylu latach pracy jest w
stanie  stwierdzić,  że  kobieta  jest  w  ciąży  nawet  bez  badania.  Widocznie
domyślił się, gdy był u niej ostatnio.

Ania zaczęła oddychać z trudem, do oczu cisnęły jej się łzy.

– Wszystko w porządku? Może się położysz? – zaproponował, patrząc na

nią z niepokojem.

Skinęła głową, więc podniósł się z kolan i zaprowadził ją na sofę.

– Co się dzieje?

– Nic – odpowiedziała krótko. – Tylko zrobiło mi się słabo.

Daniel się uśmiechnął. Uklęknął przy niej i złapał ją za dłoń. Ania miała

ochotę uciec, ale czuła się zbyt słaba. Może powinna to wszystko raz jeszcze
przemyśleć.  Przecież  kochała  Daniela.  Był  dla  niej  wszystkim.  A  dziecko?
Przecież dziecku potrzebny jest ojciec.

– Nie wyobrażasz sobie, jak jestem szczęśliwy – wyszeptał, głaszcząc ją

po  brzuchu.  –  Obiecuję,  że  zajmę  się  naszym  dzieckiem  najlepiej  jak  będę
potrafił.

–  Dzieckiem?  –  zapytała,  czując,  że  znów  wzbiera  w  niej  złość.  –

Przecież to tylko płód.

Widać było, że zrobiło mu się głupio.

– Na razie płód, ale już niedługo urośnie i będzie naszym maleństwem.

–  A  no  widzisz,  płody,  które  zabiłeś,  też  mogłyby  być  kiedyś  dziećmi.

Niektóre z nich pewnie byłyby teraz szczęśliwymi dorosłymi, prawda?

background image

–  Albo  i  nie.  Skoro  matki  ich  nie  chciały,  nie  byłyby  w  stanie  dać  im

miłości i spieprzyłyby im życie.

–  Skąd  możesz  to  wiedzieć?  Może  z  czasem  pogodziłyby  się  z  tym,  że

będą miały dziecko i może pokochałyby je.

– Może tak, a może nie – mruknął, odsuwając się od niej. – Aniu, już ci

mówiłem,  że  to  tylko  moja  praca,  nic  więcej.  To  nie  ja  podejmowałem
decyzję o tym, czy dany płód ma się dalej rozwijać, czy nie.

–  Ale  ty  dokonywałeś  wyroku!  –  krzyknęła  Ania,  podnosząc  się  na

łokciach. – A gdybym ja przyszła do ciebie, prosząc cię o usunięcie ciąży?

– Daj spokój!

–  Jakie  daj  spokój?  Może  ja  też  nie  nadaję  się  na  matkę?  Usuńmy  to

dziecko  i  będzie  po  kłopocie.  Nie  będziesz  czuł  się  odpowiedzialny  za  jego
wychowanie.

Wstała szybko i zostawiła go na podłodze. Wybiegła na ulicę, zalewając

się łzami.

„Dlaczego  on  jest  taki  uparty?  –  zastanawiała  się.  –  I  co  ja  mam  teraz

zrobić? Dokąd pójść? Gdzieś tu w tym mieście musi być jakaś stacja”.

Rozejrzała  się  wokół  siebie.  Była  na  jakimś  osiedlu.  Jak  okiem  sięgnąć

same  domki  jednorodzinne  i  garaże.  Żadnego  przystanku  autobusowego  ani
nawet  postoju  taksówek.  Postanowiła  się  nie  zatrzymywać,  żeby  jak
najszybciej  zniknąć  Danielowi  z  pola  widzenia.  Nie  miała  ochoty  już  z  nim
więcej  rozmawiać.  Chciała  wymazać  go  ze  swojego  życia.  Prawie  biegiem
przemierzała nieznane sobie uliczki, zupełnie nie wiedząc, w którą stronę ma
się  kierować.  W  końcu,  chyba  po  kwadransie,  zobaczyła  wysokie  bloki  i
sklepy. W pierwszym zapytała o stację autobusową.

– Nie ma w Wałbrzychu PKS-u. Jest tylko PKP.

– Daleko stąd?

–  Oj  tak,  spory  kawałek.  Najlepiej,  jak  weźmie  pani  taksówkę.  Tu  za

rogiem jest postój.

background image

– Dziękuję.

Taksówkarz  zawiózł  ją  na  stację  główną.  Okazało  się,  że  najbliższy

pociąg  do  Wrocławia  jest  za  godzinę.  Jakaś  kobieta  powiedziała  jej,  że  z
Wałbrzycha odjeżdżają busy do Wrocławia, ale musiałaby podjechać w inne
miejsce.  Ania  czuła  się  zbyt  zmęczona,  aby  znów  gdzieś  jechać,  więc
postanowiła,  że  jednak  zaczeka.  W  jej  torebce  co  chwilę  wibrował  telefon.
Nawet  nie  próbowała  go  wyciągać.  Nie  chciała  wiedzieć,  kto  dzwoni.
Marzyła jedynie o tym, żeby zaszyć się w swoim mieszkaniu i udawać, że nie
ma jej dla świata.

 

background image

ROZDZIAŁ XXIX

–  Nie  przyszedł  Mahomet  do  góry,  to  przyszła  góra  do  Mahometa  –

zawołała Magda, stojąc w progu mieszkania Ani i machając jej przed oczami
butelką  z  winem.  Tuż  za  nią  stała  Kaśka  i  Monika.  Marcelina  czekała  na
schodach  i  kiedy  tylko  złapała  z  Anią  kontakt  wzrokowy,  bezgłośnie
wypowiedziała „przepraszam”.

– No, co? Nie wpuścisz nas? – zapytała Monika ze zniecierpliwieniem.

– Jasne. Wchodźcie. Przepraszam, po prostu jestem jeszcze w szoku.

Dziewczyny rozsiadły się w niewielkim salonie Ani i jak gdyby nigdy nic

zaczęły  dyskutować  o  pracy  i  facetach.  Zupełnie  jakby  nigdy  się  nie
pokłóciły.  Tylko  Marcelina  siedziała  cicho  w  rogu  pokoju,  z  niepokojem
obserwując zmieszaną przyjaciółkę. Ania nie wiedziała bowiem, jak powinna
się w stosunku do nich zachowywać. Nie umiała udawać, że nic się nie stało.

–  Trochę  cię,  Aniu,  ominęło  –  zaczęła  świergotać  Monika,  nalewając

wina  do  podanych  przez  nią  kieliszków.  –  Wyobraź  sobie,  że  byłyśmy  z
Kasią na któryś weekend w Krakowie i poznałyśmy tam świetnych facetów.

– Tak? – Ania próbowała zachować dobrą minę. – To opowiadajcie.

Obie  koleżanki  nieomal  przekrzykiwały  się  w  opowiadaniu  o  tym,  co

przydarzyło  im  się  w  Krakowie,  a  później  we  Wrocławiu,  gdy  po  raz  drugi
spotkały  się  ze  swoimi  nowymi  znajomymi.  Później  Magda  zaczęła
opowiadać  o  swojej  ostatniej  kłótni  z  rodzicami,  kiedy  odwiedziła  ich  z
okazji Wszystkich Świętych.

– A dlaczego ty nie pijesz? – pytały ją co chwilę, jakby zapominając, że

już im przecież odpowiadała, że źle się czuje.

–  Daj  spokój!  Nie  ma  przecież  nic  lepszego  na  dobre  samopoczucie  niż

kieliszek wina – tłumaczyła Kaśka, gdy Ania odmówiła po raz trzeci.

–  No  dobra,  daj  jej  żyć!  –  zawołała  Magda,  która  po  dwóch  lampkach

background image

wyglądała na pijaną. Musiała się widocznie zaprawić, jeszcze zanim przyszła
do Ani. – Ty lepiej, Anka, opowiadaj, jak było na spotkaniu z tym aktorzyną?
Kurde,  ona  to  ma  szczęście  do  facetów  –  zwróciła  się  do  koleżanek.  –
Najpierw lekarz, teraz aktor, same wyższe sfery.

– Jaki aktor? – zdziwiła się Kaśka.

–  No  ten…  jak  mu  tam.  Leszek  Bursztyn  –  odpowiedziała  Magda,

zupełnie nie zwracając uwagi na to, że Ania nie odzywa się ani słowem.

–  Spotkałaś  się  z  Leszkiem  Bursztynem?!  –  zawołały  prawie  chórem

Monika i Kasia. – Nie żartuj!

– Byłam z nim na kawie – odpowiedziała w końcu.

– Ale jak? Jak się poznaliście? – dopytywała Monika.

– Był w naszej szkole.

– Wystawiali przedstawienie i Ania chyba wpadła mu w oko. Co chwilę

się do niej uśmiechał, a później nawet ją zagadywał – dopowiedziała Magda.

– I umówiliście się na kawę? Tak po prostu? – niedowierzała Monika.

– No, zaprosił mnie, a ja nie umiałam odmówić.

– I jaki on jest?

– Bardzo sympatyczny – odpowiedziała krótko.

–  Tylko  tyle?  –  Monika  nie  ukrywała  rozczarowania.  –  Opowiadaj!

Opowiadaj wszystko od początku.

Nie  było  wyjścia.  Ania  musiała  przynajmniej  pokrótce  opowiedzieć  o

spotkaniu z Leszkiem, ale ominęła szczegóły dotyczące jego życia, czując, że
nie  powinna  o  nich  nikomu  mówić.  Kiedy  w  końcu  udało  się  jej  zaspokoić
ich  ciekawość,  postanowiły  wejść  na  temat  Daniela,  co  od  razu
wyprowadziło  ją  z  równowagi.  Wiedziała,  że  prędzej  czy  później  będzie
musiała im powiedzieć, że jest z nim w ciąży, a skoro on i tak już wiedział, to
mogła zrobić to od razu.

background image

– Nie jesteśmy już razem.

– Ale to już nie ma szans, żebyś do niego wróciła? – zapytała Monika. –

To taki fajny chłopak.

– No, raczej nie ma szans. Może jest i fajny, ale nie dla mnie.

– To można się za niego brać? – zapytała Magda ze śmiechem.

– Magda! – warknęła na nią Marcelina.

– No, co? Skoro ona nie chce. – Zaśmiała się. – Żartuję, żartuję.

–  Jak  chcesz,  to  możesz  się  za  niego  brać.  –  Ania  udawała  obojętność,

chociaż  strasznie  ją  denerwowała  gadka  Magdy.  –  Mnie  już  na  nim  nie
zależy.

– To może teraz weźmiesz się za tego podstarzałego aktora? – zapytała ze

śmiechem Kaśka.

–  Może  i  się  wezmę.  Nie  przeszkadza  mi  jego  wiek.  Przynajmniej  ma

dobre serce.

–  Dobre  serce!  –  prychnęła  Magda.  –  W  łóżku  dobre  serce  nie  ma

znaczenia.

–  Nie  dla  wszystkich  sprawy  łóżkowe  są  najważniejsze.  –  Marcelina

również nie ukrywała zdenerwowania.

–  No  co  ty,  Magda,  przecież  on  nie  jest  jeszcze  taki  stary.  Ile  on  może

mieć lat?

– Około pięćdziesiątki – odpowiedziała Ania.

– No właśnie. Byłam kiedyś z takim po pięćdziesiątce. Było cudownie –

rozmarzyła się Monika.

–  To  czemu  nie  jesteś  z  nim  do  dziś,  skoro  był  taki  dobry?  –  zadrwiła

Magda.

– Miał żonę i dzieci.

– A no tak… – Magda zaczęła się głośno śmiać.

background image

– Ale ja czytałam, że ten Leszek nie może mieć dzieci, a przecież Ani tak

bardzo na nich zależy – zwróciła uwagę Kaśka.

– No właśnie, dziewczyny – odważyła się w końcu powiedzieć Ania. Nie

miała  zamiaru  mówić  Kaśce,  jaka  jest  prawda  z  Leszkiem,  więc  wolała
zmienić  temat.  Przecież  wreszcie  musiała  im  o  tym  jakoś  powiedzieć.
Wykorzystała  więc  nadarzającą  się  okazję.  –  Muszę  wam  o  czymś
powiedzieć. Tak się składa, że jestem w ciąży.

Zapadła długa cisza. Nawet Magda nie wiedziała, jak się odezwać.

– Z Danielem? – spytała w końcu Kaśka.

– Tak. Z Danielem.

– To ja nie rozumiem. Jesteś z nim w ciąży i nie chcesz do niego wrócić?

– No, tak się akurat głupio składa.

– I co zamierzasz zrobić? Chcesz je urodzić?

– Oczywiście, że zamierza je urodzić! – warknęła Marcelina.

– To ty wiedziałaś? – Magda wyglądała na urażoną.

– Tak. Wiedziałam od początku.

– Dlaczego nic nie mówiłaś?

– Wolałam wam powiedzieć osobiście… – Ania starała się zmienić temat.

– I tak… zamierzam je urodzić i dać mu szczęście.

– Bez ojca? – Monika nie ukrywała zdziwienia.

– A mało jest matek, które wychowują dzieci samotnie?

–  No,  nie  mało.  Ale  mało  takich,  które  odbierają  dziecku  ojca  z  tak

błahego powodu!

– Co nazywasz błahym powodem?

– No a dlaczego się z nim rozstałaś?

– Przecież dobrze wiesz! – zirytowała się Ania.

background image

– No, właśnie wiem. I nie rozumiem.

– Nie musisz wszystkiego rozumieć.

– Moim zdaniem powinnaś to jeszcze przemyśleć – włączyła się Kaśka. –

Co w tym złego, że pomaga kobietom pozbyć się niechcianej ciąży? Ważne,
żeby zaopiekował się tobą i twoim dzieckiem. Jak ty sobie poradzisz sama?

– No właśnie! – Monika nie dawała za wygraną. – Z twoją pensją nawet

nie  będzie  cię  stać,  żeby  stworzyć  mu  odpowiednie  warunki.  Gdzie  go
będziesz wychowywać, w tym twoim miniaturowym mieszkanku?

– Poradzę sobie. Nie kasa jest w życiu najważniejsza.

– Ciekawe, czy twoje dziecko będzie tego samego zdania…

– Na pewno łatwiej będzie mi mu wyjaśnić, dlaczego jesteśmy biedni, niż

to, dlaczego pozwoliłam, by wychowywał je morderca.

– Nienormalna jesteś! – warknęła Monika. – Jaki morderca?

– A jak inaczej nazwałabyś kogoś, kto morduje dzieci?

–  Jakie  dzieci?  Ty  naprawdę  żyjesz  w  jakimś  innym  świecie.  Kobiety

wychodzą  na  ulicę,  bronią  swoich  praw  do  decydowania  o  własnym  ciele  i
życiu, a ty jedna jak z jakiegoś zaścianka uważasz, że płód to już dziecko.

–  Nie  ona  jedna,  nie  ona  jedna  –  włączyła  się  w  końcu  do  dyskusji

Marcelina. – Jest ogromna grupa obrońców życia poczętego.

– Grupa popaprańców, którym się wydaje, że mogą decydować za kogoś

– zagrzmiała Kaśka.

– No właśnie. I to w czasach, kiedy ludzie są tak świadomi swoich praw.

–  Praw  nie  zawsze  zgodnych  z  ludzkim  sumieniem  –  powiedziała

Marcelina, zerkając ukradkiem na Anię.

Nie  wyglądała  zbyt  dobrze.  Zdawało  się,  że  ze  zdenerwowania  źle  się

poczuła, bo zamilkła i pobladła.

– Ja osobiście uważam – kontynuowała Marcelina – że prawo, o którym

background image

wielu  ludzi,  z  wami  włącznie,  zapomina,  to  prawo  do  wolności  przekonań.
Ania,  podobnie  jak  ja,  myśli  w  innych  kategoriach  niż  wy.  I  w  życiu
doszukuje się czegoś więcej niż zainteresowania własnym ciałem, karierą czy
przyjemnościami. Może was to zdziwi, ale są ludzie wrażliwi na los innych.

–  Weź,  przestań  ściemniać,  bo  już  cię  słuchać  nie  mogę.  Mówisz  jak

jakaś Matka Teresa z Kalkuty.

–  Cieszę  się,  że  mnie  porównujesz  do  tej  świętej  kobiety.  Wiecie  co…

wydaje  mi  się,  że  powinnyśmy  już  zakończyć  to  spotkanie.  –  Marcelina
wskazała na Anię, która nabierała z trudem powietrza. – To nie fair z naszej
strony,  żebyśmy  kłóciły  się  w  jej  towarzystwie,  bo  nie  można  jej
denerwować.

Wszystkie  koleżanki  zamilkły  nagle,  ale  nie  wyglądały  na  zawstydzone.

Były  wściekłe,  że  Marcelina  nie  pozwoliła  im  wypowiedzieć  ostatniego
słowa. Kaśka z Moniką były tak złe, że nawet nie pożegnały się z Anią, tylko
zebrały swoje rzeczy i wyszły. Magda z trudem podniosła się z sofy.

–  Szkoda,  że  znów  nasze  spotkanie  skończyło  się  kłótnią  –  przyznała.  –

Może  następnym  razem  nie  będziemy  poruszać  tego  tematu?  Marcelina  ma
rację,  że  każdy  ma  prawo  do  własnego  zdania,  ale  ta  sprawa  zdaje  się
wywoływać  zbyt  duże  emocje.  Pa,  Aniu…  –  pożegnała  się  z  milczącą
przyjaciółką  Magda,  podchodząc  do  niej  i  całując  ją  w  policzek.  –  Dbaj  o
siebie. Do zobaczenia w pracy. Może umówimy się na herbatkę?

– Zobaczymy – odparła cicho Ania i nawet nie wstała, żeby zamknąć za

Magdą drzwi.

Marcelina  pożegnała  się  chłodno  z  koleżankami  i  zamknęła  drzwi  na

zamek.  Nie  chciała,  żeby  którejś  z  nich  przyszło  do  głowy  wrócić.  Sama
poszła do Ani, aby się nią zająć. Kiedy weszła do pokoju, przyjaciółka była
zalana łzami.

– Ty też uważasz, że przesadzam? – zapytała, łkając.

– Nie, nie uważam. Myślę, że decyzja, którą podjęłaś, była bardzo trudna,

ale właściwa. Chyba zrobiłabym tak samo w twojej sytuacji. Nie wiem, czy

background image

przyszłoby  mi  do  głowy,  żeby  nazywać  Daniela  mordercą,  ale  w  sumie  jak
się nad tym zastanowić, to tak to wygląda. Gdyby zabił noworodka, wszyscy
podnieśliby  krzyk,  że  to  niemoralne,  bo  niemowlę  łatwiej  sobie  wyobrazić
niż  kilkutygodniowy  płód,  któremu  tak  samo  bije  już  serduszko.  Myślę,  że
gdybyś  dała  Danielowi  szansę  na  wspólne  życie,  to  zawsze  widmo  tych
usuniętych przez niego dzieci by do ciebie wracało.

Ania  przytuliła  się  do  Marceliny.  Cieszyła  się,  że  ma  ją  przy  sobie.

Opowiedziała  jej  o  tym,  co  wydarzyło  się  na  pogrzebie  ojca  Daniela,  a
później o swojej ostatniej wizycie u ginekologa.

–  Już  wygląda  jak  miniaturowy  noworodek.  Mam  nawet  zdjęcie.  –

Podniosła się, żeby wyjąć z torebki swoje dokumenty ciążowe ze zdjęciem z
USG.

Marcelina  ze  wzruszeniem  oglądała  maleństwo.  Zdjęcie  było  bardzo

dokładne,  tak  że  można  było  rozpoznać  główkę,  rączki  i  nóżki.  Marcelina,
wychodząc  do  domu,  była  spokojna,  że  zostawia  przyjaciółkę,  w  miarę
dobrym  humorze.  Ania  czuła  się  tak  zmęczona  tym  pełnym  przeżyć  dniem,
że nie miała nawet siły płakać i zasnęła od razu, gdy położyła się do łóżka.

 

background image

ROZDZIAŁ XXX

Daniel  spędził  weekend  z  mamą,  bo  bał  się  zostawić  ją  samą  w  pustym

domu. Kiedy jednak przyszedł poniedziałek, oboje wrócili do pracy, żeby jak
najszybciej mieć chociaż wrażenie normalności. Niełatwo mu było pogodzić
się  z  tym,  że  mama  zaplanowała  pracować  więcej  w  szpitalu,  żeby  jak
najrzadziej bywać w domu. Miała przecież już swój wiek i Daniel martwił się
o jej zdrowie. Dopiero co stracił ojca. Nie chciał, by i matka rozchorowała się
z przepracowania.

Gdy  wracał  do  pracy  po  obiedzie,  postanowił  zajść  do  drogerii,  żeby

kupić  sobie  kosmetyki  do  golenia,  bo  już  prawie  mu  się  pokończyły.
Przechodząc  obok  kawiarni,  z  ciekawości  zerknął  do  środka  i  westchnął
głęboko,  patrząc  na  zadowolonych  ludzi,  którzy  siedzieli  w  środku,  sącząc
kawę  lub  zajadając  się  słodkościami.  Kiedy  zorientował  się,  że  jedną  z
klientek kawiarni jest Ania, natychmiast zatrzymał się i zaczął wpatrywać się
w nią w zdumieniu. Siedziała zawstydzona naprzeciwko jakiegoś mężczyzny,
który złapał ją za dłoń. Daniel poczuł, jak rośnie w nim gniew. Jak ona może
tak się zachowywać?! Przecież rozstali się zupełnie niedawno, a na dodatek
ona  nosi  przecież  jego  dziecko.  Miał  ochotę  wejść  do  środka  i  zrobić  im
awanturę,  ale  przecież  nie  powinien  zachowywać  się  jak  niezrównoważony.
Zdecydował więc, że pojedzie do Ani, jak tylko skończy pracę i powie jej, co
o tym myśli.

Ania  musiała  przyznać,  że  ucieszyła  się  na  propozycję  spotkania  z

Leszkiem,  bo  potrzebowała  porozmawiać  z  kimś,  kto  będzie  ją  traktował
normalnie.  Leszek  przecież  nie  wiedział  o  jej  przekonaniach  w  sprawie
aborcji.  Weekend  spędziła  w  Karpaczu  z  rodzicami  i  wróciła  w  jeszcze
gorszym  nastroju,  niż  pojechała.  Od  kiedy  przyznała  im,  że  jest  w  ciąży,
powietrze między nimi zrobiło się ciężkie niczym naładowane ołowiem. Na
dodatek  omal  nie  zemdleli,  gdy  powiedziała  im,  że  wychowa  swoje
maleństwo  sama.  Miała  wrażenie,  że  cały  świat  ocenia  ją  i  wydaje  wyrok,
mimo że to przecież nie na jej rękach była krew nienarodzonych.

background image

–  Gdzie  ty  masz  głowę?  –  złościła  się  matka.  –  Ideały  ideałami,  a  życie

życiem. Chcesz pozwolić, by twoje dziecko wychowywało się bez ojca?!

– Co ludzie powiedzą, jak dojdzie do nich, że jesteś panną z dzieckiem?

Będą  cię  mieli  za  najgorszą!  –  ojciec  jak  zwykle  był  bardziej  zatroskany  o
reputację niż o to, co czuła jego córka.

Nie przemawiały do nich żadne argumenty w sprawie ciemnych sprawek

Daniela,  bo  bardziej  martwili  się  o  swojego  wnuka  niż  o  jakieś  tam
niechciane  płody.  Ani  wydawało  się,  że  pęknie  jej  serce.  Nigdy  nie
spodziewała  się,  że  jest  tak  wielu  bezdusznych  ludzi  i  że  na  dodatek  jej
rodzice  okażą  się  podobni  do  innych.  Stwierdziła,  że  świat  zupełnie  już
zatracił  wszelkie  wartości  w  tym  ciągłym  pędzie  do  szczęścia,  spełnienia  i
kariery.  Wielu  z  jej  znajomych  tak  bardzo  buntowało  się  i  okazywało
sprzeciw w sprawach dotyczących zakładania rodziny, że z czasem wszystko
stanęło  na  głowie.  To  ci,  którzy  postanowili  zostać  rodzicami,  stawali  się
obiektem  kpin  i  współczucia,  bo  przecież  w  ich  życiu  miała  się  od  tej  pory
liczyć tylko praca,  dom i dzieci,  a nie przyjemności.  Podróże, pasje, kariera
zawodowa, imprezy, poznawanie ciekawych ludzi – zdaniem wielu miało nie
dotyczyć  tych,  którzy  zdecydowali  się  założyć  rodzinę.  Ani  oczywiście  nie
przeszkadzało, że ktoś wybierał życie tylko dla siebie, bo przecież każdy ma
do  tego  prawo,  ale  złościło  ją  to,  że  tak  bardzo  nastawali  na  tych,  którzy
bronili życia poczętego i wartości rodzinnych.

Z Leszkiem umówiła się w poniedziałek po pracy. Znów spędzili ze sobą

bardzo  miło  czas.  Chciała  tylko  słuchać  ciekawych  opowieści  kolegi,  ale  w
końcu nie udało się jej dłużej ukrywać prawdy o własnym życiu i o tym, co
właśnie  przeżywa.  Powiedziała  Leszkowi,  że  była  do  niedawna  bardzo
szczęśliwa i że pragnęła stworzyć z Danielem rodzinę, mieć dzieci. Wszystko
jednak rozsypało się w związku z jednym faktem z jego życia… Nie chciała
mówić  Leszkowi,  o  co  dokładnie  chodziło.  Nie  znała  go  przecież  zbyt
dobrze, a to co Daniel robił w swoim gabinecie, było nielegalne. Nie mogła
tak po prostu opowiadać każdej napotkanej osobie o jego przestępstwach, bo
nie chciała, by skończył w więzieniu.

background image

–  Na  pewno  poradzisz  sobie  bez  niego  –  stwierdził  z  przekonaniem.  –

Jesteś mądrą kobietą, pełną dobroci. Nie wyobrażam sobie nawet, żeby taka
kobieta jak ty miała zostać samotną matką.

– Ale wszystko do tego zmierza.

–  Oj  tam,  oj  tam!  –  Leszek  pokręcił  głową.  –  Bo  to  jeden  Daniel  na

świecie. Nie zdążysz nabrać brzuszka, jak znajdzie się ktoś inny.

– Nie wiem, czy jakikolwiek mężczyzna przy zdrowych zmysłach będzie

chciał wiązać się z kobietą w ciąży.

– No to chyba mnie w takim razie trzeba byłoby wysłać do psychiatry, bo

twój stan sprawił właśnie, że nie będę mógł pozbyć się marzeń o tobie.

Ania poczuła, jak na jej policzkach pojawiają się rumieńce.

–  Od  pierwszej  chwili,  kiedy  cię  poznałem,  zacząłem  żałować,  że  nie

jestem  młodszy  o  co  najmniej  dziesięć  lat.  A  teraz,  gdy  wiem  o  twoim
dziecku,  to  już  w  ogóle  nie  będę  mógł  marzyć  o  niczym  innym  niż  tylko  o
tym, by się wami zaopiekować…

Ania spuściła wzrok, bo nie mogła znieść spojrzenia, którym ją obdarzał.

Było w nim tak wiele miłości i zainteresowania, a ona przecież nie była na to
gotowa.  Zupełnie  nie  chodziło  o  wiek  Leszka,  ale  o  to,  że  przecież  wciąż
kochała Daniela. Wydawało jej się nawet, że pozwalając na to, by łapał ją za
rękę i patrzył z takim uczuciem w jej oczy, w jakiś sposób zdradza Daniela.
Chociaż nie byli już razem.

–  Leszek…  –  zaczęła  niepewnie,  zabierając  swoją  dłoń.  –  Przepraszam

cię, ale nie jestem gotowa na takie słowa.

–  Tak,  tak.  Przepraszam.  –  Zmieszał  się.  –  Ja  jak  zwykle  gadam,  co  mi

ślina  na  język  przyniesie.  Wiem,  że  jestem  zbyt  stary  dla  ciebie  i  nawet  nie
powinienem mówić ci o takich rzeczach.

– Tu nie chodzi o twój wiek. Naprawdę. Po prostu za dużo ostatnio się w

moim  życiu  wydarzyło,  a  rany  są  wciąż  świeże.  Nie  potrafiłabym  tak  po
prostu zapomnieć o tym wszystkim, odgrodzić się od tego murem i pozwolić

background image

sobie na poufałości z kimś innym.

– Rozumiem. – Pokiwał głową nieco zasmucony. – Czy pomimo tego, co

powiedziałem, będziesz miała ochotę czasem się ze mną spotkać?

–  Oczywiście,  że  tak.  –  Uśmiechnęła  się  promiennie.  –  Cieszę  się,  że

mogłam cię poznać. Bardzo dobrze czuję się w twoim towarzystwie.

– Pod warunkiem, że nie gadam zbyt dużo.

Ania się zaśmiała.

–  Pod  warunkiem,  że  nie  mówisz  o  uczuciach.  A  twoje  gadanie  bardzo

lubię.

Leszek  uśmiechnął  się  i  zaproponował  Ani  spacer.  Pogoda  była

sprzyjająca, bo od rana świeciło słońce.

–  Może  wybierzemy  się  do  ogrodu  botanicznego?  –  zapytał,  gdy

wychodzili z kawiarni.

– Świetna myśl! – ucieszyła się.

Uwielbiała tam spacerować. Wśród tej całej wyjątkowej roślinności czuła

się  prawie  tak  jak  w  swoich  kochanych  górach.  Często  zabierała  tam
dzieciaki z klasy, żeby mogły nie tylko poznać tamtejszą faunę, lecz także po
to, by się wyciszyły i mogły nacieszyć oczy.

Leszek nie przyjechał samochodem, bo jak twierdził, zdecydowanie wolał

życie  ekonomiczne  i  ekologiczne,  więc  gdzie  tylko  mógł,  dojeżdżał
komunikacją  miejską.  Wskoczyli  więc  do  tramwaju,  żeby  spędzić  razem
kolejną  godzinę,  śmiejąc  się  i  dyskutując  na  różne  tematy.  Jak  się  okazało,
pochodził  z  Bukowiny  Tatrzańskiej  i  chociaż  od  dzieciństwa  mieszkał  z
rodzicami we Wrocławiu, to bardzo często odwiedzał dziadka w rodzinnych
stronach. Prawie co roku urządzał sobie długą górską wyprawę, by nacieszyć
oczy  wspaniałościami  natury.  Obiecał  Ani,  że  jak  tylko  oboje  znajdą  wolny
czas,  to  zabierze  ją  ze  sobą,  żeby  pokazać  jej  swoje  ulubione  zakątki  Tatr.
Ona  z  kolei,  żeby  nie  pozostawać  dłużną,  zaproponowała  wyprawę  w
Karkonosze,  które  co  prawda  rozmiarami  są  od  Tatr  nieporównywalnie

background image

mniejsze, ale za to równie urodziwe.

–  Może  następnym  razem  zoo?  –  zaproponował  jej,  gdy  odprowadzał  ją

pod jej blok.

– Czemu nie? – uśmiechnęła się na samą myśl o kolejnym czekającym ją

spotkaniu.

Rozstali się późnym popołudniem, więc Ania miała niewiele czasu, żeby

zjeść obiad i przygotować na wieczorne zajęcia. Była jednak w doskonałym
nastroju i wcale nie stresowała się brakiem chwili na odpoczynek. Poza tym
czuła  się  przecież  dobrze.  Zupełnie  nie  doskwierały  jej  żadne  ciążowe
dolegliwości, a czasami zdawało się jej nawet, że ten wyjątkowy stan dodaje
jej jakiejś wewnętrznej energii. W drodze do klubu fitness dostała od Leszka
SMS-a,  w  którym  dziękował  za  mile  spędzony  czas.  „Szkoda,  że  poznałam
go  o  parę  miesięcy  za  późno”  –  pomyślała  sobie,  odpisując  mu  równie
uprzejmie.

Musiała  przyznać,  że  naprawdę  dobrze  się  czuła  w  jego  towarzystwie.

Wydawało  się,  że  są  niczym  dwie  pokrewne  dusze,  bo  przecież  łączyło  ich
tak wiele wspólnych zainteresowań. Nie potrafiła jednak nawet myśleć o nim
jak  o  kimś  więcej  niż  przyjacielu.  Daniel  skradł  jej  przecież  serce  i  do  tej
pory trzymał je w niewoli.

 

background image

ROZDZIAŁ XXXI

Kolejny  raz  Daniel  nie  mógł  skupić  się  na  pracy.  Znów  był  nerwowy  i

rozkojarzony,  a  wszystko,  jak  zawsze  ostatnio,  miało  związek  z  Anią.
Wiedział, że jak tak dalej pójdzie, to straci wszystkie pacjentki, ale z drugiej
strony  nie  mógł  tak  zwyczajnie  zapomnieć  o  tym  wszystkim  i  zachowywać
się profesjonalnie jak parę miesięcy wcześniej. Marta kilka razy zaczynała z
nim rozmowę, żeby zwrócić mu uwagę na zmianę, jaka w nim nastąpiła, ale
nie  miał  zamiaru  jej  słuchać.  Dobrze  wiedział,  że  nie  jest  już  tak,  jak
wcześniej. Ale był przekonany, że dopóki sprawa z Anią się nie unormuje, to
i on będzie rozchwiany.

Wciąż  nie  mógł  przestać  myśleć  o  tym,  co  zobaczył  za  szybą  kawiarni.

Był wściekły, bo do tej pory nawet przez myśl mu nie przechodziło, że Ania
mogłaby być z kimś innym i to w dodatku w tak krótkim czasie po rozstaniu.
Z  niecierpliwością  patrzył  na  zegarek  i  układał  w  głowie  hipotetyczne
dialogi, jakie mógłby przeprowadzić z Anią, kiedy tylko skończy pracę. Miał
nadzieję, że uda mu się być opanowanym, żeby jeszcze bardziej jej do siebie
nie zniechęcać, a jednocześnie da jej do zrozumienia, że nie życzy sobie, by z
kimkolwiek  się  spotykała.  Ostatnią  pacjentką,  którą  przyjął  tego  wieczoru,
była  osiemnastolatka  –  jak  się  okazało  –  w  ciąży.  Kiedy  powiedział  jej,  że
wyraźnie  widzi  pęcherzyk,  rozpłakała  się  i  zaczęła  żalić,  że  nie  jest  jeszcze
gotowa na dziecko. Zwykle w takich sytuacjach dawał swoim pacjentkom do
zrozumienia, nigdy wprost, że mogą rozwiązać swój problem, ale tym razem
przemilczał  sprawę.  Miał  nadzieję,  że  Ania  doceni  to  i  uwierzy,  że  jest  w
stanie dla niej zrezygnować z dodatkowych, niemałych pieniędzy. Marta nie
zwróciła  uwagi  na  tę  niewielką  zmianę,  bo  przecież  nie  wiedziała  o
dodatkowych  zabiegach,  które  Daniel  przeprowadzał  zwykle  w  weekendy
pod jej nieobecność.

– Do jutra – pożegnała się z nim, wychodząc z gabinetu. – Wypoczywaj!

–  Do  zobaczenia  –  odpowiedział  pospiesznie  i  zaczął  szybko  zgarniać

background image

swoje rzeczy.

Dochodziła  dwudziesta  i  z  tego,  co  wiedział,  Ania  powinna  być  już  w

domu. Podjechał pod jej blok i wbiegł po schodach na górę. Ze zdziwieniem
stwierdził,  że  dłoń,  która  naciska  na  dzwonek,  cała  drży.  Nigdy  wcześniej,
może  poza  niektórymi  egzaminami,  nie  widział  u  siebie  takiej  reakcji  na
stres.  Kiedy  Ania  otworzyła  drzwi  i  stanęła  w  progu  piękna  jak  zwykle,  w
jego  ulubionej  czerwonej  piżamie  z  zaokrąglonym  –  jak  na  drugi  trymestr
przystało – brzuszkiem, zupełnie zapomniał, po co przyjechał.

– Mogę wejść? – zapytał, bo nie miał pojęcia, jak zacząć rozmowę.

–  Nie  –  odpowiedziała  stanowczo,  co  jeszcze  bardziej  wybiło  go  z

równowagi.

– Chciałbym z tobą porozmawiać – próbował ją przekonać.

– Nie mamy o czym.

–  Jak  to  nie  mamy  o  czym?  A  nasze  dziecko?  –  zdenerwował  się.  –

Widziałem cię dzisiaj z jakimś facetem. Kto to był?

–  Nie  muszę  ci  się  tłumaczyć  –  odparła  z  dziwnym  spokojem.  –  Nie

jesteśmy już razem.

–  Ale  przyznasz,  że  jednak  wciąż  coś  nas  łączy!  –  krzyknął,  zupełnie

tracąc nad sobą panowanie.

Nie wiedział, skąd u niego taka reakcja. Próbował się jakoś uspokoić, ale

jej zimne spojrzenie i opanowanie działało na niego nie najlepiej.

–  Nosisz  w  sobie  moje  dziecko!  Moje  dziecko!  –  zwrócił  jej  uwagę  już

nieco ciszej. – Nie życzę sobie, żeby wychowywał je jakiś fagas. To ja jestem
ojcem!

–  Po  pierwsze…  –  odpowiedziała  bez  cienia  emocji  –  nie  masz  prawa

decydować  o  moim  życiu  i  obrażać  moich  przyjaciół,  a  po  drugie  nie
będziesz żadnym ojcem, bo nie ma żadnego dziecka.

– Jak to nie ma dziecka, co ty pierdzielisz?! – znów krzyczał.

background image

– Usunęłam ciążę.

– Nie opowiadaj bzdur! – wrzasnął. – Na takim etapie?

–  A  znalazł  się  jakiś  popieprzony  doktorek,  któremu  było  bez  różnicy,

czy to jeszcze w waszym uznaniu płód, czy już jednak dziecko.

–  Nie  wierzę  ci!  –  wrzeszczał,  nie  zwracając  uwagi  na  to,  że  słyszy  go

zapewne cały blok. – Kłamiesz!

–  Nie  musisz  mi  wierzyć,  mam  to  głęboko  w…  –  nie  dokończyła,  bo

akurat  ktoś  wchodził  po  schodach.  –  Nie  interesuje  mnie,  co  teraz  o  tym
myślisz, ale wbij sobie do głowy, że nic już nas nie łączy i nie chcę cię więcej
oglądać – wycedziła przez zęby i zamknęła mu drzwi przed nosem.

Daniel  czuł  się  tak,  jakby  ktoś  właśnie  napluł  mu  w  twarz.  To  było

niemożliwe.  Niemożliwe,  żeby  ktoś  usunął  ciążę,  która  przechodziła  już  w
trzeci  trymestr.  Zresztą  w  tym  mieście  prawdopodobnie  tylko  on  i  Robert
wykonywali takie zabiegi, to niemożliwe, żeby…

Zbiegł natychmiast po schodach. Czuł, jak wzrasta w nim furia.

–  Gdzie  jesteś?  –  zapytał  Roberta  przez  telefon,  próbując  choć  odrobinę

ukryć swoje emocje.

–  Jak  to  gdzie?  W  domu.  Z  tym  kikutem  złamanym  nigdzie  się  nie

ruszam. Coś się stało?

Daniel  nie  odpowiedział.  Wskoczył  do  samochodu  i  nie  zważając  na

żadne przepisy ruchu drogowego, pomknął na drugi koniec miasta, do domu,
który  kilka  lat  temu  wybudował  sobie  jego  przyjaciel.  Drogę,  która  zwykle
zajmowała  nawet  pół  godziny,  pokonał  w  piętnaście  minut,  wciąż
powtarzając  sobie  w  głowie,  że  zabije  Roberta,  jeśli  ośmielił  się  bez  jego
zgody  usunąć  płód  Ani.  Zaparkował  na  podjeździe  i  wyskoczył  z  auta
zamroczony  złością…  Ledwo  Robert  otworzył  drzwi,  Daniel  wparował  do
środka, o mało go nie przewracając.

–  Jak  mogłeś!  –  krzyknął,  tracąc  wszelki  rozsądek  i  rzucając  się  na

przyjaciela z pięściami.

background image

Robert  był  w  szoku.  Próbował  bronić  się  przed  ciosami,  ale  z  nogą  w

gipsie było mu ciężko odskoczyć.

– O co ci chodzi! – wrzasnął. – Daniel, cholera, o co ci chodzi?!

– Jak mogłeś zabić moje dziecko?! – Daniel zupełnie już nie panował nad

emocjami. – Zabiję cię, gnoju, zabiję!

–  Jakie  dziecko,  o  co  ci  chodzi?  Nie  zabiłem  żadnego  dziecka!  Uspokój

się,  człowieku!  –  Robert  próbował  przemówić  przyjacielowi  do  rozsądku.  –
Przestań, Daniel, cholera, ja nic nie zrobiłem!

Daniel  opuścił  ręce  i  zrezygnowany  usiadł  na  drewnianych  schodach

prowadzących  na  piętro.  Schował  twarz  w  dłoniach  i  próbował  głęboko
oddychać.

– Tylko my wykonujemy w tym mieście te zabiegi. Skoro nie przyszła do

mnie, to musiała być u ciebie – wytłumaczył wciąż podniesionym głosem.

– Kto? Ania? Ania usunęła ciążę? – Robert wyglądał na zdziwionego, co

z jednej strony uspokoiło Daniela, a z drugiej wprawiło w ogromne poczucie
winy.

–  Sorry,  stary…  –  Podszedł  do  przyjaciela  i  objął  go  po  męsku

ramieniem. – Nie wiem, co się ze mną dzieje… Kurde! Ona powiedziała mi,
że je usunęła. Usunęła moje dziecko! – wykrzyczał łamiącym się głosem.

–  Skąd  wiesz,  że  to  zrobiła?  Może  kłamie…  –  Robert  próbował  myśleć

logicznie.

– Też mi się tak wydawało, że to za późno, bo to już trzeci trymestr, ale z

drugiej strony… gdybyś widział jej twarz… Wyglądała jak Królowa Śniegu,
miała  takie  lodowate  spojrzenie,  że  zupełnie  mnie  zdezorientowała.
Zapomniałem  wszystko,  co  chciałem  jej  powiedzieć…  Myślisz,  że  znalazła
lekarza poza tobą, który by jej to zrobił?

–  Nie  wiem.  Wiesz,  jak  to  działa.  Nikt  ci  się  nie  przyzna.  A  jak

wyglądała?

– No, nie wiem. Pięknie, jak zawsze. Ale wiesz, że niektóre babki szybko

background image

do siebie dochodzą po tej operacji.

– Myślę, że cię okłamała. Nie przejmuj się. Z tego, co pamiętam, to mam

ją zapisaną na wizytę za dwa tygodnie.

–  Dwa  tygodnie…  –  Daniel  ciężko  westchnął.  –  Co  ja  mam  robić?

Czekać? Cholera, Robert, ja ją kocham, a ona kazała mi spadać…

– Nie będziemy tu tak stać. Chodź, napijemy się czegoś – zaproponował

Robert i pokuśtykał do kuchni, żeby wyciągnąć z lodówki piwo.

Daniel czuł się  tak, jakby ktoś  zadał mu ostateczny  cios. Najpierw Ania

go  zostawiła,  później  zmarł  mu  ojciec,  a  teraz  dowiaduje  się,  że
prawdopodobnie stracił też dziecko.

–  Dziecko…  –  Zamyślił  się.  Nigdy  wcześniej  nie  mówił  tak  o

rozwijającym  się  płodzie.  Pewnie  właśnie  ze  względu  na  to,  czym  się
zajmował.  –  Robert…  może  Ania  ma  rację…  może  jestem  zwykłym
mordercą…

Przyjaciel  spojrzał  na  niego  z  wyrzutem,  a  Daniel  zdał  sobie  sprawę,  że

przecież to dotyczy również jego.

–  Robert…  Ja  nigdy  nie  dopuszczałem  do  siebie  tej  myśli,  ale  może

rzeczywiście…

– Daj spokój! Nie myśl o tym.

– Jak mam nie myśleć? Robert… to było moje dziecko! Moje dziecko! A

jakiś palant je usunął.

– Mówisz jak nie ty!

– Wiem. Bo nigdy wcześniej nie myślałem o tym, że sam mogę znaleźć

się w takiej sytuacji jak ojcowie tych dzieci, które decydowałem się usuwać.

– Dzieci? Daniel!

– No właśnie. Sam słyszysz, jak mówię… Coś się zmieniło, Robert… Ja

nie wiem, jak ja wrócę do pracy… co ja mam robić.

background image

– Weź parę dni wolnego.

– Nie mogę… W domu zwariuję!

– To pojedziemy gdzieś razem. Nie wiem, jak ja z tym kikutem dam radę,

ale jakoś to będzie. Pojedziemy do jakiegoś hotelu, odprężymy się…

– No nie wiem. Chyba nie mogę wziąć wolnego. Jutro mam dyżur, wiesz,

że tak w ostatniej chwili nikt się nie zamieni. A moje pacjentki… Jak znowu
odwołam wizyty, to w końcu się wkurzą i już nie wrócą.

– To nie wiem, co ci doradzić. Pij. Może chociaż na chwilę zapomnisz.

Ale  z  każdym  łykiem  alkoholu  Daniel  pogrążał  się  w  jeszcze  większym

mroku.  Około  północy,  kiedy  Robert  zasnął  na  sofie,  Danielowi  wydawało
się, że słyszy płacz dzieci.

– Tracę zmysły… – Zapłakał.

Był tak pijany, że nie miał nawet siły podnieść się z fotela. Zaczął sobie

wyobrażać, jak ktoś rozczłonkowuje płód Ani i zapłakał głucho, zdając sobie
sprawę,  jak  bardzo  zabolała  go  ta  strata.  Przecież  jeszcze  niedawno,  gdy
dowiedział  się,  że  Ania  będzie  miała  z  nim  dziecko,  czuł,  że  prędzej  czy
później  wszystko  wróci  do  normy,  że  ona  zmieni  zdanie,  że  dobro  jej
maleństwa  okaże  się  ważniejsze  niż  jakieś  tam  ideały.  Już  nawet  wyobrażał
sobie,  że  kupi  dom  za  miastem.  Z  ogrodem,  w  którym  urządzi  dla  swojego
dziecka  prywatny  plac  zabaw.  Wyobrażał  sobie  Anię  karmiącą  jego
maleństwo.  To  przy  niej  odkrył  w  sobie  instynkt  ojcostwa,  nigdy  wcześniej
nie patrzył na noworodki w szpitalu z taką czułością. Nie wyobrażał sobie, że
sam  mógłby  kiedyś  zająć  się  takim  maleństwem.  Do  tej  pory  był  zupełnie
zobojętniały  na  dzieci.  Kiedy  wchodził  do  sal  poporodowych,  nawet  nie
zwracał  na  nie  uwagi.  To  nie  była  jego  działka,  on  miał  zajmować  się
kobietami.  Teraz  cały  jego  świat  odwracał  się  do  góry  nogami.  Wszystko
powoli traciło sens.

 

background image

ROZDZIAŁ XXXII

Każda  godzina  w  pracy  była  dla  Daniela  ogromną  męczarnią.  Z

wyrzutem  patrzył  na  uśmiechniętych  mężów  głaszczących  swoje  żony  po
brzuchach. Słyszał, jak pielęgniarki plotkują na jego temat, zwracając uwagę
na to, jak się zmienił i jak nieprzyjemnie odnosi się do pacjentek. To jeszcze
bardziej potęgowało jego złość, tak że momentami tracił nad sobą panowanie.
Na  sobotę  miał  umówioną  tę  ostatnią,  jak  sobie  obiecywał,  pacjentkę  do
zabiegu aborcji. Nie mógł spać pół nocy, zastanawiając się, czy nie powinien
jej od razu odwołać, a kiedy rano wyjeżdżał do gabinetu, zauważył, że trzęsą
mu się ręce.

–  Dzień  dobry  –  przywitała  go  młoda  dziewczyna,  zaglądając  do  jego

gabinetu  na  pięć  minut  przed  wyznaczonym  czasem  wizyty.  –  Można?  –
zapytała niepewnie.

Nie odpowiedział. Skinął tylko głową i wskazał miejsce obok siebie, żeby

usiadła.

– Jest pani przekonana, że chce to zrobić?

–  Tak  –  odpowiedziała,  kiwając  potakująco  głową,  ale  w  wyrazie  jej

twarzy  widać  było  strach,  zupełnie  tak  samo  jak  u  wszystkich  jego
poprzednich pacjentek.

– Dlaczego właściwie się pani na to decyduje?

– Nie jestem jeszcze gotowa na dziecko.

– Ma pani dwadzieścia lat. To przecież nie koniec świata.

– Tak, ale nie mam umowy na stałe. A mój chłopak nie zarabia. Jak stracę

pracę, to sobie nie poradzimy finansowo.

– Czy on wie, że jest pani w ciąży?

– Nie. Nie chciałam go martwić.

background image

– Aha… – mruknął i pokazał dłonią fotel ginekologiczny, dając pacjentce

do zrozumienia, żeby przygotowała się do zabiegu.

–  Może  powinien  wiedzieć?  –  zapytał,  zanim  do  niej  podszedł.  –  To  w

końcu również jego dziecko.

„Dziecko” – pomyślał. Znów to samo…

Podszedł  do  dziewczyny  i  podłączył  obraz  USG,  żeby  wiedzieć,  w

którym miejscu usadowiony jest płód. Przyjrzał się bijącemu sercu i zupełnie
niezgodnie z własnymi zasadami odwrócił monitor w stronę pacjentki.

–  To  pani  maleństwo.  –  Wskazał  na  punkt  na  monitorze  i  zaczął

opowiadać o nim, zupełnie jakby miał do czynienia z osobą, która akceptuje
swój  stan,  a  nie  z  taką,  która  planuje  pozbyć  się  niechcianego  dziecka.
Dziewczyna wyglądała na zdezorientowaną.

– Po co mi pan to pokazuje? – zapytała w końcu.

Daniel  spojrzał  na  nią  i  omal  nie  stracił  oddechu.  Wydawało  mu  się,  że

jest podobna do Ani.

„Co się ze mną dzieje? – pomyślał. – Ja naprawdę tracę rozum”.

– Pokazuję to pani, bo wydaje mi się, że źle pani robi. To pani dziecko.

– Ale ja go nie chcę – odpowiedziała, prawie płacząc.

– Dzisiaj się tak pani wydaje. Za kilka miesięcy je pani pokocha, a za rok

będzie pani się zastanawiała, jak mogło przyjść pani do głowy, żeby je zabić
–  znów  użył  słowa,  o  którym  wcześniej  nawet  by  nie  pomyślał.  –  A  pani
chłopak? Ma prawo wiedzieć… Może pragnie mieć z panią potomstwo, tylko
do tej pory nigdy sobie tego nie uświadamiał.

– Ale jak my je wychowamy? – rozpłakała się na dobre.

–  Poradzicie  sobie.  Na  pewno  sobie  poradzicie  –  przekonywał  ją,  znów

wskazując  na  serduszko  maleńkiej  istoty.  –  Proszę  spojrzeć.  To  serce  pani
dziecka. Ono chce bić…

Nie zapytał jej o zdanie, tylko odłączył USG.

background image

–  Proszę  się  ubrać  i  iść  do  domu.  Powinna  pani  wszystko  jeszcze  raz

przemyśleć i porozmawiać z chłopakiem.

– Dziękuję – powiedziała nieoczekiwanie i Daniel poczuł w sercu gorąco,

którego nigdy wcześniej nie doświadczał.

Kiedy  wyszła  z  gabinetu,  odczuł  niewypowiedzianą  ulgę,  ale  stan  ten

trwał  tylko  przez  chwilę,  bo  nagle  zdał  sobie  sprawę,  że  w  ten  sam  sposób
mogło się zakończyć wiele wcześniejszych wizyt. Po raz pierwszy w swoim
życiu  zawodowym  poczuł  wyrzuty  sumienia.  Usiadł  na  swoim  krześle  i
opierając łokcie o biurko, schował twarz w dłoniach, znów myśląc o Ani. „Że
też musiałem ją spotkać…” – pomyślał, kręcąc głową.

Dawniej,  zanim  poznał  Anię,  wiódł  spokojne,  zorganizowane  życie.

Jedyne  uczucia,  jakie  mu  wtedy  towarzyszyły,  to  poczucie  zadowolenia  z
siebie i samotność. Teraz czuł tak skrajne emocje, że zupełnie nie potrafił nad
nimi zapanować, a wszystko miało jakiś związek właśnie z nią. Czy była tego
warta? Czy nie lepiej było mu dawniej? Tego nie wiedział. Był jednak prawie
pewien, że po tym wszystkim nigdy już nie będzie tym samym człowiekiem,
co  wcześniej.  Chociażby  w  pracy.  Czy  kiedykolwiek  uda  mu  się  znów
zupełnie chłodno podchodzić do kobiet w ciąży i proponować im aborcję? Co
jeżeli Ania miała rację… jeżeli to nie były tylko płody, tak jak zawsze starał
się  o  nich  myśleć.  A  jeśli  jednak  istnieje  jakieś  życie  po  śmierci…  czy  te
dzieci mogły mieć już duszę?

–  Kurde!  –  ryknął  sam  do  siebie,  nie  mogąc  znieść  tego,  co  się  w  nim

działo. Skąd te uczucia? Te dziwne przemyślenia?

Spakował  swoje  rzeczy  i  wyszedł  z  gabinetu.  Nie  wsiadł  jednak  do

samochodu,  ale  ruszył  przed  siebie  zupełnie  bez  celu.  Nigdzie  mu  się
przecież  nie  spieszyło,  nikt  na  niego  nie  czekał.  Jego  przestronne  i  dobrze
urządzone  mieszkanie  samo  w  sobie  przedstawiało  jedynie  wartość
materialną i nic więcej. Nie było w nim ciepła i miłości, do których chciałoby
się wracać. Nie… nie będzie już potrafił żyć jak dawniej. Tylko z nią mógł
być szczęśliwy, a bez niej wszystko traciło sens.

background image

Kiedy mijał sklep papierniczy, pomyślał, że mógłby wszytko to, co czuł,

przelać  na  kartkę  papieru,  że  może  byłoby  mu  wtedy  łatwiej  i  właśnie
wówczas przyszła myśl, by napisać do niej list. Nie wiadomość SMS, nie e-
mail,  ale  tradycyjny  list,  jakich  się  już  od  dawna  nie  wysyłało.  Wszedł  do
sklepu  i  poprosił  o  zeszyt,  koperty  i  kilka  długopisów,  po  czym  wstąpił  do
najbliższej  restauracji,  zamówił  coś  do  picia  i  zaczął  pisać.  A  z  każdym
słowem coraz mocniej do niego docierało, kim tak naprawdę jest.

 

background image

ROZDZIAŁ XXXIII

Ania  wróciła  z  kolejnego  spotkania  z  Leszkiem  w  bardzo  dobrym

nastroju.  Dawno  nie  była  w  zoo.  Zawsze  wybierała  się  tam  jedynie  z  grupą
dzieci,  ale  wtedy  nie  mogła  tak  zwyczajnie  się  odprężyć,  bo  musiała  mieć
oczy  wokół  głowy,  w  razie  jakby  któremuś  z  wychowanków  coś  głupiego
przyszło na myśl. Z Leszkiem mogła się w końcu odprężyć i nacieszyć oko
atrakcjami, które proponowało wrocławskie zoo. Pospacerowali, zjedli razem
obiad i jak zwykle rozmawiali na wszelkie możliwe tematy.

Kolację  miała  już  jednak  zjeść  w  domu  sama.  Planowała  zrobić  sobie

długą, odprężającą kąpiel, obejrzeć jakiś film albo poczytać książkę i położyć
się wcześniej spać. Było przed osiemnastą, kiedy zaczęła przygotowywać dla
siebie  jedzenie.  Zdążyła  tylko  wyciągnąć  chleb  i  nastawić  wodę  na  herbatę,
kiedy  zadzwonił  dzwonek  do  drzwi.  Zerknęła  przez  judasza,  obawiając  się,
że to znów mógłby być Daniel, z którym przecież nie chciała się widzieć. Na
korytarzu stał jednak tylko jakiś chłopiec, trzymając w ręce kopertę.

– To dla pani – powiedział, kłaniając się grzecznie, gdy tylko otworzyła

drzwi.

– Co to takiego?

– Nie wiem. Ja miałem tylko dostarczyć.

– Dziękuję – odpowiedziała.

Była  przekonana,  że  to  albo  jakieś  zaproszenie  na  przedstawienie  z

udziałem dzieci, albo reklama. Kiedy jednak otworzyła kopertę, okazało się,
że w środku znajdował się list. Zerknęła na jego koniec, żeby przekonać się,
kto  go  napisał  i  w  pierwszej  chwili,  gdy  tylko  zobaczyła  podpis  Daniela,
wrzuciła  list  do  kosza.  Ciekawość  jednak  zwyciężyła.  Otworzyła  szafkę  i
wyciągnęła  list  ze  śmieci,  po  czym  usiadła  w  salonie  w  fotelu  i  z
zaciekawieniem zaczęła czytać.

 

background image

Najdroższa  Aniu,  jakoś  staram  się  przyjąć  do  wiadomości,  że  nie

chcesz  mnie  już  więcej  widzieć  i  szczerze  mówiąc,  powoli  nawet
zaczynam rozumieć, dlaczego. Każdego dnia umieram z bólu, że nie ma
Ciebie  przy  mnie.  Dzięki  Tobie  uświadomiłem  sobie,  że  moje
dotychczasowe życie było puste i bezwartościowe. Kiedyś wydawało mi
się,  że  jestem  szczęśliwy,  ale  to  była  tylko  iluzja.  Dopiero  z  Tobą
poznałem,  czym  jest  prawdziwe  szczęście.  Wtedy,  w  górach,  gdy
kochaliśmy  się  po  raz  pierwszy,  marzyłem  o  tym,  żeby  mieć  z  Tobą
dziecko. Dziwiłem się sam sobie, ale tak właśnie było. Budzisz we mnie
emocje,  których  dotychczas  nie  znałem.  Kiedy  dowiedziałem  sie,  że
jesteś  w  ciąży,  byłem  pewien,  że  spełniło  się  to,  na  co  skrycie  liczyłem.
Pewnie dlatego tak zabolała mnie ta wiadomość, że naszego maleństwa
już nie ma. Jednak wciąż mam nadzieję, że mnie okłamałaś.

Dzisiaj  była  u  mnie  w  gabinecie  młoda  dziewczyna,  która  chciała,

żebym  wykonał  jej  zabieg.  Po  raz  pierwszy  w  swoim  życiu  zawodowym
nie  potrafiłem  tego  zrobić.  Pokazałem  jej  obraz  USG  i  zacząłem
opowiadać  o  jej  dziecku.  To  było  dla  mnie  dziwne  przeżycie,  bo  nigdy
dotychczas nie próbowałem przekonać żadnej z pacjentek, żeby zmieniła
zdanie. Udało się. Odeszła, pozostawiając swoje maleństwo przy życiu i
co  najdziwniejsze,  jeszcze  mi  podziękowała.  Najpierw  odczułem
ogromną ulgę, a zaraz później ogromny ból, bo uświadomiłem sobie, że
miałaś rację. Kochana moja, naprawdę miałaś rację… Tak wiele dzieci
mogłoby dzisiaj żyć, a ja je zabiłem. Zabiłem je, Aniu… Nie wiem, co ja
mam  teraz  ze  sobą  zrobić.  Czuję  się  tak,  jakby  ktoś  wyrwał  mi  serce.
Moje  życie  straciło  sens.  Mimo  to  chcę,  żebyś  wiedziała,  że  jestem  Ci
wdzięczny,  bo  gdyby  nie  Ty,  dalej  robiłbym  to,  co  do  tej  pory.  Ty
pokazałaś  mi,  kim  tak  naprawdę  jestem.  Dziękuję.  Nie  wiem,  co  z  tą
wiedzą zrobię, ale naprawdę dziękuję.

Kocham cię.

Daniel

 

background image

W  połowie  listu  Ania  rozpłakała  się,  zalewając  kartkę  łzami.  Z  jednej

strony cieszyła się, że w końcu dotknęło go poczucie winy, o to jej przecież
chodziło.  Z  drugiej  jednak  tak  bardzo  bolało  ją  jego  cierpienie,  któremu  w
żaden sposób nie umiała ulżyć. Postanowiła zadzwonić do niego i poprosić,
żeby  przyjechał,  żeby  razem  coś  wymyślili.  Sięgnęła  po  telefon  i  odnalazła
jego  numer.  Nie  odebrał.  Spróbowała  kolejny  raz.  Znów  bez  odpowiedzi.
Wybrała kolejne połączenie, i kolejne, wciąż bez skutku. Zaczęła się o niego
poważnie  martwić.  Ubrała  się  i  wyszła  z  domu.  Udało  się  jej  dość  szybko
wsiąść do tramwaju, więc była u niego już po około pół godzinie. Drzwi do
klatki były zamknięte, więc wcisnęła guzik domofonu. Nikt nie odpowiadał.
Rozejrzała się po parkingu. Nie było jego samochodu.

–  Zupełnie  nie  wiem,  co  mam  robić  –  pożaliła  się  Marcelinie.

Rozmawiając  z  nią,  wciąż  natrętnie  naciskała  na  dzwonek  domofonu  do
mieszkania Daniela. – Daniel napisał mi list – tłumaczyła. – Pisał w nim, że
zrozumiał, co robił i odkrył, kim tak naprawdę jest. Teraz nie wie, co ma ze
sobą  zrobić…  Zrozumiałam  to  tak,  jakby  nie  chciało  się  mu  już  żyć…
martwię się o niego. Nie odbiera telefonu, nie ma go w domu, właśnie stoję
pod jego klatką.

– A samochód jest?

– Nie ma właśnie.

–  Może  gdzieś  pojechał  i  nie  wziął  telefonu.  Wiem,  że  to  kiepsko

wygląda, ale może nie ma powodu do zmartwień. Wiesz, że nie wolno ci się
denerwować.

– Wiem, ale jakoś w tej sytuacji nie umiem nad sobą zapanować. Bardzo

się o niego martwię.

–  Aniu,  może  on  jest  już  pod  twoimi  drzwiami.  Jedź  do  domu  i  czekaj.

Zaraz  zrobi  się  późno  i  żaden  tramwaj  nie  będzie  kursował  od  niego,  a
przecież nie możesz w taki ziąb iść piechotą. Pomyśl o dziecku.

– Masz rację. Wrócę do domu.

– Dobrze. To się cieszę. I nie martw się. Na pewno wszystko się wyjaśni.

background image

Daniel jest rozsądny, na pewno nie zrobi sobie krzywdy, tym bardziej że wie,
że jesteś w ciąży.

– Właśnie z tym jest problem…

– Jak to, mówiłaś, że wie.

– Powiedziałam mu w nerwach, że usunęłam.

– Co takiego? Ania, czyś ty zwariowała?!

–  Nie  krzycz  na  mnie.  Wiem,  że  źle  zrobiłam.  Chciałam  mu  zrobić

przykrość.

– Przepraszam. No może w sumie dzięki temu przejrzał na oczy.

– Może tak, ale jeśli on sobie coś zrobi, to ja chyba umrę z bólu.

– Nie martw się na zapas. Będzie dobrze. Idziesz na przystanek.

– Tak. Idę. Wiesz, rozłączę się i spróbuję znowu do niego zadzwonić.

– OK. Tylko proszę cię, myśl o dziecku i nie denerwuj się.

– Dobrze. Dzięki. Pa.

Ania rozłączyła się szybko i podbiegła w stronę przystanku, bo z daleka

widziała  nadjeżdżający  tramwaj.  Zdążyła  prawie  w  ostatniej  chwili.  Kiedy
tylko  zajęła  jedno  z  wolnych  miejsc,  od  razu  wyszukała  w  telefonie  numer
Daniela  i  znów  próbowała  kilkukrotnie  się  z  nim  połączyć.  Bez  skutku
niestety.  Wróciła  do  domu  załamana  i  zmęczona.  Wchodząc  po  schodach,
próbowała wysłać do Daniela wiadomość, ale miała tak zmarznięte ręce, że z
trudem wciskała literki na klawiaturze.

–  Dobry  wieczór,  proszę  pani…  –  usłyszała  chłopięcy  głos.  Podniosła

wzrok  i  z  ulgą  stwierdziła,  że  to  ten  sam  chłopiec,  który  przyniósł  jej
wcześniej list. I tym razem trzymał w ręku białą kopertę.

– Gdzie jest ten pan, który daje ci te listy?

– Teraz to nie wiem. Był tu jakieś pół godziny temu.

– Masz dla mnie list? – zapytała, wskazując na kopertę.

background image

– Tak. Prosił, żebym przekazał.

– A gdybym ja miała list dla niego? Mógłbyś mu przekazać?

– Jak przyjdzie do mnie z kolejnym listem, to tak, ale za stówę.

– Jaką stówę? – spytała zdziwiona, z trudem zbierając myśli.

– No za sto złotych.

– Ile?

– Tyle dostaję od tego pani chłopaka.

–  Ode  mnie  tyle  nie  dostaniesz,  bo  nie  mam  –  zmartwiła  się  Ania.  Był

przecież koniec miesiąca i w portfelu niewiele jej zostało.

– A ile pani może dać?

– Dwadzieścia złotych?

– Za mało. Pięć dych.

–  Kurczę,  chłopaku…  to  tylko  przekazanie  listu,  nawet  nie  musisz

nigdzie chodzić.

– No dobra. Niech stracę. To kiedy mi pani go da?

– Jak napiszę. Mieszkasz gdzieś tutaj?

– Tak, pod jedynką.

– OK. To przyniosę.

– Dobra.

Chłopak zbiegł ze schodów i mijając się z Anią, podał jej kopertę z listem

od Daniela. Ania jeszcze na korytarzu rozerwała ją i wyciągnęła zawartość.

 

Moja Aniu,

przepraszam,  że  znów  piszę,  ale  przelewanie  słów  na  papier  jakoś

pomaga  mi  łagodzić  ból.  Od  czasu  ostatniego  listu  włóczyłem  się  po

background image

mieście  bez  celu.  Nie  wiem,  ile  kilometrów  zrobiłem,  ale  w  końcu
zatrzymałem  się  przed  katedrą  i  usłyszałem,  że  w  środku  jest  msza.
Wiesz, ja nie jestem wierzący. Mama wysłała mnie do Komunii Świętej,
bo wszyscy z mojej klasy szli i ja też bardzo chciałem, ale ani wcześniej,
ani  później  w  naszym  domu  nie  praktykowało  się  religii.  Rodzice
uważali  się  za  katolików,  ale  ja  już  nie.  Poza  tą  przygodą  z  komunią
nigdy  jakoś  nie  myślałem  o  Bogu.  Stąd  zupełnie  nie  wiem,  dlaczego
postanowiłem wejść do katedry. Coś jakby mnie tam ciągnęło. Usiadłem
w jednej z ostatnich ławek. Okazało się, że trafiłem na rekolekcje. Młody
ksiądz  stał  przed  ołtarzem  i  opowiadał  coś  o  jakiejś  dziewczynce.  Nie
wiedziałem od razu, o co chodzi, bo nie słyszałem przecież początku jego
wypowiedzi,  ale  z  czasem  zrozumiałem,  że  ta  dziewczynka,  o  której
mówił,  żyje  współcześnie  i  nie  mogę  jakoś  do  końca  w  to  uwierzyć,  ale
podobno widzi Jezusa i rozmawia z nim. Pewnie normalnie wyśmiałbym
to wszystko i wyszedł z kościoła, ale ten ksiądz powiedział coś, co mnie
zaciekawiło.  Mówił  o  tym,  jak  matka  dziewczynki  zapytała  córkę,  co
narysowała.  Ona  odparła,  że  mamusię  i  jej  dzieci.  Na  co  ta  kobieta
odrzekła,  że  ona  ma  przecież  tylko  dwoje  dzieci  –  ją  i  jej  młodszą
siostrzyczkę.  Wiesz,  co  odpowiedziała  ta  mała?  Że  mama  nie  ma  racji,
bo na ziemi ma dwoje i jedno w niebie. Podobno ta kobieta oniemiała z
wrażenia, bo nigdy nie mówiła swojej córce, i nikt inny też nie mógł jej
tego  powiedzieć,  że  kiedyś  straciła  dziecko.  Poroniła.  Wyobrażasz
sobie? Jeśli więc to, co opowiadał ten ksiądz, było prawdą, to znaczy, że
maleństwa, które zabiłem, miały duszę?

Siedziałem w ławce, nie mogąc skupić się na niczym. Myślałem tylko

o tych dzieciach, które usunąłem. Miałem wrażenie, że za chwilę wpadnę
do jakiegoś głębokiego dołu. Robiło mi się ciemno przed oczami i wtedy
usłyszałem  pukanie.  Dochodziło  z  konfesjonału.  Kiedy  spojrzałem  w
tamtą stronę, zobaczyłem, że w środku pali się żarówka, co oznaczało, że
trwała  spowiedź.  Stanąłem  w  kolejce  i  nie  mogłem  uwierzyć  w  to,  co
robię.  Przecież  nawet  nie  pamiętałem,  jak  się  spowiadać.  Gdy  przyszła
moja  kolej,  wszedłem  do  środka  i  zupełnie  mnie  zamurowało.  Nie

background image

wiedziałem, co mam powiedzieć, po co ja tam poszedłem, ale ten ksiądz
jakoś  tak  do  mnie  mówił…  już  nie  pamiętam  nawet,  co,  ale  wiem,  że
jakoś  dodał  mi  otuchy  i  dzięki  temu  w  końcu  zacząłem  opowiadać  o
sobie.  Powiedziałem  wszystko,  o  tym,  że  nie  jestem  wierzący,  że
przyszedłem,  bo  czułem  się  tak,  jakby  mnie  ktoś  wołał  do  środka  i  do
spowiedzi  też  nie  uczęszczam.  Przyznałem  się  do  tego,  co  robiłem  i
rozpłakałem się… kurde, rozpłakałem się jak dziecko. Na pogrzebie ojca
nie  uroniłem  żadnej  łzy,  a  tam  w  konfesjonale  płakałem  tak,  jak  wtedy
przy  Tobie.  To  takie  dziwne.  Skąd  te  łzy?  Chciałabyś  pewnie  wiedzieć,
co  powiedział  mi  ksiądz?  Właściwie  to  bardzo  długo  mówił,  a  ja
zapamiętałem niewiele, ale chyba to, co najważniejsze. Powiedział, że to
nie był przypadek, że się tam znalazłem akurat w tym czasie, ani też to
nie  był  przypadek,  że  poznałem  Ciebie  i  straciłem  własne  dziecko.  To
wszystko  według  niego  szansa  dla  mnie,  żebym  ocalił  swoją  duszę.  Nie
wiem,  czy  wierzę  w  duszę,  ale  powiedział  mi,  że  mogę  odkupić  swoje
winy,  że  mam  jeszcze  szansę  żyć  inaczej,  tylko  muszę  teraz  podjąć
właściwe kroki. Powiedział mi nawet, co powinienem zrobić, ale to tak
nierozsądne, że nie wiem, czy znajdę odwagę…

Widziałem, że dzwoniłaś. Nie odebrałem, bo nie wiem, jak mógłbym

z  Tobą  rozmawiać.  Bałem  się,  że  powiesz  mi  coś,  co  zupełnie  mnie
załamie, do tego stopnia, że nie będę miał już innego wyjścia, jak tylko
się zabić. Coś w mojej głowie ciągle mi to powtarza, ale jeszcze umiem z
tym walczyć. Bałem się, że jak usłyszę Twój głos, to się poddam.

Kocham cię, Aniu, Daniel

 

Nawet nie zauważyła, że usiadła na zimnych schodach, gdy była gdzieś w

połowie  listu.  Dopiero  gdy  doczytała  go  do  końca,  zorientowała  się,  że
bardzo  jej  zimno  i  wtedy  weszła  do  swojego  mieszkania.  Pospiesznie
napisała  do  Daniela  SMS-a  i  dla  pewności  to  samo  napisała  w  liście,  który
zaniosła chłopakowi spod jedynki.

 

background image

Daniel,

dzwoniłam  do  Ciebie,  bo  chciałam,  żebyś  do  mnie  przyjechał.

Bardzo chciałabym z Tobą porozmawiać i… kocham Cię, Daniel. Nigdy
nie  przestałam.  Przyjedź,  proszę,  do  mnie  jak  najszybciej.  Obiecuję,  że
nie będę Cię już ranić. Chcę być z Tobą.

Ania

 

background image

ROZDZIAŁ XXXIV

Daniel z drżącym sercem otworzył w telefonie wiadomość od Ani. Kiedy

ją  jednak  przeczytał,  natychmiast  wstał  i  wprost  wybiegł  z  kawiarni,
zapominając  zapłacić  za  herbatę,  której  nawet  nie  wypił.  Jego  samochód
został  pod  gabinetem,  na  drugim  końcu  miasta,  ale  był  od  mieszkania  Ani
zaledwie kilka przecznic, więc postanowił do niej pobiec.

„Chce  ze  mną  być…  chce  ze  mną  być…”  –  myślał  wciąż

rozgorączkowany, a te słowa były jak balsam dla jego zbolałego serca.

Zdyszany  stanął  przed  jej  drzwiami  i  już  miał  nacisnąć  dzwonek,  kiedy

usłyszał  gdzieś  w  swojej  głowie  dziwny  głos:  „Odejdź  stąd.  Ona  ci  nie
wybaczy. Nigdy nie wybaczy”.

Opadł więc z sił i ściągnął rękę z dzwonka, po czym odwrócił się i zaczął

schodzić po schodach. W tym momencie drzwi jej mieszkania się otworzyły.
Ania wybiegła do niego boso, tylko w jakiejś cienkiej sukience.

– Daniel! – krzyknęła, stając u szczytu schodów. – Dokąd idziesz?

Odwrócił  się  i  spojrzał  na  nią…  Wyglądała  pięknie,  ale  cała  była  we

łzach.

–  Wystraszyłem  się  –  odpowiedział  cicho,  spuszczając  głowę  tak,  żeby

nie widziała bólu na jego twarzy.

– Czego się wystraszyłeś?

– Że mi nie wybaczysz – odparł jeszcze ciszej, łamiącym się głosem.

Zbiegła  do  niego  i  kładąc  dłonie  na  jego  policzkach,  zmusiła  go,  żeby

spojrzał jej w oczy.

–  Wybaczę  ci,  Daniel.  Wybaczę  ci,  tylko  wróć  do  mnie  i  przekonaj,  że

jesteś godny mojego wybaczenia.

– A jeśli nie jestem?

background image

–  Pozwól,  że  ja  o  tym  zdecyduję.  Wejdź  do  środka  –  poprosiła,  ale  nie

ruszył  się  z  miejsca.  Wydawało  mu  się,  że  nie  zdoła  pokonać  tych  kilku
schodków dzielących go od jej mieszkania.

–  Daniel,  proszę  cię…  Ja  również  muszę  prosić  cię  o  wybaczenie  –

powiedziała i rozpłakała się. – Okłamałam cię. Nie usunęłam ciąży.

Popatrzył  na  nią  z  niedowierzaniem.  Czuł  się  tak,  jakby  za  chwilę  miał

postradać zmysły. Spojrzał na jej krągły brzuszek, a w jego oczach pojawiły
się łzy.

– Naprawdę?

– Naprawdę. Proszę wejdźmy do środka, jest mi bardzo zimno.

Popatrzył  na  jej  bose  stopy  i  gęsią  skórkę  na  ciele.  W  nieoczekiwanym

przypływie  siły  wziął  ją  na  ręce  i  wniósł  do  mieszkania.  Tam  nie
wypuszczając  jej  z  ramion,  zaczął  całować  jej  usta,  szyję,  dekolt.  Ona
odwzajemniała pocałunki, płacząc i śmiejąc się równocześnie. Położył ją na
sofie i nie przestając całować, ściągnął z niej ubranie. Spojrzał na jej piękne,
powiększone  piersi  z  brązowymi  brodawkami  i  okrąglutki  brzuszek  okryty
delikatną,  błyszczącą  skórą.  Zatrzymał  się  na  chwilę,  jakby  pytając  o
pozwolenie, a ona przyciągnęła go do siebie, rozpinając mu kurtkę. Rozebrał
się  pospiesznie  i  położył  obok  niej.  Na  wąskiej  sofie  było  im  niewygodnie,
ale  to  wszystko  nie  miało  znaczenia,  kiedy  namiętność  rozpalała  ich  ciała.
Wszedł w nią delikatnie, jakby bał się skrzywdzić swoje maleństwo, po czym
kochali się długo, poddając się uniesieniom, których wcześniej nie znali.

–  Dziękuję  ci  –  wyszeptał  jej  do  ucha,  gdy  tylko  odzyskał  zdolność

mówienia. – Dziękuję, że tego nie zrobiłaś.

– Nie potrafiłabym.

–  Wiem.  Jesteś  moim  zupełnym  przeciwieństwem.  Jest  w  tobie  tyle

dobra.  Ten  ksiądz  musiał  mieć  rację.  To  nie  był  przypadek,  że  ciebie
spotkałem.

– Co ci powiedział? Jak masz odkupić swoje winy? – spytała, poważnie

background image

głaszcząc go po policzku.

–  Jego  zdaniem  powinienem  przyznać  się  do  swoich  zbrodni,  tak  to

nazwał, pewnie słusznie, i ponieść karę.

– To znaczy, zgłosić się na policję?

– Tak.

– Przecież zamkną cię za to do więzienia. W Polsce aborcja jest karalna.

– Wiem.

– I byłbyś w stanie to zrobić?

– Wciąż o tym myślę… Straciłbym też prawo do wykonywania zawodu.

Zostałbym  bez  pracy,  bez  pieniędzy.  Wszystkie  lata  studiów  poszłyby  na
marne, a moja mama… nie wiem, jak ona na to by zareagowała.

–  Daniel,  ja…  nie  chciałabym,  żebyś  poszedł  do  więzienia,  ale

chciałabym żyć z człowiekiem o dobrym sercu. Nic więcej się dla mnie nie
liczy. Nie muszę mieszkać w pięknym mieszkaniu ani ubierać się w markowe
ciuchy.  To,  co  dla  mnie  najważniejsze,  to  twoje  wnętrze.  To,  czym  się
zajmowałeś,  było  okrutne  i  niewybaczalne,  ale…  ja  jestem  gotowa  ci
wybaczyć, bo widzę, że w końcu poczułeś skruchę.

– A więc twoim zdaniem powinienem się przyznać?

– Nie wiem, Daniel. To trudna decyzja. Jeśli zostanie tak, jak jest, to czy

kiedykolwiek  będziesz  umiał  sobie  wybaczyć  to,  co  zrobiłeś?  Może  Bóg  w
tym wypadku to twoja jedyna szansa…

–  Może  tak…  –  zamyślił  się.  –  A  ty?  Czekałabyś  na  mnie?  A  nasze

dziecko? Jak ono zniosłoby to, że jego ojciec siedzi w więzieniu?

– Wydaje mi się, że byłoby z ciebie dumne.

– Jak to? O czym ty mówisz, jak można być dumnym z mordercy?

–  Wszyscy  popełniamy  błędy,  niektórzy  mniejsze,  inni  większe,  ale

najważniejsze to umieć  się do niech  przyznać i ponieść  zasłużoną karę… A

background image

ja…  czekałabym,  Daniel.  I  chociaż  świat  by  ze  mnie  pewnie  drwił,  ja
chodziłabym z podniesioną głową, że człowiek, którego kocham, był gotowy
na  ogromne  poświęcenie,  żeby  nie  pozostawiać  naszemu  dziecku  ciężaru
tego, co zrobił.

Daniel  zamilkł  i  milczał  tak  do  rana.  Ania  początkowo  całowała  go  i

pieściła,  w  końcu  przykryła  ich  oboje  kocem  i  zasnęła.  Daniel  całą  noc
rozmyślał  nad  jej  słowami,  próbując  ułożyć  w  głowie  jakiś  plan  na  dalsze
życie.

Rano  cichutko  wyśliznął  się  z  łóżka,  zostawił  Ani  kartkę,  że  wróci

niedługo, po czym wymknął się do kościoła. Była niedziela i w katedrze, do
której podjechał tramwajem, akurat trwała msza. Uklęknął gdzieś w progu i
zrobił  coś,  czego  nie  robił  nigdy  wcześniej,  nawet  będąc  dzieckiem.  Zaczął
się  modlić.  Własnymi  słowami,  tak  jak  potrafił.  Nie  zauważył  nawet,  kiedy
skończyła  się  msza  i  został  sam  w  kościele.  Wtedy  podszedł  do  niego  jakiś
ksiądz.  Nie  był  pewien,  czy  to  ten  sam,  z  którym  rozmawiał  wczoraj  w
konfesjonale, ale miał podobny głos, więc kiedy zapytał, czy może mu jakoś
pomóc,  poprosił  go  o  radę.  Kapłan  zaprosił  go  na  herbatę  do  jakiegoś
pomieszczenia, które było zapewne kancelarią parafialną. Rozmawiali długo i
Daniel czuł z każdą minutą, że powinien tak właśnie zrobić, jak radził mu ten
człowiek  w  sutannie,  którego  zapewne  jeszcze  miesiąc  temu  wyśmiałby  za
takie słowa.

Kiedy  wrócił  do  Ani,  wiedział  już,  że  niedługo  rozstanie  się  z  nią  na

długo, ale był spokojny i pogodzony z tą myślą. Ona najpierw rozpłakała się,
ale  w  głębi  serca  ucieszyła  z  jego  decyzji.  Spędzili  razem  całą  niedzielę  i
prawie nie wychodzili z łóżka. W poniedziałek, korzystając jeszcze ze swoich
praw,  które  wkrótce  miał  utracić,  wypisał  Ani  zwolnienie  z  pracy  na  cały
tydzień i pojechali do Wałbrzycha, żeby porozmawiać z jego mamą. Nie była
to  łatwa  rozmowa.  Można  powiedzieć,  że  jedna  z  najtrudniejszych,  jakie
mieli przeprowadzić w swoim życiu. Matka z trudem pogodziła się z myślą,
że jej syn chce przyznać się do czegoś, co w jej mniemaniu nie było aż tak
złe i przez to stracić nie tylko pracę, lecz także wolność i reputację. Musiało
minąć sporo czasu, zanim zupełnie się z tym pogodziła, ale w tym ostatnim

background image

tygodniu,  który  mieli  spędzić  razem  przed  jego  zgłoszeniem  się  na  policję,
akceptowała  wszystkie  jego  decyzje.  Tylko  nocami  płakała,  bo  nie  mogła
zrozumieć, dlaczego los ją tak doświadcza.

 

background image

ROZDZIAŁ XXXV

Ania była ogromnie podekscytowana tym, że za kilka godzin miała wyjść

za  mąż.  Nigdy,  co  prawda,  nie  marzyła,  że  jej  ślubna  uroczystość  odbędzie
się  w  środku  tygodnia,  tylko  w  towarzystwie  świadków  i  obrażonych
rodziców,  ale  gdzieś  w  głębi  serca  czuła,  że  tak  właśnie  będzie  najlepiej.
Serce  krwawiło  jej  na  myśl,  że  przez  kilka  kolejnych  lat  będzie  samotnie
wychowywać  swoje  dziecko,  ale  z  drugiej  strony  czuła  się  gotowa  na
poświęcenie, skoro tylko w taki sposób Daniel miał kiedykolwiek wybaczyć
sobie to, co zrobił.

Marcelina,  która  pełniła  funkcję  świadka,  pomogła  jej  wybrać

odpowiednią sukienkę. Skromną, kremową, zakrywającą rosnący brzuszek, a
w dniu wesela poszła z nią do fryzjera i makijażystki. Ślub wzięli w katedrze,
ale  nie  w  Karpaczu,  jak  zawsze  marzyli  jej  rodzice.  Oboje  z  Danielem  tego
dnia  czuli  się  wyjątkowo  blisko  Boga,  którego  nigdy  wcześniej  tak  bardzo
nie  szukali.  Tuż  po  nocy  poślubnej,  którą  spędzili  w  mieszkaniu  Daniela,
zaraz  po  tym,  jak  rodzice  i  świadkowie  rozjechali  się  do  domów,  Ania  i
Daniel  pojechali  tramwajem  do  najbliższego  komisariatu.  Ania  skrycie
ocierając łzy, z bolącym sercem czekała na wiadomości.

***

Wyrok  sądu  był  łaskawszy,  niż  wszyscy  się  spodziewali.  Daniel  miał

spędzić w więzieniu cztery lata, jednak wyszedł za dobre sprawowanie już po
trzech.  Nie  był  to  ten  sam  człowiek,  którego  Ania  poznała  nad  morzem,
trafiając go niechcący piłką w głowę. Stał się cichy i skromny, zawsze chętny
do  pomocy  potrzebującym.  Po  wyjściu  z  więzienia  pracował  jako  kelner  w
nowej restauracji Marka, ale nigdy nie wstydził się tego, co robi. Anię z kolei
i swoją maleńką Tosię traktował jak dwa najcenniejsze w jego życiu skarby.
Każdego dnia starał się wynagrodzić im swoją trzyletnią nieobecność.

Kiedy Daniel był w więzieniu, Ania zamieszkała w jego mieszkaniu i gdy

tylko była w trudnej sytuacji materialnej, mogła liczyć na jego oszczędności,

background image

do których dał jej dostęp jeszcze przed zgłoszeniem się na policję. Nie czuła
się samotna, gdyż zawsze mogła liczyć nie tylko na Marcelinę i Leszka, który
okazał  się  jej  prawdziwie  bliski,  lecz  także  na  przyjaciół  Daniela,  którzy
wspierali ją jak tylko mogli. Nigdy, co prawda, nie dowiedziała się, że Robert
ma na sumieniu takie same grzechy jak jej mąż, ale ze strachu nigdy ich nie
wyjawił, a jedynie zaprzestał zgubnych działań.

Anię odwiedzała często mama Daniela, z którą się szczerze zaprzyjaźniła.

Mogła  też  liczyć  na  własnych  rodziców,  którzy  przed  jej  ślubem  może  raz
byli  we  Wrocławiu.  Poza  tym  prawie  codziennie  dostawała  list  od  swojego
męża. Bywały dni, że nie nadążała z odpisywaniem. Kiedy urodziła się Tosia,
zadzwoniła  do  więzienia  i  poprosiła  o  rozmowę  z  Danielem.  Płakał  ze
szczęścia i prosił, by przesłała mu jej zdjęcia, gdy tylko będzie mogła. Trzy
lata szybko minęły, a dzień, w którym Daniel wrócił do domu, był jednym z
tych,  które  oboje  nazywali  najszczęśliwszymi  w  życiu.  Od  tego  momentu
zaczęli zupełnie nowe życie.

 

background image

Nowe życie

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-773-7

 

© Ewelina Kościelniak i Wydawnictwo Novae Res 2017

 

Wszelkie  prawa  zastrzeżone.  Kopiowanie,  reprodukcja  lub  odczyt  jakiegokolwiek

fragmentu  tej  książki  w  środkach  masowego  przekazu  wymaga  pisemnej  zgody
wydawnictwa Novae Res.

 

REDAKCJA: Ewelina Ambroziak

KOREKTA: Kinga Dolczewska

OKŁADKA: Anna Gręda

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: 

InkPad.pl


Document Outline