background image
background image

  

 

Rajmund Czok

 

 

Pójdę za twoim głosem

 

historia niezwykłej miłości

 

 

background image

 
 

 
 

 

 

 

 

 

 

 

Taka miłość zdarza się tylko raz,

 

niesie obietnicę czegoś nieuchronnego

 

przed czym nie ma innej drogi.

 

I nie powtórzy się, choćby życie trwało…

 

nie wiem jak długo.

 

 

* * *

background image

 

ONA

 

Katarzyna, przykładna żona profesora,

 

matka dorosłego syna i córki.

 

 

ON

 

Artur, sześćdziesięcioletni publicysta, pisarz,

 

rozwiedziony, podróżnik, autor bestsellera:

 

„Kochanek, kochanka, i co dalej?”

 

 

ONA

 

Spokojna kura domowa, poświęcająca się

 

dzieciom i mężowi, przeżyje niezwykły romans,

 

który zmieni ją wewnętrznie i doda nowych sił.

 

 

ON

background image

 

Zauroczony osobowością, składa jej wizytę

 

pod nieobecność męża przebywającego za granicą.

 

 

ONA

 

Mimo wykazywanej oschłości i obojętności,

 

rodzi się w niej poczucie winy wobec męża.

 

W końcu staje przed trudnym wyborem:

 

skrzywdzić męża i swoje dzieci,

 

albo siebie i kochanka,

 

odrzucając miłość o jakiej marzyła?

 

* * *

 
 

____________________________________________

 
 
 
 
 

Tego ranka Artur Tappert obudził się rześki i 

wypoczęty. Jak co dzień w jego samotności nie było 

background image

bezczynności. Wstał, wziął prysznic, wypił poranną kawę, 
wyjął listy z skrzynki pocztowej.
 

Długo obracał w palcach kopertę z herbem 

Korzeniowa. Klub Inteligencji Pracującej zaprosił na 
wieczór autorski. W księgarniach ukazała się jego 
najnowsza książka: „Kochanek, kochanka… i co dalej?”
 

Tappert nie znał miejscowości. Przyjaciele mu 

podpowiedzieli, że jest to malownicze miasteczko wśród 
leśnych wzgórz na zachodnim krańcu kraju, słynące w 
świecie z wysokiej klasy galanterii porcelanowej.
 
 

Wczesnym listopadowym rankiem spakował 

niezbędne rzeczy, walizkę włożył do bagażnika opla. 
Usiadł za kierownicą, w myślach sprawdził, czy czegoś nie 
zapomniał… i uruchomił silnik. Mimo lekkiego 
przymrozku silnik zaskoczył.
 

Jadąc podziwiał miasteczka i wsie. Minąwszy jedną z 

wiosek, zauważył przygarbionego chłopa nad pługiem przy
podorywce. Zwolnił, uchylił szybę, chciał usłyszeć 
krakanie wron, które obległy dużym stadem oracza.
 

Po godzinie jazdy zatrzymał się na kawę przy

 

zajeździe. Kiedyś był tu razem z żoną w drodze na 

koncert. Od razu wezbrały się wspomnienia.
 

Żona była utalentowaną pianistką, laureatką liczących 

się na świece konkursów. Ostatnią nagrodę przywiozła z 
Genewy. Jej marzeniem był wielki świat i duże sale 
koncertowe. Gdy czas mu pozwalał, woził ją na koncerty 
po całym kraju. Pięć lat minęło, odkąd pojechała do 
Stanów na cykl koncertów dla tamtejszej Polonii. I już jej 
nie zobaczył. Nie sądził, że to będzie koniec ich związku. 
Czasem, kiedy leżał w łóżku, zdawało mu się że nadal 

background image

czuje zapach jej ciała. Któregoś razu się przemógł, wysłał 
do niej kartkę:
 

Utraciłem w Tobie żonę, teraz chciałbym cię pozyskać

jako przyjaciółkę.
 

Nie odezwała się. Rok później, przez adwokata, 

poprosiła o rozwód. Nie sprzeciwiał się, dał jej upragnioną 
wolność.
 

Decydując się na małżeństwo wiedzieli, że nie będzie 

im łatwo. Jednak wierzyli, że sobie poradzą. Trasy 
koncertowe nie przysłużyły się ich małżeństwu.
 

Wypalił papierosa, usiadł za kierownicą, ruszył w 

dalszą drogę. Słońce skryło się za chmurami, w powietrzu 
wisiał deszcz.
 

Dawniej, kiedy woził żonę na koncerty, nuciła mu 

utwory, które potem wykonywała. Obecnie ma 
radiomagnetofon. Nie znosi ciszy.
 

Dobrze byłoby mieć znowu kobietę, pomyślał. Kiedy 

człowiek się starzeje, wtedy dobrze mieć kogoś. Rok minął,
jak wpadł w oko właścicielce galerii artystycznej na 
Starówce. Była piętnaście lat od niego młodsza. Chociaż 
wiedział, że nigdy jej nie pokocha, mimo to dużo czasu 
spędzili w łóżku. Dawno już nie spotkał kobiety tak 
eleganckiej, na której wszystko się zgadzało. Nawet zapach
perfum. A w seksie? Żmija. W miłosnym uniesieniu stale 
mu schlebiała: „Tak sprawnego fiuta niejeden facet 
zazdrościłby”. To pochlebstwo go łechtało, uskrzydlało.
 

Jego żona wcale nie była od niej gorsza. Przebierała 

palcami po jego ciele, jak po klawiaturze fortepianu. Pod 
palcówką odróżniał rytm Bolero Ravaela, od Mazurka 
Chopina. Była niezrównaną mistrzynią. I byłaby też niezłą 
flecistką, gdyby nie związała się z fortepianem. Drugiej 

background image

takiej pewnie już nie spotka – westchnął boleśnie.
 

Na kolejnym zajeździe zatrzymał się na obiad. Zanim 

potem ruszył dalej, przedtem wykonał kilka przysiadów dla
rozprostowania kości.
 

Ba tachometrze miał już trzysta przejechanych 

kilometrów. Do Korzeniowa pozostało jeszcze trzydzieści.
 

Korzeniowo powitało go blaskiem ulicznych latarń. 

Zaparkował obok klasycznej willi, która stanowiła siedzibę 
klubu.
 

Spojrzał na zegarek. Miał jeszcze sporo czasu.

 

Ruszył w stronę szarego budynku, który mrugał 

świetlnym napisem: „Hotel Diament“. Za nim dotarł na 
miejsce musiał minąć poprzecznicę, sklep spożywczy, 
pocztę i aptekę.
 

Otyła recepcjonistka prześliznęła się po nim 

obojętnym wzrokiem. Gdy się przedstawił, twarz jej od 
razu ożyła.
 

– Ach to pan? Witam serdecznie. Pokój dla 

szanownego gościa oczywiście zarezerwowany... rachunek 
zapłacony – dodała po chwili wyniosłą miną. – Pewnie 
zleci się połowa miasta pana poznać... – usiłowała mu się 
przypodobać.
 

Nie zwracał uwagi na jej umizgi. Poprosił o klucz i 

zapytał, gdzie może się napić kawy?
 

– Na półpiętrze jest mała kawiarenka – odparła tym 

razem obojętnie.
 

W kawiarence wypalił papierowa, wypił kawę, po 

czym udał się do pokoju. Był bardzo skromny. Nocna 
lampka z przepaloną żarówką, radio bez pokręteł odbierało 
jedną stację, na ścianie dwa kiczowate landszafty.
 

Klub inteligencji pracującej zrzeszał cały miejscowy 

background image

high live, podszyty pod status inteligencji. Sala pękała w 
szwach. Stawili się co do jednego. Siedzieli ciasno. Wielu 
stało pod ścianą, uświetnioną portretami osób przed nim tu 
goszczących. Daty potwierdzały, że gospodarze żyli 
wspomnieniami minionej dekady.
 

Sędziwy prezes klubu przedstawił gościa jako autora 

poczytnego bestsellera. Zebrani powitali gromkimi 
oklaskami.
 

Tappert wyjaśnił, że książkę napisał z myślą o 

przeciętnym czytelniku, dla którego powinna stanowić 
lekarstwo albo działać profilaktycznie. Po przeczytaniu 
zebranym fragmentów książki, powietrze zagęściło się od 
głosów dyskusji. Tappert bacznie obserwował przytakujące 
mu twarze, czasem odczuwał bolesny skurcz, jeśli ktoś nie 
podzielał jego zdania.
 

– Czym się kierują zamężne kobiety, gdy dopuszczają 

się zdrady? – padło ironiczne pytanie korpulentnej 
blondynki bliskiej trzydziestki.
 

Na sali lekkie poruszenie. Wszystkie spojrzenia 

skierowały się wyczekująco w jego kierunku.
 

Tappert odchrząknął, potem stoickim spokojem 

odpowiedział, że podobne pytanie należałoby zadać 
mężczyznom. I od razu dodał, że temat jest stary jak świat, 
żeby zgłębić należałoby wniknąć w złożoność odczuć, 
zahamowań i reakcji… od najpospolitszych po najbardziej 
skomplikowane. Wtedy dopiero można by snuć wnioski. 
Dlatego warto przedtem zastanowić się nad ryzykiem 
przeżycia kilku minut pseudo przyjemności?
 

Oblężony stawiał autografy. Dziękowano mu 

sympatycznym uśmiechem, czasem kwiatkiem. Jako 
ostatnia podeszła niezwykle ujmująca pani. Podając 

background image

książkę, bystro się w niego wpatrywała. Tappert próbował 
nawiązać kontakt, ale odniósł wrażenie, że nie wykrztusi z 
niej słowa.
 

Uśmiechnął się, jednak bez odwzajemnienia.

 

Prezes szepnął mu do ucha, że to bardzo sympatyczna 

i kulturalna kobieta.
 

– Kulturalne czasem nie przynoszą szczęścia – odparł 

obojętnie.
 

– Ta pani stanowi wyjątek – usłyszał ripostę.

 

– Pochodzi z inteligenckiej rodziny. Jej ojciec 

przedwojenny pułkownik dyplomowany, matka 
nauczycielka gimnazjalna. Ta pani ma na imię Katarzyna, 
uczyła u mnie w liceum. Jej mąż jest profesorem na 
uniwersytecie. Co mi wiadomo, przebywa na jakimś 
zagranicznym kongresie w Paryżu.
 
 

Tappert wrócił do hotelu w nie najlepszym nastroju. 

Jego myśli krążyły wokół zagadkowej pani Katarzyny. 
Przed oczyma miał zakłopotaną twarz… i usta, które – 
poza lekkim drgnięciem kącików – nic nie wypowiedziały. 
Czymś go pociągała, opętała, rozbudziła, o czym z taką 
ostrożnością rozwodził się przed zebranymi w klubie. 
Czyżby teraz stanowił zaprzeczenie własnej teorii? 
Ubzdurał sobie także, że jest w niej coś bardzo 
wartościowego, co czeka na odkrycie.
 

Usiadł na krześle z zapalonym papierosem, w palcach 

miętosił pudełko zapałek. Po chwili rzucił nim w kąt 
pokoju.
 

Kolejnego papierosa przypalił od niedopałka. Głowę 

rozsadzał mu niekontrolowany natłok ścierających się 
myśli.

background image

 

Udał się do kawiarenki uspokoić alkoholem nerwy. 

Zastał trzy pary zajęte głośną rozmową. Piły wino.
 

Barmanka uśmiechnęła się kokieteryjnie.

 

– Co panu podać?

 

– Koniak – odparł nijakim uśmiechem.

 

Wypił jednym haustem. Potem drugi, trzeci...

 

jednak żaden nie uwolnił go od natarczywych myśli. 

Po wypaleniu papierosa wrócił do pokoju. Położył się do 
łóżka.
 

Mimo usiłowań nie mógł zasnąć. Do głowy 

przychodziły mu przeróżne myśli, których nie potrafił 
rozszyfrować. Zastanawiał się, czy ta dystyngowana pani 
nie dała do zrozumienia, że prowadzi żywot 
małomiasteczkowej kobiety?
 

Przebudził się o świcie z niemiłym uczuciem. 

Próbował jeszcze się zdrzemnąć, ale w głowie kłuły go 
tysiące igieł. Co się ze mną dzieje? – wzdrygnął się. 
Stopniowo do jego świadomości powracał miniony wieczór
w klubie. I to nieme spojrzenie.
 

Poranny prysznic postawił go na równe nogi, 

przywrócił opamiętanie. Otulony w hotelowy ręcznik 
kąpielowy usiadł na skraju łóżka, wzrok zawiesił na 
abstrakcyjnym kiczu na ścianie. Wpatrując się weń dłuższą 
chwilę, nagle doznał olśnienia...
 
 

Za oknem niebo sczerniało. Katarzyna stała przy oknie

wpatrzona w spływające po szybie krople deszczu. Od 
samego rana dręczył ją jakiś wewnętrzny niepokój.
 

Była stęskniona ciepła, którego w tym domu od 

dłuższego czasu brakowało. Rozmyślała nad sobą i 
szorstkim zachowaniem męża Kordiana… Rozmyślała o 

background image

zbliżeniu raz na kilka miesięcy, sprowadzanym przez męża 
do kilku zaledwie ruchów. Pewnego dnia zapytała, 
dlaczego jest wobec niej taki oziębły i obojętny? Zamiast 
odpowiedzi. odwrócił się plecami i zaszył na długie 
godziny w gabinecie.
 

Stała jeszcze chwilę wpatrzona w krople deszczu, 

rozpryskujące się w kałużach. Odniosła wrażenie, jakby 
przyroda jej współczuła. Miała na gołe ciało narzucony 
płaszcz kąpielowy.
 

Poszła do łazienki w lustrze spojrzała na swoje 

czterdzieści pięć lat. Spojrzała na swoje piersi, które mimo 
wieku nadal były jędrne, choć wykarmiła nimi syna i córkę.
Pomyślała o latach studenckich, wtedy pewien fotografik 
namawiał ją, by zechciała pozować mu do aktu. Odmówiła.
Nawet po tylu latach, nie musiałaby się wstydzić swej 
nagości.
 

Ujęła piersi w dłonie, lekko masując. Marzyła, by to 

były męskie dłonie. Rzuciłaby się temu mężczyźnie na 
szyję, na policzku odcisnęła mu oddech pożądania. Dziwiła
się sobie, bo czegoś podobnego dotąd nie robiła. Nawet 
przez myśl je to nie przeszło.
 

Akurat zamierzała wejść pod prysznic, wtedy rozległ 

się dzwonek u drzwi wejściowych. Była zaskoczona. Z 
nikim się nie umawiała, nikogo nie oczekiwała o tak 
wczesnej porze dnia.
 

Narzuciła na gołe ciało płaszcz i pobiegła do drzwi. 

Zaniemówiła. W uchylonych drzwiach stał Tappert. Za nic 
nie mogła pojąć jego wizyty.
 

– Przyniosłem pani róże – rzekł nieśmiało.

 

– Dziękuję, nie trzeba było – odparła. – Dawnood 

nikogo nie dostałam tak pięknych czerwonych róż – i 

background image

wtedy coś niespotykanego w niej drgnęło.
 

Zaprosiła wczesno rannego gościa do salonu, sama 

poszła szybko włożyć coś na siebie.
 

Tappert w tym czasie rozejrzał się po salonie. W jego 

ocenie urządzony był z dużym wyczuciem smaku. Każdy 
niemal szczegół wyważony w stylu i kolorze.
 

Katarzyna zjawiła się w zgrabnej sukience 

bawełnianej. Tappert był zauroczony.
 

– Moja wizyta pewnie zaskoczyła? – rzekł, kiedy się 

już opamiętał. – Proszę mi wybaczyć, ale pani wczorajsze 
zachowanie w klubie…
 

– Wczoraj poczułam dziwny ucisk w krtani – weszła 

mu w słowo.
 

– Z pani powodu nie spałem, budziłem się, widziałem 

usta, które chciały coś powiedzieć…może teraz usłyszę...?
 

Potrząsnęła przecząco głową. Zapytała, czy się napije 

kawy? I nie czekając na odpowiedź, poszła do kuchni 
nastawić ekspres. W tym czasie głowiła się nad jego nagłą 
wizytą. Nawet była jej na rękę, uszczęśliwiła. Ostatnie 
miesiące spędzała zawsze sama, mąż bywał stale na 
zagranicznych kongresach i sympozjach. Po powrocie 
zwykle zamykał się w swoim gabinecie, albo przebywał na 
uczelni. Tymczasem ona całymi dniami przesiadywała 
samotnie na tarasie, wgapiona we zniesienia porosłe 
lasami. Dawniej chodziła do klubu tenisowego, czas 
spędzał na spacerach, albo jeździła na rowerze. W takich 
chwilach nie myślała o samotności. Ciągle sobie 
obiecywała sobie zmienić monotonny styl życia… wrócić 
do pracy w liceum. Coraz częściej nawiedzały ją też 
grzeszne myśli. Dlatego nie ganiła kobiet, które w 
podobnej do jej sytuacji, łamały barierę między 

background image

rzeczywistością a marzeniem. Wiedziała, że prawdziwej 
miłości nie ma ani w małżeństwie, ani innym związku. 
Prawdziwą miłość można znaleźć tylko u boku mężczyzny,
który dostrzega w kobiecie to, do czego mąż nie 
przywiązuje już większej wagi. Jest młoda, dlaczego nie 
miałaby spróbować przeżyć miłości na nowo? Zwłaszcza, 
że miłość bywa ulotna i nietrwała.
 

Tappert należał do smakoszy, kawę zwykle pił czarną i

niesłodzoną.
 

– Pan dziś wraca? – zapytała mimochodem, nie 

odrywając wzroku znad filiżanki.
 

– Wracam, chociaż nikt i nic mnie nie ponagla.

 

– Mamy tu przepiękne okolice, jesienna szaruga nie 

zachęca jednak do zwiedzania – powiedziała półgłosem 
niby do siebie.
 

– Czasem pogoda nie ma znaczenia – odparł.

 

– Ma pan rację. Czasem pogoda nie odgrywa większej

roli.
 

– Pozwoli mi pani zapalić?

 

Skinęła głową. Podsunął jej pudełko.

 

– Ja nie palę. – Po chwili namysłu jednak się skusiła. 

Widocznie papieros jej nie smakował, skoro zdusiła w 
popielniczce.
 

Tappert jakby w głębi duszy coś przeczuwał,czego na 

razie nie umiał sprecyzować. Nie miałteż pojęcia, co z tej 
dziwnej wizyty wyniknie. Był przekonany, że wydarzy się 
coś, co będzie miało jednak znaczenie.
 

– Skąd pan wiedział, gdzie ja mieszkam? – zapytała 

nieoczekiwanie.
 

– Ktoś życzliwy wskazał mi adres – odparł.

 

– Nawet się domyślam, kto – uśmiechnęła się 

background image

wyrozumiale.
 

Tappert nie wątpił, że jest bystrą i oczytaną kobietą, 

nade wszystko wspaniałą rozmówczynią. Z każdym niemal 
słowem, każdym zdaniem, stawali się sobie coraz bliżsi. 
Nie rozmawiali jedynie o jej mężu. Ten temat omijali.
 

– Przeczytałam pana bestseller. Zgadzam się 

całkowicie z wyrażoną interpretacją zdrady…
 

Wpatrywał się w nią. A ona wytrzymywała jego 

spojrzenie, jak panna na pierwszej randce.
 

Tappert zrobił kilka kroków po salonie, nagle 

przystanął…
 

– Kiedy wczoraj poprosiła pani o autograf, ten 

moment był dla mnie zmysłowym doznaniem.
 

Spojrzała na niego. Nie jest przystojny, ale też 

niebrzydki, taki szarmancki facet, stwierdziła. Ma jednak w
sobie coś sympatycznego, i ładne usta. Nie pojmowała, 
dlaczego akurat na usta zwróciła uwagę. Imponował jej 
jako mężczyzna.
 

– Może pan ma ochotę na lampkę szampana?

 

Skinął głową. Od razu zapytał, czy może też liczyć na 

bruderszaft?
 

– Decyzję pozostawiam panu – uśmiechnęła się, 

podając mu butelkę.
 

Stuknęli się kieliszkami. – Mam na imię Artur – ujął 

delikatnie dłoń i ją pocałował.
 

Poczuła dziwny paraliż. Zawsze czuła się tak,gdy ktoś 

całował jej dłoń, tym razem paraliż był dziwnie inny.
 

– Pragnąłbym to niezwykłe spotkanie uczcić w 

restauracji obiadem. Odmowa będzie dla mnie czymś 
przykrym. A więc...?
 

Świetny pomysł, pomyślała w duchu. Będzie wreszcie

background image

okazja wyrwania się z domu. I czym dalej tym 
bezpieczniej, miejscowe języki nie będą miały powodu do 
plotkowania.
 

Deszcz przestał padać, zza rozdartych chmur wyjrzało 

listopadowe słońce.
 

Katarzyna przebrała się szybciutko w 

popielatągarsonkę, włosy zaczesała w kok. Gdy 
przelotniespojrzała do lustra uznała, że mogłaby teraz 
zmierzyć się z każdą kobietą w jej wieku.
 

W czasie jazdy śledziła we wstecznym lusterku 

odbicie jego gładkiej twarzy. Ukradkiem dłonie, 
wypielęgnowane, co u mężczyzn rzadkość.
 

Jechali szosą asfaltową, wkrótce zboczyli na żwirową 

wzdłuż sosnowego lasu. Artur zwolnił tempo. Urzekły go 
trzy sarenki, przebiegające w poprzek drogi.
 

– Jakże tu pięknie – zachwycał się.

 

– Dawniej przyjeżdżałam tu z synem i córką na 

rowerach. Biegaliśmy po lesie, zbierali grzyby, słuchali 
ćwierkania ptactwa.
 

– Przed nami jakaś wioska? – zauważył Artur.

 

– Taka sobie. Po wojnie zjawiali się tu 

młodzimężczyźni z miasta po żywność. Płacili miłością, 
przeważnie młodym wdowom, których mężowie polegli na 
wojnie.
 

– To nieprawdopodobne.

 

– Ale taka prawda. Jedna z nich ponoć była jeszcze 

dziewicą. Męża zmobilizowano w dniu ślubu spod ołtarza. 
Poległ w pierwszych dniach wojny. Kobiety nawiedził 
strach, gdy jedna złapała chorobę weneryczną. Wcale się 
tym kobietom nie dziwię – powiedziała niby do siebie, 
lekko się czerwieniąc.

background image

 

Restauracja „Łania” była wśród dorodnych świerków. 

Arturowi leśny zakątek ogromnie się spodobał.
 

Kelner pełen uprzejmości, polecił specjalność szafa 

kuchni – sarni comber z lampką wina.
 

Artur poczuł się jak za młodych lat Wtedy w każdej 

kobiecie widział niebiańskiego anioła. Od czasu rozwodu 
marzył o poznaniu ciekawej i mądrej kobiety. Czyżby los 
mu się uśmiechnął?
 

– Jak ci smakuje comber? – spytała

 

– Jest wspaniały Aczkolwiek towarzystwo też 

odgrywa znaczną rolę – odparł.
 

Katarzyna skwitowała komplement uśmiechem.

 

– Nigdy nikomu nie prawię grzecznościowych 

frazesów. Zawsze wyznaję szczerą prawdę.
 

– W takim razie powiedz, dlaczego żonaci nie noszą 

obrączki?
 

– Powodów może być kilka – zmarszczył brwi, 

dopatrując się aluzji.
 

– Na przykład? – nalegała.

 

– Gdy w małżeństwie jeden daje wszystko, drugi tylko

bierze, taki związek jest chory Mówi się, że kobiety są 
bardziej zaradne i praktyczne.
 

– Co masz na myśli?

 

– Kierują się nie tylko rozumem, ale korzyścią 

materialną. Psycholodzy określają to przetargiem 
finansowym albo prostytucją małżeńską.
 

Katarzyna wykrzywiła usta. Prosiła, by zmienił temat.

 

– W takim razie o kobiecej urodzie, oczywiście także 

o modzie?
 

– Każda zna swoją urodę – odparła od razu.

 

– Nie sądzisz, brzydkie są zarozumiałe, piękne 

background image

skromne?
 

– Nie odpowiedziałeś dotąd na moje pytanie.

 

– Nie noszę obrączki, bo nie mam żony. Jestem 

rozwiedziony!
 

– Od dawna? – była ciekawa.

 

– Od czterech lat.

 

– I bez kobiety? Nie uwierzę.

 

Artur zapalił papierosa. Milcząco przyglądała mu się, 

gdy zaciągał się błękitnym dymkiem.
 

– O czym teraz myślisz? – Spojrzał na nią.

 

– Rano wspomniałeś, że pozostaniesz do jutra...

 

– Powtarzam, nikt mnie nie oczekuje, także nie 

pogania. To takie ważne? – uniósł swój kieliszek, śląc jej 
uśmiech.
 

– W takim razie… – zamyślona odstawiła 

swójkieliszek.
 

– Postanowione, pozostanę do jutra.

 

– Sprawisz mi ogromną radość, jeśli będziesz

 

u mnie na kolacji – zaproponowała nieśmiało.

 

– Propozycja nie do odrzucenia – zaakceptował od 

razu.
 

– Nie masz pojęcia, jak się cieszę.

 

Kelner zerknąwszy na suty napiwek, skłonił się 

głęboko. Pożegnał ich takim gestem, jaki rzadko spotyka na
co dzień.
 

Artur w duchu dziękował Katarzynie za wybór leśnej 

„Łani”.
 

W drodze powrotnej listopadowy zachód słoń–ca 

malował ogniste słoje na horyzoncie. Dzień ustępował 
zmierzchowi.
 

Artur wrócił do hotelu i od razu rozłożył się niedbale 

background image

na łóżku. Wypoczywając, przypomniał sobie, że w walizce 
ma wiersze, które ukażą się w tomiku „Myśli uczesane“, 
Jeden z wierszy zadedykuje Katarzynie. W liceum pisał 
wiersze zjednując sobie sympatię dziewcząt. Wierszem 
niejedną uwiódł. Koledzy mu zazdrościli. Czasem 
chłopakom napisał wiersz dla ich dziewcząt, za co 
odpłacali się wypracowaniem domowym.
 

Włożył garnitur wizytowy, jaki stale woził na 

nieprzewidziane sytuacje. Zastanawiał się, czy ma włożyć 
muszkę, albo krawat? Przeważył krawat. Uznał, że kolacja 
z atrakcyjną kobietą może mieć nieprzewidziany 
przedsmak przygody. Marzenie, które niczym piorun 
spadło z nieba.
 
 

Po uporaniu się z przygotowaniem kolacji, Katarzyna 

włożyła na siebie granatową sukienkę na wąskich 
ramiączkach. Dotąd nie miała ani razu na sobie. Kiedyś w 
piśmie kobiecym przeczytała o obowiązującej modzie, 
więc sobie kupiła. Mąż nie życzył sobie, by przy obcych 
odkrywała kolana, przy nachylaniu odsłaniała lekko biust.
 

Tak ubrana stanęła przed lustrem. Zobaczyła w nim 

odbicie szykownej niewiasty. Użyła też drogiej perfumy, 
jaką dostała na imieniny od dzieci.
 
 

Artur nie mógł od Katarzyny oderwać wzroku. Kim 

ona jest? – zadał sobie kłopotliwe pytanie: kobietą 
zagubioną, czy poszukującą przygody damą? Wszelkie 
domysły i wątpliwości nie gasiły uroku, jakim go ku sobie 
przyciągała. Przeciwnie, tracąc zdolność logicznego 
myślenia, stawała mu się coraz bliższa, coraz bardziej 
osiągalna.

background image

 

Kolację spożywali w milczeniu przy świecach. Blask 

świec wirował na ich twarzach niczym nieme kody.
 

Katarzyna pomyślała z goryczą, dlaczego nie może 

takiego wieczoru spędzić razem z mężem? Powodzi jej się 
nieźle, jednak to nie zastępuje miłości. Obiecywała sobie 
nieraz przezwyciężyć naiwność, jednak nie widziała szansy
na inną rzeczywistość. Po prostu jest za słaba, by zburzyć 
teraźniejszość i budować nową rzeczywistość.
 

– Uleciałaś gdzieś myślami? – zauważył oczy 

utkwione nieruchomo w talerz.
 

– Przepraszam, ale to nic ważnego. Przepra-szam.

 

– Zanim mąż wróci, przed tobą długie jesienne

 

wieczory w samotności.

 

– Będę żyła wspomnieniami dzisiejszego dnia niczym 

biblijna Ewa, wyczekująca Adama w raju.
 

– A gdy Adam wreszcie zjawi się w ziemskim raju, 

wtedy...?
 

– Z pewnością nie złakomi się zerwać owocu z drzewa

miłości – odparła.
 

– Katechizm poucza, jakoby to Ewa zerwała rajski 

owoc dla pokosztowania grzechu?
 

– Kobiety od zarania zrywają grzeszne owoce, 

karmiąc nimi mężczyzn.
 

– Prawda jest oczywista: wszystko, co nowe jest inne, 

wszystko, co inne jest... ciekawe. Tak to rozumuję. 
Powiedz, tylko szczerze, jesteś zadowolona z obecnego 
trybu życia?
 

– Z życia jak najbardziej, ale są jeszcze innesfery, jak 

niespełnione marzenia, życzenia... Zresztą, kto z nas nie 
marzy?
 

Jej twarz w oczach Artura przybrała wyraz dojrzałego 

background image

owocu, z którego niewidzialne dłonie mogłyby wyciskać 
soki niespełnionych marzeń.
 

– Powiedz mi, o czym właściwie marzysz?

 

– Co wy mężczyźni wiecie o miłości?

 

– Każdy ma na to inną definicję.

 

– Miłość dopasowuje się do własnej sylwetki, jak 

sukienkę, czy garnitur. Im lepiej leży, tym doskonalsza jest 
miłość. Bywa też miłość na obstalunek, jednak za nią 
trzeba czasem drogo zapłacić. Potem nie leży, jak trzeba. 
Konieczne poprawki na nic się zdadzą.
 

Po kolacji usiedli na skórzanych pufach przykominku. 

Pili wino i gawędzili.
 

– Katarzyno, za nasz miły wieczór – Artur uniósł 

kieliszek. Dwa trącone szkła wydały głuchy dźwięk.
 

– Arturze! W każdym z nas drzemie pewne 

zakłamanie. Ja je nazywam delikatnością. To nakazuje mi 
modelowanie twarzy układnej żony. Nie ukrywam, moja 
wyobraźnia, moje myśli często się buntują. Oto prawda o 
mojej delikatności, moim zakłamaniu.
 

– Jestem pełen podziwu. Odwzajemnię się wierszem.

 

 

Miłość jest wniknięciem

 

w czyjeś życie i zgoda

 

by to życie przeniknąć

 

poznać obecność kreującą

 

przedmiot uczuć

 

nie zmyślonych

 

nagle stworzonych

 

z zewnątrz przychodzących

 

background image

 

– Brak mi słów. Nikt mnie nie rozpieszczał dotąd w 

taki sposób – ledwo wydukała z siebie.
 

– Człowiek jest taki, jaki jest w sobie dla samego 

siebie. Ty jesteś dla samej siebie szczera i otwarta... Chyba 
mam rację?
 

Milcząco sięgnęła po kieliszek. Artur zerknął 

ukradkiem na zegarek.
 

– Wszystko co miłe, ma też niechybny koniec.

 

– Pozostań, jest pokój gościnny – była pewna, że się 

zgodzi.
 

Chwilę się zastanawiał, po czym oznajmił, że wraca 

jednak do hotelu.
 

Stała jak wryta. Wiele nie brakowało, by go błagała: – 

Arturze! Nie opuszczaj mnie, pozostań.
 

Była wściekła na Artura i siebie. Dlaczego nie przyjął 

propozycji? Czego się obawiał?
 

Wyjęła z barku butelkę koniaku i łapczywie wypiła 

kilka łyków. W ustach poczuła ostry posmak, w głowie 
tępy ból, który narastał gdzieś u podstawy czaszki. 
Oszołomiona miała ochotę zwinąć się w kłębek i zasnąć.
 
 

Powróciwszy do hotelu Artur skarcił siebie za 

niezręczne pożegnanie. Wydawało mu się, że uczestniczy w
jakiejś surrealistycznej sztuce, romantycznej miłości z 
młodzieńczych czasów. Pożegnanie Katarzyny uznał za 
żenujące, postąpił nie po dżentelmeńsku. Rozsądek 
podpowiadał, że powinien ten piękny dzień wykreślić z 
pamięci, Po powrocie odwiedzi znów szefową galerii na 
Starówce. Ona przeniesie go w sekretny świat Kamasutry.
 

Katarzyna wczesnym rankiem zbudziła się z dziwnego

snu. Śniła, że z jakimś mężczyzną była na dancingu. W 

background image

tańcu rozbierała się w rytm muzyki, garderobą rzucała 
gdzie popadło. Męczyzna robił to samo. Nastrój był 
fantastyczny. Czuła, że przeżyje coś nadzwyczajnego, 
czego dotąd jeszcze nie doświadczyła. Pociąg fizyczny do 
tego mężczyzny rósł z każdą minutą. Pragnęła z nim 
zbliżenia.
 

Po przebudzeniu stwierdziła, że jest ledwo nakryta i 

naga. Próbowała skoncentrować zmysły na wczorajszym 
dniu. Do świadomości powracały jej hipnotyzujące 
spojrzenia i barytonowy głos Artura. A może tym 
prześnionym mężczyzną był właśnie on?
 

Dopiero teraz spostrzegła, że na podłodze leży jej 

sukienka i bielizna. Przyłożyła dłoń do czoła i westchnęła 
Ścienny zegar wskazywał kwadrans po ósmej. W jednej 
chwili odżył w niej dziwny pęd do szybkiego działania.
 

Zerwała się z łóżka i pobiegła pod prysznic. W 

pośpiechu ubrała dżinsy i flanelową koszulę. Przed 
wyjściem spojrzała przelotnie do lustra. Z przerażeniem 
stwierdziła, że nie pomalowała ust. Zagryzła wargi. 
Śpieszyła się, nie mogła zaprzepaścić szansy. Na samą 
myśl nogi jej miękły.
 

Telefon przerwał Arturowi pakowanie walizki. W 

słuchawce głos recepcjonistki: „Pewna pani prosi o 
spotkanie”.
 

Katarzynę na moment ogarnęła panika. Nigdy dotąd 

nie przekroczyła progu pokoju hotelowego. Szła do niego 
jak w transie, walcząc z myślami. Nie była pewna, czy 
dzięki odwadze, zwycięży.
 

Gdy zobaczyła Artura, zadrżała. Usiłowała ugrać 

trochę na czasie, żeby się opanować, a żył–ka w 
zagłębieniu szyi tykała jej jak bomba zegarowa o krótkim 

background image

zapłonie. Podeszła do niego, objęła ramionami i trzymała 
dłuższą chwilę.
 

– Arturze – błagała – nie pozwól mi wyrzekać się 

ogromnej radości. Dotąd znoszę los kobiety pozbawionej 
czułości – jej spojrzenie błagało pozostanie na dłużej.
 

Odkąd córka i syn zamieszkali z dala od domu, w jej 

życiu rzadko świeciło słońce. Okrutny lęk przytłaczał jej 
duszę. Czuła podświadomie, że Artur pozostanie, choć 
okrutny lęk przytłaczał jej duszę. Na razie nie myślała, jak 
to się zakończy i co z tej znajomości wyniknie? Wczorajszy
dzień rozbudził w niej pragnienie miłości, która – jak się jej
zdawało – została na zawsze pogrzebana.
 

– Gniewasz się, za moje wczorajsze zachowa-nie? 

Byłem głupcem. Nie posłuchałem cię....
 

– Nie mów tak – potrząsnęła przecząco głową.

 

Objął ją spojrzeniem: jaka zgrabna w ciasno 

przylegających do bioder dżinsach. I ta flanelowa koszula. 
Czuł, jak bardzo musi cierpieć przy mężu egocentryku. 
Urodziła i wychowała dwójkę dzieci, poświęciła swoje 
szczęście... także siebie, niczego zamian nie otrzymując. 
Artur powinien ją wyzwolić z tej matni. Koniecznie.
 

– Katarzyno! Obiecuję, że uczynię wszystko, żeby w 

twoim życiu znów świeciło słońce.
 

Po wyjściu z hotelu owionął ich przenikliwy ziąb. 

Szybko pobiegli do samochodu.
 

Artur odniósł wrażenie, jakby stanął przed nowym 

wyzwaniem i nowym rozdziałem życia. To nie było jakieś 
urojenie. Na razie nie umiał określić, co się z nim działo. 
Bo to nie było zako-chanie, raczej zauroczenie. Zdawał 
sobie także sprawę, że na razie będzie istotą bez znaczenia. 
Nikim więcej. Z chwil gdy mąż wróci z Paryża, wtedy on 

background image

będzie na bocznym torze. Ale to nie ważne, pomyślał, póki 
co czekają go miłe chwile. Z oczu Katarzyny będzie 
odczytywał życzenia i pragnienia.
 
 

Szybko przyrządziła śniadanie. Zadowolona, co 

chwila zerkała na Artura. Paul Anka w radio śpiewał 
ciepłym głosem Only You. Podczas śniadania podziwiała 
jego maniery. Były jakieś inne. Nie takie, do jakich 
przywykła przy mężu.
 

Powidła morelowe, które sama usmażyła na zimowy 

zapas, smakowały mu aż tak bardzo, że z łakomstwa zjadł 
jedną grzankę więcej. Herbata z płatków róży, które w lecie
zrywała z krzewów i zasuszała, równie mu smakowa.
 

Po śniadaniu Artur usiadł wygodnie w fotelu. W radiu 

„Trubadurzy” śpiewali swój najnowszy przebój. Przebój 
ten przeniósł go na chwilę myślami w lata młodości. 
Sympatyzował wtedy z przystojną tancerkę operetkową. 
Panna miała gorącą krew, nieraz zaprosiła go do siebie na 
erotyczny striptiz.
 

Katarzyna uprzątnęła stół, nastawiła ekspres do kawy.

 

Za oknem nagle poszarzało. Niebo zamieniło się w 

listopadową szarugę.
 

– Kawę wypiję w kuchni. Moja żona do kuchninie 

przywiązywała wagi, należała do kobiet wygodnych i 
niezaradnych, jak zresztą każda artystka. Dla niej liczył się 
fortepian i po brzegi wypełnione sale koncertowe.
 

Katarzyna wpierw trawiła jego słowa, potem 

odważyła się przyznać, jak ogromnie krępowało ją 
przyjście do hotelu.
 

– Odnoszę wrażenie, że to zwykły przypadek, że 

jesteśmy tak blisko siebie. To niezwykle piękne uczucie, 

background image

gdy dwoje obcych sobie ludzi nagle się spotyka i czuje do 
siebie bliskość – odparł.
 

– Opowiedz mi coś o sobie!

 

Artur przez moment się zamyślił. Sprawiał wrażenie, 

jakby grzebał w myślach.
 

– Opowiem ci historię z czasów licealnych. 

Spędzałem wakacje u moich dziadków na wsi. 
Zaprzyjaźniłem się tam z córką wójta gminy. Często 
chodziliśmy do lasu na grzyby i maliny, w rzece łowiliśmy 
raki. Zwierzyła się, że jej koleżanki dawno utraciły wianki 
z chłopakami, ona przekracza próg przyjemnego skurczu w
podbrzuszu. Była ogromnie szczęśliwa, kiedy ją objąłem i 
pocałowałem. Spodziewała się, że ten „pierwszy raz” 
przeżyje ze mną. Któregoś razu poszliśmy na tańce do 
domu ludowego. W tańcu była zwinna i lekka jak piórko. 
Po którymś tańcu wyszliśmy na dwór zaczerpnąć 
powietrza. Wtedy ona zaciągnęła mnie za rosły żywopłot, 
napalona zdjęła majtki. Nie wiem, co mnie napadło. 
Stchórzyłem. Nazajutrz wielkie poruszenie, niemal cała 
wioska się zleciała. Była też policja. Widok był 
przerażający. Na konarze jabłoni wisiało jej ciało.
 

– Boże, co za okropność! Spójrz, mam gęsią skórkę. 

Nie miałeś czegoś weselszego? Opowiedz lepiej o 
kobietach, które w życiu spotkałeś.
 

– Kobiety są naprawdę czymś wyjątkowym. Już 

starożytni Rzymianie twierdzili, że kobieta jest 
odpoczynkiem wojownika. Im zawdzięczamy pieczeń 
rzymską. Osobiście uważam, że kobiety są bardzo 
wdzięczne, zwłaszcza w miłości. A tak bardziej serio, 
fascynują one swoją innością.
 

– Opowiedz coś o żonie…

background image

 

– Byłej żonie – sprostował. – Byliśmy oboje 

dopasowani temperamentem.
 

– W takim razie dlaczego odeszła?

 

– Oszołomił wielki świat. Znalazła się w jego 

szponach. W kraju takiego blichtru nigdy by nie zaznała. 
Ameryka ją otumaniła i wessała.
 

– Bywasz zazdrosny?

 

– To ma być spowiedź? – Spojrzał na nią, bo nie 

spodziewał się takiego pytania. – Mężczyzna, który nie jest
zazdrosny nie kocha szczerze. Zresztą podobnie jest z 
kobietami.
 

– Żałujesz czasem, że...

 

– Czego mam żałować? – zdziwił się.

 

– ... że twoja żona pozostała w Stanach?

 

– Miała rację. Starzy Grecy mawiali: „Kiedy Bogowie

kochają, nie pozwalają młodo umierać”. Przed nią jeszcze 
całe życie. Mnie też pozostało jeszcze sporo do 
nadrobienia. Terazna ciebie kolej, opowiedz coś o sobie.
 

Katarzyna wpierw się ociągała. ale po chwili 

opowiedziała o latach dzieciństwa, młodości, czasach 
studenckich, o rodzicach i mężu Kor–dianie. Kiedy 
wypowiadała jego imię, czuła coś w rodzaju wyrzutów 
sumienia.
 

Artur słuchał uważnie, czasem przytaknął, gdy trzeba 

było. Interesowały go również jej dzieci.
 

– Córka odziedziczyła wiele po mnie, na razie ma 

dwadzieścia lat, studiuje historię. Myślę, że mnie w 
przyszłości przebije. Aleksander poszedł tropem ojca, to 
klasyczny introwertyk. Jest na trzecim roku prawa. Z pasją 
oddaje się temu, co wybrał sobie na całe życie. Ojciec jest 
dla niego wzorem. Dawniej panował w tym domu gwar, 

background image

czasem aż do przesady. W takich chwilach tęskniłam za 
spokojem. Nie wierzę, by te radosne chwile kiedykolwiek 
jeszcze powróciły. Dzieci po studiach pewnie się 
usamodzielnią i założą własne rodziny.
 

Artur wpatrywał się w jej kasztanowe włosy. Czesał je

myślami, Najchętniej zanurzyłby głowę w jej drobnych 
piersiach.
 

Spojrzeli na siebie. Jakby pod nakazem tajemniczej 

siły oczy ich zatonęły w sobie. Dłuższą chwilę trwali w 
tym słodkim rozmarzeniu.
 

Katarzyna zastanowiła się przez moment nad jego 

władzą, która sprawiała, że uczyniłaby wszystko, czego by 
od niej zażądał. Poświęciłaby wszystko, zupełnie 
wszystko... byleby zaznać na nowo szczęścia. Myśli 
przelatywały jej przez głowę, jak wylęknione ptaki nie 
mogące znaleźć spokoju. Gorąco pragnęłaby dzielić z nim 
życie. I nie mogła się wyzbyć myśli, że wkrótce będą 
musieli się jednak rozstać. Pocieszała się myślą, że kiedyś 
ponownie się spotkają... tylko kiedy to nastąpi?
 

Popołudniu niebo się rozjaśniło, zza chmur wyjrzało 

słońce.
 

Katarzyna zaproponowała Arturowi poznanie okolicy. 

„I czym dalej, tym dla niej bezpieczniej” – pomyślała.
 
 

Pojechali na małe wzgórze za miasto, skąd rozciągała 

się panorama lasów. Z dala widoczny był komin fabryki 
porcelany, z którego unosiła się czarna smuga dymu. 
Dawniej na to wzgórze przychodziła razem z dziećmi, gdy 
były małe. Opodal był bukowy las.
 

Miała wrażenie, jakby buczyna się postarzała. Artur 

był ogromnie urzeczony.

background image

 

Oparta o zimny konar buku obserwowała Artura, jak 

zabawiał się rozgrzebywaniem butem wilgotnych liści. 
Kiedyś brodziła tak w liściach razem z dziećmi. To 
przypomniało dawne czasy, kiedy mąż poświęcaj dzieciom 
i jej samej sporoczasu, Z czasem wspólnie spędzane chwile
były coraz krótsze. Najpiękniejsze były okresy, kiedy 
jeździli nad morze, albo w góry. W takich chwilach mąż 
zapominał o badaniach naukowych, pochłonięty rodziną. 
Nie chciała utracić ani jednej z tych szczęśliwych chwil. 
Lękała się tylko, co będzie, gdy dzieci dorosną? Kiedyś 
miała swój własny. odrębny świat, którego dla niego się 
wyrzekła. Co jej zamian dał? Nawet nie wnikał w 
zainteresowania, nie dzielił myśli, ani planów. Ona przez 
ten czas była dla niego jednakowo dobra, subtelna, tkliwa. 
Zawsze okazywała mu gotowość przystosowania, A on? 
Czy przyszło mu kiedykolwiek na myśl zastosować się do 
jej życzeń i upodobań? Teraz widzi, jaka dzieli ich 
przepaść... Otrząsnęła się, wchłonęła w siebie aromat 
bukowego lasu, po czym rzuciła mu się na szyję.
 

– Arturze, jaka jestem teraz szczęśliwa. Jestem 

szczęśliwa, jak nigdy dotąd. To okropne, że nie mam do 
tego dnia prawa... ja go po prostu kradnę. Wszystko wokół 
jest tak odurzająco piękne. Och, mój ty cudowny bukowy 
lesie... – echo niosło jej głos.
 

Zziębnięci pojechali do pobliskiej wioski spowitej w 

jesiennej mgle. Wstąpili do baru na szklankę gorącej 
herbaty.
 

Po przekroczeniu progu baru uderzył fetor piwa. 

Robotnicy miejscowego tartaku oblegali bufet. Nie 
żałowali sobie kufel grzanego piwa wzmocnionego setką 
wódki. Rozmawiali głośno, niemal przekrzykując.

background image

 

Wypili parzącą usta herbatę i czym prędzej opuścili 

bar.
 
 

Po powrocie do domu Katarzyna poszła pod prysznic. 

Artur nasłuchiwał szum i plusk wody.
 

Jest naga – pomyślał. I od razu odczuł dziwną reakcję 

w podbrzuszu.
 

Rozpalił ogień w kominku. Płonące brzozowe szczapy

wypełniły salon przyjemnym zapachem.
 

Katarzyna wyszła z łazienki w kąpielowym ręczniku, 

osłaniając nim nagie ciało. Włosy miała spięte w kok.
 

– Wyglądasz bosko – pochwalił zdławionym głosem i 

od razu sprowadził się na ziemię.
 

Rozkoszowała się tym, co usłyszała. Ten podziw 

uznała za szczery. Była pewna, że się w niej zadurzył.
 

Gdy do niej podszedł, poczuł zapach bzu we włosach. 

Chciała go objąć, wtedy ręcznik niesfornie opadł na 
podłogę i obnażył jej ciało. Dłuższą chwilę patrzyli niemo 
na siebie, czując ogarniającą zmysłowość. Serca im biły 
mocno, pożądanie pulsowało: jej delikatnie i wrażliwie, 
jemu mocno i sprężyście.
 

Artur objął ją ramieniem, wargami dotknął ust. Usta 

miał miękkie, ich dotyk palił niczym uderzenie prądem. 
Przez chwilę trwali bez ruchu. Katarzyna przytrzymała go 
ułamek sekundy dłużej, by sycić zmysły nowymi 
doznaniami. Gdy niezręcznie wyciągnęła rękę, ręcznik 
opadł na podłogę. Nagle stała przed nim naga. Artur wzrok 
zatrzymał na jej drobnych piersiach i naprężonych sutkach. 
Te piersi tęskniły za męską dłonią. Pożądanie pulsowało w 
jej ciele. Domagało się spełnienia, teraz… już.
 

Artur poczuł na sobie jej przyśpieszony oddech

background image

 

i mocne bicie serca.. Przestał w ogóle myśleć. Dzień 

tak mu się poplątał, że nie mógł dać sobie z nim dać rady. 
Ten wieczór, ukradziony wieczór,
 

miał należeć tylko do nich.

 

Katarzyna była pewna, że postradała zmysły. Krew się

w niej zagotowała, gdy poczuła na udzie rozpaloną 
męskość.
 

Jeszcze raz spotkały się ich oczy, ich spojrzenia 

mówiące o pożądaniu.
 

Artur zastanawiał się, kto pierwszy podłoży teraz 

ogień pod lont? Wtuleni w siebie, leżeli na puszystym 
dywaniku przy płonącym kominku. Namiętność wybuchła 
w nich ogniem.
 

– Jesteś moja – dyszał Artur.

 

– Jestem teraz twoja – odparła półprzytomna.

 

Półprzymkniętymi powiekami chłonęła jego język, 

spijający łapczywie wilgotność jej ciała. Kiedy dotarł do 
talii i wzgórka bioder, zaczęła pojękiwać z rozkoszy.
 

– Chcę ciebie pić, Katarzyno. Chcę ciebie pić!

 

Pojęła sens jego słów wtedy, gdy obsunął się niżej, 

między uda. Gdy już ugasił pragnienie, wtedy wszedł w 
nią. łącząc dwa ciała w jedno. Na fali namiętności dotarli 
do końca lotu.
 

Po całonocnym deszczu, nad Korzeniowem zaświtało 

słońce. Artur z okna salonu spoglądał na poranny błękit 
nieba.
 

Katarzyna odebrała telefon z Paryża. Cała 

uszczęśliwiona odłożyła słuchawkę.
 

– Arturze, mam dobra wiadomość. Pobyt mężaw 

Paryżu się przedłuży, zaproponowano mu szereg wykładów
na tamtejszych uczelniach.Znakomita wiadomość – 

background image

przytaknął.
 

– Powiedz, czy nie masz wyrzutów sumienia. Mam na

myśli naszą wspólną noc?
 

– Jesteśmy przecież dorosłymi ludźmi. To była nasza 

noc. Nie żałuję niczego.
 

– W takim razie dlaczego to zrobiłaś! No, powiedz 

dlaczego? – nalegał.
 

Katarzyna spojrzała na niego zdumiona.

 

– Arturze, to chyba ja powinnam ciebie o to zapytać.

 

Artur zmarszczył brwi.

 

– Dla mnie nadszedł czas, żeby zmienić życie. 

Zmienić możesz tylko ty.
 

– Mówisz poważnie?

 

– Jakże mógłbym nie kochać tak wspaniałej kobiety. 

Tylko głupiec, albo ślepiec przeszedłby obok ciebie 
obojętnie.
 

Twarz jej nagle przybladła, łzy napłynęły do oczu. Łzy

szczęścia i radości.
 
 
 

Kolejny dzień był jasny i rześki. W powietrzu unosił 

się zapach późnej jesieni. Zapowiadało się bliskie nadejście
zimy. Katarzyna zaproponowała wyjazd do pobliskiego 
uzdrowiska.
 

Ubrała beżową garsonkę, beżowe szpilki, na końcu 

beżowy płaszcz z wielbłądziej wełny. Artur nie mógł pojąć 
obojętności i ślepoty jej męża.
 

W uzdrowisku czas mijał im niezwykle mile. W 

restauracji zdrojowej zjedli obiad, kawę wypili w 
przytulnej kawiarence, obwieszonej obrazami znanego 
artysty. Tuż przed powrotem poszli na krótki spacer do 

background image

pustawego o tej porze roku parku zdrojowego, podziwiając 
tam goniące się rude wiewiórki.
 

Szybko zapadał jesienny zmierzch. Wracali do domu 

na światłach.
 

– Dlaczego się nie rozbierzesz? – Artur był zdziwiony,

ponieważ usiadła w salonie nie rozebrana.
 

– Chciałabym jeszcze chwilę przedłużyć pełen miłych 

wrażeń dzień. Dla mnie znaczy on więcej niż sen.
 

Po chwili wstała, powiesiła w przedpokoju płaszcz, z 

nóg zdjęła szpilki, po czym poszła do barku po butelkę 
brandy.
 

– Mam ochotę uczcić nasz cudowny dzień.

 

Artur napełnił kieliszki. Pili małymi łykami.

 

– Uchyl trochę rąbka tajemnicy... mam na myśli twoje 

małżeństwo?
 

Początkowo się ociągała. Jednak po chwili, 

uśmiechając się niby do siebie, opowiedziała mu o sobie 
tyle, ile uznała za właściwe:
 

– Jako świeżo upieczona w ten czas magister historii, 

zostałam skierowana z nakazem pracy do tutejszego 
liceum. Po raz pierwszy wżyciu, z dala od rodziców, 
mogłam samodzielnie decydować co jeść, co ubierać, z kim
spotykać. Mogłam też zawiesić firanki i zasłony, jakie mnie
się podobały, meble przestawić według własnego gustu. 
Grono nauczycielskie przyjęło mnie bardzo serdecznie: 
„Tak bardzo na panią magister liczymy” – mówili, 
potrząsając mi w powitalnym uścisku rękę. Byłam wtedy 
ogromnie skrępo-wana ich wylewnością.
 

„Pani taka młoda i zdolna...“ – powiedział dyrektor i 

obcałował moją rękę, jak zasłużonej belferce, a nie świeżo 
upieczonej absolwentce uniwersytetu. Zaproponował mi 

background image

wychowawstwo klasy maturalnej. Uczennice mnie 
zaakceptowały. Widocznie imponowałam im strojem, 
modnym wyglądem, zapachem perfum. Byłam dla nich 
wzorem do naśladowania. Chłopcy początkowo usiłowali 
się zgrywać. Rechotali na lekcjach, nie wiadomo dlaczego. 
Udało mi się ich poskromić. Jedna z nauczycielek, z którą 
się zaprzyjaźniłam, urządzała przyjęcie imieninowe. Na 
tym przyjęciu poznałam Kordiana. Cały czas namierzał 
mnie czułym okiem. Byłam nawet skłonna tę czułość 
odwzajemnić. Opowiadał, że przyjechał do tego miasteczka
przed dwoma laty z żoną. Pobyła krótko i uciekła. Nie 
polubiła klimatu tutejszego miasteczka. Uznali, że nie 
pasują do siebie i rozwiedli się. Był trochę psychicznie 
załamany. Na tym przyjęciu przykleił się do mnie, jak do 
koła ratunkowego. Po sześciu miesiącach poprosił mnie o 
rękę. Wahałam się, ale nie miałam innego wyboru… byłam 
w ciąży,
 

– Nikt z rodziny nie odradzał, przecież dzieliła was 

spora różnica wieku?
 

– Próbowała jedna z moich ciotek. Ale ja nie 

reagowałam. Co stara panna wie o miłości, pomyślałam. 
Na początku nie było między nami żadnego uczucia. 
Jednak stopniowo stawaliśmy się sobą związani, zwłaszcza 
kiedy urodził nam się syn. Wtedy wydawało nam się, że 
jesteśmy sobą zrośnięci, jak syjamskie bliźnięta, chociaż 
różniliśmy się zupełnie. Kordian był porywczy, ja spokojna
i łagodna. On w dodatku głęboko wierzący, ja do religii 
jedynie z szacunkiem. Kiedy mąż dostał nominację 
profesora, na świat przyszła córka. Musiałam się pożegnać 
z pracą w szkole. Mąż we wszystkim był przesadnym 
perfekcjonistą, przypuszczałam, że takim będzie również w

background image

miłości. Po ślubie dowiódł, posiada ogromną wiedzę 
książkową, ale kompletnie żadnej w uczuciach. Przed 
ślubem schlebiało mi, że akurat na mnie zwrócił uwagę, 
chociaż ani razu nie powiedział, że mnie kocha. Nawet 
przy pierwszym pocałunku, ani w nocy poślubnej tego nie 
wyznał. Tego słowa nie usłyszałam w czasie naszego 
małżeństwa.
 

– Nie każdy potrafi mówić o uczuciach – próbował go 

bronić, dziwiąc się sobie, dlaczego to mówi.
 

– Kordian od samego początku prowadzi mnie za 

rękę, wyjaśnia rzeczy, o których ja rzekomo –jego zdaniem 
– nie mam żadnego pojęcia. Nic dziwnego, skoro jest 
dwadzieścia lat ode mnie starszy, bogatszy w 
doświadczenia, wykształcony i światowy. Denerwuje mnie 
ta jego bezduszna logika, którą na każdym kroku podkreśla.
Pusty śmiech mnie ogrania, jak bardzo zazdroszczą mi 
kobiety tak genialnego męża. Oczywiście na zewnątrz 
udajemy zawsze wzorowe małżeństwo. Zresztą Kordian 
nigdy by się nie przyznał, że między nami coś odbiega od 
ideału.
 

– To potwierdza, że z niego żaden wzorowy mąż – 

zadrwił wreszcie z niego.
 

– Przecież mówiłam, czego można się po nim 

spodziewać, skoro wiedzę o seksie zna jedynie z książek. 
Uważa, nawet w małżeństwie należy chronić się przed 
chorobą zakaźną. W głowie ma same statystyki…
 

– Zaiste wariat?

 

– Takimi argumentami mnie zbywa, gdy tylko pragnę 

z nim zbliżenia. Miłość i uczucia są dla niego czymś 
abstrakcyjnym. Może mnie teraz zrozumiesz, dlaczego 
chciałabym z tobą dzielić

background image

 

resztę mego życia? I jak bardzo czuję się bezsilna.

 

Artur pocałował ją w policzek, to ją uspokoiło.

 

– Moja droga – szepnął półgłosem – nad tym 

wszystkim powinniśmy się dobrze zastanowić.
 

– Wiem, to nie będzie takie proste – odparła również 

szeptem. Otoczyła go ramionami i wpiła się w jego wargi.
 

Dotąd tak nie całowała, zachłannie, zmysłowo, 

gwałtownie. Skala pożądania była dla niej czymś nowym i 
niesłychanym. Nigdy się jej coś takiego jeszcze nie 
przydarzyło. Rozkoszowała się teraz miękkością jego warg.
Czuła, że traci panowanie nad sobą, jeszcze chwila, a 
będzie…
 

Artur przycisnął ją mocno do siebie, dłonią wszedł w 

dekolt. Pieścił naprężone drobne piersi, językiem drażnił 
nabrzmiałe brodawki. Katarzyna zamknęła oczy, cichym 
jękiem odrzuciła do tyłu głowę.
 

– Jestem ogromnie podniecona, czujesz? Po chwili 

ułożyła się na puszystym dywaniku przy kominku wtulona 
w jego ramiona, jak bezbronne niemowlę.
 

– Mój najdroższy – dyszała półprzytomna – kocham 

cię... kocham do utraty zmysłów. Dotąd nie czułam takiego 
podniecenia – i pokryła jego usta dzikimi pocałunkami.
 

Artur zdjął przez głowę jej sukienkę i rzucił na 

podłogę. Kiedy przyciągnął ją do siebie, wtedy rozsunęła 
lekko uda i otoczyła nimi jego plecy. Po chwili wniknął 
łagodnie, głęboko. Katarzyna kołysała ciałem wygiętym w 
łuk. Głośny krzyk ekstazy uszczęśliwił Katarzynę.
 
 
 

Kolejne dni i noce spędzili na bezustannym upajaniu 

się sobą. Nie wychodzili ani na moment z domu, byli tylko 

background image

dla siebie,
 

Idyllę przerwał telefon. Kordian zapowiedział swój 

powrót. W głowie Katarzyny powstało istne spustoszenie.
 

– Zobaczysz, będziesz szczęśliwa z mężem.

 

– Bredzisz – zbeształa go.

 

– Na razie ci dobrze ze mną, później mogłaby jednak 

dokuczyć nostalgia za synem i córką. Niepomyślałaś o 
tym?
 

– Nie zważaj na mój nastrój. To mi minie, zachwilę 

będę pogodna. Muszę wnieść w ostatniegodziny trochę 
słońca. Nawet gdyby miało być, jak mi sugerujesz, moje 
życie odmieni się na tyle, że przypominać będzie 
przenicowaną sukienkę.
 

Spojrzał na nią i westchnął:

 

– Daj Boże, żebyś w tym cichym życiu była jednak 

szczęśliwa.
 

– Dowiodłam ci przecież, że złożyłam mój los w twoje

ręce. Kordian niczego nie uczyni, bym mogła przy nim być 
szczęśliwa. Zrozum mnie. O szczęściu nie decyduje 
wygodny dom, zdrowe mądre dzieci, czy finansowe 
zabezpieczenie. Liczy się przede wszystkim miłość. 
Kordian nie jest w stanie to dać. Czasem ponosimy klęskę 
w miłości z powodu starań i... że się staramy. Jak na tym tle
wypadłam ja? Zanim coś powiesz, zastanów się, zbadaj 
siebie. Dobrze wiesz, jak łatwo zranić kobiece serce. 
Przede mną jeszcze długie życie... – Katarzyna nie 
utrzymała dłużej kontroli, ukryła twarz w dłoniach.
 

Artur podał jej chusteczkę dla wytarcia łez.

 

– Na miłość boską, nie mów tak. Nie zdajesz sobie 

sprawy, jak bardzo jestem tobą pochłonięty. Jedyne moje 
pragnienie, to wyrwanie ciebie stąd.

background image

 

– Uwierz mi, Arturze, ja... – przełknęła ślinę –

wczorajszej nocy pragnęłam z tobą poszybować stąd w 
daleki świat.
 
 

Katarzyna miała naturę, która nie znosiła 

połowiczności. Wzięła na siebie ciężką ofiarę zdrady i nie 
wahała się poświęcenia. W ciągu ostatnich godzin 
ogromnie przywiązała się do niego, uważała za ideał cnót 
męskich. O takim mężczyźnie marzyła w młodości. Byłoby
im dobrze razem, zgadzali się zarówno charakterem i 
temperamentem.
 

– Pojedźmy raz jeszcze do bukowego lasu, przy tej 

okazji wstąpimy do leśnej Łani.
 

Była zaskoczona. Nie spodziewała się z jego strony 

takiej propozycji.
 

Artur ponownie zachwycał się urokiem lasu. Wrażenie

robiła jednak leśna restauracja. Takimi budowlami z 
leśnego budulca na kamiennej podmurówce zachwycał się 
kiedyś w austriackich Alpach.
 

Obsłużył ich ten sam kelner, co ostatnio, lecz tym 

razem polecił kuropatwę na żurawinie.
 

W bocznej salce, towarzystwo na sporym już rauszu, 

świętowało jakiś jubileusz.
 

Katarzyna robiła wrażenie, jakby ocknęła się ze snu, 

coś niewiadomego mąciło jej wewnętrznyspokój.
 

– Co ci jest, Katarzyno?

 

– Nic takiego, co mogłoby cię niepokoić.

 

– Jednak sprawiasz wrażenie, jakbyś...

 

– Zdaje ci się tylko – przerwała.

 

– To powiedz przynajmniej coś, zawsze jesteś 

rozmowna, teraz jakby wewnętrznie rozdarta.

background image

 

– Trapi mnie dziwne przeczucie. Niepokoi twoja chęć 

udania się do bukowego lasu.
 

Dłuższą chwilę patrzyli na siebie milcząco. Sprawiali 

wrażenie przeżywania jakiejś rozterki.
 

Ożywiło ich nadejście kelnera z półmiskiem.

 

Jedli bardzo powoli, jakby celowo przedłużali ostatnie

godziny bycia razem. Delektowali się każdym kęsem 
chrupkiej kuropatwy. Po obiedzie kelner podał kawę, Artur 
wypalił papierosa, po czym pożegnali lokal.
 

W międzyczasie niebo nakryło się chmurami. Musieli 

się teraz śpieszyć, zwolna ścieliła się mgła przynaglająca 
zmierzch.
 

W buczynie, jak za pierwszym razem, brodzili w 

liściastej ściółce.
 

– Powiedz, co cię tu sprowadza?

 

– To dziwne, Katarzyno! Buczyna stała się dla mnie 

czymś nieokreślenie bliskim – wstrząsnął głową bezradnie i
jakoś żałośnie.
 

– Konary o tej porze roku nie są już srebrzyste, liście 

zielone... Ale pewnie nie o to ci chodzi? – spojrzała na 
niego wyczekująco.
 

Uszli kawałek w głąb buczyny w milczeniu. Ptaki 

pochowały się w dziuplach, wokoło głucha cisza mącona 
szelestem liści pod ich stopami.
 

Zatrzymali się. Artur ujął jej rękę, wzrok skierował ku 

wierzchołkom drzew. Katarzyna patrzyła mu w oczy, jakby 
chciała odczytać jego myśli.
 

Artur rozejrzał się dokoła, po chwili zwrócił się do 

Katarzyny rymowanką:
 

background image

 

każda droga gdzieś wiedzie

 

ja jednak wiem, że bukowy las

 

poprowadzi nas do gwiazd

 

odnajdziemy się w nim razem

 

gdy nadejdzie sądny dzień

 

 

Katarzyna zaniemówiła, w gardle czuła ucisk. Coś ją 

uderzyło w jego głosie. Spojrzała na niego z 
niedowierzaniem.
 

– Katarzyno, ten las wrył się w moją psychikę tak 

bardzo, tak bardzo mocno, że... – po chwili dokończył 
drżącym głosem – powinnaś czerpać trochę otuchy z tych 
słów.
 

– Chyba tak. – i prosiła, żeby ją objął, przytulił, wziął 

w obronę jej słabość.
 
 

Ostatni wieczór spędzili przy kominku. Jak dobrze 

mieć go przy sobie – pomyślała, zbliżona policzkiem do 
jego twarzy. Pragnęła, by ten wieczór trwał wiecznie, żeby 
wskazówki zegara zatrzymały się w miejscu, kalendarz nie 
zmieniał dat.
 

– W buczynie powiedziałeś, co mnie mocno 

zastanowiło: Odnajdziemy się w nim razem! Chciałeś prze 
to powiedzieć, że jesteś we mnie, ja w tobie, że stanowimy 
nierozerwalną jedność?
 

– Tak! Bo odtąd oboje stanowimy zespoloną istotę.

 

– Moje życie płynie tu monotonnie. Odkąd syn i córka

wybyli stąd na studia, nic się tu nie dzieje. Brakuje mi w 
tym domu tego, co ty wniosłeś w ciągu tych paru dni…
 

– Co takiego wniosłem? – udał zdziwionego.

background image

 

– Rozkosz umysłu, która przewyższa inne rodzaje 

przyjemności. Gdybym teraz stąd odeszła, zniszczyłabym 
Kordiana. Wiem o tym, bo istnieje jeszcze 
odpowiedzialność za czyjeś życie. Jeśli mi rozkażesz, jutro 
wyjadę z tobą. Opuszczę ten dom bez żalu. Arturze, 
zastanów się, wystarczy tylko jedno twoje słowo, ale nie 
sądzę, byś się na nie zdecydował. Jesteś zbyt świadomy 
moich uczuć…
 

Chciał jej wejść w słowo, ale ruchem ręki go 

powstrzymała.
 

– …jeśli powiesz „tak” będę bezsilna, pójdę za twoim 

głosem. Taka będzie moja wola, także pragnienie jej 
spełnienia. Bardzo mi zależy na twojej miłości.
 

Artur milczał. Rozważał teraz każde jej słowo. W 

duchu przyznał rację. Była świadoma tego, o co walczyła. 
Ta walka rozdzierała jej duszę. Próbował ją zrozumieć. 
Zmienił więc temat.
 

– Czasem rozważam, żeby przejść na stały etat w 

redakcji, chociaż obecny status zapewnia mi komfort 
swobody, niezależność i dużo lepsze zabezpieczenie 
materialne.
 

– Jesteś mężczyzną na współczesne czasy – 

pochwaliła. – Tacy nie wychodzą z użycia, mają 
dalekosiężne plany, nie identyfikują się z światem spodni 
bez kant i wymiętych marynarek.
 

– To jednak wymaga żelaznej samodyscypliny, a bez 

kobiety przychodzi z trudem. Czasem mam
 

odzywki męskich hormonów. które wymykają się 

spod kontroli. Bardzo trudno przywołać je w takich 
chwilach do porządku.
 

– Ze mną będzie podobnie. Roznieciłeś we mnie 

background image

ogień, który przyjdzie mi z trudem ugasić. Pragnienie 
zbliżenia zastąpię wspomnieniami.
 

Artur poczuł się niezręcznie, gdy Katarzyna spojrzała 

na niego zagadkowym wyczekiwaniem. Nie miał jej nic do 
powiedzenia, nic w każdym razie takiego, co mogłoby dać 
jej jakąkolwiek pewność.
 

– Arturze, myśmy jeszcze nie zatańczyli. Ostatnio 

tańczyłam w klubie tenisowym, ale to było przed trzema 
laty. Kordian nie był chętnym tancerzem, zresztą nigdy nim
nie był, więc i mnie nogi posztywniały.
 

– Ja też nie tańczę za dobrze, ale ciebie chętnie 

obejmę w tańcu.
 

Katarzyna nałożyła na adapter płytę. Wybrała 

„Ostatnie tango“. Artur objął ją w pasie. Czuła poprzez 
tkaninę koszuli jego ciało, zapach ciała, który w jakimś 
stopniu pozostał pierwotny.
 

Tańczyli prawie w miejscu. Jego nogi dotykały 

czasem jej nóg. Muzyka dawno umilkła, oni stali w jednym
miejscu, zegar wskazywał północ.
 

Katarzyna zaprowadziła go do sypialni, chwilę potem,

jak w romantycznym filmie, dwa nagie ciała opadłe na 
łóżko ocierały się o siebie, usta szukały ust, szyi, piersi, 
lizały krople potu, jak dzikie zwierzęta szukające wody.
 

Dla niej było jasne: kochała się z ogromnym 

przeżyciem w sferze fizycznej i duchowej. Czuła, jak budzi
się w niej i porywa bez reszty uśpiona namiętność. 
Przywarta rozpalonym ciałem do niego wchłaniała łagodną 
woń potu, podniecała się jego przyśpieszonym oddechem, 
szczytując krzyczała jak samica podczas rui. Po chwili 
odprężenia znów stromo wspinała się na szczyt rozkoszy. 
W Katarzynie rodziły się zmiany, które ją porywały w 

background image

miejsca dalekie od normalności.
 

Rozkoszowała się Arturem, krzepkim fizycz-nie, z 

rozwagą czyniącym użytek ze swej siły. Seks z nim był dla 
niej ukoronowaniem tego, co przez lata tłumiła u boku 
ospałego Kordiana, uważającego, że po spłodzeniu dwójki 
dzieci należy mu się seksualna abstynencja. Dlatego seks z 
Arturem sprawiał jej przeogromną radość i przyjemność. 
Odsuwając na bok oklepaną misjonarską pozycję, pragnęła 
doświadczyć jak najwięcej nowego. Ale było też coś, co ją 
przerażało. Artur brał nie tylko w posiadanie jej ciało, także
ją całą i… bez reszty. Kochali się niemal do bladego świtu.
 

Potem Artur na krótko zasnął, ona wpatrywała się w 

jego twarz, słuchała regularnego oddechu. Kiedy się 
przebudził, opowiedział jej sen:
 

– Śniłem, że biegaliśmy nago po piaszczystej plaży. 

To mogło być we Włoszech albo Hisz-panii. Kiedyś tam 
pojedziemy. Będziemy trzymać się za ręce i szaleć z 
radości.
 

– Jesteś szalony. Szkoda, że to był tylko sen.

 

Dzień z wolna się budził. Pod prysznicem naszła ich 

jeszcze jedna, ostatnia fala pożądania.
 

– Pozwolisz, że śniadanie zjem w kuchni? U dziadków

na wsi lubiłem przesiadywać na dębowej ławie w kuchni, 
co sprawiało ogromną przyjemność. Zresztą na wsi w 
kuchni toczyło się całe życie.
 

Chciała go raz jeszcze objąć i pocałować, ale zasyczał 

czajnik.
 

Śniadanie jedli w milczeniu zajęci myślami. Artur 

podpatrywał ukradkiem jej twarz. Miał wrażenie, jakby z 
czegoś była nie zadowolona. Widocznie coś ją gryzie – 
pomyślał.

background image

 

Nadeszła chwila pożegnania. Artur wstał od stołu, 

sięgając po walizkę w kącie kuchni.
 

– Mogę czasem napisać do ciebie?

 

– Powinieneś – uśmiechnęła się łzawo.

 

– Gdyby kiedykolwiek naszła cię odwaga... zadzwoń. 

Przyjadę po ciebie. Numer telefonu masz na wizytówce.
 

W Katarzynie zerwał się wewnętrzny krzyk: „Nie 

odchodź, należymy do siebie!”. Wargi jej drgały, spojrzenie
matowiało. Spuściła oczy, żeby go nie martwić. Po chwili 
podniosła wzrok, uśmiechnęła się z przymusem.
 

– Mój Arturze! Odchodzisz daleko, ale pozo–staniesz 

blisko. Bardzo blisko... w moim sercu. To moja jedyna 
pociecha. Będę cię wspominać, tęsknić.
 

Jeszcze raz, tym razem po raz ostatni, objęli się w 

pożegnalnym uścisku uczucia posiadania i oczekiwania. Z 
owych dwóch uczuć najwięcej przyjemności dało im bez 
wątpienia to pierwsze.
 

Katarzyna okryła się ciepłym pledem i wyszła na 

taras. Kiedy jego samochód ruszył, pomachała mu. Miała 
wrażenie, jakby Artur przetarł oczy chusteczką. Czyżby 
jednak…?
 

– Żegnaj drogi Arturze – szepnęła półgłosem,

 

Roztrzęsiona wróciła do salonu, Usiadła na fotelu i się

rozbeczała.
 
 

Zmęczony, ale zadowolony, Kordian powrócił z 

paryskiego kongresu. Miał Katarzynie wiele do 
opowiedzenia. Na razie zamknął się w swoim gabinecie i 
uczepił telefonu.
 

Krótko przed północą zjawił się w salonie. Przeciągnął

się leniwie, siadając na kanapie przy Katarzynie.

background image

 

– Cieszę się, że już jesteś – zagrała troskliwą żonę.

 

– To były dla mnie męczące dni, uwierz mi. Jestem 

tym kongresem kompletnie wykończony. Zaraz kładę się 
spać. Ty pewnie też?
 

– Posiedzę jeszcze chwilę z książką – bała się pójść z 

nim do sypialni, w której unosił się duch czułego kochanka.
 

Dla Katarzyny zaczęło się nowe, bezbarwne życie. 

Nie umiała z radością poświęcić się roli żony. Tęsknota za 
Arturem płonęła w jej duszy. Uświadomiła sobie, że do 
końca życia będzie wlec wielkie kłamstwo. Gnębiona 
wyrzutami popełnionej zdrady?
 

Codziennie zaglądała do skrzynki na listy. Liczyła na 

upragniony list. Po dwóch tygodniach straciła nadzieję. 
Często siebie obwiniała, że nie powinna była pchać się w 
jego życie. Może wcale tego nie pragnął, traktował 
wszystko jako zwykłą przygodę?
 

Dni się dłużyły, płynęły leniwie. Bywało, że

 

podziwiała Kordiana, który na swój sposób 

szczęśliwy, wierzył w jej wierność i miłość. Tymczasem 
wystarczyło z jej strony tylko jedno słowo prawdy, by 
szczęście rozpadło się w gruzy. Cierpliwie znosiła swój los,
jaki dobrowolnie wybrała. Czasem zastanawiała się, jak 
długo wytrzyma w tym kłamstwie.
 

Zmienił się również jej wizerunek, znajomi spoglądali 

na nią z głęboką troską. Nieraz miała ochotę powiedzieć im
prosto w oczy: „Czy wy nie widzicie, jak ja strasznie 
cierpię!”. Zamiast tego, wynajdywała błahe wymówki. 
Kordian sądził, że trawi ją tęsknota za synem i córką.
 

Prowadziła ciche, monotonne życie. Czasem jedynie z

nudów zajrzała do klubu na ciekawą prelekcję, rzadziej do 
klubu tenisowego.

background image

 

I tak dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po 

miesiącu upływał czas, niewiele nowego wnosząc do 
monotonnego życia. Jej życie stawało się powolnym 
pasmem różnych wyrzeczeń i udręczeń. Czasem w nocy 
nachodziła ją bezbrzeżna paląca tęsknota, roztaczała nad 
nią swoje ciemne skrzydła i przypominała utracone 
szczęście. Wtedy jej myśli wybiegały w świat, szukały tego
jedynego, ukochanego. Gdzie on się podziewa, co porabia, 
czy ją wspomina? Być może cierpi podobnie jak ona, 
znosząc trudną rozłąkę?
 

Instynktownie wyczuwała, że Artur nadal ją kocha, i 

podobnie jak ona, znosi trudną rozłąkę. Przecież oboje 
świadomie wyrzekli się wszelkiej nadziei. Czy można 
wymazać z pamięci obraz kochanka, w sercu stłumić 
miłość? Nie, nie można. Dlatego dzielnie znosiła u boku 
męża egocentryka swoje cierpienia. Bolała nad tym, że 
Artur, podobnie jak ona sama, cierpi z tego powodu. Ta 
świadomość nie dawała jej spokoju. Nieraz pragnęła o nim 
już zapomnieć, wykreślić z pamięci. Jednak nie dała rady.
 
 

Mijały nieskończenie długie dni i noce. Kordian spał 

pogrążony głębokim snem, ona tymczasem myślami 
przytulała się do Artura. Nie mogła znieść bliskości 
obojętnego Kordiana Nie znosiła również bezbarwnego 
światła wczesnych poranków, przypominały ów świt, gdy 
zasypiała z głową ułożoną w zagięciu łokcia Artura.
 

Często wymykała się z domu i błąkała bez celu. 

Chciała chociaż na chwilę zaznać spokoju. Czasem 
miewała halucynacje, jakaś magiczna siła ciągła ją do 
stolicy.
 

Regularnie kupowała w kiosku „Horyzonty świata“, 

background image

które drukowały reportaże i artykuły Artura. Czytała 
wszystkie uważnie, słowo po słowie, wyważając każde 
zdanie i zawartą myśl. Wszystkie wycinała i chowała w 
specjalnej teczce. Dwa listy, jeden wiersz i widokówkę z 
Londynu, chowała w szafie między bielizną. Kordian nie 
miał zwyczaju tam zaglądać. Czasem wyjmowała listy spod
bielizny, czytała i roniła łzy.
 

 

 

Droga Katarzyno!

 
 

Moje życie toczy się ciągle w tym samym kręgu. 

Niedawno miałem szczególny powód do radości. W 
Filharmonii Narodowej spotkała mnie niebywała 
niespodzianka. Uroczą sopranistką, która wystąpiła z 
recitalem, była koleżanka, z którą razem zdawałem maturę.
Wyjechała do Anglii na stypendium, tam poznała znanego 
kompozytora i wyszła za niego za mąż. Ogromna radość 
spotkać kogoś po tylu latach.
 

Zjedliśmy razem kolację „Bristolu”, dzieląc się 

wspomnieniami.
 

Wkrótce udaję się do Paryża na zaproszenie 

przyjaciół. Jakże miło byłoby razem z Tobą podziwiać 
piękny Paryż z wieży Eiffla. W każdym razie myślami będę 
przy Tobie.
 

Może Ci się przyśnię nocą, żebyś uwierzyła, jak 

bardzo za Tobą tęsknię.
 
 

Serdecznie pozdrawiam – Artur

background image

 

 

Przytuliła list do piersi i parę razy pocałowała.

 

Upłynęło znowu kilka miesięcy. W tym czasie nic 

szczególnego się nie wydarzyło, poza jednym
 

– nadszedł kolejny list. Tym razem z dopiskiem na 

kopercie: „Do rąk własnych“. Katarzynie się zdawało, że 
budzi się w niej nowe życie, że rozkwita jak kwiat.
 
 

Najdroższa Katarzyno!

 
 

Nie miałem śmiałości napisać do Ciebie, Pragnąłem 

uszanować Twój spokój. Moja tęsknota wybiega ku Tobie, 
unosi się jak ten rozśpiewany ptak w bukowym lesie. Wiem, 
zresztą czuję to, że myślisz stale o mnie. Błagam, dodaj mi 
chociaż otuchy, trochę nadziei, że tak jest naprawdę. To 
pozwoli mi znosić samotnie życie w oddaleniu od Ciebie. 
Mam nadzieję, że nie odtrąciłaś mojej niezmiennej miłości.
 

Wkrótce wybieram się ponownie za granicę. Kiedy 

wrócę od razu się odezwę, poproszę też byś mnie 
odwiedziła… i pozostała zemną na zawsze.
 

W Twoich rękach los mego życia. Przecież się 

kochamy.
 

 

Tobie oddany – Artur

 
 

Katarzyna odchodziła niemal od zmysłów. List 

przepełnił jej serce szaloną radością. Czytała go 
kilkakrotnie, obsypując pocałunkami.
 

Po miesiącu nadeszła kolorowa widokówka z 

background image

Londynu. Najbardziej ucieszył jednak dopisek:
 

Wkrótce wrócę do kraju, zgłoszę się… i zabiorę.

 
 
 

Niespodziewanie złośliwa choroba przykuła Kordiana 

do łóżka. W chorobie zrozumiał, jak źle wypełniał przez 
wszystkie lata obowiązki męża i ojca. Usprawiedliwiał się, 
iż nie czynił niczego zaślepiony pracą naukową. Trapiony 
wyrzutami, obiecywał po wyzdrowieniu otoczyć Katarzynę
wielką czułością.
 

Choroba jednak go pożerała z każdym dniem. Powoli 

gasł w jej oczach. Jej zmartwieniem było odtąd jego 
zdrowie. Aby mu ulżyć w cierpieniu, opowiadała o córce i 
synu. Zmęczony monotonią słów, co chwilę zasypiał. 
Czasem przycisnął jej dłoń do ust, spieczonych gorączką, 
milcząco się w nią wpatrując.
 

Minęło kilka tygodni. Jego stan nie uległ żadnej 

poprawie. Coraz bardziej opuszczały go siły,
 

Przekraczając próg gabinetu, który odtąd stał się izbą 

dla chorego męża, Katarzynie nogi się uginały. Dochodząca
codziennie pielęgniarka zakładała kroplówkę.
 

W czwartym miesiącu stan chorego raptem się 

pogorszył. Katarzyna z niepokojem wypatrywała lekarza. 
Kiedy przyszedł, zbadał chorego, potem spojrzał na 
Katarzynę. Z jego twarzy od razu odczytała najgorsze – 
ostre zapalenie płuc. To wzbudziło obawy, bowiem chory 
miał mocno osłabione serce.
 

Drżącym głosem zapytała, czy nie lepiej przenieść 

chorego męża do szpitala? Lekarz przecząco potrząsnął 
głową:
 

– Wpierw musimy podjąć walkę z gorączką.

background image

 

– Czy mąż to przetrzyma? – spytała pełna obaw.

 

Lekarz wzruszył ramionami.

 

Mijały długie godziny niepewności. Katarzyna 

nieustannie czuwała przy Kordianie. Cierpienie wzbudzało 
w niej współczucie i miłość. Jednak inna była to miłość, 
prawdziwą darzyła jedynie Artura. Kochała Kordiana 
niczym tkliwa matka, pielęgnowała. Zauważywszy czasem 
krótki błysk radości w jego oczach, pochylała się nad nim, 
szepcząc mu:
 

– Mój biedny Kordianie, gdybym ci tylko mogła w 

czymkolwiek pomóc...
 

Kordian próbował ująć jej rękę, ale nie miał 

wystarczająco sił. Mimo licznych zabiegów serce coraz 
bardziej słabło.
 

Przed samą śmiercią uśmiechnął się jeszcze do niej… 

i zamknął oczy na zawsze.
 

Zrozpaczona ujęła jego dłonie, nachyliła się blisko 

twarzy i wyszeptała błagalnie:
 

– Kordianie! Kordianie, przebacz mi, proszę... cię... 

przebacz...
 

Nie słyszał jej błagania, nie dowiedział się też 

okrutnej prawdy. Zabrał ze sobą pewność, że Katarzyna go 
kochała, że była wierną żoną.
 

Słońce świeciło przedpołudniowym blaskiem, kiedy 

zwłoki Kordiana poniesiono na miejscowy cmentarz.
 
 

Minęło kilka lat. W międzyczasie Katarzyna została 

babcią trojga wnucząt. Syn Aleksander ożenił się z 
koleżanką ze studiów i zamieszkał w stolicy, tam założył 
kancelarię adwokacką. Justyna wyszła za mąż za dyrektora 
banku w Korzeniowie.

background image

 

Katarzyna utraciła zupełnie poczucie czasu. Całymi 

dniami siedziała otępiała i rozmyślała.
 

– Boże, jak ten czas umyka – westchnęła któregoś 

razu na głos nad grobem Kordiana, zapalając świeczkę.
 
 
 

Przyroda budziła się z zimowego snu do życia. 

Wszystko zieleniało, zakwitało, srebrne świerki wokół willi
rozsiewały balsamiczną woń.
 

Katarzyna siedziała w wiklinowym fotelu na tarasie, 

popijając swoje ziółka. Miesiąc minął, jak skończyła 
siedemdziesiąt lat. Jej twarz pokryły bruzdy zmarszczek, 
włosy przyprószyła siwizna. Minęło dziesięć lat odkąd jest 
wdową.
 

Coś poruszyło się nagle w jej duszy. Od lat nie

 

czytała magazynu „Horyzonty świata”. Próbowała te 

minione lata zliczyć na palcach.
 

Popołudniu wybrała się do miasta po drobne zakupy, 

przy okazji w kiosku kupiła magazyn. Zdziwiła się, bo miał
inną szatę graficzną, nie było też w nim śladu Artura.
 

Po powrocie zastanawiała się, czy wypadałoby jej po 

tylu latach do niego zadzwonić? Szukała jego wizytówkę, 
którą gdzieś się zapodziała. Wielokrotnie miała ją w ręku, 
kiedy ją coś korciło. Dziwiła się sobie, że dotąd do niego 
nie zatelefonowała. Po usłyszeniu jego głosu mogła 
przecież odłożyć słuchawkę. Że też wcześniej nataki 
pomysł nie wpadła?
 

Odnalezienie wizytówki zajęło jej sporo czasu, drugie 

tyle, zanim się przełamała wybrać numer. W słuchawce 
odezwał się męski głos:
 

„Pracownia architektoniczna „Sukces...”. Od razu 

background image

poczuła dziwny skurcz w gardle, na moment zaniemówiła. 
Gdy oprzytomniała, zapytała, czy wybrała właściwy 
numer? „Numer się zgadza, ale właściciel jest inny...” – 
odparł ten sam baryton.
 

Zadzwoniła do redakcji. Tam rozłożono ręce. 

Wprawdzie nazwisko obiło im się o uszy, ale to czasy 
odległe...
 

Kiedy nawiedzała ją nostalgia, wtedy sięgała do 

szkatułki po listy i artykuły Artura. W takich chwilach 
odżywały na nowo dawne wspomnienia. Czasem brała też 
do ręki swój pamiętnik, pełen tęsknych wspomnień.
 
 

Tego ranka stojąc przy oknie miała złudzenie, jakby 

przed willą zatrzymał się Ford. To Artur! – krzyknęła na 
głos. Było to przywidzenie, ale na samą myśl serce zaczęło 
bić mocniej. W pamięci od razu odżył bukiet róż, który z 
taką czułością przyłożyła do swej piersi. Wtenczas była 
jeszcze młoda, po czterdziestce, teraz jest już starzejącą się 
babcią. Artur był od niej dziesięć lat starszy, więc też już 
nie młody. Gdzie się on podziewa, co ze zdrowiem, czy ją 
kocha, tęskni? łzy popłynęły jej do oczu.
 

Kończyła akurat śniadanie, kiedy rozległ się dzwonek.

listonosz przyszedł z listem poleconym. Przelotnie zerknęła
na kopertę: stempel stolicy. „Boże, co zawiera ta 
koperta...?“ – przeraziła się. W głowie ogromny ucisk i 
setki przypuszczeń. Początkowo bała się otworzyć kopertę. 
Wreszcie się przemogła.
 

 

Wielce Szanowna Pani!

 

W depozycie biura notarialnego jest testament pana 

background image

Artura Tapperta, zmarłego przed dwoma laty śmiercią 
naturalną..
.
 

 

W oczach od razu zawirowały łzy, list wypadł z 

drżących rąk na podłogę. Musiała zażyć tabletkę na 
uspokojenie. Ręce drżały, z trudem trzymała szklankę z 
wodą.
 

 

Trwało jeszcze dłuższą chwilę, zanim list podniosła z 

podłogi i czytała dalej:
 
 

...Zmarły był stanu wolnego. Zgodnie z Jego wolą 

zwłoki zostały spopielone, prochy rozsypane w lesie w 
pobliżu pani miejsca zamieszkania. Według posiadanych 
informacji to bukowy las. Szerszych informacji udzieli 
zakład pogrzebowy „Pieta“, któremu zlecono pochówek.
 

W tutejszym depozycie jest złoty naszyjnik wraz z 

amuletem, na którym wygrawerowane jest
 

imię „Katarzyna” oraz męska złota bransoleta

 

z inicjałami „A.T.”.

 

Zgodnie z wolą zmarłego, wymienione wyżej 

przedmioty należą się pani.
 

Uprzejmie proszę o kontakt w celu odebrania 

wspomnianych precjozów.
 

Z należnym uszanowaniem

 

Daniel Danielewicz – Notariusz

 

 

– Arturze, to niemożliwe, że ty... – powiedziała głośno

background image

do siebie, zalewając się ponownie łzami.
 

Dłuższy czas siedziała zupełnie skamieniała. Nic do 

niej nie docierało.
 

Kiedy się wypłakała, wniknęła w treść listu, 

przestudiują jego precyzję prawniczego języka.
 

Upłynęło sporo dni, nim się ocknęła ze stanu

 

przygnębienia. Ze względu na jej wiek, poprosiła 

biuro notarialne o przysłanie cennych precjozów pocztą.
 

Nie dowierzała sobie, gdy kilka dni później poczta 

doręczyła przesyłkę, zawierającą cząstkę ukochanego 
człowieka. W przesyłce był także odręcznie napisany list:
 

 

Droga Katarzyno!

 
 

Mam nadzieję, że mój list zastanie Cię przy dobrym 

zdrowiu. Nie mam najmniejszego pojęcia, kiedy go 
otrzymasz. Jedno jest pewne: mnie wtedy już nie będę 
wśród osób żyjących.
 

Upłynęło sporo lat od chwili, kiedy zrodził się w nas 

obojgu nowy rozdział życia.
 

Po naszym rozstaniu wiele podróżowałem, ale 

myślami zawsze przy Tobie. Wiele razy chciałem do Ciebie 
zadzwonić, jednak za każdym razem odkładałem 
słuchawkę, by nie psuć małżeńskiej harmonii. Bywały też 
chwile, kiedy szykowałem się do przyjazdu po to, by Cię 
zabrać... po prostu porwać. Pocieszałem się, iż któregoś 
dnia moja odwaga pokona tchórzostwo. Czasem traciłem 
zmysły z ogromnej tęsknoty i samotności.
 

Katarzyno! Przed Tobą były inne kobiety, po Tobie 

żadnej więcej. Nie ślubowałem celibatu, lecz dla samej 

background image

zasady nie interesowały mnie już żadne. Brzmi to 
patetycznie, lecz stosowniejszego
 

wyrażenia nie znajduję.

 

Mam Cię nadal przed oczyma w ręczniku kąpielowym.

Twoje ciało pachniało bzem. Potem ulegliśmy 
wszechdziałaniom Amora.
 

Ugodzeni celnie jego strzałą napisałem wtedy wiersz:

 

Miłość stanowi węzeł istnienia

 

wniknięcie tylko poznaniem

 

łączy tworzenie i bycie

 

wspólnego aktu istnienia

 

Trzeba poddać się miłości

 

By sądzić jak niezawodny

 

Jest sposób wnikania

 

W nieskończone istnienie

 

Tego obrzędu dokonaliśmy, by się uszczęśliwić i 

poddać cierpieniom. Radość i cierpienie wyzna-czyły nam 
perspektywę dobra i zła. Tej prawdy nie powinniśmy się 
wyrzec.
 

Droga Katarzyno, mam coś, co memu sercu 

najdroższe: złoty naszyjnik z sercem. Na nim jest 
wygrawerowane Twoje imię. Przez wszystkie lata nie 
rozstawałem się z nim. Chciałbym, by należał odtąd do 
Ciebie. I także złota bransolet z moimi inicjałami. Jesteś 
jedyną osobą, której te skarby mogę powierzyć.
 
 

Kochałem Cię szczerze, całym sercem. I tak 

pozostanie do końca moich dni.
 

Twój na zawsze – Artur Tappert

 

background image

 

List napisany był ręcznie wiecznym piórem. Pismo 

było nierówne. Widocznie mu ręka drżała i naniosła kilka 
drobnych kleksów.
 

Po przeczytaniu włożyła list do drewnianej szkatułki, 

w której przechowywała jego skarby – listy i wiersze.
 

Nazajutrz pojechała taksówką do bukowego lasu. 

Powolnym krokiem weszła w głąb lasu. Wszystko się tu 
zmieniło. Drzewa powyrastały. Dokoła przygniatająca 
cisza, potęgowana aurą jesieni.
 

Oparta o pień buku z trudem powstrzymywała łzy. W 

pamięci odżyły nagle słowa Artura, których sensu 
wcześniej nie pojmowała.
 

Co roku w Święto Zmarłych odwiedzała bukowy las. 

Zapalała tam świeczkę i odmawiała zdrowaśkę za 
ukochanego. Stamtąd szła dopiero na cmentarz do 
Kordiana. Kolejność trzymała w tajemnicy przed synem i 
córką.
 

W piątą rocznicę nie poszła do bukowego lasu, ani na 

cmentarz. Siły ją opuściły.
 

Wigilię i Święta Bożego Narodzenia spędziła z 

rodzinami syna i córki. Dziwne przeczucie jej 
podpowiadało, że będą ostatnimi.
 

Katarzyna z dnia na dzień coraz bardziej mizerniała i 

bledła. Z nastaniem wiosny zdrowie jej uległo raptownemu 
załamaniu. Córka wezwała lekarza. Przybył ten sam, który 
opiekował się chorym mężem. W międzyczasie też mocno 
postarzał, głowę miał w siwiźnie, twarz pooraną bruzdami. 
Po zbadaniu postanowił pozostać przy chorej kilka godzin. 
Osłabione serce pracowało nieregularnie. Katarzyna coraz 
częściej traciła przytomność.
 

Gdy tylko na chwilę oprzytomniała, słabnącym 

background image

głosem zwróciła się do córki: – córuś, otwórz sekretarzyk, 
tam jest inkrustowana szkatułka. Kiedy odejdę... otwórz ją 
razem z braciszkiem. Jest tam koperta... – mówiła z coraz 
większym trudem, często przerywała, by nabrać powietrze. 
– Spełnijcie moją wolę. Toooo… moooja... jedyna proś… –
i nie zdołała dokończyć.
 

Lekarz zaznaczył w karcie zgonu śmierć natu-ralną, 

choć z medycznego punktu widzenia stanowiła 
niewiadomą. Zmarła nigdy nie uskarżała się na żadne 
choroby. Kartoteka w ośrodku zdrowia nie zawierała 
jakichkolwiek wpisów.
 

Dzięki bezinteresownej pomocy doktora, zwłoki 

przewieziono do szpitalnej kostnicy.
 

Justyna powiadomiła brata o zgonie matki. Po 

przyjeździe od razu wspomniała mu o szkatułce. Z trudem 
odnaleźli kluczyk do sekretarzyka.
 

Aleksander wyjął ze szkatułki ręcznie napisany list.

 

– Poznaję, to rękopis naszej mamy. Po dacie 

stwierdził, że list napisany równo rok temu. – Ale poczekaj,
poczekaj... nie do wiary, nasza mama kochała się w jakimś 
mężczyźnie? Masz. czytaj na głos.
 

– Czyżby miała kochanka? – zaniepokoiła się

 

Justyna.

 

– Z listu dowiemy się, jak to było naprawdę? – odparł 

brat.
 

 

Moje najdroższe dzieci!

 
 

Piszę ten list przy całkiem zdrowych zmysłach. 

Uznałam za stosowne uporządkować kilka dla mnie 

background image

ważnych spraw i podzielenie się nimi z wami. List 
przeczytacie dopiero po mojej śmierci. Za życia ujawnienie 
niektórych spraw uznałam za niecelowe, bądź nie 
wskazane.
 

Z wielkim trudem mi to przyszło, bowiem stanowi 

rodzaj spowiedzi: obnaża coś pięknego i zarazem 
wzniosłego. Pewnie zaskoczy was pewien mężczyzna o 
nazwisku Artur Tappert! To pisarz, którego poznałam przed
ćwierć wiekiem. Przyjechał do Korzeniowa podzielić się z 
czytel-nikami swoimi refleksjami na temat jego książki, 
Kochanek, kochanka…i co dalej? W tym dniu zrodziła się 
nasza znajomość, przypieczętowana miłością. Wtedy 
kierował mną prosty powód: kiedy wyszłam za mąż, między
mną a waszym ojcem, nie było wielkiej czułości. Potem was
urodziłam. Chcąc godnie podołać macierzyńskim 
obowiązkom, musiałam zrezygnować z pracy w liceum. 
Nagle stałam się kuchtą domową, pokornie znoszącą 
fanaberie waszego tatusia. Z biegiem lat w nasze pożycie 
małżeńskie wkradła się pustka. Byliśmy zgodnym 
małżeństwem tylko na pokaz. Byłam wtedy jeszcze młodą i 
atrakcyjną kobietą pełną temperamentu, jednak 
pozbawiona atrakcyjności życia. Zupełnie inny typ 
mężczyzny stanowił Artur Tapert. Jego zalet nie sposób 
wyliczyć. Spędziliśmy ze sobą raptem tylko pięć dni, które 
zaważyły na reszcie mego życia. Przeczytajcie mój 
dzienniczek, może wtedy mnie zrozumiecie. W biblioteczce 
jest też jego książka z dedykacją i datą. Również jeden jego
wiersz, który otrzymałam pierwszego wieczoru. Wręczył mi 
go w salonie, w którym przeżywaliśmy naszą wielką miłość.
Zaprowadziłam go również do bukowego lasu, który o 
dziwo, ogromnie polubił.

background image

 

Kochani, czegoś takiego nie da się wymazać z 

pamięci, i choć wszystko trwało krótko, może zbyt krótko, 
zdołało wypełnić lukę długich lat beznamiętnego pożycia 
małżeńskiego. Kochany przez was tatuś do końca życia w 
żadnej kobiecie nie dostrzegł cech wartościowych. Dlatego 
nie dostrzegł ich także we mnie.
 

Nie sposób wszystko wyrazić, to po prostu niemożliwe.

Dlatego pragnę, byście szanowali swoje małżeństwa, 
kochali się gorąco, tak jak ja kochałam Artura Tapperta, 
człowieka mądrego i szlachetnego, Może wam się wydać 
paradoksem mój romans, ale trudno mi sądzić, co by się 
stało, gdybym Artura nie spotkała. Może z biegiem lat 
rozeszłabym się z waszym ojcem z podobnych powodów i 
pobudek?
 

Zapewne zaskoczy was moja ostatnia wola. Pragnę 

byście po śmierci moje ciało spopielili! Zapewnie 
pomyślicie, że na starość postradałam zmysły! Zapewniam,
że jestem przy zdrowych zmysłach. Zapoznajcie się z listem 
notariusza, zapewne wtedy zrozumiecie moje intencje.
 

Zapewne waszym zdaniem powinnam spocząć obok 

męża? Powinnam! Ale moja wola jest zupełnie inna i 
proszę byście ją uszanowali.
 

Całe moje życie poświęciłam rodzinie, jednak po 

śmierci pragnę być tam, gdzie moje miejsce –
 

w bukowym lesie.

 

Szkatułkę z listami Artura wraz z moim pamiętnikiem 

spopielcie razem ze mną, prochy rozsypcie po bukowym 
lesie.
 

I na koniec: złoty amulet z moim imieniem należy do 

Ciebie, droga Justynko. Tobie, drogi Aleksandrze, 
przekazuję złotą bransoletę.

background image

 

I to byłoby już wszystko.

 

Wasza mama – Katarzyna

 

 

Justyna odłożyła list. Zapadła długa, głęboka cisza. Po

chwili oboje zapalili papierosa.
 

– Biedna nasza mama, Co o tym wszystkim sądzisz? –

westchnęła Justyna.
 

– Z całego życia nasza mama miała tylko pięć

 

dni szczęśliwych. Musimy uszanować jej wolę. 

Zmarłym nie powinno się niczego odmawiać.
 

– Ani sprzeciwiać – przytaknęła mu Justyna.

 
 

Wiadomość o śmierci Katarzyny rozeszła się 

błyskawicznie po całym miasteczku. Dyrekcja liceum oraz 
kluby zamieścili nekrologi. Ponadto deklarowali swoją 
pomoc w uroczystej oprawie pochówku.
 

Aleksander i Justyna nie zwierzyli się nikomu z woli 

matki. Pragnęli uniknąć sensacji, od której huczałoby całe 
miasteczko.
 

Kiedy ze szpitalnej kostnicy zabrano zwłoki, pocztą 

pantoflową przekazywano różne domysły. Ksiądz 
proboszcz i grabarz, osoby najbardziej kompetentne w 
takich sytuacjach, wzruszali tylko ramionami.
 
 
 

Na stoliku nakrytym kirem stała granitowa urna. obok 

niej wiązanka czerwonych róż. W srebrnym lichtarzu 
płonęły dwie symboliczne świece. Pogrążona w głębokim 
smutku najbliższa rodzina zgromadziła się wokół urny, 
żegnając prochy zmarłej. Katarzyna dziękowała im 

background image

lekkimuśmiechem z portretu, przepasanego czarną szarfą.
 

W salonie snuła się żałobna melodia: Heath of Ase, 

Edwarda Griega. Kiedy ostatni akord w magnetofonie 
zamilkł, Aleksander zabrał ze stołu urnę, Justyna róże, we 
dwoje pojechali do lasu bukowego.
 

W zaspanej o tej porze roku buczynie na moment 

zaświtało słońce. Z kościoła parafialnego odezwała się 
sygnaturka, wzywającą na Anioł Pański. Aleksander 
rozsypywał z urny prochy, mówiąc przy tym zdławionym 
głosem: niechaj prochy naszej ukochanej mamy połączą się
na wieki z jej wielką miłością… Wiatr rozsiewał je na 
wszystkie po bukowym lesie.
 

W smutku i bez patosu, syn i córka rozstali się na 

zawsze z ukochaną mamą.
 
 

Skromnie i po świecku, z dala od cmentarza,

 

razem z ukochanym w lesie bukowym.

 
 
 

E.H.


Document Outline