background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Lennox Marion

Ślub Nad Oceanem

ROZDZIAŁ PIERWSZY  
– Owszem, śliczna, ale załoŜę się,Ŝe głupia jak but.  Doktor Rachel Harper tak 
energicznie 

wgryzła się  w hamburgera, Ŝe czerwony keczup aŜ trysnął na podkoszulek.  Ten 
sos jest tego 

samego koloru co moje spodnie!  I odcień ten sam! Bardzo ładnie, pomyślała 
cierpko.  – Jaka 

uczesana – mówił nieznajomy z nutą ironii  wgłosie. – Wydaje majątek na 
fryzjera. Na dodatek 

blondynka.  Toby, nie daj się zwieść pozorom.  – Ale ma ładne nogi – 
argumentował dziecięcy 

głosik.  – I piękne oczy.  – Nie daj się zwieść pozorom – ostrzegał bas. – Pod  
tym futrem 

kryje się stuprocentowa idiotka.  Tego juŜ za wiele! MoŜe jestem marną 
opiekunką,  pomyślała 

Rachel, ale nie daruję takich zniewag. Odciągnęła zasłonkę, by stanąć oko w oko 
z całym 

światem.  PoniewaŜ pawilon wystawowy był po brzegi wypełniony  zwiedzającymi, na
czas 

skromnego posiłku ukryła  się w boksie. Pomieszczenia przydzielane wystawcom  
były nie 

większe od psiej budy, ale przynajmniej dawały  odrobinę prywatności. Kto 
odwaŜył się 

krytykować Penelope?  – Cześć! – Na to powitanie męŜczyzna i dziecko  odwrócili 
się w jej 

stronę i spojrzeli na niąz zaciekawieniem.  Pospiesznie wytarła z brody resztki 
sosu.  

Oszacowała wiek nieznajomego na trzydzieści kilka  lat. Wyglądał na farmera. 
Ubrany był w 

spodnie z moleskinu  i roboczą koszulę koloru khaki, czarne kręcone  włosy 
sięgałymudo 

kołnierzyka. Miał teŜ ciemne oczy  otoczone siateczką mimicznych zmarszczek i 
opaloną  

twarz...  Atrakcyjny, pomyślała. Jeśli ma być szczera, a w takim  właśnie była 
nastroju, to 

nawet bardzo atrakcyjny.  Wręcz boski! Towarzyszący mu chłopiec, mniej więcej  
sześcioletni, 

był jego miniaturową kopią. To na pewno  ojciec i syn.  Ojciec i syn. Rodzina. 
Stąd wniosek, 

Ŝe facet jest Ŝonaty.  Ŝonaty? Skąd taka myśl przyszła jej do głowy?! Nie  wolno
jej 

podejmować tego wątku. Ani słuchać Dottie.  Z jakiego powodu miałoby ją, Rachel,

Strona 1

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

obchodzić, 

czy  jakiś obcy męŜczyzna ma partnerkę?!  Jestem tu z Michaelem.  Nie oszukuj 
się! 

Interesują cię wszyscy męŜczyźni  oprócz Michaela, Ŝonaci i nieŜonaci. To, Ŝe 
sama jesteś  

zamęŜna, się nie liczy, nie moŜe się liczyć...  – Muszę jechać z Penelope na 
wystawę,Ŝeby 

zebrała  odpowiednią liczbę punktów – oznajmił Michael pewnego  dnia, gdy 
spotkali się na 

dyŜurze w stołecznym  szpitalu.  Dottie namawiałają, by skorzystała z tej 
okazji.  – Pora, 

Ŝebyś pomyślała o sobie – tłumaczyła. – Przed  tobą jeszcze całŜycie.  Rachel 
dała się 

przekonać, wyobraŜając sobie godzinę  psich popisów, wygodny motel w uroczym 
nadmorskim  

miasteczku i prawie cały weekend wylegiwania się na  plaŜy. MoŜe Dottie ma 
rację? To prawda, 

Ŝeod ośmiu lat  nie miała urlopu. Jest wykończona. MoŜe warto zastanowic ´ się 
nad 

przyszłością?     Lecz wymarzony weekend pozostał w sferze... marzen ´. Nie 
wypalił. Poza 

tym panował potworny upał,  a w zarezerwowanym motelu nie chcieli przyjąć ich  z
psem. Na 

domiar złego przez cały czas musieli ukrywać  Penelope przed rzekomo zawistnymi 

właścicielami innych  psów.  Gdzie jest Michael? Ktogo wie? Westchnąwszy, 
zwróciła  siędo 

osobnika, który skrytykował sukę Michaela.  – Penelope jest córką dwóch 
czempionów 

–poinformowała męŜczyznę i chłopczyka, piorunując ich wzrokiem.  – Ona jest 
bardzo ładna 

–powiedział malec, nieśmiało  się uśmiechając. –Mogę ją pogłaskać?  – Jasne 
–odparła 

łagodniejszym tonem.  – UwaŜaj, bo moŜe cię ugryźć–ostrzegł męŜczyzna,  od nowa 
wprawiając 

Rachel w wojowniczy nastrój.  – Gryzą tylko głupie psy.Penelope jest  
damą–oznajmiła  

cierpko.  – To jest chart afgański.  – No to co?  Wargi męŜczyzny drgnęły, a w 
oczach 

zamigotały wesołe  iskierki.  – To wyjątkowo głupia rasa.  Rachel oŜywiła się. 
Wyzwanie? 

Proszębardzo! Tkwi  tu od kilkunastu godzin i juŜma ochotę wyć z nudów,  więc 
jest gotowa na 

wszystko, byle nie wracaćdo zimnego  hamburgera i wczorajszej gazety. 
Prawdęmówiąc,  

największąochotęmiała na awanturęz Michaelem, ale  on przepadł. A ten tu osobnik

Strona 2

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

naleŜy do 

tego samego  gatunku...  – Jest pan nieuprzejmy. –Omiotła go od stópdo głów  
krytycznym 

wzrokiem. –Co więcej, jest pan rasistą.  Uniósł brwi i roześmiał się z 
niedowierzaniem.  – 

Pani uwaŜa, Ŝe ona jest inteligentna?  – Penelope jest słodka. – Przytuliła 
wielkie białe 

psisko,  po czym skrzywiła się na widok plamy z keczupu na  jasnej sierści. 
Michael mnie 

zabije. Gdzie on jest?  – Wierzę pani na słowo – rzekł nieznajomy. Pierwsza  
część pokazu 

dobiegła końca, więc wokół nich zaczęli  zbierać się gapie, którzy w oczekiwaniu
na finał 

nie mieli  co ze sobą zrobić. Nie tylko Rachel cierpiała z powodu  nudy. – 
Inteligencję psa 

moŜna zmierzyć za pomocą  róŜnych testów.  – Zamierza pan zastosować test Mensy?
 – Znam 

znacznie mniej skomplikowane sposoby. Odz ˙ałuje pani kawałek hamburgera?  – 
Mojego? Niech 

jej pan da swojego!  – Dla dobra nauki...  – Mójtatajestdoktorem 
–oznajmiłchłopiec,jakbyto  

wszystko wyjaśniało.  – Ach tak? Doktorem czego? – Uśmiechnęła się do  malca. 
Poczuła, Ŝe 

wreszcie zaczyna dobrze się bawić.  –To bardzo podstępny sposóbwyłudzania 
hamburgerów.  – To 

jest proste doświadczenie. – MęŜczyzna nie dał  zbić się z tropu. – Tam jest mój
pies, widzi 

go pani?  – Wskazał na jeden z boksów na podwyŜszeniu.  Gdy podniosła wzrok, 
natknęła się na 

badawcze spojrzenie  chudego brunatnego zwierzaka nieokreślonego rodowodu.  Był 
wielkości 

owczarka collie, ale składał się  wyłącznie z nóg, oczu oraz ogona. W tej samej 
chwili  

przysiadł i energicznie zaczął się drapać.  – Czarujący –orzekła z przekąsem. – 
To jego 

popisowy  numer?  – Digger się nie popisuje.     Przytaknęła ze współczuciem.  –
No tak, ten 

pański pupil ma braki w wychowaniu.  MęŜczyzna odwzajemnił uśmiech. Wojna 
jeszcze się  nie 

rozpoczęła, a wytoczono juŜ armaty.  – Sugeruje pani, Ŝe Digger jest źle 
wychowany?  – 

Wystarczy na niego popatrzeć. –Jest dobrze, pomys ´lała. Nareszcie coś się 
dzieje. Penelope 

kontra Digger.  – Pochodzenie zawsze wyjdzie na wierzch.  – Drzewo genealogiczne
Diggera 

Strona 3

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

jest znacznie bardziej  skomplikowane niŜ rodowód tego pani burka.  – Mój pies 
wabi się 

Penelope – odrzekła z godnością.  – I to nie jest burek. Przodkowie Penelope to 
cała 

australijska  gałąź czempionów. Za to pański burek...  – Digger jest takŜe 
potomkiem 

czempionów. – Nieznajomy  uśmiechnął się szeroko. Po prostu zniewalająco.  – 
MoŜna wśród 

nich doszukać się czempiona owczarka  szkockiego oraz czempiona australijskiego 
kelpie...  – 

Ŝ e nie wspomnę o czempionie jamniku – dodała,  gdy Digger podniósł do góry 
cienki ogon.  – 

Nieprawda – wtrącił się chłopiec. – Jamniki są  długie i płaskie, a nasz Digger 
jest wysoki 

i potrafi skakać.  – Masz rację – odparła powaŜnie, tłumiącśmiech.  Obaj, 
męŜczyzna oraz 

chłopczyk, są fantastyczni.  Obaj mają czarujący uśmiech, a ich ciemne oczy 
lśnią  radością. 

Myślała, Ŝe zanudzi się na śmierć, a oto łaskawa  opatrzność zesłała jej taką 
atrakcję!  – 

Co wobec tego zrobimy z tym hamburgerem? – zapytała,  myśląc, Ŝeza uśmiech 
nieznajomego 

moŜna dać  się zabić.  – WłoŜymy go pod miskę.  Wzruszyła ramionami i podała mu 
hamburgera, 

z którego  znowu polał się keczup. MęŜczyzna popatrzył na  swoją dłoń oblaną 
sosem. Ohyda. 

Hamburger był tak  rozmiękły, Ŝe Rachel wcale nie byłoŜal się z nim rozstawac ´.
Dla dobra 

nauki.  – Lubi pani hamburgery obficie polane sosem?  – Tak. – Spoglądała na 
niego spode 

łba.  – Tata mówi, Ŝe w sosie pomidorowym jest za duŜo  soli, a sólźle robi na 
ciśnienie 

krwi – wyjaśnił chłopiec.  – Na ciśnienie krwi źle wpływają ludzie, którzy 
niepochlebnie  

wypowiadają się o psach – odparowałaku  radości zebranych. – Co chce pan zrobić 
z tym 

hamburgerem?  – Proszępatrzeć.–Nakryłkęsodwróconąpsiąmiską,  a następnie 
przywołał swojego 

psa. – Kolacja!  Digger popatrzył na niego z uwielbieniem, po czym  powiódł 
wzrokiem po 

audytorium, jakby chciał się upewnic ´,Ŝe wszyscy na niego patrzą.Węsząc, 
połoŜył jedną  

łapę na misce, a drugą ją podwaŜył,aŜ się odwróciła,  odkrywając smakołyk. Pies 
ponownie się 

rozejrzał, oczekując braw. Otrzymawszy je, spokojnie zjadł nagrodę.  Wielkie 
rzeczy!  – 

Strona 4

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Teraz kolej Penelope.  – Ubrudzi się. – Rachel po raz pierwszy się zaniepokoiła.
 Penelope 

jest piękna, ale jej przeciwnik inteligentny.  – Zrobimy to na podeście – 
zaproponował. – 

Nawet  zetrę dla niej keczup. Pani mogłaby to zrobić swoim  T-shirtem.  – Niech 
pan się 

liczy ze słowami!  Nie tracąc dobrego humoru, nieznajomy ustawił miskę pod nosem
psa 

Michaela. Oderwał kawałek hamburgera,  pokazał go Penelope i wsunął pod miskę. 
Cofnął się  o 

krok.     Penelope raz i drugi zaciągnęła się nęcącym zapachem.  Zaskomlała. 
PołoŜyła się 

przed miską. Wstała,  poszczekując. Popchnęła miskę nosem i znowu szczeknęła.  
Miska ani 

drgnęła. Wobec tego Penelope znowu się  połoŜyła, tym razem piszczącŜałośnie.  –
To jest 

dowód jedynie na to, Ŝe pański pies jest  bardziej wygłodzony – broniłają Rachel

wśródśmiecho ´wcałkiem juŜ licznej publiczności. – Pan go głodzi.  – Czy 
wyglądam na kogoś, 

kto potrafiłby głodzić  własnego psa?  Nie. Sprawia bardzo sympatyczne wraŜenie,
pomyślała  

i nagle zawstydziła się,Ŝe jest w brudnych dŜinsach,  poplamionej koszulce, a na
dodatek ma 

we włosach  źdźbła siana, którym organizatorzy wystawy wyścielili  boksy dla 
psów. Nawet 

strach na wróble lepiej od niej się  prezentuje.  – Rachel, karmisz Penelope?!  
Gdy 

bezwiednie podniosła miskę, pies rzucił się na  hamburgera, jakby nic nie jadł 
przez cały 

tydzień.  – Hm...  Michael, szpakowaty, wytworny i władczy przeciskał  się przez
tłum gapiów 

z twarzą wykrzywioną oburzeniem.  Nikt nie śmiał ignorować jego 
poleceń.Wyłącznie  sucha 

karma.  – Co ty wyprawiasz?!  – Demonstruję inteligencję Penelope – odrzekła  z 
wysoko 

uniesioną głową. Co za duŜo, to niezdrowo,  a doktor Michael Levering juŜ dawno 
jej się 

przejadł.  Wcześniej, jeszcze w szpitalu w Sydney, wywarł na  niej spore 
wraŜenie, a jako 

jeden z czołowych kardiologo ´w cieszył się ogromnym wzięciem wśród kobiet. Na  
wieść,Ŝe 

zaprosił jąna wspólny weekend, wszystkie jej  koleŜanki z traumatologii 
pozieleniały wprost 

z zazdros ´ci, a przyjaciółki oraz rodzina gorąco namawiali ją,byto  zaproszenie

Strona 5

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

przyjęła.  

– Skorzystaj z tej szansy, przygotuj się – mówiła  teściowa. – Chyba czujesz, Ŝe
i tobie 

naleŜy się coś od  Ŝycia. Romantyczny weekend z takim uroczym kawalerem...  Hm. 
Mają 

przecieŜ na zmianę zajmować się psem.  Michael oznajmił,Ŝe przenocuje w 
samochodzie, 

poniewaz ˙ jest za długi i nie zmieści się w boksie, lecz Rachel  
zaczynaławątpić w ten 

samochód. Gdy zjawił się dziesięć minut przed pierwszym pokazem, wcale nie 
wyglądał jak 

ktoś, kto spał w aucie. Natychmiast poinformował  ją,Ŝe niezwłocznie musi gdzieś
zadzwonić,i 

od  tej pory go nie widziała.  Co robił przez tyle czasu? Przyjrzała mu się 
podejrzliwie,  

sprawdzając, czy ma mokre włosy, bo gdyby  mogła mu udowodnić,Ŝepływał w morzu, 
podczas gdy  

ona warowała przy Penelope, niechybnie by go udusiła.  – Nasz pies jest 
mądrzejszy od 

waszego –zaszczebiotał  chłopiec.  Michael popatrzył na niego z obrzydzeniem.  –
O czym ty 

mówisz?  – Nazywam się Toby McInnes, a to jest mój tata  –odparł chłopiec 
niespeszony. – Mój 

tata to doktor Hugo  McInnes. A pan jak się nazywa?  Michael juŜ otwierałusta, 
ale Rachel go 

ubiegła, doskonale  zdając sobie sprawę z tego, Ŝesłowa, które juŜ miały  z nich
paść, nie 

naleŜałyby do najuprzejmiejszych.  – To jest Michael, a ja mam na imię Rachel 
–poinformowała 

 Toby’ego. Nie uszło jej uwagi, Ŝe doktor McIn    nes mocniej chwycił rączkę 
syna. Trudno mu 

się dziwić.  – Michael jest właścicielem Penelope.  – Słyszałaś o poŜarze buszu?
– Michael 

kompletnie  zignorował chłopca i jego ojca.  – PoŜar buszu? – Nie miała o tym 
pojęcia, 

poniewaŜ  przez cały dzień nie opuszczała pawilonu.  – Pali się daleko stąd. – 
Hugo wodził 

wzrokiem od  Rachel do Michaela i z powrotem. Z jego twarzy zniknęła  złość, 
ustępując 

miejsca głębokiemu zainteresowaniu.  – PoŜar moŜe odciąć szosę – warknął 
Michael, odpychając 

Penelope tak mocno, Ŝemało się nie przewróciła.  Szybki refleks nie był jej 
główną zaletą. 

Zapiszczała  i przytuliła się do Rachel. MoŜe nie jest zbyt bystra, ale  na 
pewno jest 

Strona 6

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

bardzo sympatyczna, pomyślała Rachel.  Gdyby przyszło jej wybierać między 
towarzystwem  

Michaela i Penelope, bez wahania wybrałaby charcicę.  – Rachel, całe miasto 
zostało 

postawione na nogi –  mówił Michael. – Muszę stąd wyjechać. JuŜ wysłano po  mnie
śmigłowiec. 

 ś migłowiec. Leci po Michaela.  Rachel wytęŜyła umysł. Michael jest świeŜo 
ogolony.  Ma na 

sobie nieskazitelne spodnie i śnieŜnobiałą koszulę.  Oraz krawat! Włosy? Nie 

dowierzaławłasnym oczom:  takie mokre, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. 
W pawilonie 

nie ma łazienek. Rachel nie widziała  bieŜącej wody od dwudziestu czterech 
godzin! ś mierdzi 

 psem.  Głowę by dała, Ŝe Michael właśnie wraca z plaŜy, a po  drodze wziął 
prysznic. A do 

tego ta gadka o śmigłowcu!  – Spałeś w motelu? – zapytała prosto z mostu.  – 
Nie, ale...  – 

Czy jest pan właścicielem czerwonego astona martina?  – zaciekawił się Hugo.  – 
Tak. – 

Michael nagle poczerwieniał. Oczekiwał, jak  zwykle, szacunku oraz uniŜoności, a
tutaj tego 

nie było.  – Pasuje do pana – mówił spokojnie Hugo. – O drugiej  nad ranem byłem
w motelu. U 

chorego. Arnold  Roberts miał atak podagry. Nocował przez ścianę z panem.  
Czekając, aŜ 

zadziałaśrodek przeciwbólowy, dokładnie  obejrzeliśmy pańskie auto. – Uśmiechał 
się do  

obojga bardzo z siebie zadowolony. – Zachodziliśmy  wgłowę z Arnoldem, kto 
przyjeŜdŜa takim 

autem do  takiej dziury. Teraz juŜ wiem. PrzekaŜę Arnoldowi, Ŝe  ten aston 
martin naleŜydo 

właściciela charta afgańskiego,  i sprawa będzie załatwiona.  Rachel nawet nie 
zauwaŜyła, Ŝe 

Hugo się roześmiał.  Czuła, Ŝe zalewa ją fala wściekłości.  – Spałeś w motelu?! 
Wszyscy, nie 

tylko Michael, wyczuli jej złość. – Myślałam, Ŝe odwołałeś rezerwację – dodała 
ostroz ˙nie. 

– Kiedy dowiedzieliśmy się,Ŝe nie przyjmą nas  z psem.  – Zadzwonili później i 
powiedzieli, 

Ŝezapóźno na  odwoływanie. Zatrzymali zaliczkę – tłumaczył się Michael.  Przez 
ułamek 

sekundy wyglądał na zawstydzonego,  mimo Ŝe potrafił bardzo szybko dostosować 
się do 

sytuacji.  Dla faceta tak zakochanego w sobie to nic trudnego.  – Ale juŜ 
wcześniej 

Strona 7

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

zgodziłaś się spędzić noc w pawilonie.  Daj spokój, Rachel, przecieŜ wiesz, jaki
ciasny jest 

ten  samochód. Ŝ yczysz mi pęknięcia kręgosłupa?  – Zcałego serca!  – Teraz to 
nieistotne – 

ciągnął. – Dobrze się złoŜyło,  Ŝe mogłem się wyspać. HubertWitherspoon dostał 
udaru.     

Hubert Witherspoon? To nazwisko przyniosło zamierzony  efekt, bo złość Rachel 
opadła. Na 

chwilę.  Hubert Witherspoon to jeden z najbogatszych ludzi  w Australii. Posiada
połowę złóŜ 

rudy Ŝelaza w kraju.  Wszyscy są na jego usługach.  – Wezwał mnie.  – Co 
takiego?!  – Jego 

rodzina obawia się blokady dróg z powodu  poŜaru buszu. JuŜ wysłano po mnie 
śmigłowiec, 

którym  mam wrócić do Sydney. – Spojrzał na zegarek. – Zaraz  powinien tu 
wylądować. Mam od 

razu wsiadać. Zaprezentujesz  Penelope jurorom, a potem odwieziesz ją do  domu? 
Hubert 

Witherspoon. Jego śmierć byłaby katastrofą na  skalę całej Australii, no, 
przynajmniej na 

rynku finansowym.  To powinno zrobić wraŜenie na Rachel. Powinno,  ale... 
Michael dziś 

popływał. I spał na prawdziwym  łóŜku. Ona zaś przez ten czas siedziała z 
Penelope, plując  

sobie w brodę,Ŝedała się namówić na wyjazd z Sydney.  – Mam paradować z Penelope
po wybiegu? 

– wykrztusiła,  a on uśmiechnął się tak, jak uśmiecha się wzięty  konsultant do 
staŜysty. 

Dlaczego bezwiednie pomys ´lała o arszeniku?  – Widziałaś, jak się prezentuje 
psa, prawda? – 

Omiótł  ją spojrzeniem. – Penelope będzie grzeczna, ale ty mogłabys ´ nieco 
doprowadzić się 

do porządku.  Nie dałamuw zęby tylko dlatego, Ŝe otaczali ich  ludzie. 
Pohamowała się z 

trudem, zachowując mizerne  resztki godności.  – Rozumiem. – Wzięłagłęboki 
wdech. – Mam sama 

 wieźć ją do Sydney? – upewniła się.  – Oczywiście. Chyba Ŝe poŜar zablokuje 
szosę. Nie  

będę miał ci za złe, jeśli się spóźnisz. – Rzucił jej kluczyki,  a ona była tak 
zdumiona, Ŝe 

je pochwyciła.  – Nie. – Wszak miarka się przebrała.  – Rachel... – przemówił do
niej tonem 

medycznej sławy,  która poucza tępego staŜystę. – Chyba zdajesz sobie  sprawę,Ŝe
nikt nie 

moŜe mnie zastąpić. Hubert potrzebuje  kardiologa. Najlepszego.  – Mam siano we 
włosach – 

Strona 8

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

syknęła. – Nie mogę  z taką fryzurą prezentować jurorom potencjalnego czempiona 
Australii.  

– MoŜesz. Wystarczy, Ŝe... – Urwał, bo w tej samej  chwili kluczyki wylądowały 
tuŜ obok jego 

lśniących  butów.  – Twój pies, twój problem – wycedziła. – Wrócę  okazją, jeśli
to będzie 

konieczne, ale nie tknę twojego  auta.  – Rachel...  – Wypchaj się!  – Ale 
Hubert...  – 

Jeśli o mnie chodzi, Hubert moŜe umrzeć. Ma ponad  osiemdziesiąt lat i jest 
otyły, a w 

Sydney jest co  najmniejpięciu kardiologów, którzydorównującikwalifikacjami  i 
mogą się nim 

zająć.  – Chyba zdajesz sobie sprawę,Ŝe to nie ma sensu.  – Nic mi o tym nie 
wiadomo.  – Czy 

mogę państwu coś zasugerować? – wtrącił Hugo,  ale Rachel nie była w nastroju, 
by wsłuchiwać 

czyichs ´ rad. Odwróciła się na pięcie i omal nie zabiłago  wzrokiem.  – Niech 
pan sobie 

daruje. To moja sprawa! Hugo uniósł dłonie w pojednawczym geście. – W porządku. 
   – Nic tu 

po mnie.  Sięgnęła do boksu po torbę.Był to piękny teatralny  gest, który nie do
końca 

wypadł zgodnie z planem. Nie  zasunęła zamka i wszystko się wysypało: druga para
 dŜinsów, 

kosmetyczka, biustonosz oraz kilka par koronkowych,  bardzo skąpych majtek. 
Dostała je od 

Dottie. Od  teściowej.  – Kochana, nigdy nie wiadomo, co się wydarzy – rzekła  
Dottie. – A 

mnie bardzo zaleŜy, Ŝebyś była przygotowana.  Dottie ma rację.Nigdy 
niewiadomo,comoŜesię 

wydarzyc ´. Jednego Rachel była pewna. Postąpiła jak skończona  kretynka, godząc
się na ten 

wyjazd. Zamknęła  oczy, widząc, jak jej dobytek sypie się na ziemię. Biustonosz 
wylądował 

przed nosem Diggera, który natychmiast,  wyraźnie rozbawiony, chwycił go w zęby.
Wszyscy  

się uśmiechali, a ona omal nie zapadła się pod ziemię.  – Niech sobie go 
zatrzyma. – 

Wskazała na psa, wpychając rzeczy do torby. – Jest taki sprytny, Ŝe na pewno  
wykombinuje, 

jak to się nosi.  Wyprostowała się i z dumnie podniesioną głową ruszyła  do 
wyjścia. Hugo 

patrzył na nią roześmianym  wzrokiem, Michael z otwartymi ustami. Ma ich w 
nosie.  Będzie 

szczęśliwa, jeśli juŜ nigdy ich nie zobaczy. Wynosi  się stąd.  Niestety, nie 

Strona 9

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

zrealizowała 

tego zamiaru. Wybiegła  z pawilonu, a po kilkunastu metrach przystanęła, 
poniewaz ˙ za 

plecami usłyszała jazgot walczących psów.  
ROZDZIAŁDRUGI  
Stanęła jak wryta. Przeraźliwe odgłosy psiej bójki  przebijały się przez 
wystawowy gwar. 

Potem rozległ  się ludzki krzyk. Tylko człowiek zupełnie bez serca  
mógłpozostaćnań 

obojętny. Rachel odwróciła sięi nasłuchiwała.  Do starcia doszło tuŜ przed 
wejściem do 

pawilonu,  z którego wyszła kilkadziesiąt sekund wcześniej. To nie  była 
zwyczajna walka, 

lecz potworna masakra. Młoda  dziewczyna trzymała na smyczy starego, posiwiałego
 

cocker-spaniela, którego tarmosiłpitbulterier. Było jasne,  Ŝe napastnik 
zamierza zagryźć 

staruszka. Zwierzęta  walczyłyna śmierćiŜycie, mimo Ŝe spaniel miałmarne  
pojęcie, jak 

siębronić.  Właścicielka spaniela, dziewczyna wyglądająca na  piętnaście lat, ta
sama, która 

wcześniej krzyczała, teraz  rozpaczliwie starała sięje rozdzielić. W chwili, gdy
Rachel  

rzuciła sięw ich stronę, nastolatka chwyciła pitbula  za obroŜę i zaczęła go 
odciągać. Pies 

zacharczał, od wróciłłeb od spaniela i ugryzłjego właścicielkę.  Rachel dzieliło
od wejścia 

do pawilonu jakieś sto  metrów, więc biegnąc, krzyczała do dziewczyny, by 
puściła  psa.  

Tymczasem wyprzedziłjąjakiśmęŜczyzna, ten Hugo.  Psy znowu zwarły się w jedno 
kłębowisko, 

lecz tym  razem dziewczyna znalazła siępod nimi. Zaraz jąroz    szarpią! – 
pomyślała Rachel. 

Skoczyła, by złapać obroŜę  pitbula, lecz ktoś chwycił ją za ramię.  – Odsuń 
się! – 

usłyszała. Hugo rozwijał wąŜ hydrantu  zawieszony na ścianie wewnątrz budynku. 
Urządzenie to 

 słuŜyło do mycia pawilonu po pokazach. – Odkręć wodę!  Rachel w okamgnieniu 
zorientowała 

się, o co chodzi,  i bez namysłu rzuciła się do kranu. Sekundę później woda  
chlusnęła 

silnym strumieniem, który Hugo skierował na  walczące psy.  Strumień był tak 
mocny, Ŝe 

uderzony nim w łeb pitbul  aŜ się przewrócił. Spaniel skorzystał z okazji i 
skowycząc, 

rzucił się do ucieczki. Rachel natychmiast przyklękła przy leŜącej nieruchomo 

Strona 10

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

dziewczynie.  

– Udo... – szepnęła przeraŜona.  Z nogi właścicielki spaniela tryskała jasna 
tętnicza  krew. 

O BoŜe, czyŜby pies rozerwał jej tętnicę udową?  Jeśli tak, to zgon moŜe 
nastąpić w ciągu 

kilku minut.  – Niech ktoś przyniesie moją torbę! Biegiem! – krzyknął Hugo. – 
Samochód stoi 

pod kioskiem.  Cisnął kluczyki w tłum, oburącz starając się zatamowac ´ 
krwawienie. Rachel 

ściągnęła koszulkę, poniewaŜ  potrzebny był tampon, więc w obliczu walki o Ŝycie
 

przyzwoitość zeszła na odległy plan. Wcisnęła Hugonowi  koszulkę do ręki, a on 
przyjął ją 

bez zbędnych pytań  i zaczął uciskać ranę.  – Kim, nie ruszaj się – mówił.  
Rachel ze 

zdumieniem zorientowała się,Ŝe Hugo  przemawia do dziewczynki. Ten facet jest 
świetny, pomys 

´lała. Nawet w tak dramatycznej sytuacji pamięta, Ŝe  z pacjentem naleŜy 
rozmawiać.  – 

Zostałaś powaŜnie pogryziona, więc musimy zatamowac ´ krwotok. Wiem, Ŝe to 
bardzo boli, ale 

ktoś juŜ  pobiegłpo środek przeciwbólowy. Za kilka minut ci go  podamy.  Czy ona
go słyszy? 

Muszęsięskupić, bo on zaraz  będzie potrzebowałnowego tamponu, lepszego niŜmój  
T-shirt.  

–Michael! –krzyknęłanacałygłos.  Hugo ma zajęte ręce i nie moŜe zdjąćkoszuli, a 
Michael  

miałnie tylko koszulę, ale i lata doświadczenia.  Lecz Michaela nie było. 
Trudno.  –Weźcie 

moją–zaofiarowałsiępotęŜnie zbudowany  farmer, rozumiejąc sytuację.  Rachel z 

wdzięcznościąprzyjęła jego dar, a potem  dostrzegła swojątorbę. Otwarta leŜała 
tam, gdzie 

jąrzuciła,  biegnąc do kranu. W niej sąubrania. Dobra nasza.  Gdy Hugo 
podniósłwzrok, podała 

mu ciasno zwiniętą  koszulęfarmera, po czym zrobiła kolejny tampon z tego,  co 
znalazła w 

torbie. Po chwili przyłoŜyła go do tamponu  Hugona i razem z nim zaczęła 
uciskaćkrwawiące 

miejsce.  Niestety, nawet wspólnymi siłami nie byli w stanie  powstrzymaćupływu 
krwi.  

–Szczypce –mruknąłponuro Hugo. –Moja torba...  –Clive juŜpo 
niąpoleciał–oznajmiłfarmer, 

pochylając sięnad nimi. –Zaraz wróci. Clive jest najszybszy.  Pracowali razem 
jak zgrany 

tandem. Hugo oddychał  cięŜko, a ona przyłapała sięna tym, Ŝe sama teŜledwo  

Strona 11

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

oddycha. Ŝ yj, 

błagam. Tej modlitwy nauczyła sięjuŜna  początku studiów medycznych i często do 
niej 

sięuciekała.  Medycyna, owszem, poczyniła wielkie postępy, ale  czasami 
przydawało 

sięcoświęcej. Łut szczęścia?  –Mocniej –sapnąłHugo. –Nie zsuwaj sięz rany.  –Nie
zsuwam 

się–powiedziała przez zęby. Rana     wyglądała jak zadana zębami rekina: wielka 
i otwarta.  

Przez taką ranę cała krew moŜe wypłynąć w ciągu paru  minut.  – Gdzie te 
szczypce? – Wgłosie 

Hugona narastał  niepokój, w miarę jak sytuacja stawała się coraz bardziej  
dramatyczna. – 

Cholera, gdzie ta torba?  – JuŜ jestem! – Kilkunastoletni chłopak przeciskał się
 przez 

tłum, taszcząc torbę trzy razy większą od jakiejkolwiek  lekarskiej torby, jaką 
Rachel do 

tej pory widziała.  Jasne, tak wygląda torba wiejskiego lekarza!  – Otwieraj!  
Gdy Clive 

wykonał polecenie, Rachel szeroko otworzyła  oczy. Szczypce. Było ich mnóstwo i 
wszystkie 

leŜały  na wierzchu, jakby w stanie największej gotowości.  Jedną ręką chwyciła 
pierwszą 

parę.  – Nie zatrzymamy tego bez klamer – mruknęła. – Takie  krwawienie daje 
tylko rozdarta 

tętnica.  Hugo bez mrugnięcia okiem akceptował jej diagnozę.  – Zgadzam się. 
Clive, zdejmij 

koszulę i gdy będziemy  pracować, usuwaj krew, ile się da. – Sięgnął po drugą  
parę 

szczypiec, po czym zerknął na Rachel. – Gotowa?  Zrobiłagłęboki wdech. To bardzo
ryzykowne 

zadanie.  Tampon jest konieczny, by zatamować krwawienie, ale  Ŝeby całkiem je 
zatrzymać, 

naleŜy go usunąć i znaleźć  konkretne miejsce. Jeśli nie uda się im zlokalizować
go  w kilka 

sekund, Kim moŜe umrzeć.  – Tak. – Odetchnęłagłęboko. – Teraz.  Gdy usunęli 
tampon, krew 

siknęła znowu, więc pracowali  po omacku pośród strzępów ciała. Gdzie w tym  
wszystkim jest 

ta tętnica? Panie BoŜe, musimy ją jak  najprędzej znaleźć.  – Clive, zabierz 
tampon. Na 

moment. I bądź gotowy...  Przez ten ułamek sekundy, kiedy rana wypełniała się  
krwią...  – 

Jest! – Rachel pospiesznie zamknęłatętnicę.  Niestety, to nie wystarczyło. 
Oprócz tętnicy 

Strona 12

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

rozerwane  były jeszcze dwa lub trzy inne naczynia krwionośne.  Ich pęknięcie 
równieŜ moŜe 

mieć fatalne skutki.  Hugo nałoŜył drugą klamrę. Pracowali błyskawicznie,  
poniewaŜ w 

momencie gdy ucisk ustawał, krew znowu  płynęła swobodnie.  – Mam cię! – mruknął
Hugo.  Gdy 

załoŜyli jeszcze dwie klamry, pulsujący strumień  ustał. Krew, która teraz 
płynęła leniwie, 

wydostawała się  z przerwanych Ŝył, lecz oni zrobili wszystko, co naleŜało  w 
takiej 

sytuacji. Na razie.  – Ucisk jest nadal konieczny – odezwała się Rachel,  
przysiadając. Hugo 

zwijał następny tampon. Udało  się. Kto to widział, szukać tętnicy w takich 
warunkach...  To 

prawda, sprzyja im szczęście. Ale z drugiej strony,  ten facet jest niesamowity!
Umocował 

tampon, podniósł  wzrok i dziwnie na nią popatrzył. Sprawa nadal jest  bardzo 
powaŜna, lecz 

teraz jest to kwestia minut, nie  sekund. Zablokowali juŜ odpływ krwi. Teraz 
naleŜy zapobiec 

 wstrząsowi, uzupełnić płyny oraz ratować nogę.  – Pete, wezwij karetkę – rzucił
Hugo do 

otaczającej  ich grupki ludzi. – PrzekaŜ im, Ŝe potrzebuję osocze  i kroplówkę. 
Oraz Ŝe 

jeśli nie będą tu za trzydzieści  sekund, to przy najbliŜszej okazji obedrę ich 
ze skóry.  

Dave, zbierz chłopakówi złapcie te psy, zanim znowu  dojdzie do tragedii. 
Toby... Gdzie jest 

Toby? – Rozejrzał  się. – Myra, zajmiesz się nim?  – Dwa pierwsze polecenia juŜ 
zostały 

wykonane –     odezwał się któryś zmęŜczyzn. –Spaniel jest uweteryna rza, a 
chłopaki szukają 

pitbula. Karetka w drodze.  Ktoś musi jeszcze zająć się Tobym.  Z gromady 
poruszonych gapiów 

wysunęła się kobieta  wśrednim wieku i wzięłachłopczyka za rękę. Malec, blady  i

wstrząśnięty, przez cały czas obserwował, jak ojciec  i Rachel ratują pogryzioną
dziewczynę. 

 – Chodź,słonko – rzekła kobieta. – Tatuś musi zająć  się Kim.  Kim... Rachel 
spojrzała na 

nią.Była blada jak ściana  i miała otwarte oczy, ale nie wyglądała na przytomną.
 – Kim, 

wyzdrowiejesz – szepnęła Rachel, biorącjąza  rękę. Ona teraz potrzebuje spokoju,
a nie 

chaosu. – Musielis ´my sprawić ci ból, Ŝeby zatamować krew, ale jesteśmy  
lekarzami i wiemy, 

Strona 13

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

co naleŜy robić.  Kim szerzej otworzyła oczy. Jest przytomna!  – Mama... 
Knickers...  – 

Niech ktoś poszuka Sandersonów! – polecił Hugo.  – Kim, zaraz znajdziemy 
rodziców, a 

Knickers jest u weterynarza.  Rob zajmie się nim tak samo jak ja tobą.  
PrzeraŜenie zniknęło 

z jej oczu.  Udałosię. W pewnym sensie. Na razie. Bo... czy krwa wienie zmalało 
między 

innymi, dlatego Ŝe spadło ciśnienie  krwi?  – Nie straciłaaŜ tak duŜo – zauwaŜył
Hugo, 

zniŜając  głos, a Rachel zorientowała się,Ŝe pomyśleli o tym  samym.  Rachel 
była umazana 

krwiąod stópdogłów. Na górze  miała tylko biustonosz i wyglądała jak ofiara 
filmowego  

wampira. Lekarz powinien mieć ubranie ochronne, pomys ´lała. JeśliKimcierpi 
najakąś chorobę 

przenoszonąprzez  krew,onai Hugo juŜ się niązakazili.NiewaŜne.Nieteraz.  Hugo 
dezynfekował 

ramię dziewczyny, a Rachel przygotowywała  strzykawkę.  – Pięć miligramów 
morfiny?  – Tak, a 

potem sól fizjologiczna. I osocze. Gdzie jest  ta cholerna karetka?  JuŜ była na
miejscu. 

Przez zbiegowisko przeciskało  się dwóch ratowników.  Rachelomało 
sięniepopłakała. 

Przywieźliosocze,sól  fizjologiczną, wszystko, czego Hugo potrzebuje. I ją 
zastąpią.Będzie 

mogładołączyć do przeraŜonych gapiów.  Ale...  – TwójmąŜ jest kardiologiem? – 
zapytał Hugo.  

MójmąŜ? Popatrzyła na niego nieprzytomnym wzrokiem,  ale po chwili pojęła, o 
kogo mu chodzi. 

Michael.  Co za pomysł?! Lecz to nie jest pora na wyjaśnianie  nieporozumień.  –
Tak.  – 

Dzięki Bogu.  – Słucham?  – Jestem jedynym lekarzem w tym miasteczku – 
powiedział.  – Poproś 

kogoś,Ŝeby go odszukał. Przyda  się nam.  – Miał lecieć do Sydney.  – O, właśnie
startuje 

jakiś helikopter – zauwaŜył ktoś  z zebranych. – Słychać go.  Odleciał? Michael 
odleciał?  

MoŜe nie zauwaŜył, co się stało. Ona go porzuciła,  a on, jak to on, takŜe 
poszedł swoją 

drogą. Na pewno  słyszał o psach, które się pogryzły, ale nie próbował  
dowiedzieć się 

czegoś więcej. Tego weekendu poznała  go na tyle dobrze, Ŝebyła przekonana, Ŝe 
na pewno nie  

odstąpi od swoich planów.     – Poleciał? – Hugo szukał wzrokiem farmera, który 

Strona 14

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

dał im 

swąkoszulę. – Więc musi zawrócić. Matt, zajmij  się radiem. KaŜ im zawrócić. 
Powiedz 

pilotowi, Ŝe mamy  priorytet, nagły przypadek. Kim moŜe stracić nogę. Musi  
operować 

jąchirurg naczyniowy. Musimy jąewakuować.  Natychmiast!  – Rozumiem.  Zbiegło 
się tu 

przeszło dwadzieścia osób, pomyślała  Rachel, ale zachowują się zupełnie inaczej
niŜ gapie  

w podobnych sytuacjach w mieście. Wszyscy wyglądają  na przeraŜonych. Wszyscy 
znają tę Kim. 

I wszyscy są  gotowi do pomocy.  Zdała sobie sprawę,Ŝe jest jedyną kobietą bez 
bluzki,  ale 

bez pytania wiedziała, Ŝe mieszkanki Cowral postąpiłyby  tak samo, gdyby zaszła 
taka 

potrzeba.  Gdy rodzice Kim dotarli na miejsce zdarzenia, dziewczyna  straciła 

przytomność.ZłoŜyły się na to wstrząs,  utrata krwi oraz środek przeciwbólowy. 
To dobrze, 

pomys ´lała Rachel, gdy pani Sanderson zalała się łzami,  poniewaŜ strach 
malujący się na 

twarzach rodzicówna  pewno by jej nie pomógł.  Koniec. Jej rola dobiegła końca. 
Zmienił ją 

jeden  z ratowników. Gdy podniosła się z klęczek, objęłają  jakaś kobieta w 
kwiecistym 

kostiumie z krempliny. Rachel  nie protestowała. Była wdzięczna nieznajomej.  – 
Jak się 

nazywasz? – zapytał Hugo, z pomocą ratownika  zakładając pojemnik z plazmą.  – 
Rachel. 

Rachel Harper.  – Jesteś lekarzem?  – Tak.  – Chirurgiem naczyniowym?  – 
Niestety nie. – 

Wiedziała, co Hugo ma na myśli.  Chirurg naczyniowy jest mu rozpaczliwie 
potrzebny, poniewaz 

˙ szansa na uratowanie nogi dziewczyny jest niewielka.  – Michael to potrafi. I 
nadal jest w 

zasięgu.  Będzie zły, Ŝe go odwołują, ale raczej nie będzie  miał wyboru.  Hugo 
przyglądał 

się jej badawczo. Oboje zdawali sobie  sprawę,Ŝe jeśli rozerwana tętnica nie 
zostanie zszyta 

 jak najszybciej, Kim straci nogę. Jeśli nie Ŝycie.  Potrzebny jest śmigłowiec 
oraz Michael. 

Od tych  dwóch czynników zaleŜy przyszłość Kim. Rachel ogarnęło uczucie 
bezradności. JuŜ 

jest niepotrzebna.  Pani Keen, kobieta w kremplinie, zaprowadziłają do  domu 
dozorcy terenów 

wystawowych, a gdy karetka  mknęła na sygnale do szpitala, Rachel juŜ brała 

Strona 15

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

prysznic.  Pani 

Keen tymczasem dokonała inspekcji jej torby.  – Te pani ubrania są do niczego – 
oznajmiła 

przez  drzwi łazienki. – Ktoś pozbierał pani rzeczy i przyniósł tu  torbę, ale 
wszystko jest 

zalane krwią.  Nie to jest najwaŜniejsze, pomyślała Rachel, delektując się 
strumieniami 

ciepłej wody. Najbardziej martwi  mnie Kim. Oraz jej noga. Michael będzie 
wściekły, Ŝe  udar 

Witherspoona przejdzie mu koło nosa.  To nieistotne. Na pewno nic nie wie o 
ataku pitbulla.  

Michael Levering widzi tylko to, co dotyczy jego samego.  Wezwano go do pacjenta
milionera w 

Sydney, a ona  nie wypełniła jego polecenia, wobec czego obrócił się na  pięcie 
i zajął 

swoimi sprawami. Niech inni się troszczą  o Rachel i Penelope. Jeśli Rachel nie 
odwiezie 

jego  bezcennej suki do Sydney, to cóŜ, stać go na opłacenie  kogoś, kto ją 
przetransportuje 

tam w późniejszym terminie.  Organizatorzy wystawy na pewno nie zagłodzą  psa na
śmierć, a 

nawet jeśli...     Penelope to tylko jeszcze jedna dekoracja.  Potwór, nie 
człowiek! 

Zatrzęsła się ze złości, a takŜe  pod wpływem wraŜeń minionych godzin. Bogu 
dziękowac ´,Ŝe 

udało się utrzymać Kim przy Ŝyciu.  ś migłowiec z Michaelem na pokładzie juŜ 
powinien  

wrócić. Mimo Ŝe przestała lubić Michaela, musiała przyznac ´,Ŝe posiada on dar, 
którego jej 

brakuje. Jest wys ´mienitym chirurgiem naczyniowym. Nawet jeśli nie dotarła  do 
niego 

informacja o wypadku, to jeśli zgodnie  z planem dojdzie do ewakuacji Kim, na 
pewno nią się  

zajmie. Razem z Hugonem...  Wycierała się, gdy do łazienki zapukała pani Keen.  
Wyglądała na 

zmartwioną i zaŜenowaną.  – Przepraszam, Ŝe przeszkadzam, ale jest pani 
potrzebna  w 

szpitalu. Dzwonił doktor McInnes. Pilot śmigłowca  odmówił powrotu. Doktor Hugo 
musi ją 

natychmiast  operować,Ŝeby ratować nogę. Nie poradzi sobie  bez pani.  – To jest
prywatny 

helikopter – wyjaśniał w drodze  do szpitala Harold Keen, wystawowy dozorca, nie
kryjąc  

złości. – Zdaje się,Ŝe naleŜy do tego faceta z udarem, do  Witherspoona. Pilot 
jest jego 

Strona 16

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

pracownikiem. Oznajmił,  Ŝe otrzymał polecenie dostarczenia tego młodego 
człowieka  do 

Sydney i nie zamierza zawracać.  – Ale Michael jest na pokładzie. Chyba ma coś 
do  

powiedzenia?  – Obawiam się,Ŝe nie.  Patrzyła przed siebie. Oto znalazła się w 
sukience  z 

krempliny poŜyczonej od Doris Keen oraz jej sandałkach  w aucie, które wiezie ją
do 

wiejskiego szpitala,  gdzie ma asystować przy koszmarnie trudnej operacji.  
Ratunku!  – Mam 

nadzieję,Ŝe ktoś się zaopiekował Penelope –  powiedziała cicho.  Harold spojrzał
na nią z 

aprobatą.  – Wasz pies jest w dobrych rękach – oświadczył. –  Wszyscy tańczą 
dokoła niego. 

Pani zaopiekuje się Kim,  a my zaopiekujemy się wami.  – Dziękuję. – Miała 
ochotę się 

rozpłakać. Przeklęty  Michael! Umie to, czego ona nie potrafi. I na dodatek ma  
śmigłowiec, 

który tak bardzo by jej się przydał.  Ale się ulotnił.  – Nie pora na złość. 
Bierzmy się do 

roboty.  Gdy pielęgniarka zaprowadziłają do sali operacyjnej,  Hugo juŜ był 
ubrany w zielone 

spodnie, bluzę i czepek.  Rozejrzała się i serce w niej zamarło. Stała pośrodku 
skromnego 

gabinetu zabiegowego, zdecydowanie nieprzygotowanego  do tak powaŜnej operacji. 
Odchrząknęła 

 i podniosła wzrok, w którym Hugo bezbłędnie odczytał  strach.  – Jakie ma pani 

doświadczenie? – zapytał.  – Pracuję w miejskim szpitalu w Sydney. Na 
traumatologii.  Nie 

mam... kwalifikacji odpowiednich do przeprowadzenia  tak skomplikowanej 
operacji.  – Mimo to 

dzięki pani udało się nam tak szybko zamknąć rozszarpane arterie – zauwaŜył. – 
To dzięki 

pani  Kim Ŝyje. Teraz musimy po prostu dokończyć to, co  zaczęliśmy.  Jasne.  – 
Zamierza pan 

połączyć tętnicę udową?  – Tak. – Pokręcił głową. – Nie wiem, czy to się nam  
uda, ale 

musimy spróbować. Rozmawiałem ze specjalistą     w Sydney, który orzekł,Ŝe nie 
mamy wyjścia. 

Zanim dotarłaby  do Sydney, noga będzie do amputacji. Zatem,  jeśli nie 
podejmiemy tej 

próby, Kim straci nogę. Potrafi  pani podać znieczulenie?  Ulga, jakiej doznała,
gdy dotarło 

do niej, Ŝe to nie ona  będzie operować, sprawiła, Ŝe kolana prawie się pod nią 
ugięły.  – 

Strona 17

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Tak. – Jeśli on jest gotowy na tak heroiczny czyn,  ona teŜ na to się zdobędzie.
Tak, to 

będzie heroiczna  walka, walka szaleńców, tym bardziej Ŝe wynik wydawał  się 
przesądzony, 

lecz ten człowiek ma rację: trzeba spróbowac ´.  – Nie będzie źle – zapewnił ją.
– Mamy 

połączenie  z Sydney. Zgodził się nas pilotować Joe Cartier, jeden  z 
najlepszych chirurgów 

w Australii. ś ciągnąłem teŜ Jane  Cross, która lubi się bawić w filmowca. JuŜ 
podłączyła  

się do komputera i będzie nagrywała operację na wideo.  Jest mistrzyniązbliŜeń, 
więc kaŜdy 

mój ruch natychmiast  będzie widziany w Sydney i od razu dostanę informację  
zwrotną.  

Zorganizował to wszystko przez ten krótki czas, kiedy  byłam w łazience pani 
Keen?  – Nie 

chciałabym... Nie jest pan chirurgiem?  – Jestem lekarzem rodzinnym w dziurze 
oddalonej  o 

dwie godziny od reszty świata. Mam wszystkie specjalizacje.  Gdyby nie pani, 
gdybym nie miał 

anestezjologa,  uznałbym ten zabieg za niewykonalny, ale w tej sytuacji  moŜe 
nam się 

poszczęścić. Bierzmy się do roboty.  Później, gdy pytano jąo przebieg operacji, 
tylko 

kręciłagłową. Jak im się to udało? To przecieŜ niemoŜliwe.  Potrafiła opisać 
jedynie 

niektóre szczegóły, a i te robiły  ogromne wraŜenie.  TuŜ obok stołu 
operacyjnego ustawiono 

mikrofon  bezpośrednio połączony z gabinetem doktora Cartiera  w Sydney. Jane 
Cross była po 

czterdziestce. Wyglądała  niesamowicie w zielonej bluzie nałoŜonej na turkmeński
 amarantowy 

kaftan i w zielonym czepku, spod którego  zwisało kilkanaście kolczyków. 
Wycelowała 

kamerątuŜ  nad raną.  – Obiecaj, Ŝe nie zemdlejesz – rzekł do niej Hugo.  
Popatrzyła na nich 

z niedowierzaniem, a nawet moŜe  ze śmiechem w oczach.  – Miałabym zemdleć? Ja? 
Na oczach 

publiczności?  Na pewno zemdleję, i to ze trzy razy, a na dodatek zwymiotuję, 
ale później. 

Na pewno nie podczas pracy.  Superbaba, pomyślała Rachel. Trzymała kamerę tuŜ  
nad dłońmi 

Hugona, ale z takim wyczuciem, Ŝe mu nie  przeszkadzała. Joe Cartier w Sydney 
miał pełny 

obraz  tego, co się dzieje, a Hugo pytał go o kaŜdy kolejny krok.  Rachel nie 
mogła mu 

Strona 18

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

pomagać, poniewaŜ sama była  potwornie zajęta. Kim znajdowała się w tak powaŜnym
 wstrząsie, 

Ŝe utrzymanie jej przy Ŝyciu stanowiło nadzwyczaj  trudne wyzwanie.  Rachel teŜ 

byłapodłączona do telefonu. W specyficzny  sposób. PoniewaŜ zabrakło im kabla 

telefonicznego,  wspólniczka Jane, pulchna kobieta w dŜinsach i bluzie,  
siedziała w rogu 

pokoju tak, by niczego nie widzieć,  poniewaŜ miałabardziejwraŜliwy Ŝołądek niŜ 
Jane, i 

przekazywała  pytania Rachel anestezjologowi w Sydney.  Ta telefoniczna 
współpraca 

uprzytomniła jej, do czego  jest zdolna obsada skromnej prowincjonalnej 
placówki.  Okazało 

się,Ŝe szpital Hugona jest całkiem przyzwoicie  wyposaŜony. Dostarczono jej 
krew, osocze i 

sól  fizjologiczną, ogrzane poza salą operacyjną.     Zadbano nie tylko o płyny.
 – Nie 

dopuśćcie do wychłodzenia pacjentki – przypomniał  im anestezjolog na drugim 
końcu linii, 

więc natychmiast  pojawiły się ciepłe pledy. Co kilka minut drzwi  się otwierały

przychodziła nowa dostawa podgrzanych  koców. Poza salą uwijał się cały sztab 
ludzi.  Przy 

stole operacyjnym asystowały dwie osoby. Pielęgniarka  Elly byławśrednim wieku. 
Miała 

zbolały wyraz  twarzy, poniewaŜ była zaprzyjaźniona z matką Kim, lecz  fakt ten 
w niczym nie 

umniejszał jej profesjonalizmu.  Oprócz niej pomagał im rudowłosy pielęgniarz 
David,  który 

pomimo młodego wieku sprawiał się wzorcowo.  Wszyscy, całe miasteczko, są 
wspaniali, 

pomyślała  Rachel. I, oczywiście, Hugo. Podjął się niewyobraŜalnego.  Ani na 
chwilę nie 

odrywał wzroku od rany. Chyba  jeszcze nigdy nie był aŜ tak skoncentrowany. 
Gdzie się  

podział ten roześmiany męŜczyzna, którego poznałana  wystawie? Zniknął. Zastąpił
go 

zawodowiec, któremu  przyszło wykonać zadanie zdecydowanie wykraczające  poza 
zakres jego 

wykształcenia.  Rachel, i tak juŜ przejęta rolą anestezjologa, zastanawiała  
się, czy byłaby 

w stanie podjąć się takiej operacji,  gdyby zabrakło Hugona. Nie, na pewno nie. 
Widać,Ŝe  

Hugo jest o wiele bardziej niŜ ona oczytany w tej dziedzinie,  a pytania, które 
zadaje 

Strona 19

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

chirurgowi, świadczą o jego  rozległej wiedzy na temat zadania, którego się 
podjął.  Ten 

człowiek jest rewelacyjny.  Co więcej, odnosi sukcesy. Nie spoczął na laurach,  
gdy udało mu 

się połączyć tętnicę, co graniczyło z cudem,  i noga Kim zaczęła nabierać 
normalnego koloru. 

 Z nowym wręcz zapałem zasypał pytaniami nieznanego  im specjalistę w Sydney. 
Pracował bez 

przerwy, łącząc  ponownie naczynia krwionośne, które wydawały się nie  do 
uratowania.  Gdy 

ten etap dobiegł końca, do operacji włączył się  chirurgplastyczny, który krok 
po kroku 

pomógłmuzszyć  ranę tak, aby pozostał po niej jak najmniejszy ślad. Nawet  
pomyśleli o 

bliźnie, zdumiała się Rachel, z ulgą spoglądającnaróŜowiejące palce stóp 
pacjentki. 

Zerknęłajeszcze  na monitor pracy serca i upewniła się,Ŝe ciśnienie  krwi się 
stabilizuje. 

Zwycięstwo!  Po kilku godzinach nadludzkiego wysiłku, gdy mogli  się nareszcie 
wyprostować, 

zespół w Sydney wydał  okrzyk triumfu.  – Nasze gratulacje! Jeśli nie macie juŜ 
więcej ofiar 

 psiej zajadłości, to pozwólcie, Ŝe się z wami poŜegnamy  – rzekł jeden ze 
specjalistów.  

Hugo, Rachel i ich pomocnicy podziękowali zgodnym  chórem, po czym wyłączono 
telefony.  W 

sali zaległa cisza. Rachel nadal była skoncentrowana  na doprowadzeniu do tego, 
by Kim 

zaczęła oddychać  samodzielnie, a Hugo nakładał opatrunek.  Podniosła wzrok – w 
oczach 

obecnych wyczytała takie  samo niezmierne zadowolenie, jakie i ona odczuwała.  
Hugo jednak 

nie promieniał. Sprawiał wraŜenie śmiertelnie  wyczerpanego. Jeśli ona pracowała

nieludzkim  napięciu, to jak ogromna musiała być presja, pod którąon  się 
znalazł? JuŜ 

nieraz byłaczłonkiem zespołu operacyjnego,  więc się zorientowała, Ŝe 
nadszedłczas, by kto 

inny  przejął inicjatywę.  – Davidzie, zajmij się, proszę,załoŜeniem opatrunku  
–zwróciła 

się do pielęgniarza. – Hugo, zostaw to. JuŜ nie  jesteś tu potrzebny. – Zaraz 
zacznie 

odreagowywać ten  koszmarny stres.     – Nic mi nie jest – oznajmił, lecz nagle 
zaczęłymu  

drŜeć dłonie, którymi przytrzymywał tampon.  – Idź i powiedz Sandersonom, Ŝe ich
córka nie 

Strona 20

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

straci  nogi – poleciła mu. W sytuacjach kryzysowych w sali  operacyjnej taka 
bezpośredniość 

jest nieodzowna. – Na  pewno odchodzą od zmysłów. No, idź.  Wiedziała, Ŝe jedna 

pielęgniarek juŜ przekazałaim  tę wiadomość, lecz na pewno woleliby usłyszeć 
potwierdzenie  

z ust lekarza. To on powinien ich o tym poinformowac ´, poniewaŜ to on dokonał 
tego cudu. 

Jemu to  zawdzięczają.  Nikt nie oponował. David przejął plaster ze zdrętwiałych
 palców 

Hugona i dokończył opatrunek.  – Doktorze McInnes, właśnie został pan wyrzucony 
z sali 

operacyjnej – odezwał się rudy pielęgniarz, uśmiechając się promiennie do 
swojego 

przełoŜonego. On takz ˙ebył pod wraŜeniem ich wspólnego sukcesu. – Dama  
pokazała panu 

drzwi, a Ŝyczenie damy to dla nas rzecz  święta. MoŜe nie?  Hugo odsunął się od 
stołu, na 

którym wciąŜ leŜała ich  pacjentka, spojrzał przeciągle na Rachel, po czym 
zmarszczył  twarz 

w kąśliwym uśmiechu.  – Chyba tak. Dobrze się dzięki niej bawiliśmy.  – No 
właśnie – 

odezwała się znacznie bardziej łagodnym  tonem, niŜ zamierzała. – ZrewanŜuj się 
nam, 

wychodząc stąd.  – Mogę?  – Na pewno. – Bezwiednie połoŜyłamu dłoń na ramieniu. 
Nie 

wiedziała sama, czy jest to gest podziękowania  czy pociechy, ale nie mogła się 
oprzeć.  

Hugo z dziwną miną spojrzał na jej palce na jego  zielonej bluzie. Na moment 
przykrył je 

ręką, a Rachel  poczuła niezwykłe ciepło, które między nimi przepłynęło.  Ciepło
oraz 

jeszcze coś, czego nie potrafiła nazwać.  – Ma pani rację, doktor Harper – 
szepnął ledwie 

słyszalnym  głosem. – Muszę stąd wyjść.  Potem pielęgniarki wywiozły Kim do sali

pooperacyjnej,  a Rachel została z Jane, która filmowałacały zabieg,  oraz Pat, 
która 

siedziała przytelefonie.Trzygodzinywcześniej  nie miały pojęcia o swoim 
istnieniu, a teraz 

uśmiechały  się do siebie jak wariatki.  – Jane, byłaś fantastyczna – zaczęła 
Rachel. – Nie  

rozumiem, jak ci się udało nie zemdleć.  – Co tam omdlenie! Chciało mi się coś 
znacznie 

gorszego  – wyznała Jane. – Ale postanowiłam sobie, Ŝe zrobię to później, jak 

Strona 21

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

juŜ nie będę 

wam potrzebna. I wiecie  co? Teraz juŜ mi się nie chce.  – Czy wiecie, Ŝe 
uratowałyście Kim 

nogę?  – Wszyscy razem się do tego przyczyniliśmy – zawyrokowała  Pat, po czym 
wstała, by 

uścisnąć przyjaciółkę,  a po chwili obydwie gratulowały Rachel. – Tworzymy  
zgrany zespół – 

rzekła Pat. – Cieszę się,Ŝe pani tu jest.  Coś mi mówi, Ŝe doktor McInnes 
wkrótce będzie 

potrzebował  takiej ekipy.  To oświadczenie wydałosię Rachel pozbawione sensu.  
Oczym ona 

mówi? Ŝ eHugobędzie potrzebowałzespołu?  – Dlaczego? – spytała.  – Za chwilę nie
poradzimy 

sobie tutaj bez fachowców  – odparła Pat – poniewaŜ zmienia się kierunek wiatru.
 

Dowiedziałyśmy się o tym, jadąc do was. PoŜar zablokował  szosę. Jesteśmy 
odcięci od świata, 

a ogień się rozprzestrzenia.  Rachel podeszła do zlewu i machinalnie zdjęła 
zielony     

uniform. Była tak skonana, Ŝe ledwie trzymała się na  nogach. Podstawiła 
nadgarstki pod 

strumień zimnej wody,  a potem obmyła twarz, starając siępobudzićzmęczony  mózg.
 Nie moŜna 

wyjechać z Cowral?  – Moje gratulacje –usłyszała nagle za plecami, więc  czym 
prędzej 

sięodwróciła. W progu stałHugo.  – Ty teŜna nie zasłuŜyłeś–wyjąkała, 
poniewaŜjązaskoczył.  A 

nawet wyprowadziłzrównowagi.  Jak on cudownie sięuśmiecha. A gdy jej dotknął... 
Nie, moja 

droga, zapomnij o tym. Co taki lekarz jak  Hugo, taki utalentowany, robi w tej 
mieścinie? 

Przed  chwiląprzeprowadził popisowąoperację. Powinien zostac ´ chirurgiem. 
NaleŜałby do 

czołówki.  – LubięCowral. –To wyznanie sprawiło, Ŝe ze zdumienia  szeroko 
otworzyła oczy.  – 

Słucham?  – Zastanawiałaś się przed chwilą, co taki miły facet  jak ja robi w 
tej zapadłej 

dziurze, prawda? –zapytał, a jej  aŜzabrakło tchu.  – Wcale... Ja nie...  – To 
pytanie 

przychodzi do głowy wszystkim lekarzom  z wielkich miast. Dlaczego ktośdecyduje 
siępracowac 

´na prowincji? Ale mnie bardzo w Cowral siępodoba.  Ja jestem tutaj z wyboru, a 
pani, pani 

doktor, zostałatu  uwięziona.  Po tym, jak wyprosiła go z sali operacyjnej, 
zdąŜyłjuŜ  zdjąć 

Strona 22

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

operacyjny strój i znowu był w moleskinowych  spodniach i koszuli podobnej do 
tej, w której 

zobaczyła  go na wystawie. To znaczy, Ŝe znalazłczas sięprzebrać.  Teraz znowu 

sięprzeistoczył. Z lekarza w farmera.  Lekarz farmerem? O czym ty myślisz? Skup 
się na  

sprawach istotnych! Na poŜarze buszu oraz na tym, Ŝe nie  masz drogi odwrotu. 
Craig...  

BoŜe, nie powinna była tu przyjeŜdŜać.  Ale tu jest. Znalazła się wpułapce. Bez 
Craiga.  – 

Czy to jest powaŜny poŜar?  – To spory problem – odrzekł, przemywając twarz  
zimnąwodą, 

jakby chciał się porządnie obudzić. – W tej  chwili płonie park narodowy. Na 
razie nie ma 

zagroŜenia  dla Cowral, ale ogień idzie w naszą stronę. Gdy wiatr  zmienił 
kierunek, wszyscy 

przybysze opuścili miasteczko,  zanim szosa została zablokowana. Kiedy ogłoszono
 

ewakuację,byłaś w sali operacyjnej. Zadecydowaliśmy  zaciebie. 

–Spojrzałnaniąznadręcznika,którymwycierał  twarz. – Przykro mi, Rachel, ale 
przez jakiś czas 

 będziesz naszym więźniem.  Opuściła powieki, by zastanowić się nad 
konsekwencjami  tej 

sytuacji.  – MoŜna by wezwać śmigłowiec... Ŝeby mnie zabrał  – powiedziała 
powoli, a on 

przytaknął.  – Owszem. MoŜna go wezwać do nagłego wypadku,  ale Kim juŜ nie 
wymaga pomocy. 

Jesteś pilnie potrzebna  w Sydney?  Czy jest pilnie potrzebna w Sydney?  Nie. Na
pewno nie w 

szpitalu. Od piątku jest na  urlopie. Najpierw zamierzała spędzić weekend w 
Cowral,  a potem 

dwa tygodnie leŜeć na plaŜy. W Sydney.  LeŜałaby na plaŜy Bondi, Ŝeby być blisko
Craiga. 

Craig  jej potrzebuje.  Wcale nie. Craig cię nie potrzebuje. Zapamiętaj to  
sobie raz na 

zawsze. Nie potrafiła. Prawdę mówiąc, nikt  nie zauwaŜy jej nieobecności w 
Sydney, a na 

pewno nie  Craig.     – No nie...  – ś wietnie. Bo moŜesz być potrzebna mnie.  
Hugo jej 

potrzebuje. Wspaniale. Nikt nie moŜe obejść  się bez niej. To nic nowego. BoŜe, 
pozwól mi 

wrócić do  domu.  Craig... Nie masz wyboru. Jesteś w Cowral. Z Hugonem.  Podczas
gdy 

Craig...  Craig po prostu jest.  
ROZDZIAŁ TRZECI  
Powoli szła w stronę terenów wystawy, szurającza  duŜymi butami. Poinformowała 
Hugona, Ŝe 

Strona 23

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

idzie do Penelope.  Był zajęty rozmową z rodzicami Kim, więc nie  miał czasu 
odwodzić jej od 

tego zamiaru. Nie chciała  zawracać mu głowy swoimi kłopotami, mimo Ŝe miała  
ich sporo.  

Zmierzchało.Pod wieczórucichłwiatr i zrobiłosiębardzo  ciepło. Wszędzie rozlegał
się chlupot 

morskich fal.  Cowral ulokowało się na nadmorskiej skarpie. Wędrując, Rachel 
widziała nad 

sobągwiazdy wschodzące na  niebie przysłoniętym dymem, a od północy 
pomarańczowąłunę poŜaru. 

Za daleko, by się nim przejmować, moŜe  zatrzyma się w parku narodowym, 
pomyślała.  MoŜna by 

trochę popływać. Tak, ale najpierw sprawy  waŜniejsze: Penelope oraz nocleg.  
Spać!  Przed 

bramą na teren wystawy stał aston martin Michaela.  Przypomniała sobie, 
Ŝewściekła rzuciła 

mu kluczyki.  Czy sąteraz w jego kieszeni, podczas gdy on dokonuje  heroicznych 
wysiłków, by 

ratować Ŝycie pewnego  milionera, czy zostawił je w boksie Penelope?  Owszem, 
zachowała się 

z godnością, ale jeśli Michael  ma je przy sobie, ona jest skazana na 
przemieszczanie się  

piechotą. Wcześniej jednak naleŜy zajrzeć do Penelope.  Otworzyła drzwi do 
pawilonu i 

ruszyła na poszukiwa    nie swojego drugiego zmartwienia. Michael pewnie zabrał 
kluczyki do 

auta, ale psa zostawił. Znalazła Penelope  w tym samym miejscu, w którym ją 
zostawiła. 

Charcica  siedziała w swoim boksie, w pustym teraz pawilonie,  ipatrzyła na 
niąwzrokiem 

psa,o którym wszyscyzapomnieli.  – Biedny piesek – rozczuliła się Rachel, 
przysiadając  obok 

Penelope, by zastanowić się, co dalej. – Ja ciebie nie  opuściłam, nawet jeśli 
twój pan cię 

porzucił.  Pies polizał ją po twarzy, po czym zdezorientowany  obwąchał jej 
kremplinową 

sukienkę.  – Nie podoba ci się moja nowa kreacja? – Uśmiechnęła się z przekąsem.
– Nie mam 

wyboru. Na razie...  Na razie jest głodna. Nie. Kona z głodu! Tylko raz  ugryzła
tego 

wstrętnego hamburgera, i to dawno temu.  I teraz nigdzie go nie było. Penelope 
nie sprawiała 

wraŜenia  wygłodzonej.  – PoŜarłaś mojego hamburgera? Pies znowu ją polizał. – 
Dobrze 

zrobiłaś,bo był ohydny. Ale co ja mam  zjeść?  Rozejrzała się, pawilon był 

Strona 24

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

jednak pusty.  

Jej torba została w domu dozorcy, tam, gdzie brała  prysznic. Mogłaby pójść po 
nią, ale po 

co? Sątam same  brudne rzeczy. Ma za to swoją torebkę. Nic więcej jej nie  
trzeba.  Błąd. 

Potrzebuje wielu rzeczy, ale ich przy sobie nie ma.  – Zanosi się na to, Ŝe do 
miasteczka 

pójdziemy na  piechotę – poinformowała psa. Kłopot polegał na tym, Ŝe  szpital i
tereny 

wystawowe znajdowały się na przeciwnym  brzegu rzeki. – Nie mamy innego wyjścia 
– tłumaczyła 

 psu. – Spacery są zdrowe, więc zaczniemy się do  nich przyzwyczajać. Kluczyki 
do naszego 

pojazdu wróciły  do Sydney, co bardzo nas ucieszyło. Przykro mi to  mówić, 
Penelope, ale 

przechadzka wydaje mi się znacznie  bardziej atrakcyjna od przejaŜdŜki z twoim 
panem.  W 

Cowral wszystko było pozamykane. Po pierwsze,  był to niedzielny wieczór. Po 
drugie, na 

wieść o moŜliwos ´ci blokady dróg wszyscy turyści wyjechali. Gdy  Rachel z 
Penelope przeszły 

przez most, w miasteczku nie  byłoŜywej duszy. Jak o północy w środku zimy. Gdy 
dotarłydo 

głównej ulicy, słup dymu całkowicie przesłonił  księŜyc, a nieliczne latarnie 
rozsiewały 

upiorne  przymglone światło.  – Sceneria jak z Sherlocka Holmesa – mruknęła 
Rachel.  – Z 

lewej strony skrada się morderca...  Przystanęłana środku jezdni i, niezbyt 
pochlebnie  

myśląc o paru osobach oraz okolicznościach, wsłuchiwała  się w gniewne burczenie
swojego 

Ŝołądka. Morderstwo  nie byłoby takim złym rozwiązaniem...  W kieszeni miała 
telefon. 

Sięgnęła po niego i zaczęła  mu się przyglądać. Do kogo by zadzwonić?  Do 
nikogo. Nie mam 

znajomych, pomyślała. Jakby  pod naporem jej wzroku telefon sam zadzwonił.  – 
Rachel? –To 

teściowa. Ta, która tak gorąco Ŝyczyła  jej udanego weekendu. – Mam nadzieję,Ŝe 
ci nie 

przeszkadzam,  ale jestem szalenie ciekawa, co u ciebie. Kochana,  gdzie jesteś?
 Rachel się 

zadumała.  – Na głównej ulicy Cowral – odparła po chwili. – Zastanawiam  się nad
kolacją.  – 

Och! –Wyczuła, Ŝe Dottie się rozpromieniła. –Wybieracie  się w jakieś 
romantyczne miejsce?   

Strona 25

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

  – Gdzieś na powietrzu. – Rozejrzała się, szukając  natchnienia. – MoŜe pod 
gwiazdami. – 

Spojrzała przez  grubą warstwę dymu w stronę morza. – Albo na plaŜy.  – 
Cudownie! Macie 

piękną pogodę?  Rachel powstrzymała gwałtowny odruch kaszlu wywołany  dymem.  – 
Przepiękną.  

– A do tego wspaniałe towarzystwo! – dodała teściowa  radośnie.  Rachel z 
powątpiewaniem 

zerknęła na Penelope.  – Oczywiście.  – Bardzo nam z Lewisem zaleŜało, Ŝeby udał
ci się  ten 

wypad. Nie moŜesz zostać tam nieco dłuŜej?  – Chyba da się to załatwić. – 
Poinformowała 

teściową  o poŜarze i blokadzie dróg. – To nic powaŜnego, ale...  być 
moŜebędziemy zmuszeni 

przeczekać tutaj kilka dni.  – Nie zamierzała wyjaśniać,ŜeuŜywając liczby 
mnogiej,  miała na 

myśli siebie oraz charta afgańskiego, a nie siebie  i przystojnego kardiologa.  
Dottie tylko 

na to czekała.  – To bardzo dobra nowina! – Oczami duszy Rachel  widziała, jak 
teściowa 

uśmiecha się coraz szerzej. – Mam  nadzieję,Ŝe poŜar nie stanowi większego 
problemu.  – 

Raczej nie.  Australijczycy nie przejmują się zbytnio poŜarami buszu.  Co kilka 
lat 

większość rezerwatów staje w ogniu  – jest to konieczne, by pewne rośliny mogły 
się odradzać 

 – i dopóki Ŝywioł nie zagraŜa ludzkim osiedlom, nie jest  traktowany jak 
kataklizm. Dottie 

uznała, Ŝe tym razem  zesłały go niebiosa.  – Dottie... – zaczęła Rachel. – 
Craig...  – Nie 

myśl o tym, dziecko. Obiecaliśmy ci. Ojciec i ja  wzięliśmy to w swoje ręce. JuŜ
dawno 

powinniśmy to  zrobić, ale nam nie pozwoliłaś.  – Ale...  – Zajmij się sobą. 
Pomyśl o 

przyszłości. Skoncentruj  się na tej romantycznej kolacji pod gwiazdami. To jest
 rozkaz. – 

Tymi słowy teściowa zakończyła rozmowę.  Fantastycznie, mruknęła Rachel do 
siebie, 

spoglądając na milczący telefon. Powinna juŜ być w szpitalu. Dlaczego  jej tam 
nie ma? 

Craig...  Nie myśl o nim. Pomyśl o tym, co jest teraz.  No właśnie, co teraz? 
Skoro w Cowral 

nie ma szansy  na kolację, naleŜy zaspokoić drugą potrzebę, potrzebę  snu. Dach 
nad głową. 

Jedyny motel, w którym ten drań  Michael spędził poprzednią noc, jest na 
przeciwległym  

Strona 26

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

brzegu rzeki.  Muszę przejść przez most. Zostawię Penelope w jej  boksie w 
pawilonie, a sama 

przenocuję w motelu. MoŜe  tam da się zamówić coś do jedzenia?  Zanim dotarła do
motelu w 

poŜyczonych sandałach,  obtarła sobie stopy, więc uznała, Ŝe odprowadzi psa 
nieco  później. 

Przywiązała go do drzewa i weszła do recepcji,  by się dowiedzieć,Ŝe wszystkie 
pokoje są 

zajęte.  – Przykro mi – rzekławłaścicielka, przyglądając się  jej podejrzliwie –
ale 

przyjęliśmy na nocleg straŜaków.  – Czy moŜna u państwa coś zjeść? – zapytała 
Rachel  z 

nadzieją wgłosie, lecz kobieta pokręciłagłową.  – Wszystko jest juŜ pozamykane. 
Koło 

gospodyń  wiejskich przez całą dobę wydaje posiłki straŜakom, ale  nie wygląda 
pani na 

straŜaka.  – No nie.  – Czy pani coś się stało? – zaniepokoiła się kobieta.     
– MoŜe 

powinna pani się udać do schroniska dla kobiet?  Mogę wezwać policję.  Tego mi 
brakowało! 

Wzięłagłęboki oddech i zebrała  się w sobie. A moŜe w schronisku dla kobiet jest
jedzenie?  

– Nie, nie. Dziękuję. – Wyjęła z torebki trochę drobnych,  poniewaŜ dostrzegła 
automat ze 

słodyczami. – Zadzwonię do koleŜanki, ale najpierw kupię jakieś batoniki.  – Tak
mi przykro, 

ale ten automat jest zepsuty. Mechanik  miał przyjechać jutro...  Rachel wyszła 
na dwór i 

odwiązała Penelope. Starając  się myśleć przytomnie, zastanawiała się nad 
sytuacją.  Atak 

histerii powoli zaczął jej się jawić jako bardzo  kuszące rozwiązanie. Wróci do 
szpitala. 

Hugo powiedział, Ŝe jej potrzebuje. Jak bardzo? Zostanie poddany  próbie. Jeśli 
jej 

potrzebuje, to musi zapewnić jej wikt  i opierunek.  – Najpierw wikt – mruknęła.
 A 

Penelope? MoŜe jednak nie powinna wymagać od  niego, aby zaopiekował się równieŜ
psem? 

Odprowadzi  Penelope do boksu.  Nie był to dobry pomysł.Upłynęła juŜ prawie 
godzina,  odkąd 

przyszła po Penelope, więc w czasie gdy chodziła  po miasteczku, dozorca zdąŜył 
zawiesić 

solidną  kłódkę na wysokiej Ŝelaznej bramie. Dom dozorcy znajdował  się zbyt 
daleko od 

wejścia, by udało się jej go  wywołać.  Rachel oparła czoło na zimnych prętach i

Strona 27

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

zamknęła  

oczy. Fantastycznie! Po prostu lepiej być nie moŜe. Cała  ta sytuacja to ponura 
farsa.  

Gdzie jest to schronisko dla kobiet?  – To jest rekord świata w kategorii 
,,najbardziej 

romantyczny  weekend’’ – poinformowała sukę, która odpowiedziała  jej smutnym 
spojrzeniem 

głodnego charta  afgańskiego.  – Zjadłaś mojego hamburgera – wypomniała jej 
Rachel.  – Nawet 

nie waŜ się tak na mnie patrzeć.  Westchnęła, słysząc burczenie w swoim brzuchu.
 Wzięła psa 

za obroŜę i ruszyła w stronę szpitala. Gdy  usłyszała za plecami szum silnika, 
pomyślała, Ŝe 

nadjeŜdz ˙a coś duŜego, więc usunęła się na pobocze.  StraŜacki wóz wypadł zza 
zakrętu po 

niewłaściwej  stronie drogi prosto na nią, zmuszającją do desperackiego  skoku 
do rowu. 

Gdyby nie byławściekła, nie zareagowałaby  tak błyskawicznie. Owszem, była 
zmęczona,  głodna 

i zmartwiona, ale oprócz tego ciągle gotowała się  w niej złość na Michaela, na 
siebie oraz 

na okoliczności.  Niemal przewidziała, Ŝe ten samochód wyjedzie zza zakrętu na 
złym pasie.  

Rejestrując pisk opon, zdała sobie jednocześnie sprawę,Ŝe leŜy w trawie, a na 
niej 

rozpłaszczona Penelope.  Wspaniale. Co jeszcze mi się przydarzy? – pytałakępę  
trawy przed 

samym nosem.  – Ŝ yje pani? – PrzeraŜenie w głosie pytającego kazało  jej unieść
głowę. MoŜe 

jest wściekła, ale nikomu nie da  satysfakcji, Ŝe udało mu się ją przejechać.  –
Tak, Ŝyję. 

– Usiadła, spychając z siebie przestraszoną  sukę i poprawiając kremplinową 
kreację. 

Zamierzała zaprezentowac ´ się z jak najlepszej strony. – Słowo honoru.  – O 
kurczę. – 

MęŜczyzna był przy niej. To on kierował  wozem. Jego koledzy biegli do nich, by 
zobaczyć,co  

się stało. Silnik ciągle pracował, a reflektory oświetlały  drogę. – Byłbym 
panią zabił.     

– Miał pan szczęście... – Uśmiechnęła się niemrawo.  Otoczyli ją kołem: kobiety 
i męŜczyźni 

w straŜackich  kombinezonach i kaskach. Byli bardzo zmęczeni i przejęci.  Na 
pewno wyglądam 

jak idealna kandydatka do schroniska  dla maltretowanych kobiet. To wcale nie 
jest taki  

Strona 28

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

głupi pomysł. Jeśli wpobliŜu jest schronisko, które przyjmie  mnie z chartem 
afgańskim, 

natychmiast tam wyruszymy.  MoŜe... jeszcze raz popchnęła Penelope... moŜe  
nawet bez psa.  

– Strasznie panią przepraszam – kajał się straŜak,  a ona starała się 
skoncentrować na jego 

słowach.  – O tej porze nikt by się nie spodziewał autostopowicza  – zaczęła. – 
Ale za rowem 

jest za ciemno. – Ktoś  podał jej dłoń, którą z wdzięcznością przyjęła, po czym 
przyjrzała 

się kierowcy. Pod warstwąsadzy dostrzegłana  jego twarzy zadrapania, krew i 
piasek. Wyglądał 

upiornie.  – Dobrze pan się czuje?  Głupie pytanie. Napierwszy rzut oka widać,Ŝe
nie jest  z 

nim dobrze.  – To tylko... – Potarł oczy. – To od dymu... On siedział za 
kierownicą! – Musi 

pan jechać do szpitala – powiedziała.  – Właśnie tam jechaliśmy. Wezwano nas do 
szopy,  

która się zapaliła... – mówił straŜak. – Właściciel mówił,  Ŝe to magazyn, więc 
ruszyliśmy 

do akcji, ale zapomniał  nas ostrzec, Ŝe trzyma tam paliwo. Szopa wybuchła... co
 przeraziło 

nas nie mniej niŜ my panią. Nic więcej nam się  nie stało. Kilku z nas pieką 
oczy, ale i tak 

uwaŜamy, Ŝe  mieliśmy duŜo szczęścia.  Mimo takiego wyjaśnienia Rachel orzekła w
duchu, Ŝe  

wszyscy są w szoku i źle wyglądają. Jej osobiste problemy  zblakły wobec ich 
potrzeb.  – 

NaleŜało pana opatrzyć, zanim usiadł pan za kierownicą – zauwaŜyła.  – Lekarz 
był zajęty – 

tłumaczył się. – Powiedziano  nam, Ŝe nie moŜe przyjechać, bo operuje dziecko 
pogryzione  

przez psa.  To prawda, operował, ale juŜ skończył. To jedyny  lekarz w całej 
okolicy. Lecz 

ma ją. Tylko jaki z niej  poŜytek, skoro włóczy się po okolicy z tym idiotycznym
 chartem w 

poszukiwaniu jedzenia i dachu nad głową jak  bezdomny?  – Jedźmy do szpitala – 
zarządziła, 

ścierając z kolana  Ŝwir i skupiając się na opanowaniu drŜenia nóg. – Jestem  
lekarzem i tam 

się przydam. Ale... – Uśmiechnęła się  niepewnie, widząc w ich przekrwionych 
oczach 

niedowierzanie.  Lekarka w sukience z krempliny? Nie, nie,  to teraz nieistotne.
Za długo by 

im tłumaczyć. – Czy  pozwolicie mi na coś, o czym marzę od dziecka? Wychowałam  
się na wsi – 

Strona 29

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

brnęła. – By móc zwozić siano  cięŜarówką, zrobiłam stosowne prawo jazdy. Niech 
mi  pan 

pozwoli poprowadzić wóz straŜacki.  Wten otosposób doktor Rachel Harper, odziana
w wytworną 

kremplinę oraz sandałki Doris Keen, ze Ŝwirem  wbitym w kolano i pustym 
Ŝołądkiem zasiadła 

za kierownicą straŜackiego wozu, w którym siedziało dziesięcioro  niemiłosiernie
brudnych i 

lekko pokiereszowanych  straŜaków oraz jeden chart afgański, potencjalny 
czempion  

Australii.  Ŝ yczyłaś mi niezapomnianego weekendu, przemawiała  w duchu do 
teściowej, mknąc 

do szpitala. Dottie, twoje  Ŝyczenie właśnie się spełnia.     Poczuła lekkie 
ukłucie 

rozczarowania, gdy na miejscu  dowiedziała się,Ŝe Hugo wyjechał. Dobrze, Ŝe 
rozpoznałyją 

pielęgniarki, witając jak przyjaciela, a sanitariusz  bez mrugnięcia okiem 
podjął się zająć 

Penelope,  jakby to było coś zupełnie normalnego.  – Przyjechała pani nam pomóc 
– mówił, gdy 

sznurek  straŜaków wchodził do poczekalni i było jasne, Ŝe Rachel  musi 
przedzierzgnąć się w 

lekarza. – Witamy w naszych  progach. Nakarmię go...  Jedzenie... O tak!  – 
Prawdę mówiąc... 

– zaczęła, lecz przyzwoita kolacja  nie była jej pisana, poniewaŜ zjawił się 
rudy David.  – 

Jak to dobrze! – zawołał.Był teraz jeszcze bardziej  przejęty, niŜ podczas 
operacji Kim. 

–Godzinę temu jedna  z naszych pacjentek miała zawał, więc doktor McInnes do  
niej pojechał, 

a my tu mamy tylu chorych! Zbadasz ich?  Pracowała przez godzinę, przemywając 
oczy, 

oglądając sińce i dezynfekując zadrapania. Jedna z kobiet lekko  zatruła się 
dymem, więc 

Rachel zamierzała zatrzymać ją  w szpitalu, lecz po podaniu tlenu niepokojące 
objawy  

ustąpiły. Na szczęście. Następny, proszę. Obyło się bez  problemów.  Dopóki nie 
wszedł do 

ambulatorium kierowca wozu  straŜackiego. Miał wgałce ocznej brzydki odłamek nie
 wiadomo 

czego oraz ranę blisko oka na tyle głęboką,Ŝe  wymagała szycia. Rachel 
postanowiła nie 

myśleć o tym,  Ŝe burczy jej w brzuchu, i skoncentrować się na pacjencie.  
WpuściłaŜółty 

barwnik i za pomocą oftalmoskopu  zbadała oko. Niedobrze.  – Czy moŜemy zrobić 

Strona 30

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

prześwietlenie? – zapytała Davida.  – Oczywiście.  Obejrzawszy zdjęcie, zasępiła
się jeszcze 

bardziej. Powiesiła  je na przeglądarce i popadła w zadumę, z której  wyrwałoją 
skrzypnięcie 

drzwi.  – Kłopoty?  Hugo. Przez ułamek sekundy miała ochotę rzucić  mu się na 
szyję. Mimo Ŝe 

starała się nie zwracać uwagi  na głód i zmęczenie, czuła, Ŝe wydarzenia tego 
dnia  dają o 

sobie znać. Prawdę mówiąc, była bliska załamania.  Rzucanie się w ramiona kolegi
nie 

przystoi szanującemu  się lekarzowi. Weź się w garść, uszczypnij.  – Obce ciało 
na brzegu 

rogówki – powiedziała. –  Wpłomieniach wybuchła beczka z paliwem. Wygląda to  na
kawałek 

metalu, ale bez przebicia rogówki. Pacjent  nie widzi wyraźnie, ale moŜe jest to
reakcja na 

ból oraz  zanieczyszczenia na powierzchni. Oko nie przestaje łzawic ´. Wokół 
niego zranienia 

wymagające szwów, ale najbardziej  niepokoi mnie ten odłamek, poniewaŜ jest tuŜ 
przy nerwie 

wzrokowym. Jeśli pacjent się poruszy, kiedy  spróbuję go wyjąć... Chyba nie 
podejmę się tego 

w znieczuleniu  miejscowym.  Hugo przytaknął. Stał obok i wpatrywał się w 
zdjęcie.  – 

Odłamek niczego nie dotyka – zauwaŜył. – MoŜe  byśmy dali sobie z tym radę? – 
Zamyślił się. 

– Chyba  masz rację. To wymaga ogromnej precyzji.  – W znieczuleniu miejscowym? 
– Raczej 

nie. – Uśmiechnął się do niej. – Wygląda to  na prosty zabieg, pod warunkiem Ŝe 
pacjent się 

nie poruszy.  Nie bardzo ufam swoim talentom. Nie znam się na  oczach, więc 
gdyby przyszło 

mi zakląć, wolałbym, Ŝeby  pacjent tego nie słyszał.     – Nie jesteś w tym 
osamotniony. – 

Spojrzała raz jeszcze  na zdjęcie. – Nie moŜna ewakuować go do Sydney?  – To 
taki 

małyodłamek, Ŝe nawet niczego nie przebił,  a ewakuacja łączy się z wezwaniem 
śmigłowca. Lot 

przy  tej złej widoczności to ryzykowna sprawa.  – Tak, ale...  – ZauwaŜ,Ŝe mamy
dwóch 

lekarzy – ciągnął Hugo  bezlitośnie. – Mimo Ŝe jeden z nich wygląda, jakby 
wyszedł  ze 

sklepu z uŜywaną odzieŜą.  – Albo ze schroniska dla maltretowanych kobiet – 
dodała  z 

godnością. – Otrzymałam dzisiaj propozycję,Ŝe  odwiezie mnie tam policja.  – 

Strona 31

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Naprawdę? – 

Oczy mu się śmiały. – Wiem od straz ˙aków, Ŝe omal cię nie przejechali.  – 
Owszem, ale potem 

pozwolili mi poprowadzić wóz  straŜacki. Bardzo mi się to podobało.  Uśmiech, 
który 

wcześniej czaił się w jego oczach,  przemienił się w szczery podziw. Oraz 
zdumienie. 

Zaczerwieniła  się, ale on juŜ przesuwał wzrok ku jej nogom.  Zdaje się,Ŝe 
widział moje 

kolano, przeszło jej przez myśl.  – Trzeba przemyć to otarcie – orzekł.  – Co 
gorsza, 

wszyscy potrzebujemy poŜywienia oraz  snu, ale to się nie stanie – odparła. Co 
takiego w tym 

 facecie sprawia, Ŝe ciągle się czerwienię? Teraz nie pora  na takie rozwaŜania.
– Nasz 

straŜak ma pusty Ŝołądek,  więc jest gotowy do znieczulenia – oznajmiła. – Jego 
oko  samo 

się nie wyleczy. Jeśli mamy operować, bierzmy się  do roboty.  – Racja. – 
Westchnął. – 

Naprzód, pani doktor! Operuje  pani, czy woli pani rolę anestezjologa?  – Wolę 
znieczulać. 

Dwa znieczulenia w ciągu jednego  dnia! To juŜ początek specjalizacji.  Zabieg 
trwał dłuŜej, 

niŜ przewidywali. Gdy skończyli  i straŜak znalazł się na oddziale, pozszywany i

nafaszerowany  antybiotykiem, Rachel słaniała się na nogach. Na  sali 
operacyjnej w ogóle 

tego nie czuła, zapewne z powodu  adrenaliny, ale gdy przeszłado sąsiedniego 
pomieszczenia,  

zakręciło się jej w głowie. To sygnał,Ŝe zapas  adrenaliny jest na wyczerpaniu. 
Przystanęła 

nad umywalką iaŜ musiała się o nią oprzeć, by nie osunąć się na  podłogę.  To 
przejdzie. 

Takie stany wyczerpania juŜ jej się zdarzały.  Po całonocnych dyŜurach, gdy 
Craig...  Nie, 

nie myśl o tym. Za chwilę zastanowi się, co dalej,  a na razie... Na razie oprze
się o 

umywalkę.  – Cocijest? –HugozdjąłjuŜzielonyoperacyjnystrój  i teraz bacznie jej 
się 

przyglądał. – Wszystko dobrze?  Zastanowiła się. Dobrze? Ciągle ktoś ją o to 
pyta, a to  nie 

ma najmniejszego sensu.  – Jeśli mi zaproponujesz, Ŝe mnie odwieziesz do  
schroniska dla 

maltretowanych kobiet, odpowiem ,,tak’’  – oznajmiła.  – Schronisko dla 
kobiet...  – Byle 

Strona 32

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

jakie schronisko. Pod warunkiem Ŝe dadzą  mi tam kolację. MoŜe być chleb ze 
smalcem... – 

rozmarzyła  się.  – Jesteś głodna.  – Zwinąłeś mi hamburgera, nie pamiętasz?  – 
To fakt. – 

Patrzył na nią jak na przybysza z kosmosu.  – To było... ile...? Osiem godzin 
temu?  – Mam 

wraŜenie, Ŝe jeszcze dawniej. Wtedy teŜ niewiele  zjadłam, bo Penelope go 
dokończyła. Kiedy 

tu przyjechałam,  ktoś zabrał ją na kolację.  – Co robiłaś między operacją Kim a
tym 

zabiegiem?     – Spacerowałam. Spacerowałam w tych idiotycznych  
sandałkach,któresąodziesięć 

rozmiarówzaduŜe.Wróciłam  do pawilonu wystawowego, Ŝeby stwierdzić,Ŝe  Michael 
nie zostawił 

kluczyków do samochodu. Zabrałam  tę głupiąsukę i poszłam do miasteczka 
wposzukiwaniu  

jakiejś kawiarni, ale odkryłam, Ŝe wszystko jest pozamykane.  Miasto duchów. 
Więc zawróciłam 

do motelu,  gdzie się okazało, Ŝe wszystkie pokoje są zajęte przez  straŜaków, 
restauracja 

jest nieczynna, a automat ze słodyczami  nie działa. Kiedy stanęłam ponownie pod
bramą na  

teren wystawy, była zamknięta na kłódkę. Wtedy postanowiłam  dotrzeć do 
szpitala, ale po 

drodze o mało  mnie nie przejechał wóz straŜacki. Potem zajechaliśmy  tutaj. 
Przemyłam sporo 

oczu, zszyłam ranę na nodze  i teraz asystowałam przy operacji usunięcia odłamka
 metalu z 

oka. Mam wraŜenie, Ŝe więcej nie dam rady...  Chodzę w sukience Doris Keen, bolą
mnie stopy, 

mam  pusty Ŝołądek i nie mam nawet psiego boksu, w którym  mogłabym się 
przespać. Czuję,Ŝe 

jestem bliska histerii.  Spojrzała na niego kątem oka.  – Doktorze McInnes, 
jeśli tylko 

zobaczę na pana wargach  cień uśmiechu, rzucę się na podłogę i zrobię prawdziwą 
scenę. 

Taką,Ŝeusłyszą mnie w Sydney.  – Ale ja wcale... – Wargi mu drgnęły, ale w porę 
się  

opanował. – Wcale nie jest mi do śmiechu.  – Nie wierzę.  – Słowo daję. – 
Przygryzł wargę i 

spojrzał na nią. –  Mam wraŜenie, Ŝe jesteś w pilnej potrzebie. Od czego  
zaczniemy?  – Od 

jedzenia – warknęła.  – AŜ tak źle?  – Nawet gorzej.  – Tak się składa, Ŝe i ja 
jestem 

głodny. Chodźmy.  – Nie jadłeś kolacji?  – Jedna z moich bardzo starych 
pacjentek miała 

Strona 33

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

zawał,  więcbyłem u niej. Zmarła godzinę temu.  – Tak mi przykro...  – Nie 
trzeba. Miała 

dziewięćdziesiąt sześć lat. Była  farmerką. Przez sześćdziesiąt lat, czyli 
odkądmąŜ ją  

zostawił. Ani trochę jej go nie brakowało. Ŝ yłapełnią  Ŝycia. Do samego końca 
cieszyła się 

dobrym zdrowiem  i swoją farmą. KaŜdemu Ŝyczę takiego szczęśliwego zakon 
´czenia.  – Hm.  

Tak, to było szczęśliwe zakończenie. Lecz jego słowa  wytrąciłyją zrównowagi, 
kierując jej 

myśli tam, dokąd  zawsze biegły. Craig...  Chrząknęła i spojrzała na swoje 
dłonie zaciśnięte 

 w pięści. Craig...  Nie wiadomo dlaczego, do oczu nabiegły jej łzy. Bez  sensu.
Powinna juŜ 

się do tego przyzwyczaić. Ale pierwszy  raz jest tak daleko. Przez osiem lat... 
Jedzenie! 

To z głodu tak zareagowała. Hugo ją obserwuje.  Zamrugała więc powiekami i 
pociągnęła nosem. 

 – Przepraszam – szepnęła – to ze zmęczenia. Czy  dobrze słyszałam, Ŝe wiesz, 
gdzie moŜna 

dostać coś do  jedzenia?  Nie spuszczał z niej wzroku, który mówił więcej, niŜ  
chciała 

wiedzieć.  – Dam ci parę krakersów z serem, Ŝeby obłaskawić  tego głodnego 
wilka, kiedy będę 

dezynfekować ci kolano  – odezwał się. – Potrzebuję lekarza na dwóch nogach, nie
 na jednej. 

Potem poszukamy Toby’ego, który jest w ratuszu,  a tam jest jedzenie. Cowral 
jest w stanie 

mobilizacji.     Część mieszkańców walczy z ogniem, reszta zawiązała  grupę 
wsparcia. Nawet 

o tak późnej porze mają tam  jedzenie.  – Wobec tego, wodzu, prowadź.  
Zachodziław głowę, 

jakim sposobem Hugo wie o jej  zdartym kolanie. Kremplinowa spódnica sięgałado 
pół  łydki. 

Być moŜe powiedział mu o tym któryś ze straŜako ´w. A moŜe po prostu... 
zauwaŜył? To do 

niego podobne,  myślała, gdy ostroŜnie przemywałkolano i wyjmował  okruszki 
Ŝwiru.  Sama 

miałaby z tym sporo kłopotu. Problemem teŜ  stało się spokojne obserwowanie 
Hugona, który w 

skupieniu  pochylał się nad jej kolanem. On ma palce chirurga,  pomyślała. Jest 

utalentowany, delikatny i... dobry?  Denerwował ją, bo nie pojmowała emocji, 
jakie w niej  

budził. I wcale nie była przekonana, Ŝe chce je zrozumiec ´.  – Dziękuję – 
wyjąkała, gdy 

Strona 34

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

nakładał opatrunek.  – Nie ma za co, łaskawa pani. Byłem to pani winny.  – 
Dlaczego?  – 

PoniewaŜ lekcewaŜąco wyraŜałem się o twoim  psie.  – Penelope naleŜy do 
Michaela.  – 

MoŜliwe, ale czy przysięga małŜeńska nie zakłada  dzielenia się z partnerem 
wszystkim, co 

posiadamy? Łącznie  z psami?  On ciągle uwaŜa, Ŝe Michael jest jej męŜem. 
Zerknęła  na swoją 

obrączkę.Ŝona. Michaela!  Jednak czas ani miejsce nie sprzyjały wyjaśnieniom.  
Zresztą po 

co? Tym bardziej Ŝe zdąŜyła juŜ zapomnieć  o krakersach i serze.  – Ruszajmy – 
mruknęła.  – 

Dobrze. – Przytrzymał opatrunek nieco dłuŜej, niŜ  to było konieczne, ale na 
tyle długo, by 

przekazać jej...  co? Współczucie? Zrozumienie?  Wcześniej zajrzeli jeszcze do 
Kim. Mimo 

ŜeŜołądek  Rachel zachowywał się wyjątkowo bezczelnie, nie zaprotestowała,  gdy 
Hugo 

wystąpił ztą propozycją.  – Przebudziła się jakieś dwie godziny temu 
–poinformował  jąHugo – 

ale prawie natychmiast znowu zasnęła.  Jej organizm, pomyślała Rachel, doznał 
takiego  

wstrząsu, Ŝebędzie spała przez kilka dni.  Przy dziewczynie czuwała matka. 
Siedziała przy 

łóŜku  i trzymałająza rękę. Nic więcej nie robiła. Po prostu  siedziała i 
patrzyła na nią. 

Nic więcej nie trzeba.  – Wszystko wskazuje na to – zwrócił się do niej Hugo  – 
Ŝecórka z 

tego wyjdzie. – Hugo uniósł nieco przes ´cieradło, pod którym Rachel dostrzegła 
dziesięć 

róŜowych  palców stóp. – KrąŜenie prawie wróciło do normy.  DostaładoŜylnie 
pokaźnądawkę 

antybiotyków. Parametry  Ŝyciowe w normie – recytował. – Sądzę,Ŝe nie doszło  do

powaŜniejszych uszkodzeń. Więcej dowiemy się jutro,  po badaniach 
neurologicznych, ale kiedy 

się przebudziła,  poruszała wszystkimi palcami. Pani mąŜ to widział.  Przekazał 
pani tę 

wiadomość?  – Tak, oczywiście. – Na twarzy pani Sanderson malował  się ogromny 
wysiłek, jaki 

wkładała, by się nie rozpłakac ´. – Kiedy się przebudziła, byłam w domu, 
pojechałam  po jej 

rzeczy. Nie powinnam była zostawiać jej  samej...  – Potrzebowała rzeczy na 
zmianę.  – Tak, 

ale powinnam była jej pilnować na wystawie.  Uparła się,Ŝeby pokazać Knickersa. 

Strona 35

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Gdyby mi 

przyszło     do głowy, Ŝe Jeffrey tak bezmyślnie spuści tego ich  pitbula... Nie
miałam 

pojęcia... jak łatwo kogoś stracić.  Mało brakowało...  – Ale jakoś z tego 
wybrnęliśmy. – 

Hugo połoŜył dłoń  na jej ramieniu. – Będzie dobrze. – Uśmiechnął się do  
zapłakanej 

kobiety. – Proszę mi powiedzieć, jak czuje się  Knickers.  Słuszne posunięcie. 
Dzięki niemu 

stroskana matka  nieco się uspokoiła i posłałamu łzawy uśmiech.  – Knickers 
Ŝyje. – 

Odetchnęłagłęboko, by się opanowac ´. Rachel uprzytomniła sobie, Ŝe pani 
Sanderson jest  na 

granicy wytrzymałości. – Weterynarz mówi, Ŝe Knickers  się z tego wyliŜe, 
chociaŜ mąŜ 

twierdzi, Ŝe pozszywanie  psa będzie nas kosztowało więcej niŜ operacja  naszego
dziecka. 

Ubezpieczalnia nie przewiduje zwrotu  kosztów związanych z leczeniem psa.  Hugo 
uśmiechnął 

się.  – No widzi pani? Moje usługi są opołowę tańsze.  – Rachel juŜ umiała 
rozpoznawać 

pocieszający uśmiech  Hugona. – Proponuję,Ŝeby pojechała pani do domu i trochę 
odpoczęła. 

Tak nafaszerowałem Kim środkami uspokajającymi, Ŝe nie obudzi się przed świtem. 
– Jeszcze 

trochę na nią popatrzę – szepnęła pani Sanderson.  – Jeśli mi pan doktor 
pozwoli...  Chce 

się upewnić,Ŝe jej dziecko oddycha, przyszło  Rachel do głowy. Znam tę potrzebę 
wpatrywania 

się  w klatkę piersiową, która rytmicznie podnosi się i opada.  W tej samej 
chwili gdy 

przygryzła wargę, Hugo spojrzał  w jej stronę. Na pewno myśli, Ŝeto z głodu. 
Zorientowała  

się,Ŝe go to speszyło, więc czym prędzej zmieniła  wyraz twarzy. Te ściągnięte 
rysy...  – 

Muszę nakarmić doktor Harper – tłumaczył się  przed matkąKim. –Zostawiamy 
paniąna 

posterunku, ale  niech pani nie przesadzi. Będzie pani potrzebna córce od  
samego rana. 

Choćby tylko po to, Ŝeby powstrzymać  tłum koleŜanek, które 
przybiegnąjąodwiedzić. A do tego 

 trzeba siły.  – Obiecuję. – Kobieta uśmiechnęła się przez łzy.  – Dziękuję wam 
z całego 

serca. Mieliśmy wyjątkowe  szczęście...  – To prawda, Ŝe się nam poszczęściło – 
zauwaŜył  

Strona 36

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Hugo, gdy szli na parking. –Gdyby los nam cięnie zesłał...  Zajechali pod 
budynek, który 

tętnił Ŝyciem. Znajdował  się w zaułku odchodzącym od głównej ulicy. AŜ  dziw, 
Ŝe Rachel go 

przegapiła, włócząc się po miasteczku  z Penelope. Wejście było jasno 
oświetlone. Mimo 

północy  parkowało tam kilkanaście samochodów, a na chodniku  kręcili się 
ludzie.  – Tak 

wygląda nocne Ŝycie w Cowral Bay –mruknęła.  – Na nic więcej nas nie stać. 
Chodź, poznasz 

całe  miasteczko. Aha, na twoim miejscu wziąłbym kilka głębokich  oddechów, bo 
podejrzewam, 

Ŝe zostałaś obwołana  honorowym mieszkańcem Cowral. Nic na to nie poradzisz.  
Jego 

przewidywania się sprawdziły. Od samego progu  witano jąjak starego przyjaciela.

Dobroczyńcę. Uratowała  straŜaków i ocaliła Kim. Teraz pojęła, dlaczego pawilon 
wystawowy 

był zamknięty na cztery spusty i dlaczego  miasteczko sprawiało wraŜenie 
wyludnionego. Doris 

 Keen z zapałem robiła kanapki, lecz gdy ją zobaczyła,  ruszyła ku niej z 
otwartymi 

ramionami.  – Jesteś, kochana! Jak myśmy się o ciebie martwili!     Nie mieliśmy
pojęcia, co 

się z tobą stało. Najpierw uznalis ´my, Ŝe juŜ pojechałaś do Sydney, ale potem 
Charlie  

zobaczył auto twojego męŜa. Zaczęliśmy cię szukać.  Potem przyjechali chłopcy ze
straŜy i 

powiedzieli, Ŝe  jesteś w szpitalu...  Wszyscy uwaŜają,Ŝe Michael jest moim 
męŜem. Trudno  

im się dziwić. Widzieli nas razem. Poza tym zauwaz ˙yli, Ŝe mam obrączkę. To 
nieistotne. Nie 

będę wyprowadzac ´ ich z błędu.  Próbowała cieplej pomyśleć o Michaelu. Czy 
uratował  

Huberta Witherspoona? Niewiele ją to obchodzi.  Przez moment było jej go nawet 
Ŝal. Wyjechał 

i przegapił...  tyle serdeczności.  Penelope! Jej pies... pies Michaela, został 
w szpitalu.  

JuŜ miała zawrócić, gdy usłyszałagłos Hugona.  – Nasz sanitariusz zabrał 
Penelope do siebie. 

Jego  Ŝona ma pudla. Uznaliśmy, Ŝe się dogadają.  Ten człowiek czyta w jej 
myślach. To 

irytujące.  – To wyjątkowa dziewczyna – mówił ktoś za jej plecami.  Po chwili 
zorientowała 

się,Ŝe jest to jeden ze straŜako ´w. Kręciło się ich tu kilkunastu. To musi być 
punkt  

Strona 37

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

zborny dla tych, którzy przychodzą na nocną zmianę.  – To jest wyjątkowo głodna 
dziewczyna – 

odparł  Hugo, który stał za nią, trzymającdłonie na jej ramionach.  Ten gest 
dodawał jej 

otuchy. Pozwalał jej utrzymać  się na nogach. Jego obecność sprawiała, Ŝe czuła 
się mile  

widziana.  To nieprawda, to iluzja. PrzecieŜ nie naleŜę do tej  społeczności. 
Odsunęła się, 

rzucając mu niepewne spojrzenie.  Lecz gdy przerwała ten kontakt, natychmiast 
poczuła,  jak 

bardzo jej go brakuje. Kontaktu? Więzi?  – Tata! – rozległo się w drugim końcu 
sali, po czym 

 przez tłum zaczął się przepychać Toby. Był w piŜamie.  – Jeszcze nie w łóŜku? –
Hugo porwał 

go w ramiona.  – Pani Partridge kazała mi spać po lunchu – poŜalił  się 
chłopiec, do Ŝywego 

uraŜony takim gwałtem na jego  osobie. – Powiedziała, Ŝe wszyscy napatrzyliśmy 
się na  

przykre rzeczy i Ŝe ona teŜ musi się połoŜyć.No to  zasnąłem. Ale teraz wcale 
nie jestem 

śpiący i pani Partridge  pomaga mi piec ciasteczka dla straŜaków. Tato,  jeszcze
mnie stąd 

nie zabieraj.  – No dobrze – odparł Hugo, serdecznie tuląc synka.  – Nie mam 
prawa 

przeszkadzać ci w pieczeniu ciasteczek.  Poza tym musimy poczekać,aŜ doktor 
Harper się  

naje.  – Dlaczego?  – PoniewaŜ zabieramy ją ze sobą. Mam u nich nocować? On 
chyba Ŝartuje! 

To wcale nie byłyŜarty.  – Bo nie masz gdzie się podziać.  Z nieprzyzwoicie 
pełnym 

Ŝołądkiem, a znalazł się  w nim gulasz, gorące bułeczki oraz ciasteczka 
Toby’ego,  

posłusznie wsiadła do auta Hugona, który w ogóle nie  pytał jej o zdanie, 
traktując niczym 

paczkę.  – Ale dlaczego?  – Usłyszałaś na własne uszy, Ŝe w motelu nie ma  
miejsc. W 

szpitalu wprawdzie jest kilka wolnych łóŜek,  ale poniewaŜ mamy poŜar, wolałbym,
Ŝeby były 

gotowe  na przyjęcie ewentualnych nagłych przypadków. Mieszkam  z Tobym w duŜym 
domu na 

tyłach szpitala. Mam  dwa pokoje gościnne...  – Ale twoja Ŝona...     – Jestem 
wdowcem 

–odparł–ale godnym zaufania.  –Posłałjej tak szczery uśmiech, Ŝe musiała go 
odwzajemnic ´.  

– Mimo to...  – Przestań. Masz lepsze rozwiązanie?  Kolejny uśmiech sprawił,Ŝe 

Strona 38

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

poczuła 

dziwne sensacje  w brzuchu. Niespotykane. Ten uśmiech zdecydowanie  nie 
wzbudziłjej 

zaufania. Wręcz przeciwnie.  – Wbrew pogłoskom tutaj nie ma schroniska dla 
kobiet.  Poza tym 

mam wraŜenie, Ŝe miniona noc w boksie  Penelope nie naleŜała do 
najprzyjemniejszych, a ławki 

 w parku sąpiekielnie twarde. Nie masz wyjścia. Zanocujesz  u nas.  – My bardzo 
chcemy, 

Ŝebyśu nas mieszkała –odezwałsięToby z tylnego siedzenia. –Ja i Digger 
cięlubimy.  

ChociaŜmasz takąpokracznąsukienkę.  – Dziękujęza uznanie –mruknęła, dotykając 
materiału.  

Przyszło jej do głowy, Ŝe ta kreacja z krempliny jest  najmniej niezwykław całym
szeregu 

zdarzeńtego dnia.  – Jutro siętym zajmiemy –oznajmiłHugo. –W tej  chwili 
będziemy czuli 

sięzaszczyceni, jeśli skorzystasz  z naszej gościny. Co pani na to, doktor 
Harper?  – Zgoda. 

 Czuła, Ŝe nie warto więcej na ten temat dyskutować.  Sytuacja wymknęła sięjej 
spod 

kontroli.  
ROZDZIAŁ CZWARTY  
Zatrzymali się przed okazałym drewnianym domem  na terenie szpitala. Były tam 
obszerne 

werandy i balkon  oraz ogród, który w bladym świetle latarni wyglądał na  dziki 

zaniedbany. Na ganku leŜał Digger. Na widok  samochodu Hugona rzucił się im na 
powitanie. 

Hugo,  niosącna rękach Toby’ego, pchnął drzwi, po czym puścił  Rachel przodem.  

Znieruchomiała oszołomiona. To nie było zwyczajne  wnętrze mieszkalne, lecz 
dzieło sztuki. 

Arcydzieło.  Dom urządzony z ogromnym smakiem. Jak z magazynu  ,,Vogue’’.Głęboka
czerwień 

wpołączeniu ze złotem,  wyszukane bogato zdobione meble, perskie dywany i 
kilimy.  Tu i tam 

eleganckie rzeźby. Na fotelach i kanapach  starannie zakomponowane poduszki 
kolorystycznie 

dobrane  do obicia. W oknach cięŜkie udrapowane brokatowe  zasłony opasane 
złotymi sznurami 

z frędzlami do samej  ziemi. O BoŜe.  Tak nie wygląda dom lekarza. To 
niemoŜliwe, Ŝeby tu  

mieszkało dziecko. Prawdę mówiąc, ten wystrój lekko ją  przeraził. Hugo nie 
zwracał 

najmniejszej uwagi na otoczenie  ani na jej reakcję.  – Toby, zaprowadź doktor 
Harper do jej 

Strona 39

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

pokoju – polecił  synkowi – ja tymczasem zrobię kawę. – Ruszył w stronę kuchni, 
a Toby 

poprowadził Rachel w głąb domu.  Jej przeraŜenie rosło z kaŜdym krokiem.     – 
Tutaj śpi 

tata, a tutaj ja i Digger. – Toby otwierał  kolejne drzwi, więc miała okazję 
zajrzeć do 

środka.  Wszędzie te zdumiewające dekoracje. – MoŜesz spać tu  albo tu.  
Wszystko jedno. Tu 

i tam łoŜa nakryte brokatowymi  kapami, a w kaŜdym rogu ogromna kokarda z 
czegoś,co  wygląda 

jak aksamit przetykany metalizowanymi nićmi.  ś cielenie co rano takiego 
eksponatu wymaga 

nie lada  koncentracji oraz co najmniej magisterium z architektury  wnętrz!  
Okropność.  – 

Czy tobie i tacie podobają się takie... wymyślne  meble? – zapytała, podczas gdy
chłopiec 

czekał na jej  decyzję.  Na jego twarzy malowało się wielkie skupienie.  – 
Dlaczego o to 

pytasz?  – Wszystkie wasze sypialnie są takie... falbaniaste.  I czerwono-złote.
Mam 

wraŜenie, Ŝe czerwony i złoty to  wasze ulubione kolory.  – Ja wolę fioletowy – 
odrzekł.  – 

To znaczy, Ŝe to tata lubi czerwony i złoty – powiedziała  domyślnie.  – Jemu 
chyba 

najbardziej podoba się niebieski. A moz ˙eŜółty? Pan Addington z banku ma Ŝółte 
auto i tata, 

jak  je zobaczy, to aŜ gwiŜdŜe z podziwu i mówi, Ŝe jest  piękne.  – To dlaczego
tutaj 

wszystko jest czerwono-złote?  – Bo ten dom urządzała moja mama. Umarła zaraz po
 tym, jak 

mnie urodziła. Tacie było wtedy bardzo smutno.  – Domyślam się – szepnęła. – Na 
pewno 

byłotodla  niego bolesne przeŜycie.  – Tak, ale ja jej nie pamiętam – odrzekł 
sześciolatek.  

– Tata mówi, Ŝe ciocia Christine jest do niej podobna. Na  zdjęciach są takie 
same. Ciocia 

kocha ten dom. Przychodzi  do nas, rozgląda się ipłacze.  Nieźle.  – Ciocia 
mówi, Ŝe nie 

wolno wpuszczać Diggera do  domu, bo brudzi, ale tata powiedział,Ŝe juŜ to 
załatwił  – 

wyjaśniał dalej Toby. – Chciałem powiesić u siebie na  ścianie plakat Dartha 
Vadera, bo z 

tatą bardzo lubimy ten  film, ale ciocia Christine powiedziała, Ŝe mamie by się 
to  nie 

spodobałoiŜebym nawet taty o to nie prosił,bo  będzie mu przykro. Ty teŜ 

Strona 40

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

myślisz, Ŝebyłoby 

mu przykro?  A moŜe i to potrafiłby załatwić?  – MoŜe. – Nie dam się wciągnąć 
wtę rozmowę.Za 

 krótko ich znam. Nie mam pojęcia, co tu się wydarzyło.  Ale przynajmniej mam 
łóŜko. To 

stwierdzenie wyraźnie  poprawiło jej nastrój. Mam królewskie łoŜe. Co więcej,  
dobrze sobie 

podjadłam. Trochę czerwono-złotego  przepychu teŜ mi nie zaszkodzi.  Gdy 
usiadłana łóŜku, 

materac kusząco ugiął się pod  jej cięŜarem. Jeszcze raz wypróbowała jego 
spręŜystość,  

burząc symetrię narzuty. Fajnie.  – Częstoskaczeszna łóŜku? 
–zwróciłasiędochłopca.  Rzucił 

jej zdziwione spojrzenie.  – Kapa się niszczy – odrzekł. – Ciocia tak mówi. Nie 
pozwala 

niczego zmieniać ani dotykać. Powtarza, Ŝe mama  lubiła mieć wszystko w idealnym
porządku.  

Rachel szeroko otworzyła oczy. Dziwne stwierdzenie.  – Ale takie bujanie się to 
wielka 

frajda. Twoja mama  na pewno by chciała, Ŝebyś się cieszył.  – Ciocia Christine 
by na mnie 

burczała za skakanie na  łóŜku.  – Nawet na moim?     Toby intensywnie myślał.  
– Chyba nie. 

Na dorosłych nie moŜna burczeć.  – Niech by tylko spróbowała. – Jeszcze nie 
poznała  tej 

tajemniczej cioci Christine, a juŜ zapałała do niej niechęcią. A Hugo...? Co oni
wspólnie 

stworzyli? Kapliczkę  poświęconą nieŜyjącej Ŝonie oraz siostrze zamiast domu.  
Mało kto wie 

lepiej niŜ ona, ŜeŜywi muszą Ŝyć,bo  Ŝycie jest dla nich. Nie dla tych, którzy 
umarli.  Tak 

łatwo je stracić...  Wystarczy. Podskoczyła jeszcze raz i uśmiechając się,  
zrobiłachłopcu 

miejsce obok siebie.  – Chcesz spróbować?  – Mhm. – Toby usiadł przy niej.  
Podskoczyli 

razem. Digger, który obserwował ich  z progu z wyrazem bezgranicznego zdumienia 
w ślepiach,  

odwaŜył się wejść do sypialni. Skakali dalej. Pies  zaszczekał, a Toby ze 
śmiechem 

podskoczył jeszcze wyz ˙ej. Kapitalna zabawa. Głupia, ale kapitalna.  To był 
wyjątkowo 

wyczerpujący dzień. Emocje Rachel  zostały wystawione na niesamowicie trudną 
próbę.  Nie 

miała pojęcia, co robi w tym domu, ani co się z nią  dzieje, ale... w tej chwili
bawi się 

Strona 41

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

szampańsko. Teraz  liczy się tylko ten potargany maluch, który wygląda,  jakby w
jego Ŝyciu 

byłozamałośmiechu, oraz ona sama.  Czuła potrzebę śmiechu. I podskakiwania na 
spręŜystym  

materacu.  Jeśli połamiemy spręŜyny, zapłacę za materac, postanowiła.  I za 
frędzle. I za 

pozłotę. Pewne rzeczy naleŜy  zrobić jak najszybciej. Trzymając się za ręce, jak
szaleni  

skakali teraz na łóŜku przy akompaniamencie radosnego  szczekania Diggera.  – Co
tu się 

dzieje?!  W drzwiach stał Hugo i ich obserwował.  – Co wy wyprawiacie?!  Nie 
poddam się, 

postanowiła w duchu. Jeszcze nie  teraz. Miałam koszmarny dzień. Stanęła jej 
przed oczami  

twarzyczka Toby’ego, gdy przyglądał się zakrwawionej  Kim. To zbyt przeraŜające 
przeŜycie 

dla sześciolatka  i nie wolno kazać mu iść z nim spać. Lepiej Ŝeby zasypiał  
wyczerpany 

skakaniem.  – Skaczemy, panie doktorze – oznajmiła, chwytając  mocniej ręce 
Toby’ego. – 

Przyłączy się pan do nas?  – Połamiecie spręŜyny.  – Zapłacę za materac – 
zadeklarowała 

raźno. – Ufunduję jeden materac dla wspólnego dobra. Muszę poskakac ´. Toby teŜ.
Jestem 

pewna, Ŝe i tobie by się przydało.  – Nie zmieszczę się – odparł Hugo, 
zniŜającgłos.  – To 

jest kara za przydzielanie gościom sypialni z pojedynczym  łóŜkiem.  –ŁóŜko taty
jest 

większe –wysapałToby, nie przerywając skakania. – Przenieśmy się!  Digger 
szczeknął, dając 

wyraz swojej aprobaty.  – Moje łóŜko słuŜy do spania – oznajmił Hugo.  – Ale 
nudy – mruknęła 

Rachel.  – Co chcecie do picia?  Rachel zastanawiała się. Podskoczyła jeszcze 
parę razy  i 

wymieniła z Tobym spojrzenia. Porozumiewawcze  spojrzenia konspiratorów. 
Współskoczków.  – 

Toby, na co mamy ochotę?  – Na gorącączekoladę! – zawołał chłopiec, odbijając  
się jeszcze 

raz.  – Dobry pomysł. – Hop, hop. – Teraz odpocznijmy,  a jutro wieczorem znowu 
poskaczemy.  

– Zostaniesz u nas przez dwa dni?     Kątem oka spojrzała na Hugona, i znowu 
podskoczyła.  – 

MoŜe. Jeśli nie zostanę wyrzucona za to skakanie.  Myślę,Ŝe jestem tu potrzebna 
– dodała.  – 

Z powodu poŜaru?  – Z powodu poŜaru i dlatego Ŝe... dobrze wam zrobi,  jak 
trochę 

Strona 42

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

poskaczecie. Mnie równieŜ.  Co się dzieje???  Hugo zalewał mlekiem czekoladę w 
trzech 

kubkach,  przysłuchując się ich śmiechowi. Bardzo szybko wyszedł  z sypialni 
Rachel. 

Dlaczego?  Nie wiem. Chyba się speszyłem. Tak, na pewno. Ten  widok szalonej 
lekarki, takiej 

pięknej w sukience z krempliny...  która trzyma za ręce mojego syna i skacze na 
łóŜku, 

jakby sama miała sześć lat...  Niezwykły widok. Zdecydowanie. Pierwszy raz 
spotykam  taką 

kobietę. Jest... piękna?  RównieŜ zamęŜna. Ma na palcu obrączkę. Związana  z tym
dupkiem 

Michaelem. Związana? No tak, węzłem  małŜeńskim.  Ale... ty sam nosisz obrączkę.
 Dlaczego? 

Chyba z przyzwyczajenia, pomyślał. Beth  nie Ŝyje od sześciu lat. Więc dlaczego 
nadal nosisz 

obrączkę?  Oczami duszy ujrzał Christine, starszą siostrę Beth.  Christine, 
która przyjeŜdŜa 

codziennie i opiekuje się Tobym,  dba o dom i robi wszystko, by mały pamiętał  o
matce.  

Christine chciałaby za mnie wyjść. Jestem tego pewien.  Czeka tylko, Ŝebym 
przestał myśleć o 

jej siostrze.  I dlatego noszę tę obrączkę.  – Pora, Ŝebyś zaczął nowe Ŝycie – 
rzekła 

Christine  pewnego dnia, lecz on do tego nie dojrzał.  Tak jak lata temu nie 
dojrzał do 

tego, by związać się  z Beth. Nie zamierzał wówczas z nikim się Ŝenić. Nie  mógł
wyzbyć się 

wspomnień o pozbawionym miłości  związku rodziców, o matce, chłodnej i 
wyrachowanej,  

zainteresowanej wyłącznie tym, co ma wartość materialną, oraz ojcu, który myślał
tylko o 

innych kobietach.  Hugo był skryty, mało towarzyski i obojętny, i tylko  
Toby’ego kochał 

bezgranicznie.  Jego myśli zawróciły do Rachel. Przypomniał sobie,  jak skakała.
Christine 

nigdy by na coś takiego sobie nie  pozwoliła. Ani matka. Rachel jest... inna.  
Lecz Rachel 

ma męŜa. Tego szpakowatego kardiologa,  którego przez moment miał okazję 
oglądać. Facet  

jest odpychający, ale na pewno potwornie bogaty i ustosunkowany.  Są 
małŜeństwem. Co z tego, 

Ŝe ona skacze  jak szalona w sypialni z jego synem, skoro ma męŜa,  charta 
afgańskiego i 

mieszka w Sydney?  Więc nie myśl o niej jak... o kim?  Jak twój ojciec o 

Strona 43

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

kobietach?  Nie. Ja 

tak o niej nie myślę.  Prawdę mówiąc, nigdy dotąd nie czuł czegoś takiego.  
Nawet nie zdawał 

sobie sprawy, Ŝe jest zdolny do takich  emocji. Ale teraz to poczuł, i nie 
potrafił tego od 

siebie  odsunąć.  Gorąca czekolada była pyszna. Rachel i Toby, zasapani,  pili 
jąz 

zachwytem. Hugo obserwował ich jak dwójkę  rozbrykanych dzieci.  – O co chodzi? 
– zapytała.  

– Nie rozumiem, o co pytasz.     – Dlaczego tak sięuśmiechasz?  – Wydawało mi 
sięprzez 

chwilę,Ŝe ty i Toby jesteście  rówieśnikami.  – Toby jest bardzo dorosły jak na 

sześciolatka. –Postawiła  kubek na stole i wstała. Nogi miała jak z waty. No  
tak, to był 

dzień pełen mocnych wraŜeń. – Myślę,Ŝe  Toby i ja powinniśmy siępołoŜyć. On 
spałpo południu, 

 ale ja mam za sobąnieprzespanąnoc.  – Dlaczego?  – Długo by tłumaczyć–odparła z
godnością. 

–Podejrzewam,  Ŝe nie znajdziesz nowej szczoteczki do zębów.  Moje rzeczy 
zostały w boksie 

Penelope.  – Mam nie tylko szczoteczkę. –Hugo dumnie wypiął  pierś. –Wy 
skakaliście, a ja 

skompletowałem dla ciebie  zestaw gościnny złoŜony z piŜamy, nowiuteńkiej 
szczoteczki  do 

zębów oraz grzebienia. Resztęznajdziesz w łazience.  O kurczę. Skromny gest, ale
znaczący. 

Ten człowiek  umie byćtroskliwy. Poza tym często sięuśmiecha.  – Wobec tego 
dobranoc –rzekła 

lekko drŜącym głosem.  Uśmiech na jego wargach zgasł. Wymienili spojrzenia.  
Było w nich 

coś, co trudno zdefiniować, ale to tam  było. Obojgu zabrakłosłów. Bali sięotym 
mówić,więc  

spoglądali na siebie w milczeniu.  To niemoŜliwe.  – Dobranoc –odparłHugo, a ona
czuła, Ŝe 

nie to miał  na myśli. Zastanawiałsięnad tym samym co ona.  NiemoŜliwe!  Co w 
niej jest? 

Hugo patrzył, jak Rachel odchodzi korytarzem w stronę swojego pokoju. Zamknęła 
za sobądrzwi, 

a on jeszcze  bardzo długo stałbez ruchu, wpatrując sięw nie.  O co chodzi?  
–Dottie?  

–Rachel, dlaczego dzwonisz o tej porze?  –Ŝ eby sięupewnić... –Rachel z 
komórkąprzy uchu  

leŜała w królewskim łoŜu. –Dottie, muszęwiedzieć...  –Dobrze wiesz, Ŝe nic 
sięnie zmieniło. 

On zawsze  będzie taki sam niezaleŜnie od tego, czy ty tu jesteś, czy  cięnie 

Strona 44

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

ma. No, 

powiedz mi, jesteśteraz w jakimśuroczym  miejscu z tym sympatycznym młodym 
człowiekiem?  

–Ja... –Rachel przygryzła wargę. Ten sympatyczny  młody człowiek... Takie 
określenie 

najbardziej pasuje do  Toby’ego. –Tak, oczywiście.  –Ładnie tam?  Rachel 
uśmiechnęła się. 

Nareszcie proste pytanie.  –Wszędzie czerwone i złote brokaty. –ZniŜyłagłos.  
–Straszliwy 

luksus. Szkoda, Ŝe nie widzisz tego łoŜa.  Chwila ciszy, a potem zadowolony głos
teściowej.  

–Więc dlaczego tracisz czas na opowiadanie o nim  przez telefon? –zapytała. 
–Masz w tej 

chwili sięrozłączyć! I korzystaj z tego łoŜa!  Mam z niego skorzystać?To Ŝart.  
Rachel 

odłoŜyła komórkęi podciągnęła prześcieradło  pod brodę, ale w końcu wykonała 
polecenie 

Dottie. Skorzystałaz  łoŜa, innymi słowy zrobiła to, czego potrzebowała  
najbardziej. 

Zasnęła w nim.  Obudziłojąszczekanie Diggera oraz promieńsłońca  wędrujący po 
jej twarzy.    

 Zamrugała, przypominając sobie, gdzie jest. Przeciągnęła się w zbyt obszernej 
piŜamie i 

pomyślała, Ŝebyłaby  to bardzo przyjemna sypialnia, gdyby nie te brokaty i 
frędzle.  Oraz 

stadko koszmarnych amorków na kominku.  Okno sypialni wychodziło na wschód. 
Jeszcze 

wieczorem  rozsunęła cięŜkie zasłony i teraz miała przed sobą  bezkresny ocean. 
Po co tu 

zasłony? Chyba Ŝe tutejsze  krowy są wyjątkowo ciekawskie. Krowy pasły się na  
łące, a dalej 

było morze aŜ po horyzont.  Okna jej mieszkania przy szpitalu wychodziły na 
ceglany  mur. 

MoŜe wyprowadzi się z miasta, gdy Craig...  Mhm, jasne. Popukaj się wgłowę!  
Sięgnęła pod 

łóŜko po torebkę, by zobaczyć, która jest  godzina. ó sma. Tak długo nie zdarza 
się jej spać 

nawet  po najbardziej męczących dyŜurach! Wyjęła komórkę  i wybrała numer. Do 
teściów. 

Niektóre gesty są czysto  automatyczne.  Ale teŜ bywają odruchy zbyteczne. Lub 
niechciane.  

– To znowu ty? – usłyszała zirytowany głos Dottie.  – PrzecieŜ ci zabroniłam. 
Rachel, nie 

denerwuj się. Nie  masz pojęcia, jak bardzo się cieszymy, Ŝe dobrze się  bawisz!
 – Ale 

Strona 45

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Craig...  – Dobrze wiesz, jak on się ma. Bez zmian. Lewis  wpadł do niego przed 
śniadaniem. 

Stabilny. Jak zwykle.  Rachel, nie warto dzwonić.  – Ale zawiadomisz mnie...?  –
Dziecko 

drogie, nic się nie zmieni. Sama to wiesz.  Zajmij się sobą – mówiła łagodnym 
tonem 

teściowa. –  Nie dzwoń do nas. Rozerwij się.  Dottie jest przekonana, Ŝe 
przeŜywam 

romantyczną  przygodę. Popatrzyła po sobie. PiŜama Hugona. W nie bieskie i Ŝółte
paski. 

Bardzo twarzowa. Zerknęła na krzesło,  gdzie leŜała kremplinowa sukienka Doris. 
– W czym 

wystąpić? –mruknęła pod nosem. –To się  nazywa romantyczny wybór. W co odzieje 
sięnasz 

Kopciuszek?  I gdzie siępodziała dobra wróŜka, kiedy jest  potrzebna?  Hugo, 
Toby i pulchna 

kobieta, która poprzedniego  dnia zaopiekowała sięchłopcem, siedzieli przy 
śniadaniu.  

Oczywiście w towarzystwie Diggera. Kobieta właśnie  stawiała pod stołem miskęz 
resztkami, a 

pies wpatrywałsięw niąrozanielonym wzrokiem. Rachel poczuła,  Ŝe i ona znalazła 
sięw raju. 

Pociągnęła nosem. Bekon,  kawa, grzanki.  Pewnym rzeczom nie moŜna sięoprzeć. 
Podciągnęła  

spodnie od piŜamy i wkroczyła do kuchni.  – Cześć–powiedziała nonszalanckim 
tonem.  – Cześć! 

–zawołałToby, podczas gdy Hugo i kobieta  tylko podnieśli na niąwzrok.  – Nie 
Ŝyczęsobie 

Ŝadnych komentarzy –oznajmiła  Rachel, piorunując wzrokiem Hugona, 
poniewaŜzauwaz ˙yła 

iskierki rozbawienia w jego oczach. –Ani sięwaŜ.  –Podaładłoń kobiecie, 
drugąprzytrzymując 

spodnie.  –Rachel –przedstawiła się.  Myra Partridge serdecznie uścisnęła jej 
rękę, po czym  

krytycznie popatrzyła na jej strój.  – Czy to jest piŜama naszego doktora? 
–zapytała.  – Nie 

mam pojęcia. Doktor byłłaskawy mi jej uŜyczyc ´. Wiem tylko, Ŝe nie jest to moja
piŜama. 

Gumka jest  za luźna i spodnie ciągle mi zjeŜdŜają, ale uznałam, Ŝe  w tym 
przyodziewku 

wyglądam lepiej niŜ w sukience  Doris Keen.     – Omatko... 

–szepnęłaMyra.Byłapodsześćdziesiątkę i miała wesołe oczy. Wysunęła szufladę, po 
czym  podała 

Rachel agrafkę, którąta przyjęła z wdzięcznością.  – Widziałam cię wczoraj w tej
kreacji. 

Strona 46

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Doris przed chwilą dzwoniła.  – Z przyjemnością zwrócę jej tę suknię – rzekła 
Rachel  z 

namysłem – choć byłoby lepiej, gdyby po nią  przyjechała. W tym stroju chyba nie
powinnam 

pokazywac ´ się w miasteczku.  – Siadaj.  W kuchni było bardzo przyjemnie. 
Przepych i 

nadmiar  ozdób tonowały tutaj zapachy jedzenia, pies pod stołem  oraz 
uśmiechnięci ludzie.  

– Naleśniki? – zapytała Rachel nieśmiało.  – Uznałam, Ŝe wszyscy będziecie 
bardzo głodni –  

mówiła rozpromieniona Myra. – Nasz doktor haruje juŜ  od świtu.  – Naprawdę? – 
SpowaŜniała.– 

Jakieś problemy?  – KimmapodwyŜszonątemperaturę.Trochęzawysoką. Mam nadzieję,Ŝe 
to nic 

powaŜnego. Zwiększyłem do  maksimum dawkę antybiotyku. Dwóch straŜaków 

pracowałoprzezcałąnoc. Zbadałem ich, gdy wróciliod poŜaru.  – Gdyby nie było Kim
ani 

straŜaków, on i tak znalazłby  sobie jakieś zajęcie – rzuciła swobodnym tonem 
Myra.  – 

Zawsze znika o świcie, a ja przychodzę do tego tu  malucha...  – AŜ przyjedzie 
ciocia 

Christine, Ŝeby mnie odwieźć  do szkoły – wtrącił się Toby. – Pani Partridge teŜ
mogłaby  

mnie zawieźć i bardzo bym tego chciał, ale ciocia  Christine wymusiła to na 
tacie.  Nie dam 

się wciągnąć w rodzinne niesnaski.  – Powinieneś być szczęśliwy, ŜeaŜ dwie damy 
chcą  

cięodprowadzaćdo szkoły –zauwaŜyła Rachel. Postanowiła  wypróbowaćagrafkę: 
wciągnęła brzuch 

i zakołysała  biodrami, ręce na wszelki wypadek trzymając w pobliŜu.  Hugo, 
Toby, Myra i 

Digger aŜwstrzymali oddech. Zawiedli  się, poniewaŜagrafka wytrzymałatęryzykowną
 próbę. 

Rachel zasiadła do stołu i sięgnęła po jedzenie.  –Domyślam się,Ŝe 
zamierzaliście mnie 

obudzići poczęstowaćtymi naleśnikami. Mam rację?  Hugo dziwnie na niąspoglądał. 
–Hm... 

owszem.  –Chciałem cięobudzićdawno temu –przyznałsię  Toby –ale tata mi nie 
pozwolił.  –Twój 

tata jest bardzo dobry. –Uśmiechnęła się  szeroko. –Dzieli sięze mnąnaleśnikami,
bekonem i 

kawą.Onma złote serce.  NajwaŜniejsze jest ubranie.  –Doris przywiozła 
twojątorbę –oznajmiła 

Myra  –ale zatrzymała twoje rzeczy... do prania.  –Nie chcęich oglądać–rzekła 
Rachel 

Strona 47

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

stanowczym  tonem, przypomniawszy sobie, w jakich okolicznościach  widziała je 
po raz 

ostatni. –Bardzo mi siępodoba kremplina  i flanela.  –Digger uratowałtwój 
biustonosz 

–pisnąłToby.  Zatkałoją. Uff...  –Flanela, kremplina i koronkowe staniki nie 
bardzo  

przystojąlekarzowi –zauwaŜyłHugo.  –Bo nie pasuje do twojego wyobraŜenia o 
lekarzu  w białym 

fartuchu? –zapytała z kwaśnym uśmiechem.  –No... nie pasuje –przyznałlekko 
speszony, co 

bardzojąucieszyło.Teraz samniewie, copowiedzieć. Udało  sięjej zbićgo z tropu. 
To bardzo 

przyjemne uczucie.     Wyjątkowo przyjemne. Do tej pory to on ją peszył.  
Nareszcie miała 

szansę mu się zrewanŜować.  On jednak nie pozostał jej dłuŜny.  – Chyba juŜ 
rozwiązaliśmy 

ten problem – mruknął.  – Słucham? – Miała usta pełne jajecznicy na bekonie.  
Nie zapomniała 

jeszcze dokuczliwego uczucia głodu,  które towarzyszyło jej poprzedniego dnia, 
więc z tym  

większym zapałem zabrała się do jedzenia.  – Christine przywiezie ci coś do 
ubrania.  – 

Czerwono-złota Christine? – Spojrzała pytająco na  Toby’ego.  Dla wszystkich 
było jasne, co 

kryje się za tym okres ´leniem. Cała trójka odpowiedziała jej uśmiechem, mimo  
Ŝe Hugo juŜ 

zbierał się do wyjścia.  – To bardzo dobry człowiek. Nie wiem, co byśmy bez  
niej zrobili – 

mówił, wstając od stołu. – Wcale nie jest  czerwono-złota. Po prostu ma własny 
styl. – 

Spojrzał na  zegarek. – Zaraz tu będzie, Ŝeby odwieźć Toby’ego do  szkoły. Jadę 
teraz do 

pacjenta. Rachel, jeśli nie masz nic  przeciwko temu, wrócę po ciebie za godzinę
i razem  

pojedziemy do domu opieki. – Wyraźnie się wahał, jakby  powiedział coś 
niestosownego.  – 

Oczywiście.Skoroniemogęstądwyjechać,toprzynajmniej  postaram się na coś przydać.
Co mam 

robić?  – PoŜar się nasila. – Machnął ręką w stronę okna, za  którym mgiełka 
zasłaniająca 

morze znacznie zgęstniała.  – Nie zagraŜa miasteczku dzięki wysiłkom straŜaków, 
którzy 

robią wszystko, by do tego nie dopuścić. Większos ´ć druŜyn składa się z 
ochotników mniej 

lub bardziej  sprawnych fizycznie i o róŜnym poziomie... zdrowego  rozsądku. 
Zdarzają się 

Strona 48

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

najprzeróŜniejsze wypadki. Muszę jechać wgóry.  – Domyślam się,Ŝe mam się zająć 
migrenami, 

katarem  i podobnymi sprawami, podczas gdy ty będziesz  dokonywał heroicznych 
czynów.  – 

Podejmiesz się?  – Jasne. – Jest w tym człowieku coś, co zmusza  do uśmiechu. 
Nawet w 

sytuacji, gdy proponuje bardzo  prozaiczne zajęcie, a sam będzie w sercu akcji. 
– Mimo  Ŝe 

stracę okazję,Ŝeby jeszcze raz poprowadzić wóz straz ˙acki.  – Sporo słyszałem o
twoich 

wyczynach. Jestem pod  wraŜeniem, ale... – Ten uśmiech sprawiał,Ŝe czuła, jak  
fala ciepła 

zalewa obszary jej ciała, z których istnienia do  tej pory nie zdawała sobie 
sprawy. 

Niesamowite. Ale  bardzo przyjemne. – Nie jesteś odpowiednio ubrana.  Z obraŜoną
miną 

popatrzyła na swój strój.  – Co masz mu do zarzucenia? Bardzo elegancko bym  
wyglądała we 

flanelowej piŜamie za kierownicą wozu  straŜackiego.  – Agrafka by puściła – 
parsknął 

rozbawiony. – Zgoda.  Podzielimy się obowiązkami, jak włoŜysz coś,co  bardziej 
przypomina 

strój lekarki. Myra, czy moŜesz...?  Nie dokończył tego zdania, poniewaŜ drzwi 
się otworzyły 

 i do kuchni wkroczyła Christine.  Nietrudno byłoją rozpoznać. Rachel tylko 
zerknęła  na nią 

znad talerza i od razu wiedziała, z kim ma do  czynienia.  Ta dama jest śliczna.
I nie jest 

obwieszona ozdobami.  Wcale ich nie potrzebuje. Co Hugo o niej powiedział?  
,,Ona ma własny 

styl’’. Zdecydowanie.  Christine była wysoka i miałapłomiennorude włosy  
związane w modny 

węzeł. Ich odcień podkreślał nieskazitelną cerę oraz regularne rysy twarzy, na 
której     

nie było ani jednej zmarszczki. Miała na sobie czarne  obcisłe spodnie, 
mikroskopijny biały 

top, eleganckie czarne  szpilki oraz srebrną bransoletę, która musiała kosztowac
´ krocie.  

Wygląda jak z galerii sztuki w Sydney, pomyślała  Rachel, dyskretnie zerkając na
swoją 

piŜamę. Przypomnieli  jej się ludzie, których obserwowała podczas wystawy  psów.
Christine 

do nich nie pasuje.  – Witajcie! – zawołała wesoło Christine, a Rachel  
zauwaŜyła, 

Ŝeuśmiechnęła się do Hugona oraz Ŝe jego  synek nie podniósł wzroku znad 

Strona 49

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

śniadania. – Toby, 

jedziemy?  PrzecieŜ widzisz, Ŝe nie skończył jeść.  Christine postawiła na 
podłodze 

wypchanąplastikową  torbę i sięgnęła do dzbanka z kawą.  – Boski zapach! Hugo, 
robisz 

najlepszą kawę pod  słońcem.  Myra głośno odsunęła krzesło i ruszyła w stronę 
zlewu,  

podczas gdy Rachel zastanawiała się, kto naprawdę  zaparzył kawę.Sądząc po 
reakcji Myry, 

nietrudno było  zgadnąć.  – Jesteśtąnowąlekarką?–Christineopadłanakrzesło  Myry.
– I masz na 

imię Rachel. Słyszałam o tobie.  – Skinęła w kierunku torby. – Tu sąubrania, 
które kupiłam  

w sklepie dyskontowym. Mam nadzieję, Hugo, Ŝeci  się spodobają.  Mają podobać 
się Hugonowi?! 

Rachel uniosła brwi,  a Hugo uśmiechnął się niewyraźnie. Wyglądał na lekko  
speszonego.  – 

Powiedziałem Christine, Ŝe jesteś w potrzebie.  – Kto, ja? – rzuciła Rachel 
nonszalancko. – 

Podoba  mi się ta piŜama. – Uśmiechnęła się do obojga.  Sklep dyskontowy. MoŜe 
lepiej dać 

spokój temu tematowi.  Dzieje siętutaj coś, czego nie rozumiesz. Być  moŜe jest 
to znacznie 

bardziej istotne niŜtwoja godność.  Toby nie odrywa wzroku od talerza, a Myra 
jest zła.  O 

co chodzi? NiewaŜne. To nie jest twój dom. Za kilka  dni poŜar buszu zostanie 
opanowany i 

wyjedziesz.  – Ciuchy sąw tej torbie. –Christine machnęła wypielęgnowanądłonią, 
posyłając 

Hugonowi ciepłyuśmiech.  MoŜe ich układ to nie moja sprawa, pomyślała Rachel,  
ale jest tu 

Toby. Siedzi z nosem w grzance.  – Dziękuję, Christine –powiedziała. –Ile jestem
ci  winna?  

– Ja zapłacę–odezwałsięHugo.  Christine ciepłym gestem połoŜyłamudłoń na 
ramieniu.  – Nie 

musisz, mój drogi. Pan Matheson wie, Ŝe ci się  nie przelewa. Nic od ciebie nie 
weźmie.  

Hugonowi sięnie przelewa? A to ci heca, pomyślała  Rachel. Wstała od stołu i 
podniosła 

torbęChristine. Nawet  do niej nie zajrzała, ale juŜ nienawidziła jej zawartos 
´ci.  – 

UregulujęnaleŜność–oznajmiła –jeśli mi sięprzydadzą. Jeśli nie, odniosęje do 
sklepu. 

Właściciel nazywa  sięMatheson? Dziękuję, Christine.  Spojrzała na nich z góry. 
Gdy Toby 

Strona 50

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

podniósłna nią  wzrok, spojrzała na niego porozumiewawczo, po czym  oddaliła 
sięz 

takągodnością, na jakąstaćosobęwe flanelowej  piŜamie.  Potwory.  Wszyscy 
juŜwyszli. 

Christine, by odwieźćToby’ego  do szkoły, Hugo do pacjenta. Rachel zajrzała do 
kuchni,     

gdzie Myra zmywała naczynia. W jej oczach wyczytała  przeraŜenie.  – Nie mogę 
się w tym 

pokazać.  – Słucham? – Myra wytarłaręce i przyjrzała się Rachel,  która stanęła 
przed niąw 

kremplinie od Doris Keen.  – Tylko popatrz! – Trzymaław rękach czarne spodnie.  
Obszerne i z 

szerokim paskiem z plastiku. Potem  pokazała jej białą bluzkę. I jeszcze jedną. 
Oraz gładki  

czarny rozpinany sweter. A do tego czarne sandałki na  płaskiej podeszwie. – 
Sukienka Doris 

przynajmniej jest  w kwiatki – jęknęła – a piŜama Hugona w paski. Nie  włoŜę 
tego, choćbym 

całeŜycie miała chodzić w tej  kiecce od Doris.  – Christine nosi wyłącznie 
rzeczy białe i 

czarne – odparła  Myra bez przekonania. – Ale...  – Jej rzeczy są idealnie 
skrojone i modne, 

a to moŜe  włoŜyć kaŜdy. Albo nikt. To są ubrania do trumny!  – Nie przesadzasz?
 – Nie! – 

Rachel dumnie uniosłagłowę. – Nie zamierzam  wyglądać jak uboga krewna 
Christine.  – Nie 

nosisz czarnych rzeczy.  – Nigdy! – Ubrania to jedyne, co miaław Ŝyciu.  Nosiła 
się kolorowo 

i z fantazją. Jej stroje były wesołe,  wywoływałyuśmiech na twarzy Craiga, 
gdy... Nie, nie.  

Nie tędy droga. Ale nie będę chodzić w czerni. – Ty masz  róŜową bluzkę – rzekła
tonem 

obraŜonej nastolatki.  – Wiesz co? – Myra uśmiechnęła się. – Wszystko juŜ  
umyłam. 

Oficjalnie jestem wolna do powrotu Toby’ego.  Mamy godzinę, zanim wróci doktor. 
– No to co? 

 – Nie ma jeszcze dziewiątej, a Eileen Sanderson otwiera  sklep o dziesiątej, 
ale dla 

ciebie...  – Eileen Sanderson?  – Tak, matka Kim.  – O nie. Nie mogę...  – 
Eileen ma jedyny 

porządny sklep z odzieŜąw Cowral.  Drogi, ale dobry.  – Ona jest u Kim, w 
szpitalu.  – Nie, 

jest w domu. Idąc tu, spotkałam jej męŜa, który  szedł ją zmienić. Ona mieszka 
obok sklepu.  

– Na pewno poszła spać.  – O nie, nie Eileen.  – Nie mogę tak...  – Rachel, 
uratowałaś Ŝycie 

Strona 51

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

jej córce – mówiła Myra.  – Pomagałaś straŜakom. Nie ma człowieka w Cowral,  
który by nie 

rzucił wszystkiego, Ŝeby ci pomóc. – Ze  ściągniętymi brwiami popatrzyła na 
czarne spodnie. 

–  MoŜe oprócz Christine. – Rzuciłaścierkę do naczyń na  oparcie krzesła, 
chwyciła Rachel za 

rękę i pociągnęłado  swojego auta.  Godzinę później Hugo wracał do domu 
pochłonięty  

układaniem planu na najbliŜsze godziny. PoŜar się rozprzestrzeniał,  a prognozy 
zapowiadały 

zmianę kierunku  wiatru, co oznacza, Ŝe ogień zacznie schodzić zgórku  Cowral. 
Gęsty dym juŜ 

dotarł do miasteczka. Było tak  szaro, Ŝe musiał włączyć światła mijania. Zaczną
się  

poparzenia dróg oddechowych oraz inne. Powietrze juŜ  jest gorące. Jeśli poŜar 
przybierze na 

sile...  Jestem tu sam. Normalnie to wystarcza. W takim sennym  rybackim 
miasteczku 

niepotrzebny jest duŜy zespół.  Na dodatek niewielu lekarzy szuka pracy na 
prowincji,  a 

dolegliwości turystów, którzy tu napływająw sezonie,  to za mało dla Ŝądnych 
pieniędzy 

medyków. Prawdę     mówiąc, lubię pracować w pojedynkę, ale teraz jedna  czwarta
stanu jest 

zagroŜona. A to oznacza, Ŝe zespoły  ratownicze nie przyjadą. Jestem sam, ale 
mam 

przynajmniej  Rachel. Jeśli jednak szosa zostanie otwarta choćby  na parę 
godzin...  Rachel 

wyjedzie, pomyślał z niechęcią.Ma męŜa,  najgłupszego psa pod słońcem oraz 
pracę. Jest 

świetnym  lekarzem... ale ona stąd wyjedzie. Na razie jednak szosa  jest 
zablokowana, a on 

ma do dyspozycji więźnia, który  powiedział,Ŝe chce pracować.  Więzień. Stanął 
mu przed 

oczami jej obraz. W tej  idiotycznej piŜamie. Rozchmurzył się. Ona tu jest. 
Jeśli  Christine 

przywiozła jej jakieś sensowne ubranie...  Zatrzymał auto pod domem, zerknął na 
listę spraw 

do  załatwienia, po czym ruszył na poszukiwanie koleŜanki  po fachu. Otworzył 
drzwi i stanął 

jak wryty. Wielkie  nieba!  Rachel siedziała z Myrąprzy stole i łuskała groszek.
 Odzyskała 

Penelope! Obydwa psy leŜały pod stołem wyraz ´nie sobą zachwycone. Lecz to nie 
ten widok tak 

go  poraził.  Rachel była sporo od niego niŜsza, lecz niedostatek  wzrostu 

Strona 52

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

nadrabiała 

tupetem. Rano, w jego piŜamie, była  zniewalająca, ale teraz...  Miała na sobie 

jaskrawoŜółte legginsy do połowy łydki  oraz białąobszernąkoszulę wŜółte plamy. 
Podwinęła  

rękawy jak człowiek, który wziął się do powaŜnej roboty,  lecz nic z tej powagi 
nie było w 

rozpiętych guzikach  ukazujących interesujący dekolt. Co jeszcze? Niewiele  
widział oprócz 

tego dekoltu. Kręcone kasztanowe włosy  związała szeroką Ŝółtą wstąŜką, a na 
nogi 

włoŜyłazłoto- białe adidasy.  – To nie są ubrania od Christine – rzekł 
półgłosem.  – 

Zgadłeś. Pani Sanderson ma wspaniały gust. Tamte  rzeczy zwróciłam, poniewaŜ nie
były w moim 

stylu. –  Uniosła stopę i popatrzyła na nią z zachwytem. – Złoto- białe 
adidasy... 

Praktyczne?  – Bardzo – jęknął.  – Jedziemy do domu opieki? – zapytała.  – 
Chcesz w tym 

jechać do domu opieki?  – Dlaczego nie?  – Boję się o ich serca. Nie wiem, czy 
mi wystarczy  

angininy – powiedział. Nikt nie śmieje się tak jak ona.  – Chcesz 
powiedzieć,Ŝemój strój nie 

spodoba się  staruszkom?  – Nie wiem – wykrztusił. – Nie wiem, czy kiedykolwiek 
widzieli 

coś takiego. – Patrzył na jej buty. – Nie  boisz się,Ŝezłoto-białe buty nie 
sprawdząsię w 

popiele?  – Tojewypiorę.ZaskarbyświataniewłoŜęsandałów  od Doris. MoŜe one są 
praktyczne, 

ale ja nie.  – Domyślam się.  Staruszkowie wpadli w zachwyt nie tylko na widok 
jej  stroju, 

ale od razu polubili ją samą.  W takim upale i w tak zadymionym powietrzu moŜna 
było się 

spodziewać,Ŝe leczenie dolegliwości sześćdziesięciu leciwych emerytów zajmie 
Hugonowi pół 

dnia,  lecz powaŜnych problemówbyło zaledwie kilka. Hugo  zaplanował,Ŝe zajmie 
się 

skomplikowanymi przypadkami,  pozostawiając Rachel rutynowe badania, lecz ona  
zbuntowała 

się natychmiast po tym, jak przedstawił ją  wszystkim zebranym w świetlicy.  – 
Dlaczego 

jeszcze tu jesteś? – rzuciła wojowniczym  tonem pod jego adresem.     – Mam do 
zbadania 

kilku przykutych do łóŜka pacjento ´w.  – Chcesz powiedzieć,Ŝe nie 
potrafięsięnimi zająć?  – 

Nie, ale...  – Nie masz nic innego do roboty?  – Jasne, Ŝema –wtrąciłsięDon, 

Strona 53

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

barczysty 

brodaty  pielęgniarz rozbawiony tąniezwykłąwymianązdańoraz  zdumionym 
spojrzeniem Hugona. 

–JuŜdo nas dzwonili  ze szpitala, Ŝe czeka na ciebie kilku poparzonych straŜako 
´w i syn 

Harry’ego Petersa. Chłopak spadł z wozu  straŜackiego i złamałrękę. Hugo, 
jesteśtam 

potrzebny.  – Nie mogęciętu zostawić–upierałsięHugo, spoglądając spode łba na 

Ŝonkilowązjawę.  – Dlaczego? –Ŝ onkilowa zjawa wspięła sięna Ŝonkilowe  palce i 
gniewnie 

zajrzała mu w oczy. –Czy chcesz  przez to powiedzieć,Ŝe jesteś lepszym lekarzem 
ode  mnie?!  

– Nie, ale...  – Więc zaprowadźmnie do tych pacjentów, o których  najbardziej 
sięniepokoisz, 

i sięstąd zwijaj! Marnuje pan  czas, doktorze McInnes.  Marnuję czas? Jeszcze 
nikt nie 

zarzucił Hugonowi  McInnesowi, Ŝe marnuje czas. Z wraŜenia aŜgo zatkało.  – 
Lepiej weźcie 

się do roboty – powiedział Don,  zaintrygowany i zarazem rozbawiony. – Hugo, na 
co  czekasz? 

 Nie miałzielonego pojęcia, co go zatrzymuje.  
ROZDZIAŁ PIĄTY  
To zadanie okazało się trudniejsze, niŜ Rachel się  spodziewała. Przez ostatnie 
cztery lata 

była zatrudniona  na oddziale nagłych wypadków, lecz tutaj nikt nie wymagał  
natychmiastowej 

pomocy. Musiała za to przypomnieć  sobie zajęcia z okresu studiów: jak opatruje 
się i leczy  

owrzodzenia, na czym polega opieka nad pacjentem cierpiącym na długofalowe 
skutki uboczne 

wywołane przez  kortyzon, który podawano mu przez czterdzieści lat z powodu  
gośćca, jak 

zachować się przy łóŜku konającej  kobiety liczącej dziewięćdziesiąt osiem lat, 
która nadal  

potrafiła się uśmiechać, a na powitanie nawet uścisnęła  jej dłoń.  Rachel sama 
prosiła 

Hugona, by pozwolił jej zająć się  staruszkami. Dopiero gdy odjechał, 
uprzytomniła sobie,  

jak ogromne okazał jej zaufanie.  – Przyjadę po ciebie w porze lunchu – 
obiecał,po  czym 

ruszył do swoich pacjentów oraz do straŜaków.  Staruszkowie wykazali się 
ogromnym sercem. 

Wszyscy  bez wyjątku starali się być pomocni, a Don nie odstępował jej na krok. 
KaŜdy 

wiedział, czego mu trzeba.  – Doktor Hugo zakłada mi takie opatrunki – oznajmiła
 wiekowa 

Strona 54

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

pani Collins, zanim Don zdąŜył otworzyć  usta. Rachel uśmiechnęła się do niego 
dyskretnie i 

potulnie  zaczęła opatrywać nogę starszej pani wskazanym  opatrunkiem.     – Mam
wraŜenie, 

Ŝe ten dom funkcjonowałby doskonale  bez naszych wizyt – zauwaŜyła.  – 
Nauczyliśmy się być 

samowystarczalni – odparł  Don. – Są takie dni, kiedy Hugo nas nie odwiedza.  – 
Jak wyjeŜdŜa 

na urlop?  – Kiedy zatrzymują go nagłe wypadki w Cowral. Tylko  wtedy. Doktor 
McInnes nie 

bierze urlopu.  – Jak to? Nigdy?  – Ostatni raz wyjechał na wakacje trzy lata 
temu. –  

Pochylił się, by przytrzymać gazik. Pacjentka, okropnie  zaintrygowana taką 
Ŝonkilową 

lekarką, przysłuchiwała  się rozmowie. – Podejrzewam, Ŝe on nie rozumie słowa  
wakacje. W 

lecie Christine zabiera Toby’ego do babci,  do Nowego Jorku. Za pieniądze 
Hugona. I na tym 

koniec.  – To bardzo ponury Ŝywot.  – Teraz jest lepiej niŜ wtedy, kiedy miał 
Ŝonę – odrzekł 

 pielęgniarz. – Zdarzają się takie małŜeństwa. Niewarte  funta kłaków.  Hm.  – 
Czy aby na 

pewno powinieneś mnie o tym informowac ´? – zaniepokoiła się Rachel, unosząc 
brwi i 

spoglądając znacząco na brodacza, który szeroko się uśmiechnął.  – Nie 
powinienem. Ale jaki 

sens miałoby Ŝycie, gdyby  nie moŜna było plotkować? Mam rację, pani Collins?  –
ś więta 

prawda. – Staruszka omiotła wzrokiem Rachel,  po czym chwyciłają za rękę. – Pani
jest 

męŜatką  – stwierdziła, patrząc jej surowo w oczy.  – Tak.  – Nie w separacji 
ani nic z tych 

rzeczy?  – Nie.  – IjakugasząpoŜariotworząszosę,towrócipanido  męŜa?  Jest tylko
jedna 

odpowiedź.  – Oczywiście.  Staruszka nie spuszczała z niej oczu. Zdaje się,Ŝe  w
tym 

miasteczku informacje rozchodzą się lotem błyskawicy.  – Słyszałam, 
Ŝekłóciliście się na 

wystawie psów.  Doszło do mnie, Ŝe on jest niesympatyczny i gburowaty.  I nie 
przejął się 

tym, Ŝe nasza Kim moŜe umrzeć.  – Nikt w Cowral nie widział mojego męŜa.  – Na 
pierwszy rzut 

oka...  Były obszary, na które Rachel nie zamierzała się zapędzac ´. Nie jest 
zobowiązana 

udzielać wyjaśnień.  – Tutaj nikt go nie zna – powtórzyła.  – Pani Collins, 

Strona 55

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

nadmierna 

ciekawość to pierwszy stopien ´ do piekła – wtrącił się Don. – Niech pani uwaŜa,
 Ŝeby 

jodyna nie wylała się pani na nogę.  Staruszka zmruŜyła oczy i roześmiała się.  
– Racja. 

Dostałabym za swoje. Ale nie tylko ja jestem  ciekawska. Pani doktor teŜ bardzo 
by 

chciałausłyszeć  coś o naszym doktorze. Tak samo jak my o pani.  – Więc niech 
jej pani 

opowie. – Don był po pięćdziesiątce. Wygląda jak osobnik zadowolony z Ŝycia,  
pomyślała 

Rachel. Jak pielęgniarz, który poświęcił się  opiece nad chorymi i będzie to 
robił, dopóki 

starczy mu  sił.To miłe. W Cowral Ŝyje się pełnią Ŝycia. Do tej pory  w ogóle 
nie brała pod 

uwagę praktyki na prowincji.  MoŜe...  MoŜe, kiedy Craig...  – MałŜeństwo 
naszego doktora 

było do niczego – zaczęła pani Collins, a Rachel postanowiła się skupić. 
Przyszło  jej to 

łatwo, poniewaŜ istotnie zŜerałająciekawość.  – Jego matka myślała tylko o 
pieniądzach. Przy 

pierwszej     nadarzającej sięokazji zwiała do Sydney i więcej w Cowral  jej nie

widzieliśmy. Stary doktor McInnes, dziadek  naszego doktora, mieszkałtu od 
zawsze, więc jak 

tylko  matka Hugona chciała pozbyćsiędziecka, co zdarzało się  bardzo często, 
wysyłała go do 

dziadka. Młody doktor  kochałgo bezgranicznie. Potem stary miałwylew, akurat  
gdy Hugo 

ukończył studia, więc wnuk przyjechał do  Cowral i juŜtu został. Moim zdaniem 
nie 

miałwyboru.  Po pierwsze był do dziadka bardzo przywiązany, a po  drugie 
ugrzązł...  Ach 

tak, czyli wcale nie jest tu z wyboru...  – 
Napoczątkuniewiedział,cozesobązrobić–podjął  

Don. Niezła para, pomyślała Rachel. Pielęgniarz, który  bardziej by pasowałdo 
chaty drwala 

niŜdo domu starco ´w, oraz wiekowa staruszka z inteligentnym błyskiem  w oczach.
A moŜe jest 

to figlarny błysk? –Stary doktor  parę lat chorował, a Hugo opiekowałsię nim i 
mu pomagał.  

To musiałbyćdla niego spory wstrząs: praktyka  na wsi. Wcześniej pracowałw 
wielkim mieście.  

– Potem poznałBeth –uzupełniła staruszka. –Christine  i Beth. Przyjechały tu 
malować. Ich 

Strona 56

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

rodzice się  rozwiedli. Ojciec miał w Cowral domek rybacki, więc  korzystały z 
darmowego 

dachu nad głową.Były bez  grosza, ale uwaŜały, ŜesąnajwaŜniejsze w świecie. Ich 
matka ma 

atelier w Nowym Jorku. Obydwie sięubierały  jak na Manhattanie. Kręciły nosem, 
Ŝe tutaj nikt 

nie umie  zaparzyćkawy.  – Były egzotyczne i atrakcyjne –ciągnąłDon. –Opro ´cz 
tego bardzo, 

ale to bardzo kosztowne. Ich obrazów  nikt nie rozumiał, więc szybko doszły do 
wniosku, Ŝe  

jedna z nich powinna wyjśćza naszego doktora.  – A on tak strasznie 
sięnudził,Ŝedałsięna to 

nabrać  – wyjaśniła pani Collins. Gawędziarski tandem. Pielęgniarz  i starsza 
pani niemal 

się przekrzykiwali. To dziwne.  MoŜe zaleŜy im na tym, by opowieść nabrała 
większej  

dramaturgii? – Czuł się tu osaczony potrzebami mieszkan ´ców i potrzebami 
dziadka. Beth była 

piękna i przypominałamuoz ˙yciu w duŜym mieście. Wątpię,Ŝeby mając  za przykład 
swoich 

rodziców, wiedział, jak wygląda porządne małŜeństwo. WięcoŜenił się z Beth i 
spłodził  

Toby’ego.  – Bez sensu... – Don pokręcił głową i zerknął na  Rachel, jakby się 
zastanawiał, 

co jeszcze dodać. – To  małŜeństwo nie miało szansy. Beth wyszła za niego,  
kierując się 

błędnymi motywami. Podejrzewam, Ŝe i Hugo  nie miał pojęcia, dlaczego na to się 
zdecydował.  

Ŝ adne nie wiedziało, czym jest związek dwojga ludzi.  Beth urządziła dom w 
koszmarnym 

stylu, lecz wcale nie  była szczęśliwa. Rzucała Hugona dwa razy. A kiedy  
dowiedziała się,Ŝe 

jest w ciąŜy, odeszła na dobre. Chciała  usunąć ciąŜę, ale Hugo protestował. 
Opuszczając go, 

 wybrała kompromis. Ja wiem, Ŝe to brzmi bez sensu, ale  Beth nie wiedziała, o 
co jej w 

Ŝyciu chodzi. Nie mieszkała  z Hugonem, kiedy Toby się urodził.Była wtedy  z 
jakimś 

malarzyną w Sydney.  – Ale nadal ciągnęła od niego pieniądze – dodała pani  
Collins.  – 

Zaraz potem umarła. Rzucawka. Podobno duŜo pili  z tym facetem. Nie dbała o 
ciąŜę, ale Toby 

na tym nie  ucierpiał. Przyszedł na świat przez cesarskie cięcie, ale  dla niej 
było juŜ za 

późno. Nasz doktor strasznie to  przeŜył. Dręczyło go poczucie winy, Ŝe nie 
starał się  

Strona 57

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

sprowadzić jej do domu. Jej siostra tylko to w nim pogłębiała.     – 
Christine... – szepnęła 

Rachel.  – A tak, Christine. – Don wzruszył ramionami. – Została  w Cowral, bo 
tu ma dom, 

ale nienawidzi tego  miasteczka. Jej obrazy się nie sprzedają, a to, co czasami 
za nie 

dostanie, wydaje na głupoty. MoŜna by jej współczuc ´, gdyby nie była taka 
cholernie... 

protekcjonalna. Nie  ma pieniędzy. Mieszka tu i nikomu nie pozwala zapomniec ´ o
Beth. 

Ciągle wpędza Hugona w poczucie winy.  ,,Moja kochana Beth’’, stale powtarza, i 
kaŜe im 

mieszkac ´ w tej kaplicy. ,,Nie wolno nam nigdy zapomnieć  o matce Toby’ego.’’ 
Ale to, Ŝe 

Beth i Hugo Ŝyli jak pies  z kotem...  – Ona chce się wydać za doktora. – 
Pacjentka 

postanowiła  dorzucić swoje trzy grosze. – I w końcu go do  tego zmusi. Wymogła 
na nim, Ŝeby 

Toby spędzał z nią  czas. ,,Bo to jego jedyny kontakt z rodziną matki’’. Tak  
gra na 

emocjach doktora, Ŝe on nie śmie niczego zmienić  w tym domu.  Dosyć tego 
dobrego, pomyślała 

Rachel. Opatrunek juŜ  dawno zmieniony. Nie wypada, by lekarz plotkował  o 
drugim lekarzu z 

jego pacjentami oraz z pielęgniarzem.  – Muszę zająć się następnymi – 
oświadczyła.  – Od 

kaŜdego usłyszy pani to samo – ostrzegłają  pani Collins. – Nasz doktor jest na 
dobrej 

drodze, Ŝeby  dać się wmanewrować w drugie małŜeństwo z takąsamą  nieudacznicą 
jak pierwsza. 

To, co robi, jest okropne.  Wychodząc z pokoju, Rachel zastanawiała się, co jest
 okropne. 

Takie małŜeństwo, czy sztuka Christine?  A moŜe wcale nie musi się zastanawiać? 
– Jak ci 

poszło? Przyjechał po nią spóźniony pół godziny. Tłumaczył się,Ŝe zatrzymał go 
drobny 

wypadek, ale z jego twarzy  wyczytała, Ŝebyło to coś znacznie powaŜniejszego niŜ
 ,,drobny 

wypadek’’. Wyglądał jak człowiek u kresu sił.  – Co się stało? – zapytała, lecz 
on pokręcił 

głową.  – Jak sobie radziłaś ze staruszkami? – Niezbyt taktownie  zmienił temat.
Oto facet, 

który pracuje w pojedynkę, pomyślała. Sam dźwiga na barkach odpowiedzialnos ´ć 
za zdrowie 

całego miasta.  – Dziadkowie są rozkoszni – oznajmiła. – Poznałam  nie tylko 

Strona 58

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

historie ich 

chorób, ale i Ŝyciorysy chyba wszystkich  mieszkańców.  –Łącznie z moim? – 
Uśmiechnął się z 

przymusem.  – Oczywiście. – Sadowiąc się w samochodzie, odwzajemniłaus ´miech 
Hugona. – Jak 

moŜesz w to wątpić?  Skrzywił się.  – Czy twoje Ŝycie uczuciowe teŜ 
rozpracowali?  – Moje? – 

Uniosła brwi. – Ja nie mam Ŝycia uczuciowego.  – Masz męŜa.  – Mam – przyznała. 
– MąŜ i 

uczucia. Czy to nie to samo? Kiedyś tak było. Dawno temu. – Gdzie jedziemy? – 
Nie tylko jemu 

wolno bezkarnie  zmieniać temat. Trzeba oddalić się od ryzykownych rejono ´w.  –
Zawiozę cię 

na lunch. Potem ty odpoczniesz, a ja...  – Aty będziesz dalej tyrał.  – Taki mam
zamiar.  – 

Wykluczone. – Pokręciłagłową. – To jest głupi  plan.  – Słucham?  – Pracowałeś 
rano, kiedy 

jeszcze spałam. Potem ja     przepracowałam trzy godziny, a ty juŜ sześć, więc 
dlaczego  

teraz mam się nudzić, a ty będziesz bawił się  w doktora?  – Wcale nie musisz 
się nudzić– 

stwierdził. – MoŜesz  pójść na spacer z Penelope.  – Wczoraj wieczorem 
naspacerowałam się po 

dziurki  w nosie. Mam dosyć na najbliŜsze pół roku.  – To co chcesz robić?  – 
Zjeść lunch, a 

potem zająć się czymś poŜytecznym.  Jeśli zostanę zmuszona do pozostania w domu 
na całe  

popołudnie, mogę zrobić coś niestosownego, na przykład  zedrę ze ścian tapety w 
salonie. – 

Jego twarz stęŜała.  – Nie wierzę,Ŝe lubisz takie brokaty!  – Jestem Christine 
dozgonnie 

wdzięczny – oświadczył  zmienionym tonem.  – Ja takŜe jestem jej wdzięczna, ale 
z tego 

powodu nie  chodzę w brokatach. Ani nawet w ubraniach, które dla  mnie wybrała. 
– Zranisz 

jej uczucia.  – CzyŜby? – Popatrzyła na niego z niedowierzaniem.  – Czy to 
dlatego mieszkasz 

wśród brokatów? Naprawdę  uwaŜasz, Ŝe nie spałaby po nocach, gdybyś powiedział: 
,,Dzięki, 

Christine, to bardzo ładnie z twojej strony, ale  nie gustuję w czerwono-złotych

materiałach’’?  Hugo ściągnął brwi.  – O co ci chodzi? Nie lubię Ŝółtego.  – 
Toby twierdzi, 

Ŝe lubisz.  – Nie lubię.  – Nie podoba ci się Ŝółty samochód pana Addingtona?  
Kąciki jego 

Strona 59

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

warg drgnęły, jego twarz pojaśniała.  – Skąd wiesz o samochodzie Addingtona?  – 
Od Toby’ego. 

Nie podoba ci się?  – Jasne, Ŝe mi się podoba. To jest ferrari.  – I tylko to 
jest w nim 

takie atrakcyjne? Wolałbyś,  Ŝeby był czerwono-złoty? Aston martin Michaela jest
 czerwony. 

Nienawidzę tego auta.  Uniósł brwi zaintrygowany.  – Co jest grane między wami? 
Nienawidzisz 

jego psa.  Nienawidzisz jego auta. Kłócisz się z nim na oczach  całego tłumu, a 
on zostawia 

cię w miasteczku zagroŜonym  poŜarem.  – Co z tego? – Wzruszyła ramionami. Jej 
chłodny ton 

go nie zniechęcił. – Co to za małŜeństwo, doktor Harper?  Powiedzieć mu? Nie. 
Lepiej nie 

oglądać jego reakcji.  Nie lubiła o tym mówić. Na twarzach rozmówców pojawiał  
się wówczas 

wyraz niedowierzania i zaskoczenia.  Lepiej wykorzystać Michaela jako kozła 
ofiarnego, niby- 

męŜa, Ŝeby ukryć rzeczywisty ból.  – Wcale nie nienawidzę Penelope. – Poruszyła 
najmniej  

kontrowersyjny temat. – Dlaczego tak uwaŜasz?  – Nie kochasz jej!  – Bo jest... 

beznadziejna. – Uśmiechnęła się zadowolona,  Ŝe oddalili się od osobistych 
tematów. – 

Doktorze,  niech pan się podzieli ze mną swoimi obowiązkami.  Niech mnie pan nie
zamyka na 

resztę dnia w czterech  czerwono-złotych ścianach w towarzystwie durnego  psa.  
– Mam w 

planie wyjazd na front walki z ogniem. Do  punktu dowodzenia. Chłopcy zaczynają 
mieć objawy 

podraz ˙nienia dróg oddechowych i wyczerpania z powodu  wysokiej temperatury. 
Jest teŜ sporo 

poparzeń, ale nie  mogą się wycofać.     – Mogę jechać z tobą?  – W tym stroju? 
– Uniósł 

brwi.  – Chyba nie – przyznała. – MoŜe w sklepie pani  Sanderson znajdzie się 
coś trochę 

bardziej odpowiedniego.  – Wpadniemy do domu po kanapki, a potem zawiozę  cię do
remizy. – 

Uśmiechnął się zniewalająco. – Wątpię,  Ŝeby pani Sanderson miała jakieś modele 
z Ŝółtej 

kolekcji  strojów straŜackich.  Paliło się znacznie bliŜej miasteczka, niŜ 
myśleli.  Cowral 

leŜyna półwyspie, pięć mil od Narrows, wąskiego  pasa ziemi łączącego miasteczko
ze stałym 

lądem.  Narrows to górzysty busz, który teraz płonął. Hugo zamierzał  dojechać 
za pierwsze 

Strona 60

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

pasmo wzgórz, lecz musiał  zatrzymać się przed blokadąjuŜ u ich podnóŜa. Stamtąd
 zostali 

skierowani do punktu dowodzenia, który przenio śł się bardziej na południe.  – 
Cholera! – 

Hugo zjechał na pobocze. Wiatr nieco  zelŜał, więckłęby dymu szły prosto w niebo
pośród  

jęzorów ognia buchających wśród skał.  Rachel po raz pierwszy zaczęła się 
naprawdę bać.  Do 

tej pory poŜar jawił jej się zaledwie jako tło takŜe  jej dotykających 
problemów. To przez 

niego ugrzęzła  w Cowral. Nie byłoŜadnego innego powodu. Australijczycy  są 
przyzwyczajeni 

do poŜarów buszu i to jest po  prostu zwyczajny poŜar. W buszu.  A jeśli 
przerodzi się w coś 

gorszego? Popatrzyłapo  sobie. StraŜak w remizie ubrał jąw kombinezon, solidne  
skórzane 

buty oraz kask ochronny. Omal nie pękłaze  śmiechu, zobaczywszy się w lustrze. 
Ale teraz 

wcale nie  było jej wesoło.  – Prawdziwe piekło – szepnęła.  – Rano straciliśmy 
jednego 

straŜaka.  – Straciliście go?  – Zmienił się kierunek wiatru, a on za bardzo 
oddalił  się od 

zespołu. Płomienie odcięły mu drogę. Nic nie  moŜna było zrobić,Ŝeby go ratować.
Koledzy 

byli bezsilni.  Przywieźli zwłoki do Cowral, zanim wyjechałem po  ciebie.  Nic 
dziwnego, 

Ŝebył przygnębiony.  – Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?  – Właśnie to 
zrobiłem.  Bo nie 

było potrzeby, pomyślała. A moŜe nawet była,  ale Hugo jest od dawna zdany sam 
na siebie i w 

ogóle nie  zdaje sobie z tego sprawy. Dzielenie się traumatycznymi  przeŜyciami,
rozmowa o 

nich to jedyny sposób, by przetrwac ´ w takich sytuacjach. Lecz Hugo radzi sobie
bez  tego.  

– Do czego mogę ci się przydać? – zapytała cicho,  a on przyjrzał się jej 
badawczo.  – Jeśli 

naprawdę chcesz pomóc...  – JuŜ powiedziałam, Ŝe chcę. – Nagle się rozzłościła. 
– Masz 

zespół. Pogódź się ztą myślą.  – Nie chciałem...  – Wykorzystaj mnie – 
powiedziała zmęczonym 

głosem.  – Po prostu wykorzystaj.  Popatrzył na nią podejrzliwie.  – Zespół, 
który był przy 

śmierci Barry’ego, nadal jest  w akcji. Mają wrócić o drugiej. Chcę ich 
obejrzeć.To  będzie 

dramat. Ŝ aden nie zgodził się zejść wcześniej,  przed końcem zmiany, więc 
obiecałem, Ŝebędę 

Strona 61

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

na nich  czekał.  – Zamierzasz zrobić odprawę następnym zespołom?     – W 
zeszłym roku, w 

porze poŜarów, musiałem odesłac ´ do domu jednego z ochotników z powodu 
zaczadzenia.  Nikomu 

nie powiedział,Ŝe ma trudności z oddychaniem,  po czym zaczął się dusić. Dotarł 
do mnie w 

ostatniej  chwili. Chcę,Ŝeby wszyscy zostali poinformowani  o zagroŜeniach, 
nawet jeśli 

usłysząto po raz piąty. Trzeba  wbić im do głowy, Ŝe muszą duŜo pić. Zawodowym  
straŜakom, a 

nawet dobrze wyszkolonym ochotnikom,  przydzielono teraz pomocników, którzy mają
szlachetne  

intencje, ale zielonego pojęcia o zasadach bezpieczeństwa.  Ten facet, dzisiaj 
rano... po 

sześćdziesiątce, prowadził  sklep z artykułami Ŝelaznymi. UwaŜał,Ŝe wszystko  
wie. Szef 

grupy bardzo to przeŜywa. Przeszkolił ochotniko ´w,alejachcęraznazawszewbić 
imdogłowypewne  

zasady. Nie Ŝyczę sobie więcej trupów.  – Mogę się tego podjąć.  – Przedstaw im 
to z jak 

najokropniejszej strony – polecił  jej. – Tam nikt nie dostaje drugiej szansy.  
Pół godziny 

później w kombinezonie, wysokich butach  i w kasku wygłosiła pogadankę dla grupy
osób, które 

 podobnie jak ona zupełnie nie pasowały do tej scenerii.  Hugo zajął się 
kolegami zmarłego 

ochotnika, ona resztą  ludzi. Starała się, by jej słowa brzmiały przekonująco  i
stanowczo.  

Nawet jej się to udało. AŜ dziw, ile człowiek potrafi  w sytuacjach 
podbramkowych.  – 

Musicie duŜo pić– mówiła – cały czas mieć przy  sobie wodę. Nie wolno zdejmować 
kasku, nawet 

na chwilę, ani odzieŜy ochronnej. Jeśli cokolwiek zacznie wam  dolegać, 
natychmiast się 

zgłaszajcie. Cokolwiek – powto ´rzyła z naciskiem. –Jeśli zaczniecie kasłać, 
wracajcie  do 

bazy. Ból w klatce piersiowej, drapanie w gardle, bóle  w nogach, obojętnie co, 
natychmiast 

wracajcie tutaj. Nie  ma medali za brawurę. Ryzykując swoje Ŝycie, naraŜacie  
cały zespół. 

Teraz, zanim się rozstaniemy, proponuję,  Ŝebyście po kolei opowiedzieli mi 
pokrótce o 

stanie waszego  zdrowia i jeśli coś was niepokoi, chcę o tym wiedziec ´. Jasne? 
Teraz!  – 

Ona jest niesamowita –szepnęła Hugonowi do ucha  jedna z dziewcząt 

Strona 62

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

przysłuchująca się 

odprawie.  Miriam naleŜała do grupy przeszkolonych ochotniko ´w. Była w tym 
samym zespole co 

Barry, straŜak, który  zginął. Miała poparzonąrękę ibyła w lekkim szoku po  
porannym 

wypadku. Opatrzywszy ją, Hugo postanowił  odesłać jądo domu.  – Taaak, 
niesamowita – 

przyznał. – Apodyktyczna.  – Jakby się tego uczyła.  – Apodyktyczności? To 
bardzo 

prawdopodobne.  – Szkoda, Ŝe taka nie jestem – westchnęła Miriam.  – Barry 
wiedział, co mamy 

robić. Jeśli coś pójdzie nie  tak, mieliśmy wzywać pomoc, ale kiedy wiatr 
sięodwrócił,  on 

jak opętany rzucił się do walki z ogniem. Zaczęlis ´my się wycofywać, a on 
został, traktując 

poŜar jak osobiste  wyzwanie. I potem nagle płomienie go otoczyły.  Gdybym była 
trochę 

bardziej apodyktyczna...  – Barry i tak by cię nie posłuchał– rzekłłagodnym  
tonem Hugo. Na 

co dzień Miriam pracowała jako urzędniczka  w ratuszu. Zupełnie nie pasowała do 
tej 

scenerii.  – Barry uznawał tylko autorytet zwierzchnika.  – Ale polecenie tej 
twojej Rachel 

by wypełnił–stwierdziła  Miriam. –Wystarczy posłuchaćjej głosu. Ona sprawia  
wraŜenie, jakby 

wszystko miała pod kontrolą.  To prawda.     Co ona powiedziała? ,,Ta twoja 
Rachel’’?  Jego 

Rachel. Denerwujące sformułowanie. Miriam  chciała powiedzieć,Ŝe on i Rachel 
tworzą zespół, 

ale  zasugerowała coś więcej. Wysłuchiwała teraz racji starszego  wiekiem 
męŜczyzny, który 

przekonywał ją, dlaczego  naleŜy przydzielić go do grupy ochotników. Był to  Sam
Nieve. 

Cholera. To oczywiste, Ŝe on do tego się nie  nadaje. Hugo postanowił 
interweniować. Nie 

słyszał odpowiedzi  Rachel, ale zanim do nich podszedł, zauwaŜył,  Ŝe ramiona 
męŜczyzny nie 

opadły, za to niedoszły straŜak  zdjął kask i odszedł z bardzo waŜnąminą. Po 
chwili jego  

samochód ruszył w stronę miasteczka. Hugo odetchnął  z ulgą.  Sam Nieve jest 
chory na serce. 

Na froncie walki  z ogniem nie byłoby z niego Ŝadnego poŜytku, ale jest  tak 
samo uparty jak 

Barry. Jak ona go przekonała? Tylko  jej mogło się to udać. Ta kobieta jest 
niesamowita.  

Strona 63

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Jego Rachel? Nic z tych rzeczy. Ta kobieta ma męŜa.  Jest... zajęta.  Trzy 
godziny później 

postanowili wracać do miasteczka,  poniewaŜ na Hugona czekali pacjenci. Przez 
ten czas  

jedna grupa zakończyła swoją zmianę, a zastąpiłają  druga. Pomoc lekarska będzie
potrzebna 

przy kolejnej  zmianie, lub wcześniej w razie nagłego wypadku.  – Bardzo dobrze 
się 

spisałaś– powiedział Hugo,  czym bardzo ją rozzłościł.  – Oczekujesz, Ŝe ja teŜ 
będę ci 

prawić komplementy?  – Nie. Co powiedziałaś Samowi, Ŝeby odwieść go od  gaszenia
poŜaru?  – 

Naprawdę chcesz to usłyszeć?  – Tak.  – Wykorzystałam ciebie.  – Mnie?  – 
Powiedziałam mu, 

Ŝe w ciągu dwóch dni straciłeś  dwóch pacjentów, więc po pierwsze w kostnicy nie
ma  juŜ 

miejsca, a po drugie, Ŝe na pewno byś się załamał,  gdyby umarła jeszcze jedna 
osoba, oraz 

Ŝecałe Cowral  miałoby mu za złe, Ŝe pozbawił miasteczko opieki lekarskiej.  – 
Serdeczne 

dzięki – mruknął pod nosem.  – Powiedziałam mu teŜ,Ŝe tutaj potrzebna jest nie  
tylko siła 

fizyczna. Uprzytomniłam mu, Ŝe jeśli ogień  podejdzie bliŜej miasteczka, 
wszystkie dachy 

powinny  być oczyszczone i wszystkie węŜe do podlewania ogródko ´w sprawne. – 
Uśmiechnęła 

się na widok jego wielkich  oczu. – Podejrzewam, Ŝe rynny pana Nieve teŜ nie są 
droŜne, bo 

ta uwaga zrobiła na nim spore wraŜenie.  Kazałam mu poprosić dyrektora szkoły o 
wypoŜyczenie 

 kilku starszych uczniów, którzy przejdą się po domach  i sprawdzą stan dachów i
rynien.  

Hugo zagwizdał przez zęby.  – Sprytna jesteś.  – Ale to jest święta prawda.  – 
Co?  – To, Ŝe 

nie Ŝyczysz sobie więcej zgonów.  – Jesteś tego pewna? Spojrzała na niego spod 
opuszczonych 

powiek. – Osobiście jestem za zgonami – stwierdziła z udawanąpowagą, by go 
rozśmieszyć. – 

Więcej zgonów, mniej  pacjentów, bo pacjenci straszliwie brudzą.  Parsknął 
śmiechem, lecz 

jego oczy pozostały powaz ˙ne.  – Tych dwoje... – zaczęła, prowokując go do roz 
  mowy. 

Wyczuwała, Ŝe jako jedyny lekarz w okolicy  nie miał z kim dzielić się 
refleksjami na takie 

ponure  tematy.  Lecz Hugo nie potrafił korzystać ze wsparcia kolegów  po fachu.
Mimo to 

Strona 64

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

cierpliwie czekała. W końcu wzruszył  ramionami i nieco się otworzył.  – Ten 
wczorajszy zgon 

był nieuchronny – odparł.  – Dla Annie wybiła jej godzina. Ale bardzo ją 
lubiłem.  – 

Wykrzywił wargi. – Kiedy Beth umarła, Annie zaczęła  dla nas piec ciasto 
czekoladowe. Na 

kaŜdy weekend.  A Barry... Barry był nadętym bubkiem, ale nie zasłuŜył  na taki 
koniec. 

Zostawił przemiłąŜonę i dwójkę rozbestwionych  bachorów, którym do końca Ŝycia 
będzie go  

brakowało.  – Praca lekarza na prowincji jest bardzo cięŜka – odezwała  się 
Rachel po chwili 

ciszy. Przegarniała palcami  włosy. Zdjęła kask, zanim wsiadła do samochodu, i 
teraz  

miałana głowie resztki przeróŜnych spopielałych śmieci.  – Bo człowiek się 
przywiązuje do 

swoich pacjentów.  – Tobie to się nie zdarza?  – Na oddziale ratownictwa 
medycznego to jest 

praktycznie  niemoŜliwe. Pamiętam zaledwie paru pacjento ´w.  – Kończysz dyŜur i
masz z 

głowy?  – Mniej więcej.  – Cudowne Ŝycie – szepnął Hugo, a Rachel wychwyciła  w 
jego głosie 

nutę goryczy.  – Naprawdę chciałbyś się zamienić?  – Wolałbym móc czasami się 
wyłączyć. 

Cowral...  Przyjechałem tu, Ŝeby opiekować się moim chorym dziadkiem,  i od tej 
pory nie 

miałem szansy stąd wyjechać.  – Bo nie masz zastępstwa?  – Poniekąd.  – A po 
części? – 

Zmieniła pozycję, by mu się przyjrzec ´.Ŝałowała, Ŝe juŜ wjeŜdŜajądo miasteczka 
i to sam  na 

sam zaraz się skończy.  Lubię tego męŜczyznę ośmiejących się oczach. Szkoda,  Ŝe
jest 

przeznaczony Christine. Miałam okazję widziec ´, jak Christine na niego patrzy. 
On za to 

wspomina  o niej tylko w kontekście Toby’ego.  – Po części teŜ i dlatego, Ŝe 
tutaj Ŝyję. 

Cowral to cały  świat Toby’ego. Wszyscy go kochają. Myra, Christine...  icała 
reszta. Tutaj 

po prostu jest jego dom. Wszyscy się  nim opiekują.  – W zamian za to ty 
opiekujesz się nimi 

– zauwaŜyła.  Manewrował teraz na parkingu, lecz to nie dlatego  zacisnął wargi.
Jest 

przygnębiony. W ciągu doby dwa  razy stwierdził zgon. W wielkomiejskim szpitalu 
Rachel  

miała do czynienia ze zwłokami prawie kaŜdego dnia.  Dwa zgony nie zrobiłyby na 

Strona 65

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

niej aŜ 

takiego wraŜenia.  MoŜe powinny? MoŜeza mało się angaŜuje? Jest zaangaz ˙owana. 
Czy moŜna 

zaangaŜować się jeszcze bardziej?  Dlaczego nie jest w domu?  – Rajski Ŝywot... 
– odezwał 

się Hugo. – Wyjść z pracy  i móciść do kina, do restauracji...  Łatwo mu tak 
mówić. Gdyby 

wiedział, jak ona nie  znosi restauracji... Kiedy ostatni raz była w kinie?  – 
Mam róŜne 

obowiązki – oznajmiła.  – Jasne. Penelope. Michael.  – Michael nie jest...  – 
Masz rację. To 

nie jest moja sprawa. – Wyłączył  silnik. – Ale chciałbym wiedzieć, jak wygląda 
twoje  

Ŝycie. Jak funkcjonują bezdzietni lekarze w wielkim mies ´cie? To dla mnie 
zupełnie nieznana 

rzeczywistość.     – Kiedyś w niej Ŝyłeś.  – Tak dawno, Ŝe juŜ nic nie pamiętam.
Chętnie bym 

 sobie przypomniał.  Co tu przypominać?Zdawałasobie sprawę,ŜeHugo ma  na myśli 
chaotyczny 

tryb Ŝycia, jaki prowadzi Michael, tak  dla niej niezrozumiały, ŜeaŜ absurdalny.
Zamknęła 

oczy.  Po co mu cokolwiek tłumaczyć? Ten człowiek dźwiga na  barkach zbyt duŜo, 
by go 

obciąŜać swoją tragedią.  – To nic ciekawego. Przed tobą jeszcze sporo pracy.  
Czy mogę ci w 

czymś pomóc?  Popatrzył na nią tak, jakby wszystko wiedział.To  niemoŜliwe. Skąd
miałby 

wiedzieć o Craigu?  – Na dzisiaj wystarczy.  – Teraz masz przychodnię?  – Przez 
dwie 

godziny.  – To znaczy, Ŝe zobaczymy się na kolacji.  – Tak. W międzyczasie 
przebierz się i 

znowu bądź  naszym gościem. Idź na spacer z psem...  – Tak jest.  – Do 
zobaczenia.  Koniec 

rozmowy. Ale on nie spuszcza z niej wzroku.  Powinien juŜ się odwrócić, 
pomyślała. I wysiąść 

z auta.  Ani drgnął. Czy to jakaś magiczna siła nie pozwala im  wyjść z 
samochodu? Dziwne 

uczucie. Idiotyczne. Pozbawione  jakiegokolwiek sensu. On ma swoje zajęcia,  a 
ona jest 

męŜatką. Nic ich nie łączy. A jednak. Nie mogli  oderwać od siebie wzroku. 
Spoglądali...  

Zaglądali sobie pod maski, widzieli, co za nimi się  kryje. Rachel 
ujrzałaczłowieka, który 

wiele wycierpiał.  Oraz jego osamotnienie. Tęsknotę.  Jak to zobaczyła? Nie 
wiadomo. Lecz 

Strona 66

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

jeśli ona tyle  wyczytała z jego twarzy, to ile on o niej się dowiedział?  To 
śmieszne. 

Trzeba się czymś zająć. Wyprowadzić  psy. Zapełnić te godziny, zanim znowu go 
zobaczy.  

Absurdalna sytuacja! W końcu udało się jej wysiąść.  Trzasnęła drzwiami mocniej,
niŜ 

zamierzała. W ten sposo ´b zamknęła sprawę.  – Idę pod prysznic – oznajmiła, 
wściekła na 

siebie za  kompromitujące drŜenie swojego głosu.  Ruszyła do domu, a on nie 
odrywał od niej 

wzroku.  
ROZDZIAŁ SZÓSTY  
Nie miał pojęcia, co się stało.  Przyjął kilku pacjentów, którym na szczęście 
nie dolegało  

nic powaŜnego, poniewaŜ jego myśli krąŜyły zupełnie  gdzie indziej. MoŜebyłoby 
lepiej, gdyby 

byli powaŜnie  chorzy, pomyślał. Nie mógłby wówczas myśleć o lekarce,  na widok 
której 

uśmiech sam ciśnie mu się na  wargi.  Z kolei jej uśmiech przyprawia go o 
niepokojący  

skurcz Ŝołądka. Kiedy po raz ostatni ktoś wywołał u niego  podobne sensacje? Czy
była to 

kobieta?  Nie, nigdy mi się to nie przytrafiło, przeszło mu przez  myśl, gdy 
zmieniał 

opatrunek Tomowi Harrisowi, który  zranił się kilka dni wcześniej, robiąc 
porządki wokół  

domu. Tom Harris był milczkiem, więc uwaga Hugona  nadal skupiała się na Rachel.
Dlaczego 

akurat na niej?  Ona jest męŜatką, powtarzał sobie. Szczęśliwą, jak się  wydaje.
Ten facet, 

z którym była na wystawie, jest wyjątkowo  nieciekawy, a ona na niego nie 
narzeka ani 

słowem.  MoŜe się boi. MoŜe ten Michael jest brutalny?  Z czasów studiów 
pamiętał pytanie, 

na które odpowiedz ´ niemal w kaŜdym przypadku wskazywała na przemoc  w 
rodzinie. 

Wielokrotnie się nim posługiwał, często  ze zdumiewającym skutkiem.  – Czy w 
ciągu ostatnich 

lat zdarzyło się pani bać  męŜa?  Był przekonany, Ŝe Rachel by zaprzeczyła. Na 
wystawie  

byłazła na Michaela, ale na pewno się go nie bała.  Rzuciła wtedy kluczyki z 
takim impetem, 

Ŝe Hugo znowu  się uśmiechnął.  – Myśli pan o naszej nowej pani doktor? – 
zapytał  znienacka 

pacjent. Jego głos tak Hugona zaskoczył,Ŝe  omal nie upuścił bandaŜa.  – Nie. 
Myślałem o 

Strona 67

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

tym, Ŝeręka ładnie się goi.  – Takiego uśmiechu nie wywołują myśli o poharatanej
 ręce 

starego rybaka – oznajmił Tom, lecz oczy mu się  śmiały.  – Dlaczego? Masz 
bardzo ładne ręce 

– odciął się  Hugo.  – Aha! Ty teŜ masz seksowne ręce – zarechotał Tom.  – Ale 
załoŜę się,Ŝe 

nasza Rachel ma jeszcze ładniejsze!  Nasza Rachel... Jak szybko wszyscy ją 
zaakceptowali.  – 

Nasza Rachel ma męŜa – wyrwało się Hugonowi ku  tym większej radości rybaka.  – 
To znaczy, 

Ŝe się nie pomyliłem!  – Tom... – zaczął groźnie Hugo.  – Mnie nic do tego. Ja 
tu 

przyszedłem na opatrunek.  Za to ty wrócisz do domu i spędzisz z niąnoc pod 
jednym  dachem.  

– Nie mogę... – mruknął Hugo speszony.  – MoŜesz, moŜesz – zachęcał go Tom, 
doskonale  

wiedząc, co Hugo ma na myśli. – Przynajmniej spróbuj.  Pod wieczór, idąc przez 
trawnik ze 

szpitala do domu,  poczuł, jak na samą myśl, Ŝe czeka tam na niego Rachel,  
poprawia mu się 

nastrój. Wszedłszy do kuchni, zamiast  nakrytego stołu i obietnicy kotletów z 
trzema 

jarzynami,  które Myra podawała im trzy razy w tygodniu, ujrzał     Rachel, 
wielki kosz 

piknikowy i rozpromienionego Toby’ego.  – Idziemy na plaŜę – oznajmił chłopiec, 
nim Hugo  

zdąŜył otworzyć usta. – Ty dostaniesz podwieczorek, bo  my juŜ jedliśmy. Rachel 
mówi, Ŝe 

jest tak duszno i gorąco,  Ŝe jeśli nie popływa, to wyzionie ducha.  – Jak amen 
w pacierzu. 

– Znowu była w tym niezwykłym  Ŝonkilowym stroju. – Psy teŜ nie mogą sobie  
znaleźć miejsca. 

– Penelope i Digger spoglądały na kosz  łakomym wzrokiem. – Doktorze, czy ma pan
juŜ dosyć  

pracy?  – Został mi jeszcze obchód...  – To juŜ załatwiłam. Elly udzieliła mi 
informacji na  

temat kaŜdego z pacjentów. Co najwyŜej moŜesz raz  jeszcze zajrzeć do Kim, ale 
dwadzieścia 

minut temu  wszystko było jak naleŜy. Zmiana ekip gaśniczych jest  dopiero za 
dwie godziny. 

Wiatr nasili się według prognoz  jutro i wtedy moŜe być piekło, więc razem z 
Tobym  

uznaliśmy, Ŝe naleŜy skorzystać z nadarzającej się okazji.  Czyli zaraz.  – Dom 
starców...  

– Trzeba zbadać parę pacjentek. Pani Bosworth ma  problemy z oddychaniem, więc 
zatrzymamy 

Strona 68

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

się tam po  drodze.  – Po drodze dokąd?  – Na plaŜę.  Patrzyła na niego 
wyczekująco. Toby 

równieŜ nie  spuszczał oczu z ojca. Psy rytmicznie machały ogonami.  – Nie mogę 
– bąknął. W 

oczach Rachel zamigotały wojownicze iskierki. – Dlaczego? – zapytała.  – Mogę 
być potrzebny. 

 – Jesteś potrzebny staruszkom, zwłaszcza pani Bosworth,  ale na twój widok na 
pewno jej się 

poprawi.  A potem... Na plaŜy nie ma tyle dymu. Mamy picie,  kiełbasę,świeŜe 
pieczywo i 

ciasteczka upieczone przez  Toby’ego. Twoje kąpielówki są spakowane, bo my juŜ  
się 

ubraliśmy w stroje kąpielowe. Jakie jeszcze masz  zastrzeŜenia?  Nie miał 
Ŝadnych, bo z 

wraŜenia nie był w stanie  pozbierać myśli. Piknik na plaŜy?  – Tato, jedźmy, 
proszę. 

MoŜemy? – Toby aŜ podskakiwał  z przejęcia. Podobnie jak dwa psy pod stołem.  – 
MoŜemy – 

odrzekł pospiesznie, aby nie przyszło  mu do głowy rezolutnie zmienić zdania. – 
Pewnie, Ŝe  

moŜemy.  W domu opieki panował spokój.  – Nasi podopieczni przeŜyli niejeden 
poŜar – 

wyjaśnił  Rachel pielęgniarz. – Poza tym, przenosząc się do nas,  pozbyli się 
większości 

swoich doczesnych dóbr. Łatwiej  zachować spokój, jak się nie ma nic do 
stracenia. Nawet  

pani Bosworth... Właśnie, Hugo, ona ma rozedmę,  a w powietrzu jest tyle dymu. 
Kiedy jednak 

dowiedziała  się,Ŝe cię wezwę, oznajmiła, Ŝe i tak dziś masz pełne ręce  roboty 
i Ŝe jeśli 

teraz umrze, to będzie znaczyło, Ŝe  przyszedł jej czas. Wiek sprawia, Ŝe 
inaczej patrzy się 

na  Ŝycie.  Nie tylko wiek, pomyślała Rachel. RównieŜ doświadczenie.  Dawno temu
zbierała 

figurki z porcelany, aŜ  pewnego dnia Craig, uradowany zwycięstwem swego  klubu 

piłkarskiego, wpadł do domu, z radości porwał ją  w ramiona i nią zakręcił. Przy
okazji 

strącając na ziemię  jej ulubiony eksponat. BoŜe, jaka wtedy byławściekła.     
Nie ma juŜ 

tej kolekcji. Od dobrych kilku lat najcenniejsi  dla niej są ludzie. Ŝ ycie.  

Teraźniejszość. Ta chwila.  Stan pani Bosworth się poprawiał: dostała tlen oraz 
środek 

uspokajający, poniewaŜ jednąz przyczyn jej problemo ´wbył lęk. Tak, jest teŜ 
strach. Dobytku 

Strona 69

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

moŜna się  wyrzec, ale nie Ŝycia.  Ŝ ycie bywa cudowne. Ŝ ycie jest teraz, 
pomyślała z 

zadowoleniem,  gdy dotarli do plaŜy. Jutro moŜe okazać się  koszmarne, ale teraz
naleŜy się 

cieszyć chwilą.  Miejscowi byli zbyt rozsądni, by siedzieć na zadymionej  plaŜy.
Ci, którzy 

nie brali udziału w walce z ogniem,  pomagali innym, a człowiek zmęczony woli 
odpoczywać  w 

domu.  Lecz teraz jest zbyt piękne, by je zmarnować.  Hugo poczuł,Ŝe napięcie go
opuszcza, 

gdy tylko postawił  stopę na piasku. Wiatr przycichł, a lekka mgiełka  
przesycona zapachem 

eukaliptusa wydała mu się wręcz  kojąca. Gdyby nie to, Ŝe w kaŜdej chwili moŜe 
się zerwać  

wiatr, mógłby nawet całkiem się zrelaksować.  A moŜe mimo wszystko spróbuje 
cieszyć się tą 

wyprawą? Kiedy po raz ostatni chodził boso po piasku?  Dawno nie wpadł na taki 
pomysł. Za to 

Rachel...  – Chyba nie będziemy rozpalać ogniska do pieczenia  kiełbasek – 
stwierdziła, gdy 

psy jak szalone rzuciły się do  zabawy.  – Słusznie. Wystarczy jedna iskra, Ŝeby
wszystkie  

hydranty w Cowral zostały w nas wycelowane. Nawet  jedna iskra to powaŜne 
zagroŜenie.  – 

Tato, czy Cowral się spali? – zaniepokoił się Toby.  Zdaje się,Ŝe zabrzmiało to 
zbyt ponuro, 

skarcił się  Hugo. MoŜeza długo jestem ponury?  – Nie, Cowral nie spłonie. Nie 
ma dzisiaj 

wiatru,  a ekipy dyŜurne pilnująognia. – Odetchnął głębiej. Przez  chwilę moŜe 
zapomnieć o 

poŜarze. A nawet o obowiązkach  lekarza. – Zjedzmy coś– zaproponował swobodnym  
tonem, na co 

Rachel się uśmiechnęła, jakby się  zorientowała, Ŝe padła jakaś niewidoczna 
bariera.  – Idę 

do wody pierwsza – oznajmiła – a ty zjedz coś  i przyjdź do nas. Ale się nie 
objadaj. Głupio 

byłoby  czekać pół godziny, Ŝeby nie złapał cię skurcz.  – To przesąd.  – Tę 
zasadę wpoiła 

mi babcia. Sugerujesz, Ŝe remedium  stosowane przez mojąbabcię oraz zalecane 
przeze  mnie 

jest nic niewarte?  Zastanawiał się, co czuje. Ŝ e jest wolny. Prawie beztroski.
 A w jego 

sercu króluje niecierpliwe oczekiwanie  na coś, co nie ma wiele wspólnego ze 
zdrowym 

rozsądkiem,  za to jest ściśle związane z uśmiechem tej kobiety.  – Nie, ale... 
– To 

Strona 70

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

dobrze. – Z jej twarzy wyczytał,Ŝe jego konsternacja  sprawiła jej satysfakcję. 
– Zajmij się 

kiełbaskami,  a my z Tobym idziemy się kąpać.  Posilając się, Hugo obserwował, 
jak jego syn 

szaleje  przy brzegu z tąniesamowitąlekarkąz wielkiego miasta.  Rachel jest 
niezwykła. 

Trochę mała dziewczynka, trochędojrzała kobieta, świetny lekarz i rozbrykane 
dziecko.  Jak 

ją rozgryźć? Najtrudniej zrozumieć jej związek  z Michaelem, lekarzem, który 
naraził na 

ryzyko Ŝycie  Kim. NiemoŜliwe, by ten człowiek nie był w stanie wydac ´ pilotowi
polecenia, 

by zawrócił i zawiózłdziewczynę  do szpitala.     Ten facet jest męŜem Rachel. 
Tej 

wspaniałej Rachel.  Dziecko i kobieta chlapali się wodą,śmiejąc się do  rozpuku.
Wystarczy. 

JuŜ się najadł.  – Jeszcze jeden kęs, a złapie mnie skurcz – powtórzył,  idąc 
powoli ku nim. 

 Wpąsowym kostiumie Rachel wyglądała tak ponętnie,  Ŝe nie mógł oderwać od niej 
wzroku. Lecz 

gdy  przyjrzał się jej lepiej, dostrzegł blizny. Ledwie widoczne  jaśniejsze 
linie na jej 

skórze zdradzałyrękę wytrawnego  chirurga.  Kiedy to się stało? Chyba dawno. Nie
zdąŜył w 

porę  odwrócić głowy, gdy oboje na niego spojrzeli.  – O co chodzi? – zapytała, 

biorącchłopca za rękę.  – Byłaś ranna – powiedział, natychmiast Ŝałując tych  
słów. Powinien 

milczeć, udać,Ŝe niczego nie zauwaŜył.  – Wypadek drogowy. Osiem lat temu.  
Oczywiście. 

Dlaczego od razu przyszedł mu do głowy  Michael? To przecieŜ nie są blizny, 
jakie pozostają 

po  napaści agresywnego męŜa. Poza tym Rachel nie wygląda jak maltretowana Ŝona.
Jest Ŝoną 

zadowoloną zŜycia,  która czasami rzuca w męŜa kluczykami do samochodu.  Ŝ onom 
to się 

zdarza. Beth rzucała w niego nie  tylko kluczykami.  – Przepraszam. To był chyba
bardzo 

powaŜny wypadek.  – Owszem. – Nie powiedziała nic więcej.  – ObraŜenia 
wewnętrzne? Złamania? 

 – Wszystko co chcesz. – Wzruszyła ramionami. – To  było dawno temu. Organizm 
zazwyczaj się 

regeneruje.  Gorycz w jej głosie kazała mu domyślać się,Ŝe w tym  wypadku zginął
ktoś jej 

bliski, lecz nie śmiał dalej się  dopytywać. To nie jego sprawa.  – Chyba 
trafiłaś na 

Strona 71

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

mistrza chirurgii kosmetycznej.  – Mowa! Twierdzi, Ŝe jestem jego arcydziełem. 
Czasami  mam 

wraŜenie, Ŝe miałby ochotę powiesić mnie na  ścianie, Ŝeby wszyscy mogli 
podziwiać jego 

sztukę.  – Bo ty jesteś arcydziełem – rzekł, zniŜającgłos.  – Ty teŜ nieźle się 
prezentujesz 

– odcięła się, po czym  chwyciła Toby’ego na ręce. – Toby, czy nie uwaŜasz, Ŝe  
twój tata ma 

klatę jak sześciopak?  – Jak sześciopak? – zachichotał zafascynowany malec.  
Jego ojciec 

stał jak skamieniały.  – Na pewno widziałeś sześciopak – przemawiałado  Toby’ego
nieświadoma 

tego, co dzieje się z Hugonem.  – Sześć puszek piwa w jednej paczce. Popatrz na 
klatkę  

piersiową taty, czy to tak nie wygląda?  Hugo czym prędzej dał nura do wody i 
odpłynął.  

Zimna kąpiel zamiast zimnego prysznica, pomyślał. Tego  mi trzeba. Rytmiczne 
ruchy pomagały 

mu stopniowo  odzyskiwać jasność umysłu. Co się z nim dzieje?! Jak  tylko wiatr 
się zmieni, 

Rachel wyjedzie. Nie wolno mu  myśleć o niej w taki sposób. Nie mógł jednak 
przestać,  

więcpłynął ipłynął.  Kiedyś to musi się skończyć. Kiedyś trzeba wyjść  z wody, 
wbrew 

demonom, które człowieka opanowały.  Toby i Rachel budowali zamek z piasku. 
Największy  na 

świecie. Gdy podszedł do nich, Rachel odsunęła się,  by popatrzeć na dzieło 
swoich rąk.  – 

Niepotrzebnie tak się przejąłeś uwagą o sześciopaku.  – Spojrzała na Hugona. – 
To damski 

odpowiednik  gwizdania.  – Co takiego?  – Przepraszam za uwagę o sześciopaku, 
ale to ty  

pierwszy wystartowałeś z osobistą wycieczką.     – To prawda – westchnął. – 
Przepraszam.  – 

Prawdę mówiąc, nie mam czego Ŝałować. – Kątem  oka rzuciła mu wymowne 
spojrzenie. – Warto 

było oglądac ´ twoją minę.  Toby tymczasem wyjął z kosza piłkę.  – JuŜ nie 
budujemy zamku? – 

zapytała Rachel.  – Nie. – Chłopiec przystanął z zasępioną miną. – Zabrałem  
piłkę, bo 

Bradley powiedział,Ŝe nie umiem kopać  z kozła! Muszę się tego nauczyć, ale tata
nie ma 

pojęcia,  na czym to polega.  – Nie umiesz kopać z kozła? – Rachel z 
niedowierzaniem  

patrzyła na Hugona.  – Grałem w koszykówkę.  – Kto to widział?! – wydziwiała. – 

Strona 72

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Facet i 

koszykówka.  Koszykarz z taką klatą?! Lepiej milcz! – Wytarła  dłonie w 
wyimaginowane 

spodnie i potrząsnęła ramionami  jak zawodnik przed startem. – Koszykarz... 
Matko  boska! 

Toby, dawaj tu tę piłkę!  – Umiesz kopać z kozła? – zapytał chłopiec.  – 

Przeszłamnajlepsząszkołę.MójmąŜkopałzkozła  najlepiej pod słońcem. Tak mówił, a 
ja nie mam 

powodu  mu nie wierzyć. Chodź tu, Toby, zaraz odbędzie się  pierwsza lekcja. A 
pan, 

doktorze, niech przestanie się  martwić i coś zje. – Rzuciła mu groźne 
spojrzenie. – 

Ciasteczka  oraz winogrona. Hugo, zjedz coś, nie komplikuj  Ŝycia.  Co to 
znaczy? – 

pomyślał. MoŜe tylko udaję,Ŝe nie  wiem, ale za nic w świecie do tego się nie 
przyznam.  

Piknik na pewno nie naleŜał do zwyczajnych, za to był  spokojny. Telefon 
komórkowy milczał. 

Mogła to być  cisza przed burzą, ale przez parę godzin nie musieli  nigdzie się 
spieszyć. Po 

lekcji futbolu i małym co nieco  Toby ułoŜył się na kocu i zasnął.  – Taki 
piknik nieczęsto 

nam się zdarza – westchnął  Hugo, gładząc syna po głowie.  – Christine nie lubi 
jeździć na 

plaŜę?  – Christine? Co ona ma do tego?  – Zamierzasz się z nią oŜenić?  Hugo 
milczał. 

Christine. Kiedy powstał ten pomysł?  ZałoŜenie, Ŝe poślubi szwagierkę. 
Christine zawsze 

była  w pobliŜu, nawet za Ŝycia Beth. To Christine pośredniczyła  w ich coraz 
bardziej 

burzliwym związku. W trakcie  jego trwania nie doszło między nimi do niczego  
niestosownego. 

Teraz równieŜ. Sprawa po prostu toczy  się własnym rytmem. W kierunku ołtarza? 
MoŜe. 

Dlaczego?  Bo to łatwiejsze. Bo Cowral tego oczekuje. RównieŜ  Christine czeka. 
– Upłynęło 

juŜ sześć lat – podjęła Rachel. – Chyba  pora się z nią oŜenić.  – Kto ci 
powiedział,Ŝe mamy 

się pobrać?  – Christine. Dzisiaj po południu, kiedy dowiedziała  się,Ŝe 
jedziemy na 

plaŜę,dała mi jasno do zrozumienia,  Ŝebym się nie wtrącała. Do tej pory nikt 
jeszcze nie  

potraktował mnie jak ladacznicę, ale dzisiaj mi się dostało.  Jego twarz 
stęŜała. Christine 

nie ma prawa! MoŜe  jednak ma? Nie wyprowadzał jej z błędu. Ostatnio 

Strona 73

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

zaczęłacałować go na 

poŜegnanie, a parę tygodni temu i on  ją pocałował. Nie jak szwagier, lecz jak 
męŜczyzna 

kobietę.  Cholera, dlaczego? Bo poczuł,Ŝe musi sobie przypomniec ´, jak trzyma 
się w 

ramionach kobietę.  Nie sprawiło mu to oczekiwanej przyjemności, więc     
odsunął się iją 

przeprosił, ale ona tylko się uśmiechnęła.  Czekała. A on nie powiedział 
,,nie’’.  Sześć lat 

to bardzo długo, a na dodatek Cowral to  maleńka mieścina, więcoŜadnych 
romansach nie ma  

mowy. A on jest taki samotny, taki spragniony...  Nie pragnę Christine, 
pomyślał, 

spoglądając na siedzącą przed nim kobietę. Pragnę Rachel. Co ona powiedziała  o 
swoim męŜu? 

Ŝ e kopał z kozła najlepiej pod  słońcem. W tym stwierdzeniu było tyle ciepła...
 – OŜenisz 

się z nią? – Bacznie mu się przyglądała,  aonzły na siebie i na nią zaczął 
energicznie 

zbierać  rzeczy.  – Trzeba zawieźć Toby’ego do domu – orzekł.  – Toby śpi. Nie 

odpowiedziałeś mi.  – Nie twoja sprawa.  – Mam wraŜenie, Ŝe juŜ uzgodniliśmy, 
Ŝebędziemy  

nietaktowni. Nie sądzisz, Ŝe moŜemy to kontynuować?  – Nie.  – Sam zacząłeś.  
Kiedy poruszył 

temat jej blizn. Lecz nie ma ochoty  tego ciągnąć. Rachel jednak nie ustępowała.
 – Toby nie 

przepada za Christine – mówiła, oglądając  swoje stopy. – Ani Myra. UwaŜasz, 
Ŝepo ślubie 

Christine  odpuści sobie te brokaty porozwieszane na cześć Beth?  – Słuchaj...  
– Nie 

chciałabym mieszkać w takich dekoracjach.  Oczywiście rozumiem, dlaczego tobie 
to odpowiada. 

 Christine jest śliczna. Czy ona jest bardzo podobna do  twojej Ŝony?  – 
Przestań. Dla 

odmiany porozmawiajmy o tobie.  – O czym?  – O tym, co jest grane między tobą i 
twoim męŜem. 

 Na wystawie darliście koty. To chyba nie jest udany  związek.  Do tej pory 
droczyła się z 

nim, ale teraz spowaŜniała.  – Nie jest – szepnęła. – Moje małŜeństwo nie naleŜy
 do 

szczęśliwych.  – Mimo to krytykujesz mnie za to, Ŝe zamierzam  oŜenić się bez 
miłości.  – 

Ej, ani jednym słowem nie wspomniałam o związku  bez miłości! Moje małŜeństwo 
nie jest 

szczęśliwe, ale  wychodziłam za mąŜ zmiłości.  – Ale chcesz się od niego 

Strona 74

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

uwolnić. W jej 

oczach błysnęło przeraŜenie. – Jestem wolna – powiedziała cicho. – Bógmi 
świadkiem,  Ŝe nie 

powinnam, ale jestem wolna.  Hugo nie pojmował, co się dzieje.  – Rachel, nie 
rób takiej 

miny – poprosił.  – Jakiej?  – Jakby ktoś wbił ci nóŜ w samo serce...  – Ja... 
nie...  

DrŜącymi dłońmi zbierała rzeczy z koca, lecz widać  było, Ŝe myślami jest gdzie 
indziej. Na 

widok jej pociemniałych  oczu Hugo bezwiednie sięgnął do jej rąk. Nie  
protestowała, ani się 

nie odsunęła.  Słońce niepostrzeŜenie zniknęło pod horyzontem,  wiatr ustał, 
zapanowała 

cisza przerywana monotonnym  pluskiem fal. Czas się zatrzymał. To miał być gest 
pocieszenia, 

 ale teraz połączyło ich coś głębszego. Oto dwoje  ludzi, którzy się spotkali. Ŝ
adne z nich 

tego nie pojmowało  ani nie chciało.  Rozmawiały tylko ich oczy. One się 
porozumiały,  

przekazując sobie bolesne pragnienie oraz wzajemne  ukojenie. Czas stanął w 
miejscu.     

Powinienem puścić jej rękę. Odsunąć się, pomyślał  Hugo. Zamiast tego 
przyciągnął ją do 

siebie i zaczął  całować.  Co ja robię?Była to jej ostatnia rozsądna myśl, potem
 jej umysł 

przestał zajmować się tym, co nie dotyczyło  Hugona. Toby spał, psy 
bezskutecznie uganiały 

się za  mewami, nie byłoŜadnych świadków tego wydarzenia.  Co tam świadkowie! 
Nikt nie ma 

prawa odmawiać jej  przyjemności. Tak powiedziała Dottie, wyganiającją  z domu 
na 

romantyczny weekend z Michaelem. Nic by  z tego nie wyszło, nawet gdyby Michael 
zachował się 

 przyzwoicie, poniewaŜ przeszkodziłyby jej wyrzuty sumienia  i bezgraniczny Ŝal 
za tym, co 

juŜ się nie stanie.  Lecz wszystkie te zastrzeŜenia straciły sens, gdy Hugo  
przykrył jej 

dłoń i gdy chwilę później ją objął. Ogarnęła  jąwtedy radość. Ten jeden 
pocałunek przesłonił 

trwające  osiem lat rozpacz i samotność.  To było coś więcej niŜ pocałunek: 
zburzenie 

barier,  krok naprzód, afirmacja Ŝycia. Nie miałasiły uwolnić się  z tego 
uścisku, mimo Ŝe 

przez tyle lat była taka silna. Bo  wtedy była sama, a teraz nareszcie znalazła 
swoje 

Strona 75

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

miejsce.  Gdy Hugo ją całował, czuła, jak wstępuje w nią nowe  Ŝycie.  Hugo. Ŝ 
ycie albo 

śmierć.  Wybieram... Ŝycie.  Przeszkodziły im psy, wpadając z rozpędem na koc  i
ochlapując 

ich słoną wodą. Łącznie z Tobym, który  zapłakał przez sen. Hugo wypuścił ją z 
ramion.  

Rzeczywistość domagała się ich uwagi. Rachel natychmiast  opadły wcześniejsze 
wątpliwości, 

obawy, samotnos ´ć oraz wizja ponurej przyszłości. Gdy podnosiła  dłoń do warg, 
by dotknąć 

palcami miejsca, które jeszcze  pulsowało pobudzone pocałunkiem, Hugo wziął ją 
za  rękę.  – 

Rachel...  – Nie – wyjąkała, odsuwając się.  Czuła na twarzy jego baczne 
spojrzenie, jakby i 

on  dokonał jakiegoś odkrycia. On wie!  – Rachel, co się stało?  – Jestem 
męŜatką.  – Ale 

powiedziałaś,Ŝe masz dosyć.  – Nie powiedziałam. – Wstała. Trzeba uciekać z tej 
plaŜy. Od 

tego męŜczyzny.  – Nie chcę... – zaczął, lecz nie dała mu dokończyć.  – Ja teŜ 
nie chcę. – 

Była bliska łez. – Robi się ciemno  – wyjąkała – a ty musisz zajrzeć do Kim. 
Jestem 

zmęczona.  Muszę się połoŜyć. Hugo, wracajmy. Jedźmy juŜ,  proszę.  Spoglądał na
nią 

wzrokiem pełnym tęsknoty, ze ściśniętym sercem.  Stan Kim zdecydowanie się 
poprawił, mimo to 

Hugo  spędził przy jej łóŜku sporo czasu. Nie bardzo wiedział  dlaczego, bo 
dziewczyna 

spała. Wystarczyło tylko rzucić  okiem na jej kartę i wydać stosowne polecenia. 
On jednak  

zdjął opatrunek, by sprawdzić, jak się goją rany. David,  rudy pielęgniarz tego 
wieczoru na 

dyŜurze, z uwagą obserwował  jego ruchy.  – Doktorze, wszystko jest w porządku. 
Dwie godziny 

 temu obejrzałem ranę. Noga jest zaróŜowiona, a Kim nie  gorączkuje. Narzeka 
tylko na ból, 

ale mam wraŜenie, Ŝe  jest coraz mniejszy. Nawet jej rodzice nieco się 
zrelaksowali  i 

pojechali do domu. Niech i pan się zrelaksuje.     – Właśnie to robię – warknął 
Hugo.  – A 

ja jestem egipskąkrólową. Jesteś spięty jak cholera.  Spodziewasz się jakiejś 
katastrofy?  

Hugo popatrzył na spokojnątwarz pacjentki. Nie, nie  przewiduje Ŝadnej 
katastrofy. Dzięki 

Rachel. Co jej się  wŜyciu przydarzyło? Dlaczego to go tak interesuje?  – Będzie
dobrze – 

Strona 76

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

powiedział na głos. David jednak  nadal nie spuszczał z niego wzroku.  – Nie 
masz ochoty iść 

do domu? – zapytał cicho.  Hugo aŜ się skrzywił. Czy ma to wypisane na twarzy?  
– Mam. 

Pielęgniarz z powątpiewaniem pokręcił głową. – Nic tu po tobie. Pół godziny temu
dzwonili z 

centrum  dowodzenia z komunikatem, Ŝe wiatr osłabł. MoŜesz  spokojnie iść do 
domu i się 

przespać.  – Mhm.  – Wyśpij się porządnie. Jutro pogoda ma być gorsza.  – Cowral
nic nie 

grozi. Rzeka...  – Tu jest bezpiecznie, ale drugi brzeg...  – Ludzie po drugiej 
stronie 

zostali juŜ ostrzeŜeni.  Przejdądo nas. Ich domy są ubezpieczone.  – Zawsze 
znajdzie się 

jakiś idiota. – David nie spuszczał  z niego wzroku. – Hugo, idź spać. Dobrze 
wiesz, Ŝe  

będziesz potrzebny – powiedział ostrym tonem.  – Poradzę sobie.  – Masz do 
pomocy doktor 

Harper – dodał David,  spoglądającmugłęboko w oczy. – Rachel – poprawił się.  
ZauwaŜył, 

lekki grymas na wargach Hugona. Ach, to o to  chodzi!  – Tak, mam Rachel. – Hugo
gwałtownym 

ruchem  wsunął ręce do kieszeni, po czym spojrzał na Davida  spode łba.    – 
Więc idź juŜ. I 

dziękuj Bogu, Ŝeją masz! Słusznie. Idź do domu i dziękuj... Do łóŜka. Spać? 
Rachel nie 

zmruŜyła oka, rozmyślając o Craigu, ale  nie zadzwoniła do domu.  ROZDZIAŁ 
SIÓDMY  
Wstała wcześniej niŜ Hugo. Gdy wchodził do kuchni  na śniadanie, wpadła z dworu 
z dwoma 

psami na dwóch  smyczach.  Speszona zatrzymała się wpół kroku, on tymczasem  
witał się z 

psami. Digger i Penelope sąkapitalne! Kundel  i rodowodowa charcica zostali 
nierozłącznymi 

kumplami.  Michael na pewno dostałby drgawek: jego arystokratka  zabawia się z 
plebejuszem!  

Michael. Znowu o nim myślę, zirytował się Hugo.  Dlaczego ten facet nie daje mi 
spokoju?!  

Miał przed sobąRachel w szortach i kusym topie. Jak  tu nie myśleć o Michaelu? 
Oprzytomnij, 

stary!  – Cześć.  – Cześć.  – Byliście na plaŜy. – Psy były mokre i oblepione  
piaskiem, a 

na głupawym pysku Penelope malował się  taki zachwyt, Ŝe Hugonowi zrobiło się 
jej Ŝal. 

Szkoda, Ŝe  musi wracać do miasta. Do Michaela.  Znowu on. Rachel teŜ musi 
wracać do 

Strona 77

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Michaela.  – ź le spałam – powiedziała.  Napięcie wzrosło. On teŜ nie mógł spać,
poniewaŜ... 

 Nie, nie, nie tędy droga. SąwaŜniejsze sprawy niŜ przyczyna  bezsenności 
Rachel. Na 

przykład poŜar buszu.  – Sytuacja się pogarsza. Wiatr zerwał się jeszcze  przed 
wschodem 

słońca. Widziałam płomienie w górach.  – To znaczy, Ŝe mamy kryzys –oświadczył. 
– Jakie 

środki zapobiegawcze sąw planie? –Odczekała,  aŜHugo odejdzie od zlewu, by 
nalaćpsom wody, 

po  czym zajęła sięgrzanką, nie zwracając na niego uwagi,  mimo Ŝebyłw samych 
spodenkach. Od 

lat jadłśniadanie  w takim stroju.  – Na plaŜy jest strefa bezpieczeństwa.  – 
Kręci się tam 

mnóstwo ludzi. Czy to znaczy, Ŝe  przenosicie tęstrefęz ratusza?  – Tak. Część 
Cowral po tej 

stronie rzeki właściwie  jest strefąbezpieczną. Ale w przypadku burzy ognia...  
– Burza 

ognia?  – Tego boimy sięnajbardziej. Jesteśmy w stanie opanowac śzybko 
rozprzestrzeniający 

sięogień, ale burza to  co innego. Ŝ ar na czole poŜaru wsysa wówczas tlen  i 
generuje 

własnąenergię. Powstaje wtedy wir, który  pochłania absolutnie wszystko. 
Przenosimy na plaŜę 

 sprzęt medyczny. Jeśli poŜar będzie sięnasilał, wszyscy  przejdąna plaŜę. 
Ewakuujemy 

szpital...  – Nie dostaniecie wsparcia z lądu? –zapytała cicho.  – Słuchałem 
komunikatów w 

radiu. ZagroŜona jest  połowa stanu, więc wszyscy straŜacy zostali postawieni  w
stan 

gotowości w swoich miejscowościach. Jesteśmy  zdani na siebie.  Ja teŜjestem 
zdany na 

siebie. Mimo Ŝe ona siedzi tak  blisko, jest całkiem daleko. Ona ma męŜa, więc 
zajmij się  

poŜarem, pacjentami, swojąprzyszłością...  Jedli w milczeniu, pogrąŜeni we 
własnych myślach. 

 ZjawiłsięToby w piŜamie z Bobem Budowniczym  i nareszcie 
zburzyłtęnieznośnąciszę.  – Cześć! 

–zawołał, sadowiąc sięRachel na kolanach.  – Muszęiść–mruknąłHugo. –Myra zaraz 
tu będzie.    

 – Gdzie mam się stawić? W szpitalu czy na plaŜy?  – Weźmiesz przychodnię? – 
spytał, a ona 

się skrzywiła.  – Ciekawe, kto się zjawi – odparła z przekąsem.  – Ktoś z nas 
musi być na 

miejscu.  Zastanawiała się, czy warto zaprotestować, lecz uznała,  Ŝe nie będzie

Strona 78

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

mu 

przeszkadzać.  – W porządku, przynajmniej wiesz, gdzie mnie szukac ´.  – Czy 
Cowral się 

spali? – zapytał Toby.  – Na pewno nie. Myślę,Ŝe dzisiaj powinieneś zostać  
wdomu z Myrąalbo 

ze mną. –Rachel mocno go przytuliła.  – Podejrzewam, Ŝe Myra wolałaby pilnować 
swojego  

domu. I chyba spakujemy walizkę z najpotrzebniejszymi  rzeczami. Hugo, przygotuj
listę. Ty, 

Toby, teŜ. Jeśli będzie  za duŜo dymu,zabierzemy jąna plaŜę i niebędziemy  
musieli się 

martwić,Ŝe wszystko przejdzie zapachem  spalenizny.  – A psy weźmiemy?  – 
Obowiązkowo! 

PrzecieŜ nie chcemy, Ŝeby śmierdziały  dymem. – Podniosła wzrok na Hugona. – 
Doktorze,  do 

roboty! Zostaw nam tę listę i idź ratować świat,  a my uratujemy psy, misia 
Toby’ego, twoje 

albumy ze  zdjęciami i wszystko, co jest warte ocalenia.  Wszystko, co jest 
warte ocalenia? 

Spisał listę, która  okazała się idiotycznie krótka, po czym ruszył do szpitala.
 Jedyne, co 

przyszło mu na myśl...  Ocal mnie.  O wpół do dziewiątej przyjechała Christine, 
by odwiez ´ć 

Toby’ego do szkoły. Była bardzo zła z powodu  zmiany planu.  – Przyjechałam po 
małego...  – 

Toby. On ma na imię Toby – oznajmił lodowatym  tonem Hugo. Ładował akurat sprzęt
do 

bagaŜnika. W sytuacji  tak wielkiego zagroŜenia musi mieć pod ręką całe  
chirurgiczne 

instrumentarium. W razie czego ustawi auto  na płyciźnie...  – Wiem – zirytowała
się. – 

Hugo, co jest grane?  – Rachel zaproponowała, Ŝe zajmie się Tobym, bo  Myra nie 
chce dzisiaj 

zostawiać domu bez opieki. Toby  jest bardzo niespokojny, więc Rachel weźmie go 
pod  swoje 

skrzydła.  – W szkole teŜ będzie bezpiecznie.  Nie przyszło jej do głowy wziąć 
Toby’ego do 

siebie,  pomyślał. Prawdę mówiąc, słuchał jej jednym uchem,  zajęty sprawdzaniem
zawartości 

podręcznej lodówki.  – Więc dlaczego nie moŜeiść do szkoły? – zniecierpliwiła  
się 

Christine.  – Nauczyciele wolą,Ŝeby dzieci zostały z rodzicami.  – Rachel to nie
rodzice. 

Hugo wyprostował się i spojrzał na szwagierkę. – No nie. – Patrzył jej prosto w 
oczy.  – 

Strona 79

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Między wam coś jest – stwierdziła, nie kryjąc  złości.  – Nie.  – Ale 
chciałbyś,Ŝeby było.  

– Ona ma męŜa.  – Mimo to chciałbyś.  – Tak. – Zawahał się, lecz po chwili 
doszedł do 

wniosku,  Ŝe powinien jak najszybciej tę sprawę wyjaśnić.  – Christine, to, co 
było między 

nami, działo się bardzo  powoli... i nagle okazuje się,Ŝe wszyscy oczekują,Ŝe  
będziemy 

razem.     – Jesteśmy razem.  – Nie. – Potrząsnął głową. – To, co jest między 
nami,  to za 

mało, Ŝeby nas połączyć. Tak samo było z Beth.  Pomyliłem się. Rachel... ma 
męŜa, ale dzięki 

niej pojąłem,  Ŝe ty i ja nigdy się nie zrozumiemy.  – Znajdziesz sobie kogoś 
podobnego do 

niej.  – Nie. – Przymknął powieki. – Drugiej takiej nie  znajdę. Lecz sama 
świadomość,Ŝe 

jest na świecie taki  ktoś...  – To znaczy, Ŝe niepotrzebnie siedzę w tej 
dziurze.  – 

Wydawało mi się,Ŝe jesteś tu z miłości do sztuki.  Christine w zadumie 
kiwałagłową.  – Taak, 

poŜar to piękne widowisko. MoŜna je namalowac ´... To niezła reklama, a za nią 
klienci.  – 

Christine, przyznaj, Ŝe tylko to było dla was waŜne.  Dla ciebie i Beth. Sztuka.
Przedmioty, 

a nie ludzie.  ObraŜona zamierzała odejść, lecz Hugo przytrzymał  ją wzrokiem 
tak długo, aŜ 

ochłonęła.  – Jak ty nas znasz! – prychnęła.  – Kochasz sztukę, a ludzie są dla 
ciebie 

dopiero na  drugim miejscu.  – Bylibyśmy dobraną parą.  – Owszem – mruknął z 
przekąsem. – 

Leczyłbym ludzi,  Ŝeby płacić za twoje farby.  – Warto byłoby spróbować.  – Nie,
Christine. 

Pora, Ŝebym zaczął Ŝyć po swojemu.  Oraz rozstał się z brokatem. Na razie jednak
muszę zająć 

 się mieszkańcami Cowral.  – A ja malowaniem. Zdajesz sobie chyba sprawę,Ŝe  ona
nigdy nie 

będzie twoja? Jej mąŜ jest obrzydliwie  bogatym specjalistą w Sydney. Dlaczego 
miałaby się  

tobą interesować?  Faktycznie, dlaczego? Patrząc za szwagierką, pomyślał, 
Ŝewłaśnie połoŜył 

na szalę swojąprzyszłość z powodu  kobiety, z którą nic go nie połączy. Nic. I 
wszystko.  

Rachel miała w przychodni pełne ręce roboty. Najczęściej przychodziły osoby 
starsze z 

objawami astmy.  Nawet ci, u których wcześniej jej nie stwierdzono, teraz  mieli
problemy z 

Strona 80

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

oddychaniem. Dwóch staruszków przyjęła do szpitala, a chwilę później zadzwonił 
Don z domu  

starców, domagając się instrukcji, jak pomóc jednemu  z jego podopiecznych, 
który dostał 

ataku duszności.  – Popiół w powietrzu psuje nam klimatyzację – mówił.  – A 
musimy 

przygotować ich do ewakuacji.  – Macie w planie ewakuację?  – Na plaŜy Hugo juŜ 
ustawia 

punkt medyczny. Gorzej  będzie, jeśli wiatr zmieni kierunek. Przed taką zmianą  
poŜar się 

nasila, i tego najbardziej się obawiamy.  Rachel udzieliła mu niezbędnych porad,

odłoŜyłasłuchawkę i wyjrzała przez okno. Dym zgęstniał do tego  stopnia, Ŝe 
widoczność 

wynosiła teraz mniej niŜ dziesięć  metrów.  W poczekalni Toby bawił się kolejką.
Gdy Rachel 

nie  badała pacjenta, zostawiała szeroko otwarte drzwi, by go  widzieć, poniewaŜ

zorientowała się,Ŝe od czasu do czasu  chłopiec podnosi wzrok znad zabawki, 
patrzy na nią,  

a potem na ogromną walizę pod ścianą.  Ma Rachel oraz swoje największe skarby. 
Psy leŜąna  

werandzie. Hugo wprawdzie jest gdzie indziej, ale ta  więź powinna mu 
wystarczyć.  – Rachel! 

– W domofonie rozległ się zaniepokojony  głosElly, pielęgniarkiwszpitalu. 
–MoŜesz 

przyjść?Zaraz  będzie tu Katy Brady z niemowlęciem. Mały ma drgawki.     Rachel 
poleciła 

Toby’ego opiece rejestratorki i wybiegła  z przychodni w chwili, gdy na 
podjeździe do 

szpitala  zatrzymał się rozklekotany ford. Za kierownicą młoda  dziewczyna w 
wystrzępionych 

dŜinsach, z tatuaŜami na  ramionach i dredami do pasa, trzymała na kolanach 
bezwładne  

niemowlę. Rachel przyłoŜyłamudłoń do czoła.  Temperatura! Ponad czterdzieści 
stopni. Mimo to 

malec  był ciasno owinięty kocykami.  – Mój synek... – szlochała Katy, gdy 
Rachel brała  

zawiniątko z jej kolan, drugą ręką ściągając pierwszy  kocyk. – Doktor 
McInnes...  Rachel 

juŜ badała dziecko, szukając wysypki charakterystycznej  dla zapalenia opon 
mózgowych, 

sprawdzając sztywność karku. Dzięki Bogu, nie ma.  – NoŜyczki! – mruknęła do 
Elly. Trzeba 

pozbyć się  tych cholernych guziczków i tasiemek, by dokładniej go  zbadać! 

Strona 81

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Wygląda na 

połączenie gorączki i upału. – Elly,  umywalka pełna zimnej wody.  Dziewczyna 
wysiadła z 

samochodu i juŜ wyciągała  ramiona po swoje dziecko.  – Jestem lekarzem – 
uprzedziłają 

Rachel. – To są  drgawki wywołane przegrzaniem. Trzeba go ochłodzić.  – Niech mi
pani go 

odda! – zawołała matka.  – Kate, chodź ze mną. Powiedz, kiedy to się zaczęło.  
Jej rzeczowy 

ton nieco otrzeźwił dziewczynę.  – On jest przeziębiony. Prosiłam doktora 
McInnesa  o 

antybiotyk, ale odmówił. Rano mały miał strasznie  zatkany nosek, a w radiu 
ostrzegali, Ŝe 

moŜemy być  ewakuowani, więc go dobrze opatuliłam i poszłam się  spakować. Kiedy
do niego 

znowu zajrzałam – chlipnęła  – był cały sztywny, a jak wzięłam go na ręce, to 
był  zupełnie 

bezwładny.    Rachel połoŜyłachłopczyka na stole i zaczęła go rozbierac ´: becik

falbankami, włóczkowe buciki, ciepły  kaftanik, koszulka. Biedne dziecko...  – 
Czy od razu 

zabrałaś go do samochodu?  – Słucham? – Dziewczyna nadal była rozkojarzona.  – 
Jak długo ma 

te drgawki? Kiedy zadzwoniłaś do nas?  – Jak tylko go zobaczyłam. Tak się 
przestraszyłam,  

Ŝe od razu pobiegłam do telefonu.  – To było osiem minut temu – odezwała się 
pielęgniarka.  

– A ja natychmiast cię wezwałam.  – Jak długo był sam? Czy myślisz, Ŝe miał 
konwulsje,  jak 

się pakowałaś?  – Nie miał. Na pewno nie. – Katy skupiła się, poniewaz ˙ dotarło
do niej, Ŝe 

jej odpowiedzi są bardzo waŜne.  – NajwyŜej dwie minuty, bo najpierw go 
zawinęłam i połoz 

˙yłam do łóŜeczka, potem wyszłam po fotelik.  To znaczy, Ŝe drgawki trwały nie 
dłuŜej niŜ 

dziesięć  minut, ale to nie eliminuje ryzyka uszkodzenia mózgu.  – Co się stało?
W drzwiach 

stał Hugo. – Konwulsje – odrzekła Rachel, nie odwracając się  znad umywalki. – 
Elly, obmywaj 

mu czoło. Hugo, diazepam.  – JuŜ podaję. – Nie kwestionując jej decyzji, zniknął
 wsąsiednim 

pokoju.  – No, obudź się – przemawiała do bezwładnego ciałka.  Kolejny raz 
wróciła do niej 

modlitwa, która czasami  przynosiła oczekiwany efekt. Oby teraz teŜ 
poskutkowała.  – Connor, 

Strona 82

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

obudź się. Diazepam przygotowany?  – Tak jest. – Rachel uniosła niemowlę, a Hugo
podał  mu 

lek. Potem stali pochyleni nad dzieckiem, razem  modląc się w duchu, by 
odzyskało 

przytomność.     Bezwładne ciałko drgnęło, po czym Connor otworzył  oczy, 
wykrzywił buzię i 

cichutko zakwilił. Rachel odetchnęła. Jak długo wstrzymywała oddech? Chyba od  
chwili, gdy 

go ujrzała. Podniosła wzrok na Hugona. On  takŜe nie ukrywał radości.  – Sukces 
– rzekł 

półgłosem. – Dzięki tobie.  – Miałam szczęście – szepnęła Rachel. Hugo dalej  
polewał 

chłodną wodą główkę dziecka, które płakało  coraz głośniej. Ten efekt był dla 
obojga 

błogosławieństwem.  Rachel obejrzała się. Katy płakała cichutko. –Katy,  
potrzymaj go. Mam 

wraŜenie, Ŝe on domaga się mamy.  – Nie mogę – zaszlochała. – Prosiłam doktora, 
Ŝeby  dał mu 

antybiotyk, a on mu nie dał... – Ukryła twarz  wdłoniach. W tej sytuacji Rachel 
gestem 

poprosiła pielęgniarkę,by ją zastąpiła, a sama usiadła przed zapłakaną  
dziewczynąi oderwała 

jej ręce od twarzy tak, by patrzeć  jej w oczy.  – Katy, antybiotyk by nie 
pomógł. 

Przeziębienie samo  przejdzie. Przyczyną konwulsji byłopołączenie wysokiej  
temperatury 

ciała oraz otoczenia.  – W ksiąŜce jest napisane, Ŝe dziecko z przeziębieniem  
musi mieć 

ciepło. Sama czytałam...  – Nie ma tu poradni dla młodych matek?  – Nie.  – Nie 
mam tyle 

personelu – powiedział ponuro Hugo.  – Dwoję się i troję, ale tu jest potrzebny 
drugi 

lekarz.  –Zawahałsię. I zaryzykował. –A ty? MoŜe byś tu została  i zorganizowała
taką 

poradnię? Oprócz innych zajęć.  – Nie miałabym nic przeciwko temu – wyrwało się 
jej.  Hugo 

spojrzał na nią przenikliwie. Ukryte myśli...  Nie, to nie jest pora ani miejsce
na takie 

rozwaŜania.  –Musimy ruszać–oznajmił–i to szybko. Ogień  przeskoczyłprzez dukt. 
–Co to 

znaczy?  –Ŝ e sięewakuujemy. Teraz.  –Mój synek... –załkała Katy, a Hugo 
zerknąłna 

wrzeszczące i wierzgające niemowlę.  –Katy, odnoszęwraŜenie, Ŝe to jest twój 
najmniejszy  

problem. Ubierzemy go tylko w pieluchę. Na plaŜy jest  duŜo cienia, a jeśli 
podskoczy mu 

Strona 83

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

gorączka, zanurzysz go  wpłytkiej wodzie. KaŜdemu to zalecam. Katy, teraz sama  
musisz 

zadbać,Ŝeby znowu sięnie przegrzał.  Kilka następnych godzin wracało we 
wspomnieniach  

Rachel jako czas chaosu. Walka z ogniem zeszła na drugi  plan. StraŜacy i 
ochotnicy wrócili 

z gór, bo stało sięto  zbyt ryzykowne. KaŜdemu zdrowemu na ciele i umyśle  
przydzielono 

zadanie. Grupy ochotników chodziłyod  domu do domu, by sprawdzić, czy nikt nie 
zostałoraz 

czy  zrobiono wszystko, co naleŜało. Potem Cowral sięwyludniło.  Sam Nieve byłw 
swoim 

Ŝywiole. Ten starszy pan,  chory na serce, został, jak sam to nazwał, szefem 
straŜy  

domowej. Zawczasu przygotowałlistęmieszkańców i teraz,  kiedy na plaŜy zjawili 
sięRachel i 

Hugo z Kim oraz  dwoma pacjentami na noszach, siedziałprzy prowizorycznym  
biurku i 

skreślałz listy kolejnych przybyszów.  Obok biurka ustawiłnawet barierkę, przez 
którąkaŜdy  

musiałprzejść.  –Dzięki temu wiem, kto jeszcze nie opuściłdomu  –oznajmiłz dumą.
–Ale nadal 

niepokojąmnie trzy  osoby. Panna Baxter, ta chora na nogę, powiedziała, Ŝe  nie 
opuści 

swojego ogrodu, Les Harding nie moŜe zo    stawić na pastwę losu bezdomnych 
kotów, oraz 

Sue-Ellen  Lesley. Wysłałem dwie ekipy po pannę Baxter, Lesa  oraz tyle kotów, 
ile uda im 

się złapać. Największy problem  mam z Sue-Ellen.  – Nikogo do niej nie 
skierowałeś? – 

zapytał Hugo.  – Sue-Ellen się nie ruszy, nawet jakby przyszło po nią  sto ekip.
Sam 

usiłowałem ją przekonać o zagroŜeniu, ale  zatrzasnęła mi drzwi przed nosem – 
tłumaczył się 

Sam.  – Dzisiaj ją widziałeś?  – Nie, wczoraj. Wieczorem poszedł do niej Gary 
Lewis,  ale z 

nim teŜ nie chciała rozmawiać.  – W jakim była stanie? – dopytywał się Hugo.  – 

Rozkojarzona, nerwowa i zła. – W spojrzeniach obu  męŜczyzn malował się 
niepokój.  – Macie 

jakiś problem? – zapytała Rachel.  – Sue-Ellen cierpi na schizofrenię – odparł 
Hugo. – 

Zazwyczaj  jest spokojna, ale taka sytuacja jak ta moŜeją  wytrącić zrównowagi. 
Tydzień temu 

wszystko było w porządku, ale...  – Kiedy ją zapytałem, czy bierze proszki – 
wtrącił się  

Strona 84

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Sam – odesłała mnie do diabła.  – Ona tak mówi nawet wtedy, kiedy grzecznie je  
bierze – 

zauwaŜył Hugo, popatrując na wzgórza, jakby  cokolwiek było tam widać. Tutaj 
jest 

bezpiecznie, ale nie  dla Sue-Ellen. – Ona bardzo nie lubi, jak ktoś wtrąca się 
w jej 

Ŝycie.  – Przyjaźniłem się z jej ojcem i wiem, Ŝe Sue czasami  nie bierze leków.
Pamiętam, 

jak on się wtedy bał.  – Gdzie ona mieszka? – zainteresowała się Rachel.  – Za 
Cowral. Ma 

niewielki kawałek ziemi.  – Same zarośla – sprecyzował Sam. – Nikogo tam nie  
wyślę. Nie 

teraz. Jak się nie zjawi, to jej sprawa.  – MoŜe mnie by posłuchała? – zamyślił 
się Hugo.  – 

Na pewno – mruknął Sam. – Będziesz się naraŜał  dla takiego czuba?  Hugo 
spojrzał na niego 

ze złością.  – Sue-Ellen jest wspaniała – oznajmił. – Kiedyś, zanim  
zachorowała, grała w 

filharmonii narodowej.  – A teraz siedzi tam razem z kozami i świruje.  – Ma 
hodowlę kóz 

angorskich. Przędzie, tka i gra...  – I gada do siebie.  – Marnuję czas. – Hugo 
się zawahał. 

– Jestem jedyną  osobą, którą Sue-Ellen darzy zaufaniem.  – Ona nie ma rodziny? 
– Rachel 

była wyraźnie speszona.  – Jej ojciec zmarł pięć lat temu. Przez jakiś czas była
 z Garym 

Lewisem, jednym z naszych straŜaków, ale  ubzdurała sobie, Ŝe leki ją ogłupiają.
Kazała 

Gary’emu  odejść i od tej pory Ŝyje sama jak palec.  – Nie moŜesz tam jechać.  –
Jeszcze 

zdąŜę. – Odwrócił się, by popatrzeć na  północ, ale ujrzał jedynie grubązasłonę 
dymu. Czuło 

się  jego smak w ustach. Rachel chciała coś powiedzieć, ale  płatek popiołu 
osiadł jej na 

języku, więc zaniosła się  kaszlem. – ZałóŜ maseczkę chirurgiczną – polecił jej 
Hugo. – 

Musisz być sprawna. Rozdaj je wszystkim. Czy  moŜesz...? – Domyślała się, o co 
ją poprosi. – 

Przejąć  moje obowiązki?  – Pomyślałeś o Tobym? – spytała zrozpaczona.  Chłopiec
tymczasem 

bawił się w morzu pod czujnym  okiem Myry. – Hugo, pozwól mi pojechać. Ja nikogo
 nie mam.  

– Masz męŜa.  – Który mnie nie potrzebuje. – Powiedziała to! W tej     samej 
chwil pojęła, 

Ŝemówi najświętszą prawdę. Dottie  ma rację. – Za to ty jesteś potrzebny 

Strona 85

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Toby’emu.  – Nie 

trafisz tam. Poza tym Sue-Ellen nie ma do  ciebie zaufania. Nic mi się nie 
stanie. Na jej 

pastwiskach  są kanały. ZdąŜymy do was wrócić.  – Ryzykować Ŝycie dla świrusa...
– Sam nie 

krył  oburzenia.  – Ona nie jest świrusem – powtórzył Hugo znuŜonym  głosem. – 
Jest wielką 

artystką, cudownym człowiekiem  oraz moją pacjentką. Powinienem był odwiedzić ją
juŜ  

wczoraj. – Popatrzył na Rachel. – Muszę jechać. Zastąpisz mnie?  On doskonale 
wie, o co mnie 

prosi, pomyślała. Musi  jechać, to oczywiste. Toby ma ciotkę icałe miasteczko  
troskliwych 

ludzi, a ta Sue-Ellen nie ma nikogo oprócz  Hugona.  – Rozumiem – szepnęła. – 
Jedź. Pod 

warunkiem Ŝe  przysięgniesz, Ŝe wrócicie cali i zdrowi.  – Ja nie...  – 
Przysięgasz? – 

Chwyciłagozaręce, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. – Musisz.  – Przysięgam.
– Pociągnął 

ją ku sobie i pocałował.Za  tym szorstkim pocałunkiem krył się strach, poŜądanie
 i 

adrenalina. – Opiekuj się Tobym i pilnuj mojego Cowral,  dopóki nie wrócę! – 
zawołał, 

znikającw kłębach  dymu.  
ROZDZIAŁ ÓSMY  
– ZdąŜy – pocieszał ją Sam. – Ogień rozprzestrzenia  się szybko, ale na razie 
nie zanosi się 

na burzę. Jeśli Hugo  będzie ostroŜny i jeśli wiatr się nie nasili...  Niestety,
dziesięć 

minut później huraganowy wiatr  przetoczył się przez plaŜę. Uderzenie gorącego 
powietrza  

poprzedzającego ogień wszystkim zaparło dech. Rachel  akurat ustawiała stojak z 

kroplówkąprzy noszach stuletniej  pani McLeod, cierpiącej z powodu objawów 
odwodnienia.  – 

Dziecko, nie trzeba. Idź do innych – mówiła staruszka.  – Mną nie zaprzątaj 
sobie głowy.  – 

Jesteśmy dobrze przygotowani – odrzekła Rachel.  Dokończyła wszystkie konieczne 
czynności, 

po czym  wstała, by się rozejrzeć. Mieszkańcy miasteczka zachowali  spokój. 
Wiedzieli, Ŝe 

takie gorąco nie moŜe trwać  długo oraz Ŝe pod bokiem mają morze. Teraz wszyscy 
nakrywali 

głowy kocami zgodnie z poleceniem, które  wpajano im od dzieciństwa.  Tych, 
którzy nie mogli 

chodzić, przenoszono na sam  brzeg i ustawiano tak, by fale obmywały im stopy. 
KaŜdy  z nich 

Strona 86

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

miał przydzielonego opiekuna wyposaŜonego  w mokre koce.  Toby popłakiwał 
przeraŜony 

ogłuszającym hukiem  ognia.  Opiekuj się Tobym, przykazał jej Hugo. O BoŜe, 
Hugo.  Nie wolno 

jej teraz o nim myśleć.     Na płyciźnie mieszkańcy Cowral zbili sięw ciasną  
gromadę. Nie 

było czym oddychać. Pozostawało jedynie  przetrwać. Gdzieśtam jest Hugo.  –Jeśli
ja 

przeŜyję, to ty teŜmusisz –szepnęła, klękającw płytkiej wodzie. Toby 
oswobodziłsięz 

objęćMyry  i przylgnąłdo niej. Tkwili w wodzie przykryci mokrymi  kocami, a 
dookoła nich 

szalało piekło.  –Ja chcędo taty –zapłakałToby.  –Ja teŜ–szepnęła w jego włosy. 
–Ja teŜ. Ale 

tata  pojechałdo pacjentki. Niedługo wróci.  –Sue-Ellen! –Zasłaniając usta 
jakąśszmatą, 

wyskoczyłz  samochodu i ruszyłw stronępłonącego domu.  W koronach drzew nad jego

głowąhuczałypłomienie.  –Sue-Ellen!  Niespodziewanie o cośsiępotknął. 
Spojrzałpod nogi  i 

ujrzałszczeniaka owczarka collie. PrzeraŜony pies zaskowyczał.  O BoŜe!  Język 
ciała 

zwierzęcia byłnieomylnąwskazówką,Ŝe  jego pani została w domu.  Fala gorącego 
powietrza 

przeszłabłyskawicznie. Teraz  wszyscy mieszkańcy Cowral ostroŜnie wyglądali  
spod mokrych 

koców. Rachel zauwaŜyła, jak nieopodal  spod czegoś, co przypominało 
ogromnąmokrąpierzynę,  

wychyla siękobieca głowa w lokówkach. Byłato Ŝona  Sama, szefa straŜy domowej. 
Po chwili 

dłońpani Nieve  powędrowała do lokówek, by sprawdzić, czy nic sięnie  popsuło.  
–Czy wszyscy 

dotarli na plaŜę? –zapytała Rachel.  –PannęBaxter i Lesa chłopcy doprowadzili w 
ostatniej  

chwili –zameldowałSam. –Mamy jednego pogryzionego  przez kota Lesa. Klatka z 
kotami teŜ tu 

jest, chyba Ŝe ktoś  ją wstawił do wody i się potopiły.  – A Hugo?  – Jeszcze 
nie wrócił. 

Kiedy front przechodził nad nami,  Hugo powinien być juŜ całkiem wysoko.  – Na 
pewno juŜ 

badał pacjentkę – szybko dodała  Rachel, widząc strach w oczach Toby’ego. – 
Jedna pani  

wgórachzachorowała, więcmusiał niąsię zaopiekować.  Ja teŜ muszę do niej jechać.
Toby, 

zostaniesz z Myrą?  Sam, kiedy będzie moŜna pojechać do Sue-Ellen?  – Zapytam 

Strona 87

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

szefa straŜy.  

– Trzeba tam ruszać jak najprędzej.  – Szef wysyła tam samochód cysternę – 
oznajmił  Sam po 

chwili.  – Jadę z nimi.  Zanim cysterna mogła wyjechać wgóry, Rachel pomagała  
cierpiącym na 

trudności z oddychaniem i opatrzyła  mnóstwo niegroźnych skaleczeń.  – AŜ trudno
uwierzyć, 

ile mieliśmy szczęścia – rzekł  komendant, zsuwając z czoła kask i ocierając 
czoło. Burza  

zmiotła wszystko, ale tak porządnie wysprzątaliśmy  teren, Ŝe straciliśmy tylko 
cztery domy 

letniskowe.  Gdy burza ucichła, strumień mieszkańców popłynął  do miasteczka. 
Ludzie 

spieszyli się do domów, by ugasić  miejscowe poŜary i ogniska. Mimo Ŝe Cowral 
nadal 

znajdowało  się w pierścieniu płomieni, zaczynało sprawiać  wraŜenie 
bezpiecznego miejsca. 

Lecz Hugo...  – MoŜemy juŜ jechać? – zapytała, opatrzywszy dziecko  poparzone 
przez płonącą 

gałąź unoszoną wiatrem.  – Lepiej Ŝeby pani z nami nie jechała. – Komendant  się
zasępił. – 

Wziąłem juŜ Gary’ego. Był na froncie walki     z ogniem i kiedy dowiedział 
się,Ŝe Sue-Ellen 

nie zeszła  na plaŜę, omal nie oszalał. Jedno z was jest mocno zaangaz ˙owane.  
– A pan nie 

jest? Komendant spojrzał jej w oczy i westchnął. – Jestem – przyznał.  – To o co
się 

sprzeczamy? – Rachel była juŜ ubrana  w straŜacki kombinezon.  – Pani doktor... 
– dodał 

komendant – jeszcze pani nie  widziała najgorszego. Fala wyhamowała na rzece. 
Gdybys ´my 

byli przed frontem...  – Chce mi pan powiedzieć,Ŝe jest niewielka szansa,  Ŝe 
Hugo przeŜył? 

– zapytała odwaŜnie.  – Chłopcy oczyszczają drogę. Zawiadomimy panią.  – Nie. 
Jestem 

lekarzem. Mam tu wszystko, co moŜe  być potrzebne w takich sytuacjach. Jadę z 
wami.  Farma 

Sue-Ellen była dwie minuty drogi za miastem,  lecz im zajęłoto pół godziny, 
poniewaŜ szosa 

była zablokowana  dymiącym popiołem, gałęziami i powalonymi  eukaliptusami. W 
powietrzu 

unosił się zapach spalonego  olejku.  Gdy dotarli na miejsce, ujrzeli tylko 
Ŝarzącąsię belkę 

 w miejscu, gdzie była skromna chatka Sue-Ellen. TuŜ  obok stał samochód, a 
właściwie jego 

Strona 88

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

spalony wrak.  To auto Hugona.  Nic nie ostało się tej poŜodze. Rachel 
rozglądała się,  nie 

kryjąc łez, które spływały jej po twarzy.  Zosłupienia wyrwał ją krzyk Gary’ego,
atletycznie 

 zbudowanego straŜaka, który tak bardzo przejął się losem  Sue-Ellen.  – Tutaj! 
W kanale! – 

Gary, który znał ukształtowanie  tego terenu, nawet nie spojrzał na zgliszcza, 
lecz od razu  

pognał w stronę pagórka. – Doktor jest w kanale! Z kozami,  psem i Sue-Ellen. Ŝ 
yją!  Hugo 

rzeczywiście był Ŝywy, lecz stan Sue-Ellen pozostawiał  wiele do Ŝyczenia. 
Słyszał, jak 

przyjechali, ale  nic nie mógł zrobić, poniewaŜ całą uwagę skupiał na  kobiecie,
którą 

trzymał w ramionach. Co chwila traciła  przytomność, ciśnienie miała bardzo 
niskie, a puls 

nitkowaty.  Potrzebował sprzętu oraz czyjejś pomocy.  Nie mógł wyjść z kanału, 
poniewaŜ 

trawa na brzegu  nadal się tliła. WięcpółleŜał w wodzie, podtrzymując  
Sue-Ellen, w asyście 

wyjącego szczeniaka i stada strzygących uszami kóz. Kobieta poruszyła się i 
spojrzała  

przytomnie.  – Nie mogę...  – Nic nie musisz robić– zapewniał ją. – Zrobiłaś  
wszystko, co 

naleŜy. Kozy sąbezpieczne. Szczeniak teŜ.  Jesteś poparzona, ale niegroźnie. JuŜ
nadchodzi 

pomoc.  Lecz Sue-Ellen znowu straciła przytomność. Zamknął  oczy, a gdy je 
otworzył, ujrzał 

nad sobąRachel...  Gdy straŜacy rozłoŜyli na błotnistym brzegu płachtę  
termiczną, Gary 

przejął od Hugona bezwładne ciało  i ostroŜnie je na niej ułoŜył, a jednocześnie
ktoś inny  

pobiegł po torbę lekarską Rachel.  Oparzenia, wstrząs, podraŜnienie dróg 
oddechowych  dymem. 

Dlaczego nie przyjechaliśmy wcześniej? – zastanawiała  się Rachel, mierząc 
ciśnienie krwi 

nieprzytomnej.  Osiemdziesiąt na pięćdziesiąt. Cholera!  – Gary, obejrzyj Hugona
– poleciła, 

wiedząc, Ŝe  wszyscy straŜacy mają za sobą kurs pierwszej pomocy.  – Nic mi się 
nie stało – 

mruknął Hugo. – Nie mogłem  jej pomóc, ale teraz juŜ mogę.     – Masz poparzone 
ręce?  – 

Nie.  – Chrypisz.  – Bo mam gardło podraŜnione dymem.  – Więc...  – Daj mi 
spokój. – Hugo z 

pomocą Gary’ego podłączał kroplówkę.  – BoŜe, ona umiera – szepnął Gary.  – 
Odnoszę 

Strona 89

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

wraŜenie, Ŝe bardzo ją kochasz – powiedziałapo ´łgłosem Rachel.  – Kiedyś 
byliśmy razem, ale 

jak się dowiedziała, Ŝe  ma schizofrenię, zerwała ze mną, twierdząc, Ŝe nie ma  
prawa być 

dla mnie cięŜarem. Byłem u niej wczoraj, Ŝeby  dowiedzieć się, czy nie trzeba 
jej pomóc, ale 

mnie przegoniła.  Dzisiaj wysłano mnie w przeciwnym kierunku.  Nie wiedziałem...
 Nie 

wiedział, jak bardzo jąkocha, pomyślała Rachel.  – Wyzdrowieje – 
powiedziałanagłos. – 

Przynieś  z wozu parę koców. Znajdziesz teŜ moje płachty, które  wyglądająjak 
skrzyŜowanie 

plastiku i folii aluminiowej,  oraz folię samoprzylepną.  Gary pobiegł co sił w 
nogach.  – 

Trzeba wezwać karetkę powietrzną– oznajmił Hugo  chrapliwym głosem.  – JuŜ to 
zrobiłem – 

poinformował go szef straŜaków.  – Z powodu burzy Cowral stało się priorytetem, 
więc  

śmigłowiec będzie tu za dwadzieścia minut.  – Jeśli zdołamy utrzymać ją przy 
Ŝyciu – mruknął 

 Hugo.  – Nie mam co do tego wątpliwości – rzekła Rachel,  patrząc, jak po 
nałoŜeniu maski 

tlenowej twarz dziewczyny  zaczynała nabierać Ŝywszej barwy pod warstwą  błota. 
Sue-Ellen 

jęknęła. – Morfina. – Nim Rachel sięgnęła do torby, Hugo juŜ robił zastrzyk. 
Widać było, Ŝe  

jest skrajnie wyczerpany i działa automatycznie.  – Puść mnie, puść... – 
protestowała 

Sue-Ellen.  – Haloperidol? – Rachel wolała się upewnić, lecz  Hugo przytaknął, 
po czym raz 

jeszcze zmierzyła ciśnienie.  – Sto dziesięć na siedemdziesiąt. Widzisz? Uda  
się.  – Dzięki 

tobie. Bez ciebie nic by z tego nie było.  Rachel, ja nic nie miałem!  – Bo 
twoje auto 

spłonęło. Wrócił Gary z naręczem koców. – Teraz moŜemy oszacować, jak rozległesą
oparzenia.  

– Hugo skrzywił się, obejrzawszy dłonie i nogi  Sue-Ellen. Trzydzieści procent! 
– Trzeba ją 

opatrzyć.  – Wszystko mam przy sobie. Ŝ el, gazę i folię.  Pracowali w 
milczeniu, na koniec 

owijając opatrunki  cienką folią, aby poparzone miejsca były sterylne i bez  
dopływu 

powietrza. W trakcie tego zabiegu Sue-Ellen  otworzyłaoczy,byujrzeć 

nadsobątwarzGary’ego,który  bez słowa przyłoŜył dłoń do jej policzka. Ma teraz 
wszystko,  

Strona 90

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

czego jej trzeba, pomyślała Rachel. W tej chwili. Bo  jej Ŝycie nadal wisi na 
włosku.  Jedno 

spojrzenie na Gary’ego wystarczyło, by nabrać  pewności, Ŝe tym razem nie 
rozdzieli tych 

dwojga ani  choroba psychiczna, ani poŜar buszu.  – Była w domu. – Hugo siedział
na 

błotnistej skarpie,  a za jego plecami helikopter unosił właśnie w powietrze  
Sue-Ellen. 

Poleciał z nią Gary. Ta kwestia nie podlegała  dyskusji.  Kozy juŜ zdąŜyły 
wydostać się z 

rowu i pasły się     tak spokojnie, jakby w wypalonej trawie było mnóstwo  
jedzenia i jakby 

nic strasznego się tego dnia nie wydarzyło.  Za to Hugo wyglądał okropnie. 
Rachel przysiadła 

 obok niego i wzięła na kolana roztrzęsionego Pudge’a,  szczeniaka Sue-Ellen. 
Wolną ręką 

mocno ścisnęładłoń  Hugona.  – Hugo...  – Dom się zajął, zanim dojechałem – 
mówił jakby do  

siebie. – Słyszałem, Ŝe jest w środku i woła psa, ale Pudge  był na dworze. 
Przybiegł ze 

mnąsię przywitać, ale strasznie  piszczał. Jakby wiedział,Ŝe pani coś się stało.
 – Wszedłeś 

do środka.  – Oczywiście. – Gdy się skrzywił, Rachel spojrzała  na jego dłonie. 
Byłycałew 

pęcherzach. Miał na sobie  ubranie ochronne, które go uratowało, lecz ręce oraz 
twarz miał 

poparzone. Był w piekle.  – Znalazłem ją w pokoju, w którym płonęły firanki.  
Szyba w oknie 

wybuchła. Do wewnątrz. A ona była boso.  – Hugo...  – Powinienem był wczoraj tu 
przyjechać. 

Nie pomyślałem  o niej – jęknął. – Pojechałem na plaŜę.  – Bo wczoraj nie było 
zagroŜenia.  

– Ale dzisiaj...  – Dzisiaj przyjechałeś. Ludzie na plaŜy twierdzą,Ŝe  Sue-Ellen
nie chciała 

się ewakuować. UwaŜasz, Ŝe pod  twoim wpływem zmieniłaby zdanie? Hugo, nie 
jesteś  

wszechwładny. Jesteś tylko człowiekiem. – Oglądała jego  dłonie. Poparzone, ale 
niegroźnie. 

– Hugo, jesteś wspaniałym  człowiekiem – szepnęła. – Gdybym cię straciła...  Nie
słyszał 

tych słów, pogrąŜony w myślach o Sue- Ellen.  – Wydawało mi się,Ŝe jest w dobrym
stanie. 

Byłem  tu trzy dni temu. Dlaczego nie sprawdziłem, czy się  przygotowuje?  – Bo 
nie moŜesz 

myśleć za kaŜdego mieszkańca Cowral.  – Nie mogła spokojnie patrzeć na jego 

Strona 91

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

rozpacz.  Ujęła 

jego twarz i delikatnie pocałowała go w obie powieki.  – Sue-Ellen postanowiła 
nie opuszczać 

swoich  zwierzaków – tłumaczyłamu – bo czuje się za nie odpowiedzialna.  Sam 
nazwał ją 

czubem. Jeśli i ty masz  jąza wariatkę, to owszem, odpowiadasz za nią, poniewaŜ 
ona jest 

nieodpowiedzialna. Powinieneś był zamknąć  jąw szpitalu psychiatrycznym. Ale sam
mi 

powiedziałeś,  Ŝe ona jest zdolna do podejmowania decyzji.  – Tak, ale...  – Nie
ma Ŝadnego 

,,ale’’. Znała ryzyko. Ostrzegali ją  Sam oraz Gary, ale ona postanowiła stąd 
się nie 

ruszać.  – Bo była chora.  – Kwalifikowała się do zamknięcia w zakładzie?  – 
Nie, ale...  – 

Hugo, Sue-Ellen prowadziła niezaleŜne Ŝycie  i przez to jest ranna. To nie jest 
twoja wina.  

Uśmiechnął się blado.  – Znowu jesteś apodyktyczna?  – To moja specjalność. 
Poparzonymi 

palcami dotknął jej policzka. – Jesteś piękna.  – Piękna i apodyktyczna?  – Tak.
Rachel...  

– Słucham.  – Muszę cię pocałować.  Nie protestowała. Co więcej, poczuła, Ŝe jej
serce  

naleŜy do niego. Do Hugona, który jest jej miłością.     Była teŜ druga miłość. 
Craig. To 

uczucie nie minęło,  nigdy nie minie. Dottie namawiałają,by ułoŜyła sobie  Ŝycie
na nowo. By 

przestała myśleć o Craigu. Ale tak się  nie stało przez osiem długich lat.  
Teraz teŜ o nim 

myśli. PoniewaŜ Graig był częścią jej,  częścią jej miłości. Całując teraz 
Hugona, 

wiedziała, Ŝe  nie dopuszcza się zdrady. Bo miłość do Hugona jest po  prostu 
wzbogaceniem 

tego samego uczucia. Skarbu miłos ´ci. Jej serce biło teraz dla Toby’ego, dla 
Cowral, dla  

Penelope i Diggera, dla Sue-Ellen, jej kóz oraz trzęsącego  się szczeniaka.  
Trwali w 

uścisku, czerpiącsiłę z tej bliskości, aŜ za ich  plecami rozległo się dyskretne

kaszlnięcie.  – Doktorze... – odezwał się szef straŜaków. Obolali i brudni 
odwrócili się w 

jego stronę. – Doktorze, pan chyba ma wypaczony gust. – Szczerzył  wuśmiechu 
wszystkie zęby. 

– Mnie najbardziej  kręci, jak moja wystąpi w seksownej bieliźnie, a jak pan  
woli takie 

Strona 92

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

usmolone... Ale dla mnie to trąci zboczeniem.  Rachel poczuła, Ŝe się czerwieni 
i chciała 

odsunąć się  od Hugona, ale on przytulił ją jeszcze mocniej.  – Takiej seksownej
jeszcze nie 

miałem – odciął się.  – To prawda. Zrobimy jej zdjęcia do nowego kalendarza.  
Koniecznie w 

kasku. Przepraszam, Ŝe przeszkadzam...  – Człowiek nigdy nie moŜe zaznać chwili 
spokoju  – 

zrzędził Hugo z wesołym błyskiem w oku. – Ileśmy się  tego miejsca naszukali... 
A tu masz, 

babo, placek: trzydzies ´ci kóz, jeden pies i dwudziestu paru straŜaków! –  
SpowaŜniał. – O 

co chodzi? Problemy?  – Niewielkie, ale...  – No mów!  – Grupa nad rzeką 
ucierpiała z powodu 

dymu, a Ŝona  właściciela pubu potknęła się w tym dymie o kran  w ogrodzie i 
jest 

podejrzenie, Ŝema złamany palec  u nogi.  – To wszystko? – zapytał Hugo.  – Tak 
jest, 

doktorze. Na razie. Dokończycie tę... dyskusję później, bo teraz jesteście nam 
potrzebni.  – 

Pobawimy się trochę w lekarzy? – zapytał Hugo.  – Pod warunkiem, Ŝew głębi serca

pozostaniemy  czymś więcej niŜ lekarzami – odparła Rachel.  Do końca tego bardzo
długiego 

dnia pracowali bez  wytchnienia. Najpierw byli lekko zaczadzeni straŜacy  i pani
Forsyth z 

pęknięciem kości palucha, a potem cały  szereg mieszkańców Cowral z drobnymi 
oparzeniami  i 

skaleczeniami. Od czasu do czasu odwiedzała ich Myra  z Tobym, by pokazać 
malcowi, Ŝe tata i 

Rachel są niedaleko.  Toby i Myra zabierali ze sobą trzy psy, poniewaŜ  małego 
Pudge’a nie 

moŜna było zostawić na spalonej  farmie Sue-Ellen. Penelope i Digger 
instynktownie wyczuli  

dramatyczną sytuację szczeniaka i wraz z gosposią  imałym chłopcem otaczali go 
troskliwą 

opieką. JuŜ podczas  drugiej wizyty w szpitalu Pudge zaczął nieśmiało  merdać 
ogonem.  – 

Zadzwonię do centrum transportu sanitarnego i poproszę,Ŝeby przekazali tę 
wiadomość 

Sue-Ellen – obiecał  Hugo. – To jej pomoŜe bardziej niŜ leki.  W tym potwornym 
zamieszaniu 

Hugo znalazł czas, by  o tym pomyśleć! To część pracy lekarza na prowincji,  
przeszło Rachel 

przez głowę. Medycyna plus cała reszta.     Zapadła noc. Wiatr ucichł,a koło 
dziesiątej 

Strona 93

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

powiało  od południa. Temperatura powietrza wyraźnie się obniz ˙yła i nawet 
spadł niewielki 

deszcz. Specjalna grupa  ochotników chodziła od domu do domu, by dowiedzieć  się
o stan 

zdrowia mieszkańców, zwłaszcza tych w podeszłym  wieku.  Około drugiej nad ranem
Rachel 

weszła do kuchni.  Myra, która zabrała do siebie Toby’ego oraz psy, zostawiła  
na stole 

garnki z kolacją, lecz Rachel na nic  nie miałasiły. Siedziała przy stole, tępo 
wpatrując 

się  wścianę.  Kwadrans później zjawił się Hugo. Był szary ze zmęczenia.  Na 
jego widok 

Rachel podniosła się z krzesła.  Patrzyła na niego, nic więcej. Ich spojrzenia 
były 

potwierdzeniem  tego, czego doświadczyli w ciągu kilkunastu  minionych godzin.  
Tak zaczęło 

się ich wspólne Ŝycie.  – Rachel...  Bez słowa padła mu w ramiona. To nie była 
pora  na 

rozmowy. Nadszedł czas miłości. Zaspokojenia palącego pragnienia bliskości. By 
nie marnować 

czasu,  razem weszli pod prysznic, zrzuciwszy na podłogę ubrania  tak brudne, Ŝe

powstydziłby się ich kaŜdy szanujący  się lekarz. Lecz tego dnia nikt nie 
zwracał uwagi na  

ich strój. Tego dnia byli po to, by zaspokoić potrzeby  mieszkańców Cowral.  
Lecz teraz 

nadszedł czas spełnienia ich własnych potrzeb.  Czas, by zostali kochankami. 
Zmywając z 

siebie  nawzajem brud w strumieniach ciepłej wody, wszystkimi  zmysłami 
poznawali swoje 

spragnione ciała. Potem,  w wielkim łoŜu Hugona, stali się jednością.  Później 
Rachel nie 

potrafiła sobie przypomnieć, czy  kiedykolwiek wzniosła się na takie szczyty 
rozkoszy.  Nie 

porównywała. To, co było między nią i Craigiem,  działo się w poprzednim Ŝyciu. 
Nie 

przestało być cenne,  lecz zostało w przeszłości. Teraz napawała się 
teraźniejszos ´cią.  

Craig nie miałby jej za złe tej nowej miłości. W głębi  serca wiedziała, Ŝe ma 
jego 

błogosławieństwo.  Drugim błogosławieństwem był Hugo: jego ciepło,  ręce, zapach
i smak. 

Przyjęłago całym ciałem i duszą...  Potem zasnęli. Pierwszy raz od wielu lat 
Rachel spała  

spokojnie wtulona w kochanka. Od dnia tragicznego  wypadku sypiała bardzo źle, 

Strona 94

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

budząc się co 

chwila, jakby  musiała czuwać, by zapobiec nowej katastrofie. Lecz  teraz w 
ramionach tego 

męŜczyzny spała kamiennym  uzdrowicielskim snem, spokojna o jutro. A on?  Z Beth
nigdy tak 

nie było. W małŜeństwo z jej siostrą  wpakowałby się równie bezmyślnie. Idiota. 
Skąd jednak 

miał wtedy wiedzieć,Ŝe jest to zła decyzja?  Nie miał wówczas pojęcia, Ŝe moŜe 
być zupełnie  

inaczej. Nawet nie podejrzewał,Ŝe moŜna kochać tak jak  teraz.  Rachel. Cudowna 
kobieta. 

Skarb. Jeszcze mocniej  przygarnął ją do siebie, czując, jak wzbiera w nim nowa 
fala 

poŜądania. PoŜądanie? MoŜe poczekać godzinę lub  dwie, pomyślał z radością. 
Przed nami cała 

wieczność...  Okołoósmej obudził ich telefon.  Na brokatowej powłoczce ślizgały 
się 

promienie słońca.  Zmienię to, pomyślał. Tak! Wyrzucę z domu wszystkie  brokaty!
Dzisiaj 

urodził się na nowo i zaczyna  nowe Ŝycie z Rachel. Ona teŜ powoli się budziła. 
Uśmiechała  

się do niego, nim jeszcze podniosła powieki.     Telefon dzwonił. Hugo sięgnął 
po słuchawkę. 

 – Czy zastałam Rachel? – pytał kobiecy głos. – Doktor  Harper. Nie odbiera 
komórki, a to 

pilna sprawa.  – JuŜ ją proszę.  – Dottie... – rzekła Rachel i natychmiast 
oprzytomniała.  

Usiadłana łóŜku, zapominając, Ŝe jest naga. BoŜe,  jaka ona jest piękna. – Nie, 
Dottie, 

wszystko w porządku.  Powinnam była wczoraj do ciebie zadzwonić. Mogłam  się 

domyślić,Ŝesłuchałaś wiadomości. Nie, jesteśmy  bezpieczni. Nie...  Potem nagle 
zniŜyłagłos. 

 – Jak to, Dottie? Był stabilny... – Słuchała, zacisnąwszy  powieki. – 
Oczywiście, juŜ jadę. 

 Hugo wyjął słuchawkę z jej dłoni.  – Rachel, co się stało? – zapytał.  – 
Craig... – 

szepnęła.  – Craig?  – MójmąŜ. Umiera.  
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY  
Pomógłjej się spakować, wmusiłwniągrzankę i zorganizował  transport. W trakcie 
tych 

przygotowań udało  mu się poznać jej tajemnicę.  – Osiem lat temu mieliśmy 
wypadek – mówiła 

z twarząściągniętąbólem. – Razem studiowaliśmy. Chodziliśmy  ze sobą jeszcze w 
szkole. 

Dottie, jego matka, jest dla  mnie praktycznie jak moja własna matka. Pobraliśmy
się  i 

Strona 95

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

wszystko doskonale się układało do dnia, kiedy jakiś  pijak uderzył w nasz 
samochód. Jechał 

pod prąd. Craig  nic nie mógł zrobić.Byłam ranna, a Craig... właściwie nie  
ucierpiał. Tylko 

uderzył się wgłowę. Stracił przytomnos ´ć. I juŜ jej nie odzyskał. – Rozpłakała 
się.  – 

Czyli Michael, ten facet, który był na wystawie...  – To dureń. Dottie 
przekonywała mnie, Ŝe 

powinnam  wyjechać. Rozerwać się. Poznałam ciebie.  Hugo zbierał myśli. W nocy 
był 

przeświadczony, Ŝe  kocha się z kobietą uwikłaną w nieszczęśliwe małŜeństwo,  a 
teraz...  

Wszystko się zmieniło. Ona jest inna. Mimo Ŝe szumiałomu  w głowie, czuł,Ŝe 
teraz 

najwaŜniejsza jest jej  rozpacz.  – Rachel, tak mi przykro...  – Przykro? Mnie 
wcale nie 

jest przykro. Z powodu tej  nocy? Hugo, to była najcudowniejsza noc w moim 
Ŝyciu.  Nigdy jej 

nie zapomnę, ale teraz muszę wyjechać.     – To zrozumiałe. – Był wściekły, Ŝe 
nie moŜe 

osobiście  jej odwieźć, ale Cowral nadal potrzebuje lekarza.  Całe szczęście Ŝe 
droga jest 

juŜ otwarta. Poza tym  udało mu się znaleźć kogoś, kto ją zabierze.  – Rachel...
 – Wiem. – 

Dopiła herbatę i wpatrywała się w fusy na  dnie kubka. – Wiem. Przepraszam. 
Przepraszam, 

kochany...  Hugo rzucił się w wir pracy. Minął pierwszy dzień,  drugi, trzeci...
 W końcu 

nie wytrzymał. Odbył powaŜną rozmowę  z Myrą i Tobym, zgłosił zapotrzebowanie na
zastępstwo, 

 przyjął nowego lekarza i wyruszył do miasta.  Cienka niebieska linia wznosiła 
się i 

opadała. Wznosiła  się i opadała. Jak długo trwa miłość?  Młoda kobieta czuwała,
tak jak 

robiła to od wielu lat.  – Craig, kocham cię – szepnęła, ale nie otrzymała  
odpowiedzi. Tak 

było od lat.  Promienie słońca pełzały po nieruchomej dłoni. Ukochane  oczy, 
dawniej pełne 

radości Ŝycia, pozostawały  zamknięte.  Niebieska linia wznosiła się i opadała. 
Jak długo 

trwa  miłość? MoŜe nie dłuŜej niŜ tchnienie?  Hugo stał w drzwiach i przyglądał 
się Rachel. 

Spała  zgłową na jego piersi, trzymającgo za rękę. Wzrok  Hugona przeniósł się 
na monitor. 

Tętno przyspieszone  i nieregularne. W ciągu kilku minionych dni wiele się  

Strona 96

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

dowiedział, 

wiele nauczył. Odpowiedzi na pytania, które  naleŜało zadać Rachel, udzielił mu 
lekarz.  – 

Osiem lat w śpiączce. Był silny. Myśleliśmy, Ŝe  z tak niewielkim wylewem będzie
Ŝył 

znacznie dłuŜej,  ale parę miesięcy temu skrzep... W takich przypadkach  jak ten
nie jest 

rzadkością. Organizm jest mało aktywny,  baliśmy się,Ŝe go stracimy. Mam 
wraŜenie, Ŝe 

rodzice  i Rachel juŜ się z nim wtedy poŜegnali. Ale on był  silniejszy.  – 
Rachel...  – 

Znam ją od czasu studiów. Ona i Craig byli wspaniałą parą. Po wypadku w Rachel 
coś zgasło. 

Jest znakomitym  lekarzem, ale co noc siedzi przy nim...  – Chyba bardzo go 
kochała.  – 

Trudno od tego się uwolnić,zwłaszcza gdy nie  nastąpił zgon. Po tym skrzepie 
rodzice Craiga 

pogodzili  się ze stratą syna. Namawiali Rachel, Ŝeby zaczęłaŜyć  na nowo. 
Próbowała. Teraz 

wystąpiły nowe skrzepy. Jeden  z nich jest w płucach. To juŜ koniec.  Więc stał 
teraz w 

drzwiach i tylko ją obserwował.  Jak ona Craiga przez całe lata.  Wyszła po 
kawę. Koszmarny 

dzień. Czuła, Ŝe jest  bliska załamania. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego 
akurat  wtedy, 

gdy poznałamiłość, drugą miłość swojego  Ŝycia, pierwsza szykuje się do odejścia
z tego 

świata? Nie  miała wyrzutów sumienia. Z jakiego powodu? W pewnym  sensie Craig 
przyczynił 

się do tego, Ŝe pokochała  Hugona. Uczucia, którymi darzyła obu męŜczyzn 
przeplatały  się, 

przemieszały.  PoniewaŜ kocha Hugona, jej miłość do Craiga nie  wygaśnie, 
niezaleŜnie od 

tego, co stanie się z tym męŜczyzną na szpitalnym łóŜku. Lecz teraz nie wolno 
jej  myśleć o 

Hugonie. Na razie niech pozostanie w tle. Teraz     jest czas Craiga. Oddycha 
coraz płyciej. 

Nadchodzi jego  czas. Pora pogodzić się ze stratą.  Z kubkiem kawy szła do 
pokoju Craiga, 

lecz w progu  stanęła jak wryta. Na krześle przy łóŜku siedział Hugo  i 
przemawiał do 

Craiga.  – Stary, nie wiem, czy mnie słyszysz. NajtęŜsze umysły  nie wiedzą, jak
funkcjonuje 

uszkodzony mózg, jak  odbywa się umieranie. Czy ma się jego świadomość,co  się 
wtedy czuje. 

Strona 97

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Ale muszę z tobą porozmawiać.  Cofnęła się, oparłao ścianę isłuchała, co Hugo 
mówi  do 

Craiga. Jak druga miłość przemawia do pierwszej.  – Nazywam się Hugo McInnes. 
Pracuję na 

prowincji.  Jestem wdowcem. Mam dziecko, psa i trzydzieści pięć  lat. I kocham 
twoją Ŝonę.  

Kocham twojąŜonę. Tak po prostu. Rachel aŜ zaparło  dech w piersiach. Czekała.  
– To 

straszne, prawda? Nie przypuszczałem, Ŝe kiedykolwiek  przyjdzie mi to wyznać 
komuś, kogo 

uwaŜam  za przyjaciela. Ŝ e kocham twoją Ŝonę. Być moŜe przechodzi  mi to przez 

gardłowłaśnie dlatego, Ŝe mam cię za  przyjaciela.  Rachel postawiła kubek na 
podłodze. 

Pielęgniarki,  które przeszły obok, rzuciły jej pytające spojrzenie, lecz  ona 
oddaliła je 

gestem. Przyjechał...  – Craig, wiem, Ŝe kochacie się od lat. Widzę to w jej  
oczach 

–mówiłHugo półgłosem. –To byławielka miłość.  Jesteś 

częściąRachel.Terazjająpokochałem.MoŜenawet  tak bardzo jak ty. Ale, oczywiście,
inaczej. Bo 

kocham  kobietę, która juŜ kochałaibyła kochana. Która jest taka  jak jest, 
poniewaŜ dawno 

temu pewien facet nauczył ją  uśmiechu. Byłjej światłem. Wziął jąw ramiona i 
sprawił,  Ŝe 

czuła, Ŝe dzięki miłości wszystko jest moŜliwe.  Wahał się, dobierającsłowa.  – 
Ona jest 

wyjątkowa. Nie ma drugiej takiej na całej  kuli ziemskiej. WyobraŜam sobie, Ŝe 
byliście 

niezwykłą  parą. To, kim się stała, zawdzięcza tobie. – Namyślał się  długo. – 
Chciałbym cię 

zapewnić,Ŝe jesteś jej częścią.  I dlatego, stary, będziesz częścią naszej 
rodziny. Będziesz 

 Ŝył dalej.  Rachel poczuła, Ŝe łzy cisną się jej do oczu.  – Wiem, Ŝe to brzmi 
strasznie 

sentymentalnie. ,,Ŝyje  w naszych sercach’’. To prawda. Przyznam ci się,Ŝe  
nareszcie 

zrozumiałem, na czym polega miłość. Im więcej  się ma, tym więcej się dostaje. 
PoniewaŜ ty 

kochałeś  ją, a ona ciebie. Rachel potrafiła zdobyć się na to, Ŝeby  i nas 
pokochać. Mnie. 

Mnie i moje dziecko. Mówiłem ci,  Ŝe mam sześcioletniego syna? Toby świata poza 
nią nie  

widzi. Obiecała, Ŝe nauczy go kopać z kozła. Twierdzi, Ŝe  to ty ją tego 
nauczyłeś. Pomyśl, 

twoje zamiłowanie do  futbolu przejdzie na mojego syna. Co jeszcze?  Uśmiechał 

Strona 98

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

się. Rachel 

usłyszała to w jego głosie.  – Mamy dwa psy. Digger, kundel, jest mój. Jest teŜ 
Penelope. 

NaleŜała do faceta, którego nie lubimy. Zamierzam  złoŜyć mu propozycję nie do 
odrzucenia, 

bo uwaz ˙am, Ŝe nasza rodzina jest za mała. Musimy mieć co  najmniej dwa psy. 
Jest jeszcze 

jeden, Pudge, który pomieszkuje  z nami, czekając, aŜ ktoś nam bliski wróci ze  
szpitala. 

Będzie ich więcej, bo Rachel zawsze przygarnie  zbłąkane istoty. Będziemy teŜ 
mieli dzieci.  

Gdy przechodzące obok pielęgniarki popatrzyły na nią  jak na wariatkę,połapała 
się,Ŝe juŜ 

nie płacze, lecz  uśmiecha się od ucha do ucha. Będziemy mieli dzieci...  – Mam 
taką 

nadzieję, chociaŜ jeszcze z nią o tym nie  rozmawiałem. Ale chyba mogę zwierzyć 
ci się z 

takich     planów? Zanim urodził się Toby, wydawało mi się,Ŝe  jedno dziecko mi 
wystarczy, 

ale on podbił moje serce.  Gdyby to było dziecko Rachel... wasze dziecko... – 
Znowu  się 

zawahał. – Jeśli urodzi nam się dziecko, ono  równieŜ będzie częścią ciebie. 
Dostałem od 

ciebie dar  miłości. Stary, nigdy o tym nie zapomnę. Jeśli urodzi nam  się 
chłopiec, to 

wiadomo, jakie dostanie imię. Jeśli dziewczynka...  to nie wiem... MoŜe po 
prostu będziemy 

starac ´ się tak długo, aŜ spłodzimy chłopczyka. Nie mam nic  przeciwko temu. 
WaŜne, Ŝeby i 

tobie to odpowiadało.  – Po dłuŜszej chwili milczenia Hugo dodał: – Chyba juŜ  
wszystko ci 

powiedziałem. Musiałem się wygadać,aty  masz co robić. Musisz skoncentrować się 
na 

oddychaniu.  Rachel zobaczyła, jak Hugo ujmuje dłoń Craiga. Widok  splecionych 
męskich dłoni 

chwycił ją za gardło.  – Staniesz oko w oko ze śmiercią – rzekł półgłosem  Hugo.
– Bardzo, 

stary, Ŝałuję,Ŝe nie moŜesz Ŝyć. Jest mi  z tego powodu cholernie przykro. Bez 
wahania 

wyrzekłbym  się Rachel, gdyby to mogło przywrócić ci Ŝycie, ale  panowie 
konsultanci 

twierdzą,Ŝe to niemoŜliwe. Więc  się z tobąpoŜegnam. Zostawiam cię rodzicom i 
Rachel.  

Pamiętaj, stary, Ŝe w naszym domu zawsze będziesz  kochany.  Pięć minut później 
Hugo wstał. 

Strona 99

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Gdy wychodził z pokoju  Craiga, przy drzwiach stał samotnie kubek z zimną  kawą.
 
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY  
Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz.  Rachel, Dottie i Lewis poŜegnali 
Craiga na 

niewielkim  cmentarzyku pośródgór. Osiem lat wcześniej połączył  ich smutek, 
który teraz 

przybrał postać melancholijnego  poŜegnania. Tych troje nadal go kochało. I 
nigdy o nim  nie 

zapomni. Cmentarz znajdował się nieopodal miejscowos ´ci, w której Craig się 
urodził. 

Pochowano go obok  dziadków, pradziadków i dziecka, które byłoby jego 
braciszkiem,  gdyby 

nie przyszło przedwcześnie na świat.  – Trzymam się – szepnęła Rachel, na co 
Dottie  

uśmiechnęła się przez łzy.  – To dobrze, moje dziecko. – Dottie popatrzyłana  
męŜa, który 

ujął ją pod rękę.  – Jesteś bardzo dzielna – powiedział. Ten milczący  
męŜczyzna, 

byłypiłkarz, kochał syna miłością większą  niŜ futbol. – Teraz myśl o sobie, 
dziewczyno.  – 

O swojej przyszłości.  – Twójmłodyczłowiek. –Lewiskiwnąłgłowąwstronę drogi 
prowadzącej do 

miasteczka. Hugo stał przy swoim  aucie. – Czeka na ciebie, więc idź do niego.  
Rachel 

przymknęła powieki, a gdy je podniosła, ujrzałaus ´miechnięte twarze: Dottie i 
Lewisa. Oraz 

Hugona.  Nic tu po niej. Uściskała teściów, po czym opuściła  cmentarz, by 
rzucić się w 

ramiona swojej miłości.  
ROZDZIAŁ JEDENASTY  
Był to całkiem niezłyślub.  Toby znał się na ślubach. Panna młoda powinna 
wyglądać 

oszałamiająco, no i Rachel wyglądała oszałamiająco. Panna młoda powinna być na 
biało i w 

koronkach,  no i Rachel miała odpowiednio duŜo koronek. Ale bez  przesady, uznał
po namyśle. 

Nie miała welonu ani trenu.  Myra powiedziała, Ŝe ta suknia jest z jedwabiu. Nie
wiadomo,  

jak trzymała się na górze, za to niŜej miała szeroką  spódnicę. Rachel była 
boso. Jak na 

pannę młodą wyglądałacałkiem ładnie.  Trochę peszyły go te bose stopy. Panna 
młoda chyba  

zawsze ma wysokie obcasy. Ale buty na szpilkach wyglądałyby na plaŜy 
idiotycznie, bo tam 

odbywała się cała  ceremonia. W tym samym miejscu, gdzie Rachel uczyła  go kopać
piłkę i 

Strona 100

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

gdzie przed ogniem schroniło się całe  Cowral.  Rozpoczęcie uroczystości nieco 
się 

opóźniało, bo  dwóch staruszków z domu opieki podjęło się załoŜyć  z pomocą Dona
system 

nagłaśniający. Kręcili róŜnymi  gałkami i coś im nie wychodziło, ale nikt tym 
się nie  

przejmował. Wszyscy czekali uśmiechnięci, jakby nigdzie  im się nie spieszyło.  
Toby, 

niestety, zostawił piłkę w samochodzie. Gdyby  wiedział, ile to potrwa, mógłby 
sobie trochę 

pokopać.  Teraz był juŜ znakomitym piłkarzem. Rachel dobrze go  nauczyła, jak na
dziewczynę. 

Jest lepsza od taty. Za to  Lewis... jest mistrzem. Lewis i Dottie, którzy od 
razu  kazali 

mówić sobie po imieniu, ostatnio często przyjeŜdz ˙ali do Cowral. Polubili to 
miasteczko i 

pokochali Toby’ego.  Nie miał nic przeciwko temu. Oni teŜ od razu przypadli  mu 
do serca. 

Jego świat ostatnio znacznie się rozrósł.  Spostrzegł,Ŝe na plaŜysąsami znajomi.
Tyle 

ludzi...  Między innymi z tego powodu Rachel i Hugo zrezygnowali  ze ślubu w 
kościółku. Na 

pewno nie wszyscy by  się tam zmieścili. Nie być na takiej uroczystości? Kto to 
widział?!  

TuŜ obok niego stała Myra, która okropnie się przejmowała,  Ŝe Toby upuści 
obrączki. On?!  

Chyba jest zdenerwowana, pomyślałoopiekunce.Rano  wyszczotkowała oba psy. 
Penelope wyglądała 

przepięknie,  chociaŜ była juŜ cała obsypana piaskiem. Przez to  czekanie. 
Digger natomiast 

nadal prezentował się bardzo  wytwornie. Knickers teŜ przyszedł. Miał na szyi 
wielką  

czerwonąkokardę.Totenspaniel,odktórego wszystko się  zaczęło. ByłjuŜ zupełnie 
zdrowy. 

JakKim,która siedziała  na piasku, a obok niej leŜał Knickers. Bardzo ładnie.  
Dalej Toby 

dostrzegł Pudge’a, który nadal mieszkał  z nimi, bo Sue-Ellen przebywała w 
szpitalu, podczas 

gdy  sąsiedzi odbudowywali jej dom. Przyszła jednak na ślub,  a towarzyszył jej 
młody 

straŜak, Gary. Toby słyszał, jak  tata mówił do Rachel, Ŝe moŜe dobrze się 
złoŜyło, Ŝe  

stało się to, co się stało. Rachel odrzekła, Ŝe Gary ma  dobre serce i jest w 
Sue-Ellen 

zakochany po uszy. Wynio śłjąz kanału, odwiedzał jąw mieście, a teraz wozi ją  
na wózku. 

Strona 101

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

Rachel i tata uznali, Ŝe na coś się zanosi. Tata  mówi, Ŝe Gary nawet lubi kozy!
    W 

Cowral dzieje się teraz mnóstwo ciekawych rzeczy.  Myra powiedziała, Ŝe poŜar 
uprzytomnił 

wszystkim, jak  ulotne jest Ŝycie. Co to moŜe znaczyć? Myra uwaŜa, Ŝe  ma to 
jakiś związek z 

byciem szczęśliwym. Teraz. Ona  mówi, Ŝeto właśnie spotkało Christine. Ona teŜ 
tu jest.  Z 

tym Michaelem.  Michael jakiś czas po poŜarze przyjechał po Penelope.  Był 
strasznie zły i 

oznajmił,Ŝe Penelope nie moŜe u nich  zostać. Ale potem zobaczył Christine. Ona 
z kolei była 

 wściekła na tatę i Rachel za to, Ŝe przemeblowali pokój  Toby’ego. TeŜ miała 
ochotę 

wrzeszczeć. Więc Michael  krzyczał na Rachel, a Christine na tatę, a potem 
Michael  i 

Christine gdzieś pojechali, Ŝeby dalej się pieklić,na co  tata powiedział:  – 
Proszę, 

proszę, mamy kolejny cud.  Wyszło na to, Ŝe Penelope zostanie w Cowral, poniewaz
˙ na 

wystawie nie zdobyła tylu punktów, Ŝeby zostać  czempionką, więc Michael nie 
chciał, by 

miała szczeniaki.  Tata i Rachel bardzo z tego się ucieszyli. Tata stwierdził, 
Ŝe wszystkie 

dzieci Penelope będą szurnięte, a Rachel  się roześmiała.  W końcu leciwi 
elektrycy uporali 

się ze sprzętem.  Wgłośnikach coś zatrzeszczało i nareszcie popłynęła  z nich 
muzyka. Lewis 

ujął Rachel pod ramię jak dumny  ojciec, a Dottie ciągle poprawiała jej suknię. 
Lecz Rachel  

widziała tylko Hugona, który cierpliwie czekał. Patrzył  na nią z taką 
miłością,Ŝe nawet 

Toby to zauwaŜył. Bardzo  ładnie, pomyślał. Podoba mi się taki tata.  Potem 
zagrali coś, co 

bardzo wzruszyło Myrę.  – W końcu znaleźli swoje miejsce – szepnęłaze łzami  w 
oczach, nic 

więcej nie wyjaśniając.  To Cowral, pomyślał Toby.    Oczy wszystkich były teraz
skierowane 

na płyciznę,  gdzie jakiś czas temu znaleźli schronienie, a teraz ten  męŜczyzna
i ta 

kobieta przysięgają sobie wierność.  – Kocham cię – szepnął Hugo, a Rachel 
spojrzała  w oczy 

swojej drugiej, największej miłości.  – Kocham cię, Hugo.  Brawo, pomyślał Toby.
Tak ma być. 

Nikt się nie wykręci od takiej przysięgi. Oni i tak nie zamierzają się  

Strona 102

background image

Marion Lennox - Ślub nad oceanem

wykręcać, uznał. 

Rachel i jego tata patrzyli sobie w oczy,  głupawo się uśmiechając. Za chwilę...
Teraz! Fuj! 

 Całują się!  Skoro tak musi być, to trudno. Ale mogliby się po spieszyć. Bo 
trzeba zagrać 

wpiłkę.  I jeść weselny tort.   
Ŝyć.  JuŜ teraz. 
Koniec ksiąŜki. 

Strona 103