Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Lennox Marion
Ślub Nad Oceanem
ROZDZIAŁ PIERWSZY
– Owszem, śliczna, ale załoŜę się,Ŝe głupia jak but. Doktor Rachel Harper tak
energicznie
wgryzła się w hamburgera, Ŝe czerwony keczup aŜ trysnął na podkoszulek. Ten
sos jest tego
samego koloru co moje spodnie! I odcień ten sam! Bardzo ładnie, pomyślała
cierpko. – Jaka
uczesana – mówił nieznajomy z nutą ironii wgłosie. – Wydaje majątek na
fryzjera. Na dodatek
blondynka. Toby, nie daj się zwieść pozorom. – Ale ma ładne nogi –
argumentował dziecięcy
głosik. – I piękne oczy. – Nie daj się zwieść pozorom – ostrzegał bas. – Pod
tym futrem
kryje się stuprocentowa idiotka. Tego juŜ za wiele! MoŜe jestem marną
opiekunką, pomyślała
Rachel, ale nie daruję takich zniewag. Odciągnęła zasłonkę, by stanąć oko w oko
z całym
światem. PoniewaŜ pawilon wystawowy był po brzegi wypełniony zwiedzającymi, na
czas
skromnego posiłku ukryła się w boksie. Pomieszczenia przydzielane wystawcom
były nie
większe od psiej budy, ale przynajmniej dawały odrobinę prywatności. Kto
odwaŜył się
krytykować Penelope? – Cześć! – Na to powitanie męŜczyzna i dziecko odwrócili
się w jej
stronę i spojrzeli na niąz zaciekawieniem. Pospiesznie wytarła z brody resztki
sosu.
Oszacowała wiek nieznajomego na trzydzieści kilka lat. Wyglądał na farmera.
Ubrany był w
spodnie z moleskinu i roboczą koszulę koloru khaki, czarne kręcone włosy
sięgałymudo
kołnierzyka. Miał teŜ ciemne oczy otoczone siateczką mimicznych zmarszczek i
opaloną
twarz... Atrakcyjny, pomyślała. Jeśli ma być szczera, a w takim właśnie była
nastroju, to
nawet bardzo atrakcyjny. Wręcz boski! Towarzyszący mu chłopiec, mniej więcej
sześcioletni,
był jego miniaturową kopią. To na pewno ojciec i syn. Ojciec i syn. Rodzina.
Stąd wniosek,
Ŝe facet jest Ŝonaty. Ŝonaty? Skąd taka myśl przyszła jej do głowy?! Nie wolno
jej
podejmować tego wątku. Ani słuchać Dottie. Z jakiego powodu miałoby ją, Rachel,
Strona 1
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
obchodzić,
czy jakiś obcy męŜczyzna ma partnerkę?! Jestem tu z Michaelem. Nie oszukuj
się!
Interesują cię wszyscy męŜczyźni oprócz Michaela, Ŝonaci i nieŜonaci. To, Ŝe
sama jesteś
zamęŜna, się nie liczy, nie moŜe się liczyć... – Muszę jechać z Penelope na
wystawę,Ŝeby
zebrała odpowiednią liczbę punktów – oznajmił Michael pewnego dnia, gdy
spotkali się na
dyŜurze w stołecznym szpitalu. Dottie namawiałają, by skorzystała z tej
okazji. – Pora,
Ŝebyś pomyślała o sobie – tłumaczyła. – Przed tobą jeszcze całŜycie. Rachel
dała się
przekonać, wyobraŜając sobie godzinę psich popisów, wygodny motel w uroczym
nadmorskim
miasteczku i prawie cały weekend wylegiwania się na plaŜy. MoŜe Dottie ma
rację? To prawda,
Ŝeod ośmiu lat nie miała urlopu. Jest wykończona. MoŜe warto zastanowic ´ się
nad
przyszłością? Lecz wymarzony weekend pozostał w sferze... marzen ´. Nie
wypalił. Poza
tym panował potworny upał, a w zarezerwowanym motelu nie chcieli przyjąć ich z
psem. Na
domiar złego przez cały czas musieli ukrywać Penelope przed rzekomo zawistnymi
właścicielami innych psów. Gdzie jest Michael? Ktogo wie? Westchnąwszy,
zwróciła siędo
osobnika, który skrytykował sukę Michaela. – Penelope jest córką dwóch
czempionów
–poinformowała męŜczyznę i chłopczyka, piorunując ich wzrokiem. – Ona jest
bardzo ładna
–powiedział malec, nieśmiało się uśmiechając. –Mogę ją pogłaskać? – Jasne
–odparła
łagodniejszym tonem. – UwaŜaj, bo moŜe cię ugryźć–ostrzegł męŜczyzna, od nowa
wprawiając
Rachel w wojowniczy nastrój. – Gryzą tylko głupie psy.Penelope jest
damą–oznajmiła
cierpko. – To jest chart afgański. – No to co? Wargi męŜczyzny drgnęły, a w
oczach
zamigotały wesołe iskierki. – To wyjątkowo głupia rasa. Rachel oŜywiła się.
Wyzwanie?
Proszębardzo! Tkwi tu od kilkunastu godzin i juŜma ochotę wyć z nudów, więc
jest gotowa na
wszystko, byle nie wracaćdo zimnego hamburgera i wczorajszej gazety.
Prawdęmówiąc,
największąochotęmiała na awanturęz Michaelem, ale on przepadł. A ten tu osobnik
Strona 2
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
naleŜy do
tego samego gatunku... – Jest pan nieuprzejmy. –Omiotła go od stópdo głów
krytycznym
wzrokiem. –Co więcej, jest pan rasistą. Uniósł brwi i roześmiał się z
niedowierzaniem. –
Pani uwaŜa, Ŝe ona jest inteligentna? – Penelope jest słodka. – Przytuliła
wielkie białe
psisko, po czym skrzywiła się na widok plamy z keczupu na jasnej sierści.
Michael mnie
zabije. Gdzie on jest? – Wierzę pani na słowo – rzekł nieznajomy. Pierwsza
część pokazu
dobiegła końca, więc wokół nich zaczęli zbierać się gapie, którzy w oczekiwaniu
na finał
nie mieli co ze sobą zrobić. Nie tylko Rachel cierpiała z powodu nudy. –
Inteligencję psa
moŜna zmierzyć za pomocą róŜnych testów. – Zamierza pan zastosować test Mensy?
– Znam
znacznie mniej skomplikowane sposoby. Odz ˙ałuje pani kawałek hamburgera? –
Mojego? Niech
jej pan da swojego! – Dla dobra nauki... – Mójtatajestdoktorem
–oznajmiłchłopiec,jakbyto
wszystko wyjaśniało. – Ach tak? Doktorem czego? – Uśmiechnęła się do malca.
Poczuła, Ŝe
wreszcie zaczyna dobrze się bawić. –To bardzo podstępny sposóbwyłudzania
hamburgerów. – To
jest proste doświadczenie. – MęŜczyzna nie dał zbić się z tropu. – Tam jest mój
pies, widzi
go pani? – Wskazał na jeden z boksów na podwyŜszeniu. Gdy podniosła wzrok,
natknęła się na
badawcze spojrzenie chudego brunatnego zwierzaka nieokreślonego rodowodu. Był
wielkości
owczarka collie, ale składał się wyłącznie z nóg, oczu oraz ogona. W tej samej
chwili
przysiadł i energicznie zaczął się drapać. – Czarujący –orzekła z przekąsem. –
To jego
popisowy numer? – Digger się nie popisuje. Przytaknęła ze współczuciem. –
No tak, ten
pański pupil ma braki w wychowaniu. MęŜczyzna odwzajemnił uśmiech. Wojna
jeszcze się nie
rozpoczęła, a wytoczono juŜ armaty. – Sugeruje pani, Ŝe Digger jest źle
wychowany? –
Wystarczy na niego popatrzeć. –Jest dobrze, pomys ´lała. Nareszcie coś się
dzieje. Penelope
kontra Digger. – Pochodzenie zawsze wyjdzie na wierzch. – Drzewo genealogiczne
Diggera
Strona 3
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
jest znacznie bardziej skomplikowane niŜ rodowód tego pani burka. – Mój pies
wabi się
Penelope – odrzekła z godnością. – I to nie jest burek. Przodkowie Penelope to
cała
australijska gałąź czempionów. Za to pański burek... – Digger jest takŜe
potomkiem
czempionów. – Nieznajomy uśmiechnął się szeroko. Po prostu zniewalająco. –
MoŜna wśród
nich doszukać się czempiona owczarka szkockiego oraz czempiona australijskiego
kelpie... –
Ŝ e nie wspomnę o czempionie jamniku – dodała, gdy Digger podniósł do góry
cienki ogon. –
Nieprawda – wtrącił się chłopiec. – Jamniki są długie i płaskie, a nasz Digger
jest wysoki
i potrafi skakać. – Masz rację – odparła powaŜnie, tłumiącśmiech. Obaj,
męŜczyzna oraz
chłopczyk, są fantastyczni. Obaj mają czarujący uśmiech, a ich ciemne oczy
lśnią radością.
Myślała, Ŝe zanudzi się na śmierć, a oto łaskawa opatrzność zesłała jej taką
atrakcję! –
Co wobec tego zrobimy z tym hamburgerem? – zapytała, myśląc, Ŝeza uśmiech
nieznajomego
moŜna dać się zabić. – WłoŜymy go pod miskę. Wzruszyła ramionami i podała mu
hamburgera,
z którego znowu polał się keczup. MęŜczyzna popatrzył na swoją dłoń oblaną
sosem. Ohyda.
Hamburger był tak rozmiękły, Ŝe Rachel wcale nie byłoŜal się z nim rozstawac ´.
Dla dobra
nauki. – Lubi pani hamburgery obficie polane sosem? – Tak. – Spoglądała na
niego spode
łba. – Tata mówi, Ŝe w sosie pomidorowym jest za duŜo soli, a sólźle robi na
ciśnienie
krwi – wyjaśnił chłopiec. – Na ciśnienie krwi źle wpływają ludzie, którzy
niepochlebnie
wypowiadają się o psach – odparowałaku radości zebranych. – Co chce pan zrobić
z tym
hamburgerem? – Proszępatrzeć.–Nakryłkęsodwróconąpsiąmiską, a następnie
przywołał swojego
psa. – Kolacja! Digger popatrzył na niego z uwielbieniem, po czym powiódł
wzrokiem po
audytorium, jakby chciał się upewnic ´,Ŝe wszyscy na niego patrzą.Węsząc,
połoŜył jedną
łapę na misce, a drugą ją podwaŜył,aŜ się odwróciła, odkrywając smakołyk. Pies
ponownie się
rozejrzał, oczekując braw. Otrzymawszy je, spokojnie zjadł nagrodę. Wielkie
rzeczy! –
Strona 4
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Teraz kolej Penelope. – Ubrudzi się. – Rachel po raz pierwszy się zaniepokoiła.
Penelope
jest piękna, ale jej przeciwnik inteligentny. – Zrobimy to na podeście –
zaproponował. –
Nawet zetrę dla niej keczup. Pani mogłaby to zrobić swoim T-shirtem. – Niech
pan się
liczy ze słowami! Nie tracąc dobrego humoru, nieznajomy ustawił miskę pod nosem
psa
Michaela. Oderwał kawałek hamburgera, pokazał go Penelope i wsunął pod miskę.
Cofnął się o
krok. Penelope raz i drugi zaciągnęła się nęcącym zapachem. Zaskomlała.
PołoŜyła się
przed miską. Wstała, poszczekując. Popchnęła miskę nosem i znowu szczeknęła.
Miska ani
drgnęła. Wobec tego Penelope znowu się połoŜyła, tym razem piszczącŜałośnie. –
To jest
dowód jedynie na to, Ŝe pański pies jest bardziej wygłodzony – broniłają Rachel
wśródśmiecho ´wcałkiem juŜ licznej publiczności. – Pan go głodzi. – Czy
wyglądam na kogoś,
kto potrafiłby głodzić własnego psa? Nie. Sprawia bardzo sympatyczne wraŜenie,
pomyślała
i nagle zawstydziła się,Ŝe jest w brudnych dŜinsach, poplamionej koszulce, a na
dodatek ma
we włosach źdźbła siana, którym organizatorzy wystawy wyścielili boksy dla
psów. Nawet
strach na wróble lepiej od niej się prezentuje. – Rachel, karmisz Penelope?!
Gdy
bezwiednie podniosła miskę, pies rzucił się na hamburgera, jakby nic nie jadł
przez cały
tydzień. – Hm... Michael, szpakowaty, wytworny i władczy przeciskał się przez
tłum gapiów
z twarzą wykrzywioną oburzeniem. Nikt nie śmiał ignorować jego
poleceń.Wyłącznie sucha
karma. – Co ty wyprawiasz?! – Demonstruję inteligencję Penelope – odrzekła z
wysoko
uniesioną głową. Co za duŜo, to niezdrowo, a doktor Michael Levering juŜ dawno
jej się
przejadł. Wcześniej, jeszcze w szpitalu w Sydney, wywarł na niej spore
wraŜenie, a jako
jeden z czołowych kardiologo ´w cieszył się ogromnym wzięciem wśród kobiet. Na
wieść,Ŝe
zaprosił jąna wspólny weekend, wszystkie jej koleŜanki z traumatologii
pozieleniały wprost
z zazdros ´ci, a przyjaciółki oraz rodzina gorąco namawiali ją,byto zaproszenie
Strona 5
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
przyjęła.
– Skorzystaj z tej szansy, przygotuj się – mówiła teściowa. – Chyba czujesz, Ŝe
i tobie
naleŜy się coś od Ŝycia. Romantyczny weekend z takim uroczym kawalerem... Hm.
Mają
przecieŜ na zmianę zajmować się psem. Michael oznajmił,Ŝe przenocuje w
samochodzie,
poniewaz ˙ jest za długi i nie zmieści się w boksie, lecz Rachel
zaczynaławątpić w ten
samochód. Gdy zjawił się dziesięć minut przed pierwszym pokazem, wcale nie
wyglądał jak
ktoś, kto spał w aucie. Natychmiast poinformował ją,Ŝe niezwłocznie musi gdzieś
zadzwonić,i
od tej pory go nie widziała. Co robił przez tyle czasu? Przyjrzała mu się
podejrzliwie,
sprawdzając, czy ma mokre włosy, bo gdyby mogła mu udowodnić,Ŝepływał w morzu,
podczas gdy
ona warowała przy Penelope, niechybnie by go udusiła. – Nasz pies jest
mądrzejszy od
waszego –zaszczebiotał chłopiec. Michael popatrzył na niego z obrzydzeniem. –
O czym ty
mówisz? – Nazywam się Toby McInnes, a to jest mój tata –odparł chłopiec
niespeszony. – Mój
tata to doktor Hugo McInnes. A pan jak się nazywa? Michael juŜ otwierałusta,
ale Rachel go
ubiegła, doskonale zdając sobie sprawę z tego, Ŝesłowa, które juŜ miały z nich
paść, nie
naleŜałyby do najuprzejmiejszych. – To jest Michael, a ja mam na imię Rachel
–poinformowała
Toby’ego. Nie uszło jej uwagi, Ŝe doktor McIn nes mocniej chwycił rączkę
syna. Trudno mu
się dziwić. – Michael jest właścicielem Penelope. – Słyszałaś o poŜarze buszu?
– Michael
kompletnie zignorował chłopca i jego ojca. – PoŜar buszu? – Nie miała o tym
pojęcia,
poniewaŜ przez cały dzień nie opuszczała pawilonu. – Pali się daleko stąd. –
Hugo wodził
wzrokiem od Rachel do Michaela i z powrotem. Z jego twarzy zniknęła złość,
ustępując
miejsca głębokiemu zainteresowaniu. – PoŜar moŜe odciąć szosę – warknął
Michael, odpychając
Penelope tak mocno, Ŝemało się nie przewróciła. Szybki refleks nie był jej
główną zaletą.
Zapiszczała i przytuliła się do Rachel. MoŜe nie jest zbyt bystra, ale na
pewno jest
Strona 6
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
bardzo sympatyczna, pomyślała Rachel. Gdyby przyszło jej wybierać między
towarzystwem
Michaela i Penelope, bez wahania wybrałaby charcicę. – Rachel, całe miasto
zostało
postawione na nogi – mówił Michael. – Muszę stąd wyjechać. JuŜ wysłano po mnie
śmigłowiec.
ś migłowiec. Leci po Michaela. Rachel wytęŜyła umysł. Michael jest świeŜo
ogolony. Ma na
sobie nieskazitelne spodnie i śnieŜnobiałą koszulę. Oraz krawat! Włosy? Nie
dowierzaławłasnym oczom: takie mokre, jakby dopiero co wyszedł spod prysznica.
W pawilonie
nie ma łazienek. Rachel nie widziała bieŜącej wody od dwudziestu czterech
godzin! ś mierdzi
psem. Głowę by dała, Ŝe Michael właśnie wraca z plaŜy, a po drodze wziął
prysznic. A do
tego ta gadka o śmigłowcu! – Spałeś w motelu? – zapytała prosto z mostu. –
Nie, ale... –
Czy jest pan właścicielem czerwonego astona martina? – zaciekawił się Hugo. –
Tak. –
Michael nagle poczerwieniał. Oczekiwał, jak zwykle, szacunku oraz uniŜoności, a
tutaj tego
nie było. – Pasuje do pana – mówił spokojnie Hugo. – O drugiej nad ranem byłem
w motelu. U
chorego. Arnold Roberts miał atak podagry. Nocował przez ścianę z panem.
Czekając, aŜ
zadziałaśrodek przeciwbólowy, dokładnie obejrzeliśmy pańskie auto. – Uśmiechał
się do
obojga bardzo z siebie zadowolony. – Zachodziliśmy wgłowę z Arnoldem, kto
przyjeŜdŜa takim
autem do takiej dziury. Teraz juŜ wiem. PrzekaŜę Arnoldowi, Ŝe ten aston
martin naleŜydo
właściciela charta afgańskiego, i sprawa będzie załatwiona. Rachel nawet nie
zauwaŜyła, Ŝe
Hugo się roześmiał. Czuła, Ŝe zalewa ją fala wściekłości. – Spałeś w motelu?!
Wszyscy, nie
tylko Michael, wyczuli jej złość. – Myślałam, Ŝe odwołałeś rezerwację – dodała
ostroz ˙nie.
– Kiedy dowiedzieliśmy się,Ŝe nie przyjmą nas z psem. – Zadzwonili później i
powiedzieli,
Ŝezapóźno na odwoływanie. Zatrzymali zaliczkę – tłumaczył się Michael. Przez
ułamek
sekundy wyglądał na zawstydzonego, mimo Ŝe potrafił bardzo szybko dostosować
się do
sytuacji. Dla faceta tak zakochanego w sobie to nic trudnego. – Ale juŜ
wcześniej
Strona 7
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
zgodziłaś się spędzić noc w pawilonie. Daj spokój, Rachel, przecieŜ wiesz, jaki
ciasny jest
ten samochód. Ŝ yczysz mi pęknięcia kręgosłupa? – Zcałego serca! – Teraz to
nieistotne –
ciągnął. – Dobrze się złoŜyło, Ŝe mogłem się wyspać. HubertWitherspoon dostał
udaru.
Hubert Witherspoon? To nazwisko przyniosło zamierzony efekt, bo złość Rachel
opadła. Na
chwilę. Hubert Witherspoon to jeden z najbogatszych ludzi w Australii. Posiada
połowę złóŜ
rudy Ŝelaza w kraju. Wszyscy są na jego usługach. – Wezwał mnie. – Co
takiego?! – Jego
rodzina obawia się blokady dróg z powodu poŜaru buszu. JuŜ wysłano po mnie
śmigłowiec,
którym mam wrócić do Sydney. – Spojrzał na zegarek. – Zaraz powinien tu
wylądować. Mam od
razu wsiadać. Zaprezentujesz Penelope jurorom, a potem odwieziesz ją do domu?
Hubert
Witherspoon. Jego śmierć byłaby katastrofą na skalę całej Australii, no,
przynajmniej na
rynku finansowym. To powinno zrobić wraŜenie na Rachel. Powinno, ale...
Michael dziś
popływał. I spał na prawdziwym łóŜku. Ona zaś przez ten czas siedziała z
Penelope, plując
sobie w brodę,Ŝedała się namówić na wyjazd z Sydney. – Mam paradować z Penelope
po wybiegu?
– wykrztusiła, a on uśmiechnął się tak, jak uśmiecha się wzięty konsultant do
staŜysty.
Dlaczego bezwiednie pomys ´lała o arszeniku? – Widziałaś, jak się prezentuje
psa, prawda? –
Omiótł ją spojrzeniem. – Penelope będzie grzeczna, ale ty mogłabys ´ nieco
doprowadzić się
do porządku. Nie dałamuw zęby tylko dlatego, Ŝe otaczali ich ludzie.
Pohamowała się z
trudem, zachowując mizerne resztki godności. – Rozumiem. – Wzięłagłęboki
wdech. – Mam sama
wieźć ją do Sydney? – upewniła się. – Oczywiście. Chyba Ŝe poŜar zablokuje
szosę. Nie
będę miał ci za złe, jeśli się spóźnisz. – Rzucił jej kluczyki, a ona była tak
zdumiona, Ŝe
je pochwyciła. – Nie. – Wszak miarka się przebrała. – Rachel... – przemówił do
niej tonem
medycznej sławy, która poucza tępego staŜystę. – Chyba zdajesz sobie sprawę,Ŝe
nikt nie
moŜe mnie zastąpić. Hubert potrzebuje kardiologa. Najlepszego. – Mam siano we
włosach –
Strona 8
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
syknęła. – Nie mogę z taką fryzurą prezentować jurorom potencjalnego czempiona
Australii.
– MoŜesz. Wystarczy, Ŝe... – Urwał, bo w tej samej chwili kluczyki wylądowały
tuŜ obok jego
lśniących butów. – Twój pies, twój problem – wycedziła. – Wrócę okazją, jeśli
to będzie
konieczne, ale nie tknę twojego auta. – Rachel... – Wypchaj się! – Ale
Hubert... –
Jeśli o mnie chodzi, Hubert moŜe umrzeć. Ma ponad osiemdziesiąt lat i jest
otyły, a w
Sydney jest co najmniejpięciu kardiologów, którzydorównującikwalifikacjami i
mogą się nim
zająć. – Chyba zdajesz sobie sprawę,Ŝe to nie ma sensu. – Nic mi o tym nie
wiadomo. – Czy
mogę państwu coś zasugerować? – wtrącił Hugo, ale Rachel nie była w nastroju,
by wsłuchiwać
czyichs ´ rad. Odwróciła się na pięcie i omal nie zabiłago wzrokiem. – Niech
pan sobie
daruje. To moja sprawa! Hugo uniósł dłonie w pojednawczym geście. – W porządku.
– Nic tu
po mnie. Sięgnęła do boksu po torbę.Był to piękny teatralny gest, który nie do
końca
wypadł zgodnie z planem. Nie zasunęła zamka i wszystko się wysypało: druga para
dŜinsów,
kosmetyczka, biustonosz oraz kilka par koronkowych, bardzo skąpych majtek.
Dostała je od
Dottie. Od teściowej. – Kochana, nigdy nie wiadomo, co się wydarzy – rzekła
Dottie. – A
mnie bardzo zaleŜy, Ŝebyś była przygotowana. Dottie ma rację.Nigdy
niewiadomo,comoŜesię
wydarzyc ´. Jednego Rachel była pewna. Postąpiła jak skończona kretynka, godząc
się na ten
wyjazd. Zamknęła oczy, widząc, jak jej dobytek sypie się na ziemię. Biustonosz
wylądował
przed nosem Diggera, który natychmiast, wyraźnie rozbawiony, chwycił go w zęby.
Wszyscy
się uśmiechali, a ona omal nie zapadła się pod ziemię. – Niech sobie go
zatrzyma. –
Wskazała na psa, wpychając rzeczy do torby. – Jest taki sprytny, Ŝe na pewno
wykombinuje,
jak to się nosi. Wyprostowała się i z dumnie podniesioną głową ruszyła do
wyjścia. Hugo
patrzył na nią roześmianym wzrokiem, Michael z otwartymi ustami. Ma ich w
nosie. Będzie
szczęśliwa, jeśli juŜ nigdy ich nie zobaczy. Wynosi się stąd. Niestety, nie
Strona 9
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
zrealizowała
tego zamiaru. Wybiegła z pawilonu, a po kilkunastu metrach przystanęła,
poniewaz ˙ za
plecami usłyszała jazgot walczących psów.
ROZDZIAŁDRUGI
Stanęła jak wryta. Przeraźliwe odgłosy psiej bójki przebijały się przez
wystawowy gwar.
Potem rozległ się ludzki krzyk. Tylko człowiek zupełnie bez serca
mógłpozostaćnań
obojętny. Rachel odwróciła sięi nasłuchiwała. Do starcia doszło tuŜ przed
wejściem do
pawilonu, z którego wyszła kilkadziesiąt sekund wcześniej. To nie była
zwyczajna walka,
lecz potworna masakra. Młoda dziewczyna trzymała na smyczy starego, posiwiałego
cocker-spaniela, którego tarmosiłpitbulterier. Było jasne, Ŝe napastnik
zamierza zagryźć
staruszka. Zwierzęta walczyłyna śmierćiŜycie, mimo Ŝe spaniel miałmarne
pojęcie, jak
siębronić. Właścicielka spaniela, dziewczyna wyglądająca na piętnaście lat, ta
sama, która
wcześniej krzyczała, teraz rozpaczliwie starała sięje rozdzielić. W chwili, gdy
Rachel
rzuciła sięw ich stronę, nastolatka chwyciła pitbula za obroŜę i zaczęła go
odciągać. Pies
zacharczał, od wróciłłeb od spaniela i ugryzłjego właścicielkę. Rachel dzieliło
od wejścia
do pawilonu jakieś sto metrów, więc biegnąc, krzyczała do dziewczyny, by
puściła psa.
Tymczasem wyprzedziłjąjakiśmęŜczyzna, ten Hugo. Psy znowu zwarły się w jedno
kłębowisko,
lecz tym razem dziewczyna znalazła siępod nimi. Zaraz jąroz szarpią! –
pomyślała Rachel.
Skoczyła, by złapać obroŜę pitbula, lecz ktoś chwycił ją za ramię. – Odsuń
się! –
usłyszała. Hugo rozwijał wąŜ hydrantu zawieszony na ścianie wewnątrz budynku.
Urządzenie to
słuŜyło do mycia pawilonu po pokazach. – Odkręć wodę! Rachel w okamgnieniu
zorientowała
się, o co chodzi, i bez namysłu rzuciła się do kranu. Sekundę później woda
chlusnęła
silnym strumieniem, który Hugo skierował na walczące psy. Strumień był tak
mocny, Ŝe
uderzony nim w łeb pitbul aŜ się przewrócił. Spaniel skorzystał z okazji i
skowycząc,
rzucił się do ucieczki. Rachel natychmiast przyklękła przy leŜącej nieruchomo
Strona 10
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
dziewczynie.
– Udo... – szepnęła przeraŜona. Z nogi właścicielki spaniela tryskała jasna
tętnicza krew.
O BoŜe, czyŜby pies rozerwał jej tętnicę udową? Jeśli tak, to zgon moŜe
nastąpić w ciągu
kilku minut. – Niech ktoś przyniesie moją torbę! Biegiem! – krzyknął Hugo. –
Samochód stoi
pod kioskiem. Cisnął kluczyki w tłum, oburącz starając się zatamowac ´
krwawienie. Rachel
ściągnęła koszulkę, poniewaŜ potrzebny był tampon, więc w obliczu walki o Ŝycie
przyzwoitość zeszła na odległy plan. Wcisnęła Hugonowi koszulkę do ręki, a on
przyjął ją
bez zbędnych pytań i zaczął uciskać ranę. – Kim, nie ruszaj się – mówił.
Rachel ze
zdumieniem zorientowała się,Ŝe Hugo przemawia do dziewczynki. Ten facet jest
świetny, pomys
´lała. Nawet w tak dramatycznej sytuacji pamięta, Ŝe z pacjentem naleŜy
rozmawiać. –
Zostałaś powaŜnie pogryziona, więc musimy zatamowac ´ krwotok. Wiem, Ŝe to
bardzo boli, ale
ktoś juŜ pobiegłpo środek przeciwbólowy. Za kilka minut ci go podamy. Czy ona
go słyszy?
Muszęsięskupić, bo on zaraz będzie potrzebowałnowego tamponu, lepszego niŜmój
T-shirt.
–Michael! –krzyknęłanacałygłos. Hugo ma zajęte ręce i nie moŜe zdjąćkoszuli, a
Michael
miałnie tylko koszulę, ale i lata doświadczenia. Lecz Michaela nie było.
Trudno. –Weźcie
moją–zaofiarowałsiępotęŜnie zbudowany farmer, rozumiejąc sytuację. Rachel z
wdzięcznościąprzyjęła jego dar, a potem dostrzegła swojątorbę. Otwarta leŜała
tam, gdzie
jąrzuciła, biegnąc do kranu. W niej sąubrania. Dobra nasza. Gdy Hugo
podniósłwzrok, podała
mu ciasno zwiniętą koszulęfarmera, po czym zrobiła kolejny tampon z tego, co
znalazła w
torbie. Po chwili przyłoŜyła go do tamponu Hugona i razem z nim zaczęła
uciskaćkrwawiące
miejsce. Niestety, nawet wspólnymi siłami nie byli w stanie powstrzymaćupływu
krwi.
–Szczypce –mruknąłponuro Hugo. –Moja torba... –Clive juŜpo
niąpoleciał–oznajmiłfarmer,
pochylając sięnad nimi. –Zaraz wróci. Clive jest najszybszy. Pracowali razem
jak zgrany
tandem. Hugo oddychał cięŜko, a ona przyłapała sięna tym, Ŝe sama teŜledwo
Strona 11
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
oddycha. Ŝ yj,
błagam. Tej modlitwy nauczyła sięjuŜna początku studiów medycznych i często do
niej
sięuciekała. Medycyna, owszem, poczyniła wielkie postępy, ale czasami
przydawało
sięcoświęcej. Łut szczęścia? –Mocniej –sapnąłHugo. –Nie zsuwaj sięz rany. –Nie
zsuwam
się–powiedziała przez zęby. Rana wyglądała jak zadana zębami rekina: wielka
i otwarta.
Przez taką ranę cała krew moŜe wypłynąć w ciągu paru minut. – Gdzie te
szczypce? – Wgłosie
Hugona narastał niepokój, w miarę jak sytuacja stawała się coraz bardziej
dramatyczna. –
Cholera, gdzie ta torba? – JuŜ jestem! – Kilkunastoletni chłopak przeciskał się
przez
tłum, taszcząc torbę trzy razy większą od jakiejkolwiek lekarskiej torby, jaką
Rachel do
tej pory widziała. Jasne, tak wygląda torba wiejskiego lekarza! – Otwieraj!
Gdy Clive
wykonał polecenie, Rachel szeroko otworzyła oczy. Szczypce. Było ich mnóstwo i
wszystkie
leŜały na wierzchu, jakby w stanie największej gotowości. Jedną ręką chwyciła
pierwszą
parę. – Nie zatrzymamy tego bez klamer – mruknęła. – Takie krwawienie daje
tylko rozdarta
tętnica. Hugo bez mrugnięcia okiem akceptował jej diagnozę. – Zgadzam się.
Clive, zdejmij
koszulę i gdy będziemy pracować, usuwaj krew, ile się da. – Sięgnął po drugą
parę
szczypiec, po czym zerknął na Rachel. – Gotowa? Zrobiłagłęboki wdech. To bardzo
ryzykowne
zadanie. Tampon jest konieczny, by zatamować krwawienie, ale Ŝeby całkiem je
zatrzymać,
naleŜy go usunąć i znaleźć konkretne miejsce. Jeśli nie uda się im zlokalizować
go w kilka
sekund, Kim moŜe umrzeć. – Tak. – Odetchnęłagłęboko. – Teraz. Gdy usunęli
tampon, krew
siknęła znowu, więc pracowali po omacku pośród strzępów ciała. Gdzie w tym
wszystkim jest
ta tętnica? Panie BoŜe, musimy ją jak najprędzej znaleźć. – Clive, zabierz
tampon. Na
moment. I bądź gotowy... Przez ten ułamek sekundy, kiedy rana wypełniała się
krwią... –
Jest! – Rachel pospiesznie zamknęłatętnicę. Niestety, to nie wystarczyło.
Oprócz tętnicy
Strona 12
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
rozerwane były jeszcze dwa lub trzy inne naczynia krwionośne. Ich pęknięcie
równieŜ moŜe
mieć fatalne skutki. Hugo nałoŜył drugą klamrę. Pracowali błyskawicznie,
poniewaŜ w
momencie gdy ucisk ustawał, krew znowu płynęła swobodnie. – Mam cię! – mruknął
Hugo. Gdy
załoŜyli jeszcze dwie klamry, pulsujący strumień ustał. Krew, która teraz
płynęła leniwie,
wydostawała się z przerwanych Ŝył, lecz oni zrobili wszystko, co naleŜało w
takiej
sytuacji. Na razie. – Ucisk jest nadal konieczny – odezwała się Rachel,
przysiadając. Hugo
zwijał następny tampon. Udało się. Kto to widział, szukać tętnicy w takich
warunkach... To
prawda, sprzyja im szczęście. Ale z drugiej strony, ten facet jest niesamowity!
Umocował
tampon, podniósł wzrok i dziwnie na nią popatrzył. Sprawa nadal jest bardzo
powaŜna, lecz
teraz jest to kwestia minut, nie sekund. Zablokowali juŜ odpływ krwi. Teraz
naleŜy zapobiec
wstrząsowi, uzupełnić płyny oraz ratować nogę. – Pete, wezwij karetkę – rzucił
Hugo do
otaczającej ich grupki ludzi. – PrzekaŜ im, Ŝe potrzebuję osocze i kroplówkę.
Oraz Ŝe
jeśli nie będą tu za trzydzieści sekund, to przy najbliŜszej okazji obedrę ich
ze skóry.
Dave, zbierz chłopakówi złapcie te psy, zanim znowu dojdzie do tragedii.
Toby... Gdzie jest
Toby? – Rozejrzał się. – Myra, zajmiesz się nim? – Dwa pierwsze polecenia juŜ
zostały
wykonane – odezwał się któryś zmęŜczyzn. –Spaniel jest uweteryna rza, a
chłopaki szukają
pitbula. Karetka w drodze. Ktoś musi jeszcze zająć się Tobym. Z gromady
poruszonych gapiów
wysunęła się kobieta wśrednim wieku i wzięłachłopczyka za rękę. Malec, blady i
wstrząśnięty, przez cały czas obserwował, jak ojciec i Rachel ratują pogryzioną
dziewczynę.
– Chodź,słonko – rzekła kobieta. – Tatuś musi zająć się Kim. Kim... Rachel
spojrzała na
nią.Była blada jak ściana i miała otwarte oczy, ale nie wyglądała na przytomną.
– Kim,
wyzdrowiejesz – szepnęła Rachel, biorącjąza rękę. Ona teraz potrzebuje spokoju,
a nie
chaosu. – Musielis ´my sprawić ci ból, Ŝeby zatamować krew, ale jesteśmy
lekarzami i wiemy,
Strona 13
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
co naleŜy robić. Kim szerzej otworzyła oczy. Jest przytomna! – Mama...
Knickers... –
Niech ktoś poszuka Sandersonów! – polecił Hugo. – Kim, zaraz znajdziemy
rodziców, a
Knickers jest u weterynarza. Rob zajmie się nim tak samo jak ja tobą.
PrzeraŜenie zniknęło
z jej oczu. Udałosię. W pewnym sensie. Na razie. Bo... czy krwa wienie zmalało
między
innymi, dlatego Ŝe spadło ciśnienie krwi? – Nie straciłaaŜ tak duŜo – zauwaŜył
Hugo,
zniŜając głos, a Rachel zorientowała się,Ŝe pomyśleli o tym samym. Rachel
była umazana
krwiąod stópdogłów. Na górze miała tylko biustonosz i wyglądała jak ofiara
filmowego
wampira. Lekarz powinien mieć ubranie ochronne, pomys ´lała. JeśliKimcierpi
najakąś chorobę
przenoszonąprzez krew,onai Hugo juŜ się niązakazili.NiewaŜne.Nieteraz. Hugo
dezynfekował
ramię dziewczyny, a Rachel przygotowywała strzykawkę. – Pięć miligramów
morfiny? – Tak, a
potem sól fizjologiczna. I osocze. Gdzie jest ta cholerna karetka? JuŜ była na
miejscu.
Przez zbiegowisko przeciskało się dwóch ratowników. Rachelomało
sięniepopłakała.
Przywieźliosocze,sól fizjologiczną, wszystko, czego Hugo potrzebuje. I ją
zastąpią.Będzie
mogładołączyć do przeraŜonych gapiów. Ale... – TwójmąŜ jest kardiologiem? –
zapytał Hugo.
MójmąŜ? Popatrzyła na niego nieprzytomnym wzrokiem, ale po chwili pojęła, o
kogo mu chodzi.
Michael. Co za pomysł?! Lecz to nie jest pora na wyjaśnianie nieporozumień. –
Tak. –
Dzięki Bogu. – Słucham? – Jestem jedynym lekarzem w tym miasteczku –
powiedział. – Poproś
kogoś,Ŝeby go odszukał. Przyda się nam. – Miał lecieć do Sydney. – O, właśnie
startuje
jakiś helikopter – zauwaŜył ktoś z zebranych. – Słychać go. Odleciał? Michael
odleciał?
MoŜe nie zauwaŜył, co się stało. Ona go porzuciła, a on, jak to on, takŜe
poszedł swoją
drogą. Na pewno słyszał o psach, które się pogryzły, ale nie próbował
dowiedzieć się
czegoś więcej. Tego weekendu poznała go na tyle dobrze, Ŝebyła przekonana, Ŝe
na pewno nie
odstąpi od swoich planów. – Poleciał? – Hugo szukał wzrokiem farmera, który
Strona 14
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
dał im
swąkoszulę. – Więc musi zawrócić. Matt, zajmij się radiem. KaŜ im zawrócić.
Powiedz
pilotowi, Ŝe mamy priorytet, nagły przypadek. Kim moŜe stracić nogę. Musi
operować
jąchirurg naczyniowy. Musimy jąewakuować. Natychmiast! – Rozumiem. Zbiegło
się tu
przeszło dwadzieścia osób, pomyślała Rachel, ale zachowują się zupełnie inaczej
niŜ gapie
w podobnych sytuacjach w mieście. Wszyscy wyglądają na przeraŜonych. Wszyscy
znają tę Kim.
I wszyscy są gotowi do pomocy. Zdała sobie sprawę,Ŝe jest jedyną kobietą bez
bluzki, ale
bez pytania wiedziała, Ŝe mieszkanki Cowral postąpiłyby tak samo, gdyby zaszła
taka
potrzeba. Gdy rodzice Kim dotarli na miejsce zdarzenia, dziewczyna straciła
przytomność.ZłoŜyły się na to wstrząs, utrata krwi oraz środek przeciwbólowy.
To dobrze,
pomys ´lała Rachel, gdy pani Sanderson zalała się łzami, poniewaŜ strach
malujący się na
twarzach rodzicówna pewno by jej nie pomógł. Koniec. Jej rola dobiegła końca.
Zmienił ją
jeden z ratowników. Gdy podniosła się z klęczek, objęłają jakaś kobieta w
kwiecistym
kostiumie z krempliny. Rachel nie protestowała. Była wdzięczna nieznajomej. –
Jak się
nazywasz? – zapytał Hugo, z pomocą ratownika zakładając pojemnik z plazmą. –
Rachel.
Rachel Harper. – Jesteś lekarzem? – Tak. – Chirurgiem naczyniowym? –
Niestety nie. –
Wiedziała, co Hugo ma na myśli. Chirurg naczyniowy jest mu rozpaczliwie
potrzebny, poniewaz
˙ szansa na uratowanie nogi dziewczyny jest niewielka. – Michael to potrafi. I
nadal jest w
zasięgu. Będzie zły, Ŝe go odwołują, ale raczej nie będzie miał wyboru. Hugo
przyglądał
się jej badawczo. Oboje zdawali sobie sprawę,Ŝe jeśli rozerwana tętnica nie
zostanie zszyta
jak najszybciej, Kim straci nogę. Jeśli nie Ŝycie. Potrzebny jest śmigłowiec
oraz Michael.
Od tych dwóch czynników zaleŜy przyszłość Kim. Rachel ogarnęło uczucie
bezradności. JuŜ
jest niepotrzebna. Pani Keen, kobieta w kremplinie, zaprowadziłają do domu
dozorcy terenów
wystawowych, a gdy karetka mknęła na sygnale do szpitala, Rachel juŜ brała
Strona 15
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
prysznic. Pani
Keen tymczasem dokonała inspekcji jej torby. – Te pani ubrania są do niczego –
oznajmiła
przez drzwi łazienki. – Ktoś pozbierał pani rzeczy i przyniósł tu torbę, ale
wszystko jest
zalane krwią. Nie to jest najwaŜniejsze, pomyślała Rachel, delektując się
strumieniami
ciepłej wody. Najbardziej martwi mnie Kim. Oraz jej noga. Michael będzie
wściekły, Ŝe udar
Witherspoona przejdzie mu koło nosa. To nieistotne. Na pewno nic nie wie o
ataku pitbulla.
Michael Levering widzi tylko to, co dotyczy jego samego. Wezwano go do pacjenta
milionera w
Sydney, a ona nie wypełniła jego polecenia, wobec czego obrócił się na pięcie
i zajął
swoimi sprawami. Niech inni się troszczą o Rachel i Penelope. Jeśli Rachel nie
odwiezie
jego bezcennej suki do Sydney, to cóŜ, stać go na opłacenie kogoś, kto ją
przetransportuje
tam w późniejszym terminie. Organizatorzy wystawy na pewno nie zagłodzą psa na
śmierć, a
nawet jeśli... Penelope to tylko jeszcze jedna dekoracja. Potwór, nie
człowiek!
Zatrzęsła się ze złości, a takŜe pod wpływem wraŜeń minionych godzin. Bogu
dziękowac ´,Ŝe
udało się utrzymać Kim przy Ŝyciu. ś migłowiec z Michaelem na pokładzie juŜ
powinien
wrócić. Mimo Ŝe przestała lubić Michaela, musiała przyznac ´,Ŝe posiada on dar,
którego jej
brakuje. Jest wys ´mienitym chirurgiem naczyniowym. Nawet jeśli nie dotarła do
niego
informacja o wypadku, to jeśli zgodnie z planem dojdzie do ewakuacji Kim, na
pewno nią się
zajmie. Razem z Hugonem... Wycierała się, gdy do łazienki zapukała pani Keen.
Wyglądała na
zmartwioną i zaŜenowaną. – Przepraszam, Ŝe przeszkadzam, ale jest pani
potrzebna w
szpitalu. Dzwonił doktor McInnes. Pilot śmigłowca odmówił powrotu. Doktor Hugo
musi ją
natychmiast operować,Ŝeby ratować nogę. Nie poradzi sobie bez pani. – To jest
prywatny
helikopter – wyjaśniał w drodze do szpitala Harold Keen, wystawowy dozorca, nie
kryjąc
złości. – Zdaje się,Ŝe naleŜy do tego faceta z udarem, do Witherspoona. Pilot
jest jego
Strona 16
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
pracownikiem. Oznajmił, Ŝe otrzymał polecenie dostarczenia tego młodego
człowieka do
Sydney i nie zamierza zawracać. – Ale Michael jest na pokładzie. Chyba ma coś
do
powiedzenia? – Obawiam się,Ŝe nie. Patrzyła przed siebie. Oto znalazła się w
sukience z
krempliny poŜyczonej od Doris Keen oraz jej sandałkach w aucie, które wiezie ją
do
wiejskiego szpitala, gdzie ma asystować przy koszmarnie trudnej operacji.
Ratunku! – Mam
nadzieję,Ŝe ktoś się zaopiekował Penelope – powiedziała cicho. Harold spojrzał
na nią z
aprobatą. – Wasz pies jest w dobrych rękach – oświadczył. – Wszyscy tańczą
dokoła niego.
Pani zaopiekuje się Kim, a my zaopiekujemy się wami. – Dziękuję. – Miała
ochotę się
rozpłakać. Przeklęty Michael! Umie to, czego ona nie potrafi. I na dodatek ma
śmigłowiec,
który tak bardzo by jej się przydał. Ale się ulotnił. – Nie pora na złość.
Bierzmy się do
roboty. Gdy pielęgniarka zaprowadziłają do sali operacyjnej, Hugo juŜ był
ubrany w zielone
spodnie, bluzę i czepek. Rozejrzała się i serce w niej zamarło. Stała pośrodku
skromnego
gabinetu zabiegowego, zdecydowanie nieprzygotowanego do tak powaŜnej operacji.
Odchrząknęła
i podniosła wzrok, w którym Hugo bezbłędnie odczytał strach. – Jakie ma pani
doświadczenie? – zapytał. – Pracuję w miejskim szpitalu w Sydney. Na
traumatologii. Nie
mam... kwalifikacji odpowiednich do przeprowadzenia tak skomplikowanej
operacji. – Mimo to
dzięki pani udało się nam tak szybko zamknąć rozszarpane arterie – zauwaŜył. –
To dzięki
pani Kim Ŝyje. Teraz musimy po prostu dokończyć to, co zaczęliśmy. Jasne. –
Zamierza pan
połączyć tętnicę udową? – Tak. – Pokręcił głową. – Nie wiem, czy to się nam
uda, ale
musimy spróbować. Rozmawiałem ze specjalistą w Sydney, który orzekł,Ŝe nie
mamy wyjścia.
Zanim dotarłaby do Sydney, noga będzie do amputacji. Zatem, jeśli nie
podejmiemy tej
próby, Kim straci nogę. Potrafi pani podać znieczulenie? Ulga, jakiej doznała,
gdy dotarło
do niej, Ŝe to nie ona będzie operować, sprawiła, Ŝe kolana prawie się pod nią
ugięły. –
Strona 17
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Tak. – Jeśli on jest gotowy na tak heroiczny czyn, ona teŜ na to się zdobędzie.
Tak, to
będzie heroiczna walka, walka szaleńców, tym bardziej Ŝe wynik wydawał się
przesądzony,
lecz ten człowiek ma rację: trzeba spróbowac ´. – Nie będzie źle – zapewnił ją.
– Mamy
połączenie z Sydney. Zgodził się nas pilotować Joe Cartier, jeden z
najlepszych chirurgów
w Australii. ś ciągnąłem teŜ Jane Cross, która lubi się bawić w filmowca. JuŜ
podłączyła
się do komputera i będzie nagrywała operację na wideo. Jest mistrzyniązbliŜeń,
więc kaŜdy
mój ruch natychmiast będzie widziany w Sydney i od razu dostanę informację
zwrotną.
Zorganizował to wszystko przez ten krótki czas, kiedy byłam w łazience pani
Keen? – Nie
chciałabym... Nie jest pan chirurgiem? – Jestem lekarzem rodzinnym w dziurze
oddalonej o
dwie godziny od reszty świata. Mam wszystkie specjalizacje. Gdyby nie pani,
gdybym nie miał
anestezjologa, uznałbym ten zabieg za niewykonalny, ale w tej sytuacji moŜe
nam się
poszczęścić. Bierzmy się do roboty. Później, gdy pytano jąo przebieg operacji,
tylko
kręciłagłową. Jak im się to udało? To przecieŜ niemoŜliwe. Potrafiła opisać
jedynie
niektóre szczegóły, a i te robiły ogromne wraŜenie. TuŜ obok stołu
operacyjnego ustawiono
mikrofon bezpośrednio połączony z gabinetem doktora Cartiera w Sydney. Jane
Cross była po
czterdziestce. Wyglądała niesamowicie w zielonej bluzie nałoŜonej na turkmeński
amarantowy
kaftan i w zielonym czepku, spod którego zwisało kilkanaście kolczyków.
Wycelowała
kamerątuŜ nad raną. – Obiecaj, Ŝe nie zemdlejesz – rzekł do niej Hugo.
Popatrzyła na nich
z niedowierzaniem, a nawet moŜe ze śmiechem w oczach. – Miałabym zemdleć? Ja?
Na oczach
publiczności? Na pewno zemdleję, i to ze trzy razy, a na dodatek zwymiotuję,
ale później.
Na pewno nie podczas pracy. Superbaba, pomyślała Rachel. Trzymała kamerę tuŜ
nad dłońmi
Hugona, ale z takim wyczuciem, Ŝe mu nie przeszkadzała. Joe Cartier w Sydney
miał pełny
obraz tego, co się dzieje, a Hugo pytał go o kaŜdy kolejny krok. Rachel nie
mogła mu
Strona 18
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
pomagać, poniewaŜ sama była potwornie zajęta. Kim znajdowała się w tak powaŜnym
wstrząsie,
Ŝe utrzymanie jej przy Ŝyciu stanowiło nadzwyczaj trudne wyzwanie. Rachel teŜ
byłapodłączona do telefonu. W specyficzny sposób. PoniewaŜ zabrakło im kabla
telefonicznego, wspólniczka Jane, pulchna kobieta w dŜinsach i bluzie,
siedziała w rogu
pokoju tak, by niczego nie widzieć, poniewaŜ miałabardziejwraŜliwy Ŝołądek niŜ
Jane, i
przekazywała pytania Rachel anestezjologowi w Sydney. Ta telefoniczna
współpraca
uprzytomniła jej, do czego jest zdolna obsada skromnej prowincjonalnej
placówki. Okazało
się,Ŝe szpital Hugona jest całkiem przyzwoicie wyposaŜony. Dostarczono jej
krew, osocze i
sól fizjologiczną, ogrzane poza salą operacyjną. Zadbano nie tylko o płyny.
– Nie
dopuśćcie do wychłodzenia pacjentki – przypomniał im anestezjolog na drugim
końcu linii,
więc natychmiast pojawiły się ciepłe pledy. Co kilka minut drzwi się otwierały
i
przychodziła nowa dostawa podgrzanych koców. Poza salą uwijał się cały sztab
ludzi. Przy
stole operacyjnym asystowały dwie osoby. Pielęgniarka Elly byławśrednim wieku.
Miała
zbolały wyraz twarzy, poniewaŜ była zaprzyjaźniona z matką Kim, lecz fakt ten
w niczym nie
umniejszał jej profesjonalizmu. Oprócz niej pomagał im rudowłosy pielęgniarz
David, który
pomimo młodego wieku sprawiał się wzorcowo. Wszyscy, całe miasteczko, są
wspaniali,
pomyślała Rachel. I, oczywiście, Hugo. Podjął się niewyobraŜalnego. Ani na
chwilę nie
odrywał wzroku od rany. Chyba jeszcze nigdy nie był aŜ tak skoncentrowany.
Gdzie się
podział ten roześmiany męŜczyzna, którego poznałana wystawie? Zniknął. Zastąpił
go
zawodowiec, któremu przyszło wykonać zadanie zdecydowanie wykraczające poza
zakres jego
wykształcenia. Rachel, i tak juŜ przejęta rolą anestezjologa, zastanawiała
się, czy byłaby
w stanie podjąć się takiej operacji, gdyby zabrakło Hugona. Nie, na pewno nie.
Widać,Ŝe
Hugo jest o wiele bardziej niŜ ona oczytany w tej dziedzinie, a pytania, które
zadaje
Strona 19
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
chirurgowi, świadczą o jego rozległej wiedzy na temat zadania, którego się
podjął. Ten
człowiek jest rewelacyjny. Co więcej, odnosi sukcesy. Nie spoczął na laurach,
gdy udało mu
się połączyć tętnicę, co graniczyło z cudem, i noga Kim zaczęła nabierać
normalnego koloru.
Z nowym wręcz zapałem zasypał pytaniami nieznanego im specjalistę w Sydney.
Pracował bez
przerwy, łącząc ponownie naczynia krwionośne, które wydawały się nie do
uratowania. Gdy
ten etap dobiegł końca, do operacji włączył się chirurgplastyczny, który krok
po kroku
pomógłmuzszyć ranę tak, aby pozostał po niej jak najmniejszy ślad. Nawet
pomyśleli o
bliźnie, zdumiała się Rachel, z ulgą spoglądającnaróŜowiejące palce stóp
pacjentki.
Zerknęłajeszcze na monitor pracy serca i upewniła się,Ŝe ciśnienie krwi się
stabilizuje.
Zwycięstwo! Po kilku godzinach nadludzkiego wysiłku, gdy mogli się nareszcie
wyprostować,
zespół w Sydney wydał okrzyk triumfu. – Nasze gratulacje! Jeśli nie macie juŜ
więcej ofiar
psiej zajadłości, to pozwólcie, Ŝe się z wami poŜegnamy – rzekł jeden ze
specjalistów.
Hugo, Rachel i ich pomocnicy podziękowali zgodnym chórem, po czym wyłączono
telefony. W
sali zaległa cisza. Rachel nadal była skoncentrowana na doprowadzeniu do tego,
by Kim
zaczęła oddychać samodzielnie, a Hugo nakładał opatrunek. Podniosła wzrok – w
oczach
obecnych wyczytała takie samo niezmierne zadowolenie, jakie i ona odczuwała.
Hugo jednak
nie promieniał. Sprawiał wraŜenie śmiertelnie wyczerpanego. Jeśli ona pracowała
w
nieludzkim napięciu, to jak ogromna musiała być presja, pod którąon się
znalazł? JuŜ
nieraz byłaczłonkiem zespołu operacyjnego, więc się zorientowała, Ŝe
nadszedłczas, by kto
inny przejął inicjatywę. – Davidzie, zajmij się, proszę,załoŜeniem opatrunku
–zwróciła
się do pielęgniarza. – Hugo, zostaw to. JuŜ nie jesteś tu potrzebny. – Zaraz
zacznie
odreagowywać ten koszmarny stres. – Nic mi nie jest – oznajmił, lecz nagle
zaczęłymu
drŜeć dłonie, którymi przytrzymywał tampon. – Idź i powiedz Sandersonom, Ŝe ich
córka nie
Strona 20
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
straci nogi – poleciła mu. W sytuacjach kryzysowych w sali operacyjnej taka
bezpośredniość
jest nieodzowna. – Na pewno odchodzą od zmysłów. No, idź. Wiedziała, Ŝe jedna
z
pielęgniarek juŜ przekazałaim tę wiadomość, lecz na pewno woleliby usłyszeć
potwierdzenie
z ust lekarza. To on powinien ich o tym poinformowac ´, poniewaŜ to on dokonał
tego cudu.
Jemu to zawdzięczają. Nikt nie oponował. David przejął plaster ze zdrętwiałych
palców
Hugona i dokończył opatrunek. – Doktorze McInnes, właśnie został pan wyrzucony
z sali
operacyjnej – odezwał się rudy pielęgniarz, uśmiechając się promiennie do
swojego
przełoŜonego. On takz ˙ebył pod wraŜeniem ich wspólnego sukcesu. – Dama
pokazała panu
drzwi, a Ŝyczenie damy to dla nas rzecz święta. MoŜe nie? Hugo odsunął się od
stołu, na
którym wciąŜ leŜała ich pacjentka, spojrzał przeciągle na Rachel, po czym
zmarszczył twarz
w kąśliwym uśmiechu. – Chyba tak. Dobrze się dzięki niej bawiliśmy. – No
właśnie –
odezwała się znacznie bardziej łagodnym tonem, niŜ zamierzała. – ZrewanŜuj się
nam,
wychodząc stąd. – Mogę? – Na pewno. – Bezwiednie połoŜyłamu dłoń na ramieniu.
Nie
wiedziała sama, czy jest to gest podziękowania czy pociechy, ale nie mogła się
oprzeć.
Hugo z dziwną miną spojrzał na jej palce na jego zielonej bluzie. Na moment
przykrył je
ręką, a Rachel poczuła niezwykłe ciepło, które między nimi przepłynęło. Ciepło
oraz
jeszcze coś, czego nie potrafiła nazwać. – Ma pani rację, doktor Harper –
szepnął ledwie
słyszalnym głosem. – Muszę stąd wyjść. Potem pielęgniarki wywiozły Kim do sali
pooperacyjnej, a Rachel została z Jane, która filmowałacały zabieg, oraz Pat,
która
siedziała przytelefonie.Trzygodzinywcześniej nie miały pojęcia o swoim
istnieniu, a teraz
uśmiechały się do siebie jak wariatki. – Jane, byłaś fantastyczna – zaczęła
Rachel. – Nie
rozumiem, jak ci się udało nie zemdleć. – Co tam omdlenie! Chciało mi się coś
znacznie
gorszego – wyznała Jane. – Ale postanowiłam sobie, Ŝe zrobię to później, jak
Strona 21
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
juŜ nie będę
wam potrzebna. I wiecie co? Teraz juŜ mi się nie chce. – Czy wiecie, Ŝe
uratowałyście Kim
nogę? – Wszyscy razem się do tego przyczyniliśmy – zawyrokowała Pat, po czym
wstała, by
uścisnąć przyjaciółkę, a po chwili obydwie gratulowały Rachel. – Tworzymy
zgrany zespół –
rzekła Pat. – Cieszę się,Ŝe pani tu jest. Coś mi mówi, Ŝe doktor McInnes
wkrótce będzie
potrzebował takiej ekipy. To oświadczenie wydałosię Rachel pozbawione sensu.
Oczym ona
mówi? Ŝ eHugobędzie potrzebowałzespołu? – Dlaczego? – spytała. – Za chwilę nie
poradzimy
sobie tutaj bez fachowców – odparła Pat – poniewaŜ zmienia się kierunek wiatru.
Dowiedziałyśmy się o tym, jadąc do was. PoŜar zablokował szosę. Jesteśmy
odcięci od świata,
a ogień się rozprzestrzenia. Rachel podeszła do zlewu i machinalnie zdjęła
zielony
uniform. Była tak skonana, Ŝe ledwie trzymała się na nogach. Podstawiła
nadgarstki pod
strumień zimnej wody, a potem obmyła twarz, starając siępobudzićzmęczony mózg.
Nie moŜna
wyjechać z Cowral? – Moje gratulacje –usłyszała nagle za plecami, więc czym
prędzej
sięodwróciła. W progu stałHugo. – Ty teŜna nie zasłuŜyłeś–wyjąkała,
poniewaŜjązaskoczył. A
nawet wyprowadziłzrównowagi. Jak on cudownie sięuśmiecha. A gdy jej dotknął...
Nie, moja
droga, zapomnij o tym. Co taki lekarz jak Hugo, taki utalentowany, robi w tej
mieścinie?
Przed chwiląprzeprowadził popisowąoperację. Powinien zostac ´ chirurgiem.
NaleŜałby do
czołówki. – LubięCowral. –To wyznanie sprawiło, Ŝe ze zdumienia szeroko
otworzyła oczy. –
Słucham? – Zastanawiałaś się przed chwilą, co taki miły facet jak ja robi w
tej zapadłej
dziurze, prawda? –zapytał, a jej aŜzabrakło tchu. – Wcale... Ja nie... – To
pytanie
przychodzi do głowy wszystkim lekarzom z wielkich miast. Dlaczego ktośdecyduje
siępracowac
´na prowincji? Ale mnie bardzo w Cowral siępodoba. Ja jestem tutaj z wyboru, a
pani, pani
doktor, zostałatu uwięziona. Po tym, jak wyprosiła go z sali operacyjnej,
zdąŜyłjuŜ zdjąć
Strona 22
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
operacyjny strój i znowu był w moleskinowych spodniach i koszuli podobnej do
tej, w której
zobaczyła go na wystawie. To znaczy, Ŝe znalazłczas sięprzebrać. Teraz znowu
sięprzeistoczył. Z lekarza w farmera. Lekarz farmerem? O czym ty myślisz? Skup
się na
sprawach istotnych! Na poŜarze buszu oraz na tym, Ŝe nie masz drogi odwrotu.
Craig...
BoŜe, nie powinna była tu przyjeŜdŜać. Ale tu jest. Znalazła się wpułapce. Bez
Craiga. –
Czy to jest powaŜny poŜar? – To spory problem – odrzekł, przemywając twarz
zimnąwodą,
jakby chciał się porządnie obudzić. – W tej chwili płonie park narodowy. Na
razie nie ma
zagroŜenia dla Cowral, ale ogień idzie w naszą stronę. Gdy wiatr zmienił
kierunek, wszyscy
przybysze opuścili miasteczko, zanim szosa została zablokowana. Kiedy ogłoszono
ewakuację,byłaś w sali operacyjnej. Zadecydowaliśmy zaciebie.
–Spojrzałnaniąznadręcznika,którymwycierał twarz. – Przykro mi, Rachel, ale
przez jakiś czas
będziesz naszym więźniem. Opuściła powieki, by zastanowić się nad
konsekwencjami tej
sytuacji. – MoŜna by wezwać śmigłowiec... Ŝeby mnie zabrał – powiedziała
powoli, a on
przytaknął. – Owszem. MoŜna go wezwać do nagłego wypadku, ale Kim juŜ nie
wymaga pomocy.
Jesteś pilnie potrzebna w Sydney? Czy jest pilnie potrzebna w Sydney? Nie. Na
pewno nie w
szpitalu. Od piątku jest na urlopie. Najpierw zamierzała spędzić weekend w
Cowral, a potem
dwa tygodnie leŜeć na plaŜy. W Sydney. LeŜałaby na plaŜy Bondi, Ŝeby być blisko
Craiga.
Craig jej potrzebuje. Wcale nie. Craig cię nie potrzebuje. Zapamiętaj to
sobie raz na
zawsze. Nie potrafiła. Prawdę mówiąc, nikt nie zauwaŜy jej nieobecności w
Sydney, a na
pewno nie Craig. – No nie... – ś wietnie. Bo moŜesz być potrzebna mnie.
Hugo jej
potrzebuje. Wspaniale. Nikt nie moŜe obejść się bez niej. To nic nowego. BoŜe,
pozwól mi
wrócić do domu. Craig... Nie masz wyboru. Jesteś w Cowral. Z Hugonem. Podczas
gdy
Craig... Craig po prostu jest.
ROZDZIAŁ TRZECI
Powoli szła w stronę terenów wystawy, szurającza duŜymi butami. Poinformowała
Hugona, Ŝe
Strona 23
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
idzie do Penelope. Był zajęty rozmową z rodzicami Kim, więc nie miał czasu
odwodzić jej od
tego zamiaru. Nie chciała zawracać mu głowy swoimi kłopotami, mimo Ŝe miała
ich sporo.
Zmierzchało.Pod wieczórucichłwiatr i zrobiłosiębardzo ciepło. Wszędzie rozlegał
się chlupot
morskich fal. Cowral ulokowało się na nadmorskiej skarpie. Wędrując, Rachel
widziała nad
sobągwiazdy wschodzące na niebie przysłoniętym dymem, a od północy
pomarańczowąłunę poŜaru.
Za daleko, by się nim przejmować, moŜe zatrzyma się w parku narodowym,
pomyślała. MoŜna by
trochę popływać. Tak, ale najpierw sprawy waŜniejsze: Penelope oraz nocleg.
Spać! Przed
bramą na teren wystawy stał aston martin Michaela. Przypomniała sobie,
Ŝewściekła rzuciła
mu kluczyki. Czy sąteraz w jego kieszeni, podczas gdy on dokonuje heroicznych
wysiłków, by
ratować Ŝycie pewnego milionera, czy zostawił je w boksie Penelope? Owszem,
zachowała się
z godnością, ale jeśli Michael ma je przy sobie, ona jest skazana na
przemieszczanie się
piechotą. Wcześniej jednak naleŜy zajrzeć do Penelope. Otworzyła drzwi do
pawilonu i
ruszyła na poszukiwa nie swojego drugiego zmartwienia. Michael pewnie zabrał
kluczyki do
auta, ale psa zostawił. Znalazła Penelope w tym samym miejscu, w którym ją
zostawiła.
Charcica siedziała w swoim boksie, w pustym teraz pawilonie, ipatrzyła na
niąwzrokiem
psa,o którym wszyscyzapomnieli. – Biedny piesek – rozczuliła się Rachel,
przysiadając obok
Penelope, by zastanowić się, co dalej. – Ja ciebie nie opuściłam, nawet jeśli
twój pan cię
porzucił. Pies polizał ją po twarzy, po czym zdezorientowany obwąchał jej
kremplinową
sukienkę. – Nie podoba ci się moja nowa kreacja? – Uśmiechnęła się z przekąsem.
– Nie mam
wyboru. Na razie... Na razie jest głodna. Nie. Kona z głodu! Tylko raz ugryzła
tego
wstrętnego hamburgera, i to dawno temu. I teraz nigdzie go nie było. Penelope
nie sprawiała
wraŜenia wygłodzonej. – PoŜarłaś mojego hamburgera? Pies znowu ją polizał. –
Dobrze
zrobiłaś,bo był ohydny. Ale co ja mam zjeść? Rozejrzała się, pawilon był
Strona 24
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
jednak pusty.
Jej torba została w domu dozorcy, tam, gdzie brała prysznic. Mogłaby pójść po
nią, ale po
co? Sątam same brudne rzeczy. Ma za to swoją torebkę. Nic więcej jej nie
trzeba. Błąd.
Potrzebuje wielu rzeczy, ale ich przy sobie nie ma. – Zanosi się na to, Ŝe do
miasteczka
pójdziemy na piechotę – poinformowała psa. Kłopot polegał na tym, Ŝe szpital i
tereny
wystawowe znajdowały się na przeciwnym brzegu rzeki. – Nie mamy innego wyjścia
– tłumaczyła
psu. – Spacery są zdrowe, więc zaczniemy się do nich przyzwyczajać. Kluczyki
do naszego
pojazdu wróciły do Sydney, co bardzo nas ucieszyło. Przykro mi to mówić,
Penelope, ale
przechadzka wydaje mi się znacznie bardziej atrakcyjna od przejaŜdŜki z twoim
panem. W
Cowral wszystko było pozamykane. Po pierwsze, był to niedzielny wieczór. Po
drugie, na
wieść o moŜliwos ´ci blokady dróg wszyscy turyści wyjechali. Gdy Rachel z
Penelope przeszły
przez most, w miasteczku nie byłoŜywej duszy. Jak o północy w środku zimy. Gdy
dotarłydo
głównej ulicy, słup dymu całkowicie przesłonił księŜyc, a nieliczne latarnie
rozsiewały
upiorne przymglone światło. – Sceneria jak z Sherlocka Holmesa – mruknęła
Rachel. – Z
lewej strony skrada się morderca... Przystanęłana środku jezdni i, niezbyt
pochlebnie
myśląc o paru osobach oraz okolicznościach, wsłuchiwała się w gniewne burczenie
swojego
Ŝołądka. Morderstwo nie byłoby takim złym rozwiązaniem... W kieszeni miała
telefon.
Sięgnęła po niego i zaczęła mu się przyglądać. Do kogo by zadzwonić? Do
nikogo. Nie mam
znajomych, pomyślała. Jakby pod naporem jej wzroku telefon sam zadzwonił. –
Rachel? –To
teściowa. Ta, która tak gorąco Ŝyczyła jej udanego weekendu. – Mam nadzieję,Ŝe
ci nie
przeszkadzam, ale jestem szalenie ciekawa, co u ciebie. Kochana, gdzie jesteś?
Rachel się
zadumała. – Na głównej ulicy Cowral – odparła po chwili. – Zastanawiam się nad
kolacją. –
Och! –Wyczuła, Ŝe Dottie się rozpromieniła. –Wybieracie się w jakieś
romantyczne miejsce?
Strona 25
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
– Gdzieś na powietrzu. – Rozejrzała się, szukając natchnienia. – MoŜe pod
gwiazdami. –
Spojrzała przez grubą warstwę dymu w stronę morza. – Albo na plaŜy. –
Cudownie! Macie
piękną pogodę? Rachel powstrzymała gwałtowny odruch kaszlu wywołany dymem. –
Przepiękną.
– A do tego wspaniałe towarzystwo! – dodała teściowa radośnie. Rachel z
powątpiewaniem
zerknęła na Penelope. – Oczywiście. – Bardzo nam z Lewisem zaleŜało, Ŝeby udał
ci się ten
wypad. Nie moŜesz zostać tam nieco dłuŜej? – Chyba da się to załatwić. –
Poinformowała
teściową o poŜarze i blokadzie dróg. – To nic powaŜnego, ale... być
moŜebędziemy zmuszeni
przeczekać tutaj kilka dni. – Nie zamierzała wyjaśniać,ŜeuŜywając liczby
mnogiej, miała na
myśli siebie oraz charta afgańskiego, a nie siebie i przystojnego kardiologa.
Dottie tylko
na to czekała. – To bardzo dobra nowina! – Oczami duszy Rachel widziała, jak
teściowa
uśmiecha się coraz szerzej. – Mam nadzieję,Ŝe poŜar nie stanowi większego
problemu. –
Raczej nie. Australijczycy nie przejmują się zbytnio poŜarami buszu. Co kilka
lat
większość rezerwatów staje w ogniu – jest to konieczne, by pewne rośliny mogły
się odradzać
– i dopóki Ŝywioł nie zagraŜa ludzkim osiedlom, nie jest traktowany jak
kataklizm. Dottie
uznała, Ŝe tym razem zesłały go niebiosa. – Dottie... – zaczęła Rachel. –
Craig... – Nie
myśl o tym, dziecko. Obiecaliśmy ci. Ojciec i ja wzięliśmy to w swoje ręce. JuŜ
dawno
powinniśmy to zrobić, ale nam nie pozwoliłaś. – Ale... – Zajmij się sobą.
Pomyśl o
przyszłości. Skoncentruj się na tej romantycznej kolacji pod gwiazdami. To jest
rozkaz. –
Tymi słowy teściowa zakończyła rozmowę. Fantastycznie, mruknęła Rachel do
siebie,
spoglądając na milczący telefon. Powinna juŜ być w szpitalu. Dlaczego jej tam
nie ma?
Craig... Nie myśl o nim. Pomyśl o tym, co jest teraz. No właśnie, co teraz?
Skoro w Cowral
nie ma szansy na kolację, naleŜy zaspokoić drugą potrzebę, potrzebę snu. Dach
nad głową.
Jedyny motel, w którym ten drań Michael spędził poprzednią noc, jest na
przeciwległym
Strona 26
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
brzegu rzeki. Muszę przejść przez most. Zostawię Penelope w jej boksie w
pawilonie, a sama
przenocuję w motelu. MoŜe tam da się zamówić coś do jedzenia? Zanim dotarła do
motelu w
poŜyczonych sandałach, obtarła sobie stopy, więc uznała, Ŝe odprowadzi psa
nieco później.
Przywiązała go do drzewa i weszła do recepcji, by się dowiedzieć,Ŝe wszystkie
pokoje są
zajęte. – Przykro mi – rzekławłaścicielka, przyglądając się jej podejrzliwie –
ale
przyjęliśmy na nocleg straŜaków. – Czy moŜna u państwa coś zjeść? – zapytała
Rachel z
nadzieją wgłosie, lecz kobieta pokręciłagłową. – Wszystko jest juŜ pozamykane.
Koło
gospodyń wiejskich przez całą dobę wydaje posiłki straŜakom, ale nie wygląda
pani na
straŜaka. – No nie. – Czy pani coś się stało? – zaniepokoiła się kobieta.
– MoŜe
powinna pani się udać do schroniska dla kobiet? Mogę wezwać policję. Tego mi
brakowało!
Wzięłagłęboki oddech i zebrała się w sobie. A moŜe w schronisku dla kobiet jest
jedzenie?
– Nie, nie. Dziękuję. – Wyjęła z torebki trochę drobnych, poniewaŜ dostrzegła
automat ze
słodyczami. – Zadzwonię do koleŜanki, ale najpierw kupię jakieś batoniki. – Tak
mi przykro,
ale ten automat jest zepsuty. Mechanik miał przyjechać jutro... Rachel wyszła
na dwór i
odwiązała Penelope. Starając się myśleć przytomnie, zastanawiała się nad
sytuacją. Atak
histerii powoli zaczął jej się jawić jako bardzo kuszące rozwiązanie. Wróci do
szpitala.
Hugo powiedział, Ŝe jej potrzebuje. Jak bardzo? Zostanie poddany próbie. Jeśli
jej
potrzebuje, to musi zapewnić jej wikt i opierunek. – Najpierw wikt – mruknęła.
A
Penelope? MoŜe jednak nie powinna wymagać od niego, aby zaopiekował się równieŜ
psem?
Odprowadzi Penelope do boksu. Nie był to dobry pomysł.Upłynęła juŜ prawie
godzina, odkąd
przyszła po Penelope, więc w czasie gdy chodziła po miasteczku, dozorca zdąŜył
zawiesić
solidną kłódkę na wysokiej Ŝelaznej bramie. Dom dozorcy znajdował się zbyt
daleko od
wejścia, by udało się jej go wywołać. Rachel oparła czoło na zimnych prętach i
Strona 27
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
zamknęła
oczy. Fantastycznie! Po prostu lepiej być nie moŜe. Cała ta sytuacja to ponura
farsa.
Gdzie jest to schronisko dla kobiet? – To jest rekord świata w kategorii
,,najbardziej
romantyczny weekend’’ – poinformowała sukę, która odpowiedziała jej smutnym
spojrzeniem
głodnego charta afgańskiego. – Zjadłaś mojego hamburgera – wypomniała jej
Rachel. – Nawet
nie waŜ się tak na mnie patrzeć. Westchnęła, słysząc burczenie w swoim brzuchu.
Wzięła psa
za obroŜę i ruszyła w stronę szpitala. Gdy usłyszała za plecami szum silnika,
pomyślała, Ŝe
nadjeŜdz ˙a coś duŜego, więc usunęła się na pobocze. StraŜacki wóz wypadł zza
zakrętu po
niewłaściwej stronie drogi prosto na nią, zmuszającją do desperackiego skoku
do rowu.
Gdyby nie byławściekła, nie zareagowałaby tak błyskawicznie. Owszem, była
zmęczona, głodna
i zmartwiona, ale oprócz tego ciągle gotowała się w niej złość na Michaela, na
siebie oraz
na okoliczności. Niemal przewidziała, Ŝe ten samochód wyjedzie zza zakrętu na
złym pasie.
Rejestrując pisk opon, zdała sobie jednocześnie sprawę,Ŝe leŜy w trawie, a na
niej
rozpłaszczona Penelope. Wspaniale. Co jeszcze mi się przydarzy? – pytałakępę
trawy przed
samym nosem. – Ŝ yje pani? – PrzeraŜenie w głosie pytającego kazało jej unieść
głowę. MoŜe
jest wściekła, ale nikomu nie da satysfakcji, Ŝe udało mu się ją przejechać. –
Tak, Ŝyję.
– Usiadła, spychając z siebie przestraszoną sukę i poprawiając kremplinową
kreację.
Zamierzała zaprezentowac ´ się z jak najlepszej strony. – Słowo honoru. – O
kurczę. –
MęŜczyzna był przy niej. To on kierował wozem. Jego koledzy biegli do nich, by
zobaczyć,co
się stało. Silnik ciągle pracował, a reflektory oświetlały drogę. – Byłbym
panią zabił.
– Miał pan szczęście... – Uśmiechnęła się niemrawo. Otoczyli ją kołem: kobiety
i męŜczyźni
w straŜackich kombinezonach i kaskach. Byli bardzo zmęczeni i przejęci. Na
pewno wyglądam
jak idealna kandydatka do schroniska dla maltretowanych kobiet. To wcale nie
jest taki
Strona 28
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
głupi pomysł. Jeśli wpobliŜu jest schronisko, które przyjmie mnie z chartem
afgańskim,
natychmiast tam wyruszymy. MoŜe... jeszcze raz popchnęła Penelope... moŜe
nawet bez psa.
– Strasznie panią przepraszam – kajał się straŜak, a ona starała się
skoncentrować na jego
słowach. – O tej porze nikt by się nie spodziewał autostopowicza – zaczęła. –
Ale za rowem
jest za ciemno. – Ktoś podał jej dłoń, którą z wdzięcznością przyjęła, po czym
przyjrzała
się kierowcy. Pod warstwąsadzy dostrzegłana jego twarzy zadrapania, krew i
piasek. Wyglądał
upiornie. – Dobrze pan się czuje? Głupie pytanie. Napierwszy rzut oka widać,Ŝe
nie jest z
nim dobrze. – To tylko... – Potarł oczy. – To od dymu... On siedział za
kierownicą! – Musi
pan jechać do szpitala – powiedziała. – Właśnie tam jechaliśmy. Wezwano nas do
szopy,
która się zapaliła... – mówił straŜak. – Właściciel mówił, Ŝe to magazyn, więc
ruszyliśmy
do akcji, ale zapomniał nas ostrzec, Ŝe trzyma tam paliwo. Szopa wybuchła... co
przeraziło
nas nie mniej niŜ my panią. Nic więcej nam się nie stało. Kilku z nas pieką
oczy, ale i tak
uwaŜamy, Ŝe mieliśmy duŜo szczęścia. Mimo takiego wyjaśnienia Rachel orzekła w
duchu, Ŝe
wszyscy są w szoku i źle wyglądają. Jej osobiste problemy zblakły wobec ich
potrzeb. –
NaleŜało pana opatrzyć, zanim usiadł pan za kierownicą – zauwaŜyła. – Lekarz
był zajęty –
tłumaczył się. – Powiedziano nam, Ŝe nie moŜe przyjechać, bo operuje dziecko
pogryzione
przez psa. To prawda, operował, ale juŜ skończył. To jedyny lekarz w całej
okolicy. Lecz
ma ją. Tylko jaki z niej poŜytek, skoro włóczy się po okolicy z tym idiotycznym
chartem w
poszukiwaniu jedzenia i dachu nad głową jak bezdomny? – Jedźmy do szpitala –
zarządziła,
ścierając z kolana Ŝwir i skupiając się na opanowaniu drŜenia nóg. – Jestem
lekarzem i tam
się przydam. Ale... – Uśmiechnęła się niepewnie, widząc w ich przekrwionych
oczach
niedowierzanie. Lekarka w sukience z krempliny? Nie, nie, to teraz nieistotne.
Za długo by
im tłumaczyć. – Czy pozwolicie mi na coś, o czym marzę od dziecka? Wychowałam
się na wsi –
Strona 29
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
brnęła. – By móc zwozić siano cięŜarówką, zrobiłam stosowne prawo jazdy. Niech
mi pan
pozwoli poprowadzić wóz straŜacki. Wten otosposób doktor Rachel Harper, odziana
w wytworną
kremplinę oraz sandałki Doris Keen, ze Ŝwirem wbitym w kolano i pustym
Ŝołądkiem zasiadła
za kierownicą straŜackiego wozu, w którym siedziało dziesięcioro niemiłosiernie
brudnych i
lekko pokiereszowanych straŜaków oraz jeden chart afgański, potencjalny
czempion
Australii. Ŝ yczyłaś mi niezapomnianego weekendu, przemawiała w duchu do
teściowej, mknąc
do szpitala. Dottie, twoje Ŝyczenie właśnie się spełnia. Poczuła lekkie
ukłucie
rozczarowania, gdy na miejscu dowiedziała się,Ŝe Hugo wyjechał. Dobrze, Ŝe
rozpoznałyją
pielęgniarki, witając jak przyjaciela, a sanitariusz bez mrugnięcia okiem
podjął się zająć
Penelope, jakby to było coś zupełnie normalnego. – Przyjechała pani nam pomóc
– mówił, gdy
sznurek straŜaków wchodził do poczekalni i było jasne, Ŝe Rachel musi
przedzierzgnąć się w
lekarza. – Witamy w naszych progach. Nakarmię go... Jedzenie... O tak! –
Prawdę mówiąc...
– zaczęła, lecz przyzwoita kolacja nie była jej pisana, poniewaŜ zjawił się
rudy David. –
Jak to dobrze! – zawołał.Był teraz jeszcze bardziej przejęty, niŜ podczas
operacji Kim.
–Godzinę temu jedna z naszych pacjentek miała zawał, więc doktor McInnes do
niej pojechał,
a my tu mamy tylu chorych! Zbadasz ich? Pracowała przez godzinę, przemywając
oczy,
oglądając sińce i dezynfekując zadrapania. Jedna z kobiet lekko zatruła się
dymem, więc
Rachel zamierzała zatrzymać ją w szpitalu, lecz po podaniu tlenu niepokojące
objawy
ustąpiły. Na szczęście. Następny, proszę. Obyło się bez problemów. Dopóki nie
wszedł do
ambulatorium kierowca wozu straŜackiego. Miał wgałce ocznej brzydki odłamek nie
wiadomo
czego oraz ranę blisko oka na tyle głęboką,Ŝe wymagała szycia. Rachel
postanowiła nie
myśleć o tym, Ŝe burczy jej w brzuchu, i skoncentrować się na pacjencie.
WpuściłaŜółty
barwnik i za pomocą oftalmoskopu zbadała oko. Niedobrze. – Czy moŜemy zrobić
Strona 30
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
prześwietlenie? – zapytała Davida. – Oczywiście. Obejrzawszy zdjęcie, zasępiła
się jeszcze
bardziej. Powiesiła je na przeglądarce i popadła w zadumę, z której wyrwałoją
skrzypnięcie
drzwi. – Kłopoty? Hugo. Przez ułamek sekundy miała ochotę rzucić mu się na
szyję. Mimo Ŝe
starała się nie zwracać uwagi na głód i zmęczenie, czuła, Ŝe wydarzenia tego
dnia dają o
sobie znać. Prawdę mówiąc, była bliska załamania. Rzucanie się w ramiona kolegi
nie
przystoi szanującemu się lekarzowi. Weź się w garść, uszczypnij. – Obce ciało
na brzegu
rogówki – powiedziała. – Wpłomieniach wybuchła beczka z paliwem. Wygląda to na
kawałek
metalu, ale bez przebicia rogówki. Pacjent nie widzi wyraźnie, ale moŜe jest to
reakcja na
ból oraz zanieczyszczenia na powierzchni. Oko nie przestaje łzawic ´. Wokół
niego zranienia
wymagające szwów, ale najbardziej niepokoi mnie ten odłamek, poniewaŜ jest tuŜ
przy nerwie
wzrokowym. Jeśli pacjent się poruszy, kiedy spróbuję go wyjąć... Chyba nie
podejmę się tego
w znieczuleniu miejscowym. Hugo przytaknął. Stał obok i wpatrywał się w
zdjęcie. –
Odłamek niczego nie dotyka – zauwaŜył. – MoŜe byśmy dali sobie z tym radę? –
Zamyślił się.
– Chyba masz rację. To wymaga ogromnej precyzji. – W znieczuleniu miejscowym?
– Raczej
nie. – Uśmiechnął się do niej. – Wygląda to na prosty zabieg, pod warunkiem Ŝe
pacjent się
nie poruszy. Nie bardzo ufam swoim talentom. Nie znam się na oczach, więc
gdyby przyszło
mi zakląć, wolałbym, Ŝeby pacjent tego nie słyszał. – Nie jesteś w tym
osamotniony. –
Spojrzała raz jeszcze na zdjęcie. – Nie moŜna ewakuować go do Sydney? – To
taki
małyodłamek, Ŝe nawet niczego nie przebił, a ewakuacja łączy się z wezwaniem
śmigłowca. Lot
przy tej złej widoczności to ryzykowna sprawa. – Tak, ale... – ZauwaŜ,Ŝe mamy
dwóch
lekarzy – ciągnął Hugo bezlitośnie. – Mimo Ŝe jeden z nich wygląda, jakby
wyszedł ze
sklepu z uŜywaną odzieŜą. – Albo ze schroniska dla maltretowanych kobiet –
dodała z
godnością. – Otrzymałam dzisiaj propozycję,Ŝe odwiezie mnie tam policja. –
Strona 31
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Naprawdę? –
Oczy mu się śmiały. – Wiem od straz ˙aków, Ŝe omal cię nie przejechali. –
Owszem, ale potem
pozwolili mi poprowadzić wóz straŜacki. Bardzo mi się to podobało. Uśmiech,
który
wcześniej czaił się w jego oczach, przemienił się w szczery podziw. Oraz
zdumienie.
Zaczerwieniła się, ale on juŜ przesuwał wzrok ku jej nogom. Zdaje się,Ŝe
widział moje
kolano, przeszło jej przez myśl. – Trzeba przemyć to otarcie – orzekł. – Co
gorsza,
wszyscy potrzebujemy poŜywienia oraz snu, ale to się nie stanie – odparła. Co
takiego w tym
facecie sprawia, Ŝe ciągle się czerwienię? Teraz nie pora na takie rozwaŜania.
– Nasz
straŜak ma pusty Ŝołądek, więc jest gotowy do znieczulenia – oznajmiła. – Jego
oko samo
się nie wyleczy. Jeśli mamy operować, bierzmy się do roboty. – Racja. –
Westchnął. –
Naprzód, pani doktor! Operuje pani, czy woli pani rolę anestezjologa? – Wolę
znieczulać.
Dwa znieczulenia w ciągu jednego dnia! To juŜ początek specjalizacji. Zabieg
trwał dłuŜej,
niŜ przewidywali. Gdy skończyli i straŜak znalazł się na oddziale, pozszywany i
nafaszerowany antybiotykiem, Rachel słaniała się na nogach. Na sali
operacyjnej w ogóle
tego nie czuła, zapewne z powodu adrenaliny, ale gdy przeszłado sąsiedniego
pomieszczenia,
zakręciło się jej w głowie. To sygnał,Ŝe zapas adrenaliny jest na wyczerpaniu.
Przystanęła
nad umywalką iaŜ musiała się o nią oprzeć, by nie osunąć się na podłogę. To
przejdzie.
Takie stany wyczerpania juŜ jej się zdarzały. Po całonocnych dyŜurach, gdy
Craig... Nie,
nie myśl o tym. Za chwilę zastanowi się, co dalej, a na razie... Na razie oprze
się o
umywalkę. – Cocijest? –HugozdjąłjuŜzielonyoperacyjnystrój i teraz bacznie jej
się
przyglądał. – Wszystko dobrze? Zastanowiła się. Dobrze? Ciągle ktoś ją o to
pyta, a to nie
ma najmniejszego sensu. – Jeśli mi zaproponujesz, Ŝe mnie odwieziesz do
schroniska dla
maltretowanych kobiet, odpowiem ,,tak’’ – oznajmiła. – Schronisko dla
kobiet... – Byle
Strona 32
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
jakie schronisko. Pod warunkiem Ŝe dadzą mi tam kolację. MoŜe być chleb ze
smalcem... –
rozmarzyła się. – Jesteś głodna. – Zwinąłeś mi hamburgera, nie pamiętasz? –
To fakt. –
Patrzył na nią jak na przybysza z kosmosu. – To było... ile...? Osiem godzin
temu? – Mam
wraŜenie, Ŝe jeszcze dawniej. Wtedy teŜ niewiele zjadłam, bo Penelope go
dokończyła. Kiedy
tu przyjechałam, ktoś zabrał ją na kolację. – Co robiłaś między operacją Kim a
tym
zabiegiem? – Spacerowałam. Spacerowałam w tych idiotycznych
sandałkach,któresąodziesięć
rozmiarówzaduŜe.Wróciłam do pawilonu wystawowego, Ŝeby stwierdzić,Ŝe Michael
nie zostawił
kluczyków do samochodu. Zabrałam tę głupiąsukę i poszłam do miasteczka
wposzukiwaniu
jakiejś kawiarni, ale odkryłam, Ŝe wszystko jest pozamykane. Miasto duchów.
Więc zawróciłam
do motelu, gdzie się okazało, Ŝe wszystkie pokoje są zajęte przez straŜaków,
restauracja
jest nieczynna, a automat ze słodyczami nie działa. Kiedy stanęłam ponownie pod
bramą na
teren wystawy, była zamknięta na kłódkę. Wtedy postanowiłam dotrzeć do
szpitala, ale po
drodze o mało mnie nie przejechał wóz straŜacki. Potem zajechaliśmy tutaj.
Przemyłam sporo
oczu, zszyłam ranę na nodze i teraz asystowałam przy operacji usunięcia odłamka
metalu z
oka. Mam wraŜenie, Ŝe więcej nie dam rady... Chodzę w sukience Doris Keen, bolą
mnie stopy,
mam pusty Ŝołądek i nie mam nawet psiego boksu, w którym mogłabym się
przespać. Czuję,Ŝe
jestem bliska histerii. Spojrzała na niego kątem oka. – Doktorze McInnes,
jeśli tylko
zobaczę na pana wargach cień uśmiechu, rzucę się na podłogę i zrobię prawdziwą
scenę.
Taką,Ŝeusłyszą mnie w Sydney. – Ale ja wcale... – Wargi mu drgnęły, ale w porę
się
opanował. – Wcale nie jest mi do śmiechu. – Nie wierzę. – Słowo daję. –
Przygryzł wargę i
spojrzał na nią. – Mam wraŜenie, Ŝe jesteś w pilnej potrzebie. Od czego
zaczniemy? – Od
jedzenia – warknęła. – AŜ tak źle? – Nawet gorzej. – Tak się składa, Ŝe i ja
jestem
głodny. Chodźmy. – Nie jadłeś kolacji? – Jedna z moich bardzo starych
pacjentek miała
Strona 33
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
zawał, więcbyłem u niej. Zmarła godzinę temu. – Tak mi przykro... – Nie
trzeba. Miała
dziewięćdziesiąt sześć lat. Była farmerką. Przez sześćdziesiąt lat, czyli
odkądmąŜ ją
zostawił. Ani trochę jej go nie brakowało. Ŝ yłapełnią Ŝycia. Do samego końca
cieszyła się
dobrym zdrowiem i swoją farmą. KaŜdemu Ŝyczę takiego szczęśliwego zakon
´czenia. – Hm.
Tak, to było szczęśliwe zakończenie. Lecz jego słowa wytrąciłyją zrównowagi,
kierując jej
myśli tam, dokąd zawsze biegły. Craig... Chrząknęła i spojrzała na swoje
dłonie zaciśnięte
w pięści. Craig... Nie wiadomo dlaczego, do oczu nabiegły jej łzy. Bez sensu.
Powinna juŜ
się do tego przyzwyczaić. Ale pierwszy raz jest tak daleko. Przez osiem lat...
Jedzenie!
To z głodu tak zareagowała. Hugo ją obserwuje. Zamrugała więc powiekami i
pociągnęła nosem.
– Przepraszam – szepnęła – to ze zmęczenia. Czy dobrze słyszałam, Ŝe wiesz,
gdzie moŜna
dostać coś do jedzenia? Nie spuszczał z niej wzroku, który mówił więcej, niŜ
chciała
wiedzieć. – Dam ci parę krakersów z serem, Ŝeby obłaskawić tego głodnego
wilka, kiedy będę
dezynfekować ci kolano – odezwał się. – Potrzebuję lekarza na dwóch nogach, nie
na jednej.
Potem poszukamy Toby’ego, który jest w ratuszu, a tam jest jedzenie. Cowral
jest w stanie
mobilizacji. Część mieszkańców walczy z ogniem, reszta zawiązała grupę
wsparcia. Nawet
o tak późnej porze mają tam jedzenie. – Wobec tego, wodzu, prowadź.
Zachodziław głowę,
jakim sposobem Hugo wie o jej zdartym kolanie. Kremplinowa spódnica sięgałado
pół łydki.
Być moŜe powiedział mu o tym któryś ze straŜako ´w. A moŜe po prostu...
zauwaŜył? To do
niego podobne, myślała, gdy ostroŜnie przemywałkolano i wyjmował okruszki
Ŝwiru. Sama
miałaby z tym sporo kłopotu. Problemem teŜ stało się spokojne obserwowanie
Hugona, który w
skupieniu pochylał się nad jej kolanem. On ma palce chirurga, pomyślała. Jest
utalentowany, delikatny i... dobry? Denerwował ją, bo nie pojmowała emocji,
jakie w niej
budził. I wcale nie była przekonana, Ŝe chce je zrozumiec ´. – Dziękuję –
wyjąkała, gdy
Strona 34
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
nakładał opatrunek. – Nie ma za co, łaskawa pani. Byłem to pani winny. –
Dlaczego? –
PoniewaŜ lekcewaŜąco wyraŜałem się o twoim psie. – Penelope naleŜy do
Michaela. –
MoŜliwe, ale czy przysięga małŜeńska nie zakłada dzielenia się z partnerem
wszystkim, co
posiadamy? Łącznie z psami? On ciągle uwaŜa, Ŝe Michael jest jej męŜem.
Zerknęła na swoją
obrączkę.Ŝona. Michaela! Jednak czas ani miejsce nie sprzyjały wyjaśnieniom.
Zresztą po
co? Tym bardziej Ŝe zdąŜyła juŜ zapomnieć o krakersach i serze. – Ruszajmy –
mruknęła. –
Dobrze. – Przytrzymał opatrunek nieco dłuŜej, niŜ to było konieczne, ale na
tyle długo, by
przekazać jej... co? Współczucie? Zrozumienie? Wcześniej zajrzeli jeszcze do
Kim. Mimo
ŜeŜołądek Rachel zachowywał się wyjątkowo bezczelnie, nie zaprotestowała, gdy
Hugo
wystąpił ztą propozycją. – Przebudziła się jakieś dwie godziny temu
–poinformował jąHugo –
ale prawie natychmiast znowu zasnęła. Jej organizm, pomyślała Rachel, doznał
takiego
wstrząsu, Ŝebędzie spała przez kilka dni. Przy dziewczynie czuwała matka.
Siedziała przy
łóŜku i trzymałająza rękę. Nic więcej nie robiła. Po prostu siedziała i
patrzyła na nią.
Nic więcej nie trzeba. – Wszystko wskazuje na to – zwrócił się do niej Hugo –
Ŝecórka z
tego wyjdzie. – Hugo uniósł nieco przes ´cieradło, pod którym Rachel dostrzegła
dziesięć
róŜowych palców stóp. – KrąŜenie prawie wróciło do normy. DostaładoŜylnie
pokaźnądawkę
antybiotyków. Parametry Ŝyciowe w normie – recytował. – Sądzę,Ŝe nie doszło do
powaŜniejszych uszkodzeń. Więcej dowiemy się jutro, po badaniach
neurologicznych, ale kiedy
się przebudziła, poruszała wszystkimi palcami. Pani mąŜ to widział. Przekazał
pani tę
wiadomość? – Tak, oczywiście. – Na twarzy pani Sanderson malował się ogromny
wysiłek, jaki
wkładała, by się nie rozpłakac ´. – Kiedy się przebudziła, byłam w domu,
pojechałam po jej
rzeczy. Nie powinnam była zostawiać jej samej... – Potrzebowała rzeczy na
zmianę. – Tak,
ale powinnam była jej pilnować na wystawie. Uparła się,Ŝeby pokazać Knickersa.
Strona 35
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Gdyby mi
przyszło do głowy, Ŝe Jeffrey tak bezmyślnie spuści tego ich pitbula... Nie
miałam
pojęcia... jak łatwo kogoś stracić. Mało brakowało... – Ale jakoś z tego
wybrnęliśmy. –
Hugo połoŜył dłoń na jej ramieniu. – Będzie dobrze. – Uśmiechnął się do
zapłakanej
kobiety. – Proszę mi powiedzieć, jak czuje się Knickers. Słuszne posunięcie.
Dzięki niemu
stroskana matka nieco się uspokoiła i posłałamu łzawy uśmiech. – Knickers
Ŝyje. –
Odetchnęłagłęboko, by się opanowac ´. Rachel uprzytomniła sobie, Ŝe pani
Sanderson jest na
granicy wytrzymałości. – Weterynarz mówi, Ŝe Knickers się z tego wyliŜe,
chociaŜ mąŜ
twierdzi, Ŝe pozszywanie psa będzie nas kosztowało więcej niŜ operacja naszego
dziecka.
Ubezpieczalnia nie przewiduje zwrotu kosztów związanych z leczeniem psa. Hugo
uśmiechnął
się. – No widzi pani? Moje usługi są opołowę tańsze. – Rachel juŜ umiała
rozpoznawać
pocieszający uśmiech Hugona. – Proponuję,Ŝeby pojechała pani do domu i trochę
odpoczęła.
Tak nafaszerowałem Kim środkami uspokajającymi, Ŝe nie obudzi się przed świtem.
– Jeszcze
trochę na nią popatrzę – szepnęła pani Sanderson. – Jeśli mi pan doktor
pozwoli... Chce
się upewnić,Ŝe jej dziecko oddycha, przyszło Rachel do głowy. Znam tę potrzebę
wpatrywania
się w klatkę piersiową, która rytmicznie podnosi się i opada. W tej samej
chwili gdy
przygryzła wargę, Hugo spojrzał w jej stronę. Na pewno myśli, Ŝeto z głodu.
Zorientowała
się,Ŝe go to speszyło, więc czym prędzej zmieniła wyraz twarzy. Te ściągnięte
rysy... –
Muszę nakarmić doktor Harper – tłumaczył się przed matkąKim. –Zostawiamy
paniąna
posterunku, ale niech pani nie przesadzi. Będzie pani potrzebna córce od
samego rana.
Choćby tylko po to, Ŝeby powstrzymać tłum koleŜanek, które
przybiegnąjąodwiedzić. A do tego
trzeba siły. – Obiecuję. – Kobieta uśmiechnęła się przez łzy. – Dziękuję wam
z całego
serca. Mieliśmy wyjątkowe szczęście... – To prawda, Ŝe się nam poszczęściło –
zauwaŜył
Strona 36
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Hugo, gdy szli na parking. –Gdyby los nam cięnie zesłał... Zajechali pod
budynek, który
tętnił Ŝyciem. Znajdował się w zaułku odchodzącym od głównej ulicy. AŜ dziw,
Ŝe Rachel go
przegapiła, włócząc się po miasteczku z Penelope. Wejście było jasno
oświetlone. Mimo
północy parkowało tam kilkanaście samochodów, a na chodniku kręcili się
ludzie. – Tak
wygląda nocne Ŝycie w Cowral Bay –mruknęła. – Na nic więcej nas nie stać.
Chodź, poznasz
całe miasteczko. Aha, na twoim miejscu wziąłbym kilka głębokich oddechów, bo
podejrzewam,
Ŝe zostałaś obwołana honorowym mieszkańcem Cowral. Nic na to nie poradzisz.
Jego
przewidywania się sprawdziły. Od samego progu witano jąjak starego przyjaciela.
Dobroczyńcę. Uratowała straŜaków i ocaliła Kim. Teraz pojęła, dlaczego pawilon
wystawowy
był zamknięty na cztery spusty i dlaczego miasteczko sprawiało wraŜenie
wyludnionego. Doris
Keen z zapałem robiła kanapki, lecz gdy ją zobaczyła, ruszyła ku niej z
otwartymi
ramionami. – Jesteś, kochana! Jak myśmy się o ciebie martwili! Nie mieliśmy
pojęcia, co
się z tobą stało. Najpierw uznalis ´my, Ŝe juŜ pojechałaś do Sydney, ale potem
Charlie
zobaczył auto twojego męŜa. Zaczęliśmy cię szukać. Potem przyjechali chłopcy ze
straŜy i
powiedzieli, Ŝe jesteś w szpitalu... Wszyscy uwaŜają,Ŝe Michael jest moim
męŜem. Trudno
im się dziwić. Widzieli nas razem. Poza tym zauwaz ˙yli, Ŝe mam obrączkę. To
nieistotne. Nie
będę wyprowadzac ´ ich z błędu. Próbowała cieplej pomyśleć o Michaelu. Czy
uratował
Huberta Witherspoona? Niewiele ją to obchodzi. Przez moment było jej go nawet
Ŝal. Wyjechał
i przegapił... tyle serdeczności. Penelope! Jej pies... pies Michaela, został
w szpitalu.
JuŜ miała zawrócić, gdy usłyszałagłos Hugona. – Nasz sanitariusz zabrał
Penelope do siebie.
Jego Ŝona ma pudla. Uznaliśmy, Ŝe się dogadają. Ten człowiek czyta w jej
myślach. To
irytujące. – To wyjątkowa dziewczyna – mówił ktoś za jej plecami. Po chwili
zorientowała
się,Ŝe jest to jeden ze straŜako ´w. Kręciło się ich tu kilkunastu. To musi być
punkt
Strona 37
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
zborny dla tych, którzy przychodzą na nocną zmianę. – To jest wyjątkowo głodna
dziewczyna –
odparł Hugo, który stał za nią, trzymającdłonie na jej ramionach. Ten gest
dodawał jej
otuchy. Pozwalał jej utrzymać się na nogach. Jego obecność sprawiała, Ŝe czuła
się mile
widziana. To nieprawda, to iluzja. PrzecieŜ nie naleŜę do tej społeczności.
Odsunęła się,
rzucając mu niepewne spojrzenie. Lecz gdy przerwała ten kontakt, natychmiast
poczuła, jak
bardzo jej go brakuje. Kontaktu? Więzi? – Tata! – rozległo się w drugim końcu
sali, po czym
przez tłum zaczął się przepychać Toby. Był w piŜamie. – Jeszcze nie w łóŜku? –
Hugo porwał
go w ramiona. – Pani Partridge kazała mi spać po lunchu – poŜalił się
chłopiec, do Ŝywego
uraŜony takim gwałtem na jego osobie. – Powiedziała, Ŝe wszyscy napatrzyliśmy
się na
przykre rzeczy i Ŝe ona teŜ musi się połoŜyć.No to zasnąłem. Ale teraz wcale
nie jestem
śpiący i pani Partridge pomaga mi piec ciasteczka dla straŜaków. Tato, jeszcze
mnie stąd
nie zabieraj. – No dobrze – odparł Hugo, serdecznie tuląc synka. – Nie mam
prawa
przeszkadzać ci w pieczeniu ciasteczek. Poza tym musimy poczekać,aŜ doktor
Harper się
naje. – Dlaczego? – PoniewaŜ zabieramy ją ze sobą. Mam u nich nocować? On
chyba Ŝartuje!
To wcale nie byłyŜarty. – Bo nie masz gdzie się podziać. Z nieprzyzwoicie
pełnym
Ŝołądkiem, a znalazł się w nim gulasz, gorące bułeczki oraz ciasteczka
Toby’ego,
posłusznie wsiadła do auta Hugona, który w ogóle nie pytał jej o zdanie,
traktując niczym
paczkę. – Ale dlaczego? – Usłyszałaś na własne uszy, Ŝe w motelu nie ma
miejsc. W
szpitalu wprawdzie jest kilka wolnych łóŜek, ale poniewaŜ mamy poŜar, wolałbym,
Ŝeby były
gotowe na przyjęcie ewentualnych nagłych przypadków. Mieszkam z Tobym w duŜym
domu na
tyłach szpitala. Mam dwa pokoje gościnne... – Ale twoja Ŝona... – Jestem
wdowcem
–odparł–ale godnym zaufania. –Posłałjej tak szczery uśmiech, Ŝe musiała go
odwzajemnic ´.
– Mimo to... – Przestań. Masz lepsze rozwiązanie? Kolejny uśmiech sprawił,Ŝe
Strona 38
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
poczuła
dziwne sensacje w brzuchu. Niespotykane. Ten uśmiech zdecydowanie nie
wzbudziłjej
zaufania. Wręcz przeciwnie. – Wbrew pogłoskom tutaj nie ma schroniska dla
kobiet. Poza tym
mam wraŜenie, Ŝe miniona noc w boksie Penelope nie naleŜała do
najprzyjemniejszych, a ławki
w parku sąpiekielnie twarde. Nie masz wyjścia. Zanocujesz u nas. – My bardzo
chcemy,
Ŝebyśu nas mieszkała –odezwałsięToby z tylnego siedzenia. –Ja i Digger
cięlubimy.
ChociaŜmasz takąpokracznąsukienkę. – Dziękujęza uznanie –mruknęła, dotykając
materiału.
Przyszło jej do głowy, Ŝe ta kreacja z krempliny jest najmniej niezwykław całym
szeregu
zdarzeńtego dnia. – Jutro siętym zajmiemy –oznajmiłHugo. –W tej chwili
będziemy czuli
sięzaszczyceni, jeśli skorzystasz z naszej gościny. Co pani na to, doktor
Harper? – Zgoda.
Czuła, Ŝe nie warto więcej na ten temat dyskutować. Sytuacja wymknęła sięjej
spod
kontroli.
ROZDZIAŁ CZWARTY
Zatrzymali się przed okazałym drewnianym domem na terenie szpitala. Były tam
obszerne
werandy i balkon oraz ogród, który w bladym świetle latarni wyglądał na dziki
i
zaniedbany. Na ganku leŜał Digger. Na widok samochodu Hugona rzucił się im na
powitanie.
Hugo, niosącna rękach Toby’ego, pchnął drzwi, po czym puścił Rachel przodem.
Znieruchomiała oszołomiona. To nie było zwyczajne wnętrze mieszkalne, lecz
dzieło sztuki.
Arcydzieło. Dom urządzony z ogromnym smakiem. Jak z magazynu ,,Vogue’’.Głęboka
czerwień
wpołączeniu ze złotem, wyszukane bogato zdobione meble, perskie dywany i
kilimy. Tu i tam
eleganckie rzeźby. Na fotelach i kanapach starannie zakomponowane poduszki
kolorystycznie
dobrane do obicia. W oknach cięŜkie udrapowane brokatowe zasłony opasane
złotymi sznurami
z frędzlami do samej ziemi. O BoŜe. Tak nie wygląda dom lekarza. To
niemoŜliwe, Ŝeby tu
mieszkało dziecko. Prawdę mówiąc, ten wystrój lekko ją przeraził. Hugo nie
zwracał
najmniejszej uwagi na otoczenie ani na jej reakcję. – Toby, zaprowadź doktor
Harper do jej
Strona 39
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
pokoju – polecił synkowi – ja tymczasem zrobię kawę. – Ruszył w stronę kuchni,
a Toby
poprowadził Rachel w głąb domu. Jej przeraŜenie rosło z kaŜdym krokiem. –
Tutaj śpi
tata, a tutaj ja i Digger. – Toby otwierał kolejne drzwi, więc miała okazję
zajrzeć do
środka. Wszędzie te zdumiewające dekoracje. – MoŜesz spać tu albo tu.
Wszystko jedno. Tu
i tam łoŜa nakryte brokatowymi kapami, a w kaŜdym rogu ogromna kokarda z
czegoś,co wygląda
jak aksamit przetykany metalizowanymi nićmi. ś cielenie co rano takiego
eksponatu wymaga
nie lada koncentracji oraz co najmniej magisterium z architektury wnętrz!
Okropność. –
Czy tobie i tacie podobają się takie... wymyślne meble? – zapytała, podczas gdy
chłopiec
czekał na jej decyzję. Na jego twarzy malowało się wielkie skupienie. –
Dlaczego o to
pytasz? – Wszystkie wasze sypialnie są takie... falbaniaste. I czerwono-złote.
Mam
wraŜenie, Ŝe czerwony i złoty to wasze ulubione kolory. – Ja wolę fioletowy –
odrzekł. –
To znaczy, Ŝe to tata lubi czerwony i złoty – powiedziała domyślnie. – Jemu
chyba
najbardziej podoba się niebieski. A moz ˙eŜółty? Pan Addington z banku ma Ŝółte
auto i tata,
jak je zobaczy, to aŜ gwiŜdŜe z podziwu i mówi, Ŝe jest piękne. – To dlaczego
tutaj
wszystko jest czerwono-złote? – Bo ten dom urządzała moja mama. Umarła zaraz po
tym, jak
mnie urodziła. Tacie było wtedy bardzo smutno. – Domyślam się – szepnęła. – Na
pewno
byłotodla niego bolesne przeŜycie. – Tak, ale ja jej nie pamiętam – odrzekł
sześciolatek.
– Tata mówi, Ŝe ciocia Christine jest do niej podobna. Na zdjęciach są takie
same. Ciocia
kocha ten dom. Przychodzi do nas, rozgląda się ipłacze. Nieźle. – Ciocia
mówi, Ŝe nie
wolno wpuszczać Diggera do domu, bo brudzi, ale tata powiedział,Ŝe juŜ to
załatwił –
wyjaśniał dalej Toby. – Chciałem powiesić u siebie na ścianie plakat Dartha
Vadera, bo z
tatą bardzo lubimy ten film, ale ciocia Christine powiedziała, Ŝe mamie by się
to nie
spodobałoiŜebym nawet taty o to nie prosił,bo będzie mu przykro. Ty teŜ
Strona 40
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
myślisz, Ŝebyłoby
mu przykro? A moŜe i to potrafiłby załatwić? – MoŜe. – Nie dam się wciągnąć
wtę rozmowę.Za
krótko ich znam. Nie mam pojęcia, co tu się wydarzyło. Ale przynajmniej mam
łóŜko. To
stwierdzenie wyraźnie poprawiło jej nastrój. Mam królewskie łoŜe. Co więcej,
dobrze sobie
podjadłam. Trochę czerwono-złotego przepychu teŜ mi nie zaszkodzi. Gdy
usiadłana łóŜku,
materac kusząco ugiął się pod jej cięŜarem. Jeszcze raz wypróbowała jego
spręŜystość,
burząc symetrię narzuty. Fajnie. – Częstoskaczeszna łóŜku?
–zwróciłasiędochłopca. Rzucił
jej zdziwione spojrzenie. – Kapa się niszczy – odrzekł. – Ciocia tak mówi. Nie
pozwala
niczego zmieniać ani dotykać. Powtarza, Ŝe mama lubiła mieć wszystko w idealnym
porządku.
Rachel szeroko otworzyła oczy. Dziwne stwierdzenie. – Ale takie bujanie się to
wielka
frajda. Twoja mama na pewno by chciała, Ŝebyś się cieszył. – Ciocia Christine
by na mnie
burczała za skakanie na łóŜku. – Nawet na moim? Toby intensywnie myślał.
– Chyba nie.
Na dorosłych nie moŜna burczeć. – Niech by tylko spróbowała. – Jeszcze nie
poznała tej
tajemniczej cioci Christine, a juŜ zapałała do niej niechęcią. A Hugo...? Co oni
wspólnie
stworzyli? Kapliczkę poświęconą nieŜyjącej Ŝonie oraz siostrze zamiast domu.
Mało kto wie
lepiej niŜ ona, ŜeŜywi muszą Ŝyć,bo Ŝycie jest dla nich. Nie dla tych, którzy
umarli. Tak
łatwo je stracić... Wystarczy. Podskoczyła jeszcze raz i uśmiechając się,
zrobiłachłopcu
miejsce obok siebie. – Chcesz spróbować? – Mhm. – Toby usiadł przy niej.
Podskoczyli
razem. Digger, który obserwował ich z progu z wyrazem bezgranicznego zdumienia
w ślepiach,
odwaŜył się wejść do sypialni. Skakali dalej. Pies zaszczekał, a Toby ze
śmiechem
podskoczył jeszcze wyz ˙ej. Kapitalna zabawa. Głupia, ale kapitalna. To był
wyjątkowo
wyczerpujący dzień. Emocje Rachel zostały wystawione na niesamowicie trudną
próbę. Nie
miała pojęcia, co robi w tym domu, ani co się z nią dzieje, ale... w tej chwili
bawi się
Strona 41
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
szampańsko. Teraz liczy się tylko ten potargany maluch, który wygląda, jakby w
jego Ŝyciu
byłozamałośmiechu, oraz ona sama. Czuła potrzebę śmiechu. I podskakiwania na
spręŜystym
materacu. Jeśli połamiemy spręŜyny, zapłacę za materac, postanowiła. I za
frędzle. I za
pozłotę. Pewne rzeczy naleŜy zrobić jak najszybciej. Trzymając się za ręce, jak
szaleni
skakali teraz na łóŜku przy akompaniamencie radosnego szczekania Diggera. – Co
tu się
dzieje?! W drzwiach stał Hugo i ich obserwował. – Co wy wyprawiacie?! Nie
poddam się,
postanowiła w duchu. Jeszcze nie teraz. Miałam koszmarny dzień. Stanęła jej
przed oczami
twarzyczka Toby’ego, gdy przyglądał się zakrwawionej Kim. To zbyt przeraŜające
przeŜycie
dla sześciolatka i nie wolno kazać mu iść z nim spać. Lepiej Ŝeby zasypiał
wyczerpany
skakaniem. – Skaczemy, panie doktorze – oznajmiła, chwytając mocniej ręce
Toby’ego. –
Przyłączy się pan do nas? – Połamiecie spręŜyny. – Zapłacę za materac –
zadeklarowała
raźno. – Ufunduję jeden materac dla wspólnego dobra. Muszę poskakac ´. Toby teŜ.
Jestem
pewna, Ŝe i tobie by się przydało. – Nie zmieszczę się – odparł Hugo,
zniŜającgłos. – To
jest kara za przydzielanie gościom sypialni z pojedynczym łóŜkiem. –ŁóŜko taty
jest
większe –wysapałToby, nie przerywając skakania. – Przenieśmy się! Digger
szczeknął, dając
wyraz swojej aprobaty. – Moje łóŜko słuŜy do spania – oznajmił Hugo. – Ale
nudy – mruknęła
Rachel. – Co chcecie do picia? Rachel zastanawiała się. Podskoczyła jeszcze
parę razy i
wymieniła z Tobym spojrzenia. Porozumiewawcze spojrzenia konspiratorów.
Współskoczków. –
Toby, na co mamy ochotę? – Na gorącączekoladę! – zawołał chłopiec, odbijając
się jeszcze
raz. – Dobry pomysł. – Hop, hop. – Teraz odpocznijmy, a jutro wieczorem znowu
poskaczemy.
– Zostaniesz u nas przez dwa dni? Kątem oka spojrzała na Hugona, i znowu
podskoczyła. –
MoŜe. Jeśli nie zostanę wyrzucona za to skakanie. Myślę,Ŝe jestem tu potrzebna
– dodała. –
Z powodu poŜaru? – Z powodu poŜaru i dlatego Ŝe... dobrze wam zrobi, jak
trochę
Strona 42
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
poskaczecie. Mnie równieŜ. Co się dzieje??? Hugo zalewał mlekiem czekoladę w
trzech
kubkach, przysłuchując się ich śmiechowi. Bardzo szybko wyszedł z sypialni
Rachel.
Dlaczego? Nie wiem. Chyba się speszyłem. Tak, na pewno. Ten widok szalonej
lekarki, takiej
pięknej w sukience z krempliny... która trzyma za ręce mojego syna i skacze na
łóŜku,
jakby sama miała sześć lat... Niezwykły widok. Zdecydowanie. Pierwszy raz
spotykam taką
kobietę. Jest... piękna? RównieŜ zamęŜna. Ma na palcu obrączkę. Związana z tym
dupkiem
Michaelem. Związana? No tak, węzłem małŜeńskim. Ale... ty sam nosisz obrączkę.
Dlaczego?
Chyba z przyzwyczajenia, pomyślał. Beth nie Ŝyje od sześciu lat. Więc dlaczego
nadal nosisz
obrączkę? Oczami duszy ujrzał Christine, starszą siostrę Beth. Christine,
która przyjeŜdŜa
codziennie i opiekuje się Tobym, dba o dom i robi wszystko, by mały pamiętał o
matce.
Christine chciałaby za mnie wyjść. Jestem tego pewien. Czeka tylko, Ŝebym
przestał myśleć o
jej siostrze. I dlatego noszę tę obrączkę. – Pora, Ŝebyś zaczął nowe Ŝycie –
rzekła
Christine pewnego dnia, lecz on do tego nie dojrzał. Tak jak lata temu nie
dojrzał do
tego, by związać się z Beth. Nie zamierzał wówczas z nikim się Ŝenić. Nie mógł
wyzbyć się
wspomnień o pozbawionym miłości związku rodziców, o matce, chłodnej i
wyrachowanej,
zainteresowanej wyłącznie tym, co ma wartość materialną, oraz ojcu, który myślał
tylko o
innych kobietach. Hugo był skryty, mało towarzyski i obojętny, i tylko
Toby’ego kochał
bezgranicznie. Jego myśli zawróciły do Rachel. Przypomniał sobie, jak skakała.
Christine
nigdy by na coś takiego sobie nie pozwoliła. Ani matka. Rachel jest... inna.
Lecz Rachel
ma męŜa. Tego szpakowatego kardiologa, którego przez moment miał okazję
oglądać. Facet
jest odpychający, ale na pewno potwornie bogaty i ustosunkowany. Są
małŜeństwem. Co z tego,
Ŝe ona skacze jak szalona w sypialni z jego synem, skoro ma męŜa, charta
afgańskiego i
mieszka w Sydney? Więc nie myśl o niej jak... o kim? Jak twój ojciec o
Strona 43
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
kobietach? Nie. Ja
tak o niej nie myślę. Prawdę mówiąc, nigdy dotąd nie czuł czegoś takiego.
Nawet nie zdawał
sobie sprawy, Ŝe jest zdolny do takich emocji. Ale teraz to poczuł, i nie
potrafił tego od
siebie odsunąć. Gorąca czekolada była pyszna. Rachel i Toby, zasapani, pili
jąz
zachwytem. Hugo obserwował ich jak dwójkę rozbrykanych dzieci. – O co chodzi?
– zapytała.
– Nie rozumiem, o co pytasz. – Dlaczego tak sięuśmiechasz? – Wydawało mi
sięprzez
chwilę,Ŝe ty i Toby jesteście rówieśnikami. – Toby jest bardzo dorosły jak na
sześciolatka. –Postawiła kubek na stole i wstała. Nogi miała jak z waty. No
tak, to był
dzień pełen mocnych wraŜeń. – Myślę,Ŝe Toby i ja powinniśmy siępołoŜyć. On
spałpo południu,
ale ja mam za sobąnieprzespanąnoc. – Dlaczego? – Długo by tłumaczyć–odparła z
godnością.
–Podejrzewam, Ŝe nie znajdziesz nowej szczoteczki do zębów. Moje rzeczy
zostały w boksie
Penelope. – Mam nie tylko szczoteczkę. –Hugo dumnie wypiął pierś. –Wy
skakaliście, a ja
skompletowałem dla ciebie zestaw gościnny złoŜony z piŜamy, nowiuteńkiej
szczoteczki do
zębów oraz grzebienia. Resztęznajdziesz w łazience. O kurczę. Skromny gest, ale
znaczący.
Ten człowiek umie byćtroskliwy. Poza tym często sięuśmiecha. – Wobec tego
dobranoc –rzekła
lekko drŜącym głosem. Uśmiech na jego wargach zgasł. Wymienili spojrzenia.
Było w nich
coś, co trudno zdefiniować, ale to tam było. Obojgu zabrakłosłów. Bali sięotym
mówić,więc
spoglądali na siebie w milczeniu. To niemoŜliwe. – Dobranoc –odparłHugo, a ona
czuła, Ŝe
nie to miał na myśli. Zastanawiałsięnad tym samym co ona. NiemoŜliwe! Co w
niej jest?
Hugo patrzył, jak Rachel odchodzi korytarzem w stronę swojego pokoju. Zamknęła
za sobądrzwi,
a on jeszcze bardzo długo stałbez ruchu, wpatrując sięw nie. O co chodzi?
–Dottie?
–Rachel, dlaczego dzwonisz o tej porze? –Ŝ eby sięupewnić... –Rachel z
komórkąprzy uchu
leŜała w królewskim łoŜu. –Dottie, muszęwiedzieć... –Dobrze wiesz, Ŝe nic
sięnie zmieniło.
On zawsze będzie taki sam niezaleŜnie od tego, czy ty tu jesteś, czy cięnie
Strona 44
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
ma. No,
powiedz mi, jesteśteraz w jakimśuroczym miejscu z tym sympatycznym młodym
człowiekiem?
–Ja... –Rachel przygryzła wargę. Ten sympatyczny młody człowiek... Takie
określenie
najbardziej pasuje do Toby’ego. –Tak, oczywiście. –Ładnie tam? Rachel
uśmiechnęła się.
Nareszcie proste pytanie. –Wszędzie czerwone i złote brokaty. –ZniŜyłagłos.
–Straszliwy
luksus. Szkoda, Ŝe nie widzisz tego łoŜa. Chwila ciszy, a potem zadowolony głos
teściowej.
–Więc dlaczego tracisz czas na opowiadanie o nim przez telefon? –zapytała.
–Masz w tej
chwili sięrozłączyć! I korzystaj z tego łoŜa! Mam z niego skorzystać?To Ŝart.
Rachel
odłoŜyła komórkęi podciągnęła prześcieradło pod brodę, ale w końcu wykonała
polecenie
Dottie. Skorzystałaz łoŜa, innymi słowy zrobiła to, czego potrzebowała
najbardziej.
Zasnęła w nim. Obudziłojąszczekanie Diggera oraz promieńsłońca wędrujący po
jej twarzy.
Zamrugała, przypominając sobie, gdzie jest. Przeciągnęła się w zbyt obszernej
piŜamie i
pomyślała, Ŝebyłaby to bardzo przyjemna sypialnia, gdyby nie te brokaty i
frędzle. Oraz
stadko koszmarnych amorków na kominku. Okno sypialni wychodziło na wschód.
Jeszcze
wieczorem rozsunęła cięŜkie zasłony i teraz miała przed sobą bezkresny ocean.
Po co tu
zasłony? Chyba Ŝe tutejsze krowy są wyjątkowo ciekawskie. Krowy pasły się na
łące, a dalej
było morze aŜ po horyzont. Okna jej mieszkania przy szpitalu wychodziły na
ceglany mur.
MoŜe wyprowadzi się z miasta, gdy Craig... Mhm, jasne. Popukaj się wgłowę!
Sięgnęła pod
łóŜko po torebkę, by zobaczyć, która jest godzina. ó sma. Tak długo nie zdarza
się jej spać
nawet po najbardziej męczących dyŜurach! Wyjęła komórkę i wybrała numer. Do
teściów.
Niektóre gesty są czysto automatyczne. Ale teŜ bywają odruchy zbyteczne. Lub
niechciane.
– To znowu ty? – usłyszała zirytowany głos Dottie. – PrzecieŜ ci zabroniłam.
Rachel, nie
denerwuj się. Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszymy, Ŝe dobrze się bawisz!
– Ale
Strona 45
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Craig... – Dobrze wiesz, jak on się ma. Bez zmian. Lewis wpadł do niego przed
śniadaniem.
Stabilny. Jak zwykle. Rachel, nie warto dzwonić. – Ale zawiadomisz mnie...? –
Dziecko
drogie, nic się nie zmieni. Sama to wiesz. Zajmij się sobą – mówiła łagodnym
tonem
teściowa. – Nie dzwoń do nas. Rozerwij się. Dottie jest przekonana, Ŝe
przeŜywam
romantyczną przygodę. Popatrzyła po sobie. PiŜama Hugona. W nie bieskie i Ŝółte
paski.
Bardzo twarzowa. Zerknęła na krzesło, gdzie leŜała kremplinowa sukienka Doris.
– W czym
wystąpić? –mruknęła pod nosem. –To się nazywa romantyczny wybór. W co odzieje
sięnasz
Kopciuszek? I gdzie siępodziała dobra wróŜka, kiedy jest potrzebna? Hugo,
Toby i pulchna
kobieta, która poprzedniego dnia zaopiekowała sięchłopcem, siedzieli przy
śniadaniu.
Oczywiście w towarzystwie Diggera. Kobieta właśnie stawiała pod stołem miskęz
resztkami, a
pies wpatrywałsięw niąrozanielonym wzrokiem. Rachel poczuła, Ŝe i ona znalazła
sięw raju.
Pociągnęła nosem. Bekon, kawa, grzanki. Pewnym rzeczom nie moŜna sięoprzeć.
Podciągnęła
spodnie od piŜamy i wkroczyła do kuchni. – Cześć–powiedziała nonszalanckim
tonem. – Cześć!
–zawołałToby, podczas gdy Hugo i kobieta tylko podnieśli na niąwzrok. – Nie
Ŝyczęsobie
Ŝadnych komentarzy –oznajmiła Rachel, piorunując wzrokiem Hugona,
poniewaŜzauwaz ˙yła
iskierki rozbawienia w jego oczach. –Ani sięwaŜ. –Podaładłoń kobiecie,
drugąprzytrzymując
spodnie. –Rachel –przedstawiła się. Myra Partridge serdecznie uścisnęła jej
rękę, po czym
krytycznie popatrzyła na jej strój. – Czy to jest piŜama naszego doktora?
–zapytała. – Nie
mam pojęcia. Doktor byłłaskawy mi jej uŜyczyc ´. Wiem tylko, Ŝe nie jest to moja
piŜama.
Gumka jest za luźna i spodnie ciągle mi zjeŜdŜają, ale uznałam, Ŝe w tym
przyodziewku
wyglądam lepiej niŜ w sukience Doris Keen. – Omatko...
–szepnęłaMyra.Byłapodsześćdziesiątkę i miała wesołe oczy. Wysunęła szufladę, po
czym podała
Rachel agrafkę, którąta przyjęła z wdzięcznością. – Widziałam cię wczoraj w tej
kreacji.
Strona 46
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Doris przed chwilą dzwoniła. – Z przyjemnością zwrócę jej tę suknię – rzekła
Rachel z
namysłem – choć byłoby lepiej, gdyby po nią przyjechała. W tym stroju chyba nie
powinnam
pokazywac ´ się w miasteczku. – Siadaj. W kuchni było bardzo przyjemnie.
Przepych i
nadmiar ozdób tonowały tutaj zapachy jedzenia, pies pod stołem oraz
uśmiechnięci ludzie.
– Naleśniki? – zapytała Rachel nieśmiało. – Uznałam, Ŝe wszyscy będziecie
bardzo głodni –
mówiła rozpromieniona Myra. – Nasz doktor haruje juŜ od świtu. – Naprawdę? –
SpowaŜniała.–
Jakieś problemy? – KimmapodwyŜszonątemperaturę.Trochęzawysoką. Mam nadzieję,Ŝe
to nic
powaŜnego. Zwiększyłem do maksimum dawkę antybiotyku. Dwóch straŜaków
pracowałoprzezcałąnoc. Zbadałem ich, gdy wróciliod poŜaru. – Gdyby nie było Kim
ani
straŜaków, on i tak znalazłby sobie jakieś zajęcie – rzuciła swobodnym tonem
Myra. –
Zawsze znika o świcie, a ja przychodzę do tego tu malucha... – AŜ przyjedzie
ciocia
Christine, Ŝeby mnie odwieźć do szkoły – wtrącił się Toby. – Pani Partridge teŜ
mogłaby
mnie zawieźć i bardzo bym tego chciał, ale ciocia Christine wymusiła to na
tacie. Nie dam
się wciągnąć w rodzinne niesnaski. – Powinieneś być szczęśliwy, ŜeaŜ dwie damy
chcą
cięodprowadzaćdo szkoły –zauwaŜyła Rachel. Postanowiła wypróbowaćagrafkę:
wciągnęła brzuch
i zakołysała biodrami, ręce na wszelki wypadek trzymając w pobliŜu. Hugo,
Toby, Myra i
Digger aŜwstrzymali oddech. Zawiedli się, poniewaŜagrafka wytrzymałatęryzykowną
próbę.
Rachel zasiadła do stołu i sięgnęła po jedzenie. –Domyślam się,Ŝe
zamierzaliście mnie
obudzići poczęstowaćtymi naleśnikami. Mam rację? Hugo dziwnie na niąspoglądał.
–Hm...
owszem. –Chciałem cięobudzićdawno temu –przyznałsię Toby –ale tata mi nie
pozwolił. –Twój
tata jest bardzo dobry. –Uśmiechnęła się szeroko. –Dzieli sięze mnąnaleśnikami,
bekonem i
kawą.Onma złote serce. NajwaŜniejsze jest ubranie. –Doris przywiozła
twojątorbę –oznajmiła
Myra –ale zatrzymała twoje rzeczy... do prania. –Nie chcęich oglądać–rzekła
Rachel
Strona 47
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
stanowczym tonem, przypomniawszy sobie, w jakich okolicznościach widziała je
po raz
ostatni. –Bardzo mi siępodoba kremplina i flanela. –Digger uratowałtwój
biustonosz
–pisnąłToby. Zatkałoją. Uff... –Flanela, kremplina i koronkowe staniki nie
bardzo
przystojąlekarzowi –zauwaŜyłHugo. –Bo nie pasuje do twojego wyobraŜenia o
lekarzu w białym
fartuchu? –zapytała z kwaśnym uśmiechem. –No... nie pasuje –przyznałlekko
speszony, co
bardzojąucieszyło.Teraz samniewie, copowiedzieć. Udało sięjej zbićgo z tropu.
To bardzo
przyjemne uczucie. Wyjątkowo przyjemne. Do tej pory to on ją peszył.
Nareszcie miała
szansę mu się zrewanŜować. On jednak nie pozostał jej dłuŜny. – Chyba juŜ
rozwiązaliśmy
ten problem – mruknął. – Słucham? – Miała usta pełne jajecznicy na bekonie.
Nie zapomniała
jeszcze dokuczliwego uczucia głodu, które towarzyszyło jej poprzedniego dnia,
więc z tym
większym zapałem zabrała się do jedzenia. – Christine przywiezie ci coś do
ubrania. –
Czerwono-złota Christine? – Spojrzała pytająco na Toby’ego. Dla wszystkich
było jasne, co
kryje się za tym okres ´leniem. Cała trójka odpowiedziała jej uśmiechem, mimo
Ŝe Hugo juŜ
zbierał się do wyjścia. – To bardzo dobry człowiek. Nie wiem, co byśmy bez
niej zrobili –
mówił, wstając od stołu. – Wcale nie jest czerwono-złota. Po prostu ma własny
styl. –
Spojrzał na zegarek. – Zaraz tu będzie, Ŝeby odwieźć Toby’ego do szkoły. Jadę
teraz do
pacjenta. Rachel, jeśli nie masz nic przeciwko temu, wrócę po ciebie za godzinę
i razem
pojedziemy do domu opieki. – Wyraźnie się wahał, jakby powiedział coś
niestosownego. –
Oczywiście.Skoroniemogęstądwyjechać,toprzynajmniej postaram się na coś przydać.
Co mam
robić? – PoŜar się nasila. – Machnął ręką w stronę okna, za którym mgiełka
zasłaniająca
morze znacznie zgęstniała. – Nie zagraŜa miasteczku dzięki wysiłkom straŜaków,
którzy
robią wszystko, by do tego nie dopuścić. Większos ´ć druŜyn składa się z
ochotników mniej
lub bardziej sprawnych fizycznie i o róŜnym poziomie... zdrowego rozsądku.
Zdarzają się
Strona 48
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
najprzeróŜniejsze wypadki. Muszę jechać wgóry. – Domyślam się,Ŝe mam się zająć
migrenami,
katarem i podobnymi sprawami, podczas gdy ty będziesz dokonywał heroicznych
czynów. –
Podejmiesz się? – Jasne. – Jest w tym człowieku coś, co zmusza do uśmiechu.
Nawet w
sytuacji, gdy proponuje bardzo prozaiczne zajęcie, a sam będzie w sercu akcji.
– Mimo Ŝe
stracę okazję,Ŝeby jeszcze raz poprowadzić wóz straz ˙acki. – Sporo słyszałem o
twoich
wyczynach. Jestem pod wraŜeniem, ale... – Ten uśmiech sprawiał,Ŝe czuła, jak
fala ciepła
zalewa obszary jej ciała, z których istnienia do tej pory nie zdawała sobie
sprawy.
Niesamowite. Ale bardzo przyjemne. – Nie jesteś odpowiednio ubrana. Z obraŜoną
miną
popatrzyła na swój strój. – Co masz mu do zarzucenia? Bardzo elegancko bym
wyglądała we
flanelowej piŜamie za kierownicą wozu straŜackiego. – Agrafka by puściła –
parsknął
rozbawiony. – Zgoda. Podzielimy się obowiązkami, jak włoŜysz coś,co bardziej
przypomina
strój lekarki. Myra, czy moŜesz...? Nie dokończył tego zdania, poniewaŜ drzwi
się otworzyły
i do kuchni wkroczyła Christine. Nietrudno byłoją rozpoznać. Rachel tylko
zerknęła na nią
znad talerza i od razu wiedziała, z kim ma do czynienia. Ta dama jest śliczna.
I nie jest
obwieszona ozdobami. Wcale ich nie potrzebuje. Co Hugo o niej powiedział?
,,Ona ma własny
styl’’. Zdecydowanie. Christine była wysoka i miałapłomiennorude włosy
związane w modny
węzeł. Ich odcień podkreślał nieskazitelną cerę oraz regularne rysy twarzy, na
której
nie było ani jednej zmarszczki. Miała na sobie czarne obcisłe spodnie,
mikroskopijny biały
top, eleganckie czarne szpilki oraz srebrną bransoletę, która musiała kosztowac
´ krocie.
Wygląda jak z galerii sztuki w Sydney, pomyślała Rachel, dyskretnie zerkając na
swoją
piŜamę. Przypomnieli jej się ludzie, których obserwowała podczas wystawy psów.
Christine
do nich nie pasuje. – Witajcie! – zawołała wesoło Christine, a Rachel
zauwaŜyła,
Ŝeuśmiechnęła się do Hugona oraz Ŝe jego synek nie podniósł wzroku znad
Strona 49
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
śniadania. – Toby,
jedziemy? PrzecieŜ widzisz, Ŝe nie skończył jeść. Christine postawiła na
podłodze
wypchanąplastikową torbę i sięgnęła do dzbanka z kawą. – Boski zapach! Hugo,
robisz
najlepszą kawę pod słońcem. Myra głośno odsunęła krzesło i ruszyła w stronę
zlewu,
podczas gdy Rachel zastanawiała się, kto naprawdę zaparzył kawę.Sądząc po
reakcji Myry,
nietrudno było zgadnąć. – Jesteśtąnowąlekarką?–Christineopadłanakrzesło Myry.
– I masz na
imię Rachel. Słyszałam o tobie. – Skinęła w kierunku torby. – Tu sąubrania,
które kupiłam
w sklepie dyskontowym. Mam nadzieję, Hugo, Ŝeci się spodobają. Mają podobać
się Hugonowi?!
Rachel uniosła brwi, a Hugo uśmiechnął się niewyraźnie. Wyglądał na lekko
speszonego. –
Powiedziałem Christine, Ŝe jesteś w potrzebie. – Kto, ja? – rzuciła Rachel
nonszalancko. –
Podoba mi się ta piŜama. – Uśmiechnęła się do obojga. Sklep dyskontowy. MoŜe
lepiej dać
spokój temu tematowi. Dzieje siętutaj coś, czego nie rozumiesz. Być moŜe jest
to znacznie
bardziej istotne niŜtwoja godność. Toby nie odrywa wzroku od talerza, a Myra
jest zła. O
co chodzi? NiewaŜne. To nie jest twój dom. Za kilka dni poŜar buszu zostanie
opanowany i
wyjedziesz. – Ciuchy sąw tej torbie. –Christine machnęła wypielęgnowanądłonią,
posyłając
Hugonowi ciepłyuśmiech. MoŜe ich układ to nie moja sprawa, pomyślała Rachel,
ale jest tu
Toby. Siedzi z nosem w grzance. – Dziękuję, Christine –powiedziała. –Ile jestem
ci winna?
– Ja zapłacę–odezwałsięHugo. Christine ciepłym gestem połoŜyłamudłoń na
ramieniu. – Nie
musisz, mój drogi. Pan Matheson wie, Ŝe ci się nie przelewa. Nic od ciebie nie
weźmie.
Hugonowi sięnie przelewa? A to ci heca, pomyślała Rachel. Wstała od stołu i
podniosła
torbęChristine. Nawet do niej nie zajrzała, ale juŜ nienawidziła jej zawartos
´ci. –
UregulujęnaleŜność–oznajmiła –jeśli mi sięprzydadzą. Jeśli nie, odniosęje do
sklepu.
Właściciel nazywa sięMatheson? Dziękuję, Christine. Spojrzała na nich z góry.
Gdy Toby
Strona 50
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
podniósłna nią wzrok, spojrzała na niego porozumiewawczo, po czym oddaliła
sięz
takągodnością, na jakąstaćosobęwe flanelowej piŜamie. Potwory. Wszyscy
juŜwyszli.
Christine, by odwieźćToby’ego do szkoły, Hugo do pacjenta. Rachel zajrzała do
kuchni,
gdzie Myra zmywała naczynia. W jej oczach wyczytała przeraŜenie. – Nie mogę
się w tym
pokazać. – Słucham? – Myra wytarłaręce i przyjrzała się Rachel, która stanęła
przed niąw
kremplinie od Doris Keen. – Tylko popatrz! – Trzymaław rękach czarne spodnie.
Obszerne i z
szerokim paskiem z plastiku. Potem pokazała jej białą bluzkę. I jeszcze jedną.
Oraz gładki
czarny rozpinany sweter. A do tego czarne sandałki na płaskiej podeszwie. –
Sukienka Doris
przynajmniej jest w kwiatki – jęknęła – a piŜama Hugona w paski. Nie włoŜę
tego, choćbym
całeŜycie miała chodzić w tej kiecce od Doris. – Christine nosi wyłącznie
rzeczy białe i
czarne – odparła Myra bez przekonania. – Ale... – Jej rzeczy są idealnie
skrojone i modne,
a to moŜe włoŜyć kaŜdy. Albo nikt. To są ubrania do trumny! – Nie przesadzasz?
– Nie! –
Rachel dumnie uniosłagłowę. – Nie zamierzam wyglądać jak uboga krewna
Christine. – Nie
nosisz czarnych rzeczy. – Nigdy! – Ubrania to jedyne, co miaław Ŝyciu. Nosiła
się kolorowo
i z fantazją. Jej stroje były wesołe, wywoływałyuśmiech na twarzy Craiga,
gdy... Nie, nie.
Nie tędy droga. Ale nie będę chodzić w czerni. – Ty masz róŜową bluzkę – rzekła
tonem
obraŜonej nastolatki. – Wiesz co? – Myra uśmiechnęła się. – Wszystko juŜ
umyłam.
Oficjalnie jestem wolna do powrotu Toby’ego. Mamy godzinę, zanim wróci doktor.
– No to co?
– Nie ma jeszcze dziewiątej, a Eileen Sanderson otwiera sklep o dziesiątej,
ale dla
ciebie... – Eileen Sanderson? – Tak, matka Kim. – O nie. Nie mogę... –
Eileen ma jedyny
porządny sklep z odzieŜąw Cowral. Drogi, ale dobry. – Ona jest u Kim, w
szpitalu. – Nie,
jest w domu. Idąc tu, spotkałam jej męŜa, który szedł ją zmienić. Ona mieszka
obok sklepu.
– Na pewno poszła spać. – O nie, nie Eileen. – Nie mogę tak... – Rachel,
uratowałaś Ŝycie
Strona 51
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
jej córce – mówiła Myra. – Pomagałaś straŜakom. Nie ma człowieka w Cowral,
który by nie
rzucił wszystkiego, Ŝeby ci pomóc. – Ze ściągniętymi brwiami popatrzyła na
czarne spodnie.
– MoŜe oprócz Christine. – Rzuciłaścierkę do naczyń na oparcie krzesła,
chwyciła Rachel za
rękę i pociągnęłado swojego auta. Godzinę później Hugo wracał do domu
pochłonięty
układaniem planu na najbliŜsze godziny. PoŜar się rozprzestrzeniał, a prognozy
zapowiadały
zmianę kierunku wiatru, co oznacza, Ŝe ogień zacznie schodzić zgórku Cowral.
Gęsty dym juŜ
dotarł do miasteczka. Było tak szaro, Ŝe musiał włączyć światła mijania. Zaczną
się
poparzenia dróg oddechowych oraz inne. Powietrze juŜ jest gorące. Jeśli poŜar
przybierze na
sile... Jestem tu sam. Normalnie to wystarcza. W takim sennym rybackim
miasteczku
niepotrzebny jest duŜy zespół. Na dodatek niewielu lekarzy szuka pracy na
prowincji, a
dolegliwości turystów, którzy tu napływająw sezonie, to za mało dla Ŝądnych
pieniędzy
medyków. Prawdę mówiąc, lubię pracować w pojedynkę, ale teraz jedna czwarta
stanu jest
zagroŜona. A to oznacza, Ŝe zespoły ratownicze nie przyjadą. Jestem sam, ale
mam
przynajmniej Rachel. Jeśli jednak szosa zostanie otwarta choćby na parę
godzin... Rachel
wyjedzie, pomyślał z niechęcią.Ma męŜa, najgłupszego psa pod słońcem oraz
pracę. Jest
świetnym lekarzem... ale ona stąd wyjedzie. Na razie jednak szosa jest
zablokowana, a on
ma do dyspozycji więźnia, który powiedział,Ŝe chce pracować. Więzień. Stanął
mu przed
oczami jej obraz. W tej idiotycznej piŜamie. Rozchmurzył się. Ona tu jest.
Jeśli Christine
przywiozła jej jakieś sensowne ubranie... Zatrzymał auto pod domem, zerknął na
listę spraw
do załatwienia, po czym ruszył na poszukiwanie koleŜanki po fachu. Otworzył
drzwi i stanął
jak wryty. Wielkie nieba! Rachel siedziała z Myrąprzy stole i łuskała groszek.
Odzyskała
Penelope! Obydwa psy leŜały pod stołem wyraz ´nie sobą zachwycone. Lecz to nie
ten widok tak
go poraził. Rachel była sporo od niego niŜsza, lecz niedostatek wzrostu
Strona 52
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
nadrabiała
tupetem. Rano, w jego piŜamie, była zniewalająca, ale teraz... Miała na sobie
jaskrawoŜółte legginsy do połowy łydki oraz białąobszernąkoszulę wŜółte plamy.
Podwinęła
rękawy jak człowiek, który wziął się do powaŜnej roboty, lecz nic z tej powagi
nie było w
rozpiętych guzikach ukazujących interesujący dekolt. Co jeszcze? Niewiele
widział oprócz
tego dekoltu. Kręcone kasztanowe włosy związała szeroką Ŝółtą wstąŜką, a na
nogi
włoŜyłazłoto- białe adidasy. – To nie są ubrania od Christine – rzekł
półgłosem. –
Zgadłeś. Pani Sanderson ma wspaniały gust. Tamte rzeczy zwróciłam, poniewaŜ nie
były w moim
stylu. – Uniosła stopę i popatrzyła na nią z zachwytem. – Złoto- białe
adidasy...
Praktyczne? – Bardzo – jęknął. – Jedziemy do domu opieki? – zapytała. –
Chcesz w tym
jechać do domu opieki? – Dlaczego nie? – Boję się o ich serca. Nie wiem, czy
mi wystarczy
angininy – powiedział. Nikt nie śmieje się tak jak ona. – Chcesz
powiedzieć,Ŝemój strój nie
spodoba się staruszkom? – Nie wiem – wykrztusił. – Nie wiem, czy kiedykolwiek
widzieli
coś takiego. – Patrzył na jej buty. – Nie boisz się,Ŝezłoto-białe buty nie
sprawdząsię w
popiele? – Tojewypiorę.ZaskarbyświataniewłoŜęsandałów od Doris. MoŜe one są
praktyczne,
ale ja nie. – Domyślam się. Staruszkowie wpadli w zachwyt nie tylko na widok
jej stroju,
ale od razu polubili ją samą. W takim upale i w tak zadymionym powietrzu moŜna
było się
spodziewać,Ŝe leczenie dolegliwości sześćdziesięciu leciwych emerytów zajmie
Hugonowi pół
dnia, lecz powaŜnych problemówbyło zaledwie kilka. Hugo zaplanował,Ŝe zajmie
się
skomplikowanymi przypadkami, pozostawiając Rachel rutynowe badania, lecz ona
zbuntowała
się natychmiast po tym, jak przedstawił ją wszystkim zebranym w świetlicy. –
Dlaczego
jeszcze tu jesteś? – rzuciła wojowniczym tonem pod jego adresem. – Mam do
zbadania
kilku przykutych do łóŜka pacjento ´w. – Chcesz powiedzieć,Ŝe nie
potrafięsięnimi zająć? –
Nie, ale... – Nie masz nic innego do roboty? – Jasne, Ŝema –wtrąciłsięDon,
Strona 53
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
barczysty
brodaty pielęgniarz rozbawiony tąniezwykłąwymianązdańoraz zdumionym
spojrzeniem Hugona.
–JuŜdo nas dzwonili ze szpitala, Ŝe czeka na ciebie kilku poparzonych straŜako
´w i syn
Harry’ego Petersa. Chłopak spadł z wozu straŜackiego i złamałrękę. Hugo,
jesteśtam
potrzebny. – Nie mogęciętu zostawić–upierałsięHugo, spoglądając spode łba na
Ŝonkilowązjawę. – Dlaczego? –Ŝ onkilowa zjawa wspięła sięna Ŝonkilowe palce i
gniewnie
zajrzała mu w oczy. –Czy chcesz przez to powiedzieć,Ŝe jesteś lepszym lekarzem
ode mnie?!
– Nie, ale... – Więc zaprowadźmnie do tych pacjentów, o których najbardziej
sięniepokoisz,
i sięstąd zwijaj! Marnuje pan czas, doktorze McInnes. Marnuję czas? Jeszcze
nikt nie
zarzucił Hugonowi McInnesowi, Ŝe marnuje czas. Z wraŜenia aŜgo zatkało. –
Lepiej weźcie
się do roboty – powiedział Don, zaintrygowany i zarazem rozbawiony. – Hugo, na
co czekasz?
Nie miałzielonego pojęcia, co go zatrzymuje.
ROZDZIAŁ PIĄTY
To zadanie okazało się trudniejsze, niŜ Rachel się spodziewała. Przez ostatnie
cztery lata
była zatrudniona na oddziale nagłych wypadków, lecz tutaj nikt nie wymagał
natychmiastowej
pomocy. Musiała za to przypomnieć sobie zajęcia z okresu studiów: jak opatruje
się i leczy
owrzodzenia, na czym polega opieka nad pacjentem cierpiącym na długofalowe
skutki uboczne
wywołane przez kortyzon, który podawano mu przez czterdzieści lat z powodu
gośćca, jak
zachować się przy łóŜku konającej kobiety liczącej dziewięćdziesiąt osiem lat,
która nadal
potrafiła się uśmiechać, a na powitanie nawet uścisnęła jej dłoń. Rachel sama
prosiła
Hugona, by pozwolił jej zająć się staruszkami. Dopiero gdy odjechał,
uprzytomniła sobie,
jak ogromne okazał jej zaufanie. – Przyjadę po ciebie w porze lunchu –
obiecał,po czym
ruszył do swoich pacjentów oraz do straŜaków. Staruszkowie wykazali się
ogromnym sercem.
Wszyscy bez wyjątku starali się być pomocni, a Don nie odstępował jej na krok.
KaŜdy
wiedział, czego mu trzeba. – Doktor Hugo zakłada mi takie opatrunki – oznajmiła
wiekowa
Strona 54
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
pani Collins, zanim Don zdąŜył otworzyć usta. Rachel uśmiechnęła się do niego
dyskretnie i
potulnie zaczęła opatrywać nogę starszej pani wskazanym opatrunkiem. – Mam
wraŜenie,
Ŝe ten dom funkcjonowałby doskonale bez naszych wizyt – zauwaŜyła. –
Nauczyliśmy się być
samowystarczalni – odparł Don. – Są takie dni, kiedy Hugo nas nie odwiedza. –
Jak wyjeŜdŜa
na urlop? – Kiedy zatrzymują go nagłe wypadki w Cowral. Tylko wtedy. Doktor
McInnes nie
bierze urlopu. – Jak to? Nigdy? – Ostatni raz wyjechał na wakacje trzy lata
temu. –
Pochylił się, by przytrzymać gazik. Pacjentka, okropnie zaintrygowana taką
Ŝonkilową
lekarką, przysłuchiwała się rozmowie. – Podejrzewam, Ŝe on nie rozumie słowa
wakacje. W
lecie Christine zabiera Toby’ego do babci, do Nowego Jorku. Za pieniądze
Hugona. I na tym
koniec. – To bardzo ponury Ŝywot. – Teraz jest lepiej niŜ wtedy, kiedy miał
Ŝonę – odrzekł
pielęgniarz. – Zdarzają się takie małŜeństwa. Niewarte funta kłaków. Hm. –
Czy aby na
pewno powinieneś mnie o tym informowac ´? – zaniepokoiła się Rachel, unosząc
brwi i
spoglądając znacząco na brodacza, który szeroko się uśmiechnął. – Nie
powinienem. Ale jaki
sens miałoby Ŝycie, gdyby nie moŜna było plotkować? Mam rację, pani Collins? –
ś więta
prawda. – Staruszka omiotła wzrokiem Rachel, po czym chwyciłają za rękę. – Pani
jest
męŜatką – stwierdziła, patrząc jej surowo w oczy. – Tak. – Nie w separacji
ani nic z tych
rzeczy? – Nie. – IjakugasząpoŜariotworząszosę,towrócipanido męŜa? Jest tylko
jedna
odpowiedź. – Oczywiście. Staruszka nie spuszczała z niej oczu. Zdaje się,Ŝe w
tym
miasteczku informacje rozchodzą się lotem błyskawicy. – Słyszałam,
Ŝekłóciliście się na
wystawie psów. Doszło do mnie, Ŝe on jest niesympatyczny i gburowaty. I nie
przejął się
tym, Ŝe nasza Kim moŜe umrzeć. – Nikt w Cowral nie widział mojego męŜa. – Na
pierwszy rzut
oka... Były obszary, na które Rachel nie zamierzała się zapędzac ´. Nie jest
zobowiązana
udzielać wyjaśnień. – Tutaj nikt go nie zna – powtórzyła. – Pani Collins,
Strona 55
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
nadmierna
ciekawość to pierwszy stopien ´ do piekła – wtrącił się Don. – Niech pani uwaŜa,
Ŝeby
jodyna nie wylała się pani na nogę. Staruszka zmruŜyła oczy i roześmiała się.
– Racja.
Dostałabym za swoje. Ale nie tylko ja jestem ciekawska. Pani doktor teŜ bardzo
by
chciałausłyszeć coś o naszym doktorze. Tak samo jak my o pani. – Więc niech
jej pani
opowie. – Don był po pięćdziesiątce. Wygląda jak osobnik zadowolony z Ŝycia,
pomyślała
Rachel. Jak pielęgniarz, który poświęcił się opiece nad chorymi i będzie to
robił, dopóki
starczy mu sił.To miłe. W Cowral Ŝyje się pełnią Ŝycia. Do tej pory w ogóle
nie brała pod
uwagę praktyki na prowincji. MoŜe... MoŜe, kiedy Craig... – MałŜeństwo
naszego doktora
było do niczego – zaczęła pani Collins, a Rachel postanowiła się skupić.
Przyszło jej to
łatwo, poniewaŜ istotnie zŜerałająciekawość. – Jego matka myślała tylko o
pieniądzach. Przy
pierwszej nadarzającej sięokazji zwiała do Sydney i więcej w Cowral jej nie
widzieliśmy. Stary doktor McInnes, dziadek naszego doktora, mieszkałtu od
zawsze, więc jak
tylko matka Hugona chciała pozbyćsiędziecka, co zdarzało się bardzo często,
wysyłała go do
dziadka. Młody doktor kochałgo bezgranicznie. Potem stary miałwylew, akurat
gdy Hugo
ukończył studia, więc wnuk przyjechał do Cowral i juŜtu został. Moim zdaniem
nie
miałwyboru. Po pierwsze był do dziadka bardzo przywiązany, a po drugie
ugrzązł... Ach
tak, czyli wcale nie jest tu z wyboru... –
Napoczątkuniewiedział,cozesobązrobić–podjął
Don. Niezła para, pomyślała Rachel. Pielęgniarz, który bardziej by pasowałdo
chaty drwala
niŜdo domu starco ´w, oraz wiekowa staruszka z inteligentnym błyskiem w oczach.
A moŜe jest
to figlarny błysk? –Stary doktor parę lat chorował, a Hugo opiekowałsię nim i
mu pomagał.
To musiałbyćdla niego spory wstrząs: praktyka na wsi. Wcześniej pracowałw
wielkim mieście.
– Potem poznałBeth –uzupełniła staruszka. –Christine i Beth. Przyjechały tu
malować. Ich
Strona 56
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
rodzice się rozwiedli. Ojciec miał w Cowral domek rybacki, więc korzystały z
darmowego
dachu nad głową.Były bez grosza, ale uwaŜały, ŜesąnajwaŜniejsze w świecie. Ich
matka ma
atelier w Nowym Jorku. Obydwie sięubierały jak na Manhattanie. Kręciły nosem,
Ŝe tutaj nikt
nie umie zaparzyćkawy. – Były egzotyczne i atrakcyjne –ciągnąłDon. –Opro ´cz
tego bardzo,
ale to bardzo kosztowne. Ich obrazów nikt nie rozumiał, więc szybko doszły do
wniosku, Ŝe
jedna z nich powinna wyjśćza naszego doktora. – A on tak strasznie
sięnudził,Ŝedałsięna to
nabrać – wyjaśniła pani Collins. Gawędziarski tandem. Pielęgniarz i starsza
pani niemal
się przekrzykiwali. To dziwne. MoŜe zaleŜy im na tym, by opowieść nabrała
większej
dramaturgii? – Czuł się tu osaczony potrzebami mieszkan ´ców i potrzebami
dziadka. Beth była
piękna i przypominałamuoz ˙yciu w duŜym mieście. Wątpię,Ŝeby mając za przykład
swoich
rodziców, wiedział, jak wygląda porządne małŜeństwo. WięcoŜenił się z Beth i
spłodził
Toby’ego. – Bez sensu... – Don pokręcił głową i zerknął na Rachel, jakby się
zastanawiał,
co jeszcze dodać. – To małŜeństwo nie miało szansy. Beth wyszła za niego,
kierując się
błędnymi motywami. Podejrzewam, Ŝe i Hugo nie miał pojęcia, dlaczego na to się
zdecydował.
Ŝ adne nie wiedziało, czym jest związek dwojga ludzi. Beth urządziła dom w
koszmarnym
stylu, lecz wcale nie była szczęśliwa. Rzucała Hugona dwa razy. A kiedy
dowiedziała się,Ŝe
jest w ciąŜy, odeszła na dobre. Chciała usunąć ciąŜę, ale Hugo protestował.
Opuszczając go,
wybrała kompromis. Ja wiem, Ŝe to brzmi bez sensu, ale Beth nie wiedziała, o
co jej w
Ŝyciu chodzi. Nie mieszkała z Hugonem, kiedy Toby się urodził.Była wtedy z
jakimś
malarzyną w Sydney. – Ale nadal ciągnęła od niego pieniądze – dodała pani
Collins. –
Zaraz potem umarła. Rzucawka. Podobno duŜo pili z tym facetem. Nie dbała o
ciąŜę, ale Toby
na tym nie ucierpiał. Przyszedł na świat przez cesarskie cięcie, ale dla niej
było juŜ za
późno. Nasz doktor strasznie to przeŜył. Dręczyło go poczucie winy, Ŝe nie
starał się
Strona 57
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
sprowadzić jej do domu. Jej siostra tylko to w nim pogłębiała. –
Christine... – szepnęła
Rachel. – A tak, Christine. – Don wzruszył ramionami. – Została w Cowral, bo
tu ma dom,
ale nienawidzi tego miasteczka. Jej obrazy się nie sprzedają, a to, co czasami
za nie
dostanie, wydaje na głupoty. MoŜna by jej współczuc ´, gdyby nie była taka
cholernie...
protekcjonalna. Nie ma pieniędzy. Mieszka tu i nikomu nie pozwala zapomniec ´ o
Beth.
Ciągle wpędza Hugona w poczucie winy. ,,Moja kochana Beth’’, stale powtarza, i
kaŜe im
mieszkac ´ w tej kaplicy. ,,Nie wolno nam nigdy zapomnieć o matce Toby’ego.’’
Ale to, Ŝe
Beth i Hugo Ŝyli jak pies z kotem... – Ona chce się wydać za doktora. –
Pacjentka
postanowiła dorzucić swoje trzy grosze. – I w końcu go do tego zmusi. Wymogła
na nim, Ŝeby
Toby spędzał z nią czas. ,,Bo to jego jedyny kontakt z rodziną matki’’. Tak
gra na
emocjach doktora, Ŝe on nie śmie niczego zmienić w tym domu. Dosyć tego
dobrego, pomyślała
Rachel. Opatrunek juŜ dawno zmieniony. Nie wypada, by lekarz plotkował o
drugim lekarzu z
jego pacjentami oraz z pielęgniarzem. – Muszę zająć się następnymi –
oświadczyła. – Od
kaŜdego usłyszy pani to samo – ostrzegłają pani Collins. – Nasz doktor jest na
dobrej
drodze, Ŝeby dać się wmanewrować w drugie małŜeństwo z takąsamą nieudacznicą
jak pierwsza.
To, co robi, jest okropne. Wychodząc z pokoju, Rachel zastanawiała się, co jest
okropne.
Takie małŜeństwo, czy sztuka Christine? A moŜe wcale nie musi się zastanawiać?
– Jak ci
poszło? Przyjechał po nią spóźniony pół godziny. Tłumaczył się,Ŝe zatrzymał go
drobny
wypadek, ale z jego twarzy wyczytała, Ŝebyło to coś znacznie powaŜniejszego niŜ
,,drobny
wypadek’’. Wyglądał jak człowiek u kresu sił. – Co się stało? – zapytała, lecz
on pokręcił
głową. – Jak sobie radziłaś ze staruszkami? – Niezbyt taktownie zmienił temat.
Oto facet,
który pracuje w pojedynkę, pomyślała. Sam dźwiga na barkach odpowiedzialnos ´ć
za zdrowie
całego miasta. – Dziadkowie są rozkoszni – oznajmiła. – Poznałam nie tylko
Strona 58
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
historie ich
chorób, ale i Ŝyciorysy chyba wszystkich mieszkańców. –Łącznie z moim? –
Uśmiechnął się z
przymusem. – Oczywiście. – Sadowiąc się w samochodzie, odwzajemniłaus ´miech
Hugona. – Jak
moŜesz w to wątpić? Skrzywił się. – Czy twoje Ŝycie uczuciowe teŜ
rozpracowali? – Moje? –
Uniosła brwi. – Ja nie mam Ŝycia uczuciowego. – Masz męŜa. – Mam – przyznała.
– MąŜ i
uczucia. Czy to nie to samo? Kiedyś tak było. Dawno temu. – Gdzie jedziemy? –
Nie tylko jemu
wolno bezkarnie zmieniać temat. Trzeba oddalić się od ryzykownych rejono ´w. –
Zawiozę cię
na lunch. Potem ty odpoczniesz, a ja... – Aty będziesz dalej tyrał. – Taki mam
zamiar. –
Wykluczone. – Pokręciłagłową. – To jest głupi plan. – Słucham? – Pracowałeś
rano, kiedy
jeszcze spałam. Potem ja przepracowałam trzy godziny, a ty juŜ sześć, więc
dlaczego
teraz mam się nudzić, a ty będziesz bawił się w doktora? – Wcale nie musisz
się nudzić–
stwierdził. – MoŜesz pójść na spacer z Penelope. – Wczoraj wieczorem
naspacerowałam się po
dziurki w nosie. Mam dosyć na najbliŜsze pół roku. – To co chcesz robić? –
Zjeść lunch, a
potem zająć się czymś poŜytecznym. Jeśli zostanę zmuszona do pozostania w domu
na całe
popołudnie, mogę zrobić coś niestosownego, na przykład zedrę ze ścian tapety w
salonie. –
Jego twarz stęŜała. – Nie wierzę,Ŝe lubisz takie brokaty! – Jestem Christine
dozgonnie
wdzięczny – oświadczył zmienionym tonem. – Ja takŜe jestem jej wdzięczna, ale
z tego
powodu nie chodzę w brokatach. Ani nawet w ubraniach, które dla mnie wybrała.
– Zranisz
jej uczucia. – CzyŜby? – Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. – Czy to
dlatego mieszkasz
wśród brokatów? Naprawdę uwaŜasz, Ŝe nie spałaby po nocach, gdybyś powiedział:
,,Dzięki,
Christine, to bardzo ładnie z twojej strony, ale nie gustuję w czerwono-złotych
materiałach’’? Hugo ściągnął brwi. – O co ci chodzi? Nie lubię Ŝółtego. –
Toby twierdzi,
Ŝe lubisz. – Nie lubię. – Nie podoba ci się Ŝółty samochód pana Addingtona?
Kąciki jego
Strona 59
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
warg drgnęły, jego twarz pojaśniała. – Skąd wiesz o samochodzie Addingtona? –
Od Toby’ego.
Nie podoba ci się? – Jasne, Ŝe mi się podoba. To jest ferrari. – I tylko to
jest w nim
takie atrakcyjne? Wolałbyś, Ŝeby był czerwono-złoty? Aston martin Michaela jest
czerwony.
Nienawidzę tego auta. Uniósł brwi zaintrygowany. – Co jest grane między wami?
Nienawidzisz
jego psa. Nienawidzisz jego auta. Kłócisz się z nim na oczach całego tłumu, a
on zostawia
cię w miasteczku zagroŜonym poŜarem. – Co z tego? – Wzruszyła ramionami. Jej
chłodny ton
go nie zniechęcił. – Co to za małŜeństwo, doktor Harper? Powiedzieć mu? Nie.
Lepiej nie
oglądać jego reakcji. Nie lubiła o tym mówić. Na twarzach rozmówców pojawiał
się wówczas
wyraz niedowierzania i zaskoczenia. Lepiej wykorzystać Michaela jako kozła
ofiarnego, niby-
męŜa, Ŝeby ukryć rzeczywisty ból. – Wcale nie nienawidzę Penelope. – Poruszyła
najmniej
kontrowersyjny temat. – Dlaczego tak uwaŜasz? – Nie kochasz jej! – Bo jest...
beznadziejna. – Uśmiechnęła się zadowolona, Ŝe oddalili się od osobistych
tematów. –
Doktorze, niech pan się podzieli ze mną swoimi obowiązkami. Niech mnie pan nie
zamyka na
resztę dnia w czterech czerwono-złotych ścianach w towarzystwie durnego psa.
– Mam w
planie wyjazd na front walki z ogniem. Do punktu dowodzenia. Chłopcy zaczynają
mieć objawy
podraz ˙nienia dróg oddechowych i wyczerpania z powodu wysokiej temperatury.
Jest teŜ sporo
poparzeń, ale nie mogą się wycofać. – Mogę jechać z tobą? – W tym stroju?
– Uniósł
brwi. – Chyba nie – przyznała. – MoŜe w sklepie pani Sanderson znajdzie się
coś trochę
bardziej odpowiedniego. – Wpadniemy do domu po kanapki, a potem zawiozę cię do
remizy. –
Uśmiechnął się zniewalająco. – Wątpię, Ŝeby pani Sanderson miała jakieś modele
z Ŝółtej
kolekcji strojów straŜackich. Paliło się znacznie bliŜej miasteczka, niŜ
myśleli. Cowral
leŜyna półwyspie, pięć mil od Narrows, wąskiego pasa ziemi łączącego miasteczko
ze stałym
lądem. Narrows to górzysty busz, który teraz płonął. Hugo zamierzał dojechać
za pierwsze
Strona 60
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
pasmo wzgórz, lecz musiał zatrzymać się przed blokadąjuŜ u ich podnóŜa. Stamtąd
zostali
skierowani do punktu dowodzenia, który przenio śł się bardziej na południe. –
Cholera! –
Hugo zjechał na pobocze. Wiatr nieco zelŜał, więckłęby dymu szły prosto w niebo
pośród
jęzorów ognia buchających wśród skał. Rachel po raz pierwszy zaczęła się
naprawdę bać. Do
tej pory poŜar jawił jej się zaledwie jako tło takŜe jej dotykających
problemów. To przez
niego ugrzęzła w Cowral. Nie byłoŜadnego innego powodu. Australijczycy są
przyzwyczajeni
do poŜarów buszu i to jest po prostu zwyczajny poŜar. W buszu. A jeśli
przerodzi się w coś
gorszego? Popatrzyłapo sobie. StraŜak w remizie ubrał jąw kombinezon, solidne
skórzane
buty oraz kask ochronny. Omal nie pękłaze śmiechu, zobaczywszy się w lustrze.
Ale teraz
wcale nie było jej wesoło. – Prawdziwe piekło – szepnęła. – Rano straciliśmy
jednego
straŜaka. – Straciliście go? – Zmienił się kierunek wiatru, a on za bardzo
oddalił się od
zespołu. Płomienie odcięły mu drogę. Nic nie moŜna było zrobić,Ŝeby go ratować.
Koledzy
byli bezsilni. Przywieźli zwłoki do Cowral, zanim wyjechałem po ciebie. Nic
dziwnego,
Ŝebył przygnębiony. – Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? – Właśnie to
zrobiłem. Bo nie
było potrzeby, pomyślała. A moŜe nawet była, ale Hugo jest od dawna zdany sam
na siebie i w
ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Dzielenie się traumatycznymi przeŜyciami,
rozmowa o
nich to jedyny sposób, by przetrwac ´ w takich sytuacjach. Lecz Hugo radzi sobie
bez tego.
– Do czego mogę ci się przydać? – zapytała cicho, a on przyjrzał się jej
badawczo. – Jeśli
naprawdę chcesz pomóc... – JuŜ powiedziałam, Ŝe chcę. – Nagle się rozzłościła.
– Masz
zespół. Pogódź się ztą myślą. – Nie chciałem... – Wykorzystaj mnie –
powiedziała zmęczonym
głosem. – Po prostu wykorzystaj. Popatrzył na nią podejrzliwie. – Zespół,
który był przy
śmierci Barry’ego, nadal jest w akcji. Mają wrócić o drugiej. Chcę ich
obejrzeć.To będzie
dramat. Ŝ aden nie zgodził się zejść wcześniej, przed końcem zmiany, więc
obiecałem, Ŝebędę
Strona 61
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
na nich czekał. – Zamierzasz zrobić odprawę następnym zespołom? – W
zeszłym roku, w
porze poŜarów, musiałem odesłac ´ do domu jednego z ochotników z powodu
zaczadzenia. Nikomu
nie powiedział,Ŝe ma trudności z oddychaniem, po czym zaczął się dusić. Dotarł
do mnie w
ostatniej chwili. Chcę,Ŝeby wszyscy zostali poinformowani o zagroŜeniach,
nawet jeśli
usłysząto po raz piąty. Trzeba wbić im do głowy, Ŝe muszą duŜo pić. Zawodowym
straŜakom, a
nawet dobrze wyszkolonym ochotnikom, przydzielono teraz pomocników, którzy mają
szlachetne
intencje, ale zielonego pojęcia o zasadach bezpieczeństwa. Ten facet, dzisiaj
rano... po
sześćdziesiątce, prowadził sklep z artykułami Ŝelaznymi. UwaŜał,Ŝe wszystko
wie. Szef
grupy bardzo to przeŜywa. Przeszkolił ochotniko ´w,alejachcęraznazawszewbić
imdogłowypewne
zasady. Nie Ŝyczę sobie więcej trupów. – Mogę się tego podjąć. – Przedstaw im
to z jak
najokropniejszej strony – polecił jej. – Tam nikt nie dostaje drugiej szansy.
Pół godziny
później w kombinezonie, wysokich butach i w kasku wygłosiła pogadankę dla grupy
osób, które
podobnie jak ona zupełnie nie pasowały do tej scenerii. Hugo zajął się
kolegami zmarłego
ochotnika, ona resztą ludzi. Starała się, by jej słowa brzmiały przekonująco i
stanowczo.
Nawet jej się to udało. AŜ dziw, ile człowiek potrafi w sytuacjach
podbramkowych. –
Musicie duŜo pić– mówiła – cały czas mieć przy sobie wodę. Nie wolno zdejmować
kasku, nawet
na chwilę, ani odzieŜy ochronnej. Jeśli cokolwiek zacznie wam dolegać,
natychmiast się
zgłaszajcie. Cokolwiek – powto ´rzyła z naciskiem. –Jeśli zaczniecie kasłać,
wracajcie do
bazy. Ból w klatce piersiowej, drapanie w gardle, bóle w nogach, obojętnie co,
natychmiast
wracajcie tutaj. Nie ma medali za brawurę. Ryzykując swoje Ŝycie, naraŜacie
cały zespół.
Teraz, zanim się rozstaniemy, proponuję, Ŝebyście po kolei opowiedzieli mi
pokrótce o
stanie waszego zdrowia i jeśli coś was niepokoi, chcę o tym wiedziec ´. Jasne?
Teraz! –
Ona jest niesamowita –szepnęła Hugonowi do ucha jedna z dziewcząt
Strona 62
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
przysłuchująca się
odprawie. Miriam naleŜała do grupy przeszkolonych ochotniko ´w. Była w tym
samym zespole co
Barry, straŜak, który zginął. Miała poparzonąrękę ibyła w lekkim szoku po
porannym
wypadku. Opatrzywszy ją, Hugo postanowił odesłać jądo domu. – Taaak,
niesamowita –
przyznał. – Apodyktyczna. – Jakby się tego uczyła. – Apodyktyczności? To
bardzo
prawdopodobne. – Szkoda, Ŝe taka nie jestem – westchnęła Miriam. – Barry
wiedział, co mamy
robić. Jeśli coś pójdzie nie tak, mieliśmy wzywać pomoc, ale kiedy wiatr
sięodwrócił, on
jak opętany rzucił się do walki z ogniem. Zaczęlis ´my się wycofywać, a on
został, traktując
poŜar jak osobiste wyzwanie. I potem nagle płomienie go otoczyły. Gdybym była
trochę
bardziej apodyktyczna... – Barry i tak by cię nie posłuchał– rzekłłagodnym
tonem Hugo. Na
co dzień Miriam pracowała jako urzędniczka w ratuszu. Zupełnie nie pasowała do
tej
scenerii. – Barry uznawał tylko autorytet zwierzchnika. – Ale polecenie tej
twojej Rachel
by wypełnił–stwierdziła Miriam. –Wystarczy posłuchaćjej głosu. Ona sprawia
wraŜenie, jakby
wszystko miała pod kontrolą. To prawda. Co ona powiedziała? ,,Ta twoja
Rachel’’? Jego
Rachel. Denerwujące sformułowanie. Miriam chciała powiedzieć,Ŝe on i Rachel
tworzą zespół,
ale zasugerowała coś więcej. Wysłuchiwała teraz racji starszego wiekiem
męŜczyzny, który
przekonywał ją, dlaczego naleŜy przydzielić go do grupy ochotników. Był to Sam
Nieve.
Cholera. To oczywiste, Ŝe on do tego się nie nadaje. Hugo postanowił
interweniować. Nie
słyszał odpowiedzi Rachel, ale zanim do nich podszedł, zauwaŜył, Ŝe ramiona
męŜczyzny nie
opadły, za to niedoszły straŜak zdjął kask i odszedł z bardzo waŜnąminą. Po
chwili jego
samochód ruszył w stronę miasteczka. Hugo odetchnął z ulgą. Sam Nieve jest
chory na serce.
Na froncie walki z ogniem nie byłoby z niego Ŝadnego poŜytku, ale jest tak
samo uparty jak
Barry. Jak ona go przekonała? Tylko jej mogło się to udać. Ta kobieta jest
niesamowita.
Strona 63
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Jego Rachel? Nic z tych rzeczy. Ta kobieta ma męŜa. Jest... zajęta. Trzy
godziny później
postanowili wracać do miasteczka, poniewaŜ na Hugona czekali pacjenci. Przez
ten czas
jedna grupa zakończyła swoją zmianę, a zastąpiłają druga. Pomoc lekarska będzie
potrzebna
przy kolejnej zmianie, lub wcześniej w razie nagłego wypadku. – Bardzo dobrze
się
spisałaś– powiedział Hugo, czym bardzo ją rozzłościł. – Oczekujesz, Ŝe ja teŜ
będę ci
prawić komplementy? – Nie. Co powiedziałaś Samowi, Ŝeby odwieść go od gaszenia
poŜaru? –
Naprawdę chcesz to usłyszeć? – Tak. – Wykorzystałam ciebie. – Mnie? –
Powiedziałam mu,
Ŝe w ciągu dwóch dni straciłeś dwóch pacjentów, więc po pierwsze w kostnicy nie
ma juŜ
miejsca, a po drugie, Ŝe na pewno byś się załamał, gdyby umarła jeszcze jedna
osoba, oraz
Ŝecałe Cowral miałoby mu za złe, Ŝe pozbawił miasteczko opieki lekarskiej. –
Serdeczne
dzięki – mruknął pod nosem. – Powiedziałam mu teŜ,Ŝe tutaj potrzebna jest nie
tylko siła
fizyczna. Uprzytomniłam mu, Ŝe jeśli ogień podejdzie bliŜej miasteczka,
wszystkie dachy
powinny być oczyszczone i wszystkie węŜe do podlewania ogródko ´w sprawne. –
Uśmiechnęła
się na widok jego wielkich oczu. – Podejrzewam, Ŝe rynny pana Nieve teŜ nie są
droŜne, bo
ta uwaga zrobiła na nim spore wraŜenie. Kazałam mu poprosić dyrektora szkoły o
wypoŜyczenie
kilku starszych uczniów, którzy przejdą się po domach i sprawdzą stan dachów i
rynien.
Hugo zagwizdał przez zęby. – Sprytna jesteś. – Ale to jest święta prawda. –
Co? – To, Ŝe
nie Ŝyczysz sobie więcej zgonów. – Jesteś tego pewna? Spojrzała na niego spod
opuszczonych
powiek. – Osobiście jestem za zgonami – stwierdziła z udawanąpowagą, by go
rozśmieszyć. –
Więcej zgonów, mniej pacjentów, bo pacjenci straszliwie brudzą. Parsknął
śmiechem, lecz
jego oczy pozostały powaz ˙ne. – Tych dwoje... – zaczęła, prowokując go do roz
mowy.
Wyczuwała, Ŝe jako jedyny lekarz w okolicy nie miał z kim dzielić się
refleksjami na takie
ponure tematy. Lecz Hugo nie potrafił korzystać ze wsparcia kolegów po fachu.
Mimo to
Strona 64
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
cierpliwie czekała. W końcu wzruszył ramionami i nieco się otworzył. – Ten
wczorajszy zgon
był nieuchronny – odparł. – Dla Annie wybiła jej godzina. Ale bardzo ją
lubiłem. –
Wykrzywił wargi. – Kiedy Beth umarła, Annie zaczęła dla nas piec ciasto
czekoladowe. Na
kaŜdy weekend. A Barry... Barry był nadętym bubkiem, ale nie zasłuŜył na taki
koniec.
Zostawił przemiłąŜonę i dwójkę rozbestwionych bachorów, którym do końca Ŝycia
będzie go
brakowało. – Praca lekarza na prowincji jest bardzo cięŜka – odezwała się
Rachel po chwili
ciszy. Przegarniała palcami włosy. Zdjęła kask, zanim wsiadła do samochodu, i
teraz
miałana głowie resztki przeróŜnych spopielałych śmieci. – Bo człowiek się
przywiązuje do
swoich pacjentów. – Tobie to się nie zdarza? – Na oddziale ratownictwa
medycznego to jest
praktycznie niemoŜliwe. Pamiętam zaledwie paru pacjento ´w. – Kończysz dyŜur i
masz z
głowy? – Mniej więcej. – Cudowne Ŝycie – szepnął Hugo, a Rachel wychwyciła w
jego głosie
nutę goryczy. – Naprawdę chciałbyś się zamienić? – Wolałbym móc czasami się
wyłączyć.
Cowral... Przyjechałem tu, Ŝeby opiekować się moim chorym dziadkiem, i od tej
pory nie
miałem szansy stąd wyjechać. – Bo nie masz zastępstwa? – Poniekąd. – A po
części? –
Zmieniła pozycję, by mu się przyjrzec ´.Ŝałowała, Ŝe juŜ wjeŜdŜajądo miasteczka
i to sam na
sam zaraz się skończy. Lubię tego męŜczyznę ośmiejących się oczach. Szkoda, Ŝe
jest
przeznaczony Christine. Miałam okazję widziec ´, jak Christine na niego patrzy.
On za to
wspomina o niej tylko w kontekście Toby’ego. – Po części teŜ i dlatego, Ŝe
tutaj Ŝyję.
Cowral to cały świat Toby’ego. Wszyscy go kochają. Myra, Christine... icała
reszta. Tutaj
po prostu jest jego dom. Wszyscy się nim opiekują. – W zamian za to ty
opiekujesz się nimi
– zauwaŜyła. Manewrował teraz na parkingu, lecz to nie dlatego zacisnął wargi.
Jest
przygnębiony. W ciągu doby dwa razy stwierdził zgon. W wielkomiejskim szpitalu
Rachel
miała do czynienia ze zwłokami prawie kaŜdego dnia. Dwa zgony nie zrobiłyby na
Strona 65
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
niej aŜ
takiego wraŜenia. MoŜe powinny? MoŜeza mało się angaŜuje? Jest zaangaz ˙owana.
Czy moŜna
zaangaŜować się jeszcze bardziej? Dlaczego nie jest w domu? – Rajski Ŝywot...
– odezwał
się Hugo. – Wyjść z pracy i móciść do kina, do restauracji... Łatwo mu tak
mówić. Gdyby
wiedział, jak ona nie znosi restauracji... Kiedy ostatni raz była w kinie? –
Mam róŜne
obowiązki – oznajmiła. – Jasne. Penelope. Michael. – Michael nie jest... –
Masz rację. To
nie jest moja sprawa. – Wyłączył silnik. – Ale chciałbym wiedzieć, jak wygląda
twoje
Ŝycie. Jak funkcjonują bezdzietni lekarze w wielkim mies ´cie? To dla mnie
zupełnie nieznana
rzeczywistość. – Kiedyś w niej Ŝyłeś. – Tak dawno, Ŝe juŜ nic nie pamiętam.
Chętnie bym
sobie przypomniał. Co tu przypominać?Zdawałasobie sprawę,ŜeHugo ma na myśli
chaotyczny
tryb Ŝycia, jaki prowadzi Michael, tak dla niej niezrozumiały, ŜeaŜ absurdalny.
Zamknęła
oczy. Po co mu cokolwiek tłumaczyć? Ten człowiek dźwiga na barkach zbyt duŜo,
by go
obciąŜać swoją tragedią. – To nic ciekawego. Przed tobą jeszcze sporo pracy.
Czy mogę ci w
czymś pomóc? Popatrzył na nią tak, jakby wszystko wiedział.To niemoŜliwe. Skąd
miałby
wiedzieć o Craigu? – Na dzisiaj wystarczy. – Teraz masz przychodnię? – Przez
dwie
godziny. – To znaczy, Ŝe zobaczymy się na kolacji. – Tak. W międzyczasie
przebierz się i
znowu bądź naszym gościem. Idź na spacer z psem... – Tak jest. – Do
zobaczenia. Koniec
rozmowy. Ale on nie spuszcza z niej wzroku. Powinien juŜ się odwrócić,
pomyślała. I wysiąść
z auta. Ani drgnął. Czy to jakaś magiczna siła nie pozwala im wyjść z
samochodu? Dziwne
uczucie. Idiotyczne. Pozbawione jakiegokolwiek sensu. On ma swoje zajęcia, a
ona jest
męŜatką. Nic ich nie łączy. A jednak. Nie mogli oderwać od siebie wzroku.
Spoglądali...
Zaglądali sobie pod maski, widzieli, co za nimi się kryje. Rachel
ujrzałaczłowieka, który
wiele wycierpiał. Oraz jego osamotnienie. Tęsknotę. Jak to zobaczyła? Nie
wiadomo. Lecz
Strona 66
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
jeśli ona tyle wyczytała z jego twarzy, to ile on o niej się dowiedział? To
śmieszne.
Trzeba się czymś zająć. Wyprowadzić psy. Zapełnić te godziny, zanim znowu go
zobaczy.
Absurdalna sytuacja! W końcu udało się jej wysiąść. Trzasnęła drzwiami mocniej,
niŜ
zamierzała. W ten sposo ´b zamknęła sprawę. – Idę pod prysznic – oznajmiła,
wściekła na
siebie za kompromitujące drŜenie swojego głosu. Ruszyła do domu, a on nie
odrywał od niej
wzroku.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Nie miał pojęcia, co się stało. Przyjął kilku pacjentów, którym na szczęście
nie dolegało
nic powaŜnego, poniewaŜ jego myśli krąŜyły zupełnie gdzie indziej. MoŜebyłoby
lepiej, gdyby
byli powaŜnie chorzy, pomyślał. Nie mógłby wówczas myśleć o lekarce, na widok
której
uśmiech sam ciśnie mu się na wargi. Z kolei jej uśmiech przyprawia go o
niepokojący
skurcz Ŝołądka. Kiedy po raz ostatni ktoś wywołał u niego podobne sensacje? Czy
była to
kobieta? Nie, nigdy mi się to nie przytrafiło, przeszło mu przez myśl, gdy
zmieniał
opatrunek Tomowi Harrisowi, który zranił się kilka dni wcześniej, robiąc
porządki wokół
domu. Tom Harris był milczkiem, więc uwaga Hugona nadal skupiała się na Rachel.
Dlaczego
akurat na niej? Ona jest męŜatką, powtarzał sobie. Szczęśliwą, jak się wydaje.
Ten facet,
z którym była na wystawie, jest wyjątkowo nieciekawy, a ona na niego nie
narzeka ani
słowem. MoŜe się boi. MoŜe ten Michael jest brutalny? Z czasów studiów
pamiętał pytanie,
na które odpowiedz ´ niemal w kaŜdym przypadku wskazywała na przemoc w
rodzinie.
Wielokrotnie się nim posługiwał, często ze zdumiewającym skutkiem. – Czy w
ciągu ostatnich
lat zdarzyło się pani bać męŜa? Był przekonany, Ŝe Rachel by zaprzeczyła. Na
wystawie
byłazła na Michaela, ale na pewno się go nie bała. Rzuciła wtedy kluczyki z
takim impetem,
Ŝe Hugo znowu się uśmiechnął. – Myśli pan o naszej nowej pani doktor? –
zapytał znienacka
pacjent. Jego głos tak Hugona zaskoczył,Ŝe omal nie upuścił bandaŜa. – Nie.
Myślałem o
Strona 67
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
tym, Ŝeręka ładnie się goi. – Takiego uśmiechu nie wywołują myśli o poharatanej
ręce
starego rybaka – oznajmił Tom, lecz oczy mu się śmiały. – Dlaczego? Masz
bardzo ładne ręce
– odciął się Hugo. – Aha! Ty teŜ masz seksowne ręce – zarechotał Tom. – Ale
załoŜę się,Ŝe
nasza Rachel ma jeszcze ładniejsze! Nasza Rachel... Jak szybko wszyscy ją
zaakceptowali. –
Nasza Rachel ma męŜa – wyrwało się Hugonowi ku tym większej radości rybaka. –
To znaczy,
Ŝe się nie pomyliłem! – Tom... – zaczął groźnie Hugo. – Mnie nic do tego. Ja
tu
przyszedłem na opatrunek. Za to ty wrócisz do domu i spędzisz z niąnoc pod
jednym dachem.
– Nie mogę... – mruknął Hugo speszony. – MoŜesz, moŜesz – zachęcał go Tom,
doskonale
wiedząc, co Hugo ma na myśli. – Przynajmniej spróbuj. Pod wieczór, idąc przez
trawnik ze
szpitala do domu, poczuł, jak na samą myśl, Ŝe czeka tam na niego Rachel,
poprawia mu się
nastrój. Wszedłszy do kuchni, zamiast nakrytego stołu i obietnicy kotletów z
trzema
jarzynami, które Myra podawała im trzy razy w tygodniu, ujrzał Rachel,
wielki kosz
piknikowy i rozpromienionego Toby’ego. – Idziemy na plaŜę – oznajmił chłopiec,
nim Hugo
zdąŜył otworzyć usta. – Ty dostaniesz podwieczorek, bo my juŜ jedliśmy. Rachel
mówi, Ŝe
jest tak duszno i gorąco, Ŝe jeśli nie popływa, to wyzionie ducha. – Jak amen
w pacierzu.
– Znowu była w tym niezwykłym Ŝonkilowym stroju. – Psy teŜ nie mogą sobie
znaleźć miejsca.
– Penelope i Digger spoglądały na kosz łakomym wzrokiem. – Doktorze, czy ma pan
juŜ dosyć
pracy? – Został mi jeszcze obchód... – To juŜ załatwiłam. Elly udzieliła mi
informacji na
temat kaŜdego z pacjentów. Co najwyŜej moŜesz raz jeszcze zajrzeć do Kim, ale
dwadzieścia
minut temu wszystko było jak naleŜy. Zmiana ekip gaśniczych jest dopiero za
dwie godziny.
Wiatr nasili się według prognoz jutro i wtedy moŜe być piekło, więc razem z
Tobym
uznaliśmy, Ŝe naleŜy skorzystać z nadarzającej się okazji. Czyli zaraz. – Dom
starców...
– Trzeba zbadać parę pacjentek. Pani Bosworth ma problemy z oddychaniem, więc
zatrzymamy
Strona 68
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
się tam po drodze. – Po drodze dokąd? – Na plaŜę. Patrzyła na niego
wyczekująco. Toby
równieŜ nie spuszczał oczu z ojca. Psy rytmicznie machały ogonami. – Nie mogę
– bąknął. W
oczach Rachel zamigotały wojownicze iskierki. – Dlaczego? – zapytała. – Mogę
być potrzebny.
– Jesteś potrzebny staruszkom, zwłaszcza pani Bosworth, ale na twój widok na
pewno jej się
poprawi. A potem... Na plaŜy nie ma tyle dymu. Mamy picie, kiełbasę,świeŜe
pieczywo i
ciasteczka upieczone przez Toby’ego. Twoje kąpielówki są spakowane, bo my juŜ
się
ubraliśmy w stroje kąpielowe. Jakie jeszcze masz zastrzeŜenia? Nie miał
Ŝadnych, bo z
wraŜenia nie był w stanie pozbierać myśli. Piknik na plaŜy? – Tato, jedźmy,
proszę.
MoŜemy? – Toby aŜ podskakiwał z przejęcia. Podobnie jak dwa psy pod stołem. –
MoŜemy –
odrzekł pospiesznie, aby nie przyszło mu do głowy rezolutnie zmienić zdania. –
Pewnie, Ŝe
moŜemy. W domu opieki panował spokój. – Nasi podopieczni przeŜyli niejeden
poŜar –
wyjaśnił Rachel pielęgniarz. – Poza tym, przenosząc się do nas, pozbyli się
większości
swoich doczesnych dóbr. Łatwiej zachować spokój, jak się nie ma nic do
stracenia. Nawet
pani Bosworth... Właśnie, Hugo, ona ma rozedmę, a w powietrzu jest tyle dymu.
Kiedy jednak
dowiedziała się,Ŝe cię wezwę, oznajmiła, Ŝe i tak dziś masz pełne ręce roboty
i Ŝe jeśli
teraz umrze, to będzie znaczyło, Ŝe przyszedł jej czas. Wiek sprawia, Ŝe
inaczej patrzy się
na Ŝycie. Nie tylko wiek, pomyślała Rachel. RównieŜ doświadczenie. Dawno temu
zbierała
figurki z porcelany, aŜ pewnego dnia Craig, uradowany zwycięstwem swego klubu
piłkarskiego, wpadł do domu, z radości porwał ją w ramiona i nią zakręcił. Przy
okazji
strącając na ziemię jej ulubiony eksponat. BoŜe, jaka wtedy byławściekła.
Nie ma juŜ
tej kolekcji. Od dobrych kilku lat najcenniejsi dla niej są ludzie. Ŝ ycie.
Teraźniejszość. Ta chwila. Stan pani Bosworth się poprawiał: dostała tlen oraz
środek
uspokajający, poniewaŜ jednąz przyczyn jej problemo ´wbył lęk. Tak, jest teŜ
strach. Dobytku
Strona 69
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
moŜna się wyrzec, ale nie Ŝycia. Ŝ ycie bywa cudowne. Ŝ ycie jest teraz,
pomyślała z
zadowoleniem, gdy dotarli do plaŜy. Jutro moŜe okazać się koszmarne, ale teraz
naleŜy się
cieszyć chwilą. Miejscowi byli zbyt rozsądni, by siedzieć na zadymionej plaŜy.
Ci, którzy
nie brali udziału w walce z ogniem, pomagali innym, a człowiek zmęczony woli
odpoczywać w
domu. Lecz teraz jest zbyt piękne, by je zmarnować. Hugo poczuł,Ŝe napięcie go
opuszcza,
gdy tylko postawił stopę na piasku. Wiatr przycichł, a lekka mgiełka
przesycona zapachem
eukaliptusa wydała mu się wręcz kojąca. Gdyby nie to, Ŝe w kaŜdej chwili moŜe
się zerwać
wiatr, mógłby nawet całkiem się zrelaksować. A moŜe mimo wszystko spróbuje
cieszyć się tą
wyprawą? Kiedy po raz ostatni chodził boso po piasku? Dawno nie wpadł na taki
pomysł. Za to
Rachel... – Chyba nie będziemy rozpalać ogniska do pieczenia kiełbasek –
stwierdziła, gdy
psy jak szalone rzuciły się do zabawy. – Słusznie. Wystarczy jedna iskra, Ŝeby
wszystkie
hydranty w Cowral zostały w nas wycelowane. Nawet jedna iskra to powaŜne
zagroŜenie. –
Tato, czy Cowral się spali? – zaniepokoił się Toby. Zdaje się,Ŝe zabrzmiało to
zbyt ponuro,
skarcił się Hugo. MoŜeza długo jestem ponury? – Nie, Cowral nie spłonie. Nie
ma dzisiaj
wiatru, a ekipy dyŜurne pilnująognia. – Odetchnął głębiej. Przez chwilę moŜe
zapomnieć o
poŜarze. A nawet o obowiązkach lekarza. – Zjedzmy coś– zaproponował swobodnym
tonem, na co
Rachel się uśmiechnęła, jakby się zorientowała, Ŝe padła jakaś niewidoczna
bariera. – Idę
do wody pierwsza – oznajmiła – a ty zjedz coś i przyjdź do nas. Ale się nie
objadaj. Głupio
byłoby czekać pół godziny, Ŝeby nie złapał cię skurcz. – To przesąd. – Tę
zasadę wpoiła
mi babcia. Sugerujesz, Ŝe remedium stosowane przez mojąbabcię oraz zalecane
przeze mnie
jest nic niewarte? Zastanawiał się, co czuje. Ŝ e jest wolny. Prawie beztroski.
A w jego
sercu króluje niecierpliwe oczekiwanie na coś, co nie ma wiele wspólnego ze
zdrowym
rozsądkiem, za to jest ściśle związane z uśmiechem tej kobiety. – Nie, ale...
– To
Strona 70
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
dobrze. – Z jej twarzy wyczytał,Ŝe jego konsternacja sprawiła jej satysfakcję.
– Zajmij się
kiełbaskami, a my z Tobym idziemy się kąpać. Posilając się, Hugo obserwował,
jak jego syn
szaleje przy brzegu z tąniesamowitąlekarkąz wielkiego miasta. Rachel jest
niezwykła.
Trochę mała dziewczynka, trochędojrzała kobieta, świetny lekarz i rozbrykane
dziecko. Jak
ją rozgryźć? Najtrudniej zrozumieć jej związek z Michaelem, lekarzem, który
naraził na
ryzyko Ŝycie Kim. NiemoŜliwe, by ten człowiek nie był w stanie wydac ´ pilotowi
polecenia,
by zawrócił i zawiózłdziewczynę do szpitala. Ten facet jest męŜem Rachel.
Tej
wspaniałej Rachel. Dziecko i kobieta chlapali się wodą,śmiejąc się do rozpuku.
Wystarczy.
JuŜ się najadł. – Jeszcze jeden kęs, a złapie mnie skurcz – powtórzył, idąc
powoli ku nim.
Wpąsowym kostiumie Rachel wyglądała tak ponętnie, Ŝe nie mógł oderwać od niej
wzroku. Lecz
gdy przyjrzał się jej lepiej, dostrzegł blizny. Ledwie widoczne jaśniejsze
linie na jej
skórze zdradzałyrękę wytrawnego chirurga. Kiedy to się stało? Chyba dawno. Nie
zdąŜył w
porę odwrócić głowy, gdy oboje na niego spojrzeli. – O co chodzi? – zapytała,
biorącchłopca za rękę. – Byłaś ranna – powiedział, natychmiast Ŝałując tych
słów. Powinien
milczeć, udać,Ŝe niczego nie zauwaŜył. – Wypadek drogowy. Osiem lat temu.
Oczywiście.
Dlaczego od razu przyszedł mu do głowy Michael? To przecieŜ nie są blizny,
jakie pozostają
po napaści agresywnego męŜa. Poza tym Rachel nie wygląda jak maltretowana Ŝona.
Jest Ŝoną
zadowoloną zŜycia, która czasami rzuca w męŜa kluczykami do samochodu. Ŝ onom
to się
zdarza. Beth rzucała w niego nie tylko kluczykami. – Przepraszam. To był chyba
bardzo
powaŜny wypadek. – Owszem. – Nie powiedziała nic więcej. – ObraŜenia
wewnętrzne? Złamania?
– Wszystko co chcesz. – Wzruszyła ramionami. – To było dawno temu. Organizm
zazwyczaj się
regeneruje. Gorycz w jej głosie kazała mu domyślać się,Ŝe w tym wypadku zginął
ktoś jej
bliski, lecz nie śmiał dalej się dopytywać. To nie jego sprawa. – Chyba
trafiłaś na
Strona 71
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
mistrza chirurgii kosmetycznej. – Mowa! Twierdzi, Ŝe jestem jego arcydziełem.
Czasami mam
wraŜenie, Ŝe miałby ochotę powiesić mnie na ścianie, Ŝeby wszyscy mogli
podziwiać jego
sztukę. – Bo ty jesteś arcydziełem – rzekł, zniŜającgłos. – Ty teŜ nieźle się
prezentujesz
– odcięła się, po czym chwyciła Toby’ego na ręce. – Toby, czy nie uwaŜasz, Ŝe
twój tata ma
klatę jak sześciopak? – Jak sześciopak? – zachichotał zafascynowany malec.
Jego ojciec
stał jak skamieniały. – Na pewno widziałeś sześciopak – przemawiałado Toby’ego
nieświadoma
tego, co dzieje się z Hugonem. – Sześć puszek piwa w jednej paczce. Popatrz na
klatkę
piersiową taty, czy to tak nie wygląda? Hugo czym prędzej dał nura do wody i
odpłynął.
Zimna kąpiel zamiast zimnego prysznica, pomyślał. Tego mi trzeba. Rytmiczne
ruchy pomagały
mu stopniowo odzyskiwać jasność umysłu. Co się z nim dzieje?! Jak tylko wiatr
się zmieni,
Rachel wyjedzie. Nie wolno mu myśleć o niej w taki sposób. Nie mógł jednak
przestać,
więcpłynął ipłynął. Kiedyś to musi się skończyć. Kiedyś trzeba wyjść z wody,
wbrew
demonom, które człowieka opanowały. Toby i Rachel budowali zamek z piasku.
Największy na
świecie. Gdy podszedł do nich, Rachel odsunęła się, by popatrzeć na dzieło
swoich rąk. –
Niepotrzebnie tak się przejąłeś uwagą o sześciopaku. – Spojrzała na Hugona. –
To damski
odpowiednik gwizdania. – Co takiego? – Przepraszam za uwagę o sześciopaku,
ale to ty
pierwszy wystartowałeś z osobistą wycieczką. – To prawda – westchnął. –
Przepraszam. –
Prawdę mówiąc, nie mam czego Ŝałować. – Kątem oka rzuciła mu wymowne
spojrzenie. – Warto
było oglądac ´ twoją minę. Toby tymczasem wyjął z kosza piłkę. – JuŜ nie
budujemy zamku? –
zapytała Rachel. – Nie. – Chłopiec przystanął z zasępioną miną. – Zabrałem
piłkę, bo
Bradley powiedział,Ŝe nie umiem kopać z kozła! Muszę się tego nauczyć, ale tata
nie ma
pojęcia, na czym to polega. – Nie umiesz kopać z kozła? – Rachel z
niedowierzaniem
patrzyła na Hugona. – Grałem w koszykówkę. – Kto to widział?! – wydziwiała. –
Strona 72
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Facet i
koszykówka. Koszykarz z taką klatą?! Lepiej milcz! – Wytarła dłonie w
wyimaginowane
spodnie i potrząsnęła ramionami jak zawodnik przed startem. – Koszykarz...
Matko boska!
Toby, dawaj tu tę piłkę! – Umiesz kopać z kozła? – zapytał chłopiec. –
Przeszłamnajlepsząszkołę.MójmąŜkopałzkozła najlepiej pod słońcem. Tak mówił, a
ja nie mam
powodu mu nie wierzyć. Chodź tu, Toby, zaraz odbędzie się pierwsza lekcja. A
pan,
doktorze, niech przestanie się martwić i coś zje. – Rzuciła mu groźne
spojrzenie. –
Ciasteczka oraz winogrona. Hugo, zjedz coś, nie komplikuj Ŝycia. Co to
znaczy? –
pomyślał. MoŜe tylko udaję,Ŝe nie wiem, ale za nic w świecie do tego się nie
przyznam.
Piknik na pewno nie naleŜał do zwyczajnych, za to był spokojny. Telefon
komórkowy milczał.
Mogła to być cisza przed burzą, ale przez parę godzin nie musieli nigdzie się
spieszyć. Po
lekcji futbolu i małym co nieco Toby ułoŜył się na kocu i zasnął. – Taki
piknik nieczęsto
nam się zdarza – westchnął Hugo, gładząc syna po głowie. – Christine nie lubi
jeździć na
plaŜę? – Christine? Co ona ma do tego? – Zamierzasz się z nią oŜenić? Hugo
milczał.
Christine. Kiedy powstał ten pomysł? ZałoŜenie, Ŝe poślubi szwagierkę.
Christine zawsze
była w pobliŜu, nawet za Ŝycia Beth. To Christine pośredniczyła w ich coraz
bardziej
burzliwym związku. W trakcie jego trwania nie doszło między nimi do niczego
niestosownego.
Teraz równieŜ. Sprawa po prostu toczy się własnym rytmem. W kierunku ołtarza?
MoŜe.
Dlaczego? Bo to łatwiejsze. Bo Cowral tego oczekuje. RównieŜ Christine czeka.
– Upłynęło
juŜ sześć lat – podjęła Rachel. – Chyba pora się z nią oŜenić. – Kto ci
powiedział,Ŝe mamy
się pobrać? – Christine. Dzisiaj po południu, kiedy dowiedziała się,Ŝe
jedziemy na
plaŜę,dała mi jasno do zrozumienia, Ŝebym się nie wtrącała. Do tej pory nikt
jeszcze nie
potraktował mnie jak ladacznicę, ale dzisiaj mi się dostało. Jego twarz
stęŜała. Christine
nie ma prawa! MoŜe jednak ma? Nie wyprowadzał jej z błędu. Ostatnio
Strona 73
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
zaczęłacałować go na
poŜegnanie, a parę tygodni temu i on ją pocałował. Nie jak szwagier, lecz jak
męŜczyzna
kobietę. Cholera, dlaczego? Bo poczuł,Ŝe musi sobie przypomniec ´, jak trzyma
się w
ramionach kobietę. Nie sprawiło mu to oczekiwanej przyjemności, więc
odsunął się iją
przeprosił, ale ona tylko się uśmiechnęła. Czekała. A on nie powiedział
,,nie’’. Sześć lat
to bardzo długo, a na dodatek Cowral to maleńka mieścina, więcoŜadnych
romansach nie ma
mowy. A on jest taki samotny, taki spragniony... Nie pragnę Christine,
pomyślał,
spoglądając na siedzącą przed nim kobietę. Pragnę Rachel. Co ona powiedziała o
swoim męŜu?
Ŝ e kopał z kozła najlepiej pod słońcem. W tym stwierdzeniu było tyle ciepła...
– OŜenisz
się z nią? – Bacznie mu się przyglądała, aonzły na siebie i na nią zaczął
energicznie
zbierać rzeczy. – Trzeba zawieźć Toby’ego do domu – orzekł. – Toby śpi. Nie
odpowiedziałeś mi. – Nie twoja sprawa. – Mam wraŜenie, Ŝe juŜ uzgodniliśmy,
Ŝebędziemy
nietaktowni. Nie sądzisz, Ŝe moŜemy to kontynuować? – Nie. – Sam zacząłeś.
Kiedy poruszył
temat jej blizn. Lecz nie ma ochoty tego ciągnąć. Rachel jednak nie ustępowała.
– Toby nie
przepada za Christine – mówiła, oglądając swoje stopy. – Ani Myra. UwaŜasz,
Ŝepo ślubie
Christine odpuści sobie te brokaty porozwieszane na cześć Beth? – Słuchaj...
– Nie
chciałabym mieszkać w takich dekoracjach. Oczywiście rozumiem, dlaczego tobie
to odpowiada.
Christine jest śliczna. Czy ona jest bardzo podobna do twojej Ŝony? –
Przestań. Dla
odmiany porozmawiajmy o tobie. – O czym? – O tym, co jest grane między tobą i
twoim męŜem.
Na wystawie darliście koty. To chyba nie jest udany związek. Do tej pory
droczyła się z
nim, ale teraz spowaŜniała. – Nie jest – szepnęła. – Moje małŜeństwo nie naleŜy
do
szczęśliwych. – Mimo to krytykujesz mnie za to, Ŝe zamierzam oŜenić się bez
miłości. –
Ej, ani jednym słowem nie wspomniałam o związku bez miłości! Moje małŜeństwo
nie jest
szczęśliwe, ale wychodziłam za mąŜ zmiłości. – Ale chcesz się od niego
Strona 74
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
uwolnić. W jej
oczach błysnęło przeraŜenie. – Jestem wolna – powiedziała cicho. – Bógmi
świadkiem, Ŝe nie
powinnam, ale jestem wolna. Hugo nie pojmował, co się dzieje. – Rachel, nie
rób takiej
miny – poprosił. – Jakiej? – Jakby ktoś wbił ci nóŜ w samo serce... – Ja...
nie...
DrŜącymi dłońmi zbierała rzeczy z koca, lecz widać było, Ŝe myślami jest gdzie
indziej. Na
widok jej pociemniałych oczu Hugo bezwiednie sięgnął do jej rąk. Nie
protestowała, ani się
nie odsunęła. Słońce niepostrzeŜenie zniknęło pod horyzontem, wiatr ustał,
zapanowała
cisza przerywana monotonnym pluskiem fal. Czas się zatrzymał. To miał być gest
pocieszenia,
ale teraz połączyło ich coś głębszego. Oto dwoje ludzi, którzy się spotkali. Ŝ
adne z nich
tego nie pojmowało ani nie chciało. Rozmawiały tylko ich oczy. One się
porozumiały,
przekazując sobie bolesne pragnienie oraz wzajemne ukojenie. Czas stanął w
miejscu.
Powinienem puścić jej rękę. Odsunąć się, pomyślał Hugo. Zamiast tego
przyciągnął ją do
siebie i zaczął całować. Co ja robię?Była to jej ostatnia rozsądna myśl, potem
jej umysł
przestał zajmować się tym, co nie dotyczyło Hugona. Toby spał, psy
bezskutecznie uganiały
się za mewami, nie byłoŜadnych świadków tego wydarzenia. Co tam świadkowie!
Nikt nie ma
prawa odmawiać jej przyjemności. Tak powiedziała Dottie, wyganiającją z domu
na
romantyczny weekend z Michaelem. Nic by z tego nie wyszło, nawet gdyby Michael
zachował się
przyzwoicie, poniewaŜ przeszkodziłyby jej wyrzuty sumienia i bezgraniczny Ŝal
za tym, co
juŜ się nie stanie. Lecz wszystkie te zastrzeŜenia straciły sens, gdy Hugo
przykrył jej
dłoń i gdy chwilę później ją objął. Ogarnęła jąwtedy radość. Ten jeden
pocałunek przesłonił
trwające osiem lat rozpacz i samotność. To było coś więcej niŜ pocałunek:
zburzenie
barier, krok naprzód, afirmacja Ŝycia. Nie miałasiły uwolnić się z tego
uścisku, mimo Ŝe
przez tyle lat była taka silna. Bo wtedy była sama, a teraz nareszcie znalazła
swoje
Strona 75
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
miejsce. Gdy Hugo ją całował, czuła, jak wstępuje w nią nowe Ŝycie. Hugo. Ŝ
ycie albo
śmierć. Wybieram... Ŝycie. Przeszkodziły im psy, wpadając z rozpędem na koc i
ochlapując
ich słoną wodą. Łącznie z Tobym, który zapłakał przez sen. Hugo wypuścił ją z
ramion.
Rzeczywistość domagała się ich uwagi. Rachel natychmiast opadły wcześniejsze
wątpliwości,
obawy, samotnos ´ć oraz wizja ponurej przyszłości. Gdy podnosiła dłoń do warg,
by dotknąć
palcami miejsca, które jeszcze pulsowało pobudzone pocałunkiem, Hugo wziął ją
za rękę. –
Rachel... – Nie – wyjąkała, odsuwając się. Czuła na twarzy jego baczne
spojrzenie, jakby i
on dokonał jakiegoś odkrycia. On wie! – Rachel, co się stało? – Jestem
męŜatką. – Ale
powiedziałaś,Ŝe masz dosyć. – Nie powiedziałam. – Wstała. Trzeba uciekać z tej
plaŜy. Od
tego męŜczyzny. – Nie chcę... – zaczął, lecz nie dała mu dokończyć. – Ja teŜ
nie chcę. –
Była bliska łez. – Robi się ciemno – wyjąkała – a ty musisz zajrzeć do Kim.
Jestem
zmęczona. Muszę się połoŜyć. Hugo, wracajmy. Jedźmy juŜ, proszę. Spoglądał na
nią
wzrokiem pełnym tęsknoty, ze ściśniętym sercem. Stan Kim zdecydowanie się
poprawił, mimo to
Hugo spędził przy jej łóŜku sporo czasu. Nie bardzo wiedział dlaczego, bo
dziewczyna
spała. Wystarczyło tylko rzucić okiem na jej kartę i wydać stosowne polecenia.
On jednak
zdjął opatrunek, by sprawdzić, jak się goją rany. David, rudy pielęgniarz tego
wieczoru na
dyŜurze, z uwagą obserwował jego ruchy. – Doktorze, wszystko jest w porządku.
Dwie godziny
temu obejrzałem ranę. Noga jest zaróŜowiona, a Kim nie gorączkuje. Narzeka
tylko na ból,
ale mam wraŜenie, Ŝe jest coraz mniejszy. Nawet jej rodzice nieco się
zrelaksowali i
pojechali do domu. Niech i pan się zrelaksuje. – Właśnie to robię – warknął
Hugo. – A
ja jestem egipskąkrólową. Jesteś spięty jak cholera. Spodziewasz się jakiejś
katastrofy?
Hugo popatrzył na spokojnątwarz pacjentki. Nie, nie przewiduje Ŝadnej
katastrofy. Dzięki
Rachel. Co jej się wŜyciu przydarzyło? Dlaczego to go tak interesuje? – Będzie
dobrze –
Strona 76
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
powiedział na głos. David jednak nadal nie spuszczał z niego wzroku. – Nie
masz ochoty iść
do domu? – zapytał cicho. Hugo aŜ się skrzywił. Czy ma to wypisane na twarzy?
– Mam.
Pielęgniarz z powątpiewaniem pokręcił głową. – Nic tu po tobie. Pół godziny temu
dzwonili z
centrum dowodzenia z komunikatem, Ŝe wiatr osłabł. MoŜesz spokojnie iść do
domu i się
przespać. – Mhm. – Wyśpij się porządnie. Jutro pogoda ma być gorsza. – Cowral
nic nie
grozi. Rzeka... – Tu jest bezpiecznie, ale drugi brzeg... – Ludzie po drugiej
stronie
zostali juŜ ostrzeŜeni. Przejdądo nas. Ich domy są ubezpieczone. – Zawsze
znajdzie się
jakiś idiota. – David nie spuszczał z niego wzroku. – Hugo, idź spać. Dobrze
wiesz, Ŝe
będziesz potrzebny – powiedział ostrym tonem. – Poradzę sobie. – Masz do
pomocy doktor
Harper – dodał David, spoglądającmugłęboko w oczy. – Rachel – poprawił się.
ZauwaŜył,
lekki grymas na wargach Hugona. Ach, to o to chodzi! – Tak, mam Rachel. – Hugo
gwałtownym
ruchem wsunął ręce do kieszeni, po czym spojrzał na Davida spode łba. –
Więc idź juŜ. I
dziękuj Bogu, Ŝeją masz! Słusznie. Idź do domu i dziękuj... Do łóŜka. Spać?
Rachel nie
zmruŜyła oka, rozmyślając o Craigu, ale nie zadzwoniła do domu. ROZDZIAŁ
SIÓDMY
Wstała wcześniej niŜ Hugo. Gdy wchodził do kuchni na śniadanie, wpadła z dworu
z dwoma
psami na dwóch smyczach. Speszona zatrzymała się wpół kroku, on tymczasem
witał się z
psami. Digger i Penelope sąkapitalne! Kundel i rodowodowa charcica zostali
nierozłącznymi
kumplami. Michael na pewno dostałby drgawek: jego arystokratka zabawia się z
plebejuszem!
Michael. Znowu o nim myślę, zirytował się Hugo. Dlaczego ten facet nie daje mi
spokoju?!
Miał przed sobąRachel w szortach i kusym topie. Jak tu nie myśleć o Michaelu?
Oprzytomnij,
stary! – Cześć. – Cześć. – Byliście na plaŜy. – Psy były mokre i oblepione
piaskiem, a
na głupawym pysku Penelope malował się taki zachwyt, Ŝe Hugonowi zrobiło się
jej Ŝal.
Szkoda, Ŝe musi wracać do miasta. Do Michaela. Znowu on. Rachel teŜ musi
wracać do
Strona 77
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Michaela. – ź le spałam – powiedziała. Napięcie wzrosło. On teŜ nie mógł spać,
poniewaŜ...
Nie, nie, nie tędy droga. SąwaŜniejsze sprawy niŜ przyczyna bezsenności
Rachel. Na
przykład poŜar buszu. – Sytuacja się pogarsza. Wiatr zerwał się jeszcze przed
wschodem
słońca. Widziałam płomienie w górach. – To znaczy, Ŝe mamy kryzys –oświadczył.
– Jakie
środki zapobiegawcze sąw planie? –Odczekała, aŜHugo odejdzie od zlewu, by
nalaćpsom wody,
po czym zajęła sięgrzanką, nie zwracając na niego uwagi, mimo Ŝebyłw samych
spodenkach. Od
lat jadłśniadanie w takim stroju. – Na plaŜy jest strefa bezpieczeństwa. –
Kręci się tam
mnóstwo ludzi. Czy to znaczy, Ŝe przenosicie tęstrefęz ratusza? – Tak. Część
Cowral po tej
stronie rzeki właściwie jest strefąbezpieczną. Ale w przypadku burzy ognia...
– Burza
ognia? – Tego boimy sięnajbardziej. Jesteśmy w stanie opanowac śzybko
rozprzestrzeniający
sięogień, ale burza to co innego. Ŝ ar na czole poŜaru wsysa wówczas tlen i
generuje
własnąenergię. Powstaje wtedy wir, który pochłania absolutnie wszystko.
Przenosimy na plaŜę
sprzęt medyczny. Jeśli poŜar będzie sięnasilał, wszyscy przejdąna plaŜę.
Ewakuujemy
szpital... – Nie dostaniecie wsparcia z lądu? –zapytała cicho. – Słuchałem
komunikatów w
radiu. ZagroŜona jest połowa stanu, więc wszyscy straŜacy zostali postawieni w
stan
gotowości w swoich miejscowościach. Jesteśmy zdani na siebie. Ja teŜjestem
zdany na
siebie. Mimo Ŝe ona siedzi tak blisko, jest całkiem daleko. Ona ma męŜa, więc
zajmij się
poŜarem, pacjentami, swojąprzyszłością... Jedli w milczeniu, pogrąŜeni we
własnych myślach.
ZjawiłsięToby w piŜamie z Bobem Budowniczym i nareszcie
zburzyłtęnieznośnąciszę. – Cześć!
–zawołał, sadowiąc sięRachel na kolanach. – Muszęiść–mruknąłHugo. –Myra zaraz
tu będzie.
– Gdzie mam się stawić? W szpitalu czy na plaŜy? – Weźmiesz przychodnię? –
spytał, a ona
się skrzywiła. – Ciekawe, kto się zjawi – odparła z przekąsem. – Ktoś z nas
musi być na
miejscu. Zastanawiała się, czy warto zaprotestować, lecz uznała, Ŝe nie będzie
Strona 78
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
mu
przeszkadzać. – W porządku, przynajmniej wiesz, gdzie mnie szukac ´. – Czy
Cowral się
spali? – zapytał Toby. – Na pewno nie. Myślę,Ŝe dzisiaj powinieneś zostać
wdomu z Myrąalbo
ze mną. –Rachel mocno go przytuliła. – Podejrzewam, Ŝe Myra wolałaby pilnować
swojego
domu. I chyba spakujemy walizkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Hugo, przygotuj
listę. Ty,
Toby, teŜ. Jeśli będzie za duŜo dymu,zabierzemy jąna plaŜę i niebędziemy
musieli się
martwić,Ŝe wszystko przejdzie zapachem spalenizny. – A psy weźmiemy? –
Obowiązkowo!
PrzecieŜ nie chcemy, Ŝeby śmierdziały dymem. – Podniosła wzrok na Hugona. –
Doktorze, do
roboty! Zostaw nam tę listę i idź ratować świat, a my uratujemy psy, misia
Toby’ego, twoje
albumy ze zdjęciami i wszystko, co jest warte ocalenia. Wszystko, co jest
warte ocalenia?
Spisał listę, która okazała się idiotycznie krótka, po czym ruszył do szpitala.
Jedyne, co
przyszło mu na myśl... Ocal mnie. O wpół do dziewiątej przyjechała Christine,
by odwiez ´ć
Toby’ego do szkoły. Była bardzo zła z powodu zmiany planu. – Przyjechałam po
małego... –
Toby. On ma na imię Toby – oznajmił lodowatym tonem Hugo. Ładował akurat sprzęt
do
bagaŜnika. W sytuacji tak wielkiego zagroŜenia musi mieć pod ręką całe
chirurgiczne
instrumentarium. W razie czego ustawi auto na płyciźnie... – Wiem – zirytowała
się. –
Hugo, co jest grane? – Rachel zaproponowała, Ŝe zajmie się Tobym, bo Myra nie
chce dzisiaj
zostawiać domu bez opieki. Toby jest bardzo niespokojny, więc Rachel weźmie go
pod swoje
skrzydła. – W szkole teŜ będzie bezpiecznie. Nie przyszło jej do głowy wziąć
Toby’ego do
siebie, pomyślał. Prawdę mówiąc, słuchał jej jednym uchem, zajęty sprawdzaniem
zawartości
podręcznej lodówki. – Więc dlaczego nie moŜeiść do szkoły? – zniecierpliwiła
się
Christine. – Nauczyciele wolą,Ŝeby dzieci zostały z rodzicami. – Rachel to nie
rodzice.
Hugo wyprostował się i spojrzał na szwagierkę. – No nie. – Patrzył jej prosto w
oczy. –
Strona 79
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Między wam coś jest – stwierdziła, nie kryjąc złości. – Nie. – Ale
chciałbyś,Ŝeby było.
– Ona ma męŜa. – Mimo to chciałbyś. – Tak. – Zawahał się, lecz po chwili
doszedł do
wniosku, Ŝe powinien jak najszybciej tę sprawę wyjaśnić. – Christine, to, co
było między
nami, działo się bardzo powoli... i nagle okazuje się,Ŝe wszyscy oczekują,Ŝe
będziemy
razem. – Jesteśmy razem. – Nie. – Potrząsnął głową. – To, co jest między
nami, to za
mało, Ŝeby nas połączyć. Tak samo było z Beth. Pomyliłem się. Rachel... ma
męŜa, ale dzięki
niej pojąłem, Ŝe ty i ja nigdy się nie zrozumiemy. – Znajdziesz sobie kogoś
podobnego do
niej. – Nie. – Przymknął powieki. – Drugiej takiej nie znajdę. Lecz sama
świadomość,Ŝe
jest na świecie taki ktoś... – To znaczy, Ŝe niepotrzebnie siedzę w tej
dziurze. –
Wydawało mi się,Ŝe jesteś tu z miłości do sztuki. Christine w zadumie
kiwałagłową. – Taak,
poŜar to piękne widowisko. MoŜna je namalowac ´... To niezła reklama, a za nią
klienci. –
Christine, przyznaj, Ŝe tylko to było dla was waŜne. Dla ciebie i Beth. Sztuka.
Przedmioty,
a nie ludzie. ObraŜona zamierzała odejść, lecz Hugo przytrzymał ją wzrokiem
tak długo, aŜ
ochłonęła. – Jak ty nas znasz! – prychnęła. – Kochasz sztukę, a ludzie są dla
ciebie
dopiero na drugim miejscu. – Bylibyśmy dobraną parą. – Owszem – mruknął z
przekąsem. –
Leczyłbym ludzi, Ŝeby płacić za twoje farby. – Warto byłoby spróbować. – Nie,
Christine.
Pora, Ŝebym zaczął Ŝyć po swojemu. Oraz rozstał się z brokatem. Na razie jednak
muszę zająć
się mieszkańcami Cowral. – A ja malowaniem. Zdajesz sobie chyba sprawę,Ŝe ona
nigdy nie
będzie twoja? Jej mąŜ jest obrzydliwie bogatym specjalistą w Sydney. Dlaczego
miałaby się
tobą interesować? Faktycznie, dlaczego? Patrząc za szwagierką, pomyślał,
Ŝewłaśnie połoŜył
na szalę swojąprzyszłość z powodu kobiety, z którą nic go nie połączy. Nic. I
wszystko.
Rachel miała w przychodni pełne ręce roboty. Najczęściej przychodziły osoby
starsze z
objawami astmy. Nawet ci, u których wcześniej jej nie stwierdzono, teraz mieli
problemy z
Strona 80
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
oddychaniem. Dwóch staruszków przyjęła do szpitala, a chwilę później zadzwonił
Don z domu
starców, domagając się instrukcji, jak pomóc jednemu z jego podopiecznych,
który dostał
ataku duszności. – Popiół w powietrzu psuje nam klimatyzację – mówił. – A
musimy
przygotować ich do ewakuacji. – Macie w planie ewakuację? – Na plaŜy Hugo juŜ
ustawia
punkt medyczny. Gorzej będzie, jeśli wiatr zmieni kierunek. Przed taką zmianą
poŜar się
nasila, i tego najbardziej się obawiamy. Rachel udzieliła mu niezbędnych porad,
odłoŜyłasłuchawkę i wyjrzała przez okno. Dym zgęstniał do tego stopnia, Ŝe
widoczność
wynosiła teraz mniej niŜ dziesięć metrów. W poczekalni Toby bawił się kolejką.
Gdy Rachel
nie badała pacjenta, zostawiała szeroko otwarte drzwi, by go widzieć, poniewaŜ
zorientowała się,Ŝe od czasu do czasu chłopiec podnosi wzrok znad zabawki,
patrzy na nią,
a potem na ogromną walizę pod ścianą. Ma Rachel oraz swoje największe skarby.
Psy leŜąna
werandzie. Hugo wprawdzie jest gdzie indziej, ale ta więź powinna mu
wystarczyć. – Rachel!
– W domofonie rozległ się zaniepokojony głosElly, pielęgniarkiwszpitalu.
–MoŜesz
przyjść?Zaraz będzie tu Katy Brady z niemowlęciem. Mały ma drgawki. Rachel
poleciła
Toby’ego opiece rejestratorki i wybiegła z przychodni w chwili, gdy na
podjeździe do
szpitala zatrzymał się rozklekotany ford. Za kierownicą młoda dziewczyna w
wystrzępionych
dŜinsach, z tatuaŜami na ramionach i dredami do pasa, trzymała na kolanach
bezwładne
niemowlę. Rachel przyłoŜyłamudłoń do czoła. Temperatura! Ponad czterdzieści
stopni. Mimo to
malec był ciasno owinięty kocykami. – Mój synek... – szlochała Katy, gdy
Rachel brała
zawiniątko z jej kolan, drugą ręką ściągając pierwszy kocyk. – Doktor
McInnes... Rachel
juŜ badała dziecko, szukając wysypki charakterystycznej dla zapalenia opon
mózgowych,
sprawdzając sztywność karku. Dzięki Bogu, nie ma. – NoŜyczki! – mruknęła do
Elly. Trzeba
pozbyć się tych cholernych guziczków i tasiemek, by dokładniej go zbadać!
Strona 81
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Wygląda na
połączenie gorączki i upału. – Elly, umywalka pełna zimnej wody. Dziewczyna
wysiadła z
samochodu i juŜ wyciągała ramiona po swoje dziecko. – Jestem lekarzem –
uprzedziłają
Rachel. – To są drgawki wywołane przegrzaniem. Trzeba go ochłodzić. – Niech mi
pani go
odda! – zawołała matka. – Kate, chodź ze mną. Powiedz, kiedy to się zaczęło.
Jej rzeczowy
ton nieco otrzeźwił dziewczynę. – On jest przeziębiony. Prosiłam doktora
McInnesa o
antybiotyk, ale odmówił. Rano mały miał strasznie zatkany nosek, a w radiu
ostrzegali, Ŝe
moŜemy być ewakuowani, więc go dobrze opatuliłam i poszłam się spakować. Kiedy
do niego
znowu zajrzałam – chlipnęła – był cały sztywny, a jak wzięłam go na ręce, to
był zupełnie
bezwładny. Rachel połoŜyłachłopczyka na stole i zaczęła go rozbierac ´: becik
z
falbankami, włóczkowe buciki, ciepły kaftanik, koszulka. Biedne dziecko... –
Czy od razu
zabrałaś go do samochodu? – Słucham? – Dziewczyna nadal była rozkojarzona. –
Jak długo ma
te drgawki? Kiedy zadzwoniłaś do nas? – Jak tylko go zobaczyłam. Tak się
przestraszyłam,
Ŝe od razu pobiegłam do telefonu. – To było osiem minut temu – odezwała się
pielęgniarka.
– A ja natychmiast cię wezwałam. – Jak długo był sam? Czy myślisz, Ŝe miał
konwulsje, jak
się pakowałaś? – Nie miał. Na pewno nie. – Katy skupiła się, poniewaz ˙ dotarło
do niej, Ŝe
jej odpowiedzi są bardzo waŜne. – NajwyŜej dwie minuty, bo najpierw go
zawinęłam i połoz
˙yłam do łóŜeczka, potem wyszłam po fotelik. To znaczy, Ŝe drgawki trwały nie
dłuŜej niŜ
dziesięć minut, ale to nie eliminuje ryzyka uszkodzenia mózgu. – Co się stało?
W drzwiach
stał Hugo. – Konwulsje – odrzekła Rachel, nie odwracając się znad umywalki. –
Elly, obmywaj
mu czoło. Hugo, diazepam. – JuŜ podaję. – Nie kwestionując jej decyzji, zniknął
wsąsiednim
pokoju. – No, obudź się – przemawiała do bezwładnego ciałka. Kolejny raz
wróciła do niej
modlitwa, która czasami przynosiła oczekiwany efekt. Oby teraz teŜ
poskutkowała. – Connor,
Strona 82
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
obudź się. Diazepam przygotowany? – Tak jest. – Rachel uniosła niemowlę, a Hugo
podał mu
lek. Potem stali pochyleni nad dzieckiem, razem modląc się w duchu, by
odzyskało
przytomność. Bezwładne ciałko drgnęło, po czym Connor otworzył oczy,
wykrzywił buzię i
cichutko zakwilił. Rachel odetchnęła. Jak długo wstrzymywała oddech? Chyba od
chwili, gdy
go ujrzała. Podniosła wzrok na Hugona. On takŜe nie ukrywał radości. – Sukces
– rzekł
półgłosem. – Dzięki tobie. – Miałam szczęście – szepnęła Rachel. Hugo dalej
polewał
chłodną wodą główkę dziecka, które płakało coraz głośniej. Ten efekt był dla
obojga
błogosławieństwem. Rachel obejrzała się. Katy płakała cichutko. –Katy,
potrzymaj go. Mam
wraŜenie, Ŝe on domaga się mamy. – Nie mogę – zaszlochała. – Prosiłam doktora,
Ŝeby dał mu
antybiotyk, a on mu nie dał... – Ukryła twarz wdłoniach. W tej sytuacji Rachel
gestem
poprosiła pielęgniarkę,by ją zastąpiła, a sama usiadła przed zapłakaną
dziewczynąi oderwała
jej ręce od twarzy tak, by patrzeć jej w oczy. – Katy, antybiotyk by nie
pomógł.
Przeziębienie samo przejdzie. Przyczyną konwulsji byłopołączenie wysokiej
temperatury
ciała oraz otoczenia. – W ksiąŜce jest napisane, Ŝe dziecko z przeziębieniem
musi mieć
ciepło. Sama czytałam... – Nie ma tu poradni dla młodych matek? – Nie. – Nie
mam tyle
personelu – powiedział ponuro Hugo. – Dwoję się i troję, ale tu jest potrzebny
drugi
lekarz. –Zawahałsię. I zaryzykował. –A ty? MoŜe byś tu została i zorganizowała
taką
poradnię? Oprócz innych zajęć. – Nie miałabym nic przeciwko temu – wyrwało się
jej. Hugo
spojrzał na nią przenikliwie. Ukryte myśli... Nie, to nie jest pora ani miejsce
na takie
rozwaŜania. –Musimy ruszać–oznajmił–i to szybko. Ogień przeskoczyłprzez dukt.
–Co to
znaczy? –Ŝ e sięewakuujemy. Teraz. –Mój synek... –załkała Katy, a Hugo
zerknąłna
wrzeszczące i wierzgające niemowlę. –Katy, odnoszęwraŜenie, Ŝe to jest twój
najmniejszy
problem. Ubierzemy go tylko w pieluchę. Na plaŜy jest duŜo cienia, a jeśli
podskoczy mu
Strona 83
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
gorączka, zanurzysz go wpłytkiej wodzie. KaŜdemu to zalecam. Katy, teraz sama
musisz
zadbać,Ŝeby znowu sięnie przegrzał. Kilka następnych godzin wracało we
wspomnieniach
Rachel jako czas chaosu. Walka z ogniem zeszła na drugi plan. StraŜacy i
ochotnicy wrócili
z gór, bo stało sięto zbyt ryzykowne. KaŜdemu zdrowemu na ciele i umyśle
przydzielono
zadanie. Grupy ochotników chodziłyod domu do domu, by sprawdzić, czy nikt nie
zostałoraz
czy zrobiono wszystko, co naleŜało. Potem Cowral sięwyludniło. Sam Nieve byłw
swoim
Ŝywiole. Ten starszy pan, chory na serce, został, jak sam to nazwał, szefem
straŜy
domowej. Zawczasu przygotowałlistęmieszkańców i teraz, kiedy na plaŜy zjawili
sięRachel i
Hugo z Kim oraz dwoma pacjentami na noszach, siedziałprzy prowizorycznym
biurku i
skreślałz listy kolejnych przybyszów. Obok biurka ustawiłnawet barierkę, przez
którąkaŜdy
musiałprzejść. –Dzięki temu wiem, kto jeszcze nie opuściłdomu –oznajmiłz dumą.
–Ale nadal
niepokojąmnie trzy osoby. Panna Baxter, ta chora na nogę, powiedziała, Ŝe nie
opuści
swojego ogrodu, Les Harding nie moŜe zo stawić na pastwę losu bezdomnych
kotów, oraz
Sue-Ellen Lesley. Wysłałem dwie ekipy po pannę Baxter, Lesa oraz tyle kotów,
ile uda im
się złapać. Największy problem mam z Sue-Ellen. – Nikogo do niej nie
skierowałeś? –
zapytał Hugo. – Sue-Ellen się nie ruszy, nawet jakby przyszło po nią sto ekip.
Sam
usiłowałem ją przekonać o zagroŜeniu, ale zatrzasnęła mi drzwi przed nosem –
tłumaczył się
Sam. – Dzisiaj ją widziałeś? – Nie, wczoraj. Wieczorem poszedł do niej Gary
Lewis, ale z
nim teŜ nie chciała rozmawiać. – W jakim była stanie? – dopytywał się Hugo. –
Rozkojarzona, nerwowa i zła. – W spojrzeniach obu męŜczyzn malował się
niepokój. – Macie
jakiś problem? – zapytała Rachel. – Sue-Ellen cierpi na schizofrenię – odparł
Hugo. –
Zazwyczaj jest spokojna, ale taka sytuacja jak ta moŜeją wytrącić zrównowagi.
Tydzień temu
wszystko było w porządku, ale... – Kiedy ją zapytałem, czy bierze proszki –
wtrącił się
Strona 84
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Sam – odesłała mnie do diabła. – Ona tak mówi nawet wtedy, kiedy grzecznie je
bierze –
zauwaŜył Hugo, popatrując na wzgórza, jakby cokolwiek było tam widać. Tutaj
jest
bezpiecznie, ale nie dla Sue-Ellen. – Ona bardzo nie lubi, jak ktoś wtrąca się
w jej
Ŝycie. – Przyjaźniłem się z jej ojcem i wiem, Ŝe Sue czasami nie bierze leków.
Pamiętam,
jak on się wtedy bał. – Gdzie ona mieszka? – zainteresowała się Rachel. – Za
Cowral. Ma
niewielki kawałek ziemi. – Same zarośla – sprecyzował Sam. – Nikogo tam nie
wyślę. Nie
teraz. Jak się nie zjawi, to jej sprawa. – MoŜe mnie by posłuchała? – zamyślił
się Hugo. –
Na pewno – mruknął Sam. – Będziesz się naraŜał dla takiego czuba? Hugo
spojrzał na niego
ze złością. – Sue-Ellen jest wspaniała – oznajmił. – Kiedyś, zanim
zachorowała, grała w
filharmonii narodowej. – A teraz siedzi tam razem z kozami i świruje. – Ma
hodowlę kóz
angorskich. Przędzie, tka i gra... – I gada do siebie. – Marnuję czas. – Hugo
się zawahał.
– Jestem jedyną osobą, którą Sue-Ellen darzy zaufaniem. – Ona nie ma rodziny?
– Rachel
była wyraźnie speszona. – Jej ojciec zmarł pięć lat temu. Przez jakiś czas była
z Garym
Lewisem, jednym z naszych straŜaków, ale ubzdurała sobie, Ŝe leki ją ogłupiają.
Kazała
Gary’emu odejść i od tej pory Ŝyje sama jak palec. – Nie moŜesz tam jechać. –
Jeszcze
zdąŜę. – Odwrócił się, by popatrzeć na północ, ale ujrzał jedynie grubązasłonę
dymu. Czuło
się jego smak w ustach. Rachel chciała coś powiedzieć, ale płatek popiołu
osiadł jej na
języku, więc zaniosła się kaszlem. – ZałóŜ maseczkę chirurgiczną – polecił jej
Hugo. –
Musisz być sprawna. Rozdaj je wszystkim. Czy moŜesz...? – Domyślała się, o co
ją poprosi. –
Przejąć moje obowiązki? – Pomyślałeś o Tobym? – spytała zrozpaczona. Chłopiec
tymczasem
bawił się w morzu pod czujnym okiem Myry. – Hugo, pozwól mi pojechać. Ja nikogo
nie mam.
– Masz męŜa. – Który mnie nie potrzebuje. – Powiedziała to! W tej samej
chwil pojęła,
Ŝemówi najświętszą prawdę. Dottie ma rację. – Za to ty jesteś potrzebny
Strona 85
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Toby’emu. – Nie
trafisz tam. Poza tym Sue-Ellen nie ma do ciebie zaufania. Nic mi się nie
stanie. Na jej
pastwiskach są kanały. ZdąŜymy do was wrócić. – Ryzykować Ŝycie dla świrusa...
– Sam nie
krył oburzenia. – Ona nie jest świrusem – powtórzył Hugo znuŜonym głosem. –
Jest wielką
artystką, cudownym człowiekiem oraz moją pacjentką. Powinienem był odwiedzić ją
juŜ
wczoraj. – Popatrzył na Rachel. – Muszę jechać. Zastąpisz mnie? On doskonale
wie, o co mnie
prosi, pomyślała. Musi jechać, to oczywiste. Toby ma ciotkę icałe miasteczko
troskliwych
ludzi, a ta Sue-Ellen nie ma nikogo oprócz Hugona. – Rozumiem – szepnęła. –
Jedź. Pod
warunkiem Ŝe przysięgniesz, Ŝe wrócicie cali i zdrowi. – Ja nie... –
Przysięgasz? –
Chwyciłagozaręce, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. – Musisz. – Przysięgam.
– Pociągnął
ją ku sobie i pocałował.Za tym szorstkim pocałunkiem krył się strach, poŜądanie
i
adrenalina. – Opiekuj się Tobym i pilnuj mojego Cowral, dopóki nie wrócę! –
zawołał,
znikającw kłębach dymu.
ROZDZIAŁ ÓSMY
– ZdąŜy – pocieszał ją Sam. – Ogień rozprzestrzenia się szybko, ale na razie
nie zanosi się
na burzę. Jeśli Hugo będzie ostroŜny i jeśli wiatr się nie nasili... Niestety,
dziesięć
minut później huraganowy wiatr przetoczył się przez plaŜę. Uderzenie gorącego
powietrza
poprzedzającego ogień wszystkim zaparło dech. Rachel akurat ustawiała stojak z
kroplówkąprzy noszach stuletniej pani McLeod, cierpiącej z powodu objawów
odwodnienia. –
Dziecko, nie trzeba. Idź do innych – mówiła staruszka. – Mną nie zaprzątaj
sobie głowy. –
Jesteśmy dobrze przygotowani – odrzekła Rachel. Dokończyła wszystkie konieczne
czynności,
po czym wstała, by się rozejrzeć. Mieszkańcy miasteczka zachowali spokój.
Wiedzieli, Ŝe
takie gorąco nie moŜe trwać długo oraz Ŝe pod bokiem mają morze. Teraz wszyscy
nakrywali
głowy kocami zgodnie z poleceniem, które wpajano im od dzieciństwa. Tych,
którzy nie mogli
chodzić, przenoszono na sam brzeg i ustawiano tak, by fale obmywały im stopy.
KaŜdy z nich
Strona 86
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
miał przydzielonego opiekuna wyposaŜonego w mokre koce. Toby popłakiwał
przeraŜony
ogłuszającym hukiem ognia. Opiekuj się Tobym, przykazał jej Hugo. O BoŜe,
Hugo. Nie wolno
jej teraz o nim myśleć. Na płyciźnie mieszkańcy Cowral zbili sięw ciasną
gromadę. Nie
było czym oddychać. Pozostawało jedynie przetrwać. Gdzieśtam jest Hugo. –Jeśli
ja
przeŜyję, to ty teŜmusisz –szepnęła, klękającw płytkiej wodzie. Toby
oswobodziłsięz
objęćMyry i przylgnąłdo niej. Tkwili w wodzie przykryci mokrymi kocami, a
dookoła nich
szalało piekło. –Ja chcędo taty –zapłakałToby. –Ja teŜ–szepnęła w jego włosy.
–Ja teŜ. Ale
tata pojechałdo pacjentki. Niedługo wróci. –Sue-Ellen! –Zasłaniając usta
jakąśszmatą,
wyskoczyłz samochodu i ruszyłw stronępłonącego domu. W koronach drzew nad jego
głowąhuczałypłomienie. –Sue-Ellen! Niespodziewanie o cośsiępotknął.
Spojrzałpod nogi i
ujrzałszczeniaka owczarka collie. PrzeraŜony pies zaskowyczał. O BoŜe! Język
ciała
zwierzęcia byłnieomylnąwskazówką,Ŝe jego pani została w domu. Fala gorącego
powietrza
przeszłabłyskawicznie. Teraz wszyscy mieszkańcy Cowral ostroŜnie wyglądali
spod mokrych
koców. Rachel zauwaŜyła, jak nieopodal spod czegoś, co przypominało
ogromnąmokrąpierzynę,
wychyla siękobieca głowa w lokówkach. Byłato Ŝona Sama, szefa straŜy domowej.
Po chwili
dłońpani Nieve powędrowała do lokówek, by sprawdzić, czy nic sięnie popsuło.
–Czy wszyscy
dotarli na plaŜę? –zapytała Rachel. –PannęBaxter i Lesa chłopcy doprowadzili w
ostatniej
chwili –zameldowałSam. –Mamy jednego pogryzionego przez kota Lesa. Klatka z
kotami teŜ tu
jest, chyba Ŝe ktoś ją wstawił do wody i się potopiły. – A Hugo? – Jeszcze
nie wrócił.
Kiedy front przechodził nad nami, Hugo powinien być juŜ całkiem wysoko. – Na
pewno juŜ
badał pacjentkę – szybko dodała Rachel, widząc strach w oczach Toby’ego. –
Jedna pani
wgórachzachorowała, więcmusiał niąsię zaopiekować. Ja teŜ muszę do niej jechać.
Toby,
zostaniesz z Myrą? Sam, kiedy będzie moŜna pojechać do Sue-Ellen? – Zapytam
Strona 87
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
szefa straŜy.
– Trzeba tam ruszać jak najprędzej. – Szef wysyła tam samochód cysternę –
oznajmił Sam po
chwili. – Jadę z nimi. Zanim cysterna mogła wyjechać wgóry, Rachel pomagała
cierpiącym na
trudności z oddychaniem i opatrzyła mnóstwo niegroźnych skaleczeń. – AŜ trudno
uwierzyć,
ile mieliśmy szczęścia – rzekł komendant, zsuwając z czoła kask i ocierając
czoło. Burza
zmiotła wszystko, ale tak porządnie wysprzątaliśmy teren, Ŝe straciliśmy tylko
cztery domy
letniskowe. Gdy burza ucichła, strumień mieszkańców popłynął do miasteczka.
Ludzie
spieszyli się do domów, by ugasić miejscowe poŜary i ogniska. Mimo Ŝe Cowral
nadal
znajdowało się w pierścieniu płomieni, zaczynało sprawiać wraŜenie
bezpiecznego miejsca.
Lecz Hugo... – MoŜemy juŜ jechać? – zapytała, opatrzywszy dziecko poparzone
przez płonącą
gałąź unoszoną wiatrem. – Lepiej Ŝeby pani z nami nie jechała. – Komendant się
zasępił. –
Wziąłem juŜ Gary’ego. Był na froncie walki z ogniem i kiedy dowiedział
się,Ŝe Sue-Ellen
nie zeszła na plaŜę, omal nie oszalał. Jedno z was jest mocno zaangaz ˙owane.
– A pan nie
jest? Komendant spojrzał jej w oczy i westchnął. – Jestem – przyznał. – To o co
się
sprzeczamy? – Rachel była juŜ ubrana w straŜacki kombinezon. – Pani doktor...
– dodał
komendant – jeszcze pani nie widziała najgorszego. Fala wyhamowała na rzece.
Gdybys ´my
byli przed frontem... – Chce mi pan powiedzieć,Ŝe jest niewielka szansa, Ŝe
Hugo przeŜył?
– zapytała odwaŜnie. – Chłopcy oczyszczają drogę. Zawiadomimy panią. – Nie.
Jestem
lekarzem. Mam tu wszystko, co moŜe być potrzebne w takich sytuacjach. Jadę z
wami. Farma
Sue-Ellen była dwie minuty drogi za miastem, lecz im zajęłoto pół godziny,
poniewaŜ szosa
była zablokowana dymiącym popiołem, gałęziami i powalonymi eukaliptusami. W
powietrzu
unosił się zapach spalonego olejku. Gdy dotarli na miejsce, ujrzeli tylko
Ŝarzącąsię belkę
w miejscu, gdzie była skromna chatka Sue-Ellen. TuŜ obok stał samochód, a
właściwie jego
Strona 88
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
spalony wrak. To auto Hugona. Nic nie ostało się tej poŜodze. Rachel
rozglądała się, nie
kryjąc łez, które spływały jej po twarzy. Zosłupienia wyrwał ją krzyk Gary’ego,
atletycznie
zbudowanego straŜaka, który tak bardzo przejął się losem Sue-Ellen. – Tutaj!
W kanale! –
Gary, który znał ukształtowanie tego terenu, nawet nie spojrzał na zgliszcza,
lecz od razu
pognał w stronę pagórka. – Doktor jest w kanale! Z kozami, psem i Sue-Ellen. Ŝ
yją! Hugo
rzeczywiście był Ŝywy, lecz stan Sue-Ellen pozostawiał wiele do Ŝyczenia.
Słyszał, jak
przyjechali, ale nic nie mógł zrobić, poniewaŜ całą uwagę skupiał na kobiecie,
którą
trzymał w ramionach. Co chwila traciła przytomność, ciśnienie miała bardzo
niskie, a puls
nitkowaty. Potrzebował sprzętu oraz czyjejś pomocy. Nie mógł wyjść z kanału,
poniewaŜ
trawa na brzegu nadal się tliła. WięcpółleŜał w wodzie, podtrzymując
Sue-Ellen, w asyście
wyjącego szczeniaka i stada strzygących uszami kóz. Kobieta poruszyła się i
spojrzała
przytomnie. – Nie mogę... – Nic nie musisz robić– zapewniał ją. – Zrobiłaś
wszystko, co
naleŜy. Kozy sąbezpieczne. Szczeniak teŜ. Jesteś poparzona, ale niegroźnie. JuŜ
nadchodzi
pomoc. Lecz Sue-Ellen znowu straciła przytomność. Zamknął oczy, a gdy je
otworzył, ujrzał
nad sobąRachel... Gdy straŜacy rozłoŜyli na błotnistym brzegu płachtę
termiczną, Gary
przejął od Hugona bezwładne ciało i ostroŜnie je na niej ułoŜył, a jednocześnie
ktoś inny
pobiegł po torbę lekarską Rachel. Oparzenia, wstrząs, podraŜnienie dróg
oddechowych dymem.
Dlaczego nie przyjechaliśmy wcześniej? – zastanawiała się Rachel, mierząc
ciśnienie krwi
nieprzytomnej. Osiemdziesiąt na pięćdziesiąt. Cholera! – Gary, obejrzyj Hugona
– poleciła,
wiedząc, Ŝe wszyscy straŜacy mają za sobą kurs pierwszej pomocy. – Nic mi się
nie stało –
mruknął Hugo. – Nie mogłem jej pomóc, ale teraz juŜ mogę. – Masz poparzone
ręce? –
Nie. – Chrypisz. – Bo mam gardło podraŜnione dymem. – Więc... – Daj mi
spokój. – Hugo z
pomocą Gary’ego podłączał kroplówkę. – BoŜe, ona umiera – szepnął Gary. –
Odnoszę
Strona 89
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
wraŜenie, Ŝe bardzo ją kochasz – powiedziałapo ´łgłosem Rachel. – Kiedyś
byliśmy razem, ale
jak się dowiedziała, Ŝe ma schizofrenię, zerwała ze mną, twierdząc, Ŝe nie ma
prawa być
dla mnie cięŜarem. Byłem u niej wczoraj, Ŝeby dowiedzieć się, czy nie trzeba
jej pomóc, ale
mnie przegoniła. Dzisiaj wysłano mnie w przeciwnym kierunku. Nie wiedziałem...
Nie
wiedział, jak bardzo jąkocha, pomyślała Rachel. – Wyzdrowieje –
powiedziałanagłos. –
Przynieś z wozu parę koców. Znajdziesz teŜ moje płachty, które wyglądająjak
skrzyŜowanie
plastiku i folii aluminiowej, oraz folię samoprzylepną. Gary pobiegł co sił w
nogach. –
Trzeba wezwać karetkę powietrzną– oznajmił Hugo chrapliwym głosem. – JuŜ to
zrobiłem –
poinformował go szef straŜaków. – Z powodu burzy Cowral stało się priorytetem,
więc
śmigłowiec będzie tu za dwadzieścia minut. – Jeśli zdołamy utrzymać ją przy
Ŝyciu – mruknął
Hugo. – Nie mam co do tego wątpliwości – rzekła Rachel, patrząc, jak po
nałoŜeniu maski
tlenowej twarz dziewczyny zaczynała nabierać Ŝywszej barwy pod warstwą błota.
Sue-Ellen
jęknęła. – Morfina. – Nim Rachel sięgnęła do torby, Hugo juŜ robił zastrzyk.
Widać było, Ŝe
jest skrajnie wyczerpany i działa automatycznie. – Puść mnie, puść... –
protestowała
Sue-Ellen. – Haloperidol? – Rachel wolała się upewnić, lecz Hugo przytaknął,
po czym raz
jeszcze zmierzyła ciśnienie. – Sto dziesięć na siedemdziesiąt. Widzisz? Uda
się. – Dzięki
tobie. Bez ciebie nic by z tego nie było. Rachel, ja nic nie miałem! – Bo
twoje auto
spłonęło. Wrócił Gary z naręczem koców. – Teraz moŜemy oszacować, jak rozległesą
oparzenia.
– Hugo skrzywił się, obejrzawszy dłonie i nogi Sue-Ellen. Trzydzieści procent!
– Trzeba ją
opatrzyć. – Wszystko mam przy sobie. Ŝ el, gazę i folię. Pracowali w
milczeniu, na koniec
owijając opatrunki cienką folią, aby poparzone miejsca były sterylne i bez
dopływu
powietrza. W trakcie tego zabiegu Sue-Ellen otworzyłaoczy,byujrzeć
nadsobątwarzGary’ego,który bez słowa przyłoŜył dłoń do jej policzka. Ma teraz
wszystko,
Strona 90
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
czego jej trzeba, pomyślała Rachel. W tej chwili. Bo jej Ŝycie nadal wisi na
włosku. Jedno
spojrzenie na Gary’ego wystarczyło, by nabrać pewności, Ŝe tym razem nie
rozdzieli tych
dwojga ani choroba psychiczna, ani poŜar buszu. – Była w domu. – Hugo siedział
na
błotnistej skarpie, a za jego plecami helikopter unosił właśnie w powietrze
Sue-Ellen.
Poleciał z nią Gary. Ta kwestia nie podlegała dyskusji. Kozy juŜ zdąŜyły
wydostać się z
rowu i pasły się tak spokojnie, jakby w wypalonej trawie było mnóstwo
jedzenia i jakby
nic strasznego się tego dnia nie wydarzyło. Za to Hugo wyglądał okropnie.
Rachel przysiadła
obok niego i wzięła na kolana roztrzęsionego Pudge’a, szczeniaka Sue-Ellen.
Wolną ręką
mocno ścisnęładłoń Hugona. – Hugo... – Dom się zajął, zanim dojechałem –
mówił jakby do
siebie. – Słyszałem, Ŝe jest w środku i woła psa, ale Pudge był na dworze.
Przybiegł ze
mnąsię przywitać, ale strasznie piszczał. Jakby wiedział,Ŝe pani coś się stało.
– Wszedłeś
do środka. – Oczywiście. – Gdy się skrzywił, Rachel spojrzała na jego dłonie.
Byłycałew
pęcherzach. Miał na sobie ubranie ochronne, które go uratowało, lecz ręce oraz
twarz miał
poparzone. Był w piekle. – Znalazłem ją w pokoju, w którym płonęły firanki.
Szyba w oknie
wybuchła. Do wewnątrz. A ona była boso. – Hugo... – Powinienem był wczoraj tu
przyjechać.
Nie pomyślałem o niej – jęknął. – Pojechałem na plaŜę. – Bo wczoraj nie było
zagroŜenia.
– Ale dzisiaj... – Dzisiaj przyjechałeś. Ludzie na plaŜy twierdzą,Ŝe Sue-Ellen
nie chciała
się ewakuować. UwaŜasz, Ŝe pod twoim wpływem zmieniłaby zdanie? Hugo, nie
jesteś
wszechwładny. Jesteś tylko człowiekiem. – Oglądała jego dłonie. Poparzone, ale
niegroźnie.
– Hugo, jesteś wspaniałym człowiekiem – szepnęła. – Gdybym cię straciła... Nie
słyszał
tych słów, pogrąŜony w myślach o Sue- Ellen. – Wydawało mi się,Ŝe jest w dobrym
stanie.
Byłem tu trzy dni temu. Dlaczego nie sprawdziłem, czy się przygotowuje? – Bo
nie moŜesz
myśleć za kaŜdego mieszkańca Cowral. – Nie mogła spokojnie patrzeć na jego
Strona 91
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
rozpacz. Ujęła
jego twarz i delikatnie pocałowała go w obie powieki. – Sue-Ellen postanowiła
nie opuszczać
swoich zwierzaków – tłumaczyłamu – bo czuje się za nie odpowiedzialna. Sam
nazwał ją
czubem. Jeśli i ty masz jąza wariatkę, to owszem, odpowiadasz za nią, poniewaŜ
ona jest
nieodpowiedzialna. Powinieneś był zamknąć jąw szpitalu psychiatrycznym. Ale sam
mi
powiedziałeś, Ŝe ona jest zdolna do podejmowania decyzji. – Tak, ale... – Nie
ma Ŝadnego
,,ale’’. Znała ryzyko. Ostrzegali ją Sam oraz Gary, ale ona postanowiła stąd
się nie
ruszać. – Bo była chora. – Kwalifikowała się do zamknięcia w zakładzie? –
Nie, ale... –
Hugo, Sue-Ellen prowadziła niezaleŜne Ŝycie i przez to jest ranna. To nie jest
twoja wina.
Uśmiechnął się blado. – Znowu jesteś apodyktyczna? – To moja specjalność.
Poparzonymi
palcami dotknął jej policzka. – Jesteś piękna. – Piękna i apodyktyczna? – Tak.
Rachel...
– Słucham. – Muszę cię pocałować. Nie protestowała. Co więcej, poczuła, Ŝe jej
serce
naleŜy do niego. Do Hugona, który jest jej miłością. Była teŜ druga miłość.
Craig. To
uczucie nie minęło, nigdy nie minie. Dottie namawiałają,by ułoŜyła sobie Ŝycie
na nowo. By
przestała myśleć o Craigu. Ale tak się nie stało przez osiem długich lat.
Teraz teŜ o nim
myśli. PoniewaŜ Graig był częścią jej, częścią jej miłości. Całując teraz
Hugona,
wiedziała, Ŝe nie dopuszcza się zdrady. Bo miłość do Hugona jest po prostu
wzbogaceniem
tego samego uczucia. Skarbu miłos ´ci. Jej serce biło teraz dla Toby’ego, dla
Cowral, dla
Penelope i Diggera, dla Sue-Ellen, jej kóz oraz trzęsącego się szczeniaka.
Trwali w
uścisku, czerpiącsiłę z tej bliskości, aŜ za ich plecami rozległo się dyskretne
kaszlnięcie. – Doktorze... – odezwał się szef straŜaków. Obolali i brudni
odwrócili się w
jego stronę. – Doktorze, pan chyba ma wypaczony gust. – Szczerzył wuśmiechu
wszystkie zęby.
– Mnie najbardziej kręci, jak moja wystąpi w seksownej bieliźnie, a jak pan
woli takie
Strona 92
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
usmolone... Ale dla mnie to trąci zboczeniem. Rachel poczuła, Ŝe się czerwieni
i chciała
odsunąć się od Hugona, ale on przytulił ją jeszcze mocniej. – Takiej seksownej
jeszcze nie
miałem – odciął się. – To prawda. Zrobimy jej zdjęcia do nowego kalendarza.
Koniecznie w
kasku. Przepraszam, Ŝe przeszkadzam... – Człowiek nigdy nie moŜe zaznać chwili
spokoju –
zrzędził Hugo z wesołym błyskiem w oku. – Ileśmy się tego miejsca naszukali...
A tu masz,
babo, placek: trzydzies ´ci kóz, jeden pies i dwudziestu paru straŜaków! –
SpowaŜniał. – O
co chodzi? Problemy? – Niewielkie, ale... – No mów! – Grupa nad rzeką
ucierpiała z powodu
dymu, a Ŝona właściciela pubu potknęła się w tym dymie o kran w ogrodzie i
jest
podejrzenie, Ŝema złamany palec u nogi. – To wszystko? – zapytał Hugo. – Tak
jest,
doktorze. Na razie. Dokończycie tę... dyskusję później, bo teraz jesteście nam
potrzebni. –
Pobawimy się trochę w lekarzy? – zapytał Hugo. – Pod warunkiem, Ŝew głębi serca
pozostaniemy czymś więcej niŜ lekarzami – odparła Rachel. Do końca tego bardzo
długiego
dnia pracowali bez wytchnienia. Najpierw byli lekko zaczadzeni straŜacy i pani
Forsyth z
pęknięciem kości palucha, a potem cały szereg mieszkańców Cowral z drobnymi
oparzeniami i
skaleczeniami. Od czasu do czasu odwiedzała ich Myra z Tobym, by pokazać
malcowi, Ŝe tata i
Rachel są niedaleko. Toby i Myra zabierali ze sobą trzy psy, poniewaŜ małego
Pudge’a nie
moŜna było zostawić na spalonej farmie Sue-Ellen. Penelope i Digger
instynktownie wyczuli
dramatyczną sytuację szczeniaka i wraz z gosposią imałym chłopcem otaczali go
troskliwą
opieką. JuŜ podczas drugiej wizyty w szpitalu Pudge zaczął nieśmiało merdać
ogonem. –
Zadzwonię do centrum transportu sanitarnego i poproszę,Ŝeby przekazali tę
wiadomość
Sue-Ellen – obiecał Hugo. – To jej pomoŜe bardziej niŜ leki. W tym potwornym
zamieszaniu
Hugo znalazł czas, by o tym pomyśleć! To część pracy lekarza na prowincji,
przeszło Rachel
przez głowę. Medycyna plus cała reszta. Zapadła noc. Wiatr ucichł,a koło
dziesiątej
Strona 93
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
powiało od południa. Temperatura powietrza wyraźnie się obniz ˙yła i nawet
spadł niewielki
deszcz. Specjalna grupa ochotników chodziła od domu do domu, by dowiedzieć się
o stan
zdrowia mieszkańców, zwłaszcza tych w podeszłym wieku. Około drugiej nad ranem
Rachel
weszła do kuchni. Myra, która zabrała do siebie Toby’ego oraz psy, zostawiła
na stole
garnki z kolacją, lecz Rachel na nic nie miałasiły. Siedziała przy stole, tępo
wpatrując
się wścianę. Kwadrans później zjawił się Hugo. Był szary ze zmęczenia. Na
jego widok
Rachel podniosła się z krzesła. Patrzyła na niego, nic więcej. Ich spojrzenia
były
potwierdzeniem tego, czego doświadczyli w ciągu kilkunastu minionych godzin.
Tak zaczęło
się ich wspólne Ŝycie. – Rachel... Bez słowa padła mu w ramiona. To nie była
pora na
rozmowy. Nadszedł czas miłości. Zaspokojenia palącego pragnienia bliskości. By
nie marnować
czasu, razem weszli pod prysznic, zrzuciwszy na podłogę ubrania tak brudne, Ŝe
powstydziłby się ich kaŜdy szanujący się lekarz. Lecz tego dnia nikt nie
zwracał uwagi na
ich strój. Tego dnia byli po to, by zaspokoić potrzeby mieszkańców Cowral.
Lecz teraz
nadszedł czas spełnienia ich własnych potrzeb. Czas, by zostali kochankami.
Zmywając z
siebie nawzajem brud w strumieniach ciepłej wody, wszystkimi zmysłami
poznawali swoje
spragnione ciała. Potem, w wielkim łoŜu Hugona, stali się jednością. Później
Rachel nie
potrafiła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wzniosła się na takie szczyty
rozkoszy. Nie
porównywała. To, co było między nią i Craigiem, działo się w poprzednim Ŝyciu.
Nie
przestało być cenne, lecz zostało w przeszłości. Teraz napawała się
teraźniejszos ´cią.
Craig nie miałby jej za złe tej nowej miłości. W głębi serca wiedziała, Ŝe ma
jego
błogosławieństwo. Drugim błogosławieństwem był Hugo: jego ciepło, ręce, zapach
i smak.
Przyjęłago całym ciałem i duszą... Potem zasnęli. Pierwszy raz od wielu lat
Rachel spała
spokojnie wtulona w kochanka. Od dnia tragicznego wypadku sypiała bardzo źle,
Strona 94
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
budząc się co
chwila, jakby musiała czuwać, by zapobiec nowej katastrofie. Lecz teraz w
ramionach tego
męŜczyzny spała kamiennym uzdrowicielskim snem, spokojna o jutro. A on? Z Beth
nigdy tak
nie było. W małŜeństwo z jej siostrą wpakowałby się równie bezmyślnie. Idiota.
Skąd jednak
miał wtedy wiedzieć,Ŝe jest to zła decyzja? Nie miał wówczas pojęcia, Ŝe moŜe
być zupełnie
inaczej. Nawet nie podejrzewał,Ŝe moŜna kochać tak jak teraz. Rachel. Cudowna
kobieta.
Skarb. Jeszcze mocniej przygarnął ją do siebie, czując, jak wzbiera w nim nowa
fala
poŜądania. PoŜądanie? MoŜe poczekać godzinę lub dwie, pomyślał z radością.
Przed nami cała
wieczność... Okołoósmej obudził ich telefon. Na brokatowej powłoczce ślizgały
się
promienie słońca. Zmienię to, pomyślał. Tak! Wyrzucę z domu wszystkie brokaty!
Dzisiaj
urodził się na nowo i zaczyna nowe Ŝycie z Rachel. Ona teŜ powoli się budziła.
Uśmiechała
się do niego, nim jeszcze podniosła powieki. Telefon dzwonił. Hugo sięgnął
po słuchawkę.
– Czy zastałam Rachel? – pytał kobiecy głos. – Doktor Harper. Nie odbiera
komórki, a to
pilna sprawa. – JuŜ ją proszę. – Dottie... – rzekła Rachel i natychmiast
oprzytomniała.
Usiadłana łóŜku, zapominając, Ŝe jest naga. BoŜe, jaka ona jest piękna. – Nie,
Dottie,
wszystko w porządku. Powinnam była wczoraj do ciebie zadzwonić. Mogłam się
domyślić,Ŝesłuchałaś wiadomości. Nie, jesteśmy bezpieczni. Nie... Potem nagle
zniŜyłagłos.
– Jak to, Dottie? Był stabilny... – Słuchała, zacisnąwszy powieki. –
Oczywiście, juŜ jadę.
Hugo wyjął słuchawkę z jej dłoni. – Rachel, co się stało? – zapytał. –
Craig... –
szepnęła. – Craig? – MójmąŜ. Umiera.
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Pomógłjej się spakować, wmusiłwniągrzankę i zorganizował transport. W trakcie
tych
przygotowań udało mu się poznać jej tajemnicę. – Osiem lat temu mieliśmy
wypadek – mówiła
z twarząściągniętąbólem. – Razem studiowaliśmy. Chodziliśmy ze sobą jeszcze w
szkole.
Dottie, jego matka, jest dla mnie praktycznie jak moja własna matka. Pobraliśmy
się i
Strona 95
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
wszystko doskonale się układało do dnia, kiedy jakiś pijak uderzył w nasz
samochód. Jechał
pod prąd. Craig nic nie mógł zrobić.Byłam ranna, a Craig... właściwie nie
ucierpiał. Tylko
uderzył się wgłowę. Stracił przytomnos ´ć. I juŜ jej nie odzyskał. – Rozpłakała
się. –
Czyli Michael, ten facet, który był na wystawie... – To dureń. Dottie
przekonywała mnie, Ŝe
powinnam wyjechać. Rozerwać się. Poznałam ciebie. Hugo zbierał myśli. W nocy
był
przeświadczony, Ŝe kocha się z kobietą uwikłaną w nieszczęśliwe małŜeństwo, a
teraz...
Wszystko się zmieniło. Ona jest inna. Mimo Ŝe szumiałomu w głowie, czuł,Ŝe
teraz
najwaŜniejsza jest jej rozpacz. – Rachel, tak mi przykro... – Przykro? Mnie
wcale nie
jest przykro. Z powodu tej nocy? Hugo, to była najcudowniejsza noc w moim
Ŝyciu. Nigdy jej
nie zapomnę, ale teraz muszę wyjechać. – To zrozumiałe. – Był wściekły, Ŝe
nie moŜe
osobiście jej odwieźć, ale Cowral nadal potrzebuje lekarza. Całe szczęście Ŝe
droga jest
juŜ otwarta. Poza tym udało mu się znaleźć kogoś, kto ją zabierze. – Rachel...
– Wiem. –
Dopiła herbatę i wpatrywała się w fusy na dnie kubka. – Wiem. Przepraszam.
Przepraszam,
kochany... Hugo rzucił się w wir pracy. Minął pierwszy dzień, drugi, trzeci...
W końcu
nie wytrzymał. Odbył powaŜną rozmowę z Myrą i Tobym, zgłosił zapotrzebowanie na
zastępstwo,
przyjął nowego lekarza i wyruszył do miasta. Cienka niebieska linia wznosiła
się i
opadała. Wznosiła się i opadała. Jak długo trwa miłość? Młoda kobieta czuwała,
tak jak
robiła to od wielu lat. – Craig, kocham cię – szepnęła, ale nie otrzymała
odpowiedzi. Tak
było od lat. Promienie słońca pełzały po nieruchomej dłoni. Ukochane oczy,
dawniej pełne
radości Ŝycia, pozostawały zamknięte. Niebieska linia wznosiła się i opadała.
Jak długo
trwa miłość? MoŜe nie dłuŜej niŜ tchnienie? Hugo stał w drzwiach i przyglądał
się Rachel.
Spała zgłową na jego piersi, trzymającgo za rękę. Wzrok Hugona przeniósł się
na monitor.
Tętno przyspieszone i nieregularne. W ciągu kilku minionych dni wiele się
Strona 96
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
dowiedział,
wiele nauczył. Odpowiedzi na pytania, które naleŜało zadać Rachel, udzielił mu
lekarz. –
Osiem lat w śpiączce. Był silny. Myśleliśmy, Ŝe z tak niewielkim wylewem będzie
Ŝył
znacznie dłuŜej, ale parę miesięcy temu skrzep... W takich przypadkach jak ten
nie jest
rzadkością. Organizm jest mało aktywny, baliśmy się,Ŝe go stracimy. Mam
wraŜenie, Ŝe
rodzice i Rachel juŜ się z nim wtedy poŜegnali. Ale on był silniejszy. –
Rachel... –
Znam ją od czasu studiów. Ona i Craig byli wspaniałą parą. Po wypadku w Rachel
coś zgasło.
Jest znakomitym lekarzem, ale co noc siedzi przy nim... – Chyba bardzo go
kochała. –
Trudno od tego się uwolnić,zwłaszcza gdy nie nastąpił zgon. Po tym skrzepie
rodzice Craiga
pogodzili się ze stratą syna. Namawiali Rachel, Ŝeby zaczęłaŜyć na nowo.
Próbowała. Teraz
wystąpiły nowe skrzepy. Jeden z nich jest w płucach. To juŜ koniec. Więc stał
teraz w
drzwiach i tylko ją obserwował. Jak ona Craiga przez całe lata. Wyszła po
kawę. Koszmarny
dzień. Czuła, Ŝe jest bliska załamania. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego
akurat wtedy,
gdy poznałamiłość, drugą miłość swojego Ŝycia, pierwsza szykuje się do odejścia
z tego
świata? Nie miała wyrzutów sumienia. Z jakiego powodu? W pewnym sensie Craig
przyczynił
się do tego, Ŝe pokochała Hugona. Uczucia, którymi darzyła obu męŜczyzn
przeplatały się,
przemieszały. PoniewaŜ kocha Hugona, jej miłość do Craiga nie wygaśnie,
niezaleŜnie od
tego, co stanie się z tym męŜczyzną na szpitalnym łóŜku. Lecz teraz nie wolno
jej myśleć o
Hugonie. Na razie niech pozostanie w tle. Teraz jest czas Craiga. Oddycha
coraz płyciej.
Nadchodzi jego czas. Pora pogodzić się ze stratą. Z kubkiem kawy szła do
pokoju Craiga,
lecz w progu stanęła jak wryta. Na krześle przy łóŜku siedział Hugo i
przemawiał do
Craiga. – Stary, nie wiem, czy mnie słyszysz. NajtęŜsze umysły nie wiedzą, jak
funkcjonuje
uszkodzony mózg, jak odbywa się umieranie. Czy ma się jego świadomość,co się
wtedy czuje.
Strona 97
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Ale muszę z tobą porozmawiać. Cofnęła się, oparłao ścianę isłuchała, co Hugo
mówi do
Craiga. Jak druga miłość przemawia do pierwszej. – Nazywam się Hugo McInnes.
Pracuję na
prowincji. Jestem wdowcem. Mam dziecko, psa i trzydzieści pięć lat. I kocham
twoją Ŝonę.
Kocham twojąŜonę. Tak po prostu. Rachel aŜ zaparło dech w piersiach. Czekała.
– To
straszne, prawda? Nie przypuszczałem, Ŝe kiedykolwiek przyjdzie mi to wyznać
komuś, kogo
uwaŜam za przyjaciela. Ŝ e kocham twoją Ŝonę. Być moŜe przechodzi mi to przez
gardłowłaśnie dlatego, Ŝe mam cię za przyjaciela. Rachel postawiła kubek na
podłodze.
Pielęgniarki, które przeszły obok, rzuciły jej pytające spojrzenie, lecz ona
oddaliła je
gestem. Przyjechał... – Craig, wiem, Ŝe kochacie się od lat. Widzę to w jej
oczach
–mówiłHugo półgłosem. –To byławielka miłość. Jesteś
częściąRachel.Terazjająpokochałem.MoŜenawet tak bardzo jak ty. Ale, oczywiście,
inaczej. Bo
kocham kobietę, która juŜ kochałaibyła kochana. Która jest taka jak jest,
poniewaŜ dawno
temu pewien facet nauczył ją uśmiechu. Byłjej światłem. Wziął jąw ramiona i
sprawił, Ŝe
czuła, Ŝe dzięki miłości wszystko jest moŜliwe. Wahał się, dobierającsłowa. –
Ona jest
wyjątkowa. Nie ma drugiej takiej na całej kuli ziemskiej. WyobraŜam sobie, Ŝe
byliście
niezwykłą parą. To, kim się stała, zawdzięcza tobie. – Namyślał się długo. –
Chciałbym cię
zapewnić,Ŝe jesteś jej częścią. I dlatego, stary, będziesz częścią naszej
rodziny. Będziesz
Ŝył dalej. Rachel poczuła, Ŝe łzy cisną się jej do oczu. – Wiem, Ŝe to brzmi
strasznie
sentymentalnie. ,,Ŝyje w naszych sercach’’. To prawda. Przyznam ci się,Ŝe
nareszcie
zrozumiałem, na czym polega miłość. Im więcej się ma, tym więcej się dostaje.
PoniewaŜ ty
kochałeś ją, a ona ciebie. Rachel potrafiła zdobyć się na to, Ŝeby i nas
pokochać. Mnie.
Mnie i moje dziecko. Mówiłem ci, Ŝe mam sześcioletniego syna? Toby świata poza
nią nie
widzi. Obiecała, Ŝe nauczy go kopać z kozła. Twierdzi, Ŝe to ty ją tego
nauczyłeś. Pomyśl,
twoje zamiłowanie do futbolu przejdzie na mojego syna. Co jeszcze? Uśmiechał
Strona 98
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
się. Rachel
usłyszała to w jego głosie. – Mamy dwa psy. Digger, kundel, jest mój. Jest teŜ
Penelope.
NaleŜała do faceta, którego nie lubimy. Zamierzam złoŜyć mu propozycję nie do
odrzucenia,
bo uwaz ˙am, Ŝe nasza rodzina jest za mała. Musimy mieć co najmniej dwa psy.
Jest jeszcze
jeden, Pudge, który pomieszkuje z nami, czekając, aŜ ktoś nam bliski wróci ze
szpitala.
Będzie ich więcej, bo Rachel zawsze przygarnie zbłąkane istoty. Będziemy teŜ
mieli dzieci.
Gdy przechodzące obok pielęgniarki popatrzyły na nią jak na wariatkę,połapała
się,Ŝe juŜ
nie płacze, lecz uśmiecha się od ucha do ucha. Będziemy mieli dzieci... – Mam
taką
nadzieję, chociaŜ jeszcze z nią o tym nie rozmawiałem. Ale chyba mogę zwierzyć
ci się z
takich planów? Zanim urodził się Toby, wydawało mi się,Ŝe jedno dziecko mi
wystarczy,
ale on podbił moje serce. Gdyby to było dziecko Rachel... wasze dziecko... –
Znowu się
zawahał. – Jeśli urodzi nam się dziecko, ono równieŜ będzie częścią ciebie.
Dostałem od
ciebie dar miłości. Stary, nigdy o tym nie zapomnę. Jeśli urodzi nam się
chłopiec, to
wiadomo, jakie dostanie imię. Jeśli dziewczynka... to nie wiem... MoŜe po
prostu będziemy
starac ´ się tak długo, aŜ spłodzimy chłopczyka. Nie mam nic przeciwko temu.
WaŜne, Ŝeby i
tobie to odpowiadało. – Po dłuŜszej chwili milczenia Hugo dodał: – Chyba juŜ
wszystko ci
powiedziałem. Musiałem się wygadać,aty masz co robić. Musisz skoncentrować się
na
oddychaniu. Rachel zobaczyła, jak Hugo ujmuje dłoń Craiga. Widok splecionych
męskich dłoni
chwycił ją za gardło. – Staniesz oko w oko ze śmiercią – rzekł półgłosem Hugo.
– Bardzo,
stary, Ŝałuję,Ŝe nie moŜesz Ŝyć. Jest mi z tego powodu cholernie przykro. Bez
wahania
wyrzekłbym się Rachel, gdyby to mogło przywrócić ci Ŝycie, ale panowie
konsultanci
twierdzą,Ŝe to niemoŜliwe. Więc się z tobąpoŜegnam. Zostawiam cię rodzicom i
Rachel.
Pamiętaj, stary, Ŝe w naszym domu zawsze będziesz kochany. Pięć minut później
Hugo wstał.
Strona 99
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Gdy wychodził z pokoju Craiga, przy drzwiach stał samotnie kubek z zimną kawą.
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Rachel, Dottie i Lewis poŜegnali
Craiga na
niewielkim cmentarzyku pośródgór. Osiem lat wcześniej połączył ich smutek,
który teraz
przybrał postać melancholijnego poŜegnania. Tych troje nadal go kochało. I
nigdy o nim nie
zapomni. Cmentarz znajdował się nieopodal miejscowos ´ci, w której Craig się
urodził.
Pochowano go obok dziadków, pradziadków i dziecka, które byłoby jego
braciszkiem, gdyby
nie przyszło przedwcześnie na świat. – Trzymam się – szepnęła Rachel, na co
Dottie
uśmiechnęła się przez łzy. – To dobrze, moje dziecko. – Dottie popatrzyłana
męŜa, który
ujął ją pod rękę. – Jesteś bardzo dzielna – powiedział. Ten milczący
męŜczyzna,
byłypiłkarz, kochał syna miłością większą niŜ futbol. – Teraz myśl o sobie,
dziewczyno. –
O swojej przyszłości. – Twójmłodyczłowiek. –Lewiskiwnąłgłowąwstronę drogi
prowadzącej do
miasteczka. Hugo stał przy swoim aucie. – Czeka na ciebie, więc idź do niego.
Rachel
przymknęła powieki, a gdy je podniosła, ujrzałaus ´miechnięte twarze: Dottie i
Lewisa. Oraz
Hugona. Nic tu po niej. Uściskała teściów, po czym opuściła cmentarz, by
rzucić się w
ramiona swojej miłości.
ROZDZIAŁ JEDENASTY
Był to całkiem niezłyślub. Toby znał się na ślubach. Panna młoda powinna
wyglądać
oszałamiająco, no i Rachel wyglądała oszałamiająco. Panna młoda powinna być na
biało i w
koronkach, no i Rachel miała odpowiednio duŜo koronek. Ale bez przesady, uznał
po namyśle.
Nie miała welonu ani trenu. Myra powiedziała, Ŝe ta suknia jest z jedwabiu. Nie
wiadomo,
jak trzymała się na górze, za to niŜej miała szeroką spódnicę. Rachel była
boso. Jak na
pannę młodą wyglądałacałkiem ładnie. Trochę peszyły go te bose stopy. Panna
młoda chyba
zawsze ma wysokie obcasy. Ale buty na szpilkach wyglądałyby na plaŜy
idiotycznie, bo tam
odbywała się cała ceremonia. W tym samym miejscu, gdzie Rachel uczyła go kopać
piłkę i
Strona 100
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
gdzie przed ogniem schroniło się całe Cowral. Rozpoczęcie uroczystości nieco
się
opóźniało, bo dwóch staruszków z domu opieki podjęło się załoŜyć z pomocą Dona
system
nagłaśniający. Kręcili róŜnymi gałkami i coś im nie wychodziło, ale nikt tym
się nie
przejmował. Wszyscy czekali uśmiechnięci, jakby nigdzie im się nie spieszyło.
Toby,
niestety, zostawił piłkę w samochodzie. Gdyby wiedział, ile to potrwa, mógłby
sobie trochę
pokopać. Teraz był juŜ znakomitym piłkarzem. Rachel dobrze go nauczyła, jak na
dziewczynę.
Jest lepsza od taty. Za to Lewis... jest mistrzem. Lewis i Dottie, którzy od
razu kazali
mówić sobie po imieniu, ostatnio często przyjeŜdz ˙ali do Cowral. Polubili to
miasteczko i
pokochali Toby’ego. Nie miał nic przeciwko temu. Oni teŜ od razu przypadli mu
do serca.
Jego świat ostatnio znacznie się rozrósł. Spostrzegł,Ŝe na plaŜysąsami znajomi.
Tyle
ludzi... Między innymi z tego powodu Rachel i Hugo zrezygnowali ze ślubu w
kościółku. Na
pewno nie wszyscy by się tam zmieścili. Nie być na takiej uroczystości? Kto to
widział?!
TuŜ obok niego stała Myra, która okropnie się przejmowała, Ŝe Toby upuści
obrączki. On?!
Chyba jest zdenerwowana, pomyślałoopiekunce.Rano wyszczotkowała oba psy.
Penelope wyglądała
przepięknie, chociaŜ była juŜ cała obsypana piaskiem. Przez to czekanie.
Digger natomiast
nadal prezentował się bardzo wytwornie. Knickers teŜ przyszedł. Miał na szyi
wielką
czerwonąkokardę.Totenspaniel,odktórego wszystko się zaczęło. ByłjuŜ zupełnie
zdrowy.
JakKim,która siedziała na piasku, a obok niej leŜał Knickers. Bardzo ładnie.
Dalej Toby
dostrzegł Pudge’a, który nadal mieszkał z nimi, bo Sue-Ellen przebywała w
szpitalu, podczas
gdy sąsiedzi odbudowywali jej dom. Przyszła jednak na ślub, a towarzyszył jej
młody
straŜak, Gary. Toby słyszał, jak tata mówił do Rachel, Ŝe moŜe dobrze się
złoŜyło, Ŝe
stało się to, co się stało. Rachel odrzekła, Ŝe Gary ma dobre serce i jest w
Sue-Ellen
zakochany po uszy. Wynio śłjąz kanału, odwiedzał jąw mieście, a teraz wozi ją
na wózku.
Strona 101
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
Rachel i tata uznali, Ŝe na coś się zanosi. Tata mówi, Ŝe Gary nawet lubi kozy!
W
Cowral dzieje się teraz mnóstwo ciekawych rzeczy. Myra powiedziała, Ŝe poŜar
uprzytomnił
wszystkim, jak ulotne jest Ŝycie. Co to moŜe znaczyć? Myra uwaŜa, Ŝe ma to
jakiś związek z
byciem szczęśliwym. Teraz. Ona mówi, Ŝeto właśnie spotkało Christine. Ona teŜ
tu jest. Z
tym Michaelem. Michael jakiś czas po poŜarze przyjechał po Penelope. Był
strasznie zły i
oznajmił,Ŝe Penelope nie moŜe u nich zostać. Ale potem zobaczył Christine. Ona
z kolei była
wściekła na tatę i Rachel za to, Ŝe przemeblowali pokój Toby’ego. TeŜ miała
ochotę
wrzeszczeć. Więc Michael krzyczał na Rachel, a Christine na tatę, a potem
Michael i
Christine gdzieś pojechali, Ŝeby dalej się pieklić,na co tata powiedział: –
Proszę,
proszę, mamy kolejny cud. Wyszło na to, Ŝe Penelope zostanie w Cowral, poniewaz
˙ na
wystawie nie zdobyła tylu punktów, Ŝeby zostać czempionką, więc Michael nie
chciał, by
miała szczeniaki. Tata i Rachel bardzo z tego się ucieszyli. Tata stwierdził,
Ŝe wszystkie
dzieci Penelope będą szurnięte, a Rachel się roześmiała. W końcu leciwi
elektrycy uporali
się ze sprzętem. Wgłośnikach coś zatrzeszczało i nareszcie popłynęła z nich
muzyka. Lewis
ujął Rachel pod ramię jak dumny ojciec, a Dottie ciągle poprawiała jej suknię.
Lecz Rachel
widziała tylko Hugona, który cierpliwie czekał. Patrzył na nią z taką
miłością,Ŝe nawet
Toby to zauwaŜył. Bardzo ładnie, pomyślał. Podoba mi się taki tata. Potem
zagrali coś, co
bardzo wzruszyło Myrę. – W końcu znaleźli swoje miejsce – szepnęłaze łzami w
oczach, nic
więcej nie wyjaśniając. To Cowral, pomyślał Toby. Oczy wszystkich były teraz
skierowane
na płyciznę, gdzie jakiś czas temu znaleźli schronienie, a teraz ten męŜczyzna
i ta
kobieta przysięgają sobie wierność. – Kocham cię – szepnął Hugo, a Rachel
spojrzała w oczy
swojej drugiej, największej miłości. – Kocham cię, Hugo. Brawo, pomyślał Toby.
Tak ma być.
Nikt się nie wykręci od takiej przysięgi. Oni i tak nie zamierzają się
Strona 102
Marion Lennox - Ślub nad oceanem
wykręcać, uznał.
Rachel i jego tata patrzyli sobie w oczy, głupawo się uśmiechając. Za chwilę...
Teraz! Fuj!
Całują się! Skoro tak musi być, to trudno. Ale mogliby się po spieszyć. Bo
trzeba zagrać
wpiłkę. I jeść weselny tort.
Ŝyć. JuŜ teraz.
Koniec ksiąŜki.
Strona 103