background image

DZIEJE RELIGII, FILOZOFII I NAUKI

 

do ko

ń

ca staro

Ŝ

ytno

ś

ci

 

 

ś

redniowiecze i odrodzenie

 

 

barok i o

ś

wiecenie

 

 

1815-1914

 

 

1914-1989

  

jak i z czego studiowa

ć

 filozofi

ę

 

 

moje wykłady

 

 

Wittgenstein

 

 

filozofowie i socjologowie nauki

 

Ś

wi

ę

ty AUGUSTYN 

WYZNANIA 

przeło

Ŝ

ył Zygmunt Kubiak 

Matka Augustyna była katoliczk

ą

, ojciec poganinem. Jako młodzieniec Augustyn wybrał manicheizm i 

wyznawał t

ę

 religi

ę

 do 30. roku 

Ŝ

ycia. Te lata sp

ę

dził z kobiet

ą

, której imienia nam nie zdradził, niczego te

Ŝ

 

o niej nie napisał poza tym, 

Ŝ

e mieli syna, Adeodata.  

Dzi

ę

ki koneksjom manichejskim Augustyn - który całe 

Ŝ

ycie z wyj

ą

tkiem paru lat sp

ę

dził w Afryce w 

okolicach Kartaginy - uzyskał stanowisko retora przy dworze cesarskim w Mediolanie. Dzi

ę

ki kontaktom z 

biskupem Mediolanu, 

ś

w. Ambro

Ŝ

ym, poznał zasady alegorycznej interpretacji Biblii, co sprawiło, 

Ŝ

przestały go razi

ć

 obecne w tek

ś

cie sprzeczno

ś

ci. Jednocze

ś

nie wskutek niezgodno

ś

ci nauki Maniego z 

tym, co o za

ć

mieniach Sło

ń

ca i Ksi

ęŜ

yca twierdzili astronomowie zacz

ą

ł w

ą

tpi

ć

 w manicheizm - i popadł w 

sceptycyzm. Zacz

ą

ł te

Ŝ

 z grup

ą

 przyjaciół studiowa

ć

 pisma Plotyna. 

Nało

Ŝ

yły si

ę

 na to problemy osobiste. Matka Augustyna pojawiła si

ę

 w Mediolanie i zaaran

Ŝ

owała jego 

mał

Ŝ

e

ń

stwo z dziewczyn

ą

 z bogatego domu - co miało synowi otworzy

ć

 drog

ę

 do wielkiej kariery. 

Wymuszone rozstanie z matk

ą

 Adeodata stało si

ę

 

ź

ródłem cierpie

ń

 - i zapewne przyspieszyło decyzj

ę

 o 

przyj

ę

ciu chrze

ś

cija

ń

stwa.

Ksi

ę

ga VI 

13. Gorliwie przynaglano mnie do mał

Ŝ

e

ń

stwa. Ju

Ŝ

 si

ę

 o

ś

wiadczyłem i zostałem przyj

ę

ty, 

w czym najwi

ę

cej było stara

ń

 mojej matki, która miała nadziej

ę

Ŝ

e skoro si

ę

 o

Ŝ

eni

ę

obmyje mnie z grzechów zbawcza woda chrztu. Cieszyła si

ę

Ŝ

e z dnia na dzie

ń

 jestem 

coraz lepiej do chrztu przygotowany. W przyjmowaniu przeze mnie wiary widziała 
odpowied

ź

 na jej modlitwy i wypełnianie si

ę

 obietnic Twoich. Zarówno na moj

ą

 pro

ś

b

ę

jak i z własnego odruchu serca mocnym, serdecznym wołaniem błagała Ciebie 
codziennie, aby

ś

 jej w jakiej

ś

 wizji oznajmił, czym b

ę

dzie moje mał

Ŝ

e

ń

stwo. Ale nie 

chciałe

ś

.

Miała tylko niejasne i pełne uroje

ń

 sny, wyłonione z ci

ą

głego o tych sprawach 

rozmy

ś

lania. Kiedy mi o tych snach mówiła, w jej słowach - zamiast tej ufno

ś

ci, jak

ą

 

zawsze miała, ilekro

ć

 Ty zsyłałe

ś

 jej widzenia - wyczuwałem lekcewa

Ŝ

enie. Powiadała 

mi, 

Ŝ

e jakim

ś

 zmysłem, którego nie potrafi okre

ś

li

ć

 słowami, umie zawsze odró

Ŝ

ni

ć

 Twoje 

objawienia od swoich snów przyrodzonych. Przygotowania jednak były w toku i starano 
si

ę

 o zgod

ę

 rodziców. Dziewczynie tej brakowało jeszcze około dwóch lat do wieku 

stosownego do mał

Ŝ

e

ń

stwa. Podobała mi si

ę

, wi

ę

c godziłem si

ę

 na oczekiwanie.

14. W du

Ŝ

ej grupie przyjaciół cz

ę

sto rozmawiali

ś

my o naszym znu

Ŝ

eniu zam

ę

tem i 

troskami 

Ŝ

ycia. I byli

ś

my ju

Ŝ

 niemal zdecydowani odsun

ąć

 si

ę

 od tłumu i wie

ść

 spokojne 

Ŝ

ycie na osobno

ś

ci. Zamierzali

ś

my poł

ą

czy

ć

 cały dobytek, jaki posiadali

ś

my, i mie

ć

 

wspólny fundusz, który by nam tak

ą

 spokojn

ą

 egzystencj

ę

 umo

Ŝ

liwił. W szczerej 

przyja

ź

ni nie rozró

Ŝ

nialiby

ś

my, co nale

Ŝ

y do tego, a co do innego z nas. Wszystko miało 

nale

Ŝ

e

ć

 i do nas wszystkich, i do ka

Ŝ

dego z osobna. Spodziewali

ś

my si

ę

Ŝ

e ta 

społeczno

ść

 b

ę

dzie si

ę

 składała z jakiej

ś

 dziesi

ą

tki ludzi. Niektórzy byli bardzo bogaci, 

zwłaszcza Romanianus, pochodz

ą

cy z mojego miasta. Był on od lat chłopi

ę

cych jednym 

z najbli

Ŝ

szych moich przyjaciół, a na dwór w Mediolanie przybył wówczas 

ś

ci

ą

gni

ę

ty 

jakimi

ś

 bardzo wa

Ŝ

nymi interesami. On był do projektu najbardziej zapalony, a pozostali 

liczyli si

ę

 bardzo z jego zdaniem, gdy

Ŝ

 był znacznie od innych bogatszy.

Postanowili

ś

my, 

Ŝ

e b

ę

dziemy na ka

Ŝ

dy rok wyznaczali spo

ś

ród siebie dwóch jak gdyby 

urz

ę

dników, aby załatwiali wszystkie niezb

ę

dne interesy; a pozostali członkowie grupy 

mieli by

ć

 od takich spraw wolni. Potem jednak zacz

ę

li

ś

my rozwa

Ŝ

a

ć

, czy nam na to 

Strona 1 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

pozwol

ą

 nasze miłe kobiety. Niektórzy z nas ju

Ŝ

 mieli 

Ŝ

ony, inni zamierzali si

ę

 o

Ŝ

eni

ć

. I 

wtedy cały ten tak pi

ę

knie obmy

ś

lony projekt rozpadł si

ę

 nam w r

ę

kach: tak si

ę

 rozsypał, 

Ŝ

e trzeba go było precz odrzuci

ć

. Wzdychaj

ą

c, j

ę

cz

ą

c - poszli

ś

my jednak dalej szerokimi i 

utartymi drogami tego 

ś

wiata. Wiele my

ś

li było w naszych sercach, a wola Twoja trwa na 

wieki. W m

ą

dro

ś

ci swej woli szydziłe

ś

 z naszych planów i sposobiłe

ś

 Twoje. Miałe

ś

 da

ć

 

nam pokarm w czasie stosownym, rozewrze

ć

 r

ę

k

ę

 Tw

ą

 i napełni

ć

 dusze nasze 

błogosławie

ń

stwem.

15. A tymczasem grzeszyłem coraz bardziej. Kobiet

ę

, z któr

ą

 dotychczas 

Ŝ

yłem, 

oderwano od mego boku, gdy

Ŝ

 była to przeszkoda na drodze do mał

Ŝ

e

ń

stwa. Poniewa

Ŝ

 

moje serce mocno do niej przywarło, teraz wyszarpni

ę

to w nim ran

ę

, która broczyła krwi

ą

 

obfit

ą

. Kobieta wróciła do Afryki, 

ś

lubuj

ą

c Ci, 

Ŝ

e nigdy si

ę

 nie odda 

Ŝ

adnemu innemu 

m

ęŜ

czy

ź

nie, a ze mn

ą

 zostawiła syna naturalnego, jakiego mi urodziła. Byłem zbyt słaby, 

aby na

ś

ladowa

ć

 ten wzór, jaki mi dała niewiasta. Niecierpliwiło mnie dwuletnie 

oczekiwanie na narzeczon

ą

, bo nie tyle o

Ŝ

ywiało mnie pragnienie mał

Ŝ

e

ń

stwa, ile byłem 

niewolnikiem nami

ę

tno

ś

ci. Postarałem si

ę

 wi

ę

c o inn

ą

 kobiet

ę

 i 

Ŝ

yłem z ni

ą

 bez 

mał

Ŝ

e

ń

stwa. Oznaczało to, 

Ŝ

e choroba mojej duszy jeszcze si

ę

 wzmo

Ŝ

e i umocniona 

nieprzerwanym przyzwyczajeniem przetrwa a

Ŝ

 do po

Ŝ

ycia z 

Ŝ

on

ą

. A rana, jak

ą

 

spowodowało oderwanie ode mnie mojej poprzedniej towarzyszki, wcale si

ę

 nie goiła. Po 

okresie straszliwie ostrego bólu zacz

ę

ła ropie

ć

 i chocia

Ŝ

 wtedy ból jakby st

ę

piał, 

cierpiałem tym rozpaczliwiej.

16. Tobie cze

ść

, Tobie chwała, 

Ź

ródło miłosierdzia! W miar

ę

 jak si

ę

 pogł

ę

biała moja 

niedola, Ty byłe

ś

 coraz bli

Ŝ

ej mnie. Chocia

Ŝ

 o tym nie wiedziałem, ju

Ŝ

 wyci

ą

gałe

ś

 r

ę

k

ę

aby mnie z bagna wydoby

ć

 i obmy

ć

. Od jeszcze gł

ę

bszego zanurzania si

ę

 w topiel 

rozkoszy cielesnej powstrzymywała mnie tylko trwoga przed 

ś

mierci

ą

 i Twoim s

ą

dem. 

W

ś

ród wszystkich zmian moich pogl

ą

dów ten l

ę

k nigdy mego serca nie opu

ś

cił. Z 

przyjaciółmi, Alipiuszem i Nebrydiuszem, cz

ę

sto dyskutowałem o istocie dobra i zła. 

Moim zdaniem Epikur zasługiwałby na najwy

Ŝ

sze uznanie, gdyby nie to, 

Ŝ

e - jak 

wierzyłem - dusza trwa po 

ś

mierci i otrzymuje nagrod

ę

 i kar

ę

, na jakie zasłu

Ŝ

yła; a Epikur 

odrzucał tak

ą

 wiar

ę

. "Gdyby

ś

my byli nie

ś

miertelni - mówiłem - i mogli 

Ŝ

y

ć

 w nie 

ko

ń

cz

ą

cym si

ę

 stanie rozkoszy fizycznej, nie l

ę

kaj

ą

c si

ę

 jej utraty, czemu

Ŝ

 nie mieliby

ś

my 

by

ć

 szcz

ęś

liwi? Czego jeszcze wi

ę

cej mogliby

ś

my pragn

ąć

?" Nie pojmowałem, na czym 

polegała moja prawdziwa niedola: na osuni

ę

ciu si

ę

 tak nisko i na takim za

ś

lepieniu, 

Ŝ

nie dostrzegałem ju

Ŝ

 

ś

wiatła cnoty i pi

ę

kno

ś

ci, jak

ą

 si

ę

 kocha dla niej samej. Prawdziw

ą

 

pi

ę

kno

ść

 dostrzega wewn

ę

trzne oko duszy, a nie oko fizyczne. I nie zastanawiałem si

ę

 

nieszcz

ęś

nik nad tym, co było przyczyn

ą

Ŝ

e owe my

ś

li, same w sobie wstr

ę

tne, było mi 

słodko snu

ć

 po

ś

ród przyjaciół i 

Ŝ

e nie potrafiłem by

ć

 szcz

ęś

liwy - cho

ć

by w takim sensie, 

jaki był wówczas dost

ę

pny memu pojmowaniu - bez przyjaciół, niezale

Ŝ

nie od tego, w 

jakie zmysłowe opływałbym rozkosze. Przyczyn

ą

 było odczucie, 

Ŝ

e przyjaciół kocham dla 

nich samych i oni mnie wzajemnie dla mnie samego kochaj

ą

.

Jakie

Ŝ

 to były kr

ę

te drogi! Biada zuchwałej duszy, która sobie uroiła, 

Ŝ

e je

ś

li od Ciebie 

odejdzie, to co

ś

 lepszego znajdzie. W któr

ą

kolwiek zwróci si

ę

 stron

ę

 - w tył, w bok, 

znowu w przód - wsz

ę

dzie jej wszystko dolega okrutnie. A tylko Ty

ś

 spokojem. I oto 

jeste

ś

 blisko. I uwalniasz od nieszcz

ę

snego bł

ą

dzenia, stawiasz nas na drodze 

wła

ś

ciwej, pocieszasz i mówisz: "Biegnijcie - ja was podtrzymam, ja was powiod

ę

, ja was 

wyzwol

ę

".

KSI

Ę

GA VII 

1. Umarła ju

Ŝ

 moja młodo

ść

 zła, haniebna, i wchodziłem w wiek m

ę

ski. Im starszy byłem 

latami, tym si

ę

 stawałem wstr

ę

tniejszy przez dobrowolne przyjmowanie uroje

ń

. Za 

substancj

ę

 uwa

Ŝ

ałem tylko to, co mo

Ŝ

na dostrzec oczyma. Ciebie jednak, Bo

Ŝ

e, nie 

wyobra

Ŝ

ałem sobie w postaci ciała ludzkiego; taki bł

ą

d odrzuciłem ju

Ŝ

 na pocz

ą

tku moich 

Strona 2 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

studiów filozoficznych. I z rado

ś

ci

ą

 przekonałem si

ę

Ŝ

e tak samo odrzuca ten bł

ą

d wiara 

naszej matki duchowej, Twego Ko

ś

cioła katolickiego. Ale nie wiedziałem, jak wła

ś

ciwie 

powinienem Ciebie pojmowa

ć

. B

ę

d

ą

c człowiekiem, i to słabym człowiekiem, usiłowałem 

my

ś

le

ć

 o Tobie jako o najwy

Ŝ

szym, jedynym i prawdziwym Bogu. A

Ŝ

 do dna serca 

wierzyłem, 

Ŝ

e jeste

ś

 niezniszczalny, nienaruszalny, niezmienny. Chocia

Ŝ

 bowiem nie 

wiedziałem, dlaczego tak jest, nie ulegało dla mnie w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e to, co mo

Ŝ

e by

ć

 

zniszczone, jest gorsze od tego, co zniszczone by

ć

 nie mo

Ŝ

e; to, czego nie mo

Ŝ

na 

naruszy

ć

, bez wahania przekładałem ponad to, co naruszy

ć

 mo

Ŝ

na; to, co nie podlega 

Ŝ

adnej zmianie, ponad to, co mo

Ŝ

na zmieni

ć

. Serce moje wielkim głosem wołało przeciw 

wszystkim moim urojeniom.

Ta jedyna prawda była or

ęŜ

em duchowym, którym mogłem rozgania

ć

 osaczaj

ą

cy mnie 

rój nieczystych obrazów. Ale ledwie je na chwil

ę

 rozgoniłem, oto znowu si

ę

 wokół mnie 

ę

biły, rzucały si

ę

 na mnie, nie pozwalały mi patrze

ć

 przed siebie. Chocia

Ŝ

 wi

ę

c sobie 

nie wyobra

Ŝ

ałem Ciebie w postaci ciała ludzkiego, nie potrafiłem uwolni

ć

 si

ę

 od my

ś

li, 

Ŝ

byłe

ś

 jakim

ś

 rodzajem substancji cielesnej rozci

ą

gni

ę

tej w przestrzeni, czy to 

przenikaj

ą

cej tylko 

ś

wiat, czy te

Ŝ

 rozlanej równie

Ŝ

 w niesko

ń

czono

ś

ci poza 

ś

wiatem. 

Substancj

ę

 t

ę

 pojmowałem jako co

ś

 nie podlegaj

ą

cego zepsuciu ani ubytkowi, ani 

zmianie, a wi

ę

c lepszego od wszystkiego, co mo

Ŝ

e si

ę

 psu

ć

, ubo

Ŝ

e

ć

 albo przemienia

ć

Tak sobie to przedstawiałem. Ilekro

ć

 za

ś

 usiłowałem poj

ąć

 co

ś

 bez wymiarów 

przestrzennych, wydawało mi si

ę

Ŝ

e była to nico

ść

, absolutna nico

ść

Ŝ

e nie była to 

nawet pró

Ŝ

nia. Gdyby

ś

my bowiem jakie

ś

 ciało usun

ę

li z zajmowanej przez nie 

przestrzeni i gdyby w tej przestrzeni nie było 

Ŝ

adnego innego ciała - czy to ziemi, czy 

wody, czy powietrza, czy eteru - pozostałaby jednak sama pusta przestrze

ń

. Niczego 

innego by tam nie było; ale byłaby pusta przestrze

ń

.

Mój umysł był tak ot

ę

piały i tak mało 

ś

wiadomy nawet samego siebie, 

Ŝ

e to, co nie miało 

Ŝ

adnych wymiarów przestrzennych, uwa

Ŝ

ałem za absolutn

ą

 nico

ść

. Cokolwiek nie miało 

czy mie

ć

 nie mogło cech zwi

ą

zanych z przestrzeni

ą

, takich jak rzadko

ść

, g

ę

sto

ść

 czy 

grubo

ść

 - wydawało mi si

ę

 nico

ś

ci

ą

. Umysł mój w swych wyobra

Ŝ

eniach miotał si

ę

 w

ś

ród 

takich kształtów, do jakich przywykło oko, a nie u

ś

wiadamiałem sobie, 

Ŝ

e siła my

ś

li, która 

formowała te obrazy, sama była czym

ś

 zupełnie od nich odr

ę

bnym. A przecie

Ŝ

 nie 

mogłaby ich formowa

ć

, gdyby sama nie była czym

ś

, i to czym

ś

 dostatecznie wielkim, aby 

by

ć

 do tego zdoln

ą

. My

ś

lałem wi

ę

c o Tobie, 

ś

ycie duszy mej, jako o wielkiej istocie 

rozprzestrzeniaj

ą

cej si

ę

 we wszystkich kierunkach w całej niesko

ń

czonej przestrzeni, 

istocie przenikaj

ą

cej cał

ą

 mas

ę

 

ś

wiata i si

ę

gaj

ą

cej we wszystkich kierunkach poza ni

ą

, w 

bezmiar, tak 

Ŝ

e ziemia, niebo i całe w ogóle stworzenie było pełne Ciebie, a granice ich 

były w Tobie, podczas gdy Ty nie miałe

ś

 

Ŝ

adnych w ogóle granic.

Powietrze, czyli atmosfera, która okrywa ziemi

ę

, jest ciałem materialnym, ale to ciało nie 

stawia oporu 

ś

wiatłu sło

ń

ca. 

Ś

wiatło przez nie przenika, nie rozłamuj

ą

c go ani nie 

rozpraszaj

ą

c, lecz napełniaj

ą

c je całkowicie. Wyobra

Ŝ

ałem sobie, 

Ŝ

e w taki sposób Ty 

przenikasz ciała materialne, nie tylko powietrze, eter i morze, lecz tak

Ŝ

e ziemi

ę

, i 

Ŝ

mo

Ŝ

esz dociera

ć

 do wszystkich ich cz

ęś

ci, zarówno najwi

ę

kszych, jak i najmniejszych, 

dzi

ę

ki czemu napełnione s

ą

 Twoj

ą

 obecno

ś

ci

ą

, i 

Ŝ

e niewidzialn

ą

 t

ą

 sił

ą

 rz

ą

dzisz 

wszystkim, co stworzyłe

ś

, tak od wewn

ą

trz, jak z zewn

ą

trz. Tak

ą

 wyznawałem teori

ę

gdy

Ŝ

 nie potrafiłem sobie wyobrazi

ć

 Ciebie w 

Ŝ

aden inny sposób. Ale była to fałszywa 

teoria. Gdyby bowiem była prawdziwa, oznaczałoby to, 

Ŝ

e wi

ę

ksza cz

ęść

 ziemi zawiera 

wi

ę

ksz

ą

 cz

ęść

 Ciebie, mniejsza za

ś

 cz

ęść

 - mniejsz

ą

. Wprawdzie wszystko byłoby 

napełnione Twoj

ą

 obecno

ś

ci

ą

, ale w taki sposób, 

Ŝ

e ciało słonia zawierałoby wi

ę

cej 

Ciebie ni

ź

li ciało wróbla, bo jest przecie

Ŝ

 wi

ę

ksze i wi

ę

cej zajmuje miejsca. Rozdzieliłby

ś

 

wi

ę

c swoj

ą

 substancj

ę

 po kawałku mi

ę

dzy poszczególne składniki 

ś

wiata, ka

Ŝ

demu daj

ą

wi

ę

cej lub mniej - zale

Ŝ

nie od jego rozmiarów. Oczywi

ś

cie tak nie jest. Ale wtedy jeszcze 

nie roz

ś

wieciłe

ś

 moich ciemno

ś

ci.

Strona 3 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

2. Przeciwko za

ś

 oszukanym oszustom i gadatliwym niemowom - bo nie d

ź

wi

ę

czało w 

ich ustach słowo Twoje - przeciwko manichejczykom wystarczał mi, Panie, argument, 
którym zwykle posługiwał si

ę

 Nebrydiusz jeszcze w czasach, gdy mieszkali

ś

my w 

Kartaginie. Argument ten na nas wszystkich wywarł wielkie wra

Ŝ

enie. Nebrydiusz 

zadawał pytanie, co mogłyby Ci uczyni

ć

 wszystkie siły ciemno

ś

ci, które manichejczycy 

uwa

Ŝ

aj

ą

 za mas

ę

 Tobie przeciwstawn

ą

, gdyby

ś

 uchylił si

ę

 od walczenia z nimi. Gdyby 

odpowiedzieli, 

Ŝ

e mogłyby Ci wyrz

ą

dzi

ć

 szkod

ę

, oznaczałoby to, 

Ŝ

e jeste

ś

 naruszalny i 

zniszczalny. Gdyby za

ś

 rzekli, 

Ŝ

e w 

Ŝ

adnej mierze moce te nie mogłyby Ci zaszkodzi

ć

nie byłoby sensu w walce, w której tylko jaka

ś

 cz

ęść

 Twoja, jaki

ś

 członek Twój albo 

odro

ś

l wyłoniona z Twej substancji starłaby si

ę

 z przeciwnymi pot

ę

gami, z naturami nie 

przez Ciebie stworzonymi; i do tego stopnia byłaby przez nie zepsuta i przemieniona w 
gorsz

ą

Ŝ

e ze szcz

ęś

liwo

ś

ci osun

ę

łaby si

ę

 w n

ę

dz

ę

 i do ocalenia i oczyszczenia 

potrzebowałaby pomocy. A za tak

ą

 wła

ś

nie odro

ś

l uwa

Ŝ

ali oni dusz

ę

 ludzk

ą

, któr

ą

, jako 

zniewolon

ą

, zbrukan

ą

 i zepsut

ą

, miało wspomóc Twoje słowo, jako wolne, czyste i 

nienaruszone. W takim jednak wypadku równie

Ŝ

 ono podlega

ć

 by mogło zepsuciu, bo 

przecie

Ŝ

 z tej samej pochodziło substancji co dusza.

Kimkolwiek wi

ę

c jeste

ś

 - chc

ę

 powiedzie

ć

: czymkolwiek jest substancja, dzi

ę

ki której 

jeste

ś

 tym, czym jeste

ś

 - je

ś

li przyznawali, 

Ŝ

e jeste

ś

 niezniszczalny, wszystkie ich nauki 

były fałszywe i godne pot

ę

pienia. Je

ś

liby za

ś

 o

ś

wiadczyli, 

Ŝ

e jeste

ś

 zniszczalny, byłby to 

jawny fałsz, który wystarczy usłysze

ć

, aby go ze zgroz

ą

 odrzuci

ć

. Wystarczał wi

ę

przeciw nim ten jeden argument. Dzi

ę

ki niemu mogłem odepchn

ąć

 od siebie ich nauki, t

ę

 

dławi

ą

c

ą

 mnie zmor

ę

. Głosz

ą

c bowiem tak

ą

 teori

ę

 o Tobie, manichejczycy nie mogli si

ę

 z 

dysputy wywikła

ć

 bez popełnienia w taki czy inny sposób straszliwego 

ś

wi

ę

tokradztwa 

serca i j

ę

zyka.

3. Ale chocia

Ŝ

 mówiłem i mocno wierzyłem, 

Ŝ

e Ty, Panie nasz, Bo

Ŝ

e prawdziwy, który nie 

tylko nasze dusze, lecz tak

Ŝ

e ciała stworzyłe

ś

, i nie tylko dusze i ciała nasze, lecz 

wszystkie rzeczy o

Ŝ

ywione i nieo

Ŝ

ywione - jeste

ś

 nieskalany i niezmienny, nie mogłem 

znale

źć

 wyra

ź

nego i jednoznacznego wyja

ś

nienia przyczyny zła. Jakakolwiek była ta 

przyczyna, wiedziałem, 

Ŝ

e nie nale

Ŝ

y jej szuka

ć

 w takiej teorii, która by mnie zmuszała do 

uznania, 

Ŝ

e niezmienny Bóg jest zmienny; stałbym si

ę

 bowiem sam t

ą

 przyczyn

ą

 zła, 

której szukałem. Spokojnie prowadziłem dalsze badania, upewniwszy si

ę

Ŝ

e teorie 

manichejczyków s

ą

 fałszywe. Całe moje serce buntowało si

ę

 przeciwko tym ludziom, bo 

widziałem, 

Ŝ

e poszukuj

ą

c przyczyny zła sami byli napełnieni złem. Woleli bowiem uzna

ć

Ŝ

e Twoja substancja doznaje zła, ni

Ŝ

 przyzna

ć

Ŝ

e ich ludzka substancja zło popełnia.

Usiłowałem wi

ę

c poj

ąć

 to, co mi mówiono: 

Ŝ

e przyczyn

ą

 czynienia zła jest wybór 

dokonywany przez nasz

ą

 woln

ą

 wol

ę

, a przyczyn

ą

 doznawania zła jest Twój 

sprawiedliwy wyrok. Nie mogłem jeszcze tego zrozumie

ć

 z zupełn

ą

 jasno

ś

ci

ą

Usiłowałem pod

ź

wign

ąć

 moj

ą

 zdolno

ść

 rozumienia z przepa

ś

ci, w jakiej była pogr

ąŜ

ona. 

Ale znowu spadałem w t

ę

 otchła

ń

. Znowu si

ę

 d

ź

wigałem w gór

ę

 i znowu, znowu 

spadałem w dół. Podnosiła mnie ku 

ś

wiatłu Twemu przynajmniej ta pewno

ść

: o tym, 

Ŝ

mam wol

ę

, wiedziałem z równ

ą

 pewno

ś

ci

ą

, jak o tym, 

Ŝ

Ŝ

yj

ę

. Ilekro

ć

 czegokolwiek 

chciałem albo nie chciałem, byłem całkowicie pewny, 

Ŝ

e to wła

ś

nie ja - a nie kto inny - 

chc

ę

 tego albo nie chc

ę

. I ju

Ŝ

 zaczynało mi 

ś

wita

ć

Ŝ

e wła

ś

nie w woli jest 

ź

ródło mego 

grzechu. Ilekro

ć

 bowiem czyniłem co

ś

 mimowolnie, odczuwałem, 

Ŝ

e raczej doznaj

ę

, ni

Ŝ

 

czyni

ę

; a to, czego doznawałem, uwa

Ŝ

ałem nie za win

ę

, lecz za kar

ę

. Poniewa

Ŝ

 za

ś

 

uznawałem Ciebie za sprawiedliwego, natychmiast stwierdzałem w duchu, 

Ŝ

e słusznie 

odbieram chłost

ę

.

Lecz znowu zadawałem sobie pytanie: Kto mnie stworzył? Czy

Ŝ

 nie Bóg mój, który nie 

tylko jest dobry, lecz jest dobrem samym? Sk

ą

d

Ŝ

e wi

ę

c we mnie to pragnienie zła i opór 

wobec dobra, którymi zasługuj

ę

 na sprawiedliw

ą

 kar

ę

? Kto to we mnie wszczepił? Kto we 

mnie zasiał to gorzkie ziarno, skoro mnie całego stworzył najukocha

ń

szy Bóg mój? Je

ś

li 

Strona 4 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

sprawc

ą

 jest diabeł, to sk

ą

d

Ŝ

e si

ę

 wzi

ą

ł ów diabeł? Je

ś

li był on niegdy

ś

 dobrym aniołem i 

stał si

ę

 diabłem przez zł

ą

 wol

ę

, to sk

ą

d

Ŝ

e w nim powstała owa zła wola, przez któr

ą

 

diabłem si

ę

 stał, skoro Stwórca, który przecie

Ŝ

 jest dobry, uczynił go dobrym aniołem, a 

niczym innym? Te rozmy

ś

lania znowu mnie spychały w przepa

ść

, w której si

ę

 dusiłem. 

Ale ju

Ŝ

 nie osuwałem si

ę

 a

Ŝ

 do tego piekła bł

ę

du, gdzie nikt Tobie nie wyznaje swej winy, 

wol

ą

c uzna

ć

Ŝ

e Ty doznajesz zła, ni

Ŝ

 stwierdzi

ć

Ŝ

e człowiek zło czyni.

4. Skoro wi

ę

c odkryłem, 

Ŝ

e to, co nienaruszalne, jest lepsze od tego, co naruszalne, 

uczyniłem to podstaw

ą

 dalszego dociekania, uznaj

ą

c, 

Ŝ

e Ty, czymkolwiek jeste

ś

, na 

pewno musisz by

ć

 nienaruszalny. Nigdy bowiem 

Ŝ

adna dusza nie mogła ani nie b

ę

dzie 

mogła poj

ąć

 czegokolwiek, co byłoby lepsze od Ciebie, b

ę

d

ą

cego najwy

Ŝ

szym, 

doskonałym dobrem. A poniewa

Ŝ

, jak uznawałem, to, co nienaruszalne, jest z cał

ą

 

pewno

ś

ci

ą

 lepsze od tego, co naruszalne - wynikło z tego, 

Ŝ

e gdyby

ś

 Ty nie był 

nienaruszalny, to byłoby dla mnie mo

Ŝ

liwe dosi

ę

gni

ę

cie my

ś

l

ą

 czego

ś

, co byłoby lepsze 

od mego Boga. Zrozumiawszy, 

Ŝ

e niezniszczalne góruje nad wszystkim, co zniszczalne, 

ś

wietle tej prawdy byłem obowi

ą

zany szuka

ć

 Ciebie i stara

ć

 si

ę

 o odkrycie 

ź

ródła zła, 

czyli o zrozumienie, sk

ą

d pochodzi owo zepsucie, które Twojej substancji w 

Ŝ

adnym 

stopniu nie mo

Ŝ

e naruszy

ć

.

Ska

Ŝ

enie nie dotyka naszego Boga ani poprzez akt woli, ani z konieczno

ś

ci, ani 

przypadkiem. Bo przecie

Ŝ

 jest On Bogiem. I to, czego On pragnie, jest dobre. I On sam 

jest owym dobrem. A stan ska

Ŝ

enia nie jest dobry. Nigdy te

Ŝ

, Panie, nie jeste

ś

 zmuszony 

do czegokolwiek wbrew swej woli, gdy

Ŝ

 wola Twoja nie jest wi

ę

ksza od Twojej mocy. 

Tylko wtedy mogłaby by

ć

 wi

ę

ksza, gdyby

ś

 Ty był wi

ę

kszy od siebie samego. Wola Bo

Ŝ

a i 

moc Bo

Ŝ

a to jest wła

ś

nie sam Bóg. A czy

Ŝ

 mogłoby si

ę

 zdarzy

ć

 Tobie cokolwiek 

nieprzewidzianego? Przecie

Ŝ

 Ty wszystko wiesz - i wszelka natura istnieje tylko dzi

ę

ki 

temu, 

Ŝ

e Ty j

ą

 znasz. Czy

Ŝ

 musz

ę

 jeszcze dłu

Ŝ

ej dowodzi

ć

Ŝ

e substancja, któr

ą

 jest 

Bóg, nie mo

Ŝ

e by

ć

 zniszczalna? Gdyby była zniszczalna, nie byłaby Bogiem.

5. Lecz szukaj

ą

c, sk

ą

d si

ę

 wywodzi zło, 

ź

le szukałem. Nie umiałem dostrzec zła, jakie 

tkwiło w samym moim sposobie badania. Przed oczyma ducha stawiałem sobie całe 
stworzenie - zarówno to, co mo

Ŝ

emy zobaczy

ć

: ziemi

ę

, morze, powietrze, gwiazdy, 

drzewa i 

Ŝ

ywe istoty 

ś

miertelne, jak i to, czego ujrze

ć

 nie mo

Ŝ

na: utwierdzenie nieba w 

górze, wszystkich aniołów, wszystkie duchowe byty nieba. Lecz tak

Ŝ

e te byty, jakby były 

ciałami, umieszczała w takich a takich miejscach moja wyobra

ź

nia. Całe Twoje 

stworzenie wyobraziłem Sobie jako wielk

ą

 mas

ę

 składaj

ą

c

ą

 si

ę

 z ró

Ŝ

nych rodzajów ciał - 

niektóre z nich rzeczywi

ś

cie były ciałami, a niektóre tylko w mojej wyobra

ź

ni zast

ę

powały 

byty duchowe. Pojmowałem t

ę

 mas

ę

 jako olbrzymi

ą

, nie mog

ą

c oczywi

ś

cie zna

ć

 jej 

rozmiarów, lecz wyobra

Ŝ

aj

ą

c j

ą

 sobie jako dowolnie wielk

ą

, chocia

Ŝ

 we wszystkich 

kierunkach ograniczon

ą

. Ciebie za

ś

, Panie, pojmowałem jako ogarniaj

ą

cego j

ą

 ze 

wszystkich stron i przenikaj

ą

cego j

ą

 w ka

Ŝ

dej cz

ęś

ci, a zarazem, pod ka

Ŝ

dym wzgl

ę

dem 

niesko

ń

czonego. Tak jakby rozlewało si

ę

 wsz

ę

dzie morze i nie było nic innego oprócz 

bezmiernego, niesko

ń

czonego morza, a gdzie

ś

 w jego obr

ę

bie byłaby g

ą

bka, wielka, lecz 

jednak ograniczona, napełniana we wszystkich swoich cz

ęś

ciach przez owo bezmierne 

morze. Tak sobie wyobra

Ŝ

ałem napełnienie ograniczonego Twojego stworzenia Tob

ą

 

bezgranicznym. Mówiłem sobie: oto Bóg i oto co stworzył Bóg. Dobry jest Bóg i 
bezwzgl

ę

dnie lepszy od wszystkiego, co stworzył. Lecz dobrym b

ę

d

ą

c stworzył dobra i w 

taki oto sposób ogarnia je i napełnia.

Gdzie

Ŝ

 wi

ę

c jest zło? Sk

ą

d i w jaki sposób do tego 

ś

wiata si

ę

 wkradło? Jaki jest jego 

korze

ń

? Co jest jego nasieniem? A mo

Ŝ

e zło w ogóle nie istnieje? Czemu wi

ę

c boimy si

ę

 

i wystrzegamy tego, czego nie ma? Je

ś

li nasz l

ę

k nie ma uzasadnienia, to na pewno on 

sam jest złem, bo bez potrzeby szarpie i dr

ę

czy nasze serce. Tym wi

ę

kszym jest złem 

przez to, 

Ŝ

e nie istnieje przedmiot l

ę

ku, a jednak si

ę

 boimy. Albo wi

ę

c złem jest to, czego 

si

ę

 boimy, albo złem jest to, 

Ŝ

e si

ę

 boimy. Sk

ą

d wi

ę

c to zło pochodzi? Bo przecie

Ŝ

 Bóg 

Strona 5 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

stworzył wszystkie rzeczy, a b

ę

d

ą

c dobry stworzył je jako dobre. B

ę

d

ą

c wi

ę

kszym i 

najwy

Ŝ

szym dobrem, stworzył te dobra mniejsze; lecz przecie

Ŝ

 wszystko - i Stwórca, i 

rzeczy stworzone - wszystko jest dobre. W czym wi

ę

c było zło? Czy w tym, z czego 

stworzył 

ś

wiat? Czy było co

ś

 złego w materii, z której ład 

ś

wiata ukształtował? Czy 

pozostawił w tej materii co

ś

, czego nie skierował ku dobru? Dlaczego

Ŝ

 by jednak tak 

post

ą

pił? Czy

Ŝ

 mamy przyj

ąć

Ŝ

e chocia

Ŝ

 był wszechmocny, nie miał dosy

ć

 siły, aby tak 

przemieni

ć

 cał

ą

 materi

ę

 i nada

ć

 jej taki kierunek, by nic złego w niej nie pozostało? A w 

ko

ń

cu - dlaczego chciał z niej cokolwiek tworzy

ć

 zamiast sprawi

ć

 swoj

ą

 wszechmoc

ą

aby ta materia zupełnie przestała istnie

ć

? Czy w ogóle mogła ona zaistnie

ć

 wbrew Jego 

woli? Je

ś

li za

ś

 od wieczno

ś

ci istniała, to dlaczego przez te bezmiary minionego czasu 

pozwolił jej istnie

ć

 w takim stanie i tak pó

ź

no postanowił co

ś

 z niej uczyni

ć

?

Je

ś

li nagle postanowił działa

ć

, czy

Ŝ

 nie nale

Ŝ

ałoby raczej oczekiwa

ć

Ŝ

e wszechmoc

ą

 

swoj

ą

 sprawi, by owa materia przestała istnie

ć

? Tak, by nic nie istniało odt

ą

d oprócz 

Niego samego b

ę

d

ą

cego cał

ą

 prawd

ą

, najwy

Ŝ

szym i niesko

ń

czonym dobrem? Je

ś

li za

ś

 

nie byłoby dobrze, gdyby Bóg, b

ę

d

ą

c dobry, nie tworzył równie

Ŝ

 i nie ustanawiał czego

ś

 

dobrego, to czy

Ŝ

 nie mógł usun

ąć

 i zniweczy

ć

 owej złej materii, aby zamiast niej uczyni

ć

 

dobr

ą

, z której mógłby wszech

ś

wiat stworzy

ć

? Nie byłby przecie

Ŝ

 wszechmocny, gdyby 

do stworzenia czegokolwiek dobrego potrzebował oparcia w materii, której sam nie 
stworzył.

Takie to gor

ą

czkowe snułem w duszy medytacje, a mój niepokój był tym dotkliwszy, i

Ŝ

 si

ę

 

l

ę

kałem, 

Ŝ

e umr

ę

, zanim znajd

ę

 prawd

ę

. Mocno jednak była wszczepiona w moje serce 

wiara - otrzymana w Ko

ś

ciele katolickim - w Chrystusa, Syna Twego, a naszego Pana i 

Zbawc

ę

. W wielu sprawach pogl

ą

dy moje były jeszcze nie ukształtowane i odbiegały od 

wła

ś

ciwej nauki, ale umysł mój nie chciał od niej odej

ść

 i z dnia na dzie

ń

 coraz gł

ę

biej j

ą

 

chłon

ą

ł.

6. W tym czasie odwróciłem si

ę

 te

Ŝ

 od astrologów, odrzucaj

ą

c ich pretensje do 

przepowiadania przyszło

ś

ci, bezbo

Ŝ

ne majaczenia. Za to tak

Ŝ

e chc

ę

 z gł

ę

bi duszy 

podzi

ę

kowa

ć

 Twojemu, Bo

Ŝ

e mój, miłosierdziu. Ty bowiem, tylko Ty - nikt inny, nikt 

oprócz Ciebie - odwołujesz nas od 

ś

mierci, jakiej doznajemy za ka

Ŝ

dym razem, gdy 

ą

dzimy, Ty, który jeste

ś

 

Ŝ

yciem nigdy nie podlegaj

ą

cym 

ś

mierci i nie potrzebuj

ą

c

ą

 

Ŝ

adnego cudzego 

ś

wiatła m

ą

dro

ś

ci

ą

, o

ś

wiecaj

ą

c

ą

 wszystkich, którzy koniecznie 

potrzebuj

ą

 o

ś

wiecenia, i rz

ą

dz

ą

c

ą

 w 

ś

wiecie wszystkim, a

Ŝ

 do li

ś

ci szeleszcz

ą

cych na 

drzewach. Wła

ś

nie Ty mi zesłałe

ś

 przyjaciela, który mnie wreszcie wyleczył z tego oporu, 

jaki stawiałem zarówno m

ą

dremu starcowi Windycjanusowi, jak Nebrydiuszowi, 

młodemu, a zasługuj

ą

cemu ju

Ŝ

 na podziw swym charakterem. Windycjanus 

kategorycznie astrologi

ę

 odrzucał, Nebrydiusz za

ś

 miał w tej dziedzinie pewne 

w

ą

tpliwo

ś

ci, ale i on cz

ę

sto powtarzał, 

Ŝ

e nie istnieje kunszt rzeczywi

ś

cie pozwalaj

ą

cy na 

przepowiadanie przyszło

ś

ci, lecz przewidywania ludzkie nieraz si

ę

 sprawdzaj

ą

 przez 

czysty przypadek. Je

ś

li kto

ś

 wypowiedział bardzo wiele przepowiedni, niejedna z nich 

oka

Ŝ

e si

ę

 potem prawdziwa, ale w chwili przepowiadania nie mógł jeszcze tego wiedzie

ć

wiele gadaj

ą

c, tu czy ówdzie przypadkowo natrafił na prawd

ę

.

Zesłałe

ś

 mi wi

ę

c przyjaciela, który wprawdzie nie przestudiował dokładnie ksi

ą

g owego 

kunsztu, ale gorliwie zasi

ę

gał porad astrologicznych. Znał on pewien przypadek, o 

którym si

ę

 dowiedział od ojca; a nie zdawał sobie sprawy, 

Ŝ

e ów jeden przypadek 

całkowicie wystarczał do wykazania nico

ś

ci astrologii. Przyjaciel ten mój, imieniem 

Firminus, maj

ą

cy gruntowne wykształcenie retoryczne, którego

ś

 dnia przyszedł poradzi

ć

 

si

ę

 mnie jako serdecznego przyjaciela w rzeczach dotycz

ą

cych jego kariery. Pytał, jakie 

odczytuj

ę

 dla niego nadzieje w jego horoskopie. Wtedy ju

Ŝ

 zaczynałem si

ę

 skłania

ć

 w tej 

dziedzinie do opinii Nebrydiusza, nie uchyliłem si

ę

 jednak od próby odczytania 

horoskopu. Powiedziałem, co dostrzegam w horoskopie, chocia

Ŝ

 ju

Ŝ

 raczej w to nie 

Strona 6 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

wierzyłem. Nie omieszkałem doda

ć

, i

Ŝ

 jestem ju

Ŝ

 niemal pewny, 

Ŝ

e s

ą

 to brednie 

ś

miechu warte.

Opowiedział mi wtedy Firminus, 

Ŝ

e jego ojciec łapczywie pochłaniał ksi

ę

gi astrologiczne, 

a miał przyjaciela, który podzielał to zainteresowanie. Obaj si

ę

 jednakowo pasjonowali 

tymi andronami i wzajemnie jeszcze w sobie podsycali ow

ą

 nami

ę

tno

ść

. Nawet gdy 

zwierz

ę

ta w ich domach miały małe, zapisywali dokładnie chwil

ę

 porodu i sprawdzali 

ówczesne układy gwiazd, aby mie

ć

 materiał do bada

ń

 w dziedzinie owej rzekomej 

wiedzy. Nast

ę

pnie odsłonił przede mn

ą

 Firminus histori

ę

 swoich własnych narodzin, jak 

j

ą

 usłyszał był od swego ojca. Gdy matka Firminusa była w ci

ąŜ

y, jednocze

ś

nie 

oczekiwała dziecka pewna niewolnica w domu przyjaciela jego ojca. Nie uszła oczywi

ś

cie 

ta druga ci

ąŜ

a uwagi pana, który najdokładniej notował nawet porody swoich suk. Jeden 

wi

ę

c z owych dwóch przyjaciół pilnie obliczał dni, godziny i najmniejsze cz

ą

steczki godzin 

ci

ąŜ

y swej 

Ŝ

ony, a drugi - słu

Ŝ

ebnicy. I tak si

ę

 zdarzyło, 

Ŝ

e u obu poród nast

ą

pił w tym 

samym momencie. Znaczyło to, 

Ŝ

e horoskopy, jakie owi ludzie musieli uło

Ŝ

y

ć

 dla obu 

noworodków, były we wszystkich szczegółach takie same, chocia

Ŝ

 jeden noworodek był 

synem pana domu, a drugi niewolnikiem. Skoro tylko obie matki zacz

ę

ły rodzi

ć

, ka

Ŝ

dy z 

tych ludzi informował drugiego o tym, co si

ę

 w jego domu dzieje. Ka

Ŝ

dy miał na 

podor

ę

dziu posła

ń

ca, aby go wyprawi

ć

 do drugiego zaraz po przyj

ś

ciu dziecka na 

ś

wiat. 

Poniewa

Ŝ

 oba porody dokonywały si

ę

 w ich własnych domach, mogli wie

ść

 o nich wysła

ć

 

natychmiast. Posła

ń

cy, jak mi opowiadał Firminus, min

ę

li si

ę

 w miejscu le

Ŝą

cym 

dokładnie w 

ś

rodku pomi

ę

dzy dwoma domami. Ka

Ŝ

dy wi

ę

c z dwóch przyjaciół musiał 

przyj

ąć

 dla horoskopu tak

ą

 sam

ą

 pozycj

ę

 gwiazd, skoro zupełnie taki sam był czas obu 

porodów. A oto Firminus, urodzony we własnym i zamo

Ŝ

nym domu, kroczył gładszymi 

drogami 

Ŝ

ywota, pomna

Ŝ

ał swe bogactwo i coraz wy

Ŝ

sze osi

ą

gał godno

ś

ci. Niewolnik 

za

ś

 słu

Ŝ

ył swoim panom; Firminus, który go znał, twierdził, 

Ŝ

e jego los w niczym si

ę

 nie 

poprawił.

Uwierzyłem tej opowie

ś

ci, gdy

Ŝ

 człowiek, który j

ą

 powtarzał, zasługiwał na zaufanie. 

Przeci

ę

ła ona ostatnie moje w

ą

tpliwo

ś

ci. Zaraz te

Ŝ

 postarałem si

ę

 o to, 

Ŝ

eby równie

Ŝ

 

Firminusowi wybi

ć

 

Ŝ

 głowy zainteresowanie astrologi

ą

. Powiedziałem mu, 

Ŝ

e je

ś

li 

układaj

ą

c jego horoskop odczytałem pozycj

ę

 gwiazd w sposób prawidłowy, powinienem 

w nich dostrzec tylko to, 

Ŝ

e jego rodzice byli wa

Ŝ

nymi osobisto

ś

ciami, 

Ŝ

e nale

Ŝ

eli do 

jednego z mo

Ŝ

nych rodów swego miasta, 

Ŝ

e sam Firminus był z urodzenia człowiekiem 

wolnym, 

Ŝ

e otrzymał wychowanie stosowne do swej kondycji i wykształcenie w sztukach 

wyzwolonych. Ale tamten niewolnik urodził si

ę

 przecie

Ŝ

 pod takim samym układem 

gwiazd, a gdyby mnie prosił o interpretacj

ę

 swego horoskopu, nie mogłaby ona by

ć

 

prawdziwa, gdybym nie stwierdził, 

Ŝ

e horoskop wskazuje na rodzin

ę

 najni

Ŝ

szej kondycji, 

pozycj

ę

 niewolnika, jak te

Ŝ

 wiele innych szczegółów całkowicie odmiennych, a nawet 

sprzecznych ze szczegółami odnosz

ą

cymi si

ę

 do Firminusa. Dowodziło to, 

Ŝ

e gdybym 

miał mówi

ć

 zgodnie ze stanem faktycznym, musiałbym da

ć

 w ka

Ŝ

dym wypadku 

interpretacj

ę

 odmienn

ą

, chocia

Ŝ

 odczytywany przeze mnie układ gwiazd był zupełnie taki 

sam. Gdybym za

ś

 w obu wypadkach dał interpretacj

ę

 tak

ą

 sam

ą

, rozmin

ą

łbym si

ę

 z 

faktycznym stanem rzeczy. Było wi

ę

c dla mnie zupełnie jasne, 

Ŝ

e ilekro

ć

 przepowiednie 

oparte na obserwacji gwiazd okazuj

ą

 si

ę

 trafne, jest to dziełem przypadku, a nie triumfem 

kunsztu astrologicznego. Je

ś

li si

ę

 okazuj

ą

 fałszywe, wynika to nie z braku biegło

ś

ci we 

wró

Ŝ

eniu, lecz z przewrotno

ś

ci przypadku.

Uznawszy takie rozumowanie za odpowiedni punkt wyj

ś

cia, rozwa

Ŝ

ałem dalej to 

zagadnienie, aby zawsze mie

ć

 gotow

ą

 odpowied

ź

, gdyby który

ś

 z dziwaków 

utrzymuj

ą

cych si

ę

 z tego rzemiosła próbował twierdzi

ć

Ŝ

e Firminus kłamał albo 

Ŝ

e jego 

ojciec wprowadził go w bł

ą

d. Byłem gotów do walki z astrologami, a nawet do posłu

Ŝ

enia 

si

ę

 wobec nich broni

ą

 

ś

mieszno

ś

ci. Zaj

ą

łem si

ę

 przypadkiem bli

ź

niaków, którzy si

ę

 

zazwyczaj rodz

ą

 w krótkim odst

ę

pie czasu. Jakiekolwiek realne znaczenie mog

ą

 

astrologowie przypisa

ć

 temu odst

ę

powi czasu, jest on na pewno zbyt mały, by go mogła 

Strona 7 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

wzi

ąć

 pod uwag

ę

 ludzka obserwacja; nie da si

ę

 go zaznaczy

ć

 w wykresach, jakie badaj

ą

 

oni w celu uło

Ŝ

enia wła

ś

ciwego horoskopu. Nie mogłyby wi

ę

c orzeczenia astrologa by

ć

 

prawdziwe, skoro musiałby opiera

ć

 si

ę

 na tych samych wykresach zarówno w horoskopie 

Ezawa, jak w horoskopie Jakuba i dla nich obu wygłosiłby takie same przepowiednie; bo 
przecie

Ŝ

 jest faktem, 

Ŝ

e losy tych ludzi były odmienne. Astrolog wi

ę

c albo pomyliłby si

ę

 w 

przewidywaniach, albo - gdyby miał przepowiada

ć

 trafnie - nie oczekiwałby takiej samej 

przyszło

ś

ci dla obu ludzi. A jednak w obu wypadkach opierałby si

ę

 na takich samych 

wykresach! Trzeba wi

ę

c wyci

ą

gn

ąć

 wniosek, 

Ŝ

e gdyby powiedział prawd

ę

, udałoby mu 

si

ę

 to przypadkiem, a nie moc

ą

 kunsztu. Jest tak, 

Ŝ

e chocia

Ŝ

 ani astrologowie, ani 

zasi

ę

gaj

ą

cy u nich porad ludzie nic o tym nie wiedz

ą

 - Ty, Panie, najsprawiedliwszy 

Rz

ą

dco wszech

ś

wiata, tajemnym impulsem sprawiasz, 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy człowiek, kiedy szuka 

ich opinii, słyszy to, co dobre jest dla niego, by usłyszał. Znasz bowiem ukryte warto

ś

ci 

dusz, a wobec niedocieczonej gł

ę

bi Twych sprawiedliwych wyroków niech

Ŝ

e nie pyta 

człowiek: "Po co to? Po co tamto?" Niech

Ŝ

e nie pyta. Bo człowiekiem jest tylko.

7. Z tamtych wi

ę

c wi

ę

zów ju

Ŝ

 mnie, Wspomo

Ŝ

ycielu mój, wyzwoliłe

ś

. Ale nadal 

zmagałem si

ę

 z zagadnieniem pochodzenia zła. I nie znajdowałem rozwi

ą

zania. Nie 

dopuszczałe

ś

 jednak, by mnie jakiekolwiek wzburzone fale rozmy

ś

la

ń

 oderwały od tej 

wiary, moc

ą

 której ufałem, 

Ŝ

e Ty istniejesz i 

Ŝ

e substancja Twoja jest niezmienna, jak te

Ŝ

 

Ŝ

e troszczysz si

ę

 o ludzi i s

ą

dzisz ich. Wierzyłem te

Ŝ

Ŝ

e w Chrystusie, Synu Twoim, 

Panu naszym, i w Pi

ś

mie 

Ś

wi

ę

tym, które nam zaleca powaga Twego katolickiego 

Ko

ś

cioła, otworzyłe

ś

 dla ludzi zbawienn

ą

 drog

ę

 do tego 

Ŝ

ycia, które si

ę

 zacznie po 

doczesnej 

ś

mierci. Przekonania te ju

Ŝ

 si

ę

 utrwaliły w moim umy

ś

le, bezpieczne, 

niewzruszone. Lecz jednocze

ś

nie w wielkiej gor

ą

czce badałem, sk

ą

d  zło pochodzi. 

Jakie

Ŝ

 bóle rodzenia prze

Ŝ

ywało serce moje! Jakie

Ŝ

 z niego dobywały si

ę

 j

ę

ki! O Bo

Ŝ

mój! Ty ich słuchałe

ś

, cho

ć

 ja nie wiedziałem o tym. Gdy w milczeniu szukałem 

Ŝ

arliwie, 

bezsłowne mej duszy cierpienia były wielkimi głosami kołacz

ą

cymi do miłosierdzia 

Twego.

Ty wiedziałe

ś

, co si

ę

 ze mn

ą

 dzieje, a nie wiedział tego nikt z ludzi. Jak

Ŝ

e niewiele 

mogłem z tego opowiedzie

ć

 słowami nawet najbli

Ŝ

szym. Czy

Ŝ

 w ogóle do nich docierał 

odgłos burzy, jaka w mej duszy si

ę

 kł

ę

biła? Ani nie było dosy

ć

 czasu, ani usta nie były 

dostatecznie wymowne, aby to wyrazi

ć

. Ty jednak wszystko słyszałe

ś

Ŝ

e wyłem w bólu 

serca, 

Ŝ

e ku Tobie wznosiła si

ę

 moja t

ę

sknota, a oczy moje ci

ą

gle nie znajdowały 

ś

wiatła. Bo 

ś

wiatło było.wewn

ą

trz mnie, a ja szukałem go wokół siebie. Nie było go w 

przestrzeni, a ja si

ę

 wpatrywałem w przedmioty istniej

ą

ce w przestrzeni; i nigdzie w

ś

ród 

nich nie znajdowałem oparcia i ukojenia. Ani nie przygarniały mnie one tak, abym mógł 
rzec, 

Ŝ

e jestem nasycony, 

Ŝ

e jest mi dobrze. Ani te

Ŝ

 nie pozwalały mi powróci

ć

 tam, 

gdzie mógłbym znale

źć

 ukojenie i szcz

ęś

cie. Byłem istot

ą

 wy

Ŝ

sz

ą

 od tych przedmiotów, 

a ni

Ŝ

sz

ą

 od Ciebie. Byłby

ś

 moj

ą

 prawdziw

ą

 rado

ś

ci

ą

, gdybym si

ę

 poddał Tobie; a 

poddałe

ś

 mi wszystkie rzeczy, które stworzyłe

ś

 jako ni

Ŝ

sze ode mnie.

Taka wła

ś

nie byłaby owa odpowiednia, 

ś

rodkiem 

ś

wiata biegn

ą

ca droga mego 

zbawienia, dzi

ę

ki której pozostałbym wierny Twemu podobie

ń

stwu i słu

Ŝą

c Tobie 

panowałbym nad materi

ą

. Lecz gdy w pysze powstałem przeciw Tobie, gdy wyruszyłem 

do walki przeciw Panu chlubi

ą

c si

ę

 sił

ą

 tarczy mojej, nawet te najni

Ŝ

sze rzeczy wyrosły 

nade mnie, osaczały mnie i dusiły. Na pró

Ŝ

no szukałem, sk

ą

d bym mógł tchu 

zaczerpn

ąć

. Gdziekolwiek spojrzałem, one si

ę

 tłoczyły i cisn

ę

ły przede mn

ą

, a gdy 

rozmy

ś

lałem, tłoczyły si

ę

 ich obrazy. Zagradzały mi dobr

ą

 drog

ę

, jakby chciały 

powiedzie

ć

: "Dok

ą

d, tak niegodny i zbrukany, idziesz?" Wszystkie te g

ą

szcze wyrastały z 

mojej rany. To Ty rzuciłe

ś

 na ziemi

ę

 pysznego, jakby

ś

 go ugodził or

ęŜ

em. 

Rozwielmo

Ŝ

niona moja pycha oddzielała mnie od Ciebie; tak wyd

ą

łem policzki, a

Ŝ

 mi 

zasłaniały oczy.

Strona 8 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

8. Ty, Panie, na wieki trwasz, lecz nie na wieki gniewasz si

ę

 na nas. Zlitowałe

ś

 si

ę

 nad 

prochem i popiołem i postanowiłe

ś

 uleczy

ć

 moje ułomno

ś

ci. Bod

ź

cami wewn

ę

trznymi 

niepokoiłe

ś

 mnie, abym dopóty nie zakosztował uciszenia, dopóki wewn

ę

trzny mój wzrok 

nie zacznie Ciebie dostrzega

ć

 bez 

Ŝ

adnej w

ą

tpliwo

ś

ci. Pod tajemnym dotkni

ę

ciem Twojej 

lecz

ą

cej r

ę

ki rozd

ę

ta moja pycha zacz

ę

ła opada

ć

, a zam

ą

cona moja i zaciemniona 

inteligencja z dnia na dzie

ń

 - dzi

ę

ki oddziaływaniu zbawiennych moich cierpie

ń

 - stawała 

si

ę

 zdrowsza.

9. Najpierw postanowiłe

ś

 okaza

ć

 mi, jak si

ę

 pysznym sprzeciwiasz, a pokornych 

obdarzasz łask

ą

 i jak wielkim przejawem Twego miłosierdzia było wskazanie ludziom 

drogi pokory, gdy Słowo Twoje stało si

ę

 ciałem i po

ś

ród ludzi zamieszkało. Posłu

Ŝ

yłe

ś

 si

ę

 

pewnym człowiekiem, którego pycha była wprost niesamowita, aby mi podsun

ą

ł ksi

ąŜ

ki 

platoników przeło

Ŝ

one z greki na łacin

ę

. Przeczytałem w nich - wprawdzie nie w takich 

słowach, ale tak

ą

 wła

ś

nie tre

ść

, i to wspart

ą

 wieloma ró

Ŝ

nymi argumentami - 

Ŝ

e na 

pocz

ą

tku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo; to było na pocz

ą

tku u 

Boga; wszystko si

ę

 przez Nie stało, a bez Niego nic si

ę

 nie stało. Co stało si

ę

, w Nim jest 

Ŝ

yciem. A 

Ŝ

ycie było 

ś

wiatło

ś

ci

ą

 ludzi, a 

ś

wiatło

ść

 w ciemno

ś

ciach 

ś

wieci, a ciemno

ś

ci jej 

nie ogarn

ę

ły. Czytałem tak

Ŝ

e, i

Ŝ

 dusza ludzka, chocia

Ŝ

 daje 

ś

wiadectwo o 

ś

wiatło

ś

ci, 

sama jednak nie jest 

ś

wiatło

ś

ci

ą

, lecz jest ni

ą

 Bóg Słowo. On jest 

ś

wiatło

ś

ci

ą

 prawdziw

ą

o

ś

wiecaj

ą

c

ą

 ka

Ŝ

dego człowieka, który przychodzi na ten 

ś

wiat. I czytałem, 

Ŝ

e był On w 

tym 

ś

wiecie, 

Ŝ

ś

wiat został przez Niego stworzony, a nie poznał Go. Ale o tym, 

Ŝ

e do 

swojej dziedziny przyszedł, a swoi Go nie przyj

ę

li, wszystkim za

ś

, którzy Go przyj

ę

li, dał 

moc, aby si

ę

 stali synami Bo

Ŝ

ymi, tym, którzy wierz

ą

 w imi

ę

 Jego - o tym owe ksi

ąŜ

ki 

milczały.

Czytałem w nich równie

Ŝ

 o tym, 

Ŝ

e Bóg Słowo nie z ciała ani z krwi, ani z woli m

ęŜ

a, ani 

z woli ciała, lecz z Boga si

ę

 narodził. Lecz nie było tam nic o tym, 

Ŝ

e Słowo ciałem si

ę

 

stało i zamieszkało mi

ę

dzy nami. Chocia

Ŝ

 wyra

Ŝ

enia były tam odmienne i tre

ść

 t

ę

 

wypowiadano wieloma ró

Ŝ

nymi sposobami, czytałem w owych ksi

ąŜ

kach, 

Ŝ

e Syn w 

postaci Ojca nie za grabie

Ŝ

 poczytał to, 

Ŝ

e jest równy Bogu - bo z natury jest wła

ś

nie taki. 

Lecz o tym, 

Ŝ

e samego siebie wyniszczył, przyjmuj

ą

c posta

ć

 sługi; 

Ŝ

e upodobniwszy si

ę

 

do ludzi był z postaci uznany za człowieka; 

Ŝ

e si

ę

 uni

Ŝ

ył w pokorze a

Ŝ

 do 

ś

mierci, i ta 

ś

mierci krzy

Ŝ

owej, i 

Ŝ

e Go przeto Bóg pod

ź

wign

ą

ł z martwych i dał Mu imi

ę

, które jest 

ponad wszelkie imi

ę

, aby na imi

ę

 Jezusa zginało si

ę

 wszelkie kolano istot niebia

ń

skich, 

ziemskich i podziemnych i aby wszelki j

ę

zyk wyznawał, 

Ŝ

e Pan Jezus jest w chwale Boga 

Ojca - o tym owe ksi

ąŜ

ki milcz

ą

 zupełnie.

Mówiły natomiast, 

Ŝ

e przed wszystkimi wiekami i ponad wszystkimi wiekami niezmiennie 

trwa jednorodzony Syn Twój współwieczny z Tob

ą

 i 

Ŝ

e z Jego pełno

ś

ci dusze czerpi

ą

 

swoje błogosławie

ń

stwo. I 

Ŝ

e dzi

ę

ki uczestniczeniu w M

ą

dro

ś

ci, która ich nie opuszcza, 

odnawiaj

ą

 si

ę

, i to jest 

ź

ródłem ich m

ą

dro

ś

ci. Ale nic nie mówi

ą

 o tym, 

Ŝ

e On w 

stosownym czasie umarł za bezbo

Ŝ

nych; 

Ŝ

e Syna swego jedynego nie oszcz

ę

dziłe

ś

, lecz 

za nas wszystkich wydałe

ś

 Go na 

ś

mier

ć

. O tym owe ksi

ąŜ

ki milcz

ą

. Bo te rzeczy ukryłe

ś

 

przed m

ą

drymi, a odkryłe

ś

 je maluczkim, aby przyszli do Niego utrudzeni i obci

ąŜ

eni; 

cichy jest bowiem i pokornego serca; opiekuje si

ę

 cichymi przed s

ą

dem, a łagodnych 

uczy ich dróg, widz

ą

c uni

Ŝ

enie nasze i nasz trud i odpuszczaj

ą

c nam wszystkie grzechy. 

Ci za

ś

, którzy na koturnach jakoby wy

Ŝ

szej wiedzy chc

ą

 si

ę

 wspi

ąć

 wysoko - ci nie słysz

ą

 

owych słów: "Uczcie si

ę

 ode mnie, 

Ŝ

em jest cichy i pokornego serca, a znajdziecie 

spoczynek dla dusz waszych". Nawet gdy rozpoznaj

ą

 Boga, nie jako Boga Go wielbi

ą

 ani 

nie składaj

ą

 dzi

ę

kczynienia, lecz marniej

ą

 w swoich rozmy

ś

laniach i wtedy zaciemnia si

ę

 

ich nierozumne serce, gdy mówi

ą

 sobie, 

Ŝ

e s

ą

 m

ą

drzy, a głupcami si

ę

 stali.

Spotkałem te

Ŝ

 w owych ksi

ąŜ

kach chwał

ę

 nieskazitelno

ś

ci Twojej przemienion

ą

 w bo

Ŝ

ki i 

Ŝ

ne wizerunki, na podobie

ń

stwo postaci zniszczalnego człowieka, ptaków, 

czworonogów i w

ęŜ

ów, czyli w to jadło egipskie, dla którego Ezaw utracił pierworództwo, 

Strona 9 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

gdy

Ŝ

 lud pierworodny uwielbił zamiast Ciebie głow

ę

 czworonoga, sercem zwracaj

ą

c si

ę

 

ku Egiptowi i pochylaj

ą

c to Twoje podobie

ń

stwo, dusz

ę

 sw

ą

, przed wizerunkiem cielca 

karmi

ą

cego si

ę

 sianem. Równie

Ŝ

 taki pokarm znalazłem w owych ksi

ąŜ

kach; ale tego nie 

po

Ŝ

ywałem. Spodobało si

ę

 bowiem Tobie, Panie, zdj

ąć

 z Jakuba niesław

ę

 ni

Ŝ

szo

ś

ci, aby 

odt

ą

d starszy słu

Ŝ

ył młodszemu. Wezwałe

ś

 pogan do Twego dziedzictwa.

Wła

ś

nie spo

ś

ród pogan i ja do Ciebie przyszedłem. I wpatrzyłem si

ę

 w złoto, które z 

Twojej woli lud Twój wywiózł z Egiptu; bo Twoim ono było, gdziekolwiek si

ę

 znajdowało. 

Powiedziałe

ś

 te

Ŝ

 Ate

ń

czykom przez usta Twego apostoła, 

Ŝ

e w Tobie 

Ŝ

yjemy, 

poruszamy si

ę

 i jeste

ś

my, jak to równie

Ŝ

 niektórzy z nich mówili. A wła

ś

nie stamt

ą

pochodziły owe ksi

ąŜ

ki, które czytałem. Lecz nie pochyliłem si

ę

 ku bo

Ŝ

kom egipskim, 

którym składali w ofierze Twoje złoto ci, co przemienili prawd

ę

 Bo

Ŝą

 w kłamstwo, oddaj

ą

cze

ść

 i słu

Ŝą

c raczej stworzeniu ni

Ŝ

 Stwórcy.

10. Te ksi

ąŜ

ki zach

ę

cały mnie, abym wrócił do samego siebie. Zacz

ą

łem wi

ę

c wchodzi

ć

 

w gł

ę

bi

ę

 mej istoty za Twoim przewodnictwem. Mogłem w ni

ą

 wnika

ć

, poniewa

Ŝ

 Ty mnie 

wspomagałe

ś

. Wszedłem tam i takim wzrokiem duchowym, jaki był mi dany, dojrzałem w 

górze, ponad owym wzrokiem, ponad moim umysłem 

ś

wiatło

ść

 Boga niezmienn

ą

: nie t

ę

 

pospolit

ą

 

ś

wiatło

ść

 dzienn

ą

, któr

ą

 dostrzega ka

Ŝ

de 

Ŝ

ywe stworzenie, ani nawet nie jakie

ś

 

rozleglejsze 

ś

wiatło tego samego rodzaju, które mogłoby si

ę

 rozjarzy

ć

, gdyby 

ś

wiatło 

dzienne wielokrotnie, wielokrotnie si

ę

 wzmogło i rozja

ś

niło, i cał

ą

 napełniło przestrze

ń

 

ogromem jasno

ś

ci. Nie było to takie 

ś

wiatło, lecz inne, zupełnie odmienne od wszelkich 

takich rozjarze

ń

. Było ono nad moim umysłem, ale nie tak, jak oliwa jest nad wod

ą

, ani 

nie tak, jak niebo jest nad ziemi

ą

. Była nade mn

ą

 ta 

ś

wiatło

ść

 dlatego, 

Ŝ

e ona mnie 

stworzyła, a ja byłem w dole, bom został przez ni

ą

 stworzony. Kto zna prawd

ę

, zna t

ę

 

ś

wiatło

ść

, a kto zna t

ę

 

ś

wiatło

ść

, zna wieczno

ść

. To jest 

ś

wiatło

ść

, któr

ą

 miło

ść

 zna.

Wieczna Prawdo! Prawdziwa Miło

ś

ci! Umiłowana Wieczno

ś

ci! Ty

ś

 Bogiem moim, do 

Ciebie wzdycham dniem i noc

ą

. Gdy po raz pierwszy Ci

ę

 poznałem, Ty

ś

 mnie do siebie 

przygarn

ą

ł, 

Ŝ

ebym zobaczył, i

Ŝ

 powinienem co

ś

 ujrze

ć

, a tak

Ŝ

e - i

Ŝ

 nie jestem jeszcze 

zdolny do ujrzenia tego. Schłostałe

ś

 słabo

ść

 mego wzroku, przemo

Ŝ

nym uderzywszy we 

mnie blaskiem, a

Ŝ

 zadr

Ŝ

ałem z miło

ś

ci i zgrozy. Zrozumiałem, 

Ŝ

e jestem daleko od 

Ciebie - w krainie, gdzie wszystko jest inaczej. I zdało mi si

ę

Ŝ

e słysz

ę

 Twój głos z 

wy

Ŝ

yny: "Jam pokarm dorosłych, doro

ś

nij, a b

ę

dziesz mnie po

Ŝ

ywał; i nie wchłoniesz 

mnie w siebie, jak si

ę

 wchłania cielesny pokarm, lecz ty si

ę

 we mnie przemienisz". 

Zrozumiałem te

Ŝ

Ŝ

e za niegodziwo

ść

 ukarałe

ś

 człowieka i sprawiłe

ś

Ŝ

e si

ę

 rozprz

ę

dła 

jak paj

ę

czyna dusza moja. Zadawałem pytanie: "Czy

Ŝ

 Prawda jest niczym, skoro nie 

przysługuje jej rozci

ą

gło

ść

 w przestrzeni - czy to sko

ń

czonej, czy niesko

ń

czonej?" I z 

wielkiej dali usłyszałem Twój głos: "To jam jest Tym, który jest". Usłyszałem tak, jak si

ę

 

słyszy głos w gł

ę

bi własnego serca, i od razu si

ę

 rozwiały moje w

ą

tpliwo

ś

ci. Łatwiej 

byłoby mi w

ą

tpi

ć

 w to, 

Ŝ

Ŝ

yj

ę

, ni

Ŝ

 w to, 

Ŝ

e istnieje Prawda, któr

ą

 poprzez rzeczy 

stworzone mo

Ŝ

na zrozumie

ć

 i pozna

ć

.

11. Przypatrzyłem si

ę

 te

Ŝ

 rzeczom istniej

ą

cym poni

Ŝ

ej Ciebie i zrozumiałem, 

Ŝ

e one ani 

nie istniej

ą

 w sposób zupełny, ani nie mo

Ŝ

na rzec, 

Ŝ

eby w sposób zupełny nie istniały. S

ą

 

rzeczywiste w takiej mierze, w jakiej od Ciebie czerpi

ą

 istnienie, lecz s

ą

 nierzeczywiste w 

tym znaczeniu, 

Ŝ

e nie s

ą

 tym, czym Ty jeste

ś

. To bowiem naprawd

ę

 istnieje, co 

niezmiennie trwa. Dla mnie dobrze jest przylgn

ąć

 do Boga. Tylko wtedy bowiem, gdy w 

Nim trwa

ć

 b

ę

d

ę

, b

ę

d

ę

 mógł trwa

ć

 w samym sobie. On za

ś

 w samym sobie trwaj

ą

odnawia wszystko. Bo

Ŝ

e, Panem moim jeste

ś

, bo 

Ŝ

adnych innych dóbr ode mnie nie 

potrzebujesz.

12. Stało si

ę

 te

Ŝ

 dla mnie jasne, i

Ŝ

 rzeczy, które ulegaj

ą

 zepsuciu, s

ą

 dobre. Gdyby były 

najwy

Ŝ

szymi dobrami, nie mogłyby ulec zepsuciu. Nie mogłyby te

Ŝ

 si

ę

 zepsu

ć

, gdyby w 

ogóle nie były dobre. B

ę

d

ą

c najwy

Ŝ

szymi dobrami, byłyby niezniszczalne; gdyby za

ś

 

Strona 10 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

zupełnie nie były dobrami nie byłoby w nich niczego, co mo

Ŝ

na by zepsu

ć

. Zepsucie jest 

szkod

ą

; a przecie

Ŝ

 nie byłoby szkod

ą

, gdyby nie polegało na zmniejszeniu dobra. Albo 

wi

ę

c zepsucie nie wyrz

ą

dza 

Ŝ

adnej szkody (co oczywi

ś

cie jest stwierdzeniem 

niedorzecznym), albo (co jest oczywist

ą

 prawd

ą

) wszelkie rzeczy, które ulegaj

ą

 zepsuciu, 

s

ą

 pozbawiane jakiego

ś

 dobra. Je

ś

li za

ś

 zostan

ą

 pozbawione wszelkiego dobra, w ogóle 

przestan

ą

 istnie

ć

. Bo przecie

Ŝ

 je

ś

liby nadal istniały i ju

Ŝ

 nie mogły ulec zepsuciu, byłyby 

lepsze, ni

Ŝ

 były przedtem, gdy

Ŝ

 trwałyby w stanie niezniszczalno

ś

ci. A czy mo

Ŝ

na 

wymy

ś

li

ć

 okropniejsz

ą

 niedorzeczno

ść

 ni

Ŝ

eli twierdzenie, i

Ŝ

 rzeczy stały si

ę

 lepsze przez 

utracenie wszelkiego dobra? Trzeba wi

ę

c wyci

ą

gn

ąć

 wniosek, 

Ŝ

e je

ś

li zostan

ą

 

pozbawione wszelkiego dobra, nie b

ę

d

ą

 w ogóle niczym. Dopóki istniej

ą

, s

ą

 dobre. 

Wszystko wi

ę

c, co istnieje, jest dobre. A owo zło, którego pochodzenie chciałem odkry

ć

nie jest substancj

ą

. Gdyby bowiem było substancj

ą

, byłoby dobrem. Byłoby przecie

Ŝ

 albo 

substancj

ą

 niezniszczaln

ą

, czyli dobrem wysokiego rz

ę

du, albo substancj

ą

 zniszczaln

ą

która nie mogłaby ulec zepsuciu, gdyby nie była dobra. Poj

ą

łem w sposób zupełnie 

jasny, 

Ŝ

e wszystko, co stworzyłe

ś

, jest dobre i 

Ŝ

e nie ma 

Ŝ

adnych substancji, których by

ś

 

nie stworzył. A poniewa

Ŝ

 nie uczyniłe

ś

 wszystkich rzeczy równymi, jest tak, 

Ŝ

e ka

Ŝ

da 

poszczególna rzecz jest dobra, a wszystkie razem s

ą

 bardzo dobre, gdy

Ŝ

 ogół wszystkich 

rzeczy stworzyłe

ś

, Bo

Ŝ

e nasz, jako bardzo dobry.

13. Dla Ciebie w ogóle nie ma zła, i nie tylko dla Ciebie, lecz i dla Twego stworzenia jako 
cało

ś

ci, bo poza Tob

ą

 nie ma niczego, co mogłoby si

ę

 wedrze

ć

 do stworzenia i zepsu

ć

 

ład, jaki w nim ustanowiłe

ś

. W niektórych jednak cz

ęś

ciach stworzenia istniej

ą

 pewne 

rzeczy, które uwa

Ŝ

amy za złe, gdy

Ŝ

 nie harmonizuj

ą

 z innymi rzeczami. Ale s

ą

 jeszcze 

inne, takie, z którymi one harmonizuj

ą

 - a wi

ę

c i one s

ą

 dobre; tak

Ŝ

e w samych sobie 

rzeczy te s

ą

 dobre. I wszystkie rzeczy, które si

ę

 z sob

ą

 nawzajem nie zgadzaj

ą

harmonizuj

ą

 z ni

Ŝ

sz

ą

 cz

ęś

ci

ą

 

ś

wiata, któr

ą

 nazywamy ziemi

ą

; niebo jest chmurne i 

wietrzne, lecz wła

ś

nie takie jest odpowiednie dla ziemi.

Niech

Ŝ

e wi

ę

c nigdy nie nawiedzi mnie my

ś

l, 

Ŝ

eby te rzeczy przestały istnie

ć

! Bo nawet 

gdybym tylko je dostrzegał, to wprawdzie t

ę

skniłbym za czym

ś

 lepszym, ale ju

Ŝ

 i za nie 

powinienem Ciebie sławi

ć

. To, 

Ŝ

e

ś

 Ty godzien chwały, okazuj

ą

 na ziemi w

ęŜ

e i otchłanie, 

ogie

ń

, grad, 

ś

nieg, lód, wicher burzy - one wypełniaj

ą

 słowo Twoje; góry i wszystkie 

wzgórza, drzewa owocodajne i wszystkie cedry, zwierz

ę

ta dzikie i wszelkie bydl

ę

ta, płazy 

i skrzydlate ptaki, królowie ziemi i wszystkie ludy, ksi

ąŜę

ta i wszyscy s

ę

dziowie ziemi, 

młodzie

ń

cy i dziewice, starsi z młodymi - niech

Ŝ

e sławi

ą

 imi

ę

 Twoje. Poniewa

Ŝ

 i z nieba 

winna d

ź

wi

ę

cze

ć

 Twoja chwała, niech

Ŝ

e Ciebie sławi

ą

, Bo

Ŝ

e nasz, na wysoko

ś

ciach 

wszyscy aniołowie Twoi, wszystkie Twoje moce, sło

ń

ce i ksi

ęŜ

yc, wszystkie gwiazdy i 

ś

wiatło

ść

, niebiosa niebios i wody, które s

ą

 nad niebiosami - niech imi

ę

 Twoje chwal

ą

. I 

ju

Ŝ

 nie t

ę

skniłem za czym

ś

 lepszym, gdy to wszystko ogarniałem my

ś

l

ą

. W 

ś

wietle 

rozumniejszego pojmowania uznałem, 

Ŝ

e chocia

Ŝ

 rzeczy wy

Ŝ

sze s

ą

 lepsze od ni

Ŝ

szych, 

to jednak cało

ść

 stworzenia jest czym

ś

 lepszym od samych tylko rzeczy wy

Ŝ

szych.

14. Brakuje rozs

ą

dku ludziom, którym si

ę

 cokolwiek nie podoba w Twoim stworzeniu. Tak 

wła

ś

nie mnie nie dostawało rozs

ą

dku, gdy patrzyłem z nagan

ą

 na wiele spo

ś

ród rzeczy, 

jakie stworzyłe

ś

. A poniewa

Ŝ

 dusza moja nie o

ś

mielała si

ę

 by

ć

 niezadowolona z Boga 

mego, zaprzeczała, jakoby było Twoim to, co si

ę

 jej nie podobało. Z tego powodu 

wybrała była teori

ę

 o istnieniu dwóch substancji. Dlatego te

Ŝ

 nie mogła znale

źć

 ukojenia i 

głosiła tezy obł

ę

dne. Potem odrzuciła ow

ą

 teori

ę

 i wyobraziła sobie Boga rozci

ą

gni

ę

tego 

przez cał

ą

 przestrze

ń

 w niesko

ń

czono

ść

. Uto

Ŝ

samiła tego bo

Ŝ

ka z Tob

ą

 i umie

ś

ciła go w 

swoim sercu, znowu staj

ą

c si

ę

 tak

ą

 

ś

wi

ą

tyni

ą

, któr

ą

 musiałe

ś

 si

ę

 brzydzi

ć

. Lecz gdy Ty w 

sposób dla mnie niespodziewany ukoiłe

ś

 moj

ą

 głow

ę

 i zamkn

ą

łe

ś

 moje oczy, aby nie 

patrzyły na niedorzeczne urojenia, ogarn

ę

ła mnie senno

ść

 i usn

ę

ło we mnie całe to 

szale

ń

stwo. Ockn

ą

łem si

ę

 ku Tobie i zobaczyłem, 

Ŝ

e jeste

ś

 niesko

ń

czony, ale w zupełnie 

inny sposób, ni

Ŝ

 sobie przedtem wyobra

Ŝ

ałem. A poznania tego nie zawdzi

ę

czałem 

zmysłom.

Strona 11 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

15. Przypatrzywszy si

ę

 innym rzeczom, poj

ą

łem, 

Ŝ

e Tobie one zawdzi

ę

czaj

ą

 istnienie i 

Ŝ

w Tobie istniej

ą

 wszystkie rzeczy sko

ń

czone, lecz w inny sposób, ni

Ŝ

 przedtem 

mniemałem: istniej

ą

 w Tobie nie jak w przestrzeni, lecz dlatego, 

Ŝ

e Ty dzier

Ŝ

ysz 

wszystkie rzeczy w Twojej prawdzie, jakby

ś

 je trzymał w r

ę

ce. I wszystkie w takiej 

mierze, w jakiej istniej

ą

, s

ą

 prawdziwe. Fałsz bowiem to nie jest nic innego jak 

mniemanie o istnieniu czego

ś

, co nie istnieje. Poj

ą

łem te

Ŝ

Ŝ

e wszystkie rzeczy s

ą

 

dostosowane nie tylko do miejsc, w których istniej

ą

, lecz tak

Ŝ

e do swoich pór. I 

Ŝ

e Ty, 

który

ś

 jest jedyny wiekuisty, nie po upływie nieprzeliczonych wieków zacz

ą

łe

ś

 działa

ć

Albowiem wszelkie okresy czasu - i te, co przeszły ju

Ŝ

, i te, co przejd

ą

 - nie zapadłyby w 

przeszło

ść

 ani by nie nadchodziły, gdyby

ś

 Ty nie działał i nie trwał.

16. Przekonałem si

ę

 z własnego do

ś

wiadczenia, 

Ŝ

e nie ma w tym nic dziwnego, gdy 

człowiekowi choremu nie smakuje chleb, tak błogi dla podniebienia zdrowego; albo gdy 
chore oczy odwracaj

ą

 si

ę

 od 

ś

wiatła, za którym, t

ę

skni

ą

 oczy zdrowe. Tak te

Ŝ

 

niegodziwcom nie podoba si

ę

 Twoja sprawiedliwo

ść

, jakby dotykali 

Ŝ

mij i robaków. A 

przecie

Ŝ

 tak

Ŝ

e te zwierz

ę

ta stworzyłe

ś

 jako dobre, jako odpowiednie dla ni

Ŝ

szych cz

ęś

ci 

Twego stworzenia, do których pasma równie

Ŝ

 sami owi niegodziwcy w takiej mierze, w 

jakiej s

ą

 niepodobni do Ciebie, pasuj

ą

 za

ś

 do wy

Ŝ

szych cz

ęś

ci w takim stopniu, w jakim 

staj

ą

 si

ę

 do Ciebie podobniejsi. Chciałem poj

ąć

, czym jest niegodziwo

ść

, i zrozumiałem, 

Ŝ

e nie jest to 

Ŝ

adna substancja, lecz tylko przewrotno

ść

 woli odwracaj

ą

cej si

ę

 od Ciebie, 

Bo

Ŝ

e, który

ś

 jest substancj

ą

 najwy

Ŝ

sz

ą

 i kieruj

ą

cej si

ę

 w dół ku rzeczom najni

Ŝ

szego 

rz

ę

du; odrzucaj

ą

cej to, co w niej samej najbardziej wewn

ę

trzne, i rozgor

ą

czkowanej 

po

Ŝą

daniem rzeczy zewn

ę

trznych.

17. Zdumiewało mnie, 

Ŝ

e chocia

Ŝ

 miłowałem ju

Ŝ

 Ciebie, a nie jakie

ś

 widmo zamiast 

Ciebie, jednak nie byłem stały w radowaniu si

ę

 moim Bogiem. Oto Twój czar porywał 

mnie ku Tobie, a niebawem odrywała mnie od Ciebie moja własna siła ci

ęŜ

ko

ś

ci i znowu 

spadałem ku rzeczom tego 

ś

wiata, płacz

ą

c. Owa siła ci

ęŜ

ko

ś

ci to były nawyki cielesne. 

Ale pami

ęć

 o Tobie nie gasła we mnie ani te

Ŝ

 w 

Ŝ

adnej mierze nie w

ą

tpiłem, 

Ŝ

e wła

ś

nie 

do Ciebie powinienem przylgn

ąć

. Tylko jeszcze nie byłem do tego zdolny. Albowiem 

"ciało, ulegaj

ą

ce zepsuciu, obci

ąŜ

a dusz

ę

; ziemskie mieszkanie przytłacza umysł pełen 

my

ś

li".

Byłem jednak całkowicie pewny, 

Ŝ

e poprzez rzeczy stworzone mo

Ŝ

na pozna

ć

 

niewidzialne sprawy Twoje od ustanowienia 

ś

wiata, jak te

Ŝ

 wieczn

ą

 moc Twoj

ą

 i 

bosko

ść

. Zastanowiłem si

ę

 bowiem, na jakiej podstawie mogłem doceni

ć

 pi

ę

kno

ść

 

rzeczy materialnych, czy to w górze na niebie, czy na ziemi, i co mi umo

Ŝ

liwiało 

wypowiadanie trafnych s

ą

dów o rzeczach zmiennych - gdy mówiłem, 

Ŝ

e to powinno by

ć

 

tak, a to inaczej. Staraj

ą

c si

ę

 poj

ąć

 podstaw

ę

 tych moich s

ą

dów, zrozumiałem wreszcie, 

Ŝ

e ponad moim umysłem poddanym zmienno

ś

ci istnieje nigdy si

ę

 nie zmieniaj

ą

ca, 

prawdziwa wieczno

ść

 prawdy. W taki sposób krok za krokiem moje my

ś

li zmierzały od 

rzeczy materialnych do duszy poznaj

ą

cej 

ś

wiat poprzez zmysły, a od niej do tej 

wewn

ę

trznej mocy duszy, której zmysły przekazuj

ą

 wie

ś

ci o faktach zewn

ę

trznych. Tylko 

dot

ą

d si

ę

ga zdolno

ść

, jak

ą

 maj

ą

 te

Ŝ

 nieme zwierz

ę

ta. Dalej bowiem jest zdolno

ść

 

rozumowania: jej os

ą

dowi poddajemy fakty, o których nas powiadamiaj

ą

 zmysły.

Ta zdolno

ść

 rozumowania, gdy sobie u

ś

wiadomiła, 

Ŝ

e we mnie jest równie

Ŝ

 poddana 

zmienno

ś

ci, wzniosła si

ę

 ku pragnieniu zrozumienia samej siebie. Sprowadziła moje 

my

ś

li z ich zwykłych torów i wyrwawszy si

ę

 z g

ą

szczu sprzecznych uroje

ń

 chciała odkry

ć

jakim to ona jest o

ś

wiecona blaskiem wtedy, gdy bez 

Ŝ

adnego wahania woła, 

Ŝ

e to, co 

niezmienne, trzeba uzna

ć

 za lepsze od tego, co zmienne. I sk

ą

d w ogóle ona zna to 

niezmienne? Bo przecie

Ŝ

 gdyby go w 

Ŝ

adnym stopniu nie znała, z pewno

ś

ci

ą

 nigdy nie 

mogłaby mu przyzna

ć

 wy

Ŝ

szo

ś

ci nad tym, co zmienne. I oto w chwili wstrz

ą

saj

ą

cego 

widzenia dusza moja dotarła do tego, co jest. Wtedy wreszcie poj

ą

łem - poprzez rzeczy 

stworzone - niewidzialne sprawy Twoje. Ale nie miałem do

ść

 siły, 

Ŝ

eby si

ę

 w to dłu

Ŝ

ej 

Strona 12 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

wpatrywa

ć

. Odepchni

ę

ty własn

ą

 słabo

ś

ci

ą

, wróciłem do zwykłych do

ś

wiadcze

ń

, stamt

ą

przynosz

ą

c z sob

ą

 tylko pełn

ą

 t

ę

sknoty pami

ęć

 - jakby mnie owiała wo

ń

 pokarmu, 

którego jeszcze nie byłem zdolny po

Ŝ

ywa

ć

.

18. My

ś

lałem o tym, sk

ą

d powinienem naby

ć

 mocy, która by mi umo

Ŝ

liwiła radowanie si

ę

 

Tob

ą

. Nie znajdowałem na to 

Ŝ

adnego sposobu, dopóki nie wyci

ą

gn

ą

łem r

ą

k ku 

Po

ś

rednikowi mi

ę

dzy Bogiem a lud

ź

mi, człowiekowi Jezusowi Chrystusowi, który jest 

wzniesionym ponad wszystko Bogiem błogosławionym na wieki. Woła On: "Jam droga, 
prawda i 

Ŝ

ywot". On to zł

ą

czył z naszym ciałem ten pokarm, jakiego ja jeszcze nie byłem 

zdolny po

Ŝ

ywa

ć

. Słowo po to stało si

ę

 ciałem, aby m

ą

dro

ść

 Twoja, przez któr

ą

 

ś

wiat 

stworzyłe

ś

, mogła si

ę

 sta

ć

 mlekiem karmi

ą

cym nasze dzieci

ę

ctwo. A ja jeszcze nie 

przyjmowałem naszego Pana Jezusa Chrystusa jako pokorny pokornego i jeszcze nie 
wiedziałem, czego mogłaby mnie nauczy

ć

 Jego słabo

ść

. Tego mianowicie, 

Ŝ

e Słowo 

Twoje jest wieczn

ą

 Prawd

ą

, która niezmiernie przerastaj

ą

c najwy

Ŝ

sze nawet cz

ęś

ci 

Twego stworzenia, wszystkich, co si

ę

 jej poddaj

ą

, podnosi ku sobie. W ni

Ŝ

szej cz

ęś

ci 

stworzenia zbudowała sobie ubogi dom z naszej gliny, aby dzi

ę

ki temu mogła ludzi, 

którzy si

ę

 jej poddaj

ą

, wyzwoli

ć

 od nich samych i poci

ą

gn

ąć

 ku sobie, lecz

ą

c ich z pychy i 

karmi

ą

c w nich miło

ść

, aby ju

Ŝ

 nie kroczyli ufaj

ą

c samym sobie, lecz by sobie raczej 

u

ś

wiadomili własn

ą

 słabo

ść

, widz

ą

c u swych stóp bóstwo osłabione przyj

ę

ciem szaty 

naszej 

ś

miertelno

ś

ci - aby wreszcie znu

Ŝ

eni rzucili si

ę

 do stóp tej Prawdy, a ona, 

podnosz

ą

c si

ę

, równie

Ŝ

 ich pod

ź

wign

ę

ła.

19. Ja jednak wtedy inaczej te sprawy pojmowałem. Uwa

Ŝ

ałem Chrystusa, mego Pana, 

tylko za człowieka wyposa

Ŝ

onego w niezwykł

ą

 m

ą

dro

ść

, takiego człowieka, z którym 

Ŝ

adnego innego nie mo

Ŝ

na było porówna

ć

. W szczególno

ś

ci Jego cudowne narodzenie 

si

ę

 z dziewiczej Matki, przez które nam okazał, 

Ŝ

e ziemskimi dobrami nale

Ŝ

y wzgardzi

ć

 w 

celu osi

ą

gni

ę

cia 

Ŝ

ycia nie

ś

miertelnego, wydawało mi si

ę

 aktem Bo

Ŝ

ej troski o nas: jakby 

Bóg chciał, aby przez takie narodzenie Pan nasz zasługiwał na szczególn

ą

 cze

ść

 jako 

Nauczyciel. Jaka za

ś

 kryła si

ę

 tajemnica w tym, 

Ŝ

e Słowo stało si

ę

 ciałem - tego nawet 

nie przeczuwałem. Z wszystkiego, co o Nim podawały Pisma - 

Ŝ

e jadł, pił, spał, chodził, 

radował si

ę

 i smucił, wygłaszał kazania - taki wyci

ą

gałem wniosek, 

Ŝ

e kiedy Słowo Twoje 

przyj

ę

ło ludzkie ciało, musiało przyj

ąć

 równie

Ŝ

 ludzk

ą

 dusz

ę

 i umysł. Rozumie to ka

Ŝ

dy, 

kto wie, 

Ŝ

e w samym sobie Słowo Twoje nie mo

Ŝ

e podlega

ć

 

Ŝ

adnej zmianie; to ju

Ŝ

 jako

ś

 

dotarło do mojej 

ś

wiadomo

ś

ci, a nawet nie miałem 

Ŝ

adnych w

ą

tpliwo

ś

ci co do tego. Je

ś

li 

za

ś

 wola porusza członkami ciała, a potem zostawia je w bezruchu, je

ś

li si

ę

 odczuwa 

jaki

ś

 afekt, a potem przestaje si

ę

 go odczuwa

ć

, je

ś

li si

ę

 wypowiada słowa wyra

Ŝ

aj

ą

ce 

jak

ąś

 tre

ść

, a potem si

ę

 milknie - to nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e w tej duszy i w tym umy

ś

le 

istnieje mo

Ŝ

liwo

ść

 zmiany. Gdyby za

ś

 Pisma podawały to o Nim fałszywie, cał

ą

 ich tre

ść

 

mo

Ŝ

na by oskar

Ŝ

y

ć

 o fałsz i ludzko

ść

 nie mogłaby w nich pokłada

ć

 bezpiecznej ufno

ś

ci.

Uznaj

ą

c, 

Ŝ

e Pisma mówi

ą

 prawd

ę

, przypisywałem Chrystusowi pełni

ę

 człowiecze

ń

stwa, 

nie tylko ciało ludzkie i nie tylko o

Ŝ

ywione dusz

ą

 ciało bez ludzkiego umysłu; uwa

Ŝ

ałem 

Go za pełnego człowieka. Mniemałem, 

Ŝ

e górowa

ć

 On nad wszystkimi innymi lud

ź

mi nie 

przez to, 

Ŝ

e był wcielon

ą

 Prawd

ą

, lecz przez to, 

Ŝ

e w Nim natura ludzka wzniosła si

ę

 do 

niezwykłej doskonało

ś

ci i 

Ŝ

e pełniej uczestniczył w Boskiej M

ą

dro

ś

ci. Alipiusz natomiast 

s

ą

dził, 

Ŝ

e według wiary katolików był On Bogiem odzianym w ciało, czyli 

Ŝ

e w Chrystusie 

był tylko Bóg i ciało, lecz nie było ludzkiej duszy. Mniemał, 

Ŝ

e katolicy odmawiaj

ą

 

Chrystusowi ludzkiego umysłu, a poniewa

Ŝ

 z drugiej strony był gł

ę

boko przekonany, 

Ŝ

te Jego czyny, które zapisano, mogły by

ć

 dokonane tylko przez istot

ę

 wyposa

Ŝ

on

ą

 w sił

ę

 

Ŝ

ywotn

ą

 i w rozum, oci

ą

gał si

ę

 z przyj

ę

ciem wiary chrze

ś

cija

ń

skiej. Potem jednak 

zrozumiał, 

Ŝ

e takie bł

ę

dne pojmowanie było wła

ś

ciwe heretykom apolinarystom, i z 

rado

ś

ci

ą

 przyj

ą

ł przekonania katolickie. Co si

ę

 mnie tyczy, musz

ę

 przyzna

ć

Ŝ

e dopiero 

troch

ę

 pó

ź

niej dowiedziałem si

ę

, czym si

ę

 prawdziwa wiara katolicka ró

Ŝ

ni od bł

ę

du 

Fotyna w interpretacji tego, 

Ŝ

e Słowo stało si

ę

 ciałem. Odrzucenie tez heretyckich 

Strona 13 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

bardziej uwydatnia, Panie, wiar

ę

 Twego Ko

ś

cioła i tre

ść

 prawdziwej nauki. Musiały 

pojawi

ć

 si

ę

 herezje, aby wypróbowani jawnie si

ę

 ukazali po

ś

ród słabych.

20. Ksi

ąŜ

ki platoników, które przeczytałem, zach

ę

ciły mnie do szukania bezcielesnej 

Prawdy. Dojrzałem niewidzialne sprawy Twoje, poj

ę

te poprzez rzeczy stworzone, ale nie 

mog

ą

c posun

ąć

 si

ę

 dalej, zrozumiałem, 

Ŝ

e na dokładniejsze widzenie nie pozwalaj

ą

 mi 

ciemne chmury zalegaj

ą

ce m

ą

 dusz

ę

. Byłem ju

Ŝ

 pewny zarówno tego, 

Ŝ

e Ty istniejesz, 

jak i tego, 

Ŝ

e jeste

ś

 niesko

ń

czony - lecz nie w znaczeniu rozci

ą

gło

ś

ci w przestrzeni, czy 

to ograniczonej, czy nieograniczonej. Wiedziałem, 

Ŝ

e Ty naprawd

ę

 istniejesz, b

ę

d

ą

zawsze ten sam, nie zmieniaj

ą

c si

ę

 w 

Ŝ

adnej cz

ęś

ci ani w 

Ŝ

adnym poruszeniu. 

Wiedziałem te

Ŝ

, i

Ŝ

 z Ciebie wszystkie rzeczy czerpi

ą

 istnienie, a niezachwianym tego 

dowodem jest ju

Ŝ

 sam fakt, 

Ŝ

e istniej

ą

. Tych prawd byłem całkowicie pewny, lecz jeszcze 

byłem zbyt słaby, aby radowa

ć

 si

ę

 Tob

ą

. Wymownie o tym rozprawiałem, jakbym to 

wszystko ju

Ŝ

 rozumem ogarn

ą

ł, ale gdybym nadal nie szukał drogi do Ciebie poprzez 

Zbawiciela naszego, Chrystusa, nie ja te sprawy, lecz mnie zagarn

ę

łaby zagłada. 

Zacz

ę

ła mi pochlebia

ć

 opinia, 

Ŝ

e jestem m

ą

dry. Była to kara, jak

ą

 sam sobie 

wymierzyłem. Zamiast płaka

ć

 nadymałem si

ę

 pych

ą

: jaki

Ŝ

 to ja jestem uczony.

Gdzie była owa miło

ść

, która buduje na fundamencie pokory, czyli na Jezusie 

Chrystusie? Czy

Ŝ

 mogłem si

ę

 spodziewa

ć

Ŝ

e jej zaczerpn

ę

 z ksi

ąŜ

ek platoników? My

ś

l

ę

Ŝ

e z Twojej woli natrafiłem na te ksi

ąŜ

ki, zanim zacz

ą

łem studiowa

ć

 Twoje Pismo 

Ś

wi

ę

te. 

Chciałe

ś

, aby si

ę

 wyryło w mojej pami

ę

ci, jaki wpływ owe ksi

ąŜ

ki na mnie wywarły, po to, 

abym w pó

ź

niejszych latach, gdy ju

Ŝ

 mnie wychowały Twoje Ksi

ę

gi i gdy pod 

dotkni

ę

ciem Twych uzdrowicielskich palców ju

Ŝ

 si

ę

 zabli

ź

niły moje rany - abym wtedy 

umiał przenikliwie dostrzega

ć

 ró

Ŝ

nic

ę

 mi

ę

dzy zarozumiało

ś

ci

ą

 a wyznaniem, mi

ę

dzy 

tymi, którzy wiedz

ą

, dok

ą

d nale

Ŝ

y i

ść

, lecz nie znaj

ą

 wiod

ą

cej tam drogi, a tymi, którzy 

dobrze rozpoznaj

ą

 drog

ę

 do błogosławionej ojczyzny, b

ę

d

ą

cej dla nas nie tylko wizj

ą

lecz miejscem, gdzie mamy zamieszka

ć

. Gdyby bowiem owe ksi

ąŜ

ki wpadły mi w r

ę

ce 

dopiero po tym, jak mnie ukształtowały Twoje Pisma 

ś

wi

ę

te i jak przez za

Ŝ

yłe z nimi 

obcowanie zakosztowałem Twojej słodyczy, mo

Ŝ

e wywody platoników oderwałyby mnie 

od mocnej podstawy pobo

Ŝ

no

ś

ci albo - gdybym wytrwał w pobo

Ŝ

no

ś

ci zaczerpni

ę

tej z 

Pism 

ś

wi

ę

tych - mo

Ŝ

e mniemałbym, 

Ŝ

e człowiek, który by niczego poza rozprawami 

plato

ń

skimi nie czytał, mógłby z nich samych zaczerpn

ąć

 takiego samego ducha.

21. Łapczywie wi

ę

c chwyciłem w r

ę

ce czcigodne Pisma natchnione przez Ducha 

Ś

wi

ę

tego, a zwłaszcza teksty apostoła Pawła. Rozwiały si

ę

 teraz obawy, które mnie 

niegdy

ś

 n

ę

kały: gdy mi si

ę

 wydawało, 

Ŝ

e autor ten w pewnych miejscach sam sobie 

przeczy i 

Ŝ

e to, czego naucza, nie jest w zgodzie ze 

ś

wiadectwami Prawa i Proroków. 

Zaja

ś

niała przede mn

ą

 jednolita tre

ść

 

ś

wi

ę

tych tekstów. Nauczyłem si

ę

 rado

ś

ci 

przenikni

ę

tej trwo

Ŝ

n

ą

 czci

ą

. Niebawem stwierdziłem, 

Ŝ

e cokolwiek w tamtych ksi

ąŜ

kach 

plato

ń

skich było prawdziwego, tu tak

Ŝ

e si

ę

 znajduje. A to wszystko poznawałem, tu 

lepiej, bo z dzi

ę

kczynieniem za Twoj

ą

 łask

ę

. Ten bowiem, kto widzi, nie powinien chlubi

ć

 

si

ę

, - tak jakby tego nie otrzymał w darze - nie tylko tego, co widzi, lecz tak

Ŝ

e samej 

zdolno

ś

ci widzenia. Có

Ŝ

 bowiem ma, czego by nie otrzymał? Nie tylko doznaje 

pouczenia, jak ma dostrzec Ciebie, który zawsze taki sam jeste

ś

, lecz tak

Ŝ

e otrzymuje 

sił

ę

, dzi

ę

ki której mo

Ŝ

e przy Tobie wytrwa

ć

. Je

ś

li jest daleko od Ciebie i nie mo

Ŝ

e Ciebie 

dojrze

ć

, otwierasz przed nim drog

ę

, która go doprowadzi tam, gdzie zobaczy Ci

ę

 i b

ę

dzie 

trwał przy Tobie. Sam człowiek bowiem, cho

ć

by si

ę

 wewn

ę

trznie radował prawem 

Bo

Ŝ

ym, có

Ŝ

 poradzi przeciw innemu prawu w swoim ciele, walcz

ą

cemu z prawem jego 

umysłu i wlok

ą

cemu go w niewol

ę

 pod prawo grzechu, wypisane w jego członkach? Ty 

sprawiedliwy jeste

ś

, Panie, a my zgrzeszyli

ś

my, post

ą

pili

ś

my niegodziwie, byli

ś

my 

bezbo

Ŝ

ni, wi

ę

c zaci

ąŜ

yła nad nami r

ę

ka Twoja i słusznie zostali

ś

my wydani na łup 

pradawnemu sprawcy grzechu, ksi

ę

ciu 

ś

mierci, bo zdołał zn

ę

ci

ć

 nasz

ą

 wol

ę

 do 

upodobnienia si

ę

 do jego woli, przez któr

ą

 nigdy nie stan

ą

ł w Twojej prawdzie.

Strona 14 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

Ŝ

 uczyni człowiek nieszcz

ę

sny? Kto go wyzwoli z tego ciała 

ś

mierci, je

ś

li nie łaska 

Twoja przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, którego

ś

 zrodził jako współwiecznego 

Tobie i stworzył na pocz

ą

tku dróg Twoich? W Nim ksi

ąŜę

 tego 

ś

wiata nie znalazł niczego 

godnego 

ś

mierci, a zabił Go i przez to wymazany jest wyrok, który był wydany przeciwko 

nam. Tego w ksi

ąŜ

kach plato

ń

skich si

ę

 nie znajdzie. Nie ja

ś

nieje z nich ta prawdziwa 

pobo

Ŝ

no

ść

, nie płyn

ą

 łzy wyznania, nie ma tam owej ofiary dla Ciebie: ducha 

udr

ę

czonego, serca skruszonego i ukorzonego, nie słyszymy o zbawieniu ludu Twego, o 

mie

ś

cie przystrojonym jak oblubienica, o zadatku Ducha 

Ś

wi

ę

tego, o kielichu naszego 

Odkupienia. Nikt tam nie 

ś

piewa: "Komu

Ŝ

 jak nie Bogu podda si

ę

 dusza moja? Od Niego 

zbawienie me! On, nie kto inny, Bogiem moim i Zbawc

ą

, Obro

ń

c

ą

 moim. Ju

Ŝ

 si

ę

 nie 

zachwiej

ę

".

Nikt tam nie nasłuchuje wołania: "Chod

ź

cie do mnie, którzy utrudzeni jeste

ś

cie". 

Lekcewa

Ŝą

 Jego nauk

ę

, bo On cichy jest i pokornego serca. O tak! - ukryłe

ś

 to przed 

m

ą

drymi i przewiduj

ą

cymi, a objawiłe

ś

 maluczkim. Co innego - dostrzec z wierzchołka 

poro

ś

ni

ę

tej lasem góry ojczyzn

ę

 pokoju w dali, ale nie móc znale

źć

 wła

ś

ciwej drogi do 

niej, bł

ą

ka

ć

 si

ę

 bezsilnie po bezdro

Ŝ

ach, tuła

ć

 si

ę

 w

ś

ród zasadzek; zdradzieckich 

rabusiów, uciekinierów z pochodu, których wodzem jest lew i smok, a co innego kroczy

ć

 

drog

ą

 wiod

ą

c

ą

 do owej krainy, wytyczon

ą

 staraniem niebia

ń

skiego Wodza; nie szerz

ą

 tu 

rozboju 

Ŝ

adni zbiegowie z niebia

ń

skich zast

ę

pów. Oni unikaj

ą

 tej drogi jak ka

ź

ni! 

Wszystkie te nauki cudownie do mnie przenikały, gdym najmniejszego z Twoich 
apostołów czytał; gdy rozwa

Ŝ

yłem dzieła Twoje i zadr

Ŝ

ałem z trwogi.

Strona 15 z 15

Bez tytułu 1

2009-10-20