background image

ZABAWA W CHOWANEGO

Beata Patrycja Klary

BIBLIOTEKA WSPÓŁCZESNEJ POEZJI POLSKIEJ

„ZESZYTY POETYCKIE”

GNIEZNO 2011

TOM VII

background image

Beata Patrycja Klary Zabawa w chowanego

© Copyright by Beata Patrycja Klary

© Copyright for this edition by

Wydawnictwo „Zeszyty Poetyckie”, Gniezno 2011

Okładka: 

MZ Project

Zdjęcie autorki:

KMC

Redaktor serii: 

Dawid Jung

ISBN 978-83-62947-01-0

tom VII

Wydawca:

„Zeszyty Poetyckie”

62-200 Gniezno, ul. Gdańska 77

tel. (+48) 061 426 14 89

www.zeszytypoetyckie.pl

e-mail: redakcja@zeszytypoetyckie.pl 

background image

        

               Pociesz mię, jako możesz, a staw się przede mną

        

           Lubo snem, lubo cieniem, lubo marą nikczemną.

                        [Jan Kochanowski, Tren X]

    

  

         Nie przychodzisz do mnie w snach. Chcesz postawić na swoim,

 

         udowodnić, że powiedziałeś już wszystko, co miałeś powiedzieć.

              

             [BPK Tren XVI]

background image
background image

exordium 

– wyjawienie przyczyny bólu

background image
background image

I

Zaczyna się dzień, w którym coś powinno się stać. Barometr w górnych rejestrach, 

a moje trzydzieści cztery jest inne niż twoje trzydzieści pięć, choć lata są sercem 

każdego kadłuba. Nie żyje Czesław, nie żyje Zbychu, Rysiek i nie żyje wielu, wielu 

innych. Szalonego Fredka nikt z nas dawno nie widział. Pewnie nie żyje. Jesteśmy 

materią, dlatego lepiej jest malować latem, gdy płaszczyzny są rozgrzane i farby też, 

a umierać zimą. Kto kocha kobiety, Bóg jest w nim, więc na YouTube podglądam 

Bellucci. W moim scenariuszu spaceruje zaróżowiona w promieniach niewidzialnego 

jeszcze słońca. Pramatka i kochanka przyszłości. Nie wiem co wypada lub czego 

nie wypada pisać, ale im wolniej rozstawia nogi, tym szybciej oddycham. Wysysam 

jej miękkość jak pasożyt skorupę ślimaka. 

Kończy się dzień, w którym coś powinno się stać. Dzwoni telefon: ojciec nie żyje.

-7-

background image

II

Zegar spada ze ściany. Oby tylko nikt nie umarł – mówi rodzina o dwudziestej pierwszej 

z minutami. Wszystko wraca na swoje miejsce. Dzwonek w telefonie. Potem krzyk, pogotowie, 

taksówka. Przenoszą ciebie z linoleum na łóżko. Przykrywam kocem, choć mówią, że to 

bez sensu, ale światła nie pozwalają zgasić. Później już zawsze będziesz leżał w ciemnym

Nie mam siły na świece. Jesteś tylko w swoim ulubionym podkoszulku. Najspokojniej z nas 

przyglądasz się zamieszaniu, a my nie wiemy dlaczego. Zgaszony telewizor, odłożone okulary, 

ślady walki z samym sobą. Przybliżony czas zgonu dwudziesta pierwsza z minutami. Czterysta 

kilometrów dalej nierozbity zegar zastanawia. Niczego o tobie nie wiedzą. Zadzwonię rano. 

Niech śpią. I ja przecież jeszcze nic nie wiem o pożegnaniu.

-8-

background image

III

Gdyby chociaż jakaś szpitalna epikryza. Carcinoma solidum zatwierdza wyrok i można się wtedy 

przygotować, choć i tak wiadomo, że przygotować się nie da. Dobry obiad, jeszcze lepsza kawa. 

Przypomnij mi, żebym jutro zadzwonił do Zosi

. Przecież to Zimna Zośka, a potem będzie już ciepło. 

Kraciasty koc – uparcie do tego wracam – otula. Ja nie mam śmiałości. Przeczesuję jedynie włosy, 

jakbym już była pewna, że to i tak nie ma znaczenia. Nic innego nie mogę zrobić. Rano zanoszę 

wyprasowany garnitur, buty i różaniec, żebyś miał coś tylko ode mnie.

-9-

background image

IV

Jedyna droga ucieczki prowadzi pod ziemię

. Uciekłeś jednak za szybko jak na życie komórki 

macierzystej. Zaledwie rok po cor ultimum moriens matki. A może tylko pobiegłeś za głosem. 

Ponoć każdy ma swoją Lorelei, za której śpiewem odchodzi w nieznane. Trochę jakby z obrazów 

Fridy Kahlo. Widziałam te kobiety w Martin-Gropius-Bau w Berlinie. Jedna mogła być twoją 

przewodniczką i oderwać ciebie od mumifikowania resztek. Reszta bez tego jest strachem.

-10-

background image

comploratio 

– opłakiwanie

background image
background image

V

Dzwoni telefon: ojciec nie żyje. Pilno mu było usłyszeć historię Szangri-La. Miasta pająków 

zatrzymujących czas na swoich delikatnych kroczach. Tak bladych jak jego stopy, na których 

wybrał się w drogę. Wszystko tam jest zamknięte: zewsząd góry, głazy, z nisko na nich wiszącym 

niebem. 

Wolność jak proces wietrzenia skał, a może raczej gliny, bo teren pod miastem 

nieurodzajny. Jest nisko na dwa i pół metra. Bez codziennej gazety, choć na upartego można 

przynosić wieści. Ktoś przecież zostawił pozytywkę. W końcu bateria się wyczerpie i będzie 

cisza.

Muszę tylko pamiętać: nie wolno wyrywać chwastów. To idzie z korzeniami. 

-13-

background image

VI

                                  

                  

      Jest znane. I jest nieznane. A to co je dzieli, to Drzwi i nimi właśnie chcę być.

         

                        [Jim Morrison]

Toaleta pośmiertna to najczęściej wypychanie ust watą. Również przebranie bielizny 

i podmalowanie. Wyceniają to na trzysta dziesięć złotych.        

                                                       

Z tamtego dnia najczęściej widzę ciebie w świetle witrażowych szyb, dzięki którym włosy 

nabrały głębi fioletu. A jeszcze niedawno mówiłeś, że przed tobą podróże, wyjazd do przyjaciół. 

Posągowym gestem kreśliłeś możliwości odkrycia skarbu. Wszystko zniknęło jak łzy w deszczu. 

Nastał czas umierania.

 Teraz muszę sprzedać wykrywacz metali. Poeci, którzy są  po to, by się 

przyglądać, nie zdobywają samorodków. Piszą do siebie Kawafisem albo budują światy, 

w których złoto nie ma znaczenia. Nie ubieraj mu sygnetu, bo w tamtym świecie będą go 

za to ścigali

. Taki zabobon, ale matka musi w coś wierzyć. 

-14-

background image

W końcu są  trąbki. Jest organista. Wyjątkowo ładnie. Nie tak jak w innych polskich miastach. 

Piętnaście minut i po sprawie. Zupełnie nie tak jak w innych zagranicznych miastach, choćby 

Eden Memorial Park w Los Angeles, gdzie nieboszczykom przeszkadzają kosiarki. Zimno jest 

czasem tak mocne, że nie sposób go opisać. Welinowy  puder maskuje, ale paznokcie zdradzają 

wszystko. Drzwi są już zamknięte.

-15-

background image
background image

laudatio 

– wyliczenie zasług

background image
background image

VII

Z człowiekiem jest widzisz tak: nim stanie się nikomu niepotrzebny błyszczy w czerni spopielałej 

na zewnątrz. Nie wie dlaczego, co i jak się dzieje. Jedynie pewność, że i tak nie mógłby niczego 

zmienić. Pokazuje obrażenia w wyniku przyrządu do ćwiczeń. Stwarza ciało, a wtedy po stronie 

nocy uwalniają się  słońca. Miraże pustyni stanowią margines.

Z człowiekiem jest widzisz tak: kiedy obrzęki i węzły naczyń nie pchają już tlenu, wychodzi poza 

szeregi zdarzeń. Następuje redukcja do sadzy, z której na nowo może zawiąże się białko. Pęknięte 

otorbienia wyjawiają wszystko nowe i nic w gruncie rzeczy nowego. Idzie tam, gdzie ma się 

jeszcze coś wydarzyć, nim wreszcie padną słowa: sajonara ojcze, sajonara

-19-

background image

VIII

[Zmarli] Kiedy są prochem, nabierają więcej znaczenia.

 Nie da się ukryć, że lenistwo w czynieniu 

rzeczy głupich może być wielką cnotą. W każdym razie nie byłeś bardzo wymagający na tym 

punkcie. Lubiłeś typowy pejzaż egzotycznego pogranicza. Urodzony w Białorusi, ale to było 

zawsze oczywiste, że jesteś z Polesia. Pisany na ręku wężem owiniętym wokół sztyletu, co znaczy: 

zemsta dokonana.

 Mówiłeś, że barwnik to nic innego jak tusz zmieszany z szamponem w celu zagęszczenia. 

Obmycie czymkolwiek z alkoholem i można opisywać ciało, znaczyć poglądy. 

Robiłeś to sobie sam w czasach buntu. A ja uczę się teraz z tego czytać. Na brzegu popielnicy 

czeka niedopałek. To był przecież twój ostatni papieros. 

-20-

background image

consolatio 

– pocieszenie

background image
background image

IX

Ktoś nie wziął kotleta z żółtym serem, zrobionego specjalnie tak jak lubiłeś. Nauczyłam się już 

formy. Jak niewiele nam trzeba do przyzwyczajenia. Był zastępuje jest. Tylko stare zegarki, które 

zbierałeś zachowują formę – . W ich porysowanych szkiełkach widać twoje skupione oko. 

Reperujesz czas. 

-23-

background image

X

Ocalały monety i guziki. Porządkuję teraz szafy z twoimi ulubionymi krawatami. Zaraz przejdę 

do kolekcji płyt. Kriknij tolka mnie ładi bliznu. Masz jego wszystkie winyle. Kto ich będzie teraz 

słuchał, kto będzie nucił w jego ojczystym języku? Крикни только мне: «лaди блесну!» - 

Wystarczy mi kilka twoich słów,

 których już nigdy mi nie powiesz. Będzie mnie to męczyć, gdy 

zamiast snu zobaczę zmiany jakie zachodzą w powłoce. Zapytam: co jest poza nią i gdzie skupiła 

się energia, którą zasilałeś moje niedawne dzieciństwo, gdzie zaginiony horyzont?

-24-

background image

XI

Kiedy nie żyjesz lepiej sobie nawzajem dotrzymujemy towarzystwa. Siedzę, leżysz i coraz trudniej 

przychodzi nam wywołać w sobie zdziwienie. Jesteśmy poza czasem. Ty również poza ciałem, jak 

jogin z Pakistanu albo nestor z Ponderosy. Lubiłeś czytać, ale to filmy trafiały najlepiej. Covboy, 

cobyła, colty, capelusz

 i szeroka preria, na której końcami traw masowałeś stopy. Wolałam Indian, 

choć wiedziałeś, że podkochuję się w Old Shatterhandzie. Patrzyliśmy na niego z zazdrością, 

zupełnie inaczej niż teraz. Nie dlatego umarli bogowie, że rozbiliśmy ich posągi. To stało się 

bez naszego udziału. 

-25-

background image

XII

Mecz śmierci Anglia: Niemcy.

 Już widzę, jak krzyczałbyś prawie bez czucia. Za wcześnie przegrałeś 

swój mecz. Bez świadków. Może jedynie  sędzia ostateczności, jeśli jest, bo zwykłeś w to wątpić

podyktował czerwoną strużkę w narożniku ust. A teraz ślady twoich dotknięć widać tylko na starej 

szkatułce. Boję się zetrzeć z niej kurz, by nie uszkodzić tropów. Łapię się na tym, że zaczynam 

obgryzać paznokcie. 

Myślę, że zacząłeś odchodzić, gdy zauważyłeś tło.

-26-

background image

assuesco 

– przyzwyczajanie się

background image
background image

XIII

Abonent czasowo niedostępny. 

A jednak łudziłam się, że może odbierzesz, że tylko chwilowo 

jesteś poza zasięgiem. Umarli chodzą w nas, a czasem dla oszczędności, noszą nasze buty. 

Więc czemu nie telefony. Rozumiałeś je lepiej niż moje wiersze, ale Jesienina dostałam właśnie 

od ciebie. Czytam go idąc na cmentarz. Jeszcze nie ma ławki, więc trochę postoję.

Planują w okolicy wybudować spalarnię ludzi. Na miejscu czaszek będą więc tylko prochy 

z drobno zmiażdżonymi w młynku zębami, których  nie rusza ogień. Odźwierni nie będą zamykali 

bram przed spóźnionymi żałobnikami. Dziś po dwudziestej pierwszej nie można dostać się 

do zmarłych. Ponoć chodzi o jaskrawoczerwone bugenwile tak rzadkie w tej okolicy. Pies 

rozpieszczany ciasteczkami, po których ma robaki, wciąż na ciebie czeka.

-29-

background image

XIV

Nigdy nie fotografowaliśmy się razem. Zresztą nie lubiłeś tego zatrzymania duszy w obiektywie, 

o co podejrzewają aparat nieufni Papuasi. Ich wielki Nona jest wodzem plemienia, zwykły Nona 

jest wodzem klanu, a mały Nona jest wodzem wsi

. Ty byłeś wodzem rodziny. Dwudziesty trzeci 

czerwca Dniem Ojca, ale nie kojarzę tej daty. Najbliżej mi do wieczoru czternastego mają. 

Od tej chwili jesteś stale obecny. Nie starzejesz się odmłodzony przez śmierć. 

Jak chłopiec ze zdjęcia.

-30-

background image

XV

Było mi obojętne jakie dadzą kwiaty, ale teraz widzę, że białe gladiole lepsze są od lilii. Blisko 

im do symboliki biedronki w pobliżu kobiecego krocza. Niby nic, a jednak córka przerosła ojca. 

A teraz wszystko przerasta córkę. Żeby nie myśleć, kupuję dywany, bransoletkę i kredki 

dla dziecka. To się nazywa survival skills, bo w rzeczach jest jakaś otucha. Przeżywają nas.  

-31-

background image

XVI

To jest jak zabawa w chowanego. Pochowałeś matkę, ja pochowałam ciebie, ktoś pochowa mnie. 

Nasze kroki nie uciszą krzyku kamieni. Jak długo jeszcze będę siedzieć w fotografiach, choćby 

Konstantego syna Alojzego z matki Stefanii? Byłeś do niego podobny. Taki egocentryzator jak 

u Lema. Nawet teraz nie przychodzisz do mnie w snach. Chcesz postawić na swoim,  udowodnić, 

że powiedziałeś już wszystko, co miałeś powiedzieć i nie obchodzi ciebie, że od osiemnastego 

maja biegam na cmentarz, choć mam pewność, że ciebie tam nie ma. Już więcej przebywasz 

w starych listach czy metrykach. One mówią  wiele, a ty nie mówisz nic, bo umarli znają tylko 

mowę kwiatów, dlatego milczą.

-32-

background image

XVII

W upalne noce najbardziej lubię Ashbery'ego: że trzeba pisać o tych samych starych sprawach, 

w ten sam sposób, powtarzając w kółko to samo.

 Wyróżniałeś się goleniem na siedząco. 

Wtedy też miałeś gładko. Przyjęło się, że worek jest czarny, a tobie wybrali jasny w odcieniu 

mleka.  Właśnie takie lubiłeś koszule. Cieknący kran nie daje mi spokoju. Piłeś z niego jak z Lety, 

rzeki zapomnienia. Od letalu śmierć przychodzi do zwierząt. Bywa, że zakład pogrzebowy tak 

się nazywa, więc nie ma się co dziwić, że nawet o mnie udało ci się nie pamiętać. Ule-ciało.

-33-

background image

XVIII

      

    

Za pośrednictwem rozumu wiemy, że to, czego rozum nie ogarnia, jest bardziej 

       

                                                                rzeczywiste niż to, co może ogarnąć. 

  

                            [Simon Weil]

Intensywnych opadów nie są w stanie przyjąć studzienki kanalizacyjne, duże podsiąki także 

na cmentarzu, więc zapadłeś się jeszcze bardziej w siebie. Nawet mistyka dostrzega strach przed 

pustką i nierówną odległością między osobami. Żadnego pukania od spodu. Pająk leniwie wędruje 

po krzyżu. Po dwóch stronach mamy swoje getto nieprzystosowań. Wkurwia mnie to, bo umarłeś 

bez rozmowy i teraz jak idiotka czekam, a właściwie  żałuję, choć nie  wiem czego. Co bym ci 

powiedziała i czy sam przeprosiłbyś za cokolwiek. W całej pełni uświadamiamy sobie istnienie 

tylko tych istot ludzkich, które kochamy

. Bronią nas te odruchy  stadne.

Matka może nie wiedzieć z kim zaszła, ale szczenię zawsze pozna ojca. 

-34-

background image

XIX

Mam tyle lat ile Weil kiedy umarła (aktualne na rok dwa tysiące dziesiąty) i taka jestem do niej 

podobna  jak nikt do nikogo nie jest podobny. Mówią, że to za wcześnie, że powinny minąć lata 

bym mogła o tobie pisać. Szczerze, gówno mnie to obchodzi, bo nikt z nich nie znał ciebie i nikt 

nie zapomina. Od wczoraj choćby staram się przypomnieć jakim gestem nakładałeś okulary. 

Już tego nie widzę. Spakowany, wyprowadzony z przestrzeni, ubywasz w szczegółach. 

Opuszczenie, w jakim  zostawia nas Bóg, jest jego sposobem pieszczoty

. Nie chcę być tak 

pieszczona.

-35-

background image

XX

W spodniach Levi's Curve 05800 straigh, 05803 skinny, 05806 slim  nie przypominam grzecznej 

dziewczynki. Nie chodzę w sukienkach, a przecież ojcowie najbardziej lubią córki z łydkami 

w niewinnych podkolanówkach. Tłuste dziewczątka, które nigdy nie będą rodzić. Jednak urodziłam. 

Zauważyłeś to dość późno w oczach wnuka. Przymusu myślenia o śmierci nie ma sensu lecz pacjent nie 

potrafi się powstrzymać. Dobrze zagrał to Nicholson. Ponoć pomaga korzeń 

żeń-szenia. Dodaje energii jak cała fitoterapia, po której od razu można powiedzieć, że nikt martwy nie 

bywa u nikogo i nie przyjmuje  zaproszeń, że to wszystko są mijane, ale niemijające sny. 

A śnimy tak, jak śnią ludzie zaskoczeni, z zasady nie podnosząc głowy. Na kamień.

-36-

background image

XXI

Nazywam się Joanna Bocian. Wykonałam maskę pośmiertną księdza Twardowskiego. 

Aż mi się ręce trzęsły. 

Nazywam się Beata Patrycja Klary. Napisałam treny o ojcu umarłym na lśniącej podłodze.

Wciąż mi się ręce trzęsą. 

-37-

background image
background image

transformatio 

– przeistoczenie

background image
background image

I

Posągi są wszędzie. 

Najczęściej wyobrażają popiersia,

ale są i postaci od kolan 

(na kolanach) ze spuszczonymi głowami. 

Na skalistej górze czytam znaki 

pisma Kohau. 

Obok mnie siedzi staruszka 

cała w czerni. Krzyżyk 

z masywnego złota i modlitewnik

w ręku. 

Porusza wargami,

ale nie słyszę co mówi. 

Niepokojąco przypomina moją matkę.

-41-

background image

Śnię się. Ja i sylwetki olbrzymów. 

Odchylić kamień leżący na ziemi 

to dowiedzieć się o zamysłach 

nieżyczliwych osób.

Widzenie grobowca zapowiada 

spełnienie pragnień.

Na zboczu rozłożyste gniazdo. 

Sękaty splot, kawałki sierści, 

a w środku wielkie jajo. 

Oto on. 

Prapoczątek w błękicie. 

Człowiek o tysiącu imion i twarzy 

idzie na spotkanie słońca. 

Chce się wyleczyć. 

-42-

background image

Oko nauczyć widzieć. 

Ucho - słyszeć.

Prowadzą mnie do wiśni 

wyhodowanej z pestki. 

Ty również miałaś swoje rośliny 

w pudełkach po margarynie. 

Warkocze naszych dziewcząt będą

białe.

 Ktoś o tym mówił

w miejscu gdzie rodzą się huragany.

Snop światła wydobywa 

podziemne galerie

wypełnione świętymi ptakami.

Umarły, bo taka jest cena za życie.

-43-

background image

Kogut, którego słychać 

w oddali 

budzi przodków.

Menhiry kołami otaczają 

nienarodzonych.

Ciemne sploty Betsaby 

są jak twoje włosy, które czesałem 

wieczorami. 

Sypały się przez palce

gdy gestem mima teatru Kabuki

wzniecałem iskry.

Nie jestem jedynym

podróżnikiem.

W skalnym labiryncie dolin

-44-

background image

matki przenoszą dzieci i kukły.

Zbierałaś lalki. Miały w sobie

zawsze coś z Buddy 

pogrążonego 

we śnie.

Kiedy byłaś jeszcze noworodkiem

należałem już do ukształtowanych.

Potrafiłem unieść ciężar ciała.

Od twoich urodzin 

nie pozostałem nigdy 

w absolutnym spokoju.

Żeby żyć trzeba zapominać. 

Uczyłem ciebie sylab i artykulacji.

-45-

background image

Mówimy, ponieważ jesteśmy 

śmiertelni.

Śmierć odbiera nam 

ciszę.

II

Posągi są wszędzie.

Beznogie ofiary dawnych wojen 

leżą z połamanymi karkami. 

Odpoczywają przed powrotem

do domu, jak ty 

tamtego dnia w kościele. 

W bieli dziecka czekającego

na prezenty.

-46-

background image

Nie ma dokąd uciec. 

Kolana krwawią.

Gdy zeskoczyłaś z garażu 

na drobiny szkła 

bałaś się przyznać.

A teraz śpisz tak mocno, że mogę

wziąć ciebie za rękę 

wcale nie obawiając się 

przebudzenia.

Podchodzę do dębu. Daje zimno

i ciepło. Jak ociemniały dotyka

zagubionych. 

Wtedy wszystko się wyjaśnia.

-47-

background image

Co jest na górze, jest takie samo,

jak to, co jest na dole.

Kora pokryta prymitywnymi

znakami ułatwia

orientację.

Malowidło zaskakuje

precyzją. Ranny bizon z wściekłością

atakuje. Łeb zwierzęcia skierowany

w stronę napastnika,

groźnie wyprężony ogon.

Ale w starciu z człowiekiem

to on straci 

życie.

W mętnym świetle widać

-48-

background image

złoto starych ram.

Tłusto błyszczy lakier na płótnach.

Z jednego uśmiecha się 

malarz z Saskią na kolanach.

I ja bujałem ciebie na starczych

nogach.

III

Posągi są wszędzie.

Kamienna brama Szibam

zatrzymuje czas. Płonie żywica drzew.

Rzucam do wody kamyk

i patrzę jak rozchodzą się kręgi. 

-49-

background image

Chciałaś bym nauczył ciebie 

puszczać kaczki.

Niecierpliwie burzyłaś

gładką toń. Korowody zwierząt

wzniecały niepokój.

Jakiś dokarmiający ptaki 

staruszek nikł pod chmurą gołębi.

Przed namiotem siedzi 

wróżbita. Jego kij ma miedziane

dzwoneczki. 

Na ich odgłos ziemia

pęka i pustynnieje. 

Opadają rajskie jabłka.

Stosy drzewa sandałowego

-50-

background image

przyjmują podłużne pakunki

ciał.

Wokół zmarłych

kręci się niewiele osób.

Kiedy otwierasz oczy 

wszystko zamiera i staje się światłem.

Zastanawiam się nad

czerwonymi galaktykami, 

które oddalają się od nas

zbyt szybko.

Nasze ciała są gwiezdnym pyłem

opadającym na stare

pnie baobabów.

W nich znajdujemy spokój.

-51-

background image

IV

Posągi są wszędzie. 

Stożkowe sylwetki wędrownych

ptaków. Masowe przeloty 

wróżą pożegnanie.

Pieśń kruków

jak pieśń klawikordu

zastanawia.

Godzinami wsłuchiwałem się

w stukot maszyny,

na której wybijałaś litery.

Przede mną

leży cynowy klucz.

-52-

background image

Zamka, do którego pasuje

nie ma pośród babilońskich

zigguratów, ani innych budowli.

Zabieram go ze sobą

na ścieżkę.

 

Przede mną mrok 

wymoszczony paprociami, ale na brzegu

spalone słońcem 

ostrężyny.

Na pagórkach wałów rosną

najsmaczniejsze. 

Zjadałaś je w czerni

języka.

Gwasz pełen zarośli

-53-

background image

do dziś zdobi pokój. 

Nawet nie wiesz, że kolekcjonowałem 

twoje szkolne akwarelki. Leżą w dolnej 

szufladzie. Ozdobne symbole, 

jedne przejrzyste i jasne,

inne tajemnicze, 

nie od razu zrozumiałe, 

wieloznaczne.

V

Posągi są wszędzie. 

Dwie twarze patrzą w dwie 

przeciwległe strony, 

a cztery ręce miłosierne podają 

-54-

background image

cztery odsłonięte piersi.

Dziwiła cię ta rzeźba z Grossmain. 

Wolałaś lipowy sen

ludowego świątka. Prosty, mały, 

przy nim kilka 

świeczników. 

Całymi dniami pozostajesz 

bez ruchu. Wyobrażasz sobie, 

że jesteś bogiem. 

Wyglądasz na dziewięcioletnią

dziewczynkę, która nigdy 

nie zaznała dobra. 

Cienie plamiste rozsiane w obu płucach, 

-55-

background image

a ty się uśmiechasz. 

Słucham pieśni zalotnych cykad. 

Im głośniejszych, 

tym bliższych śmierci. 

Dotykam rybitwy. 

Skrzydła przypominają twoje dłonie. 

Kładłaś je na oczy by ustała pustka. 

Paluszki dziecka.

W pracowni rytownika powstaje ryba.

VI

Posągi są wszędzie.

Ciała nagich kobiet

-56-

background image

o przerośniętych łonach

z zarysowanym owłosieniem.

Rozmiary bioder tak wielkie, 

że uwadze uchodzą głowy. Krocza

hipnotyzujące przybyszów.

Skamieniałe resztki gigantycznych

maczug. Oderwane od korpusu

wzwody świadczące o męskiej sile.

Olbrzymia dziewczyna

leżąca na wznak z rozłożonymi

udami. Kłębowisko kamiennych

węży wypija jej soki.

Myślę o kolejnych miłościach

-57-

background image

w moim życiu. Tylko raz zapytałaś

mnie o kochać.

Padło coś o siłach przyrody, 

bo nie wiedziałem jak 

rozmawiać z dzieckiem,

które jest moją córką.

Idę brzegiem morza. 

Staruszek wskazuje laską

miejsce, gdzie na głębokości

kilku metrów spoczywa 

pogrzebany statek.

Opowiada o wielkiej miłości

kapitana do siedzącej na tronie, 

dla której jednego pocałunku

-58-

background image

poświęcił życie swojej

załogi.

VII

Posągi są wszędzie.

Ociężale spoglądam na to

jak śnisz, jak nawet z zamkniętymi

oczami odgarniasz włosy

z wilgotnych warg. 

Jesteś ciałem miękko wygiętym.

Mnie zaczyna uwierać 

kamień.

Potęga ziemi, energia

skondensowana w skale. Zdaje się

-59-

background image

rosnąć na zewnątrz.

Moc gór utrwala mnie

i zaczynam czuć, że kamień jest

najważniejszy. Jestem mu winien wszystko.

Stygnę. 

Na źrenicy jeszcze twoje pochylenie

nad kartką i ten uśmiech, 

o którym tylko my wiemy.

Zastygam.

Ciało jest nieporozumieniem, 

przykrym przypadkiem. Tylko niemądrą dygresją. 

-60-

background image

Posłowie. Paluszki dziecka

Liryka post-funeralna? Wirtualne spotkanie z Tanatosem? Errata do Kochanowskiego? Lubię poezję, o której 

trudno mi pisać. Opór, jaki stawia tekst podczas lektury, ujawnia jego odrębność, oryginalność, moc. Czasami wprawia  
czytelnika w zadumę, innym razem zadziwia, a nawet wywołuje frustrację. Czegoś podobnego doświadczam, kiedy 
czytam najnowszy tom wierszy Beaty Patrycji Klary Zabawa w chowanego

Po   odważnym   tomiku  Szczekanie   głodnych   psów,   w   którym   poetka   zaryzykowała   formę   z   pogranicza 

wulgarnego erotyzmu, oto czytamy książkę poważną i niepokojącą. Co więcej, mam wrażenie, że Klary w podobnym 
tonie potrafi mówić o miłości, brudzie, zabawie i cierpieniu. To narracja nawiązująca do języka naturalnego, ale 
wzbogacona   o   wiedzę   z   zakresu   literaturoznawstwa.   Jeśli   więc   autorkę  Zabawy   w   chowanego  można   nazwać 
orędowniczką potoczności, to tylko z tym zastrzeżeniem, że jest to potoczność intelektualna i subtelna.

Na książkę składa się cykl ponowoczesnych trenów, które poprzedza motto z Jana Kochanowskiego. Klary ma 

prawo sięgnąć do tradycji poezji funeralnej nie tylko ze względu na temat, jakim jest śmierć bliskiej osoby, ale także 
dlatego,   że   potrafi   go   w   oryginalny   sposób   rozwinąć.   Kompozycja   tomu   nawiązuje   do   tradycyjnego   porządku 
epicedium

, z którego w swoich trenach korzystał Jan Kochanowski. Klasyczny schemat retoryczny zostaje tu jednak 

naruszony, a poetka dokonuje próby odświeżenia języka lamentu.

Warto się przyjrzeć z bliska, jak wygląda owa „poważna potoczność” w wykonaniu Klary. Pierwszy utwór 

zaczyna się od przeczucia, że nastał dzień, „w którym powinno się coś stać”. Po luźnej z pozoru konstatacji, że nie  
żyje kilka znajomych osób, bohaterka opisuje film z udziałem Moniki Belucci, który ogląda w serwisie internetowym 
YouTube:

Nie wiem co wypada, lub czego
nie wypada pisać, ale im wolniej rozstawia nogi, tym szybciej oddycham. Wysysam
jej miękkość jak pasożyt skorupę ślimaka. Kończy się dzień, w którym coś
powinno się stać. Dzwoni telefon: ojciec nie żyje.

-61-

background image

Trudno   chyba   o   bardziej   współczesną   perspektywę:   proza   dnia   codziennego,   ekran   komputera,   nowe 

technologie, szum informacyjny i… nagła wiadomość o tragedii. Warto zauważyć, że już w pierwszym utworze Klary 
umieszcza tradycyjny, symboliczny tandem miłości i śmierci. Mocna puenta to oczywiście nie tylko rodzaj wyznania. 
To zakrojone na ekonomiczny zysk wyjście poza źródło, którym może być zarówno poezja Jana Kochanowskiego, jak 
i sam Bóg. Słowem, osobista utrata zyskuje tu rangę uniwersalną, metafizyczną i wymyka się nawet teorii Freuda na 
temat zabójstwa ojca. Jak powie poetka w innym wierszu: „Nie dlatego umarli bogowie, że rozbiliśmy ich posągi. To  
stało się / bez naszego udziału.”

„Wypadek to bardzo dziwna rzecz, nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy”, pisał w egzystencjalistycznym 

tonie Alan A. Milne. Perspektywa absurdu doskonale pasuje do sytuacji, jaką przedstawia w swoim tomiku Beata 
Patrycja Klary. Paradoks nagłej tragedii polega na jej nieprzewidywalności. Człowiek jest istotą, która lubi panować 
nad swoim życiem i przygotowywać się na różne okoliczności. Tym bardziej na sytuację graniczną, jaką stanowi 
śmierć. Tymczasem właśnie śmierć potrafi zaskoczyć najokrutniej. Jak pisze poetka, „Gdyby chociaż jakaś szpitalna  
epikryza. Carcinoma solidum zatwierdza wyrok i można się wtedy / przygotować, choć i tak wiadomo, że przygotować 
się nie da. Dobry obiad, jeszcze lepsza kawa. / Przypomnij mi, żebym jutro zadzwonił do Zosi”.

Bohaterka tomu Zabawa w chowanego ucieka w dziwną zabawę. To zresztą nawet nie ucieczka, a raczej próba 

zagadania   otchłani,   ocalenia   minionego,   zrozumienia   nieodwracalnego.   Dlaczego   dziwna?   Ponieważ   nie   nosi 
wyraźnych   znamion   gry,   a   więc   nie   służy   przyjemności   i   nie   odwraca   uwagi.   Nie   ma   tu   mowy   o   śmiechach 
w  ciemności,   które  słyszeliśmy   na   przykład   w  poezji   Dariusza   Suski.  Pole   do   zabawy   stanowi  tu   tak   naprawdę 
tradycja, a porządek czynności pogrzebowych okazuje się czymś perwersyjnym. O dziwo, autorce udaje się zachować  
powagę i w skupieniu śledzić poczynania żałoby.

Z poezji Klary wyłania się antropologia, która jest mi bliska. Podejrzewam, że może też być bliska innym 

czytelnikom współczesnej poezji. Człowiek to białko i tlen pchany przez naczynia. Ten chłodny ogląd urzeka swoją  
trafnością i radykalizmem. Nie ma tu ideologii. Nie ma złudzeń. Jest za to konsekwentny, metafizyczny minimalizm. 
Podobną   perspektywę   można   znaleźć   na   przykład   u   Jacka   Dehnela   (Brzytwa   okamgnienia).   Pod   względem 
tematycznym projekt Klary bardziej przypomina jednak tom wierszy Lacrimosa Radosława Kobierskiego, który śmierć 

-62-

background image

ojca próbował rekompensować w przestrzeni wyobraźni i snu.  Klary zadaje zresztą ogólne pytanie o rolę poezji 
w obliczu nieuniknionego. Odczuwa rozczarowanie powinnościami, jakie na poetę narzuciła tradycja: „Poeci, którzy 
są po to, by się / przyglądać, nie zdobywają samorodków. Piszą do siebie Kawafisem, albo budują światy, / w których 
złoto nie ma znaczenia”.

Książka  Zabawa w chowanego  to zatem poruszająca opowieść o tragedii, która we wrażliwy umysł młodej 

intelektualistki uderza z chirurgiczną precyzją. Ale niepokój, który odczuwa czytelnik, wiąże się z czymś jeszcze. 
Ustanowiona na początku tomu perspektywa, powstała przez zderzenie opisu kobiecego ciała i śmierci ojca, odsyła do 
innych rejestrów i nastraja wzrok na drobne, ale bardzo wyraźne ślady cielesności. Oczywiście w perspektywie 
historycznoliterackiej   można   się   tu   doszukiwać   kontynuacji   w   stosunku   do   poprzedniego   tomu,   w   którym 
wulgarność   stanowiła   coś   w   rodzaju   ujścia   dla   wewnętrznego   konfliktu   bohaterki.   Można   jednak   spróbować 
prześledzić   ten   nieoczekiwany   mariaż   tylko   w   obrębie   omawianej   książki.   W   jednym   z   wierszy   Klary   pisze 
o „delikatnych kroczach pająków”. W innym już bardziej dosadnie: „Było mi obojętne, jakie dadzą kwiaty, ale teraz 
widzę, że białe gladiole lepsze są od lilii. Blisko / im do symboliki biedronki w pobliżu kobiecego krocza”.

Być   może   odczuwalna   fizyczność   własnego   ciała   pozwala   bohaterce   oswoić   śmierć   ojca,   którą   przecież 

postrzega w kategoriach biologicznych. Ta zabawa w chowanego może czasem zdumiewać, jednak lekkość, z jaką 
poetka przechodzi od jednego porządku do drugiego, zdaje się potwierdzać przypuszczenie, że tak naprawdę dobra 
jest każda kompensacja, jeśli tylko okazuje się skuteczna. Co więcej, kobiece krocze jawi się tu raczej w odniesieniu do 
porodu, a nie miłości fizycznej: 

Nie chodzę w sukienkach, a przecież ojcowie najbardziej lubią córki z łydkami
w niewinnych podkolanówkach. Tłuste dziewczątka, które nigdy nie będą rodzić. Jednak
urodziłam.

Ledwie dostrzegalna na tle opisów żałobnych cielesność powraca z impetem w ostatniej części tomu, w cyklu 

zatytułowanym  Transformatio – przeistoczenie. Martwe ciało ojca zostaje tu wymienione na pomnik i w ten sposób 
ocalone w sferze symbolicznej. Posąg zaczyna przemawiać we śnie. Co więcej, zwraca się bezpośrednio do swojej  
córki, opowiada o jej dzieciństwie od chwili narodzin, o nauce mówienia, pierwszych prezentach. Wspomina sytuację, 

-63-

background image

w której dziewczynka rozbiła sobie kolana, skacząc z dachu garażu, a także moment, kiedy prosiła, by nauczył ją 
puszczać kaczki. 

Co oznacza ta nagła przemiana? Oto ojciec staje się dla bohaterki tym, kim dla Urszuli był poeta z Czarnolasu. 

Ta śmierć okazuje się więc dokładną odwrotnością śmierci, która rozdzieliła Jana Kochanowskiego i jego córkę. 
Nieoczekiwana symetria nie tylko pozwala bohaterce uzyskać tożsamość, ale także jednoczy w nagłej komunii poetów 
z różnych epok. Zauważmy, co tak naprawdę się tutaj dzieje: Beata Patrycja Klary najpierw wciela się z postać Jana  
Kochanowskiego, co pozwala jej urodzić własnego ojca, a potem przemienia się w postać Urszuli, dzięki czemu 
naprawdę staje się jego dzieckiem. 

Umiejętność przemiany ojca w dziecko i dziecka w ojca to niechybny znak, że mamy do czynienia z autorką 

dojrzałą i świadomą możliwości, jakie daje słowo. Beata Patrycja Klary doskonale sobie radzi z podwójną rolą, jaką 
przyszło jej odegrać. A przy okazji przypomina, że mamy prawo upominać się o nieśmiertelność

.

 

Marcin Orliński

-64-

background image

Spis treści

exordium

 – wyjawienie przyczyny bólu

I............................................................................................................................................................................................7
II..........................................................................................................................................................................................

....

8

III.........................................................................................................................................................................................

..

9

IV.......................................................................................................................................................................................

....

10

comploratio

 – opłakiwanie 

V.........................................................................................................................................................................................13
VI.......................................................................................................................................................................................

.

14

laudatio

 – wyliczenie zasług 

VII.....................................................................................................................................................................................

.....

19

VIII....................................................................................................................................................................................

...

20

consolatio

 – pocieszenie 

IX.......................................................................................................................................................................................

..

23

X........................................................................................................................................................................................

...

24

XI.......................................................................................................................................................................................

..

25

background image

XII......................................................................................................................................................................................26

assuesco

 – przyzwyczajanie się 

XIII....................................................................................................................................................................................

....

29

XIV.....................................................................................................................................................................................30
XV......................................................................................................................................................................................

..

31

XVI....................................................................................................................................................................................

..

32

XVII...................................................................................................................................................................................

.

33

XVIII.................................................................................................................................................................................

.....

34

XIX....................................................................................................................................................................................

...

35

XX.....................................................................................................................................................................................

.

  

36

XXI....................................................................................................................................................................................

...

37

transformatio - przeistoczenie 

I..........................................................................................................................................................................................41
II........................................................................................................................................................................................

....

46

III.......................................................................................................................................................................................

..

49

IV.......................................................................................................................................................................................

.

52

V........................................................................................................................................................................................

..

54

VI.......................................................................................................................................................................................

.

56

VII.....................................................................................................................................................................................

.....

59

background image

Podziękowania niech przyjmą:

Milarepo,  James  Hilton,  Konstantinos  Kawafis,  Edgar  Lee  Masters,  Gorgos  Seferis,  Włodzimierz  Wysocki,  Wiktor 

Smuraga, Yannis Ritsos, Rainer Maria Rilke, Stanisław Lem, Ilias Simopoulus, Krzysztof Szymoniak, Karol Samsel, 

Leopold Seder Senghar, Ryszard Kapuściński, Robinson Jeffers, Robert Lowell, Simone Weil, Karol Maliszewski, Anna 

Świrszczyńska, Walt Whitman.

-67-

background image

Beata Patrycja Klary 

Rocznik 1976.

Uprawia poezję i prozę. Filolog polski, felietonista, recenzent. Publikuje w prasie regionalnej i ogólnopolskiej. 
Wydała poetyckie tomy „Szczekanie głodnych psów” 2010, „Imaginacje” 2006 oraz „Witraże” 2004, a także dwa 
arkusze „Schną koniczyny” 2007 i „Nokturny intymne” 2008. 

Nagrodzona za najciekawszy debiut 2004 roku dyplomem honorowym Lubuskiego Wawrzyna Literackiego. 
Stypendystka Prezydenta Miasta Gorzowa w dziedzinie literatury.  

Zwyciężczyni kilkunastu konkursów poetyckich i literackich, m.in.: OKP im. I. Kraszewskiego (Biała Podlaska 
2010); OKP „Milowy Słup” (Konin 2010); „Piórem Malowane 2010” (Kraków 2010), OKP im. Z. Morawskiego 
(Gorzów Wlkp. 2010), „Połów Poetycki” (Gdynia 2010), OKP „Czerwona Róża” (Gdańsk 2010), OKP „O Strzałę 
Erosa” (Nowa Sól 2011).

Niezrzeszona.

Prowadzi swoją stronę internetową (

http://beataklary.w.interia.pl/

 ).

-68-