background image
background image

POLECAMY RÓWNIEŻ 

GEZA VERMES 

KTO BYŁ KIM W CZASACH JEZUSA 

WALTER-JÖRG LANGBEIN 

LEKSYKON POMYŁEK NOWEGO TESTAMENTU 

background image

W POSZUKIWANIU 

ŚWIĘTEGO KRZYŻA 

CARSTEN PETER THIEDE 

MATTHEW D'ANCONA 

Przekład 

Ewa Witecka 

AMBER 

background image

Tytuł oryginału 
The Quest for the True Cross 

Redaktor serii 
Zbigniew Foniok 

Redakcja stylistyczna 
Izabella Sieńko-Holewa 

Redakcja techniczna 
Andrzej Witkowski 

Korekta 
Katarzyna Kucharczyk 
Barbara Opiłowska 

Ilustracja na okładce 
Blacksheep 

Opracowanie graficzne okładki 
Studio Graficzne Wydawnictwa Amber 

Skład 

Wydawnictwo Amber 

Druk 
Drukarnia Naukowo-Techniczna 
Oddział Polskiej Agencji Prasowej SA, Warszawa, ul. Mińska 65 
Copyright © 2000 Carsten Peter Thiede and Matthew d'Ancona. 
All rights reserved. 

For the Polish edition 

Copyright © 2005 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. 

ISBN 83-241-2479-9 

Warszawa 2006. Wydanie I 

WYDAWNICTWO AMBER Sp. z o.o. 
00-060 Warszawa, ul. Królewska 27 
tel. 620 40 13, 620 81 62 

www.wydawnictwoamber.pl 

background image

Moim chrześniakom z Wielkiej Brytanii, 

Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii i Niemiec - Williamowi Brantonowi, 

Markowi Schelbertowi, Laurentowi Schmidtowi, Jennifer Thiede 

i Michaelowi Zopfowi za ich własne poszukiwania 

w naszej globalnej wiosce 

Carsten Peter Thiede 

Dla moich rodziców, bohatera i bohaterki mojego życia 

Matthew d'Ancona 

background image
background image

Spis treści 

W s t ę p 1 1 

1. Drzewo życia. 

Krótka historia świętego krzyża 15 

2. Cesarzowa Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 25 

3. Odkrycie Prawdziwego Krzyża 42 

4. Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym, 

czyli jak kawałek drewna z orzechowca 

zmienił bieg historii 59 

5. Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie 

- Titulus, bóg, pan i zbawca 94 

6. Najwcześniejszy symbol chrześcijański 

- wierni pod krzyżem 112 

7. Niekończące się poszukiwania 134 

Przypisy 146 

P o d z i ę k o w a n i a 175 

background image
background image

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł 

im: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, 
niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!" 

Ewangelia według świętego Marka 8,34 

(wszystkie cytaty z Biblii za Biblią Tysiąclecia) 

Nie każda relikwia, która jest ponad wszelkimi wątpliwościami, 
musi być fałszywa. 

Hippolyte Delehaye 

background image
background image

Wstęp 

Posłuchaj! Chcę opowiedzieć najlepszy z wszystkich snów, 

Który ujrzałem niczym wizję w samym środku nocy, 

Kiedy inni ludzie słodko spali w łożach. 

Wydało mi się, iż widzę najszlachetniejsze drzewo 

Uniesione w powietrze i otoczone światłem. 

Dream of the Rood,

 anglosaski poemat z IX wieku n.e. 

W poszukiwaniu świętego krzyża

 to książka o symbolu, być może najpotęż­

niejszym w dziejach świata. To opowieść o świętym przedmiocie, którego 
wyobrażenie przedstawiono za pomocą tego symbolu i próba wskazania kon­
kretnego momentu w historii, gdy sama relikwia stała się symbolem. To dys­
kusja o powiązaniach pomiędzy historią i religią, o roli nauki w takim prze­
kształcaniu tych powiązań, by stały się widoczne i zrozumiałe. W książce tej 
przedstawiamy okres największych i najbardziej znaczących zmian w historii 
Zachodu, które rozpoczęły się w chwili, gdy pewien cesarz rzymski i jego 
matka pojęli, w jaki sposób mogą wykorzystać chrześcijaństwo, gdy zrozu­
mieli, jaki wpływ wiara może mieć na wydarzenia i jakie znaczenie może nada­
wać zwykłym przedmiotom i miejscom. Jest to również relacja z podróży 
i pewnego odkrycia. 

Myśl, by zająć się tą tematyką, przyszła nam do głowy w Jerozolimie. Dwa 

lata po opublikowaniu naszej pierwszej książki, The Jesus Papyrus (Papirus 
Jezusa), znaleźliśmy się w Świętym Mieście. Razem z ekipą amerykańskiego 

telewizyjnego programu naukowego realizowaliśmy film, którego tematyka 

już wtedy wywołała niezwykle ożywioną dyskusję. Chodziło o odważną i przez 

niektórych uważaną za ryzykowną treść naszej poprzedniej książki. Starali­

śmy się w niej udowodnić dwie tezy: po pierwsze, że najwcześniejsze zacho­

wane papirusy z tekstem Nowego Testamentu dostarczają niezbitych dowo­
dów na to, iż ewangelie zostały napisane przez ludzi współczesnych lub prawie 

background image

12 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

współczesnych Jezusowi, i po drugie, że co najmniej dwa fragmenty-jeden 
z relacji świętego Marka, a drugi z opisu świętego Mateusza - można datować 
za pomocą najbardziej wyrafinowanych metod kryminalistycznych na począ­
tek lat 60. I wieku n.e., a może nawet na okres nieco wcześniejszy

1

Przedstawiliśmy dowody na to, że okres dzielący życie Jezusa od momentu 

powstania dzieł ewangelistów był krótki. Upłynęły raczej lata niż dziesiątki lat 

i nie powinno się przyjmować, że nowotestamentowe opowieści są błędne lub 
zmyślone. Odważyliśmy się wysunąć hipotezę opartą nie tylko na domysłach, 
ale przede wszystkim na badaniach, podczas których stosowano metody wy­
korzystywane w kryminalistyce - że nie można wykluczyć, iż ludzie, którzy 
słuchali nauk Jezusa, byli też pierwszymi czytelnikami ewangelii. W końcu 
zasugerowaliśmy również możliwość pojawienia się „nowego paradygmatu" 
w badaniach nad początkami Kościoła, który zakwestionuje uroki liberalnej 
ortodoksji, w nowatorski sposób spojrzy na wczesnochrześcijańską tradycję 
oraz ponownie oceni dowody archeologiczne i zachowane źródła pisemne, 
używając w tym celu wszystkich dostępnych metod naukowych i kryminali­
stycznych. 

Niniejsza książka nie stanowi kontynuacji The Jesus Papyrus, chociaż pro­

blematyka, jaką porusza, i cele, jakie przed sobą stawia, są podobne. Tamtego 
dusznego upalnego popołudnia w Jerozolimie schroniliśmy się w chłodnym 
wnętrzu kościoła Grobu Pańskiego i obserwowaliśmy jeden z najczcigodniej­
szych i najbardziej tajemniczych obrzędów w świecie chrześcijańskim. Była 

5.30 po południu i grupa ormiańskich mnichów kroczyła w procesji za fran­
ciszkanami (oni oraz wspólnota koptyjska dzielą kompleks świętych budow­
li). Mnisi z tych dwóch zakonów śpiewali odmienne pieśni, rywalizując ze 
sobą, aż przedsionek zbudowanej przez krzyżowców świątyni wypełniła dziw­

na, niesamowita polifonia. Zakonnicy zeszli po schodach do kaplicy Świętej 
Heleny, matki cesarza Konstantyna Wielkiego, żeby odprawić mszę. W ba­

jecznie ozdobionej kaplicy zgromadził się tłum pielgrzymów z całego świata, 

czekających na nabożeństwo, którego mnóstwo razy wysłuchali ich niezlicze­
ni poprzednicy. Popłynęła muzyka, unosząc siew chłodnym powietrzu kościoła 
krzyżowców w stronę dziedzińca, gdzie kłębili się turyści z kamerami. Na 
chwilę wszystko znieruchomiało. 

Po końcowym błogosławieństwie niektórzy wierni zapuścili się w głąb świą­

tyni do znacznie starszej krypty, wykutej nie bardziej starannie niż jakaś staro­
żytna cysterna, do miejsca cichej modlitwy, niemal zupełnie pozbawionego 
przedmiotów liturgicznych i ozdób. W małym, podziemnym pomieszczeniu 
panował taki spokój, że trudno było uwierzyć, iż znajdujemy się w mieście 
pełnym przemocy, podzielonym między siebie przez grupy nienawidzących 
się ludzi. Tutaj, według tradycji, cesarzowa Helena znalazła - lub odkryła -

starożytne drzewo Prawdziwego Krzyża: lignum crucis, zachowane fragmen­
ty Drzewa Życia, które wyrosło z nasienia wrzuconego do ziemi w rajskim 

background image

W s t ę p 

13 

ogrodzie. I właśnie tam, gdy pielgrzymi wyszli po schodach na światło dzien­
ne, na zatłoczone ulice arabskiej dzielnicy Jerozolimy, zaczęliśmy nasze włas­
ne poszukiwania. Zadaliśmy sobie następujące pytania: co naprawdę wydarzyło 
się ponad 1600 lat temu? Czy istnieją przekonujące dowody na prawdziwość 
legendy o odkryciu Heleny? Czy do dzisiejszych czasów przetrwały choćby frag­
menty tego, co miała znaleźć? Jakie znaczenie mógł mieć krzyż Jezusa dla 

pierwszych chrześcijan, nie tylko jako święty symbol, lecz także jako mate­
rialny przedmiot - godny, by oddawać mu cześć? 

Tak jak Helena zawędrowaliśmy daleko w poszukiwaniu odpowiedzi na te 

pytania. Zjeździliśmy całą Europę, od Rzymu, gdzie w miejscu pałacu matki 
Konstantyna stoi teraz kościół Santa Croce in Gerusalemme, do Trewiru, jej 
następnej rezydencji, i tych miejsc w całej Ziemi Świętej, gdzie można zna­
leźć dowody na wczesny kult krzyża jako symbolu wiary pierwszych chrześci­

jan. Tak jak pielgrzymi z IV wieku, którzy zbierali domniemane fragmenty 

Prawdziwego Krzyża, musieliśmy nie tylko oddzielić fakty od fikcji, lecz tak­
że zrozumieć całość, w jaki sposób na siebie wpływały. Zamierzaliśmy odtwo­
rzyć prawdopodobną historię krzyża Jezusa, a także rzucić wyzwanie panują­
cemu ogólnie poglądowi, że cała legenda Heleny jest, z założenia, pozbawiona 

sensu. 

Edward Gibbon napisał, że Helena „jednoczyła, jak się zdaje, łatwowier­

ność owych czasów z serdecznymi uczuciami niedawnego nawrócenia"

2

Chcieliśmy dowieść, że większość współczesnych naukowców również grze­
szy łatwowiernością, choć w inny sposób, gdyż bez wahania gotowa jest od­
rzucić odwieczną tradycję, uznając ją za stek bzdur, jak gdyby jedynym celem 
legendy było zniekształcenie i ukrycie prawdy. Wykażemy, że w starożytnych 
społecznościach tradycja pełniła bardzo subtelną funkcję, która ma niewiele 
wspólnego ze śladową rolą, jaką odgrywa folklor we współczesnym świecie. 
Tak jak od czasów oświecenia w dużym stopniu nie docenia się wartości ewan­
gelii jako źródeł historycznych, tak rekonstrukcję świata wczesnochrześcijań­
skiego na podstawie legend i odkryć archeologicznych uniemożliwiał patolo­
giczny sceptycyzm graniczący z nienaukowym podejściem. Prawdą jest, że 
dokumentów i opowieści pierwszych pisarzy chrześcijańskich nie można trak­
tować dosłownie. Nie oznacza to jednak, że wszystko, co głosili, było nie­
prawdziwe lub nie miało oparcia w rzeczywistości. 

Książka ta jest radykalną rewizjonistyczną pracą. Atakuje ona najważniej­

sze założenie przyjętej przez naukowców tezy, mówiącej o tym, że krzyż stał 
się ważnym chrześcijańskim symbolem dopiero po epoce Konstantyna i Hele­

ny i że znaczenie tego symbolu w naszej cywilizacji to niemal wyłącznie za­

sługa Konstantyna. Chcemy dowieść, że centralne miejsce krzyża w życiu 
Kościoła sięga początków tego ostatniego i że krzyż był powszechnie czczony 

przez chrześcijan w Palestynie, znacznie wcześniej niż uznała to współczesna 
nauka. Twierdzimy również, że można znaleźć dowody na istnienie tego kultu 

background image

14 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

i że najwcześniejsi pielgrzymi przybywali tłumnie do miejsca ukrzyżowania 
Jezusa nawet wtedy, gdy stała tam pogańska świątynia. To miejscowa tradycja 

przywiodła Heleną do Jerozolimy w 326 roku. Kiedy matka Konstantyna przy­

jechała do tego miasta, stworzyła nową cesarską tradycję. Nie była więc pierw­

szym pątnikiem, który szukał Prawdziwego Krzyża, ale najważniejszym z nich. 

Celem naszych poszukiwań jest jedna z najbardziej niezwykłych (i zlekce­

ważonych) relikwii cywilizacji chrześcijańskiej: Titulus Crucis - przechowy­
wany teraz w kościele Santa Croce in Gerusalemme - domniemana tablica 
zdjęta ze świętego krzyża, na której zachowała się część napisów. Czasami 
napomykano, że ten wyjątkowy przedmiot nigdy nie został gruntownie zbada­
ny przez naukowców ale - co dziwne - nikt z tych, którzy to zauważyli, nie 
kwapił się, by temu zaradzić

3

. Rozdziały 4 i 5 tej książki są pierwszą wyczer­

pującą analizą naukową Titulusu i zawierają zaskakujące wnioski o możliwym 
pochodzeniu tego zapomnianego artefaktu. Naszym zdaniem zasługuje on na 
uwagę i dyskusję w takim samym stopniu, jak Całun Turyński. 

Przez prawie 2000 lat mężczyźni i kobiety marzyli o krzyżu, a każdy wy­

obrażał sobie inaczej ten najwidoczniej niezatarty symbol. Nasze poszukiwa­
nia opisane w tej książce miały za zadanie odkryć historyczne pochodzenie 
ich marzeń. 

background image

1. Drzewo życia. 

Krótka historia świętego krzyża 

Zabrali zatem Jezusa. A On sam, dźwigając krzyż, wyszedł na miejsce zwane 

Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota. 

Ewangelia według świętego Jana 19,16-17 

Sam krzyż jest naszą teologią. 

Marcin Luter 

Mitologia jest badaniem wszystkich religijnych lub bohaterskich legend, 

które są tak obce doświadczeniu życiowemu badacza, że nie jest on w stanie 

uwierzyć, iż są prawdziwe. 

Robert Graves 

W cywilizacji zachodniej święty krzyż był - pod każdym względem - kwin­

tesencją licznych legend. Nawet dzisiaj jest najłatwiej rozpoznawanym sym­
bolem religijnym na świecie. Jego duchowe znaczenie wciąż przyciąga uwagę 
uczonych. Jego wpływy widoczne są w architekturze, malarstwie religijnym, 
liturgii kościelnej, ornamentach wykorzystanych do dekoracji, symbolach no­
szonych przez chrześcijan i znakach, które wybierają dla okazania pokojowych 
zamiarów. Żaden symbol nigdy nie posiadał tak wielkiej władzy - mniej lub 
bardziej subtelnej - nad ludzkimi umysłami

1

Mimo to jednak w ciągu wieków, a zwłaszcza od czasu oświecenia, zaintere­

sowanie materialnym przedmiotem, który ma rzekomo reprezentować ten sym­

bol, znacznie zmalało. 

background image

16 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Nadmierne przywiązanie XVI-wiecznego protestanckiego reformatora Mar­

cina Lutra do głębokiego teologicznego znaczenia krzyża (Luter za swojego 
mistrza duchowego uważał świętego Pawła) zapewniło powodzenie temu sym­
bolowi religijnemu w późniejszych wiekach w całym świecie chrześcijańskim. 

A oto jak Luter wyjaśnia znaczenie krzyża w swojej Dyspucie heidelberskiej 
z 1518 roku: 

Krzyż święty uczy nas mieć nadzieję nawet wtedy, kiedy już nie ma nadziei. 

Mądrość krzyża ukryta jest głęboko w pewnej wielkiej tajemnicy. W istocie nie ma 
innej drogi do nieba, jak wzięcie krzyża Chrystusowego. Ze względu na to musimy 
uważać, żeby aktywne życie z jego dobrymi uczynkami i życie kontemplacyjne z je­
go spekulacjami nie sprowadziło nas na złą drogę. Oba bowiem są atrakcyjne i za­
pewniają spokój ducha, ale z tego właśnie powodu kryją w sobie prawdziwe zagro­
żenia, chyba że powściągnie je krzyż i utrudnią przeciwności losu. Krzyż święty to 
najpewniejsza ze wszystkich droga do nieba. Błogosławiony człowiek, który rozu­
mie tę prawdę

2

Sceptyczne nastawienie Lutra do świętych relikwii wywarło olbrzymi wpływ 

na nasze dzisiejsze spojrzenie na te zagadnienia. Protestancki reformator uwa­
żał krzyż za bardzo ważny, ale gardził kultem rzekomo autentycznych relikwii 
niemal tak samo, jak pogardzał łatwowiernością tych, którzy nimi handlowali 
i wierzyli w ich moc. Mimo to wniósł pewien wkład do historii Prawdziwego 
Krzyża. Sprawił, że przyszli szanujący się badacze woleli nie spekulować nad 
pochodzeniem i ewentualnym przetrwaniem takich artefaktów. 

Czyniąc to, Marcin Luter skutecznie pogrzebał bogatą tradycję legend, mi­

tów i poszukiwań naukowych. Jego przodkowie nie wątpili, że materialne po­
zostałości krzyża - albo przynajmniej ich część - przetrwały śmierć Jezusa 
i snuli wymyślone opowieści o ich losach z całą pasją i energią, na jaką mogły 
się zdobyć umysły ludzi sprzed epoki oświecenia. 

Do czasów Marcina Lutra, czyli od niemal czterech stuleci, nic nie wiedziano 

o miejscu, w którym przechowywany jest święty krzyż (Vera Crux). Po wielkich 
wykopaliskach cesarzowej Heleny główna jego część znajdowała się pod pieczą 
biskupa Jerozolimy i pokazywano ją wiernym tylko w czasie najbardziej uro­
czystych ceremonii religijnych. W 614 roku perski generał Szahrabaraz wtargnął 
do Palestyny w imieniu króla Chosroesa II, 5 maja tegoż roku wdarł się do Świę­
tego Miasta. W rzezi, jaka potem nastąpiła, miało zginąć 60 000 ludzi, a 35 000 
dostało się do niewoli. Grób Pański został starty z powierzchni ziemi, a święty 
krzyż wysłany w darze Meryem, chrześcijańskiej królowej Persji. Nie znajdo­
wał się długo w rękach wroga. W roku 627 cesarz Herakliusz pokonał Persów 
pod Niniwą i triumfalnie zwrócił święty krzyż Jerozolimie. 

W następnych stuleciach świadomość istnienia tej relikwii wywierała nie­

słabnący wpływ na wyobraźnię chrześcijan. Szlachta, zakony oraz kościoły 
szukały fragmentów krzyża - prawdziwych lub fałszywych - gdyż sam fakt 
ich posiadania był gwarancją zwiększenia znaczenia i wpływów właściciela. 

background image

Drzewo życia. Krótka historia świętego krzyża 

17 

I tak w roku 565 przybycie jednej z takich relikwii do klasztoru w Poitiers za­
inspirowało Wenancjusza Fortunatusa do napisania słynnych hymnów na cześć 
świętego krzyża: Vexilla regis prodeunt i Pange, lingua, gloriosi certaminis, 
których późniejsze wersje są śpiewane po dziś dzień. Wielki anglosaski po­
emat Sen o krzyżu powstał w 884 roku, gdy król Alfred otrzymał od papieża 
Marynusa fragment Prawdziwego Krzyża. Niewiele poematów napisanych 
w jakimkolwiek języku przekazuje tak sugestywnie moc jednego obrazu, któ­
ry podbił serca i umysły mieszkańców całego kontynentu. Sen o krzyżu to opo­
wieść o głębokim mistycznym przeżyciu, ale najbardziej zdumiewa w nim fakt, 
że wizja wydaje się zupełnie realna: 

Wydało mi się, że ujrzałem najszlachetniejsze drzewo, 
Uniesione w powietrze i otoczone światłem, 
Najjaśniejsze z drzew. Cały ten symbol 
Był pokryty złotem; piękne klejnoty stały 

Na powierzchni ziemi, a pięć z nich 
Zdobiło poprzeczną belkę

3

Nie ma dowodów na to, że anonimowy autor - tak jak Cynewulf, który napi­

sał wielki anglosaski poemat Elene o matce Konstantyna Wielkiego - odbył 
pielgrzymkę, aby ujrzeć Prawdziwy Krzyż

4

. Jasne jednak jest, że mistycyzm 

obu pisarzy ściśle łączył się z całkowitym przekonaniem o istnieniu świętego 
krzyża. W ówczesnych czasach wszyscy wykształceni ludzie wiedzieli, że zo­
stał on odnaleziony przez świętą Helenę i że jest przechowywany w Jerozoli­
mie, najświętszym z miast. 

W 1187 roku relikwia ta znowu zaginęła, tym razem na dobre. Krzyżowcy 

zabierali święty krzyż na pola bitewne. Miało to dodać ducha walczącym oraz 
chronić ich podczas starcia z niewiernym wrogiem. Baldwin I kazał nieść reli­
kwię przed swoimi wojskami, gdy wyruszył do walki z armią egipskiego we­
zyra pod Ramleh. Po zwycięstwie stała się ona tak ważna dla krzyżowców, jak 
niegdyś Arka Przymierza dla Hebrajczyków. Jak ujął to pewien historyk: „Dla 
żołnierzy i dla ich dowódców [Prawdziwy Krzyż] był najświętszym ze świę­
tych, którego należało bronić za wszelką cenę, dającym zwycięstwo lub niosą­
cym pociechę po klęsce"

5

Dlatego zdobycie Prawdziwego Krzyża było głównym celem sułtana Salady-

na (1137/8-1193), kiedy planował odbić Jerozolimę, która od 81 lat znajdowała 

się w rękach Franków. W lipcu 1187 roku armia krzyżowców pomaszerowała 
do Hattin położonego w Galilei naprzeciw najeźdźcom, przypominając, według 
sekretarza Saladyna, al-Imada, „wędrującą górę, morze wzburzonych, spienio­

nych fal". W sercu tego zakutego w żelazo oceanu jechał biskup Acre, trzymając 
relikwie Prawdziwego Krzyża nad głową konia. O świcie 4 lipca rozpoczęła się 
bitwą. Kiedy Frankowie ruszyli do ataku: 

Rozpłomienione niebo wzmocniło ich furię; jazda atakowała fala za falą wśród 

kłębów mgły tworzącej miraż, palona pragnieniem, smagana wiatrem i dręczona 

background image

18 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

niepokojem. Te psy wywiesiły języki i wyły pod ciosami. Mieli nadzieję dotrzeć do 
wody, ale odgradzało ich od niej morze płomieni i pokonało ich nieznośne gorąco

6

Krzyżowców pokonały zarówno pragnienie, jak i ich wewnętrzne spory. 

Saladyn odniósł zwycięstwo. Wśród zabitych był biskup Acre, a święty krzyż 

zaginął. Świat chrześcijański ponownie utracił swoją najcenniejszą relikwię

7

Wielu ludzi usiłowało ją odzyskać, między innymi Ryszard Lwie Serce (w la­
tach 90. XII wieku) oraz królowa Gruzji, która zaproponowała w zamian okup 
w wysokości 200 000 dinarów. Na próżno. Powstały liczne mity o dalszych, 
nieznanych losach relikwii. Mówiono, że templariusze gdzieś ją zakopali, może 
w Ziemi Świętej, a może we Francji. Trzysta lat później chrześcijanie z Kon­
stantynopola twierdzili, że posiadają fragmenty Prawdziwego Krzyża, nikt im 

jednak nie uwierzył. Jeśli chodzi o świat chrześcijański, Vera Crux został utra­

cony na zawsze na polu bitwy pod Hattin. 

Nie zmniejszyło to wszakże fascynacji pochodzeniem świętego krzyża i je­

go historią. 

Spośród „detektywów", którzy badali tę sprawę, najsławniejszym był Jakub 

de Voragine, encyklopedysta z XIII wieku. Spisana przez niego kompilacja 
cudownych wydarzeń i żywotów świętych, znana jako Złota legenda, była jed­
nym z dzieł mających największy wpływ na ową epokę. Według Jakuba de 
Voragine'a drzewo, na którym kiedyś ukrzyżowano Jezusa, pochodziło z po­
czątków historii ludzkości. Pewien anioł dał Setowi, synowi Adama, gałąź 
z drzewa, pod którym jego ojciec popełnił grzech. Powiedział mu też, że kiedy 

ta gałąź wyda owoce, jego ojciec zostanie zbawiony. Set posadził podarowaną 
gałąź na grobie Adama, gdzie zapuściła korzenie. Rosła tam za czasów Salo­
mona. Ów wielki król tak podziwiał piękno drzewa, że kazał je ściąć i użyć do 
budowy mostu ponad sadzawką. Tylko królowa Saba wiedziała, że drzewo to 

jest święte. Jak głosi Złota legenda, miała wizję, podczas której ujrzała, że 

pewnego dnia Zbawca zawiśnie właśnie na nim. 

Jakub de Voragine twierdzi, że drewno, wykorzystane przy budowie mostu, 

znowu się pojawiło, żeby spełnić swoje straszliwe zadanie w historii ludzko­
ści. Pisze, że kiedy zbliżał się czas męki Chrystusa, wypłynęło ono na po­
wierzchnię sadzawki i Żydzi, widząc je, użyli go do zrobienia krzyża. Dodaje 
też, że krzyż wykonano z czterech rodzajów drewna: palmowego, cedrowego, 
cyprysowego i oliwkowego. Ostatnia część legendy mówi o odnalezieniu świę­
tego krzyża przez cesarzową Helenę (co omawiamy w rozdziale 2 i 3); wtedy 
właśnie historia, która zaczęła się od nieposłuszeństwa Adama i zakończyła 
odkupieniem rodzaju ludzkiego, została ujawniona całemu światu. Historia, 
w której cały czas obecny jest motyw świętego drzewa. Po dziś dzień mówi 
się, że czaszka z Golgoty ma przedstawiać czaszkę Adama, w której zakorze­
niło się nasienie Drzewa Życia Wiecznego. 

Jakub de Voragine był pisarzem religijnym i raczej fantastą niż historykiem. Jego 

opowieść o bitwach stoczonych przez Konstantyna Wielkiego jest beznadziejnie 

background image

Drzewo życia. Krótka historia świętego krzyża 

19 

poplątana. Nie ma on nawet pewności, czy rzymski dowódca, o którym pisze, 
to sam cesarz czy też jego ojciec: dodaje, że ojciec Konstantyna nosił to samo 
imię. (Tutaj autor Złotej legendy znowu się myli - rodzic pierwszego chrześci­

jańskiego cesarza nazywał się Konstancjusz i nosił przydomek Chlorus). Ja­

kub de Voragine wspomina też o jakimś papieżu Euzebiuszu - prawdopodob­
nie jest to błędne odniesienie do Euzebiusza z Cezarei, biografa Chlorusa. Jak 
z tego widać, Złotej legendy nie można rozpatrywać w kontekście prawdziwo­

ści opowiedzianej w niej historii Prawdziwego Krzyża. Ukazuje nam nato­

miast, jak bardzo czytelnicy Jakuba de Voragine'a zafascynowani byli samą 
relikwią i do jakiego stopnia pragnęli opowieści o jej pochodzeniu - choćby 
nie wiem jak zmyślonych i nieprawdopodobnych. Dla nich symboliczne zna­
czenie krzyża i samej relikwii było nierozerwalne. Najbardziej ciekawiło ich 
pochodzenie drzewa świętego krzyża i jego dalsze losy. Powinniśmy więc za­
dać sobie pytanie: co dokładnie przykuwało ich uwagę? 

Starożytni uważali pierwszych chrześcijan za szaleńców z powodu pozornie 

niedorzecznego wierzenia, że pewien ukrzyżowany mężczyzna mógł mieć bo­

ski status. Julian Męczennik tak to ujął w swojej Apologii: „Oni twierdzą, że 

nasze szaleństwo polega na tym, iż umieściliśmy ukrzyżowanego człowieka 
na drugim miejscu po niezmiennym i wiecznym Bogu, który stworzył świat". 
W pierwszym Liście do Koryntian święty Paweł pisze, że dla niektórych ob­

serwatorów „to, co jest z Bożego Ducha (...) głupstwem (...) się wydaje" 
(1 Kor 2,14). Przekonanie to było z pewnością jednym z powodów, dla któ­

rych Tacyt, tak jak wielu mu współczesnych, uznał naukę chrześcijańską za 
„zgubny zabobon"

8

Rzeczywiście, u podstaw chrześcijaństwa leżało coś, co starożytni Grecy 

i Rzymianie musieli postrzegać jako paradoks. Ukrzyżowanie uważano za 
straszne nie tylko z powodu okropnych mąk, jakie cierpieli skazani. Taka 
śmierć świadczyła o ich niskim statusie społecznym, jak również o ogromie 
winy. W swojej mowie In Verrem Cycero opisuje ukrzyżowanie jako summum 
supplicium -

 najgorszą karę, przerażający akt publicznego poniżenia, a także 

powolną egzekucję

9

. Skazywano na nią niewolników, morderców, zdrajców 

i bezbożników. Kwintylian w Declamationes minores twierdzi, że ukrzyżowa­

nia powinno się dokonywać w najbardziej uczęszczanych miejscach, ponie­
waż skutecznie zniechęca ono do popełniania występków. Jak zauważył histo­
ryk Nowego Testamentu Martin Hengel: 

Stwierdzenie, że ukrzyżowany człowiek to Mesjasz, Syn Boży, musiało wyda­

wać się nielogiczne i wewnętrznie sprzeczne wszystkim ówczesnym ludziom -
Żydom, Grekom, Rzymianom czy barbarzyńcom, którym kazano by w to uwierzyć, 
i na pewno zostałoby uznane za obraźliwe i głupie (...) dla [świętego] Pawła i jego 
współczesnych krzyż Jezusa nie był dydaktycznym, symbolicznym lub spekulatyw-
nym czynnikiem, lecz bardzo specyficzną i wyjątkowo obraźliwą sprawą, która 

background image

20 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

zaciążyła wielkim brzemieniem nad naukami najwcześniejszych misjonarzy chrze­
ścijańskich

10

Pierwsze pisma chrześcijańskie są, co jest naturalne, pożytecznym źródłem 

wiedzy o tej metodzie uśmiercania skazańców

11

. Na przykład przybijanie gwoź­

dziami ofiar do krzyża jest wyraźnie wspomniane w Liście świętego Pawła do 
Kolosan (Kol 2,14). Święty Jan wspomina o łamaniu kończyn skazańcom, naj­
widoczniej dla zakończenia ich męczarni - chociaż w chwili, gdy rzymscy żoł­
nierze podeszli do Jezusa, „zobaczyli, że już umarł" (J 19,33). Autor Dziejów 
Apostolskich opisuje Jezusa jako „zawieszonego na drzewie" (J 5,30; 10,39). 

Żydowski historyk, Józef Flawiusz, dostarcza znacznie bardziej szczegóło­

wego opisu tej praktyki. Zastosowano ją wobec grupy uciekinierów podczas 
pierwszego wielkiego powstania żydowskiego: 

I kiedy ich przyłapano, z konieczności musieli bronić się, a po walce wydawało się za 

późno prosić o łaskę. Tedy chłostano ich i poddawano przed śmiercią różnym torturom, 
a w końcu rozpinano na krzyżu na wprost muru [Jerozolimy]. Tytus ubolewał nad ich 
losem - codziennie chwytano takich pięciuset, a niekiedy i więcej - lecz z drugiej stro­
ny zdawał sobie sprawę, że nie byłoby rzeczą bezpieczną puszczać wolno pojmanych 
w walce, a pilnować takie mnóstwo ludzi znaczyłoby właściwie wziąć pod straż sa­
mych strażników. Lecz jeśli nie zabronił przybijania do krzyża, to przede wszystkim 
dlatego, iż spodziewał się, że widok ten może skłonić Żydów do poddania się, bo jeśli 
tego nie uczynią, spotka ich taki sam los. Zionąc złością i nienawiścią, żołnierze nawet 
dla zabawy przybijali pochwyconych do krzyża w różnych położeniach, a było ich tak 
wielu, że miejsca brakowało na krzyże, a krzyżów dla rozpinania ciał

12

Na podstawie tego opisu można wyobrazić sobie, w jaki sposób stracono 

Jezusa i innych, których ukrzyżowano w Palestynie w I wieku n.e. Wiedzę 
o tych praktykach powiększyły też znaleziska archeologiczne - na przykład 
zwoje odkryte nad Morzem Martwym w Qumran w 1947 roku. Ten sposób 
egzekucji wspomniany jest w jednym z rękopisów znalezionych w Jaskini 4, 
podczas gdy tak zwany Zwój Świątynny z Jaskini 11, datowany na koniec 
II wieku p.n.e., zawierał następującą wzmiankę: 

Jeżeli jakiś człowiek doniósł na swój lud i wydał swój lud jakiemuś obcemu 

narodowi i wyrządził zło swemu ludowi, powiesicie go na drzewie i umrze (...). 
Ich ciała nie spędzą nocy na tym drzewie, ale w rzeczy samej pogrzebiecie je tego 
samego dnia, gdyż to, co zostało powieszone na tym drzewie, jest przeklęte przez 
B o g a i ludzi

13

Praktyki, o których wspomina pisarz z Qumran, prawdopodobnie zostały 

udoskonalone przez Persów. Z całą pewnością często karę ukrzyżowania wy­
mienia grecki historyk Herodot żyjący w V wieku p.n.e. Istnieją też dowody 
na to, że wcześniej posługiwały się nią inne ludy, w tym Hindusi, Asyryjczycy, 

Scytowie, Numidzi i Kartagińczycy. Wydaje się, że za czasów imperium rzym­
skiego obowiązywała następująca procedura tej kaźni: skazańca najpierw chło­
stano, potem zmuszano do dźwigania poprzecznej belki na miejsce straceń, 

background image

Drzewo życia. Krótka historia świętego krzyża 

21 

gdzie przybijano go do niej z rozpostartymi ramionami. Po czym podnoszono 
belkę do góry i przymocowywano do pionowego słupa. Pisarz i filozof Seneka 
Młodszy (około 3 p.n.e.-65 n.e.) wspomina jednak o jeszcze bardziej przera­
żających metodach tej egzekucji: 

Widzę tam krzyże, nie tylko jednego, lecz wielu innych rodzajów: jedni krzyżują 

ofiary z głowami na ziemi; innym oprawcy przebijają intymne części ciała; jeszcze 
inni rozciągają im ramiona na poprzecznej belce

1 4

W niektórych przypadkach skazaniec zwisał z poprzecznej belki umieszczo­

nej na szczycie pionowego słupa - było to patibulum - w innych zaś krzyż 
bardziej przypominał literę Y - wtedy zwano go furca. Czasami przybijano 
ofiarę do drzewa nadal zakorzenionego w ziemi. Tertullian pisze, że cesarz 

Tyberiusz użył tej praktyki wobec sprzeciwiających mu się kapłanów. 

Całą potworność ukrzyżowania unaoczniło odkrycie pewnego ossuarium 

w północno-wschodniej części Jerozolimy w Givat ha-Mivtar, w roku 1968

15

W jednym z kamiennych grobowców znaleziono szczątki dorosłego mężczy­
zny w wieku między 24 a 28 lat, mającego około 160 centymetrów wzrostu, 
który nosił imię Jehohanan. Jego noga, tuż nad stopą, była złamana, a kości 
pięty - przebite żelaznym gwoździem. Gwóźdź ten najpierw przeszył niewiel­
ki kawałek drewna pistacjowego lub akacjowego, a następnie, kiedy przebił 
kości, wbito go w drewno oliwkowe. Ponieważ szczątki Jehohanana datowane 
są na I wiek n.e., trudno o bardziej przydatne dla naszych badań znalezisko 
wyjaśniające, jak odbywała się ta potworna kaźń. Wydaje się bardzo prawdo­
podobne, że właśnie tak umarł sam Jezus. 

Treścią tej książki są nowe badania naukowe Titulusu z Santa Croce, mające 

odpowiedzieć na pytanie: czy mógł on być tablicą, którą według wszystkich 
czterech ewangelii przybito do krzyża Jezusa (Mt 27,37, Mk 15,26, Łk 23,38, 
J 19,19)? Przede wszystkim należy ustalić, czy taki akt sadystycznego, a zara­
zem teatralnego poniżenia miałby w ogóle jakikolwiek sens w ramach rytuału 
egzekucji obowiązującego w Palestynie w I wieku n.e.

16 

Już sam fakt, że wszyscy czterej ewangeliści wspominają o tej tablicy, jest 

znaczący, gdyż niejednokrotnie nie zgadzają się oni ze sobą co do szczegółów 
życia i śmierci Jezusa. Święty Mateusz mówi nam, że „nad głową Jego umie­
ścili napis z podaniem Jego winy: »To jest Jezus, Król Żydowski« (Mt 27,37). 

Święty Marek zaś stwierdza: „Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożo­

ny: »Król Żydowski«" (Mk 15,26). Pewne późniejsze manuskrypty ewangelii 

świętego Łukasza dodają, iż tekst »To jest Król Żydowski« zapisano „w języ­

ku greckim, łacińskim i hebrajskim" (Łk 23,88). Ale to święty Jan podaje naj­
bardziej szczegółowy opis Titulusu, twierdząc, że Poncjusz Piłat sam „wypi­

sał (...) tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: »Jezus 

Nazarejczyk, Król Żydowski«. Napis ten czytało wielu Żydów, ponieważ miej­

sce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku 
hebrajskim, łacińskim i greckim" (J 19,19-20). 

background image

22 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Mimo jednomyślności czterech ewangelistów dzieje Titulusu, tak jak wyni­

ka to z ewangelii, od dawna przytaczali ci, którzy w ślad za wielkim uczonym 
Rudolfem Bultmannem (1884-1976) wątpią w wartość tych tekstów jako 
źródeł historycznych. Sam Bultmann dowodził zjadliwie, że pomysł o jakimś 
napisie na krzyżu to oczywiście drugorzędny „materiał redakcyjny"

17

. Nie jest 

jednak jasne, czy czuł się uprawniony do wygłaszania takich stwierdzeń. I rze­

czywiście, sprawia on wrażenie typowego krytyka biblijnego, który rozmyśl­

nie ignoruje niezależne dowody, żeby usprawiedliwić swój zajadły sceptycyzm 
co do prawdziwości i wiarygodności ewangelii. 

Istnieją też poważne dowody na to, że podobnych napisów używano całkiem 

regularnie w rzymskim systemie karnym jako środków odstraszających. Na przy­
kład Kasjusz Dion Kokcejanus wspomina o pewnym niewolniku, którego w 23 
roku p.n.e. „przeprowadzono przez forum z napisem podającym powód, dla któ­
rego miał zostać stracony" przed ukrzyżowaniem

18

. Dostępne źródła sugerują, 

że takie przesłania zazwyczaj malowano na desce, często pobielonej gipsem, lub 
wypisywano na pergaminie, a potem przymocowywano do krzyża

19

Swetoniusz daje kolejny dowód na poparcie tezy, że w państwie rzymskim 

używano znaków i napisów, by obwieścić wszystkim, za co zbrodniarz po­
niósł tak surową karę. Otóż podczas publicznej uczty w Rzymie szalony ce­

sarz Kaligula „pewnego niewolnika za kradzież srebrnej listwy u łóżek oddał 

natychmiast w ręce kata, aby mu obciął dłonie, zawiesił je u szyi z przodu 
i oprowadzał wśród tłumu biesiadników. Przed owym niewolnikiem miano 
nieść transparent, wyszczególniający przyczynę kary"

20

. Historyk ten pisze 

dalej, że Domicjan rzucił psom na arenę pewnego mężczyznę, który go obra­
ził, z napisem: „Oto zwolennik tarczowych zapaśników, który wyraził się nie­
godnie". Innymi słowy, użycie takich napisów było rozpowszechnione w świe­
cie rzymskim i dlatego nie ma powodu do przyjęcia a priori założenia, że nie 
posłużono się taką tablicą jako środkiem pohańbienia podczas ukrzyżowania 
Jezusa. Jeżeli krzyż zachował się po śmierci Zbawiciela, jest wysoce prawdo­
podobne, iż stało się to również z owym napisem. 

Co się stało z krzyżem po śmierci Jezusa? Czy najwcześniejsi wyznawcy 

Jezusa zabrali go, a przynajmniej próbowali to uczynić? Nasza książka ma 
udowodnić, że święty krzyż przetrwał zarówno jako symbol, jak i artefakt 
czczony przez pierwszych chrześcijan, nawet jeśli nie mogli zobaczyć go na 
własne oczy. Historia jego odnalezienia przez cesarzową Helenę w 326 roku 
to przedmiot badań opisanych w następnych dwóch rozdziałach. Później do­
starczymy też nowy dowód na to, że krzyż oraz przedstawiający go krypto-
gram były najważniejszymi symbolami wiary wśród wczesnych chrześcijan, 
ale już teraz warto zbadać dowody, którymi dysponujemy w tej chwili. 

Wystarczy tylko przeczytać płomienne słowa świętego Pawła o krzyżu i o je­

go znaczeniu w życiu chrześcijan, żeby zrozumieć, jak ważny był obraz 

background image

Drzewo życia. Krótka historia świętego krzyża 

23 

ukrzyżowanego Chrystusa dlajego pierwszych wyznawców. „Tak więc gdy Żydzi 
żądają znaków, a Grecy szukają mądrości", napisał w 1 Liście do Koryntian, „my 
głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głup­

stwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołam, tak spośród Żydów, jak i spo­
śród Greków - Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą"

2 1

 (1 Kor 22-24). Dla 

Pawła krzyż był sercem nowej religii: „Co do mnie, to nie daj Boże, bym miał się 
chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki 
któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata"

22

 (Ga 6,14). Później­

si autorzy podzielali poglądy Pawła, chociaż czasami wyrażali to w bardziej pro­
zaiczny sposób. Tertullian, piszący około 200 roku, stwierdza, że krzyża używano 

jako antidotum na obrażenia, takie jak ukąszenie skorpiona: „Wierzymy w obro­

nę, jeśli jednocześnie nie poraziła nas niewiara, w natychmiastowe uczynienie 
znaku [krzyża]"

23

. A to, twierdził, nie jest tym samym, co pogański kult wyrzeźbio­

nych w drewnie bałwanów: „Krzyż jest, w swojej substancji, wyobrażeniem 
z drewna; wśród was także obiektem kultu jest drewniany posąg"

24

Dzisiaj święty Paweł jest powszechnie uważany za założyciela współczes­

nego chrześcijaństwa. Lecz jego uwielbienie dla krzyża - i, co ważniejsze, 

identyczne uczucia, jakie dla tego przedmiotu żywili mniej uczeni czytelnicy 
świętego Pawła - zbadano tylko na gruncie teologii. Nieustannie twierdzi się, 
że krzyż stał się ważnym symbolem w chrześcijańskim świecie dopiero po 
tym, jak odnalazła go święta Helena, a Konstantyn Wielki wykorzystał na po­
trzeby polityki i religii. Autor najnowszej akademickiej monografii o cesarzo­
wej Helenie Jan Willem Drijvers uznaje za niepodważalny fakt, że „w ciągu 

pierwszych trzech wieków ery chrześcijańskiej krzyż był niezbyt ważnym sym­
bolem"

25

. Inny biograf Konstantyna dodaje, że ten znak był „prawie nieznany 

jako godło religii chrześcijańskiej"

26

. Natomiast autor pewnego standardowe­

go tekstu o historii krzyża jako symbolu twierdzi wręcz, że „znane wyobraże­
nia ukrzyżowania pojawiają się dopiero po epoce Konstantyna Wielkiego"

27

W rzeczywistości sytuacja wygląda zupełnie inaczej. To prawda, że nie za­

chowało się żadne wyszukane przedstawienie ukrzyżowania starsze niż po­
chodzący z połowy IV wieku marmurowy sarkofag, obecnie znajdujący się 
w Muzeum na Lateranie. Pięć płaskorzeźb na tym sarkofagu przedstawia Mękę 
Pańską

28

. Istnieje jednak przekonywający dowód na to, że używano prostego 

wyobrażenia krzyża jako chrześcijańskiego symbolu na długo przed panowa­
niem Konstantyna Wielkiego. Chodzi tu o znaki - Od wieków dyskuto­
wano o pochodzeniu i znaczeniu tych symboli, a niektórzy uczeni twierdzili 
nawet, że w ogóle nie miały one żadnego kontekstu religijnego

29

. Łączono je 

z egipskim hieroglifem ankh - często przedstawianym w dłoni Ozyrysa 
i uważanym za klucz do Nilu. Lecz większość naukowców zgadza się z tezą, 
że tak zwane Chi-Rho jest kryptogramem łączącym pierwsze i ostatnie greckie 
litery imienia Chrystusa, X (Chi) i P (Rho). W innym sensie - jak się przeko­
namy, zwłaszcza dla samego cesarza Konstantyna Wielkiego - był to również 

background image

24 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

symbol przedstawiający sam krzyż. Krótko mówiąc, znak ten nie tylko przy­

pominał imię Chrystusa, lecz także narzędzie jego kaźni. Narzędzie, które -

jak wskazują na to słowa świętego Pawła - miało olbrzymie znaczenie dla 

pierwszych chrześcijan. Ten pomysłowy symbol o podwójnym znaczeniu na 
pewno spodobał się pierwszym chrześcijanom, którzy po prześladowaniach za 
czasów Nerona stali się mistrzami kryptografii - aby móc nadal wyznawać 
swojąwiarę, musieli to robić w jak największej tajemnicy

30

. W 165 roku łaciń­

ski apologeta Minucjusz Feliks cytuje słowa pewnego poganina, że chrześci­

janie rozpoznają się za pośrednictwem „tajemnych symboli i znaków [occultis 

se notis et insignibus noscunt]"

31

W tym kontekście niedocenionym odkryciem był papirus Bodmer 14 z ko­

lekcji Bodmera. Ta kopia Ewangelii według świętego Łukasza może pocho­
dzić nawet z 225 roku, a niewykluczone, iż jest znacznie starsza. W manu­
skrypcie skryba użył znaku T trzykrotnie. Można zatem wyciągnąć wniosek, 
że symbolu tego używano w krajach basenu Morza Śródziemnego przynaj­
mniej od drugiej połowy II wieku

32

. Papirus ten opublikowano niemal 40 lat 

temu, ale wydaje się, że w niczym nie zmieniło to rozpowszechnionej wśród 
uczonych ortodoksyjnej wizji dziejów krzyża. 

Nie mniej intrygujące są graffiti odkryte pod bazyliką Świętego Piotra w Rzy­

mie. Te skomplikowane kryptogramy - jak twierdzi Margherita Guarducci, któ­
ra bada je już od dawna - miały dwa cele: „Nie tylko umożliwić chrześcijanom 

swobodne wyrażenie ich uczuć w czasach prześladowań, lecz także dodać - dzię­

ki swojej mocy - otuchy wyznawcom Chrystusa"

33

. W tym układzie - zwanym 

disciplina arcani

 - pewnym literom nadano specjalne znaczenie. Na przykład E 

oznaczało Eden, czyli Raj, N - zwycięstwo, R - zmartwychwstanie, S - zdro­
wie, A - początek lub życie. W ten sposób pojedyncza litera mogła zostać za­
mieniona w „szkatułkę cennych myśli"

34

. A żaden skarb nie był tak cenny, jak 

krzyż Chrystusa i jego imię, Chi-Rho, które często pojawia się na ścianie G ne­
kropolii watykańskiej. Napisy na tym murze można datować na lata 290-315 -
co jest kolejnym dowodem, że ten symbol był powszechnie używany, zanim 
Konstantyn Wielki przyjął go jako oficjalne cesarskie godło

35

A zatem istnieje więcej dowodów niż te, które uznała oficjalna nauka, dowo­

dów świadczących, że krzyż był ważnym symbolem chrześcijańskim na dłu­
go, zanim wykorzystał go syn świętej Heleny jako najważniejszą oznakę wła­
dzy cesarskiej. W następnych rozdziałach wykażemy, że nie była to tylko 
duchowa tradycja. Udowodnimy również, że materialne ślady egzekucji Chry­
stusa-jej miejsce i resztki narzędzi kaźni użytego przez oprawców - miały 
wielkie znaczenie już u zarania chrześcijaństwa. Cesarzowa Helena i jej syn 
wykorzystali istniejącą od dawna tradycję - która, jak zobaczymy, była szcze­
gólnie głęboko zakorzeniona w Ziemi Świętej - i nadali jej uniwersalny cha­

rakter. Budowali na mocnych fundamentach, nie tworzyli niczego od podstaw. 
I na tym właśnie, jak wykażą to dwa następne rozdziały, polegał ich geniusz. 

background image

2. Cesarzowa Helena 

i narodziny chrześcijańskiej Europy 

Kiedy wieści te rozprzestrzeniły się w całym chrześcijaństwie, 

z każdego ołtarza zaczęto słać żarliwe modlitwy, które niczym trąba 

powietrzna uniosły cały pokraczny, ciemny dach świata starożytnego, 

strąciły go na ziemię jak strzechę ze stajni, odsłaniając widok 

na spokojną, wspaniałą, niezmierzoną przestrzeń. 

Evelyn Waugh Helena 

Religia chrześcijańska to planowana rewolucja polityczna, 

która, z powodu niepowodzenia, nabrała charakteru moralnego. 

Goethe 

W Muzeum Watykańskim w Sali a Croce Greca, zaprojektowanej przez ar­

chitekta Michelangela Simonettiego, stoi ogromny sarkofag z porfiru, ozdo­
biony pięknymi płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny wojenne i cesarski 
triumf. Uważa się, że charakter tych płaskorzeźb wskazuje, iż pierwotnie sar­
kofag był przeznaczony dla samego cesarza Konstantyna Wielkiego. Lecz do 
tej wspaniałej kamiennej trumny złożono śmiertelne szczątki jego matki Hele­

ny i pogrzebano w mauzoleum znanym jako Tor Pignattara na Via Labicana, 
tuż za murami Aureliana

1

. W XII wieku resztki jej szkieletu przeniesiono do 

kościoła pod wezwaniem Najświętszej Panny Marii w Aracoeli, a w sarkofa­
gu pogrzebano papieża Anastazego IV (1153-1154). Dzisiaj sarkofag ten rzad­
ko przyciąga uwagę turystów zwiedzających Muzeum Watykańskie. Mijają go 
tłumnie w drodze do Kaplicy Sykstyńskiej. 

To wielka niesprawiedliwość losu, gdyż cesarzowa Helena - Flawia Julia Hele­

na Augusta - na pewno jest jedną z najniezwyklejszych kobiet wszech czasów. 

background image

26 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Chociaż pochodziła z nizin społecznych, stała się założycielką cesarskiej dy­
nastii i sprawiła, że chrześcijaństwo stało się światową religią. A wszystko to 
dzięki niezwykłemu odkryciu, którego dokonała w latach 20. IV wieku, i dzia­
łaniom, które podjęła potem ze swoim synem. Była bezwzględnym dworskim 
politykiem, patronką architektury i sztuki i, nawet w podeszłym wieku, pąt-
niczką oraz dociekliwym detektywem. Nie ma więc przesady w stwierdzeniu, 
że idea chrześcijańskiej Europy - kontynentu połączonego, choć dość luźno, 
więzami wiary - nie byłaby taka sama bez tej swarliwej, genialnej kobiety. 
Helena z chrześcijańskiej legendy to pobożna, cnotliwa niewiasta; słowem: 
postać nie z tego świata. Prawdziwa Helena była znacznie bardziej rubaszna, 
stanowcza i uparta. Postanowiła, że zrobi wszystko dla zachowania jedności 
cesarstwa, które odziedziczył jej syn, i że nic jej w tym nie przeszkodzi

2

. Ode­

grała niezwykle ważną rolę w dziejach Prawdziwego Krzyża, ale pozostałaby 
wybitną postacią w historii świata nawet wtedy, gdyby nigdy nie odbyła nie­
bezpiecznej pielgrzymki do Jerozolimy. 

Do powstania tej książki przyczyniło się między innymi nasze odkrycie, że 

ostatnio tak niewiele napisano o tej wielkiej cesarzowej

3

, pomijając religijną 

powieść Evelyna Waugha Helena. Wydana po raz pierwszy w 1950 roku, książ­
ka Waugha rozpoczyna się od poniższej anegdoty: 

Mówi się (a ja na przykład w to wierzę), że kilka lat temu pewna dama znana ze 

swojej wrogości wobec Kościoła katolickiego wróciła z wycieczki do Palestyny 

w stanie uniesienia. „Nareszcie poznałam całą prawdę! - powiedziała przyjaciół­
kom. - Całą historię o ukrzyżowaniu wymyśliła pewna kobieta imieniem Ellen. 

Sam przewodnik pokazał mi miejsce, gdzie to się stało. Nawet tamtejsi księża to 

przyznają. Nazywają swoją kaplicę Wynalezieniem Krzyża"

4

Waugh, przytaczając tę opowieść, chciał ukazać ogrom ignorancji religijnej. Jego 

książka, chociaż jest nieskrywaną apologią religii rzymskokatolickiej, opiera się 
na skrupulatnych badaniach i dzięki temu zapewniła przetrwanie cesarzowej He­
lenie jako postaci literackiej. Nie jest to jednak jej biografia. Co roku pojawiają się 
nowe książki o cesarzu Konstantynie, ale - poza czasopismami naukowymi i pra­
cami doktorskimi - nie publikuje się niczego, co dotyczyłoby jego matki

5

Każda próba podsumowania jej dokonań musi rozpocząć się od legendy, od 

Inventio Crucis,

 czyli odkrycia krzyża (ten właśnie termin źle zrozumiała cy­

towana przez Waugha Amerykanka, kojarząc łacińskie inventio (odkryć) z an­
gielskim invent (wynaleźć). Ta chrześcijańska opowieść jest najlepiej znana 
z XIII-wiecznej Złotej legendy i poematu Elene anglosaskiego poety Cynewul-
fa. Lecz sama legenda została poświadczona znacznie wcześniej, w mowie 

pogrzebowej napisanej przez Ambrożego, biskupa Mediolanu, dla cesarza 

Teodozjusza Wielkiego. De Obitu Theodosii, nasze najstarsze źródło histo­
ryczne dotyczące Prawdziwego Krzyża, powstało w 395 roku - chociaż wyda­

je się, że opierało się na nieco wcześniejszej pracy, Historia Ecclesiastica Ge-

lazjusza z Cezarei, prawdopodobnie napisanej w latach 90. IV wieku

6

background image

C e s a r z o w a Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 

27 

Ambroży, który był biskupem w latach 374-397, okazał się jednym z najwy­

bitniejszych dostojników kościelnych swojej epoki, żarliwym obrońcą orto­

doksyjnej doktryny i kultu męczenników. Jednym z jego licznych dokonań było 
nawrócenie na chrześcijaństwo późniejszego świętego Augustyna. Jeśli jed­
nak chodzi o interesujące nas wydarzenia, działaniom Ambrożego przyświe­
cał konkretny cel dynastyczny. Chciał wykazać, że odkrycie świętego krzyża 
przez cesarzową Helenę usankcjonowało prawo dynastii chrześcijańskich 
władców do rządów w cesarstwie rzymskim, czyli tak zwaną hereditas fidei. 
Przedstawił Helenę jako drugą Maryję, która zwycięża szatana podczas poszu­
kiwań najcenniejszych relikwii nowej wiary. Zamierzał bowiem przypomnieć 
następcom Teodozjusza Wielkiego, że muszą okazać się godni sprawowania 
władzy, i udowodnić, że stać ich na czyny równie wielkie, jak założycielkę 
pierwszej chrześcijańskiej dynastii. Ambroży był również pierwszym kronika­
rzem, który otwarcie połączył odkrycie krzyża i gwoździ z ukrzyżowania ze 
starotestamentowym proroctwem Zachariasza (Za 14,20). Cesarzowa Helena 
kazała przekuć święty gwoźdź na elementy uprzęży dla rumaka swego syna, 

spełniając w ten sposób przepowiednię Zachariasza: „Wówczas nawet na 
dzwoneczkach koni umieszczą napis: »Poświęcone Panu«". 

Nieco późniejsza wersja tej legendy pojawia się w Historii Kościoła Rufina, 

mnicha i uczonego, urodzonego w Akwilei około 345 roku. Dzieło to powsta­
ło przed 402 rokiem, a jego autor spędził przedtem niemal 20 lat na Górze 
Oliwnej. Powszechnie uważa się, że Rufin przekazał najlepszą literacką wer­

sję opowieści o świętej Helenie - najwidoczniej powstała ona w Jerozolimie -
i dlatego warto przytoczyć ją w całości: 

Mniej więcej w tym samym czasie Helenie - matce Konstantyna, niewieście sły­

nącej z głębokiej wiary i pobożności, a także z niezwykłej szczodrości, której po­
tomek, jak należało się spodziewać, był takim mężem, jak Konstantyn - zesłane 
z niebios widzenia poleciły udać się do Jerozolimy. Tam miała rozpytać mieszkań­
ców miasta, aby znaleźć miejsce, gdzie święte ciało Chrystusa wisiało na krzyżu. 
Miejsce to trudno było znaleźć, gdyż dawni prześladowcy umieścili na nim posąg 
Wenus, tak by wydawało się, że każdy chrześcijanin, który chciał oddać cześć Chry­
stusowi w tym miejscu, okazuje cześć Wenus. Z tego to powodu miejsce to rzadko 
odwiedzano i prawie całkowicie zostało zapomniane. 

Tutaj Rufinus robi aluzję do pogańskiego przybytku zbudowanego na miej­

scu żydowskiej Świątyni przez cesarza Hadriana po trzecim powstaniu żydow­
skim z lat 133-135. (Cesarz ten zmienił również nazwę Jerozolimy na Aelia 
Kapitolina). Jak wykażemy w jednym z dalszych rozdziałów, budowla ta unie­
możliwiała chrześcijanom odwiedzanie najświętszego miejsca ich religii. 

Potem, jak to już powiedzieliśmy, święta niewiasta pośpieszyła do miejsca wska­

zanego jej przez znak dany z nieba, usuwając stamtąd wszystko, co było bluźnier-
cze i splugawione. Głęboko pod gruzami znalazła trzy krzyże leżące w nieładzie. 
Jednakowoż radość ze znalezienia tego skarbu zmąciły trudności w rozróżnieniu, 

background image

28 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

do kogo należał każdy z krzyży. Prawdą jest, iż była tam tablica, na której Piłat 
umieścił napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim. Lecz nawet to nie po­
zwoliło wskazać krzyża Pańskiego. W takim niejednoznacznym przypadku niepew­
ność wymaga boskiego potwierdzenia. Zdarzyło się tak, że w tym samym mieście 
pewna wysoko urodzona dama zapadła na śmiertelną chorobę. W owym czasie tam­
tejszym biskupem był Makary. Kiedy zauważył wątpliwości cesarzowej i wszyst­
kich obecnych, rzekł: „Przynieście wszystkie trzy krzyże, które zostały znalezione, 
a  B ó g wyjawi nam, na którym z nich umarł Chrystus". 

Biskup Makary odmawia modlitwę i chora w cudowny sposób odzyskuje 

zdrowie, kiedy przyniesiono w jej pobliże „drzewo zbawienia". 

Kiedy cesarzowa zobaczyła, że otrzymała tak wyraźny znak w odpowiedzi na 

swoje prośby, wzniosła wspaniały, prawdziwie królewski kościół nad miejscem, 
gdzie odkryła Prawdziwy Krzyż. Posłała swemu synowi również gwoździe, który­
mi przybito ciało Pana do krzyża. Z niektórych z nich [cesarz] kazał sporządzić 
wędzidło dla konia, aby użyć go w bitwie, natomiast pozostałymi wzmocnił swój 

hełm również z zamiarem uczynienia go przydatnym w boju. Część drzewa zba­
wienia [cesarzowa] posłała synowi, ale resztę pozostawiła w [zbudowanym przez 
siebie kościele] w srebrnych skrzynkach. Te upamiętnia się regularnie, oddając im 
cześć po dziś dzień

7

Rufin kończy tę opowieść wzmianką o uczcie, jaką cesarzowa wydała dla 

konsekrowanych dziewic z Jerozolimy. Wspomina też, że sama usługiwała im 

jak służebna, przynosząc jedzenie, napełniając kielichy i myjąc im ręce, co 

ludzie uznali za jeszcze jeden dowód jej pobożności. 

Opowiedziana przez Ambrożego i Rufina historia dała początek wielu innym. 

Wszystkie jednak mają wspólny rdzeń, który ustalili obaj ojcowie Kościoła. 
W 403 roku Paulinus z Noli napisał list do swojego przyjaciela Sulpicjusza Se-
werusa z Primuliacum, który prosił go o jakąś świętą relikwię. Paulinus obiecuje 
przysłać fragment krzyża ofiarowanego mu przez Melanię Starszą, która sama 
otrzymała go od Jana, biskupa Jerozolimy. Opisuje też legendę o świętej Hele­
nie. I choć w wielu miejscach różni się ona od historii Ambrożego i Rufina, to 

jej podstawowe elementy są takie same. Sozomen, uczony z Konstantynopola, 

przytoczył inny wariant tej legendy w swoich Historiach Kościoła z lat 40. 
V wieku, gdzie twierdzi, że Helena odkryła miejsce pogrzebanego krzyża raczej 
dzięki zesłanym przez Boga znakom i snom, a nie, jak podali inni, według wska­
zówek pewnego Żyda imieniem Judasz. Sozomen podał też informację, że rzym­
ska Sybilla przepowiedziała odkrycie świętego krzyża i jego późniejszy kult. 
Theodoret (393-ok. 466), biskup Cyrrhus, dorzucił niemające potwierdzenia 
w źródłach historycznych twierdzenie, że Helena wychowała Konstantyna jako 
chrześcijanina, i dowodził, iż na łożu śmierci udzieliła synowi wskazówek, jak 
najlepiej rządzić imperium. Historia Kościoła Sokratesa, napisana w jakiś czas 

po 439 roku, ustanawia bezpośredni związek między odkryciem świętego krzy­
ża a budową kościoła Grobu Pańskiego. 

background image

Cesarzowa Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 

29 

Te właśnie teksty stały się podstawą legendy o świętej Helenie, która przez 

wieki przekazywana była potomnym w literaturze i sztuce. W następnym roz­
dziale zbadamy prawdę historyczną ukrytą pod powierzchnią tradycji o Inven-
tio Crucis.

 Najpierw jednak musimy zadać pytanie: kim była ta niezwykła 

kobieta i co zaprowadziło ją do Jerozolimy i umożliwiło dokonanie tak donio­

słego odkrycia? 

Waugh przyj ął za prawdziwą romantyczną opowieść, że Helena była brytyjską 

księżniczką, córką króla Coela z Colchesteru - wodza plemienia Trynowantów* 
ze wschodniego wybrzeża Brytanii, o którym pamięć przetrwała w dziecięcej 
rymowance Old King Cole

%

.

 Ten mit stał się popularny wśród angielskich kroni­

karzy w XII wieku i nabrał większego znaczenia w XIV i XV stuleciu, kiedy 
propagandyści z czasów wojny stuletniej zdali sobie sprawę, że mogą go wyko­
rzystać jako atut przemawiający za rozwojem brytyjskiego imperium. 

W roku 1125 William z Malmesbury włączył Konstantyna do swojej Gesta 

Regum Anglorum;

 dodał nawet, że ponoć chłodny klimat Konstantynopola 

dobrze mu służył, ponieważ urodził się w Brytanii i dlatego nie znosił słonecz­
nego żaru. Cztery lata później Henryk z Huntington nakreślił skomplikowaną 
genealogię Konstantyna, dowodząc jego prawa zarówno do tronu Brytanii, jak 
i do cesarstwa rzymskiego. W swojej Historia Anglorum opisał przybycie ojca 
Konstantyna, Konstancjusza Chlorusa, do Brytanii po podbojach w Galii i Hisz­
panii. W Brytanii Konstancjusz doszedł do porozumienia z Coelem z Colche­
steru. Poślubił „piękną córkę Coela, Helenę, później nazwaną »świętą«", i zo­
stał królem po śmierci władcy Trynowantów. Ich syn, Konstantyn, wstąpił na 
tron Brytanii po śmierci Konstancjusza w Yorku (Eburacum). 

Historia regum Britanniae

 Geoffreya z Monmouth, powstała w latach 1137-

1139, podaje jeszcze jedną wersję tej nieprzekonującej historii. Według Geof­

freya Coel, książę Colchesteru, zbuntował się przeciwko niejakiemu królowi 
Asklepiodotusowi i zagarnął jego tron. Córka Coela, Helena, wyszła później 
za mąż za Konstancjusza Chlorusa, który przybył do Brytanii, żeby ściągnąć 
należną daninę. Syn tej pary, Konstantyn, przyniósł pokój swemu krajowi. Wte­
dy grupa rzymskich wielmożów zwróciła się do niego z prośbą o pomszczenie 
krzywd wyrządzonych im przez tyrana Makscencjusza. Najważniejsze w opo­
wieści Geoffreya jest stwierdzenie, że Konstantyn Wielki był przodkiem króla 
Artura. W taki oto sposób ten uczony kronikarz ustanowił więź między póź­
nym cesarstwem rzymskim a dawnym i przyszłym królem Brytanii. 

* Trynowantowie byli z pochodzenia Brytami, pierwotnymi, celtyckimi mieszkańcami dzi­

siejszej Wielkiej Brytanii, którą na przełomie V i VI wieku podbiły germańskie plemiona An-
glów i Sasów. Ci ostatni z czasem zaczęli się utożsamiać z podbitym ludem i przyswoili sobie 

jego historię. Dlatego autorzy tej książki zarówno Brytów, jak i Anglosssów nazywają Brytyj­

czykami (przyp. tłum.). 

background image

30 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Do 1295 roku teza, iż matka Konstantyna pochodziła z Brytanii, była dosta­

tecznie rozpowszechniona w Europie, aby mogła zostać włączona do Złotej 
legendy.

 Nieoceniony Jakub de Voragine napisał, że Helena była jedyną córką 

Coela, króla Brytyjczyków, i że ojciec Konstantyna pojął ją za żonę, gdy przy­
był do Brytanii. W ten sposób stał się władcą tej wyspy po śmierci Coela. Na 
końcu autor Złotej legendy dodał, że Brytyjczycy również tak twierdzą

9

Później, podczas wojny stuletniej, angielscy propagandyści jeszcze bardziej 

rozbudowali ten mit. Na przykład w latach 30. XV wieku do swojego przekła­
du De casibus illustrium virorum Bocaccia John Lydgate dołączył długi hymn 
ku czci brytyjskiego Konstantyna, „największego monarchy, władcy i wodza 
całego świata, od wschodu do zachodu"

10

. Na soborze w Konstancji (1414-

1418) delegacja angielska uznała za precedensowe postępowanie Konstanty­

na, podkreślając, że to on zwołał pierwszy sobór i że,jako pierwszy pozwolił 
chrześcijanom gromadzić się swobodnie w soborach powszechnych w celu wy­
korzenienia schizm i herezji". 

Henrykowi VIII bardzo spodobał się pogląd, że matka Konstantyna była Bry-

tyjką, i wykorzystał go w walce z papiestwem w sprawie rozwodu, na znak wy­
zwania wkładając cesarski diadem. Polydore Vergil, historyk z czasów Tudo-
rów, napisał o Konstantynie, że „poczęła go brytyjska matka, urodziła i uczyniła 
cesarzem Brytanii"

11

. Mit ten nadal pojawiał się w późniejszych utworach, ta­

kich jak Faerie Queene Spensera i historii Brytanii pióra Miltona. Stracił jednak 
na znaczeniu po XVI śmieciu i tylko Edward Gibbon otwarcie z niego szydził. 

W tym wypadku, jeśli nie we wszystkich innych, szyderstwa Gibbona wy­

dają się usprawiedliwione. To naturalne, że angielscy twórcy mitów szukali 
związków między późniejszymi dynastiami a matką cesarza Konstantyna. 
Zresztą Brytyjczycy nie byli jedynym europejskim ludem, który uznawał He­
lenę za rodaczkę - Orderic Vitalis, XII-wieczny anglonormański kronikarz, 
zapisał francuską legendę o spotkaniu Konstancjusza Chlorusa z Heleną 
w Neustrii. W każdym razie brytyjskie przekazy są bardzo zagmatwane 
i w wielu wypadkach wydaje się, że kronikarze pomylili cesarzową Helenę -
celowo lub nie - z jej imienniczką, Eleną z Carnarvonu

12

Nie podlega dyskusji fakt, że ojciec Konstantyna rzeczywiście był związany 

z Brytanią Przybył tam w 296 roku, żeby pokonać uzurpatora Allektusa. Kon-
stancjusz Chlorus urodził się w prowincji Illyricum nad Dunajem, obecnej 
Dalmacji, w marcu 250 roku. Służył w wojsku i niezwykle szybko awanso­
wał, a uwieńczeniem jego kariery było mianowanie go przez Maksymiana pre­
fektem gwardii pretoriańskiej. Zwycięstwo nad Allektusem na pewno świad­
czyło zarówno o wielkich zdolnościach militarnych Konstancjusza, jak 
i o lojalności jego żołnierzy, walczących tak daleko od domów. Wydaje się, że 
Konstancjusz rzeczywiście spędził mniej niż rok w Brytanii, przywracając po­
rządek i umacniając system monetarny po zdławieniu rebelii. Kiedy Maksy-
mian mianował go cezarem Galii i Brytanii, Konstancjusz na swoją rezydencję 

background image

Cesarzowa  H e l e n a i narodziny chrześcijańskiej Europy 

31 

wybrał Trewir. W takim razie to przypadek, a nie patriotyczne uczucia, przy­
wiódł Konstantyna do Yorku (Eburacum), do boku ojca, tego roku kiedy tam­
ten nieoczekiwanie umarł. Po śmierci Konstancjusza jego żołnierze obwołali 
Konstantyna augustem. Wygląda na to, że młody pretendent do tronu nie tracił 

czasu i szybko wyruszył do Galii. 

Teza, iż Helena była brytyjską księżniczką, jest naprawdę frapująca. Lecz 

znacznie bardziej prawdopodobne jest, że pochodziła z nizin społecznych 
i przybyła ze Wschodu

13

. Historycy podawali nazwy wielu ewentualnych 

miejsc, w których miała urodzić się późniejsza cesarzowa: Naissos, Kafar, 
Edessa, Trewir oraz, oczywiście, Colchester. Najbardziej prawdopodobne 
wydaje się jednak Drepanum, współczesne Herkes w Bitymi, krainie położo­
nej w Azji Mniejszej. Trzeba jednakże przyznać, że informacja ta pochodzi 
z późnego źródła: bizantyjski historyk Prokopiusz podaje, iż Konstantyn zmie­
nił nazwę Drepanum na Helenopolis, ponieważ jego matka tam się urodziła. 
Natomiast Euzebiusz (biskup Cezarei w Palestynie ok. 313-339) twierdzi 
w swoim Vita Constantini, że pod koniec życia Konstantyn zachorował w miej­

scowości Helenopolis, którą tak nazwał od imienia swojej matki. 

Więcej informacji źródłowych mamy o pochodzeniu społecznym Heleny. 

Żyjący w połowie IV wieku Eutropiusz pisze, że Konstantyn urodził się ex 
obscuriore matrimonio;

 w swojej mowie pogrzebowej dla Teodozjusza Wiel­

kiego z 395 roku Ambroży określa Helenę terminem stabularia - co dosłow­
nie znaczy „córka karczmarza", a więc bezdyskusyjnie nisko urodzona kobie­
ta, która mogła nawet być konkubiną. Dla Ambrożego niskie pochodzenie 

społeczne Heleny stanowi dowód na to, jak niezwykłe były jej dokonania. To 

właśnie jej cnoty zdecydowały o tym, że łaska Boża wyniosła ją z nędzy do 
pałacu cesarskiego. „Chrystus - stwierdza dość brutalnie - wyniósł ją z nawo­
zu do władzy". W trochę późniejszym tekście, Origo Constantini, Helenę na­
zwano vilissima. W połowie V wieku Filostorgiusz stwierdził, że była ona 
„prostą kobietą, nieróżniącą się od ladacznicy". 

Chociaż pogańscy autorzy mieli powody, żeby przedstawiać wielką chrześci­

jańską matronę jako nisko urodzoną, a zatem również niecieszącą się wysoką 

moralnością niewiastę, całkowita niemal zgodność źródeł co do jej pochodzenia 
zdaje się wskazywać na to, iż kryje się w nich ziarno prawdy. Konstancjusz, 
ojciec Konstantyna, był ambitnym prowincjuszem. Rodzina nigdy nie pozwoli­
łaby mu na małżeństwo z kobietą o tak niskim statusie, jaki miała Helena. Wia­
domo, że nigdy nie zabrał jej ze sobą, kiedy służył cesarstwu w prowincjach na 
terenie współczesnych Bałkanów. Nie zostałaby uznana za jego małżonkę, lecz 
prawdopodobnie za zwykłą konkubinę, miejscową kochankę. Sam Konstantyn 
urodził się jako Flawiusz Waleriusz Konstantyn w 272 lub 273 roku w Naissos, 
garnizonowym mieście nad Nisawą. Konstancjusz później oddalił jego matkę 
z powodów politycznych w 289 roku, gdy poślubił Flawię Maksymianę Teodo­
rę, pasierbicę Maksymiana, która urodziła mu sześcioro dzieci. 

background image

32 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Chociaż zachowanie Konstancjusza wydaje się bezduszne, to postępek ten 

otworzył przed nim drogę do wspaniałej kariery w nowo utworzonej przez 
Dioklecjana tetrarchii - w marcu 293 roku władzę nad cesarstwem podzieliło 
między siebie dwóch augustów i dwóch cezarów: cezarem Dioklecjana był 
Galeriusz, Konstantyn zaś pełnił tę samą funkcję przy Maksymianie. W tym 
czasie imperium rzymskiemu od wschodu zagrażali Germanie, a od zachodu 
Persowie, polityka wewnętrzna państwa zaś z samej swej natury była niesta­
bilna. Dla młodego Konstantyna najważniejszy był fakt, że ojciec zrobił 
wszystko, by utrzymać ten kruchy układ polityczno-dynastyczny, nawet jeśli -
na krótką metę - łączyło się to z upokorzeniem jego matki. Na korzyści zresztą 
nie trzeba było długo czekać. Konstantyn wyjechał do Nikomedii w Bitynii -
w drugiej stolicy cesarstwa - gdzie sam Dioklecjan nadzorował jego wykształ­
cenie. Z czasem syn z nawiązką wynagrodził Helenie jej poświęcenie. 

Konstantyn rozpoczął karierę jako żołnierz, a nie cesarz-filozof, za jakiego 

później pragnął uchodzić (chociaż właśnie na dworze Dioklecjana po raz pierw­

szy spotkał Laktancjusza, chrześcijańskiego mówcę i filozofa). Towarzyszył 
Dioklecjanowi w wyprawie przeciwko uzurpatorowi Domicjuszowi Domicja-
nuszowi w Egipcie i walczył u boku Galeriusza przeciw Persom w roku 297 
i 298. Pierwsza tetrarchia rozpadła się w 305 roku po abdykacji Dioklecjana, 
ale Konstantyn najwidoczniej miał już wtedy znacznie ambitniejsze plany niż 
zachowanie tego czwórpodziału władzy lub jakiegoś jego wariantu. W marcu 
307 roku ogłoszono go augustem jako potomka cesarza Klaudiusza II Gockie-
go (268-270). W ten sposób oparł swoje pretensje do władzy absolutnej nie na 
systemie tetrarchii, lecz dziedziczenia. Pierwszym rywalem, który stał mu na 
drodze do niepodzielnych rządów nad cesarstwem, był Maksencjusz. Pokonał 
go w bitwie przy moście Mulwijskim w 312 roku. Dwanaście lat później, 

18 września 324 roku, pod Chryzopolis zwyciężył Licyniusza, z którym aż do 

tej pory dzielił władzę. 

W ten sposób Konstantyn został pierwszym samodzielnym władcą cesarstwa 

rzymskiego od początków rządów Dioklecjana (284—286). Jego panegiryści sła­
wili go jako Rector Totius Orbis, pana całego świata, drugiego Aleksandra. W tej 
książce nie ma miejsca dla pełnej oceny panowania Konstantyna oraz jego cha­
rakteru. Wydarzenia z czasów rządów Konstantyna i jego osobiste ambicje wspo­
mniane zostaną tylko o tyle, o ile pomogą wyjaśnić, co sprowadziło jego matkę 
do Jerozolimy, prawdopodobnie w 326 roku. Na pewno nie bez znaczenia pozo­
staje fakt, że Konstantyn łączył w sobie żołnierską bezwzględność ojca z marze­
niami budowniczego państwa. Był gorliwym fundatorem kościołów i najaktyw­
niejszym propagatorem religijnym ze wszystkich władców starożytności. 
Zbudował Konstantynopol, miasto, które miało być stolicą wschodniego cesar­
stwa, a z czasem świata bizantyjskiego. Stworzył gigantyczną machinę admini­
stracyjną cesarstwa, zbudował wiele miast i wybił nową monetę dla swego pań­
stwa - solidus - której czystość kruszcu i waga nie zmieniły się przez 700 lat. 

background image

Cesarzowa  H e l e n a i narodziny chrześcijańskiej Europy 33 

Pomimo odziedziczonej po ojcu surowej mentalności prowincjusza z Półwyspu 
Bałkańskiego, Konstantyn był pierwszym europejskim idealistą: wymyślił włas­
ny system monetarny, a przyjąwszy wiarę chrześcijańską, dał Europie spoiwo, 
które miało ją łączyć aż do czasów oświecenia. 

Wydaje się, że Helena odegrała we wszystkich tych wydarzeniach główną 

rolę, chociaż czasami trzeba się dobrze natrudzić, aby dostrzec ślady działal­
ności przebiegłego polityka, jakim była. Konstantyn, kiedy ogłoszono go au-
gustem w 306 roku, odziedziczył rezydencję swego ojca w Trewirze. Pozosta­
ła ona jego kwaterą główną przez 10 lat, rywalizując z siedzibą Galeriusza 
w Tesalonikach. Zapewne jego matka, wtedy blisko 60-letnia, mieszkała ra­
zem z nim w Trewirze, w rodzinnej rezydencji. Jedną z budowli, która się tam 
znajdowała, była wspaniała bazylika, długa na 74 metry i szeroka na 32,5 me­
tra. Dlatego właśnie w Trewirze przechowała się tak żywa tradycja o Helenie 
(wraz z legendą, że przekazała ona szatę Jezusa tamtejszej katedrze). Altmann 
z Hautvillers, który w IX wieku spisał żywot cesarzowej, posunął się nawet do 
tego, że stwierdził, iż urodziła się ona w Trewirze. Wydaje się jednak, że to 
stwierdzenie nie jest bardziej wiarygodne niż entuzjazm angielskich kronika­
rzy przypisujących jej brytyjskie pochodzenie. 

Najbardziej interesującym dziedzictwem pobytu Heleny w Trewirze są po­

zostałości budowli datowane na pierwsze 25-lecie IV wieku, odkryte pod 
katedrą podczas wykopalisk prowadzonych w latach 1945-1946 i 1965-

1968. Odkopano wtedy pomieszczenie zbudowane po 316 roku i zburzone 

mniej więcej po 15 latach. Wskazuje to, że średniowieczna tradycja mówią­
ca o tym, iż właśnie w tym miejscu stał pałac cesarzowej Heleny, który po­
tem podarowała biskupowi Trewiru Agrytiusowi, może być prawdziwa. Wia­
rygodności tej teorii dodało odkrycie resztek sufitu ozdobionego freskami, 
a pochodzącego mniej więcej z tego samego okresu. Na 15 panelach, które 
pieczołowicie zrekonstruowano i które teraz wystawione są w muzeum die­
cezjalnym w Trewirze, przedstawiono ludzkie postacie i tańczące amorki. 
Szczodre użycie purpurowej barwy skłoniło niektórych uczonych do wyciąg­
nięcia wniosku, że postacie te to członkowie dynastii Konstantyna, a wśród 
nich znajdują się: Helena, Fausta (małżonka cesarza), jego przyrodnia sio­
stra Konstancja oraz żona jego syna Kryspusa - chociaż alternatywna hipo­
teza głosi, iż są to alegorie pór roku lub personifikacje Mądrości, Piękna, 
Młodości i Zdrowia

14

Jeżeli freski rzeczywiście przedstawiają członków rodziny cesarskiej, to jesz­

cze bardziej intrygujący jest fakt, że wydaje się, iż zniszczono je zaledwie 
kilka lat po ich namalowaniu. Najbardziej prawdopodobne, że do tego aktu 
oczywistego wandalizmu doszło podczas największego kryzysu za panowania 
Konstantyna; kryzysu, który miał miejsce w gronie jego najbliższej rodziny. 
Naczelne dowództwo nad siłami zbrojnymi w Trewirze sprawował syn Kon­
stantyna Kryspus, którego matką była Minerwina (jeszcze jedna towarzyszka 

background image

34 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

życia pierwszego chrześcijańskiego cesarza). Wydawało się, że Kryspusa cze­
ka wspaniała przyszłość - miał zostać następcą ojca, do czego przygotowywał 
go Laktancjusz, był nawet konsulem w latach 318, 321 i 324

15

. Zupełnie nie­

oczekiwanie w 326 roku Konstantyn kazał osądzić i stracić Kryspusa -
prawdopodobnie za to, że cudzołożył z Fausta, ówczesną żoną cesarza. Wkrót­
ce potem zaduszono w kąpieli samą Faustę. Konstantyn wydał edykt, w któ­
rym ogłosił, że nigdy więcej nie należy wymieniać imion obojga złoczyńców -
było to tak zwane damnatio memoriae. Znamienne jest też, że Euzebiusz z Ce­
zarei całkowicie pomija ten krwawy epizod w biografii Konstantyna. Pamię­
tając o tym, możemy przyjąć, że wspomniane wcześniej freski zostały znisz­
czone w ramach usuwania śladów po Kryspusie i Fauście z historii. 

Sama Helena mogła odegrać kluczową rolę w przebiegu tego kryzysu, gdyż 

była przywiązana do wnuka i bez wątpienia przygotowywała go na następcę 
Konstantyna. Według pochodzącego z IV wieku Epitome Aureliusza Wiktora 
to właśnie gniew cesarskiej matki przypieczętował los Fausty: 

Mówi się, że za namową żony Fausty, Konstantyn kazał zabić swego syna Kry­

spusa. A potem, kiedy jego matka Helena, rozpaczająca po śmierci wnuka, robiła 
mu wyrzuty, zabił Faustę, umieszczając ją w gorącej kąpieli. 

Późniejszą wersję tej samej historii podaje Zosimos, pogański historyk z po­

czątku VI wieku: 

Kiedy Konstantyn zagarnął władzę absolutną [w cesarstwie], już nie ukrywał 

swojej złej natury i robił wszystko tak, jak mu się podobało (...). Rzucono podej­
rzenie na jego syna Kryspusa, którego przedtem uhonorował rangą cezara, że miał 

romans z macochą Fausta. Konstantyn zabił go bez krzty szacunku dla praw natury. 
Wydarzenia te zaniepokoiły matkę Konstantyna Helenę, która bardzo źle zniosła 
utratę młodzieńca. Konstantyn, jakby chcąc ją pocieszyć, naprawił jeden zły uczy­
nek jeszcze większym złem; kazał przygotować nieznośnie gorącą kąpiel, umieścić 
w niej Faustę i wyjąć dopiero wtedy, kiedy umarła

1 6

Na pewno można uznać za prawdopodobne, że istniała rywalizacja między 

Heleną a Fausta. Matka Konstantyna dbała o interesy Kryspusa, podczas gdy 
Fausta zapewne faworyzowała swoich synów. Niewykluczone też, że Helena 
nie lubiła Fausty, gdyż ta była przyrodnią siostrą Teodory, dla której porzucił 

ją Konstancjusz. Wielu historyków uważa oskarżenie, że Helena była bezpo­

średnio odpowiedzialna za śmierć Fausty, za bezpodstawne, tym bardziej że 

relacje historyków wcale nie są rozstrzygające. Mimo to sam fakt, że opo­
wieść tę uważano za prawdopodobną, daje dużo do myślenia. Helena do końca 
życia zachowała wielkie wpływy na dworze Konstantyna. 

Wiadomo również, że miała sporą posiadłość w Rzymie, tak zwany Fundus 

Laurentus, i wspaniałą siedzibę w Pałacu Sessoriańskim. Obecnie właśnie na 
tym miejscu stoi kościół Santa Croce in Gerusalemme, gdzie przechowywany 

jest Titulus, a skromna kaplica położona pod zbudowanym przez Mussoliniego 

relikwiarzem uważana jest za dawne mieszkanie Heleny

17

. Bez względu na to, 

background image

C e s a r z o w a Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 

35 

czy to szczególne przypuszczenie jest prawdziwe, niemal wszędzie znaleźć moż­
na dowody jej bytności. Sam kościół, na przykład, początkowo znany był jako 
Basilica Heleniana. Wiele zagadek kryją też jego fundamenty, pochodzące z IV 
wieku. Wydaje się, że w końcu II wieku w tym miejscu znajdowała się wspania­
ła willa, do której Helena kazała dobudować cyrk, amfiteatr i łaźnie publiczne, 
dzięki czemu uczyniła ze swego pałacu polityczny i społeczny ośrodek połu­
dniowo-wschodniej części Rzymu. W pewnej inskrypcji znalezionej w pobliżu 
kościoła Santa Croce jest wzmianka o naprawie łaźni - Thermae Helenae - znisz­
czonych przez pożar. Dodać należy, że dwie z siedmiu inskrypcji odnalezionych 
w najbliższej okolicy poświęcone są właśnie Helenie. Najwyraźniej Konstantyn 
uważał tę część Rzymu za posiadłość swojej matki. Możliwe, że nawet zaanga­
żował ją w budowę bazyliki Świętego Piotra - według Liber Pontificalis na gro­
bie apostoła znajdował się niegdyś wielki złoty krzyż z inskrypcją z pokrytych 
czarną emalią liter z imieniem „Helena Augusta". 

Dla podkreślenia, jak wiele matka znaczyła dla niego osobiście, a dla cesar­

stwa jako instytucji, Konstantyn uhonorował ją pod koniec 324 roku, nadając 

jej tytuł augusty. Oczywiście wiele podobnych precedensów miało miejsce już 

wcześniej. Przed Heleną tytuł ten otrzymała żona Galeriusza, Galeria Waleria 
(305-311). Jednakże w wypadku Heleny takie wyniesienie miało natychmia­

stowy i znaczący skutek polityczny. Liczba monet z jej podobizną i poświęco­

nymi cesarzowej napisami znacznie wzrosła i, w pewnym momencie, była ściś­
le i otwarcie łączona ze zwycięstwem Konstantyna nad Licyniuszem pod 
Chryzopolis

18

. A zatem Helena była kimś więcej niż uhonorowaną zaszczyt­

nym tytułem wdową. Śmiało można powiedzieć, że władała cesarstwem wraz 
z synem i jako współrządzącą identyfikowano ją na monetach z securitas rei 

publicae,

 czyli dobrobytem i bezpieczeństwem kraju. W inskrypcjach nazy­

wana jest procreatrix, mater lub genetrix - innymi słowy: nisko urodzona sta-
bularia

 stała się założycielką nowej cesarskiej dynastii. Oczywiście dla Kon­

stantyna sytuacja taka była bardzo korzystna, gdyż tytuły przynależne jego 
matce pomagały umocnić jego własną pozycję, a zarazem umniejszyć znacze­
nie jego przyrodniego rodzeństwa (ze związku Konstancjusza i Teodory) oraz 
ich potomków. Trudno wszakże uwierzyć, że wszystkie splendory, jakimi Kon­
stantyn obdarował matkę - w istocie ustanawiając jej kult - nie odzwiercie­
dlały także czegoś znacznie ważniejszego, a mianowicie ogromnych wpływów, 

jakie zdobyła sobie licząca wtedy ponad 70 lat cesarzowa-wdowa

19

Ostatnią sprawą, którą chcielibyśmy poruszyć w tym rozdziale, jest charak­

ter chrześcijaństwa, które wyznawali Konstantyn i jego matka, oboje - cho­
ciaż może w różny sposób - z gorliwością konwertytów. Do całkowitej chry­

stianizacji cesarstwa, którym rządzili, było jeszcze daleko, ale szukając (co 

jest łatwe) ułomności i niedoskonałości systemu, jaki wprowadzali, można po­

minąć fakt, jak niezwykły był to rozwój w historii Zachodu. 

background image

36 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Książka ta jest opowieścią o Prawdziwym Krzyżu. To właśnie pod znakiem 

tego Krzyża - w każdym razie według relacji cesarskich biografów - Kon­
stantyn przyjął nową wiarę. Jakiś czas przed zwycięstwem nad Maksencju-
szem w bitwie przy moście Mulwijskim, być może poprzedzającej je nocy, 
cesarz miał widzenie, w którym polecono mu umieścić znak Chrystusa (krzyż) 
na tarczach jego żołnierzy. Opowiada o tym Laktancjusz, wychowawca Kry­
spusa, nastarszego syna Konstantyna, w swoim traktacie O śmierci prześla­
dowców,

 który prawdopodobnie opublikował w 314 roku: 

Konstantynowi doradzono we śnie, żeby oznakował niebiańskim symbolem  B o g a 

tarcze swoich żołnierzy, a potem stoczył bitwę. Zrobił, jak mu polecono, i umieścił 
ukośne X
 {transversa Xlittera) z kolistą górną częścią, naznaczając ich tarcze sym­
bolem Chrystusa. Uzbrojona w ten znak jego armia chwyciła za broń

20

Według Euzebiusza, biskupa Cezarei i autora Vita Constantini, pewnego popo­

łudnia cesarz i „wszystkie jego zastępy" ujrzeli na niebie świetlisty krzyż i słowa 
„pod tym znakiem zwyciężysz" (en touto nika). Później Chrystus pojawił się Kon­
stantynowi we śnie, rozkazał mu sporządzić sztandary bojowe dla swojej armii 
w kształcie tego świętego znaku i „użyć tego symbolu w starciu z wrogiem". 

Powszechnie uważa się opowieść Euzebiusza za mniej wiarygodną, chociaż 

niektórzy uczeni dopuszczają możliwość, że świetlista wizja, która ukazała się 
Konstantynowi i jego oddziałom, była niczym innym jak rozbłyskiem słonecz­
nym

21

. W każdym razie, niezależnie od tego, kiedy miała miejsce i jaki cha­

rakter posiadała ta domniemana boska interwencja, Konstantyn zastąpił po­
gańskie sztandary swoich oddziałów nowym, chrześcijańskim symbolem. 

Symbolem, który niebawem nazwano labrum. W przekonaniu, że w ten właś­

nie sposób powinno zostać odczytane tajemnicze widzenie, na pewno umac­
niał cesarza jego główny kościelny doradca Ossjusz, biskup Kordoby (ok. 257-
ok. 357), który pełnił tę funkcję na dworze Konstantyna w latach 312-326. 
Zapewne to właśnie Ossjusz wywarł decydujący wpływ na decyzję cesarza 
0 przyjęciu wiary chrześcijańskiej, lecz to Euzebiusz pozostawił najpełniejszy 
opis jej symbolu. Biograf Konstantyna twierdzi, że nowy sztandar sporządzo­

no z długiej włóczni pokrytej złotem, do której przymocowano poprzeczny 
drążek, nadając całości kształt krzyża. Na jego szczycie znajdował się wieniec 
ze złota i drogich kamieni, w który wkomponowano symbol Chi-Rho (począt­
kowe litery słowa „Christos" zapisanego w języku greckim, za pomocą liter X 
1 P). Cesarz kazał też umieścić znak Chi-Rho na tarczach swoich żołnierzy, 
zastępując nim tradycyjne dekoracje w kształcie piorunów, zwierząt i wyobra­
żeń Marsa

22

. Wkrótce potem wkroczył do Rzymu, pokonawszy Maksencjusza. 

Ogromną nową bazylikę, zbudowaną przez jego rywala, poświęcono Konstan­
tynowi, a w jej głównej sali wzniesiono wielki posąg zwycięzcy trzymającego 
chrześcijańskie labrum. 

Jedną z zalet tego oryginalnego symbolu, oznaczającego zarówno imię Chrystu­

sa, jak i krzyż, było jego podobieństwo do rzymskiego trofeum, czyli tropaeum, 

background image

Cesarzowa Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 

37 

oznaki zwycięstwa. Tropaeum po raz pierwszy pojawiło się na rzymskich mone­
tach w końcu III wieku p.n.e. Wcześni pisarze chrześcijańscy, bez wątpienia szu­
kający potencjalnych korzyści, od razu zauważyli to podobieństwo. Na przykład 
Justyn Męczennik wykazał w swojej polemice, że krzyż nie jest złem, lecz ser­
cem tropaeum, niesionego we wszystkich pochodach triumfalnych jako symbol 
rzymskiej wszechmocy. Tertullian napisał o Jezusie triumfującym per tropaeum 
crucis.

 Euzebiusz podchwycił ten obraz, kiedy opisywał znak dany z nieba Kon­

stantynowi jako „tropaeum [w kształcie] świetlistego krzyża". I w ten właśnie 
sposób biograf Konstantyna sprawił, że krzyż z symbolu prześladowanej religii 
przekształcił się w godło cesarstwa rzymskiego - oficjalnie stał się nim za pano­
wania Teodozjusza II (408^ł50)

2 3

. Euzebiusz zdał sobie sprawę z niezwykłej 

wszechstronności tego znaku. Zrozumiał też, że ci, którzy przyjmą ten symbol, 
będą mogli go wykorzystać na wiele sposobów. Wprawdzie przypominał on 
rzymski symbol triumfu, ale zawierał także imię Chrystusa i przywodził na myśl 

jego śmierć na krzyżu. Na polu bitwy działał jak totem, a w kaplicy stawał się 

przedmiotem kontemplacji. W dodatku umożliwił Konstantynowi pozowanie na 

13. apostoła

24

Tak więc wydaje się, że wygrawszy ostatnią bitwę z Maksencjuszem, Kon­

stantyn postanowił pozostawić swoje wojska pod Bożymi sztandarami. Tym 

bardziej że to właśnie im przypisywano zasługę zwycięstwa. Dzięki temu ce­

sarz mógł przedstawić je jako wynik Bożej opieki. Pomagając Konstantynowi 

w potrzebie, Bóg ewangelii okazał się silniejszy niż jego rywale, którzy tło­
czyli się na religijnym placu targowym początku IV wieku. Zresztą przyjęcie 
przez Konstantyna monoteizmu samo w sobie nie było niczym wyjątkowym. 

Euzebiusz podaje, że Konstancjusz Chlorus również miał do czynienia z taki­

mi wierzeniami. Za młodu Konstantyn twierdził, iż znajduje się pod opieką 
Apollina, który także objawił mu się w wizji - tym razem podczas wyprawy 
na południe znad Renu, z którą ruszył, aby pokonać Maksymiana pod Marsy­

lią. Mówiono, że Apollo ukazał się Konstantynowi w towarzystwie Nike, bo­
gini zwycięstwa, i że podarował mu wieniec laurowy, obiecując długie i po­
myślne panowanie. Miało to być spełnieniem „natchnionych pieśni poetów", 
aluzją do przepowiedni Wergiliusza o zesłanym przez bogów władcy świata. 

W 311 roku Konstantyn wybrał słońce na swoje bóstwo opiekuńcze. Na mo­

netach bitych w tym czasie przedstawiano je jako niezwyciężonego sojusznika, 
Sol Invictus.

 Ten kosmiczny związek między Konstantynem i bogiem słońca 

trwał przez długie lata po bitwie przy moście Mulwijskim. W każdym razie słoń­
ce wciąż jeszcze widniało na monetach w przeciwieństwie do klasycznych bóstw 
pogańskich, które zniknęły z nich około 317 roku. Niektórzy uczeni twierdzili, 
że ten kult solarny był dla arystokracji rzymskiej rodzajem atrakcyjnego etapu 
pośredniego pomiędzy pogańską religią ich przodków a chrześcijaństwem. 
Prawdą jest też, że Jezusa często nazywano SolJustitiae (Słońcem Sprawiedli­
wości), a jego posągi upodabniano do wyobrażeń boga słońca. 

background image

38 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Takiej swobody teologicznej nie uważano za kapryśną, lecz za ostrożną -

widziano w niej dowód, że cesarz poszukuje Boga, który zapewni pomyślność 

jego poddanym i zwycięstwo na wojnie.

25

 Cesarze rzymscy już nie twierdzili, 

że są bogami, ale zamiast tego zachowywali się jak słudzy bóstwa, działający 
według jego wskazówek i chronieni jego boskim wpływem. Jeden z history­
ków, specjalista od epoki Konstantyna, zauważył, że istniały „pomosty myślo­
we między pogaństwem a chrześcijaństwem, którymi tacy ludzie jak ów ce­
sarz mogli przejść od jednego do drugiego bez potrzeby gwałtownego 
odrzucania wcześniejszych wierzeń i bez potrzeby odwoływania się do jakiejś 
magicznej lub cudownej pomocy z niebios"

26

. Zamiana kultu Niezwyciężone­

go Słońca na wiarę w Chrystusa prawdopodobnie nigdy nie była trudna dla 
Konstantyna, a stała się jeszcze łatwiejsza wtedy, gdy opatrzność boska zda­
wała się nad nim czuwać. Propagandyści Konstantyna przedstawiali bitwę przy 
moście Mulwijskim jako triumf nowej religii nad starą, zwycięstwo potężne­
go, cnotliwego chrześcijaństwa nad plugawym pogaństwem

27

Syn Heleny sprzymierzył się więc z religią, której najważniejszym symbo­

lem był rozpoznawalny i najwidoczniej potężny talizman. Talizman, który 

w oczach poddanych zapewnił mu niemal natychmiastowe zwycięstwo. Praw­
dopodobnie jednak zarówno Konstantyna, jak i jego matkę pociągał głównie 
potencjał chrześcijaństwa. Siła tego wyznania mogła spoić państwo, miało ono 
ogromne wpływy w całym cesarstwie, a jego reprezentanci wykazywali niesa­
mowite wręcz zdolności organizacyjne. W każdym razie wygląda na to, że 
Konstantyn uznał potencjał chrześcijaństwa za podporę władzy cesarskiej, 
podczas gdy jego poprzednicy widzieli w nim zagrożenie. Mimo to decyzja 
Konstantyna o przejściu na chrześcijaństwo jest czymś niezwykłym, a jego 
wybór nie wydaje się do końca podyktowany racjonalnymi powodami. Po do­
kładnym zbadaniu wszystkich przesłanek historycznych można przypuszczać, 
że było to prawdziwe nawrócenie, a nie działanie zręcznego polityka, który 
postanowił wykorzystać przewagę, jaką mogła mu zapewnić ta konkretna reli­
gia. Każdy obserwator współczesnej polityki może potwierdzić, że szczerość 
i bezwzględność często idą w parze. 

Religia, na którą nawrócił się cesarz, przechodziła akurat wyjątkowo trudny okres 

w swojej historii. Rozdzierały ją wewnętrzne spory - odstępstwo donatystów 
w Afryce i jawna herezja w Aleksandrii. W tej ostatniej prezbiter Ariusz nauczał, 
że Chrystus nie był wieczny jak Bóg Ojciec ani Jemu równy (tę interpretację teo­
logiczną potępiły miejscowy synod z 318 lub 319 roku oraz sobór nicejski z 325 
roku

28

). Co więcej, Kościół chrześcijański jeszcze niedawno był prześladowany 

przez tetrarchów Dioklecjana i Galeriusza. Najwidoczniej poprzednicy Konstan­
tyna uważali imponującą organizację i wielką spoistość wspólnot chrześcijańskich 
za zagrożenie dla integralności cesarstwa i genius populi Romani. 

W pewnym sensie wczesny Kościół chrześcijański, mimo podziałów, był 

jedyną, oprócz wojska, zorganizowaną siłą w cesarstwie rzymskim. Dlatego -

background image

Cesarzowa Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 

39 

przynajmniej teoretycznie - stanowił potencjalne zagrożenie. Co więcej, stał 

się wygodnym wrogiem i użytecznym kozłem ofiarnym w niestabilnych po­
litycznie czasach. Możliwe też, że Konstantyn i Maksencjusz już wcześniej 
zdradzali pewną sympatię dla chrześcijaństwa i że Galeriusz wraz z Diokle­
cjanem rozpoczęli nową falę prześladowań, żeby postawić współwładców 

w trudnej sytuacji

29

. W lutym 303 roku na rozkaz Dioklecjana rozebrano 

chrześcijański kościół w Nikomedii, a następnego dnia obaj władcy ogłosili 
nowy edykt nakazujący chrześcijanom wydać święte księgi, które miały zo­
stać spalone, i zburzyć wszystkie ich świątynie. Następne dekrety zmuszały 
chrześcijan do składania ofiar pogańskim bogom, gdyż w razie odmowy cze­
kała ich śmierć. Dopiero w kwietniu 311 roku Galeriusz na łożu śmierci 
wydał edykt kładący kres prześladowaniom chrześcijan, którymi przedtem 
kierował. Euzebiusz uznał to za „jawne działanie opatrzności Boskiej". 
Uwagi Konstantyna na pewno nie umknął fakt, że prześladowania zakończy­
ły się fiaskiem, że nie wszędzie zostały wprowadzone w życie i że nie zdoła­
ły narzucić religjnego konformizmu w całym państwie. Cesarz zapewne zdał 
sobie sprawę z tego, że skoro nie udało się wykorzenić tego ruchu religijne­
go, należy go okiełznać. 

Edward Gibbon podkreślał, że należy z niezwykłą dokładnością śledzić po­

wolny i niemal niedostrzegalny proces, w trakcie którego monarcha najpierw 
ogłosił się protektorem, a w końcu prozelitą Kościoła chrześcijańskiego

30

. Nie 

przeszkodziło mu to jednak dalej piastować pogański urząd najwyższego ka­
płana (pontifex maximus). Monety Konstantyna powoli wzbogacały się o chrze­
ścijańskie symbole, podczas gdy łuk triumfalny, wzniesiony na jego cześć, 
pozbawiony był takich motywów. Najwidoczniej Konstantyn doceniał zna­
czenie ewolucji w kontekście przemian religijnych. Z pewnością został chrze­
ścijańskim prozelitą, chociaż ta przemiana trwała dość długo. W 313 roku wraz 
ze współwładcą, cesarzem Licyniuszem, wydał tak zwany edykt mediolański, 
oparty na edykcie tolerancyjnym Galeriusza i zapewniający chrześcijanom 
spore przywileje. Za jego panowania rozkazano tym, którzy posiadali skonfi­
skowany majątek kościelny, zwrócić go prawowitym właścicielom, kościelne 
dobra ziemskie zostały zwolnione od podatków, księża nie musieli sprawować 
obowiązkowych urzędów municypalnych, a urzędnikom prowincjonalnym 
polecono organizować budowę kościołów. 

Konstantyn bardzo interesował się nominacjami biskupów, których w jego 

państwie było 1800. Zniósł karę ukrzyżowania, a w 321 roku uczynił niedzielę 

świętem państwowym. Osobiście uczestniczył w walce z donatyzmem i aria-

nizmem i w 325 roku zwołał sobór w Nicei - wzięło w nim udział 2000 do­

stojników kościelnych - na którym oświadczył, wbrew heretykowi Ariuszowi, 
że Jezus jest homoousios z Bogiem Ojcem, czyli „z jednej substancji". Oczy­

wiście tylko optymista nazwałby tego grubo ciosanego i wojowniczego wład­
cę teologiem, ale Konstantyn był dostatecznie inteligentny, aby zrozumieć, że 

background image

40 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

teologiczne spory to wielka groźba dla jedności doktryny chrześcijańskiej, 
którą pragnął narzucić swoim poddanym. 

Jaką rolę odegrała Helena w tych niezwykłych wydarzeniach? Często snuto 

przypuszczenia, że zarówno matka, jak i jej syn flirtowali z nową wiarą. Wie­
my na pewno, że Konstancjusz i jego druga żona Teodora wybrali prawdziwie 
chrześcijańskie imię dla ich córki - Anastazja (co znaczy zmartwychwstanie). 
Teodoret, żyjący w V wieku historyk Kościoła, twierdzi, że sam Konstantyn 
został wychowany na chrześcijanina przez rodziców, a niektórzy uczeni uzna­
li, iż może być w tym ziarno prawdy

31

. Twierdzenie Teodoreta nie jest jednak 

poparte niezbitymi dowodami. Inna wysunięta przez współczesnych naukow­
ców teoria głosi, że Helena była z pochodzenia Żydówką. Na poparcie swojej 
tezy przytaczają oni szczególny argument, otóż znalezienie przez nią Prawdzi­
wego Krzyża mogło zostać uznane za akt pokuty za udział Żydów w śmierci 

Syna Bożego

3 2

. Niestety jedynym źródłem mającym potwierdzić żydowskie 

pochodzenie Heleny jest Actus Silvestri, wielokrotnie kopiowany tekst z dru­
giej połowy V wieku, w którym cesarzowa, wyznawczyni judaizmu, począt­
kowo sprzeciwia się nawróceniu syna na chrześcijaństwo; ona sama zaś przyj­
muje nową religię, kiedy Konstantyn zorganizował w Rzymie debatę między 
uczonymi żydowskimi a chrześcijańskimi. Wydaje się całkowicie nieprawdo­
podobne, aby taka dyskusja mogła mieć miejsce za panowania Konstantyna, 
i tylko nieliczni uczeni widzą w Actus Sihestri wiarygodne źródło historycz­
ne, mimo jego kolorytu. 

Bardzo prawdopodobne jest, jak twierdzi autor Vita Constantini, że to syn 

nawrócił matkę na chrześcijaństwo. Możliwe też, że Helena przeszła na chrze­
ścijaństwo za sprawą Lucjana, przełożonego szkoły teologicznej w Antiochii, 
który uczył zarówno Ariusza, jak i obrońcę Ariusza, Euzebiusza z Nikomedii 
(nie należy go mylić z biografem Konstantyna, Euzebiuszem z Cezarei). 

Lucjan, który poniósł męczeńską śmierć w styczniu 312 roku, był ulubień-

cem Heleny. Ta sympatia mogła stać się przyczyną konfliktu z Eustacjuszem 
z Antiochii, zdeklarowanym przeciwnikiem Ariusza, którego usunięto ze sta­
nowiska, co przypisywano wrogości matki cesarza

33

. Atanazy, biskup Alek­

sandrii w latach 328-373, w taki sposób ujął to oskarżenie w swojej Historia 

Arianorum: 

Niejaki Eustacjusz, biskup Antiochii, był spowiednikiem i wyznawcą ortodok­

syjnej wiary. Ponieważ bardzo żarliwie trzymał się tej prawdy, gardził ariańską he­
rezją i nie chciał przyjmować tych, którzy podzielali poglądy Ariusza, zaatakowa­
no go za pośrednictwem cesarza Konstantyna; jako pretekst podano, że obraził 

matkę tego władcy. 

Możliwe nawet, że Helena skłaniała się ku arianizmowi, chociaż nie należy 

wyciągać z tego wniosku, iż lepiej znała się na teologii niż jej syn. Tak jak on 
potrafiła wykorzystać religię, by zjednać sobie lud, i z niezwykłą przenikli­
wością odgadła, jakie aspekty chrześcijaństwa - mianowicie krzyż - można 

background image

Cesarzowa Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 

41 

wykorzystać dla celów dynastycznych. W swojej posiadłości w Rzymie, Fun-
dus Laurentius, w drugiej dekadzie IV wieku wzniosła bazyliką pod wezwa­
niem Świętego Marcellina i Piotra. Istnieją też dowody, że uczestniczyła w bu­
dowie bazyliki Świętego Piotra, zapewne największego architektonicznego 
osiągnięcia rządów Konstantyna. Lecz największy wkład, jaki wniosła w nową 
epokę chrześcijańskiego cesarstwa rzymskiego, nie miał architektonicznego, 
doktrynalnego czy religijnego charakteru. Wszystko zaczęło się od pewnej 
podróży. 

background image

3. Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

Ale skąd wiesz, że On nie chce, żebyśmy go mieli - mam na myśli krzyż? 

Założę się, że On tylko czeka, że któreś z nas pojedzie i znajdzie ten krzyż -

właśnie w tej chwili, kiedy jest najbardziej potrzebny. 

Evelun Waugh Helena 

Można powiedzieć, że ona była archeologiem, 

który odniósł największy sukces w dziejach ludzkości. 

Amos Elon Jerusalem - City of Mirrors 

(Jerozolima - miasto luster) 

[Ona] jednoczyła łatwowierność owych czasów z serdecznymi uczuciami 

niedawnego nawrócenia. 

Edward Gibbon 

W połowie lat 20. IV wieku pewna wywodząca się z nizin społecznych ko­

bieta, mająca ponad 75 lat, odbyła wielce uciążliwą podróż, której rezultatów 
nie mogła przewidzieć. Musiała przebyć ogromne odległości i wiele prowincji 
cesarstwa rzymskiego. Przejeżdżała przez niezliczone miasteczka i osady, 
a w drodze pokonała wiele przeciwności. Ale podczas tej trwającej dwa lata 
podróży dokonała jednego z największych odkryć w historii europejskiej kul­
tury i religii. Odkrycia, które stało się inspiracją dla sztuki, poezji, literatury 
i powodem niezliczonych pielgrzymek. 

Po upływie tylu stuleci trudno z całą pewnością stwierdzić, dlaczego cesa­

rzowa Helena wybrała właśnie ten moment swojego życia, żeby wyruszyć na 
Bliski Wschód. Decydującą rolę w jej wyborze musiały odegrać burzliwe 
wydarzenia połowy lat 20. IV wieku. We wrześniu 324 roku n.e. Konstantyn 

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

43 

pokonał swojego ostatniego rywala, Licyniusza, na azjatyckim brzegu Bosfo­
ru pod Chryzopolis. Rok później zwołał w Nicei sobór, żeby skończyć z po­
działami w Kościele chrześcijańskim, które zagrażały jego roli jako siły spaja­

jącej cesarstwo rzymskie. A w 326 roku kazał stracić swego syna Kryspusa 

i żonę Faustę - tę ostatnią być może za namową Heleny. 

To wydarzenie skłoniło niektórych historyków do wysunięcia hipotezy, że 

celem pielgrzymki cesarzowej były pokuta i żal za grzechy popełnione w ostat­
nich latach życia. Tyle że trudno jest pogodzić wizję Heleny obarczonej po­
czuciem winy z tym, co wiemy ojej bezwzględnym postępowaniu na dworze 
Konstantyna. Znacznie bardziej prawdopodobna zatem jest teza, że po śmierci 
Fausty cesarzowa raczej odetchnęła z ulgą i zaczęła pomagać synowi w dziele 
chrystianizacji cesarstwa rzymskiego - a wydaje się, że kampania ta nasiliła 
się po 324 roku. Należało nadzorować budowę kościołów w Ziemi Świętej. 
We wschodnich prowincjach cesarstwa panował religijny i polityczny zamęt, 

prawdopodobnie spowodowany nagłą zmianą polityki religijnej po klęsce Li­

cyniusza. Sytuacja ta wymagała obecności kogoś z rodziny cesarskiej - matki, 

jeśli nie syna. 

Helenę nade wszystko pociągała magia świętych miejsc. Wiara, którą przy­

jęła wraz z synem, ofiarowała wiele takich „turystycznych" atrakcji swym wy­

znawcom. Zarówno na Konstantynie, jak i na Helenie najwidoczniej najwięk­
sze wrażenie wywarł wyjątkowy, historyczny charakter tych miejsc. Opisane 
w ewangeliach wydarzenia działy się zaledwie przed 300 laty; co więcej, stało 
się to na terenie podległym władzy Rzymu. Tak blisko, że zapewne świado­
mość tego dawała pielgrzymowi poczucie stałego, żywego kontaktu z Jezu­
sem

1

. Co więcej, miejsca, gdzie żył, nauczał i cierpiał, bez trudu można ziden­

tyfikować. Co dawało nadzieję na to, że uda się odnaleźć cenne artefakty 
związane z życiem i posługą Chrystusa. Już sam fakt, że istniały, oraz ich nie­
zwykły „duchowy" wymiar mogły w przyszłości dać wielką władzę tym, któ­
rzy będą je posiadali. Gdyby jakaś inna cesarska dynastia zdołała „przywłasz­
czyć" sobie religię, zrobiłaby to samo z miejscem powstania tej wiary 
i relikwiami pozostawionymi przez jej założycieli. W tym wypadku żadne miej­
sce nie mogło być bardziej święte niż to, gdzie Jezus umarł i zmartwychwstał, 
żaden artefakt zaś świętszy od krzyża, na którym skonał. Minęło 14 lat, odkąd 
Konstantyn przyjął ten chrześcijański znak za swoje godło, i nadzieja, że moż­
na będzie odnaleźć pozostałe po nim resztki drewna - lignum crucis - które go 
symbolizowały, na pewno napełniała serca cesarza i jego matki głębokim wzru­
szeniem

2

Jest niemal pewne, że ten niezwykły projekt powstał za namową Makarego, 

biskupa Jerozolimy. O wpływach Makarego na soborze w Nicei (325 rok) naj­

lepiej świadczą przyjęte tam postanowienia: otóż pozostali dostojnicy kościel­

ni uznali jego biskupstwo za „starożytne" i oświadczyli, iż miało ono „zwy­
czajowo" wyższą pozycję. Jak się wkrótce przekonamy, było to kolejne 

background image

44 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

zwycięstwo w jego rywalizacji z biskupem stolicy prowincji, Cezarei. Niewy­
kluczone, że to właśnie w Nicei Makary po raz pierwszy podsunął cesarzowi -
który jako młodzieniec odwiedził Palestynę wraz z Dioklecjanem - pomysł 
odzyskania świętych miejsc chrześcijaństwa dla większej chwały tej religii, 
a tym samym dla większej chwały cesarstwa. 

Pierwszym i najważniejszym zadaniem było zniszczenie pogańskiej świąty­

ni położonej na zachód od forum Hadriana, a wzniesionej przez tego władcę 
w 135 roku w przypuszczalnym miejscu śmierci i zmartwychwstania Jezusa. 
Hadrian zamierzał zbudować colonia civium Romanorum (kolonię obywateli 
rzymskich) pod nazwą Aelia Capitolina na popiołach żydowskiej Jerozolimy 
po zdławieniu wielkiego powstania Bar Kochby (135 rok). Położone na wscho­
dzie wzgórze stało się nowym Kapitolem, a nad Grobem Pańskim wzniesiono 
świątynię Wenus. Euzebiusz twierdzi, że Hadrian postąpił tak, aby zatrzeć 
wszelkie wspomnienia o męce Jezusa i przeszkodzić w szerzeniu nowej reli­
gii. W rzeczywistości skutek był zapewne odwrotny - rozsławił, a nie zatarł 
w ludzkiej pamięci najświętsze miejsce chrześcijaństwa, w którym stała teraz 
wspaniała pogańska budowla

3

Właśnie w tym miejscu architekci, kamieniarze i kopacze Makarego zabrali 

się do pracy i - jak na pewno gorąco pragnął tego biskup Jerozolimy - odkryli 
domniemany grób Chrystusa. Euzebiusz napisał, że było to tak, jakby Zbawi­
ciel powrócił do życia. Ten archeologiczny triumf skłonił Konstantyna do opra­
cowania planów budowy Nowej Jerozolimy, z Grobem Pańskim pośrodku 
miasta. W liście do Makarego, przytoczonym przez Euzebiusza, cesarz polecił 

biskupowi wznieść w tym miejscu „najpiękniejszą na świecie bazylikę". Za­
pewne w celu udzielenia pomocy w nadzorowaniu tego i wielu innych zadań 
Konstantyn wysłał swoją wiekową matkę na Wschód w ostatniej i najważniej­
szej w jej życiu misji dla cesarstwa. 

Euzebiusz poświęca pięć paragrafów (42^17) trzeciej księgi Vita Constanti­

ni

 szczegółowemu opisowi wyprawy Heleny, zaczynając swoją opowieść tak: 

Albowiem ona, postanowiwszy wywiązać się z pobożnych obowiązków wzglę­

dem Boga, Króla Królów, i czując, że powinna podziękować modłami zarówno 
w imieniu swoim, jak i syna - teraz tak potężnego władcy - oraz jego synów, a
 jej 
wnuków, cezarów, którym  B ó g nie skąpi Swej łaski, chociaż była już w podeszłym 
wieku, lecz obdarzona nieprzeciętną mądrością, pośpieszyła z młodzieńczą skwa-
pliwością do tej czcigodnej krainy; jednocześnie odwiedzając wschodnie prowin­
cje, miasta i ludzi z prawdziwie cesarską troską

4

Euzebiusz wyjaśnia dalej, że Helena bez zwłoki poświęciła dwa kościoły 

„Bogu, którego wielbiła" - jeden w Betlejem, a drugi na Górze Oliwnej: 

W ten sposób Helena Augusta, pobożna matka pobożnego cesarza, wzniosła nad 

dwiema świętymi jaskiniami te dwa wzniosłe i piękne pomniki oddania, godne 
wiecznej pamięci, na cześć Boga, jej Zbawiciela, i na dowód swego świętego zapa­
łu otrzymała odpowiednie pełnomocnictwa od syna-cesarza

5

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

45 

Według biografa Konstantyna wyprawa Heleny po raz kolejny pozwoliła 

poznać jej pobożność i szczodrość: 

Obdarzona przez syna cesarską władzą, dała liczne dowody hojności zarówno 

mieszkańcom kilku miast, jak i poszczególnym osobom, które zwróciły się do niej, 
gdy jednocześnie hojną ręką rozdawała szczodre dary żołnierzom. Szczególnie wiel­
kimi podarunkami obdarzyła nagich i bezdomnych biedaków. Jednym dała pienią­
dze, drugim duże ilości odzieży, jeszcze innych uwolniła z niesprawiedliwego ucis­
ku lub pozwoliła im wrócić z wygnania. 

Pod wieloma względami podróż Heleny miała charakter pielgrzymki. Euze­

biusz opowiada - cytując Psalm 132 (Ps 132,7) - że cesarzowa pragnęła po­
modlić się w miejscach, po których stąpał Chrystus; nie pominęła kościołów 
„nawet w najmniejszych miasteczkach". Porównał Helenę, jako matkę cesa­
rza, z Najświętszą Marią Panną, matką Jezusa. Opisując jej czyny w Betlejem, 
Euzebiusz celowo podkreślił, że „najpobożniejsza cesarzowa uczciła miejsce 
Tej, która urodziła to niebiańskie dziecię". Ale Helena wykorzystała też tę 
daleką podróż do głoszenia wszem wobec, jak dobrotliwym i szczodrym 
władcą jest jej syn, obdarzając pieniędzmi te oddziały wojska, które mogłyby 

się zbuntować, i rozdając po drodze inne dary. Pieniądze i schronienie, jak już 

widzieliśmy, dawała biednym, uwalniała także więźniów, zwracała wolność 

skazańcom pracującym w kopalniach i pozwalała wygnańcom na powrót do 
domów. Widać, że jej wyprawa była w takim samym stopniu spektakularnym 
wydarzeniem publicznym, jak prywatną pielgrzymką; ucieleśniała wyznawa­
ny przez Konstantyna ideał monarchii religijnej, tak samo jak odzwierciedlała 

wewnętrzne przekonania każdego chrześcijańskiego konwertyty

6

. Helena 

w mistrzowski sposób potrafiła połączyć splendor towarzyszący cesarskiej 
podróży z pokorą chrześcijańskiej pielgrzymki. 

Zwrócono uwagę na to, że dokonując tej przemiany z cesarzowej w pątnicz-

kę, Helena ułatwiła zadanie swoim następcom; pielgrzymki do świętych miejsc 

stały się czymś normalnym w chrześcijańskim cesarstwie rzymskim

7

. Błędem 

jednak byłoby stwierdzenie, iż matka Konstantyna jako pierwsza odbyła piel­

grzymkę do Jerozolimy. Istnieją nieliczne, ale niezbite dowody, że przed nią 
wielu podjęło peregrinatio ad loca santa. Biskup Melito z Sardis wyruszył na 
taką wyprawę około 170 roku; w kazaniu O Wielkanocy wspominał, że „przy­
był do miejsca, gdzie to wszystko zostało powiedziane i się wydarzyło". Euze­
biusz zapisał w swojej Historii kościelnej, że Aleksander, biskup z Kapadocji, 
udał się do Jerozolimy około 210 roku, żeby się pomodlić i obejrzeć święte 
miejsca. Inne źródła podają, że Firmilian, biskup kapadockiej Cezarei, i Ory-
genes, wielki uczony chrześcijański, przybyli do Ziemi Świętej w III wieku. 

Na długo przed pielgrzymką Heleny Euzebiusz nazwał Betlejem „tak sławnym, 
że ludzie śpieszą ze wszystkich stron świata, by je zobaczyć". Opublikował rów­
nież własny indeks nazw geograficznych - Onomasticon, na wiele lat przed wy­
prawą matki Konstantyna

8

. Dowodzi to, iż istniało wielkie zapotrzebowanie na 

background image

46 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

takie informacje wśród pielgrzymów na długo przed wyprawą Heleny i prze­
prowadzonymi przez nią wykopaliskami z lat 20. IV wieku. 

Ta wczesna fala pielgrzymek jest tym bardziej godna uwagi, że miejsca, któ­

re owi pątnicy najbardziej chcieli ujrzeć, zostały - z rozkazu Hadriana - zabu­
dowane. Wzniesiono tam świątynię Wenus, a tuż obok - forum nazwane jego 
imieniem

9

. Wygląda na to, że magii Kościoła jerozolimskiego, a zwłaszcza 

miejsca ukrzyżowania Chrystusa, ulegali nie tylko miejscowi chrześcijanie, 
lecz także ich współwyznawcy z najodleglejszych krańców cesarstwa. Przy­
bywali, wiedząc, iż pogańska budowla poświęcona Afrodycie uniemożliwi im 
zobaczenie najświętszego miejsca znanego z ewangelii. Jerozolima, nawet po 
zwycięstwie Hadriana nad żydowskimi powstańcami Bar Kochby ze 135 roku, 
wciąż uważana była za mistyczne miasto i wiara w to przetrwała nietknięta 
w sercach chrześcijan. Najwidoczniej Konstantyn i Helena dostrzegli ten fakt, 
szukając nowych źródeł władzy nad duszami poddanych

10

W późnej starożytności podróż nie należała do najłatwiejszych zadań. Na 

pełnym morzu roiło się od piratów, na lądzie rozbójnicy byli równie niebez­
pieczni. Wozy, którymi podróżowali bogacze - dwukołowe carpentum - nie 
zapewniały wygód pasażerom. Dla liczącej ponad 75 lat kobiety, mimo wszyst­
kich udogodnień, jakie dawała jej pozycja matki cesarza, wyprawa do Jerozo­

limy na pewno była bardzo ryzykownym przedsięwzięciem. Euzebiusz nie 

podaje szczegółowego opisu podróży cesarzowej, ale w przybliżeniu można 
odtworzyć trasę, którą przebyła". Gdyby Helena chciała podróżować lądem, 
wyruszyłaby z Bitynii i przejeżdżając przez Cylicyjskie Wrota, dotarłaby do 
Antiochii. Stamtąd udałaby się do Tyru, następnie Cezarei i w końcu do Jero­
zolimy. Przebyłaby wtedy prawie 2000 kilometrów. Gdyby wybrała alterna­
tywny, morski szlak, dotarłaby do Caesarea Maritima lub do Jaffy (położo­
nych na północny zachód lub na północ od Jerozolimy) w dwa tygodnie, 
zakładając, że przychylny wiatr ułatwiłby żeglugę jej statkowi. 

Wyprawa matki Konstantyna na pewno była wielkim przedsięwzięciem. 

Cesarzowej towarzyszyły tłumy sług, kucharzy, żołnierzy i zwiadowców, któ­
rzy mieli dopilnować, żeby inne pojazdy nie zatarasowały drogi

12

. Będąc wy-

słanniczką swego syna i cesarzową w jednej osobie, Helena cieszyła się naj­
wspanialszą gościną, jaką mógł jej zapewnić cursus publicus - stworzona przez 
Oktawiana poczta cesarska - albowiem osobom podróżującym w sprawach 
państwowych przysługiwały specjalne przywileje. Do IV wieku rzymskie dro­
gi były usiane zajazdami dla cesarskich wysłańców (mansiones) oraz dla po­
zostałych podróżników {stationes). W tych miejscach można było uzupełnić 
zapasy żywności, zmienić konie, wozy i woźniców, odpocząć, a także zaspo­

koić głód i pragnienie. Zajazdy znajdowały się w odległości od 40 do 56 kilo­
metrów od siebie - podróżny mógł pokonać taki dystans w jeden dzień przy 
dobrej pogodzie. Wszystkie miały obowiązek ugościć najlepiej jak potrafią 
posiadacza oficjalnego diploma

u

.

 Oczywiście ten system mógł prowadzić do 

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

47 

nadużyć i z całą pewnością ich nie brakowało. Sobór powszechny, który odbył 
się w Sofii w 343 roku, zarządził, że żaden biskup nie może pojawić się na 
cesarskim dworze bez wezwania. W 362 roku Julian Apostata oświadczył, że 
„cursus publicus

 został zniszczony z powodu bezwstydu i bezczelności pew­

nych osób". 

Wprawdzie Euzebiusz podkreśla szczodrość Heleny wobec tych, których 

spotkała w drodze, ale można przypuszczać, że gospodarzom mansiones nie 

było łatwo odpowiednio ugościć osobę o takiej pozycji. Należąca do arysto­
kracji pątniczka, Melania Młodsza, podczas pobytu w Konstantynopolu za­
mieszkała w pałacu Laususa, szambelana Teodozjusza II; natomiast Paulę, 
bogatą wdowę, która odbyła pielgrzymkę w 385 roku, zarządca Palestyny za­
prosił do swojej rezydencji w Jerozolimie (ona jednak odrzuciła ten zaszczyt 
dla celi w Betlejem). Na pewno jednak znacznie większe wymagania miała 
matka cesarza, kobieta w podeszłym wieku, przyzwyczajona do wygód Pałacu 

Sessoriańskiego i cesarskiego kompleksu rezydencjonalnego w Trewirze. Snu­

to rozważania, całkiem przekonywające, że to właśnie te żądania, a nie niuan­
se teologii Ariusza mogły być prawdziwym powodem sporu Heleny z bisku­
pem Eustachiuszem z Antiochii. W każdym razie nietrudno jest wyobrazić 
sobie nastrój cesarzowej, kiedy wreszcie przybyła do Świętego Miasta na spot­
kanie z biskupem Makarym. 

Skala dalekosiężnych planów Konstantyna dla Ziemi Świętej, których wy­

konanie miała nadzorować Helena, zapiera dech w piersi. To właśnie wtedy, 
ostatecznie, w owej chwili chrześcijaństwo przestało być religią ukrytych świą­
tyń i prywatnych pokoi i nabrało oficjalnego charakteru. A wspaniałość i splen­
dor tej nowej religii państwowej najbardziej widać było w jej kolebce. W Be­
tlejem wzniesiono kościół Narodzenia Pańskiego nad grotą, gdzie miał się 
urodzić Jezus (do naszych czasów dotrwała większa budowla z czasów Justy­
niana, która stoi na jej miejscu). Na Górze Oliwnej zbudowano kościół Wnie­
bowstąpienia, tak zwany kościół Eleony, trzynawową bazylikę, pod którą znaj­
dowała się krypta, gdzie - jak mówiono - Jezus nauczał swoich uczniów. 
Późniejsi historycy zapisali, że podczas swojej pielgrzymki Helena ufundowa­
ła aż 48 kościołów, a Euzebiusz na pewno przypisał jej budowę świątyń z Be­
tlejem i z Góry Oliwnej. Egeria, pątniczka z końca IV wieku, wspomina o bu­
dowlach, które powstały w Palestynie za panowania Konstantyna, używając 
słów: subpraesentia matris suae. Wskazuje to, że Helena była ściśle związana 
ze wszystkimi budowlami, które cesarz wzniósł w Ziemi Świętej

14

Helena nie była jedyną wysłanniczką Konstantyna do Palestyny. Cesarz ten 

wyprawił do Ziemi Świętej również Eutropię, matkę Fausty, aby nadzorowała 

jego tamtejsze przedsięwzięcia. Prawdopodobnie to właśnie jej nalegania spra­

wiły, że rozkazał zbudować kościół w miejscowości Mamre, gdzie Abraham spo­
tkał trzech aniołów. Mimo wszystko jednak Helena była jego najważniejszym 

background image

48 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

pełnomocnikiem w realizacji wielkich planów. W samym centrum Nowej Je­
rozolimy, na miejscu Golgoty i grobu Chrystusa, miała stanąć bazylika Grobu 
Pańskiego (została poświęcona wiele lat po podróży Heleny, 13 września 335 
roku). Na jednym terenie ruszyła budowa dwóch obiektów. Pierwszy to pię-

cionawowa bazylika, znana też jako Martyrium, którą zachwycał się w 333 
roku Pielgrzym z Bordeaux: 

Była tam, niedawno zbudowana, na rozkaz cesarza Konstantyna, bazylika; ko­

ściół godnej podziwu urody, ze zbiornikami po bokach, z których czerpie się wodę, 
i, z tyłu, z baptysterium, gdzie dzieci są oczyszczane [z grzechów]. 

Do bazyliki przylegał dziedziniec otaczający szczyt Kalwarii, czyli Golgoty, 

i sam grób Jezusa, nad którym później wzniesiono rotundę znanąjako Anastasis. 
Euzebiusz, który zmarł w 340 roku, nie miał okazji tego zobaczyć, ale pątniczka 
Egeria opisała obrzędy kościelne, które tam odprawiano w późniejszych latach. 

Jak skomentowało to wielu współczesnych nam turystów, trudno doszukać 

się jakiegoś podobieństwa pomiędzy obecnym kościołem - wzniesioną przez 
krzyżowców, mniejszą budowlą z pierwszej połowy XII wieku - a niezwykle 

piękną bazyliką wychwalaną przez pisarzy z IV stulecia. Dzisiaj kościół Gro­
bu Pańskiego jest niemal ukryty, można dotrzeć do niego tylko, przechodząc 
przez mały dziedziniec przy pewnej arabskiej ulicy. Zauważył to Charles 
Couasnon w swoich wykładach o Grobie Pańskim: „Został on wchłonięty przez 
miasto; zbliżamy się do niego, wcale go nie widząc". Po wejściu przybysz, 
według słów innego wielkiego uczonego jerozolimskiego L.H. Vincenta: „ma 
nieprzyjemne uczucie, że znajduje się w jakimś labiryncie, wrażenie chaosu"

15

Sam grób znajdujący się we wnętrzu kościoła jest teraz zamknięty w czymś, 

co David Roberts, wielki szkocki grawer, nazwał „ohydnym kioskiem". 

Wiemy jednak, że opisana przez Euzebiusza bazylika nie była ohydna. Bio­

graf Konstantyna nazwał ją „boskim pomnikiem nieśmiertelności". Po obu 
stronach jej nawy głównej znajdowały się nawy boczne. Na ich ścianach wzno­
siły się krużganki wsparte na wysokich kolumnach. Ściany naw ozdobiono 
marmurem, a sama nawa główna kończyła się konstrukcją nakrytą półkopułą, 
otoczoną 12 kolumnami, na których umieszczono srebrne naczynia. Egeria, 
zwiedziwszy wschodnią część imperium, tak napisała o Martyrium: „Zostało 
zbudowane przez Konstantyna i pod nadzorem jego matki ozdobione złotem, 
mozaikami i cennym marmurem tak bogato, jak na to stać było jego państwo"

16

Konstantyn nie wysłałby matki do nadzorowania budowy zwykłego kościoła. 
Chciał, by budowla stała się prawdziwym symbolem jego majestatu jako pra­
wodawcy i przedstawiciela Boga na ziemi. Miała to być budząca lęk wizja 
pochodzącej od Boga władzy, najlepsza, jaką kamieniarze byli w stanie stwo­
rzyć

17

. Pragnął zbudować Nowy Rzym, Nova Roma. 

Częścią misji Heleny w Jerozolimie był nadzór nad tym projektem. Lecz 

miała ona także inne cele - jeżeli wierzyć Ambrożemu, Rufinowi i innym twór­
com tradycji lnventio Crucis, którzy twierdzili, że cesarzowa odbyła tę podróż, 

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

49 

ponieważ była przekonana, iż uda się jej odnaleźć pozostałe fragmenty święte­
go krzyża. Jak wyjaśnimy w ostatnim rozdziale, można prześledzić tę historię 
w zachowanych pismach aż do 395 roku, chociaż wiadomo, że w tym czasie 
krążył inny, wcześniejszy tekst opisujący te wydarzenia, autorstwa Gelazjusza 
z Cezarei. Omówiliśmy już genezę legendy o świętej Helenie, ale musimy jesz­
cze stwierdzić, że tradycja ta, pomimo jej bogactwa i siły przekonywania, zo­

stała całkowicie odrzucona przez współczesnych uczonych. Jan Willem Drij-

vers, jeden z najpoważniejszych uczonych akademickich, który zajmował się 
tą kwestią w ostatnim czasie, tak sformułował swój pogląd: 

Legenda jest (...) wytworem wyobraźni. Powszechnie uważa się, że jej zada­

niem jest wyjaśnić jakiś fakt i nadać mu znaczenie. Chociaż legenda o odkryciu 
Prawdziwego Krzyża zawiera fakty historyczne i być może opiera się na pewnym 
autentycznym wydarzeniu, tzn. odnalezieniu w Jerozolimie kawałka drewna uzna­
nego za krzyż Chrystusa, ale główne zarysy tej opowieści to czysta fikcja

18

Drijvers posuwa się dalej niż wielu jego bardziej sceptycznych kolegów, 

przyjmując, że w tradycji Inventio Crucis może kryć się ziarno prawdy, lecz 
zgadza się z nimi, odmawiając Helenie jakiejkolwiek roli w tym wydarzeniu

19

My natomiast na kartach tej książki chcemy udowodnić, że obecne stanowisko 
naukowców jest błędne i że należy poważnie potraktować legendę o świętej 
Helenie pomimo wszystkich upiększeń, w jakie ją przyobleczono. Niemal na 
pewno tkwi w niej ziarno prawdy. W dalszych rozdziałach omówimy znalezi­
ska archeologiczne, odkryte w kościele Grobu Pańskiego, i nowy dowód na 
to, że krzyż był czczony w okolicach Jerozolimy od najdawniejszych czasów. 
Co najważniejsze, przeprowadzamy pierwszą wszechstronną analizę Titulus 
Crucis przechowywanego w kościele Santa Croce in Gerusalemme w Rzymie. 

Najpierw jednak musimy zbadać tezę - ogólnie przyjmowaną za ostateczną -
którą wysunięto przeciw legendzie Heleny. 

Euzebiusz z Cezarei (ok. 260-339) powszechnie uważany jest za ojca histo­

rii Kościoła. Jego Historia kościelna w ostatecznej postaci pojawiła się jakiś 
czas po klęsce Licyniusza w 324 roku, ale przed straceniem Kryspusa dwa lata 
później. W 336 roku Euzebiusz ogłosił też swoje oratorium Pochwała Kon­
stantyna,

 a wyczerpującą biografię tego cesarza opublikował po jego śmierci 

w 337 roku

20

Osoba Euzebiusza budzi w ludziach nauki silne emocje. Niedawny biograf 

Konstantyna określił Euzebiusza jako „nie tylko miernego stylistę, lecz także 
przygnębiająco nieobiektywnego historyka (...), który fałszywie przedstawił 

[pierwszego chrześcijańskiego] cesarza jako zwykłego, świętoszkowatego 

wyznawcę [nowej religii]"

21

. Mimo to w jednej kwestii współcześni uczeni 

z radością łapią Euzebiusza za słowa - a raczej za brak słów. Albowiem kroni­
karz ten w opisie wyprawy Heleny do Jerozolimy nie wspomina o odkryciu 
przez nią świętego krzyża. 

background image

50 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Edward Gibbon, omawiając legendę o Inventio, stwierdził, że milczenie 

Euzebiusza zadowala myślących, a wprawia w zakłopotanie wierzących. To 
stanowisko na pewno usatysfakcjonowało większość współczesnych uczonych 
akademickich, którzy fakt, że Euzebiusz pominął największy sukces Heleny -
żeby zacytować jednego z nich - uważają za „niezwykle przekonywający"

22

W końcu pierwszy biograf Konstantyna niezwykle barwnie opisuje odnalezie­
nie Grobu Pańskiego i zbudowany tam kościół, ale nie wspomina o odkryciu 
lignum crucis

 przez Helenę, co tak bardzo poruszyło Ambrożego i później­

szych pisarzy chrześcijańskich. Powszechnie wyciąga się z tego wniosek, że 
milczenie Euzebiusza pozwala nam całkowicie odrzucić tradycję o Helenie 

jako stek kłamstw. 

Ciekawe, że ci, którzy najchętniej potępiają liberalizm wśród uczonych 

skłonnych do badania wartości historycznej i wiarygodności starożytnych tek­
stów chrześcijańskich, sami gotowi są je zaakceptować, gdy odpowiada to ich 
celom naukowym. Albowiem milczenie Euzebiusza samo w sobie nie jest do­
statecznym powodem do odrzucenia historii Inventio Crucis, nawet jeśli po­
stępuje tak większość naukowców badających ten temat

23

Argumentum ex silentio

 jest zawsze niebezpieczne w przypadku analizy daw­

nych tekstów. Błędem jest założenie, że historycy tacy jak Euzebiusz zamie­
rzali (lub tego od nich oczekiwano) być skrupułami i wiarygodni, gdy zajęli 

się jakimś tematem. Jak wiemy, Euzebiusz-jeśli tylko mógł ich pominąć-

nie wspominał o Kryspusie ani o Fauście, chociaż nieporozumienia i domnie­
mane morderstwo w rodzinie cesarskiej na pewno były jednymi z najważniej­

szych wydarzeń za panowania Konstantyna

24

. Powszechnie uważa się Euzebiu­

sza za stronniczego, wyrachowanego i często pokrętnego pisarza. To, o czym 
nie mówi, często jest równie interesujące jak to, co pisze. Problem w tym, czy 
miał jakiś wiarygodny powód, żeby dopuścić się tak rażącego (i potencjalnie 
obraziiwego) zaniedbania, jakim było pominięcie odkrycia Prawdziwego Krzy­
ża przez cesarzową Helenę

25

Istnieje kilka możliwości. Euzebiusz, bardziej jako historyk niż teolog, mógł 

mieć pewne wątpliwości co do autentyczności znaleziska. Wydaje się też, że 
na sprawy religii patrzył z punktu widzenia teologa - kładł większy nacisk na 
znaczenie zmartwychwstania Jezusa niż na jego śmierć. Był też z natury wyra­
finowany w sprawach duchowych i, jak Orygenes, uważał wiarę w Chrystusa 
za mistyczne przeżycie. Dlatego można przypuszczać, że czuł wstręt do odkry­
cia, które tak jawnie symbolizowało materialne podstawy wiary chrześcijań­
skiej i, co było znacznie gorsze, zapowiadało jej potencjalnie bałwochwalczą 
przyszłość. Możliwe, że Euzebiusz próbował oduczyć Konstantyna i innych 
współwyznawców od postawy, którą uważał za prymitywną pobożność opartą 
na kulcie relikwii i świętych miejsc

26

. Zasugerowano nawet, że obawiał się, iż 

odkrycie krzyża zapewni Konstantynowi zbyt wielką władzę i że w rezultacie 
tego chrześcijaństwo stanie się tylko odgałęzieniem ideologii tworzonej przez 

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

51 

tego władcę. Według tego wyjaśnienia w swojej relacji Euzebiusz poświęcił 
więcej uwagi grobowi, miejscu zmartwychwstania Chrystusa, niż Golgocie, 
gdzie umarł Syn Boży, ponieważ nie chciał, aby krzyż stał się czymś więcej 
niż cesarskim sztandarem. Trudno jednak zrozumieć, jak można pogodzić to 
przypuszczenie z wychwalaniem krzyża przez Euzebiusza, który nazywa go 
„cesarskim trofeum"

27

. W rzeczywistości mamy pełne prawo twierdzić, że 

Euzebiusz z Cezarei był cesarskim ideologiem krzyża par excellence. 

Ten dumny, próżny dworzanin i historyk wolał przemilczeć odkrycie Hele­

ny, choć wychwalał ją pod każdym innym względem z całkiem prostego, rzec 
można, prozaicznego powodu. Euzebiusz był metropolitarnym biskupem Ce­
zarei i jako taki czuł się zagrożony przez Kościół jerozolimski i jego najwi­
doczniej niepowstrzymanie rosnące znaczenie i wpływy. Odkrycie Prawdzi­
wego Krzyża niezmiernie wsparłoby twierdzenie hierarchów Jerozolimy, że 

jest ona „środkiem świata". Zresztą sama obecność tej najświętszej relikwii 

w kościele Grobu Pańskiego i wynikająca stąd możliwość dzielenia jej na 
mniejsze fragmenty przez biskupa Jerozolimy stanowiły wielkie zagrożenie 
dla instytucjonalnej pozycji Cezarei i osobiście dla Euzebiusza. Na soborze 
w Nicei postanowiono, że biskupstwo Jerozolimy zajmie specjalne, honorowe 
miejsce obok biskupstw Rzymu, Aleksandrii i Antiochii, nawet jeśli, w teorii, 
pozostało ono podporządkowane metropolitarnemu biskupstwu Cezarei. Nie­
trudno wyobrazić sobie nadąsanego biskupa Cezarei, który pomija wszelkie 
wzmianki o Inventio Crucis jako celowy afront dla coraz potężniejszego hie­
rarchy Jerozolimy (chociaż to Jerozolima miała zwyciężyć w tej bitwie, kiedy 
tamtejszy biskup otrzymał status patriarchy w V wieku

28

). 

Oczywiście jest to tylko hipoteza, ale poparta, nieumyślnie, przez samego 

Euzebiusza. W Vita Constantini przytacza on list od cesarza, w którym Kon­
stantyn wspomina o „symbolu najświętszej Męki". Kardynał Newman w swo­
ich Two essays on biblical and ecclesiastical miracles zauważył, że wydaje 
się, iż to zdanie można interpretować tylko w jeden sposób: „Gdybyśmy prze­
czytali go, nic nie wiedząc o milczeniu tego historyka [Euzebiusza], kiedy 
pisał osobiście, na pewno odnieślibyśmy wrażenie, że Konstantyn mówi 
o Prawdziwym Krzyżu"

29

. To z pewnościąjest zgodne z prawdą. Znaczący jest 

też fakt, że w swojej wcześniejszej pracy, Pochwale Konstantyna, wydanej 
w 336 roku dla uczczenia jubileuszu 30 lat rządów tego władcy, Euzebiusz 
pisze o bazylice Grobu Pańskiego jako o „świątyni znaku zbawienia" i „po­
mniku pełnym wieczystego znaczenia" oraz o „trofeach zwycięstwa Wielkie­
go Zbawiciela nad śmiercią" - co może być aluzją jedynie do relikwii święte­
go krzyża. Raczej przemawiając przed cesarzem, a nie pisząc po jego śmierci, 
Euzebiusz czuł się zmuszony wspomnieć o tej bazylice jako pomniku, przede 
wszystkim, ukrzyżowania. 

Mamy więc ważne powody, żeby nie sądzić milczenia Euzebiusza po pozo­

rach. Lecz ten argument dalej nas nie zaprowadzi. Znacznie bardziej liczy się 

background image

52 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

dowód na to, że Helena rzeczywiście odkryła w Jerozolimie jakąś belkę i po­
wody, dla których wybrane przez nią miejsce wykopalisk niemal na pewno 
było terenem ukrzyżowania i grobu Jezusa. 

Tradycja odgrywa różną rolę w różnych kulturach. W naszym stechnicyzo­

wanym społeczeństwie widzi się ją jako mur stawiający opór morzu zmian. 
Jego zadaniem jest zachowanie tego, co najlepsze, i ochrona przyszłych poko­
leń przed degeneracją i arbitralnymi praktykami socjalnymi. Lecz w starożyt­
nych społecznościach, takich jak palestyńskie od I do IV wieku, tradycja mia­
ła znacznie bardziej fundamentalne znaczenie. Jej celem było nie tylko 
zabezpieczenie szczególnych typów zachowań, lecz także „przekazywanie in­
formacji" z pokolenia na pokolenie. W tym sensie tradycja była sprawą nie­
zwykłej wagi

30

. Skrupulatne zapamiętanie powiedzeń i lokalizacji było zara­

zem świętym obowiązkiem, jak i społeczną powinnością. 

Lokalizacje grobów uważano za szczególnie ważną i często wspomina się 

0 nich w Biblii

31

. Żydowskie powiedzenie: „czyj grobowiec jest z nami po dziś 

dzień", nadal jest używane. Mówi się nam, że w czasach Jezusa ludzie mogli 
wskazać groby takich wybitnych osobistości, jak Aleksandra Janneusza, Jana 
Hirkana i Heleny, królowej Adiabeny oraz jej synów. Hegezyp zapisał, że grób 
Jakuba, brata Jezusa, zabitego w 62 roku, nadal istniał w 175 roku. Przed dru­
gim powstaniem żydowskim wciąż jeszcze znano miejsca pochówku Dawida 
1 Salomona i Józef Flawiusz pisze, iż Herod Wielki odrestaurował tę budowlę. 

Byłoby nie do pomyślenia dla pierwszych chrześcijan, aby zapomnieli, gdzie 

ich Zbawiciela stracono, pogrzebano i, w końcu przekonano się, iż zmartwych­
wstał. Na początku pierwszego powstania żydowskiego z lat 66-73 większość 
z nich uciekła do Pełli, miasta położonego w Perei, za rzeką Jordan. Potem 

jednak wrócili i nadal istnieli jako wspólnota w Jerozolimie aż do trzeciego 

powstania w latach 131-135. Nawet po tym epokowym zdarzeniu i jego na­

stępstwach wspólnota chrześcijan wywodzących się z nawróconych pogan 

pozostała w Aelia Capitollina dostatecznie długo, by zapewnić przetrwanie 
wyżej wymienionej tradycji topograficznej. Jak już widzieliśmy, tradycja ta 
najwidoczniej była na tyle żywa, że przyciągała pielgrzymów z daleka, cho­
ciaż na Golgocie i grobie Jezusa wzniesiono pogańską świątynię. Uderzający 

jest również fakt, że starożytni nie zaproponowali alternatywnego, bardziej 

dostępnego miejsca. Najwidoczniej przekonanie o świętości tego miejsca było 
tak głęboko zakorzenione, że nikt nie ośmielił się tego uczynić. Na długo za­
nim Euzebiusz opisał wykopaliska z lat 20. IV wieku, potwierdził związek 
tego miejsca z wydarzeniem biblijnym w swoim przewodniku Onomasticon. 
A oto co napisał o Golgocie: „[Jest to] miejsce czaszki, gdzie Jezus został 

ukrzyżowany; widać je w Aelii, na północ od wzgórza Sion"

3 2

Ewangeliści zgadzają się co do tego, że wydarzenia Męki Pańskiej miały miej­

sce poza Jerozolimą, a więc wydawałby się nonsensem fakt, że chrześcijańscy 

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

53 

pielgrzymi odwiedzali miejsce, które znajdowało siew obrębie murów

33

. W Li­

ście do Hebrajczyków święty Paweł pisze, że Jezus, „aby swoją krwią uświę­
cić lud, poniósł mękę poza miastem"

34

. Prawdą jest również, że nie pozwalano 

grzebać zmarłych w obrębie murów miejskich. Jednak w ciągu 300 lat, które 
upłynęły od ukrzyżowania Jezusa, fortyfikacje Jerozolimy przeszły znaczne 
zmiany. Do pierwszego muru z epoki żelaza i drugiego zewnętrznego północ­
nego muru Herod Agrypa dodał trzeci w latach 41—43 i wydaje się, iż ta nowa 
konstrukcja otoczyła Golgotę

35

. Ten nowy pas fortyfikacji miał chronić przed­

mieście znane jako Nowe Miasto, które niedawno powstało za północnym 
murem. Na jego terenie znalazły się zarówno miejsce ukrzyżowania, jak i ogród 
Józefa z Arymatei. I znowu może wydawać się zaskakujące, że biskup Maka­
ry i jego otoczenie byli całkowicie pewni, iż odnajdą Golgotę i Grób Pański 
we wnętrzu murów obronnych Jerozolimy, mimo wyraźnych informacji 
w ewangeliach, że początkowo znajdowały się one poza miastem. Mogli to 
zrobić tylko na podstawie bardzo silnie zakorzenionej - co więcej, niekwe­
stionowanej - miejscowej tradycji. 

W tradycji tej obecne były zarówno wierzenia, jak i oczekiwania pierwszych 

chrześcijan. Pierwsi chrześcijanie wierzyli, że ich Mesjasz umarł i zmartwych­
wstał w miejscu, gdzie Rzymianie zbudowali później pogańską świątynię. 
Wierzyli również, iż właśnie tam odbędzie się Drugie Przyjście Chrystusa, 
zdarzenie, które zapowiadali w swoich ceremoniach w kościele na Górze Sion, 
poza obrębem rzymskiej Aelia Capitolina. Opowieści, które wykorzystała He­
lena, nie były zatem tylko informacją historyczną, przedmiotem uczonych de­
bat wśród swobodnych starców w Jerozolimie lub gdzie indziej. Jeśli byłoby 
w nich więcej fikcji niż prawdy, oznaczałoby to, iż wierni nie znaleźliby miej­
sca, do którego rychło miał wrócić Syn Boży. 

Jest więc bardzo prawdopodobne, że Helena prowadziła wykopaliska w od­

powiednim miejscu. Kolejne pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć 

sami: co tam znalazła? Jeśli w ogóle coś odkryła. 

Kiedy badaliśmy Titulus z Santa Croce, głównym naszym celem było po­

twierdzenie lub odrzucenie tezy, że mógł to być rzeczywiście fragment drew­
na, który odkryła matka Konstantyna. Najpierw jednak trzeba zapytać, czy 
w ogóle cokolwiek znalazła podczas prowadzonych przez siebie wykopalisk, 
ponieważ zaprzecza temu większość współczesnych uczonych, idących za 
przykładem milczącego Euzebiusza. 

Naszym zdaniem Euzebiusz cieszył się nieproporcjonalnie wielkim zainte­

resowaniem. Tymczasem na uwagę zasługuje też inny wielki historyk kościel­
ny

36

. Cyryl, biskup Jerozolimy (ok. 315-386), został mianowany na to stano­

wisko przez Akacjusza, następcę Euzebiusza z Cezarei, około 349 roku. 
Życiorys Cyryla obfituje w burzliwe wydarzenia: kilkakrotnie wyganiano go 
z jego diecezji; budził podejrzenia u wszystkich, wśród arian i niearian jed­
nocześnie. Tak zaniepokoił uczestników soboru w Antiochii w 379 roku, że 

background image

54 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

wysłali oni późniejszego świętego, Grzegorza z Nysy, do Palestyny, aby poin­

formował ich o postępowaniu Cyryla w Jerozolimie (kąśliwa odpowiedź Grze­
gorza stwierdzała, że Kościół w Świętym Mieście jest moralnie zepsuty, ale 
nieskażony teologicznie). Cyryl nie był tak wybitnym historykiem Kościoła 

jak Euzebiusz ani też, być może, nie odnosił takich sukcesów jako cesarski 

dworzanin. Ale, podobnie jak Euzebiusz, był zainteresowany pewną sprawą, 
otóż niezmordowanie wychwalał Kościół jerozolimski i ogłosił go niezależ­
nym od metropolitarnego biskupstwa Cezarei. Może właśnie dlatego jego pis­
ma są niedoceniane jako źródło historyczne. Podczas gdy w przypadku Euze­
biusza wątpliwości często rozstrzygane są na jego korzyść, Cyryla - wręcz 
przeciwnie - traktuje się podejrzliwie lub całkowicie ignoruje

37

Pod koniec lat 40. IV wieku Cyryl, wówczas jeszcze ksiądz, w serii kazań 

odczytanych w Wielkim Poście i w Pięćdziesiątnicę, znanych jako Katechezy, 
napisał takie oto słowa:, już cały świat pełen jest fragmentów drzewa z krzyża 
świętego". Dodał też: „To święte drzewo daje świadectwo: jest tutaj, by moż­
na je było oglądać tego samego dnia, i za pośrednictwem tych, którzy biorą 

[kawałki] z niego, już napełniło niemal cały świat". Trzecia wzmianka brzmia­

ła: „drzewo świętego krzyża, które we fragmentach rozprzestrzeniło się na 
cały świat"

38

. W 351 roku, już jako biskup, napisał list do cesarza Konstancju­

sza II, nawiązując do świetlnego krzyża, który widziano nad Golgotą: 

Albowiem jeśli za czasów Twego cesarskiego ojca, błogosławionej pamięci Kon­

stantyna, drzewo zbawienia z krzyża świętego zostało znalezione w Jerozolimie 
(łaska Boża umożliwiła odkrycie dawno ukrytych świętych miejsc tej, która szla­
chetnie aspirowała do świętości), teraz, Wasza Cesarska Mość, za panowania Twe­
go wielce pobożnego majestatu, jak gdyby dla zaznaczenia, jak bardzo Twoja gor­
liwość góruje nad pobożnością Twego ojca, nie tylko na ziemi, lecz także na niebie 

pojawiają się cuda, symbol zwycięstwa nad śmiercią Pana naszego Jezusa Chrystu­

sa, Syna Bożego jednorodzonego, nawet święty krzyż, świecący i iskrzący się ja­
snym światłem, widziano w Jerozolimie

3 9

Pomijając pompatyczne pochlebstwa Cyryla pod adresem cesarza, te cztery 

ustępy są bardzo ważne. Biskup oświadcza, że kult materialnych pozostałości 

świętego krzyża szeroko się rozpowszechnił; wspomina też, że fragmenty lig-
num crucis

 zostały rozproszone po całym świecie, a na końcu dodaje, że to 

święte drzewo odnaleziono za panowania Konstantyna. W istocie nie mógł 

mówić bardziej otwarcie o tej sprawie. 

Tak jak Helena i jej syn, Cyryl rozumiał potęgę świętych miejsc i relikwii, 

które się tam znajdowały, oraz fakt, że ludzie potrzebowali wiary opartej na 
konkretach, a nie na ezoterycznym uduchowieniu. „Gdybyście zamierzali wąt­
pić w to [ukrzyżowanie]" - powiedział swoim uczniom - samo miejsce, które 
każdy może zobaczyć, świadczy, iż się mylicie, błogosławiona Golgota (...), 
na której teraz się zgromadziliśmy"

40

. Znał duchowe potrzeby takich chrześci­

jan, jak Pielgrzym z Bordeaux (który przybył do Ziemi Świętej w 333 roku 

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

55 

i wyraźnie łączył każde z odwiedzonych przez siebie miejsc z konkretną 
wzmianką z ewangelii)

41

. W swoich Katechezach Cyryl podkreślał historycz­

ne wzmianki o Galilei, Górze Oliwnej, ogrodzie Getsemani, Golgocie, Betle­

jem, domu Kajfasza, opuszczonym pretorium Piłata i innych podobnych miej­

scach. Najwyraźniej zdał sobie sprawę, że w przyszłości wiara chrześcijańska 
znajdzie oparcie w relikwiach, świętych miejscach, upamiętnianiu wydarzeń 
z jej początków i włączeniu ich do liturgii kościelnej. 

Przede wszystkim uświadomił sobie fakt, że lignum crucis miał wyjątkową 

moc talizmanu, zdolną skłonić niewierzących do przyjęcia prawdziwej religii 
i przekonać wierzących, że kościół Grobu Pańskiego jest „samym środkiem 
świata". Co więcej, rozprzestrzenianie fragmentów świętego krzyża umożli­
wiało przekazywanie tego przesłania tym, którzy nie mogli lub nie chcieli od­
być trudnej pielgrzymki do Jerozolimy. Nic więc dziwnego, że Euzebiusz, oba­
wiając się, iż młodsze biskupstwo jerozolimskie zaćmi metropolitarną diecezję 
z Cezarei, nie chciał propagować odkrycia Heleny w Vita Constantini. 

Istnieją zapisy źródłowe potwierdzające słowa Cyryla o tym, że fragmenty 

świętego krzyża rozprzestrzeniają się „na całym świecie". Już w 359 roku 
martyrium

 w pobliżu Tikseru w Mauretanii szczyciło się posiadaniem memo-

ria safnjcta de ligno crucis

42

.

 Według Grzegorza z Nysy święty Makrynus, 

który zmarł w 379 roku, miał zwyczaj nosić w medalionie relikwię Prawdzi­
wego Krzyża

43

. Pod koniec IV wieku Jan Chryzostom zapisał, że wszyscy 

„walczyli ze sobą" o fragmenty tego drzewa

44

. Mamy również dowody na to, 

że na początku V śmiecia takie relikwie dotarły do Galii, Afryki, Azji Mniej­

szej, Syrii, Italii i innych miejsc świata

45

. Paulinus z Noli w liście do Sulpicju-

sza Sewera w 403 roku, wysłanym wraz z takim fragmentem lignum crucis, 

wyjaśnił, że celem tych relikwii jest ożywienie wewnętrznej wizji ukrzyżowa­
nia: „Duchowym wzrokiem dostrzeże w tym maleńkim fragmencie całe zna­
czenie świętego krzyża"

46

Liczba fragmentów świętego krzyża była już tak duża, że budziła podejrze­

nia chrześcijańskich intelektualistów. Hieronim wykorzystał coroczne święto, 
podczas którego oddawano cześć krzyżowi, aby stwierdzić, że nie ma żadnej 
duchowej zasługi z powodu oglądania czy posiadania drewnianych relikwii: 

Mówiąc o świętym krzyżu, nie mam na myśli tego drzewa, lecz Mękę Pańską. 

Ten Krzyż jest już w Brytanii, w Indiach, na całym świecie (...). Szczęśliwy ten, 
kto ma w sercu Krzyż, zmartwychwstanie, miejsce narodzin Chrystusa i jego wnie­
bowstąpienie

4 7

Ambrożego, biskupa Mediolanu, chociaż wyraźnie pełnego podziwu dla 

odkrycia Heleny, najwidoczniej denerwowała każda sugestia, że już samo 
drewno krzyża powinno być czczone, „gdyż na tym polega błąd pogan i głupo­
ta niesprawiedliwych"

48

Lecz teologicznych niuansów nie rozumiało tysiące pielgrzymów, którzy 

przybywali do Jerozolimy, aby zobaczyć relikwię z Krzyża Jezusowego, o której 

background image

56 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Cyryl mówił z takim entuzjazmem. Zachowało się niezwykłe źródło historycz­
ne, które przedstawia skalę tego zjawiska. Jest to relacja pątniczki Egerii, któ­
ra zwiedziła Bliski Wschód w latach 382-384. To, że jej opowieść w ogóle 
przetrwała, stanowi czysty przypadek, ponieważ manuskrypt, w którym ją za­
pisano, zaginął na 700 lat i odnalazł się dopiero w końcu XIX wieku. Fakt ten 

jednak ma ogromne znaczenie dla historyka świętego krzyża, ponieważ entu­

zjastyczna miejscami opowieść Egerii zawiera wspaniały, szczegółowy opis 
liturgii jerozolimskiej, która powstała na rozkaz Cyryla, a później rozwinęła 
się i wzbogaciła. 

Egerię spotkamy znowu na początku następnego rozdziału. Będzie to spot­

kanie z kobietą, która nie pozostawia czytelnikowi najmniejszych wątpliwości 
co do żarliwości, jaką budziło dotknięcie krzyża i Titulusu w pielgrzymach. 
Ludzie ci, tak jak ona, przybyli z daleka, żeby zobaczyć materialne pozostało­
ści krzyża, na którym umarł Jezus. Po pocałowaniu relikwii, pielgrzymi wy­
chodzili na dziedziniec kościoła, tak stłoczeni, że „nie było nawet miejsca na 
otwarcie drzwi". Tam słuchali homiletycznego czytania o cierpieniach Chry­
stusa i o proroctwach przepowiadających jego Mękę: 

Duże wrażenie budzi sposób, w jaki te czytania poruszają do głębi wszystkich 

tych ludzi i w jaki opłakują [oni Chrystusa]. Z trudem uwierzylibyście, że wszyscy, 
młodzi i starzy, płaczą podczas tych trzech godzin z powodu męczarni, jakie cier­
piał Pan. A potem, gdy nadchodzi trzecia godzina, słuchają czytania z ewangelii 
świętego Jana o Jezusie oddającym ducha, następnie odmawiają modlitwę i się roz­
chodzą

49

Niemniej interesująca jest relacja Egerii o święcie zwanym Encaenia, ob­

chodzonym w domniemaną rocznicę odkrycia Prawdziwego Krzyża (3 maja). 
W drugim dniu tego święta wystawiano relikwię krzyża na widok publiczny 
w taki sam sposób, jak w Wielki Piątek: 

Podczas Encaenii oni świętują przez osiem dni i na wiele dni przedtem tłumy 

zaczynają się gromadzić. Mnisi i pustelnicy przybywają nie tylko z tych prowincji, 
gdzie jest ich wielu, takich jak Mezopotamia, Syria, Egipt i Tebaida, ale z każdego 
innego regionu. Nikt z nich nie zrezygnuje z podróży do Jerozolimy, każdy chce 
wziąć udział w obchodach tego wielkiego święta. Wtedy też w Jerozolimie gro­
madzą się ludzie świeccy, mężczyźni i kobiety z każdej prowincji, żeby być tam 

w tym świętym dniu. 1 chociaż biskupów jest niewielu, a ich [siedziby] dzielą wiel­
kie odległości, nigdy w tym czasie nie było ich mniej niż 40 lub 50, w towarzystwie 
wielu podwładnych księży. W istocie powinnam powiedzieć, że [tamtejsi] ludzie 
uważają, iż popełnia ciężki grzech ten, kto nie weźmie udziału w tym uroczystym 
święcie, chyba że przeszkodził mu jakiś nagły wypadek

50

Entuzjastyczna opowieść Egerii daje nam wyjątkowy wgląd w umysł piel­

grzyma z IV wieku. „Podróże - mówi ona - nie wydają się uciążliwe, jeśli są 
spełnieniem nadziei"

51

. Sam sposób, w jaki to stwierdza, wiele mówi o trudno­

ściach, na jakie byli przygotowani mężczyźni i kobiety, aby ujrzeć święte miejsca 

background image

Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

57 

i tamtejsze relikwie

52

. Egeria i inni pielgrzymi z radością przyjęli proponowa­

ny przez Kościół Konstantyna związek wiary z miejscem; chcieli sami poznać 
świat opisany w ewangeliach. Była to fundamentalna zmiana w dziejach chrze­
ścijaństwa. Relacja Egerii ma dla nas duże znaczenie także z innego powodu. 
Jest dowodem na to, że przed jej pielgrzymką znaleziono w Jerozolimie jakąś 
ważną dla chrześcijan rzecz, a wieści o tym odkryciu dotarły do najdalszych 
zakątków właśnie powstającego chrześcijańskiego świata. Co istotne, już wte­
dy uważano, że ci, którzy zobaczą na własne oczy to znalezisko, doświadczą 

jednego z najgłębszych przeżyć mistycznych, jakie może być dane chrześcijani­

nowi. 

Kto znalazł ową rzecz? Zazwyczaj sugeruje się, że legenda o świętej Hele­

nie została zaszczepiona w tradycji jerozolimskiej przez Ambrożego i jego 
następców

53

. Wynikałoby z tego, że historycy i mówcy, po których odziedzi­

czyliśmy opowieść o odkryciu matki Konstantyna, byli zwykłymi propagan­
dzistami, łączącymi jej imię z odkryciem tej najświętszej relikwii chrześcijań­
stwa z czysto politycznych względów. Podobna interpretacja wyolbrzymia 

jednak rolę fikcji w tradycji późnego antyku. Ambroży, przemawiający nad 

trumną cesarza Teodozjusza, nie mógł po prosto wymyślić sobie takiego wy­
darzenia i przedstawić go jako fakt arystokratycznym słuchaczom. W rzeczy­
wistości pogrzeb cesarza byłby całkowicie niestosownym miejscem do wysu­
wania takiego twierdzenia, gdyby, jak uważają współcześni naukowcy, nie 
miało ono żadnych podstaw. Ambroży musiał posłużyć się jakimiś faktami, 
nie tylko własną wyobraźnią. Nie ma żadnego powodu, żeby sądzić, iż nie 
wierzył w to, co powiedział. Inni, którzy przed nim głosili podobne słowa, 
również musieli być przekonani o ich prawdziwości. Jak widać, powinniśmy 
raczej zamiast w nie wątpić, zastanowić się, dlaczego nigdy nie rozważono 
ewentualności, że stwierdzenie Ambrożego mogło być prawdziwe. 

Helena, matka Konstantyna, zmarła w roku 328 lub na początku następnego, 

niedługo po powrocie z Ziemi Świętej. Nie dokończyła swego dzieła, ale za­
początkowała wiele doniosłych projektów, religijnych, dynastycznych i kultu­
ralnych. Ta nisko urodzona stabularia uzyskała pozycję mającą kluczowe zna­
czenie na firmamencie późnego cesarstwa rzymskiego. Niewiele ustępowała 
przy tym synowi, gdyż na równi z nim uważano ją za założycielkę religii pań­
stwowej i architekta systemu wierzeń łączących władzę państwa i moc zazdros­
nego Boga. W Rzymie postępowała bezwzględnie, aby zniszczyć wrogów 
swojej dynastii; w Ziemi Świętej pokierowała przekształceniem chrześcijań­
stwa z wyznawanej w ukryciu wiary w oficjalną religię państwową. 

Jej wielka wyprawa stała się wzorem dla wysoko urodzonych kobiet pragną­

cych udowodnić swoje oddanie nowej wierze, czyli eusebia

54

.

 Cesarzowa Eu-

doksja, żona Teodozjusza II, odbyła w 438 roku pielgrzymkę do Ziemi Świę­
tej, która w rzeczywistości była jawnym hołdem dla jej sławnej poprzedniczki. 

background image

58 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Eudoksja asystowała przy konsekrowaniu kościołów i modliła się przy pustym 
grobie Chrystusa, klęcząc jak „pokutująca dziewczyna". Naturalnie pokora 
miała swoje granice - cesarzowa przybyła do Jerozolimy wozem ozdobionym 
złotem i drogimi kamieniami, eskortowana przez oddział gwardii. Lecz widok 
cesarskiej małżonki klęczącej przed świętymi miejscami musiał zdumiewać 
i zaskakiwać obecnych. Później, kiedy w 451 roku biskup Chalcedonu nazwał 
cesarza Marcjana „nowym Konstantynem, nowym Pawłem i nowym Dawi­
dem", jego żonę Pulcherię okrzyknięto „nową Heleną". Do tego czasu najwi­
doczniej kult tej wielkiej cesarzowej zdążył się już głęboko zakorzenić. 

Naśladownictwo było pierwszą z nagród ofiarowanych przez potomność, ale 

Helena zrobiła znacznie więcej niż ustanowienie kultu własnej osoby. Pomo­
gła założyć chrześcijańskie cesarstwo rzymskie i, dzięki domniemanemu od­
kryciu Prawdziwego Krzyża, nadała widoczny kształt nowemu przymierzu 
Boga i cesarza. To odkrycie miało wywrzeć ogromny wpływ na losy ludzko­
ści. Jak ujął to pewien zapomniany XIX-wieczny klerykalny pisarz: 

Możemy pójść tropem różnych małych fragmentów drzewa wziętych z Jerozoli­

my i w ten sposób wskazać kierunek wpływów zdążających tu i tam i przenikają­
cych życie, postępowanie i historię Europy [i jej mieszkańców]

5 5

Los głównego jerozolimskiego fragmentu krzyża jest nieznany. Wiadomo 

tylko, że utracono go na spalonym słońcem polu bitwy pod Hattinem w 1187 
roku i że od tej pory stał się kwintesencją i treścią mitów, sekretnych kultów 
i wiedzy tajemnej. Ale Helena, dalekowzroczny i mądry polityk, nie pozosta­
wiła całego swego znaleziska w Jerozolimie. Najważniejszą część posłała do 
Rzymu, do swojego wielkiego Pałacu Sessoriańskiego. Dzisiaj jej dawna sie­
dziba stała się kościołem, strzeżonym przez cystersów, którzy cicho stąpają 
w ciemnych salach i korytarzach. Za zamkniętymi drzwiami, w zbudowanym 

przez Mussoliniego relikwiarzu, jest przechowywany Titulus Crucis, domnie­
mana tablica odkryta przez cesarzową Helenę 17 wieków temu. Nasze poszu­
kiwania zaprowadzą nas do tego zimnego, kamiennego pomieszczenia i ukry­
tych w nim tajemnic. 

background image

4. Pocałunek życia - Jerozolima 

i Rzym, czyli jak kawałek drewna 

z orzechowca zmienił bieg historii 

Wtedy i ludzi ogarnia pragnienie 

Zbożnej pielgrzymki; idą w obce strony 

Do świętych grobów cudami sławionych. 

Chaucer Opowieści kanterberyjskie, 1

tłum. Helena Pręczkowska 

Patriarcha usiadł wygodniej na tronie i chwycił miniaturową ikonę 

zawieszoną na łańcuszku na szyi. 

- Nawet mała lampka oliwna - rzekł - może oświetlić duży pokój. 

William Dalrymple From the Holy Mountain (Ze Świętej Góry) 

Kolekcja 

Jest rok 383, w Wielki Piątek w Jerozolimie odbywa się właśnie pewien 

święty obrzęd: 

Stół nakryty lnianym obrusem ustawiono przed biskupem. Diakoni tworzą krąg 

wokół tego stołu. Wniesiono małą, pozłacaną szkatułkę. Zawiera ona drzewo święte­
go krzyża. Szkatułka zostaje otwarta, a fragmenty krzyża wraz z Titulusem wyłożone 
na stół. Biskup, nadal siedząc, chwyta końce świętej relikwi. Diakoni pilnują drzewa, 
stojąc, gdyż teraz do stołu, jeden za drugim, podchodzą katechumeni i wierni. I tak 
oto wszyscy ludzie przechodzą koło tego stołu, każdy z nich kłania się i dotyka drze­
wa i inskrypcji najpierw czołem, potem wzrokiem, i całuje krzyż, po czym idzie da­
lej. Ale nikt nie dotyka go rękami. Lecz przy pewnej okazji - nie wiem, kiedy - jeden 

background image

60 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

z nich odgryzł kawałek świętego drzewa, ukradł go i wywiózł. To dlatego diakoni 
stoją wokoło i pilnują, żeby nikt nie odważył się zrobić znów tego samego. 

Tak przedstawia się najwcześniejszy opis uroczystości, podczas której od­

dawano cześć świętemu krzyżowi i Titulusowi. To bezcenna, podniecająca re­
lacja naocznego świadka z pewnego liturgicznego wydarzenia o mistycznym 
znaczeniu. A zawdzięczamy ją Egerii, pątniczce z IV wieku, którą przedstawi­
liśmy w poprzednim rozdziale. 

Jak już widzieliśmy, określenie przez cesarzową Helenę kanonów archeolo­

gii chrześcijańskiej - bo do tego sprowadzają się jej odkrycia - zainspirowało 
wiernych w całym cesarstwie rzymskim. Jej podróż stała się również wzorem 
dla innych kobiet, które chciały dać dowód swojej pobożności, odwiedzając 
zbudowane przez cesarzową kościoły w Jerozolimie i w Betlejem. Podczas 
pobytu w Ziemi Świętej szukały one śladów innych czczonych miejsc - domu 
świętego Piotra w Kafarnaum, wioski Nazaret, osady Emaus. Pierwsi pielgrzy­
mi z epoki „pokonstantyńskiej" w ogóle nie opisywali swoich podróży lub tyl­
ko robili zapiski w pamiętnikach nieprzeznaczonych do publikacji. 

Z I V wieku, śmiecia świętej Heleny, zachowały się tylko dwie takie relacje. 

Pierwszą napisał - zaledwie kilka lat po wizycie cesarzowej w Ziemi Świętej, 
w roku 333, anonimowy Pielgrzym z Bordeaux. W istocie jest to raczej szcze­
gółowy przewodnik dla pątników niż osobiste wspomnienia. Druga relacja ma 
całkiem inny charakter - to wiele listów wysyłanych do domu do jakiejś grupy 
pobożnych kobiet. Nie napisał ich doświadczony kupiec czy dzielny rycerz 
lub biskup podróżujący ze świtą, ale hiszpańska dama, która odwiedziła świę­
te miejsca w latach 382-384. Miała na imię Egeria (może Atheria? - całą wie­
dzę o niej musieliśmy czerpać z jej zapisków)

1

. Nie zachował się ani początek, 

ani koniec tej relacji, które bez wątpienia umożliwiłyby zidentyfikowanie au­
torki. Imię jej przetrwało jedynie w liście hiszpańskiego opata, Waleriusza 
z Bierzo, który umarł w 695 roku, jakieś 300 lat po jej śmierci

2

. W różnych 

rękopiśmiennych kopiach jego listu ta intrygująca kobieta nazywana jest Ege­
ria, Atherią lub Etherią. Kim zatem była? 

Jej imię, zaczerpnięte z mitologii rzymskiej, znaczy „wieczna", czyli nimfa 

jakiegoś źródła. Mogła pochodzić z południa dzisiejszej Francji (z Akwitanii), 

albo - jak zakłada większość uczonych - z północnej Hiszpanii (z Galicji). 
Była dostatecznie bogata, aby móc sobie pozwolić na pielgrzymkę przez Kon­
stantynopol (Bizancjum) do Jerozolimy. Pozostała w tym regionie i podróżo­
wała wiele po Galilei i Samarii, dwukrotnie odwiedziła Egipt, zobaczyła Edes-
sę - dzisiejszą Urfę - i w końcu, po trzech latach, powróciła do domu. Znała 
grekę, ale pisała po łacinie, w języku Zachodu - nie klasyczną łaciną Cycero­

na czy Seneki, tylko chropawą codzienną gwarą, w której można się dopatrzyć 
wpływów języka hiszpańskiego. 

Egeria nie miała ambicji literackich. Zamierzała po prostu opowiedzieć swo­

im przyjaciółkom, które pozostały w Hiszpanii, jak wyglądały święte miejsca 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

61 

i, przede wszystkim, w jaki sposób obchodzono wielkie święta chrześcijań­
skie. Uważała, że liturgia jerozolimska powinna być wzorem dla całego Ko­
ścioła, w czasie kiedy Rzym już zaczynał wprowadzać swój prymat w świecie 
chrześcijańskim. Tylko tutaj, w Jerozolimie, chrześcijanie mogli zrozumieć 
i świętować jedność miejsca i czasu; tylko tutaj w sercach wiernych połączyć 
się mogły historia z obecną wiarą w zbawiciela. Dla Egerii święty krzyż i Ti-

tulus były widocznymi, namacalnymi znakami tej jedności. Nie tylko talizma­
nami czy relikwiami, lecz materialnym świadectwem prawd uniwersalnych. 

W rezultacie Egeria stara się opisać to, co widzi, tak barwnie i z tak wieloma 

szczegółami, jak to tylko możliwe - nawet ci, którzy nie mogą się udać do tych 
świętych miejsc, zobaczą oczami wyobraźni to, co ona ujrzała. A ci, którzy 
chcą odbyć taką pielgrzymkę, znajdą w jej listach niezbędny przewodnik. 

Żeby docenić jej ambicję, należy pamiętać, jakie znaczenie miało dla pierw­

szych chrześcijan pojęcie świadka. Jak ważne było zobaczyć świętość i jej 
dotknąć. Święty Paweł otwarcie powiedział Koryntianom, że mogą wyruszyć 
do Jerozolimy, zobaczyć święte miejsca i zapytać świadków. Z mocą podkreś­
la, że „Chrystus zjawił się więcej niż pięciuset braciom jednocześnie; więk­
szość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli"

3

. W podobnym duchu święty 

Jan Ewangelista, a wraz z nim autor Listu do Hebrajczyków stwierdzali z na­
ciskiem, że Golgota i pusty grób to prawdziwe miejsca, znane współczesnym, 
położone niedaleko od murów Jerozolimy

4

Istniały też jeszcze starsze słowa nakazujące pielgrzymom, aby udać się do 

najświętszego miasta Boga, dawne wezwanie Psalmu 122: „Uradowałem się, 
gdy mi powiedziano: »Pójdziemy do domu Pańskiego«. Już stoją nasze nogi 
w twych bramach, o Jeruzalem!" 

Przy Grobie Pańskim zachował się niezwykły dowód na to, że niektórzy 

z pierwszych chrześcijańskich przybyszów uwierzyli, że ich wędrówka jest 
odpowiedzią na wezwanie tego psalmu. W skale na zboczu Golgoty wyryli 
prosty zarys łodzi, tuż pod świątynią Wenus, którą cesarz Hadrian wzniósł na 
szczycie tego wzgórza w 135 roku. 

Domine ivimus -

 głosi łaciński napis pod łodzią: „Panie, przybyliśmy!"

5

 To 

nadzwyczajne żarliwe oświadczenie, rozbrzmiewające przez wieki, dzisiaj wciąż 

jeszcze jest widoczne. Omówimy jego znaczenie w następnym rozdziale. 

Podobnie jak wcześniej Helena, Egeria była świadoma trudów i celu swej 

podróży. Wtedy, tak jak i teraz, można było odbyć pielgrzymkę z powodów 
osobistych, politycznych lub monastycznych. Lecz dla pobożnego chrześcija­
nina najważniejsze było: zobaczyć i dotknąć kamieni i świętych relikwii, któ­
re nadawały materialną postać duchowemu przesłaniu. Po raz pierwszy w dzie­

jach religii świata śródziemnomorskiego pojawiła się wiara, która nie kierowała 

wiernych do panteonu w większości nieobecnych bóstw ani do mitów o niewi­
dzialnych bogach, których marmurowe posągi, jakby w zastępstwie ich sa­
mych, ustawiano w miastach i wsiach. W religii chrześcijańskiej jedyny Bóg 

background image

62 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

stał się człowiekiem. Jezus miał normalne upodobania i słabości, widziało go 
wielu ludzi. Ci świadkowie - „więcej niż pięciuset", jak to ujął święty Paweł -
twierdzili, że wiedzą, w którym miejscu urodził się w Betlejem i wychował 

w Nazarecie, gdzie mieszkał w Kafarnaum, gdzie zjadł swój ostatni posiłek 
z uczniami, gdzie został skazany na śmierć przez Piłata, gdzie został ukrzyżo­
wany i pogrzebany, gdzie spotkał swoich uczniów po zmartwychwstaniu, a na­
wet gdzie wstąpił do nieba. Oczywiście nie znaczy to, że ktoś, kto wiedział 
0 tym wszystkim, wytłumaczył to czy to zrozumiał. Mimo to przywiązanie do 

świętych miejsc głęboko zakorzeniło się w okolicy, gdzie miały miejsce opisa­

ne w ewangeliach wydarzenia

6

Podstawowe prawdy chrześcijaństwa są tak głęboko osadzone w naszej kul­

turze, że łatwo można zapomnieć, jak rewolucyjne musiały się wydawać 
w pierwszych wiekach istnienia tej religii. Przecież to, co proponowała, było 
czymś wyjątkowym, niesłychanym w dziejach ludzkości - oto Bóg, który przy­
brał ludzką postać, nie tracąc swojej boskości, a jednocześnie pozostał bytem 
duchowym. Święty Paweł starał się znaleźć odpowiednie słowa na określenie 
tego fenomenu, kończąc 2 List do Koryntian sformułowaniem, które wszyscy 
chrześcijanie znają na pamięć: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga 
1 dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!"

7

 W zakoń­

czeniu Ewangelii według świętego Mateusza Jezus sam mówi uczniom, żeby 
szli i nauczali „wszystkie narody" i chrzcili je „w imię Ojca, Syna i Ducha 
Świętego"

8

. Syn Boży Jezus Chrystus żył wśród ludzi. Stał się ciałem w świe­

cie, gdzie bogowie mnożyli się, żądali ofiar, ale nie raczyli zstąpić między 
śmiertelników. 

Właśnie dlatego, jak podkreśliliśmy w poprzednim rozdziale, zbudowana 

przez Hadriana świątynia była tak ważna dla pierwszych chrześcijan. Cesarz 
ów nieumyślnie wyróżnił miejsce, gdzie rozegrały się najbardziej ponure i naj­
ważniejsze wydarzenia z życia Chrystusa. Pierwsi chrześcijańscy pielgrzymi 
przybyli, dotarli do skały poza obrębem pogańskiego templum i zaznaczyli 
swoją obecność napisem Domine ivimus (Panie, przybyliśmy). 

Lecz czy ich żarliwa wiara miała jakikolwiek związek z rzeczywistością hi­

storyczną? 

Czym w rzeczywistości był przedmiot, który Egeria zobaczyła i którego do­

tknęła, i który tak wielu przed nią pocałowało? Pomysłowo podrobionym arte­
faktem? Czy autentyczną relikwią prawdziwie związaną z cierpieniem i śmier­
cią Jezusa? Jak stwierdziliśmy w ostatnim rozdziale, tysiące fragmentów 
domniemanego Prawdziwego Krzyża przetrwało na całym świecie (choć zbyt 
mało, aby można z nich złożyć - jak pisali kąśliwie niektórzy krytycy - cały 
las lub nawet słup z jednego rzymskiego krzyża)

9

. Jak wiemy, chrześcijańscy 

kapłani w wielu miejscach kultu twierdzą, że nadal posiadają autentyczny frag­
ment krzyża, cząstkę Vera Cna, wierząc, że podkreśliła ich przypuszczalną 
więź z Bogiem. 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

6 3 

Ale Titulus przetrwał, jeśli w ogóle można tu mówić o przetrwaniu, tylko 

w jednym miejscu. Tylko jeden kościół ma być dziś właścicielem napisu z Je­
zusowego Krzyża lub jego części: Santa Croce in Gerusalemme znajdujący się 
na peryferiach starożytnego Rzymu, i jest jednym z siedmiu oficjalnych celów 
pielgrzymek w Wiecznym Mieście. 

Już sama nazwa tego kościoła budzi zainteresowanie, sugeruje, że wzniesio­

no go w Jerozolimie, choć stoi na rzymskiej ziemi. Helena chciała, żeby histo­
ria jej religii zatoczyła pełny krąg. WI wieku n.e. apostołowie Piotr i Paweł 
przybyli z Jerozolimy, aby założyć Kościół chrześcijański w stolicy cesarstwa 
rzymskiego

10

. Tam też ponieśli męczeńską śmierć, święty Piotr - według tra­

dycji w ogrodach watykańskich Nerona, a święty Paweł, obywatel rzymski -
w miejscu zwanym teraz Tre Fontane. Miejsca ich pochówku - poświadczone 
przez archeologów - nadal można obejrzeć w Scavi Vaticani (miejscu wyko­
palisk na cmentarzu z czasów Nerona) i pod kościołem San Paolo fuori le Mura. 
Helena poszła ich śladem. Po swoich wielkich odkryciach mogła dołączyć do 
syna w Bizancjum - jego nowej stolicy, wkrótce potem nazwanej Konstanty­
nopolem - lub wrócić do rezydencji w Trewirze, do jednego z dawnych do­
mów w Naissos lub nawet w Yorku. Podjęła jednak typową dla niej śmiałą 
decyzję. Posławszy część odkrytych na Golgocie relikwii do cesarza, wróciła 
do Rzymu, miasta męczeńskiej chwały Piotra i Pawła, miasta, które właśnie 
wtedy zaczęło domagać się zwierzchnictwa nad pozostałymi biskupstwami, 
i ponownie zamieszkała w Pałacu Sessoriańskim. Budowę tej wspaniałej ce­
sarskiej rezydencji rozpoczął Septymiusz Sewer, a ukończył ją zamordowany 
w 222 roku Heliogabal, wyznawca orgiastycznego kultu boga słońca. Pałac 
miał idealną lokalizację, stał w pobliżu ważnej drogi łączącej Rzym z okolicz­
nymi terenami wiejskimi, w niewielkiej odległości od cyrku i łaźni publicz­
nych, które Helena odbudowała i upiększyła po pożarze. 

Miejsce jej dawnego pałacu dzisiaj zajmuje kościół Santa Croce in Gerusa­

lemme. Oczywiście przez wieki wiele się zmieniło, kościół widziany od strony 
drogi jest barokowy, zaś boczna kaplica z relikwiarzem to typowy przykład 
wczesnej faszystowskiej architektury z czasów Mussoliniego. Lecz niższe par­
tie północno-zachodniej fasady tego kościoła pochodzą z IV wieku, a pozosta­

łości Pałacu Sessoriańskiego odkopano tuż obok. Zachowała się nawet część 
murów amfiteatru i została włączona do muzeum armii włoskiej. 

W swym rzymskim pałacu Helena zgromadziła relikwie przywiezione z Je­

rozolimy". Wydaje się nieprawdopodobne, żeby zbudowała dla nich kaplicę, 
choćby dlatego, że w bardzo specyficzny sposób wykorzystała gwoździe 
z ukrzyżowania. Według Ambrożego

12

 - biskupa Mediolanu, którego poznali­

śmy w poprzednim rozdziale - kazała umieścić jeden gwóźdź w wędzidle, 
a drugi w diademie i oba te przedmioty posłała synowi. Ten zaś, zgodnie z prze­
widywaniem, użył wędzidła dla swojego ulubionego konia

13

. Wątpliwe jest za­

tem, aby rzymska wspólnota chrześcijańska miała dostęp do relikwii w pałacu 

background image

64 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Heleny. Pozostają nam jedynie opisy obrzędów liturgicznych w Rzymie, po­
dobnych do tego z Jerozolimy, który tak barwnie przedstawiła Egeria w swo­

jej relacji. 

Wydaje się, że święte znaleziska traktowane były jak prywatna własność 

Heleny i że zazdrośnie strzeżono ich, jako dowodu jej rangi i statusu społecz­
nego cesarzowej-wdowy. Dopiero w drugiej połowie IV wieku, po śmierci 
Heleny i Konstantyna, pozwolono zamienić największą salę pałacową w ko­
ściół - przestronne, lecz mało spektakularne pomieszczenie, mające 36,5 me­
tra długości oraz 22 metry szerokości i nie mniej wysokości. Dobudowano 
wtedy absydę zwróconą na południowy wschód - to znaczy w stronę Jerozoli­
my - sąsiadujący z salą korytarz zamieniono w nawę i w ten sposób zamknię­
to bezpośrednie przejście z pałacu. Uzyskano też dostęp do jeszcze jednej sali 
przez korytarz okrążający absydę. W tym pomieszczeniu, zwanym dzisiaj ka­
plicą Świętej Heleny, w starożytności przechowywano relikwie z Jerozolimy 
i jest to jedyne miejsce we wnętrzu kościoła Santa Croce in Gerusalemme, 
gdzie nadal widać kamieniarkę z IV wieku. 

Jedynym domniemanym znaleziskiem archeologicznym z Ziemi Świętej, 

które Helena natychmiast ofiarowała kościołowi rzymskiemu i które wysta­
wiano na widok publiczny, były słynne Scala Santa (Święte Schody) naprze­
ciwko kościoła Świętego Jana na Lateranie. Powiązania tego artefaktu z matką 
Konstantyna można dopatrzyć się tylko w jednej z późnych legend i nie nale­
ży go uważać za autentyczne. Za czasów Heleny cały ten obszar wchodził 
w skład pałacu podarowanemgo biskupowi Rzymu przez samego Konstanty­
na. Po dziś dzień kościół na Lateranie, a nie bazylika Świętego Piotra, jest 
oficjalną rezydencją biskupa Wiecznego Miasta. Nie wiemy, kiedy umiesz­
czono tam Święte Schody, słynące z tego, że to po nich Jezus miał wejść do 
sali rozpraw Piłata w Jerozolimie. Nawet Marcin Luter - zanim jeszcze stał 
się reformatorem - wszedł po nich na kolanach podczas pobytu w Rzymie 
w 1510 roku. Pod koniec XVI wieku papież Sykstus V rozkazał swojemu ar­
chitektowi Domenicowi Fontanie zbudować nową kaplicę naprzeciwko bazy­
liki laterańskiej i przenieść 28 marmurowych stopni na drugą stronę ulicy, gdzie 
pozostają do dziś. 

Nie był to rodzaj relikwii związanych wyłącznie z Jezusem, który - jak się 

wydaje - interesował Helenę. W każdym razie jerozolimskie pretorium rzym­
skiego zarządcy Judei nie mieściło się w jednym konkretnym budynku. Sie­
dziba administracji znajdowała się w Cezarei, a poprzednicy i następcy Piłata 
przybywali do Jerozolimy tylko, gdy było to konieczne. Zatrzymywali się wte­
dy w jednej z rezydencji Heroda Wielkiego. Było więc mało prawdopodobne, 
że Makary i jego grupa kopaczy dokładnie wiedzieli, gdzie szukać autentycz­
nych schodów - jeśli te w ogóle istniały. W istocie współczesne badania ar­
cheologiczne wykazały, że prowizoryczne pretorium Piłata nie mieściło się 
tam, gdzie via Dolorosa prowadzi współczesnych pielgrzymów, w twierdzy 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

65 

Antonia (obecnie jest tam arabska szkoła dla chłopców). Znacznie bliższe praw­
dy jest przypuszczenie, że Piłat rezydował w położonym w południowej częś­
ci Jerozolimy Pałacu Hasmonęjskim. Pałac ten, częściowo odkopany i udo­
stępniony widzom w zbudowanym nad jego pozostałościami współczesnym 
Wohl Museum, znajduje się w żydowskiej dzielnicy Starego Miasta. Nie ma 
tam żadnych śladów starożytnych schodów, usuniętych lub nie. A co z pozo­
stałymi relikwiami? 

Wprawdzie w kościele zbudowanym na miejscu Pałacu Sessoriańskiego 

przechowywany jest Titulus, ale świątynia nadal nazywana jest Santa Croce in 
Gerusalemme, a nie - jak można by oczekiwać - Santo Titolo in Gerusalemme. 

Stało się tak dlatego, że napis ten zawsze był uważany za integralną część 
świętego krzyża. I rzeczywiście, w niektórych relacjach nie jest nawet wymie­

niany jako oddzielny przedmiot, podczas gdy inne wspominają o nim tylko 
z powodu jego roli w zidentyfikowaniu Prawdziwego Krzyża. Nic więc dziw­
nego, że w świątyni nazywanej kościołem Świętego Krzyża w Jerozolimie 
znajdują się domniemane pozostałości Prawdziwego Krzyża, relikwii, od któ­
rej budowa otrzymała nazwę. Jak już zauważyliśmy, Cyryl z Jerozolimy odno­
tował fakt podzielenia Prawdziwego Krzyża na wiele fragmentów jeszcze w la­
tach 80. IV wieku

14

, a według legendy to święta Helena była właścicielką 

relikwii i rozdawała fragmenty narzędzia kaźni Chrystusa. Niestety, cząstki 
zachowane w Santa Croce są zbyt małe, żeby można było poddać je badaniu 

jakąkolwiek ze znanych archeologom metod. 

Więcej wiemy o gwoździu wystawionym obok Titulusu. Chociaż Ambroży 

w swych pismach skupia się na dwóch gwoździach, które Helena posłała sy­
nowi, można z dużym stopniem prawdopodobieństwa przyjąć, że kiedyś były 
cztery - dwa, które przebiły stopy, i dwa przytrzymujące ramiona. Dzięki od­
kryciu przebitej gwoździem kości stopy w ossuarium Jehohanana - ukrzyżo­
wanego w I wieku n.e. Żyda z Givat ha-Mivtar w Jerozolimie - mamy pew­
ność, że średniowieczni artyści malarze, którzy przedstawiali stopy ofiary jedna 
nad drugą, przebite jednym gwoździem, mylili się i że wczesnochrześcijań­
skie wyobrażenia były dokładniejsze. Stopy przybijano do krzyża oddzielnie, 
do lewej i prawej strony pionowej belki

15

. Co się tyczy ramion, to mogły zo­

stać przywiązane sznurami lub przybite gwoździami, które wbijano w nad­
garstki, a nie w dłonie. W przypadku Jezusa ewangelie wyraźnie precyzują, że 

jego ramiona przybito, a nie przywiązano (J 20,25-28; Łk 24,38-39)

16

. Cokol­

wiek mogło się stać z tymi gwoździami - zakładając, że Helena i jej „arche­
olodzy" znaleźli wszystkie - mamy pełne prawo przyjąć, że były tylko cztery 
(dopiero w późniejszych legendach pojawił się piąty). 

Jedyny gwóźdź, który można zobaczyć w kościele Santa Croce, ma nowy 

łebek. Oczywiście oglądającego łatwo mogą zmylić ozdobne dodatki, ale mimo 
wszystko widać nieprawidłowość. Jest jednak całkiem możliwe, że gwóźdź, 
który miano znaleźć w Grobie Pańskim, stracił łebek, ten odkryty w Givat 

background image

66 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

ha-Mivtar spotkał właśnie taki los, jego górna część najwidoczniej odłamała 

się pod silnym uderzeniem młotka. Bardziej interesujący jest fakt, iż gwóźdź 
znaleziony w kości pięty Jehohanana i ten przechowywany w Santa Croce wy­
glądają niemal identycznie. Gwóźdź Jehohanana jest kwadratowy w przekro­

ju (0,9 na 0,9 centymetra) i ma 12 centymetrów długości. Gwóźdź z Santa 

Croce (bez nowego łebka) różni się jedynie długością - liczy sobie 11,5 centy­
metra - pozostałe wymiary i kształty są takie same. Ponieważ ossuarium Jeho­
hanana znaleziono dopiero w 1968 roku, gwóźdź z Rzymu nie może być udaną 

podróbką. A przecież wydaje się identyczny. Jeżeli gwóźdź z Santa Croce jest 

fałszywy, musiano go wykonać na wzór innego pochodzącego z czasów ukrzy-
żowań. Możliwe też jest, że całkiem przypadkowo przypomina on standardowy 
rzymski gwóźdź, którego z jakiegoś powodu użyto do ukrzyżowania Jehoha­
nana

17

. Wydaje się w każdym razie możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, 

że jeden z gwoździ, wydobytych w Jerozolimie, znalazł się w Pałacu Sesso-
riańskim w Rzymie i przetrwał do dnia dzisiejszego. Wszystkie źródła, które 
wspominają gwoździe odnalezione przez Helenę, zgadzają się, że wydobyto 
ich co najmniej kilka i że tylko dwa cesarzowa posłała do Bizancjum. I znowu 
brak całkowicie przekonywającego dowodu nie powinien wykluczyć konstruk­
tywnej dyskusji na ten temat. 

W kaplicy kościoła Santa Croce, nazywanej Cappella delie Reliąuie, prze­

chowywane są też trzy inne relikwie: dwa ciernie z korony cierniowej Jezusa, 
kość z palca, którym niewierny Tomasz dotknął ran zmartwychwstałego Chry­
stusa, oraz poprzeczna belka z krzyża łotra straconego wraz z Jezusem - we­
dług tradycji zidentyfikowano go jako Dismasa. Belka ta jest częścią kolekcji 
kościoła Santa Croce od 1570 roku, kiedy odkryto ją w stopniach ołtarza po­
święconego Helenie. Chociaż pozostało dostatecznie dużo drewna, by można 

było przeprowadzić analizę dendrochronologiczną, dotychczas tego nie zro­
biono. Teoretycznie gruba belka mogła przetrwać równie długo, jak maleńkie 

fragmenty krzyża - zwłaszcza jeśli klimat Jerozolimy chronił drewno przez 
trzy śmiecia w starej cysternie pod zbudowaną przez Hadriana świątynią. Ale 

nawet jeśli, na potrzeby dyskusji, założymy, że krzyże lub części krzyży in­
nych niż Jezusowy zachowały się i zostały zabrane z Palestyny (w źródłach 
pisanych nie ma niczego, co by temu zaprzeczało), nadal w żaden sposób nie 
możemy stwierdzić, czy ta konkretna belka pochodziła z krzyża Dismasa, czy 
też drugiego łotra. Równie dobrze odnaleziony kawałek drewna mógł stano­
wić narzędzie kaźni któregokolwiek z setek mężczyzn ukrzyżowanych w tam­
tych latach przez Rzymian na jakimś podobnym do Golgoty wzgórzu. Niektó­
rzy z badaczy zauważyli, że na belce Dismasa nie ma śladów gwoździ i że to 
potwierdza najwcześniejszą ikonografię, według której obaj łotrowie zostali 
przywiązani do krzyży i mogli z tego powodu żyć dłużej niż Jezus (J 19,31-
33). Z drugiej strony jednak, końce belki, która dzisiaj ma 1,78 metra długości, 
zostały wyraźnie i równo obcięte, niebezpiecznie blisko miejsc, gdzie powinny 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

widnieć ślady po gwoździach, którymi przybito by nadgarstki mężczyzny śred­
niego wzrostu. Przypadek czy celowe działanie? Nie można tego stwierdzić. 
Z całą pewnością ta relikwia musi poczekać na analizę dendrochronologiczną 
i biologiczne badania szczątków roślin znalezionych w szczelinach. 

Co się tyczy korony cierniowej z Santa Croce, nawet najwięksi wielbiciele 

Heleny nie łączą jej osoby z tą relikwią. Istnieje wiele przekazów o krzyżow­
cach rozdających ciernie kościołom w całej Europie po zdobyciu Bizancjum-
-Konstantynopola w 1204 roku, gdzie korona była czczona od czasów cesarza 
Justyniana (VI wiek). Pochodzenie żadnego z cierni nie jest znane, ani tych 
dwóch w Rzymie, ani innych przechowywanych w Paryżu. W każdym razie 
handel bizantyjskimi relikwiami często przybierał groteskowy charakter, jeśli 
chodzi o jego skalę i ceny. Około 1237 roku król Baldwin II sprzedał królowi 
Francji Ludwikowi IX średniowieczną opaskę na głowę z zielska z kilkoma 
cierniami, a potem „rozpieścił" Francuza, odstępując mu purpurowy płaszcz, 
w który rzymscy żołnierze dla zabawy przyodziali Jezusa (J 19,2), gąbkę, którą 
zwilżono wargi Syna Bożego na krzyżu (J 19,29), fragment włóczni, którą 
przebito bok Chrystusa (J 19,34), a nawet kawałek lnianego całunu, w który 
go owinięto (J 20,5-7). Trudno uwierzyć, że Baldwin tak beztrosko sprzeda­
wał święte relikwie, rzekomo pochodzące sprzed kilkunastu wieków. 

W kościele Santa Croce znajduje się relikwia, co do prawdziwości której 

można mieć duże zastrzeżenia. Jest to palec wskazujący świętego Tomasza. 

Szkielet tego apostoła pojawia się w historii kościoła zupełnie nagle za pano­

wania cesarza Aleksandra Sewera (222-235). Według legendy cesarz ten, wcale 
nieokazujący przychylności chrześcijaństwu, dopomógł mieszkańcom Edes-
sy - miasta schrystianizowanego przez świętego Tomasza - którzy chcieli po­
grzebać relikwie swego apostoła. Zgodnie ze spisanymi w III wieku Aktami 

Tomasza,

 apostoł ten umarł w północno-zachodnich Indiach, w Mylaporze 

w pobliżu Madrasu, gdzie pierwsi odkrywcy portugalscy odnaleźli jego grób 
w 1522 roku. Aleksander Sewer wysłał kilka pism do królów hinduskich

18 

i - według jednej z wersji legendy - kości świętego Tomasza zostały uroczyś­
cie przeniesione do Edessy (używając kościelnego słownictwa w 232 roku

19

). 

Kiedy w XIII wieku armie muzułmańskie zbliżyły się do Edessy, relikwie apos­
toła przewieziono w bezpieczne miejsce - najpierw na wyspę Chios, która 
zgodnie z grecką tradycją jest ojczyzną Homera, a następnie do Ortony, mia­
steczka we włoskiej prowincji Abruzzi. Znajdują się tam one do dziś - chyba 
że bliższe prawdy wydadzą nam się opowieści hinduskich chrześcijan, którzy 
twierdzą, że święty Tomasz nadal jest pogrzebany w San Tome w Indiach. 
W każdym razie kość z czyjegoś palca w jakiś sposób zawędrowała do ko­
ścioła Santa Croce w Rzymie. Nigdy jednak nie dowiemy się, czyj to palec. 

Cystersi i uczeni, którzy strzegą Santa Croce i jego skarbów, podczas roz­

mowy o tych artefaktach podkreślają, że nie należy ślepo wierzyć w ich praw­
dziwość. Przyznają, że w średniowieczu handel relikwiami wymknął się spod 

background image

68 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

kontroli i że można było wtedy kupić mnóstwo rzekomo świętych przedmio­
tów, mniej lub bardziej poszukiwanych. Handel relikwiami osiągnął tak wielką 
skalę, że IV Sobór Laterański z 1215 roku zakazał sprzedaży i kupowania reli­
kwii bez dowodu ich autentyczności i pozwolenia biskupa. Okazało się jed­
nak, że trudno jest kontrolować ten rynek. Zaświadczenie o autentyczności 
łatwo było podrobić lub kupić, a że posiadanie relikwii świadczyło o statusie 
i władzy właściciela - biskupa, króla czy opata - to nie przestrzegano suro­
wych przepisów. Jak już wspomnieliśmy, zaledwie 20 lat po tym soborze, fran­
cuski król Ludwik IX stał się szczęśliwym (i łatwowiernym) nabywcą gąbki, 
o której wspomina Jan ewangelista (J 19,29). Saski elektor Fryderyk, który 
chronił Marcina Lutra i ukrył go w zamku w Wartburgu - gdzie ten ostatni 

przetłumaczył na niemiecki Nowy Testament - miał jedną z najcenniejszych 
kolekcji relikwii w Europie. A wszystko to pomimo nawoływań Lutra, który 
ostro krytykował rozprzestrzenianie się relikwii i kultów, które te inspirowały. 
W czasach wielkiego reformatora i później chrześcijanie nadal wierzyli w rze­
komo cudowną uzdrawiającą moc takich przedmiotów i szukali przynajmniej 
kontaktu z nimi, jeśli nie mogli stać się ich właścicielami. Pragnienie to miało 
pewne oparcie w Biblii; w Dziejach Apostolskich znajdujemy zapis, że kiedy 
„nawet chusty i przepaski z jego [świętego Pawła] ciała kładziono na chorych 

[mieszkańcach Efezu] (...) choroby ustępowały" (Dz 19,12)

20

. Wynikało z te­

go, że przedmioty związane z którymś z apostołów, nie mówiąc już o samym 
Jezusie, miały niezwykłe właściwości uzdrawiające i potencjalnie ogromną 
moc duchową. 

Psychika ludzka niewiele zmieniła się do dzisiejszego dnia. W katedrze San 

Nicola w Bari, miejscu, gdzie jest pogrzebany święty Mikołaj z Myry - pier­
wowzór świętego, który przynosi dzieciom podarunki na Gwiazdkę - widzie­

liśmy ludzi sprzedających buteleczki z czymś, co wyglądało jak woda, ale mia­
ło być płynem rzekomo sączącym się z marmurowego sarkofagu świętego. 
Płynu tego - zbieranego i sprzedawanego jako cudowny dar, Santa Manna di 
San Nicola - używano jako olejku lub nawet pito go, gdyż od średniowiecza 

uchodzi za panaceum na wszelkie schorzenia. A więc dziś, tak samo jak w Efe­
zie 19 wieków temu, nadal istnieje zapotrzebowanie na takie „relikwie". 

Jak należało się spodziewać, przedmioty związane z samym Jezusem były 

znacznie bardziej cenione niż te, które kojarzono z pomniejszymi postaciami 
chrześcijaństwa, takimi jak święci czy apostołowie. Dostawcy, jak wiadomo, 
zawsze starają się zaspokoić popyt. Istniały tylko dwa sposoby, aby sprostać 
takiemu zapotrzebowaniu. Można było podzielić domniemane święte relikwie 
na miniaturowe wiórki, jak, zgodnie z zapisem Cyryla, zrobiono z Prawdzi­
wym Krzyżem. Druga metoda - ciesząca się fatalną reputacją - polegała na 
samodzielnym wytwarzaniu relikwii. Niektóre z nich, z punktu widzenia na­
szych czasów, wydają się wręcz groteskowe. Na przykład napletek Jezusa, 
który widocznie był tak poszukiwany, że do dziś zachowało się ich kilka. Mleko 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

69 

z piersi Najświętszej Marii Panny, mleczny ząb Jezusa i włos z jego brody, 
dzbany z wesela w Kanie Galilejskiej, resztki chlebów pozostałe po nakarmie­
niu pięciotysięcznego tłumu i, wywierająca największe wrażenie, łza Jezusa, 
kiedy zapłakał nad losem Jerozolimy - wszystko to można było kupić (i kupo­
wano) w wiekach średnich. Jeśli palec świętego Tomasza z Santa Croce wyda­

je się groteskowy, jak należy się ustosunkować do dwóch głów świętego Jana 

Chrzciciela lub piór ze skrzydeł archanioła Michała, pieczołowicie hołubio­
nych w innych kościołach i klasztorach? 

Ponieważ znakomita większość średniowiecznych relikwii okazuje się fal­

syfikatami, tym wnikliwiej należy badać znaczenie i pochodzenie reszty. W ko­
ściele Santa Croce in Gerusalemme tylko trzy ze zgromadzonych w Capella 
delie Reliquie relikwii można z pewną dozą prawdopodobieństwa połączyć 
z osobą świętej Heleny: gwóźdź, fragmenty krzyża i Titulus. Najbardziej nie­
zwykły jest ten ostatni, zwłaszcza, że zachował się na nim pewien napis. Ege­
ria, która pocałowała tę relikwię w Jerozolimie w Wielki Piątek w 383 roku, 
nie wątpiła, że pochodzi on z Prawdziwego Krzyża Jezusowego. Czy współ­
czesne badania dadzą jakikolwiek dowód na poparcie jej przekonania? 

Napis triumfalny 

W krajach chrześcijańskich nietrudno znaleźć kościół ze średniowiecznym 

lub współczesnym dziełem sztuki, umieszczonym nad lub za ołtarzem i przed­
stawiającym ukrzyżowanego Chrystusa. Nad jego głową zazwyczaj znajduje 
się stylizowana drewniana tablica lub tkanina z czterema wielkimi literami: 
INRI. Czasami towarzyszą im słowa: „Jezus z Nazarem, Król Żydów" lub 
łaciński tekst, z którego pochodzi powyższy skrót: Jesus Nazarenus Rex lude-
orum.

 Litery INRI nazywa się świętym monogramem, a zaczerpnięte zostały 

z Ewangelii według świętego Jana (J 19,19)- lub raczej z dokonanego przez 
świętego Hieronima łacińskiego przekładu z greckiego oryginału. Tłumacze­
nie to pochodzi z końca IV lub z początku V wieku. 

Monogram INRI nie wzbudza dzisiaj szczególnego zainteresowania, ale nie­

gdyś odgrywał bardzo ważną rolę w obrzędach kościelnych

21

. W średniowiecz­

nym Salisbury (Sarum) modlitwa o ochronę przed piorunami brzmiała tak: 
„Jezus z Nazareta, Król Żydów - Chrystus zwycięża, oby Chrystus panował, 
oby Chrystus nas bronił i oby nas uchronił od wszystkich piorunów, burz 
i wszelkiego złego. Amen. Oto Krzyż Pana, uciekajcie wrogowie: lew Judy, 
potomek Dawida, zwycięża". To, że takie wierzenie powstało w Anglii, samo 
w sobie nie jest niczym zaskakującym. Wiele fragmentów świętego krzyża tra­
fiło za Kanał La Manche, a wśród nich cząstka Vera Crux podarowana królowi 
Alfredowi przez papieża Marynusa w roku 884. Ów pochodzący z Toskanii 
papież lubił Anglosasów i zwolnił ich kwatery w Rzymie, Schola Saxonum, 

background image

70 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

z podatku. Jego dar bez wątpienia był szczerym wyrazem jego anglofilii. Ist­
nieje mnóstwo wzmianek o znaczeniu cennych przedmiotów dla wiary Angli­
ków. Tomasz Cromwell, wielki protestancki minister Henryka VIII, otrzymał 
meldunki od komisarzy królewskich, że w Bury St. Edmunds znajdowały się 
„kawałki krzyża świętego, [tak liczne, że] można z nich zrobić cały krzyż". 

Bardzo możliwe, że „napis triumfalny", wspomniany w Horae z Sarum, czyli 

Titulus, o którym piszą wszyscy czterej ewangeliści, najprawdopodobniej ist­
niał w jakiejś postaci. Już sam fakt, że wymieniono go we wszystkich ewange­
liach, jest przekonywający. W dodatku, jak już udowodniliśmy, taka praktyka 
była powszechnie stosowana podczas egzekucji w państwie rzymskim

22

. Świę­

ty Jan odnotował, że napis ten zdjęto z krzyża wraz z ciałem Jezusa, gdy Józef 
z Arymatei otrzymał na to pozwolenie od Piłata (J 19,38)

23

. Józef z Arymatei 

i jego pomocnicy musieli działać szybko, ponieważ zbliżał się szabat (J 19,31) 
i należało skończyć wszelką pracę, łącznie z pogrzebem, przed zachodem słoń­
ca. Jest bardzo prawdopodobne, że pozostawiono na miejscu pionową belkę 
krzyża. Wykorzystywano ją wielokrotnie, tak więc niedługo inny skazaniec 
miał konać w męczarniach na tym samym słupie, z własnym titulusem opisu­

jącym zbrodnię, za którą go ukrzyżowano. 

Ewangelie nie opisują szczegółowo dalszych losów napisu z krzyża Jezusa. 

Pozostawienie go na krzyżu nie miałoby sensu. Czy zrzucili go rzymscy opraw­
cy? Czy zabrano Titulus, aby pogrzebać go z Jezusem? A może zachował go 
dla potomności Józef z Arymatei lub inny wyznawca? Całkowitą pewność 
mamy tylko co do faktu, że Titulus nie został wymieniony w spisie przedmio­
tów, które zobaczyli święty Piotr (Łk 24,12) i „uczeń, którego Jezus kochał" 
(J 20,2-8), gdy zajrzeli do pustego grobu. Oczywiście, nie znaczy to, że ów 
napis został zniszczony. Całun, jedyny przedmiot wymieniony w ewangeliach, 
wyróżniono w konkretnym celu - Jezus pozostawił za sobą ziemski żywot, 
odrzucając nawet płótna grzebalne. Krótko mówiąc, inne przedmioty mogły 
znajdować się w grobie, ale autorzy ewangelii o nich nie wspomnieli. W każ­
dym razie żaden z tekstów spisanych pomiędzy ewangeliami a relacją Egerii, 

powstałą 350 lat później, nie wspomina o Titulusie. W międzyczasie, mniej 
więcej wtedy, gdy Egeria pisała swoje wspomnienia, w opowieściach o wyko­
paliskach Heleny zaczęto jawnie wspominać o Titulusie. Czy istnieje chociaż 
cień nadziei, że to, co znaleźli „archeolodzy" z czasów Konstantyna, to ta sama 
tablica, którą dla szyderstwa ozdobiono krzyż Chrystusa? 

Jak się przekonaliśmy w ostatnim rozdziale, kilku z pierwszych historyków 

wczesnego Kościoła, poczynając od ostrożnego Ambrożego z Mediolanu, pod­
kreśliło, że znaleziono wtedy trzy krzyże. Ich liczba i fakt, że znajdowały się 
blisko siebie, wywołały zrozumiałe podniecenie - biskup Makrynus musiał 
poczuć wielką ulgę, wiedząc, że w końcu zaspokoił oczekiwania cesarzowej 
Heleny i zdobył chwałę dla biskupstwa jerozolimskiego. Ale dlaczego odkryto 
tylko trzy krzyże, a nie tuziny belek w różnych stadiach rozkładu? 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

71 

Możliwe, że drewno było rzadkością w okolicach Jerozolimy i pionową bel­

ką wielokrotnie wykorzystywano do krzyżowania skazańców. Co więcej, w ta­
kim klimacie mocne belki mogą łatwo przetrwać dziesiątki lat, jeśli nie wieki. 
Odkryte przez archeologów drewniane tabliczki z Vindolandy z I wieku n.e. 
zachowały się w tak dobrym stanie, iż można było odczytać ich treść (patrz 
niżej), a wiekowe drewniane kościoły z Norwegii są tego doskonałym przy­
kładem. Na pewno ukrzyżowano wielu skazańców na tym konkretnym krzyżu 
przed Jezusem - który, trzeba tu przypomnieć, dźwigał tylko poprzeczną belkę 
z pretorium Piłata na miejsce kaźni - i może wielu po nim. Jak dziś możemy 
zobaczyć we wnętrzu kościoła Grobu Pańskiego, na szczycie Golgoty nie było 
dużo miejsca. Innymi słowy, jest całkiem możliwe, że trzy pionowe słupy, 
łącznie z tym, na którym ukrzyżowano Jezusa, pozostały na tej skale przez 
wiele lat jako ponure świadectwo bezlitosnego prawa państwa rzymskiego, 
tak samo jak szubienice w późniejszych wiekach. 

Wiadomo jednak, że Golgota nie została długo miejscem kaźni. Niektórzy 

uczeni wysunęli przypuszczenie, że Rzymianie, zdenerwowani nagłym znik­
nięciem ciała ukrzyżowanego mężczyzny z grobu, porzucili to wzgórze z za­
bobonnego lęku. Są to jednak tylko domysły. W istocie powód tej zmiany mógł 
być znacznie bardziej praktyczny. W latach 41-42, jak już wspomnieliśmy, 
zmieniono przebieg fortyfikacji Jerozolimy, gdyż Herod Agryppa powiększył 
terytorium miasta

24

. Golgota znalazła się wtedy nie tuż za murami, lecz w ob­

rębie Jerozolimy. Zwyczaj nakazywał, aby egzekucji publicznych nie wyko­
nywać na terenie miasta, lecz na dogodnym miejscu extra muros. A zatem 

jakieś 11 lat po śmierci Jezusa nie dokonywano już egzekucji na Golgocie 

i wysuszone, zakrwawione słupy na jej szczycie nagle stały się zbędne. Przy­

puszczalnie przewrócono je i wrzucono do jakiejś starej cysterny, gdzie - jak 

się zakłada - znaleźli je ludzie Heleny. 

Nie wyjaśnia to wszakże losów samego Titulusu. Dwóch spośród kronika­

rzy, którzy wspominają o napisie z krzyża Jezusa, stwierdza wyraźnie, że zo­
stał znaleziony wraz z Prawdziwym Krzyżem i że to właśnie on potwierdził 

jego autentyczność

25

. Trzecia opowieść, która powstała w Konstantynopolu, 

potwierdza odkrycie Titulusu wraz z trzema krzyżami, ale zdaje się impliko­
wać, iż nie był przytwierdzony do żadnego z nich

26

. Stąd potrzeba dodatkowej, 

cudownej identyfikacji, którą odnotowali Teodoret z Cyrrhus i Rufin z Akwi-
lei

27

. Lecz, jak już powiedzieliśmy, Titulus musiano usunąć po ukrzyżowaniu 

Jezusa. Pozostawienie go na krzyżu byłoby nonsensowne. 

Jedynym wczesnym historykiem, który, jak się zdaje, uświadomił sobie tę 

sprzeczność i chciał ją usunąć, był Jan Chryzostom zwany Złotoustym. Miał 
on wielu wpływowych wrogów, a szczytem jego kariery był urząd biskupa 
Konstantynopola, wschodniej stolicy cesarstwa. W jednej ze swych wielkich 
prac, która dotyczyła interpretacji Pisma Świętego, 85 z 88 homilii o Ewange­
lii według świętego Jana, napisanej około 398 roku, wyjaśniał: 

background image

72 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Drzewo [krzyża] mogło zniknąć ludziom z oczu. Nikt nie usiłował go zachować, 

przede wszystkim ze strachu, ale również dlatego, że w owym czasie byli oni zajęci 

innymi, pilniejszymi sprawami. Później jednak zaczęli go szukać i, gdy - wedle 
wszelkiego prawdopodobieństwa - znaleźli, trzy krzyże były w jednym miejscu. 
Dlatego musieli przedsięwziąć środki ostrożności, żeby wskazać ten, który należał 
do Pana - po pierwsze dlatego, że znajdował się w środku, a po drugie, byłoby to 
oczywiste dla wszystkich z powodu Titulusu, gdyż krzyże dwóch łotrów nie miały 

napisów

2 8

Jest to osobliwe i zadziwiające rozumowanie, warte przeanalizowania. 
Po pierwsze, Jan Chryzostom stwierdza, że wyznawcy Jezusa nie próbowali 

zachować krzyża i że mieli pilniejsze sprawy do załatwienia. Może to wydać 
się absurdalne, ale w istocie należy potraktować jego słowa poważnie. Ponie­
waż krzyże prawdopodobnie zostały przewrócone dopiero w latach 41^12 lub 
niedługo później, aż do tego czasu wyznawcy Jezusa nie musieli ani nie mieli 
okazji troszczyć się o nie w szczególny sposób. Krzyże stały na wzgórzu, wi­
doczne dla wszystkich. Potem, jak już wiemy, rozszerzono terytorium miasta 
i Golgota przestała być miejscem kaźni. Jan Chryzostom całkiem słusznie 
wspominał, że miejscowi chrześcijanie byli w tym czasie „zajęci innymi, pil­
niejszymi sprawami". 

Były to trudne, niespokojne czasy dla młodej gminy chrześcijańskiej w Jero­

zolimie. Wasal Rzymu, król Herod Agryppa I, postanowił przypodobać się 
żydowskim hierarchom w Jerozolimie, skazując na śmierć Jakuba, brata Jana. 
A ponieważ to posunięcie spotkało się z aplauzem, niedługo potem uwięził Pio­
tra, przywódcę chrześcijan

29

. Piotr zdołał zbiec z więzienia i przekazać władzę 

Jakubowi, bratu Jezusa. Uciekł z Jerozolimy prawdopodobnie do Rzymu

30

. Ja­

kub był zdolnym i wymagającym administratorem - przyznali to nawet ci, któ­
rzy później przedkładali strategię świętego Pawła nad obraną przez „brata Pań­

skiego" (Ga 1,19). Lecz cała struktura władzy i organizacji wewnętrznej 

wspólnoty chrześcijańskiej zmieniła się dosłownie z dnia na dzień. Niektórzy 
mogli uważać, że sama przyszłość chrześcijan jerozolimskich była zagrożona po 
odejściu apostoła, którego Jezus nazwał swoją „opoką". I czy samemu Jakubo­
wi nie groziły prześladowania ze strony Heroda Agryppy? Takie to właśnie były 
te pilniejsze sprawy, o których wspomniał Jan Chryzostom 300 lat później. 

Lecz choć jerozolimskich chrześcijan dręczyły obawy o przyszłość, na pew­

no dobrze wiedzieli o przebudowie murów miejskich i bardzo się tym niepo­
koili. Musieli obserwować pracę budowniczych i usunięcie krzyży. Być może, 

jak twierdził Jan Chryzostom, postanowili uchronić najświętszy artefakt ich 

wiary i zachować go dla potomności. Gdy sytuacja ich wspólnoty uległa po­
prawie, szukali krzyży i znaleźli je tam, gdzie, jak widzieli, wrzucili je Rzy­
mianie. Zaznaczyli też jeden z nich, środkowy, przechowanym Titulusem. 

Możemy nawet dokładnie osadzić w czasie te wydarzenia. Życie wspólnoty 

chrześcijańskiej w Jerozolimie - którą niemal w całości zamieszkiwali Żydzi -

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

73 

nie należało do łatwych jeszcze przez kilka lat po ucieczce Piotra. W 62 roku 
Jakub, brat Jezusa, został bezprawnie stracony przez sanhedryn. W cztery lata 
później żydowscy radykałowie wszczęli bunt przeciw Rzymianom, a żydow­
scy chrześcijanie nie chcieli brać w nim udziału. Dla uniknięcia represji - jak 
to już powiedzieliśmy w ostatnim rozdziale - jerozolimscy wyznawcy Chry­
stusa uciekli do Pełli za Jordanem. Po zdławieniu powstania Żydom nie po­
zwolono mieszkać w Jerozolimie, wyjątek zrobiono jedynie dla chrześcijan 
żydowskiego pochodzenia, którzy nie przyłączyli się do rebeliantów. Pozwo­
lono im wrócić do Jerozolimy, do ich poprzedniej siedziby na wzgórzu zwa­
nym dzisiaj Mount Sion. Zaczęli odbudowywać swoje domy, wznosić synago-
gę-kościół i przeprowadzili reorganizację gminy. Większość uczonych datuje 
te wydarzenia na połowę i koniec lat 70.1 wieku n.e.

31

 Wtedy chrześcijańska 

wspólnota, która przetrwała, nabrała sił i zaczęła patrzeć w przyszłość, mogła 
odszukać bezcenne krzyże. Rzymianie, pozwoliwszy im wrócić, nie mieli 
szczególnych powodów, żeby im przeszkadzać; żydowskie władze, które mog­
łyby im zaszkodzić, już nie były w stanie tego uczynić. 

Co się działo z Titulusem między śmiercią Jezusa a domniemanym odkry­

ciem krzyży? Jan Chryzostom jasno - i logicznie - wyjaśnia, że nie mógł znaj­
dować się już na pionowej belce krzyża, kiedy Rzymianie przewrócili go w la­
tach 41^*2. Zauważa też dalej, że „krzyże łotrów nie miały napisów". Tego też 
należało się spodziewać. Tamte titulusy, informujące świadków o zbrodniach 
ukrzyżowanych mężczyzn, usunięto wraz ze zwłokami, robiąc miejsce dla na­
stępnych skazańców i kolejnych spisów zbrodni. Tym bardziej prawdopodob­
na jest hipoteza, że Titulus z krzyża Jezusa usunięto wraz z jego ciałem i że 
zabrał go Józef z Arymatei lub jakiś inny zaufany wyznawca. Następnie napis 
ten miałby zostać pogrzebany wraz z ciałem Jezusa i, zgodnie ze zwyczajem, 
oddany jednemu z jego krewnych, najprawdopodobniej matce, po odkryciu 

pustego grobu. 

Łatwo się zapomina, że rodzina Jezusa żyła we wspólnocie jerozolimskiej 

przez wiele lat po jego śmierci i wszyscy wiedzieli o łączącym ich pokrewień­
stwie. Ta dumna dynastia z pewnością ceniłaby tak wspaniałe dziedzictwo, jak 
Titulus; niektórzy uczeni nazwali to nawet czymś w rodzaju kalifatu, zazdroś­
nie strzegącego spuścizny po założycielu ich religii. Drugim przywódcą Ko­
ścioła jerozolimskiego po Piotrze był Jakub, który choć na początku nie nale­
żał do wyznawców Jezusa, był jego bratem - wydaje się, że ten argument 
wystarczył, żeby później na przywódcę wybrano właśnie jego, a nie jednego 
z pierwszych apostołów, którzy pozostali w Jerozolimie po samobójstwie Ju­
dasza i wyjeździe Piotra

32

. Podobny zaszczyt przypadł rodzinie Kleopasa, któ­

rego Hegesippos (Hegezyp) nazywa wujem Jezusa

33

. Syn Kleopasa, Symeon, 

którego źródła określają jako „kuzyna Zbawiciela", został trzecim przywódcą 
gminy jerozolimskiej i następcą Jakuba, z którym był spokrewniony

34

. Inny­

mi słowy, to Symeon Bar Kleopas kontynuował rodzinną tradycję podczas 

background image

74 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

niebezpiecznych lat po śmierci Jakuba i wygnania w Pełli. Hegezyp - i Euze­
biusz, który go cytuje - zdaje się sugerować, że Symeon Bar Kleopas został 
zatwierdzony lub ponownie wybrany na to stanowisko po powrocie uciekinie­
rów do Jerozolimy. W takim razie to on stanął przed zadaniem zorganizowania 
poszukiwań i identyfikacji Prawdziwego Krzyża. Najbardziej prawdopodob­
ne wydaje się, że to właśnie jemu jako przywódcy z rodu Jezusa przekazano 
by Titulus nie tylko jako świętą relikwię, lecz także cenne rodzinne dziedzic­
two. Krótko mówiąc, Symeon miałby prawo - dynastyczne, religijne i włas­
ności - do umieszczenia Titulusu obok Prawdziwego Krzyża, kiedy stało się 
to możliwe po roku 73-74 n.e. 

Wydaje się, że pielgrzymi zaczęli licznie przybywać na Golgotę. W każdym 

razie na to wskazywałaby niezwykła decyzja cesarza Hadriana, który chciał 
uniemożliwić dostęp do tego pod każdym innym względem mało interesujące­
go miejsca na północno-zachodnim krańcu Jerozolimy. Wspaniałą świątynię 
Wenus, greckiej Afrodyty

35

, zbudowano na dawnym miejscu kaźni. Krzyże 

i Titulus stały się niedostępne dla wiernych. Ale, jak już widzieliśmy, miejsco­
wi chrześcijanie dokładnie wiedzieli, gdzie można je znaleźć, i przekazywali 
tę tradycję z pokolenia na pokolenie w oczekiwaniu na lepsze czasy. Miały 
one nadejść wraz z Konstantynem i Heleną, mniej niż 200 lat później. 

Dlatego jest możliwe ustalenie prawdopodobnej - choć nie do końca udo­

wodnionej - chronologii, która wyjaśniłaby przetrwanie Titulusu po 30 roku 
n.e., święty krzyż usunięto z Golgoty w latach 40.1 wieku n.e. Odzyskano go 
po ucieczce chrześcijan i ukryto w cysternie (zrobił to Hadrian) po 135 roku. 
A ostatecznie został odkopany przez Helenę w latach 20. IV śmiecia. Ale -
skupiwszy uwagę na Titulusie - powinniśmy zadać sobie pytanie: czy możli­
we, żeby zwykła deska mogła przetrwać tak długo, często w tak niesprzyjają­
cych warunkach? 

Dowody na poparcie tej tezy mogą być nad podziw przekonywające. Naj­

bardziej niezwykły, podobny przypadek dotyczy tabliczek z Vindolandy - a jest 
ich ponad 1900 - specjalnie przygotowanych deseczek, odkrytych w 1973 roku 
w rzymskim forcie Vindolanda, na południe od wału Hadriana, w pobliżu Mili 
w Northumberland. Datowane są w przybliżeniu na lata 85-125, a ich treścią 

jest korespondencja żołnierzy z rzymskim garnizonem i ich rodzinami lub zna­
jomymi i przyjaciółmi z innych fortów. Zawierają prywatne listy, rekomenda­

cje, rozkazy, zaproszenia na zabawy, spisy zakupów. Wydaje się, że to archi­
wum miało zostać spalone przez rzymski oddział, który przeniesiono nad 
Dunaj, podczas ostatnich porządków. Plany te pokrzyżował deszcz, gasząc 
ogień. Błoto i późniejsze warstwy ziemi zachowały te zdumiewające doku­
menty przez prawie 2000 lat. Inne odkrycia nielicznych tabliczek z korespon­
dencją, na przykład w Carlisle, pozwoliły archeologom na wysunięcie tezy, że 
deszcz, który zalał ognisko - i ludzki mocz, również odkryty na tabliczkach 
z Vindolandy - zabezpieczył znalezisko i pozwolił mu przetrwać, ale nie był 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

75 

on najważniejszym czynnikiem. „Wydaje się prawdopodobne, że wilgotne, 
pozbawione tlenu otoczenie wystarczyło do zachowania [drewna z napisami], 

podobnie jak w innych miejscach [w których odkrywano podobne znaleziska]", 
brzmi werdykt tych, którzy poddali analizie znalezisko z Vindolandy

36

. Jest to 

dokładny opis warunków, w jakich prawdopodobnie Helena odkryła Prawdzi­
wy Krzyż i Titulus - można przyjąć, że stara cysterna, która znajdowała się 
pod fundamentami zbudowanej przez Hadriana świątyni, pozostała lekko wil­
gotna i zabłocona. 

A co można powiedzieć o tablicy użytej podczas ukrzyżowania Jezusa? Wie­

my, że w zasadzie do sporządzania tego rodzaju napisów używano drewna, 
a nie papirusu

37

. Źródła z czasów cesarstwa wspominają głównie pobielone 

deski z zapisanymi na nich prawami lub nazwiskami, tak zwane alba (stąd 
wywodzi się współczesne słowo „album" jako zbiór informacji). Takiej alba, 
czyli tabula dealbata (pobielonej tablicy), używano do ogłoszenia pełnej, ak­
tualnej wiadomości, w przeciwieństwie do inskrypcji wyrytych w kamieniu 
lub w brązie, które zamierzano zachować dla potomności. Przesłanie ryto 
w drewnie, a potem drewno to bielono wapnem lub, jak opisali tę procedurę 

pewni uczeni, tynkowano

38

. Litery były kolorowe, zazwyczaj czerwone lub 

czarne. Kiedy Wespazjan, cesarz, który pozowolił wspólnocie żydowskich 
chrześcijan powrócić do Jerozolimy w latach 73-74 n.e., wydał edykt potwier­
dzający przywileje przyznane lekarzom, wystawiono go na widok publiczny 
w Rzymie na takiej właśnie tabula dealbata

39

Według słów pewnego naukowca, który zbadał ocalały materiał: „Edykty, 

które zazwyczaj zawierały rozkazy mające obowiązywać krótki czas, zwykle 
publikowano na tabulae dealbatae

,,Ą0

.

 Dokładnie w takich okolicznościach 

Poncjusz Piłat podyktował i upublicznił Titulus Jezusa i titulusy każdej z po­
zostałych ofiar, skazanych na ukrzyżowanie. Źródła pisane potwierdzają, że 
Rzymianie na pewno używali titulusów do ogłoszenia zbrodni popełnionych 
przez skazańców podczas panowania Oktawiana, pierwszego cesarza Rzymu. 
Pewna relacja (o skazanym na ukrzyżowanie niewolniku, którego przeprowa­
dzono przez Forum w Rzymie, a potem zaprowadzono na miejsce kaźni), napi­
sana jest po grecku. Zdumiewa fakt, że jej autor, historyk Kasjusz Dion, używa 
tego samego terminu prawniczego dla wyrażenia „powodu kary" i „zbrodni", co 
święty Marek i święty Mateusz w opisach Titulusu Jezusa

41

. Należy też podkre­

ślić, że w analogicznym miejscu swojej ewangelii święty Jan posługuje się tech­
nicznym łacińskim określeniem, oczywiście w greckiej pisowni

42

Umieszczanie opisu zbrodni nad ukrzyżowanym było czymś więcej niż rytu­

alnym poniżeniem, chociaż naturalnie odgrywało również i tę rolę. Takie na­
pisy miały poinformować widzów o okropności popełnionej zbrodni i służyć 

jako czynnik odstraszający. Rzymski retor Kwintylian (ok. 35-ok. 95 n.e.), 

współczesny pokoleniu Nowego Testamentu, zalecał nawet, żeby egzekucji 
ukrzyżowania dokonywać publicznie z tego właśnie powodu; święty Jan zaś 

background image

76 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

mówi nam, że taki właśnie los spotkał Jezusa

43

. Titulus nie mógł być tak wiel­

ki, jak sądowa lub mająca podobne zastosowanie tablica ogłoszeniowa. Mu­
siał mieć dostatecznie duże rozmiary, aby widzowie mogli przeczytać napis, 
lecz zarazem być tak mały, żeby dało się go przymocować do krzyża. Mógł 
zostać przybity lub przywiązany do belki nad głową ukrzyżowanego. Niektóre 
relacje o rzymskich tituli wspominają, że tablicę niosła jakaś osoba idąca przed 
skazańcem

44

 albo zawieszano mu ją na szyi

45

. W przypadku Jezusa wydaje się 

prawdopodobne, że Titulus powieszono mu na szyi lub niósł go Szymon z Cy­
reny. W końcu przymocowano tablicę do krzyża

46

. W źródłach pisanych nie 

ma żadnych informacji o wielkości tituli i chociaż z tego okresu zachowały się 
liczne teksty na drewnie, żaden z nich nie pełnił tej szczególnej funkcji. Dlate­
go fragment z kościoła Santa Croce jest więc jedyny sui generis: ma 25,3 cen­
tymetrów szerokości i 14 centymetrów długości, co oznacza, że przybliżone 
wymiary zrekonstruowanego titulusu z kompletnym tekstem wynosiłyby 60 
na 21 centymetrów. 

Powinniśmy oczekiwać, że na Titulusie Jezusa przeczytamy opis jego rzeko­

mej zbrodni, podany zwięźle i jednoznacznie. Trzy z czterech ewangelii po­
dają taką właśnie treść napisu. Czwarta, autorstwa świętego Jana, dodaje imię 
skazańca. Podejmijmy więc wątek z poprzedniego rozdziału, zbadajmy treść 
napisu podaną w ewangeliach i porównajmy ją ze słowami widniejącymi na 
kawałku drewna z Santa Croce. Pytanie, na które musimy odpowiedzieć, brzmi: 
czy napis na Titulusie jest identyczny z podanym przez któregoś z ewangeli­
stów, czy - co byłoby ciekawe - stanowi zupełnie nową, piątą wersję? 

Wszystkie cztery relacje zawarte w ewangelii podają nam tekst z Titulusu 

po grecku, nie informując jednak, czy właśnie w tym języku sporządzono ory­
ginalny napis. Ewangeliści po prostu odnotowują zawartość przesłania podyk­
towanego przez Piłata i, ponieważ spisali ewangelie po grecku, w tym samym 

języku przekazali tekst z Titulusu Jezusa. Mimo to jeden z nich podkreśla, że 

napis sporządzono w trzech językach - po hebrajsku, po łacinie i po grecku 
(J 19,20). Jedynym językiem, jakiego moglibyśmy się spodziewać, jest łaci­
na - ukrzyżowanie Jezusa leżało w gestii rzymskiej administracji, która posłu­
giwała się językiem państwowym nawet w tak dalekiej prowincji. O tym, że 
Piłat niezmiennie używał łaciny w mniej lub bardziej oficjalnych napisach, 
dowiadujemy się z jednej z inskrypcji, w której dedykuje on cesarzowi Tybe-
riuszowi świątynię w Caesarea Maritima

47

. Duży fragment tej inskrypcji od­

kryto w 1961 roku - wiemy, że w starożytności użyto go powtórnie do budo­
wy kamiennych stopni późnorzymskiego teatru - a słynie ona z tego, że jako 

jedyna zawiera imię Piłata i jego rangę: praefectus, a nieprocurator, jak błęd­

nie podaje Tacyt

48

. Inskrypcja ta rzeczywiście napisana została w ojczystym 

języku Piłata. 

Niemniej jednak, z rzymskiego punktu widzenia, Jezus został ukrzyżowany 

jako niebezpieczny Żyd, pretendent do tronu królewskiego i chciały się go 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

77 

pozbyć również władze żydowskie. Dlatego wydaje się sensowne, że na Titu­
lusie umieszczono też napis po hebrajsku, w oficjalnym języku Żydów. W ten 
sposób Piłat nie tylko miał pewność, że więcej ludzi zrozumiało jego przesła­
nie, ale też zaznaczył, że ten problem nie jest sprawą Rzymu

49

. Nic więc dziw­

nego, że Piłat polecił też przetłumaczyć napis na grecki, aby „zbrodnia" Jezu­
sa była opisana we wszystkich językach używanych w jego prowincji. Rzadko 
pamięta się o tym, że Judea była wielojęzycznym, wielokulturowym krajem, 
a język grecki odgrywał rolę esperanta lub lingua franca, gdyż jej mieszkańcy 
rozumieli go i posługiwali się nim ponad podziałami etnicznymi i religijnymi. 
Przypomnijmy sobie kamienne słupy wzniesione w Świątyni jerozolimskiej, 
zabraniające nie-Żydom pod karą śmierci dalszego wstępu do tego sanktu­
arium; znaleziono dwie kopie i obie inskrypcje są w języku greckim. Byłoby 
więc nielogiczne, gdyby przetłumaczono napis na Titulusie Jezusa tylko na 
hebrajski, pomijając język Hellenów

50

Dlatego relacja świętego Jana jest całkiem przekonywająca. Warto też odnoto­

wać, że święty Łukasz również opisał tablicę z napisem w trzech językach. Sta­
nowisko ortodoksyjnych naukowców - mające swoje odbicie w standardowych 
wydaniach greckiej wersji Nowego Testamentu i we współczesnych przekła­
dach -jest takie, że ten ustęp Ewangelii według świętego Łukasza stanowi późną 
interpolację, którą powinno się uwzględnić w aparacie krytycznym tekstu lub 
w przypisach. Ale czy to właściwy pogląd? Święty Jan wymienia trzy języki, 
w jakich spisano Titulus, w następującej kolejności: hebrajski, łaciński i grecki. 
Znajdziemy to w oryginalnym, niepoprawionym tekście manuskryptu znanego 

jako Codex Sinaiticus, który powstał w latach 30. lub 40. IV wieku. Drugi waż­

ny tekst to pochodzący z V stulecia Codex Alexandrinus - tak jak poprzedni, 
udostępniony w Brytyjskiej Bibliotece Świętego Pankracego - w nim również 
znajdziemy dłuższą wersję omawianego fragmentu ewangelii. Inne bardzo wcze­
sne księgi i dwie najważniejsze „rodziny" spisanych minuskułąmanuskryptów -
znane jako f i f

3

 — także mówiąo trzech językach. Podobnie rzecz się ma z grupą 

rękopisów z tekstem Nowego Testamentu, znanych jako Textus Maioritatis 
(Tekst Większości). Powstały one w Bizancjum i były rezultatem prac teologów, 
którzy chcieli stworzyć dostępną na terenie całego cesarstwa grecką wersję ewan­
gelii

51

. Manuskrypty, których w 1516 roku użył Erazm z Rotterdamu do pierw­

szego drukowanego wydania Nowego Testamentu w języku greckim, należały 
do minuskułów i Textus Maioritatis. Z kolei William Tyndale oraz tłumacz Bi­
blii króla Jakuba

 z roku 1611 oparli się właśnie na tekście wydanym przez Era­

zma. W konsekwencji włączyli oni do swoich tłumaczeń dłuższy fragment Ewan­
gelii według świętego Łukasza (Łk 23,38). Nie zrobili jednak tego zupełnie 
bezmyślnie. Tyndale był świetnym filologiem i z radością nie szedł śladem Era­
zma tam, gdzie przypuszczał, że ten ostatni podjął błędną decyzję. Lecz w przy­
padku wspomnianego wyżej ustępu Ewangelii według świętego Łukasza, zaak­
ceptował taki grecki tekst, jaki znalazł. Stąd czytelnicy Biblii króla Jakuba nadal 

background image

78 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

znajdą niezmienioną wersję tego ustępu. I każdy, kto zna Księgę wspólnej mo­
dlitwy*,

 rozpozna ten dłuższy fragment w czytaniu ewangelii na Wielki Czwar­

tek: „Był także nad Nim napis (w języku greckim, łacińskim i herbajskim) »TO 
JEST KRÓL ŻYDOWSKI«". 

Dzisiaj zaufanie do minuskułów i Textus Maioritatis ustąpiło miejsca scep­

tycyzmowi. Co więcej, wzmianka o trzech językach w Ewangelii według świę­
tego Łukasza czyni tekst dłuższym, a to współcześni uczeni uważają za złe -
w oparciu o wątpliwą przesłankę, że w razie wątpliwości krótszy tekst musi 
być lepszy (to znaczy mniej upiększony) niż dłuższy. To prawda, że krótsza 
wersja ustępu 23,38 z Ewangelii według świętego Łukasza zachowała się w pa­
pirusie P75, została dopisana przez korektora w rękopisie znanym jako Codex 
Sinaiticus,

 zawierają ją również Codex Vaticanus oraz nieliczne inne manu­

skrypty. Mimo to zawartego w tym manuskrypcie dowodu nie można uznać za 

rozstrzygnięty. Chyba że się przyjmie założenie - czego nie wolno zrobić - że 
na papirusie zawsze jest najlepsza z możliwych wersja tekstu, w przeciwień­

stwie do innych nośników informacji. Poza tym istnieje równie wiele argu­

mentów na poparcie dłuższego wariantu. 

Bez względu na rezultat dalszych badań filologicznych jedno jest pewne -

przez kilka pierwszych stuleci, co najmniej do połowy IV wieku, w Kościele 
była rozpowszechniona ta wersja Ewangelii według świętego Łukasza, która 
zawierała informację o Titulusie spisanym w trzech językach w następującej 
kolejności: greckim, łacińskim i hebrajskim. Różniła się ona od zapisanego 
przez świętego Jana porządku: hebrajski, łaciński, grecki. Wynika stąd, że dłuż­
szy tekst w Ewangelii według świętego Łukasza nie mógł zostać skopiowany 
z ewangelii Janowej. Ani też, jeśli na chwilę założymy, że pierwotny manu­
skrypt relacji świętego Łukasza zawierał te słowa, Jan nie mógłby przepisać ich 
ze zwoju swego „kolegi". Cokolwiek jeszcze można powiedzieć o tych dwóch 
relacjach, jasne jest, iż powstały one niezależnie od siebie. I dla filologa to właś­
nie jest jednym z najbardziej przekonywających dowodów na autentyczność tego 
dłuższego fragmentu u świętego Łukasza, mówiącego o trzech językach Titulu­
su. Albowiem każdy, kto chciałby, dla kaprysu, dodać do tekstu świętego Łuka­
sza to, co napisał już autor Apokalipsy, nie zaryzykowałby tak wyraźnej zmiany 
kolejności języków na tablicy objaśniającej „zbrodnię" Jezusa

52

Jeśli chodzi o Ewangelię według świętego Jana, relacja o trójjęzycznym na­

pisie występuje we wszystkich papirusach, kodeksach i minuskułach zawierają­
cych ten ustęp. Mimo to okazuje się, że ustęp ten jest problematyczny, co często 
pozostaje niezauważone, gdyż niekonsekwencja ukryta jest w aparacie krytycz­
nym standardowego wydania Nowego Testamentu w języku greckim i dlatego 
nie znalazła się we współczesnych przekładach. Jak już wyżej wspomnieliśmy, 

* Księga wspólnej modlitwy (Bookof Common Prayer) -

 podstawowa księga liturgiczna angli-

kanizmu i Kościołów episkopalnych Anglii, Szkocji, Irlandii i Stanów Zjednoczonych (przyp. red.). 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

79 

u świętego Jana podana jest następująca kolejność języków napisu na Titulu­

sie: hebrajski, łaciński, grecki. Inaczej rzecz się przedstawia w Księdze wspól­
nej modlitwy,

 gdzie ten fragment jest częścią czytania ewangelii na Wielki 

Piątek. Ustęp głosi, że „napis [na Titulusie] przeczytało wielu Żydów: albo­
wiem miejsce, gdzie Jezus został ukrzyżowany, znajdowało się blisko miasta 

[Jerozolimy] i [napis ten] był w języku hebrajskim, greckim i łacińskim". Tę 

kolejność podaje parę starych kodeksów, w tym wymieniony już CodexAlexan-
drinus.

 Rodzina minuskułów f i Textus Maioritatis, w którym występuje dłuż­

szy wariant wspomnianego fragmentu Ewangelii według świętego Łukasza, 
także podają taką kolejność: hebrajski, grecki, łaciński. Dlatego pojawiła się 
ona w greckiej wersji Nowego Testamentu Erazma z Rotterdamu, a dzięki nie­
mu w Biblii króla Jakuba i w Księdze Wspólnej Moditwy. Innymi słowy, przy 
porównaniu obu tekstów, dowody na prawdziwość tej kolejności języków na 
Titulusie są mniej przekonywające niż informacje o późniejszym włączeniu 
wzmianki o nich do Ewangelii według świętego Łukasza. Problem ten jednak 
istnieje i trzeba o nim wspomnieć

53

Zamieszanie powiększa jeszcze szczególny fragment rękopisu znanego jako 

Codex W z

 początku V wieku (obecnie znajduje się on w Freer Gallery of Art 

w Waszyngtonie), w którym podana jest następująca kolejność: hebrajski, łaci­
na, hebrajski. Najwidoczniej jest to błąd skryby. Jeśli jednak przyjmiemy, że 
powstał on, jak wiele podobnych pomyłek, z powodu podobieństwa wyrazów 
hebraisti

 (po hebrajsku) i hellenisti (po grecku), możemy wstępnie użyć tego 

faktu jako dodatkowego dowodu na następującą kolejność języków na Titulu­
sie: hebrajski, łaciński i grecki. Co więcej, manuskrypty z taką kolejnością są 
późniejsze. Najstarsze z nich to Codex Alexandrinus i Codex Washingtonien-

sis,

 oba z V wieku. Innymi słowy, napisano je 100 lat po odkryciu Prawdziwe­

go Krzyża i Titulusu przez Helenę. Natomiast dłuższy fragment Ewangelii 
według świętego Łukasza (Łk 23,38), z wymienionymi kolejno językami grec­
kim, łacińskim i hebrajskim, zachował się przynajmniej w jednym wcześniej­
szym źródle - Codex Sinaiticus. Manuskrypt ten pochodzi mniej więcej z tego 
samego okresu, co odkrycia Heleny, i na pewno poprzedza pierwsze wzmianki 
o Titulusie u Egerii i Ambrożego. Pozostaje pytanie: dlaczego nieliczne póź­
niejsze rękopisy zdobyły tak powszechne poparcie w całym cesarstwie rzym­
skim, że ugruntowały tradycję Textus Maioritatis w Ewangelii według święte­
go Jana (J 19,20)? Odpowiedź może być zaskakująca. Ale najpierw, po tej 
raczej technicznej dygresji, podsumujmy nasze dotychczasowe stanowisko: 

• Mamy cztery relacje w ewangeliach. Dwie z nich, świętego Marka i święte­

go Mateusza, nie wspominają o napisie w różnych językach, tylko przeka­
zują nam jego grecką wersję. Innymi słowy, po prostu objaśniają, co zawie­
rał w języku, w którym pisali swe księgi, czyli po grecku. 

• Święty Łukasz, według większości współczesnych uczonych, także nie wy­

mienia języków, w których sporządzono napis. Istniejąwszakże ważne i dość 

background image

30 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

przekonujące dowody na autentyczność wczesnego tekstu świętego Łuka­

sza, który wymienia trzy języki napisu na Titulusie w następującej kolejno­
ści: grecki, łaciński, hebrajski. 

• Święty Jan wymienia trzy języki Titulusu. Nie ma cienia wątpliwości, że 

w najwcześniejszym manuskrypcie znajdowała się następująca sekwencja: 
hebrajski, łacina, grecki; ale pewne późniejsze rękopisy podają odmienną 
kolejność: hebrajski, grecki, łacina. 

• Żadna z wersji fragmentu Ewangelii według świętego Jana (J 19,20) nie jest 

identyczna z dłuższym wersetem relacji świętego Łukasza (Łk 23,38). Te 
dwie ewangelie stanowią niezależne świadectwa. 

• Wersety świętego Marka i świętego Mateusza napisane są w sposób, który 

nie wymaga wzmianki o języku, jakiego użyto, sporządzając Titulus. Odpo­
wiedni fragment u świętego Łukasza albo jest skonstruowany w podobny 
sposób, co teksty obu ewangelistów, albo, co bardziej prawdopodobne, w rze­
czywistości wymienia trzy języki. Nie ma powodu, aby wątpić w zachowaną 
w manuskryptach relację świętego Jana, że napis na Titulusie był trójjęzycz-
ny. 

• Mimo to nie możemy mieć całkowitej pewności co do kolejności języków. 

Najbardziej prawdopodobna to: hebrajski, łaciński, grecki. Nie sposób jed­
nak wykluczyć innych: grecki, łaciński, hebrajski (u świętego Łukasza) oraz 
hebrajski, grecki, łaciński (w późnych manuskryptach Ewangelii według 

świętego Jana). 
To tyle, jeśli chodzi o kolejność języków na oryginalnym Titulusie. Treść 

tego napisu podana w ewangeliach też nie jest identyczna w relacjach różnych 
autorów Nowego Testamentu - wspomnieliśmy już o tym w rozdziale 3. Fakt 
ten jednak nie powinien być uważany za dowód, że napisu nie było. To właś­
nie niuanse między poszczególnymi ewangeliami sugerują, że są one zapisem 
prawdziwych, choć czasami niedokładnych wspomnień naocznych świadków. 
Żadna z czterech ewangelii nie została napisana w Jerozolimie, a co więcej, 
relacje świętego Łukasza i świętego Jana powstały prawdopodobnie bardzo 
daleko od Ziemi Świętej. Celem badanych przez nas ustępów było zapisanie 
z możliwą dokładnością treści Titulusu, a nie dokładny cytat słowo w słowo. 
W istocie żaden żydowski, grecki lub rzymski czytelnik nie oczekiwałby cał­
kowitej zgodności. Prawdziwa wartość tych tekstów polegała na pewnych nie­
znacznych różnicach, subtelnych przesunięciach perspektywy. Rękopisy znad 
Morza Martwego pełne są cytatów biblijnych, które uległy takim nieznacz­
nym zmianom. Później w historii żydowskiej egzegezy święty Piotr dokonuje 
podobnego zabiegu, kiedy cytuje Księgę Joela (Jl 3,1-5) w swojej przemowie 
podczas Pięćdziesiątnicy (Dz 2,14-36); święty Paweł robi to samo z Psalmem 
68 (Ps 68,19) w Liście do Efezjan (Ef 4,8). Istnieje wiele innych podobnych 

przykładów. Tak więc drobne różnice między czterema ewangeliami w opi­

sach Titulusu nie są argumentem przeciw ich autentyczności. 

background image

Złoty medalion wybity w Siscii w roku 

326-327, kiedy Konstantyn rozpoczął budowę 

pierwszego kościoła Grobu Pańskiego 

w Jerozolimie, przedstawia cesarza z oczami 

wzniesionymi ku niebu. Według jego biografa 

Euzebiusza symbolizowało to pobożność 

władcy. Ponieważ Konstantyn nie chciał urazić 

uczuć swoich niechrześcijańskich poddanych, 

większość monet nie ujawnia jego nawrócenia. 

Znamy tylko jeden przykład monety 

o bezdyskusyjnie chrześcijańskiej symbolice. 

Wybita została w 315 roku i przedstawia 

cesarza z symbolem Chi-Rho na głowie 

(British Museum). 

Współczesny posąg Heleny 

(ogłoszonej cesarzową w 325 roku), 
przedstawionej w królewskiej pozie 

w kościele Santa Croce 

in Gerusalemme. Przetrwało wiele 

monet z jej wizerunkiem, 

ale nie zachował się do naszych 

czasów ani jeden jej posąg 

(C.P. Thiede). 

background image

Tysiące pielgrzymów uważa 

znajdującą się głęboko pod 

dzisiejszym kościołem Grobu 

Pańskiego kryptę Świętej Heleny 

za miejsce odkrycia Prawdziwego 

Krzyża i Titulusu przez matkę 

Konstantyna i jej pomocników. 

Ściana skalna z prawej 

to niżej położona część zbocza 

Golgoty (C.P. Thiede). 

Pielgrzymi zostawiają kartki 

z modlitwami za szybą, 

która chroni poważnie uszkodzony fresk 

z wizerunkiem Heleny 

(C.P. Thiede). 

background image

Titulus w kościele Santa Croce in Gerusalemme w Rzymie. Chroniącą tę relikwię 

grubą szybę usuwa się tylko w wyjątkowych wypadkach. To zdjęcie zrobiono przy jednej 

z takich okazji w 1998 roku. Mimo uszkodzeń powstałych w przeszłości widać resztki 

wiersza z hebrajską wersją napisu oraz zachowane greckie i łacińskie litery 

(Michael Hesemann). 

background image

Na tyłach obecnego kościoła 

Santa Croce in Gerusalemme 

podczas prac wykopaliskowych 

odsłonięto pozostałości 

Pałacu Sessoriańskiego, 

rezydencji Heleny w Rzymie 

(CR Thiede). 

W północno-zachodniej fasadzie kościoła Santa Croce zachowały się pierwotna ściana 

z pałacowego atrium oraz mur z pierwszego kościoła zbudowanego w IV wieku 

(C.P. Thiede). 

background image

Wejście do kościoła Santa Croce 

in Gerusalemme częściowo w stylu 

romańskim (XII wiek), częściowo 

barokowym, według projektu architekta 

Dominica Gregoriniego, zbudowane 

w latach 1743-1750. W roku 1561 

kościół ten przekazano cystersom, 

którzy urządzili w nim swój klasztor 

(C.P. Thiede). 

Kościół Grobu Pańskiego w Jerozolimie i jego otoczenie. Zdjęcie zrobione z wieży 

kościoła Zbawiciela w dzielnicy Muristan (C.P. Thiede). 

background image

Tablica wystawiona w kościele Santa Croce in Gerusalemme z tradycyjną, 

lecz błędną rekonstrukcją napisu na Titulusie (C.P. Thiede). 

Kamienne wieko, które przykrywało ołowiany kufer z Titulusem, ukrytym w ścianie 
kościoła Santa Croce w latach 1140-1492. Łaciński napis głosi: TITULUS CRUCIS 

(Titulus z [Prawdziwego] Krzyża) (C.P. Thiede). 

background image

Najstarsze bezdyskusyjne wyobrażenie świętego krzyża użyte w chrześcijańskim 

kontekście. Jest to karykatura wyryta na ścianie garnizonu rzymskich kadetów, 

pochodząca z III wieku. Datowana mniej więcej na 220 rok, przedstawia ukrzyżowanego 

człowieka z oślą głową i stojącego obok młodego mężczyznę. Grecki napis głosi: 
Alexamenos sebethe theon

 (Aleksamenos czci [swego] boga). Chrześcijan często 

oskarżano, że czczą Boga z głową osła. Ten rzymski rysunek jest oczywistym dowodem 

archeologicznym, że wyznawcy Chrystusa uczynili krzyż najważniejszym symbolem 

swojej wiary - nawet publicznie - na długo przed epoką Heleny i Konstantyna 

(C.P. Thiede). 

background image

Wizerunki Konstantyna szczycącego się 

swoją wizją Chi-Rho naśladowali jego 

następcy. Na tym srebrnym medalionie 

wybitym w Siscii około 340 roku 

przedstawiony jest jego syn Konstans 

(panował w latach 337-350), który trzyma 

sztandar z Chi-Rho na Labarum. Medalion ten 

znaleziono w Kaiseraugst (Augusta Raurica) 

w Szwajcarii. Napis nazywa Konstansa 

„zwycięzcą ludów barbarzyńskich" 

(Roman Museum Augst). 

Za kościołem w Piesport (Moselle), dawnym rzymskim mieście garnizonowym, 

gdzie podczas wykopalisk natrafiono na ślady uprawy winorośli i wyrobu wina w epoce 

Konstantyna, znajduje się ten pamiątkowy sztandar, z greckim napisem z wizji cesarza -

według relacji Euzebiusza - i opisaną przez tego ostatniego formą Chi-Rho. Według 

późniejszej tradycji, Konstantyn miał widzenie w Neumagen (rzymskie Noviomagus), 

na wzgórzu ponad swoją rezydencją, gdzie zgromadził armię przed marszem na Rzym. 

Miejsce to po dziś dzień nazywane jest Wzgórzem Konstantyna (Konstantinhóhe) 

(C.P. Thiede). 

background image

Złoty medalion wybity w Siscii w roku 

326-327, kiedy Konstantyn rozpoczął budowę 

pierwszego kościoła Grobu Pańskiego 

w Jerozolimie, przedstawia cesarza z oczami 

wzniesionymi ku niebu. Według jego biografa 

Euzebiusza symbolizowało to pobożność 

władcy. Ponieważ Konstantyn nie chciał urazić 

uczuć swoich niechrześcijańskich poddanych, 

większość monet nie ujawnia jego nawrócenia. 

Znamy tylko jeden przykład monety 

o bezdyskusyjnie chrześcijańskiej symbolice. 

Wybita została w 315 roku i przedstawia 

cesarza z symbolem Chi-Rho na głowie 

(British Museum). 

Współczesny posąg Heleny 

(ogłoszonej cesarzową w 325 roku), 

przedstawionej w królewskiej pozie 

w kościele Santa Croce 

in Gerusalemme. Przetrwało wiele 

monet z jej wizerunkiem, 

ale nie zachował się do naszych 

czasów ani jeden jej posąg 

(C.P. Thiede). 

background image

Tysiące pielgrzymów uważa 

znajdującą się głęboko pod 

dzisiejszym kościołem Grobu 

Pańskiego kryptę Świętej Heleny 

za miejsce odkrycia Prawdziwego 

Krzyża i Titulusu przez matkę 

Konstantyna i jej pomocników. 

Ściana skalna z prawej 

to niżej położona część zbocza 

Golgoty (C.P. Thiede). 

Pielgrzymi zostawiają kartki 

z modlitwami za szybą, 

która chroni poważnie uszkodzony fresk 

z wizerunkiem Heleny 

(C.P. Thiede). 

background image

grubą szybę usuwa się tylko w wyjątkowych wypadkach. To zdjęcie zrobiono przy jednej 

z takich okazji w 1998 roku. Mimo uszkodzeń powstałych w przeszłości widać resztki 

wiersza z hebrajską wersją napisu oraz zachowane greckie i łacińskie litery 

(Michael Hesemann). 

background image

W północno-zachodniej fasadzie kościoła Santa Croce zachowały się pierwotna ściana 

z pałacowego atrium oraz mur z pierwszego kościoła zbudowanego w IV wieku 

( C R Thiede). 

Na tyłach obecnego kościoła 

Santa Croce in Gerusalemme 

podczas prac wykopaliskowych 

odsłonięto pozostałości 

Pałacu Sessoriańskiego, 

rezydencji Heleny w Rzymie 

(CR Thiede). 

background image

Wejście do kościoła Santa Croce 

in Gerusalemme częściowo w stylu 

romańskim (XII wiek), częściowo 

barokowym, według projektu architekta 

Dominica Gregoriniego, zbudowane 

w latach 1743-1750. W roku 1561 

kościół ten przekazano cystersom, 

którzy urządzili w nim swój klasztor 

(C.P. Thiede). 

Kościół Grobu Pańskiego w Jerozolimie i jego otoczenie. Zdjęcie zrobione z wieży 

kościoła Zbawiciela w dzielnicy Muristan (C.P. Thiede). 

background image

Tablica wystawiona w kościele Santa Croce in Gerusalemme z tradycyjną, 

lecz błędną rekonstrukcją napisu na Titulusie (C.P. Thiede). 

Kamienne wieko, które przykrywało ołowiany kufer z Titulusem, ukrytym w ścianie 
kościoła Santa Croce w latach 1140-1492. Łaciński napis głosi:
 TITULUS CRUCIS 

(Titulus z [Prawdziwego] Krzyża) (C.P. Thiede). 

background image

Najstarsze bezdyskusyjne wyobrażenie świętego krzyża użyte w chrześcijańskim 

kontekście. Jest to karykatura wyryta na ścianie garnizonu rzymskich kadetów, 

pochodząca z III wieku. Datowana mniej więcej na 220 rok, przedstawia ukrzyżowanego 

człowieka z oślą głową i stojącego obok młodego mężczyznę. Grecki napis głosi: 
Alexamenos sebethe theon

 (Aleksamenos czci [swego] boga). Chrześcijan często 

oskarżano, że czczą Boga z głową osła. Ten rzymski rysunek jest oczywistym dowodem 

archeologicznym, że wyznawcy Chrystusa uczynili krzyż najważniejszym symbolem 

swojej wiary - nawet publicznie - na długo przed epoką Heleny i Konstantyna 

(C.P. Thiede). 

background image

Wizerunki Konstantyna szczycącego się 

swoją wizją Chi-Rho naśladowali jego 

następcy. Na tym srebrnym medalionie 

wybitym w Siscii około 340 roku 

przedstawiony jest jego syn Konstans 

(panował w latach 337-350), który trzyma 

sztandar z Chi-Rho na Labarum. Medalion ten 

znaleziono w Kaiseraugst (Augusta Raurica) 

w Szwajcarii. Napis nazywa Konstansa 

„zwycięzcą ludów barbarzyńskich" 

(Roman Museum Augst). 

Za kościołem w Piesport (Moselle), dawnym rzymskim mieście garnizonowym, 

gdzie podczas wykopalisk natrafiono na ślady uprawy winorośli i wyrobu wina w epoce 

Konstantyna, znajduje się ten pamiątkowy sztandar, z greckim napisem z wizji cesarza -

według relacji Euzebiusza - i opisaną przez tego ostatniego formą Chi-Rho. Według 

późniejszej tradycji, Konstantyn miał widzenie w Neumagen (rzymskie Noviomagus), 

na wzgórzu ponad swoją rezydencją, gdzie zgromadził armię przed marszem na Rzym. 

Miejsce to po dziś dzień nazywane jest Wzgórzem Konstantyna (Konstantinhóhe) 

(C.P. Thiede). 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

81 

Wszystkie cztery ewangelie zgadzają się za to w jednej zasadniczej sprawie, 

a mianowicie podają, że napis na Titulusie zawierał słowa „król Żydów": 
• „król Żydów" (ho basileus ton Ioudaionn; Mk 15,26) 
• „to jest Jezus, król Żydów" (houtos estin Iesous ho basileus ton Ioudaión; 

Mt 27,37) 

• „to jest król Żydów" (ho basileus ton Ioudaión houtos; Łk 23,38) 
• „Jezus Nazarejczyk (= z Nazaretu), król Żydów" (Jesous ho Nazóraios ho 

basileus ton Ioudaión;

 J 19,19) 

Do tego spisu można dodać piątą wersję, najwcześniejszą relację postbiblij-

nego autora, Ambrożego z Mediolanu, który nie tylko wspomina o odnalezie­
niu Titulusu, lecz podaje informacje o samym napisie

54

. W jego relacji, spo­

rządzonej w języku łacińskim, znajdziemy taką wersję napisu: IESUS 

NAZARENUS REXIUDAEOR UM.

 Brzmi to jak dosłowne tłumaczenie z greki 

fragmentu Ewangelii według świętego Jana (J 19,19). Od słów tych pochodzi 
skrót INRI umieszczany na krzyżach w późniejszej sztuce chrześcijańskiej. 

To na pewno nie przypadek, że tytuł: „król żydowski" j est elementem wspól­

nym we wszystkich czterech (a nawet pięciu) relacjach, ponieważ prawo rze­
czywiście wymagało, aby napis nad ukrzyżowanym wyjaśniał aitia (grec.) lub 
causa poenae

 (łac), czyli powód kary. Z prawnego punktu widzenia Jezusa 

ukrzyżowano jako buntownika, który twierdził, że jest „królem Żydów": ry­
walem cesarza i uzurpatorem negującym prawo tego ostatniego do decydowa­
nia, kto będzie sprawował urząd królewski w prowincjach jego państwa. Bez 
tych słów żaden Titulus nad głową Jezusa nie miałby sensu. 

Rozważmy więc ponownie zaistniałą sytuację. Nie wydaje się prawdopo­

dobne, żeby Piłat wierzył - po wzięciu Jezusa w krzyżowy ogień pytań - że 

jest on prawdziwym wrogiem Rzymu, w każdym razie w jakimkolwiek zna­

czącym sensie politycznym (J 18,36-38). Władze żydowskie wywierały jed­
nak na namiestnika presję, a przynajmniej starały się wymóc zgodę na śmierć 
Jezusa zawoalowanymi groźbami. Piłat wiedział, że jeśli wieści o jego pobłaż­
liwości wobec pretendenta do tronu Judei dotarłyby do Rzymu, mógłby utra­
cić prestiżowy, zaszczytny tytuł amicus Caesaris (przyjaciel cesarza) (J 19,12). 

Rzymski historyk Swetoniusz opisuje precedens, który mógł przerazić kogoś 
takiego jak Piłat. Otóż prefekt Gajusz Korneliusz Gallus, amicus Caesaris, 
wywołał niezadowolenie cesarza Augusta z powodu nielojalności, niewdzięcz­
ności i „złośliwego języka". Gallus został ukarany poprzez renuntiatio amici-
tiae,

 utratę przyjaźni władcy. Zwolniono go ze służby w administracji pań­

stwowej, zabroniono mu wstępu do domu Augusta i pobytu w cesarskich 

prowincjach. Oskarżenia licznych wrogów i wymierzone przeciw niemu 
uchwały senatu sprawiły, że popełnił samobójstwo

55

. Żydowscy hierarchowie 

i ich poplecznicy wiedzieli więc, że przyparli Piłata do muru. Bez względu na 
to, co prefekt Judei mógł myśleć po przesłuchaniu Jezusa, twierdzenie, że jest 

background image

82 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

on „królem Żydów", mogło i zapewne zostałoby przedstawione jako obraza 
majestatu. I rzeczywiście, potęga tego zarzutu przeciw Jezusowi wyszła na 

jaw kilka lat później, podczas konfliktu w Tesalonikach, gdzie Paweł, Silas 

i miejscowy chrześcijanin o imieniu Jason głosili nową wiarę w miejscowej 
synagodze. Żydzi wpadli w taką wściekłość, że wywołali rozruchy przed do­
mem Jazona. Wykrzykiwali przy tym oskarżenia polityczne, a nie religijne: 
„Ludzie, którzy podburzają cały świat, przybyli też tutaj. Oni wszyscy wystę­

pują przeciwko rozkazom cezara, głosząc, że jest inny król, Jezus" (Dz 17,7). 
Dla tych rzekomo lojalnych żydowskich poddanych cesarza rzymskiego on 

jeden był królem Żydów. Jedna tylko osoba mogła zgodnie z prawem twier­

dzić, iż jest królem Izraela - prawdziwy Mesjasz. A Żydzi z Tesalonik, jak 
wielu ich współwyznawców obecnych przy ukrzyżowaniu Jezusa, po prostu 
nie chcieli zaakceptować faktu, że to on jest Mesjaszem

56

Inny wysunięty przeciw Jezusowi zarzut miał dalekosiężne implikacje. 

„Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród, odwodzi od płacenia 
podatków cezarowi i że siebie podaje za Mesjasza-Króla" (Łk 23,2), powie­
dzieli Żydzi Piłatowi. Namiestnik wiedział - równie dobrze jak żydowscy przy­
wódcy, gdy mu oświadczyli, że Jezus podaje się za syna Bożego - iż nie jest to 
tylko żydowskie określenie. Był to również oficjalny tytuł władcy Rzymu. 
August wprowadził ten zwyczaj, kiedy za jego namową senat rzymski ogłosił 
bogiem jego przybranego ojca, Juliusza Cezara. Od tej pory przybrał tytuł Divi 

fllus -

 syn boga. Następni cesarze kontynuowali tę praktykę, a wśród nich Ty-

beriusz, który rządził cesarstwem rzymskim w czasie ukrzyżowania Jezusa. 
Inskrypcje i napisy na monetach dostarczają wielu dowodów na to, że ten tytuł, 
po grecku i po łacinie, bardzo rozpowszechniony w owym czasie, stanowił 
część splendoru cesarza. Kiedy wysocy rangą kapłani żydowscy powiedzieli 
Piłatowi, że Jezus nazwał siebie synem Bożym i że to twierdzenie - które po­
tępiają- zasługuje na karę śmierci, wiedzieli, iż wywrze to duże wrażenie na 
rzymskim prefekcie, przyjacielu cesarza. Przywódca religijny, który uzurpo­
wał sobe dwa tytuły należne tylko cesarzowi, pod wieloma względami po­
mniejszał jego autorytet i władzę. 

Jest całkiem prawdopodobne, że Piłat próbował znaleźć jakieś wyjście z kło­

potliwej sytuacji. Chociaż przywódcy żydowscy głośno twierdzili, że są po 
stronie cesarza i cesarskich urzędników, prefekt prawdopodobnie nie miał do 
nich zaufania. W istocie jego wielka nieufność do Żydów, obszernie udoku­
mentowana przez inne, niebiblijne źródła

57

, mogła być jednym z powodów, 

dla których wahał się, czy ulec żądaniom sanhedrynu i ukrzyżować na pozór 
nieszkodliwego człowieka. To znaczy nieszkodliwego dla władzy Rzymu. 
A przecież bez wątpienia, najbezpieczniejszym posunięciem politycznym było 
skazanie Jezusa na śmierć. To, w każdym razie, możemy ustalić na podstawie 
relacji świętego Jana. Pozostałe trzy ewangelie potwierdzają tę interpretację. 
Święty Marek i święty Łukasz nie wdają się w szczegóły, święty Mateusz dodaje 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

83 

kilka elementów narracyjnych, a więc to na świętego Jana spadło zadanie prze­
kazania najpełniejszego opisu. I nie jest to zaskakujące, gdyż autor wyraźnie 
mówi, że był tam sam: „Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego 

jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli" (J 19,35). 

W jakim stopniu możemy ocenić, która z czterech ewangelii podaje wersję 

najbliższą rzeczywistej wypowiedzi Piłata? Zapis świętego Marka, najkrótszy, 
teoretycznie był wystarczający. Fakt, że Jezus rzekomo mienił się królem 
Żydów, był prawną przyczyną kary śmierci. Słowa przytoczone przez ewange­
listę były więc sednem napisu z Titulusa albo wręcz całym widniejącym tam 
tekstem. Żaden napis na titulusie nie mógł się pojawić bez wyraźnej aitia. 

Święty Mateusz dodaje trzy słowa wprowadzenia: „To jest Jezus..." (houtos 
estin Iesous..

.). Może to wynika z dobrze znanego zwyczaju tego ewangelisty, 

który rozwlekał narrację, żeby dodać swojej prozie więcej płynności i elegan­
cji. Lecz jest też całkiem możliwe, że słowa: „To jest..." były częścią orygi­
nalnego napisu. Tyle wynika z relacji Euzebiusza o męczeństwie Attalusa, jed­
nej z ofiar lokalnych prześladowań chrześcijan w Vienne i w Lyonie w roku 

177. Autor opowiada, że przeprowadzono Attalusa przez arenę i że na niesio­

nej przed nim tablicy widniał łaciński napis: „To jest Attalus, chrześcijanin", 
po grecku: houtos estin Attalos ho christianos

ss

Opowieść świętego Łukasza jest odmienna. Rozpoczyna ją aitii, czyli causa 

poenae:

 „król Żydów". A potem, niemal jakby po namyśle, ewangelista dodaje 

greckie słowo houtos, co znaczy „to ten". Sposób, w jaki rzecz ujmuje święty 
Łukasz, nie zmieniając rdzenia zarzutu, subtelnie podkreśla stosunek Piłata do 
Żydów. Spójrzcie na tego człowieka, zdaje się szyderczo sugerować, ubiczo­
wany, ukronowany cierniowym wieńcem, ukrzyżowany, w beznadziejnym sta­
nie - to ten jest waszym królem. 

Wersja świętego Jana jest najdłuższa ze wszystkich. Tak jak święty Marek, 

zaczyna on opis Titulusu od imienia Jezusa, ale zamiast poprzedzić je słowami: 
„To jest...", dodaje przydomek, który odróżniał go od setek innych mężczyzn 
noszących to samo imię we wspólnocie żydowskiej

59

. Ten Jezus był Nazorean 

(ho Nazóraios).

 Nie jest to miejsce na dyskusję o etymologicznym znaczeniu 

słowa Nazóraios lub o źródłach pisanych i archeologicznych dotyczących mia­
steczka Nazaret w czasach Jezusa. Wystarczy powiedzieć, że trzy ewangelie -
Marka, Mateusza i Łukasza - od czasu do czasu używają innej formy tego przy-
domka: Nazarenos (Nazarejczyk). I jedna, i druga forma, jeśli się pojawia w tek­
ście, zawsze łączy się z imieniem Jezusa. W późniejszych wiekach niektóre gru­
py chrześcijan i sekty chętniej nazywały siebie Nazarejczykami lub Nazoreanami 
niż Christianoi (chrześcijanami). Wykorzystały one pewien precedensowy ustęp 
w Dziejach Apostolskich, kiedy żydowski adwokat Tertullus, w imieniu arcyka­
płana Ananiasza, oskarżał świętego Pawła przed rzymskim prokuratorem w Cae-
sarea Maritima: „Dostojny Feliksie (...) stwierdziliśmy, że człowiek ten jest 
przywódcą sekty nazarejczyków, szerzy zarazę i wzbudza niepokoje wśród 

background image

S4 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

wszystkich Żydów na świecie" (Dz 24,5). Czegokolwiek żydowscy i judeo-
chrześcijańscy tłumacze mogli dopatrzyć się w hebrajskich korzeniach słowa 
Nazóraios

60

,

 w czasach Jezusa bez wątpienia odnosiło się ono do miejsca, gdzie 

się wychował, jego ojczystej osady w Galilei. Żadne z naszych najwcześniej­
szych źródeł nie pozostawia cienia wątpliwości co do tego związku i niedawno 
archeolodzy ustalili, że wówczas istniała tam spora wioska

61

. Jeżeli Piłat zamie­

rzał zidentyfikować skazanego przez siebie człowieka, zgodnie z logiką powi­
nien go nazwać Jezusem z Nazarem. 

Na pewno musiał zachować taką dokładność, kiedy przygotowywał swoje 

Acta,

 roczne sprawozdania, które każdy namiestnik prowincji był zobowiąza­

ny wysłać do Rzymu

62

. Wydaje się, że ten zwyczaj był dobrze znany, nawet 

w kręgach chrześcijan; wyraźnie pisze o tym Justyn, który zmarł w Rzymie 
około 160 roku

63

. W raportach imię skazanego na śmierć na krzyżu człowieka 

musiało być podane w zrozumiałej i jednoznacznej formie. W żydowskim na­
zewnictwie nie występowało trzyczęściowe rzymskie nazwisko - praenomen 
(imię), nomen (nazwisko lub nazwa rodu) i cognomen (przydomek rodowy lub 
charakterystyczne przezwisko). Dlatego, zgodnie z żydowską praktyką, Piłat 
po imieniu skazańca powinien podać jego miejsce pochodzenia: Jezus z Naza­
rem. Wydaje się prawdopodobne, iż użył on na Titulusie takiej samej formuły, 

jaką podał w swoim raporcie. 

Reasumując, możemy przychylić się do podanej przez świętego Jana wersji 

Titulusu, jako tej, która najlepiej odpowiada procedurze stosowanej przez 
rzymskiego namiestnika w takich okolicznościach. Tylko święty Jan wyraźnie 
stwierdza, że Piłat osobiście polecił sporządzić Titulus i że poparł to całą po­
tęgą swojego urzędu. Niektórzy kapłani żydowscy zaprotestowali przeciw po­
dyktowanej przez namiestnika treści napisu, ponieważ brak tam było wyraź­
nego causapoenae. Chcieli, żeby Piłat ogłosił, że Jezus sam nazwał się królem 
Żydów. Prefekt Judei odrzucił to z irytacją biurokraty: „Com napisał, napisa­

łem" (J 19,21-22). 

Fragment Titulusu w Rzymie 

Egeria, pątniczka z IV wieku, autorka relacji z pielgrzymki, pisze, że biskup 

Jerozolimy wyjął drzewo świętego krzyża i Titulus z małej szkatułki. Zdaje 
się to wskazywać, że około 383 roku obie relikwie nie były już całe i że mie­
ściły się w niewielkim pojemniku. Helena miała cel, rozdzielając znaleziska 
z wykopalisk w Jerozolimie. Jako cesarzowa, która chciała umocnić pozycję 
swojej dynastii, uważała, że Konstantynopol i Rzym miały takie samo, jeśli 

nie większe, znaczenie jak Jerozolima. W Betlejem i Jerozolimie wzniosła 
wspaniałe kościoły - przeprowadziła wykopaliska w miejscach świętych dla 
swojej religii i dzięki niej chrześcijaństwo odzyskało należną pozycję w historii. 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

35 

Natomiast dwa najważniejsze miasta cesarstwa, Konstantynopol i Rzym, mia­
ły otrzymać odnalezione przez nią relikwie, a w każdym razie część z nich. 

Nie zostawiła żadnego ze świętych gwoździ miejscowym współwyznawcom. 

Prawdziwy Krzyż został podzielony. A Titulus? Wygląda na to, że Helena była 
bardziej szczodra, niż można by się tego po niej spodziewać. Wzięła tylko 

prawą, dolną część tablicy. Tę, na której zachowało się jedno całe słowo po 
grecku i łacinie (to, które określa Jezusa jako Nazarejczyka). Resztę, a więc 
napis w języku hebrajskim (oprócz dolnych części kilku liter) i większą część 
greckiego i łacińskiego napisu, pozostawiła w Jerozolimie. Był to typowy ele­
gancki podział. Aitia, czyli causa poenae, prawna przyczyna kary śmierci -

słowa: król Żydów - była lepiej lub gorzej zachowana na tej części, którą ce­
sarzowa podarowała Kościołowi jerozolimskiemu. Lecz mniejszy fragment, 
ze słowem, które wyraźnie identyfikowało Titulus, mogła zabrać do Rzymu. 

Teksty źródłowe podają, że Egeria ujrzała Titulus w Jerozolimie, Ambroży 

zaś wiedział, że napis z Krzyża Jezusa znajduje się w Rzymie - w tym samym 
czasie. Oboje mieli rację. Ale tylko rzymski fragment (podobno) przetrwał do 
dziś

64

. Jaka jest jego treść? Jakie informacje o jego przeszłości i dowody na to, 

że jest autentyczny, możemy znaleźć? Na początku tego rozdziału stwierdzili­
śmy, że Helena prawdopodobnie nie pozwoliła wiernym oglądać rzymskiego 
Titulusu. Nie ma w tym nic dziwnego. Nawet jerozolimscy biskupi nie umie­
ścili swojej części tablicy w jakiejś gablocie. Pokazywano go mieszkańcom 
miasta i pielgrzymom tylko dwa razy w roku - w Wielki Piątek i 14 września, 
w święto Podniesienia Krzyża, znane jako Dzień Krzyża Świętego, a i to za­
chowując wszystkie możliwe środki ostrożności. Co się tyczy rzymskiego frag­
mentu Titulusu, gdzieś w połowie XII wieku tytularny kardynał kościoła San­
ta Croce in Gerusalemme postanowił umieścić go w nowym, należącym doń 
kufrze, oznaczonym jego pieczęcią. Na kamiennym wieku jest łaciński napis 
dużymi literami: TITULUS CRUCIS. Pieczęć wskazuje, że właścicielem tej 
relikwii był wówczas Gerardus Cardinalis S. Crucis, czyli Gerardo Cacciane-
mici, arcybiskup Bolonii i tytularny kardynał Santa Croce, późniejszy papież 
Lucjusz II (1144-1145). Wynika z tego, że wybrał specjalny kufer dla Titulusu 
i oznaczył go kardynalską pieczęcią przed rokiem 1144. 

Działo się to jakieś pół wieku przed wielkim napływem fałszywych relikwii, 

który miał miejsce po złupieniu Konstantynopola przez krzyżowców. Wtedy 
to podobne artefakty stały się - ciągle tracącą na wartości - walutą ambicji 
religijnych i politycznych. Nie ma powodu, by przypuszczać, że Titulus był 
wówczas częściej udostępniany wiernym niż przedtem. W istocie pozostał pil­
nie strzeżonym skarbem, aż do ponownego odkrycia 300 lat później, podczas 
renowacji jednej z mozaik w 1492 roku, kiedy usunięto część sufitu. Jak tam 
trafił? Najbardziej prawdopodobne, że związane jest to z samą mozaiką. Ce­
sarz Walentynian III (425-455) ozdobił kaplicę Świętej Heleny wspaniałymi 
mozaikami, podobnymi do tych, które ufundowała jego matka, Galla Placydia, 

background image

86 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

w kościele Świętego Jana i w swoim mauzoleum w Rawennie. Ukazywały one 

sceny z podróży Heleny do Ziemi Świętej, a zwłaszcza odkrycie przez nią 
Prawdziwego Krzyża. Ponieważ władze kościelne postanowiły nie wystawiać 
tej relikwii, najlepszym i mającym największe symboliczne znaczenie - a jed­
nocześnie najbezpieczniejszym - miejscem dla niej był schowek za mozaiką 
przedstawiającą to odkrycie. Kardynał Caccianemici mógł nawet uważać, że 
z wysoka ten fragment Titulusu może wywrzeć dobroczynny wpływ na kapli­
cę i na cały kościół. 

Jakieś 350 lat po tym, jak kardynał Caccianemici ukrył Titulus, i ponad 1000 

lat po szczodrym darze cesarza Walentyniana potrzebna była natychmiastowa 
renowacja mozaiki. Warstwę uszkodzonego stiuku usunięto 1 lutego 1492 roku. 
Pod nią znajdowała się cegła z napisem: TITULUS CRUCIS. Konserwatorzy 
usunęli ją i znaleźli niszę, a w niej - ołowiany kufer z kolejną inskrypcją identy­
fikującą jego zawartość. Odkrycie tego kufra mogło wzbudzić najohydniejsze 
uczucia tamtej epoki. W tym właśnie roku żeglarz żydowskiego pochodzenia, 
Krzysztof Kolumb, odkrył Amerykę, a z Hiszpanii wygnano wszystkich Żydów, 
z których wielu uciekło łub wyemigrowało do Włoch. Antysemityzm znowu ożył. 
Żydów ponownie szkalowano jako zabójców Chrystusa, a pamiątki ukrzyżowa­
nia traktowano nie tylko jako święte relikwie, lecz także domniemane dowody 
zbrodni ludu żydowskiego. Ówcześni hierarchowie katoliccy na pewno uznali­
by za stosowne wystawienie w końcu na widok publiczny Titulusu i innych reli­
kwii kojarzonych ze świętym krzyżem jako udokumentowanie Męki Pańskiej. 
Żeby zrozumieć absurdalność takiego rozumowania, wystarczy tylko przypo­
mnieć sobie, że ten fragment Titulusu wyraźnie określał ukrzyżowanego Chry­
stusa jako Żyda, Nazarejczyka. 

Od 1492 roku po dziś dzień Titulus i pozostałe relikwie były, formalnie rzecz 

biorąc, dostępne, mniej więcej bez przerwy. Nigdy jednak nie wystawiono ich 
na stałe, żeby wszyscy wierni mogli je obejrzeć. Aż do 1520 roku kaplica Świę­
tej Heleny była częścią kompleksu budynków klasztornych i droga do niej pro­
wadziła przez główne pomieszczenia klasztoru. Kobiety miały prawo tam wejść 
tylko jednego dnia w roku - 20 marca. Po 1570 roku relikwie przeniesiono do 
innego pomieszczenia klasztornego i pokazywano wiernym w wyznaczone dni. 
Prawdopodobnie spontaniczna wizyta papieża Innocentego III w trzy miesiące 
po odkryciu Titulusu sprawiła, że wieść o istnieniu i przechowywaniu niezwy­
kłej relikwii rozeszła się lotem błyskawicy. Papież przybył do Santa Croce 

12 marca 1492 roku. Modlił się przed Titulusem. Cztery lata później papież 

Aleksander VI ogłosił, że relikwia jest autentyczna

65

 i, jak to było wtedy w zwy­

czaju, obiecał zupełny odpust temu, kto uczci Titulus w ostatnią niedzielę stycz­
nia. Od 1575 roku po dziś dzień kościół Santa Croce był i jest jedną z siedmiu 
świątyń w Rzymie, gdzie pielgrzym, wykonawszy pewne rytualne czynności, 

uzyskuje całkowite odpuszczenie grzechów. W 1930 roku rozpoczęto prace 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

87 

nad budową nowej bocznej kaplicy. Gdy ukończono je w 1952 roku, relikwie 
te wreszcie znalazły stałe miejsce spoczynku. 

Z powodu tych wszystkich przenosin i wystawiania Titulusu na widok pu­

bliczny po roku 1590 (choć miało to miejsce sporadycznie), dalsze uszkodze­
nia drewna były nieuniknione. Na zachowanej części tablicy widnieją litery 
biegnące z prawej strony w górę aż do brzegu. W pewnych miejscach zostały 
zatarte przez palce dotykające ich w ciągu wieków - niektórzy wierni mogli 
robić to gwałtownie, pod wpływem emocji. Mimo wszystko można sporządzić 
zaskakująco dokładny opis tego, co znajduje się na Titulusie. Poniższe obser­
wacje oparte są na naszych własnych badaniach tej relikwii (ostatnie z nich 
miały miejsce 22 listopada 1998 roku), na bezcennych nowych fotografiach 
zrobionych przez Ferninanda Paladiniego

66

 oraz na analizie nielicznych istnie­

jących prac na ten temat

67

• Timlus jest wykonany z drewna, pochodzącego z pospolitego na Bliskim 

Wschodzie orzecha włoskiego, czyli jugulans regia

6S

• Zachowany fragment tablicy waży 687 gramów, ma 25,3 centymetra długo­

ści, mierzy 14 centymetrów w najszerszym miejscu i jest gruby na 2,6 cen­

tymetra. 

• Drewno to pierwotnie było pomalowane na biało, co potwierdza rzymską 

praktykę pobielania tablic wystawianych na widok publiczny, zwanych alba 

lub tabulae dealbatae. 

• Litery, które wyrzeźbiono w drewnie, noszą ślady czegoś, co naszym zdaniem 

jest ciemnoczerwonego koloru (inni opisali go jako czarny). Zakładamy, że kie­

dyś rzeczywiście były czerwone, lecz z czasem pociemniały. Czerwień, ale nie­
kiedy również czerń, pasowałaby do tego, co wiemy o rzymskich procedurach. 

• Są tam trzy wiersze zachowanego fragmentarycznie napisu, po hebrajsku 

lub aramejsku (litery nie zachowały się na tyle dobrze, żeby można było 
mieć całkowitą pewność), po grecku i po łacinie. Przyjmujemy, że pierwszy 
wiersz napisano po hebrajsku, opierając się na wyjaśnionych wcześniej do­
wodach historycznych. 

• Chociaż ten fragment Titulusu jest poważnie uszkodzony, nie ma wątpliwo­

ści co do kolejności trzech języków, w jakich sporządzono na nim napis: 
hebrajski (lub aramejski), grecki i łaciński. Dla każdego czytelnika greckiej 
wersji Nowego Testamentu w naszych standardowych wydaniach już samo 
to jest niezwykle ważnym argumentem przeciwko tezie o późniejszym fał­
szerstwie. Jak już mówiliśmy, w Ewangelii według świętego Jana podana 

jest następująca kolejność języków: hebrajski, łaciński, grecki; tymczasem 

w dłuższej wersji u świętego Łukasza wygląda to tak: grecki, łaciński, he­
brajski. Do czasów Heleny powstało mnóstwo kopii ewangelii, w całym ce­

sarstwie rzymskim, a pierwsze dwa wielkie kodeksy, Codex Sinaiticus i Co-
dex Vaticanus,

 właśnie pisano. We wszystkich kopiach Ewangelii według 

świętego Jana podany był taki porządek: wersja hebrajska, łacińska, grecka. 

background image

88 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Zaś najstarszy manuskrypt Ewangelii według świętego Łukasza, gdzie wspo­
mniane są te trzy języki, Codex Sinaiticus, powstał mniej więcej w tym sa­
mym czasie, kiedy Helena wyruszyła do Palestyny, lecz wymienia inną ko­
lejność: grecki, łaciński, hebrajski. Rzecz jasna, że fałszerz, pracujący dla 
Heleny lub dla jerozolimskiej wspólnoty chrześcijańskiej, wzorowałby się 
na kolejności języków podanych w jednej z tych dwóch ewangelii. Wymy­
ślenie nowej, wyraźnie sprzecznej z zapisami ewangelii, byłoby absurdal­
nym postępowaniem ze strony rzemieślnika, który starałby się przekonać 
wszystkich, że Titulus to autentyczna relikwia. W rezultacie oznacza to, że 
istnieje bardzo, ale to bardzo małe prawdopodobieństwo, iż Titulus z Santa 
Croce pochodzi z IV wieku. Każdy ówczesny chrześcijanin, który spojrzał­
by na tę tablicę i porównał ją z greckim tekstem ewangelii, stwierdziłby, że 
to oszustwo (można sobie wyobrazić zazdrosnego Euzebiusza, desperacko 
usiłującego zaszkodzić Makaremu, który „odkrywa" fałszerstwo Titulusu). 

Nasze badania dowiodły więc, że Titulus został odkryty na Golgocie przez 

podwładnych Heleny około 326 roku. Był wtedy cały. Wystarczyłoby dla po­
równania rzucić okiem na kodeks z tekstem ewangelii, żeby stwierdzić, że jest 
to mniej więcej tekst z relacji świętego Jana, a nie świętego Łukasza (choć nie 
całkiem, jak się dalej przekonamy), drugi i trzeci napis widnieją jednak na nim 
w odmiennej kolejności niż podana przez ewangelistę. Znawcy zapewne uzna­
liby, że tekst Titulusu jest starszy i że można wyjaśnić różnicę pomyłką na­
ocznego świadka, który spisywał wspomnienia tak, jak je pamiętał, a nie na 
bieżąco. Mimo to rozbieżności pomiędzy ewangeliami a napisem na relikwii 
stwarzały trudny do rozwiązania problem dla rozwijającej się religii, dla któ­
rej dokładność szczegółów podanych przez naocznego świadka miała zasadni­
cze znaczenie. Możliwe było tylko jedno rozwiązanie. Należało wprowadzić 
oficjalny kodeks z właściwym wariantem tekstu i dopilnować, aby sporządzo­
no jego kopie i rozpowszechniono je w całym państwie. Uznano by to za 

uprawnioną poprawkę, przy założeniu, że tekst na Titulusie to autentyczna 
wersja rzymskiego napisu. I właśnie tak się stało. Na początku V wieku opu­
blikowano starannie wykonaną, pięknie napisaną wersję greckiej Biblii, Co-
dex Alexandrinus.

 Po Codex Sinaiticus i Codex Yaticanus to trzeci, najstarszy 

istniejący kodeks biblijny. Inne poszły w ślad za tym wydaniem. W końcu ta 
wersja stała się obowiązkowa i pozostała normą. Na niej opiera się pierwsze 
drukowane wydanie Biblii Erazma z Rotterdamu. Stąd to właśnie ta kolejność 

wersji językowych z Titulusu pojawia się w pierwszych angielskich przekła­
dach i nadal widnieje w Biblii króla Jakuba i w Księdze Wspólnej Modlitw/'

9

- Tekst hebrajski (aramejski) jest tak bardzo uszkodzony przez ciągłe dotyka­

nie w minionych śmieciach, niedbałą konserwację lub jakiś zwykły wypa­
dek, który mógł się wydarzyć, na przykład kiedy odcinano część przezna­
czoną dla Rzymu (zakładając, że fragment ten jest autentyczny), że nie 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i 

Rzym  _ _ _  8 9 

przetrwało nic oprócz sześciu, może siedmiu fragmentów (wydłużeń) liter 
znajdujących się poniżej pierwszego wiersza. Ponieważ takie wydłużenia 
mogą należeć tylko do ograniczonej liczby hebrajskich lub aramejskich liter 

i, co oczywiste, proponowane rekonstrukcje tych liter muszą pasować do 

miejsc, w których znajdują się wydłużenia - można podjąć próbę odtworze­
nia tego tekstu na podstawie dwóch następnych. 

- O dziwo, wersje grecką i łacińską napisano od prawej do lewej. To, co jest 

prawidłowe w języku hebrajskim, wydaje się wyjątkowo dziwaczne w dwóch 
kolejnych napisach. Zachowały się, co prawda, starożytne teksty etruskie 
i greckie inskrypcje, gdzie słowa lub litery napisano od prawej do lewej, nie 
ma jednak żadnego ówczesnego lub przynajmniej zbliżonego wiekiem całe­
go tekstu zapisanego w taki sposób. Uważamy, że jest to kolejny poważny 
argument przeciwko tezie, iż Titulus z Santa Croce jest fałszerstwem. Żaden 
rzemieślnik pracujący dla Heleny lub Makarego bądź dla jakiegoś średnio­
wiecznego kardynała nie zaryzykowałby czegoś tak rzucającego się w oczy, 

jeżeli polecono mu, żeby nadał pozory autentyczności swemu dziełu. Gdyby 

ktokolwiek polecił wykonanie Titulusu, to po pierwsze, na pewno nie popro­
siłby o fragment takiej tablicy. Bez wątpienia zamawiający dostarczyłby rze­
mieślnikowi jakiś model i tekst do skopiowania. Nie do pomyślenia jest, 
żeby jakikolwiek późniejszy tekst lub jego kopię napisano z prawej do le­
wej. Znacznie bardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza, że człowiek, 
który napisał oryginalny tekst na Titulusie - na rozkaz Piłata i może pod 

jego dyktando - zrobił to właśnie w taki sposób i że było już za późno, aby 

poprawić błąd, gdy go zauważono. I tutaj zbliżamy się do sedna sprawy: kto 
wówczas mógł zauważyć ten błąd, w 30 roku n.e.? Na pewno nie osoby czy­
tające po hebrajsku, gdyż pierwszy wiersz zapisany w ich języku był prawi­
dłowy- litery biegły z prawej do lewej. Po prostu nie zawracałyby sobie 
głowy dalszym czytaniem i nie zwróciłyby uwagi na błędy w obcojęzycznej 
wersji tekstu. Naturalnie ludzie czytający po grecku i po łacinie byliby skon­

sternowani, ale tekst pozostawałby dla nich czytelny i zrozumiały, chociaż 
wyjątkowo dziwaczny. Innymi słowy, przesłanie, które Piłat chciał przeka­
zać, odstraszająca causapoenae, trafiło do gapiów. Możemy nawet zapropo­

nować charakterystykę osoby, która wyryła litery w drewnie. Był to Żyd, od 
dziecka mówiący po hebrajsku lub aramejsku. Zapewne służył u Piłata jako 
niewolnik lub wolny urzędnik sądowy i znalazł się pod ręką akurat wtedy, 
gdy należało napisać Titulus w krótkim czasie między ostatecznym wyro­
kiem a ukrzyżowaniem. Piłat podyktował treść napisu po łacinie, w oficjal­
nym języku administracji rzymskiej. Ponieważ jednak podstawową grupę 
ludności, do której ten napis był skierowany, stanowili Żydzi, namiestnik 
polecił skrybie zacząć od wersji hebrajskiej. I pisarz tak zrobił. Później spi­
sał pośpiesznie z prawej do lewej następne wiersze. Może próbował nieco 
zakpić z żydowskiego sposobu pisania? Niewykluczone też, że po prostu był 

background image

90 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

zdezorientowany. Wydaje się w każdym razie bardziej prawdopodobne, że 
gorzej znał łacinę i grekę niż hebrajski i chociaż umiał pisać w obu językach 
i wykonał polecenie, zapisał litery w odwrotnym porządku. Zapewne zawa­
hał się po napisaniu ostatniego wiersza. Mógł poczuć, i słusznie, że jeśli 
skończy tak, jak zaczął, tekst na Titulusie będzie przynajmniej wyglądał 
w miarę estetycznie i harmonijnie. Oczywiście, to wszystko to jedynie do­
mysły. To największa ze wszystkich tajemnic Titulusu z Santa Croce. Jedne­
go jednak możemy być pewni. Nie jest to sposób pisania, którego fałszerz 
użyłby instynktownie. 

• W greckiej linijce czytamy: BCyNEPAZAN. Wszystkie litery - z wyjątkiem 

Z są lustrzanym odbiciem, a y zastępuje Y lub OY, czyli greckie ypsilon lub 
omikron + ypsilon. A więc, skoro czytamy z prawej ku lewej, na tablicy wid­
nieje: NAZAPvEN(0)YC B... Co znaczy: Nazarejczyk (z Nazarem) K... 
(dalej należałoby wpisać „Król Żydów"). Ponieważ określenie „Nazarej­
czyk" nigdy nie pojawiło się bez poprzedzającego go imienia „Jezus", mo­
żemy na początku dodać greckie IHCOYC, Iesous. Razem będzie to brzmia­
ło: (Jezus) Nazarejczyk, Król Żydów. 
Tylko u świętego Jana występuje przydomek „z Nazarem", ale we wszyst­

kich manuskryptach jego ewangelii znajdujemy wersję „NAZWPAIOC", a nie 
„NAZARENOYC". Ten ostatni wariant pojawia się w pozostałych ewange­
liach, z literą O (greckie omikron), ale nie u świętego Jana

7 0

.1 tam, gdzie wy­

stępuje, nie jest łączony ze świętym krzyżem i z Titulusem. W takim razie przy­
domek „Nazareonos" był dopuszczalną lingwistycznie formą, niezwiązaną 
z żadnym fragmentem ewangelii dotyczącym napisu na Krzyżu Jezusa, który 

potencjalny oszust na pewno by wykorzystał. Wynika z tego, że mamy jeszcze 

jeden szczegół, który należy uznać za dowód autentyczności Titulusu

71

Wysunięto przypuszczenie, że grecki napis to po prostu latynizm. Znaczy to, 

że skryba piszący z łacińskiej notatki lub pod dyktando, ale niezbyt dobrze 
znający grekę, po prostu napisał greckimi literami znany z łaciny tekst - była­

by to więc tak zwana transliteracja

72

. Taka hipoteza może mieć sens, jeśli wy­

chodzi się z założenia, że w poprawnej greckiej formie tego słowa byłoby O, 
a nie Y lub dyftong OY. Mógł tak napisać tylko ktoś myślący po łacinie (Naza-
renus), ale tłumaczący swoje myśli na grekę (Nazarenos) i kończący to słowo 
literą Y w rzadkiej, choć dobrze poświadczonej w źródłach formie lub nawet 
dwugłoską (techniczne określenie to ligatura) O i Y. Wydaje się, że skryba 

mógł podjąć tę decyzję świadomie, ponieważ użył litery Y, która nie jest wzo­
rowana na alfabecie łacińskim (patrz poniżej). Niewykluczone, że uległ wpły­
wowi łaciny gdzie indziej - czy ze względu na brak miejsca, czy kiepską zna­

jomość greki pominął rodzajnik/fo (O po grecku) przed słowem BACILEYC, 

(Król). W języku łacińskim nie ma rodzajników określonych, ale występują 
one w grece - i we wszystkich manuskryptach Ewangelii według świętego Jana 

taki rodzajnik znajduje się w tym właśnie wierszu. 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

91 

Oczywiście słowo NAZAPENyS powinno być napisane z literą H (eta), a nie 

z E (epsilon). Jednakże ortografia naszego skryby nie ma w sobie nic niezwy­
kłego. W owym czasie krótka eta i długi epsilon były wymawiane niemal tak 
samo. Znamy dosłownie setki takich przykładów, zwłaszcza w greckich tek­
stach będących tłumaczeniami łacińskich odpowiedników. Chociaż poprawna 
pisownia wymagałaby użycia H, nikomu nie przeszkadzało E - tak jak w in­
nych przypadkach, kiedy omikron zastąpił etę. 

W dodatku jest tam zaskakujące Y. W greckich tekstach z I wieku n.e. udo­

kumentowane jest użycie pojedynczej litery Y, ale również dyftongu OY

73

Żydowski skryba, bez względu na jego umiejętności, na pewno znałby ten 

znak, gdyż posługiwano się nim jeszcze przed panowaniem Heroda Wielkiego 

jako skrótem słowa szekel

74

. Uczeni, którzy zbadali pochodzenie tego znaku, 

wysunęli przypuszczenie, że „wydaje się, iż jest to godło królewskie, a zatem 

oznaka królewskiej aprobaty"

75

. Najwidoczniej był to zręczny ozdobnik użyty 

przez naszego żydowskiego pisarza: umieszczając y, nie tylko rozwiązał pro­
blem (przypuszczalnego) braku pewności co do poprawnej greckiej pisowni 
tego słowa, umieszczając znak, który można było odczytać jako Y i OY. Po­
wtórzył również symbolicznie causa poenae, „królewskie" pretensje Jezusa. 
Być może nawet był to najważniejszy powód wyboru, jakiego dokonał ów 

skryba. Niewykluczone też, że kierował nim inny, mniej oczywisty motyw. 
Wiemy, że wielu Żydów uznało Jezusa za Mesjasza - ci, którzy nie wołali 
„Ukrzyżuj go!", tacy jak Józef z Arymatei i jemu podobni. Jednym z takich 
Żydów mógł być skryba, który wyrył podyktowany przez Piłata tekst na desce. 

Nie bojąc się, że obrazi pracodawcę, który nie miał zapewne najmniejszego 
pojęcia o tym symbolicznym niuansie, użył litery yjako potajemnego wyzna­
nia wiary. 

Ludność, która nie była dwujęzyczna ani nie znała symboli wybijanych na 

monetach i ich znaczenia, mimo wszystko zrozumiałaby słowo i hebrajską 
wersję napisu - y było dobrze znane w greckiej pisowni tamtych czasów, po­
dobnie jak dyftong OY. Zachowała się przynajmniej jedna grecka inskrypcja 
z I wieku n.e. znaleziona na Rodos, w której występują te litery

76

. Nie ma 

wszakże żadnego papirusu z tekstem ewangelii, w którym użyto by tego sym­
bolu; pod koniec I stulecia n.e. zostały wprowadzone inne skróty, tak zwane 

Nomina Sacra

 (Święte Imiona)

77

. Żaden fałszerz nie mógłby wymyślić lub 

skopiować napisu na Titulusie z jakiegokolwiek znanego teksm ewangelii. Oto 
kolejny, niezbity dowód wskazuje, że Titulus z kościoła Santa Croce nie jest 
dziełem oszusta. 
• Łacińska wersja napisu wygląda następująco: ERSVNIRAZAN i takie jest 

lustrzanym odbiciem teksm. Napisany poprawnie brzmiałby tak: .. .NAZARI-

NUS RE(X)... lub, w tłumaczeniu: „...Nazarejczyk (z Nazarem) Kr(ól)..." 

Prawdopodobna rekonstrukcja tego teksm wyglądałaby następująco: IESUS 
NAZARENUS REXIUDAEORUM: (Jezus z Nazarem, Król Żydów). Możliwe, 

background image

m

m

r

 W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

że mamy tu do czynienia z przypadkiem tak zwanego „itacyzmu", znanego 
z niezliczonych przykładów, otóż wymowa E i I często była identyczna. Dlate­
go właściwie nie należy specjalnie podkreślać, że skryba, który napisał Titu­
lus, zapewne przedkładał I nad E. (E na drzeworycie z rekonstrukcją Titulusu 
to wymysł). Jednakże może być w tym coś więcej, jeśli spojrzymy na pisow­
nię Timlusu z rzymskiej perspektywy. Dzisiaj, głównie dzięki Wulgacie, czyli 
łacińskiej wersji Biblii, przyzwyczailiśmy się do końcówek -enus. Ale w isto­
cie nie jest to prawidłowe ani w literackiej, ani w epigraficznej łacinie. Za­
zwyczaj przyrostek nazwy jakiegoś miejsca to -inus lub -ensis. Innymi słowy, 
znana forma Nazarenus prawdopodobnie wywodzi się z greckiej końcówki, 
z etą wymawianą i rozumianą jako długie E. Ujmując to inaczej, skryba cał­
kiem nieźle znał łacinę (w każdym razie, na ile możemy to określić na podsta­
wie zachowanej części wiersza), a to poprawne, klasyczne I w słowie Nazari-
nus

 popiera nasze przypuszczenie, iż oryginalnym językiem, w jakim Piłat 

dyktował treść Timlusu, była łacina. Możemy się nawet domyślać, że łaciński 
tekst skryba przepisał z jakiejś notatki, a nie zapisał pod dyktando. W każdym 
razie to I to kolejny ważny kamyk w mozaice autentyczności Timlusu. Fał­
szerz naturalnie skopiowałby znaną biblijną, łacińską wersję z tamtejszym E. 
Jak się dowiedzieliśmy przy badaniu godnego uwagi y w greckiej wersji tek­

sm, ówczesne inskrypcje mogą być nadzwyczaj pożyteczne w takich kontek­
stach. Badanie zachowanych tekstów pochodzących z tego samego okresu 
i z tego samego obszaru, w języku greckim i łacińskim, wskazuje, że litery na 
Timlusie odpowiadają przyjętym wówczas kształtom

78

. Ponieważ wiemy, że 

oryginalny napis na tablicy był prawnym rzymskim tekstem, sformułowanym 
przez Piłata po łacinie, warto przyjrzeć się uważnie innemu rzymskiemu doku­
mentowi związanemu z ówczesnym namiestnikiem Judei. Jest to inskrypcja 
dedykacyjna z Tiberieum w Caesarea Maritima. Przetrwały z niej trzy frag­
mentaryczne wiersze: {TIBERIEUM) /NTIUSPILATUS/ (ECTUSIYD(AEA)E, 
czyli: Tiberieum/... (Po)ntius Pilatus/...(Praej)ectus Iud(ea)e. Z liter występu­

jących w obu tekstach A, R (ze względu na odwrócony napis na Timlusie), I, V 

i E są identyczne. S jest bardzo podobne (znów biorąc pod uwagę jego ekscen­
trycznie odwrócony kształt na Timlusie). Tylko drugie R na Timlusie jest nie­
co inne, bardziej wymyślne niż pierwsze i to z Cezarei, z zaokrąglonym po­
czątkiem ukośnej linii, co zdradza skrybę, który wolał papirus lub pergamin 

niż drewno czy kamień. 

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że pisarz, pracując dla rzymskiego prefek­

ta, przynajmniej starał trzymać się rzymskich norm. Czuł się mniej skrępowa­
ny, kiedy pisał grecki tekst. Nawet te same litery różnią się między sobą -
w greckim wariancie jego E, które w zasadzie jest identycznie wyglądającą 
dużą literą w grece i w łacinie, ma w sobie coś niemal wesołego. A po dwóch 
kolejnych literach spotykamy intrygujące y. 

background image

Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym 

9

 3 

Jaki jest nasz werdykt na podstawie tej drobiazgowej analizy filologicznej? 

Nie ma żadnych powodów, żeby sądzić, iż Titulus z kościoła Santa Croce to 

fałszerstwo, ani z czasów Heleny, ani późniejsze, średniowieczne. Sposób pi­
sania na tej desce bardzo przypomina kształt liter z I wieku n.e. Ktokolwiek 
napisał ten tekst, nie był ani kopistą, ani fałszerzem. Nie dowodzi to, co praw­
da, autentyczności przechowywanego w Rzymie fragmentu Titulusu, nie ma 
wszakże powodu, by a priori wyłączyć ten kawałek drewna z przyszłych ba­
dań historycznych nad znaleziskami archeologicznymi, które mogły przetrwać 
2000 lat dziejów Europy. Istnieje wielka różnica między wydaniem opinii o po­
chodzeniu historycznym jakiegoś artefaktu z jednej strony a żądaniem odda­
wania mu czci z drugiej. Dyskusja o autentyczności jakiegoś starożytnego 
przedmiotu nie jest, sama w sobie, twierdzeniem natury teologicznej - nie ma 
ona nic wspólnego z łatwowiernością lub fundamentalizmem. 

Idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby hierarchowie z kościoła Santa Croce 

in Gerusalemme i Ministerstwo Spraw Zagranicznych Watykanu (do którego 
należy ostatnie słowo w tej sprawie) pewnego dnia zamówili analizę biotech-
niczną. W pęknięciach i zagłębieniach Titulusu muszą być ukryte pyłki kwia­
towe, nasiona i inna materia organiczna. Można określić ich pochodzenie. Jedni 
zażądają badania dendrochronologicznego

79

, drudzy - analizy węgla 14 C

8 0

Bez względu na to, na jakie badania zezwolą katoliccy hierarchowie, relikwia 
z Santa Croce to, obecnie, jedyny fragment, który uchodzi za pozostałość Titu­
lusu, tablicy umieszczonej niegdyś na Prawdziwym Krzyżu Jezusa. Posługu­

jąc się naszymi narzędziami pracy, klasycznym metodami historiografii i filo­

logii, przedłożyliśmy przyszłym badaczom oparty na mocnych podstawach 
wstępny werdykt. 

background image

5. Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie 

- Titulus, bóg, pan i zbawca 

Sam opublikowałem kilka traktatów na ten temat, co do których, 

ponieważ nigdy nie zostały sprzedane, pocieszam się myślą, 

że przeczytali je tylko nieliczni szczęśliwcy. 

01iver Goldsmith The Vicar ofWakefield 

Analizę historiogrąficzną utrudnia liczba zachowanych źródeł, 

które przetrwały do naszych czasów, stan, w jakim się zachowały, oraz 

historyczne prawdopodobieństwo lub przypadek, dzięki któremu przetrwały. 

Gabriele Boccaccini Beyond the Essene Hypothesis 

Hebrajski bóg 

Nie wiemy, co głosił pierwszy wiersz Titulusu z kościoła Santa Croce. Prze­

trwało z niego tylko kilka dolnych kresek, a ewangelie, nawet te dwie, które 

jasno mówią o istnieniu hebrajskiej wersji napisu (bez względu na to, czy był 

to pierwszy, czy ostatni wiersz), cytują albo parafrazują tylko grecki tekst. 

Stanęło więc przed nami prawdziwe wyzwanie: czy badania prowadzone na­

ukowymi metodami zbliżą nas do tego, co napisał nieznany skryba? W istocie 

jest to rzecz zasadnicza dla zrozumienia postawy pierwszych wspólnot chrze­

ścijańskich w Judei, które - jak zamierzamy dowieść w tej książce - czciły 
krzyż na tak wielką skalę, jakiej nigdy dotąd w pełni nie zrozumiano. 

Uczeni niejeden raz próbowali zrekonstruować hebrajski tekst Titulusu na 

podstawie greckiego zdania: „Jezus Nazarejczyk (Nazorejczyk), Król Żydów". 
Jak by to wyglądało po hebrajsku? Pierwszymi, którzy podjęli taką próbę, byli 
średniowieczni mnisi z Santa Croce. Rezultat ich wysiłków nadal znajduje się 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, hóg, pan i zbawca 

na ścianie bocznej kaplicy. W najlepszym przypadku jest to pomysłowe od­
tworzenie całego Titulusu. Takie najbardziej drobiazgowe studium opubliko­
wał w Paryżu Rohault de Fleury w dziele Memoire sur les instruments de la 

passion de notre Seigneur Jesus-Christ.

 Niestety autor powtarza rekonstruk­

cję z Santa Croce, nawiązując do Rufina, który po obejrzeniu jerozolimskiego 
fragmentu Titulusu zanotował, że napis był w trzech językach - hebrajskim, 
greckim i łacińskim

1

. Przytacza też pewną dziwaczną interpretację opata 

M. Sioneta zawartą w Auxiliaire catholiąue z 1845 roku, który uważał, że 
cały hebrajski tekst - zapisany przezeń łacińskimi literami - to ISCHOU 

NTSRNOUS

2

Jedyne opracowanie, które w poważny sposób starało się zająć tą sprawą, 

zostało opublikowane w Annales de philosophie chretienne w 1839 roku

3

Samo pochodzenie tego artykułu jest fascynującym przykładem współpracy 

naukowej. Otóż wydawcy czasopisma napisali słowo wstępne, w którym wy­

jaśniają czytelnikom, że poniższy tekst to fragment książki, który le savant 

M. Drach

 przysłał do nich z Rzymu, jako list zaadresowany do M. l'abbe Li-

berman, israelite converti.

 Z tego listownego wprowadzenia dowiadujemy się, 

 le savant M. Drach sam był żydowskiego pochodzenia: opisuje on Żydów 

jako notre nation; wygląda na to, że zarówno autor, jak i adresat listu trochę 

znali hebrajski. Drach wyjaśnia, że pozostałości hebrajskich liter - a w 1839 
roku, ponad półtora wieku temu, mógł odróżnić więcej niż to, co jest widoczne 
dzisiaj - wydają mu się podobne do napisów na monetach z czasów Machabe-
uszy. Oczywiście ani Papirus Nash, ani bardzo ważne rękopisy znad Morza 
Martwego nie zostały jeszcze odkryte w czasie, kiedy prowadził swoje bada­
nia

4

; najbardziej rozpowszechnionym materiałem porównawczym były wów­

czas monety. Drach nie uważa, że kilka zachowanych śladów to wydłużenia 
liter, znajdujące się pod hebrajskim wersem. W jego rekonstrukcji są one środ­
kowymi i niższymi partiami liter przypuszczalnego wiersza. Kończy te rozwa­
żania konkluzją, że odstępy między tymi pozostałościami, jeśli sieje połączy 
z samymi śladami liter, dają pewną formę hebrajskiego, którą nazywa „znie­
kształconym" syryjskim, jakim mówiono w czasach Jezusa - ale, jak dodaje 

pospiesznie -syriaąue classiąue. W rzeczywistości chodzi mu o jakiś lokalny 
dialekt języka aramejskiego. W rezultacie podaje następującą rekonstrukcję 
napisu z Titulusu: „Ye-ch-u-ang no-st-r-i me-le-hh Y-e-hu-da-y-a". 

Kiedy przyjrzymy się jego teorii, widać, że był to domysł niedouczonego 

amatora. Ale Drach wspomina też Leonarda di Sarzanę, który widział Titulus 
w roku 1492. Wtedy był na nim hebrajski tekst, najwidoczniej dużo mniej 

uszkodzony niż w 1839 roku

5

. Ów Leonardus Sarzanensis opisał hebrajską 

wersję napisu w liście do Jacoba z Volterry datowanym na 4 lutego 1492 roku

6

Ponieważ jednak odczytany przez Leonarda di Sarzanę tekst nie pasuje do 
rekonstrukcji Dracha w jednym miejscu - chodzi o pisownię imienia „Jezus" -
Drach uważa, iż jego średniowieczny poprzednik „na pewno nie odczytał dobrze 

background image

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

[tego tekstu]". Jest przekonany, że di Sarzana źle odczytał pierwsze słowo i że 

tekst rzymskiego fragmentu Titulusu urywa się przed ostatnim słowem: 
„Żydów". Sprawę jeszcze bardziej komplikuje pismo Leonarda di Sarzany. 
Drach stwierdza, że jego poprzednik skopiował wiersz w języku hebrajskim 
kursywą portugalskich Żydów i że obiecał Jacobowi z Volterry przysłać do­
kładniejszą kopię tekstu i z literami w pierwotnym kształcie. Nie zachował się 
żaden ślad drugiego listu. 

W istocie „Jezus", pierwsze słowo tekstu, który, jak się przekonaliśmy, zo­

stał napisany z prawej do lewej, nie zachowało się w tekście greckim ani łaciń­
skim

7

. Dlatego nie ma powodu przypuszczać, że odpowiadające im litery he­

brajskie, które zapewne znajdowały się tuż nad greckimi, kiedykolwiek były 
czytelne. Prawdopodobnie widniały na większym fragmencie Titulusu z Jero­
zolimy, opisanym przez naocznych świadków, ale żaden z nich - wszyscy uży­
wali łaciny lub greki - nie uznał za stosowne skopiować hebrajskiego tekstu. 
Okazuje się więc, że próba odczytania tekstu przez Leonarda di Sarzanę i wy­
siłki Dracha są najprawdopodobniej czystą fantazją. 

Dwie całkiem niedawne rekonstrukcje mają więcej do zaoferowania. Pierw­

sza to dzieło niemieckiego naukowca Gerharda Krolla, który, w książce aktu­
alizowanej nie mniej niż 11 razy przed jego przejściem na emeryturę

8

, optuje 

za aramejską wersją: YeshuaNazoraiaMalka Diyehudaye lub hebrajskimi bądź 
aramejskimi literami Jeżeli założymy, teoretycznie, 
że ostatnia litera słowa Yeshua zachowała się na początku hebrajskiego wier­
sza, mielibyśmy literę ayin na prawym krańcu. Nacięcie w tablicy można 
teoretycznie zinterpretować jako wydłużenie tej litery, lecz odstęp między tym 
hipotetycznym i bliźniaczymi wydłużeniami dalej na lewo jest zbyt wąski, 
aby odpowiadał przypuszczalnie znajdującym się tam literom z rekonstrukcji 
tekstu. Co więcej, wgłębienie to, które musiałoby być dolną częścią , znaj­
duje się zbyt wysoko w stosunku do innych pozostałości wydłużeń hebraj­
skich liter, raczej w samym wierszu niż pod nim. 

Czy w takim razie powinniśmy przyjąć inną, hebrajską pisownię? Marmu­

rowa inskrypcja znaleziona w Caesarea Maritima w 1961 roku może dać nam 
pewną wskazówkę. Ta inskrypcja, datowana na III wiek, jest fragmentem listy 
rodzin kapłańskich, z których jedna mieszkała w Nazarecie. Mamy tutaj au­
tentyczną pisownię nazwy tej miejscowości, raczej z tsadeh ( |) niż zayinem 

(T) w miejscu trzeciej litery

9

. A więc jeśli N-Z-R-T* lub było hebrajską 

pisownią słowa Nazaret, forma NZR lub Nozri dla „Nazorejczyka" wydaje się 
dostatecznie prawdopodobna, zwłaszcza że w pismach rabinicznych i w języ­
ku żydowskim po dziś dzień chrześcijanie nazywani sąNazorejczykami, No-

zrim,

 czyli, hebrajskimi literami, °. Alternatywna, krótsza pisownia 

* W języku hebrajskim zazwyczaj nie zapisuje się samogłosek (przyp. red.). 

96 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

97 

wyglądałaby tak: w każdym przypadku ostatnie mem  ( ( D ) ) określa 
końcówkę liczby mnogiej; dlatego nie oczekiwalibyśmy w tekście o Nozri lub 
Nazorejczyku Jezusie liczby pojedynczej. Można przypuszczać, że rodzajnik 
określający (ten Nazorejczyk) został dodany w hebrajskiej wersji przez heh 
((51).)- W takim razie dwie najbardziej prawdopodobne rekonstrukcje hebraj­

skich liter, które znajdowałyby się w miejscu, gdzie zapisano imię w greckim 
i łacińskim wariancie, wyglądałyby tak: z prawej do lewej: heh-nun-
tsadeh-resh-yod

 lub, w dłuższej wersji, heh-nun-vahv-hołem-tsadeh-

-resh-yod

u

, - H(a)N(o)zri,

 ten Nozri, Nazorejczyk (Nazarejczyk). 

0 dziwo, pierwsze wyraźnie widoczne ślady hebrajskiego wiersza, znajdu­

jące się ponad Z z greckiego Nazareno(u)s, wyglądają jak dolny koniec wy­

dłużenia litery heh (wgłębienie, które wygląda na poziomą „poprzeczkę" 
łączącą te dwie pionowe kreski, jest tylko uszkodzoną częścią Titulusu). To, 
co znajduje się dalej, po luce, która może oznaczać, że skryba wiedział, iż 
przechodzi od rodzajnika określającego do rzeczownika

12

, da się zidentyfiko­

wać jako proste wydłużenie prawej strony litery nun, typowej dla tak zwanego 
„uproszczonego" stylu w pisowni hebrajskiej z I wieku n.e. W rezultacie w na­
stępnej pionowej kresce można się dopatrzyć prostego wydłużenia vahv-ho-
lem

 w uproszczonej pisowni, biorąc pod uwagę tendencję tego skryby do wy­

dłużania liter w lewą stronę. Na dolnym prawym krańcu tej kreski jest 
zagłębienie, które jednak nie jest dolną częścią jakiejś litery, tylko jednym 
z licznych zadrapań, co potwierdza pierwotny fragment Titulusu. Dalej, po 
małym odstępie, widnieje coś podobnego do kolejnego wydłużenia, przechy­
lone w lewo i ku górze. Wyraźnie jest to pozostałość jednej z dwu zwykłych 
form pisania hebrajskiej litery tsadeh w uproszczonym stylu. Nawet ten nie­
wielki odstęp między vahv-holem ma sens: tsadeh zamienia się w zwróconą 
w prawo pionową kreskę na górze, dla której potrzebne było miejsce. Innymi 
słowy, ponieważ zachowała się tylko niższa część tej litery we fragmentarycz­
nym zapisie, to po prostu wygląda jak luka. W rzeczywistości, po uzupełnie­
niu brakujących części liter, luka znika. Na końcu, po tsadeh, mamy krótsze, 
pozornie wyższe wydłużenie. Mogłoby to z pewnością należeć do resh, które 
w uproszczonym stylu pisma ma dokładnie taką zakrągloną w prawo kreskę. 
Podsumowanie: fragmentaryczne ślady hebrajskiego wiersza Titulusu można 
odczytać j ako: .. .HaNozr..., 

Zachowane litery Zrekonstruowane litery 

1 znowu ta wyjątkowo drobiazgowa analiza potwierdza znacznie ogólniejszy 

wniosek. Żaden średniowieczny fałszerz nie mógłby wymyślić tych odstępów, 

background image

98 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

fragmentarycznych wydłużeń i pozostałości zaokrąglonych kresek, które 
współczesne metody naukowe pozwalają nam jednoznacznie zidentyfikować 

jako pismo hebrajskie z czasów Jezusa. Nikt nie zdołałby napisać tych liter 

bez jakiegoś wzoru, w którym co najmniej były słowa HaNozri w uproszczo­
nym stylu. W dodatku tekst wyryto w dość charakterystyczny, nieco ekscentrycz­
ny sposób - litery przechylone są w lewo - czego każdy oszust, starający się jak 
najbardziej zbliżyć do konwencjonalnych form, na pewno by unikał

13

W każdym razie można wysnuć sensowną teorię o charakterze hebrajskiego 

tekstu Titulusu. Jednakże nadal nie znamy jego dokładnej treści. Fascynujące 
rozwiązanie zaproponował pewien żydowski uczony, który nie widział rzym­
skiego Titulusu, lecz pracował w oparciu o grecki fragment Ewangelii według 
świętego Jana (J 19,19). Shalom Ben-Chorin wysunął przypuszczenie, że he­
brajski tekst (a litery, które odtworzyliśmy na zachowanym Titulusie są zama­
szyste) miał następującą treść: 

Yeshu HaNozri VeMelek HaYehudi??i

.

 W tłumaczeniu znaczy to: „Jezus 

Nazorejczyk i Król Żydów. Ben-Chorim nie wyjaśnia filologicznych aspek­
tów swojej rekonstrukcji napisu; najwidoczniej nie jest to dosłowny przekład 
z łaciny, która musiała być podstawowym językiem rozkazu Piłata. Możemy 
wszakże zaakceptować tę propozycję jako sensowne hebrajskie tłumaczenie: 
najpierw imię i identyfikacja, Jezus Nazorejczyk, z normalnym rodzajnikiem 
określonym Ha. Następnie prawna causa poenae, „Król Żydów", obie części 
połączone prawidłowym gramatycznie  „ i " (V). Inny rodzajnik określony Ha, 
nie był potrzebny przed słowem Melek (król) - tym bardziej że stwierdzenie 
„Król Żydów", czyli Rex Iudaeorum, to causa poenae zapożyczone z łaciny, 

języka, w którym nie ma rodzajników. Dlaczego Ben-Chorin uważa, że tak wła­

śnie wyglądał hebrajski tekst? Dowodzi on, że świadomie lub nie, skryba umie­
ścił na Titulusie tłumaczenie, w którym każde nowe słowo rozpoczynało się od 

mających wielkie znaczenie liter. Jeżeli, jak zakłada ten żydowski uczony, Yeshu, 

HaNozri, V

e

Melek

 i HaYehudim były rozumiane jako cztery odrębne grupy słów, 

ich początkowe litery: Yod, Heh, Vahv, Heh tworzyły tetragram, cztery litery ze 
świętego imienia Boga - - którego nie wolno było wymawiać. 

Możemy przyjąć, że ów skryba nie wiedział, co robi. Lecz równie, a nawet 

bardziej prawdopodobne jest założenie, że doskonale zdawał sobie sprawę, 

jeśli, jak rozważaliśmy w poprzednim rozdziale, był jednym z tych Żydów, 

którzy uznali Jezusa za Mesjasza. Każdy Żyd, który usłyszał decydujące sło­
wa Jezusa - a przyczyniły się one do osądzenia go przez sanhedryn i w konse­
kwencji do jego śmierci - „Ojciec jest we mnie, a ja w Ojcu"

15

 i w nie uwie­

rzył, mógł pod wpływem natchnienia wkomponować wspomniany tetragram 
w hebrajski tekst na Titulusie. Nic więc dziwnego, że kapłani żydowscy gwał­
townie zaprotestowali przeciw takiemu napisowi, zwracając się do Piłata: „Nie 
pisz: Król Żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim" 
(J 19,21)

16

. Ben-Chorin sugeruje dwie możliwości: albo Żydzi protestowali 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

99 

przeciwko podniesieniu Jezusa do godności królewskiej - choćby ironicznie -
przez Piłata, albo wyrażali oburzenie, ponieważ rozpoznali profanację, ich 
zdaniem, tetragramu Boga. Być może robili to z obu powodów. 

Ciekawe, że ta kontrowersja nie dała początku jakiejś tradycji w pierwszych 

wiekach chrześcijaństwa. Tytuł „Król Żydów", causa poenae we wszystkich 
trzech językach, pozostał kryminalnym zarzutem. Żaden Kościół, żadna wspól­
nota nie zamieniła tego w jakiś chrystologiczny tytuł

17

 - co jest jeszcze jed­

nym argumentem przeciwko przypuszczeniu, iż Titulus z Santa Croce to póź­
niejsze fałszerstwo. 

Nieporozumienia w Jerozolimie 

Ile wiemy o najwcześniejszej wspólnocie chrześcijańskiej w Jerozolimie, 

0 języku, jakim mówili jej członkowie, ich kulturze, a także o umiejętności 
przekazywania wiarygodnych informacji o miejscach i artefaktach najcenniej­
szych dla ich rodzącej się religii? W jaki sposób przesłania o Krzyżu Jezusa 
1 jego pustym grobie dotarły do pierwszych pielgrzymów, takich wyznawców 

jak ci, którzy pozostawili napis w pomieszczeniu nazywanym dzisiaj kaplicą 

Świętego Wartana pod kościołem Grobu Pańskiego? Czy powinniśmy zwrócić 

uwagę na pewne wydarzenie, które miało miejsce tuż po ukrzyżowaniu? Otóż 
Żydzi, którzy przybyli do Jerozolimy, żeby obchodzić Shavuot, Święto Tygo­
dni, usłyszeli świętego Pawła opowiadającego o świętym krzyżu i pustym gro­
bie Jezusa. Pielgrzymi ci wrócili potem do swoich domów w Rzymie i w in­
nych miastach cesarstwa - a część z nich pod wpływem przemówienia apostoła 
nawróciła się i zaczęła głosić Dobrą Nowinę. Pytania, które zadaliśmy, stano­
wią sedno naszych poszukiwań i dotyczą prawdziwych, niespokojnych, waż­
nych postaci politycznych z I wieku n.e. Postaci te zapamiętano jako „święte", 
wręcz ugrzeczniono je, a przecież były one aktorami w prawdziwie ludzkim 
dramacie. 

Shavuot,

 Święto Tygodni, było (i jest) jedną z największych żydowskich uro­

czystości religijnych. Odbywa się 50 dni po święcie Paschy na cześć Nadania 
Prawa. Do tradycji należało czytanie zwoju biblijnej Księgi Ruth wraz z Dzie­
sięciorgiem Przykazań. Setki tysięcy pielgrzymów napłynęło do Jerozolimy 
z całego cesarstwa rzymskiego, aby wziąć udział w obchodach tego święta 
i znaleźć się blisko Świątyni

18

. Święty Łukasz, powściągliwy historyk i narra­

tor, jeśli ktoś taki był tam wtedy, opisuje scenę, kiedy pielgrzymi nagle zrozu­
mieli rzekomo nieuczonych wyznawców Jezusa, którzy „zostali napełnieni 
Duchem Świętym i zaczęli mówić obcymi językami": 

Przebywali wtedy w Jeruzalem pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słoń­

cem (...) zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak [tamci] przemawiali w je­
go własnym języku. „Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami?" -

background image

100 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

mówili pełni zdumienia i podziwu. „Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny 

język ojczysty? - Partowie i Medowie i Elamici i mieszkańcy Mezopotamii, Judei 

oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które 
leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Ara­
bowie - słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła  B o ż e " (Dz 
2,5-11). 

Lista regionów, z których pochodzili pielgrzymi, prawdopodobnie jest do­

kładna. Jeśli można jej coś zarzucić, to pominięcia, gdyż na pewno byliby tam 
również Żydzi z Aten, Tesaloniki, Koryntu oraz z innych miast i prowincji 
cesarstwa rzymskiego. Jeden z miejscowych Żydów, niejaki Szymon Piotr (czy­
li Szymon Kefas) z Betsaidy, przemówił do tłumu, zapewne w pobliżu Świą­
tyni: 

Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został 

pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Więc jako 
prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, że jego Potomek zasiądzie 
na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, 
że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi. Tego właś­
nie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy świadkami. Wyniesiony na miej­
sce po prawicy Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak 
sami widzicie i słyszycie. Bo Dawid nie wstąpił do nieba, a jednak powiada: „Rzekł 
Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich jako 

podnóżek stóp Twoich". Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewno­

ścią, że tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście, uczynił  B ó g i Panem, i Mesjaszem 
(Dz 2,29-36). 

Na pewno trudno byłoby w bardziej stanowczy sposób przedstawić podsta­

wowe fakty z historii nowej religii: ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Jezusa. 
Piotr każe pielgrzymom, aby poszli i sami zobaczyli. Jezus spełnił proroctwo 
Dawida - podczas gdy grób tego praojca jest tam, nietknięty, grób jego potom­
ka - otwarty i pusty. 

Najwyraźniej, bez względu na treść teologiczną, taka otwarta deklaracja 

miałaby sens tylko wtedy, gdyby miejsca, o których mowa, były znane, a ci, do 
których zwracał się apostoł, mogliby sami je obejrzeć. Święty Piotr nie mógł­
by zaryzykować głoszenia wierutnych bzdur do tak oddanych współwyznaw­
ców

19

. Nasuwa się tu skojarzenie z pewnym ustępem 1 Listu świętego Pawła 

do Koryntian, w którym apostoł pisze, że większość tych, którzy widzieli zmar­
twychwstałego Chrystusa, nadal żyje

20

. Przesłanie świętego Pawła jest jasne: 

jeśli mi nie ufacie, sami udajcie się do Jerozolimy, pójdźcie na Golgotę, zo­

baczcie, że grób Jezusa jest pusty, i porozmawiajcie ze świadkami. Jego list 

jest też pełen terminologii prawniczej, jak gdyby apostoł chciał podkreślić 
jurydyczny charakter swoich stwierdzeń. 

Możliwe, że niektórzy członkowie zgromadzenia, o których wspomina święty 

Łukasz, osiedlili się w Jerozolimie, lecz nadal byli określani według miejsca 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

101 

pochodzenia. Na przykład Szymon z Cyreny, który pomagał nieść poprzeczną 
belkę Jezusowi (Mk 15,21), pochodził z Cyrenajki, położonej między dzisiejszym 
Egiptem a Tunezją. Tamtejsi Żydzi mieli własną synagogę w Jerozolimie. Jeden 
z dwóch synów Szymona, Aleksander, został pogrzebany w Świętym Mieście. Jego 
ossuarium z napisem identyfikacyjnym odkryli archeolodzy z Uniwersytetu He­
brajskiego w Jerozolimie

21

. Również święty Stefan, przywódca grekojęzycznych 

Żydów, którzy stali się wyznawcami Chrystusa (Dz 6,1-7), był imigrantem, a ży­
dowscy „helleniści" mieli co najmniej jedną synagogę w Jerozolimie. Ale chociaż 
sformułowania świętego Łukasza mogą wskazywać na mieszaninę miejscowych 
Żydów i pielgrzymów, wyróżnia on przybyszów ze stolicy cesarstwa i wyraźnie 
nazywa ich „mieszkańcami Rzymu". W każdym razie mieli oni wrócić do miej­
sca zamieszkania po Święcie Tygodni. 

Łukasz podaje, że owego dnia święty Piotr nawrócił „około trzech tysięcy 

dusz" (Dz 2,41) - niewiele z setek tysięcy. Ale trochę dalej czytamy, że „licz­
ba mężczyzn sięgała pięciu tysięcy" (Dz 4,4). Ci, którzy wrócili do Rzymu, 
zapewne zobaczyli Golgotę z pionową belką krzyża, który nadal tam stał, pu­
sty grób Jezusa i, być może, podczas potajemnych spotkań w słynnym „poko­

ju na górze", nawet sam Titulus z imieniem Jezusa Nazarejczyka. Dowiedzie­

liby się również, że to Rzymianie byli odpowiedzialni za jego śmierć. Przecież 

właśnie tak święty Piotr rozpoczął swoją mowę: 

Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, któ­

rego posłannictwo  B ó g potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, 

jakich  B ó g przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który 

z woli, postanowienia i przewidzenia Boga został wydany, przybiliście rękami bez­
bożnych do krzyża i zabiliście (Dz 2,22-23). 

Bardzo ważne jest to, co ten tekst sugeruje. Wydaje się, że święte miejsca 

nowej wiary zostały ustalone na bardzo wczesnym etapie. Co ważniejsze, wie­
dza o ich lokalizacji została przekazana do miast i miasteczek w całym cesar­
stwie rzymskim, w tym do jego stolicy już w 30 roku n.e. Od tej pory można 
prześledzić wzajemne oddziaływanie trzech nurtów kulturowych: trwałej miej­
scowej tradycji wśród żydowskich chrześcijan w Jerozolimie, której nawet 
krótkie wygnanie

23

 nie mogło przerwać; wystąpień teologicznych oponentów, 

którzy mieli wszelkie szanse udowodnić, że pierwsi chrześcijanie mylą się 
w sprawie świętych miejsc, ale tego nie zrobili, a w każdym razie im się to nie 
udało; wreszcie przekonań wszystkich wyznawców Chrystusa w innych re­
gionach rodzącego się świata chrześcijańskiego, którzy mieli wysłuchać opo­
wieści z Jerozolimy z ust pielgrzymów po ich powrocie. Co się tyczy tej ostat­
niej grupy, w każdym razie pewnej ich liczby, możemy założyć, że to, co 
usłyszeli, zaciekawiło ich tak bardzo, iż zapragnęli dowiedzieć się czegoś wię­
cej o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Mesjaszu i sami wyruszyli na piel­
grzymkę

24

. Święto Namiotów Sukkot, rozpoczynające się w tiszri (przełom na­

szego września-października), stanowiło właśnie taką kolejną okazję. Potem 

background image

102 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

było święto Paschy (Pesach, Święto Niezakwaszonego Chleba) i ponownie 

Święto Tygodni (Shavuot), współczesna chrześcijańska Pięćdziesiątnica. 

Miejscowi Żydzi i pielgrzymi zainteresowani Yeshu HaNozri i związanymi 

z nim miejscami mogli zwrócić się z pytaniami do kilku grup ludzi: do najbliż­
szej rodziny ukrzyżowanego przywódcy - Maryi, Jakuba i innych; do kobiet, 
które jako pierwsze zobaczyły pusty grób; do 11 apostołów oraz do Mateusza, 
następcy Judasza, którego wybrano dlatego, że był naocznym świadkiem od 
pierwszej godziny publicznej posługi Jezusa

25

. Oczywiście można było podej­

rzewać, że ich świadectwo nie było prawdziwe. Jednak jeden uczestnik wyda­
rzeń z 30 roku n.e. wyróżniał się wśród innych - Józef z Arymatei, człowiek, 
którego zidentyfikowaliśmy w poprzednim rozdziale jako najbardziej wiary­
godnego strażnika Titulusu. Ponieważ nie urodził się w Jerozolimie, jego imię 
zawsze łączono z nazwą rodzinnego miasteczka, Arymatea, którą większość 
historyków lokalizuje w odległości 15 kilometrów na północny wschód od Lyd-
dy. Grecka pisownia Arimathaia może być wersją hebrajskiej nazwy HaRa-
matha,

 liczba mnoga Ramathaim (dwa szczyty), miasta wymienionego 

w 1 Księdze Samuela (1 Sm 11,34) i w apokryficznej 1 Księdze Machabej-
skiej

 (ł Mch 11,34)

26

. Ramathaim, czyli Arymatea, miała długą historię. Była 

miejscem narodzin Elkanaha, ojca proroka Samuela, i prawdopodobnie same­
go Samuela

27

, znalazła się pod okupacją syryjską i została wyzwolona i przy­

wrócona judaizmowi przez Jonatana z dynastii Machabeuszy w połowie I wie­
ku p.n.e. W swojej ewangelii święty Łukasz przypomina nam, że miejsce 
pochodzenia Józefa rzeczywiście było w pełnym znaczeniu tego słowa „mia­
stem żydowskim" (Łk 23,51). 

A więc pochodzenie „z Arymatei" było wyróżnieniem. Zresztą Józef odno­

sił w życiu niemałe sukcesy. Zdobył bogactwa - święty Mateusz opisuje go 

jako „zamożnego" (Mt 27,57), był szanowany (Mk 15,43), „dobry i sprawie­

dliwy" (Łk 23,50), a przede wszstkim osiągnął szczyt możliwej dla Żyda ka­
riery - został członkiem sanhedrynu, sądu najwyższego

28

. Nasze źródła zdają 

się sugerować, że należał do Wielkiego Sądu (Wielkiego Sanhedrynu) w Jero­
zolimie, który zgodnie z tradycją składał się z 70 mędrców. Były też pomniej­
sze sądy, mające po 23 członków, którzy spotykali się w miastach Judei, łącznie 
z Jerozolimą. Arcykapłan był jednocześnie przewodniczącym Wielkiego San­

hedrynu

29

. Do czasów Jezusa większość członków tego trybunału stanowili 

saduceusze, chociaż wciąż rosły wpływy faryzeuszy. Wyroki sanhedrynu nie 
musiały zapadać jednogłośnie. Ponieważ Józef z Arymatei sprzeciwił się 

uchwale i postępowaniu Wielkiego Sanhedrynu wobec Jezusa (Łk 23,51), 
możemy albo zaliczyć go do nielicznych opozycjonistów, albo do członków 

jednego z Małych Sanhedrynów, niezaangażowanych bezpośrednio w tę spra­

wę. Józef znalazł się w nader niezręcznej sytuacji. Głosował przeciwko jedno­
znacznemu życzeniu arcykapłana, co teoretycznie mieściło się w granicach pra­
wa, jak Gamaliel miał to zademonstrować kilka tygodni później (Dz 5,33-35), 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

103 

lecz mogło mieć przykre konsekwencje. Jeżeli Józef był uczniem Jezusa, mu­
siał zachować ten fakt w tajemnicy (J 19,38) i pomagać chrześcijanom, wyko­
rzystując wszystkie środki, jakie miał do dyspozycji, nie narażając się 

jednocześnie wrogom Syna Bożego. 

Jako członek sanhedrynu Józef miał pełne prawo prosić Piłata o ciało Jezu­

sa, żeby wyprawić mu tradycyjny żydowski pogrzeb. Nawet stracony złoczyń­
ca musiał zostać pogrzebany jak należy, w dniu jego śmierci. Paradoksalnie, 
ten przepis żydowskiego prawa mógł pomóc Józefowi w ukryciu jego zaanga­
żowania. Według Księgi Powtórzonego Prawa osoba, która organizowała taki 
pogrzeb, nie musiała być przyjacielem lub krewnym zmarłego, lecz po prostu 
Żydem posłusznym prawu swego ludu: 

Jeżeli ktoś popełni zbrodnię podlegającą karze śmierci, zostanie stracony i po­

wiesisz go na drzewie - trup nie będzie wisiał na drzewie przez noc, lecz tegoż dnia 
musisz go pogrzebać. Bo wiszący jest przeklęty przez Pana. Nie zanieczyścisz swej 
ziemi, którą Pan, Bóg twój, daje ci w posiadanie (Pwt 21,22-23)

3 0

Nawet wrogowie ludu żydowskiego - a za takiego uważała Jezusa więk­

szość członków sanhedrynu - nie byli pozbawieni tego prawa

31

. Nie było po­

wodu, aby Piłat odmówił prośbie Józefa z Arymatei; ten ostatni zacytowałby 
prefektowi prawo przodków, które Piłat prawdopodobnie znał na podstawie 
poprzednich wyroków śmierci przez ukrzyżowanie, które wydał na Żydów. 
Namiestnik zdawał sobie sprawę, że nie powinien zaogniać sytuacji w przeded­
niu szabatu, po ukrzyżowaniu, które, jak zapewne uważał, umocniło jego po­
zycję w Jerozolimie. 

Według pewnego późniejszego tekstu z Talmudu ciała przestępców mogły 

być pogrzebane we wspólnym grobie, który zapewniał sanhedryn

32

. Ciekawe, 

że tylko dwa znane nam przypadki są sprzeczne z tym przepisem. Zwłoki ukrzy­
żowanego Jehohanana z Givat ha-Mivtar musiały spocząć we własnym lub 
w podwójnym grobie, gdyż inaczej jego kości nie zostałyby zabrane w jakiś 
czas potem do zwyczajowego drugiego pogrzebu w małym ossuarium, które 
po wielu wiekach odkryli archeolodzy. W przypadku Jezusa, Józef z Arymatei 
oddał mu swój własny grób, nowo wykuty, jak podkreśla to święty Jan

3 3

. Nie 

powinniśmy jednak zakładać, że Józef był gotów oddać swój grób na zawsze. 
Po pierwsze, nawet w prywatnym rodzinnym grobie zwykle była więcej niż 

jedna kamienna ława, a po drugie, zwłoki szybko ulegały rozkładowi. W nor­

malnych warunkach po kilku tygodniach lub miesiącach nagie kości byłyby 
gotowe do przeniesienia do małego ossuarium, które wtedy umieszczono by 
na podłodze. Na pewno wedle norm moralnych Józef z Arymatei postępował 
odważnie, ale udzielenie miejsca w grobie nie zwróciło specjalnej uwagi. Przy­
padek Jehahanana świadczy, że nawet ukrzyżowany skazaniec mógł zostać 
pogrzebany z godnością, zgodnie ze starożytną żydowską tradycją. 

Józef z Arymatei nie działał sam, u grobu przyłączył się do niego Nikodem 

z rytualnymi mirrą, aloesem i lnianym całunem (J 19,40)

34

. W przeciwieństwie 

background image

104 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

do pozostałych trzech autorów ewangelii, święty Jan miał szczególny powód, 
żeby wspomnieć o obecności Nikodema. Dwukrotnie odegrał on ważną rolę 
w relacji ewangelisty, jako faryzeusz i członek sanhedrynu, który przybył w no­
cy do Jezusa (J 3,1-21), i jako doskonały znawca prawa żydowskiego (J 7,50-
51). Józefa z Arymatei i Nikodema połączyło zainteresowanie osobą i nauka­
mi Jezusa - prawdopodobnie podczas sądu nad nim lub poprzedzających go, 

utrzymywanych w tajemnicy wydarzeń. 

Obecność Nikodema ma pewne znaczenie dla naszych badań nad wiarygod­

nością miejscowej tradycji. W przeciwieństwie do Józefa, nie nosił przy dom­
ka, który określałby miejsce jego pochodzenia. Zapewne powodem tego było 
niezwykłe imię, jakie mu nadano

35

. Znaczy ono „zwycięzca ludu" i jest pocho­

dzenia greckiego, a nie hebrajskiego czy aramejskiego - jego fonetycznym 
odpowiednikiem byłby Naądimon. Oczywiście greckie imiona nie były niczym 
niezwykłym wśród wyznawców judaizmu I wieku n.e. Andrzej i Filip, dwaj 
apostołowie, nosili obce imiona, podobnie jak Stefan - przywódca helleni­
stów, Eneasz - Żyd uzdrowiony przez świętego Piotra, oraz wielu innych ludzi 
upamiętnionych na grobowcach i w inskrypcjach. To szczególne imię wystę­

powało jednak bardzo rzadko; nie ma ono precedensu ani w greckiej wersji 

Starego Testamentu, ani w żydowskim folklorze. Wynika z tego, że rodzice 

Nikodema pochodzili z daleka, niewykluczone, że należeli do diaspory żydow­

skiej, a ich ojczystym językiem mógł być grecki. Możliwe też, że Nikodem był 

w sanhedrynie przedstawicielem jednej z dwóch grekojęzycznych synagog 
w Jerozolimie. W takim razie byłoby rzeczą naturalną, że to do niego zwraca­

liby się pielgrzymi z grekojęzycznej diaspory, gdyż wydaje się, iż przybysze 
szukali Żydów, którzy znali ich mowę ojczystą. Dobry przykład podaje w swo­

jej ewangelii święty Jan, pisząc, że do Jerozolimy na święto Paschy przybyli 

„też niektórzy Grecy", chcąc spotkać Jezusa. Instynktownie zwrócili się do 
Filipa, jednego z apostołów, który pochodził z tego kraju. Filip natychmiast 
udał się do innego mówiącego po grecku ucznia, Andrzeja, brata Szymona 
Piotra, i razem powiedzieli o wszystkim Jezusowi (J 12,20-23). 

Józef z Arymatei i Nikodem są przedstawicielami pewnej mniejszości wśród 

członków żydowskich sądów, która była przychylnie nastawiona wobec Jezu­
sa i nie zgadzała się z wrogim stanowiskiem większości sanhedrynu. Później­
sze apokryfy głosiły, że Józef z Arymatei był przyjacielem Piłata i został mi­
sjonarzem, strażnikiem Świętego Graala oraz założycielem pierwszego 

kościoła w Glastonbury. Mówiono też, w znacznie późniejszych relacjach, że 
Nikodem był uczniem świętego Piotra i świętego Jana i, jeszcze później, auto­
rem innej ewangelii

36

. Takie fantastyczne opowieści mają niewielkie znacze­

nie dla naszych badań. Natomiast ważna jest obecność tych dwu mężczyzn 
oraz innych im podobnych w Jerozolimie. Co najmniej dwóch żydowskich 
dostojników utrzymywało bliskie kontakty z Jezusem i jego uczniami. Przy­
bywający z daleka żydowscy pielgrzymi naturalnie zwracaliby się do tych 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

105 

dwóch mędrców, którzy mogliby opowiedzieć im o swoich przeżyciach i po­
kazać święte miejsca. Za przykładem świętego Pawła, który zaproponował Ko­
ryntianom, by udali się do Jerozolimy i posłuchali naocznych świadków, jero­
zolimscy chrześcijanie mogli posłać sceptycznych żydowskich przybyszów na 
spotkanie z Józefem z Arymatei i Nikodemem. 

Tablice pamiątkowe i napisy 

Wiara chrześcijańska zawsze była blisko związana ze świętymi miejscami. 

Ewangelie raz po raz podkreślają ich znaczenie, od Betlejem poprzez Nazaret 
i Cezareę Filippi do Świątyni jerozolimskiej, Golgoty i Grobu Pańskiego. Naj­
widoczniej ewangeliści uważali za najważniejsze zanotować, że jakiś fakt 
wydarzył się w takim to a takim miejscu. Przez śmiecia niektóre z tych miejsc 
zachowały swój dawny charakter i nie było potrzeby prowadzenia prac arche­
ologicznych, które ujawniłyby ich położenie. Niedawne wykopaliska rozwią­
zały jednak wiele zagadek, na przykład ustalając, gdzie naprawdę znajdowała 
się Kana Galilejska, ale nie udzieliły odpowiedzi na inne pytania, takie jak 
lokalizacja Emaus. Czasami wyniki wykopalisk w Ziemi Świętej są tak osza­
łamiające, że aż dech zapiera. Odkrycie rybackiego miasteczka Betsaidy i ło­
dzi rybackiej w pobliżu miejscowości Migdal/Magdala (kibuc Nof Ginnosar) 
są tylko dwoma takimi przykładami. Inne to prace prowadzone w Cezarei Fi­
lippi na północy, niedaleko od Dan poniżej góry Hermon, gdzie ponownie uka­
zała się cała panorama z I wieku n.e., łącznie z pogańskim przybytkiem po­
święconym bożkowi Panowi, świątynią Cesarza Augusta i jednym ze źródeł 
Jordanu. 

To ostatnie stanowisko archeologiczne - zwane teraz Banjas, a jest to arab­

ska forma starogreckiego imienia Paneas (od bożka Pana) - uświadamia, jak 
wielkie znaczenie miało to miejsce dla rodzącego się chrześcijaństwa. Było 
ono jednym z najpopularniejszych celów pielgrzymek we wschodniej części 
cesarstwa rzymskiego od III wieku

37

. Sama wielkość tego terenu, odkopane 

sklepy i udogodnienia przed ówczesną świątynią świadczą o kwitnącym lokal­
nym biznesie. I to tam, około 29 roku n.e., Jezus zapytał swoich uczniów, za 
kogo uważają go ludzie oraz oni sami

38

. Najwidoczniej to nie był przypadek, 

że religijny rewolucjonista wybrał to szczególne miejsce, aby zadać tak szcze­
gólne pytanie. Według ewangelii pewien mężczyzna, Szymon, syn Jony, ogło­
sił Jezusa Mesjaszem w pobliżu świątyni Cesarza Augusta, gdzie czczony był 
uniwersalny grecki bóg „wszystkiego"

3 9

. W ten sposób Jezus, Pomazaniec 

Boży, stanął naprzeciwko sąsiadujących ze sobą ośrodków pogańskiego i ce­
sarskiego kultu, w pobliżu źródełka rzeki, w której został ochrzczony. Istot­
nie, Pan, tak jak August, miał swoje świątynie w całym cesarstwie rzym­
skim, niektóre w odległości zaledwie paru dni podróży - wiemy, że przybytek 

background image

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Pana był w Askalonie, zaś świątynia Augusta - w Caesarea Maritima. Piel­
grzymi wiedzieli, dokąd się udać, gdzie miały się znajdować święte miejsca 
ich religii. 

Wśród licznych miejsc kojarzonych z Jezusem dwa były najważniejsze - to, 

gdzie go ukrzyżowano, i to, gdzie zmartwychwstał - Golgota i pusty grób. Jego 
uczniowie i pierwsi wyznawcy - którzy wszyscy byli Żydami, choć część po­
chodziła z Grecji - oczywiście wiedzieli, że muszą zapamiętać ich lokaliza­
cję i przekazywać tę wiedzę z pokolenia na pokolenie. Trzeba było zapewnić 
im przetrwanie, potrzebny był historyczny odpowiednik tablic pamiątkowych. 
W starożytności ryto imiona i komentarze w kamieniu. Na opisywanych wcześ­
niej ossuariach odnajdywano imię zmarłego, a często też imię jego ojca. Grób 
rodzinny Kajfasza, odkryty na południowych peryferiach Talpiotu, czy ossu-
aria znalezione w pobliżu kościoła Dominus flevit na Górze Oliwnej dostar­
czają nam licznych przykładów. Ossuaria odkopane w pobliżu tej świątyni są 
żydowskie, a w niektórych być może pochowano pierwszych chrześcijan (patrz 
rozdział 6)

4 0

Lecz ossuarium to tylko przedmiot, który w każdej chwili można gdzieś 

przenieść. A co z miejscami, gdzie rozgrywały się wydarzenia opisane 
w ewangeliach? Martin Biddle, archeolog z Oksfordu, odtworzył architek­
toniczne dzieje grobu w kościele Grobu Pańskiego za pomocą najnowszych 
metod archeologicznych i skomputeryzowanej fotometrii. Biddle to uczony 
szanowany przez wiernych ze wszystkich odłamów chrześcijaństwa w Jero­
zolimie, przez muzułmanów strzegących klucza do tego kościoła i przez Izra­
elczyków. Jest głęboko przekonany, że zostaną przeprowadzone dalsze prace 
restauracyjne, zwłaszcza na podłodze rotundy

41

. Słyszano, jak niejeden raz 

mówił, że będzie to wielka chwila. Być może zostaną odnalezione napisy 
wykonane przez miejscowych chrześcijan lub przez pielgrzymów. Każdy 
napis starszy niż epoka Hadriana byłby czymś w rodzaju tablicy pamiątko­
wej, której szukają wszyscy badacze świętego krzyża i Grobu Pańskiego. 
Taki napis dostarczyłby nam widzialnego, namacalnego dowodu, pomógłby 
zaakceptować fakt, że tak zwany „grób Józefa z Arymatei", położony kilka 
metrów za koptyjską kaplicą, gdzie kiedyś był cmentarz z I wieku n.e., nie 
ma nic wspólnego z prawdziwym miejscem pochówku Jezusa, które znajdu­

je się w konkretnym miejscu w kościele Grobu Pańskiego i które miejscowi 

chrześcijanie mogli pokazywać pielgrzymom do czasu, aż Hadrian zbudo­
wał nad nim pogańską świątynię. Umiarkowana pewność siebie Martina Bid­
d l e ^ ma pewne podstawy; wnioski swe wysnuł, opierając się na znalezisku 
tak zwanego Grobu Dawida na wieczerniku na wzgórzu Sion. 

Archeolodzy są zgodni, że budowla ta nie jest prawdziwym grobowcem kró­

la Dawida, który spoczął w swoim mieście na położonym na wschodzie pagór­

ku zwanym Ofel

42

. Grupa ortodoksyjnych Żydów zamieniła ten fałszywy gro­

bowiec w synagogę, przy której północnej ścianie stoi gigantyczny sarkofag, 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

107 

przykryty cennym dywanem. Lecz twierdzenie, że są to sarkofag oraz komora 
grobowa Dawida, ma bardzo chwiejną podstawę. W istocie mamy tu do czy­
nienia ze zwykłym cenotafem zbudowanym przez krzyżowców w XII wieku. 
Rzeczą, na którą naprawdę warto zwrócić uwagę w tej świątyni, jest alkowa 
czy też absyda na Aaron Ha Kodesh, skrzynia, w której przechowywano świę­
te zwoje. Synagogi poza Jerozolimą zawsze były zwrócone w stronę tego Świę­
tego Miasta. Natomiast w samej Jerozolimie, co naturalne, zawsze kierowano 

je ku Świątyni, lub, po jej zniszczeniu w roku 70 n.e., miejscu, gdzie przedtem 

stała

43

. Grób Dawida natomiast, co zupełnie zaskakujące, zwrócony jest w kie­

runku Golgoty i grobu Jezusa. Sami to sprawdziliśmy i precyzyjność tej osi 

jest naprawdę niezwykła. Z promenady Haas roztacza się wspaniały widok na 

Jerozolimę i można bez trudu dostrzec stamtąd synagogę w Grobie Dawida, 
wewnętrzny okrąg dawnej świątyni (obecnie miejsce to zajmuje Meczet na 

Skale) i kościół Grobu Pańskiego. Potwierdza to koordynaty każdej dobrej 

mapy starożytnej Jerozolimy, tak więc nikt stojący przy Grobie Dawida nie 
mógł i nie może pomylić lokalizacji świątyni z umiejscowieniem Golgoty. In­
nymi słowy, zorientowanie niszy nie było przypadkowe. 

Nasze spostrzeżenie to jeden z kilku argumentów na poparcie teorii po raz 

pierwszy wysuniętej przez Bargila Pixnera, jerozolimskiego archeologa. Pix-
ner zidentyfikował rzekomy Grób Dawida jako synagogę żydowskich chrze­
ścijan, zbudowaną przez nich po powrocie z dobrowolnego wygnania do Pełli 
w latach 70.1 wieku n.e. (w poprzednim rozdziale opisaliśmy jednego z nich, 

Symeona Bar Kleopasa). Pbcner twierdził dalej, że judeochrześcijańską syna­
gogę zbudowano w tym konkretnym miejscu na wzgórzu Sion, ponieważ przed­

tem stał tam dom, gdzie odbyła się Ostatnia Wieczerza, zburzony podczas anty-
rzymskiego powstania. Propozycje Pixnera spotkały się z wątpliwościami 
i sprzeciwem środowiska naukowego, ale w ciągu wieloletnich badań zdołał 
potwierdzić swoją tezę (nie bez pomocy kolegów)

44

. Nas najbardziej interesu­

je druga część tezy wysuniętej przez Pixnera, ta dotycząca judeochrześcijań-

skiej synagogi. 

W 1948 roku wystrzelony z jordańskiego moździerza granat trafił w tę bu­

dowlę. Wyznaczono izraelskiego archeologa J. Pinkerfelda, by zbadał i napra­
wił uszkodzone mury. 

W 1951 roku Pinkerfeld podczas prac odnalazł niszę ze zwojami Tory i dwie 

warstwy podłogowe pod powierzchnią obecnej podłogi: późnorzymsko-bizan-
tyjską i pierwotną posadzkę z pozostałościami kamiennych płyt, położoną 70 
centymetrów pod współczesną

45

. Najważniejszym odkryciem Pinkerfelda były 

kawałki tynku, pochodzące z pierwszej budowli, odnalezione na najstarszej 
warstwie podłogi wraz z greckimi napisami. Pinkerfeld został zabity, zanim 
zdążył opublikować rezultaty swoich badań. Włoski archeolog Emanuele Te-
sta jako pierwszy opublikował i zinterpretował te napisy

46

. Żaden z nich nie 

ma formalnego charakteru i stylu znanego z oficjalnych inskrypcji. Skrócone, 

background image

108 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

jakby pośpiesznie nabazgrane, przypominają jeden z wyrytych w ostatniej 

chwili na ossuariach napisów, dodanych tuż przed umieszczeniem tego ka­
miennego pojemnika w komorze grobowej

47

. Jeden z nich skierowany jest bez­

pośrednio do Jezusa. Oto jego treść według interpretacji Testy, potwierdzonej 
przez Pixnera, Riesera i innych: IOYIHZOTI ZHZO KIPIE AYTOKPATO-

P O Z - „O Jezu, Panie i władco, [spraw], żebym przeżył". Niektórzy uczeni 

przetłumaczyli ten napis nieco inaczej: „O Jezu, [spraw], żebym przeżył, 
Panie Autokratorze"

48

. Ta inwokacja zdaje się odwoływać do początku Psal­

mu 110 (Ps 110,1), który chrześcijanie interpretowali jako mesjanistyczne 
proroctwo przynajmniej od czasu przemówienia świętego Piotra w święto 
Paschy w Jerozolimie: „Wyrocznia Boga do Pana mego: »Siądź po mojej 
prawicy...«. Dziwne określenie „autokrator", [samo]władca lub „autokrata" 
z naszego napisu, grekojęzyczni Żydzi znali z apokryfu biblijnego, 4 Księgi 
Machabejskiej, gdzie pojawia się ono pięć razy. W każdym wypadku ozna­
cza pana lub władcę

49

. Ale „autokrator" to zarazem jeden z licznych tytułów 

cesarza rzymskiego w czasach Jezusa i jego pierwszych wyznawców. W ter­
minologii politycznej zwrócenie się do Jezusa jako „autokratora" było co 
najmniej równie niebezpieczne, jak nazwanie go „Synem Bożym", gdyż rów­
nież i ten termin był, jak już się dowiedzieliśmy, jednym z wielu tytułów wład­
cy Rzymu

50

Dokładne odczytanie i interpretacja napisów z pierwszej warstwy archeolo­

gicznej z synagogi na wzgórzu Sion to sprawa debaty naukowej. Kiedy jednak 
weźmie się pod uwagę rezultaty badań archeologicznych tego miejsca - i od­
krycie niszy na Torę - wydaje się bardzo prawdopodobne, że autorzy tych na­

pisów byli chrześcijanami żydowskiego pochodzenia. W każdym razie można 
powiedzieć, że pochodzą one z I wieku n.e., są błaganiem do kogoś lub czegoś 
i znajdują się w miejscu kultu - którym dość szybko stał się ten budynek, na­
wet jeśli nie był nim od początku. Czy opowiemy się za najbardziej, czy za 
najmniej śmiałą interpretacją, napisy są ważną wskazówką odkryć, które mogą 
ujawnić dalsze wykopaliska - podobne inskrypcje, rysunki lub napisy zostaną 
prawdopodobnie odnalezione podczas niecierpliwie oczekiwanych prac restau­
racyjnych podłogi grobu Chrystusa w kościele Grobu Pańskiego. 

Niestety, będziemy musieli poczekać na rozpoczęcie badań przez Martina 

Biddle'a, jego żonę Birthe i ich wielonarodowy zespół. W Jerozolimie jest 
pewna niezwykła chrześcijańska inskrypcja, wcześniejsza od odkryć Heleny 
i czasów, w których Konstantyn wznosił nowe budowle. Wspomnieliśmy o niej 
lakonicznie w poprzednim rozdziale - pod kościołem Grobu Pańskiego, gdy 
turysta lub pielgrzym schodzi po schodach do kaplicy Świętej Heleny, dociera 
do poziomu, na którym znajduje się ormiańska kaplica. Na lewo od niej są 

pewne zamknięte drzwi, które Ormianie rzadko otwierają przy ważnych oka­
zjach. Schody za drzwiami prowadzą do głębszego, podobnego do pieczary 
pomieszczenia - to szczyt Golgoty, który niegdyś znajdował się na otwartej 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

109 

przestrzeni, jeszcze niezasłonięty przez świątynię Hadriana. Ormianie odkryli 
to pomieszczenie przypadkowo. Podczas prac restauracyjnych natrafdi na pustą 
przestrzeń za jakimś murem. Nazywąjąjąkaplicą Świętego Wartana i Ormiań­
skich Męczenników. Tam też dokonali zaskakującego odkrycia. Na kamieniu 
zobaczyli rysunek łodzi, a pod nim napis w języku łacińskim. Zanim cały ob­
szar został odpowiednio odrestaurowany, miejsce to odwiedził jeden z człon­
ków British School of Archeology i zasugerował, że ten napis, wyryty duży­
mi literami, głosi: ISISMYRIONIMOS - „kris o tysiącu imion", czyli podaje 

jeden z tytułów tej egipskiej bogini. Było to fantastyczne przypuszczenie, 

gdyż litery drugiego słowa w żaden sposób nie przypominają słowa MY-
RIONIMOS (oprócz faktu, że jest tam M i S), a w dodatku zachowane in­
skrypcje, z którymi można by ten napis porównać, nie mówią o tej bogini 

jako o Isis, ale jako Isidi. Ponadto łódź nad tą inskrypcją nie miałaby sensu 

w odniesieniu do Izydy. Emanuele Testa zaproponował pewną interpretację, 
która pasuje do wyrytych na skale liter i wyjaśnia rysunek łodzi nad nimi. 
Odczytał ten napis jako DOMINEIVIMUS, czyli Domine, ivimus - „Panie, 
przybyliśmy". Ci, których przekonała wersja o Izydzie, zapewniali, iż Testa 
zmienił lub sfałszował te litery podczas renowacji i go o to oskarżyli. We­
zwano specjalistów z Biura Badań Kryminalistycznych, oddziału Policji Na­
rodowej Izraela, którzy 12 stycznia 1977 roku w końcu ostatecznie potwier­
dzili uczciwość Testy oraz autentyczność rysunku i łacińskiego napisu (bez 
względu na jego głębsze znaczenie - to nie należało do obowiązku policji 
izraelskiej)

51

Tłumaczenie zdania Domine, ivimus nie nastręczało żadnych problemów. 

Nietrudno było też zauważyć, że nawiązywało ono do pierwszego wiersza Psal­
mu Pielgrzymów

 121/122: Laetatus sum eo ąuod dixerint mihi in domum Do­

mini ibimus, stantes erant pedes nostri in portis tuis Hierusalem,

 co znaczy: 

„Uradowałem się, gdy mi powiedziano: »Pójdziemy do domu Pańskiego!« Już 
stoją nasze nogi w twych bramach, o Jeruzalem". Pielgrzymi, którzy pozosta­
wili ten napis, spełnili nakaz psalmu: poszli i przybyli. Pojedyncza litera, B/V, 
często identycznie wymawiana w owym czasie, zamieniła czas przyszły 

w przeszły dokonany. Ciekawe, że nawet uczeni żydowscy, którzy zbadali ten 
tekst i jego kontekst, nigdy nie sugerowali, że jest to żydowska, a nie chrześci­

jańska inskrypcja. Przesądziło o tym miejsce odkrycia - podnóże Golgoty. 

Zresztą było mało prawdopodobne, żeby pielgrzymi żydowscy wybrali łacinę, 
a nie grekę, która pozostała językiem, jakim Żydzi porozumiewali się nawet 
w Rzymie i gdzie indziej w diasporze. To chrześcijanie na Zachodzie wkrótce 
zaczęli używać łaciny, najpierw jako alternatywy dla greki, a w końcu jako 

języka większości. Do połowy II wieku łacina była już zaakceptowanym języ­

kiem w literaturze chrześcijańskiej. Zachowane świadectwo męczeństwa ze 

Scilli (na terenie współczesnej Tunezji), pochodzące mniej więcej ze 180 roku, 

pozwala domniemywać, że wtedy istniały już zwoje z listami świętego Pawła 

background image

110 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

spisanymi po łacinie. Do końca drugiego stulecia wielki apologeta i teolog 
Tertulian pisał wyłącznie po łacinie

52

. Innymi słowy, oczekiwalibyśmy, że piel­

grzymi pozostawią napisy właśnie w języku łacińskim. 

Jak datować ten rysunek? Przedstawia on mały rzymski statek handlowy. 

Jego dziób ma kształt gęsiej głowy, żagiel jest zwinięty z tyłu masztu i związa­
ny czerwonymi linami. Sam maszt został opuszczony na znak, że statek przy­
bił do bezpiecznej przystani, do miejsca śmierci i zmartwychwstania Pana. 
Mimo prostych sposobów przekazu obraz ten robi wielkie wrażenie. 

Jak wykazał Magen Broshi (patrz przypis 51), ten typ statku handlowego był 

używany od II do IV wieku. A więc rysunek i napis mogłyby równie dobrze 
pochodzić z połowy II lub z IV stulecia. Styl tej inskrypcji wskazuje na wcześ­
niejszą datę, ale ze względu na nierówny i nieprofesjonalny kształt liter do­
kładne datowanie jest niemożliwe. 

Pomocne mogą okazać się inne czynniki historyczne. Musimy jednak wy­

kluczyć okres po 326 roku, czyli po pielgrzymce Heleny. Zaraz po zburzeniu 
świątyni Wenus każdy pielgrzym mógł bez przeszkód dotrzeć na szczyt Gol­
goty i do pustego grobu Jezusa. I odwrotnie, trzeba odrzucić też każdą datę 
poprzedzającą rok 135, gdy na rozkaz Hadriana zbudowano pogański przyby­
tek na tym terenie. Ktokolwiek przybył, żeby zobaczyć te dwa miejsca, miał 
do nich łatwy dostęp. W dodatku, jak już stwierdziliśmy wcześniej, jest nie­
prawdopodobne, aby chrześcijańscy pielgrzymi - żydzi czy poganie z pocho­
dzenia - wyryli łaciński napis przed panowaniem tego cesarza. 

Z pewnością możemy uważać, że rysunek statku i inskrypcja powstały między 

rokiem 135 a 324. Czy uda się nam datować je bardziej precyzyjnie? Teoretycz­
nie, z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić, że pochodzą one 
z okresu, kiedy chrześcijanie mogli swobodnie podróżować i nie ukrywać swo­

jej wiary, okresu wolnego od prześladowań, zarówno lokalnych, jak i na terenie 

całego cesarstwa. Z tego punktu widzenia najbliższa prawdy jest hipoteza, że 
chodzi tu o koniec II i początek III wieku. Chociaż zawsze były okresy względ­
nego spokoju, które włoski historyk Marta Sordi nazywa „faktyczną tolerancją 
od czasów Septimiusza Sewera do Heliogabala"

53

, jeden z nich wydaje się naj­

bardziej prawdopodobny - panowanie Filipa Araba, Marka Juliusza Filipa, któ­
ry rządził w latach 244-249. Jako Arab z Szabby, położonej na południowy 
wschód od Damaszku, pochodził z regionu tolerancyjnego dla różnych religii. 
Posunięcia administracyjne tego cesarza ośmieliły chrześcijan i nawet wysunię­
to przypuszczenie, że on sam był potajemnym wyznawcą Chrystusa

54

. Poczyna­

jąc od jego następcy Decjusza, następne 60 lat to czas niepewności i zmasowa­

nych prześladowań, aż do 313 roku, kiedy na cesarskim dworze w Mediolanie 
Konstantyn Wielki i Licyniusz ogłosili, że chrześcijaństwo jest tolerowaną reli­
gią. Dlatego trzeba założyć, że napis mógł powstać najpóźniej za czasów rządów 
Filipa Araba lub któregokolwiek z jego poprzedników, cesarzy z dynastii Sewe­
rów. 

background image

Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

111 

W każdym razie pielgrzymi zręcznie uchronili swoje przesłanie przed znisz­

czeniem przez wrogo nastawionych Żydów lub Rzymian, którzy ich prześla­
dowali. Pisząc DOMINE, użyli terminu, w którym Żyd mógł dostrzec nawią­
zanie do Psalmu 122, a przeciętny Rzymianin - inwokację do cesarza; Dominus 
(po grecku Kyrios) to jeden z tytułów i sposób zwracania się, jakiego władcy 
Rzymu żądali od poddanych

55

. Dlaczego chrześcijanie nie mieli posłuchać słów 

ich Pana Jezusa: „Oto ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc 
roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie" (Mt 10,16)? 

Ale bez względu na to, w jakim roku, miesiącu i dniu owi chrześcijanie przy­

byli do Jerozolimy, musieli spotkać tu innych chrześcijan, którzy mogli poka­
zać im to święte miejsce. 

Powtórzymy więc podstawowy punkt naszej tezy: nie ma powodu, żeby wąt­

pić w kontynuację miejscowej tradycji, od ukrzyżowania i pogrzebu Jezusa do 
przybycia cesarzowej Heleny. Poczynając od tych, którzy stali pod krzyżem Je­
zusa, poprzez Józefa z Arymatei i Nikodema, do Symeona Bar Kleopasa, od 

judeo-chrześcijan z synagogi na wzgórzu Sion do przybyłych morzem pielgrzy­

mów, autorów napisu na Golgocie, spotykamy ludzi, którzy umieli czytać i pisać 
w niejednym języku. Kiedy odkryto grób Jezusa około 326 roku, świadkowie, 
oczywiście, byli zaskoczeni. Lecz ich zdumienie nie miało nic wspólnego z lo­
kalizacją tego grobu; było to zaskoczenie ludzi, którzy nie śmieli żywić nadziei, 
że znajdą go w doskonałym stanie, mimo działalności Hadriana, dokładnie tam, 
gdzie miał być według przekazywanej przez 200 lat tradycji

56

Większość tego, co niegdyś istniało, zaginęło lub uległo zniszczeniu w póź­

niejszych wiekach. Podboje arabskie z VII wieku i bezsensowne, niczym nie­
uzasadnione zniszczenia przy grobie Chrystusa i całego kościoła Zmartwych­
wstania, z jego chrześcijańskimi symbolami, dokonane na rozkaz kalifa 
al-Hakima bi-Amra Allaha w 1009 roku przez Yaruka, zarządcę Ramallah

57

pozostawiły to miejsce w opłakanym stanie. Krzyżowcy po prostu zasłonili je, 
budując nowy kościół Grobu Pańskiego. Musiało tam znajdować się więcej 
napisów i znaków, widocznych, zanim wzniesiono świątynię Wenus za cza­
sów Hadriana, a potem znowu po jej zburzeniu na polecenie Heleny. To, co 
widzimy dzisiaj, co nawet możemy odkryć podczas wykopalisk prowadzo­
nych z pomocą najnowszych metod naukowych, to jedynie ułamek procent 
tego, co przedtem tam było. Mimo to napisy i rysunek nieznanych pielgrzy­
mów zachowały się znacznie lepiej niż gotowych było przyznać wielu bada­
czy Grobu Pańskiego i innych związanych z Jezusem miejsc w Ziemi Świętej. 
Jest to echo docierające do nas poprzez wieki, echo wyznania wiary mężczyzn 
i kobiet, którzy byli przekonani, że wiedzą, co się stało i, co ważniejsze, gdzie 
wydarzenia te miały miejsce. Titulus z kościoła Santa Croce to tylko część tej 
bogatej i nieznanej tradycji. 

background image

6. Najwcześniejszy symbol 

chrześcijański 

- wierni pod krzyżem 

Gdy widzę ten cudowny Krzyż, 

Na którym Chrystus umarł, 

Przeszywa mnie utraty ból 

I gardzę moją dumą. 

Isaac Watts Hymns Ancient & Modern 

To centralne miejsce krzyża... 

Hugh Montefiore On Being a Jewish Christian 

Jak już zauważyliśmy, od dawna obowiązywała teoria, że święty krzyż stał 

się centralnym punktem symboliki chrześcijańskiej Zachodu dopiero za cza­
sów Konstantyna. To prawda, że ten nagły wzrost liczby krzyży i monogra­
mów Chi-Rho na inskrypcjach, lampach, amuletach i ampułkach w IV wieku 

jest czymś niezwykłym. Musiało się zdarzyć coś, co zachęciło do rozpowszech­

niania tych symboli, najprawdopodobniej jakieś posunięcie polityczne. Błę­
dem jest jednak konkludowanie na podstawie tej nowej „podaży", że „zapo­
trzebowanie" - a więc i rynek - przedtem wcale nie istniały. Wykazaliśmy to 
w rozdziale 1'. Niestety takie błędne założenia okazują się mieć długie życie 
i bardzo duży wpływ na badania naukowe. Kiedy jakiś krzyż lub monogram 
Chi-Rho zostanie odkryty na ossuarium, inskrypcji lub papirusie, datowanych 
na II lub III wiek, niemal jako rzecz oczywistą stwierdza się, że nie jest to 
symbol chrześcijański. Ewentualnie datuje się go na późniejszy okres niż po­
czątki panowania Konstantyna w IV wieku. 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni pod krzyżem 

113 

Ten pokrętny sposób argumentacji wpływał również na inne dziedziny arche­

ologii chrześcijańskiej. Dokładnie w taki sam sposób uważa się za naukową he­
rezję hipotezę, że przed epoką Konstantyna mogły istnieć odrębne budynki ko­
ścielne. I to pomimo faktu, że znany jest co najmniej jeden niezbity dowód 
archeologiczny na poparcie tej tezy - pochodzący z połowy III wieku kościół 

w Dura Europos (współczesne Qalat es Salihija) na wschodzie cesarstwa. Dys­
ponujemy też źródłem pisanym w postaci zlekceważonego stwierdzenia Laktan-

cjusza, nauczyciela Kryspusa, syna Konstantyna

2

. Z zasady jednak starożytne 

rzymskie budynki, które wyglądają na kościoły, datuje się na czas mniej więcej 
po 314 roku lub - jeżeli najwidoczniej są starsze - zakłada się, że wcale nimi nie 
były. Ponieważ istnieje pewne architektoniczne podobieństwo między wczesno­
chrześcijańskimi budowlami a świątyniami Mitry lub rzymskimi bazylikami (ter­
min ten początkowo oznaczał tylko pałac królewski)*, łatwo można było zna­
leźć dowody na poparcie błędnego stanowiska. Tylko niewielkie budynki - zbyt 
małe na siedzibę króla lub niedostatecznie pretensjonalne, żeby dało sieje połą­
czyć z rozpowszechnionym w pewnych kręgach kultem perskiego boga Mitry -
zostały zaliczone do kategorii możliwych kościołów. Jest to zasadniczo błędne 
kryterium. Za przykład wczesnego kościoła powinna zostać uznana budowla 
w Silchester, w pobliżu Reading, pochodząca z końca III wieku i bardzo przypo­
minająca chrześcijańską świątynię z opisu Laktancjusza

3

. Ma nawet mozaikę 

w kształcie czarno-białego krzyża w absydzie. I to właśnie tu, w Silchester, roz­
poczniemy poszukiwania tego najwcześniejszego chrześcijańskiego symbolu. 

Czy oczekiwalibyśmy, aby pierwsi chrześcijanie, w niepewnych czasach 

przed aktem tolerancyjnym z 313 roku, używali krzyża jako motywu zdobni­

czego? A jeśli tak, to w jakiej formie? Krzyż z Silchester to znakomity przy­
kład motywu zdobniczego, który wykorzystuje symbol zakazanej religii chrze­
ścijańskiej. Dekoracja wykonana jest jednak w taki sposób, że jej ukryte 
znaczenie dostrzegają tylko wtajemniczeni. Niewprowadzony w arkana wiary 

przybysz zobaczyłby ułożone wymiennie czarne i białe kamienie. Użycie mo­
tywu „triumfalnego krzyża" byłoby zbyt ryzykowne. Na posadzce widnieje 
krzyż o ramionach równej długości - tak zwany „krzyż grecki", w formie do 
dziś używanej przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż i umieszczonej na fla­
dze Szwajcarii. Wzór ten powtarza się w czterech czworokątach, powyżej i po­
niżej każdego „ramienia". Znacznie później, po wyprawach krzyżowych, tę 

formę pięciu krzyży w jednym zaczęto nazywać „krzyżem Jerozolimskim". 

W Silchester jego motyw wykorzystano w zręcznym obrazie-układance. Bu­
downiczowie wykazali się zresztą pomysłowością, wznosząc inne części tego 
kościoła. Na przykład projektując oddzielne miejsce na przenośną - a więc 
łatwą do ukrycia - chrzcielnicę

4

, znajdujące się na wschód od wejścia. Co 

ciekawe, absyda była zwrócona na zachód (dopiero później wprowadzono 

* Za czasów rzymskich były to siedziby sądów (przyp. tłum.). 

background image

114 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

mniej lub bardziej obowiązkowe przepisy, że powinna wskazywać Jerozoli­
mę), natomiast miejsce chrztu - na wschód, w stronę położenia geograficzne­
go rzeki, w której sam Jezus został ochrzczony. 

Niedaleko od bazyliki (nie mylić z opisanym przed chwilą kościołem) z Sil­

chester, czyli, jak brzmiała jej rzymska nazwa, Calleva Atrebatum, znaleziono 
ołowianą pieczęć. Widać na niej wyraźnie monogram Chrystusa, czyli znak 
Chi-Rho: X, a w nim P z zaokrąglonym brzuszkiem nad górnymi partiami X. 
Jak już się dowiedzieliśmy, znak ten zawdzięcza swoją nazwę greckim literom 
Chi i Rho, pisanym jako X i P, czyli pierwszym literom imienia Chrystusa 
(XPICTOC) zapisanego w języku greckim. Z lewej i z prawej strony X znaj­
dują się greckie litery alfa i omega (ex i to). Alfa jest uszkodzona i prawie nie­
czytelna, ale dzięki innym odkryciom archeologicznym na terenie całego byłe­
go cesarstwa rzymskiego możemy ją zrekonstruować. Pieczęć zapewne miała 
oficjalny, urzędowy charakter. Stąd oczywisty wniosek, że nie może być star­
sza niż epoka Konstantyna, kiedy chrześcijanom pozwolono piastować urzędy 

państwowe i mogli używać podobnych pieczęci. Lecz znowu byłoby błędem 
założenie, że taka zmiana w praktyce dokonała się dopiero za jego panowania. 
Za czasów Konstancjusza Chlorusa, ojca Konstantyna, który jako cezar rzą­
dził zachodnim cesarstwem (w tym również Brytanią), od 293 roku do jego 

śmierci 25 lipca 306 roku (w Yorku), chrześcijaństwo było tolerowane. Kon­
stancjusz mógł mieć osobiste powody, aby zająć takie stanowisko: Teodora, 

żona, którą poślubił po oddaleniu Heleny, urodziła mu córkę. Dziecku nadano 
imię Anastazja, co oznacza „zmartwychwstanie". Dlatego chrześcijanin w służ­
bie Konstancjusza mógł całkiem legalnie używać pieczęci z symbolami jego 
wiary. A kiedy rozpoczęły się prześladowania z rozkazu Dioklecjana, zapewne 
wyrzucił ją w pobliżu bazyliki, gdzie archeolodzy znaleźli ją po tylu wiekach. 

Zajmijmy się kontekstem. Dwie litery a i co, alfa i omega miały symboliczne 

znaczenie, dobrze znane wszystkim chrześcijanom, na długo przed wizjami 
Konstantyna Wielkiego i wysłaniem przezeń Heleny z misją do Ziemi Świę­
tej. Pojawiają się one w Apokalipsie, na końcu Nowego Testamentu: „Ja je­
stem Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi 
Wszechmogący" (Ap 1,8), a później: „Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata 

jest ze mną, by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca. Ja jestem Alfa 

i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec" (Ap 22,2-13). Pierwsze 
i ostatnie litery alfabetu greckiego symbolizowały początek i koniec w Chry­
stusie, wcielonym Synu Bożym, a tym samym wszechobecność samego Boga. 

Był to - w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa, przerażający symbol - ale 
też, dla tych, którzy umieszczali go na pieczęciach lub w inskrypcjach - znak 
nadziei. Czasami, jak na ołowianej chrzcielnicy z Icklingham i na niektórych 
napisach nagrobnych odkrytych w innych miejscach dawnego cesarstwa rzym­
skiego, kolejność liter była odwrócona: co i A. Znaczenie tej inwersji jest cał­
kiem jasne: podobnie jak chrzest, śmierć jest początkiem. Po chrzcie życie 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni  p o d krzyżem 115 

poza wspólnotą wiernych się kończyło, a zaczynało nowe - w Chrystusie. Po 
śmierci życie na ziemi również się kończyło, ale rozpoczynało się życie wiecz­
ne, nowy początek. 

Objawienie świętego Jana dane od Boga, jak nazywa Apokalipsę Biblia króla 

Jakuba,

 jest powszechnie datowane na koniec I wieku n.e., ale może być o jakieś 

30 lat starsze

5

. W każdym razie spisano je co najmniej 200 lat przed edyktem 

tolerancyjnym Konstantyna i Licyniusza. Czy naprawdę można uwierzyć, że przed 
313 rokiem żaden chrześcijanin nie wpadł na pomysł używania symbolu Alfa 
i Omega? Ta symbolika czekała, aby ją wykorzystać. Wystarczyło sięgnąć do Apo­
kalipsy, znanej od końca I wieku n.e., prawdopodobnie już od 68 roku. 

A co z Chi-Rho? To prawda, że najstarsze papirusy z tekstem Nowego Testa­

mentu skracają grecką formę imienia Chrystusa, podobnie jak wszystkie inne 
Nomina Sacra

 (Święte Imiona), z pierwszą i ostatnią literą, ale nie z dwiema 

pierwszymi

6

. I tak znajdujemy XC zamiast XPICTOC (nie XP, czyli Chi-

-Rho). Znaleźliśmy jednak dwa godne uwagi wyjątki. Papirus P45 z końca II 
lub początków III wieku zawiera skrót XP (Dz 16,18). Szczególnie fascynują­
cy zaś - w kontekście naszych uwag o Alfie i Omedze w Apokalipsie - jest 
papirus PI8, z III stulecia. W niewielkim fragmencie z ustępem Objawienia 
świętego Jana: 1,4-7 pojawia się imię XPICTOC zapisane jako XP w rozdzia­
le 1, wierszu 5

7

. Ten ostatni przykład jest tym ważniejszy, że imię Chrystusa 

pojawia się tylko raz na tym maleńkim skrawku, na samym początku księgi, 
skrócone jako XP. Można więc wysnuć z tego wniosek, że takie skróty występo­
wały w całym kodeksie, którego reszta zaginęła. Innymi słowy, mamy dowód na 
użycie skrótu Chi-Rho z rękopisu powstałego przed panowaniem Konstantyna 
i - w tym jednym przypadku - w tej samej księdze Nowego Testamentu, w któ­
rej użyto symboliki Alfy i Omegi. 

To był niewielki krok. Zamiast skrótu XP ze zwyczajową poziomą kreską 

nad tymi literami, zaczęto stosować formę, gdzie obie się splatają. Nie znaczy 
to jednak, że powinniśmy się spodziewać, iż znajdziemy ten symbol w papiru­
sach, litery rozdzielano, łączono w ligatury lub zastępowano innymi, często 
nawet niepochodzącymi z tego samego alfabetu, jak w przypadku y z Titulusu, 
ale - w zasadzie - nie splatano ich symbolicznie. Jasne jest natomiast, że we 
wczesnych tekstach papirusowych używano potężnych symboli: Alfy i Omegi 
oraz XP zamiast Christos. Na napisach nagrobnych, w innych inskrypcjach, 
a nawet na pieczęciach w swobodny sposób łączono i komponowano te litery, 
a inspiracją dla tych działań były pewien biblijny tekst i przykład wczesnych 
manuskryptów. 

Jedno jest pewne, użycie chrystogramu z XP nie może być konsekwencją 

wizji Konstantyna z początku 312 roku. Laktancjusz, który podaje szczegóło­
wy opis tego widzenia, stanowczo twierdzi, że był to stojący krzyż, a nie litera 
X z zaokrągloną górną częścią, tworzącą literę P

8

. Sposób, w jaki opisuje wi­

zję cesarza, uzasadnia jej wieloraką symbolikę: 

background image

116 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

Konstantynowi poradzono we śnie, żeby umieścił ten niebiański znak  B o g a na 

tarczach swoich żołnierzy, a potem stoczył bitwę. Zrobił, jak mu kazano i za po­
średnictwem ukośnego X (transversa Xlittera) z zaokrąglonym szczytem oznaczył 
Chrystusa na ich tarczach. Uzbrojona w ten znak, armia chwyciła za broń

9

Historyk Andrew Alfoldi tak interpretuje ten opis: „Według Laktancjusza 

znak składał się z pionowej linii, był zaokrąglony na górze i przecięty w środ­
ku przez Chi. Musimy wyjaśnić to w następujący sposób: Rho, pośpiesznie 
namalowane na tarczach, przybrało formę szpilki o okrągłej główce"

10

. Lak-

tancjusz opisuje to wszystko: „niebiański znak Boga" - to znaczy Krzyż Jezu­
sa, ukośne X. Znak X z zaokrągloną górną częścią jest początkiem imienia 
Chrystusa. Kiedy 28 października 312 roku Konstantyn pokonał armię swoje­
go rywala Maksencjusza przy moście Mulwijskim na północ od Rzymu, Mak-
sencjusz zginął i droga do uznania chrześcijaństwa w Rzymie i poza nim sta­
nęła otworem. Mamy wszelkie podstawy, żeby zaufać Laktancjuszowi. Jego 
relacja jest zwięzła. Brak w niej egzaltacji pewnych współczesnych mu misty­
ków, a w dodatku opisuje formę monogramu Chrystusa odmienną od tej, która 
miała wkrótce pojawić się na najwcześniejszych monetach i inskrypcjach za 
panowania Konstantyna. Innymi słowy, opisując znaki, nie podpierał się po­
spolitym chrześcijańskim symbolem znanym mu z monet, ale podał niezależną 
relację, która musiała mieć poparcie samego cesarza. Laktancjusz opubliko­
wał traktat O śmierci prześladowców w latach 314-315, na dwa lata przed 
objęciem funkcji nauczyciela Kryspusa, najstarszego syna Konstantyna. Wy­
daje się nie do pomyślenia, aby cesarz powierzył Laktancjuszowi tak odpo­
wiedzialne zadanie, gdyby ten chrześcijański pisarz nie podał we właściwy 
sposób podstawowych faktów o niebiańskim znaku Boga. 

Można by nawet zademonstrować, jaki symbol Konstantyn polecił umieścić 

na tarczach swoich żołnierzy, nie urażając ich uczuć, choć znani byli z prze­
wrażliwienia na punkcie tradycji. Istnieje standardowy rzymski finial, który 
przypomina koła nakreślone wokół pionowej belki lub prętu. Dobrze zacho­
wany egzemplarz takiego finialu pod numerem PRB 1927.12-12.6 jest wy­
stawiony w Weston Wing w British Muzeum, gdzie przechowywane są znale­
ziska z czasów rzymskiego panowania w Wielkiej Brytanii. Finial ten 
prawdopodobnie niegdyś znajdował się na drzewcu rzymskiego sztandaru woj­
skowego. Ma on kształt krzyża z większym i mniejszym kręgiem tuż pod szczy­
tem i wygląda prawie jak siatka w obiektywie (il. 1). Jeżeli zasłoni się lub znisz­
czy część owych kół i większą część lewej strony finialu, to, co zostało, 
dokładnie odpowiada wizji opisanej przez Laktancjusza. Inaczej mówiąc, nie 

jest to całkiem nowy znak. Zmieniono jedynie formę dobrze znanego finialu 

(il. 2). Jako zaprawiony w bojach żołnierz Konstantyn na pewno zdawał sobie 
z tego sprawę, a jego żołnierze pojęli, że ten nowy symbol był podobny do 
czegoś, co już znali - tradycyjny, a przecież pod pewnym względem całkiem 

nowy. 

background image

Wprowadzenie nowych praktyk poprzez zmianę istniejących tradycji było 

częścią organizacji armii od bardzo dawna - na przykład w różnorakich regi­
mentach armii brytyjskiej. I możliwe, że to nie przypadek, iż napis na mają­
cym kształt krzyża godle Departamentu Kapelanów Sił Zbrojnych Jej Królew­
skiej Mości to angielskie tłumaczenie słów, które pojawiły się w wizji 
Konstantyna: In hoc signo vinces - „Pod tym znakiem zwyciężysz". 

W każdym razie wydaje się, że znak umieszczony na tarczach cesarskich 

żołnierzy to wynik typowego dla Konstantyna kompromisu. Wyraźne chrze­
ścijańskie przesłanie dla tych, którzy je dostrzegli, a dla tych, którzy go nie 
zauważyli (lub nie chcieli tego zrobić) - nowy wariant znanego symbolu. 

W przeciwieństwie do Laktancjusza, Euzebiusz umieścił obszerny opis tego 

symbolu w biografii Konstantyna, Vita Constantini, wydanej po śmierci cesarza 

w 337 roku. Była to jawna próba gloryfikacji pamięci tego władcy. Dlatego opis 
znaku pasuje do stylizowanego typu Chi-Rho ustanowionego pod koniec lat 20. 
IV wieku. Euzebiusz opisuje, jak Konstantyn opowiada rzemieślnikom o szcze­
gółach swojej wizji i jak oni sporządzają zgodny z nią sztandar: 

Znak miał taki kształt: na długim, pozłacanym drzewcu włóczni było poprzeczne 

ramię, nadające mu formę krzyża. Na szczycie był umocowany wianek ze złota 
i drogich kamieni, a w nim symbol imienia Zbawiciela - dwie litery, pierwsze lite­
ry imienia Chrystusa, z
 rho skrzyżowanym w środku przez chi. Od tego dnia cesarz 
nosił te dwie litery również na hełmie. Na poprzecznym ramieniu był sztandar z cen­
nego, tkanego złotą nicią płótna, wysadzany kolorowymi drogimi kamieniami, któ­
re iskrzyły się w słońcu - był to wspaniały widok dla każdego patrzącego. Zawie­
szona na poprzecznym ramieniu tkanina miała kształt kwadratu". 

Euzebiusz opowiada dalej, że między tkaniną a krzyżem umieszczono złoty 

portret cesarza i jego synów. To błąd; w 312 roku Konstantyn miał tylko jed­
nego syna i jeszcze nie był współwładcą, którego można by zgodnie z prawem 
przedstawić w taki sposób. Ale wiele egzemplarzy takiego sztandaru, formal­
nie nazwanego Labarum, który powstał po roku 327 lub 328, wyglądało tak, 

jak opisał to Euzebiusz; miały też portrety cesarza i jego synów. W 327 roku 

i w późniejszych latach było to poprawne politycznie - po straceniu Kryspusa, 
najstarszego syna Konstantyna, oraz Fausty, drugiej żony tego władcy, pozo­
stało trzech synów: Konstantyn (urodzony w 316 roku), Konstancjusz (w 317 

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni pod krzyżem 117 

background image

118 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

roku) oraz Konstans (w 320 roku). Konstantyn został mianowany cezarem 
w rok po urodzeniu, Konstancjusz - w roku 324, a Konstans musiał czekać aż 
do 333 roku. Kryspus, pierworodny syn cesarza, został wyniesiony do godno­
ści cezara w tym samym czasie, co jego młodszy brat Konstantyn (317 rok). 
Dopiero wtedy, najwcześniej, znalazłoby uzasadnienie użycie liczby mnogiej 
przez Euzebiusza, czyli „synowie", których zobaczył na cesarskim sztandarze. 
Widać więc, że Euzebiusz - co było dla niego charakterystyczne - upiększał 
swoje dane źródłowe. Wzorował się na zaakceptowanym typie monet i inskryp­
cji, będącym w użyciu od 327 roku, a najwcześniej - od 317 roku, czyli pięć 
lat po wizji Konstantyna i bitwie przy moście Mulwijskim. Ale jeśli zaszła 

jakaś zmiana w kształcie Chi-Rho, od zwykłej „szpilki o okrągłej główce" do 

greckich liter X i P splecionych ze sobą, w kole, wianku lub girlandzie, co ją 
spowodowało? 

Symbol Chi-Rho opisany przez Laktancjusza był krzyżem. Nie ma powodu, 

żeby wątpić, iż taki właśnie znak zobaczył (lub sądził, że zobaczył) Konstan­
tyn w swojej wizji (oczywiście nie po raz pierwszy, gdyż od dziesięcioleci 
wiedział o religii chrześcijańskiej i chrześcijańskich obrzędach; miał też sio­
strę o imieniu, które znaczy „Zmartwychwstanie"). Zresztą, jak to już wyja­
śniliśmy, Konstantyn miał wszelkie powody, żeby zarzucić swoją duchową 
sieć tak daleko, jak to było wskazane. Szukając boskiej pomocy i poparcia, 
dowódca armii, który żył w świecie licznych, rywalizujących ze sobą religii, 
czciciel Niezwyciężonego Słońca (Sol Invictus) nie wątpił w znaczenie nie­
biańskich znaków i nie mógł sobie pozwolić na odrzucenie możliwości, że 
inny bóg, chrześcijański, próbuje się z nim skontaktować. 

Nie znaczyło to wszakże, że Konstantyn miał pełną swobodę manewru. Więk­

szość senatorów pozostała mocno związana z pogańskimi religiami. Na łuku 

triumfalnym wzniesionym na cześć zwycięskiego Konstantyna nie było ani 

jednego chrześcijańskiego symbolu, najmniejszej nawet aluzji, że taka religia 

istnieje. Cesarz zdawał się prowadzić ostrożną, umiarkowaną politykę reli­
gijną bez względu na osobiste wierzenia. Popierał chrześcijan, pomagał im 
zająć stanowiska zapewniające władzę i wpływy, ale starał się jednocześnie 
nie zrażać do siebie starych rodów arystokratycznych i nie podważać dawnych 
struktur zbyt wcześnie i zbyt gwałtownie. Początkowo postępował zręcznie 

jak zwolennik gradualizmu. Cesarskie mennice nadal wybijały monety z sym­

bolami boga słońca obok tych z monogramem Chi-Rho i z Labarum. Zresztą 
ta nowa forma monogramu Chrystusa sprawiała wrażenie przebiegłego poli­
tycznie kompromisu - nie był już zwykłym krzyżem, ale splecionymi literami 
X i P, i poza chrześcijańskimi kręgami niewielu ludzi dopatrzyłoby się w nim 
obraźliwych skojarzeń religijnych. 

Czy jednak ten symbol w ogóle niósł jakieś przesłanie? Konstantyn nie był 

specjalnie oczytany, lecz otoczył się bardzo wykształconymi doradcami. Każ­
dy, kto znał grecką literaturę, rozpoznawał Chi-Rho w splecionym kształcie X 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni pod krzyżem 

119 

i P, był to bowiem bardzo rozpowszechniony symbol zwany Chresis, Chresi-
mon

 lub Chreston, który stawiano na marginesach szczególnie ważnych wier­

szy, odpowiednich do cytowania. Dysponujemy przykładami pochodzącymi 

już z I wieku n.e.

12

 Trzy greckie określenia tego znaku, wszystkie pisane z dłu­

gim E (eta), znaczą „użyteczny", „przydatny", „dobry". Można go także tłu­
maczyć jako chresis, „do zapożyczenia" (podobnie jak w zwrocie: „do zacyto­
wania"). Umieszczany na monetach lub sztandarach, stał się czymś w rodzaju 
rekomendacji albo dopisku, rozpoznawany był przez oczytane osoby i uważa­
ny za zupełnie niekontrowersyjny. Przesłanie to było jednak jasne dla wszyst­
kich chrześcijan: gdyż nie tylko widzieli dwie pierwsze litery imienia Chrystu­
sa, ale w dodatku techniczne określenie chreston oznaczało również rodzaj 
nijaki od chrestos. A w wymowie greckiej długie E, eta, było całkowicie wy­
mienne z I, czyli iotą. Napisz iota zamiast eta i otrzymujesz Christos, czyli 
Chrystus

13

. Inaczej mówiąc, znane z greckich papirusów Chi-Rho można było 

zrozumieć albo jako monogram Chrystusa z powodu dwóch pierwszych liter 
tego imienia, albo jako niewinny znak pisarski. 

To nie doradcy Konstantyna - jak się przekonaliśmy w rozdziale 1 - wymy­

ślili chrześcijańskie znaczenia symbolu Chi-Rho. Istnieją inne, najwyraźniej 
starsze przykłady i jeden z nich można datować metodami archeologicznymi 
na okres znacznie wcześniejszy niż czasy Konstantyna. Występuje w nim znak 
Chi-Rho w chrześcijańskim kontekście

14

. Znaleziono go w Acyliańskim Hy-

pogeum, pochodzącej z końca II lub z III wieku części Katakumb Pryscilli 
w Rzymie. Napisany niezdarną greką tekst głosił: „O Ojcze wszystkich, Ty, 
który stworzyłeś i [wziąłeś do nieba] Eirene, Zoe i Markellosa, Tobie Chwała 
w Chrystusie". Te ostatnie słowa, „w Chrystusie", napisane zostały z en (w), 
po którym następuje Chi-Rho jako monogram X i P. 

A co ze znakiem opisanym przez Laktancjusza? Monogram krzyża - czyli 

staurogram, jak jest często nazywany od greckiego słowastawras (krzyż) -był 
znany wśród chrześcijan co najmniej 40 lat przed wizją Konstantyna. W pew­
nym bezdyskusyjnie chrześcijańskim napisie w miejscu pochówku w Rzymie, 

między via Appia i via Latina, bezpiecznie datowanym na okres przed 270 
rokiem

15

, ten monogram jest dwukrotnie umieszczony pod imieniem zmarłej 

osoby. Musi być chrześcijański, gdyż towarzyszą mu typowe symbole używa­
ne w napisach nagrobnych wyznawców tej religii: Jonasz (którego ocalenie 
z brzucha wieloryba sam Jezus porównał do swojego zmartwychwstania - Mt 

12,40), Dobry Pasterz i kotwica jako symbol nadziei (Hbr 6,19). Gdzie indziej 

daty są mniej pewne: na przykład liczne napisy ze splecionymi Chi-Rho i je­
den z monogramem Chrystusa znaleziono na tak zwanej Czerwonej Ścianie 
watykańskiej nekropoli, niedaleko od Tropaionu - pomnika grobowego Świę­
tego Piotra, który na pewno znajdował się w tym miejscu przed rokiem 200. 
Jak już widzieliśmy w rozdziale 1, te napisy datowane sana lata 290-315

1 6

, na 

pewno przed 322 rokiem, kiedy Konstantyn rozpoczął budowę pierwszego 

background image

120 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

kościoła pod wezwaniem Świętego Piotra. Możemy przyjąć, że co najmniej 
niektóre z nich poprzedzają datę bitwy przy moście Mulwijskim, 312 rok. Jed­
nakże ten staurogram jest niewątpliwie jeszcze starszym (o jakieś 150 lat) 
chrześcijańskim symbolem niż ten pochodzący z relacji Laktancjusza o śnie 
Konstantyna. Pojawia się on w papirusach z tekstem Nowego Testamentu -
najstarszy z nich to papirusowy kodeks Ewangelii według świętego Jana, P66, 
który znajduje się w Bibliotheca Bodmeriana w Cologny w pobliżu Genewy. 
Tradycyjnie datuje się go na około 200 rok, choć w istocie może on pochodzić 
z lat 125-150

17

. Niemal we wszystkich przypadkach, kiedy pojawia się grec­

kie słowo stauros (krzyż) lub stauroo (ukrzyżować), są one skrócone. Począt­
kowa litera lub dwie i jedna lub dwie końcowe napisane są w całości, ale 
w środku, zamiast reszty słowa, jest symboliczny staurogram

18

. W młodszym 

o kilkadziesiąt lat innym kodeksie z Ewangelią według świętego Jana i świę­
tego Łukasza - P75, również przechowywanym w Bibliotheca Bodmeriana -
znajdziemy ten sam staurogramowy skrót. Zachowane strony Ewangelii we­
dług świętego Jana nie zawierają słów ze znakiem staur, ale Ewangelia we­
dług świętego Łukasza jest ich pełna. Tak oto mamy dwie ewangelie, dwóch 
różnych skrybów, spisane na przestrzeni ponad pół wieku, używających tego 
samego skrom jako czegoś oczywistego. Nie wdając się w szczegóły innych 

papirusów i ich przekazów, możemy stwierdzić z całą pewnością, że chrześci­

jaństwo nie musiało czekać na Konstantyna (lub Laktancjusza, skoro już o tym 

mowa), żeby używać monogramu XP lub go rozpowszechniać. W dodatku Lak-
tancjusz, jako wykształcony człowiek, doskonale rozumiałby jego znaczenie. 
Dlatego wydaje się nieprawdopodobnie, żeby nie wiedział, co robi, gdy opisy­
wał sen Konstantyna w taki, a nie inny sposób. Ci architekci współczesnego 
chrześcijaństwa znali potęgę kamieni, z których budowali przyszłość. 

Przyjęliśmy, że był jakiś powód, dla którego staurogram zmienił się w mono­

gram Chi-Rho po 317 roku i że miał on charakter polityczny. Przekonaliśmy się 
też, że znaki Chi-Rho odnalezione w zachowanych greckich papirusach dla nie­
wtajemniczonych miały przypominać niewinny znak pisarski, choć, oczywiście, 
były wyznaniem wiary. Musimy jeszcze zadać sobie pytanie: czy w ówczesnych 
czasach istniał znak podobny do staurogramu? Niektórzy uczeni tak właśnie 
myślą. I znowu dysponujemy tu dowodami z papirusów. Krzyż, przypominają­
cy literę T, i rho, rozwijające się z pionowej kreski skręconej w prawo w pętlę, 
mogły być używane jako skrót słowa rpoKoC (charakter, zwyczaj); pierwsze 
dwie litery tego wyrazu to T i P. Zwoje Filodemosa (ok. 110 p.n.e.-ok. 35 p.n.e.) 

popularnego fdozofa z Gadary, położonej w odległości 10 kilometrów na połu­
dniowy wschód od Jeziora Tyberiadzkiego

19

, odkryto w Herkulanum - a więc 

zostały napisane przed zagładą tego miasta w 79 roku n.e. Występuje w nich ten 
znak wraz z Chi-Rho i razem oznaczają skrót słowa xpovoC (czas)

20

. Drugi po­

dobny symbol również miał religijny charakter i pochodził z Egiptu. Był to tak 
zwany krzyż Ankh, symbol życia, popularny nawet w okresie rzymskim. 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni  p o d krzyżem 121 

Jednakże w obu tych przypadkach znaki różnią się od staurogramu Konstan­

tyna, w którym górna część pionowej kreski zgięta jest w taki sposób, że niż­

sza część pętli tworzy poprzeczne ramię. Inaczej mówiąc, nie są to dwie od­
dzielne litery lub dwa odrębne znaki, ale pojedynczy synkretyczny symbol. 
W dwóch papirusach z Cologny również znajdziemy aluzję do tej koncepcji, 
chociaż poprzeczne ramię jest tam wysunięte nieco w prawo, aby poprzeczna 
kreska była bardziej prosta. Z drugiej strony w skrócie TP można rozróżnić 
obie litery. Okrągły szczyt P jest wyraźnie oddzielony od T, które ma własne 

poprzeczne ramię. Takiej formy użyto do monogramu krzyża na pochodzącej 

sprzed epoki Konstantyna inskrypcji z Gabbari, podmiejskiej dzielnicy Alek­
sandrii - niemającej nic wspólnego ani z cesarzem, ani z Laktancjuszem, po­
nieważ jest o jakieś 70 lat starsza. Inskrypcja upamiętnia dwoje chrześcijan 
0 imionach Teodora i Nilammon, datowana jest na okres panowania cesarza 
Gordiana (238-244) i kończy się staurogramem, któremu z jednej strony to­
warzyszy alfa, a z drugiej omega

21

Ciekawe, że Laktancjusz upiera się przy takiej chrześcijańskiej wersji mo­

nogramu, która do pewnego stopnia różniła się od istniejącego w praktyce 
wzoru, chociaż się od niego wywodziła. O ileż łatwiej byłoby dlań trochę 

skorygować wizję swego pana tak, żeby pasowała do istniejących już mo­
deli. Niemniej jednak tego nie zrobił. Podobieństwa między symbolami 

pogańskimi i chrześcijańskimi, które znamy z zachowanych papirusów i in­

skrypcji, były ewidentne. Kluczowe znaczenie miały jednak niuanse, nie po­
dobieństwa. Wizja cesarza miała zostać przedstawiona zgodnie z prawdą, 
w całej zesłanej przez Boga niezwykłości. Najwidoczniej Konstantyn zaak­
ceptował ten opis jako autentyczną relację o swoim przeżyciu, inaczej bowiem -

jak zauważyliśmy powyżej - nie zatrudniłby Laktancjusza na stanowisku na­

uczyciela swego najstarszego syna kilka lat później. Wręcz przeciwnie, tym 
łatwiej nam zrozumieć, dlaczego niedługo potem - z powodów politycz­
nych - uznał za korzystniejszy wybór mniej ostentacyjnej wersji monogra­
mu Chi-Rho. 

Tajemna delta 

Najbardziej intrygujący przykład pewnego monogramu Chi-Rho zadziwiał 

1 wprawiał w konsternację uczonych od chwili jego odkrycia. Znaleziono Chi-
-Rho zapisany greckim pismem stenograficznym (tak zwaną tachygrafią) na 
kawałku skóry. A odkrycia tego dokonano w najbardziej nieprawdopodobnym 
miejscu, w Wadi Murabba'at nad Morzem Martwym, między Qumran i En Gedi. 
Najprawdopodobniej pochodzi on z około 135 roku, sprzed końca trzeciego 
żydowskiego powstania przeciw Rzymianom pod wodzą Bar Kochby (132-

135) - jest to najpóźniejsza możliwa data. Tak datuje się wszystkie manuskrypty 

background image

122 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

nienapisane znakami tachygraficznymi. Znalezisko z Wadi Murabba'at zosta­
ło opublikowane w 1961 roku i zaklasyfikowane jako P. Mur. 164

22

. Stanowią 

je dwa fragmenty skóry ciemnobrązowawego koloru, pogniecione i bardzo 

trudne do odcyfrowania. Pierwszy fragment (oznaczony literą A), o wymia­
rach 30 na 23,5 centymetra, zawiera niespodziankę w wierszu 11. Widzimy 
tam wyraźny, niepozostawiający żadnych wątpliwości monogram Chi-Rho. 
Zbadaliśmy oryginał w John Rockefeler Museum w Jerozolimie, nie tylko 
gołym okiem, lecz także pod mikroskopem. Użyty materiał to istotnie zwy­
czajna skóra, a nie pergamin czy papirus. Od dawna przyjęto tezę, że esseń­
czycy z Qumran - skrybowie, którzy spisali teksty na zwojach znad Morza 
Martwego, położonego dalej na północ - woleli skórę, ponieważ była czyst­
sza, „świętsza" i trwalsza niż inne uznane materiały rękopiśmienne. Bliższe 
prawdy jest jednak zapewne wyjaśnienie, że wyrób pergaminu był skompliko­
wanym i czasochłonnym zajęciem, a papirusy esseńczycy musieliby sprowa­
dzać z Egiptu. Po co płacić za kosztowne towary lub tracić czas na wytwarza­
nie pergaminu, kiedy kozy i antylopy, koszerne zwierzęta, żyły w pobliżu 
i można było je hodować w stadach, żeby wykorzystać ich skórę jako materiał 
do pisania? 

Podczas pierwszego wydania tego dokumentu, w 1961 roku, zauważono, że 

jest to tekst stenograficzny, zapisany w języku greckim. Znalazły się na nim 

pewne kompletne greckie litery, takie jak delta, theta i phi - my mogliśmy 
dodać alfę i epsilon - oraz niektóre znaki stenograficzne znane z innych grec­
kich rękopisów. Wydawcy dostrzegli też monogram Chi-Rho w 11 wierszu 
fragmentu A, nazwali go (z francuskiego) sigle, ale nie zaryzykowali żadnego 
komentarza. I, choć to nieco absurdalne, nawet nie próbowali przeanalizować 
całego teksm, gdyż, jak wyjaśnili, nie mieli na to dość czasu (nous n 'avonspas 
eu le loisir de tenter)

23

.

 Rzeczywiście, bardzo trudno jest zinterpretować wi­

doczne litery, gdyż skóra jest uszkodzona. Musimy też dodać, że skryba użył 
nieco nietypowych znaków stenograficznych

24

. Właśnie opracowujemy pro­

gram komputerowy, który pomoże nam odczytywać takie teksty - a jest to 
problem porównywalny z rozszyfrowaniem pisma klinowego czy egipskich 
hieroglifów. Lecz wyjątkowo indywidualny styl tego rękopisu wyraźnie nie 
pasuje do żadnego znanego systemu. Dlatego praca nad nim posuwa się wol­
no

25

Tachygrafia powstała w starożytności. Wzmiankę o niej znajdziemy w grec­

kim przekładzie Psalmu 44/45:2 (III wiek p.n.e.), a sekretarz Cycerona, Tyron, 
wymyślił specjalny system stenograficzny, tak zwane notae Tironianae. Tytus 
Flawiusz - ten sam, który zniszczył Jerozolimę w 70 roku n.e. i został cesa­
rzem Rzymu - był innym znanym mistrzem w tej dziedzinie

26

. Wysunięto przy­

puszczenie, że niektórzy autorzy Nowego Testamentu i pisarze znali stenogra­

fię i - w co najmniej dwóch przypadkach - nie byłoby to wcale zaskakujące

27

Lecz bez względu na to, jakimi umiejętnościami wykazywali się chrześcijańscy 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni pod krzyżem 123 

P.Mur 164  ( D J D II, 275-277) 

background image

124 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

skrybowie, wydaje się nieprawdopodobne, że fragment skóry z chrześcijań­
skim tekstem zawierającym znak Chi-Rho nagle znalazł się wśród żydowskich 

pism z Wadi Murabba'at. Chyba że fragmenty A i B nie miały nic wspólnego 
z pozostałymi znaleziskami znad Morza Martwego, jak to zasugerowano pod­
czas pierwszej publikacji tego tekstu. Szczególny stan obu skrawków skóry 
wskazuje na to, że mogły one być sklejone lub zszyte, aby pomieścić jakieś 
inne przedmioty, zapewne listy. Jeśli tak się rzeczy miały, fragmenty te są 
prawdopodobnie starsze niż inne znaleziska z tego samego wadi. Mogły po­
chodzić nie wiadomo skąd i zostały ponownie użyte, jak to często bywało 
z manuskryptami, kiedy ich treść się zdezaktualizowała. Mimo to ktoś prze­
cież przedtem na nich zapisał jakiś tekst. Tachygrafii zazwyczaj nie stoso­
wano w korespondencji. Czy to możliwe, że te skórzane zwoje, przerobione 
na torbę na listy, były łupami zdobytymi przez powstańców Bar Kochby pod­
czas ataku na jakąś wspólnotę judeochrześcijańską? Takie napaści zdarzały 
się w istocie dość często, ponieważ chrześcijanie odmówili wzięcia udziału 
w buncie przeciw Rzymianom. 

To tylko przypuszczenie. W obecnej sytuacji nie możemy ani odczytać tego 

teksm, ani określić jego pochodzenia. Jednakże występuje w nim inna zna­
mienna litera, która pojawia się parokrotnie, a w jednym przypadku znajduje 
się tylko o trzy miejsca na lewo od Chi-Rho. To grecka delta. Tak zidentyfiko­

wali ją pierwsi wydawcy, Benoit oraz inni, zajrzawszy do standardowego pod­
ręcznika w tej dziedzinie autorstwa Milne'a i zbadawszy charakter pisma; nie 
uznali tej litery za znak stenograficzny. A przecież w tym tajnym kodzie nawet 
zwykła litera - tutaj delta - może być czymś więcej, niż się wydaje. Jeżeli 
spojrzymy na maleńki fragment papirusu P29, z wersetami z Dziejów Apo­
stolskich (26,7-8 i 26,20), pochodzący z końca III wieku (ok. 275 roku)

28

, znaj­

dziemy ją tam dwukrotnie, po jednej na każdym boku. Skryba, który napisał 
manuskrypt, najstarszą zachowaną papirusową wersję tej księgi Dziejów Apo­
stolskich, dwukrotnie dokonał nie lada wyczynu w dziedzinie symboliki. Naj­

pierw skrócił greckie słowo Theos (Bóg) jak chrześcijańskie Nomen Sacrum 

(Święte Imię) do pierwszej i ostatniej litery, czyli tety i nu w piątym wierszu 
recto

 (strony tytułowej), oraz ihety i nu w czwartym wierszu verso (na odwro­

cie) - w obu miejscach słowa tego użyto w czwartym przypadku: Theon. Dla 
zaznaczenia, że jest to Nomen Sacrum, skryba nakreślił zwyczajową poziomą 
kreskę nad obiema literami, przez co nadał thecie, którą zazwyczaj pisze się 

jak O z poziomą kreską w środku - 0- kształt trójkątnej delty - wewnątrz na­

dal jest pozioma kreska, więc czytelnicy nie mogą uznać tej litery za zwy­
czajną deltę. Nieznany skryba zrobił to dwukrotnie, po obu bokach tego frag­
mentu (i prawdopodobnie oznaczył w ten sposób cały kodeks). Dlatego nie 
można tego uważać za błąd lub przypadkowo zniekształcone O. Pierwsi wy­
dawcy Bernard Grenfell i Arthur Hunt podkreślili, że tekst na tym fragmencie 

papirusu jest „kuszący, gdyż należy do nieprawidłowego wydania Dziejów

29

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni pod krzyżem 

125 

zauważyli również, że Theos (0eóc) jest skrócone jak zwykle". Ale chociaż 
opublikowali fotografię, pierwszej strony papirusu, gdzie można dostrzec w ca­
łej okazałości niezwykłą deltę na początku skróconego słowa Theos, nie za­
uważyli tego odstępstwa od normalnej praktyki. Dla pewności zbadaliśmy ory­
ginalny papirus w Bodleian Library w Oksfordzie i porównaliśmy z nowymi 
fotografiami obu stron, wykonanymi specjalnie dla nas. Ani stara ilustracja 
w wydaniu Grenfella i Hunta, ani nowa fotografia, ani, przede wszystkim sam 
oryginał nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Tę deltę celowo wyróżniono 
poziomą kreską w środku. Innymi słowy, skryba zamierzał napisać typowe 
Nomen Sacrum,

 ale chciał też przekazać pewne przesłanie. 

W początkach chrześcijaństwa trójkąt symbolizował Trójcę Świętą. Ten „naj­

bardziej rozpowszechniony" symbol „został wydany pod osąd Augustyna, po­
nieważ używali go heretyccy manichejczycy"

30

. Manichejczycy byli popular­

nym odłamem gnostycznym, który założył Pers o imieniu Mani (216-ok. 276). 
Mani uważał się za połączenie Ducha Parakleta przepowiedzianego w Ewan­
gelii według świętego Jana (J 14,16; 14,26), Majtręji buddystów (następnego 
Buddy) i Usetara Bamika zoroastrystów (zbawcy, który sprowadzi Sąd Osta­
teczny i nastanie nowego świata). Adresowane do chrześcijan pisma nazywają 
Maniego „apostołem Jezusa Chrystusa", ale w najlepszym razie był to synkre-
tyzm religijny i święty Augustyn dostrzegał zagrożenie ze strony manicheizmu 
znacznie wyraźniej niż wielu współczesnych mu teologów. Szczególnie iryto­
wała go trynitarna nauka manichejczyków

31

. Uczyli oni, że światło słoneczne 

dociera do ziemi przez trójkątne okno w niebie; Bóg Ojciec był w tym świetle, 

potęga Boga Syna znajdowała się w Słońcu (ten pomysł docenił cesarz Kon­

stantyn, który chciał połączyć swoją dawną wiarę w niezwyciężonego boga 
słońca z nową wiarą w Chrystusa), a Duch Święty przebywał w powietrzu. 
Święty Augustyn potępił tę metaforykę jako mistyczne spekulacje i dzięki 
swoim wpływom powstrzymał rozprzestrzenianie się trynitarnego trójkąta 
w kształcie A aż do średniowiecza. Nie powinniśmy jednak zakładać, że zaka­
zy świętego Augustyna były powszechnie przestrzegane. Przede wszystkim 

przez tych, których pociągał manichejski symbolizm, nawet jeśli sprzeciwiali­
by się synkretyzmowi tej sekty przejawiającemu się w jej teologii. Papirus 
P29 pochodzi z okresu śmierci Maniego i jego rosnącej pośmiertnej sławy; 
może to być najstarszy zachowany rękopis chrześcijański z elementami tryni-
tarnymi, napisany jakieś 100 lat przed traktatem świętego Augustyna Contra 

Faustum Manichaeum. 

Po kilkudziesięciu latach, prawdopodobnie przed końcem III wieku, w in­

nym papirusie, również odnalezionym w Egipcie, pojawia się ta sama trójkąt­
na delta. Papirus ten to Chester Beatty I (P45), z częściowo uszkodzonymi 
partiami czterech ewangelii i Dziejów Apostolskich. Naprawdę warto śledzić 
toczącą się obecnie dyskusję o ponownym datowaniu najwcześniejszych papi­
rusów z tekstem Nowego Testamentu. Jeżeli zwycięży ostatnia tendencja do 

background image

126 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

datowania P29 i P45 na koniec II lub początek III wieku (patrz przypis nr 28), 
wprowadzenie trynitamej delty miałoby miejsce w okresie działalności takich 
ortodoksyjnych teologów, jak Klemens z Aleksandrii, znacznie wyprzedziło­
by więc manichejczyków. W takim razie święty Augustyn sprzeciwiałby się 
raczej nadużyciom tego symbolu, a nie jego stosowaniu jako takiego. I dopie­
ro to naprawdę miałoby sens. Przecież biskup z Hippo Regius doceniał tryni-
tarny trójkąt w innych kontekstach. W swoim Traktacie o świętym Janie 
(122,8) wyjaśnia, że 153, liczba ryb złapanych przez apostołów, podana 
w Ewangelii według świętego Jana (J 21,10-11), to suma wszystkich liczb od 

1 do 17, a jeśli postawi się kropkę dla każdej liczby, zaczynając od 1 w pierw­

szym wierszu i kończąc na 17 w ostatnim, otrzymuje się doskonały trójkąt. 

Był też Mar (święty) Saba (437-532), pewien wpływowy mnich, założyciel 

klasztoru w pobliżu Betlejem, który nazwano od jego imienia - po dziś dzień ten 
budynek ze wspaniałą biblioteką jest jednym z najbardziej zaskakujących i pod­
noszących na duchu widoków na pustyni. Mar Saba napisał cały traktat o tryni-
tarnym trójkącie, a zrobił to dlatego, że symbol ten wciąż był częścią teologii 
i życia codziennego chrześcijan pomimo obiekcji świętego Augustyna

32

. Świet­

nie wykształcony mnich wyjaśniał i bronił trynitarnego A trójkąta w dawnej tra­
dycji chrześcijańskiej, która z kolei zaczerpnęła ten znak od greckiego matema­
tyka Pitagorasa i jego zwolenników. Myśliciele chrześcijańscy wysoko cenili 
filozofię Platona - na przykład Klemens z Aleksandrii (ok. 160-ok. 215), który 
nauczał w Egipcie i omawiał tę ideę w Timajosie (53,5); natomiast Plutarch (ok. 
50-ok. 125), pogański filozof, uważał, że zidentyfikował egipską koncepcję bo­
skiej trójcy - Ozyrysa, Izydy i Horusa - której symbolem był trójkąt

33

. Ale cho­

ciaż nie znaleziono żadnego dowodu - archeologicznego lub pisanego - na ist­
nienie takiego symbolu przedstawiającego Ozyrysa-Izis-Horusa, możemy 
zrozumieć, w jaki sposób „przebiegli" chrześcijanie wykorzystali pogańskie trój­
kąty - tak jak w wielu innych przypadkach - popularnej, niechrześcijańskiej 
metaforyki. Stanowiło to część geniuszu pierwszych chrześcijan. Potrafili wy­
korzystać i zmienić coś, co już istniało, w taki sposób, żeby służyło ich własnym 
celom. Historycy nazywajątakątechnikę kulturową przewartościowaniem. Ten 
trójkąt nie był abstrakcyjną czy matematyczno-kosmiczną ideą, nie skaził go 

też bezpośredni związek z poszczególnymi boginiami i bogami. Chrześci­

jaństwo wyznawało Boga Ojca, obecnego w całej historii ludzkości, Syna 

Bożego, który był postacią historyczną, i Ducha Świętego, który działał 
w mężczyznach i kobietach, jak obiecał to Jezus. Jakiż mógł być wspanial­
szy, bardziej wymowny sposób podkreślenia tej nauki niż trynitarny trójkąt, 
znaleziony w jednoznacznie chrześcijańskim kontekście, takim jak fragment 
P29? I jakie mogłoby być dla niego lepsze miejsce niż ojczyzna egipskich mi­
tów, gdzie czytano i odkryto P29? 

Wracając do fragmentu tekstu stenograficznego z Wadi Murabba'at, nie­

trudno jest wyobrazić sobie skrybę używającego trójkątnej delty właśnie dla 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni pod krzyżem 

127 

oznaczenia Boga Ojca jako przywódcy Trójcy Świętej, tak jak to uczynili 
skrybowie w P29 i P45. Do 135 roku, przybliżonej daty powstania tego ste­
nograficznego tekstu na skrawku skóry, ponad 100 lat po śmierci i zmar­
twychwstaniu Jezusa, nauki pitagorejczyków Platona i Plutarcha były znane 
przynajmniej w pewnych kręgach chrześcijańskich. I rzeczywiście, już oko­
ło 50 roku święty Paweł cytował greckiego filozofa Aratosa w swojej prze­
mowie do Ateńczyków, na zaproszenie areopagu, zgromadzenia ateńskich 
filozofów

34

. Bez całkowitego rozszyfrowania tego stenograficznego tekstu 

nie można będzie dowieść ze stuprocentową pewnością, że ta niezwykła del­
ta to chrześcijański symbol. Lecz nasza hipoteza jest przynajmniej prawdo­
podobna, zwłaszcza że monogram Chi-Rho, który zainspirował nasze bada­
nia, wyraźnie nie jest notatką skryby na marginesie tekstu, chresimonem, 
chrestonem lub chresisem, zawiadamiającą czytelników o jakimś ważnym, 
wartym zacytowania fragmencie w następnym wierszu. Pojawia się mniej 
więcej w połowie 11 wiersza, otoczony znakami tachygraficznymi. Ten nie­
zwykły znak nie jest też w żaden sposób upiększony, większy, wyższy lub 
szerszy niż inne użyte w rękopisie. Jest tam również coś, co wygląda jak 
znak przestankowy, po Chi-Rho. A więc Chi-Rho, skrót od XPICTOC, Chry­
stus, mógł być ostatnim słowem w jakimś zdaniu, w którym znajdowała się 
wzmianka o Bogu lub o Trójcy Świętej. Znamy wiele takich przykładów, 
niemało widnieje na stronach Nowego Testamentu, na przykład w Liście do 
Rzymian (Rz 15,6)

35

 lub w Liście do Koryntian (2 Kor 4,5) - tym samym, 

w którym zachowała się najstarsza jawna trynitarska formuła w Nowym Te­
stamencie

36

Jak już kilkakrotnie wspomnieliśmy, większość uczonych utrzymuje, że 

krzyż stał się symbolem chrześcijańskim dopiero po epoce Konstantyna. 
Zaprzeczają, żeby miał jakieś znaczenie od najwcześniejszego okresu chrze­
ścijaństwa. A przecież mamy dowody na używanie znaku Chi-Rho już około 

135 roku lub nawetjeszcze wcześniej, co stoi w jaskrawej sprzeczności z or­

todoksyjnymi poglądami współczesnych naukowców. Naprawdę dziwne jest, 

jak dowodziliśmy w rozdziale 1, że to sztywne stanowisko w ogóle się poja­

wiło. Oczywiście wiadomo, że Konstantyn przyczynił się do szybkiego roz­
powszechnienia się krzyża jako symbolu chrześcijaństwa, wykorzystując go 
dla osobistych i dynastycznych celów. Ale, jak wykazaliśmy, budował na 
mocnych fundamentach. Wiemy, że tak właśnie było, ze słynnego krucyfik-

su-karykatury, znalezionego w pobliżu kwater garnizonu rzymskiego na Pa-
latynie w Rzymie

37

, datowanego na koniec II lub początek III wieku. Był to 

rysunek odkryty w 1857 roku na ścianie cesarskiego paedagogium, szkoły 
dla rzymskich paziów. Wydaje się, że jeden z nich był chrześcijaninem, któ­
ry opowiedział o swojej wierze w ukrzyżowanego Jezusa. Postać pewnego 
młodego mężczyzny znajduje się z lewej strony rysunku, a jego imię, Alek-
samenos, pojawia się w tekście. Któryś z pozostałych paziów zakpił z niego, 

background image

128 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

rysując krzyż z sylwetką mężczyzny z oślą głową. Napis w języku greckim 
głosi: Alexamenos sebete theon (Aleksamenos czci [swojego] Boga). Rysu­
nek ten świadczy o tym, że były takie okresy w dziejach Rzymu, na długo 
przed epoką Konstantyna, kiedy chrześcijanin mógł uczęszczać do cesar­
skiego paedagogium i otwarcie mówić o swojej wierze, a jeden z jego kole­
gów - wyszydzać ją. Jakieś 60 lat przed powstaniem tej szczególnej karyka­
tury rzymski prawnik, a jednocześnie chrześcijanin, Minucjusz Feliks, 
wspomina w dialogu Octavius o oskarżeniach przeciwko chrześcijanom 
o czczenie boga o oślej głowie. Mniej więcej w czasie powstania tego rysun­
ku pierwszy piszący po łacinie chrześcijański apologeta również mówi 
0 owym oszczerstwie i je atakuje

38

. Nie było w tej kalumni niczego orygi­

nalnego; Żydom już wcześniej zarzucano podobne brednie

39

. Nigdy wcze­

śniej jednak w szyderstwach nie używano znaku krzyża. 

Jednym z powodów, dla którego wielu uczonych przyjęło tezę, że zwykli 

chrześcijanie i chrześcijańscy artyści początkowo wzdragali się przed hańbą, 
której symbolem był krzyż, był brak malowideł ściennych, na których widniał­
by krzyż lub ukrzyżowany Chrystus, w katakumbach przed panowaniem Kon­
stantyna. Jest to jednak błędne założenie. Przecież śmierci na krzyżu raczej nie 
przedstawiano by w miejscach, gdzie nadzieja na zmartwychwstanie i  ( J

e

g ° 

graficzne wyobrażenia) była najważniejsza. W katakumbach znajdziemy bi­

blijne i niebiblijne sceny, które podkreślają istnienie życia po śmierci: Jonasz 

1 ryba, ludzie w rozżarzonym palenisku, Jezus jako Orfeusz, wskrzeszenie 

Łazarza i tym podobne. Są też malowidła sławiące jedność w Chrystusie: po­

siłki eucharystyczne, biesiady agape (miłości), ryby, chleb i wino. Inne sceny 

przedstawiają Adama i Ewę, Abrahama i trzech mężczyzn w Mamre (trynitar-
ny symbol), próbę złożenia Izaaka w ofierze przez Abrahama, Mojżesza i ska­
łę, hołd Trzech Magów, Maryję z małym Jezusem i prorokiem Balaamem, 
chrzest Jezusa (łącznie z gołębicą), Jezusa i Samarytankę, uzdrowienie kaleki, 
Jezusa i cierpiącą na krwotok kobietę, cudowne rozmnożenie chleba i ryb, 
Jezusa z 12 apostołami, Chrystusa jako Heliosa (greckiego boga słońca), Do­
brego Pasterza, i tegoż jako nauczyciela oraz modlących się mężczyzn i ko­
biety (tzw. Oranteś). Pod koniec III wieku zaczynają się pojawiać wizerunki 
Chrystusa Pantokratora (Wszechwładcy) z apostołami Piotrem i Pawłem. Pa­
miętajmy jednak, że przedstawienie w katakumbach ukrzyżowanego Jezusa 
lub samego krzyża byłoby niewłaściwe, służyły one jako miejsce pochówku, 
ale nigdy - wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu - jako kryjówki dla prze­
śladowanych chrześcijan

40

. Rzecz jasna, ten sam wizualny kod stosowano przy 

ozdabianiu sarkofagów - chociaż kiedy symbolika chrześcijańska nabrała ofi­
cjalnego, państwowego charakteru, niektóre sarkofagi zdobiono triumfalnym 
krzyżem. 

Bez względu na to, czy wrogowie chrześcijaństwa uważali centralne miej­

sce krzyża w tej religii za haniebne czy szalone, pierwsi wyznawcy Chrystusa 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni  p o d krzyżem 

129 

nigdy się od niego nie odcinali. Zresztą jak można było zostać chrześcijani­
nem, nie wierząc, że Zbawiciel to ktoś, kogo Rzymianie ukrzyżowali jak 
zwykłego przestępcę? W dialogu Octavius Minucjusza Feliksa chrześcijań­
ski mówca, Oktawiusz Januarius, akceptuje znaczenie krzyża, ale stwierdza, 
że chrześcijanie nie oddają mu czci

4 1

. Sam krzyż jako symbol jest czczony, 

ale nie postępowano tak z materialnymi artefaktami. To Jezusowi, a nie jego 
krzyżowi należała się cześć. Oktawiusz odwraca sytuację: „to wy, pogańscy 
Rzymianie - mówi - modlicie się do drewnianych »krzyży«, które są częścią 
posągów [waszych bogów], i oddajecie cześć triumfalnym sztandarom wy­
glądającym jak pozłacane krzyże". I dodaje ostro: „znak krzyża powstaje 
wtedy, kiedy jakiś człowiek wielbi Boga z czystymi myślami i uniesionymi 
ramionami"

42

. Jest to wizerunek znany z katakumb i obecny na malowidle 

odkrytym w Lullingstone w hrabstwie Kent, które można obejrzeć w We-
stong Wing w British Museum. W Herkulanum, zniszczonym w 79 roku n.e., 
krzyż na ścianie pokoju na górze - w tradycyjnym miejscu spotkań chrześci­

jan, opisanym w Ewangelii według świętego Łukasza (Łk 22,12) i w Dzie­
jach Apostolskich (Dz 1,13) - po którym pozostał tylko ślad na murze, byłby 

prosty i skromny

43

. Taki dyskretny, a przecież odważny sposób umieszcza­

nia symbolu krzyża można również odkryć w tak zwanym palindromie SA-
TOR. Jeden odkryto w Pompejach, w pobliżu chrześcijańskich napisów, 

i musi on pochodzić sprzed 79 roku n.e. - daty zagłady tego miasta podczas 
erupcji Wezuwiusza. Inne znaleziono w wielu zakątkach na terytorium daw­
nego cesarstwa rzymskiego, dwa z nich - oba datowane na II wiek - w Bry­

tanii, na śmietniku w Manchesterze (Mamucium) i na otynkowanej ścianie 

jakiegoś domu w Cirencester (Corinium Dobunnorum)

44

. A oto ich treść: 

ROTAS 
OPERA 
TENET 
AREPO 
SATOR 
W dosłownym tłumaczeniu oznacza to: koła/ostrożnie/trzyma/Arepo/siew-

cę. Z której strony by nie czytano liter, zawsze znaczą to samo. Ten palindrom 
uznano za chrześcijański, z zastosowaniem krzyża, z prostego powodu, że dwa 
środkowe słowa, czytane od góry do dołu i z dołu do góry oraz z prawej do 
lewej i z lewej do prawej, tworzą tak zwany grecki krzyż (o ramionach jedna­
kowej długości). Pierwsza i ostatnia litera to T - najbliższy odpowiednik krzyża 
w języku łacińskim. Tych pięć wierszy, bez względu na to, z której strony się 

je czyta, zawiera łacińskie słowo tenet, „on trzyma". Kim jest „on"? Słowo 

w lewym i prawym pionowym wierszu to SATOR, co po prostu znaczy „siew­
ca", ale również CREATOR, „stwórca", który „trzyma" to, co stworzył. Nie­
winnie wyglądające imię AREPO - które wspak można odczytać jako: OPE­
RA, „ostrożnie" - oznacza „dzieło" (stworzenia), a zaczyna się i kończy 

background image

130 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

literami A i O: czyli jest to Alfa i Omega, początek i koniec Bożego (Dzieła) 
Stworzenia. Litery A i C okrążają każde z czterech T z krzyża tenet. Czy to 
o takim krzyżu z palindromu myślał Cecyliusz Natalis, pogański mówca, w dia­
logu Octavius Minucjusza Feliksa, kiedy oskarżał chrześcijan, że rozpoznają 
się za pomocą „tajemnych symboli i znaków"?

45 

Taki prosty, nieozdobiony krzyż był znakiem w najprzeróżniejszych kontek­

stach, zarówno przed powstaniem chrześcijaństwa, jak i po nim. Nawet he­
brajska litera taw mogła być interpretowana jako symbol zbawienia i imię 
Boga. Kiedy napisze się ją ukośnie, wygląda jak greckie chi. W wielkim zwo­

ju z Księgą Izajasza z Jaskini 1 z Qumran, oznaczonym jako ,QIs

a

, pojawia się 

ona 11 razy i interpretowano ją jako znak na marginesie dla zaznaczenia aluzji 
do Bożego Pomazańca, Mesjasza. A chrześcijanie żydowskiego pochodzenia 
mogli użyć litery taw dla własnych celów. Jeżeli przypominała z wyglądu i wi­
dziano w niej greckie chi (tak jak w wyżej wymienionym zwoju z tekstem Iza­

jasza i na licznych ossuariach), oczywiście była to pierwsza litera słowa XPIC-

TOC, Chrystus, którego użyli tłumacze hebrajskiego Starego Testamentu na 

język grecki - tak zwanej Septuaginty - na określenie Mesjasza

46

. Bez wzglę­

du na to, czy taw napisano jako + czy X, judeochrześcijanie mogli przenieść 

jej symboliczne znaczenie z Boga [Ojca] na Chrystusa i, co więcej, zasugero­

wać w ten sposób, że Chrystus jest Bogiem. Wyraźnie widać teraz problem, 
przed którym stoją archeolodzy i epigraficy. Prawie nigdy nie można mieć 
pewności, czy jakieś ossuarium lub napis z początków chrześcijaństwa znale­
ziony w Jerozolimie lub gdzie indziej w Ziemi Świętej jest żydowski czy judeo-
chrześcijanski

47

. W takiej sytuacji można tylko powiedzieć, że znaku używali 

chrześcijanie żydowskiego pochodzenia. 

Pewne niedawne odkrycie archeologiczne może rzucić więcej światła na 

znany skądinąd fakt, że pierwsi chrześcijanie wykorzystywali prosty, nie­
ozdobiony krzyż jako symbol swojej wiary. Podczas prowadzonych wciąż 
wykopalisk w Betsaidzie, rodzinnym mieście świętego Piotra i świętego 
Andrzeja, odkopano dom z piwnicą, a w niej kilka amfor do wina wraz z ma­
łymi sierpami używanymi przy zbiorach winogron. Obok był dziedziniec 
o wymiarach 12 na 12,9 metra. A na północ od dziedzińca, w innym pomiesz­
czeniu, dokonano najbardziej zaskakującego odkrycia podczas tych prac 
wykopaliskowych. W 1994 roku Gloria Strickert, żona Freda Strickerta, jed­
nego z archeologów kierujących tymi wykopaliskami, odkryła odłamek gli­
nianego naczynia. Na skorupie wyryty był krzyż. Fred Strickert opisuje go 
w następujący sposób: 

Ta nieco niekształtna i nierówna inskrypcja z krzyżem mierzy 11,2 na 13,7 cen­

tymetra, jej górna część się odłamała. Całość składa się z koła, w którego środku 
znajdują się cztery ramiona, każde złożone z dwóch połączonych równoległych 
linii. Koło w środku jest nierówne, gdyż jego pozioma średnica ma 4,1 centymetra, 
a pionowa - 3,5 centymetra. Wszystkie trzy całe ramiona - licząc od środka - mają 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni  p o d krzyżem 

131 

po 5,3 centymetra. Słabiej widoczne linie biegną jeszcze dalej przez następne 3,2 
centymetra od dolnego ramienia, co zmienia grecki krzyż - z równymi ramiona­
mi - na rzymski, poziome ramiona przecinają pionowe w odległości 1/3
 od wierz­
chołka. Tak więc ten krzyż to rezultat pewnego wyrafinowania i planowania pomi­
mo nieudolnego wyglądu

4 8

Odłamek mógł pochodzić z jakiegoś naczynia na zapasy, jakie rozpo­

wszechnione były od roku 100 p.n.e. do 70 n.e. Znaleziono go in situ, w po­
bliżu piwnicy z amforami na wino, z których część zachowała się w całości. 
Dlatego Strickert uważa, że skorupa, podobnie jak amfory, „przetrwała (...) 
zniszczenie domu", a biorąc pod uwagę historię Betsaidy, datuje ją na I wiek 
n.e. W istocie datowanie możliwej do porównania ceramiki na okres od 100 
p.n.e. do 70 n.e. sugeruje, że w tym wypadku „I wiek n.e." oznacza „nie 
później niż 70 rok n.e." 

W takim przypadku byłby to najstarszy chrześcijański krzyż znaleziony na 

całym świecie, starszy od tego z Herkulanum, chociaż tylko o jakieś dzie­
więć lat

49

. Nic więc dziwnego, że Strickert nie chce zająć jasnego stanowi­

ska w tej kwestii. Zauważa, że nie ma tam napisu, który umożliwiłby okreś­
lenie daty bez cienia wątpliwości, i przypomina o niewielkiej liczbie krzyży 
sprzed epoki Konstantyna. Mimo to wyciąga interesujący nas, choć dość 
ostrożny wniosek: 

Możliwość znalezienia krzyży z pierwszych wieków chrześcijaństwa nie powin­

na być całkowitym zaskoczeniem. Rysunek z odłamka z Betsaidy nie ma porówna­
nia z przedstawieniami wcześniejszymi niż panowanie Konstantyna (...). Kluczem 
do zinterpretowania tego krzyża jest obecność ramion biegnących w cztery strony 
z centralnego koła. W ten sposób koło oznacza całość i jedność, a ramiona - róż­
norodność. Ta różnorodność pasuje do wielokulturowego ośrodka miejskiego,
 gdzie 
praktykowano kult cesarza i judaizm, podobnie jak chrześcijaństwo; gdzie aposto­
łowie nosili greckie imiona; i gdzie Grecy chcieli zobaczyć Jezusa. Całość
 i jed­
ność mogą nawet sugerować wspólny bochen chleba na posiłku upamiętniającym 
Ostatnią Wieczerzę. Taki sam związek jedności i różnorodności został połączony 
z ukrzyżowaniem Jezusa w Ewangelii według świętego Jana [J 12,22], gdzie
 jest 
napisane, iż jeśli jedno ziarno pszenicy obumrze, przynosi obfity plon

50

Przytoczyliśmy obszerne cytaty z pracy Strickersa, chociażby po to, by po­

kazać, jak znany archeolog, pracujący z żydowskimi i chrześcijańskimi kole­
gami w tym samym miejscu, ocenia dowody z należną ostrożnością i rozwagą. 
Jeden z jego współpracowników z wykopalisk w Betsaidzie, Bargil Pixner, 
odkrył bazaltowy głaz z małym krzyżem na południowym zboczu Betsaida-et-
-Tell już w 1982 roku. Oparł się pokusie datowania tego znaleziska, przyjmu­

jąc, że teoretycznie może on być owocem działalności chrześcijan z czasów 

cesarstwa bizantyjskiego

51

. Datowanie odłamka naczynia znalezionego w sa­

mym środku dawnej osady rybackiej na lata przed 70 rokiem n.e. sprawiło, że 
zmienił zdanie. Wysunął przypuszczenie, że krzyż na tej skorupie pierwotnie 

background image

132 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

miał symbolizować słońce jako wariant krzyża Chrystusowego - niezwycię­
żone słońce chrześcijaństwa zwyciężające pogańskie Sol Invictus. Lecz arty­
sta, nie całkiem zadowolony z osiągniętego rezultatu, wydłużył pionową li­
nię - widać wyraźnie, że na pewnym etapie tak się stało - żeby zamienić 
rysunek w odpowiedni łaciński krzyż. Ale po co ten wysiłek? Może dlatego, że 
był to wyjątkowy dzban, w którym przechowywano wino do posiłku upamięt­
niającego Ostatnią Wieczerzę, eucharystii czy komunii

52

Nietrudno byłoby zinterpretować to słońce jako symbol Boga Ojca i Chry­

stusa pochodzący z bardzo wczesnego etapu rozwoju chrześcijaństwa. Psalm 
84 mówi wyraźnie: „Bo Pan jest słońcem i tarczą" (Ps 84,12) i to na pewno 
wystarczało judeochrześcijanom. Jest też ustęp w Ewangelii według świętego 
Mateusza (Mt 17,2): „Tam [Jezus] przemienił się wobec nich: twarz Jego zaja­
śniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło". Święty Łukasz opi­
sał Jezusa, zrównując go z Bogiem, jako „Słońce Wschodzące z wysoka, by 
zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają" (Pieśń Zachariasza -
Łk 1,78), odnosząc się do proroctwa w Księdze Malachiasza (Ml 3,20). 
W Apokalipsie czytamy: „w prawej ręce miał siedem gwiazd i z Jego ust wy­
chodził miecz obosieczny, ostry. A Jego wygląd-jak słońce, kiedy jaśnieje 
w swej mocy" (Ap 1,16). 

Możliwe, że wszystkie te opisy pochodzą sprzed roku 70 n.e. Ale przecież 

taki wniosek nie powinien być zaskoczeniem dla nikogo. Nawet bez dowodów 
archeologicznych i badań ocalałych papirusów - potwierdzających istnienie 
krzyży i podobnych do nich znaków - nawet choćby nie przetrwał żaden ślad, 
sama logika każe sądzić, że istniały. Jak chrześcijanie mogli nie używać znaku 
krzyża, znając, na przykład, ten fragment 1 Listu świętego Pawła do Koryn­
tian: „Nauka bowiem krzyża jest głupstwem dla tych, co idą na zatracenie, 
mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia (...). My głosimy Chry­
stusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla po­
gan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Gre­
k ó w - Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą?" (1 Kor 1,18; 1,23-24). 
Zresztą w ewangeliach przekazane są słowa samego Jezusa, który tak opisał 
ten związek: „Jeśli ktoś zechce pójść za mną, niech weźmie krzyż swój i Mnie 
naśladuje" (Mk 8,34). 

Nasuwa się nieunikniony, choć kontrowersyjny wniosek, że krzyż Chrystusa 

był czczony, przedstawiany na różne sposoby i malowany od samego początku 
istnienia nowej wiary. Pierwsi chrześcijanie nie musieli czekać na Helenę, by 
odkryła święty krzyż, lub na wizję jej syna. Odkrycie cesarzowej i przeżycie 
Konstantyna, z ich skutkami teologicznymi i politycznymi, nie były począt­
kiem pewnej tradycji, lecz jej kulminacją. W rzeczywistości stały się punktem 
zwrotnym w dziejach cywilizacji zachodniej, narodzinami, jak można dowo­
dzić, samego chrześcijaństwa. Ale to krzyże, o których wspominają ewangelie 
i Listy Apostolskie oraz te, którym codziennie oddawano cześć w Jerozolimie, 

background image

Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni  p o d krzyżem 

133 

Betsaidzie, Herkulanum, Rzymie i wielu innych miejscach, umocniły i nieja­
ko zalegalizowały osiągnięcia cesarskiej pary. Bez tego dziedzictwa, pomy­
słowości i determinacji najwcześniejszych wyznawców Jezusa Helena i Kon­

stantyn nigdy nie osiągnęliby tak wielkiego sukcesu. 

background image

7. Niekończące się poszukiwania 

Wskazówka to coś, co otwiera drogę do zrozumienia 

jakiejś tajemnicy. Ale jak one wyglądają? Jak można 

rozpoznać taką wskazówkę, kiedy sieją widzi? 

Alister McGrath Bridge building 

Prawdziwa wiara wymaga uczciwości, a nie obłudnych pozorów. 

Joy Tetley Encounter with God in Hebrews 

YANBRUGGHE: Czy opowiedziałem wam tę historię? 

Kiedy pewna wdowa, wysłuchawszy kazania o ukrzyżowaniu 

Chrystusa, podeszła później do księdza, dygnęła i zapytała, 

jak dawno temu zdarzył się ten smutny wypadek? Kiedy 

odpowiedział, że przed piętnastoma lub szesnastoma wiekami, 

poczuła ulgę i powiedziała: „A więc oby Bóg sprawił, 

żeby to nie była prawda ". 

Peter Ackroyd Hawksmoor 

Nie wszystkie poszukiwania kończą się przybyciem do konkretnego celu lub 

uzyskaniem jednoznacznej odpowiedzi. Tajemnice i zagadki przetrwały nie­

jedną intelektualną wyprawę. Naszym celem nie było podanie niepodważal­

nych odpowiedzi na pytania dotyczące Prawdziwego Krzyża - jak takie odpo­
wiedzi mogą wyczerpujące? - ale rzucenie wyzwania ortodoksyjnym poglądom 
na ten temat. Wędrując śladami Heleny i badając dzieje krzyża jako symbolu 
i artefaktu, staraliśmy się zaproponować rodzaj sprostowania do hipotez nauko­
wych, na które natrafiliśmy, i dać bodziec do nowej debaty. Żaden badacz pod­
róży, którą Helena odbyła 17 wieków temu, ani losu kawałka drewna liczącego 

background image

Niekończące się poszukiwania 

135 

2000 lat nie może twierdzić, że ma monopol na prawdę, w takim samym stop­
niu jak autor współczesnej biografii Aleksandra Wielkiego czy krytyk analizu­

jący wiersze Wergilusza. Mimo to każde pokolenie ma prawo badać fakty i rzu­

cić wyzwanie ustalonym opiniom intelektualnym, które odziedziczyło. Taki 
właśnie mieliśmy zamiar. 

Z konieczności niektóre z metod opisanych w naszej książce to najnowsze 

osiągnięcia techniki. Odczytanie starożytnych tekstów i symboli nigdy nie było 
proste, a staje się coraz bardziej skomplikowane - i bardziej ekscytujące - kie­
dy wychodzi na jaw potencjał współczesnej kryminalistyki, która może wiele 
zmienić w tej dziedzinie. Obecnie ludzi, którzy badają pochodzenie chrześci­

jaństwa, równie często można spotkać w laboratorium, jak w bibliotece. Dla 

historyka antycznego kościoła technika jest nie mniej ważna niż filologia. 

Lecz te metody to tylko środki prowadzące do celu, a nie cel sam w sobie. Są 

one jedynie narzędziami w poszukiwaniu najgłębszych korzeni cywilizacji 
chrześcijańskiej. Zawiłość niektórych z tych argumentów nie powinna przy­
ćmić prostoty naszych wniosków. 

Jak podaliśmy w rozdziale 2, cesarzowa Helena jest dzisiaj najlepiej znana 

jako bohaterka klasycznej religijnej powieści Evelyna Waugha, po raz pierw­

szy wydanej w 1950 roku. Waugh przepowiedział katolickiemu luminarzowi 
Ronaldowi Knoksowi, że jego książka „będzie nie do zniesienia", i rzeczywi­
ście, była zaciekle atakowana przez wielu krytyków, porównywana - na swoją 
niekorzyść - z bardziej skomplikowanymi katolickimi powieściami Grahama 
Greena. Mimo to Waugh uważał Heleną za „najlepszą książkę, jaką napisałem 
lub napiszę

1

". Nie jest to biografia sensu stricto i wnosi wiele anachronizmów 

i czystej fikcji do legendy o wielkim odkryciu matki cesarza Konstantyna. 
A jednak Waugh słusznie był dumny ze swojej powieści. Została w niej po­
traktowana poważnie pewna historia, z której drwili współcześni intelektuali­
ści od czasu słynnej krytyki Edwarda Gibbona. 

My zaś chcieliśmy wykazać, że zachowane źródła historyczne dostarczają cał­

kiem prawdopodobnych dowodów na autentyzm odkrycia Heleny. To prawda, 
że napisana w latach 90. IV wieku mowa pogrzebowa na cześć cesarza Teodo­
zjusza Wielkiego, autorstwa Ambrożego, biskupa Mediolanu, jest najwcześniej­
szym zachowanym opisem udziału cesarzowej Heleny w Inventio Crucis. Ale 
tego tekstu nie można potraktować jak fantastyczną opowieść, gdyż Ambroży 
postąpiłby dziwnie, jeśli nie lekkomyślnie, gdyby wygłosił całkowicie zmyśloną 
historię podczas tak ważnego wydarzenia politycznego, jak pogrzeb cesarza. 
Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że sprytny biskup Mediolanu starał się 
przypodobać swoim wykształconym, pochodzącym z arystokratycznych rodów 
słuchaczom, czerpiąc dodające otuchy przykłady ze znanej tradycji. Opisał od­
krycie Heleny, ponieważ jego słuchacze tego od niego oczekiwali. 

W tym kontekście trudno jest przecenić znaczenie świadectwa Cyryla z Je­

rozolimy. Jak stwierdziliśmy w rozdziale III, ten wielki dostojnik kościelny, 

background image

136 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

który był biskupem Jerozolimy ponad 2/3 stulecia, zgromadził wystarczająco 
dużo dowodów na to, że podczas „wykopalisk" z czasów Konstantyna Wiel­
kiego odkryto coś na terenie obecnego kościoła Grobu Pańskiego. Czytanie 

świadectwa Cyryla, jeśli się nie dostrzega związku tego tekstu z legendąo świę­

tej Helenie, jest nieco karkołomne. Euzebiusz, oczywiście, wolał w ogóle nie 
poruszać sprawy odkrycia lignum crucis, w każdym razie nie w biografii Kon­

stantyna. Ale, jak już wykazaliśmy, ten selektywny z natury autor miał bar­
dzo ważne powody, żeby dokonać pominięcia zasług Heleny. Co więcej, w in­

nych okolicznościach Euzebiusz zdaje się potwierdzać, że rzeczywiście 
odkryto Prawdziwy Krzyż w pobliżu Grobu Pańskiego w latach 20. IV wie­
ku n.e. 

Euforia, którą podsycał Cyryl, a którą odczuła tak głęboko pątniczka Egeria, 

była punktem kulminacyjnym wielowiekowej tradycji. Pierwsi chrześcijanie 
czcili miejsce ukrzyżowania Jezusa tak, jak się można było tego po nich spo­
dziewać. Przekazywali bezcenną wiedzę o jego położeniu z pokolenia na po­
kolenie, tak że nawet wtedy, gdy na Golgocie stanęła pogańska świątynia, piel­
grzymi starali się dotrzeć jak najbliżej tego świętego miejsca. DOMINE 
IVIMUS, „Panie, przybyliśmy", napisali na skale, która teraz znajduje się 
wewnątrz kaplicy Świętego Wartana i ormiańskich męczenników. 

Gdzie indziej znak krzyża pod wieloma postaciami rozpowszechnił się wśród 

chrześcijan na długo przedtem, zanim Konstantyn uczynił zeń symbol władzy 
cesarskiej. Krzyż na mozaice z Silchester i ołowiana pieczęć znaleziona w po­
bliżu tamtejszej bazyliki dowodzą że używano tego znaku w końcu III wieku. 
Dowody z papirusów - zwłaszcza z manuskryptów zwanych P29 i P45 -
świadczą, że chrześcijanie posługiwali się monogramem Chi-Rho jako symbo­
lem swojej wiary jakieś 100 lat wcześniej. Ze zbliżonego okresu pochodzi kary­
katura krucyfiksu znaleziona na Palatynie w Rzymie. Tajemniczy rękopis na skó­
rze wykopany w Waddi Murabba'at, z monogramem Chi-Rho, niemal na pewno 

powstał przed 135 rokiem. Możemy również być pewni, że krzyż-palindrom 
z Pompejów narysowano przed rokiem 79 n.e. Odłamek z Betsaidy, z wyrytym 
rzymskim krzyżem, jest jeszcze starszy - chrześcijanin, który oznaczył go tym 

świętym symbolem, zrobił to zaledwie kilkadziesiąt lat po posłudze Jezusa. 

Zgromadzone w ten sposób po raz pierwszy dowody (archeologiczne i papi-

rologiczne) wyraźnie podważają ortodoksyjne stanowisko, że krzyż stał się 
ważnym symbolem dopiero za rządów Konstantyna. Jeden z najwybitniejszych 
specjalistów od wczesnego chrześcijaństwa utrzymywał, że „żaden znak Chi-
-Rho nie został znaleziony w takim chrześcijańskim kontekście, który można 
by z całą pewnością datować na okres poprzedzający wizję Konstantyna"

2

My zaś udowodniliśmy, że tak nie jest. Znak krzyża znajdował się w sercu 
kultury i religii chrześcijańskiej od najdawniejszych czasów. 

Podobnie rzeczy się miały z relikwią. Prawdziwym Krzyżem, a raczej z wiarą 

w jego przetrwanie. Krzyżowcy, którzy polegli na polu bitwy pod Hattinem 

background image

Niekończące się poszukiwania 

137 

w 1187 roku - w chwili gdy sam krzyż został utracony na zawsze - wierzyli, 
że kawałek drewna, którego bronili aż do śmierci, był częścią Prawdziwego 
Krzyża, narzędzia kaźni Jezusa. Ta sama wiara ożywiała pierwszych chrześci­

jan z Jerozolimy i jeszcze odleglejszych ziem-jak później miał to potwier­

dzić Jan Chryzostom. Jego opowieść o tym, że pierwsi wyznawcy Chrystusa 
musieli najpierw stawić czoła zamętowi w ich własnych wspólnotach, a do­
piero potem odnaleźli materialne pozostałości krzyża, pasuje do tego, co wie­
my o ich wczesnej historii. 

To właśnie dlatego Titulus z kościoła Santa Croce jest tak ważnym artefak­

tem. Uczeni uznali za oczywiste, że jest to śmiechu warte fałszerstwo, które 
zrehabilitowała jedynie szczerość strzegących go kustoszy. Lecz w rozdzia­
łach 4 i 5 próbowaliśmy udowodnić, jak błędne jest to założenie i że zamyka 
ono drogę do niesłychanego bogactwa intelektualnych rozważań i możliwo­
ści. Kolejność wersji językowych na fragmencie z Santa Croce - hebrajska, 
grecka, łacińska - to niezbity dowód na to, że ten Titulus nie jest fałszerstwem 
z czasów Konstantyna. W istocie, niezwykły, lustrzany sposób pisania w grec­
kiej i łacińskiej wersji tekstu na Titulusie sugeruje, że skryba, który go wyrył, 
znał dobrze tylko pismo hebrajskie i być może robił to w wielkim pośpiechu. 
Te dwa wiersze na pewno nie mogą służyć jako dowód na poparcie tezy, że ów 
skryba był oszustem żyjącym w IV wieku lub średniowieczu. Natomiast za­

skakująca pisownia słowa „Nazorejczyk" wskazuje na jego pochodzenie 

z I wieku n.e. Styl pisma na tej tablicy, zwłaszcza hebrajski, bardzo przypomi­
na kształt liter z tego właśnie okresu. Czymkolwiek jest Titulus, nie nosi żad­
nych śladów fałszerstwa. 

Czy fakt ten ma jakieś znaczenie w zlaicyzowanej epoce? W naszych czasach, 

jak zauważa Ruth Harris w swojej błyskotliwej książce o Lourdes, całą kulturę 

pielgrzymek, świętych miejsc i relikwii uważa się za nic więcej niż „utrzymują­
ce się kulturowe przejawy odległego, zubożałego i niepiśmiennego świata (...) 
formę wykorzystywania wolnego czasu przez prawicowców"

3

. Usiłowaliśmy 

jednak udowodnić, że tradycje, które kontynuują współcześni pielgrzymi, pod­

różując do Jerozolimy, mają mocną podstawę historyczną. Te tradycje nie są ani 
„zubożałe", ani „niepiśmienne", w istocie wręcz przeciwnie. 

Być może znaczą one jeszcze więcej w naszych świeckich czasach niż w epo­

kach poprzedzających oświecenie. „Wszelkie formy turystyki - jak napisał 

felietonista i pisarz Simon Jenkins - nigdy nie były bardziej ożywione niż obec­

nie. Kiedy poczucie zakorzenienia w lokalnej wspólnocie stopniowo znika 
z codziennego życia; gdy coraz trudniej jest rozszerzyć krąg znajomych; a uczu­
cie autentyczności przedmiotów i przeżyć jest coraz mniej realne w świecie 
nieskończonych reprodukcji i kopii, ludzie pragną znaleźć się w obecności ty­

sięcy podobnie myślących i czujących osób, które przeżywałyby to wszystko 
razem z nimi"

4

. Jenkins pisał o projekcie, który w końcu stał się Greenwich 

Dome, mającym upamiętnić nadejście trzeciego tysiąclecia. Ale ten wyraźnie 

background image

138 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

współczesny impuls, do którego się odniósł, nie mniej mocno odczuwają piel­
grzymi, którzy dzisiaj schodzą do Grobu Pańskiego. 

Owoc naszej pracy to nie książka religijna, ale książka o religii. Ta różnica 

jest bardzo ważna, gdyż naszym celem nie było wysuwanie jakiejś tezy teolo­

gicznej lub zajęcie stanowiska w zagadnieniach ze sfery duchowej, ale opra­
cowanie pewnego tematu historycznego. 

W naszej pierwszej książce, The Jesus Papyrus

5

,

 próbowaliśmy naszkico­

wać początki nowego paradygmatu w nauce o Nowym Testamencie i historii 
pierwszych wieków Kościoła. „Jej kwintesencją - podkreśliliśmy - jest nowe 

spojrzenie na datę powstania ewangelii, mające oparcie w dowodach papiro-
logicznych, i brak uprzedzeń do ewentualnych rezultatów ponownego dato­

wania zachowanych tekstów, które pozwolą nam zrozumieć pochodzenie No­
wego Testamentu". Natomiast w niniejszej książce staraliśmy się rozszerzyć 
taką postawę na pierwsze symbole i święte artefakty wczesnych wspólnot 
chrześcijańskich. Chcieliśmy ukazać „sędziwy" wiek i ogromne znaczenie tych 
symboli oraz troskę, z jaką ich strzeżono, a także udowodnić absolutny prymat 
takich przedmiotów oraz świętych miejsc w początkach chrześcijaństwa i dba­
łość o ich przetrwanie. Naturalnie przylgnęły do nich legendy, pogłoski i zwy­
kłe kłamstwa. Ale nic z tego, co powiedziano i napisano o świętych miejscach, 
nie było całkowitą nieprawdą. 

W dzisiejszej kulturze intelektualnej przejawia się skłonność do przerzuca­

nia się z jednej skrajności w drugą. Był taki czas, kiedy prawdziwość i wiary­
godność Biblii uważano za rzecz oczywistą. W wiekach poprzedzających 
współczesną cywilizację Zachodu traktowanie słów Biblii w sposób dosłow­
ny i wiara w jej nieomylność były również aktem wiary w Boga. Osiągnię­
ciem nauki oświecenia było uwolnienie Słowa Bożego z żelaznego uścisku 
Kościoła i zastosowanie krytycznych metod badawczych do weryfikacji naj­
wcześniejszych tekstów chrześcijańskich

6

. Był to niezwykle ważny krok do 

przodu. Ale w XX wieku duch oświecenia zamienił się w patologiczny niemal 

sceptycyzm. Nowy Testament stał się obiektem kulturowo podejrzanym i au­

tomatycznie uznano go za niewiarygodny jako źródło historyczne. Przyjęto za 
pewnik, że ewangelie to bardzo niesolidne teksty i że gruba zasłona oddziela 
historycznego Jezusa od wspólnot, które później go czciły. Uczeni, którzy 
kwestionowali te założenia, byli oskarżani o fundamentalizm lub tępy konser­
watyzm. 

Rzecz jasna, że ci, którzy badają domniemane relikwie z innym nastawie­

niem niż szyderstwo, są osądzani jeszcze surowiej. Stało się aksjomatem, że 
religijne artefakty są fałszywe, że przetrwanie prawdziwych relikwii jest filo­
zoficznie niemożliwe. Wielki badacz świętych Hippolyte Delehaye wykpił tę 
błędną intelektualną argumentację, kiedy powiedział, że „nie każda relikwia 

jest fałszywa ponad wszelką wątpliwość". Lecz jego ironia, w większości przy­

padków, trafiła w próżnię. 

background image

Niekończące się poszukiwania . 139 

Datowanie Całunu Turyńskiego metodą węgla

  1 4

C w 1988 roku najwidoczniej 

miało być całkowitym usprawiedliwieniem tego sceptycznego instynktu. Rezulta­
ty zdawały się wskazywać, że płótno utkano około 1325 roku i że w takim razie 
słynna podobizna ukrzyżowanego mężczyzny to średniowieczne fałszerstwo. Jest 
to oczywiście możliwe i wielu duchownych Kościoła katolickiego, zaniepokojo­
nych histerycznym zacietrzewieniem przeciwników i zwolenników w odwiecz­
nym sporze o autentyczność Całunu Turyńskiego, ma nadzieję, że sprawa ta zosta­
ła ustalona raz na zawsze. 

A przecież datowanie z 1988 roku nie zakończyło sporu. W 1998 roku wy­

bitny badacz łan Wilson opublikował nowe dowody w książce Krew i Całun, 
sugerując, że ta kwestia jest daleka od ostatecznego rozstrzygnięcia

7

. Wśród 

podanych przez Wilsona rewelacji było odkrycie ludzkiej krwi i DNA na płót­
nie grzebalnym oraz „bioplastycznej powłoki" z żywych mikroorganizmów, 
co może wskazywać na znacznie starszy wiek niż ustalony w 1988 roku. Wil­
son jest w dostatecznym stopniu rzetelnym naukowcem, żeby przyznać, iż jego 
nowy dowód stawia tyle samo pytań, ile daje odpowiedzi. Pisze: 

Jeśli jednak jesteś osobą myślącą, w końcu będziesz musiał zdecydować, czy 

wierzysz, że Całun [Turyński] jest średniowiecznym fałszerstwem; jak to określił 
amerykański pisarz John Walsh, jednym z najbardziej zmyślnych, najbardziej nie­
wiarygodnych dzieł ludzkiej myśli i rąk, jakie kiedykolwiek rozpoznano, czy też 
najgłębiej poruszającą i pouczającą relikwią, jaka kiedykolwiek istniała. Są to dwa 

jasno określone stanowiska. Mimo że od czasu, gdy Walsh napisał te słowa, minęło 

około 35 lat, w dalszym ciągu pozostają tak samo aktualne

8

To właśnie o takiej wolnej od uprzedzeń postawie myśleliśmy, gdy po raz 

pierwszy wezwaliśmy do nowego paradygmatu w dziedzinie tyranizowanej przez 
rządną nowinek teorię i postmodernistyczny sceptycyzm. I rzeczywiście, poja­
wiły się zachęcające oznaki stopniowej zmiany nastawienia wśród badaczy 
wczesnego Kościoła i Nowego Testamentu. Kiedy ukazało się pierwsze wyda­
nie The Jesus Papyrus, wzbudziło tak zaciętą międzynarodową kontrowersję, że 
reakcja czytelników wahała się od entuzjastycznego poparcia do pełnych niena­
wiści e-maili. Niektórzy uczeni całkowicie powstrzymali się od zabierania głosu 
w tym konflikcie. Jeden z nich ograniczył się do komentarza, że potrzeba będzie 
co najmniej 10 lat na pojawienie się nowego konsensusu co do dat ewangelii 
i określenia wspólnot, w których powstały. Wielu badaczy nadal kurczowo trzy­
ma się ortodoksyjnego stanowiska, że ewangelie spisano późno. Że dwa lub 
nawet trzy pokolenia dzieliły je od wydarzeń, które relacjonowały, że były pisa­
ne przez kilkunastu autorów i że nie ma żadnych podstaw do uznania ich auten­
tyczności. Lecz ci ortodoksi znaleźli się pod coraz silniejszą presją filologów 
klasycznych, historyków, papirologów, a nawet rosnącej liczby teologów. 

Powinno się móc ocenić świętego Łukasza jako pisarza w taki sam sposób, 

jak, powiedzmy, Tacyta, bez narażania się na oskarżenia o fundamentalizm. 

Ewangelia według świętego Jana zasługuje, żeby czytać ją jako arcydzieło 

background image

140 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

jednego autora, a nie wspólny utwór jakiejś grupy mieszkańców Palestyny. 

Filolodzy w coraz większym stopniu przychylają się do wniosku, że odziedzi­
czyliśmy ewangelie mniej więcej w takiej postaci, w jakiej zostały napisane 
po raz pierwszy, a nie w beznadziejnie ocenzurowanej wersji. Niedawna praca 
Ulricha Victora, cieszącego się uznaniem eksperta w dziedzinie filologii grec­
kiej i krytyki tekstu, zadała ostateczny cios szkołom tak zwanej „krytyki for­
my" i „krytyki redakcji", które zaciekle atakowały pogląd, że ewangelie są 
dziełami historycznymi

9

. Konsekwencje tej specjalistycznej analizy nie mog­

ły być prostsze i głębsze. Otóż znowu mamy prawo traktować ewangelie jako 
poważne źródła historyczne, a nie literackie wymysły oparte na niepewnej 
ustnej tradycji. 

Częściowo problem polega na tym, że współcześni ludzie nie potrafią zrozu­

mieć, iż w starożytności podział na to, co naturalne, i to, co nadprzyrodzone, 
nie był tak wyraźny, jak się nam dzisiaj wydaje. Dlatego opowieści o Chrystu­
sie - i o Helenie 300 lat później - nie były historycznymi biografiami w dzi­
siejszym rozumieniu tego słowa. Wiarę, że wszystkie legendy są prawdziwe 
co do joty, nazwano euhemeryzmem. Ta nazwa błędnego rozumowania pocho­
dzi od imienia Sycylijczyka, Euhemerosa, który twierdził w IV wieku p.n.e., 
że odkrył, iż Zeus był prawdziwym człowiekiem i pochodził z Krety. Najwi­
doczniej nie należy rozumieć dosłownie starożytnych tekstów ani wyzbywać 
się łatwowierności

10

. Legendy o życiu Heleny i same ewangelie napisane są 

językiem pełnym przenośni, aluzji i alegorii. Nie oznacza to jednak, że są wie­

rutnym wymysłem. Czytając legendy jakiejkolwiek kultury, trzeba starać się 
zrozumieć, jakie ziarno prawdy historycznej się w nich kryje. 

W przypadku ewangelii historycy dorzucili swoje trzy grosze do procesu 

ponownej oceny rozpoczętego przez papirologów i filologów. We Włoszech 
Marta Sordi i Ilaria Ramelli dowiodły, że Ewangelia według świętego Marka 
została włączona do kanonu literatury grecko-rzymskiej przed połową lat 60. 

I wieku n.e. i była czytana (a od czasu do czasu nawet parodiowana) przez 
takich autorów, jak Petroniusz". Żydowscy uczeni, a wśród nich Shemaryahu 
Talmon, dowodzili z jeszcze głębszym przekonaniem, że tak wczesne dzieło, 

jak Ewangelia według świętego Marka, mogło łatwo stać się przedmiotem 

badań i zostać skatalogowane w archiwach esseńczyków w Qumran - miejscu 
powstania rękopisów znad Morza Martwego - przed jego zniszczeniem w 68 
roku n.e.

12

 Wielki fiński pionier rekonstrukcji tekstów papirusowych Heikki 

Koskenniemi porównał nawet zidentyfikowanie fragmentu zwoju znad Morza 
Martwego oznaczonego jako 7Q5 - a jest to ustęp Ewangelii według świętego 
Marka (Mk 6,52-53), co znaczyło, że ta relacja musiała powstać, zanim Rzy­
mianie zniszczyli Qumran w roku 68 n.e. - z odczytaniem słynnego pisma li­

nearnego B

1 3

. Hiszpańska uczona, która wykłada w Izraelu, Joan M. Vernet 

niedawno przeanalizowała i porównała rezultaty wszystkich badań nad teksta­
mi z Qumran i nad pochodzeniem Ewangelii według świętego Marka, łącznie 

background image

Niekończące się poszukiwania 

141 

z naszymi własnymi i dziełami naszych jawnych oponentów, na przykład Emi­
lek Puecha i Vittoria Spottorna. Vernet wyciągnęła jednoznaczny wniosek, że 
ewangelie musiały zostać napisane za życia naocznych świadków i że źródła 
papirologiczne udowadniają to ponad uzasadnioną wątpliwość

14

W centrum tej nabierającej rozmachu dyskusji znajdowała się Ewangelia 

według świętego Mateusza, której najstarsze zachowane fragmenty - tak zwa­
ny Papirus Jezusa - przechowywane są w Magdalen College w Oksfordzie 
i w Fundación S. Luca Evangelista w Barcelonie. Przeważająca większość 
współczesnych uczonych datowała Ewangelię według świętego Mateusza na 
lata 80.1 wieku n.e. W naszej pierwszej książce dowiedliśmy, że powstała ona 

jakieś 20 lat wcześniej, na długo przed zniszczeniem Jerozolimy i Świątyni 

w 70 roku n.e., a więc przed ucieczką pierwszych chrześcijan ze Świętego 
Miasta w 66 roku n.e. W ostatnich latach liczne prace, na przykład napisana 
przez Heikkiego Koskenniemiego, potwierdziły tę tezę

15

Rok po wydaniu naszej książki odkryto nowy papirus z Ewangelią według 

świętego Mateusza wśród znalezisk z Oksyrynchos w Ashmolean Muzeum 
w Oksfordzie. Fragment ten zaklasyfikowano jako P.Oxy.4404 (PI04). Jest 
to niewielki skrawek papirusu z wersetami 21,34-37 i 21,43^4-5. Analiza po­
równawcza pisma - standardowa metoda używana przez papirologów do 
datowania tekstów - wykazała, że ten fragment ewangelii pochodzi z po­
czątku II wieku. A jego uderzające podobieństwo do niebiblijnego papirusu 
P.Oxy.225 - z I stulecia n.e. - pozwala sugerować jeszcze wcześniejszą datę 
powstania. Tak więc, po manuskryptach z Magdalen College i z Barcelony, 
skrawek z Ashmolean Museum to druga zachowana najstarsza wersja tej 
ewangelii. Można przypuszczać, że zostanie odkryty jeszcze jeden papirus 
z I wieku n.e. z tekstem Ewangelii według świętego Mateusza. Podobne jak 
Papirus Jezusa, zachowane rękopisy dowodzą, że nawet najstarsze kopie 
ewangelii nie zawierały dodatków stylistycznych. Były zwięzłe, stonowane 
i pozbawione upiększeń. 

W analizie fragmentów z Magdalen College wykazaliśmy, że papirus ten, 

wraz z dwoma starymi i zazwyczaj pomijanymi rękopisami (P37, P45), zawie­
ra lepszy, bardziej zbliżony do oryginału ustęp Ewangelii według świętego 
Mateusza (Mt 26,22). Apostołowie nie „zaczęli pytać jeden przez drugiego", 
kiedy Jezus przepowiedział, że zostanie zdradzony, ale robili to ze wzburze­
niem wszyscy razem

16

. Podobnie niedawno odkryty PI04 pomija wiersz 44 

z Ewangelii według świętego Mateusza (Mt 21,43^15), na odwrotnej stronie 
tego skrawka papirusu. Wielu badaczy twierdziło, że wiersz 44 to późniejszy 

i błędny dodatek. PI04 dowodzi, że mieli rację. 

Na pewno zostaną odkryte nowe papirusy - niewykopane podczas prac ar­

cheologicznych, nieodnalezione w archiwach, bibliotekach i nieopublikowa-
nych stosach fragmentów w wielkich kolekcjach z Wiednia, Monachium, Ber­
lina i Oksfordu. W miarę postępu badań ramy czasowe, w których będą się 

background image

142 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

mieścić prace papirologów, niemal na pewno rozszerzą się na lata wcześniej­

sze niż obecnie. Zdumiewający rozwój metod kryminalistyki zmieni tę dzie­
dzinę nauki. Ten trend - już widoczny - ma poważne konsekwencje. Niezmier­

nie stechnicyzowana papirologia nadal będzie dostarczała nowych odkryć, 
które zmienią sposób patrzenia na ewangelie, na ich pochodzenie i na ich zna­
czenie jako źródeł historycznych. 

Dlaczego potrzebny jest ponowny przegląd dowodów papirologicznych 

w kontekście badań nad krzyżem? Ponieważ nie można zrozumieć historii 
wczesnego Kościoła, jego osiągnięć, a także osiągnięć kultury chrześcijań­

skiej bez nawiązania do najstarszych zachowanych rękopisów chrześcijań­
skich. Wszystko inne wynika z naszego zrozumienia ewangelii. Jeżeli nie po­

traktuje się tych ksiąg jako wiarygodnych źródeł historycznych, wszystkie 
następne pytania o życie, czyny Jezusa i relikwie, które mogły się zachować, 
tracą znaczenie dla historyka. Jeśli Prawdziwy Krzyż nigdy nie istniał,w takim 
razie opisane w tej książce poszukiwania - Heleny, krzyżowców i nasze włas­
ne - nie miały sensu. 

Jest to jednak odpowiedź podyktowana rozpaczą. W historii starożytnej ist­

nieje niewiele dowodów i wiele możliwości. Próbowaliśmy wykazać, że nie 
można wykluczyć, iż krzyż Jezusa lub raczej jego fragmenty przetrwały tamtą 
burzową noc na Golgocie i wiele następnych stuleci. Możemy być pewni przy­
najmniej jednego, że pierwsi chrześcijanie usiłowali zachować krzyż Zbawi­
ciela. Wiemy, że oni i ich następcy starali się zachować wiedzę o lokalizacji 
wzgórza, na którym ukrzyżowano Jezusa. Próby te były tak desperackie, że 
cesarz Hadrian zabudował szczyt Golgoty, zasłaniając to najświętsze miejsce 
chrześcijaństwa aż do czasu „wykopalisk" Heleny, matki Konstantyna. Udo­
wodniliśmy, że od najdawniejszych czasów krzyż był najważniejszym chrze­
ścijańskim symbolem i że używano go na znacznie szerszą skalę, niż uznali to 
nasi poprzednicy. 

W samym środku tej historycznej i kulturowej sieci znajduje się pilnowany 

przez kustoszy z zakonu cystersów Titulus z kościoła Santa Croce, który ciąg­

le strzeże swoich tajemnic. 

Czy dowiedliśmy, że ten fragment deski był tablicą z Prawdziwego Krzyża? 

Oczywiście, że nie. Mamy jednak nadzieję, że przywróciliśmy należne mu 
miejsce w spektrum historycznego prawdopodobieństwa. Bertrand Russell 
powiedział, że „nie powinno się wierzyć w jakieś twierdzenie, kiedy nie ma 
podstawy, by przypuszczać, iż jest ono prawdziwe"

17

. Z jego słów wynika jed­

nak, że powinniśmy potraktować poważnie takie twierdzenie, gdy dysponuje­
my nawet bardzo kruchymi podstawami, żeby udowodnić, iż jest prawdziwe. 
Kiedy mamy ważne powody do ponownej oceny jakiejś teorii - w tym wypad­
ku tej, która głosi, że Titulus rzeczywiście może być bardzo stary i że nie nosi 
on żadnych cech charakterystycznych dla średniowiecznego fałszerstwa - po­
winniśmy to zrobić bez obawy i nie oglądając się na ewentualne korzyści. 

background image

Niekończące się poszukiwania 

143 

Następcy dzisiejszych naukowców na pewno dowiedzą się więcej o prawdzi­
wej naturze tego niezwykłego artefaktu, jeśli tylko Kościół katolicki umożliwi 

im dostęp do relikwiarza z Santa Croce. Naszym podstawowym celem było 

uwolnienie Timlusu od protekcjonalizmu i trwającego wieki lekceważenia ze 

strony uczonych. 

Poważne potraktowanie takiego artefaktu to nie bałwochwalstwo, a tym bar­

dziej nie bezcelowa antykwarystyka. Tak jak ewangelie są fundamentami chrze­
ścijaństwa, tak święte miejsca i relikwie tej wiary przesądzają o jej historycz­
nej wyrazistości. Od najdawniejszych czasów wiara w Jezusa była zależna od 
tego, co empiryczne: wspomnień, relacji naocznych świadków, miejsc, które 
można odwiedzić, przedmiotów, których można dotknąć. Raz po raz autorzy 
Nowego Testamentu wyraźnie podkreślają znaczenie świadectwa z pierwszej 
ręki, obecności przy jakimś wydarzeniu - kiedy następca Judasza zostaje wy­
brany na 12. apostoła (Dz 1,21-22), gdy święty Łukasz opisuje naukową me­
todę, której używał przy pisaniu swojej ewangelii (Łk 1,1^1), kiedy święty Jan 
i ci, którzy opublikowali jego ewangelię, potwierdzają prawdziwość tego świa­
dectwa (J 19,35; 21,24), gdy apostoł Piotr odróżnia mity, w które wierzą poga­
nie, od swojej wiarygodnej opowieści (2 P 1,16). Idźcie i zapytajcie świad­
ków, mówi święty Paweł czytelnikom jego Listów do Koryntian, większość 
z 500 osób, które widziały zmartwychwstałego Chrystusa, nadal żyje. Popłyń­
cie statkiem do Jaffy lub Cezarei i porozmawiajcie z nimi, jeśli nie wierzycie 
mnie, pokornemu apostołowi. 

To właśnie było najważniejszym, a jednocześnie najbardziej spornym aksjo­

matem chrześcijaństwa. Wiary nie można zweryfikować, ale fakty tak. Ce­
sarz Konstantyn wiedział, co ryzykuje, gdy nawrócił się na chrześcijaństwo. 
Przecież budował kościoły na starodawnych cmentarzach i burzył starożyt­
ne świątynie, żeby zrobić miejsce dla nowych, chrześcijańskich budowli. 
Gdyby założenia religii chrześcijańskiej były bezpodstawne, władca ten ni­
gdy by nie narażał swojej wiarygodności w taki sposób. I rzeczywiście, pew­
ne jest, że przeprowadził skrupulatne badania, nie odstręczał bez powodu 
tych członków rzymskiej elity, którzy pozostali wyznawcami dawnej religii. 
Założyciel europejskiego chrześcijaństwa musiał mieć pewność, że ma ono 

solidne podstawy historyczne. Chociaż z usposobienia był żołnierzem, a nie 
teologiem, to w jego obecności, podczas soboru w Nicei, formułowano pod­
stawowe założenia nowej wiary. To nie przypadek, że w ewangeliach - tym 
kanonie religii chrześcijańskiej - tak wiele miejsca zajmuje kontekst histo­

ryczny. Wymieniają one na przykład imię i nazwisko Poncjusza Piłata, rzym­

skiego prefekta Judei. 

Jednakże, jak staraliśmy się wykazać, Konstantyn i Helena wiedzieli, że 

warto zaryzykować wszystko dla tej wiary. Wielką siłą chrześcijaństwa była 

jego baza historyczna, cecha, która przesądziła o jego unikalnym charakterze. 

Ogłaszając się chrześcijańskim cesarzem, Konstantyn stał się największym 

background image

144 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

dobroczyńcą religii, której korzenie znajdowały się w pismach historycznych 
znanych autorów, w konkretnych miejscach, wydarzeniach i artefaktach. 
Chrześcijaństwo nie było jedynie systemem wierzeń, lecz mapą, relikwiarzem 
i biblioteką. Oferowało wyznawcom pewną wizję czasu i przestrzeni, w której 
mogli, całkiem dosłownie, znaleźć swoje miejsce i oczekiwać nadejścia Zba­
wiciela. Jak może zaświadczyć każdy, kto widział chrześcijańskich pielgrzy­
mów w Ziemi Świętej, właśnie to pozostaje emocjonalną siłą tej wiary nawet 
teraz, 17 wieków po Konstantynie. Albowiem, nie mniej niż Helena, Egeria 
czy tysiące ludzi, którzy poszli ich śladem, dzisiejsi pielgrzymi wierzą, że Bóg 
Wcielony siedział na tych kamieniach, szedł tą drogą, został ukrzyżowany na 
tym wzgórzu, z napisem nad głową. 

A w Rzymie, w zimnej bocznej kaplicy pewnego barokowego kościoła, nie­

gdyś pałacu starzejącej się matki pierwszego chrześcijańskiego cesarza, mogą 
oni zobaczyć fragment drewnianej tablicy, pozostałości Timlusu z krzyża Chry­
stusa. Historia Timlusu jest równie tajemnicza, jak słowa wyryte w trzech sta­
rożytnych językach na jego zniszczonej powierzchni. Dwunastowieczny straż­
nik Timlusu, Gerardo Caccianemici, kardynał z kościoła Santa Croce, ukrył tę 
cenną relikwię w ołowianym kufrze. Odzyskano ją przypadkiem podczas prac 
restauracyjnych w 1492 roku. Od tej pory Titulus był milczącym świadkiem 
wielowiekowych zmian w stolicy chrześcijaństwa, traktowanym współcześnie 
niewiele lepiej niż cudaczne, staroświeckie trofeum. 

Lecz, jak to wykazaliśmy, jest on czymś więcej. Niezwykłym artefaktem, 

którego nie można nazwać falsyfikatem z czasów Konstantyna lub średnio­
wiecza. Leżący w relikwiarzu w kościele Santa Croce niczym nieozdobiony 
skarb, z trzema wierszami szyderczego teksm, nadal przyciąga wzrok i intry­
guje umysł pielgrzyma lub turysty. W głębokiej ciszy i spokoju, które panują 
w tej kaplicy, odczuwa się potrzebę zapytania, czym naprawdę jest Titulus, 
czym były jego dzieje i co przywiodło go do tego odosobnionego miejsca. 
Ukryty za grubą szybą i bardzo rzadko wyjmowany, jest jednocześnie nama­
calny i niedostępny. Dla każdego reprezentuje coś innego. Wierzący widzi 
w nim materialny dowód najstraszniejszej chwili w dziejach chrześcijaństwa. 
Natomiast dla historyka może być symbolem geniuszu cesarzowej Heleny 
i uporu, z jakim dążyła do odnowienia wiekowej więzi między dwoma miej­
scami najświętszymi dla jej wiary, Rzymem a Ziemią Świętą. 

Generała Charlesa Gordona, który w 1885 roku napisał słynną relację o świę­

tych miejscach Jerozolimy, pamięta się z powodu błędów historycznych, ja­
kich dopuścił się w swym dziele. Nie mylił się jednak we wszystkim. „Te miej­
sca są w każdym z nas", napisał

1 8

. W każdym z nas, w chrześcijaninie 

i niechrześcijaninie, gdyż na wszystkich wycisnęła swoje piętno wiara, która 
się tam zrodziła; cywilizacja, którą Helena i jej syn zbudowali na skalnym 
szczycie Golgoty, opierając się na tajemnicy wykopanego tam fragmentu 
świętego krzyża. Prawdziwy Krzyż był najbardziej ponurym, a przecież także 

background image

Niekończące się poszukiwania 

145 

najbardziej podnoszącym na duchu symbolem przeszłości historycznej chrze­

ścijaństwa. Był przerażającym dowodem okrutnej kaźni, ale również inspiru­

jącym symbolem chrześcijańskiej wiary w zwycięstwo nad śmiercią. Jedno­

cześnie prawdziwy i symboliczny, był przedmiotem, którego dotykano z lękiem 
i który przedstawiano z czcią. Reprezentował więź między przeszłością a te­
raźniejszością, pomiędzy materialną rzeczywistością a ulotnymi uczuciami, 
między wiarą zrodzoną wśród podbitego ludu a religią panującą, jaką stało się 
chrześcijaństwo w potężnym Imperium Rzymskim. 

Krzyż przemawiał przede wszystkim do ludzkiej chęci poznania. „Pragnę 

wiedzy", mówi rycerz Antonius Błock w arcydziele Ingmara Bergmana Siód­
ma pieczęć.

 „Nie wiary, nie przypuszczeń. Wiedzy". To odwieczna, lecz wyba-

czalna ludzka słabość. Cóż innego prowadziło krzyżowców tyle wieków temu 
i nadal prowadzi pielgrzymów, którzy dzisiaj w kościele Grobu Pańskiego ci­
chutko schodzą do kaplicy Heleny? Pragnienie pogodzenia wiary z doświad­
czeniem. Świadomi, że ten krok zawsze jest trudny i czasami nieosiągalny, 
mamy nadzieję, iż jest możliwy. I teraz, i przedtem, nadzieja ta sprawia, że 
poszukiwanie wiedzy warte jest wszystkiego, na co nas stać i co możemy po­

święcić. 

background image

Przypisy 

Wstęp 

1

 Carsten Peter Thiede i Matthew d'Ancona The Jesus Papyrus, Londyn 1995 (wy­

danie przejrzane z posłowiem z 1996), amerykańskie wydanie tej książki nosiło tytuł 

Eyewitness to Jesus.

 Co do kontrowersji w sprawie ąumrańskiego fragmentu 7Q5 i pa­

pirusu Magdalen College St. Matthew, P64, odkrytego przez wiktoriańskiego misjona­
rza Charlesa Huleatta w Luksorze, patrz: Graham Stanton
 Gospel Truth ? New Light on 

Jesus and the Gospels,

 Londyn 1995. Zastrzeżenia Stantona  s ą omówione wyczerpują­

co w rozdziałach 3, 4 i 5 naszej książki. 

2

 Edward Gibbon Zmierzch cesarstwa rzymskiego, tłum. Zofia Kierszys, Warszawa 

1995, t. II, s. 296. 

3

 Co do dwóch takich obserwacji mających miejsce w odstępie ponad 100 lat, patrz: 

W.C. Prime Holy Cross: A History of the Invention, Preservation and Disappearance 
of the Wood Known as the True Cross,

 Londyn 1877, s. 68: „Nie  m a m pojęcia, czy 

współcześnie przeprowadzono jakieś staranne badania na tym starym kawałku drewna, 
i nie znalazłem żadnego opracowania, które o nim wspomina od  X V I I wieku", oraz: 
Paul L. Maier
 The Inscription on the Cross of Jezus ofNazareth, „Hermes"  1 2 4 , 1 9 9 6 , 
nr 60, s. 73: „Najwidoczniej ten Titulus Crucis nigdy nie został skrupulatnie zbadany, 
co powinno być postulowane". 

1. Drzewo życia. Krótka historia świętego krzyża 

1

 Pożyteczną analizę aspektów teologicznych daje Alister McGrath w Enigma of the 

Cross,

 Londyn 1987. W sprawie badań symboliki krzyża, patrz: John Baldock The 

Elements of Christian Symbolism,

 Shaftesbury 1990. 

2

 Cyt. w McGrath, op. cit., s. 9. 

3

 Tłumaczenie z pracy Lavinii Byrne The Life and Wisdom of Helena Mother of 

Constantine",

 s. 63-70; patrz też: Anglo-Saxon Poetry, Londyn 1997, s. 159-163. 

background image

Przypisy 

147 

4

 Patrz niżej, rozdział 3. 

5

  Z o e Oldenbourg The Crusades, Londyn 1998, s. 418. 

6

 Cyt. w Oldenbourg, op. cit, s. 420. 

7

 Opisu bitwy szukaj w: Steven Runciman Dzieje wypraw krzyżowych, tłum. Jerzy 

Schwarkopf, t. 2: Królestwo Jerozolimskie, s.  4 3 6 - 4 7 3 . 

8

 Tacyt Dzieła, t. 2, ks. 15, tłum. Seweryn Hammer, Warszawa 1957. 

9

 Najpełniejszy opis tej kaźni znajduje się u Martina Hengela w Crucification in the 

Ancient World and the Folly of the Message of the Cross,

 Londyn 1977; patrz też: Joseph 

A. Fitzmyer Crucification in Ancient Palestine, Qumran Literaturę and the New Testa­
ment,

 „Catholic Biblical Quarterly" 40, 1978, s. 493-513 oraz J.F. Strange Crucifica­

tion, Method of

 w suplemencie do Interpreter 's Dictionary to Bibie, s. 199-200. 

1 0

Hengel, op. cit., s. 10, 18. 

" Co do historycznej wartości tekstów  N o w e g o Testamentu patrz: The Jesus Papy­

rus,

 passim. 

1 2

 Józef Flawiusz Wojna żydowska, tłum. Jan Radożycki, Warszawa 1992, s.  4 4 9 - 5 1 . 

13

 Fitzmyer, art. cit., s. 503. 

1 4

 Cyt. w: Hengel, op. cit., s. 25. 

1 5

 Patrz: N. Haas Anthropological Observations on the SkeletalRemainsfrom Giv 'at 

ha-Mivtar,

 „Israel Exploration Journal" 20, 1970, s. 38-59. 

1 6

 W tej kwestii niezbędny jest artykuł Paula M. Maiera The Inscription on the Cross 

of Jesus ofNazareth,

  „ H e r m e s " 124, 1996, s.  5 8 - 7 5 . 

1 7

 R. Bultmann The History of the Synoptic Tradition,  N o w y Jork 1963, s. 272. 

1 8

 Cytowany przez Maiera, art. cit., s. 59. 

19

 Patrz: Maier, art. cit., s. 63. 

2 0

 Cytowany przez Maiera, art. cit., s. 60. Polska edycja: Gajusz Swetoniusz Tran-

kwillus Żywoty cezarów, t. II, Kaligula, 32, tłum. Janina Niemirska-Płaszczyńska, Wro­
cław 2004 . 

21

 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu {Biblia Tysiąclecia)

 w przekładzie 

z języków oryginalnych, Poznań 2000 (1 Kor 22,24). 

2 2

 Op. cit.,  G a 6,14. 

2 3

 Patrz: Cyril E. Pocknee Cross and Crucifix: In Christian Worship and Devotion, 

Londyn 1962, s. 33. 

2 4

 Patrz: Pocknee, op. cit., s. 36. 

25

  J a n Willem Drijvers Helena Augusta: The Mother of Constantine the Great and 

Legend ofher Finding of the True Cross,

 Lejda 1992, s. 81. Pod innymi względami 

książka Drijversa napisana jest po mistrzowsku, zwłaszcza jeśli chodzi o szczegóły. 

2 6

 Michael Grant The Emperor Constantine, Londyn 1993, s. 142. 

2 7

 Pocknee, op. cit.; patrz też: Robin Lane Fox Pagans and Christians, Londyn 1986, 

s. 616: „nie znaleziono żadnego znaku »Chi-Rho« w chrześcijańskim kontekście, który 
można by z całą pewnością datować na lata poprzedzające wizję Konstantyna". 

2 8

 Patrz: Pocknee, op. cit., iL 2. 

background image

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

2 9

 Patrz: George Pitt-Revers The Riddle of the „Labarum", Londyn 1966. Autor 

stawia dość chwiejną hipotezę, że Chi-Rho był tylko przedchrześcijańskim symbolem 
wskazującym interesujący wiersz w następnym fragmencie:  „ N i e ma żadnego powodu, 
by wierzyć, że za panowania Konstantyna Chi-Rho został zaadaptowany  j a k o symbol 
chrześcijański". 

3 0

 Patrz: Matthew Black The Chi-Rho Sign - Christogram and/or Staurogram, „Apo-

stolic History and the Gospel: Biblical and Historical  E s s a y s presented to F.F. Bruce on 
his 60th Birthday", Londyn 1970. Black utrzymuje, że to podwójne znaczenie mogło 
spodobać się cesarzowi Konstantynowi:  „ » z n a k « , pod którym zwyciężył, był znakiem 
krzyża, »staurogramem«, ale jednocześnie zręcznie połączonym z «christogramem» 
w artystycznej wersji »boskiego  z n a k u « " (s. 323). 

3 1

 Patrz: Thiede Heritage of the First Christians: Tracing Early Christianity in Euro­

pę,

 Oksford 1992, s. 94. 

3 2

 Patrz: Jean de Savignac Le papyrus Bodmer XIV et XV, „Scriptorium" 17, 1963, 

s.  5 0 - 5 6 : „ Należy wyciągnąć z tego wniosek, że ten monogram (...) pochodzi w każ­
dym razie z Egiptu, z II wieku" (s. 51). 

3 3

 Margherita Guarducci The Tomb ofSt. Peter, Londyn 1960, s. 99. 

3 4

 Guarducci, op. cit., s. 117. 

3 5

 Patrz: Thiede, op. cit., s. 83. Autor podaje przykłady monogramów Chi-Rho znale­

zionych w pobliżu Shepton Mallet w Somerset w 1990 roku (ale niedawno zakwestio­
nowanych) i pracy Waltera Newtona z 1975 roku. 

2. Cesarzowa Helena i narodziny chrześcijańskiej Europy 

1

 Główne wykopaliska prowadzili Friedrich Deichmann (1940 i  1 9 5 4 - 1 9 5 8 ) i Ecole 

Francaise (od roku 1975). Te wykopaliska odsłoniły okrągły budynek wysoki na 25,5 
metra o zewnętrznej średnicy 27,74 metra. Patrz: C.P. Thiede, op. cit., s. 134-135. 

2

 Robin Lane Fox opisuje ją trafnie  j a k o „najbardziej niezmordowanego działacza 

chrześcijańskiego od czasów świętego Pawła; Pagans and Christians, Londyn 1986, 
s. 658. 

3

 Dostępne są dwie niedawno wydane monografie. Pierwsza, Jana Willema Drijver-

sa, op. cit., i Stephana Borgehammara How the Holy Cross Was Found: From Event to 

Medieval Legend,

 Sztokholm 1991. Obie są niezastąpionymi przewodnikami po orygi­

nalnych źródłach dotyczących życia Heleny, chociaż unikają skrajnych wniosków, któ­
re można by z nich wyciągnąć. Praca R. Couzarda
 Sainte Helenę d' apres l 'histoire et 
la tradition,

 Paryż 1911, jest przestarzała, ale pozostała przydatnym podręcznikiem 

dla początkujących. 

4

 E. Waugh Helena, Penguin 1963, s. 9. 

5

 Aby odbyć pożyteczne tour d 'horizon ostatnich prac naukowych patrz: Hans A. Pohl-

sander The Emperor Constantine, Londyn 1996; natomiast A.H.M. Jones Constantine 
and the Conversion of Europę,

 Londyn 1948, to pożyteczne wprowadzenie do tematu, 

background image

Przypisy 

149 

podobnie jak: Michael Grant The Emperor Constantine, Londyn 1993. Intelektualną 
wyprawę w świat Konstantyna zagwarantują prace T.D. Barnesa
 Constantine and Eu-
sebius,

 Harvard 1981 oraz The New Empire of Diocletian and Constantine, Harvard 

1982. W przeciwieństwie do nich, książki poświęcone cesarzowej Helenie, prawie za­

wsze mają dewocjonalny charakter - przykładem może być cytowana  j u ż pozycja  L a -
vinii Byrne. 

6

 Patrz: Borgehammar, op. cit., s. 10 i nast. 

7

 Cytowane u Drijversa, op. cit., s.  7 9 - 8 0 . 

8

 Co do trwałości tej tradycji patrz: Winifred  J o y Mulligan TheBritish Constantine -

an English Historical Myth,

 „The journal  o f medieval and renaissance studies", 1978, 

i V. Burch Myth and Constantine the Great, Londyn 1927. 

9

 Cytowane w Mulligan, art. cit., s. 264. Polska edycja: Jakub de Voragine Złota 

legenda,

 tłum. J. Pleziowa, Warszawa 1983. 

1 0

 Mulligan, art. cit., s. 266. 

11

 Mulligan, art. cit., s. 270. 

1 2

 Kiedy małżonek Eleny, Magnus Maksymus, udał się do Galii w 383 roku, aby 

walczyć o imperium, ona pozostała w Trewirze. Zyskała tam opinię świętej, co zachę­
ciło Sulpicjusza Serwusa do napisania jej hagiograficznego życiorysu. 

13

 Patrz: Drijvers, op. cit., rozdział 1 oraz J. Vogt Helena Augusta, the Cross and theJews: 

Some Enąuiries about the Mother of Constantine the Great,

 „Classical Folia" 31,1977. 

14

 Patrz: Drijvers, op. cit., s. 24 i Thiede, op. cit., s. 108-110. 

1 5

 Patrz: Hans A. Pohlsander Crispus: Brillant Career and Tragic end, „Historian" 

33, 1984, s.  7 9 - 1 0 6 . 

1 6

 Oba fragmenty cytowane u Pohlsandera, op. cit., s. 53. 

1 7

 Temat przebudowy porusza Richard Krautheimer The Constantinian Basilica, 

„Dumbarton Oaks Papers"  2 1 , 1967, s. 115 i nast. 

1 8

 Patrz: Drijvers op. cit., s. 42:  „ B y ł o oczywiste dla tych, w czyje ręce dostały się [te 

monety], że Helena i Fausta przedstawiane są jako chronione [przez cesarza] i [uważa­
ne za] podpory nowego społeczeństwa, które chciał zbudować". 

1 9

 Drijvers podaje  j a k o przykład tego awansu Flawiusza Optatusa, konsula w 334 

roku, spowinowaconego poprzez małżeństwo z cesarzową, op. cit., nr 21, s. 43. 

2 0

 Patrz: rozdział 6, s. 192, przyp. 9. 

2 1

 Patrz: A.H.M. Jones Constantine and the Conversion of Europę, Londyn 1949, s. 96. 

2 2

 Na przykład na kolumnie Trajana przedstawione są żołnierskie tarcze ozdobione 

piorunami, symbolami Jowisza. 

2 3

 Patrz: R.H. Storch The Trophy and the Cross: Pagan and Christian Symbols in the 

Fourth andFifth Centuries,

 „Byzantion"  X l , 1970, s. 105-117. „Dając tak doniosłe 

miejsce labarum w biografii Konstantyna, Euzebiusz czyni zeń materialny znak nie­
biańskiego przymierza między tym cesarzem a  B o g i e m chrześcijan" (s. 114). 

2 4

 Pewna autorka trafnie określiła to  j a k o znak „mistycznego zwycięstwa", patrz: 

Diana Bowder The Age of Constantine and Julian, Londyn 1978, s. 24. 

background image

150 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

2 5

 Patrz: Lane Fox, op. cit., s. 618 : „Najlepszym dowodem na [istnienie] jakiegoś 

boga jest  j e g o opieka". 

2 6

  R a m s a y MacMullen Constantine and the Miraculous, „Greek,  R o m a n and Byzan-

tine Studies" 9, 1968, s.  8 1 . 

2 7

 MacMullen, art. cit., s. 96:  „ M u s i m y przyjąć, że współcześni Konstantyna (a więc 

czemu nie on  s a m ? ) naprawdę obawiali się magii przeciwnika, wierzyli w  p o m o c sił 
nadprzyrodzonych, udzieloną w widoczny sposób na polu bitwy, zaakceptowali bez­
krytycznie moce wezwane zarówno przez ofiary, które złożył Makscencjusz,  j a k i  m o c 
symbolu krzyża. A więc patrzyli na walkę starej religii z nową  j a k o na coś potężniej­
szego, ale w istocie nieróżniącego się od starcia czarów rzucanych przez obie strony". 

2 8

 Tematykę podziałów porusza  L a n e Fox, op. cit., s. 609 i nast. 

2 9

 Patrz: Barnes Constantine and Eusebius, s.  2 6 . 

3 0

 Cytowane u Granta, op. cit., s. 154. Patrz też: Barnes Constantine and Eusebius, s. 43: 

„ L e c z w ostatecznym rozrachunku dokładne szczegóły nawrócenia Konstantyna niewiele 
znaczą. Po 18 października 312 roku cesarz konsekwentnie uważał się za sługę Bożego, 
któremu powierzono misję nawrócenia cesarstwa rzymskiego na chrześcijaństwo". 

3 1

 Patrz: R. Couzard, op. cit., s. 10-12. 

3 2

 Vogt, art. cit. 

3 3

 Patrz: Henry Chadwick The Fali ofEustathius ofAntioch, „Journal  o f Theological 

Studies" 49, 1948, s.  2 7 - 3 5 : „Przeszłość matki cesarza mogłaby dać sposobność do 
sarkastycznych uwag ze strony biskupa Antiochii. Z  j e g o ataku na interpretację Oryge-

nesa fragmentu Biblii o czarownicy z Endor wynika, że łączył złośliwy język z po­
stawą racjonalistyczną, co było rzadkością w IV wieku" (s. 34). 

3. Odkrycie Prawdziwego Krzyża 

1

 Patrz: E.D. Hunt Holy Land Pilgrimage in the Later Roman Empire AD 312-460, 

Oksford 1982, s. 246: „Pielgrzym musiał przeżyć w drodze do wiarygodnego celu". 

2

 Patrz:  E . D . Hunt, op. cit., s. 15: „Mieszkańcy Palestyny dobrowolnie zaczęli dzia­

łać  j a k naturalne, lecz mimowolne ognisko zmian w Kościele światowym, których po­
wodem było wstąpienie Konstantyna na tron". 

3

 Patrz: H. A. Drakę Eusebius on the True Cross,, Journal  o f Ecclesiastical History" (36), 

1985, s. 4:  „ S a m e męczarnie wspólnoty chrześcijańskiej, jakie sprawiałajej bliskość posą­

gu takiej bogini przy grobie Chrystusa, wystarczyłyby, żeby zachować wspomnienie o tym 
świętym miejscu. Mówiąc brutalnie, nie mogliby mieć lepszego drogowskazu". 

4

 Euzebiusz Vita Constantini, tłum. C. McGiffert i  E . C . Richardson w SelectLibrary 

ofNicene and Post-Nicene Fathers,

 1.1,  N o w y Jork 1890, s. 530. 

5

 Euzebiusz, op. cit., s.  5 3 1 . 

6

 Patrz: Hunt, op. cit., s. 37: ta podróż była „głównie działalnością publiczną, prowa­

dzoną konwencjonalnymi metodami, ale jednocześnie wynikała z głębokiego, osobi­
stego przekonania". 

background image

Przypisy . 151 

'Hunt, op. cit., s. 49. 

8

 Patrz: Henry Chadwick The Circle and the Ellipse: Rival Concepts of Authority in 

the Early Church

 , Oksford 1959, s. 6-7; Andre Parrot Golgotha and the Church of the 

Holy Sepulchre,

 Londyn 1957, s. 53 oraz Hunt, op. cit., s. 4. 

9

 Patrz niżej: rozdział 5, gdzie umieściliśmy dyskusj ę o godnym uwagi rysunku przed-

stawiającym statek pielgrzymów w kaplicy Świętego Wartana pod kościołem Grobu 
Pańskiego - kolejny dowód na to, że miejsce było uważane za święte od pierwszych 
dni chrześcijaństwa. 

10

 Patrz: Chadwick, op. cit., s. 7 : „Konstantyn nie tworzy idei [nowej] Jerozolimy. 

Jest zależny od obowiązującego sposobu myślenia, którego odzwierciedleniem było 
szeroko rozpowszechnione przekonanie, że Golgota (a nie Świątynia jerozolimska,  j a k 
sądzili Żydzi) to miejsce grobu Adama i środek ziemi (...) pierwotna przewaga Jerozo­
limy w myśli chrześcijańskiej nie zniknęła wraz ze zdobyciem miasta przez legiony 
Tytusa lub klęską zadaną przez Hadriana. To święte miasto pozostało ważnym centrum 
nowej religii". 

"  J a k udowodnił Stephen Borgehammar, patrz: How the Holy Cross Was Found: 

from Event to Medieval Legend,

 Sztokholm 1991, s. 140. 

1 2

 Patrz: Lionel Casson Travel in the Ancient World, Baltimore 1974. 

1 3

 Tak zwany Pielgrzym z Bordeaux, który dotarł do Ziemi Świętej około 333 roku, 

przebył 3400 mil rzymskich (około 5470 kilometrów), dzielących Bordeaux i Jerozolimę, 
w ciągu 170 dni. To znaczy, że dziennie musiał przejść 20 mil (około 32 kilometrów). 

1 4

 Cytowane za Hunt, op. cit., s. 37. 

1 5

 Charles Couasnon The Church of the Holy Sepulchre in Jerusalem: the Schweich 

Lectures of the British Academy 1972,

 Londyn 1974, s. 1; L.H. Vincent, cyt. w: Parrot, 

op. cit., nr 1, s. 66. 

16

 Egeria 's Travels to the Holy Land,

 tłum. John Wilkinson, Londyn 1971, s. 127. 

1 7

 Co do kontekstu ideologicznego architektury z czasów Konstantyna, patrz: Ri­

chard Krautheimer 77ie Constantinian Basilica, „Dumbarton Oaks Papers"  2 1 , 1967, 
s. 115 i nast. 

18

 Drijvers, op. cit., nr 10, s. 5. 

1 9

 Patrz: Hunt, op. cit., s. 28:  „ O d  s a m e g o początku należy uznać, że w historii nie ma 

niczego, co łączyłoby Helenę z odkryciem Prawdziwego Krzyża". 

2 0

N i e brakuje komentarzy dotyczących prac i osoby Euzebiusza. Na przykład patrz: 

R.M. Grant Eusebius as Church Historian, Oksford 1980; D.S. Wallace-Hadrill Euse­
bius of Caesarea,

 Oksford 1960. Niezbędna jest analiza przeprowadzona przez Timo-

thy'ego D. Barnesa w: Constantine and Eusebius, Cambridge (w Massachusetts) 1981. 

2 1

 Michael Grant, op. cit., s.  4 - 5 . 

2 2

 Patrz: Hunt, op.  c i t , s. 37. 

2 3

 Istnieją zaszczytne wyjątki. Patrz: H.A. Drakę, art. cit., i Borgehammar, op. cit. 

2 4

 Na ten temat patrz: R.M. Grant, op. cit., s. 24 i nast. 

2 5

  C o  s i ę tyczy tej dyskusji, patrz: P.W.L. Walker Holy City, Holy Places? Chri­

stian Attitudes to Jerusalem and the Holy Land in the Fourth Century,

 Oksford 

background image

152 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

1990; H.A. Drakę Eusebius on the True Cross, „Journal of the Ecclesiastical History" 

36, 1985, s. 1-22; Z. Rubin The Church ofthe Holy Sepulchre and the Conflict Bet-
ween the sees of Caesarea and Jerusalem,

 „The Jerusalem Cathedra", 2, Jerosolima/ 

Detroit 1982, s. 79-105. 

2 6

 Patrz: Borgehammar, op. cit., s. 118: „Natychmiast wyczuwamy,  j a k wielkie zakło­

potanie musiały budzić chrześcijańskie symbole i budowle przypominające  M ę k ę 
Pańską na początku IV wieku u biskupa, który chciał przekonać wykształconych ludzi, 
że chrześcijaństwo było doktryną równie wzniosłą  j a k najlepsza filozofia". 

2 7

 Co do tego nieprzekonywającego wyjaśnienia, patrz: Drakę, art. cit., s. 20: „Mil­

czenie Eusebiusza (...) powinno być rozumiane  j a k o nieme świadectwo nie tylko no­
wości tej idei, lecz także zagrożenia, jakim było przywiązanie do niej Konstantyna". 

2 8

 Patrz: Walker, op. cit., s. 258:  „ J a k o biskup metropolitarny mógł żywić podejrze­

nia co do zamiarów hierarchów Kościoła jerozolimskiego. Czy byli oni całkowicie 
szczerzy? Jeżeli to drzewo [krzyża] mogło być wielką siłą wśród wierzących, bez wąt­
pienia było w stanie odegrać taką  s a m ą rolę w kościelnej polityce". 

29

  J . H .  N e w m a n Two Essays on Biblical and Ecclesiastical Miracles, Londyn 1875, 

wznów. 1907, s. 291 i 296. Patrz: Borgehammar, op. cit., s. 106. 

3 0

 Patrz: Thiede & d'Anncona, op. cit., s.  1 9 0 - 1 9 1 . Fragment zawiera informacje 

o znaczeniu dokładnego przekazu i nauce na pamięć świętej tradycji w środowisku 
żydowskim w połowie I wieku n.e. Patrz też: B. Gerhardsson 77ze
 origins of the Gospel 
tradition,

 Londyn 1979. 

3 1

 Co do przykładów, patrz: Andre Parrot, op. cit., s. 56. 

32

 Onomasticon

 74, s. 19-21, cytowane w: Parrot, op. cit., s. 56. 

3 3

 Mt 27,32; Mk 15,20; J 19,17. 

3 4

 Hbr 13,12. 

3 5

 Patrz: Borgehammar, op. cit., s. 96-98. 

3 6

 Co do dyskusji o Cyrylu, patrz: Walker, op. cit., passim. 

3 7

 Do ograniczonej bibliografii o Cyrylu należą prace następujących autorów: 

J. Mader Der heilige Cyrillus, bischof von Jerusalem, im seinen leben und seinen 

schriften,

 Einsiedeln 1891; A. Paulin Saint Cyrille de Jerusalem catechete, Paryż 1959; 

E. Bihain L 'epitre de Cyrille de Jerusalem a Constance sur la vision du crobc, „Byzan-
tion"43, 1973, s. 264-296; E.H. Griffbrd
 Cyrilof Jerusalem, Oksford 1894; W. Telfer 
Cyril of Jerusalem and Nemesius of Emesa,

 Londyn 1955. 

3 8

 Cytowane u Drijversa, op. cit., s. 82. 

3 9

 Cytowane u Drijversa, op. cit., s. 82. 

4 0

 Cytowane u Wilkinsona, op. cit., Londyn 1971, s. 20. 

4 1

 Patrz: Hunt, op. cit., s. 85:  „ N i e ma granic możliwości powołania Biblii do życia 

przed  j e g o oczami; biblijne skojarzenia (nieważne  j a k kruche) stanowiły coś w rodzaju 

listów uwierzytelniających dla miejsca pielgrzymek, wyróżniając je  j a k o święte". 

4 2

 Patrz: recenzja J.F. Matthews The Prosopography of the Later Roman Empire, 

„Classical Review" (88), 1974, s. 104. 

4 3

 Patrz: Wilkinson, op. cit., s. 240. 

background image

Przypisy 

153 

44

 Patrologia Graeca

 48, s. 826. 

4 5

 Patrz: Hunt, op. cit., s. 129. 

4 6

 Cytowane u Hunta, op. cit., s. 132. 

4 7

 Cytowane u Hunta, op. cit., s. 92. 

4 8

 Cytowane u Hunta, op. cit., s.  4 1 . 

4 9

 Wilkinson, op. cit., s. 136-138. 

5 0

 Wilkinson, op. cit., s. 146-147. 

51

 Wilkinson, op. cit., s. 5. 

5 2

 Patrz: Hunt, op. cit., s. 124: „Zdrada  J u d a s z a czy męczarnie  J e z u s a na krzyżu nie 

były dla wiernych odległymi w czasie wydarzeniami, lecz, za pośrednictwem miejsca 
i lektury, dokładnie wspominanymi w teraźniejszości". 

5 3

 Argument Hunta, że „wymagano jakiegoś sformułowania o tym, w jaki sposób 

wyszło to na światło dzienne" (op. cit., s. 40). Ale zakłada to istnienie luki tam, gdzie 
niekoniecznie musiała istnieć. 

5 4

 Patrz: Kenneth G. Holum Theodosian Empresses - Women and Imperial Domi­

niom in Late Antiąuity,

 Berkeley 1982. 

5 5

 W.C. Prime Holy Cross: A History of the Invention, Preservation and Disap-

pearance of the Wood Known as the True Cross,

 Londyn 1877, s. 87. 

4. Pocałunek życia - Jerozolima i Rzym, czyli jak kawałek  d r e w n a 

z orzechowca zmienił bieg historii 

1

 Istnieje wiele różnych wydań tego łacińskiego teksm, z przekładem lub bez. Po­

rządne angielskie wydanie podane jest w pracy J. Wilkinsona Egeria s Travels, Jerozo­

lima 1981, s.  8 9 - 1 4 7 . Co do teksm łacińskiego, patrz: A. Franceschini i R. Weber (red.) 
Corpus christianorum series Latina,

 t. 175, Tumhout 1965, s. 29—103. 

2

 M.C. Diaz y Diaz, red. Valerius, Epistula de Beatissimae Aetheriae (s. Egeriae) 

laude,

 Paryż 1965, s.  3 2 1 - 3 4 8 . 

3

 1 Kor 15,6. 

4

 J 19,17; J 19,41-42; Hbr 13,12. 

5

 C.P. Thiede Heritage of the First Christians..., s. 141-147. 

6

  N a s u w a się tu interesujące spostrzeżenie, że miejscowa tradycja i dowody mate­

rialne były - przynajmniej od czasu do czasu - uważane za mniej ważne niż boska 
interwencja. W niektórych relacjach o odkryciach Heleny to znak dany z nieba wska­
zuje miejsce ukrycia Prawdziwego Krzyża, a cudowne uzdrowienie umożliwia  j e g o 
identyfikację. 

7

 2 Kor 13,13. 

8

M t 28,19. 

9

 Por. rezultaty badań w: E. Hello Physiognomie des Saints, Paryż 1858; A. Legner 

Reliąuien in Kunst undKult,

 Darmstadt 1995, s. 63. 

background image

154 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

1 0

  N i e byli pierwszymi, którzy głosili Dobrą Nowinę w Rzymie; święty Paweł przy­

był po świętym Piotrze, ale według rzymskiej tradycji, opartej na pewnym fragmencie 
u Ireneusza, obaj apostołowie byli gwarantami tamtejszej wspólnoty. Por. C.P. Thede 
Simon Peter -from Galilee to Rome,

 Ekseter 1986, II przejrzane wydanie, Grand Ra-

pids 1988, s. 153-158, 171-193. 

1 1

 Co się tyczy chronologii, to przyjęliśmy rekonstrukcję zaproponowaną przez 

S. Borgehammara w: How the Holy Cross Was Found: from Event to Medieval Le­

gend,

 Sztokholm 1991. 

12

 De Obitu Theodosii,

 s. 47. 

1 3

 Różne wydania podają odmienne szczegóły, a ci autorzy, którzy mieszkali na 

wschodzie cesarstwa rzymskiego, uwielbiali teologiczne upiększenia.  J a k  j u ż powie­
dzieliśmy, Theodoret z Cyrrhusu (ok.  3 9 3 - 4 6 6 ) próbował bronić nieco ekstrawaganc­
kiego posunięcia matki Konstantyna, twierdząc w
 Historii Kościoła, że użycie przez 
nią części gwoździa z Prawdziwego Krzyża do sporządzenia wędzidła dla cesarskiego 
wierzchowca było spełnieniem proroctwa Zachariasza: „Wówczas nawet na dzwonecz­
kach koni umieszczą napis: »Poświęcone  P a n u « "  ( Z a 14,20). 

1 4

 Patrz wyżej: s. 52-54. 

1 5

 Patrz: J. Zias & E. Sekels The Crucified Man from Giv 'at ha-Mivtar: A Reappra-

isal,

 „Israel Exploration Journal" 35 [1985], s.  2 1 - 2 7 ; J. Zias La prima cristianita in 

Terrasanta

 w: A. Donati, red. Dalia Terra alle Genti. La dijfusione del cristianesimo 

nei primi secoli,

 Mediolan 1996, s. 44—48. 

16

 Według współczesnych przekładów zmartwychwstały Chrystus polecił apostołom, żeby 

zobaczyli jego ręce (Tomasz ich dotknął) (Mt 24,39; J 20,27). (Cyt. za Biblia to jest Pismo 
święte Starego i Nowego Testamentu z Apokryfami. Nowy przekład zjęzyków hebrajskiego 
i greckiego,

 Warszawa 1990). Greckie słowo cheir może oznaczać ramię lub rękę; normal­

nie to kontekst lub dodatkowe słowa pomagają ustalić właściwe znaczenie. Badania i eks­
perymenty dowodzą że to ramiona, a nie dłonie Jezusa przybito do krzyża, i nasze tłuma­
czenia tych fragmentów ewangelii powinny zostać odpowiednio zmienione. 

1 7

  B y ć może clams trabalis, mocny gwóźdź używany do belek (patrz: Horacy Car-

mina,

 I, 35, 18) i idiomatyczne określenie u Cycerona In Verrem 5, 53: trabali clavo 

figere,

 „przybić to gwoździem"). 

1 8

 W owym czasie w południowych Indiach istniały królestwa Chera, Chola i Pandja. 

Tomasz przebywał w północnej i północno-zachodniej części Indii. Tak zwani „chrze­
ścijanie Tomasza" nadal zamieszkują okolice Malabaru i Goa. Handel z Rzymem kwitł 
i na zachodzie oraz południu Indii znaleziono rzymskie wyroby. 

1 9

 Pątniczka Egeria dowiedziała się o Aktach Tomasza i o obecności  j e g o relikwii 

w Edessie, kiedy odwiedziła to miasto około 3 84 roku. Patrz: Peregrinatio 17,1; 19,3. 

2 0

 Chorzy odzyskiwali zdrowie po dotknięciu brzegu płaszcza Jezusa  ( M k 6,56); 

pewna kobieta, która dotknęła skraju  j e g o płaszcza z tyłu, została uzdrowiona, kiedy 
Jezus się odwrócił i pochwalił ją za jej wiarę (Mt 9,20-23). 

2 1

 Por. C.P. Thiede The Search for the True Cross, „The Church  o f England News-

paper" z 19 marca 1999 roku, s. 18. 

background image

Przypisy 

155 

2 2

 Patrz wyżej: s. 14. 

2 3

  N i e ma żadnego powodu, aby wątpić w autentyczność tego wydarzenia. Od czasu 

do czasu badacze  N o w e g o Testamentu, idąc za modą, powątpiewają w Ewangelią we­
dług świętego Jana, traktując to niemal  j a k o zasadę. Podkreślają, że nie wiemy, co się 
stało w ciągu najbliższych godzin po śmierci Jezusa. Czy rzeczywiście pogrzebano go 
w nowym grobie Józefa z Arymatei w pobliżu Golgoty (J 19,41), czy też został,  j a k o 
uśmiercony skazaniec, wrzucony do anonimowego  m a s o w e g o grobu? Odkrycie ossu­
arium Jehohanana z Givat ha-Mitvar dostarczyło nam tak poszukiwanego dowodu 
z tamtej epoki. Zawierało ono szczątki ukrzyżowanego mężczyzny, którego zdjęto 
z krzyża i pogrzebano zgodnie z żydowskim zwyczajem. Krewni lub przyjaciele ze­
brali nawet kości skazańca - gdy ciało zgniło i odpadło - i pochowali powtórnie w ma­
łej kamiennej skrzynce (ossuarium), umieszczając na niej  j e g o imię. Jeżeli chodzi o ob­
rządek grzebalny, każdego Żyda traktowano tak samo  j a k innych, niezależnie od 
powodu  j e g o śmierci. Ukrzyżowanie przez Rzymian (w przypadku Jehohanana także 
mogło chodzić o ukrzyżowanie przez rzymskich okupantów, ponieważ tylko oni mieli 
prawo w Izraelu karania skazańców śmiercią na krzyżu) nie robiło różnicy. 

2 4

 Pozostaje to jednym z najpoważniejszych argumentów potwierdzających fakt, że 

dawna Golgota obecnie znajduje się pod kościołem Grobu Pańskiego. Miejscowa 
wspólnota chrześcijańska twierdziła tak od wieków, chociaż miejsce to - wszystko 
zdawało się na to wskazywać - było „niewłaściwe", gdyż leżało w granicach Jerozoli­
my,  a n i e poza  n i ą ( J 19,17; Hbr 12,12). Zachowali oni dokładne wspomnienie pewne­
go faktu topograficznego, który dopiero współczesna archeologia ponownie odkryła 
i potwierdziła. 

2 5

 Ambroży (patrz wyżej) w swojej mowie pogrzebowej na cześć cesarza Teodozju­

sza Wielkiego i  J a n Chryzostom w swoich homiliach o Ewangelii według świętego 
Jana około 398 roku (In Joannem hom. 85). 

2 6

 Sokrates Scholastyk Historia Ecclesiae 1,17; około  4 3 9 roku. 

2 7

 Patrz wyżej: s.  2 1 - 2 3 . 

28

 In Ioannem hom.

 85; patrz: przyp.  2 5 . 

2 9

  D z 12,1-3. 

3 0

  D z 12,6-17. Patrz C.P. Thiede Simon Peter-from Galilee to Rome, s. 153-157; 

id., Babylon, der andere Ort: Anmerkungen zu IPetr 5,13 und Apg 12, 17, „Biblica" 

67/4, s.  5 3 2 - 5 3 8 . 

3 1

 Eutychiusz z Aleksandrii Annales 985, datuje powrót do Jerozolimy na czwarty rok 

panowania cesarza Wespazjana, tzn. 73 lub 74 rok n.e. Por.  B . Pixner Wege des Messias 

undStatten der Urkirche,

 Giessen 1996, s. 300-304, z dalszą literaturą przedmiotu. 

3 2

 W końcu udowodnił, że był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Por. 

M. HengelJakobus der Herrenbruder - der erste „Papst"? w:  E .  G r ó s s n e r & O. Merk 
(red.) Glaube und Eschatologie,  F S W.G. Kummel, Tybinga 1985, s.  7 1 - 1 0 4 ; R. Bauc-
kham Jude and the Relatives of Jesus in the Early Church, Edynburg 1990, s.  4 5 - 1 3 3 ; 

C.P. Thiede Ein Fisch Jur den rómischen Kaiser, Juden, Griechen, Romer: Die Welt 

des Jesus Christus,

 Monachium 1998, s. 150-202. 

background image

156 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

3 3

 Jako brat Józefa z Nazaretu. Euzebiusz z Cezarei Historia kościelna. O męczenni­

kach palestyńskich,

 tłum. Arkadiusz Lisiecki, Kraków 1993  - 3 , 1 1 ; 3,32,6,4,22,4. Por. 

J 19,25; Łk 24,18. Patrz: R. Bauckham,  j a k w przyp. 32, s. 15-32; R. Riesner Kleopas, 
„ D a s Grosse Bibellexikon", Wuppertal/Giessen 1990, s. 794. Hegezyp, piszący około 

180 roku, okazał się wiarygodnym, wyjątkowo dobrze poinformowanym autorem. Patrz 

m.in.:  B . Gustafsson Hegesippus ś, Sources and his Reliability, „Texte und Untersu-
chungen"  7 8 , 1 9 6 1 , s.  2 2 7 - 2 3 2 ; L. Herrmannlafamilledu Christd'apresHegesippe, 
„ R e v u e de 1' Universite de Bruxelles" 42, 1936-1937, s. 387-394. 

3 4

 Euzebiusz Historia kościelna, 3,11. 

3 5

 A być może Tyche. Niektórzy uczeni wysunęli przypuszczenie, że Euzebiusz (Vita 

Constantini,

 3,26) po prostu pomylił bóstwa przedstawione w świątyniach jerozolim­

skich lub świadomie przedstawił rzecz ohydniejszą, co później poprawił Konstantyn, 
kiedy wybrał Wenus niż mniej  g o d n ą pogardy Tyche (Fortunę, czyli  L o s - greckie 
słowo, które nie pojawia się w  N o w y m Testamencie, ale kilkakrotnie w Septuagincie, 
greckiej wersji Starego Testamentu:  R d z 30,11; Iz 65,11; 2 Mch 7,37). Jerozolimskie 
monety z czasów Hadriana ukazują dwie świątynie poświęcone Tyche, ale ani jednej 

Wenus/Afrodycie.  C o do dyskusji o tym dowodzie, patrz: M. Biddle The tomb of Christ, 

Stroud 1999, s. 18. 

3 6

  A . K . Bowman, J.D. Thomas The Vindolanda Writing Tablets w: Tabulae Yindolan-

denses

 II, Londyn 1994, s. 18. 

37

 Por. W.  E c k Inschriften auf Holtz. Ein unterschatztes Phdnomen der epigraphi-

schen Kultur Roms,

 P. Kneissl, Volker Losemann (red.) Imperium Romanum, Stuttgart 

1998, s.  2 0 3 - 2 1 7 , tutaj s.  2 1 1 - 2 1 7 . 

3 8

 Por. W. Eck,  j a k powyżej w przyp. 37, s. 206. 

3 9

 J.H. OHver Greek Constitutions ofEarly Roman Emperors from Inscriptions and 

Papyri,

 Filadelfia 1989, nr 38. 

4 0

 W. Eck,  j a k wyżej w przyp. 37, s. 214. Sozomen, historyk z Konstantynopola, 

napisał Historię Kościoła, prawdopodobnie między rokiem 443 a 450. Opisuje w niej 
odkrycie świętego krzyża, gwoździ i Timlusu oraz cudowne zidentyfikowanie Praw­
dziwego Krzyża. Przytacza wcześniejsze źródła z jednym wyjątkiem: twierdzi, że była 
tam drewniana deska, na której białymi literami po hebrajsku, grecku i po łacinie napi­
sano następujące słowa: „Jezus z Nazarem Król Żydóv/'\Historia Kościoła  2 ) . Wyda­

je się, że sformułowanie „białe litery" to zawoalowana aluzja do tego typu napisu: 

titulus

 to była typowa pobielona rzymska tablica, czyli album lub tabula dealbata. 

Musiał dysponować dokładnymi informacjami o tym napisie, gdyż podał prawidłowo 
kolejność trzech języków i nie skopiował kolejności, którą podaje święty Jan w swojej 
ewangelii (patrz niżej). 

4 1

 Greckie słowo to  a r a a (aitia).  K a s j u s z Dion Kokcejanus Historia rzymska 5,3,7; 

Mk 15,26, Mt 27,37. 

4 2

 J 19,19:  m ^ o v . 

4 3

 Kwintylian Declamationes minores 274 (sugeruje największe skrzyżowania dróg); 

J 19,19-20. 

background image

Przypisy 

157 

4 4

  K a s j u s z Dion Kokcejanus Historia rzymska 5,3,7; Swetoniusz: op. cit., Kaligula 

32; Euzebiusz Historia kościelna 5,1,43-44. 

4 5

 Swetoniusz, op. cit., Domicjan 10. 

4 6

 W rzymskim fragmencie nie zachowały się ślady gwoździ.  B e z względu na sprawę 

autentyczności, nie powinno się używać tego braku  j a k o argumentu za przywiązaniem 
do belki, po prostu miejsca, w które powinny się zagłębić gwoździe,  j u ż nie istnieją. 

4 7

 Łacińska końcówka -ieum odpowiada greckiej -eion i, w takich kontekstach, w po­

łączeniu z imieniem danej osoby, określa świątynię. Historyk  G e z a Alfeldi niedawno 
wysunął hipotezę, że ta inskrypcja odnosi się do jednej z wielkich latarni morskich 
w kształcie wysokich wież w porcie Cezarei, nazwanej Druseium od imienia Druzusa, 
brata Tyberiusza, który zmarł w roku 9 p.n.e., oraz Tiberium od imienia Tyberiusza, 
ówczesnego cesarza.  L e c z nasze jedyne źródło historyczne,  J ó z e f Flawiusz, nie wy­
mienia nazwy drugiej wieży, co na pewno by zrobił, gdyby nosiła ona znane - i na­
prawdę sławne -  „ c e s a r s k i e " imię. Patrz: W.  E c k Neue Deutung der Pilatusinschrift 
von Casarea,

 „Welt und Umwelt der Bibel", 15 (2000), s. 63. 

4 8

 Cesarz Klaudiusz podniósł rangę urzędu miejscowego zarządcy prowincji w  C e ­

zarei z prefekta na prokuratora; a więc Piłat był prefektem, ale Feliks i Festus, z który­
mi miał do czynienia święty Paweł, byli prokuratorami.  N o w y Testament nie myli tej 
terminologii. Urząd Piłata, Feliksa i Festusa jest określony  p o grecku  j a k o hegemon. 
N a z w a ta zawiera oba łacińskie terminy. 

4 9

 Niektórzy uczeni twierdzili, że „hebrajski" w istocie oznacza „aramejski", i czasa­

mi rzeczywiście tak jest, nawet w Ewangelii według świętego Jana. Jednakże tu, na 
Timlusie, mógł znajdować się napis po aramejsku tylko z jednego powodu - aby go 
lepiej zrozumiano. Ale to gwarantowała  j u ż grecka wersja, ponieważ Żydzi zarówno 
w Jerozolimie,  j a k i gdzie indziej byli dwu-, a nawet trójjęzyczni,  j a k udowodniono to 
niejeden raz. Por. C.P. Thiede i M.  d ' A n c o n a The Jesus Papyrus, Londyn 1996, 
s. 115-123; patrz też: S.E. Porter Jesus and the Use of Greek in Galilee w: B. Chilton & 

C E . Evans (red.) Studying the Historical Jesus: Evaluations of the State of Current 

Research,

 Lejda 1994, s. 123-154. Nieliczni, którzy nie znali greki, byli dostatecznie 

konserwatywni, żeby rozumieć hebrajski. W czasach Piłata wciąż  j e s z c z e był to język 
charakterystyczny dla tradycyjnie nastawionych Żydów. Dlatego rzymski prefekt użył­
by bez wahania  j ę z y k a hebrajskiego na Timlusie. 

5 0

 Tę inskrypcję można znaleźć  p o z a Dziejami Apostolskimi  ( D z 21,28-31). Święty 

Paweł, który najwidoczniej znał wiele języków (Dz 21,37-40), został oskarżony o przy­
prowadzenie (nieobrzezanego) Greka z Efezu imieniem Trofimos do świątyni i tłum 
ortodoksyjnych Żydów chciał zatłuc go na śmierć, kiedy interweniowała rzymska ko­
horta świątynna. Dwie kopie tej tablicy znajdują się w John Rockefeller Museum w  J e ­
rozolimie (fragment) i w Tureckim Muzeum Narodowym w Stambule. 

5 1

 Jednym z najstarszych tekstów należących do Textus Maioritatis, jest  K o d e k s Q, 

znajdujący się w Herzog-August-Bibliothek w Wolfenbiittel, który, tak  j a k Kodeks Alek­
sandryjski,

 pochodzi z V wieku. Chociaż zachował się  w e fragmentach, z uszkodzonymi 

background image

158 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

ustępami z Ewangelii według świętego  Ł u k a s z a i świętego Jana, na całych stronach 
znajduje się fragment Ewangelii według świętego  Ł u k a s z a  ( Ł k 23,38). 

5 2

 Niektóre z manuskryptów Ewangelii według świętego  Ł u k a s z a zawierające dłuż­

szy ustęp różnią się między  s o b ą pod pewnymi względami zarówno stylem,  j a k i po­
rządkiem słów. Żaden z nich nie jest identyczny z Ewangelią według świętego Jana. 
M o ż n a tylko powiedzieć, że istniała niezależna tradycja kojarzona ze świętym Łuka­
szem, kładąca nacisk na wzmiankę o tych trzech językach i o greckim  j a k o pierwszym. 

5 3

 Wiele mówiący przykład osiągnięć naukowych dotyczących  N o w e g o Testamentu, 

a pochodzących sprzed I wojny światowej, kiedy znano  j u ż większość ważnych ko­
deksów i minuskułów, ale tylko kilka papirusów, noszących numery od PI do P15 
(żaden z nich nie zawierał przytoczonych przez nas fragmentów). Aleksander Souter, 
wykładowca z Magdalen College w Oksfordzie (gdzie przechowywany jest najstarszy 
papirus z Ewangelią według świętego Mateusza, P64, czyli Papyrus Magdalen Greek 

17) i nauczyciel nowotestamentowej greki na Uniwersytecie Oksfordzkim, opubliko­

wał grecką wersję  N o w e g o Testamentu w imieniu Oxford University Press w 1910 
roku. Opowiedział się za krótszą wersją ustępu Ewangelii według świętego  Ł u k a s z a 
( Ł k 23,38), ale podał dostępny wówczas dowód przemawiający za dłuższym tekstem 
w przypisie. I to mimo faktu, że znał  j u ż wszystkie manuskrypty, których mógłby użyć 
na potwierdzenie tezy o hebrajskim, łacinie i grece na Timlusie i które wymienił w spi­
sie przejrzanych rękopisów. Niektórzy uczeni wyjaśniali późniejszą wersję tego ustę­
pu, o językach hebrajskim, greckim i łacińskim, używając argumentów geopolitycz­
nych: jeżeli hebrajski, łacina i greka  b y ł y , językiem narodowym, językiem oficjalnym 
i językiem potocznym", w takim razie wersje hebrajską, grecką i łacińską „umieszczono 
zgodnie z położeniem geograficznym, poczynając od wschodu na zachód". Patrz:  B . M . 
M e t z g e r ^ Tactual Commentary on the Greek New Testament, Stuttgart 1994, s. 217. 

5 4

 Ambroży De Obitu Theodosii, s. 45^16. 

5 5

 Swetoniusz, op. cit., August 66; por. Kasjusz Dion Kokcejanus Historia rzymska 

53,23,5; 53,24,1. 

5 6

 Patrz: Mk 15,32, gdzie jest to wyrażone jednoznacznie:  „ M e s j a s z , król Izraela, 

niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy zobaczyli i uwierzyli". 

5 7

 Por. ocenę ówczesnego autora Filona z Aleksandrii (zm. ok. 50 roku n.e.) w  j e g o 

Legatio ad Gaium,

 s.  2 9 9 - 3 0 5 . Filon podkreśla z naciskiem, że Piłat nie tylko uważał, 

iż ma prawo gardzić Żydami i źle ich traktować, lecz także obawiał się niewłaściwego 
postępowania, przez co mógłby stracić łaskę u Tyberiusza. Patrz też: H.K.  B o n d Pon-
tius Pilate in History andInterpretation,

 Cambridge 1998, s. 36-48 i u Józefa Flawiu-

sza Wojna żydowska, 2, 169-174 i  1 7 5 - 1 7 7 . 

5 8

  E u z e b i u s z Historia kościelna 5,1,44. 

5 9

 W pobliżu Jerozolimy znaleziono kilka ossuariów z wyrytym imieniem  „ J e z u s " po 

herbajsku lub aramejsku, a  J ó z e f Flawiusz, żydowski historyk, który zmarł około 98 
roku n.e., wymienia nie mniej niż 21 Jezusów w swoich dwóch pracach historycznych 

Wojna żydowska

 i Dawne dzieje Izraela, wcześniej lub równocześnie z czasami Nowe­

go Testamentu. 

background image

Przypisy 

159 

6 0

 Patrz:  G . Gorason Nazarenes, „The Anchor Bibie Dictionary", t. 4,  N o w y Jork 

1992, s. 1049-1050; W.L. Petersen Nazoreans, Gospel of the, „The Anchor Bibie Dic­

tionary", t. 4,  N o w y Jork 1992, s. 1051-1052. 

6 1

 Por. m.in. pracę dwóch wybitnych archeologów E.M. Meyersa,  J . E . Strange'a Ar-

chaeology, the Rarbis and Early Christianity,

 Nasłwille 1981 oraz artykuł jednego 

z nich: J.F. Strange Nazareth w „The Anchor Bibie Dictionary", t. 4,  N o w y Jork 1992, 
s.  1 0 5 0 - 1 0 5 1 . 

62

 Oficjalną naturę tej relacji podkreśla P. Maier w swoim interesującym artykule The 

Inscription on the Cross of Jesus of Nazareth,

  „ H e r m e s " 124, 1996, s.  5 8 - 7 5 . 

63

 Apologia

 35,48. Akta Piłata, w których ten uczynił wzmiankę o Jezusie, nie zacho­

wały się do naszych czasów. Nie można więc traktować ich  j a k o dowodu. W gruncie 
rzeczy nie przetrwało ani jedno rzymskie archiwum z czasów cesarstwa. Jest jednak 
dostatecznie ważne, że takie archiwum musiało istnieć i że pokutujący tu i ówdzie wśród 
uczonych dawny mit, według którego „prawdziwy świat" nie zauważył Jezusa i  j e g o 
maleńkiego żydowskiego zakątka cesarstwa, wyraźnie jest błędny. 

6 4

  M o ż e wyglądać to tak, jakby Ambroży z Mediolanu opisał treść Timlusu po łaci­

nie w ślad za wersją świętego Jana. On jednak nie twierdzi, że  s a m widział drewnianą 
tablicę, po prostu w mowie pogrzebowej dla cesarza Teodozjusza przekazuje słucha­
czom, co zawierał tekst Timlusu na krzyżu nad głową Jezusa. Dlatego musiał przyto­
czyć cały tekst. O tym,  j a k łatwo jest wyciągnąć fałszywe wnioski z tego, co ktoś na­
prawdę powiedział lub napisał, można przeczytać w książce Jana Willema Drijversa 
o Helenie. Po cytacie z relacji Egerii komentuje on: „Egeria  j a k o pierwsza wspomina o 
obecności w Jerozolimie Timlusu z tekstem:  » J e z u s z Nazarem, Król  Ż y d ó w « , napisa­
nym po grecku, po łacinie i po hebrajsku. Według ewangelii świętego Jana ten napis 
przymocowano do krzyża Jezusa na rozkaz Poncjusza Piłata" (J.W. Drijvers, op. cit., 
s. 92). Jak widać, z cytowanego fragmentu można odnieść wrażenie, że wszystkie in­
formacje o Timlusie pochodzą od Egerii. Tymczasem Egeria wcale nie wspomina 
o tekście na tablicy, którą zobaczyła w Jerozolimie, nie pisze, w jakich językach był 
ten napis, ani nie podaje ich kolejności tak,  j a k zrobił to święty Jan Ewangelista; taka 
kolejność występuje w dłuższej wersji tego ustępu w Ewangelii według świętego Łuka­
sza. Drijvers błędnie włącza do swojej argumentacji informacje z różnych źródeł, nie-
związanych z tym, co napisała  s a m a Egeria, a przecież wszystko, co ona mówi, jest 
prawdziwe we własnym, odrębnym kontekście. 

6 5

 Bulla Admirabile Sacramentum z 29 lipca 1496 roku. 

6 6

 Jesteśmy wdzięczni Michaelowi Hesemannowi z Dusseldorfu, który dał nam 

pierwszą z fotografii Paladiniego i powiedział, że opat Santa Croce, don Luigi Rottini, 
zważył i zmierzył fragment Timlusu. Hesemann niedawno opublikował wyniki swoich 
własnych badań w Die Jesus-Tafel. Mit einem Vorwort from C.P. Thiede, Freiburg/ 
Basel/Wiedeń 1999. 

6 7

 Bardzo dziękujemy Stephanowi Borgehammarowi z Uppsali, autorowi znakomi­

tej pracy o Helenie i Prawdziwym Krzyżu  ( S . Borgehammar, op. cit.). Dostarczył nam 
informacji o wielu mało znanych pracach i cierpliwie odpowiadał na nasze pytania. 

background image

160 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

6 8

 Tę informację zawdzięczamy Eliowi Coronie, profesorowi dendrotechniki na Uni-

verista delia Tuscia w Viterbo, który  j a k o pierwszy przedstawił jąuczestnikom pewne­

go zjazdu w Rzymie Dalia Passione alla Resurrezione: 2000 anni di silenziosa testi-

monianza,

 6-9 maja 1999 roku. Interesujące, że Pielgrzym  z P i a c e n z y twierdził, iż 

święty krzyż wykonano z drzewa orzechowa (Antonini Placentini Itinerarium 20,5). 
To jednak okazało się nieprawdopodobne. W każdym razie drzewo z krzyża Jehoha­
nana z Givat ha-Mivtar, zachowane pod gwoździem, którym przebito kość pięty ska­
zańca, było akacjowe. Możliwe, że taka myśl przyszła do głowy Pielgrzymowi z Pia-
zenzy  p o d wpływem „proroctwa", częściowo wywodzącego się z Pieśni nad Pieśniami 
(Pnp 6,11), por. egzegeza Cyryla z Jerozolimy, Czytania katechetyczne 14,5. 

6 9

 Hipotetycznie można przyjąć, że Titulus wykonano po V wieku, i zarazem odwró­

cić ten argument: w czasie, kiedy następującąkolejność wersji napisu: ,Jiebrajski, grecki 
i łaciński" wprowadzono do rosnącej liczby manuskryptów w całym cesarstwie, fał­
szerz zastosowałby tę nową normę. Tej hipotetycznej próbie odwrócenia sytuacji moż­
na przeciwstawić niezbity dowód filologiczny, który napotkamy później. Zresztą jest 
też pewien argument historyczny - nasze wiarygodne źródła stanowczo twierdzą, że 
Timlus  J e z u s a lub jakiś inny titulus bądź  j e g o fragment trafił do Rzymu dzięki Helenie. 
Na Timlusie Heleny albo była taka kolejność języków: hebrajski, grecki, łaciński,  j a k 
to widzimy dzisiaj, albo hebrajski, łaciński i grecki,  j a k w starszych rękopisach Ewan­
gelii według świętego Jana. Jeżeli przyjmiemy na chwilę, że były to: hebrajski, łaciń­
ski, grecki, wówczas nowy fałszerz, ktokolwiek go zatrudnił, musiałby dokonać mani­
pulacji z napisem, który widziało wielu ludzi - oczywiście z inną kolejnością wersji 
w trzech językach. Tego najwidoczniej nie można było zaryzykować, jeżeli celem mia­
ły być pozory czcigodnej autentyczności. Dlatego, nawet jeśli niektórzy nadal chcą 
zakładać, że Timlus z kościoła Santa Croce w najlepszym wypadku jest wczesnośre­
dniowieczną kopią, musiałaby to być kopia jakiegoś znanego oryginału, z sekwencją: 
hebrajski, grecki, łaciński. Ale,  j a k zobaczymy za chwilę, rozstrzygającego argumentu 
przeciwko takiej hipotezie dostarczyła filologia. 

M o ż e m y dodać jeszcze jedno spostrzeżenie: CodexAlexandrinus został napisany, o ile 

wiemy, w Aleksandrii, która (od 395 roku) należała do wschodniego cesarstwa rzym­
skiego, później nazwanego bizantyjskim. W V wieku draga, większa część Timlusu na­
dal znajdowała się w Jerozolimie, która również stanowiła część wschodniego cesarstwa 
i  j e g o struktury kościelnej. Ponieważ na jerozolimskim fragmencie Timlusu najwidocz­
niej była następująca kolejność języków - hebrajski, grecki, łaciński - rosnący wpływ 
nowego i coraz liczniejszego pokolenia kodeksów mógł się wywodzić prosto z Jerozoli­
my. I rzeczywiście, Pielgrzym z Piacenzy, który odwiedził Jerozolimę około 570 roku, 
nadal tam  g o widział (Antonini Placentini Itinerarium 20).  Ó w pątnik podał krótki opis 
Timlusu i wspomniał o pewnym tekście, który wygląda  j a k łacińska wersja z Ewangelii 
według świętego Łukasza: Hic est rex ludaeorum. W każdym razie zgodnie z naszą re­
konstrukcją rzymskiego fragmentu (patrz poniżej), na jerozolimskiej części powinny za­
chować się słowa  I E S U S (...)  X I U D A E O R U M - reszta z napisem  ( N A Z A R E N U S  R E ) 
znajdowała się w Rzymie. Stąd też Pielgrzym z Piazenzy mógł łatwo przypomnieć sobie 

background image

Przypisy 

161 

ten tekst w takiej właśnie formie. Osobny rękopis z  j e g o relacją, wersja B, nawet dodaje 
resztę napisu zgodnie z Ewangelią według świętego Jana, ale j est to później sza zachod­
nia „recenzja", widocznie na podstawie przechowywanego w Rzymie fragmentu. 

7 0

 Na przykład M 1,24; 10,47; 14,67:  Ł k 4 , 3 4 ; 24,19. 

7 1

 Odwrotnie, w przeciwieństwie do kolejności języków, późniejsze rękopisy nie 

musiałyby „poprawiać" teksm, gdyż istniało dostatecznie dużo dowodów z ewangelii 
dla zalegalizowanego istnienia obu form. 

7 2

 P.L. Maier The Inscription on the Cross of Jesus of Nazareth,  „ H e r m e s " 124,1996, 

s.  5 8 - 7 5 . 

7 3

 Patrz: F.C. Kenyon The Palaeography of Greek Papyri, Londyn 1899, wyd. 2, 

Chicago 1998, s. 161; W. Wattenbach Anleitungzur griechischen Palaographie, Lipsk 

1895, wyd. 2, Hildesheim 1971, s.  9 7 - 9 8 . 

74

 Por. Inscriptions Reveal. Documents from the time of the Bibie, the Mishna, and 

the Talmud,

 Israel  M u s e u m w Jerozolimie, kat. nr 100, Jerozolima 1973, s.  4 8 - 4 9 . 

7 5

 Ibid., s. 48. 

76

 Inscriptiones Graecae Editio Maior

  X I I (I), Berlin 1895, wstawka 4, kolumna 3; por. 

M. Avi-Yonah Abbreviations in Greek Inscriptions, Jerozolima/Londyn 1940 (Suplement 
do Ouarterly of the Dept of Antiąuities in Palestine, t. 9, s. 119). Zawdzięczamy tę informa­
cję dr Leah Di Seggni z Hebrajskiego Uniwersytetu w Jerozolimie i dr. Ulrichowi Victoro-
vi Humbaltowi z Uniwersytetu Berlińskiego. Ta inskrypcja odnosi się do niewymienionego 
cesarza z dynastii Flawiuszy i dlatego musi być datowana na lata 69—96 n.e. 

7 7

 Patrz: C.P. Thiede, M. d'Ancona, op. cit., s. 123-129. Dopiero znacznie później, 

w VI i VII wieku nagle stała się modna y zamiast Y/OY; dobrze wiedzą o tym nawet 
uczeni niebędący papirologami - z iluminowanych manuskryptów. Bardzo ostrożnie 
możemy zaproponować hipotezę, że nagły powrót tych pochodzących z I wieku n.e. 
(i  j e s z c z e starszych) symbolu, litery i skrom mógł się dokonać  p o d tym samym wpły­
wem, który spowodował korektę kolejności języków Timlusu w późniejszych rękopi­
sach Ewangelii według świętego Jana (patrz: s. 83-84 i powyżej przypis nr 71). 

7 8

 Patrz: L. Boffo Iscrizioni greche e latineper lo studio delia bibbia, Brescia 1994, 

na przykład nr 30. 

7 9

  N i e zostało dostatecznie dużo materiału do datowania dendrologicznego itd., por. 

m.in. P. Phillips (red.) The Archaeologist and the Laboratory,  „ C B A Research Raport" 
nr 58, Londyn 1985. 

8 0

 O problemach datowania metodą radiowęglową uszkodzonego materiału organicz­

nego, a zwłaszcza dawnego pisma, patrz: C.P. Thiede Radiocarbon Dating and Papy­
rus P64 at Oxford,

 id., „Rekindling the Word", Leominster 1995, s.  3 3 - 3 6 . 

5. Żydzi i Rzymianie w Jerozolimie - Titulus, bóg, pan i zbawca 

1

 Ch. Rohault de Fleury Memoire sur les instruments de la passion de N.-S. J.-C, 

Paryż 1870, s. 196. 

background image

162 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

2

 Ibid., s. 196-197. 

3

 B. Drach Explication du titre hebreu de la S'

e

 - Croix, et dissertation sur la langue 

dans laąuelle il fut ecrit, Annales de philosophie chretienne

 9/18, 1839, s. 291-308 

i  3 4 2 - 5 2 . 

4

 Najstarsze rękopisy Biblii hebrajskiej. Papirus  N a s h został odkryty w  E g i p c i e 

w 1902 roku i może być datowany na przełom II/I wieku p.n.e. Rękopisy znad  M o r z a 
Martwego odnaleziono w latach 1947-1956; powstały w okresie od II wieku p.n.e. 
(znaleziska hebrajskie i aramejskie) do połowy I stulecia n.e. 

5

 B. Drach, tak  j a k w przypisie nr 3, s.  2 9 4 - 2 9 5 . 

6

 Tekst z Codex Vaticanus lat. 3912. Inne ówczesne referencje można znaleźć u G.  B a ­

sia La trionfante e gloriosa Croce, Rzym 1610. 

7

 D. Balduino Bedini O. Cist. Le Reliąuie delia Passione del Signore, Rzym 1997, 

s. 50, błędnie stwierdza, że tekst łaciński należy czytać JS  N A Z A R E N U S  R E . Co się 

tyczy greckiej wersji, podaje  N A Z A P E N Y C B (przynajmniej nie umieszcza na początku 
zmyślonych  I C ! ) . Oprócz oczywistego faktu, że tekst łaciński to  N A Z A R J N U S , z I za­
miast E, nie ma w nim żadnych śladów JS (a gdyby się znajdowały, miałyby formę  I S ) . 
Patrz powyżej: rozdział 4. Odczytanie przez Dediniego - nieistniejącego -  J S / I S mogło­
by doprowadzić do rozważań o jakimś wczesnym przykładzie skrom Nomen Sacrum, 
imienia Jezusa. Błąd ten utrwala drzeworyt z rekonstrukcją teksm umieszczony nad Titu-
lusem w Rzymie, gdzie wprowadzono IC do greckiej wersji i I - do łacińskiej. Grawer 
pomylił małe, płytkie i zakrzywione wgłębienie w desce z literą A (odwrócone C) i dodał 
poprzedzające je I, żeby wprowadzić całkiem fikcyjny „skrót"  I C . 

8

 G. Kroll Auf den Spuren Jesu, Stuttgart/Lipsk 1990. 

9

 Co do fotografii i rekonstrukcji napisu, patrz G. Kroll,  j a k w powyższym przypisie 

nr 8, s. 83, ilustracja nr 63. 

1 0

 Por.  B . Pixner Wege des Messias und Statten der Urkirche, Giessen/Basel 1996, 

s. 23-24,  4 7 - 4 8 , 164. 

11

  C o do pisowni słowa Nozri (zwykłego rzeczownika,  b e z rodzajnika określające­

g o ) , patrz też:  B . Pixner,  j a k w powyższym przypisie, s.  7 0 . Holem, później pisane 
z maleńką kropką nad tą literą lub nieco z boku, dla odróżnienia od spółgłoski, to na­
zwa znaku Vahv, jeżeli wymawia się  g o  j a k o wyartykułowaną literę (o). 

1 2

 Pozostawianie takich odstępów między słowami to cecha charakterystyczna  p i s m a 

hebrajskiego, występująca w zwojach znad Morza Martwego.  L e c z teksty greckie i ła­
cińskie były zazwyczaj pisane scriptio continua, tzn. jednym ciągiem bez przerw mię­
dzy słowami lub zdaniami. 

1 3

 Ten fragment jest wystawiony w XIX-wiecznym srebrnym relikwiarzu; na szczy­

cie prostokątnego relikwiarza jest mały metaloryt z rekonstrukcją fragmentarycznych 
wierszy z hebrajskim, greckim i łacińskim tekstem, które różnią się, wszystkie trzy, od 
błędnej rekonstrukcji całkowitego Timlusu, umieszczonego na ścianie bocznej kapli­
cy. Wspomnieliśmy o tym drzeworycie w rozdziale 4 i musimy zrobić to ponownie 
w związku z tekstem hebrajskim, żeby ostrzec czytelników przed tą błędną rekon­
strukcją. Jeżeli założymy, że zachowana część tego wiersza zaczynała się od czytelnego 

background image

Przypisy 

163 

imienia Jezusa, napisanego bez końcowego A , to jest Yeszu, a nie Yeszua, i jeśli 
zgodzimy się na rzadką formę Shin ) i brakujący/zaginiony początkowy yod , 

powinniśmy odczytać a następnie lub (bez vahv-holem) \ (oba hebraj­

skie), lub (aramejskie, w rekonstrukcji Krolla), lub coś bardzo podobnego. O ile 
zaakceptujemy, wbrew wszelkim poszlakom, jakiś dialekt aramejski. Przenosząc to na 
potoczny hebrajski lub aramejski - których nigdy by nie użyto na takiej oficjalnej ta­
blicy - możemy po prostu zaakceptować pisownię Yeshu i nun, które następuje  p o nim, 
a nawet kolejne tsadech z krótszej hebrajskiej i aramejskiej wersji, w bardzo pochy­
łym hebrajskim piśmie. Potem po nich potrzebujemy resh (hebrajskie) lub yod (ara­
mejskie). Resh istotnie można przyjąć.  C o dalej?  N i e  m a widocznych śladów na tym 
fragmencie. A więc czysty wymysł bierze górę. Oczywiście prawdziwy problem z tym 
wszystkim to fakt, że nie ma śladów liter przed bliźniaczymi wydłużeniami - nic, co 
choćby trochę przypominałoby shin, które ujęto w rekonstrukcji. Tylko jeśli przyjmiemy, 
że pierwotna część zachowanego tekstu nie zaczynała się od rodzajnika określającego ha 

, heh,

 ale od vahv-shureq (ostatniej litery z Yeshu), po którym następował identycznie 

wyglądający (!) nun, tsadeh i resh, otrzymamy sekwencję dwóch równoległych wydłu­
żeń {vahv-shureq + nun), zaokrąglonego Tsadeh i Resh. Lecz w ten sposób uzyskujemy 
tylko cztery litery przed końcem widocznej linijki - a pozostaje faktem, że są tam ślady 
pięciu, lub nawet teoretycznie sześciu, z pierwszymi dwoma wydłużeniami tak blisko 

siebie, iż należą one do jednej litery (jak to udowodniliśmy wyżej), którą może być tylko 
heh

 _ j. I tak, naprawdę interesujący jest sposób, w jaki oparte na przypuszczeniach 

podejście widoczne w tej rekonstrukcji - wydumane przez kogoś, kto miał jakieś poję­
cie o hebrajskim - w końcu zawodzi i musi zostać odrzucone. 

1 4

 Schalom Ben-Chorin Bruder Jesus. Der Nazarener in judaischer Sicht, Mona­

chium 1977, s. 180. W swojej niemieckiej transliteracji Ben-Chorin napisał Jeschu 

Hanozri W(u)melech Hajehudim. 

1 5

 J 10,30.  Z o b a c z wiarygodną, gwałtowną reakcję tych Żydów, którzy uznali to 

stwierdzenie  j a k o bluźnierstwo godne kary śmierci, J 10,31. Trudno jest zrozumieć, 

j a k niektórzy uczeni  m o g ą wątpić w autentyczność tej perykopy. 

16

 Tutaj mamy rodzajnik określony w pierwszej części zdania i brak rodzajnika w dru­

giej części („Ten człowiek powiedział:  » J a jestem królem  Ż y d ó w « " ) . Oficjalny tekst 
po łacinie, tzn. w języku bez rodzajników określonych, dopuszcza obie opcje. W ta­
kim razie byłoby ryzykowne - w dziedzinie filologii - odczytać zbyt wiele ze zmiany 
rodzajnika do  j e g o pominięcia w dalszej części tego  s a m e g o stwierdzenia. Przecież 
nawet,  j a k i ś " król Żydów zostałby uznany przez żydowskich kapłanów za takiego sa­
m e g o bluźniercę  j a k „ten" konkretny król -  j a k sami to ujęli, dla nich był tylko jeden 

prawdziwy król - cesarz rzymski (J 19,15).  Z o b a c z też dyskusję o brakującym ho 
w greckiej linijce Titulusu w rozdziale 4. 

1 7

 Pogląd ten podkreśla z  m o c ą F.  B o v o n Les dernieres jours de Jesus. Textes et 

evenements,

 Neuchätel 1974, s. 37. 

1 8

 Najnowsza analiza źródłowa wskazuje na obecność miliona pielgrzymów podczas 

tych trzech najważniejszych świąt. W. Reinhardt The Population Size of Jerusalem and 

background image

164 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

theNumerical Growthof the Jerusalem Church

 w: R. Bauckham (red.) The Book of Acts in 

its First Century Setting,

 t. 4: Palestinian Setting, Grand Rapids/Carlisle 1995, s. 237-265. 

1 9

 Z tego samego powodu święty  Ł u k a s z nie mógłby wymyślić tego stwierdzenia, 

bez względu na to, gdzie i kiedy je napisał. 

2 0

 1  K o r 15,1-8. 

2 1

 Por.  J . Zias Ossuario col name di Alessandro, figlio di Simone di Cirene w:  A .  D o -

nati (red.) Dalia Terra alle Genti - La dijfusione del cristianesimo nei primi secoli, 
Mediolan 1996, s. 167 (z ilustracją);  N . Avigad^4 Depository oflnscribed Ossuaries in 
theKidron Valley,

 „Israel Exploration Journal" 12, 1962, s. 1-12, il. nr 4. 

2 2

 Święty Piotr nie nazywa Żydów „bezbożnikami". Użyty tu grecki termin anomon, 

jest aluzją do Rzymian, którzy wykonali wyrok śmierci i których można nazwać „bez­

bożnikami", gdyż nie  c z c z ą prawdziwego  B o g a , lub „nieprawymi"(nieprzestrzegają-
cymi żydowskiego prawa). Hebrajski synonim Resha-yim, „nieprawy" w znaczeniu 
„ z ł y " , pojawia się w żydowskim piśmiennictwie i często bezpośrednio odnosi się do 
Rzymian. Ale mimo to apostoł utrzymuje, że  j e g o żydowscy rodacy nie są bez winy -
pojmali  J e z u s a i wydali go Rzymianom. Święty  Ł u k a s z , który zadedykował swoją 
ewangelię i Dzieje Apostolskie pewnemu wysokiemu urzędnikowi rzymskiemu,  „ d o ­
stojnemu Teofilowi", nie włączyłby do nich tej krytyki Rzymian, gdyby nie był to au­
tentyczny i podstawowy element mowy świętego Piotra. 

2 3

 Od około 66 roku n.e. do 73 n.e. w Pełli, patrz: rozdział 4. 

2 4

 S. Safrai Die Wallfahrt im Zeitalter des Zweiten Tempels, Neukirchen-Vluyn 1981, 

s.  1 6 1 , 2 5 9 . 

2 5

 Dz 1,21-23. 

2 6

 Por.  J ó z e f Flawiusz Dawne dzieje Izraela, tłum. Zygmunt Kubiak i Jan Radożyc-

ki", Warszawa 1993, 13,4,9; Euzebiusz, Onomasticon 144,28. 

2 7

 Por. 1  S m 1,1; 1  S m 1,19. 

2 8

  M k 15,43;  Ł k 23,50. 

2 9

 Uczeni nie zgadzają się co do dokładnego składu Wielkiego Sądu Sanhedrynu 

i Małych Sanhedrynów, ale powyższe opracowanie łączy kwintesencję zachowanych 
źródeł i ocen. 

3 0

 Por. T. Elgvin The Messiah Who Was Cursedon the tree,  „ T h e m e l i o s " 22/3,1997, 

s.  1 4 - 2 1 . 

3 1

 Por.  J ó z e f Flawiusz, Wojna żydowska, I, 119. 

32

 Mishna Sanhedrin

 6,5; por.  J ó z e f Flawiusz Dawne dzieje Izraela, I, 44. 

3 3

 J 19,41. To wyklucza nawet najmniejszą możliwość, że tak zwany Grób Ogrodowy 

jest autentycznym miejscem, gdyż pokazywany tam grób pochodzi z około VII wieku 

p.n.e. 

3 4

 Niektórzy uczeni wątpili, że ktoś taki  j a k Nikodem w ogóle istniał, i sądzili, że 

waga przyniesionej do grobu mirry i aloesu to dowód na symboliczną przesadę święte­
go Jana. Wiarygodności osoby i jej uczynku ostatecznie dowiódł J.A. Robinson The 

priority ofJohn,

 Londyn 1985, s.  2 8 1 - 2 8 7 . Por. też C.H.  D o d d Historical Tradition in 

the Fourth Gospel,

 Cambridge/Nowy Jork 1963, s. 138-139. 

background image

Przypisy 

165 

3 5

 Robinson,  j a k w powyższym przypisie nr 34, znalazł cztery w żydowskich źró­

dłach, jedno w tekście z I wieku p.n.e., drugie w późniejszym niż 70 rok n.e. 

3 6

 Tak zwane Akta Piłata zostały przemianowane na Ewangelię Nikodema w  X I V 

wieku. 

3 7

 Nawet w stuleciach poprzedzających poświęcenie bożkowi Panowi znane było 

j a k o miejsce  B a a l a . Por.  J o z 11,17;  S d z 3,3; 1 Kri 5,23. 

3 8

 Mt 16,13-20. 

3 9

 Związek lingwistyczny po raz pierwszy występujący w homeryckim Hymnie do 

Pana,

 47. 

4 0

  E . L . Sukenik The Earliest Records of Christianity, „American Journal  o f Archae-

ology"  5 1 , 1947, s.  3 5 1 - 3 6 5 . W późniejszym artykule epigrafik R. Gustafsson popra­
wił szczegóły z interpretacji Sukenika i doszedł do wniosku, że jego izraelski kolega 
rzeczywiście znalazł dwie najstarsze inwokacje do Jezusa z prośbą o pomoc.  „ J e z u -
- p o m ó ż " to tekst na pierwszym ossuarium,  „ J e z u , pozwól [temu, który tu spoczywa] 

powstać [z martwych]" - to napis na drugim.  ( B . Gustafsson The Oldest Graffiti in the 
Historyofthe Church",

  „ N e w Testament Studies"  3 , 1 9 5 6 - 1 9 5 7 , s.  6 5 - 6 9 , z ilustracją. 

Co do znaków krzyża na drugim ossuarium, patrz: rozdział 4).  M i m o ostatnich kry­
tycznych głosów te wnioski są potwierdzone dowodami filologicznymi i archeologicz­

nymi. 

4 1

 M. Biddle The Tomb of Christ, Stroud 1999,  X I I , s. 9. 

4 2

 1 Kri 2,10. 

4 3

 Od czasu do czasu powątpiewano, że taka nisza mogła istnieć w synagodze z I wie­

ku n.e. Ale niedawne wykopaliska dostarczyły dwóch porównywalnych przypadków, 
w  G a m l a (w pobliżu Jeziora Tyberiadzkiego) i w Shuafat na północ od Jerozolimy. 
Por. Z.  M a o z The Synagogue of Gamla and the Typology of Second-Temple Synago­

gues w.

  L . Levine Ancient Synagogues Revealed, Jerozolima 1981, s.  3 5 ^ 1 1 ;  A . Rabi-

novich Oldest Jewish Prayer Room Discovered in Shuafat Ridge, „Jerusalem Post" 
(wydanie międzynarodowe) z 17 sierpnia 1991, s. 7. 

4 4

  B . Pixner Wege des Messias undStatten der Urkirche, Giessen/Basel, 1996, s.  2 9 7 -

3 1 1 ; id., Church of the Apostles Found on Mount Sion, „Biblical Archaeology  R e -
view" 16.3,1990, s. 16-35, 60. Patrz też: E. Puech La synagogue judeo-chretienne du 

Mont Sion,

  „ L e Monde de la  B i b i e " 57, s. 18-19; C. Mimouni La synagogue „judeo-

chretienne" de Jerusalem au Mont Zion,

 „Proche-Orient chretien" 40, 1990, s.  2 1 5 -

234;  J . Finegan The Archaeology of the New Testament, Princeton 1992, s.  2 3 6 - 2 4 2 ; 
R. Riesner Das Jerusalemer Essenemiertel und die Urgemeinde w: W. Haase (red.) 

AufstiegundNiedergangderRómischen Welt

 II26/2, Berlin/Nowy Jork 1995, s.  1 1 7 5 -

1922; id., Essener und Urgemeinde in Jerusalem. Neue Wege und Quellen, Giessen/ 

Basel, 1998, s.  5 8 - 7 2 , 138-43. W ostatniej pracy jest szczegółowa dyskusja o prze­
ciwstawnych poglądach. 

4 5

  J . Pinkerfeld „David's Tomb ": Notes on the His tory of the Building, „Bulletin  o f 

the Louis Rabinovitz Found for the Exploration of Ancient  S y n a g o g u e s " 3, 1960, 
s. 41—43. Raport ten opublikowano pośmiertnie. Pinkerfeld został zamordowany podczas 

background image

1  O t ) 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

ataku terrorystycznego na uczestników kongresu archeologicznego w Ramat Rahel 
w 1956 roku. 

4 6

  E . Testa 77 simbolismo dei giudeo-cristiani, Jerozolima 1962, s. 492. 

4 7

 Tak zwane ossuaria Kajfasza z Talpiot są dobrymi, prawie współczesnymi przy­

kładami. W jednym przypadku dodano inskrypcją, kiedy ossuarium było  j u ż w gro­
bowcu - napis „rozdwaja  s i ę " ku dołowi, ponieważ skryba nie miał dość miejsca dla 
ramienia i ręki, aby dalej ryć napis w prostej linii. Podobny wypadek to słynny Petros 
eni,

 „Piotr jest tutaj", inskrypcja z nekropolii pod Wzgórzem Watykańskim. 

4 8

  B . Bagatti The Church from the Circumcision, Jerozolima 1971, s. 121. Wpraw­

dzie takie odczytanie tego teksm może nadal budzić kontrowersje, ale jest tam także 
interesujący przegląd wyników badań, który oddaje sprawiedliwość najbardziej krzyk­
liwemu krytykowi judeochrześcijańskiej interpretacji,  J o a n E. Taylor,  S . C . Mimouni 

Le judeo-christianisme ancien. Essais historiąues,

 Paryż 1998, s.  3 6 6 - 3 8 7 .  P o m i m o 

zastrzeżeń Mimouni w końcu zgadza się, że zwolennicy judeochrześcijańskiej wersji 
mają pewne argumenty na jej poparcie. 

4 9

 W abstrakcyjny sposób, opisując na przykład religię i rozumowanie  j a k o władcę 

namiętności - 4  M c h 1,7 i 1,30. 

5 0

 Patrz: C.P. Thiede Ein Fisch fur den rómischer Kaisers.  2 1 6 - 2 4 6 . 

51

 Patrz: C.P. Thiede Heritage of the First Christans..., s. 141-143, z ilustracjami. 

Por. również raport i wyniki analizy przeprowadzonej przez jednego z uczonych izra­
elskich, uczestniczących w tych badaniach, wieloletniego dyrektora Israel Museum, 
Magena Broshiego: M. Broshi Evidence of Earliest Christian Pilgrimage Comes to 
Light in Holy Sepulchre Church,

 „Biblical Archaeology Review" 3, 1977, s. 42-44; 

id., Excavations in the Chapel of St Vartan in the Holy Sepulchre, „Israel Exploration 

Journal" 35, 1985, s. 108-128, oba z ilustracjami. 

5 2

 Znaleziona w Pompejach inskrypcja  S A T O R - A R E P O , którą większość uczonych 

uważa teraz za chrześcijańską (por. rozdział 4), musi pochodzić sprzed zniszczenia 
tego miasta w wyniku erupcji Wezuwiusza w 79 roku n.e. Byłby to zatem najstarszy 
znany chrześcijański napis. Pierwszym zachowanym klasycznym dziełem piszącego 

po łacinie chrześcijańskiego autora jest Octavius Minucjusza Feliksa, napisany co naj­
mniej między rokiem 143 a 161 (co do dyskusji o tej dacie patrz: C.P. Thiede A Pagan 
Reader of2 Peter: Cosmic Conflagration in 2 Peter and the „ Octavius " of Minucius 

Felix,

 „Journal for the Study  o f the  N e w Testament" 26, 1986, s.  7 9 - 9 6 ) . Łacińskie 

„zapożyczenia" lub latynizmy w ewangeliach to inna sprawa. Por. A. Miliard Latin in 

First-Century Palestine

 w:  Z . Zevit, S. Gitin i M. Sokoloff (red.) Solving Riddles and 

Untying Knots: Biblical Epigraphic and Semitic Studies in Honor ofJonas C. Green-

field,

 Wirona  L a k e 1995, s.  4 5 1 - 4 5 8 .  B y ł taki czas, kiedy niektórzy uczeni przypusz­

czali, że święty Marek, pisząc w Rzymie i dla rzymskich czytelników, wybrał łacinę, 
a nie grekę. Patrz: P.L. Couchoud L 'Evangeile de Marc, a-t-il ete ecrit en Latin?",  „ R e ­
wę de 1' Histoire des Religions" 47, 1926, s. 161-192. 

5 3

 M. Sordi The Christians and the Roman Empire, Londyn/Nowy Jork 1994, s.  8 5 -

95. 

background image

Przypisy 

167 

5 4

 Patrz: M. Sordi,  j a k w powyższym przypisie nr 53, s.  9 6 - 1 0 7 (Philip the Arab and 

Decius: The First Christian Emperor and the „Pagan Restoration "). 

5 5

 Por. na przykład  j a k prokurator Festus używa tego tytułu wtedy, gdy mówi o Nero­

nie do króla Heroda Agryppy Dz 25,26 - nie wszystkie przekłady tego wiersza są do­
kładne. 

5 6

 To zaskoczenie odnotował Euzebiusz w Vita Constantini 3,28. Martin Biddle, który 

omawia i wykazuje, że argumenty za innymi miejscami, wysunięte przez  J . E . Taylora 
i  A J . Whartona, są błędne, podaje też współczesną analogię: „Dokładnie w taki sam 
sposób urzędnicy rządowi zachowali się po odkryciu  R o s e Theatre w Londynie w 1989 
roku, zburzonego przed 300 laty. Przyznali, że nie spodziewali się znalezienia czegokol­
wiek, chociaż wiedzieli, że było to właściwe miejsce. Makary (biskup Jerozolimy) kopał 
raczej z nadzieją niż z oczekiwaniem i, ku zaskoczeniu Euzebiusza", miał rację. (M. Bid­
dle 777e Tomb of Christ, s. 65).  C o do oceny jednego z najlepszych izraelskich archeolo­
gów, Dana Bahata, opowiadającego się za autentycznością grobu, patrz: D. Bahat Does 
the Holy Sepulchre church mark the burial of Jezus?,

 „Biblical Archaeology Review" 

12/13, s. 26—45.0 charakterze zachowanych źródeł archeologicznych i literackich patrz 

też w: N. Belayche Du mont du tempie au Golgotha: le capitole de la Colonie d'Aelia 

Capitolina,

  „ R e v u e de 1' Histoire des religions" 214/1, s. 387—413. 

5 7

 Patrz: M. Biddle, op. cit., s.  7 2 - 7 6 . Biddle zakłada, że grób nie uległ całkowitemu 

zniszczeniu; większa część komory grobowej mogła przetrwać.  „ C z ę ś c i o w o może on 
stać wyżej niż wynosi wzrost przeciętnego mężczyzny.Wschodni mur nie został też 
całkowicie zniszczony". I konkluduje, że ,  j e s t jeszcze wiele do odkrycia, gdy nadaj-
dzie pora restauracji" (s. 119). 

6. Najwcześniejszy symbol chrześcijański - wierni pod krzyżem 

1

  S a m a liczba przykładów z czasów Konstantyna i późniejszych omal nie wprawia 

w osłupienie, przynajmniej w Brytanii, gdzie srebrne skarby z Water Newton, Milden-
hall, Hoxne i innych miejsc to wota z ołtarzy, łyżki i inne przedmioty pięknie ozdobione 
monogramem Chi-Rho. Pojedynczy bogaci chrześcijanie i wspólnoty chrześcijańskie 
udekorowali salon w Hinton St Mary wspaniałą mozaiką podłogową, przedstawiającą 
Chrystusa z Chi-Rho za  j e g o głową. 

2

 W traktacie De mortibus persecutorum  ( O śmierci prześladowców) Laktancjusz 

stwierdza, że Konstancjusz Chloms, cezar Zachodu, nie wprowadził w pełni w życie 
wielkich prześladowań chrześcijan, choć zobowiązywał go do tego edykt Dioklecjana: 
„Konstancjusz, żeby nie okazać, iż nie zgadza się z poleceniami swoich zwierzchni­
ków, pozwolił zburzyć kościoły - to znaczy ściany, które można odbudować - ale po­
zostawił bez uszczerbku prawdziwe świątynie, które są w ludzkich sercach" (D.m.p. 

15,7).  Ł a c i ń s k a terminologia jest jednoznaczna - Laktancjusz używa słowa conventi-

cula

 na określenie budowli i parietes, opisując ich drewniane ściany). A więc mówi 

o oddzielnych, możliwych do zidentyfikowania budynkach i ich ścianach. Ponieważ ta 

background image

168 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

ograniczona działalność Konstancjusza miała miejsce w 304 roku, tamte kościoły mu­
siały istnieć na przełomie III i IV wieku lub wcześniej. Co ciekawe, ten sam termin, 
conventicul&,

 występuje w tak zwanym edykcie mediolańskim z 313 roku, kiedy Licy-

niusz i Konstantyn pozwolili chrześcijanom na publiczne zgromadzenia i na budowę 
kościołów: „żeby znowu mogli być chrześcijanami i odbudować (componant) swoje 
kościoły (conventicula)" (D.m.p. 34,4). Nie możemy uniknąć konkluzji, że oddzielne 
budynki kościelne, znane  j a k o takie, istniały przed epoką Konstantyna i że Konstantyn 
wiedział o tym fakcie. 

3

 Patrz C.P. Thiede Heritage of the First Christians..., s.  7 9 - 8 6 , z ilustracjami. 

4

 Por. Ch. Thomas Christianity in Roman Britain to AD 500, Londyn 1985, s. 218, 

2 2 0 - 2 2 7 . Przykłady takich przenośnych ołowianych zbiorników znaleziono w Icklin-
gham w hrabstwie Suffolk, w Lickford w hrabstwie  S u s s e x i w innych miejscach. 
„Obecnie znamy co najmniej 14 takich ołowianych pojemników, połowę z chrześci­

jańskim monogramem Chi-Rho, i wydaje się prawdopodobne, że używano ich do 

chrztu. (T.W. Potter, C. Jones Roman Britain, Londyn 1992, s. 207). 

5

 Niemiecki badacz  N o w e g o Testamentu, Klaus Berger z Uniwersytetu w Heidelber­

gu, wykazał, że lata  6 8 - 6 9 n.e. to najbardziej prawdopodobna data powstania Apoka­
lipsy świętego Jana: K. Berger Theologiegeschichte des Urchristentums, Tybinga/Ba-
sel 1994, s.  5 6 8 - 5 7 1 . Przed nim John A.T. Robinson zaproponował lata  6 8 - 7 0 n.e. 
(A.T. Robinson Redating the New Testament, Londyn 1976, s.  2 2 1 - 2 2 3 ) . Por. C.P. 
Thiede Bibelcode und Bibelwort. Die Suche nach verschliisselten Botschaften in der 

Heiligen Schrift,

 Basel 1998, s.  8 6 - 8 7 :  p o roku 65 n.e. i przed śmiercią Nerona, 

9 czerwca 68 roku n.e. 

6

 Por. C.P. Thiede, M. d'Ancona The Jesus Papyrus, s. 123-129. 

7

 J.  0 ' C a l l a g h a n „Nomina Sacra " inpapyris graecis saeculi IIIneotestamentariis, 

R z y m 1970, s. 69. Co do daty  P I 8 , patrz m.in: Ph.W. Comfort Early Manuscripts 
& modern translations of the Bibie,

 Grand Rapids 1992, s. 118. 

8

 Laktancjusz De mortibuspersecutorum, 44,5. Euzebiusz, w swojej późniejszej re­

lacji potwierdza, że to był krzyż, a nie X (Vita Constantini I, s.  2 8 - 3 0 ) . 

9

 Przekład według  J . L . Creed (red.) Laktancjusz De Mortibus Persecutorum, Oks­

ford 1998, s. 18. 

10

 A. Alfoldi The Conversion of Constantine and Pagan Rome, Oksford 1998, s. 18. 

" Euzebiusz Vita Constantini, s. 1-2. 

1 2

 Papirus Hypomnema o „Iliadzie "Homera, British Museum, Pap. 2055, na lewym 

marginesie 17. wiersza. 

1 3

 Christos znaczy „pomazaniec", od chrio „namaszczać olejkiem", i jest tłumacze­

niem hebrajskiego słowa Mesjasz, ale w literaturze wczesnochrześcijańskiej często uży­
wano tego skojarzenia z chrestos jako gry słów: Chrystus był „dobry" i „pomocny". 

1 4

 P. Stygier Die rómischer Katakomben, Berlin 1933, s. 104-105. 

1 5

 Zazwyczaj nie pozwalano na grzebanie zmarłych w obrębie murów miejskich. 

Teren odkryć znalazł się wewnątrz murów po zbudowaniu (części) nadal widocznego 
Mura Aureliana, zbudowanego w latach  2 7 0 - 2 7 5 n.e. 

background image

Przypisy 

1 6

 M. Garducci I graffiti sotto la Confessione di San Piętro in Vaticano II, Watykan 

1958, s. 443; por. tegoż Misteri deli'Alfabeto. Enigmistica degli antichi Cristiani, 

Mediolan 1993, s.  5 4 - 6 0 , z ilustracjami. 

1 7

 Por. Ph.W. Comfort The ąuest for the original text of the New Testament, s.  9 2 - 9 5 , 

109-110, z odnośnikami do Huberta Hungera, który jako pierwszy uznał wczesną datę 

powstania ewangelii. 

1 8

 V. Martin, J.W.B. Barns (red.) Papyrus Bodmer 11, Nouvelle edition augmentee et 

corrigee, supplement, Evangile de Jean,

 Colygny 1962, roz. 14—21, z ilustracjami kom­

pletnego kodeksu. 

1 9

  B y ć może powinno się go utożsamić z większym regionem Gadary, wymienionym 

j a k o miejsce, gdzie Jezus dokonał jednego z cudów (Mt 8,28-34). 

2 0

 Por. również ogólnie o skrótach w: W. Wattenbach Anleitungzur griechischen Pala-

eographie,

 Hildesheim 1971, s. 106. Chronos (Xpoyoc), tak  j a k Christos (Xpovoc) za­

czyna się od dwóch liter chi i rho. 

2 1

  C o do fotografii i transkrypcji, patrz:  J . Finegan The Archaeology of the New Testa­

ment: The Life of Jesus and the Beginning of the Early Church,

 Princeton 1992, s. 386. 

2 2

 P. Benoit, J.T. Milik, R. de Vaux (red.) Les grottes de Murabba 'at,  D J D I I , Oksford 

1961, s.  2 7 5 - 2 7 7 , rysunki nr 30 i  3 1 , plansze nr 164a i 164b. 

2 3

 Tak  j a k w przypisie nr 22. 

2 4

  C o do tematyki ogólnej, patrz: H.J.M. Milne Greek ShorthandManuals: Syllaba-

ry and Commentary,

 Londyn 1934 oraz m.in.  A . Mentz Geschichte und System der 

griechischen Tachygraphie,

 „Archiv fur Stenographie" 58/3, 1907, s.  9 8 - 1 0 7 , 129— 

1 4 5 , 1 6 1 - 1 7 1 , 2 0 4 - 2 0 6 i  2 2 5 - 2 3 9 ; H.  B o g e Die Enttzifferunggriechischer Tachygra­

phie aufPapyri und Wachstafeln,

 Giessen 1976; C.P. Thiede Schrift VII. Tachygra-

phie/Kurtzschrift,

  „ D a s  G r o s s e  B i b e l l e x i c o n " , t. 3,  W u p p e r t a l / G i e s s e n  1 9 9 0 , 

s.  1 4 0 1 - 1 4 0 3 ;  E . R . Richards The Secretary in the Letters of Paul, Tybinga 1991, 
s.  2 6 - 4 1 ; C.P. Thiede Shorthand Writing and the New Testament w tegoż: Rekindling 
the Word: In Search of Gospel Truth,

 s.  8 0 - 8 3 . 

2 5

 Patrz też: G. Menci Per una schedatura computerizzata dei sillabari tachigrafici 

w:  A . Bulow-Jacobsen (red.) Proceedings of the 20th International Congress ofPapy-
rologists,

  K o p e n h a g a 1994, s.  6 2 1 - 6 2 3 . 

2 6

 Swetoniusz, op. cit., 8,3,2. 

2 7

 Tercjusz, który napisał List świętego Pawła do Rzymian (patrz: Rz 16,22) jest 

oczywistym kandydatem. Patrz np. E.R. Richards, s. 169-172. Drugim jest celnik 
i uczeń Lewi-Mateusz, tradycyjnie (i ponownie w niedawnej literaturze przedmiotu) 
kojarzony z Ewangelią według świętego Mateusza. O świętym Mateuszu i stenografii 
znajdziesz informacje m.in. w: E.J.  G o o d s p e e d Matthew, Apostle andEvangelist, Fila­
delfia 1959, s. 16-17; R.H.. Gundry The Use of the Old Testament in St Matthew's 
Gospel,

 Lejda 1967, s. 182-184;  B . Orchard, H. Riley The Order of the Synoptics, 

M a c o n 1987, s.  2 6 9 - 2 7 3 ; C. P. Thiede, M. d'Ancona, op. cit., s. 158-160. 

2 8

 Por. m.in. Ph.W. Comfort The Quest for the Original Text of the New Testament, 

s. 111. Niedawno Comfort wysunął hipotezę, że  P 2 G i  P 2 J powinny być datowane „na 

background image

170 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

koniec II lub na III wiek"; Ph.W. Comfort i D.P. Barrett The complete text of the ear-
liestNew Testament Manuscripts,

 Grand Rapids 1998, s. 115. 

2 9

 B.P. Grenfell,  A . S . Hunt (red.) The Oxyrhynchus Papyri Part XIII, Londyn 1919, 

s. 10-12, tu s. 10 z il. nr 1. 

3 0

 H. Sachs,  E . Badstubner i H. Naumann Erkldrendes Wórterbuch zur christlichen 

Kunst,

 Lipsk/Berlin/Hanower 1975, s. 102. 

31

 W Contra Faustum Manichaeum, 20,6. 

32

 O tajemnicach greckich liter.

 Przetrwał w koptyjskim rękopisie,  c o oznacza, że 

czytali go egipscy chrześcijanie, gdzie,  j a k się wydaje, trynitarny trójkąt był popularny 
przez długi czas. I jeśli  j u ż o to chodzi, papirus P29 został znaleziony na stanowisku 
archeologicznym na miejscu egipskiej wioski Oksyrynchos. 

33

 De Iside et Osiride,

 s. 56. 

3 4

 Dz 17,28. Dosłowny cytat z Aratosa Phainomena, 5. Nawet gdybyśmy przyjęli, 

czysto teoretycznie i wbrew wszelkim poważnym dowodom, że święty  Ł u k a s z zmyślił 
tę  m o w ę i że Dzieje Apostolskie nie zostały napisane przed rokiem 62 n.e., co jest 
oczywistą datą, lecz w latach 80.1 wieku n.e.,  j a k nadal utrzymuje wielu naukowców, 
pozostaje faktem, że istnieje pewien chrześcijański traktat, który wywarł ogromny 
wpływ wszędzie tam, gdzie czytano chrześcijańskie teksty, i że w tym traktacie jest 
cytat z pewnego greckiego filozofa. To samo, rzecz jasna, dotyczy cytatu świętego 
Pawła z Kallimacha Eis Dia 8 i (Pseudo)Epimenidesa De oraculis u Tytusa 1,12. 

3 5

 List do Rzymian na pewno powstał pod wpływem trynitarnego myślenia: por. na 

przykład:  R z 8 , l l . 

3 6

 2  K o r 13,13. Inny przykład to Mt 28,19. 

3 7

 Patrz: il. nr 12. 

3 8

 Minucjusz Feliks Octavius 9,3 i 28,7; Tertulian Apologia, 16,1-5. 

3 9

 Por.  J ó z e f Flawiusz Przeciw Apionowi, tłum. Jan Radożycki, Poznań  1 9 8 6 , 2 , 7 : 8 0 -

1; Tacyt, op. cit., 5,3:2 i 5,4:2. 

4 0

 Istnieje pewien bardzo kontrowersyjny fresk w Katakumbach Kalliksta, z drugiej 

ćwierci III wieku, który - zdaniem części uczonych - przedstawia ukoronowanie Jezu­
sa koroną cierniową. Ale na to ukoronowany mężczyzna jest zbyt dobrze ubrany - nosi 
taką  s a m ą tunikę i pallium,  j a k pozostali dwaj uczestnicy tej sceny. Wygląda to raczej, 

jakby nosił wieniec laurowy i jeden z dwu pozostałych mężczyzn wyróżnia go, trzy­

mając  d ł u g ą laskę nad  j e g o głową. Gołąb zbliża się do niego z prawej strony.  C z y nie 
przywodzi to nam na myśl Jana Chrzciciela, który  „ n a z n a c z a " Jezusa (Mt 3,13-17)? 

41

 Octavius,

 29,6. 

42

 Octavius,

 29,8. 

4 3

 Ślad na ścianie ma kształt łacińskiego krzyża, wysokiego na 43 centymetry, nadal 

widać otwory po umocowaniach. Niektórzy uczeni  w ą t p i ą czy ten ślad powstał od 
krzyża, i wysuwają hipotezę, że to odciski po szafce ściennej. Jednakże niezwykle skru­
pulatne badania tego przypadku dowiodły, że to był krzyż: L.W. Barnard The Cross of 
Herculaneum Reconsidered

 w: W.C. Weinreich (red.) The New Testament age: Essays 

background image

in honor of Bo Reicke,

 t. I, Maconn 1984; patrz też: G. Kroll Auf den Spuren Jesu, 

Lipsk/Stuttgart 1990, s.  3 6 7 - 3 6 8 . 

44

 Tekst i fotografie: C.P. Thiede Heritage of the First Christians s.  9 3 - 9 4 . 

Sprzeciwiano się tej tezie, dowodząc, że w tak wczesnym okresie w Brytanii nie 

mogło być chrześcijańskich palindromów.  L e c z II wiek na pewno nie jest wczesnym 
okresem w dziejach chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo bez trudu mogło dotrzeć do Bry­
tanii wraz z pierwszymi kupcami po podboju tego kraju przez Klaudiusza w 43 roku 
n.e. i musiało mieć znaczny zasięg w czasie męczeństwa świętego Albana około 209 
roku (por. C.P. Thiede Religion in England, Giitersloh 1994, s. 12-18). W coraz więk­
szej liczbie rozpoznawane są chrześcijańskie artefakty sprzed panowania Konstanty­
na; najlepszym tego przykładem jest niedawne odkrycie tak zwanego Kamienia Artura 
w pobliżu Tintagel. Między pierwszym i drugim wierszem inskrypcji wykuto krzyż, 
a pod nim litery  P A T E R N f O S T E R ] ,  „ O j c z e nasz", początek znanej modlitwy po łaci­
nie. Trzy zachowane litery w pierwszym wierszu zrekonstruowano i według tej wersji 
napis głosi:  M ( A X E ) N T I U S . (R. Little The Artur Stone, „Current Archaeology" 163 
(1999), s. 278. Maksencjusz został augustem zachodniego cesarstwa w latach  3 0 6 -
312, ale nie cieszył się dużym autorytetem  j a k o pokonany przy moście Mulwijskim 
rywal Konstantyna.  B y ł pierwszym z tetrarchów po abdykacji Doklecjana, który za­
przestał prześladowań chrześcijan.  K a m i e ń wzniesiony na  j e g o cześć, na południo­
wym zachodzie Brytanii nie byłby niespodzianką dla nikogo.  K a m i e ń dedykowany 
Licyniuszowi, (współ)władcy wschodniego cesarstwa, odkryto w odległości 409 me­
trów od stanowiska archeologicznego Kamienia Artura. 

45

 Occultis se notis et insignibus noscunt, Octavius, 9,2.

 O innych ponoć tajnych 

znakach i symbolach, takich  j a k ryba, znajdziesz informacje: C.P. Thiede Ein fisch fur 
den romischen Kaiser...,

 s.  7 2 - 7 8 . 

4 6

 Por. m.in. J. Finegan, op. cit., s.  3 4 6 - 3 4 8 . 

4 7

 Co do ilustrowanego przeglądu, patrz: J. Finegan,  j a k w powyższym przyp. nr  2 1 , 

s.  3 5 5 - 3 7 4 . Omawia on między innymi kontrowersyjne ossuaria, zwane Talpiot i  D o -
minus Flevit.  S a m o X lub chi od czasu do czasu wprowadzało uczonych w błąd w in­
nych, nieżydowskich kontekstach. W pracy  J . Fostera Thefirst advance, cristian histo-
ryl: AD 29-500,

 Londyn 1997, s. 30) są trzy fotografie. Na jednej z nich znajduje się 

obrzędowa misa. W środku widzimy następujące litery: 

S I C X 
S I C  X X 

W podpisie pod fotografiąjest wyjaśnienie, że „chrześcijanie z pierwszych wieków 

istnienia nowej religii lubili też podkreślać swoją wiarę, umieszczając chrześcijańskie 
symbole na przedmiotach codziennego użytku,  j a k tutaj na pierścieniu, pieczęci i rytu­
alnym naczyniu". Jednakże ta misa to tzw. largatio, ofiarowany w prezencie talerz de­
dykowany tymczasowemu współwładcy Konstantyna, Licyniuszowi, i nie ma żadnych 
konotacji chrześcijańskich. Miała ona uczcić 10-lecie rządów Licyniusza przypadają­
ce na rok 317, X znaczy „dziesięć",  X X - „dwadzieścia".  C a ł o ś ć można przetłuma­

czyć: „Takie, jak twoje [sic] pierwsze dziesięć (X) lat na stanowisku, niech [sic] będzie 

background image

172 

W  P O S Z U K I W A N I U  Ś W I Ę T E G O KRZYŻA 

twoje dwadzieścia  [ X X ] lat na stanowisku". A wokół brzegu czytamy życzenie: „O Li-
cyniuszu, żebyś zawsze był zwycięski". Por. C.P. Thiede Heritage of the First Chri­

stians,

 s. 118. 

4 8

 F. Strickert Bethsaida. Home ofthe Apostles, Collegeville 1998, s. 149-150 z fot. 

na s. 151. 

4 9

 Co prawda krzyż z Herkulanum mógł być znacznie starszy, 79 rok n.e. to najpóź­

niejsza możliwa data. Oczywiście krzyż z Betsaidy również może pochodzić sprzed 70 
roku n.e. 

5 0

 Tak,  j a k w powyższym przypisie nr 48, s. 152. 

5 1

  B . Pixner Wege des Messias und Statten der Urkirche, Getynga/Basel 1996, s. 132. 

5 2

B . Pixner,jak w powyższym przypisie  n r 5 1 , s. 423. W sprawie Niezwyciężonego 

Słońca moglibyśmy dodać, że kult SolInvictus, który zastąpił Sol Indiges (Słońce Oj­
czyste), wywodził się z Syrii, w pobliżu której położona była Betsaida. Por. C.P. Thie­
de Ein Fisch fur den rómischen Kaiser. Juden, Griechen, Romer: Die Welt des Jesus 
Christus,

 Monachium 1998, s.  8 8 - 8 9 . 

7. Niekończące się poszukiwania 

1

 Patrz: Selina Hastings Erelyn Waugh: A Biography, Londyn 1995, s.  5 3 8 - 5 4 1 . 

2

 Patrz: roz. 1, przyp. 26. 

3

 Ruth Harris Louredes: Body and Spirit in the Secular Age, Londyn 1999, s. 57. 

4

 Cyt. u  A d a m a Nicolsona Regeneration: the Story of the Dome, Londyn 1999, s.  5 1 . 

5

 Londyn, Weidenfeld & Nicolson, 1996, Londyn 1997, s. 195. 

6

 Patrz: Stephen Neill, T. Wright The Interpretation of the New Testament 1861-

1986,

 Oksford 1988. 

7

 łan Wilson The Blood and the Shroud, Londyn 1998; wyd. polskie: Krew i Całun. 

Czy Całun Turyński spowijał ciało Chrystusa,

 tłum.  B o g d a n Mizia, Amber, Warsza­

w a  2 0 0 1 . 

8

 Wilson, op. cit., s. 223. 

9

 U. Victor Was ein Texthistoriker zur Entstehung der Evangelien sagen kann,  „ B i -

blica" 79, 1998, s.  4 9 9 - 5 1 3 . Patrz też: Thiede, d'Ancona, op. cit., s. 140 i nast. 

1 0

 Patrz:  K . K . Rutłwen Myth, Londyn 1976, s. 5 i nast. 

11

 Patrz: I. Ramelli Petronio e i Cristiani,  „ A e v u m " 70, 1996, s.  7 5 - 8 0 ; por. C.P. 

Thiede Ein Fisch fur den rómischen Kaiser..., s. 110-134, także o greckim autorze 
Charitonie z Afrodisias i  j e g o zapożyczeniach z Ewangelii według świętego Mateusza. 

1 2

 Tak samo podczas dyskusji w Notre  D a m e Centrę w Jerozolimie, 3 stycznia 1999 

roku. 

1 3

 H. Koskenniemi Uutta tietoa evankeliumien syntyajoista, „Sanansaattaja" 23,1996, 

s. 4; tegoż: Viela Matteusken evankeliumin syntyajasta, „Sanansaattaja" 32, 1996, s. 8. 

1 4

  J . M . Vernet Si riafferma ilpapiro 7Q5 come Mc 6,52-53?, „Rivista  B i b l i c a "  4 6 , 

1998, s.  4 3 - 6 0 . 

background image

Przypisy 173 

1 5

  C o do niedawnych badań patrz: H.J. Schultz Die apostolische Herkunft derEvan-

gelien,

 Freiburg/Basel/Wiedeń 1997. Oczywiście tę interpretację zaproponował, nie 

biorąc pod uwagę papirusów, J.A.T. Robinson, op.  c i t , i komentarza do Ewangelii 
według świętego Mateusza Roberta  G u d r y ' e g o : R.H. Gundry Matthew: A Commenta-
ry on his Handbook for a Mixed Church under Persecution,

 Grand Rapids 1994, 

s.  6 0 9 - 6 2 3 . 

1 6

 W niedawnym artykule na temat papirusu P64 T.C. Skeat zignorował ten dowód, 

trzymając się starej greckiej wersji, i twierdził, że odkrył, iż P64, P67 i paryski kodeks 
Ewangelii według świętego  Ł u k a s z a należał niegdyś do „kodeksu czterech ewangelii" 
(T.C. Skeat The OldestManuscript of the Four Gospels,  „ N e w Testament Studies" 43, 

1997, s. 1-34).  T ę interpretację przyjął również Graham Stanton (The Fourfold Go­

spel,

  „ N e w Testament Studies"  4 3 , 1 9 9 7 , s.  3 2 0 - 3 5 1 ) . Teorie  s a n i e do przyjęcia z po­

wodu oczywistego faktu, że P4  ( Ł u k a s z ) z jednej strony i P64/P67 (Mateusz) z dru­
giej, zostały napisane na innym rodzaju papirusu i według różnych zasad pisowni, nawet 

jeśli przez tego  s a m e g o skrybę. A jeśli założymy, czysto teoretycznie i wbrew dowo­

dom, że papirusy te niegdyś były jednym kodeksem, czy znaleziono jakiś dowód na 
istnienie kodeksu z czterema ewangeliami?  N i e ma śladów niczego takiego na podob­
nie wyglądającym papirusie z Ewangelią według świętego Marka i relacją świętego 
Jana na P4 i P64/P67. Co do nowego, lepszego odczytania ustępu Mk 26,22 w P64, 
dostarczono rozstrzygającego dowodu - wbrew Skeatowi i innym - zbadano papirus 
pod laserowym mikroskopem skaningowym i publikacja tej analizy spotkała się z po­
wszechną aprobatą: C.P. Thiede, G. Masuch Neue mikroskopische Verfahren zum Le-

sen undzur Schadensbestimmung von Papyrushandschriften

 w:  B . Kramer, W. Luppe, 

H. Maehler, G. Poethke (red.) Akten des 21 Internationalen Papyrologenkongresses, 
Berlin 1995, Stuttgart/Lipsk 1997, s. 1102-1112, z il. nr 5-7. 

1 7

 Cytowane u  B e n a Rogersa AJ. Ayer: A Life, Londyn 1999, s.  4 5 . 

1 8

 Cytowane u Johna Wilkinsona Jerusalem as Jesusu Knew It: Archaeology As Evi-

dence,

 Londyn 1978, s. 199. 

background image

Podziękowania 

Ci, którzy dzisiaj wyruszają na poszukiwanie świętego krzyża, nie muszą borykać się z taki­

mi samymi przeciwnościami, jak ich średniowieczni poprzednicy. Mimo to praca nad tą 
książką (nasze drugie wspólne autorskie przedsięwzięcie) byłaby znacznie trudniejsza bez 

pomocy i wsparcia ludzi z całego świata. 

Mamy dług wdzięczności wobec doktor Leah Di Segni z Instytutu Archeologii na Hebraj­

skim Uniwersytecie w Jerozolimie; Michaela Hesemanna z Dusseldorfu; profesora Karla 
Jarosa z Instytutu Studiów Orientalnych na Uniwersytecie Wiedeńskim; oraz profesora Mar­

tina Biddle 'a z Hertford College z Oksfordu, który tak jak każdy inny naukowiec rozumie 

znaczenie świętych miejsc dla początków chrześcijaństwa. Doktor Stephan Borgehammar 
z Uniwersytetu w Uppsali, autorytet we wszystkim, co dotyczy cesarzowej Heleny, zachęcił 
nas do wyprawy jej śladami, takjak ojciec Bargil Pixner, benedyktyn z Wydziału Teologiczne­
go z Opactwa Hagia Maria Sion Abbey w Jerozolimie. 

Profesor Walter Brandmueller z Watykanu, przewodniczący Kolegium Pontyfikalnego Nauk 

Historycznych, chętnie poświęcał nam swój czas i otworzył dla nas wiele drzwi w Rzymie, zarów­
no materialnych, jak i intelektualnych. Mamy wobec niego ogromny dług. Nieżyjący już doktor 

limothy Potter, kustosz w Departamencie Prehistorycznych i Rzymsko-Brytyjskich Starożytności 

w British Museum w Londynie, raz po raz dodawał nam zachęty w naszych poszukiwaniach. 

Kilka rozdziałów z tej książki powstało w AU Souls College w Oksfordzie, gdzie dyrektor 

administracyjny i wykładowcy ofiarowali nam wspaniałą gościnę i spokojne miejsce pracy. 

W Edynburgu Giłes Gordon ponownie udowodnił, dlaczego jest najlepszym agentem literac­

kim w Wielkiej Brytanii, podczas gdy jego koleżanka z wydawnictwa Curtis Brown, Diana 
Mackay, udzieliła nam aktywnego wsparcia. W wydawnictwie Weidenfeld & Nicolson łon 

Trewin i Rachel Leyshon okazali większą cierpliwość, niż na to czasami zasługiwaliśmy, i wy­

sunęli wiele trafnych sugestii. 

Z wielu stron otrzymywaliśmy moralne wsparcie, dziękujemy Johnowi Pattenowi, Alice 

Thomson i Simonowi Hefferowi. Wydawca czasopisma „ Sunday Telegraph ", Dominie Law-

son, poparł swego zastępcę i umożliwił mu poszukiwania sensacyjnego materiału, który liczy 
sobie 2000 lat. Chris Anderson podarował nam swoją przyjaźń i zachęcał do pisania; podob­
nie jak Con Coughlin, spec od Jerozolimy i jej tajemnic oraz autor książek o tej tematyce. Nie 

będzie też przesadą stwierdzenie, że książka ta nie ujrzałaby światła dziennego bez szczodro­

ści i geniuszu organizacyjnego Julesa Amisa. 

Matthew d Ancona zaciągnął olbrzymi dług wdzięczności u Sary Schaefer za jej gorącą 

miłość i inspirację. Nasze rodziny zawsze są fundamentem wszystkiego, co robimy. 

Carsten Peter Thiede i Matthew d'Ancona 

Wielki Post, 2000 

background image

Krzyż, na którym umarł Zbawiciel, jest najsilniej oddziałującym 

i najbardziej rozpoznawalnym symbolem cywilizacji zachodniej. 

Jakie jest jednak jego pochodzenie? Jakie są dowody na jego fizyczne istnienie 

i - co bardziej kontrowersyjne - na jego przetrwanie przez dwa tysiące lat? «. 

W pewnym kościele na przedmieściach Rzymu niewielki kawałek drewna * "** 

może zawierać odpowiedź-na te pytania i mieć fundamentalne znaczenie * 

dla zrozumienia genezy chrześcijaństwa. 

Carsten Peter Thiede, profesor katedry historii Nowego Testamentu w Basel w Szwajcarii^ 

wykładowca na izraelskim Uniwersytecie Ben Guriona, i dziennikarz Matthew d'Ancqna, 

odnaleźli fragment od dawna ignorowanego Titulus Crucis, niedocenianej 

przez wiele stuleci tabliczki z napisem z Prawdziwego Krzyża. Teraz przedstawiają dowody 
na to, że może on pochodzić z czasów Chrystusa. Przywiozła go do Rzymu święta Helena, 

matka cesarza Konstantyna Wielkiego, która według legendy znalazła Prawdziwy Krzyż 

* w Jerozolimie w roku 326 n.e., w miejscu, gdzie teraz stoi kościół Grobu Pańskiego. 

Ta książka, zapis niezwykłej podróży śladami cesarzowej przez świat antyku 

^ i sensacyjne świadectwo istnienia relikwii Chrystusa - najświętszej 

od czasu Całunu Turyńskiego - podaje w wątpliwość 

większość tego, co wiemy o wczesnym chrześcijaństwie 

i o jego najpotężniejszym symbolu.