background image

JACQUES PHILIPPE

Czas dla Boga

SPIS TRE CI

Wprowadzenie

CZ

 PIERWSZA

Rozdzia  1

Modlitwa wewn trzna nie jest technik , lecz  ask

Rozdzia  2

Kilka wniosków

Rozdzia  3

Podstaw  kontemplacji jest wiara i zaufanie

1.

Wiara w obecno  Boga

2.

Wiara w powszechno  wezwania do  zjednoczenia z Bogiem

3.

Wiara w owoce kontemplacji

Rozdzia  4

Wytrwa

 i wierno

Rozdzia  5

Czysto  intencji

Rozdzia  6

Pokora i ubóstwo serca

Rozdzia  7

Decyzja wytrwania

1.

Bez g bokiej modlitwy  wi to  staje si  niemo liwa

2.

Problem braku czasu

3.

Czas ofiarowany Bogu nigdy nie jest czasem kradzionym ludziom

4.

Czy wystarczy modli  si  pracuj c?

5.

Pu apka fa szywej szczero ci

6.

Pu apka fa szywej pokory

Rozdzia  8

Odda  si  bez reszty

background image

CZ

 DRUGA

Jak spo ytkowa  czas modlitwy kontemplacyjnej
Rozdzia  1

Wprowadzenie

Rozdzia  2

Gdy pytanie w ogóle nie powstaje

Rozdzia  3

Pierwsze stwo dzia ania Boga

Rozdzia  4

Pierwsze stwo mi

ci

1.

enie do prostoty

Rozdzia  5

Bóg daje siebie za po rednictwem cz owiecze stwa Jezusa

Rozdzia  6

Bóg mieszka w naszym sercu

CZ

 TRZECIA

Etapy modlitwy wewn trznej
Rozdzia  1

Droga od rozumu do serca

1.

Zubo enie staje si  bogactwem?

Rozdzia  2

Rana serca

1.

Modlitwa wewn trzna - trwa  z otwart  ran

Rozdzia  3

Nasze serca i serce Ko cio a

CZ

 CZWARTA

Zewn trzne warunki modlitwy
Rozdzia  1

Czas

1.

Pora modlitwy

2.

ugo  modlitwy

Rozdzia  2

Miejsce

Rozdzia  3

Postawy cia a

CZ

 PI TA

Kilka metod modlitwy wewn trznej
Rozdzia  1

Wprowadzenie

Rozdzia  2

Medytacja

Rozdzia  3

Modlitwa serca

background image

Rozdzia  4

Ró aniec

Rozdzia  5

Jak reagowa  na niektóre trudno ci
Rozproszenia

Aneks 1

Metoda medytacji Ojca Libermanna

1.

Adoracja

2.

Rozwa ania

3.

Postanowienia

Aneks 2

Praktyka obecno ci Bo ej w listach brata Laurent od Zmartwychwstania Pa skiego
(1614-1691)

Wprowadzenie

W zachodniej tradycji katolickiej „modlitw  kontemplacyjn " lub „modlitw  wewn trzn "
okre la si  taki rodzaj modlitwy, raczej d

szej, gdy stajemy przed Bogiem w samotno ci

i w ciszy z pragnieniem wej cia z Nim w komuni  mi

ci. Wszyscy mistrzowie duchowi

uwa aj  regularne praktykowanie tej formy modlitwy za uprzywilejowany i nieodzowny
sposób, je li chce si  wie

ycie autentycznie chrze cija skie, doj  do poznania Boga,

ukocha  Go i by  zdolnym odpowiedzie  na Jego wezwanie.
Wiele dzi  osób, nale y si  z tego Cieszy , pragnie Boga. Odczuwaj  pragnienie

bokiej, intensywnej modlitwy wewn trznej i chcieliby j  praktykowa . Napotykaj

jednak przeszkody, gdy chc  si  zaanga owa , a szczególnie gdy chc  w tym zaanga owa-
niu wytrwa . Czasem brak kogo , kto móg by ich zach ci , inaczej trudno samemu wej
w modlitw . S  bezradni, nie wiedz , jak si  za to zabra ; a czasem zniech caj  si  po
kilku próbach, gdy tylko napotkaj  trudno ci, porzucaj  regularn  modlitw . Tymczasem
niesko czenie nale y tego 

owa , gdy  wed ug jednomy lnego  wiadectwa wszystkich

wi tych, wytrwa

 jest t  w sk  bram , która prowadzi do Królestwa Niebieskiego. To

poprzez ni  i jedynie t  drog  otrzymujemy dobra, o których napisano: ani oko nie
widzia o, ani ucho nie s ysza o, ani serce cz owiecze nie zdo

o poj , jak wielkie rzeczy

przygotowa  Bóg tym, którzy Go mi uj  (1 Kor 2,9). Kontemplacja jest  ród em
prawdziwego szcz cia, a ten, kto j  wiernie praktykuje, b dzie móg  skosztowa  i
zobaczy , jak dobry jest Pan (por. Ps 34) i odnale

yw  wod  - obietnic  Jezusa: Kto za

dzie pi  wod , któr  Ja mu dam, nie b dzie pragn  na wieki (J 4,14).

Przekonani o tej prawdzie, chcieliby my,  eby ta ksi eczka zawiera a wskazówki i rady
jak najprostsze i jak najbardziej konkretne. Chcemy,  eby w ten sposób pomaga a
wszystkim czytelnikom spragnionym modlitwy zaanga owa  si  w ni  i w niej wytrwa ,
nie pozwalaj c si  pokona  trudno ciom, które z pewno ci  si  pojawi .
Dzie a dotycz ce modlitwy wewn trznej s  liczne i wszyscy wielcy kontemplatycy mówi
o niej znacznie lepiej ni  my by my mogli to kiedykolwiek uczyni . B dziemy ich zreszt
cz sto cytowa . S dzimy jednak,  e tradycyjne nauczanie Ko cio a na ten temat wymaga
przedstawienia go dzisiaj wierz cym w sposób prosty, przyst pny dla wszystkich, dostoso-
wany do naszej wra liwo ci i naszego j zyka, bior cy pod uwag  pedagogik , jak  Bóg w
swej m dro ci pos uguje si  wspó cze nie, prowadz c dusze do  wi to ci; pedagogik  nie
zawsze t  sam , co wieki temu. Takie stawiali my sobie zadanie, redaguj c t  ksi eczk

background image

CZ

 PIERWSZA

Modlitwa wewn trzna nie jest technik , lecz  ask

Rozdzia  1

Modlitwa wewn trzna nie jest chrze cija sk  jog

eby wytrwa  w modlitwie, trzeba ju  na samym pocz tku unikn  fa szywej  cie ki.

Bardzo wi c wa ne staje si  zrozumienie specyfiki kontemplacji chrze cija skiej i tego, co

 odró nia od innych dróg duchowych. Jest to tym bardziej konieczne,  e materializm

naszej kultury wyzwala w konsekwencji g ód absolutu, mistyki, kontaktu z
Niewidzialnym, co samo w sobie dobre, utyka czasem w do wiadczeniach zwodniczych, a
czasem nawet niszcz cych.
Pierwsza podstawowa prawda, jak  powinni my poj , bez której nie b dziemy mogli
posun  si  zbyt daleko to ta,  e modlitwa kontemplacyjna nie jest owocem  adnej
techniki, lecz darem  aski.  wi ta Joanna Chantal mówi a: „Najlepsza metoda modlitwy
wewn trznej polega na tym,  eby jej wcale nie posiada , gdy  modlitwy nie opanowuje
si  dzi ki sztuce (dzi  powiedzieliby my - technice), lecz dzi ki  asce". Nie istnieje
metoda modlitwy wewn trznej w tym sensie,  e nie ma zespo u regu , sposobów
post powania, które wystarczy zastosowa ,  eby si  dobrze modli . Prawdziwa
kontemplacja jest darem, którego Bóg udziela za darmo, ale trzeba rozumie , w jaki
sposób go przyj .
Jest to bardzo istotne. Zw aszcza dzisiaj, z powodu szerokiego rozpowszechniania si  w
naszej kulturze wschodnich metod medytacji, takich jak Joga czy Zen oraz z powodu
wspó czesnej mentalno ci, która wszystko chce zredukowa  do technik i wreszcie z
powodu ci

ej ludzkiej pokusy,  eby uczyni  z  ycia - nawet z  ycia duchowego - co ,

czym mo na kierowa  wed ug w asnego upodobania. Cz sto mniej lub bardziej

wiadomie tworzymy sobie fa szywy obraz kontemplacji. Wydaje nam si ,  e poczynimy

w niej nag e post py dzi ki technikom my lowej koncentracji, odpowiedniemu
oddychaniu, pozycji cia a, powtarzaniu pewnych formu . Gdy elementy te zostan  raz na
zawsze opanowane, pozwol  nam osi gn  stan wy szej  wiadomo ci. Takie spojrzenie na
spraw , pod wiadomie oparte na technikach Wschodu, wp ywa czasem na nasz
koncepcj  modlitwy i  ycia mistycznego w chrze cija stwie, co jest ca kowicie b dne.

dne, poniewa  przywi zujemy si  do metod i w rezultacie kluczowy staje si  wysi ek

cz owieka, podczas gdy w chrze cija stwie wszystko jest  ask , wszystko jest darem
Boga, darmo danym. To prawda,  e pomi dzy wschodnim ascet  czy te  „duchownym", a
chrze cija skim kontemplatykiem mo e istnie  pewne podobie stwo, ale jest ono
ca kowicie zewn trzne; w istocie rzeczy s  to dwa  wiaty bardzo ró ne od siebie, a nawet
nieprzystawalne

Wi cej argumentów na ten temat czytelnik znajdzie w ksi ce Des bords du Gange aux rives du Jourdain, Fayard.
Zauwa my,  e istnieje jeszcze jedna zasadnicza ró nica pomi dzy duchowo ci  chrze cija sk , a t , która jest
zainspirowana m dro ci  niechrze cija skiej Azji. W tej ostatniej, celem duchowej drogi jest bardzo cz sto b
absolutyzacja „Ja", b

 roztopienie si  w jakim  wielkim „Wszystkim", eliminacja cierpienia przez wygaszenie

pragnie  i os abienie odr bno ci. Natomiast ostateczny cel modlitwy jest zupe nie inny: jest nim przebóstwienie,
stani cie twarz  w twarz z Bogiem, wi  mi

ci pomi dzy jedn  a drug  osob . G bokie zjednoczenie, które

background image

szanuje jednak odr bno  osób, dlatego w

nie,  eby móg  istnie  w mi

ci dar i wzajemno . Nale y by  dzi

równocze nie bardzo czujnym w stosunku do pr dów, nazywanych New Age, które rozprzestrzeniaj  si  niemal
wsz dzie. Chodzi o rodzaj synkretyzmu, w którym ma równie  miejsce astrologia, reinkarnacja i m dro
Wschodu. Jest to wspó czesna forma gnozy, która zupe nie nie zwraca uwagi na tajemnic  Wcielenia i w rezultacie
jest iluzoryczn  prób  samospe nienia bez  aski (dok adne przeciwie stwo tego, co przedstawiamy w tej ksi ce),
jednocze nie bardzo egoistyczn , poniewa  drugi cz owiek nigdy nie jest tam ujmowany wed ug jego w asnej
warto ci, lecz wy cznie jako narz dzie mojej w asnej realizacji. Jest to  wiat bez prawdziwej relacji z innymi, bez
to samo ci, a w konsekwencji bez mi

ci

.

Podstawowa ró nica polega, jak ju  powiedzieli my, na tym,  e w jednym przypadku
chodzi o technik , o dzia anie, które zale y przede wszystkim od cz owieka i od jego
mo liwo ci (nawet je li odwo uje si  do szczególnych zdolno ci, które pozostaj  jakby

pione u wszystkich zwyk ych  miertelników, i które „metoda medytacji" tylko objawia i

rozwija), w drugim za  przypadku to Bóg jest tym, który daje cz owiekowi Siebie w
sposób ca kowicie dobrowolny. Nawet je li, jak to ujrzymy, pewna inicjatywa i aktywno
ze strony cz owieka ma tutaj swoje miejsce, ca y gmach kontemplacji spoczywa na
zaproszeniu Boga i Jego  aski. Nigdy nie nale y traci  tego z oczu. Nawet gdy zasadniczo
co do tego si  nie mylimy, to jedn  ze sta ych, czasem subtelnych pokus  ycia duchowego
pozostaje opieranie go na naszych w asnych wysi kach, nie za  na mi osierdziu Boga.
Wnioski z tego, co przed chwil  ustalili my, s  bardzo istotne. Przyjrzyjmy si  kilku z
nich.

background image

Rozdzia  2

Kilka wniosków

Pierwszy wniosek jest taki,  e nawet je li ró ne metody czy te

wiczenia mog  pomóc w

modlitwie, nie nale y do nich przywi zywa  zbyt du ej wagi i wszystkiego na nich
opiera . Oznacza oby to skupienie uwagi w modlitwie na nas samych, nie za  na Bogu, a
to w

nie jest b d, którego mieli my unika ! Nie powinni my te  s dzi ,  e wystarczy

troch  treningu, czy te  opanowanie pewnych „sztuczek",  eby pozby  si  trudno ci w
modlitwie, na przyk ad rozprosze . G boka logika, dzi ki której post pujemy w  yciu
duchowym naprzód, nale y do zupe nie innego porz dku. Sk din d - na szcz cie - gdyby
kontemplacja mia a opiera  si  na naszych w asnych si ach, nie zaszliby my zbyt daleko.

wi ta Teresa z Avila twierdzi,  e „fundamentem, na którym spoczywa gmach modlitwy

wewn trznej jest pokora", to znaczy przekonanie,  e sami z siebie nic nie mo emy uczyni
i jedynie Bóg jest w naszym  yciu  ród em dobra. Taka my l mo e si  wyda  naszej pysze
gorzka, jest jednak niezwykle wyzwalaj ca. Bóg, który nas kocha, zaprowadzi nas
niesko czenie wy ej i dalej ni  mogliby my dotrze  o w asnych si ach.
To podstawowe za

enie niesie w sobie dodatkowe wyzwolenie. Gdy chodzi o

jak kolwiek technik , zawsze jedni oka

 si  bardziej uzdolnieni od innych. Gdyby

modlitwa by a technik , cz

 osób okaza aby si  do niej uzdolniona, ale inni nie. To

prawda,  e niektórzy ludzie  atwiej si  wyciszaj , czy te  oddaj  rozmy laniom ni  inni.
Ale nie ma to jakiegokolwiek znaczenia. Ka dy cz owiek, zgodnie ze swoj  osobowo ci ,
ze swymi darami i s abo ciami jest zdolny, je li wiernie odpowiada  asce Bo ej, do
prowadzenia bardzo g bokiego  ycia modlitwy. Powo anie do mistycznego zjednoczenia
z Bogiem w modlitwie jest równie powszechne jak powo anie do  wi to ci. Jedno okazuje
si  niemo liwe bez drugiego. Absolutnie nikt nie zosta  wykluczony. Jezus nie zwraca si
do jakiej  duchowej elity, lecz do wszystkich bez wyj tku, gdy mówi: Módlcie si  w ka -
dym czasie ( k 21,36) oraz Ty za , gdy chcesz si  modli , wejd  do swej izdebki, zamknij
drzwi  i  módl  si   do  Ojca  twego,  który  jest  w  ukryciu.  A  Ojciec  twój,  który  widzi  w
ukryciu, odda tobie (Mt 6,6).
Nast pny wniosek oka e si  istotny dla dalszej cz ci naszego wywodu. Skoro modlitwa
nie jest technik , któr  mo na opanowa , lecz  ask , darem pochodz cym od Boga, który
trzeba umie  przyj , najwa niejsze nie jest mówienie o metodach, podawanie gotowych
recept, ale wyja nianie, jakie warunki mog  by  pomocne w przyj ciu tego daru. Warunki
te polegaj  w gruncie rzeczy na pewnych wewn trznych postawach, na pewnego rodzaju
nastawieniu serca. Innymi s owy, tym co zapewnia rozwój modlitwy i czyni j  owocn ,
jest nie tyle sposób, w jaki si  modlimy, co wewn trzne nastawienie, które towarzyszy
modlitwie. Zadaniem, które nale y do nas, jest podj cie wysi ku,  eby doj  do takiego
nastawienia serca, pog bia  je oraz w nim wytrwa . Reszta jest dzie em Boga.
Spróbujmy teraz zobaczy , na czym owo nastawienie polega.

background image

Rozdzia  3

Podstaw  kontemplacji jest wiara i zaufanie

Wiara stanowi podstaw  nastawienia, o którym mówimy. Jak zobaczymy w dalszej cz ci
ksi ki - w modlitwie kontemplacyjnej ma równie  miejsce walka. Najsilniejsz  broni  w
tej walce jest wiara.
Wiara jest t  zdolno ci , która pozwala wierz cemu kierowa  si  us yszanym S owem
Bo ym, S owem, które nie mo e k ama , nie za  w asnymi odczuciami, przes dami czy
te  tym, co s yszy si  wokó  siebie. Tak rozumiana cnota wiary jest podstaw
kontemplacji. Jej dzia anie ma ró ne aspekty.

1. Wiara w obecno  Boga

Gdy zaczynamy si  modli , sami przed Bogiem, w naszym pokoju, w kaplicy czy te
przed Naj wi tszym Sakramentem, z ca ego serca powinni my wierzy ,  e Bóg jest tam
obecny. Niezale nie od tego, czy czujemy to, czy te  nie, niezale nie od naszych zas ug,
przygotowania, zdolno ci czy te  braku zdolno ci formu owania pi knych zda ,
niezale nie od naszego wewn trznego stanu: Bóg jest tutaj przy nas, patrzy na nas i nas
kocha. Jest tutaj nie dlatego,  e na to zas ugujemy czy te  dlatego,  e to odczuwamy. Jest
tutaj dlatego,  e obieca : wejd  do swej izdebki, zamknij drzwi i módl si  do Ojca twego,
który jest w ukryciu... (Mt 6,6).
Cho by my byli w najbardziej po

owania godnym stanie wewn trznym, z odczuciem,

e Bóg nie tylko jest nieobecny, ale  e nas opu ci , nigdy nie mo emy poddawa  w

tpliwo  Jego mi uj cej i przyjmuj cej obecno ci w stosunku do tego, kto si  modli.

Tego, kto do Mnie przychodzi, precz nie odrzuc  (J 6,37). Znacznie wcze niej, jeszcze
zanim przed Nim staniemy, ju  tam jest, poniewa  to On jest inicjatorem tego spotkania,
On, który jest naszym Ojcem, czeka na nas bardziej ni  my na Niego i bardziej ni  my
sami chce wej  z nami w komuni . Bóg pragnie nas niesko czenie bardziej ni  my Jego.

2. Wiara w powszechno  wezwania do zjednoczenia z Bogiem

Bez wzgl du na to, jak du e by yby nasze trudno ci, nasz opór, zahamowania, musimy
wierzy  niezachwianie,  e wszyscy, bez wyj tku, wykszta ceni i nie, sprawiedliwi i
grzeszni, osoby zrównowa one i g boko zaburzone s  wezwani do g bokiej modlitwy, w
której Bóg b dzie z nimi rozmawia . Poniewa  tym, który zaprasza, jest Bóg, a Bóg jest
prawy, ka demu da  aski konieczne, by wytrwa  w modlitwie i uczyni z niej cudowne,
przejmuj ce spotkanie ze Sw  w asn  g bi . Kontemplacja nie jest zarezerwowana dla

adnej duchowej elity, lecz dost pna dla wszystkich. Cz sto spotykane zdanie,  e „to nie

dla mnie, to dobre dla  wi tych", jest niezgodne z Ewangeli . Powinni my wierzy ,  e
niezale nie od tego, jak du e by yby nasze trudno ci i s abo , Bóg da nam konieczn  do
wytrwania si .

background image

3. Wiara w owoce kontemplacji

Pan wzywa nas do modlitwy wewn trznej dlatego,  e jest ona dla nas  ród em
niesko czonego dobra. Przemienia nas w samej naszej g bi, u wi ca, uzdrawia, pozwala
nam pozna  i ukocha  Boga, czyni nasz  mi

 Boga  arliwsz  i bardziej hojn . An-

ga uj c si  w modlitw  wewn trzn  mo emy by  absolutnie pewni,  e o ile wytrwamy,
wszystko to otrzymamy, a nawet o wiele wi cej. Nawet je li mamy czasem wra enie
czego  wprost przeciwnego, nawet je li wydaje si  nam,  e stoimy w miejscu,  e modlitwa
nie przynosi takich owoców, jakich si  po niej spodziewali my i w ogóle nic nie zmienia,
nie wolno si  zniech ca , lecz nadal by  pewnym,  e Bóg wype ni swoj  obietnic :
Pro cie, a b dzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; ko aczcie, a otworz  wam. Ka dy
bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a ko acz cemu otworz  ( k 11,9-10).
Kto wytrwa w zaufaniu, otrzyma niesko czenie wi cej ni  to, czego o mieli  si
spodziewa  lub o co prosi . Nie dlatego,  e na to zas uguje, lecz dlatego,  e Bóg tak
obieca .
Pokusa przerwania modlitwy jest dlatego tak cz sta,  e na pocz tku nie wida  jej owoców.
Pokusa ta powinna by  natychmiast odepchni ta poprzez akt wiary w obietnic , któr  Bóg
wype ni we w

ciwym czasie: Trwajcie wi c cierpliwie, bracia, a  do przyj cia Pana. Oto

rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i pó ny.
Tak i wy b

cie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyj cie Pana jest ju  bliskie (Jk

5,7-8).

background image

Rozdzia  4

Wytrwa

 i wierno

Z tego, co przed chwil  powiedzieli my, wynikaj  bardzo wa ne konsekwencje
praktyczne. Ten, kto anga uje si  w modlitw  wewn trzn , powinien na pierwszym
miejscu postawi  wierno . Najbardziej liczy si  nie to, czy modlitwa jest udana, pi kna,
pe na g bokich my li i uczu , lecz to, czy jest wytrwa a i wierna. Najwa niejsza jest, je li
mo na tak powiedzie , nie jako  modlitwy, ale jej wierno . Modlitwa stosunkowo
krótka, skromna, nawet sucha, ale mimo roztargnie , powtarzana ka dego dnia, b dzie
stokro  wi cej warta i przyniesie niesko czenie wi cej owoców ni  d ugie, p omienne
modlitwy od czasu do czasu, zale nie od okoliczno ci. Pierwsza walka, jak  przychodzi
nam stoczy  (ju  po decyzji,  eby wej  w modlitw  na powa nie...) dotyczy wierno ci.
Wierno ci za wszelk  cen , cho by nie wiem jak du o mia a nas kosztowa , w rytmie,
który sobie wyznaczymy. Walka ta nie jest  atwa. Szatan za wszelk  cen  b dzie si  stara
nas odwróci  od modlitwy, zbyt dobrze zna stawk  tej gry. Ten, kto pozostaje wierny
kontemplacji - wymyka mu si , a w ka dym razie pewne jest,  e wymknie mu si  którego
dnia. Dlatego Szatan robi wszystko,  eby przeszkodzi  wierno ci. Powrócimy jeszcze do
tego. Na razie zapami tajmy tyle: wi cej warta jest modlitwa skromna, lecz regularna, ni
chwile modlitw wznios ych, ale epizodycznych. W

nie wierno  sprawia,  e

kontemplacja przynosi tak wspania e owoce.

dziemy mieli okazj  jeszcze wiele razy to powtórzy  - modlitwa wewn trzna jest w

rezultacie sprawdzianem mi

ci Boga. Dla nas, ludzkich istot wpisanych w rytm czasu,

nie istnieje prawdziwa mi

 bez wierno ci. Jak mo na utrzymywa ,  e si  kocha Boga,

nie b

c wiernym spotkaniom z Nim w modlitwie wewn trznej?

background image

Rozdzia  5

Czysto  intencji

Po wierze i wierno ci, która jest jej konkretnym wyrazem, inn  istotn  postaw  tego, kto
chce wytrwa  w modlitwie wewn trznej, jest czysto  intencji. Jezus mówi: B ogos awieni
czystego serca, albowiem oni Boga ogl da  b

 (Mt 5,8). Serce czyste, to wed ug

Ewangelii nie takie, które jest bez grzechu, nie ma sobie nic do wyrzucenia, lecz takie,
które we wszystkim, co czyni, kieruje si  ch ci  zapomnienia o sobie,  eby podoba  si
Bogu, 

 nie dla siebie, lecz dla Niego. U tego, kto chce si  zanurzy  w kontemplacj ,

takie nastawienie wydaje si  konieczne. Powinni my si  modli  nie szukaj c siebie,

asnej przyjemno ci, lecz staraj c si  sprawi  przyjemno  Bogu. Bez tego nie sposób

wytrwa  w modlitwie. Kto , kto poszukuje wci  siebie, w asnego zadowolenia, bardzo
szybko porzuci modlitw , gdy tylko stanie si  ona sucha, trudna i nie b dzie mu ju
sprawia a przyjemno ci, ani przynosi a tego, czego si  spodziewa . Prawdziwa mi

 jest

czysta w tym sensie,  e nie szuka w asnej korzy ci, lecz za jedyny cel stawia sobie rado
istoty kochanej. Dlatego mamy oddawa  si  modlitwie nie ze wzgl du na korzy ci, jakie
przypadn  nam w udziale (chocia  s  one ogromne!), ale po to,  eby podoba  si  Bogu,
dlatego  e On nas o to prosi. Przede wszystkim nie dla naszej, lecz dla Jego rado ci.
Taka czysto  intencji jest trudna, ale jednocze nie uspokaja i wyzwala. Ten, kto szuka
samego siebie, bardzo szybko si  zniech ci i b dzie niespokojny, gdy modlitwa przestanie
„wychodzi ". Ten, kto szuka Boga, nie b dzie si  niepokoi : nawet je li modlitwa staje si
trudna i nie przynosi  adnej satysfakcji, nie czyni z tego powodu dramatu i szybko
pociesza si  mówi c,  e tym, co si  liczy jest czas ofiarowany Bogu, jedynie Jego rado !
Powstaj  jednak w tpliwo ci; tak czysta mi

 Boga wydaje si  pi kna, ale któ  jest do

niej zdolny? Bardzo jej potrzebujemy, ale nie mo e by  oczywi cie osi gni ta na pocz tku

ycia duchowego. Mamy jedynie  wiadomie do niej d

 i odwo ywa  si  do niej w

chwilach, gdy okazuje si  niezb dna, w chwilach, gdy modlitwa zaczyna by  ja owa i
sucha. To jasne,  e ka dy, kto wchodzi na drog  duchow , w pewnej mierze poszukuje
sam siebie, szukaj c jednocze nie Boga. Nie ma w tym nic z ego, dopóki nie przestajemy

 do coraz czystszej mi

ci.

Warto by o o tym powiedzie ,  eby wskaza  cz sto wyst puj

 pu apk , jak  zastawia na

nas Szatan-Oskar yciel. Ukazuje nam z ca  jasno ci , jak niedoskona a i s aba jest
jeszcze nasza mi

 Boga, jak wiele w nas poszukiwania siebie... Czyni to tak skutecznie,

e si  zniech camy.

Tymczasem, gdy odnosimy wra enie,  e w naszej modlitwie jest jeszcze du o
poszukiwania siebie, przede wszystkim nie wolno nam si  niepokoi , ale z ca  prostot  i
ufno ci  przedstawi  Bogu nasze pragnienie kochania Go coraz czystsz  mi

ci , coraz

mniej interesown , a On sam nas oczy ci. Chcie  w asnymi si ami rozeznawa  w sobie, co
jest czyste, a co nieczyste,  eby przed czasem pozby  si  k kolu, by oby jawn
zarozumia

ci  i grozi o wyrzuceniem równie  dobrego ziarna (por. Mt 13,20-34).

Pozwólmy dzia

asce Bo ej, poprzesta my na wytrwa

ci, ufno ci i cierpliwym

znoszeniu chwil osch

ci, które z pewno ci  przyjd  i pozwol  Bogu oczy ci  nasz

mi

 ku Niemu.

Powiedzmy jeszcze kilka s ów o innej pokusie, która mo e nas czasem nachodzi .
Mówili my,  e czysto  intencji polega na tym,  e bardziej pragnie si  sprawia  rado

background image

Bogu ni  sobie. Szatan b dzie wi c czasem stara  si  nas podej  za pomoc  takiego
argumentu: Jak mo esz s dzi ,  e ty, tak s aby i n dzny móg by  swoj  modlitw  sprawia
Bogu rado ! Nale y na to odpowiedzie  t  prawd , która jest sercem Ewangelii i któr
przypomnia a nam natchniona Duchem  wi tym ma a Teresa: cz owiek podoba si  Bogu
nie dzi ki swym cnotom i zas ugom, ale przede wszystkim dzi ki bezgranicznemu
zaufaniu w Jego mi osierdzie. Jeszcze do tego wrócimy.

background image

Rozdzia  6

Pokora i ubóstwo serca

Cytowali my ju  s owa  wi tej Teresy z Avila: „Fundamentem, na którym spoczywa
gmach modlitwy wewn trznej jest pokora". Jak ju  mówili my, gmach ten opiera si  nie
na ludzkich mo liwo ciach lecz na dzia aniu  aski. Jak mówi Pismo  wi te: Bóg bowiem
pysznym si  sprzeciwia, a pokornym  ask  daje (1 P 5,5).
Pokora jest zatem jedn  ze stron tego podstawowego nastawienia serca, które umo liwia
wytrwa

 w modlitwie wewn trznej.

Pokora jest darem cichej akceptacji najg bszego ubóstwa, gdy  ca e swe zaufanie pok ada
w Bogu. Pokorny z rado ci  akceptuje bycie nikim, poniewa  Bóg jest dla niego
wszystkim. Nie traktuje n dzy jak dramatu, lecz jak szans . Dzi ki niej Bóg mo e okaza
Swoje wielkie mi osierdzie.
      Bez pokory nie sposób trwa  w modlitwie wewn trznej. Jest ona bowiem w istotnym
stopniu do wiadczeniem ogo ocenia, ubóstwa, nico ci. W innych formach modlitwy
zawsze istnieje co , na czym mo na si  oprze ; wiadomo, co nale y robi , czasem ma si
wra enie uczestniczenia w czym  po ytecznym. W modlitwie wspólnotowej mo na si
oprze  na innych... W samotno ci i ciszy przed Bogiem stajemy bez  adnego oparcia,
twarz  w twarz z samym sob  i swoim radykalnym ubóstwem. Tymczasem niezwykle
trudno zaakceptowa  nam siebie ubogimi. Dlatego cz owiek ma tak wielk  naturaln
sk onno  uciekania od ciszy. W kontemplacji - ubóstwu nie sposób si  wymkn . To
prawda,  e bardzo cz sto b dziemy do wiadcza  czu

ci i dobroci Boga, ale jak e cz sto

tym, co si  objawi, b dzie nasza ma

, niezdolno  do modlitwy, rozproszenie, rany,

które pozosta y w naszej pami ci i wyobra ni, wspomnienia b dów i upadków,
niepewno  odno nie przysz

ci itd... Cz owiek znajduje tysi ce sposobów,  eby uciec od

tego stanu bezruchu przed Bogiem, gdy czuje sw  nico . Odmawia poczucia,  e jest
ubogi i kruchy.
Tymczasem w

nie taka ufna i radosna akceptacja s abo ci staje si

ród em wszystkich

duchowych dóbr: B ogos awieni ubodzy w duchu, albowiem do nich nale y Królestwo
Niebieskie (Mt 5,3).
Pokornym jest ten, kto trwa w modlitwie wewn trznej bez zarozumia

ci, nie licz c na

asne si y, kto niczego nie traktuje jako nale nego sobie, nie s dzi, by sam z siebie móg

cokolwiek zdzia

, nie dziwi si  napotykaj c trudno ci, s abo  i krucho . Upada, ale

wszystko to znosi spokojnie, nie dramatyzuj c, gdy  ca  nadziej  sk ada w Bogu i jest
pewien,  e dzi ki mi osierdziu otrzyma wszystko to, o co prosi.
Poniewa  pok ada ufno  nie w sobie samym, lecz w Bogu, nigdy si  nie zniech ca, a
przecie  to jest w gruncie rzeczy najwa niejsze. Libermann twierdzi,  e w

nie

„zniech cenie gubi dusze". Prawdziwa pokora i zaufanie zawsze id  w parze.
Nie wolno pozwoli ,  eby letnio  czy niedostatek mi

ci Boga zbija y nas z tropu. Kto

pocz tkuj cy w  yciu duchowym mo e si  czasem zniech ci  czytaj c  yciorysy lub
dzie a  wi tych i znajduj c w nich dowody p omiennej mi

ci, do jakiej, czuje, jest mu

jeszcze daleko. Mówi sobie,  e nigdy nie dojdzie do takich wy yn. Jest to bardzo cz sto
spotykana pokusa. Wytrwajmy w dobrej woli i zaufaniu, Bóg sam rozpali w nas mi

,

któr  b dziemy mogli Go kocha . Mocna,  arliwa mi

 ku Bogu nie jest czym

naturalnym, zostaje wlana w nasze serca przez Ducha  wi tego, który b dzie nam dany, o

background image

ile prosimy o to z natarczywo ci  ewangelicznej wdowy. Nie zawsze ci, którzy na
pocz tku maj  najwi cej zapa u, dochodz  w  yciu duchowym najdalej. Bynajmniej tak
nie jest!

background image

Rozdzia  7

Decyzja wytrwania

 Z tego, co do tej pory powiedzieli my, jasno wynika,  e najtrudniejsza walka w modlitwie
polega na wytrwaniu. Wytrwaniu, które Bóg b dzie b ogos awi ask , je li o ni  prosimy
z ufno ci  i jeste my ca kowicie zdecydowani czyni  to, co b dzie zale

o od nas.

Potrzebna jest determinacja. Zw aszcza na pocz tku.  wi ta Teresa z Avila bardzo mocno
to podkre la:
„Wracaj c tedy do tych, którzy pragn  pi  z tej wody  ywej i i  drog  do niej wiod

, a

dojd  do samego  ród a, nasuwa si  pytanie: od czego oni maj  zacz

? S dz ,  e

wszystko na tym polega, by przyst pili do rzeczy z niezachwianym postanowieniem, i  nie
spoczn , póki nie stan  u celu. Niech przyjdzie co chce, niech boli jak chce, niech szemrze
kto chce, niech w asna nieudolno  st ka i mówi: nie dojdziesz, umrzesz w drodze, nie
wytrzymasz tego wszystkiego, niech i ca y  wiat si  zwali z gro bami"1.
Zastanówmy si  teraz nad tym, co mo e umocni  podobne postanowienie i spróbujmy
wykry  b dy rozumowania i pokusy, które mog yby nami zachwia .

1. Bez g bokiej modlitwy  wi to  staje si  niemo liwa

Na pocz tku drogi trzeba by  pewnym,  e wewn trzna modlitwa jest spraw  ogromnej
wagi. „Kto ucieka od kontemplacji, ucieka od wszystkiego, co dobre" - mówi  wi ty Jan
od Krzy a. Wszyscy  wi ci praktykowali wewn trzn  modlitw . Najmocniej oddani

bie bli niego, byli równie  kontemplatykami.  wi ty Wincenty a Paulo rozpoczyna

ka dy dzie  dwiema lub trzema godzinami kontemplacji.
Bez niej duchowy rozwój staje si  niemo liwy. Mo na bardzo mocno prze

 nawrócenie,

otrzyma  wielkie  aski, ale bez wierno ci modlitwie wewn trznej nasze  ycie bardzo
szybko dojdzie do punktu, z którego ju  si  dalej nie posunie. Bez modlitwy wewn trznej
nie mo emy przyj  ca ej pomocy, jakiej Bóg chce nam udzieli . Bóg nie mo e nas

wi ci  i przemieni  w samej g bi naszej istoty.  wiadectwa  wi tych s  pod tym

wzgl dem jednomy lne.
Mo emy zaprzeczy , mówi c  e  aska u wi caj ca jest nam dana przede wszystkim w
sakramentach. Msza  wi ta sama w sobie jest wa niejsza ni  kontemplacja. To prawda,
ale bez  ycia modlitwy same sakramenty b

 mie  niewielk  skuteczno . Nios

oczywi cie w sobie  ask , ale w pewnym stopniu pozostaj  martwe, gdy  brakuje „dobrej
ziemi", która mog aby je przyj . Mo na stawia  na przyk ad pytanie, dlaczego tak wiele
osób, które cz sto przyst puj  do komunii, nie staje si  przez to  wi tszymi. Nieraz
przyczyn  jest brak  ycia modlitwy. Eucharystia nie przynosi owoców wewn trznego
uzdrowienia i u wi cenia, jakie powinna przynosi , poniewa  nie jest przyjmowana w
klimacie wiary, mi

ci, adoracji pochodz cej z g bi istoty. Taki klimat tworzy jedynie

wierno  modlitwie kontemplacyjnej. To samo dotyczy innych sakramentów.
Nawet je li kto  jest bardzo praktykuj cy i zaanga owany, a nie uczyni  modlitwy sta
cz ci  dnia, do pe ni jego  ycia duchowego stale b dzie czego  brakowa o. Nie odnajdzie
prawdziwego, wewn trznego pokoju, zawsze b dzie nara ony na nadmierne troski, we
wszystkim, co b dzie robi , pozostanie co  ludzkiego; przywi zanie do w asnej woli,  lady
pró no ci, poszukiwania siebie, ambicji, ma

ci, os dzania innych itd. Niemo liwe jest

background image

bokie i radykalne oczyszczenie serca bez kontemplacji. Bez niej ci gle b dziemy si

opiera  na roztropno ci i m dro ci tylko ludzkiej i nie dojdziemy do prawdziwej wolno ci
wewn trznej. Nie poznamy g bi mi osierdzia Bo ego i nie b dziemy w stanie sprawi ,

eby inni je poznali. Nasze s dy pozostan  niepewne, chwiejne, horyzont stanie si  zbyt

ski, nie b dziemy zdolni wej  naprawd  na drogi Bo e, które ró ni  si  od wyobra

wielu osób, nawet tych bardzo oddanych sprawom ducha.
Inny przyk ad: niektórzy prze ywaj  bardzo mocne do wiadczenie nawrócenia w odnowie
charyzmatycznej. Wylanie darów Ducha  wi tego staje si  dla nich g boko poruszaj cym
i pe nym  wiat a spotkaniem z Bogiem. Ale po kilku miesi cach czy latach  arliwo ci
widzimy,  e „oklapli" i zupe nie stracili duchow  energi . Dlaczego? Czy by Bóg cofn
Sw  d

? Z pewno ci  nie. Dary  aski i wezwania Bo e s  nieodwracalne (Rz 11,29).

Lecz osoby te nie umia y pozosta  stale otwarte na  ask , nie umia y przej  od
do wiadczenia Odnowy do praktyki modlitwy kontemplacyjnej.

2. Problem braku czasu

„Chcia bym si  modli  w taki sposób, ale nie mam czasu". Ile  razy s yszeli my to zdanie!
To prawda,  e w  wiecie zdominowanym przez aktywno , takim jak nasz, jest to
rzeczywista trudno , której nie mo na lekcewa

.

Trzeba jednak zauwa

,  e cz sto prawdziwy problem tkwi gdzie indziej. Okre lenia

wymaga raczej to, na czym naprawd  nam w  yciu zale y. Jak mówi z humorem Ojciec
Descouvemont, wspó czesny autor, nigdy jeszcze nie widzieli my kogo  umieraj cego z

odu, kto nie mia by si  czasu naje . Na to, co uznaje si  za spraw

yciow , zawsze

znajduje si  czas. Zanim stwierdzimy,  e nie mamy czasu na modlitw , zastanówmy si
nad swoj  hierarchi  warto ci i tym, co si  dla nas naprawd  liczy.
Pozwol  sobie na jeszcze jedn  refleksj . Jeden z wielkich dramatów naszej epoki polega
na tym,  e nie jeste my ju  w stanie znale  dla siebie czasu, by  dla siebie naprawd
obecnymi. Kosztuje to tak wiele ofiar. Tak du o dzieci zamyka si  w sobie, czuj  si
zranione i oszukane dlatego,  e rodzice nie umiej  im po wi ci  paru chwil od czasu do
czasu, nie robi c wtedy nic innego poza byciem z dzieckiem. Zajmuj  si  nim, ale stale
robi c co innego lub b

c czym  zaj tym czy zak opotanym, a wi c nie s  naprawd  z

nim,  ca ym  sercem.  Dziecko  to  czuje  i  cierpi  z  tego  powodu.  Gdy  nauczymy  si
ofiarowywa  czas Bogu, z pewno ci

atwiej b dziemy znajdowa  czas dla siebie i

dziemy wobec siebie bardziej obecni.

Borykaj c si  z problemem braku czasu, musimy uczyni  akt wiary w obietnic  Jezusa:
Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu
Ewangelii,  eby nie otrzyma  stokro  wi cej teraz, w tym czasie (Mk 10,29). Mamy
prawo odnie  to równie  do kwestii czasu. Je li kto  zrezygnuje z kwadransa ogl dania
telewizji,  eby si  w tym czasie modli , otrzyma ju  w tym  yciu stokro  wi cej.
Ofiarowany czas zostanie mu zwrócony po stokro , nie ilo ciowo oczywi cie, lecz
jako ciowo. Modlitwa da mi  ask  prze ywania ka dej chwili znacznie bardziej owocnie.

3. Czas ofiarowany Bogu nigdy nie jest czasem kradzionym

eby wytrwa  w modlitwie kontemplacyjnej trzeba by  pewnym (demaskuj c pokus

poczucia winy wynikaj cego z fa szywej koncepcji mi

ci), i  czas ofiarowany Bogu

nigdy nie jest czasem kradzionym ludziom, którzy potrzebuj  naszej mi

ci i obecno ci.

background image

Wprost przeciwnie, tak jak powiedzieli my wcze niej, to w

nie wierno  trwaniu przed

Bogiem gwarantuje,  e b dziemy wobec innych naprawd  obecni i zdolni ich kocha .
Do wiadczenie potwierdza to; Najbardziej uwa

, delikatn , bezinteresown , wra liw ,

zdoln  pocieszy  i umocni  mi

 znajdujemy u kontemplatyków. Wewn trzna modlitwa

uczyni nas lepszymi i nasi bliscy bynajmniej nie b

 tego 

owa ! Na temat relacji

pomi dzy modlitw  a mi

ci  bli niego zosta o powiedziane bardzo du o rzeczy fa -

szywych, które odci gn y chrze cijan od kontemplacji. Ma to dramatyczne
konsekwencje. Mo na by d ugo
o tym mówi . Przyjrzyjmy si  cho by tekstowi Jana od Krzy a, który pomo e nam
uporz dkowa  poj cia na ten temat i uwolni tych chrze cijan, którzy pragn  du o czasu
po wi ca  na modlitw , od poczucia winy.
„Niech si  zastanowi  ci, których po era dzia alno  i którzy my

wiat wype ni  swym

przepowiadaniem i dzie ami zewn trznymi,  e o wiele wi cej po ytku przynie liby
Ko cio owi i o wiele milsi byliby Bogu (nie mówi c ju  o dobrym przyk adzie, jaki by
dali), gdyby po ow  czasu po wi cili na modlitw
i  przestawanie z Bogiem, chocia by nie doszli do tak wysokiego stanu jak dusza, o której,
mówili my. W takim przestawaniu z Bogiem o wiele skuteczniej i z mniejszym trudem
dokonaliby dobra jednym czynem a nie tysi cem, a to dla zas ugi modlitwy i energii
duchowej w niej zdobytej. Inaczej bowiem wszystko jest jak uderzanie m ota czasem z
ma ym albo  adnym skutkiem, a czasem nawet ze szkod . Niech nas Bóg strze e przed
zwietrzeniem soli! (por. Mt 5,13). Bo cho by si  wydawa o zewn trznie,  e cz owiek co
czyni, w istocie b dzie to niczym. Jest bowiem prawd ,  e dobre czyny dokonuj  si
jedynie przez moc Bo ... O, ile  by mo na o tym pisa !"2

4. Czy wystarczy modli  si  pracuj c?

Niektórzy ludzie wam powiedz : „Nie mam czasu na modlitw , ale próbuj  si  modli
przy okazji ró nych zaj , na przyk ad przy sprz taniu. Ofiarowuj  Panu moj  prac  i
uwa am,  e to wystarczy".
Nie jest to pozbawione racji. Cz owiek mo e trwa  g boko zjednoczony z Bogiem po ród
ró nych zaj  tak,  e z tego sk ada si  jego modlitwa i nic ju  wi cej nie potrzebuje. Pan
mo e udzieli  takiej  aski, zw aszcza je li kto  nie ma innej mo liwo ci modlitwy. Z
drugiej strony ogromnie warto w czasie zaj

 jak najcz ciej, cho by na moment, stawa

przed Panem. I wreszcie prawd  jest,  e praca ofiarowana i podj ta dla Boga staje si  w
jakim  sensie modlitw .
Powiedziawszy to wszystko, pozosta my realistami. Nie tak znów  atwo trwa
zjednoczonym z Bogiem, b

c jednocze nie zanurzonym w dzia aniu. Nasz  naturaln

sk onno ci  jest raczej ca kowite zaabsorbowanie tym, co robimy. Je li nie umiemy od
czasu do czasu zatrzyma  si  i zajmowa  wy cznie Bogiem, bardzo trudno b dzie nam
trwa  w Jego obecno ci, gdy pracujemy. Najpierw, zanim si  tego nauczymy, musimy
przej  d ug  drog . Wierno  modlitwie kontemplacyjnej jest najpewniejsz  metod  w tej
nauce.
Podobnie dzieje si  pomi dzy lud mi. Je li s dzimy,  e kochamy  on  i dzieci, ale
prowadz c bardzo aktywny tryb  ycia nie jeste my w stanie po wi ci  mi takich chwil,
gdy jeste my w stu procentach do ich dyspozycji, mi

 mo e si  okaza  iluzj . Bez prze-

strzeni bezinteresowno ci grozi jej wyga ni cie. Mi

 oddycha i rozwija si  dzi ki

bezinteresowno ci. Trzeba umie  „traci  razem czas". Wiele na tej stracie zyskamy.

background image

nie w ten sposób mo na rozumie  s owa Ewangelii: Kto straci swoje  ycie, ten je

zyska. Je li zajmiemy si  Bogiem, On zajmie si  naszymi sprawami znacznie lepiej od
nas. Przyznajmy pokornie,  e nasz  naturaln  tendencj  jest zbyt du e przywi zywanie si
do tego, co robimy. Pozwalamy, by nasze sprawy poch ania y nas bez reszty. Nie sposób
si  od tego uwolni  inaczej, ni  pozostawiaj c regularnie, co jaki  czas, na boku wszelkie
dzia anie, nawet najpilniejsze i najwa niejsze,  eby da  czas Bogu.

5. Pu apka fa szywej szczero ci

    

Dosy  cz sto spotyka si  nast puj ce rozumowanie, które mo e uniemo liwi  bycie

wiernym modlitwie wewn trznej. W wieku takim, jak nasz, rozmi owanym w wolno ci i
poszukiwaniu autentyzmu, s yszymy cz sto argument: „Owszem, bardzo lubi  si  modli ,
ale tylko kiedy mam na to ochot . Modli  si  "kiedy nie czuj  natchnienia", to wed ug
mnie sztuczne i naci gane, a nawet nieszczere. By by to rodzaj hipokryzji. B

 si

modli  dopiero, kiedy tego zapragn ".
Nale y na to odpowiedzie ,  e je li b dziemy czeka , a  zapragniemy modlitwy, by
mo e b dziemy czeka  na pró no a  do ko ca naszych dni. Pragnienie jest czym
pi knym, ale ma to do siebie,  e si  zmienia. Istnieje znacznie g bszy i wa niejszy
powód,  eby si  modli  - prosty fakt,  e Bóg nas o to prosi. W Ewangelii czytamy:
Powiedzia  im te ,  e zawsze maj  si  modli  i nie ustawa  ( k 18,1). Tym, co ma nami
kierowa , jest nie tyle subiektywny stan duszy, co wiara.
Poj cie wolno ci i autentyzmu wyra one w powy szym rozumowaniu jest ca kowicie w
stylu naszej epoki, to znaczy bardzo iluzoryczne. Prawdziwa wolno  nie polega na tym,

e rz dz  nami zmienne impulsy, wr cz przeciwnie; cz owiek wolny nie jest zale ny od

zmian swojego nastroju. Jego decyzje opieraj  si  na istotnych wyborach, których dokona
wcze niej i nie podwa a ich z byle powodu.
Wolno  jest zdolno ci  kierowania si  tym, co jest prawdziwe, a nie tym, co w nas
powierzchowne.
Nie pozwólmy si  te  zwie  fa szywemu „autentyzmowi". Jak  mi

 okre liliby my

jako najbardziej autentyczn ? Tak , która zmienia si  zale nie od dnia i humoru, czy te
sta , wiern  i niezmienn ?
Wierno  modlitwie kontemplacyjnej jest wi c szko  wolno ci, szko  prawdziwej
mi

ci. Uczy nas poma u stawia  nasz kontakt z Bogiem nie na chwiejnej p aszczy nie

naszych zmiennych uczu  od zachwytu a  do nudy, lecz na solidnej skale wiary, na
niezachwianym fundamencie wierno ci Boga. Jezus Chrystus wczoraj i dzi , ten sam tak e
na wieki (Hbr 13,8), gdy  Swoje mi osierdzie na pokolenia i pokolenia zachowuje dla
tych, którzy si  Go boj  ( k 1,50). Je li wytrwamy w tej szkole, zobaczymy,  e równie
nasze relacje z lud mi, cz sto tak sztuczne i niesta e, stan  si  g bsze, wierniejsze,
pewniejsze, a tym samym daj ce wi cej szcz cia.
Jedna uwaga, podsumowuj ca ten temat. Pragnienie dzia ania w sposób spontaniczny,
wolny i niewymuszony jest ca kowicie s uszne. Cz owiek nie zosta  stworzony,  eby 
w ci

ym konflikcie z samym sob ,  eby wci  zadawa  gwa t w asnej naturze! To, i

zmuszony jest to czasem czyni , wynika z wewn trznego rozdarcia, spowodowanego
przez grzech.

bokie ludzkie pragnienie nie mo e si  urzeczywistni , je eli pozostawimy

spontaniczno ci ca kowicie woln  r

. Okaza oby si  to destruktywne, gdy  nie zawsze

jest ona skierowana ku dobru - potrzebuje g bokiego oczyszczenia i uzdrowienia. Nasza

background image

natura zosta a zraniona, nie ma w nas harmonii. Oznacza to j cz st  rozbie no  pomi dzy
tym,  ku  czemu  spontanicznie  si   sk aniamy,  a  tym,  ku  czemu  zostali my  stworzeni,
pomi dzy naszymi uczuciami, a wol  Bo

, która jest naszym prawdziwym dobrem i

której powinni my by  wierni.
Pragnienie wolno ci mo e by  wi c spe nione j tylko w takim stopniu, w jakim cz owiek
pozwala si  uzdrawia

asce Bo ej. W tym procesie uzdrawiania bardzo wa

 rol

odgrywa modlitwa kontemplacyjna. Dokonuje si  ono, trzeba o tym stale pami ta ,
poprzez liczne oczyszczenia i próby, owe „duchowe j noce", których g bokie znaczenie
tak dobrze wyja ni  j  wi ty Jan od Krzy a. Gdy proces uzdrowienia i uporz dkowania
naturalnych sk onno ci zostanie zako czony, cz owiek staje si  doskonale wolny - kocha
w sposób naturalny i spontanicznie pragnie tego, co jest zgodne z wol  Bo  i jego

asnym dobrem. Bez 3 problemów mo e si  wówczas kierowa  spontaniczno ci , gdy

zosta a ona oczyszczona i harmonizuje teraz z m dro ci  Bo . Mo e „pod

 za g osem

natury", gdy  zosta a ona odnowiona dzi ki  asce. Oczywi cie harmonia ta nigdy nie

dzie w tym  yciu ca kowita. Stanie si  tak  dopiero w Królestwie. Dlatego tutaj na

ziemi stale musimy si  opiera  niektórym sk onno ciom. Niemniej ju  w tym  yciu, ci
którzy praktykuj  modlitw  wewn trzn , staj  si  zdolni kocha  i spontanicznie czyni
dobro, cho  na pocz tku kosztowa o ich to tak wiele wysi ku. Dzi ki pracy Ducha

wi tego cnota staje si  dla nich poma u czym  coraz prostszym i naturalnym Gdzie jest

Duch Bo y, tam te  jest wolno  - mówi  wi ty Pawe .

6. Pu apka fa szywej pokory

  B dne rozumowania, o których przed chwil  mówili my, przybieraj  czasem jeszcze
subtelniejsz , od opisanej, form . Dobrze mie  to na uwadze.  wi ta Teresa z Avila omal
nie wpad a w t  pu apk  i nie zaprzesta a kontemplacji (co by oby niepowetowan  strat
dla ca ego Ko cio a!). Jednym z g ównych motywów, dla których napisa a swoj
autobiografi , by a ch  ostrze enia innych przed t  pu apk .
Wchodzimy na teren, na którym Szatan staje si  szczególnie przebieg y. Pokusa ta
wygl da nast puj co: cz owiek, który wchodzi w modlitw , coraz mocniej zdaje sobie
spraw  ze swoich b dów i niewierno ci, z tego jak daleki jest od nawrócenia. Odczuwa
wiec czasem pokus ,  eby porzuci  modlitw , rozumuj c w ten sposób: „Tyle we mnie
braków, nie rozwijam si , nie mog  si  nawróci  ani prawdziwie kocha  Pana. Stawanie
przed Nim w takim stanie to hipokryzja. Udaj

wi tego, podczas gdy wcale nie jestem

wi cej wart od tych, którzy si  nie modl . Tak wi c du o uczciwiej w stosunku do Boga
by oby da  sobie z tym wszystkim spokój!"

wi ta Teresa pozwoli a si  wci gn  w takie rozumowanie. W 19. rozdziale Ksi gi  ycia

opowiada,  e po pierwszym gorliwym okresie zarzuci a praktyk  modlitwy wewn trznej
na ponad rok. A  do czasu, gdy - szcz liwie dla nas - spotka a pewnego dominikanina,
który naprowadzi  j  na dobr

cie

. Teresa 

a w tym czasie w klasztorze Wcielenia w

Avila. By a pe na dobrej woli. Chcia a odda  si  Panu i praktykowa  modlitw
kontemplacyjn . Ale nie by a jeszcze  wi

, nic podobnego! Najtrudniej przychodzi o jej

zerwa  z przyzwyczajeniem chodzenia do rozmównicy, cho  czu a ju ,  e Jezus tego od
niej wymaga. Z natury weso a, mi a, ciekawa  wiata, znajdowa a du  przyjemno  w
kontaktach ze  mietank  towarzysk  Avila, która zwyczajowo spotyka a si  w
rozmównicy klasztoru. Teresa nie robi a nic z ego, a jednak Jezus wzywa  j  do czego
innego. Modlitwa wewn trzna sta a si  wi c dla niej prawdziw  udr

. Stawa a przed

background image

Panem  wiadoma swojej niewierno ci, a nie mia a jeszcze si  wszystkiego dla Niego
opu ci . I to strapienie, jak mówili my, doprowadzi o j  do zaprzestania modlitwy:
„Jestem niegodna stawa  przed Panem, a jednocze nie nie czuj  si  zdolna odda  Mu
wszystkiego. To tak jakbym z Niego kpi a, lepiej przerwa  modlitw  wewn trzn ..."
Teresa nazwa a to pokus  „fa szywej pokory". Faktycznie porzuci a kontemplacj , ale w
sam  por  przyjecha  spowiednik, który wyt umaczy  jej,  e czyni c tak, traci tym samym
jak kolwiek szans  poprawy w przysz

ci. Nale

o - przeciwnie do tego, jak post pi a -

wytrwa , gdy  dzi ki wytrwa

ci otrzyma, gdy nadejdzie odpowiednia chwila,  ask

ca kowitego nawrócenia i pe nego daru z siebie.
Uwa am,  e to bardzo wa ne. Wchodz c w modlitw  kontemplacyjn  nie jest si

wi tym, a praktykuj c j , zauwa a si  to coraz bardziej. Kto , kto nie staje w ciszy twarz

w twarz z Bogiem, nie jest tak mocno  wiadomy swoich braków i niewierno ci. W
modlitwie s  one wszystkie widoczne. Sprawia to ból i staje si  pokus  zaprzestania
modlitwy. Nie nale y traci  odwagi, lecz wytrwa , b

c pewnym,  e wierno  wyjedna

nam  ask  nawrócenia. Nasze grzechy, cho by najwi ksze, NIGDY nie powinny sta  si
pretekstem do porzucenia modlitwy, wbrew temu, co nieraz b dzie nam podpowiada
Szatan czy te  nasz niepokój. Im bardziej czujemy si  n dzni, tym jest to wa niejszy
powód,  eby si  modli . Któ  nas uzdrowi z naszych niewierno ci i grzechów, je li nie
mi osierny Pan? Gdzie znajdziemy zdrowie duszy, je li nie w pokornej i wytrwa ej
modlitwie? Nie potrzebuj  lekarza zdrowi, lecz ci, którzy si

le maj . [...] Bo nie

przyszed em powo

 sprawiedliwych, ale grzeszników (Mt 9, 12-13). Im bardziej

czujemy si  chorzy na t  chorob  duszy, jak  jest grzech, tym bardziej powinno nas to
pobudza  do modlitwy. Im mocniej zostali my zranieni, tym wi ksze mamy prawo
schroni  si  w sercu Jezusa! Tylko On mo e nas uzdrowi . Je li oddalamy si  od Niego,
poniewa  czujemy si  grzeszni, dok d pójdziemy szuka  uzdrowienia i przebaczenia?
Je li b dziemy czeka  z modlitw , a  staniemy si  sprawiedliwi, to mo emy czeka  d ugo.
Taka postawa dowiod aby jedynie,  e nic nie zrozumieli my z Ewangelii. Mo e sprawia
wra enie pokory, ale tak naprawd  jest jedynie zarozumialstwem i brakiem zaufania do
Boga.
Czasem zdarza si ,  e nie posuwamy si  a  do tego,  eby ca kowicie zaprzesta  modlitwy,
ale gdy pope nili my jaki  b d, jeste my niezadowoleni i zawstydzeni, pozwalamy,  eby
up yn  jaki  czas, zanim znów staniemy przed Panem. Czas na tyle d ugi, by obraz tego,
co zrobili my, zosta  w naszej  wiadomo ci nieco zatarty. Stanowi to bardzo powa ny

d, którym grzeszymy znacznie bardziej ni  pope niaj c sam grzech.  wiadczy to o

braku ufno ci w mi osierdzie Bo e, nieznajomo ci Boga ani tego, w jaki sposób nas
mi uje, co rani Go mocniej ni  wszystkie g upstwa, jakie mogli my zrobi . Ma a Teresa,
która zrozumia a, kim jest Bóg, mówi a: „Tym, co dotyka Boga, co rani Go w serce, jest
brak zaufania".
Przeciwnie do tego, co zwykle w takim wypadku robimy, jedyna s uszna postawa kogo ,
kto zgrzeszy  - s uszna w sensie biblijnym, to znaczy zgodna z tym, co z tajemnicy Boga
zosta o nam objawione - to rzuci  si  natychmiast w ramiona Bo ego mi osierdzia z
pokor  i skruch , ale równocze nie z niesko czon  ufno ci , ca kowit  pewno ci ,  e Bóg
nas przyjmie i nam przebaczy. Skoro szczerze przeprosili my, nale y bezzw ocznie
powróci  do modlitwy, zw aszcza kontemplacyjnej. W stosownym czasie wyspowiadamy
si , je li to konieczne, z tego b du, ale czekaj c na to, nie trzeba zmienia  normalnego
sposobu modlitwy. Takie zachowanie przynosi najwi cej rezultatów, gdy  w

nie dzi ki

niemu Bóg odbiera najwi ksz  chwa .

background image

wi ta Teresa z Avila dodaje jeszcze co  bardzo  adnego na ten temat. Mówi,  e ten, kto

si  modli, oczywi cie nadal upada i nadal robi b dy, ale w

nie dlatego,  e si  modli,

ka dy upadek s

y mu,  eby odbi  si  jeszcze wy ej. Temu, kto jest wierny modlitwie,

Bóg wszystko obraca w kierunku dobra, nawet jego b dy.
„Powiadam wi c: ktokolwiek zacz  oddawa  si  modlitwie wewn trznej, niech si  nie
zniech ca, mówi c sobie: je li mimo modlitwy wewn trznej nadal popadam w grzechy
swoje, dalsze oddawanie si  temu  wi temu  wiczeniu jeszcze zwi kszy moj  win .
Przyznaj ,  e tak by oby, je liby kto porzuci  rozmy lanie, nie chcia  si  poprawi  z
grzechów swoich, ale kto go nie porzuci, niech b dzie pewny,  e ono go pod wignie i
przywiedzie do portu  wiat

ci. Ci kie mi w tym punkcie diabe  wznieci  nagabywanie,

tak we mnie wmówi ,  e grzesz  brakiem pokory, gdy tak niecnotliw  b

c trzymam si

jednak rozmy lania, i tak  z tego powodu cierpia am walk  wewn trzn ,  e w ko cu, jak
ju  mówi am, przez pó tora albo co najmniej przez rok - bo czy trwa o to jeszcze pó  roku

ej, dobrze tego nie pami tam - zaprzesta am tego  wi tego  wiczenia. Nie by o to dla

mnie nic innego,  e sama siebie wtr ca am do piek a, nie potrzebuj c ju  czartów,  eby
mi  do niego ci gn li. O, Bo e wielki, jakie  to by o za lepienie! I jak chytrze z y duch
zmierza do celu swego, gdy w ten Punkt z tak  si  uderza! Wie on, zdrajca,  e dusza,
która wytrwale trzyma si  modlitwy wewn trznej, dla niego jest stracona i  e wszelkie
upadki, do których tak  dusz  przywiedzie, z  aski Boga tym skuteczniejsz  staj  si  dla
niej pobudk  i pomoc  do gor tszego na potem w s

bie Jego zapa u!"3

background image

Rozdzia  8

Odda  si  bez reszty

Zastanawiaj c si  nadal nad najwa niejszymi postawami, które pozwalaj  modlitwie trwa
i rozwija  si , pora powiedzie  kilka s ów o bardzo bliskim zwi zku i to obustronnym
pomi dzy modlitw  a reszt  chrze cija skiego  ycia. Oznacza to,  e cz sto tym, co
najbardziej s

y rozwojowi i pog bieniu modlitwy, wcale nie jest to, co robimy w czasie

modlitwy, lecz poza ni . Wzrost w modlitwie polega przede wszystkim na wzro cie w
mi

ci, na czysto ci serca, a prawdziw  mi

 praktykuje si  raczej poza modlitw  ni  w

czasie jej trwania. Poszukajmy kilku przyk adów.
Ca kowit  iluzj  mo na nazwa  pragnienie g bokiej modlitwy bez równie g bokiego i
szczerego, widocznego w ca ym  yciu pragnienia ca kowitego oddania si  Bogu,
zgodno ci naszego  ycia z Jego wol . Bez tego modlitwa bardzo szybko kostnieje. Jedyny
sposób,  eby Bóg móg  nam Siebie da  (a taki jest cel kontemplacji), to samemu odda  si
Jemu bez reszty. Otrzymamy wszystko, gdy wszystko ofiarujemy. Je li zachowujemy w
naszym  yciu jak  „dziedzin  zarezerwowan ", co , czego nie chcemy powierzy  Bogu,
na przyk ad jak  wad , cho by niewielk , na któr  rozmy lnie przyzwalamy, nie robi c
nic,  eby si  zmieni , czy te  jakie

wiadome niepos usze stwo albo odmow

przebaczenia, nasza modlitwa stanie si  bezowocna.
Zakonnice podchwytliwie pyta y  wi tego Jana od Krzy a: „Co trzeba robi ,  eby wpa
w ekstaz ?"  wi ty odpowiedzia  im, opieraj c si  na etymologicznym znaczeniu s owa
„ekstaza":
„Trzeba wyrzec si  swojej w asnej woli i czyni  wol  Bo . Poniewa  ekstaza to nic
innego dla duszy ni  opuszczenie siebie, by by  porwanym w  ycie Boga - to w

nie

czyni ten, kto jest pos uszny, gdy  opuszcza siebie i swoj  wol , i l ejszy przylega do
Boga" (Maksyma 210).

eby odda  si  Bogu, trzeba opu ci  samego siebie. Mi

 ma natur  ekstatyczn . Gdy

jest silna,  yjemy bardziej w drugiej osobie ni  w sobie samym. W jaki jednak sposób
mo na dost pi  w modlitwie ekstazy, je li przez reszt  dnia szukamy ci gle siebie? Je li
jeste my zbyt przywi zani do rzeczy materialnych, do swojej wygody czy te  zdrowia?
Je li nie znosimy jakichkolwiek przeciwno ci? Jak mo emy 

 w Bogu, je li nie

jeste my zdolni zapomnie  o sobie i pomy le  o innych?
W  yciu duchowym trzeba odnale

 pewn  równowag , co nie zawsze jest  atwe. Z jednej

strony musimy zaakceptowa  w asn  s abo  i nie oczekiwa , gdy zaczniemy si  modli ,

e zaraz b dziemy  wi ci. Z drugiej jednak strony powinni my d

 do doskona

ci.

Bez tego d enia, bez sta ego, mocnego pragnienia  wi to ci, nawet je li wiemy,  e w as-
nymi si ami jej nie osi gniemy,  e jedynie Bóg mo e nas do niej doprowadzi  - bez tego
modlitwa kontemplacyjna zawsze pozostanie czym  sztucznym, jakim  pobo nym

wiczeniem, ale niczym wi cej i nie przy niesie wielu owoców. W naturze mi

ci le y

enie do absolutu

Trzeba by  te

wiadomym,  e istnieje styl  ycia, który u atwia modlitw  oraz styl, który

jej przeszkadza. Jak mo emy odnale

 obecno  Boga, je li przez ca y czas jeste my

rozbiegani w ród tysi ca niepotrzebnych zaj  i spraw, je li bez reszty poch ania nas  ycie
towarzyskie, ci gle musimy zaspokaja  swoj  ciekawo  i pró no ? Serce, spojrzenie i

background image

umys  powinny zna  pewien rodzaj postu i ucieka  si  do niego we wszystkim, co
mog oby nas oddala  od Najwy szego.
Oczywi cie nie sposób 

 bez rozrywek, bez chwil odpr

enia, ale bardzo wa ne,  eby

zawsze umie  potem wraca  do Boga, który tworzy jedno  naszej osoby i wszystko
prze ywa  w wi zi z Nim.
Powinni my te  wiedzie ,  e tym, co ogromnie sprzyja rozwojowi  ycia modlitwy s
starania,  eby wszystko, co nam si  zdarza, przyjmowa  w ca kowitym zawierzeniu, w
pe nej pokoju ufno ci. 

 chwil  obecn , nie pozwalaj c si  pogr

 trosce o jutro,

próbowa  ka

 rzecz robi  ze spokojem, nie zadr czaj c si  o inn . Nie jest to  atwe, ale

próby te przynosz  b ogos awione skutki 1.
Wa ne jest równie  to,  eby my powoli uczyli si  w ka dej sytuacji „

 w spojrzeniu

Boga", w Jego obecno ci i w pewnego rodzaju sta ym dialogu z Nim, pami taj c o Nim w
trakcie naszych zaj , wszystko prze ywaj c razem z Nim. Im bardziej b dziemy si
starali to czyni , tym  atwiej b dzie nam si  modli .
Bez problemu odnajdziemy Boga, zaczynaj c modlitw , je li w ogóle Go nie
opuszczali my! Kontemplacja powinna prowadzi  do modlitwy nieustaj cej, nieko-
niecznie w sensie ci

ego powtarzania jakiej  formu y, lecz w sensie sta ego przebywania

w Bo ej obecno ci.  ycie w Jego obecno ci czyni nas wolnymi. Zbyt cz sto  yjemy
przej ci spojrzeniami innych ludzi (z l ku,  e zostaniemy os dzeni lub te  z ch ci wzbu-
dzenia podziwu) albo w swym w asnym spojrzeniu (samooskar enia czy
samouwielbienia), ale wewn trzn  wolno  odnajdziemy wy cznie, je li nauczymy si

 w mi osiernym i mi uj cym spojrzeniu Boga.

Odsy amy w tym miejscu do cennych uwag brata Laurent od Zmartwychwstania
Pa skiego, karmelity z XVII wieku, który b

c kucharzem, umia  w ród najwi kszego

nawa u pracy 

 w g bokim zjednoczeniu z Bogiem. Na ko cu ksi ki podajemy kilka

cytatów z jego listów.
Na temat  cis ego, nierozerwalnego zwi zku pomi dzy modlitw  a wszystkimi innymi
elementami, które tworz  drog  duchow , pozostaje jeszcze du o do powiedzenia.
Niektóre sprawy omówimy pó niej, co do reszty, odsy amy do najlepszego  ród a z mo -
liwych, to znaczy do do wiadczenia  wi tych, zw aszcza tych, którzy otrzymali, co
potwierdzi  Ko ció , szczególn

ask  nauczania w tej dziedzinie: Teres) z Avila, Jana od

Krzy a, Franciszka Salezego, Teres) od Dzieci tka Jezus,  eby wymieni  tylko
najwa niejsze nazwiska.
Wszystko, co zosta o do tej pory powiedziane, niej odpowiada jeszcze na podstawowe
pytanie: w jaki sposób si  modli ? Jak konkretnie spo ytkowa  czas przeznaczony na
modlitw  wewn trzn ? Nie b dziemy zwleka  z odpowiedzi .
Wst p ten by  jednak konieczny. Poczynione uwagi nie tylko pozwol  nam pokona
cz sto napotykane przeszkody, ale oddadz  pewien duchowy klimat, który koniecznie
trzeba umie  wyczu . Warunkuje on prawdziwo  i rozwój naszej modlitwy.
Ponadto, je li zrozumieli my to, co zosta o tutaj pobie nie naszkicowane, wiele pyta  w
stylu „co robi ,  eby si  dobrze modli ", przestaje mie  sens.
Opisana postawa opiera si  nie na ludzkiej m dro ci, lecz na Ewangelii. Wiara, ufne
oddanie si  w r ce Boga, pokora, ubóstwo serca i duchowe dzieci ctwo. Jak czytelnik z
pewno ci  zd

 zauwa

, postawa ta powinna stanowi  fundament nie tylko modlitwy,

ale ca ego  ycia. Jeszcze raz powraca tu  cis a wi  pomi dzy  yciem a modlitw .
Modlitwa wewn trzna jest szko ,  wiczeniem, które pozwala nam zrozumie  i pog bi
stosunek do Boga, do  wiata i do nas samych. Tworzy zr by sposobu post powania i

background image

reagowania, który pozostanie w nas w kontakcie ze wszystkim, z czym przyjdzie nam si
zmierzy . W coraz wi kszym stopniu pozwoli nam zachowa  we wszelkich
okoliczno ciach pokój, wewn trzn  wolno  i prawdziw  mi

 Boga i bli niego.

Modlitwa kontemplacyjna jest szko  mi

ci, gdy  wszystkie cno-ty; jakie z niej p yn , s

cnotami pozwalaj cymi rozwija  si  w naszych sercach mi

ci. St d jej wielkie

znaczenie.

background image

CZ

 DRUGA

Jak spo ytkowa  czas modlitwy kontemplacyjnej

Rozdzia  1

Wprowadzenie

Powró my teraz do podstawowego pytania, na które trzeba odpowiedzie . Powiedzmy,  e
decyduj  si  po wi ci  dziennie pó  godziny czy te  godzin  na modlitw  kontemplacyjn .
Jak mam si  za to zabra ? Co musz  zrobi ,  eby dobrze wykorzysta  ten czas?
Odpowied  na to pytanie jest trudna z ró nych wzgl dów.
Po pierwsze dlatego,  e dusze bardzo si  od siebie ró ni . Ich ró nice s  wi ksze ni
niepowtarzalno  ludzkich twarzy. Wi  ka dej z nich z Bogiem jest jedyna w swoim
rodzaju. Podobnie ich modlitwa. Niemo liwe okazuje si  wytyczenie jednej drogi i
okre lenie sposobu post powania wa nego dla wszystkich. By by to brak poszanowania
wolno ci i ró norodno ci duchowych poszukiwa . Ka dy wierz cy sam musi odkry , w
tchnieniu Ducha, po jakich drogach Bóg chce go prowadzi .
Po drugie, trzeba wiedzie ,  e modlitwa kontemplacyjna podlega ewolucji, przechodzi
okre lone etapy. To, co jest dobre w pewnym okresie  ycia duchowego mo e si  okaza

e w innym. Nawet wytrwa

 ro ni si , zale nie od tego, czy jeste my na pocz tku

drogi, czy te  Pan zacz  nas ju  wprowadza  g biej, w kolejne, jak mawia a  wi ta
Teresa z Avila „mieszkania". Czasem trzeba dzia

, czasem czeka . W pewnych okresach

trzeba odpoczywa , w innych - walczy .
      

Po  trzecie  wreszcie,  to  co  dzieje  si   w  czasie  modlitwy  kontemplacyjnej,  jest

wyj tkowo trudne do opisania. Nieraz przekracza  wiadomo  modl cego. W gr  wchodzi
rzeczywisto  tak ma o dost pna, tak bardzo wewn trzna,  e ludzki j zyk nie mo e jej j
ca kowicie odda . Nie zawsze znajdujemy s owa,  eby wypowiedzie  to, co dzieje si
pomi dzy dusz  a jej Bogiem.
Dodajmy jeszcze,  e ka dy, kto mówi o kontemplacji, wypowiada si  na podstawie tego,
co sam prze

 lub co zauwa

 u osób, które zwierzy y mu swoje prze ycia. Pozostaje to

bardzo ograniczone w stosunku do ró norodno ci i bogactwa wszystkich mo liwych
prze

.

Pomimo tych przeszkód podejmiemy ten temat ufni,  e Pan pozwoli nam go przedstawi .
Cho  nie nale y tych odpowiedzi traktowa  jako pe nych i bezb dnych, dla czytelnika
dobrej woli b

 si  one mog y sta

ród em zach ty i  wiat a.

background image

Rozdzia  2

Gdy pytanie w ogóle nie powstaje

Stawiamy pytanie jak spo ytkowa  czas d

szej modlitwy. Zanim b dziemy na nie

odpowiada , trzeba zauwa

,  e w wielu wypadkach w ogóle nie zostaje ono postawione.

By  mo e trzeba powiedzie  najpierw o tym.
      Pytanie w ogóle nie istnieje, gdy modlitwa wewn trzna p ynie sama, jakby wyp ywa a
ze  ród a. Cz owiek wchodzi w mi osn  komuni  i w ogóle si  nie zastanawia nad tym, co
robi  z czasem. W

ciwie zawsze powinno by  w

nie tak. Wed ug definicji  wi tej

Teresy z Avila modlitwa kontemplacyjna to „bliski kontakt przyjació , przebywanie sam
na sam z Bogiem, który, czujemy, bardzo nas kocha". Gdy dwie osoby bardzo si  kochaj ,
nie maj  problemów, co robi  z chwilami, które maj  tylko dla siebie... Czasem wr cz
samo bycie razem tak je wype nia,  e ju  nie musz  robi ! Niestety cz sto nasza mi
Boga jest za s aba i nie dochodzimy do takiego stanu.
Wracaj c do wewn trznej modlitwy, która „p ynie" zupe nie sama, do takiej komunii z
Bogiem, która Jest darem i pozostaje jedynie go przyjmowa , trzeba zaznaczy ,  e mo e
ona wyst powa  na ró nych Poziomach duchowej drogi i by  bardzo ró nej natury.
Mo e dotyczy  osoby  wie o nawróconej, która dopiero co spotka a Boga, pe nej
entuzjazmu, rado ci zapa u w

ciwego neofitom. Nie ma z modlitw

adnego problemu.

Jest jakby unoszona przez  ask , szcz liwa,  e mo e przebywa  z Jezusem, ma Mu
mnóstwo rzeczy do powiedzenia, tysi ce pyta , pe na jest uczu  i wznios ych my li.
Niech bez skrupu ów cieszy si  tymi chwilami  aski, niech dzi kuje za nie Panu, ale
pozostanie pokorna i nie traktuje siebie jak  wi

 tylko dlatego,  e jest pe na zapa u. A

zw aszcza niech nie os dza tych, którzy s  mniej gorliwi od niej!  aska pierwszego okresu
nawrócenia nie wykorzenia wad ani niedoskona

ci, lecz jedynie je zakrywa. Osoba ta

nie powinna si  dziwi ,  e pewnego dnia ca y jej zapa  zniknie, a niedoskona

ci, z

których, jak s dzi a, zosta a przez nawrócenie uwolniona, dadz  o sobie zna  z
niespotykan  si . W

nie wówczas powinna wytrwa  i umie  wyci gn  korzy ci z

czasu pustyni i próby, tak jak umia a korzysta  z okresu b ogos awie stwa.
Inny przypadek, gdy pytanie nie powstaje, dotyczy drugiego kra ca drogi  ycia
duchowego. To przypadek osoby, nad której modlitw  Bóg móg  zapanowa  w takim
stopniu,  e osoba ta nie stawia ju

adnego oporu i nic ju  sama z siebie nie musi robi . Jej

mo liwo ci s  ograniczone, jedyne co mo e, to oddawa  siebie i zanurza  si  w obecno
Boga, która ogarnia ca  jej istot . Osobie tej nie pozostaje ju  nic do zrobienia, jedynie
mówi  „tak". Powinna jednak zdoby  si  na otwarto  wobec jakiego  ojca duchowego,

eby us ysze  potwierdzenie otrzymanych  ask. Powinna si  przed kim  otworzy , tym

bardziej,  e nie kroczy ju  wspóln  wszystkim drog . Niezwyk ym  askom cz sto
towarzysz  walki lub w tpliwo ci dotycz ce ich pochodzenia. Czasem wy cznie otwarcie
duszy mo e upewni  j  o boskim pochodzeniu  ask i wyzwoli  na tyle, by mog a je w
pe ni przyj .
Powiedzmy teraz o przypadku po rednim, wyst puj cym bardzo cz sto. Trzeba o tym
powiedzie , poniewa  sytuacja, któr  teraz opiszemy, jest z pocz tku trudno zauwa alna i
mo e budzi  skrupu y. Cz owiek nie wie, czy post puje  le czy dobrze, ale w

ciwie i tak

nie ma wyboru. Wyja nijmy. Chodzi o tak  sytuacj , gdy Duch  wi ty zaczyna wprowa-
dza  kogo  w modlitw  znacznie bardziej „biern " po okresie, gdy modlitwa by a przede

background image

wszystkim „czynna" w tym sensie,  e polega a g ównie na aktywno ci tej osoby
(medytacja, wewn trzny dialog z Jezusem, rozmy lanie, akty woli takie jak ofiarowanie
si  Bogu itp.)1.
Otó  którego  dnia, zwykle pocz tkowo niezauwa alnie, sposób modlitwy si  zmienia.
Cz owiek zaczyna do wiadcza  trudno ci w medytacji czy te  rozmy laniu, osch

ci.

Woli raczej trwa  przed Panem ni  cokolwiek robi  czy mówi , bez jakiej  my li, tylko
pozostawa  tak, w postawie pe nej mi

ci uwagi. Niezauwa alne z pocz tku jest w

nie

to mi osne skupienie, p yn ce raczej z serca ni  z umys u. Z czasem mo e si  ono sta
znacznie silniejsze, nawet pe ne  aru, ale pocz tkowo jest prawie niewidoczne. Nawet,
gdy dusza próbuje robi  co innego, wraca  do bardziej „aktywnej" formy modlitwy, nie
udaje jej si  to. Stale b dzie mia a sk onno  wracania do wcze niejszego etapu, tego,
który opisali my. Czasem b

 j  dr czy y skrupu y, poniewa  ma wra enie,  e nic nie

robi, podczas gdy wcze niej co  robi a.
Gdy dusza znajduje si  w takim stanie, powinna po prostu w nim pozosta , bez dzia ania,
bez ruchu. Oznacza to bowiem,  e Bóg chce j  wprowadzi  w g bok  modlitw
kontemplacyjn , co jest wielk

ask . Dusza powinna pozwoli  dzia

 Bogu i pozosta

bierna. Wystarczy,  e w g bi serca jest ku Niemu skierowana, by mog a uzna ,  e si
modli. Nie jest to czas dzia ania za pomoc  w asnych si  czy umiej tno ci, jest to czas
oczekiwania na dzia anie Boga. Pami tajmy jednak,  e nie jest to jeszcze czas ca kowitego
panowania Boga, który opisali my wy ej. Umys  i wyobra nia nadal pracuj . Pojawiaj
si  my li i obrazy, przychodz  i odchodz , ale na poziomie na tyle zewn trznym,  e osoba
nie pod

a tak naprawd  za ich tokiem. Istotna jest nie ta, nieunikniona, praca umys u,

lecz to,  e g bia serca czeka na Boga2.
Omówili my wi c sytuacje, gdy pytanie „jak spo ytkowa  czas przeznaczony na
modlitw " w ogóle nie powstaje.
Pozostaj  przypadki, gdy zostaje ono postawione.1! Przewa nie dotyczy osób dobrej woli,
które nie zosta y (jeszcze!) ogarni te ogniem mi

ci Bo ej, nie otrzyma y jeszcze  aski

biernej modlitwy wewn trznej, ale zrozumia y jej znaczenie i zapragn y j  regularnie
praktykowa . Nie bardzo jednak wiedz , jak si  za to zabra . Co im poradzi ?
W poprzednim rozdziale omówili my najwa niejsze zasady, jakimi powinna kierowa  si
dusza, przyst puj c do modlitwy. Odnosz  si  one do wszystkich form modlitwy, a nawet,
jak powiedzieli my, do ca

ci  ycia chrze cija skiego. Tym, co liczy si  przede

wszystkim, powtórzmy to jeszcze raz, nie s  metody modlitwy, lecz duchowy klimat i
podej cie do niej, nastawienie serca. W

ciwy klimat warunkuje wytrwa

, a co za tym

idzie - owocno  modlitwy.
Uczynimy teraz podobnie, jak w pierwszej cz ci, to znaczy podamy kilka wskazówek,
które razem wzi te okre

 mo e nie tyle ów klimat, co pewien wewn trzny krajobraz, z

jego sta ymi punktami i drogami. Wewn trzny pejza , który kto  spragniony modlitwy

dzie móg  dowolnie przemierza , zale nie od etapu, na jakim si  znajduje i natchnie

Ducha  wi tego. Znajomo  punktów odniesienia pozwoli cz owiekowi zorientowa  si  w
tej przestrzeni i pomo e mu zrozumie , jakie ma podj  kroki.
„Wewn trzny krajobraz" chrze cija skiej kontemplacji kszta tuje przede wszystkim szereg
prawd teologicznych, które teraz zasygnalizujemy i wyja nimy.

background image

Rozdzia  3

Pierwsze stwo dzia ania Boga

Pierwsza zasada jest prosta, ale bardzo istotna. W modlitwie wewn trznej liczy si  nie tyle
to, co my robimy, lecz to, co Bóg w tym czasie czyni w nas.
Znajomo  tej prawdy wyzwala. Niejednokrotnie czujemy si  niezdolni, by zrobi
samemu cho by najmniejszy ruch. Nie ma w tym nic dramatycznego. Nawet je li my nic
nie mo emy robi , On, Bóg, zawsze mo e dzia

 i naprawd  dzia a w g bi naszej istoty,

cho by my nie byli tego  wiadomi. Najwa niejszy w ca ej modlitwie akt polega na tym,

eby stan  przed Bogiem i trwa  w Jego obecno ci. A Bóg nie jest Bogiem umar ych,

lecz  ywych. Jego obecno , dlatego  e jest obecno ci

ywego Boga, dzia a, uzdrawia,

wi ca i o ywia. Staj c blisko ognia, nie sposób nie przyj  jego ciep a. Nie mo na

wystawia  twarzy do s

ca i si  nie opali . Podlegamy Jego dzia aniu ju  w chwili, gdy

si  do Niego kierujemy, gdy trwamy przed Nim nieruchomo.
Spróbujmy sprawi ,  eby nasza modlitwa by a tylko tym, niczym wi cej. Trwajmy przed
Bogiem, nic nie robi c, nie my

c o niczym specjalnym, bez jakich .. szczególnych

uczu , za to zachowuj c w sercu ufno , otwarto , oddanie. Nic lepszego nie mo na
uczyni . Pozwalamy w ten sposób Bogu dzia

 w sekrecie naszej duszy, a przecie  w

gruncie rzeczy o to chodzi.
      

B dem by oby ocenianie  modlitwy  pod k tem tego,  co  w tym czasie  robili my,

poczucie,  e by a ona dobra i potrzebna, poniewa  mówili my du o s ów, a przynios a
rozczarowanie, gdy  do niczego nie byli my zdolni. Bardzo mo liwe,  e nasza modlitwa
by a n dzna, ale w tym czasie, w sposób nieodczuwalny i ukryty, Bóg uczyni  w g bi
naszej duszy cuda, których owoce ujrzymy du o, du o pó niej... Gdy  przyczyn  wielkich
dóbr, które, jak ze  ród a, wyp ywaj  z modlitwy wewn trznej, nie s  nasze my li ani
uczucia, lecz cz sto ukryte i niewidzialne dzia anie Boga w naszym sercu. Wiele owoców
modlitwy ujrzymy dopiero w Królestwie!
Ma a Teresa by a tego bardzo  wiadoma. Mia a w modlitwie jeden problem - zasypia a!
Nie by a to jej wina, wst pi a do Karmelu zupe nie m oda i jak na swój wiek mia a zbyt
ma o snu. Ta s abo  niezbyt j  jednak smuci a:
„S dz ,  e ma e dzieci podobaj  si  swoim rodzicom zarówno wtedy, kiedy  pi , jak i
kiedy nie  pi ; my

 te ,  e lekarze, chc c zrobi  operacj  usypiaj  swoich chorych, i  e

Pan widzi nasz  s abo  i wie, 

my proch (Ps 103,14)" 1

W modlitwie kontemplacyjnej najwa niejsza jest bierno . Bardziej chodzi o to,  eby
pozwoli  dzia

 Bogu, ni

eby samemu cokolwiek robi . Czasem musimy przygotowa

grunt pod Bo e dzia anie w asn  aktywno ci , ale bardzo cz sto mamy jedynie biernie na
nie przystawa  i w

nie wtedy dziej  si  najwa niejsze rzeczy. Niekiedy Bóg musi wr cz

uniemo liwi  nasze poczynania,  eby móc swobodnie w nas dzia

. Dobrze wyt umaczy

to  wi ty Jan od j Krzy a. Wed ug niego pewnego rodzaju osch

, niemo no

pos ugiwania si  na pewnym etapie modlitwy wyobra ni  i inteligencj , niezdolno
rozmy lania czy odczuwania czegokolwiek oznacza,  e Bóg wprowadza nas w stan
osch

ci i nocy,  eby samemu dzia

 w naszej g bi, tak jak lekarz, który usypia

chorego, by móc spokojnie pracowa .
Powrócimy jeszcze do tego tematu. Na razie zapami tajmy tyle: je li mimo naszych stara
nie mo emy si  modli , nie ma w nas pi knych my li ani  adnych odczu , nie nale y si

background image

tym smuci . Ofiarujmy Bogu nasze ubóstwo. Taka modlitwa stanie si  przez to bardziej
warto ciowa od tej, która nas samych nape nia a zadowoleniem!  wi ty Franciszek Salezy
modli  si  w ten sposób: „Panie, jestem tylko kawa kiem drewna, pod

 pod niego

ogie !"

background image

Rozdzia  4

Pierwsze stwo mi

ci

Przejd my teraz do drugiej, absolutnie podstawowej zasady: pierwsze stwa mi

ci nad

wszystkim innym.  wi ta Teresa z Avila mówi: „W modlitwie my lnej liczy si  nie to,

eby du o my le , lecz  eby bardzo kocha ".

Ta prawda równie  wyzwala. Czasem nie mo emy my le , nie mo emy medytowa , nic
nie czujemy, a jednak mo emy kocha . Kto , kto jest bardzo zm czony rozproszeniami,
niemal wyczerpany swoj  niezdolno ci  modlitwy, zawsze mo e, zamiast niepokoi  si  i
zniech ca , w pe nej pokoju ufno ci ofiarowa  Panu swoje ubóstwo. Daje t  drog  wyraz
mi

ci i  modli si  w sposób doskona y. Mi

 pozostaje królow , niezale nie od

okoliczno ci, zawsze potrafi mie  ostatnie s owo. „Mi

 czerpie korzy ci ze

wszystkiego, zarówno z dobra, jak ze z a" - lubi a mawia  ma a Teresa, cytuj c  wi tego
Jana od Krzy a. Korzysta zarówno z uczu , jak z osch

ci, zarówno z my li, jak z ich

braku, zarówno z cnoty, jak
z grzechu...
Zasada ta  czy si  z pierwsz , któr  wcze niej omówili my: z pierwsze stwem dzia ania
Bo ego Przed naszym. Najwa niejsze, co mamy robi  w czasie modlitwy wewn trznej, to
kocha . Ale kocha ,
w relacji z Bogiem, oznacza przede wszystkim pozwoli  si  kocha . Nie jest to wcale tak

atwe, jak si  zdaje. Trzeba wierzy  w mi

, a my z tak

atwo ci  w ni  w tpimy.

Trzeba te  zaakceptowa  swoje ubóstwo.
Czasem  atwiej nam przychodzi kocha , ni  pozwoli  si  kocha . Gdy ja jestem tym, kto
daje, kto co  robi, czuj  si  warto ciowy i potrzebny. Pozwoli  si  kocha , to znaczy nic
nie robi , by  niczym. Nasza podstawowa praca w czasie modlitwy wewn trznej polega

nie na tym: nie na my leniu, ofiarowywaniu, robieniu czego  dla Boga, lecz na tym,

by móg  nas kocha  jak ma e dzieci. Pozwoli  Bogu na rado  kochania nas. To jest
trudne. Wymaga mocnej jak  elazo wiary w mi

 Boga. Zak ada te  zgod  na w asne

ubóstwo. Dotykamy tutaj czego  absolutnie podstawowego: prawdziwa mi

 Boga mo e

opiera  si  jedynie na uznaniu pierwsze stwa Jego mi

ci ku nam, na zrozumieniu,  e

zanim cokolwiek uczynimy, mamy przede wszystkim przyjmowa . W tym w

nie

przejawia si  mi

 Boga ku nam,  e nie my umi owali my Boga, ale  e On sam nas

umi owa  (1 J 4,10).
Bóg najbardziej potrzebuje z naszej strony tego pierwszego aktu wiary. On jest podstaw
wszystkich dalszych kroków. Mamy uwierzy ,  e jeste my kochani, pozwoli  si  kocha .
W naszym ubóstwie, tacy jacy jeste my, nie zwa aj c na w asne cnoty czy zas ugi. Je eli
na tym opiera si  nasz stosunek do Boga - jest on prawdziwy. Je li nie - zawsze b dzie
zniekszta cony faryzeizmem i w gruncie rzeczy nie Bóg b dzie w nim zajmowa  pierwsze
miejsce, lecz my sami, nasze dzia anie, nasza warto  czy jeszcze co  innego.
Taki punkt widzenia jest trudny, gdy  wyklucza skupienie si  na w asnej osobie, ale
prowadzi do wyzwolenia. Bóg nie oczekuje w pierwszej kolejno ci naszych dzie ,
czynionego przez nas dobra. Jeste my „s ugami bezu ytecznymi". „Bóg nie potrzebuje na-
szych dzie . Bóg jest spragniony mi

ci" - mówi Teresa od Dzieci tka Jezus. Najbardziej

chce,  eby my si  otworzyli i pozwolili kocha , wierzyli w Jego mi

. To zawsze

mo emy czyni . Kontemplacja w

nie na tym polega. Trwa  w obecno ci Boga, pozwoli

background image

Mu si  kocha . Odpowied  naszej mi

ci przychodzi albo w czasie modlitwy, albo

pó niej. Je li pozwolimy si  kocha , Bóg sam b dzie czyni  w nas dobro i pozwoli nam
wype ni  dobre czyny, które z góry przygotowa , aby my je pe nili (por. Ef 2,10).
Z zasady pierwsze stwa mi

ci wynika,  e powinna ona kierowa  wszystkim, czym

zajmujemy si  w czasie modlitwy wewn trznej. Powinni my robi  to, co roznieca i
umacnia mi

. Pozostaje to jedynym kryterium, pozwalaj cym okre li , czy co  jest

dobre  czy  z e  w  kontemplacji.  Dobre  jest  wszystko,  co  prowadzi  do  mi

ci.  Do

prawdziwej mi

ci oczywi cie, nie tylko uczuciowej... (mimo  e  ywe uczucia s  wa ne,

gdy Bóg nam ich udziela...).
Nasz  w asn  aktywno  powinny tworzy  rozwa ania, akty strzeliste, my li, które
umacniaj  mi

 Boga, pozwalaj  nam Go poznawa , wzrasta  w ufno ci do Niego,

pobudzaj  pragnienie ca kowitego oddania si , nale enia do Niego, s

enia Mu wiernie

jako naszemu jedynemu Panu. Wszystko to, co umacnia mi

 Boga jest dobrym tematem

rozwa ania.

1. D

enie do prostoty

Konsekwencje tego, co przed chwil  powiedzieli my, s  nast puj ce: musimy uwa

,

eby nie „przegada " modlitwy, nie mno

 niepotrzebnie s ów ani rozwa

, w których

wi cej by oby ch ci prze ywania „wzlotów" ni  prawdziwego nawrócenia serca. Czemu

yby wznios e i ciekawe my li na temat tajemnic wiary, nieustannie nowe tematy

rozwa

, obejmuj ce wszystkie prawdy teologiczne i coraz to nowe fragmenty Pisma

wi tego, je li nie wychodziliby my z modlitwy bardziej gotowi odda  si  Bogu i zaprze

samego siebie z mi

ci do Niego? „Kocha  - mówi Teresa od Dzieci tka Jezus - to odda

wszystko, co posiadamy i jeszcze siebie samego". Cho by nawet codzienna kontemplacja
zawiera a tylko t  jedn  my l, do której nieustannie bym powraca : otwiera  serce,  eby
by o zdolne ca kowicie odda  si  Panu, stale umacnia  si  w pragnieniu s

enia Mu -

taka modlitwa by aby skromna, ale o ile  bardziej warto ciowa!
Pozostaj c nadal przy tym temacie, przypomnijmy jedno zdarzenie z  ycia Teresy z
Lisieux. Nied ugo przed  mierci , gdy Teresa le

a bardzo chora, do pokoju wesz a jej

siostra (Matka Agnieszka) i spyta a j : „O czym my lisz?" „O niczym nie my

, nie mog

my le , zbyt mocno cierpi , modl  si ". „I co mówisz Jezusowi?" Teresa odpowiada: „Nic
Mu nie mówi , kocham Go".
Oto najubo sza i najg bsza modlitwa. Prosty akt mi

ci, bez s ów. Powinni my d

 do

prostoty. Przy ko cu drogi nasza kontemplacja nie powinna by  niczym wi cej: nie

owami, rozwa aniami, wielo ci  powtarzanych co chwil  aktów, lecz jednym prostym

aktem mi

ci.  eby doj  do takiej prostoty, potrzeba jednak du o czasu i g bokiej pracy

aski. Grzech uczyni  nas tak skomplikowanymi, tak rozproszonymi... Zapami tajmy to:

warto  modlitwy nie le y w bogactwie my li i prze

 - wprost przeciwnie, im bardziej

przybli a si  do prostego aktu mi

ci, tym wi cej jest warta. Zwykle im bardziej nasze

ycie duchowe si  pog bia, tym staje si  prostsze. Powrócimy do tego, mówi c o

ewolucji modlitwy wewn trznej.
Zanim zako czymy ten temat, chcieliby my ostrzec przed pewnego rodzaju pokus , która
mo e pojawi  si  w czasie kontemplacji. Zdarza si  czasem, gdy si  modlimy,  e w
naszym umy le powstaj  my li, które zadziwiaj  nas swoj  g bi  i pi knem -rodzaj
iluminacji. Mog  dotyczy  Boga, albo naszego  ycia, wspania ych perspektyw, jakie si
przed nami rysuj ... Ten typ my li czy te  ol nie  (które w danej chwili mog  si  nam

background image

wydawa  genialne!) cz sto stanowi pu apk  i trzeba si  mie  wobec nich na baczno ci.
Oczywi cie, nieraz w czasie modlitwy Bóg daje nam g bokie my li i inspiracje. Ale
trzeba wiedzie ,  e niektóre nachodz ce nas my li mog  by  Pokusami. Id c za nimi
oddalamy si  od ubo szej, ale Prawdziwszej obecno ci Boga. My li te wci gaj  nas,
unosz  i cz sto ko czy si  na tym,  e wi ksz  uwag  zwracamy na nie, ni  na samego
Boga. Po sko czonej modlitwie nagle zdajemy sobie spraw ,  e wszystko si  rozproszy o i
niewiele z tego zosta o...

background image

Rozdzia  5

Bóg daje siebie za po rednictwem cz owiecze stwa Jezusa

Po omówieniu pierwsze stwa dzia ania Bo ego i pierwsze stwa mi

ci, przyjrzyjmy si

teraz trzeciej podstawowej zasadzie, która wyró nia kontemplacj  chrze cija sk : Boga
spotykamy w cz owiecze stwie Jezusa.
Modlitwa wewn trzna s

y wej ciu w komuni  z Bogiem. Ale nikt nie zna Boga. W jaki

wi c sposób, dzi ki jakiemu po rednictwu mo emy Go spotka ? Istnieje tylko jeden
jedyny po rednik - Jezus Chrystus - prawdziwy Bóg i prawdziwy cz owiek.
Cz owiecze stwo Jezusa, Syna Bo ego, jest naszym po rednictwem, naszym punktem
oparcia. Dzi ki niemu wiemy z ca  pewno ci ,  e Boga mo na spotka  i z Nim si
zjednoczy .  wi ty Pawe  mówi: W Nim bowiem mieszka ca a Pe nia: Bóstwo, na sposób
cia a (Kol 2,9). Cz owiecze stwo Jezusa jest tym pierwszym sakramentem, dzi ki któremu
Bóstwo staje si  dost pne ludziom.
Jeste my istotami cielesnymi, w kontakcie z rzeczywisto ci  duchow  potrzebujemy
odczuwalnych znaków. Bóg wie o tym i to w

nie t umaczy tajemnic  Wcielenia.

Chcemy dotkn , poczu , zobaczy . Konkretne, dost pne dla naszych zmys ów cz owie-
cze stwo Jezusa jest wyrazem uleg

ci Boga. Bóg wie, z czego zostali my utworzeni.

Wie, jak  mo emy doj  do Niego, dotkn  Go naszymi d

mi. Duchowe sta o si

cielesnym. Jezus jest dla nas drog  do Ojca. Kto Mnie zobaczy , zobaczy  tak e i Ojca -
odpowiada Jezus na pro

 Filipa: Panie, poka  nam Ojca, a to nam wystarczy (J 14,8-9).

Wcielenie to wielka, niezg biona tajemnica. Cz owiecze stwo Jezusa we wszystkich
swych aspektach, nawet tych najpokorniejszych, wygl daj cych na drugorz dne, stanowi
dla nas jakby niezwyk  przestrze  komunii z Bogiem. Ka dy jego  lad, nawet
najmniejszy i najbardziej ukryty, ka de Jego s owo, ka dy czyn i gest, wszystkie etapy
Jego  ycia, od pocz cia w  onie Maryi a  po Wniebowst pienie wprowadzaj  nas, je li
przyjmujemy je z wiar , w komuni  z Ojcem. Kontempluj c cz owiecze stwo Jezusa tak,
jak kontempluje si  bliski sercu krajobraz, jak ksi

 napisan  specjalnie dla nas,

przyjmuj c je w wierze i w mi

ci, nieustannie g biej wchodzimy w komuni  z

niepoznawalnym i niezg bionym Bogiem.
Dlatego chrze cija ska kontemplacja zawsze b dzie w samych swych podstawach opiera
si  na kontakcie z cz owiecze stwem Zbawiciela1. Ró ne formy chrze cija skiej
modlitwy wewn trznej (dalej podamy ich przyk ady) znajduj  swe teologiczne wy-

umaczenie jako szukanie komunii z Bogiem za Po rednictwem którego  z aspektów

cz owiecze stwa Jezusa. Poniewa  cz owiecze stwo Jezusa jest sakramentem,
skutecznym znakiem wi zi cz owieka z Bogiem, wystarczy wej  z nim w wierze w
kontakt,  eby znale

 z Bogiem wi . Berulle pi knie mówi o tym, w jaki sposób

tajemnice  ycia Jezusa prze yte w czasie, pozostaj  dla kontemplatyka tajemnicami

ywymi i o ywiaj cymi:

„Trwanie tych tajemnic tak nale y rozumie : zosta y prze yte w pewnych warunkach, ale
trwaj  i s  wiecznie obecne w inny sposób. Przemin y, je li chodzi o ich dokonanie w
czasie, ale nadal obecna jest ich warto  i warto  ich nigdy nie przeminie, podobnie jak
nigdy nie przeminie mi

, z jak  zosta y dokonane. Trwa wi c ich duch, stan, tre

tajemnicy... Ka e nam to traktowa  tajemnice  ycia Jezusa nie jako co , co przemin o i

background image

zgas o, lecz jako co

ywego i obecnego, do czego my równie  teraz i na ca  wieczno

mamy dost p".
Odnosi si  to na przyk ad do dzieci stwa Jezusa: „Dzieci stwo Syna Bo ego to stan, który
min . Przemin y ju  okoliczno ci owego dzieci stwa, nie ma ju  dziecka, ale istnieje
Boska tajemnica, która trwa w niebie i dzia a poprzez  ask  w duszach ludzi  yj cych na
ziemi, którym Jezus Chrystus chce da  przyst p do tego pierwszego, pokornego stanu
swojego  ycia".
Istniej  tysi ce sposobów,  eby wej  w kontakt z cz owiecze stwem Jezusa. Mo na
kontemplowa  Jego gesty i czyny, medytowa  Jego s owa, ka de zdarzenie Jego
ziemskiego  ycia, przechowywa  je w pami ci. Mo na patrze  na Jego oblicze w ikonie,
adorowa  Jego cia o w Eucharystii, z mi

ci  wymawia  Jego imi  i nosi  je w sercu...

Wszystko to tworzy modlitw , pod warunkiem jedynie,  e nie kieruje nami intelektualna
ciekawo , lecz mi

: Szuka am umi owanego mej duszy (Pnp 3,1).

Tym, co pozwala nam wej  w kontakt z cz owiecze stwem Jezusa, a poprzez nie w
prawdziw  komuni  z niezg bion  tajemnic  Boga, nie jest intelektualna spekulacja, lecz
wiara. Wiara jako cnota teologalna, to znaczy wiara p yn ca z mi

ci. Jedynie ona,  wi ty

Jan od Krzy a podkre la to bardzo mocno, ma moc i si  konieczn ,  eby wprowadzi  nas
w rzeczywiste dzia anie tajemnicy Boga za po rednictwem osoby Chrystusa. Tylko ona
jedna pozwoli nam doj  do g bi poznania Boga. Wiara, która jest przylgni ciem do
osoby Chrystusa. Bóg udziela nam Siebie w Nim.
Dlatego, jak powiedzieli my, uprzywilejowany sposób chrze cija skiej modlitwy
wewn trznej polega na komunii z Jego cz owiecze stwem. My

, spojrzeniem, wol  i

innymi drogami, którym odpowiadaj  ró ne, jak mo na je nazwa , „metody modlitwy".
Klasycznym sposobem rozpoczynania modlitwy, przynajmniej na Zachodzie, jest
post powanie wed ug takiej na przyk ad rady  wi tej Teresy z Avila: staraj si

 w

towarzystwie Jezusa, przestawaj z Nim jak z Przyjacielem, rozmawiaj z Nim, s uchaj...
 "[Dusza] mo e stawia  siebie w obecno ci Chrystusa, jakby Go widzia a na oczy i
przyucza  si  woli do coraz gor tszego rozmi owania si  w  wi tym Cz owiecze stwie
Jego, i trzyma  si  ustawicznie towarzystwa Jego;
z Nim rozmawia  i prosi  Go Pomoc w potrzebach swoich, cieszy  si  z Nim w
pociechach swoich, by snad  dla tych pociech  o  Nim nie zapomnia a; a w tych swoich z
Nim rozmowach niech si  nie wysila na sztucznie u

one modlitwy, ale w prostych

owach niech Mu mówi, co czuje, czego pragnie, czego potrzebuje. Jest to doskona y

sposób do wysokiego w krótkim czasie post pu, i kto usilnie si  stara o to, aby zawsze
pozostawa  w tym najdro szym towarzystwie, korzysta  z niego, ile zdo a i naprawd
umi owa  tego Pana, któremu tyle zawdzi czamy, ten, moim zdaniem, daleko ju  po-
st pi "2
Powrócimy jeszcze do tematu i podamy dalsze przyk ady.

background image

Rozdzia  6

Bóg mieszka w naszym sercu

Chcieliby my si  teraz skupi  na czwartej zasadzie teologicznej, która mo e by
niezwykle pomocna w modlitwie wewn trznej. Chcemy wej  poprzez ni  w Bo
obecno . Bóg jest obecny na wiele sposobów, wyja nia to wielo  form modlitwy.
Mo na kontemplowa  Go w stworzeniu, adorowa  w Eucharystii, medytowa  Jego
obecno  w s owach Pisma  wi tego itd.
Ale istnieje jeszcze jeden rodzaj obecno ci Bo ej i dla modlitwy wewn trznej ma on
kapitalne znaczenie: obecno  Boga w naszym sercu.
Tak samo jak inne rodzaje obecno ci, obecno  Boga wewn trz nas nie jest przede
wszystkim przedmiotem do wiadczenia (mo e si  nim sta  z czasem, przynajmniej w
chwilach  aski...), ale przedmiotem wiary. Niezale nie od tego, czy j  odczuwamy, czy te
nie, wiemy z ca  pewno ci  wiary,  e Bóg mieszka w g bi serca ka dego cz owieka.
Czy  nie wiecie,  e cia o wasze jest  wi tyni  Ducha  wi tego? (1 Kor 6,19).  wi ta
Teresa z Avila opowiada,  e zrozumienie tej prawdy teologicznej by o faktem, który
ca kowicie przemieni  jej modlitw :
,,Gdybym wówczas by a zna a t  prawd , tak jak dzisiaj j  znam,  e w tym maluczkim
pa acu duszy mojej tak
wielki mieszka Król, snad  nie by abym Go cz sto zostawia a samego, by abym cho
niekiedy dotrzymywa a Mu towarzystwa, a szczególnie by abym pilniej stara a si  o to,
aby ten pa ac Jego nie by  tak za miecony. Jaki  to dziw niepoj ty,  e Ten, którego
wielko ci tysi ce  wiatów nie ogarnie, zamyka si  w takim ciasnym przybytku, jakim jest
dusza nasza! Ale i w tym zamkni ciu jest wolny, bo b

c Panem wszechw adnym,

wsz dzie jest niezale ny, tylko  e dla takiej wielkiej mi

ci, jak  nas mi uje,

przystosowuje si  do miary naszej" 1.
Wewn trzne skupienie, zej cie w g b siebie - ca y ten aspekt kontemplacji w

nie tutaj

ma swoje  ród o. Inaczej bowiem skupienie by oby tylko skupieniem na sobie samym.
Chrze cija skie „schodzenie w g b siebie" ma sens, poniewa  w swym najtajniejszym
wn trzu odnajdujemy Boga „bli szego nam ni  my sami" - wed ug s ów  wi tego
Augustyna. Bóg mieszka w nas, dzi ki  asce Ducha  wi tego. „Najg bsze centrum duszy
- mówi Jan od Krzy a - to Bóg".
Ta prawda stanowi podstaw  tej formy modlitwy wewn trznej, jak  jest „modlitwa serca".
Schodz c z wiar  w g b w asnego serca, cz owiek odnajduje mieszkaj cego tam Boga. W
kontemplacji szukamy Boga, b

cego „zupe nie Innym", szukamy Go na zewn trz, jakby

poza nami. Ale jest te  w chrze cija skiej modlitwie miejsce dla tego ruchu, który kieruje
nas ku wn trzu, w g b w asnego serca,  eby spotyka  tam Jezusa niezwykle bliskiego,
niezwykle w ten sposób dost pnego.
Któ  dla nas wst pi do nieba i przyniesie nam [S owo] (...). Któ  dla nas uda si  za morze
(...).  S owo  to  bowiem  jest  bardzo  blisko  ciebie:  w  twych  ustach  i  na  twoim  sercu  (Pwt
30,12-14).
„Czy ma y to b dzie, s dzicie dla duszy roztargnionej po ytek, gdy zrozumie t  prawd  i
przekona si ,  e na to, aby mog a rozmawia  z Boskim Ojcem swoim cieszy  si
obecno ci  Jego, nie ma potrzeby wzlatywa  a  do nieba ani modli  si  g

no? On

bowiem tak blisko jest,  e i bez g osu j  us yszy; nie potrzeba jej skrzyde , aby lata a

background image

szukaj c Go, ale do  jej uda  si  na samotno  i patrze , i ogl da  Go obecnego we

asnym jej wn trzu. I nie oddalaj c si  od tego Go cia tak drogiego, z pokor  najg bsz

mówi  do Niego jak do Ojca, prosi  Go jak Ojca i cieszy  si  Nim jak Ojcem, czuj c i
uznaj c siebie niegodn  zwa  si  córk  Jego"2.
Gdy nie wiemy, w jaki sposób si  modli , spróbujmy po prostu skupi  si , wyciszy ,
wej  do w asnego serca, zej  w g b i przez wiar  spotka  mieszkaj cego tam Jezusa.
Spróbujmy z Nim pozosta . Nie zostawiajmy Go samego, b

my z Nim najcz ciej, jak

tylko mo emy. Je li wytrwamy w takim  wiczeniu, wkrótce odkryjemy rzeczywisto ,
któr  chrze cijanie Wschodu nazywaj  „miejscem serca"; „wewn trzn  cel ", by u

zyka  wi tej Katarzyny ze Sieny, owo centrum osoby, które Bóg ustanowi ,  eby si  w

nim z nami spotyka . Zawsze mo emy Go tam zasta . Ta wewn trzna przestrze  komunii
naprawd  istnieje, zosta a nam dana, ale ogromna wi kszo  ludzi nawet tego nie
podejrzewa. Nigdy tam nie byli, nigdy nie zeszli do tego ogrodu, nie próbowali jego
owoców. Ci, którzy odkryli Królestwo Bo e we w asnym wn trzu nale

 do szcz liwych,

ich  ycie b dzie od tej pory inne.
To prawda,  e serce cz owieka jest przepa ci  n dzy i grzechu. Ale na samym jej dnie
mieszka Bóg.  wi ta Teresa z Avila pos uguje si  obrazem, w którym porównuje
cz owieka oddaj cego si  modlitwie do kogo , kto czerpie wod  ze studni. Zarzuca wiadro
i pocz tkowo wydobywa jedynie szlam. Ale je li nie straci zaufania i wytrwa, którego
dnia dob dzie najczystsz  wod . Znajdzie j  w swoim w asnym sercu. Je li kto  jest
spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie i pije! Jak rzek o Pismo: Strumienie wody

ywej pop yn  z jego wn trza (J 7,37-38).

Stanie si  to w naszym  yciu czym  bardzo wa nym. Je li dzi ki modlitwie wewn trznej
odkryjemy owo „miejsce serca", nasze my li, wybory i dzia anie, które cz sto pochodz  z
bardzo powierzchownej strefy osobowo ci (niepokoju, zdenerwowania, przyzwyczaje ...),
zaczn  poma u wyp ywa  z tego g bokiego centrum duszy, gdzie jeste my zjednoczeni z
Bogiem. Poznamy nowy sposób bycia; dzi ki temu,  e wszystko zacznie pochodzi  z
jednego  ród a, staniemy si  wolni.
Omówili my wi c cztery g ówne zasady, które powinny kierowa  nami w czasie modlitwy
wewn trznej: pierwsze stwo dzia ania  aski, pierwsze stwo mi

ci, cz owiecze stwo

Jezusa jako przestrze  komunii z Bogiem i wreszcie mieszkanie Boga w naszych sercach.
Zasady te powinny s

 jako sta e punkty odniesienia.

Ale, tak jak to ju  zapowiadali my,  eby zrozumie  istot  modlitwy, musimy zdawa
sobie spraw  z jej ewolucji, z istnienia w  yciu duchowym okre lonych etapów.
Przejdziemy teraz do tego w

nie tematu.

background image

CZ

 TRZECIA

Etapy modlitwy wewn trznej

Rozdzia  1

Droga od rozumu do serca

Modlitwa wewn trzna nie jest rzeczywisto ci  statyczn . Rozpoczyna si  i przechodzi
kolejne etapy (nie zawsze zreszt  biegn ce po linii prostej, wyst puj  w niej skoki i
powroty).
Autorzy pisz cy o kontemplacji maj  zwyczaj wyró nia  poszczególne etapy rozwoju
modlitwy na drodze do zjednoczenia duszy z Bogiem. Ró nie je nazywaj  i klasyfikuj .

wi ta Teresa z Avila b dzie mówi  o siedmiu „mieszkaniach", kto inny wyró ni trzy

okresy (oczyszczenie, o wiecenie, zjednoczenie). Jeszcze inni autorzy przyjmuj
nast puj

 kolejno : medytacja, modlitwa uczu , kontemplacja prostego „spojrzenia",

modlitwa ukojenia, u pienie w adz, porwanie, ekstaza.
Nie chcemy zag bia  si  w szczegó owe rozró nienia etapów kontemplacji,  ask
mistycznych (s  one znacznie cz stsze ni  mo e si  to wydawa  wi kszo ci ludzi) i
napotykanych pokus. Odsy amy do bardziej kompetentnych autorów. Tym, do których
kierujemy t  ksi

, raczej nie b dzie to potrzebne. Dodajmy tylko,  e podobnych

schematów opisuj cych drog  modlitwy nigdy nie nale y traktowa  zbyt dos ownie. Nie

 one  adn  obowi zuj

 regu  zw aszcza w naszych czasach. Boska M dro  wydaje

si  znajdowa  przyjemno  w burzeniu klasycznych praw, które mia y kierowa

yciem

duchowym. To powiedziawszy, musimy jednak okre li , na czym polega, naszym
zdaniem, owa ewolucja, owa podstawowa przemiana, która dokonuje si  w trakcie
modlitwy wewn trznej. Wszystkie dalsze zmiany s  tylko jej pochodnymi. Wst pnie ju
zreszt  o tym mówili my.
Ewolucja ta ma ró ne nazwy, zale nie od duchowej tradycji, z jakiej si  wywodzi. S dz
jednak,  e odnajdujemy j  wsz dzie, nawet gdy proponowane drogi bardzo ró ni  si  od
siebie. Na Zachodzie, na przyk ad, zwyczajowo rozpoczyna si  (a raczej rozpoczyna o,
gdy  dzi  przyst puje si  do modlitwy w bardzo ró ny sposób) od medytacji, a nast pnie
mówi si  o przechodzeniu od medytacji do kontemplacji.  wi ty Jan od Krzy a obszernie
opisuje w

nie ten przej ciowy etap i kryteria, które pozwalaj  go rozpozna .

Wschodnia tradycja modlitwy Jezusa (nazywanej te  modlitw  serca) zosta a u nas
ostatnio spopularyzowana dzi ki ksi ce Recit d'un pelerin russe (Opowie ci pielgrzyma -
przyp. t um.)11. Wychodzi ona od nieustannego powtarzania krótkiej formu y zawieraj -
cej imi  Jezus2, co prowadzi po jakim  czasie do zej cia modlitwy z „g owy" w g b
serca.
W istocie chodzi o ten sam fenomen, t  sam  przemian . Mo na j  opisywa  równie  jako
coraz wi ksz  prostot  modlitwy, jako przej cie od modlitwy „aktywnej" do coraz
bardziej „biernej". U ró nych osób, zale nie od ich duchowej drogi, mo e si  to ró nie
wyra

 i przybiera  ró ne formy.

Na  czym  polega  ta  przemiana?  Jest  ona  darem,  którego  Bóg  udziela  temu,  kto  Go
wytrwale oczekuje, darem, którym jest wy cznie  aska i w  aden sposób nie mo e zosta
„osi gni ty", mimo  e wierno  odgrywa tutaj ogromn  rol , przyspiesza i u atwia

background image

przyj cie tego daru. Czasem mo na go otrzyma  bardzo szybko, zaledwie po kilku latach
modlitwy, a czasem nigdy nie by  gotowym na jego przyj cie. Zostaje dany w taki sposób,

e pocz tkowo prawie si  go nie zauwa a. Pojawia si  stopniowo, czasami znika.

Charakteryzuje go to,  e pozwala przej  od modlitwy, w której dominowa a ludzka
aktywno  - powtarzanie jakiej  formu y, jak w przypadku modlitwy Jezusa; dyskursywna
praca umys u w medytacji, gdy wybieramy jaki  temat i tekst i pos ugujemy si
wyobra ni , anga ujemy uczucia, wyci gamy z rozwa

 wnioski - do modlitwy, w której

dominuj ce staje si  dzia anie Boga, a duszy pozostaje poddawanie si  temu dzia aniu,
trwanie w postawie prostoty, oddania, spokojnego, mi osnego skupienia.
W modlitwie Jezusa do wiadcza si  tego,  e w pewnym momencie zaczyna ona sama

yn  z serca, wprowadzaj c ca  osob  w stan pokoju, ukojenia i mi

ci. W medytacji

wej cie w ten nowy etap przewa nie poprzedza osch

, niezdolno  rozmy lania,

pragnienie,  eby nic nie robi , tylko trwa  tak przed Bogiem. To „nic nie robi " nie
oznacza inercji ani duchowego lenistwa, lecz mi osne oddanie.
     Zmian  t  nale y przyj  jako wielk

ask , nawet je li tych, którzy przyzwyczaili si

du o Panu mówi  czy te  medytowa  i znajdowa  w tym zadowolenie,  aska ta
pocz tkowo zbija z tropu. Dusza odnosi wra enie,  e si  cofa,  e przesta a si  modli . Nie
mo e ju  si  modli  w taki sposób, do jakiego jest przyzwyczajona, pos uguj c si
inteligencj , wyobra ni , opieraj c na uczuciach.

wi ty Jan od Krzy a bardzo mocno zwraca  na to uwag . Czasem nawet zmuszony by

karci  takich kierowników duchowych, którzy nic z tego nie rozumieli 3. Przekonywa
dusze, które dost puj  tej  aski,  eby z rado ci  j  przyj y. T umaczy ,  e to zubo enie
staje si  ich prawdziwym bogactwem, i  eby nie stara y si  za wszelk  cen  wraca  do
medytacji. Maj  zapomnie  o sobie, zadowoli  si  trwaniem przed Bogiem w prostocie, w
spokojnym, mi osnym oczekiwaniu.

1. Zubo enie staje si  bogactwem ?

Dlaczego przej cie do tego nowego etapu stanowi tak wielk

ask ?

Powód jest bardzo wa ny, a jednocze nie bardzo prosty i  wi ty Jan od Krzy a dobrze go
wyja nia. Wszystko, co mo emy obj  umys em - to nie jest jeszcze Bóg - wszystko co
mo emy wyobrazi  sobie lub odczu  - to nie jest jeszcze Bóg! Bóg jest niesko czenie
wi kszy ni  to wszystko, jest niesko czenie ró ny od jakiegokolwiek obrazu, jaki
mogliby my sobie stworzy  naszym sposobem rozumowania czy odczuwania. Natomiast
nie jest „wi kszy" ni  wiara, nie jest „ponad" mi

ci . Wiara pozostaje jedynym

dost pnym  rodkiem zdolnym po czy  nas z Bogiem, uczy doktor Ko cio a. To znaczy
jedynym aktem, dzi ki któremu mamy kontakt z rzeczywist , realn  obecno ci  Boga.
Wiara, rozumiana jako prosty, pe en mi

ci ruch przylgni cia do Boga, który objawia i

udziela Siebie w Jezusie.
By  mo e,  eby doj  do Boga, trzeba na pocz tku pos ugiwa  si  w modlitwie
rozmy laniem, refleksj , wyobra ni , odczuwaniem. Jak d ugo jest nam z tym dobrze,
pomaga nam to, s

y nawróceniu, umacnia wiar  i mi

, nale y si  tym wszystkim

pos ugiwa . Ale  rodkami opartymi na naszej w asnej aktywno ci nie mo emy doj  do
istoty Boga, poniewa  On jest niesko czenie ponad nasz  inteligencj  i naszymi
uczuciami. Jedyna tylko wiara, pobudzana przez mi

, daje dost p do samego Boga. Ale

wiara ta mo e wyrazi  si  w pe ni za cen  oderwania od tego, co odczuwalne. Dlatego w

background image

pewnych okresach Bóg wyra nie si  wycofuje, w taki sposób,  eby pozosta a tylko wiara,
a inne w adze by y jakby niezdolne do dzia ania.
Wówczas, gdy dusza nic ju  nie my li, nie opiera si  ju  na wyobra eniach, nie odczuwa
nic szczególnego, ale trwa po prostu w postawie mi osnego oczekiwania, nawet je li ta
dusza nic nie zauwa a, ma wra enie,  e nic nie robi i  e nic si  nie dzieje, w tym w

nie

ukryciu dochodzi do znacznie g bszego, znacznie bardziej substancjalnego kontaktu i
spotkania z Bogiem.
      

Modlitwa  wewn trzna przestaje by   dzie em cz owieka, który  mówi co  do  Boga,

pos uguje si  inteligencj  i  innymi  swoimi  w adzami,  a staje si  pewnego rodzaju,
bardzo g bokim „wylaniem" mi

ci, czasami odczuwalnym, za  innym razem nie. Bóg

i dusza spotykaj  si  z sob . Na tym, wed ug  wi tego Jana od Krzy a, polega
kontemplacja - jest ona „wlanym", ukrytym, pe nym pokoju i mi

ci kontaktem z samym

Bogiem.
W  ruchu,  który  staje  si   niemal  bezruchem  dzi ki  dzia aniu  Ducha   wi tego  w  duszy,
istota Boga jakby w ni  przep ywa, a dusza ca a zanurza si  w Bogu.
Nie sposób odda  tego s owami. A jednak wiele osób do wiadcza tego w modlitwie
wewn trznej, cho  cz sto nie w pe ni  wiadomie. Tak jak Jourdain nie wiedzia ,  e tworzy
proz , tak wiele prostych osób nie zdaje sobie sprawy z g bi w asnej modlitwy i z tego,  e

 kontemplatykami. Tak jest zreszt  niew tpliwie lepiej.

Niezale nie od punktu wyj cia modlitwy wewn trznej, a jak ju  mówili my mo e on by
bardzo ró ny, Pan wiele osób pragnie doprowadzi  do tego kresu czy te  cho by do tego
etapu przej ciowego. Dalej istnieje jeszcze wiele wy szych stopni, na które Duch  wi ty
mo e cz owieka wprowadzi , wiele  ask, których nie b dziemy tutaj omawia .
Ogromnie ciekawy jest fakt,  e w tradycjach tak od siebie odleg ych jak „modlitwa
Jezusa" i tej, której przedstawicielem jest  wi ty Jan od Krzy a - cho  proponuje si  tak
ró ne drogi - gdy chodzi o opisy  ask kontemplacji, do której te drogi prowadz , spotyka
si  niemal identyczne wyra enia. Gdy  wi ty Jan od Krzy a opisuje kontemplacj , na
przyk ad, jako „s odki oddech mi

ci" 4, wydaje nam si ,  e mamy do czynienia z

zykiem Filokalii5.

background image

Rozdzia  2

Rana serca

Podamy teraz kilka uwag, które b

 podsumowaniem tego, co powiedzieli my w

poprzednich rozdzia ach: pierwsze stwo mi

ci, kontemplacja, modlitwa serca,

cz owiecze stwo Jezusa...
Do wiadczenie pokazuje,  e aby naprawd  wej  w g b modlitwy, trzeba zosta
wprowadzonym w stan bierno ci, w którym Bóg i dusza spotykaj  si  w ukryciu, trzeba
te ,  eby nasze serce zosta o zranione... Zranione mi

ci  Boga, zranione pragnieniem

Ukochanego. Modlitwa mo e naprawd  zej  w g b i tam pozosta  jedynie za cen
takiego zranienia. Bóg musi nas dotkn

 na poziomie na tyle g bokim,  eby my ca

nasz  istot  nie mogli ju  si  bez Niego obej . Bez tej rany mi

ci nasza modlitwa pozo-

stanie jedynie intelektualnym albo pobo nym  wiczeniem, nigdy nie stanie si  g bok
komuni  z Tym, kto pozwoli,  eby Jego serce zosta o przebite, zranione z mi

ci do nas.

Mówili my o cz owiecze stwie Jezusa jako po rednictwie pomi dzy nami a Bogiem.
Najwa niejszym miejscem ludzkiego cia a Jezusa jest Jego zranione serce. Zosta o ono
otwarte,  eby Boska mi

 mog a wyp yn ,  eby my dzi ki temu mieli bezpo redni

dost p do Boga. Nie mo emy czerpa  ze rojów Jego mi

ci, je li nasze serce nie zosta o

otwarte podobn  ran . Dopiero wówczas mo e naprawd  doj  do spotkania w mi

ci, co

stanowi przecie  jedyny cel kontemplacji. Wtedy staje si  ona tym, czym powinna by :
trwaniem serca w Sercu.
Ran , z której wyp ywa w nas mi

, mo emy odczuwa  w ró ny sposób: jako

pragnienie, niespokojne poszukiwanie Ukochanego,  al i ból z powodu grzechu, jako
agoni  nieobecno ci. Mo e z niej p yn  zalewaj ca dusz  b ogo , niewyra alne szcz -
cie, ale mo e te  by  ogniem pe nym  aru i bólu. Uczyni z nas istoty na zawsze
naznaczone przez Boga, nieznajduj ce w  yciu innego zadowolenia ni

ycie w Nim.

Pan, objawiaj c si  nam, chce nas oczywi cie uzdrawia . Uzdrawia  z naszego
rozgoryczenia, b dów, prawdziwego lub fa szywego poczucia winy, z tego, co w nas
zatwardzia e... Wiemy o tym i mamy nadziej ,  e wszystko to uzdrowi. Ale powinni my
zrozumie ,  e w pewnym sensie bardziej zale y Mu na tym,  eby nas zrani  ni  uzdrowi .
Rani c nas coraz g biej, przygotowuje nasze prawdziwe uzdrowienie. Niezale nie od
tego, jak  postaw  Bóg obiera wzgl dem nas, czy wydaje si  niezwykle bliski czy te
bardzo daleki, czu y czy te  oboj tny (w modlitwie wewn trznej mo liwe s  wszystkie te
zmiany), Jego cel jest zawsze taki sam: zrani  nas g biej mi

ci .

W Traktacie o Mi

ci Bo ej Franciszka Salezego znajduje si  pi kny rozdzia , w którym

wi ty ukazuje, jak Bóg na ró ne sposoby zbli a si ,  eby zrani  dusz  mi

ci . Gdy

wydaje si ,  e Bóg nas opu ci , zostawi  nas samych z naszymi problemami, w osch

ci,

czyni to po to, by  ywiej nas dotkn .
„Biedna dusza, raczej gotowa jest zgin  ni  obrazi  Boga, nie odczuwa pomimo to  aru,
a wr cz przeciwnie - niezwyk  osch

, która powoduje,  e ca a jest jakby odr twia a i

od czasu do czasu popada w bardzo wyra ne b dy. Taka dusza zostaje bardzo g boko
zraniona. Wydaje jej si ,  e Bóg nie widzi, jak bardzo Go kocha, skoro porzuca j  jak
stworzenie, które do Niego nie nale y. W swoich strapieniach, rozproszeniu i osch

ci

dzi,  e Pan kieruje do niej wymówk : «Jak mo esz mówi ,  e Mnie kochasz, skoro

twoja dusza jest daleko ode Mnie?» Te s owa rani  jej serce jak strza a, ale ten ból

background image

pochodzi z mi

ci; gdyby nie kocha a, nie by aby tak zgn biona na sam  my l o braku

mi

ci". Bóg mocniej nas nieraz rani, pozostawiaj c w ubóstwie, ni  uzdrawiaj c!

Mniej zale y Mu na tym,  eby my byli doskonali, a bardziej,  eby nas z Sob  zwi za .
Doskona

 (przynajmniej wed ug naszych wyobra

...) uczyni aby nas

samowystarczalnymi i niezale nymi, podczas gdy zranienie sprawia,  e jeste my ubodzy,
a to prowadzi do komunii z Nim. Jedynie ta komunia si  liczy. Nie to, by osi gn  idealn
doskona

, lecz to, by nie móc si  obej  bez Boga, by  zwi zanym z Nim nieustannie,

zarówno w cnocie, jak w ubóstwie. W taki sposób,  eby Jego mi

 bez przerwy mog a

sp ywa  na nas,  eby my  yli w nieustannej konieczno ci oddawania si  Jemu, poniewa
to pozostaje Jedynym dla nas rozwi zaniem.
Ta prawda wyja nia bardzo wiele z naszego  ycia duchowego. T umaczy dlaczego Jezus
nie uwolni  Paw a od jego o cienia dla cia a, od owego wys annika Szatana, który go
policzkowa , lecz odpowiedzia  mu: Wystarczy ci mojej  aski. Moc bowiem w s abo ci si
doskonali (por. 2 Kor 12,7-9).
Wyja nia te , dlaczego mali i ubodzy, zranieni przez  ycie, cz sto otrzymuj

aski

modlitwy wewn trznej, których nie spotykamy u bogatych.

1. Modlitwa wewn trzn  - trwa  z otwarta ran

Modlitwa wewn trzna to trwanie z otwart  ran  mi

ci, trwanie, które nie pozwala jej si

zasklepi . Ta prawda powinna nas prowadzi  i mówi  nam, jak  postaw  mamy przyj

 w

czasie modlitwy. Gdy czujemy,  e rana mo e si  zamkn ,  e grozi nam rutyna, lenistwo,
utrata pierwszej mi

ci, wówczas trzeba dzia

, trzeba si  obudzi , obudzi  serce,

ywaj c wszelkich mo liwych  rodków: medytacji, rozmy lania. Trzeba uczyni  wysi ek

i pos uguj c si  przeno ni

wi tej Teresy z Avila, i  tak daleko, jak tylko mo emy o

asnych si ach, aby zaczerpn  brakuj cej wody. Pan zlituje si  nad nami i pozwoli nam

zap aka 1. Nieraz b dzie to wymaga  trudu: Wstan , po mie cie chodzi  b

, w ród ulic

i placów, szuka  b

 ukochanego mej duszy (Pnp 3,2).

Gdy serce pozostaje stale otwarte, mi

 mo e p yn  bez przeszkód - czasem

gwa townie, a czasami niezwykle  agodnie. Mówili my ju ,  e poruszenia Boskiej mi

ci

bywaj  niemal nieodczuwalne. Mi

 mo e p yn , poniewa  serce pozostaje obudzone,

czujne: Ja  pi , lecz serce me czuwa (Pnp 5,2). Nale y wówczas po prostu oddawa  si
temu przep ywowi, nie robi c nic innego, przyzwalaj c na , lub robi c tylko to, co w
sposób naturalny sama mi

 podpowiada nam jako odpowied .

Mówili my ju ,  e pocz tek modlitwy mo e by  bardzo ró ny. Wspomnieli my o
medytacji oraz o modlitwie Jezusa; s  to tylko przyk ady. My

,  e zw aszcza dzisiaj, w

naszym tak szczególnym wieku, gdy jeste my tak zranieni, gdy Bóg tak bardzo si

pieszy, tradycyjny uk ad nast powania po sobie kolejnych etapów  ycia duchowego

nieraz zostaje zburzony. Bardzo cz sto ludzie zostaj  zanurzeni w g bok  modlitw
wewn trzn  zupe nie nagle, bez  adnego przygotowania. Dzi ki  asce nawrócenia, wyla-
niu darów Ducha  wi tego w Odnowie Charyzmatycznej (lub gdzie indziej!), dzi ki
jakiemu  opatrzno ciowemu wydarzeniu, w którym Bóg do nich przemówi , otrzymuj
ow  ran  niemal natychmiast. To, co wówczas od nich zale y w modlitwie, to by  jej
wiernym, trwa  w wewn trznym dialogu z Tym, który ich dotkn , pozostawi  ran
otwart , nie pozwalaj c,  eby si  zasklepi a, gdy mocne prze ycie spotkania Boga nieco
si  oddali i zapomn  o tym, co si  sta o, Pogr aj c si  poma u w rutynie, zapomnieniu,
zw tpieniu...

background image

Rozdzia  3

Nasze serca i serce Ko cio a

Ko cz c t  cz

, chcemy powiedzie  o ko cielnym wymiarze modlitwy wewn trznej.

Przede wszystkim dlatego,  e jest to wyj tkowo pi kna tajemnica i wielu osobom mo e
pomóc wytrwa  w kontemplacji. Poza tym nie chcemy,  eby czytelnik odniós  wra enie -
ca kowicie mylne -  e tak istotny sk adnik  ycia chrze cija skiego, jak jego wymiar
eklezjalny, jest nieobecny, czy te  marginalny w modlitwie wewn trznej. Wr cz
przeciwnie, pomi dzy  yciem Ko cio a z jego uniwersaln  misj , a tym, co rozgrywa si
w samotno ci pomi dzy dusz  a Bogiem, istnieje niezwykle g boki, cho  cz sto
niewidzialny zwi zek. Nie bez powodu patronk  misji og oszono karmelitank , która
nigdy nie wysz a poza mury klasztoru.
Wi

cz ca kontemplacj  i misj , to, w jaki sposób kontemplacja zakorzenia nas w

misterium Ko cio a i w tajemnicy obcowania  wi tych, to wielki, osobny temat.

asce modlitwy wewn trznej zawsze towarzyszy g bsze wej cie w tajemnic  Ko cio a.

Bardzo wyra nie to wida  w tradycji karmelita skiej, w jakim  sensie najbardziej przecie
kontemplacyjnej. Karmel najmocniej poszukuje zjednoczenia z Bogiem na drodze
modlitwy wewn trznej, która mo e si  wydawa  czysto indywidualna. A jednocze nie

nie tutaj spotykamy najja niej wyra on  wi  pomi dzy kontemplacj  a tajemnic

Ko cio a. Nie pojmuje si  jej kryteriach natychmiastowej, dost pnej nam skuteczno ci,
lecz w ca ej jej mistycznej, ukrytej przed nami g bi. Wi  ta jest niezwykle prosta, ale

boka, gdy  opiera si  na mi

ci. W tym, co dzieje si  pomi dzy dusz  a Bogiem

chodzi o mi

... W eklezjologii zgodnej z nauk  wielkich przedstawicieli Karmelu tym,

co tworzy istot  tajemnicy Ko cio a równie  jest mi

. Obydwie, ta, która jednoczy

dusz  z Bogiem i ta, tworz ca najg bsz  rzeczywisto  Ko cio a, s  jednym i tym samym
darem Ducha  wi tego.

wi ta Teresa z Avila umiera ze s owami: „Jestem córk  Ko cio a". Zak ada a swoje

karmele, popycha a siostry w kierunku kontemplacji przede wszystkim w odpowiedzi na
potrzeby Ko cio a swojego czasu. By a wstrz ni ta spustoszeniami, jakie nios a za sob
reformacja oraz opisywanymi przez konkwistadorów poga skimi ludami, nie znaj cymi
Chrystusa. „ wiat p onie, nie czas zajmowa  si  ma o wa nymi drobiazgami".

wi ty Jan od Krzy a twierdzi z ca ym przekonaniem,  e bezinteresowna mi

 Boga

przyj ta w modlitwie wewn trznej jest tym, co przynosi Ko cio owi najwi cej korzy ci,
tym, czego on w gruncie rzeczy najbardziej potrzebuje: „Akt czystej mi

ci przynosi

Ko cio owi wi cej po ytku ni  wszystkie dzie a  wiata".
Najpi kniej i najg biej opisuje wi  pomi dzy osobow  mi

ci  Boga w modlitwie a

tajemnic  Ko cio a  wi ta Teresa od Dzieci tka Jezus. Wst puje do Karmelu, „ eby si
modli  za kap anów i za wielkich grzeszników". Najwi kszym prze yciem jej  ycia staje
si  odkrycie w asnego powo ania. Poci gaj  j  wszystkie typy powo

, poniewa  chce

kocha  Jezusa a  do szale stwa i s

 Mu na wszelkie mo liwe sposoby. Nadmierne

pragnienia staj  si  dla niej m czarni . Odnajduje pokój dopiero, gdy Pismo  wi te
pozwala jej zrozumie ,  e najwi ksza pos uga, jak  mo e odda  Ko cio owi, taka, która
zawiera w sobie wszystkie inne powo ania - to podtrzyma  w sobie ogie  mi

ci: „gdyby

przypadkiem zabrak o Mi

ci, Aposto owie przestaliby g osi  Ewangeli , M czennicy nie

background image

chcieliby przelewa  krwi. (...) W sercu Ko cio a, mojej Matki, b

 Mi

ci ... W ten

sposób b

 wszystkim i moje marzenie zostanie spe nione!!!..."'

yje t  tajemnic  przede wszystkim w modlitwie wewn trznej:

„Czuj ,  e im wi cej ogie  mi

ci ogarnia moje serce, tym mocniej wo

 b

:

«Poci gnij mnie», tym szybciej dusze z czone ze mn  (biedn  ma  okruszyn
niepotrzebnego  elaza, gdybym si  tylko oddali a od Boskiego ogniska) pobiegn  do
wonno ci olejków Umi owanego; bo dusza ogarni ta mi

ci  nie mo e by  bezczynna,

cho  niew tpliwie znajduje si  - jak  w. Magdalena - u stóp Jezusa, s uchaj c Jego

odkiego i p omiennego g osu. Na pozór nic nie czyni c, w rzeczywisto ci czyni daleko

wi cej ni  Marta, która si  troszczy a o wiele rzeczy i chcia a jeszcze, by j  siostra
na ladowa a. (...) Rozumieli to wszyscy  wi ci, a najlepiej mo e ci, którzy na ca y  wiat
roznie li  wiat o nauki ewangelicznej. Czy

w. Pawe , Augustyn, Jan od Krzy a, Tomasz

z Akwinu, Franciszek, Dominik i tylu innych wybitnych Przyjació  Boga, nie w modlitwie
czerpali ow  m dro  Bo , wprawiaj

 w zdumienie najwi kszych geniuszy? Pewien

drzec powiedzia : «Dajcie mi d wigni  i punkt oparcia, a rusz  z posad ziemi ». To,

czego Archimedes nie móg  osi gn , poniewa  pro by swej nie kierowa  do Boga i mia
na my li czynno  wy cznie materialn , to  wi ci w ca ej pe ni otrzymali. Wszechmocny
da  im za punkt oparcia SAMEGO SIEBIE I TYLKO SIEBIE; za d wigni : modlitw ,
która wznieca ogie  mi

ci. W ten sposób pod wign li oni  wiat; w ten sposób d wigaj

go  wi ci, którzy jeszcze tocz  boje, i w ten sposób d wiga  go b

 ci, którzy po nich

 nast powa  a  do sko czenia  wiata"

ycie Teresy jest dla nas tajemnic . Przez ca e  ycie pragn a tylko jednej jedynej rzeczy -

trwa  sercem w Sercu Jezusa. Ale im g biej wchodzi w to przebywanie sercem w Sercu
Jezusa, im mocniej opiera si  na Jego mi

ci, tym bardziej jej serce rozszerza si  i

wzrasta w mi

ci Ko cio a, staje si  tak wielkie jak mistyczny Ko ció , przekraczaj c

Przestrze  i czass. Im g biej Teresa  yje w modlitwie swoim powo aniem mi

ci Jezusa,

tym bardziej wchodzi od wewn trz w tajemnic  Ko cio a. Jest to bowiem jedyna droga,
która umo liwia prawdziwe zrozumienie Ko cio a. Kto , kto nie prze

 g bokiego

kontaktu z Bogiem w modlitwie wewn trznej, nigdy nie zrozumie Ko cio a, nie b dzie w
stanie poj  jego najg bszej to samo ci. Ko cio a - Oblubienicy Chrystusa.
W modlitwie wewn trznej Bóg spotyka si  z dusz  i przelewa na ni  Swoje pragnienie
zbawienia wszystkich ludzi. Nasze serce jednoczy si  z Sercem Jezusa, zostaje ogarni te
Jego mi

ci  do Ko cio a-Oblubienicy. Jego pragnieniem oddawania  ycia za Ni  i za

ca  ludzko : „Niech o ywia was pragnienie, jakie by o w Chrystusie Jezusie" - mówi

wi ty Pawe . Uto samienie z Chrystusem nie mo e si  dokona  bez modlitwy

kontemplacyjnej.
Szczególnym charyzmatem Karmelu jest uczynienie oczywist  tej g bokiej wi zi
pomi dzy trwaniem sercem w Sercu Jezusa a sercem Ko cio a. Niew tpliwie trzeba j  te
nazwa

ask  maryjn . Czy  Karmel nie jest pierwszym maryjnym zakonem Zachodu?

Któ  inny ni  Maryja, doskona a Oblubienica, obraz Ko cio a, mog aby wprowadzi
modl cych w tak  g bi ?

background image

CZ

 CZWARTA

Zewn trzne warunki modlitwy

Rozdzia  1

Czas

1. Pora modlitwy

Ka da pora jest dobra,  eby si  modli . Ale w miar  mo liwo ci starajmy si  po wi ci  na
modlitw  kontemplacyjn  najodpowiedniejsze chwile, gdy nie jeste my jeszcze zbyt
zm czeni ani zbyt zaj ci, tak  eby my nie musieli jej przerywa  co kilka minut. To
powiedziawszy trzeba jednak stwierdzi ,  e rzadko mamy pe

 swobod  w wyborze

odpowiedniej pory dnia. Najcz ciej musimy zadowala  si  tak , na jak  pozwalaj  nam
obowi zki.
Trzeba te  nauczy  si  korzysta  z  aski, jak  nios  w sobie niektóre okoliczno ci.
Niew tpliwie chwile, które nast puj  po komunii to uprzywilejowany czas doskonale
nadaj cy si  na modlitw  wewn trzn .
Jeszcze jedna rzecz wydaje mi si  wa na i pragn  na ni  zwróci  uwag . Modlitwa
kontemplacyjna powinna sta  si  czym  sta ym, nie za  wyj tkow  chwil , za ka dym
razem z ogromnym trudem wyrywan  z reszty zaj . Powinna by  cz ci  codziennego
rytmu dnia, tak  eby jej miejsce w tym rytmie nie by o wi cej kwestionowane. Wierno
(tak istotna, mówili my o tym...) b dzie przez to znacznie  atwiejsza. Ludzkie  ycie sk ada
si  z rytmów: rytmu serca. oddechu, dnia i nocy, posi ków, tygodnia itd... Modlitwa
powinna wej  w taki rytm, sta  si  czym  sta ym, równie koniecznym do  ycia, jak inne
sk adniki tworz ce nasz  egzystencj .
Takiej sta

ci nie nale y rozumie  jako czego , w przeciwie stwie do rutyny,

negatywnego. Pomaga ona robi  w sposób naturalny co , co z pocz tku kosztowa o du o
wysi ku czy nawet wymaga o stoczenia walki. Miejsce, jakie Bóg zajmuje w naszym
sercu, to jednocze nie miejsce, jakie ma w rytmie naszego dnia, w naszych
przyzwyczajeniach. Modlitwa wewn trzna ma sta  si  oddechem naszej duszy.
Dodajmy,  e podstawowy rytm  ycia to rytm dnia. Modlitwa kontemplacyjna, na ile to
mo liwe, powinna sta  si  modlitw  codzienn

2. D ugo  modlitwy

Kilka uwag dotycz cych d ugo ci modlitwy. Nie mo e by  zbyt krótka. Przeznaczy  na
kontemplacj  pi  minut, to tak, jakby w ogóle nie da  Bogu czasu. Pi  minut
po wi camy komu , od kogo chcemy si  uwolni ! Kwadrans to absolutne minimum. Ten,
kogo na to sta , nie powinien si  waha  i przeznaczy  na modlitw  godzin  dziennie, albo
i wi cej.
Trzeba jednak uwa

,  eby przy okre laniu d ugo ci modlitwy nie by  zbyt ambitnym.

Je li b dzie-my chcieli wi cej, ni  pozwalaj  na to nasze si y, sko czy si  to pora

.

Lepsza jest stosunkowo krótka modlitwa (dwadzie cia minut czy te  pó  godziny), ale
podejmowana wiernie ka dego dnia, ni  nieregularne dwie godziny od czasu do czasu.

background image

Bardzo wa ne,  eby okre li  dla modlitwy wen trznej „czas minimum" i nie skraca  go,
chyba w wyj tkowych wypadkach. B dem by oby uzale nianie d ugo ci modlitwy od
tego, „jak nam idzie". Gdy zaczyna by  nudna - przerywamy j . Czasem przerwanie
modlitwy jest oznak  m dro ci, na przyk ad gdyby jej skutkiem mia o by  zbyt du e
zm czenie czy napi cie nerwowe. Ale generalnie zasada jest taka,  e je li chcemy,  eby
modlitwa wewn trzna przynios a owoce, powinni my si  wiernie trzyma  „czasu
minimum" i nie poddawa  si  pokusie skracania go. Tym bardziej, i  do wiadczenie
wskazuje,  e Pan cz sto przychodzi do nas i b ogos awi nas w czasie ostatnich pi ciu
minut, cho  pozosta  cz

 modlitwy sp dzili my bezczynnie i jak mówi  wi ty Piotr

„Nice my nie u owili".

background image

Rozdzia  2

Miejsce

Bóg jest obecny wsz dzie, a wi c i modli  mo na si  absolutnie wsz dzie: w domu, w
kaplicy, w kaplicy adoracji, w poci gu, a nawet w kolejce w sklepie.
Ale trzeba oczywi cie szuka  miejsc, które pomagaj  nam si  wyciszy , skupi  i odnale
obecno  Boga. Najlepszym miejscem jest kaplica adoracji, zw aszcza je li Naj wi tszy
Sakrament jest wystawiony. Stajemy wówczas w rzeczywistej obecno ci Pana.
Je li modlimy si  w domu, dobrze jest przeznaczy  na ten cel jaki  specjalny k t i urz dzi
go po swojemu, z ikonami,  wiec  czy te  ma ym o tarzykiem, wszystkim tym, co mo e
nam pomóc. Potrzebujemy dost pnych, odczuwalnych znaków, dlatego,  e przed wiekami

owo sta o si  cia em. Nie mieliby my racji, odmawiaj c tym rzeczom warto ci,

Powinni my si  nimi otacza , skoro pomagaj  nam si  skupi . Czasem, gdy modlitwa
staje si  trudna, jedno spojrzenie na ikon  czy p omie

wiecy wprowadza nas z powrotem

w obecno  Pana.
Tak jak potrzebny jest specjalny czas na modlitw , tak samo dobrze, gdy w domu jest
jaka  przestrze  na to przeznaczona. Wiele dzi  rodzin odczuwa potrzeb  Posiadania w
domu jakiego  pokoju czy te  cz ci pokoju, która by aby rodzajem kaplicy. To bardzo
znak .

background image

Rozdzia  3

Postawy cia a

   Jak  postaw  cia a nale y doradza ?
Samo w sobie nie ma to wielkiego znaczenia. Modlitwa wewn trzna nie ma nic wspólnego
z Jog , mówili my ju  o tym. Jest to sprawa indywidualna, zale y od wielu czynników:
zm czenia, stanu zdrowia, upodoba . Mo na modli  si  na siedz co, kl cz c, z czo em
pochylonym do ziemi, mo na na stoj co czy te  le c.
Ale poza zasadnicz  wolno ci , powinny nami kierowa  jeszcze dwie rzeczy. Z jednej
strony wybrana pozycja powinna umo liwia  pozostawanie w niej przez d

szy czas,

pozwala  na skupienie i na swobodny przep yw oddechu w naszym ciele. Je li musimy
zmienia  j  co kilka minut, nie pomaga nam oczywi cie w tym, co stanowi istot
kontemplacji, w pe nym otwarto ci oczekiwaniu na obecno  Bo .
Ale z drugiej strony pozycja cia a nie powinna by  zbyt rozlu niona. Skoro podstaw
kontemplacji jest uwaga, oczekiwanie na obecno , pozycja cia a powinna umo liwia  i

atwia  pozostanie uwa nym (co nie oznacza napi cia, lecz skierowanie ca ej osoby ku

Bogu). Czasem, gdy Duch jest s aby, leniwy czy te  senny, najlepsz  pozycj  cia a, to
znaczy najwyra niej okre laj

 szukanie i pragnienie Boga - b dzie siedzenie na

kl czkach z pomoc  ma ego sto eczka do modlitwy. Taka pozycja i na przyk ad otwarte

onie u atwi  „czekanie" na Boga. Potrzeba w tym m dro ci  eby „brat osio " móg  z

pe

 swobod  s

 duchowi.

background image

CZ

 PI TA

Kilka metod modlitwy wewn trznej

Rozdzia  1

Wprowadzenie

W  wietle tego wszystkiego, co zosta o do tej pory powiedziane, podamy krótko kilka
najcz ciej stosowanych metod modlitwy wewn trznej.
     Najpierw kilka uwag wst pnych. Czym si  kierowa  wybieraj c któr  z metod? S dz ,

e w tej dziedzinie mo emy czu  si  ca kowicie wolni i po prostu wybiera  to, co nam

odpowiada, w czym si  odnajdujemy, co pomaga nam wzrasta  w mi

ci Boga.

Wystarczy stara  si  pozostawa , niezale nie od wyboru modlitwy, w „duchowym
klimacie", który b dziemy si  starali opisa  na tych stronach, a Duch  wi ty poprowadzi
nas i sam uczyni reszt . Najwa niejsza jest wytrwa

. Niezale nie od tego, jak  metod

si  pos ugujemy, z pewno ci  nadejd  chwile osch

ci. Nie nale y po kilku dniach

porzuca  jakiej  formy modlitwy dlatego,  e nie przynosi od razu spodziewanych efektów.
A jednocze nie trzeba pozosta  wolnym, nie przywi zywa  si  do metod i zostawia  je,
gdy czujemy,  e Duch nas do tego nak ania. By  mo e by a dobra i przynosi a owoce w
pewnym okresie  ycia, ale teraz nadszed  czas Przej cia do czego  innego. Nie nale y
trzyma  si  ich zbyt kurczowo.
      Dodajmy na koniec,  e mo na „ czy " ró ne metody. Cz

 naszej modlitwy b dzie

medytacj , ale   znajdzie si  w niej te  chwila na przyk ad na modlitw  Jezusa. Ale
wówczas trzeba uwa

,  eby unika  duchowej „paplaniny". Ci

e zmiany nie s  dobre,

modlitwa kontemplacyjna musi mie  w sobie co  z bezruchu, pewn  stabilno , która
pozwoli jej zej  naprawd  w g b i sta  si  spotkaniem w mi

ci. Poruszenia mi

ci s

spokojne i powolne, wymagaj  trwa ej podstawy. W przyj cie daru Boga i dawanie siebie
zaanga owana zostaje nasza najg bsza istota.

background image

Rozdzia  2

Medytacja

    Mieli my ju  okazj  mówi ,  e co najmniej od XVI wieku medytacja jest uwa ana na
Zachodzie za podstaw  wszystkich innych metod'. Praktyka ta jest oczywi cie znacznie
starsza. Swymi korzeniami si ga zwyczaju nieprzerwanie obecnego w dziejach Ko cio a, a
nawet we wcze niejszej ni  Ko ció  tradycji  ydowskiej, pog bionej, duchowej lektury
Pisma  wi tego, która prowadzi do modlitwy wewn trznej. Zakonne „lectio divina" jest
jednym z najbardziej charakterystycznych tego przyk adów.
Medytacja polega na tym,  e po d

szym lub krótszym, mniej lub bardziej

rozbudowanym wst pie (odnalezienie obecno ci Bo ej, wezwanie Ducha  wi tego...),
bierzemy do r ki tekst Pisma  wi tego lub fragment jakiego  innego dzie a duchowego i
powoli go czytamy, staraj c si  zrozumie , co Bóg w tym S owie do nas mówi i jak je
odnie  do naszego  ycia. S owo o wieca rozum, karmi mi

, porusza uczucia i wol .

Tego typu lektura nie ma na celu podniesienia naszej intelektualnej znajomo ci Pisma

wi tego, lecz umocnienie mi

ci Boga. Dlatego powinni my czyta  bardzo powoli, bez

apczywo ci. Zatrzymujemy si  na jakim  zdaniu i „trawimy" je tak d ugo, jak d ugo

znajdujemy w nim pokarm duchowy. Przemieniamy je w modlitw , dzi kujemy Bogu,
adorujemy Go... Potem, gdy wyczerpiemy jeden temat, przechodzimy do nast pnego
fragmentu czy te  innego tekstu. Cz sto spotyka si  rad ,  eby zako czy  lektur  d

sz

modlitw , w której zbiera si  wszystko to, co by o przedmiotem medytacji, dzi kuje Panu
i prosi Go o  ask  wprowadzenia tego wszystkiego w  ycie. Istnieje bardzo du o ksi ek,
które podaj  tematy medytacji.  eby mie  cho by pogl d na to, co w tej dziedzinie mo na
znale

, przeczytajmy pi kny list Ojca Libermanna do bratanka (cytowany w aneksie) lub

rady  wi tego Franciszka Salezego w Filotei.
Do zalet medytacji nale y to,  e dobrze nadaje si  na pocz tek drogi. Nie jest trudna. Nie
pozwala na duchowe znu enie, gdy  odwo uje si  do naszej aktywno ci, refleksji i woli.
Medytacji towarzyszy jednak zagro enie,  e  atwo mo e sta  si

wiczeniem raczej

umys u ni  serca. Czasem mo na by  bardziej skupionym na rozmy laniu o Bogu ni  na
Nim samym! Mo na te  w subtelny sposób przywi za  si  do obecnej tu pracy umys u,
zw aszcza, je li kto  znajduje w tym przyjemno .
Z medytacj  wi e si  jednak jedna podstawowa trudno . Po pewnym czasie, d

szym

lub krótszym, staje si  po prostu niemo liwa! Umys  nie jest ju  w stanie medytowa  ani
rozwa

. Mówili my ju  o tym. Zwykle jest to dobry znak2. Ta osch

 wskazuje w

rzeczywisto ci na to,  e Pan chce wprowadzi  dusz  w modlitw  ubo sz , bardziej biern ,
ale znacznie g bsz . Tak jak to ju  wyja niali my, nieodzowne jest takie przej cie.
Medytacja  czy nas z Bogiem poprzez my li, obrazy, uczucia, ale Bóg jest inny ni  to
wszystko. W pewnej, danej przez Niego chwili trzeba to wszystko porzuci ,  eby odnale
samego Boga. W wi kszym ubóstwie, ale spotykaj c naprawd  Jego. Najdonio lejsza
cz

 nauki  wi tego Jana od Krzy a, odno nie medytacji, dotyczy nie tyle problemu, w

jaki sposób medytowa , ile jak przygotowa  dusz ,  eby w odpowiedniej chwili umia a
bez niepokoju pozostawi  medytacj , nie traktuj c tego jako strat , lecz jak zysk.
Konkluduj c powiedzmy,  e medytacja jest dobra, dopóki odrywa nas od przywi zania do

wiata, do grzechu, rozpala nas i przybli a do Boga. W pewnej chwili trzeba umie  j

porzuci . O chwili tej oczywi cie nie my decydujemy, lecz Boska M dro . Dodajmy

background image

jeszcze,  e nawet je li nie praktykujemy ju  medytacji jako sta ej formy modlitwy, dobrze
czasem do niej wraca , powraca  do lektury i szuka  Boga w sposób bardziej aktywny,
je li mo e to nas wyprowadzi  z okresowego duchowego znu enia. Medytacja, nawet je li
nie stanowi ju  podstawy kontemplacji, powinna stale mie  miejsce w naszym  yciu
duchowym w postaci „lectio divina". Cz ste czytanie Pisma  wi tego i ksi ek
„duchowych" jest potrzebne na ka dym etapie. Karmimy w ten sposób umys  sprawami
Bo ymi. Mo na nauczy  si  przerywa  co jaki  czas lektur  i modli  si  tym, co nas w
niej poruszy o.
Co my le  dzisiaj o medytacji jako metodzie modlitwy wewn trznej? Nie ma oczywi cie

adnego powodu,  eby j  odradza  czy te  pomija , zw aszcza je li umiemy omin

pu apki, o których by a mowa, a medytacja przyczynia si  do naszego wzrostu. A jednak
faktem jest,  e ludzie o wspó czesnej mentalno ci cz sto nie czuj  si  dobrze w tego
rodzaju duchowo ci i znacznie lepiej odnajduj  si  w mniej usystematyzowanej, prostszej
i bardziej spontanicznej modlitwie.

background image

Rozdzia  3

Modlitwa serca

W tradycji chrze cija skiego Wschodu, a zw aszcza Rusi, modlitw  Jezusa, zwan  te
modlitw  serca, uwa a si  za królewsk  drog  wchodzenia w kontemplacj . W ostatnich
latach rozpowszechni a si  ona na Zachodzie, z czego nale y si  cieszy , poniewa  bardzo
wiele dusz mo e doprowadzi  do modlitwy wewn trznej.
Polega ona na powtarzaniu krótkiej formu y, na przyk ad: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga

ywego, zmi uj si  nade mn , grzesznym s ug  Twoim!". U yta formu a powinna

zawiera  imi  Jezus, ludzkie imi  S owa. Wynika to z pi knej, starej, si gaj cej
korzeniami Biblii, duchowo ci imienia. Jest to wi c staro ytna tradycja. Po ród wielu
innych po wiadcza jej istnienie  wi ty Makary z Egiptu (IV wiek):
„Najbardziej powszednie rzeczy s

y mu jako znak, którym wyja nia  sprawy

nadprzyrodzone.  wi temu Pojmenowi przypomina  on zwyczaj kobiet na Wschodzie:
«Gdy by em dzieckiem widywa em je jak prze uwa y betel,  eby usun  z ust brzydki
zapach i os odzi

lin . To samo powinni my robi  z imieniem Pana Naszego Jezusa

Chrystusa: je li prze uwamy to b ogos awione imi , nieustannie je wymawiaj c,
przyniesie ono naszej duszy niesko czon  s odycz i objawi nam sprawy niebieskie. Jest
ono bowiem pokarmem pe nym rado ci,  ród em zbawienia, czarodziejsk , o ywiaj
wod , b ogo ci  i s odycz . Imi  Tego, który zasiada w niebiosach, Pana Naszego Jezusa
Chrystusa, Króla nad króle, Pana nad Pany, niebieskiej nagrody wszystkich, którzy Go
szukaj  z ca ego serca, wyp dzi z duszy ka

 z  my l»".

Zalet  tej modlitwy jest jej ogromna prostota. Wymaga natomiast du ej pokory i ubóstwa.
Mo e prowadzi , czego mamy na Wschodzie wiele  wiadectw, do g bokiego,
mistycznego zjednoczenia z Bogiem.
Mo na j  stosowa  w ka dym miejscu i w ka dym czasie, nawet po ród innych zaj

.

Prowadzi do modlitwy nieustaj cej. Przewa nie z czasem jeszcze bardziej si  upraszcza i
staje si  jedynie wzywaniem imienia „Jezus" lub jakiej  krótkiej formu y: „Jezu, kocham
Ci !", albo „Jezu, zmi uj si " lub innej, zale nie od tego, co Duch podpowiada danej
osobie.
Przede wszystkim, ale to w

nie stanowi dar Bo y i w  aden sposób nie mo e zosta

przyspieszone, modlitwa ta „schodzi" w g b serca i upraszczaj c si , staje si
jednocze nie coraz bardziej wewn trzna, prawie automatyczna i nieustanna, jakby imi
Jezus zamieszkiwa o nasze serce. Serce zaczyna modli  si  nieustannie, niesie w sobie z
mi

ci  imi  Jezus. Wówczas my te  zaczynamy na sta e mieszka  w swoim sercu i tam

odnajdowa  imi  Jezus, imi , z którego p ynie mi

 i pokój, olejek rozlany - imi  twe

(Pnp 1,3).
Modlitwa Jezusa jest oczywi cie doskona  form  modlitwy kontemplacyjnej. Ale nie
wszystkim jest ona dana, przynajmniej nie w opisanej formie. Nie przeszkadza to jednak
gor co do niej zach ca , poleca  jak najcz stsze wymawianie, noszenie w sercu i w
pami ci imienia Jezus. Imi  przywo uje na my l osob , ale nawet wi cej - wprowadza w
jej obecno . Niebezpiecze stwo w modlitwie Jezusa mog oby stanowi  przymuszanie si
do mechanicznego, m cz cego powtarzania s ów. Prowadzi oby to jedynie do napi cia
nerwów. Trzeba j  praktykowa  z umiarem,  agodnie, bez przymusu, nie przeci gaj c jej
ponad to, co zosta o nam dane, pozostawiaj c Bogu trosk  o to, by je li chce, przemieni  j

background image

w nieustann  modlitw  wewn trzn . Nie nale y zapomina  zasady, o której mówili my na
samym pocz tku: g boka modlitwa nie jest owocem  adnej techniki lecz  aski.

background image

Rozdzia  4

Ró aniec

Niektórzy mog  by  zdziwieni, widz c tradycyjny ró aniec w ród metod modlitwy
kontemplacyjnej. Ja natomiast s dz ,  e pozwoli  on wielu osobom (by  mo e nawet o
tym nie wiedz !) wej  w autentyczn  kontemplacj , a nawet doj  do modlitwy nie-
ustaj cej.
Ró aniec równie  jest modlitw  bardzo prost , ubog , dost pn  ubogim (któ  takim nie
jest?). Jej zalet  stanowi to,  e pasuje do ka dej okazji; mo e by  modlitw  wspólnotow ,
rodzinn , wstawiennicz  (có  bardziej naturalnego, gdy chcemy si  za kogo  modli , ni
powiedzie  za niego dziesi tk  ró

ca!). Ale mo e te  sta  si , przynajmniej dla tych,

którzy otrzymuj  t

ask , rodzajem modlitwy serca. Pozwala wej  w g b, podobnie jak

modlitwa Jezusa. Czy  zreszt  „Zdrowa  Maryjo" nie zawiera imienia Jezus?
W ró

cu Maryja wprowadza nas w swoj  modlitw , w swoj  kontemplacj

cz owiecze stwa Jezusa, Jej Syna. Maryja pozwala nam wej  w jej w asn  modlitw
wewn trzn , najg bsz , jaka kiedykolwiek istnia a.
Ró aniec odmawiany powoli, w skupieniu, cz sto ma moc wprowadzi  nas w komuni  z
sercem Boga. Serce Maryi daje nam przyst p do serca Jezusa. Autor tych s ów nieraz
do wiadczy  tego,  e gdy trudno si  modli  i skupi , wystarczy,  eby zacz  ró aniec
(najcz ciej zreszt  wcale go nie ko cz c.) i pozwala mu bardzo szybko odnale
wewn trzny pokój i komuni  z Bogiem. Z ca  pewno ci  ró aniec staje si  dzi , po
okresie, gdy nie by  zbyt popularny, znów uprzywilejowanym  rodkiem, który mo e nas
wprowadzi  w g bok , mi uj

 modlitw . Nie chodzi o mod  ani o powrót jakiej

przestarza ej formy pobo no ci. Jest to znak, w czasach, w których  yjemy, silnej
macierzy skiej obecno ci Maryi. Chce Ona wszystkie swoje dzieci doprowadzi  przez
modlitw  do Ojca..

background image

Rozdzia  5

Jak reagowa  na niektóre trudno ci

Niezale nie od u ytych metod, modlitwa musi natrafi  na trudno ci. Wymieniali my
niektóre z nich: osch

, niech  do modlitwy, do wiadczenie w asnej s abo ci, poczucie

jej bezu yteczno ci itd. Trudno ci te s  nieuniknione i przede wszystkim nie nale y im si
dziwi , ani niepokoi  si , gdy nadejd . S  nie tylko nieuchronne, ale potrzebne, gdy
oczyszczaj  nasz  mi

 i umacniaj  wiar . Trzeba je przyjmowa  jako  ask . Stanowi

cz

 Bo ej pedagogiki, Bóg chce nas poprzez nie u wi ci  i przyci gn  do Siebie. Pan

nigdy nie dopuszcza próby, po której nie przysz aby jeszcze obfitsza  aska. Wszystko
polega na tym,  eby, jak ju  mówili my, nie zniech ca  si  i wytrwa . Pan, który widzi
nasz  dobr  wol  wszystko obróci na nasz  korzy . Ró ne wskazówki obecne na tych
stronach powinny wystarczy  do zrozumienia znaczenia tych trudno ci i pomóc nam je
przezwyci

.

W przypadku powtarzaj cych si  powa niejszych" trudno ci, które odbieraj  nam
wewn trzny pokój -ca kowitej, trwaj cej przez d

szy czas niemo no ci modlitwy -

trzeba si  oczywi cie zdecydowa  na rozmow  z ojcem duchownym. Potrafi nas umocni i
da  bardziej szczegó owe rady.

1. Rozproszenia

Powiedzmy tylko kilka s ów o najcz ciej spotykanej przeciwno ci w czasie modlitwy - o
rozproszeniach.

 czym  absolutnie normalnym. Przede wszystkim nie nale y im si  dziwi , ani martwi

z ich powodu. Gdy spostrzegamy,  e nasze my li odbieg y gdzie  daleko, nie bardzo
nawet wiadomo gdzie, nie wolno si  za amywa  ani o to obwinia , lecz po prostu,
spokojnie stan  znów przed Bogiem i skierowa  my li do Niego. I nawet, je li godzina
modlitwy wewn trznej b dzie polega a jedynie na nieustannym oddalaniu si  i za ka dym
razem powracaniu do Pana, nie ma w tym nic gro nego. Je li za ka dym razem, gdy
zdali my sobie spraw  z rozproszenia, próbowali my wróci  do Pana, to taka modlitwa,
cho  bardzo uboga, z pewno ci  b dzie Mu mi a... Bóg jest Ojcem, wie z czego
zostali my uczynieni, nie wymaga,  eby nam si  udawa o, potrzebuje tylko naszej dobrej
woli. Czasem jeste my b ogos awieni nie wtedy, gdy wszystko robimy doskonale, lecz
kiedy bez smutku akceptujemy w asne ubóstwo...
Dodajmy te ,  e poza pewnymi szczególnymi stanami, gdy tym, kto dzia a jest sam Pan,
nie mo na w sposób ca kowity kontrolowa  aktywno ci w asnego umys u, kompletnie go
unieruchomi  i by  bezb dnie skupionym i uwa nym, bez  adnych roztargnie  i
rozprosze . Modlitwa wewn trzna wymaga oczywi cie skupienia, ale nie jest technik
koncentracji umys u. Poszukiwanie stanu absolutnego skupienia by oby b dem i
powodowa o raczej napi cie nerwowe ni  co innego.
Nawet w stanie biernej modlitwy, o której mówili my, umys  jest nadal aktywny,
wyobra nia dzia a. Serce trwa w spokojnym skupieniu, ca  sw  g bi  skierowane ku
Bogu, ale my li p yn  nadal, w mniejszym lub wi kszym stopniu. Czasem mo e to by
trudne do zniesienia, ale nie jest niczym gro nym i nie przeszkadza zjednoczeniu serca z

background image

Bogiem. My li przelatuj  ko o nas troch  tak jak muchy, ale tak naprawd  nie s  w stanie
naruszy  skupienia serca.
Gdy nasza modlitwa jest jeszcze bardzo „rozumowa", spoczywa przede wszystkim na
aktywno ci umys u, rozproszenia daj  si  naprawd  we znaki - rozproszeni, przestajemy
si  modli . Lecz je li dzi ki  asce Boga weszli my w g bsz  modlitw  wewn trzn  i sta a
si  ona modlitw  serca, nie przeszkadzaj  ju  do tego stopnia. Umys  mo e by  nieco roz-
proszony (w

ciwie zawsze jakie  my li „kr

 nam po g owie"), ale serce si  modli.

Prawdziwym rozwi zaniem problemu rozprosze  nie jest wcale intensywniejsze skupienie
umys u, lecz g bsza mi

 na poziomie serca.

Powiedzieli my du o, a jednocze nie bardzo ma o...
Chcemy jedynie,  eby ta ksi ka by a w stanie cho by kilku osobom pomóc wej  na
drog  modlitwy wewn trznej, a inne zach ci a do wytrwania w niej. By  to jedyny cel, jaki
kierowa  nami przy pisaniu. Je li czytelnik zastosuje si  do tego, co tutaj zosta o
powiedziane, Duch  wi ty dokona reszty.
Tym, którzy pragn  pog bi  poruszane zagadnienia, radzimy przede wszystkim lektur
dzie  tych, zw aszcza tych, których tutaj cytowali my. Najlepiej opiera  si  wprost na ich
dzie ach, tam znajdziemy nauczanie najg bsze, najbardziej odporne na dzia anie czasu.
Zbyt wiele cudownych skarbów, tak potrzebnych chrze cijanom, drzemie dzi  w biblio-
tekach... Gdyby my lepiej znali chrze cija skich mistrzów duchowych, mniej m odych
ludzi odczuwa oby potrzeb  szukania guru w Indiach,  eby zaspokoi  swoje duchowe
pragnienie.

background image

Aneks 1

Metoda medytacji Ojca Liebermanna (za

yciela Zgromadzenia Ducha  wi tego)

List adresowany do bratanka, który chce opanowa  metod  modlitwy wewn trznej

ogos awi  Boga za dobre pragnienia, jakie w Tobie wzbudza i gor co chc  Ci

namawia  do praktyki modlitwy wewn trznej. Podaj  Ci metod , któr  mo esz si  na
pocz tek pos

. Najpierw, poprzedniego dnia wieczorem, przeczytaj fragment jakiej

dobrej, duchowej ksi ki, jak najbardziej zbli onej do Twoich zainteresowa  i potrzeb,

 na temat praktykowania cnót, b

 najlepiej o  yciu Pana Naszego Jezusa Chrystusa

czy te  Naj wi tszej Dziewicy. Zasypiaj wieczorem z tymi dobrymi my lami, a wstaj c
rano przypomnij sobie kilka poczynionych refleksji. Maj  si  one sta  przedmiotem
Twojej modlitwy. P° modlitwie s ownej, spróbuj stan  w obecno ci Boga. Pomy l,  e On
jest absolutnie wsz dzie;  e jest taro, gdzie si  w tej chwili znajdujesz,  e w sposób szcze-
gólny mieszka w g bi Twojego serca i adoruj Go. Potem u wiadom sobie,  e z powodu
pope nionych grzechów niegodny jeste  stawania przed Najwy szym, niesko czenie

wi tym. Pokornie pro  Go o  przebaczenie za Twoje winy, uczy  akt skruch) i  odmów

Confiteor. Nast pnie uznaj,  e sam z siebie nie jeste  zdolny modli  si  do Boga tak jak
nale y wzywaj Ducha  wi tego, b agaj Go,  eby przyszed  Ci z pomoc , nauczy  Ci
modlitwy i sam j  poprowadzi . Odmów Veni Sancte. W ten sposób zaczniesz w

ciw

modlitw  wewn trzn . Zawiera ona trzy cz ci: adoracj , rozwa ania i postanowienia.

1. Adoracja

Na pocz tku wszystkie Twoje powinno ci powierz Bogu, Jezusowi Chrystusowi czy te
Naj wi tszej Pannie, zale nie od tego, jaki wybra

 temat medytacji. Je li rozmy lasz nad

jak  Bosk  doskona

ci  albo cnot , powierzaj swoje obowi zki Bogu, który posiada t

cnot  w stopniu niesko czenie wy szym lub Panu Naszemu, który praktykowa  j  w tak
doskona y sposób. Je li medytujesz, na przyk ad, na temat pokory, my l o tym, jak
pokorny by  Chrystus, On, Bóg, który by  Panem nad wiekami, uni

 samego siebie a  do

stania si  ma ym dzieckiem, narodzin w  obie, pos usze stwa ca ymi latami Józefowi i
Maryi, umycia nóg aposto om, a  do wycierpienia tak wielkich zniewag ze strony ludzi.
Wyra aj Mu wi c Twój podziw, mi

, zachwyt, pobudzaj Twoje serce, by Go kocha o i

pragn o na ladowa . Mo esz równie dobrze rozwa

 t  cnot  w  yciu Naj wi tszej

Dzie y, a nawet innego  wi tego. Kontempluj j , my l, w jaki sposób by a praktykowana i
mów Chrystusowi,  e pragniesz Go na ladowa . Je li medytujesz na temat jakiej
tajemnicy, na przyk ad tajemnicy Bo ego Narodzenia, mo esz wyobra

 sobie miejsce,

gdzie ono si  dokona o i osoby, które si  tam wówczas znajdowa y. Mo esz sobie
wyobrazi

óbek, gdzie narodzi  si  Zbawiciel, Boskie Dzieci tko Jezus w ramionach

Maryi, stoj cego obok Niej  wi tego Józefa, pasterzy i królów, którzy przyszli z

 Mu

ho d. Przy czysz si  wówczas do nich, b dziesz wielbi , adorowa  i prosi  Dzieci tko.
Podobnymi wyobra eniami mo esz si  pos ugiwa , gdy medytujesz nad innymi wielkimi
tajemnicami, takimi jak piek o, S d czy  mier . Wyobra  sobie chwil  Twojej  mierci;
osoby, które mog yby by  wtedy przy Tobie, ksi dz, rodzice... Wyobra  sobie Twoje
doznania, uczucia wzgl dem Boga, obaw , ufno ... Pozosta  ze swymi odczuciami tak

ugo, jak chcesz, a gdy b

 Ci ju  oboj tne, przejd  do nast pnego punktu.

background image

2. Rozwa ania

    W tym miejscu przejrzyj w duchu podstawowe motywy, które pozwoli y Ci wierzy  w
tajemnic , nad któr  medytowa

. Na przyk ad konieczno  pracy dla Twojego

zbawienia, je li medytujesz na temat zbawienia, lub motywy, które powinny sk oni  Ci
do mi

ci albo praktykowania tej czy innej cnoty. Je li medytujesz na przyk ad na temat

pokory, mo esz stwierdzi ,  e bardzo wiele wzgl dów przemawia za tym,  eby  sta  si
pokorny: przede wszystkim przyk ad Naszego Pana, Naj wi tszej Dziewicy i wszystkich

wi tych; po drugie - pycha jest przyczyna. i  ród em wszystkich grzechów, natomiast

pokora podstaw  wszystkich cnót; na koniec wreszcie - nie posiadasz nic takiego, czym
móg by  si  pyszni . Co masz takiego, czego by  nie otrzyma  od Boga?  ycie,
utrzymanie, zdrowie, dobre my li, wszystko pochodzi od Boga. Nie masz wi c nic, czym
móg by  si  pyszni , jest natomiast wiele powodów, by  si  upokorzy , my

c, ile razy

obrazi

 Boga, Twego Zbawc , Twego Dobroczy

.

W tych rozwa aniach nie staraj si  znajdowa  wszystkich motywów, które sk aniaj  Ci
do wierzenia w tak  czy inn  prawd  lub praktykowania tej czy innej cnoty. Zatrzymaj si
tylko na tych, które najmocniej Ciebie dotycz . Rozwa aj powoli, nie przem czaj c
umys u. Gdy jakie  rozwa anie przestaje na Ciebie oddzia ywa , przejd  do innego.
Wszystko to przeplataj pobo nymi uczuciami wzgl dem Pana Naszego i pragnieniem
podobania si  Jemu. Co jaki  czas wznie  do Niego jak  krótk  modlitw ,  eby pokaza
Mu dobre pragnienia Twego serca.
Po rozwa eniu motywów zejd  w g b  wiadomo ci i zrób rachunek sumienia, w jaki
sposób do tej pory odnosi

 si  do tej prawdy czy te  cnoty, któr  medytowa

. Jakie

pope ni

 uchybienia, na przyk ad wobec pokory, je li medytowa

 na temat pokory; w

jakich okoliczno ciach je pope nia

, jakie mo esz podj  kroki,  eby tego nie powtarza .

W ten sposób przejdziesz do trzeciego punktu.

3. Postanowienia

Najwa niejszym owocem Twojej modlitwy wewn trznej powinny by  dobre
postanowienia. Przypomnij sobie,  e nie wystarczy mówi : nie b

 Pyszny, nie b

 ju

siebie wychwala , nie b

 ju  popada  w z y humor, b

 praktykowa  mi

 bli niego

itd.

 to oczywi cie pragnienia, które wskazuj  na dobre nastawienie duszy. Ale trzeba pój

dalej; trzeba zada  sobie pytanie w jakich okoliczno ciach dnia mo esz popa  w b d,
którego chcesz unikn . W jakich okoliczno ciach móg by  spe ni  akt tej czy innej cnoty.
Zak adamy,  e medytowa

 na temat pokory - dobrze! Robi c rachunek sumienia

zauwa

,  e gdy masz by  pytany w szkole, bardzo mocno odczuwasz mi

 w asn ,

ogromnie chcia by  wzbudzi  podziw. Postanowisz wi c sobie,  e gdy b dziesz pytany,
skupisz si  na moment i uczynisz w swoim sercu akt skruchy. Powiesz Chrystusowi,  e
wyrzekasz si  wszelkich odczu  mi

ci w asnej, które mog yby pojawi  si  w Twojej

duszy. Je li zauwa

,  e w pewnych okoliczno ciach ogarnia Ci  roztargnienie, mo esz

postanowi ,  e b dziesz unika  tych okoliczno ci. Je li zauwa

,  e odczuwasz niech

wobec jakiej  osoby, postanowisz uda  si  do niej i okaza  jej du o sympatii. To samo z
innymi sprawami.

background image

Ale cho by  zrobi  najpi kniejsze postanowienia, na nic si  to nie zda, je li Bóg nie
przyjdzie Ci z pomoc . Pro  usilnie o Jego  ask  przez ca y czas, kiedy podejmujesz
postanowienia. Pro  Go o wierno . Medytacja nie powinna by  sucha, nie mo e sta  si
jedynie prac  umys u. Otwieraj serce przed Mistrzem jak dziecko ufne w mi

 Ojca.

Je li chcesz,  eby Twoje pro by by y  arliwsze i bardziej skuteczne, mo esz mówi  Bogu,

e to dla Jego chwa y prosisz o  ask  praktykowania tej cnoty, nad któr  medytowa

;  e

chcesz pe ni  Jego wol  tak, jak pe ni  j  Anio owie w niebie,  e prosisz Go o pomoc,
poniewa  chcesz by  wierny dobrym postanowieniom;  e prosisz o to w imi  Jego
drogiego Syna Jezusa Chrystusa, który umar  na krzy u,  eby wyjedna  Ci wszystkie te

aski;  e obieca  wys ucha  za ka dym razem tych, którzy b

 Go prosi  w imi  Jego

Syna...
Polecaj si  te  Naj wi tszej Dziewicy. Pro  Dobr  Matk  o wstawiennictwo; Maryja ma
niezwyk  moc i jest niezwykle dobra, nie wie, co to znaczy komu  odmówi . Dobry Bóg
daje Jej wszystko, o co dla nas prosi. Módl si  te  do Twoich  wi tych patronów i
Twojego Anio a Stró a. Ich modlitwy nie powinno zabrakn , gdy chodzi o wyjednanie Ci

aski cnoty i wierno ci podj tym postanowieniom.

Co jaki  czas w ci gu dnia przypominaj sobie o Twoich dobrych postanowieniach,  eby
wprowadza  je w  ycie lub zaobserwowa , czy dobrze je sformu owa

, odnawia  je w

sobie. Od czasu do czasu wzno  serce do Pana, by o ywi  w sobie to dobro, jakie On w
Tobie umie ci  podczas modlitwy. Post puj c w ten sposób, mo esz by  pewny,  e
wyniesiesz z niej bardzo du o korzy ci, post pisz w cnocie i mi

ci Boga.

Nie niepokój si , je li chodzi o rozproszenia; gdy je spostrze esz - odrzu  je i spokojnie
wró  do Twojej modlitwy. Nie sposób wcale nie mie  rozprosze , wszystko, czego Bóg
od nas wymaga, to  eby my wiernie do Niego powracali za ka dym razem, gdy je
zauwa amy. B

 si  one powoli zmniejsza  i modlitwa stanie si

atwiejsza, b dzie Ci

sprawia a wi cej rado ci..
Takie s , drogi bratanku, moje rady. Mam nadziej ,  e b

 mog y u atwi  Ci praktyk

modlitwy wewn trznej. Jest ona koniecznym  rodkiem u wi cenia, pos ugiwa y si  ni
wszystkie  wi te dusze. S dz ,  e z pomoc

aski skorzystasz z niej równie du o jak one, a

Boski Mistrz wynagrodzi Twoj  dobr  wol .

background image

Aneks 2

Praktyka obecno ci Bo ej w listach brata Laurent od Zmartwychwstania Pa skiego
(1614-1691

Naj wi tsza i najbardziej potrzebna w ca ym  yciu duchowym praktyka - to odnajdowanie
obecno ci Boga. Polega ona na radowaniu si  i przyzwyczajeniu do Boskiego
towarzystwa; nieustannym, pokornym rozmawianiu i mi osnym przebywaniu z Nim bez
przerwy, w ka dej chwili, bez regu  i ogranicze , zw aszcza w chwilach pokus, trudu,
osch

ci, niezadowolenia, a nawet niewierno ci i grzechu.

Stale trzeba próbowa ,  eby wszystko, co robimy, by o w pewnym sensie rozmow  z
Bogiem, nie wymy lon , lecz pochodz

 z czysto ci i z prostoty serca.

Wszystko, co czynimy, trzeba robi  z rozwag , bez po piechu i gwa tu, które
charakteryzuj  umys  zm cony. Trzeba pracowa  spokojnie, mi uj c Boga, Prosz c Go,

eby przyj  nasz  prac . Dzi ki tej uwadze, nieustannie skierowanej na Boga, zmia

y-

my g ow  Szatana, wytr cimy mu bro  z r ki.
W trakcie pracy i innych zaj , nawet podczas lektury duchowej, w czasie nabo

stw i

nych modlitw, powinni my przerywa  je na moment, najcz ciej jak tylko mo emy i

adorowa  Boga w g bi serca, „kosztowa " Go jakby ukradkiem, wielbi , prosi  o pomoc,
ofiarowywa  Mu nasze serce i dzi kowa .
Czy  mo e by  co  milszego Bogu ni , je li w ten sposób tysi ce razy w ci gu dnia
opuszczamy wszystko, co jest stworzone i chronimy si  we wn trzu,  eby adorowa
Stwórc ?
Nie mo emy z

 Bogu wi kszego  wiadectwa naszej wierno ci ni  gardz c po

tysi ckro  razy stworzeniem, by cho  przez chwil  móc radowa  si  Stwórc .  wiczenie
to niszczy poma u nasz  mi

 w asn , która utrzymuje si  tylko po ród stworze .

Powracaj c tak cz sto do Boga, zostajemy jej pozbawieni, nawet nie wiedz c kiedy...
Niekoniecznie trzeba by  w ko ciele,  eby si  modli . Kaplic  adoracji mo emy uczyni  z
naszego serca, chroni  si  tam co jaki  czas i przebywa  z Bogiem. Wystarczy odrobin
„wznie  serce", pisze brat Laurent, doradzaj c to  wiczenie pewnemu szlachcicowi:
chwila my li o Bogu, wewn trzna adoracja, cho by w biegu i ze szpad  w r ku. Takie
modlitwy, cho  krótkie, s  bardzo mi e Bogu, a w niebezpiecze stwie dodaj  odwagi.
Niech wi c pami ta o nich najcz ciej, jak tylko mo e. Ten sposób modlitwy wydaje si
bowiem w

ciwy, a nawet konieczny dla 

nierza, stale wystawionego na utrat

ycia, a

nawet zbawienia.

wiczenie odnajdywania obecno ci Bo ej mo e by  niezwykle pomocne w modlitwie

wewn trznej. Je li pozwolimy duchowi wznosi  si  w pobli e Boga w ci gu dnia,  atwiej,
spokojnie wytrwa w czasie modlitwy…