background image

 

1

Bolesław Prus Placówka – tre

ść

 

 
rozdział I 
Rzeka Białka le

ż

y w dolinie otoczonej sieci

ą

 w

ą

wozów. Brzeg zachodni jest dziki, bagnisty i nieurodzajny. Na 

wschodnim  brzegu  jest  wioska,  nad  ni

ą

  dwór  i  las,  wsz

ę

dzie  uprawy.  Na  północnym  kra

ń

cu,  na  odludziu 

swoje gospodarstwo ma Józef 

Ś

limak z rodzin

ą

. Gdy na 

ś

wiat przyszły dzieci (2 chłopaków, Stasiek i J

ę

drek) 

naj

ę

li pomocnice (Sobieska na pół roku, głupia Zo

ś

ka na 6 lat i sierota Magda, która wolała by

ć

 na słu

ż

bie 

ni

ż

 na swoim, gdzie bił j

ą

 stryj) i parobka (Maciek Owczarz został u nich, gdy wracał ze szpitala). Celem ich 

ż

ycia było utrzymanie bytu. 

 
rozdział II 
Kwiecie

ń

.  Po  obiedzie  wszyscy  rozeszli  si

ę

  do  swoich  zaj

ęć

Ś

limak  przysypiał  pod  piecem  z  fajk

ą

,  ale  po 

chwili przemógł si

ę

 i wyszedł do roboty. Słoma wabiła go do drzemki, konie zdawały si

ę

 mówi

ć

 to samo, ale 

wyj

ą

ł  brony  i  poszedł  na  pola.  Krzyczał  na  wróble,  które  dziwiły  si

ę

ż

e  tylko  ziarna  pod  ziemi

ą

  zakopuje. 

Narzekał  na  ziemi

ę

,  ale  ona  odpowiedziała, 

ż

e  karmi  j

ą

  tylko  raz  na  osiem  lat,  odpocz

ąć

  daje  raz  na  10. 

Wiatr groził, 

ż

e do reszty mu ziemi

ę

 wyjałowi. 

 
J

ę

drek  kopał  ziemi

ę

ś

piewał,  przekomarzał  si

ę

  z  Magd

ą

Ś

limakowa  prała,  a  Stasiek  patrzył  w  wod

ę

.  Był 

ukochanym synem 

Ś

limaka, cz

ę

sto widział rzeczy niedost

ę

pne dla zwykłego oka. 

Ś

limak narzekał, 

ż

e ci

ęż

ko 

teraz  wy

ż

y

ć

,  zaraz  po 

ś

lubie  było  im  l

ż

ej.  Dobrze, 

ż

e  cho

ć

  na  dworze  czasem  robot

ę

  mu  dadz

ą

.  Chciałby 

mie

ć

 wi

ę

cej bydła i ł

ą

k

ę

 
Opodal jechał jaki

ś

 pan w stroju d

ż

okeja i z papierosem. Nie mógł zupełnie zapanowa

ć

 nad koniem, chyba 

dosiadał go pierwszy raz. Goniły za nim psy i dzieciaki ze wsi, a on si

ę

 cieszył, bo miał demokratyczne serce 

i  kochał  lud,  cho

ć

  go  nie  znał.  Był  to  szwagier  dziedzica,  przyjechał  z  Warszawy.  Gdy  zapytał  o  co

ś

 

Ś

limakowej,  jej  m

ąż

  czerwieniał  z  zazdro

ś

ci.  Ona  jednak  odwin

ę

ła  je

ź

d

ź

cowi,  gdy  chciał  j

ą

  pocałowa

ć

 

J

ę

drek 

ś

miał  si

ę

  z  d

ż

okeja,  nie  chciał  mu  poda

ć

  spadłej  czapki  ani  swojej  przed  nim 

ś

ci

ą

ga

ć

.  Paniczowi 

podobało  si

ę

  to,  ale 

Ś

limak  był  zdenerwowany.  Jeszcze  bardziej  si

ę

  zdumiał,  gdy  panicz  przezwał  go 

„obywatelem”, a jego 

ż

on

ę

 „pani

ą

”. 

 

Ś

limakowa kazała m

ęż

owi kupi

ć

 krow

ę

 od stryja Magdy, Wojciecha Grochowskiego. Chciał j

ą

 kupi

ć

 Grzyb, 

wi

ę

Ś

limakowa  nie  chciała  by

ć

  gorsza. Radziła wzi

ąć

 ł

ą

k

ę

 w arend

ę

, by mie

ć

 na pasz

ę

. Takie plany miał 

sam 

Ś

limak  ju

ż

  dawno,  ale  bał  si

ę

  wprowadza

ć

  je  w  czyn.  Mówił, 

ż

e  chłopska  rzecz  robi

ć

,  a  pa

ń

ska 

rozkazywa

ć

. Był posłuszny, ale nie samodzielny. 

 
Jacy

ś

  Niemcy,  stary  i  młody  (Fryc)  wypytywali 

Ś

limaka  o  grunta.  Fryc  mówił  do  niego  na  ty,  stary  per 

„gospodarzu”.  Dowiedzieli  si

ę

ż

e  pole  i  wzgórze 

Ś

limaka  otaczaj

ą

  pa

ń

skie  grunta  i  odeszli. 

Ś

limak  my

ś

lał 

dalej o kupnie ł

ą

k i krowy – mógłby wtedy odpoczywa

ć

 
rozdz. III 
Krowa podobała si

ę

 

Ś

limakowi, ale czuł ból w r

ę

kach i nogach, gdy dowiedział si

ę

, ile kosztuje – tyle trzeba 

si

ę

  natrudzi

ć

ż

eby  zarobi

ć

  takie  pieni

ą

dze.  Grochowski  radził  Magdzie,  by  był

ą

  posłuszna  we  wszystkim 

gospodarzom, nawet gdy j

ą

 bij

ą

, bo 

ś

wi

ę

ta r

ę

ka, co bije. Krow

ę

 sprzedaje, bo chce Magdzie dokupi

ć

 ziemi. 

Jak  przyjd

ą

  nowe  łaski  i  nadania  (po  uwłaszczeniu  chłopi,  bałamuceni  przez  pok

ą

tnych  doradców, 

spodziewali si

ę

 kolejnych nada

ń

), to ka

ż

dy dostanie jeszcze raz tyle ziemi, ile ju

ż

 ma. Maciek Owczarz był 

pełen  czci  dla  sołtysa,  siedział  wpatrzony  w  niego.  Nie  dostał  ani  krzesła  z  oparciem,  ani  wódki,  ale  był 
szcz

ęś

liwy, bo sołtys z gospodarzem tacy byli. 

 
Kiedy  ju

ż

  popili  i  rzucali  si

ę

  sobie  w  ramiona,  sołtys  zgodził  si

ę

  sprzeda

ć

  krow

ę

  za  33  ruble  w  zamian  za 

go

ś

cin

ę

, ale 

Ś

limak oburzał si

ę

ż

e on nie 

Ż

yd, 

ż

eby bra

ć

 za go

ś

cin

ę

 i chciał dawa

ć

 za ni

ą

 35 rubli! Sołtys 

płakał, 

Ś

limak stawiał si

ę

 

ż

onie – Maciek nie mógł si

ę

 nadziwi

ć

, jak wódka zmienia ludzi. 

 

 
rozdz. IV 

Ś

limak natarł włosy i buty sadłem, 

ż

ona poradziła mu, 

ż

eby si

ę

 umył – szedł do dworu w sprawie kupna ł

ą

ki. 

Bał  si

ę

,  bo  wiedział, 

ż

e  chłopi  i  panowie  zawsze  musz

ą

  sobie  robi

ć

  na  zło

ść

.  Szedł  z  synami,  Stasiem  i 

J

ę

drkiem.  Sta

ś

  rozumiał, 

ż

e  ł

ą

ki  potrzebuj

ą

  dla  nowej  krowy,  ale  zastanawiał  si

ę

,  co  my

ś

li  trawa,  gdy  j

ą

 

krowa je. J

ę

drek sam my skosił traw

ę

, ł

ą

ka wg niego nie jest pa

ń

ska, bo ani on jej nie posiadł, ani nie jest 

przy jego chałupie. Słyszał od Ja

ś

ka Grzyba, 

ż

e musi by

ć

 równo

ść

, a b

ę

dzie, gdy chłopi panom pola zabior

ą

 
Podziwiali pi

ę

trowy dwór, gdzie na strych wchodzi si

ę

 schodami, a nie drabin

ą

. Oran

ż

eri

ę

, gdzie zim

ą

 rosn

ą

 

pomara

ń

cze.  Przed  domem  z  fuzji  strzelał  szlachcic,  którego  widzieli  na  koniu.  Kazał 

Ś

limakowi  nakry

ć

 

głow

ę

 i nie kłania

ć

 si

ę

 – cenił sobie równo

ść

. Narzekał, 

ż

e chłop nie umie gospodarowa

ć

 na swojej ziemi i 

plonów  mu  ona  nie  przynosi.  Przedstawił  spraw

ę

 

Ś

limaka  swojej  siostrze,  narzekał  na  niewolnicze 

background image

 

2

przyzwyczajenia  chłopa.  Siostra  próbowała  zbli

ż

a

ć

  si

ę

  do  chłopów,  ale  po  pobycie  w  ich  chacie  musiała 

wyrzuci

ć

 sukni

ę

. Chciała uczy

ć

 synów 

Ś

limaka, ale oni nie mieli czasu. Dziedzic od razu zgodził si

ę

 odda

ć

 

Ś

limakowi  ł

ą

k

ę

  w  dzier

ż

aw

ę

.  J

ę

drek  wygadał, 

ż

e  matka  kazała  mu  ojca  pilnowa

ć

,  by  co

ś

  stargował  –  to 

utwierdziło pa

ń

stwo w przekonaniu, 

ż

e chłopi s

ą

 idiotami. Dziedzic zaproponował, 

ż

e sprzeda mu ł

ą

k

ę

 nie za 

160,  ale  120 rubli, ale musi zdecydowa

ć

 si

ę

 natychmiast. 

Ś

limak oczywi

ś

cie zasłonił si

ę

 

ż

on

ą

 i nie zgodził 

si

ę

 

Ś

limak  opowiedział 

ż

onie, 

ż

e  chcieli  go  wzi

ąć

  podst

ę

pem,  ale  si

ę

  zmiarkował  i  nie  zgodził  si

ę

  kupi

ć

  ł

ą

ki. 

Zastanawiał si

ę

, czy 

ź

le nie zrobił, wi

ę

c chciał zbi

ć

 J

ę

drka, ale 

ż

ona go od niego odci

ą

gn

ę

ła, mówi

ą

c, 

ż

e co

ś

 

złego jest z krow

ą

. Zło

ść

 mu przeszła. 

 
rozdz. V 
Lipiec. Dziedzic z 

ż

on

ą

 od dawna s

ą

 za granic

ą

. Dla ludzi zaczynała si

ę

 najwi

ę

ksza praca. 

Ś

limak 

żą

ł zbo

ż

e. 

Jacy

ś

 ludzie robili pomiary na ł

ą

ce. J

ę

drek poszedł wywiedzie

ć

 si

ę

, o co chodzi, ale przył

ą

czył si

ę

 do nich. 

Poszli potem w go

ś

cin

ę

 do 

Ś

limaka i pytali o wylewy rzeki. Chwalili sobie go

ś

cin

ę

 

Ś

limakowej i dziwili si

ę

ż

kobieta  nie  chce  zapłaty,  ale  za  to  kupili  sery,  kurcz

ę

ta,  chleb  itd.  Powiedzieli, 

ż

e przeprowadz

ą

 t

ę

dy kolej 

ż

elazn

ą

.  Przez  tydzie

ń

 

Ś

limak  zarobił  jeszcze  du

ż

o,  sprzedaj

ą

c  in

ż

ynierom  ró

ż

ne  produkty. 

Ż

niwami 

zajmował si

ę

 Maciek i naj

ę

ta stara Sobieska. Do południa pracowała, ale potem wypiła okowit

ę

 (gorzałka) i 

wyrzekaj

ą

c na 

Ś

limaka, usn

ę

ła. 

 
W  niedziel

ę

 

Ś

limakowa  kupiła  sobie  fular,  dała  jałmu

ż

n

ę

,  siedziała  z  przodu  w  ko

ś

ciele.  Maciek  dostał  na 

buty, bo wstyd mu było i

ść

 z gospodarzami w swoich. 

Ś

limaka wiele osób prosiło o po

ż

yczk

ę

, zacz

ę

li o nich 

plotkowa

ć

. Owczarz butów nie kupił, bo najpierw oddał dług szynkarzowi, a potem robotnicy z kolei kazali mu 

postawi

ć

 gorzałk

ę

 
We  wrze

ś

niu,  w  deszczowy  dzie

ń

  przyszła  do  nich  Zo

ś

ka  z  małym  dzieckiem  na  r

ę

ku.  Szukała  słu

ż

by. 

Chciała  odda

ć

  swoj

ą

  córk

ę

  Owczarzowi.  Na  widok  pal

ą

cego  si

ę

  polana  wybiegła  z  krzykiem,  dziecko 

zostawiła. Maciek zaopiekował si

ę

 znajd

ą

 i nie dał jej sobie odebra

ć

 
rozdz. VI 
Dwór  podupadał,  parobcy 

ź

le  pracowali,  a  rz

ą

dca  wymówił  miejsce,  bo  rozeszła  si

ę

  pogłoska, 

ż

e  pa

ń

stwo 

chc

ą

  go  sprzeda

ć

.  Młoda  pani  nudziła  si

ę

  na  wsi. 

Ś

limak  nie  mógł  zrozumie

ć

,  jak  mo

ż

na  opu

ś

ci

ć

  ziemi

ę

 

ojców. Stara Sobieska przyniosła wie

ść

ż

e chłopi chc

ą

 kupi

ć

 wie

ś

Ś

limaka do spółki nie dopuszcz

ą

, bo on i 

tak dorobił si

ę

 ju

ż

 na kolei. 

Ż

yd Josel ofiarował si

ę

 pogodzi

ć

 

Ś

limaka z chłopami, ale ten miał mu w zamian 

odda

ć

 50 rubli, które 

Ż

yd stracił przez jego interesy i wybudowa

ć

 na swych polach chałup

ę

, gdzie szwagier 

Ż

yda trzymałby konie, by doje

ż

d

ż

a

ć

 do kolei. 

 

Ś

limak  chciał  i

ść

  do  dworu  w  sprawie  ł

ą

ki,  ale  powstrzymało  go  to,  co  chłopi  zw

ą

  nie

ś

miało

ś

ci

ą

,  szlachta 

pró

ż

niactwem,  a  uczeni  brakiem  woli.  Gdy  w  ko

ń

cu  poszedł,  pan  go  zbył,  bo  był  zaj

ę

ty  organizowaniem 

ta

ń

ców. 

 
Maciek  nadal  opiekował  si

ę

  znajd

ą

.  Nie  opuszczał  jej,  a  noc

ą

  po  kryjomu  karmił  j

ą

  mlekiem  krowy. 

Opowiadał dziewczynce o tym, co robi, o okolicy, o pracy. Pewnego razu wyjechali wozem do lasu w czasie 
gołoledzi.  Mróz  i  lód  utrudniły  powrót.  Przed  wozem  Ma

ć

ka  zatrzymał  si

ę

  kulik  ze  dworu.  Przenie

ś

li  go  z 

wozem  przez  wzgórze,  bo  zagradzał  im  drog

ę

.  Młodzi  zrobili  sobie  wy

ś

cigi  pod  oblodzon

ą

  gór

ę

,  a  panie 

przeprowadzili  piechot

ą

  w  rytm  poloneza  Ogi

ń

skiego.  Maciek  pokazywał  dziecku  rycerza,  szlachcica, 

duchownego, hulak

ę

, ułana – których ju

ż

 nie ma. Inni przebrani byli za chłopów, kowali i innych. 

 
Na zabaw

ę

 pojechał 

Ż

yd, Josel Hirszgold, i dał dziedzicowi list od te

ś

cia, w którym ten polecał go jako kupca 

ziemi.  Dziedzic  zgodził  si

ę

  na  wszystkie  warunki,  bo  obok  ta

ń

czono  i  hrabia  obraził  si

ę

ż

e  gospodarz  nie 

dotrzymuje pary jego narzeczonej. Słu

ż

ba zacz

ę

ła inaczej patrze

ć

 na 

Ż

yda, z szacunkiem. 

 
Ziemi

ę

 kupił 

Ż

yd w imieniu Niemców. Teraz oni przyszli do 

Ś

limaka – starszy chciał kupi

ć

 jego wzgórze, by 

postawi

ć

  na  nim  wiatrak  dla  syna,  by  mógł  zaj

ąć

  si

ę

  młynarstwem  i  ustatkowa

ć

  si

ę

Ś

limak  nie  chciał 

sprzeda

ć

  swojej  ziemi  nawet  za  wygórowan

ą

  cen

ę

.  Martwił  si

ę

  potem, 

ż

e  Niemcy  zabior

ą

  mu  ł

ą

k

ę

Ś

limakowa kazała mu i

ść

 do dziedzica i spróbowa

ć

 kupi

ć

 ł

ą

k

ę

Ś

limak zawzi

ą

ł si

ę

 i nabrał odwagi, bo musiał 

broni

ć

 ziemi. 

 
We  dworze  wszyscy  posn

ę

li  nad  ranem.  Dziedziczka  ucieszyła  si

ę

ż

e  ziemia  jest  sprzedana,  b

ę

d

ą

  mogli 

wyjecha

ć

... 

 
 
 

background image

 

3

rozdz. VII 
W tydzie

ń

 po zabawie pa

ń

stwo wyjechali, a sprz

ę

ty ze dworu rozprzedano. Wkrótce przyszli Niemcy i wyci

ę

li 

las. Nie oszcz

ę

dzono nawet stuletniego d

ę

bu, d

ę

bu, na którym powiesił si

ę

 Szymon Goł

ą

b, sosny z dziupl

ą

 

wiewiórek.  Niemcy  pozbyli  si

ę

  te

ż

  głazów,  wysadzaj

ą

c  je  dynamitem.  Ludzie  ich  dot

ą

d  nie  ruszali,  bo 

podobno to diabły po stworzeniu 

ś

wiata rozsypały je tu, rzucaj

ą

c w anioły. 

 
Nad ranem koło chaty 

Ś

limaka przechodzili koloni

ś

ci zza Wisły. Jedna z kobiet ci

ą

gn

ę

ła na wózku starego 

ojca. Starzec uczył dzieci, kobieta zatrudniała si

ę

 do szycia lub pracy w polu. Dobrze mówili po polsku, ale 

przedstawiali si

ę

 jako Niemcy. Przyszli tu, bo w ich kraju nie ma pracy i ziemi, za du

ż

o ludzi, musz

ą

 płaci

ć

 

podatki.  Pola  szybko  zaroiły  si

ę

  od  kolonistów,  którzy  wzi

ę

li  si

ę

  za  gotowanie,  kto

ś

  sprzedawał  rzeczy  z 

wozu, inny leczył zwierz

ę

ta, inny golił m

ęż

czyzn. 

Ś

limak podziwiał ich, a szczególnie dwie cechy nowo

ż

ytnej 

pracy – po

ś

piech i organizacj

ę

. Niemcy narzekali na Hamerów, którzy tu kupili ziemi

ę

 dro

ż

ej, ale po to, by 

było bli

ż

ej kolei. 

 
Grzyb  był  w

ś

ciekły,  bo  układał  sobie, 

ż

e  kupi  grunt,  o

ż

eni  syna  z  córk

ą

  Orzechowskiego  i  osadzi  ich  na 

polach jak szlachciców. Noc

ą

 kto

ś

 napadł na tabor kolonistów, ale obronili si

ę

. Wachmistrz wywiadywał si

ę

 u 

Ż

yda  i 

Ś

limaka,  kto  mógł  kra

ść

  te  konie.  Wsz

ę

dzie  pił  i  ostrzegał  przed  kradzie

ż

ami.  Tymczasem  w

ś

ród 

Niemców panowała coraz wi

ę

ksza zgoda. Geometra wymierzył im grunta, a oni zwie

ź

li deski, cegły, kamie

ń

 i 

wapno. Hamer symbolicznie wbił cztery kołki na pocz

ą

tek domu, przy 

ś

piewie hymnu Lutra, który chłopom 

wydawał si

ę

 pełen pot

ę

gi w porównaniu do ich sm

ę

tnych 

ś

piewów ko

ś

cielnych. Stasiek, wra

ż

liwy na muzyk

ę

a

ż

 zemdlał. J

ę

drkowi spodobała si

ę

 córka bakałarza, któr

ą

 ju

ż

 widział przy chacie. Dała mu piwo, gdy młodzi 

Niemcy zacz

ę

li go poniewiera

ć

. Grzyb powiedział, 

ż

e rodzina 

Ś

limaka brata si

ę

 z Niemcami, bo J

ę

drek do 

nich chodzi, a reszta modli si

ę

, gdy oni 

ś

piewaj

ą

 – ju

ż

 ich pokarało, bo diabeł op

ę

tał Sta

ś

ka. 

 
rozdz. VIII 
Tego roku 

Ś

limak odpocz

ą

ł sobie, nie musiał wstawa

ć

 do pracy we dworze lub w mie

ś

cie, mógł spa

ć

 do 7 

nawet! Niemcy ju

ż

 si

ę

 pobudowali. Ich domy były identyczne, czyste i gładkie, ale surowe, bo dachy miały 2-

spadziste, a nie cztero jak chłopskie. Czasem 

Ś

limakowi 

ż

al było dawnej pracy, miał wyrzuty sumienia, 

ż

pró

ż

nuje. Bał si

ę

ż

e Niemcy go wyrzuc

ą

 tak jak dziedzica, ale uspokajał si

ę

, widz

ą

c, 

ż

e to naród pracowity i 

uczciwy, 

ż

e płac

ą

 mu za towary. Kupował zwierz

ę

ta i ro

ś

liny, by sprzedawa

ć

 je, gdy ruszy kolej. 

Niemcy  je

ź

dzili  gdzie

ś

  furmankami  co  rano. 

Ś

limak  s

ą

dził, 

ż

e  to  kolej  ju

ż

  si

ę

  buduje  i  postanowił  to 

sprawdzi

ć

. Nie chcieli tam od niego kupowa

ć

, bo mieli swoich dostawców. Za namow

ą

 Hamera przegnali go 

nawet, gdy chciał u

ż

yczy

ć

 swego wozu do pracy. Zawstydził si

ę

ż

ś

miał i

ść

 do roboty, za któr

ą

 wzi

ę

li si

ę

 

Niemcy. Ale gdy zorientował si

ę

ż

e to przez Hamera go przegnali, chciał jego ojcu powiedzie

ć

ż

e s

ą

 podli. 

Od bakałarza dowiedział si

ę

ż

e Hamerowie i swoich tak odsuwaj

ą

 od pracy, a na 

Ś

limaka s

ą

 szczególnie 

zawzi

ę

ci, bo nie chce im sprzeda

ć

 pola i wzgórza pod wiatrak. 

 
Hamer nie wzi

ą

ł 

Ś

limaka do budowy mostu, bo mówił, 

ż

e mu nie ufa. Starzec, któremu 

Ś

limak si

ę

 poskar

ż

ył, 

powiedział, 

ż

e  zawsze  b

ę

dzie  go  wynajmował,  gdy  b

ę

dzie  potrzebował  gdzie

ś

  pojecha

ć

.  Wał  kolejowy 

wydawał  si

ę

 

Ś

limakowi  złowrogi,  bo  nie  wiedział, 

ż

e  to  cywilizacja.  Niemcy  budowali  wały  powodziowe  w 

razie wylewu rzeki. 

Ś

limak te

ż

 miał taki zamiar, ale odkładał jego realizacj

ę

 w niesko

ń

czono

ść

 
W  lipcu  przyszła  straszna  burza  –  noc  chciała  zniszczy

ć

  wszystko,  co  jest  na  ziemi.  J

ę

drek  był  cały 

zadowolony,  co  chwil

ę

  wybiegał  na  deszcz.  Tylko  Stasiek  był  niespokojny,  nie  bał  si

ę

  burzy,  ale  cierpiał, 

my

ś

l

ą

c, sk

ą

d bior

ą

 si

ę

 nieszcz

ęś

cia na 

ś

wiecie. Nikt go nie rozumiał. 

Ś

limaka zalało, bo Niemcy postawili na 

swoim  polu  tam

ę

.  Cała  rodzina  wylewała  wod

ę

,  a  Sta

ś

  słuchał 

ś

piewu  Niemców,  którzy  wyławiali  deski  z 

rzeki. Poszedł w ich stron

ę

Ś

limak wyci

ą

gn

ą

ł go chwil

ę

 potem z dołka z wod

ą

 za górk

ą

. Bakałarz próbował 

go ocuci

ć

, ale po pół godzinie przykrył ciało Sta

ś

ka, prze

ż

egnał si

ę

 i wyszedł. Maciek Owczarz powiedział, 

ż

e Stasiek od zimy był chory, szybko si

ę

 m

ę

czył. To nie 

ś

piewanie Niemców go zamroczyło, ale wła

ś

nie ta 

choroba. 

Ś

limak  doszedł  do  wniosku, 

ż

e  nie  dało  si

ę

  tego  unikn

ąć

,  po  prostu  Bóg  tak  chciał.  Ze  Sta

ś

ka 

po

ż

ytku  w  gospodarstwie  by  nie  było.  Cał

ą

  noc  nie  spali,  pies  wył.  Rano 

Ś

limak  zrobił  trumn

ę

.  Na  trzeci 

dzie

ń

  sprawili  mu  pogrzeb. 

Ś

limak  płakał,  my

ś

l

ą

c, 

ż

e  gdyby  gór

ę

  ogrodził,  to  syn  by 

ż

ył,  ale  potem 

wytłumaczył sobie, 

ż

e to wola Bo

ż

a. 

 
rozdz. IX 
Na jesieni ruszyła kolej. Zacz

ę

ły si

ę

 kradzie

ż

e. Handlem zaj

ę

li si

ę

 Niemcy, od chłopów nikt nic nie kupował. 

O Sta

ś

ku pomału zapominano. Najgorzej znosił jego brak J

ę

drek – gdy nie było roboty, wał

ę

sał si

ę

 bez celu. 

Bakałarz  z  córk

ą

  uczyli  go  czyta

ć

  i  pisa

ć

.  W  domu  brakował  im  paszy  dla  zwierz

ą

t.  Musieli  sprzeda

ć

 

rze

ź

nikom  krow

ę

.  Patrzyła  tak 

ż

ało

ś

nie,  gdy  j

ą

  zabierali, 

ż

e  wszystkim  było  okropnie 

ż

al.  Hamer  znów 

proponował, 

ż

e kupi jego ziemi

ę

, ale 

Ś

limak nie chciał opuszcza

ć

 ojcowizny. 

Ś

limakowa wymówiła miejsce 

Magdzie.  Chciała,  by  dziewczyna  naj

ę

ła  si

ę

  gdzie

ś

  za  lepsze  pieni

ą

dze. 

Ś

limak  wci

ąż

  my

ś

lał, 

ż

e  złe  si

ę

 

samo odwróci. Nie zdobył si

ę

 nawet na zrobienie skobli do drzwi przed kradzie

ż

ami. 

 

background image

 

4

Pewnej nocy 

Ś

limak i Owczarz spłoszyli złodziei, którzy zabili i ukradli Niemcom 

ś

winiaka. Parobek Hamera 

wygadał, 

ż

e wzi

ę

li chłopów za złodziei, wi

ę

c oni nie chcieli pomóc w 

ś

ciganiu przest

ę

pców. Przyszła zima. 

J

ę

drek pobił si

ę

 z parobkiem Hamera, Hermanem, gdy ten przyłapał go na zagl

ą

daniu do okien bakałarza i 

oskar

ż

ył o złodziejstwo. J

ę

drek przywalił mu kijem a

ż

 krew poszła. Herman poszedł na skarg

ę

 do s

ą

du. 

 
Gdy Owczarz był sam w domu, pewien przejezdny poprosił go o pomoc przy naprawie wozu. W zamian dał 
mu mocnego, leczniczego trunku. 

Ś

limakowie wrócili z ko

ś

cioła rado

ś

ni, bo Jasiek Grzyb powiedział im, 

ż

J

ę

drkowi nic nie grozi. Poszli spa

ć

. Maciek te

ż

 chciał si

ę

 poło

ż

y

ć

, ale trunek od obcego jako

ś

 wpadł mu w 

r

ę

ce.  Miał  po  nim  jakie

ś

  halucynacje,  a  potem  zasn

ą

ł  jak  kamie

ń

.  Przez  noc  znikły  konie,  Burek  zdechł 

otruty. 

Ś

limak  wyp

ę

dził  Ma

ć

ka  z  dzieckiem  i  kazał  mu  bez  koni  nie  wraca

ć

.  Maciek  nie  miał  za  to 

ż

alu, 

szkoda  mu  było  tylko  koni,  z  którymi  si

ę

  zaprzyja

ź

nił.  Maciek  poszedł  po 

ś

ladach.  Wst

ą

pił  do  sołtysa 

Grochowskiego, by nakarmi

ć

 sierot

ę

. Przyj

ą

ł go ch

ę

tnie, bo przy go

ś

ciu 

ż

ona nie mogła mu wymy

ś

la

ć

. Sołtys 

od  dawna 

ś

ledził  złodziei,  kazał  Ma

ć

kowi  i

ść

  dalej 

ś

ladem.  Owczarz  zbł

ą

dził  w  w

ą

wozach,  w 

ś

niegu  i 

zapadaj

ą

cym zmroku. W ko

ń

cu usiadł, by odpocz

ąć

, poczuł mrowienie i zasn

ą

ł. Zamarzni

ę

tych znalazł ich 

dró

ż

nik. 

 
Głupia  Zo

ś

ka  jaki

ś

  czas  bł

ą

kała  si

ę

  mi

ę

dzy  wiezieniem  a  szpitalem,  w  ko

ń

cu  odesłano  j

ą

  w  miejsce 

urodzenia.  Gdy  j

ą

  prowadzili,  min

ę

ły  ich  sanie  z  Ma

ć

kiem  i  dzieckiem.  Zo

ś

ce  pokazali  jej  córk

ę

.  Chciała 

jecha

ć

 z dzieckiem, ale nie puszczono jej, wi

ę

c tylko wyklinała na 

Ś

limaka, który ich wygnał na mróz. Szybko 

jednak popadła znów w apati

ę

 
rozdz. X 

Ś

limak był w

ś

ciekły, pobił krowy, zdechłego Burka, J

ę

drka, a potem r

ą

bał drzewo. 

Ś

limakowa 

ź

le si

ę

 czuła, 

w  nocy  miała  dreszcze. 

Ż

yd  Josel  przyniósł  wie

ść

  o 

ś

mierci  Ma

ć

ka. 

Ś

limakowi  przypomniało  si

ę

  kazanie: 

„byłem głodny, a nie nakarmili

ś

cie mnie...” Sołtys zabrał J

ę

drka do s

ą

du, ale 

Ś

limakowa pozostała oboj

ę

tna. 

Ś

limakowi było coraz sm

ę

tniej w cichym domu, win

ę

 zrzucał na Szwabów. 

 
Przyszła  Zo

ś

ka,  a 

Ś

limak  j

ą

  nakarmił  i  przenocował.  W  nocy  uciekła,  ale  przedtem  podpaliła  dach. 

Ś

limak 

wyniósł  z  domu  Jagn

ę

  (

ż

on

ę

),  ubrania  i  pieni

ą

dze.  Wtedy  Zo

ś

ka  podpaliła  te

ż

  stodoł

ę

.  Nie  ratował  nic,  bo 

widział w tym Bosk

ą

 kar

ę

 za 

ś

mier

ć

 Ma

ć

ka. Niemcy przybiegli z pomoc

ą

, ale niewiele udało si

ę

 uratowa

ć

 
Stary Hamer przyniósł im strawy. Nikt z wioski nie chciał pomóc 

Ś

limakom. 

Ś

limak zdecydował si

ę

 sprzeda

ć

 

pole,  a  Hamer  wzi

ą

ł  ich  do  siebie  na  zim

ę

,  miał  im  płaci

ć

  jak  parobkom.  Bakałarz  radził 

Ś

limakowi 

potargowa

ć

  si

ę

  o  cen

ę

,  bo  Hamerowie  musieliby  sprzeda

ć

  na  wiosn

ę

  ziemi

ę

  Grzybowi,  nie  mog

ą

c  dłu

ż

ej 

zaci

ą

ga

ć

  długu  u 

Ż

yda.  Noc

ą

 

Ś

limakowa  wyci

ą

gn

ę

ła  m

ęż

a,  by  wracali  do  domu.  Nie  chciała  umiera

ć

  w 

cudzej  izbie  jak  wyrobnica.  Wygra

ż

ała, 

ż

e  je

ś

li 

Ś

limak  sprzeda  grunt,  to  ona  nawet  po 

ś

mierci  b

ę

dzie  go 

n

ę

ka

ć

Ś

limakowa umarła, gdy zło

ż

ył j

ą

 w stajni na sianie. 

Ś

limak chciał ju

ż

 tylko zasn

ąć

 i umrze

ć

 we 

ś

nie. 

 
Do 

Ś

limaka zaszedł Jojna Niedoperz, najbiedniejszy 

Ż

yd w wiosce. Napoił krowy, chciał koniecznie pomóc 

Ś

limakowi,  bo  jego  n

ę

dza  przypominała  mu  własn

ą

.  Grochowski  wzi

ą

ł 

Ż

yda  za  złodzieja.  Proboszcz  był 

młody,  pi

ę

kny  i  wykształcony. 

Ż

ył  dobrze  ze  szlacht

ą

,  bo  pił  i  hulał  z  nimi,  ale  chłopi  go  bali,  nie  umiał 

rozmawia

ć

  z  nimi.  Tego  wieczoru  jechał  na  bal  do  s

ą

siadów,  z  dr

ż

eniem  wspominał  jedn

ą

  pani

ą

.  Bił  si

ę

  z 

my

ś

lami – czy jecha

ć

 na raut, czy do potrzebuj

ą

cego pomocy 

Ś

limaka. Wybrał w ko

ń

cu chłopa... 

 
rozdz. XI 
Wkrótce 

Ś

limak płakał w obj

ę

ciach ksi

ę

dza. Zjadł co

ś

 i opowiedział sw

ą

 histori

ę

. Ksi

ą

dz strapił si

ę

ż

e jego 

„owce” gryz

ą

 si

ę

 mi

ę

dzy sob

ą

, z Niemcami, radz

ą

 si

ę

 

Ż

ydów, a on na rauty je

ź

dzi. Załatwił 

Ś

limakowi pomoc 

Grzyba i pojechał na zabaw

ę

 
Grzyb  rzeczywi

ś

cie  pogodził  si

ę

  ze 

Ś

limakiem,  ale  nie  omieszkał  wyrzuci

ć

  mu  jego  dawnych  „przewin”. 

Pogodziła  ich  niech

ęć

  do  Niemców.  Sołtys  Grochowski  przyjechał  z  Ja

ś

kiem  Grzybem  –  złapał  go  na 

kradzie

ż

y  koni.  To  on  ukradł  konie 

Ś

limakowi  i  innym  za  polecenie  Josela,  któremu  był  winien  100  rubli. 

Sołtys  chciał  odszkodowanie,  bo  inaczej  groził  s

ą

dem.  Grzyb  chciał,  by 

Ś

limak  o

ż

enił  si

ę

  z  jego  siostr

ą

wdow

ą

 Gaw

ę

dzin

ą

. Grzyb wzi

ą

łby jej ziemi

ę

Ś

limak dostałby cz

ęść

 ł

ą

ki i ziemi Hamera, ale musiałby spłaci

ć

 

za  t

ę

  łask

ę

  sołtysa  i  Josela. 

Ś

limakowi  było  tylko  szkoda, 

ż

e  jego  Jagna  nie  b

ę

dzie  widzie

ć

  jego  nowego 

dostatku. 
 
Grzyb  kupił  folwark  Hamerów,  a  przed  postem  jeszcze  były  wesela  Ja

ś

ka  z  Orzechowsk

ą

  i 

Ś

limaka  z 

Gaw

ę

dzin

ą

Ż

ona  zatruwała 

Ś

limakowi 

ż

ycie,  mówi

ą

c, 

ż

e  jej  wszystko  zawdzi

ę

cza,  a  on  wspominał  wci

ąż

 

swoich  bliskich  zmarłych  –  Jagn

ę

,  Stasia,  Ma

ć

ka,  a  nawet  Burka  i  krow

ę

,  któr

ą

  oddał  rze

ź

nikowi.  Zo

ś

ka 

zmarła w wi

ę

zieniu, a Sobieska w szynku u Josela. Reszta 

ż

yje i ma si

ę

 dobrze. 

 

THE END