background image

Powrót do spisu KIPPIN

PRZEDRUK

RAYMOND A.MOODY Jr

ŻYCIE PO ŻYCIU, CZĘŚĆ 2 (obecnie rozszerzona i o tytule: Refleksje nad życiem po życiu)

[Refiections of Life after life / wyd. orygin.: 1979 ?]

  

SPIS TREŚCI:

Wprowadzenie

Wizja wszechwiedzy
Miasta ze światła
Królestwo otępiałych duchów
Nadziemscy wybawcy
Sąd
Samobójstwo
Reakcje księży (pastorów)
Przykłady historyczne
Pytania

background image

Spis Treści / Dalej

WPROWADZENIE

Tom ten powinien być przeczytany w połączeniu z moją poprzednią książką: "Życie  po życiu", 

ponieważ stanowi rozszerzenie niektórych idei i odkryć tam opisanych.

Od czasu wydania "Życia po życiu" przesłuchałem inne osoby, które miały przeżycia po śmierci 

klinicznej. Odkryłem nowe przypadki tego zjawiska i to w takiej ilości, że nie pamiętam już dokładnie 
ich liczby.

W mojej poprzedniej pracy, kilka z tych osób przeżyło śmierć kliniczną, a inne otarły się tylko o 

śmierć na skutek poważnych ran lub w wypadkach. W relacjach, które później usłyszałem, piętnaście 
pospolitych przypadków, omówionych w książce "Życie po życiu", powtarzało się. Dlaczego więc jeśli 
te przeżycia były tak liczne jak stwierdziłem, inni ludzie nie zbierali relacji o nich. Po pewnym czasie 
przekonałem się, że kilka innych  osób, najbardziej zaś godna szacunku dr Elisabeth Kubler-Ross 
przeprowadzała takie same badania i miała identyczne wyniki.

Kiedy   dr   Kubler-Ross   otrzymała   strony   korekty   przed   wydaniem   mojej   pierwszej   książki, 

stwierdziła,   że   mogłaby   napisać   taką   samą   pracę   na   podstawie   swoich   badań.   Wielu   lekarzy   i 
duchownych   także   potwierdziło,   że   już   dawno   notowali   podobne   przypadki   tego   zjawiska   i 
przypuszczali,   że   mogły   one   być   powszechne.   Przychodzili   do   mnie   ludzie;   z   którymi   dawniej 
rozmawiałem o ich przeżyciach związanych z życiem po śmierci klinicznej. Niektórzy mówią teraz o 
swych przeżyciach publicznie w czasie dyskusji następujących po moich wykładach. W ten sposób 
inne osoby usłyszały o tych "przeżyciach" bezpośrednio od ludzi, którzy zetknęli się ze śmiercią.

Mogę teraz powiedzieć z całym przeświadczeniem, że zjawisko to, cokolwiek ostatecznie by ono 

znaczyło – jest powszechne. W rzeczywistości jest ono tak szeroko rozpowszechnione, że myślę iż 
wkrótce nie będzie wątpliwości, że istnieje naprawdę.

Jednym   z   założeń   książki   "Życie   po   życiu"   była   chęć   wprowadzenia   tego   zjawiska   na   forum 

publiczne i pragnienie zainteresowania nim innych.

Na   początku   tej   książki,   pozwolę   sobie   wprowadzić   teoretyczny,   kompletny   model  "przeżycia", 

który po raz pierwszy zbudowałem w książce "Życie po życiu".

Obejmuje on pospolite przypadki typowych przeżyć u "progu śmierci",
"Człowiek   umiera   i   kiedy   osiąga   punkt   najwyższego   fizycznego   utrapienia,   słyszy   jak   lekarz 

stwierdza jego śmierć".

Docierają do niego nieprzyjemny hałas, głośne dzwonienie albo buczenie i zarazem czuje jakby 

szybko mknął przez długi ciemny tunel. Potem nagle znajduje się poza swoim  ciałem, ale w tym 
samym   otoczeniu   jak  dotąd   i  widzi   swoje   ciało   z  odległości,   jakby  był   widzem,   obserwuje   wysiłki 
mające przywrócić go do życia. Przeżywa stan emocjonalnego wstrząsu. Po chwili opanowuje się i 
staje się bardziej przystosowany do swoich nowych warunków. Zauważa że ma jeszcze "ciało", ale 
ciało inne i z innymi siłami, niż ciało fizyczne, które pozostawił poza sobą. Wkrótce nadchodzą inni 
"ludzie", aby go spotkać i pomóc mu. W przelocie widzi duchy swych krewnych i przyjaciół, którzy już 
umarli   oraz   Ducha,   którego   nie   potrafi   określić...   Jest   to   istota   ze   światła   emanująca   ciepłem   i 
dobrocią.

Ten Duch zadaje mu pytanie, bez słów, które ma ocenić jego życie. Pomaga mu w tym przez 

panoramiczne ukazywanie najważniejszych wypadków z jego życia.

W tej samej chwili osoba w tym przedziwnym stanie stwierdza, że zbliża się do jakiegoś rodzaju 

bariery,  prawdopodobnie przedstawiającej granicę  między ziemskim  życiem,  a życiem  następnym. 
Teraz przekonuje się, że musi wracać na Ziemię, że czas jego śmierci jeszcze nie nadszedł. W tym 
momencie waha się, ponieważ teraz jest pochłonięty doznaniami w jego życiu pozagrobowym i nie 
chce wracać. Jest ogarnięty intensywnymi uczuciami radości, miłości i spokoju. Nie wiedząc jak to się 
dzieje, łączy się ponownie ze swoim fizycznym ciałem i ryje dalej. Później próbuje zwierzyć się ze 
swych przeżyć, ale natrafia na wiele trudności. Nie może znaleźć żadnych ludzkich słów odpowiednich 
do opisania tych pozaziemskich wydarzeń. Stwierdza jedynie, że życie pozagrobowe wstrząsnęło nim 
do głębi, zmieniając jego pogląd na śmierć i stosunek do życia".

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

WIZJA WSZECHWIEDZY

Kilka   osób   opowiedziało   mi,   że   podczas   zetknięcia   się   ze   śmiercią   mieli   krótki   obraz   całej 

egzystencji   innego   świata,   w   którym   całkowite   poznanie,   czy   to   przeszłości,   teraźniejszości,   czy 
przyszłości wydawało się współistnieć w jakimś "bezczasie".

Opisywano   to,   jako   moment   oświecenia,   w   którym   wszechwiedza   dawała   kompletne   poznanie 

wszystkiego. Wszyscy podawali, że jest to przeżycie nieopisane.

Wszyscy też zgadzali  się, że  wrażenie kompletnego poznania się trwało  dalej  po powrocie do 

życia, lecz że nie . przynieśli żadnego rodzaju wszechwiedzy ze sobą.

Zgodnie przyznawali  również że  ta wizja  nie zniechęciła ich do nauki w ich ziemskim życiu,  a 

przeciwnie raczej ich zachęcała do dalszej pracy.

Powyższe   przeżycie   było   porównywane   w   różnych   opowiadaniach   do   błysku   widzenia   całego 

wszechświata, jakby instytucji wyższego nauczania, "szkoły" i "biblioteki". Każdy podkreślał jednak, że 
słowa, których używają do opisania tego przeżycia, są w najlepszym razie tylko mglistymi odbiciami 
zaistniałego stanu jaki starają się opisać.

Odnoszę   wrażenie,   że   we   wszystkich   tych   opowiadaniach   pojawia   się   nowy,   nieznany   rodzaj 

świadomości. Jednak kobieta "umarła" podała, co następuje z obszernego przeprowadzonego z nią 
wywiadu.

Czy pani mogłaby opowiedzieć o swojej "wizji wszechświata", o której pani wspomniała?
-   Zdaje   się,   że   stało   się   to   potem,   jak   zobaczyłam   obraz   mojego   życia   przed   sobą.   Miałam 

wrażenie   jakby   wszystko   stawało   się   nagle:   całe   uświadomienie   sobie   wszystkiego   od   samego 
początku życia, aż do końca.

I   w  jednej  sekundzie   wiedziałam  o   wszystkich   tajemnicach   swego   życia   i  znaczeniu   kosmosu, 

gwiazd, księżyca... słowem wszystkiego. Ale potem, gdy wybrałam powrót do życia, ta świadomość 
uciekła   i   nie   mogłam   sobie   przypomnieć   niczego.   Miałam   wrażenie,   że   kiedy   podjęłam   decyzję 
powrotu   do   ciała   fizycznego,   oznajmiono   mi,   że   nie   będę   mogła   zatrzymać   tej   "świadomości 
pozaziemskiej"; ale byłam wzywana przez moje dzieci.

Ta Wszechmocna Nadświadomość objawiła mi się. Zdawało mi się, że będę chorować jakiś czas i 

że  zostanę jeszcze  wezwana.  Miałam potem wezwania  bliskich memu sercu. Powiedziano mi, że 
część z tych przeżyć zastanie wymazana z tej "świadomości kosmicznej".

Będzie mi dane poznać tajemnice wszechświata, ale potem zapomnę o nich. Pamiętam jedno; 

miałam świadomość wszystkiego  po śmierci, co zdarzyło się w moim życiu,  ale nie było mi dane 
zatrzymanie tego w pamięci po powrocie do życia. Wybrałam jednak powrót do moich dzieci... Pamięć 
wszystkich   tych   rzeczy,   które   zdarzyły   się;   była   jasna,   ale   przelotna,   jak   wizja   wszechwiedzy".   I 
uczucie Wszechmocnej Nadświadomości zniknęło, kiedy powróciłam do mego ciała fizycznego. Brzmi 
to głupio gdy się o tym mówi na głos. Może dlatego nigdy nie miałam odwagi zwierzać się z tego 
nikomu. Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale ja wiem... że to jak w Biblii:

"Wszystkie rzeczy będą tobie objawione": Potem nie było już nic: ani pytań, ani odpowiedzi. Jak to 

długo trwało nie mogę powiedzieć, bo to jednak nie był "ziemski czas".

-  W  jakiej  formie   ta   Wszechmocna  Nadświadomość  objawiła  się   pani?  Czy  w  słowach,   czy   w 

obrazach?

- Odbierałam ją wzrokiem, słuchem, myślami. Ona była Czymś, była Wszystkim. To tak, jakby nie 

było nic, co by było niewiadome. Tam była cała wszechwiedza, nie jedna jakaś dziedzina, ale cała.

- Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Spędziłem wiele lat mego życia na poszukiwaniu wiedzy, 

nauki. Jeśli tak to się przedstawia, to może nie ma sensu w poszukiwaniu wiedzy?

- Nie!... Jeszcze wciąż chce się szukać wiedzy, nawet po powrocie stamtąd. Ja nadal poszukuję 

wiedzy... i łatwo odpowiedzieć na to tutaj. Poszukiwanie wiedzy jest częścią naszego życia... i nie jest 
to cel dla jednej osoby, ale jest to przeznaczeniem całej ludzkości.

To, co wiemy, zawsze zawdzięczamy innym".

background image

Jest   jedna   rzecz,   którą   chciałbym   zaznaczyć   w   tej   relacji.   Ta   kobieta   miała   całkowite 

przeświadczenie, że przeznaczony czas na jej długą rekonwalescencję, przyczynił się do zapomnienia 
prawie   wszystkiego   z  jej  "wszechwiedzy".   To  nasuwa   przypuszczenie,   że   działa   jakiś  mechanizm 
mający za zadanie zablokować przyjście tajemnic "wszechwiedzy" do stanu jej ziemskiej egzystencji. 
Kobieta ta nie potrafiła przenieść "pozaziemskiej świadomości" do "świadomości ziemskiej".

Jestem   pod   wrażeniem   podobieństwa   pomiędzy   tym   przypuszczeniem,   a   myślą   wyrażoną   w 

metaforyczny i poetyczny sposób przez Platona w jego opowiadaniu o Erze, wojowniku, który powrócił 
do   życia,   będąc   już   na   stosie   całopalnym,   jak   zmarły.   Er   miał   widzieć   wiele   rzeczy   w   życiu 
pośmiertnym, ale powiedziano mu, że powróci do życia na Ziemi, aby powiedzieć innym, co to znaczy 
"śmierć".

Zanim   jednak   wrócił   ujrzał   dusze   przygotowane   do   narodzin.   Wszystkie   one   dążyły   do   Doliny 

Zapomnienia przez straszliwe i duszące gorąco, pozbawione drzew i roślin. Obozowały one tam nad 
brzegami   Rzeki   Zapomnienia,   której   żadna   łódź   nie   mogła   przepłynąć.   Wszystkie   chciały   wypić 
bezmiar tej wody, a te którym nie miało być dane ocalenie przez swe dobre uczucia, piły wodę ponad 
miarę. Każdej zaś z dusz wypita woda przynosiła zapomnienie. Gdy o północy zapadły w sen rozległy 
się grzmoty i nastąpiło trzęsienie ziemi.

Dusze uniosły się nagle jak wystrzelone gwiazdy, aby w ten sposób narodzić się. Lecz Eremu nie 

pozwolono   napić   się   wody   i   musiał   powrócić   do   fizycznego   ciała.   Zobaczył   nagle   samego   siebie 
leżącego   na   stosie   całopalnym.   Główna   treść   tych   dwóch   wypadków   jest   podobna.   Przed 
powróceniem do życia, pojawił się pewien rodzaj "zapomnienia" tego, o czym wiedziało się v stanie 
wiekuistym.

Podczas innego wywiadu, młody człowiek powiedział mi tak:
- "Otóż byłem w szkole... i to było naprawdę. To nie była fantazja, bo gdybym nie był tego zupełnie 

pewny, to powiedziałbym: – "czyż jest to możliwe, że ja tam byłem?", ale to było naprawdę. To miejsce 
było podobne do szkoły, ale nie było w niej nikogo..., gdy się skupiło uwagę, to wyczuwało się, że były 
tam obecne jakieś istoty... odbywały się tam lekcje dla mnie, ciągle trwające pouczania mnie".

Inny mężczyzna rzekł mi, że wszedł do czegoś, co nazwaliby "biblioteką" lub "akademią".
- Czy spróbowałby pan opowiedzieć mi to?
- Oczywiście, choć w tym wypadku nie jest to takie proste. Zwykle, gdy człowiek opowiada o jakim 

wydarzeniu, można je sobie dokładnie wyobrazić. A tutaj nie ma słów właściwych, są uboższe i za 
pomocą języka werbalnego nie można tego opowiedzieć. Stan ten nie jest porównywalny do niczego 
na ziemi.,

Terminy,   których   używam  do  opisania   odbiegają   daleko   od  rzeczywistości,  ale   to   wszystko   co 

mogę zrobić. Odczuwam to jakby miejsce wszechwiedzy, czyli wiedzy i informacji. Dzięki wchłoniętej 
wiedzy   zna   się   odpowiedź   na   wszystko.   To   jakby   umysłowe   źródło   oświecenia   w   owej   szkole. 
Zaznaczam, że to "wszechwiedza" płynie przez człowieka z tego źródła automatycznie. Jakby się w 
pośpiechu przeszło dwanaście kursów nauczania. I wiem dosłownie o czym mam mówić, ale rozumie 
pan; że ja sam teraz mam już "świadomość" ziemską i używam słów innych, niż tamte...

Idę na poszukiwanie wiedzy, szukam i znajdę ją. Można zdobyć wiedzę samemu. Modlę się o 

mądrość, mądrość ponad wszystko..."

Kobieta w średnim wieku opisała to w ten sposób: – "Była to chwila wszechwiedzy, którą trudno 

opisać, ale była to jak gdyby świadomość o wszystkich. rzeczach... Przez chwilę wydawało się, że nie 
potrzebna jest wszelka łączność. Znałam odpowiedzi na wszystkie pytania i problemy".

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

MIASTA ZE ŚWIATŁA

Zaznaczyłem   w   "Życie   po   życiu",   że   nie   spotkałem   się   z   wypadkiem,   gdzie   "niebiosa",   a 

przynajmniej   pewien   tradycyjny   opis  tego   miejsca,   zostałby   mi   podany.   Jednakże   rozmawiałem   z 
wieloma osobami, które z uderzającą logiką opisywały inne królestwo egzystencji, które mogłoby być 
określone, jako "niebiańskie". Dla mnie jest to dziwne, że w kilku opowiadaniach powtarzało się jedno 
zdanie "miasto ze światła".

W   tych   i   kilku   innych   określeniach,   obrazy   w   których   te   sceny   są   opisane,   zdają   się   być 

reminiscencją tego, co znajduje się w Biblii. Mężczyzna w średnim wieku po przebytym zawale serca, 
podał mi co następuje:

- "Miałem zapaść i kliniczną śmierć... Lecz pamiętam wszystko dokładnie. Nagle poczułem, że 

drętwieję.   Dźwięki   zaczęły   dochodzić   mnie   z   bliska...   Cały   ten   czas   byłem   zupełnie   świadomy 
wszystkiego,   co   się   działo.   Usłyszałem,   jak   aparatura   do   badania   serca   zamilkła.   Zobaczyłem 
pielęgniarkę wchodzącą do pokoju i potem telefonującą. Widziałem wchodzących lekarzy,  siostry i 
salowe. Kiedy wszystko dookoła mnie zbladło, zaczął docierać do mnie dźwięk podobny do bicia w 
bęben, lub strumienia pośpiesznie wpadającego do wąwozu. I wtedy wstałem i znalazłem się kilka 
stóp w górze, patrząc na dół na moje własne ciało. Leżałem tam, a ludzie usiłowali mnie ratować. Nie 
obawiałem   się,   nie   odczuwałem   bólu.   Jedynie   spokój.   Po   kilku   chwilach   miałem   wrażenie,   że 
wykonuję obrót unosząc się do góry. Było tak ciemno, jak w dziurze lub tunelu i wreszcie ukazało się 
Światło. Stawało się coraz jaśniejsze i miałem wrażenie przechodzenia przez nie. Nagle znalazłem się 
gdzie indziej. Piękne złote światło wszędzie. Nie mogłem znaleźć nigdzie źródła tego światła. Było 
wokół, przychodzące zewsząd. I była muzyka. Wrażenie takie, jakbym był na wsi, gdzie znajdują się 
strumienie, trawa, drzewa i góry. Ale kiedy rozejrzałem się dokoła, jeśli można by użyć tego słowa, to 
wszystkie te rzeczy i drzewa nie były takie, jakie my znamy na Ziemi. A najdziwniejszą sprawą dla 
mnie było to, że tam znajdowali się ludzie, ale nie w formie fizycznej, jaką znamy... Zaznałem uczucia 
kompletnego   spokoju,   zadowolenia   i   miłości.   Jakbym   był   częścią   tego   wszystkiego.   To   przeżycie 
mogło trwać całą noc lub sekundę... Nie wiem..."

Inna z kolei kobieta opisuje:
- "Ogarnęła mnie pewnego rodzaju wibracja. I to wibrowanie otaczało mnie, całe moje ciało. Tak to 

było, jakby ciało wibrowało, ale dlaczego, nie wiem. W trakcie tej wibracji nastąpiło oddzielenie od 
mego ciała fizycznego. Mogłam teraz zobaczyć swoje ciało... Zatrzymałam się chwilę i obserwowałam, 
jak lekarz i pielęgniarki usiłowali przywrócić mnie do życia, no i myślałam o tym co się stało.

Stałam u wezgłowia łóżka patrząc na nich i na moje ciało. W .pewnej chwili pielęgniarka sięgnęła 

po zawieszoną nad łóżkiem maskę tlenową i wykonała ten ruch przeze mnie, przez moją szyję, bo 
przecież   stałam   przy   łóżku.   A   potem   pofrunęłam   do   góry,   przeszłam   przez   ciemny   tunel...   tak, 
przeszłam przez ciemny tunel i doszłam do jasnego Światła... Wzniosłam się jeszcze troszeczkę dalej 
i znalazłam  się wśród swoich  najbliższych,  którzy już zmarli.  Dookoła mnie było najcudowniejsze, 
najjaśniejsze Światło... Jasne kolory, ale nie takie, hak tu na Ziemi, inne, nie do opisania. I wszędzie 
tam byli szczęśliwi ludzie. Niektórzy zebrali się w grupy, inni uczyli się... W oddali mogłam zobaczyć 
miasto.   Były   tam   budynki   jasne   i   świecące.   Ludzie   w   nich   byli   szczęśliwi.   Ach   i   była   tam   woda 
rozpryskująca się, kaskada i fontanny... To było miasto ze Światła i przypuszczam, że to jest najlepsze 
określenie. Ono było cudowne. I muzyka była tam piękna. Wszystko promieniało i było urocze. Ale 
pomyślałam sobie, że gdybym weszła do tego miasta, nigdy bym nie wróciła. Właściwie to tak mi 
powiedziano, że gdy wejdę tam, to nie mogę wrócić na Ziemię i że ta decyzja należy do mnie".

Starszy zaś pan tak zeznał:
- "Siedziałem na krześle. Chciałem wstać i coś mnie uderzyło  prosto w pierś... Oparłem się o 

ścianę. Usiadłem znowu i ponownie doznałem uderzenia w pierś, jak młotem kowalskim...

Potem byłem w szpitalu i powiedziano mi, że mam zawał serca...
- A co pan przypomina sobie z chwili owego zawału serca?
- Miejsce... rzeczywiście piękne, ale nie do opisania, choć byłem tam naprawdę. Nie można go 

nawet sobie wyobrazić. A po drugiej stronie... znajdowała się rzeka, jak w Biblii "A tam była rzeka..." 
Miała   gładką   powierzchnię,   jak   szkło...   I   można   było   przedostać   się   na   drugi   brzeg   rzeki   i   ja   to 

background image

uczyniłem.

- Co pan odczuł, jak przepłynął przez tę rzekę?
- Szedłem... tak właśnie szedłem... Ale to było tak ładne, piękne! . Nie można tego opisać. Nie ma 

dwóch zdań... tutaj mamy również piękno, ale nie takie. Jak piękne są tam kwiaty, wszystko... Nie ma 
porównania. I jaka tam cisza i spokój. Można tam odpocząć. I nie było tam żadnej ciemności.

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

KRÓLESTWO OTĘPIAŁYCH DUCHÓW

U   kilku   osób   powtórzyły   się   opowiadania   dotyczące   zjaw,   które   sprawiały   wrażenie 

"przeniesionych" w krytycznym momencie swej (psychicznej) egzystencji.

Stan tych istot sugerował niemożność wyrzeczenia się przywiązania do ziemskiego życia. Jeden 

mężczyzna powiedział, że duchy, które zobaczył widoczne "nie potrafiły przejść do nowego życia, 
ponieważ ich bóg został jeszcze na Ziemi". Zdawały się tęsknić do jakiejś szczególnej rzeczy czy 
osoby. Posiadały jakby niższy poziom świadomości, Były otępiałe i smutne. Stan ten miał trwać aż do 
momentu rozwiązania przez nie swoich problemów.

A oto rozmowa z kobietą, która przeżyła 15-minutową śmierć kliniczną:
-   Wspomniała   Pani   o   ludziach-duchach,   którzy   zdawali   się   być   zakłopotani.   Czy   może   pani 

powiedzieć mi coś więcej o nich?

- Nie potrafię uświadomić sobie dokładnie gdzie ich widziałam. Kiedy przechodziłam przez miejsca 

tonące w jasnym świetle wśród zjaw różniących się nieco od ziemskich ludzi ujrzałam "szare miejsce". 
Widma tam wyglądały na smutne, przygnębione". Niewyraźne ich kształty miały pospuszczane głowy, 
powłóczyły nogami jakby spętane łańcuchami. Nie wiadomo dlaczego tak mówię, bo nie przypominam 
sobie, żebym widziała nogi. Nie wiem kim oni byli, ale wyglądali na opuszczonych i szarych. Ciągle 
powłóczyli nogami i kręcili się wokoło, bez celu i żadnej nadziei.

Gdy przechodziłam  obok nich, oni nawet  nie  podnieśli głów,  byli  obojętni.  Zdawali  się  myśleć: 

"Wszystko   się   skończyło.   Co   teraz?   Co   mam   robić   teraz?"   Uderzała   bezcelowość   kompletne 
załamanie. Byli w ciągłym beznadziejnym powolnym ruchu.

- Czy zdawali się być świadomi świata fizycznego? – Raczej nie, ani ziemskiego, ani duchowego 

świata. Sprawiali wrażenie "uwięzionych" pomiędzy światem ziemskim a duchowym. Jest tam gdzieś 
taka   przestrzeń   pomiędzy   tymi   dwoma   światami.   Możliwe,   że   istoty   te   miały   kontakt   z   ziemskim 
światem.   Były   pochylone   jakby   zapatrzone   w   swe   życie,   postępki   i   to   co   powinny   były   zrobić. 
Brakowało im odwagi w podjęciu decyzji. Ich twarze wyrażały najwyższe przygnębienie tak jakby nie 
było w nich życia. Nie wiem kim oni byli. To wyglądało jakby oni sami stracili świadomość i nie bardzo 
wiedzieli kim są ani kim byli. Tacy bezimienni.

- Czy mogłaby pani opisać ten świat między światem fizycznym, a duchowym?
-   O   ile   sobie   przypominam,   zobaczyłam   tę   "szarą"   przestrzeń   między   ziemskim   światem,   a 

duchowym,   jak   opuściłam   swoje   ciało   fizyczne.   Gdy   poczułam,   że   unoszę   się   w   górę   zaczęłam 
przemieszczać się w ciemnym tunelu.

A   potem   byłam   już  w  tym   świecie,   gdzie   było   takie   jasne   Światło.   Jasność  była   silniejsza   niż 

słoneczna, ale światło nie raziło i nie oślepiało, a było takie przyjemne. Jedynie przestrzeń między 
światem   ziemskim,   a   duchowym   miała   kolor   szary.   Mam   przyjaciela,   który   cierpi   na   daltonizm   i 
słyszałam, jak kiedyś mówił, że świat dla niego jest tylko cieniem i kolorem szarym. Ja jestem wrażliwa 
na barwy, więc ta przestrzeń była czymś podobnym do czarno-białego filmu. Różne odcienie szarości: 
smutne, wyblakłe. Ci ludzie nie zdawali sobie sprawy z mojej obecności. Nie wykazywali żadnej oznaki 
zainteresowania mną. Byli pogrążeni w kompletnej depresji. Miałam wrażenie, że chcą się zdobyć na 
decyzję, że patrzą wstecz, że nie wiedzą, gdzie iść, w którą stronę się obrócić: I tak jakby nie wiedzieli 
gdzie są. Zdawali się krążyć i wciąż patrzyli w dół. Nie mieli odwagi iść -na przód, aby zobaczyć, co 
ich czeka. Przypominali mi opisy duchów, o których czytałam, że musiały jakąś rzecz doprowadzić do 
końca. I zdawało mi się, że tych istot dookoła była cała chmara.

Niektórzy   widząc   ten   fenomen,   zauważyli,   że   czasami   istoty   z   "szarej   przestrzeni"   próbowały, 

chociaż bezskutecznie, skomunikować się z osobami, posiadającymi jeszcze ciało fizyczne. Jeden 
mężczyzna podał wiele przykładów, które zaobserwował będąc "umarłym" przez dłuższy okres czasu. 
Na przykład opowiedział, jak zobaczył pewnego pana idącego ulicą, nieświadomego, że nad nim krąży 
jedna z tych "otępiałych" istot. Odniósł takie wrażenie, jakby ten duch był za życia, matką przechodnia, 
nie mogącą w dalszym, ciągu zrzec się swej ziemskiej roli i próbując powiedzieć swemu synowi, co 
ma robić.

A oto kolejny urywek opowiadania przebadanej kobiety, która taki podaje opis przeżyć po śmierci 

klinicznej:

background image

- A więc... można ich było zobaczyć, jak próbowali nawiązać kontakt. Nikt jednak nie zdawał sobie 

sprawy, że te duchy są wokół nich. Próbowały one skomunikować się, ale nie mogły przełamać owej 
bariery. Ludzie bowiem kompletnie nie uświadamiają sobie ich obecności.

- Czy pani mogłaby powiedzieć co oni próbowali mówić?
- Jeden duch zdawał się być kobietą próbującą usilnie dotrzeć do dzieci i do starszej niewiasty w 

domu. Myślałam, że może to jest matka tych dzieci i córka tej starszej pani. Dzieci jednak spokojnie 
bawiły się, a starsza kobieta krzątała się po kuchni, nie przeczuwając obecności tak bliskiej osoby.

- Czy była jakaś szczególna rzecz, którą ona chciała im powiedzieć?
- Tak. Próbowała wrócić do nich i powiedzieć im, aby postępowali inaczej, niż dotychczas i zmienili 

styl swego dotychczasowego życia. Teraz to brzmi, jak coś zmyślonego, ale oni naprawdę usiłowała-
wrócić   do   nich   i   powiedzieć   im,   aby   postępowali   dobrze   i   żeby   zmienili   się,   jeśli   nie   chcą   być 
pozostawieni tam, gdzie ona jest. Ta matka mówiła: "nie róbcie tak, jak ja, a nie zdarzy się wam, to co 
mnie. Czyńcie wiele dla bliźnich, żeby nie być tam, gdzie ja jestem". Może w owym domu nie było 
miłości...   Zdawało   mi   się,   że   ona   próbowała   odpokutować   za   swe   złe   czyny.   To   było   przeżycie, 
którego nigdy nie zapomnę.

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

NADZIEMSCY WYBAWCY

W   kilku   raportach,   które   zebrałem,   opowiadający   twierdzą,   że   ocaleli   przed   śmiercią   dzięki 

wstawiennictwu   jakiegoś   duchowego   wysłannika,   albo   istoty   pozaziemskiej.   Wszystkie   uratowane 
osoby   znajdowały   się   najczęściej   w   beznadziejnym   stanie   zdrowia.   Często   zrezygnowane   i 
przygotowane na śmierć. Jednak w krytycznym momencie pojawiło się światło lub głos i ocaliło te 
osoby od niechybnej śmierci. Ludzie ci po powrocie do życia potrafili inaczej patrzeć na doczesność. 
Ich wiara religijna została wzmocniona. Jedno przeżycie tego rodzaju, stało się głośne dzięki książce 
Catherine Marshall pt. "Człowiek wzywa Piotra". Opisuje tam jak Peter Marshall został w dzieciństwie 
ocalony przed śmiercią przez głos wołający z dala we mgle. To przeżycie sprawiło, że postanowił 
zostać księdzem. Pewien mężczyzna opowiedział mi jak został uratowany z ogromnej cysterny, do 
której wpompowywany był pod wysokim ciśnieniem strumień gorącego kwasu i .pary.

A oto jego relacja:
- Przerażające było gorąco. Ryczałem: "Wypuśćcie mnie stąd! Jestem, jak w pułapce". Przywarłem 

do jak najdalszego kąta cysterny i przyłożyłem tam swą twarz, ale cysterna była tak gorąca, że parzyła 
mnie   przez   ubranie.   I   w   tym   momencie   zrozumiałem,   że   umrę.   Przypuszczam,   że   z   osłabienia, 
zrezygnowałem z walki o życie mówiąc do siebie: "To śmierć. Ja odchodzę". Nic nie widziałem, bo 
gorąco było tak straszliwe,  że nie mogłem otworzyć oczu. Cały czas miałem oczy zamknięte, ale 
zdawało  mi się; że  cała przestrzeń płonie  blaskiem. Zdeterminowany poszedłem za  tym  światłem 
podświadomie wyczuwając szansę na uratowanie życia. To tajemnicze światło "zawiodło" mnie do 
wyjścia.

- Czy to zmieniło pana życie w jakiś sposób?
- Po powrocie  do pracy niektórzy robotnicy,  którzy  pracowali ze  mną,  dziwili  się  że jestem po 

wypadku taki spokojny. Nie byłem odważnym mężczyzną. Ale fakt, że zostałem wyprowadzony przez 
Niewidzialną Rękę z niebezpieczeństwa, był źródłem mojej odwagi. Głos, który mnie wyprowadził, był 
tym   samym  głosem,  który  dał mi odwagę   i  spokój.  Wiem;  że  pomoc  Jezusa   Chrystusa  pozwoliła 
pozostać mi przy życiu. Sądzę, że to nie jest sprawa rozumu, a sprawa podświadomości, że to była 
wola Boska ocalić mnie, ale czym sobie zasłużyłem, tego nie wiem. Przedtem nie żyłem tak blisko z 
Bogiem, jak powinienem, ale to zdarzenie sprawiło, że zbliżyłem się do Niego.

- Kiedy pan usłyszał głos, czy to był normalny ziemski głos?
- Nie. Był silniejszy, donioślejszy. Nie mam wątpliwości, że usłyszałem go i nie mam wątpliwości 

skąd  dochodził.  Jakby  szedł z prawej i  lewej  strony,  a  gdybym  nie poszedł  za nim,  to zostałbym 
natychmiast zabity. Nigdy bym z tamtego żaru sam nie wyszedł. Wiedziałem, że nie mam sposobu 
wydostania się.

- Jak długo to trwało?
- Zdawało się, że wieczność. Jeśli człowiek pełza czterdzieści, albo pięćdziesiąt stóp przez gorący 

kwas, każda chwila, zda się trwać nieskończenie długo. Prawdopodobnie wszystko trwało 2 lub 3 
minuty, ale dla mnie wtedy była to wieczność.

- Jakby pan określił to Światło?
- Nigdy przedtem nie widziałem niczego podobnego do tego Światła. To było takie Światło; jakby 

się patrzyło w słońce. A tam przecież gdzie zostałem złapany jak w pułapkę było zupełnie ciemno. To 
było wielkie jasne Światło i wyraźny głos. Nie widziałem postaci, ani nic podobnego, ale cały czas 
postępowałem za Światłem.

- Czy to Światło raziło pana oczy? Czy sprawiało ból, gdy się patrzyło na to Światło?
- Nie, absolutnie nie! – Oczy miałem cały czas zamknięte i nie potrafię powiedzieć jakimi zmysłami 

odbierałem tę Jasność.

- Czy światło miało jakiś osobliwy kolor?
- Nie, żadnego koloru oprócz jasno-białego. To było, jak słońce, jak patrzenie w słońce.
Inny mężczyzna opowiedział:
- Było to podczas II wojny światowej. Służyłem w piechocie w Europie. Miałem przeżycie, którego 

background image

nigdy nie zapomnę... Zobaczyłem nieprzyjacielski samolot nurkujący w kierunku budynku, w którym 
kwaterowaliśmy   i   lotnik   otworzył   ogień   prosto   na   nas.   Wpadłem   w   przerażenie.   Pomyślałem,   że 
będziemy wszyscy zabici. Nagle poczułem cudowną dobrą obecność Kogoś obok mnie i jakiś łagodny 
głos: "Jestem tutaj z tobą, Reid. Twój czas nie nadszedł jeszcze... I w tej chwili uspokoiłem się i 
poczułem się dobrze... Od tego dnia nie boję się śmierci.

Oto opowiadanie kobiety, która była ciężko chora po zastrzyku. Zauważcie, że w tym wypadku 

pacjentka została powiadomiona, co czynić i otoczona opieką, aż do przywrócenia jej do życia.

- Lekarze zrezygnowali z ratowania mnie. Stwierdzili, że umarłam. Doszłam do stanu, w którym 

człowiek czuje zbliżającą się śmierć:.. Mogłam jeszcze słyszeć co kto mówi, chociaż nie widziałam już 
nic. Chciałam jeszcze żyć, wychowywać moje dzieci i cieszyć się z ich istnienia. Wtedy usłyszałam, że 
Bóg przemówił do mnie, najbardziej łagodnym głosem. Wiem, że nie zwariowałam, jak to niektórzy 
ludzie myślą... Mogłam słyszeć głosy innych w pokoju, nieco dalej, mogłam rozumieć co mówią. To 
było strasznie dziwne.

Boski   głos   powiedział   mi,   że   jeśli   chcę   żyć,   to   powinnam   oddychać.   Tak   też   zrobiłam.   Kiedy 

wzięłam jeden oddech, to zaczęłam powracać do życia. Bóg powiedział mi znowu, abym oddychała i 
mogłam zaczerpnąć oddechu jeszcze raz i życie ożywiło moje ciało. Lekarze byli zdumieni. Wszyscy 
bowiem zrezygnowali z przywrócenia mi życia i nie słyszeli żadnego głosu, który ja słyszałam tak 
wyraźnie. Nie mogli więc zrozumieć, co się stało, że ożyłam."

Zamknę ten rozdział, zwracając uwagę czytelnikom na to; że nie są to bynajmniej powszechne 

przeżycia   u   progu   śmierci.   Jednak   zdarzały   się   one   dość   często,   a   każde   z   nich   jest   od   strony 
merytorycznej podobne.

Na przykład  w pierwszym  przypadku zacytowanym  w rozdziale  "Wizja Wszechwiedzy",  pacjent 

również   opisywał   odejście   od   swojego   ciała   fizycznego,   przejście   przez   ciemny   tunel,   widzenie 
retrospektywne całego swego życia. Podobne relacje zawarte są w rozdziale "Miasta ze Światła".

Zdarzenia te opisywali zwykli ludzie, którzy nigdy przedtem nie interesowali się tymi zagadnieniami 

ani ich podstawami naukowymi. A jednak potem nie wątpili w prawdziwość tego, co zobaczyli.

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

SĄD

W czasie dyskusji prowadzonych przeze mnie wśród osób, które przeżyły śmierć kliniczną pojawiły 

się   głosy   przypuszczające,   że   duchowieństwo   nie   zaakceptuje   tych   nowych   odkryć,   bo   nie 
potwierdzają one teorii katolickiej o karze i nagrodzie za uczynki w życiu doczesnym. Niezgodne są z 
tradycyjnym modelem głoszonym przez kościół.

Wiele  osób   poruszyło   ten   temat,   więc   zdaje   się   być   właściwe,   przestudiowanie   .relacji   między 

przeżyciami  u  "progu   śmierci",   a   teologiczną   teorią   "Sądu   Ostatecznego".   Ponownie   moi  pacjenci 
opisali mi panoramiczny, otaczający ich kolorowy, przegląd zdarzeń ze swego życia. Niektórzy mówili, 
że   podczas   tej   wizji,   widzieli   tylko   ważne   wydarzenia   ze   swego   życia.   Inni   opowiadali   nawet,   że 
podczas tej retrospekcji każda rzecz, którą dokonali lub pomyśleli, była tam przedstawiona. Panorama 
wydarzeń z ich życia odbywała się w obecności "Istoty ze Światła", którą Chrześcijanie identyfikowali z 
Chrystusem i to ona zadawała pytania: "Co zrobiłeś ze swoim życiem?".

Moi   rozmówcy   zmuszeni   do   dokładnego   wyjaśnienia   treści   tych   słów   w   większości   wypadków 

mówili, że chodziło 0 określenie pobudek jakimi kierowali się oni, postępując w ten a nie inny sposób. 
Przy projekcji czynów egoistycznych czuli żal i skruchę, natomiast przy postępowaniu świadczącym o 
ich dobroci i miłości bliźniego doznawali uczucia satysfakcji.

Wszystko to był pewnego rodzaju sąd.
Trzeba zauważyć, że sąd w przypadkach, które przestudiowałem, nie jest sprawowany przez Istotę 

ze Światła, kochającą i przyjmującą tych ludzi, ale przez zewnętrzne osądzenia siebie samego.

W   Ewangelii   św.   Mateusza   samosądzenie   ma   duże   znaczenie.   Interpretacja   Biblii   przez   króla 

James'a tak przedstawia przetłumaczony ten rozdział (św. Mateusz 7 : 1-2) "Nie sądźcie, abyście nie 
byli   sądzeni.   Albowiem   jakim   sądem   sądzić   będziecie,   takim   was   osądzą   i   jaką   miarą   mierzyć 
będziecie, domierzą was":

Jednak   w   Dzisiejszej   Angielskiej   Interpretacji   Nowego   Testamentu   jest   podane   następujące 

tłumaczenie: "Nie sądźcie innych, abyście nie byli sądzeni przez Boga, ponieważ Bóg będzie was 
sądził w ten sam sposób, w jaki wy sądzicie  innych i zastosuje do was te same prawa, które wy 
stosujecie do innych".

Nie jestem biegły w Biblii, nie mogę więc wskazać, które z tych tłumaczeń jest bardziej dokładne, 

jednak sądzę i to na podstawie tego, co mi moi pacjenci donosili o swych przeżyciach, że pierwsze 
tłumaczenie   nie   może   być   zastosowane.   Sąd   dokonany   został   przez   nich   samych.   W  tym   stanie 
wyższej świadomości zdawali się widzieć siebie samych i zgodnie z tym sami siebie osądzali.

Z rozważań nad tymi wszystkimi opowiadaniami wynika, że w stanie tym ludzie wyzbywają się 

wszelkich póz i masek oraz że jedynie otwartość i szczerość jest tu możliwa. Szukamy wewnętrznego 
bezpieczeństwa za pomocą pieniędzy lub władzy; wytwarzamy w sobie przeświadczenie, że jesteśmy 
lepsi od innych, szczycąc się naszymi społecznymi pozycjami, stopniami naszej edukacji; kolorem 
skóry,   pięknością  naszego   ciała,   czy  rolą,   jako  kobiety lub  mężczyzny  itd.  Stroimy  nasze   ciała   w 
ubrania a i chowamy najskrytsze myśli i pewne nasze czyny przed obcymi spojrzeniami. w

Jednak w chwili śmierci wszystkie takie maski są ostatecznie zrzucone. Nagle człowiek stwierdza, 

że   każda   jego   myśli   czyn   zostają   mu   przedstawione   w   trzech   wymiarach,   w   pełnej   kolorowej 
panoramie. Jeśli spotka inne istoty, to stwierdza, że wiedzą one o każdej jego myśli. Przekonuje się, 
że w tym stanie porozumienie odbywa się za pomocą myśli. ,

Piękno fizycznego ciała lub kolor skóry przestaje być istotne. W rzeczywistości ludzie nie mają tam 

w   ogóle   ciał   fizycznych.   Piękno,   które   pojawia   się   po   śmierci,   nie   ma   nic   wspólnego   z   ciałem 
fizycznym, może to być tylko piękno duszy. Sex jest wykluczony. Wielu ludzi po śmierci klinicznej nie 
odczuwało swej płci. Jest więc naturalne, że wtedy w chwili śmierci liczą się dwie wartości: miłość i 
wiedza. One stoją bezwzględnie na pierwszym miejscu.

Jednym   z   przeżyć   u   "progu   śmierci"   jest   możliwość   zobaczenia   plastycznego   obrazu   czynów, 

których konsekwencje dotyczą innych. Mówi jeden z pacjentów:

Najpierw wyszedłem  z mego  ciała  i uniosłem  się  w  górę,  skąd   widziałem   swoje   ciało.  Miałem 

świadomość, że otacza mnie Światło. Potem odniosłem wrażenie, że wokoło mnie odbywa się pokaz 
całego mojego życia. Byłem naprawdę bardzo zawstydzony wieloma sprawami, które uczyniłem, bo 

background image

zdawało mi się, że oceniałem to z innego punktu widzenia i że Światło ukazało mi, co było błędem, co 
zrobiłem złego. I tak było rzeczywiście. Wyglądało to, jak slajd z przeszłości, który pokazywał moje 
postępowanie mające na celu jedynie zaspokojenie moich potrzeb i zapewnienie mi dobrobytu.

Było to podobne do Sądu, a potem nagle Światło stało się bardziej mgliste i nastąpiła rozmowa za 

pomocą   myśli.   Przeżywałem   każde   przeszłe   wydarzenie   ze   swego   życia,   jakbym   oglądał   oczami 
wszechwiedzy   kierującymi   mną   i   pomagającymi   ujrzeć   to   wszystko.   Uderzyło   mnie   podczas   tego 
przeglądu, że Światło pokazało mi nie tylko, co uczyniłem, ale nawet, jakie były konsekwencje tego, co 
zrobiłem. Nie było to patrzenie, jak w kinie, gdyż mogłem odczuć te swoje czyny ponownie i bardzo 
głęboko doznawałem silnych uczuć, szczególnie od chwili, gdy ogarnęła mnie "wszechwiedza" do tego 
stopnia, że nawet żadna myśl, którą wtedy pomyślałem, nie była stracona... Każdą myśl z życia na 
Ziemi pamiętałem... Czułem tak jakby myśli były najważniejsze i miały przetrwać.

Ta sytuacja może być uważana za najbardziej nieprzyjemną oczywiście i nie trzeba się dziwić, że 

często ludzie powróciwszy do życia, pragną zmienić swoje życie. Zastanówmy się nad opowiadaniami 
dwóch mężczyzn o ich przeżyciach.

(1) – Nie mówiłem nikomu o swoich przeżyciach, lecz gdy wróciłem do życia, byłem ogarnięty 

żarliwym   nie   dającym   mi   spokoju   życzeniem   zrobienia   czegoś   dla   innych   ludzi...   Byłem   tak 
zawstydzony wszystkim, co czyniłem dotychczas w moim życiu. Poczułem, że muszę zmienić swoje 
postępowanie i nie mogę zwlekać.

(2) – Gdy wróciłem z powrotem do życia, zdecydowałem zmienić się i być lepszym człowiekiem. 

Nie byłem zadowolony z życia, które prowadziłem dotychczas i zamierzałem poprawić się.

Chociaż wiele   osób,   stale   zapytuje   mnie,  czy  ktoś  z  kim  rozmawiałem   opowiadał  mi o   piekle, 

muszę stwierdzić że nikt nigdy nie opisał stereotypowego piekła. Nie wykluczam jednak możliwości 
istnienia piekła. Niektórzy ludzie wydają się być zakłopotani faktem, że istota ze Światła przedstawia 
im się w przeżyciach u "progu śmierci", jako Miłość i zupełne Przebaczenie oraz ukochanie ich wad, 
które są im ujawnione tak obrazowo w obecności tego Światła.

Co do mnie, mogę, tylko powiedzieć, że ja kocham moje dzieci mimo ich błędów i jestem pewien, 

że nadal będę je kochał niezależnie od tego co mogłyby zrobić.

Niektórzy   zdają   się   być  niezadowoleni,  gdyż  widocznie   myślą,   że   te  przeżycia-są   sprzeczne   z 

pojęciem Sądu Ostatecznego. Nie widzę tutaj żadnej sprzeczności. Oczywiście, jeśli ktoś powróciwszy 
do życia miałby powiedzieć; że przeszedł przez Sąd Ostateczny, to myliłby się.

W żadnym raporcie ludzi, którzy byli u "progu śmierci" nie mam nic podanego o końcu świata, który 

jeszcze nie nadszedł, a nie ma wątpliwości co do prawdziwości tych przeżyć. Przeżycia tych ludzi nie 
mają   nic   wspólnego   z   Sądem   Ostatecznym   i   wcale   mu   nie   zaprzeczają.   Faktem   jest,   że   wiele 
wierzących osób, które przesłuchałem, było przekonanych że koniec świata nadejdzie i że będzie Sąd 
Ostateczny.   Należy   dodać,   że   twierdzą.   oni  tak  jedynie   na   podstawie   autorytetu   biblijnego,   a   nie 
doznanych przeżyć.

Wyobrażenie   nieba   i   piekła,   osądzania,   Sądu   Ostatecznego,   końca   świata   i   Łaski   Boskiej   są 

eschatologicznymi   (dotyczącymi   "rzeczy   ostatecznych")   koncepcjami,   których   podstawy   są 
roztrząsane przez teologów.  Wszystkie są tak krańcowe, tak kosmiczne w swej ważności, że jest 
bardzo trudno nam, ludziom mówić o nich w sposób prosty. Dlatego też czasami ludzie przedstawiają 
te symbole w bardzo kolorowych metaforycznych określeniach. Jeżeli się przejrzy historię malarstwa 
europejskiego, to idea Sądu Ostatecznego jest przedstawiona za  pomocą różnych  symboli: księgi 
kronik lub księgi rachunkowej, księgi praw lub wagi (ważenie naszych dusz):

Platon w swym micie o Erze mówi o "znakach", które noszą dusze przed sądem. W "Tybetańskiej 

Księdze Śmierci" pojęcie Sądu jest przedstawione, jako "Zwierciadło Karmy".

Przypominam, że wszyscy moi pacjenci, którzy znajdowali się u "progu śmierci" powiedzieli mi że 

słowa których używają do opisania swych przeżyć są tylko porównywaniem lub metaforą, a prawdziwe 
doznanie tych przeżyć nie

da się wyrazić żadnym ludzkim językiem: Nic więc dziwnego, że niektóre słowa noszą jakby piętno 

współczesnej   cywilizacji   i   nauki.   Przypomnę   tu   kilka   z   najfantastyczniejszych   osiągnięć  nauki,   jak 
fotografia albo technologia telewizji, trójwymiarowy hologram, czy komputer.

Nurtuje mnie uporczywa myśl. Co mogłoby się zdarzyć podczas takiej panoramy tym co ponoszą 

odpowiedzialność za nieszczęścia, cierpienia i śmierć wielu istnień ludzkich. Ci, którzy zaplanowali 
nazistowskie okrucieństwa zdają się być ludźmi kompletnie pozbawionymi uczuć miłości do bliźniego, 

background image

co pociągnęło za sobą masowe tragedie, oddzielenia rodziców od dzieci męża od żony, przyjaciół od 
przyjaciół. Ich czyny spowodowały niezliczone długie, przeciągające się konania i gwałtowne brutalne 
zgony. Ich czyny doprowadziły do straszliwych poniżeń w latach głodu, łez i męczarni ich ofiar. Ci 
ludzie   również   zobaczyliby   prawdopodobnie   panoramiczną   ilustrację   swego   życia   jak   moi 
dotychczasowi pacjenci. W mej najfantastyczniejszej wyobraźni, nie jestem w stanie wyobrazić sobie 
piekła bardziej straszliwego, jak spojrzenie na takie swoje życie.

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

SAMOBÓJSTWO

Określenie   "samobójstwo"   jest   użyte   w   związku   z   możliwościami   zniszczenia   samego   siebie, 

których   podstawa   tkwi   w   wielu   różnych   widocznych   motywach.   Możliwości   te   objawiają   się   pod 
szeroko zróżnicowanymi okolicznościami. Od dawna ludzie starali się przeciwdziałać postępowaniu 
samobójców.   Najpierw   podchodzono   do   tego   zagadnienia   od   "strony   teologicznej,   etycznej   i 
filozoficznej.   W   ostatnich   czasach   doszły   badania   socjologiczne   i   psychologiczne.   Pomimo   tych 
długich badań wiele pozostało zagadkowych problemów w tej dziedzinie. Faktem jest, że wielu ludzi 
zostało przywróconych do życia z pogranicza śmierci i samobójcy mieli również duchowe przeżycia. 
Raporty o przeżyciach u "progu śmierci" nie dają nam końcowej odpowiedzi na wiele różnych zagadek 
dotyczących  samobójstwa. Możemy zastanowić się nad dwoma pytaniami: czy osoby,  które miały 
przeżycia   po   śmierci   klinicznej   z   przypadków   innych   niż   usiłowania   samobójstwa,   :powróciły   ze 
szczególnym   nastawieniem   do  samobójstwa?   I  drugie   pytanie:   czy  doznane   przeżycia   po   śmierci 
klinicznej, które wynikały z powodu usiłowania samobójstwa, różnią się w jakiś sposób od tych, które 
nastąpiły po śmierci klinicznej wywołanej innymi przyczynami? Chociaż ludzie, którzy referowali mi 
przeżycia u "progu śmierci" twierdzili bardzo często, że nie chcieli powrotu ze "śmierci". Tym niemniej 
wszyscy oni wyrzekali się samobójstwa,  jako środka powrotu do tego stanu. Mówili,  że  dostrzegli 
podczas   swych   przeżyć   cel   jaki   mają   do   wypełnienia   tutaj   w   życiu.   Wrócili   z   pozytywnym 
nastawieniem do życia.

Absolutnie nikt z tych, których przesłuchałem nie chciał powtórzenia swoich przeżyć. Wielu ludzi, 

którzy   "umarli"   niesamobójczą   śmiercią   powiedziało   mi,   że   gdy   byli   w   tamtym   stanie,   było   im 
oznajmione,  iż samobójstwo  jest  bardzo  nieszczęsnym  aktem  podlegającym  ciężkiej karze.  Jeden 
mężczyzna, który ;,umarł" po wypadku, powiedział mi tak:

"Podczas gdy byłem po drugiej stronie życia, miałem uczucie, że dwie rzeczy są kompletnie mi 

zabronione: zabić siebie lub zabić kogoś... Gdybym miał popełnić samobójstwo, to odrzuciłbym dar 
Boga... Zabijając kogoś innego, mieszałbym się do planów Boga".

Inny mężczyzna, który wrócił do życia po śmierci klinicznej trwającej dłuższy czas, powiedział, że 

gdy był w "innym życiu", to miał wrażenie, iż za samobójstwo płaci się karę i że część jej spada na 
tych,   którzy   przyczynili   się   do   samobójstwa.   W   czasie   kompletowania   rękopisu   pierwszej   książki, 
spotkałem się z wieloma poważnymi przypadkami usiłowania samobójstwa. Jest zrozumiałe, że osoby 
mające takie przeżycia, nie chciały o tym opowiadać ze względu na poczucie winy. Od tego czasu 
poinformowano mnie jednak o innych wypadkach. Wszyscy ci ludzie zgadzają się w jednym punkcie: 
odczuli, że ich próby samobójstwa nie rozwiązały niczego. Stwierdzili, że byli zaplątani tam w takie 
same problemy, od których próbowali uciec. Każda trudność którą próbowali przezwyciężyć była po 
drugiej   stronie   nadal   nierozwiązana.   Jedna   z   osób   wspominała,   że   była   w   sytuacji-pułapce   i   to 
spowodowało, że popełniła samobójstwo. A stan spraw, które miała przed "śmiercią" ciągle powtarzał 
się, jak jakiś cykl tej sytuacji.

"Problem, o którym panu powiedziałam, patrząc z dystansu czasu, nie jest tak ważny. Ale w owym 

czasie, gdy miałam tamte lata, zdawał się bardzo ważny... Istniał on w dalszym ciągu nawet kiedy 
"umarłam". Stale się powtarzał. Chciałam raz już przejść to do końca, myślałam... i powiedzieć sobie: 
– och, jestem szczęśliwa, że to już się skończyło, ale gdzież!... Znowu zaczynało się od początku i 
myślałam tylko: – och nie, nie, żeby to nie było od początku!"

Wszyscy przywróceni do życia zaznaczyli, że po przeżyciach po tamtej stronie, nigdy nie będą 

usiłowali popełnić znowu samobójstwa. Łączy je jedno – zdają` sobie sprawę z popełnionego błędu i 
są bardzo zadowoleni, że nie chcą tego powtarzać. Na przykład, gdy zapytałem jednego mężczyzny, 
czy w świetle tego, co przeżył, spróbowałby kiedyś zabić się, on odpowiedział:

"Nie, nie zrobiłbym tego znowu.. Umrę śmiercią naturalną, po "drugiej stronie życia" zrozumiałem, 

że nasze życie tutaj na Ziemi jest tak krótkie, a tyle jest jeszcze do dokonania, gdy się żyje. Kiedy się 
umrze, to tam już jest Wieczność".

Ciekawe, że te poglądy i przeżycia wykazują zbieżność z uczuciami wyrażonymi w starodawnym 

teologicznym   zakazie   samobójstwa.   Teologowie   i   filozofowie   w   ciągu   wieków   byli   przeciwni 
samobójstwu, jako ucieczce od rzeczywistości. Twierdzili, że życie jest "darem Boga" i nie do nas 
należy  rozporządzanie nim.  W "Phaedo" Platon  nawiązuje  do doktryny podającej, że  jesteśmy  na 
Ziemi, jakby na posterunku i nie wolno nam z niego uciekać. Twierdzi, że w istocie jesteśmy pod 

background image

opieką Boga i nie możemy uwalniać się sami spod tej opieki. W Średniowieczu Tomasz z Akwinu 
wysunął wniosek, że skoro życie jest darem danym nam od Boga, to tylko On sam może osądzić kiedy 
życie człowieka powinno się skończyć

W   XVII   wieku   John   Locke,   filozof   brytyjski,   któremu   Amerykanie   zawdzięczają   ideę   Deklaracji 

Niepodległości i Konstytucji, oświadczył również, że jesteśmy własnością Boga, i że. umieścił On nas 
na   Ziemi   w   sobie   wiadomym   celu,   nie   po   to   abyśmy   opuszczali   nasze   stanowiska   samowolnie. 
Podobnie niemiecki filozof Immanuel Kant, który różnił się wielce swymi poglądami od innych, napisał: 
"...   rozpatrując   samobójstwo   z   punktu   widzenia   religijnego,   widzimy   od   razu   ten   czyn   w   jasnym 
świetle.

Zostaliśmy umieszczeni na tym świecie pod pewnymi warunkami i przeznaczeni do specjalnych 

celów.   Ale   samobójstwo   sprzeciwia   się   celowi   naszego   Stworzyciela.   Człowiek,   który   popełnił 
samobójstwo jest w innym świecie, ponieważ opuścił swoje stanowisko i traktowany musi być, jako 
buntownik   przeciw   Bogu...   Bóg   jest   naszym   panem,   my   jesteśmy   Jego   poddanymi.   Jego 
opatrznościowe prace są dla naszego dobra".

Zawsze myślę, czy tym celem Boga jest pomóc Bogu w utrzymaniu równowagi świata. Wola – to 

jest suma Dobra i Zła. Jeśli tego Zła zaczyna być zbyt wiele, to równowaga świata zostaje zagrożona. 
Dając ludziom własną wolę: sumę dobra i zła, wraz z duszą, jest to jakby rozdzielenie nadmiaru Zła na 
poszczególnych ludzi, którzy powoli przez miliony stuleci mają to Zło z Woli usunąć lub zmniejszyć. 
Odbierając sobie życie, ludzie samowolnie przestają być istotami współpracującymi z Bogiem nad 
zniszczeniem Zła. Ale to tylko moje przypuszczenie.

"Niezbadane są wyroki Boskie".
Nikt nie chce być poddanym, najmniej chce być poddanym Polak, ale każdy chce być w domu 

Boga, choćby najpokorniejszym sługą. A przecież sługa ma swego pana, któremu musi być posłuszny. 
Trzeba więc już na Ziemi być bardziej pokornym i uznać swego Pana. Ale jakże jest to trudne dla 
ludzi-istot obdarzonych własną wolą: sumą Dobra i Zła.

Nie   przedstawiam   powyższych   argumentów,   aby   popierać   ich   słuszność   albo   przeprowadzać 

etyczny, czy moralny sąd nad samobójcami. Chcę zaznaczyć takie same opinie co do celowości życia 
człowieka i jego samobójstwa użyte w teologicznych argumentach, jak w słowach ludzi, którzy byli u 
"progu  śmierci". Przypuszczam,  że  przeżycia,  które zacytowałem  w tym  rozdziale,  wywołają   wiele 
pytań. Niektórzy  wykażą,   że  pewne  samobójstwa  nie są  moralnie  potępione,  jak np.  w  Japonii w 
czasach samurajów kiedy był to czyn bohaterski.

Niektórzy   będą   sugerowali,   że   my   wszyscy   jesteśmy   w   jakiś   sposób   "zaangażowani"   w 

samobójstwo. To znaczy, gros z nas wykonuje pewnego rodzaju czynności, które mogą nas zranić, 
albo nawet przyczynić się do naszej śmierci. Na przykład palenie papierosów, spożywanie żywności o 
wysokiej zawartości cholesterolu i jeżdżenie samochodami w stanie nietrzeźwym. Ludzie czynią tak 
mimo że zdają sobie sprawę z ryzyka.

Jaka jest więc różnica między takim zachowaniem a ,,prawdziwym" samobójstwem?... W jakim 

punkcie   widmo   potencjalnego   samounicestwienia   będzie   zasługiwało   na   karę.   Niektórzy   ludzie 
popełniają   samobójstwo   z   altruistycznych   pobudek   (na   przykład,   aby   ratować   innych).   Co   będą 
przeżywać po śmierci ludzie ponoszący taką heroiczną śmierć? -I jakie będą przeżycia tych ludzi, 
którzy doznają straszliwych cierpień w psychicznej depresji lub po jakiejś okropnej stracie np. bliskiego 
człowieka?

Wiadome jest, że wiele osób decydowało się na zamaskowanie samobójstwa w celu zwrócenia 

uwag:  otoczenia na siebie i swoje  problemy.  W psychiatrii znane jest również zjawisko  odwrotne; 
istnieją ludzie z podświadomymi inklinacjami do samobójstw. Jednak nie miałem okazji rozmawiać z 
żadnym z wyżej wymienionych typów samobójców.

Jeden z moich przyjaciół psychiatrą, który miał nieco inny świat przeżyć w czasie śmierci klinicznej 

powiedział mi, że Bóg w swej Istocie jest o wiele bardziej przebaczającym i rozumiejącym wszystko, 
czego  właśnie  my ludzie  nie  możemy pojąć  i  że  Bóg  ma w opiece  te  wszystkie  istoty zgodnie  z 
miłością swą i mądrością. Osoba popełniająca samobójstwo potrzebuje od nas ludzi nie sądu, ale 
miłości i zrozumienia.

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

REAKCJE KSIĘŻY (PASTORÓW)

W swej  przedmowie  do  "Życie  po  życiu"  dr  Elizabeth  Kubler-Ross wyraziła  obawę,  że   ten typ 

studium spowoduje krytykę niektórych członków duchowieństwa. Do pewnego stopnia to jest prawda. 
Jednak   wielu   chrześcijańskich   księży   różnych   sekt,   powiedziało   mi   o   swym   entuzjazmie   i 
zainteresowaniu do tego rodzaju badań i zaprosiło mnie do rozmowy na ten temat z ich parafianami.

Wielu księży wspominało mi, że  mają wiernych, którzy opowiedzieli im o przeżyciach u "progu 

śmierci". Zdawali się być zadowoleni, że mogą poznać kogoś, kto zawodowych badań nie łączy z 
teologiczną doktryną. Kilku księży stwierdziło, Że te przeżycia umocniły w nich wiarę w prawdy o życiu 
i   śmierci   głoszone   w   Biblii.   Czasopismo   "Drogowskazy",   które   w   swej   orientacji   i   poglądach   jest 
przeważnie chrześcijańskie, publikuje takie, jak te, opowiadania.

Poglądy pewnego metodysty na sprawę przeżyć u "progu śmierci" były tak zbieżne z moimi, że 

część badań przeprowadziliśmy wspólnie. A oto część naszego dialogu:

Pastor: – Ta pani była śmiertelnie chora. Starałem się ją pocieszyć rozmowami o życiu po śmierci: 

Powiedziałem jej, że jednym z argumentów, które mnie w tym umocniły były badania przeprowadzone 
przez lekarzy z ludźmi, którzy umarli i ponownie zostali przywróceni życiu.

Bardzo   ją   to   zainteresowało.   Na   jej   pogrzebie   wygłosiłem   mowę   pożegnalną,   wspominając 

rozmowy, które prowadziłem z nią na temat życia po śmierci.

Mowa ta podziałała niezwykle silnie na uczestników pogrzebu, którzy, choć to nie jest w zwyczaju 

podchodzili do mnie po uroczystości chcąc pochwalić mnie za sposób w jaki ją poprowadziłem.

jedną z rzeczy, które próbuję osiągnąć przez kazania, to poprowadzić swych parafian do miłości 

bliźniego. I jeśli mówię im, że w czasie śmierci Chrystus przychodzi i pyta ich: – Jak ukochałeś ludzi? 
– to znaczy, że miłość jest tą sprawą, na którą wskazuje Chrystus, nie w Biblii dwa tysiące lat temu, 
ale teraz gdy ludzie "powracają" ze śmierci, a przeżycie to jest pozytywnym sensem Sądu, o czym 
zapewnia nas wiara. Owa miłość bliźniego to było "narzędzie", którym posługiwałem się w kazaniach 
dla wzmocnienia wiary, dla poprowadzenia ludzi, aby zobaczyli znaczenie wiary i miłości.

Dr Moody: – Wspomniałeś pastorze wcześniej, że podobnie; jak ja, myślisz, że dowód na to, że 

istnieje życie po śmierci, w sensie naukowym nie nastanie.

Pastom   –   Gdybyśmy   mogli   udowodnić,   że   istnieje   życie   po   śmierci;   to   tak   samo   moglibyśmy 

udowodnić istnienie Boga.

Nie możemy udowodnić żadnych rzeczy ostatecznych w życiu. Życie w niebie musi być przyjęte 

przez wiarę, a gdybyśmy mogli udowodnić, że życie nie istnieje po śmierci, to ludzie nie mogliby mieć 
wiary wżycie pozagrobowe. Życie jest tajemnicą. Życie po życiu – jest więc też tajemnicą.

A gdybyśmy kiedyś rozszyfrowali tę tajemnicę, wtedy nie musielibyśmy. posługiwać się wiarą, aby 

zrozumieć Boga. Ale do tej pory trzeba opierać się na wiarze. To, co ludzie mówią po powrocie do 
życia umacnia naszą wiarę i podbudowuje ją siłą zrozumienia. Wzmacnia też moją wiarę, skoro jestem 
człowiekiem wierzącym.

Taka była opinia jednego z pastorów, ale nie spodziewam się, aby wszyscy zgadzali się z tym. 

Kilku podeszło do tego z konkretnymi zarzutami. Dość oryginalny pogląd reprezentowała pewna grupa 
księży, którzy widzą funkcję kościoła, jako rodzaj etycznego działania, mającego na celu zgłębienie 
społecznych reform i jako pomoc w warunkowaniu się społecznej sprawiedliwości dla wszystkich. Ze 
swego   teologicznego   punktu   widzenia   księża   ci   doszli   do   wniosku,   że   zwracanie   uwagi   na   życie 
pozagrobowe jest przeżytkiem. Słyszałem, jak kilku z nich zaznaczało, że zwracanie uwagi na życie 
po   śmierci   jest   daremne.   W   obronie   tego   punktu   widzenia   wystąpił   pewien   biskup:   –   "Czy   nie 
powinniśmy myśleć o tym  świecie, a nie o przyszłym? Czy nie ma tutaj wiele problemów, które nie 
zostały rozwiązane?

W przeszłości przywódcy różnych krajów próbowali odciągnąć uwagę podległych narodów od ich 

sytuacji społecznej nakazując im posłuszeństwo i oddanie w zamian za co miała ich czekać w życiu 
pozagrobowym nagroda w postaci nieba. Innymi słowy jego antagonizm do nauki o zjawisku u .;progu 
śmierci"   zdawał   się   opierać   na   idei,   że   doktryny   życia   pozagrobowego   czasami   przedstawiają 
zamaskowane próby stłumienia buntu społecznego.

background image

Do pewnego stopnia zgadzam się z kilkoma opiniami wyrażonymi przez tych przedstawicieli kleru. 

Moja opinia jest taka: znajduje się wiele niesprawiedliwości społecznych w świecie i chciałbym pomóc 
w polepszeniu tego stanu. Czuję, że nakaz "kochaj bliźniego swego, jak siebie samegu" jest ważny i 
oznacza,   że   powinniśmy   starać   się   pomóc   naszym   bliźnim,   którym   gorzej   się   powodzi   niż   nam 
samym.   W   świetle   mojego   własnego   doświadczenia,   byłem   zdumiony,   że   kilku   księży   uważa 
zwrócenie uwagi na tę kwestię za przestarzałe, albo nie warte zastanowienia.

Moje   obserwacje   są   krańcowo   inne.   Uważam,   że   naprawdę   wiele   osób   jest   bardzo 

zainteresowanych   tą   sprawą.   Przyznam   także,   że   nie   mogę   zrozumieć,   jak   społeczna   uwaga   i 
zainteresowanie życiem po śmierci, mogą się wzajemnie wykluczać. Z pewnością można by patrzeć 
na to zagadnienie z punktu dobra innych, niezależnie, czy człowiek miałby pełną świadomość, że jest 
lepsze   życie   po   śmierci.   Oczywiście   wielu   przesłuchanych   pacjentów,   z   którymi   rozmawiałem 
przykładało dużą wagę do dobra innych. Bardzo wysoko cenią sposób życia. Poza tym wiara w życie 
pozagrobowe może dać nam raczej bodziec do próbowania polepszenia swego postępowania, niż 
stawania się obojętnymi na krzywdę ludzką. Nie zgadzam się również, że szerzenie doktryny życia po 
śmierci, miałoby odciągać ludzi od ich egzystencji; Wiele osób powiedziało mi o ich obawach przed 
śmiercią. Oni boją się, że ich świadomość może być unicestwieniem przez śmierć. Inni chcą mieć 
nadzieję, że odejście przyjaciół i krewnych w śmierć nie jest ostateczne. Te uwagi daleko bardziej 
poruszają sprawy nieszczęść ludzkich i klasowych buntów. A jeśli chodzi o moje własne podejście do 
tych przeżyć u "progu śmierci", to leży ono w zakresie moich medycznych zainteresowań. Ludzie 
mówią mi, jako lekarzowi o swych przeżyciach pozagrobowych, które miały wielkie znaczenie w ich 
życiu.   Chciałbym   zrozumieć   owe   przeżycia   pozagrobowe   moich   pacjentów   będących   pod   opieką 
lekarską. Nie próbuję podkreślać tutaj, że to co robię jest lepsze, niż działalność księży-liberałów, o 
których wspomniałem, tylko że moja działalność jest inna. W ten sposób ich pogląd, że kierowanie 
uwagi na życie po śmierci nikogo nie interesuje, jest odbiciem jedynie ich własnego niezrozumienia 
zainteresowań   społeczeństwa,   gdyż   według   mnie   zainteresowanie   tymi   sprawami   jest   wręcz 
spontaniczne.   Przy   czym   nie   chodzi   mi   o   to,   ku   której   stronie   przechyla   się   większość   opinii 
chrześcijańskich:

Druga   grupa   księży,   którzy   wystąpili   z   krytyką   przeżyć   u   "progu   śmierci",   reprezentuje 

konserwatywny punkt widzenia. Odnosi się to do tych, którzy mówią, że przeżycia u "progu śmierci" są 
kierowane przez diabelskie siły. Nie mam formalnego rozeznania w dziedzinie teologii. Moja lektura na 
ten temat ogranicza się jedynie do wielkich teologów takich, jak: św. Augustyn, Tomasz z Akwinu, Jan 
Kalwin, którzy są także uważani za wielkich i wpływowych filozofów:

Zapytani moi przyjaciele-księża co myślą o przeżyciach u "progu śmierci" odpowiedzieli, że wizje 

brane  są  pod  uwagę   i  mają  z  pewnością  znaczenie  skoro  wpływają   pozytywnie   na  zmianę   życia 
ludzkiego   i  powodują   zbliżenie   człowieka   do   Boga.   Jak  widzieliśmy   wcześniej  przeżycia   u   "progu 
śmierci"   osób,   które   przebadałem,   faktycznie   prowadziły   je   dokładnie   tymi   samymi   drogami   do 
polepszenia swego życia. Inni księża zwracali uwagę na zbieżność wizji z niektórymi urywkami z Biblii.

Niepokoją mnie zarzuty, że wizje te są spowodowane za sprawą diabła. Moje religijne wierzenia są 

dla   mnie   niesłychanie   ważne   i   doprawdy   nie   wiem,   jak   się   bronić   przed   takim   oskarżeniem,   jak 
satanizm. Poczułem do pewnego stopnia ulgę po rozmowie z pastorem-metodystą reprezentantem 
konserwatyzmu teologicznego. Zapewnił mnie, że był również oskarżony przez członków sekty, że 
jego własna osobowość jest ukształtowana z pomocą szatana. W tym ogromnymi, dziwnym świecie, 
zawsze   znajdzie   się   ktoś,   kto   będzie   kwestionował   czyjeś   przekonania   i   ich   pobudki.   Biorąc   pod 
uwagę   te   cechy   człowieka,   przypuszczam,   że   i   do   mnie   przyjdzie   ktoś   aby   sprowadzać   mnie   z 
"błędnej drogi".

Wśród moich rozmówców znajduje się również trzecia grupa księży, o których należy wspomnieć.
Stanowili oni grupę "nieśmiałych". Przeżycie u "progu śmierci" skomentowali, jako problem leżący 

w gestii medycyny, zjawisko, które powinno pozostać ważne dla lekarzy. Ich zdaniem można by nie 
brać pod uwagę takich zjawisk i nazywać je jedynie halucynacjami, mimo faktu, że osoby mające 
przeżycia pozagrobowe opowiadały im o ich religijnym życiu i wierze, a nie o ich stanie zdrowia i 
przewidzeniach halucynacyjnych.

Jest   jeszcze   inny   aspekt   tego   zagadnienia,   a   mianowicie   konflikt   między   zawodami. 

Przedstawiciele każdego zawodu są względem siebie solidarni szczególnie w sytuacji "zagrożenia z 
zewnątrz"   i   bardzo   nie   lubią   ingerencji   w   ich   własną   zawodową   domenę.   Trzeba   stać   na   straży 
przeciwko   upraszczaniu   złożonych   problemów,   co   wypływa   z   pewnego   rodzaju   zawodowej 
wyłączności.   Takie   nastawienie   zdaje   się   najbardziej   ograniczać   intelektualne   podejście   do 
zagadnienia. Wygląda to na zamykanie przez laików drogi zrozumienia przeżyć u "progu śmierci" z 

background image

punktu widzenia medycyny. Przy tym takie nastawienie zdaje się nasuwać bardzo problematyczne 
przypuszczenie, że obecny podział pracy między zawodami i polami nauki redukuje w pewnym sensie 
możliwość ich przenikania. Omawiane przez nas zjawiska są zawieszone pomiędzy kompetencjami 
dwóch zawodów.

Tak   więc   spotkałem   duchownych,   którzy   nie   dyskutują   nad   przeżyciami   u   "progu   śmierci", 

ponieważ twierdzą, że jest to tylko medyczne zjawisko. Z drugiej strony kilku lekarzy powiedziało mi, 
że oni nie będą o takich przeżyciach mówić ze swymi pacjentami, ponieważ przypuszczają, że takie 
przeżycia są na tle religijnego nastawienia pacjentów. Jednym słowem wydaje się, że dla niektórych 
osób   owo   zjawisko   jest   raczej   niepopularne   i   leży   na   granicy  dwóch   światów:   materialnego   i 
duchowego. Muszę jednak stwierdzić, że wielu duchownych, których poznałem w ciągu mych badań 
nad tym zjawiskiem, interesowało się i popierało moją pracę. Zauważali, że nie wyciągam wniosków i 
nie próbuję siłą wmówić innym moich własnych teorii na ten temat, dając każdemu prawo do własnej 
decyzji, komentarzy i szukania informacji z innych źródeł.

background image

Wstecz / Spis Treści / Dalej

PRZYKŁADY HISTORYCZNE

Kilka lat temu nie znałem przykładów z historii o zjawiskach u "progu śmierci". Obecnie wiem, że 

znajdują się one w piśmiennictwie z bardzo wczesnych czasów. Sądzę, że warto zacytować tutaj te, 
które są zaczerpnięte z rozmaitych źródeł z różnych kultur i wieków. Będzie to tylko część materiału, 
który zebrałem dotychczas.

W dziejach apostolskich 7 : 54-59 podane jest, że zanim św. Szczepan został ukamienowany przez 

rozjuszony tłum... (być może przed śmiercią został zraniony i doznał śmierci klinicznej) miał widzenie. 
To co powiedział uderzyło ludzi prosto w serce tak, że zgrzytali zębami z wściekłości. Ale on, będąc 
pełen Ducha Świętego, patrzył wciąż w niebo i zobaczył Boga w chwale i Jezusa stojącego po prawej 
Jego ręce. I rzekł – Patrzcie, oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy 
Boga. – Wtedy tłum zakrzyczał głośno. Zatkano sobie ,uszy i jednocześnie rzucono się na niego aby 
wypędzić go poza miasto i ukamienować (...).

Czcigodny Bede był mnichem angielskim, który żył od 675 do 735 r. Zebrał "Historię Angielskiego 

Kościoła i Ludzi" w 731 r. Wśród wielu cudów; Bede opowiada o "powrocie ze śmierci, a mimo różnic 
w idiomach, opowiadanie w wielu punktach przypomina to, co słyszymy dzisiaj.

"-   W owym  czasie osobliwy cud, taki, jakie były dawniej,  zdarzył  się w Wielkiej Brytanii.  Otóż 

człowiek już zmarły powrócił do  życia   w ciele fizycznym  ze  swego  życia  duchowego   po śmierci i 
opowiadał wiele walnych rzeczy, które widział tam.

Żył w kraju Northumbrians, naczelnik rodu zwany Cunningham, który był pobożny i żył w zgodzie 

ze wszystkimi domownikami. Zachorował i choroba stawała się coraz groźniejsza, aż nastąpił kryzys i 
śmierć.   Ale   o   świtaniu   wrócił   do   życia   i   nagle   usiadł   ku   wielkiemu   przerażeniu   tych,   którzy   go 
opłakiwali. Wszyscy uciekli i pozostała tylko jego żona, kochająca go szczerze, lecz drżąca i pełna 
trwogi. Mąż rozproszył jej wątpliwości tymi słowy:

- Nie bój się, ja naprawdę .powstałem ze śmierci i pozwolono mi żyć wśród ludzi znowu, ale muszę 

nauczyć się żyć inaczej.

Niedługo po tym porzucił wszystkie światowe zaszczyty i wstąpił do klasztoru Melrose...
A oto inna historia o podobnym przeżyciu: "Urodziwy mężczyzna w jaśniejącej szacie był moim 

Aniołem   Stróżem.   Szliśmy   w   milczeniu   jakby   w   kierunku   północno-wschodnim,   i   przybyliśmy   do 
bardzo   rozległej   i   ciemnej   doliny   nieskończonej   długości.   To   właśnie   mój   przewodnik   wkrótce 
wyprowadził   mnie   z  ciemności  w   atmosferę   promienistego   światła,   a   gdy   mnie   wiódł   dalej   w.   tej 
jasności, zobaczyłem przed nami ogromny mur, który zdawał się być bardzo długi i wysoki. Ponieważ 
nie widziałem żadnej bramy, okna albo przejścia, więc zacząłem zastanawiać się, jak go przebyć. Nie 
wiem jakim sposobem, w jednej chwili dostaliśmy się na wierzch tego muru. Poza nim rozciągała się 
szeroka   piękna  łąka...  Całe  to  miejsce  przepojone  było   światłem,   i  miało   się   wrażenie,   że  jest  to 
jasność większa., niż o poranku, albo że są to promienie słońca w samo południe.

Mój przewodnik rzekł: – Musisz teraz wrócić do swego ciała i żyć jeszcze wśród ludzi, ale jeśli 

spełnisz   swoje   zadania   z   większą   starannością   i   będziesz   ćwiczył   się,   aby   słowa   twoje   były 
prawdziwe,   a   życie   pełne   cnoty   i   prostoty,   to   gdy   umrzesz   znajdziesz   swoje   miejsce   wśród   tych 
szczęśliwych duchów, które tu widzisz. Za chwilę odejdę, a to wszystko pokazałem ci abyś wiedział 
jaka może być twoja przyszłość.

Gdy mi to  rzekł,   nie  chciałem  wracać do mego ciała  fizycznego,   ponieważ  przeszedłem  przez 

miejsce Piękna i Zachwytu i widziałem to wszystko uczestnicząc w tym życiu. Ale nie ośmieliłem się 
zadawać pytań memu Przewodnikowi. W pewnym momencie, nagle znalazłem się wśród ludzi":

O swoich przeżyciach, i o tym co widział, człowiek ten nie będzie mówił z ludźmi obojętnymi i 

dbającymi o swą dumę, ale tylko z tymi, którzy obawiają się kary albo cieszą się nadzieją wiecznego 
szczęścia   i   są   chętnymi   przyjąć   jego   słowa   do   serca   i   żyć   w   świętości.   Rysem   szczególnie 
interesującym jest to, jak bardzo zmieniło się życie człowieka i jego poglądy.

Dwa interesujące opowiadania nieznanych Irlandczyków z X i IX wieku, znajdują się w bogatym 

zbiorze celtyckiej literatury: – "Zbiór Celtyckiej Literatury'', tłumaczonej przez Kenneth H. Jackson'a.

"Mali chłopcy, którzy poszli do nieba"

background image

...Donnám syn Liath'a a jeden z uczniów Senan'a, był świadkiem śmierci dwóch małych chłopców.

Dzieci utopiły się przy skale, a następnego dnia morze wyrzuciło ich ciała.

Przyszli rodzice i błagali swych synów, żeby powrócili do życia. Senán rzekł do Donnan'a:
- Powiedz chłopcom, żeby powstali i rozmówili się ze mną.
Donnan rzekł: – Wstańcie i odezwijcie się do waszych rodziców, ponieważ tak nakazał Senán. 

Chłopcy natychmiast wstali na rozkaz Senán'a i powiedzieli swoim rodzicom:

- Zrobiliście źle, żeście nas ściągnęli na Ziemię.
- Jak to – powiedziała ich matka – woleliście zostać gdzie indziej, w innym świecie, niż wrócić do 

nas?

- Mamo – odparli – choćbyś mogła dać nam moc całego świata i wszelkie jego uciechy i radości, to 

myślelibyśmy, że nie ma różnicy między więzieniem, a życiem na Ziemi, w porównaniu ze -światem, z 
którego wróciliśmy. Nie zatrzymuj nas, ponieważ nadszedł czas abyśmy odeszli. Bóg da wam łaskę, 
abyście nie zamartwiali się po utracie nas. I tak rodzice dali im pozwolenie na odejście i poszli razem z 
Senánem do jego kaplicy i przyjęli sakrament, a potem poszli do nieba, a ich ciała były pogrzebane 
przed probostwem, gdzie mieszkał Senán. I to byli pierwsi ludzie, którzy zostali pogrzebani na Wyspie 
Scattery".

"Opowiadanie o duchu"
Dwaj studenci znający się od dziecka prowadzili pewnego razu rozmowę w małej chatce: Smutna 

jest   droga,   w   którą   udali   się   nasi   najbliżsi   i   nasi   przyjaciele   i   nigdy   stamtąd   nie   powrócą   aby 
powiadomić nas o świecie, do którego' się udali. Umówimy się, że jeżeli któryś z nas umrze, powróci z 
wieściami do drugiego w przeciągu miesiąca.

Niedługo po tym, jeden z nich zmarł i został pochowany. Drugi oczekiwał zmarłego przez miesiąc, 

ale   ten   nie   dawał   znaku.   Poirytowany   przeklinał   jego   i   Trójcę   Św.   błagając   Ją   jednocześnie   aby 
pozwoliła   mu   porozumieć   się   ze   zmarłym.   Mijały   dni   i   żyjący   student   znalazł   się   w   skrajnym 
wyczerpaniu. Gdy pewnego dnia niechcący uderzył głową o belkę w chatce, poczuł, że umiera i jego 
dusza oddziela się. od ciała, które jednocześnie i widział i czuł. W pewnym momencie zobaczył, że 
znalazł się w kościele i usłyszał:

- Spowodował to twój brat w Chrystusie, który przyprowadził cię tutaj.
Dusza jego wyszła z kościoła. Jeden z duchownych uderzył w dzwon. – To nie jest w porządku – 

powiedziała Dusza – żeby ksiądz przyprowadzał mnie do zmarłego. Ksiądz nie odpowiedział. Dusza 
zwracała się do każdego, ale nikt jej nie słyszał. Była zrozpaczona. Przenosząc się dalej zwróciła się 
do żniwiarzy: – Tutaj jestem rzekła, ale nikt jej nie słyszał. Wróciła znów do kościoła, gdzie właśnie 
pobrano opłatę za pochówek i można było zobaczyć, jak ciało przewożono na cmentarz. Kiedy Dusza 
weszła do kościoła, zobaczyła swego przyjaciela przed sobą:

- Dlaczego nie dotrzymałeś obietnicy?
- Nie wymawiaj mi – rzekł przyjaciel – Przychodziłem nieraz i byłem obok twojej poduszki, błagając 

ciebie, ale ty nie słyszałeś, ponieważ twoje fizyczne ciało nie słyszy lekkiej eterycznej duszy.

- Słyszę cię teraz – odparła Dusza.
- Nie – rzekł przyjaciel to tylko twoja dusza, która jest tutaj. Ona wyszła z twego ciała fizycznego. 

Ponieważ błagałeś mnie, żebym się spotkał z tobą. Nieszczęściem jest, jeśli ona postępowała źle, a 
szczęściem jeśli czyniła dobrze. Idź odnaleźć twoje ciało fizyczne zanim złożą je do grobu.

- Nie chcę wracać do niego – czuję strach i wstręt. Musisz wracać i żyć jeszcze rok. Powtarzaj 

codziennie "Anioł Pański" za moją duszę.

Dusza pożegnała się z nim i poszła do swego ciała, a kiedy wchodziła w nie, wydała okrzyk i 

powróciła do życia, a po roku poszła do nieba.

W tych dwóch opowiadaniach znajdują się elementy podobne do wielu współczesnych relacji, w 

obydwóch tych opowiadaniach występuje znana "niechęć do powrotu".

W drugim zostało podane uczucie duszy oddzielonej od ciała. Student spostrzega  swoje ciało, 

którego początkowo nie rozpoznaje (uwaga, którą wiele osób czyniło., opisując mi swoje przeżycia). 
Człowiek uważa własne ciało fizyczne za odbicie, jak w zwierciadle i dlatego mole słyszeć i widzieć 
innych, ale sam jest niewidzialny i niesłyszalny dla nich. Student jest witany przez swego zmarłego 

background image

przyjaciela.

Interesujące   opowiadanie   z innej  kultury  jest   podane   w  książce   Sir  Edwarda  Burnett'a   Tylor'a, 

antropologa z IX wieku. W książce  pt. "Pierwotna Kultura" przytacza  on następujące opowiadanie 
polinezyjskie.

"-   Ta   historia   została   opowiedziana   Mr   Shortland'owi   przez   służącego,   który   nazywał   się   Te 

Wharewera. Ciotka jego zmarła w samotnej chatce nad brzegiem jeziora Rotoura. Ponieważ była 
kobietą starą, pozostawiono ją w samotnej chatce z solidnymi drzwiami i oknami. Ale dzień albo dwa 
po jej śmierci wczesnym rankiem, Te Wharewera z innymi kolegami; płynąc w canoe, blisko tej chaty, 
zobaczył postać na brzegu jeziora kiwającą na nich. To była słaba., zimna i umierająca z głodu ciotka, 
która powróciła do życia. Kiedy po jakimś czasie doszła do siebie, opowiedziała, co się z nią stało. 
Opuszczając swoje ciało, jej dusza poleciała w kierunku Północnego Przylądka i przybyła do ujścia 
Reigny. Tam, trzymając się gałęzi pełzającej rośliny "ake ake" zeszła do przepaści i znalazła się na 
piaszczystym brzegu rzeki.

Oglądając się wokoło, spostrzegła w oddali ogromnego ptaka, wyższego niż człowiek, idącego do 

niej szybkimi krokami. To straszliwe ptaszysko tak ją przeraziło, że jej pierwszą myślą była spróbować 
powrócić po skalnych występach tej przepaści, ale widząc starego człowieka, płynącego w canoe w 
kierunku niej, pobiegła do niego uciekając jednocześnie przed ptakiem. Kiedy została bezpiecznie 
przewieziona na drugi brzeg, poprosiła starego Charona, aby powiedział, gdzie mieszkały dusze jej 
krewnych. Idąc ścieżką, którą jej stary człowiek wskazał spostrzegła zdumiona, że była to ścieżka, po 
której chodziła na Ziemi. Poznawała znajomy krajobraz wsi, drzewa, krzewy i rośliny. Poszła tam i 
wśród tłumu tam zebranego, spotkała swego ojca i wielu swych bliskich krewnych. Rodzina powitała ją 
lamentującym   psalmem,   którym   zawsze   tubylcy   zwracają   się   do   ludzi,   spotykając   ich   po   długiej 
nieobecności.

Ale kiedy ojciec zapytał o żyjących krewnych, a specjalnie o jej własne dziecko, stwierdził, że musi 

wrócić  na  Ziemię,   aby  zaopiekować  się   jego   wnukiem.   Na  jego   rozkaz  odmówiła  więc   dotknięcia 
pożywienia, które zmarli ofiarowywali jej i mimo prób zatrzymania jej, ojciec doprowadził ją szczęśliwie 
do łodzi, popłynął z nią i podzieliwszy, dał jej spod swego płaszcza, dwa ogromne słodkie ziemniaki do 
zasadzenia   w   swym   kraju,   aby   były   pożywieniem   dla   jego   wnuka.   Ale   gdy   znowu   zaczęła   się 
wdrapywać na ścianę przepaści, dwie ścigające ją dusze noworodków, zepchnęły ją z powrotem.

Uciekając cisnęła w nie ziemniakami.
Weszła pośpiesznie na skałę i za pomocą pnia "ake ake" doszła do Ziemi i odleciała tam, gdzie 

zostawiła swoje fizyczne ciało.

Powróciwszy do życia, znalazła się w ciemności, a te przeżycia zdawały się być snem.
Kiedy   ranek   zaświtał,   słabe   światło   przenikające   przez   szpary   zaryglowanego   domu   oświetliło 

kalabasę częściowo wypełnioną ochrą zmieszaną z wodą. Gorliwie wypiła tę wodę i gdy poczuła się 
trochę mocniejsza, spróbowała otworzyć drzwi i przyczołgać się nad brzeg jeziora, gdzie jej przyjaciele 
wkrótce ją znaleźli.

Ci, którzy słuchali jej opowiadania, mocno wierzyli w rzeczywistość tych przygód, ale żałowali, że 

nie   przyniosła   z   powrotem   chociaż   jednego   z   olbrzymich   słodkich   ziemniaków   na   świadectwo   jej 
bytności w kraju duchów".

Nie   mogłem   znaleźć   książki   pt.   "Tradycje   i   Zabobony   Nowozelandczyków"   napisanej   przez 

Edwarda Shortland'a, o streszczonej przez Tylor'a.

Jednakże   nawet   biorąc   pod   uwagę   kulturowe   różnice   w   wyrażaniu   się,   symbole   i   ewentualne 

przekręcania,   co   prawdopodobnie   miała   miejsce,   kiedy   opowiadanie   przechodziło   z   ust   do   ust, 
poznaje się kilka wspólnych cech z przeżyciami u "progu śmierci".

Kobieta,   która   "umarła",   opuściła   swoje   ciało,   przepłynęła-   w   canoe   rzekę,   spotkała   się   ze 

zmarłymi, swymi krewnymi i powiedziano jej, aby wróciła na Ziemię zaopiekować się swoim synem.

Angielski pisarz Thomas De Quincey (1785-1859) miał również przeżycia u "progu śmierci". W 

książce pt. "Wyznania Angielskiego Palacza Opium"; opisuje swoje własne przeżycia w czasie palenia 
opium, nawyku, który był w owych czasach szeroko rozpowszechniony ze względu na łatwość nabycia 
opium i wolną, legalną sprzedaż tego narkotyku. Opisuje on powracające sceny z jego przeszłości, 
które przypomniały mu pewne opowiadanie jego krewnej, która jak twierdzili uczeni... była jego matką.

W swoim pierwszym wydaniu tej książki w r. 1821 pisze on:

background image

"-  Pewnego razu jedna z moich bliskich krewnych opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem wpadła 

do wody i była bliska śmierci. W tej krytycznej sytuacji miała przez chwilę wizję swego całego życia 
widzianą   jakby   w   zwierciadle.   Obrazom   tym   towarzyszyła   zdolność   niezwykle   jasnego   i   trafnego 
oceniania tej panoramy życia". W dalszym  ciągu de Quincey pisze tak o tym wypadku zwracając 
uwagę na sceptycyzm niektórych czytelników.

"-   Ta   kobieta   żyje   jeszcze,   chociaż   jest   bardzo   stara   i   mogę   powiedzieć,   że   życie   jej   było 

pozbawione   grzechu   i   lekkomyślności,   a   obfitowało   w   prawdomówność   i   szczerość.   Była   nawet 
przesadnie skromna w niczym sobie nie pobłażając. Prowadzila życie niemalże ascetyczne. Gdy się to 
zdarzyło, mogła mieć ukończone dziewięć lat. Bawiła się na brzegu strumienia i wpadła do najgłębszej 
wody. Prawdopodobnie nikt nie wiedział, że została uratowana przez gospodarza, który przejeżdżał 
drogą.

Lecz ona zeszła już w otchłań śmierci i poznała sekrety życia pozagrobowego tak, jak je kiedyś 

znał człowiek, któremu została dana obietnica powrotu w zaświaty. W pewnym stadium tego zejścia 
do krainy pośmiertnej, miała wrażenie, jakby w nią uderzył jakiś powiew, fosforyczny blask bił ją w 
oczy i natychmiast zdolność poznania całego swego życia powstała w jej mózgu. W mgnieniu oka 
każdy czyn jej przeszłego życia, ożył na nowo, stając w kolejności, nie jako sukces jej życia, ale jako 
część egzystencji. Może takie światło, które pokazało całą drogę jej życia, ze smutkami i radościami 
dzieciństwa oświetliło również przeznaczonego na apostoła, Pawła, w czasie jego drogi do Damaszku. 
Ale tamto Światło oślepiło na pewien czas Pawła, a to wypełniało cały umysł niebiańską wizją, tak że 
jej świadomość stała się w jednej chwili świadomością wszechwiedzącą tej nieskończonej panoramy 
życia".

Opowieść   ta   została   przyjęta   sceptycznie   przez   kilku   krytyków.   Ale   od   tego   czasu   została 

potwierdzona   przez   przeżycia   innych   ludzi,   którzy   nigdy   nie   słyszeli   o   sobie   nawzajem. 
Zdumiewającym punktem jest jednak panorama wydarzeń, widzenie minionych wypadków życia przez 
wszystkich relacjonujących, co w znacznym stopniu dopomogło w uformowaniu epokowego odkrycia. 
Widzenie po śmierci klinicznej ma głębszy sens – pewność, że jest możliwość wskrzeszenia tego, co 
tak  długo   spało  w napomnieniu.  Każdy  ślad   tych  przeżyć   mówi   nam o  zerwaniu  zasłony  Wielkiej 
Tajemnicy Życia Pozagrobowego. Nagle, w milczącym rozkazie, na sygnał wysłany z umysłu, zasłona 
ta uniosła się w górę i cała głębia Tajemnicy Życia poza życiem, została pokazana.

Jest godne uwagi, że członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa i Apostołów (Mormoni) byli już w 

dawnych   czasach   pouczeni   o   przeżyciach   u   "progu   śmierci"   i   te   pouczenia   krążyły   wśród   nich. 
Również   jest   interesujący   fakt,   że   sławny   psychiatra   Carl   Gustaw   Jung   miał   przeżycie   u   "progu 
śmierci".   które   podaje   w   rozdziale   zatytułowanym   "Wizje"   w   książce   pt.   "Wspomnienia,   Sny   i 
Refleksje".   Oscar   Levis,   współczesny   antropolog   napisał   fascynujące   dzieło:   "Dzieci   Sándhez'a" 
oparte   na   badaniu   życia   rodziny   meksykańskiej.   Jeden   z   członków   rodziny,   opowiedział   mu   o 
przeżyciu u "progu śmierci".

W literaturze znajdują się podobne opisy. Choćby tylko te dwa: "Pożegnanie z bronią" Ernesta 

Hemingway'a, gdzie narrator opisuje jakich doznawał uczuć, będąc poza swym ciałem fizycznym w 
czasie śmierci klinicznej. Należy podkreślić, że powieść ta posiada wątki autobiograficzne.

Również w książce Lwa Tołstoja pt. "Śmierć Iwana Iliicza" opisane są sceny śmierci tytułowego 

bohatera, który miał  wrażenie  że  przebywa   w ciasnej jaskini, gdzie   widział  jakby  projekcję swego 
minionego życia zakończoną ukazaniem się jasnego światła. Wiele jest podobnych opisów. Zanim 
powstało pojęcie u "progu śmierci", dawno stan ten był znany ludziom.

background image

Wstecz / Spis Treści

PYTANIA

Po  opublikowaniu   "Życia   po   życiu"   otrzymałem  wiele   pytań   od  czytelników  tej  książki:   lekarzy, 

studentów i innych ludzi. Przypuszczam, że odpowiedzi na te pytania zainteresują wiele osób.

Pytanie   1.  Czy   publiczne   omawianie   szczegółów   tego   zjawiska   nie   stanie   na   przeszkodzie   w 

przyszłym naukowym zbadaniu tej dziedziny? 

To pytanie jest rzeczywiście trudne. Omawianie publiczne szczegółów tego zjawiska będzie miało 

wpływ nie tylko na opowiadanie nowych przeżyć, ale także stworzy możliwość osobom bez skrupułów 
fałszowania relacji z interesującej nas dziedziny, w celu przyciągnięcia uwagi, zdobycia popularności, 
czy osiągnięcia innych korzyści. Chociaż moje studium może skomplikować problem odłączenia plew 
od ziarna, twierdzę, że aby zjawisko zostało potraktowane naukowo, musi być najpierw ujawnione. 
Problem jest czy należy zatrzymać wiadomość o tym fenomenie, jako zawodową tajemnicę, a jeśli tak, 
czy  zatrzymanie   w  tajemnicy  tak  wielkiego   odkrycia   nie   wzbudzi   całego  szeregu   zastrzeżeń   i  nie 
wprowadzi   chaosu.   Przez   wiele   lat   pytano   mnie   najczęściej   jeśli   takie   zjawiska   są   pospolitymi 
przeżyciami,   dlaczego   nie   zostały   szeroko   publikowane?   Teraz   nadszedł   czas,   że   doszliśmy   do 
stwierdzenia   "jeśli   takie   zjawiska   są   szeroko   publikowane,   to   czemu   się   dziwić,   że   są   one   tak 
rozpowszechnione?".

Pytanie   2.  Dlaczego   pan   nie   podaje   nazwisk   osób   przesłuchiwanych   w   sprawie   ich   przeżyć 

"pozagrobowych"? Czy nie przyczyniłoby się to do większej wiarygodności?

Nie   podawanie   nazwisk   jest   z   mojej   strony   uprzejmością   która   ma   szersze   podłoże.   Ludzie 

przychodzący do mnie, mają gwarancję, że nie zrobię użytku z ich nazwisk. W dalszym ciągu będę tak 
postępował i w ten sposób zbiorę znów wiele opowiadań, których ludzie nie mogliby podać, gdyby 
wiedzieli, że ujawnię ich nazwiska. Gdybym podał obraz osoby, jej nazwisko i adres, jak podaje się w 
artykule   w  gazecie,   to  czytanie  książki  mogłoby  się  stać nudne.  Jednak  i takie  postępowanie   nie 
przydałoby   dziełu   mojemu   większej   wiarygodności   z   naukowego   punktu   widzenia.   Ostatecznie   te 
zjawiska staną się bardziej realnymi, jeśli inni potwierdzą, że mieli również takie same przypadki. W 
mojej   książce   nie   podałem   żadnych   wniosków,   a   tylko   przepowiedziałem,   że   inni   ludzie,   którzy 
obserwują   to   "zjawisko   "   życzliwie   i   pilnie,   będą   mogli   znaleźć   przykłady   doświadczeń   u   "progu 
śmierci" ujawniające stany, o których pisałem.

Pytanie 3. Czy cała koncepcja życia po śmierci nie jest po prostu "pobożnym życzeniem"? 
Niektórzy mogliby dowodzić, że prawie wszyscy albo przynajmniej wielu z nas, chciałoby żyć po 

śmierci i nic nie powinno powstrzymywać badań nad tym, czy jest możliwe życie po śmierci. Takie 
argumenty zdarzają się w wielu stronach świata, ale mógłbym wykazać, że można przedstawić to 
winny sposób. Fakt, że gdzieś jest coś, czego prawie każdy z nas życzy sobie, nie przesądza sprawy, 
że to "coś" nie istnieje.

Wiliam James powiedział, że odnosząc się z całym szacunkiem do spraw religijnych, które nie 

dopuszczają   do   empirycznych   dowodów,   że   w   religii   nie   znajdzie   się   innej   niewiary,   jak   tylko   tę 
powstałą z obawy, aby się nie pomylić i wiarę opartą na nadziei, że, ma się rację.

Pytanie   4.  Czy   może   cale   te   przeżycia   u   "progu   śmierci"   są   dlatego   interesujące,   że   są 

dziwactwem?

Wątpię w to. To zjawisko u ludzi z Zachodu przetrwało przez całą ich historię. Prawie wszyscy 

wielcy filozofowie zajmowali się przeżyciami pozagrobowymi, są one głównym tematem wielu pisarzy. 
i mają na nich wpływ. Po drugie szybki postęp w przywracaniu ludzi do życia gwarantuje, że coraz 
częściej   w   przyszłości   będziemy   spotykać   się   ze   zjawiskami   przeżyć   "pozagrobowych".   Wreszcie 
wielu lekarzy od swoich pacjentów na rekonwalescencji słyszy bolesną wymówkę: – "Czy mógłby ktoś 
odpowiedzieć mi dlaczego ja chcę umrzeć? – Nie zważając, czy ktoś wyobraża sobie przeżycia u 
"progu śmierci", jako dowód na nieśmiertelność, czy jedynie jako wynik wypadków fizjologicznych, 
sądzę, że jest korzystne, iż zaczynamy uchylać rąbka tajemnicy.

Pytanie   5.  Czy   ludzie,   z   którymi   pan   rozmawiał,   interesowali   się   okultyzmem   przed   lub   po 

przeżyciach u "progu śmierci"?

Rozmawiałem już z ponad trzystoma osobami, które znalazły się u "progu śmierci". Nie byłoby w 

tym nic dziwnego, gdyby w tej grupie znalazło się kilka osób, które interesowałyby się reinkarnacją, 

background image

porozumiewaniem z duchami przez medium, astrologią i innymi sprawami okultystycznymi. Jednakże 
jest   interesujące,   że   poza   grupą   moich   pacjentów,   tylko   sześć,   albo   siedem   osób   oznajmiło,   że 
interesowali się tymi sprawami przed lub po przeżyciach u "progu śmierci". Żadna z tych osób nie 
doniosła mi, że miała więcej niż jedno tajemnicze albo niezwykłe przeżycie w ciągu swego życia. W 
ogóle   ludzie,   z   którymi   rozmawiałem   nie   byli   tymi,   którym   często   zdarzały   się   "przeżycia 
pozagrobowe", albo którzy wykazywaliby większe zainteresowanie okultyzmem, , . '

Pytanie 6. Czy przeprowadził pan wywiad z jakimiś ateistami, którzy mieli takie przeżycia?
Każdy, z kim rozmawiałem wyrósł w tradycjach żydowsko-chrześcijańskich. W tym pytaniu słowo 

"ateista" jest co najmniej częściowo 'terminem z góry przesądzającym, co do osobowości, uczuć i 
wiary. "Ateista" może być w niektórych wypadkach słownym zamaskowaniem uczuć osobistych,. które 
mogą być bardzo różne, może nawet głęboko religyne. Sądzę, że jest prawie niemożliwe określić 
stopień wiary w tych wypadkach, ponieważ każdy w naszym społeczeństwie jest pod wpływem pojęć 
religijnych. W związku z tym zawsze powstanie pytanie do jakiego stopnia, nawet podświadomie, jest 
on pod wpływem idei religijnej. Osoby; które przesłuchiwałem, twierdzące że przed ich przeżyciami 
"pozagrobowymi"   nie   mieli   szczególnego   nastawienia   religijnego,   konstatują,   że   po   przeżyciach   u 
"progu śmierci" przyjęli prawdę doktryn religijnych.

Pytanie 7. Ile lat mają osoby przesłuchiwane przez pana?
Rozmawiałem z wieloma dorosłymi, którzy opowiadali mi o swoich przeżyciach u "progu śmierci" 

jeszcze za czasów swego dzieciństwa. Relacje o najwcześniejszych przeżyciach pochodziły od osoby, 
która doświadczyła tego mając trzy lata. Rozmawiałem jednak z jednym dzieckiem, które powiedziało 
mi o swoim przeżyciu "pozagrobowym" i to przypadkowo. Miało to miejsce w klinice pediatrycznej 
wówczas,  gdy pomagałem dziecku w kuracji. Najstarszą osobą był mężczyzna około 75 lat, który 
zgłosił się zaraz po swym przeżyciu u "progu śmierci". Powiedział mi o tym zaledwie dwa miesiące 
później.   Sądzę,   że   wiek   osób   trochę   przyczynia   się   do   treści   przeżycia.   Oczywiście,   myśli   które 
przebiegają w umyśle dziecka w czasie kryzysu, są inne od tych, które zdarzają się dorosłym.

Pytanie 8. Czy wyniki z tych badań nie gloryfikują śmierci?
Nie, absolutnie nie. Sądzę, że wszyscy wiemy o złych skutkach śmierci. Śmierć jest straszna na 

skutek separacji od tych, których kochaliśmy, jak również z powodu cierpienia przed śmiercią. Śmierć 
jest straszna, gdyż ludzie  mogą umrzeć wcześniej zanim mogliby mieć szansę wykonania zadań, 
które chcieliby zrealizować w swym życiu. 

Pytanie 9. "Umarłem", zostałem przywrócony do życia i nie przypominam sobie nic z tego?
Kilka   osób   wyraziło   coś   w   rodzaju   zmartwienia,   a   ja   chciałem   mieć   szansę   wyciągnąć   z   ich 

opowiadań   pewne   wnioski.   Jak   podkreśliłem   w   "Życiu   po   życiu"   nie   każdy,   kto   przeżył   kliniczną 
śmierć, pamięta to, co przeżył. Rozmawiałem z wieloma osobami, które nie pamiętają nic. Nie potrafią 
wyjaśnić na czym polega to, że jedni pamiętają swe przeżycia podczas śmierci klinicznej, a drudzy 
nie.   Czy   mato   podłoże   w   ich   nastawieniu   religijnym   osobowości,   okolicznościach,   przyczynie   ich 
śmierci, czy też zależy od czegoś innego...?

Można zastanawiać się, czy pewna grupa ludzi, którzy nie przypominają sobie nic, nie mogłaby być 

tak   wstrząśnięta   "przeżyciem   pozagrobowym",   że   podświadomość   zmuszała   świadomość   do 
zapomnienia.

Aby uniknąć pomyłek, chcę oprzeć się na liście przypadków już ustalonych, aby podać dokładny 

model do czego musi być podobne przeżycie u "progu śmierci": Ogromna skala przeżyć dana jest 
osobom, które doznały jednego lub dwóch wypadków "przeżyć pozagrobowych". Spodziewam się, że 
lista,   którą   zebrałem   będzie   poprawiona   i   usystematyzowana.   .Jest   ona   prostym   teoretycznym 
modelem i powinno się unikać czynienia z przeżyć u "progu śmierci" idealnie ustalonego modelu.

Pytanie 10.  Pan powiedział, że nie każdy, kto przechodzi przez śmierć kliniczną ma przeżycia? 

Jaka jest ilość takich przypadków?

Rodzaj studiów, które przeprowadziłem nie dał mi podstawy do zrobienia takiego obliczenia. Mój 

model wypadków opiera się na relacjach tych, którzy mieli takie przeżycia. Dzięki temu, że nakreśliłem 
taki właśnie model przeżyć, ci którzy ich doznali, mogli mi więcej opowiedzieć, niż ci, którzy przeszli 
przez   śmierć   kliniczną   i   nic   nie   pamiętają.   Podobne   pytania   często   stawiano   o   indywidualnych 
wypadkach przeżyć u "progu śmierci". Ludzie pytają na przykład, jaki procent osób relacjonuje mi o 
"przejściu przez tunel" albo o widzeniu "Światła" itd. Nie próbowałem prowadzić statystyki.

Po pierwsze nie można być pewnym, że brak relacji jest równoznaczny z brakiem tego rodzaju 

background image

przeżycia (tunel, światło itp.). Może to być spowodowane zapomnieniem lub inną przyczyną. Po drugie 
– nie trudziłem się obliczeniami ze względu na obawę przed pseudo-naukowymi liczbami. Może lepiej 
by   było,   abym   obie   moje   książki   wzbogacił   graficznymi   wykresami   pokazującymi   takie   liczby   i 
procenty.   Chociaż   mój   wzór   przypadków   nie   jest   ad   hoc   zbieranym   materiałem   nie   był   również 
gromadzony według pewnych  sprawdzianów, więc takie rysunki i wykresy nie miałyby naukowego 
potwierdzenia.

Spróbuję dać bardziej szczegółową odpowiedź na to pytanie w załączniku do tej książki. Następne 

250   przypadków   walki   o   życie   mogłoby   być   na   przykład   przebadanych   przy   pomocy   aparatury 
kardiologicznej   i   sztucznego   oddychania.   Oczywiście   w   określonym   szpitalu   i   w   określonych 
kontrolowanych warunkach, aby można było podać test eksperymentalnej hipotezy. Pomimo braku 
statystycznej   ewidencji,   sądzę,   że   przeżycia   u   "progu   śmierci"   takiego   rodzaju,   jaki   opisałem,   są 
częste u osób, które zostały przywrócone do życia po śmierci klinicznej.

Jestem pewny, że badacz, który zainteresuje się tym problemem stwierdzi, że znalazł obszerny 

materiał dowodowy.

Pytanie   11.  Czy   pan   pytał   kiedyś   o   przeżycia   u   "progu   śmierci"   osobę   wprowadzoną   w   stan 

hipnozy?

Myślałem, o tym, że za zgodą pacjentów metoda ta byłaby niezwykle przydatna. Poczyniłem nawet 

w   tym   kierunku   przygotowania   z   doświadczonym   lekarzem-hipnotyzerem.   Jednak   doszliśmy   do 
wnioski, że cofnięcie któregoś z pacjentów do momentu jego klinicznej śmierci, mogłoby być dla niego 
bardzo niebezpieczne. Umysł w podświadomości przyjmuje bardzo dokładnie sugestie hipnotyzera.

W dodatku hipnoza może mieć wpływ na psychikę człowieka i funkcje organizmu.
Faktem jest, że może powstać bąbel na skórze zahipnotyzowanego człowieka jedynie na skutek 

sugestii. Biorąc to pod uwagę, sądziliśmy, że osoba posłuszna w hipnozie, mając w swym umyśle 
nakaz powrotu do momentu klinicznej śmierci, mogłaby istotnie przejść przez wszystkie wydarzenia 
tego zgonu. Wobec tego nie próbowaliśmy nigdy tego eksperymentu. Ale ostatnio dowiedziałem się o 
doświadczeniu tego rodzaju, podczas którego naprawdę pacjent dostał zapaści serca i zmarł.

Pytanie 12. Czy powinno się mówić pacjentom o takich badaniach?
Pytało mnie o to kilku lekarzy. Nigdy nie potrafiłem dać odpowiedzi na to pytanie choć miałem wielu 

pacjentów.  Bowiem taka wiadomość  zaniepokoiłaby ludzi wierzących,  z których  jedni twierdzą,  że 
życie po śmierci jest bardzo bogate w wydarzenia, drudzy natomiast, że nie obfituje w żadne.

Argumentować   by   można,   że   wobec   tego   nie   należy   mówić   pacjentom   ó   takich   przeżyciach, 

ponieważ to tylko wprowadziłoby niepokój u chorych. A szczególnie u tych pacjentów, którzy już sobie 
wytłumaczyli, co to jest śmierć.

Z drugiej strony słyszałem, że niektórym osobom powinno się o tym powiedzieć. Jeśli te raporty nie 

są prawdziwe i nie ma żadnego życia po śmierci, to wobec tego nie zrobią nikomu krzywdy. Ale jeśli 
są prawdziwe, to ludzie byliby bardziej przygotowani do tego, co ich czeka TAM.

Możliwe,   że   "Tybetańska   księga   śmierci"   została   napisana   w   tym   celu.   Ukrywana   jest   w   niej 

sugestia, że powinna być czytana ludziom w godzinie śmierci, aby umierający człowiek _ był mniej 
zaskoczony stanami, które przeżyje. Sądzę, że ostatnia odpowiedź na to pytanie zależy od osób, które 
znalazły   się   u   "progu   śmierci".   Lekarze   musieliby   polegać   na   swoich   klinicznych   obserwacjach   i 
znajomości swych pacjentów. W każdym razie to pytanie może być wkrótce szeroko dyskutowane ze 
względu na coraz większą popularność tego zagadnienia. Jedna z lekarek pediatrów przypuszcza, że 
ludzie,   którzy   mieli   przeżycia   "pozagrobowe"   opowiadają   o   nich   innym   chorym,   co   spotyka   się   z 
wielkim zainteresowaniem słuchaczy.

Pytanie 13. Jak się powinno zareagować, jeśli ktoś znajomy, albo pacjent bez proszenia go 0 to, 

opowiada o takim przeżyciu "pozagrobowym"?

To   pytanie   dotyczy   mnie   osobiście.   Otóż   dziwne,   ale   nigdy   nie   przeprowadziłem   wywiadu   z 

pacjentem, którego uratowałem od śmierci klinicznej. W ciągu mych studiów medycznych,  miałem 
dwóch   pacjentów,   którzy   sami   spontanicznie   opisali   mi   swoje   przeżycia   u   "progu   śmierci":   W 
obydwóch tych wypadkach, przeżycia tych osób miały miejsce o jakiś miesiąc wcześniej i w żadnym z 
tych   wypadków   nie   pytałem   pacjenta   o   nic,   co   byłoby   związane   z   tym   tematem.   Oni   po   prostu 
opowiedzieli   mi   o   tych   przeżyciach   podczas   zwykłej   rozmowy,   jaka   przeważnie   toczy   się   między 
lekarzem a pacjentem.

Te   dwa   opowiadania   potwierdziły   moje   przypuszczenia,   że   dla   jakiejś   przyczyny   lekarze 

background image

dotychczas nie zwracali większej uwagi na to zjawisko, a może po prostu nie słuchali tego, co im 
pacjenci mówili. Jeden z tych pacjentów był starszym mężczyzną z jakąś chorobą skórną, a drugi był 
opóźnionym w rozwoju 12-letnim chłopcem, który miał od urodzenia chorobę związaną z gruczołem 
wydzielania wewnętrznego. Żaden z nich nie wiedział, że zajmuję się badaniem przeżyć ludzi u "progu 
śmierci".

Byłem zaskoczony nieoczekiwanym wyjawieniem przez nich ich tajemnic. Rzucałem tylko luźne 

uwagi w rodzaju"To interesujące" w celu podtrzymania kontaktu i nie starałem się nakłaniać ich do 
mówienia   dalej.   Przypuszczam,   że   ci   pacjenci   potrzebowali   wtedy   pomocy,   ale   klinika   nie   była 
odpowiednim miejscem do kontynuowania tej rozmowy.

Nie dałem poznać żadnemu z tych pacjentów, że słyszałem już przed tym o takich przeżyciach 

"pozagrobowych". Gdy cofam się myślą wstecz, to mam poczucie winy, że nie podzieliłem się z nimi 
moimi wiadomościami o przeżyciach u "progu śmierci". Może słysząc, że takie przeżycia zdarzały się 
również innym, podniosło to by ich na duchu.

Sądzę, że wszystko to zależy od poszczególnych osób, które miały takie przeżycia i można było to 

podać im w następującym  stwierdzeniu:  "Takie przeżycia  zdarzają  się i wiele  osób o tym donosi, 
chociaż z punktu widzenia medycyny i nauki nie można stwierdzić, co one przedstawiają. Niemniej 
miały one Wielkie znaczenie dla was samych. I w końcu takie przeżycie jest zrozumiałe tylko wam i 
ono   ma   wpływ   na   wasze   życie.   Możecie   poszerzyć   wiedzę   na   ten   temat   sięgając   do   wielkich 
religijnych zapisów, rozmawiając z innymi ludźmi, którzy znają te zagadnienia z autopsji, albo z tymi 
którzy badają te sprawy".

Pytanie 14. Czy wiedza o takich przeżyciach ma wpływ na leczenie umierającego pacjenta?
To jest bardzo skomplikowane zagadnienie. Jedna rzecz, która mi się zdarzyła nauczyła mnie, że 

powinno się być bardzo ostrożnym w tym, co się mówi podczas ratowania kogoś z klinicznej śmierci. 
Nawet   gdy   wydaje   się,   że   nie   ma   ratunku   dla   pacjenta.   Wielu   lekarzy   było   zaskoczonych   kiedy 
pacjenci wróciwszy do życia, przytoczyli im ich własne uwagi. Znam jednego lekarza, który w swej 
praktyce   miał   do   czynienia   z   wieloma   pacjentami,   chorymi   na   różne   choroby.   Wiedział   o   wielu 
przeżyciach,   które   opisałem,   jeszcze   przed   przeczytaniem   moich   rozpraw.   Stosował   on   metodę 
pozostawania z pacjentami przez chwilę  po ich śmierci klinicznej i mówienia do nich. A przecież, 
wierzył, że przeżycia po śmierci klinicznej nie są niczym więcej, niż fizjologicznymi procesami, które 
zachodzą w mózgu przez chwilę po tym, gdy serce przestało bić.

Pytanie 15. Jakie znaczenie mają studia nad zjawiskiem przeżyć u "progu śmierci" dla etycznego 

problemu sztucznego podtrzymania życia, nawet gdy funkcje mózgu nieodwołalnie ustały?

Znaczenie tych studiów może być bardzo ważne w przypadkach, gdy życie jest podtrzymywane 

sztucznie. Jednak stan badań w tej dziedzinie jest jeszcze tak znikomy, że żadne wnioski nie mogą 
być   wyciągane.   Nawet,   jeśli   zjawisko   przeżyć   "pozagrobowych"   będzie   rozpatrywane   jako   fakt 
naukowo stwierdzony i nie będzie już dziedziną anegdoty i spekulacji, to wciąż będzie istniał etyczny 
dylemat.   Ze   względu   na   szczególne   problemy   dotyczące   tak   zwanego   "zabicia   z   litości",   moim 
zdaniem będzie on bardziej dogmatyczny."

Jestem   przeciwny   eutanazji   ze   względów   etycznych   i   nie   polecałbym   tego   pod   żadnymi 

warunkami.

Pytanie 16. Jestem członkiem zespołu medycznego Pogotowia Ratunkowego i często zdarza mi 

się, że muszę przywracać do życia ludzi pozornie już martwych. Mam więc kłopot z dowiedzeniem się 
od nich; co się dzieje, dlaczego są tak oburzeni, gdy czyni się wysiłki w celu przywrócenia ich do 
życia. Czy brać ` udział emocjonalny w ich przeżyciach?

Słyszałem relacje i od lekarzy i od pacjentów o takich wydarzeniach. Jednak niechęć pacjentów do 

powrotu do życia była chwilowa. Mogli oburzać się na wysiłki lekarzy, gdy trzeba było ich ratować, ale 
po  upływie  kilku  godzin,  dni czy tygodni, ich  zachowanie  zmieniało się, Ogólnie mówiąc stają  się 
wdzięczni, że dano im "powtórną szansę'' życia.

Pytanie   17.  Niektórzy   z   pana   pacjentów   mówili,   że   doszli   do   przekonania,   że   umiejętność 

miłowania innych i poszerzania wiedzy, były najważniejszymi celami w ich życiu. Czy mógłby pan 
szerzej omówić ten rodzaj miłości i wiedzy?

Obydwa te słowa "miłość" i "wiedza" są w języku angielskim bardzo niejasnymi słowami. Greckie 

słowa,   jak   "philos",   "eros"   i   "agape",   mimo   że   wyrażają   one   bardzo   różne   pojęcia,   mogłyby   być 
wszystkie przetłumaczone w języku angielskim, jako "love". Sądzę z tonu osób, które składają raporty 
o swych przeżyciach "pozagrobowych", że ten rodzaj miłości, który oni zachowali we wspomnieniach, 

background image

jest prawdopodobnie bliższy pojęciu "agapé" (zrozumienie). Może być ono scharakteryzomane jako 
"nadmiar",   spontaniczny   nieumotywowany   niczym   rodzaj   miłości,   który   jest   okazywany   innym 
niezależnie od ich błędów. Podobnie słowa greckie "epistemé" i "techné" znowu o bardzo różnych 
znaczeniach   mogą   być   przetłumaczone   jako   "wiedza".   "Techné"   jest   zastosowane   w   języku 
angielskim   w pokrewnym  słowie   "technology"   (technologia)   i  w  "technique"   (technika)  i  częściowo 
wyjaśnia   zastosowanie   tej   "wiedzy"   w   praktycznym   działaniu.   "Epistemé   ma   związek   bardziej   z 
teoretycznymi i naocznymi rodzajami wiedzy. Wrażenie, jakie odniosłem przy wywiadach o przeżyciu 
u "progu śmierci" jest takie, że ten rodzaj "wiedzy" jest świadomością w jaki sposób można używać 
teoretycznych i praktycznie dających się przetwarzać rzeczy. Ale na przykład, nikt nie wrócił do życia z 
namiętnym życzeniem nauczenia się jeździć na rowerze mimo, że w angielskim języku "knowing" = 
"poznanie" = "nauczenie się" stosuje się do "knowing how to ride a bicycle" = "uczyć się, jak jeździć na 
rowerze". Ostatnio ludzie, którzy mieli przeżycia po śmierci klinicznej, prosili mnie o wyjaśnienie jaki to 
rodzaj   miłości   czy   wiedzy   jest   tak   ważny.   Pewien   czterdziestoletni   pacjent   miał   ciężki   wypadek 
samochodowy. Zabrano go do szpitala, gdzie stwierdzono, że stan był beznadziejny, ale przywrócono 
go do życia. W wywiadzie w miesiąc później powiedział tak:

"– O miłości... Światło zapytało mnie o miłość. Czy wiem coś na temat miłości?... To, o co mnie 

pytało stało się jasne potem, dla jak trudno było wytłumaczyć Mu to. Ono chciało, żebym zrozumiał, że 
"tam" jest rodzaj  Miłości, która nie  ma nic wspólnego z miłością ludzi  tu na  Ziemi. Czy mógłbym 
pokochać ludzi, niezależnie czy byli oni dobrzy, czy też źli, pełni wad i błędów?

...Pytało mnie o to, czy znam taką Miłość?... O wiedzy... Wiedzę, którą zdobyłem. Jaki to był rodzaj 

wiedzy?

Ach, jak trudno mówić o tym. Jest Wszechwiedza oparli na kosmicznej świadomości początku i 

końca i przyczyn wszystkich rzeczy, oparta na tym, co stanowi cały Kosmos... i na świadomości tego, 
co jest ważniejsze ponad wszystko; co jest ważniejsze od Kosmosu".

– Przykłady poniższe pochodzą z przesłuchania 30 kilkuletniej gospodyni domowej, która miała 

komplikacje pooperacyjne a także zawały serca.

"– O miłości... On. Istota ze Światła, pokazała mi wszystko czego dokonałam w życiu, a potem 

zapytała   mnie,   czy   jestem   zadowolona   ze   swego   życia...   Interesowała   się   moją   miłością.   Tak. 
Miłością... I zaznaczyła, jaki to rodzaj miłości. Oto, żebym się zatroszczyła; czy sąsiadka ma co jeść i 
ma w co się ubrać i żebym jej pomogła, jeśli ona tego potrzebuje. O wiedzy... Rodzaj tej wiedzy jest 
specyficzny, to głębsza wiedza, mogłabym rzec, że to jest tak, jakbym spowiadała się przed własną 
duszą, przed własnym zrozumieniem moich błędów".

Jasne   więc,   że   Miłość   była   celem   ukazania   panoramy   życia   tych   dwojga   ludzi,   z   którymi 

rozmawiałem.

Natomiast "wiedza" była wymieniona przez Istotę ze Światła, często jako dodatkowy cel. Istota ze 

Światła   zaznaczała,   że   nauka   nie   zatrzymuje   się   po   śmierci   ludzi,   ale   w   dalszym   ciągu   trwa. 
Zapamiętanie rozmowy z Istotą że Światła jest trudne, gdyż jak mówią przesłuchiwani, są przytłoczeni 
wrażeniem całego przeżycia i musieliby posiadać zdolność "nieziemską", aby to wszystko wyjaśnić. 
Słowa,  których   mogą  użyć   nie  są   w  stanie  wyjaśnić  niczego.   W  rzeczywistości  rzeczy,   które   tam 
zachodzą nie dadzą się zamknąć w słowach.

Istnieje inne słowo greckie "Sophia", które również może mieć związek z "wiedzą". "Sophia" w 

języku   angielskim   może   być   przetłumaczona   jako   "wisdom"   =   "mądrość"   i   dokładnie   odpowiada 
znaczeniu   wyżej   przytoczonego  greckiego   słowa.   "Sophia"  i  "wisdom"  = "mądrość"  mają  ten  sam 
"wymiar"  jeśli można tak określić i  jednakowy element nasilenia wiedzy.  Mądry  człowiek  nie tylko 
posiada   wiedzę,   ale   może   tę   wiedzę   używać   w   moralnie   odpowiedni   sposób.   I   dlatego   tyle   jest 
przykładów moralnych aspektów nagromadzonych przy określeniu "Wiedza".

Pytanie  18.  Czy  podobne przeżycia  "pozagrobowe"  jakie  pan  opisywał mają ludzie,  którzy  nie 

ulegli śmierci klinicznej, ani nie zetknęli się ze śmiercią?

Tak, oczywiście, że mają. Wiele osób opowiedziało mi o przeżyciach wyjścia z ciała fizycznego, 

które nastąpiło nagle. Osoby przeżywające to, nie były "umarłe", ani nawet nie były chore, ani nie były 
w niebezpieczeństwie. Co więcej, w wielu wypadkach te przeżycia nie były w jakiś sposób obmyślone. 
Nastąpiły ku kompletnemu zdziwieniu tych ludzi.

Przeżycia  u   "progu   śmierci"   są   podobne   pod  wieloma   względami  do  mistycyzmu   i  wizji   na   tle 

religijnym, opisywanych  przez wielkich  proroków w przeszłości.  Wiele takich historii można byłoby 
zacytować.   Jednak   nie   szukałem   takich   opowiadań,   ani   nie   interesowałem   się   takimi   raportami, 

background image

bowiem miałem aż zbyt dużą ilość materiału, zmuszającą mnie do skoncentrowania się na raportach 
zaistniałych u "progu śmierci".

Skoro   jednak   zapytano   mnie   o   te   podobieństwa   to   mógłbym   przypomnieć   sobie   o   wielu   tego 

rodzaju. Na przykład weźmy taką hipotezę, że jest rzeczywiście życie po śmierci. Jeśli tak jest, to musi 
być jakiś "mechanizm" może fizyczny, może duchowy, lub taki i taki razem, który uwalnia "psyche – 
duszę" lub coś, jakimkolwiek mianem to nazwalibyśmy – z ciała fizycznego, po śmierci. Obecnie nie 
możemy stwierdzić, że ten nasz "cielesny mechanizm" zawsze działa dobrze. Narządy naszego ciała 
czasami   źle   funkcjonują   i   nasza   świadomość,   postrzeganie   lub   myśli   mogą   prowadzić   nas   na 
manowce.

Analogicznie nie mamy żadnej podstawy do twierdzenia, że ten hipotetyczny "mechanizm" w celu 

uwolnienia   duszy   z   ciała   zawsze   będzie   działał   doskonale.   Może   to   nie   tylko   zależy   od   rodzaju 
sytuacji, stresów itp., może on zacząć  działać przedwcześnie?... Gdyby to wszystko  było prawdą, 
mogłoby to wytłumaczyć   podobieństwo  między  przeżyciami u  "progu  śmierci"  a innymi  rodzajami, 
takimi   jak   przeżycie   wyjścia   z   ciała   fizycznego.   To   mogłoby   także   wyjaśnić   fakt,   że   zjawisko 
zarejestrowane   przez   tych,   którzy   znaleźli   się   w   sytuacji   grożącej   życiu,   może   być   identyczne   z 
przeżyciami tych, którzy są przywróceni do życia po śmierci klinicznej.

Pytanie 19. – Powiedział pan, że mistyczne wizje są podobne pod wieloma względami do przeżyć 

u "progu śmierci". Jakie są to podobieństwa?

Obecnie wielu ludzi traktuje "mistycyzm", jako synonim "Wschodniego mistycyzmu". Jest jednak 

długa   i  różna   droga   tradycji   mistycznych   wizji   Zachodu,   św.   Augustyna,   św.   Franciszka   z  Asyżu, 
Teresy z Avili, Mistrza Eckhardt'a czy Jana z Arc. Wszyscy oni mogliby być nazwani mistykami. W 
swej sławnej pracy pt. "Różnorodność przeżyć religijnych" – William James podaje następujący opis 
cech mistycznych wizji:

1 – Niewysłowioność
Najbardziej   pospolite   znaki,   według   których   klasyfikuję   stan   umysłu,   jako   mistyczny   –   są 

negatywne:   Cechy właściwą  mistycyzmowi  jest  niemożność  wyrażenia  go   w  słowach,  a  więc  tym 
samym żaden raport nie może oddać mistycznych przeżyć.

2 – Niepospolita cecha
Stany mistyczne dla tych, którzy je przeżywają, są jakby stanami wszechwiedzy. To stany, kiedy 

można   wejrzeć   w   głąb   Prawdy   Nadprzyrodzonej   dzięki   dyskursywnemu,   opartemu   na   logicznym 
rozumowaniu   umysłowi.   Te   dwie   cechy   podkreślają,   że   dany   stan   można   nazwać  mistycznym, 
używając tylko takiego słowa. Dwie inne mniej charakterystyczne cechy należy również wymienić:

3 – Przelotność = Efemeryczność
Stany mistyczne nie trwają długo. W rzadkich jedynie wypadkach – pół godziny, godzinę lub dwie.
4 – Bierność = Bezwolność = Nieaktywność
Chociaż nadejście stanów mistycznych  może być  wywołane  specyficznymi działaniami, jak np. 

skupieniem   uwagi   albo   przez   ćwiczenia   cielesne   lub   w   inny   sposób,   który   opisują   podręczniki 
mistycyzmu, jednakże kiedy charakterystyczny stan świadomości wystąpi, mistyk odczuwa jakby jego 
własna wola była zawieszona i jakby przechwycona i trzymana przez Wyższą Moc. Ta właściwość 
poddawania się Mocy Nadprzyrodzonej, nadaje stanom mistycznym cechy wynikające z całkiem innej 
osobowości lub jakiś innych dodatkowych zdolności: owe prorocze słowa, twórcze dzieła lub transy 
medialne. Później można nie przypominać sobie nic z tego stanu i może on potem nie mieć żadnego 
wpływu na wewnętrzne życie człowieka, jakby wydarzenie to miało miejsce w przerwie życia.

Stany mistyczne nigdy nie są całkowicie przejściowe. Pozostaje jakieś wspomnienie tego przeżycia 

i głębokie przekonanie o jego ważności. Stany mistyczne wpływają dodatnio na wewnętrzne życie 
człowieka.

Zdecydowane sklasyfikowanie stanów mistycznych jest bardzo trudne, gdyż występują w różnym 

stopniu i pomieszaniu. Inni wskazali dodatkowe cechy tego stanu.

Przykłady mówią o zjawisku zmiany poczucia Czasu i Przestrzeni i wpływu wizji na osobowość i 

przyszłe życie człowieka.

Wszystkie te przytoczenia można oczywiście porównać do przeżyć u "progu śmierci". Ale są inne 

bardzo pospolite cechy przeżyć u "progu śmierci", których nie spotyka  się w przeżyciach wielkich 
mistyków. Przykładem takim jest panoramiczny przegląd całego życia człowieka.

background image

Pytanie 20. Czy ludzie mówią, że Czas zmienił się w trakcie ich przeżyć u "progu śmierci"?
Stale są raporty o tym, że podczas przeżyć ludzi u "progu śmierci" czas się zmienił. Np. u pewnej 

kobiety, która podczas klinicznej śmierci znalazła się "Gdzieś". Kiedy zapytałem, jak długo to trwało, 
rzekła mi:

– Można by powiedzieć, że minutę lub że tysiące lat. Nie byłoby w tym żadnej różnicy.
Mężczyzna, który na skutek eksplozji znalazł się w ogniu miał wrażenie, że wypłynął ze swego 

ciała i widział innych, gdy biegli mu na ratunek. Twierdził, że w jednej chwili jego fizyczne otoczenie 
zniknęło całkowicie, a obrazy jego życia stanęły przed nim i rozmyślał nad tym, co uczynił w życiu w 
obecności Chrystusa. Kiedy zapytałem go jak długo trwał ten "pokaz", rzekł, że gdyby chciał określić 
czas   w   ziemskich   określeniach,   to   musiałby   powiedzieć,   że   godzinę,   albo   mniej.   Ale   kiedy 
powiedziano   mu,   że   musi   wracać   na   Ziemię   zobaczył   znowu   swoje   ziemskie   otoczenie.   Osoby 
biegnące mu na pomoc, zdawały się być zamrożone w tych samych pozycjach, gdy oglądał pokaz 
swego całego życia. Kiedy wrócił do swego ciała fizycznego, akcja znowu ożyła.

Te i inne przykłady ilustrują jakie słowa są używane podczas przeżyć u "progu śmierci". Czas ten 

nie jest podobny do czasu ziemskiego. Ktoś mógłby wskazać na podobieństwo mistycznych wizji do 
pewnych cech wizji u "progu śmierci".

Pytanie   21.  Czy   ludzie,   którzy   opuszczają   swoje   ciało   fizyczne   podczas   śmierci   klinicznej, 

odczuwają ból?

Wiele   osób   opowiadało   mi,   że   podczas   gdy   opuszczali   swe   ciało   fizyczne   na   skutek   śmierci 

fizycznej, nie odczuwali żadnego bólu, nawet jeśli przedtem im towarzyszył. Niektórzy donieśli mi o 
swoim zdumieniu na widok lekarzy i personelu szpitalnego uciskających im pierś albo wbijających im 
igły w celu zrobienia zastrzyków itp. Jednak gdy wyszli ze swego ciała fizycznego, to nie odczuwali w 
ogóle żadnego bólu spowodowanego tymi czynnościami. Ludzie opowiadali mi również, że kiedy znów 
wrócili do swych ciał fizycznych po odratowaniu ich ze śmierci klinicznej, to natychmiast odczuwali ból.

Pytanie 22.  Wspomniał pan o przypadkach przeżyć u "progu śmierci" po długotrwałym "zgonie". 

Jak to jest możliwe, żeby ci ludzie byli wróceni do życia bez uszkodzenia mózgu?

Kilka   faktów   mogłoby   być   tutaj   przedstawionych.   Przede   wszystkim,   podczas   procedury 

przywracania   człowieka   do   życia,   mózg   jest   zasilany   krwią,   która   wraz   z   tlenem   i   środkami 
odżywczymi, opływa organizm. Dzieje się to na skutek masażu serca w celu utrzymania krwioobiegu, 
nawet   gdy   serce   przestaje   bić.   Po   drugie   warunki   takie,   jak   różnice   temperatur,   powstrzymują 
uszkodzenie mózgu. Mózg człowieka którego temperatura wynosi 105°F przed śmiercią, mógłby być 
zniszczony szybciej, niż mózg człowieka o obniżonej temperaturze ciała. Co prawda podczas takich 
operacji, jak chirurgiczne otwarcie serca, serce zostaje zatrzymane na długi okres czasu i nie zasila 
mózgu,   a   jednak   nie   towarzyszy   temu   jego   uszkodzenie.   Jest   to   możliwe   dzięki   aparaturze 
dotleniającej, ogrzewającej i wymuszającej obieg krwi w ciele pacjenta poddanego operacji. A zatem, 
chociaż wiele się słyszy, że po. pięciu minutach bez tlenu, wskrzeszenie człowieka bez uszkodzenia 
mózgu jest niemożliwe, to jednak jest to uproszczona definicja. Wszystkie rodzaje czynników muszą 
być brane w rachubę z uwagi na skomplikowane okoliczności przy przywracaniu człowieka do życia., 
Istotnie ciężkie uszkodzenie mózgu nie było zanotowane wśród moich pacjentów, którzy powrócili do 
życia po zawale serca.

Pytanie   23.  Pan   powiedział,   że   przeżycia   u   "progu   śmierci"   stają   się   coraz   popularniejsze   w 

ostatnich   latach,   dzięki   rozwojowi   techniki   pomagającej   w   przywracaniu   człowieka   do   życia.   Czy 
zdarzały się wskrzeszenia ludzi, zanim poznano nowoczesną medycynę?

Samo wskrzeszenie, w tej lub innej formie, jest dawno znane. Fenickie medyczne tabliczki sprzed 

tysięcy lat podają wskrzeszenie  za pomocą oddechu usta usta. Również znajdujemy w Biblii w II 
Księdze Królów 4 : 18-37 następujące opowiadanie:

"A kiedy dziecko urosło, ono upadło w dniu, gdy poszło do swego ojca, do żniwiarzy i powiedziało 

do ojca.

– "Moja głowa, moja głowa!" – A on rzekł do chłopca obok, aby zaniósł syna do matki. A gdy 

młodzieniec go wziął i zaniósł do matki, dziecko siedziało na jej kolanach aż do południa, a potem 
umarło. A ona powstała i położyła go na łóżku "męża Bożego" i zamknęła drzwi i odeszła...

...Ruszyła i przybyła do "męża Bożego" (Elizeusza) na górę Karmel... Wstał więc i poszedł z nią... 

Elizeusz wszedł do domu... zamknął drzwi... i modlił się do Jahwe. Podszedł i położył się na chłopcu. 
Przyłożył swoje usta do jego ust, swoje oczy do jego oczu, swoje dłonie do jego dłoni... Ciało chłopca 

background image

się rozgrzało... Zaczął chodzić po domu to w tę to w tamtą stronę... podszedł i znów położył się na 
nim: Chłopiec kichnął aż siedem razy i otworzył oczy... A kiedy matka dziecka przyszła on rzekł: – 
Weź syna swego! – Więc ona weszła i padła na kolana i pokłoniła się nisko do ziemi, a potem wzięła 
swego syna i wyszła".

Podobne, ale bardziej szczegółowe  opowiadanie jest w I Księdze Królów 17. Ciekawy też jest 

szczegół zacytowany z rozdziału z II Księgi Królów, że chłopiec kichnął po przywróceniu go do życia. 
Jest takie ludowe wierzenie i to u wielu ludzi, że kichnięcie jest oznaką, że dusza powróciła do ciała, 
które opuściła na krótki okres czasu. Ten skądinąd zagadkowy mały szczegół jest prawdopodobnie 
odbiciem tej wiary.

W śród wielu znanych sposobów przywrócenia do życia ludzi, używanych w dawnych czasach, 

było  przykładanie gorących okładów do brzucha ofiary.  Inny sposób to biczowanie, ból zadawany 
umierającej osobie przez chłostanie jej pokrzywami, w nadziei przywrócenia jej do życia. Niewątpliwie 
inne metody były również używane, ale dużego kroku w medycynie średniowiecza  dokonał lekarz 
Paracelsus, żyjący w latach 1493-1541.

Zastosował   on   procedurę   wskrzeszania   ludzi   istotnie,   zmarłych   lub   znajdujących   się   u   "progu 

śmierci"   przez   wtłaczanie   powietrza   do   ich   płuc   za   pomocą   zwykłych   miechów,   używanych   w 
kominkach.

Vesalius (1514-1564) inny wybitny lekarz owych czasów, także używał miechów do wskrzeszania 

"umarłych" i robił doświadczenia ze sztucznym oddychaniem. Metoda używania miechów przyjęła się 
na przestrzeni wieków w Europie. Wiele innych technik, włącznie z przetaczaniem topielców przez 
beczkę i kładzeniem osoby zmarłej na grzbiet konia, pędzącego kłusem, było stosowane przez wiele 
wieków i w różnych krajach.

Metoda pobudzania serca za pomocą zastrzyków adrenaliny została wprowadzona przez Wintem 

dopiero w roku 1905.

Techniki   wskrzeszania   mają   długą   historię   nie   tylko   na   Zachodzie   i   w   krajach   Judeo-

chrześcijańskich,   ale   także   w   krajach   o   prymitywnej   kulturze.   Na   przykład   niektórzy   Indianie   z 
Północnej   Ameryki   używali   metody   w   której   dym,   zawarty   w   podobnej   do   instrumentu   do   grania 
syryndze,   był   wpychany   zmarłej   osobie   przez   kiszkę   stolcową.   Mimo,   że   ta   metoda   wygląda   na 
niewiarygodną,   jednak   przypuszczalnie   była   przez   jakiś   czas   używana   z   powodzeniem   w 
amerykańskich koloniach i została wprowadzona w Wielkiej Brytanii pod koniec XVIII wieku.

Wyżej   wymienione   metody   były   znane   i   stosowane   w   każdym   kraju.   Zastanawiam   się,   czy 

występowanie przeżyć u "progu śmierci" częściowo nie mogłoby tłumaczyć pewnego bardzo starego i 
szeroko rozpowszechnionego poglądu o pewnych chorobach. Na całym świecie wiele ludzi wierzyło, 
że  pewne choroby były spowodowane opuszczeniem ciała przez duszę. Gdzie taka wiara  została 
przyjęta, leczenie postępowało w kierunku, aby perswazją i zmuszaniem pacjenta wrócić duszę jego 
ciału.

Można wskazać na inne tego rodzaju wierzenia, na przykład wśród mieszkańców środkowej części 

Celebes, wyspy Wschodniej Indonezji. Wierzą tam, że dusza może opuścić ciało, kiedy osoba jest 
nagle i nieoczekiwanie czymś przerażona. Prawdopodobnie wierzenia te przychodziły stopniowo, jak 
stopniowo   przychodzą   wieści   o   doświadczeniach   u   "progu   śmierci",   takie,   jak   te   Q   których   się 
dowiedziałem.

Pytanie 24. Czy stwierdził pan przychylne ustosunkowanie się lekarzy do tego zjawiska?
Tak   jak   w   przypadku   z   duchownymi,   i   lekarze   stanowią   ogromnie   różnorodne   ugrupowanie. 

Składają się z osobników o różnych podłożach warunków, interesów i osobowości, toteż odpowiedzi 
ich będą również się różnić. Niemniej można ich podzielić na cztery kategorie, które ułatwią zadanie 
zaszeregowania. Pierwsza grupa składa się z lekarzy, którzy sami mieli przeżycia u "progu śmierci". 
Ich stosunek do "przeżyć" jest taki sam, jak innych ludzi, którzy mieli takie przeżycia.

Relacje jakie usłyszałem od dwóch lekarzy nie były oparte na naukowym, medycznym podłożu, 

lecz   opisywały   one   w   sposób   spontaniczny   odczucia   i   przeżycia   stanu   śmierci   klinicznej.   Kiedy 
zapytałem jednego z tych lekarzy o zdanie na temat jego przeżycia, stwierdził: = Jako naukowiec 
myślałem, że naprawdę takie wydarzenie nie miało miejsca. Ale ono jednak było.

Inna   grupa   składa   się   z   lekarzy,   którzy   nawiązali   ze   mną   kontakt,   aby  opowiedzieć   o   swoich 

pacjentach, raportujących o swoich przeżyciach. Kilku lekarzy zaznaczyło, że oni również zebrali tego 
rodzaju opowiadania i byli zaszokowani, wobec tego z zadowoleniem przyjęli wiadomość, że ktoś inny 
zajmuje się studiami o przeżyciach u "progu śmierci". Jeszcze inna grupa wyraziła religijny stosunek 

background image

do tego zjawiska. Wyczuwali, że-zdarzenia u "progu śmierci" utwierdzają ich własną wiarę w to, że jest 
Życie, po śmierci ciała fizycznego.

Czwarta grupa składa się z lekarzy, którzy sądzą, że przeżycia u "progu śmierci" są następstwem 

medycznego zjawiska, które jest już znane.

Sądzą, że potrafię wytłumaczyć takie przeżycia u "progu śmierci" naukowo, w oparciu o fizjologię i 

psychologię. 

Pytanie 25. Czy są jakieś przykłady znanych już w medycynie zjawisk, które mogłyby być użyte w 

celu wyjaśnienia powstania przeżyć "pozagrobowych"?

Znajduje   się   niemal   niekończąca   się   lista   przyczyn   znanych   w   medycynie,   wytwarzających 

przeżycia, które przypominają zjawiska raportowane w opowiadaniach o "progu śmierci".

W   "Życiu   po   życiu"   omawiałem   pewne   farmakologiczne,   fizjologiczne,   neurologiczne   i 

psychologiczne   przyczyny   przeżyć   u   "progu   śmierci".   Mogłoby   być   nudne   rozpatrywanie   każdej 
osobno,   ale   uważam,   że   dwie   dziedziny   z   medycyny   zdają   się   być   najbardziej   sprzyjające   w 
stwarzaniu   u   pacjentów   zjawisk   podobnych   do   przeżyć   u   "progu   śmierci".   Są   to:   anestezjologia   i 
neurologia. Jestem pewny, że sensacje, jak przechodzenie przez ciemny tunel są często doznawane 
przez osoby po anestezji, a specjalnie pod narkozą eterem. Jednak nie sądzę, żeby anestetyczne 
aspekty dały solidne i kompletne wytłumaczenie przeżyć u "progu śmierci". Niewielu moich pacjentów 
poddanych było anestezji w czasie, gdy mieli przeżycia "pozagrobowe". Kilka lat temu zwrócili mi 
uwagę, że wiele przeżyć u "progu śmierci" nosiło cechy pewnego podobieństwa do wszelkiego rodzaju 
blokad   w   organizmie,   a   w   szczególności   w   chwilowej   blokadzie   płata   mózgu.   Oto   wyraźne 
podobieństwa:

1) – Ludzie z chwilowymi blokadami mózgu mogą potem poda, że "hałas" zwiastuje im początek 

jakiegoś napadu.

2)   –   Chwilowa   blokada   części   płata   mózgu   odbija   się   na   pamięci   pacjentów   i   osoby,   które 

zaczynają w tym czasie umierać mogą potem mówić, że zapamiętały "panoramę" swego życia. Można 
podać   prawie   nieskończoną   ilość   takich   domysłów.   Na   przykład   można   twierdzić,   że   wrażenie 
intensywnego światła, o którym mówili pacjenci, jest rezultatem zbiegu wypadków, spowodowanych 
przez   napływ   większej   ilości   tlenu   do   potylicy   mózgu   –   przestrzeni   mózgu,   która   jest   siedliskiem 
wszelkiej wizji. Chciałbym dodać do tej listy domysłów, poza autoskopią (samorodnym działaniem), 
wymienioną   w   "Życiu   po   życiu",   doniesione   mi   przez   znanego   chirurga-neurologa   doktora   W. 
Penfield'a przeżycie jednego z jego pacjentów.

W   klasycznych   seriach   swych   doświadczeń,   dr   Penfield   przeprowadzał   badania   nad 

podrażnieniem   pewnej   części   płatu   mózgowego   swych   pacjentów   podczas   operacji   mózgu.   Po 
dokonaniu tych doświadczeń stwierdził; że mózg zachował żywe wspomnienia, jakby obudzenia na 
nowo   przeszłych   wydarzeń,   przepływających   w   świadomości   pacjenta.   Sprecyzowane,   kompletne 
szczegóły wydarzeń, które zaszły przed laty.

W   dalszym   ciągu   nie   jestem   przekonany,   że   te   znane   neurologiczne   fenomeny   wyjaśniają 

przeżycia u "progu śmierci". Co do wyjaśnień na przykład na podstawie blokad mózgu, to usiłowanie 
wyjaśnienia prawie niezmiennie opiera się na przesłance o aneksji w mózgu, czyli utraty tlenu, co jest 
specyficzną przyczyną blokady mózgu.

Jednak   powyższe   twierdzenie   jest   sprzeczne   ze   wszystkimi   zjawiskami:   hałasu,   panoramy 

wspomnień   i   Światła,   gdzie   nastąpiło   przecież   odcięcie   dopływu   krwi   do   mózgu.   Proszę   zwrócić 
uwagę, że przedstawiłem przeżycia "pozagrobowe ludzi"; którzy nie doznali śmierci klinicznej, i że te 
przeżycia zawierały wiele rysów takich samych, jak u osób, które doznały śmierci klinicznej. Prosty 
przegląd tych przypadków, które mogłem przedstawić, potwierdził to jasno. Można posunąć się dalej i 
próbować wyjaśnić przeżycia u "progu śmierci", w których Światło, panorama całego życia człowieka i 
inne zjawiska zachodziły niezależnie od zaopatrzenia mózgu w tlen, że były to jakieś "stresy" na tle 
rozważań o śmierci człowieka powiązane z rzekomymi przewidzeniami umysłowymi.

Według   mojej   opinii,   wprowadzono   tu   słowo   "stres",   gdyż   słowo   to   jest   często   używane   bez 

znajomości jego znaczenia. Jaki rodzaj stresu? – nasuwa się pytanie. Zupełnie łatwo jest formułować 
bez końca wyjaśnienia tego typu.

Jednak jest również łatwo przyjąć jakieś takie wyjaśnienia, jako zupełnie oczywiste, bez zwrócenia 

należytej uwagi na elementy przeżycia "pozagrobowego", które nie stoją właściwie w zasięgu żadnych 
wyjaśnień. Niektórzy lekarze mówili mi. że nie mogą zupełnie zrozumieć, jak ich pacjenci potrafili . 
opisać czynności towarzyszące ich przywracaniu do życia nawet gdyby .naprawdę unosili się do sufitu 

background image

i mogli patrzeć stamtąd. Wielu pacjentów referowało mi, że gdy wyszli ze swych ciał podczas śmierci 
klinicznej, to stali się świadkami wydarzeń z pewnej odległości, nawet spoza szpitala i te zeznania były 
potwierdzone przez nie mających z tym nic wspólnego obserwatorów.

Sądzę,   że   powinniśmy   wreszcie   spojrzeć   rozsądnie   na   te   nienaukowe   potwierdzenia,   które 

pewnego' dnia będą opracowywane w warunkach eksperymentalnych badań.

W   końcu   zaobserwowałem,   że   takie   wyjaśnienia   nie   przygnębiają   osób,   które   same   przeżyły 

zjawiska "pozagrobowe".

Jeden   młody   mężczyzna,   przywrócony   do   życia   po   widocznych   oznakach   śmierci   klinicznej, 

zastanawia się:

–   "Zabawne.   Jest   coś,   co   w   istocie   nie   może   istnieć,   a   tymczasem   nie   ma   się   najmniejszej 

wątpliwości, że takie "coś" zdarzyło się. Teraz orientuję się, że wiele osób nie wierzy w to... Ludzie 
wychodzą ze stanowiska, że rzeczy nie potwierdzone naukowo, nie mogą istnieć... Ale czy ludzie 
wiedzą "co" nie może istnieć?... Ich niewiara nie zmienia postaci rzeczy, że to "coś" istnieje... Jest 
całkiem pewne, że w tej chwili siedzę tutaj, ale gdybym umarł dziś powtórnie to istotnie to samo by mi 
się wydarzyło, z wyjątkiem, że mógłbym zaobserwować to "coś" – lepiej. Ale ludzie mówią mi, że to 
"coś"   nie   istnieje,   mało   tego,   oni   przysięgają,   że   takie   "coś"   nie   istnieje   i   pokazują   mi   naukowe 
podstawy, że takiego "czegoś" nie ma... No i co mogę na to odpowiedzieć?... Tylko tyle: – "Ale ja 
wiem, gdzie byłem".

Pytanie 26. Jakie jest pana własne nastawienie do tych badań? Czy ono wpłynęło na pana życie w 

jakiś sposób?

Sądzę, że nawet po stwierdzeniu, że nie miałem zamiaru udowadniać, że jest życie po śmierci i po 

dokonaniu   wszystkich   moich   odpowiednich   uwag   ludzie,   z   którymi   rozmawiałem,   nie   są   jeszcze 
zadowoleni. Chcieliby się dowiedzieć, co ja – Raymond Moody czuję.

Sądzę, że jest to słuszne pytanie, jeśli się rozumie, że chodzi tu o sprawy psychologiczne, a nie o 

sprawę logicznego wniosku na ten temat. Tych, którzy interesują się moją biografią informuję: – patrzę 
na to zagadnienie przez pryzmat mojego nastawienia religijnego, że jest życie po śmierci i wierzę, że 
zjawisko któremu poświęcam moje badania jest zamanifestowaniem mojego stosunku do życia po 
śmierci.

Jednak  mimo   ciągłego   obsesyjnego   może   omawiania   wydarzeń   "pozagrobowych"   ja   chcę   żyć. 

Osoby, z którymi przeprowadziłem wywiady zgadzają się z tym, że i one pragną dalej żyć. Ognisko ich 
uwagi  po tym  co przeżyli  u "progu  śmierci" jest  skierowane  na życiu   na Ziemi.  Wszyscy  bowiem 
jesteśmy już w tym Życiu. W tym "Życiu" mam nadzieję, że będę mógł zrobić użytek z tego, czego się 
uczę na Ziemi.

Chcę   w   miarę   swych   możliwości   iść   dalej   w   odkrywaniu   tych   zjawisk   w   dziedzinie   miłowania 

bliźnich i szukania wiedzy i zrozumienia. Szczególnie zwracam uwagę na przeżycia u "progu śmierci", 
ale nie w celu wprowadzenia jakiejś nowej formy kultu. Zjawiska te nie mogą być utożsamiane z moją 
osobą, albo z kimś innym, kto przeprowadza badania nad nimi. Przeżycia z "progu śmierci" są bardzo 
rozpowszechnione i trzeba wiele pracy włożyć, aby je wszystkie zebrać i skompletować. Wreszcie 
doszedłem do przekonania, że moje długie badania na ten temat w jakiś sposób wyróżniły mnie. Duży 
procent moich przyjaciół "zmarło". Po rozmowie z tymi ludźmi, zacząłem rozumieć, jak blisko śmierci 
jesteśmy wszyscy w naszym codziennym życiu. Bardziej niż kiedyś staram się pozwolić każdej osobie 
odczuć moją miłość taką, jaką ja teraz rozumiem i odczuwam.