background image

 
 
Kristi Gold 
Nocne fantazje

background image

ROZDZIA

Ł PIERWSZY 

Maison de Minuit. Willa P

ółnocy. Nazwa wiekowej, owianej 

tajemnicą luizjańskiej rezydencji brzmiała złowieszczo, 

jednak dla Selene Albright Winston symbolizowała pierwszy 

poważny krok ku wolności. 
Selene zebra

ła się na odwagę, wysiadła z samochodu i z duszą 

na ramieniu ruszyła kamienną ścieżką w kierunku budynku. 

Nawet najmniejszy powiew wiatru nie poruszał liśćmi. 

Panującą wokół upiorną ciszę tylko od czasu do czasu 

przerywało granie cykad. Stare, porośnięte mchem dęby o 
powykrzywianych grubych konarach jak ponurzy wartownicy 

strzegły posesji przed intruzami. Ogród porastała wysoka, 

pożółkła, zachwaszczona trawa. Uschnięty żywopłot wytyczał 

zarośnięte zielskiem rabaty, na których od dawna nie kwitły 
kwiaty. 
Zatrzyma

ła się o kilka metrów od werandy, żeby się uważniej 

przyjrzeć budynkowi, który z zewnątrz sprawiał wrażenie 

opuszczonego. Bladożółta fasada zabytkowej, wybudowanej 

w klasycystycznym stylu rezydencji była mocno zniszczona. 
Stare okiennice, stolarka oki

enna, sześć masywnych kolumn 

podtrzymujących tympanon oraz drzwi wejściowe 

pomalowane były na czarno. Selene pomyślała z nadzieją, że 

może wnętrze okaże się bardziej przyjazne, ponieważ 

zewnętrzny widok odstraszał i zniechęcał ciekawskich do 

zaglądania do środka. Instynktownie wyczuła, że powinna stąd 

uciec w bezpieczne miejsce. Nie mogła jednak tego zrobić. 

Bezpieczeństwo miało swoją cenę. 
Wesz

ła na pierwszy stopień schodów prowadzących do 

frontowych drzwi. Zaskrzypiał i ugiął się, jakby się miał 

złamać. Pierwsze wrażenie było ponure. Zaniepokoiła ją 

jednak wizja, która niespodziewanie nawiedziła jej umysł. 
Oczy. Lodowate b

łękitne oczy o intensywnym spojrzeniu. 

background image

Selene zacisn

ęła powieki i zablokowała myśli, aż widzenie 

zniknęło. Gdy weszła na drugi stopień, powróciło, odbierając 

jej resztki pewności siebie oraz wywołując napad duszności. 

Nie może pozwolić, żeby wizje znów zaczęły ją nawiedzać. 

Nie wpuści ich do swojego świata. Na pewno nie teraz. Prze-

cież przez lata udawało jej się je kontrolować. 
Wzi

ęła głęboki wdech, nałożyła na zmysły niewidzialny 

kaptur ochronny i zrobiła trzeci krok na werandę. 

Poskutkowało, stwierdziła z ulgą. 
Po kr

ótkiej chwili wahania zastukała do obłażących z farby 

czarnych drzwi, po czym pospiesznie wygładziła czerwoną, 

dopasowaną do figury sukienkę bez rękawków. Mimo że 

uszyta była z lekkiego materiału, Selene czuła się w niej jak w 

eskimoskiej parce. Chcąc się ochronić przed nieznośnym 

czerwcowym upałem, związała włosy nisko na karku w koński 

ogon, co niestety niewiele pomagało. Zdenerwowanie oraz 

fakt, że nikt nie odpowiadał, nie poprawiało jej samopoczucia. 
Zapuka

ła powtórnie i po chwili usłyszała odgłos zbliżających 

się kroków. Poczuła ulgę, ale jednocześnie ogarnął ją 

niepokój. Nie miała pojęcia, kto otworzy drzwi. Przyjaciel czy 

wróg? Może właściciel niebezpiecznych błękitnych oczu? 
W progu pojawi

ła się kobieta w wieku około sześćdziesięciu 

lat o bystrych ciemnych oczach i czarno-siwych krótkich 

włosach ułożonych w prostą fryzurę. Ubrana była w luźną 

bladozieloną sukienkę. Miała czujne spojrzenie, ale w żadnym 

razie nie budziła lęku. 
- W czym mog

ę pani pomóc? - spytała łagodnym głosem, 

kontrastującym z ostrymi rysami twarzy. 
- Pani Lanoux? 
- Tak, a z kim mam przyjemno

ść? 

Najwa

żniejsze, że trafiła pod właściwy adres. Nie szkodzi, że 

kobieta nie odgadła celu jej wizyty. 

background image

- Nazywam si

ę Selene Winston. Przyszłam w sprawie 

remontu. 
Nieznajoma zmierzwi

ła dłonią włosy. 

- Spodziewa

łam się pani dopiero jutro. 

Selene by

ła pewna, że kiedy w ubiegły piątek rozmawiały 

przez telefon, umówiły się na spotkanie na poniedziałek. 

Najwyżej wróci do miejscowej gospody, w której po 

spontanicznej ucieczce z Georgii spędziła ostatnie dziesięć 

dni. Może powinna potraktować to niedomówienie jako 
ostrze

żenie: nie wchodź! 

- Je

śli jestem nie w porę, przyjadę jutro. 

- Mowy nie ma. - Kobieta cofn

ęła się i zaprosiła ją gestem do 

środka. - Witamy w Maison de Minuit. Pani Winston, tak? 
- Winston to nazwisko po m

ężu. Jestem rozwódką. - Selene 

wzdrygnęła się, słysząc we własnym głosie gorycz. -

Wolałabym, żeby się pani do mnie zwracała po imieniu. 
- W takim razie do mnie prosz

ę mówić Ella - odparła 

uprzejmie. - 

Zejdźmy w końcu z tego upału. 

Wesz

ły do ogromnego holu. Selene od razu zwróciła uwagę 

na to, że w domu było równie gorąco jak na zewnątrz. Jedyne 

światło, jakie docierało do wnętrza, sączyło się przez 

zamknięte okiennice. Poza tym panowała tu ponura atmosfera. 

Powietrze przesycone było zapachem starego drewna i 

stęchlizny. Przeszły przez hol i Ella wprowadziła ją do równie 

ciemnego niewielkiego saloniku. Światło z zewnątrz nie miało 

szans na przeniknięcie przez grube niebieskie zasłony. Pokój 

umeblowany był oryginalnymi antykami z okresu wojny 

secesyjnej, wartymi niewątpliwie fortunę. Były podobne do 

tych, które posiadała w swoim poprzednim życiu. Życiu, które 
z ra

dością zostawiła za sobą i z którego pozostało w niej 

jedynie zamiłowanie do zabytków. 
- To pomieszczenie jest przestrzeni

ą wspólną i podobnie jak 

pozostałe powinno zostać odnowione. Dom wymaga remontu 

background image

wewnątrz i na zewnątrz. Będzie pani musiała zrobić kosztorys 

instalacji klimatyzacji, wymiany dachu oraz znaleźć 
odpowiednie ekipy wykonawcze. 
- Nie s

ądziłam, że zakres prac będzie tak szeroki - zauważyła 

Selene lekko zakłopotana. 
- Moja droga, mo

żesz wynająć do pomocy, kogo chcesz. 

Chyba że nie poradzisz sobie z koordynacją prac? 
Selene nigdy nie mia

ła tego typu problemów. Przez wiele lat 

kierowa

ła służbą domową. Poza tym nie miała dokąd pójść. 

Mogła ewentualnie wrócić do swojego dawnego domu, ale to 

nie wchodziło w grę. 
- Dam rad

ę, jeśli będę miała odpowiedni budżet. 

- Pieni

ądze nie stanowią problemu. Najwidoczniej Ella 

Lanoux była zamożną kobietą, choć w niczym nie 
przypomina

ła majętnych matron, wśród których Selene do tej 

pory się obracała, nie wyłączając matki. Przestraszyła się 
zakresu robót remontowych, 

ale musi pamiętać, że przyszła tu 

w poszukiwaniu pracy, która pozwoli jej się uniezależnić, 

rozpocząć wszystko od nowa i nareszcie zacząć być sobą. 
- Chod

źmy obejrzeć dom. 

Min

ęły hol i zatrzymały się przed dużymi dwuskrzydłowymi 

drzwiami. 
- Teraz zobaczysz najbardziej imponuj

ącą część rezydencji - 

poinformowała Ella, odwracając się do Selene. 
Teatralnym gestem otworzy

ła podwoje, za którymi ukazało się 

ogromne owalne pomieszczenie z zachowaną oryginalną 

podłogą z desek. Pośrodku, szerokimi stopniami wyłożonymi 

czerwonym dywanem, wiła się spiralnie do góry wolno stojąca 

klatka schodowa. Selene powędrowała wzrokiem do 

sklepienia rotundy, na którym namalowany był fresk ze 

złotoskrzydłymi cherubinami na tle upstrzonego chmurami 

błękitnego nieba. Centralnie wisiał imponujący żyrandol o 

background image

odbijających światło kryształowych łezkach. Wcześniej tylko 

raz na zdjęciu widziała podobne wnętrze. 
- Prawdziwe arcydzie

ło. 

Ella u

śmiechnęła się z dumą. 

- Kiedy znalaz

łam się tu po raz pierwszy, podobnie się 

zachwyciłam. Po tamtej stronie znajdują się kuchnia i jadalnia. 

Wskazała dłonią. - Zajrzymy tam później. Teraz chodźmy 

obejrzeć pierwsze piętro. 
Id

ąc po schodach na górę, Selene przytrzymywała się mocno 

rzeźbionej, białej poręczy. Miała wrażenie, że wspina się do 
nieba - cichej 

rajskiej przystani wśród otaczających ciemności. 

Gdy się znalazły na podeście, Ella zatrzymała się i wskazała 

głową na lewo. 
- Ten korytarz prowadzi do cz

ęści frontowej domu, gdzie 

znajdują się dwa pokoje. Jeden z nich pierwotnie był pokojem 
dziecinnym, d

rugi został zaanektowany na prywatny gabinet. 

Selene zwr

óciła uwagę, że Ella silnie zaakcentowała słowo 

prywatny. 
- A co jest po prawej stronie? 
- Sypialnie, r

ównież twoja, jeśli dojdziemy do porozumienia. 

- B

ędę musiała tu mieszkać? 

- Na czas umowy b

ędziesz miała zapewnioną stancję i 

wyżywienie. 
Selene dosz

ła do wniosku, że rzeczywiście tak byłoby 

wygodniej. Nie musiałaby codziennie pokonywać szesnastu 

kilometrów do miasta ani szukać mieszkania do wynajęcia. 

Jeśli oczywiście przyjmie zlecenie. Niełatwa decyzja, 

pomyślała, idąc za Ellą, która skręciła w prawo w wyłożony 

boazerią korytarz oświetlony bladym światłem kinkietów. Z 

miejsca uwagę Selene przykuła znajdująca się na końcu 

korytarza wielka statua z brązu. Demoniczna postać z rogami, 

kłami i pazurami trzymająca w szponach skąpo odzianą 

kobietę. Groźny posąg zdecydowanie kontrastował z aniołami 

background image

strzegącymi rotundy na dole. Klasyczny obraz walki dobra ze 

złem. Niebo przeciw piekłu. 
Niespodziewanie Selene nawiedzi

ła nowa wizja. W 

przeciwieństwie do pierwszej teraz czuła, jakby się 

przyglądała scenie z zewnątrz, tak jak to było we wszystkich 

jej widzeniach w przeszłości. Ręka chwytająca jej nagie 

ramię. Męska dłoń wędrująca po jej plecach w kierunku talii 

aż na pośladek. Selene zamrugała powiekami i odegnała 

fantazję. Nie miała pojęcia, skąd się wzięło źródło widzenia, 

gdyż wokół nikogo nie było. Bardzo niepokojące. Nawet nie 

zauważyła, że się zatrzymała. Dopiero kiedy Ella się 

odwróciła i uśmiechnęła, do Selene dotarło, że stoi jak 

skamieniała. 
- Groteskowy, nieprawda

ż? Nazywam go Giles, po 

poprzednim właścicielu. Ten zwariowany mężczyzna 

uważany powszechnie za ekscentryka uwielbiał to straszydło. 
- Dlaczego wi

ęc go ze sobą nie zabrał, kiedy się 

wyprowadzał? - spytała z żalem. 
- Rze

źba raczej nie zmieściłaby się w jego trumnie - 

roześmiała się Ella. 
Selene si

ę wzdrygnęła. Czyżby stąd ta wizja? Fantazje ducha? 

W różnych okresach życia na własne ryzyko wchodziła w 

myśli istot z krwi i kości. Nigdy jednak nie porozumiewała się 
z duchami. 
- Przykro mi. 
- Niepotrzebnie. Mia

ł dziewięćdziesiąt lat. Był wyjątkowo 

k

łótliwy i już sądziłam, że nigdy nie przyjmą go na tamten 

świat. Miał kochankę o czterdzieści lat młodszą i w pewnym 

sensie to ona mu pomogła przeprawić się na drugą stronę. 
- Zabi

ła go? - Selene się przeraziła.  

Ella potrząsnęła głową i znów się roześmiała. 
- Nie celowo. Powiedzmy, 

że mężczyźni z rodu Morrellów 

długo zachowują jurność. Niestety Giles nie znał granic. 

background image

- Przynajmniej opu

ścił ten padół jako szczęśliwy człowiek. 

Czy zmarł tu w tym domu? - spytała z niepokojem. 
- Nie, we Francji. - Selene odetchn

ęła z ulgą i odprężyła się, 

ale tylko na chwilę, bo Ella dokończyła zdanie: - Ta willa 

znana jest jako miejsce naznaczone tajemniczą tragedią. 

Świetnie, to właśnie chciała usłyszeć. Rezydencja mogła być 
sie

dzibą zagubionych dusz, które zamierzały nawiedzać jej 

umysł. Jeśli tylko będzie potrafiła, na pewno im na to nie 
pozwoli. 
Ella zrobi

ła jeszcze kilka kroków i zatrzymała się przed 

zamkniętymi drzwiami.  
- Oto twoja kwatera. - Wskaza

ła na koniec korytarza,   gdzie 

stał demon. - Z drugiego pokoju chwilowo niewolno 

korzystać. Obecny właściciel zamknął go i nie życzy sobie, 

żeby tam zaglądano. 
- My

ślałam, że ty jesteś właścicielką. - Selene otworzyła 

szeroko oczy. 
- O nie, przepraszam, je

śli odniosłaś takie wrażenie. Plantację 

odziedziczył Adrien Morrell, wnuk Gilesa. Ja jestem jego 

asystentką. - Ella zmarszczyła brwi i dodała z cynicznym 
u

śmiechem: - Jego służącą i kucharką. Czasami również 

doradcą, niezależnie od tego, czy chce, czy nie chce mnie 

słuchać. 
- Pan Morrell tu mieszka? - spyta

ła Selene. 

- To jego pokój. - 

Ella wskazała zamknięte drzwi. -Główny 

apartament. Graniczy ścianą z twoją sypialnią. Zapewniam 

cię, że Adrien nie będzie ci przeszkadzał. 
- A gdzie si

ę znajduje twój pokój? 

- Przy kuchni, w której 

spędzam większość czasu. Zobaczmy 

teraz twoje królestwo. - 

Ella gestem zaprosiła Selene. 

Podobnie jak ca

ła willa, sypialnia umeblowana była antykami. 

Znajdowało się tu ogromne, podwójne wiktoriańskie łoże z 

wiśniowego drewna, nakryte białą, koronkową narzutą. Na 

background image

drewnianej podłodze, która dawno temu utraciła połysk, leżały 

wielokolorowe plecione dywaniki. Białe ściągnięte zasłony 

odsłaniały dwuskrzydłowe drzwi prowadzące na werandę na 

tyłach posesji. W pokoju zawieszone były wentylatory, w tym 
dwa sufitowe

, które jednak niewiele pomagały w złagodzeniu 

upału. 
- Niestety nie ma tu osobnej 

łazienki. Będziesz musiała 

korzystać ze wspólnej na korytarzu, obsługującej prawe 
skrzyd

ło domu. 

No to pi

ęknie! Ma dzielić łazienkę z obcym człowiekiem, i to 

w dodatku mężczyzną. Choć właściwie miała w tym 

doświadczenie, z tą tylko różnicą, że wtedy tym obcym był jej 

własny mąż. Pod koniec małżeństwa Richard spał w osobnej 

sypialni i prowadził własne życie, w którym nie było dla niej 
miejsca. 
- Rozumiem, 

że używa jej również pan Morrell. 

- W jego apartamencie jest prywatna 

łazienka. Młody pan 

Morrell zainstalował ją, zanim się wprowadził. Niestety to 

jedyne, co zrobił w willi. 
Przynajmniej nie b

ędzie wchodził mi w drogę, ucieszyła się 

Selene. 
- Poradz

ę sobie - zapewniła. 

- W takim razie praca jest twoja. 
- Nie chcesz przed podj

ęciem decyzji przejrzeć mojego 

portfolio? Powinnam też przygotować wstępny kosztorys 

moich usług - zauważyła Selene, zdziwiona, że tak łatwo 

poszło. 
- To nie b

ędzie konieczne. Obiecuję, że otrzymasz znacznie 

wyższe wynagrodzenie niż jest przyjęte za tego typu prace. 

Wszystkie szczegóły są zawarte w prostej umowie, którą 

przygotował pan Morrell. 
- Mo

że powinnyśmy się z nim najpierw skonsultować? 

background image

- W sprawie zatrudnienia dekoratora zostawi

ł mi wolną rękę. 

Za

wsze ufa mojej ocenie, a coś mi mówi, że wykonasz dobrą 

robotę. 
Czy powinna podj

ąć tak ważną decyzję bez namysłu? Ale z 

drugiej strony, czy może sobie pozwolić na to, żeby nie 

przyjąć tej pracy, skoro posiada tylko dyplom projektanta 

wnętrz niepoparty żadnym doświadczeniem? Jeśli odrzuci tę 

ofertę, drugiej takiej może długo szukać, szczególnie że 

dostaje we wszystkim wolną rękę i sama nadzoruje realizację. 
- Je

śli umowa będzie w porządku, przyjmę zlecenie. 

- Wspaniale. - Ella wygl

ądała na bardzo zadowoloną. -Kiedy 

się wprowadzisz? 
- Nawet dzi

ś. Zatrzymałam się w miejscowym zajeździe. 

Muszę tylko pojechać po rzeczy. 
Kt

órych mam niewiele, dopowiedziała w myślach. Wszystko, 

co posiadała, z wyjątkiem gorzkich wspomnień z 

nieszczęśliwego małżeństwa, zostawiła za sobą. 
- Doskonale, zatem wprowadzasz si

ę od zaraz. - Ella ruszyła 

w kierunku drzwi. - 

Najpierw pokażę ci kontrakt. Gdy 

będziesz w mieście, postaram się umówić wasze spotkanie. 
Czyli jej i pana Morrella, domy

śliła się. - Już się nie mogę 

doczekać. - Jeśli nie z innego powodu, to z czystej ciekawości. 
- Musisz wiedzie

ć jedno o Adrienie - powiedziała Ella, kiedy 

już były w holu. - Trudny z niego przypadek. Znam go od 

wielu lat. Żeby sobie z nim poradzić, trzeba być upartym i 

nieustępliwym. 
W drodze powrotnej do zajazdu Selene zacz

ęła się wahać, czy 

podjęła właściwą decyzję, choć umowa okazała się uczciwa, a 

zapłata bardzo dobra. Powinna była dokładniej wypytać tę 

kobietę o wszystko, a w szczególności o tajemniczego 

właściciela. Chociaż teraz, kiedy stanęła w obliczu niepewnej 

przyszłości, praca spadła jej jak z nieba. Szczęśliwy zbieg 

okoliczności. 

background image

W

łaściciel pewnie jest gderliwym podstarzałym mężczyzną, 

mającym swoje przyzwyczajenia, równie zdziwaczałym jak 

jego dziadek. Bez problemu zniesie zbzikowanego zrzędę. 

Wytrzyma wszystko, byle tylko mogła być sobą i podejmować 

własne decyzje, przynajmniej w życiu prywatnym. Po złości 
czy po dobroci poradzi sobie z Adrienem Morrellem. 

Najlepiej, jeśli po prostu będzie go ignorować. 
 
- Kim ona jest, do licha? 
Nim Ella zdo

łała się odezwać, Adrien dostrzegł w jej oczach 

błysk, który zwiastował niespodziankę, a którego miejsce po 

chwili zajął wyraz poczucia winy. 
- Widzia

łeś ją?  

Obserwował ją przez okno, jak wysiada z samochodu, waha 
si

ę, nieufnie rozgląda. Zauważył jej związane na karku blond 

włosy spływające na plecy delikatnymi falami, szczupłą szyję, 

nieskazitelną bladą cerę, długie nogi i zaokrąglone biodra.  
- Czego chcia

ła?  

- Pracy.  
- U

świadomiłaś jej, że tu pracy nie znajdzie? 

- Przeciwnie. - Ella wkroczy

ła do pokoju, przyjmując swój 

zwykły surowy styl bycia. - Nazywa się Selene Winston i 

zatrudniłam ją do koordynowania remontu. 
- Nie pozwoli

łem ci nikogo zatrudniać - wybuchnął ze złością. 

Ella opar

ła obie dłonie o biurko i pochyliła się ku niemu. 

- Kto

ś musi pilnować, żeby prace szły zgodnie z planami, 

zanim ten dom zawali nam się na głowy. 
- Ja tu decyduj

ę. 

- W tym ca

ły problem. Ty nie podejmujesz żadnych decyzji. 

Dlatego potrzebujemy kogoś, kto doprowadzi to miejsce do 

stanu używalności, a wtedy będziesz mógł to sobie sprzedać i 

wyjechać.  

background image

Teraz nie zale

żało mu na wyjeździe. Ten dom stał się jego 

przystanią, a zarazem prywatnym piekłem. 
- Gdzie j

ą znalazłaś? 

- Zamie

ściłam ogłoszenie w lokalnej gazecie w St. Edwards. 

Tylko ona na nie odpowiedziała. 
Adrienowi nie spodoba

ło się zwątpienie, które dostrzegł w 

oczach Elli. 
- Sk

ąd jest? 

- Z Georgii. Jest rozw

ódką. Sądząc po samochodzie i ubraniu, 

podejrzewam, że ma pieniądze. Lub kiedyś je miała. Z 

jakiegoś powodu postanowiła jednak zamieszkać w St. 

Edwards. Jeśli będzie dobrze wykonywała swoją pracę, nie 

interesuje mnie, skąd się wzięła. 
Za to Adriena to obchodzi

ło. Niepotrzebna mu była kobieta, 

która nigdy nie skalała swoich wypielęgnowanych rączek 

ciężką pracą. 
- Jakie ma do

świadczenie? 

- Sam j

ą zapytaj, skoro jesteś tak wszystkowiedzącym i 

przewidującym przedsiębiorcą. - Wzruszyła ramionami. 
Gdyby kto

ś inny tak się do niego odezwał, natychmiast by go 

zwolnił. 
- Zreszt

ą nic mnie to nie obchodzi, bo i tak tu nie zostanie. 

- Ciebie w ogóle nic nie obchodzi. - 

Wyprostowała się i 

westchnęła. - Minął już rok. Najwyższy czas, żebyś wrócił do 

życia. 

Życia przepełnionego wyrzutami sumienia. Pozbawionego 

celu i sensu. Zatrzymanego jego własną ręką. Nie zamierzał 

nic zmieniać, tak było dobrze. 
- Powiedz jej, 

że nie jest potrzebna. - Ani mile widziana, dodał 

w myślach. 
Ella rzuci

ła mu gniewne spojrzenie. 

- Przeciwnie. Albo zostanie, albo odejd

ę razem z nią. 

background image

Puste pogr

óżki, doszedł do wniosku. Ella nigdzie nie pójdzie, 

ponieważ nie zostawi go samego. Żeby zachować spokój, 
przynajmniej z

ewnętrzny, jeszcze tym razem jej ustąpi. 

- R

ób, co chcesz. Tylko pilnuj, żeby nie wchodziła mi w 

drogę. 
- Sam jej to powiedz. Zgodzi

ła się zamieszkać z nami do 

skończenia remontu. Ulokowałam ją w pokoju obok twojego. 

Oświadczyła i nie obdarzając go nawet spojrzeniem, ruszyła 

do drzwi. 
Adrien przetar

ł dłońmi twarz i oparł się w fotelu. Nie było mu 

to potrzebne. Nie chciał tutaj tej Winston. Nawet jeśli była 

piękna. Nawet jeśli od miesięcy nic nie czuł, a kiedy ją 

zobaczył, jego zmysły zaczęły się budzić do życia. 

żadnym wypadku nie powinien się interesować damulką z 

Georgii. Postara się nakłonić ją do wyjazdu. Nie wiedział 

jeszcze jak, ale na pewno mu się uda. 
Selene zosta

ła poinformowana, że oficjalne spotkanie z 

właścicielem przesunie się nieco w czasie, nie wiadomo 

jeszcze na jak długo. Nie spotkała go, kiedy szła na górę spać, 

choć wcześniej słyszała na korytarzu jego kroki i odgłos 

zamykanych drzwi. Skrzypienie desek podłogowych 

dochodzących z jego sypialni, jakby chodził po pokoju, 

ucichło dopiero przed chwilą. Teraz miała nadzieję, że uda jej 

się zasnąć. Sen jednak był równie nieosiągalny jak jej 
pracodawca. Wentylatory mieli

ły jedynie gorące powietrze, a 

przez otwarte okna wdzierał się upał. Nie mogąc znaleźć 

wygodnej pozycji, Selene wierciła się i przekręcała z boku na 

bok, tak że cienka biała koszulka podciągnęła jej się prawie 

pod pachy. Choć przed wejściem do łóżka wzięła chłodny 

prysznic, już miała ochotę na następny. W końcu uznała, że 

poczuje się lepiej, jeśli odetchnie trochę świeżym powietrzem. 

Zsunęła się z łóżka, otworzyła drzwi i wyszła na werandę z 

nadzieją, że spacerując boso, nie natrafi na żadną sterczącą 

background image

drzazgę. Oparła dłonie o rzeźbioną, czarną metalową poręcz i 

spojrzała na księżyc i porozrzucane po ciemnym niebie 
gwiazdy. 
Upa

ł zelżał. Delikatny wiaterek musnął jej wilgotną skórę i 

rozsypał loki, przynosząc nieznaczną ulgę. Otoczyły ją letnie 

odgłosy mokradeł. Granie świerszczy i kumkanie żab. 

Pochyliła głowę, nasłuchując szumu nurtu wijącej się 

nieopodal Missisipi. Doszedł ją jedynie szelest zarośli na dole. 

Nie było wątpliwości - bagna roiły się od przeróżnych 

wstrętnych stworzeń. Węże przygotowane w każdej chwili do 

ataku, rysie i aligatory czyhające na niczego 

niepodejrzewające ofiary, błąkające się samotne wilki w 

poszukiwaniu łupu. 
Niespodziewanie poczu

ła, że ktoś ją obserwuje. 

- Zbyt gor

ąco, żeby spać? - usłyszała męski głos. 

background image

ROZDZIA

Ł DRUGI 

Selene odwr

óciła się i w głębi po prawej stronie dostrzegła 

ciemną postać siedzącą na wiklinowej kanapie. Wypuściła 

wstrzymywane w płucach powietrze. Jedną dłonią chwyciła 

się za klatkę piersiową, a drugą podparła się mocno o poręcz, 

żeby nie upaść. 
- Przestraszy

ł mnie pan. 

- Najwyra

źniej - rzucił sarkastycznie mężczyzna. Pięknie. 

Spotkanie o północy ze stukniętym właścicielem. Na to 

właśnie czekała. 
- Pan Morrell, jak si

ę domyślam? 

- Zgad

łaś. 

Selene poczu

ła ulgę, mimo że zachowanie mężczyzny 

pozostawiało wiele do życzenia. Przynajmniej miała do 

czynienia z człowiekiem, a nie z nocną zjawą. 
Zebra

ła się na odwagę i zbliżyła do niego. W jasnym świetle 

księżyca dostrzegła kilka istotnych szczegółów. Miał niewiele 

ponad trzydzieści lat i nie wyglądał na gbura, jakiego się 

spodziewała zobaczyć. 
Mia

ł czarne, lekko falujące włosy sięgające do podbródka, 

mocno zarysowane usta o nieustępliwym wyrazie, a twarz 

pokrytą wieczornym zarostem. Jej wzrok zatrzymał się na jego 

oczach. Były to te same oczy, które nawiedziły ją w wizji, 

kiedy po raz pierwszy przybyła do tego domu. Nieziemskie 

błękitne oczy. Oczy drapieżnika. 
M

ężczyzna nie miał na sobie koszuli. Ona ubrana była jedynie 

w skąpą bawełnianą koszulkę nocną. Nie do końca właściwy 
strój jak na pierwsze spotkanie z szefem. 
Zmusi

ła się jednak i podeszła do niego, wyciągając rękę i 

obdarzając go wymuszonym uśmiechem. 
- Jestem pana nowym pracownikiem. Nazywam si

ę Selene 

Winston. 

background image

- Wiem, kim jeste

ś - odparł. Jego bezczelne spojrzenie powoli 

wędrowało po jej figurze, aż zatrzymało się na wyciągniętej 

ku niemu dłoni. Po krótkiej chwili wahania uścisnął jej rękę, 

zamykając ją w swojej. Selene ogarnęły dziwne doznania. 

Niespodziewanie zmiękły jej nogi. Wyczuła emanujący od 

niego przejmujący ból. Głęboki i dotkliwy. 
Cofn

ęła pospiesznie dłoń i zrobiła krok do tyłu, jakby ją 

poraził prąd. Po raz pierwszy w życiu wyczuła czyjeś głęboko 
ukryte uczucia. Dotychczas potraf

iła poprzez przypadkowe 

obrazy i słowa odczytywać myśli, nigdy jednak nie odbierała 

uczuć. Aż do dziś. 
Posiada

ła swój tajemniczy dar, od kiedy pamiętała, skrzętnie 

ukrywając go przed światem. Dobrze wychowane panienki z 

południa nie czytały ludziom w myślach, czytały rubryki 
towarzyskie. 
- Mi

ło pana poznać - wymamrotała, gdy tylko odzyskała 

kontrolę nad głosem. 
M

ężczyzna nie odpowiedział, tylko nadal się w nią wpatrywał, 

tak że miała ochotę zapaść się pod ziemię, uciec od niego jak 
najdalej. Jednocze

śnie dziwnie ją intrygował. Przyciągała ją 

jego aura i skrywane cierpienie. 
- By

łabym wdzięczna, gdyby mi pan przedstawił swoje 

koncepcje dotyczące renowacji willi - przerwała krepującą 

ciszę. - Oczywiście nie teraz, ponieważ będę musiała zrobić 

notatki. Może na przykład jutro lub pojutrze, jeśli pan woli. - 

Ratunku, paplę jak kretynka, zdenerwowała się. 
- Musisz wiedzie

ć tylko jedno. Wymagam perfekcji -odezwał 

się w końcu. 
To akurat by

ło u niej na porządku dziennym. Prowadziła 

perfekcyjne życie, miała idealną rodzinę, chodziła do 

idealnych szkół i wyszła za mąż za idealnego mężczyznę. 

Idealnego kłamliwego drania, poprawiła się. 

background image

- Zrobi

ę wszystko, co w mojej mocy, żeby spełnić pana 

oczekiwania. 
- To si

ę okaże. Niełatwo mnie zadowolić - powiedział, 

składając ręce na nagim brzuchu. 
O

świadczenie to wcale jej nie zdziwiło. Ella uprzedziła ją, że 

trudny z niego przypadek. 
- Ma pan jakie

ś szczególne preferencje? 

Pochyli

ł głowę i zlustrował wzrokiem jej twarz, zatrzymując 

spojrzenie na ustach. 
- Odno

śnie do czego? 

Selene nieoczekiwanie nawiedzi

ła nowa wizja, której mimo 

usilnych starań nie udało jej się zablokować. Uchwyciła 

fragment jego myśli, w których przewijały się dwa nagie ciała. 

Jednym z nich było jej nagie ciało. 
Dlaczego nagle zawiod

ła ją tak doskonale wyćwiczona 

umiejętność zamykania umysłu przez widzeniami? Dlaczego 
fantazjowa

ł o niej, skoro dopiero co ją poznał? Najbardziej 

jednak zaniepokoił ją fakt, że ją to podniecało. 
- Mia

łam na myśli remont domu. 

- Prosz

ę mnie w to nie angażować, chyba że nie ma pani 

pojęcia, co robić. 
- Sk

ąd takie przypuszczenie? - obruszyła się, przyjmując 

obronną postawę. 
- Nie przedstawi

ła mi pani żadnych referencji. 

- Sko

ńczyłam architekturę wnętrz. Zaprojektowałam swój 

własny dom, nadzorowałam robotników w fazie prac 

wykończeniowych i własnymi rękoma odnawiałam meble. 
- Przed czy po partii tenisa w klubie z damulkami z 
towarzystwa? 
Jego protekcjonalny ton rozz

łościł ją. A jeszcze bardziej ją 

rozdrażniło, że bezbłędnie odgadł, jak wyglądało jej 

poprzednie życie. 

background image

- To by

ło w dniu, kiedy piłam herbatkę z Córami Konfederacji 

oznajmiła z przesłodzonym południowym akcentem. - Zanim 

poszłam na lekcję savoir vivre'u, na której uczono, jak kobieta 

powinna się zachować, kiedy spotka na swojej drodze 

aroganckiego osła. Odnoszę jednak wrażenie, że wyniesione 

nauki jakoś uciekły mi z pamięci. 
Spojrza

ł na nią, jakby miał ochotę się roześmiać. 

- Nazwa

ła mnie pani osłem, pani Winston? 

Idealnie pasuj

ący przydomek, pomyślała. Dramatycznym 

ruchem przyłożyła dłoń do piersi. 
- Ale

ż skąd, panie Morrell. To byłoby bardzo nieuprzejme. 

- Nie ma w tym nic niestosownego, Selene. 
Bez w

ątpienia dla niego niekulturalne zachowanie było 

normą. Był na tyle bezczelny, że zwracał się do niej po 

imieniu i fantazjował o niej. Nie raczył nawet wstać aż do tej 
chwili. 
Podnió

sł się powoli z fotela. Oceniła, że mógł mieć około 

metra osiemdziesięciu sześciu wzrostu. Smukły, zgrabny tors 

z ciemnym zarostem, płaski brzuch, na którym zarysowane 

były linie mięśni. Jego nagła bliskość wprowadziła zamęt w 

jej umyśle. Zakręciło jej się w głowie. Z trudem łapała 

oddech. Jego subtelny czysty zapach idealnie harmonizował z 

aromatem letniego wieczoru, jakby był składnikiem 

powietrza. Zadziwiający, odurzający, zakazany. 
Je

śli zamierzał ją onieśmielić, to mu się udało. Postanowiła się 

jednak 

nie poddawać. Zamiast się wycofać, skupiła uwagę na 

wytatuowanym wokół jego umięśnionego ramienia pnączu 

winogron, w które wplecione było słowo imperium.  
- Interesuj

ący tatuaż - zauważyła. - Niestety niewiele 

pamiętam z łaciny. Co oznacza ten napis? 
Podnios

ła oczy i napotkała jego świdrujące spojrzenie.  

- W

ładza absolutna. 

background image

To co m

ówił, jak również jego przytłaczająca obecność 

paraliżowały ją. Wiedziała, na co miał ochotę. Domyśliła się 

ze sposobu, w jaki patrzył na jej usta. Jego fantazje przedarły 

się przez mgłę okrywającą jej umysł, ujawniając jego zamiary. 

Jeśli stąd nie ucieknie, Morrell ją pocałuje, a ona mu na to 
pozwoli. 
- Nie wierz

ę we władzę absolutną. 

Zebra

ła w sobie resztkę sił, odwróciła się i ruszyła do sypialni. 

Zdążyła zrobić zaledwie kilka kroków, kiedy usłyszała za sobą 

jego głos: 
- Ona istnieje i ty o tym doskonale wiesz. 
Nie o

śmieliła się po raz drugi stanąć z nim twarzą w twarz ani 

się odezwać. Gdyby to zrobiła, udowodniłaby mu tylko, że 

miał rację. 
Wr

óciła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Mimo starań nie 

potrafiła usunąć go z myśli ani ostudzić uporczywego żaru, 

który zalewał jej ciało. Wskoczyła do łóżka i skupiła się na 

tym, by oczyścić umysł. Odpływając w krainę snów, nadal 

miała przed oczyma wizerunek Adriena Morrella. 
Nast

ępnego ranka, wychodząc z łazienki, domyśliła się, że jej 

fascynujący szef znajduje się gdzieś w pobliżu. Wskazywał na 

to zapach jego wody kolońskiej. Wyczuła jego bliskość. 

Ogarnęło ją niezrozumiałe, wypalające od środka napięcie. 

Może przechodził przez korytarz lub stał za drzwiami 

sypialni? Tak czy inaczej, nie było go nigdzie w zasięgu 

wzroku. Powinna się z tego cieszyć, ale ogarnęło ją 

rozczarowanie, głównie dlatego, że chciała go zobaczyć w 

świetle dziennym. Przyjrzeć mu się długo i uważnie. 
Spojrza

ła w prawo, by się przekonać, czy drzwi jego sypialni 

są zamknięte, i jej wzrok napotkał diaboliczny posąg o 

nikczemnym obliczu, który przyprawił ją o ciarki na plecach. 

Demona Gilesa trzeba będzie jak najprędzej stąd wynieść, 

gdziekolwiek, byle dalej. Najchętniej utopiłaby go w bagnach. 

background image

Wr

óciła do sypialni, zrzuciła szlafrok i włożyła białe lniane 

spodnie oraz koralową dzianinową bluzeczkę na ramiączkach, 

idealną na letnie upały. Tak przygotowana wyszła z pokoju i 

minąwszy mroczny korytarz, szybkim krokiem ruszyła w 

kierunku spiralnych schodów, ku światłu, gdzie na sklepieniu 

rotundy powitały ją pogodne cherubiny. Zszedłszy na dół, 

udała się do kuchni. Po drodze za- trzymała się na moment 

przed wiszącym na ścianie portretem młodej kobiety o 
jasnozielonych oczach i o

padających na ramiona 

kruczoczarnych włosach. Dama miała szczupłą szyję i jasną 

cerę. Dłonie złożyła zgrabnie na kolanach. Była ubrana w 

skromną, białą koronkową suknię o szerokiej spódnicy. 

Sądząc po stroju, obraz musiał powstać wiele lat temu. 

Przeczytała napis na mosiężnej tabliczce przy mocowanej na 
dolnej ramie. 
Grace. 

Śpi z aniołami. 

Wstrz

ąsnęła nią seria nieprzyjemnych dreszczy i naszły złe 

przeczucia. 
Mo

że ten portret był kluczem do tragedii, o której 

poprzedniego dnia wspominała Ella? Być może ta młoda 

piękna kobieta zmarła, zanim poznała smak życia? Może 

nawet stało się to tu, w tym domu? Choć myśl o tym wpra-

wiała ją w niepokój, zapragnęła poznać historię rezydencji, 

choćby z czystej ludzkiej ciekawości. Najlepiej dowie się 
wszystkiego od prawej r

ęki właściciela. 

Gdy wesz

ła do kuchni, zastała Ellę smażącą jajecznicę i 

mruczącą pod nosem wesołą melodię. 
- Dzie

ń dobry - przywitała się, odsuwając krzesło i zasiadając 

przy podniszczonym sosnowym stole. 
Ella rzuci

ła jej spojrzenie przez ramię, nie przerywając 

smażenia. 
- Dzie

ń dobry, dobrze spałaś? 

background image

- Nie narzekam. Cho

ć pewnie chwilę potrwa, zanim się 

przyzwyczaję do miejsca. - I do tego, że Adrien Morrell 

zajmuje pokój graniczący ścianą z jej sypialnią. Przez większą 

część nocy słyszała odgłosy jego kroków, jakby 

zdenerwowany spacerował po pokoju. Ona sama również była 
niespokojna, nawet teraz. 
Ella postawi

ła na stole przed Selene talerz pełen jedzenia i 

kubek z kawą. 
- Smacznego. 
Selene zmarszczy

ła nos. Nie miała ochoty na śniadanie 

składające się z jajek i bekonu. Wystarczyłby zwykły tost i 

kawa. Potrzebowała kawy. 
- Bardzo apetyczne, ale rano nigdy nie bywam g

łodna. Poza 

tym chciałabym dziś wcześnie zacząć. 
Ella wr

óciła do stołu z własnym kubkiem kawy i usiadła 

naprzeciw Selene. 
-Je

śli zostaniesz chwilę dłużej, będziesz miała szansę 

poznania pana Morrella. 
- Ju

ż miałam tę przyjemność - odparła i zaczekała, aż z twarzy 

asystentki zniknie zdziwienie. - 

Spotkaliśmy się wieczorem na 

werandzie. 
- I jak posz

ło? 

- Nie najgorzej. Pyta

ł mnie o doświadczenia zawodowe. 

Odniosłam wrażenie, że nie życzy sobie, żeby go angażować 
w remont. 
- Chce, 

żeby mu dać spokój. - Ella westchnęła. Selene 

wyczuła to zeszłej nocy, pomimo plączących się w jego 
g

łowie fantazji na jej temat. 

- Z czego pan Morrell 

żyje? 

- Jest przedsi

ębiorcą. Zainwestował otrzymany spadek w kilka 

przedsięwzięć i zbił na tym małą fortunę. Wykupuje 

podupadające inwestycje, ratuje je i potem sprzedaje z dużym 

zyskiem. Jest dobry w tym, co robi, a przynajmniej był aż do.- 

background image

przerwa

ła w pół zdania, uciekając spojrzeniem gdzieś daleko. 

Aż postanowił się wycofać - dokończyła. 

Selene zapragn

ęła się dowiedzieć czegoś więcej o Adrienie 

Morrellu. Wyczuła jednak, że Ella nie ma ochoty odpowiadać 

dalej na żadne pytania, co oznaczało, że należy zmienić temat. 
- Je

śli mi pozwolisz skorzystać z telefonu, spróbuję się 

skontaktować z ekipami remontowymi i umówić spotkania. 
- B

ędziesz musiała szukać robotników w Baton Rouge bo nikt 

z miejscowych nie będzie chciał tu pracować. - Ella przełknęła 

pospiesznie łyk kawy. - Okoliczna ludność jest bardzo 

przesądna. Uważają, że to miejsce jest przeklęte - dodała, 

nieświadomie dając Selene pretekst do dalszych pytań. 
- Czy kobieta na portrecie w holu ma z tym zwi

ązek? 

- Nie mam co do tego pewno

ści, choć domyślam się, że tak. 

Nic o niej nie wiem. 
Selene zawsze pasjonowa

ła się opowieściami z dawnych 

czasów. Była przekonana, że kobieta o imieniu Grace miała j 

ciekawą przeszłość. 
Dopi

ła kawę i wstała od stołu. 

- Wybieram si

ę do miasta. Może uda mi się zdobyć namiary 

na majstrów, którzy nie s

ą przesądni. 

- Powodzenia. - Ella wskaza

ła ruchem głowy nietknięte 

śniadanie. - Powinnaś coś zjeść, zanim wyjdziesz. Musisz 

przybrać trochę na wadze, inaczej wprawisz mnie w 
kompleksy. 
- Dobrze wygl

ądasz. Zależy mi, żeby szybko rozpocząć prace. 

- W rzeczyw

istości pragnęła jak najszybciej uciec z willi, gdyż 

podświadomie wyczuła, że zbliża się Adrien. Zupełnie jakby 

słyszała jego kroki. Morrell ją intrygował. Krył w sobie sekret, 

wiedziała o tym, a jednocześnie miała świadomość, że pewnie 
nigdy go nie pozna. 
Czu

ła, że dusił w sobie ból związany z tajemnicą z 

przeszłości. Zawsze przyciągała zranione i obolałe dusze. 

background image

Często na ochotnika pomagała w telefonie zaufania i 

skwapliwie wspierała różnorodne cele. Nauczyła się, że nie 

wszyscy ludzie oczekują wsparcia. Niektórzy nie chcą być 

odnalezieni. Podejrzewała, że Morrell nie pragnął ocalenia od 

samotności. Z tego powodu postanowiła się nie angażować tak 

długo, jak długo nie wedrze się do jej umysłu. 
Adrien sta

ł samotnie w swoim gabinecie i obserwował przez 

okno, jak Selene Winston rusza samochodem spod domu. Gdy 

tylko zniknęła, ciekawość pognała go do jej pokoju, żeby 

sprawdzić, czy wyjechała na zawsze. Z doświadczenia 

wiedział, że każdy prędzej czy później odchodzi. Tym razem 

tak nie było. Jeszcze nie. 
Bia

ła koszulka, którą miała na sobie poprzedniej nocy na 

werandzie, wisiała na oparciu w nogach łóżka. Przez cienki 

materiał udało mu się dostrzec zaledwie kilka szczegółów jej 

figury, co wystarczyło, żeby rozbudzić w nim napięcie, które 

nie opuszczało go przez wiele godzin. Przeszedł przez pokój i 

pogładził dłonią koszulkę. Materiał był delikatny jak skóra 

pani Winston. Nie miał co do tego wątpliwości, choć jeszcze 

nie dotykał Selene. Wkrótce to zrobi. 
Zesz

łej nocy stoczył walkę pomiędzy tym, co rozsądne, a tym, 

czeg

o pragnął. Wiele osób uważało go za drapieżnika o 

silnym instynkcie zdobywcy, zarówno w biznesie, jak w 

poszukiwaniu rozkoszy. Jeszcze do niedawna w życiu 

podniecały go głównie emocjonująca pogoń za zdobyczą i 

czekająca na zwycięzcę nagroda. Selene wskrzesiła w nim 

zapomniane pragnienia. Mimo że starał się je w sobie zdusić, 

nadal był mężczyzną, który ma misję. 
Postanowi

ł, że powoli, planowo zwabi ją do swojego świata, 

uwiedzie i zaprowadzi do krainy ciemności. Na początku 

pewnie będzie niechętna, ale w końcu i tak mu się odda z 

własnej woli, gorliwie i otwarcie. Będzie tymczasowym 

lekarstwem na jego wyrzuty sumienia, środkiem, który 

background image

pozwoli mu zapomnieć o tym, czego nie zrobił. A raczej o 

tym, co zrobił... Chloe. 
 
Pi

ętnaście minut później Selene dojechała do miasteczka St. 

Edwards. Zaparkowała przed sklepem z antykami Abbys 

Antiques, który wcześniej kilkakrotnie odwiedzała. Lokal 

znajdował się w centrum, przy głównej ulicy miasteczka, w 

jednej linii z innymi sklepami oraz zabytkowym kościołem z 
czerwonej ce

gły, który stanowił centralny punkt 

miejscowości. Po krótkiej chwili wahania wysiadła z auta i 

weszła do środka przez przeszklone drzwi. Jej przybycie 

oznajmił subtelny dźwięk dzwonka. Właścicielka, Abby 
Reynolds, drobna kobieta w wieku lat czterdziestu kilku o 

kasztanowych równo przyciętych włosach i uprzejmym 

spojrzeniu orzechowych oczu, wyjrzała zza lady znajdującej 

się w głębi pomieszczenia i powitała Selene uśmiechem. 
- Dzie

ń dobry, Selene. Myślałam, że wyjechałaś z miasta. 

- Wygl

ąda na to, że zostanę tu przez jakiś czas. - Omijając 

bezładnie rozstawione antyki, przeszła wąskim tunelem. 

Owiało ją cudownie chłodne powietrze. Gdyby tak można 

było nazbierać go trochę w butelkę i zabrać ze sobą na 

plantację. 
Selene podesz

ła do kontuaru i Abby odłożyła czytaną książkę. 

- Postanowi

łaś zostać? 

- Tak, i to dzi

ęki tobie. Pamiętasz ogłoszenie, które mi 

pokazałaś? Okazało się, że rezydencja leży na zachodnim 

krańcu miasta. Zostałam zatrudniona do nadzorowania i 
koordynowania remontu. 
- Willa P

ółnocy. - W tonie Abby dało się wyczuć niepokój. - 

Czeka cię trudne wyzwanie. 
- Dlatego tu jestem. Znasz mo

że jakąś miejscową ekipę 

budowlaną, która podjęłaby się renowacji? 
- Tu nikogo nie znajdziesz. - Pokr

ęciła przecząco głową. 

background image

- Jak

ą tajemnicę kryje posiadłość, że wszyscy jej unikają jak 

zarazy? 
- Mo

że to mieć związek z kochankami, którzy rzekomo tam 

zmarli, lub z kobietą uprawiającą voodoo, która później tam 

mieszkała. Albo z Gilesem Morrellem, którego uważano za 

obłąkanego i który na szczęście rzadko tam bywał. 
- Nie znasz wi

ęcej szczegółów? Jakieś imiona lub nazwiska? 

Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o historii plantacji. - 
Abby wzruszy

ła ramionami. 

- Mieszkam tu zaledwie od kilku lat. S

łyszałam różne plotki 

na temat tego miejsca, zawsze jednak były to bardzo 
lakoni

czne informacje, jakby ludzie się bali o tym mówić Jest 

jeszcze kobieta, która tajemniczo zniknęła rok temu. 
- Kto? - Selene nie potrafi

ła ukryć zaskoczenia, a raczej 

niepokoju. 
- Podobno Adrien Morrell przez rok si

ę tam z nią ukrywał - 

odparła Abby, - Ralph Allen, który pracuje w firmie 

kurierskiej, dostarczał tam co tydzień przesyłki, i mówił, że 

widział kilka razy, jak wyglądała z okna na górze. 
To niemo

żliwe, żeby Adrien trzymał w zamkniętym pokoju 

nieznaną kobietę. Niedorzeczny pomysł. Chociaż... 
- Sk

ąd wiadomo, że zniknęła? 

- Nagle paczki przesta

ły przychodzić i nikt jej więcej nie 

widział. Tylko Ralph przysięga, że któregoś ranka minął go 

jadący z plantacji samochód koronera. 
- Umar

ła? - Selene z trudem przełknęła ślinę. 

Abby przerzuci

ła ciężar ciała z jednego biodra na drugie, 

okazując zakłopotanie. 
- Nie ma na to dowodów. Brak nekrologu i jakiejkolwiek 

informacji. Ale pan Morrell ma wystarczająco dużo pieniędzy, 

żeby zapłacić za milczenie, więc sądzę, że wszystko jest 

możliwe. 

background image

Selene nie mia

ła pewności, czy chce dalej drążyć ten temat. 

Adrien Morrell nie wyglądał na mordercę. Z drugiej jednak 

strony, co ona o nim wiedziała? 
- Mo

że sama od niego odeszła. 

- Lub by

ła duchem. - Abby wysiliła się, żeby posłać jej 

pokrzepiający uśmiech. - Wiesz, jak to bywa z plotkami. 
Ludzie s

ą jak psy zagrzebujące kości. Pożują plotkę przez 

chwilę, a potem zagrzebią, żeby po jakimś czasie znów ją 

wywlec na światło dzienne, tylko dodając więcej brudów. 

Selene bardzo chciała wierzyć, że to była tylko plotka 
stworzona w znudz

onych umysłach miejscowych. Tak czy 

inaczej, nie uspokoiło jej to. 
- Znasz kogo

ś, kto by coś wiedział o poprzednich 

właścicielach posiadłości? Na przykład lokalny historyk? 
- Niestety w St. Edwards nie ma biblioteki. Spróbuj w 

urzędzie miejskim, choć nie wiem, jak daleko wstecz sięgają 

dokumenty przetrzymywane w archiwach. Nie mają nawet 

komputerowej bazy danych. Wiele dokumentów uległo 
zniszczeniu podczas powodzi w 1920 roku. 
Szukanie ig

ły w stogu siana, pomyślała Selene. 

- Nie zaszkodzi, jak sprawdz

ę - dodała głośno. 

- Powodzenia. W mi

ędzyczasie popytam, czy ktoś nie zna 

historii plantacji. 
- Dzi

ękuję, to bardzo miło z twojej strony. - Selene otworzyła 

torebkę i zaczęła w niej grzebać. Po chwili wyciągnęła 

długopis i kartkę papieru, na której zapisała numer swojego 

telefonu i wręczyła ją Abby. 
- Numer mojej kom

órki. Dzwoń o każdej porze. Abby 

wyciągnęła spod lady notatnik i zaczęła pisać. 
- Dam ci adres mojej przyjaci

ółki. Linada Adams. Mieszka w 

Baton Rouge i specjalizuje się w renowacji starych mebli. - 
W

yrwała kartkę i podała Selene. - Pomoże ci dobrać tkaniny i 

doradzi we wszystkim, co dotyczy mebli. Jej mąż jest 

background image

majstrem budowlanym i pracował przy remontach wielu 
zabytkowych domów w okolicy. 
- Jestem ci niezmiernie wdzi

ęczna. Odwiedzę ją jeszcze 

dzisiaj. - 

Wzięła adres i schowała do bocznej kieszeni torebki. 

Po

żegnała się i wyszła ze sklepu. Wsiadła do samochodu, ale 

zanim ruszyła, niespodziewanie usłyszała w głowie czyjeś 

imię wypowiadane tak głośno i wyraźnie jak dźwięk bijących 

właśnie na wieży kościelnej dzwonów. Imię było jej nieznane. 

Za to właścicielem głosu był Adrien Morrell. 
- Kto to jest Chloe? - spyta

ła Selene, dostrzegając na twarzy 

Elli, z którą jadła obiad, najpierw wyraz zaskoczenia, a 

następnie niepokój. 
- Gdzie s

łyszałaś to imię? 

- W mie

ście - odparła, obawiając się wyjawić prawdę. Ella, 

bawiąc się groszkiem na talerzu, posłała jej podejrzliwe 
spojrzenie. 
- To niemo

żliwe. Nikt jej nie znał. 

- M

ówi się, że kobieta o imieniu Chloe mieszkała tu przez 

jakiś czas z panem Morrellem, a potem zniknęła. Plotka głosi, 

że nie żyje. 
Ella upu

ściła widelec, odsunęła talerz i zacisnęła dłonie. 

- Po pierwsze nie powinna

ś wierzyć we wszystko, co 

usłyszysz. Po drugie nie wiem, kto ci o tym opowiedział, ale 

na twoim miejscu nie mieszałabym się do tego. 
Selene nie mog

ła zlekceważyć stanowczego tonu kobiety, w 

którym kryła się złość. Bała się, że jeśli będzie zbytnio 

naciskać, Ella zamknie temat lub, co gorsza, zwolni ją 

pomimo obowiązującego kontraktu. 
- Pojecha

łam do Baton Rouge i znalazłam kobietę, która 

pomo

że mi w renowacji mebli. Jej mąż zgodził się tu jutro 

wstąpić i przedstawić wstępny kosztorys prac remontowych. 

Niestety jest zajęty do końca tygodnia. 

background image

- Naprawd

ę dużo dziś załatwiłaś. — Ella uśmiechnęła się z 

wdzięcznością. 
- By

łam też w urzędzie miasta. Obiecali mi, że postarają się 

odnaleźć stare plany, jeśli w ogóle takie posiadali. Myślisz, że 

tu w domu mogą być jakieś dokumenty? 
- Adrien na pewno ma oryginalny projekt. Musisz go spyta

ć. - 

Wzruszyła ramionami. 
- Czy jest tu strych? Mo

że udałoby mi się trafić na jakieś stare 

dokumenty, rysunki? 
Ella zebra

ła ze stołu talerze, po czym wstała. 

- Tak, poddasze. Wej

ście znajdziesz na końcu korytarza, za 

biurem Adriena. Jest do twojej dyspozycji. - 

Jeśli się 

ośmielisz, mówiło spojrzenie asystentki. 
- Zabior

ę się do poszukiwania w najbliższych dniach. -Kiedy 

jest widno, zdecydowała w myślach. Nie miała bowiem 

najmniejszej ochoty buszować w ciemnościach po 

zakurzonym strychu. Mogła przecież odkryć dowody na 

prawdziwość tych przerażających legend. Na samą myśl o tym 

o mało się nie roześmiała. O mało. 
- Pozw

ól, że umyję naczynia - zaproponowała, wstając od 

stołu. 
- Sama to zrobi

ę. - Ella powstrzymała ją gestem dłoni. 

- Nalegam - upiera

ła się Selene, zbierając półmiski. -Muszę 

coś robić, kiedy myślę. 
- Na wypadek gdyby

ś nie zauważyła, nie mamy tu zmywarki. 

- Nie widz

ę problemu, żeby użyć własnych rąk. 

- Czy ty kiedykolwiek w 

życiu zmywałaś naczynia? - Ella 

posłała jej cyniczny uśmiech. 
- Prawd

ę mówiąc, tak. - Ku zgorszeniu własnej matki. 

- W takim razie ch

ętnie przyjmę twoją pomoc. Zanim się 

położę, chciałabym porozmawiać z Adrienem. 
Pewnie o mnie, dosz

ła do wniosku Selene. Zresztą nie miało 

to znaczenia. Jak dotąd nie zrobiła nic niewłaściwego, no 

background image

może z wyjątkiem wspomnienia imienia Chloe. Zdecydowała 

się nie poruszać na razie tego tematu, choć podejrzewała, że 

Ella wiedziała znacznie więcej, niż mówiła. Tajemnica może 

nigdy nie zostanie wyjawiona, jeśli Selene nie podejmie 

świadomej lub podświadomej decyzji, żeby ją wyjaśnić. 
Nie, nie w

łamie się do niczyjego umysłu. Raz już to zrobiła i 

przysporzyło jej to tylko cierpień. Jeśli ma się czegokolwiek 

dowiedzieć, informacje będą pochodziły z przekazu ustnego, 

od osoby, która zechce się nimi podzielić. Szczerze wątpiła, 

by Adrien Morrell był tą osobą, mimo że instynktownie 

wyczuwała, że trzyma klucz do rozwiązania zagadki. Choć 
swoj

ą drogą może lepiej nie znać odpowiedzi? 

 
Adrien nie raczy

ł podnieść spojrzenia znad gazety, nawet gdy 

Ella postawiła mu pod nosem talerz z jedzeniem pod 

przykryciem i podała sztućce. 
- Je

śli wszystko wystygło, sam jesteś sobie winien. 

Powinieneś był przyjść na obiad jak normalny człowiek. 
Adrien obrzuci

ł pozbawionym zainteresowania spojrzeniem 

jedzenie, po czym zwrócił się do Elli: 
- Na pewno jest jeszcze dobre. 
- Nie interesuje ci

ę, co przez cały dzień porabiała nasza pani 

dekorator? 
Dok

ładnie wiedział: trzymała go w seksualnym napięciu, nie 

zdając sobie nawet z tego sprawy. Powrócił do czytania 

gazety, mając nadzieję, że Ella zrozumie aluzję i wyjdzie. 
- M

ówiłem ci. Nie interesują mnie jej plany. - Za to 

interesowała go ona sama. 
- Wypytywa

ła o historię domu - ciągnęła Ella, ignorując jego 

odpowiedź. - Uważam, że mógłbyś jej pomóc. 
Adrien mia

ł ochotę jej pomóc tylko w jednym i nie miało to 

nic wspólnego z przeszłością. Zdecydowanie bardziej 

background image

inte

resowała go bliska przyszłość. Złożył równo gazetę i 

odłożył na bok. 
- Potrzebny jej projekt willi. 
Morrell otworzy

ł szufladę, wyciągnął z niej tekturową tubę i 

podał Elli. 
- Prosz

ę. 

- Sam jej go daj. Nie umrzesz, je

śli będziesz dla niej miły. 

Gdyby tylko 

wiedziała, jak bardzo pragnął być dla Selene 

mi

ły, wycofałaby propozycję. 

- Przemy

ślę to. Teraz jednak mam sporo pracy. Masz jeszcze 

coś ważnego, co wymagałoby mojej uwagi? 
- Tak. Twoje maniery. 

background image

ROZDZIA

Ł TRZECI 

Kiedy Selene po drodze do pokoju mija

ła rotundę z anielskimi 

freskami, naszły ją dziwne myśli. Wchodząc na spiralne 

schody, zwolniła kroku. Na górze skręciła w ciemny korytarz i 

nagle serce podskoczyło jej do gardła. Kilka kroków przed 

nią, opierając się ramieniem o ścianę, z dłońmi wbitymi w 
kiesze

nie, czekał Adrien ubrany w koszulę w kolorze 

stalowym i czarne spodnie. Stał nieruchomo, przypominając 

znajdujący się za nim posąg, z tą różnicą, że wydawał się 

bardziej ludzką postacią. 
Selene postanowi

ła uprzejmie się z nim przywitać, po czym 

natychmia

st oddalić do sypialni. Zanim zdążyła się odezwać, 

Morrell spytał: 
- Idziesz ju

ż spać? 

Jego g

łos był niski i prowokujący jak on sam. Pomimo 

ciemności udało jej się wyraźnie dojrzeć rysy jego twarzy, 

która wydawała się wyrzeźbiona przez anioły. Żadnych 
prze

rażających zniekształceń czy szatańskich znamion. Nie 

była to jednak również niewinna twarz, a szczególnie 

spojrzenie: przenikliwe niebieskie oczy, które wpatrywały się 

w nią, nie pozwalając zrobić kroku, jakby znajdowała się w 
stanie hipnozy. 
- Mia

łam pracowity dzień i jestem zmęczona - odparła, 

otrząsnąwszy się z odrętwienia. 
- Zbyt zm

ęczona na małą przygodę? 

Jego pytanie zupe

łnie wytrąciło ją z równowagi. Przez dłuższą 

chwilę się nie odzywała. 
- Jak

ą przygodę? 

Zrobi

ł krok w jej kierunku. 

- Ella powiedzia

ła mi, że interesujesz się historią domu. Mam 

coś, co na pewno cię zadowoli. 
Nacisk, jaki po

łożył na słowo „zadowoli", przyprawił ją o 

ciarki na plecach. 

background image

- Co dok

ładnie miałoby to być? 

- M

ógłbym ci wyjaśnić, ale wolę pokazać. 

Selene spojrza

ła na zegarek, bardziej ze zdenerwowania niż 

dla skontrolowania czasu. Było dopiero po dziewiątej. 
- Robi si

ę późno. 

- Gwarantuj

ę ci, że nie pożałujesz. - Zniżył głos do szeptu, od 

którego przebiegł ją delikatny, niespodziewanie przyjemny 
dreszcz. 
- Dok

ąd mamy iść na spotkanie tej przygody? 

- Do mojego gabinetu. 
By

ło to relatywnie bezpieczne miejsce, ale czy mogła w ogóle 

czuć się przy nim pewnie? Miała dwie możliwości: zaufać mu 

lub wykorzystać swój dar i wejść w jego myśli. Wytężyła 

zmysły, otwierając umysł. Żadnych wizji, żadnych obrazów 

typu ona w roli zakładniczki czy ofiary przemocy. 
- Zgoda, chod

źmy - słowa same wymknęły jej się z ust. Skoro 

zamierzała dla niego pracować, powinna go obdarzyć 

przynajmniej minimum zaufania. Lepiej wcześniej się 

przekonać, czy na nie zasługuje, niż później, kiedy już nie 

będzie się mogła wycofać. 
Ruszy

ła za nim przez korytarz. Minęli schody i znaleźli się w 

skrzydle, którego nie zwiedziła podczas pierwszej wizyty. 

Przeszli obok zamkniętych drzwi pokoju dziecinnego i dotarli 

do następnych, które Adrien otworzył, cofając się, by ją 

przepuścić. Obszerne biuro było nowocześnie urządzone. 

Znajdowało się w nim masywne dębowe biurko, na którym 

stała lampa i komputer. Na półce ustawione były równo 

segregatory, a w srebrnej puszcze znajdowały się długopisy. 

Takiego porządku Selene się nie spodziewała. Dzięki 

okiennemu klimatyzatorowi w pomieszczeniu panował 

przyjemny chłód. Szkoda, że nikt nie pomyślał, żeby 

zainstalować podobne urządzenia w całym domu. 

background image

Us

łyszała odgłos zamykanych drzwi. Z trudem się opanowała, 

żeby nie okazać ogarniającej ją paniki. Znalazła się w pułapce. 

Mógł z nią teraz zrobić, co tylko chciał. Ella nawet nie 

usłyszałaby jej krzyku. 
Mimo wszystko nie odczuwa

ła żadnych złych fluidów ani 

wiszącego w powietrzu nieszczęścia. Kiedy odwróciła się do 

Adriena, zobaczyła na jego twarzy niejasny uśmiech. 

Pierwszy, jaki do tej pory widziała. 
- Co mi chcia

łeś pokazać? 

Wbi

ł dłonie w kieszenie spodni. Wyglądał na rozluźnionego, 

czego nie mogła powiedzieć o sobie. 
- Dziennik. 
Selene by

ła przekonana, że nic tak wspaniale nie potrafi 

odtworzyć historii jak osobiste zapiski. 
- Gdzie jest? - spyta

ła, nie kryjąc entuzjazmu. Adrien 

przeszedł w prawy kąt pokoju, otworzył drzwi i zapalił 

światło. 
- Tam, na górze. 
Podesz

ła bliżej, dostrzegając słabo oświetloną, wąską klatkę 

schodową i notując jednocześnie w głowie, że w całym domu 

należy natychmiast wymienić wszystkie żarówki na 

mocniejsze. Kiedy zrozumiała, że ma towarzyszyć 

pracodawcy w wyprawie na górę, zapragnęła uciec. 
- Pewnie mieszkaj

ą tam nietoperze - zauważyła, starając się 

zamaskować zdenerwowanie. 
- Tylko paj

ąki - odparł z uśmiechem. 

- Wspaniale. 
Przez chwil

ę przyglądał jej się uważnie. 

- Boisz si

ę pająków? 

Selene nie przepada

ła za owadami, ale też nie mogła 

powiedzieć, by cierpiała na arachnofobię. 
- Nie, je

śli się zbytnio nie zbliżają. 

- A mo

że boisz się mnie? 

background image

Dobre pytanie. Lepiej si

ę poważnie nie zastanawiać nad 

odpowiedzią. 
- A powinnam? 
- W 

żadnym razie. 

Zabrzmia

ło przekonująco, jednak czy aby na pewno mogła mu 

zaufać? Zazwyczaj polegała na swoim instynkcie, który tym 

razem podpowiadał jej, że towarzyszący jej mężczyzna nie 

zamierzał jej fizycznie skrzywdzić. Co do jego innych planów 

będzie się musiała mieć na baczności. 
- Prowad

ź. - Skinęła ręką w kierunku schodów. 

Morrell wszed

ł na pierwszy stopień, a kiedy zauważył, że 

Selene się ociąga, wyciągnął ku niej dłoń.  
- Wola

łbym mieć pewność, że nie spadniesz. 

Selene nie obawia

ła się potknięcia. Lata lekcji baletu wyrobiły 

w niej doskonałe poczucie równowagi. Bardziej zaniepokoiła 

ją jego bliskość. Mimo to przyjęła pomoc. Gdy jej dotknął, 

przetoczyła się przez nią fala gorąca, rozpalając od środka i 

obejmując płomieniami całe ciało. Weszli na schody. Od 

czasu do czasu Adrien odwracał się i spoglądał na nią 
niebieskimi jak niebo oczyma. Dotarli na 

górę. Selene z 

trudem oddychała. Była rozpalona do czerwoności. 
Klatka schodowa otwiera

ła się na pokój, nieco mniejszy niż 

gabinet. Znajdował się w nim duży wąski regał ze starymi 

książkami. W rogu stało mahoniowe biurko z szufladami po 
obu stronach i krz

esło z prostym oparciem obite czerwonym 

atłasem. Pomieszczenie było zakurzone, z sufitu zwisały 

liczne pajęczyny, nie odczuwało się tu jednak atmosfery 

zagrożenia. Przynajmniej ze strony owadów. 
- Dawno temu by

ła tu garsoniera - wyjaśnił Adrien. -

Prawdziwe 

męskie królestwo. Prawdopodobnie korzystał z 

niej poprzedni właściciel. 
- Twój dziadek? 

background image

- Giles nigdzie nie potrafi

ł zagrzać miejsca na dłużej. Był 

typem obieżyświata. Odziedziczyłem to po nim. 
- Ty r

ównież wiele podróżujesz. - Posłała mu uśmiech. 

- Ostatnio nie. - Podszed

ł do regału, po czym odwrócił się do 

niej. - 

Byłem w wielu miejscach na świecie. Zwiedziłem 

Europę, Afrykę, Amerykę Środkową. Zawsze poruszałem się 
poza szlakami turystycznymi. Jednym z moich ulubionych 
miejsc jest Hiszpania. 
- Tylko mi nie m

ów, że brałeś udział w gonitwie byków w 

Pampelunie. 
- Szczerze m

ówiąc, nie. I tak dopingowałbym raczej byki. 

Czasami zwierzęta mają więcej rozumu niż ludzie. 
Punkt dla niego, dosz

ła do wniosku. 

- Wi

ęc jesteś poszukiwaczem wrażeń, o ile nie zakładają 

ok

rucieństwa w stosunku do zwierząt? 

- Kiedy

ś byłem. 

Jego s

łowa i mina wyrażały żal, co tylko podsyciło ciekawość 

Selene. 
- Ja odwiedza

łam Europę kilkakrotnie. Głównie Londyn. 

Typowe atrakcje turystyczne. 
Morrell opar

ł się łokciem o krawędź półki. 

- Nurkowa

łaś kiedyś, skacząc z klifów w Meksyku? 

- Mam l

ęk wysokości - roześmiała się. 

- Sta

łaś nago na pustej plaży, podziwiając wschód słońca? 

Tylko w najśmielszych marzeniach, pomyślała. 
- Niestety nie. 
- Powinna

ś pewnego dnia spróbować. 

Adrien nie mia

ł pojęcia, że zabrał ją za sobą w te wszystkie 

miejsca poprzez wspomnienia i obrazy, które były tak silne i 

wyraziste, że same wkradły się do jej umysłu. Poczuła słoną 

bryzę muskającą jej nagą skórę, promienie słońca na twarzy, 

zapach morza i jego dłonie wędrujące po jej brzuchu, coraz 

niżej. 

background image

Otrz

ąsnęła się z rozmarzenia i unikając jego spojrzenia, 

skupiła się na stojących na półkach książkach. 
- Cz

ęsto się zastanawiam, jak się żyło w czasach, kiedy 

wszystko było mniej skomplikowane i nie było obecnych 

udogodnień. 
- By

łem w wielu miejscach, gdzie mogłem polegać tylko na 

naturze. Niesamowite wrażenia. 
- Jestem ju

ż za stara i zbyt przyzwyczajona do wygód, żeby 

się pisać na taki koczowniczy tryb życia. 
Pochyli

ł się i zmrużył oczy, starając się ocenić jej wiek. 

- Mo

żesz mieć najwyżej dwadzieścia kilka lat. 

- Trzydzie

ści dwa. A ty?  

- Trzydzie

ści pięć. Ile miałaś lat, kiedy wyszłaś za mąż? 

Najwidoczniej wiedział o niej o wiele więcej niż ona o nim. 
- Dwadzie

ścia cztery. Od roku jestem rozwódką. Krążąc po 

pokoju, spoglądał na nią jak nocny drapieżnik obserwujący 

swoją ofiarę. 
- Siedem lat. Najwy

ższy czas na przysłowiowy kryzys. 

- W

łaśnie. 

Zatrzyma

ł się o kilka kroków od niej, opierając się plecami o 

półkę.  
- Czy ten kryzys dotyczy

ł was obojga?  

Choć bardzo pragnęła poznać Adriena bliżej, rozmowa 
stawa

ła się dla niej coraz bardziej drażliwa. Drążenie tematu 

jej związku z Richardem zawsze wprawiało ją w zakłopotanie. 
- Mo

że pokażesz mi dziennik? 

- Je

śli tego chcesz. 

Podszed

ł do Selene powolnym krokiem łowcy. Jej wzrok 

zatrzymał się na jego ustach, łagodnie zarysowanych, 
kontrastuj

ących z ostrymi liniami szczęki z dołeczkiem na 

brodzie. Zbyt późno zdała sobie sprawę, że zauważył jej 

zainteresowanie. Na jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech. 

Znaczący, zmysłowy. 

background image

Kiedy podszed

ł do biurka, przechodząc obok niej, wstrzymała 

oddech. Obserwując go przez ramię, dostrzegła, jak otwiera 

szufladę i wyjmuje z niej zniszczony dziennik w czarnej 

oprawie, który musiał pamiętać dawne czasy. 
Adrien obszed

ł dookoła biurko i podał jej go. 

- Zaznaczy

łem miejsce, które pewnie cię zainteresuje. 

Wzi

ęła brulion i otworzyła w miejscu założonym różową 

atłasową wstążeczką. Na górze strony znajdowała się data: 
lipiec 1875. 
- Czytaj na g

łos - poprosił Morrell. 

- Nie przeczyta

łeś go? - zdziwiła się. 

- Oczywi

ście, że tak, teraz jednak chciałbym ciebie posłuchać. 

Mia

ł tak zmysłowy, pociągający głos, że nie była w stanie mu 

odmówić. Odwróciła się i położyła dziennik na biurku, a 

Adrien zaczął wolnym krokiem przemierzać pokój raz w 

jedną, raz w drugą stronę. 
- Dzi

ś po południu znów się spotkałam z „Z" w opuszczonej 

chacie na bagnach na jego plantacji. Gdyby ojciec odkrył, że 

widuję się z jego wrogiem, wpadłby w furię. Gdyby się 

dowiedział, co zrobiłam, z pewnością by go zabił. 
Selene przerwa

ła i spojrzała na Adriena, który stał teraz tylko 

o krok od niej. 
- Kto to napisa

ł? 

- Nie wiem. Znalaz

łem ten dziennik przypadkowo kilka 

miesięcy temu. 
- Mo

że autorką jest Grace, kobieta z portretu na dole? 

- To prawdopodobne. Czytaj dalej. 
- Wyjawi

łam „Z" moje uczucia i przyjęłam jego pocałunki. 

Wtedy on opowiedział mi o tym, co się dzieje pomiędzy 

mężczyzną i kobietą. Mówił takie rzeczy, o których nie 

chciałaby wiedzieć żadna przyzwoita dama. Mimo to 

słuchałam go i poprosiłam, żeby mi wszystko pokazał. 

background image

Spojrza

ła ponownie na Adriena, stwierdzając, że przysunął się 

do niej jeszcze bliżej. 
- Czuj

ę się trochę jak podglądaczka. 

- My

ślę, że to bardzo interesujący komentarz do dawnej 

obyczajowości. Jeśli cię to krępuje, ja będę czytał. 
W tonie jego g

łosu wyczuła wyzwanie, które postanowiła 

podjąć. W końcu oboje byli dorosłymi ludźmi, poza tym 

wątpiła, czy najśmielsze fragmenty dziennika mogą się 

równać ze scenami erotycznymi we współczesnej literaturze. 
-Nie. 
Wzi

ęła głęboki oddech i ciągnęła dalej: 

- W ramionach 

„Z" staję się wszetecznicą. Sama się nie 

poznaję. Pozwoliłam mu zsunąć z mych ramion halkę i 

dotykać moich piersi. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam 

takiej rozkoszy. Nie byłam taka otwarta i taka wolna. Pragnę 

więcej. Chcę wszystkiego, co może mi dać... - Głos Selene 

załamał się, gdy niespodziewanie poczuła na ramieniu dłoń 

Adriena. Dotyk jego placów na nagiej skórze obudził w niej 

pulsujące pragnienie. Przeszył ją dreszcz rozkoszy, który 

postanowiła zignorować. 
- Nie przerywaj - wyszepta

ł. - Dalej jest jeszcze ciekawiej. 

Selene zacz

ął zawodzić zdrowy rozsądek. Złamała daną sobie 

obietnicę unikania takich sytuacji. 
-  Uni

ósł spódnicę i wsunął dłoń w moje majtki. Dotykał 

mojego sekretnego miejsca. To co robił, przeszło moje 

najśmielsze fantazje. Moje ciało przestało należeć do mnie, 

teraz było już tylko jego... 
Adrien wykorzysta

ł ten moment, położył rękę na biodrze 

Selene, musnął jej łono, po czym zatrzymał dłoń w dole 

brzucha. Spojrzała na jego długie, zdecydowane palce, 

morelową skórę odcinającą się od bieli spodni. Przysunął się, 
p

rzywierając do jej pleców silnym torsem. 

background image

- Na dzi

ś wystarczy - mruknęła bezsilnie, zamykając dziennik. 

Nie odepchnęła jednak jego ręki. Nie zaprotestowała, nawet 

się nie poruszyła. 
- Tak, do

ść. 

Prowadzona jak na sznurku, obr

óciła się, stając z nim twarzą 

twarz. Wiedziała, co zamierzał. Wyczytała to w jego 

myślach. Adrien pochylił się i pocałował ją. Selene, osaczona 
jego subtelnym zapachem, smakiem whisky na jego ustach i 

pieszczotami języka, poczuła, że traci grunt pod nogami. Przez 

moment wydawało jej się, że wchodzi w jego ciało, w jego 

duszę, odczuwając rozkosz Adriena mieszającą się z jej 

własną. W jednej chwili duchowego połączenia zrozumiała, że 

oczekiwał od niej więcej i pragnął więcej. 
Mimo tego nie potrafi

ła przed nim uciec, nie miała siły z nim 

walczyć. Zatraciła poczucie rzeczywistości. Niespodziewanie 
Adrien cofn

ął się, przerywając psychiczny i fizyczny kontakt. 

- Wybacz - powiedzia

ł. - Zapomniałem się. 

Od razu si

ę domyśliła, że pocałunek był częścią starannie 

uknutego planu uwiedzenia jej. Dała się naiwnie złapać w 

pułapkę. 
Wzi

ęła z biurka dziennik i poklepała go otwartą dłonią. 

- Reszt

ę przeczytam później i oboje zapomnimy o tym, co się 

przed chwilą wydarzyło. 
- Prosz

ę bardzo, spróbuj - mruknął, odchodząc o kilka kroków 

i wbijając ręce w kieszenie. 
Ja nie zapomn

ę... usłyszała wyraźnie jego myśli, które 

przemknęły z jego do jej umysłu. 
- Nie powinni

śmy wykraczać poza stosunki służbowe. Na jego 

ustach pojawił się uśmiech, którym jak mieczem pirata 

poszatkował na drobne kawałeczki całą jej determinację. 
- Na to ju

ż trochę za późno. 

Je

śli natychmiast stąd nie ucieknie, źle skończy. Instynkt 

samozachowawczy pokierował ją do drzwi. 

background image

- Wracam do mojego pokoju - o

świadczyła, przyciskając 

pamiętnik do piersi. 
- Jeszcze jedno, Selene. 
D

źwięk jej imienia wypływający z jego ust podziałał jak 

magnes. Odwróciła się, znów stając z nim twarzą w twarz. 

Zauważyła w jego ręku kartonową tubę. 
- Co to jest? 
- Plany willi. 
Zbli

żyła się do niego tylko na tyle, żeby sięgnąć po projekt. 

- Dzi

ękuję. 

- Wyja

śnijmy sobie coś jeszcze. To Ella cię zatrudniła. 

Pracujesz dla niej, a nie dla mnie. Oznacza to, że nie łączą nas 

stosunki zawodowe. Gdyby to była moja decyzja, już by cię tu 

nie było. 
Selene zatka

ło. 

- To o to przez ca

ły czas chodzi? Chcesz mnie odprawić? 

- Na pocz

ątku tak było, ale zmieniłem zdanie. Teraz jestem 

zadowolony, że tu jesteś. 
Bez s

łowa zbiegła na dół po wąskich schodach i szybkim 

krokiem dotarła do bezpiecznej przystani swojego pokoju. W 

głębi duszy poważnie się jednak obawiała, że wcale nie będzie 
bezpieczna

, mieszkając z nim pod jednym dachem. Szykując 

się do łóżka, nie mogła przestać rozmyślać o rozkoszy, jakiej 

doświadczyła w jego ramionach. Nie pamiętała już, kiedy po 

raz ostatni jakiś mężczyzna tak namiętnie jej dotykał i całował 
tak zdecydowanie. 
Chc

ąc oderwać myśli od Morrella, wskoczyła do łóżka i 

otworzyła dziennik w miejscu, w którym ostatnio skończyła 

czytać. 
Dzi

ś znów spotkaliśmy się w chacie, choć wiem, jakie to 

ryzyko. Nie potrafię znieść rozłąki z „Z". Znów mnie całował, 

a ja drżałam z rozkoszy. Tak bardzo łaknęłam jego dotyku. 

Później ujął moją dłoń i położył na sobie. Przez spodnie 

background image

wyczułam jego twardą męskość. Powiedział, że kiedy będę 

gotowa, połączy nasze ciała. Przekonywałam go, że jestem 
gotowa, b

łagałam, żeby mi pokazał. Na początku się 

w

zbraniał, gdy jednak otworzyłam przed nim ramiona, 

wyzwoliła się w nim dzikość. Mój ukochany słodki „Z". 

Zerwał z siebie ubranie, po czym rozebrał mnie, położył na 

łóżku i wypełnił moje ciało. Doznałam niewielkiego bólu, o 

czym mnie uprzedził, nie dało się go jednak porównać z 

rozkoszą, która mnie potem zalała. W tamtej chwili należałam 

do niego na wieki. Obawiam się jednak, że nasz związek może 

mieć tragiczny koniec. Wychodząc dziś z chaty, zauważyłam 

jednego z pracowników ojca czającego się na bagnach. 
P

rzyłapano nas. Nie mam pojęcia, jaki los czeka mnie i 

mojego kochanka, kiedy mój ojciec wróci jutro z Savannah. 
Jednego jestem pewna - 

każda chwila spędzona w ramionach 

„Z" była tego warta. „Z" jest dla mnie wszystkim. Jest moją 

prawdziwą miłością.  
Rozczarowana, 

że dziennik kończy się w tym miejscu, Selene 

zamkn

ęła go i zgasiła światło, postanawiając zasnąć, 

Rozmy

ślała o tajemniczych kochankach, o tym, że mężczyzna 

mo

że mieć taką władzę nad kobietą, że ona ryzykuje 

wszystko, by z nim by

ć. Nawet własne życie.  

 
Selene nadspodziewanie szybko sta

ła się jego obsesją. 

Adrien wiedzia

ł wszystko o obsesjach. Kiedy obmyślał plan w 

interesach lub w życiu prywatnym, zawsze uparcie dążył do 

celu, aż dostawał to, czego chciał. A teraz pragnął jej. 
Dzi

ś zrobił pierwszy krok. Dobre posunięcie. Spodziewał się, 

że będzie się bardziej opierała. O dziwo, odpowiedziała na 

jego pocałunek niezwykle entuzjastycznie. Niestety nawet tak 

nieznaczny kontakt rozpalił go do czerwoności. 
Wr

ócił do pokoju, rozebrał się, wypił do końca whisky, 

odstawił szklaneczkę na bok i podszedł do dwuskrzydłowych 

background image

drzwi prowadzących na werandę. Rozsunął zasłony, żeby 

sprawdzić, czy Selene pojawiła się na zewnątrz tak jak 

poprzedniej nocy. Na balkonie ziało pustką, podobnie jak w 
jego duszy. 
Zgasi

ł światło i wyciągnął się na łóżku. Świadomość, że 

Selene znajduje się za ścianą, wprowadzała go w stan silnego 

podniecenia, jakiego od dawna nie odczuwał. Zacisnął zęby, 

starając się wytrwać w postanowieniu, że nie pójdzie do niej, 
dopóki nie otrzyma zaproszenia. Teraz zrobi wszystko co 

konieczne, żeby utrzymać pożądanie na wodzy aż do nadejścia 
odpowiedniego momentu. 
Siedzia

ł w bezruchu w kącie werandy, na tej samej wiklinowej 

sofie co zeszłego wieczoru. Księżyc w pełni rzucał 

niebieskawe światło na jego imponująco zbudowane ciało. 

Zamiast łagodzić, podkreślał ostrość jego rysów. Wpatrywał 

się w Selene swoimi niebieskimi oczyma. Przypominał 

dostojnego władcę, pana ciemności. 
Selene, urzeczona, sta

ła kilka kroków od niego, obserwując i 

czekając, aż się odezwie, poruszy, wypowie jej imię. 
Jak hipnotyzer przywo

łał ją spojrzeniem oraz lekkim 

skinieniem głowy. Bez zastanowienia ruszyła ku niemu. Jej 

umysł ogarniała mgła, a w płucach brakowało powietrza. 
Wok

ół panowała głucha cisza. Żadnego szelestu wiatru, 

żadnych odgłosów życia bagien. Nawet grania świerszczy. 

Choć uznała to za dziwne, nadal szła ku niemu, aż się przed 

nim zatrzymała. Wtedy zdała sobie sprawę, że jest nagi i 
podniecony. 
Zrozumia

ła, czego pragnął. Pozbawiona własnej woli zsunęła 

przez głowę koszulkę i upuściła na ziemię. Nie wahając się, 

podała mu rękę i pozwoliła, by ją sobie posadził na kolanach. 

Rozwartymi udami wsunęła się na jego biodra. Westchnęła 

bezgłośnie, gdy uniósł ją do góry i wślizgnął się w nią. Zalała 

ją nieopisana rozkosz. Pożądała więcej, potrzebowała więcej. 

background image

Pragnęła, żeby ulżył jej bólowi, wymazał lata rozczarowania. 

Kiedy się nie poruszył, zrozumiała, czego od niej oczekuje. 

Chciał, żeby wykonała pierwszy ruch. Wprawiła ciało w 

powolny rytm, stając się kobietą, jakiej dotychczas nie znała. 

Kobietą bez zahamowań, dążącą do zaspokojenia mężczyzny i 

siebie samej. Wtedy dołączył do niej, oddając się zuchwałej 

pasji zmysłów. 
Otacza

ła ich absolutna cisza. Nie było słychać 

przyspieszonych oddechów ani jęków rokoszy. Selene 

wyczuwała bicie własnego serca, dudnienie pulsu, napięcie 

poprzedzające zbliżające się spełnienie. Niespodziewanie 

Adrien przestał się poruszać i wtulił twarz w jej piersi. 
Chcia

ła zapytać dlaczego, ale nie mogła mówić. Podniosła 

jego głowę i zmusiła, żeby na nią spojrzał. W jego oczach 

dostrzegła głęboki ból. Chwilę później jego twarz się 

rozpłynęła, a ją oślepił błysk jasnego światła. 
Poderwa

ła się i zmusiła, żeby otworzyć oczy. Znajdowała się 

we własnym łóżku. Rozejrzała się gorączkowo po ciemnym 

pokoju, żeby stwierdzić, że jest zupełnie sama. Dotknęła 

koszuli nocnej. Była na miejscu. Najwidoczniej to wszystko 

jej się tylko przyśniło. Wyjątkowo realistyczny sen. 
Nagle co

ś do niej dotarło. To wcale nie był sen, tylko fantazje. 

Jego fantazje. Opadła plecami na łóżko, przekręciła się na 

bok, zwinęła i wcisnęła poduszkę między kolana. Adrien 

bezwiednie włamał się do jej umysłu, przynosząc ze sobą 

erotyczne wizje, o których będzie jej trudno zapomnieć. Nie 

mogła zrozumieć, dlaczego tak łatwo otwiera się na jego 

myśli. Jak to możliwe, że są na tyle intensywne, że przerywają 

jej sen. Niezwykłe było również to, że wyobrażał ją sobie jako 

kobietę śmiałą i otwartą. Czy gdyby wiedział, jaka jest 

naprawdę, nadal by jej pragnął? Dlaczego coś kazało mu się 

zatrzymać, zanim osiągnął zaspokojenie, którego szukał? 

background image

Kolejny b

łysk światła spowodował, że spojrzała na 

przysłonięte zasłonami drzwi wychodzące na werandę, za 

którymi przemknął czyjś cień. Nadciągała burza i ktoś się 

czaił na zewnątrz pod jej oknami. Podejrzewała, kim może 

być ta osoba, na wszelki wypadek postanowiła jednak 

sprawdzić. 
Wsta

ła z łóżka i na chwiejnych nogach, drepcząc cichutko na 

palcach, podeszła do drzwi i odchyliła delikatnie zasłonę. Stał 

przy balustradzie zaledwie kilka kroków od niej i wpatrywał 

się w ciemność. Rękami opierał się o poręcz, a zgiętą w 

kolanie nogę postawił na dolnej barierce. Błyskawice 

przeszywające od czasu do czasu niebo oświetlały jego 

zgrabną sylwetkę. Zaczynał padać rzęsisty deszcz. Adrien 

trwał w bezruchu, nieświadomy gry światłocieni na swoim 
cie

le. Na skórze gromadziły mu się kropelki wody, spływając 

strumykami po napiętych bicepsach, plecach i pośladkach. 

Uniósł twarz i przeczesał dłońmi włosy, poddając się 

dziwnemu rytuałowi oczyszczenia przez deszcz. Selene 

zamarła porażona widokiem Adriena na tle nocnego 

burzowego nieba, aż do chwili gdy niespodziewanie się 

odwrócił i spojrzał na nią. Jak na zamówienie kolejna 

błyskawica oświetliła mu twarz, na której dostrzegła wyraz 

bólu połączonego z wyrzutami sumienia, a także głód 

pożądania. Ujrzała w niej również swoje przeznaczenie.

background image

ROZDZIA

Ł CZWARTY 

Przez kolejne dwa dni Selene czeka

ła rano w łóżku, aż usłyszy 

kroki Adriena wychodzącego z pokoju, i dopiero potem 

wstawała. W żadnym wypadku nie chciała się na niego 

natknąć przed śniadaniem, zanim nie weźmie porannego 

prysznica. Nie widziała go od ich ostatniego spotkania w 

gabinecie, lub raczej od tamtej nocy, kiedy nawiedził jej sny. 

Uznała, że na razie tak będzie lepiej. 
Ella zostawi

ła karteczkę z informacją, że wyjechała do miasta 

i wróci dopiero po południu, dając Selene chwilę prywatności, 

dzięki czemu mogła w końcu spokojnie zatelefonować. 

Zamknęła się w niedużym gabinecie przy kuchni, wyciągnęła 

z kieszeni dżinsów komórkę i wystukała numer. 
- Halo - us

łyszała pogodny głos siostry i odetchnęła z ulgą. 

- Hannah, to ja - odezwa

ła się. 

- Nareszcie dzwonisz. Zamartwia

łam się o ciebie. 

- Przepraszam, by

łam zajęta. Jak się czujesz? 

- Poza tym, 

że przez cały czas pięć kilo żywej wagi naciska mi 

na pęcherz, a do porodu zostało jeszcze kilka tygodni, to 

można powiedzieć, że całkiem dobrze. Mama jest nadal zła, że 

chcę rodzić w domu. Gdzie ty się, do diabła, podziewasz? 
M

łodsza siostra Selene była osobą bardzo bezpośrednią. 

- Jestem w Luizjanie. Wyobra

ź sobie, że mam pracę na 

plantacji. 
- Jako kto? Wysy

łasz zaproszenia na przycięcia? - zakpiła. 

- Bardzo zabawne. Nadzoruj

ę remont domu, od fundamentów 

aż po dach. 
Zapad

ła długa chwila ciszy. 

- Jeste

ś tam jeszcze? - zaniepokoiła się Selene. 

- Jasne. Po prostu staram si

ę wyobrazić sobie ciebie pracującą 

zarobkowo. Czyżby ten osioł nie zostawił ci pieniędzy na 

życie? 

background image

- Daje mi wystarczaj

ąco dużo. Ładny czek raz w miesiącu. 

Potrzebuję pracy, ponieważ chcę w końcu być sobą. 

Myślałam, że to rozumiesz. 
- Oczywi

ście. Ale mama nie. Powinnaś do niej zadzwonić i 

wszystko jej wytłumaczyć, żeby w końcu przestała zawracać 

mi głowę. 
- Wkr

ótce się do niej odezwę. Na razie jej powiedz, że u mnie 

wszystko w porządku i że będę w kontakcie. Chciałam tylko, 

żebyś wiedziała, że żyję i że sobie radzę, i oczywiście 

chciałam się dowiedzieć, czy u ciebie wszystko w porządku. 
- U mnie wspaniale. Dough jest cudowny. Rozpieszcza mnie 
jak ksi

ężniczkę. Na nic nie mogę narzekać. 

Selene w g

łębi duszy bardzo zazdrościła Hannah związku z 

Doughiem, który przez pięć lat małżeństwa okazał się 

prawdziwym świętym, mimo że ojciec i matka nie 
akceptowali wyboru m

łodszej córki. W żyłach Dougha nie 

płynęła błękitna krew. Był prostym mechanikiem 
samochodowym. Kochana, zbuntowana Hannah, która zawsze 

zdobywała to, czego pragnęła, ignorując opinie rodziców, 

również w kwestii wyboru odpowiednich partii dla swoich 

córek. Gdyby tylko Selene potrafiła być taka silna. Nie 

powinna była ulegać ich naciskom i robić kolejnego kroku w 

związku z Richardem, kiedy jeszcze nie była na to gotowa. W 

gruncie rzeczy nigdy nie była gotowa. 
- Zjawi

ę się w domu na urodziny maleństwa. Daj mi tylko 

trochę czasu, żebym zdążyła dojechać. 
- Jasne. Jeszcze jedno. Jeste

ś szczęśliwa? 

Selene ostatnio rzadko zadawa

ła sobie to pytanie. Szczerze 

mówiąc, nie zastanawiała się nad tym od lat. 
- Tak, jestem - odpar

ła z wahaniem. - Po raz pierwszy czuję 

się wolna. 

background image

- To dobrze - ucieszy

ła się Hannah. - Mam nadzieję, że w 

końcu zaryzykujesz, znajdziesz przyjaciół i może nawet 

mężczyznę. 
- Min

ął dopiero rok, od kiedy pozbyłam się jednego -

roześmiała się. - Po co mi zaraz następny? 
- Nie musisz od razu wychodzi

ć za mąż. Jest kilka powodów, 

dla których warto mieć przy sobie faceta. 
- Pozna

łam kogoś. 

- Uuu! Kogo? 
- W

łaściciela plantacji. Bardzo miły i przystojny, choć trochę 

tajemniczy. 
- Dobrze, 

że jest atrakcyjny, jeszcze lepiej, że tajemniczy. 

Robiliście to już?  
- Nie - odpar

ła. - Chciałam tylko powiedzieć, że wydaje mi się 

interesujący. Może nic z tego nie wyjść -Co było dość 

prawdopodobne, gdyż praktycznie się nie widywali. 
- To si

ę postaraj. Od tak dawna jesteś samotna.  

- Raz ju

ż popełniłam błąd z Richardem. Nie chcę go 

powtórzyć. Nie rób sobie zbyt dużych nadziei. 
- Przesta

ń być ciągle taka ostrożna - westchnęła.  

- Co widzisz z

łego w byciu ostrożnym? Niespodziewanie 

otworzyły się drzwi i zabrzmiał głęboki męski głos. 
- Bycie ostro

żnym nie popłaca. 

Selene zacisn

ęła dłoń na telefonie. Kompletnie zaskoczona 

przestała słyszeć, co mówi siostra.  
- Jeste

ś tam? - zawołała Hannah po dłuższej chwili.  

- Tak, musz

ę kończyć. Zadzwonię do ciebie w przyszłym 

tygodniu. 
Po

żegnała się szybko, rozłączyła i obróciła na krześle. W 

drzwiach stał Adrien ubrany w białą koszulę i czarne spodnie. 

Na jego twarzy majaczył uśmiech. 
- Zacz

ęłam sądzić, że zamieszkałeś w biurze - powiedziała 

lekko drżącym głosem. 

background image

- Wychodz

ę tylko wtedy, kiedy mam coś ważnego do 

zrobienia. 
- Co na przyk

ład? 

- Prze

życie kolejnej przygody. Z tobą. 

Selene nie mia

ła pewności, czy po ostatnich doświadczeniach, 

jakie miała w garsonierze, i po nocnej fantazji, ma ochotę na 
nowe przygody. 
- Powiedz, co planujesz, to zdecyduj

ę, czy jestem 

zainteresowana. 
- Doko

ńczyłaś czytać dziennik? - spytał, opierając się ręką o 

klamkę. 
- Tak, ale nie by

ło tam zbyt wiele informacji. 

- Wiem. To nie znaczy, 

że nie ma ciągu dalszego. 

- Masz kolejne cz

ęści pamiętnika? 

- Nie, ale wiem, gdzie si

ę znajduje chata. Może tam coś 

znajdziemy. 
- Gdzie ona jest? - W g

łosie Selene dało się wyczuć źle 

ukrywane podekscytowanie. 
Adrien zaszczyci

ł ją subtelnym uśmiechem. 

- Na ty

łach majątku, na bagnach. Mogę cię tam zabrać. 

Selene bardzo chcia

ła obejrzeć domek, nie była jednak 

przekonana, czy wyprawa sam na sam z mężczyzną 

emanującym seksem była rozsądna. 
- Je

śli wskażesz mi drogę, na pewno sama trafię. 

- Chc

ę cię tam zaprowadzić. 

Przesta

ń być taka ostrożna, podpowiedział jej wewnętrzny 

głos. 
Mo

że Hannah ma rację? Może była nazbyt ostrożna? Może 

przez tę ostrożność ominęły ją najwspanialsze rzeczy w życiu? 

Dość tego „może". W gruncie rzeczy była już zmęczona tą 

życiową przezornością. Jeśli tylko nie straci głowy i zapanuje 

nad sytuacją, uniknie problemów. Odsunęła się od biurka i 

wstała. 

background image

- Ch

ętnie bym z tobą poszła, ale mam sporo rzeczy do 

zrobienia. 
- Za

łatw to, co musisz, i spotkajmy się o piątej przy tylnym 

wejściu. 
- Zgoda.  
Odwr

ócił się i wyszedł, zostawiając Selene samą z myślami. 

Stoj

ąc w drzwiach do kuchni, Adrien Morrell wyglądał jak 

uosobienie marzeń wszystkich nastolatek, a zarazem kosz-mar 

senny ich ojców. Miał na sobie czarny podkoszulek bez 

rękawów, który odsłaniał tatuaż. Wbił dłonie w kieszenie 

powycieranych dżinsów. Pewny siebie i zmysłowy. Selene 

miała ochotę rzucić mu się w ramiona. Kiedy się do niego 

zbliżyła, otaksował ją pełnym dezaprobaty spojrzeniem. 
- Marny pomys

ł - rzucił. 

- S

łucham? 

- Twoje ubranie.  
Spojrza

ła na swoją beżową koszulkę na ramiączkach, 

d

żinsowe szorty i tenisówki. 

- Na dworze panuje upa

ł, a stopy mam zabezpieczone. 

- Teren jest nier

ówny, pełno cierni i jadowitych sumaków, 

które mogą ci poranić gołe nogi. 
- P

ójdę się szybko przebrać. - Najwyraźniej nie była 

stworzona do tego typu wypraw.  
- Nie ma czasu. Nied

ługo się ściemni. Będziesz musiała sobie 

poradzić. Pomogę ci. 
Selene przesz

ła obok Adriena, który wyszedł za nią na dwór. 

Kiedy się znaleźli na zarośniętym dziedzińcu, wyprzedził ją i 

ruszyli szeroką ścieżką w kierunku bagien. Po chwili marszu 

zagłębili się w zarośla. Zewsząd otoczyły ich drzewa o 

poskręcanych konarach. Przez ich korony przenikały 

gdzieniegdzie promienie słońca. Po przelotnym deszczu 

panowała ciężka nieznośna atmosfera. Adrienowi wilgoć i 

dusząca para unosząca się nad grząskim terenem zdawały się 

background image

nie dokuczać. Szedł, milcząc, zamyślony. Wpatrywał się w 

drogę przed sobą. 
Chaszcze stawa

ły się coraz gęstsze, utrudniając marsz. Selene 

stąpała uważnie, starając się omijać ostre, wyglądające na 

trujące pnącza. Na kostkach i łydkach pojawiły się zadrapania. 

Zewsząd atakowały komary. Ona jednak wędrowała dzielnie, 

nie narzekając, żeby nie wyjść na rozkapryszoną bojaźliwą 

damulkę. Bez problemu przeżyje kilka zadraśnięć i ukąszeń, 

żeby w nagrodę poznać historię. Nie udało jej się ominąć 
ciernia, który zostawi

ł na jej łydce ranę. Zasyczała z bólu, 

zaciskając zęby. 
Bez uprzedzenia Adrien wzi

ął ją na ręce. Westchnęła ciężko i 

chwyciła go za szyję. Miał szerokie, silne ramiona i wilgotny 
kark. 
- To niepotrzebne. Przecie

ż dobrze sobie radziłam. 

- Jeste

ś cała pocięta. Zamknij się i ciesz jazdą. Zamknij się? 

Naprawdę powiedział, że ma się zamknąć? 
Gdyby nie wygl

ądał jak młody bóg, pewnie by mu przyłożyła. 

Na karku Adriena błysnęło coś złotego. Obejmując go jedną 

ręką za szyję, sięgnęła po łańcuszek, na którym zawieszony 

był medalion. 
- Co to? 
- Chi

ński talizman. Symbol węża. 

- Ma zwi

ązek z kultem fallicznym - zauważyła, mrużąc oczy. 

- Niezupe

łnie. Symbolizuje intuicję, percepcję i siłę woli. - 

Posłał jej krótkie spojrzenie. 
Selene zauwa

żyła, że w ciągu dnia ciemniał mu kolor oczu, 

przybierając barwę kobaltową. Kiedy odwrócił się do niej 

profilem, uznała, że jest bliski ideałowi. Złotawy odcień skóry 

i kuszący wyraz ust. Ogarnęła ją nieodparta pokusa, żeby 

dotknąć jego warg. Sprawdzić, czy są tak miękkie jak przy 
pierwsz

ym pocałunku.  

background image

- Jeste

śmy na miejscu - oświadczył, zanim zdążyła się 

wygłupić. 
Na polance przed nimi sta

ł niewielki domek z bali. Gdy dotarli 

do wejścia, Adrien postawił ją na ziemi. Otworzył drzwi i 

weszli do ciemnego zaniedbanego wnętrza. Morrell od razu 

skierował się do jednego z okien i rozchylił ciężką okiennicę, 

wpuszczając do środka światło dzienne. Selene, idąc za jego 

przykładem, chciała otworzyć okno po przeciwnej stronie 

pomieszczenia. Pechowo uparta okiennica odmówiła 

współpracy. W końcu jednak ustąpiła, pozostawiając w kciuku 

Selene dużą drzazgę. 
- Cholera! - wymkn

ęło jej się. Odwróciła się i ujrzała na 

twarzy Morrella rozbawiony uśmiech. - No co? - rzuciła, 

oglądając bolący palec. 
- Nie s

ądziłem, że damulki z południa znają takie słowa. 

- Mam s

łowniczek z przekleństwami, do którego lubię od 

czasu do czasu sięgnąć - odparła kpiąco.  
- Dobrze wiedzie

ć, że nie muszę przy tobie pilnować języka. 

Daj, zobaczę. 
- To nic takiego. Usun

ę ją, gdy wrócimy do domu. 

- Zajm

ę się tym. - Podszedł do niej i chwycił ją za rękę. 

Następnie sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów, wyciągnął 

składany nóż i otworzył go szybkim ruchem nadgarstka. 

Selene o mało nie krzyknęła z przerażenia. 
- Adrien! Wola

łabym zachować palec! 

- Co powiedzia

łaś? 

Że palce są z zasady przydatne i wolałabym zachować ich 

komplet. 
- Nie to mia

łem na myśli. Po raz pierwszy zwróciłaś się do 

mnie po imieniu. 
Zabawne, nawet o tym nie pomy

ślała. Wypłynęło to z jej ust 

tak naturalnie jak wcześniej przekleństwo. 
- Czy to dziwne? 

background image

Pokr

ęcił przecząco głową, po czym skoncentrował się na 

zabiegu usuwania drzazgi. Bez większych trudności wyciągnął 

ją i schował z powrotem nóż do kieszeni. 
- B

ędziesz żyła - zawyrokował, wbijając spojrzenie w jej 

twarz. Przez cały czas nie wypuszczał z uścisku jej dłoni. 
- Nie w

ątpię. Możesz już puścić moją rękę? 

- Jasne. 
Kiedy j

ą uwolnił, zaczęła się uważnie rozglądać po wnętrzu. 

W rogu pomieszczenia, przy kominku stało drewniane łóżko, 

a pod oknem rozklekotane krzesło. Były to jedyne meble 

znajdujące się w chacie. Podłogi i ściany były z drewna. 

Wyglądało, jakby od lat nikt tego miejsca nie odwiedzał. 
- Nic tu nie ma - zauwa

żyła Selene, wędrując wzdłuż ścian i 

przyglądając się zwisającym z sufitu pajęczynom. -Naprawdę 

sądzisz, że było to miejsce potajemnych spotkań naszych 
kochanków? 
- A ty jak uwa

żasz? 

- To mo

żliwe. Domek dzierżawcy na bagnach. 

Podesz

ła do łóżka i uniosła do góry stary sflaczały materac z 

nadzieją, że znajdzie pod nim następną część dziennika. 

Niestety nie miała szczęścia. 
- Nic z tego. 

Żadnej porzuconej halki lub majteczek? 

- Ani dziennika. - Obrzuci

ła go karcącym spojrzeniem. Znów 

się uśmiechał. Uwielbiała ten jego uśmiech. Wszystko w 

Morrellu jej się podobało. 

Tajemnica pozostaje nierozwiązana. - Westchnęła i 

wyprostowała się. Będę musiała przeprowadzić poszukiwania. 

Pojadę do miasta i popytam, Może ktoś zna tę historię. 
- Zr

ób to, ale prawda może cię rozczarować - powiedział, 

opierając się plecami o ścianę. 

background image

- Masz racj

ę. Może lepiej, żebym nie wiedziała. Nadal będę 

wierzyła, że przeżyli wielki romans. Czasem wyobrażenia są 

znacznie piękniejsze od rzeczywistości. 
- Nie zawsze. Je

śli między dwojgiem ludzi jest prawdziwy żar, 

rzeczywistość jest stokroć lepsza.  
Selene poczu

ła, jak zalewa ją gorąco. Nie wiedziała, czy to od 

dusznej atmosfery panującej w dawno niewietrzonej, 

pachnącej stęchlizną chacie, czy od spojrzenia Adriena, które 

mówiło: weź mnie tu i teraz.  
- Mo

że i tak jest. Skąd miałabym to wiedzieć?  

Brakowało jej powietrza. Podeszła do okna i wyjrzała na 
bagna. Nale

żało natychmiast zmienić temat. Zbyt wiele 

zostało przed chwilą powiedziane. 
- Wydaje mi si

ę, że widzę w oddali staw. Wiesz co? Gdyby 

oczy

ścić trochę teren wokół i wyremontować chatę, można by 

w niej urządzić domek dla gości, oazę dla par chcących się 

schronić przed światem. Zanim wygaśnie namiętność - dodała 
cynicznie. 
Us

łyszała odgłos zbliżających się kroków Adriena. Wyczuła 

jego bliskość. 
- W twoim ma

łżeństwie nie było namiętności? - spytał, stając 

za jej plecami. 
- Nie bardzo. 
- Nie rozbudza

ł jej w tobie? 

- To raczej ja w nim. - Selene uzmys

łowiła sobie, że zbyt 

wiele już powiedziała. Otworzyła się przed nim, podając się 

na talerzu jak smakowity kąsek. 
- Powiedzia

ł ci, że dlatego cię zdradzał? Czyżby teraz to on 

czytał w jej myślach? 
- Wspomnia

ł o tym. - Kiedy odkryła w jego myślach inną 

kobie

tę, która rozpalała w nim żar. 

D

łonie Morrella spoczęły niespodziewanie na jej ramionach, 

wywołując w jej ciele falę przyjemnych dreszczy. 

background image

- Czy kiedykolwiek ci

ę zachęcał lub ośmielał? 

Zwykle to ona si

ę starała, począwszy od przygotowywania 

romantycznych k

olacji, a skończywszy na seksownej 

bieliźnie. W końcu się poddała. 
- Co masz na my

śli? 

Jego palce zacz

ęły delikatnie gładzić jej nagie plecy. 

- Czy kocha

ł się z tobą kiedyś w ciemnej alejce o północy? 

Gdyby nie blisko

ść Adriena i podniecające pieszczoty, 

r

oześmiałaby się w głos. 

- Ale

ż skąd. 

- A w samochodzie na podje

ździe, ponieważ nie mógł czekać, 

aż się znajdziecie w domu? 
Przywar

ł do jej pleców, objął ją w talii i koniuszkami palców 

pogłaskał po długiej szyi. 
- A mo

że zaprosił cię do eleganckiej restauracji i dotykał pod 

stołem w taki sposób, że pragnęłaś go natychmiast mieć? 
- Richard nie jest taki pomys

łowy. 

- Richard jest durniem. 
W tym wzgl

ędzie całkowicie podzielała opinię Morrella, który 

właśnie zmysłowymi ruchami pieścił jej piersi, Przymknęła 
ocz

y i chłonęła cudowne doznania, otwierając umysł na jego 

myśli i fantazje. Nic nie widziała, słyszała jedynie jego 

spokojny zmysłowy głos. 
- Ka

żdy człowiek może się wznieść na szczyty podczas seksu. 

Zsunął ramiączko jej podkoszulka i musnął gorącymi 

warga

mi szyję, po czym przesunął usta do ucha. -Trzeba się 

tylko otworzyć na różne możliwości. 
Przesun

ął dłoń niżej i wolno końcem palca zataczał kręgi 

wokół jej sutka. Otworzyła oczy, żeby patrzeć na to, co z nią 

robi, i czerpała przyjemność, niczego nie żałując. 
- To tylko jedna z erogennych stref. Jest ich znacznie wi

ęcej. 

Widzisz, wystarczyła niewinna pieszczota, żeby rozpalić cię 

do czerwoności. 

background image

Selene tylko przytakn

ęła ruchem głowy, nie była w stanie 

wydobyć z siebie głosu, gdyż dłoń Adriena powędrowała 
ni

żej, wsuwając się za pasek szortów. 

- Pragniesz, 

żebym cię dotykał, tu i teraz - szepnął, bawiąc się 

guzikiem przy jej spodenkach, igrając z jej pożądaniem. - 

Chcesz, żebym to z ciebie zdjął i sprawdził, jak bardzo jesteś 
rozpalona. 
Tak, pragn

ęła tego. Bardziej niż czegokolwiek, bardziej niż 

swojej ciężko wywalczonej wolności. Obawiała się, że za 

chwilę zacznie go o to błagać. On jednak, zamiast ulec jej 

niemym prośbom, odwrócił ją i poprawił ramiączka jej 

bluzeczki. Obrzuciła go zdezorientowanym spojrzeniem. 
- Nie tu. Jeszcze nie teraz. 
Selene obj

ęła się ramionami, próbując opanować 

przebiegające ją dreszcze. 
- Nie wiem, czy tego chc

ę. 

Adrien pochyli

ł głowę i zajrzał jej uważnie w oczy. 

- Pragniesz tego tak bardzo jak ja i wiesz o tym. - Si

ęgnął po 

niesforn

y kosmyk jej włosów i założył go za ucho. - Dam ci 

czas, żebyś to wszystko przemyślała. Zastanów się, co między 

nami będzie. 
Przebieg

ł delikatnie koniuszkiem palca po jej skórze, rysując 

linię od brody do dekoltu, a potem z powrotem po szyi do 
warg. To wys

tarczyło, żeby Selene straciła głowę. Położyła 

mu dłoń na karku i przyciągnęła jego usta do swoich. Pozwolił 

jej przejąć inicjatywę. Badać, przymilać się, smakować i kusić 

go. Przytrzymywał ją delikatnie w talii, jednak gdy pocałunek 

stał się głębszy, przysunął się bliżej, tak że ich ciała się 

spotkały, wzajemnie się dopasowując jak układanka puzzli. 

Wtedy zsunął dłoń na jej pośladek i przycisnął mocno do 

nabrzmiałej męskości, napierając na nią biodrami. 
Niespodziewanie, bez uprzedzenia przerwa

ł pocałunek i 

background image

wysunął się z jej objęć. Przeczesał dłońmi włosy i założył ręce 

z tyłu na kark. 
- Powinni

śmy już iść, zanim nie zmienię zdania i nie wezmę 

cię tu, gdzie stoisz. 
- S

ądzę, że to dobry pomysł. 

Żebyśmy się tu teraz kochali? 

Żebyśmy wrócili do domu, zanim się stanie coś, czego 

później będziemy żałowali. 
- Zapewniam ci

ę, że kiedy się tobą zajmę, niczego nie 

będziesz żałowała. - To mówiąc, skierował się do drzwi. 
Selene ruszy

ła za nim, rozmyślając o tym, co ją czekało, Tym 

razem Adrien nie niósł jej przez chaszcze. Demonstrując 

swoją rycerskość, szedł przodem. Trzymał ją za rękę i torował 

drogę, odsuwając mogące ją poranić konary i ciernie. Gdy 

dotarli do domu, w progu przyciągnął ją do siebie i złożył na 

jej ustach krótki pocałunek. 
- Chcia

łbym, żebyś poświęciła mi godzinę. Dziś wieczorem. 

Pozwolę ci poznać twoje własne ciało. Zrozumiesz również, 

że brak namiętności w twoim małżeństwie nie był twoją winą 

oświadczył, odchodząc. 

 
- M

ój pan i władca mnie wzywał? 

Adrien obr

ócił się z fotelem od komputera. Przed nim stała 

Ella. 
- Tak. - Westchn

ął. - Rozmawiałem z twoim bratem, Czeka na 

ciebie. 
- Niby kiedy? - zdziwi

ła się zdezorientowana. 

- Powiedzia

łem mu, że wybierasz się do niego w odwiedziny 

na kilka dni. Zam

ówiłem taksówkę, na lotnisku czeka samolot. 

Możesz wyjechać zaraz po obiedzie.  
-Ale... 

Żadnych ale. Nie widziałaś się z nim od dwóch lat. 

background image

- Co ty knujesz? - Ella zmru

żyła podejrzliwie oczy. Adrien 

oparł się wygodnie w fotelu i założył ręce za głowę. 
- Nic. Daj

ę ci wolne, żebyś spędziła trochę czasu z rodziną. 

Wiem, że nie chciałaś wcześniej wyjeżdżać, bo ubzdurałaś 

sobie, że nie powinienem zostawać sam. Teraz nie musisz się 

już martwić. 
- Rozumiem. Skoro jest tu Selene, nie b

ędziesz sam. 

- W

łaśnie. 

Na twarzy Elli nadal malowa

ł się podejrzliwy wyraz. 

- Czy to oznacza, 

że dobrze się dogadujecie? 

- Przyzwyczajam si

ę do jej obecności. 

Asystentka opar

ła ręce na biodrach i przyjęła matczyną 

postawę. 
- Wiem, co ci chodzi po g

łowie. Widzę to w twoich oczach. 

Zamierzasz wykorzystać ten swój osobisty czar, żeby ją 
u

wieść. 

Gdyby sk

łamał, od razu by się domyśliła. W tej sytuacji 

najlepiej było zatuszować problem. 
- To moja sprawa, co robi

ę. Nie musisz się niepokoić. 

- Przeciwnie. To mi

ła kobieta. Powinieneś być ostrożny, 

inaczej dołączy do grona twoich ofiar. 
Adrien zauwa

żył, że natychmiast pożałowała swoich słów. 

- Nie zamierzam jej do niczego zmusza

ć.  

- Nie musisz. Wystarczy, 

że na nią spojrzysz w określony 

sposób, a ona pójdzie za tobą do piekła. Jest bezbronna. 
- Jest twardsza, ni

ż sądzisz. - Twardsza niż sam na początku 

przypuszczał, i to mu się w niej podobało. - Idź się spakować. 
- Co

ś jeszcze? - spytała przesłodzonym głosem. - A może 

przygotować ci kąpiel z pianą i ze świecami, gdy już ugotuję 
obiad? 
- To niepotrzebne. Planuj

ę tylko wspólną kolację -mruknął. 

Teg

o wieczoru zamierzał jedynie wzbudzić w Selene zaufanie. 

background image

- No dobrze - westchn

ęła ciężko. - Nie mogę się doczekać, 

kiedy zobaczę brata i jego dzieci. Ale spędzę z nimi tylko ten 
weekend - 

Pogroziła mu palcem. 

- Zosta

ń tydzień lub dwa. Zasługujesz na urlop.  

-Ale... 
- To polecenie. 
Podnios

ła ręce do góry, poddając się. 

- Dobrze. 

background image

ROZDZIA

Ł PIĄTY 

Selene z zaskoczeniem stwierdzi

ła, że do kolacji nakryto w 

oficjalnej jadalni, a nie jak zawsze w kąciku jadalnym w 

kuchni. Jeszcze bardziej się zdziwiła, widząc Adriena 

siedzącego przy stole. Miał na sobie świeżo wyprasowaną 

białą koszulę, dopasowaną do obrusu. Czarne włosy opadały 
mu delikatnymi falami na ramiona. Po raz pierwszy od jej 

przyjazdu pojawił się na obiedzie. 
- Ella nie do

łączy do nas? - spytała, dostrzegając, że na stole 

znajdują się tylko dwa nakrycia. 
- Ju

ż jadła. - Podniósł nóż i koniuszkiem palca przeciągnął po 

srebrnym ostrzu. - 

Zaraz wyjeżdża. 

- Dok

ąd? - zdziwiła się niemiłą niespodzianką.  

-

Sama ją spytaj. 

- Zrobi

ę to. 

Ruszy

ła do kuchni, w której zastała Ellę wkładającą do 

lodówki dwa plastikowe pojemniki. Na podłodze stała spora 
torba w tureckie wzory. 
- Wybierasz si

ę gdzieś? 

Ella natychmiast si

ę wyprostowała, zamknęła drzwi lodówki i 

uśmiechnęła się do Selene. 
- Jad

ę odwiedzić brata i bratanków do Shreveport. Tylko to 

sko

ńczę. Przed domem czeka już na mnie samochód, który ma 

mnie zawieźć na lotnisko. 
- Kiedy podj

ęłaś decyzję o wyjeździe? - W głosie Selene dało 

się wyczuć zdenerwowanie, które chciała ukryć, dodając: - 

Nie pamiętam, żebyś o tym wcześniej wspominała. 
Ella wytar

ła ręce w szmatkę kuchenną, po czym rzuciła ją na 

blat. 
- Dzi

ś po południu. 

- Nic si

ę nie stało mam nadzieję? 

- Nie, to zaleg

ła wizyta. Wrócę za tydzień lub dwa. 

background image

- Tak d

ługo? - Ogarnął ją lęk, choć perspektywa zostania z 

Adrienem 

sam na sam wydała jej się podniecająca. - Kiedy 

wrócisz, chciałabym omówić kilka szczegółów związanych z 

remontem. Mam parę pomysłów, które wolałabym z tobą 

skonsultować. 
- Ju

ż się nie mogę doczekać. - Podniosła torbę i skinęła w 

kierunku lodówki. - Przyg

otowałam dla was jedzenie. 

Wystarczy podgrzać. Zadbaj, żeby coś jadł. Bardzo schudł. 
- Postaram si

ę, ale nie wiem, czy coś wskóram. 

- Prosz

ę cię tylko, żebyś spróbowała. Reszta zależy od niego. - 

Ella poklepała Selene po policzku. - Odprowadź mnie do 
drzwi

, a potem biegnij jeść, zanim wszystko wystygnie. 

W milczeniu przesz

ły przez jadalnię, w której siedział Adrien, 

minęły rotundę i znalazły się w holu. W drzwiach Ella 

odwróciła się do Selene, obrzucając ją pełnym troski 
spojrzeniem. 
- Pami

ętaj, co ci powiem. Bądź z Adrienem twarda. Nie daj 

się na nic namówić.  
- Nie martw si

ę. - Selene położyła rękę na piersi. - Nie należę 

do osób, które łatwo ulegają. Nie w moim nowym życiu. 

Nigdy więcej. 
- Nie obawiaj si

ę. Adrien nie zrobi ci krzywdy. 

- Dobrze wiedzie

ć. - Spojrzenie Elli odpłynęło gdzieś w dal, 

wzmagając niepokój Selene. - Czego nie chcesz mi 

powiedzieć? 
- On potrafi by

ć bardzo przekonujący. Może o tym 

zaświadczyć wiele kobiet. Nikt jednak tak naprawdę nie zna 

ukrytego pod stalową maską jego prawdziwego wnętrza. Bądź 

ostrożna, chroń swoje serce. 
Selene roze

śmiała się smutno. 

- Uwierz mi, w 

żadnym razie nie zamierzam się zakochiwać. 

Powiedzmy, że podchodzę do tych spraw z rezerwą. 

background image

- Zakochanie si

ę nie jest niczym złym. - Ella przez dłuższą 

chwilę przyglądała się w zadumie Selene. - Teraz, kiedy się 

nad tym zastanawiam, możesz być tą jedyną. 
- Jedyn

ą? 

- T

ą, która ocali go przed samotnością. Przed nim samym. 

Potrzeba do tego silnej kobiety, ale może właśnie ty nią jesteś. 
Ella u

ścisnęła ją i pospiesznie wyszła, zostawiając jej temat do 

przemyśleń. Selene nigdy nie uważała się za twardą. 

Przynajmniej w ostatnich latach. Choć odejście z 

bezpiecznego domu, jedynego, jaki znała, i rozpoczęcie 

nowego życia na własny rachunek wymagało sporo odwagi. 

Czy była jednak na tyle silna, żeby nie ulec emocjom? 

Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek. Tak czy inaczej, 

będzie tylko kolejnym jego podbojem. Jedną z Bóg wie ilu 
jego kobiet. Z drugiej strony, patrz

ąc na to logicznie, to on jest 

jej zdobyczą. Jej przepustką do przygody życia. Dlatego 

postanowiła podjąć ryzyko, poczynając od dzisiejszej nocy. 

Miała do wyboru zachować ostrożność i potem się 

zastanawiać, co straciła lub doświadczyć wszystkiego, co jej 

oferował. Bardzo pragnęła poczuć, jak to jest, kiedy 

mężczyzna chce zaspokoić potrzeby kobiety, oddać się 

bezgranicznie pożądaniu. Miała pewność, że przy nim tego 

zakosztuje, poznając nowy świat doznań. 
Podekscytowana niecierpliwie przebieg

ła jak na skrzydłach 

przez cały dom. Zatrzymała się tylko na moment przed 
portretem G

race, zastanawiając się, czy dama z portretu była 

autorką dziennika. Gdy dotarła do jadalni, okazało się, że 

Adrien czekał na nią z jedzeniem. Zajęła miejsce przy stole 

naprzeciw niego i ułożyła na kolanach serwetkę. 
- Wspaniale wygl

ąda - zauważyła, badając zawartość 

półmisków. Ryba, mieszanka warzyw i ryż. Niestety nie była 

ani trochę głodna, choć pewnie powinna. 
- Odby

łyście miłą pogawędkę? 

background image

Selene spojrza

ła znad talerza na Adriena, który uważnie się w 

nią wpatrywał. 
- Trudno to nazwa

ć pogawędką. Życzyłam jej udanej wizyty, a 

ona mnie poprosiła, żebym pilnowała twojego jedzenia. - 

Wzięła w dłoń widelec i wycelowała w jego talerz. 
- Jedz! - nakaza

ła. - Jeśli się okaże, że pod jej nieobecność 

zmarniałeś, stracę pracę. 
- Nie martw si

ę, mam coraz większy apetyt. 

Selene wychwyci

ła jego aluzję i skoncentrowała się na kolacji. 

Jej apetyt r

ównież ostatnio wzrósł, ale nie na jedzenie. Ryba 

okazała się trochę zbyt pikantna, warzywa były smaczne, a ryż 

stawał jej w wyschniętym gardle. Przez cały posiłek dziobała 
tylko 

jedzenie na talerzu, nie biorąc nic do ust. Oboje milczeli. 

- Ja sko

ńczyłem - odezwał się w końcu Adrien. Spojrzała na 

jego talerz. Był pusty. 
- Ja r

ównież. - Odsunęła pełny talerz, wytarła usta serwetką i 

odłożyła ją na stół. 
- Nic nie tkn

ęłaś. 

- To przez upa

ł. Latem niewiele jadam. 

Adrien bez s

łowa wstał i podszedł do niej, przez cały czas nie 

odrywając od niej wzroku. 
Selene przygotowa

ła się wewnętrznie na to, co ma się 

wydarzyć, ale on wziął tylko jej talerz. 
- Zaraz wracam. Nie odchod

ź. 

Nie mog

łaby, nawet gdyby chciała. Adrien zabrał również 

swój talerz i oddalił się do kuchni. Kilka chwil później wrócił 

z otwartą butelką czerwonego wina. Napełnił kieliszki, które 

przyniósł z kuchni, i jeden postawił przed nią. 
- Nie, dzi

ękuję. 

- Napij si

ę, dobrze ci to zrobi. 

Selene dosz

ła do wniosku, że faktycznie odrobina alkoholu nie 

jest złym pomysłem i z pewnością pomoże jej się rozluźnić. 

background image

- No dobrze, kieliszek nie zaszkodzi. - A nawet dwa lub trzy, 
pomy

ślała. Czyżby szukała odwagi w butelce? Żałosne. Nie 

musi się upijać, żeby się cieszyć zainteresowaniem Adriena.  
- Jaka by

łaś jako dziecko? - spytał, siadając przy stole i 

popijając wino. 
- Powa

żna - odparła nieco zaskoczona jego pytaniem. - 

Zamknięta w sobie. Byłam doskonałą uczennicą. - I była inna, 

ponieważ miała dar. 
- Ciekawe. Ocenia

łem cię jako towarzyskiego motyla. W 

rzeczywistości nigdy nie opuściła kokonu, w którym się 

ukryła. 
- Za to moja siostra by

ła wcieloną diablicą. Ktoś musiał ją 

trzymać w ryzach. 
- Jeste

ście ze sobą blisko? - zainteresował się. 

- Nawet bardzo. Mieszka w Georgii. Spodziewa si

ę 

pierwszego dziecka. A ty masz rodzeństwo? 
- Nie. - Dopi

ł wino i odstawił kieliszek, głośno stukając nim o 

stół. 
Z wyrazu jego twarzy Selene wywnioskowa

ła, że był to dla 

niego przykry temat. 
- Jakim by

łeś nastolatkiem? 

- Sprawia

łem same kłopoty. - Uśmiechnął się sucho. 

- Dlaczego mnie to nie dziwi? - Odwzajemni

ła jego uśmiech. 

Przesun

ął wolno palcem po krawędzi kieliszka. 

- W przeciwie

ństwie do ciebie nie byłem dobrym uczniem. 

Byłem typowym przykładem dzieciaka niewykorzystującego 

w pełni swoich możliwości. Jakoś udało mi się uzyskać 
dyplom MBA na Notre Dame. 
- Ja sko

ńczyłam uniwersytet stanowy Georgii. Nie zrobiłam 

niestety dyplomu, za to popełniłam straszny błąd, wychodząc 

za mąż. 
- Za Richarda g

łupiego. 

background image

- Tak, za Richarda g

łupiego - potwierdziła, biorąc kieliszek w 

obie dłonie i wpatrując się w bordowy płyn. 
Us

łyszała szurnięcie krzesła, ale nie podniosła wzroku. Wraz z 

odgłosem zbliżających się kroków serce zaczęło jej bić 

szybciej. W końcu spojrzała na niego. Odsunął od stołu drugie 

krzesło i usiadł obok niej. Położył dłonie na jej udach. 
- Podoba mi si

ę to, co masz na sobie - oświadczył 

przyprawiającym ją o dreszcze głosem. 
- Dzi

ękuję. - Wybrała czerwoną jedwabną bluzeczkę bez 

rękawów i czarną, lekko obcisłą spódniczkę. 
- Przemy

ślałaś moją propozycję? - Wsunął dłonie pod 

spódniczkę. 
- O niczym innym nie my

ślałam - westchnęła. -I? 

- Musz

ę się jeszcze zastanowić. - Jakby była w stanie myśleć, 

kiedy jej dotykał. - Zrobię to, zmywając naczynia. 
- One mog

ą poczekać. 

- Musz

ę coś robić, kiedy myślę. 

- Przyjd

ę później do twojej sypialni. Zostaw otwarte drzwi na 

werandę. - Pochylił się, złożył na jej ustach delikatny 

pocałunek, po czym wstał. 
- To do zobaczenia - zgodzi

ła się bez zastanowienia. 

- Nie rozbieraj si

ę. Zostań w tym, co jesteś - dodał, odchodząc. 

- To wszystko? 
- Teraz tak. 
Wyszed

ł, zostawiając za sobą zapach drzewa sandałowego i 

rozpaloną kobietę. 
Dwadzie

ścia minut później Selene weszła do ciemnej sypialni. 

Odnalazła po omacku lampkę na nocnym stoliku i włączyła ją. 

Zrzuciła sandały i przeszła przez pokój, wsłuchując się w 

trzeszczenie desek podłogowych pod bosymi stopami. Ze 

zdenerwowania uginały się pod nią nogi. Zdawała sobie 

sprawę, że podejmuje ryzyko. Zanim przekręciła mosiężną 

klamkę drzwi, przez moment się zawahała. Decydowała się na 

background image

niewiadome, które W dalszej perspektywie mogło się okazać 

dobre albo złe. Przyszłość nie miała znaczenia. Liczyła się 
dzisiejsza noc z Adrienem. 
Otworzy

ła szeroko drzwi, wpuszczając do sypialni gorące 

wilgotne powietrze. Promie

nie księżyca zatopiły werandę w 

niebieskawym blasku. Wycofała się, nie wiedząc, co zrobić 

ani dokąd pójść. Może powinna położyć się na łóżku? Lepiej 

nie. Jeszcze pomyśli, że jest zbyt chętna. Po namyśle zgasiła 

światło i usiadła w fotelu. Czekała, coraz dłużej... Kiedy 

doszła do wniosku, że Adrien zmienił zdanie, zjawił się w 

otwartych drzwiach. Wpłynął do sypialni jak czarna 

olśniewająca zjawa. Podszedł do toaletki i zapalił tę samą 

lampę, którą Selene wcześniej zgasiła. Miał na sobie spodnie, 

ale był bez koszulki. Faliste włosy były nieokiełznane, 

podobnie jak jego spojrzenie. Dotknął złotego medalionu 

zawieszonego na szyi, po czym zsunął powoli dłoń w 

kierunku brzucha. Przez chwilę sądziła, że zamierza rozpiąć 

spodnie, jednak zamiast tego zbliżył się do niej. 
- Ju

ż myślałam, że nie przyjdziesz. 

- Nie m

ógłbym sobie darować. Ty również. 

Wyci

ągnął do niej dłonie, a ona podała mu swoje. Podniósł ją 

i przytulił do rozpalonego ciała. Gdy dotknęła jego silnego 

torsu, chwycił ją za dłonie i odciągnął jej ręce w tył. 
- Ja b

ędę dotykał - powiedział głębokim głosem. 

- Oczekujesz, 

że będę uległa? -Tak. 

Nic nowego, pomy

ślała. Udawała bierną przed Richardem, ale 

wtedy nie zależało jej na aktywnym poszukiwaniu doznań. Jej 

życie małżeńskie ograniczało się do sporadycznych 

pobieżnych kontaktów erotycznych. Kiedy byli razem, unikała 

analizowania ich pożycia. Teraz w końcu zdała sobie sprawę, 

że w ich związku od początku brakowało namiętności. Gdy się 

kochali, jeśli w ogóle można użyć tego określenia, zwykle się 

background image

wyłączała. Męczyło ją to, była skrępowana. Z Adrienem taka 

sytuacja byłaby niemożliwa. 
Adrien nie odrywa

ł wzroku od Selene. Pocałował wewnętrzną 

stronę jej dłoni. 
- Nie martw si

ę - wyszeptał, wyczuwając jej niepokój. - Ty 

będziesz decydować, czy chcesz jeszcze i kiedy mam przestać. 

Jestem jednak pewien, że nie usłyszę z twoich ust słowa 

„dość". Będziesz powtarzała „jeszcze, jeszcze". Na początek 

musisz się odprężyć. - Wziął ją za rękę i zaprowadził do 

otwartych drzwi werandy. Stanął za nią i objął ją w talii. Na 

zewnątrz chór cykad grał melodię, wpasowując się w rytm 

uderzeń jej serca. - Bagna nocą są prawdziwą kopalnią 

odgłosów natury. W przeciwieństwie do ludzi zwierzęta nie 

walczą z prawami natury. 
- Nie analizuj

ą wszystkiego - dodała, dumna, że pomimo jego 

bliskości udało jej się zebrać myśli. 
- W

łaśnie. - Pogłaskał ją po twarzy. - Zaspokajają po prostu 

swoje naturalne potrzeby. 
Selene dosz

ła do wniosku, że od natury wiele się można 

nauczyć. 
Adrien poca

łował ją delikatnie w usta. Nim zdążył się 

odsunąć, ona odnalazła jego wargi, prosząc o więcej. Wtedy 

pogłębił pocałunek. Zatopiona w rozkoszy, dopiero po chwili 

zdała sobie sprawę, że rozpiął jej bluzkę, odsłaniając 
czerwony koronkowy stanik. 
- Czujesz si

ę odprężona? 

Niezupe

łnie. Raczej rozpalona do czerwoności. 

- Powoli si

ę rozluźniam. 

-Dobrze.  
Kiedy koniuszkiem palca zatoczy

ł przez koronki krąg wokół 

jej sutka, o mało się nie rozpłynęła. Mogła sobie tylko 

wyobrazić, jakie ją czekają doznania, gdy się pozbędą ubrań. 

Zsunął dłoń na jej brzuch i wsunął ją za pasek spódniczki. 

background image

- Chcesz jeszcze? - Poniewa

ż się zawahała, dodał: - Nie myśl 

zbyt wiele. Słuchaj własnego ciała. 
- Jeszcze - j

ęknęła drżącym głosem. 

W

łożył dłoń pomiędzy jej uda i odnalazł czułe miejsce. Pod 

Selene ugięły się kolana. 
- Potrzebne nam 

łóżko. - Roześmiał się gardłowo 

podnieconym głosem. Znów przejął inicjatywę. Zaprowadził 

ją do łóżka, posadził, po czym zostawił ją i otworzył szeroko 

wszystkie okna. Następnie włączył wiatrak pod sufitem. 

Wrócił do łóżka i stanął nad nią.  
- Zdejmij bluzk

ę i stanik - rozkazał stanowczo. 

Bezwolna pos

łusznie zsunęła bluzkę i powiesiła w nogach 

łóżka. Drżącymi rękoma bezskutecznie próbowała rozpiąć 

znajdujące się z przodu zapięcie stanika. Adrien ukląkł przed 

nią i z łatwością to zrobił, dając dowód, że ma pod tym 

względem spore doświadczenie. Następnie przysunął się do 

niej i musnął językiem jej sutek. Selene doznała rozkosznego 

wstrząsu. Poczuła wilgoć między udami. Wstał, podnosząc ją 

ze sobą do góry, zsunął z niej spódnicę i ściągnął z łóżka 

narzutę. 
- Po

łóż się na plecach. 

Selene mia

ła na sobie jedynie majtki, kiedy on nadal był w 

spodniach. Uznała, że jest to gra nie fair. 
- A ty? 
- Co ja? 
- Nie rozbierzesz si

ę? 

- Teraz ty jeste

ś najważniejsza. 

Osun

ęła się na łóżko, położyła głowę na poduszce i czekała, 

zastanawiając się, co zamierzał dalej. 
- Chc

ę, żebyś patrzyła na to, co robię. 

- Wola

łabym zamknąć oczy, żeby się lepiej skupić. 

- Je

śli tak wolisz. 

background image

Selene opu

ściła powieki i poczuła na ustach pocałunek. Po 

chwili jego wargi odnalazły jej piersi. Wtedy stało się coś 
nieoc

zekiwanego. Weszła w jego umysł. Widziała i czuła 

wszystko, co robił, czego doświadczał. Patrzyła jego oczyma, 

zagłębiała się w tajne zakamarki jego erotycznych fantazji, 

chłonąc jego podniecenie i ulegając swojemu. 
- Wytrzymaj jeszcze.  
- Nie wiem, czy dam rad

ę. 

- W takim razie b

ędę zmuszony zaprowadzić cię na szczyty 

rozkoszy jeszcze raz. 
To by

ło jak sen. Po raz pierwszy w życiu mężczyzna pragnął 

doprowadzić ją do spełnienia, nie myśląc o własnych 
potrzebach. 
Bez ostrze

żenia ściągnął z niej matki. Jego oczyma ujrzała, jak 

rozsuwa jej uda i odnajduje palcami czułe miejsce. Poddała 

się, przyjmując od niego cudowne zaspokojenie. 
Adrien poca

łował ją. 

- Zamierzam ponownie zaprowadzi

ć cię na szczyty. Zrobię to 

ustami, kiedy stwierdzę, że jesteś gotowa. Chcę słyszeć, jak 
krzyczysz - 

wyszeptał. I to było wszystko. 

Selene zaj

ęczała żałośnie i przeciągle, zdziwiona brzmieniem 

własnego głosu. Z trudem łapała oddech. Adrien wziął ją w 

ramiona i przytulił, obsypując jej usta i policzki delikatnymi 

pocałunkami. 
- Gdzie si

ę tego nauczyłeś? - spytała, odzyskując głos. 

- Przestudiowa

łem tajniki seksu tantrycznego. 

Zmodyfikowałem pewne elementy, eksperymentowałem i 

praktykowałem. 
- Zapewne z wieloma partnerkami - stwierdzi

ła z niechęcią. 

- Tylko z kilkoma wybranymi. 
- Mam sobie pochlebia

ć? 

- Oczywi

ście. Jestem bardzo wybredny. Moim celem jest 

zadowolić kobietę, a my dopiero rozpoczęliśmy. 

background image

- Nie wiem, czy wytrzymam wi

ęcej. 

- Bez w

ątpienia. Teraz jednak powinnaś zasnąć. Adrien wstał 

z łóżka i ruszył do drzwi. 
- To ju

ż wszystko? - Spojrzała na niego zdziwiona. 

- Za ma

ło? 

- S

ądziłam, że... - przerwała w pół zdania, nie wiedząc, jak 

dokończyć. 
- Ka

żdy może doświadczyć spełnienia w przeciągu kilku 

minut, nie każdy jednak potrafi poznać ciało swojego partnera. 

Ja tego chcę, zanim się w pełni z tobą połączę - wyjaśnił, 

znikając za drzwiami.

background image

ROZDZIA

Ł SZÓSTY 

Selene obudzi

ła się następnego ranka zmęczona, choć przez 

całą noc doskonale spała. Od bardzo dawna nie czuła się tak 

odprężona. Nie dostała co prawda wszystkiego, czego 

pragnęła, ale na szczęście czekał ją kolejny stopień 

wtajemniczenia, a w międzyczasie miała sporo pracy. 
Przeprowadzi

ła inwentaryzację mebli we wszystkich pokojach 

na pierwszym piętrze, zanotowała różne pomysły, które 

przyszły jej do głowy, i wykonała wstępne szkice. Zależało 

jej, żeby zachować oryginalny charakter wnętrz. Oznaczało to, 

że będzie musiała odwiedzić pobliskie sklepy z antykami, aby 

uzupełnić braki w umeblowaniu, jeśli nie znajdzie niczego 

ciekawego na strychu. Zdecydowała, że przeszuka go 

dokładnie w najbliższych dniach. 
Oko

ło południa, kiedy zdała sobie sprawę z ogromu 

czekających ją przy remoncie willi prac, zaczęło jej się kręcić 

w głowie. Uznała, że choć na chwilę musi się wyrwać z domu. 
Pojedzie do miasta, najpierw jednak zajrzy do Adriena, 
dlatego sk

ierowała kroki do jego biura. 

- Wejd

ź - odpowiedział jej szorstki głos, kiedy zapukała do 

gabinetu. 
Otworzy

ła drzwi. Stał odwrócony do niej tyłem i wyglądał 

przez okno, przytrzymując dłonią odsuniętą zasłonę. 
- Wybieram si

ę do miasta. Nie masz nic przeciwko temu? 

Pu

ścił zasłonę i powoli odwrócił się do niej. Jego pomięta 

biała koszula wisiała na nim rozpięta, odsłaniając wspaniały 
tors. 
- Nie potrzebujesz do tego mojego pozwolenia. Spojrza

ła na 

złoty medalion na jego piersi. 
- Pomy

ślałam, że może czegoś ode mnie chcesz. 

- Tak, ale od

łożymy to na później - odparł, zerkając na nią 

znacząco. Okrążył biurko i przysiadł na nim z przodu. - Chyba 

że po wczorajszej nocy zmieniłaś zdanie. 

background image

- Pozostaj

ę otwarta na wszelkie propozycje - mruknęła, 

grzebiąc w torebce w poszukiwaniu kluczyków od 
samochodu. - 

Potrzebujesz czegoś z miasta? 

- Mamy prezerwatywy? 
- Je

śli chodzi o antykoncepcję, biorę pigułki, ale jeśli myślisz 

o innych kwestiach... 
- Pope

łniłem w życiu wiele błędów, zawsze jednak dbałem o 

bezpieczeństwo w czasie seksu. Możesz być pewna, że cię nie 

zarażę żadną chorobą. Nie zrobiłbym ci tego. 
- Ani ja. - Po pozbyciu si

ę Richarda upewniała się, czy oprócz 

gorzkich wspomnień nie zostawił po sobie pamiątki 

niewierności. 
- Doskonale. Kiedy b

ędę się z tobą kochał do końca, nie chcę 

żadnych ograniczeń. 
- Mi

ło wiedzieć, że mogę liczyć na więcej, zanim się 

zestarzeję.  
- Niecierpliwa z ciebie kokietka - u

śmiechnął się, wstając. 

- Id

ę, żeby zdążyć do domu przed zmrokiem. Podszedł do niej 

i pogłaskał ją palcem po policzku. 
- Chcesz szybko wr

ócić, żeby dostać więcej tego, co 

otrzymałaś zeszłej nocy 
- My

ślałam raczej o obiedzie - skłamała. 

- Bynajmniej. My

ślałaś o seksie. O tym, jak cię będę dotykał. 

Wystarczyłoby jedno moje słowo, a oddałabyś mi się tu na 
tym biurku. 
- Chyba jednak zaczekam. - Zmarszczy

ła brwi. - Bądź tak 

miły i ogol się na wieczór. 
- Oczywi

ście. Nie chciałbym cię podrapać. 

- Mam bardzo wra

żliwe usta. 

- Nie my

ślałem o ustach. - Uśmiechnął się szelmowsko. 

Nie zjawi

ł się na obiedzie. Nie widziała go od powrotu do 

domu. Włączyła pralkę, wysprzątała kuchnię, a następnie 

udała się do sypialni z nadzieją, że tam na nią czeka. Kiedy się 

background image

okazało, że go nie ma, postanowiła wziąć szybki prysznic i 

przygotować się do łóżka, zanim zdecyduje, co dalej. Ubrana 

w różowy szlafrok sięgający ud, z zawiniętymi w ręcznik 

mokrymi włosami wyszła na korytarz, spotykając się twarzą w 

twarz z posągiem demona. Mimo że widywała go codziennie, 

serce podskoczyło jej do gardła. Była już i tak wystarczająco 

podenerwowana, żeby musieć jeszcze na niego patrzeć. 

Ściągnęła ręcznik z głowy i celnym rzutem zarzuciła go na 

rogi Gilesa, zasłaniając wykrzywioną twarz. Niestety, żeby 

zakryć postać nieszczęsnej kobiety, musiałaby użyć sporego 

prześcieradła. Wróciła do pustej sypialni i rozczesała włosy. 
Po 

krótkiej chwili zastanowienia nałożyła na usta błyszczyk i 

pomalowała rzęsy, na wszelki wypadek, gdyby Adrien się 

zjawił. Teraz należało wdrożyć w życie plan A, czyli pójść do 

jego biura. Powędrowała boso przez korytarz, starając się 

ignorować trzeszczenie podłogi oraz panujące wokół 

ciemności. 
Posta

ła przez chwilę przed gabinetem, a kiedy nikt nie 

odpowiedział na jej pukanie, przyłożyła ucho do drzwi, 

nasłuchując. Nacisnęła klamkę. Zamknięte. Zrezygnowana 

ruszyła w kierunku rotundy. Zatrzymała się przy schodach, 

spoglądając w ciemną czeluść. Może Adrien krążył gdzieś 

wokół domu jak niespokojne nocne stworzenie? Nie będzie go 

szukać. Skierowała się do sypialni, po czym zerknęła na 

posąg. Ręcznik zniknął. Albo Giles sam go z siebie zrzucił, 
albo Adrien go zd

jął, przechodząc. 

Nale

żało teraz uruchomić plan B i sprawdzić, czy pan domu 

nie ukrył się w swoim inner sanctum. Stanęła przed 

uchylonymi drzwiami jego sypialni i zawołała. Kiedy nie 

odpowiedział, weszła do środka. Dzięki zamontowanemu w 
oknie klimatyzator

owi panował tu przyjemny chłód. Pokój był 

znacznie większy od jej sypialni i efektowniej urządzony, co 

wcale jej nie zdziwiło. W końcu należał do właściciela 

background image

rezydencji. W rogu pomieszczenia, tuż przy drzwiach 

wychodzących na werandę, stało stare pozłacane łoże z 

niebieskim tapicerowanym wezgłowiem we wzory. Na lewo 

znajdował się wiktoriański szezlong z orzechowego drzewa 

obity złotym adamaszkiem oraz dwa fotele w niebiesko-złote 

pasy tworzące kącik wypoczynkowy. Tuż obok stała mosiężna 

lampa podłogowa. Selene zauważyła w ścianie po prawej 

stronie półotwarte drzwi, prowadzące zapewne do łazienki. 

Nie będzie tam zaglądać. Postoi tylko przez moment i 

posłucha, czy nie dochodzą stamtąd odgłosy prysznica. 

Przeszła przez pokój. W łazience było ciemno i nie dochodziły 

z niej żadne dźwięki. Pozostały dwie możliwości: zaczeka na 

niego tu lub u siebie, pozostawiając jako zaproszenie otwarte 

drzwi na werandę. 
Pe

łna determinacji omiotła ostatnim spojrzeniem pokój, po 

czym odwróciła się do wyjścia, wpadając na silny męski tors. 

Z bijącym sercem cofnęła się o krok. Przed nią stał Adrien w 

podkoszulku i dżinsach, świeżo ogolony, z mokrymi włosami. 

W ręku trzymał jej ręcznik.  
- Zgubi

łaś coś? 

- Zastanawia

łam się, co się z nim stało. - Nagle poczuła się 

głupio. 
-My

ślałem, że zostawiasz dla mnie ślad, żebym cię szukał. 

- Szczerze m

ówiąc, miałam już dość spojrzeń demona, więc 

go przykryłam. 
- Chcia

łaś coś ode mnie? 

- W poniedzia

łek rano przyjedzie wykonawca ocenić zakres 

robót - 

wymyśliła wymówkę. 

- Dzi

ś jest dopiero piątek. 

- Ba

łam się, że zapomnę ci przekazać. 

- Raczej si

ę obawiałaś, że nie przyjdę do ciebie dzisiejszej 

nocy. 

background image

- Jest p

óźno, przełóżmy to na kiedy indziej. - Wzruszyła 

ramionami. 
Wymin

ęła go, kierując się do drzwi. Chwycił ją za ręce i 

obrócił. 
-Nie jest za p

óźno na to, żebyś otrzymała to, czego pragniesz. 

- Niczego od ciebie nie potrzebuj

ę - skłamała. 

- Twoja decyzja. - Wsun

ął ręce za kołnierz jej szlafroka i 

zaczął kciukami masować kark. - Stało się. Uzależniłaś się. 
Nie zaprzeczaj. 
- Nie ma dla mnie znaczenia, czy chcesz to dalej ci

ągnąć, czy 

nie. 
- Wszystko zale

ży od ciebie. - Objął ją w talii i przyciągnął do 

siebie. - 

Teraz, kiedy wiesz, czego ci brakowało, będzie ci bez 

tego ciężko. 
- Prze

żyję. 

- Na pewno. 
Selene by

ła pewna tylko jednego. Adrien samym spojrzeniem 

doprowadzał ją do szaleństwa jak żaden inny mężczyzna. Bez 

uprzedzenia wsunął dłonie pod szlafrok i chwycił ją za nagie 

pośladki. 
- Jak na kogo

ś, kto tego nie potrzebuje, jesteś wyjątkowo 

przygotowana. 
- Nie zd

ążyłam się ubrać po kąpieli. 

- Wcale nie zamierza

łaś. - Pociągnął pasek, rozsuwając jej 

szlafrok. Cofnął się o krok i zlustrował jej ciało uważnym 
spojrzeniem. - 

Pozostaje tylko kwestia, co i gdzie będziemy 

dzisiaj robić. 
- Nie da

łam ci pozwolenia. 

- W takim razie id

ź. - Wskazał gestem drzwi. - Do niczego cię 

nie będę zmuszał. 
- Skoro nie mam nic lepszego do roboty, mo

żemy spędzić 

razem trochę czasu - mruknęła niby od niechcenia. 

background image

- Tak te

ż sądziłem. - Posłał jej triumfalny uśmiech. Wziął ją za 

ręce i zaprowadził na szezlong. Sam usiadł naprzeciw niej na 
krze

śle, ściągnął koszulkę, którą odrzucił za siebie. Położył 

dłoń na swoim przyrodzeniu, na co Selene wstrzymała 

oddech. Prowokował ją, ale tym razem nie da mu się 

wywinąć. 
- Zdejmij spodnie. Zapewniam ci

ę, że nie zobaczę niczego, 

czego wcześniej nie widziałam. 
- Nie b

ądź tego taka pewna. 

- Jeste

śmy trochę zadufani w sobie? 

- To nie jest kwestia mojego ego. Chodzi tu raczej o twoje 
do

świadczenie. Przyglądałaś się tak naprawdę mężczyźnie? 

Wszystkim szczegółom budowy jego ciała? 
Straci

ła dziewictwo po ciemku po jednej z prywatek, a potem 

wyszła za mężczyznę, który wolał to robić bez światła. 
- Przyznaj

ę, że nie. 

- W takim razie musisz si

ę jeszcze wiele nauczyć. 

- Zabierzmy si

ę więc do dzieła - zaproponowała 

entuzjastycznie. 
- Jeszcze nie. - Podni

ósł się z krzesła i stanął przed nią. - 

Wszystko w swoim czasie. 
- Nie chc

ę czekać. 

Rozchyli

ł jej szlafrok i zsunął z ramion. 

- B

ędziemy się posuwać powoli, czy tego chcesz, czy nie. 

Oprzyj się wygodnie. Wiesz, że jesteś piękna? - spytał. 
- Nigdy si

ę nad tym nie zastanawiałam. - Zawsze uważała, że 

ma szpiczasty nos, zbyt cienkie włosy i szeroko osadzone 

oczy o nijakim odcieniu brązu. 
- M

ówił ci kiedyś, że jesteś piękna? 

- Nie rozumiem, czemu tak ci

ę interesuje mój były mąż? - 

sapnęła. 
- Bo to przez niego nie potrafisz si

ę rozluźnić i w pełni brać. 

- Zesz

łej nocy aż za bardzo się rozluźniłam. 

background image

-Nie ca

łkiem. Oczekuję tego dzisiaj. Nie życzę sobie żadnego 

innego mężczyzny w twojej głowie oprócz mnie. 
- Za

łatwione. 

Świetnie. Wyglądasz wyjątkowo kusząco. Na szezlongu 

b

ędziemy mieli za mało miejsca. 

- Przenie

śmy się na łóżko. 

- S

ą też inne możliwości. 

Najwyra

źniej Adrien miał awersję do łóżek i do światła, 

pomyślała, kiedy zgasił jedyną lampę i wokół zapanowały 

kompletne ciemności. Usłyszała, jak rozpina zamek i zsuwa 
sp

odnie. W tym momencie przestała myśleć. Paliła się z 

niecierpliwości. Widziała jedynie zarys jego ciała. 
- Wsta

ń - nakazał. 

Wzi

ął jej dłonie i położył na swoim torsie. 

- Daj

ę ci szansę poznania ciała mężczyzny. 

- Przecie

ż cię nie widzę. 

- Przypomnij sobie zesz

łą noc. 

Oczywi

ście miała użyć do tego dłoni. Dotknęła jego twarzy, 

następnie ust, powędrowała niżej na szyję, klatkę piersiową, 

napotkała wrażliwe na pieszczoty sutki, zsunęła się niżej i 

zatrzymała.  
- Zrób to. 
Podniecona jego po

żądaniem odnalazła pobudzoną twardą 

męskość. Zbadała palcami długość penisa, po czym wzięła go 

w dłonie. Nie musiała pytać, co lubi ani gdzie są jego 

wrażliwe miejsca. Wystarczyło, żeby otworzyła umysł i 

weszła w jego myśli, a poznała, czego pragnął. Pieściła go 

długimi płynnymi ruchami, aż wyczuła, że przestaje się 

kontrolować i zbliża się do kulminacji. 
- Stop! - wybe

łkotał. Wziął ją w ramiona, położył na miękkim 

orientalnym dywanie i zapalił światło. Chwycił ją za dłonie i 

unieruchomił ręce za głową. Przez chwilę przyglądał się, jak 

background image

jej ciało drży i płonie z pożądania. Kiedy rozchylił jej uda i 

ukląkł między nimi, Selene straciła głowę. 
- Patrz, nie my

śl. - Zanurzył twarz między jej udami i 

doprowadził ją do spełnienia. Gdy po raz drugi zalała ją fala 

rozkoszy, chciała go błagać, żeby przestał, nie była jednak w 

stanie wydobyć z siebie głosu. Adrien przywarł torsem do jej 

piersi i zaczął się powoli rytmicznie poruszać. Selene 

zachęcona podsunęła mu biodra. Wyczuła, jak walczy ze sobą, 

jak trudno mu zachować kontrolę i jak bardzo pragnie zatopić 

się w niej. Niespodziewanie zsunął się z niej i wstał. 

Odwrócony plecami wciągnął dżinsy. 
- Na dzi

ś wystarczy. Jutro nastąpi ciąg dalszy. 

- Cho

ć pragnę, żebyś się ze mną kochał, odmawiasz? 

- Nie tej nocy. - Poda

ł jej leżący na podłodze szlafrok. 

- Jeste

ś masochistą, czy chcesz mi pokazać, jaki jesteś twardy? 

- Jestem cierpliwy. Zaczekam. Poza tym mam sporo pracy.  
- Czego si

ę boisz? - wypaliła, wychodząc. 

- Niczego. - Zmarszczy

ł brwi. 

- Boisz si

ę, że coś poczujesz. Że nas połączy coś więcej niż 

tylko seks. - 

Koniuszkiem palca przebiegła po wypukłości w 

jego dżinsach. - Pewnie tak jest. 
Wtedy to zobaczy

ła - kolejny pokaz slajdów 

odzwierciedlających jego myśli. Jak przyciska ją do ściany, 

zsuwa spodnie do kolan i wbija się w nią, po czym 
naty

chmiast odgania fantazję. 

- Sam zadecyduj

ę, gdzie i kiedy będziemy się kochali. Nie 

musisz rozumieć dlaczego. Chcę, żebyś czekała. Po prostu 
uszanuj to. 
Selene domy

śliła się, że powodem takiego zachowania była 

kobieta z jego przeszłości o imieniu Chloe, która nadal miała 

nad nim władzę, choć nie chciał się do tego przyznać. 
Selene wr

óciła do sypialni, układając plan. Przyrzekła sobie, 

że pomoże Adrienowi pokonać lęki, stanie się lekiem na jego 

background image

problemy, usunie z jego drogi przeszkodę, która kazała mu się 
wy

cofać z życia. Wierzyła, że wszystko jest możliwe, jeśli 

tylko jej nie odtrąci. 
Adrien zamkn

ął się w pokoju po drugiej stronie korytarza, 

żeby nie pobiec do Selene i nie dokończyć tego, co zaczął. 

Musiał sobie przypomnieć, dlaczego nie wolno mu się 

angażować. W całym domu nie było do tego lepszego miejsca 

niż to opuszczone ciemne pomieszczenie przypominające 

grobowiec. Nie pozostały tu żadne pamiątki ani wspomnienia 

po Chloe. Podszedł do okna, przez które często wyglądała, 

rozmyślając o tym, czego nie mogła mieć z jego winy. Opadł 

na fotel w ciemności nocy dręczony fizycznym bólem 

niespełnionych pragnień. Zaczął analizować to, co mu 

wcześniej powiedziała Selene. 
Ogarn

ęły go uzasadnione obawy. Czyżby pani Winston miała 

być tą, która go zmusi do zmierzenia się z upadkiem i otworzy 

wszystkie niezabliźnione rany, które znów zaczną krwawić? 

Miał świadomość, że była kobietą, którą w normalnych 

warunkach w ogóle by się nie zainteresował. Zresztą ich 

stosunki od samego początku nie były naturalne. Od razu 

zauważył, że była niezwykła w sposób, którego nie rozumiał. 

Wiedział tylko, że od kiedy po raz pierwszy ją ujrzał, coś 

niewytłumaczalnego go do niej ciągnęło. 
Zdawa

ł sobie też sprawę z ryzyka, na które w żadnym 

wypadku nie mógł sobie pozwolić. Dotykając jej po raz 
pi

erwszy, wkroczył na niebezpieczną drogę, z której powinien 

zejść, zanim stanie się coś, czego oboje pożałują.

background image

ROZDZIA

Ł SIÓDMY 

Nast

ępnego ranka Selene, zamiast się przejmować Adrienem, 

postanowiła zabrać się do pracy. Zdecydowała, że zacznie od 
przeszukania 

strychu znajdującego się na trzeciej kondygnacji. 

Przeszła obok gabinetu Morrella, obrzucając przelotnie 

spojrzeniem zamknięte drzwi, i skierowała się na prawo w 

poszukiwaniu wejścia na poddasze. Doszła do wniosku, że 

ubiegłej nocy była zbyt łatwa. Zbyt uległa. Najwyższy czas 

przejąć kontrolę. 
Otworzy

ła drzwi na poddasze, za którymi znajdowała się 

stroma klatka schodowa. Przekręciła włącznik światła 

zapalający jedną żarówkę wiszącą tuż nad jej głową. Ruszyła 

powoli na górę. Z każdym krokiem ogarniały ją coraz gorsze 

przeczucia. Skarciła się w myślach, dochodząc do wniosku, że 

jest przewrażliwiona, i szła dzielnie dalej, zastanawiając się, 

co zastanie na strychu. Oby tylko nie było myszy i pająków. I 

zabłąkanych duchów. 
Otworzy

ła kolejne drzwi i znalazła się w ogromnym 

pomieszczeniu stanowiącym jedną otwartą przestrzeń 

rozciągającą się nad całym domem. Przez trzy lukarny sączyły 

się do wnętrza promienie słoneczne, mimo to panowała tu 

mroczna, posępna atmosfera. Skrzypiała zniszczona, 
zakurzona, drewniana pod

łoga, a we wszystkich kątach 

wisiały pajęczyny. Przy jednym z okien leżała sterta 

rozrzuconych bezładnie desek, która natychmiast przyciągnęła 

jej uwagę. Gdy podeszła bliżej, odkryła, że to połamane 

krzesła i stoły wyglądające, jakby je ktoś porąbał. Ktoś, kto 

zapewne nie lubił tych mebli lub chciał wyładować złość na 

antykach. Ogarnęły ją złe przeczucia. Po plecach przeszły jej 

ciarki. Z ulgą zostawiła zdezelowane meble i zajęła się dwoma 

kartonami znajdującymi się w drugim końcu pomieszczenia. 

Okazało się, że natrafiła na prawdziwą żyłę złota. Odnalazła 

background image

wspaniałą chińską porcelanę i stare szkła. Wszystko to 

owinięte było w biały materiał. 
Po dok

ładnym przejrzeniu i posegregowaniu zawartości pudeł 

Selene zeszła z poddasza i skierowała się do pomieszczenia, 
k

tóre Ella określiła jako pokój dziecinny. Szczęśliwe miejsce, 

pomyślała z nadzieją. 
Otworzy

ła drzwi i znalazła się w przestronnym wnętrzu o 

ścianach pomalowanych na jasnożółty kolor. Przez otwarte 

okiennice wpadały do środka wesołe promienie słoneczne, 
rzu

cając na ściany jasne blaski. W powietrzu unosiły się 

drobinki kurzu przypominające miniaturowe płatki śniegu. W 

rogu pokoju stały niewielka kołyska i fotel na biegunach 

wyglądające na nieużywane. Kiedy się zbliżyła i pchnęła 

delikatnie kołyskę, ogarnęło ją uczucie smutku. Być może w 

tym pokoju również rozegrała się tragedia. Nawet nie chciała 

myśleć, że uczestniczyło w niej dziecko. Dzwonek telefonu 

przywrócił Selene do teraźniejszości. Wyciągnęła komórkę z 

kieszeni i rzuciła przygnębionym głosem: 
-Halo? 
- Cze

ść, tu Abby. Jesteś zajęta? 

- Nie. Wiesz, w

łaśnie o tobie myślałam. Znalazłam starą 

chińską porcelanę. Chciałabym, żebyś rzuciła na nią okiem. 
- Nie b

ędzie mnie w mieście do końca tygodnia, ale potem 

możesz wpaść. Dzwonię do ciebie, ponieważ znalazłam 

kogoś, kto mógłby ci pomóc w poznaniu historii rezydencji. 
- Kto to? - spyta

ła radośnie. 

- Nazywa si

ę Jeb Gutherie. Mieszka w domu opieki Briar 

Oaks w Baton Rouge. Nie wiem dokładnie, gdzie to jest, ale 
na pewno znajdziesz bez trudu. 
- Dzi

ękuję. Co ja bym bez ciebie zrobiła. 

- Nie ma sprawy. A jak id

ą prace? 

- Powoli, ale do przodu. 
- Widzia

łaś jakieś duchy? 

background image

Tylko w snach, pomy

ślała. Szczególnie zeszłej nocy. Ujrzała 

twarz Grace, a potem nieznajomą kobietę o ciemnych włosach 
i przenikliwych niebieskich ocza

ch. Dwa razy budziła się 

sparaliżowana lękiem, po czym znów zapadała w niespokojny 
sen. 
-Nie, ale daj

ą mi się we znaki przyprawiające o gęsią skórkę 

odgłosy domu. 
- Daj mi zna

ć, gdyby coś się zmieniło. Powodzenia. 

Podekscytowana perspektyw

ą odkrycia tajemnicy plantacji 

wyszła z domu i ruszyła do samochodu, nie żegnając się z 

Adrienem. W końcu nie potrzebowała jego pozwolenia i nie 

zamierzała o nie prosić. Dobrze mu zrobi, jeśli się o nią 
pomartwi. 
Adrien sta

ł w oknie i obserwował, jak Selene odjeżdża, 

zasta

nawiając się, dokąd się wybiera. Może wraca do Georgii? 

Raczej nie, nie miała ze sobą walizki. Słyszał wcześniej jej 

kroki na korytarzu, wyjrzał więc z pokoju i zobaczył, że 

wchodzi na strych. Wiedział, co tam znalazła - dowody jego 

ataku furii. Na szczęście nie było szansy, żeby się domyśliła, 

że to on zniszczył meble. Ani dlaczego wyładował swoją złość 

na kilku bezcennych antykach. A on nie zamierzał jej o tym 

opowiadać. 
Nie planowa

ł również spędzić z nią dzisiejszej nocy. 

Potrzebował czasu, żeby się zastanowić na kolejnym krokiem. 

Jak daleko się posunąć, zanim zerwie ich związek. Stworzenie 

między nimi dystansu będzie rozsądnym posunięciem. 
Godzin

ę później Selene zatrzymała się na parkingu przed 

dużym ośrodkiem opieki społecznej na północnych obrzeżach 
Ba

ton Rouge. Weszła do holu, gdzie natychmiast zajęła się nią 

siedząca w recepcji młoda kobieta. 
- Witamy w Briar Oaks. W czym mog

ę pomóc? 

- Szukam pana Jeba Gutherie. 

background image

- Czy pan Gutherie spodziewa si

ę pani? - Recepcjonistka 

obrzuciła ją podejrzliwym spojrzeniem. 
- Niezupe

łnie. Chciałabym uzyskać od niego kilka informacji. 

Proszę mu powiedzieć, że interesuję się historią plantacji w St. 
Edwards. 
Kobieta westchn

ęła i podała Selene podkładkę do pisania. 

- Prosz

ę tu zaczekać i wypełnić to, a ja tymczasem pójdę go 

poszukać. 
Selene wpisa

ła imię i nazwisko, niespokojnie czekając na 

recepcjonistkę, która wróciła po krótkiej chwili. 
- Spotka si

ę z panią - poinformowała. - Muszę panią jednak 

uprzedzić, że Jeb łatwo się męczy i zapada w drzemkę. Za 

dwadzieścia minut ma się zjawić na lunchu w jadalni. 
- Nie b

ędę go zatrzymywać - obiecała. 

Kobieta zaprowadzi

ła Selene do obszernego atrium, gdzie po 

prawej stronie znajdowała się jadalnia na wolnym powietrzu, a 

po lewej biura. Przeszły dalej i zatrzymały się przed małym 
pomieszczeniem. 
- Pok

ój gier. Jeśli chce pani porozmawiać z nim na osobności, 

możecie zająć salkę konferencyjną obok. 
Selene zlustrowa

ła uważnie grupkę starszych panów grających 

w karty przy okrągłym stole. 
- Który to pan Gutherie? 
- Ten siedz

ący na końcu stołu twarzą do nas. Wskazany 

mężczyzna siedział na wózku inwalidzkim. 
Mia

ł gęste siwe włosy, które silnie kontrastowały z kawową 

skórą. Ubrany był w brązowy garnitur, a na jego szczupłej 

twarzy odcisnęło się piętno upływającego czasu. 
- Ten z muszk

ą? 

- Tak. Powodzenia. 
Selene wesz

ła do pokoju i chrząknęła. 

- Pan Gutherie? 

background image

M

ężczyzna podniósł spojrzenie znad kart. W jego 

jasnobrązowych oczach dostrzegła figlarne iskierki. 
- Patrzcie panowie! Mam go

ścia, i to jakiego ładniutkiego. 

Wszystkie spojrzenie zwróciły się na nią i gracze 
wymamrotali uprzejme powitania. 
- Panowie, czy mogliby

ście dać nam trochę prywatności? 

Dokończymy grę po lunchu - powiedział wyraźnym 

wyrafinowanym głosem z południowym akcentem. 
M

ężczyźni wstali i wyszli, żegnając się. Kiedy zniknęli za 

dr

zwiami, Selene podeszła do stolika. 

- Dzi

ękuję, że zechciał się pan ze mną spotkać. 

- Mów do mnie Jeb - 

zaproponował i wyciągnął dłoń. - 

Wybacz, że nie wstaję, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa, 

za to umysł mam nadal ostry jak brzytwa. 
- Chcia

łabym się czegoś dowiedzieć o Willi Północy. 

- Raczej Willi Wschodz

ącego Słońca. Przynajmniej kiedyś tak 

była nazywana. 
- Nie wiedzia

łam. W ogóle nie znam historii plantacji, dlatego 

tu przyjechałam. Nadzoruję remont rezydencji. Powiedziano 

mi, że możesz coś wiedzieć o poprzednich właścicielach. W 

szczególności interesuje mnie kobieta o imieniu Grace. Jej 

portret wisi na ścianie w rotundzie. 
- Ach, panna Grace. Mieszka

ła na plantacji dawno temu i 

zmarła, zanim się urodziłem. Mój ojciec zawsze dobrze o niej 

mówił. Dorastali razem i po wojnie nawet się przyjaźnili. 
- Której wojnie? 
- Secesyjnej. - Zarechota

ł. 

Selene nie mog

ła ukryć zdziwienia. 

- Mog

ę zapytać, ile masz lat? 

- W maju sko

ńczyłem sto - odparł z dumą. - Panna Grace była 

moją ciotką. 
- Twoja matka i Grace by

ły siostrami? - zdumiała się 

ponownie.  

background image

- Nie, m

ój ojciec był jej przyrodnim bratem. Ich ojcem był ten 

bezduszny drań Stanton Gutherie. Mieszkał na plantacji 

graniczącej z Willą Wschodzącego Słońca. Uważał się za 

właściciela wszystkiego i wszystkich, również robotników. 

Moja babka Effie, wcześnie osierocona, bo jej rodzice zginęli 

zaraz po wojnie, była jego niewolnicą. Nie miała się gdzie 

podziać, więc została na plantacji Guthieriego. Kiedy miała 

zaledwie piętnaście lat, Stanton zrobił jej dziecko, którym był 
mój ojciec. 
- Jak dosz

ło do tego, że Grace zamieszkała w willi? 

- Panna Grace by

ła tak czysta jak jej ojciec zły. To opinia 

mojej babki. Zakochała się w Zeke'u Cormierze, właścicielu 

Willi Wschodzącego Słońca, człowieku, którego Stanton 

nienawidził. Przeciwstawiła się ojcu i wbrew jego woli wyszła 

za mąż za ukochanego. 
- Twoja babka zosta

ła ze Stantonem? 

- Na szcz

ęście nie. Grace po wyjściu za mąż zabrała ją i 

mojego ojca do siebie. 
Nast

ępnie Jeb opowiedział, jak po dwóch latach małżeństwa 

Grace zaszła w ciążę. W domu nastały radość i szczęście. 

Wszystko się jednak skończyło, kiedy na kilka tygodni przed 

porodem rozchorowała się na malarię i umarła, a razem z nią 
nienarodzony syn. 
- Pan Zeke zupe

łnie oszalał. Pomalował dom na czarno. Nie 

pozwolił mojej babce uprzątnąć rzeczy z pokoju dziecinnego. 
- To straszne - westchn

ęła ciężko. 

- Potem by

ło tylko gorzej. Pan Zeke zaczął nadużywać 

alkoholu, aż w końcu zapił się na śmierć. Babka starała się mu 
pom

óc, ale nie dał jej szansy. Zostawił jej w spadku dom. 

Kiedy 

dorastałem, spędzałem wakacje na plantacji. Z tym 

miejscem wiąże się dla mnie wiele miłych wspomnień. W 

zagajniku, w zachodniej części posesji ojciec wybudował dla 
mnie domek na drzewie. Ciekawe, czy jeszcze tam jest? - 

background image

Potarł dłonią podbródek i zamyślił się. Selene postanowiła, że 
to sprawdzi. 
- A babka? 
- Zmar

ła w domu spokojnej starości w latach sześćdziesiątych. 

Byłem właścicielem domu aż do momentu, kiedy Giles 

Morrell kupił go na publicznej licytacji, nie byłem bowiem w 

stanie spłacić zadłużenia. Od tego czasu tam nie zaglądałem. 
- Nie chcia

łbyś go teraz oglądać. Jest w opłakanym stanie. 

Mam jednak nadzieję, że to się wkrótce zmieni. 

Życzę ci powodzenia. 

- Bardzo dzi

ękuję. Nie wiem, co odpowiedzieć. - Wzięła jego 

dłoń w swoje ręce. 
- B

ądź dobra dla domu, szanuj go. Przywróć w nim radość. - 

Poklepał ją po dłoni. 
Tak bardzo chcia

łaby mu to obiecać. Niestety w willi, 

podobnie jak w sercu Adriena, mieszkał smutek. Nie znała 

jego przyczyn, ale miała nadzieję, że w końcu je odkryje. 
Pozosta

ło jeszcze jedno pytanie, które chciała zadać Jebowi, 

chociaż wydawało jej się, że zabrzmi głupio. 
- Czy babka opowiada

ła ci kiedyś, że widziała w domu duchy? 

- Przysi

ęgała, że wielokrotnie rozmawiała z Zekiem po jego 

śmierci, aż w końcu nakazała mu odejść w kierunku światła i 

odnaleźć pannę Grace. Podobno potem już go więcej nie 

widziała. Niektórzy uważali, że oszalała, ale ja jej wierzyłem. 
- Dla mnie nie ma w tym nic niedorzecznego. Spojrza

ł na nią 

pytająco. 
- Wi

ększość ludzi nie wierzy, że można rozmawiać ze 

zmarłymi. 
- Nie nale

żę do większości. 

- Poniewa

ż sama posiadasz tę zdolność. 

- Ja... - Nie mog

ła go okłamać. - Nie rozmawiam z duchami. 

Powiedzmy, że miewam przeczucia. 

background image

- Panno Selene, jako antropolog kultury zwiedzi

łem cały 

świat. Widziałem wiele rzeczy, których nie da się wyjaśnić. 

Niektóre z nich były przerażające, inne niezwykłe. Wiem też, 

jak okrutni potrafią być ludzie. Poznałem znaczenie słowa 

„czarnuch". Nauczyłem się, że inność to dar bycia 

wyjątkowym. Powinniśmy być dumni z naszej inności. -

Uścisnął jej dłoń. 
- Tyle 

że to trudne - odparła, spuszczając wzrok na ich 

złączone ręce. 
- Pewnego dnia spotkasz kogo

ś, kto cię zrozumie i 

zaakceptuje. Mężczyznę. Jeśli już go nie odnalazłaś. 
W drzwiach pojawi

ła się głowa recepcjonistki. 

- Czas na lunch, panie Gutherie. Selene wsta

ła i podała Jebowi 

rękę. 
- Gdy tylko uporz

ądkuję plantację, z radością zaproszę cię w 

odwiedziny. Na dzień lub dwa. Przyjadę po ciebie i potem cię 

odwiozę. 
Jeb spojrza

ł na nią z uśmiechem.  

- Pospiesz si

ę, bo jak się będziesz ociągać, możesz nie zdążyć, 

a ja będę już pod ziemią. 
- Mam przeczucie, 

że jeszcze długo z nami pozostaniesz. - 

Roześmiała się lekko. 
- Panno Selene, pogrzeba

łem dwie żony i dwóch synów. 

Jestem gotowy odejść, kiedy Pan mnie wezwie. Perspektywa 

ujrzenia Willi Wschodzącego Słońca jest jednak na tyle 

kusząca, że kiedy przyjdzie po mnie Święty Piotr, powiem 

mu, że musi jeszcze zaczekać. 
- Koniecznie tak zrób. - 

Selene z czułością uścisnęła 

niezwykłego staruszka i skierowała się do drzwi. 
- Jeszcze jedno - us

łyszała za sobą jego głos i odwróciła się. 

- Tak? 

background image

- Czas p

łynie szybko i pewnego dnia zdajemy sobie sprawę, że 

byliśmy świadkami tego, jak odszedł jeden i przyszedł 

następny wiek. Dlatego lepiej nie lekceważyć przeznaczenia. 
- B

ędę pamiętać - obiecała i wyszła z uśmiechem na ustach. 

 
- Gdzie ty si

ę podziewałaś? 

Selene ustawi

ła torby na blacie kuchennym zdziwiona, że 

Adrien przyszedł ją przywitać. Wyglądał na zdenerwowanego, 

a w znoszonych dżinsach i w białej koszulce - jak zwykle 
bardzo seksownie. 
- Mia

łam do załatwienia kilka spraw - oświadczyła, 

wypakowując zakupy. 
- Powinna

ś mi powiedzieć, że wychodzisz. 

Wsun

ęła jogurty i butelkę z sokiem pomarańczowym do 

lodówki, odwróciła się i biodrem zamknęła drzwiczki. 
- Ostatnio m

ówiłeś, że nie potrzebuję twojego pozwolenia, 

żeby wyjść z domu. 
Spojrza

ł na zegarek. 

- Dochodzi dziewi

ąta. 

- Nie wiedzia

łam, że obowiązuje mnie godzina policyjna. 

- Jak na kogo

ś, kto spędził dzień w sklepach, nie kupiłaś zbyt 

dużo. 
- By

łam nie tylko na zakupach. Spotkałam się również z 

mężczyzną, który był właścicielem tego domu, zanim kupił go 
twój dziadek. 
- Jak go odnalaz

łaś? - spytał bez większego zainteresowania. 

- Przez znajomego. By

ł bardzo miły i uczynny. 

- Kto? Poprzedni w

łaściciel czy znajomy? Adrien był 

zazdrosny i Selene była zachwycona. 
- Obaj. Dawny w

łaściciel nazywa się Jeb Gutherie. Wizyta u 

niego była przemiła. 
- Gdzie si

ę spotkaliście? - drążył podejrzliwie. 

background image

Mog

ła dalej ciągnąć grę lub powiedzieć prawdę i skończyć 

temat. 
- W domu opieki w Baton Rouge, gdzie mieszka. Je

śli 

Adrienowi ulżyło, nie okazał tego. 
- Sp

ędziłaś z nim pół dnia? 

Wi

ększość dnia spędziła w bibliotece miejskiej, pijąc 

cappuccino i czytając poradnik seksualny. Dokonała również 

zakupu, który później wieczorem może się okazać przydany.  
- By

łam u niego niecałą godzinę, ale udało mi się poznać 

historię naszych tajemniczych kochanków. Opowiedział... 
- Oszcz

ędź mi tego. 

- W porz

ądku. - Wzruszyła ramionami. Otworzyła szafkę i 

zaczęła wkładać do niej nabyte zapasy. 
- Zatrzymywa

łaś się gdzieś po drodze? 

Jego przes

łuchanie stawało się powoli męczące. 

- Wst

ąpiłam coś przekąsić. A, i zatrzymałam się w barze dla 

motocyklistów zabawić się z miejscowymi. Zrobiłam sobie 

nawet ładny tatuaż na pupie. Bezradna brzoskwinka z Georgii. 

Chcesz zobaczyć? - zaproponowała, odwracając się od szafki i 

posyłając mu uśmiech. 
- Ciesz

ę się, że tak cię to śmieszy. Dla mnie nie ma w tym nic 

zabawnego - 

warknął z kamienną twarzą. -Mogło ci się coś 

złego przytrafić samej w nocy na bocznych drogach. 
- Och, prosz

ę! - Zmrużyła oczy. - Jechałam tu sama z Georgii 

przez dz

iewięć godzin. - Oparła się o blat stołu i rzuciła 

zalotnie: - 

Tęskniłeś za mną? 

Kiedy nie odpowiedzia

ł, podeszła do niego, zarzuciła mu 

ramiona na szyję i pocałowała w usta. Na początku nie 

odpowiedział, ale po krótkiej zachęcie oddał pocałunek. 

Przyjęła z zadowoleniem spontaniczną reakcję jego męskości, 

cudowne pieszczoty jego warg i dłoni, które zawędrowały na 

jej pośladki. 

background image

Pozwoli

ła, żeby chwila rozkoszy trwała jeszcze przez 

moment, po czym oderwała się od niego i wróciła do stołu. 
- No to mam odpowied

ź na moje pytanie. Tęskniłeś. 

Adrien wbi

ł spojrzenie w Selene. Bez słów wiedziała, czego 

teraz pragnął. 
- Id

ę do łóżka - burknął. 

Selene odczeka

ła, aż zniknie na górze, wzięła plastikową 

torebkę z butiku i podreptała cicho do swojego pokoju, gasząc 

za sobą światła na dole. Oswoiła się już z ciemnościami, choć 

nadal bała się odgłosów domu. Zatrzymała się na górze i 

spojrzała w głąb mrocznego korytarza, z którego wchodziło 

się do pokoju dziecinnego. Ogarnął ją głęboki smutek. 
Otrz

ąsnęła się z przygnębienia i unikając stalowego spojrzenia 

demona, przeszła przez korytarz. Wzięła szybki prysznic, 

wróciła do sypialni i wyciągnęła z torebki nowy peniuar. 

Prosty, przypominający w kroju koszulkę, z purpurowego 

atłasu, w odcieniu ulubionych róż jej matki. Włożyła frywolny 

strój i położyła się na łóżku. Wcześniej, po południu, spędziła 

dwie godziny w bibliotece, studiując filozofię seksu 

tantrycznego. Odkryła, czego brakowało w zmodyfikowanej 
metodzie Adriena - 

oświecenia i czystej miłości. Żeby 

osiągnąć pełnię, należało się otworzyć fizycznie i psychicznie. 

Adrien pominął oddanie emocjonalne. 
Us

łyszała odgłos otwieranych drzwi na werandę i uspokoiła 

się. Przyszedł moment na kolejny ruch. Zamierzała mu 

pokazać, że jej cierpliwość się skończyła. Zamierzała 

urzeczywistnić jego fantazje. 
Adrien siedzia

ł na wiklinowej sofie na werandzie. Gdy Selene 

do niego wyszła, od razu się domyślił, co planuje. W świetle 

księżyca dostrzegł, że ubrana jest w purpurę symbolizującą 

uwodzenie. Na jej twarzy malował się wyraz determinacji. 
Jasn

a skóra kontrastowała z barwą letniego nocnego nieba, a 

background image

złote włosy opadały lokami na ramiona, tworząc aureolę. 

Anioł zdecydowany uwieść diabła. 
Dawniej nie odmawia

ł sobie seksu z chcącą mu się oddać 

kobietą. Od kiedy poznał uroki rozkoszy cielesnych, nie zwykł 

żyć w celibacie. Nigdy wcześniej nie znał też takiej kobiety 

jak Selene. Podziwiał jej poczucie humoru i piękne ciało. 

Doceniał jej wewnętrzną siłę. Szanował jej upór... ale nie 
teraz. 
Tak jak si

ę spodziewał, przyszła pozbawić go samokontroli, 

roztop

ić uczuciową zbroję, sprawdzić go. Igrała z nim, od 

kiedy wróciła wieczorem do domu. A on dał plamę. Nie 

potrafił ukryć zazdrości. Nie powinno go interesować, z kim 

się spotyka ani co robi. Prawda jednak była inna. 
Podesz

ła do niego z wrodzoną gracją. Wbił palce w poręcze 

sofy, jakby się chciał chwycić ostatniej deski ratunku, broniąc 

się przed pułapką, jaką zgotowało mu jego własne ciało. 
Nie rób mi tego... 
- Chc

ę to zrobić - powiedziała, jakby usłyszała jego myśli. - 

Muszę to zrobić. 
We wn

ętrzu Adriena wybuchł pożar. Selene pochyliła się nad 

nim i pogładziła po torsie, przesuwając dłoń w dół brzucha i z 
powrotem do góry. 
- Nie b

ędzie ci to dziś potrzebne - wyszeptała, zdejmując mu z 

szyi medalion i odkładając obok, symbolicznie uwalniając go 

od stróża uczuć.  
Nie zaprotestowa

ł, kiedy rozpięła mu guzik i rozsunęła 

rozporek. Nie odezwał się, kiedy zsunęła mu spodnie i slipy. 

Wstała i wyprostowała się, przyglądając mu się. Na jej oczach 

jego męskość nabrzmiała, łaknąc zaspokojenia. 
W interesach Adrien by

ł sprytny, bezwzględny i nieustępliwy. 

W pełni kontrolował swoje życie, przynajmniej w tych 

aspektach, które zależały tylko od niego. Zawsze musiał mieć 

władzę. Kiedy Selene uklękła przed nim, zrozumiał, że nie 

background image

będzie miał już żadnej kontroli nad tym, co się zaraz wydarzy. 

Jej pieszczoty odebrały mu duszę i siłę woli. Jeśli teraz jej nie 
powstrzyma, utonie. 
Selene, 

świadoma jego podniecenia, przerwała na moment, 

dając mu chwilę wytchnienia. Wstała, ściągnęła koszulkę i 

rzuciła ją na ziemię. Naga wsunęła mu się na kolana i polizała 

koniuszkiem języka jego dolną wargę. Jej piersi muskały jego 
tors. 
- Masz dwie mo

żliwości - wyszeptała. - Możesz poprosić, 

żebym odeszła i wtedy zrobię to na dobre, lub przestaniesz się 

bronić przed tym, czego oboje tak bardzo potrzebujemy. 
W tym momencie stopnia

ł cały opór Adriena. Pocałował ją w 

usta głęboko, namiętnie, jednocześnie nakierowując jej biodra 

na swoją twardą męskość i z ulgą, po miesiącach celibatu, 

który sam sobie narzucił, sprawnym pchnięciem wszedł w nią. 

Następnie, przytrzymując ją w tali, podążył za nią na szczyty 
rozkoszy. 
Po upojnym spe

łnieniu Selene opadła na Adriena. Urywane 

oddechy przerywały otaczającą ich nocną ciszę. Pogładził ją 

po włosach i zaczął delikatnie masować kark, aż poczuł, jak 

się odpręża, przytulona do niego. Siedzieli objęci jeszcze 

przez kilka chwil. W końcu Selene podniosła głowę, dotknęła 

czule jego twarzy i popatrzyła jak na człowieka, a nie demona, 

jakim się czuł. 
- Proste, prawda? 
- Zaskoczy

łaś mnie. 

- Uzna

łam, że tylko tak mogę cię zmusić do współpracy. - I 

miałaś rację. 
- Teraz, kiedy wype

łniłam misję, zostawiam cię. Możesz 

wracać do tego, co wcześniej robiłeś. 
Ku zaskoczeniu Adriena wsta

ła z jego kolan, odszukała 

peniuar, włożyła go i odeszła do swojej sypialni, zostawiając 
go ze spuszczony

mi spodniami oraz zamętem w głowie. 

background image

Spodziewał się, że zaprosi go do swojego łóżka. Miał skrycie 

taką nadzieję. A ona opuściła go po szybkim seksie, nie chcąc 

niczego więcej. Z jakiegoś powodu bardzo go to zezłościło. 
W chwili gdy ich cia

ła się połączyły, czuł, jakby Selene była 

w stanie uwolnić go od popełnionych grzechów. Jedyne, co 

mogło go spotkać, to tymczasowe odpuszczenie. Niezależnie 

od wszystkiego potrzebował jej więcej. Przy niej zapominał o 
cierpieniu. 
Min

ęła godzina i Selene poczuła, jak w jej łóżku ugina się 

materac, po czym przytulają ją dwa silne ramiona. 

Niespodziewane pojawienie się Adriena zaskoczyło ją. 

Odwróciła się do niego twarzą. Była naga. Od jego 

wspaniałego ciała oddzielało ją tylko cienkie prześcieradło. 
Spodziewa

ła się, że on również nie ma nic na sobie i 

zamierzała to wkrótce sprawdzić. 
- Czemu zawdzi

ęczam ten zaszczyt? - spytała. 

- S

ądziłem, że śpisz. 

- Powiedzmy, 

że nie przywykłam do tego, żeby w moim łóżku 

pojawiali się bez uprzedzenia mężczyźni. 
- Mam sobie i

ść? 

- Tego nie powiedzia

łam. 

- To dobrze, bo nie zamierzam. - W

ślizgnął się pod 

prześcieradło, przysuwając się do niej. Jak wcześniej 

podejrzewała, był nagi. Cudownie pachniał. Selene wtuliła się 

w jego kark. Mokre włosy musnęły jej policzek. Nigdy 

wcześniej nie zaznała tylu prostych przyjemności. Cieszyła się 

jego ciepłem, bliskością silnego męskiego ciała, nawet 

otaczającą go tajemnicą. 
- Nie zamierzam tu zosta

ć. 

Pokry

ła jego szyję serią delikatnych pocałunków. 

- Rozumiem. Chcesz spa

ć we własnym łóżku. 

- M

ówiłem o plantacji. Zaraz po remoncie chcę ją sprzedać. 

background image

- Dok

ąd się przeprowadzisz? - spytała, czując nieprzyjemne 

ściskanie w żołądku. 
- Jeszcze nie wiem. Gdzie

ś do ciepłych krajów. Może na jakąś 

wyspę - odparł, gładząc jej pośladek. 
Na bezludn

ą wyspę, pomyślała. 

- Zabierzesz ze sob

ą Ellę? 

- Nie, cho

ć wiem, że zrobi mi awanturę. Nie zamierzam jej 

ulec. W międzyczasie, aż do twojego wyjazdu, chcę się z tobą 

kochać - wyszeptał, drażniąc jej sutki. 
- A co z Ell

ą? 

- Troje to troch

ę za dużo. Roześmiała się, choć miała ochotę 

jęknąć. 
- Jak si

ę będzie czuła, kiedy się dowie, że jesteśmy ze sobą? 

- B

ędziemy się zachowywać dyskretnie. Zresztą i tak coś 

podejrzewa. 
-Jak to? 
Adrien wsun

ął dłoń między jej uda. 

- Doskonale mnie zna. Wie, 

że cię pragnąłem, od kiedy 

przekroczyłaś próg tego domu. Choć na początku nie chciałem 

cię tutaj. 
- A czego teraz chcesz? - W 

świetle słów Adriena to proste 

pytanie okazało się bardzo trudne. Selene obawiała się, że 

odpowiedź może jej się nie spodobać. 
- To oczywiste. Pragn

ę znów się w tobie znaleźć. - Odwrócił 

ją i przywarł do jej pleców. - Bez zobowiązań. 
- Bez zobowi

ązań - mruknęła. 

- Zawsze jednak mo

żesz liczyć na to, że... - wsunął się w nią i 

dokończył: - dam ci rozkosz.

background image

ROZDZIA

Ł ÓSMY 

Selene wyczu

ła obecność Adriena, zanim spojrzała w górę i 

dostrze

gła go na podeście na drugim piętrze. Przystojniak na 

tle niebiańskiego fresku rotundy. Z czarnymi włosami 

spływającymi falami na ramiona i niebieskimi przenikliwymi 

oczyma wyglądał jak anioł spadły z piedestału. 
Wspinaj

ąc się na górę, czuła, jak przyspiesza jej puls. Nie 

widziała go od ubiegłej nocy, kiedy przyszedł do jej łóżka, 

choć przez cały dzień nie opuszczał jej myśli. Odtwarzała w 

głowie raz za razem ich rozmowę. Żadnych zobowiązań, 

żadnych obietnic. Przygoda erotyczna, która potrwa do 

zakończenia jej pracy. Podświadomie gnębiło ją to i bolało, 

nie potrafiła mu się jednak oprzeć. Zatrzymała się na 

przedostatnim stopniu, przytrzymując się ręką poręczy. 
- W przysz

ły poniedziałek wchodzi ekipa remontowa. Zaczną 

od prac na zewnątrz. 
- Jakie masz plany na najbli

ższe dwa dni? 

Najwidoczniej nie by

ł w nastroju do rozmów na tematy 

budowlane. Biorąc pod uwagę żar, jaki płonął w jego oczach, 

raczej w ogóle nie miał ochoty na rozmowy. 
- Wtorek i 

środę mam wolne. Dopiero w czwartek umówiłam 

się z kobietą, która zajmie się renowacją mebli. 

Rozpoczynamy również prace ogrodnicze. 
- Doskonale. Mam dla ciebie zaj

ęcie. 

- Tak? 
- Chc

ę, żebyś spędziła ze mną najbliższe czterdzieści osiem 

godzin. Żadnych telefonów, spotkań, przerw. Będę wymagał 

od ciebie pełnego zaufania i niepodzielnej uwagi. 
- Co b

ędziemy robić? 

- Dobrze wiesz. Przeniesiemy si

ę do mojej sypialni, gdzie jest 

chłodniej, na wypadek gdybyś się zbytnio rozpaliła. 
- Nie boisz si

ę, że się sobą zmęczymy? 

- Obiecuj

ę ci, że to się nie stanie. 

background image

- Musz

ę tylko zatelefonować do matki. 

- Spyta

ć o pozwolenie? - zakpił. 

- Zameldowa

ć się. 

- W takim razie pospiesz si

ę. - Wyprostował się, delikatnie 

dotykając dłonią krocza, gdzie Selene dostrzegła potężne 
wybrzuszenie. 
- Rozmowa poczeka. - Z trudem prze

łknęła ślinę. 

- Na pewno? Nie chc

ę cię rozdzielać z rodziną. 

- Tak. - W ko

ńcu telefony działały w obie strony. Równie 

dobrze matka mogła zadzwonić do niej. 
Selene bez wahania przyj

ęła oferowaną przez Adriena dłoń 

gotowa pójść za nim na koniec świata. Miała nadzieję, że gdy 
ich rom

ans dobiegnie końca, będzie potrafiła odnaleźć drogę 

powrotną. 
Bez s

łowa poprowadził ją do swojej sypialni, która wyglądała 

teraz jak romantyczna kryjówka miłosna. Wszędzie stały 

zapalone świece, kąpiąc pokój w złotym świetle. Przez 

otwarte okna dochodziły dźwięki symfonii z bagien. 
Adrien po

łożył Selene na stosie poduszek, które umieścił 

wcześniej na podłodze. Oboje zdjęli buty. Na stoliku tliło się 

kadzidełko wydzielające egzotyczną woń, która przywodziła 

jej na myśl upalne noce w lesie. 

Ładny zapach. 

- Odkry

łem go podczas jednej z podróży. Ma podobno 

wyjątkowy wpływ na kochanków. 
- Rodzaj afrodyzjaku? 
- Powiedzia

łbym raczej, że to dodatek do zaistniałych już 

sprzyjających okoliczności. Obowiązuje jedna zasada -

oświadczył po chwili, rozpinając jej bluzkę. - Nie mówimy o 

przeszłości. Tu i teraz ona dla nas nie istnieje. 
Czas na kilka godzin stan

ął w miejscu. Adrien trzymał Selene 

uwięzioną w erotycznym szaleństwie. W południe zabrał ją na 

werandę, gdzie kochali się w promieniach palącego słońca. 

background image

Ich ciała błyszczały od potu i nienasyconego pożądania. 

Selene nigdy nie czuła się tak wolna, nigdy wcześniej nie 

zdawała sobie również sprawy z tego, jak podniecające może 

być ryzyko. Adrien wiedział i potrafił ją doprowadzić do 
nieopisanej rozkoszy. 
Wychodzili z pokoju tylko wtedy, kiedy by

ło to konieczne, ale 

nie spędzali czasu, wyłącznie się kochając. Adrien starał się 

zaspokoić wszystkie zachcianki Selene. Przynosił jej jedzenie 

i picie. Był otwarty i odprężony. Rozmawiali o ulubionych 
autorach i wspólnej niech

ęci do polityki. Kiedy zapytała go o 

rodziców, powiedział tylko, że oboje odeszli, i na tym 
zako

ńczył temat. Wyraz bólu na jego twarzy, który niezdarnie 

usiłował ukryć, powstrzymał ją od dalszego wypytywania. 

Zgodnie z umową, że nie będą mówić o przeszłości. Adrien 

nie wspominał jej byłego męża, a ona nie starała się 

dowiedzieć niczego o kobiecie, która była kiedyś w jego 

życiu. Kiedy opowiedziała mu historię Grace i Zeke'a, który 

umarł z żalu po stracie ukochanej i dziecka, wiedziała, że 

zrozumiał aluzję. 
Kilkakrotnie rozwa

żała też możliwość przyznania mu się, że 

posiada dar, w końcu jednak przestraszyła się, że nie zrozumie 

i że zakończy się między nimi coś, co się jeszcze tak 

naprawdę nie zaczęło. 
W czwartek rano Selene obudzi

ła się i stwierdziła, że jest w 

łóżku sama. Ogarnęło ją nagle uczucie pustki i osamotnienia, 

jakby straciła wieloletniego przyjaciela i kochanka. Zbeształa 

się w myślach za złamanie przyrzeczenia, które sama sobie 

dała, że się nie zakocha w Adrienie. Nie potrafiła jednak 

powstrzymać wylewającego się z niej jak lawa uczucia. Nie 

umiała przestać o nim myśleć. Niestety nie miała wyjścia, 

musiała wrócić do rzeczywistości. 
Po spotkaniu z firm

ą zajmującą się renowacją mebli zebrała 

wzory otrzymanych materiałów obiciowych, które miały być 

background image

pre

tekstem, żeby się zobaczyć z Adrienem. Drzwi do jego 

biura zastała lekko uchylone. Adrien chodził nerwowo, 

rozmawiając przez bezprzewodowy telefon. 
- Zr

ób, do cholery, co ci mówiłem. W końcu dobrze ci za to 

płacę. - Warknął i rzucił słuchawkę.  
Selene chcia

ła się cichutko wycofać, ale dostrzegł ją kątem 

oka i jego gniew złagodniał. 
- Przychodz

ę w złym momencie. Może wrócę później - 

wymamrotała, przyciskając próbki do piersi. 
- Wejd

ź. Chętnie się odprężę. 

- Co wolisz do g

łównego salonu na dole? Czerwono-złote 

prążki czy zielony brokat? 
Adrien potar

ł dłonią podbródek, po czym z uśmiechem usiadł 

w fotelu. 
- Mam pomys

ł. Zdejmij ubranie i owiń się najpierw w jeden 

materiał, a potem w drugi. Wtedy ci powiem, który wolę. 
- Jeste

ś nienasycony. - Udała obruszoną. 

- M

ógłbym to samo powiedzieć o tobie. 

- Teraz powa

żnie. Który wybierasz? 

- Sama podejmij decyzj

ę. Na pewno masz lepsze oko do 

kolorów. 
- No dobrze, ale najpierw skonsultuj

ę się z Ellą. Wiesz już, 

kiedy wraca? 
- W sobot

ę. Namawiałem ją, żeby została dłużej, ale 

odmówiła. Nie chce nadużywać gościnności brata. 
- Ciesz

ę się na jej przyjazd - powiedziała, z trudem kryjąc 

rozczarowanie. Ich czas sam na sam dobiegał końca. Na 

szczęście czekały ich jeszcze namiętne noce. 
- A ja nie. Zamierza

łem kochać się z tobą w każdym pokoju 

tego domu. Oczywiście możemy wykonać ten plan w ciągu 

najbliższych dwóch dni. 
- Zobaczymy. Czy m

ógłbyś teraz coś dla mnie zrobić? 

- Wskakuj na biurko, natychmiast si

ę tym zajmę.  

background image

- Nie chodzi o seks. Chc

ę, żebyś poszedł ze mną na spacer, 

gdy tyl

ko trochę się ochłodzi na dworze. 

- W jakim

ś konkretnym celu? 

- Pan Gutherie powiedzia

ł mi, że kiedyś przyjeżdżał tu latem i 

bawił się w domku na drzewie. Chciałabym go odszukać. 
- Jest w zagajniku. 
- Widzia

łeś go? 

- Pozna

łem dokładnie najbliższe okolice. 

- Musia

ło ci to zabrać sporo czasu. 

- Nie mia

łem wtedy nic lepszego do roboty. 

Selene mia

ła ochotę go spytać, dlaczego tak posmutniał, 

wybrała jednak okrężną drogę. 
- Zanim zapomn

ę, jak chcesz urządzić pokój gościnny 

znajdujący się naprzeciw twojej sypialni? Ella powiedziała mi, 

że nie życzysz sobie, żeby go ruszać. Jeśli trzymasz tam jakieś 

wartościowe rzeczy, pomogę ci je przenieść na czas remontu. 
- Ma zosta

ć, jak jest. - Spojrzał na nią rozdrażniony.  

-Na zawsze? 
- Dop

óki nie zmienię zdania. Zrozumiałaś? - warknął. Swoim 

zachowaniem potwierdził, że klucz do jego 
smutku i z

łości znajdował się w tamtym pokoju. Czy powinna 

zaryzykować i tam zajrzeć? Lepiej poczekać, aż wróci Ella. 
- Tak jest, prosz

ę szefa. Może jestem nienasycona, ale nie 

głucha. I nie głupia. 
- No tak, g

łupia to ty nie jesteś. - Przegrał walkę z 

wewnętrznym gniewem i uśmiechnął się. 
- Skoro moja inteligencja nie stoi ju

ż pod znakiem zapytania, 

pozwolę ci teraz wrócić do pracy i spotkamy się przy 

frontowej werandzie około szóstej. 
Selene w

ędrowała przez łąkę z Adrienem u boku, podziwiając 

otaczające willę tereny skąpane w promieniach zachodzącego 

słońca. Starała się wyobrazić sobie, jak wyglądała rezydencja 

background image

w dawnych czasach, kiedy kolumny były pomalowane na 

biało. 
- Willa Wschodz

ącego Słońca - powiedziała na głos i 

odwróciła się, zrywając dmuchawca. - Po remoncie musimy 

koniecznie zmienić nazwę. - Kiedy Adrien nie odpowiedział, 

popukała go w ramię. - Zgadzasz się? 
- Na co? - Spojrza

ł na nią. 

- Na powr

ót do dawnej nazwy willi. A może powinniśmy 

zapytać o zdanie pierwszego właściciela? Jeb Gutherie mówił 

mi, że jego babka rozmawiała z Zekiem po jego śmierci. 
- Nie wierz

ę, żeby ludzie mogli się komunikować ze zmarłymi 

rzucił jej niechętne spojrzenie. - Ani w żadne duchy, voodoo 

czy widzenia. 
Oczywi

ście. Był twardym biznesmenem, pragmatycznym aż 

do bólu realistą. Pewnie nigdy nie zaakceptuje jej daru. 
- Nie uwa

żasz, że istnieją rzeczy i zjawiska 

niewytłumaczalne? 
- Nie - obrazi

ł się. 

- A przeznaczenie? 
- Sami tworzymy w

łasne przeznaczenie. Jesteśmy 

odpowiedzialni za nasze czyny i wybory. Spójrz, jest tam. -

Wskazał orzechowy zagajnik na skraju łąki. 
Selene zauwa

żyła pomiędzy grubymi konarami jednego z 

drzew drewniany domek i przyspieszyła kroku. Trudno 

uwierzyć, że przetrwał tyle lat. Naszła ją nagła chęć zajrzenia 

do środka. Pobiegła do drzewa, a gdy się wspięła na pierwszą 

gałąź, usłyszała za sobą głos Adriena: 
- Nie rób tego. 
Zignorowa

ła jego prośbę i wdrapała się na następny konar. 

- Chc

ę tam wejść. Kiedy byłam mała, nie pozwalano mi łazić 

po drzewach. 
- Natychmiast schod

ź. 

background image

- Ale dlaczego? - Spojrza

ła na niego przez ramię. Od celu 

dzielił ją już tylko jeden krok. - Jest w dobrym stanie. 
Podszed

ł do pnia i posłał jej surowe spojrzenie. 

- Pozory myl

ą. Jest stary i na pewno przegniły. Spadniesz i coś 

sobie złamiesz. 
- Sprawdz

ę stopą, zanim stanę całym ciężarem. 

- Powiedzia

łem, schodź! 

Zanim zd

ążyła odpowiedzieć, poczuła silny uścisk na kostce. 

- Skoro tak si

ę denerwujesz, dobrze. 

Spuszczaj

ąc nogę w dół, poślizgnęła się, straciła równowagę i 

spadła wprost w ramiona Adriena, który postawił ją na ziemi i 

odsunął się od niej. 
- Do cholery, a nie m

ówiłem? 

- Nie by

łam znowu tak wysoko. Gdybym spadła, zraniłabym 

najwyżej własną dumę - burknęła, biorąc się pod boki. 
- Albo z

łamałabyś kark. 

Odwr

ócił się i ruszył w kierunku domu. Selene z trudnością 

dotrzymywała mu kroku, zastanawiając się, co go tak 

rozzłościło. Chwyciła go za ramię, ale strzasnął jej rękę. 
- O co chodzi? - spyta

ła, dysząc. 

- O nic. Jeste

ś okropnie uparta. 

Otworzy

ła ze zdziwienia usta, po czym szybko je zamknęła. 

- Hipokryta. A kto skacze z samolotów i nurkuje na klifach? 
- To by

ło dawno temu. Niewarte ryzyka, przekonałem się o 

tym na własnej skórze. - Ruszył dalej przed siebie, ale ona 

podbiegła i zagrodziła mu drogę. 
- Nie odchod

ź, dopóki mi nie wytłumaczysz, o co tu tak 

naprawdę chodzi! - krzyknęła. 
- O twoje bezpiecze

ństwo. 

Unios

ła ręce do góry i okręciła się wokół własnej osi. 

- Sp

ójrz. Nadal jestem w jednym kawałku. 

- Nie mam ani si

ły, ani ochoty ponosić konsekwencji twojej 

nieodpowiedzialn

ości. 

background image

- Wcale ci

ę o to nie proszę, Jestem dużą dziewczynką i sama 

potrafię o siebie zadbać. 
Niespodziewanie w g

łowie Selene pojawiły się zmieniające 

się jak klatki filmowe obrazy: młoda roześmiana kobieta, ta 

sama kobieta spadająca z dużej wysokości, oczy pełne strachu, 

ciemność. 
- Czy to ma zwi

ązek z Chloe? Adrien posłał jej groźne 

spojrzenie.  
- Ella ci powiedzia

ła? - spytał wzburzony. 

- Nie. Ale wiem, 

że w twoim życiu była jakaś Chloe i że 

zależało ci na niej. Może nawet ją kochałeś. 
- Nic o mnie nie wiesz i lepiej, 

żebyś nie wiedziała. Odwrócił 

się i ruszył w kierunku domu. Tym razem Selene pozwoliła 

mu odejść. Nie uzyskała odpowiedzi na nurtujące ją pytania i 

nie dowiedziała się, co go łączyło z Chloe. Zrozumiała za to, 

w jak głębokim bólu był pogrążony i jak ważną była ona 

osobą w jego życiu. Uzyskała pewność, że przydarzyło jej się 

coś złego. Coś przerażającego. 
Adrien nie mia

ł pojęcia, skąd Selene dowiedziała się o Chloe. 

Ogarnięty wściekłością zrzucił jednym ruchem ręki wszystko 
z biurka, po czym zac

zął nerwowo krążyć po pokoju. Miał 

chaos w głowie, wszystko się w nim gotowało. Nienawidził 

braku zdecydowania i słabości, tak jak w tej chwili 

nienawidził siebie. 
Naiwnie wierzy

ł, że jeśli spędzi więcej czasu z Selene, 

znajdzie w niej coś, co mu się nie spodoba. Co sprawi, że nie 

będzie żałował, kiedy odejdzie. Zamiast tego sam stał się 

ofiarą własnych machinacji. Nie tylko nie wyrzucił jej z myśli, 

lecz wręcz się od niej uzależnił. 
Przy niej zapomina

ł o swoich wadach i o tym, co zrobił, a tego 

nie było mu wolno. Tylko człowiek pozbawiony sumienia, na 

zawsze potępiony, mógłby zapomnieć. On jeszcze tak nisko 

nie upadł. 

background image

Nie powinien wy

ładowywać na Selene gniewu. Nie 

zasługiwała na to. Powinna być z normalnym mężczyzną.  
M

ężczyzną, który nie ma na koncie długiej listy 

niewybaczalnych błędów. Mężczyzną, który by ją kochał, tak 

jak na to zasługiwała. 
Przez chwil

ę wierzył, że mógłby nim być. Dała mu nadzieję, 

że mógłby zostawić za sobą przeszłość, stając się nowym 

człowiekiem. Dopóki nie wróciły wspomnienia, 

uświadamiając mu, że to niemożliwe. 
By

ł pewien, że jeśli powie jej prawdę, przyspieszy tylko i tak 

już przesądzone jej odejście. Środek ostateczny, a zarazem 
ostatnia deska ratunku. 
Zanim si

ę to stanie, spędzi z nią ostatni wieczór, udając 

mężczyznę, jakiego chciała w nim widzieć, żeby potem znów 

wrócić do krainy wiecznego potępienia. 

background image

ROZDZIA

Ł DZIEWIĄTY 

Nast

ępnego dnia rano, po spędzeniu samotnie niespokojnej 

nocy, Selene postanowiła zajrzeć do dawnego pokoju 

dziecinnego. Usiadła w bujanym fotelu i spojrzała smutno na 

kołyskę, rozmyślając o biednej Grace, która nigdy nie miała 

szansy przytulenia własnego dziecka. 
Westchn

ęła ciężko i rozbujała pustą kołyskę. Rozsądek 

podpowiadał jej, że powinna natychmiast odejść od Adriena i 

wyjechać z plantacji. Jednocześnie coś ją tu trzymało. 

Nieznana siła, może przeznaczenie lub po prostu nadzieja, że 

w końcu Adrien ją pokocha, tak jak ona jego. 
- Co

ś ci się marzy? 

Selene odwr

óciła się i ujrzała w drzwiach Morrella ubranego 

w białą koszulę i czarne spodnie. Wyglądał, jakby właśnie 

wyszedł ze spotkania służbowego. 
Podnios

ła się pospiesznie, postanawiając skierować rozmowę 

na tematy służbowe, żeby ukryć, jak bardzo ją uraziło jego 
wczorajsze zachowanie. 
- Pomy

ślałam, że to doskonałe miejsce na pokój rodzinny. 

Wybrałabym tu nowoczesny wystrój w odróżnieniu od reszty 

domu, co podniosłoby wartość willi przy sprzedaży.  
Adrien przez d

łuższą chwilę uważnie się w nią wpatrywał, aż 

w końcu się odezwał: -Wybacz. Selene nie spodziewała się 
takiego obrotu sprawy. 
- Przeprosiny przyj

ęte. 

- Wiem, 

że proszę o wiele, ale chciałbym się jakoś 

zrehabilitować. 
- Co proponujesz? 
- Wsp

ólną kolację. 

- Wybierzemy si

ę do restauracji? - Czyżby to było zaproszenie 

na randkę, ucieszyła się. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe. 
- Nie, tu nam przywioz

ą jedzenie. 

background image

- Nic by ci si

ę nie stało, gdybyś od czasu do czasu wyszedł z 

domu - 

westchnęła z rozczarowaniem. 

- Mam powody, dla kt

órych wolę zostać. 

Selene dosz

ła do wniosku, że ma to coś wspólnego z deserem, 

który planował na wieczór. Będzie jednak nieugięta. Dopóki 

nie otrzyma wszystkich odpowiedzi, nie będzie przyjemności. 
- O której? - 

Zbliżyła się, zachowując jednak bezpieczny 

dystans. 
- O siódmej. 
- Dobrze, b

ędę gotowa. 

W czarnej at

łasowej sukni, kupionej wcześniej w mieście, ze 

starannie upiętymi włosami Selene zeszła na dół tak szybko, 

jak tylko jej na to pozwalały wysokie obcasy pantofli. Gdy 

wybiła siódma, odczekała pięć minut, nie chcąc się pojawić 

punktualnie, żeby nie pomyślał, że jest na każde jego 

zawołanie. Gdy się znalazła w holu, stanęła jak wryta. W 

drzwiach jadalni stał chudy siwowłosy mężczyzna w 
smokingu. 
- Dobry wiecz

ór pani. Nazywam się Renaldo i dzisiejszego 

wieczoru będę miał przyjemność podawać państwu do stołu. 

Proszę tędy. 
Nie mog

ąc wydusić z siebie słowa, Selene przyjęła jego ramię 

i dała się poprowadzić do jadalni. Przy stole czekał już na nią 

Adrien ubrany w czarną jedwabną marynarkę, czarne spodnie 

i białą świeżo wyprasowaną koszulę. Od razu zauważyła, że 

ich nakrycia ustawione są obok siebie. Kelner odsunął przed 

nią krzesło, a kiedy usiadła, ułożył jej na kolanach czerwoną 

serwetkę. 
Kiedy znikn

ął w kuchni, Adrien usiadł przy Selene. 

- Sk

ąd go wziąłeś? 

- Z Atlanty. Przyjecha

ł z nim szef kuchni z Chez Gaston. 

Pomyślałem, że się stęskniłaś za rodzinnymi stronami i 

postanowiłem ci je przybliżyć. 

background image

- Doskonale znam t

ę restaurację. Nie mogę uwierzyć, że 

jechali tu tyle godzin na jeden piątkowy wieczór. 
- Przylecieli prywatnym samolotem. 
- Spory wydatek. Przecie

ż spokojnie mogłam podgrzać to, co 

zostawiła nam Ella. 
- Masz co

ś przeciwko drogiej kolacji? 

Nie, ale mia

ła awersję do pieniędzy. Morrell okazał się być 

znacznie zamożniejszy, niż się spodziewała. Znała doskonale 

z autopsji świat bogatych i właśnie od niego między innymi 

starała się uciec. 
- Nie chcia

łam być niewdzięczna. Oczywiście doceniam twoje 

starania.  
- Zobaczysz, jak ci si

ę spodoba to, co zaplanowałem na drugą 

część wieczoru. Ładna sukienka. Wolałbym jednak coś z 

większym dekoltem. 
- Chcia

łam włożyć coś szczególnego. To było jedyne, co 

udało mi się kupić w miasteczku w tak krótkim czasie. 
Po kolacji Adrien odprowadzi

ł szefa kuchni i kelnera do 

czekającego na zewnątrz auta. Po chwili wrócił z rękoma 

wbitymi w kieszenie, posyłając Selene zmysłowy uśmiech. 

Gdy wstała od stołu, zbliżył się do niej i zanim zdążyła zrobić 

krok, chwycił ją w ramiona. Przesunął dłonie na jej pośladki i 

podciągnął do góry sukienkę. 
- Zdejmijmy to. 
- Najpierw musimy porozmawia

ć. - Wysunęła się z jego objęć, 

otrzymując w zamian srogie spojrzenie. 
- O czym? 
- O naszych tajemnicach. Twoich i moich. 
- Ka

żdy ma prawo do sekretów. Nie interesują mnie twoje 

zwierzenia. 
- Przykro mi, ale b

ędziesz musiał ich wysłuchać. 

- No dobrze, je

śli poczujesz się po tym lepiej. Tylko nie 

oczekuj ode mnie tego samego. - 

Opadł niechętnie na krzesło. 

background image

- Kiedy by

łam małą dziewczynką, odkryłam w sobie 

umiejętność czytania w myślach innych ludzi - oznajmiła, 

wzdychając głęboko. - Szybko jednak zrozumiałam, że ten dar 

to przekleństwo. Nie warto wiedzieć, co myślą o tobie inni, co 

dostaniesz na urodziny czy pod choinkę. Dlatego nauczyłam 

się blokować umysł. 
Chwil

ę czekała, aż Adrien coś powie, ale on wpatrywał się w 

nią bez słowa.  
- Kiedy m

ój mąż zaczął dłużej zostawać w pracy, po raz 

pierwszy po wielu latach postanowiłam skorzystać z tego 

daru. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że 

będąc ze mną w łóżku, fantazjuje o naszej wspólnej przy-

jaciółce. Spytałam go i przyznał się do romansu. Koniec 

historii, koniec małżeństwa. 
- M

ówiłem ci, że nie wierzę w takie rzeczy. 

- W dniu, w kt

órym przekroczyłam próg tego domu, zaczęły 

mnie nachod

zić twoje myśli. Nie chciałam ich słuchać, ale 

były zbyt silne i nie byłam w stanie ich zablokować. 
- To niedorzeczne. 
- Czy

żby? Kiedy przyszłam do ciebie na werandę, wtedy 

kiedy kochaliśmy się po raz pierwszy, wiedziałam, że 

wcześniej o tym fantazjowałeś. 
Przez moment wygl

ądał, jakby go zamurowało, po chwili 

jednak na jego twarzy pojawił się wcześniejszy wyraz 
niedowierzania. 
- Do czego zmierzasz? 
- Odebra

łam też inne obrazy z twoich myśli. Była na nich 

Chloe. To od ciebie przypadkowo się dowiedziałam, jak ma na 

imię. 
- Nie chc

ę tego słuchać. 

- Ale musisz, poniewa

ż wiem, że przydarzyło jej się coś złego 

i że to coś zżera cię od środka. 

background image

- Skoro potrafisz czyta

ć w myślach, powinnaś już znać tę 

okropną historię. 
- Nie wiem wszystkiego, poniewa

ż blokujesz mi dostęp do 

myśli. A może podświadomie nie chcę ich poznać, bo się boję, 

że zrobiłeś coś strasznego?  
- Tu si

ę akurat nie mylisz. 

Adrien podni

ósł się i ruszył w kierunku schodów. Selene 

wyprzedziła go i zatarasowała mu drogę, gotowa wyciągnąć 

zeń wszystkie odpowiedzi. 
- Tym bardziej winien mi jeste

ś prawdę. 

Morrell usiad

ł na schodach i zakrył twarz dłońmi. Kiedy 

chwilę później spojrzał na nią, w jego oczach dostrzegła 

głęboki poruszający ból. Jego umysł niespodziewanie się 

otworzył, ukazując serię bardzo szybko się zmieniających 

obrazów. Młoda ciemnowłosa kobieta o niebieskich oczach 

wspina się na skałę. Wyciąga dłoń po pomoc, nie mogąc się 

utrzymać. Spada, uderza na wysokości o skały, jej pozbawione 

życia ciało wisi tragicznie na linie. Ta sama kobieta, która 
n

awiedzała ją w snach. 

Wizje zacz

ęły się rozmywać i Selene usiadła obok Adriena. 

- Spad

ła. 

Spojrza

ł na nią zmęczonym wzrokiem. 

- Nie mia

ła doświadczenia. Nie powinna była ze mną iść, ale 

ubłagała mnie. Jak zawsze nie potrafiłem jej odmówić. 
- Musia

łeś ją bardzo kochać. 

- By

ła moją siostrą. 

- Siostr

ą? - wydała stłumiony okrzyk zdziwienia. 

- Urodzi

ła się, gdy miałem dwanaście lat. Była córką mojej 

matki i tego drania mojego ojczyma. Jedynym dobrem, które 

wyniknęło z tego fikcyjnego małżeństwa. - Roześmiał się 
cynicznie. - 

Ironia losu chciała, że wuj Giles był 

administratorem spadku, a na dodatek w swojej ostatniej woli 

zapisał wszystko mnie, z wyjątkiem części Chloe, którą 

background image

miałem zarządzać. Nie muszę ci mówić, jak bardzo popsuło to 

moje stosunki z matką i jej godnym pożałowania mężem, 

który tylko czyhał na jej majątek. Kiedy skończyłem 

szesnaście lat, wyprowadziłem się od Gilesa. Przez cały czas 

pozostawałem w bliskich kontaktach z Chloe. Teraz obwiniają 

mnie o to, co się stało, i niestety mają rację. 
Selene obj

ęła go czule ramieniem. 

- To nie twoja wina. To by

ł wypadek. 

- Nie chc

ę więcej o tym mówić. - Oparł łokcie na udach i 

ukrył twarz w dłoniach. 
Instynkt podpowiedzia

ł Selene, że w tej układance brakowało 

jeszcze kilku kloców. Ponieważ jednak Adrien wyglądał jak 

przeciśnięty przez wyżymaczkę, postanowiła dać mu na 
dzisiaj spokój z pytaniami. 
- Przykro mi z powodu tego, co si

ę stało, cieszę się jednak, że 

mi o tym powiedziałeś. Chciałabym zdjąć z ciebie 

przynajmniej część tego ciężaru. 
- Dlaczego? - Spojrza

ł na nią zmieszany. 

- Poniewa

ż martwię się o ciebie. Jestem przy tobie szczęśliwa. 

Kiedy cię przy mnie nie ma, czuję się niepełna. Wiem, 

mówiłeś, że nie chcesz żadnych obietnic i zobowiązań, ale nie 

mogę nic poradzić na to, co czuję. 
Odwr

ócił się do niej i ujął jej twarz w dłonie. 

- Nie zas

ługuję na twoje współczucie. Nie zasługuję na ciebie, 

ale, na Boga, nie potrafię bez ciebie żyć. 
Nie mog

ła poruszać rękami ani nogami. Nie była w stanie 

wydobyć z siebie głosu ani odepchnąć zaciskających się na jej 
szyi palcó

w. Umierała duszona przez nieznanego napastnika. 

Nagle na szyi m

ężczyzny zabłysnął złoty medalion. Wtedy 

zdała sobie sprawę, że mordercą nie był obcy. 
Selene poderwa

ła się z łóżka, ciężko oddychając i drżąc na 

całym ciele. Spojrzała na puste miejsce u swego boku. Czyżby 

oddała serce demonowi, mordercy, a nie upadłemu aniołowi? 

background image

Adrien by

ł administratorem majątku Chloe. Czy był zdolny 

spowodować wypadek, żeby przejąć jej spadek? Niemożliwe, 

żeby instynkt co do jego osoby aż tak ją zawiódł. Zaczęła się 
pospie

sznie ubierać. Nim zdążyła uciec z sypialni, z łazienki 

wyszedł Adrien z ręcznikiem przewiązanym na biodrach i 

uśmiechnął się do niej. 
- Dok

ąd się wybierasz? 

- Chc

ę się ubrać, zanim przyjedzie Ella - wyjaśniła, starając 

się zwalczyć w sobie potrzebę przytulenia się do niego. 
- Ju

ż tu jest. 

- To dobrze - ucieszy

ła się. Nadeszło wsparcie, na wypadek 

gdyby jej obawy okazały się słuszne. - Ciekawa jestem, jak jej 

się udał wyjazd. - Cofnęła się o krok, kiedy się do niej zbliżył. 
- Co si

ę dzieje? - spytał. 

- Nic, wol

ę, żeby Ella nie przyłapała mnie w twojej sypialni. 

- Od teraz ju

ż zawsze będziesz spała w moim łóżku. Ella 

będzie się musiała do tego przyzwyczaić. - Roześmiał się. 
Zesz

łej nocy oddałaby duszę, żeby to usłyszeć, teraz sama nie 

wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. 
- Zobaczymy si

ę później - mruknęła i uciekła, póki jeszcze 

miała siłę. Nie oglądając się, pobiegła do łazienki w holu i 

zamknęła za sobą drzwi. Szybko dokonała niezbędnych 
porannych ablucji, po czym pow

ędrowała do swojego pokoju, 

żeby się ubrać. Weszła do środka i zauważyła na 

wyświetlaczu telefonu komórkowego, że któreś z rodziców 

próbowało się z nią skontaktować. Miała ochotę odłożyć 

rozmowę na później, w końcu jednak zdecydowała się 

zatelefonować do domu. Przysiadła na łóżku i nacisnęła 
szy

bkie wybieranie numeru. Po chwili usłyszała głos ojca o 

południowym akcencie. 
- Cze

ść, tato. Mówi Selene. Przepraszam, że wcześniej się nie 

odbierałam. 

background image

- Twoja siostra rodzi. Prosi

ła, żebym cię zawiadomił. Hannah 

była znana z nieodpowiedniego wyczucia czasu. 
Tym razem wykaza

ła się wyjątkowo dobrym. Doskonała 

wymówka, żeby stąd wyjechać. Czy będzie mogła żyć w 

spokoju, jeśli nie pozna prawdy przed powrotem do domu? 
- Ile jeszcze ma czasu? 
- Ostatni raport od matki m

ówił, że kilka godzin. Najpóźniej 

jutro rano. 
- Nadal zamierza rodzi

ć w domu? 

- Tak, cho

ć zupełnie tego nie rozumiem. Ma dobry szpital i 

środki przeciwbólowe na wyciągnięcie ręki. A ty nadal jesteś 
w Luizjanie? 
- Tak. Pozdr

ów Hannah. Postaram się przyjechać jak 

najszybciej. 
- Witaj w domu. 
Ella siedz

ąca przy kuchennym stole podniosła głowę znad 

sterty korespondencji, którą właśnie przeglądała. 
- Dzie

ń dobry. Już myślałam, że wyjechałaś. Jest prawie 

południe, a nie widziałam cię od rana.  
- Tak si

ę składa, że faktycznie muszę was opuścić na kilka 

dni

. Moja siostra rodzi i chciałabym przy niej być. Teraz 

jednak potrzebuję twojej pomocy 
- Postaram si

ę dopilnować wszystkiego, kiedy cię nie będzie. 

Powiesz mi tylko, co mam robić. 
Selene przysun

ęła się do Elli. 

- To nie ma zwi

ązku z remontem. Chodzi o Adriena. Muszę 

wiedzieć, co się naprawdę przydarzyło Chloe. 
- Nie mog

ę o tym rozmawiać. Dałam słowo Adrienowi. 

- Wiem, 

że spadła ze skałki i że nie żyje. Tyle mi powiedział. 

Boję się, że ukrywa coś gorszego. Czy to naprawdę był 
wypadek? 
- Dlaczego to dla ciebie takie wa

żne? 

- Poniewa

ż zależy mi na nim. 

background image

Ella przygl

ądała jej się przez dłuższą chwilę. 

- Zakocha

łaś się w nim. 

Mia

ła ochotę zaprzeczyć, ale to nie miało sensu. 

- Instynkt podpowiada mi, 

że wydarzyło się coś więcej. 

- To by

ł nieszczęśliwy wypadek, ale to tylko część historii. 

- Prosz

ę, powiedz mi prawdę. - Spojrzała na Ellę błagalnie. 

Kobieta bez słowa sięgnęła po kluczyk ukryty na półce nad 
sto

łem i podała jej go. 

- W pokoju naprzeciw jego sypialni, w drugiej szufladzie 
szafki nocnej znajdziesz odpowied

ź. 

Selene wsta

ła i położyła dłoń na ramieniu Elli. 

- Dzi

ękuję - zawołała i wyszła z kuchni. Pobiegła schodami na 

górę. Przestraszona tym, co może odkryć, na korytarzu na 

górze zwolniła kroku. Drzwi pokoju Adriena były uchylone. 

Pomyślała z nadzieją, że poszedł do biura. Dwa razy klucz 
wypad

ł jej z ręki, zanim trafiła do zamka. Przez cały czas 

towarzyszyło jej zdradzieckie spojrzenie demona i jego 

przerażający uśmieszek. W końcu pokonała drzwi. Ku jej 

zaskoczeniu wewnątrz nie było żadnych pamiątek po Chloe. 

Żadnych rzeczy, zdjęć czy innych śladów, że przebywała tu 

młoda kobieta. Znajdowało się tu tylko wąskie szpitalne łóżko 

ustawione wzdłuż okna oraz nocna szarka, o której 

wspomniała Ella. Pod ścianą stał złożony wózek inwalidzki. 
To wszystko. Zamiast odpowi

edzi w jej głowie zrodziło się 

tylko więcej pytań. Domyślała się, że Chloe nie zginęła w 

wypadku, lecz została sparaliżowana. Selene podeszła do 

szafki, otworzyła szufladę i znalazła w środku kilka kartek. 

Usiadła na podłodze po turecku i zaczęła je przeglądać. Szkice 

i akwarele przedstawiające motyle i drzewa, ptaki w locie oraz 

małą dziewczynkę z czarnymi lokami biegającą po trawniku 

przed willą z fasadą pomalowaną na żółto. Najsmutniejszy z 

obrazków ukazywał młodą kobietę z profilu siedzącą na 
wózku inwa

lidzkim i zasłaniającą rękoma twarz. Tragiczny 

background image

portret Chloe. Pod rysunkiem znalazła karteczkę zapisaną 
kaligraficznym pismem. 
Drogi Adrienie. 
Nienawidz

ę się za to, jakim stałam się dla Ciebie i dla Elli 

ciężarem. Jeszcze bardziej nienawidzę myśli, że musiałabym 

Cię opuścić. Nie zmuszaj mnie do tego. Nie jestem na tyle 
silna. 
Wybacz mi, 
Chloe. 
- Co ty tu, do diab

ła, robisz?

background image

ROZDZIA

Ł DZIESIĄTY 

Selene o ma

ło nie wypuściła wszystkiego z rąk, kiedy 

zobaczyła Adriena stojącego w otwartych drzwiach. W jego 
niebie

skich oczach kipiała wściekłość. 

- Szuka

łam tego. - Podniosła rysunki i list. - I co się 

spodziewałaś znaleźć? 
- Odpowiedzi. Wiem, 

że Chloe przeżyła wypadek i że 

skończyła na wózku inwalidzkim. Muszę wiedzieć, co się 

wydarzyło później. Czy masz coś wspólnego z jej śmiercią? 
- Tak. 
- Co jej zrobi

łeś? 

Adrien milcza

ł. W głowie Selene pokazały się nowe obrazy. 

Chloe leżąca w łóżku z zamkniętymi oczyma. Jej brat 

pochylający się nad nią, zbliżający dłonie do jej szyi i... 

sprawdzający puls. Ujmujący, pełen bólu jęk Adriena, od 

którego poczuła duszności. 
- Odebra

ła sobie życie? 

Morrell przez chwil

ę chodził po pokoju, po czym zatrzymał 

się przy oknie i odwrócił do niej. 
- Przez jedno 

śledztwo koronera już przeszedłem, drugiego nie 

potrzebuję. 
- Chc

ę tylko złożyć w całość to, co wiem o tej sprawie. 

- Jej 

śmierć spowodowało moje zaniedbanie. 

- Powiniene

ś to z siebie wyrzucić. Nosisz wszystko w sobie 

zbyt długo i to cię niszczy. 
- Chcesz prawdy, to j

ą dostaniesz. Tylko uprzedzam, że to nie 

jest historia dla kogoś, kto przez całe życie żył w małym 

bezpiecznym światku. 
- Nic mnie to nie obchodzi. Musz

ę wiedzieć, co się stało. 

- Chloe by

ła sparaliżowana od klatki piersiowej w dół. Mogła 

sama oddychać, przynajmniej do pewnego momentu. - Zaczął 

niespokojnie krążyć po pokoju. Miał podkrążone oczy i twarz 

wykrzywioną dręczącymi go wyrzutami sumienia. - Czuła się 

background image

coraz gorzej. Na dzień przed jej śmiercią nalegałem, żebyśmy 

następnego dnia pojechali do szpitala, gdzie otrzymałaby 

lepszą pomoc. Nie chciała, ale ja podjąłem decyzję. Wcześniej 

Ella opiekowała się nią w ciągu dnia, a ja w nocy. Czytałem 

jej przed snem. Potem siedziałem przy niej, czuwając. Tamtej 
nocy... - 

opuścił smutno głowę - byłem zbyt wykończony i 

niechcący przysnąłem. Kiedy się obudziłem, nie oddychała. 
Zastosowa

łem pierwszą pomoc, ale niestety było już za późno. 

Myślę, że Chloe się poddała. 
Selene od

łożyła rysunki na łóżko i podeszła do niego. Smutek 

bijący z jego głosu rozdzierał jej serce. 
- Jak d

ługo się nią opiekowałeś? 

- Przez dwa lata. Popo

łudniami zabierałem ją na spacery po 

plantacji, żeby pooddychała świeżym powietrzem. Uwielbiała 

podczas nich rysować i choć przychodziło jej to z wielkim 

trudem, nie poddawała się, starając się robić to, co kocha. To 
wszystko by

ło jednak za mało. Nie potrafiłem jej 

zmobili

zować, żeby dalej walczyła. 

- Niewiele os

ób byłoby zdolnych do takiego poświęcenia. 

Zrobiłeś wszystko, co mogłeś. 
- Gdybym nie zasn

ął, zdążyłbym wezwać pogotowie i nie 

umarłaby. 
- A mo

że odsunąłbyś tylko to, co i tak było nieuniknione. Jej 

stan się pogarszał i nie wiadomo, ile jeszcze by wytrzymała. 
- Zas

ługiwała na to, by żyć dłużej. 

- Zas

ługiwała na spokój. Przestań się obwiniać. 

- Nie potrafi

ę. 

- Postaraj si

ę. Musisz. - Objęła go w pasie. - Chloe nie 

chciałaby, żebyś tak żył. Nikt nie żąda, żebyś o niej 

zapomniał. Przecież sama cię prosiła, żebyś jej wybaczył. 
Zrobisz to? 
- Ju

ż to zrobiłem. 

- A teraz musisz jeszcze wybaczy

ć sobie. Pozwól jej odejść. 

background image

- Tego, co jej uczyni

łem, nie da się wybaczyć. Zawiodłem ją 

dwa razy. 
- Ona ci wybacza i ja r

ównież. 

Adrien uj

ął twarz Selene w dłonie i zmusił ją, żeby na niego 

spojrzała. 
- Ucieknijmy st

ąd. Wystarczy jeden telefon, żebyśmy w ciągu 

kilku godzin znaleźli się na drugim końcu świata. 
- Nie mog

ę. Nie teraz. 

- Boisz si

ę mnie. Nie masz absolutnej pewności, czy mówię 

prawdę.  
- Ufam ci, ale musz

ę pojechać na kilka dni do domu. Hannah 

rodzi swoje pierwsze dziecko. Gdy wrócę, zabierzesz mnie, 

dokąd zechcesz. 
- Jed

ź do rodziny. Zostań na zawsze w Georgii. Nie pasujesz 

do tego miejsca ani do mnie. Przy mnie czeka cif tylko 
smutek. 
B

ól przeszył jej serce, a oczy zamgliły się łzami. 

- Wcale tak nie my

ślisz. 

Odwr

ócił się do niej plecami i podszedł do okna. Starała się 

wejść w jego myśli, ale widziała jedynie ciemność. Żadnych 

uczuć, emocji, żalu. 
- Chcesz, 

żebym odeszła, zostawiając za sobą to, co nas 

łączyło? 
- Dzielili

śmy tylko rozkosz fizyczną i czas, nic więcej. 

- By

ć może dla ciebie to tylko tyle znaczyło. Dla mnie to było 

coś ważniejszego. Wiesz, zastanawiałam się, dlaczego nie 

zatrzymałam się w Baton Rouge pierwszej nocy, kiedy 

przyjechałam do Luizjany. Dlaczego jechałam dalej, choć było 

późno i byłam zmęczona. Dlaczego przenocowałam w St. 

Edwards i zamiast następnego ranka ruszyć dalej, zostałam na 

kilka dni. Teraz już wiem. 

Żeby ocalić mnie przede mną samym?  

- Nie, 

żeby cię pokochać. 

background image

- Tym razem si

ę panu udało, panie Morrell. 

Adrien siedz

ący na szpitalnym łóżku podniósł wzrok na Ellę, 

która przyglądała mu się z szyderczym wyrazem twarzy. 
- Nie powinna

ś była jej tu sprowadzać.  

- Nie da

łeś mi wyboru. - Weszła do pokoju i usiadła przy nim. 

Miała prawo poznać prawdę, że nie jesteś potworem. Ona cię 

kocha i powinieneś przyjąć jej uczucie. 
- Gdyby

ś wszystko o niej wiedziała, na pewno byś się 

ucieszyła, że odeszła. 
- Je

śli myślisz o jej umiejętności czytania w myślach, to 

powiedziała mi o tym przed wyjazdem. 
- To nie ma sensu. 
- Przeciwnie. 
- Jeste

ś inteligentną kobietą i dobrze wiesz, że to niemożliwe. 

Żyję na tym świecie od dawna i wierzę, że to prawda. 

Widziałam to. Kiedy tylko przekroczyła próg naszego domu, 

zwróciłam uwagę, że jest inna. Że nie zjawiła się tu bez 

przyczyny. Inaczej nie zatrudniłabym jej, bo nie ma 

doświadczenia. 
- Niech ci

ę diabli z tą wiarą w przeznaczenie - warknął przez 

zaciśnięte zęby. 
- A ty wstydzi

łbyś się szargać pamięć siostry użalaniem się 

n

ad sobą. 

- Nie zamierzam tego wys

łuchiwać. 

- Ale b

ędziesz musiał. Oboje popełniliśmy błąd, za późno 

zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo pogorszył się stan 

Chloe. Chcieliśmy dobrze. Selene również. Zmusiła cię, żebyś 

poczuł coś więcej niż ból. Udowodniła ci, że nadal jesteś 

mężczyzną, a nie pustą skorupą człowieka. Może ci się to nie 

podobać, lecz ta kobieta stała się częścią ciebie. A teraz 

wyjaśnij mi, co zamierzasz z tym zrobić? - Nic. Powiedziałem 

jej, żeby sobie poszła i więcej nie wracała. 
- Wróci, 

jeśli ją o to poprosisz. 

background image

W g

łębi duszy bardzo tego pragnął. Dotychczas nie zdawał 

sobie sprawy z tego, ile dla niego znaczyła. 
- Nie mam poj

ęcia, jak się z nią skontaktować. 

- To dalej si

ę nad sobą użalaj. - Ella się zamyśliła. - Poza tym, 

skoro potrafi cz

ytać w myślach, dowie się, co czujesz. Nawet 

teraz nie umiesz przestać o niej myśleć. Skończ się zadręczać i 

powiedz jej, że popełniłeś błąd. Inaczej skażesz się na 

samotność, a Chloe znienawidzi cię za to, że zmarnowałeś 

sobie życie. 
- Jest taki s

łodki. - Selene podniosła wzrok na siostrę znad 

trzymanego w ramionach niemowlęcia, napotykając jej dumne 
spojrzenie. - 

Jak mu dasz na imię? 

- Trey, skoro jest Douglasem trzecim. 
- Wygl

ąda jak Trey. Jak ty sobie poradzisz z małym 

chłopcem, siostrzyczko? 
- Nigdy nie mia

łam problemów z mężczyznami - roześmiała 

się Hannah. 
Dziecko zacz

ęło się wiercić i Selene odłożyła je do koszyka 

obok łóżka matki. 
- Odpocznij, p

óki śpi. Wyglądasz na zmęczoną. 

- Ty r

ównież. Możesz się zatrzymać u nas w pokoju 

gościnnym, chyba że wolisz zamieszkać u rodziców. 
- Nie zastanawia

łam się jeszcze, co zrobię. - Nagle zdała sobie 

sprawę, że nie ma dokąd pójść. - Chętnie zostałabym tu z tobą 

i pomogłabym ci przez jakiś czas przy małym. 
- A twoja praca? - Hannah zmarszczy

ła brwi. 

- To ju

ż skończone. - Podobnie jak związek z Adrienem. Do 

oczu napłynęły jej łzy. 
- Wylali ci

ę? 

- W

łaściwie tak - odparła, pocierając nos, żeby się nie 

rozpłakać. 
- I co teraz zrobisz? 

background image

- Nie mam poj

ęcia. Pomyślę o tym jutro, jak przystało na 

dziewczynę z południa. 
- Zawsze ze wszystkim zwlekasz, kochana córeczko. 
Na d

źwięk łagodnego głosu, Selene zesztywniała. Odwróciła 

się i ujrzała stojącą w drzwiach z torbą podróżną w dłoni 

Lynette Albright. W białym kostiumiku, z blond włosami 

starannie ułożonymi w kok, wyglądała jak królowa wyższych 
sfer. 
- Witaj, mamo. - U

śmiechnęła się, kryjąc zakłopotanie. 

- Tylko tyle masz mi do powiedzenia po tym, jak znikn

ęłaś 

bez słowa kilka tygodni temu? 
K

łótnia z matką była ostatnią rzeczą, na jaką Selene miała 

ochotę. 
- Pos

łuchaj, mamo, jestem bardzo zmęczona i marzę teraz 

tylko o tym, żeby się położyć. 
- Skoro Selene zostaje u nas, mo

żesz wracać do ojca -

oświadczyła Hannah. 
- Mowy nie ma. - Pos

łała córce karcące spojrzenie. - Na 

pewno będziesz potrzebowała przy dziecku pomocy, 
szczególnie w nocy. 
- Karmi

ę piersią, a w tym raczej mi nie pomożesz. 

- Mo

że zanim pójdziemy spać, napijemy się herbaty 

rumiankowej? Hannah tymczasem nacieszy si

ę dzidziusiem - 

zaproponowała Selene polubownie. 
- Doskonale - odpar

ła nadal lekko naburmuszona Lynette. - 

Je

śli w nocy będziesz czegoś potrzebowała, obudź mnie - 

rozkazała drugiej córce. - Nawet jeśli nie mam mleka, to mogę 

pokołysać małego. 
Kobiety pos

łały młodej mamie całusy i wyszły do kuchni. 

Lynette wyjęła kubki z szafki, a Selene wstawiła czajnik z 

wodą. Przez dłuższą chwilę obie milczały. 
- Opowiedz mi o swojej pracy - przerwa

ła w końcu ciszę 

matka. 

background image

- Zajmowa

łam się remontem zabytkowej rezydencji, ale już 

skończyłam. 
- Szybko posz

ło. Pewnie nie było zbyt wiele do zrobienia. 

- Wszystko zorganizowa

łam i teraz pracami pokieruje ktoś 

inny. 
- I co dalej zamierzasz? 
- Pomy

ślałam, że wykorzystam wykształcenie, które mi 

daliście. Może zacznę współpracować z firmą dekoratorską 

albo otworzę własny interes? Chcę się specjalizować w 
remontach obiektów historycznych. 
- Jan Mayers ma w centrum sklep ze sztuk

ą użytkową. 

Ucieszyłby się, gdybyś dla niego pracowała. Zadzwonić do 
niego? 
- Jan jest dekoratorem wn

ętrz. Mnie interesuje szerszy zakres. 

Tak czy inaczej, dziękuję za propozycję - dodała, widząc, że 

matka poczuła się urażona. - Jeśli nie mielibyście z tatą nic 

przeciwko temu, chciałabym się zatrzymać u was w domu, 

dopóki nie znajdę własnego mieszkania.  
- Ale

ż oczywiście - ucieszyła się. - Twój dawny pokój jest do 

twojej dyspozycji. 
- Dzi

ękuję. To nie potrwa długo. Smutno jest musieć wracać 

do rodziców w tym wieku. 
- Zawsze b

ędziesz mile widziana. Zostaniesz tak długo, jak 

będziesz miała ochotę. - Lynette przez dłuższą chwilę 

wpatrywała się w płyn w kubku, po czym zwróciła się do 
córki: - 

Chyba powinnam cię przeprosić, że tak rozpaczałam 

nad twoim rozwodem. Wiązałam tyle nadziei z tym 

małżeństwem. 
- To by

ła raczej fuzja, a nie związek. Nie było nam ze sobą 

dobrze. 
- Teraz to wiem. Ja tylko chcia

łam, żebyście ty i Hannah były 

szczęśliwe. - Westchnęła. - Nie byłam zadowolona z 

małżeństwa twojej siostry z Doughiem. Szybko się jednak 

background image

przekonałam, że bardzo się kochają, a to jest znacznie 

ważniejsze niż całe złoto Georgii. 
W ko

ńcu matka zrozumiała, że wartości mężczyzny nie ocenia 

się po zawartości jego portfela. 
- Wiem, co masz na my

śli. Wielka miłość to taka, kiedy na 

widok ukochanego mężczyzny tracisz oddech, a gdy nie ma 

go przy tobie, czujesz fizyczny ból. Kiedy stajesz się częścią 

jego duszy i ciała. 
-Nie wiedzia

łam, że tak bardzo byłaś związana z Richardem. - 

Na twarzy L

ynette pojawiło się zaciekawienie. 

- Nie z nim i w tym w

łaśnie tkwił problem. Kiedyś kochałam 

kogoś tak bardzo. 
- Na pewno odnajdziesz jeszcze prawdziwe uczucie. Wszystko 
jest mo

żliwe. 

- Mam nadziej

ę. A teraz najwyższa pora spać.  

- Obawiam si

ę, że będziemy się musiały zmieścić na jednym 

łóżku. 
- Mog

ę spać na sofie. 

- Nie ma takiej potrzeby. - Lynette si

ę podniosła. - Kiedy 

byłaś mała, często miewałaś złe sny. Przybiegałaś wtedy do 

nas do sypialni i wczołgiwałaś się pod kołdrę między mnie a 

tatę. 
Selene u

śmiechnęła się na wspomnienie tamtych nocy, kiedy 

mama tuliła ją i śpiewała jej kołysanki. 
- Teraz jestem troch

ę większa. 

- Dzi

ęki Bogu nie będziemy musiały dzielić łóżka z tatą. 

Chrapie głośniej niż stary niedźwiedź. 
Zanim zasn

ęły, Selene przytuliła się do matki i wyszeptała: 

- Kocham ci

ę. 

Selene... 
G

łęboki rozżalony męski głos wyrwał ją ze snu. Usiadła na 

łóżku i rozejrzała się po pokoju. Wtedy usłyszała go po raz 
drugi. 

background image

Potrzebuj

ę cię. 

Pomimo 

że dzieliły ich setki kilometrów, myśli Adriena 

przedostały się do jej umysłu. Nie tylko usłyszała jego głos, 

ale poczuła również jego cierpienie, jakby to było jej własne. 
Zdeterminowana, staraj

ąc się zachować ciszę, pospiesznie 

wstała. Wciągnęła dżinsy i podkoszulek. Przysiadła na 

krawędzi łóżka, żeby zawiązać tenisówki i spostrzegła, że 

leżąca obok matka wpatruje się w nią.  
- Jest czwarta. Dok

ąd się wybierasz? 

- Wracam do Luizjany. 
- Ale po co? - Lynette zrzuci

ła kołdrę i włożyła szlafrok. 

- Musz

ę coś załatwić. 

- Czy to nie mo

że poczekać kilku dni? Selene podniosła się i 

zaczęła pakować torbę. 
- Nie, to bardzo wa

żne. 

- Wa

żniejsze od twojej siostry i rodziny? 

- R

ównie ważne. - Przeczesała włosy, zapięła torbę i 

odwróciła się do matki. 
- Pami

ętasz, jak mówiłaś, że chcesz, żebyśmy były 

szczęśliwe? I jak zawsze nas uczyłaś, że nie wolno zostawiać 

niedokończonych spraw? 
-Tak, ale... 

Żadnych ale. Teraz nie czas na rodzicielskie kazania. Muszę 

zakończyć coś, co zaczęłam, i od tego zależy moje szczęście. 
- Czy ma to zwi

ązek z mężczyzną? - Lynette zmarszczyła 

brwi. 
- Tak, chodzi o m

ężczyznę, którego kocham tak bardzo, że 

gotowa jestem podjąć o niego walkę. 
- Rozumiem, 

że nie wyperswaduję ci tego? 

- Nie. Musz

ę to zrobić, inaczej do końca życia będę żałowała. 

Powiedz Hannah, że w końcu przestałam być ostrożna, że 

kocham ją i wkrótce przyjadę. Ona zrozumie. 
- Jak d

ługo cię nie będzie? 

background image

- To zale

ży od niego. - Pocałowała matkę w policzek i mocno 

uścisnęła.  
- Czy on ma jakie

ś imię? 

- Adrien Morrell. 
- Czy jest dobrym cz

łowiekiem? 

- Tak, cho

ć nie zdaje sobie z tego sprawy. 

- Tylko nie m

ów mi, że nie ma grosza przy duszy -mruknęła 

Lynette. 
Selene u

śmiechnęła się i skierowała do drzwi. 

- Przeciwnie, ma a

ż nadto pieniędzy i ma moją miłość, a jak 

sama mówiłaś, to jest o wiele ważniejsze niż całe złoto 
Georgii. 
Selene dotar

ła na plantację około południa. Przejechała całą 

drogę wspierana przez adrenalinę i perspektywę zobaczenia 

Adriena. Zostawiła torbę podróżną w samochodzie, na 

wypadek gdyby znów ją odprawił, i ruszyła do wejścia. 

Podobnie jak za pierwszym razem, kiedy się tu zjawiła, Ella 

kazała jej długo czekać, zanim otworzyła drzwi. Wcale się nie 

zdziwiła na widok Selene. 
- Czeka

łam na ciebie. 

- Gdzie on jest? 
- W biurze, a gdzie

żby indziej. 

- To dobrze. Musz

ę z nim porozmawiać. 

- Twoja siostra ju

ż urodziła? 

- Tak, ch

łopczyka. Opowiem ci wszystko później. Najpierw 

muszę coś załatwić, zanim stracę odwagę. 
- Oczywi

ście, ale ostrzegam cię: jest w podłym nastroju. 

- Zupe

łnie jak ja. 

Pomimo zm

ęczenia Selene od razu pobiegła do rotundy i w 

mgnieniu oka wdrapała się po schodach na górę.  
- Wró

ciłam. - Posłała triumfalne spojrzenie posągowi demona 

i ruszyła korytarzem do gabinetu Morrella. 

background image

Otworzy

ła drzwi bez pukania. We wnętrzu panował mrok, 

ponieważ wszystkie zasłony były zaciągnięte. Pomimo 

ciemności dostrzegła Adriena siedzącego przy biurku. 

Zdecydowanym krokiem podeszła do najbliższego okna i 

odsłoniła je. 
- Nawet nie pr

óbuj mi przerywać - warknęła. - Powiedziałeś 

mi, żebym tu nigdy nie wracała. - Rozsunęła zasłony przy 
kolejnym oknie. - 

Kiedy mnie tu nie było, zrozumiałam kilka 

ważnych rzeczy. - Obeszła biurko, oparła się o nie dłońmi i 

patrząc mu w oczy, ciągnęła dalej: - Po pierwsze, zgodnie z 

tym, co mi na początku powiedziałeś, zatrudniła mnie Ella, nie 

ty. Po drugie, podpisałam umowę i zamierzam się z niej 

wywiązać. Nie wyjadę stąd, dopóki nie doprowadzę tej 

posiadłości do porządku. Co więcej, zabraniam ci odgrywania 

roli tragicznego bohatera. Śmierć Chloe była wielkim 

nieszczęściem, ale nie jesteś jej winien. Twoja siostra 

dokonała bardzo trudnego wyboru i uszanuj go. Ja również 
dokona

łam wyboru i nie zamierzam cię stracić, choć ty sam 

się poddałeś. 
Adrien trwa

ł w bezruchu, nie odzywając się. 

- Co s

ądzisz o tym, co do tej pory powiedziałam? 

- Nie chcia

łem ci przerywać, bo najwyraźniej jesteś na fali. 

Żebyś wiedział. I nie dam ci spokoju, dopóki nie pojmiesz, 

że miłość przynosi przebaczenie. A ja cię kocham, choć ty 

teraz sobą pogardzasz. Pasujemy do siebie i jest nam razem 

dobrze. Miejsce damulki z południa, za jaką mnie uważałeś, 

zajęła ślicznotka z piekła rodem. Zaczekaj, a zobaczysz, na co 

mnie stać. 
Bo

że, tak bardzo cię kocham, usłyszała w myślach jego głos. 

- Powiedz to g

łośno, do cholery! Wstał i odwrócił się do niej 

plecami. 
Nie mog

ę ci tego zrobić, nie wolno mi, zagrzmiało w jej 

głowie. 

background image

Podesz

ła do niego i pociągnęła go za ramię tak mocno, że 

stanął przed nią twarzą w twarz. 
- W

łaśnie że możesz. Musisz tylko uczciwie wyznać, co 

czujesz. Proszę, muszę usłyszeć, jak to mówisz! 
Adrien milcza

ł. Selene oparła czoło o jego tors. Z oczu 

popłynęły jej łzy. Wtedy otoczył ją ramieniem i przysunął usta 
do jej ucha. 
- Kocham ci

ę - wyszeptał i przytulił ją mocno. Po chwili wziął 

jej twarz w dłonie i zajrzał w oczy. 

Ślicznotka z piekła rodem? 

- Tak, i nie zapominaj o tym. - Roze

śmiała się przez łzy.

background image

EPILOG 
Dwa lata p

óźniej. 

Maison de Soleil. Willa Wschodz

ącego Słońca. 

Nowo wyremontowana luizja

ńska rezydencja okazała się być 

pierwszym krokiem Selene Winston Morrell ku wolności i 

szczęściu. 
Fasada willi zosta

ła pomalowana na biało i żółto. Nigdzie nie 

został ślad żałobnej czerni, która dominowała tu przez wiele 

lat. Cały dół budynku został odnowiony z zachowaniem 

dawnego majestatu i dbałością o detale historyczne. Pokój, 

który niegdyś był miejscem smutku, został przekształcony w 

biuro Selene, w którym prowadziła konsultacje z zakresu 
dekoracji wn

ętrz. 

Opr

ócz ogromnego sukcesu, jakim było odrestaurowanie 

rezydencji, Selene osiągnęła drugi, jeszcze ważniejszy, który 

właśnie Adrien trzymał w ramionach. 
Ojciec z c

órką podeszli do rozstawionego w ogrodzie stołu, z 

którego Selene właśnie sprzątała naczynia i resztki po 

przyjęciu urodzinowym. 
Dziewczynka mia

ła czarne loki i oczy niebieskie jak letnie 

niebo. Była podobna do ojca jak dwie krople wody. Na ich 
widok serce matki zabi

ło mocniej z radości. Ukochana 

córeczka rodziców urodziła się w rok po ślubie, który zawarli 

na plaży na wyspie Barbados. 
Selene wrzuci

ła papierowy obrus do kosza na śmieci, 

przyklękła i wyciągnęła ręce do dziewczynki. 
- Chod

ź do mnie, Chloe. 

Adrien postawi

ł małą na ziemi i dziewczynka podreptała przez 

trawnik do mamy tak szybko, ja

k tylko pozwalały jej na to 

małe nóżki. Kiedy biegła, jej czarne loki podskakiwały 

zabawnie, a na buzi pojawił się tryskający radością uśmiech. 

Była tak pełna życia jak niegdyś niezwykła młoda 

background image

dziewczyna, po której otrzymała imię. Selene wzięła Chloe na 

ręce i przytuliła policzek do jej twarzy. 
- Pi

ęknie pachniesz. Jak wam się udała kąpiel? 

- Pilnowanie jej w wannie i wyci

ąganie przy tym lukru z jej 

uszu i włosów okazało się sporym wyzwaniem. 
- Zas

łużyłeś na pięć punktów w rankingu dobrych tatusiów - 

roześmiała się. 
Chloe ziewn

ęła i przytuliła główkę do ramienia matki. 

- Jest ju

ż bardzo zmęczona. Przynajmniej będzie spała przez 

całą drogę do Shreveport. 
- Pewna jeste

ś, że chcemy ją tam wysłać? 

- Nie rozmawiamy o niczym innym, od kiedy Ella 
zaproponowa

ła, że ją zabierze na wakacje. To tylko tydzień. I 

tak kiedyś będziemy musieli ją wypuścić spod naszych 

skrzydeł. 
- Masz racj

ę. Twoja rodzina już pojechała? 

- Tak, kilka minut temu. Rozmawia

łeś z matką? 

- Dzwoni

ła złożyć Chloe życzenia. Pytała, czy mogłaby wziąć 

ją do siebie na dwa dni i zgodziłem się.  
- Ciesz

ę się. - Selene miała nadzieję, że jej teściowa 

przyjedzie na przyjęcie. Przynajmniej Adrien zaczął się z nią 

komunikować. I bardzo chciała poznać swoją wnuczkę. -

Wszyscy już pojechali, oprócz... 
- Chod

ź tu, cukiereczku, daj całusa wujowi Jebowi na 

pożegnanie. 
Gdy tylko Chloe us

łyszała zaproszenie, wyrwała się matce z 

ramion i podreptała w kierunku staruszka. Adrien podszedł do 

Selene i objął ją w talii. Z radością przyglądali się, jak ich 

pociecha wspina się na kolana siedzącego na wózku Jeba. 
- Chloe go uwielbia - zauwa

żyła Selene z melancholią w 

głosie. 
- Jeb jest wspania

łym dziadkiem. 

background image

- To prawda. Martwi

ę się, że może go nie zapamiętać. Ale z 

drugiej strony to dobrze. Łatwiej jej będzie się z nim rozstać, 
kiedy nadejdzie jego czas. 
- Na zawsze pozostanie w naszych wspomnieniach, które jej 

przekażemy. Poza tym, skoro tak długo jest na tym świecie, 

czuję, że nie opuści nas jeszcze przez kilka najbliższych lat. 
Selene bardzo chcia

ła w to wierzyć, ale w podświadomości 

wyczuwała, że tu na ziemi zbliża się koniec drogi życiowej 
Jeba. 
- Lepiej p

ójdę go ratować, zanim twoja córka udusi go z 

miłości jego własną muchą. 
- Dlaczego ona zawsze, kiedy co

ś psoci, jest moją córką? 

- Prawo matek. 
- Chloe, nie 

żuj muchy wuja Jeba. 

- Wszystko w porz

ądku, pani Selene. Przy niej czuję się 

znowu młody. 
Od strony domu nadesz

ła Ella z dużą czerwoną torbą na 

ramieniu. 
- Gotowi do drogi? 
- Pani Ellu, je

śli nie ma pani nic przeciw temu, chciałbym 

zamienić na osobności słówko z panią Selene. 
- W takim razie zabior

ę małą, żeby się pożegnała z tatą - 

oświadczyła i zdjęła dziewczynkę z jego kolan. 
- Pa, pa! - Chloe wyci

ągnęła rączkę i pomachała. 

- B

ądź szczęśliwa, dziecinko. Jesteś darem dla tego świata - 

odpowiedział Jeb. 
Selene 

ścisnęło w gardle, kiedy zrozumiała, że Jeb żegna się 

na zawsze. Popychając wózek staruszka, ruszyła w kierunku 
zagajnika orzechowego. 
- O co chodzi? - spyta

ła. 

- Rozmawia

łem dziś z panną Chloe - westchnął. 

- Wiem, zaczyna ju

ż mówić. 

- Chodzi

ło mi o siostrę Adriena. 

background image

- Jak to? - zdziwi

ła się. 

- Widzia

łem ją wśród aniołów, kiedy spoglądałem na jej 

portret, ten wiszący obok podobizny panny Grace. Prosiła, 

żebym pani przekazał wiadomość. Dziękuje pani za 

przywrócenie brata do życia i za to, że go pani tak kocha. 
Teraz mo

że spokojnie odejść do domu. 

- Dzi

ękuję, że mi to mówisz. 

- Jestem stary. Najwy

ższy czas, żebym się również udał do 

domu. 
- Domy

ślam się. To był długi dzień.  

- Chcia

łem powiedzieć, że jestem gotowy spotkać się z moją 

rodziną w domu niebieskim. 
- Rozumiem. B

ędziemy bardzo za tobą tęsknić - odparła, 

gładząc go po policzku z oczami pełnymi łez. 
- Prosz

ę nie płakać. - Otarł jej łzy. - Miałem dobre życie i 

panią czeka podobne. Proszę się opiekować małą i kochać 

swojego mężczyznę. On polega na pani i pani miłość 

utrzymuje go przy życiu. 
- On r

ównież jest dla mnie oparciem. 

- Oczywi

ście. Jego przeznaczeniem było zrozumieć panią, a 

pani - 

pokochać go. 

Selene mocno przytuli

ła staruszka, po czym ruszyli w 

kierunku czekającego samochodu. Jeb przez ostatnie dwa lata 
st

ał się bardzo ważną osobą w życiu Morrellów i każde 

rozstanie z nim było dla nich coraz trudniejsze, bo 

towarzyszyła mu obawa, że już go więcej nie zobaczą. 
- Niech pani nie b

ędzie smutna. Nie wiem dokładnie, kiedy 

zostanę wezwany, ale gdybym mógł liczyć na jeszcze jeden 

kawałek tego wspaniałego ciasta brzoskwiniowego pani Elli, 

pewnie postarałbym się przeciągnąć moje odejście, żeby mnie 

nie ominął kolejny niedzielny obiad. Lub nawet kilka. 
- To si

ę da załatwić. - Uśmiechnęła się. 

background image

Adrien pom

ógł wsiąść Jebowi na przednie siedzenie 

samochodu Elli, a Selene sprawdziła w międzyczasie, czy 

Chloe jest dobrze przypięta pasami i pocałowała ją w 
policzek. 
- B

ądź grzeczna - poprosiła. - Zobaczysz mamusię i tatusia za 

kilka dni. 
Dziewczynka wsun

ęła kciuk do buzi i przymknęła oczy. 

- Nic si

ę nie martwcie. Będzie się doskonale bawiła z wnuczką 

mojego brata. 
- Wiem. Gdyby sprawia

ła kłopot, daj nam znać. I zadzwoń, 

gdy tylko dojedziecie. 
- Na wypadek gdyby

ście byli zbyt zajęci, puszczę wam 

sygnał: jeden dzwonek. - Uśmiechnęła się dwuznacznie. 
Selene uca

łowała po raz ostatni córeczkę i Jeba, po czym 

zamknęła drzwi samochodu. Machając dłonią, obserwowała 

auto, aż zniknęło za horyzontem. 
Adrien obj

ął żonę w tali i przytulił, posyłając jej to samo 

spojrzenie, które ją oczarowało, kiedy go poznała. 
- Pani Morrell, czy kocha

ła się pani kiedyś pod starym 

drzewem? 
- Nie, ale zdecydowanie wola

łabym miękkie łóżko od twardej 

kory. 
- Zgoda, ale pod jednym warunkiem. - U

śmiechnął się. 

- Wiesz, 

że zawsze jestem otwarta na różne propozycje. 

- A co powiedzia

łabyś na drugie dziecko? 

- Nie mia

łabym nic przeciwko temu, żebyśmy mieli synka, 

który byłby do mnie podobny, skoro nasza córka zupełnie nie 
jest. 
- To mo

że od razu wejdziemy do środka i zabierzemy się do 

pracy?