background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WYWIAD Z KS. PIOTREM GLASEM

 

(Egzorcysta pełni posługę w Anglii) 

*** 

„Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach 
bezwodnych,  szukając  spoczynku,  ale  nie  znajduje.  Wtedy 
mówi: Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem; a przyszedłszy 
zastaje go nie zajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy 
idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on 
sam;  wchodzą  i  mieszkają  tam.  I  staje  się  późniejszy  stan 
owego człowieka gorszy, niż był poprzedni.” 

 

background image

 

WSTĘP 

Ksiądz Piotr Glas, choć z urodzenia jest Polakiem, pełni posługę w Anglii, a Słowo 
Boże głosi głównie w języku angielskim. Jego rekolekcje internetowe  obejrzały 
już setki tysięcy Polaków w Polsce oraz miliony osób na całym świecie 

W jego konferencjach również możemy usłyszeć dużo wiadomości o Anglii, bo na 
tym terenie działa. 

Zwraca nam uwagę, że tak na prawdę, nie wiemy ile zła dzieje 

się dokoła nas, powołując się na przykład Londynu, który jest drugim na świecie, 
zaraz  po  Neapolu,  miastem  satanistycznym. 

Nie  sprawia  ono  może  takiego 

wrażenia, ale to co się tam dzieje, to „podziemie” według księdza, oczywiście jest 
zakryte  przed  naszymi  oczami.  Ksiądz  Piotr  zachęca  też  do  nowenny 
pompejańskiej.  

Egzorcysta  zwraca  nam  uwagę  na  to,  że  jest  bardzo  wiele  kanałów,  które 
otwierają złemu dostęp do nas. Przykładem jest fakt, że ludzie często popadają 
w opętania z powodu trzech zranień: na płaszczyźnie emocjonalnej, seksualnej 
lub okultystycznej.  

Często problemem jest także to, że ludzie negują fakt, że ich problem należy do 
rzeczywistości  duchowej.    Mowa  jest  także  o  odrzuceniu,  poczuciu  niższości  i 
winy, czy przekleństwie międzypokoleniowym.  

Konferencje jego są bardzo ciekawe, ponieważ uświadamiają nam, że ta walka 
duchowa, o której bardzo często się milczy, jest prawdziwa. Od Ks. Glasa możemy 
usłyszeć rozmaite historie o ludziach, którzy musieli się z tym zmierzyć, historie 
z  jego  własnego  doświadczenia  egzorcysty.  Jesteśmy  ostrzegani  przed 
otwieraniem kanałów, abyśmy się pilnowali, by nie wejść stopą na teren wroga. 

Nie możemy zapomnieć, że to na Bogu musimy zwracać całą naszą uwagę, bo 
szatan lubi, jak ludzie go zauważają. Ksiądz Piotr Glas mówi nam, że szatan często 
podszywa się pod Boga, na co też musimy uważać, bo często jest tak, że wydaje 
nam się, że jesteśmy w niebie, a w rzeczywistości jest na odwrót.  

Musimy trzymać się mocno Dobrej Nowiny, która głosi, że zostaliśmy powołani 
do  światłości,  a  nie,  że  mamy  kroczyć  ścieżkami  ciemności.  Mamy  oddać  się 
Duchowi Świętemu, który nas prowadzi, aby nasze owoce były dobre, ‘Owocem 
zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, 
łagodność, opanowanie’
  (Ga 5,22), bo tam  gdzie te cechy są obecne, tam jest 
życie, tam nie ma złego.  

Ksiądz Glas zwraca także uwagę na moc jaką niesie błogosławieństwo, że to jest 
nasze powołanie by błogosławić, kiedy inni przeklinają.  

Słowo ma olbrzymią moc, na co wielu ludzi nie zwraca w ogóle uwagi, 

w mowie 

jest chwała i hańba człowieka, a język może sprowadzić jego upadek’ 

(Syr 5,13). 

background image

 

WYWIAD Z KS. PIOTREM (

Korzystano z materiałów „Królowej Różańca Świętego”)

 

Jak to się stało, że ksiądz został mianowany egzorcystą, i to w Anglii? 

To było w czasie, kiedy większość egzorcystów zostało mianowanych, po przez 
tzw. „przypadek”. W tym czasie nie zajmowano się tym tematem i 99% kapłanów 
niewiele wiedziało na ten temat, ani nas o tym nie uczono i nawet wykładowcy 
niewiele wiedzieli. Pamiętam, jakoś pół roku wcześniej, temat ten zaczął mnie 
interesować.  Oczywiście  literatury  o  posłudze  uwalniania  było  wtedy  bardzo 
mało,  nie  tak  jak  teraz.  Zacząłem  zdobywać  różne  książki  i  materiały  w  języku 
polskim, angielskim. Zacząłem się tym interesować, ale właściwie sam nie wiem, 
dlaczego to robiłem. To była taka chwilowa fascynacja przestrzenią, której do tej 
pory człowiek nie znał, a powinien. Wcześniej czułem się tak, jak lekarz, który nie 
wie, gdzie jest żołądek. Pomyślałem sobie, co jest grane? Po co mi to wszystko? 

Mieszkałem wtedy na takiej pięknej wyspie Jersey. Pewnego dnia o godzinie 4 
rano, na plebanię przyszedł młody człowiek, miał 16, 17 lat. Znałem go i całą jego 
rodzinę, był moim parafianinem. Zapytałem się czy potrzebuje jakieś pomocy. To 
był luty, pamiętam, że było zimno, od oceanu wiał przeraźliwy, silny wiatr. Pytam 
się: „Co ty tutaj robisz?”. A on odpowiada: „Czy mogę wejść?”. Zastanawiałem 
się, co z tym zrobić. Pomyślałem, że jest może pijany, potrzebuje pieniędzy, albo 
jakiejś pomocy. 

Wpuściłem go a on usiadł w przedpokoju. Próbowałem wyczuć alkohol, ale nic 
nie było czuć, trochę tylko papierosami, nie alkoholem. Pomyślałem, że może jest 
naćpany? Wtedy powiedział: „Pomóż mi”. Spytałem, co się stało. Czego ode mnie 
chce? Jak mam mu pomóc? Czy skądś uciekł?  

Odpowiedział  „Nie,  byłem  na  imprezie  całą  noc,  nad  zatoką”.  To  było  dość 
daleko, ok. 3 km od mojej parafii. Mówił, że musiał wyjść z tej imprezy i szedł 
wzdłuż morza 3 km plażą, a w połowie drogi znalazł piękną, białą różę. Tę różę 
przyniósł ze sobą. Dał mi ją. Zdziwiłem się, że jak to, róża w lutym na plaży? Może 
na ulicy ktoś by zgubił, ale na plaży? Piękna, biała róża, świeżutka. On powiedział: 
„Kiedy znalazłem tę różę, wiedziałem, że muszę tu przyjść”. 

Tak  jakoś  mi  się  skojarzyła  ta  róża  ze  św.  Teresą  z  Lisieux.  Od  Lisieux  to  było 
niedaleko. Pomyślałem, że może to święta Teresa go przysłała. Odprawiałem tam 
nabożeństwa  do  świętej  Teresy,  byłem  w  Lisieux,  niedaleko  mieszkałem. 
Wziąłem różę, poszliśmy do kaplicy, a on wtedy mnie poprosił: „Pomódl się nade 
mną”. 

Zacząłem się modlić i modliłem się chyba ze 2, 3 minuty jakąś zwykłą modlitwą… 
I wtedy dostał szału. Jak zaczęło nim rzucać, jak się zerwał na równe nogi, oczy 
się  zmieniły,  nagle  rzucił  się  na  ołtarz  i  mówi  do  mnie  tak:  „To  wszystko  ci 

background image

 

człowieku  rozwalę,  zginiesz,  zdechniesz!”.  Wziął  świecę,  zaczął  rozlewać  olej, 
mówił: „Spalę ten burdel!”. 

Przerażające. 

Rzucił się na mnie i przewrócił, nagle wybiegł z kaplicy, zaczął biegać po całym 
domu,  kopać,  rozwalać  wszystko,  co  stało  na  drodze.  Była  już  5  rano.  Potem 
znowu zszedł. 

Pomyślałem: „Boże, co się znowu będzie działo, co to w ogóle jest? Jest chory czy 
co?”. Wpadł do kaplicy, wziął obraz Miłosierdzia Bożego i trzasnął mnie w głowę. 
Ramki wbiły mi się w brzuch o obraz spadł na ziemię. Mówi: „No i gdzie teraz ten 
twój  Bóg?”.  Podniosłem  obraz  i  odpowiedziałem:  „Tu  jest”  i  postawiłem  go 
znowu. Wtedy powiedział: „To wszystko spalę” i uderzył mnie z wielką siłą. 

Czy miał ksiądz podejrzenie, że to siła złego ducha, czy że po prostu jest chory? 

Znałem go więc wiedziałem, że chory psychicznie nie jest, ale przeszło mi przez 
myśl, że owładnął nim szatan. Pan Bóg doskonale przygotowywał mnie na to, bo 
gdyby  nie  książki,  które  czytałem  kilka  miesięcy  wcześniej,  spanikowałbym 
i pomyślał, że on się pewnie naćpał. W momencie, kiedy on mnie chwycił, rzucił 
mnie  na  ziemię  i  powiedział:  „Ja  cię  teraz  zabiję”,  przeszły  mi  przez  głowę 
wszystkie myśli.  

Pomyślałem, że pewnie rano znajdą mnie martwego w kałuży krwi. Może znajdą 
i  jego.  Nie  wiadomo,  jakie  podejrzenia  pójdą  w  świat:  co  ja  robiłem,  może  go 
zaatakowałem, a on się biedny bronił. Przyszła mi myśl, że to jest już koniec… 

W tym momencie wpadłem na pomysł, żeby podejść do tabernakulum. Kiedy już 
zamachnął się na mnie, wyjąłem Hostię. W momencie, kiedy przystawiłem Pana 
Jezusa  przed  niego,  rzuciło  nim  gwałtownie  o  ziemię.  To  tak,  jakby  ktoś  go 
trzepnął  z  siłą  boksera.  Dopiero  kiedy  schowałem  Pana  Jezusa,  on  się  ocknął 
i nagle zapytał: „Co się stało?”. Odpowiedziałem: „Zobacz, coś ty narobił”. 

Zaczęliśmy  sprzątać,  potem  poszedł  spać.  Obudził  się  po  południu  i  nic  nie 
pamiętał. Już wiedziałem, że potrzebne są egzorcyzmy, ale u nas w diecezji nie 
było żadnego egzorcysty.  

Poprosiłem biskupa o zezwolenie na egzorcyzm. No i cud, że biskup się zgodził. 
Szczerze mówiąc, nie miałem żadnego przygotowania. Do tego musiałem jeszcze 
przekonywać  rodziców  chłopaka.  Rodzice  mówili,  że  to  może  problem 
psychiczny.  

Powiedziałem jego ojcu: „Słuchaj podejmę się tego, daj dziecku szansę, bo jak 
nie, to  on  skończy  w  psychiatryku”.  I  ten argument zadziałał, bo na  zachodzie 
w szpitalach jest mnóstwo młodych ludzi odurzonych lekami, na psychotropach, 
którzy potrzebują pomocy duchowej. 

background image

 

W  XIX  wieku  żył  karmelita,  bł.  Franciszek  Palau,  który  odwiedzał  zakłady  dla 
chorych  psychicznie  i  modlił  się  za  każdego  z  osobna.  Jeśli  w  czasie  modlitwy 
ujawniały  się  symptomy  demonicznego  opętania,  wiedział,  jak  im  pomóc. 
Poprzez  jego  modlitwę  wiele  osób  zostało  uwolnionych  od  złego  ducha 
i uzdrowionych. 

Dzisiaj nikt mnie nie wpuści do szpitala psychiatrycznego. Pamiętam, jak byłem 
w nim kiedyś w cywilnym ubraniu z ukrytym Najświętszym Sakramentem. Kiedy 
wszedłem, rozległy się głosy: „Ty skurczybyku, ty chamie, ty ch., ty taki i owaki, 
wynoś się!”. 

Nad  tym  chłopakiem  odprawiłem  w  sumie  pięć  egzorcyzmów.  To  było  coś 
strasznego. Zaprosiłem dwóch potężnych mężczyzn do pomocy. To byli robotnicy 
sezonowi, wiedziałem, że chodzą do kościoła, a znaleźć tam młodego mężczyznę, 
który  chodzi  do  kościoła  i  wierzy  to  jest  trudno.  Zaczęło  się  piekło.  To  było 
zupełnie  jak  na  filmie.  To  co  się  tam  działo,  co  szatan  robił,  jak  go  wykręcał, 
przewracał, pluł… Teraz wiem, patrząc wstecz, ile wtedy błędów popełniłem, no 
ale to Pan Bóg tym kierował. Na piątym egzorcyzmie, który odprawiłem sam na 
sam, i który trwał chyba 15 minut, szatan go opuścił. 

Sam na sam, bo inni już dali rady? 

Nie. Przyszli, ale przed rozpoczęciem ten młody człowiek powiedział, że chce być 
ze mną sam. Pamiętałem, jak chciał mnie zabić, więc miałem obawy, że rzuci się 
na mnie i mnie załatwi. Nie wiedziałem, czy to trik od szatana, czy to tak ma być. 
Wziąłem  figurkę  Matki  Bożej  z  Medjugorie,  miałem  taką  piękną  ikonę, 
i  pomyślałem:  „Trudno,  ryzykuję.  Jak  mnie  zabije,  to  mnie  zabije”.  Kazałem 
wszystkim wyjść, usiedliśmy naprzeciwko siebie. Kiedy odmawiałem modlitwy, 
on  wpadł  w  trans,  i  w  pewnym  momencie  usłyszałem  głos,  chyba  od  Ducha 
Świętego:  by  położyć  ikonę  na  jego  brzuchu.  Kiedy  to  zrobiłem,  jak  ryknął, 
gwizdnął, odcharknął i… koniec! Pełne uwolnienie. 

On  wtedy  powiedział  do  mnie:  „Coś  ty  mi  zrobił?”.  Nie  wiedziałem,  co  ma  na 
myśli.  „No bo to  było tak, jakbyś mi rozpalony nóż wbił w  plecy, w  brzuch, to 
straszny ból”. Wytłumaczyłem, że tylko położyłem ikonę Maryi. Chłopak został 
całkowicie uwolniony i jest szczęśliwym mężczyzną, bardzo blisko Boga. 

Chciałem  zapytać  o  rolę  Maryi  w  procesie  uwalniania.  Z  punktu  widzenia 
teologicznego zdajemy sobie sprawę, z apokaliptycznego zwycięstwa Maryi nad 
wężem. Jej rola cały czas trwa i Ona triumfuje nad złym duchem. Jak to wygląda 
od strony praktycznej? Jaką rolę pełni np. różaniec? 

Zawsze zaczynałem od modlitw „Rytuału rzymskiego”, ale potem dochodziło do 
walki duchowej. Taki egzorcyzm trwał nieraz 4, 5 godzin bez przerwy. To nie tak, 
że  wystarczy  odczytać  Rytuał  i  „proszę  przyjść  za  tydzień”.  Miałem  grupę 

background image

 

pomocników ze sobą. To były niesamowite walki każdego z nas. Pamiętam, jak 
kiedyś  ludzie  odmawiali  różaniec,  kiedy  ujawnił  się  zły  duch.  Szatan  mówił: 
„Przestań. to przekleństwo te pacierze!”. 

Kilka razy w czasie egzorcyzmów przyszła do nas Maryja. Szatan ją widział, opisał 
i wył. Ja tylko wiedziałem, gdzie Ona stała. Także Maryja przyszła do nas, kiedy 
miałem  egzorcyzmy  z  duchownymi,  szczególnie  nad  opętanymi  zakonnicami. 
Maryja  przychodziła  wtenczas  w  sposób  szczególny.  Pamiętam  taki  chyba 
pięciogodzinny egzorcyzm nad osobą duchowną, w święto Bożego Ciała.  

Pod koniec straszliwej walki szatan powiedział: „Muszę wyjść, ale powiem ci: ja 
już bym cię wiele razy zabił, skur…nu, lecz Ona cię ochrania”. Zacząłem płakać. 
To był najpiękniejszy dar. Szatan musiał to powiedzieć, a na pewno nie chciał. 
Pan  Bóg  dał  mi  do  zrozumienia:  Ona  cię  ochrania.  Szatan  wyszedł  i  ta  osoba 
została  całkowicie  uwolniona,  wróciła  z  powrotem  do  pracy  i  jest  wspaniałą 
misjonarką. 

Zaskoczył  mnie  ksiądz.  Traktujemy  zagrożenia  duchowe  jako  jakieś  peryferia, 
myślimy,  że  opętanie  zdarza  się  ludziom  zabłąkanym,  gdzieś  daleko  poza 
Kościołem.  Ale  okazuje  się,  że  opętanie  przez  złego  ducha  jest  możliwe  także 
wśród osób konsekrowanych. Dlaczego? Przecież te osoby codziennie się modlą, 
chodzą do kościoła, mają kierownika duchownego… 

No  niestety,  największym  zagrożeniem  jest  po  prostu  podwójne  życie. 
Największym  zagrożeniem  dla  duchownych  są  sprawy  seksualne  i  sprawy 
świętokradztwa.  To  jest  furtka  dla  szatana.  Dzisiaj  szatan  wchodzi  poprzez 
poranienia seksualne, przez seks i poprzez świętokradztwo. 

Załóżmy,  że  jest  kapłan,  który  odprawia  Mszę,  bo  ma  taki  obowiązek,  a  jest 
w stanie grzechu ciężkiego, bez spowiedzi. To już nie jest tylko otwarcie furtki dla 
szatana, ale całej bramy. To jest największe niebezpieczeństwo: świętokradztwo 
i sprawy seksualne, homoseksualizm. 

To  współcześnie  bardzo  niepopularne,  powiem  z  przekorą,  żeby  wiązać 
homoseksualizm z zagrożeniem duchowym. 

Jest  wiele  bram  i  furtek  dla  zła,  które  ludzie  otwierają,  są  też  i  grzechy 
pokoleniowe,  poranienia  z  rodziny,  czy  nasze  własne  grzechy  i  błędy  które 
popełniamy. Ale szczególnie dla osób duchownych to są największe.  

Jeżeli  zaatakuje  jakiegoś  świeckiego  młodzieńca  czy  kobietę,  to  pół  biedy,  ale 
jeżeli ma osobę duchowną w garści, i ta osoba siedzi w tym i brnie dalej, no to 
tylko kwestia czasu, kiedy szatan wykorzysta taką osobę do zgorszenia. Wtenczas 
atakując takiego kapłana czy zakonnicę, ma potworną siłę rażenia dla parafii i dla 
Kościoła. 

background image

 

Uderz w pasterza, a rozproszą się owce… A wracając do różańca, to ksiądz, jak 
mało kto, żarliwie zachęca do modlitwy nowenną pompejańską. Jak to się stało, 
że  ksiądz  tę  nowennę  poznał?  Skąd  taka  przyczyna,  że  ksiądz  tak  tę  nowennę 
rozpowszechnia? 

Zaczęli przyjeżdżać do mnie ludzie nie tylko z Anglii, ale i z całego świata, i mówili 
mi  o  nowennie  pompejańskiej.  Pomyślałem,  co  to  za  nowenna  pompejańska? 
O  co  z  tym  wszystkim  chodzi?  Oni  mówili:  „Jestem  tutaj  dzięki  nowennie 
pompejańskiej”.  Pytałem:  „Jak  to  dzięki  nowennie  pompejańskiej?”.  Tych 
nowenn i modlitewek jest tyle różnych natworzonych, że jak tylko gdzieś jadę, 
ktoś mi wręcza tysiące różnych modlitw, objawień, i że mam coś z tym zrobić… 
Odpowiadam:  dajcie  mi  święty  spokój.  A  tu  jeszcze  jakaś  nowenna 
pompejańska?  No co  nas to obchodzi, że „pompejańska”? Może to ważne dla 
Pompejów, dla Włochów, a nie dla nas. 

Kiedy  ktoś  mi  powiedział:  „Zaczęłam  odmawiać  nowennę  pompejańską  i  coś 
mnie do księdza tu skierowało”, pomyślałem, że muszę to zbadać. Znalazłem ją 
w Internecie, ale nie zgłębiłem dokładnie historii. 

Dopiero teraz wiem, kiedy przesłaliście mi książkę „

Bartolo Longo. 

Od kapłana 

szatana do apostoła różańca

”, dlaczego jest tak ważna nowenna pompejańska, 

a nie np. nowenna rzymska czy jakaś inna. Teraz zrozumiałem tę historię dzięki 
bł. Bartolowi Longo. 

W  tym  czasie  zauważyłem,  że  to  nie  jest  jakaś  tam  nowenna,  tylko  potężna 
modlitwa  różańcowa.  To  mnie  zaciekawiło,  bo  to  jest  różaniec,  bo  to  nie  jest 
jakieś mówienie jakiś modlitewek jakiejś pani, która miała prywatne objawienie 
i teraz trzeba mówić. Nie kwestionuję takich modlitewek, ale przez 54 dni modlę 
się nowenną pompejańską. I ci ludzie, szczególnie Polacy na emigracji, mówią, że 
po  wielu  latach  życia  w  moralnym  szambie,  znajdują  czas  na  odmawianie  tej 
modlitwy. Znajdują czas by prosić Boga o pomoc. I modlą się trzema częściami 
różańca codziennie. To jest coś potężnego i fantastycznego. Zacząłem ludziom 
proponować tę modlitwę i rzeczywiście, owoców było bardzo dużo. 

Ksiądz zna doskonale sytuację na zachodzie, religijną i duchową. W Polsce nie 
jest  jeszcze  tak  źle,  bo  jest  ponad  stu  egzorcystów,  a  na  zachodzie  jest  wiele 
gorzej.   

To  się  pogarsza.  W  Anglii  robiliśmy  takie  kursy,  zjazdy,  wykłady  dawałem  tym 
ludziom,  ale  nawet  jak  ci  księża  przyjeżdżali,  nawet  niektórzy  z  nich  byli 
egzorcystami,  niektórzy  powiedzmy  „sympatykami”  i  chcieli  się  coś  więcej 
dowiedzieć. No to mówiąc na takim przykładzie, przychodzą i tak mówią: Ja w to 
nie wierzę, to bzdury. Wystarczy jak ktoś pójdzie do spowiedzi to już będzie OK. 
Tam jest łaska, nie potrzebujemy jakiejś modlitwy. Nie mówię o egzorcyzmach, 

background image

 

ale  o  modlitwie  uwolnień,  bo  tam  jest  też  jak  daję  rozgrzeszenie  (modlitwa 
uwolnienia). To ja mówię: To dlaczego jak ludzie idą do spowiedzi, rozgrzeszają 
się i dalej są nie uwolnieni? Kiedyś polemizowałem z Polską. Wielu egzorcystów 
w Polsce niby jest, ale tak samo na zasadzie: wszedł i wyszedł. 

Czyli tak pobieżnie. 

No niestety. To tak samo lekarz jest nierówny lekarzowi. Ilu jest lekarzy, a ilu jest 
doktorów, a ilu jest profesorów, a ilu z nich jest wybitnych profesorów do których 
są kolejki niesamowite, nie można się dostać, a takich przeciętnych lekarzyków 
jest „kupę” i można się do nich dostać. 

To samo jest i w tej dziedzinie. Oczywiście tu działa łaska Boża, ale tu też trzeba 
mieć doświadczenie i wiedzę i jak działa szatan i żeby czasami zacząć egzorcyzm 
to trzeba odblokować tego człowieka, trzeba zrobić rozeznanie, a nie tak „wszedł 
i wyszedł”, pomodlę się, jakieś regułki tam poklepię i nagle: „O tam nic nie ma”. 

A jeśli chodzi o te diagnozy. Tak jak kilka, kilkanaście lat temu częstą przyczyną 
dręczeń, zniewoleń była np. bioenergoterapia, jakieś medycyny naturalne itd., 
jeszcze wcześniej to spirytyzm i wywoływanie duchów, to teraz ksiądz podkreśla 
właśnie  rolę  zniewolenia  seksualnego  i  czy  to  jest  takie  rosnące  zagrożenie 
według księdza, czy to jest jeden z wielu elementów? 

A  oglądał  pan  

Demony  seksu

”?  W  tej  chwili  największy  problem  to  jest 

oczywiście to. Ludzie dalej żyją w spirytyzmie i okultyzm też jest niesamowicie 
rozpowszechniony.  Dalej  się  tym  zajmują,  albo  Panu  Bogu  świeczkę,  a  diabłu 
ogarek. Tu do kościoła idzie, a tu w coś wierzy. Albo głupota, albo desperacja. 
Człowiek szukał, ksiądz gdzieś tam na wsi czy w miasteczku odrzucił, no bo nie 
ma czasu, to ludzie szli wszędzie, a szczególnie jak przyszła choroba, ludzi szli do 
tych  wszystkich  uzdrawiaczy,  w  ten  okultyzm  i  to  dalej  jeszcze.  Miałem  dużo 
ludzi, którzy do tej pory już są oczywiście starsi, dorośli, pokutowali po Harrisie. 
Przecież Harris w kościołach zaszczepił demona milionom ludzi. A teraz ci ludzie 
będąc kompletnie opanowani przez szatana, te rodziny rodziły dzieci, te dzieci 
mają już po dwadzieścia parę lat. 

Chciałem zapytać o Msze o uwolnienie i modlitwę we wspólnocie.  Czy to też jest 
skuteczne jak egzorcyzm, czy to można w ogóle porównywać?  

Do uwolnienia nie potrzeba egzorcystów. Ludzie często mówią: „A bo ja muszę 
do egzorcysty”, ja mówię: „Po co?”. „No bo mnie tu coś boli”. Ja jestem normalny 
kapłan. Modlitwę uwolnienia może przecież każdy ksiądz prowadzić. Egzorcyści 
to  są  tacy,  którzy  robią  najcięższą  operację,  gdzie  już  szatan  jest  umocniony  i 
wystąpiło totalne opętanie, no ale uwolnienie to każdy proboszcz powinien taką 
modlitwę  prowadzić  w  swojej  parafii.  Żeby  takie  coś  prowadzić  trzeba  być 
czystym, więc egzorcyści tu do tego nie są potrzebni. 

background image

 

Ludzie  nie  mają  pojęcia  o  tym,  kapłan  tylko  tą  modlitwą  w  imię  Chrystusa 
wyrzuca  demony,  ale  to  nie  działa  tak  magicznie.  Dlatego  tylu  ludzi  chodzi  na 
takie msze, ale może kilku na takich msza się pomoże. Część wraca do zła, mówią: 
„no  fajnie  było,  przeżyliśmy  coś”  –  ale  to  było  tylko  na  zasadzie  uczuciowej. 
Dlatego  spotkanie  jeden  na  jedne  to  jest  pierwsze  rozeznanie.  Miałem  ludzi, 
którzy do mnie przychodzili i oczywiście po spoczynkach w Duchu Świętym.  

Pamiętam  taką  kobietę  w  Chicago  kiedyś.  Podeszła  do  mnie  kobieta 
i  wystawiłem rękę a ona już na ziemie. Mówię: „Podnieście ją”, a ona znów na 
ziemię. „Podnieście ją”, ona na ziemię. Ktoś mówi, że to jest spoczynek w Duchu 
Świętym.  A  ja  mówię:  „Nie,  to  diabeł-szatan  nie  chce  żebym  się  nad  nią 
modlił”. Wreszcie zacząłem się nad nią modlić, trzymali ją, żeby znowu nie upadła 
i  jak  nie  wrzasnęła,  ale  to  taki  straszny  ryk.  Ja  mówię:  „No  macie  tu  Ducha 
Świętego… To nie jest Duch Święty”. Czasem jest po prostu ucieczka, szatan nie 
pozwala żeby się nad nim modlić, ale to trzeba rozpoznać. 

Takie msze o uwolnienie są piękne, ale ile ich jest? Gdzie one są? Z kilkanaście, 
paru tych księży co tam jest w Polsce, działa, a to powinno być w każdej parafii 
jako standard. Przynajmniej raz na miesiąc taka modlitwa, wytłumaczona, o co 
tutaj  chodzi,  ale  takie  „kolektywnie  uwalnianie”?  –To  nie  wiem…  No  też  takie 
robiłem,  ludzie  przychodzili  ale  przeważnie  jak  się  to  kończyło  podchodzili  i 
mówiłem:  „Słuchaj,  ty  potrzebujesz  modlitwy  indywidualnej”.  Byli  też  ludzie 
uwalniani z takich „lżejszych” rzeczy. Wszystko zależy od człowieka. Jeśli człowiek 
jest przygotowany i nie przychodzi na magię. Czasem idzie na stadion i myśli, że 
tam Bashobora im nagle wszystko pootwiera i załatwi. 

Mają tendencję do tzw. „hurtowego załatwiania spraw”.

 

No  więc  właśnie.  Byłem  w  zeszłym  roku  w  Toruniu  na  takich  wielkich 
rekolekcjach na dużej hali no i tak też powiedziałem: „Tak jeździcie i jeździcie, 
taki  wesoły  autobus  z  tego  stadionu  do  tej  hali,  do  tamtej  hali  i  do  tamtego 
księdza od jednego księdza”. Później mnie się organizatorzy pytali: „A skąd ksiądz 
wiedział?”.  Pytam:  „A  o  czym?”.  „O  tym  wesołym  autobusie”.  „No  tak  sobie 
powiedziałem z dowcipem”. „No nie, bo jest taka grupa z Gdańska, oni wszędzie 
jeżdżą.  My  ich  nazwaliśmy  wesoły  autobus,  a  ksiądz  walnął  dziś  wesoły 
autobus”.  „No  chyba  Duch  Święty”.  No  i  tak  jeżdżą  i  myślą,  że  przez  takie 
uczestnictwo się pozbędą problemów.  

No  nie,  to  nie  jest  tak.  Może  ich  Pan  Bóg  później  powoli  otwierać,  może  im 
pokazywać drogę, ale tak naprawdę otrzymać uwolnienie od takiego dziadostwa, 
szczególnie jak się na nie ciężko pracowało przez wiele lat, to jest ciężka praca: 
modlitwa,  wyrzeczenia,  nowenna  pompejańska,  pięćdziesiąt  kilka  dni  różańca, 
post, Eucharystia, to jest życie w łasce uświęcającej i to dopiero daje owoce, że 

background image

10 

 

człowiek zostaje uwalniany, a takie „O bo ksiądz przyjechał i położył na mnie rękę 
i już jestem super” – to często przychodzi i odchodzi. 

Taki efekt psychologiczny. 

Tak, bo ja właśnie zemdlałam, bo byłam na podłodze, bo ksiądz taki i owaki się 
nade mną pomodlił. Kiedyś też miałem takie przypadki, że ludzie byli na podłodze 
i  podszedłem  do  jednej  osoby,  zacząłem  się  modlić,  zaczęło  nią  tak  trzepać  i 
trząść, no ja mówię Duch Święty nie trzepie tak. 

Znany  jest  ksiądz  także  z  rekolekcji  internetowych  prezentowanych  przez 
Youtube, których wysłuchały już miliony internautów, i daje ks. Piotr świadectwo 
o mocy Różańca w prowadzonych przez niego egzorcyzmach

.  

„Zawsze  zaczynałem  od  modlitw  "Rytuału  Rzymskiego"  –  mówi  –  ale  potem 
dochodziło  do  walki  duchowej.  Taki  egzorcyzm  trwał  nieraz  4-5  godzin  bez 
przerwy...  Miałem  grupę  pomocników  ze  sobą.  To  były  niesamowite  walki 
każdego z nas. Pamiętam, jak kiedyś ludzie odmawiali Różaniec, kiedy ujawnił się 
zły duch. Szatan mówił: "Przestań, to przekleństwo te pacierze"... 

Zaczęli  przyjeżdżać  do  mnie  ludzie  nie  tylko  z  Anglii  –  wyznaje  w 
przeprowadzonym  wywiadzie  -  ale  i  z  całego  świata  i  mówili  o  nowennie 
Pompejańskiej.  Pomyślałem,  co  to  za  nowenna  Pompejańska  ?  O  co  w  tym 
wszystkim chodzi ? Oni mówili: "Jestem tutaj dzięki nowennie Pompejańskiej". 

Tych nowenn i modlitewek tyle jest różnych natworzonych, że jak tylko gdzieś 
jadę, zaraz ktoś mi wręcza tysiące różnych modlitw, objawień, że mam coś z tym 
zrobić...  Odpowiadam:  dajcie  mi  święty  spokój.  A  tu  jeszcze  jakaś  nowenna 
"Pompejańska" ? Może to ważne dla Pompejów, dla Włochów, ale nie dla nas.  

Kiedy  ktoś  mi  powiedział:  "Zaczęłam  odmawiać  nowennę  Pompejańską  i  coś 
mnie do księdza tutaj skierowało", pomyślałem, że muszę to zbadać. Znalazłem 
ją w internecie, ale nie zgłębiłem dokładnie historii.  

Dopiero teraz wiem, kiedy przesłaliście mi książkę "Bartolo Longo. Od kapłana 
szatana do apostoła różańca", dlaczego jest tak ważna nowenna Pompejańska, a 
nie np. nowenna rzymska czy jakaś inna... Ale ta nowenna zaczęła niesamowicie 
działać jeszcze poza moją wiedzą... 

Przyjeżdżali do mnie ludzie na rozeznanie jak do lekarza... Często mówiłem im: 
"Proszę mówić nowennę Pompejańską". Nie mówiłem ze szczegółami, ale tak po 
prostu.  Także zachęcałem innych  w  czasie "leczenia  duchowego" i oni słuchali 
tego polecenia, bo ta nowenna działa jak antybiotyk. Ale to potężnie ! Czasem ci 
ludzie przyjeżdżając mówili, że są po odmówieniu nowenny Pompejańskiej i chcą 
spotkać  się  ze  mną,  że  znaleźli  mnie  przez  przypadek.  A  ja  wiedziałem,  że  tę 

background image

11 

 

osobę przysłała Maryja. Bardzo często te osoby doznawały wielu łask uwolnienia 
czy uzdrowienia. 

W  tym  czasie  zauważyłem,  że  to  nie  jest  jakaś  tam  nowenna,  tylko  potężna 
modlitwa  różańcowa.  To  mnie  zaciekawiło,  bo  to  jest  Różaniec,  bo  to  nie  jest 
jakieś  mówienie  jakichś  modlitewek  jakiejś  pani,  która  miała  prywatne 
objawienie i teraz trzeba mówić je.  

Nie  kwestionuję  takich  modlitewek,  ale  przez  54  dni  modlę  się  nowenną 
Pompejańską.  I  ci  ludzie,  szczególnie  Polacy  na  emigracji,  mówią,  że  po  wielu 
latach życia w moralnym szambie, znajdują czas na odmówienie tej modlitwy. 
Znajdują  czas,  by  prosić  Boga  o  pomoc.  I  modlą  się  trzema  częściami  Różańca 
codziennie..  To  jest  coś  potężnego  i  fantastycznego.  Zacząłem  ludziom 
proponować tę modlitwę i rzeczywiście, owoców było bardzo dużo. 

Pamiętam  przypadek  dwudziestokilkuletniej  kobiety,  która  opowiadała,  że 
weszła  w  takie  bagno  życiowe.  Nagle  znalazła  w  Internecie  nowennę 
Pompejańską. Zaczęła się nią modlić i mówi że "strasznie ją rzucało, bo szatan się 
wściekał"... Tak, Matka Boża działa niesamowicie!  

Ta nowenna Pompejańska powinna być głoszona wszędzie” („Królowa Różańca 
Świętego” nr 4/2015 – tam znajdziesz obszerną całość). 

Kto ma więcej wiary, Polacy czy Brytyjczycy? 

W Polsce ludzie masowo chodzą do kościoła, ale wielu z tradycji lub przymusu, 
bo  jak  znika  konieczność  to  i  przestają  chodzić.  Albo  znam  takich,  co  w  Anglii 
chodzą  do  kościoła  anglikańskiego,  bo  mówią,  że  nie  ma  różnicy,  co  jest 
absolutnym błędem.  

A Brytyjczycy? Już dawno wielu odeszło od wiary i kościoła. 

Jak ksiądz trafił do Anglii? 

Przyjechałem do pracy w Polskiej Misji w Manchesterze już 21 lat temu. Potem 
przeniesiono mnie na południe, gdzie obecnie pracuję w diecezji Porstmouth, w 
parafii angielskiej. 

Codziennie do księdza zgłaszają się ludzie z prośbą o pomoc. Skoro jest tak duże 
zapotrzebowanie na pomoc duchową, dlaczego jest ksiądz jedynym z niewielu 
egzorcystów w całej Anglii?  

Dlatego, że w Europie Zachodniej ten problem nie istnieje, a przynajmniej tak 
myślą. Wielu na problemy duchowe próbuje jednak brać tabletki albo chodzić do 
psychologa, psychoanalityka, a to nie pomaga. Np. Brytyjczycy jak i Polacy wiarę 
w istnienie diabła i demonów nazywają średniowieczem i zacofaniem.  

Inni swoją postawą mówią „jak ja go nie ruszam to on mnie nie ruszy”.  

background image

12 

 

Czyli boją się? Czy to trochę jak lekarz, który nie leczy chorego, bo boi się zarazić? 

Tak,  taki  co  ma  wstręt  do  krwi.  Wolą  być  tylko  „lekarzami”  od  przepisywania 
środków przeciwbólowych niż takimi, co chcą poznać przyczynę cierpienia. Nie 
badają głębiej, nie wchodzą w przyczyny choroby. 

Dowiedziałam się, że niewłaściwe jest używanie słowa „egzorcyzmy”. Dlaczego? 

Egzorcyzm to najwyższa forma walki z demonem. Możliwa do przeprowadzenia 
tylko  dla  wybranych  i  przeszkolonych  kapłanów.  To  modlitwa  o  uwolnienie  z 
opętania. Nie każda modlitwa o uwolnienie jest egzorcyzmem. Tak jak nie każdy 
guzek to rak.  

Nie każdy cierpiący, który się do mnie zgłasza, cierpi od razu na opętanie. Nie 
zawsze też są to cierpienia duchowe. Czasem po prostu fizyczne czy psychiczne. 
A jeśli chodzi o cierpienia duchowe, to większość zgłaszających się do mnie jest 
po prostu zniewolona. 

A co to znaczy? Jak można to u siebie rozpoznać? 

To  potworne  cierpienie  wewnętrzne,  zagubienie  i  lęk.  Stres,  nie  można  spać, 
trzęsą  się  ręce.  Wszystko  się  wali  w  życiu.  Człowiek  jest  bezradny  i  nic  nie 
pomaga. Potrzebna jest modlitwa uwolnienia. 

Czy emigranci też potrzebują pomocy? 

Emigranci są bardzo narażeni, bo pierwsze co niektórzy robią, to odstawiają Boga 
i  wiarę  na  bramce  granicznej.  Nie  ma  rodziców,  nie  ma  sąsiadów  i  presji 
społecznej, nikt mnie tu nie zna, więc „wolna Amerykanka”. Kompletnie dryfują 
i  otwierają  wszystkie  furtki  i  bramki,  a  demon  ma  prosty  wjazd  i  dostęp  do 
człowieka. 

Co jest zagrożeniem? 

Jedno  źródło  zagrożeń  to  nasze  poranienia  z  dzieciństwa,  gdy  np.  zostaliśmy 
przeklęci. Np. już w łonie matka powiedziała „nie chcę tego dziecka” albo ojciec 
stwierdził, że wolałby chłopca niż dziewczynkę i to często jest przekleństwo, bo 
oznacza  odrzucenie.  Takie  dziecko  całe  życie  cierpi.  Czy  np.  molestowanie  w 
dzieciństwie  psychiczne  czy  seksualne  albo  gdy  rodzice  mają  problemy,  to 
człowiek od takiej traumy jest cały poharatany.  

Ale  niektórzy  sami  ciężko  pracują  na  to,  by  zostać  zniewolonym:  wolny  seks 
pozamałżeński,  różni  partnerzy,  nawet  tej  samej  płci,  pornografia,  okultyzm, 
wróżki,  karty  tarota,  reiki,  fascynacja  religiami  i  filozofia  Wschodu.  Albo 
wystarczy joga, karate, chodzenie do uzdrawiaczy i samemu otwiera się furtki dla 
złego. Lub gdy ktoś sam przywoła lub prosi o pomoc, lub korzyści dla siebie „niech 
mi ktoś pomoże, jak nie Bóg to diabeł”. I wtedy to działa momentalnie. 

background image

13 

 

A jak wygląda opętanie? 

Zdarza  się,  że  ktoś  słyszy  głosy,  ma  wstręt  do  rzeczy  świętych,  Kościoła, 
sakramentów,  widzi  dziwne  zjawy,  w  nocy  ma  poczucie,  że  ktoś  jest  obecny. 
Przechodzi obok telewizora wyłączonego z kontaktu, a telewizor nagle się włącza 
i wiele innych... 

Jak  wygląda  taka  modlitwa?  Krążą  plotki,  że  do  egzorcyzmów  jest  potrzebne 
specjalne krzesło z pasami. 

Ależ  nic  podobnego,  na  początku  to  po  prostu  rozmowa:  badamy  przeszłość 
człowieka  rozpoznajemy  duchowo  traumy  z  dzieciństwa  oraz  patrzymy  jakie 
popełnił w życiu błędy.  

Gdy  jest  potrzeba,  to  modlimy  się  o  uwolnienie.  Należy  po  kolei  wyrzec  się 
wszystkich duchów i pozamykać furtki. 

A kiedy ksiądz wie, że to obecność demona, a nie np. choroba psychiczna? 

Bo  wtedy  w  czasie  modlitwy  często  następuje  manifestacja:  osoba  cierpiąca 
zaczyna płakać, trząść się, czasem krzyczeć i przeklinać. W przypadku ciężkiego 
opętania  bluźni  przeciwko  Bogu.  Może  być  nawet  agresywna  w  stosunku  do 
otoczenia i modlących się. 

To jak sobie można wtedy poradzić? 

Mam takie paski, które za zgodą danej osoby pozwalają mi unieruchomić ją. Nie 
mogę przecież pozwolić, aby ktoś zrobił sobie krzywdę lub innym. 

A kiedy wiadomo, że modlitwy pomogły? 

Taka osoba czuje się uwolniona, szczęśliwa, chce jej się żyć, jedna się z rodziną, 
mija wreszcie ból w sercu.  

Ale  trzeba  pamiętać,  że  to  nie  chodzi  o  to,  by  „wyleczyć  się  z  bólu”,  tylko  o 
prawdziwy powrót do Boga i wiary. 

Czyli nie da się pomóc osobie niewierzącej? 

Dla demonów im ktoś mniej wierzy, tym lepiej. Trudno jest pomóc osobom bez 
wiary, bo do tego trzeba zaangażowania, wspólnej modlitwy i współpracy. 

Współpracy? 

Przede  wszystkim  chęci  dokonania  zmian  w  życiu.  Jeśli  mówię  komuś, 
uzależnionemu od pornografii, że żeby się uwolnić, ma natychmiast np. usunąć z 
komputera materiały pornograficzne, a on odpowiada „no dobrze, spróbuję” to 
wiem, że to nie ma sensu, bo to znaczy, że taka osoba nie chce się uwolnić.  

Trudno dokonać wyboru i zerwać radykalnie z przeszłością. Albo gdy kobieta nie 
chce odejść od partnera, żyjąc w cudzołóstwie i grzechu. 

background image

14 

 

Kto bardziej potrzebuje pomocy, kobiety czy mężczyźni? 

I kobiety i mężczyźni. Zwykle młodzi, między 20 a 30 lat. Zagubieni, z wielkimi 
problemami życiowymi i duchowymi. 

Ile osób szuka u księdza pomocy? 

Codziennie mam e-maile w skrzynce z pytaniem o pomoc czy radę. Piszą ludzie z 
całej Anglii, Polski, z Australii i z Ameryki. A ja nie mogę pomóc każdemu i nie 
mam ich do kogo odesłać. 

To może emigranci z Polski powinni udać się po pomoc do kraju? Na pewno w 
Polsce jest więcej egzorcystów.  

Około 120. 

To wielu... 

Ale wciąż za mało. 120 na 40 mln Polaków? Powinni mieć zapewnioną pomoc tu, 
na  miejscu,  ale  niestety  jest  tylko  jeden  egzorcysta  w  całej  Polskiej  Misji  na 
północy kraju. To dla mnie wielki ból, bo Polacy są jak owce bez pasterza. Wiele 
razy prosiłem o  więcej, ale chyba  teraz to  tylko  mogę  się modlić, a  szkoda bo 
polskie dusze giną bezpowrotnie 

WSPOMNIENIA POLSKICH EGZORCYSTÓW 

© 

Ks. prof. Andrzej Kowalczyk, egzorcysta z Gdańska, wspomina: 

Było  to  jedno  z  moich  pierwszych  spotkań  z  człowiekiem  zniewolonym  przez 
ducha  złego.  Dobrze  pamiętam  to  wydarzenie.  Właśnie  skończył  się  kurs 
ewangelizacyjny,  uczestnicy  rozjeżdżali  się  do  domu,  skończyło  się  również 
zebranie ekipy prowadzącej kurs. Prosto z tego zebrania udałem się do kaplicy i 
tam zastałem dwóch animatorów stojących na środku, jakby na kogoś czekali. 
Rzeczywiście czekali na pewnego młodego człowieka, który przed chwilą prosił 
ich o modlitwę o uwolnienie. Już się nad nim modlili, ale on wyszedł na chwilę, 
żeby  się  uspokoić,  ponieważ  zaczęło  nim  bardzo  rzucać.  Postanowiłem  i  ja 
dołączyć się do modlitwy. 

Kiedy chłopak wrócił do kaplicy, spytałem go, czym się to zniewolenie objawia. 
Odpowiedział,  że  coś  mu  przeszkadza  się  modlić,  po  prostu  coś  go  w  czasie 
modlitwy  zaczyna  szarpać.–  Od  kiedy?  –  pytam.  –  Od  kilku  dni.–  Czy  jesteś 
świadomy, co mogło spowodować to zniewolenie? Przyznał, że nie wie, dlaczego 
tak się dzieje.– Przecież jakaś przyczyna musi być – nalegam. Poznanie przyczyny 
zniewolenia jest istotne. Jeżeli nie zostanie ona usunięta, modlitwa pomoże tylko 
na pewien czas, albo w ogóle nie da rezultatu. Młody człowiek zastanawiał się, 
ale nie odpowiadał. Postanowiłem, więc pomodlić się o światło dla niego i dla 
nas.  I  oto,  gdy  tylko  uczyniłem  znak  krzyża,  jakaś  siła  zaczęła  gwałtownie 

background image

15 

 

przekręcać mu głowę w lewo i w prawo. Po chwili upadł i zaczął tarzać się po 
posadzce kaplicy 

Modlitwy się przeciągały. Trzeba było cały czas trzymać go za ręce. Co jakiś czas 
przytomniał, wtedy można było z nim rozmawiać. Ale kiedy znowu zaczynaliśmy 
się  modlić,  konwulsje  powracały.  Nie  mógł  słuchać  modlitwy  Ojcze  nasz. 
Najbardziej  jednak  działała  na  niego  modlitwy  różańcowa.  Słysząc  Zdrowaś 
Maryjo,  wpadał  jakby  w  szał.  Poprzez  zaciśnięte  zęby  powtarzał:  –  Tylko  nie 
Maryja!  Objawy  zniewolenia  opuściły  go  dopiero  po  wyspowiadaniu  się  i 
otrzymaniu  rozgrzeszenia.  Co  mnie  wtedy  uderzyło?  Jego  lęk  przed  imieniem 
Maryi. 

© 

Anatol  Kaszczuk,  legionista  Maryi,  wielki  apostoł  modlitwy  różańcowej  w 

Polsce, wspomina: 

12  grudnia  1952  roku  na  plebanie  w  Białym  Kościele  przyszedł  pustelnik  z 
Kalwarii Zebrzydowskiej i poprosił proboszcza o spowiedź generalną. Pustelnik w 
habicie  franciszkańskim  był  analfabetą.  Proboszcz  ksiądz  Stanisław  Proszak 
polecił mi przygotować go do spowiedzi generalnej. W czasie gdy czytałem mu 
rachunek  sumienia  wykrzykiwał  nieprawdopodobne  rzeczy.  Nie  pomogły 
upomnienia, że nie jestem spowiednikiem, tylko „maszyną do czytania”. 

Wieczorem odmawialiśmy więc wspólnie różaniec o dobrą spowiedź dla niego. 
Podczas  tej  modlitwy  przeszkadzał  nam  i  w  pewnej  chwili  wrzasnął,  że  jest 
diabłem.  Ubrany  w  habit  pustelnik  okazał  się  opętany.  Dowodów  na  to, 
potwierdzonych przez Rytuał Rzymski było bardzo dużo. 

Następnego  dnia  rano  pojechałem  do  ordynariusza  diecezji  księdza  biskupa 
Franciszka Jopa. Po wysłuchaniu sprawozdania i przeczytaniu pisma proboszcza 
powiedział: „Możecie egzorcyzmować waszego opętanego Różańcem. Różaniec 
jest  wystarczająco  mocną  bronią  przeciwko  całemu  piekłu,  nie  tylko  przeciw 
jednemu opętanemu”. Byłem rozczarowany, bo prosiliśmy o pozwolenie na duży 
egzorcyzm.  Okazało  się  jednak,  że  wola  biskupa  była  opatrznościowa.  Gdy 
zdałem księdzu Proszakowi relację z wizyty w Kurii, powiedział: „ W ten sposób 
biskup mógł Różańcowi nadać moc egzorcyzmu”. Rzeczywiście, kiedy zaczęliśmy 
mówić Różaniec, przekonaliśmy się, że opętany tak samo reaguje na Różaniec, 
jak na egzorcyzm. Poznaliśmy moc Różańca. Okazało się też, że jeden opętany 
może mieć legiony diabłów. My, niewolnicy Niepokalanej, nie mogliśmy zostawić 
tego  opętanego  biedaka  bez  pomocy.  Wiedzieliśmy,  że  mamy  walczyć  aż  do 
zwycięstwa. „Egzorcyzmowanie” Różańcem trwało od 12 grudnia 1952 do końca 
marca  1953  roku.  Dopiero,  gdy  zaczęliśmy  odmawiać  Nieustanny  Różaniec, 
zrozumieliśmy  wreszcie,  że  modlitwy  różańcowej  z  rozmyślaniami  w  formie 
egzorcyzmu  nie  możemy  przerwać.  W  końcu  marca  1953  roku  nadszedł  dzień 
zwycięstwa.  Odmawialiśmy  Różaniec  bez  przerwy,  po  odmówieniu  piętnastej 

background image

16 

 

tajemnicy  zaraz  zaczynaliśmy  pierwszą,  i  tak  bez  przerwy  modliliśmy  się 
siedemnaście i pół godziny. Dopiero wtedy pustelnik został uwolniony, płakał i 
dziękował  całą  noc.  Odbyłem  z  nim  pieszą  dziękczynną  pielgrzymkę  z  Białego 
Kościoła  do  Częstochowy.  Poznałem,  że  Różaniec  jest  bronią  niezwyciężoną, 
zwłaszcza Nieustanny Różaniec. Widzieliśmy potęgę i chwałę zawsze zwycięskiej 
Królowej Różańca Świętego. 

© 

Świadectwo egzorcysty z Katowic Ks. Jarosława Międzybrodzkiego; na temat 

znaczenia różańca w walce duchowej: 

„Do mojego różańca przyczepiony jest medalik świętego Benedykta. Zawsze, gdy 
odmawiam spisaną na nim modlitwę, obserwuję bardzo gwałtowne reakcje złych 
duchów.  Modlę  się  słowami  z  medalika:  "Niech  krzyż  Chrystusa  będzie  mi 
światłem,  niech  szatan  nie  będzie  mi  przewodnikiem",  a  złe  duchy  szaleją. 
Dosłownie je roznosi... 

Bardzo  często  odmawiam  Różaniec  w  czasie  egzorcyzmów.  Choć  rytuał  nie 
przewiduje konieczności odmówienia tej modlitwy, egzorcysta może modlić się 
nią wedle swego uznania. Wybieram Różaniec, bo to bardzo skuteczna modlitwa. 
Kiedyś  modliłem  się  długo  nad  zniewoloną  kobietą.  W  pewnej  chwili 
wyciągnąłem  zwykły,  drewniany  różaniec  i  założyłem  go  na  jej  szyję.  Tak  jak 
korale. Reakcja złego ducha była natychmiastowa: – Ściągnij ten łańcuch – zaczął 
wrzeszczeć.  –  Parzy  mnie,  dusi!  Błagał  mnie  o  to  przez  kwadrans.  Prawie 
wszystkie  osoby  zniewolone,  które  spotkałem,  opowiadają,  że  mają  ogromne 
problemy  z  modlitwą  różańcową.  Nie  są  w  stanie  jej  odmawiać.  Zaczynają 
kaszleć, odczuwać duszności. W pewnym małżeństwie, w którym zniewolona jest 
żona, można zaobserwować ciekawą sytuację. Siedzący w innym niż ona pokoju 
mąż dyskretnie zaczyna odmawiać Różaniec, a po chwili przybiega do niego żona 
z krzykiem: Co robisz ? Zwariowałeś? 

UWAGA KOŃCOWA 

Błogosławieństwo  otrzymane  z  rąk  kapłana  nie  będzie  skuteczne,  o  ile 
otrzymująca  je  osoba  nie  będzie  miała  woli  nawrócenia,  tj.  zerwania  z 
grzechem.  Nie  można  pozostawiać  diabłu  otwartych  drzwi  do  własnej 
duszy,  ponieważ  ten  może  wrócić  i  atakować  ze  zdwojoną  siłą.  Jezus  w 
Ewangelii  wg  św.  Mateusza  uczy  nas,  że  „Gdy  duch  nieczysty  opuści 
człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie 
znajduje.  Wtedy  mówi:  Wrócę  do  swego  domu,  skąd  wyszedłem;  a 
przyszedłszy zastaje go nie zajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy 
idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą 
i  mieszkają  tam.
”  Zatem  właściwym  celem  egzorcyzmu  nie  jest  samo 
wyrzucenie  złego  ducha  i  odcięcie  jego  wpływów,  ale  przede  wszystkim 
nawrócenie  danego  człowieka  i  skierowanie  go  na  drogę  żywej  wiary. 
Podstawę uwolnienia stanowi nawrócenie się i zerwanie ze złem.