background image

Erich von Däniken

Wspomnienia z przysz

ci

Nierozwi zane zagadki przesz

ci

umaczy : Roman Kazior

WYDAWNICTWO PROKOP

background image

Tytu  orygina u: Erinnenmgen an die Zukunft. Ungelöste Rätsel der Vergangenheit

Projekt ok adki: Studio Grafiki Komputerowej Wydawnictwa Prokop

Redakcja i redakcja techniczna: Krzysztof Pruski

ród a zdj : 1 - Constantin-Film: 5 - Willi Dünnenberger. Zürich; 6, 26, 27 - Rudolf Eckhardt, Berlin; 9,

10 - Thames and Hudson Ltd. Pozosta e zdj cia - archiwum autora

© 1968 by Econ Verlag GmbH, Dusseldorf und Wien

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Prokop, Warszawa 1994

 ISBN 83-86096-06-3

background image

 Przedmowa do nowego wydania

Mniej wi cej 24 lata temu - pod koniec lutego I968r. -  w wydawnictwie Econ Verlag w

Düsseldorfie ukaza a si  moja „pierworodna" ksi ka Wspomnienia z przysz

ci. Napisa em ja dwa lata

wcze niej, ale na moim biurku regularnie l dowa y odmowne odpowiedzi z ró nych domów
wydawniczych: „Niestety nie mie ci si  w naszym profilu wydawniczym...", „Bardzo nam przykro...", „Nie
chcemy wchodzi  w te zagadnienia...", „Proponujemy Panu jakie  wydawnictwo ezoteryczne..."
Pó niej cz sto pytano mnie, jak mo liwy by  ten „cud",  e tak kontrowersyjn  pozycj  wyda o jednak
renomowane wydawnictwo popularnonaukowe. Dzisiaj mog  to ju  powiedzie . Sta o si  tak dzi ki
pomocy z zewn trz i ma emu przemilczeniu.
W lecie 1967 r. spotka em dra Thomasa von Randowa, ówczesnego redaktora dzia u naukowego w
tygodniku ,,Die Zeit", który przejrza  mój czysty maszynopis, zwróci  uwag  na kilka udanych zdj  i
powiedzia : — To nie jest dla nas. Z tego trzeba zrobi  ksi

.

— Ale jak dosta  si  do wydawnictwa?
Doktor von Randow manipulowa  przy swojej fajce, nast pnie spogl daj c mi prosto w oczy rzek : — Znam
jednego wydawc . Je liby pan chcia , mog  do niego niezobowi zuj co zadzwoni .
Natychmiast chwyci  za s uchawk  telefonu i kaza  si  po czy  z panem Erwinem Barth von
Wehrenalpem, ówczesnym szefem wydawnictwa Econ. Krew uderzy a mi do g owy, gdy  wiedzia em
przecie  to, czego nie móg  wiedzie  dr von Randow: Econ odrzuci  ju  mój maszynopis. Oczywiste jest,  e
pami  o rozmowie, której si  wtedy przys uchiwa em, nigdy nie zniknie z moich szarych komórek:
— Siedzi przede mn  m ody Szwajcar, który napisa  ca kowicie zwariowan  ksi

. Ale on sam nie jest

wariatem. Mo e powinien go pan wys ucha ?
Rozmówca po drugiej stronie drutu telefonicznego chcia  wiedzie , czy nie móg bym wpa  do jego biura
nast pnego dnia. Oczywi cie,  e mog em! Pomy la em,  e szef wielkiego wydawnictwa przypuszczalnie nie
ma poj cia, jak  decyzje podj li ju  dawno temu jego podw adni.
Po obiedzie z m odym lektorem wydawnictwa sprawa by a dopi ta na ostatni guzik. Maszynopis mia
zosta  troch  zmieniony i ukaza  si  na wiosn  1968 roku. Tylko w jednej sprawie dosz o do sporu:
„Wspomnienia z przysz

ci s  nie do przyj cia, jako tytu ! Nie mo na przecie  wspomina  przysz

ci!"

Wykaza em jednak upór i odrzuci em wszystkie inne propozycje tytu ów...
O tym, jak wyobra am sobie wspominanie przysz

ci, napisa em w krótkiej przedmowie, która wchodzi

te  w sk ad tego wydania. Ksi ka poci gn a za sob  ca  lawin . W dwa lata po pierwszym wydaniu na
rynku by  ju  trzydziesty nak ad i 600 tysi cy egzemplarzy. W 1969 r. nakr cono film pod tym samym
tytu em, który jesieni  1970 r. wy wietli a ameryka ska telewizja. Pojawi  si  tam nowy wirus nazwany za
tygodnikiem,,Time" • „danikenitis". Problem, czy nasi przodkowie do wiadczyli odwiedzin z Kosmosu, sta
si  tematem rozmów jak  wiat d ugi i szeroki. W trzy lata po pierwszym wydaniu ksi ka zosta a
przet umaczona na 28 j zyków i ukaza a si  w 36 krajach. Dzisiaj, po prawie  wier wieczu, wydawnictwo
Bertelsmanna ponownie wydaje ksi

 w dawnej, nie zmienionej wersji.

Fali powodzenia towarzyszy a krytyka. Profesor Ernst von Khuon zebra  rozprawy 17 uczonych w zbiorze
pt. Czy bogowie byli astronautami? (Waren die Götter Astronauten?). Cz

 artyku ów zdecydowanie

odrzuca a moje tezy, inne by y przychylne. Od tego czasu dos ownie na wszystkich kontynentach wyros y z
ziemi — jak po ciep ym deszczu — „antydänikeny". S  w ród nich liczne okazy b otne. Zarzucano mi
„plagiat" i „brak naukowo ci", „wrogo  wobec religii" oraz „ignorancj  udowodnionych naukowo faktów".
Co pozosta o z tego po 24 latach? Czy rzeczywi cie rozpowszechnia em tylko g upstwa?
Pisa em o mapach geograficznych tureckiego admira a Piri Reista, które jeszcze dzisiaj mo na podziwia  w
pa acu Topkapi w Stambule: „Wybrze a Ameryki Pó nocnej i Po udniowej s  precyzyjnie zaznaczone".
Zdanie to jest fa szywe. W rzeczywisto ci bowiem wybrze a obu Ameryk mo na rozpozna  tylko w
przybli eniu. Poprawka ta niczego jednak nie ujmuje sensacyjno ci mapy Piri Reista, gdy  zdecydowanie i
bardzo wyra nie ukazuje ona lini  brzegow  Antarktydy, która do dzisiaj le y pod wiecznym lodem.

background image

Napisa em wówczas,  e wyspa Elefantyna w Górnym Egipcie nazywa si  tak dlatego,  e z lotu ptaka jej
zarys przypomina s onia. Informacja ta by a ca kowicie b dna. Spekulowa em te ,  e wspomniana w eposie
o Gilgameszu „Brama S

ca" jest by  mo e identyczna z „Bram  S

ca" z Tiahuanaco na wy ynie

boliwijskiej. By  to nonsens, gdy  brama z Tiahuanaco nosi t  nazw  dopiero od minionego wieku, a nikt
nie wie, jak si  nazywa a przed tysi cami lat.
Pisa em tak e: „Cudem jakim  pi ciopasmowy, fantastyczny naszyjnik z zielonego jadeitu znalaz  si  w
grobowej piramidzie w Tikal w Gwatemali! Cudem dlatego,  e jadeit pochodzi z Chin". Da em  wiadectwo
fa szywego „cudu", gdy  jadeit pochodzi z Ameryki  rodkowej.
Odnosz c si  do przysz

ci, napisa em: „Istnieje rozk ad jazdy na Marsa. Odpowiedni statek jest ju

zaprojektowany i musi zosta  'tylko' zbudowany". Zdania te by y wówczas — napisane w 1966 r.! —
prawdziwe. Tyle tylko,  e „rozk ad jazdy na Marsa" sta  si  nieaktualny ze wzgl dów finansowych.
Jest prawem ka dego pocz tkuj cego by  bardziej naiwnym,  atwowiernym i nie tak samokrytycznym, jak
bardziej do wiadczeni koledzy. Cz sto dawa em si  ponosi  entuzjazmowi albo przyjmowa em informacje z
drugiej r ki. Innym razem z kolei opiera em si  na danych jakiego  autorytetu naukowego, by post factum
dowiedzie  si , i  pogl dy tego uczonego m a dawno ju  zosta y obalone. Kiedy prezentowa em
przeciwne pogl dy, zarzucano mi natychmiast,  e s  to opinie „nieaktualne". Przy czym owe „dementi"
odnosz ce si  do przypadków w tpliwych dotyczy y wzajemnie przeciwstawnych twierdze . Najgorsze
by o, gdy ,,obalano" rzekomo moje tezy, których nigdzie nie wypowiedzia em ani nie napisa em.
Prawdziwe b dy we Wspomnieniach z przysz

ci, do których si  przyznaj , nie obalaj  ani zasadniczej

teorii, ani mojego systemu my lowego. W tym miejscu s ysz  ju  sprzeciw: „Ten Däniken jest ju  dawno
nieaktualny pod wzgl dem naukowym". W tej sprawie kilka przyk adów, które zosta y zebrane przez
uczonego przyrodnika dra Johannesa Fiebaga i opublikowane w „Ancient Skies", zeszyt 6/1991. Pisze on:
„We my jako przyk ad niemieckiego profesora Herberta Wilheimy’ego. Wilhelmy studiowa  geografi ,
geologi , ekonomi , etnografi  i od 1942 r., by  profesorem w Kilonii, Stuttgarcie i Tybindze. Nie bez
powodu cieszy si  opini  „uniwersalnego uczonego", a jego praca  wiat i  rodowisko Majów (Welt und
Umwelt der Maya) nale y do najwa niejszych dzie  z tego zakresu.
Przyjrzyjmy si  jednak nieco dok adniej jednemu rozdzia owi ksi ki (XIII): „Obce wp ywy na kultur
Majów - spekulacje wokó  dawnych  eglarzy i astronautów". Wilhelmy pisze,  e Dänikenowscy astronauci
- bogowie, przed ponad dziesi cioma tysi cami lat przybyli w wielkich statkach kosmicznych z Kosmosu" i
Erich von Däniken „dwukrotnie w swoich ksi kach wi e ich l dowanie na Ziemi z pó wyspem Jukatan"
(Palenque i La Venta). W

nie to zdanie ujawnia znaczne braki w metodzie pracy Wilhelmy'ego. Cytuje on

w 1981 r. zaledwie dwie ksi ki: Wspomnienia z przysz

ci oraz Z powrotem do gwiazd, które ukaza y si

w latach 1968i 1969!Tak e drugie, zmienione wydanie pracy Wilhelmy'ego z 1989 r. nie wskazuje, aby
zmieni  si  stan jego wiedzy. Ca kowicie bez  ladu przesz y obok niego kolejne prace Dänikena i innych
autorów, zw aszcza za  wydana w 1984 r. ksi ka Dänikena o Majach pt. Dzie , w którym przybyli
bogowie
. W ka dej innej dziedzinie wiedzy by oby niedopuszczalne cytowanie prac sprzed 20 lat i
nieuwzgl dnienie pó niejszych publikacji...
Drugi b d pope nia Wilhelmy, gdy zak ada,  e tylko jego sposób widzenia jest wy cznie s uszny.
Krytycznie rozk ada na czynniki pierwsze Dänikenowski opis pewnego monolitu w La Venta (w
Villahermosa w Meksyku). Erich von Däniken pisze o tym nast puj co: Stoi tam dobrze obrobiony monolit,
przedstawiaj cy w a lub raczej smoka. We wn trzu zwierz cia siedzi cz owiek... Jego stopy obs uguj
peda y, a lewa r ka spoczywa na przek adni... G ow  obejmuje  ci le dopasowany he m... Przed wargami
znajduje si  przedmiot, w którym mo na rozpozna  mikrofon...

Wilhelmy komentuje: „Niestety zdj cie Dänikena ma usterki techniczne, co nie pozwala mu zauwa

,  e w

rzeczywisto ci, tak jak wida  to na oryginale z Villahermosa, nie jest to smok, lecz wielki w , stoj cy na
stra y sarkofagu lub komory grobowej ze znajduj cym si  tam zmar ym”.
W rzeczy samej niektóre cechy — np. grzechotki na ogonie — wskazuj  na ogromnego w a. Jednak sk d
jednoznaczny wniosek,  e obraz ukazuje zmar ego? W publikacjach naukowych wyst puj  chyba tak e
„techniczne usterki", skoro inni archeolodzy sk onni s  w przedstawionej postaci upatrywa  znanego boga

background image

Kukulcana? Dla nich nie jest on w  adnym wypadku ,,zmar y" ani nie le y w „komorze grobowej", lecz jest
jak najbardziej  ywy, gdy  porusza nawet kadzielnic .
Tak e prasa skwapliwie zajmuje si  — mimo oczywistych b dów w argumentacji — „obalaniem" tez
Dänikena. Hans Schönfeld pisa  np. w„Berliner Zeitung" z 13.12.1989 r.: ”Z autorem science fiction [mowa
o Erichu von Dänikenie] jest kiepsko: na podstawie swoich 'dowodów' wychodzi on z za

enia,  e

pozaziemscy kosmici sk adali wizyty na naszej Ziemi przed ponad dziesi cioma tysi cami lat. Jednak
opisany przez, niego smoczy monolit ma od dwóch do trzech tysi cy lat!" Gazeta nie zamie ci a
sprostowania Ericha von Dänikena („Gdzie datowa em monolit z La Venta na dziesi  tysi cy lat?").
Autopoprawki s  najwyra niej obce zarówno Wilhelmy'emu jak i ,,Berliner Zeitung".
W jeszcze wi kszym stopniu odnosi si  to do kolejnego przypadku, który Wilhelmy podsuwa czytelnikom.
Jest nim Palenque. „Nagrobna p yta z Palenque" by a ju  cz sto cytowana i wielokrotnie interpretowana.
Wilhelmy przedstawia jednak w asn  interpretacj  (chodzi o boga kukurydzy Yurn Kax) jako
,,udowodnion " tez . Jego zdaniem Erich von Daniken manipuluje natomiast swoimi czytelnikami, gdy
„ogl da t  p yt  od z ej strony, mianowicie od strony poprzecznej... Po

enie p yty w w skiej komorze

grobowej i ogólna kompozycja p askorze by nie pozostawiaj

adnych w tpliwo ci, i  ogl da  j  nale y od

szej strony. Tylko widziana w ten sposób, p yta ma jaki  sens".

Gdyby nie by o to tak powa nie wyg oszone, trzeba by wybuchn  homeryckim  miechem, gdy  najpó niej
w momencie inauguracji za ogowych lotów kosmicznych nawet Wilhelmy powinien zauwa

,  e w

nie

postulowany przez niego ogl d reliefu doskonale ukazuje podró uj cego we Wszech wiecie astronaut . Kto
zatem kim manipuluje?
Chcieliby my wreszcie wykaza , jak ciesz cy si  uznaniem uczony jest krytyczny wobec pogl dów innych,
ale zupe nie pozbawiony krytycyzmu wobec samego siebie. Wilhelmy pisze: „Na jego [Ericha von
Dänikena] niedostateczn  znajomo  literatury przedmiotu jest jeden przyk ad. Mówi on mianowicie o

wi tej cenocie [czyli wype nionym woda zag bieniu terenu, przypominaj cym studni  — przyp. red.] w

Chichen Itza i o drugiej niezbyt od niej oddalonej, z której mieszka cy czerpi  wod  pitn : Podobne s  one
do siebie w uderzaj cym stopniu... nawet pod wzgl dem wysoko ci lustra wody... Bez w tpienia obie
studnie maj  ten sam wiek i by  mo e zawdzi czaj  swe powstanie uderzeniom meteorytów. Zas ona
tajemnicy, rozci gni ta tu nad dawno wyja nionymi sprawami, jest urojeniem Dänikena. Cenoty nie s
skutkiem uderze  meteorytów, lecz wynikiem zawalenia si  stropu jaski  krasowych, cz sto spotykanych
na pó nocnym Jukatanie... Geneza cenot znana jest od 1910 r., a wszystkie wa niejsze ogólne prace o
kulturze Majów dok adnie przedstawiaj  to ca kowicie wyja nione zjawisko przyrodnicze..."
Jasne i niew tpliwe wydaje si  tylko jedno. To mianowicie,  e nawet szacowni uczeni myl  si  tym gorzej,
w im bardziej dono ne i zdecydowane tony uderzaj . „Dementi" Wilhelmy'ego jest niezwykle spektakularn
ilustracj  tej prawid owo ci. O co chodzi?
Przed 66 milionami lat, na styku okresu kredowego i trzeciorz du, wymar y dinozaury a wraz z nimi trzy
czwarte ówczesnej fauny. Koniec ten mia  przebieg dosy  gwa towny. Wi kszo  geologów, którzy zajmuj
si  tym problemem, przyjmuje obecnie,  e uderzenie wielkiego meteorytu do tego stopnia na ca e
tysi clecia zniszczy o  rodowisko naturalne (cz stki sadzy w powietrzu, spadek temperatury, paruj ce ska y
jako czynnik wywo uj cy kwa ne deszcze itp.),  e dosz o do owej „redukcji"  wiata zwierz cego. Uczeni

ugo nie byli w stanie odkry  miejsca ewentualnego uderzenia wielkiego meteorytu.

Wydaje si ,  e od pocz tku 1991 r. jest ono znane. Gdzie? Na Jukatanie! Ju  przedtem geolodzy odkryli w
rejonie Karaibów pot

ne pok ady gruzu i stopionej ska y, zalegaj ce w warstwie granicznej mi dzy

okresem kredowym a trzeciorz dem. Pozwala o to wnioskowa ,  e poszukiwany krater mo e znajdowa  si
stosunkowo blisko. Przypuszczano,  e le

 na dnie morza lub na po udnie od Kuby. Zdj cia satelitarne

NASA z 1987 r. okaza y si  sensacyjne. Na ich podstawie mo na by o zrekonstruowa  system zaopatrzenia
w wod  Majów oraz natrafiono na pó kole o  rednicy oko o dwustu kilometrów sk adaj ce si  z cenot
(dziury krasowe lub lejkowate doliny). Obecnie geolodzy maj  ju  pewno ,  e pier cie  ten, do którego
naliczaj  si  równie  cenoty z Chichen Itza, tworzy kraw

 gigantycznego zag bienia terenu. W nisko

le cych, ca kowicie porozbijanych ska ach woda  atwo cyrkuluje, co prowadzi do rozk adu wy ej le cej
ska y wapiennej, która powsta a dopiero po uderzeniu meteorytu, za  przy okazji tych zjawisk powstaj

background image

cenoty. Krater Chicxulub (nazwany tak od ma ej miejscowo ci pod Merid , le cej w  rodku owej struktury
geomorfologicznej) uwa any jest obecnie za g ównego kandydata na sprawc  zag ady wielkich gadów.
Inaczej zatem ni  sugeruje Wilhelmy — to Erich von Däniken ma racj . Napisa  on zreszt  jedynie: ...by
mo e obie
 (studnie) zawdzi czaj  swe powstanie uderzeniom meteorytów, a nie  e s  one kraterami po
meteorytach.
Oczywi cie nawet taki „uniwersalny uczony" jak Wilhelmy nie móg  przewidzie , czym oka  si  pewnego
dnia cenoty. Przyk ad ten pokazuje jednak w sposób wr cz klasyczny, jak szybko to, co rzekomo jest
pewne, okazuje si  omy

, natomiast spekulatywne przypuszczenia — równie  ludzi nie b

cych

uczonymi — staj  si  najbli sze prawdzie".
Tyle je li chodzi o cytat z tekstu dra Johannesa Fiebaga. Czy naci gana i po cz ci tak e k amliwa krytyka
ostatnich 24 lat z ama a mój upór, doprowadzi a do zgorzknienia?
W  adnym wypadku. Bardzo du o wynios em z tej krytyki. Cz sto by a uzasadniona i kierowa a uwag  na
rozs dne tory. Poza tym obok gradu krytycznych wypowiedzi ukaza y si  — tak e wyra aj ce opinie
uczonych — ksi ki bior ce Dänikena w obron  i niezliczone przychylne artyku y w wielu j zykach. Moje
archiwum pe ne jest takich materia ów! Szkoda tylko,  e niektórzy przedstawiciele  rodków masowego
przekazu pozostali wi niami swych przes dów. Po

owania godne jest te , i  tak wielu uczonych,

kolegów-pisarzy czy scenarzystów czerpa o z moich prac, nie podaj c wbrew dobrym obyczajom  ród a
inspiracji. Ja sam po wydaniu Wspomnie  z przysz

ci napisa em jeszcze 18 dalszych ksi ek,

mieszcz cych si  w tym samym zakresie tematycznym. Dowodem nieustaj cego zainteresowania
szerokiego kr gu czytelników „bogami z Kosmosu" jest fakt,  e ka da moja nast pna publikacja znajdowa a
si  na li cie bestsellerów tygodnika „Der Spie-gel". W 1973 r. w USA za

ono „Ancient Astronaut

Society" (AAS), ogólno wiatow  organizacje u yteczno ci publicznej, która zajmuje si  przedstawianymi
przeze mnie problemami. W krajach niemieckoj zycznych AAS ma cztery tysi ce cz onków. Ameryka ski
profesor filozofii dr Luis Navia z New York Institut of Technology napisa :
„Je li zbada si  t  hipotez  bez uprzedze  i w sposób otwarty, wida  wyra nie,  e nie ma w niej niczego, co
sprzeciwia oby si  najsurowszym nawet zasadom naukowym lub naszemu aktualnemu rozumieniu
uniwersum. Wielka zas uga Ericha von Dänikena polega na tym,  e zwróci  uwag  na owe niezliczone fakty
archeologiczne, kulturowe, historyczne i religijne, które nabieraj  sensu dopiero, gdy we mie si  pod uwag
mo liwo  pozaziemskich odwiedzin. A w

nie tego wymaga si  od rozs dnej i przekonywaj cej hipotezy

naukowej".
W sedno trafi  jednak badacz sanskrytu prof. dr Dileep Kumar Kand ilal. profesor zwyczajny sanskrytu i
indologii w Sanscrit College w Kalkucie:
„Na podstawie staroindyjskich tekstów mo na jednoznacznie dowie ,  e w zamierzch ej przesz

ci

Ziemi  odwiedzi y istoty pozaziemskie, które wp yn y na jej dzieje".
Tak w

nie by o.

Erich von Däniken

Feldbrunnen/Szwajcaria, 15 listopada 1991 r.

background image

Przedmowa

Wspomnienia z przysz

ci — czy co  takiego istnieje? Wspomnienia o czym , co przyjdzie ponownie?

Czy w przyrodzie istnieje wieczny obieg rzeczy, wieczne zlewanie si  czasów?
Czy liszka przeczuwa,  e na wiosn  zbudzi si  motylem? Czy cz steczka gazu czuje jakim  sposobem
prawo, zgodnie z którym pr dzej czy pó niej ponownie zniknie w S

cu? Czy umys  ludzki wie o swoim

powi zaniu z wszystkimi zakamarkami wieczno ci?
Dzisiejszy cz owiek ró ni si  od cz owieka dnia wczorajszego lub przedwczorajszego. Cz owiek staje si
ci gle na nowo i zmienia si  nieustannie w owym niesko czonym ci gu, który zwiemy CZASEM. Cz owiek

dzie musia  zrozumie  i opanowa  czas! Czas jest bowiem nasieniem uniwersum. I nie ma ko ca czas, w

którym  cz  si  wszystkie czasy.

 wspomnienia z przysz

ci. To, czego dzisiaj jeszcze nie wiemy, skrywa przed nami Wszech wiat. By

mo e dzisiaj, jutro lub kiedy  w przysz

ci niektóre tajemnice zostan  wyja nione. Wszech wiat nie zna

czasu ani jego poj cia.
Ksi ka ta nie powsta aby bez zach ty i pomocy wielu ludzi. Mojej  onie, która w ostatnich latach rzadko
widywa a mnie w domu, dzi kuj  za wyrozumia

. Dzi kuj  mojemu przyjacielowi Hansowi Neunerowi,

który towarzyszy  mi przez sto tysi cy kilometrów w moich podró ach i s

 zawsze cenn  pomoc .

Dzi kuj  panu doktorowi Stehlinowi i Louisowi Emrichowi za to,  e tak d ugo dodawali mi otuchy.
Dzi kuj  wszystkim pracownikom NASA w Houston, na Przyl dku Kennedy'ego i w Huntsville, którzy
oprowadzali mnie po swoich wspania ych naukowo-technicznych o rodkach badawczych. Dzi kuj  prof. dr.
Wernherowi von Braunowi, dr. Willy'emu Leyowi i panu Bertowi Slattery'emu. Dzi kuje wreszcie
wszystkim niezliczonym m czyznom i kobietom na ca ym  wiecie, którzy przez rozmowy, sugestie i
bezpo redni  pomoc umo liwili powstanie tej ksi ki.

Erich von Däniken

background image

Wprowadzenie

Napisanie tej ksi ki wymaga o odwagi, jej przeczytanie wymaga odwagi nie mniejszej. Uczeni wezm  j
na indeks dzie , o których lepiej nie mówi , gdy  jej tezy i dowody nie pasuj  do mozolnie zlepionej
mozaiki skostnia ej ju  miedzy szkolnej. Laicy z kolei, których nawet we  nie niepokoj  wizje przysz

ci,

schroni  si  niczym  limaki do bezpiecznej i znanej im skorupy przed mo liwo ci , wi cej — przed
prawdopodobie stwem, i  odkrywana przesz

 b dzie w porównaniu z przysz

ci  jeszcze bardziej

tajemnicza, zuchwa a i zagadkowa.
Jedno jest bowiem pewne: w naszej przesz

ci, tej sprzed tysi cy milionów lat, co  si  nie zgadza! Roi si

w niej od nieznanych bogów, którzy w za ogowych statkach kosmicznych sk adali wizyty naszej dobrej,
wiekowej Ziemi. Przesz

 ta pe na by a broni tajemnych, super-broni i trudnej do wyobra enia wiedzy

technicznej, której po cz ci do dzisiaj nie jeste my w stanie odtworzy ,
W naszej archeologii co  si  nie zgadza! Oto znajduje si  baterie elektryczne sprzed wielu tysi cy lat.
Wida  dziwne istoty w nienagannych skafandrach kosmicznych, których pasy zapinane s  na klamerki z
platyny. Wyst puj  pi tnastocyfrowe liczby, których nie obliczy  przecie

aden komputer. W zamierzch ej

przesz

ci spotykamy ca y szereg rzeczy, których nie sposób sobie wyobrazi . Sk d jednak owi

prapraludzie posiadali umiej tno  tworzenia niewyobra alnych rzeczy?
Z naszymi religiami te  jest co  nie tak! Wszystkie religie maj  t  wspóln  cech ,  e obiecuj  ludziom
zbawienie i pomoc. Obietnice takie sk adali równie  najstarsi bogowie. Dlaczego jednak ich nie
dotrzymywali? Dlaczego u ywali supernowoczesnej broni przeciwko prymitywnym ludziom? l dlaczego
planowali ich zag ad ?
Powinni my przyzwyczai  si  do my li,  e powsta y w ci gu tysi cy lat  wiat wyobra

 — za amie si .

Nawet niewiele lat dok adnych bada  wystarczy o, by zburzy  gmach poj , w którym by o nam tak
przytulnie. Na nowo odkrywana jest wiedza, ukryta przedtem w bibliotekach tajnych stowarzysze . Era
podró y kosmicznych nie jest ju  czasem skrywanych tajemnic. Loty kosmiczne w kierunku S

ca i

gwiazd pozwalaj  tak e na sondowanie otch ani naszej przesz

ci. Z ciemnych grobowców podnosz  si

bogowie i kap ani, królowie i bohaterowie. Musimy wydrze  im ich sekrety, gdy  mamy  rodki do tego, by
odkry  nasz  przesz

 gruntownie i —je li tylko tego chcemy — bez  adnych luk.

Staro ytno  trzeba bada  w nowoczesnym laboratorium..
Archeolog musi na zgliszczach przesz

ci pos ugiwa  si  czu ymi urz dzeniami pomiarowymi.

Szukaj cy prawdy wspó czesny kap an musi zacz  od nowa w tpi  we wszystko, co zosta o ustalone.
Bogowie z zamierzch ej przesz

ci pozostawili widoczne  lady, które umiemy odczyta  i odszyfrowa

dopiero dzisiaj, gdy  przez tysi ce lat nie istnia  dla ludzi problem podró y kosmicznej, który dla nas sta
si  tak bliski. Wysuwam bowiem twierdzenie: dawno w staro ytno ci nasi przodkowie do wiadczyli
odwiedzin z Kosmosu! Cho  do dzisiaj nie wiemy, kim by y te pozaziemskie istoty inteligentne i z jakiej
przyby y planety, to jestem przekonany,  e ,,obcy" zg adzili cze

yj cej wówczas populacji i sp odzili

nowego cz owieka, by  mo e pierwszego Homo sapiens.
Twierdzenie to zbija z nóg, gdy  niszczy podstawy, na których zbudowano tak doskona y pozornie gmach
dotychczasowych poj . Celem tej ksi ki jest próba dostarczenia dowodów na poparcie     owego
twierdzenia.

background image

 Rozdzia  I

Czy Kosmos zamieszkuj  istoty podobne do cz owieka? — Czy rozwój bez tlenu jest mo liwy?— Czy

ycie wyst puje w  mierciono nym  rodowisku?

Czy jest do pomy lenia, aby my my, obywatele  wiata w XX w., nie byli jedynymi rozumnymi istotami w
Kosmosie? Do tej pory w  adnym jeszcze muzeum antropologicznym nie ma w ród eksponatów
spreparowanego homunkulusa z innej planety, zatem odpowied ,  e „tylko nasz  Ziemi  zamieszkuj  istoty
ludzkie", wydaje si  przekonywaj ca i uzasadniona. Jednak las znaków zapytania zag szcza si , skoro tylko
po czymy ze sob  w ci g przyczynowy wyniki najnowszych znalezisk i bada  naukowych.
Astronomowie twierdz ,  e w pogodn  noc cz owiek mo e zobaczy  go ym okiem na niebosk onie oko o
4500 gwiazd. Jednak ju  zwyk a luneta w ma ym obserwatorium astronomicznym pozwala ujrze  prawie
dwa miliony gwiazd, podczas gdy nowoczesny teleskop zwierciad owy wychwytuje  wiat o miliardów
gwiazd... punktów  wietlnych Drogi Mlecznej. Na tle ogromu Kosmosu nasz system gwiezdny jest zaledwie
male

 cz stk  nieporównanie wi kszego systemu — który mo na by nazwa  wi zk  (uk adem) dróg

mlecznych. Obejmuje on oko o 20 galaktyk w promieniu 1,5 miliona lat  wietlnych (l rok  wietlny = 9,5
bilionów kilometrów). Z kolei nawet ta wielka liczba gwiazd wcale nie jest du a w porównaniu z wieloma
tysi cami galaktyk spiralnych, których istnienie przybli

y nam teleskopy elektroniczne. Wszystko to

odnosi si  do dzisiejszego stanu wiedzy, a badania dopiero si  rozpocz y.
Astronom Harlow Shapley zak ada,  e w zasi gu naszych teleskopów znajduje si  10

20

 gwiazd. Jest on

sk onny uzna ,  e tylko jedna na tysi c ma swój uk ad planetarny i jest to z pewno ci  bardzo ostro na
kalkulacja. Pójd my tropem tych szacunków i przypu my,  e tylko na jednej z tysi ca gwiazd istniej
warunki dla powstania  ycia. Mieliby my zatem w wyniku tego rachunku wci  jeszcze wielk  liczb  10

14

.

Shapley zadaje pytanie: ile gwiazd z tej doprawdy astronomicznej liczby ma atmosfer  umo liwiaj
procesy  yciowe? Mo e jedna na tysi c? Skoro tak, to pozostawa aby jeszcze niewyobra alna liczba l0

11

gwiazd dysponuj cych przes ankami dla powstania  ycia. Nawet gdyby my za

yli,  e z tej liczby tylko co

tysi czna gwiazda istotnie wykszta ci a  ycie, to nadal pozosta oby dla naszych spekulacji jeszcze 100
milionów planet. Przy czym obliczenie to opiera si  na dost pnych dzisiaj mo liwo ciach technicznych,
podczas gdy teleskopy ca y czas s  rozwijane i ulepszane.
Biochemik dr S. Miller wysuwa hipotez ,  e na niektórych z tych planet warunki do powstania  ycia i ono
samo rozwin y si  by  mo e szybciej ni  na Ziemi. Id c tropem naszych  mia ych oblicze  trzeba by
uzna , i  na tych stu milionach planet mog y si  rozwin  cywilizacje bardziej zaawansowane od naszej.
Prof. dr Willy Ley, znany pisarz naukowy i przyjaciel W. von Brauna, powiedzia  mi w Nowym Jorku:
„Liczb  gwiazd tylko w naszej Drodze Mlecznej szacuje si  na 30 miliardów. Wspó czesna astronomia
przyjmuje za

enie, i  w Drodze Mlecznej znajduje si  co najmniej 18 miliardów uk adów planetarnych.

Gdyby my spróbowali sprowadzi  wchodz ce w gr  liczby do najmniejszych wielko ci i przyj li,  e
odleg

ci mi dzy nimi s  tak dobrane, i  tylko jedna planeta na sto obiega swe s

ce w ekosferze, to i tak

pozostaje jeszcze 180 milionów planet mog cych by

rodowiskiem dla  ycia organicznego. Przyjmijmy

dalej, i  tylko jedna planeta na sto spo ród nich rzeczywi cie stanowi siedlisko  ycia, a mieliby my jeszcze
1,8 miliona planet, na których  ycie istnieje. Kolejne przypuszczenie zak ada oby,  e na 100  yciodajnych
planet przypada jedna zamieszkana przez istoty o inteligencji nie ust puj cej Homo sapiens. Jednak nawet
to ostatnie za

enie pozostawia naszej Drodze Mlecznej pot

ny zast p 18 tysi cy zaludnionych planet".

Poniewa  najnowsze obliczenia mówi  o 100 miliardach sta ych gwiazd w Drodze Mlecznej, to zgodnie z
rachunkiem prawdopodobie stwa liczba zamieszkanych planet by aby zdecydowanie wy sza, ni  szacuje to
profesor Ley w swym ostro nym obliczeniu.
Nie anga uj c w nasze rozwa ania utopijnych liczb i nie uwzgl dniaj c obcych galaktyk, mo emy
przypuszcza , i  wzgl dnie blisko Ziemi znajduje si  18 tysi cy planet posiadaj cych warunki  ycia
podobne do naszych. Mo emy pój  dalej w spekulacjach: nawet gdyby z tych 18 tysi cy w rzeczywisto ci
tylko jeden procent by  zaludniony, to nadal mamy jeszcze 180 planet.

background image

Nie ulega w tpliwo ci istnienie planet podobnych do Ziemi — z analogicznym sk adem atmosfery, podobn
grawitacj ,  wiatem ro linnym a nawet zwierz cym. Powstaje jednak pytanie, czy  yciodajne planety
koniecznie musz  charakteryzowa  si  w

ciwo ciami podobnymi do ziemskich?

Badania naukowe modyfikuj  opini , zgodnie z któr

ycie mo e si  rozwija  tylko w warunkach

zbli onych do tych, jakie panuj  na Ziemi. B dny jest pogl d,  e bez wody i tlenu nie ma  ycia. W
rzeczywisto ci nawet na naszej Ziemi s  organizmy nie potrzebuj ce w ogóle tlenu. S  to  yj ce bez niego
bakterie (beztlenowce), a okre lona ilo  tego gazu stanowi dla nich trucizn . Dlaczego zatem nie mia oby
by  wy ej rozwini tych organizmów, które obywa yby si  bez tlenu? Pod wp ywem coraz to nowszych
wyników bada  naukowych b dziemy musieli zmienia  nasze wyobra enia i poj cia o  wiecie. Nasza pasja
badawcza ograniczaj ca si  do niedawnej przesz

ci tylko do Ziemi uczyni a z niej idealn  planet . Nie jest

ona zbyt gor ca i nie jest zbyt zimna; wody jest tu pod dostatkiem; tlen wyst puje w du ych ilo ciach;
procesy organiczne ci gle na nowo regeneruj  przyrod .
W rzeczywisto ci za

enie,  e tylko na jakiej  podobnej do Ziemi planecie mog oby si  rozwin  i trwa

ycie, jest nie do utrzymania. Na Ziemi  yje — wed ug szacunkowych danych — dwa miliony ró nych

gatunków istot  ywych. Z tego — znowu szacunkowo — 1,2 miliona zosta o „uchwycone" przez nauk .
Okazuje si ,  e w ród tych naukowo zbadanych organizmów jest kilka tysi cy takich, które zgodnie z
utartymi pogl dami w ogóle nie powinny by y istnie ! Przes anki niezb dne dla pojawienia si

ycia musz

zatem zosta  na nowo przemy lane i zweryfikowane.
Mo na by na przyk ad pomy le ,  e woda o du ym stopniu napromieniowania radioaktywnego powinna
by  ja owa. Jednak niektóre rodzaje bakterii radz  sobie jako  ze  mierciono

 wod , op ywaj

 reaktory

atomowe. Do wiadczenie dra Siegela wydaje si  cokolwiek niepokoj ce. Uczony ten stworzy  w
laboratorium takie warunki  ycia, jakie wyst puj  w atmosferze Jowisza i w  rodowisku tym, które nie ma
niczego wspólnego z wymaganiami, jakie do tej pory kojarzymy z  yciem, hodowa  bakterie i roztocza.
Okaza o si ,  e nie zabi  ich ani amoniak, ani metan czy wodór. Do wiadczenia entomologów Hintona i
Bluma z angielskiego uniwersytetu w Bristolu przynios y nie mniej zadziwiaj ce wyniki. Obaj uczeni
suszyli jeden z gatunków komara przez wiele godzin w temperaturze dochodz cej do 100°C, a nast pnie
natychmiast zanurzyli obiekty do wiadczalne w ciek ym helu, który jak wiadomo ma temperatur
przestrzeni kosmicznej. Po silnym na wietleniu ponownie zapewnili komarom normalne dla nich warunki

ycia. I wówczas nast pi o co  prawie niemo liwego: larwy kontynuowa y swoje procesy  yciowe i

wyklu y si  z nich ca kowicie „zdrowe" komary. Wiemy te  o bakteriach  yj cych w wulkanach, o innych :
— po eraj cych kamie  i takich, które wytwarzaj

elazo. Las znaków zapytania zag szcza si .

W wielu o rodkach naukowych prowadzone s  do wiadczenia i przybywa dowodów,  e zjawisko  ycia w

adnym wypadku nie jest nierozerwalnie zwi zane z warunkami panuj cymi na naszej planecie. Z

przes anek dla  ycia i praw przyrodniczych obowi zuj cych na Ziemi uczyniono w ci gu stuleci co  w
rodzaju „p pka  wiata". Prze wiadczenie takie zniekszta ci o i zatar o perspektywy, na

o badaczom

ko skie okulary, które kaza y im stosowa  w badaniach Kosmosu nasze miary i sposoby my lenia. Teilhard
de Chardin, my liciel na miar  epoki, g osi : „W sprawach Kosmosu tylko to, co fantastyczne, ma szans
by  realnym!"
Odwrócenie naszego sposobu my lenia — równie fantastyczne, jak i realne — polega oby na zdaniu sobie
sprawy,  e istoty inteligentne z jakiej  innej planety równie  przyjmuj  w asne warunki  ycia za punkt
odniesienia. Je li  yj  one w temperaturach minus 150~200°C, to by yby sk onne uzna  takie w

nie

temperatury, unicestwiaj ce nasze  ycie, za warunek jego istnienia na innych planetach. Odpowiada oby to
logice, z jak  próbujemy rozja ni  mroki naszej przesz

ci.

Jeste my winni naszemu dziedziczonemu z pokolenia na pokolenie poczuciu w asnej godno ci, aby by
lud mi rozumnymi i obiektywnymi; s owem —zawsze odwa nie i pewnie stoj cymi obiema nogami na
ziemi. Ka da  mia a teza wydaje si  w swoim czasie utopijna, ale jak e wiele utopii sta o si  ju  dawno
codzienn  rzeczywisto ci ! Rzecz jasna, przytoczone tu w ksi ce przyk ady maj  ca kiem  wiadomie
pos

 do skrajnych interpretacji. Jednak w momencie gdy to, co dzi  jeszcze jest nieprawdopodobne,

stanie si  my lowym standardem — opadn  wszelkie bariery i dzi ki temu poznamy w sposób naturalny te
niewiarygodne dzisiaj tajemnice, które skrywa przed nami Kosmos. Przysz e pokolenia spotkaj  zapewne w

background image

przestrzeni kosmicznej wiele nie przeczuwanych jeszcze obecnie postaci  ycia. Cho  nam nie b dzie ju
dane tego do wiadczy , to nasi potomkowie b

 si  musieli pogodzi  z tym,  e nie s  jedynymi i z

pewno ci  nie najstarszymi istotami rozumnymi w Kosmosie.
Wiek Wszech wiata szacuje si  na 8 do 12 miliardów lat. Meteoryty dostarczaj

ladów zwi zków

organicznych dla naszych mikroskopów. Bakterie licz ce sobie miliony lat budz  si  do nowego  ycia.
Zarodniki, unosz ce si  w przestrzeni pod wp ywem ci nienia promieni s onecznych i przemierzaj ce
Kosmos, s  pr dzej czy pó niej przechwytywane przez si  przyci gania planet. Nowe  ycie od milionów
lat bierze pocz tek w niesko czonym obiegu stworzenia. Liczne wnikliwe badania najró niejszych warstw
skalnych we wszystkich cz ciach  wiata dowodz ,  e skorupa ziemska uformowa a si  przed oko o
czterema miliardami lat. A dopiero od miliona lat istnieje co  takiego, jak cz owiek — g osi nauka. Z tego
ogromnego strumienia czasu uda o si  przy du ym nak adzie pracy, po licznych przygodach i dzi ki pasji
badawczej wyodr bni  stru

 siedmiu tysi cy lat historii cz owieka spo ecznego. Có  jednak znaczy

siedem tysi cy lat dziejów ludzko ci w porównaniu z miliardami lat przesz

ci Wszech wiata?

My — zwie czenie stworzenia? — potrzebowali my 400 000 lat, by osi gn  nasz obecny status i
dzisiejszy wygl d. Kto musi dostarcza  materia u dowodowego w kwestii — dlaczego jaka  inna planeta
nie mia aby stworzy  równie korzystnych warunków dla rozwoju odmiennych od nas lub podobnych nam
istot rozumnych? Dlaczego mieliby my nie mie  na innych planetach „konkurencji", która by nam
dorównywa a, a mo e nas przewy sza a? Czy wolno nie bra  pod uwag  takiej mo liwo ci? Do tej pory tak

nie czynili my.

Jak cz sto podstawy naszej m dro ci id  w gruzy! Setki pokole  wierzy y,  e Ziemia ma kszta t tarczy.
Wiele tysi cy lat obowi zywa o  elazne prawo: S

ce obraca si  wokó  Ziemi. Jeszcze dzisiaj jeste my

przekonani,  e nasza planeta jest  rodkiem Wszech wiata — cho  zosta o dowiedzione, i  Ziemia jest
ca kiem zwyk ym, pod wzgl dem wielko ci nieznacznym cia em niebieskim, oddalonym o 30 000 lat

wietlnych od centrum Drogi Mlecznej...

Nadszed  ju  czas, aby my dzi ki odkryciom w niesko czonym i niezbadanym Kosmosie uznali nasz

asn  znikomo . Dopiero wówczas zrozumiemy,  e jeste my mrówkami w kosmicznym pa stwie. Nasza

szansa znajduje si  jednak we Wszech wiecie — czyli tam, gdzie nam j  obiecali bogowie.
Dopiero po spojrzeniu w przysz

 b dziemy mieli dosy  si y i  mia

ci, aby uczciwie i bez uprzedze

bada  nasz  przesz

.

background image

Rozdzia  II

 Fantastyczna podró  statku kosmicznego we Wszech wiecie — „Bogowie" przybywaj  w odwiedziny
— Nieprzemijaj ce  lady

Juliusz Verne, protoplasta wszystkich autorów powie ci fantastycznych, okaza  si  nadzwyczaj

zdolnym pisarzem. Jego si ganie do gwiazd nie jest ju  utopi , a w naszym dziesi cioleciu kosmonauci
potrzebuj  na okr

enie Ziemi nie 80 dni, lecz zaledwie 86 minut. Fantastyczna podró , której okoliczno ci

i etapy opiszemy, b dzie mo liwa do zrealizowana szybciej ni  po up ywie czasu, jaki musia  min

, aby

szalona wizja Juliusza Verne'a osiemdziesi ciodniowej podró y dooko a Ziemi przybra a posta

yskawicznej osiemdziesi ciominutowej wycieczki. Nie zadowalajmy si  jednak tak krótkimi odcinkami

czasu! Przypu my zatem,  e nasz statek kosmiczny za 150 lat wyruszy by z Ziemi w kierunku jakiego
nieznanego, odleg ego s

ca...

Statek mia by wielko  dzisiejszego parowca oceanicznego — czyli jego masa startowa wynosi aby 100
000 ton, z czego 99 800 ton przypada oby na paliwo, a efektywna masa u yteczna by aby mniejsza ni  200
ton.
Niemo liwe?
Ju  dzisiaj mogliby my na orbicie dowolnej planety zmontowa  cze  po cz ci statek kosmiczny. Nawet
jednak taki monta  oka e si  za niespe na 20 lat zbyteczny, gdy  wielki statek kosmiczny b dzie mo na
przygotowa  na Ksi ycu. Na pe nych obrotach tocz  si  prace nad silnikami przysz

ci. Przysz e zespo y

nap dowe b

 przede wszystkim silnikami fotonowymi, wykorzystuj cymi syntez  j drow  — przemian

wodoru w hel lub te  anihilacj  materii. Ich szybko  osi gnie pr dko

wiat a. Nowa, odwa na droga

prowadzi w  wiecie techniki do rakiet fotonowych, a przeprowadzone ju  do wiadczenia fizyczne na
pojedynczych cz stkach elementarnych dowodz ,  e z powodzeniem mo na pój  t  drog . Paliwa rakiet
fotonowych umo liwi  tak du e przybli enie szybko ci lotu do pr dko ci  wiat a,  e efekt wzgl dno ci,
wynikaj cy z teorii Einsteina, a zw aszcza ró nica w up ywie czasu mi dzy miejscem startu a statkiem
kosmicznym, ujawni si  w pe ni. Materia  p dny zamieni si  w promieniowanie elektromagnetyczne,
emitowane jako wi zka promieni nap dowych o pr dko ci  wiat a. Teoretycznie statek kosmiczny
wyposa ony w silniki fotonowe b dzie móg  osi gn  szybko  dochodz

 do 99% pr dko ci  wiat a.

Szybko  taka pozwoli aby pokona  granice Uk adu S onecznego!
Ju  samo wyobra enie sobie tego mo e przyprawi  o zawrót g owy. Na progu nowej epoki powinni my
jednak pami ta ,  e równie osza amiaj ce by y wielkie post py techniki, jakich w swoim czasie
do wiadczyli nasi dziadkowie: kolej—elektryczno  — telegraf—pierwsze auto— pierwszy samolot...
Nasze pokolenie z kolei jako pierwsze us ysza o „music in the air" — ogl damy kolorow  telewizj  —
byli my  wiadkami pierwszych startów rakiet kosmicznych i odbieramy informacje oraz zdj cia z satelitów
kr

cych wokó  Ziemi. Nasi wnukowie wezm  z kolei udzia  w podró ach gwiezdnych i b

 prowadzili

badania kosmiczne na politechnikach.
Prze led my jednak dalej podró  naszego fantastycznego statku kosmicznego, który zmierza do odleg ej
gwiazdy sta ej. Z pewno ci  by oby zabawne, gdyby my mogli wyobrazi  sobie, jak za oga statku sp dza
czas swej podró y. Cho by odleg

ci by y nie wiadomo jak wielkie, a czas dla oczekuj cych w domu

wlók  si  niemi osiernie powoli, to teoria Einsteina zachowuje sw  wa no ! Mo e si  to wyda  trudne do
poj cia, ale czas w statku kosmicznym poruszaj cym si  z szybko ci  zbli on  do pr dko ci  wiat a —
biegnie wolniej ni  na Ziemi.
Je li pr dko  statku wynosi aby 99% pr dko ci  wiat a, to nasza za oga sp dzi aby podczas lotu we
Wszech wiecie 14,1 lat, podczas gdy dla mieszka ców Ziemi min oby cale stulecie. T  ró nic  czasu
mi dzy kosmonautami a Ziemianami mo na obliczy  wed ug równania, wywodz cego si  ze wzoru
Lorentza:

background image

2

)

/

(

1

c

v

T

t

(t—czas up ywaj cy dla kosmonautów, T — czas up ywaj cy na Ziemi, v — szybko  lotu,
c — pr dko

wiat a).

Szybko  lotu statku kosmicznego mo na obliczy  wed ug wyprowadzonego przez prof. Ackereta równania
podstawowego dla rakiet:

]

)

1

(

1

[

/

)

1

(

1

)

/

(

/

2

/

2

c

w

c

w

t

c

w

t

w

v

 (v — szybko  lotu, w — pr dko  strumienia wyrzucanego z silnika, c — pr dko

wiat a,

t — udzia  paliwa w ci arze statku podczas startu).
Gdy statek zbli y si  do gwiazdy docelowej, za oga z ca  pewno ci  wykryje planety, ustali ich po

enie,

zmierzy temperatur  na postawie analizy widmowej i obliczy orbity. W ko cu wybierze na miejsce

dowania t  planet , której w

ciwo ci s  najbardziej zbli one do ziemskich. Gdyby nasz statek po

podró y na odleg

 przyk adowo osiemdziesi ciu lat  wietlnych sk ada  si  ju  tylko z masy

podstawowej, gdy  ca a energia nap dowa zosta a zu yta, za oga musia aby na miejscu uzupe ni  zbiorniki
pojazdu materia em rozszczepialnym na drog  powrotn .
Za

my zatem,  e wybrana do l dowania planeta by aby podobna do Ziemi. Powiedzieli my ju ,  e takie

za

enie w  adnym wypadku nie jest niemo liwe. Odwa my si  jeszcze i na takie przypuszczenie, i

cywilizacja na tej planecie znajduje si  mniej wi cej w takim punkcie rozwoju, w jakim nasza by a przed

mioma tysi cami lat, co aparaty pomiarowe statku ustali yby ju  na d ugo przed wyl dowaniem. Nasi

kosmonauci oczywi cie wybrali l dowisko w pobli u z

 materia ów rozszczepialnych: instrumenty

wskazuj  przecie  szybko i niezawodnie, w jakim 

cuchu górskim i w jakiej formacji geologicznej mo na

znale  uran.

dowanie odby o si  zgodnie z planem.

Kosmonauci widz  istoty, które ostrz  kamienne narz dzia; widz , jak poluj  z oszczepami na dzikie
zwierz ta; widz  stada owiec i kóz pas ce si  na stepie; dostrzegaj  prosty sprz t gospodarski, wytwarzany
przez prymitywne garncarstwo. Zaiste, przedziwny to widok dla naszych kosmonautów.
Co jednak my

 sobie prymitywne istoty planety o tym monstrum, które w

nie wyl dowa o, i o

postaciach, które z niego wysiad y? Przed o mioma tysi cami lat my tak e — nie zapominajmy o tym —
byli my pó dzikusami. By oby a  nadto zrozumia e, gdyby pó dzicy  wiadkowie tego wydarzenia padli
twarz  na ziemi  i nie odwa yli si  podnie  oczu.
Jeszcze tego samego dnia modlili si  do S

ca i Ksi yca, a teraz wydarzy o si  co  niesamowitego: z

nieba przybyli bogowie!
Pierwotni mieszka cy planety obserwuj  z bezpiecznej kryjówki naszych kosmonautów, nosz cych na

owie dziwaczne kapelusze z dr kami (he my wyposa one w anteny). Dziwi  si ,  e noc jest widna jak

dzie  (reflektory), ogarnia ich l k, gdy obce istoty bez trudu wznosz  si  w powietrze (paski z rakietami),
chowaj  g owy ponownie w trawie, gdy parskaj c, dudni c i warcz c wzbijaj  si  w powietrze nieznane,
budz ce trwog  „zwierz ta" (helikoptery-poduszkowce, pojazdy wielozadaniowe) i w ko cu salwuj  si
ucieczk  do swych bezpiecznych jaski , kiedy z gór dobiega przejmuj cy l kiem huk i grzmot (próbna
eksplozja). W rzeczy samej tym prymitywnym istotom nasi kosmonauci musz  wydawa  si
wszechpot

nymi bogami!

Podczas gdy kosmonauci kontynuuj  sw  ci

 rutynow  prac , po pewnym czasie delegacja kap anów

wzgl dnie czarowników podejdzie zapewne do tego astronauty, w którym instynktownie wyczuje wodza,
aby nawi za  kontakt z bogami. Przynios  ze sob  dary, chc c w ten sposób odda  cze  go ciom. Jest
ca kiem mo liwe,  e nasi ludzie szybko nauczyli si  z pomoc  komputera mowy tubylców i potrafi
podzi kowa  im za doznane uprzejmo ci. Jednak nic nie pomo e t umaczenie, nawet w tubylczej mowie,  e
to nie bogowie wyl dowali, nie  adne wy sze, godne czci istoty sk adaj  im wizyt . W to nie uwierz

background image

bowiem nasi prymitywni przyjaciele. Kosmonauci przybyli z innych gwiazd i wida  przecie  go ym okiem,

e posiadaj  nies ychan  moc i zdolno  czynienia cudów. Musz  by  zatem bogami! Nie ma te

adnego

sensu, by im co  wyja nia . Wszystko to przekracza wyobra ni  straszliwie zaskoczonych
niespodziewanym naj ciem istot.
Niezale nie od tego, co si  wydarzy od dnia l dowania, wcze niej opracowany plan móg by zawiera
nast puj ce punkty:
— Cz

 ludno ci zostanie zjednana i przyuczona do wspó pracy w poszukiwaniu w rozsadzonym kraterze

materia u rozszczepialnego, niezb dnego do powrotu na Ziemi .
— Najm drzejszy spo ród tubylców wybrany zostanie „królem" i jako widomy znak swej w adzy dostanie
radiostacj , dzi ki której mo e w ka dej chwili nawi za  z „bogami" kontakt i porozumie  si  z nimi.
— Kosmonauci próbuj  przyswoi  tubylcom najprostsze formy wspó ycia i par  poj  moralnych, aby
umo liwi  przez to rozwój  adu spo ecznego.
— Nasz  grup  tubylcz  zaatakuje inny „lud". Z uwagi na to,  e nie zebrano jeszcze dostatecznej ilo ci
materia u rozszczepialnego, napastnikom po wielu ostrze eniach zostanie udzielona zbrojna odprawa przy
pomocy nowoczesnych  rodków bojowych.
— Kosmonauci zap adniaj  niektóre miejscowe kobiety. W ten sposób mo e powsta  nowa rasa, która
przeskoczy pewien szczebel ewolucji.
Z w asnego do wiadczenia wiemy, jak d ugo trwa, zanim nowa rasa b dzie zdolna do badania
Wszech wiata. Dlatego te  przed powrotem na Ziemi  kosmonauci pozostawi  widoczne i wyra ne  lady,
które jednak dopiero du o pó niej b

 mog y zosta  zrozumiane przez spo ecze stwo dzi ki rozwojowi

techniki i matematyki.
Próba ostrze enia naszych podopiecznych przed nadchodz cymi niebezpiecze stwami oka e si  daremna.
Nawet gdy poka emy im najokrutniejsze filmy o ziemskich wojnach i eksplozjach atomowych, przyk ady te
tak samo nie przeszkodz  istotom z owej planety pope nia  podobnych g upstw, jak nie odstraszaj  one
(prawie) ca ej my

cej ludzko ci, by ci gle na nowo nie igra a z ogniem wojny.

Kiedy statek ponownie zniknie w kosmicznej mgle, nasi przyjaciele b

 rozpami tywa  cud: „bogowie

byli u nas". Utrwal  go w swej prostej mowie, stworz  z niego legend  przekazywan  dzieciom, za  z
prezentów, narz dzi i wszystkich rzeczy pozostawionych przez kosmonautów uczyni

wi te relikwie.

Gdy nasi przyjaciele opanuj  sztuk  pisania, b

 mogli zapisa  to, co si  im niegdy  przydarzy o, a co by o

pe ne dziwów, niesamowite i cudowne. B dzie mo na zatem przeczyta  — a malowid a przedstawi  to
plastycznie —  e bogowie w z otych szatach przybyli w lataj cej barce, która opad a z niesamowitym
ha asem. B

 pisa  o pojazdach, którymi bogowie je dzili nad morzem i l dem, i o straszliwej broni,

podobnej do pioruna. B dzie si  te  mówi , i  bogowie obiecali powróci .
Mieszka cy wykuj  i wyskrobi  w kamieniu obrazy tego, co niegdy  tu widziano:
— nieforemnych olbrzymów, nosz cych na g owach he my i dr ki, a na piersi skrzynki,
— kule, na których siedz  bli ej nieokre lone istoty przemierzaj c przestworza,
— laski wyrzucaj ce promienie, niczym s

ce,

— podobne do olbrzymich insektów twory, b

ce czym  w rodzaju pojazdów.

Mo na pu ci  wodze nieograniczonej fantazji, jakie to obrazowe przedstawienia stan  si  pok osiem
odwiedzin kosmonautów. W dalszej cz ci ksi ki zobaczymy, jakie  lady wyryli na tablicach dziejów
bogowie", którzy w epoce prehistorycznej nawiedzili Ziemie.
Rozwój cywilizacji na planecie, któr  odwiedzi  statek kosmiczny, mo na sobie dosy

atwo wyobrazi .

Tubylcy wiele podpatrzyli i nauczyli si . Miejsce, na którym stan  statek, zostanie og oszone  wi

 stref  i

stanie si  celem pielgrzymek, gdzie s awione b

 w pie niach bohaterskie czyny bogów. Wzniesione tu

zostan  piramidy i  wi tynie, rzecz jasna na podstawie zdobytej wiedzy astronomicznej. Liczba ludno ci
wzrasta, dochodzi do wojen niszcz cych  wi te miejsca, ale pó niejsze pokolenia ponownie je odkrywaj ,
prowadz  prace wykopaliskowe i próbuj  zinterpretowa  odkryte znaki.
O tym, co b dzie dalej, mo na przeczyta  w naszych ksi kach historycznych...
Aby zbli

 si  do „prawdy" historycznej, trzeba w g szczu znaków zapytania przebi  dukt, wiod cy do

naszej przesz

ci.

background image

 Rozdzia  III

Mapy sprzed 11 tysi cy lat? — Prehistoryczne lotniska? — Pasy startowe dla „bogów"?— Najstarsze
miasto  wiata — Kiedy topi si  kamie ? — Gdy nast powa  potop — Mitologia Sumerów — Ko ci,
które nie pochodz  od ma py — Wszyscy dawni malarze mieli t  sam  manier ?

Czy naszych przodków odwiedzili przybysze z Wszech wiata?
Czy archeologia opiera si  po cz ci na b dnych za

eniach?

Czy mamy urojone wyobra enie o przesz

ci?

Czy równie  inteligencja rozwija si  w ramach wiecznego obiegu rzeczy?
Zanim udzieli si  „wypróbowanych" odpowiedzi na tego typu pytania, trzeba mie  jasno , na jakiej
podstawie opiera si  nasza wiedza o przesz

ci. Otó  sk ada si  ona z poszlak i hipotez. Wykopaliska,

starodawne przekazy pisane, malowid a jaskiniowe, legendy i inne  ród a pos

y do zbudowania

pewnego modelu my lowego, a wiec hipotezy roboczej. Owa mieszanka faktów u

a si  w interesuj

 i

budz

 uznanie mozaik . Powsta a ona jednak wed ug z góry przyj tej teorii, do której uda o si

dopasowa  poszczególne cz ci sk adowe — niekiedy z nazbyt widocznym spoiwem wi

cym. W

rezultacie otrzymujemy koncepcje, wed ug której musia o by  tak a nie inaczej, dok adnie tak w

nie, jak

si  przedstawia. Co wi cej, fakty mo na przykrawa  do zak adanych hipotez. W tpliwo ci odno nie do
ka dej teorii s  zasadne, a nawet konieczne, gdy  niekwestionowanie aktualnie obowi zuj cej wiedzy
prowadzi do zaniku bada  naukowych. A zatem nasza wiedza o przesz

ci jest tylko wzgl dn  prawd .

Kiedy ujawniaj  si  nowe okoliczno ci, dawna teoria — cho by by a nie wiem jak zadomowiona — musi
zosta  zast piona przez now . Wydaje si ,  e nadszed  czas, aby do naszych bada  nad przesz

ci

zastosowa  nowe metody.
Postulat ten uzasadniony jest pojawieniem si  nowych okoliczno ci. Nie wolno nam ju  d

ej postrzega

przesz

ci na star  mod . Pocz tki naszej cywilizacji i geneza wielu religii mog y przecie  wygl da

zupe nie inaczej, ni  do tej pory przyjmowali my.Poznanie Uk adu S onecznego i Wszech wiata,
zgromadzona wiedza o makro- i mikrokosmosie, niebywa e post py w technice i medycynie, biologii i
geologii, zapocz tkowanie podró y w przestrzeni kosmicznej — to wszystko w po czeniu z wieloma
innymi jeszcze czynnikami ca kowicie zmieni o nasz obraz  wiata w ostatnim niespe na pó wieczu.
Dzisiaj wiemy,  e mo na produkowa  ubiory dla kosmonautów, które s  odporne na skrajnie niskie i
wysokie temperatury. Wiemy,  e podró e kosmiczne nie s  ju  utopi . Do wiadczamy spe nionego cudu
kolorowej telewizji, podobnie jak umiemy zmierzy  pr dko

wiat a i obliczy  konsekwencje teorii

wzgl dno ci. Wiemy czy przeczuwamy, i  w  adnym wypadku nie musimy by  jedynymi istotami
rozumnymi w Kosmosie? Wiemy czy przeczuwamy,  e nieznane istoty inteligentne mog y ju  przed 10
tysi cami lat dysponowa  tak  wiedz , jak  my mamy dzisiaj?
Nasz sztywny, poniek d sielankowy, obraz  wiata zaczyna si  kruszy . Nowe teorie wymagaj  nowych
metod. I tak na przyk ad archeologia nie mo e w przysz

ci ogranicza  si  wy cznie do wykopalisk, gdy

nie wystarcza ju  jedynie zbieranie i porz dkowanie znalezisk. Je li ma powsta  wiarygodny obraz naszej
przesz

ci, to niezb dny jest do tego wysi ek i wspó praca tak e innych dyscyplin naukowych.

Bez zahamowa  i z ciekawo ci  wejd my zatem do  wiata nieprawdopodobie stwa! Spróbujmy si gn  po
dziedzictwo, które pozostawili nam „bogowie"!
Na pocz tku XVIII w. w pa acu Topkapi w Stambule znaleziono stare mapy geograficzne nale ce do
admira a Piri Reisa, oficera tureckiej marynarki. Do Reisa, który mia  znale  mapy na Wschodzie, nale

y

te  znajduj ce si  obecnie w bibliotece pa stwowej w Berlinie dwa atlasy, zawieraj ce dok adne
odwzorowania regionu Morza  ródziemnego i obszaru nad Morzem Martwym.
Ca y ten pakiet map zosta  przekazany do ekspertyzy ameryka skiemu kartografowi Arlingtonowi H.
Mallery'emu, który doszed  do zadziwiaj cej konkluzji,  e co prawda wszystkie dane geograficzne s
zaznaczone, ale nie s  naniesione na w

ciwych miejscach. Szukaj c Pomocy zwróci  si  do kartografa

Waltersa z Urz du Hydrologicznego Marynarki USA. Mallery i Walters skonstruowali siatk  kartograficzn
i na

yli stare mapy na wspó czesny globus. W ten sposób dokonali rzeczywi cie sensacyjnego odkrycia.

background image

Mapy okaza y si  bardzo dok adne i to nie tylko w odniesieniu do regionu  ródziemnomorskiego i Morza
Martwego. Tak e wybrze a Ameryki Pó nocnej i Po udniowej, a nawet kontury Antarktydy by y
zaznaczone na mapach Piri Reisa z tak  sam  precyzj . Co wi cej, mapy ukazywa y nie tylko zarysy
kontynentów, lecz zawiera y tak e topografi  wn trza l dów! 

cuchy górskie, szczyty, wyspy, rzeki i

wy yny by y naniesione z nies ychan  dok adno ci .
W 1957 — Roku Geofizyki — mapy zosta y przekazane jezuicie o. Linehamowi, który by  zarazem
dyrektorem obserwatorium w Weston i specjalist  od kartografii w marynarce ameryka skiej. Ojciec
Lineham po bardzo gruntownych badaniach móg  tylko potwierdzi ,  e mapy charakteryzuj  si  zupe nie
wyj tkow  dok adno ci  — nawet na tych obszarach, które dzisiaj jeszcze s  bardzo s abo zbadane.
Pomy lmy tylko, dopiero w 1952 r. odkryto na Antarktydzie 

cuchy górskie, zaznaczone ju  na mapach

Reisa. Najnowsze prace profesora Charlesa H. Hapgooda oraz matematyka Richarda W. Strachana
dostarczaj  nam wprost szokuj cych wyników. Porównanie map Piri Reisa ze wspó czesnymi zdj ciami
satelitarnymi kuli ziemskiej wykaza o mianowicie,  e ich orygina y musia y by  zdj ciami lotniczymi,
wykonanymi z bardzo du ej wysoko ci! W jaki sposób mo na to wyt umaczy ?
Jaki  statek kosmiczny unosi si  wysoko nad Kairem i kieruje obiektyw swej kamery prosto na dó . Po
wywo aniu zdj  powsta by nast puj cy obraz: wszystko to, co znajdowa o si  w promieniu oko o 8 tysi cy
kilometrów pod obiektywem, zosta o dok adnie odwzorowane, gdy  le

o bezpo rednio pod soczewk . Im

dalej jednak od  rodka zdj cia, tym bardziej zniekszta cone s  krainy i kontynenty. Dlaczego tak si  dzieje?
Z powodu kulistego kszta tu Ziemi kontynenty oddalone od centrum „zapadaj  si  ku do owi". Zarys
Ameryki Po udniowej na przyk ad b dzie charakterystycznie zniekszta cony i wyd

ony, dok adnie tak, jak

widzimy to na mapie Piri Reisa!
Nasuwa si  par  pyta , które domagaj  si  szybkiej odpowiedzi. Z pewno ci  nasi przodkowie nie
wykre lili tych map. Jednak jest spraw  niew tpliw ,  e musia y one zosta  zrobione z powietrza i to przy
pomocy najnowocze niejszej techniki.
W jaki sposób mo emy to wyja ni ? Czy powinni my zadowoli  si  legend ,  e bóg podarowa  je jakiemu
arcykap anowi? Czy te  nie powinni my ich przyjmowa  do wiadomo ci i bagatelizowa  ten „cud", gdy
zestaw map nie pasuje do naszych wyobra

? A mo e powinni my odwa nie wetkn  kij w mrowisko,

utrzymuj c twardo,  e mapy Ziemi zosta y wykonane z lec cego bardzo wysoko samolotu lub ze statku
kosmicznego?!
Mapy tureckiego admira a nie s  oczywi cie orygina ami, s  kopiami z kopii, które by y z kolei kopiami
jeszcze wcze niejszych kopii. Jedno nie ulega jednak w tpliwo ci: ktokolwiek wykona  je przed tysi cami
lat, musia  umie  unosi  si  w powietrzu, a tak e1 fotografowa !
Z pewno ci  twierdzenie to niejednemu zapiera dech w piersiach. Prastare mapy, wykonane z bardzo du ej
wysoko ci — to my l, której lepiej nie prowadzi  do ko ca. Niekiedy wydaje si , jak gdyby cz owiek
odczuwa  l k, gdy dostrzega rozpraszanie si  pomroki os aniaj cej zamierzch  przesz

. Dlaczego?

Czy by z tego powodu,  e mo na tak wygodnie i spokojnie 

 opieraj c si  na oficjalnie obowi zuj cej

wiedzy?
Niedaleko wybrze a morskiego, na peruwia skim pogórzu Andów, le y stare miasto Nazca. Po obu
stronach doliny Palpa znajduje si  równinny pas ziemi o d ugo ci 60 km i szeroko ci dwóch kilometrów,
zasypany kamiennym gruzem przypominaj cym zardzewia e kawa ki  elaza. Ludno  miejscowa nazywa
ten teren pamp , cho  nie ma tu  adnej ro linno ci. Podczas lotu nad p askowy em Nazca wida  olbrzymie,
geometryczne linie, niektóre z nich przebiegaj  równolegle, inne krzy uj  si  lub te  obramowane s
wielkimi trapezowatymi figurami.
Archeolodzy mówi ,  e s  to drogi Inków...
Co za absurdalna my l! Do czego mia yby si  Inkom przyda  drogi biegn ce równolegle? Albo takie, które
si  krzy uj ? Czy te  takie, które przebiegaj c równin  — gwa townie si  urywaj ?
Rzecz jasna równie  tutaj znajduj  si  typowe dla kultury Nazca obiekty ceramiczne. Jednak przypisywanie
z tego tylko powodu kulturze Nazca tak e geometrycznych figur — jest pój ciem po linii najmniejszego
oporu.

background image

Na terenie tym a  do 1952 r. nie podj to w ogóle stosownych prac archeologicznych i wszystkie znaleziska
pozbawione s  datacji. Dopiero teraz dokonuje si  pomiarów linii i figur. Ich wyniki jednoznacznie
potwierdzaj  hipotez ,  e linie zosta y wykre lone zgodnie z zasadami astronomicznymi. Prof. Alden
Mason, specjalista od staro ytnego Peru, przypuszcza,  e ten uk ad geometryczny ma znaczenie symbolu
religijnego, cho  mo e by  tak e kalendarzem.
Wed ug nas widziana z lotu ptaka d uga na 60 km równina Nazca jednoznacznie kojarzy si  z lotniskiem!
Co mia oby by  w tej idei tak niezrozumia ego?
Naturalnie  aden archeolog o wykszta ceniu akademickim nie zechce przyzna ,  e kosmici mogliby niegdy
odwiedzi  nasz  Ziemie. Roztropny cz owiek niech tnie nara a si  na  mieszno  przez wysuwanie

mia ego, cho by nawet mo liwego teoretycznie twierdzenia. „Nauka" nadal wypowiada si  dopiero

wówczas, gdy znaleziony zostanie przedmiot, maj cy by  obiektem bada . Kiedy za  zostanie ju
znaleziony, jest tak d ugo polerowany i obrabiany, a  stanie si  kamykiem dok adnie pasuj cym — o
dziwo! — do istniej cej mozaiki. Klasyczna archeologia nie dopuszcza bowiem my li,  e ludy preinkaskie
mog y dysponowa  perfekcyjn  technik  pomiarów. Hipoteza,  e w g bokiej staro ytno ci mog yby istnie
maszyny lataj ce, nie jest dla archeologów niczym innym, jak tylko g upstwem.
Czemu zatem s

y Unie i figury z Nazca?

Wyobra amy sobie,  e mog y one zosta  przeniesione w ten gigantyczny uk ad geometryczny za pomoc
jakiego  modelu uk adu wspó rz dnych lub zosta  skonstruowane wed ug wskazówek z samolotu. Dzisiaj
nie da si  jeszcze powiedzie  z ca  pewno ci , czy p askowy  Nazca istotnie by  kiedykolwiek lotniskiem.
Na pewno nie znajdzie si  tu  elaznych wzmocnie , gdy  metale koroduj  w ci gu niewielu lat w
przeciwie stwie do kamienia, który korozji nie ulega. Co jest zdro nego w przypuszczeniu,  e linie zosta y
wykre lone, aby przekaza  „bogom" nast puj

 informacj : L dujcie tutaj! Wszystko jest przygotowane

zgodnie z waszymi rozkazami! By  mo e budowniczowie geometrycznych figur nie zdawali sobie sprawy,
co w rzeczywisto ci robi , ale mo liwe,  e wiedzieli, czego „bogowie" potrzebuj  do l dowania.
W wielu miejscach spotyka si  w Peru na górskich zboczach ogromnych rozmiarów rysunki, które bez

tpienia zosta y wykonane jako sygna y dla istot poruszaj cych si  w przestrzeni powietrznej. Do czego

innego bowiem mog yby s

?

W zatoce Pisco w czerwonej, wysokiej  cianie stromego skalistego wybrze a wy obiono d utem jeden z
najdziwniejszych rysunków. Patrz c od strony morza ju  z odleg

ci dwóch kilometrów mo na rozpozna

figur  o wysoko ci prawie 250 metrów. Stosuj c porównanie typu „wygl da tak, jak..." nale

oby

powiedzie : ta p askorze ba wygl da jak ogromny trójz b albo jak gigantyczny trójramienny lichtarz. A w

rodkowym filarze tego kamiennego obrazu znaleziono d ug  lin ! Czy by s

a swego czasu jako

wahad o?
Musimy szczerze przyzna ,  e próbuj c zinterpretowa  to dzie o poruszamy si  po omacku w ciemno ciach.
W utarte schematy my lowe nie daje si  go sensownie wmontowa  — co nie znaczy,  e nie znalaz oby si
jakiego  chwytu, który pozwoli by „wczarowa " równie  i to zjawisko w rozleg  mozaik
dotychczasowych teorii. Co jednak mog o sk oni  preinkaskie ludy do budowania fantastycznych linii,

dowisk z Nazca? Jakie szale stwo leg o u podstaw wysokiego na 250 metrów litografu na czerwonym

stromym wybrze u na po udnie od Limy?
Prace te wymaga y dziesi tków lat w sytuacji, gdy nie by o do dyspozycji nowoczesnych maszyn i
urz dze . Wysi ek by by ca kowicie bezsensowny, gdyby twórcy nie chcieli da  poprzez swe dzie o sygna u
istotom, które niegdy  przyby y do nich z przestworzy. Trzeba by te  odpowiedzie  na intryguj ce pytanie:
po co ludzie robili to wszystko, skoro nie mieli poj cia,  e istniej  „lataj ce istoty"?
Interpretacja tych zjawisk nie mo e by  tylko spraw  archeologów. Wspólnie pracuj ce gremium uczonych
z ró nych dziedzin wiedzy z pewno ci  zbli

oby nas ju  do rozwi zania zagadki, gdy  wymiana opinii i

dyskusja na pewno wywo

yby cenne skojarzenia. Niebezpiecze stwo,  e badania naukowe nie przynios

adnego konkretnego efektu, tkwi w tym, i  pytania takie jak nasze nie s  brane powa nie pod uwag  i s

wy miewane. Kosmonauci w zamierzch ej przesz

ci? Có  za przedziwny problem dla tradycyjnych

uczonych. Najlepiej by oby odda  pytaj cego w r ce psychiatry.

background image

Jednak pytania pozostaj  i s  — dzi ki Bogu — ze swej natury na tyle bezczelne, aby uparcie domaga  si
odpowiedzi. A niewygodnych pyta  jest du o. Co na przyk ad nale

oby powiedzie , gdyby z zamierzch ej

przesz

ci zachowa  si  kalendarz pozwalaj cy na odczytanie zrównania dnia z noc , astronomicznych pór

roku, pozycji Ksi yca o ka dej godzinie oraz jego ruchów — i to przy uwzgl dnieniu obrotu Ziemi?!
To nie jest wydumane, prowokacyjne pytanie! Taki kalendarz rzeczywi cie istnieje. Znaleziono go w
zasuszonym mule w Tiahuanaco. To k opotliwe odkrycie jest nie daj cym si  zakwestionowa  faktem i
dowodzi — lecz czy nasza  wiadomo  dopuszcza takie dowody? —  e istoty, które kalendarz wymy li y,
stworzy y i stosowa y, posiada y kultur  wy sz  od naszej.
W mie cie Tiahuanaco roi si  od tajemnic. Le y ono na wysoko ci 4000 metrów i do tego na ko cu  wiata.
Czy w

nie w takim miejscu mo na by oczekiwa  prastarej, pot

nej kultury? Wyruszaj c z Cuzco (w

Peru) dociera si  po jednodniowej podró y kolej  i statkiem do miasta i stanowisk archeologicznych.

askowy  robi wra enie krajobrazu z obcej planety. Praca fizyczna staje si  tu m

 dla ka dego

przybysza, gdy  ci nienie powietrza jest o po ow  ni sze w porównaniu z poziomem morza i co za tym
idzie w atmosferze jest odpowiednio mniej tlenu. A mimo to znajdowa o si  w tym miejscu wielkie miasto.
Na temat Tiahuanaco nie ma wiarygodnych przekazów. Mo e powinni my cieszy  si , gdy  dzi ki temu nie
da si  w tym przypadku doj  do „wypróbowanych" rozwi za  na szczud ach tradycyjnej m dro ci
akademickiej. Ruiny, o których wieku do tej pory niczego nie wiadomo, spowite s  mrokiem przesz

ci,

niewiedzy i tajemnicy.
Bloki piaskowca wa ce 100 ton poprzedzielane s  fragmentami muru o wadze 60 ton. G adkie
powierzchnie z precyzyjnie wykonanymi rowkami przylegaj  do wielkich prostopad

cianów, które

po czone s  miedzianymi klamrami. Jest to przedziwne rozwi zanie, niespotykane do tej pory nigdzie w

wiecie staro ytnym. Wszystkie prace kamieniarskie wykonane s  bardzo starannie. W wa cych 10 ton

blokach wyst puj  dziury o d ugo ci 2,5 metra, których przeznaczenia nie udaje si  wyja ni . Tak e
wystaj ce p yty kamienne o d ugo ci 5 metrów, wykonane z jednego bloku, nie przyczyniaj  si  do
rozwi zania zagadek, jakie skrywa Tiahuanaco. W ziemi znajduj  si  kamienne przewody wodoci gowe,
porozbijane i rozrzucone na wszystkie strony jakby w wyniku katastrofy o niewyobra alnej skali. Maj  one
po dwa metry d ugo ci, pó  metra szeroko ci i tak  sam  mniej wi cej wysoko . Obiekty zadziwiaj
doskona ym wyko czeniem. Czy by nasi przodkowie z Tiahuanaco nie mieli niczego lepszego do roboty,
ni  — bez odpowiednich narz dzi zreszt  — szlifowa  ca ymi latami przewody wodoci gowe osi gaj c
tak  precyzje,  e wspó czesne odlewy z betonu s  w porównaniu z nimi tandetne?
W restaurowanym obecnie budynku znajduje si  zbiór kamiennych g ów, a  ci lej mówi c — zestaw
najró niejszych ras antropologicznych. S  tu oblicza o wargach w skich i wydatnych, z nosami d ugimi i
wygi tymi, z uszami delikatnymi i niezgrabnymi, o rysach  agodnych b

 ostrych. Na niektórych g owach

tkwi  dziwne he my. Czy by te wszystkie obce i dziwaczne postacie chcia y przekaza  nam pos anie,
którego my — z powodu uporu i uprzedze  — nie chcemy lub nie mo emy zrozumie ?
Jednym z najwi kszych archeologicznych cudów Ameryki Po udniowej jest monolityczna „Brama S

ca"

w Tiahuanaco — olbrzymia, wykuta w jednym bloku skalnym rze ba o wysoko ci trzech i szeroko ci
czterech metrów. Ci ar tego dzie a sztuki kamieniarskiej szacuje si  na ponad 10 ton. Czterdzie ci osiem
kwadratowych figur otacza tam w trzech rz dach posta  lataj cego boga.
A co opowiada legenda o tajemniczym mie cie Tiahuanaco?
Opowiada o z otym statku, który przyby  z gwiazd, a w nim przyby a kobieta o imieniu Orjana, aby spe ni
misj  pramatki Ziemi. Orjana mia a tylko cztery palce, po czone b on . Pramatka Orjana zrodzi a 70 dzieci
ziemskich, a nast pnie z powrotem pod

a do gwiazd.

W Tiahuanaco spotykamy rysunki naskalne i pos gi istot o czterech palcach. Ich wieku nie mo na ustali .

aden cz owiek z  adnej znanej nam epoki nie widzia  Tiahuanaco innego, ni  tylko w gruzach.

Jak  tajemnic  skrywa przed nami to miasto? Jakie przes anie innych  wiatów czeka na rozszyfrowanie na
boliwijskim p askowy u? Nie ma  adnego przekonywaj cego wyja nienia ani co do pocz tku, ani ko ca tej
kultury, ale oczywi cie nie przeszkadza to kilku archeologom utrzymywa

mia o i z pewno ci  siebie,  e

ruiny maj  trzy tysi ce lat. Podstaw  datacji jest par  nieistotnych figurek glinianych, które w ogóle nie
musz  mie  nic wspólnego z epok  monolitów. Archeologowie u atwiaj  sobie  ycie, zlepiaj  par  starych

background image

skorup, szukaj  kilku najbardziej podobnych spo ród znanych ju  obiektów, na tej podstawie naklejaj
etykiet  na odrestaurowane w

nie znalezisko i — hokus pokus — wszystko znowu wspaniale pasuje do

potwierdzonej w ten sposób teorii. Taka metoda post powania jest rzecz jasna bez porównania  atwiejsza,
ni  gdyby trzeba by o wyobra

 sobie nielinearny rozwój techniki na  wiecie lub wr cz zaryzykowa  my l

o odwiedzinach kosmitów w zamierzch ej przesz

ci. To przecie  niepotrzebnie skomplikowa oby ca

spraw .
Nie zapominajmy o Sacsahuaman! Nie chodzi w tym wypadku o fantastyczn  twierdz  inkask , le
niewiele metrów nad dzisiejszym Cuzco, ani o monolityczne bloki o wadze ponad stu ton, ani o tarasowe
mury o d ugo ci ponad 500 metrów i wysoko ci osiemnastu metrów, na których tle wspó czesny turysta robi
sobie pami tkowe zdj cia. Chodzi nam o nieznane Sacsahuaman, oddalone niespe na o kilometr od znanej
twierdzy Inków.
Nasza fantazja jest zbyt uboga, aby sobie wyobrazi  za pomoc  jakich  rodków technicznych nasi
przodkowie pozyskiwali w kamienio omach bloki skalne o wadze ponad stu ton, jak transportowali je
i obrabiali w odleg ym miejscu. Nawet jednak z t  nasz  „zdemoralizowan " przez wspó czesn  technik
fantazj  doznajemy g bokiego wstrz su, gdy stoimy przed blokiem kamienia wa cym oko o 20 tysi cy
ton. Monstrum to spotka  mo na w drodze powrotnej z twierdzy Sacsahuaman, w odleg

ci kilkuset

metrów, przy zboczu górskim w jednym z kraterów. Monolityczny blok o rozmiarach czteropi trowego
domu, nienagannie obrobiony wed ug najlepszych wzorów sztuki kamieniarskiej, ma stopnie i rampy oraz
przyozdobiony jest spiralami i otworami. Czy da si  odeprze  twierdzenie,  e Inkowie nie mogli obrabia
tego niespotykanej wielko ci bloku kamienia po prostu dla rozrywki i praca ta musia a s

 jakiemu

nieznanemu jeszcze dzisiaj celowi? Jakby dla utrudnienia zagadki monstrualny blok stoi do góry nogami.
Stopnie prowadz  zatem od sufitu z góry na dó , otwory wychodz , niczym perforacje po wybuchu granatu,
na ró ne strony  wiata, a dziwne zag bienia, przypominaj ce nieco fotele, zawieszone s  w powietrzu. Kto
mo e sobie wyobrazi ,  e ludzkimi r kami blok zosta  wydobyty, przeniesiony i obrobiony? Jaka si a
przewróci a go?
Jacy tytani przy

yli r

 do tego dzie a?

I w jakim celu?
Jeszcze nie min o zdziwienie kamiennym potworem, a ju  po przej ciu niespe na trzystu metrów wida
zeszklenia skalne, które mog y powsta  w zasadzie tylko w wyniku topnienia ska y pod wp ywem
niezwykle wysokich temperatur. Zdziwionemu tury cie serwuje si  na miejscu lapidarne wyja nienie,  e
ska a zosta a wyg adzona przez masy topniej cego lodowca. Niestety wyja nienie jest absurdalne!
Lodowiec sp ywa by — podobnie jak wszelka masa p ynna — logicznie rzecz bior c tylko w jedn  stron .
Niezale nie od tego, kiedy powsta y zeszklenia, ta zasada przyrodnicza raczej nie uleg a zmianie. W
ka dym razie nie sposób wyobrazi  sobie, aby wody lodowca sp ywa y na powierzchni 15 000 m2 w
sze ciu ró nych kierunkach!
Sacsahuaman i Tiahuanaco skrywaj  liczne tajemnice z prehistorycznych czasów, dla których proponuje si
powierzchowne i nieprzekonywaj ce wyja nienia. Poza tym zeszklenia piasku spotyka si  tak e na pustyni
Gobi i w rejonie starych irackich wykopalisk. Kto zna odpowied  na pytanie, dlaczego te piaskowe
zeszklenia podobne s  do tych, jakie powsta y pod wp ywem eksplozji atomowych na pustyni Nevada?
Czy uczyniono dostatecznie wiele, by dla prehistorycznych zagadek znale  przekonywaj ce rozwi zanie?
W Tiahuanaco znajduj  si  nienaturalnie zwie czone wzgórza, których „dachy" s  ca kowicie p askie na
powierzchni 4 000 m

2

. Jest ca kiem prawdopodobne,  e s  w nich ukryte jakie  budowle. Do tej pory jednak

nie przeci gni to przez pagórki  adnego wykopu, ani jedna  opata nie zag bia si  w tamtejsz  ziemi , by
rozwi za  zagadk . To prawda,  e brakuje pieni dzy, ale tury ci nierzadko obserwuj

nierzy i oficerów,

którzy najwyra niej niezbyt dobrze wiedz , jak sensownie sp dzi  czas. Czy by oby z ym pomys em, aby
zleci  jakiej  kompanii wojska prace wykopaliskowe pod fachowym nadzorem?
Na tyle rzeczy znajduje si  na  wiecie pieni dze, a badania dla przysz

ci s  przecie  pal

konieczno ci ! Dopóki nasza przesz

 jest niezbadana, otwarta pozostaje jedna pozycja w rachunku dla

przysz

ci. Pytanie brzmi, czy przesz

 nie pomog aby nam w znalezieniu rozwi za  technicznych,

których nie trzeba by oby dopiero odkrywa , gdy  znane ju  by y w czasach prehistorycznych?Skoro sama

background image

pasja ods aniania naszej przesz

ci nie jest wystarczaj cym bod cem do podj cia nowoczesnych,

intensywnych bada , to mo e pomóg by wzgl d na korzy ci ekonomiczne. W ka dym razie  adnemu
uczonemu nie zlecono dotychczas przeprowadzenia przy pomocy najnowszej aparatury bada  izotopowych
w Tiahuanaco czy Sacsahuaman, na pustyni Gobi albo w legendarnej Sodomie i Gomorze. Wszystkie
zapisane pismem klinowym teksty i tabliczki z Ur - najstarsze ksi gi ludzko ci — przekazuj  informacje o
„bogach", którzy je dzili barkami po niebie, przybyli z gwiazd, posiadali straszliw  bro  i powrócili z
powrotem do gwiazd. Dlaczego nie szukamy dawnych „bogów"? Nasze teleskopy wysy aj  sygna y w
Kosmos i staraj  si  odebra  jakie  sygna y od istot rozumnych. Dlaczego jednak nie poszukujemy  ladów
obcych istot najpierw albo równocze nie na naszej, przecie  znacznie bli szej planecie? Tym bardziej,  e
nie poruszamy si  po omacku w ciemno ciach, gdy

lady te s  wyra nie widoczne.

Sumerowie zacz li oko o roku 2300 p.n.e. spisywa  pe

 chwa y przesz

 swego ludu. Jeszcze dzisiaj nie

wiemy, sk d przyby  ten lud, cho  wiemy,  e Sumerowie przynie li wysoko rozwini

 kultur , któr

narzucili barbarzy skim jeszcze po cz ci Semitom. Wiemy te ,  e Sumerowie poszukiwali bogów zawsze
na szczytach górskich, a je li na obszarze osadniczym nie by o naturalnych wzniesie  — usypywali na
równinach sztuczne „góry". Ich wiedza astronomiczna by a niewiarygodnie zaawansowana, a ich
obserwatoria dokonywa y oblicze  obrotów Ksi yca, które ró ni y si  od dzisiejszych pomiarów zaledwie
o 0,4 sekundy. Poza wspania ym eposem o Gilgame- szu, o którym b dziemy jeszcze pisa , pozostawili
nam prawdziw , ma  sensacj . Na wzgórzu Kujund uk (niegdy  Niniwa) znaleziono obliczenie, którego
wynik ko cowy w przeliczeniu na nasz  arytmetyk  wynosi  195 955 200 000 000. Jest to liczba
pi tnastocyfrowa! Nawet m drzy, starzy Grecy, ojcowie zachodniej kultury, na których tak cz sto si
powo ujemy i tak dok adnie badamy, nie zdo ali przekroczy  w naj wietniejszym okresie swego rozwoju
liczby 10 000. Wszystko, co j  przekracza o, okre lano po prostu mianem „niesko czone".
Starodawne pisma przypisywa y Sumerom wprost fantastycznie d ugi czas  ycia. I tak dziesi ciu
pradawnych w adców mia o panowa  w sumie 456 000 lat, za  okres panowania 23 królów, którym po
potopie przypad  trud odbudowy, wynosi  mia  24 510 lat, trzy miesi ce oraz trzy i pó  dnia.

 to dane ca kowicie sprzeczne z naszymi dzisiejszymi poj ciami, cho  dok adne imiona wszystkich tych

licznych w adców, starannie uwiecznione na glinianych tabliczkach i monetach, umieszczone s  na d ugiej
li cie.
Jaki by by efekt, gdyby my i w tym wypadku odwa yli si  zdj  ko skie okulary i spojrzeli na stare dzieje
nowym okiem?
Przyjmijmy,  e kosmici przed tysi cami lat nawiedzili obszar Sumeru. Wysu my hipotez ,  e po

yli

podwaliny pod cywilizacj  i kultur  Sumerów a spe niwszy misj  wrócili na swoj  planet . Za

my, i

wiedzeni ciekawo ci  wracaliby co sto lat czasu ziemskiego na miejsce swego pionierskiego trudu, by
sprawdzi , jak wzesz o zasiane przez nich ziarno. Przyjmuj c za podstaw  dzisiejsz

redni  d ugo

ycia,

kosmici mogliby bez trudu prze

 500 lat w skali czasu ziemskiego. Jak to mo liwe? Teoria wzgl dno ci

dowodzi,  e astronauci podczas lotu w obie strony, w statku kosmicznym poruszaj cym si  z szybko ci
zbli on  do pr dko ci  wiat a, postarzeliby si  w tym czasie tylko o oko o 40 lat! Zacofani Sumerowie
wznie li w ci gu stuleci zikkuraty, piramidy i wygodne domy, sk adali ofiary swoim „bogom" i oczekiwali
ich powrotu. Po up ywie stu lat istotnie przybyliby oni znowu. „A wtedy przyszed  potop, a po potopie
zst pi o królestwo ponownie z nieba..." - czytamy w jednym z sumeryjskich tekstów zapisanych pismem
klinowym.
W jaki sposób Sumerowie wyobra ali sobie i przedstawiali swoich „bogów"? Poj cie o tym daje
sumeryjska mitologia oraz niektóre akadyjskie tabliczki i obrazy. „Bogowie" nie mieli postaci cz owieczej,
a w ka dym wypadku symbol danego boga zwi zany by  z jak  gwiazd . Tabliczki akadyjskie
przedstawiaj  gwiazdy w taki sposób, jak zaznaczono by je równie  dzisiaj. Dziwi tylko,  e wokó  gwiazd
kr

 ró nej wielko ci planety. Sk d Sumerowie, którzy nie mieli naszych mo liwo ci obserwacji nieba,

mogli wiedzie ,  e gwiazda sta a posiada planety? Znaleziono rysunki, na których ludzie nosz  na g owie
gwiazdy lub dosiadaj  uskrzydlonych kul. Istnieje obraz, który natychmiast przywo uje skojarzenie z
modelem atomu. Jest to okr g z nanizanymi obok siebie promieniuj cymi na zmian  kulami.  adna otch

background image

nie jest tak przera aj ca i  adne niebo tak pe ne cudów, jak spu cizna Sumerów pe na jest pyta , zagadek i
niesamowito ci, je li tylko rozpatrywa  j  pod k tem zwi zków z Kosmosem.
Wymie my tu jeszcze tylko par  osobliwych przedmiotów z tego samego obszaru geograficznego:
-W Geoy Tepe rysunki spiral, niew tpliwa rzadko  przed 6 000 lat!
-W Gar Kobeh przemys owa obróbka krzemienia sprzed 40 000 lat.
-W Baradostian podobne znalezisko pochodzi sprzed 30 000 lat.
-W Tepe Asiab pos ki, groby i narz dzia kamienne, których wiek datuje si  na 13 000 lat.
- W tym samym miejscu znaleziono skamienia e ekskrementy, które by  mo e nie pochodz  od ludzi.
- W Karim Szahir znaleziono narz dzia i d uto do rytowania.
- W Barda Balka le

y pi ciaki i narz dzia.

- W jaskini Szandiar znajdowa y si  szkielety doros ych m czyzn i jednego dziecka. Ich wiek (okre lony
metod

14

C)datuje si  na oko o 45 000 lat p.n.e.

List  te mo na uzupe nia  wieloma przyk adami i ci gn  dalej, a ka dy fakt b dzie wspiera  stwierdzenie,

e przed oko o 40 000 lat rejon pó niejszego Sumeru zamieszkiwa a zbieranina ludzi prymitywnych. Nagle,

z nieznanych dot d przyczyn, pojawili si  Sumerowie ze swoj  astronomi , kultur  i technik .
Wnioski o obecno ci na Ziemi w zamierzch ych czasach przybyszy z Kosmosu s  na razie czyst
spekulacj . Mo na jednak za

,  e pojawili si  wówczas „bogowie", którzy skupili wokó  siebie

pó dzikich jeszcze ludzi w Sumerze i przekazali im cz

 swojej wiedzy.

Figurki i pos ki, które przypatruj  si  nam dzi  zza muzealnych szyb, wykazuj  zró nicowanie
antropologiczne: wy upiaste oczy, dobrze wysklepione czo a, w skie wargi i na ogó  proste i d ugie nosy.
Jest to obraz, który zupe nie nie pasuje do obowi zuj cych schematów my lowych i potocznego
wyobra enia o istotach prymitywnych.
Czy by byli to przybysze z Kosmosu w zamierzch ych czasach?
- W Libanie znaleziono szkliste okruchy skalne, tak zwane tektyty, w których Amerykanin dr Stair odkry
radioaktywny izotop aluminium.
- W Iraku i Egipcie znajduj  si  oszlifowane krystaliczne soczewki, które wspó cze nie produkuje si  tylko
przy u yciu tlenku cezu, czyli zwi zku, jaki otrzymuje si  w procesie elektrolizy.
- W Heluanie jest kawa ek materia u, tkaniny tak delikatnej i cienkiej, jak  wspó cze nie mo na tka  tylko
w specjalistycznych fabrykach z du ym do wiadczeniem produkcyjnym.
- W muzeum w Bagdadzie s  suche baterie elektryczne, dzia aj ce na zasadzie galwanicznej.
-W tym samym miejscu mo na podziwia  ogniwa elektryczne z miedzianymi elektrodami i nieznanymi
elektrolitami.
- Uniwersytet w Londynie posiada w dziale egipskim prastar  ko  prawej r ki, która zosta a fachowo
amputowana dziesi  centymetrów powy ej nadgarstka, ci ciem g adkim i pod k tem prostym.
- Na górzystym terenie Kohistanu znajduje si  w jaskini rysunek dok adnie oddaj cy pozycje gwiazd, jakie
zajmowa y one przed 10 000 lat. Wenus i Ziemia po czone s  liniami.
- Na wy ynie w Peru znaleziono ozdoby z platyny.
- W pewnym grobie w Chou-Chou (Chiny) le

y cz ci paska, wykonane z aluminium.

- W Delhi stoi stary s up z  elaza, które nie zawiera ani fosforu, ani siarki i dlatego jest odporne na erozj
atmosferyczn .
To zestawienie „nieprawdopodobie stw" powinno jednak zaostrzy  nasz  ciekawo  i wzbudzi  niepokój.
Jakie to  rodki i jaka intuicja pozwoli y  yj cym w pieczarach prymitywnym istotom przedstawi  w

ciwe

po

enie cia  niebieskich? Jaki warsztat mechaniki precyzyjnej wyprodukowa  oszlifowane soczewki

krystaliczne? Jakim sposobem umiano topi  i modelowa  platyn , skoro ów metal szlachetny zaczyna si
topi  dopiero w temperaturze 1800°C? Jak  wreszcie metod  uzyskano aluminium — metal, który z du ym
trudem pozyskuje si  z boksytów?
Zgoda, s  to trudne pytania, ale czy nie powinni my ich stawia ? Poniewa  nie jeste my sk onni za

 lub

przyzna , i  nasz  kultur  poprzedzi a inna — wy sza, a nasz  technik  — podobnie perfekcyjna, to
pozostaje tylko hipoteza odwiedzin z Kosmosu! Jednak tak d ugo, jak badania archeologiczne prowadzi si

background image

dotychczasowymi metodami, nie b dziemy mieli wi kszych szans, by dowiedzie  si , czy nasza
zamierzch a staro ytno  rzeczywi cie by a tak szara i ciemna, czy te  mo e ca kiem pogodna...
Nadszed  czas, aby og osi  „Rok Archeologii Utopijnej"! W roku takim archeolodzy, fizycy, chemicy,
geolodzy, metalurdzy i przedstawiciele wszystkich pokrewnych dziedzin nauki zaj liby si  jednym tylko
pytaniem: czy nasi przodkowie do wiadczyli odwiedzin ze Wszech wiata?
Metalurg móg by na przyk ad krótko i zwi le wyt umaczy  archeologowi, jak skomplikowan  spraw  jest
wyprodukowanie aluminium. Czy nie jest mo liwe,  e fizyk natychmiast odkryje w jakim  rysunku
naskalnym znany wzór? Chemik dysponuj cy specjalistyczn  aparatur  móg by zapewne potwierdzi
przypuszczenie,  e obeliski zosta y oddzielone od ska y wilgotnymi drewnianymi klinami b

 te  przy

pomocy nieznanych zwi zków chemicznych. Geolog winien nam ca y szereg odpowiedzi na pytanie, jak to

ciwie jest z konkretnymi osadami z epoki lodowcowej. W sk ad zespo u „Roku Archeologii Utopijnej"

wchodzi aby oczywi cie tak e dru yna nurków, która szuka aby w Morzu Martwym radioaktywnych

ladów ewentualnej eksplozji j drowej nad Sodom  i Gomor .

Dlaczego najstarsze biblioteki  wiata s  tajne? Przed czym w

ciwie ten l k? Czy to obawa,  e w ko cu

wyjdzie na  wiat o dzienne chroniona i ukrywana przez tysi ce lat prawda?
Bada  naukowych i post pu nie uda si  zatrzyma . Egipcjanie przez 4000 lat uwa ali swych „bogów" za
istoty realne. W naszym kr gu kulturowym jeszcze w  redniowieczu skazywano na  mier  „czarownice" z
gorej cej  arliwo ci religijnej. Przypuszczenie inteligentnych sk din d Greków,  e umiej  przepowiada
przysz

 z g siego 

dka, jest obecnie równie przestarza e, jak prze wiadczenie ludzi „wiecznie

wczorajszych", i  nacjonalizm ma jeszcze jakie  znaczenie.
Musimy naprawi  1001 b dów przesz

ci. Okazywana na zewn trz pewno  siebie jest pozorna i stanowi

po prostu ostr  form  t poty. Ci

e jeszcze oficjalnie panuje przes d,  e jakie  zjawisko musi zosta

dowiedzione, zanim „powa nemu" cz owiekowi b dzie wypada o nim si  zajmowa .
Przy tym wszystkim nasze  ycie sta o si  znacznie  atwiejsze i prostsze. Kto wypowiada  now , pioniersk
my l, musia  si  niegdy  liczy  z wygnaniem i prze ladowaniem ze strony kurii i kolegów. Mo na
powiedzie ,  e na tym tle los wspó czesnych prekursorów jest l ejszy. Niema ju  wszak ekskomuniki i nie
podpala si  stosów. Z drugiej jednak strony metody praktykowane w naszych czasach, cho  wprawdzie
mniej spektakularne, jednak e w nie mniejszym stopniu hamuj  post p. Dzia a si  dzi  dyskretniej i bardziej
elegancko. Hipotezy i niewygodne,  mia e my li s  odrzucane i unieszkodliwiane za pomoc  —jak mówi
Amerykanie — „killer-phrases". Mo liwo ci jest du o:
- To jest niezgodne z regu ami! (Zawsze dobre!)
- To jest niedoskona e! (Imponuj co niezawodne!)
- To jest zbyt radykalne! (Je li chodzi o efekt odstraszaj cy, nadzwyczaj skuteczne!)
- Tego nie podejm  si  uniwersytety! (Przekonywaj ce!)
- Tego próbowali ju  inni! (Oczywi cie, ale z jakim skutkiem?)
- Nie dostrzegamy w tym  adnego sensu! (Otó  to!)
- Tego zabrania religia! (Co mo na na to odpowiedzie ?)
- To nie zosta o jeszcze dowiedzione! (Quod erat demonstrandum!)
„Na zdrowy rozum wiadomo — wo

 przed 500 laty na sali s dowej pewien uczony —  e Ziemia w

adnym wypadku nie mo e by  kul , gdy  w takim wypadku ludzie z jej dolnej po owy spadliby w

otch

!"

„Nigdzie w Biblii nie napisano — rzeki inny —  e Ziemia kr ci si  wokó  S

ca. Zatem takie twierdzenie

jest szata sk  sprawk !"
Wydaje si , jakby t pota by a nieod czn  cech  towarzysz

 pojawianiu si  nowych systemów

my lowych. U progu XXI wieku badacz powinien by  jednak otwarty na „fantastyczne realia". Powinien
chcie  modyfikowa  prawa i ustalenia naukowe, które cho  przez stulecia uchodzi y za tabu, to
kwestionowane s  przez nowe wyniki bada . Nawet gdyby gwardia laureatów Nagrody Nobla usi owa a
zahamowa  ten intelektualny nurt, to w imi  prawdy i realizmu nale y zdoby  nowy  wiat wbrew
wszystkim ludziom niereformowalnym. Kto , kto jeszcze przed dwudziestoma laty mówi  w kr gach
naukowych o satelitach, pope nia  co  w rodzaju akademickiego samobójstwa. Dzisiaj sztuczne cia a

background image

niebieskie, satelity w

nie, kr

 wokó  S

ca, sfotografowa y Marsa i wyl dowa y mi kko na Ksi

ycu i

Wenus, aby przes

 na Ziemi  pierwszorz dne zdj cia obcych krajobrazów, wykonane (turystycznymi)

kamerami. Kiedy wiosn  1965 r. pierwsze zdj cia z Marsa przes ano na Ziemi , zrobiono je aparatami
operuj cymi wprost niewyobra alnie ma  moc :
0,000 000 000 000 000 01 wata.
A jednak: NIC nie jest ju  niewyobra alne. S owo „niemo liwe" powinno sta  si  dla wspó czesnego
badacza dos ownie niemo liwe. Kto dzisiaj nie pójdzie z nami, tego jutro st amsi rzeczywisto .
Pozostajemy zatem uparcie przy naszej hipotezie, zgodnie z któr  przed ilu  tysi cami lat Ziemi  nawiedzili
astronauci z obcych planet. Zdajemy sobie spraw ,  e nasi niewykszta ceni i prymitywni przodkowie nie
potrafili poj  wysoko rozwini tej techniki kosmitów. Czcili wi c ich jako „bogów", którzy przybyli z
gwiazd, a im nie pozosta o nic innego, jak tylko cierpliwie znosi  to ubóstwienie. Nawiasem mówi c, nasi
kosmonauci musz  by  dobrze przygotowani psychicznie na podobne ho dy na nieznanych planetach.W
niektórych zak tkach Ziemi jeszcze obecnie  yj  ludzie prymitywni, dla których karabin maszynowy jest
broni  diabelsk . Czy samolot odrzutowy nie jest dla nich przypadkiem pojazdem anio ów? Czy przez radio
nie s ysz  g osu boga? Ostatnie ludy prymitywne z dziecinn  naiwno ci  przekazuj  w swoich podaniach, z
pokolenia na pokolenie, wra enia z tych technicznych osi gni , które nam wydaj  si  ju  oczywiste.
Ci gle jeszcze kre

 na  cianach jaski  i ska  postacie swoich bogów i ich cudem przyby e z nieba statki.

W ten sposób ludzie dzicy utrwalili to, czego obecnie szukamy.
Malowid a jaskiniowe w Kohtstanie, Francji, w Ameryce Pó nocnej i po udniowym Zimbabwe, na Saharze i
w Peru, a nawet w Chile potwierdzaj  nasz  hipotez . Francuski badacz Henri Lhote odkry  w Tassili na
Saharze kilkaset (!) pokrytych malowid ami  cian z wieloma tysi cami wizerunków zwierz t i ludzi. S

ród nich postacie w krótkich, eleganckich spódniczkach, nosz ce dr ki i bli ej nieokre lone

czworok tne skrzynki na dr kach. Obok malowide  zwierz t zdziwienie budz  istoty ubrane w strój
przypominaj cy kostium nurka. Wielki bóg Mars — tak Lhote nazwa  wielkie malowid o — mia  sze
metrów wysoko ci. „Dzikus", który pozostawi  po sobie to dzie o, raczej nie móg  by  tak prymitywny, jak
by my sobie tego  yczyli, aby wszystko zgrabnie pasowa o do starej teorii. Potrzebowa  przecie  jakiego
rusztowania do pracy, aby móc malowa  perspektywicznie, gdy  w jaskiniach tych w ci gu ostatnich
tysi cy lat nie nast pi y  adne przesuni cia tektoniczne. Wydaje si  nam, bez zbytniego nadwer ania
wyobra ni,  e wielki bóg Mars zosta  przedstawiony w skafandrze kosmicznym lub kostiumie nurka. Na
jego pot

nych, nieforemnych barach spoczywa he m, po czony z korpusem czym  w rodzaju przegubu.

Tam, gdzie powinny si  znajdowa  usta i nos, w he mie s  szpary. Sk onni byliby my uwierzy  w
przypadek b

 po prostu w fantazj  prehistorycznego „artysty", gdyby to by  jedyny taki wizerunek.

Jednak w Tassili znajduje si  kilka rysunków nieforemnych postaci z takim samym ekwipunkiem, a bardzo
podobne malowid a naskalne znaleziono tak e w USA (region Tulare, Kalifornia).
Jeste my gotowi przyj  spolegliwie i takie za

enie, i  ludzie prymitywni byli niewprawnymi malarzami i

dlatego portretowali postacie niezbyt szcz liwie. Dlaczego jednak ci sami prymitywni mieszka cy pieczar
potrafili perfekcyjnie rysowa  wo y lub zwyk ych ludzi? Wydaje si  wi c bardziej prawdopodobne,  e
„arty ci" potrafili bardzo dobrze przedstawia  to, co istotnie ogl dali na w asne oczy. Jedno z naskalnych
malowide  w hrabstwie Inyo w Kalifornii ukazuje jak  figur  geometryczn , w której bez wysilania
wyobra ni mo na rozpozna  prostok tny suwak logarytmiczny w podwójnej oprawce. Archeolodzy
uwa aj  natomiast,  e s  to postacie boskie...
Na pewnym naczyniu ceramicznym znalezionym w ira skim Siyalk paraduje nieznanego gatunku zwierz  z
wielkimi, prostymi jak  wiece, rogami na g owie. Dlaczego by nie? Jednak oba rogi maj  po lewej i prawej
stronie po pi  spiral. Je li wyobrazi  sobie dwa pr ty z du ymi porcelanowymi izolatorami, wygl da oby
to mniej wi cej tak samo. Jakie jest stanowisko archeologii w tej sprawie? Ca kiem zwyczajne: chodzi o
symbol jakiego  boga. Bogowie w ogóle s  w cenie. Wiele rzeczy — z pewno ci  wszystkie nie wyja nione
— interpretuje si  przez odwo anie do  wiata nadprzyrodzonego. W „nieudowadnialnej" krainie mo na 
spokojnie. Ka

 znalezion  statuetk , ka dy posk adany przedmiot, ka

 wy aniaj

 si  ze skorup posta

przyporz dkowuje si  z miejsca do jakiej  dawnej religii. Je li jednak dana rzecz nawet na si  nie da si

background image

dopasowa  do  adnej znanej religii, wyczarowuje si  szybko — niczym królika z cylindra — jaki  nowy,
zwariowany staro ytny kult. I rachunek znowu si  zgadza!
A je eli freski w Tassili czy w USA albo we Francji istotnie odtwarzaj  to, co cz owiek prymitywny
niegdy  widzia ? Co pocz , je li spirale przy dr

kach przedstawiaj  rzeczywi cie anteny, jakie zobaczy

kiedy  u obcych „bogów"? Czy nie mog o istnie  co , czego by  nie powinno? „Dzikus", zdolny do
namalowania fresków, nie móg  by  taki dziki. Naskalny rysunek bia ej damy w Brandbergu w RPA
móg by zosta  uznany za malarstwo dwudziestowieczne. Jest to posta  w swetrze z krótkimi r kawami, w
obcis ych spodniach ze  ci gaczami, w r kawiczkach i pantoflach. Kobieta nie jest sama, za ni  stoi chudy

czyzna z dziwnym kolczastym dr giem w r ku, a na g owie ma bardzo skomplikowany he m z czym  w

rodzaju przy bicy. Jako malarstwo nowoczesne jak najbardziej do zaakceptowania! K opot tylko w tym,  e
chodzi o rysunek w jaskini!
Wszyscy bogowie przedstawieni na malowid ach jaskiniowych w Szwecji i Norwegii maj  niemal
jednakowe, trudne do zinterpretowania g owy. Archeolodzy mówi ,  e s  to g owy zwierz t. Jaka  tu
jednak sprzeczno : czci  „boga", którego si  jednocze nie zarzyna i spo ywa. Cz sto wida  na
malowid ach skrzydlate statki i bardzo cz sto ca kiem typowe anteny.
W Val Camonica we w oskiej Brescii tak e wyst puj  postacie w niezgrabnych ubraniach, które — na
domiar z ego — maj  równie  rogi na g owach. Nie posuniemy si  do twierdzenia,  e mieszka cy italskich
pieczar uprawiali o ywion  turystyk  do Ameryki Pó nocnej lub Szwecji, wzgl dnie na Sahar  i do
Hiszpani (Ciudad Real) w celu wymiany artystycznych do wiadcze  i nowinek formalnych. Pozostaje
zatem na porz dku dziennym uporczywe pytanie, dlaczego ludzie prymitywni malowali postacie w
niezgrabnych ubraniach i z antenami na g owie...
Nie po wi caliby my tym niewyja nionym dziwom ani jednego s owa, gdyby wyst powa y tylko w jednym
miejscu, ale znajduje si  je prawie wsz dzie.
Skoro tylko spojrzymy na przesz

 z naszego punktu widzenia i wype nimy j  wspó czesn  fantazj

techniczn , zaczynaj  unosi  si  zas ony skrywaj ce mroki historii. Studium prastarych,  wi tych ksi g
pomo e nam tak urealni  nasz  hipotez ,  e nauka badaj ca przesz

 nie zdo a na d

sz  met  unikn

rewolucyjnych pyta .

background image

Rozdzia  IV

Biblia na pewno ma racj  — Czy Bóg by  uzale niony od czasu? — Moj eszowa Arka Przymierza pod
napi ciem elektrycznym — Wielofunkcyjne pojazdy „bogów" na pustynnych piaskach — Potop by  z
góry zaplanowany — Dlaczego „bogowie" 

dali okre lonych metali?

Biblia jest pe na tajemnic i sprzeczno ci. Jej Ksi ga Rodzaju rozpoczyna si  od stworzenia  wiata,
przedstawionego dok adnie pod wzgl dem geologicznym. Sk d jednak autorzy wiedzieli,  e minera y
powsta y przed ro linami, a po tych z kolei zjawi y si  zwierz ta?
„Uczy my cz owieka na obraz nasz, podobnego do nas" — czytamy w I Ksi dze Moj eszowej.
Dlaczego Bóg mówi w liczbie mnogiej? Dlaczego mówi „nasz", a nie „mój", dlaczego „nam", a nie „mnie"?
Mo na by przecie  s usznie przypuszcza ,  e jedyny Bóg b dzie przemawia  do ludzi w liczbie pojedynczej,
a nie mnogiej.
„A kiedy ludzie zacz li rozmna

 si  na ziemi i rodzi y im si  córki, ujrzeli synowie bo y,  e córki ludzkie

by y pi kne. Wzi li wi c sobie za  ony te wszystkie, które sobie upatrzyli" (I Moj . 6, 1-2).
Kto umie udzieli  zadowalaj cej odpowiedzi na pytanie, jacy to synowie Boga brali sobie ziemskie kobiety
za  ony? Izrael mia  przecie  tylko jednego jedynego, nietykalnego Boga. Sk d zatem wzi li si  „synowie
Boga"?
„A w owych czasach, równie  i potem, gdy synowie bo y obcowali z córkami ludzkimi, byli na ziemi
olbrzymi, których im one rodzi y.
To s  mocarze, którzy z dawien dawna byli s awni" (I Moj . 6, 4).
Znowu zatem pojawiaj  si  synowie Boga, którzy wchodz  w zwi zki z lud mi. Jest te  po raz pierwszy
mowa o olbrzymach! „Olbrzymi" pojawiaj  si  zawsze i wsz dzie: w mitologii Wschodu i Zachodu,
legendach z Tiahuanaco i eposach Eskimosów. „Olbrzymi" strasz  prawie we wszystkich starych ksi gach.
Musieli zatem istnie  naprawd . Kim byli? Naszymi przodkami, którzy wznosili ogromne budowle i bez
trudu przesuwali monolity — czy mo e byli to biegli w sprawach technicznych kosmici? Jedno nie ulega

tpliwo ci: Biblia mówi o „olbrzymach" i nazywa ich „synami bo ymi", a owi „synowie bo y" wchodz

w zwi zki z córkami ludzi i p odz  z nimi potomstwo.
Moj esz przekazuje nam (I Moj . 19, 1) bardzo obszerne, szczegó owe i wstrz saj ce sprawozdanie z
katastrofy w Sodomie i Gomorze. Zestawienie naszej pozabiblijnej wiedzy z tym opisem pozwoli na
ca kiem ciekawe skojarzenia.
Oto kiedy ojciec Lot siedzia  wieczorem przed bram  miasta, do Sodomy przybyli dwaj anio owie.
Najwidoczniej Lot oczekiwa  „anio ów", którzy zreszt  okazali si  wkrótce m czyznami, gdy  pozna  ich
natychmiast i go cinnie zaprosi  na noc do swego domostwa. Lubie nicy sodomscy —jak opowiada Biblia
— zapragn li tych m czyzn. Jednak obaj przybysze potrafili jednym jedynym gestem odeprze  seksualn
chu  miejscowych playboyów, pozbywaj c si  intruzów.
„Anio owie" nalegali (I Moj . 19, 12-14), aby Lot jak najszybciej wyprowadzi  z miasta swoj

on , synów,

córki, zi ciów i synowe, gdy  — jak ostrzegali — miasto zostanie lada moment zniszczone. Rodzina Lota
nie bardzo chcia a uwierzy  i uwa

a to wszystko za kiepski dowcip ojca. Zacytujmy dos ownie:

„A gdy wzesz a zorza, przynaglali anio owie Lota mówi c: Wsta , we

on  swoj  i dwie córki, które si  tu

znajduj , aby  nie zgin  wskutek winy tego miasta. Lecz gdy si  oci ga , wzi li go owi m owie za r

 i

on  jego za r

, i obie córki jego za r

, bo Pan chcia  go oszcz dzi , i wyprowadzili go, i pozostawili

poza miastem. A gdy ich wyprowadzili poza miasto, rzek  jeden: Ratuj si , bo chodzi o  ycie twoje; nie
ogl daj si  za siebie i nie zatrzymuj si  w ca ym tym okr gu; uchod  w góry, aby  nie zgin . [...] Schro  si
tam szybko, bo nie mog  nic uczyni , dopóki tam nie wejdziesz!" (I Moj . 19, 15-17,22).
Z opisu wynika niew tpliwie,  e obaj „anio owie" dysponowali nieznan  mieszka com moc . Zastanawia
tak e po piech i naleganie jakim pop dzali rodzin  Lota. Kiedy Lot si  oci ga , wzi li go za r ce. Ka da
minuta musia a by  droga. Lot mia , jak mu polecili, pój  w góry i nie odwraca  si  po drodze. Jednak
wydaje si ,  e ojciec Lot nie mia  bezwzgl dnego respektu przed „anio ami", gdy  odwa

 si  zg asza

coraz to nowe zastrze enia: „Lecz ja nie mog  uj  w góry, zanim mnie nie dosi gnie nieszcz cie i umr "

background image

(I Moj . 19, 19). Zaraz potem anio owie wyznali,  e niczego nie b

 mogli dla niego zrobi , je li ich nie

pos ucha.
Co w

ciwie wydarzy o si  w Sodomie? Trudno sobie wyobrazi , aby wszechmocny Bóg uzale niony by

od jakiego  rozk adu zaj . Sk d zatem po piech jego „anio ów"? A mo e zag ada miasta zosta a
zaplanowana co do minuty przez jak  inn  si ? Mo e rozpocz o si  ju  odliczanie i „anio owie" dobrze o
tym wiedzieli? W takim wypadku terminu zag ady nie mo na by by o rzecz jasna przesun . Czy jednak nie
by o prostszego sposobu zapewnienia bezpiecze stwa rodzinie Lota? Dlaczego musia a i  w góry? I
dlaczego — na mi

 bosk  — nie wolno im by o ani razu nawet spojrze  za siebie?

Zgoda, s  to niestosowne pytania w tak powa nej sprawie. Ale od czasu zrzucenia w Japonii dwóch bomb
atomowych wiemy, jakie szkody wyrz dza ta bro . Wiemy,  e  ywe stworzenia nara one na bezpo rednie
dzia anie promieni umieraj  lub zapadaj  na nieuleczaln  chorob . Powiedzmy bez ogródek — Sodoma i
Gomora zosta y zniszczone celowo, wed ug planu, w wyniku eksplozji j drowej. By  mo e „anio owie" —
pospekulujmy dalej — chcieli pozby  si  po prostu niebezpiecznego materia u rozszczepialnego, z
pewno ci  jednak przy wieca  im te  cel wyt pienia niemi ej im ludzkiej rasy. Czas zag ady by  dok adnie
ustalony. Kto mia  uj  z  yciem — tak jak rodzina Lota — musia  schroni  si  w górach kilka kilometrów
od centrum eksplozji. Skalne  ciany poch aniaj  bowiem gro ne, twarde promieniowanie. Za

ona Lota —

jak wszyscy wiedz  — odwróci a si  i spojrza a w b ysk atomowego s

ca. Nikogo ju  nie dziwi,  e

zgin a na miejscu. „Wtedy Pan spu ci  na Sodom  i Gomor  deszcz siarki i ognia..." (I Moj . 19, 24).
Sprawozdanie o katastrofie ko czy si  nast puj co:
„Abraham za , wstawszy wcze nie rano, uda  si  na to miejsce, gdzie sta  przed Panem. I spojrzawszy na
Sodom  i Gomor , i na ca  okolic , ujrza ,  e dym wznosi  si  z ziemi, jak dym z pieca" (I Moj .
19, 27-28).
Mo emy by  tak samo wierz cy, jak nasi przodkowie, ale na pewno jeste my mniej  atwowierni. Jak
mogliby my — nawet przy najlepszych ch ciach — wyobrazi  sobie wszechpot

nego, wszechobecnego i

absolutnie dobrego Boga, który nie zna poj cia czasu i zarazem nie wie, co si  wydarzy. Bóg stworzy
cz owieka i by  zadowolony ze swego dzie a. Wygl da na to, jakby pó niej po

owa  jednak swego czynu,

gdy  ten sam stwórca postanawia zniszczy  ludzk  ras . Nam, wyemancypowanym dzieciom naszych
czasów, z trudem przychodzi wyobrazi  sobie arcydobrego ojca, który w ród niezliczonych innych dzieci
faworyzuje garstk  ulubie ców, takich jak rodzina Lota. Stary Testament przedstawia sugestywne opisy, w
których sam Bóg lub jego anio owie z wielkim ha asem, w oparach dymu zlatuj  na ziemi  bezpo rednio z
nieba.
Jeden z najbardziej niezwyk ych opisów zawdzi czamy prorokowi Ezechielowi:
„W trzydziestym roku, w czwartym miesi cu, pi tego dnia tego miesi ca, gdy by em w ród wygna ców nad
rzek  Kebar, otworzy y si  niebiosa i mia em widzenie Bo e [...] I spojrza em, a oto gwa towny wiatr
powia  z pó nocy i pojawi  si  wielki ob ok, p omienny ogie  i blask doko a niego, a z jego  rodka spo ród
ognia l ni o co  jakby b ysk polerowanego kruszcu. A po ród niego by o co  w kszta cie czterech  ywych
istot. A z wygl du by y podobne do cz owieka. Lecz ka da z nich mia a cztery twarze i ka da cztery
skrzyd a. Ich nogi by y proste, a stopa ich nóg by a jak kopyto ciel cia i l ni y jak polerowany br z" (Ez. l,
4-7).
Ezechiel podaje bardzo precyzyjn  dat  l dowania pojazdu. Dok adnie widzi przybywaj cy z pó nocy
pojazd, który po yskuje, promieniuje i wzbija w powietrze olbrzymi  chmur  piaskow . Wyobra my sobie
wszechpot

nego boga wielkiej religii. Czy musia by on zd

 z okre lonego kierunku, w tak namacalny

sposób — czy nie móg by znale  si  tam, gdzie zechce, nie wzbudzaj c wielkiego zamieszania i gwaru?
Prze led my dalej informacj  o prze yciu Ezechiela:
 „A gdy spojrza em na  ywe istoty, oto na ziemi obok ka dej z wszystkich czterech  ywych istot by o ko o.
A wygl d tych kó  i ich wykonanie by y jak chryzolit i wszystkie cztery mia y jednakowy kszta t; tak
wygl da y i tak by y wykonane, jakby jedno ko o by o w drugim. Gdy jecha y, posuwa y si  w czterech
kierunkach, a jad c nie obraca y si . I widzia em,  e wszystkie cztery mia y obr cze, wysokie i straszliwe, i
by y doko a pe ne oczu. A gdy  ywe istoty posuwa y si  naprzód, wtedy i ko a posuwa y si  obok nich, a
gdy  ywe istoty wznosi y si  ponad ziemi , wznosi y si  i ko a" (Ez. l, 15-19).

background image

Opis jest zadziwiaj co trafny: Ezechiel uwa a,  e jedno ko o znajdowa o si  w drugim. To oczywi cie

udzenie optyczne! Wed ug naszej dzisiejszej wiedzy widzia  on  limacznic  umieszczon  na walcu, jedn

z takich, jakich Amerykanie u ywaj  na piaskach pustyni i terenach bagiennych. Ezechiel zaobserwowa ,  e
ko a podnosi y si  z ziemi równocze nie ze skrzyd ami. To by si  zgadza o. Rzecz jasna ko a  adnego
pojazdu wielofunkcyjnego, np. amfibiowego helikoptera, nie pozostaj  na ziemi, gdy ten wznosi si  w
powietrze.
Czytamy dalej u Ezechiela: „Synu cz owieczy! Sta  na nogi, a b

 z Tob  rozmawia "(Ez. 2, l).

Us yszawszy te s owa opowiadaj cy ukry  oblicze w ziemi z l ku i wielkiego podziwu. Obce istoty, chc c
rozmawia  z Ezechielem, zwróci y si  do niego nazywaj c go „synem cz owieczym". Oto dalszy ci g
relacji:
„[•••] i s ysza em za sob  pot

ny  oskot, gdy chwa a Pana podnios a si  ze swego miejsca. A by  to szum

skrzyde

ywych istot, gdy si  nawzajem dotyka y, oraz turkot kó  tu  przy nich, pot

ny  oskot" (Ez. 3, 12-

13).
Ezechiel nie tylko dosy  dok adnie opisuje pojazd, ale odnotowuje tak e ha as, jaki wytwarza o to nigdy
przedtem nie widziane monstrum. Zwraca uwag  na szum skrzyde  i ha

liwy turkot kó . Czy opis

naocznego  wiadka nie daje do my lenia? „Bogowie" rozmawiali z Ezechielem i nakazali mu, aby troszczy
si  o porz dek i czysto  w kraju. Wzi li go do swojego pojazdu, upewniaj c go,  e nie opuszczaj  jeszcze
kraju. Prze ycie to wywar o silne wra enie na Ezechielu, który b dzie pó niej niestrudzenie opisywa
niezwyk y pojazd. Jeszcze trzykrotnie napisze,  e ka de ko o znajdowa o si  w  rodku innego ko a, a cztery
ko a potrafi y porusza  si  we wszystkie strony, nie zmieniaj c kierunku podczas ruchu. Szczególne
zafrapowa o go,  e ca y korpus pojazdu, ty , ramiona i skrzyd a, a nawet ko a naszpikowane by y oczami.
Powód i cel podró y „bogowie" ujawnili mu pó niej, mówi c,  e  yje po ród krn brnego plemienia, które
ma oczy, by widzie , jednak niczego nie dostrzega, ma uszy, by s ysze , ale niczego nie s yszy. Po
pogadance u wiadamiaj cej Ezechiela o jego otoczeniu nast pi y — jak we wszystkich opisach podobnych

dowa  — porady i zalecenia dotycz ce porz dku i czysto ci, czyli ogólnie rzecz bior c wskazówki

potrzebne dla funkcjonowania porz dnej cywilizacji. Ezechiel potraktowa  zlecone mu zadanie bardzo
powa nie i przekaza  dalej uwagi „bogów".
Znowu stajemy przed szeregiem pyta .
Kto rozmawia  z Ezechielem? Kim by y te istoty?
Na pewno nie byli to „bogowie" w tradycyjnym rozumieniu tego s owa, gdy  ci nie potrzebowaliby

adnego pojazdu, aby przenosi  si  z miejsca na miejsce. Zaprezentowany za  sposób transportu wydaje si

nie do pogodzenia z wyobra eniem o wszechmocnym Bogu.
W Ksi dze nad Ksi gami jest informacja o jeszcze jednym wynalazku technicznym, o którym warto w tym
kontek cie obiektywnie opowiedzie .
W II Ksi dze (25, 10) Moj esz informuje o szczegó owych wskazówkach, jakich „Bóg" udziela  dla
budowy Arki Przymierza. Instrukcje okre la y z dok adno ci  do jednego centymetra, jak i gdzie
przymocowa  dr ki i pier cienie oraz z jakiego stopu powinny by  wykonane metale. Wskazówki te mia y
zapewni  dok adne sporz dzenie dzie a, zgodnie z  yczeniami „Boga", który wielokrotnie upomina
Moj esza, aby ten nie pope ni

adnych b dów.

„Bacz, aby  uczyni  to wed ug wzoru, który ci ukazano na górze" (II Moj . 25, 40).
„Bóg" powiedzia  tak e Moj eszowi,  e sam b dzie z nim rozmawia , a mianowicie za po rednictwem
pokrywy. Nikomu nie wolno — surowo przykazywa  Moj eszowi — podchodzi  do Arki Przymierza. Da
te  dok adne wytyczne odno nie do ubrania i obuwia, jakie trzeba nosi  podczas jej transportu. Mimo ca ej
staranno ci dosz o jednak do wypadku (II Sam. 6). Kiedy Dawid nakaza  przeniesienie Arki Przymierza,
Uzza szed  obok niej. Gdy ci gn ce  wi to  wo y szarpn y i Arka si  przechyli a, Uzza dotkn  jej r

 i

pad  martwy, jak ra ony piorunem.
Bez w tpienia Arka Przymierza by a pod napi ciem elektrycznym! Gdyby mianowicie zrekonstruowa
przekazane przez Moj esza wskazówki, to powsta by kondensator o napi ciu kilkuset woltów. Tworzy y go

ote p ytki, z których jedne by y na adowane dodatnio, a inne ujemnie. Je li do tego jeden z dwóch

cherubów na pokrywie Arki dzia

 jako magnes, to powsta y w ten sposób g

nik — a mo e nawet co  w

background image

rodzaju „domofonu" miedzy Moj eszem a statkiem kosmicznym — by  urz dzeniem perfekcyjnym. O
szczegó ach konstrukcyjnych Arki Przymierza mo na dok adnie przeczyta  w Biblii. Jednak nawet nie
zagl daj c do  ród a pami tamy,  e wokó  Arki cz sto sypa y si  iskry, a Moj esz zawsze gdy potrzebowa
rady i pomocy pos ugiwa  si  tym „nadajnikiem". Moj esz s ysza  g os swego Pana, ale nigdy go nie
zobaczy . Kiedy raz poprosi  go, by mu si  ukaza , otrzyma  od „Boga" odpowied :
„Nie mo esz ogl da  oblicza mojego, gdy  nie mo e mnie cz owiek ogl da  i pozosta  przy  yciu. I rzek
Pan: Oto miejsce przy mnie. Sta  na skale. A gdy przechodzi  b dzie chwa a moja, postawi  ci  w
rozpadlinie skalnej i os oni  ci  d oni  moj , a  przejd . A gdy usun  d

 moj , ujrzysz mnie z ty u,

oblicza mojego ogl da  nie mo na" (II Moj . 33, 20-23).
Istniej  zaskakuj ce analogie z innymi  ród ami. O wiele starszy sumeryjski epos o Gilgameszu dziwnym
trafem zawiera na pi tej tabliczce to samo zdanie:

aden  miertelny nie wejdzie na gór , gdzie mieszkaj  bogowie. Kto spojrzy w oblicze bogów, musi

zgin ".
W wielu starych ksi gach, relacjonuj cych fragmenty historii ludzko ci, wyst puj  bardzo podobne
opowie ci. Dlaczego „bogowie" nie chcieli ukaza  ludziom swego oblicza? Dlaczego nie chcieli zdj
masek? Czego si  obawiali? A mo e opowie  z II Ksi gi Moj eszowej pochodzi zgo a z eposu o
Gilgameszu? Jest to równie  mo liwe; w ko cu Moj esz wychowa  si  podobno na dworze królewskim w
Egipcie. By  mo e mia  wówczas dost p do bibliotek lub w inny sposób dowiedzia  si  o starych,
tajemnych sprawach.
Mo e b dziemy musieli postawi  pod znakiem zapytania datowanie Starego Testamentu, gdy  wiele
przemawia za tym,  e o wiele pó niej  yj cy Dawid walczy  jeszcze z olbrzymami, którzy mieli „po sze
palców u r k i nóg, czyli razem dwadzie cia cztery" (II Sam. 21, 18-21). Trzeba wzi  pod uwag  i tak
mo liwo ,  e wszystkie te prastare historie, legendy i opowie ci zosta y zebrane w jednym miejscu, a
nast pnie w kopiach i z nieco pomieszanymi wzajemnie w tkami kr

y po  wiecie.

Teksty z Qumran, znalezione w minionych latach nad Morzem Martwym, stanowi  cenne i zadziwiaj ce
uzupe nienie biblijnej Ksi gi Rodzaju. Tu tak e w ca ym szeregu nieznanych przedtem pism pojawiaj  si
opowie ci o niebia skich wehiku ach, o synach niebios, o ko ach i dymie, który otacza  lataj ce obiekty. W
Apokalipsie Moj eszowej (rozdzia  33) czytamy, jak Ewa spojrza a ku niebu i zobaczy a zbli aj cy si  wóz

wietlisty, ci gni ty przez cztery l ni ce or y.  adna ziemska istota nie by aby w stanie opisa  tego

wspania ego zjawiska — czytamy u Moj esza. W ko cu wóz podjecha  do Adama, a spomi dzy kó
wydoby  si  dym. Historia ta, opowiedziana na marginesie, nie przekazuje nam wiele nowego; jednak ju  w
zwi zku z Adamem i Ew  po raz pierwszy mówi si  o  wietlistych wozach, ko ach i dymie jako o
wspania ych zjawiskach.
W tzw. zwoju Lameka uda o si  odczyta  rewelacyjn  histori . Cho  zachowa y si  tylko fragmenty tekstu i
brakuje w nim ca ych; zda  i akapitów, jednak to, co pozosta o, zas uguje na relacj , gdy  jest bardzo
osobliwe.
Pewnego pi knego dnia Lamek, ojciec Noego, przybywszy do domu zdziwi  si  obecno ci  jakiego
ch opca o wygl dzie zupe nie odmiennym od reszty rodziny. Zrobi  zatem swej  onie Bat-Enosz awantur
twierdz c,  e nie jest to jego dziecko. Ta jednak przysi ga a na wszystkie  wi to ci,  e nasienie pochodzi o
od niego w

nie — Lameka, nie za  od jakiego

nierza, ani obcego, ani od jednego z „synów Niebios".

(Zapytajmy nawiasem, o jakich to „synach Niebios" mówi a Bat-Enosz? Wszak ten rodzinny dramat
wydarzy  si  przed potopem.) Lamek nie wierzy  jednak zapewnieniom po owicy i do g bi zaniepokojony
wyruszy  do swego ojca Metuzalema pyta  o rade. Przybywszy opowiedzia  mu t  po

owania godn

familijn  histori . Metuzalem wys ucha , pomy la  i sam wyruszy  w drog , by poradzi  si  m drego
Henocha. Kuku cze jajo wywo

o tyle zamieszania w rodzinie,  e starszy pan podj  si  trudów dalekiej

podró y, aby zdoby  jasno  co do pochodzenia ch opca. Metuzalem opowiedzia ,  e w rodzinie jego syna
pojawi  si  jaki  ch opak, który wygl da bardziej na syna nieba ni  na cz owieka, gdy  jego oczy, w osy,
skóra i ca a posta  nie pasuj  do pozosta ej familii.

dry Henoch wys ucha  opowie ci i odes

 Metuzalema w drog  powrotn  z nies ychanie niepokoj

wiadomo ci ,  e dojdzie oto do wielkiego s du nad Ziemi  i lud mi, a wszelkie „mi so" b dzie zniszczone,

background image

gdy  jest zepsute i brudne. Jednak ów tak podejrzany dla rodziny obcy malec przeznaczony jest na
za

yciela rodu tych, którzy prze yj  wielki s d nad  wiatem. Dlatego Metuzalem powinien poleci

Lamekowi, by nazwa  dziecko imieniem Noego. Metuzalem powraca i informuje syna o tym, co ich
wszystkich czeka. Có  pozostaje Lamekowi innego, ni  uzna  niezwyk e dziecko za w asne i nada  mu imi
Noe!
W opowiadaniu zwraca uwag ,  e ju  rodzice Noego zostali poinformowani o maj cym nadej  potopie i  e
dziadek Matuzalem zosta  przygotowany na straszliwe wydarzenie przez tego samego Henocha, który
wkrótce potem zgodnie z przekazem na zawsze znikn  w wozie ognistym.
W zwi zku z tym ca kiem powa nie nasuwa si  pytanie, czy rasa ludzka nie powsta a w wyniku celowej
„hodowli" prowadzonej przez istoty z Kosmosu. Jaki bowiem inny sens mia oby ci gle powtarzaj ce si
zap adnianie ludzko ci przez olbrzymów i synów Niebios wraz z nast puj

 potem zag ad  nieudanych

egzemplarzy? Z tego punktu widzenia potop staje si  zaplanowanym, z góry posuni ciem obcych istot,
maj cym zniszczy  ras  ludzk  z wyj tkiem nielicznych szlachetnych egzemplarzy. Skoro jednak potop,
którego istnienie jest historycznie dowiedzione, zosta  z zimn  krwi  zaplanowany i przygotowany — i to
jeszcze kilkaset lat zanim Noe otrzyma  polecenie budowy arki — to nie sposób uzna  go za s d boski.
Teza o wyhodowaniu inteligentnej rasy ludzkiej nie brzmi ju  dzisiaj absurdalnie. O ile legendy z
Tiahuanaco i napis na szczycie „Bramy S

ca" informuj  o statku kosmicznym, którym na Ziemi

przyby a w celach rozrodczych pramatka, to stare  wi te pisma niestrudzenie podaj ,  e „Bóg" stworzy
cz owieka na swój obraz i podobie stwo. Wed ug niektórych tekstów pos

ono si  w tym celu ró nymi

eksperymentami, zanim cz owiek by  tak udany, jak chcia  tego „Bóg". Konsekwencj  wynikaj

 z

hipotezy o odwiedzinach kosmitów na Ziemi by oby za

enie,  e wspó cze ni ludzie s  podobni do owych

legendarnych obcych istot ze Wszech wiata.
W naszym 

cuchu dowodowym przedziwn  zagadk  stanowi  dary ofiarne, jakich „bogowie" domagali

si  od naszych przodków. Bynajmniej nie  dano bowiem tylko kadzide  i zwierz t ofiarnych! Na li cie
zamówie  znajdowa y si  cz sto monety o dok adnie okre lonym stopie metali. W Ezeon-Geber znaleziono
najwi ksze na staro ytnym Wschodzie urz dzenie do wytapiania metali: prostok tny, wprost nowoczesny
piec z systemem kana ów powietrznych, kominów i celowo rozmieszczonych otworów. Wspó cze ni
eksperci od hutnictwa g owi  si  nad nie wyja nionym do tej pory fenomenem, w jaki sposób w tym
pradawnym urz dzeniu wytapiano mied . O tym,  e tak niew tpliwie by o, przekonuj  znajdowane w
jaskiniach i sztolniach wokó  Ezeon-Geber du e ilo ci siarczanu miedzi. Wiek tych znalezisk szacuje si  na
5000 lat.
Nasi kosmonauci, je li pewnego dnia spotkaj  na jakiej  planecie istoty prymitywne, wydadz  si  im
przypuszczalnie równie  „synami Niebios" lub „bogami". By  mo e nasi wys annicy na tych nieznanych
obszarach b

 cywilizacyjnie wyprzedza  tubylców w takim samym stopniu, jak legendarni przybysze ze

Wszech wiata przewy szali w rozwoju naszych pradziadów. Jakie jednak by oby rozczarowanie, gdyby w
tej jeszcze nieznanej krainie czas p yn  szybciej i nasi astronauci nie zostaliby powitani jako „bogowie",
lecz wy miani jako istoty nader zacofane?

background image

 Rozdzia  V

„Bogowie " i ludzie ch tnie  czyli si  w pary — Kolejna rewia nowych pojazdów — Par  danych o
sile przyspieszenia — Pierwsze sprawozdanie z podró y kosmicznej — Mówi osoba, która prze yta
potop — Co to jest „prawda"?

Na prze omie XIX i XX wieku na wzgórzu Kujund uk dokonano g

nego znaleziska. By a to epopeja o

wielkiej sile wyrazu, zapisana na dwunastu glinianych tabliczkach, które nale

y do biblioteki asyryjskiego

króla Assurbanipala. Dzie o zosta o napisane w j zyku akadyjskim, potem znaleziono drugi egzemplarz,
wywodz cy si  z czasów króla Hammurabiego.
Badacze jednomy lnie stwierdzili,  e pierwotn  redakcj  eposu o Gilgameszu zawdzi czamy Sumerom,
tajemniczemu ludowi, którego pochodzenia nie znamy, a który pozostawi  nam zadziwiaj ce sekwencje
liczb i imponuj

 wiedz  astronomiczn . Nie ulega te  w tpliwo ci,  e g ówny w tek eposu wykazuje

podobie stwa do biblijnej Ksi gi Rodzaju.
Pierwsza znaleziona w Kujund uk tabliczka podaje,  e zwyci ski bohater Gilgamesz wzniós  mury wokó
miasta Unik. Czytamy, i  „syn Niebios" zamieszka  we wspania ym domu ze spichlerzem zbo owym, a na
murach miejskich czuwali stra nicy. Z tekstu mo na si  dowiedzie , i  Gilgamesz by  bosko-ludzkim
miesza cem: w dwóch trzecich — „bogiem", za  w jednej trzeciej — cz owiekiem. Przybywaj cych do
Uruk pielgrzymów widok jego cia a napawa  podziwem i l kiem, gdy  nigdy przedtem nie widzieli kogo
równie pi knego i silnego. Znowu wiec na pocz tku opowie ci pojawia si  my l o wspólnym pocz ciu
przez „boga" i cz owieka.
Druga tabliczka informuje, w jaki sposób bogini Aruru stworzy a innego bohatera utworu — Enkidu. Jest
on opisany bardzo dok adnie: ow osiony na ca ym ciele, nie ma  adnej wiedzy, ubrany w skóry,  ywi si
polnym zielem, pije razem z byd em u tego samego wodopoju i taple si  w wodnym  ywiole rzeki.
Kiedy Gilgamesz, w adca miasta Uruk, dowiedzia  si  o tej niezbyt poci gaj cej istocie, poleci  da
prymitywowi jak

adn  kobiet , aby odci gn a go od  wiata zwierz t. Prymitywny Enkidu wpad  w

królewsk  zasadzk  (nie wiadomo, czy zadowolony) i sp dzi  sze  dni i sze  nocy z pó bosk  pi kno ci .
Ten drobny przyk ad królewskich swatów daje do my lenia, gdy  w  wiecie barbarzy skim idea krzy ówki
mi dzy pó bogiem a pó besti  wcale nie by a tak rozpowszechniona.
Z kolei trzecia tabliczka mówi o chmurze, która nadesz a z daleka. Niebo zagrzmia o, ziemia zatrz

a si  i

w ko cu zjawi  si  „Bóg S

ca", który chwyci  Enkidu w swe pot

ne skrzyd a i szpony. Czytamy ze

zdziwieniem,  e na ciele Enkidu po

 si  wówczas o owiany ci ar, a jemu samemu w asne cia o wyda o

si  ci kie jak ska a.
Nawet je li przypiszemy dawnym autorom nie mniejsz  doz  fantazji, ni  przyznajemy j  sobie samym, i
odrzucimy dodatki wprowadzone przez t umaczy i kopistów, to nadal pozostaje jeszcze pytanie: sk d dawni
kronikarze mogliby wiedzie ,  e cia o podczas przyspieszenia staje si  ci kie jak o ów? My znamy prawa
grawitacji i przy pieszenia i wiemy,  e podczas startu si a ci enia wci nie astronaut  w fotel.
Jaka  fantazja podsun a jednak tak  ide  dawnym autorom?
Pi ta tabliczka opowiada, jak Gilgamesz i Enkidu wyruszyli w drog , by wspólnie zwiedzi  siedzib
„bogów". Z daleka ju  wida  by o promieniuj

 wie , w której mieszka a bogini Irninis. Strza y i pociski,

które obaj, jako ostro ni w drowcy, miotali w stron  stra ników, odbija y si  od nich nie czyni c  adnej
krzywdy. A kiedy dotarli do posesji „bogów", jaki  g os zahucza :
„Wracajcie!  aden  miertelny nie wejdzie na  wi

 gór , gdzie mieszkaj  bogowie, kto zobaczy oblicze

bogów, ten musi umrze ".
„Nie mo esz ogl da  oblicza mojego, gdy  nie mo e mnie cz owiek ogl da  i pozosta  przy  yciu..." -
czytamy w II Ksi dze Moj eszowej.
Siódma tabliczka zawiera sprawozdanie pierwszego naocznego  wiadka podró y kosmicznej, przekazane
przez Enkidu, który przez cztery godziny lecia  w spi owych szponach or a. Oto dos owny tekst:

background image

„Powiedzia  do mnie: Spójrz w dó , na ziemi ! Jak ona wygl da? Patrz na morze! Co ci przypomina? I
ziemia by a jak góra, a morze jak ma y zbiornik. I znowu lecia  wy ej, przez cztery godziny, i powiedzia  do
mnie: Spójrz w dó , na ziemi ! Jak wygl da? Patrz na morze! Co ci przypomina? I ziemia by a jak ogród, a
morze jak potok wody. I ponownie lecia  cztery godziny jeszcze wy ej i powiedzia : Spójrz w dó  na
ziemie! Jak wygl da? Patrz na morze! Co ci przypomina? I ziemia wygl da a jak papka m czna, a morze
jak koryto wodne."
Kto  rzeczywi cie musia  mie  okazje obserwowania kuli ziemskiej z du ej wysoko ci! Opis jest bowiem
zbyt wierny, aby móg  by  wytworem czystej fantazji! Kto móg  wówczas wiedzie ,  e l d przypomina
papk  m czn , a morze koryto wodne, skoro ludzie nie mieli jeszcze najmniejszego wyobra enia kuli
ziemskiej „z góry"? A ze znacznej wysoko ci Ziemia istotnie robi wra enie uk adanki z papki m cznej i
koryt wodnych.
Ta sama tabliczka opowiada o drzwiach mówi cych niczym  ywy cz owiek, w których bez trudu
rozpoznajemy g

nik. Ten sam Enkidu, który najpewniej obserwowa  Ziemi  ze znacznej wysoko ci,

umiera —jak czytamy na ósmej tabliczce— na tajemnicz  chorob , tak dziwn ,  e Gilgamesz pyta, czy nie
dosi gn o go mo e truj ce tchnienie „zwierz cia z nieba". Sk d jednak Gilgamesz móg  przypuszcza ,  e
truj cy oddech takiej istoty mo e spowodowa

mierteln , nieuleczaln  chorob ?

Dziewi ta tabliczka przedstawia, jak Gilgamesz op akuje  mier  swego przyjaciela i postanawia wybra  si
w d ug  podró  do bogów, poniewa  nie opuszcza go obawa, i  móg by umrze  na to samo schorzenie, co
Enkidu. Gilgamesz dotar  do dwóch podtrzymuj cych niebo gór, mi dzy którymi wznosi a si  Brama

ca. Przed bram  spotka  olbrzymów, którzy przepu cili go po d

szej wymianie zda , gdy  by

przecie  w dwóch trzecich bogiem. W ko cu Gilgamesz znalaz  siedzib  bogów, za któr  rozci ga o si
niesko czenie rozleg e morze. Bogowie dwukrotnie ostrzegali przechodz cego Gtlgamesza:
„Gilgameszu, dok d idziesz? Nie znajdziesz tego  ycia, którego poszukujesz. Kiedy bogowie stworzyli
ludzi, przeznaczyli im  mier , wieczne  ycie zachowali tylko dla siebie."
Gilgamesz nie zwa

 na ostrze enia, zdecydowany kosztem ka dego niebezpiecze stwa dotrze  do

Utnapisztima, ojca ludzi. Utnapisztim 

 jednak po drugiej stronie wielkiego morza, nie prowadzi a do

niego  adna droga, nie dolatywa  z wyj tkiem Boga S

ca  aden statek. Wystawiaj c si  na wielorakie

niebezpiecze stwa Gilgamesz przeszed  morze i jedenasta tabliczka ukazuje jego spotkanie z Utna-
pisztimem.
Gilgamesz zauwa

,  e ojciec ludzi pod wzgl dem postury nie jest ani wy szy, ani grubszy od niego i

doszed  do wniosku,  e s  do siebie podobni jak syn i ojciec. Utnapisztim opowiedzia  Gilgameszowi swoje
dzieje, dziwnym trafem, w pierwszej osobie.
Ku naszemu zdziwieniu Utnapisztim dok adnie opowiada o potopie, mówi,  e „bogowie" ostrzegli go przed
nadchodz

 wielk  wod  i polecili zbudowa  bark , na której mia y znale  schronienie kobiety i dzieci,

jego krewni oraz przedstawiciele wszelkich rzemios . Opis nawa nicy, ciemno ci, podnosz cych si  wód i
rozpaczy ludzi, których nie byt w stanie zabra , jeszcze dzisiaj robi na czytelniku du e wra enie. Podobnie
jak w biblijnej historii Noego wyst puje tu w tek wypuszczonego kruka i go bia. Kiedy za  w ko cu wody
opad y, barka osiad a na górze. Podobie stwa mi dzy potopem biblijnym a opisanym w eposie s
niew tpliwe, nie kwestionuje ich tak e  aden badacz. Fascynuj ca w tym podobie stwie jest okoliczno ,  e
w obu przypadkach mamy do czynienia z innymi zwiastunami nieszcz cia i innymi „bogami".
O ile biblijna opowie  pochodzi z drugiej r ki, to stosowana w relacji Utnapisztima forma pierwszej osoby
liczby pojedynczej wskazuje,  e do g osu doszed  naoczny  wiadek.
Fakt katastrofalnej powodzi na staro ytnym Wschodzie przed kilkoma tysi cami lat jest potwierdzony.
Starobabilo skie teksty zapisane pismem klinowym podaj  bardzo dok adnie, gdzie mo na znale  resztki
barki. Na po udniowym zboczu Araratu znaleziono trzy kawa ki drewna, które by  mo e wskazuj  miejsce,
gdzie osiad a arka. Jednak szans  znalezienia resztek statku, zbudowanego g ównie z drewna, który przed
ponad sze cioma tysi cami lat przetrwa  potop, s  wyj tkowo nik e.
Epos o Gilgameszu zawiera nie tylko najstarsze relacje, ale tak e utopijne opisy, które nie mog y zosta
wymy lone ani przez  adn  osob  wspó czesn  powstaniu tabliczek, ani przez t umaczy lub kopistów w

background image

nast pnych stuleciach. W opisach tych ukryte s  bowiem fakty, które — jak to obecnie widzimy — musia y
by  znane autorom eposu.
Czy nowe pytania mog yby roz wietli  nieco ciemno ci? Czy mo liwe jest, aby akcja eposu o Gilgameszu
wcale nie rozgrywa a si  na staro ytnym Wschodzie, lecz w rejonie Tiahuanaco? Mo e potomkowie
Gilgamesza przybyli z Ameryki Po udniowej, przywo

c ze sob  epopej ? Twierdz ca odpowied  na te

pytania wyja nia aby wzmiank  o „Bramie S

ca", przepraw  bohatera przez morze, a zarazem nag e

pojawienie si  Sumerów, poniewa  wszystkie dzie a pó nego Babilonu wywodz  si  oczywi cie od nich!
Bez w tpienia Egipt faraonów dysponowa  bibliotekami, w których przechowywano stare tajemnice,
przepisywano je, uczono si  ich i nauczano. Moj esz, który — jak ju  pisali my — wychowa  si  na dworze
egipskim, z pewno ci  mia  dost p do szacownych bibliotecznych sal. By  on cz owiekiem poj tnym i
uczonym i podobno pierwszym autorem pi ciu ksi g biblijnych, cho  do dzisiaj pozostaje zagadk , w jakim

zyku móg by je zredagowa .

Przyjmijmy hipotez ,  e epos o Gilgameszu dotar  od Sumerów do Egiptu za po rednictwem Asyryjczyków
i Babilo czyków, za  m ody Moj esz odkry  go i przystosowa  do swoich celów. Wówczas jednak
sumeryjska, a nie biblijna opowie  o potopie by aby autentyczna...
Czy nie wolno stawia  takich pyta ? Wydaje si  nam,  e tradycyjna metoda badania prehistorii znalaz a si
w martwym punkcie i nie jest w stanie przynie  trafnych i niepodwa alnych wyników. Za bardzo jest
zwi zana z obowi zuj cym paradygmatem, w rezultacie czego brakuje ju  miejsca na fantazje i spekulacje,
a tylko one mog yby przyda  jej twórczego impulsu.
Wiele inicjatyw badawczych na staro ytnym Wschodzie upad o ze wzgl du na przekonanie o
nienaruszalno ci i  wi to ci ksi g Biblii. Zabrak o odwagi, aby zakwestionowa  tabu i g

no wyrazi

tpliwo ci. Tak o wieceni rzekomo badacze XIX i XX wieku byli duchowo skr powani wi zami starych,

licz cych tysi ce lat b dów. Rzetelne badanie przesz

ci musia oby bowiem zakwestionowa  niektóre

informacje z Biblii. Przy tym nawet bardzo religijni chrze cijanie zrozumieliby,  e wiele z opisanych w
Starym Testamencie spraw absolutnie nie da si  pogodzi  z ide  dobrego, wielkiego i wszechobecnego
boga. W

nie ludzie pragn cy zachowa  nienaruszalno  idei religijnych Biblii musz  lub powinni by

zainteresowani wyja nieniem, kto wychowa  ludzi w staro ytnych czasach, przekaza  im pierwsze zasady
wspó ycia spo ecznego, przybli

 zasady higieny i wreszcie kto skaza  na zag ad  osobniki

zdegenerowane.
Nasz sposób my lenia i stawiane pytania nie znacz , i  jeste my bezbo nikami. Wyra amy g bokie
przekonanie,  e kiedy ostatnia zagadka naszej przesz

ci doczeka si  prawdziwego i przekonywaj cego

wyja nienia, to w niesko czono ci pozostanie jeszcze CO , co z braku lepszego okre lenia nazywamy
BOGIEM.
Jednak przypuszczenie, i  niewyobra alny Bóg potrzebowa  jako  rodka komunikacji pojazdów z ko ami i
skrzyd ami, wchodzi  w zwi zki z prymitywnymi lud mi i nie pozwala  ods oni  swej twarzy pozostaje —
dopóki nie ma na to dowodów — nies ychanym nadu yciem. Odpowied  teologów,  e Bóg jest m dry i nie
mo emy mie  poj cia, w jaki sposób zechce si  objawi  i uczyni  ludzi sobie poddanymi, nie le y w
dziedzinie naszych docieka  i jest niezadowalaj ca. Istnieje tendencja do zamykania oczu tak e na nowe
fakty, jednak ka dego kolejnego dnia przysz

 ods ania nieco nasz  przesz

.

Mniej wi cej za dwana cie lat pierwsi ludzie wyl duj  na Marsie. Je li znajdzie si  tam jedna jedyna
prastara, dawno ju  opuszczona budowla albo cho by jeden przedmiot wskazuj cy na pochodzenie od istot
rozumnych, na przyk ad jakie  nieznane malowid o naskalne, to znaleziska te zakwestionuj  nasze religie i
wywróc  do góry nogami ca  wiedz  o przesz

ci. Jedno takie odkrycie zapocz tkuje najwi ksz

rewolucj  i reformacj  w dziejach ludzko ci.
Czy w zwi zku z nieuniknion  konfrontacj  z przysz

ci  nie by oby m drzej zastanowi  si  nad pe nymi

fantazji ideami z naszej przesz

ci? Cho  w  adnym wypadku nie pozbawieni wiary, nie mo emy sobie

jednak pozwoli  na  atwowierno . Ka da religia ma pewien obraz swego boga i wyobra enie to wyznacza
ramy, w jakich wyznawcy my

 i wierz . Tymczasem wraz z er  lotów kosmicznych coraz bardziej zbli a

si  do nas dzie  S du Ostatecznego. Teologiczne chmury ulotni  si  jak strz py mg y. Pierwszy decyduj cy

background image

krok w Kosmosie u wiadomi nam,  e nie ma dwóch milionów bogów, ani dwudziestu tysi cy kultów, ani
dziesi ciu wielkich religii, lecz tylko jedna.
Rozwijajmy jednak dalej nasz  hipotez  utopijnej przesz

ci rodzaju ludzkiego! Wygl da aby ona

nast puj co: W zamierzch ych, trudnych jeszcze do okre lenia czasach obcy statek kosmiczny odkry  nasz
planet . Jego za oga szybko stwierdzi a,  e Ziemia ma wszelkie warunki dla powstania istot rozumnych.
Rzecz jasna ówczesny „cz owiek" nie nale

 jeszcze do gatunku Homo sapiens, lecz by  jak  inn  istot ...

Kosmici sztucznie zap odnili kilka 

skich istot, wprowadzili je — jak opowiadaj  stare legendy — w stan

bokiego snu i odjechali. Wróciwszy po tysi cach lat zastali pojedyncze egzemplarze gatunku Homo

sapiens. Kilkakrotnie powtarzali zabieg uszlachetniania rasy, a  w ko cu narodzi y si  istoty o inteligencji
na tyle rozwini tej,  e mo na je by o nauczy  zasad  ycia spo ecznego. Jednak ludzie nadal byli
barbarzy cami. Istnia o niebezpiecze stwo uwstecznienia gatunku i ponownego krzy owania si  ze
zwierz tami. W tej sytuacji kosmici zniszczyli nieudane osobniki albo wzi li je ze sob , by osadzi  na
innych kontynentach. Zacz y powstawa  pierwsze grupy spo eczne i wykszta ca y si  pierwsze
umiej tno ci: malowano  ciany ska  i jaski , wynaleziono garncarstwo, powodzeniem zako czy y si
pierwsze próby architektoniczne.
Pierwsi ludzie mieli nies ychany respekt przed obcymi kosmonautami, którzy przybywali znik d a potem
gdzie  znikali i dlatego zostali uznani za „bogów". Z nieznanego powodu „bogowie" byli zainteresowani
rozwojem istot rozumnych. Opiekowali si  wyhodowanymi podopiecznymi, chronili ich przed degeneracj  i
nie dopuszczali do nich z a. Chcieli wdro

 te prymitywne istoty na tory pozytywnej ewolucji. Nieudane

osobniki eliminowali w trosce o to, aby pozostali mogli stworzy  zdolne do rozwoju spo ecze stwo.
Zgadzamy si ,  e spekulacje te tworz  konstrukcj  o wielu lukach. „Nie ma dowodów" — powiedz  nam.
Ile z tych luk zostanie wype nionych, poka e przysz

. Nasza ksi ka stawia tylko zbudowan  z wielu

spekulacji hipotez , która w  adnym wypadku nie musi by  „prawdziwa". Jednak porównuj c j  z teoriami,
dzi ki którym wiele religii  yje wygodnie pod os on  swych tabu, sk onni jeste my tak e dla naszej
hipotezy upomnie  si  o minimalny cho by stopie  prawdopodobie stwa.
Nie zaszkodzi chyba powiedzie  w tym miejscu paru s ów o „prawdzie". Uwagi te dotycz  nie tylko
chrze cijan, lecz w równym stopniu wyznawców innych wielkich i ma ych religii. Teozofowie, teolodzy i
filozofowie zastanawiaj c si  nad swoimi naukami, nad swoim mistrzem i jego nauk  s  przekonani,  e
znale li „prawd ". Oczywi cie ka da religia ma swoje dzieje i dane przez boga obietnice, ma w asne uk ady
z bogiem, ma jego proroków i swoich m drych „ojców Ko cio a", którzy powiedzieli,  e... Dowody
„prawdy" wywodz  si  zawsze z istoty w asnej religii. Wynikiem tego jest skr powany  wiatopogl d, w
którego ramach od wczesnego dzieci stwa uczeni jeste my my le  i wierzy  w taki, a nie inny sposób. Ca e
pokolenia 

y i  yj  jednak w przekonaniu,  e posiad y „prawd ".

Jeste my bardziej skromni i uwa amy,  e „prawdy" nie mo na mie . W najlepszym wypadku mo na w ni
wierzy . Kto , kto rzeczywi cie szuka prawdy, nie mo e jej poszukiwa  tylko w obr bie w asnej religii. Czy
nie by oby to nieuczciwe? Czy sensem i celem  ycia jest wiara w „prawd ", czy jej szukanie? Nawet je li
archeologia potwierdzi w Mezopotamii informacje Starego Testamentu, to przecie  tak za wiadczone fakty
nie stanowi  jeszcze dowodów na prawdziwo  religii. Odkrycie gdzie  prastarych miast, wsi, studni czy
pism potwierdza,  e dzieje danego ludu s  autentyczne. Ale nie oznacza to automatycznie,  e bóg tego ludu
by  jedyn  istot  bosk , a nie przybyszem z Kosmosu.
Wspó czesne wykopaliska na ca ym  wiecie  wiadcz  o zgodno ci przekazów literackich z odkrywanymi
faktami. Czy jednak na podstawie wykopalisk cho  jeden wyznawca na przyk ad chrze cija stwa by by
sk onny uzna  bóstwo preinkaskiej cywilizacji za „prawdziwego" boga? Uwa amy po prostu, i  wszystkie
przekazy s  mitami lub pog osem wydarze  prze ytych przez dany lud. Niczym wi cej, ale jest to, jak
sadzimy, i tak bardzo du o.
 Kto zatem rzeczywi cie szuka prawdy, nie mo e odrzuca  nowych i  mia ych, cho  nie dowiedzionych
jeszcze tez tylko dlatego,  e nie pasuj  one do jego schematu my lowego lub religijnego. Sto lat temu nie
by o problemu lotów kosmicznych i co za tym idzie nasi ojcowie i dziadkowie nie mieli powodu
zastanawia  si , czy nasi dalecy przodkowie do wiadczyli odwiedzin z Kosmosu. Przyjmijmy straszne, ale
niestety mo liwe za

enie, i  nasza obecna cywilizacja zosta aby ca kowicie zniszczona przez wojn

background image

drow . 5000 lat pó niej archeolodzy znale liby fragmenty nowojorskiej Statui Wolno ci. Zgodnie z

obowi zuj cym dzisiaj schematem przyszli badacze powinni utrzymywa ,  e chodzi o jak  nieznan  istot
bosk  — prawdopodobnie bóstwo ognia (z powodu pochodni) lub bóstwo s oneczne (z powodu promieni
wokó  g owy pos gu). Pozostaj c przy obecnych schematach nikt nie odwa

by si  powiedzie , i  mo e

chodzi  o rzecz ca kiem prost , mianowicie o pos g wolno ci.
Blokowanie dróg do przesz

ci przez dogmaty wiary jest ju  niemo liwe.

Je li chcemy podj  trud poszukiwania prawdy, musimy zdoby  si  na wielk  odwag , opuszczaj c
dotychczasowe koleiny my lenia i od pocz tku poddaj c w w tpliwo  wszystko, co przyjmowali my za

uszne i prawdziwe. Czy mo emy pozwoli  sobie na zamykanie oczu i zatykanie uszu, poniewa  nowe

my li wydaj  si  heretyckie i nierozs dne?
Przecie  my l o l dowaniu na Ksi ycu by a przed 50 laty te  z ca  pewno ci  nierozs dna.

background image

 Rozdzia  VI

Wszyscy dawni pisarze mieli t  sam  zwariowan  fantazj ? — Kolejne „rydwany niebia skie" —
Wybuch bomby wodorowej w staro ytno ci? — W jaki sposób bez teleskopu odkryto planety? —
Osobliwy kalendarz wed ug Syriusza — Na Pó nocy bez zmian — Gdzie by y stare ksi gi? —
Wspomnienia o nas w roku 6965 — Co zostanie po nas po totalnej zag adzie?

Nasze dotychczasowe uwagi i obserwacje prowadz  do wniosku,  e w czasach staro ytnych wyst powa y
zjawiska, których zgodnie z utartymi pogl dami nie powinno by o by . Jednak nasz kolekcjonerski zapa  nie
ko czy si  na zgromadzonym dot d materiale.
Tak e mity Eskimosów podaj ,  e pierwsze plemiona zosta y przyniesione na pó noc przez „bogów" o
spi owych skrzyd ach! Najstarsze legendy Indian mówi  o grzmi cym ptaku, który da  im ogie  i p ody
rolne. Wreszcie mitologia Majów, Popol Vuh, przekazuje,  e „bogowie'' wiedzieli o wszystkim: o
Wszech wiecie, czterech stronach  wiata, a nawet o kulistym kszta cie Ziemi.
Sk d wzi y si  eskimoskie fantazje o metalowych ptakach? Dlaczego Indianie mówi  o jakim  grzmi cym
ptaku? Sk d przodkowie Majów mieliby wiedzie ,  e Ziemia jest kulista?
Majowie byli ludem wykszta conym, dysponowali wysoko rozwini

 kultur . Pozostawili w spadku nie

tylko legendarny kalendarz, lecz równie  niewiarygodne obliczenia. Znali rok wenusja ski o 584 dniach, a

ugo  roku ziemskiego obliczyli na 365,2420 dni, podczas gdy wspó czesny dok adny pomiar wynosi

365,2422! Majowie przekazali nam obliczenia si gaj ce 64 milionów lat, za  w pó niejszych zapisach
pos ugiwali si  nawet jednostkami czasu si gaj cymi prawdopodobnie 400 milionów lat. S ynne „równanie
Wenus" mog oby równie dobrze by  wynikiem pracy mózgu elektronicznego. Trudno doprawdy poj ,  e
pochodzi ono od ludu zamieszkuj cego d ungl ! Równanie Wenus przedstawia si  nast puj co:
Tzolkin ma 260 dni, rok ziemski — 365, a rok wenusja ski — 584 Cyfry te kryj  zadziwiaj

 podzielno :

365 dzieli si  pi  razy, za  584 — osiem razy przez 73.
Oto posta  tego zadziwiaj cego wzoru:
(Ksi yc) 20 x 13 x 2 x 73 = 260 x 2 x 73 = 37 960
(S

ce) 8 x 13 x 5 x 73 = 104 x 5 x 73 = 37 960

(Wenus) 5 x 13 x 8 x 73 = 65 x 8 x 73 = 37 960

Po 37 960 dniach zatem wszystkie te cykle si  zbiegaj . Zgodnie z mitologi  „bogowie" mieliby uda  si
wówczas na wielki odpoczynek.
Preinkaskie ludy przekazywa y w swoich podaniach o bogach,  e gwiazdy by y zaludnione, a „bogowie"
przybywali do nich z gwiazdozbioru Plejad. Pisma sumeryjskie, asyryjskie, babilo skie i egipskie
przedstawiaj  zawsze ten sam obraz. „Bogowie" przybywali z gwiazd i wracali na nie, podró owali po
niebie statkami ognistymi lub barkami, posiadali niezwyk  bro , a poszczególnym ludziom obiecywali
nie miertelno .
Jest ca kowicie zrozumia e,  e dawne ludy poszukiwa y bogów na niebie i puszcza y wodze fantazji, aby jak
najwspanialej przedstawi  niepoj te zjawiska. Nawet je li we miemy to wszystko pod uwag , pozostaje
jednak zbyt du o niespójno ci.
Sk d na przyk ad autorzy Mahabharaty wiedzieli,  e mo e by  bro , która potrafi ukara  kraj
dwunastoletni  susz ? Bro  dostatecznie pot

na, by unicestwi  p ody w  onie matek? Indyjski epos

Mahabharata jest obszerniejszy ni  Biblia i nawet wed ug ostro nych szacunków powsta  w swym trzonie
co najmniej przed 5000 lat. W pe ni op aca si  przeczyta  to dzie o pod nowym k tem widzenia.
Ju  prawie nie jeste my w stanie dziwi  si , gdy z Ramajany dowiadujemy si , i  wimany, czyli lataj ce
maszyny porusza y si  na znacznych wysoko ciach wykorzystuj c rt  i wielki „wiatr nap dowy". Wimany
by y w stanie przemierza  niesko czone odleg

ci, Je dzi  z do u do góry, z góry na dó  i z ty u do przodu.

Zaiste godna pozazdroszczenia sterowno  statków kosmicznych! Naszcytat pochodzi z t umaczenia
dokonanego przez N, Dutta (England, 1891):

background image

Z rozkazu Ramy wspania y wóz wzniós  si  z wielkim ha asem na gór  chmur..."
Zwró my uwag ,  e mowa jest znowu nie tylko o lataj cym obiekcie, lecz  e kronikarz mówi te  o
ogromnym ha asie. A oto inny fragment z Mahabharaty:
„Bhima lecia  w swojej wimanie na niezwyk ym promieniu, który mia  blask S

ca i którego ha as

przypomina  grzmot burzy" (C. Roy, 1889).
Jednak tak e fantazja potrzebuje jakich  podstaw. Jakim sposobem kronikarz móg  przedstawi  co , co
sugeruje wyobra enie o rakietach, i wiedzia ,  e taki pojazd mo e kursowa  ,,na promieniu", powoduj c
niesamowity ha as?
W Samsaptakabadha odró nia si  wozy lataj ce od takich, które nie maj  tej zdolno ci. Pierwsza ksi ga
Mahabharaty zdradza intymn  histori  niezam

nej Kunti. W wyniku odwiedzin Boga S

ca zrodzi a ona

syna, podobno równie jak S

ce ol niewaj cego. Poniewa  Kunti obawia a si  — ju  w owych czasach! —

ha by, w

a dziecko do koszyka, który pu ci a z pr dem rzeki. Pewien dzielny m  o imieniu Adhirata z

kasty Suta wy owi  koszyczek z wody i zaj  si  wychowaniem dziecka. Historia nie by aby mo e godna
wspominania, gdyby nie by a tak bardzo podobna do losów Moj esza. Po raz kolejny pojawia si  te  ci gle
obecny motyw zap adniania ludzi przez „bogów". Bohater Mahabharaty Ard una podejmuje, podobnie jak
Gilgamesz, dalek  podró , aby odnale  bogów i wyprosi  u nich bro . Kiedy po licznych
niebezpiecze stwach znalaz  ich wreszcie, spotka  si  z nim osobi cie sam Indra, pan niebios, u boku swej
ma onki Sachi. Obydwoje go cinnie przyj li dzielnego Ard un  nie byle gdzie, bo w niebia skim
rydwanie, i zaprosili go nawet do wspólnej przeja

ki po niebie.

W Mahabharacie znajduj  si  tak dok adne dane liczbowe,  e powstaje wra enie, i  autor ca kiem dok adnie
wiedzia , o czym pisze. Pe en zgrozy opisywa  bro , która by a w stanie zabi  wszystkich wojowników,
nosz cych na sobie kawa ki metalu. Je li 

nierze dostatecznie szybko zorientowali si ,  e zosta a u yta,

zrywali z siebie natychmiast wszystkie metalowe przedmioty, wskakiwali do rzeki, myli dok adnie cia o i
wszystkie rzeczy, których dotykali. Mieli ku temu, jak pisze autor, dostateczne powody, gdy  pod wp ywem
broni wypada y w osy i odpada y paznokcie u palców r k i nóg. Wszystkie  ywe istoty, ubolewa  autor,
stawa y si  blade i s abe.
W ksi dze ósmej ponownie spotykamy Indr  w jego niebia skim promienistym wozie. Spo ród wszystkich
ludzi wybra  on Judhiszthire, któremu jako jedynemu wolno by o wst pi  do nieba w  miertelnej pow oce. I
w tym wypadku nie da si  przeoczy  podobie stwa do opowiada  o Henochu i Eliaszu.
Ta sama ksi ga opisuje (co jest by  mo e pierwszym sprawozdaniem z wybuchu bomby wodorowej), jak
Gurkha zrzuci  z pok adu pot nej wimany jeden jedyny pocisk na potrójne miasto. Sprawozdanie to
przypomina znane relacje naocznych  wiadków zdetonowania pierwszej bomby wodorowej.  arz cy si
bia o dym dziesi  tysi cy razy ja niejszy od S

ca wzniós  si  w niesamowitym blasku i zamieni  miasto

w popio y. Po wyl dowaniu Gurkhi jego pojazd przypomina

wiec cy blok antymonu. Z kolei filozofów

zainteresuje,  e w Mahabharacie zapisano, i  czas jest nasieniem Wszech wiata...
O prehistorycznych maszynach lataj cych wspominaj  tak e ksi gi tybeta skie Tand ur i Kand ur, które
nazywaj  je „per ami nieba". Obie ksi gi podkre laj  wyra nie,  e jest to wiedza tajemna, nie przeznaczona
dla ogó u. W Samarangana Sutradhara s  ca e rozdzia y opisuj ce statki powietrzne, z których wydobywa
si  ogie  i rt

.

owo „ogie " w dawnych pismach nie musia o wcale oznacza  otwartego, p on cego ognia, gdy  w sumie

mo na wyró ni  oko o 40 rodzajów „ognia", odnosz cych si  g ównie do zjawisk elektrycznych i,
magnetycznych. Z du ym trudem przychodzi nam uwierzy , aby dawne ludy mog y wiedzie  o mo liwo ci
pozyskiwania energii z metali ci kich i zna  na to sposób. Nie wolno zarazem i  na  atwizn , zbywaj c
stare teksty sanskryckie jako mity! Du a liczba przytoczonych ju  fragmentów starych pism pozwala
przekszta ci  prawie w pewno  przypuszczenie,  e w staro ytno ci spotykano lataj cych „bogów". Nie
zajdziemy daleko stosuj c star , nadal niestety obowi zuj

 metod , zgodnie z któr  „tego nie ma, to

dne pogl dy, to pe na fantazji przesada autorów lub kopistów". Musimy prze wietli  g szcz skrywaj cy

nasz  przesz

 przy pomocy nowego sposobu my lenia, który uwzgl dnia zdobyt  w naszych czasach

wiedz  techniczn . Fenomen statków kosmicznych w zamierzch ej przesz

ci i sprawa cz sto opisywanej

straszliwej broni, z której bogowie robili u ytek przynajmniej jeden raz w ka dym z tekstów, oczekuj  na

background image

przekonywaj ce wyja nienie. Tekst Mahabharaty zmusza do zastanowienia: „By o tak, jakby rozpuszczono

ywio y. S

ce wirowa o.  wiat osmalony  arem broni zatacza  si  jak w gor czce. Poparzone s onie

dzi y dziko we wszystkie strony  wiata, szukaj c schronienia przed straszliw  moc . Woda zrobi a si

gor ca, zwierz ta zdycha y, wróg zosta  zmieciony, a szalej cy ogie  obala  drzewa ca ymi szeregami, jak
podczas po aru lasu. S onie przera aj co rycza y i pada y martwe na ziemi  w ca ej okolicy. Konie i
rydwany p on y i wszystko wygl da o, jak po po arze. Tysi ce wozów uleg o zniszczeniu, a nast pnie nad
morzem po

a si  g boka cisza. Zacz y wia  wiatry i ziemia rozja ni a si , ukazuj c przera aj cy

widok. Zw oki poleg ych zniekszta cone ogniem nie by y ju  podobne do ludzi. Nigdy przedtem nie
widzieli my takiej straszliwej broni i nigdy przedtem o takiej broni nie s yszeli my" (C. Roy, DronaParwa,
1889).
Ci, którym uda o si  uj , czytamy dalej, k pali si , myli swoje zbroje i bro , gdy  wszystko ob

one by o

miertelnym tchnieniem „bogów". Jak to by o w eposie o Gilgameszu? „Czy dosi

o ci  mo e truj ce

tchnienie zwierz cia z nieba?"
Alberto Tulli, by y kierownik Galerii Sztuki Egipskiej w Muzeum Watyka skim, odnalaz  fragment opisu z
czasów Tutmosisa III, który 

 ok. 1500 roku przed Chrystusem. Napisano tam,  e uczeni w pi mie

zobaczyli na niebie zbli aj

 si  kul  ognist , której oddech mia  przykry zapach. Tutmosis i jego 

nierze

obserwowali to widowisko, zanim kula nie unios a si  w kierunku po udniowym i nie znikn a.
Wszystkie cytowane teksty pochodz  z tysi cleci przed nasz  er , a ich autorzy  yli na ró nych
kontynentach, w ró nych kulturach i wyznawali odmienne religie. Nie znano jeszcze agencji
informacyjnych, a podró e mi dzykontynentalne nie by y na porz dku dziennym. Mimo to analogiczne
przekazy pochodz  ze wszystkich czterech stron  wiata i z niezliczonych  róde , które podaj  prawie to
samo. Czy autorzy mieli te same fantazje? Czy wszystkich ich wr cz maniakalnie prze ladowa y te same
wyobra enia? Jest niemo liwe i trudne do pomy lenia, aby autorzy Mahabharaty, Biblii, eposu o
Gilgameszu, legend Eskimosów, Indian, ludów Pó nocy, Tybeta czyków i wielu, wielu innych dzie
opowiadali przypadkowo i bez  adnych podstaw te same historie o lataj cych „bogach", o dziwnych
pojazdach z nieba i zwi zanych z tymi zjawiskami straszliwych katastrofach.

adna fantazja nie mo e by  w takim stopniu uniwersalna. Prawie jednakowo brzmi ce opisy mog  mie  za

podstaw  tylko fakty, a wi c prehistoryczne wydarzenia. Informowano w nich po prostu o tym, co swego
czasu mo na by o zobaczy . Cho by reporter z zamierzch ej przesz

ci nie wiem jak koloryzowa  swe

sprawozdania — a pod tym wzgl dem niewiele si  zmieni o — to rdzeniem wszystkich relacji jest —
podobnie jak dzisiaj — fakt, precyzyjnie przedstawione wydarzenie. To ostatnie nie mog o zosta
wymy lone w tak wielu miejscach i w ró nych czasach.
Odwo ajmy si  do przyk adu. W afryka skim buszu po raz pierwszy l duje helikopter.  aden tubylec nie
widzia  jeszcze takiego urz dzenia. Maszyna osiada z wielkim hukiem na polanie i wyskakuj  z niej piloci
w ubraniach bojowych, w kaskach ochronnych i z karabinami maszynowymi. Dziki cz owiek w przepasce
na biodrach stoi oszo omiony i przera ony przed obiektem, który przylecia  z nieba, i przed nieznanymi mu
„bogami". Po pewnym czasie helikopter wznosi si  i znika w przestworzach.
Pozostawiony samemu sobie, cz owiek pierwotny musi jako  poradzi  sobie z tym do wiadczeniem.
Opowie innym, nieobecnym wtedy wspó plemie com,  e widzia  ptaka, pojazd z nieba, który ha asowa  i

mierdzia , istoty, które mia y bia  skór  i nosi y bro  pluj

 ogniem. Niezwyk e odwiedziny zostan

utrwalone po wsze czasy i przekazane nast pnym pokoleniom. Kiedy ojciec b dzie opowiada  o nich
synowi, to ptak z nieba nie b dzie oczywi cie mniejszy ni  w rzeczywisto ci, za  istoty, które z niego
wysiad y, b

 z czasem coraz bardziej osobliwe, wspania e i pot

ne. To i owo zostanie jeszcze dodane.

Warunkiem powstania tej ciekawej historii by  jednak autentyczny fakt l dowania helikoptera. Maszyna
wyl dowa a na polanie w buszu i wyskoczyli z niej piloci. Odt d wydarzenie to istnieje ju  w mitologii
plemienia i nale y do niej.
Pewnych rzeczy nie da si  wymy le . Nie szperaliby my w naszej prehistorii w poszukiwaniu kosmitów i
samolotów, gdyby o zjawiskach tych opowiada y dwie lub trzy stare ksi gi. Skoro jednak prawie wszystkie
teksty dawnych ludów ca ego  wiata opowiadaj  to samo, musimy spróbowa  wyja ni  tkwi

 w tych

relacjach obiektywn  prawd .

background image

„Synu cz owieczy! Mieszkasz po ród domu przekory, który ma oczy, by widzie , a jednak nie widzi, ma
uszy, by s ysze , a jednak nie s yszy" (Ez. 12, 1).
Wiemy,  e wszyscy bogowie sumeryjscy mieli swe odpowiedniki w okre lonych gwiazdach. Marduk, czyli
Mars, najwy szy z bogów, mia  podobno pos g z czystego z ota wa cy osiemset talentów, co
odpowiada oby, je li wierzy  Herodotowi, figurze o wadze 24 000 kg czystego z ota. Ninurta, czyli Syriusz,
by  s dzi  Wszech wiata, feruj cym wyroki w sprawach  miertelników. Znaleziono tabliczki pokryte
pismem klinowym, po wiecone Marsowi, Syriuszowi i Plejadom. Sumeryjskie hymny i modlitwy
ustawicznie wspominaj  o uzbrojeniu bogów, którego kszta t i dzia anie musia y by  ca kowicie
niedorzeczne dla ludzi owej epoki. Pie  pochwalna na cze  Martu opisuje, jak spu ci  on ogie  niczym
deszcz, a swych wrogów zniszczy

wiec cym piorunem.

Inanna ukazana jest, jak wznosi si  do nieba, promieniuje straszliwym, o lepiaj cym blaskiem i niszczy
domy wroga. Znaleziono rysunki i nawet model siedliska, mog cego przypomina  schron przeciwatomowy:
okr

e, masywne, z jednym tylko dziwnie obramowanym otworem. Z tej samej epoki, oko o 3000 lat prz.

Chr., archeolodzy znale li zaprz g przedstawiaj cy wóz i wo nic  oraz dwóch zmagaj cych si  sportowców
— ca

 nienagannie wykonana. Sumerowie, jak dowiedziono, perfekcyjnie w adali rzemios em. Dlaczego

modelowali toporny „bunkier", skoro wykopaliska w Babilonie lub Uruk wydoby y na  wiat o dzienne o
wiele bardziej wyrafinowane dzie a? Dopiero jaki  czas temu w mie cie Nippur — 150 kilometrów na
po udnie od Bagdadu — znaleziono sumeryjsk  bibliotek  sk adaj

 si  z 60 000 zapisanych glinianych

tabliczek. Dzi ki temu posiadamy najstarszy opis potopu, wyryty na sze cioszpaltowej tabliczce. Pi  miast
wymienionych na tabliczkach jest znanych: Eridu, Badtibira, Larak, Sitpar i Szuruppak, z których dwa nie
zosta y do tej pory odkryte. Na najstarszych odczytanych dot d tabliczkach sumeryjski Noe nazywa si
Ziusudra. Mia  mieszka  w Szuruppak i tam te  zbudowa  sw  ark . Dysponujemy zatem jeszcze starszym
opisem potopu, ni  ten znany z eposu o Gilgameszu. Nikt nie wie, czy nowe znaleziska nie dostarcz
jeszcze starszych wersji. Ludzie starych kultur wydawali si  jakby op tani ide  nie miertelno ci i
ponownych narodzin. S

ba i niewolnicy najwyra niej dobrowolnie k adli si  do grobu swych panów. W

grobowcu z Schub-At le

o obok siebie nie mniej ni  70 porz dnie pouk adanych szkieletów. Nie

wykazuj c najmniejszych oznak ewentualnego przymusu, ludzie ci w pozycji siedz cej lub le cej
oczekiwali w swoich bajecznie kolorowych szatach na  mier , która musia a przyj  szybko i bezbole nie,
by  mo e pod wp ywem trucizny. Z niezachwian  pewno ci  b

 wyczekiwa  nowego  ycia ze swymi

panami „po tamtej stronie". Kto jednak przybli

 poga skim ludom ide  ponownych narodzin?

Nie mniej pogmatwany jest  wiat egipskich bogów. Równie  prastare teksty ludów mieszkaj cych nad
Nilem mówi  o pot

nych istotach, które w barkach przemierzaj  niebosk on. Pewien tekst, po wiecony

bogu S

ca Re, g osi:

„Ty w drujesz pomi dzy gwiazdami i Ksi ycem, Ty ci gniesz statek Atona po niebie i na Ziemi, jak
niestrudzenie obiegaj ce gwiazdy, jak gwiazdy nie zachodz ce nad Biegunem Pó nocnym".
A oto jeszcze napis na piramidzie:
„Ty jeste  tym, kto stoi u steru statku s onecznego przez miliony lat".
Nawet uwzgl dniaj c,  e staro ytni Egipcjanie byli wysokiej klasy rachmistrzami, to jest jednak dziwne, i
w zwi zku z gwiazdami i statkiem niebia skim operowali milionami lat. Co powiada Mahabharata? „Czas
jest nasieniem Wszech wiata."
Prabóg Ptah przekaza  w Memfisie królowi dwa wzorce obchodów jubileuszy panowania z poleceniem, aby

wi towa  je sze  razy po sto tysi cy lat. Czy trzeba jeszcze wspomina ,  e zanim prabóg Ptah wr czy

królowi wzorce, ukaza  mu si  w po yskuj cym niczym tarcza s oneczna wozie niebia skim z elektronu, a
potem znikn  w nim na horyzoncie? W Edfu znajduj  si  jeszcze dzisiaj nad drzwiami  wi ty
wyobra enia uskrzydlonego S

ca albo szybuj cego soko a opatrzonego symbolami wieczno ci i

niesko czonego  ycia. W  adnym znanym dotychczas miejscu  wiata nie zachowa o si  tak wiele
przedstawie  uskrzydlonych postaci boskich, jak w

nie w Egipcie.

Ka dy turysta zna wysp  Elefantyn  ze s ynnym nilometrem w Asuanie. Ju  najstarsze pisma nazywaj  t
wysp  Elefantyn  z uwagi na jej zarys przypominaj cy sylwetk  s onia. To si  zgadza, gdy  wyspa istotnie
wygl da jak s

. Ale sk d wiedzieli o tym starzy Egipcjanie, skoro kszta ty te mo na rozpozna  dopiero z

background image

du ej wysoko ci, z samolotu? Nie ma przecie  w pobli u  adnego wzniesienia, z którego widok na wysp
pozwoli by na takie porównanie!
Inskrypcja odkryta ju  dosy  dawno na jednym z budynków w Edfu informuje,  e budowla ta jest
pozaziemskiego pochodzenia, gdy  zaprojektowa  j  Imhotep — cz owiek pó niej ubóstwiony. Imhotep by
bardzo tajemnicz  i wybitn  postaci , jakby Einsteinem swojej epoki. By  kap anem, pisarzem, medykiem,
architektem i m drcem zarazem. W dawnych czasach, w epoce Imhotepa ludzie dysponowali do obróbki
kamienia — zdaniem archeologów — tylko drewnianymi klinami i narz dziami z miedzi, które nie nadaj
si  do ciecia bloków granitowych. Nie przeszkodzi o to jednak m dremu Imhotepowi w wybudowaniu dla
swego króla D osera schodkowej piramidy w Sakkarze! Wysoka na 60 metrów budowla jest tak wybitnym
dzie em sztuki budowlanej,  e w pó niejszych czasach doczeka a si  tylko niedoskona ych imitacji. Imhotep
nazwa  ten architektoniczny klejnot, otoczony murem o wysoko ci 10 i d ugo ci 1600 metrów,
„Przybytkiem Wieczno ci" i kaza  si  w nim pochowa , aby powracaj cy bogowie mogli go ponownie
zbudzi  do  ycia.
Wiadomo,  e wszystkie piramidy zosta y wzniesione wed ug zasad astronomicznych. Czy okoliczno  ta
nie wydaje si  cokolwiek dziwna, je li uwzgl dni ,  e o staroegipskiej astronomii na dobr  spraw  niczego
nie wiemy? Syriusz by  jedn  z niewielu gwiazd, którymi zajmowali si  staro ytni Egipcjanie. Ale w

nie

zainteresowanie Syriuszem wydaje si  dosy  zabawne, gdy  gwiazd  t  mo na obserwowa  w Memfisie
tylko na pocz tku wylewu Nilu, kiedy o  wicie ledwo unosi si  nad horyzontem. Aby sprawa by a jeszcze
bardziej zagmatwana, Egipcjanie dysponowali dok adnym kalendarzem — 4221 lat przed nasz  er ! —
który za punkt wyj cia przyjmowa  wschód Syriusza (pierwszy Tot = 191ipca) i podawa  cykle roczne od
przesz o 32 000 lat.
Mo na si  zgodzi ,  e dawnym astronomom nie brakowa o czasu, by rokrocznie obserwowa  S

ce,

Ksi yc i inne gwiazdy, co w ko cu pozwoli o im stwierdzi , i  po oko o 365 dniach wszystkie cia a
niebieskie znajduj  si  znowu w tej samej pozycji. Czy nie jest jednak ca kowicie sprzeczne z rozs dkiem,
aby pierwszy kalendarz wyprowadza  w

nie od Syriusza, skoro  atwiej i dok adniej mo na by oby to

uczyni  na podstawie S

ca i Ksi

yca? Przypuszczalnie kalendarz wed ug Syriusza by  w ogóle

fikcyjnym tworem, daj cym tylko jakie  chronologiczne przybli enie, gdy  nigdy nie mo na by o
przewidzie  pojawienia si  tej gwiazdy. Termin wylewu Nilu i tym samym wschód Syriusza na porannym
horyzoncie by y czystym przypadkiem. Nil nie wylewa ka dego roku i nie ka dy wylew nast puje tego
samego dnia. Sk d zatem kalendarz Syriusza? Czy jest o tym jaki  stary przekaz? Czy istnieje pismo lub
przepowiednia, które kap ani skrz tnie ukrywali?
W grobowcu prawdopodobnie króla Udimu znaleziono naszyjnik ze z ota oraz szkielet zupe nie nieznanego
zwierz cia. Sk d pochodzi to zwierz ? — Czym mo na wyt umaczy ,  e Egipcjanie ju  w pocz tkach
pierwszej dynastii stosowali system dziesi tny? — Jak to mo liwe, by w tak zamierzch ych czasach
powsta a tak wysoko rozwini ta cywilizacja? — Sk d bior  si  ju  na samym pocz tku kultury egipskiej
przedmioty z br zu i miedzi? — Kto przekaza  Egipcjanom niewiarygodn  znajomo  matematyki i gotowe
pismo?
Zanim zajmiemy si  kilkoma monumentalnymi budowlami, które nasuwaj  bardzo wiele pyta , jeszcze raz
krótki rzut oka na stare dzie a pisane:
Sk d pochodzi zadziwiaj ca inwencja autorów Ba ni z 1001 Nocy? Sk d si  wzi  opis lampy, z której na

yczenie przemawia  czarodziej?

Wytworem jakiej  mia ej fantazji by o zakl cie „Sezamie otwórz si !" -otwieraj ce kryjówk  Ali Baby i
jego rozbójników?
Dzisiaj, rzecz jasna, takie pomys y nas nie zaskakuj , odk d telewizor za naci ni ciem guzika dostarcza
„mówi cych obrazów". A od kiedy w ka dym wi kszym domu towarowym drzwi otwieraj  si  dzi ki
fotokomórce, formu a „Sezamie otwórz si " nie stanowi ju  specjalnej zagadki. Dawni twórcy musieli mie
jednak tak niesamowit  wyobra nie,  e w porównaniu z nimi wspó cze ni autorzy powie ci science fiction
produkuj  dzie ka dosy  tandetne. Mo e jednak dawni pisarze posi kowali si  dla zap odnienia fantazji
czym  ju  gotowym, co by o im znane, co widzieli i prze yli?

background image

W  wiecie legend i ba ni trudniej uchwytnych kultur, dla których nie mamy  adnych sta ych, materialnych
punktów orientacyjnych, grunt zaczyna si  ju  zupe nie chwia  i wszystko staje si  jeszcze bardziej
zagmatwane.
Podania islandzkie i staronorweskie te  oczywi cie znaj  „bogów" podró uj cych po niebie. Bogini Freja
mia a s

 o imieniu Gna, któr  wysy

a w obce  wiaty na rumaku, unosz cym si  powietrzu nad

morzem i l dem, a którego zwano „rzucaj cy kopytem". Pewnego razu Gna spotka a wysoko w
przestworzach jakiego  obco wygl daj cego Wana. W pie ni Allvisa Ziemia, Ksi yc i Wszech wiat nosz
ró ne nazwy w zale no ci od tego, czy mówi  o nich ludzie, „bogowie", olbrzymi czy Aasowie. W jaki
sposób — na Boga — ludzie w zamierzch ej przesz

ci potrafili rozpatrywa  jedn  i t  sam  rzecz z

ró nych punktów widzenia, skoro horyzont by  tak bardzo ograniczony?
Cho  uczony Sturluson zapisa  norweskie i starogerma skie wedy, sagi i pie ni dopiero oko o 1200 r. po
Chr., maj  one kilka tysi cy lat. Bardzo cz sto symbolem Ziemi jest w nich — co zaskakuje — tarcza lub
kula, za  Thor, najwy szy z bogów, ukazywany jest zawsze z mia

cym m otem. Profesor Kühn

reprezentuje pogl d,  e s owo m ot znaczy tyle co „kamie " i pochodzi z epoki kamiennej, a dopiero
pó niej zacz o oznacza  m ot z br zu lub  elaza, Zgodnie z t  tez  Thor i jego symboliczny m ot musz
mie  bardzo odleg  metryk , si gaj

 prawdopodobnie epoki kamienia. S owo Thor w indyjskich,

napisanych w sanskrycie Wedach nazywa si  „tanayitnu", co nale

oby przet umaczy  zgodnie ze

znaczeniem jako „ten, który ciska gromy". Nordycki Thor, bóg nad bogami, jest panem germa skich
Wanów, grasuj cych w przestworzach.
W dyskusji na temat nowych aspektów, jakie wnosimy do bada  nad przesz

ci , móg by pojawi  si

zarzut,  e nie nale y wszystkich przekazanych tradycj  wzmianek, wskazuj cych na zjawiska niebieskie,
wi za  w jeden ci g dowodów na loty kosmiczne w epoce prehistorycznej! W rzeczywisto ci wcale tego nie
czynimy, gdy  zwracamy tylko uwag  na te fragmenty pradawnych pism, które nie pasuj  do
dotychczasowych teorii. Wiercimy naszymi pytaniami w tych istotnie k opotliwych miejscach, gdzie ani
autor, ani t umacz, ani kopi ci nie mogli mie  poj cia o dzisiejszym stanie nauki i wynikaj cych z niego
skutkach. Jeste my gotowi natychmiast uzna  t umaczenia za fa szywe, a odpisy za wysoce niedok adne,
je li jednocze nie te rzekomo fa szywe i fantazyjnie podkoloryzowane przekazy nie b

 traktowane jako w

pe ni warto ciowe, skoro tylko daj  si  wt oczy  w ramy jakiej  religii. Nie jest godne badacza, by odrzuca
to, co nie pasuje do jego teorii, uznaj c tylko to, co potwierdza jego tezy. O ile bardziej dobitnie i wyra nie
przedstawia yby si  nasze tezy, gdyby stare pisma zosta y przet umaczone na nowo, z my

 o mo liwo ci

lotów kosmicznych! Nad Morzem Martwym znaleziono ostatnio — kontynujmy nasz wywód my lowy —
zwoje z fragmentami tekstów apokaliptycznych i liturgicznych. W apokryfach Abrahama i Moj esza znowu
pisze si  o wozie niebia skim z ko ami, który pluje ogniem, natomiast podobnych wzmianek brakuje w
etiopskiej czy s owia skiej Ksi dze Henocha.
„Z ty u za tymi istotami widzia em wóz, który mia  ogniste ko a, a wokó  ka dego ko a pe no by o oczu i na
ko ach spoczywa  tron, a ten pokryty by  ogniem, który naoko o niego p on " (Apokryf Abrahama 18,
11/12)
Zgodnie z interpretacj  profesora Scholema wozy i trony wyst puj ce w  wiecie mistyków  ydowskich
by yby odpowiednikiem „pleromy" (pe ni  wiat a) — idei wyst puj cej w  wiecie mistyków
hellenistycznych i wczesnochrze cija skich. Jest to godna uwagi interpretacja, ale czy mo na j  przyj
jako naukowo dowiedzion ? Wolno nam zada  proste pytanie, co by oby w wypadku, gdyby niektórzy
ludzie rzeczywi cie widzieli tak cz sto opisywane wozy ogniste? W zwojach z Qumran bardzo cz sto
stosowano pismo tajemne, a w dziele astrologicznym znalezionym w ród innych dokumentów w czwartej
jaskini wyst powa y nawet na przemian ró ne dukty pisma. Pewna astronomiczna obserwacja nosi tytu :
„S owa cz owieka rozumnego, skierowane do wszystkich synów Jutrzenki".
Co w

ciwie przemawia przeciwko temu,  e w starych pismach opisano realnie istniej ce wozy ogniste?

Przecie  nie tyle  p askie, co m tne twierdzenie,  e w staro ytno ci nie mog o by  wozów ognistych! Taka
odpowied  by aby niegodna tych, których chcemy naszymi pytaniami nak oni  do alternatywnego my lenia.
W ko cu nie tak dawno temu ludzie kompetentni utrzymywali,  e z nieba nie mog  spada  kamienie
(meteoryty), gdy  w niebie nie ma kamieni...

background image

Jeszcze matematycy w XIX wieku dokonali — w owych czasach przekonywaj cego — obliczenia,  e
poci g nigdy nie b dzie móg  je dzi  szybciej ni  34 kilometry na godzin , gdy  przy wi kszej pr dko ci
wysysane by oby z niego powietrze i tym samym pasa erowie musieliby si  udusi ... Nieca e 100 lat temu
zosta o „udowodnione",  e przedmiot ci szy od powietrza nigdy nie b dzie móg  lata .
Dzia  krytyki pewnej presti owej gazety zakwalifikowa  ksi

 Waltera Sullivana Sygna y ze

Wszech wiata do literatury z gatunku science fiction, stwierdzaj c,  e niew tpliwie tak e w bardzo odleg ej
przysz

ci niemo liwe b dzie dotarcie do gwiazd Epsilon Eridani lub Tau Ceti. Uznano,  e ani

przesuni cie czasu (zgodnie z teori  wzgl dno ci), ani zimowy sen astronautów pod wp ywem du ego
ozi bienia cia a nigdy nie zdo aj  pokona  bariery niewyobra alnych odleg

ci.

Ca e szcz cie,  e w przesz

ci zawsze byli dostatecznie odwa ni fanta ci, g usi na krytyk  ze strony im

wspó czesnych! Bez nich nie by oby obejmuj cej ca y  wiat sieci kolejowej, po której poci gi je

 z

pr dko ci  200 i wi cej kilometrów na godzin  (uwaga: przy pr dko ci ponad 34 km/godz. pasa erowie
umieraj !), ...bez nich nie by oby samolotów odrzutowych, gdy  te przecie  „spada yby na ziemi " (uwaga:
przedmioty ci sze od powietrza nie mog  lata !), ...w ko cu nie by oby te  rakiet mi dzyplanetarnych
(uwaga: cz owiek nie mo e opuszcza  swej planety!). Och, nie by oby niesko czenie wielu rzeczy bez

ogos awionych fantastów!

Pewna grupa badaczy chcia aby pozosta  przy tak zwanych realiach, zapominaj c zbyt  atwo i zbyt ch tnie,

e to, co dzisiaj jest realne, jeszcze wczoraj mog o by  utopijnym snem jakiego  fantasty. Niema  cz

wszystkich epokowych odkry  — w naszych czasach ju  oczywistych — zawdzi czamy szcz liwym
przypadkom, a nie systematycznie prowadzonym badaniom. Wielu wpisa o si  do ksi gi „powa nych
fantastów", którzy swoimi  mia ymi spekulacjami pokonali hamuj cy wp yw uprzedze . Jedno jest pewne:
ka dego dnia coraz bardziej zbli amy si  do granic przysz ych mo liwo ci. Heinrich Schliemann
potraktowa  dzie o Homera niejako bajk  czy ba  i dzi ki temu odkry  Troj !
Za ma o wiemy jeszcze o naszej przesz

ci, aby móc wydawa  o niej ostateczne s dy! Nowe znaleziska

mog  rozwi za  nies ychane zagadki, a lektura prastarych informacji mo e postawi  na g owie ca y  wiat
dotychczasowych twierdze . Rozumiemy oczywi cie,  e stare ksi gi uleg y w wi kszo ci zniszczeniu. W
Ameryce Po udniowej by o podobno dzie o, które zawiera o ca  wiedz  staro ytno ci, ale zosta o pono
zniszczone przez 63. w adc  Inków Paczakuti IV. W bibliotece w Aleksandrii 500 000 tomów uczonego

adcy Ptolemeusza Sotera skrywa o ca  intelektualn  spu cizn  ludzko ci. Bibliotek  zniszczyli po cz ci

Rzymianie, a pozosta y ksi gozbiór kaza  spali  — kilkaset lat pó niej — kalif Omar. Niewyobra alna jest
wprost my l,  e niezast pione, cenne manuskrypty s

y do palenia w publicznych 

niach Aleksandrii!

Co pozosta o z biblioteki  wi tyni w Jerozolimie? Co osta o si  z biblioteki w Pergamonie, gdzie
znajdowa o si  podobno 200 000 dzie ? Jakie skarby i tajemnice uleg y zniszczeniu wraz z ksi gami
historycznymi, astronomicznymi i filozoficznymi, unicestwionymi ze wzgl dów politycznych na rozkaz
chi skiego cesarza Chi-Huanga w 214 r. p.n.e.? Ile tekstów kaza  zniszczy  w Efezie po swym religijnym
katharsis aposto  Pawe ? Nie sposób wprost ogarn , jak nies ychane bogactwo dzie  ze wszystkich dziedzin
wiedzy zagin o dla nas raz na zawsze z powodu fanatyzmu religijnego! Ile tysi cy pism, których nie mo na
ju  odtworzy , kazali spali  mnisi i misjonarze pod wp ywem  lepej i  wi tej gorliwo ci w Ameryce
Po udniowej i  rodkowej?
Wszystko to nast pi o przed setkami i tysi cami lat. Czy ludzko  wyci gn a z tego jak  nauk ?
Kilkadziesi t lat temu Hitler rozkaza  pali  ksi ki w miejscach publicznych, a ju  w 1966 r. wydarzy o si
to samo w Chinach podczas rewolucji kulturalnej Mao Tse-tunga. Na szcz cie ksi ki wspó czesne istniej
nie tylko w jednym egzemplarzu, jak to by o przed wiekami.
Zachowane teksty i fragmenty dzie  przekazuj  nam sporo wiedzy o zamierzch ej przesz

ci. We

wszystkich epokach m drcy wiedzieli,  e przysz

 zawsze przynosi wojny i rewolucje, rozlew krwi i

po og . Czy w zwi zku z tym ukryli mo e przed mot ochem tajemnice i przekazy swojej epoki w wielkich
budowlach lub schowali je w bezpiecznym miejscu, chroni c przed zniszczeniem? Czy ukryli informacje i
komunikaty w piramidach,  wi tyniach lub pos gach, wzgl dnie zostawili je jako szyfry, aby przetrwa y
burze dziejowe? Trzeba by to by o sprawdzi , gdy  dalekowzroczni ludzie wspó cze ni tak w

nie

post puj  z my

 o przysz

ci.

background image

Amerykanie zatopili w 1965 r. w ziemi Nowego Jorku dwie kapsu y tak zbudowane, aby a  do roku 6965
przetrzyma y wszelkie kataklizmy, jakie mog  si  na Ziemi wydarzy . Kapsu y zawieraj  informacje, jakie
chcemy przekaza  przysz ym pokoleniom,  eby ci, którzy podejm  trud rozja nienia mroków okrywaj cych
przesz

 swoich przodków, dowiedzieli si , jak  yli my. Kapsu y s  odlane z metalu twardszego od stali i

mog  przetrwa  bez szkody nawet eksplozj  atomow . Obok „informacji z dnia" w kapsu ach umieszczono
tak e fotografie miast, statków, samochodów, samolotów i rakiet. Zawieraj  wzory metali i mas
plastycznych, materia ów, w ókien i tkanin, przekazuj  przysz ym pokoleniom takie przedmioty
powszechnego u ytku, jak monety, narz dzia i artyku y toaletowe, a na mikrofilmach s  tam utrwalone
ksi ki z dziedziny matematyki, medycyny, fizyki, biologii i astronautyki. Aby przes anie w odleg ,
nieznan  przysz

 by o pe ne, do kapsu  do czono wspaniale opracowany kod, dzi ki któremu napisane i

narysowane informacje b dzie mo na przet umaczy  na j zyki przysz

ci.

Grupa in ynierów z Westinghouse-Electric wpad a na pomys , aby podarowa  potomno ci bogato
wyposa one kapsu y, a John Harrington wynalaz  dla przysz ych pokole  inteligentny system deszyfracji
danych. Czy ludzie ci s  nieszcz snymi pomyle cami? Fantastami? Jednak realizacja tej idei cieszy nas i
uspokaja, gdy  oznacza ona,  e s  ludzie, którzy wybiegaj  my

 5000 lat do przodu! Praca archeologów w

odleg ej przysz

ci nie b dzie  atwiejsza ni  w naszych czasach. Po atomowej po odze na nic zdadz  si

wszystkie biblioteki  wiata, a wszelkie osi gni cia, z których jeste my tak dumni, nie b

 warte z amanego

szel ga, gdy  zgin , zostan  zniszczone lub rozbite na czynniki pierwsze. Fantazja i dzie o in ynierów z
Nowego Jorku ma tym wi ksze uzasadnienie,  e wcale nie trzeba po ogi atomowej, by Ziemia uleg a
zniszczeniu. Przesuni cie osi ziemskiej o niewiele stopni przynios oby nies ychane powodzie, których nie
da oby si  powstrzyma . W ka dym wypadku poch on yby one ka de zapisane przez nas s owo. Kto jest
na tyle arogancki, by utrzymywa ,  e dawni m drcy nie mogli byli wpa  na tak dalekowzroczny pomys ,
jak ludzie z Nowego Jorku?
Z ca  pewno ci  stratedzy prowadz cy wojn  atomow  czy wodorow  nie b

 kierowali swej broni na

Zulusów i nieszkodliwych Eskimosów, lecz u yj  jej przeciwko g ównym o rodkom cywilizacji.
Radioaktywny chaos stanie si  zatem udzia em spo ecze stw przoduj cych, najwy ej rozwini tych. Ocalej
przed zag ad  zacofane kulturowo ludy, ludzie dzicy, prymitywni — wszyscy znacznie oddaleni od centrów
cywilizacji. Nie byliby oni w stanie ani kontynuowa  naszej kultury, ani niczego o niej przekaza , gdy  w
niej nie uczestniczyli. Nawet ludzie m drzy albo po prostu ideali ci, którzy zadaliby sobie trud uratowania
podziemnej biblioteki, nie zdo aliby przez to niczego zrobi  dla przysz

ci. „Normalne" biblioteki

zosta yby i tak zniszczone, a istoty prymitywne, którym uda oby si  prze

, nic nie wiedzia yby o

ukrytych, tajnych zasobach. Ca e po acie kuli ziemskiej stan  si  gorej cymi pustyniami, gdy  d ugoletnie
promieniowanie Roentgena zniszczy ka

 ro lin . Ludzkie niedobitki ulegn  przypuszczalnie mutacji i po

dwóch tysi cach lat nic ju  nie pozostanie z upad ych miast. Przyroda z nieskr powan  si  b dzie si
wgryza  w ruiny, a zardzewia a stal f i  elazo rozpadn  si  w py .
I wszystko mog oby zacz  si  od pocz tku. Cz owiek podejmie mo e sw  przygod  na Ziemi po raz drugi
lub trzeci. Niewykluczone,  e ludzie znowu zbyt pó no odkryj  tajemnice starych pism i poda . 5000 lat po
kataklizmie archeolodzy mogliby zatem twierdzi ,  e cz owiek w XX wieku nie zna  jeszcze  elaza, gdy
nawet po najdok adniejszym przekopaniu ziemi nie znale liby ze zrozumia ych wzgl dów ani jednego jego
kawa ka. O ci gn cych si  kilometrami przeciwczo gowych zaporach z betonu wzd

 granicy rosyjskiej

powiedziano by,  e s  to niew tpliwie linie astronomiczne. Gdyby odkryto kasety z ta mami
magnetofonowymi, nie wiedziano by, co z nimi pocz , tym bardziej  e nie odró niano by ta m nagranych
od czystych. A mo liwe, i  zawiera yby one rozwi zanie bardzo wielu zagadek! Teksty mówi ce o
olbrzymich miastach, w których mia y znajdowa  si  domy wysoko ci kilkuset metrów, uznano by za
niewiarygodne, gdy  takich miast nie mog o przecie  by . Szyby londy skiego metra stan  si  jakim
geometrycznym dziwactwem albo zadziwiaj co dobrze przemy lanym systemem kanalizacyjnym. A potem
mo e znowu pojawi  si  informacje z pradawnych czasów opisuj ce, jak ludzie latali na wielkich ptakach
miedzy kontynentami i opowie ci o dziwnych, pluj cych ogniem statkach, które znika y na niebie. Zostanie
to zakwalifikowane jako mitologia, gdy  nie mog o przecie  by  ani tak du ych ptaków, ani pluj cych
ogniem niebia skich potworów.

background image

umacze z roku 7000 b

 mieli k opot: to, co odczytaj  z zachowanych fragmentów o wojnie  wiatowej

w XX wieku, zabrzmi ca kowicie niewiarygodnie. Skoro jednak natrafi  na dzie a Marksa lub Lenina,

dzie mo na w ko cu — co za ulga! — uczyni  z dwóch arcykap anów tej niezrozumia ej epoki centralny

punkt jakiego  obrz dku religijnego.
Potomni b

 mogli snu  wiele interpretacji, je li pozostanie po nas dostatecznie du o punktów

orientacyjnych. 5000 lat — to bardzo d ugi okres. Tylko dzi ki czystemu kaprysowi przyrody obrobione
bloki kamienia trwaj  5000 lat, podczas gdy z najgrubszymi cho by szynami kolejowymi nie obchodzi si
ona tak ogl dnie.
Na dziedzi cu pewnej  wi tyni w Delhi znajduje si  — jak ju  pisali my — zespawany z  elaznych cz ci

up, który od prawie 2000 lat wystawiony na dzia anie czynników atmosferycznych nie wykazuje jednak

adnego  ladu rdzy. Mamy oto przed sob  nieznany, staro ytny stop  elazny, nie zawieraj cy siarki ani

fosforu. By  mo e s up zosta  odlany przez dalekowzrocznych specjalistów swej epoki, którzy nie mieli

rodków na wzniesienie wielkiej budowli, a chcieli zostawi  potomno ci w spu ci nie widoczny, odporny

na dzia anie czasu pomnik swojej kultury?
To Jest wstydliwa sprawa,  e w wysoko rozwini tych minionych kulturach znajdujemy budowle, których
nie umiemy imitowa  przy pomocy najnowocze niejszej techniki. Kamienne kloce spoczywaj  na
swoim miejscu i nie daj  si  usun  poza nawias dyskusji. Poniewa  nie mo e by  tego czego by  nie
powinno, szuka si  gor czkowo „rozs dnych" wyja nie . Od

my zatem ko skie okulary i we my udzia

w poszukiwaniach...

background image

Rozdzia  VII

Parkiet dla olbrzymów? — Z czego  yli staro ytni Egipcjanie? — Czy Cheops by  oszustem? —
Dlaczego piramidy stoj  tam, gdzie stoj ? — Zw oki  yj ce dzi ki zamro eniu? — Prehistoryczni
dyktatorzy mody — Czy metoda

14

Cjest ca kiem wiarygodna?

Na pó noc od Damaszku le y terasa w Baalbek: platforma zbudowana z bloków skalnych, z których
niektóre maj  ponad 20 metrów d ugo ci i wa  prawie 2000 ton. Do tej pory archeologia nie by a w stanie
przekonywaj co wyja ni , dlaczego, w jaki sposób i przez kogo terasa w Baalbek zosta a zbudowana.
Rosyjski profesor Agrest uwa a, i  mo e ona by  pozosta

ci  wielkiego l dowiska.

Je li przyjmiemy do wiadomo ci dobrze spreparowan  wiedz , któr  si  nam serwuje, to staro ytny Egipt
sta  si  centrum fantastycznej cywilizacji nagle i bez stadium przej ciowego. Wielkie miasta i olbrzymie

wi tynie, ogromne pos gi o wielkiej sile wyrazu, wspania e trakty obramowane pompatycznymi figurami,

doskona e urz dzenia kanalizacyjne, wykute w skale okaza e grobowce, piramidy przyt aczaj ce swymi
rozmiarami... te i wiele innych jeszcze wspania ych rzeczy pojawi o si  jak spod ziemi. To rzeczywi cie
cud, je li kraj zdolny jest nagle do takich osi gni  bez  adnego przygotowania!

yzne tereny uprawne wyst puj  tylko w delcie Nilu i na w skich pasmach po lewej i prawej stronie rzeki.

Eksperci szacuj  liczb  mieszka ców Egiptu w okresie budowy Wielkiej Piramidy na 50 milionów ludzi!
(Liczba poza wszystkim jawnie sprzeczna z szacowanym na 20 milionów zaludnieniem ca ego  wiata w
roku 3000 prz. Chr.!)
Przy tego typu fantastycznych obliczeniach nie chodzi o kilka milionów ludzi w t  lub drug  stron . Chodzi
o to,  e dla nich wszystkich musia o si  znale  po ywienie. A przecie  by a to nie tylko wielka armia
robotników budowlanych, kamieniarzy, in ynierów i marynarzy, by o te  kilkaset tysi cy niewolników,
by a dobrze wyposa ona armia, by

yj cy w dobrobycie stan kap

ski, niezliczeni handlarze, ch opi i

urz dnicy oraz — last but not least — utrzymuj cy si  z nich wszystkich dwór królewski. Czy by wszyscy
oni zdo ali si  wy ywi  dzi ki sk pym plonom uzyskiwanym w delcie Nilu?
Powiada si  nam,  e bloki kamienne na budow  piramidy transportowane by y na rolkach, co w praktyce
oznacza,  e musia y to by  rolki drewniane! Jednak z trudem przysz oby chyba  cina  i przetwarza  te
nieliczne przecie  drzewa, g ównie palmy, które w owym czasie (podobnie jak dzisiaj) ros y w Egipcie,
gdy  daktyle by y niezb dnym sk adnikiem wy ywienia, a pnie i listowie dawa y jedyny cie  wysuszonej
ziemi. Jednak utrzymuje si ,  e rolki drewniane musia y by  u ywane, gdy  w przeciwnym wypadku nie
by oby nawet tego najbardziej w tpliwego wyja nienia techniki budowy piramid. Czy drewno by o
importowane? Sprowadzanie drewna z obcych krajów wymaga oby poka nej floty. Drewno wy adowywane
w Aleksandrii trzeba by oby transportowa  Nilem w gór  rzeki do Kairu. Nie istnia a inna mo liwo ,
poniewa  Egipcjanie w okresie budowy Wielkiej Piramidy nie znali jeszcze konia i wozu; zacz to ich

ywa  dopiero za XVII dynastii, czyli oko o 1600 r. prz. Chr. Królestwo za przekonywaj ce wyja nienie

transportu bloków skalnych! Rolki drewniane, powiada si , by y do tego niezb dne...
Technika budowniczych piramid nasuwa wiele zagadek, które nie znajduj  zadowalaj cych rozwi za .
W jaki sposób Egipcjanie wykuwali grobowce w skale? Jakimi narz dziami tworzyli labirynt przej  i
pomieszcze ?  ciany skalne s  g adkie i na ogó  przyozdobione reliefowymi malowid ami. Szyby
przebiegaj  w ska ach uko nie, maj  precyzyjnie, zgodnie z najlepsz  sztuk  budowlan  wykonane stopnie,
prowadz ce do g boko po

onych komór grobowych. Chmary turystów przygl daj  si  temu z podziwem,

ale  aden z nich nie dostaje wyt umaczenia zagadkowej techniki wykopu. Wiadomo dok adnie,  e sztuk
budowy tuneli Egipcjanie mieli opanowan  od najwcze niejszych czasów, gdy  stare grobowce s
wykonane dok adnie tak samo, jak pó niejsze. Miedzy grobowcem Teti z szóstej dynastii a grobem
Ramzesa I z czasów Nowego Pa stwa nie ma  adnej ró nicy, cho  ich budow  dzieli co najmniej 1000 lat!
Wszystko wskazuje na to,  e dawnej, raz wyuczonej techniki nie wzbogacano o nowe, lepsze rozwi zania, a
raczej wr cz przeciwnie: pó niejsze budowle s  coraz gorszymi kopiami starych wzorców.
Turysta, który na wielb dzie o imieniu „Bismarck" albo „Napoleon" — w zale no ci od swej narodowo ci
— doko ysze si  do piramidy Cheopsa na zachód od Kairu, odczuwa dziwny dreszcz, jaki zawsze wywo uj

background image

materialne pozosta

ci tajemniczych cywilizacji. Zwiedzaj cy s yszy,  e tu i tam faraon kaza  budowa

sobie grobowce. Z t  od wie on  szkoln  wiedz  wraca do domu, zrobiwszy przedtem par  ciekawych
zdj . Szczególnie na temat piramidy Cheopsa wysuni to pewnie z kilkaset nie maj cych podstaw, g upich
teorii. W ksi ce Charlesa Piazzi Smytha Our Inheritance in the Great Pyramid, licz cej 600 stron i wydanej
w 1864 r „znajdujemy mnóstwo je

cych w osy na g owie zwi zków mi dzy t  budowl  a kul  ziemsk .

Jednak nawet po krytycznej weryfikacji pozostaje par  faktów, które powinny nas zastanowi .
Wiadomo,  e staro ytni Egipcjanie mieli rozbudowany kult s oneczny: ich bóg S

ca Re je dzi  po niebie

barkami. Teksty w piramidach z okresu Starego Pa stwa opisuj  nawet niebia skie podró e króla, które
mo liwe by y rzecz jasna z pomoc  bogów i ich barek. Tak e bogowie i w adcy Egipcjan nie stronili od
latania w przestworzach...
Czy jest przypadkiem,  e wysoko  piramidy Cheopsa pomno ona przez miliard odpowiada w przybli eniu
odleg

ci mi dzy Ziemi  a S

cem, wynosz cej 149 505 000 kilometrów? Czy to przypadek,  e po udnik

przebiegaj cy przez piramid  dzieli kontynenty i oceany dok adnie na równe cz ci? Czy przypadkiem
obwód podstawy piramidy podzielony przez dwukrotno  wysoko ci daje s awn  ludolfine — liczb

 =

3,1416? Czy przypadkowo znajduj  si  tam obliczenia ci aru Ziemi, a skalisty grunt, na którym stoi
budowla, przypadkiem jest tak starannie i dok adnie zrównany?
Nigdzie nie ma wzmianki, dlaczego twórca piramidy, faraon Cheops (Chufu), wybra  na budow  obiektu

nie t  a nie inn  ska  na pustyni. By  mo e by a tam naturalna rozpadlina skalna, któr  wykorzystano

do wzniesienia tej kolosalnej budowli. Jeszcze inne, cho  u omne, wyja nienie g osi,  e faraon chcia
obserwowa  ze swego letniego pa acu post py prac budowlanych. Jednak oba powody k óc  si  ze
zdrowym rozs dkiem. Po pierwsze by oby zdecydowanie praktyczniej, gdyby miejsce budowy znajdowa o
si  bardziej na wschodzie, bli ej kamienio omów, co skróci oby drog  transportu, a po drugie trudno sobie
wyobrazi ,  eby faraon chcia  by  co roku niepokojony ha asem, jaki dniem i noc  rozlega  si  nad placem
budowy. Skoro tak wiele przemawia przeciwko naiwnym — rodem z ksi ek dla dzieci — wyja nieniom
dotycz cym wyboru miejsca budowy, wolno nam zapyta , czy mo e równie  w tej sprawie mieli swój
udzia  „bogowie", cho by tylko po rednio, poprzez  dania zg aszane przez kap anów, przyjmuj c tak
interpretacje, uzyskamy jeszcze jeden wa ki dowód na rzecz naszej teorii o utopijnej przesz

ci ludzko ci.

Otó  piramida nie tylko dzieli kontynenty i oceany na dwie równe cz ci, ale le y ona w punkcie ci ko ci
kontynentów! Je eli odnotowane tutaj fakty nie s  przypadkiem — a bardzo trudno by oby w niego
uwierzy  — to miejsce budowy piramidy zosta o wyznaczone przez istoty, które wiedzia y o kulistym
kszta cie Ziemi i dok adnie zna y rozmieszczenie kontynentów i mórz. Godzi si  w tym miejscu
przypomnie  mapy Piri Reisa! Nie wszystko da si  wyja ni  przypadkiem lub zmy leniem.
Jaka si a, jakie „maszyny" wyrówna y skalisty teren i jakim technicznym nak adem si  to dokona o? W jaki
sposób budowniczowie przebijali w skale tunele? I czym je o wietlali? Ani tutaj, ani w skalnych
grobowcach w Dolinie Królów nie u ywano pochodni lub podobnych urz dze . Nie ma bowiem na
stropach i  cianach  adnych zaczernie , ani nawet najmniejszych wskazówek  wiadcz cych o usuwaniu ich

ladów. W jaki sposób i jakimi narz dziami odrywano w kamienio omach wielkie bloki skalne? Jakim

sposobem mia y one ostre kanty i g adkie  ciany? Jak je transportowano i nak adano na siebie z
dok adno ci  do milimetra? Jest tutaj znowu gar  mo liwo ci do wyboru: równie pochy e, piaszczyste
torowiska, po których przesuwano bloki, rusztowania, rampy, nasypy... I oczywi cie mrówcza praca wielu
setek tysi cy Egipcjan: fellachów, ch opów, rzemie lników...

adne z tych wyja nie  nie wytrzymuje krytyki. Wielka Piramida jest (i pozostanie?) namacalnym

wiadectwem niepoj tej dot d techniki. Dzisiaj, w XX wieku,  aden architekt nie umia by zbudowa

piramidy Cheopsa, cho by mia  do dyspozycji wszystkie wspó czesne  rodki techniczne!
2 600 000 olbrzymich bloków zosta o wyci tych w kamienio omach, oszlifowanych, przeniesionych i na
miejscu budowy dopasowanych do siebie z dok adno ci  do jednego milimetra. A g boko wewn trz
budowli pomalowano na kolorowo  ciany korytarzy!
Miejsce budowy piramidy wyznaczy  kaprys faraona...
Niedo cignione, „klasyczne" wymiary piramidy nasun y si  budowniczemu przypadkowo...

background image

Kilkaset tysi cy robotników przesuwa o i ci gn o w gór  rampy na (nieistniej cych) rolkach przy pomocy
(nieistniej cych) lin bloki wa ce 12 ton...
Armia robotników  ywi a si  (nieistniej cym) zbo em...
Spano w (nieistniej cych) cha upach, które faraon kaza  zbudowa  przed swoj  letni  rezydencj ...
Przez (nieistniej cy) megafon robotnicy utrzymywani byli w rytmie pracy, co pozwala o na przesuwanie ku
niebu dwunastotonowych bloków...
Nawet gdyby pilni robotnicy pracowali w nies ychanym tempie ustawiaj c ka dego dnia dziesi  bloków, to

enie oko o 2,5 miliona skalnych kloców we wspania  piramid  zaj oby im — zgodnie z tym

anegdotycznym obja nieniem — 250 000 dni, czyli 664 lat! Tak, a do tego nie wolno zapomina ,  e
wszystko to by o kaprysem ekscentrycznego w adcy, który w  adnym wypadku nie móg  do

 ko ca

zapocz tkowanego przez siebie dzie a.
Dostatecznie okropne i niesko czenie smutne przedsi wzi cie. Nie trzeba dodawa ,  e ta na serio
proponowana teoria jest po prostu  mieszna. Kto by by na tyle nierozgarni ty, by uwierzy ,  e piramida
mia a by  tylko grobem w adcy? Kto chce nadal traktowa  zawarty tam zasób informacji matematycznych i
astronomicznych jako czysty przypadek?
Wielk  Piramid  przypisuje si  obecnie bezspornie faraonowi Cheopsowi, jako jej inspiratorowi i
budowniczemu. Dlaczego? Dlatego,  e wszystkie inskrypcje i gliniane tabliczki wskazuj  w

nie na niego.

Wydaje si  nam przekonywaj ce,  e piramida nie mog a powsta  podczas trwania jednego  ycia. Co jednak,
je li Cheops kaza  sfa szowa  inskrypcje i tre  tabliczek, które mia y s awi  jego osob ? W staro ytno ci
by a to ca kiem popularna metoda, o czym  wiadczy wiele innych budowli. Zawsze, kiedy dyktatorski

adca chcia  zagarn  chwa  tylko dla siebie, zarz dza  procedur  fa szerstw. Je li by oby tak i w tym

wypadku, to piramida istnia aby ju  d ugo przedtem, zanim Cheops nakaza  umie ci  na niej swoje
„wizytówki".
W bibliotece w Osfordzie znajduje si  r kopis, w którym koptyjski pisarz Al Mas'udi twierdzi,  e Wielk
Piramid  kaza  wznie  egipski król Surid. Dziwne, gdy  Surid panowa  w Egipcie przed potopem!
Osobliwe,  e m dry w adca Surid rozkaza  swym kap anom spisa  ca

 wiedzy, a zapisy te ukry  we

wn trzu piramidy. Wed ug koptyjskiego podania piramida zosta a zatem zbudowana przed potopem.
Przypuszczenie takie potwierdza Herodot w drugiej ksi dze swoich Dziejów. Otó  kap ani w Tebach
pokazali mu 341 pos gów-kolosów, z których ka dy symbolizowa  jedno pokolenie arcykap anów od
11 340 lat wstecz. Wiadomo,  e ka dy arcykap an przygotowywa  w asny pomnik ju  za swego  ycia.
Herodot informuje o podró y do Teb, gdzie jeden kap an po drugim pokazywa  mu swoje pos gi jako
dowód na to,  e po ojcu zawsze nast puje syn. Kap ani zapewniali,  e ich informacje s  bardzo dok adne,
gdy  od pokole  spisuje si  wszystkie dane. Wyja nili, i  ka da z 341 figur odpowiada okresowi jednego

ycia ludzkiego i  e przed owymi 341 pokoleniami mi dzy lud mi  yli bogowie, ale potem  aden bóg w

ludzkiej postaci nie zawita  ju  do nich.
Powszechnie przyjmuje si ,  e po wiadczona  ród ami cywilizacja staro ytnego Egiptu si ga 6500 lat.
Dlaczego zatem kap ani tak bezwstydnie ok amali podró nika Herodota, mówi c o 11 340 latach? I
dlaczego tak dobitnie podkre lali,  e od 341 pokole  nie bawili u nich  adni bogowie? Te precyzyjne dane
czasowe, utrwalone w pos gach, by yby ca kowicie bezu yteczne, gdyby w zamierzch ej przesz

ci

„bogowie" istotnie nie  yli w ród ludzi!
O tym, jak, dlaczego i kiedy zbudowano piramidy, nie wiemy w

ciwie niczego. Oto stoi si gaj ca prawie

150 metrów wysoko ci i wa ca 31 200 000 ton sztuczna góra —  wiadek niepoj tego wysi ku — a pomnik
ten nie jest podobno niczym innym, jak tylko grobem jakiego  ekstrawaganckiego w adcy! Kto chce, niech
wierzy...
Podobnie niezrozumia e s  nie zinterpretowane dot d dostatecznie mumie, które wpatruj  si  w nas z
zamierzch ej przesz

ci, stanowi c tajemnicz  zagadk . Ró ne ludy opanowa y technik  balsamowania

zw ok, a znaleziska archeologiczne pozwalaj  przypuszcza ,  e przedhistoryczne istoty wierzy y w
ponowne narodziny do drugiego  ycia, w materialne wskrzeszenie. Interpretacj  tak  mo na by
zaakceptowa , gdyby wiara w cielesne zmartwychwstanie nale

a do staro ytnego  wiata poj ! Z kolei

gdyby nasi prapraprzodkowie wierzyli tylko w duchowy powrót, to nie otaczaliby zmar ych tak specyficzn

background image

opiek . Znaleziska w egipskich grobach dostarczaj  przyk adów,  e zabalsamowane zw oki
przygotowywane by y do cielesnego odrodzenia.
To, co sugeruj  ogl dane groby, nie jest wcale tak absurdalne! Malowid a i podania dostarczaj  przes anek
do tezy,  e „bogowie" obiecali, i  powróc  z gwiazd, aby zbudzi  dobrze zachowane cia a do nowego  ycia.
Dlatego zaopatrzenie zabalsamowanych zw ok, spoczywaj cych w grobowych komorach, mia o funkcj
praktyczn  i przeznaczone by o na potrzeby  ycia ziemskiego. W przeciwnym razie po co by yby zmar ym
potrzebne pieni dze, ozdoby i ulubione przedmioty? Dawanie im do grobu równie  cz ci s

by —ludzi

niew tpliwie jeszcze  yj cych — mia o przed

 dawn  egzystencj  w nowym  yciu. Grobowce,

zbudowane solidnie, o nies ychanej wr cz trwa

ci bunkrów przeciwatomowych, by y w stanie przetrwa

wszelkie burze dziejowe. W grobach umieszczano przedmioty zachowuj ce warto  mimo wszelkich
kryzysów — mianowicie z oto i szlachetne kamienie. Nie chcemy zajmowa  si  tu pó niejszymi
wynaturzeniami mumifikacji. Wa ne jest tylko pytanie: kto przyswoi  poganom ide  cielesnego
zmartwychwstania? I sk d pochodzi a pierwsza,  mia a my l,  e komórki cia a musz  zosta  zachowane,
aby zmar y, przechowywany w bezpiecznym miejscu, zosta  zbudzony do nowego  ycia po up ywie tysi cy
lat?
Do tej pory ca y tajemniczy kompleks spraw zwi zanych z odrodzeniem  ycia by  traktowany tylko z
religijnego punktu widzenia. Czy faraon, który z ca  pewno ci  wiedzia  wi cej o „bogach" i ich
zwyczajach ni  jego poddani, nie móg  wpa  na taki, by  mo e zupe nie ob dny pomys : musz
wybudowa  sobie grobowiec, który nie ulegnie zniszczeniu nawet przez tysi ce lat i b dzie wyra nie
odznacza  si  na obszarze pa stwa? Bogowie obiecali powróci  i zbudzi  mnie... (wzgl dnie lekarze w
odleg ej przysz

ci b

 umieli przywróci  mnie do  ycia...).

Co mo na doda  do tego z perspektywy epoki lotów kosmicznych?
Fizyk i astronom Robert C. W. Ettinger sugeruje w swej wydanej w 1965 r. ksi ce The Prospect of
Immortality,  e my, ludzie XX wieku, mogliby my da  si  tak zamrozi , aby z biologicznego i medycznego
punktu widzenia procesy w naszych komórkach przebiega y bilion razy wolniej ni  normalnie. Cho  na
razie idea ta mo e wygl da  jeszcze ca kowicie utopijnie, to jednak ka da du a wspó czesna klinika
dysponuje „bankiem", w którym ludzkie ko ci przechowywane s  ca e lata w stanie g bokiego zmro enia,
by w razie potrzeby zrobi  z nich u ytek.  wie a krew—co jest ju  powszechnie praktykowane — mo e
by  przez nieograniczony czas przechowywana w temperaturze -196°C, podobnie jak komórki mo na
utrzymywa  przy  yciu wprost w niesko czono  w temperaturze ciek ego azotu. Czy by utopijna idea
faraona mia a si  wkrótce zi ci ?
Trzeba dwukrotnie przeczyta  przytoczony ni ej wynik bada , by poj  jego niezwyk

: biolodzy z

uniwersytetu w Oklahomie stwierdzili w marcu 1963 r.,  e komórki skóry egipskiej ksi

niczki Mene s

zdolne do  ycia! A ksi niczka Mene nie  yje ju  od kilku tysi cy lat!
W wielu miejscach znajduj  si  mumie zachowane w stanie tak kompletnym i nienaruszonym,  e wygl daj
jak  ywe. U Inków zachowa y si  mumie lodowcowe, teoretycznie zdolne jeszcze do  ycia. Utopia? W lecie
1965 r. telewizja rosyjska pokaza a dwa psy, które zosta y g boko zamro one na tydzie . Odmro one
siódmego dnia 

y sobie nadal, tak jak przedtem!

Amerykanie, co nie jest tajemnic , powa nie zajmuj  si  w ramach swego szeroko zakrojonego programu
lotów kosmicznych problemem, w jaki sposób mo na zamrozi  astronautów przysz

ci na czas ich d ugich

podró y do odleg ych gwiazd...
Profesor Ettinger, dzisiaj cz sto wy miewany, przewiduje,  e w odleg ej przysz

ci ludzie nie b

 ani

spala  zw ok, ani wystawia  ich na  up robaków, lecz b

 je sk ada  zamro one na specjalnych

„lodówkowych" cmentarzach lub w grobach-zamra arkach, by oczekiwa y dnia, w którym bardziej
zaawansowana medycyna b dzie umia a usun  przyczyn

mierci i tym samym obudzi  je do nowego

ycia. Je li pój  do ko ca tropem tej my li, to mo na by ujrze  odstraszaj

 wizj  armii g boko

sch odzonych 

nierzy, odmra anych wed ug potrzeby w wypadku wojny. Zaiste przera aj ce wizje!

Co jednak maj  wspólnego mumie z nasz  hipotez  o odwiedzinach kosmitów w zamierzch ej przesz

ci?

Szukamy na si  poszlak?

background image

Stawiamy pytanie: sk d ludzie przesz

ci wiedzieli,  e komórki organizmu  yj  bilion razy wolniej po

poddaniu ich specjalnym zabiegom?!
Pytamy: sk d pochodzi idea nie miertelno ci, sk d my l o cielesnym zmartwychwstaniu?
Wi kszo  dawnych ludów posiad a umiej tno  mumifikacji, praktykowali j  ludzie bogaci. Nie chodzi
nam o przytaczanie faktów, lecz o rozwi zanie zagadki, sk d pochodzi a idea zmartwychwstania, powrotu
do  ycia. Czy pomys  ten nasun  si  zupe nie przypadkowo jakiemu  królowi lub ksi ciu, czy te  mo e
jaki  wp ywowy cz owiek zaobserwowa  „bogów", jak poddawali zw oki skomplikowanym zabiegom i
sk adali je do zabezpieczonego przed bombami sarkofagu? A mo e jacy  „bogowie" (czyli kosmici)
przekazali pewnemu bystremu, inteligentnemu synowi królewskiemu wiedz , w jaki sposób dzi ki
specjalnym zabiegom mo na odrodzi  zw oki?
Ta spekulatywna motywacja wymaga uzasadnienia stosownego dla swojej epoki. W ci gu kilkuset lat ludzie
opanuj  loty kosmiczne z bieg

ci , jak  dzisiaj trudno jeszcze sobie wyobrazi . Biura podró y b

oferowa y w swych prospektach podró e mi dzyplanetarne z dok adnym terminem odjazdu i powrotu.
Warunkiem osi gni cia tej perfekcji jest rzecz jasna dotrzymanie równego kroku w post pie naukowym
przez wszystkie dziedziny wiedzy. Sama tylko elektronika i cybernetyka nie zdo a przekroczy  wysokiego
progu wymaga . Swój udzia  wniesie medycyna i biologia, prowadz c badania, które umo liwi
przed

enie  ycia ludzkiego. Obecnie prace tego w

nie dzia u kosmonautyki tocz  si  ju  na pe nych

obrotach. Utopijne pytanie: czy kosmonauci z praczasów posiadali t  wiedz , któr  musimy zdobywa  na
nowo? Czy obce istoty rozumne zna y metody, jakie trzeba zastosowa , aby przywróci  do  ycia cia a po
up ywie ilu  tysi cy lat? Mo e m drzy „bogowie" mieli jaki  cel w tym, aby „wyposa

" przynajmniej

jednego zmar ego w ca  wiedze jego epoki, by móg  on kiedy  zosta  przepytany na okoliczno  dziejów
swego pokolenia? Co w

ciwie wiemy na ten temat! Mo e powracaj cy „bogowie" ju  kogo  przepytali?

Pierwsze, odpowiednio spreparowane mumie zapocz tkowa y w ci gu nast pnych stuleci mod  w tej
dziedzinie. Nagle ka dy chcia  si  ponownie narodzi , ka dy s dzi ,  e pewnego dnia nowe  ycie stanie si
tak e jego udzia em, je li tylko uczyni to samo, co jego przodkowie. Kap ani, którzy rzeczywi cie
dysponowali wiedz  na temat ponownych narodzin, w znacznym stopniu spopularyzowali kult, gdy  robili
na nim dobry interes.
Pisali my ju  o fizycznie niemo liwej d ugo ci  ycia sumeryjskich w adców czy postaci biblijnych.
Postawili my pytanie, czy w ich wypadku chodzi mo e o kosmitów, którzy dzi ki przesuni ciu czasu
podczas podró y mi dzygwiezdnych, odbywaj cych si  z szybko ci  blisk  pr dko ci  wiat a, postarzeli si
tylko wzgl dnie w stosunku do czasu obowi zuj cego na naszej planecie.
Mo e uda oby si  wyja ni  niewyobra alny wiek wymienianych w starych pismach osób zak adaj c,  e
zostali oni zmumifikowani lub zamro eni? Zgodnie z t  teori  kosmici zamra aliby najwa niejsze
osobisto ci czasów staro ytnych, wprowadzaj c je — jak mówi  podania — w g boki sen. Przy okazji
pó niejszych odwiedzin wyjmowaliby je za ka dym razem z „szuflady", odmra ali i rozmawialiby z nimi.
Zadaniem kasty kap

skiej, ustanowionej i odpowiednio pouczonej przez kosmitów, by oby ponowne

preparowanie „ ywych umar ych" po zako czeniu odwiedzin oraz sprawowanie nad nimi pieczy w
olbrzymich  wi tyniach a  do kolejnej wizyty „bogów".
Niemo liwe?  mieszne? Najg upsze zastrze enia zg aszaj  na ogó  ludzie wyj tkowo uczuleni na sprawy
przyrody. Czy  przyroda sama nie daje oczywistych przyk adów na „sen zimowy" i ponowne budzenie si
do  ycia?

 gatunki ryb, które zamro one na ko  o ywaj  przy korzystniejszej temperaturze i zaczynaj  znów

ywa

wawo w wodzie. Kwiaty, poczwarki, p draki ka dej wiosny maj  za sob  nie tylko biologiczny sen

zimowy, lecz ukazuj  si  w nowej, pi knej szacie.
Wyst pmy jako w asny advocatus diaboli: mo e Egipcjanie podpatrzyli zasad  mumifikacji w przyrodzie?
Gdyby tak by o, to musia by wyst powa  jaki  kult motyli lub chrab szczy, a przynajmniej jaki  jego  lad.
Jednak niczego takiego nie ma! W podziemnych grobowcach le  co prawda wielkie sarkofagi ze
zmumifikowanymi bykami, ale u tych zwierz t ludzie nie mogli przecie  podpatrze  snu zimowego. Osiem
kilometrów od Heluanu znajduje si  ponad 5000 grobów ró nej wielko ci, a wszystkie pochodz  z czasów
pierwszej i drugiej dynastii. Potwierdzaj  one,  e sztuka mumifikacji liczy ponad 6000 lat.

background image

Profesor Emery odkry  w 1953 r. na starym cmentarzu w pó nocnej cz ci Sakkary wielki grób,
przypisywany faraonowi z pierwszej dynastii (prawdopodobnie by  to Udi). Obok g ównego grobowca
le

y w trzech rz dach 72 dalsze groby, w których znajdowa y si  zw oki s

by, pragn cej towarzyszy

królowi w za wiaty. Cia a 64 m odych m czyzn i o miu m odych kobiet nie wykazuj

adnych  ladów

ewentualnej przemocy. Dlaczego 72 osoby da y si  zamurowa  i pozbawi

ycia? Wiara w  ycie

pozagrobowe jest najbardziej znanym i zarazem najprostszym wyja nieniem tego fenomenu. Faraona, poza

otem i ozdobami, wyposa ono w zbo e, oliw  i przyprawy korzenne — pomy lane najwyra niej jako

prowiant na tamten  wiat. Groby te otwierali nast pnie — obok hien cmentarnych — pó niejsi w adcy.
Faraon znajdowa  zatem w grobowcu swego poprzednika dobrze zachowane zapasy, co dowodzi o,  e
zmar y ani ich nie zjad , ani nie zabra  w za wiaty. Zamykaj c groby ponownie, wk adano do krypty nowe
dobra, zamykano j , zabezpieczano przed w amaniem, a przy wej ciu instalowano liczne pu apki. Nasuwa
si  my l,  e Egipcjanie wierzyli w pó niejsze wskrzeszenie, a nie w natychmiastowe przebudzenie na
tamtym  wiecie.
Równie  w Sakkarze odkryto w 1954 r. grób, który nie by  obrabowany, gdy  w komorze le

a skrzynka z

kosztowno ciami i z otem. Sarkofag zamyka a przesuwalna p yta, a nie wieko. Kiedy dr Goneim dokona  9
czerwca uroczystego otwarcia sarkofagu, okaza o si ,  e by  on ca kowicie pusty. Czy by mumia ulotni a
si , nie zabieraj c ze sob  skarbów?
Rosjanin Rodenko odkry  80 kilometrów od granicy z Mongoli  grób, tzw. kurhan V, który jest
kamienistym pagórkiem, wy

onym od wewn trz drewnem. Wszystkie komory grobowe wype nione s

wiecznym lodem, konserwuj cym zawarto  grobu przez g bokie sch odzenie. W jednym z grobów
spoczywa  zabalsamowany m czyzna i tak samo spreparowana kobieta. Obydwoje wyposa eni we
wszystkie rzeczy, które mog y by  przydatne w pó niejszym  yciu:  ywno  w miseczkach, ubranie,
klejnoty, instrumenty muzyczne. Wszystko g boko zamro one i dobrze zachowane,  cznie z nagimi
mumiami!
W pewnym grobie zidentyfikowano znak czworok ta z czterema rz dami zawieraj cymi po sze
kwadratowych rysunków. Ca

 mog aby by  kopi  kamiennej mozaiki pod ogowej z asyryjskiego pa acu

w Niniwie! Dostrzega si  dziwne, podobne do sfinksów figurki ze skomplikowanymi rogami na g owie i
skrzyd ami na plecach, których uk ad wskazuje na ruch ku niebu.
Znaleziska w Mongolii nie potwierdzaj  raczej wiary w drugie, duchowe  ycie. Zastosowane sch adzanie —
gdy  o to w

nie chodzi w grobach wy

onych drewnem i wype nionych lodem — jest czym  zbyt

doczesnym i przeznaczonym wyra nie do ziemskich celów. Nadal m czy nas pytanie, na jakiej podstawie
dawni ludzie s dzili,  e przygotowane przez nich w ten sposób zw oki b

 mog y ulec wskrzeszeniu. Jest

to na razie zagadk .
W chi skiej wsi Wu-Chuan jest prostok tny grób o wymiarach 14 na 12 metrów, w którym spoczywaj
szkielety 17 m czyzn i 24 kobiet. Równie  tutaj  aden z nich nie wykazuje oznak gwa townej  mierci. W
Andach znajduj  si  groby wykute w lodowcu, na Syberii — groby lodowe, w Chinach, w Sumerze i w
Egipcie — groby zbiorowe i pojedyncze. Mumie wyst puj  zarówno daleko na pó nocy, jak i na po udniu
Afryki. Wszyscy zmarli zostali troskliwie przygotowani do pó niejszego wskrzeszenia i odpowiednio
zaopatrzeni. Wszystkim zw okom dano przedmioty niezb dne do nowego  ycia, a wszystkie groby s  tak
zaprojektowane i zbudowane, by mog y przetrwa  tysi ce lat.
Czy to wszystko jest przypadkiem? Czy to tylko wymys y naszych przodków, dziwne swoj  drog , ale tylko
wymys y? Czy te  mo e istnia o jakie  nieznane nam stare przyrzeczenie cielesnego wskrzeszenia? Kto
móg by go udzieli ?
W Jerycho ods oni te groby licz ce 10 000 lat oraz znaleziono wymodelowane w gipsie g owy sprzed 8000
lat. Jest to tym dziwniejsze,  e mieszkaj cy tam wówczas ludzie nie znali podobno garncarstwa. W innej
cz ci Jerycha odkryto ca e szeregi okr

ych domów, których mury zbiegaj  si  w górze do wewn trz,

tworz c co  w rodzaju kopulastych dachów.
Powszechnie stosowany izotop w gla

14

C, który pozwala na okre lanie wieku substancji organicznych,

wskazuje w tym wypadku maksymalnie 10 400 lat. Te naukowo uzyskane dane zgadzaj  si  dosy

background image

dok adnie z informacjami podanymi przez egipskich kap anów u Herodota, którzy powiedzieli,  e ich
poprzednicy sprawuj  swe funkcje od ponad 11 000 lat. Czy to równie  tylko przypadek?
Szczególnie osobliwym znaleziskiem s  prehistoryczne kamienie z Lussac (Poitou we Francji),
przedstawiaj ce rysunki ca kowicie wspó cze nie ubranych ludzi w kapeluszach, kurtkach lub krótkich
spodenkach. Ksi dz Breuil oceni  je jako autentyczne i wyja nienie jego obala wszelkie skrupulatnie
nanizane tezy o prehistorii. Kto wyry  obrazy na kamieniach? Kto ma do  fantazji, aby wyobrazi  sobie
odzianego w skóry jaskiniowca kre

cego na  cianach postacie z XX wieku?

W jaskini Lascaux, w po udniowej Francji, odkryto w 1940 r. najwspanialsze malowid a z epoki kamiennej.
Malarska galeria wygl da tak  wie o, plastycznie i integralnie,  e w sposób nieunikniony narzucaj  si  dwa
pytania: jakim sposobem o wietlano jaskini  na czas mozolnej pracy artysty z epoki kamiennej i dlaczego

ciany pieczary zosta y pokryte zadziwiaj cymi malowid ami?

Niech ludzie uznaj cy te pytania za g upie wyt umacz  nam nast puj ce sprzeczno ci: skoro mieszka cy
jaski  epoki kamiennej byli prymitywni i dzicy, to nie umieliby pokry

cian tak ciekawymi malowid ami.

Je li jednak dzikus umia  wykona  te obrazy, to dlaczego nie by by w stanie zbudowa  sobie cha upy do
mieszkania? Najm drzejsi nawet ludzie przyznaj ,  e zwierz ta umiej  od milionów lat budowa  gniazda i
kryjówki. Najwidoczniej jednak nie pasuje do schematu my lowego, aby przyzna  w owym czasie takie
same zdolno ci gatunkowi Homo sapiens!
Na pustyni Gobi profesor Koz ow znalaz  — niedaleko owych dziwnych zeszkle  piaskowych, które mog y
powsta  tylko w wyniku dzia ania wielkich temperatur — grób po

ony g boko pod ruinami Chara-Chota,

datowany na oko o 12 000 lat prz. Chr. W jednym sarkofagu le  cia a dwóch bogatych ludzi, a na
sarkofagu odkryto znak podzielonego pionowo ko a.
W górach Subi na zachodnim wybrze u Borneo znaleziono sie  pieczar, których wn trza rozbudowano
jakby na kszta t katedry. Pozostawione tam przedmioty wskazuj ,  e prace budowlane prowadzono 38 000
lat prz. Chr. W ród tych niebywa ych znalezisk s  tkaniny tak delikatne i szlachetne,  e przy najlepszej woli
nie mo na sobie wyobrazi , jak mogliby je wykona  ludzie dzicy! Pytania, pytania i jeszcze raz pytania...
Omawiane sprawy to nie s  jedynie hipotezy, lecz ca kiem namacalne i nader liczne fakty: jaskinie, groby,
sarkofagi, mumie, stare mapy, szalone budowle b

ce nies ychanym osi gni ciem techniki i architektury,

przekazy ró nej proweniencji, które nie pasuj  do  adnego schematu.
Do wspó czesnej archeologii wkradaj  si  pierwsze w tpliwo ci ale konieczne jest dokonanie wy omu w

szczu skrywaj cym przesz

. Trzeba na nowo wyznaczy  kamienie milowe i w miar  mo liwo ci na

nowo ustali  ca y szereg danych.
Jedno trzeba jasno powiedzie : nie kwestionujemy historii ostatnich dwóch tysi cy lat! Mówimy tylko i
wy cznie o zamierzch ej staro ytno ci, o czasach pogr onych w ciemno ciach, które staramy si  o wietli
stawiaj c nowe pytania.
Nie umiemy poda

adnych liczb ani dat dotycz cych tego, kiedy wizyty obcych istot rozumnych z

Kosmosu zacz y wywiera  wp yw na naszych odleg ych przodków. Jednak o mielamy si  zakwestionowa
dotychczasowe datowanie zamierzch ej przesz

ci. S dzimy,  e mamy zupe nie dobre podstawy, aby

wydarzenie, o które tutaj chodzi, umie ci  w okresie m odszego paleolitu, czyli mi dzy 40 000 a 10 000 lat
prz. Chr. Dotychczasowe metody datowania,  cznie ze s awn , tak popularn  metod

14

C,pozostawiaj

znaczne luki, skoro tylko przekraczamy wiek 5600 lat. Im starsza jest badana substancja, tym bardziej
zawodna staje si  metoda izotopowa. Równie  powa ni badacze powiedzieli nam,  e metod

14

C uznaj  za

ma o przydatn , gdy  wiek substancji organicznej licz cej od 30 000 do 50 000 lat mo na wed ug niej
okre la  arbitralnie, wed ug uznania.
Nie nale y przyjmowa  tych krytycznych g osów bez zastrze

 — ale bez w tpienia przyda aby si  druga

metoda datowania, równoleg a do

14

C i bazuj ca na najnowocze niejszej aparaturze.

background image

 Rozdzia  VIII

Czy bogowie pozostawili olbrzymy z Wyspy Wielkanocnej? — Kim by  bia y bóg? — Nie znano
krosna, ale uprawiano bawe

 — Ostatnie poznanie cz owieka

Pierwsi europejscy  eglarze, którzy na pocz tku XVIII wieku wyl dowali na Wyspie Wielkanocnej, nie
wierzyli w asnym oczom. Na tym ma ym skrawku ziemi, oddalonym 3600 kilometrów od wybrze y Chile,
ujrzeli setki nieprawdopodobnie du ych pos gów, rozrzuconych wzd

 i wszerz wyspy. Ca e góry by y

zdeformowane, twarda jak stal ska a wulkaniczna poci ta niczym mas o, a wa ce dziesi tki tysi cy ton
bry y skalne le

y w miejscach, które nie mog y by  miejscem obróbki. Setki olbrzymich postaci,

si gaj cych po cz ci od 10 do 20 metrów wysoko ci i wa cych do 50 ton, jeszcze dzisiaj wpatruje si
wyzywaj co w ka dego przybysza, przypominaj c roboty, które zdaj  si  tylko czeka  na ponowne
uruchomienie. Pierwotnie kolosy nosi y tak e kapelusze, ale i nakrycia g owy nie przyczyni y si  do
wyja nienia zagadkowego pochodzenia pos gów. Kamienne kapelusze wa ce ponad 10 ton zosta y
znalezione w innym miejscu ni  skalne korpusy, a nakrycie g owy trzeba by o przecie  jeszcze podnie  na
znaczn  wysoko .
Obok niektórych kolosów znaleziono swego czasu drewniane tabliczki, zapisane osobliwymi hieroglifami.
Obecnie we wszystkich muzeach  wiata nie spotka si  ju  nawet dziesi ciu owych tabliczek, a na tych,
które jeszcze s , nie zdo ano dot d odczyta  ani jednego napisu.
Badania dziwnych olbrzymów podj te przez Thora Heyerdahla wykaza y,  e nale  one do trzech wyra nie
ró ni cych si  kultur, z których najstarsza wydaje si  najdoskonalsza. Znalezione przez siebie resztki w gla
drzewnego Heyerdahl datuje na oko o 400 r. po Chrystusie, ale nie wiadomo, czy te  lady ognia oraz
szcz tki ko ci pozostaj  w jakim  zwi zku z kamiennymi figurami. Przy  cianach skalnych i na obrze ach
kraterów Heyerdahl odkry  setki niedoko czonych pos gów. Tysi ce narz dzi z kamienia i zwyk e
kamienne topory le  wsz dzie woko o, jakby praca zosta a gwa townie przerwana.
Wyspa Wielkanocna jest po

ona z dala od kontynentów i wszelkiej cywilizacji. Wyspiarzom bli szy jest

Ksi yc i gwiazdy ni  jakakolwiek ziemska kraina. Wyspa, b

ca male kim skrawkiem wulkanicznej

ska y, pozbawiona jest drzew. Obiegowe wyja nienie,  e skalne giganty zosta y przetransportowane na
obecne miejsca za pomoc  drewnianych rolek, i w tym wypadku jest zatem chybione. Wyspa mog aby
dostarczy  po ywienia nie wi cej ni  dwóm tysi com ludzi.(Obecnie Wysp  Wielkanocn  zamieszkuje
kilkuset tubylców.) Nie sposób wyobrazi  sobie w staro ytno ci regularnych kursów statków na wysp ,
które dostarcza yby kamieniarzom po ywienia i odzie y. Kto zatem wyci  pos gi w skale, kto je obrobi  i
przetransportowa ? W jaki sposób przenoszono je kilometrami — nie maj c rolek — poprzez wertepy? Jak
je obrabiano, polerowano i podnoszono? Jak wreszcie nak adano kapelusz, zrobiony z innego kamienia ni
korpus?
O ile przy budowie egipskiej piramidy mo na sobie wyobrazi — maj c bujn  fantazj  — rytmiczn  prac
armii ludzkich mrówek, to na Wyspie Wielkanocnej mo liwo  taka odpada z powodu braku si y roboczej.
W  adnym wypadku nie wystarczy oby dwóch tysi cy ludzi — nawet gdyby pracowali dniem i noc  — do
ukszta towania bardzo prymitywnymi narz dziami kolosalnych pos gów w wyj tkowo twardej skale
wulkanicznej. Co wi cej cz

 ludno ci musia a si  zajmowa  upraw  tutejszej lichej ziemi i na skromn

cho by skal  po owem ryb, inni musieli tka  materia y i wi za  liny. Nie, dwa tysi ce ludzi nie mog o
stworzy  tych pos gów, a wi ksze zaludnienie na ma ej Wyspie Wielkanocnej nie jest mo liwe. Kto zatem
wykona  t  prac ? I dlaczego pos gi stoj  na obrze u wyspy, a nie w jej wn trzu? Jakiemu kultowi s

y?

Niestety równie  na tym ma ym kawa ku Ziemi pierwsi zachodni misjonarze przyczynili si  do tego,  e
przesz

 spowita jest mrokami. Spalili bowiem tabliczki zapisane hieroglifami, zakazali dawnego kultu

bogów, zniszczyli wszelk  tradycj . Cho  pobo ni m owie przyst pili do dzie a gruntownie, nie zdo ali
przeszkodzi  ludno ci tubylczej w przechowaniu w pami ci i u ywaniu do dzisiaj dawnej nazwy wyspy:
„Kraj ptaka-cz owieka". Zgodnie z ustnie przekazywan  legend  na wyspie wyl dowali w pradawnych
czasach lataj cy ludzie i rozniecili ogie . Potwierdzaj  to rze by lec cych istot o du ych, wytrzeszczonych

background image

oczach.
Automatycznie nasuwaj  si  porównania mi dzy Wysp  Wielkanocn  a Tiahuanaco! W obu miejscach
znajduj  si  kamienne olbrzymy, wykonane w tym samym stylu. W obu przypadkach wynios e twarze o
stoickim wygl dzie dobrze komponuj  si  z figurami. Inkowie pytani przez Francisco Pizarro w 1532 r. o
Tiahuanaco powiedzieli,  e  aden cz owiek nie widzia  tego miasta inaczej ni  w gruzach, gdy  zosta o ono
zbudowane w zamierzch ej przesz

ci. Podania okre la y Wysp  Wielkanocn  mianem „p pka  wiata".

Odleg

 mi dzy Tiahuanaco a wysp  wynosi ponad 5000 kilometrów. W jaki zatem sposób mog oby

doj  do zainspirowania jednej kultury przez drug ?
By  mo e pewnej wskazówki mog aby nam udzieli  preinkaska mitologia, w której wyst powa  s dziwy
bóg-stwórca Wirakocza, który by  bóstwem pradawnym i elementarnym. Zgodnie z legend  Wirakocza
stworzy wiat, kiedy jeszcze panowa y ciemno ci i nie by o S

ca. Wyku  w skale ród olbrzymów, ale

kiedy ci nie spodobali mu si , zatopi  ich w wielkiej wodzie. Nast pnie spowodowa ,  e nad jeziorem
Titicaca wsta o S

ce i Ksi yc, aby Ziemia mia a  wiat o. A potem — czytajmy uwa nie! — w

Tiahuanaco ulepi  gliniane figurki cz owieka i zwierz cia i tchn  w nie  ycie. Odt d uczy  stworzone przez
siebie istoty j zyka, zwyczajów i ró nych umiej tno ci, aby w ko cu wys

 niektóre z nich na inne

kontynenty, które mia y by  w przysz

ci przez nich zasiedlone. Dokonawszy tego bóg Wirakocza je dzi  z

dwoma pomocnikami po wielu krajach, by sprawdzi , jak wykonywane s  jego polecenia i jakie daj
rezultaty. W przebraniu starca przemierza  wybrze a i Andy, ale tu i ówdzie bywa

le przyjmowany.

Pewnego razu w Cacha tak zdenerwowa  si  zgotowanym mu przyj ciem,  e pe en w ciek

ci podpali

ska , od której zacz  p on  ca y kraj. Kiedy niewdzi czny lud b aga  go o przebaczenie, ugasi  p omienie
jednym gestem. Wirakocza uda  si  w dalsz  drog , udziela  rad i wskazówek, a w miejscach jego pobytu
zbudowano wiele  wi ty . W nadbrze nej prowincji Manta po egna  si  w ko cu z lud mi i znikn  za
oceanem odje

aj c na falach, ale zamierza  jeszcze wróci ...

Hiszpa scy konkwistadorzy, którzy podbili Ameryk  Po udniow  i  rodkow , wsz dzie napotykali podania
o Wirakoczy. Nigdy przedtem nie s yszeli o olbrzymich bia ych m czyznach, przyby ych gdzie  z nieba...
Z wielkim zdziwieniem dowiedzieli si  o plemieniu synów S

ca, którzy nauczali ludzi wszelkich

umiej tno ci, a potem znikali. A we wszystkich zas yszanych przez Hiszpanów legendach by o
zapewnienie,  e synowie S

ca powróc .

Kontynent ameryka ski jest ojczyzn  bardzo starych kultur, ale nasza dok adna wiedza o Ameryce si ga
zaledwie tysi ca lat. Jest ca kowicie niezrozumia e, dlaczego 3000 lat prz. Chr. Inkowie uprawiali w Peru
bawe

, cho  nie znali i nie posiadali krosien... Majowie budowali drogi, ale nie u ywali ko a, cho  je

znali...
Cudem jakim  pi ciopasmowy, fantastyczny naszyjnik z zielonego jadeitu znalaz  si  w grobowej
piramidzie w Tikal, w Gwatemali! Cudem dlatego,  e jadeit pochodzi z Chin... Niepoj te s  rze by
Olmeków! Pi kne g owy olbrzymów w he mach mo na podziwia  tylko na miejscu odkrycia. Równie  w
przysz

ci nie b dzie ich mo na ogl da  w muzeum, cho  problem transportu rozwi zuj  wspó czesne

500-tonowe d wigi i pot

ne ci arówki, które mog  przewozi  po kilka tysi cy ton. (Ameryka ska

Agencja Lotów Kosmicznych zleci a skonstruowanie dla rakiety Saturn ci arówki o no no ci nawet 7750
ton!) Dzie a sztuki Olmeków, wa ce niekiedy ponad 100 ton, da yby si  zatem przetransportowa  bez

opotów. Ale  aden tamtejszy most nie wytrzyma by obci enia takim kolosem. Jednak nasi dawni

przodkowie umieli tego dokona . W jaki sposób?
Odnosi si  wra enie, jakby prastare ludy znajdowa y szczególn  przyjemno  w przerzucaniu kamiennych
gigantów nad górami i dolinami. Egipcjanie sprowadzali obeliski z Asuanu, architekci ze Stonehenge brali
kamienne kloce z po udniowo-zachodniej Walii i Marlborough, kamieniarze z Wyspy Wielkanocnej
windowali gotowe ju  monstrualne pos gi z odleg ych kamienio omów na miejsce ekspozycji, za  na
pytanie, sk d pochodz  monolity w Tiahuanaco, nikt nie umie odpowiedzie . Dziwnym ludkiem musieli
by  nasi protopla ci, skoro tak ch tnie robili sobie k opot i budowali pomniki zawsze w najbardziej
niedost pnych miejscach. Z czystej ch ci utrudniania sobie  ycia?
Nie chcemy uwa

 artystów naszej wspania ej przesz

ci za g upców. Mogliby przecie  równie dobrze

wznosi

wi tynie i pos gi blisko kamienio omów, gdyby stare podania nie nakazywa y im wybrania innych

background image

miejsc. Jeste my przekonani,  e twierdza Inków w Sacsahuaman zosta a wzniesiona nad Cuzco nie
przypadkiem, lecz raczej dlatego,  e wed ug jakiego  przekazu by o to miejsce  wi te. Jeste my przekonani,

e wsz dzie tam, gdzie znaleziono najwi cej monumentalnych budowli, ziemia skrywa te  najbardziej

interesuj ce i najistotniejsze relikty naszej przesz

ci, które poza wszystkim innym mog yby zasadniczo

przyczyni  si  do dalszego rozwoju lotów kosmicznych.
Obcy, nieznani kosmonauci, którzy przed tysi cami lat odwiedzili nasz  planet , nie byli zapewne mniej
przewiduj cy od nas — ludzi wspó czesnych. Byli przekonani,  e cz owiek dokona pewnego dnia kroku we
Wszech wiecie o w asnych si ach i na podstawie w asnej wiedzy naukowej. Jest bowiem banaln
prawid owo ci  historyczn , i  istoty rozumne na jakiej  planecie zawsze poszukuj

ycia i pokrewnych im

istot w Kosmosie.
Radioastronomowie nadali niedawno pierwsze sygna y radiowe zaadresowane do nieznanych inteligencji.
Nie wiemy, kiedy otrzymamy odpowied : za dziesi , pi tna cie czy sto lat. Nie wiemy nawet tego, jak
gwiazd  powinni my namierza , gdy  nie mamy poj cia, która planeta jest dla nas najbardziej interesuj ca.
Gdzie nasze sygna y napotkaj  obce, podobne ludziom istoty? Nie wiemy. Jednak wiele przemawia za tym,

e informacje potrzebne dla naszych celów s  dla nas zdeponowane na Ziemi. Zmagamy si  z si  ci enia,

prowadzimy eksperymenty z silnikami wielkiej mocy, cz steczkami elementarnymi i antymateri . Czy
jednak robimy dostatecznie du o, aby znale  ukryte dla nas na Ziemi informacje, które pozwoli yby
wreszcie odkry  nasze w asne korzenie?
Je li odczyta si  dost pne nam  ród a dos ownie, to wiele z tego, co do tej pory z mozo em u

ono w

mozaik  naszej przesz

ci, stanie si  dosy  przekonywaj ce: nie tylko istotne zwi zki wyst puj ce w

starych pismach, lecz tak e „konkretne fakty", które dostrzegamy krytycznym okiem na ca ym  wiecie. W
ko cu po to mamy rozum,  eby go u ywa  do my lenia.
Ostatnie poznanie cz owieka b dzie wi c polega o na zrozumieniu,  e jego dotychczasowy sens  ycia i
wszystkie wysi ki na rzecz post pu sprowadzaj  si  do tego,  eby czerpa  wiedz  z przesz

ci. Jest to

konieczne, je li cz owiek ma by  zdolny do  ycia i wspó ycia w Kosmosie. Skoro tak si  stanie, to
najm drzejszy i zdeklarowany indywidualista przekona si ,  e zadanie wszystkich ludzi polega na
zasiedleniu Kosmosu i wzajemnym przekazywaniu sobie energii i do wiadcze . Wówczas spe ni si
obietnica „bogów" o pokoju na Ziemi i otwartej drodze do nieba.
Skoro tylko b

ce do dyspozycji si y,  rodki i zasoby intelektualne przeznaczone zostan  na badania

Kosmosu, to ich wynik doprowadzi do ca kiem oczywistego wniosku o bezsensie wojen na Ziemi. Kiedy
ludzie wszystkich ras, ludów i narodów zjednocz  si  w ponadnarodowym zadaniu, aby uczyni  technicznie
mo liwymi podró e na odleg e planety, Ziemia ze wszystkimi swymi miniproblemami odnajdzie w

ciw

dla siebie miar  na tle Wszech wiata.
Okulty ci mog  zgasi  swe lampy, alchemicy zniszczy  tygle, tajemne bractwa zdj  habity. G upstwa
sprzedawane z takim powodzeniem przez ca e tysi clecia nie znajd  ju  drogi do ludzi. Kiedy Wszech wiat
otworzy swe podwoje, dla nas nadejdzie lepsza przysz

.

Na podstawie dost pnej obecnie wiedzy sceptycznie oceniamy interpretacje najdawniejszej przesz

ci

ludzko ci. Deklarowany sceptycyzm rozumiemy w tym sensie, w jakim mówi  o nim Tomasz Mann w
jednym z wyk adów w latach dwudziestych:
„Pozytywne u sceptyka jest to,  e wszystko uwa a za mo liwe".

background image

 Rozdzia  IX

Miasta w d ungli zbudowane wed ug kalendarza — W drówka ludów wycieczk  familijn ? — Bóg
spó nia si  na spotkanie — Dlaczego obserwatoria s  okr

e? — Staro ytne maszyny licz ce —

Dobrany zestaw osobliwo ci

Cho  podkre lamy,  e nie jest naszym zamiarem stawianie pod znakiem zapytania historii ludzko ci
ostatnich dwóch tysi cy lat, to uwa amy, i  bogów greckich i rzymskich oraz wi kszo  legendarnych
postaci i bohaterów otacza powiew bardzo odleg ej przesz

ci. Od kiedy istniej  ludzie,  yj  razem z nimi

pradawne podania ludowe. Równie  m odsze kultury dostarczaj  motywów wskazuj cych na zamierzch e i
nieznane czasy.
Ruiny w d unglach Gwatemali i Jukatanu wytrzymuj  ka de porównanie z egipskimi wielkimi budowlami.
Powierzchnia podstawy piramidy z Cholula — sto kilometrów na po udnie od stolicy Meksyku —jest
wi ksza ni  piramidy Cheopsa. Z kolei piramidy w Teotihuacan — 50 kilometrów na pó noc od Meksyku
— zajmuj  powierzchni  prawie 20 km

2

, a wszystkie odkryte budowle skierowane s  ku gwiazdom.

Najstarszy tekst o Teotihuacan informuje,  e schodzili si  tu bogowie i radzili na temat cz owieka, zanim
jeszcze w ogóle powsta  gatunek Homo sapiens!
Pisali my ju  o kalendarzu Majów, najdok adniejszym na  wiecie, i poznali my równanie Wenus. Zosta o
dowiedzione,  e wszystkie budowle w Chichen Itza, Tikal, Copan czy Palenque wzniesiono na podstawie
wspania ego kalendarza Majów. Nie budowano piramidy dlatego,  e jej potrzebowano, podobnie jak nie
wznoszono  wi tyni, gdy  by a niezb dna. Budowano je, poniewa  kalendarz nakazywa , aby co 52 lata
wykona  okre lon  parti  prac budowlanych. Ka dy kamie  pozostaje w zwi zku z kalendarzem, ka dy
zbudowany gmach jest wykonany dok adnie wed ug zasad astronomicznych.
To jednak, co wydarzy o si  oko o 600 r. po Chr., jest absolutnie niepoj te! Ca y naród nagle i bez powodu
opu ci  swoje  mudnie i solidnie zbudowane miasta z ich bogatymi  wi tyniami, kunsztownymi
piramidami, placami obramowanymi pos gami oraz wspania ymi stadionami. D ungla wdar a si  na ulice i
do gmachów, rozsadzaj c ich mury. Nikt nigdy nie powróci  do opuszczonych miast.
Spróbujmy odnie  to wydarzenie, t  niezwyk  w drówk  ludów, do realiów Egiptu. Ca e pokolenia
budowa y wed ug wskazówek kalendarza  wi tynie, piramidy, miasta, zbiorniki wodne i ulice, mozolnie
kszta towano z kamienia za pomoc  prymitywnych narz dzi wspania e rze by dla ozdoby okaza ych
budowli, a kiedy ta trwaj ca ponad tysi c lat praca zosta a uko czona — ludzie opuszczaj  swe siedziby i
przenosz  si  w nieprzyjazny im rejon na pó nocy. Takie post powanie, ulokowane w bli szej nam
cywilizacji, wydaje si  nie do pomy lenia, gdy  jest bezsensowne. Im bardziej wydarzenie jest
niezrozumia e, tym liczniejsze s  próby interpretacji i m tne wyja nienia. Pocz tkowo pojawi a si  wersja,

e Majów mogli wyp dzi  obcy przybysze. Kto jednak móg by dorówna  wówczas Majom, znajduj cym

si  w szczytowym punkcie rozwoju swej cywilizacji i kultury? Nigdzie nie znaleziono  adnego  ladu
pozwalaj cego na wyprowadzenie wniosku o starciach zbrojnych. Godna uwagi jest idea,  e w drówk
ludów mog a spowodowa  du a zmiana klimatu. Nie ma jednak poszlak na rzecz tej interpretacji. Jak
zreszt  mog yby by , skoro Stare Pa stwo Majów dzieli od granic Nowego Pa stwa tylko oko o 350
kilometrów w linii prostej, czyli odleg

 nie wystarczaj ca do ucieczki przed katastrof  klimatyczn .

Równie  przypuszczenie,  e Majów sk oni a do w drówki szalej ca epidemia, wymaga powa nej
weryfikacji. Interpretacja ta, jedna z wielu, nie ma na swe poparcie najmniejszego nawet dowodu. Mo e
nast pi a wojna pokole ? M oda generacja wyst pi a przeciwko starej? Dosz o do wojny domowej, do
rewolucji? Gdyby przychyli  si  do jednej z tych mo liwo ci, to jest przecie  jasne,  e tylko cz

 ludno ci,

mianowicie pokonani, opu ci aby kraj, za  zwyci zcy pozostaliby na miejscu. Badania archeologiczne nie
dostarczy y ani jednej wskazówki, aby zosta  tu cho  jeden przedstawiciel Majów! Wyw drowa  nagle ca y
naród, zostawiaj c w d ungli swe  wi to ci bez opieki.
Do licznego chóru interpretatorów chcieliby my do czy  swój g os, now  tez , równie ma o dowiedzion
jak wszystkie pozosta e spekulacje, nie mog ce do dzisiaj przytoczy  na swe poparcie  adnych niezbitych

background image

faktów. Naszej propozycji przypisujemy zatem  mia o i z przekonaniem taki sam stopie
prawdopodobie stwa, jaki maj  inne wyja nienia.
Przodkowie Majów zostali kiedy , w bardzo dawnych czasach odwiedzeni przez „bogów" (w których
domy lamy si  kosmitów). Szereg poszlak wspiera przypuszczenie,  e przodkowie ludów ameryka skich
przybyli ze staro ytnego Wschodu. W  wiecie Majów  cis  tajemnic  otaczano  wi te przekazy dotycz ce
astronomii, matematyki i kalendarza! „Bogowie" dali s owo,  e powróc  pewnego dnia i kap ani chronili
otrzyman  wiedz : stworzyli now , wspania  religi , a mianowicie kult Kukulcana, czyli „Lataj cego

a".

Zgodnie z informacjami kap anów, „bogowie" zamierzali ponownie przyby  z nieba wtedy, gdy gotowe ju

 wielkie budowle wzniesione wed ug zasad kalendarza. Kap ani dopingowali lud do budowy  wi ty  i

piramid zgodnie ze  wi tym rytmem gwiazd, gdy  rok uko czenia dzie a mia  by  czasem rado ci. Bóg
Kukulcan, który przyb dzie z gwiazd, obejmie w swe posiadanie budowle i odt d znowu zamieszka w ród
ludzi.
Tymczasem prace zosta y zako czone, czas powrotu boga nadszed  — i nic si  nie dzia o! Lud wznosi
mod y,  piewa  i czeka  przez ca y d ugi rok. Na pró no sk adano w ofierze niewolników, kosztowno ci,
kukurydz  i oliw . Nieme niebo nie dawa o  adnego znaku. Nie pokaza  si

aden wóz niebia ski, nie

yszano  adnego szumu ani odleg ego huku. Nic, absolutnie nic si  nie wydarzy o.

O ile nasza hipoteza jest s uszna, to rozczarowanie kap anów i ca ego ludu musia o by  straszliwe, gdy
wysi ek tysi cy lat poszed  na marne. Zrodzi y si  w tpliwo ci. Mo e w obliczeniach astronomicznych
znajdowa  si  b d? Czy „bogowie" zjawi  si  w innym miejscu? Mo e ludzie padli ofiar  strasznej
pomy ki?
Trzeba przypomnie ,  e mistyczny rok Majów, daj cy pocz tek kalendarzowi, przypada  na 3114 r. prz.
Chr., o czym  wiadcz  ich pisma. Je li przyj  t  dat  za udowodnion , to mi dzy ni  a pocz tkiem kultury
egipskiej jest tylko kilkaset lat ró nicy. Ten legendarny wiek wydaje si  autentyczny, gdy  powtarza si
wielokrotnie w precyzyjnym kalendarzu Majów. Skoro tak, to w tpliwo ci wzbudza nie tylko kalendarz i

drówka ludów, ale dodatkowy jeszcze, stosunkowo nowy fakt.

Dopiero w 1935 r. znaleziono w Palenque (Stare Pa stwo) rysunek w kamieniu, przedstawiaj cy
najprawdopodobniej boga Kukumaca (zwanego na Jukatanie Kukulcan). Nie potrzeba wcale wybuja ej
fantazji, aby sk oni  do refleksji nawet zdeklarowanego sceptyka, je li tylko spojrzy na ten rysunek bez
uprzedze , w sposób mo na powiedzie  — naiwny.
Oto siedzi jaka  ludzka istota z pochylonym do przodu tu owiem, w pozycji kierowcy rajdowego, a jej
pojazd ka de wspó czesne dziecko zidentyfikuje jako rakiet . Wehiku  jest z przodu spiczasty, nast pnie
wida  na nim dziwaczne,  obkowate wybrzuszenia, podobne do rur ss cych, potem rozszerza si , a na
ogonie pojawia si  p omie . Pochylona do przodu istota obs uguje r kami ca y szereg nieznanych bli ej
przyrz dów kontrolnych, a pi

 lewej stopy trzyma na czym  w rodzaju peda u. Ma na sobie ubiór

stosowny do wykonywanego zaj cia: krótkie spodnie w kratk  z szerokim pasem, kurtka z modnym
japo skim wyci ciem pod szyj  i dobrze dopasowane  ci gacze na r kach i nogach. Na tle analogicznych
wizerunków by oby dziwne, gdyby na rysunku brakowa o skomplikowanego kapelusza! Jest on rzecz jasna
obecny w postaci antenowatego nakrycia g owy z wybrzuszeniami i rurkami. Pozycja cia a dok adnie
ukazanego kosmonauty sygnalizuje prac , a kosmita uwa nie wpatruje si  w aparat wisz cy tu  przed jego
twarz . Kabina astronauty oddzielona jest przegrod  od tylnej cz ci pojazdu, gdzie dostrzec mo na
równomiernie roz

one skrzynki, ko a, punkty i spirale.

Co przekazuje ten rysunek? Nic? Czy wszystko, co wi e go z lotami kosmicznymi jest tylko g upi
fantazj ?
Je li z 

cucha przes anek usunie si  tak e kamienny relief z Palenque, to nale y w tpi  w rzetelno , z

jak  bada si  najwa niejsze znaleziska. Przecie  nikt nie doznaje uroje  wzrokowych, analizuj c ten
wyra nie widoczny rysunek.
Dlaczego Majowie — kontynuujmy ci g pyta , na które nie ma dot d odpowiedzi — zbudowali swe
najstarsze o rodki w d ungli, dlaczego nie nad rzek  lub nad morzem? Tikal le y np. 175 km w linii prostej
od Zatoki Honduraskiej, 260 km na pó nocny zachód od zatoki Campeche i 380 km w linii prostej na pó noc

background image

od Pacyfiku. Majom z ca  pewno ci  nieobcy by  kontakt z morzem, o czym  wiadczy wiele przedmiotów
wykonanych z korali, muszli i skorupiaków. Sk d zatem ta „ucieczka" w d ungl ? Po co budowa
zbiorniki, skoro mo na osiedli  si  w pobli u naturalnych zasobów wodnych. Tylko w samym Tikal
znajduje si  13 zbiorników o pojemno ci 154 310 m

3

. Dlaczego trzeba by o koniecznie 

, budowa  i

pracowa  tutaj, a nie w jakim  bardziej „logicznie" po

onym miejscu?

Po swym wielkim marszu rozczarowani Majowie za

yli na pó nocy nowe pa stwo. I znowu powsta y

wed ug kalendarza miasta,  wi tynie i piramidy. Chc c da  wyobra enie o dok adno ci kalendarza Majów,
zamieszczamy tu ich jednostki czasu:

   20 kinów = 1 uinal, czyli 20 dni
   18 uinalów = 1 tun, czyli 360 dni
   20 tunów = 1 katun, czyli 7200 dni
   20 katunów = 1 baktun, czyli 144 000 dni
   20 baktunów = 1 pictun, czyli 2 880 000 dni
   20 pictunów = 1 calabtun, czyli 57 600 000 dni
   20 calabtunów = 1 kinchiltun, czyli l 152 000 000 dni
   20 kinchiltunów = l alautun, czyli 23 040 000 000 dni

 Ale nie tylko kamienne schody zbudowane zgodnie z kalendarzem górowa y nad zielonym dachem

ungli, gdy  wzniesiono tam tak e obserwatoria!

Obserwatorium w Chichen Itza jest najstarsz  rotund  Majów. Nawet dzisiaj ten odrestaurowany budynek
robi wra enie nowoczesnego obserwatorium. Rotunda ulokowana na trzech tarasach wznosi si  wysoko nad

ungl , a wewn trzne kr cone schody prowadz  do najwy szego punktu obserwacyjnego. Otwory i

szczeliny w kopule, skierowane na poszczególne gwiazdy, daj  w nocy ciekawy efekt rozgwie

onego

nieba. Na  cianach zewn trznych znajduj  si  maski boga deszczu... i rysunki skrzydlatej ludzkiej postaci.
Rzecz jasna astronomiczne zainteresowania Majów nie s  dostatecznym uzasadnieniem dla naszej hipotezy
o ich zwi zkach z inteligentnymi istotami na innych planetach. Liczba pyta , na które nie ma dot d
odpowiedzi, budzi konsternacj : Sk d Majowie znali planety Urana i Neptuna?... Dlaczego wizjery w
obserwatorium w Chichen nie s  skierowane na najja niejsze gwiazdy?... O czym  wiadczy naskalny
rysunek podró uj cego rakiet  boga z Palenque?... Jaki sens mia  kalendarz Majów, zawieraj cy obliczenia
si gaj ce 400 milionów lat?... W jaki sposób obliczyli d ugo  roku s onecznego i roku Wenus z
dok adno ci  do czwartego miejsca po przecinku?... Kto przekaza  im t  niepoj

 wiedz  astronomiczn ?...

Czy ka dy fakt z osobna by  przypadkowym tworem geniuszu Majów, czy te  mo e za ka dym z nich, a
zw aszcza za wszystkimi razem tkwi wiele wi cej, mo e jakie  osza amiaj ce przes anie dla bardzo odleg ej
przysz

ci, postrzeganej z ówczesnego punktu widzenia?

Je li posortujemy wszystkie fakty i nawet bardzo z grubsza oddzielimy ziarno od plew, to pozostanie
jeszcze tak du o niedorzeczno ci i licznych „niemo liwo ci",  e badania naukowe powinny otrzyma
gwa towny bodziec do wielkich, nowych wysi ków w celu przynajmniej cz ciowego rozwi zania licznych
zagadek. W naszych czasach nauka nie powinna bowiem zadowala  si  ju  konstatacj ,  e co  jest
„niemo liwe".
Musimy opowiedzie  jeszcze pewn  ponur  histori , histori  Sacred Well —  wi tej cenoty z Chichen Itza.
Z zalegaj cego tam cuchn cego mu u Edward Herbert Thompson wydoby  nie tylko ozdoby i przedmioty
artystyczne, ale tak e szkielety m odzie ców i dziewcz t. Opieraj c si  na starych  ród ach Diego de Landa
twierdzi ,  e w okresie suszy kap ani pielgrzymowali do  wi tego zdroju i dla z agodzenia gniewu boga
deszczu wrzucali do zbiornika w czasie uroczystej ceremonii dziewcz ta i ch opców.
Tez  de Landy potwierdzi o odkrycie Thompsona. Ta okrutna historia wydobywa ze studziennych g bin na

wiat o dzienne nowe pytania. Jak powsta  ten zbiornik wodny?... Dlaczego og oszono go  ród em
wi tym?... Dlaczego w

nie ta cenota, skoro jest kilka innych podobnych?

Zaledwie 70 metrów od obserwatorium Majów w d ungli kryje si  dok adne odwzorowanie  wi tej cenoty z
Chichen Itza. Otwór pilnowany przez w e, jadowite wije i natr tne insekty ma takie same wymiary, jak

background image

„prawdziwa" studnia, jego prostopad e  ciany s  tak samo zwietrza e, poro ni te i zaro ni te d ungl . Oba
zbiorniki s  do siebie wprost zdumiewaj co podobne. Maj  nawet tak samo wysokie lustro wody, która w
obu wypadkach mieni si  kolorami od zieleni do br zu i krwawej czerwieni. Bez w tpienia obie studnie s
tego samego wieku i by  mo e zawdzi czaj  swe powstanie uderzeniom meteorytów. Jednak wspó czesna
nauka zajmuje si  tylko  wi

 studni  z Chichen Itza. Druga, tak bardzo podobna, nie pasuje do schematu,

cho  obie oddalone s  o 900 metrów od najwy szej piramidy w Castillo, nale cej do boga Kukulcana, czyli
„Lataj cego W a".

 stanowi symbol prawie wszystkich budowli Majów. Jest to zastanawiaj ce, gdy  lud  yj cy po ród

wspaniale bujnej ro linno ci powinien pozostawi  na swych naskalnych rysunkach tak e jakie  motywy
kwiatowe. Jednak wsz dzie spotykamy budz cego wstr t w a. Od najdawniejszych czasów w  wije si  w
pyle zakurzonej ziemi. Dlaczego wyposa ono go tutaj w zdolno  latania? Jako symbol z a zosta  przecie
skazany na pe zanie. Jak mo na oddawa  bosk  cze  tak odra aj cej kreaturze i po co jej zdolno  latania?
A u Majów w  umia  lata . Bóg Kukulcan (= Kukumac) odpowiada prawdopodobnie pó niejszemu bogu
Quetzalcoatlowi. Co przekazuj  o nim legendy Majów?
Quetzalcoatl nosi  brod  i przyby  w bia ej szacie z odleg ej krainy wschodz cego S

ca. Nauczy  ludzi

wszystkich umiej tno ci, praw, sztuk i zwyczajów oraz wyda  bardzo m dre ustawy. Powiada si ,  e za jego
panowania k osy kukurydzy osi ga y wzrost doros ego cz owieka, za  bawe na ros a na kolorowo. Kiedy
Quetzalcoatl wype ni  swoj  misj , pow drowa  — g osz c po drodze sw  nauk  — z powrotem ku morzu,
by wej  na statek, który powióz  go ku Gwie dzie Porannej. Prawie wstydzimy si  ju  wspomina ,  e
tak e brodaty Quetzalcoatl obieca  powróci .
Nie brakuje interpretacji dotycz cych pojawienia si  m drego, starego m a. Przypisuje si  mu rol  swego
rodzaju Mesjasza, gdy  istotnie brodaty m czyzna w tych szeroko ciach geograficznych nie jest
zjawiskiem codziennym. Istnieje nawet odwa na wersja upatruj ca w starym Quetzalcoatlu jednego z
uczniów Jezusa! Nas to jednak nie przekonuje. Ktokolwiek przyby by do Majów ze Starego  wiata, ten zna
ko o przenosz ce ludzi i rzeczy. Czy dla m drca, dla boga jak Quentzalcoatl, który okaza  si  misjonarzem,
prawodawc , lekarzem i doradc  w wielu sprawach  yciowych, nie by oby czym  ca kowicie oczywistym,
aby nieszcz snych Majów nauczy  przede wszystkim zastosowania ko a i wozu? Ci natomiast nigdy nie

ywali tych przyrz dów.

Zwi kszmy jeszcze zam t my lowy przytaczaj c zestaw dziwacznych zjawisk z zamierzch ej przesz

ci!

Greccy po awiacze g bek znale li w 1900 r. na wysoko ci wyspy Antikythera stary wrak wype niony
pos gami z marmuru i br zu. Dzie a sztuki zosta y zabezpieczone, a pó niejsze badania wykaza y,  e statek
musia  zaton  mniej wi cej na pocz tku naszej ery. Podczas sortowania znaleziono w ród ró nych rupieci
bezkszta tn  bry , która okaza a si  wa niejsza od wszystkich pos gów razem wzi tych. Po dok adnym
zbadaniu i oczyszczeniu odkryto br zow  p yt  z ko ami, napisami i ko ami z batymi, a wkrótce wiadomo
ju  by o,  e napisy te musia y mie  zwi zek z astronomi . Po oczyszczeniu licznych detali ukaza a si
dziwna konstrukcja — regularna maszyna z poruszaj cymi si  wskazówkami, skomplikowan  skal  i
zapisanymi p ytkami metalowymi. Zrekonstruowana machina sk ada si  z ponad 20 kó ek, swego rodzaju
nap dowych mechanizmów ró nicowych i ko a g ównego. Po jednej stronie jest obrotowy wa ek, który
wszystkie skale wprawia w ruch o ró nej szybko ci. Wskazówki chronione s  pokrywkami z br zu, na
których umieszczono d ugie napisy. Czy wobec istnienia „maszyny z Antikythery" mo na mie  jeszcze
najmniejsze w tpliwo ci,  e w staro ytno ci dzia ali mechanicy precyzyjni pierwszej klasy? Znaleziony
przyrz d jest tak skomplikowany,  e prawdopodobnie nie by  pierwszym modelem takiego urz dzenia.
Ameryka ski profesor Solla Price dopatrywa  si  w nim czego  w rodzaju maszyny licz cej, która
pozwala a na obliczanie ruchów Ksi yca, S

ca a zapewne tak e innych planet.

Nie jest tak wa ne,  e maszyna wykazuje rok produkcji 82 prz. Chr. Bardziej interesuj ce by oby zbadanie,
kto skonstruowa  pierwszy model tego zminiaturyzowanego planetarium!
Fryderyk II, cesarz z dynastii Hohenstaufów, przywióz , jak podaj

ród a, z pi tej wyprawy krzy owej w

1229 r. niezwyk y namiot, pochodz cy ze Wschodu. Wewn trz namiotu znajdowa  si  mechanizm
zegarowy a przez kopulasty dach wida  by o poruszaj ce si  gwiazdozbiory! Jeszcze jedno staro ytne
planetarium... Przyjmujemy do wiadomo ci jego istnienie, gdy  wiemy,  e by y wówczas przes anki

background image

techniczne niezb dne do wykonania tej pracy. Sprawa planetarium niepokoi nas, gdy  w czasach Chrystusa
nie by o jeszcze wyobra enia sta ego uk adu gwiazd na niebie przy uwzgl dnieniu obrotów kuli ziemskiej.
Nawet staro ytni, wykszta ceni astronomowie chi scy i arabscy nie s

 nam tu pomoc , za  Galileusz z

ca  pewno ci  urodzi  si  1500 lat pó niej... Turysta zwiedzaj cy Ateny nie powinien pomin  „maszyny z
Antikythery", która przechowywana jest w Narodowym Muzeum Archeologicznym. O namiotowym
planetarium Fryderyka II zachowa y si  natomiast tylko relacje pisemne.
Nawet je li staro ytno  by a szara, to zostawi a nam zabawne rzeczy:
Na ska ach pustynnej wy yny Marcahuasi znaleziono 3800 m n.p.m. zarysy zwierz t, których przed 10 000
lat nie by o w Ameryce Po udniowej — wielb dów i lwów.
W Turkiestanie in ynierowie znale li pó okr

e twory z czego  w rodzaju szk a lub ceramiki. Ich

pochodzenie i znaczenie pozostaje dla archeologów niejasne.
W Dolinie  mierci na pustyni Mojave znajduj  si  ruiny starego miasta, które musia o zosta  zniszczone
przez wielk  katastrof . Jeszcze dzisiaj widoczne s

lady stopionej ska y i piasku. Ciep o wytworzone

przez wybuch wulkanu nie wystarczy oby do stopienia ska , a poza tym najpierw spali yby si  budynki.
Tylko promienie laserowe wytwarzaj  obecnie temperatur  dostatecznie wysok  dla takiej operacji.
Dziwnym trafem na obszarze tym nie ro nie ani jedno 

o.

Hand  el Guble, Kamie  Po udnia, w Libanie wa y dwa miliony kilogramów. Cho  jest to kamie
obrobiony, to z pewno ci  nie zdo

y go poruszy  ludzkie r ce.

Na najbardziej niedost pnych  cianach skalnych w Australii, Peru i pó nocnych W oszech znajduj  si
sztucznie zrobione, nie zinterpretowane jeszcze oznakowania.
Teksty na z otych p ytkach, znalezionych w Ur w Chaldei, informuj  o podobnych do ludzi „bogach",
którzy przybyli z nieba i podarowali kap anom te zapisy.
W takich krajach, jak Australia, Francja, Indie, Liban, RPA, Chile znajduj  si  dziwne czarne „kamienie",
zawieraj ce du o aluminium i berylu. Najnowsze badania wykaza y,  e kamienie te w bardzo odleg ych
czasach musia y podlega  silnemu napromieniowaniu radioaktywnemu i wysokim temperaturom.
Sumeryjskie tabliczki zapisane pismem klinowym ukazuj  gwiazdy sta e z planetami.
W Rosji znaleziono relief przedstawiaj cy statek powietrzny sk adaj cy si  z dziesi ciu ku  osadzonych w
prostok tnej ramie, podtrzymywanej po obu stronach grubymi kolumnami, na których spoczywaj  kule.

ród znalezisk rosyjskich znajduje si  ma a br zowa statuetka cz ekokszta tnej istoty odzianej w ci

ki

ubiór, po czony hermetycznie z he mem. Z ubraniem równie  ci le z czone s  buty i r kawice.
Z pewnej babilo skiej tabliczki, znajduj cej si  w British Museum w Londynie, mo na odczyta  minione i
przysz e za mienia Ksi yca.
W Kunming, stolicy chi skiej prowincji Junnan, odkryto cylindryczne „maszyny", przypominaj ce rakiety
wznosz ce si  do nieba. Rysunki znajdowa y si  na piramidach, które nieoczekiwanie wynurzy y si  z dna
jeziora Kunming podczas trz sienia ziemi.
Jak wyja nia si  nam te i wiele innych zagadek? Zbywanie hurtem starych przekazów jako fa szywych,

dnych i niewyt umaczalnych bez badania kontekstu nie jest niczym innym, jak n dzn  wymówk .

Podobnie jak bezczelno ci  jest okre lanie wszystkich przek adów jako wadliwych w wypadku trudno ci
interpretacyjnych, ale pos ugiwanie si  nimi skoro tylko ich informacje pasuj  do danej tezy. Wydaje si
nam tchórzostwem zamykanie oczu i uszu wobec faktów — lub cho by hipotez — tylko dlatego,  e nowe
wnioski mog yby wyrwa  ludzi ze swojskiego schematu my lenia.
Codziennie, co godzina dokonuje si  na  wiecie nowych odkry . Nowoczesne  rodki transportu i
komunikacji informuj  o odkryciach we wszystkich cz ciach kuli ziemskiej. Na podstawie przypadkowych
danych mo na zbudowa  przy dobrej woli pewien system. Naukowcy wszystkich dyscyplin powinni z tak
sam  pasj  badawcz  odnosi  si  do doniesie  z przesz

ci, z jak  bior  twórczy udzia  w badaniu

tera niejszo ci. Dokona a si  ju  pierwsza faza przygody zwi zanej z odkrywaniem naszej przesz

ci.

Obecnie wraz z wej ciem cz owieka w Kosmos zaczyna si  druga fascynuj ca przygoda w historii ludzko ci

background image

 Rozdzia  X

Czy loty kosmiczne maj  sens? — Kto korzysta z zainwestowanych miliardów? — Wojna albo
podró e kosmiczne! — Jak to w

ciwie jest z wy miewanymi lataj cymi spodkami? — Ju  60 lat

temu nast pi a eksplozja j drowa — Czy ksi yc Marsa jest sztucznym satelit ?

W dyskusji nad lotami kosmicznymi s yszy si  ci gle pytanie, czy maj  one sens. Wzgl dny lub ca kowity
bezsens eksploracji Kosmosu próbuje si  wykaza  przez banalne stwierdzenie,  e nie powinno si
prowadzi  bada  we Wszech wiecie, skoro na Ziemi jest jeszcze tak du o nie rozwi zanych problemów.
Nie chc c popa  w niezrozumia e dla laika wyja nienia naukowe, winni my poda  tutaj par  tylko zupe nie
oczywistych i nieodpartych argumentów, dla których badanie Kosmosu jest absolutn  konieczno ci .
Ciekawo  i g ód wiedzy stanowi  od samego pocz tku motyw nieustannej pracy badawczej cz owieka.
Dwa pytania: DLACZEGO co  si  dzieje? i JAK si  dzieje? by y zawsze motorem rozwoju i post pu.
Nieustannemu niepokojowi, jaki te pytania wywo uj , zawdzi czamy swój obecny poziom  ycia.
Nowoczesne, wygodne  rodki transportu oszcz dzi y nam niewygód podró y, które by y udzia em naszych
dziadków. Wiele trudów pracy fizycznej odczuwalnie z agodzi y maszyny, a nowe  ród a energii, preparaty
chemiczne, lodówki, ró norodny sprz t domowy itd. itp. ca kowicie uwolni y nas od wielu prac, przedtem
wykonywanych tylko r cznie. To, co stworzy a nauka, nie staje si  przekle stwem, lecz raczej

ogos awie stwem ludzko ci. Nawet jej najbardziej odstraszaj cy wytwór — bomba atomowa — oka e si

dla ludzi korzystny.
Nauka wspó czesna osi ga wiele swych celów id c jakby w siedmio-milowych butach. W dziedzinie
fotografii trzeba by o 112 lat, zanim powsta o pierwsze u yteczne zdj cie. Telefon nadawa  si  do u ytku
ju  po 56 latach, a w wypadku radia od wynalazku do prawid owego odbioru audycji up yn o zaledwie 35
lat bada  naukowych. Udoskonalenie radaru wymaga o ju  jednak tylko 15 lat! Etapy dziel ce epokowe
wynalazki od ich zastosowania staj  si  coraz krótsze: telewizor czarno-bia y zaprezentowano po 12 latach
bada , a konstrukcja pierwszej bomby atomowej zaj a ca e 6 lat! To tylko kilka przyk adów post pu
technicznego na przestrzeni 50 lat, budz cych podziw i pocz tkowo cz sto groz . Rozwój nauki nast puje
coraz szybciej, a do celu b

 prowadzi  coraz bardziej strome schody. Najbli sze 100 lat pozwoli na

realizacj  wi kszo ci odwiecznych marze  ludzko ci.
Nie bacz c na ostrze enia i opory cz owiek poszed  w asn  drog . Wbrew archaicznym przestrogom,  e
woda jest  ywio em ryb, a przestworza  rodowiskiem ptaków, cz owiek podbi  te nie dla siebie
przeznaczone obszary. Wbrew wszelkim tzw. prawom natury cz owiek lata, za  w atomowych  odziach
podwodnych  yje pod wod  ca ymi miesi cami. Dzi ki swej inteligencji zbudowa  sobie skrzyd a i skrzela,
których posk pi  mu Stwórca.
Kiedy Charles Lindbergh startowa  do swego legendarnego lotu, jego bezpo rednim celem by  Pary .
Oczywi cie nie chodzi o mu o wycieczk  do stolicy Francji, lecz o wykazanie,  e cz owiek jest w stanie
samotnie i bez szkody dla siebie przelecie  przez Atlantyk. Pierwszym celem lotów kosmicznych jest
Ksi yc, ale dzi ki tej nowej idei naukowo-technicznej ludzie pragn  udowodni ,  e cz owiek potrafi
poradzi  sobie tak e we Wszech wiecie!
Po co zatem podró e kosmiczne?
W ci gu najbli szych kilkudziesi ciu lat nasza planeta b dzie beznadziejnie i nieodwo alnie przeludniona.
Statystycy szacuj ,  e w roku 2050 liczba ludno ci wyniesie 8,7 miliarda! Zaledwie 200 lat pó niej b dzie
ju  50 miliardów i w rezultacie na jednym kilometrze kwadratowym b dzie musia o 

 335 ludzi. Wprost

niewiarygodne! Pigu ki uspokajaj ce w rodzaju teorii o po ywieniu pozyskiwanym z morza albo wr cz o
zaludnieniu dna morskiego oka  si , szybciej ni  chcieliby tego naj mielsi optymi ci, z udnym remedium
na eksplozj  ludno ciow . Na indonezyjskiej wyspie Lombok w pierwszym pó roczu 1966 r. umar o z g odu
ponad 10 tysi cy ludzi, którzy rozpaczliwie próbowali utrzyma  si  przy  yciu jedz c  limaki i ro liny.
Sekretarz generalny ONZ U Thant ocenia liczb  dzieci zagro onych g odem w Indiach na 20 milionów. Jest
to dowód na s uszno  twierdzenia profesora Mohlera z Zurychu,  e g ód si ga po w adz  nad  wiatem.

background image

Wykazano ju ,  e produkcja  ywno ci nie dotrzymuje kroku wzrostowi ludno ci i to mimo stosowania
najnowocze niejszych  rodków technicznych i nawozów sztucznych. Wspó czesny  wiat zawdzi cza chemii
równie  preparaty umo liwiaj ce kontrol  urodze . Jednak na nic si  one zdadz , skoro kobiety w krajach
zacofanych nie zrobi  z nich  adnego u ytku!
Tylko w wypadku, gdyby uda o si  w najbli szych 10 latach, czyli do 1980 r., obni

 wska nik urodze  o

po ow , produkcja  ywno ci dorówna aby przyrostowi ludno ci. Jednak niestety nie mo emy na to liczy ,
poniewa  barier  wzniesion  z uprzedze , wzgl dów rzekomo etycznych i zasad religijnych prze amuje si
w tempie wolniejszym, ni  narasta nieszcz cie przeludnienia. Czy by umieranie co roku z g odu milionów
ludzi by o bardziej humanitarne, albo wr cz bardziej zgodne z wol  bo , ni  zapobieganie narodzinom?
Jednak nawet gdyby w odleg ej przysz

ci uda o si  przymusowo przeforsowa  kontrol  urodze , nawet

gdyby powi kszy a si  powierzchnia upraw, plony wzros y dzi ki nieznanym jeszcze dzisiaj  rodkom,
rybo ówstwo zwielokrotni o po owy, a pola glonowe na dnie morza dostarcza y po ywienia, gdyby
nast pi o to wszystko i jeszcze wi cej, to ca y problem przesun by si  tylko w czasie mo e o jakie  100 lat.
Cz owiek potrzebuje nowej przestrzeni  yciowej.
Jeste my przekonani,  e pewnego dnia ludzie osiedl  si  na Marsie i zaaklimatyzuj  si  tam równie dobrze,
jak uczyniliby to Eskimosi przeniesieni do Egiptu. Planety, osi galne dzi ki gigantycznym statkom
kosmicznym, zostan  zaludnione przez naszych wnuków, którzy skolonizuj  nowe  wiaty, tak jak w
nieodleg ej przesz

ci zosta a zasiedlona Ameryka i Australia. Dlatego musimy prowadzi  badania

Kosmosu! Musimy da  naszym wnukom szans  prze ycia! Ka de pokolenie, które zaniecha tego zadania,
skazuje w przysz

ci ca  ludzko  na  mier  g odow .

Nie chodzi o jakie  abstrakcyjne badania, interesuj ce tylko specjalistów. Temu, kto nie poczuwa si  do
odpowiedzialno ci za przysz

, mo na przypomnie ,  e wyniki bada  kosmicznych uchroni y nas przed

trzeci  wojn

wiatow ! Czy  to w

nie nie gro ba totalnej zag ady odwiod a wielkie mocarstwa od

rozstrzygania sporów i konfliktów przy pomocy wielkiej wojny?  aden Rosjanin nie musi ju  wkracza  na
ziemi  ameryka sk , aby zamieni  USA w pustyni , a  aden Amerykanin nie musi ju  gin  w Rosji, gdy
po uderzeniu atomowym ca y kraj w wyniku napromieniowania i tak stanie si  ja owy i nie do
zamieszkania. Cho  mo e to zabrzmie  absurdalnie, ale dopiero rakiety mi dzykontynentalne zapewni y
nam wzgl dny pokój.
Przy ró nych okazjach s ycha  opini ,  e miliardy lokowane w badaniach Kosmosu powinno si  raczej
przeznacza  na pomoc dla krajów rozwijaj cych si . Pogl d ten jest b dny. Pa stwa uprzemys owione
udzielaj  pomocy nie tylko ze wzgl dów charytatywnych czy politycznych, ale tak e — co zrozumia e —
po to, aby otworzy  rynki zbytu dla rodzimego przemys u. Pomoc, jakiej  daj  kraje zacofane, jest
nieistotna w d

szej perspektywie czasowej.

Szacuje si ,  e w Indiach 

o w 1966 r. 1,6 miliarda szczurów, z których ka dy poch ania  rocznie oko o

pi ciu kilogramów  ywno ci. Jednak w adze pa stwowe nie maj  odwagi zlikwidowa  tej plagi, gdy
religia hinduska chroni szczury. W tych samych Indiach w óczy si  80 milionów krów, które ani nie daj
mleka, ani nie s  u ywane jako zwierz ta poci gowe, nie mówi c ju  o tym,  e nie wolno ich zabi . W
kraju, którego rozwój ku nowoczesno ci hamuj  tak liczne religijne tabu i prawa, musi min  jeszcze wiele
pokole , zanim zostan  usuni te zgubne zwyczaje, obyczaje i przes dy. Tak e tutaj  rodki komunikacji
typowe dla epoki kosmicznej, takie jak gazety, radio i telewizja, s

 post powi i o wiacie.  wiat sta  si

sobie bli szy. Ludzie wiedz  i dowiaduj  si  wzajemnie od siebie wi cej ni  dawniej. Aby przekona  si
ostatecznie,  e granice pa stw s  reliktem minionych czasów, potrzeba podró y kosmicznych. Rozwini ta
dzi ki nim technika spopularyzuje przekonanie,  e male kie na tle Wszech wiata rozmiary narodów i
kontynentów mog  by  tylko zach

 do wspó pracy w badaniu Kosmosu. W ka dej epoce ludzko

potrzebowa a wy szej idei, która ponad przyziemnymi problemami pozwala a urzeczywistnia  sprawy
pozornie nieosi galne.
W spo ecze stwie przemys owym bardzo wa kim argumentem na rzecz bada  kosmicznych jest powstanie
nowych ga zi gospodarki daj cych zatrudnienie setkom tysi cy ludzi, którzy strac  poprzednie miejsca
pracy w wyniku racjonalizacji produkcji. „Przemys  kosmiczny" w USA ju  teraz przej  od przemys u
samochodowego i stalowego funkcj  barometru koniunktury. Ponad 4000 nowych artyku ów zawdzi cza

background image

swe powstanie eksploracji Kosmosu, gdy  s  one jakby „produktami odpadowymi" g ównych bada . Te
produkty uboczne w sposób naturalny wesz y do naszego  ycia codziennego i konsumenci nie zastanawiaj
si  nad ich genez . Elektroniczne maszyny licz ce, mininadajniki i miniodbiorniki, tranzystory w aparatach
radiowych i telewizyjnych zosta y wynalezione na marginesie zasadniczych bada , podobnie zreszt  jak
patelnie, na których nie przypalaj  si  ju  potrawy przyrz dzane bez t uszczu. Precyzyjne instrumenty
pok adowe we wszystkich samolotach, w pe ni automatyczne urz dzenia nadzoruj ce i automaty
samosteruj ce, a tak e — nie na ostatnim miejscu — szybko rozwijaj ca si  komputeryzacja s  pochodn
tak cz sto ods dzanych od czci i wiary bada  kosmicznych. Stanowi  wkraczaj ce w prywatne  ycie
cz owieka elementy szeroko zakrojonego programu rozwoju. Istnieje ca y legion spraw, o których laik nie
ma poj cia: nowe technologie spawania i smarowania w warunkach wysokopró niowych, komórki
fotoelektryczne i nowe miniaturowe  ród a energii, pokonuj ce du e odleg

ci.

Z rzeki pieni dzy bud etowych, zasilaj cej badania kosmiczne, ma ymi strumyczkami p yn  z powrotem do
podatnika korzy ci z wielkich inwestycji. Narody, które w  adnej formie nie uczestnicz  w eksploracji
Kosmosu, zostan  st amszone przez post puj

 rewolucj  techniczn . Takie nazwy i poj cia, jak Telstar,

Echo, Relay, Trios, Mariner, Ranger, Syncom s  znakami na drodze niepohamowanego post pu.
Zasoby energetyczne Ziemi nie s  nieograniczone i dlatego pewnego dnia program kosmiczny zyska

ywotne znaczenie, gdy  b dziemy musieli sprowadza  materia y rozszczepialne z Marsa, Wenus albo innej

planety, aby zapewni  o wietlenie naszym miastom i ogrzewanie naszym domom. Poniewa  elektrownie
atomowe wkrótce b

 produkowa  najta sz  energi , masowa produkcja przemys owa b dzie zdana na to

ród o energii w sytuacji, gdy na Ziemi wyczerpi  si  zapasy surowca. Ka dy dzie  zaskakuje nas nowymi

wynikami bada . Tradycyjne przekazywanie zdobytej wiedzy z ojca na syna nale y ju  do nieodwo alnej
przesz

ci. Technik, który reperuje radioodbiornik dzia aj cy na zasadzie prostego naci ni cia guzika, musi

si  zna  na technice tranzystorowej i skomplikowanych obwodach scalonych wtopionych cz sto w
tworzywo sztuczne. Nied ugo b dzie musia  zaj  si  tak e mikroelektronik . Wiedz , któr  dzisiaj
przyswaja sobie Ja -ucze , jutro b dzie musia  uzupe nia  Jan-czeladnik. O ile majster z epoki naszych
dziadków dysponowa  umiej tno ciami wystarczaj cymi na ca e  ycie, to majster obecnie i w przysz

ci

musi na bie co dodawa  nowe wiadomo ci do starej wiedzy.
Nasze S

ce, cho by dopiero za miliony lat, w ko cu jednak wypali si  i zamrze. Nie trzeba zreszt  wcale

strasznego momentu, kiedy jaki  polityk straci nerwy i uruchamiaj c mechanizm atomowej zag ady wywo a
katastrof , gdy  Ziemi  mo e zniszczy  nieokre lone i nieznane zjawisko kosmiczne. Nigdy dot d cz owiek
nie pogodzi  si  z my

 o takiej mo liwo ci — nawet wtedy, gdy b

c wyznawc  jednej z wielu tysi cy

religii ma nadziej  na wieczne  ycie duszy.
Dlatego s dzimy, i  badanie Kosmosu nie jest rezultatem wolnego wyboru, lecz  e cz owiek idzie za silnym
wewn trznym przymusem, badaj c perspektywy swej przysz

ci we Wszech wiecie. Podobnie jak g osimy

hipotez ,  e w zamierzch ej przesz

ci odwiedzili nas kosmici, tak zak adamy równie , i  nie jeste my

jedynymi istotami rozumnymi w Kosmosie. Co wi cej, podejrzewamy istnienie starszych i bardziej
rozwini tych inteligencji. Twierdz c,  e wszystkie istoty inteligentne z w asnej potrzeby prowadz  badania
Kosmosu, przenosimy si  istotnie na moment do krainy utopii i mamy  wiadomo  wk adania kija w
mrowisko!
Od przesz o 20 lat stale pojawiaj  si  „lataj ce spodki" nazywane w specjalistycznej literaturze UFO —
skrótem wyprowadzonym od ameryka skiego okre lenia Unidentified Flying Objects. Zgorszenie,  e
chcemy powa nie potraktowa  urojone UFO, zniknie by  mo e, je li zajmiemy si  kolejnym wa kim
argumentem uzasadniaj cym podró e kosmiczne.
Powiada si ,  e badania kosmiczne s  nierentowne, a  adne bogate pa stwo nie mo e bez obawy
bankructwa 

 na nie ogromnych  rodków. Rzecz jasna badania naukowe same w sobie nigdy nie by y

dochodowe i dopiero ich wyniki pozwala y na zwrot nak adów. Ca kiem nierealistycznie zatem oczekuje si
od bada  kosmicznych amortyzacji i zysków ju  na obecnym etapie. Nie ma zreszt  bilansu zysków, jakie
przynios o 4000 „produktów ubocznych" bada . Nie ulega dla nas w tpliwo ci,  e op acaj  si  one
wyj tkowo dobrze. Kiedy osi gn  swój cel, b dziemy mogli nie tylko odcina  od nich kupony, ale w

background image

pe nym znaczeniu tego s owa przynios  one ludzko ci ratunek przed zag ad . Na marginesie mo na tylko
zaznaczy ,  e ju  teraz ca a seria satelitów COMSAT wzbudza zainteresowanie ekonomistów.
Tygodnik „Stern" informowa  w listopadzie 1967 r.:
„Wi kszo  medycznych aparatów ratuj cych  ycie pochodzi z Ameryki. S  one wynikiem
systematycznego wykorzystywania osi gni  z dziedziny atomistyki, kosmonautyki i techniki wojskowej.

 tak e efektem nowego typu wspó dzia ania koncernów przemys owych ze szpitalami w Ameryce, co

prawie codziennie przynosi medycynie nowe sukcesy.
Firma lotnicza Lockheed i s awna klinika Mayo podj y na przyk ad wspó prac  w celu stworzenia nowego
systemu opieki medycznej na podstawie techniki komputerowej. Z kolei konstruktorzy firmy lotniczej
North American Ayiation majsterkuj  zgodnie ze wskazówkami lekarzy przy tak zwanym pasku
rozedmowym, który ma u atwi  oddychanie pacjentom z niewydolno ci  p uc. Agencja ds. Lotów
Kosmicznych NASA dostarczy a pomys u pewnego aparatu diagnostycznego. Otó  urz dzenie, pomy lane
w zasadzie do mierzenia uderze  mikrometeorytów w statek kosmiczny, rejestruje bardzo dok adnie drgania
mi ni w niektórych schorzeniach neurologicznych.
Ratuj cy  ycie stymulator serca — to równie  produkt uboczny ameryka skiej techniki komputerowej.
Obecnie ju  ponad 2000 Niemców nosi go w swej klatce piersiowej. Jest to instalowany pod skór
minigenerator o zasilaniu bateryjnym. Lekarze przesuwaj  z niego przewód przez górn

 szyjn  do

prawej komory serca. W rezultacie regularne impulsy elektryczne pobudzaj  serce do rytmicznych
skurczów. Serce bije. Bateri  stymulatora, która wypala si  po trzech latach, mo na wymieni  w trakcie
stosunkowo prostej operacji.
Ameryka ski koncern elektryczny General Electric ulepszy  w ubieg ym roku to ma e cudo techniki
medycznej, wprowadzaj c model dwubiegowy. Kiedy osoba ze stymulatorem chce zagra  w tenisa albo
podbiec do poci gu, przeci ga krótko magnetycznym paskiem w miejscu, gdzie zainstalowany jest
generator. Serce natychmiast zaczyna pracowa  na wy szych obrotach".
Tyle informacja „Sterna", podaj ca dwa dodatkowe przyk ady ubocznych produktów bada  kosmicznych.
Kto ma jeszcze odwag  powiedzie ,  e s  one niepotrzebne?
W artykule pod tytu em „Inspiracja dzi ki rakietom ksi ycowym" tygodnik „Die Zeit" podaje w numerze
47 z listopada 1967 r. informacj  z innej dziedziny:
„Konstrukcjami pojazdów kosmicznych zbudowanymi z my

 o mi kkim l dowaniu na Ksi ycu

interesuj  si  projektanci samochodów, gdy  dzi ki nim znacznie mo na rozszerzy  wiedz  o zachowaniu
si  pojazdów w warunkach zniszczenia. Cho  nie b dzie mo liwe, aby ka dym przypadku zderzenia auto
sta o si  bezpieczne dla pasa erów, to konstrukcje stosowane z du ym powodzeniem w kosmonautyce mog
przyczyni  si  do zmniejszenia ryzyka kolizji. Du

 trwa

 przy ma ym ci arze zapewnia konstrukcja

zwana 'plastrem miodu', znajduj ca coraz wi ksze zastosowanie w nowoczesnym lotnictwie. Zosta a one te
praktycznie wypróbowana w przemy le samochodowym. Podwozie próbnego samochodu Rovera,
nap dzanego turbin  gazow , zbudowane jest w

nie z Honey Combs".

Kto , kto zna zaawansowanie i burzliwy rozwój bada  kosmicznych, w ogóle nie musi zaprz ta  sobie

owy uwagami typu: „Nigdy nie b

 mo liwe podró e mi dzygwiezdne". Ju  m odsze pokolenia naszych

czasów b

wiadkami, jak ta „niemo liwo " staje si  rzeczywisto ci ! B dzie si  budowa  wielkie statki

kosmiczne z niewyobra alnie pot

nymi silnikami. W listopadzie 1967 r. Rosjanom uda o si  po czenie

dwóch bezza ogowych pojazdów kosmicznych w stratosferze! Cz

 badaczy pracuje ju  nad pewnego

rodzaju ekranem ochronnym — podobnym do elektrycznego  uku  wietlnego — który umieszczony przed

ciw  kapsu  zapobiega by uderzaniu w ni  cz steczek materii wzgl dnie kierowa  je w bok. Grupa

wybitnych fizyków pragnie dowie  istnienia tzw. tachionów. Chodzi tu o hipotetyczne cz steczki, które
poruszaj  si  szybciej od  wiat a, a których dolna pr dko  równa jest pr dko ci  wiat a. Wiadomo,  e
tachiony musz  istnie  i chodzi „tylko" o znalezienie fizycznego dowodu ich egzystencji. Przecie  dowody
na to, co „nie istnieje", dostarczono ju  dla neutrina i antymaterii! Najbardziej upartych krytyków w chórze
przeciwników lotów kosmicznych mo na by zapyta : czy rzeczywi cie s dz , i  par  tysi cy by  mo e
najm drzejszych ludzi naszych czasów z pasj  po wi ca oby si  pracy nad czyst  utopi  lub jakim
nieistotnym zagadnieniem?

background image

Zajmijmy si  zatem odwa nie UFO, nara aj c si  na niebezpiecze stwo,  e nie zostaniemy potraktowani
powa nie. Je li nawet tak si  stanie, to znajdziemy si  z naszymi rozwa aniami w gronie godnych uznania,

awnych ludzi, co jest du

 pociech .

UFO widziano zarówno w Ameryce jak i nad Filipinami, nad zachodnimi Niemcami i nad Meksykiem.
Za

my nawet,  e 98 procent ludzi uwa aj cych, i  widzieli UFO, w rzeczywisto ci spostrzega o

pioruny kuliste, balony metereologiczne, osobliwe konstelacje chmur, nieznane jeszcze typy samolotów lub
dziwn  gr

wiat a i cienia na zmierzchaj cym niebie. Z pewno ci  ca e chmary ludzi uleg y zbiorowej

histerii: utrzymuj ,  e widzieli co , czego w ogóle nie by o. Naturalnie byli te  na miejscu wa niacy, którzy
na rzekomej obserwacji chcieli zbi  kapita , dostarczaj c prasie materia u w sezonie ogórkowym. Po
oddzieleniu wszystkich blagierów, k amców, histeryków i fantastów, pozostaje jeszcze znaczna grupa
trze wych obserwatorów, ludzi nieraz zawodowo zaznajomionych z podobnymi rzeczami. Zwyk a
gospodyni domowa czy farmer na Dzikim Zachodzie mog  si  myli , ale je li na przyk ad obiekt UFO
widzi do wiadczony pilot, to trudno zby  t  relacj  jako nonsens. Pilot jest bowiem oswojony z mira ami,
piorunami kulistymi, balonami metereologicznymi itp. Poza tym regularnie poddawany jest badaniom
sprawno ci wszystkich swoich zmys ów, w tym szczególnie wa nego wzroku, a kilka godzin przed lotem i
podczas jego trwania nie wolno mu pi  alkoholu. Nie ma te

adnego powodu, aby opowiada  g upstwa,

gdy

atwo móg by straci

wietn , dobrze p atn  prac . Skoro jednak t  sam  histori  opowiada nie jeden

kapitan lotnictwa, ale ca a grupa pilotów (w ród nich wojskowi), to nale y dobrze nadstawi  uszu.
Nie wiemy, czym s  UFO. Nie twierdzimy,  e chodzi  tu musi o obiekty lataj ce obcych istot rozumnych,
jakkolwiek ma o argumentów mo na by przeciwstawi  temu przypuszczeniu. Niestety autorowi tej ksi ki
podczas jego podró y po ca ej kuli ziemskiej nigdy nie dane by o zaobserwowa  UFO. Mo emy tylko
przytoczy  par  wiarygodnych, po wiadczonych relacji:
Ameryka ski departament obrony poinformowa  5 lutego 1965 r.,  e specjalny wydzia  UFO otrzyma
polecenie sprawdzenia relacji dwóch radiooperatorów. Obaj m czy ni wykryli 29 stycznia 1965 r. na
monitorach radarowych w bazie lotniczej w Maryland dwa nieznane obiekty lataj ce, które zbli

y si  do

lotniska od po udnia z niezwyk  pr dko ci  7680 km/h. Na wysoko ci 50 km nad lotniskiem zrobi y nag y
zwrot i szybko znikn y z zasi gu radarów.
3 maja 1964 r. ró ni ludzie, w tym trzech meteorologów, obserwowali w Canberze w Australii du y, jasno

wiec cy obiekt, który lecia  na porannym niebie w kierunku pó nocno-wschodnim.  wiadkowie pytani

przez wys anników NASA opisywali, jak owa „rzecz" dziwnie zatacza a si  i jak mniejszy przedmiot
zderzy  si  z wi kszym. Ma y obiekt zap on  czerwono i zgas , podczas gdy du y zmierzaj c celowo w
kierunku pó nocno-zachodnim znikn  obserwatorom z oczu. Jeden z meteorologów powiedzia
zrezygnowany: „Zawsze wy miewa em si  z tych historii i co mam powiedzie  teraz, gdy sam zobaczy em
tak  rzecz na w asne oczy?"
23 listopada 1953 r. na ekranie radarowym w bazie powietrznej Kinross w Michigan zauwa ono nieznany
obiekt lataj cy. Porucznik lotnictwa R. Wilson, wykonuj cy wówczas lot  wiczebny na odrzutowcu F-86,
dosta  pozwolenie, aby  ledzi  „t  rzecz". Operatorzy radaru obserwowali, jak Wilson goni  nieznany
przedmiot przez 160 mil. Nagle oba obiekty zla y si  na ekranie radaru w jedno cia o. Wezwania do
porucznika Witsona pozosta y bez odpowiedzi. Obszar, nad którym dosz o do niewyja nionego wydarzenia,
zosta  w nast pnych dniach przeczesany przez specjalne oddzia y w poszukiwaniu szcz tków wraku
odrzutowca, a pobliskie Jezioro Górne zbadano na okoliczno

ladów paliwa. Nie znaleziono niczego. Po

poruczniku Wilsonie i jego maszynie zagin  wszelki  lad!
13 wrze nia 1965 r. sier ant policji Eugene Bertrand natkn  si  na drodze objazdowej w Exeter w stanie
New Hampshire w USA tu  przed godzin  pierwsz  w nocy na zdenerwowan  kobiet  przy kierownicy jej
samochodu. Kobieta nie chcia a jecha  dalej twierdz c,  e olbrzymi, czerwonawo p on cy lataj cy
przedmiot pod

 za ni  ponad 10 mil a  do objazdu nr 101, po czym znikn  w lesie.

Policjant, cz owiek starszy i rzeczowy, s dzi ,  e kobieta zmy la co nieco, kiedy us ysza  przez radio w
swoim wozie taki sam meldunek od innego patrolu. Jego kolega Gene Toland z kwatery g ównej poleci  mu
natychmiast wraca  do centrali, gdzie pewien m ody cz owiek opowiedzia  t  sam  histori , któr  sier ant

background image

ysza  ju  od kobiety. Tak e ten  wiadek uciek  do przydro nego rowu przed czerwonawo  arz cym

przedmiotem.
Policjanci udali si  na patrol niech tnie,  wi cie przekonani,  e ca a ta bzdura znajdzie rozs dne
wyja nienie. Przez dwie godziny przeszukiwali okolic , wreszcie postanowili wraca . Przeje

ali w

nie

obok  ki, gdy sze  pas cych si  tam koni nagle pop dzi o dziko przed siebie. Prawie jednocze nie ca a
okolica zaja nia a jaskrawo czerwonym  wiat em. — Tam! Niech pan patrzy, tam! — krzykn  m ody
policjant. Istotnie nad drzewami unosi  si  ogni cie czerwony obiekt, który powoli i bezg

nie zmierza  w

kierunku obserwatorów. Bertrand zawiadomi  telefonicznie swego koleg  Tolanda,  e w

nie widzi na

asne oczy t  przekl

 rzecz. Teraz równie  farma le ca na skraju drogi i okoliczne wzgórza spowi y si

ostr  czerwon  po wiat . Drugi wóz policyjny z sier antem Dave Huntem zatrzyma  si  z piskiem opon
obok stoj cych m czyzn.
— Do diab a — wyj ka  Dave. — S ysza em, jak ty i Toland przekrzykiwali cie si  w radiu. My la em,  e
dostali cie bzika... Ale to tutaj!
W przeprowadzonych pó niej badaniach tego zagadkowego wydarzenia uczestniczy o 58 kompetentnych
naocznych  wiadków, w ród nich meteorolodzy i cz onkowie stra y nadbrze nej, czyli ludzie, których jako
trze wych obserwatorów trudno by oby pos dzi  o to,  e nie s  w stanie odró ni  balonu
meteorologicznego od helikoptera, a spadaj cego satelity od samolotowych  wiate  pozycyjnych.
Sprawozdanie zawiera rzeczowe dane, ale nie t umaczy samego zjawiska.
5 maja 1967 r. wójt z Marliens na Z otym Wybrze u, niejaki Malliotte, odkry  na oddalonym o 623 metry
od drogi polu koniczyny dziwn  dziur  i znalaz  g bokie na 30 centymetrów  lady jakiego  ko a o  rednicy
pi ciu metrów. Od ko a prowadzi y we wszystkie strony bruzdy o g boko ci dziesi ciu centymetrów.
Robi o to wra enie, jakby w ziemi odcisn a si  ci ka krata metalowa. Tam, gdzie ko czy y si  bruzdy
znajdowa y si  dziury g bokie na 35 cm, by  mo e wci ni te w ziemi  przez „stopy" metalowej kraty.
Szczególnie dziwny by  drobny, fioletowobia y py , zalegaj cy w bruzdach i dziurach. Miejsce to
zbadali my w Marliens osobi cie i z ca  pewno ci

ladów tych nie mog y pozostawi  duchy!

O czym  wiadcz  te informacje? Jest po

owania godne, w jaki sposób wielu ludzi i stowarzyszenia

okultystyczne wykorzystuj  rzekome obserwacje. Zaciemniaj  przez to tylko rzeczywisty obraz i
przeszkadzaj  zajmowa  si  potwierdzonymi zjawiskami UFO powa nym uczonym, którzy w tej sytuacji
obawiaj  si  wystawienia siebie na po miewisko.
W audycji drugiego programu telewizji niemieckiej (ZDF) z 6 listopada 1967 r. po wi conej tematowi
„Inwazja z Kosmosu?" pilot Lufthansy opowiedzia  o wydarzeniu, którego by  naocznym  wiadkiem wraz z
czterema innymi cz onkami za ogi. Otó  15 lutego 1967 r. oko o 10-15 minut przed l dowaniem w San
Francisco ujrzeli w pobli u swej maszyny obiekt o  rednicy mniej wi cej dziesi ciu metrów, który jaskrawo

wiec c lecia  przez jaki  czas obok nich. Przekazali sw  obserwacj  do Uniwersytetu Colorado, a tamtejsi

specjali ci z braku lepszego wyja nienia wysun li przypuszczenie,  e obiekt by  opadaj cym kawa kiem
jakiej  rakiety. Pilot powiedzia ,  e maj c za sob  dwa miliony kilometrów w powietrzu nie wierzy —
podobnie jak jego koledzy — i  spadaj cy kawa ek metalu móg by przez kwadrans utrzymywa  si  w
powietrzu i lecie  obok samolotu oraz  e mia by takie rozmiary. Nie wierzy za  w to wyja nienie tym
bardziej,  e niezidentyfikowane cia o lataj ce mo na by o obserwowa  z ziemi przez trzy kwadranse.
Niemiecki pilot z ca  pewno ci  nie robi  wra enia fantasty!
A oto dwa doniesienia z monachijskiej „Suddeutsche Zeitung" z 21 i 23 listopada 1967 r.:
„Belgrad (Informacja w asna). Nieznane obiekty lataj ce (UFO) obserwuje si  od kilku dni nad ró nymi
rejonami po udniowo-wschodniej Europy. Pod koniec tygodnia astronom-amator sfotografowa  w
Zagrzebiu trzy  wiec ce na niebie przedmioty. Podczas gdy eksperci badali jeszcze wydrukowane w
jugos owia skich gazetach zdj cie, zameldowano ju  z górskich rejonów Czarnogóry o nowych obiektach
UFO, które podobno wielokrotnie wywo ywa y nawet po ary lasów. Informacje te pochodz  g ównie z
miejscowo ci Ivangrad, której mieszka cy stanowczo twierdz ,  e w ostatnich dniach ka dego wieczoru
obserwowali na niebie jakie  dziwne, jasno o wietlone cia a. W adze potwierdzaj  wprawdzie,  e w rejonie
tym wielokrotnie dochodzi o do po arów lasu, ale do tej pory nie potrafi  poda

adnej ich przyczyny".

background image

„Sofia (UPI). Nad bu garsk  stolic  Sofi  pojawi o si  UFO. Jak poda a bu garska agencja informacyjna
BTA, UFO mo na by o rozpozna  go ym okiem. Zdaniem BTA obiekt lataj cy by  'wi kszy od tarczy

onecznej i przybra  potem form  trapezu'. Przedmiot podobno silnie promieniowa . Obiekt zosta  te

zaobserwowany przez teleskop w Sofii. Zdaniem pracownika naukowego bu garskiego Instytutu Hydrologii
i Meteorologii przedmiot porusza  si  prawdopodobnie o w asnych si ach. Lecia  przypuszczalnie oko o 30
kilometrów nad ziemi ".
Ludzie bezgranicznie g upi rzucaj  k ody pod nogi powa nym badaczom zjawisk UFO. S  osoby, które
twierdz ,  e pozostaj  w kontakcie z istotami pozaziemskimi. Daj  o sobie zna  grupy, które na gruncie
niewyja nionych dot d zjawisk rozwijaj  fantastyczne idee religijne, tworz  osobliwy  wiatopogl d lub
wr cz twierdz ,  e otrzyma y od za óg UFO rozkazy dla ratowania ludzko ci. Wed ug religijnych
fanatyków egipski „UFO-anio " przybywa oczywi cie od Mahometa, azjatycki — od Buddy, za
chrze cija ski — gdyby kto  mia  w tpliwo ci — wprost od Jezusa.
Na VII Mi dzynarodowym Kongresie Badaczy UFO na jesieni 1967 roku prof. Hermann Oberth, okre lany
mianem „ojca podró y kosmicznych" i niegdy  nauczyciel Wernhera von Brauna, powiedzia ,  e UFO jest
jeszcze „problemem pozanaukowym". Prawdopodobnie jednak — kontynuowa  Oberth — UFO s
„statkami kosmicznymi z obcych  wiatów" i powiedzia  dos ownie: „Najpewniej istoty, które nimi steruj ,
wyprzedzaj  nas daleko pod wzgl dem kultury i je li post pimy m drze, mo emy si  od nich wiele
nauczy ".
Oberth, który prawid owo prognozowa  rozwój techniki rakietowej na Ziemi, przypuszcza,  e na
zewn trznych planetach Uk adu S onecznego istniej  warunki do samorództwa. Jako naukowiec domaga
si , aby tak e powa ni uczeni zajmowali si  problemami, które pocz tkowo robi  wra enie zjawisk ze sfery
fantazji. „Uczeni zachowuj  si  jak przetuczone g si, które niczego ju  nie mog  strawi . Nowe idee
odrzucaj  po prostu jako bezsens!" — powiedzia  Oberth.
W tek cie pod tytu em „Pó ne podejrzenie" tygodnik „Die Zeit" z 17.11.1967 r. informuje: „Przez ca e lata
Sowieci o mieszali zachodni  histeri  zwi zan  z lataj cymi spodkami. W 'Prawdzie' nie tak dawno
zamieszczono oficjalne dementi, jakoby istnia y takie dziwne pojazdy niebieskie. Teraz jednak genera
lotnictwa Anatolij Stoliakow zosta  mianowany dyrektorem komitetu, który ma bada  wszystkie informacje
na temat UFO. Londy ski 'Times' pisze w zwi zku z tym: Niezale nie od tego, czy zjawiska UFO s
produktami zbiorowej halucynacji, czy pochodz  od przybyszy z Wenus, czy te  maj  by  interpretowane
jako objawienia boskie — trzeba znale  dla nich jakie  wyt umaczenie, w przeciwnym wypadku Rosjanie
nigdy nie powo aliby komitetu badawczego".
Najbardziej spektakularne i zagadkowe wydarzenie zwi zane ze zjawiskiem „materii z Kosmosu" nast pi o
o godzinie 7

17

 rano 30 czerwca 1908 r. w syberyjskiej tajdze. Ognista kula przetoczy a si  po niebie i

zgin a za horyzontem. Pasa erowie kolei transsyberyjskiej widzieli  wiec

 mas , która przesuwa a si  z

po udnia na pó noc. Poci giem wstrz sn o pot

ne uderzenie, potem nast pi y eksplozje, a wi kszo

wiatowych stacji sejsmograficznych odnotowa a bardzo silne wstrz sy. W Irkucku, po

onym 900

kilometrów od epicentrum, wskazówki sejsmografów porusza y si  przez prawie godzin . W promieniu
1000 kilometrów s ycha  by o trzaski. Ca e stada reniferów zgin y, a koczownicy wylatywali w powietrze
wraz ze swymi namiotami.
Dopiero w 1921 r. profesor Kulik rozpocz  zbieranie relacji naocznych  wiadków. W ko cu uda o mu si
tak e zorganizowa  fundusze na wypraw  naukow  w te s abo zaludnione rejony tajgi.
Kiedy wreszcie w 1927 r. ekspedycja dotar a w rejon rzeki Podkamienna Tunguska, jej uczestnicy byli
przekonani, i  znale li krater po ogromnym meteorycie. Jednak przypuszczenie to okaza o si  b dne. Ju  w
odleg

ci 60 kilometrów od centrum eksplozji mo na by o zobaczy  pierwsze drzewa pozbawione koron.

Im bli ej krytycznego punktu, tym bardziej ogo ocona by a okolica. Drzewa bez ga zi sta y niczym s upy
telegraficzne, a blisko centrum wybuchu najsilniejsze nawet okazy by y powalone. W ko cu znaleziono

lady ogromnego po aru. W miar  posuwania si  ku pó nocy ekspedycja nabiera a prze wiadczenia,  e

musia a tu mie  miejsce pot

na eksplozja. Kiedy na bagnistym terenie natrafiono na dziury bardzo ró nych

rozmiarów, podejrzewano,  e jest to efekt uderze  meteorytów. Kopano zatem i wiercono w bagnie, nie
znajduj c jednak najmniejszego cho by kawa ka  elaza, kamienia czy  ladu niklu. Badania kontynuowano

background image

dwa lata pó niej przy pomocy lepszych  rodków technicznych i wi kszych wiertni. Cho  dokopano si  do
36 metrów poni ej powierzchni ziemi, nie znaleziono  adnego  ladu po meteorytach.
Sprowadzono czu e przyrz dy, wychwytuj ce w ziemi najmniejsze ilo ci metalu, ale i one niczego nie
wykry y. Jednak co  musia o tu eksplodowa , skoro widzia o i s ysza o to tysi ce ludzi.
W latach 1961 i 1963 w rejon Tunguski wyruszy y na zlecenie Akademii Nauk ZSRR dwie dalsze
wyprawy. Ekspedycj  z 1963 r. kierowa  geofizyk Zo otow. Ta wyposa ona w najnowocze niejsz
aparatur  techniczn  grupa naukowców dosz a do wniosku,  e wybuch nad syberyjsk  Tungusk  musia  by
eksplozj  j drow .
Rodzaj eksplozji mo na okre li , gdy znane s  ró ne parametry fizyczne, które j  spowodowa y. Jednym z
nich by a ilo  wypromieniowanej energii  wietlnej. W tajdze w odleg

ci 18 kilometrów od j dra

eksplozji znaleziono drzewa, które zapali y si  b

c w momencie wybuchu wystawione na

promieniowanie  wietlne. Zdrowe, zielone drzewo zapala si  jednak tylko wtedy, gdy kumulacja energii

wietlnej wynosi oko o 70 do 100 kalorii na centymetr kwadratowy. Wybuch za  by  tak jaskrawy,  e

jeszcze w odleg

ci 200 kilometrów od epicentrum rzuca  wtórny cie !

Pomiary wykaza y,  e energia  wietlna eksplozji musia a wynosi  oko o 2,8 x 10

23

 ergów (erg jest w

naukach przyrodniczych jednostk  pracy. Chrab szcz o masie cia a l grama wykonuje prac  981 ergów, gdy
wspina si  l centymetr w gór  po murze).
W zasi gu 18 kilometrów wida  by o na wierzcho kach drzew nadw glone grubsze i cie sze konary.
Pozwala to wysun  wniosek,  e gwa towny wzrost temperatury by  rezultatem eksplozji, a nie po aru lasu!
Nadpalenia te widoczne s  tylko w tych miejscach, gdzie  aden cie  nie przes oni  rozprzestrzeniaj cego si

ysku. Oznacza to,  e jednoznacznie i bez w tpienia musia o chodzi  o promieniowanie. Bior c to

wszystko pod uwag , dla dokonania gigantycznych spustosze  potrzebna by a energia l O

23

 ergów.

Odpowiada to sile zniszczenia jednej dziesi ciomegatonowej bomby atomowej lub
100 000 000 000 000 000 000 000 ergów!
Wszystkie badania potwierdzaj ,  e chodzi o o eksplozj  nuklearn  i oddalaj  w krain  bajek takie
interpretacje tego wydarzenia, jak uderzenie komety czy upadek wielkiego meteorytu.
Jak wyt umaczy  eksplozj  j drow  w roku 1908?
W marcu 1964 r. w pewnym artykule zamieszczonym w cenionej leningradzkiej gazecie „Zwiezda"
pojawi a si  teza,  e inteligentne istoty z jakiej  planety z gwiazdozbioru  ab dzia podj y prób
nawi zania kontaktu z Ziemi . Autorzy Henryk A tow i Walentyna Szuraliewa twierdzili,  e uderzenie w
tajdze syberyjskiej by o odpowiedzi  na gwa town  erupcj  po

onego na Oceanie Indyjskim wulkanu

Krakatau, który podczas wybuchu w 1853 r. wys

 w Kosmos pot

 wi zk  fal radiowych. Mieszka cy

dalekich gwiazd mylnie uznali fale radiowe za sygna  z Kosmosu i dlatego skierowali na Ziemi
zdecydowanie zbyt silny promie  laserowy, który przekszta ci  si  w materi , kiedy wysoko nad Syberi
wszed  w atmosfer  ziemsk . Nie przyjmujemy tej interpretacji, gdy  wydaje si  nam zbyt fantastyczna!
W równie ma ym stopniu mo emy zaakceptowa  teori , która chcia aby wyt umaczy  zjawisko znad
Tunguski uderzeniem antymaterii. Je li zak adamy,  e w g biach Kosmosu znajduje si  antymateria, to z
okolicy Tunguski nie powinna zostawi  ani  ladu, gdy  zderzenie materii z antymateri  prowadzi do
wzajemnego unicestwienia. Poza tym jest bardzo ma o prawdopodobne, aby jaka  cz

 antymaterii dotar a

do Ziemi nie wchodz c na swej d ugiej drodze w kolizj  z materi .
Chcieliby my raczej przy czy  si  do pogl dów tych osób, które przypuszczaj ,  e eksplozja j drowa by a
spowodowana p kni ciem reaktora atomowego. Fantastyczne? Tak, z pewno ci . Ale czy z tego powodu
musi by  niemo liwe?
Literatura o „meteorycie tunguskim" wype nia ca  szaf . Chcemy podkre li  jeszcze jeden fakt. Otó
poziom radioaktywno ci wokó  centrum eksplozji w tajdze jest —jeszcze dzisiaj! — dwukrotnie wy szy ni
gdzie indziej. Staranne badania drzew i ich rocznych s ojów potwierdzaj  znaczny wzrost radioaktywno ci
od 1908 roku.
Dopóki nie istnieje cho  jeden niepodwa alny naukowo dowód na to zjawisko — i wiele innych zreszt  —
nikt nie ma prawa bezpodstawnie odrzuca  interpretacji mieszcz cej si  w zakresie tego, co mo liwe.

background image

Dosy  dobrze znamy planety naszego Uk adu S onecznego. „ ycie" w naszym rozumieniu tego poj cia
wchodzi oby w gr , ale w bardzo ograniczonym zakresie, najwy ej na Marsie. Cz owiek okre li
teoretyczne granice wyst powania  ycia pojmowanego na w asn  mod . Wyznacza je ekosfera. W jej
obr bie w naszym Uk adzie S onecznym znajduj  si  tylko trzy planety: Wenus, Ziemia i Mars. Trzeba
jednak wzi  pod uwag ,  e ustalenia dotycz ce ekosfery bior  za punkt wyj cia nasze wyobra enie o

yciu, podczas gdy nieznane jego przejawy wcale nie musz  odpowiada  naszym za

eniom. Do 1962 r.

uznawano za mo liwe,  e  ycie istnieje na planecie Wenus — mianowicie do czasu, kiedy Mariner II
zbli

 si  do niej na odleg

 34 000 kilometrów. Na podstawie przes anych przez niego informacji

równie  ta planeta nie wchodzi ju  w gr  jako  rodowisko dla  ycia, w naszym tego s owa rozumieniu.
Z informacji przekazanych przez Marinera II wynika,  e temperatura na powierzchni Wenus wynosi
przeci tnie 430°C zarówno po stronie s onecznej, jak i w cieniu. Taka temperatura uniemo liwia
wyst powanie wody na powierzchni planety. Mog yby tam by  tylko jeziora roztopionego metalu. Ulubione
wyobra enie o Wenus jako wdzi cznej bli niaczej siostrze Ziemi nale y do przesz

ci, cho by nawet

wyst puj ce tam w glowodory by y po ywk  dla wszelkiego rodzaju bakterii.
Nie tak dawno jeszcze uczeni twierdzili,  e  ycie na Marsie nie jest mo liwe. Od pewnego czasu s yszy si ,

e nie jest to wykluczone Po sukcesie misji rozpoznawczej Marinera IV trzeba uzna  - cho by ostro nie - i

istnieje pewne prawdopodobie stwo  ycia na tej planecie. Cho  nie przy czamy si  do zwolenników teorii
o istnieniu obdarzonych inteligencj  Marsjan, to ch tnie uznamy mo liwo  wyst powania na Czerwonej
Planecie ni szych form  ycia. Nie da si  wykluczy , ze nasz s siad Mars przed niezliczonymi tysi cami lat
mia  w asn  cywilizacj . Na szczególn  uwag  zas uguje w ka dym razie ksi yc Marsa – Fobos!
Mars ma dwa ksi yce: Fobosa i Deimosa (co po grecku oznacza: L k i Trwoga). By y one znane d ugo
przedtem, zanim ameryka ski astronom Asaph Hall odkry  je w 1877 roku. Johannes Kupler ju  w 1610 r.
przypuszcza ,  e Marsowi towarzysz  dwa satelity. Cho  mnich-kapucyn Schyl kilka lat pó niej
utrzymywa , jakoby widzia  ksi yce Marsa, musia  on ulec z udzeniu, gdy  przy pomocy ówczesnych
instrumentów optycznych w  adnym wypadku nie mo na by o zobaczy  tych malutkich cia  niebieskich.
Fascynuj cy jest wszak e opis jaki Jonatan Swift zamie ci  w 1727 r. w swej ksi ce Podró  do Lapusy (jest
to jedna z podró y Guliwera). Swift opisuje nie tylko oba ksi yce Marsa, ale podaje nawet ich wielko  i
orbity. W trzecim rozdziale czytamy:
„Laputa scy astronomowie najwi ksz  cz

ycia swego przep dzaj  do obserwacji nieba i maj  teleskopy

nierównie lepsze od naszych. Lubo ich teleskopy tylko na trzy stopy d ugie, powi kszaj  jednak wiecej
ni eli nasze, sto stóp d ugo ci maj ce, i daleko wyrazi ciej pokazuj  gwiazdy. Przez to zrobili odkrycia
daleko wa niejsze ni eli nasi europejscy astronomowie. Odkryli dziesi  tysi cy gwiazd nieruchomych, gdy
tymczasem my znamy zaledwie trzeci  cz

 tej liczby. Odkryli dwa trabanty Marsa, z których bli szy

odleg y jest od swej planety o trzy  rednice, a dalszy o pi

rednic. Pierwszy obraca si  w przeci gu

dziesi ciu, drugi w przeci gu dwudziestu jednej i pó  godziny ko o Marsa, tak  e kwadraty ich
periodycznych obrotów maj  si  do siebie jak sze ciany ich odleg

ci od Marsa, z czego wnosi  trzeba,  e

podlegaj  tym samym prawom ci ko ci jak inne cia a niebieskie”
Jakim sposobem Swift umia  opisa  satelity Marsa, skoro zosta y one odkryte dopiero 150 lat pó niej? To
prawda,  e kilku astronomów ju  przed Swiftem podejrzewa o ich istnienie, ale przypuszczenia nie
wystarczy yby do podania tak precyzyjnych danych! Nie wiemy, sk d pisarz czerpa  swoj  wiedz .
Satelity Marsa s  najmniejszymi i najdziwniejszymi ksi ycami w Uk adzie S onecznym: obracaj  si
bowiem nad równikiem planety po prawie okr

ych orbitach! Je eli odbijaj  tyle samo  wiat a, co Ksi yc,

to Fobos powinien mie

rednic  16, a Deimos — tylko o miu kilometrów. Gdyby jednak by y to ksi yce

sztuczne i z tego powodu mia y zdolno  odbijania wi kszej ilo ci  wiat a, to w rzeczywisto ci mog yby
by  jeszcze mniejsze. S  one jedynymi znanymi dotychczas ksi ycami naszego Uk adu S onecznego, które
poruszaj  si  szybciej wokó  macierzystej planety, ni  ta obraca si  wokó  w asnej osi. Gdy uwzgl dni
rotacj  Marsa, to Fobos w ci gu jednego marsja skiego dnia obiega planet  dwa razy, natomiast Deimos
obraca si  wokó  niej tylko troch  szybciej ni  ona sama wokó  w asnej osi.
W roku 1862, kiedy Ziemia znajdowa a si  w szczególnie korzystnym po

eniu wzgl dem Marsa,

daremnie poszukiwano marsja skich ksi yców. Odkryto je dopiero 15 lat pó niej! Pojawi a si  teoria

background image

planetoid, zgodnie z któr  pewni astronomowie przypuszczali,  e ksi yce te s  przechwyconymi przez
Marsa kawa kami materii kosmicznej. Teoria planetoid jest jednak nie do utrzymania, gdy  oba ksi yce
obracaj  si  nad równikiem prawie w tej samej p aszczy nie. Przypadkowo móg by si  tak zachowywa
tylko jeden od amek z Kosmosu. Na podstawie pomiarów wykszta ci a si  potem nowoczesna teoria
dotycz ca tych satelitów.
Ciesz cy si  uznaniem ameryka ski astronom Carl Sagan i rosyjski uczony Szk owski potwierdzili w swej
wydanej w 1966 r. ksi ce Intelligent Life in the Universe teori ,  e Fobos jest sztucznym satelit . W
rezultacie szeregu pomiarów Sagan doszed  bowiem do wniosku,  e musi on by  pusty w  rodku, a przecie
nie mo e istnie  naturalny pusty ksi yc.
Pewne w

ciwo ci orbity Fobosa nie zgadzaj  si  z jego przypuszczaln  mas , natomiast cechy takie

typowe s  dla orbit cia  pustych. Szk owski, kierownik dzia u radioastronomii w moskiewskim Instytucie
im. Sternberga, wysun  t  sam  tez , gdy zaobserwowa ,  e w ruchach Fobosa mo na stwierdzi  osobliwe,
nienaturalne przyspieszenie, które jest identyczne ze zjawiskami obserwowanymi u sztucznych satelitów
Ziemi.
Fantastyczne teorie Sagana i Szk owskiego przyjmuje si  obecnie bardzo powa nie. Amerykanie planuj
kolejne sondy na Marsa, które maj  namierzy  równie  jego ksi yce. Rosjanie chc  w najbli szych latach
obserwowa  ruch ksi yców Marsa z wielu obserwatoriów.
Je li s uszna jest prezentowana przez wybitnych uczonych na Wschodzie i Zachodzie teza,  e Mars posiada
niegdy  rozwini

 cywilizacj , to pojawia si  pytanie, dlaczego przesta a ona istnie . Czy istoty rozumne z

Marsa musia y poszuka  sobie nowej przestrzeni  yciowej? Czy do szukania nowych siedzib zmusi a je
coraz mniejsza ilo  tlenu na ojczystej planecie? Czy mo e win  za upadek cywilizacji ponosi jaka
katastrofa kosmiczna? I w ko cu: czy cz

 Marsjan zdo

a si  uratowa  na jakiej  s siedniej planecie?

Doktor Emanuel Wielikowski wyja nia  w swej opublikowanej w 1950 r. i jeszcze dzisiaj przez fachowców
szeroko dyskutowanej ksi ce Worlds in Collision,  e z Marsem zderzy a si  ogromna kometa i w efekcie
kolizji wykszta ci a si  planeta Wenus. Potwierdzeniem tej teorii by oby, gdyby na powierzchni Wenus
panowa a wysoka temperatura, planeta mia a nietypow  rotacj  i wyst powa y tam chmury

glowodorowe. Ocena danych dostarczonych przez Marinera II potwierdzi a teorie Wielikowskiego. Otó

Wenus jest jedyn  planet , która obraca si  „do ty u", jedyn  zatem, która inaczej ni  Merkury, Ziemia,
Mars, Jowisz, Saturn, Uran i Neptun nie trzyma si  regu  gry Uk adu S onecznego...
Branie pod uwag  katastrofy kosmicznej, jako przyczyny zag ady cywilizacji na Marsie, dostarcza po ywki
dla naszej teorii,  e w zamierzch ej przesz

ci Ziemi  mogli odwiedzi  przybysze z Kosmosu. Utopi  lub

mo liw  spekulacj  jest zatem teza,  e jaka  grupa marsja skich olbrzymów mog a znale  ratunek na
Ziemi, aby wraz z  yj cymi tu wówczas pó inteligentnymi istotami za

 now  cywilizacj  cz owieka z

gatunku Homo sapiens. Si a ci enia jest na Marsie mniejsza ni  na Ziemi — mo na zatem przypuszcza ,

e Marsjanie byli wy si i mieli pot

niejsz  budow  cia a w porównaniu z mieszka cami naszej planety.

Je li teoria ta zawiera 

o prawdy, to mieliby my owych olbrzymów, którzy przybyli z gwiazd, mogli

porusza  ogromne bloki skalne, kszta cili ludzi w nieznanych jeszcze umiej tno ciach, a w ko cu wymarli...
Nigdy jeszcze nie wiedzieli my tak ma o o tak wielu sprawach, jak obecnie. Jeste my pewni,  e zagadnienie
„cz owiek i obce inteligencje" pozostanie aktualnym tematem dla nauki, zanim nie znajdzie ona odpowiedzi
na wszystkie mo liwe do rozwi zania zagadki.

 Rozdzia  XI

background image

Sygna y wysy ane w Kosmos — Czy przekaz my li jest szybszy od  wiat a? — Dziwny przypadek
Cayce'a — Równanie z Green Bank — Prominentni przedstawiciele egzobiologii — Nad czym
pracuje NASA? — Rozmowa z Wernherem von Braunem

 8 kwietnia 1960 r. wczesnym rankiem o godzinie czwartej w pewnej ustronnej dolinie w Zachodniej
Wirginii rozpocz  si  eksperyment. Wielki, maj cy 85 stóp radioteleskop z Green Bank zosta  skierowany
na odleg  o 11,8 lat  wietlnych gwiazd  Tau Ceti. Kierownik tego programu, m ody ameryka ski astronom
doktor Frank Drake — uczony ciesz cy si  doskona  opini  zawodow  — chcia  w czy  si  w emisje
radiowe innych cywilizacji, aby odebra  sygna y od obcych istot rozumnych. Pierwsza, trwaj ca 150 godzin
seria do wiadcze  przesz a do historii astronomii jako projekt OZMA, cho  pisane jej by o niepowodzenie.
Eksperymentu nie przerwano z tego powodu,  e cho by jeden z pracuj cych nad nim uczonych uwa

,

jakoby w Kosmosie nie by o nadajników radiowych. Post piono tak raczej w przekonaniu,  e nie ma
jeszcze przyrz dów, dzi ki którym mo na osi gn  za

ony cel. OZMA nie pozostanie jednak jedyn  tego

typu prób . By  mo e na Ksi ycu zostanie zainstalowany radioteleskop, który z dala od zak óce
ziemskich spenetruje niezmierzone mi dzygwiezdne przestrzenie w poszukiwaniu sygna ów radiowych.
Trzeba jednak zada  sobie pytanie, czy poszukiwanie tych sygna ów s

y badaniom kosmicznym i czy nie

by oby bardziej celowe wysy anie w asnych sygna ów radiowych w Kosmos. Nie mo emy rzecz jasna
wymaga  od obcych istot inteligentnych, aby jakim  cudem zna y j zyk rosyjski, hiszpa ski lub angielski i
tylko czeka y na nasze wezwanie...
Przypuszczalnie istniej  trzy mo liwo ci, dzi ki którym mo emy zameldowa  o swoim istnieniu. S  to:
kodowane liczby (system binarny), promienie laserowe i przedstawienia obrazowe. Najwi ksze szans
przyznaje si  pierwszemu wariantowi, ale musia yby zosta  wykryte i ustalone mi dzygalaktyczne d ugo ci
fal, odbieralne w ca ym Kosmosie. Mog aby to by  cz stotliwo  1420 MHz, gdy  jest to cz stotliwo
promieniowania neutralnego wodoru, które powstaje przy zderzeniu jego atomów. Z uwagi na to,  e wodór
jest pierwiastkiem — cz stotliwo  ta mog aby by  znana w ca ym Wszech wiecie. Dodatkow
okoliczno ci  jest,  e pasmo 1420 MHz le y poza chaosem ziemskich fal radiowych i tym samym
mo liwo  b dów lub zak óce  zosta aby ograniczona do minimum. W ten sposób mo na by wysy

 w

Kosmos impulsy radiowe, które zostan  rozpoznane przez obce istoty rozumne, o ile takie zamieszkuj
Wszech wiat.
W zwi zku z tym niezwykle interesuj ca jest informacja tygodnika „Die Zeit" nr 51 z 22 grudnia 1967 roku.
W artykule „O wietlany Ksi yc" czytamy:
„Odleg

 Ksi yca od Ziemi jest wprawdzie znana z dok adno ci  do kilkuset metrów, ale astronomowie

nie chc  si  tym zadowoli . Dlatego te  astronauci przy okazji jednego z pierwszych lotów na Ksi

yc maj

ze sob  zabra  lustra i tam je zainstalowa . Lustra b

 sk ada y si  — na wzór naro nika pokoju — z

trzech prostopadle u

onych odbijaj cych  wiat o p aszczyzn i b

 posiada y w

ciwo  odbijania

promieni  wietlnych w kierunku  ród a  wiat a.
Ten system luster zosta by o wietlony z Ziemi b yskami  wiat a trwaj cymi jedn  milionow  sekundy,
wysy anymi z lasera, z którym powi zany by by teleskop o  rednicy 1,5 m.  wiat o odbite od Ksi yca
ponownie by oby przechwytywane przez teleskop i doprowadzane do powielacza elektronowego z
fotokatod .
Znaj c pr dko

wiat a i czas, jakiego potrzebuje promie  lasera na przebycie drogi w obie strony, mo na

okre li  odleg

 Ziemi od Ksi yca z dok adno ci  do 1,5 m".

Mo liwe jest tak e przesy anie impulsów z innych planet na Ziemi ! Od d

szego ju  czasu fale radiowe

przemierzaj  Wszech wiat. Czy nie jest mo liwe, aby — o ile nasza hipoteza jest s uszna — obce istoty
obdarzone inteligencj  da y nam o sobie zna ? Na przyk ad energia promieniowania gwiazdy CTA-102
wzros a nagle na jesieni 1964 roku. Astronomowie rosyjscy poinformowali,  e by  mo e by y to sygna y od
pozaziemskiej supercywilizacji. Gwiazda CTA-102 jest odnotowana przez radioastronomów z California
Institute of Technology pod numerem katalogowym 102 — i st d jej nazwa.

background image

 Astronom Szo omicki powiedzia  13 kwietnia 1965 r. w sali wyk adowej Instytutu im. Sternberga w
Moskwie: „Pod koniec wrze nia i na pocz tku pa dziernika 1964 r. energia promieniowania gwiazdy CTA-
102 sta a si  znacznie silniejsza, ale tylko na krótki czas, i potem znowu zanik a. Zarejestrowali my
zjawisko i odczekali my. Pod koniec roku intensywno  tego  ród a znowu gwa townie wzros a, osi gaj c
dok adnie w 100 dni po pierwszym zapisie drugi punkt szczytowy". Jego szef profesor Szk owski doda ,  e
tego typu wahania promieniowania nale  do rzadko ci.
Astrofizyk holenderski Maarten Schmidt stwierdzi  za pomoc  dok adnych pomiarów,  e CTA-102 musi
by  oddalona od Ziemi oko o dziesi ciu miliardów lat  wietlnych. Oznacza to wi c,  e sygna y radiowe,
je li pochodz  od istot inteligentnych, musia y zosta  nadane przed dziesi cioma miliardami lat. W owym
czasie jednak nasza planeta - zgodnie z obecnym stanem wiedzy — w ogóle jeszcze nie istnia a. Ustalenie
to mo e oznacza

miertelny cios dla poszukiwa  innych istot we Wszech wiecie.

Gdyby jednak poszukiwanie przejawów  ycia w Kosmosie nie mia o  adnych szans, astrofizycy w Ameryce
i Rosji, w angielskim Jodrell Bank pod Manchesterem i w Stockert pod Bonn nie kierowaliby w ramach
swego programu badawczego wielkich anten na tzw. gwiazdy radiowe i kwazary. Gwiazdy sta e Epsilon
Eridani i Tau Ceti s  od nas oddalone odpowiednio o 10,2 i 11,8 lat  wietlnych. Fale radiowe skierowane do
tych w

nie „s siadów" by yby zatem w drodze oko o 11 lat i w rezultacie odpowied  przysz aby do nas po

up ywie 22 lat. Po czenia radiowe z bardziej odleg ymi gwiazdami wymagaj  odpowiednio d

szego

czasu. W wypadku cywilizacji oddalonych o miliony lat  wietlnych kontakty za pomoc  fal radiowych
mijaj  si  z celem. Czy jednak fale radiowe s  jedynym  rodkiem technicznym, jakim dysponujemy dla
nawi zania kontaktu z innymi cywilizacjami?
Mogliby my przecie  zwróci  na siebie uwag  wizualnie! Silny promie  laserowy, skierowany na Marsa
lub Jowisza, nie pozosta by niezauwa ony, o ile mieszkaj  tam istoty rozumne. (Nawiasem mówi c: „laser"
jest skrótem od wyra enia Light Amplification by Stimulated Emission of Radiation, czyli wzmacnianie

wiat a przez stymulowan  emisj  promieniowania, a wi c po prostu: wzmacniacz fal  wietlnych.) Inn

cokolwiek fantastyczn  mo liwo ci  by oby obsianie wielkich powierzchni ziemi w taki sposób, by
powsta y uderzaj ce kontrasty kolorystyczne, przedstawiaj ce zarazem mo liwie uniwersalne symbole
geometryczne lub matematyczne. Idea  mia a, ale ca kowicie mo liwa do realizacji. Boki wielkiego trójk ta
równoramiennego, maj ce po 1000 km d ugo ci, zostaj  obsadzone kartoflami, a w ten olbrzymi trójk t
wpisane zostaje ko o obsiane pszenic . Tym sposobem ka dego lata powstawa oby trudne do przeoczenia

te ko o, otoczone zielonym równoramiennym trójk tem. Eksperyment mia by równie  bardzo praktyczne

znaczenie, dostarczaj c dodatkowych plonów! Je eli Kosmos zamieszkuj  istoty rozumne, które szuka yby
nas, tak jak my ich szukamy, to ja niej ce figury ko a i trójk ta by yby dla nich wskazówk ,  e formy te nie
mog  by  kaprysem natury... Podkre lmy — to tylko pewna mo liwo . Kto  zaproponowa  tak e, aby
wznie  szereg latarni morskich, które kierowa yby swe  wiat o w gór , tworz c model atomu... Propozycje
i jeszcze raz propozycje.
Wszystkie one wychodz  z za

enia,  e kto  obserwuje nasz  planet . Czy b dnie podchodzimy do

problemu przy pomocy tych ograniczonych  rodków?
Nawet komu  bardzo sceptycznemu i raczej niech tnemu wszelkiemu okultyzmowi nie uda si  pomin
paru niewyja nionych jeszcze dzisiaj zjawisk, takich jak cho by statystycznie i naukowo uchwytny, ale
nadal niewyja niony fenomen wzajemnego przekazywania my li pomi dzy mózgami istot inteligentnych.
W oddzia ach parapsychologicznych wielu renomowanych uniwersytetów bada si  ca kiem naukowymi
metodami niewyja nione dot d zjawiska, jak jasnowidztwo, widzenia senne, telepatia itp. Przy czym
oddziela si  i odrzuca wszelkie podejrzane historie o duchach i upiorach, wywodz ce si  z okultyzmu lub
religijnych uroje . Uczeni zajmuj  si  wy cznie zjawiskami, które nadaj  si  poniek d do weryfikacji w
badaniach laboratoryjnych. Badania indywidualne i grupowe potwierdzi y wyst powanie zjawiska
przekazywania my li. Ta jeszcze nie tak dawno pogardzana dziedzina bada  zrobi a du y krok naprzód.
W sierpniu 1959 r. zako czy  si  eksperyment „Nautilus". Do wiadczenie to nie tylko udowodni o zjawisko
telepatii, lecz wykaza o tak e, i  kontakty intelektualne mi dzy ludzkimi mózgami mog  by  silniejsze od
fal radiowych. Eksperyment przebiega  nast puj co:  ód  podwodna Nautilus, oddalona kilka tysi cy
kilometrów od „nadajnika my li", zanurzy a si  kilkaset metrów poni ej lustra wody. Wszystkie po czenia

background image

radiowe urwa y si , gdy  fale radiowe nie s  w stanie przenikn  g boko w wody morskie. Funkcjonowa a
natomiast wymiana my li mi dzy panem X i panem Y.
Po przeprowadzeniu podobnych do opisanego testów zadajemy sobie najcz ciej pytanie, do czego jeszcze
jest zdolny ludzki umys ?
Czy mo e on zdoby  si  na wymian  my li szybsz  od pr dko ci  wiat a? Znany w literaturze naukowej
przypadek Cayce'a uzasadnia takie przypuszczenia.
Edgar Cayce, prosty wiejski ch opak z Kentucky, nie mia  poj cia, jak fantastyczne mo liwo ci kryj  si  w
jego g owie. Cho  zmar  5 stycznia 1945 r., to do dzisiaj lekarze i psycholodzy zajmuj  si  interpretacj
jego przypadku. Rygorystyczne American Medical Association wyda o Edgarowi Cayce'owi pozwolenie na
udzielanie konsultacji, cho  przecie  nie by  on lekarzem.
Edgar Cayce zapad  we wczesnej m odo ci na powa

 chorob . Wstrz sa y nim skurcze, wysoka gor czka

trawi a m ode cia o, chory straci  przytomno . Podczas gdy lekarze bezskutecznie próbowali przywróci
dziecku przytomno , Edgar nagle zacz  g

no i wyra nie mówi . Wyja ni , dlaczego jest chory,

wymieni  kilka leków, których mu potrzeba, i poda , z jakich sk adników nale y przyrz dzi  ma , któr
nale y wciera  mu w kr gos up. Lekarze i krewni byli zaskoczeni, gdy  nie mieli poj cia, sk d u ch opca ta
wiedza i zupe nie obce wyra enia. Poniewa  przypadek wydawa  si  beznadziejny, wype niono wskazania
chorego. Po zastosowaniu przepisanego leczenia zacz a nast powa  bardzo szybka poprawa zdrowia.
Wydarzenie sta o si  g

ne. Poniewa  Edgar przemawia  b

c nieprzytomny, pojawi y si  propozycje,

aby ch opca wprowadza  w stan hipnozy i „wydobywa " z niego w ten sposób porady medyczne. Edgar
zdecydowanie odmawia . Dopiero kiedy zachorowa  jego przyjaciel, podyktowa  precyzyjn  recept

ywaj c wyra

aci skich, których przedtem nigdy nie s ysza , a tym bardziej nie zna  ich z ksi ek. Po

tygodniu przyjaciel Edgara by  zdrów.
O ile pierwszy przypadek zosta  wkrótce zapomniany jako ma a, ale pod wzgl dem naukowym niezbyt
powa na sensacja, to nowe wydarzenie sk oni o Medical Association do powo ania komisji, która w razie
powtórzenia si  czego  podobnego mia a sporz dzi  protokó  spisywa  nawet najmniejsze szczegó y
zdarzenia. Cayce posiada  podczas snu wiedz  i umiej tno ci godne jakiego  konsylium.
Kiedy  Edgar „zaordynowa " pewnemu bardzo zamo nemu pacjentowi lekarstwo, którego nigdzie nie
mo na by o dosta . Cz owiek ów da  kilka og osze  do poczytnych mi dzynarodowych gazet. M ody lekarz
z Pary a (!) odpisa ,  e jego ojciec przed laty wytwarza  ten lek, ale produkcja zosta a ju  dawno
wstrzymana. Sk ad medykamentu by  identyczny ze wskazówkami Edgara Cayce'a.
Pó niej Egdar „przepisuje" lekarstwo i podaje adres laboratorium w pewnym odleg ym mie cie. W
rozmowie telefonicznej dowiedziano si ,  e preparat zosta  dopiero co wynaleziony, opracowany jest tylko
przepis, dla leku szuka si  nazwy i nie ma go jeszcze w sprzeda y.
Komisja sk adaj ca si  z do wiadczonych lekarzy jest daleka od tego, by wierzy  w telepati ; bada spraw
trze wo i rzeczowo, rejestruje to co obserwuje, wie,  e Egdar przez ca e  ycie nie mia  w r ku  adnej
medycznej ksi ki. Oblegany ze wszystkich stron  wiata, Edgar udziela dwóch konsultacji dziennie, zawsze
w obecno ci lekarzy i zawsze bezp atnie. Jego diagnozy i zalecenia terapeutyczne s  dok adne, ale z chwil
gdy budzi si  z transu nie wie, co przedtem mówi . Kiedy cz onkowie komisji pytaj  go, w jaki sposób
stawia diagnozy, Edgar przypuszcza, i  jest w stanie wej  w kontakt z ka dym dowolnym mózgiem, by
zaczerpn  od niego potrzebne mu informacje. Poniewa  mózg pacjenta równie  dok adnie wie, czego
brakuje organizmowi, sprawa jest ca kiem prosta. Edgar wypytuje mózg chorego, a potem szuka na  wiecie
takiego mózgu, który mu powie, co nale y robi . On sam — uwa

 Edgar —jest tylko cz stk  wszystkich

mózgów...
Niesamowita wr cz idea, która przeniesiona na realia wspó czesnej techniki wygl da aby nast puj co: w
Nowym Jorku monstrualny komputer na adowany jest wszystkimi znanymi wspó cze nie danymi z
dziedziny fizyki. Bez wzgl du na to, kiedy i z jakiego miejsca kierowane by yby do komputera pytania,
udziela by on odpowiedzi w ci gu u amka sekundy. Inny komputer znajduje si  w Zurychu i
przechowywana jest w nim ca a wiedza medyczna. Komputer w Moskwie dysponuje wszystkimi
informacjami o biologii, inny — w Kairze wie wszystko o astronomii. Krótko mówi c: w ró nych

rodkach na  wiecie przechowuje si  w po czonych ze sob  bezprzewodowo komputerach ca  dost pn

background image

wiedz  uporz dkowan  wed ug dziedzin. Komputer w Kairze poproszony o informacj  medyczn
przekaza by zapytanie w ci gu jednej setnej sekundy do komputera w Zurychu. Na zasadzie takiej w

nie,

ca kowicie ju  technicznie mo liwej symultany musia  funkcjonowa  mózg Edgara Cayce'a.
Mo e pojawi  si  fantastyczna i  mia a spekulacja, co by oby, gdyby wszystkie ludzkie mózgi (lub tylko
kilka najbardziej wyrafinowanych) dysponowa y nieznan  form  energii i posiada y mo liwo
nawi zywania kontaktu ze wszystkimi  ywymi istotami? O funkcjach i mo liwo ciach ludzkiego mózgu
wiemy przera aj co ma o; wiadomo,  e zdrowy cz owiek wykorzystuje tylko jedn  dziesi

 kory

mózgowej. Co robi zatem pozosta e dziewi  dziesi tych? Znane s  udokumentowane naukowo fakty,  e
ludzie wychodzili z nieuleczalnych chorób wy cznie si  swej woli. Mo e dlatego,  e na nieznanej nam
zasadzie dodatkowo „w cza a" si  jedna lub dwie dziesi te kory mózgowej?
Gdyby my przyj li rzecz nies ychan ,  e mózg wytwarza najsilniejsze formy energii, to mocny impuls
psychiczny móg by by  odczuwalny wsz dzie w tym samym czasie. Je li nauce uda oby si  udowodni  tak
„dzik " ide , oznacza oby to, i  wszystkie inteligencje w Kosmosie przynale  ze swej istoty do tej samej
nieznanej struktury.
Pos

my si  pewnym modelem my lowym! Je li w zbiorniku z miliardami bakterii wywo a si  w

dowolnym miejscu silny impuls elektryczny, to odczuje go ka dy rodzaj bakterii w ka dym miejscu basenu.
Impuls pr du b dzie mo na odebra  wsz dzie w tym samym momencie. Zdajemy sobie spraw ,  e
porównanie nieco kuleje, gdy  elektryczno  jest znan  form  energii, zwi zan  z pr dko ci

wiat a.

Chodzi nam natomiast o tak  posta  energii, która jest obecna i czynna w ka dym miejscu jednocze nie.
Zaledwie przeczuwamy istnienie nieznanej jeszcze energii, która kiedy  uczyni zrozumia ym to, co dzisiaj
jest niepoj te.
Aby tej nies ychanej idei przyda  szczypty prawdopodobie stwa, przytoczmy sprawozdanie z eksperymentu
przeprowadzonego 29 i 30 maja 1965 r., jedynego w swoim rodzaju pod wzgl dem zasi gu i metody. W
owych dwóch dniach 1008 osób koncentrowa o si  w tym samym czasie, a nawet w tej samej sekundzie, na
obrazach, zdaniach i symbolach, które zosta y przez nich — by tak rzec — „wypromieniowane" ze
skumulowan  moc  w Kosmos. Zadziwiaj cy jest nie sam fakt masowego do wiadczenia, lecz jego
rezultaty. Osoby bior ce w nim udzia  nie zna y si  wzajemnie i cho  uczestników dzieli a odleg

 setek

kilometrów, to w specjalnie przygotowanych ankietach 2,7% badanych odpowiedzia o,  e widzia o obraz
modelu atomu. Zwa ywszy,  e jakakolwiek zmowa w ród „królików do wiadczalnych" nie by a mo liwa,
zaskakuje fakt, i  2,7% osób zadeklarowa o postrzeganie tego samego „obrazu my lowego". Telepatia?
Hokus pokus? Przypadek? Zgoda, wszystko s  to zagadnienia z gatunku science fiction, ale przecie  by o to
do wiadczenie zorganizowane przez uczonych. Kto jeszcze sk onny by by s dzi ,  e dotarli my do kresu
naszego poznania?
Równie niewyt umaczalne jest ustalenie grupy fizyków z uniwersytetu Princeton. Podczas badania rozpadu
elektrycznie oboj tnego mezonu K dosz o do rezultatu, który teoretycznie w ogóle nie powinien nast pi ,
gdy  by  sprzeczny z od dawna dowiedzion  w fizyce j drowej zasad  inwariancji czasowej, zgodnie z
któr  procesy zachodz ce w cz steczkach elementarnych postrzegano jako odwracalne w czasie.
Jeszcze jeden spektakularny przyk ad! Teoria wzgl dno ci g osi,  e masa i energia s  tylko ró nymi
przejawami tego samego zjawiska (E = mc

2

). Zgodnie z t  zasad  — upraszczaj c nieco spraw  — mas

mo na by wytworzy  z niczego, przepuszczaj c na przyk ad silny promie  energii obok ci kiego j dra
atomowego. Wówczas promie  energii zanika w silnym elektrycznym polu energetycznym j dra
atomowego, za  na jego miejscu powstaje jeden elektron i jeden pozyton. Czyli energia w formie promienia
przekszta ca si  w mas  dwóch elektronów. Dla umys u laika zjawisko to wydaje si  niemo liwe, ale proces
ten tak w

nie przebiega. Nie ma si  czego wstydzi , je li si  nie potrafi zrozumie  Einsteina. Pewien

uczony nazwa  go „wielkim samotnikiem", gdy  swoj  teori  móg  on omawia  tylko z tuzinem
wspó czesnych mu ludzi.
Po tej krótkiej wycieczce w niezbadane jeszcze rejony przekazów my li i potencjalnych mo liwo ci
ludzkiego mózgu powró my do wspó czesno ci.
Nie jest ju  tajemnic ,  e w listopadzie 1962 r. w National Radio Astronomy Observatory w Green Bank w
Zachodniej Wirginii spotka o si  na tajnej konferencji jedenastu wybitnych przedstawicieli nauki. Jej

background image

tematem by o istnienie pozaziemskich istot inteligentnych. Uczeni — w ród których byli dr dr Giuseppe
Cocconi, Su-Shu-Huang, Philip Morrison, Frank Drake, Otto Struve, Carl Sagan oraz laureat Nagrody
Nobla Melvin Calvin — uzgodnili na koniec posiedzenia tzw. Równanie Green Bank. Zgodnie z tym
wzorem tylko w naszej Galaktyce znajduje si  ka dorazowo do 50 milionów ró nych cywilizacji, które

 same próbuj  nawi za  z nami kontakt, b

 oczekuj  na znak z innych planet.

Cz ony równania Green Bank uwzgl dniaj  nie tylko wszystkie wchodz ce w gr  aspekty, ale uczeni podaj
dla ka dego cz onu dwie warto ci: dopuszczaln  wed ug obecnej wiedzy warto  normaln  oraz —
minimaln .

L

f

f

f

n

f

R

N

c

i

l

e

p

A oto znaczenia poszczególnych elementów równania:

 przeci tny wska nik nowo powstaj cych ka dego roku gwiazd, podobnych do naszego S

ca,

p

f

 odsetek gwiazd, na których mo e istnie

ycie,

e

 przeci tna liczba planet, które obiegaj  swoje s

ca w ekosferze i tym samym wed ug naszych norm

spe niaj  warunki niezb dne do powstania  ycia,

l

 okre la odsetek uprzywilejowanych planet, na których rzeczywi cie rozwin o si

ycie,

i

okre la t  cz

 „o ywionych" planet, które w okresie istnienia ich s

c zaludnione s  przez istoty

inteligentne dysponuj ce zdolno ci  do samodzielnego dzia ania

c

 podaje odsetek planet zamieszkanych przez istoty inteligentne maj ce ju  rozwini

 cywilizacj

techniczn ,
L okre la czas trwania danej cywilizacji, gdy  tylko dwie bardzo d ugo istniej ce cywilizacje maj  szans
spotka  si  przy olbrzymich odleg

ciach w Kosmosie.

Je eli pod wszystkie parametry tego równania podstawi si  absolutnie najni sze warto ci, to

N = 40

Je li jednak we mie si  dopuszczalne warto ci maksymalne, to

N = 50 000 000

Fantastyczne równanie z Green Bank wylicza zatem dla naszej Drogi Mlecznej w najmniej korzystnym
wypadku 40 inteligentnych wspólnot, szukaj cych kontaktu z innymi istotami obdarzonymi inteligencj .
Naj mielsza mo liwo  podaje 50 milionów obcych spo eczno ci, czekaj cych na znaki z Kosmosu. Dla
wszystkich rozwa

 z Green Bank podstaw  nie s  warunki aktualnie panuj ce, lecz bior  one za punkt

wyj cia liczb  gwiazd Drogi Mlecznej od pocz tku jej istnienia.
Je eli zaakceptuje si  równanie opracowane przez naukowy trust mózgów, to nale y przyj ,  e przed
setkami tysi cy lat istnia y ju  cywilizacje pod wzgl dem technicznym bardziej rozwini te od naszej. Jest to
okoliczno , która wspiera nasz  teori  o odwiedzinach kosmicznych „bogów" w zamierzch ej przesz

ci.

Ameryka ski astrobiolog dr Sagan zapewnia,  e istnieje czysto statystyczna mo liwo , i  przedstawiciele
pozaziemskiej cywilizacji mogli odwiedzi  Ziemi  przynajmniej raz w ci gu jej dziejów. U podstaw
wszystkich rozwa

 i przypuszcze  mog  si  kry  fantazje i  yczenia, natomiast równanie z Green Bank

pozwala obiektywnie obliczy  liczb  gwiazd, na których mo liwe jest  ycie.
Nowa dziedzina wiedzy, tzw. egzobiologia, znajduje si  w

nie w stadium powstawania. Nowe nauki

zawsze z trudem zdobywaj  sobie uznanie. Egzobiologii trudniej przysz oby walczy  o uznanie, gdyby
osobisto ci ciesz ce si  ju  ugruntowanym powa aniem nie zaj y si  zawodowo tym obszarem bada ,
skierowanym na  ycie pozaziemskie. Có  mog oby lepiej dowie  powagi nowej dyscypliny, ni  lista
nazwisk zaanga owanych w ni  osób:
Dr Freeman Quimby (szef programu egzobiologii w NASA), dr Ira Blei (NASA), dr Joshua Lederberg
(NASA), dr L. P. Smith (NASA), dr R. E. Kaj (NASA), dr Richard Young (NASA), dr H. S. Brown
(California Institute of Technology), dr Edward Purcell (prof. nadzw. fizyki na Uniwersytecie Harvarda), dr
R.N. Bracewells (Radio Astronomy Institute Standford), dr Townes (laureat Nagrody Nobla w dziedzinie
fizyki z 1964 r.), dr J. S. Szk owski (Instytut im. Sternberga w Moskwie), sir Bernard Lovell (Jodrell Bank),

background image

dr Wernher von Braun (szef programu rakiet Saturn w USA), prof. dr Oberth — nauczyciel von Brauna,
prof. dr Stuhlinger, prof. dr E. Sänger i wielu innych.
Nazwiska te przydaj  wiarygodno ci tysi com egzobiologów na ca ym  wiecie. Pragnieniem wszystkich
tych ludzi jest z amanie tabu, zburzenie muru bierno ci, jaki dot d otacza wspomniane tu, le ce
„naukowym od ogiem", zagadnienia. Wbrew wszelkim oporom egzobiologia istnieje i pewnego dnia mo e
sta  si  najbardziej interesuj

 i najwa niejsz  dyscyplin  naukow .

W jaki jednak sposób mo na zdoby  dowód istnienia  ycia w Kosmosie, zanim jeszcze kto  si  tam
osobi cie uda? S  statystyki i obliczenia, zdecydowanie potwierdzaj ce  ycie pozaziemskie. S  dowody w
postaci bakterii i zarodników wyst puj cych we Wszech wiecie. Poszukiwania obcych inteligencji zosta y
zainicjowane, ale nie przynios y jeszcze wymiernych, namacalnych i przekonywaj cych rezultatów. To,
czego potrzebujemy, to dowody dla teorii i przypuszcze , dyskwalifikowanych dzisiaj jako utopijne. NASA
dysponuje gotowym programem badawczym, który powinien dostarczy  dowodu na istnienie  ycia w
Kosmosie. Osiem ró nych sond, z których ka da jest równie oryginalna, jak skomplikowana, ma dostarczy

wiadectw  ycia na planetach Uk adu S onecznego.

Oto zaprojektowane sondy:
- Optical Rotary Dispersion Profiles,
- The Multivator,
- The Vidicon Microscope,
- The J-Band Life Detector,
- The Radioisotope Biochemical Probe,
- The Mass Spectrometer,
- The Wolf Trap,
- The Ultraviolet Spectrophotometer.
Kilka wskazówek, co kryje si  za tymi nic nie mówi cymi laikowi technicznymi okre leniami:
 „Optical Rotary Dispersion Profiles" — to nazwa sondy wyposa onej w obrotowy sonduj cy reflektor

wietlny. Po wyl dowaniu na jakiej  planecie reflektor zaczyna emitowa  promienie szukaj c moleku .

Moleku y s  jak wiadomo warunkiem istnienia ka dej postaci  ycia. Jedn  z moleku  jest du a spiralna
cz steczka DNA, sk adaj ca si  z trzech zwi zków chemicznych: organicznej zasady zawieraj cej azot,
cukru i kwasu fosforowego. Kiedy spolaryzowane  wiat o napotyka moleku  cukru, zmienia si

aszczyzna drga

wiat a, gdy  zasada azotowa — adenina — w zwi zku chemicznym z cukrem staje si

„optycznie aktywna". Poniewa  cukier w DNA jest optycznie czynny, sonduj cy promie  musi trafi
jedynie na zwi zek cukru i adeniny, aby natychmiast wyzwoli  sygna , który kierowany automatycznie na
Ziemi  dostarczy by dowodu istnienia  ycia na obcej planecie.
„Multivator" — to wa ca zaledwie 500 gramów sonda, zabierana przez rakiet  jako lekki dodatkowy

adunek i nast pnie wystrzeliwana w pobli u danej planety. Miniaturowe laboratorium jest w stanie

przeprowadzi  do 15 eksperymentów, a ich wyniki przes

 na Ziemi .

Sonda o oficjalnej nazwie „Radioisotope Biochemical Probe", znana te  jako „Gulliver", l duje mi kko na
powierzchni obcej planety i zaraz potem wypuszcza w ró nych kierunkach lepkie sznury o d ugo ci 15
metrów. Po kilku minutach sonda automatycznie wci ga sznury z powrotem, za  to, co na nich pozosta o —
kurz, mikroby i wszelkie inne substancje biochemiczne — zanurza w p ynnej po ywce. Cz

 tego roztworu

wzbogacona jest radioaktywnym izotopem w gla

14

C, a przechwycone mikroorganizmy wytwarzaj  w

trakcie przemiany materii dwutlenek w gla CO

2

. Dwutlenek w gla mo na  atwo oddzieli  od p ynnej

po ywki i doprowadzi  do aparatu, który mierzy poziom radioaktywno ci gazu zawieraj cego j dra
atomowe

14

C i przekazuje wyniki na Ziemi .

Chcemy opisa  jeszcze jedno urz dzenie, które NASA opracowa a dla poszukiwania przejawów
pozaziemskiego  ycia. Jest to tak zwana „pu apka na wilki". Wynalazca tego minilaboratorium nazwa  je
pierwotnie „Bug-Detector", ale jego wspó pracownicy przechrzcili je na „Wolfsfalle" (pu apka na wilki),
gdy  ich szef nazywa si  Wolf Yishniac. „Pu apka na wilki" ma mi kko wyl dowa  na obcej planecie, a
nast pnie wysun  pró niow  rur  o bardzo  amliwym zako czeniu. Kiedy rura uderzy w pod

e, jej

ko cówka rozpadnie si  i pojemnik zassie rozmaite próbki gleby. Sonda zawiera ró ne ja owe po ywki,

background image

gwarantuj ce ka demu gatunkowi bakterii szybki wzrost. Hodowla ewentualnych bakterii spowoduje
zm tnienie przejrzystego p ynu po ywki, a poza tym zmieni si  warto  pH p ynu. (Jest to wska nik
okre laj cy kwasowo  p ynów.) Obie te zmiany mo na  atwo i wiarygodnie zmierzy : zm tnienie p ynu za
pomoc  promienia  wietlnego i fotokomórki, natomiast zmian  zawarto ci kwasów przez elektryczny
pomiar pH. Wyniki bada  pozwol  na wyci gni cie wniosków o istnieniu  ycia.
Program NASA i skoordynowane badania w poszukiwaniu dowodów pozaziemskiego  ycia b
kosztowa y miliony dolarów. Pierwsze biosondy maj  wyruszy  w kierunku Marsa. Niew tpliwie w  lad za
prekursorskimi minilaboratoriami wkrótce wyruszy cz owiek. Osoby odpowiedzialne w NASA zgadzaj  si ,

e pierwsi astronauci wyl duj  na Marsie najpó niej 23 wrze nia 1986 roku. Ta precyzyjnie okre lona data

ma swe uzasadnienie, gdy  1986 b dzie rokiem ma ej aktywno ci S

ca. Doktor von Braun uwa a,  e

ludzie mogliby l dowa  na Marsie ju  w 1982 roku. Specjali ci z NASA dysponuj  niezb dn  do tego
technologi , jednak ameryka ski Kongres nie przeznacza dostatecznych funduszów, które regularnie
zasila yby o rodki badawcze. Obok wszystkich innych bie cych zobowi za  takie dwa poch aniacze
pieni dzy, jak wojna wietnamska i program kosmiczny, stanowi  na d

szy czas istotne obci enie nawet

dla najbogatszego pa stwa  wiata.
Istnieje rozk ad jazdy na Marsa. Odpowiedni statek jest ju  zaprojektowany i musi zosta  „tylko"
zbudowany. Jego model stoi na biurku niezwyk ego cz owieka z Huntsville — profesora dra Ernsta Stuhlin-
gera. Jest on dyrektorem Research Project Laboratory, które nale y do George Marshall Space Flight Center
w Huntsville w stanie Alabama. Stuhlinger zatrudnia w swych laboratoriach ponad stu pracowników
naukowych. Wykonuje si  tu eksperymenty z dziedziny fizyki plazmy, fizyki nuklearnej i termofizyki. Poza
tym tutejsi uczeni prowadz  badania podstawowe dla projektów si gaj cych w odleg  przysz

. Z

nazwiskiem Stuhlingera na zawsze zwi zane s  prace nad najnowocze niejszymi elektrycznymi silnikami
nap dowymi. Jest on konstruktorem pojazdu ma Marsa, który jeszcze w tym stuleciu b dzie przewozi  ludzi
na Czerwon  Planet .
Doktor Stuhlinger wkrótce po II wojnie  wiatowej zosta  sprowadzony razem ze swym przyjacielem
Wernherem von Braunem do USA, gdzie w Fort Bliss pracowali nad rakietami dla ameryka skiego
lotnictwa. Po wybuchu wojny korea skiej obaj pionierzy techniki rakietowej przenie li si  wraz ze 162
rodakami do Huntsville, aby od podstaw stworzy  projekt, jakiego nie zna a nawet przyzwyczajona do
gigantomanii Ameryka.
Huntsville by o wówczas ma  nudn  dziur  u podnó a Appalachów. Po przybyciu rakietowych
specjalistów  yj ca z bawe ny mie cina przekszta ci a si  w istny cyrk. W ci gu paru lat w tempie
zapieraj cym dech wystrzeli y w gór  fabryki, stanowiska kontrolne, laboratoria, ogromne hangary i
budynki biurowe z falistej blachy. Dzisiaj w Huntsville mieszka ponad 150 tysi cy ludzi. Miasteczko
zbudzi o si  ze snu, a jego mieszka cy stali si  zagorza ymi zwolennikami bada  kosmicznych. Kiedy
odpalano pierwsz  rakiet  Redstone, wielu ludzi z l kiem chroni o si  w piwnicach swych domostw. Gdy
obecnie testowana jest rakieta Saturn i powietrze wype nia ha as, jakby w nast pnej chwili mia  nast pi
koniec  wiata, nikt ju  si  tym nie przejmuje.
Mieszka cy Huntsville zawsze nosz  ze sob  akustyczne ochraniacze na uszy, tak jak panowie w
londy skim City nie rozstaj  si  z parasolami. Swoje miasto nazywaj  krótko „Rocket-City" i kiedy
Kongres nie chce wyasygnowa  miliardów potrzebnych na cele kosmiczne denerwuj  si  i podejmuj
interwencje. Ludno  Huntsville ma wszelkie powody do dumy ze swoich „Niemców" i NASA, gdy
miasto sta o si  najwi kszym o rodkiem tej agencji. Tutaj wymy lono i skonstruowano rakiety, które
znalaz y si  na pierwszych stronach gazet ca ego  wiata, poczynaj c od ma ej Redstone do gigantycznego
Saturna V. Do tej pory USA zainwestowa y w program badania Ksi yca oko o 100 miliardów marek
niemieckich. Zamówiono 15 rakiet Saturn V za 540 000 000 marek. Na starcie zbiorniki rakiety wype nione

 czterema milionami litrów bardzo wybuchowego materia u p dnego, który pozwala na rozwini cie mocy

150 000 000 koni mechanicznych. Wielka rakieta wa y prawie 3000 ton. Nad szczytnym celem podboju
Kosmosu pracuje w Huntsville pod kierunkiem Wernhera von Brauna oko o 7000 techników, in ynierów i
uczonych pokrewnych dyscyplin. W ca ym ameryka skim programie kosmicznym zatrudnionych by o w

background image

1967 r. oko o 300 000 ró nych uczonych i pracowników pomocniczych. Dla najwi kszego w dziejach
przedsi wzi cia badawczego pracuje ponad 20 000 firm przemys owych.
Austriacki uczony dr Pscherra powiedzia  mi podczas wizyty w Huntsville,  e zespo y badawcze musz  na
bie co tworzy  nowe „wyroby", których dot d nikt na  wiecie nie produkuje i nie sprzedaje.
— Prosz  spojrze  tutaj — powiedzia  wskazuj c mi wielki cylinder, w którym szumia o i burcza o. —
Przeprowadzamy do wiadczenia ze smarami w warunkach wysokiej pró ni. Czy wie pan,  e nie mo emy
zastosowa

adnego z niezliczonych produkowanych na  wiecie smarów? W przestrzeni kosmicznej

ca kowicie trac  one swoje w

ciwo ci. Nawet zwyk y silnik elektryczny z dost pnymi smarami przestaje

pracowa  najpó niej po pó  godzinie przebywania w przestrzeni bez powietrza. Có  innego nam zatem
pozostaje, jak wynale  nowy smar, który b dzie si  sprawdza  bez zarzutu tak e w warunkach pró ni?
Z innego pomieszczenia dobiega y straszliwe j ki i skowyt. Dwa nieprzeci tnie du e, mocno osadzone w
ziemi imad a próbowa y rozerwa  grub  na dziesi  centymetrów metalow  p yt .
— To kolejna seria eksperymentów, których ch tnie by my sobie oszcz dzili — powiedzia  dr Pscherra. —
Jednak nasze do wiadczenia wykaza y,  e istniej ce stopy metali nie wytrzymuj  warunków kosmicznych.
Musimy zatem znale  takie, które odpowiada yby naszym wymaganiom. St d próby na rozdarcie i
wytrzyma

 materia u we wszystkich mo liwych sytuacjach, jakie tylko da si  przewidzie  w Kosmosie.

Musimy opracowywa  tak e nowe metody spawania. Szwy spawalnicze b

 poddawane testom na zimno,

gor co, na wstrz sy, ci gnienie i nacisk, tak aby my znali granic , przy której szew si  rozpada.
Towarzysz ca mi hostessa spojrza a na zegarek. Doktor Pscherra tak e popatrzy  na swój. Wszyscy
spogl dali na zegary. Pracownicy NASA ju  tego z pewno ci  nie zauwa aj , lecz osoba z zewn trz
rejestruje to najpierw z ciekawo ci , a potem i ona przyzwyczaja si  do tego,  e zerkanie na zegarek jest
odruchowym gestem ludzi z NASA zarówno na Przyl dku Kennedy'ego, jak i w Houston czy Huntsville.
Wydaje si , jakby ci gle odliczali: ...cztery ...trzy ...dwa ...jeden ...zero.
Po kolejnych licznych kontrolach przez hale, korytarze i drzwi dotarli my do pana Pauli, który równie
pochodzi z Europy niemieckoj zycznej i pracuje w NASA od 13 lat. Otrzyma em bia y he m z napisem
NASA na g ow  i pan Pauli zaprowadzi  mnie na stanowisko kontrolne rakiety Saturn V. Pod skromnym
okre leniem „stanowisko kontrolne" kryje si  betonowy kolos, który wa y wiele setek ton, ma kilka pi ter,
do których wiod  windy i d wigi, otoczony jest rampami, a w  rodku zainstalowana jest pogmatwana
wielokilometrowa sie  przewodów. Odpalony Saturn V powoduje ha as, który s yszy si  nawet w odleg

ci

20 kilometrów od miejsca startu. Stanowisko kontrolne g boko zakotwiczone w skale i betonie unosi si
podczas takich do wiadcze  do o miu centymetrów w swoich fundamentach, a pó tora miliona litrów wody
na sekund  pompowanych przez  luz  ch odzi ca y mechanizm. Do ch odzenia urz dze  podczas
do wiadcze  na stanowisku kontrolnym musiano zbudowa  stacj  pomp, która bez trudu mog aby
zaopatrywa  w  wie  wod  miasto wielko ci Dusseldorfu. Sam tylko eksperyment ze spalaniem kosztuje
prawie pi  milionów marek! Kosmosu nie da si  zdoby  tanim kosztem...
Huntsville jest jednym z 18 o rodków NASA. A oto kompletna lista któr  nale

oby zanotowa , gdy  by

mo e b

 to kiedy  lotniska kosmiczne:

- Armes Research Center, Moffett Field, Kalifornia,
- Electronics Research Center, Cambridge, Massachusetts,
- Flight Research Center, Edwards, Kalifornia,
- Goddard Space Flight Center, Greenbelt, Maryland,
- Propulsion Laboratory, Pasadena, Kalifornia,
- John F. Kennedy Space Center, Floryda,
- Langley Research Center, Hampton, Wirginia,
- Lewis Research Center, Cleveland, Ohio,
- Manned Spacecraft Center, Houston, Teksas,
- Nuclear Rocket Development Station, Jackass Flats,
- Pacific Launch Operations Office, Lompoc, Kalifornia,
- Wallops Station, Wallops Island, Wirginia,
- Western Pernations Office, Santa Monica, Kalifornia,

background image

- NASA-Head-Quarters, Waszyngton DC.
Przemys  kosmiczny dawno ju  wyprzedzi  przemys  samochodowy jako wska nik koniunktury. W stacji
kosmicznej na Przyl dku Kennedy'ego zatrudnionych by o l lipca 1967 r. 22 828 ludzi, za  roczny bud et
tylko tego jednego o rodka wynosi  w 1967 r. 475 784 000 dolarów!
I to wszystko dlatego,  e paru pomyle ców chce si  koniecznie dosta  na Ksi yc? S dzimy,  e podali my
dostateczn  liczb  przyk adów na to, jak du o ju  dzisiaj — w postaci produktów ubocznych —
zawdzi czamy badaniom Kosmosu: pocz wszy od przedmiotów codziennego u ytku, a ko cz c na
skomplikowanych urz dzeniach medycznych, które ka dego dnia i ka dej godziny ratuj

ycie ludzkie na

ca ym  wiecie. Rozwijaj ca si  technika najnowszej generacji z ca  pewno ci  nie jest dla ludzko ci
przekle stwem. Przeciwnie, w siedmiomilowych butach przybli a nas do przysz

ci, która ka dego dnia

zaczyna si  na nowo.
Autor mia  okazj  poprosi  Wernhera von Brauna o ustosunkowanie si  do wy

onych w tej ksi ce

hipotez:
— Czy uwa a pan, doktorze von Braun, za mo liwe,  e odkryjemy  ycie na innych planetach naszego
Uk adu S onecznego?
— Uwa am za mo liwe,  e napotkamy ni sze formy  ycia na Marsie.
— Czy s dzi pan,  e mo emy nie by  jedynymi istotami inteligentnymi we Wszech wiecie?
— Uwa am to za ca kiem prawdopodobne,  e w niesko czonych przestrzeniach uniwersum istnieje nie
tylko flora i fauna, ale tak e istoty rozumne. Odkrycie takiego  ycia jest zadaniem w najwy szym stopniu
fascynuj cym i ciekawym. Uwzgl dniaj c jednak ogromne odleg

ci mi dzy naszym Uk adem

onecznym a innymi oraz jeszcze wi ksze odleg

ci dziel ce nasz  Galaktyk  od innych galaktyk, jest

spraw  w tpliw , czy uda si  nam wykaza  istnienie takich form  ycia lub wej  z nimi w bezpo redni
kontakt.
— Czy jest mo liwe, aby w naszej Galaktyce 

y obecnie lub w przesz

ci starsze i technicznie bardziej

zaawansowane spo eczno ci istot rozumnych?
— Nie mamy dot d  adnych dowodów ani oznak, aby istoty rozumne starsze i bardziej od nas technicznie
rozwini te 

y teraz lub dawniej w Galaktyce. Na podstawie rozwa

 statystycznych i filozoficznych

jestem jednak przekonany o istnieniu takich bardziej zaawansowanych w rozwoju istot. Musz  zarazem
podkre li ,  e nie mamy  adnej naukowej podstawy uzasadniaj cej to przekonanie.
— Czy istnieje mo liwo , aby starsze cywilizacje z

y w zamierzch ej przesz

ci wizyt  na naszej

Ziemi?
— Nie chcia bym wyklucza  takiej mo liwo ci. O ile mi jednak wiadomo, do tej pory badania
archeologiczne nie dostarczy y podstaw do tego typu spekulacji.
Na tym ko czy si  rozmowa z niezwykle zapracowanym „ojcem rakiety Saturn". Niestety autor nie mia
okazji przedstawi  mu dok adnie ani wszystkich osobliwych odkry , niedorzeczno ci pozostawionych w
starych ksi gach w postaci nie rozwi zanych zagadek, ani zada  niezliczonych pyta , jakie narzucaj  si  po
zinterpretowaniu znalezisk archeologicznych pod k tem ich zwi zków z Kosmosem.

background image

 Rozdzia  XII

Fabryki my li zabezpieczaj  przysz

 — Dawnym prorokom by o  atwiej — Ko o si  zamyka

W jakim miejscu znajdujemy si  dzisiaj?
Czy cz owiek opanuje kiedy  Wszech wiat?
Czy obce istoty z Kosmosu odwiedzi y w zamierzch ych czasach Ziemi ?
Czy gdzie  we Wszech wiecie istoty rozumne próbuj  nawi za  z nami kontakt?
Czy nasza epoka z wybiegaj cymi w przysz

 wynalazkami jest rzeczywi cie taka straszna?

Czy nale y trzyma  w tajemnicy najbardziej rewelacyjne wyniki bada ?
Czy medycyna i biologia b

 umia y o ywi  g boko zamro onego cz owieka?

Czy Ziemianie zasiedl  nowe planety?
Czy wejd  tam w zwi zki z tubylcami?
Czy ludzie stworz  drug , trzeci , czwart ... Ziemi ?
Czy specjalne roboty zast pi  pewnego dnia chirurgów?
Czy szpitale w roku 2100 b

 magazynami cz ci zamiennych dla chorych ludzi?

Czy w odleg ej przysz

ci b dzie mo na przed

ycie cz owieka na czas nieokre lony dzi ki

sztucznym organom, takim jak serce, p uca, nerki itd.?
Czy Nowy wspania y  wiat Huxleya nie stanie si  pewnego dnia w ca ej swej niewyobra alno ci i zimnie
— rzeczywisto ci ?
Zestaw podobnych pyta  móg by wype ni  ca  ksi

 telefoniczn  du ego miasta. Nie ma dnia,  eby w

jakim  miejscu na  wiecie nie dokonywano jakiego  nowego, niespodziewanego odkrycia — ka dego dnia
jedno pytanie z zestawu „niemo liwo ci" zostaje skre lone, gdy  doczeka o si  rozwi zania. Uniwersytet w
Edynburgu otrzyma  z fundacji Nuffielda pierwsz  dotacj  w wysoko ci 270 000 funtów na opracowanie
inteligentnego komputera. Zaaran owano rozmow  mi dzy prototypem tego komputera a pewnym
pacjentem, który nie chcia  potem wierzy ,  e mia  do czynienia z maszyn ! Prof. dr Michie — konstruktor
komputera — twierdzi ,  e jego maszyna zaczyna prowadzi  ludzkie  ycie...
Nowa nauka nazywa si  futurologia! Jej celem jest planowanie, gruntowne zbadanie i ogarni cie przysz

ci

wszelkimi b

cymi do dyspozycji metodami technicznymi i teoretycznymi. Wsz dzie na  wiecie powstaj

fabryki my li, które nie s  niczym innym, jak klasztorami dzisiejszych uczonych zastanawiaj cych si  nad
jutrem. Tylko w samej Ameryce pracuj  164 takie fabryki, wykonuj c zamówienia rz dowe i wielkiego
przemys u. Najbardziej znan  fabryk  my li jest RAND Corporation w Santa Monica w Kalifornii, powsta a
w 1945 r. z inicjatywy Si  Powietrznych USA, gdy  wysokiej rangi wojskowi za yczyli sobie programu
badawczego dla wojny mi dzykontynentalnej. W tym dwupi trowym, z rozmachem zaprojektowanym
centrum badawczym pracuje obecnie 843 wybranych wybitnych specjalistów. W tym w

nie budynku

rodz  si  pierwsze pomys y i plany najbardziej nieprawdopodobnych przedsi wzi  ludzko ci. Uczeni z
RAND-u ju  w 1946 r. okre lili przydatno  statku kosmicznego dla celów wojskowych. Kiedy w 1951 r.
RAND opracowa  program ró nych satelitów, uznano to za utopi . Od pocz tku istnienia RAND-u  wiat
zawdzi cza mu 3000 dok adnych sprawozda  o nieznanych dot d zjawiskach. Uczeni o rodka opublikowali
ponad 110 ksi ek, które w nies ychany wr cz sposób pchn y do przodu nasz  kultur  i cywilizacj .
Nie wida  ko ca pracy badawczej i zapewne w ogóle go nie b dzie.
Podobnymi zadaniami zajmuj  si  tak e inne instytuty: Hudson Institut w Harmon-on-Hudson w stanie
Nowy Jork, Tempo Center of Advanced Studies koncernu General Electric w Santa Barbara w Kalifornii,
Arthur Little Institut w Cambridge w stanie Massachusetts i Battelle Institut w Columbus w Ohio.
Rz dy i wielkie przedsi biorstwa nie mog  si  ju  oby  bez futurologów. W adze pa stwowe musz
bowiem planowa  z wyprzedzeniem przedsi wzi cia militarne, za  wielkie firmy przeprowadzaj  kalkulacje
inwestycji z wyprzedzeniem kilkudziesi ciu lat. Zadaniem futurologii jest planowanie rozwoju du ych
aglomeracji na sto i wi cej lat z góry.
Dysponuj c obecn  wiedz  nietrudno przewidzie  dajmy na to rozwój Meksyku w ci gu najbli szych 50 lat.
W prognozie takiej uwzgl dnia si  wszelkie okoliczno ci, takie jak: wspó czesny poziom techniki,  rodki

background image

komunikacji i transportu, tendencje polityczne i potencjalni przeciwnicy Meksyku. Skoro przewidywania
takie istniej  obecnie, to rzecz jasna obce inteligencje mog y opracowa  przed 10 000 lat prognoz  równie
dla planety Ziemia.
Ludzko  musi, u ywaj c wszystkich dost pnych sposobów, przewidywa  i bada  przysz

. Bez studium

nad przysz

ci  nie mieliby my prawdopodobnie  adnych szans na rozwi zanie zagadek naszej

przesz

ci. Kto wie, czy wokó  wykopalisk archeologicznych nie le  w nie adzie wskazówki wa ne dla

rozszyfrowania przesz

ci, mo e nawet depczemy po nich niedbale, nie umiej c ich rozpozna ?!

Dlatego w

nie wysuwamy propozycj  ustanowienia „Roku Archeologii Utopijnej". Tak jak sami nie

chcemy bezmy lnie „wierzy " w m dro ci dawnych systemów my lowych, tak ze swej strony nie
domagamy si , aby „wierzono" w nasze hipotezy. Oczekujemy tylko i mamy nadziej ,  e wkrótce nadejdzie

ciwy czas, aby bez uprzedze  zmierzy  si  — przy pomocy najbardziej wyrafinowanej technologii — z

zagadkami przesz

ci.

Nie nasza wina,  e we Wszech wiecie istniej  miliony innych planet...
Nie nasza wina,  e na he mie japo skiego pos ka z Tokomai sprzed wielu tysi cy lat wida  nowoczesne
zaciski i os ony...
Nie nasza wina,  e istnieje kamienna rze ba z Palen ue...
Nie nasza wina,  e admira  Piri Reis nie spali  swoich starych map...
Nie nasza wina,  e dawne ksi gi i historyczne podania wykazuj  tak du o niedorzeczno ci...
...jednak jest nasz  win , je li wiedz c o tym wszystkim nie zwracamy na to uwagi i nie traktujemy tego
zbyt powa nie!
Cz owiek ma przed sob  wspania  przysz

, która przewy szy jeszcze jego wspania  przesz

.

Potrzebujemy bada  nad Kosmosem i przysz

ci  oraz odwagi, aby realizowa  niemo liwe z pozoru

przedsi wzi cia. Takie, jak na przyk ad projekt kompleksowych bada  nad przesz

ci , który mo e nam

dostarczy  cennych wspomnie  z przysz

ci. Wspomnie , których prawdziwo  zostanie naukowo

dowiedziona i które rozja ni  dzieje ludzko ci bez potrzeby odwo ywania si  do wiary w nie. A wszystko to
dla dobra przysz ych pokole .