background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Rozdział 6 

 
- Tutaj jesteś, Cassie! Jak randka? Dalej, opowiadaj!  
Isabella była w bibliotece na drugim piętrze, siedziała z Jake’m na skórzanej kanapie 
koloru wypolerowanych kasztanów. Cassie nie chciała im przerywać. Isabella 
wyglądała na bardziej ożywioną niż kiedykolwiek, gdy dotykając ramienia Jake,  
jednocześnie śmiała się gdy powiedział coś zabawnego. Jeśli byłaby w jej sytuacji, 
miałaby za złe, gdyby ktoś jej przerwał, ale Argentynka klasnęła w ręce i przywołała 
ją skinieniem. Jake spojrzał na nią kątem oka. 
 
- No chodź tutaj! I jak było? Gdzie byliście? Jak tam Richard? Isabella poklepała 
miejsce między sobą a Jake’m, ale Cassie wybrała podłokietnik. Nie chciała usiąść 
między nimi; poza tym, czuła się nieswojo przy Jake’u. Sposób, w jaki się jej  
przyglądał, wytrącał ją z równowagi. 
 
Czy on wie, że podążyła jego tropem poprzedniej nocy? Widział ją? Wpatrywała się 
w regały, które sięgały prawie do sufitu. Jedynym odcinkiem pokoju, na którym nie 
było  książek, to ściana którą zdobiło masywne, pozłacane lustro nad barokowym 
kominkiem. Ten pokój był równie wspaniały jak reszta rezydencji, ale czy ktoś 
kiedykolwiek znalazł czas, żeby przeczytać wszystkie te książki? 

 

- No mów! Czy Richard cię pocałował, Cassie?  
- Oczywiście, że mnie nie pocałował!- Cassie wzruszyła ramionami, rumieniąc się.- 
Był miły. Interesujący. Lubię go. 
- M-hm.- Isabella szturchnęła ją w żebra.- Gdzie cię zabrał? 
- Oh, do Centrum Pompidou. I do wspaniałego muzeum na ulicy de Sévigné, które 
mieści się w prywatnym domu. Na jej końcu jest doskonała mała kawiarnia.- Zaczęła 
naśladować sposób mówienia Richarda. - Na ulicy de la Bastille. 
-  Nie zamykali tam czasem arystokratów? - mruknął Jake.- To by było najlepsze 
miejsce dla niego. Uważaj na tego faceta, Cassie.  
 
Cassie spojrzała na niego zaskoczona, ale wciąż roześmiana Isabella nachyliła się i 
trzepnęła go w kolano.  
- Jake, nie bądź takim zrzędą. Zabrał ją do muzeum Carnavalet! To takie 
romantyczne. Takie olśniewające.- Westchnęła -  Takie jak Richard.  
- On jest olśniewającym, romantycznym szczurem. - Jake nie miał zamiaru odpuścić. 
- Hej, daj spokój – rzuciła  Cassie. -  Według ciebie mogę przyciągać tylko gryzonie? 
- Oczywiście, że nie - Uśmiechnął się do niej. - Ale to czaruś. Uważaj na siebie, to 
wszystko.  
- On jest miłym facetem – broniła go Cassie, czując się coraz bardziej zażenowana. - 
Nie możesz osądzać go, patrząc na jego rodzinę. Albo jaką ona ma wartość. Sądzę, że 
sam nie chciałbyś być tak oceniany. - Jakkolwiek, pomyślała, to ty musisz być w 
centrum uwagi. 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

 Twarz Jake spochmurniała.- Moja rodzina nie ma z tym nic wspólnego. 
- Więc, może jego również!  
- Jake, wiem, że nie lubisz Richarda, ale tak nie można. -  szepnęła Isabella 
uspokajająco.- Nie możesz go tak traktować. Tak samo postępujesz z Ranjitem. 

 

Cassie nigdy wcześniej nie widziała u nikogo tak zawziętej miny. Myślała zawsze, że 
jest to wyrażenie retoryczne, ale twarz Jake’a była w tej chwili jak skamieniała. 
Spojrzenie pełne nienawiści, nie pasowało do niego. Ale to było to: nienawiść. 
 
- Nie rozmawiajmy o nim - wysyczał, zmuszając się do czegoś w rodzaju uśmiechu.  
- Poza tym to miernota. 
Isabella zaskoczona, aż wstrzymała oddech, by po chwili uśmiechnąć się z ulgą.        
- Bardzo dobrze, nie będziemy już o nim mówić. Richard nie ma niczego, czego ty 
byś nie miał. Ale to nieistotne.  
 
Jej humor wydawał się dobrze wpłynąć na  Jake’a. - Tak, ale wiem jak potrafi być 
czarujący. Raz próbował tego ze mną. 
Cassie zrobiła wielkie oczy - Naprawdę?   
- No pewnie. Ale nie jest w moim typie. 
Zaskoczona rzuciła. - To dlatego go nie znosisz?  
- Nie miałem na myśli tego, że na mnie leci, ale niech mnie piekło pochłonie, jeśli nie 
chciał mnie przekabacić na swoją stronę. Uwziął się na mnie od tego czasu. 
Isabella popatrzała gniewnie na Jake'a. - Teraz popsułeś Cassie randkę. 
- Nie, nie zrobił tego. To mnie nie martwi. 
- Akurat. Richard Halton-Jones jest grzechu warty, Cassie! 
- Richard Halton-Jones żeruje na uczuciach -  wymamrotał Jake.  – I to nie tylko  
dziewczyn. 
- Wiesz co? Myślę, że to słodkie z twojej strony, że tak martwisz się o Cassie. 
Niepotrzebnie co prawda, ale bardzo rycerskie. -  Isabella pochyliła się i pocałowała 
go w policzek.  
 
Zaczerwienił się, spojrzał na nią z ukosa i uśmiechnął zaskoczony. 
- Co za małe i przytulne zgromadzenie - zabrzmiał lodowaty głos.  
Jake praktycznie strącił Isabellę z kanapy, gdy poderwał się zaskoczony; był już 
czerwony jak burak. 
- Katerina, Ja... 
Szwedka machnęła elegancko ręką. - Nie Jake, nie chciałam przerywać. To dobrze, że 
poświęcasz Isabelli tyle uwagi. Myślę, że czasem jej tego brakuje. 
 
Tak, zdecydowanie więcej w niej z Królowej Śniegu niż Królowej Balu. 
Katerina wygląda jak stworzona do tego miejsca, pomyślała Cassie. Światło padające 
przez wysokie okna, podkreślało jej bladą skórę. Stojąc na tle bogato zdobionych, 
ciemno-niebieskich kotar lśniła jak zimny anioł. Jake był oczarowany, w Isabellę 
jakby strzelił piorun. 
 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

- Katerina! Nie odchodź. - poprosił Jake. - My tylko rozmawialiśmy. Isabella była 
entuzjastyczna.  
- Isabella zawsze taka jest. We wszystkim! Kocham to w niej! Droga Isabello, myślę, 
że rozumiesz życie i miłość, lepiej niż my. Zawsze jesteś taka radosna. Jak szczeniak! 

 

Katerina wyglądała na zadowoloną, ale Cassie nie przegapiła szpilki w jej słowach. 
Isabella wstrzymała oddech, ale nawet ona była wyciszona. Cassie spojrzała 
niecierpliwie na Jake'a, czekając, by skończył robić z siebie idiotę, i stanął w obronie 
Isabelli. Przez moment wydawało się to możliwe. Potem zamknął usta i rzucił 
dziewczynie zażenowane spojrzenie. 
 
- Isabella, uwielbiam jak cieszysz się życiem! - powiedział. Zbyt porywczo. Wiercił  
się, jak gdyby chciał oddać jej całusa, ale jego uwagę rozproszył dyskretny kaszel. 
- Jake, bądź tak dobry.  - Katerina odwróciła się do regału, jej palce przebiegły przez 
zbiór skórzanych ksiąg . Jake drgnął, jakby to jego kręgosłup pogłaskała - potrzebuję 
Voltaire i dwie księgi Rousseau, ale spójrz na nie, są takie opasłe! Myślę, że nie dam 
sobie z nimi rady. 
- Żaden problem, Katerina. - Z namaszczeniem wyjął książki i poniósł je za nią.  
 
Cassie patrzyła jak zahipnotyzowana, gdy znikali w korytarzu. 
- Ooh, możesz ponieść moje książki, Jake? Tfu! 
Isabella  odezwała się w końcu; trochę za późno, pomyślała Cassie z żalem. 
- Ten chłopiec stanie się strasznie zepsuty do czasu ukończenia szkoły! 
- Tak? - zapytała Cassie. 
- Katerina okręciła go sobie wkoło  małego palca - Isabella zacisnęła pięści z 
wściekłości. - Jest zbyt głupi by widzieć, że jest wodzony za nos. Podobnie jak 
buhaje mojego ojca! Ha!  
- Nie martw się. Nie sądzę, że ona tak naprawdę go lubi. Masz rację, prowadzi go za 
sobą jak na sznurku. Ale zobaczysz, jak szybko się nim znudzi, gdy go zdobędzie. 
- Martwić się? Dlaczego mam się martwić? Tym, że dostanie kosza, że rzuci się do

 

Sekwany z miłości do niej? Nie jestem zainteresowana chłopcem, którego mózg tkwi 
w ...  
- Isabella! 
 
Roześmiały się, i Isabella objęła Cassie. - Masz rację, wiem. Biedny Jake, jest pod jej 
urokiem odkąd przyszedł do Akademii. On usycha z tęsknoty za Kateriną, a Katerina 
usycha za Ranjitem, więc Jake nigdy nie będzie jej miał. Ona się nim wysługuje. - 
dokończyła jadowicie. 
- Czy to dlatego Jake nie może strawić Ranjita? Miał mordercze spojrzenie, gdy o 
nim wspomniałaś. 
- A to. - Izabella nerwowo zagryzła kostki dłoni, ale już po chwili opanowała się. - 
Miłość rzuca się na mózg chłopakom. To wszystko hormony, oczywiście. 
Niepowstrzymany, prymitywny popęd narządów płciowych.  
- Wypluj to – parsknęła śmiechem Cassie.  
- To byłaby ostateczność, ale...?   
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Cassie pisnęła ze śmiechu. 
- Przestań! Poważnie, Jake też jest na stypendium?  
- Tak. Myślę, że to go uratowało. - Isabella westchnęła, już teraz miękko i ze 
współczuciem – Gdy umarła jego siostra, jak to się mówi, wykoleił się? Stał się 
trochę szalony. Miał dużo kłopotów: walki, gangi, narkotyki. Wyrzucili go z trzech 
szkół, ale Sir Alric zainteresował się jego przyszłością, chciał mu pomóc. 
Siostra Jake umarła? Więc to dlatego był tak wybuchowy? 
- To miło ze strony Sir Alrica, ale... - Cassie wzruszyła ramionami, a następnie 
ugryzła w usta. - Dlaczego miałby to robić? Jake nawet nie wydaje się wdzięczny. 
- Sir Alric czuł się odpowiedzialny! Jessica Johnson była tu stypendystką przed 
Jakiem. 
- OK, więc znał Jaka dzięki jego siostrze?  
- Zaproponował Jake'owi stypendium po siostrze, by uczcić jej pamięć. Myślę, że Sir 
Alric miał rację, że to zrobił. Dobrze postąpił, pomimo tego co Jake mówi - Isabella 
ścisnęła Cassie za ramię, i obniżyła głos.  
- Szkoła była tam gdzie, to się zdarzyło.  
- Gdy co się stało? - Cassie poczuła ciarki przechodzące po kręgosłupie.  
- Wypadek. Siostra Jake umarła w Darke Akademy. 
 

 

 

Rozdział 7 

 
Cassie oparła się o zdobioną balustradę i spojrzała w dół na schody w zachodnim 
skrzydle. Tam gdzie stał Ranjit, patrząc się na nią, trzy tygodnie temu. Próbowała 
przypomnieć sobie jak wystraszona była w tamtą noc, ale za dnia schody nie 
wyglądały groźnie, tylko piękne. Poniżej, inni studenci śpieszyli się w dół do jadalni, 
śmiali się i paplali. Z powszechnego trajkotu wybijał się głos Richarda ostry, pewny 
siebie, skory do śmiechu; uśmiechnęła się. 

 

Ciągle nie mogła się otrząsnąć. 
Mimo iż głosy i rozmowy ucichły, Cassie zwlekała, marszcząc brwi. Balustrada była 
pokryta czarnymi żelaznymi zawijasami, pozłacana ozdobnikami piór i słońc. 
Spojrzawszy przez ramię, widziała siebie i wysokie okna wychodzące na południe, 
odzwierciedlające się w ozdobnym lustrze. Jak to miejsce mogło jej się wydawać tak 
mroczne i groźne? Cassie potrząsnęła głową.  
 
Zmarła w Darke Akademy. Siostra Jake'a zmarła...  
W Akademii, w Kambodży. Isabella bardzo niechętnie o tym mówiła, w 
przeciwieństwie do niej. Cassie musiała wiercić jej dziurę w brzuchu przez kilka dni. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

- Nie powinniśmy rozmawiać o tym. Naprawdę Cassie. Straszna rzecz. To takie 
smutne. Była za młoda na śmierć. I nie pierwsza...  
 
Jej współlokatorka wyjątkowo zarumieniła się i zacisnęła wargi, żadne namowy 
Cassie, nie przekonały jej by skończyła to zdanie.  
I nie była pierwsza. Co chciała przez to powiedzieć? 
Nie mogło to być nic innego. Cholera, Isabella mogła powiedzieć, że nie pierwszy 
raz ktoś miał wypadek. Albo że nie pierwsza tak młoda ofiara tragicznie zeszła na 
atak serca.  
 
„Ale - pomyślała Cassie – to nie było nic z tych rzeczy.” 
 
- Nie wiem co się wydarzyło. - Isabella wzruszyła smutno ramionami.-  Nigdy nie 
dowiedzieliśmy się szczegółów. Bo wydawało się … nie na miejscu pytać. Były 
pogłoski. Zawsze są. 
 
Cassie zagryzła wargi, mając nadzieję że nie brzmi na zbyt ciekawą.- Co za plotki?  
- Oh, straszne rzeczy. Ludzie wypowiadają się o sprawach, o których nie mają 
pojęcia. Dlatego myślę, że powinni nam powiedzieć. Wtedy nie powstałyby żadne 
plotki. - Isabella zawahała się, zeskrobując lakier z paznokcia.-  Tak poza tym, to 
wyglądasz tak jak ona. 
 
- Jak siostra Jake’a? - Cassie zadrżała. Bycie podobnym do zmarłej dziewczyny nie 
było zbyt atrakcyjną myślą. 
- Trochę. Niezupełnie oczywiście, ale kolor jej oczu był prawie taki jak twój. Nie tak 
jasny, ale też miały taki właśnie żółto-zielony kolor. I podobną twarz, ostre rysy. 
Mądre spojrzenie. Myślę, że Jake się przestraszył, gdy zobaczył cię po raz pierwszy. .  
 
Pamiętała to spotkanie. Straszne. - Więc, co to były za pogłoski? 
- Szalone rzeczy. Że jej ciało było … uszkodzone. 
- Co?- Cassie przełknęła ślinę. -  Okaleczone, chcesz powiedzieć? Tak jakby została  
zabita z rozmysłem? - Biedny Jake. 
- Nie, nie. Nie wiem. Nie okaleczone. Bardziej … wysuszone, wyschnięte. Może 
skaleczyła się i wykrwawiła, tak ja myślę. Przez przypadek albo i nie, kto to wie? 
Coś tak prostego a zarazem tragicznego. 
- Na miłość boską! CO wysuszyło jej ciało?  
Isabella wzruszyła ramionami.-  Może leżała za długo na słońcu. Zanim ją znaleźli. 
Straszne, ale to wszystko na pewno było przesadzone. Ludzie mówią okropne  
rzeczy.  I dlatego … 
- Dlatego co? No dalej Isabella, wykrztuś to wreszcie. 
 
Isabella westchnęła i przeczesała włosy palcami. -  Dlatego Jake nie lubi Ranjita. 
Widzisz, Jess była jego dziewczyną. A w szkole krążyły pogłoski, jakoby brał w tym 
udział. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Cassie zbladła. -  Ale to jest... 
- Szalone, oczywiście! Ale Jake'owi trudno ignorować plotki. Nie może przestać 
myśleć, że może Ranjit … , nie wiem nawet jak to powiedzieć. To był okropny 
wypadek, i to wszystko, a Jake jest pogrążony w żalu. Nie może obwiniać szkoły, to 
był po prostu pech. 
- Pech - powtórzyła Cassie, oblizując spieczone wargi. Wysuszone … 
- Tak. Po prostu pech. Mamy szczęście, że sir Alric ma wpływowych przyjaciół. Nasi 
rodzice też. To znaczy, miałam na myśli … -  Zagryzła wargę, zarumieniła się   
gwałtownie i rzuciła -  Takie incydenty mogą zniszczyć szkołę, no nie? 
- Takie incydenty. -  Mogłabym powiedzieć coś oryginalnego,  zamiast powtarzać po 
Isabelli tak jak oszołomiona papuga, pomyślała Cassie,. 
- Powinnam powiedzieć wypadki. Poprzedni, kilka lat temu. Wcześniej... Oh, nie 
mówmy już o tym, Cassie. Porozmawiajmy o Richardzie! 
 
O którym, przed tą rozmową, Cassie byłaby więcej niż szczęśliwa, móc 
porozmawiać. 
Isabella nie była sobą; zwykle gadatliwa, przestała o tym mówić. Hah! Wielkie 
Niedomówienia Naszego Czasu, - pomyślała naiwnie Cassie. - Wyobrażam sobie to 
wszystko, i popadam w paranoję. Stojąc na schodach nie wpadnę na żadne 
nadprzyrodzone rewelacje. Poza tym, jestem głodna. Isabella będzie w jadalni, i 
Richard również. Miałam się z nim spotkać później, ale fajnie by było wpaść  na 
niego teraz. 
 
Była w połowie schodów na trzecie piętro, gdy usłyszała głosy. Nie były ciche.   
Rozlegały się czysto i były pewne siebie; rozpoznała je od razu.  
Szczególnie ten Richarda.  
- Daj spokój Katerina, nic ci nie grozi. 
- Co ma mi grozić?  - głos spowodował, że Cassie zastygła tam gdzie stanęła, tyle w 
nim było wrogości – Nie wiem co masz na myśli, Richardzie. 
 
Ukryte drzwi zamknęły się z hukiem, Cassie podskoczyła. Para była w tym długim 
korytarzu z rzędami popiersi, w którym wytropiła Jake'a. Tym, który prowadził do 
świetlicy Few, uświadomiła sobie z przerażeniem. 
Rzucając w stronę sklepionego przejścia, niepewne spojrzenie, Cassie zbiegła ze 
schodów na półpiętro i schowała się za marmurowym sekretarzykiem. Ogromny 
pozłacany zegar i dwa kandelabry zasłaniały jej widok, ale mogła patrzeć w bok. 
 
Wariactwo, pomyślała Cassie, prawie się śmiejąc. Dlaczego się schowałaś? To tylko 
Richard. I Katerina, oczywiście, ale przecież nie boi się „Polarnego Rottweilera”. 
Mimo to, kiedy pojawili się na końcu korytarza, nie podeszła się przywitać. Jeszcze 
nie. Takie miała przeczucie

 

… 

 
- Kochanie, ona jest chuda jak patyk.- Wzruszając ramionami, Richard podniósł 
ironicznie brew, patrząc na Katerine.- W rzeczywistości nie czujesz się zagrożona, 
prawda? 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Cassie cała zesztywniała. Przez moment nie mogła oddychać. 
- Chuda jak patyk? Cóż za staroświecki sposób wyrażania się, Richardzie. - Głos 
Kateriny zabrzmiał tak, jakby była ogromnie znudzona. - To-biedna-mała-
stypendystka. Jakże ona mnie drażni. Takie zadurzone małe kociątko. Wydaje mi się,  
że masz do niej słabość.  
 
- Nie bądź głupia Katerina, kochanie. Jest miłym towarzyszem, taka zabawna, potrafi 
rozśmieszyć. Ciebie też, jeśli przyznasz uczciwie.  
- Zabawna? - Katerina pociągnęła nosem. 
- Nie jestem jedynym, który ma do niej słabość. - mruknął Richard. - Jake ledwie 
może spuścić ją z oczu, jeśli wiesz o co mi chodzi. 
- Tak, ten jego instynkt opiekuńczy – powiedziała pogardliwie Katerina. – Jest taka 
sama jak biedna mała Jessica, to prawda. 
- Nie martwi cię to? - Było tyle drwiny w jego tonie.-  Jessica też dobrze wyglądała.  
- Dlaczego ma mnie to martwić? - już prawie warczała. - Ranjit zadurzył się głupio  
w dziewczynie, która nie była go godna. I skończyło się to płaczem, nieprawdaż? - 
mówiąc to, przyglądała się w lustrze. - Jest mało prawdopodobne, aby znów 
powtórzył ten sam błąd.  
 
- Właśnie to w tobie kocham.-  Richard mrugnął.-  Ten nieprzemijający optymizm.  
Oczy Kateriny błysnęły złowrogo. -  I jeszcze ta dziewczyna hodująca bydło, zachęca 
ją by zadzierała nosa. Dobry Boże, kochanie, nie sądzisz, że przynajmniej mogłaby  
ją namówić na zmianę fryzury i noszenie jakiś przyzwoitych ubrań? Twoja dresiara  
nie umie nawet wymawiać nazwy Versace. Nie zna Prady z Primark. 
- Może bella Isabella powinna jej dać trochę swoich używanych rzeczy? - Richard 
zachichotał. - Nie dziwię się, że Sir Alric ukrywa się w swoim biurze. Myślę, że 
nawet boi się myśleć, co Cassie Bell albo Jake Johnson założą na Christmas Ball*
Podrzutki nie bardzo pasują do estetyki tego miejsca, prawda?  
 
Oczywiste było, że planowali tu zostać i poplotkować przed zejściem na dół; Cassie 
mogła usłyszeć każde słowo. Chciała, ale nie mogła. Jej policzki piekły ze wstydu i 
furii, i gorąco zapragnęła wyskoczyć, złapać ich za gardła i powiedzieć tym 
kapucynom, co o nich myśli. Ale coś ją powstrzymywało. 
Katerina bezmyślnie kręciła kosmyk jasnych jedwabistych włosów. -  Zastanawiam 
się po co Sir Alric podtrzymuje ten stypendialny nonsens.  
- Przecież wiesz, kochanie -  powiedział Richard ponuro. - Bardzo dobrze wiesz 
dlaczego. Ponadto, to jest doskonała reklama. Niezły bigos byłby, gdyby Sir Alric nie 
był takim specjalistą w tym co robi. 
 
* W oryg. „Chav” – określenie używane w odniesieniu do młodych ludzi; to 
nastolatek wywodzący się z klasy robotniczej, charakteryzujący się antyspołecznym 
zachowaniem, m.in. publicznym piciem alkoholu i zakłócaniem porządku 
publicznego. Typowy chav ubrany jest w bluzę z kapturem, dres oraz czapkę 
bejsbolówkę. 
* Christmas Ball – koncert świąteczny 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Nawet pogrążona w otchłani wściekłości i wstydu, że mogła być tak głupia, Cassie  
była zaintrygowana. Coś tutaj było nie tak. To nie była jej wyobraźnia. Prześliczny 
świat Akademii kryje coś bardzo brzydkiego, tego była pewna. 
To samo można powiedzieć o pięknych twarzach Richarda i Kateriny. 
Coś gorącego zakuło ją w oczy; zacisnęła zęby. Do diabła z tym. Nie miał prawa 
sprawić, że przez niego płacze. Był męską wersją Kateriny: wodził ją za nos, tak jak  
Katerina kusiła Jake'a. Była upokorzona. 
 
Richard obrócił się na szczycie schodów z powrotem w kierunku Kateriny i  
uśmiechając się zapytał.- Jesteś głodna?  
- Umieram z głodu, kochanie. Ale myślę, że odpuszczę sobie lunch. A ty?  
Richard jeszcze raz się zaśmiał. - Wiesz, ja mam ochotę na ciastko*. 
- Trzymaj się z dala od Ingrid.- spojrzenie Kateriny było drapieżne, mimo że była 
rozbawiona. - Jest moją współlokatorką. Jeśli sir Alric by ciebie usłyszał … 
- Brak poczucia humoru, to jego problem. -  Chichocząc, Richard zbiegł w dół 
schodów.  
 
Katerina stała jeszcze nieruchomo przez dłuższą chwilę, tylko jej oczy błyszczały w 
lustrze. Cassie czekała spokojnie. 
Katerina posłała sobie jeszcze jeden uśmiech do lustra, obróciła i zniknęła z 
powrotem w korytarzu z popiersiami. Cassie nie ośmieliła się ruszyć do czasu gdy 
usłyszała, jak drzwi otworzyły i zamknęły się cicho raz jeszcze. Potem przekręciły. 
 
Nie mogła stawić czoła jadalni: czerwonym ścianom, jedwabnym obrusom, 
kryształom, gwarowi plotek. Nie mogła stawić czoła rzucanym z ukosa spojrzeniom 
innych studentów. Poczuła mdłości, gdy zdała sobie sprawę, że niepotrzebnie 
usiłowała dowiedzieć się, jak używać cholernego widelca i noża: oni zawsze będą nią 
gardzić, zawsze. Boże, każdy widział, że robi z siebie głupka! Idiotka Cassie, idiotka! 
Zaślepiona przez białe zęby, ciepłe oczy i zręczne pochlebstwa. Jak ona teraz spojrzy 
w twarz Isabelli lub Jake'owi? 
 
Cofając się, przemknęła szybko w dół korytarza i wymknęła chyłkiem przez drzwi 
balkonowe. Oczy zapiekły ją jeszcze raz, gdy biegła między dwoma wielkimi 
kamiennymi urnami. Pędząc, dopadła trawnika w cieniu dojrzałych kasztanów. 
Zabarwione kolorami jesieni, drzewa były piękne. Warcząc ze złości uderzyła pięścią 
jeden z nich. Potem ponownie. I jeszcze raz. 
Poczuła się lepiej. Niewiele, ale przynajmniej jej obolałe kostki, odebrały ból jej 
zranionej dumy.  
„To było właśnie to, pomyślała. Nie złamane serce. Tylko jej głupia, okaleczona 
duma”. Jak mogła myśleć, że zrobiła wrażenie na takim arystokratycznym kretynie 
jakim był Richard Halton-Jones?  
Żałośnie patrzyła na kurczowo ściśniętą, obtartą pięści, a następnie podniosła ją do 
oczu, by zetrzeć zabłąkane łzy. 
 
*danish- ciastko, Danish-Dunka ( współlokatorka Kateriny pochodziła z Danii) 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Złoto-brązowe drzewa były spryskane światłem słonecznym, ożywione jak 
impresjonistyczny obraz. Wpatrując się w nie, chciała bardziej niż kiedykolwiek 
wrócić do zachwaszczonych terenów obok stoczni, zardzewiałych maszyn i połaci  
brzydkich brązowych terenów Cranlake Crescent. Myślenie o tym sprawiło, że jej 
wizja znów się rozmazała. 
 
Jakiś kształt wszedł do tego wykrzywionego obrazu, ruszając z determinacją przez 
trawnik. Wysoki i człekopodobny.  
Diabeł. Stał w cieniu drzew równie zamazany jak one, stał jak wryty.  
Przerażona,  potarła oczy i zamrugała. 
Nie zwykły diabeł, Lucyfer.  
Ranjit. 
 
Przez chwile stał zakłopotany, patrząc na nią. Wściekła na siebie, mrugnęła jeszcze 
raz. Wspaniały Ranjit. Boże, jak typowo: to był pierwszy raz od tygodni kiedy raczył

 

ją dostrzec znad swojego arystokratycznego nosa, a ona stała tu z czerwonymi 
oczami, zatkanym nosem i grymasem niezadowolenia jak jakaś kapryśna harpia.  
Zmierzył ją wzrokiem. -  Co się stało? 
- Nic - warknęła. - Wszystko w porządku. - Czemu nie urwiesz mu głowy, Cassie? 
- Nie wygląda na to. Jakiś problem?   
- Nie ma żadnego problemu.- Zacisnęła pięści.- Nic czego nie mogę załatwiać. Nie 
potrzebuję twojej pomocy. 
 Jego spojrzenie było niewzruszone. Sprawiło, że zadrżała.  
- Nie bądź tego taka pewna. 
 
Nie wiedząc co odpowiedzieć, mogła go tylko spiorunować wzrokiem, ciężko 
oddychając. Możesz wziąć dziewczynę z Cranlake Crescent, pomyślała gorzko ale 
nie możesz wyrwać Cranlake Crescent z dziewczyny. Był zbyt piękny, by móc mu 
zaufać, wystarczy wspomnieć Richarda. Musi się mieć się na baczności. Ostatnie 
półgodziny upokorzenia, dopiekło jej zbyt mocno. 
 
- Dam ci radę, - powiedział. 
- Nieważne czy chcę tego czy nie? 
- Tak. -  Oczy Ranjita były zimne. - Trzymaj się z daleka od Richarda Halton-Jones'a. 
- Odczułam to już, dzięki, - wypluła z siebie. 
- Widzę - skrzywił się.- Przepraszam 
- Nie musisz. Po prostu odejdź.- Cassie zagryzła mocno wargę, zdecydowana nie 
wybuchnąć przed nim płaczem. 
- W porządku, tylko wyświadcz mi przysługę. Tak naprawdę, zrób przysługę sobie. 
Trzymaj się z dala od nas wszystkich.  
- Nie jestem dość dobra dla wspaniałych Few, o to chodzi? 
- Nie nadymaj się tak. Posłuchaj, jeśli zaangażujesz się we Few, będziesz tego 
żałować.  
 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

 

Praca : Killari i anku35 

 

Cassie poczuła, jak krew uderza jej do głowy. 
- Grozisz mi? 
- Nie. Ostrzegam cię.  
- Jaki masz w tym interes do diabła, ostrzegając mnie? 
- To moja sprawa, Cassandro.  
 
Sposób w jaki wymówił jej imię, brzmiał jakby był zainteresowany, jednak gdy  
spojrzała na jego twarz, ta była nieprzenikniona. Palant. 
- Tak więc uważam naszą rozmowę za niebyłą. Nie potrzebuję twojej rady, albo 
twoich ostrzeżeń. I naprawdę nie musisz mnie śledzić na korytarzach w nocy.  
 
Oczy Ranjita rozszerzyły się, Cassie uśmiechnęła się w duchu. Nie spodziewał się 
tego. 
- Nie będę. - Wzruszył ramionami. Na jego twarzy pojawił się dziwny, gorzki 
uśmiech.- Jeśli jesteś tak samowystarczalna, nie będę marnować mojego czasu 
martwiąc się o ciebie.  
 
Z niedowierzaniem, Cassie przyjrzała się, jak przeszedł przez trawnik. Nawet nie 
rzucił okiem z powrotem, nadęty kapucyn. Może sobie iść. Bo oczywiście nie jest 
wystarczająca dobra dla niego. 
Cassie osunęła się w dół pnia drzewa, cały czas patrzyła za nim.  
Nigdy wcześniej nie spotkała takiego „ brzydala” w swoim życiu.  
 
A mimo to szaleńczo jej się podobał.