background image
background image

Joss Wood

Ja zawsze wygrywam

Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: Reckless Envy

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2020 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin

Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji

części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych –

jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi

znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i

zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym

do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą

być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books

S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7940-6

background image

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek

Woblink

background image

PROLOG

Sześć lat wcześniej

Emily  Arnott  jednym  haustem  wychyliła  kieliszek

szampana i skrzywiła się na widok ogromnej błyszczącej kuli
zwisającej  z  sufitu  sali  balowej  country  clubu  w  Falling
Brook. Przesadzili z dekoracjami, pomyślała.

Trzy, dwa, jeden…

Szczęśliwego cholernego nowego roku. Dla mnie.

Tkwiąc  w  kącie  sali,  zamrugała,  powstrzymując  łzy.

W  tym  momencie  chętnie  znalazłaby  się  w  każdym  innym
miejscu,  byle  nie  tu.  Impreza  w  ekskluzywnym  klubie  na
obrzeżach  rodzinnego  miasta  to  był  pomysł  Giny,  gdyż  klub
był miejscem spotkań zamożnych mieszkańców okolicy.

Bilety na ten niecierpliwie oczekiwany bal kupił ojciec, ale

ponieważ nie znosił tłumu i ludzi w ogóle, przekazał je córce.
Wydawało się, że jej najlepsza przyjaciółka i współlokatorka
z akademika bawi się doskonale. Właśnie kołysała się w tańcu
z Drew jakimś tam i namiętnie się z nim całowała.

Zapowiadało  się,  że  to  będzie  szczęśliwy  wieczór  dla

Giny, zaś jeśli chodzi o Emily… chyba nie.

Zamknęła  oczy,  gorąco  zalało  jej  dekolt  i  policzki.

W  przeciwieństwie  do  Giny  nie  zacznie  nowego  roku  od
szybkiego numerka ani nawet pocałunku.

background image

Właśnie została odpędzona jak natrętna mucha.

Poczuła  kobiece  dłonie  na  ramionach,  a  kiedy  podniosła

powieki, Gina ją uściskała.

- Szczęśliwego  nowego  roku,  Em.  Fantastyczna  impreza,

prawda?

Nie  chciała  zepsuć  przyjaciółce  wieczoru,  więc  tylko

posłała jej słaby uśmiech.

- Co się stało? – spytała Gina.

Emily wskazała na parkiet.

- Drew cię szuka. Jutro ci powiem.

Gina odrzuciła do tyłu włosy.

- Zaczeka – stwierdziła z pewnością siebie młodej włoskiej

gwiazdki.  –  Czemu  sterczysz  w  kącie  i  wyglądasz,  jakbyś
połknęła wiadro mrówek ogniowych?

Gina była równie atrakcyjna co uparta.

-  Chciałam  kogoś  poderwać,  ale  mi  się  nie  udało  –

przyznała niechętnie Emily.

- Zdarza się – odrzekła filozoficznie Gina.

Emily  wiedziała,  że  seksownej  przyjaciółce  zdarza  się  to

bardzo rzadko, jeśli w ogóle.

- Co się stało, kochanie? – powtórzyła łagodnie Gina.

Emily westchnęła i uniosła kolejny kieliszek.

- Po alkoholu człowiek ma odwagę, więc pomyślałam, że

się z kimś prześpię, przeżyję przelotny romans…

background image

- Za dwa dni kończysz dwadzieścia jeden lat, masz do tego

prawo. Na pewno zasługujesz na dobrą zabawę.

Gina  była  najmniej  oceniającą  osobą,  jaką  znała  Emily,

a to tylko jeden z powodów, dla których tak ją lubiła.

-  Przyznaję,  że  mierzyłam  wysoko.  Chciałam  poderwać

Matta Veleza.

Gina rozejrzała się, zmarszczka przecięła jej czoło.

- Kogo?

Emily rozejrzała się, ale nie dostrzegła byłego buntownika

z  Falling  Brook,  cudownego  dziecka  MJR  Investing
i  najmłodszego  prezesa  firmy.  Gdyby  opuścił  klub,  mogłaby
przestać się ukrywać. Cieszyła się, że go nie widzi, bo ilekroć
spojrzała na jego oliwkową skórę, ciemne oczy i wyrzeźbione
ciało, traciła głowę.

Matt  miał  lekko  zakrzywiony  nos  i  nie  był  może

uosobieniem  klasycznej  męskiej  urody,  ale  coś  w  jego
surowych  rysach  i  enigmatycznym  spojrzeniu  odbierało  jej
dech w piersi. Miała dość chłopaków z college’u, a Matt był
mężczyzną.  Krążąc  w  tłumie  dobrze  ubranych  i  zamożnych
ludzi, emanował energią i pewnością siebie.

Wszystkie  kobiety  w  tej  sali  oglądały  się  za  nim.

Wystarczyłoby, żeby kiwnął palcem, a każda z nich by za nim
pobiegła. Nic dziwnego, że nie zareagował, gdy Emily spytała,
czy może mu postawić drinka.

-  Drinki  są  wliczone  w  cenę  biletu,  kochanie  –  odparł

pozbawionym zainteresowania tonem.

- Aha, tak, racja. No, jestem Em… Emily.

background image

- Matt. – Ujął dłoń, którą do niego wyciągnęła, lekko nią

potrząsnął  i  szybko  puścił,  jakby  cierpiała  na  wyjątkowo
zakaźną chorobę.

Gina  wciąż  jej  powtarzała,  że  musi  być  bezpośrednia

i  asertywna,  bo  mężczyźni  lubią  takie  kobiety,  więc  szukała
czegoś,  co  mogłaby  powiedzieć,  a  co  oscylowało  między
„Boże, ale z ciebie przystojniak” i „Pocałuj mnie, proszę”.

Matt  zbierał  się  do  odejścia,  więc  Emily  łamała  sobie

głowę, szukając inteligentnej czy zabawnej uwagi, która by go
zatrzymała.

-  Proszę  mnie  pocałować,  jeśli  się  mylę,  ale  dinozaury

wciąż istnieją, prawda? – W myślach pacnęła się w czoło. Nie
mogła uwierzyć, że powiedziała coś tak głupiego.

- Podrywa mnie pani? – spytał, a jego oczy zabłysły. Nie,

nie pożądaniem. Może irytacją.

- No… tak.

- Fatalnie to pani wychodzi. – Spojrzał na jej kieliszek. –

Upiła się pani?

- Może trochę – przyznała z ociąganiem.

To nie była prawda, ale przyznanie się do stanu lekkiego

upojenia było lepsze niż wyjawienie, że się denerwuje.

Matt zamówił szklankę wody i wcisnął ją jej do ręki.

- Proszę to  wypić  i  wracać  do  domu.  Jest  pani  gupikiem

w sali pełnej rekinów, pożrą panią.

Normalnie w takim momencie byłaby już w połowie sali,

ale Matt miał w sobie coś takiego, że stała w miejscu, jakby

background image

przykleiła  się  do  podłogi.  Owszem,  zawaliła  sprawę,  ale
pomyślała, że da sobie jeszcze jedną szansę.

- Chcę tylko rozpocząć nowy rok w miły sposób.

-  Emily,  nazywa  się  pani  Emily,  tak?  –  Kiedy  skinęła

głową, westchnął. – Jest pani dla mnie za młoda, no i chyba
pijana.

-  Może  trochę  podchmielona,  ale  za  dwa  dni  kończę

dwadzieścia jeden lat – plotła dalej.

Nie  była  dość  dobra  dla  własnej  matki,  nie  była

wystarczająco  dobra  dla  Matta  Veleza.  Kiedy  ona  się  czegoś
nauczy? I czemu jej nogi nie słuchają rozumu?

Matt jęknął i przycisnął palcami opuszczone powieki.

-  Czemu  wpuszczają  dzieci  na  imprezy?  –  Opuścił  rękę

i  wbił  w  nią  wzrok.  –  Okej,  powiem  inaczej…  Jesteś
zdecydowanie nie w moim typie.

Kiedy  skończyła  opowiadać  Ginie  tę  historię,  na  twarzy

przyjaciółki współczucie zastąpiło przerażenie.

- O Boże, Em, ty zawsze tak źle wybierasz.

Nie mogła z tym dyskutować.

-  Mnie  to  mówisz?  Potrzebuję  lekcji…  -  Urwała,

dostrzegając,  jak  Matt  Velez  tańczy  na  parkiecie,  trzymając
w objęciach blondynkę w czarnej sukni.

Spuściła  wzrok  na  swój  jasny  lok  i  czarną  obcisłą

koktajlową sukienkę.

Nie w jego typie? To czemu tańczy z kobietą, która jest do

niej tak podobna, przyciskając wargi do jej skroni, z ręką na
jej  pupie?  Oparła  się  o  ścianę.  Między  nią  a  kobietą

background image

w  ramionach  Matta  istniało  spore  podobieństwo,  a  jednak
została  przez  niego  odtrącona  z  powodu,  którego  nie
pojmowała.

Gina ścisnęła jej ramię z empatią i wróciła do Drew.

Emily  mierzyła  Matta  wzrokiem.  Gina  posłała  jej

zatroskane  spojrzenie,  na  które  odpowiedziała  uśmiechem.
Wszystko  w  porządku,  a  nawet  jeśli  nie,  Gina  temu  nie
zaradzi.

Inaczej niż Emily, przyjaciółka dorastała w pełnej rodzinie,

otoczona miłością, a rodzice powtarzali jej, że może być, kim
chce i robić, co tylko zechce. Emily nie poznała takiej miłości
i  wsparcia.  Sądziła,  że  ojciec  ją  kocha,  ale  żył  we  własnym
świecie.  Matka  porzuciła  rolę  żony,  gdy  Emily  miała
czternaście lat. Niewiele osób rozumie, że kiedy osoba, która
powinna  cię  kochać,  opuszcza  cię  z  wyboru,  trudno  ci
uwierzyć,  że  inni,  którzy  stają  się  dla  ciebie  ważni,  nie
postąpią tak samo.

Przez minione siedem lat Emily zabiegała o to, by czuć się

ważna i akceptowana. Jej potrzeba bliskości była większa niż
lęk  przed  odrzuceniem.  Mimo  świadomości,  że  to  nierealne,
czekała, aż matka się do niej odezwie, aż ojciec wychyli się ze
swojego świata i zrozumie, że jego córka potrzebuje ojca.

Była już na trzecim roku college’u, a wciąż wyczekiwała

pochwały  profesorów,  przywiązywała  się  do  każdego
chłopaka,  który  zwrócił  na  nią  uwagę,  i  zbyt  wiele
inwestowała w przyjaźń.

Musiała  z  żalem  przyznać,  że  jest  beznadziejnym

przypadkiem.

background image

Co  gorsza,  kompromitowała  się.  Pora  przestać  szukać

potwierdzenia  własnej  wartości  u  innych.  Kiedy  nowy  rok
zastąpił  stary,  przysięgła  sobie,  że  od  tej  chwili  będzie
niezależna emocjonalnie.

Odtąd jej własne zdanie będzie dla niej miarodajne. Będzie

się  kierowała  rozsądkiem,  pilnując,  by  znów  ktoś  jej  nie
porzucił czy odtrącił.

Nowy rok, nowa Emily. Najwyższy czas dorosnąć.

A tak przy okazji, chrzanić Matta Veleza.

Kobieta  w  jego  ramionach  –  Boże,  nie  pamiętał  jej

imienia  –  była  kiepskim  substytutem  tej,  z  którą  pragnął
zatańczyć.  Jej  włosy  były  szorstkie  od  zbyt  częstego
rozjaśniania, a ciężki korzenny zapach zatykał mu nos.

Obejrzał  się  przez  ramię  na  Emily,  która  stała  oparta

plecami o ścianę, i żałował, że nie trzyma jej w ramionach, że
nie  dotyka  jej  jedwabistych  włosów  i  nie  wciąga  lekkiego
kwiatowego zapachu.

Gdy  odrzucił  jej  propozycję  i  spojrzał  w  oczy  –

ciemnoniebieskie,  właściwie  fiołkowe  –  jego  zwykle  mało
wrażliwe  serce  zabiło  mocniej.  Z  kremową  karnacją
i  wysokimi  kośćmi  policzkowymi  wyglądała  jak
bożonarodzeniowy aniołek, niewinna i czysta.

Jego całkowite przeciwieństwo.

Już  prawie  zaakceptował  jej  ofertę,  mało  brakowało,

a  wyciągnąłby  ją  z  sali  i  wepchnął  do  swojego  auta,  kiedy
sobie przypomniał, że jest zbyt młoda, zbyt niewinna…

Nie  zadawał  się  z  niewiniątkami.  Nawet  gdyby  nie

cieszyła się opinią anioła z Falling Brook, każdy głupiec mógł

background image

zobaczyć, że jest naiwna i niewinna. Założyłby się, że jeszcze
nie uprawiała seksu, nie wspominając o szybkim numerku czy
przelotnym romansie.

Matt  nigdy  nie  był  niewinny,  w  wieku  dziesięciu  lat  był

większym  cwaniakiem  niż  ona  teraz.  Był  też  ekspertem  od
przygód seksualnych, romansów oraz flirtów.

Był niegdyś najbardziej znanym buntownikiem w mieście,

kiedyś znienawidzonym, teraz fetowanym, bo został prezesem
MJR Investing na niedalekim Manhattanie. Zawsze go bawiło,
że garść jego klientów z Falling Brook beztrosko udawała, że
nie  kradł  ich  samochodów  dla  zabawy  i  nie  spędzał
namiętnych  chwil  w  tychże  samochodach  z  ich
rozpieszczonymi i ładnymi córkami.

Ich  księżniczki  chętnie  podejmowały  ryzyko,  a  Matt

z radością podejmował się roli przewodnika.

A jednak pewne dziewczyny nawet wtedy dla takich jak on

były niedostępne. Emily Arnott, gdyby miała mniej więcej tyle
lat  co  Matt,  należałaby  to  tej  grupy.  Arnottowie  byli  jedną
z  najbardziej  szanowanych  rodzin  w  Falling  Brook,  miasto
wyjątkowo  ceniło  samotnego  ojca  syna  specjalnej  troski
i  córki  o  anielskiej  urodzie.  Kiedy  Leonard  Arnott  stracił
większość  majątku  na  skutek  malwersacji  w  firmie  Black
Crescent,  żona  go  opuściła  –  zerwała  wszelkie  kontakty
z mężem i dwójką dzieci.

Leonard  musiał  sam  odbudować  firmę  i  zająć  się

wychowaniem  dzieci.  Wkrótce  jednak  –  plotki  na  ten  temat
dotarły  nawet  do  mniej  porządnych  dzielnic,  gdzie  dorastał
Matt – skupił się głównie na pracy, zaś Emily była zmuszona
zadbać nie tylko o siebie, ale także brata.

background image

Przeżyła  trudne  chwile,  lecz  według  plotek  –  tak,  Matt

nadstawiał  uszu,  ilekroć  słyszał  jej  imię  –  życie  pięknej
blondynki  w  końcu  się  ustabilizowało.  Jej  brat  zamieszkał
w  Brook  Village,  domu  dla  dorosłych  specjalnej  troski,  zaś
Emily kończyła college i miała dołączyć do firmy ojca.

Była najlepszą partią w Falling Brook i nie potrzebowała

największego w mieście buntownika i podrywacza.

A  Matt  też  wolałby  jej  unikać.  Zwłaszcza  że  go

intrygowała, a fascynacja sięgała głębiej, niżby sobie życzył.
Odczuwał  szaloną  potrzebę  dowiedzenia  się,  co  kryją  te
przepiękne  oczy,  jakie  myśli  krążą  w  jej  głowie.  Tak,  chciał
poznać jej smak, przekonać się, czy jej skóra jest tak gładka,
na  jaką  wygląda,  a  włosy  tak  miękkie,  jak  podejrzewa,
a  obrazy  Emily  będącej  częścią  jego  życia  dosłownie  go
bombardowały. Widział ją w łóżku, z filiżanką porannej kawy,
skuloną  wieczorem  na  sofie  przed  telewizorem.  Przyziemna
codzienność – tego instynktownie pragnął z Emily.

Tyle  że  nie  pozwalał  sobie  na  podobne  pragnienia,  nie

pozwalał  sobie  marzyć.  Bo  kiedy  pragnął  zbyt  wiele,  nigdy
tego  nie  dostawał.  Łatwiej  było  pozbyć  się  pragnień  i  w  ten
sposób uniknąć rozczarowania.

Kobieta  w  jego  ramionach  odsunęła  się  lekko,  odchyliła

głowę i uśmiechnęła się zmysłowo.

- Chcesz stąd wyjść?

Matt, wciąż myśląc o Emily, omal nie powiedział nie.

- Dwie godzinki bez zobowiązań?

Skinęła głową, głaszcząc połę jego smokingu.

- Jeśli tak chcesz to rozegrać.

background image

Z nią i z każdą inną kobietą nie chciał niczego więcej.

Nie  oglądając  się  już  na  Emily,  ruszył  za  nieznajomą,

ignorując  rozczarowanie,  że  wychodzi  z  niewłaściwą
blondynką. Marzenia są dla głupców, liczy się rzeczywistość.
Przynajmniej nie będzie samotnie świętował nowego roku.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Jadąc krętą wysadzaną drzewami drogą do country clubu

w  Falling  Brook  cieszył  się  kontrolowaną  mocą  swojego
zabójczo  drogiego  mercedesa  AMG  roaster.  Powściągając
pokusę dalszej jazdy, delikatnie dotknął hamulców. Samochód
niezwłocznie  zareagował  i  zatrzymał  się  gładko  przed
stanowiskiem  parkingowych.  Przez  moment  chciał  sam
zaparkować  swoje  nowiutkie  dziecko,  ostatecznie  jednak
upuścił kluczyk i napiwek na otwartą dłoń parkingowego.

- Dziękuję panu, dobrze się nim zaopiekuję.

Matt  skrzywił  się.  Często  używał  tych  samych  słów,  gdy

pracował  tu jako parkingowy  ponad  piętnaście  lat wcześniej.
Po dwóch tygodniach został wyrzucony z pracy, bo nie mógł
się  powstrzymać  i  wziął  porsche  911  jednego  z  gości  na
szybką  przejażdżkę.  O  mały  włos  nie  stracił  panowania  nad
samochodem  i  był  wdzięczny,  że  stracił  tylko  pracę,  a  nie
życie.  Na  myśl  o  tym,  że  oddaje  nastolatkowi  swój
najnowocześniejszy  samochód  o  nieokiełznanej  mocy,  ciarki
przeszły mu po plecach.

- Potrafisz prowadzić auto z ręczną zmianą biegów?

- Tak, proszę pana.

Matt  przekrzywił  głowę  i  spojrzał  na  chłopaka  spod

przymrużonych  powiek.  Przyglądał  się,  jak  młody  człowiek
ostrożnie  zajął  miejsce  za  kierownicą  i  zapiął  pas,  mając  do

background image

przejechania jakieś pięćdziesiąt metrów. Przyjrzał się bacznie
kontrolkom,  po  czym  delikatnie  przesunął  dźwignię  zmiany
biegów.  Ruszył  bezgłośnie  i  jechał  z  prędkością  szybkiego
spaceru. Matt odetchnął. Temu chłopakowi nie wpadnie chyba
do głowy, by przejechać się jego autem.

Odprowadził  mercedesa  wzrokiem,  potem  zapiął

marynarkę  od  garnituru  z  metką  znanego  projektanta
i  zadowolony  ruszył  na  elegancką  imprezę  charytatywną.
Przywykł do działania i bywania solo, robił tak przez większą
część swojego życia. A to był tylko kolejny koktajl i aukcja, na
której miano zbierać pieniądze na prywatną szkołę w Falling
Brook.

Był  dość  pewny,  że  szkoła  nie  potrzebuje  wsparcia,  ale

imprezy  charytatywne,  na  których  można  pochwalić  się
kosztownymi ciuchami, stanowiły istotną część towarzyskiego
kalendarza miasta, okazję, by zostać zauważonym i pokazać,
jak jest się bogatym i hojnym.

Było to również doskonałe miejsce, by poznać najnowsze

plotki. MJR Investing miało tylko kilkoro klientów z Falling
Brook, więc Matt stale poszukiwał nowych. To podczas takich
imprez  plotkowano  o  zdradach,  rozwodach,  spadkach
i stratach, które mogły mieć wpływ na portfolio klientów MJR
Investing.  Przezorny  zawsze  ubezpieczony,  jak  mówi  stare
powiedzenie.

Wkroczył do luksusowego klubu, zauważając, że nic się tu

nie  zmieniło.  Kartę  członkowską  wciąż  trudniej  było  zdobyć
niż bilet na wyprawę wokół księżyca.

Dla jego rodziców klub country club Falling Brook to były

wyżyny wyrafinowania i szczyt akceptacji.

background image

Byli przeszczęśliwi, kiedy kilka miesięcy temu jego brat –

który robił karierę akademicką – został przyjęty w te otoczone
czcią  progi.  Nie  wiedzieli  –  albo  ich  nie  obchodziło  –  że
młodszy  syn  już  od  lat  był  członkiem  klubu.  Niespecjalnie
interesowali się jego życiem.

Kiedy za pierwszym razem otrzymujesz ideał, po co tracić

czas, pieniądze i energię na drugiego syna?

Odsunął od siebie bolesne wspomnienia, spojrzał w lustro

i  ujrzał  w  nim  kobietę,  która  właśnie  weszła  do  holu.  Miała
ściągnięte  do  tyłu  jasne  włosy,  co  podkreślało  jej  kości
policzkowe i fiołkowe oczy.

Emily Arnott wciąż wyglądała jak anioł.

Inni  często  tak  o  niej  mówili.  Dla  Matta,  który  był  teraz

starszy,  często  powtarzane  słowa  świadczyły  o  braku
kreatywności.

Nie  mógł  zaprzeczyć,  że  Emily  jest  piękna.  Wysoka,

szczupła,  emanująca  spokojem.  Jej  ciało  otulała  długa  do
ziemi  suknia  w  kolorze  stali  z  rozcięciem  eksponującym
zgrabne  udo.  Suknia  była  seksowna,  ale  Matt  wiedział,  że
nawet w worku na śmieci Emily zrobiłaby na nim wrażenie.

Nigdy  nie  zapomniał  jej  podrywu.  Minęło  sześć  lat  od

chwili, gdy ją odtrącił i nadal była to jedna z rzeczy, których
najbardziej żałował.

Tak,  była  wówczas  zbyt  młoda  i  trochę  pijana  –  a  on

ledwie  panował  nad  pożądaniem  –  mógł  jednak  odrzucić  jej
propozycję  w  bardziej  uprzejmy  sposób.  Powaliła  go  na
kolana,  mówiąc  metaforycznie,  i  bardzo  go  kusiło,  by

background image

skorzystać  z  jej  oferty.  Ale  ponieważ  serce  omal  nie
wyskoczyło mu z piersi, przerażony wcisnął hamulce.

Podczas tamtej krótkiej wymiany zdań przed oczami jego

wyobraźni  przemknęło  wiele  obrazów:  Emily  w  prostej
ślubnej sukni z pierścionkiem na palcu, jasnowłose dzieci, jej
pomarszczona  twarz.  Wiedział,  że  siedemdziesięcioletnia
Emily będzie go zachwycała tak jak teraz.

Nigdy  nie  zaznał  miłości,  nie  czuł  się  częścią  własnej

rodziny i wcześnie zdecydował, że samemu będzie mu lepiej.
Żadna  kobieta  do  tej  pory  nie  zagroziła  jego  statusowi
samotnego wilka. Emily w ciągu krótkiej rozmowy kazała mu
pomyśleć  o  ślubie,  dzieciach  i  szczęśliwej  wspólnej
przyszłości. Jezu.

Nikt  tak  jak  ona  nie  rozłożył  go  na  łopatki.  Pragnął  jej

z gwałtownością, jakiej dotąd nie znał. W dzieciństwie pragnął
wiele,  od  zabawek  przez  uczucie  po  uwagę,  i  powoli  zaczął
sobie  uświadamiać,  że  im  bardziej  czegoś  pragnie,  tym
mniejszą  ma  szansę,  że  jego  pragnienie  się  spełni.  A  zatem
zrezygnował z pragnień. Już jako dziecko z dystansowania się
stworzył formę sztuki.

Jeśli niczego nie pragniesz ani nie oczekujesz, nie spotka

cię zawód, nikt nie pozbawi cię iluzji.

A ponieważ czuł, że przy Emily traci kontrolę, zachował

się  jak  dupek,  usiłując  się  od  niej  zdystansować.  Niechętnie
wówczas przyznał, że Emily stanowi dla niego zagrożenie.

Teraz  był  starszy,  jeszcze  bardziej  oddany  pracy

i  przywiązany  do  życia  singla.  Nie  był  pustelnikiem,  lecz
bliska  relacja  męsko-damska  nie  znajdowała  się  na  szczycie
jego listy priorytetów.

background image

Oczywiście  Emily  nadal  była  nadzwyczaj  atrakcyjna.  Na

szczęście od czasu do czasu, gdy go zauważała, unosiła brwi
i  dawała  do  zrozumienia,  że  nie  zamierza  mu  wybaczyć
nietaktownego zachowania.

Ruszył  w  stronę  wind.  Nacisnął  przycisk  najbliższej

i poczuł zapach lekkich świeżych perfum.

Trzy kroki, dwa, jeden…

-  Jedzie  pan  do  sali  balowej?  –  spytała  seksownie

schrypniętym głosem.

Do  diabła,  wciąż  pragnął  słyszeć  jej  zmysłowy  głos

w środku nocy, gdy zostaną sami.

Odwrócił się i spojrzał w jej oczy, zauważając w nich szok

i irytację, a także niesmak, choć pod wszystkimi negatywnymi
emocjami zabłysło też coś więcej.

- Och, to pan.

Przepuścił  ją  przodem,  wsiadł  za  nią  i  nacisnął  guzik

piętra,  gdzie  mieściła  się  sala  balowa.  Gdy  stanął  do  niej
twarzą, gwałtownie podniosła wzrok. Założyłby się, że chwilę
wcześniej przyglądała się jego biodrom.

Uśmiechnął się do niej.

- Podobam się pani?

Jej chłodny wyraz twarzy nie uległ zmianie.

- Niezłe opakowanie. – Wzruszyła ramionami. – Ale ja już

dorosłam  i lubię,  kiedy ładne opakowanie  kryje wartościową
treść.

Zabolało!

background image

Nie miał zwyczaju dawać za wygraną i otworzył usta, ale

szybko  je  zamknął  i  pohamował  chęć,  by  wziąć  Emily
w ramiona i całować ją do utraty tchu.

Chciał przerwać pełną napięcia ciszę, ale nie miał pojęcia,

co  powiedzieć.  Brakowało  mu  słów.  W  Falling  Brook
w  zasadzie  z  nikim  się  nie  spotykał,  traktował  swój  dom
w mieście jak azyl oraz ucieczkę przed ludźmi i presją pracy
na Manhattanie. W ciągu minionych sześciu lat tylko trzy razy
spotkał Emily i nie wiedział, kiedy znów będzie miał okazję
znaleźć się z nią sam na sam.

Uznał  zatem,  że  równie  dobrze  może  poruszyć

niewygodny  temat.  Gdyby  rozwiązali  ten  problem  sześć  lat
temu, może napięcie między nimi by zmalało, może nawet już
by  jej  nie  pożądał.  Naprawdę  powinien  przestać  myśleć
o Emily Arnott i wszystkich tych cudownych i niegrzecznych
rzeczach, które chciał z nią robić.

-  Porozmawiajmy  o  tamtym  wieczorze  –  zasugerował,

naciskając przycisk Stop.

Winda zatrzymała się, a Emily zmierzyła go wzrokiem.

- Nie. I proszę uruchomić windę.

Matt nie miał zwyczaju słuchać poleceń.

-  Przykro  mi,  jeśli  zraniłem  pani  uczucia,  ale  była  pani

wstawiona, a ja nie wykorzystuję dziewcząt w takim stanie.

To była tylko część prawdy.

- Powiedział mi pan też, że nie jestem w pana typie.

Tak powiedział? To jest większym idiotą, niż sądził.

background image

- A dziesięć minut po tym, jak mnie pan odprawił, trzymał

pan rękę na tyłku innej blondynki w czarnej sukni.

Na to wspomnienie Matt się skrzywił. Kusiło go wówczas,

by wrócić do Emily, ponieważ jednak wiedział, że nie wolno
mu tego robić, znalazł bardzo nieadekwatny substytut. A przy
okazji zranił Emily.

- Przykro mi – rzekł z nadzieją, że mu uwierzy. – Wybaczy

mi pani? Da się pani zaprosić na kolację, żebym mógł to pani
wynagrodzić?

Skąd mu się to, do diabła, wzięło? Miał trzymać się od niej

z daleka.

Przez  twarz  Emily  przemknęło  zdumienie,  szybko

zastąpione  przez  panikę.  Zamknęła  oczy  i  cicho,  za  to
soczyście przeklęła. Nie spodziewał się, że usłyszy coś takiego
z jej ust. Anielica okazała się nie aż tak anielska.

Dobrze wiedzieć.

Podniosła  powieki,  a  kiedy  zrobiła  krok  w  jego  stronę,

wstrzymał oddech. Myśl o dystansie wyparowała, nie mógł się
doczekać, aż pozna jej smak. Wiedział, że byłoby im dobrze.
Dobrze? Do diabła, łóżko stanęłoby w płomieniach.

Pochylił głowę, by nie musiała stawać na palcach, bo choć

obcasy dodawały jej parę centymetrów, sięgała mu ledwie do
ramienia. Zamknął oczy, myśląc, jak długo na to czekał…

Winda  szarpnęła  i  ruszyła,  a  on  omal  nie  stracił

równowagi. Emily posłała mu ironiczny uśmiech, uniosła rękę
i poklepała go w policzek.

- Naprawdę myślał pan, że rzucę się panu w ramiona?

background image

Kiedy po chwili drzwi windy się otworzyły, dodała:

- Sześć lat temu zdawało mi się, że jest pan moją bajką, ale

teraz wolę szampana.

Patrzył  na  nią,  kiedy  się  oddalała.  Pomyślał,  że  jest

zniewalającą  mieszanką  seksu,  wrażliwości  i  dzikości.  Była
teraz setki razy bardziej intrygująca niż przed laty.

A to dla mężczyzny, dla którego szczytem zaangażowania

jest  spędzenie  z  kobietą  nocy  i  wspólne  śniadanie,  było
przerażające.

Poczuł  wibracje  na  nadgarstku,  spojrzał  na  zegarek

i  zobaczył,  że  telefon  wysyła  mu  alerty.  Postukał  w  ekran,
wyświetlając  wielobarwną  mapę.  Potrzebował  chwili,  by  się
zorientować, że plamka mknąca drogą prowadzącą z klubu to
jego  nowy  mercedes  AMG  roadster  i  że  parkingowy
o wyglądzie ministranta wybrał się nim na przejażdżkę.

Mały drań. Matt modlił się, by ten sam bóg głupoty, który

go chronił, kiedy miał szesnaście lat, był tego dnia na dyżurze
i żeby chłopak nie wylądował na latarni.

Co jeszcze może pójść nie tak?

Ruszając  do  sali  balowej,  Emily  pomyślała,  że  nie  ma

czasu  ani  ochoty  na  rozmowy  z  wciąż  atrakcyjnym  Mattem
Velezem.  Pierścionek  z  brylantem  na  palcu  jej  lewej  ręki
ciążył jej i parzył.

Czemu ciało zdradza ją za każdym razem, gdy oddychają

z  Mattem  tym  samym  powietrzem?  Jej  serce  zaczęło
galopować,  piersi  nabrzmiały.  Wzrokiem  wciąż  wracała  do
jego  zmysłowych  warg,  miała  chęć  przesunąć  kciukiem

background image

wzdłuż  jego  brwi,  po  płaskim  brzuchu  i  tej  wypukłości
w spodniach, której nie dało się nie zauważyć.

Sześć  lat  przeleciało,  a  Matt  wciąż  budził  w  niej

pożądanie. Jakie to irytujące.

Zerknęła na pierścionek i żołądek podszedł jej do gardła.

Poprzedniego  dnia  jej  życie  wydawało  się  normalne,  wręcz
nudnawe.  Tego  wieczoru  była  –  tymczasowo  –  zaręczona
z szaleńcem. Jak to się stało, do cholery?

Niezdolna  stawić  czoło  tłumowi  w  sali  balowej

maszerowała  dalej korytarzem,  po czym chyłkiem  weszła  do
małego,  na  szczęście  pustego  pokoju  konferencyjnego.
Chwyciła  się  oparcia  krzesła,  pochyliła  głowę  i  patrzyła  na
kosztowny dywan, próbując opanować mdłości.

Ciężko  pracowała,  przestrzegała  zasad,  starała  się,  jak

mogła. Czemu spotkało ją coś takiego?

Drzwi za jej plecami otworzyły się. Odwróciła się i z ulgą

zobaczyła Ginę. Przyjaciółka i osobista asystentka w Arnott’s
Wealth Management pospieszyła ku Emily i położyła ręce na
jej ramionach.

-  Widziałam,  że  zostawiłaś  Matta  Veleza.  Rozmawiałaś

z nim? Zdenerwował cię?

Emily  prychnęła.  Żałowała,  że  Matt  nie  jest  jej  jedynym

problemem, bo z nim poradziłaby sobie bez trudu.

-  Myślisz,  że  pozwoliłabym  się  zdenerwować  temu

rozpustnikowi? Dzwoniłam do ciebie, zostawiłam ci mnóstwo
wiadomości.

-  Bateria  mi  siadła,  poza  tym  miałam  towarzystwo  –

odparła Gina.

background image

Nic nowego. Nie wiedząc, od czego zacząć, Emily uniosła

rękę i pokazała przyjaciółce pierścionek. Gina chwyciła ją za
palec zszokowana.

- Co to jest?

- Wygląda na to, że jestem zaręczona z Nikiem Morrisem.

Gina  patrzyła  na  nią  tak  długo,  aż  uśmiech  sięgnął  jej

oczu.

- Okej, bardzo zabawne. Akurat byś się zgodziła, żeby ten

padalec włożył ci pierścionek na palec.

Och, bardzo by chciała, żeby to był żart. Nie miała za złe

Ginie,  że  jej  nie  uwierzyła.  Powiedziała  Nicowi  na  ich
ostatniej randce, że mogą być tylko przyjaciółmi, gdyż nie jest
zainteresowana  związkiem  z  nim  ani  kimkolwiek  innym.  Jej
wyjaśnienie  było  zwięzłe  i  proste,  nie  tłumaczyła,  że  samej
jest jej dobrze, że widziała spustoszenie, do jakiego prowadzi
miłość  i  nie  chce  mieć  z  tym  do  czynienia.  Doskonale
pamiętała swoje emocje, kiedy matka ją opuściła.

Nie  interesowało  jej  małżeństwo,  dzieci…  życie

z  człowiekiem,  który  mógłby  ją  porzucić.  Nie  była  taka
odważna ani tak głupia.

Gina przez długą chwilę wlepiała w nią wzrok, a ponieważ

Emily nie odpowiedziała jej uśmiechem, zakryła usta ręką.

- Czemu się zgodziłaś? Przecież mu powiedziałaś, że nie

jesteś nim zainteresowana, tak?

Emily  była  przekonana,  że  właśnie  to  skłoniło  go  do

oświadczyn. Nico nie znosił odrzucenia.

background image

Gina  znów  wzięła  ją  za  rękę  i  próbowała  ściągnąć

pierścionek z palca.

- Zdejmij to i powiedz mu, że krew uderzyła ci do głowy

i że nie chcesz za niego wyjść. Co się z tobą dzieje?

Emily uwolniła rękę z uścisku Giny.

- On romansował z mężatkami, brał udział w szemranych

biznesach, nikt mu nie ufa – mówiła Gina.

I tu pojawiała się kłopotliwa część tej historii, której Emily

nie  mogła  i  nie  chciała  wyjawić.  A  jednak  komuś  musiała
o  tym  powiedzieć,  a  Gina  była  jedyną  osobą,  przed  którą
niczego  nie  ukrywała.  Nie  mogła  pobiec  z  tym  do  ojca,  nie
wspominając o matce, która nie utrzymywała z nią kontaktu.
Jak zawsze była sama. Cóż, miała Ginę.

-  Nikomu  tego  nie  powtarzaj.  Jezu,  nie  wolno  ci  tego

nikomu mówić. On mnie szantażuje.

- Co? – Gina zmarszczyła czoło osłupiała.

- Wczoraj wieczorem oznajmił, że reprezentuję wszystko,

czego  oczekuje  od  żony  i  że  bardzo  mu  się  podoba  pomysł
poślubienia anioła Falling Brook. – Emily skrzywiła się. – I że
to małżeństwo poprawi jego status w naszej społeczności.

Gina ściągnęła brwi.

- Ale szantaż sugeruje, że ma coś na ciebie.

To prawda.

-  Pojechał  kiedyś  ze  mną  do  Brook  Village  na  spotkanie

z  Davym,  i  tata  tam  był.  Siedział  w  kawiarni  z  rodzicem
innego  pacjenta,  wiemy,  że  ten  mężczyzna  nazywa  się  John.
Byli pogrążeni w rozmowie, a ja się cieszyłam, bo jak wiesz,

background image

tata nie ma przyjaciół i poza biurem nie utrzymuje kontaktów
z ludźmi.

-  Nie  rozumiem,  co  to  ma  wspólnego  z  szantażem  –

odparła Gina.

-  John,  jak  powiedział  Nico,  to  angielska  wersja  imienia

Iwan. Mężczyzna, z którym tato rozmawiał, to Iwan Sokołow,
szef  rosyjskiej  mafii  na  wschodnim  wybrzeżu,  od  Maine  do
Miami. Nico zrobił serię zdjęć taty gawędzącego przyjacielsko
z tym facetem.

Gina wyrzuciła do góry ręce.

- Nie rozumiem.

-  Jeśli  nie  zgodzę  się  za  niego  wyjść,  Nico  upubliczni

zdjęcia  taty  z  Iwanem,  sugerując,  że  Arnott  Wealth
Management pierze pieniądze rosyjskiej mafii. Tato, poza tym,
że jest pracoholikiem i samotnikiem, jest bardzo szanowanym
człowiekiem. Najmniejsza sugestia na temat związku z mafią
zrujnuje jego opinię.

- Żartujesz.

Emily potrząsnęła głową. Chciałaby, by to był żart.

- Czemu Nico to robi? – zapytała Gina ze łzami w oczach.

Emily  odwróciła  wzrok,  czuła,  że  lada  moment  też  się

rozpłacze. Ale łzy nie pomogą, nigdy nie pomagały.

-  Oznajmił  mi,  że  nie  lubi,  jak  mu  się  odmawia  i  jest

zdeterminowany  poślubić  mnie  w  taki  czy  inny  sposób.  –
Emily  westchnęła.  –  Oczywiście  nie  zamierzam  za  niego
wyjść.  Wolałabym  umrzeć.  Zgodziłam  się  nosić  pierścionek,
żeby zyskać na czasie.

background image

Gina przysiadła na skraju fotela.

- Boże, Em, co ty poczniesz?

Emily spojrzała wrogo na pierścionek.

-  Będę  udawać  do  czasu,  kiedy  wymyślę,  jak  uratować

Arnott’s,  nie  narażając  naszej  opinii.  Możesz  być  pewna,  że
nie wyjdę za Morrisa ani nikogo innego.

Małżeństwo to w końcu tylko inne określenie dla adopcji

wyrośniętego  dziecka  płci  męskiej  z  problemami.  To  nie  dla
niej.  A  Nico  był  idiotą,  jeśli  sądził,  że  ona  go  poślubi.  Była
silniejsza i twardsza, niż sugerowała jej anielska twarz i opinia
grzecznej dziewczynki.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Godzinę później, kiedy dokładnie obejrzał swój potwornie

drogi samochód i nawrzucał chłopakowi za przejażdżkę, Matt
wrócił  do  sali  balowej  i  podał  swój  bilet  energicznej
blondynce, odmawiając proponowanego przez nią darmowego
koktajlu. Hostessa chciała mu też towarzyszyć, zauważył w jej
oczach  błysk  zainteresowania.  Gdyby  wcześniej  nie  natknął
się na Emily, pewnie by to rozważył.

Jednak, choć nie odmawiał seksu bez zobowiązań, to nie

była  kobieta,  z  którą  chciałby  akurat  teraz  się  kochać.
Wygładził krawat i rozejrzał się po zatłoczonej sali, szukając
wzrokiem Emily.

Klasyczne déjà vu: ta sama sala balowa, a on myśli o tej

samej kobiecie.

Stwierdził,  że  musi  się  napić  i  ruszył  do  baru,

pozdrawiając po drodze ludzi.

Dorastał w tym mieście – choć w gorszej dzielnicy – i był

tu znany. Nie przejmował się, że wielu mieszkańców pamięta
go jako młodego buntownika, dzieciaka, który miał pretensje
do całego świata. Przejmował  się tym, że ilekroć obracał się
w  tych  kręgach,  jakaś  jego  część  wciąż  czuła,  że  powinien
zrobić na nich wrażenie, by zasłużyć na uznanie.

Już  raczej  umarłby,  niż  przyznał  się  do  tego,  ale  tu,

w  Falling  Brook,  poza  tym,  że  był  znany  jako  jeden

background image

z najmłodszych prezesów dynamicznie rozwijającej się firmy
inwestycyjnej na Manhattanie, od czasu do czasu czuł się jak
porzucone  dziecko,  zepchnięte  na  drugi  plan  przez  brata
i rzadko dostrzegane przez rodziców i nauczycieli.

Tak wyglądało jego dzieciństwo. Za to kiedy wyjechał do

college’u, jego skłonność do rywalizacji – i brak konieczności
konkurowania z geniuszem brata – sprawiła, że był najlepszy
na roku. Wygrywanie stało się narkotykiem z wyboru, musiał
być  zawsze  wyjątkowy.  Odnosił  sukcesy  niemal  we
wszystkim, czego się tknął.

Poza miłością i bliskimi relacjami z ludźmi.

W  tę  grę  nie  grywał.  Miłość  była  narzędziem,  którym

władała  jego  rodzina,  tyle  że  w  jego  wypadku  wcale  go  nie
używała.

Lepiej  trzymać  się  na  dystans,  nie  pogłębiać  relacji.

Łatwiej wydostać się z płytkiej wody, niż walczyć z prądami
na otwartym oceanie.

Zamówił  przy  barze  whisky,  zastanawiając  się,  gdzie  się

podziała Emily. Nie brakowało kobiet o olśniewającej urodzie,
ale myślał tylko o niej.

Była jak irytująca wysypka, której nie można się pozbyć.

Może  gdyby  przestał  jej  unikać  i  zaciągnął  ją  do  łóżka  –  na
jedną  noc  lub  na  weekend  –  przestałby  o  niej  fantazjować.
Przeżył  swoje,  wiedział,  że  rzeczywistość  nie  dorównuje
wyobraźni,  mimo  to  w  przypadku  Emily  musiałby
przetestować hipotezę, by w to uwierzyć.

Sądząc jednak z jej chłodu i złośliwości, jego szanse były

bliskie zera.

background image

- Matt.

Odwrócił  się  powoli,  rozpoznając  głos  Joshui  Lowella.

Oficjalnie  zgłosił  swoją  kandydaturę  na  stanowisko  prezesa
Black  Crescent,  gdy  Joshua  postanowił  zrezygnować  z  tego
stanowiska. Po kilku spotkaniach z Joshuą czekał na decyzję.
Słyszał, że propozycję złożono innemu z kandydatów, lecz ten
ją  odrzucił.  Dla  Matta  to  była  dobra  wiadomość.  Nie  był
przekonany, czy zdecydowałby się na tę pracę, ale lubił mieć
możliwość wyboru.

-  Joshua.  –  Matt  uścisnął  jego  dłoń  i  wskazał  na  bar.  –

Mogę panu postawić drinka?

Joshua  skinął  głową,  zamówił  whiskey  i  postukiwał

palcem w blat.

- Jak leci?

Matt wzruszył ramionami.

- Dobrze, jak zawsze.

Matt zauważył, że Nico Morris zbliża się do baru i celowo

odwrócił  się  plecami  do  dawnego  kolegi.  Ignorując  Nica,  co
nie było trudne, całą uwagę poświęcił Joshui. Wymienili kilka
zdań na temat wspólnych znajomych.

Matt  wiedział,  że  Joshua  czeka,  aż  spyta  go  o  decyzję

dotyczącą  Black  Crescent.  Ale  Matt  nigdy  nie  robił  tego,
czego od niego oczekiwano, więc tylko posłał Joshui chłodny
uśmiech.

- Wciąż rozważam, kto byłby moim najlepszym następcą

i  myślę,  że  niedługo  podejmę  decyzję  –  Joshua  w  końcu
odpowiedział na niewypowiedziane pytanie Matta.

background image

-  Tak  myślałem.  Obaj  wiemy,  że  posiadam  najlepsze

kwalifikacje,  mam  doskonały  instynkt  i  udokumentowane
osiągnięcia. – Nie przechwalał się, na wszystko miał dowody.

-  Tak,  wiem,  że  zyski  MJR  Investing  potroiły  się,  odkąd

został pan prezesem.

-  To  moja  praca.  –  I  był  w  tym  wyjątkowo  dobry.  –  Na

pana miejscu bym mnie zatrudnił.

Jednym  z  powodów,  dla  których  Matt  liczył  na  ofertę

z BC, był zbliżający się termin renegocjacji kontraktu z MJR
Investing. Oferta konkurencyjnej firmy sprawiłaby, że zarząd
MJR  życzliwiej  patrzyłby  na  jego  żądanie  sporej  podwyżki,
większej  liczby  akcji  firmy  i,  co  najważniejsze,  większej
autonomii.

Teraz uznał, że pora zmienić temat.

- Moje gratulacje z okazji zaręczyn.

Joshua uśmiechnął się i przeniósł wzrok na Sophie, swoją

narzeczoną stojącą po drugiej stronie sali.

- Dziękuję. Jesteśmy szczęśliwi.

- Wrócił pan do malowania? – spytał Matt.

Joshua skrzywił się.

-  Straciłem  wprawę  –  odparł,  po  czym  przeprosił  Matta

i ruszył do narzeczonej, biorąc dla siebie whiskey, a dla niej
szampana.  Matt  też  miał  zamiar  opuścić  bar,  kiedy  poczuł
mocny uścisk na ramieniu. Odwrócił się i z ulgą ujrzał Zane’a
Pattersona, który zajął miejsce Joshui.

Matt  i  Zane  przyjaźnili  się  od  szkoły  średniej.  Obaj

chodzili  do  państwowego  liceum,  a  nie  do  ekskluzywnej

background image

Falling Brook Prep.

- Wciąż nie masz wieści od Black Crescent? – spytał Zane,

zamówiwszy drinka.

Matt pokręcił głową.

- Jestem w stanie zawieszenia. Nie mogę żądać więcej od

MJR  Investing,  dopóki  nie  dostanę  poważnej  propozycji  od
BC. To irytujące.

-  Tak,  cierpliwość  nigdy  nie  była  twoją  cnotą  –

skomentował Zane, unosząc szklankę w niemym toaście.

Matt wsunął ręce do kieszeni, myśląc, że Zane wygląda na

bardziej zadowolonego niż w minionym miesiącu. Zniknięcie
Vernona Lowella z pieniędzmi klientów Black Crescent miało
ogromny  wpływ  na  życie  Zane’a,  tak  jak  na  wielu  innych
mieszkańców  Falling  Brook.  Choć  od  tamtej  afery  minęło
piętnaście lat, jej skutki wciąż odbijały się echem w lokalnej
społeczności. Matt wiedział, że artykuł napisany przez Sophie
w  piętnastą  rocznicę  tamtych  wydarzeń,  w  którym
przedstawiała 

Joshuę 

Lowella 

jako 

superbohatera

odbudowującego  firmę  ojca,  doprowadził  Zane’a  do
wściekłości, choć to on sam zaoferował dziennikarce zdjęcia.
Przekazał  też  sensacyjny  wynik  testu  DNA,  z  którego
wynikało,  że  Joshua  jest  ojcem  małej  dziewczynki  –  ale  ta
informacja nie trafiła do artykułu. To zresztą bez znaczenia, bo
sensacyjne wieści i tak rozeszły się po Falling Brook.

Matt spojrzał Zane’owi w oczy.

- W mieście krąży plotka, że to ty wysłałeś test DNA, ale

nie chcesz się do tego przyznać.

Zane westchnął i wzruszył ramionami.

background image

-  Szczerze  mówiąc,  nie  mam  pojęcia,  kto  mi  to  przysłał.

Wiem, czemu to zrobił, moja nienawiść do Lowellów nie jest
tajemnicą. Ten ktoś miał pewność, że podam to dalej.

W głosie Zane’a Matt słyszał żal i cień zażenowania. Znał

Zane’a, w końcu znalazł szczęście u boku siostry najlepszego
przyjaciela  i  chciał  zostawić  Lowellów  oraz  przeszłość  za
sobą. Matt nie miał mu tego za złe. Sam też wolał nie wracać
myślą do przeszłości.

Zawsze  był  wielozadaniowcem  i  teraz  też  rozmawiał

z  Zane’em,  jednocześnie  lustrując  salę.  Nie  zauważył  nic
nadzwyczajnego,  aż  przeniósł  wzrok  na  drzwi,  w  których
właśnie stanęła Emily Arnott.

Wszystko  znikło,  rozmyło  się,  głos  Zane’a  ucichł.  Boże,

co za piękna kobieta.

Zane  szturchnął  Matta  w  ramię,  przerywając  mu  fantazje

na temat Emily, która obejmuje go nogami w pasie.

- Nie chce mi się wierzyć, że ona ma poślubić Morrisa.

Matt  potrzebował  kilku  sekund,  by  te  słowa  do  niego

dotarły,  a  kiedy  tak  się  stało,  miał  chęć  zaśmiać  się  z  żartu
Zane’a, ale jakoś mu nie wyszło. Zane z pewnością żartował,
niemożliwe,  by  Emily  miała  poślubić  tego  fałszywego
człowieka,  który  zamienił  życie  Matta  w  piekło,  dopóki  nie
odszedł z MJR Investing.

- To nie jest ani trochę zabawne, Patterson.

- Cholerna racja. Nico to nikczemnik.

- Ty nie żartujesz? – spytał Matt z przerażeniem.

background image

-  Nigdy  nie  żartuję  na  temat  Morrisa  –  odparł  Zane

z  ponurą  miną,  wskazując  na  Emily,  która  stała  teraz  obok
Morrisa, a ten obejmował ją w pasie.

To  nie  ma  sensu.  Czemu  taka  kobieta  jak  Emily  miałaby

wyjść za Nica Morrisa? Był on jedną z najmniej popularnych
osób  w  Falling  Brook,  i  to  nie  bez  powodu.  Kłamał,
oszukiwał, zyskał wielu wrogów. Choć Matt też zbierał różne
informacje,  nigdy  ich  nie  wykorzystywał  jako  kija  czy
marchewki. Nico stosował wszystkie dostępne brudne triki.

Ich  wrogość  sięgała  czasów,  kiedy  Nico  był  zatrudniony

w  MJR  Investing.  Perspektywy  jego  zawodowego  awansu
natrafiły na szklany sufit, więc szerzył plotki na temat Matta
i bezskutecznie próbował zablokować jego karierę.

Nico był wówczas jego permanentną zmorą, ale Matt już

wyrósł z młodzieńczych błazeństw i popisów.

Nie mógł jednak zaakceptować związku Morrisa z jedyną

kobietą, która go naprawdę interesowała.

Matt  zrobił  błyskotliwą  karierę,  miał  szybkie  samochody

i  spore  konto  w  banku.  Czemu  zatem  wciąż  rywalizował
z  Nikiem?  Może  dlatego,  że  rywalizację  miał  we  krwi  i  nie
znosił poczucia, że jest krok za kimś.

Dwie  godziny  później,  odebrawszy  setki  pełnych

zdumienia  i  szoku  gratulacji,  Emily  szła  do  toalety
z  męczącym  bólem  głowy.  Nico,  dzięki  Bogu,  opuścił  klub
wcześniej, więc mogła na moment się zrelaksować.

Bardzo pragnęła przewinąć swoje życie do tyłu, jak taśmę

filmową,  i  wymazać  z  niego  ostatnie  dwadzieścia  cztery
godziny. Chciała znów być osobą, którą była wczoraj, wrócić

background image

do  swojego  relatywnie  prostego  życia.  Skasować  głupią
decyzję, by pójść na randkę z Nikiem.

Musiała  przyznać,  że  potrafił  być  uroczy,  ale  nie  było

między nimi chemii i dlatego położyła kres nudnym randkom.
Tymczasem  niecałe  dwa  tygodnie  później  była  z  nim
zaręczona.

Pora  wracać  do  domu.  Jeśli  zostanie  tu  dłużej,  na  kogoś

nawrzeszczy. Pojedzie do domu, przebierze się w spodnie do
jogi, wypije kieliszek wina i pożali się swojemu kotu. A kiedy
przestanie  się nad sobą użalać, zastanowi  się, jak pozbyć się
Nica, nie narażając reputacji ojca.

Kiedy  czyjaś  silna  ręka  chwyciła  ją  za  nadgarstek

i  wciągnęła  do  małej  szatni  obok  sali  konferencyjnej,  którą
odwiedziła  wcześniej,  zapiszczała.  Minęło  sześć  lat,  a  Matt
Velez,  niech  go  szlag,  był  wciąż  tak  atrakcyjny  jak  dawniej.
Miał  krótko  ostrzyżone  włosy,  seksowne  wargi,  szerokie
ramiona, szczupłe biodra. I ten jego zapach…

Sięgnął  ręką  za  jej  plecy  i  zamknął  drzwi.  Zalała  ich

ciemność. Powinna się zaniepokoić, może nawet przestraszyć.
Powinna dać mu reprymendę, ale…

Ale, do diabła, była podniecona i szczęśliwa, czując bicie

jego serca i tulące ją mocne ciało. Wciąż go pragnęła.

Uniósł rękę, którą trzymał na jej biodrze, i sekundę później

małe  pomieszczenie  rozświetliła  żarówka.  Oparł  łokieć  na
metalowej półce, wlepiając w nią spojrzenie swoich ciemnych
oczu.

Nie ulegnie, za nic nie ulegnie pokusie i nie dotknie ustami

jego warg. Gdyby tylko tak tego nie pragnęła…

background image

Odwróciła się. Matt wziął ją za rękę, a wtedy wróciła do

niego spojrzeniem. Wstrzymała oddech, gdy uniósł jej dłoń do
warg,  jednak  zamiast  ją  pocałować,  jak  się  spodziewała,
przyglądał się jej brylantowi.

-  Jakim  mogłem  tego  wcześniej  nie  zauważyć?  –  spytał

głosem schrypniętym z irytacji.

Emily wzruszyła ramionami.

- Za bardzo starałeś się mnie przeprosić.

-  Hej,  mówiłem  szczerze!  Przepraszam  za  moje

zachowanie  tamtego  wieczoru  –  odrzekł,  a  Emily  słyszała
szczerość  w  jego  głosie.  Znów  zerknął  na  pierścionek,
zaciskając zęby. Nie cieszył się z jej zaręczyn.

Uniósł jej dłoń i odwrócił brylant do światła.

- Nieciekawy, tak jak się spodziewałem.

Że  co?  Choć  nie  przepadała  za  narzeczonym,  doceniła

urodę  pierścionka.  To  był  kamień  o  odpowiedniej  liczbie
karatów,  przejrzystości  i  pięknym  szlifie.  Matt  Velez  może
zatrzymać swoje złośliwe komentarze dla siebie.

-  Mój  pierścionek  jest  niepowtarzalny  –  oznajmiła

wyniośle.

-  Znając  Morrisa,  kamień  jest  fałszywy,  a  co  najwyżej

wyprodukowany w fabryce. Nawet gdyby był naturalny, a nie
jest, pokazuje jego kompletny brak kreatywności.

- Często doradzasz nieproszony w sprawie pierścionków?

-  Tylko  kobiecie,  która  kiedyś…  –  zawahał  się,  a  Emily

wstrzymała  oddech,  obawiając  się  jego  kolejnych  słów  –
wyraziła chęć, żeby zobaczyć mnie nago.

background image

A jednak. Drań!

-  Nazwałeś  mnie  gupikiem  –  odparowała.  Tamte  słowa

i lekceważący ton wciąż bolały.

-  Byłaś  zbyt  naiwna  na  dorosłe  gierki,  które  ze  mną

prowadziłaś – odciął się Matt.

Z powodu jej urody wciąż nazywano ją niewinną anielicą,

a było to przekleństwo jej życia. A jeśli ludzie nie uważali jej
za  niewinną,  myśleli,  że  jest  głupia,  a  często  łączyli  jedno
z drugim.

Niewielu próbowało poznać prawdę. Patrzyli na jej twarz

i  nie  wyobrażali  sobie,  że  mogliby  z  nią  porozmawiać
o  kryzysie  humanitarnym  w  Darfurze  czy  stanie  gospodarki,
jakby  nie  byli  w  stanie  pojąć,  że  może  być  równocześnie
piękna i inteligentna.

Spojrzała na Matta, mrużąc oczy.

-  Czemu  mnie  tu  wciągnąłeś?  I  czemu  tkwimy  w  szatni,

kiedy obok jest całkiem wygodny pokój konferencyjny?

- Ten pokój jest dziś jak Grand Central Station, a nie chcę,

żeby  ktoś  mi  przeszkadzał  –  odparł.  –  Więc  plotki  są
prawdziwe?

- Jakie plotki?

- Nie udawaj – warknął. – Powiedz, że nie zaręczyłaś się

z Morrisem. – Postukiwał palcem w kamień.

Boże, chciałaby tak odpowiedzieć.

-  Zaręczyłam  się.  I  czemu  tak  nagle  zainteresowałeś  się

moim życiem?

background image

Zanim  odpowiedział,  przez  cienką  ścianę  przypłynął  do

nich inny głos.

- Czemu spotykamy się w tym pokoju, nie w barze?

Emily  szeroko  otworzyła  oczy,  a  Matt  pochylił  głowę

i szepnął jej do ucha:

- To Joshua Lowell.

Emily skinęła głową.

- Dostałem dziś pocztą prezent urodzinowy.

- Oliver – powiedział bezgłośnie Matt. – Jego brat.

- Trochę późno, prawda? Twoje urodziny były w zeszłym

miesiącu – odparł Joshua.

Emily stanęła na palcach i szepnęła do ucha Matta:

- Powinniśmy stąd wyjść.

Matt położył rękę na jej biodrze, a ona poczuła jego ciepło

przez materiał sukienki.

-  Jeśli  wyjdziemy,  będą  wiedzieli,  że  tu  jesteśmy,  a  ta

informacja  może  dotrzeć  do  Morrisa.  Lepiej  zaczekać,  aż
pokój  i  korytarz  będą  wolne.  Bardzo  bym  nie  chciał  być
przyczyną napięcia między tobą a narzeczonym.

Spojrzała  na  niego  przez  zmrużone  oczy,  słysząc  jego

sarkazm.  Nie  wątpiła,  że  Matta  nie  obchodzi,  co  myśli  Nico
czy jakakolwiek inna osoba.

-  Tym  prezentem  była  wędka  z  dołączoną  bardzo  krótką

notką. Jednym słowem. „Kiedyś”.

Matt  wzruszył  ramionami.  Emily  uniosła  brwi.

Najwyraźniej Matt tak samo nie rozumiał, czemu Oliver robi

background image

sprawę z otrzymania wędki i zwięzłej wiadomości.

- Pamiętasz, jak tata zabierał cię na ryby? – spytał Oliver.

- To wspomnienie z dawnych czasów. Tak, pamiętam, i nie

zdarzało się to zbyt często – odparł Joshua.

- Tata obiecał zabrać mnie na ryby niedługo przed swoim

zniknięciem – rzekł Oliver z wahaniem. – Josh, myślisz…

-  Że  to  może  być  od  taty?  Że  daje  ci  znać,  że  żyje?  –

zapytał  Joshua.  Matt  bezgłośnie  powiedział  „No  no”,  a  ona
poczuła się winna, że podsłuchuje. – Nie, Oliverze, nie sądzę.
Myślę, że ktoś chce namieszać ci w głowie. Jeśli się dowiem,
kto za tym stoi, dam mu wycisk.

-  Jestem  od  dawna  czysty.  I  nie  jestem  filiżanką

z porcelany.

- Problemy? – Matt uniósł brwi.

- Kokaina – szepnęła Emily.

Jak  to  dobrze,  że  Oliver  ma  starszego  brata,  na  którym

może polegać, pomyślała. Od czternastego roku życia to ona
pełniła  w  domu  rolę  mamy,  robiła  zakupy,  gotowała.
I próbowała nawiązać kontakt z ojcem pracoholikiem.

Uśmiechała  się,  udawała,  że  nie  jest  załamana  tym,  że

osoba,  która  powinna  ją  kochać,  zostawiła  ją  z  nieobecnym
ojcem i niepełnosprawnym bratem. Uwielbiała Davy’ego, ale
była  zbyt  młoda,  by  brać  na  siebie  tak  poważne  obowiązki.
Opuszczając  dom  i  rodzinę,  matka  pozbawiła  ją  dzieciństwa
i pewności siebie.

- Czuję się głupi – rzekł Oliver, przyciągając znów uwagę

Emily do rozmowy za ścianą.

background image

-  Niepotrzebnie  –  odparł  Joshua.  –  Przez  to,  co  zrobił

ojciec,  Lowellowie  zawsze  będą  celem.  Nie  tylko  ty  jesteś
trollowany, Ol.

Joshua zawahał się, a Emily musiała przyznać, że Matt ma

rację.  Nie  powinno  się  podsłuchiwać,  ale  jak  wszystko,  co
dotyczyło Lowellów, rozmowa była fascynująca.

- Sophie przyszła do mnie i oznajmiła, że ma wynik testu

DNA,  który  wskazuje  na  to,  że  jestem  ojcem  czteroletniej
dziewczynki. Rzecz jasna, osłupiałem – podjął Joshua.

- Masz córkę?

- Nie, głupku. Nie mam, zawsze bardzo uważałem, żadna

z moich partnerek słowem nie wspomniała o ciąży. Ale wynik
wyglądał  na  autentyczny,  więc  zrobiliśmy  z  Sophie  małe
śledztwo. Wynik został sfabrykowany przez lekarza od dawna
znanego z podejrzanych praktyk.

- Wierzę ci – przyznał Oliver. – Nie mieliśmy właściwego

wzorca ojca, bylibyśmy koszmarnymi ojcami. W każdym razie
ja. Nie chcę mieć dzieci.

W głosie Joshui dało się słyszeć uśmiech.

- Ja też byłem o tym przekonany, a teraz nie jestem już taki

pewny.  Myślę,  że  Sophie  wychowa  dziecko  na  uczciwego
człowieka, a ja będę się kierował jej wskazówkami.

-  Jesteś  odważniejszy.  Dość  trudno  zadbać  o  siebie,  nie

potrzebuję odpowiedzialności związanej z rodzicielstwem.

Emily  usłyszała  stukot  obcasów,  a  zaraz  potem  drzwi

pokoju konferencyjnego się otworzyły.

background image

-  Chłopcy,  w  sali  balowej  zaczęła  się  aukcja.  Co  tu

robicie?

Czy  to  głos  Sophie?  Emily  usłyszała  szuranie  i  kroki,

bracia  Lowellowie  opuszczali  pokój.  Gdy  zapadła  cisza,
uchyliła drzwi. Korytarz był pusty.

Rozstanie  z  Mattem  wymagało  od  niej  silnej  woli,  bo

pragnęła  wpaść  w  jego  ramiona  i  poznać  smak  jego  warg.
Zerwać z niego ubranie…

-  Zabierasz  dziewczyny  do  samych  najlepszych  miejsc,

Velez – powiedziała chłodno.

Matt wsadził ręce do kieszeni spodni.

- Nie wychodź za niego, Emily. Będziesz tego żałowała.

Już  chciała  mu  powiedzieć,  że  się  myli,  ale  ugryzła  się

w język. Patrząc mu w oczy, uniosła dumnie głowę,

- Twoja opinia z pewnością jest ważna… dla kogoś.

- Zamierzam zmienić twoje zdanie, księżniczko. Któregoś

dnia będzie cię obchodziła wyłącznie moja opinia.

Emily uniosła spódnicę sięgającej ziemi sukni i wyszła na

pusty korytarz.

- Żegnaj, Matteo.

- To nie koniec.

O  Boże,  miała  nadzieję,  że  jednak  koniec,  bo  nie

wiedziała, czy da sobie radę z Nikiem i Mattem jednocześnie.
Musi  wypić  coś  mocniejszego.  W  domu,  tuląc  kota.  Miała
dość ludzi.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Następnego  wieczoru  Matt  stukał  do  drzwi  mieszkania

Emily,  zastanawiając  się,  co,  do  diabła,  w  niedzielę
o zmierzchu robi na jej progu. Od wyjścia z aukcji minionego
wieczoru  nie  mógł  się  pozbyć  obrazu  Emily  z  głową  na
ramieniu Morrisa, z tym cholernym pierścionkiem na palcu.

Czy  był  po  prostu  zazdrosny,  że  Morris  ma  narzeczoną,

której  on  pragnie?  Zazdrosny  do  tego  stopnia,  że  po  raz
pierwszy w życiu ścigał kobietę, choć do tej pory pozwalał, by
to kobiety zabiegały o jego względy?

Pragnął  jej  tak  bardzo,  że  przekroczył  swe  granice.  Nie

miał  też  zwyczaju  interesować  się  kobietami,  które  były
z kimś związane, ale Morris był dupkiem i zrobił mu kiedyś
tyle świństw, że w tej sytuacji honor się nie liczył.

Tak,  kochał  rywalizację  i  nie  lubił,  kiedy  ktoś  inny

zdobywał coś, na czym mu zależało. Pragnął Emily, a myśl, że
odbierze ją Morrisowi, rozgrzewała jego zimne serce.

Poza tym zrobi jej przysługę, bo Morris to drań.

Nagle ktoś strzelił mu palcami przed nosem, przywracając

go do teraźniejszości. Miał przed sobą fiołkowe oczy z firanką
gęstych  rzęs.  Na  twarzy  Emily  nie  widział  śladu  makijażu,
włosy  ściągnęła  w  koński  ogon  na  czubku  głowy.  Miała  na
sobie  luźną  bluzę,  legginsy  i  skarpetki.  Duży  czarno-szaro-

background image

brązowy  kot  siedzący  u  jej  stóp  zamiauczał,  uniósł  głowę
i wlepił wzrok w kanapkę, którą trzymała w ręce.

A skoro mowa o jedzeniu, Matt nie jadł cały dzień. Uniósł

wierzchnią kromkę kanapki i ściągnął brwi.

- Ser i… – Zmarszczył nos. – Ananas?

- Papryka chili jalapeno. Sól i pieprz.

Zabrzmiało to obrzydliwie.

- Jesteś w ciąży?

Spojrzał  na  jej  brzuch.  Czy  dlatego  wychodzi  za  tego

drania,  by  dziecko  miało  ojca?  Kiedy  kobiety  w  ciąży
zaczynają mieć zachcianki?

-  Nie  –  odparła  zirytowana.  –  Po  prostu  lubię  oryginalne

kombinacje  smaków.  Pasztet  z  wątróbki  z  kurczaka
z marmoladą, ogórki konserwowe i oreos.

-  Czyli  będziesz  wiedziała,  że  jesteś  w  ciąży,  kiedy

zaczniesz jeść masło orzechowe z galaretką i ser z szynką?

Cień rozbawienia przemknął przez jej twarz.

- Po co przyszedłeś, Velez?

Czekał na zaproszenie, a skoro nie padło, westchnął:

- Pozwól mi wejść. Musimy porozmawiać.

Przewróciła oczami, ale się odsunęła, robiąc mu przejście.

Ominął futrzaka i włożył ręce do kieszeni spodni, rozglądając
się  po  mieszkaniu.  Natychmiast  poczuł  się  jak  w  domu,
mógłby zdjąć buty i rozsiąść się na kanapie. Mieszkanie było
przestronne, szerokie okna w drewnianych ramach wychodziły

background image

na  las  za  domem  ojca  i  na  góry.  Panował  tam  eklektyzm,
a inaczej miszmasz stylów i kolorów, ale nic rażącego.

Ściany zdobiły czarno-białe zdjęcia egzotycznych miejsc –

rozpoznał  Cytadelę  Cesarską  w  Hanoi  i  Plac  Sindagma
w Atenach. Podszedł do nich, ujęty ich nastrojem i sposobem,
w jaki fotograf uchwycił grę światła i cieni.

- Doskonałe. Kto jest autorem?

- Ja. Po ukończeniu college’u podróżowałam trochę.

Kot  zrobił  ósemkę  między  jego  nogami,  a  Matt  pochylił

się i podrapał go za uszami.

- Jak się nazywa?

- Pulpet.

- Mało oryginalne, ale trafne.

Emily  położyła  kanapkę  na  talerzu  na  kuchennej  wyspie,

oparła się o nią i przyszpiliła go wzrokiem.

- Czego chcesz?

Ciebie, nagiej, natychmiast. Za dużo? Pewnie tak.

- Czemu nosisz ten idiotycznie wielki pierścionek? Czemu

wychodzisz za Morrisa? Nie mów tylko, że go kochasz.

- Może kocham.

- Bzdura.

Kiedy  odsunął  na  bok  zazdrość,  zaczął  myśleć  logicznie

i miał poczucie, że te zaręczyny to jakaś hucpa. Obserwował
ją  minionego  wieczoru  i  uznał,  że  jej  zachowanie  nie
wskazywało  na  to,  że  jest  zakochana  czy  choćby  przejęta

background image

zaręczynami. Przyjmowała gratulacje ze zbolałym uśmiechem,
a jej odpowiedzi były zbyt przemyślane.

Żyjąc  z  dala  od  rodziny,  od  tego  zaklętego  kręgu  trzech

najbliższych  osób,  Matt  doprowadził  do  perfekcji  zdolność
obserwacji.  Potrafił  czytać  język  ciała  i  coś  mu  się  nie
podobało w reakcji Emily na narzeczeństwo.

- Masz jakiś problem? – spytał.

Szeroko  otworzyła  oczy.  Od  razu  wyglądała  młodziej

i  bardziej  niewinnie.  Ale  pod  tą  sztuczną  niefrasobliwością
kryła się panika. Chciał znać jej powód.

-  Nie  mam  problemu,  a  nawet  gdybym  miała,  czemu

akurat  tobie  miałabym  się  zwierzać?  –  spytała.  –  Ledwie  się
znamy. Jestem tylko kolejną dziewczyną, która cię podrywała,
i jedną z niewielu, które odtrąciłeś.

Była zła, bo nie przyjął propozycji drinka? Cóż, nigdy jej

nie  powie,  że  jego  reakcja  wówczas  go  przeraziła  ani  jak
bardzo go kusiło, by zapomnieć o ostrożności.

Dzięki  Bogu,  że  tak  się  nie  stało.  Pożądanie  gaśnie,

a miłość jest nietrwała.

-  Byłaś  dzieciakiem  i  piłaś  alkohol  –  rzekł  przez  zęby,

posługując  się  tą  samą  wymówką.  –  Zresztą  niezależnie  od
tego, czy byłaś pijana, nie wykorzystuję dziewcząt.

- A gdybym zadała ci to samo pytanie wczoraj?

- Znalazłabyś się w moim łóżku. Albo w twoim.

Jej  twarz  poczerwieniała,  oczy  pociemniały,  przybierając

barwę  afrykańskich  fiołków,  które  jego  matka  hodowała  na
kuchennym  parapecie.  W  tych  oczach  dojrzał  namiętność

background image

i  próbę  jej  zwalczenia.  Gdy  spuściła  wzrok  na  jego  wargi,
wiedział, że pragnie tego samego…

Poruszył  się,  a  może  ona  to  zrobiła,  i  nagle  jej  palce

znalazły  się  na  jego  karku,  a  jego  ręce  wylądowały  na  jej
biodrach. Pochylił się, a ona uniosła się na palcach…

Boże.  Ideał.  Wargi  o  smaku  ananasa,  kwiatowy  zapach

i  seksowne  ciało.  Pragnął  więcej,  pragnął  wszystkiego.
Przyciągnął ją, a Emily cicho westchnęła, dotykając piersiami
jego  torsu.  Objął  ją  i  uniósł.  Palce  Emily  przesunęły  się  po
linii jego brody.

Stopą  gładziła  jego  łydkę.  Potem  poczuł  jej  dłonie  na

plecach, a chwilę później na pośladkach.

Dzięki  Bogu  ona  też  go  pożąda.  Tym  razem  zrobi

wszystko, czego nie mógł zrobić przed laty. Będzie ją całował
od stóp do czubka głowy.

Oderwał  wargi  od  jej  ust  i  obsypywał  pocałunkami  jej

twarz.  Potrzebował  minuty,  by  zdać  sobie  sprawę,  że
zesztywniała.  Położyła  dłonie  na  jego  piersi  i  próbowała  go
odepchnąć. Zamrugał i usiłował skupić wzrok na jej twarzy.

Jeśli ona to przerwie, chyba zacznie wyć.

- Velez! Przestań.

Tak,  chciała  przestać.  Przeklął  pod  nosem  i  pozwolił  jej

stanąć na podłodze, zabrał ręce i odsunął się. Omal go to nie
zabiło,  ale  tak  zachowują  się  dorośli  mężczyźni.  Może
uprawiał  kłusownictwo,  polując  na  włościach  Morrisa,  ale
kiedy kobieta mówiła nie, Matt nie dyskutował.

Emily  zacisnęła  palce  pięść  i  wciskała  ją  do  ust,  a  Matt

zobaczył w jej oczach przerażenie.

background image

- Co ja robię? – szepnęła. – To szaleństwo.

Zrobił  krok  w  jej  stronę  i  przeklął,  gdy  spanikowana

cofnęła się, wyciągając ręce.

- Jezu, co się z tobą dzieje?

- Nic, wciąż ci to powtarzam. Nic. – Wskazała na drzwi. –

Wyjdź stąd. Natychmiast.

Chciał  się  sprzeciwić,  ale  Emily  wycofała  się  nie  tylko

fizycznie.  Nic,  co  by  teraz  powiedział  czy  zrobił,  nie
przywróciłoby magii ich pocałunku.

Schował ręce do kieszeni spodni, licząc, że na jego twarzy

nie  widać  frustracji.  Emily  Arnott  była  bardziej  uparta
i bardziej lojalna – a to cecha, na którą Morris nie zasługiwał –
niż się spodziewał.

W  zasadzie  mu  się  to  podobało.  Jednak  instynkt  wciąż

podpowiadał,  że  w  tych  zaręczynach  jest  coś  podejrzanego.
I że tylko on to dostrzega.

Wyszedł, pozwalając jej myśleć, że zostawia ją w spokoju,

choć rzecz jasna zamierzał wrócić.

Czasami najlepszym sposobem na odniesienie zwycięstwa

jest wycofanie się na chwilę.

Nazajutrz  rano  w  swoim  gabinecie  Emily  gapiła  się  na

ekran komputera, widząc litery i liczby jak przez mgłę. Jako
dyrektor operacyjny powinna zachować czujność, ale miała za
sobą niecałe trzy godziny snu. Przez większą część minionej
nocy  patrzyła  w  sufit,  myśląc  o  tym,  jak  nie  zostać  żoną
symbolem statusu swojego męża, i o tym, jak dobrze się czuła
w objęciach Matta.

background image

Bóg  jeden  wie,  czemu  myślała  o  Matcie,  kiedy  jej  życie

właśnie się rozpadało.

Opuściła  głowę  i  uderzyła  czołem  w  blat  biurka.  Matt  ją

pocałował.  Wielka  mi  rzecz.  Jeszcze  dwa  tygodnie  temu  to
byłoby coś. Ale skoro szantażem zmuszano ją do małżeństwa,
nie  powinna  myśleć  o  jego  ciemnych  oczach  i  wargach,
seksownym ciele i zapachu.

Matt nie był ważny, ważne, by uratować reputację Arnott’s

i wyplątać się z tych zaręczyn.

Usiadła  prosto  i  odwróciła  się  z  krzesłem  do  okna.  Choć

teoretycznie  wciąż  trwało  lato,  w  powietrzu  czuło  się  lekki
chłód,  a  zmieniające  barwy  liście  zapowiadały  nadchodzącą
jesień. Była to jej ulubiona pora roku, zwykle po święcie pracy
brała tydzień wolnego. Tego roku chciała polecieć na Kajmany
i  spędzić  tydzień  w  domu  przyjaciółki,  z  widokiem  na
prywatną plażę. Zamierzała leżeć na słońcu, przeczytać tuzin
książek, łowić ryby i piec je w ognisku. Pić wino. Relaksować
się.

Cóż,  te  plany  zostały  obrócone  wniwecz.  Nie  mogła

nigdzie  jechać  ani  niczego  robić,  dopóki  nie  uwolni  się  od
Morrisa i nie zapewni bezpieczeństwa firmie.

Powiedzenie  o  szantażu  komukolwiek  poza  Giną  nie

wchodziło w grę. Nie mogła nawet pójść z tym do ojca. Tak,
poinformowała  go,  że  się  zaręczyła,  ale  Leonard  ledwie
zareagował  –  nie  słyszał  jej  czy  go  to  nie  obchodziło?  Davy
nie  zrozumiałby  konsekwencji  jej  działań,  a  jeśli  chodzi
o  matkę,  cóż,  wolałaby  przejść  po  polu  wilczomleczy  niż
zdradzić jej cokolwiek.

background image

Mój  Boże,  a  co  myśli  Nico?  To  nie  dziewiętnasty  wiek,

gdy  dzięki  małżeństwu  mężczyzna  zyskiwał  lepszą  pozycję
społeczną.  Oczywiście  Emily  pochodziła  z  dobrej  rodziny,
Arnottowie byli jedną z pierwszych rodzin, które osiedliły się
w  Falling  Brook.  Gdy  jej  ojciec  jeszcze  lubił  ludzi  i  zanim
matka  ich  opuściła,  Leonard  był  nieoficjalnym  burmistrzem,
a matka jedną z najbardziej popularnych kobiet.

Ale tamte cudowne czasy należały do przeszłości. Ojciec

skupił  się  na  firmie,  a  trochę  wolnego  czasu,  który  mu
pozostawał, spędzał z Davym albo w domowej siłowni.

Emily  nauczyła  się  niezależności,  wiedziała,  że  może

polegać  wyłącznie  na  sobie.  Czasami  żałowała,  że  nie  ma
kogoś,  na  kim  mogłaby  się  oprzeć,  z  kim  mogłaby
porozmawiać, 

kto 

rozumiałby 

problemy 

związane

z  emocjonalnym  dystansem  ojca  i  wymagającym  specjalnej
troski bratem.

Choć  kochała  niezależność,  od  czasu  do  czasu  była  nią

zmęczona.  Mimo  to  samotność  była  lepsza  niż  ciągłe
rozczarowanie  ludźmi  wynikające  z  tego,  że  pragnie  się  od
nich  więcej,  niż  mogą  dać.  Wciąż  jednak  tęskniła  za  silnym
ojcem oraz matką, która pamięta jej imię.

Miłość… Czemu ludzie nieustająco jej poszukują?

I  czemu  Nicowi  tak  na  niej  zależy,  że  uciekł  się  do

szantażu? Musiała przyznać, że jego groźba była wycelowana
idealnie. Mieli część zwyczajnych klientów, ale działali też na
rynku  niszowym,  zajmując  się  finansami  niepełnosprawnych
dorosłych.  Dobre  imię  Arnott’s  znaczyło  dla  nich  wszystko.
Najmniejszy  cień  skandalu  wystarczy,  by  klienci  od  nich
uciekli.

background image

Nico  oznajmił,  że  dzięki  ich  małżeństwu  zyska  lepsze

możliwości zawodowe. Hm.

I  choć  bardzo  chciała  mu  wierzyć,  nie  wierzyła  w  ani

jedno  jego  słowo,  gdy  zapewniał,  że  nie  spieszy  mu  się  do
skonsumowania  związku.  Zbyt  często  jej  dotykał  –  a  to
pogłaskał  jej  ramię,  a  to  położył  rękę  na  jej  plecach,  niemal
dotykając  pośladków,  poza  tym  czuła  jego  pożądanie.  Był
dość  mądry,  by  nie  naciskać,  nie  przestraszyć  jej  jeszcze
bardziej, ale zdawała sobie sprawę, że jej pragnie.

Gwałtownie  poderwała  się  na  nogi.  Musi  znaleźć  jakieś

rozwiązanie, nie narażając bezpieczeństwa firmy.

Gina  zwróciła  się  o  pomoc  do  znajomych,  szukając

czegokolwiek,  co  można  by  wykorzystać  przeciwko
Morrisowi, ale dotąd na nic nie natrafiła.

Na  pewno  istnieje  jakiś  sposób.  Z  powodu  niebieskich

oczu i długich jasnych włosów kojarzącym się ze stereotypem
blondynki,  niewiele  osób  zdawało  sobie  sprawę,  że  oprócz
ładnej  buzi  Emily  posiada  bystry  umysł.  Musi  zapędzić
Morrisa w kozi róg. Pozbawić go możliwości działania na jej
szkodę.  Potrzebowała  istotnych  informacji  na  jego  temat,  by
go postawić w takiej samej sytuacji, w jakiej on ją postawił.

To  oznaczało  konieczność  udawania  jego  narzeczonej

w  czasie,  kiedy  będzie  szukała  na  niego  haków.  Oparła  się
ramieniem  o  okno,  patrząc  na  ruchliwą  ulicę.  Jej  jedyną
przewagą  było  to,  że  Nico  uważał  ją  za  naiwną  i  mało
inteligentną.  A  także  uległą.  A  to  nieprawda.  Nie  była  też
osobą, która poddaje się bez walki.

W gabinecie na Manhattanie Matt rzucił ołówek na biurko

i chwycił w palce grzbiet nosa, żałując, że nie może przestać

background image

myśleć o pewnej blondynce.

Był  na  nogach  od  czwartej  rano,  sprawdził  rynki

azjatyckie,  dotknięciem  myszki  i  stuknięciem  w  klawisze
przenosił  miliony  dolarów  z  konta  na  konto.  To  nie  było
zadanie  prezesa,  ale  lubił  trzymać  rękę  na  pulsie  i  wciąż
zajmował się portfolio kilku wybranych klientów.

W ciągu sześciu godzin sprzedał i kupił ponad pięćdziesiąt

milionów  dolarów,  uzyskując  niewielki  zysk  dla  siebie
i  klientów.  W  dobre  dni  była  to  najlepsza  praca  na  świecie.
Bywały  też  gorsze  dni,  kiedy  wszystko  sprzysięgało  się
przeciwko niemu i ponosił stratę. Wtedy modlił się, by serce
przestało  mu  walić,  by  nie  słyszał  krwi  szumiącej  w  uszach
i nie czuł ucisku w dołku.

Ten  ranek  był  przeciętny.  Mniejsze  zyski,  akceptowalne

straty, kilkuprocentowy zysk netto. Nie był to jego najlepszy
dzień,  ale  też  nie  najgorszy.  Zważywszy  na  to,  że  myśli
o Emily nie opuściły go ani na chwilę, poradził sobie nieźle.
Sięgając za siebie, wyjął z lodówki butelkę wody i spojrzał na
komputer,  myśląc,  że  musi  przejrzeć  raporty  i  zabrać  się  za
przewidywanie wzrostu.

Oparł  się  wygodnie,  otworzył  butelkę  i  przeklął  pod

nosem, bo znów pomyślał o Emily.

Zanim  zaszedł  zbyt  daleko  tą  bezproduktywną  ścieżką,

usłyszał stukanie do drzwi i podniósł głowę. Malcolm, starszy
trader,  a  przy  okazji  jeden  z  jego  najlepszych  przyjaciół,
wszedł do środka. Opadł na krzesło naprzeciwko i splótł palce
na brzuchu.

- Dobry dzień?

background image

Matt machnął ręką.

- Może być. A u ciebie?

- Trochę strat dziś rano – odparł Malcolm.

Matt  rzucił  mu  butelkę  wody,  zanim  przyłożył  swoją  do

warg. Raporty mogą poczekać.

- Chyba zrobię sobie dzisiaj wolne.

Malcolm  uniósł  brwi.  Był  znany  z  tego,  że  pracuje  do

późna,  dłużej  niż  pozostali  pracownicy,  zawsze  pierwszy
pojawia się w firmie i wychodzi ostatni.

- Jakiś problem?

Tylko pewna blondynka, pomyślał zirytowany Matt. Nigdy

nie  miał  kłopotów  z  koncentracją,  a  tymczasem  Emily  nie
dawała mu spokoju.

Myślał  głównie  o  dwóch  rzeczach:  jak  dobrze  było

trzymać  ją  w  ramionach  i  jakie  to  fatalne,  że  zaręczyła  się
z Morrisem. Gdyby to była inna kobieta, przespałby się z nią
i do tej pory by o niej zapomniał.

Chciał  skończyć  z  tą  głupią  sytuacją,  ale  jego  umysł  –

a  może  ego  albo  duma  albo  wszystko  naraz  –  nie  chciały
odpuścić, dopóki nie pozna seksu z Emily.

Do  gabinetu  wkroczyła  asystentka  Matta,  wyglądająca

władczo  niczym  rosyjska  caryca.  Była  jego  prawą  ręką,  ufał
jej  niemal  bezgranicznie.  Była  profesjonalna  i  skuteczna,
a  przy  tym  wybuchowa  i  obcesowa;  posiadała  niewiele
kompetencji społecznych.

Miała  dyplom  z  informatyki,  była  miłośniczką  gier  i  od

czasu  do  czasu  hakerem.  Matt  nie  miał  pojęcia,  czemu

background image

z takimi umiejętnościami pracuje jako asystentka i kierownik
biura.

Spojrzała na Malcolma znad okularów.

- Nie ma pan nic roboty, panie King?

Aha, i uważała, że kieruje MJR Investing.

Malcolm posłał jej leniwy uśmiech.

- Nie w tej chwili, panno Vi.

Przeniosła ostre spojrzenie na Matta.

- Widzę, że pan też się leni.

Choć  dopiero  zbliżała  się  do  czterdziestki,  miała

skłonności  wiktoriańskiego  kamerdynera,  a  etykę  pracy
i osobowość mrówki ogniowej. Matt ją uwielbiał.

- Pracowałem od czwartej rano, Vi. Daj mi spokój. Trochę

luzu – odparł.

Prychnęła z dezaprobatą.

- Nigdy, gdybym to zrobiła, to biuro by się rozpadło.

Matt  spojrzał  na  Malcolma,  przewracając  oczami.  Vi

obrzuciła go dezaprobującym spojrzeniem, ściągając czerwone
wargi.

-  Pańskie  wiadomości.  –  Cisnęła  na  biurko  plik

wydrukowanych  mejli,  po  czym  ciężka  teczka  wylądowała
obok jego komputera. – Raport obrotu i finansów.

Malcolm  wstał,  posłał  mu  rozbawiony  uśmiech

i spokojnym krokiem ruszył do drzwi. Gdy przekroczył próg,
Vi  kazała  mu  zamknąć  drzwi.  Matt  zastanawiał  się,  czemu
jego  asystentka  zachowuje  się  tak  apodyktycznie.  Usiadł

background image

wygodnie i czekał, co jeszcze ma do powiedzenia. Nigdy nie
owijała w bawełnę.

- Słyszałam, że rozmawiałeś z Joshuą Lowellem.

Matt  skrzywił  się.  Jego  potencjalny  krok  naprzód

w karierze zawodowej miał pozostać tajemnicą, ale Vi miała
lepsze  źródła  informacji  w  Falling  Brook  niż  on.  Bardzo
interesowała się jego życiem i często wiedziała, co Matt zje na
kolację, zanim on to wiedział. Próbował jej wytłumaczyć, że
jego  prywatne  życie  jest  jego  prywatną  sprawą,  ale  to
ignorowała. Trochę cieszył się z jej troski, bo rodzice przecież
się nim nie interesowali.

-  Nigdzie  się  nie  wybieram,  Vi,  jeszcze  nie  w  każdym

razie.  Wykorzystuję  ten  ruch  jako  kartę  przetargową
w rozmowach z zarządem. – Wzruszył ramionami. – Czekam
na ofertę BC.

-  Pójdę  wszędzie,  gdzie  ty  pójdziesz  –  oznajmiła

apodyktycznym tonem.

Jasne. Była jego prawą ręką. A także lewą.

- Może – rzekł tylko po to, by ją zdenerwować.

Dolna warga Vi zadrżała, a Matt poczuł się winny.

- Żartowałem, oczywiście, że cię z sobą wezmę.

Vi była na zewnątrz ostra i kąśliwa, za to w środku miękka

i łatwo było ją zranić. Krótko skinęła głową.

- W takim razie to ustalone.

-  Nie  dręcz  mnie,  chciałbym  już  na  dzisiaj  skończyć.  –

Odsunął się z krzesłem. – Muszę kupić prezent urodzinowy.

background image

Do  urodzin  Vi  pozostał  tydzień.  Matt  dojrzał  błysk

zadowolenia  w  jej  oczach.  Zaaprobował  już  jej  urodzinową
premię,  ale  chciał  kupić  jej  coś  wyjątkowego,  co  nie  ma
związku  z  firmą.  Vi  kochała  orchidee,  więc  zamówił  nową
odmianę  w  centrum  ogrodniczym.  Ale  będzie  musiała
otrzymać  swój  prezent  wcześniej,  bo  u  niego  rośliny  by  nie
przetrwały.

Położyła  rękę  na  sercu  i  posłała  mu  słodki  uśmiech.

Rzadko  widział  taki  uśmiech  na  jej  twarzy.  Przypominał  on
Mattowi, że ona potrzebuje go tak samo jak on jej.

-  Dobrego  dnia,  Matteo.  Mogę  coś  jeszcze  dla  ciebie

zrobić?

Przed  oczami  jego  wyobraźni  pojawiła  się  twarz  Emily.

Może Vi wie o zaręczynach Emily coś, czego on nie wie. Jeśli
jednak ją spyta, ona natychmiast wyczuje, że Matt myśli o tej
kobiecie.

-  Mamy  jakieś  związki  biznesowe  z  Arnott’s  w  Falling

Brook?  –  spytał.  Mógłby  to  wykorzystać,  by  zbliżyć  się  do
Emily i tego, czego pragnął najbardziej.

Vi przywykła do jego nagłych zmian tematu. Zastanowiła

się przez minutę.

-  Nic  mi  nie  przychodzi  do  głowy.  Oczywiście  co  roku

Emily Arnott prosi wszystkich, którzy są choć trochę związani
z  Falling  Brook,  o  darowizny  dla  jakiegoś  Brook  Village.
Szuka  też  wolontariuszy,  którzy  dołączą  do  komitetu
zbierającego pieniądze.

- Brook Village to dom opieki, gdzie przebywa jej brat.

background image

-  Myślałam,  że  to  standardowa  prośba  o  pieniądze.  O  ile

wiem, choć kilku naszych klientów pochodzi z Falling Brook,
nikt z MJR nie zgłosił się do jej komitetu – dodała.

Matt  nie  miał  zwyczaju  zasiadać  w  komitetach,  ale  nie

mógł  wciąż  pojawiać  się  niezapowiedziany  w  domu  Emily.
Jeżeli dołączenie do jej komitetu pomogłoby mu osiągnąć cel,
zaciśnie zęby i to zrobi. Potrzebował pretekstu, by znaleźć się
w jej orbicie.

- Kiedy przyszła ta prośba o pracę w komitecie?

-  W  ostatnich  tygodniach.  O  ile  się  nie  mylę,  pierwsze

spotkanie jest dziś wieczorem w sali posiedzeń Arnott’s.

- O której?

-  O  szóstej.  –  Vi  splotła  ramiona  na  piersi  i  ściągnęła

wargi. – Co się dzieje, Matteo?

Uśmiechnął się.

- Wolontariat jest dobry dla duszy, Vi.

-  Zgodziłabym  się  z  tym,  gdyby  to  był  twój  główny

motyw.  Pamiętaj  to  stare  powiedzenie,  Matt:  żaden  dobry
uczynek nie uchodzi bezkarnie.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Celowo  czekał,  aż  spotkanie  się  zacznie,  nim  zajął  jedno

z  wielu  wolnych  miejsc  przy  stole  konferencyjnym.  Emily
szybko ukryła szok na jego widok i zapytała go uprzejmie, czy
przypadkiem nie zabłądził.

Jego  stwierdzenie,  że  chce  tylko  pomóc,  zostało

przywitane  brawami  pozostałych  dziesięciu  ochotników,
a w zasadzie ochotniczek, ale wiedział, że Emily nie da się na
to nabrać.

Trzy 

kwadranse 

później 

zakończyła 

spotkanie

i  podziękowała  zebranym.  Potem  spotkała  się  z  nim
wzrokiem,  a  on  odczytał  w  jej  oczach  polecenie  „siedź
i  czekaj”.  Musiał  przyznać,  że  przebrnęła  przez  dyskusję
z  bezwzględną  skutecznością  dowódcy  zdeterminowanego
odnieść  szybkie  zwycięstwo.  Było  jasne,  że  jest
zorganizowana,  nie  lubi  tracić  czasu  i  zależy  jej,  by  ośrodek
Brook  Village  był  jeszcze  bardziej  przyjazny  dla  jego
rezydentów.

Miała nie tylko piękną twarz, ale też bystry umysł i Matt

pomyślał,  że  większość  ludzi  nie  docenia  jej  inteligencji
i pasji. To błąd, którego nie powtórzy.

Kiedy  podeszła  do  niego  jakaś  smukła  brunetka,  wstał

i ujął wyciągniętą przez nią rękę. Przedstawiła się jako Gina,
asystentka  Emily  i  jej  najlepsza  przyjaciółka.  Kilka  minut

background image

rozmawiała  z  nim  na  temat  Brook  Village,  dziękując,  że
dołączył do komitetu.

W jej oczach dojrzał przebiegłość. Czuł, że chciała spytać:

”Czemu kręcisz się koło Emily, wiedząc, że jest zaręczona?”.
Co mógłby jej odpowiedzieć?

Że na myśl o Morrisie robiło mu się niedobrze? Że pragnął

Emily  bardziej  niż  powietrza?  Że  zwykle  to  kobiety  garnęły
się do niego, więc ta sytuacja była dziwna?

- Dobrej nocy, Gino – rzekła Emily, podnosząc głos.

Gina wskazała na nią palcem i jej pogroziła.

- Bądź miła. Nie mamy wielu ochotników i nie stać nas na

to,  żeby  stracić  tych,  których  mamy.  –  Uśmiechnęła  się.  –
I miło się na niego patrzy.

Wzięła torebkę, swoje papiery i opuściła pokój, posyłając

Mattowi pełne podziwu spojrzenie. Puścił do niej oko, a ona
odpowiedziała  mu  tym  samym,  zakołysała  biodrami
i zniknęła. Matt wrócił wzrokiem do Emily, która przewróciła
oczami.

- Po prostu nie możesz się powstrzymać, co?

- Przed czym?

- Flirtowaniem. Młode czy stare, wszystko jedno.

Nigdy nie miał problemu z rozmową z kobietami. Lubił je,

a  one  to  odwzajemniały.  Aż  do  tej  pory  była  to  sytuacja,
w której nie ma przegranych.

- Ona zaczęła – odparł.

- Jesteście jak dwie krople wody.

background image

-  Gina  powiedziała,  że  masz  być  dla  mnie  miła.  –

Z przyjemnością obserwował iskry rozdrażnienia w jej oczach.

- A ponieważ Gina pracuje dla mnie, nie muszę jej słuchać.

- Współczuję. Ja też mam asystentkę, która rządzi.

Emily  potarła  czoło,  a  Matt  zauważył  cienie  pod  jej

oczami. Była zmęczona. Wcale go to nie dziwiło. Zaręczyny
z Morrisem to wystarczający powód bezsenności.

-  Chyba  wciąż  zadaję  ci  to  pytanie,  ale…  po  co

przyszedłeś?

Chciał  coś  wymyślić,  ale  uznał,  że  Emily  pogodzi  się

z prawdą.

-  Pragnę  cię.  Nie  rozumiem,  czemu  zaręczyłaś  się  z  tym

typem. Nie wierzę, że chcesz spędzić z nim resztę życia, więc
nie widzę w tym wszystkim sensu.

Jego  pożądanie  też  nie  miało  sensu,  ale  zatrzymał  to  dla

siebie.

Patrzyła na niego ze zdumieniem.

- Nie obchodzi mnie, co myślisz.

- Och, chyba cię obchodzi. Jestem też ciekaw, czemu mnie

pocałowałaś, skoro kochasz narzeczonego.

Emily  zaczerwieniła  się.  Natychmiast  się  zastanowił,  czy

tak  samo  czerwieni  się  w  łóżku,  kiedy  się  kocha.  Wziął
głęboki  oddech,  świadomy  swojej  erekcji.  Nigdy  żadnej
kobiety nie pożądał bardziej. Czy pragnąłby jej aż tak, gdyby
nie była niedostępna?

Emily otworzyła usta, lecz słowa zamarły na jej wargach.

Opadła na krzesło, oparła przedramiona na kolanach i wlepiła

background image

wzrok  w  podłogę.  Dostrzegając  błysk  paniki  w  jej  oczach,
Matt zapomniał o pożądaniu.

- Em, porozmawiaj ze mną. Pomóż mi to zrozumieć.

Wciąż  patrzyła  na  dywan,  a  Matt  nie  spuszczał  wzroku

z  jej  twarzy.  Z  bliska  widział,  jakie  ma  gęste  rzęsy,  pod
makijażem  dopatrzył  się  piegów  i  maleńkiej  dziurki
w  skrzydełku  nosa.  Nosiła  kiedyś  kolczyk,  to  go
zaintrygowało.  Czy  w  ciele  konserwatywnej  świętoszki  krył
się wolny duch?

Potrząsnęła  głową  i  zacisnęła  wargi.  Odsunęła  się

z  krzesłem  i  wstała.  Ignorując  go,  włożyła  papiery  do  teczki
i zamknęła klapę laptopa.

Matt  czekał,  aż  znów  spojrzy  mu  w  oczy.  Kiedy  się  do

niego odwróciła, jej zdystansowana mina potwierdziła, że już
się przed nim nie otworzy.

-  Czemu  mnie  dręczysz?  Masz  zwyczaj  nękać  kobiety,

które są w związkach?

Ledwie  się  powstrzymał,  by  nie  rzucić  kilku  przykrych

słów. Emily była jedyną kobietą, która budziła w nim poważne
zainteresowanie.  Zwykle  zachowywał  emocjonalny  dystans,
a  jeśli  kobieta  odrzucała  jego  awanse,  wzruszał  ramionami
i szedł dalej.

Zaszła  mu  za  skórę.  Częściowo  było  to  pożądanie,

częściowo  zazdrość,  jeden  z  grzechów  głównych.
Rywalizowanie z takimi jak Nico było wgrane w jego DNA.

- Więc?

Nie powie jej, jak na niego działa… nie da jej tyle władzy.

Czasami jednak prawda, wypowiedziana spokojnie, ma więcej

background image

mocy niż gwałtowne oskarżenia.

- Nie będę cię okłamywał, Em. Podobasz mi się. Jesteś zła,

bo ja też ci się podobam.

- Dałam ci szansę sześć lat temu, ale mnie odtrąciłeś.

-  Wyjaśniłem  ci  moje  powody,  więc  przestań  do  tego

wracać – odparł.

Gdy tylko to powiedział, pożałował swoich słów. Bał się,

że zobaczy jej drżącą wargę czy nie daj Boże łzy.

Miała  zawstydzoną  minę.  Matt  był  pod  wrażeniem,

widząc, jak się wyprostowała i wytrzymała jego spojrzenie.

- Masz rację. To już przeszłość.

Potarł  brodę,  zaskoczony  jej  słowami.  Wciąż  go

zaskakiwała, a nie był przecież człowiekiem, który łatwo daje
się  zaskoczyć.  Zwalczając  chęć,  by  wziąć  ją  w  ramiona
i  pocałować,  podszedł  do  odległego  końca  stołu,  gdzie
zostawił  szklankę  z  wodą.  Wypił  ją  duszkiem,  po  czym
wytoczył kolejne działo.

-  Wiem,  że  w  tych  zaręczynach  z  Morrisem  jest  coś  nie

tak.

- Nie wiesz tego, nic o mnie nie wiesz! – zawołała.

Miał świadomość, że uśmiecha się posępnie.

- Może cię nie znam, za to jego znam aż za dobrze.

Nico nie był zdolny do miłości. To była jedyna rzecz, która

ich łączyła.

- Proszę, zostaw to, Matt – błagała Emily.

background image

Prędzej zatrzymałby Ziemię. Właściwie nie miał powodu

wtrącać się w jej życie. Wcześniej też podobały mu się zajęte
kobiety,  ale  jego  kodeks  moralny  nie  pozwalał  mu  wkraczać
na terytorium innego mężczyzny.

Jeśli chodzi o Em, nie miał wyrzutów sumienia. Morris nie

zasługiwał na jego szacunek.

Emily  była  inna,  sytuacja  była  inna.  Gdyby  sądził,  że

szczerze kocha Morrisa, uszanowałby jej wybór. Jednak gdzieś
w głębi duszy wiedział, że nie kieruje nią miłość, więc nie da
jej spokoju. W każdym razie jeszcze nie.

Zawrócił do niej i pocałował ją w skroń.

- Nie mogę tego zrobić. Do zobaczenia, Em.

Dałby głowę, że słyszy jej cichy pomruk, ale wiedział, że

gdyby się odwrócił, mógłby porwać ją w ramiona i spróbować
w  inny  sposób  wyperswadować  jej,  by  zakończyła  ten
związek.

Oprowadzała  po  Brook  Village  dwie  nowe  członkinie

komitetu,  pełne  entuzjazmu  damy,  nowe  mieszkanki  Falling
Brook. Był sobotni ranek, oprowadzanie dobiegło końca, więc
ostatnią osobą, jaką spodziewała się ujrzeć, zbliżającą się do
ich stolika na werandzie małej kawiarni, był Matt Velez. Miał
na  sobie  modne  dżinsy,  kosztowne  sportowe  buty  i  brązową
koszulę z podwiniętymi rękawami w kolorze oczu.

Oczu, które widzą za dużo.

Spuściła  wzrok  na  swoje  dżinsy  z  dziurami  na  kolanach.

Nie  mogła  sobie  przypomnieć,  czy  rano  się  malowała.  Była
spóźniona,  a  spotykała  się  tylko  z  Jane  i  Lindą,  a  nie
z najseksowniejszym członkiem komitetu.

background image

- Matt, naprawdę się ciebie nie spodziewałam. – Położyła

rękę  na  oparciu  krzesła.  –  Spóźniłeś  się,  już  obejrzałyśmy
dom.  –  Wskazała  puste  filiżanki  po  kawie.  –  Właśnie
wychodzimy.

Matt  zignorował  jej  agresywny  ton  i  przeniósł  spojrzenie

na jej towarzyszki, uśmiechając się czarująco.

- Witam panie. Em, przepraszam za spóźnienie.

Założyłaby  się,  że  celowo  pojawił  się  po  czasie.  Nie

zamierzał  dowiedzieć  się  czegoś  na  temat  Brook  Village,
przyjechał we własnej sprawie.

Gdyby tylko wiedziała, jaka to sprawa.

-  Nico  nie  towarzyszy  ci  dziś  rano?  –  spytał,  wyciągając

krzesło, po czym usiadł.

Spotkał  się  wzrokiem  z  kelnerką,  Macy,  jedną

z rezydentek i przyjaciółką Davy’ego, i poprosił o kawę.

Macy  zachichotała  i  uciekła.  Emily  westchnęła.  Kolejny

podbój Matta Veleza.

Po  kilku  minutach  niezobowiązującej  rozmowy  Jane

i Linda wstały, a Matt, uprzejmy jak zawsze, poderwał się na
nogi.  Kiedy  kobiety  się  pożegnały,  opadł  znów  na  krzesło,
dziękując Macy, która przyniosła kawę.

-  Kawiarenka  to  dobry  pomysł,  rodziny  mają  się  gdzie

spotkać – powiedział, siadając wygodnie.

Tak, doskonały pomysł, gdyby tylko ojciec nie gawędził tu

z szefem rosyjskiej mafii. Emily rozejrzała się. Widziała wielu
rodziców odwiedzających rezydentów, ale nie widziała Johna,

background image

czyli Iwana Sokołowa. Swoją drogą dość rzadko widywała go
w Brook Village.

- Szukasz kogoś? – spytał Matt.

Przeniosła na niego wzrok i pokręciła głową.

- Nie… nie.

Słysząc  tę  odpowiedź,  Matt  ściągnął  brwi.  Widziała

zaciekawienie  w  jego  oczach,  więc  szybko  próbowała
odwrócić jego uwagę.

- Każdy z rezydentów ma własne mieszkanko i zależnie od

swoich  możliwości  może  poczęstować  gości  czymś  do  picia
albo do jedzenia – wyjaśniła. – Niektórzy z rezydentów mają
pracę  poza  Brook  Village,  kawiarnia  daje  szansę  zarobienia
własnych pieniędzy na miejscu. Kucharze też są rezydentami.

- Dają tu jeść? Świetnie, nie jadłem śniadania.

- Mogę polecić grzankę z brie i żurawiną.

Matt zrobił minę, a Emily się uśmiechnęła.

- Naprawdę nie lubisz eksperymentów kulinarnych, co?

-  Wystarczą  mi  jajka  na  bekonie  –  odparł,  patrząc  jej

w oczy. – Lubię eksperymenty w innych dziedzinach.

Jego  ton  był  neutralny,  ale  Emily  wiedziała,  że  myślał

o  sypialni.  Tak,  wierzyła  mu.  Spodziewała  się,  że  jako
kochanek  jest  wymagający  i  wyciska  rozkosz  do  ostatniej
kropli.  Miała  tylko  dwóch  niezbyt  satysfakcjonujących
kochanków i była ciekawa, czy jest zdolna do orgazmu.

Dotąd  był  dla  niej  nieosiągalny.  Czytała,  że  niektóre

kobiety nigdy go nie przeżywają. Miała nadzieję, że nie należy
do  tej  grupy.  Sądząc  z  tego,  co  czuła  po  paru  pocałunkach

background image

Matta,  niewykluczone,  że  to  on  pomógłby  jej  osiągnąć
wymarzony cel.

Wyobraziła  sobie,  że  kocha  się  z  nim  na  stojąco,  pod

prysznicem albo przy ścianie. Cichy śmiech Matta przywrócił
się ją do rzeczywistości.

-  Podarowałbym  Brook  Village  tysiąc  dolarów,  żeby  się

dowiedzieć, o czym teraz myślisz.

Tysiąc dolarów? Nie odrzuci takiej sumy.

-  Myślałam  o  tym,  że  kocham  się  z  tobą  przy  ścianie

i o moim orgazmie.

Wlepił  w  nią  zaszokowany  wzrok.  Uśmiechnęła  się.  Nie

była  wcale  taką  grzeczną  dziewczynką.  Potem  oczy  Matta
zabłysły,  a  policzki  pociemniały.  Ręka,  w  której  trzymał
filiżankę,  zadrżała.  Dobrze  wiedzieć,  pomyślała,  że  jest
w stanie zbić z tropu złotoustego Matta Veleza.

- Możesz wypisać czek dla Brook Village – powiedziała.

- Zrobione. – Odstawił filiżankę. Patrzył na nią, a ona nie

mogła odwrócić od niego wzroku. – Swoją drogą szczęśliwa
narzeczona nie mówi takich rzeczy do innego faceta. To tylko
utwierdza  mnie  w  przekonaniu,  że  nie  jesteś  szczęśliwie
zaręczona.

Och, do diabła. I znów to samo.

- Jestem zaręczona, a nie martwa, Matt. Zaprzeczanie, że

mnie pociągasz, byłoby nieszczere. – Poruszyła palcami lewej
ręki,  przyciągając  uwagę  do  pierścionka.  –  Ale  jestem
zaręczona.

background image

Naprawdę  musi  popracować  nad  tym,  by  mówić

o narzeczonym z większym entuzjazmem.

Chciała  wiedzieć,  czemu  Matt  tak  się  sprzeciwia  jej

małżeństwu. Czemu go to obchodzi? Wiedziała, że jej pożąda,
udowodnił to gorący pocałunek, ale jeśli chciał tylko seksu, to
przecież  nie  brakowało  mu  okazji.  Kobiety  do  niego  lgnęły,
niezdolne oprzeć się jego tupetowi i urodzie łobuziaka.

- Czy ty… czy Nico jest z tobą w konflikcie?

Matt  miał  problem,  i  miało  to  więcej  wspólnego

z Morrisem niż z nią. To było oczywiste.

Ale  czy  powinna  się  tym  przejmować?  Na  pewnym

poziomie  wspólne  działanie  z  Mattem  miało  sens,  oboje
chcieli utrzeć nosa Morrisowi. Być może nawet Matt posiadał
informacje na temat Nica, które mogłaby wykorzystać.

Nie  mogła  jednak  ryzykować  i  zdradzać  mu  swojej

tajemnicy. Podzieliła się nią z Giną tylko dlatego, że mówiła
jej wszystko. Ufała jej bezgranicznie.

Mattowi nie ufała.

Nico  trafnie  rozpoznał  to,  co  było  dla  niej  i  jej  ojca

najważniejsze, i doprowadził do tego, że znalazła się między
młotem a kowadłem.

Musi szybko rozwiązać tę sprawę. Po odejściu żony praca

była ucieczką ojca i jego prawdziwą miłością.

Nie był najlepszym ojcem, pewnie nie był nawet dobrym

ojcem,  ale  był  jej  ojcem  i  musi  go  chronić,  chronić  ich
nazwisko i źródło utrzymania.

background image

I  trzymać  Morrisa  na  dystans  do  czasu,  aż  znajdzie  na

niego haka. Była pewna, że coś takiego istnieje.

Mattowi się upiekło i nie musiał jej odpowiadać, bo w tej

właśnie  chwili  objęły  ją  za  szyję  męskie  ramiona  i  poczuła
muśnięcie  zarostu  na  policzku.  Poznała  zapach  mydła
Davy’ego, wstała i uściskała brata.

Po minucie, może dwóch – Davy był wylewny i uwielbiał

się  przytulać  –  Emily  odsunęła  się  od  niego  i  ścisnęła  go  za
ramiona.

- Davy. Jak ci minął tydzień, kochanie?

- Aniołku, jesteś tu. Tak się cieszę, że cię widzę – odparł

Davy. – Tydzień minął mi dobrze.

Potem takimi samymi oczami jak oczy siostry spojrzał na

Matta.

- Kto to jest? – spytał cicho. – Powinien pójść do fryzjera,

ale podoba mi się jego zegarek.

Emily  zobaczyła  unoszące  się  kąciki  warg  Matta

i wiedziała, że usłyszał Davy’ego. Ku jej zdumieniu wyciągnął
rękę.

- Jestem Matt. Masz rację, powinienem pójść do fryzjera. –

Puścił rękę Davy’ego i pokazał mu wolne krzesło. – Będę jadł
śniadanie. Zjesz ze mną, Davy?

Davy usiadł i kiwnął głową.

- W soboty zawsze jem naleśniki.

- Naleśniki są dobre? – spytał Matt.

Emily  była  pod  wrażeniem  otwartości  Matta  i  łatwości,

z  jaką  porozumiewał  się  z  jej  bratem.  Wielu  ludzi  traktuje

background image

osoby niepełnosprawne intelektualnie jak dzieci. Na szczęście
Matt zachowywał się normalnie.

-  Bardzo  dobre.  Ja  lubię  z  bananami  i  masłem

orzechowym – powiedział Davy.

-  Widzę,  że  z  bratem  łączy  cię  zamiłowanie  do

oryginalnych kompozycji smakowych.

Emily nie mogła powstrzymać uśmiechu.

- Spróbuj. To wyzwanie.

- A co dostanę, jak je przyjmę? – spytał z rozbawieniem.

Spuściła  wzrok  na  jego  wargi,  wiedziała,  czego  chce.

Pragnęła tego bardzo, ale musi o tym zapomnieć.

Poczuła  w  sercu  jakiś  ciężar.  Matt  nie  był  dla  niej

odpowiednim  partnerem.  Nie  tylko  teraz,  kiedy  była
tymczasowo zaręczona. Później też nie zaryzykuje.

- Moja nagroda, Em? – nalegał Matt.

- Postawię ci śniadanie – odparła, żałując, że nie może mu

wyjawić swoich pragnień.

- Chyba nie to chciałaś powiedzieć.

Oczywiście, ale nigdy tego nie przyzna.

Davy  klasnął  w  dłonie.  Emily  przeniosła  na  niego  wzrok

i uśmiechnęła się na widok jego promiennej miny. Odwróciła
się, by zobaczyć, kto przykuł uwagę brata. Okazało się, że to
Macy,  która  zbliżała  się  do  ich  stolika.  Spojrzała  na  Matta
czerwona jak burak i przestąpiła z nogi na nogę.

- Dolać panu kawy? – spytała.

background image

- Dziękuję, Macy, mam już dość. Emily na pewno chętnie

jeszcze się napije.

Jego troska wzbudziła w niej radość.

-  Dziękuję,  Macy,  możesz  mi  dolać,  proszę.  I  mogłabyś

poprosić,  żeby  przynieśli  nam  dwie  porcje  naleśników?  –
Emily  uniosła  brwi,  patrząc  wyzywająco  na  Matta.  –
Z bananami i masłem orzechowym?

Matt zrobił minę, ale się nie wycofał.

-  Zemsta  będzie  słodka  –  odparł,  sugerując,  że  marzy

o takiej zemście, kiedy Emily będzie dyszała z rozkoszy.

Potem jeszcze raz podziękował Macy, po czym zwrócił się

do Davy’ego i dotknął palcem jego zegarka.

- Mnie też podoba się twój zegarek, Davy. Jest wyjątkowy.

Skąd go masz?

Emily słuchała, jak brat wyjaśnia, że stary rolex należał do

ich  dziadka,  a  ojciec  przekazał  go  Davy’emu,  kiedy  ten
skończył dwadzieścia jeden lat.

- Nie jest taki jak twój, Matt, nie ma tylu przycisków.

- Ale mój jest nowy, nie należał do mojego dziadka.

- Znałeś swojego dziadka?

Emily  dojrzała  błysk  bólu  w  oczach  Matta.  Czekała  na

odpowiedź, choć spodziewała się, że jej nie udzieli.

- Nie, nie znałem.

Trzy  przepełnione  bólem  słowa.  Chciała  położyć  rękę  na

ręce  Matta,  ścisnąć  jego  ramię.  Powściągnęła  impulsywną
reakcję.  Matt  był  dumnym  człowiekiem,  nie  doceniłby  jej

background image

gestu.  Zdała  sobie  jednak  sprawę,  że  nie  miał  dobrej  relacji
z rodziną. Współczuła mu, wiedziała, jak to boli.

-  Grasz  w  piłkarzyki,  Matt?  Aniołek  i  ja  zawsze  gramy

w piłkarzyki w pokoju rekreacyjnym. Daję jej wycisk.

Emily nie mogła puścić płazem tego kłamstwa.

-  Davy,  wiesz,  że  to  nieprawda.  Wygrywam  o  wiele

częściej niż ty. – Wskazała palcem Matta. – A Davy to jedyny
człowiek, któremu wolno mówić do mnie Aniołku.

- Nie śmiałbym o tym marzyć – odparł Matt. – Poza tym

większy z ciebie diabeł niż anioł.

Uśmiechnęła  się  do  niego.  To  był  jeden  z  najlepszych

komplementów, jakie usłyszała.

Matt uniósł kąciki warg, a ona zastanowiła się, kiedy tych

parę motyli w jej brzuchu zamieniło się w chmarę.

Matt przeniósł wzrok na Davy’ego.

-  Po  śniadaniu  zagram  z  tobą  w  piłkarzyki.  Jeśli  chcesz,

dam  też  wycisk  twojemu  aniołkowi.  –  Spojrzał  na  nią
z rozbrajającym uśmiechem. – Spokojnie, diabełku, nazwałem
cię tylko jego aniołem. A oto i Macy z naszymi naleśnikami.
Mogę spytać, co jest nie tak z bekonem i syropem klonowym?

Dostała  wycisk.  Davy  wygrał  z  nią  kilkoma  golami,

a potem dostała cięgi od Matta, ku wielkiej radości Davy’ego.

Gdy  szli  z  Mattem  do  swoich  samochodów,  Emily  nie

mogła  uciec  od  myśli,  że  Nico  nie  zadał  sobie  trudu,  by
porozmawiać  z  jej  bratem.  A  przecież  miał  zostać  jego
szwagrem. Prawdę mówiąc, poza kilkoma esemesami Nico nie
kontaktował  się  z  nią  od  chwili  oświadczyn  –  jeśli  szantaż

background image

można nazwać oświadczynami – a minęło prawie dziesięć dni.
Nie skarżyła się, ale to było dziwne.

- Twój brat jest wyjątkową osobą.

Emily uśmiechnęła się.

-  Założę  się,  że  w  sobotnie  ranki  nie  masz  zwyczaju

grywać w piłkarzyki.

-  Nie,  zwykle  spędzam  poranki  przy  komputerze,

nadrabiając to, czego nie zrobiłem w ciągu tygodnia. To była
miła  odmiana  –  odparł  Matt.  –  Miło  było  się  rozerwać
w dobrym towarzystwie.

Emily  z  torebką  na  ramieniu  wsunęła  ręce  do  tylnych

kieszeni  dżinsów.  Ten  ranek  był  o  wiele  przyjemniejszy,  niż
oczekiwała.  Do  głowy  by  jej  nie  przyszło,  że  Matt  zagra
w  piłkarzyki  nie  tylko  z  jej  bratem,  ale  także  z  innymi
rezydentami.  Prosili,  by  zagrał  z  nimi  także  w  koszykówkę.
Odpowiedział, że teraz to niemożliwe, ale wróci i udowodni,
co potrafi.

Jego żartobliwy ton ją zachwycił. Oczywiście nie sądziła,

by wrócił do Brook Village, ale rozjaśnił ich poranek i za to
była mu wdzięczna.

-  Jesteś  na  pewno  związana  z  tym  miejscem.  Jak  długo

zasiadasz w komitecie? – spytał.

- Od dwóch lat jestem w zarządzie, parę lat temu zajęłam

się zbieraniem pieniędzy.

- W zeszłym roku brakowało ci zaledwie dziesięć procent

do sumy, jaką chciałaś zebrać. Planujesz coś, żeby załatać tę
dziurę w budżecie?

background image

Naprawdę odrobił lekcje.

- Chciałabym robić więcej, ale z powodu mojej pracy i… -

zawahała się – Nica, nie wiem, czy znajdę czas.

Musi  znaleźć  haka  na  Morrisa.  Może  po  powrocie  do

domu zacznie szukać w internecie, dowie się też, ile kosztuje
prywatny detektyw. Gdyby było ją na to stać, zatrudnienie go
byłoby słusznym rozwiązaniem.

Mogłaby  powiedzieć  detektywowi,  że  potrzebuje

informacji o swoim małomównym narzeczonym, zanim zrobi
ostatni krok. To brzmi rozsądnie, prawda?

Matt położył rękę na jej przedramieniu.

- Wciąż to robisz.

- Co?

- Odpływasz gdzieś myślami.

- Mam mnóstwo na głowie.

- Wiem. – Zabrał rękę i powiódł kciukiem po jej wardze.

Marzyła,  by  ją  pocałował.  Potem  sobie  przypomniała,  że

w zasadzie jest zaręczona i nie powinna się całować z innymi
mężczyznami. Te zaręczyny zresztą nie były jej na rękę. Pod
wieloma względami.

- Obiecasz mi coś, diabełku?

- Co? – Bardzo jej się podobało, gdy ją tak nazywał.

-  Kiedy  poczujesz  się  zagubiona,  stracisz  grunt  pod

nogami,  zadzwoń  do  mnie,  dobrze?  –  Zanim  zdążyła
zaprotestować,  wyjął  jej  telefon  z  tylnej  kieszeni  dżinsów

background image

i  przesunął  kciukiem  po  ekranie.  –  Nie  używasz  kodu  ani
odcisku kciuka? Nie dbasz o bezpieczeństwo, Arnott.

- To telefon, nie kody broni atomowej – odparowała. – I co

z nim robisz?

-  Wpisuję  mój  numer  do  kontaktów.  –  Postukał  w  ekran

i oddał jej komórkę. – Poważnie, Em, zadzwoń do mnie. Gdy
tylko zechcesz.

Propozycja była kusząca, lecz zbyt ryzykowna. Wzięła od

niego telefon i trzymała go w mocnym uścisku.

- Wciąż ci powtarzam, nic mi jest.

- Może tysiące innych by ci uwierzyło, seksowny diabełku,

ja nie.

Nacisnął  przycisk  na  pilocie  i  dwudrzwiowy  mercedes

odpowiedział  cichym  dźwiękiem  oraz  błyskiem  reflektorów.
Samochód  był  piękny,  miał  smukłą  maskę  i  zaokrąglony
kształt, trudno go nie zauważyć.

- Nowy AMG GT roadster.

Matt uniósł brwi.

-  Owszem.  Mam  go  od  niedawna,  jeszcze  się  nim  nie

nacieszyłem. Lubisz samochody?

-  Kocham  –  odparła,  podchodząc  do  auta.  –  Piękny

i niebezpieczny.

Matt stanął za nią tak blisko, że czuła jego ciepło i zapach.

Czemu zawsze pachniał tak dobrze?

- Lubię wszystko, co piękne i niebezpieczne. – Przesunął

knykciami wzdłuż jej pleców, zatrzymując się nad pośladkami.

background image

Emily poczuła jego oddech w uchu. – Może dlatego tak mi się
podobasz.

Mieszkańcy  Falling  Brook,  z  których  większość  znała  ją

od  czasu,  gdy  nosiła  kucyki,  postrzegali  ją  jako  uprzejmą,
pracowitą i sumienną, jako osobę, która stara się nie popełniać
błędów i nie wprowadzać zamętu.

Nie  brała  narkotyków,  nie  paliła,  nie  puszczała  się  na

prawo i na lewo. Fakt, że Matt widział ją inaczej, ekscytował
ją. Gdy siedział już w samochodzie, otworzył okno od strony
kierowcy i wskazał na telefon Emily.

- Nie wahaj się do mnie zadzwonić, diabełku.

- Jestem niezależna i niczego od nikogo nie potrzebuję.

- To czemu wychodzisz za mąż?

Sama zastawiła na siebie sidła.

-  Mówiłbyś  tak  do  mnie,  gdybym  była  mężczyzną?  –

spytała wyzywająco.

-  Nie,  ale  nie  jesteś  mężczyzną,  tylko  kobietą,  której

pragnę i nie mogę mieć. – Wsunął palce rąk we włosy.

- Nie przywykłeś do tego, że ktoś krzyżuje ci plany?

-  Zawsze  dostaję  to,  czego  chcę.  Prędzej  czy  później.  –

Znów wskazał głową na telefon. – Wiem, że się powtarzam,
ale zadzwoń do mnie. W każdej sprawie.

W każdej sprawie? Naprawdę każdej? To kuszące.

Rzecz jasna nigdy mu tego nie powie.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Przesuwała liście sałaty po talerzu, myśląc, że czas ciągnie

się w nieskończoność, kiedy człowiek kiepsko się bawi. Nico
zadzwonił  do  niej  krótko  po  jej  powrocie  z  Brook  Village,
poinformował, że jest w mieście i że zjedzą kolację w l’Abri,
eleganckiej francuskiej restauracji przy głównej ulicy. To był
lokal dla snobistycznej zamożnej klienteli, gdzie należało się
pokazać.

Nie  smakowały  jej  wykwintne  dania,  nie  podobali  jej  się

wyniośli  kelnerzy  i  pretensjonalność  lokalu.  Wolałaby  zjeść
burgera w Al’s Diner, ale wiedziała, że Nico prędzej by umarł,
niż  pokazał  się  w  barze  z  domową  atmosferą  i  smacznym
jedzeniem.

Gdy  skończył  swoje  rybne  danie,  zostawił  ją  samą  przy

stoliku,  by porozmawiać  z potencjalnym  klientem  po drugiej
stronie  sali.  To  było  dwadzieścia  pięć  minut  temu.  Zakłócił
komuś  prywatną  kolację.  Emily  widziała,  że  „potencjalni
klienci”  są  zirytowani,  mimo  że  starali  się  traktować  Nica
uprzejmie.  W  przeciwieństwie  do  Matta,  Nico  nie  potrafił
zachować się w towarzystwie.

Nie  powinna  ich  porównywać,  a  jednak  nie  mogła  się

powstrzymać.  Byli  swoim  przeciwieństwem.  Włosy  Matta
były ciemne i nieujarzmione, miał oliwkową cerę, a jego oczy
błyszczały inteligencją.

background image

Nico  wciąż  odgarniał  z  czoła  włosy  w  kolorze  spranego

blondu, oczy miał zimne, spojrzenie złośliwe. Z uśmiechem na
twarzy  wyglądał  nawet  na  przystojnego,  lecz  rzadko  się
uśmiechał.

Jak  inne  kobiety,  lubiła  przystojnych  mężczyzn,  ale  nie

była  tak  płytka,  by  wszystko  zaczynało  się  i  kończyło  na
urodzie.  Nico  byłby  atrakcyjny,  gdyby  nie  wymuszał  na  niej
małżeństwa przez szantaż.

Odsunęła  filiżankę  z  kawą  i  uśmiechnęła  się  na  widok

Giny stojącej przy stoliku concierge’a. Przywołała ją gestem.

- Umówiłaś się z kimś? – spytała.

-  Za  jakieś  dziesięć  minut.  Wiesz,  że  lubię  przyjść

wcześniej – odparła Gina, zajmując puste krzesło.

- Żeby sprawdzić, czy jest przystojny? Jeśli nie, wysyłasz

mu wiadomość, że dopadła cię grypa żołądkowa – zażartowała
Emily.

Gina wzruszyła ramionami.

-  Jaki  jest  sens  spędzać  czas  z  kimś,  kto  ci  się  nie

podoba? – Potem dodała ciszej: – Jeśli cię nie szantażuje.

- Dzięki za przypomnienie.

-  Mogę?  Jeśli  nie  zamierzasz  tego  skończyć?  –  Gina

wskazała na kieliszek z winem. Kiedy Emily kiwnęła głową,
wypiła spory łyk. – I jak tam kolacja?

-  Ciągnie  się  bez  końca  –  przyznała  Emily.  –  Przez

większą  część  wieczoru  wyobrażałam  sobie,  że  dźgam  go
widelcem.  –  Postukała  w  blat  stolika  palcem.  –  Nico

background image

dowiedział  się,  że  Matt  dołączył  do  mojego  komitetu,
i ostrzegł mnie przed nim.

Gina skrzywiła się.

- Tak, oni nie darzą się sympatią.

- Matt i Nico?

- Nico pracował w MJR Investing, chodzą plotki, że darli

z  sobą  koty.  Jak  jeden  mówił  czarne,  drugi  białe.  Potwornie
z  sobą  rywalizowali.  Ale  to  plotki  z  drugiej  i  trzeciej  ręki.
Próbuję znaleźć bezpośrednie źródło. – Nagle urwała i spytała:
- Co powiedziałaś Nicowi o Matcie?

-  Przypomniałam  mu,  że  Matt  jest  wpływowym

biznesmenem  i  jestem  wdzięczna,  że  wspiera  Brook  Village.
Nazwał  mnie  naiwną  i  powiedział,  że  Matt  nie  robi  niczego
bezinteresownie.

- Sądzisz, że to prawda?

Tak  właśnie  myślała.  Informacja  Giny,  że  Matt  kocha

rywalizację,  brzmiała  wiarygodnie.  Matt  jej  pragnął,  ale  nie
była  przekonana,  czy  zabiegałby  o  nią,  gdyby  nie  była
zaręczona z Nikiem. Czuła się trochę jak kość, o którą walczą
dwa psy.

-  Lubię  Matta  o  wiele  bardziej  niż  Nica,  ale  jak  wieść

niesie – ciągnęła Gina, zniżając głos – Nico wciąż ma mu za
złe, że to nie on został prezesem firmy.

- To było lata temu.

- Nico jest znany z tego, że chowa urazę – szepnęła Gina. -

I nigdy nie cofa się przed wyzwaniem. Więc wkurzyłaś go czy
wyzwałaś?

background image

Emily  rzuciła  wzrokiem  na  Nica,  po  czym  podniosła

i opuściła ręce.

-  Byliśmy  na  dwóch  randkach,  powiedziałam  mu,  że  nie

pójdę z nim do łóżka i że nie ma między nami chemii. Że nie
jest w moim typie.

-  Jemu  się  chyba  zdaje,  że  podoba  się  kobietom  i  to  on

decyduje, kiedy kończy związek. Więc już znasz motyw jego
szaleństwa, a kiedy dodasz do tego Matta…

- Co to niby znaczy?

-  Och,  proszę,  jak  jesteście  razem,  mam  wrażenie,  że

powinnam włożyć strój ognioodporny.

- Jest przystojny – stwierdziła Emily obojętnie.

-  Kochanie,  to  jak  byś  nazwała  prom  kosmiczny  NASA

rakietą  zabawką.  Matt  to  superprzystojniak.  Chociaż  to
dziwne, że pojawił się w twoim życiu, jak tylko się zaręczyłaś.

-  Zaręczyłam  się  tymczasowo.  –  Tak,  ona  też  myślała

o tym, że Matt wybrał akurat ten moment. I podobnie jak Gina
nie wiedziała, co o tym sądzić.

Emily zauważyła, że Nico wstał i ruszył w jej stronę, więc

usiadła  prosto  i  przywołała  na  twarz  uprzejmy  uśmiech.
Subtelnie  pokazała  Ginie,  by  zakończyły  rozmowę.  Gina
ściągnęła brwi.

- Na Boga, Em, wyrwij się z tego.

- Próbuję – odparła cicho Emily.

Kiedy  Nico  zbliżał  się  do  stolika,  Gina  wstała,  założyła

torebkę na ramię i posłała mu fałszywy uśmiech.

- Mój towarzysz właśnie przyszedł. Jest całkiem całkiem.

background image

Oddaliła się, unikając spotkania z Nikiem, a gdy ten usiadł

przy  stoliku,  wziął  do  ręki  oprawny  w  skórę  folder
z rachunkiem, który zostawił kelner, i podał go Emily.

- Twoja kolej, moja droga.

Chciała zaoponować, ale zobaczyła, jak Nico na nią patrzy.

Liczył na to, że mu się sprzeciwi. Kiwnęła głową.

- Jasne.

Otworzyła  folder  i  skrzywiła  się,  widząc,  że  do  ich

rachunku dołączono rachunek potencjalnego klienta Nica.

- Obciążyli nas ich kolacją i drinkami.

- W przyszłym tygodniu spotykam się z nimi w Chicago,

będę  na  konferencji  cały  weekend.  Żeby  im  podziękować,
zaproponowałem, że zapłacę ich rachunek – odparł.

Ale dlaczego ona miała za to płacić? Na jakiej planecie to

jest sprawiedliwe?

-  Jakiś  problem,  Emily?  –  spytał  jedwabiście  gładkim

tonem.

Otworzyła  i  zamknęła  usta.  Gdyby  zaczęła  mówić,

spędziliby tu całą noc.

Siedząc w gabinecie w poniedziałek rano, podniosła wzrok

na  dźwięk  cichego  stukania  i  w  otwartych  drzwiach  ujrzała
Matta.  Ubrany  w  chinosy,  błękitną  koszulę  i  brązową  kurtkę
stał oparty ramieniem o framugę.

Podobał jej się jego styl, a nigdy nie sprawiał wrażenia, że

spędził  godziny  przed  lustrem,  planując,  co  na  siebie  włoży.
Przez  moment  cieszyła  oczy  jego  widokiem,  świadoma,  że

background image

igra z ogniem. Gdyby Nico dowiedział się, że Matt pojawia się
w jej biurze, byłby wściekły.

Poczuła ucisk w dołku. Przynajmniej przez jakiś czas nie

wolno jej denerwować Nica.

Strach  i  fakt,  że  na  widok  Matta  czuła  na  plecach  ciarki,

sprawiły, że odezwała się ostrzej, niż zamierzała.

-  Zdawało  mi  się,  że  zatrudniłam  asystentkę,  żeby  nie

wpuszczała do mnie intruzów.

Wszedł do gabinetu i zamknął drzwi. Potem oparł ręce na

blacie biurka i pochylił się, patrząc na nią z powagą.

- Wszystko w porządku?

Nie,  była  wyczerpana  i  zestresowana.  Nikt  inny  tego  nie

zauważał.  Emily  uniosła  ręce.  Czemu  on  wciąż  widzi  to,  co
najbardziej pragnęłaby ukryć?

- Co się dzieje, diabełku?

Rozpaczliwie  chciała,  żeby  był  kimś  innym,  wtedy

mogłaby mu się zwierzyć.

- Nic się nie dzieje. Jestem zajęta, przeszkadzasz mi.

- Kłamiesz. Masz cienie pod oczami i ręce ci się trzęsą.

Spuściła  wzrok  na  swoje  dłonie.  Rzeczywiście  jej  palce

lekko  drżały.  W  ciągu  minionych  trzydziestu  sześciu  godzin
mało spała i niewiele jadła. Radzenie sobie z Nikiem było jak
walka z wyjątkowo paskudnym wirusem.

Jak  cudownie  byłoby  podzielić  się  tym  z  Mattem

i poprosić, by się tym zajął, czy choćby przedyskutować z nim
możliwości  działania.  Nico  był  nieprzewidywalny
i gwałtowny. Nie znała Matta dość dobrze, by mu zaufać, że

background image

dochowa tajemnicy. Już wcześniej zaufała ludziom – mamie,
ojcu – i wszyscy w ten czy inny sposób ją zawiedli.

Wskazała na monitor na biurku.

- Jestem zajęta, Matt. Czego chcesz?

Wyprostował się, przeniósł na jej stronę biurka i przysiadł

na nim. Splótł ramiona na piersi.

-  Jak  na  kogoś,  kto  ma  minę  niewiniątka,  jesteś  bardziej

uparta niż stado osłów. A jeśli chodzi o powód mojej wizyty…
pamiętasz,  że  w  sobotę  dałem  Davy’emu  swój  numer
telefonu?

- Tak?

-  Zadzwonił  do  mnie  jakieś  czterdzieści  minut  temu.  Nic

mu nie jest, Em.

Poderwała się na nogi.

- Co się stało? Gdzie on jest?

Matt delikatnie posadził ją z powrotem.

-  Nic  mu  nie  jest.  Czuje  się  dość  dobrze,  skoro  do  mnie

zadzwonił, okej?

- Co się stało?

- Wdał się w bójkę.

Emily znów skoczyła na równe nogi.

- Co, do diabła?

- Chodzi raczej  o przepychanki,  bez poważnych  obrażeń.

Davy ma przeciętą wargę. Temu drugiemu poszła krew z nosa.
Odniosłem  wrażenie,  że  Davy  jest  dumny  i  dlatego  do  mnie
zadzwonił.

background image

Co  się  dzieje  z  jej  życiem?  Nigdy  nie  była  seksualnie

sfrustrowana,  normalność  nie  oznaczała  wymuszania
małżeństwa przez szantaż, brat nigdy nie wdawał się w bójki
ani nie dzwonił do obcych ludzi, kiedy miał kłopoty. Dzwonił
do niej!

- Oddychaj, Em. – Lekko chwycił ją w talii i podniósł.

Wciągnęła powietrze, zatrzymała je na moment, po czym

zrobiła wydech. Powtórzyła to kilka razy, aż przestało jej się
kręcić  w  głowie.  Kiedy  się  uspokoiła,  położyła  ręce  na
ramionach  Matta  i  spojrzała  w  jego  zadziwiająco  łagodne
oczy. Sama jego bliskość działała na nią kojąco, dodawała sił.
Matt pogłaskał jej policzek.

- Lepiej?

Skinęła głową.

- Davy się bił? – Nadal nie mogła w to uwierzyć.

-  Według  pracownika  ośrodka  jakiś  nowy  mieszkaniec

dokuczał  innemu  rezydentowi  i  nie  przestał,  kiedy  Davy  go
o  to  poprosił.  Wtedy  Davy  go  pchnął,  a  tamten  go  uderzył.
Davy  mu  oddał  i  pracownicy  musieli  interweniować.  Nie
chciał, żebyś się martwiła, poza tym nic takiego się nie stało. –
Matt przesunął rękę na jej szyję i ramiona. – Kochanie, jesteś
spięta. Musisz nauczyć się relaksować.

-  Relaksować?  Żartujesz  sobie?  Matka  mnie  zostawiła,

ojciec jest pracoholikiem, brat wdaje się w bójki, a narzeczony
jest sza… - Urwała przerażona, że omal nie zdradziła sekretu.

O  Boże,  była  tak  zmęczona  i  zestresowana,  że  nie

wiedziała, czy zniesie więcej. Powściągała łzy, które zbierały
się  pod  powiekami.  Przeklęła  w  duchu,  kiedy  jednak

background image

wypłynęły.  Jeśli  nad  sobą  nie  zapanuje,  rzuci  się  w  ramiona
Matta i nie przestanie szlochać przez wiele dni.

- Wybacz. Nie radzę sobie.

Matt otarł jej łzę kciukiem.

- To prawda.

- Dzięki. – Prychnęła i sięgnęła po chusteczkę z nadzieją,

że  tusz  do  rzęs  zasługuje  na  miano  wodoodpornego.  Gdyby
wyglądała jak szop pracz, to byłoby o krok za dużo.

Wzięła głęboki oddech, potem drugi.

- Okej, lepiej.

Odsunęła się od Matta, sięgnęła po torebkę i położyła ją na

blacie.  Mówiąc  coś  pod  nosem,  wyjęła  okulary
przeciwsłoneczne,  kluczyki  do  samochodu,  po  czym
wyłączyła komputer.

-  Gina  może  odwołać  moje  spotkania  do  końca  dnia.

Pojadę do Brook Village i spędzę z Davym popołudnie.

Matt zabrał jej kluczyki.

- Zawiozę cię. Davy prosił, żebym wpadł.

To nie był dobry pomysł. Nico mógł się o tym dowiedzieć.

Pokręciła głową i wyciągnęła rękę po kluczyki.

- W czym problem, Em? – spytał.

-  Nico…  -  zaczęła  skrępowana.  Zachowywała  się  jak

mężatka, która ma romans, i wcale jej się to nie podobało.

-  Morris  wyjechał  rano  do  Chicago.  Jeśli  nie  masz

lokalizatora  GPS  w  telefonie  albo  samochodzie,  nie  będzie

background image

mógł  cię  śledzić  –  wyjaśnił  Matt.  Zanim  spytała,  skąd  zna
plany Nica, ujął jej rękę. – Chodźmy, tracimy czas.

Wiedział,  że  Morris  jest  w  Chicago,  bo  śledził  go  na

Instagramie  pod  fałszywym  nazwiskiem.  Podobnie  jak  Nico
zgłosił chęć uczestnictwa w konferencji, zarezerwował pokój
w hotelu, bilet na samolot i niczego nie odwołał.

Chciał,  by  Nico  myślał,  że  on  też  jest  w  Chicago  jako

jeden z dwóch tysięcy uczestników. Dzięki temu zyskał czas
na przekonanie Emily, by mu zaufała.

Przed  laty  powiedział,  że  Emily  jest  gupikiem  wśród

rekinów, tym razem płynęła z żarłaczem brunatnym i Matt był
przerażony, że zostanie zjedzona żywcem.

Zerknął  na  nią.  Siedziała  na  miejscu  pasażera  jego

roadstera.  Wsadził  ją  do  auta  i  ku  jego  zdumieniu  nie
dyskutowała. Spojrzał znów na jej profil.

Nie wyglądała na swój wiek, a jednocześnie wydawała się

kompletnie 

wyczerpana. 

Potrzebowała 

odpoczynku

i zamierzał o to zadbać.

Dopiero  po  dziesięciu  minutach  zorientowała  się,  że  nie

jadą do Brook Village.

-  Czemu  jedziemy  w  stronę  autostrady?  –  spytała.  –

Mieliśmy jechać do Brook Village.

- Nie pojedziemy tam – odrzekł z uśmiechem.

- Chcę się zobaczyć z bratem! Zawracaj.

Matt  poklepał  ją  po  udzie  i  poczuł,  że  zesztywniała.  Nie

znosiła, gdy ktoś wydawał jej polecenia, a jemu się podobało,

background image

że  Em  nie  jest  popychadłem.  Nie  tolerował  kobiet
pozbawionych własnego zdania.

Właśnie  dlatego  był  przekonany,  że  coś  jest  nie  tak  z  jej

zaręczynami.  Nico  miał  bzika  na  punkcie  kontrolowania
wszystkich  i  wszystkiego.  Był  potwornie  zaborczy
i zazdrosny. Musiał istnieć jakiś sekretny powód, dla którego
się zaręczyli.

Tu nie chodziło o czułość ani miłość. Sądząc z tego, jak go

całowała, Matt podejrzewał, że nie chodziło też o namiętność.
Coś innego kazało jej zachowywać się tak nietypowo. Pragnął
się dowiedzieć, co to takiego, ale dopóki Emily się przed nim
nie otworzy, nie będzie tego wiedział.

Być  może  jego  pierwotną  motywacją  była  zazdrość.  Nie

był  dumny  z  tego,  że  ego  zdominowało  jego  rozum.  Jednak
ostatnio coraz bardziej martwił się o Emily. Chciał ją chronić
i prócz tego, że jej pożądał, pragnął, by mu się zwierzyła. Ale
im bardziej naciskał, tym bardziej się wycofywała.

-  Twój  brat  nie  chce,  żebyś  spieszyła  sprawdzić,  jak  się

czuje.  Jest  zażenowany  i  skruszony,  potrzebuje  czasu,  żeby
przemyśleć,  co  zrobił  –  mówił  Matt.  –  Daj  mu  trochę
przestrzeni, Em.

- Nie rozumiesz, on jest…

- Jest mężczyzną i ma swoją dumę. Daj mu trochę czasu.

Zadzwoń do niego wieczorem, ale nie nudź o tym, co się stało.
Personel opanował sytuację.

Wiedział,  że  Emily  szuka  kontrargumentu.  Kiedy  głośno

sapnęła, wiedział, że wygrał rundę.

background image

-  Skoro  nie  jedziemy  do  Brook  Village,  możesz  mnie

odwieźć do biura.

Dzwonek w jego głowie zapowiedział drugą rundę.

-  Nie,  musisz  odpocząć.  Odwołałaś  swoje  dzisiejsze

spotkania,  podobnie  jak  ja.  Jedziemy  na  wagary.  Kiedy
ostatnio zrobiłaś coś spontanicznego?

Założyłby się o zyski z tego dnia, a były znaczne, że Emily

nie robi sobie wolnego od obowiązków.

Potrzebowała paru godzin oddechu, zamierzał dopilnować,

by się odprężyła. Oczywiście znał jedną czy dwie aktywności,
dzięki  którym  zapomniałaby  o  problemach,  ale  szanse,  że
ujrzy ją nagą, były nikłe.

- Matt…

- Em – odparł z humorem w głosie. Nacisnął hamulec, bo

światło  właśnie  się  zmieniło,  odwrócił  się  i  spojrzał  na  jej
upartą  twarz.  –  Odpuść,  okej?  Davy’emu  nic  nie  jest,  nie
potrzebuje cię w tej chwili, a nawet nie chce. Zajrzę do niego
w  drodze  powrotnej.  –  Kiedy  zaczęła  coś  mówić,  pokręcił
głową. – Jest piękny dzień, więc pomyślałem, że pojedziemy
do  Montauk.  Pochodzisz  boso  po  piasku,  posłuchasz  szumu
fal, nie będę się nawet odzywać, jeśli chcesz.

Sceptycznie uniosła brwi.

-  Postaram  się  nic  nie  mówić.  Musisz  się  odstresować,

złapać  oddech.  Świat  się  nie  zatrzyma,  jak  zrobisz  sobie
wolne.

- Może się zatrzyma – stwierdziła naburmuszona.

background image

- Obiecuję, że nie. – Światło się zmieniło i ruszył. – Zaraz

wjedziemy  na  autostradę.  Chcesz  wracać  czy  mam  jechać
dalej?

Gdyby powiedziała, że chce wracać do pracy, posłuchałby

jej oczywiście. W przeciwieństwie do Nica nie zapędzał kobiet
w kozi róg, nie zastraszał, do niczego nie zmuszał.

Był samcem alfa, ale nie był draniem.

- Jedź dalej, Velez. Nie mam siły się z tobą kłócić.

Uśmiechnął się, uznając jej zrzędzenie za kapitulację.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Wracając  z  łazienki  w  restauracji  na  obrzeżach  Montauk

spojrzał  przez  prawie  pustą  salę  i  zobaczył  Emily  siedzącą
przy stoliku na zewnątrz, z brodą opartą na dłoni, zapatrzoną
w statek na horyzoncie.

Poczuł  tęsknotę  i  jego  zwykle  spokojne  serce  zabiło

mocniej. Oczywiście Em była piękna, lecz o dziwo jej uroda
i seksapil nie były aż tak ważne. Intrygowały go w niej różne
drobiazgi.

Trzy  piegi  ułożone  w  idealnej  linii  z  boku  szyi.  Długie

i  ciemne  rzęsy.  Smukłe  palce,  których  pieszczotę  chciał
poczuć. Zaczął widzieć coraz więcej i podobało mu się to, co
widział. Emily była pyskata, stylowa, elegancka, inteligentna
i czasem zabawna.

Jego  zainteresowanie  nią  nie  miało  już  wiele  wspólnego

z rywalizacją z Morrisem.

Po prostu było i nie mógł tego ignorować.

Wszedł na taras. Kiedy dotarł do stolika, położył rękę na

tyle  głowy  Emily  i  dotknął  ustami  jej  warg.  Gwałtownie
wciągnęła powietrze.

To, co miało być całusem, zamieniło się w coś głębszego.

Emily  jedną  ręką  objęła  go  za  szyję,  drugą  chwyciła  za
koszulę i rozchyliła wargi.

background image

Nie  mógł  się  jej  oprzeć,  nie  chciał  się  opierać.  Ujął  jej

twarz  w  dłonie  i  wsunął  język  do  jej  ust.  Smakowała
truskawkowym  błyszczykiem,  lemoniadą,  niebem  i  piekłem.
Niebem,  bo  mógłby  tak  stać  w  tej  niewygodnej  pozycji
i całować ją do końca życia. Piekłem, bo wiedział, że w każdej
chwili może go odsunąć.

Poczuł, że zesztywniała, przerwała pieszczotę języka. Tak,

już się od niego oddaliła.

Cmoknął  ją  czubek  głowy  i  zajął  miejsce  naprzeciwko,

czekając, aż ich oczy się spotkają. Kiedy na niego popatrzyła,
pokazała mu rękę z pierścionkiem.

- Jestem zaręczona, zapomniałeś?

- Całujesz, jakbyś nie była – odparł sfrustrowany.

Odwróciła głowę i zajrzała w głąb restauracji. Matt dojrzał

panikę w jej oczach.

- Poza nami jest tu tylko trzech starszych mężczyzn, którzy

grają w karty. Uspokój się, na Boga.

Znów na niego spojrzała i chwyciła się za głowę.

- Nie pomagasz, Matteo.

Uniósł twarz do słońca, spojrzał na błękitne niebo. Mógłby

jej powiedzieć, że przecież nie kocha Morrisa i znów spytać,
czemu się z nim zaręczyła. Gdyby miał pewność, że wyciśnie
z niej prawdę, dociskałby.

A jednak nie kierowała nim ciekawość. Chciał jej pomóc,

przekonany,  że  Emily  wymaga  pomocy.  Po  raz  pierwszy
w  życiu  chciał  stawić  czoło  cudzym  problemom.  Zaczynał
rozumieć, że Emily się boi.

background image

Do  stolika  podeszła  kelnerka.  Powiedziała,  że  restauracja

słynie  z  owoców  morza  i  że  w  weekendy  trudno  znaleźć  tu
wolny  stolik.  Kiedy  przyjęła  od  nich  zamówienie  i  oddaliła
się, Matt złączył dłonie i poprosił:

- Opowiedz mi o Arnott’s.

Odsunęła  z  oczu  długi  kosmyk,  ale  wiatr  zdmuchnął  go

z  powrotem.  Sięgnęła  do  torebki,  wyjęła  gumkę  i  związała
włosy w węzeł na karku.

- Co chciałbyś wiedzieć?

-  Jak  to  się  stało,  że  zajęłaś  się  klientami  specjalnej

troski? – doprecyzował.

Lekko obróciła się na krześle i skrzyżowała nogi, kołysząc

jednym z butów zsuniętym na palce.

-  Cóż,  Davy  jest  ode  mnie  cztery  lata  starszy.  Kiedy

skończył  osiemnaście  lat,  przeniósł  się  do  Brook  Village.
Nieduża  firma  ojca  miała  się  wówczas  nieźle.  Jak  się
domyślasz, ośrodek nie jest tani.

Matt sprawdził wysokość opłat w internecie. Powiedzieć,

że nie są małe, byłoby niedopowiedzeniem.

- Davy’emu bardzo się tam spodobało, ale pół roku później

tata  stracił  większość  pieniędzy  w  Black  Crescent.  Miałam
wtedy czternaście lat.

Oszustwo  Vernona  Lowella  odbiło  się  na  życiu  wielu

ludzi. Matt nie miał pojęcia, że są wśród nich Arnottowie.

-  Twój  tata  sam  jest  inwestorem,  dlaczego  więc  włożył

pieniądze w Black Crescent?

background image

Emily  patrzyła  na  morze,  zastanawiając  się  nad

odpowiedzią.

-  W  tamtych  czasach  ojciec  przyjaźnił  się  z  Vernonem.

Znał mechanizm  sprzedaży  i kupna akcji na giełdzie, ale nie
miał  do  tego  smykałki.  Zawsze  kupuje  bezpieczne
długoterminowe  akcje  z  małym  zyskiem.  Podziwiał  Vernona
i  jego  odwagę,  i  zainwestował  u  niego  małą  sumę,  która
przyniosła  mu  ogromny  zysk.  Zainwestował  więcej,  aż
wszystkie oszczędności znalazły się w Black Crescent. Potem
Lowell zniknął.

Matt słyszał już tę historię tyle razy.

-  Po  tej  aferze  mama  nas  zostawiła,  tata  pogrążył  się

w depresji. W końcu się podniósł i znów zajął firmą, ale my
z Davym go straciliśmy.

- Poczułaś się porzucona. Po raz drugi.

Kiwnęła głową.

- Jesteś bardzo bystry, tak właśnie się czułam. Nigdy nie

czułam się tak samotna jak przez tamte pół roku.

Wiedział,  co  znaczy  samotność,  żył  z  tym  niemal  całe

życie.

- Rozumiem cię lepiej, niż myślisz. A twoja mama? Masz

z nią kontakt?

-  Pojechałam  się  z  nią  zobaczyć  po  jej  wyjeździe.

Wsiadłam  do  autobusu,  jechałam  sześć  godzin.  Dotarłam  do
jej nowego domu, zadzwoniłam do drzwi, a ona wsadziła mnie
do samochodu i odwiozła na autobus. Powiedziała, że mam się
opiekować tatą i bratem, że ona robiła to wystarczająco długo,
a teraz zasługuje na normalną rodzinę.

background image

- Jezu.

- Potwierdziła tylko to, co zawsze podejrzewałam: że mnie

nie  kocha,  że  nas  nie  chciała.  Zamierzała  to  zrobić,  kiedy
miałam osiem lat – ciągnęła beznamiętnie. – Zostawić mnie…
nas. Boże, nie wiem, czemu ci to mówię, nie mam zwyczaju
odgrzebywać przeszłości.

Matt zignorował ten komentarz.

- Skąd to wiedziałaś?

- Byłyśmy w sklepie, potrzebowałam butów czy kurtki do

szkoły  –  odparła,  rysując  palcem  po  drewnianym  blacie.  –
Chciałam  obejrzeć  jakąś  zabawkę.  Powiedziałam,  że  zaraz
wrócę, spytałam, czy na mnie zaczeka, pytałam kilka razy.

- Nie było jej, gdy wróciłaś.

Oczy Emily pociemniały z bólu.

-  Znaleźli  mnie  w  sklepie  zapłakaną.  Pamiętam,  że  jej

szukałam  i  nie  znalazłam.  Zawieźli  mnie  do  domu,  ona  tam
była i powiedziała policji, że właśnie miała iść na komisariat
zgłosić moje zaginięcie. Wiedziałam, że kłamie.

- Powiedziałaś o tym ojcu?

-  Zabroniła  mi,  mówiła,  że  tata  będzie  na  mnie  wściekły

i przestanie mnie kochać, jak się na nią poskarżę.

- Co? Boże, Em.

- Wiem, to było dawno, ale nadal nie zrobiłabym nic, co

zdenerwowałoby ojca. – Próbowała się uśmiechnąć. – Czuję,
że ty też nie miałeś najlepszej relacji z ojcem.

- Z żadnym z rodziców – odparł cicho, zastanawiając się,

czemu rozmawia z Emily o przeszłości, skoro z nikim o tym

background image

nie rozmawiał. Ale ona trochę się przed nim otworzyła, więc
powinien  odwdzięczyć  się  tym  samym.  Zresztą  jego  relacja
z  rodzicami  była  tajemnicą  poliszynela.  –  Interesowali  się
tylko Juanem.

-  Twoim  idealnym  starszym  bratem.  –  Oparła  brodę  na

dłoni, patrząc mu w twarz. – Czy to z jego powodu zostałeś
największym buntownikiem w Falling Brook?

- Wszystko w naszym domu kręciło się wokół Juana. Jako

dziecko  i  nastolatek  starałem  się  zwrócić  na  siebie  uwagę
rodziców, w lepszy i gorszy sposób – przyznał. – W końcu, jak
poszedłem do college’u, wyrosłem z tego.

- Masz z nimi teraz kontakt?

-  Rozmawiamy  raz  na  pół  roku,  składamy  sobie  na  siłę

życzenia na święta i urodziny. A ty rozmawiasz z mamą?

- Nie, została zaangażowaną matką córek mężczyzny, dla

którego  nas  zostawiła.  –  Emily  zacisnęła  wargi.  –  Nigdy  nie
rozumiałam, jak mogła to zrobić.

Wiedział,  że  jeśli  zacznie  ją  pocieszać,  Emily  znów

zamilknie, więc tylko na nią patrzył. Z empatią, ale bez litości.
Nie znosił litości i podejrzewał, że Emily też.

Kosmyk włosów znów opadł jej na oczy. Zaczesała go za

ucho,  odwróciła  wzrok,  a  kiedy  znów  się  odezwała,  Matt
zrozumiał, że drzwi do jej duszy są zamknięte.

-  Ciekawe,  czy  plotka  o  dziecku  Joshui  Lowella  jest

prawdziwa.

To była niebywale dobra zmiana tematu.

background image

-  Słyszeliśmy,  jak  mówił  bratu,  że  to  nieprawda,

pamiętasz?  –  odparł.  –  Nie  zapominaj,  że  Falling  Brook  to
małe miasto i plotki często nie mają pokrycia w faktach.

-  Ale  co  by  się  stało,  gdyby  miał  nieślubne  dziecko?

Odziedziczyłoby majątek Joshui?

- Może ktoś chce wyciągnąć pieniądze od Lowellów.

- To cyniczne – skomentowała.

- Bardzo – przyznał. – Tak samo cynicznie traktuję twoje

zaręczyny z Morrisem.

Uniosła głowę i prychnęła.

- A prawie dobrze się bawiłam. – Spojrzała mu w oczy. –

Możemy porozmawiać o czymś innym, proszę?

Miał wielką ochotę ściągnąć jej pierścionek i wrzucić go

do oceanu.

Wypił łyk piwa, po czym niechętnie kiwnął głową.

-  Okej,  zostawmy  tego  drania.  –  Chwycił  się  pierwszego

tematu,  jaki  wpadł  mu  do  głowy.  –  Mówiliśmy  o  Black
Crescent.  Rozmawiałem  z  Joshuą  na  temat  ewentualnego
objęcia przeze mnie funkcji prezesa po jego rezygnacji.

Emily nie kryła zaskoczenia.

-  Myślałam,  że  jesteś  zadowolony  z  pracy  w  MJR.  To

chyba większa firma? Dla ciebie to nie byłby krok wstecz?

Nie wahał się podzielić się z nią motywami, które stały za

jego decyzją.

-  W  MJR  nic  więcej  nie  zdziałam,  od  pięciu  lat  jestem

prezesem  i  zdaje  mi  się,  że  udziałowcy  są  zbyt  zadowoleni

background image

z moich umiejętności.

Emily uniosła brwi.

-  Nie  wiem,  czy  jesteś  pyszałkowaty  czy  idiotycznie

szczery?

- Idiotycznie szczery – odparł. – Lubię rywalizację.

- Czy dlatego jesteś tu ze mną?

Do  niedawna  przyznałby,  że  pragnie  z  nią  być

z zamiłowania do rywalizacji i z powodu niechęci do Morrisa.
Teraz wiedział, że po prostu chce z nią być.

-  Jestem  tu,  bo  w  tej  chwili  nie  chciałbym  być  nigdzie

indziej.

Patrzyła na niego z powątpiewaniem. Nie miał jej tego za

złe. Mówił banały, ale czasami prawda jest banalna.

Wrócił do bezpieczniejszego tematu swojej kariery.

- Jestem cholernie dobry w swojej pracy, dbam o to, żeby

moi  pracownicy  zarabiali  dla  MJR  i  naszych  klientów  dużo
kasy.  Udowodniłem  swoją  wartość  i  przydatność  dla  firmy,
i  należy  mi  się  znacząca  podwyżka,  ale  zarząd  zwleka
z odpowiedzią.

-  Liczysz  na  to,  że  Black  Crescent  złoży  ci  propozycję,

którą będziesz mógł pokazać w MJR, żeby wymusić decyzję.

-  Uhm.  Ale  podoba  mi  się  też  pomysł,  żeby  pokierować

mniejszą firmą i rozwinąć ją tak, jak rozwinąłem MJR. Więc
jeśli oferta BC będzie dobra, może ją przyjmę.

- To niezbyt lojalne z twojej strony.

- To nie fair, Em.

background image

- Czemu? Właśnie oznajmiłeś, że z radością odejdziesz do

konkurencji.

-  To  tylko  biznes,  takie  rzeczy  się  zdarzają.  W  życiu

prywatnym,  kiedy  uznaję,  że  ktoś  jest  wart  mojej  lojalności,
jestem lojalny jak diabli.

- Przepraszam, masz rację, to nie było w porządku.

- Przeprosiny przyjęte – odrzekł i dodał: – Kiedy decyduję

się stać u czyjegoś boku, nic prócz bomby mnie nie usunie.

- A zamierzasz stać u mojego boku? – spytała.

- Wreszcie zrozumiałaś – odparł z uśmiechem.

Emily przygryzła wargi.

-  Nie  rozumiem  dlaczego,  powinieneś  uciekać  ode  mnie

jak  najdalej.  Jestem  zaręczona,  pocałowałam  cię,  właściwie
zdradziłam  narzeczonego.  Wygląda  na  to,  że  nie  jestem  taka
miła. A ty wciąż tu siedzisz. Dlaczego?

-  Poza  tym,  że  nie  przestaję  wyobrażać  sobie  ciebie

w moim łóżku zaczerwienionej z rozkoszy?

Zaczerwieniła się, ale nie uciekła spojrzeniem w bok.

-  Cenię  lojalność  –  podjął  Matt  –  i  generalnie  nie

zadawałbym się z zaręczoną kobietą.

- Ale?

- Ale ty jesteś inna, sytuacja jest inna, nie mogę trzymać

się od ciebie z daleka. Chciałbym, ale nie mogę. – Wzruszył
ramionami. – Jesteś jak wysypka, której nie można się pozbyć.

Zamiast się obrazić, Emily się roześmiała.

- Nieźle, Velez.

background image

Fakt, był większym erudytą, gdy miał czternaście lat.

- Po prostu wydaje mi się, że potrzebujesz kogoś, kto cię

wesprze,  a  ja  jestem  duży  i  nie  boję  się  walczyć.  Chociaż
byłoby  łatwiej,  gdybym  wiedział,  z  jakim  potworem
walczymy. – Przesadnie poruszył brwiami.

Emily się uśmiechnęła, a on poczuł ciepło w sercu.

- Zresztą dzień jest zbyt piękny, żeby mówić o potworach.

Jadła  lody  w  waflowym  rożku.  Lody  o  smaku  słodkich

ziemniaków,  syropu  klonowego  i  orzechów.  Matt  zdusił  jęk.
Wdzięczny,  że  stolik  zasłania  jego  erekcję,  próbował  sobie
przypomnieć  tablicę  Mendelejewa,  lecz  nie  pamiętał  wiele
poza węglem i azotem. A potem cała krew spłynęła mu w dół
ciała i stracił głowę.

- Chcesz spróbować? – spytała, czubkiem języka dotykając

kącika warg. – Są pyszne.

-  Nie  za  bardzo  –  odparł  schrypniętym  głosem.  –  Dla

jasności,  jestem  gotowy  spróbować  tego  połączenia  smaków
wyłącznie pod warunkiem, że posmarujesz lodami swoje nagie
ciało.

Emily omal nie upuściła rożka.

- No… nie wiem, co powiedzieć.

- Powiedz tak.

Milczała. Lody topiły się, spływały po jej palcach i kapały

na stolik. Nawet tego nie zauważyła.

- Powiedz tak, do diabła.

- Matt – szepnęła.

background image

Położył  ręce  na  stole  i  pochylił  się  naprzód.  Poza

zdumieniem w jej oczach widział pożądanie.

- Pojedź ze mną do domu, Em.

Zamiast  odpowiedzieć,  podniosła  się  raptownie  i  rzuciła

rożek  z  resztką  lodów  na  talerz.  Podeszła  do  balustrady,
a potem ruszyła na schody prowadzące na plażę.

Matt  westchnął.  Zachował  się  raczej  jak  słoń  w  składzie

porcelany.

Ta  sytuacja  wymagała  delikatności.  Wszystko  zepsuł.

Wyjął  z  portfela  garść  banknotów  i  dał  kelnerce  hojny
napiwek. Wziął torebkę Emily i zszedł za nią po schodach. Na
ostatnim stopniu zobaczył buty Emily, a ona sama stała oparta
o pal podpierający taras, patrząc na fale rozbijające się pod jej
nogami.

Położył  jej  torebkę,  zdjął  buty  i  skarpetki.  Podwinął

spodnie  i  podszedł  do  niej.  Na  plaży,  podobnie  jak
w restauracji, było pusto. Zdawało się, że są jedynymi ludźmi
na tym rozległym wybrzeżu Atlantyku.

W końcu Emily uniosła ręce.

- Cała się lepię.

Chwycił  jej  dłoń  i  wziął  do  ust  palec,  poznając  smak

słodkich  ziemniaków,  syropu  klonowego  i  orzechów
połączone ze smakiem jej skóry.

- Nie takie złe, prawdę mówiąc.

Zaśmiała się.

- Lody były pyszne.

background image

-  To  czemu  je  rzuciłaś?  –  spytał  i  przycisnął  wargi  do

wnętrza jej dłoni, nie przerywając kontaktu wzrokowego.

-  Bo  nie  chciałam,  żeby  ci  starsi  panowie  dostali  ataku

serca, kiedy to zrobię.

Chwyciła  go  za  koszulę  i  przyciągnęła  do  siebie.  Stanęła

na palcach, wargami dotknęła jego warg.

- Zrób coś, żebym zapomniała, Matt. Tylko na kilka minut.

Żebym  zapomniała,  że  moje  życie  jest  niekontrolowanym
pożarem – szepnęła.

Jego  pocałunek  był  równie  gorący,  jak  zimna  była  woda

wirująca  wokół  ich  stóp.  Przyciągnął  do  siebie  Emily,
trzymając  rękę  na  jej  szyi.  Lizał  i  szczypał  jej  wargi,  nie
pozwolił jeszcze językowi włączyć się do akcji.

Emily ujęła jego twarz w dłonie i powiedziała:

- Velez, całuj mnie, jakbyś naprawdę tego chciał.

Cóż, w porządku. Uniósł ją tak, by poczuła jego erekcję,

i  cofnął  się  pod  drewniany  taras  restauracji,  w  cień.  Potem
oparł  ją  o  kolejny  słup  i  połączył  język  z  jej  językiem
w  zmysłowym  tańcu,  wciąż  czując  szalony  smak  lodów.
Położył rękę na jej piersi, znajdując sutek. Całował jej brodę
i  szyję,  słuchając  słów  zachęty.  Wyciągnął  bluzkę  zza  paska
spódnicy  i  głaskał  brzuch,  a  następnie  podsunął  bluzkę  do
góry i wcisnął palce za miseczkę stanika.

Pochylił  głowę  i  wziął  do  ust  sutek,  świadomy,  że  lada

moment eksploduje. Kiedy ostatnio tak nad sobą nie panował,
miał szesnaście lat i obściskiwał się z dziewczyną na tylnym
siedzeniu samochodu.

background image

To  przez  Emily  stracił  kontrolę  nad  sobą  i  szczerze

mówiąc, wcale się tym nie martwił. Liczyło się to, że trzyma
ją w ramionach, całuje i pieści. W końcu pozwolił jej opaść na
piasek  i  dmuchnął  na  jej  wilgotny  lśniący  sutek.  Zadrżała.
Wiedział, że powinien zastopować. Gdy położyła rękę na jego
erekcji, znieruchomiał.

Naprawdę powinien to zakończyć, ale była zbyt kusząca.

Reagowała  tak,  jak  tego  pragnął.  Pożądał  jej.  W  tym
momencie nie było nic ważniejszego.

Podciągnął  do  góry  jej  spódnicę  i  wsunął  rękę

niebezpiecznie  blisko  fig.  Czuł  jej  gorąco,  a  gdy  spojrzał  jej
w oczy, powiedziała te magiczne słowa:

- Proszę, Matt, dotknij mnie.

Rozejrzał się. Wciąż byli sami. Czekał na to zaproszenie.

Nie tracąc czasu, wsunął rękę pod koronkowe figi. Gdy poczuł
jej wilgoć, westchnął. Pieścił ją palcami. Gdy pisnęła, przykrył
jej wargi swoimi. Nie chciał, by goście na górze usłyszeli, co
się tu dzieje. Co prawda na tarasie nikogo nie było, ale…

Zaczął całować ją namiętniej i wsunął w nią drugi palec.

Wiedział,  że  jest  bliska  orgazmu.  Chciał,  by  rozpadła  się
w jego ramionach, potrzebował tego.

- Chodź do mnie, tylko cicho.

- To szaleństwo.

- Ale przyjemne. – Uśmiechnął się.

- A ty? – spytała, tuląc się do niego.

- Wszystko dobrze. – Nie było dobrze, ale teraz nie mogli

nic  zrobić.  Poza  tym  liczyła  się  tylko  Emily  i  jej  rozkosz.

background image

Poczuł  napięcie  jej  ciała.  Pogłaskał  kciukiem  łechtaczkę,
a wtedy jęknęła, zacisnęła się na nim, po czym ścisnęła jego
ramiona.

On  też  pragnął  uwolnić  się  od  napięcia,  ale  wyraz  jej

twarzy wszystko mu wynagradzał. Mniej więcej.

Oparł czoło o jej czoło.

- Jesteś niewiarygodnie piękna.

Na  jej  twarz  wypłynął  lekki  uśmiech,  za  to  w  jej  oczach

pojawił się niepokój. Trzymając jej twarz w dłoniach, zmusił
ją, by spojrzała mu w oczy.

-  Nie  żałuj  tego,  proszę.  –  Gdy  chciała  coś  powiedzieć,

potrząsnął głową. – To nie ma nic wspólnego z nikim… poza
nami.

Nie kłamał. Nikt inny nie był częścią tej magicznej chwili,

tylko dwoje uzależnionych od siebie ludzi.

Zdawało  się,  że  Emily  zaprzeczy,  ona  jednak  go

zaskoczyła,  kiwając  głową.  Oparła  się  o  podporę  i  nie
reagowała,  gdy  przesunął  stanik  na  miejsce  i  poprawił  jej
spódnicę. Potem wziął ją w objęcia i oparł brodę na czubku jej
głowy.

Po raz pierwszy od lat czuł się zrelaksowany, rozluźniony.

Dobrze było trzymać ją w ramionach. Mógłby ją tak przytulać
do końca życia. Był jednak dorosły i zwracał uwagę na emocje
po dobrym seksie. One zgasną i powróci rzeczywistość.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Później  tego  wieczoru,  leżąc  w  łóżku,  Emily  wcisnęła

twarz  w  poduszkę.  Nie  mogła  zapomnieć,  jak  się  czuła,  gdy
Matt położył rękę między jej nogami, gdy ssał jej sutek, gdy
ich  języki  się  połączyły.  Jak  bez  wysiłku  doprowadził  ją  do
pierwszego w jej życiu orgazmu.

Uniosła głowę, wzięła oddech i znów opadła na poduszkę,

tym  razem  kładąc  się  na  plecach  i  z  irytacją  kopiąc  kołdrę.
Odwróciła głowę, by spojrzeć na pierścionek od Nica leżący
na  stoliku.  Walczyła  z  pragnieniem,  by  wyrzucić  go  przez
okno.  Powinna  mieć  wyrzuty  sumienia  z  powodu  tego,  co
wydarzyło się na plaży, a jednak ich nie miała.

Nie kochała Nica i nie zamierzała za niego wyjść. Nie jest

nic winna szantażyście.

Mimo to nie mogła dopuścić do tego, by Nico dowiedział

się o jej intymnym spotkaniu z Mattem. Gdyby się dowiedział,
jej świat by się zawalił. Musi zachować ostrożność, panować
nad  emocjami,  a  jedynym  sposobem,  by  to  osiągnąć,  jest
unikanie Matta.

Łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

Wyobrażała sobie, jak kocha się z nim we własnym łóżku,

jak Matt ją rozpala i zachęca do tańca w płomieniach.

Była  dotąd  w  dwóch  związkach.  Żaden  nie  trwał  długo,

żaden z tych mężczyzn  nie potrafił jej zaspokoić.  Kilka razy

background image

uprawiała  seks  z  innymi,  nieudolny  i  krępujący.  Oni  zwykle
odchodzili  zadowoleni,  ona  zastanawiała  się,  skąd  cały  ten
szum wokół seksu. Teraz znała odpowiedź. A podejrzewała, że
to był ledwie przedsmak tego, jak może być cudownie.

Chciała poznawać ten świat z Mattem, pragnęła, by został

jej przewodnikiem. To niebezpieczna myśl.

Bo nawet gdyby nie Nico, Matt stanowił zagrożenie dla jej

zdrowia  psychicznego.  Gdyby  sobie  na  to  pozwoliła,
pokochałaby  go,  a  miłość  nigdy  nie  kończyła  się  dla  niej
dobrze.  Ludzie,  których  kochała,  zawsze  ją  zostawiali,  Matt
nie byłby wyjątkiem.

Nie chciała znów zostać porzucona, więc powinna skupić

się  na  tym,  jak  przestać  myśleć  o  Matcie,  dzięki  któremu
krzyczała z rozkoszy. Świadoma, że prędko nie zaśnie, wstała
z łóżka, przeszła do drugiego pokoju i usiadła do komputera.
Jeśli  nie  znajdzie  żadnych  kompromitujących  informacji  na
temat Nica, nazajutrz rano zatrudni detektywa.

Nico  przebąkiwał,  że  chce  ślubu  jak  najszybciej,  a  ona

traciła czas i sama pozbawiała się wyboru.

Usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości i spojrzała na

zegar na ekranie. Minęła północ. Zaniepokojona, że to Davy –
posłuchała rady Matta i dała mu trochę czasu i przestrzeni –
pobiegła  do  sypialni  i  sięgnęła  po  telefon.  Serce  zabiło  jej
mocniej, wiadomość była od Matta.

„Nie śpisz?”.

„Teraz nie”, odpisała.

„Nie mogę przestać o tobie myśleć”.

background image

Przyłożyła telefon do czoła, bała się, że serce wyskoczy jej

z piersi.

„Em? Mogę przyjechać?”.

Nie mogła się zgodzić, ale nie była w stanie mu odmówić.

Chciała  go  zobaczyć,  całować  i  dotykać.  Pożar,  który
wznieciła, był za duży, by go opanować.

Jeżeli nie zachowa ostrożności, może stać się jego ofiarą.

Gdyby to było tylko fizyczne zainteresowanie, łatwiej byłoby
to  ignorować,  ale  ona  lubiła  Matta.  Przy  nim  czuła,  że
naprawdę żyje.

Podobało jej się, jak traktował brata, podobała jej się jego

inteligencja  i  humor.  Chciała  znać  powód  cieni  pod  jego
oczami i wiedzieć, co go ukształtowało.

Lubiła  jego  dłonie  i  niespieszny  uśmiech,  ciemne  włosy

i  pełne  powagi  oczy.  Lubiła  go  słuchać  i  uwielbiała,  jak  jej
dotykał.  Lubiła  go  od  zawsze  i  wiedziała,  że  jeśli  na  to
pozwoli,  ta  sympatia  przerodzi  się  w  coś  głębszego,
ryzykownego.

Miłość jest niebezpieczna, nieprzewidywalna, egoistyczna,

jest rodzajem transakcji. Nie ufała miłości.

Więc  nie,  nie  zakocha  się  w  żadnym  mężczyźnie.  Nie

potrzebuje czułości. Chce tylko uwolnić się od Nica i ochronić
rodzinę. Nie prosi o zbyt wiele, prawda?

Kwadrans później usłyszała stukanie do drzwi i otworzyła

je  z  walącym  sercem.  Na  twarzy  Matta  malowała  się
frustracja.

-  Nie  pójdę  z  tobą  do  łóżka  –  oznajmiła  na  powitanie.

Próbowała przekonać jego czy siebie?

background image

- Mogę wejść? – spytał.

Kiwnęła  głową  i  cofnęła  się.  Nie  zapaliła  światła,  więc

patrzyli na siebie w blasku księżyca, przesyłając sobie milion
niewypowiedzianych myśli.

- Nie prześpię się z tobą.

- Słyszałem – odparł zmęczonym głosem i potarł twarz. –

Chciałem  tylko  sprawdzić,  jak  się  czujesz.  W  drodze
powrotnej byłaś dość milcząca.

Dlatego,  że  wciąż  przeżywała  zarówno  orgazm,  jak

emocjonalną burzę.

- Nic mi nie jest. Jeśli to wszystko, możesz iść.

- Jasny szlag! Przestań mnie odpychać – warknął.

- Muszę! – krzyknęła sfrustrowana.

-  Bo  zaręczyłaś  się  z  tym  dupkiem?  Gdybyś  go  kochała,

nie  pozwoliłabyś  mi  zrobić  tego,  co  zrobiłem  –  odparował,
lecz jego krzyk jej nie przestraszył. Wiedziała, że Matt by jej
nie skrzywdził.

-  Nigdy  nie  powiedziałam,  że  go  kocham  –  rzekła  cicho

i przycupnęła na skraju najbliższego krzesła.

Przykucnął obok niej i położył ręce na jej kolanach.

-  To  czemu  za  niego  wychodzisz,  do  diabła?  Wytłumacz

mi.

Żałowała,  że  nie  może  tego  zrobić.  Mogła  tylko  oprzeć

łokcie na kolanach i schować twarz w dłoniach.

Matt położył rękę na jej głowie, lekko, jakby przysiadł na

niej motyl.

background image

- Pozwól, żebym ci pomógł, kochanie.

- Muszę to załatwić sama, Matteo.

- Podejrzewam, że zbyt długo byłaś sama. Ale nie będę się

teraz z tobą sprzeczał. Jesteś wykończona, musisz się wyspać.

- Nie mogę spać. Od kilku godzin nie mogę zasnąć.

-  Założę  się,  że  twoje  problemy  ze  snem  mają  coś

wspólnego  z  tym  facetem,  który  ci  włożył  ten  paskudny
pierścionek na palec. – Wstał, otoczył ją ramieniem i chwycił
ją pod kolanami, przytulając do piersi.

- Postaw mnie!

Dotknął wargami jej skroni.

- Odpręż się, diabełku – polecił i ruszył do jej sypialni.

Ostrożnie  położył  ją  na  łóżku  i  przykrył  do  pasa.  Kiedy

zaczął  się  rozbierać,  patrzyła  na  niego  z  otwartymi  ustami.
Miał  szerokie  ramiona,  odpowiednią  ilość  zarostu  na
atletycznej piersi, umięśniony brzuch.

Dojrzała jego erekcję i uniosła ręce.

- Idź już, nie możemy się kochać.

-  Nie  będziemy  się  kochać,  ale  zostanę  –  oznajmił.

Wśliznął się do łóżka i przyciągnął ją do siebie. – Ten dupek
jest  wciąż  w  Chicago,  możesz  być  spokojna.  –  Pocałował  ją
w czoło. – Będziesz spała w moich ramionach.

- Nie mogę. Wolę być sama. – Ale był taki ciepły, a ona

z  policzkiem  na  jego  ramieniu  czuła  się  tak  bezpieczna.
Zdawało  się,  że  nikt  nie  może  jej  skrzywdzić  i  wszystko  się
ułoży.

background image

-  Tylko  ci  się  tak  wydaje  –  odparł.  –  Potem  o  tym

pogadamy, teraz pozwól, że będę cię obejmował, a ty śpij.

Nie  miała  siły  się  kłócić,  czuła,  jak  powieki  jej  opadają.

Wtuliła  się  w  Matta,  położyła  udo  na  jego  udzie.  Kolanem
sięgała jego bokserek. Było cudownie, ale nie wolno jej się do
tego  przyzwyczajać.  To  tylko  jedna  noc,  którą  zachowa  na
zawsze w czułej pamięci.

- Em?

- Mm? – Odpływała w sen, była na skraju tego cudownego

stanu.

-  Obiecaj,  że  do  mnie  zadzwonisz,  jeśli  przyjdzie  ci  do

głowy,  żeby  zrobić  coś  niebezpiecznego,  głupiego  czy
pociągającego  za  sobą  poważne  konsekwencje.  Jeśli
kiedykolwiek  się  przestraszysz  i  nie  będziesz  wiedziała,  do
kogo się zwrócić, zwróć się do mnie.

- Uhm, obiecuję.

Potem  było  już  tylko  błogie  ciepło,  poczucie

bezpieczeństwa i kojący sen.

Nazajutrz w pracy nie mógł się skupić. Oparł się wygodnie

i  mierzył  wzrokiem  skomplikowane  arkusze  kalkulacyjne  na
ekranie komputera.

Popełnił jakiś błąd, którego nie mógł znaleźć.

Miał świadomość, że stres to element pracy, skoro kieruje

dużą  firmą,  jednak  popełnianie  błędów  z  powodu  braku
koncentracji  jest  niewybaczalne.  Brak  koncentracji  i  ciągłe
wracanie myślami do czasu spędzonego z Emily potwornie go
irytowało.  Nigdy  dotąd  nie  pozwalał,  by  kobieta  do  tego
stopnia go rozpraszała.

background image

To do niego niepodobne.

Może był zmęczony. Albo napalony. Albo jedno i drugie.

Niewiele  spał  minionej  nocy  i  chciał,  nie  –  potrzebował  –
seksu. Rozpaczliwie. Natychmiast.

Przeczesał  włosy  palcami.  Tak,  mógł  sam  rozwiązać

problem,  ale  nie  miał  ochoty  robić  tego  solo  ani  szukać
partnerki  chętnej  do  zabawy.  Nie,  pragnął  wyłącznie  Emily.
Życie sobie z niego zadrwiło.

Splótł palce na karku i spojrzał na pokój, kiedy drzwi się

otworzyły.  Vi  w  sukience  w  kolorze  budyniu  waniliowego
wmaszerowała  do  środka  i  stanęła  po  drugiej  stronie  biurka
z rękami na biodrach.

- Co zrobiłem tym razem? – spytał czujnie.

-  Joshua  Lowell  usiłuje  się  do  ciebie  dodzwonić  na

komórkę i wciąż przełącza go na pocztę głosową. – Sięgnęła
po jego telefon, marszcząc czoło na widok czarnego ekranu. –
Wyłączyłeś czy bateria padła?

-  Bateria.  –  Rozładowała  się  w  nocy.  Wyszedł  od  Emily

tuż przed świtem i nie myślał o ładowaniu telefonu. – Joshua
zostawił wiadomość?

Oczy Vi zabłysły rozdrażnieniem.

- Chce się z tobą spotkać, jeśli ci to odpowiada, w Black

Crescent o czwartej po południu.

Matt wziął do ręki długopis i stuknął nim w blat.

- Powiedział po co?

-  Kontynuacja  poprzedniego  spotkania  –  odparła.  –  Był

nieskory  do  wyjaśnień,  ale  domyślam  się,  że  ma  więcej

background image

pytań. – Pokręciła głową. – Nie jestem pewna, czy podobałaby
mi się praca w Black Crescent, Matteo.

Stłumił śmiech.

- Będę to miał na względzie.

Kiwnęła głową, po czym spojrzała na niego, mrużąc oczy.

- Jesteś rozkojarzony. To do ciebie niepodobne.

Nie  miała  pojęcia,  że  do  szaleństwa  pożądał  pewnej

anielskiej blondynki, która nie była ani trochę anielska, za to
uparta  jak  diabli.  Nigdy  po  seksie  nie  zostawał  na  noc  –
partnerkom przychodziły wtedy do głowy myśli, których sobie
nie życzył. Minionej nocy trzymał w ramionach kobietę, i to
bez seksu. A co gorsza, bardzo mu się to podobało.

Lubił jej zapach i to, jak układała się w jego ramionach, jej

ciche posapywanie przez sen, jasne kosmyki, które zaczepiały
o jego zarost.

Trzeba przyznać, że szybko tracił rozum.

Tak,  lubił  Emily  i  ogromnie  mu  się  podobała.  Nie,  nie

zakochiwał  się  w  niej.  Chciał  jej  tylko  pomóc,  bo  w  jej
zaręczynach było coś podejrzanego.

A jednak z każdym dniem jego uczucia do Emily zdawały

się silniejsze  i bardziej  skomplikowane.  Z początku  chodziło
o  pociąg  seksualny  i  jego  zamiłowanie  do  rywalizacji.
Ostatnio  jego  duma  i  ego  usunęły  się  w  cień.  Musi  to
zrozumieć, zanim się poparzy. Jeśli nie zachowa ostrożności,
wskrzesi  stare  marzenia  –  Emily  jako  matka  jego  dzieci
i jedyna kochanka – a to nie do przyjęcia.

background image

Cokolwiek ich połączyło, skończy się w jakimś momencie,

więc  może  powinien  posłuchać  Emily  i  pozwolić  jej  samej
załatwić  sprawę  z  Morrisem.  Może  powinien  dać  jej  trochę
czasu i zaufać, że sobie poradzi.

Obiecała  mu,  że  się  do  niego  zwróci,  jeśli  znajdzie  się

w kłopocie, który ją przerośnie.

Może poczekać. Na razie.

Po  otrzymaniu  wiadomości  od  Joshui  z  prośbą,  by

przesunęli  spotkanie  na  siedemnastą  trzydzieści,  Matt
przyjechał  do  Black  Crecent.  Asystentka  przed  wyjściem
z  pracy  poinformowała  go,  że  szef  właśnie  kończy  rozmowę
telefoniczną i będzie wolny za parę minut.

Matt, który nigdzie się nie spieszył, oparł ramię o framugę

okna  i  patrzył  na  zalesiony  teren  za  budynkiem  firmy.  Okna
sypialni  Emily  wychodziły  na  ten  sam  las,  ciemny
i tajemniczy.

Emily… rety, musi przestać o niej myśleć.

Usłyszał kroki za plecami, odwrócił się i zobaczył młodszą

wersję  Joshui.  Od  lat  nie  widział  Olivera  Lowella,  a  jednak
natychmiast go rozpoznał.

Nie zatrzymując się, Oliver skinął mu głową i bez pukania

wszedł do gabinetu. Matt z niechęcią patrzył na znikającą za
drzwiami postać. Był umówiony i nie miał ochoty czekać.

Oliver nie zauważył, że nie domknął drzwi.

- Spotykasz się z Mattem Velezem w sprawie stanowiska

prezesa? – spytał.

- Tak.

background image

Matt zastanowił się, czy powiedzieć braciom, że w pokoju

jest znakomita akustyka i słyszy wszystko, czy raczej podejść
do drzwi i dyskretnie je zamknąć.

- Rozumiem, czemu szukasz kogoś spoza rodziny – podjął

Oliver. – Ja nie mam znaczących osiągnięć.

To  prawda,  pomyślał  Matt.  Przez  większą  część  swoich

młodzieńczych lat Oliver miał zamiłowanie do kokainy. Choć
od  paru  lat  był  czysty,  ludzie  mają  dobrą  pamięć  i  wybór
Olivera  na  prezesa  firmy,  której  reputacja  już  ucierpiała,  nie
byłby najlepszy.

- Matt czeka co najmniej dziesięć minut, Ol. Muszę z nim

porozmawiać – odrzekł Joshua zniecierpliwiony.

- Wiem, ale to ważne.

Matt  usłyszał  dziwną  nutę  w  głosie  Olivera  i  zmarszczył

czoło.  Wydawało  się,  że  jest  zły,  ale  pod  złością  słyszał
panikę.  Matt  podszedł  do  drzwi  i  zastukał.  Potem  zajrzał  do
gabinetu i zobaczył sfrustrowanego Joshuę.

-  Rozmawiajcie  sobie,  możemy  się  spotkać  się  innym

razem – zasugerował.

Joshua pokręcił głową i zaprosił go do środka.

-  Nie,  specjalnie  pan  przyjechał.  –  Wskazał  palcem  na

Olivera. – Mój brat Oliver. Ol, to jest Matt Velez.

Oliver wstał i uściskał rękę Matta. Joshua zaprosił gościa,

by usiadł, i zwrócił się do brata.

- Zostań i siedź cicho.

Oliver przewrócił oczami.

- Młodszym bratem jest się na zawsze.

background image

Matt uśmiechnął się do niego.

Joshua zadawał mu w znacznej części te same pytania co

poprzednio.  Matt  ukrywał  zniecierpliwienie.  Odnosił
wrażenie,  że  Joshua  szuka  jego  słabego  punktu.
Zdenerwowany przeszedł do sedna.

- Już to przerabialiśmy. Potrafię to robić, i to dobrze. Pan

to wie, ja to wiem, więc w czym problem?

- Nie owija pan w bawełnę – wtrącił Oliver. – To mi się

podoba.

Matt  i  Joshua  zignorowali  go.  W  końcu  Joshua  wziął  do

ręki bardzo drogie pióro i obracał je w palcach.

-  Mówi  pan  wszystko,  co  trzeba,  Matt.  Pańskie  CV  robi

nadzwyczajne wrażenie.

- Ale?

-  Ale  jakaś  część  mnie  zastanawia  się,  na  ile  poważnie

traktuje pan odejście do konkurencji – stwierdził Joshua. – Ta
firma  potrzebuje  kogoś,  kto  zaangażuje  się  na  sto  dziesięć
procent,  dlatego  ja  się  wycofuję.  A  teraz  pan  nie  poświęca
naszej rozmowie całej swojej uwagi.

Matt skrzywił się w duchu. Joshua jest bardzo bystry, bo

myśli  Matta  raz,  a  może  dziesięć  razy,  popłynęły  do  Emily.
Przypominał  sobie,  jak  tuliła  się  do  niego  na  plaży
i zastanawiał, o co chodzi z tym Morrisem.

Nigdy  nie  pozwalał  sobie  na  takie  rozkojarzenie.

Zwłaszcza podczas rozmów biznesowych.

- Przepraszam, jeśli odniósł pan wrażenie, że nie słucham

dość uważnie – odrzekł. – Jeśli to pana uspokoi, znakomicie

background image

radzę sobie z wielozadaniowością.

Mina  Joshui  pozostała  nieczytelna,  ale  Matt  dostrzegł

rozbawienie w jego oczach. Wstał i pochylił się nad stołem, by
uścisnąć rękę Joshui.

-  Proszę  zrobić  to,  co  najlepsze  dla  Black  Crescent.  Nie

będę  miał  żalu,  jeśli  wybierze  pan  innego  kandydata.  –
Przeniósł wzrok na Olivera. – Zostawiam panów.

Oliver  wstał,  uścisnął  dłoń  Matta  i  spojrzał  mu  w  oczy.

Nawet  nie  mrugnął.  Ten  człowiek  zwalczył  swoje  demony
i było jasne, że stara się zostać przy życiu i wygrać.

To zasługiwało na szacunek.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Nico wrócił  z konferencji  w Chicago.  Otrzymawszy  jego

esemesa, w którym władczym tonem nakazywał, by spotkała
się z nim w L’Abri o siódmej, Emily się zdenerwowała.

Zaparkowała,  włożyła  płaszcz  na  sukienkę  i  ruszyła  do

restauracji. Stanęła przed jasno oświetlonym oknem i zajrzała
do  środka.  Nico  siedział  przy  barze  i  rozmawiał  z  dwoma
nieznanymi jej mężczyznami.

Nie  mogła  ciągnąć  tej  gry,  chciała  się  od  tego  uwolnić.

Niestety  jej  możliwości  były  ograniczone.  Jeśli  odda  Nicowi
pierścionek, on upubliczni zdjęcia i reputacja Arnott’s zostanie
zrujnowana.  Z  czasem  mogliby  stracić  dom,  a  także
oszczędności.

Jedyną  opcją  było  zaszantażowanie  Nica,  ale  dotąd  nie

odkryła  niczego,  co  choćby  dorównałoby  jego  fałszywym
oskarżeniom.  Prywatny  detektyw  też  jeszcze  nic  nie  znalazł.
Oczywiście  Nico nie był wzorowym  obywatelem,  miał kilku
podejrzanych  przyjaciół  i  zawarł  parę  umów  biznesowych,
które były niezbyt uczciwe, ale nie nielegalne.

Może  gdyby  miała  dostęp  do  jego  telefonu  albo

komputera, coś by znalazła, ale Nico pilnował ich jak Secret
Service pilnuje kodów nuklearnych prezydenta.

Miała  jeszcze  jedną  opcję.  Może  powinna  powiedzieć

Mattowi o szantażu. Pracował z Nikiem, może wskazałby jej

background image

właściwy kierunek.

Wróciła  myślą  do  ich  wspólnej  nocy.  Dobrze  się  czuła

w jego towarzystwie i lubiła go bardziej niż powinna.

Gdyby  jej  życie  było  choć  trochę  normalne  i  gdyby

wierzyła  w  miłość,  mogłaby  się  w  nim  zakochać.  Tak,  nie
grzeszył  cierpliwością  i  bywał  wymagający,  a  nawet  lubił
rządzić, ale miał też czułe serce. Ale czy może mu zaufać?

Nie należała do osób impulsywnych i potrzebowała trochę

czasu  –  może  nie  dni,  ale  choćby  godzin  –  by  przemyśleć
pomysł rozmowy z Mattem.

Zobaczyła,  że  Nico  zerka  na  zegarek  i  ściąga  brwi,

i  wiedziała,  że  musi  wejść  do  środka,  udawać  szczęśliwą
narzeczoną i wyrażać radość z powodu zbliżającego się ślubu.
Szczerze mówiąc, wolałaby wytarzać się w miodzie i położyć
na mrowisku.

Otworzyła  drzwi  restauracji,  zdjęła  płaszcz  i  przewiesiła

go  przez  rękę.  Idąc  w  stronę  Nica,  przywołała  na  twarz
uśmiech.

-  Witaj  z  powrotem  –  powiedziała.  Nico  nie  ruszył  się

z barowego stołka, więc stała przed nim. – Jak konferencja?

- Interesująca – odparł.

Sięgnął  po  szklankę  i  pił  whisky,  lustrując  ją  od  stóp  do

głów.  Miała  na  sobie  klasyczną  czarną  sukienkę.  Ściągnęła
włosy  w  koński  ogon,  jej  makijaż  był  delikatny  i  była
przekonana,  że  nie  ma  szminki  na  zębach.  Nie  mógł  się  do
niczego przyczepić.

Rozpaczliwe  zapragnęła  być  z  mężczyzną,  dla  którego

była  piękna  w  zbyt  dużym  T-shircie,  legginsach

background image

i  z  rozmazanym  tuszem.  Pragnęła  mężczyzny,  przy  którym
czuła,  że  jest  dla  niego  całym  światem,  a  nie  środkiem  do
zwiększenia rachunku bankowego.

Pragnęła Matta.

Jako kochanka? Partnera? Męża?

To pierwsze było chyba możliwe. A opcja druga i trzecia?

Niewykonalne.  Matt  nie  był  mężczyzną,  który  chce  się
ustatkować, a ona i tak nie wierzyła w miłość.

Odsuwając  od  siebie  te  myśli,  uśmiechnęła  się  do

mężczyzn, z którymi rozmawiał Nico, i przedstawiła się, gdyż
on nie dokonał prezentacji. Wymieniła z nimi kilka zdań o tym
i  owym,  i  przyjęła  propozycję  kieliszka  białego  wina  od
mężczyzny po lewej stronie Nica.

Ignorując  jego  złowrogie  spojrzenie,  sączyła  wino,

wściekła, że nie zaproponował jej, by usiadła, nie przedstawił
ani nie zaproponował nic do picia.

Gdyby to był jakiś inny facet, po prostu by wyszła.

Nagle  poczuła  jakąś  nową  energię,  odwróciła  się

i  zobaczyła  Matta,  która  zdążał  w  jej  stronę  ze  stołkiem
w ręce. Postawił go obok niej i pomógł jej usiąść.

Potem  wziął  od  niej  torebkę  i  powiesił  ją  na  oparciu,

a następnie odebrał od niej płaszcz.

-  Poproszę  kelnerkę,  żeby  go  powiesiła  –  powiedział,

a  jego  słowom  towarzyszyło  ostre  spojrzenie  rzucone  na
wściekłą twarz Nica.

- Hej, przestań nadskakiwać mojej narzeczonej – warknął

Nico.

background image

Mówił  niewyraźnie,  alkohol  zrobił  swoje.  Emily  się

przeraziła. Zapowiadał się niemiły wieczór.

-  Okazuję  jej  tylko  trochę  szacunku  –  odparował  Matt.  –

Powinieneś kiedyś tego spróbować.

Emily  wiedziała,  że  jest  zły  i  pokręciła  głową,  bez  słów

błagając, by nie kłócił się z Nikiem. Stawka była zbyt wysoka.
Matt spojrzał na nią, mrużąc oczy, po czym zwrócił się do ich
towarzyszy  i  się  przedstawił.  O  Boże,  chyba  nie  zamierza
z nimi zostać?

- Naprawdę jest pani zaręczona z Nikiem?

Słysząc  pełne  niedowierzania  pytanie  mężczyzny  po  jej

prawej stronie, Emily uniosła rękę i poruszyła palcami.

- Tak.

- No no, niezły kamień.

- Dziękuję. – Był brzydki, nie znosiła go.

Drugi  z  mężczyzn,  stojący  obok  Matta,  ujął  jej  dłoń

i przyglądał się pierścionkowi.

-  Moje  gratulacje.  Mam  nadzieję,  że  będzie  pani

szczęśliwa.

Czyżby słyszała powątpiewanie w jego głosie?

Zabrała  rękę,  ignorując  ironiczne  spojrzenie  Matta.

Wiedziała, że musi szybko zmienić temat, ale nim to zrobiła,
mężczyzna znów się odezwał:

- Ona do ciebie nie pasuje, Morris, ma zbyt anielską urodę.

Szantażujesz ją, żeby za ciebie wyszła?

background image

Jego  pytaniu  towarzyszył  głośny  rechot  i  klepnięcie

w plecy Nica.

Nie reaguj, mówiła sobie Emily, nie reaguj.

Odniosła  wrażenie,  że  ziemia  ucieka  jej  spod  nóg,  przed

oczami  pojawiły  czarne  plamki.  Zaraz  potem  poczuła  na
plecach  rękę  Matta,  jego  uspokajający  dotyk.  Po  paru
sekundach  mogła  znów  oddychać  i  przestała  się  bać,  że
upadnie.

Powinna się zaśmiać, powiedzieć coś, i to szybko.

-  Ma  pan  bujną  wyobraźnię.  –  Spojrzała  na  Nica.  Na

widok wściekłości w jego oczach poczuła dreszcz. – Możemy
przejść do stolika? Umieram z głodu.

Emily jest szantażowana.

Matt nie mógł uwierzyć, że dotąd nie brał tego pod uwagę.

Choć  wiedział,  że  Nico  jest  draniem  pierwszej  klasy,  nie
sądził, że upadł tak nisko.

Widział  reakcję  Emily  na  żartobliwe  w  końcu  pytanie.

Chyba nikt prócz niego nie zauważył przerażenia w jej oczach.
Bo choć dobrze ukrywała zdenerwowanie, spędził z nią dość
czasu,  by  wiedzieć,  że  udaje.  Jej  gra  tego  wieczoru
zasługiwała na Oscara.

Stał  w  cieniu  pod  schodami  prowadzącymi  do  jej

mieszkania  i  modlił  się,  by  Morris  nie  odwoził  jej  do  domu.
W  innym  wypadku  nazajutrz  rano  Matt  mógłby  zostać
oskarżony  o  napaść,  bo  nie  byłby  w  stanie  powstrzymać  się
przed rozkwaszeniem mu nosa.

Chciał  wiedzieć,  czym  Morris  ją  szantażuje.  Nie  dopuści

do tego, by ten drań szantażem doprowadził ją do ołtarza.

background image

Usłyszał silnik samochodu i schował się głębiej w cieniu.

Uspokoił  się,  widząc  samochód  Emily,  czekał  jednak,  kto
z niego wysiądzie.

Była  sama.  Matt  odetchnął.  Kiedy  szła  w  jego  stronę,

widział  jej  udręczoną  twarz.  Już  miał  wyjść  z  kryjówki,
a jednak się zawahał, świadomy, że ją przestraszy. A kiedy na
podjeździe  pojawił  się  kolejny  samochód,  ucieszył  się,  że
zostawił swoje auto daleko od tego miejsca.

Emily  odwróciła  się  powoli.  Morris  zatrzymał  samochód

obok niej. Prowadził po alkoholu?

Emily ani drgnęła, kiedy opuścił szybę w oknie.

- Co tu robisz, Nico? – spytała głosem pełnym odrazy. –

Nie rozstaliśmy się w przyjaźni.

- Ja jestem zadowolony.

- Bo trzymasz w ręce wszystkie karty.

- Tak – odparł chłodno. – Wpuść mnie na górę, napijemy

się wina, zapomnimy o przykrościach i zaczniemy na nowo.

- Żartujesz sobie? Po tym, jak się dzisiaj zachowałeś?

Matt  nie  widział  twarzy  Nica,  ale  czuł  napięcie  między

nimi.  Jeśli  Nico  wysiądzie  z  samochodu  i  spróbuje  siłą
wedrzeć się do domu, wkroczy do akcji.

Na szczęście Nico pozostał w aucie i się zaśmiał.

- Kiedyś zrozumiesz, że nie masz wyjścia, Emily.

Potarła czoło zmęczonym gestem.

- Odejdź stąd, Nico.

background image

- Skoro jesteś tak nierozsądna – odparł głosem, w którym

kryła się groźba. – Mam nadzieję, że do rana zmienisz zdanie.

Emily  bez  słowa  ruszyła  do  drzwi.  Matt  wstrzymał

oddech, ale go nie zauważyła. Tymczasem Nico zgasił silnik,
wysiadł  i  jak  zwierzę  wietrzące  zagrożenie  pociągał  nosem.
Matt czuł, że tętno mu przyspieszyło, a serce biło tak głośno,
że bał się, iż Nico je usłyszy.

Rozważył opcje. Mógł wyjść z ukrycia i skonfrontować się

z  Nikiem.  Bardzo  go  to  kusiło.  Jeśli  pozostanie  w  ukryciu,
może  wymyśli  sposób,  by  zaatakować  później,  bardziej
boleśnie.

Gdyby  Nico  znalazł  jego  kryjówkę,  wszystko  mogło  się

zdarzyć. Matt stał więc nieruchomo i nie oddychał przez jakieś
dwadzieścia sekund. Zdawało się, że to wieki.

Do  końca  życia  będzie  wdzięczny,  że  Nico  wsiadł

z powrotem do samochodu, uruchomił silnik i odjechał.

Odczekał  pięć  minut,  potem  na  wszelki  wypadek  jeszcze

pięć,  gdyby  Nico  uznał,  że  instynkt  go  nie  mylił.  Następnie
ruszył do mieszkania Emily, pokonując po trzy stopnie naraz.
Kiedy  dotarł  na  piętro,  uniósł  rękę,  by  zapukać,  i  ze
zdumieniem  stwierdził,  że  drzwi  otworzyły  się,  gdy  ich
dotknął. Kiedy wszedł do środka, usłyszał cichy głos Emily:

- Długo ci to zajęło, Velez.

Wiedziała,  że  stał  pod  schodami.  Poczuła  jego  obecność,

gdy  tylko  wysiadła  z  samochodu,  ale  wewnętrzny  głos  kazał
jej udawać, że go nie zauważyła.

Dzięki Bogu, że go posłuchała, bo po paru minutach Nico

z rykiem silnika pojawił się na podjeździe. Przeraziła się. Na

background image

szczęście  nie  zdecydował  się  ruszyć  za  nią  po  schodach.
Gdyby wysiadł z auta, Matt zapewne nie kryłby się w cieniu.

Nie  zapaliła  światła,  czekała,  aż  jej  oczy  przywykną  do

ciemności.

- Emily, co się dzieje, do diabła?

Zapragnęła  podzielić  się  z  nim  swoimi  problemami

i błagać go o pomoc, ale nie mogła tego zrobić.

Nie  rzuci  się  do  jego  stóp,  nie  pozwoli,  by  ją  ratował.

Przysięgła  sobie,  że  będzie  samodzielna  i  nie  zamierzała
renegocjować obietnicy złożonej samej sobie.

Sytuacja  między  nią  i  Nikiem  eskalowała,  wiedziała,  że

musi  być  ostrożna.  Po  tym  wieczorze  nie  wolno  jej
ryzykować.  Nico  jest  bardziej  niebezpieczny,  niż
podejrzewała.  Nie  zaryzykuje  dobra  Arnott’s  dla
tymczasowego zauroczenia.

Musi  się  pozbyć  Matta  i  zrobić  wszystko,  by  nie  chciał

wrócić.  Ale  teraz  na  pożegnanie  spędzi  z  nim  noc.
Wspomnienia tej nocy pomogą jej przetrwać to, co ją czeka.

Podeszła do niego i odsunąwszy nogą Pulpeta – zdawało

się,  że  kot  jest  tak  samo  zadurzony  w  Matcie  jak  ona  –
położyła ręce na jego biodrach i oparła czoło na jego piersi.

-  Wiem,  masz  milion  pytań,  ale  na  żadne  nie  mogę

odpowiedzieć.

- Pozwól, że ci pomogę – błagał, przyciskając wargi do jej

włosów. – On cię szantażuje, tak?

Opuściła ramiona.

background image

-  Nie  teraz,  dobrze?  –  Podciągnęła  do  góry  jego

koszulkę. – Zajmijmy się czymś innym.

Matt odsunął się i spojrzał na nią z powątpiewaniem.

- Jesteś pewna? Masz mnóstwo na głowie.

- Potrzebuję tego, Matt, potrzebuję ciebie.

Uniósł  ręce,  opuszkami  palców  powiódł  po  jej  wargach,

kościach  policzkowych,  brodzie.  Zaskoczył  ją  ten  delikatny
dotyk,  nie  tego  się  spodziewała,  ale  dokładnie  tego
potrzebowała. Odrobiny delikatności. Odrobiny czułości.

Matt  był  tego  świadomy,  a  ona  cieszyła  się,  że  taki

twardziel potrafi być tak czuły.

Ujął  jej  twarz  w  dłonie  i  kciukami  przesunął  wzdłuż  jej

brwi,  skroni,  kości  policzkowych.  Nie  chciała  niczego
przyspieszać.  Wiedziała,  że  ich  pierwsza  noc  –  pierwsza
i jedyna – będzie wyjątkowa. Pragnęła poczuć jego wargi na
swoich  i  w  końcu  Matt  musnął  jej  usta  pocałunkiem.  Raz,
potem  drugi,  zanim  w  końcu  przycisnął  wargi  do  jej  ust.
Próbowała przyciągnąć go bliżej, zmusić, by dał jej więcej, ale
on powoli karmił ją pocałunkami.

Doprowadzał  ją  do  szaleństwa  w  najlepszy  możliwy

sposób.  Pragnęła  go  już  przed  laty,  ale  tamto  pożądanie  nie
dało  się  porównać  z  napięciem  seksualnym  teraz.  Emily
zdawało się, że jest w nim tyle energii, że mogliby rozświetlić
pokój.

Całowali  się  długo  i  bez  pośpiechu.  Dotykała  go  gdzie

tylko mogła. Wsunęła rękę pod jego koszulkę i przesunęła ją
na  jędrne  pośladki.  Potem  palcami  obu  dłoni  wędrowała

background image

wzdłuż jego boków. Wreszcie wsunęła jeden z nich pod pasek
spodni Matta, czując wyjątkową kobiecą siłę.

Chciała, by przestał się kontrolować, więc pogłaskała jego

członek.  Została  za  to  wynagrodzona  cichym  przekleństwem
i dziwnym śmiechem. Odpięła pierwszy guzik dżinsów, potem
kolejne.

- Grasz nie fair, Arnott.

Podniosła na niego wzrok.

- Ja nie gram, Velez.

Kiedy wsunęła rękę pod bokserki i uwolniła nabrzmiałego

penisa,  Matt  ją  odwrócił,  a  ona  oparła  ręce  o  ścianę.  Tego
właśnie  pragnęła,  czegoś  nowego,  spoza  jej  strefy  komfortu.
Zaufała Mattowi, pozwoliła mu rozpiąć zamek błyskawiczny
sukienki.  Wzdychała,  kiedy  przykładał  otwarte  usta  do
nierówności  jej  kręgosłupa.  Poczuła,  że  rozpiął  jej  stanik,
patrzyła,  jak  jej  sukienka  i  koronkowy  stanik  zsuwają  się  na
podłogę.  Dłonie  Matta  przemknęły  po  jej  brzuchu  i  ujęły
piersi. Wtulił twarz w jej kark, całując ją w zagłębieniu, gdzie
szyja łączy się z ramieniem.

- Pragnę cię – mruczał. – Pragnąłem cię od chwili, kiedy

ujrzałem cię po raz pierwszy.

Kiedy  pieścił  jej  sutki,  znalazła  się  w  punkcie  między

podnieceniem, pożądaniem i bólem.

- Chcę czuć na sobie twoje wargi – mówiła.

Znów ją odwrócił i przeszywał wzrokiem.

- Gdzie?

Zakręciło jej się w głowie.

background image

- Wszędzie, Matt.

Uśmiechnął się i wziął do ust sutek, wodząc wokół niego

językiem. Emily poczuła gorąco i głośno jęknęła.

- Matt… ja… to niesamowite…

- Jeszcze nie dotarliśmy do tego, co najlepsze.

Teraz  już  niecierpliwie  odsunął  nogą  jej  ubrania,  które

leżały  na  podłodze.  Emily  była  zaskoczona  swoim  brakiem
zahamowań. Ukląkł i oparł czoło o jej brzuch, chwytając ją za
biodra. Wsunął kciuki za gumkę koronkowych fig i pociągnął
je w dół. Potem spojrzał na cienki pasek włosów i przesunął
po nim palcem, a ona głośno wciągnęła powietrze.

- Nie mogę się doczekać, żeby poznać twój smak.

Stanęła  na  lekko  rozstawionych  nogach.  Pocałował  jej

biodro, wewnętrzną część uda, delikatnie muskając przy tym
policzkiem  wzgórek  łonowy.  Przed  jej  oczami  tańczyły
maleńkie iskierki.

- Matteo.

-  Moja  piękna  diablica  –  powiedział  i  dotknął  jej  tam,

właśnie tam.

Ledwie mogła myśleć i oddychać, kiedy znalazł się w niej

najpierw  jeden,  a  potem  drugi  palec  Matta.  Kciukiem  krążył
na zewnątrz.

- Jestem blisko – szepnęła skupiona.

- Jeszcze nie. – Spojrzał na nią.

- Nie mogę czekać.

background image

-  Możesz,  musisz.  –  Bez  wahania  pochylił  głowę

i  pocałował  łechtaczkę.  Wsuwał  w  nią  palce  i  je  wysuwał,
a  ona  spadała  i  wznosiła  się  jak  na  skrzydłach,  i  to
jednocześnie.

Chwyci ją czy pozwoli upaść? Nieważne, liczyła się sama

podróż,  niepowtarzalne  połączenie  radości,  przyjemności,
ekstazy  erotycznej.  Dotąd  tylko  o  czymś  takim  słyszała
i  czytała,  ale  to  było  jeszcze  lepsze.  Pragnęła,  by  się  nie
kończyło.  Nie  wyobrażała  sobie,  by  pozwoliła  na  taką
intymność  innemu  mężczyźnie.  Matt  był  wszystkim,  czego
potrzebowała.

Kiedy  światła  pod  jej  powiekami  przygasły  i  ustały

miniwybuchy  wulkanów  w  jej  ciele,  Matt  wyciągnął  rękę
spomiędzy jej ud, chwycił ją za biodra i spojrzał na nią.

- Pragnę cię, Em. Pójdziesz ze mną do łóżka?

Odmowa po prostu nie wchodziła w rachubę.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Budziła się powoli. Odwróciła głowę i zobaczyła pierwsze

ślady  świtu  przebijające  się  przez  nocne  niebo.  Wyciągnęła
rękę,  obok  niej  było  pusto.  Obróciła  się  na  plecy,  a  z  jej  ust
popłynęło  kilka  całkiem  twórczych  przekleństw.  Matt
wyszedł, znów była sama.

Słyszała, że mężczyźni mają zwyczaj znikać po seksie, ale

nie  spodziewała  się,  że  Matt  wyjdzie  bez  pożegnania  czy
choćby  podziękowania  za  spędzony  czas.  Zamrugała,
powstrzymując łzy, zła, że pozwoliła sobie na takie emocje.

Czego  oczekiwała?  Że  Matt,  świadomy  jej  zaręczyn

z  innym,  obieca  jej  księżyc  oraz  gwiazdy  i  kupi  jej
miniaturowego  jednorożca?  Od  pierwszego  pocałunku  igrali
z ogniem, a minionej nocy stanęli w płomieniach.

Aż nadszedł ranek i węgle w ich ognisku ostygły.

- Morris cię szantażuje. Czym?

Usiadła prosto, odwróciła głowę i ujrzała Matta siedzącego

na  krześle  w  rogu  pokoju,  ubranego,  z  poważną  miną.
A  ponieważ  była  wciąż  naga,  podciągnęła  kołdrę.
Potrzebowała  chwili,  by  zrozumieć,  że  Matt  wciąż  tu  jest.
Patrzył  na  nią,  kiedy  spała.  Odsunęła  włosy  z  twarzy
i wyjrzała przez okno. Powinien wyjść.

- Nie możesz tu zostać. Nikt nie może się dowiedzieć, co

robiliśmy.

background image

-  Nigdzie  się  nie  wybieram,  dopóki  tego  nie

przedyskutujemy. – Wstał z krzesła i przysiadł na łóżku. – Od
tygodni  krążymy  wokół  tego  tematu,  wczoraj  w  zasadzie
potwierdziłaś, że on cię szantażuje. Pozwól, żebym ci pomógł.

Kusiło ją, by przyjąć jego wyciągniętą rękę, ale czy może

mu  zaufać?  Przypomniała  sobie  bezwzględne  słowa,  które
Nico  rzucił  w  jej  stronę  minionego  wieczoru,  i  potrząsnęła
głową.

-  Nie  mogę.  Wczoraj  powiedział  mi,  żebym  trzymała  się

od  ciebie  z  daleka,  bo  jeśli  nie,  odczujesz  konsekwencje  na
własnej skórze. Nie mogę ryzykować twojej kariery i opinii.

Matt prychnął. Położył rękę na jej udzie.

- Jestem dużym chłopcem i potrafię o siebie zadbać.

Widziała  jego  pewność  siebie,  a  jednak  nie  mógł  nie

wiedzieć, co ryzykuje.

-  Zagroził,  że  jeśli  nie  zerwę  z  tobą  kontaktów,  złoży  na

ciebie donos do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.

Matt uniósł brwi.

-  Niech  spróbuje,  cała  sprzedaż,  którą  nadzoruję,  jest

legalna, niech sobie wsadzi swoją skargę tam gdzie chce.

- Jesteś pewien? Mógłby ci narobić kłopotów.

-  Kieruję  znaną  i  szanowaną  firmą,  którą  Morris  opuścił

w niełasce, w cieniu podejrzeń. Nie obawiam się go.

Emily  spojrzała  na  niego,  a  on  zmarszczył  czoło,  widząc

jej powątpiewanie.

- Nie wierzysz mi?

background image

-  Oczywiście,  że  wierzę,  ale  Nico  nie  bałby  się  postawić

nawet fałszywych oskarżeń.

- W twoim przypadku tak zrobił?

Poprosiła  Matta,  by  podał  jej  szlafrok.  Włożyła  go,

zawiązała pasek, usiadła na łóżku i spojrzała na niego.

-  Czemu  ta  rozmowa  przychodzi  ci  z  takim  trudem,

kochanie? – spytał.

- Dwa lata temu obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę

na nikim polegać, że będę niezależna.

-  Zaraz  wrócimy  do  Nica  i  jego  szantażu,  ale  czemu  tak

zrobiłaś? – spytał. – Czemu bycie samodzielną tak wiele dla
ciebie znaczy?

To jest jak powolne odrywania strupa z ropiejącej rany.

-  Bo  mam  dość  ludzi,  którzy  mnie  zawodzą,  dość

polegania na dobrej opinii innych. Kiedy na kimś polegasz, ten
ktoś staje się dla ciebie ważny, a wszyscy, o których myślałam,
że  są  ważni,  opuścili  mnie  w  taki  czy  inny  sposób.  Mama,
ojciec…

Matt przekrzywił głowę.

-  Twój  ojciec  chyba  mieszka  w  tym  dużym  domu  po

drugiej stronie podjazdu.

-  Może,  ale  emocjonalnie  opuścił  mnie  wtedy,  kiedy

odeszła mama.

- Aha.

Wstała i podeszła do okna. Zebrawszy myśli podjęła:

background image

-  Po  wyjeździe  mamy  ojciec  popadł  w  głęboką  depresję.

Kiedy z niej wyszedł, rzucił się w wir pracy, żeby odzyskać to,
co  stracił  w  Black  Crescent.  Stał  się  pracoholikiem
i  samotnikiem.  Jednym  z  powodów,  dla  których  zaczęłam
pracować w Arnott’s, była myśl, że to jedyny sposób, żeby go
widywać.

Poczuła  bliskość  Matta,  który  zamiast  jej  dotknąć,  stanął

naprzeciwko niej, opierając ramię o szybę.

- Mów dalej.

-  Z  powodu  Davy’ego  ojciec  znalazł  niszowy  rynek

i  zadbał  o  interes  finansowy  niepełnosprawnych  bogatych
dorosłych.  Spora  część  ich  dochodów  jest  zamrożona
w  funduszach  powierniczych,  a  ojciec  za  pośrednictwem
Arnott’s  jest  ich  doradcą  finansowym.  Płacimy  też  rachunki
i  raportujemy  co  miesiąc  do  funduszy  albo  ich  opiekunów.
Nasza  reputacja  firmy  działającej  zgodnie  z  prawem  jest  dla
nas święta.

-  Popraw  mnie,  jeśli  się  mylę.  Nico  ma  na  was  coś,  co

zszargałoby waszą reputację.

Emily przytaknęła.

- Co to jest?

Czuła  się  jak  na  stole  operacyjnym,  gdzie  leży  jeszcze

przytomna i nie wie, czy cięcie będzie bolało czy nie.

- Em…

-  Ma  zdjęcie  mojego  taty,  który  ściska  dłoń  szefowi

rosyjskiej  mafii  na  wschodnim  wybrzeżu.  –  Mówiła  szybko,
jakby dzięki temu jej słowa były mniej przerażające.

background image

Matt zmarszczył czoło.

- Powtórz to. Twój ojciec przyjaźni się z gangsterem?

Cieszyła się, że słyszy niedowierzanie w jego głosie.

-  Mój  ojciec  nie  ma  przyjaciół,  ale  odwiedza  Davy’ego

w  Brook  Village.  Wdał  się  tam  w  rozmowę  z  drugim
rodzicem,  Iwanem  Sokołowem,  znanym  jako  John.  Nico
zrobił  im  zdjęcia  i  grozi,  że  rozpowie,  że  Arnott’s  pierze
pieniądze mafii, a ojciec wykorzystuje ten ośrodek, żeby ukryć
swoje spotkania z Johnem.

- Jasny szlag.

Emily włożyła ręce do kieszeni szlafroka.

-  Nasi  klienci  nie  mogą  mieć  cienia  wątpliwości  co  do

naszej uczciwości.

Matt przeciągnął kciukiem po jej policzku.

-  Rozumiem,  ale  zdjęcie  z  jednego  spotkania?  Nie

przykładasz do niego zbyt dużej wagi?

- Nie mogę ryzykować. – Położyła rękę na jego piersi i od

razu poczuła się silniejsza.

Matt przykrył jej dłoń.

- Czemu nie powiedziałaś tego ojcu?

Wlepiła  wzrok  w  podłogę.  Choć  Matt  ujął  ją  pod  brodę,

nie  od  razu  spojrzała  mu  w  oczy.  Gdy  to  zrobiła,  zobaczyła
w nich empatię i sporą dozę determinacji.

- Czemu, kochanie?

Oczy ją piekły od niewylanych łez.

- Nie powiedziałam mu, bo…

background image

Załkała cicho i potrząsnęła głową.

Matt objął ją i przytulił.

- Bo nie wierzysz, że stanie po twojej stronie? Że postawi

twoje  szczęście  przed  dobrem  firmy?  Boisz  się,  że  będzie
nalegał na małżeństwo z Morrisem?

Emily kiwnęła głową.

- Och, kochanie.

Poczuła wargi Matta na czubku swojej głowy.

- Tak się bałam, Matt.

- Już za to tylko dałbym mu popalić – rzekł pełen złości.

Odsunęła się i spojrzała na niego.

-  Nie  wolno  ci  tego  nikomu  powtarzać  ani  konfrontować

się z Nikiem.

- Wolno, do diabła.

Cofnęła się, ściskając w dłoni materiał jego koszuli.

- Matt, nie! Powiedziałam ci o tym, bo… tak czy owak nie

wolno  ci  zrobić  nic,  co  sprowokowałoby  Nica  do  działania.
Nieważne,  czy  jego  oskarżenia  są  prawdziwe,  liczy  się,  jak
zostaną  przyjęte.  Kiedy  my  będziemy  prostować  jego
kłamstwa, klienci zaczną nas opuszczać. Nikt poza Giną o tym
nie wie. Obiecaj mi, że zachowasz to dla siebie. – Chwyciła go
za ręce. – Matt, obiecaj.

Na  moment  odwrócił  wzrok,  a  kiedy  znów  spojrzał  jej

w oczy, zobaczyła, że złość zastąpiła znów troska.

- Co zamierzasz? – spytał w końcu.

background image

-  Szczerze  mówiąc,  potrzebuję  na  niego  jakiegoś  haka,

żebym  też  mogła  go  szantażować.  To  nie  jest  miłe
rozwiązanie,  ale  jest  najlepsze.  Może  ty  wiesz  coś  takiego,
pracowaliście razem.

Matt pokręcił głową.

-  To  dupek,  ale  nie  wiem  o  niczym,  co  kazałoby  mu  się

teraz wycofać.

Była bliska załamania.

- Nie patrz tak. – Musnął jej wargi pocałunkiem. – Jakoś

cię  z  tego  wyciągniemy.  Jedno  jest  pewne,  nie  wyjdziesz  za
tego drania.

Jego słowa były muzyką dla jej uszu.

- A teraz wracajmy do łóżka. – Delikatnie rozsunął poły jej

szlafroka. – Nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie nowego
dnia.

- Masz chwilkę, Em?

Podniosła wzrok znad monitora i gestem zaprosiła Ginę do

środka. Zamknęła plik z nietkniętym arkuszem kalkulacyjnym
i  odsunęła  się  z  krzesłem  od  biurka.  Myślami  przeskakiwała
od  przerażenia,  że  powiedziała  Mattowi  o  szantażu  Nica,  do
drżenia z rozkoszy, jaką mu zawdzięczała.

Co  więcej,  okazało  się,  że  ona  też  jest  utalentowaną

kochanką.

- O rany, ja też chcę mieć to, co ty masz. – Gina usiadła

i skrzyżowała zgrabne nogi.

Emily  otworzyła  usta,  by  jej  powiedzieć,  że  spała

z Mattem, i w ostatniej chwili ugryzła się w język. Uznała, że

background image

zachowa  to  dla  siebie.  To  było  jak  odkrywanie  długo
oczekiwanego  prezentu  na  dnie  szafy,  jeszcze  nie  chciała  się
dzielić tą niespodzianką.

Poza  tym,  kiedy  ich  relacja  się  skończy,  bo  wszystkie

relacje  się  kończą,  nie  będzie  musiała  niczego  wyjaśniać
Ginie.

-  Twój  ojciec  prosi  o  raport  –  rzekła  Gina,  zerkając  do

notesu.

Emily skrzywiła się.

- Jeszcze nie jest gotowy.

Gina uniosła brwi.

- Pracowałaś w ogóle przez ostatnie dwa dni?

- Właściwie nie.

Gina uderzyła notesem o brzeg biurka.

-  Nie  podam  twojemu  ojcu  takiej  informacji.  Sama  się

wytłumacz.

Emily  potulnie  kiwnęła  głową.  Ojciec  był  bardzo

wymagający,  a  fakt,  że  jest  jego  córką,  nie  chronił  jej  przed
pytaniem, czemu spóźnia się z pracą.

Gina  splotła  ramiona  i  postukiwała  palcami  w  swoje

ramiona. To znaczyło, że jest zdenerwowana. Emily czuła, że
nie chce usłyszeć, co Gina ma do powiedzenia. Zastanawiała
się, czy nie przeprosić i nie wyjść do toalety, ale Gina by na
nią zaczekała.

- O co chodzi? – spytała.

Gina zawahała się, co nie było w jej charakterze.

background image

- Wiesz, że usiłuję dogrzebać się jakichś brudów na temat

Nica, żebyś mogła się od niego uwolnić.

- Znalazłaś coś?

-  Nic,  co  by  ci  pomogło,  ale  słyszałam,  jaki  był,  kiedy

pracował  w  MJR  Investing.  Niestety,  słyszałam  też  sporo
o Matcie.

Emily zacisnęła dłonie. Chciała poznać złe wieści na temat

Nica,  nie  chciała  słyszeć  nic  negatywnego  na  temat
mężczyzny,  któremu  się  oddała.  W  którym  prawdopodobnie
była zakochana.

Prawdopodobnie? Nie, zrobiła już ten zgubny krok.

-  Chcesz  wiedzieć,  czego  się  dowiedziałam?  –  spytała

Gina.

Nie, ale nie może chować głowy w piasek.

- Jak wiesz, Nico i Matt razem pracowali. Obaj zaczęli na

parkiecie i obaj byli zdolni.

- Skąd masz te informacje? I czy są wiarygodne?

-  Od  dilera,  który  z  nimi  pracował.  Dał  mi  nazwisko

kogoś,  kto  także  pracował  w  MJR  w  tym  samym  czasie,  ich
opowieści  są  znacząco  podobne.  Żaden  z  nich  nie  był
w konflikcie z Nikiem ani z Mattem.

- Okej, mów dalej.

-  Matt  i  Nico  twardo  z  sobą  rywalizowali  i  wciąż  się

kłócili.  Kiedy  Matt  miał  nowy  samochód,  Nico  kupował
jeszcze  lepszy.  Kiedy  Nico  podejmował  ryzyko,  Matt
ryzykował  jeszcze  bardziej.  Nie  było  nic  świętego,  wszystko

background image

było  rywalizacją.  Mieli  obsesję  na  tym  punkcie.  Kiedy  Matt
awansował i został prezesem, Nico odszedł z firmy.

- Nie wspomniałaś, czy rywalizowali też o kobiety.

Gina skrzywiła się.

-  O  tak,  nieustająco.  Nie  o  konkretną  kobietę,  ale  kiedy

Nico  spotykał  się  z  modelką,  Matt  zaczął  się  umawiać
z  supermodelką.  Koledzy  zakładali  się,  który  z  nich
przyprowadzi seksowniejszą laskę na biurową imprezę.

- Czarujące – oceniła Emily, czując się, jakby ktoś ściskał

ją za szyję. Spuściła wzrok na swoje drżące dłonie i zapytała: -
Myślisz, że to przypadek, że Matt pojawił się znów w moim
życiu, kiedy zaręczyłam się z Nikiem?

-  Nie  wiem,  Em.  Tylko  on  to  wie.  Powtarzam,  co

słyszałam,  żebyś  znała  fakty.  –  Gina  wstała.  –  Wszyscy  moi
rozmówcy  podkreślali,  że  Matt  jest  wyjątkowo  ambitny
i kocha współzawodnictwo. Jeśli czegoś chce, skupia na tym
całą  uwagę,  a  jak  osiągnie  cel,  często  traci  nim
zainteresowanie.

- Więc jest mną zainteresowany tylko z powodu Nica.

Gina wyrzuciła do góry ręce.

- Nie wiem. Nie chcę w to wierzyć, ale nie chcę też, żebyś

się w nim zakochała, gdyby miał cię rzucić. I przysięgam, że
jeśli to zrobi, połamię mu kości.

Kiedy  Gina  wyszła,  Emily  położyła  głowę  na  biurku

i  usiłowała  odsunąć  od  siebie  przytłaczające  emocje.  Wzięła
dwa głębokie oddechy. Przed laty Matt ją odtrącił, tłumacząc,
że jest wstawiona i za młoda. Przez długi czas jej unikał, a gdy
ich  drogi  się  krzyżowały,  wymieniali  co  najwyżej  chłodne

background image

powitania. Później, tego samego wieczoru, gdy dowiedział się,
że zaręczyła się z Nikiem, wdarł się do jej życia i jej serca.

Doprowadził  do  tego,  że  się  przed  nim  otworzyła.  Czy

chciał mieć to, co miał Nico, czy był szczerze zatroskany jej
trudnym położeniem?

Nie  znała  odpowiedzi.  Jednego  była  pewna  –  przyjdzie

taki moment, że Matt ją porzuci, tak jak zrobili to inni.

Boże,  jaka  z  niej  idiotka.  Tyle  razy  sobie  powtarzała,  że

nie powinna mu ufać. Poniosła porażkę.

Zakochała  się,  a  przyrzekała  sobie,  że  nigdy  się  nie

zakocha,  bo  miłość  jest  zbyt  ulotna.  Musi  przestać  spotykać
się z Mattem, dopóki jej serce jeszcze nie ucierpiało, dopóki
wciąż jest w stanie funkcjonować.

Za parę miesięcy, może za rok, zapomni o nim. Będzie się

śmiała ze swojego złudzenia, że była zakochana.

Za dwanaście miesięcy, trzysta sześćdziesiąt pięć dni.

Bo teraz miała ochotę tylko płakać.

Wyszła  z  biura  po  ósmej,  a  ponieważ  minionej  nocy

niewiele  spała  i  dostała  ataku  płaczu,  była  wykończona
i  roztrzęsiona.  Z  torebki  dobiegł  ją  dzwonek  telefonu.
Zignorowała go. Nie miała ochoty rozmawiać z Nikiem, a jeśli
to  był  Matt,  cóż,  nie  odebrała  już  jego  pięciu  telefonów,  nie
odpowiedziała  na  niezliczone  esemesy  i  teraz  też  nie
zamierzała z nim rozmawiać.

Potrzebowała  spokoju,  którego  nie  zaznała  od  długiego

czasu. Z bocznej kieszeni torebki wyjęła kluczyki i szła przez
pusty  parking.  Kusiło  ją,  by  spędzić  tę  noc  w  hotelu,  gdzie
Nico ani Matt by jej znaleźli.

background image

Chciała  zebrać  siły  i  uporządkować  myśli.  Wino,  kąpiel

z bąbelkami, komedia romantyczna w telewizji, Pulpet…

- Em…

Krzyknęła  i  położyła  rękę  na  sercu.  Pochyliła  się,  by

złapać oddech. Poczuła rękę Matta na plecach.

- Wybacz, kochanie, nie chciałem cię przestraszyć.

- Jasny szlag, Velez! – zawołała.

Matt uniósł ręce.

- Przepraszam, powinnaś zwracać uwagę na otoczenie.

Robi jej wykład? Otworzyła drzwi samochodu i wrzuciła

do  środka  torebkę.  Potem  zamknęła  drzwi,  oparła  się
o samochód i splotła ręce na piersi.

- Czego chcesz?

Wyglądał na zaskoczonego.

- Nie odpowiadasz na telefony. Wszystko w porządku?

- A jak myślisz? Cholernie mnie przeraziłeś.

Potrząsnął głową.

- Nie o to pytam. Co się dzieje?

- Odejdź, Matt.

Położył rękę na drzwiach samochodu.

- Co się dzieje? – Gdy milczała, dodał: - Żałujesz naszej

nocy?

Została szantażem zmuszona do zaręczyn, nie była winna

szantażyście  wierności.  A  jednak  żałowała,  że  przespała  się

background image

z mężczyzną, dla którego była zdobyczą, którą można później
porzucić.

Spojrzała na niego, mrużąc oczy.

- Sądziłam, że skoro już osiągnąłeś cel, znikniesz.

- O czym ty mówisz, do diabła?

- Dostałeś to, czego chce Nico, więc możesz odejść. Po co

przyszedłeś?

- Mówisz bez sensu – zirytował się.

-  Sześć  lat  temu  nie  chciałeś  mieć  ze  mną  do  czynienia.

Odkąd  się  dowiedziałeś,  że  zaręczyłam  się  z  twoim
największym rywalem, nie dajesz mi spokoju.

Dojrzała błysk w oczach Matta i zrozumiała, że to prawda.

Był z nią wyłącznie z powodu Nica.

- Pozwól mi wyjaśnić – powiedział.

-  Co  tu  jest  do  wyjaśniania?  Odpowiedz  mi:  jeśli  zerwę

z Nikiem, będziesz ze mną? Mamy szansę na coś więcej?

Matt potarł kark.

- Jesteś zdenerwowana. To nie jest dobry moment na taką

rozmowę.

- Odpowiedz na pytanie! – Teraz już krzyczała.

- Nie wiem! – odparł, również krzycząc. – Wiem tylko, że

nie chcę cię pragnąć, nie chcę pragnąć niczego więcej.

Patrzyła na niego zdezorientowana.

- Co to znaczy?

Schował ręce do kieszeni spodni, zaciskając wargi.

background image

- Możemy przestać się kłócić, proszę?

Kiwnęła głową.

- Jeśli chcesz.

- Czemu mi się zdaje, że czegoś nie rozumiem?

-  Bo  nie  jesteś  głupi.  Pozwól,  że  ci  to  powtórzę.  Nie

potrzebuję  twojej  pomocy.  Jedyne,  czego  od  ciebie
potrzebowałam,  dałeś  mi  minionej  nocy.  Zastanawiałam  się,
jak byłoby nam w łóżku i teraz już to wiem. Dzięki.

Mówiła niewiarygodnie nonszalancko.

-  Musisz  popracować  nad  swoimi  aktorskimi

umiejętnościami – stwierdził Matt.

- A ty nad swoim słuchem – warknęła. – Po prostu odejdź.

Zrobiłeś  to  przed  laty,  więc  bądź  tak  dobry  i  zrób  to  po  raz
kolejny.

- Jeśli teraz odejdę, już nie wrócę. Mam dość błagania cię,

żebyś mi pozwoliła zostać.

Poczuła ucisk w sercu, była u kresu wytrzymałości.

- Okej, tylko odejdź.

-  Jeśli  odejdę,  to  będzie  koniec.  –  Jego  słowa  były  jak

kamienie  wrzucane  do  płytkiej  kałuży  przejrzystej  wody.  –
Rozumiesz?

Łza spłynęła po jej policzku. Zamknęła oczy z nadzieją, że

powstrzyma pozostałe.

- Rozumiem.

Jego  westchnienie  przypominało  świst  powietrza,  które

ucieka z balonu. Odwróciła się i otworzyła drzwi samochodu,

background image

mówiąc  sobie,  że  nie  wolno  jej  więcej  spojrzeć  na  jego
ukochaną twarz. Gdyby to zrobiła, poddałaby się.

Usłyszała  oddalające  się  kroki  i  stała  w  milczeniu.  Jej

twarz zalewały łzy.

Odchodził  z  jej  życia  –  nie,  to  ona  go  odtrąciła.  Nie

wiedział, że zostawia ją ze złamanym sercem.

Nazajutrz  bezskutecznie  usiłował  skoncentrować  się  na

pracy. To była katastrofa.

Był  dumny,  że  radzi  sobie  z  wieloma  obowiązkami  i  ma

wyjątkową pamięć. Tego dnia jego umysł zaciął się, a oczami
wyobraźni widział tylko przerażone oczy Em, jej przygarbione
plecy, łzy płynące po policzkach.

Wrócił do niej, ponieważ jej pragnął. Także dlatego, że nie

mógł się pogodzić z tym, że była z Morrisem. Szybko jednak
przestał  myśleć  o  swoim  ego  i  zaczął  widzieć  coś  więcej
oprócz  pięknej  twarzy,  w  której  dominowały  fiołkowe  oczy.
Widział  samotność  Emily,  jej  determinację,  żeby  być
samodzielną i ukrywany ból.

Podobały  mu  się  jej  inteligencja  i  poczucie  humoru.

Uwielbiał  jej  ciało.  Była  jedyną  kobietą,  z  którą  mógłby
spędzić  życie.  Te  obrazy  sprzed  lat  –  Emily  jako  jego  żona
i  matka  jego  dzieci  –  były  trafne.  Ponieważ  jednak  był
wówczas młody i głupi, uciekł od niej jak najdalej.

Pokochał ją, a myśl o poślubieniu kogoś innego była mu

równie niemiła jak perspektywa ropiejącego zęba.

Ale jej duma została zraniona, myślała, że Matt jest z nią

wyłącznie z powodu rywalizacji z Nikiem. Niestety, on i Nico

background image

byli kiedyś niedojrzałymi arogantami i ich legenda wciąż żyła.
Emily musiała usłyszeć o ich żenującej relacji.

Potarł skronie czubkami palców. Kiedy kochał się z Emily,

stwierdził,  że  to  prawdziwe  spotkanie  ciał  i  dusz.  A  miał  to
z  czym  porównywać.  Chciał  przy  niej  zasypiać  i  budzić  się
u jej boku, słyszeć jej śmiech, badać jej ciało i umysł. Pragnął,
by  została  osią  jego  rodziny,  za  którą  nagle  rozpaczliwie
zatęsknił, by była matką jego dzieci.

Myślał, że się w tym zgadzają. Jej słowa z poprzedniego

wieczoru kazały mu w to wątpić.

Czemu  nie  był  w  stanie  jej  odpowiedzieć,  gdy  pytała,

czego od niej chce? Bo słowa: małżeństwo, dzieci i na zawsze
nigdy dotąd nie padły z jego ust? Bo był przerażony? Bo jest
tchórzem?

Tak, i dużo więcej.

Poczuł ból pod powiekami. Obrócił się razem z krzesłem

i wyjrzał przez okno na rzekę Hudson. Emily uznała pewnie,
że  to  koniec.  Nie  obchodzi  go,  czy  chce  jego  pomocy,  nie
opuści jej teraz, kiedy najbardziej go potrzebuje.

Zadowolony, że może skupić się na czymś innym niż jego

zranione  serce,  zaczął  kombinować,  jak  pozbyć  się  Nica.
Najprościej byłoby go zabić, ale długa odsiadka do niego nie
przemawiała,  więc  musi  wymyślić  coś  innego.  Kiedy  Emily
będzie  już  bezpieczna,  odejdzie,  bo  nie  pchał  się  tam,  gdzie
nie był mile widziany.

Vi  weszła  do  gabinetu  z  jego  ulubionym  kubkiem

w  prawej  ręce  i  papierami  w  lewej.  Wziął  od  niej  kawę
z wdzięcznym uśmiechem, wypił łyk i przymknął oczy.

background image

- Dziękuję, właśnie tego potrzebowałem.

- Wyglądasz koszmarnie – zauważyła, kładąc papiery obok

komputera.

- Czuję się koszmarnie.

Vi przycupnęła na krześle. Jej zwykle poważna twarz była

pełna troski.

- Jak mogę ci pomóc, Matt?

- Moja przyjaciółka…

- Emily Arnott.

Oczywiście wie, o kim mówił, miała niesamowitą intuicję.

A może była wścibska.

-  Wplątała  się  w  związek  z  Morrisem.  I  w  coś

podejrzanego.

- Z tym Morrisem, który tu pracował? – Zmarszczyła nos.

- Tak, właśnie z nim.

- Nigdy go nie lubiłam. Zawsze chodził na skróty. Niektóre

z jego transakcji były na granicy uczciwości.

Matt wyprostował się.

- Naprawdę?

Przytaknęła.

- Już miałam do ciebie przyjść z moimi podejrzeniami, ale

wtedy akurat się zwolnił, więc problem zniknął.

- Szkoda, że nie przyszłaś. – Matt się skrzywił. – Miałbym

dzisiaj argumenty.

Oczy Vi się uśmiechnęły, dodając jej urody.

background image

- Cóż, mam na sumieniu pewien drobiazg, który też można

by uznać za nieetyczny.

O, ciekawe.

- Co to takiego?

-  W  dniu  twojego  awansu  na  prezesa  pracowałam  do

późna. Miałam przeczucie, że Morris odejdzie. Obawiałam się,
że  zniszczy  wrażliwe  informacje,  więc  zrobiłam  kopię  jego
pulpitu.

Matt  przysunął  do  siebie  klawiaturę  i  szybko  sprawdził

firmowy  serwer.  Zidentyfikował  pliki  z  komputera  Morrisa
i pokręcił głową.

- Już to sprawdzałem, nic tam nie ma.

Vi wstała, obeszła biurko i spojrzała na ekran.

- To kopia zapasowa zrobiona przez kogoś z działu IT. Ten

plik jest dużo mniejszy niż tamten, który ja zrobiłam.

Serce Matta zaczęło galopować.

- Powiedz, proszę, że wciąż masz tę kopię.

Vi przewróciła oczami.

-  Oczywiście,  że  mam.  –  Szturchnęła  go,  a  on  zrobił  jej

miejsce przy klawiaturze.

Minutę  później  połączyła  się  z  siecią  i  wpisała  kod.  Po

chwili na ekranie pojawił się plik sprzed pięciu lat.

Cofnęła się i powiedziała z uśmiechem:

-  Jeśli  znajdziesz  coś  godnego  uwagi,  mogę  liczyć  na

podwyżkę?

Matt przysunął się z krzesłem do biurka.

background image

- Dostaniesz podwyżkę, nawet jeśli niczego nie znajdę. –

Otworzył  folder  i  przeglądał  katalog.  Istniała  ogromna
rozbieżność  między  plikami,  do  których  miał  dostęp,  i  tymi
zapisanymi  przez  Vi.  Należało  oczywiście  zacząć  od
sprawdzenia,  co  Morris  usunął,  nim  pojawili  się  u  niego
informatycy.

Modlił się, by znaleźć coś, co mógłby wykorzystać.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

„Pakuj  się,  jedziemy  do  Vegas.  Będziesz  potrzebowała

sukni ślubnej”.

Emily  po  raz  drugi  przeczytała  wiadomość  od  Nica

i zrobiło jej się niedobrze. Boże, to się naprawdę dzieje.

Czy  tak  właśnie  czuli  się  francuscy  arystokraci,  widząc

przed  sobą  ostrze  gilotyny?  Przerażeni,  pokonani,
zrezygnowani i już jakby trochę martwi w środku?

Nie  czuć,  nie  reagować,  nie  myśleć.  Chyba  tylko  to

pozwoliłoby  jej  przetrwać  kolejne  nie  wiadomo  ile  lat
małżeństwa z Nikiem.

Oparła czoło o szybę. Jeśli teraz czuła się jak cień osoby,

którą  była dotąd, to kiedy  uwolni się od Nica,  nic  z niej  nie
zostanie.

Nie może za niego wyjść.

I może Matt przyjdzie jej z pomocą. Pogodziła się z tym,

że  nie  czeka  ich  szczęśliwa  przyszłość,  ale  może  jego
zamiłowanie  do  rywalizacji  jest  na  tyle  silne,  że  zechce
pokonać Nica. Może jego oferta jest wciąż na stole.

Nie  zostało  jej  wiele  możliwości,  a  czas  uciekał.  Musi

odłożyć na bok dumę i pogodzić się z faktem, że nie zrobi tego
sama. Potrzebowała wsparcia Matta.

background image

Zanim wybiła sobie z głowy tę decyzję, sięgnęła po telefon

i wybrała jego numer. Gdy przełączyło ją na pocztę głosową,
przeklęła zirytowana, mimo to zostawiła mu wiadomość.

„Wiem, że jesteś na mnie zły, ale Nico chce, żebyśmy dziś

polecieli do Vegas i wzięli ślub. Jestem w kropce i potrzebuję
twojej pomocy. Pomożesz mi?”.

Kiedy  Matt  wysłucha  jej  wiadomości?  Czy  ona  ma  tyle

czasu? Przygryzła wargę i przycisnęła rękę do mostka, usiłując
złagodzić niepokojące pieczenie.

Czekając, aż Matt oddzwoni, postanowiła zrobić wszystko,

by  zminimalizować  nadciągającą  katastrofę.  Pierwszym
krokiem  była  konfrontacja  z  ojcem,  doprowadzenie  do  tego,
by jej wysłuchał. Musi z nim porozmawiać nie jak pracownik
z szefem, ale jak córka z ojcem.

Przyciskając  telefon  do  piersi,  wyszła  z  gabinetu,  minęła

puste  biurko  Giny  i  ruszyła  do  gabinetu  ojca.  Chciała  go
poinformować, co się dzieje i uprzedzić o walce, w którą będą
zmuszeni  się  zaangażować.  Musi  go  przygotować,  zapewnić
go, że z pomocą Matta dadzą radę. Że firma przetrwa.

Zapukała  do  drzwi,  otworzyła  je  i  stanęła  jak  wryta,

widząc  Nica  w  fotelu  naprzeciwko  biurka.  Twarz  ojca  była
koloru świeżego śniegu. W oczach miał strach.

Jasny szlag, ojciec już wie. Dostrzegła jego drżącą brodę

i nabrzmiałe żyły.

- Emily… - odezwał się słabym głosem, jakby brakowało

mu powietrza. – Co my zrobimy? Nie mogę stracić firmy. To
wszystko, co mam.

background image

Chciała  wykrzyczeć,  że  ma  jeszcze  ją  i  Davy’ego,  że  są

ważniejsi niż firma, ale słowa utknęły jej w gardle.

Jak  mogła  choćby  przez  moment  pomyśleć,  że  ojciec  da

z siebie wszystko i znajdzie rozwiązanie, zamiast spodziewać
się tego po niej? Że zaryzykuje firmę, by ratować córkę? W jej
rodzinie było inaczej, to ona się dla wszystkich poświęcała.

-  Pokazałem  twojemu  ojcu  zdjęcie  i  komunikat  prasowy,

które  prześlę  na  policję  i  do  prasy,  jeśli  dziś  za  mnie  nie
wyjdziesz.  Są  obciążające.  –  Posłał  jej  lodowaty  uśmiech.  –
Nie  myśl,  że  Velez  przyjedzie  na  białym  koniu.  Jest  tobą
zainteresowany wyłącznie dlatego, że należysz do mnie.

Należy do niego? Boże, nie zwiąże się z tym mizoginem

i narcyzem. Nawet dla ojca czy dla ratowania reputacji.

Ojciec odchrząknął, a ona przeniosła na niego wzrok.

-  Emily,  to  wszystko,  co  mam.  Nie  odbuduję  firmy,  jeśli

nasi  klienci  odejdą.  Mam  jakieś  oszczędności,  ale  wystarczą
na  opłacenie  Davy’emu  pobytu  w  Brook  Village  przez  kilka
miesięcy,  a  nawet  jeśli  oboje  znajdziemy  jakąś  pracę,  nie
będzie  nas  stać  na  opłaty.  Jestem  prawie  pewny,  że  znów
pogrążę się w depresji, tak jak po odejściu twojej matki.

Emily miała świadomość, że to inny rodzaj szantażu, ale,

do  diabła,  skuteczny.  Nie  chciała,  by  Davy  musiał  opuścić
Brook  Village  ani  żeby  ojciec  znów  zamknął  się  w  swoim
pokoju. Jakaś jej część chciała krzyknąć: A ja? Co ze mną?

Ojca to nie obchodziło. Prawda była taka, że nie chciał, by

coś  się  zmieniło,  a  ona  była  kozłem  ofiarnym.  Choć  bardzo
chciała  zaprotestować,  ojciec  miał  rację  w  jednym:  Jeśli  nie
wyjdzie za Nica, ucierpi Davy, a on był niewinny.

background image

Wiedziała, że nie ma już wyboru, więc wyszeptała:

- Cóż, więc chyba wyjdę za mąż.

Nico podniósł się z fotela z uśmiechem.

- Doskonale. – Wziął z biurka zdjęcie i kopię komunikatu

dla prasy. – Następny przystanek Vegas.

Nie, następny przystanek piekło.

„Matt,  Emily  wyjechała  do  Vegas,  żeby  wziąć  ślub.  Co

masz zamiar z tym zrobić, do diabła?”.

Matt  wysiadł  z  taksówki  i  spojrzał  na  zatłoczony  Vegas

Strip. Słowa Giny odbijały się echem w jego głowie. Słyszał
także  rozpaczliwe  pytanie  Em  „Pomożesz  mi?”,  i  odtwarzał
w pamięci nieszczęsną konfrontację z jej ojcem sprzed kilku
godzin.  Fatalny  początek  relacji  z  przyszłym  teściem  (jeśli
wszystko pójdzie dobrze).

„Jak się uspokoiłem, próbowałem ją zawrócić”, powiedział

mu  Leonard,  wykręcając  palce.  „Byłem  przerażony.  Chcę,
żeby  wiedziała,  że  nie  musi  wychodzić  za  Morrisa,  że  damy
sobie radę, ale nie odbiera telefonu”.

Matt  spojrzał  na  swój  aparat,  ale  jedyną  wiadomością  na

ekranie  była  wiadomość  od  Leonarda,  który  prosił
o informacje. Matt ściągnął brwi. Nie miał nowych informacji.
Telefon Emily był wyłączony, podobnie telefon Morrisa. Nie
miał  pojęcia,  gdzie  zacząć  poszukiwania  w  przepełnionym
turystami  Vegas.  Kaplica  ślubna  to  dobry  pomysł,  tyle  że
w tym mieście jest ich z pięćdziesiąt.

Jeśli  znajdzie  Emily  już  po  ślubie,  zatrudni  prawników,

którzy doprowadzą do anulowania małżeństwa albo szybkiego

background image

rozwodu.  Bo  jedno  było  pewne:  Emily  nie  pozostanie  żoną
Morrisa.

Może nie uratuje reputacji Arnott’s, za to z całą pewnością

uratuje  Emily.  Jeśli  mimo  intensywnej  kampanii  PR
i  indywidualnych  rozmów  z  klientami  Arnottowie  stracą
firmę,  był  dość  zamożny,  by  utrzymać  Davy’ego  w  Brook
Village i wspierać Leonarda.

Nie dbał o pieniądze. Liczyła się tylko Emily.

Nie  wiedział,  czy  go  kocha,  prosiła  tylko  o  pomoc,  lecz

szczerze  mówiąc,  to  było  bez  znaczenia.  On  ją  kochał.  Jej
szczęście i bezpieczeństwo były jego priorytetem. Serce Matta
należało do Em, czy tego chciała czy nie.

Ale żeby coś zrobić, musi ją znaleźć. Jak to zrobić?

Poczuł wibracje telefonu i przyłożył go do ucha.

- Vi, masz coś?

-  Przejrzałam  raporty  jego  wydatków  z  czasu,  kiedy

pracował w MJR, i znalazłam trzy płatności za ten sam hotel
w Vegas. I rachunki z baru z tego hotelu.

Cóż, to już coś na początek. Matt liczył na to, że Nico miał

pewne przyzwyczajenia i wracał do hotelu, który znał.

- Wysłałam ci adres – dodała Vi, a Matt usłyszał dźwięk

przychodzącej wiadomości.

-  Są  jakieś  kaplice  ślubne  obok  tego  hotelu?  –  spytał,

otwierając  wiadomość.  Włączył  głośne  mówienie,  szybko
wpisał adres i wyświetlił plan miasta. Starał się zorientować,
gdzie jest. Dzięki Bogu, był niedaleko.

Usłyszał, że Vi coś pisze, i wstrzymał oddech.

background image

- Tak, jest jedna za rogiem od wejścia do hotelu.

- Dzięki, Vi – uśmiechnął się. – Jesteś aniołem.

- Ja na pewno nie, za to Emily owszem.

Ruszył  na  północ.  Uznał,  że  w  zakorkowanym  mieście

szybciej dotrze piechotą niż taksówką.

- Ona nie znosi, jak się ją tak nazywa i właściwie to wcale

do  niej  nie  pasuje.  Jest  uparta,  zadziorna  i  trochę  zbyt
niezależna.

- Ale i tak ją kochasz.

- Tak, i zawsze będę ją kochał.

-  W  takim  razie  sugeruję,  żebyś  pobiegł,  a  nie  szedł

spacerkiem, Velez.

Naprawdę dobry pomysł. Matt wcisnął telefon do kieszeni

spodni  i  ruszył  biegiem.  Nie  chciał  myśleć  o  tym,  co  zrobi,
jeśli nie znajdzie Emily w kaplicy ani w hotelu.

W  idiotycznej  białej  sukni,  którą  Nico  kazał  jej  kupić

w  hotelowym  butiku,  usiadła  na  ławce  zaskakująco  ładnej
kaplicy i wlepiła wzrok w swoje drżące ręce. Zapach płynący
od  bukietów  sztucznych  kwiatów  przyprawiał  ją  o  mdłości.
Miała wrażenie, że głowa jej pęknie.

Patrzyła na swoje ręce, żałując, że zamiast bukietu białych

róż nie trzyma w nich telefonu. Ten dupek Nico skonfiskował
go. Poza tym do kogo miałaby zadzwonić? Wątpiła, by Matt
odsłuchał  jej  wiadomość.  Zakładała,  że  rzadko  sprawdza
telefon w pracy.

Do  ojca?  Cóż,  dał  jej  do  zrozumienia,  że  firma  i  jego

zdrowie psychiczne są ważniejsze niż jej szczęście.

background image

Rozwiązała wstążkę, którą związany był bukiet. Bukiet był

ładny, ale reprezentował stres i cierpienie. Pogłaskała miękki
płatek  środkowej  róży,  po  czym  metodycznie  pozbawiła  ją
wszystkiego,  czemu  zawdzięczała  swą  urodę.  Z  każdym
spadającym płatkiem czuła, jakby traciła część siebie, a kiedy
róża  została  ogołocona,  obiecała  sobie,  że  nigdy  więcej  nie
włoży nic białego.

W  końcu,  upuściwszy  bukiet  na  podłogę,  objęła  się

ramionami  i  kołysała  lekko.  Była  wyczerpana.  Po  raz
pierwszy, odkąd miała czternaście lat, była gotowa robić co jej
każą.

Łza  spadła  na  czubek  jej  buta.  Nie  próbowała

powstrzymać płaczu, miała do niego prawo.

Nawet  się  nie  odwróciła,  słysząc,  że  drzwi  kaplicy  się

otwierają. Pomyślała, że powinna stąd wyjść. Jakaś szczęśliwa
para  nie  zechce,  by  świadkiem  ich  ceremonii  była  zapłakana
kobieta ze zniszczonym bukietem i ponurą wizją małżeństwa.

Naprawdę  chciała  wyjść,  ale  nogi  miała  ciężkie.

Przyszłość ją przerażała.

Zacisnęła  powieki,  myśląc,  że  posiedzi  tu  jeszcze  kilka

minut, godzin, a może do końca życia.

-  Okej,  więc  jesteś  mężatką.  Nie  panikuj,  jakoś  to

załatwimy.

Podniosła  powieki  i  ujrzała  Matta.  Jego  oliwkowa  cera

wydawała  się  blada  w  przygaszonym  świetle.  W  jego
ciemnych oczach widziała niepokój i troskę.

Ujął jej drżące dłonie i uniósł je do warg.

background image

- Możesz prosić o anulowanie małżeństwa, złożyć pozew

rozwodowy. Rozmawiałem już z moimi prawnikami, czekają
tylko na telefon.

Emily patrzyła na niego, niezdolna zebrać myśli.

- Matt? Jak mnie znalazłeś?

- Później ci to wyjaśnię. Gdzie ten palant?

- No… – Zamrugała.

- Skup się. Gdzie jest Morris? – Lekko nią potrząsnął.

-  Na  górze,  w  pokoju.  –  Dotknęła  jego  policzka,

sprawdzała,  czy  nie  jest  wybrykiem  jej  wyobraźni.  –
Naprawdę tu jesteś…

- Jestem. – Pocałował jej dłoń. – Wiem, miałaś koszmarny

dzień,  ale  musimy  wymyślić,  jak  najszybciej  uwolnić  cię  od
tego małżeństwa.

Jego słowa nie miały sensu. Emily spojrzała na lewą rękę,

na której nie było już pierścionka.

- Nie wyszłam za niego, Matt.

- Co takiego?

Wzruszyła ramionami.

-  Nie  mogłam.  To  znaczy  chciałam,  dopóki  pastor  nie

zaczął  mówić,  że  mamy  się  kochać  i  dbać  o  siebie.  Nie
mogłam. Powiedziałam, że za niego nie wyjdę. Wpadł w szał,
zaczął krzyczeć. Pastor kazał mu wyjść. – Przygryzła wargę. –
Pewnie właśnie wysyła zdjęcia i swój komentarz do prasy.

- Jak dawno to było?

background image

Zdawało jej się, że minęły lata, ale nie mogło minąć więcej

niż kilka minut.

- Podaj mi numer pokoju – polecił Matt.

Gdy  spełniła  jego  prośbę,  poderwał  się  na  nogi.  Emily

chwyciła go za rękę.

-  Za  późno.  To  koniec.  Ale  to  nic.  Nawet  jeśli  Arnott’s

upadnie, coś wymyślę. Zawsze znajduję jakieś wyjście.

Matt pokręcił głową.

- W tym właśnie problem. Zawsze wszystko robisz sama.

Mówiłem,  że  będę  cię  wspierał.  Kiedy  zrozumiesz,  że  nie
jesteś sama?

- Naprawdę? – spytała z nadzieją.

Pocałował ją krótko.

- Tak. Wróć do hotelu i czekaj na mnie w lobby. Obiecuję,

że przyjdę po ciebie najszybciej jak się da.

- Ale… dokąd idziesz? – spytała.

- Idę stłuc Morrisa na kwaśne jabłko. Myślałem, że to się

rozumie samo przez się.

Odprowadzała go wzrokiem, usiłując pojąć, co się właśnie

stało. Chwilę później wstała i pospieszyła za Mattem. Nie po
to wycofała się ze ślubu z Morrisem, by oglądać ukochanego
na ławie oskarżonych.

Jeżeli Matt uderzy Nica, ona zrobi to samo, pójdzie razem

z  nim  do  więzienia.  Kochała  go,  więc  gdzie  on,  tam  i  ona.
Prawnicy,  o  których  wspomniał  Matt,  będą  pracowali  po
godzinach.

background image

Gdy Nico otworzył drzwi, Matt bez wahania złapał go za

koszulę i rzucił nim o ścianę. Patrzył, jak głowa Nica odbiła
się od oprawionej reprodukcji i uśmiechnął się z satysfakcją.
Zabolało.

Mimo  to  Nico  w  odwecie  się  zamachnął,  ale  Matt  zrobił

unik,  wbił  mu  pięść  w  mostek  i  zadał  drugi  cios.  Nico
krzyknął i zakrył twarz dłońmi. Matt wykorzystał ten moment
i  przycisnął  go  do  ściany,  przykładając  przedramię  do  jego
szyi.

Nico wybałuszył ze strachu oczy.

- Czego chcesz, Velez?

- Chcę dużo, Morris, ale przede wszystkim chcę zobaczyć

twój bezużyteczny tyłek za kratkami.

-  Nawet  o  tym  nie  myśl  –  odparł  Nico  z  taką  pewnością

siebie, na jaką było go teraz stać.

Matt Mocniej przycisnął rękę do jego gardła.

- Komisja Papierów Wartościowych może myśleć inaczej.

- Nie masz żadnego dowodu.

- Wyczyściłeś pulpit przed odejściem, ale Vi zrobiła kopię.

Mam  długą  listę  mejli  przedstawiających  twoje
zaangażowanie  w  nielegalny  obrót  papierami  wartościowymi
z wykorzystaniem poufnych informacji.

Twarz Nica pobladła. Próbował walczyć, ale w końcu się

poddał.

- Matt, proszę… nie posyłaj mnie do więzienia.

Matt cofnął się, zniesmaczony jego błaganiem.

background image

- Jeszcze nie wysłałem zdjęć, nikt ich nie widział oprócz

Emily i Leonarda – dodał zdesperowany Nico.

Matt  rozejrzał  się  po  pokoju.  Zobaczył  na  biurku  laptop.

Podszedł do komputera i zmarszczył czoło.

Kliknął na „wysłane” i przejrzał niedawno wysłane mejle.

Kiedy zdał sobie sprawę, że Morris nie kłamał, wziął głęboki
oddech.

Obejrzał się na Nica, który z trudem łapał oddech. Koszulę

miał  zakrwawioną,  nos  złamany.  Potem  wrócił  wzrokiem  do
ekranu,  odszukał  program,  wyjął  telefon  z  tylnej  kieszeni
spodni, po czym wybrał numer.

- Vi, podam ci numer zdalnego dostępu do jego laptopa. –

Wyrecytował  numer,  by  dać  jej  całkowity  dostęp  do
komputera  Nica.  –  Na  pewno  możesz  go  wyczyścić,  łącznie
z tym, co jest w chmurze?

Matt  zignorował  ciche  protesty  Nica,  słuchał  swojej

wyjątkowej asystentki.

- Matteo, zaufaj mi trochę.

Wyprostował  się  i  patrzył,  jak  strzałka  krąży  po  ekranie.

Po  chwili  ekran  zgasł,  a  przez  jego  szerokość  biegł  kod.
Czekając  na  rezultat  czarów  Vi,  otworzył  teczkę  Nica
i przejrzał jego papiery. Usunął wszystko, co dotyczyło Emily
i  Arnott’s,  w  tym  twarde  dyski  ze  zdjęciami  i  kopie
wiadomości dla prasy. Wziął też telefon Emily i schował go do
kieszeni spodni.

Potem spojrzał na Nica, który siedział przy ścianie.

-  Jeśli  nie  chcesz,  żebym  zadzwonił  do  Sokołowa

i  powiedział,  że  go  wykorzystujesz  do  szantażowania  Emily,

background image

sugeruję,  żebyś  podniósł  swój  żałosny  tyłek  i  wyniósł  się
z pokoju. Jeśli jeszcze raz zobaczę cię w Falling Brook albo
usłyszę twoje nazwisko, znajdę cię i skończę to, co zacząłem.
Zrozumiałeś?

Nico kiwnął głową i powoli się podniósł, zakrywając nos

ręką. Matt podszedł do niego i podał mu teczkę.

- Wynoś się stąd, ty gnido.

Gdy Nico dotarł do drzwi, Emily wpadła do pokoju, omal

się  z  nim  nie  zderzając.  Zatrzymała  się  w  pół  kroku
i skrzywiła. Matt spotkał się z nią wzrokiem i ściągnął brwi.

- Prosiłem cię, żebyś poczekała na dole.

Emily zmrużyła oczy.

- Nie słucham poleceń.

- Zauważyłem. Chodź tutaj, Em.

Nie chciał, by była blisko Nica, na samą myśl o tym miał

ochotę kogoś uderzyć, najchętniej Nica oczywiście.

Wpadła w jego ramiona i wtuliła się w niego.

-  Zamknij  drzwi,  Morris  –  polecił  Matt,  a  kiedy  zamek

kliknął, spojrzał na ekran laptopa i przypomniał sobie, że nie
zakończył  rozmowy  z  Vi.  Przyłożył  telefon  do  ucha.  –
Skończyłaś?

-  Jasne  –  odparła.  –  Wyczyściłam  wszystko  łącznie

z  chmurą.  Powiedz  mi,  proszę,  że  starczyło  ci  rozumu,  żeby
zabrać laptop, bo nic nigdy nie jest całkowicie wyczyszczone.

- Tak, oczywiście.

background image

- Dobry chłopiec – odparła, jakby nie był po trzydziestce,

a  ona  dla  niego  nie  pracowała.  –  A  teraz  uporządkuj  swoje
życie prywatne, Matteo.

- Tak, proszę pani. – Matt rozłączył się, a kiedy popatrzył

na ekran telefonu, zobaczył dziesiątki nieodebranych połączeń
od Leonarda.

Pokazał ekran Emily, która zmarszczyła czoło.

- On się zamartwia – stwierdził. – Nie chciał cię rzucić na

pożarcie wilkom, próbował się z tobą skontaktować.

- Nie mogę z nim teraz rozmawiać, potrzebuję czasu.

Matt skinął głową.

- Wyślę mu wiadomość, żeby go uspokoić.

Napisał  parę  słów,  po  czym  rzucił  telefon  na  kanapę.

Przytulił Emily, opierając brodę na jej głowie. Wdzięczny, że
trzyma ją w ramionach, bezpieczną i niezamężną. Teraz mogli
się odprężyć.

Ujął jej twarz w dłonie i przycisnął wargi do jej ust.

Tak wiele się działo tego dnia. Emily objęła Matta z całej

siły,  wyciągnęła  jego  koszulę  zza  paska  od  spodni  i  wsunęła
pod  nią  ręce.  Potem  ujęła  go  pod  brodę  i  przyciągnęła,
w nagrodę otrzymując długie namiętne pocałunki, których tak
potrzebowała.

Nic prócz bliskości z Mattem nie miał teraz sensu.

-  Kochaj  się  z  mną,  diabełku  –  szepnął.  –  Pozwól,  że

wezmę cię do łóżka nagą, żeby nic nas nie dzieliło.

Wiedziała,  o  czym  mówił.  To  miał  być  dla  nich  nowy

początek. Czysta karta. Nie była już narzeczoną Nica, więc nie

background image

musieli się ukrywać. Mogli być sobą i otwarcie robić to, na co
mieli ochotę.

Odsunęła się i wyciągnęła do niego rękę, a gdy ją chwycił,

pociągnęła  go  do  sypialni,  gdzie  stało  duże  łóżko.  Z  okna
roztaczał  się  widok  na  centrum  Las  Vegas,  ale  nie  była
zainteresowana  tym,  co  dzieje  się  na  zewnątrz,  całą  uwagę
skupiła na Matcie.

Odwróciła  się  do  niego  tyłem  i  przerzuciła  do  przodu

włosy.

- Rozepnij mi suknię.

Gdy  pociągnął  suwak,  głośno  westchnęła,  czując  jego

wargi  na  plecach.  Położył  dłonie  na  jej  ramionach  i  zsunął
suknię  na  podłogę.  Czubkiem  białego  buta  Emily  kopnęła  ją
do kąta.

Chciała  się  znów  odwrócić,  ale  Matt  trzymał  ją  mocno.

Wtulił twarz w jej szyję i głośno wciągał powietrze.

- Twój zapach doprowadza mnie do szaleństwa.

Uśmiechnęła się, jego zapach działał na nią tak samo.

- Powinienem był skorzystać z twojej propozycji sześć lat

temu, Em. Straciliśmy tyle czasu.

Ale  to  nie  był  czas  na  rozmowy.  Stanęła  do  niego

przodem,  kładąc  dłonie  na  jego  ramionach  i  patrząc  w  jego
zmęczone oczy.

- Później porozmawiamy. Kochaj się ze mną.

Opadł wargami na jej usta. Zaraz potem chwycił ją za uda,

zaś  Emily  objęła  nogami  jego  biodra.  Jej  szpilki  spadły  na
podłogę. Została w bieliźnie.

background image

- Masz na sobie za dużo ubrań, Matt.

-  Zabawne,  bo  to  samo  pomyślałem  o  tobie  –  odparł,

rozpinając  jej  stanik.  Emily  lekko  się  odchyliła  i  zobaczyła
podziw w oczach Matta. – Jesteś niewiarygodnie piękna.

Zaczerwieniła  się,  trochę  zażenowana  i  podniecona.  Matt

ujął  jej  pierś  i  kciukiem  wodził  wokół  sutka.  Zaufała  mu
w sprawie Morrisa. Z zaufaniem oddała mu swoje serce.

Pochylił głowę i wziął do ust sutek.

-  Mów  mi,  co  lubisz,  a  czego  nie  lubisz  –  poprosił,

przerywając pieszczotę.

- To bardzo lubię – odparła.

Uśmiechnął się i nagle wyglądał dziesięć lat młodziej niż

kilka chwil wcześniej w kaplicy.

- Dobrze wiedzieć.

Pozwolił  jej  ześliznąć  się  po  nim  i  stanąć  na  podłodze.

Jęknął,  gdy  ocierała  się  o  jego  członek.  Zaraz  potem  go
dotknęła,  jakby  sprawdzała  jego  wielkość.  Już  za  pierwszym
razem, przed laty, zauważyła,  jaki Matt jest męski. A jednak
cieszyła  się,  że  wtedy  nie  poznała  go  tak  intymnie  jak  teraz.
Nie była dość dojrzała.

Delikatnie  odsunęła  od  siebie  jego  ręce  i  rozpinała  mu

koszulę.

- Uwielbiam twoje ciało, Velez – powiedziała, patrząc na

jego umięśniony tors.

- Ja twoje bardziej – odparł schrypniętym głosem. – Mogę

cię już dotknąć?

Pokręciła głową z uśmiechem.

background image

- Jeszcze nie.

Rozpięła  mu  spodnie,  ściągnęła  je  i  popatrzyła  w  dół

z uznaniem. Pragnął jej. Nagle ogarnęło ją zniecierpliwienie.
Uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

- Mogę cię o coś prosić?

- Wszystko, o co zechcesz, wiesz o tym.

- Postaraj się wymazać moje złe wspomnienia i zastąpić je

czymś niezapomnianym.

- Kochanie, chyba wiesz, dla ciebie wszystko.

Zsunęła  figi,  wzięła  Matta  za  rękę  i  położyła  ją  tuż  nad

złączeniem  swoich  ud.  Natychmiast  instynktownie  odszukał
najwrażliwsze  miejsce,  lecz  gdy  znalazła  się  na  skraju
orgazmu,  cofnął  się  i  pociągnął  ją  na  łóżko.  Po  kilku
sekundach on także był nagi i unosił się nad nią, opierając się
na przedramionach. Emily objęła go nogami w pasie, a kiedy
ją wypełnił, westchnęła z rozkoszy.

Kołysali  się  razem,  aż  zadrżała  i  zaczęła  gwałtownie

spadać  w  nieznaną  przepaść.  Krzyknęła  ze  strachu
i podniecenia, i wtedy znów zaczęła się unosić. Wznosiła się
do słońca. Schrypnięty głos Matta ponaglał ją, by raz jeszcze
rzuciła się w dół. Zrobiła to.

Wracając  powoli  do  rzeczywistości,  odwróciła  głowę

i  uśmiechnęła  się  na  widok  plamy  słońca,  która  sięgnęła  ich
łóżka.  Wszystko,  w  tym  seks,  było  lepsze  w  jasnym  świetle
wolności.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Powoli  zmieniła  pozycję,  uniosła  powieki  i  zamrugała,

patrząc na zegar na nocnym stoliku. Zapadła noc.

Spała  trzy,  nie,  cztery  godziny.  Przetarła  oczy  i  usiadła,

a  gdy  na  skórze  poczuła  chłodne  powietrze,  uświadomiła
sobie, że jest naga.

Podciągnęła wyżej kołdrę i potarła palec w miejscu, gdzie

znajdował  się  wcześniej  pierścionek  od  Nica,  szczęśliwa,  że
pozbyła  się  ostentacyjnej  biżuterii  z  fałszywym  zapewne
kamieniem.

Uwolniła się też od Nica, nie groziła jej strata Arnott’s, jej

życie wróciło do normalności.

Ale  co  znaczy  normalność?  Jeśli  to  powrót  do  życia  bez

Matta, nie chciała takiej normalności.

Kochała  Matta…  nie  tylko  dlatego,  że  złamał  nos

Morrisowi.  Kochała  go,  bo  przybiegł  jej  z  pomocą,  gdy  go
poprosiła.  Stał  u  jej  boku,  wspierał  ją,  zaangażował  się  –
dosłownie i metaforycznie – w jej walkę.

Kochała  go,  bo  zasługiwał  na  miłość.  Był  zabawny,

troskliwy, zdeterminowany, lojalny i seksowny.

Teraz  wszedł  do  pokoju,  usiadł  na  łóżku  i  zaczesał  jej

włosy za ucho.

- Uśmiechasz się – rzekł, gładząc jej policzek.

background image

- Myślałam o tym, jak mi było z tobą dobrze. Wykończyłeś

mnie.

-  Miło  mi,  że  to  mówisz,  ale  myślę,  że  przez  ostatnie

tygodnie  nie  spałaś  ze  zdenerwowania,  a  teraz  w  końcu
mogłaś spokojnie zasnąć. – Położył rękę na jej kolanie. – Jak
się czujesz?

Zatraciła się w jego ciemnych oczach.

- Dobrze – odparła po chwili. – Dziękuję, że mi pomogłeś.

-  Kochanie,  kiedy  zrozumiesz,  że  nie  ma  czegoś  takiego,

czego  bym  dla  ciebie  nie  zrobił?  Dzwonisz,  wołasz,  jestem.
Tak  to  działa.  –  Spojrzał  na  swoje  obrzmiałe  knykcie
z  półuśmiechem.  –  Będę  walczył  z  każdym,  wydam  każde
pieniądze,  pokonam  każdą  odległość…  Możesz  mnie  prosić,
o co tylko chcesz.

Naprawdę? Wyglądało, jakby mówił szczerze, ale jeśli nie

zada tego jednego pytania, nie będzie tego wiedziała.

- Mogę cię jeszcze o coś prosić?

- Jasne.

Wzięła głęboki oddech dla kurażu.

-  Czy  jest  możliwe,  żebyś  stał  u  mojego  boku  do  końca

życia?  Żebyś  był  moim  oparciem,  jedyną  osobą,  na  której
mogę polegać i której ufam?

Matt  pogłaskał  ją  po  głowie.  Uśmiech  tańczył  po  jego

twarzy.

- Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi tak.

- Nawet się nie zastanowiłeś.

background image

Wzruszył ramionami.

-  Nie  musiałem.  Pragnąłem  cię  już  sześć  lat  temu,  ale

żadne z nas nie było na to gotowe, a kiedy ujrzałem cię po raz
drugi,  wiedziałem,  że  cię  pragnę.  Szybko  jednak  sobie
uświadomiłem,  że  to  nie  wszystko,  że  chcę  dzielić  z  tobą
życie. Chociaż z tym walczyłem, przyznaję. – Spojrzał na nią,
a ona po raz pierwszy zobaczyła, że stracił pewność siebie. –
Muszę ci coś powiedzieć, Em.

Pokręciła głową.

- Nie musisz. To nowy początek.

-  Nie,  kochanie,  muszę,  bo  jeśli  nie  rozliczymy  się

z przeszłością, nie zrobimy kroku naprzód.

Ujęła jego dłoń i ją uścisnęła.

-  Mówiłem  ci,  że  moi  rodzice  skupiali  uwagę  na  Juanie.

Nie wspomniałem, że mną wcale się nie interesowali.

Chciała  coś  powiedzieć,  ale  miała  świadomość,  że  litość

czy współczucie każą mu zamilknąć. A zatem go słuchała.

-  Starałem  się  robić  wszystko  to,  co  Juan.

W  przeciwieństwie  do  niego  nie  byłem  ideałem.
Konkurowałem z nim, a kiedy zrozumiałem, że nie dam rady,
zacząłem  się  buntować.  Moje  zamiłowanie  do  rywalizacji
wróciło  w  college’u,  tam  przekonałem  się,  że  czasem  mogę
wygrać. I tak uzależniłem się od rywalizacji.

- Okej…

Matt spojrzał na ich złączone palce.

- Kiedy konkurowałem z Juanem, to właściwie pragnąłem

zwrócić na siebie uwagę rodziców. Nie chciałem już zabawek,

background image

ciuchów czy roweru, tęskniłem za dobrym słowem, rozmową,
czułością.  Im  więcej  chciałem,  tym  mniej  uwagi  mi
poświęcali.  W  końcu  straciłem  nadzieję  i  stwierdziłem,  że
jeżeli  niczego  nie  będę  pragnął,  nie  przeżyję  kolejnego
rozczarowania.

Rodzice ich obojga namieszali im w życiu w różny, choć

tak samo destrukcyjny sposób. Cud, że mimo to dawali sobie
radę.

-  Sześć  lat  temu,  kiedy  cię  zobaczyłem,  od  razu  cię

rozpoznałem.

-  Przecież  nie  znaliśmy  się  wcześniej  –  zauważyła

zdziwiona.

- Nie o to chodzi, po prostu wiedziałem, że jesteś moja. Po

raz pierwszy od dawna pragnąłem czegoś, kogoś, tak bardzo,
że mnie to przeraziło i uciekłem.

Pocałowała jego nagie ramię.

-  Sześć  lat  później,  kiedy  cię  znów  zobaczyłem,  byłaś

zaręczona.  Co  gorsza,  zaręczona  z  człowiekiem,  z  którym
rywalizowałem. Wmawiałem sobie, że interesujesz mnie tylko
z  powodu  Morrisa.  Ale  chociaż  nie  byłem  gotowy  na
pragnienia  i  rozczarowania,  wiedziałem,  że  to,  co  czułem
sześć  lat  wcześniej,  było  prawdą.  Pragnę  cię  i  potrzebuję.
Jesteś  moim  największym  marzeniem,  Emily.  Zdobywanie
zawsze  było  dla  mnie  ważne.  Ale  jeśli  chodzi  o  ciebie,
zadowolę się tym, co mogę dostać. I tak, będę stał u twojego
boku.

Przygryzł  wargę.  Emily  była  poruszona  jego  wyznaniem.

W  jego  oczach  widziała  miłość,  którą  był  gotów  ofiarować

background image

właśnie jej.

- Myślisz, że mogłabyś mnie pokochać? – spytał.

Nie  mogła  dopuścić  do  tego,  by  ją  błagał.  Nie  każe  mu

czekać. To było zbyt ważne.

-  Kocham  cię,  Matt,  kocham  do  szaleństwa.  Jesteś…  -

Szukała słów, które pozwolą mu to pojąć.

- Czym jestem?

- Tym, na co czekałam, odkąd skończyłam czternaście lat.

Brakującym  fragmentem  mojego  serca.  Jesteś  silny,
odpowiedzialny, godny zaufania, seksowny.

Uniósł  kąciki  warg,  ale  patrzył  na  nią  z  powagą,  jakby

jeszcze na coś czekał.

- Wydaje mi się, że szłam sama długą drogą, a kiedy cię

znów  spotkałam,  poczułam,  jakbym  trafiła  do  domu.  Jesteś
moim domem, Matt. Jesteś moim życiem.

Szczęście  zastąpiło  obawę  w  jego  oczach.  Emily

wygładziła kołdrę.

- Przywykłam działać sama.

- Od dziś to się zmienia.

Uśmiechnęła się.

- Niewykluczone, że będę potrzebowała trochę czasu, żeby

się  do  tego  przyzwyczaić,  ale  zrobię  wszystko,  żeby  nam
wyszło.

-  Zrobię  wszystko,  żebyś  była  szczęśliwa.  Uda  nam  się,

obiecuję.

Splotła palce z jego palcami.

background image

- Niewiele wiem o związkach, ale chciałabym myśleć, że

jeśli w to wejdziemy…

- Tak, wejdziemy – stwierdził Matt.

-  Będziemy  sobie  równi  i  każde  z  nas  będzie  tak  samo

odpowiedzialne  za  nasze  szczęście.  Nie  zawsze  oboje
będziemy tak samo silni, ale będziemy się wspierać.

Ujrzała  cień  powątpiewania  na  twarzy  Matta  i  pokręciła

głową.

- To ja zawsze musiałam być silna, dla ojca, dla Davy’ego.

To  nie  znaczy,  że  teraz  będę  słaba.  Ty  też  długo  byłeś  sam.
Uda nam się pod warunkiem, że będziemy działać razem, jako
zespół. Zgadzasz się?

Matt wsunął palce we włosy.

-  Tak,  okej.  –  Pociągnął  za  kołdrę.  –  Możemy  teraz

przestać  rozmawiać,  żebym  mógł  ci  pokazać,  jak  bardzo  cię
kocham?

- Za chwilkę. – Wyjrzała przez okno.

Wolałaby  nie  poruszać  tematu  Nica,  ale  wiedziała,  że

muszą to zrobić.

- Myślisz, że on wróci do Falling Brook? – spytała.

- Byłby głupi, gdyby to zrobił – odparł Matt. – Wysłałem

dokumenty  do  Komisji  Papierów  Wartościowych  i  Giełd,
wykazując część jego nieuczciwych transakcji. Sądzę, że w tej
sprawie  będzie  śledztwo.  Nie  wiem,  czy  zostanie  oskarżony
i  postawiony  przed  sądem.  Ty  też  możesz  go  oskarżyć
o  szantaż.  Będzie  miał  co  robić  przez  najbliższy  okres.  –

background image

Urwał,  potem  dodał:  –  Zagroziłem  mu,  że  jeśli  wróci,
powyrywam mu…

- A zdjęcie mojego ojca i Sokołowa?

-  Mam  kopie  na  twardym  dysku  zabranym  z  jego  teczki.

Nie spodziewam się, żeby próbował znów was szantażować.

Emily przemyślała jego słowa i zgodziła się z nim.

- A skoro mowa o przyszłości, weźmiesz tę pracę w Black

Crescent?

Matt pokręcił głową.

-  Nie,  wykorzystałem  ich,  żeby  wywrzeć  nacisk  na  mój

zarząd,  ale  aplikowałem  tam  także  z  powodu  mojego
uzależnienia  od  rywalizacji.  Wiedząc,  że  mnie  kochasz,  nie
potrzebuję  niczego  więcej.  Poza  tym  Vi  nie  ma  ochoty
przenosić się z MJR do BC.

- A Vi nie należy martwić ani denerwować – zażartowała.

- Święta racja.

Pochylił głowę i musnął wargami jej policzek.

- Mogę zaproponować plan działania?

- Oczywiście – odparła z uśmiechem.

-  Proponuję,  żebyś  zrzuciła  kołdrę  i  kochała  się  ze  mną.

A  potem  może  gdzieś  wyskoczymy?  Znam  tu  małą
sympatyczną  knajpkę.  Może,  jak  wleję  w  ciebie  dość  wina,
przekonam cię, żebyś za mnie wyszła. Tu i teraz, w Vegas. Nie
mogę się doczekać, żebyś już była cała moja – dodał.

Serce  Emily  zabiło  mocniej,  a  potem  jeszcze  wykonało

radosnego fikołka.

background image

Udała, że się zastanawia.

-  Mam  inny  pomysł…  może  najpierw  będziemy  się

kochać,  potem  coś  zjemy,  a  potem  tu  wrócimy  i  będziemy
udawali,  że  jesteśmy  w  podróży  poślubnej?  Za  jakieś  dwa
miesiące możemy wziąć ślub w obecności Davy’ego, mojego
taty i z naszymi przyjaciółmi jako świadkami. – Zmarszczyła
nos. – Ale…

Matt uniósł brwi.

- Ale?

-  Wciąż  oczekuję  powalających  oświadczyn.  –  Spojrzała

wrogo  na  koronkową  suknię  w  kącie.  –  I  stanowczo
odmawiam włożenia białej sukni.

Matt ściągnął z niej kołdrę i wziął ją w ramiona.

-  Nie  mogę  się  nie  zgodzić.  No  i  nie  muszę  cię

szantażować, żebyś za mnie wyszła.

Emily zarzuciła mu ręce na szyję.

- A czym byś mnie szantażował, Velez?

- Odmówiłbym ci seksu.

- Skuteczne, muszę przyznać. – Zaśmiała się.

Matt pocałował ją namiętnie i spojrzał jej w oczy.

- Wiem, diabełku, więc milcz i kochaj się ze mną. Kochaj

mnie.

Takie polecenie spełniła z przyjemnością.

Napełnił  kawą  dwa  kubki  i  wyjrzał  przez  okna  kuchni

Emily  na  las  za  domem  ojca.  Od  trzech  tygodni  sypiali  to

background image

w jej, to w jego domu, od czasu do czasu Emily zostawała na
noc w jego apartamencie na Manhattanie.

Oboje  byli  zmęczeni  tym  ciągłym  przemieszczaniem  się

z miejsca na miejsce.

Matt  poczuł,  że  kot  otarł  się  o  jego  nogi.  Pochylił  się

i wziął go na ręce.

- Ważysz chyba tonę, stary. Trzeba pomyśleć o diecie.

W odpowiedzi na tę sugestię kot wbił pazury w jego ramię.

Matt  podrapał  go  za  uszami,  patrząc  na  stojące  wszędzie
pudła.

Firma  od  przeprowadzek  miała  je  później  przewieźć  na

starą farmę, którą kupili na obrzeżach miasta.

Nowy  dom  będzie  nowym  początkiem.  Nie  mógł  się  już

doczekać. A co najlepsze, Emily wreszcie wybrała datę ślubu,
za trzy miesiące.

Chciał jak najszybciej założyć rodzinę, więc prosił Em, by

zrezygnowała  z  pigułki.  Jeżeli  szczęście  im  dopisze,  ich
pierworodny przyjdzie na świat przed pierwszą rocznicą ślubu.
Może bardziej konserwatywnym mieszkańcom Falling Brook
się  to  nie  spodoba,  ale  się  tym  nie  przejmował.  Nie  bez
powodu był buntownikiem…

Poza tym właśnie zarobił dla nich więcej pieniędzy, więc

wszystkie grzechy zostaną mu wybaczone.

Gdyby ci sami konserwatywni mieszkańcy miasta widzieli,

jak  Em  szalała  minionej  nocy  aż  do  świtu,  wiedzieliby,  jaki
diabeł tkwi w ich aniele.

- Gdzie moja kawa?

background image

Postawił kota na podłodze i uśmiechnął się. Emily nie była

rannym  ptaszkiem,  a  jedynym  lekiem  na  jej  poranną
zrzędliwość była mocna kawa albo odurzający pocałunek.

Był szczęściarzem.

Emily  miała  piękne  ciało  i  piękną  duszę,  kochała  go

i wciąż mu to powtarzała. A seks… był coraz lepszy.

Zerknął  na  zegarek  i  stwierdził,  że  mają  czas  na  szybki

numerek  pod  prysznicem  przed  przyjazdem  firmy  od
przeprowadzek.

Wziął  kawę  dla  Emily  i  już  miał  się  odwrócić,  kiedy

dźwięk  tabletu  poinformował  go,  że  dostał  wiadomość.
Dotknął ekranu i wlepił w niego wzrok.

„Vernon  Lowell  żyje!  Zbiegły  właściciel  Black  Crescent

odnaleziony na odległej karaibskiej wyspie”.

To ci dopiero nowina!

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA

KARTA TYTUŁOWA

KARTA REDAKCYJNA

PROLOG

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY


Document Outline