background image

Polityka - nr 14 (2599) z dnia 07-04-2007; s. 4 Raport 

Święta w starych dekoracjach

Dymy   kadzideł,   procesje,   strojne   szaty   kapłanów,   światła   na   grobach,   kult   świętych 
wizerunków, medaliki traktowane jak talizmany, błagalne i dziękczynne wota – to relikty 
prastarych kultów, które wchłonęło chrześcijaństwo. W polskim katolicyzmie przetrwało ich 
szczególnie dużo. Stanowią niemal o narodowej tożsamości. Tworzą barwną tradycję, ale 
czynią też Polskę czymś w rodzaju religijnego skansenu, w którym parlamentarzyści modlą 
się o deszcz albo chcą intronizować Chrystusa na króla Polski. 

Joanna Podgórska

Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija  – stwierdził prof. 
Norman   Davis   w wywiadzie   dla   „Pomocnika   historycznego”   (dodatek   do   POLITYKI 
29/06),   wymieniając   obok   zaduszek   i dożynek   m.in.   święcenie   samochodów.   Widziana 
oczami zewnętrznego obserwatora polska religijność jawi się jako szczególnie uzależniona 
od rekwizytów, widzialnych znaków: popiołu, palemek, różańców, medalików, obrazków. 
U nas do dziś figury płaczą krwawymi łzami, a plama na szybie może stać się cudownym 
wizerunkiem Matki Boskiej i gromadzić tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była 
Biblia   pauperum.   Okruchy   magicznego   szkieletu,   na   którym   wspierała   się 
przedchrześcijańska wizja świata, utkwiły w nas niezwykle mocno. 
Przymiotnik  „pogański”  ma  w języku konotację negatywną,  a dług,  jaki  chrześcijaństwo 
zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie przemilczany. – Z historycznego 
punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, 
odwołujących się do sacrum zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański 
kontekst obrzędowy. Z punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem 
i innymi   ludźmi   sens   owych   form   nie   jest   już   pogański,   bo   odwołują   się   one   do  
chrześcijańskiej   hierarchii   mitycznej   i kościelnej  –  
mówi   prof.   Anna   Zadrożyńska 
z Instytutu Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. –  Wynika z tego jednak 
teza   niezgodna   z panującym   przeświadczeniem:   to   chrześcijaństwo   ukorzeniło   się 
w kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie chrześcijaństwa.
 
Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu wyznaczała 
wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe przesilenie, umierali 
i zmartwychwstawali   z wiosenną   równonocą.   Gdy   w dawnym   kalendarzu   istniał   obrzęd 
związany z kultem słońca, w obrzędowości chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień 
świętego patrona. Matki Boskiej Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy 
zapala się ognie, aby przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie 
przesilenie, zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek. Kościelna nazwa 
tych   ostatnich   to   Zesłanie   Ducha   Świętego,   ale   ludowa   pobożność   wpisała   je   w rytm 
przyrody,   sięgając   do   archetypowych   praktyk   magicznych,   które   miały   oczyścić   ziemię 
z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy przyozdabiano zielenią tataraku, 
procesje z chorągwiami obchodziły zasiane pola, a bydło okadzano dymem z poświęconych 
ziół. 
Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi Pańskiej), 
ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia w rękach księdza 

1

background image

heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia uroczysta procesja zatrzymuje się 
przy   czterech   ołtarzach,   gdzie   odczytywane   są   fragmenty   czterech   ewangelii   związane 
z Eucharystią.   W obrządku   ludowym   ewangelie   nie   były   jedynie   nauką,   ale   świętym 
przedmiotem materialnym, który w postaci zakopanych na rogach pól zwitków miał chronić 
plony od gradobicia. Do tego doszły poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do 
domów, by odstraszały pioruny i choroby. 
W świętach,   obrzędach   i zwyczajach   przechowało   się   mnóstwo   elementów   dawnych 
obrzędów   ofiarnych,   magii   płodności,   rytów   oczyszczających,   magii   dobrego   początku, 
trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i kapliczki wznoszone na 
granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego lęku przed obcym światem, 
święte   znaki,   które   mają   chronić   obszar   wewnętrzny   przed   otaczającym   chaosem, 
demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi się je w uroczystej procesji, bo są 
one punktem mediacji z zaświatami, uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. 
Święcenie nowo wybudowanych gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. 
Poświęcone obrazki, medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów. 

Myślenie religijne i magiczne 

  Myślenie religijne wymaga założenia, że gdy chcemy coś w świecie zmienić, niezbędna 

jest   Boska   interwencja.   Podmiotem   jest   Bóg,   człowiek   może   tylko   prosić.   W myśleniu 
magicznym   człowiek   swoimi   działaniami   i praktykami   prowokuje,   skłania,   zmusza   do 
zmiany   zaświatowe   moce.   Do   części   magicznej,   pogańskiej,   w której   zawiera   się   wiara 
w sprawczą moc słów, dodano obudowę chrześcijańską. W obrzędowości te dwa porządki 
są tak przemieszane, że trudno je interpretować – 
twierdzi prof. Piotr Kowalski, etnolog. – 
Choćby kwestia wody. Wiadomo, jakie procedury kościelne nadają sakrę wodzie święconej.  
Ale czym jest woda z uzdrawiających źródełek? Żywą wodą z bajki? Bez trudu da się to 
wytłumaczyć   w kategoriach   magicznych.   A takie   źródełka,   gdzie   pobiera   się   wodę   do 
buteleczek w kształcie Matki Boskiej, są i w Licheniu, i przy pomnikach Jana Pawła II.
 
W przedchrześcijańskim   świecie   działanie   sił   magicznych   było   równie   oczywiste   jak 
działanie sił natury. Próbowano je zaklinać lub przebłagać. Ten stały dialog z zaświatami 
był codziennością. Kościół odrzuca magię ze względów zasadniczych, ale musi się liczyć 
z jej występowaniem. Zwłaszcza z tymi przejawami myślenia magicznego, które sytuują się 
blisko wiary i praktyk religijnych, jak kult świętych czy kult obrazów – pisze Zdzisław 
Mach   we   wstępie   do   pracy   Dominiki   Jaźwieckiej-Bujalskiej   „Między   magią   a religią”, 
w której   bada   ona   zabobony   i przesądy   wśród   duchowieństwa   katolickiego.   Choć 
ankietowani przez nią księża deklarują niewiarę w przesądy, przyznają, że zdarza im się 
tłumaczyć niepowodzenia czarnym kotem, trzynastym, albo przejść na drugą stronę drogi na 
widok zakonnicy. Mówiąc o medalikach, w pierwszym rzędzie przywołują naukę Kościoła, 
według której są one tylko symbolami wspomagającymi pamięć o pierwowzorze, ale dalej 
okazuje się, że to jednak rodzaj talizmanu. Jak mówi jeden z księży, skoro sprawdziło się, że 
ten konkretny medalik przynosi szczęście, to już nie jest magia, ale racjonalne myślenie. Co 
więcej,   dla   niektórych   medaliki   są   sygnałem   rozpoznawczym,   pozwalającym   rozpoznać 
swoich, czymś w rodzaju totemu. 
Religijność   chrześcijańską   utworzyły   dwa   nurty:   ten   zgodny   z oficjalnym   obrządkiem 
Kościoła i ten wcześniejszy, rodem z ludowej tradycji rolniczej. Stopiły się, tworząc całość. 
Skala powodzenia nowej religii zależy od tego, jak wiele elementów poprzednich kultów 

2

background image

potrafi   wchłonąć.  Tak  jest   zawsze.   Na   fundamentach  starych  świątyń   buduje   się   nowe, 
wymienia   bogów   na   ołtarzach.   Tak   było   też   w przypadku   chrześcijaństwa.   Gdy   papież 
Grzegorz   Wielki   wysyłał   misjonarzy   do   pogańskich   Anglosasów,   nakazał   nie   burzyć 
świątyń, gdzie zbiera się lud, ale dbać, by miejsce bałwanów zajęły ołtarze prawdziwego 
Boga, a pogańskie uczty odbywały się od tego czasu w imię świętych, gdyż – jak twierdził – 
tępym umysłom nie sposób odjąć wszystkiego naraz. Wszystko, co nie stało w jaskrawej 
sprzeczności z nową wiarą, mogło zostać zaadaptowane. 
Przez   wieki   pod   wpływem   rozwoju   nauki   i przemian   cywilizacyjnych   relikty   dawnych 
kultów   zanikały.   Resztki   magicznej   koncepcji   rzeczywistości   zachowały   się   głównie 
w postaci przesądów, zwyczajów, gestów, które postrzegamy jako irracjonalne, ale które 
wciąż bezwiednie powtarzamy. W kulturze anglosaskiej jest to na przykład całowanie się 
pod   jemiołą   czy   wróżenie   z pierwszego   gościa,   który   odwiedza   dom   podczas   Bożego 
Narodzenia. Polska religijność jest nadal nimi przesycona i stanowią coś więcej niż element 
dekoracyjny. Dlaczego? Pierwszy trop, jaki się nasuwa, to fakt, że nadal jesteśmy w dużej 
mierze społeczeństwem rolniczym, a co za tym idzie, nurtem dominującym jest katolicyzm 
ludowy.   Jego   wnikliwe   studium,   do   którego   badacze   odwołują   się   po   dziś   dzień, 
przeprowadził w latach 30. XX w. Stefan Czarnowski, teoretyk kultury i religioznawca.

 

Religijność ludu polskiego 

Pierwszą z cech religijności ludu polskiego, jaką wymienia, jest nacjonalizm wyznaniowy
Katolicyzm na wsi był czymś w rodzaju religii plemiennej, przede wszystkim sprawą życia 
zbiorowego, a dopiero wtórnie indywidualnego; najdonioślejszą cechą etniczną. U podstaw 
tego nacjonalizmu leży lokalność religii. Żeby nabożeństwo było pełne, musi odbyć się 
w społeczności   sąsiedzkiej.   Mieszkańcy   okolicy   mają   swojego   świętego,   swój   cudowny 
obraz, swoją figurę, swoje procesje. Bywa, że lokalne społeczności rywalizują ze sobą, gdy 
chodzi o rangę swych świętych obrazów. Ważą skuteczność interwencji, powołują się na 
cuda, spierają o nie. 
Zespolenie   z narodem   dokonuje   się   w zbiorowym   uniesieniu   podczas   pielgrzymki   do 
Częstochowy. „Włościanin wie, że jego wyznanie jest powszechne, ogólnoludzkie, bo go 
tego   ksiądz   nauczył;   ale   jako   Polak   jest   on   czcicielem   szczególnym   Matki   Boskiej  
Częstochowskiej, największej ze wszystkich, najbardziej cudownej, najpotężniejszej. A że to 
Matka   Boska   bliska,   interesująca   się   jego   sprawami,   własna   –   ma   się   on   za   lepszego 
katolika od tych wszystkich innych, którzy do Boga nie umieją modlić się jak należy, po 
polsku, i którzy czczą obce Matki Boskie
” – pisał Czarnowski. 
Kolejną   cechą   polskiej   religijności   ludowej,   jaką   wymienia,   jest   właśnie  maryjność
W czasach,   gdy   pisał   swoje   studium,   także   w innych   krajach   katolickich   Matka   Boska 
bywała najgorliwiej czczoną świętą. Była to jednak nieco inna Matka Boska. Na południu 
Europy   Maria   była   następczynią   potężnych   pogańskich   bogiń   matczynych   –   możną, 
feudalną panią, władczynią otoczoną dworem, sprawującą rządy. W Polsce nabrała rysów 
spełniających   polskie   wyobrażenie   o opiekunce   i orędowniczce.   „Jest   przede   wszystkim 
piękną i dobrą, łaskawą panienką, wstawiającą się za swoimi czcicielami u Syna, podobnie 
jak – według pragnień chłopa polskiego z okresu pańszczyźnianego – winna się za nim 
wstawiać dobra panienka ze dworu”. 
Podobnie   lud   postrzegał   Jezusa   –  jako   dobrego   gospodarza,   który   chodzi   po   ziemi,   by 
osobiście sprawdzić, czy jego poddanym nie dzieje się krzywda i cudownie interweniując. 

3

background image

Jezus i Maria to przede wszystkim rozdawcy łask ziemskich na miarę wioskowych potrzeb. 
Religijne ekstazy były rzadkością i raczej patrzono na nie podejrzliwe. Gdy objawiały się 
święte   postaci,   to   niemal   cieleśnie,   ubrane   tak   jak   na   figurze   i wydawały   praktyczne 
polecenia:   daj   jałmużnę,   idź   na   pielgrzymkę,   a do   zbiorowości   zwracały   się   głównie 
w kwestii wybudowania kościoła w konkretnym miejscu. 
Wiąże się z tym kolejna cecha religijności opisana przez Czarnowskiego: sensualizm i kult 
obrazów
.   Wizerunki,   którym   na   polskiej   wsi   oddawano   cześć,   były   symbolami   jak 
najbardziej   dosłownymi.   Postać   Matki   Boskiej   w Polsce   tak   bardzo   zespala   się   z jej 
malowanym wizerunkiem, że normalnym sposobem jej objawiania się jest objawienie się 
obrazu. Jego moc udziela się kopiom i odbitkom, które usamodzielniają się jako przedmioty 
kultu,   żyją   własnym   życiem:   ozdabiane   drogocennymi   sukienkami   stają   się   celem 
pielgrzymek, płaczą krwawymi łzami, zapowiadając klęski. Podobnie postrzega Czarnowski 
gorliwość,   z jaką   lud   pielgrzymuje   do   kalwarii;   aby   tajemnica   była   zrozumiała,   musi 
przybrać postać zmysłowej, dotykalnej rzeczywistości. 
Wreszcie   cecha   ostatnia   to  rytualistyczny   stosunek   do   religii.  Akty   religijne,   obrzędy, 
gesty,   formuły   zajmują   w niej   miejsce   najistotniejsze,   bo   jest   to   religijność   uboga 
z doktrynalnego   punktu   widzenia.   Jak   opisuje   badacz:   włościanin   zna   parę   pieśni 
kościelnych, czasem czytuje żywoty świętych, ale Pisma Świętego prawie nigdy, nieznane 
mu   są   nie   tylko   zagadnienia   dogmatyczne,   ale   nawet   proste   prawdy   wiary.   Wyznania 
rozróżnia wedle cech zewnętrznych. Kalwin to taki, co je mięso w Wielki Piątek, luter nie 
zachowuje postów i nie czci Matki Boskiej, prawosławny to członek wyznania, którego 
żonaci   kapłani   noszą   długie   włosy,   a w świątyniach   nie   ma   organów.   Tak   głęboko 
zakorzeniony   rytualizm   sprawia,   że   niechęć   i opór   wobec   najdrobniejszych   zmian 
w praktykach   jest   ogromny.   „Włościanin   przestałby   się   czuć   określonym   członkiem 
określonej zbiorowości, gdyby nie spełniał skrupulatnie tych czynności religijnych, które 
w tejże zbiorowości są tradycyjne” – podsumowuje Czarnowski. 

Kościół oblężony 

Jerzy   Pilch   wspomina,   że   w czasach   jego   dzieciństwa,   gdy   z sąsiedniej   katolickiej   wsi 
wychodziła procesja, jego luterska babka zasłaniała okna, żeby nie patrzeć na zgorszenie. – 
Katolicyzm   widziany   jej   oczyma   to   było   pogaństwo   w stanie   czystym   –  opowiada.   – 
Klękanie, medaliki, obrazy, zastępy świętych, palenie świateł na grobach, wszystko to było  
dla nas egzotyczne.
 
Zwłaszcza gdy chodzi o zaduszki, różnice między protestantyzmem a katolicyzmem są 
szczególnie znaczące. W protestantyzmie los zmarłego rozstrzyga się w chwili śmierci, 
będzie rozliczany tylko ze swoich czynów. W katolicyzmie można trochę pomediować, 
zamówić mszę za duszę, pomodlić się za zmarłych, ulżyć ich losowi. 
–  Spod katolickiego obrządku zapalania świateł na grobach, na pamiątkę duszy, przebija 
dawny sens – 
tłumaczy prof. Piotr Kowalski. –  W pogańskim świecie dusza zmarłego bez 
względu na zasługi trafiała do okropnego miejsca, ciemnego i zimnego. Trzeba się było 
o nią   troszczyć,   zapalić   światełko,   by   mogła   przebrnąć   przez   mrok   i odebrać   ofiarę 
z pożywienia.   To   z kolei   gwarantowało,   że   zmarli   będą   dbać   o żywych   i nie   zwrócą   się 
przeciw nim.
 
Nikły wpływ reformacji, która oczyściła konfesję ze wszystkiego, czego nie ma w Piśmie, 

4

background image

to kolejny z czynników kształtujących polską religijność. Na to nałożyła się bardzo silna 
kontrreformacja, która zwalczała heretycką plagę poprzez bardzo energiczne wzmacnianie 
obrzędowości i celebry. 
–  W tym czasie kształtowała się katolicka ortodoksja, która miała jak najściślej związać  
życie wiernych z Kościołem. Zmieniono rytuał mszy, wprowadzono nowe sakramenty. Do 
soboru   trydenckiego   nie   było   obowiązku   zawierania   ślubu   kościelnego   wobec   kapłana,  
zwłaszcza   gdy   chodziło   o warstwy   niższe.   Wystarczyły   pokładziny   –  
mówi   prof.  Anna 
Zadrożyńska. Jej zdaniem niezwykle istotnym czynnikiem kształtującym polską religijność 
była także kultura szlachecka. Zawdzięczamy jej nie tylko fakt, że polska Matka Boska 
przypomina Marynię Połaniecką, ale także bardzo silną, administracyjną funkcję parafii, 
która   stanowiła   pas   transmisyjny   między   dworem   a ciemnym,   niepiśmiennym 
pańszczyźnianym chłopem. 
– Przy czym polska kultura szlachecka była głęboko aintelektualna, przepojona ostentacją,  
teatralizacją, działaniem na pokaz. Kwestię religii traktowała niezwykle emocjonalnie, przy  
całkowitym braku refleksji na temat prawd wiary – 
dodaje prof. Kowalski. 
Także Norman Davis skłonny jest szukać przyczyn kształtu polskiej religijności w naszej 
historii, głównie w fakcie, że polski Kościół był przez wieki Kościołem oblężonym. „Mity 
o jednolicie katolickim charakterze Polski mogli uknuć jedynie apologeci Kościoła, którego  
supremacja była stale zagrożona
” – pisze w „Bożym igrzysku”. W Europie Zachodniej do 
końca   Średniowiecza   Kościół   funkcjonował   na   prawach   monopolu.   W Polsce   nie. 
Pogaństwo   kwitło   jeszcze   długo   po   chrzcie   Polski,   a na   Litwie   do   XIV w.   było   religią 
państwową.   Potem   kraj   był   otoczony   i zagrożony   przez   sąsiadów   innowierców.   Kult 
maryjny był najbardziej oczywistą formą manifestacji polskości w obliczu wyzwań, jakimi 
były protestantyzm czy judaizm. Brak poparcia papiestwa dla polskich powstań wywołał 
urazę. „W rezultacie prości ludzie w Polsce z silnym przekonaniem skłaniali się ku myśli, 
że Ojciec Święty ich opuścił i wobec tego wierzyli, że praktykowany przez nich katolicyzm 
jest bardziej katolicki niż sam papież” – pisze Davis.

 

Sytuację zmienił oczywiście pontyfikat Jana Pawła II, związał nasz katolicyzm mocniej 
z Watykanem, ale też wzmocnił jego polskość i naszość. Żeby utrzymać tę więź, nawet 
niemiecki papież musi mówić po polsku, utwierdzając część wiernych w przekonaniu, że 
jest to w sferze sacrum język urzędowy. 

Na progu kościoła wyboru 

Ponad 70 lat temu, gdy Czarnowski pisał swoje studium, katolicyzm ludowy nie był niczym 
specyficznie polskim. Jak sam przyznaje, na wsiach francuskich i bawarskich bez trudu 
znaleźć   by   można   odpowiedniki   święcenia   ziół   lub   procesji   obchodzących   pola.   Dziś 
pewnie   byłoby   to   trudniejsze.   Pytanie   –   jak   bardzo   zmieniła   się   religijność   polska   od 
tamtych czasów? Ostatnio powstały dwie prace, które wychodząc od zjawiska objawień 
i cudów   starają   się   analizować   ten   problem:   „Na   straży   prawdziwej   wiary”   Ariela 
Zielińskiego i „Cuda, wizjonerzy i pielgrzymi” Huberta Czachowskiego. 
Współcześni badacze odróżniają religię wyboru od religii ludu, przemieszanej z folklorem 
i magią.   Według   Zielińskiego   przed   1989 r.   o religii   czy   też   kościele   wyboru   nie   było 
w Polsce   mowy.   Wewnątrzkościelny   pluralizm   istniał,   ale   był   niewidoczny,   bo   Kościół 
rzymskokatolicki   w Polsce,   jako   opozycja,   musiał   sprawiać   wrażenie   monolitu.   Pełniąc 

5

background image

funkcję integracyjną jako swoista masowa organizacja narodowa musiał kierować się na 
przeciętnego   Polaka   -   katolika,   a nie   indywidualne   potrzeby   wiernych.   Musiał   być 
ekspansywny w dążeniu do ukazania swej obecności i pozycji poprzez rozwój masowych 
rytuałów.   W zderzeniu   z władzą   miał   większe   szanse   jako   instytucja   urzędowo   - 
hierarchiczna   niż   wspólnota.   Po   1989 r.   w atmosferze   pluralizmu   pojawiły   się   zjawiska 
kierujące religijność w stronę kościoła wyboru, jednak nie stała się ona dominująca. Jak 
twierdzi   Zieliński,   zdecydowana   większość   społeczeństwa   mieści   się   w nurcie   kościoła 
ludu,   a polski   katolicyzm   ludowy   od   czasów   Czarnowskiego   nie   uległ   szczególnym 
przemianom. 
Według prof. Anny Zadrożyńskiej nie bez znaczenia był tu program tradycyjnej ludowej 
pobożności realizowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, oznaczający zamknięcie 
drogi mistycznej refleksji, poznawania zasad wiary, czytania Biblii, który w gruncie rzeczy 
był programem analfabetyzacji wiary. 
Stereotyp Polaka - katolika wydaje się wiecznie żywy. Nacjonalizm może nawet się pogłębił 
przez   to,   że   świętych   rolniczych   zastąpili   święci   polscy   (beatyfikowani   i jeszcze 
niebeatyfikowani). Faustyna Kowalska, kardynał Wyszyński, ksiądz Jerzy Popiełuszko, Jan 
Paweł II stali się ikonami i bywa, że objawiają się wiernym wspólnie z Matką Boską. (Po 
odwołanym   ingresie   abp.   Wielgusa   wierni   wznosili   okrzyki:   Nie   niszczcie   polskiego 
Kościoła i polskiej religii). 
Maryjność polskiego katolicyzmu nie ulega kwestii. Co do sensualizmu i kultu obrazów – 
Czarnowski badał swoich włościan trochę jak owady pod mikroskopem, a kult obrazów 
postrzegał   jako   rodzaj   pogańskiego   bałwochwalstwa.   Współcześni   badacze   starają   się 
o nieco więcej empatii i nie są tak kategoryczni, twierdząc, że można go przypisać zarówno 
postawie   magicznej,   jak   i religijnej.   Ludwik   Stomma   w   „Antropologii   wsi   polskiej” 
przyznaje, że przewaga zmysłów nad duchem jest u polskiego chłopa tak wielka, iż nie 
potrafi on wyobrazić sobie dziejów ewangelicznych na tle pustyni czy gajów oliwnych, ale 
ten   naiwny   sensualizm   legł   u podstaw   specyficznego   dla   naszych   ziem   typu   niezwykle 
głębokiej i autentycznej wrażliwości religijnej. 
Z prowadzonych   obecnie   badań   wynika,   że   sacrum   nadal   musi   mieć   widzialną, 
rozpoznawalną formę. Jak pisze Hubert Czachowski, w religijności XIX w. modlitwa bez 
obrazu była niewyobrażalna. Dziś niewiele się zmieniło, nie wystarczy idea, obraz nadal 
potrzebny jest do oddawania czci. Doszły jeszcze cudowne fotografie, na których objawia 
się Matka Boska, papież lub Duch Święty, najczęściej w postaci białej smugi. 
Rytualizm, przywiązanie do obrzędowości i niechęć do najmniejszych zmian (komunia na 
rękę, zniesienie postów) nadal wiążą się z nieznajomością Pisma i doktryny oraz brakiem 
potrzeby   poznawania.   Z badań   prowadzonych   w kolejnych   dziesięcioleciach   wyłania   się 
dość dziwaczny obraz Trójcy Świętej, czasem pozbawionej Boga Ojca, za to nader często 
obdarzonej Matką Boską. Hubert Czachowski, który badał ostatnio religijność uczestników 
tzw. ruchu mirakularnego (czyli skupionego wokół miejsc cudów i objawień), tak opisuje 
świętą hierarchię: Duch Święty jest niemal nieobecny; Bóg Ojciec – nieco abstrakcyjny 
i enigmatyczny – przedstawiany jest jako srogi, karzący grzeszników sędzia; Jezus to postać 
podająca   sposoby   ominięcia   kary;   Matka   Boska   otwarcie   przeciwstawia   się   wyrokom 
Bożym, a błogosławiona Faustyna Kowalska przekazuje ludziom te sakralne, toczące się 
w transcendencji spory. 

6

background image

Miejsca cudowne 

Ruch mirakularny  to samo serce   ludowego  katolicyzmu.  Jak  pisze  Hubert  Czachowski: 
w miejscach   cudownych   krzyżuje   się   oficjalna   teologia,   religijność   ludowa,   teologia  
różnych   sekt,   magia.   Ta   świadomość   religijna   przesycona   cudem   wykazuje   wiele   cech  
typowych dla myślenia magicznego
”. 
Trudno   dokładnie   oszacować   skalę   tego   zjawiska.   Wydaje   się,   że   funkcjonuje   ono   na 
marginesie, media przedstawiają je czasem jako dziwne i ciekawe. Jednak z prac obu wyżej 
wspomnianych   autorów   wynika,   że   jest   to   zjawisko   masowe.   W okresie   powojennym 
naliczono   50   miejscowości   będących   areną   cudów   i objawień   (nie   licząc   objawień   na 
szybach),   a ich   częstotliwość   nasiliła   się   w ciągu   ostatnich   20   lat;   prawdopodobnie   ze 
względu na łatwiejszy przepływ informacji. Oławę, miejsce najsłynniejszego objawienia, 
gdzie   Kazimierzowi   Domańskiemu  wielokrotnie   ukazywała   się   Matka   Boska,   w okresie 
największej   świetności   (do   śmierci   Domańskiego   w 2002 r.)   odwiedzało   do   200 tys. 
pielgrzymów rocznie; to skala porównywalna z sanktuarium w Świętej Lipce. 
W takich miejscach tysiące wiernych obserwują zjawisko wirującego słońca, słyszą chóry 
anielskie,   oglądają   odciski   stóp   Matki   Boskiej,   dochodzi   do   setek   uzdrowień,   a święte 
źródełka   są   normą.   Woda,   którą   pielgrzymi   zabierają   do   butelek,   jest   –   jak   pisze 
Czachowski – dosłownym dotknięciem sacrum, z którym nie może konkurować ani msza, 
ani modlitwa, ani nawet widok wierzby, na której ukazała się Matka Boska. Chociaż listki 
z drzewa   i kora   też   zbierane   są   jako   talizmany.   Wszystkie   cechy   religijności   ludowej, 
opisane   grubo   ponad   pół   wieku   temu   przez   Czarnowskiego,   zastygły   tu   jak   owad 
w bursztynie. Lokalność: Matka Boska objawiając się jednemu wizjonerowi potwierdza lub 
dyskwalifikuje objawienia innych, wydając negatywne orzeczenia; na przykład: „przekaż, 
że Matka Boska w butach nie chodzi, a takie orędzie krąży i są na nim narysowane buty 
Matki Boskiej. To jest oszczerstwo
”. Matka Boska z Chotyńca kwestionuje opinie oławskiej 
i na   odwrót.  Nacjonalizm:  Matka   Boska   nazywana   królową   świata   i Polski   mówi 
o Polakach jako narodzie wybranym. „Ja Matka Boża kocham naród polski, wywyższę go  
spośród innych krajów
” – głosi Matka Boska z Oławy, zapowiadając jednocześnie rewizję 
granic z Ukrainą.  Niechęć do zmian:  porządek liturgiczny jest ustalony raz na zawsze; 
Pan Jezus nie pragnie mody z Zachodu”, a kapłanów którzy jej ulegają, podając komunię 
stojącym, spotka kara: „ich dwa palce będą się palić w ogniu”. 
Takie objawienia są problemem dla Kościoła. Na niektóre nieformalne sanktuaria biskupi 
nałożyli   interdykt,   zabraniający   ich   odwiedzania.   Tylko   że   to   nikomu   w niczym   nie 
przeszkadza. Jak pisze Zieliński, ci sami pielgrzymi żywo uczestniczą w oficjalnym nurcie 
katolicyzmu,   odwiedzają   parafialny   kościół,   chodzą   na   pielgrzymki   do   Częstochowy. 
Organizowane przez księży pielgrzymki parafialne odwiedzają Oławę po drodze; nie ma jej 
w programie,   ale   od   początku   jest   dla   wszystkich   jasne,   że   tu   przyjadą.   „Ruch 
pielgrzymkowy skoncentrowany wokół zjawisk cudownych, nie uznawanych przez Kościół,  
nie   występował   dotąd   w Polsce   w takim   nasileniu,   jak   ma   to   miejsce   obecnie
”   – 
podsumowuje Zieliński. Zauważa także, że w ten nurt wpisuje się pięciomilionowy ruch 
skupiony wokół Radia Maryja. To ta sama mentalność, która pragnie czarno – białej wizji 
świata,   przekonania   o własnym   wybraństwie,   silnego,   plemiennego   niemal   poczucia 
wspólnoty   i autorytarnego   przywództwa   jako   odpowiedzi   na   niejednoznaczności 
nowoczesnego świata.

 

7

background image

Święta rytuałów 

Święta potrzebują rytuałów, a czas potrzebuje świąt. Bez nich nie bylibyśmy w stanie znieść 
jego   monotonii.   Polska   obrzędowość   wyrasta   z ludowego   katolicyzmu.   Jemu 
i pieczołowicie   pielęgnowanej   tradycji,   która   kruszy   się   dziś   pod   naporem   komercji, 
zawdzięczamy wielkanocne święconki i palemki, wigilijne wieczerze szczególnie nasycone 
elementami magicznymi, rozświetlone cmentarze w listopadzie, urok przydrożnych krzyży. 
Z drugiej strony rodzi on sakrokicz, religijne gadżety i makatki z papieżem. 
Ale   ludowy   katolicyzm   w Polsce   nie   ogranicza   się   do   sfery   estetyki.   Jak   pisze   Piotr 
Kowalski w eseju „Potoczna religijność, kicz i sakrobiznes”, cechuje go łatwość łączenia 
emocjonalnie   nacechowanego   doświadczenia   religijnego,   manifestowania   religijnej 
uczuciowości   z równie   emocjonalnie   nacechowanym   patriotyzmem.   Kicz   religijny 
wykazuje zdumiewająco wielką łatwość łączenia się ze stereotypem prawdziwego Polaka. 
Agresja miesza się tu z ckliwością, patriotyzm przepoczwarza w ksenofobię. 
Magiczna   wizja   świata   wyrastała   z lęku   przed   światem   nieoswojonym,   ciemnością, 
żywiołami, zaświatowymi mocami. Współczesny nurt ludowego katolicyzmu także napędza 
poczucie   zagrożenia,   bezradności,   kompleksów   wobec   pluralistycznego   świata,   którym 
rządzi informacja i gry wolnego rynku, świata wielości idei, nurtów, postaw – niepojęte 
moce, przed którymi trzeba się chronić. Im bardziej świat otwarty, tym większa potrzeba 
identyfikacji  z tym,   co  znane,   kurczowego   przylgnięcia   do   prostej   wizji  rzeczywistości. 
Przez wieki przydrożne kapliczki wyznaczały bezpieczną przestrzeń wsi, poza którą było 
nieznane.   Dziś   wieszane   we   wszystkich   możliwych   instytucjach   krzyże   niosą   podobny 
komunikat: to nasz teren, obcym mocom wstęp wzbroniony. 

Joanna Podgórska 

fotografie prac i reprodukcje:

 

Stanisław Ciok, Tadeusz Późniak 

O Raporcie „Święta w starych dekoracjach” rozmawiamy w środę 4 kwietnia o godz. 15.00. Blog 
FM w radiu TOK FM, zaprasza Jakub Janiszewski. 

www.tok.fm

 

Prawa autorskie © S.P. Polityka. Artykuł pochodzi z archiwum internetowego www.polityka.pl 

S.P. Polityka 2005-2007, wszystkie prawa zastrzeżone

Źródło: 

http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3354541

dostęp: 19.04.2008, 16:02.57

8


Document Outline