background image

 

Nie umiem tańczyć

«I can't dance»

by Joanna Warsza

Source:
Didaskalia (Didaskalia), issue: 69 / 2005, pages: 90­91, on 

www.ceeol.com

.

background image

dział

90

z Jérôme Belem rozmawia Joanna Warsza

jedyna możliwość – choreografia przez zadawanie pytań. Dziś wielu 
tancerzy naśladuje estetykę zaproponowaną przez Bela i kilku innych, 
niestety, nie kwestionując jej. 

Myślenie ma uniemożliwiać tańczenie? 
Szkoda, ale trochę tak jest. Choć w moich spektaklach pojawia się 

taniec. Nie jest go dużo, ma charakter minimalny, ale jednak istnieje 
i ma większe znaczenie niż wiele rozbudowanych układów choreogra-
ficznych. Zaczynałem rzeczywiście od eliminacji ciała w nom donné par 
l’auteur 
(imię nadane przez autora). Żałowałem, że nie było mnie wte-
dy stać na zatrudnienie robotów. Dziś wiem, że ciało na scenie mówi 
i znaczy. W The show must go on jest aż kilkanaście znaczących ciał. 
Nie wierzę w dychotomię ciało-umysł. Jednak dla wielu twórców ona 
istnieje i na niej budują sens tańca, niestety. Dla mnie myślenie raczej 
równa się tańczeniu, w oparciu o gesty kulturowe czy społeczne. Ostat-
ni spektakl (wykład) 
ma formę improwizowanego referatu. Dzięki temu 
po  raz  pierwszy  mam  wrażenie,  że  nikomu  nie  może  umknąć,  o  co 
mi naprawdę chodzi w sztuce. Siedzę i mówię do publiczności. To nie 
jest ani teatr, ani forma przedstawiania, ani iluzja. Niczego nie przed-
stawiam i nie chcę przedstawiać! Siedzę sobie i opowiadam o moim 
światopoglądzie i moich poszukiwaniach w tańcu. Koniec z przeżyciem 
wewnętrznym, koniec z natchnieniem, koniec z przeżywaniem! I bar-
dzo się cieszę, kiedy czuję na sobie nienawistne spojrzenia. Ponieważ 
wypowiedziałem wojnę. Mam otwartych wrogów i mam zamiar wal-
czyć dla idei. Jestem dziś stuprocentowo przekonany o słuszności mo-
ich poglądów na sztukę i chcę przekonać do nich widzów. Niektórzy 
z nich są zszokowani – co zresztą rozumiem, bo to, o czym mówię, go-
dzi w ich przyzwyczajenia. Mimo wszystko staram się im wytłumaczyć 
mój punkt widzenia. Forma wykładu sprawia, że i ja jestem postrzega-
ny bardziej jako pedagog, jako ktoś, kogo można zrozumieć. 

Kiedyś sam tańczyłeś…
No właśnie – i byłem głupi jak but. Jako choreograf jestem aktyw-

ny od dziesięciu lat, wcześniej przez osiem lat tańczyłem, ale nie ma to 
dziś dla mnie znaczenia. Tańczyłem, ale nie myślałem. Nie byłem ar-
tystą. Dopiero po lekturze Foucaulta, Deleuze’a czy Bourdieu zdałem 
sobie sprawę, co i dlaczego mnie konstruuje. Że jestem ofiarą euro-
pocentrycznych ideologii. W Ostatnim spektaklu (wykładzie) posługuję 
się tylko i wyłącznie słowami, ponieważ uważam język za najbardziej 
wyrafinowany  sposób  komunikacji  międzyludzkiej.  Dzięki  słowom 
mogę wyrazić się najbardziej precyzyjnie i jasno. Moje dwa najnowsze 
spektakle polegają już tylko na mówieniu, choć od samego początku 

Niektórzy mówią, że uprawiasz nicnierobienie na scenie? Jak 

to się właściwie robi? 

Tak dużo i intensywnie myślałem, że po prostu nie udawało mi się 

stworzyć tańca! To bardzo trudne! Zacząłem od maksymalnej redukcji 
kodów choreograficznych i teatralnych. Powoli eliminowałem kolejne 
elementy, aż doszedłem do formy praktycznie zerowej, szkieletu. Oka-
zało się, że praca nad kodami i kontekstem choreografii była bardzo 
bogatym doświadczeniem. Zarówno w tańcu, jak i w teatrze funkcjo-
nuje mnóstwo takich kodów. Każde miejsce na mapie, a także każda 
epoka ma swój kod. Zamiast im się podporządkować, postanowiłem 
je podważyć. Pytałem, skąd bierze się kod i dlaczego ludzie mimowol-
nie go stosują? Intrygowało mnie, czemu właściwie ludzie przychodzą 
do teatru. Postanowiłem to zbadać, zanim zacząłem zabierać głos na 
ten  temat.  Na  czym  polega  cały  ten  mechanizm,  że  jedni  oglądają 
drugich? O co tu chodzi?

Byłeś  przecież  asystentem  jednego  z  bardziej  spektakular-

nych  choreografów  francuskich.  Pracowałeś  z  Philippem  Deco-
uflé nad oprawą otwarcia igrzysk olimpijskich w Albertville. 

W pewnym momencie robienie spektaklu dla spektaklu okazało 

się  dla  mnie  puste.  Zacząłem  zadawać  sobie  pytania:  Czemu  służy 
przedstawianie? Czym jest taniec? Czym teatr? Dlaczego czasem coś 
jest  tańcem,  a  coś  teatrem?  Jakie  procesy  produkcji  rządzą  sztuką? 
Bardzo mi pomogła metodologia strukturalizmu. Czytałem wtedy Ro-
landa Barthes’a i chciałem przenieść jego założenie – że to czytający 
stwarza tekst – na obszar choreografii. 

Szczególnie podczas pracy nad Ostatnim spektaklem, i o tym dziś 

mówię  w  wykładzie.  Pierwotnym  terenem  moich  poszukiwań  była 
scena, potem także inne obszary: publiczność, scenografia. Zabrzmi 
to nieskromnie, ale chyba rzeczywiście to ja rozpocząłem pewną dość 
oczywistą tendencję konceptualizowania współczesnego tańca. Może 
w sumie zrobiłem coś złego [śmiech]. Miałem tylko jeden prosty po-
mysł – kwestionować taniec, a nie niszczyć go. Przecież Ostatni spektakl 
miał być ostatecznie pokazem tańca! No i nie udało mi się. Do dziś 
moje  spektakle  są  taneczną  klapą  –  nieudanymi  spektaklami  tańca. 
Nie miałem zamiaru tańca unikać. Nie udało mi się go stworzyć, więc 
zdałem sobie sprawę, że jakoś inaczej muszę się za to zabrać. I dzięki 
temu dziś wykładam na ten temat i jestem zapraszany, na przykład 
do Warszawy. Ludzie bardzo pozytywnie zareagowali na mój pomysł, 
byli pod silnym wpływem takiego myślenia, aż stało się ono estetyką 
i to problematyczną, bo wielu tancerzy najzwyczajniej nie wie, dlacze-
go właśnie w ten sposób zajmuje się choreografią. Dla mnie to była 

nie umiem tańczyć

Jérôme Bel Nom donné par l’auteur; fot. archiwum festiwalu

background image

91

z Jérôme Belem rozmawia Joanna Warsza

zajmuje mnie język jako taki, rozpychanie szczeliny pomiędzy ciałem 
a językiem. Choć przyznaję, że nie ma nic bardziej fascynującego niż 
dobry hip-hop! [śmiech]. Podoba mi się też, że wykład jest tłumaczony 
symultaniczne.  Sam  przecież  opowiadam  o  przesunięciach  i  powtó-
rzeniach, a to wszystko jest jeszcze ujęte w nawias tłumaczenia. Lubię 
taką sytuację, choć często też wykładam po angielsku. 

Nie  wydaje  Ci  się,  że  zbyt  ufasz  językowi?  Przecież  słowa 

mogą być opacznie zrozumiane. Można je także wypowiedzieć 
na różne sposoby, a do tego każdy może nałożyć inny filtr inter-
pretacji. 

Jestem całkowicie pewien, że najbardziej wyrafinowanym sposo-

bem porozumiewania się między ludźmi jest język. Dla mnie jako tan-
cerza było to szokujące i nieco bolesne odkrycie. Poprzez język można 
wyrazić  nieskończenie  więcej  niż  poprzez  taniec.  Przynajmniej  dziś, 
może za kilka  lat,  kto  wie… Ze  spektaklu na spektakl coraz częściej 
uciekam się do języka, coraz więcej mówię. Interesuje mnie budowa-
nie znaczenia, a nie jakieś bliżej niesprecyzowane emocje. 

Sprzeciwiasz się utartym konwencjom, mechanizmom, które 

rządzą iluzją teatralną. Czy zależy Ci na tym, żeby te mechani-
zmy raz na zawsze usunąć, czy żeby uświadomić ich istnienie?

Zdecydowanie uświadomić. Nigdy nie uciekam się do iluzji. Chcę 

raczej udowodnić, że nie istnieje żadne sacrum, odzieram teatr z jego 
tajemniczości.  Po  spektaklu  Jérôme  Bel  podchodzili  do  mnie  ludzie 
i mówili, że ciało jest święte i nienaruszalne i nie wolno go w ten spo-
sób pokazywać. Otóż myślę dokładnie odwrotnie. Uważam, że ciało 
nie ma nic wspólnego z sacrum. Wydaję walkę tego typu poglądom. 
Ciało to pewien znak zanurzony w świecie kultury. Można się nim ba-
wić. Uważam, że wiara w niezależność emocji, esencjonalne przeko-
nania o istocie i innych bzdurach są naiwnością. Wolę zaryzykować, 
zrobić  albo  powiedzieć  coś  głupiego,  byle  tylko  skłonić  do  refleksji. 
Chcę  pokazać,  że  pracuję  i  myślę,  mogę  dochodzić  do  niesłusznych 
wniosków, ale jestem w procesie myślenia. Teatr, o zgrozo, fundowany 
jest wciąż na iluzji. Iluzji, z którą walczę i jeszcze dużo pracy przede 
mną. 

Ale przecież wykład to też sposób przedstawiania.
Zgoda. Specyfiką wykładu jest jednak odarcie z iluzjonizmu. Jest 

wykładowca, światła są skierowane jednocześnie na mnie i na pub-
liczność. W wersji pokazywanej w Warszawie nie rozmawiam z pub-
licznością, ale ostatnio w Bangkoku wprowadziłem dialog. Oczywiście 
każda forma ma swoje ograniczenia.

Wykładając, nie podważam systemu, tylko jego wewnętrzne pra-

wa, ponieważ jestem przekonany, że wielu twórców wychodzi z nie-
słusznych, a nawet niebezpiecznych założeń!

Jakich założeń i czemu niebezpiecznych? 
Założeń, które mają się nijak do rzeczywistości. Dzięki filozofii wie-

my, że nie istnieje coś takiego, jak czyste natchnienie, jak ruch zbudo-
wany na emocjach. To fałsz. Poruszamy się w świecie znaków, którymi 
operujemy. Jesteśmy aktantami społecznymi w strukturze społecznej, 
a nie twórcami z kosmosu.

Czy sądzisz, że teatr czy taniec są bardziej uwięzione w iluzji 

niż literatura czy sztuka?

Nie wiem, ale generalnie tancerze mniej myślą oraz są najmniej 

świadomi politycznie, społecznie, kulturowo. Zdecydowanie mniej niż 
artyści sztuk plastycznych.

Co sądzisz o tym, że Twoja sztuka staje się towarem na sprze-

daż?

Nie czuję się skrępowany sławą. Nie przeszkadza mi ona, bo je-

stem artystycznie niezależny. Sam podejmuję decyzje, sam dokonuję 
wyborów i samodzielnie myślę. Irytuje mnie nie tyle tradycyjna forma 
i klasyczne pochodzenie tańca czy teatru, ile ich fałszywa treść. Nie 
przeszkadza  mi  też,  że  jestem  w  tę  klasyczność  wpisywany.  W  tym 
sensie  opowiadam  się  za  wyzwolonym  teatrem  mieszczańskim.  Me-
chanizmy same w sobie nie są niczym złym, pod warunkiem, że zdaje-
my sobie sprawę z ich działań. Każdy gest, każda decyzja związane są 
z jakąś ideologią, wyborem. Sam zaczynam rozumieć, jakim mecha-
nizmom się poddawałem i poddaję jako choreograf. Próbuję spojrzeć 
wstecz na swoją twórczość, prześledzić mniej lub bardziej świadome 
decyzje i ich pochodzenie, dlatego dziś daję wykłady na temat mojej 
twórczości. 

Festiwal  Tańca  Współczesnego  „ciało_umysł”  miał  zaprosić 

do  Warszawy  twój  spektakl  The show must go on.  Okazało  się 
to niemożliwe z powodów ekonomicznych. I jak w takiej sytua-
cji pokazywać ważne spektakle tańca i wyrabiać w publiczności 
praktykę oglądania tańca współczesnego? 

A  przecież  przyjechał  do  Warszawy  olbrzymi  spektakl  Sashy 

Waltz.

Dzięki pomocy Goethe Institut. 
To normalne. Niemcy są dużo bardziej zainteresowani kulturalną 

dominacją w Europie Środkowej i Wschodniej niż Francja. Rzeczywi-
ście, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Francji nie chciało zapłacić za 
bilety lotnicze mojego zespołu. 

Nurtuje mnie też cena niektórych moich spektakli. Nie wiem, co 

z tym zrobić. Jestem w pewnego rodzaju impasie.

Problematyczny komfort gościa największych festiwali tań-

ca? 

Muszę uważać na to międzynarodowe uznanie. Pozwala mi ono 

na dokonywanie wyborów, ale muszę przyznać, że nie czuję się z tym 
dobrze, wręcz przeciwnie. Wypowiedziałem wojnę tym, którzy chcą 
mi przyczepić etykietkę „uznanego artysty”. Kiedyś spokojnie pokazy-
wałem moje spektakle jako propozycje alternatywne. A teraz ruszam 
do ataku! Myślę, że jest wiele osób, które jeszcze nie zrozumiały, o co 
mi  chodzi.  Dlatego  muszę  być  bardziej  wyraźny  i  dobitny.  Dlatego 
wykładam. Ostrzę miecz i szlifuję zbroję. Prowokuję. Udzielam wywia-
dów. Nie zależy mi na sławie, ale na rozbiciu stereotypów obrastają-
cych spektakle. Poddaję analizie środowisko, w którym się obracam, 
i przenoszę moje wnioski w świat spektaklu. 

Jednocześnie zajmuje się kwestią globalizacji. Zastanawiam się, na 

czym polega praktyka tańca kabuki czy tańca hinduskiego i jak ja je 
odczytuję jako Europejczyk? Dzięki badaniu teatru nieeuropejskiego 
zaczynam  lepiej  rozumieć  twórczość  europejską.  Coś  mi  się  podoba 
w idei kulturowej globalizacji. Jeżeli będzie wspólna kultura, to jed-
nocześnie  pojawią  się  wspólne  punkty  odniesienia.  Nie  sądzę,  żeby 
wszystko  podległo  westernizacji.  W  Singapurze  spotkałem  artystów 
o wiele bardziej zaawansowanych w refleksji nad tańcem współczes-
nym niż artyści europejscy. Pseudodominacja Zachodu już się wyczer-
pała. Nie będzie już Zachodu i Wschodu! Dynamiczne i progresywne 
są dziś Szanghaj, Hongkong, Singapur – to tam się mówi coś ciekawego 
o dzisiejszej rzeczywistości!

taniec