background image

Nornert Wójtowicz

MAKSYMILIAN KOLBE I ZORGANIZOWANE ZŁO

Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli (pow. Sieradz, woj. Łódzkie) na terenie zaboru rosyjskiego. 

4  września  1910  roku,  a  więc  w  wieku  niespełna  17  lat  wstępuje  do  Zakonu  Braci  Mniejszych  Konwentualnych  i  rozpoczyna 
nowicjat  we  Lwowie  pod  imieniem  Maksymilian.  Widząc  u  niego  zamiłowanie  do  nauki  i  znaczne  w  niej  postępy  przełożeni 
skierowali  go  do  Rzymu  gdzie  10  listopada  1912  roku  rozpoczyna  studia  filozoficzne  na  Pontifica  Universitas  Gregoriana.  Po 
uzyskaniu 22 października 1915 roku doktoratu z filozofii rozpoczyna studiowanie teologii na Pontifica Fakultas Theologicus S. 
Bonaventurae. Studia te wieńczy doktoratem 22 lipca 1919 roku po czym wraca do kraju.

Tych kilka lat pobytu we Włoszech sprawiło, że Maksymilian lepiej zrozumiał ducha Kościoła. Obok związanych z pobytem w 

Wiecznym  Mieście  rozmaitych  zachwytów  szybko  dostrzega  również  wiele  negatywnych  aspektów  toczącego  się  tam  życia. 
Mocno  przeżywa  każde  spotkanie  ze  złem  toteż  z  rozżaleniem  wspomina  w  swoich  „Dziennikach”:  „Usłyszałem  okropne 
bluźnierstwo  przeciwko  N
[ajświętszej]  M[aryi]  Pannie” (29  I  1918),  „Znów  bluźnierstwo  'della  fantasia'”  (15  II  1918)  czy  też 
„Bluźnierstwo  za  oknem  - co  za  kraj  bluźnierców” (16  II  1918).  Bardzo  go  to  razi,  lecz  potrafi  w  tym  wszystkim  oddzielić 
zauważone tam zło od żyjących tam ludzi. Obok bieli i czerni widzi całą gamę szarości i dostrzega tam intensywną walkę dobra 
ze złem.

W  roku  1917  masoneria  na  całym  świecie  obchodziła  okrągły  jubileusz  dwustulecia  istnienia  organizacji.  Wydarzenie  to 

świętowali również wolnomularze w Rzymie, gdzie godność wielkiego mistrza sprawował w tym czasie dawny burmistrz miasta 
Ernesto  Nathan,  o  którym  Benedetto  Croce  wspominał,  iż  „był  to  człowiek  godny  najwyższego  szacunki  (uomo  degnissimo)”
Obchody te połączono z uroczystościami rocznicowymi ku czci Giordano Bruna. Wtedy to miało miejsce wydarzenie, które bez 
wątpienia znacząco zaważyło na całym dalszym życiu młodego studenta teologii z Polski.

Masoneria włoska w połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku połączyła się w będący związkiem wszystkich lóż Wielki Wschód 

Włoch. Zawsze wykazywała ona ogromną dążność do zjednoczenia licznych państewek włoskich w jedną całość. „Wielki Wschód 
występował  jako  spadkobierca  i  kontynuator  i  idei  Garibaldiego  i  Mazziniego;  jego  przywódcy  jak  Adrian  Lemni,  Ernesto 
Nathan, Lodovico Frapolli, Giorgio Tamaio, Timateo Riboli chlubili się tym  że są 'naśladowcami,  uczniami i następcami' tych 
dwu  postaci,  zaś  w  jego  szeregach  znaleźli  się  ich  dawni  towarzysze  walk,  jak  Antonio  Saffi  czy  Luigi  Castelazzo” 
- pisał 
Ludwik Hass. 

Jedną z istotnych przeszkód stojących na drodze scalenia półwyspu w jeden twór państwowy stanowiło znajdujące się w jego 

centrum  autonomiczne  Państwo  Kościelne.  Trudno  więc  dziwić  się  rozmaitym  akcjom  polegającym  chociażby  na  rozrzucaniu 
ulotek  nawołujących  do  wkroczenia  policji  na  teren  Watykanu.  Ludwik  Hass  w  odniesieniu  do  cech  ówczesnej  masonerii 
włoskiej  użył  nawet  określenia  „bojowy  antyklerykalizm”. Wydaje  się  to  całkiem  słuszne  jeżeli  weźmiemy  pod  uwagę,  iż  w 
ogłoszonej w 1906 roku wykładni pierwszego artykułu Konstytucji Wielkiego Wschodu wolnomularstwo określone zostało m.in. 
jako  ponadpartyjna  instytucja  polityczna,  otwarta  dla  wszystkich  zwolenników  postępu,  zwalczająca  klerykalizm  i  wszelką 
przemoc.

W  naturze  człowiek  zawsze  leżało  to,  iż  z  upodobaniem  stosował  rozmaite  uproszczenia  i  skróty  myślowe.  Możliwe,  że 

właśnie w związku z tym znaleźli się tacy, którym zdawało się, że można postawić znak równości pomiędzy zarządzanym przez 
papieża  Państwem  Kościelnym  a  kierowanym  przez  niego  Kościołem  czy  religią  katolicką.  Przy  takim  podejściu  do  sprawy 
jedyna  drogą  do  zjednoczenia  Włoch  musiała  prowadzić  poprzez  walkę  i  w  konsekwencji  tego  całkowite  zniszczenie 
katolicyzmu. 

W  październiku  1917  roku  na  ulicach  Wiecznego  Miasta  zorganizowano  regularną  demonstrację  pod  znakiem  Szatana.  Jej 

uczestnicy  niejako  w  reakcji  na  katolicyzm  głosili  otwarcie,  że  ukoronowaniem  ich  działań  ma  być  panowanie  diabła,  a 
zwłaszcza jego panowanie na Watykanie. W trakcie jej trwania rozwinięto czarny sztandar giordano-brunistów przedstawiający 

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/m_kolbe_i_zlo.html

background image

postać  Archanioła Michała,  uchwyconą szponami  Lucypera i powaloną na ziemię.  Na  jednym z  transparentów  widniał napis 

postulujący w formie imperatywu: „Szatan musi zapanować w Watykanie a papież będzie jego sługą”.

Potężne  demonstracje  antykatolickie zrobiły ogromne  wrażenie  na młodym  Maksymilianie.  Nie  był już dzieckiem, ale  tutaj 

wydarzyło  się  coś  wobec  czego  stanął  zupełnie  bezradny.  Nie  rozumiał  motoru  postępowania  tych  ludzi  toteż  z  uwagą 
wsłuchiwał  się  w  opinie  wychowawców  i  niektórych  wyższych  hierarchów.  Ich  ocena  była  bardzo  jednoznaczna,  stąd  też 
prowokacja  ta  nie  pozostała  zbyt  długo  bez  reakcji  strony  przeciwnej.  André  Frossard  pisał  o  Maksymilianie  „Tak  jak  święty 
Franciszek  z  Asyżu  wyruszył  nawrócić  sułtana  tureckiego,  on  prosi  przełożonego  o  zgodę  na  nawrócenie  wielkiego  mistrza 
masonów,  którzy  hałasują wokół  Watykanu, powiewając ognistymi  sztandarami,  na  których  smok zwycięża Świętego  Michała 
Archanioła, co ma wróżyć papieżom już pozbawionym władzy doczesnej bliską utratę władzy duchowej”. 
W odpowiedzi na, jak 
pisał  o.  Kolbe:  „coraz  to  bardziej  jawne  poczynania  masonów  i  innych  wrogów  Kościoła  Chrystusowego  w  samej  stolicy 
chrześcijaństwa” 
16  października  1917  roku  siedmiu  kleryków  Międzynarodowego  Kolegium  Franciszkańskiego  „Seraphicum” 
przy Via S. Teodoro 41F w Rzymie zawiązało pod przewodnictwem brata Maksymiliana związek „Militia Immaculatae” (znany u 
nas  pod  swoją  polską  nazwą  - Rycerstwo  Niepokalanej  lub  też  Milicja  Niepokalanej).  W  literaturze  brak  jest  całkowitej 
zgodności  co  do  daty  dziennej  tego  wydarzenia  w  związku  z  tym,  że  już  sam  założyciel  obok  16  X  podaje  w  niektórych 
dokumentach dzień 17 X.

Członkowie tego stowarzyszenia poświęcili się w całości i bezwarunkowo Niepokalanej Dziewicy. Podkreślał to bardzo mocno 

jego założyciel pisząc, że: „Pierwszych członków łączyło jedynie mniej więcej wyraźne pragnienie całkowitego poświęcenia się 
Niepokalanej jako narzędzie w Jej  niepokalanych  rękach dla  ratowania dusz  (zwłaszcza masonów) i dla ich uświęcenia”
. Jak 
wspominała później s. Szczęsna Sulatycka, Maksymilian Ma Kolbe mocno podkreślał, iż „Milicja nie jest jakąś organizacją, ale 
ruchem, który ma pociągnąć masy wyrywając je szatanowi”
.

Klerycy  uzyskali  od  rektora  kolegium  o.  Stefana  Ignudiego  zgodę  i  aprobatę  dla  swojego  przedsięwzięcia.  Było  to  tym 

łatwiejsze,  że  znany  był  on  z  tego,  iż  zawsze  mocno  starał  się  uwrażliwiać  swoich  wychowanków  na  zagrożenia  płynące  ze 
strony  ideologii  masońskiej.  Podobnie  będący  ich  ojcem  duchownym  o.  Aleksander  Basile  T.J.  również  udzielił  młodym 
studentom  swego  poparcia.  Może  warto  w  tym  miejscu  zwrócić  uwagę  na  fakt,  że  o.  Basile  był  spowiednikiem  papieża 
Benedykta  XV,  który  zatwierdził  obowiązujący  w  Kościele  w  latach  1917-1983  Kodeks  Prawa  Kanonicznego.  W  tej  sytuacji 
można  by  zastanowić  się  nad  tym  jak  daleko  sięgało  udzielone  przez  niego  poparcie  dla  inicjatywy  kleryków  i  czy  była  to 
jedynie akceptacja czegoś co już zaistniało.

Opracowany  przez  brata  Maksymiliana  statut  Milicji  jako  podstawowy  cel  członków  wymieniał: „staranie  się  o  nawrócenie 

grzeszników,  heretyków,  schizmatyków  itd.,  a  najbardziej  masonów,  oraz  uświęcenie  wszystkich  pod  opieką  i  za 
pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej”. 
Bardzo mocno wziął sobie tą intencję do serca stąd też odprawiając 
dnia  28  kwietnia  1918  roku  drugą  w  swym  życiu  mszę  świętą  czyni  to  właśnie  w  intencji  o  nawrócenie  schizmatyków, 
akatolików,  masonów itd.  Cel  ten  podkreślany  jest  w  różnych  jego  pismach  wielokrotnie.  W  liście  do  o.  Wincentego  Borunia 
Maksymilian  pisze: „M.I.  stara  się  o  nawrócenie  wszystkich,  którzy  nawrócenia  potrzebują,  z  masonerią  na  czele,  i  o 
uświęcenie wszystkich i każdego z osobna, co są i będą kiedykolwiek i gdziekolwiek”. 
W innym miejscu zaznacza on: „Naszym 
pierwszorzędnym  celem  jest  zawsze  nawrócenie  i  uświęcenie  dusz,  czyli  zdobycie  ich  dla  Niepokalanej,  miłość  ku  wszelkim 
duszom, nawet Żydów, masonów i heretyków itp.
” Służyć temu miało codzienne odmawianie aktu strzelistego do Niepokalanej, 
gdyż  jak  pisał  Maksymilian  Ma  Kolbe  o  członkach  Rycerstwa: „Stając  się  w  ten  sposób  narzędziem  w  ręku  Niepokalanej,  co 
dzień gorącym westchnieniem modlą się do Niej słowami, które sama na Cudownym Medaliku objawiła: 'O Maryjo bez grzechu 
poczęta,  módl  się  za  nami,  którzy  się  do  Ciebie  uciekamy',  a  pomni  i  na  tych,  których  zbawienia  pragną,  dodają:  'i  za 
wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za masonami'”.

Stowarzyszenie to jako „Pia Unio Militiae Mariae Immaculatae” (Pobożny Związek Rycerstwa Niepokalanej) zatwierdził dnia 2 

stycznia 1922 roku wikariusz generalny Rzymu kardynał Bazyli Pompilij wydając w tej sprawie specjalny dekret. Jako „pobożny 
związek”  M.I.  miała  działać  .w  oparciu  o  przepisy  prawa  kanonicznego  zawarte  w  kanonach  707-719  Codex  Iuris  Canonici. 
Zostało ono określone jako Związek Pobożny co zgodnie z zapisem Kodeksu Prawa Kanonicznego oznaczało zrzeszenie wiernych 
założone  w  celu  wykonywania  dzieła  zbożnego  lub  dzieła  miłości.  Maksymilian  niezwykle  rzadko  używał  nazwy  „pia  unio”, 
ponieważ  nie  oddaje  ona  istoty  Rycerstwa.  Określenie  to  jest  mylące  po  dwakroć  gdyż  „unio”  sugeruje  zespół  ludzi 
zorganizowanych,  zaś  „pia”  kładzie  zbyt  duży  nacisk  na  stronę  dewocyjną,  podczas  gdy  zasadniczy  cel  M.I.  stanowiło 
apostolstwo. 

Zamiarem Maksymiliana Ma Kolbego było utworzenie z pobożnego związku oznaczanego umownie M.I. 1 pierwszego stopnia w 

rozbudowanej  później  trójstopniowej  strukturze.  Stopień  drugi  M.I.  2  miał  tworzyć  sodalicję  tzn.  być  związkiem  pobożnym 
mającym  zarząd  złożony  z  różnych  stopni.  Członkowie  M.I.  2  mieli  pełnić  rolę  moderatorów  w  stosunku  do  M.I.  1.  O  ile  w 
przypadku pierwszego stopnia ograniczano się prawie wyłącznie do akcji indywidualnych, o tyle M.I.2 to już koła prowadzące 

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/m_kolbe_i_zlo.html

background image

zorganizowaną  akcję.  O  rycerstwie  trzeciego  stopnia  jego  założyciel  wspominał  bardzo  niewiele.  Pieczę  nad  działalnością 

stowarzyszenia sprawować miały centrale terytorialne: międzynarodowa, narodowa i lokalna. Pisał o tym, iż „centrala stara się 
dopomóc i niepokalanowianom w osiągnięciu celu M.I. (M.I.N.) i Rodakom (M.I.P.) i wszystkim innym przez M.I.M., czyli M.I. 
mundialis - światowa”.

Brat  Maksymilian  nieustannie  dbał  o  rozwój  Rycerstwa  zarówno  w  Polsce  jak  i  w  innych  krajach.  Tworzył  tam  klasztory-

wydawnictwa wzorowane na Niepokalanowie mając przy tym nadzieję, że jak pisał do o. Felice Castagnaro w Rzymie „z czasem 
jeśli Niepokalana zechce, może również powstanie Niepokalanów międzynarodowy”.

Zdając  sobie  sprawę  ze  znaczenia  mediów  swoje  działania  skoncentrował  Maksymilian  głównie  na  działalności  pisarskiej  i 

wydawniczej. Od stycznia 1922 roku wychodzi organ M.I. - „Rycerz Niepokalanej”. Obok niego w niedługi czas później ukazuje 
się również skierowany do najmłodszych „Rycerzyk Niepokalanej”. W wypełnianiu swojej misji Maksymilian okazuje niespożyte 
siły  stąd  też  w  1931  roku  w  liście  do  o.  Floriana  Koziury  pisze: „Zdaje  mi  się,  że  obok  'Rycerza'  (dla  wszystkich)  i 
'Rycerzyka' (dla dzieci) z czasem staną do boju inne wydawnictwa periodyczne (dzienniki, tygodniki, miesięczniki i kwartalniki 
- poważne) i nie periodyczne (broszury, książki) dla obszerniejszego spraw jakich omówienia”
. Zgodnie z tymi założeniami w 
maju  1935  pojawił  się  wielkonakładowe  pismo  codzienne  „Mały  Dziennik”  drukujące  w  szczytowym  okresie  nawet  175.000 
egzemplarzy w dni powszednie i 275.000 egzemplarzy w niedziele. Sumaryczny nakład wszystkich wydawnictw periodycznych 
powstających  w  Niepokalanowie,  wliczając  w  to  „Rycerza  Niepokalanej”,  „Mały  Dziennik”,  pisemka  dla  dzieci,  „Informator 
Rycerstwa  Niepokalanej - Pismo dla  kół M.I.”  oraz  wydawany  dla  duchowieństwa  kwartalnik w  języku  łacińskim, dochodził w 
1939 roku niemal do 1.500.000 egzemplarzy. 

Już w najwcześniejszych pismach brata Maksymiliana szczególny nacisk położony jest na zagrożenia osoby ludzkiej począwszy 

od  dzieci.  Starał  się  stworzyć  specjalnie  dla  nich  oddzielne  pisemko  wpajające  już  tym  najmniejszym  członkom  Kościoła 
podstawowe wartości katolickie. W związku z tym w liście do o. Floriana Koziury zapytywał m.in. „Czy Niepokalana zechce już 
od  Nowego  Roku  przemawiać  do  małej  dziatwy  przez  swego  'Rycerzyka'?”  
Powstanie  takiego  pisma  było  jego  zdaniem 
niezbędne, gdyż jak uzasadniał pisząc dalej: „Bo ponoć masoneria truje ją niemoralnymi drukami?”

Równie wielką troskę przejawiał on o młodzież akademicką, z której wywodzić się miała przyszła elita intelektualna kraju. 

Pisząc  w  marcu  1920  roku  o  tym  w  jednym  z  listów  do  ojca  Ignudiego  podkreślał:  „Masoneria  natomiast  działa  szczególnie 
wśród  słuchaczy  uniwersytetów”. 
Dbałość  o  tę  właśnie  grupę  widać  było  niejednokrotnie  na  kartach  „Rycerza  Niepokalanej” 
którego był redaktorem naczelnym. Z wielkim niepokojem i troską pismo to informowało czytelników o wszelkich przejawach 
aktywności wolnomularstwa na tym polu. Stąd też z pewną obawą pisało np. o tym, że: „masoni w Los Angelos wydali w roku 
zeszłym  około  30  tysięcy  dolarów  na  zapomogi  dla  studentów,  co  wskazuje,  jak  zależy  masonerji  na  pozyskaniu  młodzieży 
akademickiej”. 
Było to zresztą o tyle ważne, że zdaniem Ludwika Hassa istniejąca w tym czasie sytuacja skierowała „w różnych 
krajach uwagę zwolenników udziału 'sztuki królewskiej' w życiu publicznym na sprawę wychowania młodzieży w duchu ideałów 
humanitaryzmu”.

Zainteresowanie  masonerii  młodzieżą  jest  więc  aż  nadto  widoczne.  Czemu  jednak  ochrona  tej  grupy  przed  wpływami 

wolnomularstwa była wg o.Maksymiliana aż tak istotna? Pisząc o zaniku moralności, zwłaszcza wśród młodzieży, motywował to 
zjawisko  tym,  iż  „kina,  teatry,  literatura,  sztuka  kierowane  w  wielkiej  części  niewidzialną  ręką  masonerii,  zamiast  szerzyć 
oświatę,  gorączkowo  pracują  w  myśl  uchwały  masonów:  'My  Kościoła  katolickiego  nie  zwyciężymy  rozumowaniem,  ale 
zepsuciem obyczajów'”. „
Niewidzialna ręka masonerii...” Można by się w tym miejscu zapytać - cóż to za insynuacje i skąd w 
ogóle  takie  przypuszczenia.  Czy  jednak  podejrzenia  o  usiłowanie  wpływania  przez  wolnomularstwo  na  opinię  publiczną  były 
całkiem  bezzasadne?  Spróbujmy  rozejrzeć  się  za  jakąś  podstawą  do  tego  typu  stwierdzeń.  Pisząc  o  tym  okresie  Ludwik  Hass 
zauważa  przecież,  że  w  UFL-u  (Powszechnej  Lidze  Masońskiej)  „sporo  uwagi  poświęcano  zagadnieniu  propagandy 
wolnomularstwa za pośrednictwem sztuki, prasy i kina”. 
Ten fakt może chyba o czymś świadczyć. 

W opublikowanym 30 czerwca 1982 roku w „St. Louis Jewish Light” artykule „Oskarżenia i prawda” autorzy oskarżają brata 

Maksymiliana  o  naiwność.  Twierdzenie  takie  starają  się  argumentować  tym,  że  „bezkrytycznie  przyjmował  i  szerzył  mit  o 
'spisku  międzynarodowym', w  którym  Żydzi,  masoni,  liberałowie,  socjaliści  i komuniści  łączą  się ze sobą  i spiskują po  to,  by 
podkopać istniejący porządek światowy i czynią to szerząc niezadowolenie i przygotowując światową rewolucję, która ma w 
ostatecznym  wyniku  doprowadzić  do  zapanowania  Żydów  nad  światem.  Kolbe  coraz  to  wspominał  o  żydowsko- masońsko-
komunistycznym  'spisku',  rzekomo  wymienianym  w  'Protokółach  mędrców  Syjonu',  sfałszowanym  dokumencie  rosyjskim”.
Poruszony  tu  został  problem  „Protokółów...”  do  których  miałby  się  odwoływać  Maksymilian  Ma  Kolbe  przy  uzasadnianiu 
twierdzeń o „światowym spisku”. W rzeczywistości w jego pismach dokument ten wspominany jest zaledwie  dwukrotnie. Czy 
jednak fakt, iż w ogóle się tam pojawia musi od razu oznaczać naiwność autora? Dzisiaj patrzymy na tę książkę z perspektywy 
kilkudziesięciu  lat,  ale  jak  pisał  Jędrzej  Giertych,  bez  względu  na  to  co  o  niej  myślimy  „nie  można  uważać  za  podstawę  do 
krytyki,  czy  potępienia  kogoś  za  to,  że  na  nim  ta  książka  zrobiła  wrażenie  w  r.1924  i  1926,
  [...]  Ojciec  Kolbe  nie  mógł 

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/m_kolbe_i_zlo.html

background image

wiedzieć, jakie opinie o tej książce będą ogłoszone po jego śmierci”. Zdania na temat tego dokumentu od samego początku 

były  podzielone i jeszcze  współcześnie  Adrian Nikiel  pisze: „Oczywisty  jest  autentyzm 'Protokołów  Mędrców Syjonu',  których 
tekst to zwykły wyciąg z Talmudu. Oczywiście dostrzegamy w tym dziele liczne naiwności i dziwactwa, ale nikt nie powinien 
ogłupiać  ludzi  zarzutem  fałszerstwa  czy  antysemickiego  spisku.  Nawet  gdyby  ktoś  udowodnił  niezbicie,  że  'Protokoły'  nie  są 
tym, czym są, musiałby przynajmniej zgodzić się, że tajemniczy autor był potężnym prorokiem”.

Sygnowany nazwiskami dyrektora „St. Louis Center for Holocaust Studies” Warrena Greena i profesora Daniela L. Schlafly'ego 

jr  z  Uniwersytetu  Saint  Louis,  artykuł  „Oskarżenia  i  prawda”  nie  jest  głosem  odosobnionym.  W  związku  z  kanonizacją  o. 
Maksymiliana pojawiło się w stosunku do niego szereg oskarżeń o antysemityzm. Oskarżenie o naiwność mogło w taj sytuacji, 
zdaniem  niektórych  stanowić  pewne  usprawiedliwienie  wobec  zarzutów.  Kilka  dni  wcześniej,  25  czerwca,  ci  sami  autorzy 
rozpoczęli  więc  drobiazgową  kampanię  w  obronie  o.  Maksymiliana.  W  oświadczeniu  zamieszczonym  w  „St.  Louis  Review” 
podtrzymywali, że „oskarżenia, iż ojciec Kolbe był związany 'wściekłym rasistowskim antysemityzmem' są fałszywe”. W liście 
do wydawcy „New York Review of Books” reagowali oni  podobnie w przeglądzie książki Johna Grossa, w której autor  wyraził 
opinię, że o. Kolbe „podnosił w górę bezwzględną antysemicką kampanię”. Green i Schlafly zauważyli wtedy niezwykle trafnie, 
że „jego obraz Żydów jak i wszystkich którzy nie podzielali jego wiary to dostrzeganie ludzi którzy byli więźniami błędu a nie 
obiektem  nienawiści”
.  Wszak  jak  pisał  o.  Maksymilian  w  liście  do  br.  Łukasza  Kuźmy  z  23  sierpnia  1934  roku:  „co  się  tyczy 
Żydów, uważam, że należałoby poważnie podjąć zadanie nawrócenia ich, ale w sposób roztropny, doprawdy bardzo roztropny. 
Niekoniecznie trzeba o tym  pisać na łamach 'Rycerza', ani w ogóle nigdzie w sposób głośny. Być może w odpowiednim czasie 
'Rycerz' w żargonie spełni to zadanie”

14  grudnia  1982  Cohen,  reporter  „Washington  Post”,  pisał  iż  przy  okazji  wspominania  o  kanonizacji  o.  Kolbe  pojawia  się 

pogłoska,  że  był  on  antysemitą.  Podczas  gdy  pozornie  uznaje  on,  że  był  to  „nadzwyczajny  i  bezinteresowny"  człowiek 
równocześnie podsumowuje swój przekaz  stwierdzeniem  „On i jemu podobni tworzyli  środowisko sprzyjające dla Holokaustu 
przez  propagowanie  antysemityzmu,  oni  tworzyli  pomost  dla  horroru  nie  do  pomyślenia  który  z  tego  wyniknął
”.  Tu  atak 
stanowi  jedynie  niewielką  konkluzję  do  zasadniczego  tekstu  lecz  nie  zawsze  zarzuty  były  tak  zawoalowane.  Zwłaszcza  w 
środowiskach  Żydów  amerykańskich  pojawiło  się  szereg  głosów  zgodnych  z  waszyngtońskim  korespondentem  „The  Nation” 
Christopherem  Hitchensem,  który  opisywał  o.  Kolbe  jako  „człowieka  rzeczywiście  stosownego  do  Inkwizycji"  do 
„bezwzględnego  rozpalania pieca” prowadzącego  w konsekwencji do zniszczenia. Rabbi Zev Nelson,  pisał dla  „Boston Jewish 
Advocate”, że o. Maksymiliana poprzez swoją aktywną publicystykę„realizował bezwzględne kampanie antysemickie". Żydowski 
wydawca Rabbi Robert Gordis pytał wręcz „Jeżeli tak wygląda święty, kto potrzebuje grzeszników?”

André  Frossard  słusznie  zauważa  jednak,  iż  „Nie  można  osądzać  wstecz  ojca  Kolbego  na  podstawie  dowodów,  jakich 

dostarczyła  później  nienawiść.  Niskiego,  podłego  uczucia  antysemityzmu  - zostało  to  dowodnie  wykazane  - nie  znał 
najdrobniejszy  atom jego  osoby. Żyd był  jego  bliźnim,  chciałby,  żeby  stał  się  mu  jeszcze bliższy,  to wszystko. Nigdy, ale  to 
nigdy, nie uchybił miłości”. 
Nie bez kozery więc Jędrzej Giertych akcentował z naciskiem „chcę podkreślić to, że Ojciec Kolbe 
z pewnością nie był wrogiem Żydów, a już w szczególności 'rasowym' (rasistowskim), czy 'zoologicznym' antysemitą. Widział on 
w Żydach dusze stworzone przez Boga, za które się modlił i którym chciał przyjść z pomocą, gdy były w potrzebie”

Antysemityzm to jak czytamy w Encyklopedii Katolickiej „uprzedzenie, nietolerancja, wrogość lub nienawiść w stosunku do 

ludzi narodowości lub pochodzenia żydowskiego”. Jest to określenie zgodne z ogólnie przyjętymi definicjami. Jak więc miał się 
do tego rzeczywisty stosunek Maksymiliana Kolbego do Żydów? Wbrew pojawiającym się niekiedy zarzutom z pewnością nie był 
on „zoologicznym” antysemitą, a co więcej jego stosunek do takich poglądów był z gruntu negatywny. On sam w liście do o. 
Anzelma Kubita z 22 czerwca 1937 roku pisząc o ks. Trzeciaku podkreślał „jest to taki antysemita, graniczący z szowinizmem, 
że 'Mały Dziennik' nie może iść po jego linii i dlatego nie wszystkie jego artykuły (które on przysyła) są drukowane w 'Małym 
Dzienniku'”
. Myślę że nie od rzeczy będzie zacytować w tym miejscu jego list z Nagasaki do o. Mariana Wójcika z 15 lipca 1935 
roku. Czytamy tam m.in.: „Mówiąc o Żydach bardzo bym uważał na to, żeby czasem nie wzbudzić, albo nie pogłębić nienawiści 
do nich w czytelnikach i tak już nastrojonych do nich czasem nawet wrogo. Na ogól więcej bym się starał o rozwój polskiego 
handlu  i  przemysłu  niż  piętnował  Żydów.  Oczywiście  zdarzają  się  i  wypadki  złej  woli  z  ich  strony,  kiedy  to  trzeba  będzie 
wystąpić  energiczniej,  nie  zapominając,  jednak  o  tym,  że  naszym  pierwszorzędnym celem  jest  zawsze  n a  w  r  ó  c e  n  i  e  i 
uświęcenie dusz, czyli zdobycie ich dla Niepokalanej, miłość ku wszelkim duszom, nawet Żydów i masonów i heretyków. itp.”

Używane przez ojca Kolbe określenie „masoneria” jest pojęciem bardzo szerokim. Problem ten uważał za sprawę niezwykle 

ważną,  gdyż  z  jej  działalnością  wiązał  większość  działań  antykatolickich.  Przekonanie  takie  widać  w  słowach:  „Czytając 
dyplomik widzimy że celem M.I. jest w pierwszym rzędzie nawrócenie wszystkich, a zwłaszcza masonów , ponieważ w naszych 
czasach  oni  niestety  stoją  na  czele  akcji  antykatolickiej,  również  i  tam,  gdzie  ich  niezbyt  widać”
.  W  rękopisie  „Wrogowie 
Kościoła  dzisiaj”  brat  Maksymilian  zapisał  ponadto  w  związku  z  tym,  iż:  „Głowa  [masonerii]  jest  nieznana  i  działa  zawsze  z 
ukrycia,  tak  ażeby  utrudnić  przeciwdziałanie.  To  z  tego  warsztatu  zaczęła  się  rewolucja  francuska  i  seria  rewolucji  między 
1789r.  i  1815  i  także...  wojna  światowa,  a  pod  jej  wpływem  działali  Voltaire,  d'Alembert,  Rousseau,  Diderot,  Choiseul, 

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/m_kolbe_i_zlo.html

background image

Pombal, Arands, Tanucci, Haugwitz, Byron, Mazzini, Palmerston, Garibaldi i inni”.

Z  wizją  odpowiedzialnej  za  wszystkie  poczynania  antykatolickie  masonerii  związana  jest  również  jego  gwałtowna  i 

zdecydowana reakcja na opublikowany w socjalistycznym „Dzienniku Ludowym” oszczerczy artykuł na temat Niepokalanowa. W 
skierowanym wtedy do o. Anzelma Kubita liście zwierzał się z go dręczących wątpliwości co do właściwego postąpienia w tej 
sprawie.  Naświetlając  cały  problem  pisał:  „Na  ogół  prasa  socjalistyczno- komunistyczno- masońska  ciągle  łączy  napaść  na 
religię i instytucje kościelne z Niepokalanowem, 'Rycerzem' lub 'Małym Dziennikiem'”.

„Przez  całe  swoje  życie  Ojciec  Kolbe  był  przeświadczony  o  wielkim  niebezpieczeństwie,  jakie  dla  Kościoła  przedstawiała 

masoneria.  W  jego  pismach  drukowanych  zarówno  jak  i  w  jego  listach,  ciągle  przewijają  się  wzmianki  o  masonerii” - pisał 
Jędrzej Giertych. Prawdą jest, iż problematykę masońską brat Maksymilian poruszył ogółem w 58 swoich pismach. Wśród nich 
wymienić należy: listy, teksty programu Rycerstwa Niepokalanej, dzienniczek mszalny, zapiski z podróży, pamiętnik, artykuły 
oraz  dwie  konferencje  ascetyczne  zanotowane  przez  słuchaczy.  Jest  to  dosyć  dużo,  choć  biorąc  pod  uwagę  jego  niezwykle 
bogatą spuściznę pisarską nietrudno zauważyć, że nie jest to u niego temat wiodący i pozostaje on raczej w cieniu pracy nad 
rozwojem duchowym i działalności misyjnej.

Mimo  swego  zdecydowanie  negatywnego  stosunku  nie  demonizował  on  działalności  wolnomularzy  tj.  nie  starał  się 

przypisywać należącym do tej organizacji ludziom cech przynależnych demonowi. Szatan charakteryzuje się tym, że całe jego 
działanie jest już z założenia złe i nie ma w nim działań przemieszanych. W tym co robi nie może być mowy o zaślepieniu czy 
nierozwadze, ponieważ jedynie zło jest tym co popycha go do działania. 

Maksymilian  Ma  Kolbe  wyraźnie  odróżniał  ludzi  od  struktur,  które  uważał  za  błędne  i  niewłaściwe.  Pisał  więc  „Głową 

piekielnego węża, to bez wątpienia obecna m a s o n e r i a. Nie mówię masoni, bo to ludzie nieszczęśliwi, ale ich dążność, ich 
organizacja skierowana przeciw Bogu i szczęściu dusz”. 
Przynależność do wolnomularstwa uważał za jakiś przejaw głupoty czy 
bezmyślności. Można to zauważyć w jego liście skierowanym do o. Kornela Czupryka, kiedy to nakreślając cele Niepokalanowa 
podsumowuje to zdaniem „Wtedy padną herezje, ateizmy, masonerie i wszystkie inne podobne z grzechów płynące głupstwa”. 

O  takim  właśnie  stosunku  do  wolnomularzy  świadczyć  może  również  fakt  złożenia  przez  o.  Maksymiliana  w  dniu  28 

października  1928  roku  wizyty  w  mieszkaniu  Tadeusza  Gałeckiego  w  Warszawie.  Ten,  którego  próbuje  się  niejednokrotnie 
określać mianem „masonożercy” odwiedza najwyższego w kraju dostojnika wolnomularskiego. Wszak dopiero w rok później, w 
grudniu 1929 roku doszło do rezygnacji Andrzeja Struga ze stanowiska Wielkiego Suwerennego Komandora Rady Najwyższej 33 i 
Ostatniego  Stopnia  Rytu  Szkockiego  Dawnego  Uznanego.  Jeszcze  później  wystąpił  on  całkowicie  z  ruchu,  choć  jak  podkreśla 
Ludwik Hass „bez formalnego jednak zerwania z nim”.

Maksymilian  nigdy  nie  próbował  demonizować,  w  efekcie  czego  nie  mówił  o  potrzebie  zwalczania  masonów  czy  też  ich 

unicestwienia lecz raczej starał się podkreślać konieczność ich nawracania. Zapytywał więc na kartach „Rycerza Niepokalanej”: 
„czyż  nie  lepiej  wam,  masonom  polskim  [...]  zwrócić  się  szczerze  do  Boga,  uznać  Zbawiciela  Jezusa  Chrystusa,  pokochać 
Niepokalaną i pod Jej sztandarami zdobywać dla Niej dusze?... Czyż wolicie należeć do tej głowy węża oplatającego świat, o 
którym  powiedziano:  'Ona  zetrze  głowę  twoją?”
.  Nie  próbował  demonizować  i  nie  nawoływał  w  swych  wypowiedziach  do 
wytępienia  ogniem i mieczem. „R y c e r z , M i l i c j a, w a l k a: wojowniczo brzmią te słowa, bo i oznaczają wojnę. Nie 
walkę przy  pomocy  karabinów,  kulomiotów, armat,  samolotów,  trujących  gazów, ale  - prawdziwą  walkę. Jakaż  jej taktyka? 
Przede wszystkim modlitwa” 
- pisał w artykule „Nasza Taktyka”. Przez całe życie toczył więc „Walkę ze złem, które stanowi to 
wszystko  co  skalane,  co  nie  pochodzi od  Boga, to  wszystko  co  pochodzi  od  węża piekielnego... wszystkie nasze  wady,  nasze 
winy”

opr. ab/ab

Copyright © by Norbert Wójtowicz 

 wyślij znajomym

Zobacz także:

Luigi Peroni, 

Ojciec Pio - życie w klasztorze

Komentarze internautów:

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/m_kolbe_i_zlo.html