background image

 

FORUM PEDAGOGIKI WSEI w LUBLINIE 

 

Pedagogika a logika 

Tom 1 

Wpływ społeczny 

(Waldemar Pycka – red.) 

 

Skład 

Waldemar Pycka 

Projekt okładki 

Radosław Pycka 

© Waldemar Pycka 

ISBN: 978-83-929628-2-3 

Kontakt 

e-mail: pwaldek@o2.pl 

www.waldemar.pycka.com 

Lublin 2010 

 

Spis treści 

Wstęp redaktora …….………………………………..……..7 

Wpływ społeczny – dyskusja ..……………………………..9 

Zakończenie………..……………………………………….81

background image

 

 

 

 

 

Wstęp redaktora  

 

Po  raz  pierwszy  przyszło  mi  prowadzić  zajęcia  w  systemie  „e-learning”. 
Mimo  redagowania  na  dzień  dzisiejszy  trzech  stron  internetowych 
(metafilozofia.pl; 

enkrateia.czytelnia.net; 

pingpongpub.cba.pl) 

nie 

wiedziałem,  „jak  to  się  robi”.  Dzisiaj  już  wiem,  że  jest  to  znakomite 
rozwiązanie. Gdy 13 grudnia 2009 roku otwierałem Forum z logiki, byłem 
pełen  obaw  co  do  reakcji  studentów,  a  teraz  –  upłynęło  niespełna  półtora 
miesiąca  –  mogę  śmiało  powiedzieć,  że  Forum  nie  tylko  spełniło  funkcję 
dydaktyczną, lecz nadto stało się wspaniałym narzędziem integracji całego 
roku. Na dzień 24 stycznia – data pierwszych wpisów do indeksu – studenci 
dokonali  grubo  ponad  1500  (słownie:  tysiąc  pięćset)  wpisów,  do  czego 
można  dodać  ponad  150  moich,  oraz  zaliczyli  ponad  16.500  wejść  na 
stronę!  Na  dodatek,  mniej  zorientowani  umieszczali  swoje  przemyślenia 
poza  Forum  z  logiki  i,  chcąc  nie  chcąc,  zainteresowali  nimi  pozostałych 
użytkowników systemu „e-learning” na WSEI.  
     Podbudowany  takim  obrotem  spraw  postanowiłem  wydać  papierową 
wersję  Forum  z  wybranymi  wypowiedziami.  Najogólniej  rzecz  biorąc, 
dotyczą  one  problematyki  wpływu  społecznego  –  motywem  przewodnim 
były  tu  zasady  wyróżnione  przez  R.  Cialdiniego,  oraz  erystyki  –  zestaw 
tropów erystycznych został zaprezentowany w zasobach internetowych oraz 
w trakcie wykładu. Atrakcyjność poznawcza wypowiedzi studentów leży w 
tym przypadku nie w powtarzaniu cudzych formuł, ale na „badaniu samego 
siebie”  -  na  przyglądaniu  się  i  analizowaniu  własnego  zachowania  w 
kontekście  zewnętrznych  wpływów.  Sądząc  po  wyrażonych  przez 
studentów 

reakcjach,  lektura  zamieszczonych  opisów  stała  się 

nieodłącznym  elementem  codzienności  przyszłych  pedagogów  z  I  roku 
studiów magisterskich na WSEI. Niech więc niniejsza książka będzie miłą 
pamiątką po tym wydarzeniu, a nawet – niech się stanie dobrym początkiem 
i przykładem dla kolejnych. 

background image

 

     Wiadomo: dobry wstęp, to krótki wstęp. Pozwolę sobie jednak na koniec 
na  odrobinę  „prywaty”.  Mam  już  na  swoim  koncie  kilka  tego  rodzaju 
„ekscesów”  wydawniczych.  Zaczęło  się  w  1994  roku,  gdy  wspólnie  ze 
studentami  I  roku  filozofii  UMCS  wydałem  książeczkę  W  laboratorium 
Platona
.  W  1996  roku  porwałem  ze  sobą  grupę  studentów,  by  wydać 
książeczkę  prezentującą  filozofów  pracujących  na  UMCS  i  KUL.  To  była 
ciężka  praca,  a  z  grupy  kilkunastu  studentów  na  koniec  ostał  mi  się  tylko 
jeden  -  w  nagrodę  uzyskał  status  współredaktora  książki  Filozofia  w 
Lublinie
  (ukazała  się  nakładem  Wydawnictwa  UMCS).  Przyznam  się 
szczerze,  że  od  kilku  lat  nie  ciągnęło  mnie  do  współpracy  ze  studentami. 
Myślałem,  że  straciłem  już  kontakt  z  nimi.  Ale  chyba  nie  jest  aż  tak  źle: 
serwery  WSEI  zrobiły  swoje.  Na  13  lutego  umówiłem  się  na  drugą  i 
ostatnią  już  sesję  podpisywania  indeksów.  Mam  nadzieję,  że  niniejsza 
książka  będzie  już  wtedy  ze  mną.  Już  mnie  ciekawi,  co  powiedzą  o  niej 
współautorzy za….., 10, 15 lat! 

dr Waldemar Pycka, wykładowca i redaktor 

 

Ps.  Zamiar  opublikowania  wypowiedzi  z  Forum  powstał  dość  późno  i  miałem  w 
związku z tym duży problem z uzyskaniem pisemnej zgody wszystkich autorów na 
opublikowanie  ich  tekstów  wraz  z  imieniem  i  nazwiskiem.  Na  dzień  31  stycznia 
otrzymałem 42 odpowiedzi, z czego 4 wiązały się z prośbą o zamieszczenie tekstów 
opisanych  jedynie  inicjałami.  Z  uwagi  na  charakter  tekstów,  często  opisujących 
bardzo  bliską  autorom  rzeczywistość,  jest  to  dla  mnie  zrozumiałe.  Nie  wszyscy 
jednak  wytypowani  przeze  mnie  autorzy  zapoznali  się  z  moją  prośbą,  nie  chcąc 
utracić  ich  prac,  postanowiłem  zamieścić  je  w  książce,  ale  wyłącznie  z  inicjałami 
nazwisk autorów. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi tego za złe. 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

Wpływ społeczny – dyskusja  

 
1. Cezary K

aczkowski [

13.12.09]. 

Wychodzi na to,  że będę pierwszym który coś skrobnie.  A  więc do dzieła. 
Tematem  "odpowiedzi"  z  tego  co  pamiętam  było  przedstawienie  sytuacji 
zaistniałej  podczas  przedświątecznej  gorączki  a  dokładniej  jak  zostało  się 
oszukanym przez różnego rodzaju "promocje" i inne tego typu okazje ... 
    Moja  opowieść  zaczyna  sie  w  mieście  zwanym  Radom.  Podczas 
zakupów  w  M1  przed  mikołajkami  -  szukanie  prezentów  dla  ukochanej 
osoby,  rodziny,  znajomych,  przed  moje  oczęta  wyrósł  jak  spod  ziemi  TV 
LG LCD 42 cale. Załadowany zakupami (mniej lub bardziej potrzebnymi) - 
zależny od punktu widzenia pomyślałem aby sprezentować sobie na święta 
ww. TV; po zapoznaniu sie z funkcjami, porównaniu jakości obrazu wydał 
mi  się  przystępny,  lecz  jego  zalety  nie  byłyby  nawet  w  najmniejszym 
stopniu  ważne  gdyby  nie  fakt  ze  został  "promocyjnie",  "przedświąteczne" 
przeceniony z 3 tyś na 2.500, dodatkowo za każde wydane 100 zł dostawało 
się  bon  na  10  zł  wiec  jeszcze  250  zł  w  kieszeń,  poza  tym  wiem  że  w 
krótkim  czasie  ten  TV  będzie  kosztował  jeszcze  mniej  niż  w  tej  niby 
promocji ale wliczyłem to w możliwe straty. Zakup możliwe  że udany, ale 
po tygodniu korzystania z tego sprzętu doszedłem do wniosku że nie mam 
czasu na oglądanie TV :P a i też atrakcyjność tego towaru spadła ponieważ 
szybko mi się znudził. Gdyby nie owa gorączka przedświąteczna zapewne 
TV zostałby w sklepie a ja bym miał pieniądze i korzystał z 32' TV, który 
miałem przed tym kupionym ale cóż widocznie tak miało być. 
    Sądzę, że na podstawie tego opisu sytuacji poddałem się: 
-  Regule  niedostępności  -  im  trudniej  nam  coś  zdobyć,  tym  bardziej  to 
cenimy  -  a  w  moim  przypadku  jeśli  czegoś  nie  posiadam  to  właśnie  tego 
pragnę (chwilowo).  
- Regule zaangażowania i konsekwencji - angażując się w coś trudniej nam 
oceniać  słuszność  naszego  postępowania,  stąd  działamy  konsekwentnie 
według  pierwotnego  planu;  -  a  w  moim  przypadku  chciałem  taki  TV  już 
wcześniej  miałem  plan  zakupu  ale  nie  w  tak  szybkim  tempie,  promocja 
przedświąteczna  mnie  do  tego  nakłoniła  i  oszukała  bo  np.  nie  mam  teraz 
pieniędzy na inne ważne sprawy ... 

1.1. Waldemar Pycka [14.12.09]. 
Panie Cezary, dał Pan przykład dobrej i szybkiej roboty. Dzięki, i liczę na 
dalszy udział w dyskusjach. Jak Pan sądzi, czy można być zaangażowanym, 
konsekwentnym i jednocześnie samokrytycznym?  

background image

10 

 

1.2. Cezary Kaczkowski [15.12.09]. 
Sądzę  ze  można  być  zaangażowanym,  konsekwentnym  i  samokrytycznym 
ponieważ gdy obiera się jakichś wyznaczony cel należny brać pod uwagę te 
właśnie  cechy  aby  zamierzenie  odniosło  pozytywny  skutek  i  było  na  jak 
najwyższym  poziomie.  Odnośnie  samokrytycyzmu  jest  on  niezmiernie 
ważny  z  powodu  obiektywnego  spojrzenia  na  dana  sytuacje  w  jak 
największym  stopniu  jest  to  możliwe  a  pozwala  to  na  wychwycenie 
ewentualnych  błędów  i  zastanowieniem  się  nad  tym  czego  się  podjęło  i 
jakie  to  będzie  niosło  konsekwencje,  przydatność  itp.  Wnioskując  mogę 
powiedzieć ze te cechy powinny być nierozłączne, niestety każdy wie jak to 
bywa w życiu ... 

2. Dorota Rosińska [17.12.09]. 
Od  czasu  narodzin  córeczki  w  naszym  domu  pojawiło  się  wiele  rzeczy 
bardziej lub mniej potrzebnych tj. cała masa zabawek, książek a także ubrań 
itp. Więc można już na samym początku stwierdzić, że jestem uległa-córci 
na  zakupach  gdy  chce  od  nas  kolejną  zabawkę,  którą  zapewne pobawi 
sie troszkę  lub  praktycznie  wcale;   promocjom  które  po  jakimś  czasie 
okazują się mniej atrakcyjne, a także różnym niezbędnym drobiazgom które 
mogą nam się przydać a w praktyce leżą dawno na dnie półki i nikt tego nie 
używa. 
    Podobnie  było  i  teraz  gdy  przed  mikołajkami w  mojej  pracy  pojawił  się 
tzw.  obnośny  sprzedawca  posiadający  liczny  asortyment  odzieżowy,  który 
jak  można  sobie  wyobrazić  zachwalał  każdy  towar  jak  tylko  potrafił 
najlepiej. Nie byłyśmy z koleżankami za bardzo zainteresowane, ale on był 
bardzo  wytrwały,  posiadał  wiele  argumentów  oczy  wiś-cie  zachęcających 
do  zakupu.  Po  wielu  namowach  koleżanka  wybrała  dla  swojego  synka 
dresiki i powiem szczerze zaczęła namawiać mnie na podobny zakup.  A ja 
pomyślałam,  że  ubranko  może  się  przydać  jako  dodatkowy  element 
prezentu dla córci, koszt nie jest za duży, Pan akwizytor taki miły i tyle się 
napracował,  a  przecież  każdy  chce  żyć,  czas  przedświąteczny i jakby  nie 
było  to  jego  praca,  więc  dokonałam  zakupu.  Gdy  wróciłam  do  domu 
stwierdziłam,  iż  są  to  kolejne  dresy  w  tym  samym  rozmiarze,  więc  mogą 
być  mało  potrzebne.  Gdy  córcia  dostała  od  Mikołaja  wymarzoną  kolejkę, 
słodycze  i dresy jako dodatkowy prezent  -  w praktyce okazały się  jeszcze 
mniej  atrakcyjnym  zakupem  gdyż  szwy  same  rozchodziły  się  przy 
pierwszym  nałożeniu  ubranka  na  dziecko.  U  mnie  zadziałała  reguła 
społecznego  dowodu  słuszności  (podejmując  decyzję  oceniamy  ją  przez 
pryzmat  zachowań  innych)  –  koleżanka  dokonała  zakupu  więc  pod  jej 
wpływem  zrobiłam  podobnie.  A  także  reguła  lubienia  i  sympatii  (łatwiej 
ulegamy  osobom  do  nas  podobnym  i  tym,  których  lubimy)  -  wpływ 
koleżanki i przemiłego Pana akwizytora.  

background image

11 

 

 
2.1. Waldemar Pycka [18.12.09]. 
Czy  gdyby to była  kwestia  "cudzego" dziecka, to czy coś by to zmieniło? 
Czy posiadanie dziecka sprawia, że pewien przekaz bardziej do nas trafia? 
Albo  jeszcze  inaczej:  czy  to,  co  jest  dla  nas  najcenniejsze  nie  czyni  nas 
podatnymi na to, co tak nikczemne ze swej natury?  

2.2. Dorota Rosińska [18.12.09]. 
Faktycznie  można  stwierdzić, że  jeśli posiada  sie  dziecko to chciałoby się 
mieć  dla  niego  wszystko co  najlepsze. Oczywiście  z  tym  rozpieszczaniem 
dziecka w kolejne zabawki i inne przedmioty po prostu przesadzamy. Jak to 
moja  koleżanka,  której  urodziła  się  siostrzenica  fajnie  nazwała,  że  na 
punkcie  tej  małej istotki po prostu  fiksuje. Każde  zakupy  i tak kończą  sie 
tym,  że  również  siostrzenicy  dostaje  sie  coś  nowego  podobnie  jak  u 
mnie. Czyli  jak  widać  zależy  to  od  osoby,  niezależnie  czy  jest  to  nasze 
dziecko czy jak to Pan Doktor nazwał  "cudze". Wszyscy jesteśmy podatni 
na wpływy tylko czasami po prostu niektórzy potrafią znaleźć jakiś w tym 
umiar, a niestety niektórzy nie.... 
 
3. A. Sz. [17.12.09]. 
Myślę, że moja uległość nie ma nic wspólnego z "duchem Świąt" ponieważ 
mój udział  w tej dyskusji podlega pod Argumentum ad baculum, czyli nie 
wezmę  udziału  w  dyskusji  nie  będzie  zaliczenia.  Uległam  naciskowi  i 
pewnego rodzaju manipulacji prowadzącego zajęcia, ponieważ w ogóle nie 
uczestniczę w żadnych forach, a słowo donos jest mi z natury obce. Tu nie 
dość że muszę się w jakiś sposób   zaangażować to jeszcze muszę ogłosić to 
wszem i  wobec. Mam  nadzieję, że następnym razem będę  uczestniczyć  w 
dyskusji  "na  żywo".  Jest  ona  zdecydowanie  ciekawsza  i  ma  lepszą 
dynamikę. 

4. Waldemar Pycka [18.12.09]. 
Argumentum  ad  baculum?  W  pewnym  sensie  -  tak.  Donos?  -  podobnie. 
Jednak:  donos  nie  na  kogoś  innego,  obcego,  z  mniej  lub  bardziej  niskiej 
pobudki;  donos  na  samego  siebie!  A  to  oznacza  same  pozytywne  treści: 
spojrzeć na siebie z pewnego dystansu, uśmiechnąć się, przypomnieć sobie 
chwilę, w której nie do końca (delikatnie mówiąc) kontrolowało się  swoje 
zachowanie.  Dyskusje  na  żywo  mają  wiele  zalet,  ale  też  i  wady  -  trudno 
powrócić,  przeanalizować  argumenty,  jeszcze  raz  przemyśleć  własne 
stanowisko.  Pismo  wymusza  większy  obiektywizm  w  głoszonym  przez 
siebie  stanowisku,  stąd  też  wypowiedź  tego  rodzaju  jest  bardziej 
wiarygodna. No i nie ma tych "pozajęzykowych" środków nacisku: gestów, 
głosu, szmerów, tej geometrii sali tak niesprawiedliwie obdzielającej prawo 

background image

12 

 

do  wygłaszania  poglądów.  Żeby  "zaliczyć",  to  Pani  wpis  wystarczy,  żeby 
dać do myślenia - już nie.  

5. Katarzyna P. [18.12.09]. 
Dokładnie za dni 6 w większych lub mniejszych grupach, z rodziną bliższą 
lub  dalszą,  tą  ukochaną,  lubianą  i  tą  też  mniej  lubianą  (oby  takiej  jak 
najmniej  było),  znajomymi  i  przyjaciółmi,  zasiądziemy  do  wigilijnego 
stołu.  Większość  z  Nas  czeka  na  ten  dzień  cały  rok,  zwłaszcza  dzieci,  z 
powodów  może  nie  z  tych  samych  co  My  starsi,  jednak  czekają 
niecierpliwie  12  miesięcy,  bo  chwilę  po  tym  jak  na  niebie  zaświeci  się 
pierwsza  gwiazdka,  chwilę  po  tym  jak  spałaszują  kilka  wigilijnych  dań, 
będą  mogły  zajrzeć  pod  choinkę,  obiekt  pożądania  i  ciekawości,  "a  co  w 
tym  roku  Św.  Mikołaj  mi  przyniósł?"  "czy  byłam  -  byłem  wystarczająco 
grzeczny  w  tym  roku,  i  czy  aby  na  pewno  mój  list  dotarł?" 
Serce  się  raduje  gdy  po  rozpakowaniu  podarków  na  twarzach  widnieje 
uśmiech  Jednak  by  ten  uśmiech  tam  zagościł,  MY  rodzice,  żony,  babcie, 
ojcowie,  wujkowie  i  ciotki,  w  kolejkach  supermarketów,  drogerii,  łowiąc 
okazje  PRZEBIERAMY  się  (niedosłownie)  i  wcielamy  w  owych  Św. 
Mikołajów.  
    Mimo przy długiego wprowadzenia cała historia moja zaczyna się w tym 
punkcie. W tym roku do wigilijnej kolacji zasiądę  w większym gronie. W 
raz z moim "świeżo upieczonym mężem" od kilku miesięcy planowaliśmy 
jak obdarować naszych najbliższych by każdy z nich zaglądając po choinkę 
mógł  poczuć  się  jak  dziecko,  najzwyczajniej  ciesząc  się  z  drobnego 
podarunku, który miał być jedynie symbolicznym okazaniem pamięci Listę 
prezentów skrupulatnie spisywaliśmy. W końcu doszliśmy do porozumienia 
i ruszyliśmy do sklepów, by tych spraw nie zostawiać na przysłowiową za 
pięć  dwunastą.  Dotarliśmy  do  pewnej  sieciówki,  powiedzmy  drogerii  czy 
sklepu  kosmetycznego,  wychodząc  z  założenia  że  obdarujemy  naszych 
bliskich kosmetykami, które nie dość że fajnie wyglądają to i są praktyczne. 
Stojąc  przy  półce  z  zapachami  męskimi,  zastanawiając  się,  który  zapach 
odpowiedni  będzie  dla  Taty,  teścia  i  szwagra  słyszymy  ciepłe  i  uprzejme 
"Czy  mogę  w  czymś  pomóc?"  nasza  odpowiedź  była  dość  spontaniczna  i 
brzmiała TAK. poprosiliśmy by poleciła nam Pani zapach dla dwóch panów 
w  średnim  wieku,  oraz  jednego  w  wieku  ok  30lat.  Pragnę  zaznaczyć  iż 
miały  być  to  drobne  podarki  typu  woda  po  goleniu,  jakaś  fajna  woda 
toaletowa  czy  dezodorant  perfumowany  dla  szwagra.  Pokazaliśmy  Pani  co 
nam  przypadło  do  gustu  i  zapytaliśmy  co  ona  o  tym  sądzi,  na  co  Ona 
"Zapach  trafiony  i  do  tego  w  słusznej  cenie,  gdyż  jest  on  w  tej  chwili  w 
świątecznej  promocji,  podejrzewam,  że  obdarowani  będą  bardzo 
zadowoleni z prezentu jednak, gdybym mogła coś podpowiedzieć to woda, 
którą państwo wybrali znajduje się w zestawie i cena zestawu jest o wiele 

background image

13 

 

bardziej  atrakcyjna,  po  pierwsze  dopłacając  jedyne  22,99  mają  Państwo 
wiodę,  żel  pod  prysznic,  mydełko  o  tym  samym  zapachu  co  woda  +  jako 
prezent dezodorant, a do tego wszystko jest ładnie opakowane. Nadmienię 
tylko  że  gdyby  państwo  chcieli  zakupić  wszystkie  produkty  oddzielnie  to 
koszt  nie  wyniósł  by  +22,99  lecz  45,00."  Na  co  My  przytaknęliśmy  i  z 
uśmiechem  na  twarzy  wsadziliśmy  do  koszyka  3  różne  zestawy  niby  w 
promocyjnych,  bardzo  atrakcyjnych  cenach.  Zadowoleni  podziękowaliśmy 
za pomoc i udaliśmy się w stronę kasy. 
     Morał: zamiast wydać na DROBNE upominki ok 100,00 w kasie owego 
sklepu  zostawiliśmy  prawie  200,00  zł,  czyli  dołożyliśmy  do  tej  OKAZJI 
kolejną  stówkę.  Jednak  gdyby  tego  było  mało,  to  na  spokojnie  w  domu 
zliczając wszystkie produkty (gdyby chcąc je kupić oddzielnie) wyszło nam 
że zapłacili byśmy mniej no bo dezodorant był PREZENTEM wliczonym w 
cenę !!! 
    Według mnie ulegliśmy regule :  
-Argumentum  ad  vanitatem  (argument  odwołujący  sie  do  próżności)  -  w 
zamian  za  ustępstwo,  druga  strona  otrzymuje  wyrazy  uznania  (np.  "Jako 
człowiek inteligentny, kompetentny itd. zgodzi sie pan ze mną, że...."). 
- Reguła społecznego dowodu słuszności - podejmując decyzję oceniamy ją 
przez  pryzmat  zachowań  innych;  -  w  myślach  widzieliśmy  uśmiechy  na 
twarzy bliskich. 
- Reguła lubienia i sympatii  - łatwiej ulegamy osobom do nas podobnym i 
tym,  których lubimy;  -  pani  była tak  miła i  fachowo opowiadała na temat 
produktu. 
-  Reguła  niedostępności  -  im  trudniej  nam  coś  zdobyć,  tym  bardziej  to 
cenimy - w końcu to okazja jedynie świąteczna. 
     I tak to było ze mną, wszystkim innym życzę przemyślanych zakupów i 
spokojnych Świąt w gronie rodzinnego ciepła.  

6. Agnieszka D. [18.12.09]. 
Z tą odwagą jest różnie ale w końcu do odważnych świat należy. Może to 
się  wydać  śmieszne  ale  staram  się  nie  ulegać  innym  i  być  twarda,  a 
zwłaszcza  tak  myślałam  po  tym  jak  Pan  Profesor  zaproponował  temat 
konieczny do zaliczenia, że nie dam się oszukać innym a przede wszystkim 
świątecznym  chwytom.  Lecz  muszę  z  "  ciężkim  sercem"  przyznać  się  że 
dałam się  wykorzystać  praktycznie  jak dziecko  mianowicie: trzy dni temu 
ubrałyśmy  choinkę  w  pracy  i  od  tego  momentu  zapanował  nastrój 
świąteczny do takiego stopnia iż z tym nastrojem wróciłam do domu i gdy 
próbowałam ustawić sobie w telefonie jakiś świąteczny dzwonek dostałam 
SMS-a jak się okazało był akurat z sieci właśnie z świąteczną muzyka więc 
nie  patrząc  na  to  co  Pan  Profesor  mówił  na  wykładzie  bez  żadnego  ale 
weszłam  na  stronę  i  przez  około  10  minut  wybierałam  sobie  dzwonek  na 

background image

14 

 

telefon  ta  cała  historia  miała  takie  zakończenie  iż  zakupiłam  jakiś 
beznadziejny  dzwonek  nie  przypominający  nawet  świątecznego  z  kąta 
ubyło  całe  szczęście  jedynie  10  zł.  I  po  tym  zdarzeniu  zmieniłam  swój 
pogląd  dotyczący  wpływu  innych  osób  na  podejmowane  przeze  mnie 
decyzje. 

7. Sylwia S. [19.12.09]. 
Moja  historia  zdarzyła  się  pod koniec  listopada. Siedząc  na  kanapie  przed 
telewizorem  rozmyślałam  sobie  skąd  tu  wziąć  pieniądze  na,  prezenty 
gwiazdkowe. Wiedziałam, że mamy dużo wydatków (rachunki, ubranka dla 
dziecka, itd.). Moje rozmyślania przerwał zaczynający się właśnie program 
rozrywkowy,  polegający  na  tym,  że  ludzie  dzwonią,  odpowiadają  na 
banalne wręcz pytania i wygrywają pieniądze (czasem nawet spore kwoty). 
Nigdy  nie  brałam udziału  w tego typu akcjach,  gdyż  nie  wierzyłam  w ich 
wiarygodność.  Po  15  min  oglądania  programu,  Pani  prowadząca  zaczęła 
coraz  bardziej  zachęcać  do  dzwonienia,  przekonując,  że  "To  właśnie  ty 
możesz  zdobyć  te  pieniądze,  wystarczy,  że  zadzwonisz..."  Pula  nagród 
wzrosła  do  1000  zł,  jednak  nikt  nie  dzwonił.  Nagle  wpadł  mi  do  głowy 
pomysł,  żeby  wysłać  kilka  sms-ów  (  w  końcu  potrzebowałam  tych 
pieniędzy  na  prezenty).  Zagadka  była  całkiem  prosta  i  zaczęło  się... 
Zaczęłam dzwonić po kilkanaście razy. Miałam telefon na abonament więc 
nie  było  problemów  z  brakiem  funduszy  na  karcie,  tym  bardziej,  że  cały 
czas miałam przed oczami dużą sumę do wygrania. W końcu poddałam się. 
Nagle  zadzwonili  do  mnie  z  Plusa  i  poinformowali,  że  mój  rachunek 
przekroczył kwotę 300 zł!!! PORAŻKA!!! Jak mogłam tak się nabrać. Chęć 
zdobycia  pieniędzy  na  prezenty  gwiazdkowe  przerosła  zdrowy  rozsądek.  
    Myślę, że poddałam się: 
a)  regule  lubienia  i  sympatii  -  Pani  prowadząca  program  była  przemiła  i 
przekonująca, 
b)  regule  społecznego  dowodu  słuszności-  widziałam  w  myślach  radość 
męża z wygranej, 
c)  regule  niedostępności  -  nie  miałam  takiej  kwoty  a  bardzo  jej 
potrzebowałam. 

8. Natalia Watrak [19.12.09]. 
Zastanawiam  się,  którą  historię  wybrać  hmm...ja  ciągle  nabieram  się  na 
"promocje" i nie wiem kiedy w końcu się nauczę nie wierzyć w to. Ostatnio 
będąc  w  Zamościu  pojechałam  z  chłopakiem  do  Carrefoura,  chodząc  po 
supermarkecie natknęłam się na "super promocje" suszarki do włosów ( w 
domu  mam  dwie  ale  pomyślałam,  że  za  te  pieniądze  -  19.99zł  -  kupie 
jeszcze  jedną  w  razie  "W",  gdzieś  na  jakiś  wyjazd  sie  przyda  itp.  ).  Nie 
zastanawiając  się  kupiłam  ją.  Po  trzech  zabiegach  suszenia  włosów 

background image

15 

 

poczułam zapach spalenizny  i suszarka odmówiła posłuszeństwa Jeju taka 
zła  byłam  na  siebie,  bo  zamiast  dołożyć  i  kupić  coś  normalnego  ja  jak 
zwykle  tracę  pieniądze  na  te  "promocje".  Już  nic  nie  wspomnę  ile  się 
nasłuchałam od mojego chłopaka, który zawsze mnie przestrzega przed tego 
typu promocjami,  ale  ja jakaś zaślepiona  ciągle  jestem ciągle  zadaje  sobie 
pytanie  po  co  mi  ta  suszarka  była?  przecież  mam  w  domu  dwie.  Gdzieś 
latem też złapałam się na obniżkę cen butów, od razu pomyślałam wezmę 
dwie pary. Jak ta głupia ładowałam do koszyka nie patrząc na nie, w domu 
po  tygodniu  użytkowania  obie  pary  były  do  wyrzucenia,  bo  sie  rozkleiły 
(cóż  to  za  promocja).  Choć  raz  moja  głupota  przeszła  ludzkie  pojęcie  w 
Zamościu jest raz w tyg. dokładnie w niedzielę giełda (prócz samochodów 
są tam stoiska z ubraniami itp.) koleżanka mówiła, że takie rzeczy są super 
więc  pomyślałam  pojadę.  Pojechałam,  ludzi  tam  było  tyle,  że  ledwie  się 
dopchałam  do  paru  stoisk.  Oczywiście  kupiłam  sobie  buty,  bluzki  itd.- 
oczywiście  w  "promocji".  W  domu  pokazując  mamie  moje  zakupy 
stwierdziłam,  że  kupiłam  dwa  lewe  buty  ile  śmiechu  mieli  ze  mnie,  moja 
mama  pocieszyła  mnie,  że  na  drugi  raz  jak  pojadę  to  kupie  dwa  prawe  i 
będzie ok. Mi tam do śmiechu nie było. Ciągle  miałam wyrzuty sumienia, 
jak  mogę  być  taka  naiwna???!!!  Czemu  dałam  sie  po  raz  kolejny 
zmanipulować? Sama nie  wiem z czego to wynika ciągle staram się  kupić 
coś taniej a wychodzi inaczej Mój chłopak cały czas powtarza mi żebym nie 
kupowała nic co będzie na promocji, ale jednak ciągnie... z tego co widzę to 
nie tylko mnie. Każdy z nas kiedyś się nabrał, tylko że nikt z nas nie może 
zagwarantować, że nigdy juz się to nie powtórzy...to chyba jest silniejsze od 
nas. 

9. Anna Warda [19.12.09]. 
Historia która opiszę wydążyła się mojemu mężowi. Pewnego grudniowego 
południa po zakładzie pracy męża, chodził Pan który sprzedawał książeczki 
w  tym  kołysanki.  Z  tego  względu, że  mamy  synka,  mąż postanowił  kupić 
kołysankę  wraz z płytą. Kołysanka kosztowała 30zł. Bardzo się ucieszył, że 
kupił dziecku  kołysankę  i nie aż taką  drogą, tym bardziej , ze zbliżały się 
Mikołajki. 
     Mąż przyszedł do domu zaczął oglądać książeczkę z kołysankami wraz z 
załączoną  płytą.  Płytę  też  przesłuchał  i  tu  emocje  pozytywne  po  zakupie 
książeczki minęły. Okazało się ze kołysanki śpiewane przez wykonawców, 
wcale  nie  oddaja  ten  magii,  kołysanek  śpiewanych  za  dawnych  czasów. 
Kołysanki  zaśpiewane  są  w  sposób  nowoczesnych,  zbyt  udziwniony. 
Później jeszcze się okazało, że po co nam ta płyta jeśli mamy już podobną, 
lepsza od tej. (…) 

 

background image

16 

 

9.1. Waldemar Pycka [20.12.09]. 
Jak  Pani  sądzi:  czy  praca  jest  dobrym  miejscem  do  dokonywania  tego 
rodzaju transakcji? Nie pytam o męża, lecz o samą zasadę - skoncentrowani 
na  jakimś  problemie  otrzymujemy  sygnał,  że  możemy  przy  okazji 
rozwiązać  inny  problem.  Jakaż  wygoda,  nieprawdaż?  I  chyba  można  to 
rozszerzyć  na  inne  "problemy": moje  dzieci np. opanowały dość  wcześnie 
taktykę  uzyskiwania  zgody  swej  mamy  na  trudne  prośby  opartą  na 
wyczekiwaniu  momentu,  w  którym  była  czymś  bardzo  zajęta.  Wtedy 
wpadali  i  pytali  się,  czy  mogą  coś  tam  zrobić  (np.),  ponaglając  przy  tym 
mamę. Było to bardzo skuteczne działanie. He, he... 

9.2. Anna Warda [20.12.09]. 
Sądzę, ze powinniśmy spojrzeć na to z dwóch  stron i ogólnie. Mianowicie 
ze  strony  sprzedającego.  Sprzedający  Pan  wybrał  dobry  moment  na 
sprzedawanie  książek.  Po  pierwsze  po  wypłacie,  a  po  drugie  czas 
świąteczny.  Oraz  możliwość  dotarcia  i  namawiania  do  kupna  dużej  ilości 
potencjalnych  klientów(przedstawiając  same  zalety  produktu  –  bo  nikt 
sprzedający nie przedstawia wad swoich produktów?). 
Ze  strony  kupującego   jest  to  wygoda,  możliwość  zakupu  produktu,  który 
jest  dostępny  od  ręki.  Ryzyko  zakupu  produktu  niepotrzebnego  pod 
wpływem chwili. 
     Praca nie jest dobrym miejscem do dokonywania tego typu transakcji, z 
powodu odciągnięcia pracownika od wykonywanej pracy oraz ryzyka złego 
zakupu.  Zgadzam  się  z  tym,  że  jak  pracownik  jest  zajęty  swoja  praca  i 
zostanie rozproszony to i też łatwiej zostaje pod wpływem nieprzemyślanej 
chwili manipulowany (skupiony nad czymś innym nie skupia się na tym co 
kupuje  i  czy  to  w  ogóle  potrzebne  –  np.:  by  sprawić  przyjemność 
sprzedającemu, albo szybko pozbyć się namawiającego do kupna produktu - 
kupując  tą  rzecz  (manipulacja  innych  osób  -  manipulując  się  – 
nieświadomie  ?świadomie?).   Pewnie  tak  i  tak.  Świadomie  wtedy  kiedy 
dojdziemy  do  tego,  że  osoba  zrobiła  na  nas  interes,  a  my  daliśmy  się 
namówić  –  mimo  to,  że  nie  byliśmy  pewni  na  100%.  Takie  działanie 
sprzedającego jest jak najbardziej skuteczne. 

9.3. Joanna Kurek [21.12.09]. 
Piszę  w  kontekście  wypowiedzi  Pani  Ani,  chciałabym  się  odnieść  co  do 
zakupów podczas pracy. Sama doświadczyłam sytuacji, kiedy to do nas do 
biura  przyszedł  pan  z  handlem  obwoźnym,  no  i  ja  zgodnie  z  wyznawaną 
twardo zasadą - iż w pracy się pracuje i tylko pracuje a na zakupy polatam 
sobie  w  wolnym  czasie,  wtedy  kiedy  to  JA  chcę  i  potrzebuję  -  nie 
uczestniczyłam w licytacji koleżanek z biura, której co się podoba, która co 
kupuje, itd. ALE DO CZASU. Dopóki kątem oka nie zobaczyłam lub kątem 

background image

17 

 

ucha  nie  usłyszałam,  że  pan  sprzedawca  ma  coś  interesującego  dla  mnie, 
czego nie mogę znaleźć w żadnym sklepie lub w innych sklepach jest dużo 
dużo droższe.. także prędzej czy później, co z tego, że mamy jakieś ściśle 
określone zasady, których usiłujemy przestrzegać, nie rzadko zaklinamy się, 
że  czegoś  tam  nigdy  nie  zrobimy  (lub  zawsze  coś)  bo  zasady,  zasady, 
zasady!  które  i  tak  zawsze  istnieje  prawdopodobieństwo,  że  je  złamiemy, 
później wstydząc się samemu przed sobą, nie przyznając się przed innymi, 
iż ulegliśmy tej "magicznej sile wyższej", która nami po prostu  bezczelnie 
rządzi!!!;) 
     P.S.:  Pan  z  handlem  obwoźnym, po  pierwszej  od  razu  udanej 
wizycie, przychodzi do naszego biura REGULARNIE;) 

9.4. Waldemar Pycka [21.12.09]. 
Czas: mamy ten zorganizowany przez siebie, jakoś zaplanowany, ale dotyka 
nas  też  i  ten  drugi  -  przypadkowy,  okazyjny,  często  niechciany.  Jak  Pani 
sądzi, na ile ulegamy wpływom w jednym, na ile zaś w drugim czasie? 

9.5. Joanna Kurek [25.12.09]. 
Trudne  pytania  Pan zadaje;) takie  skłaniające  do przemyśleń.. Otóż  sądzę, 
że jest to dosyć względna sprawa, zależna od powiedzmy osobowości? stylu 
życia?  Ja  na  przykład  właśnie  starannie  organizuję  swój  czas,  staram  się 
dzielić go ściśle na słynne trzy części: czasu pracy, wolnego i odpoczynku. 
Ponieważ  doba  ma  24h,  to  na  każdą  część  przypada  8  godzin.  No  i  tu 
właśnie  chyba  zaczyna  się  problem  ponieważ  praca  akurat  podlega  ściśle 
zorganizowanemu czasowi, nie łatwo jest ją 'przesunąć', odłożyć na później 
albo  wyeliminować  kosztem  innych  planów.  Gorzej  z  czasem  wolnym  i 
odpoczynkiem,  jak  wykorzystać  czas  wolny  na  te  wszystkie  niezbędne, 
nieuniknione potrzeby i plany, nie kradnąc przy tym czasu przeznaczonego 
na  odpoczynek?  W  moim  przypadku  może  wydać  się  to  śmieszne  lub 
niemożliwe,  taka  zasadniczość  pod  tym  względem,  ale  no  właśnie  staram 
się zachować tę równowagę. Z pracy wychodzę punktualnie po 8 godzinach 
(za  co  często  słyszę  żale  koleżanek),  na  odpoczynek  daję  sobie  6  do  8 
godzin, kradnąc te dwie godziny dla czasu wolnego i wtedy jestem dopiero 
happy, że wszystko mam pod kontrolą. Aaaaale;) czasami są sytuacje, kiedy 
w biurze jest nawał pracy i trzeba zostać po godzinach, z kimś się umawiam 
i ten ktoś się  spóźnia  albo spotkanie  się  przeciąga  poza wyznaczone  ramy 
czasowe, a w nocy sąsiedzi z góry robią imprezę i nijak nie idzie zasnąć!! 
To jest ten nie planowany czas, na który nie mamy wpływu a jednak trzeba 
mu  ulec  dla  dobra  sprawy  albo  po  prostu  nie  mając  innego  wyjścia? 
Ponieważ  jestem  tak  zorganizowana,  mnie  takie  sytuacje  delikatnie 
przerażają  ale  domyślam  się,  że  inni  lepiej  sobie  z  tym  radzą:  naturalnie 
obojętnie  a  nie  którzy  nawet  entuzjastycznie  (ci,  którzy  biorą  dzień  takim 

background image

18 

 

jaki jest?) Chociaż, z drugiej strony, kiedy niespodziewanie, przypadkowo 
spotykają  mnie  miłe  rzeczy,  i  poświęcam  na  to  swój  tak  cenny, 
zorganizowany czas, nie irytuję się już aż tak bardzo;) Więc tu może chodzi 
właśnie o taką zależność, jakie czerpiemy korzyści? czy w ogóle czerpiemy 
korzyści i co z czego możemy zyskać? Jeżeli spotyka mnie nagle, okazyjnie 
coś  dobrego,  to  przymykam  oko  na  swoje  zasady  i  jestem  satysfakcjo-
nowana,  a  jeżeli  coś  tracę,  czemuś  się  poddam  czego  później  żałuję  to  nie 
dość,  że  jestem  zła,  to  jeszcze  staram  się  więcej  nie  poddać  podobnej 
sytuacji, nie ulec jej i im podobnych.. 

10. Dorota Małysz [20.12.09]. 
Jak wiadomo  wszystkie, no może prawie  wszystkie promocje to po prostu 
przebiegłe  sztuczki,  pułapki marketingowców,  w  które  ludzie  wpadają. 
Niedawno  zepsuł  mi  się  odkurzacz  więc  wybrałam  się  w tym  celu   do 
sklepu  RTV  i  AGD na  zakup  nowego.  Długo  oglądałam,  nie  mogłam  się 
zdecydować.  Podeszła  do  mnie  pani  (uśmiechnięta)  pracująca  w tym 
sklepie.  Przedstawiła  mi  model  odkurzacza  z  wieloma  ciekawymi 
funkcjami i jej zdaniem najlepszym. Ja tak analizując zauważyłam, że inne 
odkurzacze mają te funkcje, ale są znacznie droższe. Więc zapytałam czemu 
cena  jest  taka  niska  w  końcu  inne  maja  te  funkcje,  ale  kosztują  o  wiele 
więcej;  na  to  pani  odpowiedziała, że  to  nowa  firma,  nie  dawno 
wprowadzona na rynek i chce zachęcać klientów do kupna swych towarów 
poprzez  okazjonalne  ceny.  Po  namyśle  wzięłam.  Byłam  zadowolona,  bo 
mam czym sprzątać. Moje szczęście trwało do momentu gdy z pojemnika ( 
był to odkurzacz bez workowy)  zaczął wydostawać się kurz wtedy zamiast 
odkurzać  -   ZAKURZYŁ  mieszkanie.  Pojemnik  okazał  sie  nie  szczelny. 
Byłam 4 razy na reklamacji, owszem zostawiali na 2 tygodnie i za każdym 
razem  wracał  ,,zakurzacz  powietrza  "a  nie  odkurzacz  dywanów.  Dałam 
sobie  spokój  z  reklamacjami  bo  ile  można.  Wiem,  że  poddałam  się 
manipulacji  i  sile  przekonania  ekspedientki  ze  sklepu.  Teraz  mam 
ZAKURZACZ POWIETRZA i chętnie oddam.  

11. Marlena Paździor [21.12.09]. 
Byłam  przekonana,   że  w  te  święta  ominą  mnie  wszystkie  „promocje”  i 
„super  okazje”.  Choruję,  więc  cały  czas  siedzę  w  domu.  Nie  odwiedzam 
supermarketów,  telewizję  oglądam  rzadko,  bo  zwykle  jest  coś  innego  do 
zrobienia.  Jednak  jak  wszyscy  wiemy  „wszystko  może  się  zdarzyć”. 
     Jak  zwykle  święta  wiążą  się  z  wieloma  czynnościami.  Sprzątanie, 
gotowanie,  przygotowywanie  prezentów,  czy  ubieranie  choinki  wymaga 
swojego  czasu.  Ze  względu   na  to  postanowiłam  przygotować  plan 
działania.  Wszystko  spisać,  żeby  o  wszystkim  pamiętać  i  żeby  wybrać 
właściwy  do  tego  moment.  Gdy  pewnego  dnia  sprzątałam  pokój  i 

background image

19 

 

obserwowałam, jaki piękny śnieg pada za oknem, usłyszałam dzwonek do 
drzwi. Nie spodziewałam się niczyjej wizyty, więc zastanowiło mnie kto to 
może  być.  Za  drzwiami  stał  elegancko  ubrany  Pan,  który  podając  rękę 
szybko się przedstawił. Zapytał, czy mam chwilę czasu na krótką opinię o 
nowo  wypuszczanym  na  rynku  produkcie.  Świadomość,  że  mam  sporo 
wolnego  czasu  i  że  święta  to  czas  pomagania  innym  –  zgodziłam  się.  Ze 
swojej  torby  Pan  wyjął  perfumy  i  poprosił  o  opinię  dotyczącą  zapachu. 
Zaczęłam  się  zastanawiać,  czy  dobrze  zrobiłam  otwierając  drzwi,  ale  nie 
było  czasu  na  myślenie,  gdy  Pan  szybko  opowiadał  mi  o  nowej  serii 
perfum.  „Producent  ten  sam  co  Hugo  Bossa,  perfumy  cieszą  się  dużym 
zainteresowaniem w Europie, cena jest bardzo promocyjna, a teraz można je 
kupić w Polsce” Od słowa do słowa miałam w rękach dwa flakoniki perfum 
i  słuchałam,  że  cena  jest  dostosowana  do  polskich  warunków,  że  dwa 
flakoniki  będą  w  tej  samej  cenie,  że  skoro  jestem  taka  miła,  to  cena  jest 
jeszcze  niższa.  A  tylko  10  osób  ma  szansę  na  tak  wspaniałą  okazję. 
     W  tym  momencie  włączył  się  mój  instynkt  samozachowawczy.  
Zdecydowanie  powiedziałam  Panu,  że  cena  jest  dla  mnie  za  wysoka.  Pan 
przyznał,  że  wszystko  to  rozumie,  bo  też  jest  studentem,  więc  jeszcze 
obniżył  cenę  po  zadaniu  bardzo  trudnego  pytania  (2+2x2).  Mimo  to 
powiedziałam  NIE!  Po  tym  mężczyzna  powiedział,  że  jeśli  wszystko 
zostanie  między  nami,  to  sprzeda  mi  jeden  flakonik  w  prezencie 
świątecznym  za  jedyne  24  zł.  W  tym  momencie  przypomniałam  sobie  o 
choince,  o  prezentach,  o  śniegu  za  oknem,  o  ciężkiej  pracy  jaką  Pan 
wykonuje (pewnie sam chce zarobić na prezenty) i zgodziłam się kupić ten 
jeden  flakonik.  Teraz  zastanawiam  się,  komu  właściwie  mogę  podarować 
taki  prezent.  Mi  zapach  ten  szczerze  mówiąc  średnio  się  podoba,  a  i 
najbliżsi  mają  zwykle  swoje  ulubione  perfumy.  Choć  chciałam  uniknąć 
„świątecznych promocji”, to same przyszły do mnie, a do tego dałam się w 
nie wciągnąć… Gdy później się nad tym zastanawiałam, trzeba przyznać, że 
Pan  był  dobry  w  manipulowaniu  innymi.  Reguły,  które  według  mnie 
zastosował to m.in.: 
- Reguła niedostępności – jest przecież tylko 10 takich zestawów, 
-  Reguła  lubienia  i  sympatii  –  Pan  w  moim  wieku,  również  student, 
komplementy  –  „jestem  miła”,  grzecznie  się  przedstawił  podając  rękę, 
- Reguła społecznego dowodu słuszności – znany producent, marka zdobyła 
uznanie w Europie. 

11.1. Waldemar Pycka [21.12.09]. 
Brawo Pani Marleno. Nie za zakup, oczywiście, lecz za analizę sytuacji. Jak 
Pani sądzi, czym dla Pani był gest podania ręki? Na ile późniejsze działania 
mieściły się w planie wytyczonym przez ten gest? 

background image

20 

 

11.2. Marlena Paździor [22.12.09]. 
Podanie ręki to dla mnie wyraz szacunku do kogoś, zapoznania się z kimś 
oraz przełamania dystansu. Pan podając rękę i przedstawiając się rozpoczął 
pewnego  rodzaju  relację,  w  którą  się  wciągnęłam.  Nie  był  to  bezimienny 
ktoś  pukający  do  drzwi,  ale  Pan  który  od  razu  stał  się  na  ileś  "bliski".  
Jest  to  też  pewnego  rodzaju  zobowiązanie:  Pan  od  razu  obdarza  mnie 
zaufaniem  -  podaje  rękę,  więc  chętnie  go  wysłucham.  Poza  tym  traktuje 
mnie jak osobę równą sobie, a z czasem zauważam że nawet podobną. I tak 
od podania ręki - kupuję perfumy, co było z góry zaplanowane przez Pana. 
Choć  nie  zareagowałam  na  inne  "argumenty",  kupiłam  perfumy  w 
specjalnej  dla  mnie  cenie,  a  tą  wyjątkowość  podkreślało  już  symboliczne 
podanie dłoni na początku rozmowy. 

12. Magdalena Czemierzewska [22.12.09]. 
Moja  przygoda  związana  z  donosem  na  rzeczywistość  przedświąteczną 
będzie trochę banalna, ale skoro każdy opisuje podobne sytuacje to i ja nie 
widzę  powodu,  dla  którego  miałabym  nie  opisać  swojego  przypadku. 
Trudno uwierzyć jak można tak dać się nabrać, no nic ten donos ma  mieć 
charakter  samokrytyczny,  więc  było  to  tak...  w  ostatnią  sobotę  idąc  do 
domu  obładowana  zakupami  na  święta,  jak  codziennie  postanowiłam 
zajrzeć  do  skrzynki  na  listy,  poza  kartkami  świątecznymi  od  najbliższych 
nic ciekawego w niej nie było, tylko parę ulotek reklamowych, jednak one 
nie  przykuły  mojej  uwagi  (pomyślałam  sobie,  że  przecież  ja  na  te  "ich" 
promocje  się  nie  nabiorę)  i  jak  zawsze  wyrzuciłam  zbędną  makulaturę. 
Otwierając  drzwi  do  domu  na  wycieraczce  zobaczyłam  jeszcze  jedną 
ulotkę, trochę oburzona ponownie pomyślałam: ile można, już  w skrzynce 
było ich za dużo i zabrałam ją ze sobą chcą ponownie wyrzucić. Jednak ta 
ulotka  wydała  mi  się  wyjątkowa  ;)  na  pierwszej  stronie  zobaczyłam 
Mikołaja  trzymającego  w  ręku  super  zestaw  do  włosów  a  pod  nim  napis: 
"Takiej  promocji  nie  możesz  przegapić,  do  wyczerpania  zapasów".  Ta 
druga  część  zdania  szczególnie  mnie  zaciekawiła,  a  raczej  "pospieszyła". 
Nie zastanawiając się ani chwili poszłam do pobliskiego marketu z ulotką w 
ręku w poszukiwaniu "super" zestawu (suszarka z dyfuzorem, 3 szczotki ) 
w  naprawdę  atrakcyjnej  cenie.  W  sklepie  okazało  się,  że  nie  ma  tego 
zestawu bo się skończył ale dowiozą i poinformowano mnie, że po południu 
będzie.  Przeszło  mi  przez  myśl,  że  przecież  miało  być  do  wyczerpania 
zapasów, a jednak mają tego więcej hmm...przyjdę później. Kolejna wizyta 
w  sklepie  okazała  się  totalną  pomyłką.  "Super"  zestaw  był  wielkim 
"niewypałem" i dobrze, że w porę się opamiętałam. Każdy dodatek z ulotki 
kosztował  dodatkowo,  cena  obejmowała  samą  suszarkę.  Dzisiaj  rano... 
trochę  wstyd  mi  się  przyznać...  położyłam  swoją  ulotkę  z  wycieraczki 
sąsiadce mieszkającej obok, żeby kolejny raz nie dać się "złapać".  

background image

21 

 

Gdybym  była  dzieckiem  przestałabym  chyba  lubić  Mikołaja.    Wydaje  mi 
się, że uległam:  
Argumentum  ad  crumenam  (argument  odwołujący  się  do  trzosu)  - 
odstąpienie  od  własnego  stanowiska  oraz  zgoda  strony  przeciwnej  wiązać 
się  będzie  z  jej  osobistymi  korzyściami.  Regule  zaangażowania  i 
konsekwencji - angażując się w coś trudniej nam oceniać słuszność naszego 
postępowania,  stąd  działamy  konsekwentnie  według  pierwotnego  planu; 
Zaangażowałam  się  w  zakup  zestawu  zapominając  o  swoim  dotych-
czasowym nawyku nie oglądania ulotek świątecznych, a mój plan uległości 
wyglądał  następująco:  zainteresowała  mnie  pierwsza  strona  ulotki,  byłam 
dwukrotnie  w  sklepie,  chciałam  kupić  produkt,  na  szczęście  się 
opamiętałam.  Regule  niedostępności  -  im  trudniej  nam  coś  zdobyć,  tym 
bardziej  to  cenimy;  Wydawało  mi  się,  że  ten  zestaw  jest  wyjątkowy  i 
dlatego tak się starałam, żeby go mieć.  

13. Urszula Dudziak [24.12.09]. 
Mój donos jest związany z  wygrana  samochodu  w  formie  wysyłania  sms-
ów do Telewizji Polskiej TVP. Więc, przed świętami każdy chce otrzymać 
wyjątkowy  prezent.  Oglądając  telewizję  napotkałam  się  na  konkurs  sms-
owy,  do  wygrania  był  nowy  samochód  Volkswagen  Passat.  Fajny  bym 
sobie zrobiła prezent gwiazdkowy. Dałam się skusić na wysłanie sms, żeby 
wygrać samochód. Dokładnie za chwilę otrzymałam wiadomość z TVP, że 
komputer  przydzielił  mi  określoną  liczbą,  która  była  nieco  daleko  od  tej 
właściwej.  Właściwa  liczba  określała,  że  jak  wyśle  jeszcze  raz  sms  to  ten 
przedział  między  właściwą  liczbą  i  moja  szansa  zwiększy  się.  Zaufałam, 
ponieważ  miałam  nadzieje  skrytą  na  wygranie  tego  samochodu.  Toteż  po 
wysłaniu  sms,  dostałam  kolejnego,  że  jak  chce  grac  dalej  o  Passat-a  to 
trzeba wysłać sms o treści podatek, żebym ten podatek nie płaciła. Po tym 
straconym  czasie  i  pieniędzy  na  sms-y  zrezygnowałam  z  dalszego 
wysyłania sms-ów. Dałam się podejść, byłam naiwna wierząc że kiedyś coś 
wygram.  Po  tym  doświadczeniu  widać,  że  właśnie  każdy  zarabia  na  tych 
sms-ach a ludzie wierzą. 
    A  co  do  pytania  Pana  Doktora,  związanego  ze  świętami,  "czego  tak 
ludzie wariują przed świętami?". Pracuję w sklepie, więc na każdym kroku 
widzę jak wariują ludzie. Z półek wszystko znika, a my jako społeczeństwo 
jesteśmy  trochę  uzależnieni  od  innych  ludzi  to  i  my  wariujemy  żeby  nam 
chleb przed nosa  nie  zabrali,  musimy rywalizować z  ludźmi i trochę  sami 
wariować bo by wszystko nam zabrali. 

13.1. Agnieszka Lis [24.12.09]. 
Zgadzam  się  z  Panią  Urszulą.  Niestety  w  dzisiejszym  świecie  ludzie  nie 
wiedzą  co  robią.  Każdy  chce  żeby  święta  w  jego  domu  wyglądały  jak 

background image

22 

 

najlepiej,  żeby  były  jak  najpiękniejsze,  ale  czemu  ludzie  tak  wariują  w 
sklepach? nigdy chyba tego nie zrozumiem.  
Chciałam  przedstawić  moją  historię,  bo  niestety  i  ja  dałam  się  oszukać,  a 
obiecałam sobie że będę uważała, tym bardziej po wykładach z logiki, gdzie 
nasz  wykładowca przestrzegał nas przed wszelkiego rodzaju manipulacją i 
oszustwami.  Pewnego  dnia  do  mojego  domu  zadzwoniła  pani  która 
reprezentowała  firmę  orange.  Telefon  był  kierowany  do  mojego  taty,  a 
chodziło  o  przedłużenie  umowy  na  abonament  telefoniczny.  Zważając  na 
to,  iż  ja  byłam  kiedyś  pracownikiem  podobnej  firmy,  tato  mój  oddał  mi 
słuchawkę twierdząc, że " lepiej sie na tym znam".  
     Pani  przedstawiła  mi  abonament  za  50zł,  nową  nokię  oraz  przez  cały 
okres trwania umowy (2 lata)darmowe minuty do trzech numerów w orange 
bez ograniczeń. Pomyślałam że to bardzo dobra oferta i zgodziłam się, po 
uprzednim  zapytaniu  czy  na  pewno  te  minuty  do  trzech  numerów  są  beż 
ograniczeń.  Tato  był  zadowolony.  Piszę  był,  a  nie  jest,  ponieważ  gdy  po 
trzech  dnia  pan  z  firmy  orange  przywiózł  tacie  umowę  wraz  z  telefonem 
okazało się, że na każdy z trzech numerów tato ma miesięcznie 100minut. 
Nie było mnie wtedy w domu, a gdy następnego dnia pojechałam do salonu 
orange powiedziano mi że musiałam źle zrozumieć.;-( Reklamacja więc nie 
została  uwzględniana  a  ja  jestem  zła  na  siebie  że  dałam  się  oszukać  i  na 
wszystkich ludzi którzy tak kłamią dla osiągnięcia swojego zysku.  
     Wiem też, że ja jestem przede wszystkim winna. Nie powinnam zgadzać 
się  na  umowę  telefonicznie.  Ale  ta  pani  była  taka  przekonywująca  i  miła. 
Zaufałam jej;-( Na błędach się człowiek uczy. 

13.2. Waldemar Pycka [24.12.09]. 
Czyżby  więc  zakodowany  w  nas  ewolucyjny  mechanizm  "walki  o  byt" 
sprawiał,  że  w  pewnych  sytuacjach  walczymy  o  towar  tylko  dlatego,  że 
widzimy innych z "ciągiem na półki"?  

13.3. Urszula Dudziak [25.12.09]. 
Moim zdaniem Panie Doktorze tak właśnie jest, jak inni robią tłum i walczą 
o towar, to  inni także muszą tak postępować bo nic by nie mieli. Niedawno 
słyszałam  jak  księża  w  pewnym  kościele  rozdawali  alkomaty  za  darmo, 
żeby  ludzie  cos  zrozumieli  mając  te  alkomaty,   żeby  wsiadając  do 
samochodu  nie  pili  alkoholu  i  byli  trzeźwi.  Tak  rzucili  się  na  księdza, 
wyrywali mu to te urządzenia, zachowywali się jak zwierzęta, żeby dostać  
pożywienie.  Na  każdym  kroku  widać  jak  ludzie  robią,  żeby  dostać  coś 
lepszego.  
     A tak poza tym, chciałam jeszcze  coś  dodać.  Byłam  dziś  w  Kościele  na 
mszy.   Za  każdym  razem  na sumie  są  oklaski  dla  proboszcza,  za  to  że  jak 
rozmawia  i  postępuje  z  wiernymi.  Według  mnie Kościół  służy  do 

background image

23 

 

wyciszenia,  modlenia  się,  każdy  przychodzi  z  jakąś  intencją  i  się 
modli. Dzisiaj mówił ksiądz, że jest zadowolony, szczęśliwy ponieważ dużo 
dostał  w  różnej  formie  życzenia  świąteczne,  za  to  dziękował  ludziom.  Na 
koniec dodał,  "te  osoby  które  nie  wysłali  życzeń  to  teraz  mogą  sie 
uśmiechnąć do proboszcza". Czyż to nie jest zmuszanie ludzi do uśmiechu? 
Kiedyś powiedział, czy podoba się nam chór jak śpiewają, cóż ludzie mogli 
zrobić, zaklaskać, choć tak ładnie nie śpiewali. Jak jeden mocno klaszcze to 
i inni się przyłączają. Może i jesteśmy solidarni wobec innych, ale żeby to 
nie było coś w rodzaju zmuszania do klaskania.  

14. Joanna K. [26.12.09]. 
Będąc  na  zakupach  przedświątecznych  w  centrum  handlowym 
poszukiwałam  prezentu  dla  mojego  3-letniego  chrześniaka  Rafałka. 
Zaciekawiła  mnie  promocja  na  dziecięce  samochody  na  akumulator.  Od 
bardzo  dawna  chciałam  mu  kupić  taki  prezent,  ale  ceny  mnie  przerażały, 
gdyż  jak  wiemy  studenci  ciągle  narzekają  na  brak  pieniędzy.  A  tu 
napotkałam  się  na  ogromny  wybór  różnych  modeli  samochodów,  w 
ciekawych  kolorach  oraz  wzorach.  Cena  dla  mnie  była  przystępna  i 
przyciągało  mnie  słowo  "promocja  50%"  oraz  ludzie  którzy  cieszyli  się  z 
zakupu tych cudnych aut. Podszedł do mnie akwizytor i zaczął zachęcać do 
zakupu. Był bardzo miły, sympatyczny a do tego przystojny i wszystko mi 
wytłumaczył.  Po  krótkiej  chwili  kupiłam  jeden  z  samochodów  na 
akumulator.  W  swojej  wyobraźni  widziałam  jak  Rafałek  cieszy  się  z 
prezentu. Natomiast czar prysł, gdy wróciłam do domu. Mama uświadomiła 
mnie, że samochód jest za mały dla Rafała i szybko z niego wyrośnie, że w 
zimie  nie  pojeździ  nim  na  dworze  no  i  w  domu  nie  ma  miejsca  na  jazdę 
takim autem. Do tego jakby  było  mało brat  widział  taki sam samochód  w 
jeszcze  niższej cenie niż  ja  zapłaciłam. Widać atmosfera  przedświąteczna, 
promocja,  akwizytor,  inni  kupujący,  chęć  zobaczenia  radości  dziecka 
sprawiło,  że  uległam  zakupowi,  który  okazał  się  niestety  nie  trafny. 
Sprawiło mi to wielka przykrość i ogromną złość na samą siebie. 
    Uległam regułom: 
niedostępności  -  wydawało  mi  się,  że  to  wyjątkowa  okazja  i  dlatego 
zdobyłam  ten  prezent,  który  był  dla  mnie  wcześniej  niedostępny  w 
odpowiedniej cenie; 
lubienia  i  sympatii  -  akwizytor  okazał  się  miłym  człowiekiem,  który 
zachęcająco  prezentował  samochody  dziecięce,  że  nie  umiałam  odmówić 
zakupu; 
społecznego dowodu słuszności  - inni kupowali więc  i ja kupiłam,  widząc 
ich uśmiechy na twarzy wiedziałam, że są zadowoleni. 
 
 

background image

24 

 

15. Barbara M. [26.12.09]. 
Nie  przypominam  sobie  bym  została  kiedykolwiek  oszukana  przez  jakąś 
promocje  lub  też  wszelkiej  maści  sprzedawców  spotykanych  na  każdym 
kroku.  Naciągnięta  -  i  to  wiele  razy,  ale  nikt  mnie  nie  oszukał.  Zawsze 
wiedziałam  co  kupuję.  Wielokrotnie  nawet  kupowałam  wiedząc,  że  nowy 
nabytek do niczego mi się nie przyda, chcąc za cenę oferowanego produktu 
kupić  święty  spokój  lub  pomóc  uprzejmemu  sprzedawcy.  Umiejętność 
wzbudzenia  sympatii  u  potencjalnego  klienta  jest  bardzo  często  gwarancją 
sukcesu.  Ale  nie  zawsze.  Jedną  z  takich  sytuacji  chciałabym  opisać.  
To  nie  był  z  pewnością  udany  dzień.  Nie  pamiętam  dokładnej  daty,  ale 
miało to miejsce pod koniec lata. Było gorąco, bolała mnie głowa, z miliona 
pilnych  spraw  udało  mi  się  pomyślnie  załatwić  raptem  kilka.  Na  dodatek 
odpadł  mi  flek  z  buta  i  każdy  krok  boleśnie  uświadamiał  mi,  że  moje 
ulubione  sandałki  właśnie  przeżywają  gehennę...podobnie  jak  ja  sama. 
Szłam  na  autobus  bliska  płaczu,  błagając  w  myślach  Opatrzność  by  ten 
dzień  skończył  się  jak  najprędzej.  I  wtedy  właśnie  moją  uwagę  przykuł 
mężczyzna  idący  przez  rynek  w  moim  kierunku.  Ale  co  to  był  za 
mężczyzna!  Adonis!  Młody  bóg!  Olśniewający  uśmiech  oślepiał  bardziej 
niż  słońce  stojące  wysoko  na  bezchmurnym  niebie.  Wszelkie  zmartwienia 
koszmarnego  dnia  poszły  w  zapomnienie  w  obliczu  tego  zbliżającego  się 
"Cudu  Natury".  Przystojniak  przywitał  się  uprzejmie  i  uśmiechną 
uśmiechem  obliczonym  na  osiąganie  efektu  "galaretowatych"  kolan  u 
kobiet.  Jednak  całe  dobre  wrażenie  wywarte  na  mnie  rozwiało  się  już  po 
pierwszych jego słowach. 
- Dzień dobry! Mam dziś specjalne zadanie. Podrywam kobiety oferując im 
niesamowite perfumy... 
-  No  to  proszę  podrywać  kogo  innego  bo  mnie  się  spieszy!  -  usłyszał  w 
odpowiedzi. Minęłam go i odeszłam. Gdybym  miała  wtedy choć odrobinę 
lepszy humor to uległabym magii rozsiewanej przez piękny uśmiech "pana 
od perfum" i kupiła perfumy pewnie nawet ich nie wąchając. Ale ja byłam 
zła  jak  osa  a  on  nie  dał  mi  poczucia,  że  jestem  wyjątkowa,  czego 
potrzebowałam  bo  dzień  był  dla  mnie  wyjątkowo  przykry.  "Podrywam 
kobiety"  -  czyli  wszystkie.  Imponujący  wygląd  i  wspaniały  uśmiech  nie 
wystarczyły.  Nie  jest  tajemnicą,  że  w  tym  fachu  fizyczna  atrakcyjność 
niesamowicie pomaga. Trzeba ją jednak umiejętnie wykorzystywać, a tego 
ów przystojny pan nie umiał. Jeśli się nie nauczy to niestety, ale nie wróżę 
mu  sukcesów  w  tym  zawodzie...  Nie  jestem  wyjątkiem,  daję  się  skusić 
promocjom, kolorowym ulotkom, ciekawym reklamom, lub miłym paniom 
w drogerii które ze ślicznym  uśmiechem na twarzy proponują  mydełko za 
jedyne  2.99.  Kupuje  wiec  mydełko  choć  i  tak  wiem,  że  nie  będę  go 
używała,  bo  mydełka  TEJ  właśnie  firmy  wywołują  u  mnie  reakcje 
alergiczną. Po co je więc kupiłam? Bo było w promocji, a pani w drogerii 

background image

25 

 

taka  miła...Podobnych  sytuacji  było  tak  wiele,  że  nie  jestem  ich  w  stanie 
nawet  zliczyć.  I  będą  się  one  powtarzały.  Zawsze  się  znajdzie  sposób  by 
namówić  mnie  na  zakup  czegoś  czego  akurat  nie  potrzebuję.  Jednak 
pewnemu  przystojniaczkowi  sprzedającemu  perfumy  się  to  nie  udało,  i  to 
uważam za swoje małe zwycięstwo. 
 
15.1. Waldemar Pycka [27.1.09]. 
Nie powiem, tekst interesujący i dający sporo do myślenia. Wygląda na to, 
że  Pani  sobie  igra  z  okolicznościami,  dając  się  wciągnąć  w  pułapki, 
wiedząc,  że  to  są  pułapki  i  sięgając  po  przynętę,  wiedząc  że  to  jest 
przynęta... hmm.... 
 
15.2. Barbara M. [27.12.09]. 
Bardzo  możliwe.  Żyję  z  ludźmi  i  dla  ludzi.  Jeśli  kupując  jakieś  świństwo 
mogę komuś pomóc to trudno. Mój portfel jakoś to przeżyje, a przy okazji 
może ktoś dostanie premię za duży utarg i ja się przyczynie do szczęścia tej 
osoby? Silnie kojarzy mi się to z osobami żebrzącymi na ulicach. Wolę pięć 
razy  dać  pieniądze  oszustowi  niż  raz  przejść  obojętnie  obok  osoby  która 
faktycznie mojej pomocy potrzebuje. Ryzyko jest tu wliczone w koszty. 
 
15.3. Małgorzata N. [27.12.09]. 
Basiu! Chciałam się ustosunkować do tekstu, który Ty napisałaś bo czytając 
to  pomyślałam,  że  brzmi  bardzo  znajomo...Krakowskie  Przedmieście  w 
Lublinie jest magiczne, i mnie również udało się spotkać takiego "czarusia" 
który  oferował  cudowne  perfumy  dla  wyjątkowych  kobiet!  Mnie  wówczas 
uratowało jedno- na Krakowskim Przedmieściu zepsuł się bankomat a ja nie 
miałam gotówki....a tak przecież bym kupiła pozdrawiam 
 
16. Magdalena S. [27.12.09]. 
Witam  wszystkich  forumowiczów!  Czytając  wypowiedzi  moich 
poprzedników zaczęłam się zastanawiać jaka jest siła promocji oraz innych 
chwytów stosowanych przez liczne sieci handlowe. Cieszę się, że nie jestem 
osobą uległą a co za tym idzie nie kuszą mnie rzekome promocje, przeceny, 
a  tym  bardziej  świąteczny  szał  zakupowy.  Nie  przekonują  mnie  miłe 
ekspedientki  bądź  akwizytorzy.  Jednym  ze  sposobów  na  ,,mądre"  zakupy 
jest  wyznaczenie  sobie  pewnego  limitu  (mam  na  myśli  limit  pieniężny), 
którego  nie  mogę  przekroczyć  choćby  dana  rzecz  była  jak  najbardziej  w 
moim guście lub guście bliskiej mi osoby. Moim zdaniem przedświąteczna 
gorączka  przesiąknięta  jest  komercją,  a  okres  przedświąteczny  kojarzy  mi 
sie  przede  wszystkim  ze  zmarnowanym  czasem  spędzonym  na 
wyczekiwaniu  w  ,,kilometrowych"  kolejkach  do  kas,  bieganiem  za 
wymuszonymi  prezentami  oferowanymi  w  ramach  rzekomych  promocji, 

background image

26 

 

przedzieraniem się przez tabuny w sklepach, walką o każdy metr w korkach 
na  drogach  i  nade  wszystkim  z  szarganymi  nerwami.  Przedświąteczna 
gorączka jest najlepszym okresem żniw dla wielkich sieci handlowych oraz 
wszelkiego  rodzaju  sklepów.  Rzekome  wyprzedaże  oraz  promocje 
prowadzą  w  efekcie  do  zakupu  bezużytecznych  prezentów,  za  które  i  tak 
klient  przepłaci.  W  czasie  zbliżania  się  świat  zauważam  także 
wszechogarniającą  panikę  kupienia  ,,czegokolwiek"  w  ostatniej  chwili. 
Moim  zdaniem  czas  świat  powinien  być  czasem  przyjemnym  dla  nas  i 
naszej  rodziny,  a  nie  coroczną  udręką.  Antidotum  na  taką  sytuację  jest 
wcześniejsze  planowanie  i  realizowanie  niezbędnych  nam  rzeczy  w  tym 
prezentów,  gdyż  z  przedświąteczną  gorączką  męczą  sie  ci,  co  są 
niezorganizowani.  A  zatem  dlaczego  wariujemy?  dlaczego  dopada  nas 
przedświąteczna  gorączka?  Nie  przytoczyłam  żadnego  konkretnego 
zdarzenia  z  prostego  powodu,  a  mianowicie  dlatego,  że  jak  już  pisałam 
magia promocji do mnie nie przemawia. 
 
16.1. Waldemar Pycka [27.12.09]. 
Pani  Magdaleno!  Gratuluję,  ale  coś  mnie  nurtuje...  Forum,  jak  dotąd,  jest 
dość  monotematyczne,  koncentrując  się  wyłącznie  na  przedświątecznych 
zakupach.  A  przecież  jesteśmy  przedmiotem  manipulacji  także  w  innych 
sferach życia. Weźmy np. informacje bieżąc: polityka, kultura, sport, nawet 
pogoda  może  być  miejscem  urabiania  i  wrabiania  nas.  Nic  się  Pani  nie 
przytrafiło  w  tym  czasie?  Nie  uznała  Pani  w  jakimś  momencie,  że  w  tym 
miejscu to ktoś - delikatnie mówiąc - przesadził? 

16.2. Magdalena S. [28.12.09]. 
Analizując życie  codzienne  manipulacja  jest  jednym  z  nieodłącznych 
czynników naszego funkcjonowania. Polityka, sport, czy chociażby pogoda 
rozumiane są przeze mnie jako rodzaj działalności człowieka, której celem 
jest  mocny  wpływ  na  całość  naszego  życia  np.  na  nasze  poglądy, 
zachowanie, czy normy, które uznajemy za właściwe. Mimo wszystko jest 
chyba  i  druga  strona  manipulacji,  czy  urabiania.  Mam  w  domu  czarnego 
futrzaka zwanego popularnie kotem, patrząc na jego zachowanie wydaje mi 
się,  że  opanował  tą  sztukę  do  perfekcji  i  jest  w  niej  mistrzem.  Łasia  się, 
mruczy,  patrzy  na  mnie  swoimi  kocimi  oczami  jakby  chciał  powiedzieć: 
,,widzisz jak cię lubię" i oczekuję czegoś w zamian w tym przypadku jest to 
jego  ulubiony  przysmak.  Moje  miękkie  serce  nie  pozwala  mi  ,,odmówić" 
futrzakowi i po raz kolejny daję mu jego ulubiony przysmak. Jest działanie i 
jest  cel.  Wracając  do  polityki,  polityka  jest  tematem  nieskończonym, 
którego  głównym  celem  jest  właśnie  manipulacja.  I  takiemu  urabianiu  w 
mniejszym  lub  większym  stopniu  uległam.  Najlepszym  przykładem  są 
choćby  ubiegłoroczne  wybory  na  eurodeputowanego  ziemi  lubelskiej, 

background image

27 

 

postanowiłam spełnić swój obowiązek obywatelski i oddać głos na jednego 
z  kandydatów  widniejących  na  liście,  a  skoro  już  się  zdecydowałam 
postanowiłam  wybrać  osobę,  która  w  swoich  ,,przedwyborczych" 
poglądach  wypisywanych  na  bilbordach  i  ulotkach  jest  zgodna  z  moimi 
wartościami,  a  co  się  z  tym  wiąże  zostałam  zmanipulowana.  Na  myśl 
przyszedł  mi  kolejny  sposób  zmanipulowania  mnie  jest  to  styl  ubierania, 
bądź moda jak kto woli, co z kolei kierowane jest po części kulturą w jakiej 
żyjemy,  najbliższym  środowiskiem,  czy  też  pracą  którą  wykonujemy.  I  w 
tym  momencie  rodzi  się  kwestia  manipulacji  przez  najbliższe  otoczenie 
hm...właściwie to pierwszymi osobami, które mną manipulowały, żeby nie 
powiedzieć urabiali, byli rodzice. Ze względu na kierunek studiów będę się 
bronić  w  ten  sposób  iż  jednym  z  celów  wychowania  jest  ukształtowanie 
jednostki  poprzez  wpojenie  jej  norm,  zasad  postępowania  przez  co  i 
wyrobieniem  takich  a  nie  innych  poglądów  na  życie.  A  więc  tak  uległam 
manipulacji. 
 
16.3. Waldemar Pycka [28.12.09]. 
"...ukształtowanie jednostki poprzez wpojenie jej norm, zasad postępowania 
przez co i wyrobieniem takich a nie innych poglądów na życie". Hmm... A 
gdzie  jej  prawo  do  wyboru?  Wyboru  świadomego  i  samodzielnego...  Czy 
jedynym  wyborem  dziecka  ma  być  wybór  szkoły  i  nauczyciela?  A  może 
lepiej  zostawić  "jednostce"  odpowiedzialność  za  przyjęty  przez  siebie 
pogląd  na  życie?  Może,  jak  u  Sokratesa  z  Aten,  nauczyciel  pomaga, 
inspiruje, ale nie zastępuje ucznia w jego poznawaniu świata?  
 
17. Barbara Bożek [28.12.09]. 
Zgodnie z tematem wypowiedzi, każdy  z nas  w większym czy mniejszym 
stopniu  ulega  różnego  rodzaju  oszustwom.   W  niektórych  przypadkach  
nawet  nie  zdajemy  sobie  z  tego  sprawy,  że  zostaliśmy  oszukani  na  tak 
zwanych  promocjach  i  wyprzedażach.  Ja  również  uległam  pokusie  niskiej 
ceny.  Pewnego  dnia  w  skrzynce  na  listy  wśród  stosu  reklam  znalazłam 
katalog  reklamowy  odzieży.   Gdy  miałam  wolną  chwile  obejrzałam  go  i 
powiem, że było w nim parę ładnych bluzeczek w dość przystępnej cenie.  
Ogólnie to ja kupuje sobie odzież w sklepach ale ostatnio mam bardzo mało 
czasu na zakupy bo mam małe dziecko w domu, mąż dużo pracuje więc nie 
mam  z  kim  zostawić  swojej  małej  pociech,  aby  biegać  po  sklepach  .  
Pomyślałam ze zamówię sobie bluzeczkę z tego katalogu co przypadkowo 
wpadł  mi  w  ręce.  Weszłam  na  stronę  internetową  podaną  na  katalogu  i 
wypełniłam wszystkie dane osobowe i zamówiłam sobie  fajna bluzeczkę w 
niskiej  cenie,  oczywiście  plus  koszt  przesyłki  też  był  rozsądny.  Słyszałam 
już o tej firmie wśród znajomych i nawet jedna osoba dość często zamawia 
z takich katalogów ubrania dla siebie i rodziny, więc i ja zamówiłam . Na 

background image

28 

 

dostawę   towaru  czekałam  ok.  tygodnia  płatność  miała  być  przy  odbiorze 
przesyłki,  wiec  gdy  do  drzwi  zapukał  listonosz  i  gdy  powiedział  ile  się 
należy  to  powiedziałam,  że  to  pomyłka  ,  bo  cena  była  2  razy  większa. 
Byłam  bardzo  zdenerwowana  sama  na  siebie  ale  co  miałam  zrobić, 
zapłaciłam tyle ile było wystawione na kopercie.  Gdy otworzyłam paczkę i 
zaczęłam czytać przedstawioną fakturę okazało się, że ok. 30 zł. kosztował 
taki abonament w tej firmie, który się opłaca co 6 miesięcy. Przed zakupem 
czytałam regulamin zakupu, ale nie czytałam o żadnej dodatkowej opłacie.  
Pomijając  tą  opłatę  to  z  zakupu  byłam  zadowolona,  ale  radzę  wszystkim 
czytanie wszystkich punktów w  regulaminie kilka razy.  

18. Ewelina Huk [28.12.09]. 
Miesiąc  temu  siedząc  w  domu,  oglądam  telewizor!  Nic  dziwnego..  Nagle 
reklama:  Aparat  (lustrzanka)  –  w  dobrej  cenie,  wsiadamy  w  samochód 
jedziemy…  Pokusiłam  się  na  super  ekstra  cenę  aparatu,  pełna  entuzjazmu 
pewnym  krokiem  zmierzam  w  kierunku  kasy  –  co  się  okazuje?  Obiektyw 
który jest przy aparacie to nie jest obiektyw w tej cenie tylko o wiele lepszy 
i trzeba za niego zapłacić.. i już po uśmiechu na twarzy.. i co? Kupiłam.  
Promocja  była?  Była!  Oszukali?  Oszukali!  ale  tak  to  jest  reklama  czyni 
cuda..  
   A tak na marginesie to teraz reklamują ten aparat i jest tańszy o 300 zł.  
 
19. Magdalena Tuderek [28.12.09]. 
Pewnego  dnia  zapukał  do  moich  drzwi  tzw.  "domokrążca"  miał  do 
zaoferowania skarpetki męskie, które mnie oczywiście nie interesowały nie 
tylko  dlatego,  że  nie  mam  komu  ich  kupować  ale  dlatego,  że  nie  jestem 
przekonana do jakości towarów które oferują Ci domokrążcy. Więc żeby się 
pozbyć tego Pana szybko coś powiedziałam (nie myśląc), że nie potrzebuje 
męskich skarpetek, ale jak by miał damskie to może bym się skusiła, wiec 
on  podziękował  i  wyszedł.  Po  kilku  MIESIĄCACH,  gdy  już  całkowicie 
zapomniałam o tym człowieku, wieszałam sobie pranie na tarasie, gdy nagle 
koło  mojego  domu  zatrzymał  się  samochód  i  wysiadł  z  niego  ten  sam 
domokrążca,  który  był  u  mnie  i  oczywiście  oferował  mi...  damskie 
skarpetki!  Byłam  zaskoczona  i  nie  wiedziałam  co  mu  powiedzieć  bo 
przecież  w  końcu  obiecałam  mu  że  je  kupie  jak  by  miał  damskie,  wiec... 
kupiłam, ale to jeszcze nie wszystko. Było to chyba 3 lub 4 pary skarpetek 
za  25  zł  wzięłam  je  i  gdzieś  rzuciłam  do  szafy,  po  jakimś  czasie,  gdy 
chciałam je założyć okazało się, że jedna para jest totalnie dziurawa, ale nie 
widziałam  tego  ponieważ  były  złączone  wszystkie.  Pomyślałam  sobie 
tylko"  niech  ja  cie  spotkam  to  Ci  pokaże",  ale  jakoś  do  tej  pory  go  nie 
spotkałam a minęło już trochę czasu. 

background image

29 

 

     A  jeśli  chodzi  o  zakupy  przed  świąteczne  to  w  sobotę  przed  świętami 
pojechałam  na  giełdę  za  namową  siostry  bo  ona  bardzo  często  tam  jeździ 
wiec  pomyślałam  dlaczego  nie!  Oczywiście  na  giełdzie  niby  wszystko 
tańsze, więc gdy zobaczyłyśmy mandarynki oczywiście taka cena zdarza się 
rzadko - 5 zł za kilogram! Więc kupiłyśmy dla siebie i dla rodziny jakieś 10 
kilogramów!!!  Parę  dni  później  byłam  w  jakimś  większym  sklepie 
spożywczym i patrzę a tam mandarynki i to w jakiej cenie 3 zł za kilogram! 
Byłam w szoku, ale cóż tak to już jest, pocieszyłam się tym, że ja straciłam 
kilkanaście złoty a niektórzy tracą kilkaset złotych na promocjach i różnego 
rodzaju wyprzedażach. 
 
20. Agnieszka Sulima [28.12.09]. 
Niestety, czy chcemy tego, czy nie, z manipulacją stykamy się każdego dnia 
wiele  razy.  Jednak  o  tym,  że  daliśmy  się  zmanipulować,  zazwyczaj 
przekonujemy  się  po czasie.  Czasami coś  kupimy, a  w  gruncie rzeczy nie 
jest  nam  to  do  niczego  potrzebne,  czasami  pod  wpływem  manipulacji 
podejmujemy niekorzystną decyzję. Idą wraz z tym różnego rodzaju emocje 
począwszy  od  złości  na  samego  siebie,  do  podziwu  dla  samego 
manipulatora (co on takiego w sobie ma, że ja i tak czy mi to potrzebne, czy 
nie to kupiłam, albo dałam się nabrać.) 
     Pewnego  grudniowego  popołudnia  wybrałam  się  do  sklepu  na  zakupy. 
Oglądałam  kolorowe  czasopisma  –  długie  wieczory,  wiec  może  by  coś 
poczytał. Kupiłam oczywiście kolorową, kobiecą gazetkę „Przyjaciółka”, z 
dodatkiem  świątecznym  (przepisy  kulinarne).  Wieczorkiem  zaczęłam  ją 
czytać.  Na  końcu  gazety,  znalazłam  kupon  konkursowy,  z  encyklopedią 
roślin ozdobnych. Pomyślałam czemu nie. Wypełniłam, wysłałam i czekam 
na  wygraną  :D.  Po  miesiącu  przyszła  do  mnie  ogromna  paczka,  a  w  niej 
segregator  i  karty  do  wpięcia  z  ilustracjami  roślin  na  literę  „A”.  Do 
„wygranej”  dołączony  został  list,  z  informacją,  jeśli  chcę  dalej 
prenumerować,  muszę  wysłać  zgłoszenie,  a  także  kwotę  50  zł  za  dalsze 
egzemplarze. Po przekalkulowaniu uznałam, że za drogo mnie to wyniesie. 
50 zł co 2 miesiące, nie wiadomo jak długo za jakieś karteczki z obrazkami 
–  bez  sensu!!  Równie  dobrze  mogę  kupić  sobie  porządną  encyklopedię  w 
księgarni. Więc zgłoszenia i pieniędzy nie wysyłałam. Następnego miesiąca 
przyszyły  mi  kolejne  egzemplarze  encyklopedii  i  oczywiście  kwota  do 
zapłaty. Napisałam pismo, dotyczące rezygnacji z prenumeraty pomimo, że 
ja kompletnie jej nie zamawiałam. Nie dostałam jednak żadnej odpowiedzi. 
Po  niedługim  czasie  dostałam  pismo  od  komornika,  że  muszę  zapłacić  za 
„Encyklopedię  ”  200  zł.  Byłam  w  szoku  –  bo  przecież  ja  nic  nie 
zamawiałam!!  Zadzwoniłam  więc  w  celu  wyjaśnienia  zaistniałej  sytuacji. 
Pan  oznajmił  mi,  że  muszę  zapłacić  i  automatycznie  zostanę  wypisana  z 

background image

30 

 

Klubu  –  nawet  nie  wiedziałam,  że  byłam  uczestniczką  jakiegoś  Klubu. 
Paranoja. Jak można tak ludzi nabijać w butelkę??  
       Manipulator „trafił w 10”:D, gdyby nie moje hobby – rośliny, raczej nie 
wysyłała bym tego kuponu i nie została bym oszukana w taki o to sposób. 
 
21. Mariola Ch. [28.12.09]. 
Nie dałam się wkręcić w żadne przedświąteczne promocje. Jednak wczoraj 
włączyłam  telewizor  i  zobaczyłam  reklamę,  że  w  noc  sylwestrową  można 
wygrać samochód Mercedes klasy E. Urzekła mnie przepiękna sylwestrowa 
reklama z G. Torbicką. Fajnie - pomyślałam i szybko wysłałam SMS-a. Za 
chwilę otrzymałam SMS-a, by wysłać kolejnego. Już miałam to zrobić, gdy 
nastąpiła refleksja, że przecież nigdy w życiu nic nie wygrałam. Dałam się 
podejść reklamie, a przecież obiecałam sobie, że nie będę tak bezmyślna i 
naiwna wierząc, że kiedyś coś wygram. Przecież dobrze wiem, że chodzi o 
zarabianie  na  tych  SMS-ach,  a  jednak  dałam  się  nabrać.  Uległam 
argumentowi niedostępności - bo wydawało mi się, że to wyjątkowa okazja 
i argumentowi autorytetu - bo wygraną reklamowała Grażyna Torbicka. 

21.1. Waldemar Pycka [28.12.09]. 
A  gdyby  nie  było  tego  drugiego  sms-a,  i  domyślnie  -  następnych,  to  czy 
Pani by podtrzymała swoją negatywną opinię o wysłaniu pierwszego? 

21.2. Mariola Ch. [28.12.09]. 
Nie, pewnie nie pomyślałabym o tym negatywnie i dalej cieszyłabym się, że 
mogę wygrać samochód. 
 
22. A. S. [28.12.09]. 
Nie ominęły mnie w tym roku przedświąteczne zakupy i przygotowania do 
świąt.  Z  braku  czasu  dałam  się  nabrać  na  promocje  produktów 
spożywczych  między  innymi  twarogu  na  sernik.  Cena  była  bardzo 
atrakcyjna  więc  go  kupiłam  nie  sprawdzając  daty  ważności  a  w  domu 
okazało  się,  że  ser  na  sernik  muszę  kupić  jeszcze  raz.  A  jeszcze  przed 
świętami  kupiłam  sobie  zmywarkę  na  raty  i  oczywiście  w  promocji! 
Wszystko  wyglądało  super:  wymiary  zmywarki,  funkcje  i  wszystko  0%  -
pierwsza  rata,  0%  prowizja  i  0%  odsetki.  Byłam  bardzo  zadowolona  z 
zakupu.  W  domu  dopiero  przeczytałam  szczegółowo  umowę  i 
dowiedziałam się o dodatkowych kosztach itd. Gdy po świętach poszłam do 
sklepu  podbić  kartę  gwarancyjną  okazało  się,  że  obecnie  bez  promocji 
zmywarka  kosztuje  mniej  ale  ten  czas,  który  poświeciłabym  na  zmywanie 
naczyń mogłam spędzić razem z moimi najbliższymi i gośćmi. Jednak nam 
nauczkę  dla  siebie  i  dobrą  radę  dla  innych  -  czytajmy  daty  ważności  i 
umowy, które podpisujemy szczególnie przed świętami. 

background image

31 

 

 
23. Robert Białowolski [28.12.09]. 
Od  pewnego  czasu  moja  Babcia  wspominała,  że  sąsiadka  założyła  sobie 
Telewizję Trwam, temat ten był poruszane coraz częściej, aż Babcia wpadła 
na genialny pomysł, że ona też chce oglądać tą stację. OK.. Stwierdziłem że 
czemu nie, to nie ja za to zapłacę  więc pomogę Babci zająć się tą  sprawą.  
     Wiadomo  potrzebny  był  dekoder  (i  jeszcze  kilka  drobiazgów)  do 
podłączenia  z  anteną  i  tu  pojawiła  się  reklama  w  telewizji,  że  Cyfra+ 
oferuje  zestaw  MULTIROOM  czyli  2  dekodery  w  jednym  abonamencie. 
Stwierdziłem że to super się składa bo mamy już jeden abonament w cyfrze, 
pozostaje  kwestia  wymiany  dekodera  na  dwa,  w  w/w  zestawie.  Czyniąc 
dalej  starania  chciałem  dowiedzieć  się  czegoś  więcej  na  temat  tych 
dekoderów,  zadzwoniłem  na  infolinię  Cyfry+  i  usłyszałem:  „  jesteś  45 
osobą  w  kolejce  oczekujących  na  połączenie  z  konsultantem…”  Byłem  w 
szoku, kto zapłaci rachunek telefoniczny jeśli pozostanę na linii czekając aż 
zgłosi się konsultant. (próbowałem dzwonić jeszcze kilka razy sytuacja była 
ciągle identyczna, tylko nr w kolejce się zmieniał..). Podjąłem kolejne kroki 
i  zacząłem  szukać  informacji  w  sieci.  Znalazłem  dokładny  opis  zestawu 
MULTIROOM i dowiedziałem się że mogę z niego korzystać przy zakupie 
abonamentu  z  górnej  półki  za  150,99  zł  (pakiet  prestiżowy),  kiedy  pakiet 
podstawowy babcia mogła by mieć już za 19,99 zł i dekoder na własność za 
1zł.  
     W  reklamie,  którą  emitowała  Cyfra+  nie  dowiedziałem  się  jaka  będzie 
cena jednego abonamentu z dwoma dekoderami. Straciłam swój cenny czas 
aby dowiedzieć się, że  w  tej sytuacji dobrze reklamowany produkt,  usługa 
zwyczajnie  mówiąc  -  nie  opłaca  się!  To  nie  koniec  zmagań  bo  przecież 
obiecałem babci  zająć się  tą  sprawą. Pojechałem do dystrybutora  telewizji 
cyfrowej i wypytałem o wszystko co nurtowało mnie, aby dokonać zakupu 
jak  najtaniej.  Zakup  został  dokonany,  zamówiłem  abonament  za  19,99zł 
miesięcznie  umowa  na  24  miesiące  i  dodatkowo  została  podłączona 
upragniona  przez  Babcię  telewizja  Trwam  –  tak  doradził  mi  sprzedawca. 
Pozostaje jeden mały problem, bo gdy Babcia powiedziała sąsiadce, że płaci 
19,99 zł w umowie na 24 miesiące ona odpowiedziała, iż ją to kosztuje 120 
zł  za  cały  rok  a  dodatkowo  bez  umowy!!!  Sąsiadka  kupiła  „Telewizję  Na 
Kartę” też ostatnio reklamowaną, ale sprzedawca oszukał mnie mówiąc, że 
w tej opcji nie uda się ustawić TV Trwam. 
     Stwierdzam,  że  zostałem  naciągnięty  na  podpisanie  umowy  za  którą 
sprzedawca  dostanie  pewne  profity  od  operatora  czyli  w  tym  konkretnym 
przypadku Cyfry +. 
    Uległem: 
- regule społecznego dowodu słuszności – złudnie zaufałem przekonaniom 

background image

32 

 

sprzedawcy, oraz kierowałem się  tym, że skoro inni posiadają  to i Babcia 
niech nie pozostaje w tyle. 
- regule zaangażowania i konsekwencji  – doprowadziłem sprawę do końca 
– ale skutek mógł być jednak lepszy, tzn. tańszy.  
 
24. J. S. [28.12.09]. 
Moja  historia  dotyczyć  będzie  innej  dziedziny  życia.  Pewien  czas  temu 
przeżyłam traumę związaną ze śmiercią  męża. Kilka tygodni po pogrzebie 
w moim domu zjawił się człowiek, który przedstawił się jako reprezentant 
firmy specjalizującej się w uzyskiwaniu odszkodowań od firm ubezpiecze-
niowych dla ofiar wypadków. Znałam tego człowieka z widzenia i wzbudził 
moje  zaufanie.  Dał  mi  kilka  dni  do  namysłu.  Przyszedł  ponownie  i 
podpisałam pełnomocnictwo. Przekonało mnie to, że nie pobierali żadnych 
pieniędzy wcześniej tylko dopiero po wygraniu sprawy w sądzie. Nawet nie 
zaniepokoiło mnie to , że rubryki o wysokości honorarium pozostały puste. 
Proces  w  sądzie  toczył  się  swoim  rytmem  ,wszystko  było  w  porządku. 
Reprezentowali  mnie  jak  należy.  Proces  zakończył  się  dla  mnie  wygraną. 
Przebudzenie  przyszło  gdy  okazało  się,  że  mój  podpis  upoważniał  do 
przelania  całej  kwoty  odszkodowania  na  ich  konto.  Ja  otrzymałam 
pieniądze  a  jakże,  tylko  że  firma  potrąciła  sobie  nie  10%  (tak  było 
powiedziane) a całe 50%.Na moją uwagę że chyba się pomylili, panowie z 
firmy  powiedzieli,  że  przecież  podpisałam  taką  umowę.  Wykorzystali 
argumenty ad baculum i ad ignorantiam. Przeżyłam, ale niesmak pozostał.  
 
25. Aneta F. [29.12.09]. 
W  celu  napisania  niniejszej  pracy  przemierzałam  całe  kilometry 
sklepowych  przestrzeni,  aby  tylko  odnaleźć  przedmiot  mojego 
nielogicznego  zachowania,  lecz  niestety  nie  udało  mi  się  go  odszukać  lub 
po prostu do tej pory nie wiem o tym, że dałam się nabić w butelkę. 
    Opiszę  zdarzenie  sprzed  lat,  którego  do  dziś  nie  potrafię  zrozumieć.  W 
drugiej klasie  szkoły średniej pojechałam na obóz. Nie sposób było się  na 
nim  nudzić  mieliśmy  tyle  zajęć  i  rozrywek.  Jednego  dnia,  każda  grupa 
otrzymała pewne zadanie do wykonania. Wtedy nie byłam tego świadoma, 
ale  stałam  się  przedmiotem  badawczym  jednego  doświadczenia.  Miałam 
super  bluzeczkę,  na  którą  dziewczyny  zwracały  szczególną  uwagę.  Celem 
przeciwnej  grupy  było  przekonanie  mnie,  że  ta  bluzka  jest  koloru 
niebieskiego, gdzie naprawdę była zielona. 
    Na początku spotkałam dwie dziewczyny, które prawiły mi komplementy 
na temat mojego odzienia i między zdaniami zaczął pojawiać się ten kolor 
niebieski. Sprawa była prosta: z jednej strony ja i moja zielona bluzka a z 
drugiej  dwie  koleżanki  twierdzące  zupełną  bzdurę.  Z  czasem  zaczęły 
dołączać  do  naszej  dyskusji  kolejne  dziewczyny  sugerujące,  że  moje 

background image

33 

 

ubranie  leżące  aktualnie  na  półce  w  szafie  jest  niebieskie.  Byłam  sama  w 
moim twierdzeniu przeciwko 5 osobom, które bardzo pewnie przekonywały 
mnie, że nie mam racji. W pewnym momencie ja również już byłam pewna, 
że  moja  super  bluzka  nie  jest  zielona  tylko  niebieska.  Tego  samego  dnia 
wieczorem  zapragnęłam  ubrać  moją  bluzeczkę  i  jakie  było  moje 
zaskoczenie,  gdy  jednak  ujrzałam  piękną  zieleń  a  nie  zimny  błękit. 
    Myślę,  że  sytuacja  wyglądałaby  inaczej  gdybym  tą  bluzkę  miała  wtedy 
na  sobie  a  nie  tylko  widziała  ją  oczami  wyobraźni,  ale  uczucie,  jakie 
towarzyszyło  temu  doświadczeniu  prześladuje  mnie  do  dziś  –  nic 
przyjemnego.  Przyznam,  że  do  tej  pory  jest  mi  wstyd,  że  dałam  się  tak 
zmanipulować. 
 
26. Jerzy Parol [29.12.09]. 
Otóż  jestem  klientem  sieci  obecnie  Orange  kiedyś  Idea.  zadzwoniono  do 
mnie  z  biura  obsługi  klienta  z  W-wy  i  zaproponowano  mi  przedłużenie 
umowy  w  "  Świątecznej  Propozycji  Dla  Stałych  Klientów"  na  bardzo 
korzystnych warunkach , korzystnych jak się okazało z upływem czasu nie 
dla  mnie  lecz  dla  operatora  sieci  Idea.  Dzwoniąca  do  mnie  pani  rozmowę 
zaczęła od słów cytuję" Ta oferta jest przygotowana dla solidnych , stałych 
klientów którzy posiadają telefon w sieci Orange przynajmniej 5, 6 lat. Jest 
pan  naszym  solidnym  klientem  i  dlatego  składam  panu  tak  korzystną 
propozycję, lecz decyzję o podpisaniu umowy musi pan podjąć w ciągu 10 
minut".  I  zaczęła  nawijać  mi  makaron  na  uszy.  W  konsekwencji  tej 
rozmowy podpisałem  tę umowę i płacę jak za przysłowiowe mokre zboże. 
"Prezenty" które dostałem od Orange były jak się okazało tylko na okres 6 
miesięcy trwania umowy, po tym czasie należało zgłosić ich wyłączenie. O 
tym  fakcie  niestety  jakoś  mnie  nie  poinformowano,  w  efekcie  końcowym 
otrzymałem bardzo mało minut za dość wysoką kwotę (umowę podpisałem 
na  36  miesięcy)  więc  jak  przeliczyłem  kwotę  abonamentu  razy  ilość 
miesięcy  kupiłbym  sobie  telefon  na  kartę  (jak  planowałem  wcześniej)  i 
zyskałbym  na  tym ładnych  kilka  stówek. Niestety czasami nasza czujność 
zostaje uśpiona poprzez sprytne stosowanie  wobec nas metod manipulacji. 
Myślę że te techniki manipulacji o których była mowa na wykładzie dają mi 
wiele  do  myślenia.  Znajomość  ich  pomoże  mi  kiedyś  w  przyszłości 
podejmować  bardziej  racjonalne  i  przemyślane  decyzje.  Moja  czujność 
została  uśpiona  poprzez  przedstawienie  mnie  na  samym  początku  przez 
doradcę  Orange  jako  (Solidnego,  Stałego  ,Godnego  złożenia  takiej 
propozycji  klienta)  zostałem  wybrany  spośród  wielu  tysięcy  abonentów 
Orange.  To  właśnie  do  mnie  zadzwoniono  i  złożono  mi  tak  korzystną 
propozycję.  W  konsekwencji  podpisałem  umowę  i  do  końca  nie 
sprawdziłem  jak  ma  się  stan  faktyczny  do  tego  co  mi  obiecano.  Myślę  że 
nie  jestem  pierwszy  i  nie  będę  ostatni  który  zakupił  telefon  w 

background image

34 

 

"PROMOCJI".  Niestety  ta  promocja  okazało  się  "ciut"  droższa  ale  cóż  za 
12 miesięcy kończy się umowa. 
 
27. Ewelina Szostak [29.12.09]. 
W  tegorocznej  gorączce  świątecznych  zakupów  nie  dałam  się 
zmanipulować.  Być  może  było  to  spowodowane  sytuacją,  która  nie  tak 
dawno  mi  się  przytrafiła.  Było  to  ok.  1,5  miesiąca  temu.  Któregoś  dnia 
wybrałam  się  do  miasta.  Głównym  celem  mojego  wyjazdu  było  kupienie 
prezentu urodzinowego mojej siostrze. Nie wiedziałam do końca co chcę jej 
kupić, dlatego chodziłam od sklepu do sklepu licząc na to, że w końcu coś 
wpadnie mi w oko. Idąc chodnikiem zatrzymała mnie młoda dziewczyna i 
zapytała uprzejmie czy znalazłabym dla niej chwilkę czasu. Z racji tego, że 
nigdzie  mi  się  nie  spieszyło  zgodziłam  się.  Dziewczyna  przedstawiła  się, 
powiedziała, że reprezentuje nową firmę perfum, które dopiero wchodzą na 
rynek.  Chciała  poznać  moja  opinię  na  temat  tych  perfum.  Wyciągnęła  z 
torebki buteleczkę i poprosiła abym oceniła ich zapach. Jak dla mnie nie był 
on zbyt piękny. Z ciekawości zapytałam o cenę. Dziewczyna powiedziała, 
że są to bardzo mocne i trwałe perfumy, a co najważniejsze z dobrej firmy, 
których  jeszcze  w  sklepach  nie  można  dostać,  dlatego  cena  jest  dość 
wysoka  a  mianowicie  150  zł  za  butelkę.  Szybko  jednak  dodała,  że  jako 
jedna  z  nielicznych  osób  znalazłam  dla  niej  czas  i  zechciałam  z  nią 
porozmawiać  dlatego  sprzeda  mi  je  za  100  zł  a  drugą  buteleczkę  dostanę 
gratis. Nie byłam do tego zakupu za bardzo przekonana, jednak dziewczyna 
miała tak gadane, że udało jej się mnie namówić. Pomyślałam, że kupię te 
perfumy  siostrze  na  urodziny  a  drugą  buteleczkę  od  razu  będę  miała  dla 
siebie.  Nawet  przez  jakiś  czas  byłam  zadowolona  z  tego  zakupu.  Moja 
radość nie trwała jednak zbyt długo. Po kilku dniach kiedy znowu byłam w 
mieście  odwiedziłam  sklep  kosmetyczny.  Przechodząc  koło  regału  z 
perfumami całkiem przypadkiem zauważyłam identyczne perfumy , które ja 
nie tak dawno kupiłam. Z ciekawości zapytałam o cenę i wtedy przeżyłam 
szok!!! Okazało się, że te same perfumy (których miało nie być jeszcze  w 
sklepach),  za  które  ja  zapłaciłam  100  zł  w  tym  sklepie  kosztowały  30zł. 
Byłam  na  siebie  strasznie  zła,  że  tak  łatwo  dałam  się  zmanipulować.  A 
perfum i tak nie używam, bo dostałam po nich uczulenia. 
  

W ten sposób poddałam się regule: 

-  wzajemności,  w  tym  przypadku  dziewczyna  była  bardzo  miła  dla  mnie 
dlatego poczułam się zobowiązana do kupienia tych perfum. 
 
28. Małgorzata G. [29.12.09]. 
Niestety ja również, tak jak inni ludzie zostałam zmanipulowana...    Moja 
historia  przydarzyła  mi  się  w  małym  miasteczku  o  nazwie  Hrubieszów. 
Właśnie  trwał  szał  przed  świątecznych  zakupów,  prezentów...  chciałam 

background image

35 

 

kupić  siostrze  jej  ulubione  perfumy,  a  mamie  krem,  który  tak  bardzo 
poprawia  wygląd  jej  skóry.  Przechodząc  obok  jednego  ze  sklepów 
kosmetycznych  zobaczyłam  napis  "30%  taniej  wszystkie  kosmetyki", 
pomyślałam,  że  taka  promocja  nie  trafia  się  tak  często  i  że  koniecznie 
muszę  zajść  do  tego  sklepu,  tym  bardziej,  iż  właśnie  kosmetyków 
potrzebowałam na prezent dla siostry i mamy. Miałam wielkie szczęście, bo 
akurat  były  w  sklepie  te  dwie  rzeczy,  których  tak  bardzo  potrzebowałam. 
Pani,  która  mnie  obsługiwała,  była  taka  miła…  poruszyła  ze  mną  temat 
wypieków świątecznych i różnych smakołyków jakie  są robione u niej i u 
mnie  w  rodzinie  wydała  się  taka  sympatyczna…  Gdy  tak  sobie 
rozmawiałyśmy pokazała mi jeszcze kilka produktów kosmetyczny – w tym 
wspaniały  podkład,  który  idealnie  dopasowuje  się  do  skóry  twarzy,  kryje 
wszelkie  niedoskonałości,  no  i  oczywiście  cena  też  jest  rewelacyjna! 
(zdaniem  ekspedientki).  Naturalnie  ja,  długo  się  nie  zastanawiając  dałam 
sobie  "wcisnąć"  ten  „rewelacyjny  i  jakże  tani”  podkład.  Zadowolona 
wyszłam ze sklepu, ciesząc się, że i sobie sprawiłam fajny upominek. 
     Niestety los chciał, że  w drodze powrotnej do domu  natrafiłam  na inny 
sklep kosmetyczny, w którym kosmetyki zawsze wydawały mi się droższe 
niż  w  innych  sklepach.  Byłam  ciekawa  ile  kosztuje  ten  mój  nowiuśki 
podkład  w  tymże  sklepie(oczywiści  zakładałam  że  jest  o  wiele  droższy). 
Gdy  zobaczyłam  cenę  jaka  widnieje  na  podkładzie  w  tym  niby  „drogim” 
sklepie  od  razu  uśmiech  zniknął  z  mojej  twarzy…  Był  tańszy  o  8  zł… 
Oczywiście zapytałam sprzedawczyni dlaczego jest taki tani? A ona na to, 
że właśnie jest w promocji, a cena regularna była taka jaką ja zapłaciłam. 8 
zł  -  niby nie  wielka  różnica…  ale  jednak dałam  się  zmanipulować  tamtej, 
jakże miłej pani sprzedawczyni. . W moim przypadku została wykorzystana 
reguła  lubienia  i sympatii.  Pewnie  każdy będąc na  moim  miejscu skusiłby 
się  na  tak  wspaniale  przedstawiony  produkt  przez  bardzo  sympatyczną 
panią ekspedientkę. 
 
 
 
29. Małgorzata W. [29.12.09].
 
Chwyt  reklamowy  --  moja  historia  jest  bardzo  prosta  i  banalna  a  jednak 
dałam  się  nabrać.  By  przyciągnąć  uwagę  klientów,  sklepy  kuszą  jeszcze 
niższymi  cenami  niektórych  towarów  w  porównaniu  z  ofertami  innych 
sklepów  To  mogą  jednak  być  naprawdę  pozorne  oszczędności  W  dniu 
23,11,2009r. zakupiłam lodówkę firmy Whirlpool ARC 5774 /2 IX za cenę 
1880,00zł.  po  rabacie  (1799,00zł).Przed  samymi  świętami  odwiedziłam 
inne sklepy i okazało się, że ta sama lodówka kosztuje 1499,00zł. Zostałam 
nabita  w  butelkę  przez  sprzedawcę,  że  w  Avansie  dostane  najtaniej. 
Sprzedawca był naprawdę miły i wiedział jak zachęcić klientkę czyli mnie-

background image

36 

 

przedstawił  wszystko  szczegółowo  ubarwiając  interesujący  mnie  produkt 
bardzo  -  !!!!  Przestroga  dla  innych,  zanim  kupisz  coś  w  sklepie,  który  się 
reklamuje  niskim  cenami,  sprawdź  inne  sklepy  Porównaj  ceny  ,czasami 
warto poświęcić godz.  więcej na  zastanowienie  i porównanie. Która  z  nas 
kobiet  nie  da  się  skusić,  widząc  obniżoną  cenę  i  mając  satysfakcję  że 
kupiłyśmy  taniej?  Zadowolona,  wracałam  do  domu  z  poczuciem,  że 
zrobiłam świetny interes. Czy rzeczywiście?  
 
30. A. M. [29.12.09]. 
Ostatnio zostałam zaproszona na wesele do moich znajomych, które miało 
się  odbyć  26  grudnia  (tj.  na  Szczepana).  Stwierdziłam  więc,  że  trzeba  się 
jakoś  fajnie  ubrać  i  postanowiłam  uszyć  sobie  sukienkę.  Zrobiłam  więc 
prowizoryczny projekt i poszłam z nim do krawcowej. Zapewniła mnie ona, 
że  sukienka  będzie  taka,  jak  ją  sobie  wymarzyłam  i  że  na  pewno  zdąży 
przed  weselem.  Zdjęła  więc  miarę  i  kazała  zgłosić  się  za  tydzień  na 
przymiarkę. Tak też zrobiłam. Owa sukienka nawet nie przypominała mojej 
sukienki,  ale  krawcowa  twierdziła,  że  to  dlatego,  że  nie  jest  jeszcze 
pozszywana. Uwierzyłam jej. Za kilka dni miałam zgłosić się po jej odbiór. 
Gdy ją zobaczyłam okazało się, że w bardzo małym stopniu przypomina tą, 
która  narysowałam.  Po  nałożeniu  strasznie  się  marszczyła,  była  krzywo 
wycięta,  a  na  dodatek  dekolt  w  sukience  wyglądał  okropnie.  Zwróciłam 
uwagę  krawcowej,  ale  ona  twierdziła,  że  sukienka  jest  taka  jak  chciałam. 
Dodała również, że szyła kiedyś podobna sukienkę i że ona też nie wyszła 
ze względu na figurę tamtej dziewczyny. Więc dlaczego nie powiedziała mi 
tego  wcześniej?  Zrezygnowałabym  z  jej  usług.  A  tak  musiałam  kupić  tę, 
która  była  okropna.  Ze  łzami  w  oczach  wróciłam  do  domu.  Wściekła  na 
swoją  naiwność  i uległość. Przecież  mogłam  się  kłócić  z  tą kobietą, może 
chociaż  opuściłaby  trochę  cenę,  a  tu  nic.  Załamana  wróciłam  do  domu, 
nikomu nawet  nie chciałam pokazać mojej „pięknej” sukienki. Zostałam z 
niczym,  gdyż  nie  miałam  ani  pieniędzy,  ani  sukienki.  Jednak,  gdy  moja 
prawie 80-letnia babcia zobaczyła tę sukienkę powiedziała, że spróbuje mi 
ją  poprawić.  I  co?  Babcia  uszyła  mi  tę  sukienkę  lepiej  niż  profesjonalna 
krawcowa.  Niech  będzie  to  przestrogą  przed  „profesjonalnymi” 
krawcowymi.  Zanim  coś  uszyjecie  zasięgnijcie  czyjejś  opinii,  abyście  nie 
wyszli na tym tak jak ja.  

30.1. Waldemar Pycka [29.12.09]. 
Pani  A.,  jakiemu  chwytowi  Pani  uległa.  Co  sprawiło,  że  nie  chcąc  tej 
sukienki, wzięła ją Pani ze sobą i zapłaciła pełną kwotę? Kilka spraw z Pani 
tekstu  zasługuje  na  uwagę,  jak  np.  kwestia  "figury"  poprzedniej  klientki? 
Jak to na Panią podziałało? 

background image

37 

 

30.2. A. M. [30.12.09]. 
Moim  zdaniem  uległam  regule  autorytetu,  tzn.  uwierzyłam  krawcowej,  że 
dobrze uszyje mi tę sukienkę, bo to przecież ona zna sie na szyciu, a nie ja. 
Nie sądziłam, że dam sie tak oszukać. Sukienkę wzięłam tylko dlatego, że 
nie  miałam  innego  wyjścia.  Na  zakup  nowej  nie  było  już  czasu  ani 
pieniędzy  (gdyż  dałam  zaliczkę  w  wysokości  100  zł),  a  chcąc  nie  chcąc 
musiałam się  w coś ubrać. Dlatego też  kupiłam tę  sukienkę, mimo, że nie 
spełniła  moich  oczekiwań  i  zapłaciłam  za  nią  całą  kwotę.  Tekst  o 
poprzedniej  dziewczynie  zwalił  mnie  z  nóg,  byłam  tak  zła,  załamana  i 
wściekła,  że  chciałam  jak  najszybciej  wyjść  i  nie  oglądać  więcej  tej 
krawcowej  ani  jej  pracowni,  nie  mówiąc  już  o  jakiejkolwiek  próbie 
negocjacji ceny (bo i na to już nie miałam siły).  

31. Katarzyna T. [29.12.09]. 
Moja  historia  miała  miejsce  rok  temu...zaczęła  się  w  okresie 
przedświątecznym.  Pracowałam  wówczas  w  pewnym  sklepie  z  trzema 
koleżankami, które miały dziwny zwyczaj picia alkoholu w pracy. Zawsze 
myślałam, że ten problem mnie nie dotyczy...a jednak dotknął w najbardziej 
bolesny sposób. Otóż wszystko zaczęło się przed świętami od "wigilijnego 
śledzika".  Za  namową  koleżanek  napiłam  się  wówczas  alkoholu w  pracy. 
Nie pomagały żadne wykręty typu: nie mogę, nie chcę, nie mam ochoty, źle 
się czuję itd. Z ich strony przesłanie było całkiem jasne: pijesz tak jak i my-
nie  masz  wyjścia!  Zostałam  w  nieelegancki  sposób  zmanipulowana,  bo 
przecież  tak  naprawdę  wcale  nie  chciałam  pić,  ale  żeby  nie  być  "tą 
najgorszą" więc uległam. Po tym zdarzeniu, myślałam, że dalej będzie tak 
jak  było  do  tego  czasu,  ale  niestety  -  nie  zawsze  jest  tak  jak  sobie  tego 
życzymy  -  praktyki  te  zaczęły  pojawiać  się  coraz  częściej.  I  to  było  już 
totalne  przegięcie.  Przyszedł  jednak  czas,  kiedy  człowiek  ma  dość  i  nie 
może  bez  końca  być  świadomą  ofiarą  manipulacji.  Kiedy  w 
końcu przestałam  ulegać,  sytuacja  i  atmosfera  w  pracy  stała  się okropna. 
Nie było  wyjścia  -  musiałam  odejść.  Kiedy  dzisiaj  myślę  o  tamtych 
chwilach, czuję się oszukana, ponieważ "koleżanki" doskonale znały moje 
zdanie na kwestię picia alkoholu, a mimo wszystko nie powstrzymało ich to 
od wywierania tak ogromnej presji. Moja porażka była ich wygraną. Dzisiaj 
mam  inną  pracę  -  może  nie  ma  "miodu",  ale  mam  przynajmniej spokój  i 
dobrych ludzi dookoła. Zastosowano wobec mnie arg. ad BACULUM - jeśli 
się  nie  zgodzisz,  to  wiesz  co  cię  czeka  oraz  ad  AUDITOREM  -  jeden  za 
wszystkich, wszyscy za jednego, a więc izolacja? 
 
31.1. Waldemar Pycka [29.12.09]. 
W  którym  momencie  popełniła  Pani  błąd  w  poprzedniej  pracy?  Czy 
późniejszą zmianę miejsca pracy uznała Pani za nieuniknioną? 

background image

38 

 

 
31.2. Katarzyna T. [30.12.09]. 
Uważam, iż mój błąd polegał na tym, że w ogóle uległam "koleżankom" w 
tamtym  świątecznym  okresie.  Do  tamtego  czasu  udawało  mi  się  świetnie 
wymigiwać  od  tych  dziwnych  praktyk,  ale  wtedy  -  w  okresie "  na  chwilę 
przed Wigilią" - po prostu dałam się omotać i konkretnie zgłupiałam. Magia 
świąt sprawiła mi niezłego psikusa: nastrój, atmosfera itd. spowodowały, że 
straciłam czujność  i dałam się  oszukać. Najzabawniejsze jednak jest to, iż 
one  myślały,  że  wciąż  bez  końca  będę  ulegać  magii  świąt  i  powtórka  z 
rozrywki  będzie  trwać   w  nieskończoność.  Niestety  tak  być  nie  mogło  - 
rozpoczęła się więc presja. Stąd ta nieunikniona decyzja o zmianie miejsca 
pracy-nie  można  przecież  tygodniami  żyć  w  nieustającym  stresie.  Dzisiaj 
wiem,  że  już  nie  dam  się  omotać  nikomu  i  nie  zrobię  nic  na  co  nie  mam 
ochoty-przynajmniej  w  tym  temacie.  Najlepsze  wyjście  -  NIE 
WCHODZIĆ! Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. 
 
32. Tomasz Bernat [29.12.09]. 
Swoją niecodzienną opowieść dotyczącą wywierania wpływu przez innych, 
pragnę zacząć od umieszczenia jej w  barierach czasoprzestrzennych. Moja 
historia  miała  miejsce  ok  7  lat  temu.  Jako  młody,  niewinny  i  nie  skażony 
dotąd  sztuką  manipulacji  osobnik,  spędzałem  2-tygodniowe  wakacje  w 
Zakopanem.  Ten  dzień  jak  każdy,  rozpoczął  się  zwyczajnie.  Wiadomo, 
pobudka, śniadanie, itp. W dalszej perspektywie umieszczona została wizja 
wyjścia  na  Krupówki.  Jak  pomyślałem  tak  uczyniłem.  Zbliżając  się 
ustawicznie  do  celu  mojej  wędrówki,  podziwiałem  z  zachwytem  uroki 
krajobrazu zimowej stolicy Polski. Co prawda było lato więc tych uroków 
było  niewiele.  Przemierzając  bez  ustanku  kolejne  metry  powierzchni 
płaskich  (chodnik)  moim  oczom  ukazywały  się  przeróżne  widoki:  mijani 
ludzie,  samochody,  liczne  stoiska  i  stragany,  sklepy  oraz  prywatni 
dystrybutorzy  wiejskiego  sera  "Oscypek".  Niby  nic  wielkiego  pomyślicie, 
lecz bacznemu obserwatorowi jakim jestem, pewne szczegóły nie umykają. 
Owym szczegółem okazał się człowiek siedzący na chodniku przy jednym z 
głównych  wejść  na  Krupówki.  Jego  wygląd  ścisnął  moje  niezwykle  czułe 
serce. Choć było ciepło, ów człowiek siedział w ciemnym i długim płaszczu 
(dziś  już  wiem  czemu  był  długi)  i  zimowej,  czarnej  czapce.  Miał  długą, 
siwą i zaniedbaną brodę, twarz umorusaną, na której życie trwale wyżłobiło 
swój  upływ  czasu.  Przed  nim  leżało  plastikowe  pudełko  na  tzw.  ofiary 
parafialne. Obok  stały oparte  o  mur  kule,  które  z  pewnością  ułatwiały  mu 
poruszanie. Widząc go z daleka pomyślałem „ Co za biedny człowiek, życie 
dla  niego  jest  takie  okrutne”  Gdy  podszedłem  bliżej  delikatnie  mnie 
zaszokowało. Owa istota nie  posiadała bowiem jednej z kończyn dolnych. 
Ten fakt przeważył szalę całego zajścia i sprawił, że moje podkreślam czułe 

background image

39 

 

serce,  otworzyło  się  jak  fotokomórkowe  drzwi  supermarketu.  Za  sercem 
wiadomo idą myśli, czyny, portmonetka. Jako osoba nie posiadająca na ten 
czas  stałego  źródła  zasilania  budżetu,  uiściłem  niewielką,  ale  jakże 
znaczącą  kwotę  w  owym  magicznym  pudełku.  Wnet  moja  dusza  uległa 
rozradowaniu,  co  więcej  poczułem  się  jak  ktoś  wyjątkowy  (Werters 
Orginals),  gdyż  był  to  mały  krok  dla  człowieka  lecz  wielki  dla  ludzkości 
(Neil Amstrong). Pomyślałem, że może dzięki tym kilku złotym dam temu 
człowiekowi  choć  chwilę  radości,  że  będę  ciepłym  promykiem  wśród 
mroźnych  dni,  bezpieczną  ostoją  gdy  burza  grzmi.  To  była  prawdziwa 
refleksja nad losem takich ludzi, gdyż z pewnością na świecie są ich tysiące. 
Gdy  emocje,  euforia  i  wysoki  poziom  serotoniny  (hormon  szczęścia)  w 
organizmie  spadł,  skierowałem  swoją  skromną  osobę  w  kierunku 
docelowych Krupówek. Odwiedzając kolejno sklepy, stoiska, itp. atrakcje, 
sielankowo spędzałem czas, ale że czas to pieniądz, a pieniądz to więcej niż 
czas  więc  i  moja  wyprawa  musiała  kiedyś  się  zakończyć.  Odnajdując 
kolejne  ziarenka  groch  udałem  się  w  drogę  powrotną.  Dochodząc  do 
miejsca,  gdzie  miało  miejsce  objawienie  się  mojej  szczodrości,  moim 
oczom  ukazał  się  czarodziejski  obraz.  Stałem  się  naocznym  świadkiem 
cudu.  Ów  jednonogi  nieborak,  który  uprzednio  zainstalowany  był  na 
chodniku,  nagle  wstał,  i  co  więcej  miał  dwie  nogi  (jedna  pewnie  przez 
przypadek  skrupulatnie  schowała  się  pod  płaszczem  cóż  moje 
niedopatrzenie).  Następnie  z  gracja  5-cio  gwiazdkowej  obsługi  hotelowej 
wziął  do  ręki  magiczne  pudełko  i  schował  do  kieszeni  zdobyte  talary,  po 
czym  zabrał  niezbędne  przy  jego  schorzeniu  kule,  wsiadł  na  rower  i 
pojechał w ... nieznanym mi kierunku pojechał. A ja? Widząc te tworzone 
Boską  ręką  cuda  poczułem  się  dosyć  dziwnie  i  jak  na  tę  okoliczność  to 
chyba  zrozumiałe.  Wiedziałem  bowiem  doskonale,  że  zostałem  oszukany, 
zrobiony  w  „bam  buko”,  a  po  wykładzie  z  Logiki  powiem  więcej:  Ów 
niepełno  sprytny  jak  sądziłem  jegomość,  zastosował  wobec  mnie 
Miseriocordian,  po  czym  bez  ogródek  odwołał  się  do  mojej  litości  i 
miłosierdzia.  
  

Dziś  sceptycznie  już  podchodzę  do  takich  statystów  architektury 

krajobrazu,  choć  tak  do  końca  nigdy  nie  mam  pewności  czy  człowiek, 
którego mijam na ulicy jest tylko świetnym aktorem, czy aż potrzebującym 
człowiekiem. 
 
33. Ewa K. [29.12.09]. 
Chciałabym  opisać  swoją  historię.  Zbliżały  się  Święta,  wybrałam  się  na 
zakupy,  ponieważ  mama  poleciła  mi  wspaniałą  ofertę  bombek 
choinkowych.  Oferta  ta  polegała  na  tym,  że  12  bombek  kosztowało  30  zł. 
Bombki  były  prześliczne,  więc  nie  zastanawiając  się  długo  kupiłam  je. 
Bardzo się z tego zakupu ucieszyłam do momentu, gdy weszłam do innego 

background image

40 

 

sklepu i ujrzałam te same śliczne bombki o 10 zł tańsze! Czar prysł, a ja ze 
złości nie kupowałam już nawet łańcuchów. Niestety jak wiele innych osób 
uległam  regule  autorytetu  -  autorytet  uznany  przez  nas  wywołuje  w  nas 
postawę bycia mu posłusznym. 
 
33.1. Waldemar Pycka [29.12.09]. 
Mam  dla  Pani  gorszą  wiadomość  (podobnie  jak  dla  wielu  innych 
"przedmówców"  na  Forum):  Ignorancja!  Niestety,  większość  z  nas 
okazyjnie  (świątecznie,  rzec  można)  dokonuje  zakupów,  nie  znając 
rynkowej  wartości  towaru.  "Magia"  świąt  osłabia  w  nas  czujność,  tłok 
zniechęca  do  porównywania  cen,  promocja  -  każe  przyspieszyć  zakup 
(wszak  zaraz  się  skończy...),  i  te  "gęby"  oczekujące  od  nas  nie-wiadomo-
czego, itd., itd... 
 
34. Małgorzata Żuk [29.12.09]. 
Niedawno znalazłam się w sytuacji, która śmiało można uznać za manipu-
lację moim zdaniem celowo zamierzona. Jakiś czas temu wróciłam do pracy 
po  niedługim  zwolnieniu  lekarskim,  już  na  samym  wejściu  zostałam 
poinformowana,  że  projekt,  w  który  byłam  zaangażowana  przed  zwolnie-
niem,  został  skończony  przez  moją  koleżankę  z  którą  współpracuję  ,nie 
było  to  aż  tak  pilne  żeby  nie  mogło  zaczekać  do  mojego  powrotu. 
Rozwiązanie,  które  zostało  przez  nią  przyjęte  było  zupełnie  inne  od  tego, 
które  wstępnie  zakładałyśmy.  Byłam  wściekły,  bo  według  mnie  przyjęte 
rozwiązanie jest złe. Pomiędzy nami wybucha kłótnia psując mój wizerunek 
a  nie  osoby  stosującej  manipulację.  Koleżanka  oczywiście  twierdzi,  że 
dokończył projekt z troski o mnie abym wracając do pracy po zwolnieniu o 
nic  nie  musiał  się  martwić,  jeżeli  rzeczywiście  tylko  o  to  by  chodziło  nie 
zmieniała  by  jego  założeń  aż  tak  diametralnie  czyli  na  taką  formę  przy 
jakiej upierała się początkowo. Wyszłam na niewdzięcznika, który kłoci się 
z kimś, kto chciał mi pomóc. Prawda jest jednak taka, że skorzystał z mojej 
nieobecności, aby przeforsować swoje rozwiązanie projektu co do którego 
miałyśmy  od  samego  początku  odmienne  zdania  i  aby  dojść  do 
porozumienia miałyśmy zastosować pośrednie rozwiązanie z którego żadna 
z  nas  tak  do  końca  nie  była  zadowolona  jednak  czasem  trzeba  iść  na 
kompromisy. 
    Podsumowując,  w  życiu  zawodowym  i  pozazawodowym  często 
spotykamy się  technikami  wpływu społecznego a  mój przypadek jest tego 
przykład.  Uważam,  że  zostałam  poddana  manipulacji  technikę  polegającą 
na  stawianiu  drugiej  osoby  przed  faktami  dokonanymi.  Jest  to  bardzo 
podstępna  technika,  gdyż  ofiara  manipulacji  w  oczach  postronnych 
obserwatorów  staje  się  agresorem.  Nie  jest  łatwo  obronić  się  przed  tego 
typu manipulacją. 

background image

41 

 

 
35. Eliza F. [30.12.09]. 
Święta  ‘czarują’  nas  kolorami,  zapachami,  dźwiękami.  Wpuszczają  nas  w 
tęczową  bańkę  mydlaną.  Tak  nam  w  niej  dobrze,  że  wcale  nie  chcemy 
wychylać z niej nosa i wracać do normalnych, szarych dni, choć zachowuje-
my  się  tu  dosyć  nietypowo.  Omamieni  złotymi  sklepowymi  dekoracjami, 
zapachem  choinki  i  pierników  przepadamy  w  sklepowych  półkach,  by  ze 
zdziwieniem  zobaczyć  rząd  cyferek  na  kasie,  a  już  w  samochodzie 
zastanawiać  się,  po  co  mi  kolejna  trzepaczka  czy  najnowszej  generacji 
otwieracz do słoików (choć trzeba przyznać, że w dużej promocji. 
    Niczym małe dziecko pozwalam się nabijać w butelkę, czy to przez moją 
naiwność, czy to przez siłę sugestii, jaka tkwi w tym zakupowym szale. Już 
wchodząc  do  sklepu  rozglądam  się,  wypatrując  niższych  cen,  choć  nie 
wszystko jest tańsze.  Za  każdym razem powtarzam  sobie, że ‘ostatni raz’, 
że ‘  nigdy  więcej’ za rogiem napotykam  na  kolejną  kuszącą (jedyną  taką) 
ofertę i kolejny niepotrzebny produkt ląduje w moim koszu, gdy tymczasem 
z  konta  znikają  kolejne  zera. Bo czy rzeczywiście  potrzebne  są  mi te  dwa 
parasole  w  cenie  jednego??  (Zwłaszcza,  że  nie  noszę  parasola,  bo 
niewygodny a i tak go zgubię. Ale co tam. Przecież drugiej takiej okazji nie 
spotkam.) A ta czekolada w złotym, świątecznym opakowaniu na pewno nie 
smakuje lepiej niż ta zwykła, choć jest o złotówkę droższa. (I ona też ląduje 
w  koszu  :/).  Stojąc  w  kolejce  planuje,  ze  wystarczą  mi  2  chleby,  ale  pani 
przede  mną  bierze  5.  ‘  Nie.  Jednak  2  to  za  mało.  Wezmę  trzy’  I  tak  bez 
końca.  Niby  świadoma  a  w  gąszczu  sklepowych  półek  poruszam  się  jak 
dziecko we mgle. 
    Jak  widać  tu  sama  teoria  nie  wystarczy.  Potrzebna  jest  tu  silna  wola  i 
odrobina rozsądku, o który niekiedy trudno. Przy robieniu zakupów dobrze 
jest  mieć  przy  sobie  kogoś,  kto  sprowadzi  nas  na  ziemię  odkładając  z 
powrotem na półkę niepotrzebne produkty. 
 
36. Marta Konik [30.12.09]. 
Okres  przedświąteczny  jest  to  taki  czas,  w  którym  człowiek  żyje  w 
ogromnym  napięciu starając  się  zrealizować  wszystkie  swoje  zamierzenia, 
oczywiście  w  miarę  swoich  możliwości.  Ja  również  będąc  osobą 
zorganizowaną  postanowiłam  wybrać  się  po  prezenty  świąteczne.  Udając 
się na giełdę w Zamościu, nie przypuszczałam, że zostanę ofiarą oszustwa. 
Niestety okazało się, że jestem również osobą nie zdecydowaną. Dość długo 
zastanawiałam  się  nad  odpowiednim  podarunkiem  dla  mojego  brata.  W 
pewnym momencie, zostałam zaczepiona przez obcokrajowca handlującego 
na  ów  giełdzie.  Mężczyzna  poprosił  mnie  abym  zamieniła  mu  drobne 
banknoty  w  łącznej  sumie  100  zł  na  jeden  banknot  stu  złotowy,  obiecał 
również  za  tą  przysługę,  podarować  mi  czarne  rękawiczki.  Bez 

background image

42 

 

zastanowienia  wyjęłam  portfel,  mężczyzna  trzymając  w  dłoni  pieniądze, 
przeliczał  je  na  moich  oczach,  robił  to  dość  powoli  więc  nie 
przepuszczałam, że mogłabym się pomylić. Dość szybko wymieniliśmy się 
określoną sumą (dostałam obiecane czarne rękawiczki) i pożegnałam się z 
przemiłym panem. Oczywiście  prezent dla  brata  został zakupiony, a  ja  po 
powrocie  do  domu  zorientowałam  się  "że  słabo  umiem  liczyć".  Będąc 
pewna, że wraz z "przemiłym panem" przeliczyłam wymieniane pieniądze 
okazało  się,  iż  w  portfelu  brakuje  mi  20  zł.  Śmiem  twierdzić,  że  okres 
przedświąteczny jest nie tylko czasem życzliwości i dobroci w stosunku do 
drugiego  człowieka,  ale  i  momentem,  w  którym  jesteśmy  roztargnieni, 
zabiegani i możemy łatwo zostać oszukani. Czas świąteczny powinien być 
momentem  skłaniającym  człowieka  do  pewnej  refleksji,  ja  dostałam 
nauczkę (i chodź nie była to duża kwota, czułam się oszukana). Na pewno 
moje przemyślenia poświąteczne będą mnie ukierunkowywały do tego aby 
być przezornym człowiekiem. 
 
37. Anna Urban [30.12.09]. 
Święta  maja  to  do  siebie  ,  że  nas  czarują.  Ale  wariacja  nie  koniecznie 
dotyczy samych  świat tylko  nas  samych. Pracuje  w centrum  handlowym i 
widziałam  co  się  dzieje  z  ludźmi  w  tym  okresie  przedświątecznym  no  i 
oczywiście  zbliżającym  się  sylwestrem.  Wiele  osób  uważa,  że  ta  cała 
manipulacja  dotyczącą  świątecznej  gorączki  i  związanych  z  tym  zakupów 
wychodzi  od  pracowników  -  czyt.  przedawców.  Niby  namawiających  i 
kuszących  promocjami  i  niskimi  cenami.  Ale  nikt  nie  wpadł  na  to,  że  na 
tym  polega  praca  tych  właśnie  osób. Przechodząc  do  meritum  -  pośpiech 
który nam towarzyszy i brak czasu może być jednym z głównych powodów 
przez które ulegamy manipulacji. I to nie tylko w okresie świątecznym. 
      A  na  zakończenie  dodam,  że  to  emocje  zmusiły  mnie  do  napisania 
powyższego  tekstu;)  Zaznaczę  tylko,  że  nie  miałam  zamiaru  nikogo  się 
"czepiać";)  
 
38. Iwona W. [30.12.09]. 
Jak  zwykle  co  roku  przed  świętami  nabieram  się  na  różnego  rodzaje 
"promocje"  (nie  ma  czego  ukrywać).  Chyba  z  tego  powodu,  iż  przed 
świętami  jestem  ciągle  zabiegana  i  na  nic  nie  mogę  znaleźć  czasu.  Moja 
kolejna  "przygoda"  z  manipulacją  zaczęła  się  przed  06.12.09r.  Chciałam 
kupić swojemu dziecku na  mikołaja jakiś fajny i niedrogi prezent, a chcąc 
uniknąć w tym roku tłumu ludzi robiących zakupy, oraz biegania od sklepu 
do  sklepu  w  poszukiwaniu  prezentów,  stwierdziłam,  że  najlepszym 
rozwiązaniem  będą  zakupy  internetowe.  Podkusiła  mnie  do  tego  moja 
koleżanka,  która  dla  swojej  pociechy  kupiła  w  sklepie  internetowym  w 
super promocji super świetne puzzle składające się z 24 wielkich kawałków 

background image

43 

 

(jeden  puzel  miał  mieć  wymiar  10x10cm,  także  obrazek  powinien  wyjść 
dosyć  duży...)Koleżanka  bardzo  namawiała  mnie  do  zakupu  takich  puzzli 
dla mojego dziecka, twierdziła, że się opłaca. Kiedy weszłam na tę stronę z 
wielkim zainteresowaniem zaczęłam oglądać znajdujące się tam rzeczy do 
kupienia.  Było  tego  bardzo  wiele.  Ucieszyłam  się,  że  nie  będę  musiała 
ganiać  po  sklepach  w  poszukiwaniu  zabawki  dla  mojego  brzdąca. 
Znalazłam te puzzle, którymi zachwycała się koleżanka i stwierdziłam, że ja 
też zaczynam się na nie nakręcać, ponieważ wydawały się naprawdę fajne i 
cena  też  była  w  porządku  (same  puzzle  kosztowały  25  zł,  z  przesyłką 
wyniosło  mnie  to  prawie  40zł).  Byłam  bardzo  zadowolona  z  mojego 
zakupu,  dopóki  nie  weszłam  do  sklepu  zabawkowego  w  moim  mieście 
(musiałam na szybko kupić jeszcze jeden prezent dla chrześnicy męża, a nie 
było  czasu  zamawiać  przez  internet).  Okazało  się,  że  w  tym  sklepie 
znajdowały się takie same puzzle co zamówiłam i ku mojemu zaskoczeniu i 
oburzeniu  puzzle  kosztowały  jedynie  22zł  czyli  były  o  wiele  TAŃSZE! 
Przynajmniej moja córeczka była zadowolona z prezentu... I tak oto (jak co 
roku  zresztą)  dałam  się  w  coś  wkręcić.  Manipulacja  jest  nieodłącznym 
elementem naszego życia i zawsze będzie nam towarzyszyć szczególnie w 
okresie  przedświątecznym,  kiedy  to  ludzie  zamiast  realnie  spoglądać  na 
rzeczywistość i oceniać sytuacje dają się bez skrupułów nabijać w butelkę i 
marzą o "niebieskich migdałach". Uważam, że w tej sytuacji uległam regule 
lubienia i sympatii - bardzo lubię moją koleżankę, która namówiła mnie do 
dokonania zakupu, regule niedostępności - ponieważ wydawało mi się, że to 
dobra okazja, oraz regule  społecznego dowodu słuszności  -  stwierdziłam , 
że skoro moja koleżanka kupiła to i ja kupię. 
 
39. Beata Janocińska [30.12.09]. 
W  ubiegłym  tygodniu  kupowałam  prezent  dla  córeczki  na  gwiazdkę. 
Zauroczona  dosyć  dużą  obniżką  ceny  lalki  od  razu  wzięłam  ją  z  półki, 
jednak  po  dokładnym  sprawdzeniu  okazało  się  że  lalka  która  miała 
wypowiadać  mnóstwo słów  niestety  nie  działała, z  kolejną było dokładnie 
tak  samo,  w  końcu  po  długim  poszukiwaniu  odnalazłam  sprawną  lalę. 
Szczęśliwa  ruszyłam  w  stronę  kasy  i  tu  kolejne  rozczarowanie,  ponieważ 
okazało  się  że  cena  tej  lalki  jest  zupełnie  inna  niż  cena  znajdująca  się 
przy  towarze.  Oczywiście  lalkę  zakupiłam  w  normalnej  cenie,  ponieważ 
byłam już zmęczona oraz zniechęcona dalszymi poszukiwaniami. Myślę że 
był  to  celowy  chwyt  manipulacyjny  i  sądzę  że  większość  osób  dało  się 
nabrać  tak  jak  ja  i  zakupiło  prezent  dla  swojej  pociechy  w  cenie 
"wyjątkowo" promocyjnej. 
 
 
 

background image

44 

 

40. Iwona Iwanejko [30.12.09]. 
Szukając  w  myślach  sytuacji  w  której  uległam  wpływowi  społecznemu 
podczas zakupów przedświątecznych, zaczęłam analizować swoje postawy 
podczas dokonywania zakupów. Na początku tych rozważań byłam pewna, 
że  zawsze  kupuję  rozsądnie  i  nie  znajdę  żadnej  autentycznej  historyjki  do 
opisania  na  tym  forum.  Jednak  nie  musiałam  długo  myśleć  aby 
przypomnieć  sobie  kilka  sytuacji,  w  których  poddałam  się  wpływowi 
innych.  Najdobitniejszą  jest  sytuacja  gdy  ostatnio  wybrałam  się  w  celu 
kupienia  płaszcza.  Kryteria  były  dość  jasne:  krótki,  szary,  ciepły,  dobrze 
byłoby aby był też niedrogi. Chodziłam po sklepach przymierzając kolejne 
ubrania.  Znalazłam  jeden  odpowiadający  mi  płaszcz  ale  wiedząc,  że  jest 
jeszcze  kilka  sklepów  niedaleko,  postanowiłam  sprawdzić  wszystkie 
dostępne  możliwości. Ostatni sklep  miał dwie  kondygnacje, po obejrzeniu 
propozycji  znajdujących  się  na  te  niższej,  przeszłam  na  piętro.  Tam 
znalazłam drugi już płaszcz, który mi odpowiadał a więc go przymierzyłam. 
Wtedy,  zainteresował  się  mną  sprzedawca.  Zarzuciłam,  że  płaszcz  jest  za 
ciasny-  znalazł  większy  ale  w  innym  fasonie,  fason  mi  się  nie  spodobał-
znalazł kolejny jednak ten był w innym kolorze. Wyjaśniłam, że potrzebuję 
szarego, sprzedawca przypomniał sobie, że taki o jakim myślę jest na dole, 
dokąd  zaraz  poszedł  razem  ze  mną.  Okazało  się,  że  tu  również  nie  ma 
odpowiedniego  dla  mnie  rozmiaru  w  tym  kolorze.  Jednak  pomoc  zaczęła 
oferować  mi  również  sprzedawczyni,  wspólnie  okazywali  mi  wiele 
zainteresowania i służyli ,,dobrą’’ radą, typu:  w czarnym jest Pani ładniej, 
tego  fasonu  sprzedało  się  najwięcej…  W  rezultacie  ze  sklepu  wyszłam  z 
czarnym, dłuższym płaszczem.  
     Dopiero  po  jakimś  czasie  przypomniałam  sobie  ,że  przecież  ten  sam 
płaszcz  oglądałam  wcześniej  i  wcale  mi  się  nie  spodobał,  na  dodatek  w 
innym sklepie miałam upatrzony taki, który mi odpowiadał! 
     Dałam się zmanipulować ponieważ sprzedawcy okazali mi wiele troski i 
byli  sympatyczni, nie  chciałam ich ,,zawieść’’ skoro tak bardzo starali się 
abym  była  zadowolona,  zadziałała  tu  reguła  lubienia  i  sympatii.  Widzę  tu 
również regułę społecznego dowodu słuszności, uważałam ,że skoro ludzie 
to kupują znaczy, że to jest ładne. 
 
40.1. Waldemar Pycka [30.12.09]. 
Mocno się Pani zabezpieczyła przed wejściem do sklepu (kryteria!), mimo 
to w pewnym momencie "zabezpieczenie puściło"? Dlaczego? Co sprawiło, 
że Pani plan został tak mocno przeredagowany? Jak zabezpieczyć się przed 
takimi niechcianymi interwencjami z zewnątrz?  

 

40.2. Iwona Iwanejko [04.01.10]. 

background image

45 

 

Uważam,  że  dałam  się  przekonać  sprzedawcy  zapominając  o  z  góry 
narzuconych sobie ,, kryteriach zakupu’’ ponieważ sprzedawca obalał moje 
,,kryteria’’  i  przekonywał  mnie  do  nich  stopniowo.  W  ten  sposób  nie 
zauważałam  dużej  różnicy  między  pożądanym  zakupem,  a  tym  towarem 
jaki  mi  proponował.  Poza  tym  skupiał  moją  uwagę  jedynie  na  cechach 
towaru,  o  których  wiedział,  że  mi  odpowiadały,  starannie  unikając 
wspominania o tym co było w towarze nieodpowiednie. Udało mu się mnie 
przekonać  również  dzięki  mojej  naiwności  i  braku  konsekwencji  w 
powziętych zamiarach. 
     Myślę, że uniknięcie takich sytuacji jest bardzo proste- wystarczy, będąc 
zapytanym  przez  ,,życzliwego''  sprzedawcę  ,,czy  w  czymś  pomóc''  - 
odmówić. lepiej radzić sobie samemu. 
 
40.3. Waldemar Pycka [04.01.10]. 
Dzięki Pani Iwono za odpowiedź. A gdyby tak jednak wejść w konwersację 
z życzliwym sprzedawcą, to - jak Pani sądzi - czego należy w niej unikać? 
 
40.4. Iwona Iwanejko [06.01.10]. 
Myślę , że w konwersacji ze sprzedawcą warto być świadomym, że on stara 
się  jak  najwięcej  uzyskać  dla  siebie  stosując  przy  tym  techniki  manipula-
cyjne. Znając je i pamiętając o nich podczas zakupów dużo łatwiej im nie 
ulegać.  Jeśli  chodzi  o  rodzaje  promocji,  to  wydaje  mi  się,  że  idąc  Pana 
tropem  można  by  ich  wymienić  tyle,  przez  ile  ,,rąk''  przechodzi  towar. 
Chociażby hurtownie także organizują promocje, zazwyczaj nabierając przy 
tym sklep i pozbywając się niechcianego towaru. 
 
41. Elżbieta Zaborska [30.12.09]. 
Odnośnie  wpływu  społecznego  chciałabym  opowiedzieć  historię,  która 
przytrafiła mi się niedawno. Otóż w tym przedświątecznym szale zakupów 
wybrałam  się  z  synem  na  giełdę,  gdzie  handlują  Turkowie.  Mają  tanie 
rzeczy i zawsze można tam znaleźć coś dla siebie. Wśród przekrzykujących 
się,  niezbyt  dobrze  mówiących  po  polsku  handlarzy  moją  uwagę  przykuł 
mężczyzna  krzyczący:  „Tanie  zestawy  dla  domu!  30zł!  Wszystko,  czego 
potrzebujesz!  Tanio!!!”.   Podeszliśmy,  aby  obejrzeć  ofertę.  Promocja 
obejmowała  3  szczoteczki  do  zębów,  pastę  do  zębów,  proszek  do  prania, 
płyn  do  mycia  naczyń,  perfumy  i  elektryczną  maszynkę  do  golenia,  a 
wszystko  to  ładnie  zapakowane.  Turek  prezentował  jak  działają  powyższe 
produkty, wciąż nawołując do zakupów. I rzeczywiście mu się to udawało, 
bo paczuszki schodziły jak świeże bułeczki. Pomyślałam: „czemu nie??” i 
mimo protestów syna, który sceptycznie patrzył na sprawę (sama maszynka 
z reguły jest droższa od ceny całego zestawu), kupiłam dwa zestawy.  

background image

46 

 

  

I  dobrze,  że  do  Świąt  zostało  jeszcze  trochę  czasu,  bo  mogłam 

zrobić  ponowne  zakupy.  Szczoteczki  do  zębów  po  pierwszym  użyciu 
wyglądały jakby miały co najmniej pół roku, proszek do prania w ogóle się 
nie pienił, płyn do mycia naczyń zostawiał tłuste zacieki, po spryskaniu się 
perfumami  cała  się  lepiłam,  a  kiedy  ucieszyłam  się,  że  przynajmniej  syn 
będzie  miał  się  czym  golić  -  ku  mojemu  zaskoczeniu,  po  włączeniu 
maszynki okazało się, że… nie ma silniczka! 
  

Tak więc tanio nie zawsze oznacza dobrze  nie dość, że straciłam 

60zł  na  bezużyteczne  gadżety,  to  jeszcze  musiałam  wydać  dodatkowe 
pieniądze na inne prezenty. 
  

Wniosek:  na  zakupy  lepiej  wyślijcie  mężczyznę  i  nie  ulegajcie 

regule społecznego dowodu słuszności. 
 
42. Ilona Tomczyk-Filipczak [31.12.09]. 
Pragnę  Państwu  przedstawić  historię,  która  przydarzyła  mi  się  rok  temu. 
Wszystko  zaczęło  się  od  obejrzenia  w  telewizji  oferty  firmy  POLTINA, 
która została bardzo dobrze zareklamowana. Zaciekawiły mnie produkty w 
niej  przedstawione,  atrakcyjne  ceny  i  dobra  jakość.  Chciałam  złożyć 
zamówienie,  ale  nie  miałam  formularza  zgłoszeniowego.  Po  2  tygodniach 
listonosz  przeniósł  pod  moje  drzwi  katalog  firmy  POLTINA  z  kuponem 
zamówienia. W tym katalogu znajdowały się produkty o niskich cenach na 
rynku,  od  prostych  artykułów  prasowych,  odzież  po  sprzęt  gospodarstwa 
domowego.  
     Pierwsze  zamówienie  było  objęte  promocją.  Po  złożeniu  tego 
zamówienia można było otrzymać nagrodę gratis. Warunkiem było złożenie 
zamówienia.  Złożyłam  zamówienie  w  wysokości  100  zł,  na  produkt 
gospodarstwa  domowego.  Zamówienie  było  zrealizowane  bardzo  szybko. 
Po  zrealizowaniu  zamówienia  okazało  się,  iż  zamówiony  produkt  był  zły 
gatunkowo. Gratis otrzymałam rabat 50% na produkty z katalogu. Rabat ten 
można  było  zrealizować  przy  złożenia  następnego  zamówienia.  Zachęciło 
mnie  to  do  złożenia  kolejnego  zamówienia.  Okazało  się,  że  zamówienie 
trzeba zrealizować na minimum 200 zł. Stawka w porównaniu z pierwszym 
zamówieniem zwiększyła się o 100 zł. Nie zniechęciło mnie to. Dałam się 
nabrać na złożenie tego zamówienia. Zamówiłam złoty zegarek. Otrzymany 
zegarek  otrzymałam  bardzo  szybko,  jednak  znacznie  różnił  się  od  zdjęcia 
zegarka umieszczonego w katalogu. Chciałam go oddać , ale okazało się, że 
koszty przesyłki muszę pokryć ja, a w dodatku okazało się, że zamówiony 
zegarek nie był z drewna lecz z plastiku. Miał mieć pozłacane ramy, które 
jak  się  potem  okazało  były  pomalowane  na  żółto.  Przy  realizacji  tego 
zamówienia sugerowałam się niską ceną, która wydawała mi się atrakcyjna. 
Ilustracje zamieszczone w katalogu wyglądały jak oryginalne. 

background image

47 

 

     Rzeczywistość  okazała  się  inna.  Wraz  z  przesyłką  przyszła  informacja: 
JEST  PANI  SZCZĘŚLIWCEM!  ZOSTAŁA  PANI  WYLOSOWANA 
SPOŚRÓD  100  OSÓB!  TO  WYJĄTKOWA  OFERTA  NIE  MOŻE  PANI 
JEJ  PRZEGAPIĆ!  Przy  złożenia  kolejnego  zamówienia  otrzyma  Pani 
nagrodę  pieniężną  w  wysokości  200  zł,  którą  będzie  mogła  Pani 
przeznaczyć  na  co  będzie  tylko  Pani  chciała.  Okazało  się,  iż  rabat  50% 
obejmował wszystkie produkty oprócz tego zegarka. Kolejny raz dałam się 
nabrać.  Dostałam  informacje  zwrotną,  że  zostałam  wylosowana  spośród  3 
osób do wygrania nagrody o łącznej wartości 1000 zł. Warunek był jeden: 
Trzeba  było  złożyć  zamówienie  na  wartość  300  zł.  Stawka  zamówienia 
ciągle rosła. Kolejny raz dałam się nabrać. Złożyłam zamówienie z którego 
byłam  kolejny  raz  niezadowolona,  gdyż  produkty  zamówione  nie 
odzwierciedlały  produktów  przedstawionych  w  katalogu.  Nagrody  nie 
otrzymałam,  ale  otrzymałam  nagrodę  pocieszenia,  którą  mogłam  odebrać 
przy  złożeniu  kolejnego  zamówienia.  Nagrodą  pocieszenia  miały  być  2 
złote  broszki,  jak  pisano  w  opisie.  Rzeczywistość  okazała  się  inna. 
Chciałam sprzedać broszki, ale okazały się bezwartościowe. W katalogu był 
umieszczony telefon, pod który dzwoniłam. Byłam wściekła, okazało się, że 
podany numer jest nie aktywny. Przypuszczam, iż nigdy nie był. Napisałam 
list zwrotny do wymienionej firmy z prośba wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. 
Czekałam  na  odpowiedz,  ale  do  tej  pory  jej  nie  otrzymałam.  W  tym 
momencie  uświadomiłam sobie, iż  owa  firma  jest  nie  wiarygodna. Doszło 
do mnie, że zostałam oszukana. Firma ta zwabia naiwnych ludzi i bogaci się 
kosztem  innych.  Chwyt  marketingowy  owej  firmy,  polegał  na 
przedstawianiu  atrakcyjnych  cen,  które  nie  odzwierciedlały  w  wiarygodny 
sposób  rzeczywistości.  Reklama,  okazała  się  bardzo  trafna.  Niskie  ceny, 
szybka dostępność, dobra jakość szybko zachęcały do składania  kolejnych 
zamówień.  W  całym  tym  procesie  okazałam  się  łatwowierna  i  naiwna. 
Wydałam ogromną ilość pieniędzy na produkty, które nie były warte nawet 
ich  połowy.  PRZESTRZEGAM  WSZYSTKICH  NIE  DAJCIE  SIĘ 
NABRAĆ!  
 
43. Monika W. [31.12.09]. 
Mówią,  że  człowiek  to  osoba  rozumna.  Kształci  się,  zdobywa  wiedzę.  Z 
upływem  lat  może  o  sobie  powiedzieć,  że  jest  wyedukowany,  a  zdobyte 
doświadczenie pozwoli na racjonalne myślenie i działanie. 
     I  tu  pojawia  się  niespodzianka.  Wystarczy  jakaś  podniosła  chwila  i 
moment  zapomnienia.  Kiedy  do  tego  dołożą  się  emocje  to  racjonalne 
myślenie  przestaje  nasz  dotyczyć.  Tak  było  także  i  w  moim  przypadku. 
Pamiętam jak dziś to było na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. 
W  domu  pachniało  pieczonym  ciastem,  w  rogu  pokoju  stała  pachnąca 
choinka na której migotały kolorowe lampki. Z zza ściany dobiegał śmiech 

background image

48 

 

mojego  dziecka  i  nurtujące  pytanie  o  prezent  świąteczny.  W  ferworze 
obowiązków,  ”naładowana”  pozytywną  energią,  a  przede  wszystkim 
szczęśliwa,  zapomniałam  o  mądrościach  tego  świata  i  prawdach  jakie  mi 
przekazywano.  Właśnie  wtedy  wyrwał  mnie  z  krainy  mojej  szczęśliwości 
dzwonek  do  drzwi.  Jakież  było  moje  ogromne  zdziwienie,  kiedy  za 
drzwiami ujrzałam smutną, zaniedbaną kobietę trzymająca małe dziecko na 
ręku. Moje zdziwienie było ogromne ponieważ dzieliły nas ostatnie godziny 
do  świąt,  za  oknem  10  stopniowy  mróz,  a  tu  obca  kobieta  i  jeszcze  z 
maleńkim  dzieckiem.  Musiałam  mieć  dziwną  minę,  bo  kobieta  od  razu  to 
dostrzegła i wykorzystała moment. W ułamku sekundy z goryczą w głosie 
wyrecytowała  swoje  życie  i  problemy  z  nim  związane.  Pamiętam  dobrze, 
jak  z  miłością  w  głosie  mówiła  o  swojej  gromadce  dzieci  (siedmioro),o 
mężu  nie  stroniącym  od  alkoholu  i  codziennych  awanturach.  Na  moje 
pytanie,  po  co  przyszła  i  o  co  jej  tak  naprawdę  chodzi,  uśmiechnęła  się 
tylko błagalnie Dziecko zaś jakby wyuczone na komendę zaczęło płakać. W 
moim  sercu  kołatały  się  wszystkie  możliwe  uczucia  ,  mózg  przestał 
„prawidłowo” funkcjonować. W końcu jej słowa dotarły do mnie jakby ze 
wzmożoną  siłą.  Kobieta  przyszła  po  pomoc  i  wsparcie.  Okres  świąteczny 
wydał jej się najbardziej trafny i z perspektywy czasu uważam, wybór był 
strzałem w dziesiątkę. Kobieta była zdeterminowana. Wygłaszała mowę tak 
przerażającą,  że  każdy  zrealizowałby  jej  prośby.  Nie  chciała  znowu  tak 
wiele.  Prosiła  o  ubrania,  buty  dla  dzieci,  zabawki  i  artykuły  spożywcze, 
przemysłowe.  Na  koniec  wyliczanki  poprosiła  o  to  by  artykuły  były 
zamknięte  i  nie  używane.  Swoją  prośbę  motywowała  tym,  że  z 
rozpieczętowanymi  sobie  nie  poradzi,  mając  długą  drogę  do  domu  i 
maleńkie dziecko na ręku. Wtedy to wydawało się oczywiste. Moja reakcja 
była  niemalże  natychmiastowa.  Nadchodzą  święta,  okres  szczególny  dla 
każdego  człowieka  bez  względu  na  poglądy,  wyznanie.  Trzeba  pomóc 
kobiecie  i  jej  dzieciom.  Przez  całe  ciało  przebiegły  mnie  dreszcze,  a  w 
myślach  widziałam  siebie  stojącą  z  dzieckiem  u  czyjś  drzwi.  Poprosiłam 
żeby  zaczekała  a  ja  wszystko  przygotuję.  Nie  wiem  ile  trwało  moje 
pakowanie,  ale  efekt  końcowy  był  okazały.  Do  worka  włożyłam  całkiem 
nowe  ubrania  (małe  dzieci  nie  niszczą  ich  tak  jak  duże),  buty,  kilka 
zabawek i oczywiście artykuły przemysłowe i spożywcze. Wiem na pewno, 
że  było  ich  całkiem  sporo  i  były  zapakowane.  Przecież  na  święta  robi  się 
olbrzymie  zakupy,  bo  w  pracy  dają  talony,  a  w  sklepach  „rewelacyjne’ 
promocje  zachęcają  do  kupna.  Z  wielkim  workiem  prezentów,  dumna  ze 
swojej  szczodrości  wyszłam  na  korytarz  gdzie  czkała  na  mnie 
„potrzebująca”, wręczyłam jej dary. Kobieta była szczęśliwa i jakby nabrała 
wiary i chęci do stawienia czoła złemu losowi.  Czułam, że zrobiłam na te 
święta  dobry  uczynek.  Cieszyłam  się,  bo  przecież  w  myśl  wierzeń  dobro 
zawsze powraca. Moja radość z dobrego uczynku nie trwała jednak długo. 

background image

49 

 

Następnego  dnia  idąc  z  dzieckiem  na  spacer  doznałam  szoku.  Ubranka 
mojego  dziecka  były  porozrzucane  po  całym  dziedzińcu  wokół  mojego 
bloku.  Mniej  efektowne  zabawki  wystawały  z  kosza  na  śmieci.  Na  widok 
czego moje dziecko zaczęło pieczołowicie je wyciągać, bo przecież jeszcze 
wczoraj to były jego zabawki. Czarę goryczy dopełnił fakt spotkania owej 
„biednej  pokrzywdzonej”  przez  los  kobiety  na  osiedlowym  targu 
sprzedającą pozyskane  od ludzi  artykuły żywnościowe. Zaistniała  sytuacja 
tak  mnie  sparaliżowała,  że  nie  wiedziałam  co  mam  zrobić.  Bezsilność  i 
złość zrobiły ze mnie ofiarę własnej głupoty i naiwności. Czar świąt prysł. 
W głowie kłębiło się pytanie dlaczego dałam się zmanipulować kobiecie, o 
której  nic  nie  wiedziałam.  W  tę  nieczystą  grę  wciągnęła  także  swoje 
dziecko,  któremu  oddać  ukochane  zabawki  było  bardzo  trudno.  Dobro 
innych  było  wtedy  jednak  ważniejsze.  Długo  zastanawiałam  się  dlaczego 
tak łatwo dałam się nabrać, Czy to magia świąt czy może moja głupota?. Od 
tamtej  chwili  minęło  już  kilka  lat,  a  ja  wciąż  pamiętam  oczy  „biednej” 
kobiety  i  moją  naiwność.  Od  tego  pamiętnego  wieczoru  może  z 
niekorzyścią  dla  innych  potrzebujących  ale  nic  nikomu  dzwoniącemu  do 
moich  drzwi  nie  daję.  Jeżeli  poczuje  potrzebę,  święta  nastroją,  a 
potrzebujący  prosi  sprawdzam  i  prezenty  na  ogół  przesyłam  bezpośrednio 
do fundacji. Chociaż nigdy do końca też nie wiem czy owa fundacja działa 
w ramach statutu i zgodnie z literą prawa. Nauczkę mam już na całe życie w 
myśl zasady, że  „człowiek  uczy się  przez  całe  życie  i  głupim  umiera”. W 
tym  wszystkim  najśmieszniejsze  jest  to  że  zawsze  obiecywałam  sobie,  że 
będę  uważała  na  przedświąteczne  pułapki  cenowe,  rewelacyjne  promocje: 
„kup dwa, trzeci  dostaniesz  gratis”. Nigdy nie  sądziłam, że pułapka  czeka 
za moimi drzwiami.  
     Nadchodzą kolejne święta.... 
 
43.1. Waldemar Pycka [31.12.09]. 
Poruszyła Pani bardzo ciekawy temat: przestrzeń naszej czujności. Jak Pani 
sądzi, czy jesteśmy w stanie w każdym miejscu zachować tę samą czujność 
przed  manipulacją  ze  strony  innych  osób?  I  co  zrobić,  by  za  cenę 
zachowania naszej czujności nie stracić na moralnej wiarygodności opartej 
na zaufaniu? Proszę się nie spieszyć z odpowiedzią. Poczekam. 
     Ps.  Też  nie  daję  prezentów  "domokrążcom",  też  wpłacam  na  fundacje. 
Może i tam są przekręty, ale z ewentualnymi karnymi konsekwencjami!  
 
43.2. Monika W. [01.01.10]. 
Myślę,  że  kobiety  są  tak  skonstruowane,  że  manipulowanie  nimi  jest 
łatwiejsze.  Ich  działania  podyktowane  są  uczuciami.  Więc  są  bardziej 
narażone  na  manipulacje.  Kiedy  do  gry  wchodzą  uczucia,  racjonalne 
myślenie zawodzi. Mężczyźni natomiast przy całym wdzięku jaki posiadają 

background image

50 

 

działają  bardziej  zdroworozsądkowo.  Odrzucają  emocje,  bo  według  nich 
uczucia  to  zły  doradca.  Przed  podjęciem  jakiejkolwiek  decyzji  kalkulują, 
aby wręcz z matematyczną dokładnością dokonywać wyborów. Mężczyźni 
są  bardziej  czujni  z  natury,  więc  trudniej  ich  oszukać.  Szukanie  jednak  w 
każdej  sytuacji  "podwójnego  dna",  a  w  ludziach  złych  intencji  może 
spowodować  przesadne  wyczulenie  na  zastane  problemy.  Wszystko  co 
natomiast wynika z przesady niszczy nas i nasze spojrzenie na świat i ludzi. 
Tylko zdrowy rozsądek i umiar może nas uratować. 
 
44. Tomasz Sz. [31.12.09]. 
Historia oparta na faktach. Któregoś dnia spragniony poszedłem do kuchni 
zrobić  sobie  herbatę.  Podstawiając  czajnik  pod  kran  zauważyłem  coś  do 
niego  podłączonego  –  coś  co  sprawiało  że  woda  wolniej  płynęła  i  tym 
samym  dłużej  trzeba  było  czekać  na  napełnienie  czajnika  w  następstwie 
czego niecierpliwiłem się. Poruszony owym „cudem” spytałem mamy: „co 
to i po co to tu?”. Odpowiedziała że  filtr  do  wody, ale po co jest,  już  nie 
potrafiła  rzeczowo  uzasadnić.  Powiedziała  również  że  ona  go  kupiła  od 
jakichś  ludzi  którzy  chodzili  po  domach  i  owe  filtry  sprzedawali. 
Kwestionowałem dalej przydatność filtra stwierdzając że nigdy z wodą nie 
mieliśmy  problemów  (mieszkamy  na  wsi).  Na  to  mama  odpowiedziała  że 
ludzie ci mieli legitymacje sanepidu (już wiedziałem że nie byli z sanepidu) 
i  mówili  że  ludzie  kupują  filtry  (mieszkamy  na  wsi)  i  że  filtry  są 
obowiązkowe  (na  pewno  nie  byli  z  sanepidu).  Cóż,  krótko  mówiąc 
zdenerwowałem  się  trochę  na  mamę  bo  dała  się  nabić  w  butelkę  (siłą 
lewych legitek) na przedstawicieli z  „sanepidu” (co za ludzie!!!) i na  filtr, 
bo  woda  wolno  leciała  (kosztował  coś  ok.  70zł  i  jestem  cholerykiem).  W 
każdym razie dziś filtr leży nieużywany wesoło w pudełku na półce, woda 
leci  normalnie,  ptaszki  ćwierkają,  niebo  znów  jest  niebieskie  i  w  ogóle. 
 
    PS.  Historia  co  prawda  nie  dotyczy  mnie,  ale  nic  nie  mogłem  sobie 
przypomnieć co dotyczyło bezpośrednio mojej osoby, a na pewno coś było. 
Poza  tym  dobrze  że  przypomniałem  sobie  to  zdarzenie,  bo  pomyślałem 
sobie  że  można  by  wystawić  ten  wynalazek  na  allegro.  Napiszę  w  opisie 
aukcji że jestem z sanepidu i że filtr jest obowiązkowy. 
 
44.1. Waldemar Pycka [31.12.09]. 
Panie Tomaszu, dlaczego "jacyś ludzie" stwierdzili, że powoływanie się na 
sanepid  otworzy  im  serca  i  umysły  mieszkańców  wsi?  Jaki  to  byłby 
argument erystyczny?  
 
44.2. Tomasz Sz. [01.01.10]. 

background image

51 

 

Przede  wszystkim  myślę  że  reguły  które  zastosowali  ci  ludzie  bynajmniej 
nie  otworzyły  umysłów  ludzi  tylko  co  najwyżej  je  domknęli.  Otworzyli 
raczej  ich  portfele.  Stwierdzili  że  te  metody  będą  skuteczne  widocznie 
znając  obyczaje  ludzi  prowincji.  Myślę  że  argument  erystyczny  o  który 
Panu  chodzi  to  odwoływanie  się  do  upodobań  ludu,  skłonność  ludzi  do 
konformizmu  czyli  niejakie  "argumentum  ad  populum".  Natomiast  moja 
mama  uległa  regule  społecznego  dowodu  słuszności  czyli  wiążące  się  z 
powyższym  oraz  regule  autorytetu  -  słysząc  słowo  "sanepid"  zapewne 
poczuła że zrobi źle jeśli nie kupi tego filtru i że ludzie z "sanepidu" wiedzą 
co mówią. Być może poczuła też że kondycja wody w naszej okolicy jest w 
jakiś sposób kontrolowana i to mógł być argument ostateczny. 
 
45. Anna Kostek [31.12.09]. 
Historia  którą  opisze  na  tym  forum  wydarzyła  się  na  początku  grudnia. 
Pewnego  popołudnia  do  moich  drzwi  zapukała  starsza  pani,  która 
przedstawiła się jako wolontariuszka pewnej lubelskiej fundacji. Pani stojąc 
w drzwiach dziękowała za okazaną wcześniej pomoc fundacji. Starsza pani 
przedstawiła się, okazała identyfikator miała ze sobą zdjęcia dzieci, którym 
pomaga  fundacja  a  na  koniec  aby  nie  wzbudzić  podejrzeń  nawet  zaczęła 
czytać ich historie choroby. Po przedstawieniu siebie i wydeklamowaniu jak 
działa  fundacja  poprosiła  o  wsparcie  finansowe  w  wysokości  20  złotych 
.Zapytałam  ją  dlaczego  zbiera  akurat  taką  kwotę  a  ona  na  to  że  taki  mają 
regulamin,  bo  tyle  kosztuje  jedna  ,,cegiełka"  w  tej  fundacji.  Sytuacja  w 
jakiej się znalazłam wytrąciła mnie z równowagi nie wiedziałam co zrobić, 
bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką forma pomocy. Rozważając za 
i przeciw dałam starszej pani 20 zł, w zamian dostałam malutką maskotkę z 
logo fundacji. Starsza pani wpisała moje nazwisko na listę podziękowała  a 
ja  zapomniałam  o  sprawie.  Po  tygodniu   przed  swoim  domem  spotykam 
mężczyznę,  który  prosił  o  pomoc  dla  tej  samej  fundacji  opowiada  o  tych 
samych dzieciach o fundacji i prosi o wsparcie tylko kwota się zmieniła, bo 
tylko 5zł za kartkę świąteczna. Panu odmówiłam zakupu kartki świątecznej. 
Dwa  dni  później  dowiedziałam  się,  że  ten  pan  był  prawdziwym 
wolontariuszem  fundacji,  a  starsza  pani  zwykłą  naciągaczką   i  oszustką, 
która  została  wyrzucona  z  tej  fundacji,   bo  nie  rozliczyła  się  z  zebranych 
pieniędzy.  Radzę  wszystkim  aby  najpierw  dobrze  sprawdzili  kim  jest 
wolontariusz zanim ofiarują  swoją pomoc. POZORY MYLĄ. 
 
46. Agnieszka N. [31,12,09]. 
Zawsze uważałam, że ciężko mnie nabrać, oszukać lub coś wmówić. Należę 
do tych, co wszystko mają przemyślane, nawet listy zakupów. Nie lubię jak 
ktoś  karze  mi  coś  kupić,  bo  po  prostu  warto,  a  już  w  szczególności  jak 
mądrzy  się  na  jakiś  temat  i  zachwala  dany  towar,  choć  w  życiu  go  nie 

background image

52 

 

używał.  Muszę  więc  przyznać,  że  jeśli  chodzi  o  ludzi  trudniących  się 
promocją  czyli  nakłaniaczom,(tak  ich  nazywam)  to  jeszcze  nikomu  nie 
uległam.  (tak-  jestem  z  siebie  dumna)  Ale-nawiązując  do  tematu  naszego 
forum,  opiszę  jednak  sytuację,  która  wydarzyła  się  dokładnie  w  Wigilię. 
Razem z mężem wybraliśmy się po skromny prezent dla brata, miała to być 
myszka komputerowa. Po kilkunastu minutach wybraliśmy ową myszkę, ale 
ku  memu  nieszczęściu  mój  ukochany  dojrzał  wśród  sterty  ułożonych  na 
środku  alejki  pudełek  drukarkę,  (oczywiście  w  gwiazdkowej  promocji) 
którą  już  dawno  zamierzał  nam  kupić.  Nie  twierdzę,  żeby  nam  się  nie 
przydała, ale zaczęłam marudzić, jak to ja....że na Święta tyle wydatków i w 
ogóle powinniśmy zacząć oszczędzać...że teraz nie możemy jej kupić! 
    Pół  godziny  później  staliśmy  w  wielkiej  kolejce  razem  z  myszką, 
drukarką, paczkami papieru do drukowania zdjęć i elektryczną szczoteczką 
do zębów, którą i tak mieliśmy kupić, bo nam się stara popsuła. I po premii, 
która  miała  być  przeznaczona  na  coś  innego.  Tak...Uległam  własnemu 
mężowi,  a  on  przeklętej  promocji!  Pociesza  mnie  tylko  jego  dziecięca 
radość  na  twarzy,  gdy  siedzi  przy  tej  drukarce  i  drukuje  sobie  moje  fotki. 
Tylko szkoda, że na następną premię trzeba czekać kilka miesięcy. 
 
47. Izabela Sz. [31.12.09]. 
Pewnego  dnia  jedna  z  firm  telekomunikacyjnych  miała  "super"  promocje, 
laptop  i  mobilny  internet  za  1zł.  Otóż  po  obejrzeniu  tej  reklamy  w  TV 
chciałam  skorzystać  z  tej  "super"  promocji  i  udałam  sie  do  sklepu,  który 
uczestniczył  w  tej  promocji.  Będąc  już  w  tym  sklepie  zapytałam  o  tę 
promocję  i  owszem  jest  taka  tylko  żeby  mieć  laptopa  za  1zł  trzeba  było 
zawrzeć  umowę  abonamentowa  110zl  na  24  miesiące.  Kobieta  z  mężem, 
którzy też byli  w tym  sklepie zaciekawieni  tą  promocją  skorzystali z  niej. 
Stwierdziłam, dlaczego by nie skoro oni też spróbowali. Z resztą pani, która 
mówiła  o  promocji  była  bardzo  sympatyczna  i  przekonująca.  Owszem 
podpisałam  umowę  ale  jak  później  okazało  się,  że  w  cenie  abonamentu 
zawarta  jest  rata  za  laptopa  o  której  nikt  nic  nie  mówił.  Po 
przeanalizowaniu,  bardziej  opłacało  by  mi  się  kupić  laptopa  na  raty,  a 
internet i tak mam w domu.  
     Myślę, że poddałam się:  
-  Regule  lubienia  i  sympatii:  łatwiej  ulegamy  osobom  do  nas  podobnym  i 
tym, których lubimy pani była tak miła i fachowo opowiadała na temat tej 
promocji 
-  Regule  społecznego  dowodu  słuszności:  Kobieta  z  mężem  zdecydowali, 
więc ja też. 
 
48. Wioletta O. [01.01.10]. 

background image

53 

 

Dwa  tygodnie  temu  wychodząc  z  supermarketu  z  zakupami  podszedł  do 
mnie  młody,  przystojny  mężczyzna.  Zatrzymał  mnie  uśmiechem  i 
powiedział,  że  jestem  tak  piękną  kobietą  i  że  na  pewno  znam  się  na 
perfumach.  A on chciały  się  mnie  porazić, które  są  ładniejsze. Odniosłam 
się  do  tego  sceptycznie  wiedząc,  że  wiele  ładniejszych  kobiet  ode  mnie 
wychodziło  z  tego  sklepu  i  pewnie  kryje  się  za  tym  coś  jeszcze.  Jednak 
potrafił przełamać moje opory, wzbudzając we  mnie zaciekawienie. Wyjął 
jakieś dwa  opakowania  perfum spryskał  moje  nadgarstki  i spytał,  które  są 
ładniejsze. Jak już zadecydowałam i chciałam już iść myśląc, ze to koniec 
to on powiedział, że skoro mi się te podobają to dostanę je w promocyjnej 
cenie za 50 zł i że to są francuskie perfumy, które się utrzymują cały dzień. 
Jak odpowiedziałam, że nie jestem zainteresowana, to powiedział, że gratis 
dostanę drugie opakowanie. Jak ponownie odmówiłam, to on powiedział, że 
wyrzucą  go  z  pracy,  bo  cały  dzień  tutaj  stoi  i  nic  nie  sprzedał.  Ponieważ 
jestem wrażliwa na cudzą krzywdę kupiłam te perfumy. Jak dojechałam do 
domu  zapachu  tych  „perfum  z  Francji”  nie  było  czuć.  Kilka  dni  później 
zobaczyłam  takie same  „perfumy”  w  sklepie  za 20 zł, byłam  wściekła, że 
tak łatwo udało mu się mnie wkręcić. Nauczyłam się już od tamtej pory nie 
wierzę  żadnym  akwizytorom  i  nie  daję  się  już  zmanipulować  na  słodkie 
oczka i miłe słówka. 
 
49. Małgorzata M. [01.01.10]. 
Chciałabym  opowiedzieć  historyjkę,  która  wydarzyła  się  28  grudnia  tuż 
przed Sylwestrem. W poszukiwaniu sukienki natknęłam się na sklep gdzie 
moje  oczy  ujrzały  piękną  kreacje  na  wystawie  sklepu.  Obok  niej  była 
wielka  tablica  z  napisem  przecena  -  50%.  Szybko  weszłam  do  sklepu  bez 
chwili  zastanowienia  poprosiłam  o  tą  suknie  aby  ją  przymierzyć.  Poszłam 
do  przymierzalni  i  przeglądając  się  w  lustrze  stwierdziłam,  że  świetnie  w 
niej wyglądam i muszę ją kupić. Po podejściu do kasy pani sprzedawczyni 
powiedziała  mi,  że  suknia  kosztuje  więcej  niż  było  napisana  metce 
przyklejonej  do  wieszaka.  Pani  oznajmiła  mi,  że  zaszła  pomyłka.  Podczas 
dyskusji zwróciłam się do niej ,że chcę rozmawiać z kierownikiem sklepu. 
Po  przyjściu  kierownika  z  jego  ust  usłyszałam  wiele  pretensji,  że  jestem 
natrętną babą która sama nie wie czego chce. Po obraźliwych wyzwiskach, 
które  padały  pod  moim  adresem  wyszłam  z  sklepu  w  poszukiwaniu  innej 
ciekawszej oferty. Podczas wychodzenia z sklepu usłyszałam jak kierownik 
zwraca  uwagę  sprzedawczyni,  że  jest  próżna  i  nie  chce  jej  się  pracować. 
Nakazał aby po nowym roku już zaczęła szukać pracy w innym sklepie. 
 
50. Barbara Tor [01.01.10]. 
Ja  nadal  często  nie  potrafię  odmawiać  pomocy  ludziom,  zwłaszcza  przed 
świętami.  Oto  jeden  z  przykładów:  Pewien  "biedny"  człowiek  przyszedł  i 

background image

54 

 

prosił  5  zł  na  chleb,  bo  mówił,  że  jest  głodny.  Tak  błagał,  że  pomimo 
podejrzeń, że przeznaczy na jakiś alkohol, dałam te 5 zł. Gdy za jakiś czas 
przechodziłam  obok  sklepu,  ten  "biedny  człowiek"  stał  za  sklepem  i 
opróżniał tzw. "beczkę". Pomimo że sobie obiecuję, że nie dam się zwieść, 
to nadal ulegam ludziom błagającym o pomoc. 
 
50.1. Waldemar Pycka [01.01.10]. 
Gdzie  jest  granica  Waszej  uległości  na  prośby?  Wmówiliście  sobie,  że  nie 
dając,  czynicie  źle.  A  jest  dokładnie  odwrotnie!  Nie  należy  pomagać 
ludziom  mającym  siłę  prosić  o  pomoc.  Przyłażą  z  dzieciakami,  obdarci,  z 
obrazkami, z cegiełkami, a Wy już - kasa wyda. Czy ktoś z Was widział w 
swoim  życiu  przynajmniej  JEDNĄ  osobę,  którą  wymagała  od  Was 
pomocy? Wątpię. Niemal  wszystkie  osoby tego rodzaju są  pozamykane  w 
specjalnych zakładach. 
 
50.2. Magdalena S. [01.01.10]. 
Ma pan bardzo dużo racji. W mojej miejscowości jest cztery duże kościoły, 
pewnej niedzieli postanowiliśmy wybrać się na mszę, ale do innej parafii a 
tam  jak  co  niedziela  pełno  ludzi  proszących  o  datki  bo  niby  syn  czy  inny 
potomek rodziny jest chory. Tym razem jednak zjawili się młodzi chłopcy o 
kulach z karteczką, że potrzebują na operacje bo podczas wypadku została 
uszkodzona noga. Ludzie dawali nie powiem nawet sporo. Po mszy spotka-
liśmy  znajomych  i  chwilę  zostaliśmy,  żeby  porozmawiać.  Ku  naszemu 
zdziwieniu pod kościołem nikogo już nie było a po chłopaków zbierających 
datki,  podjechał  elegancki  samochód  przyciemniane  szyby  niestety  marka 
jest  mi  nieznajoma  ale  sam  wygląd  samochodu  mi  wystarczył.  Żeby  było 
mało  chłopak  wziął  pieniądze  i  kule  pod  pachy  i  zapakował  sie  do 
ekskluzywnego  autka.  W  taki  oto  sposób  ludzie  zarabiają  pieniążki  mimo, 
że nie  są  kalekami. Moim zdaniem potrzebująca  i szanująca  sie  osoba  nie 
przyszła by prosić o jałmużnę w taki sposób. A ludzie z dobrego serca dają 
takim osobom.  
 
50.3. Aneta Szczygielska [01.01.10]. 
Ma Pan racje  moja  koleżanka prowadzi  sklep spożywczy i kwiaciarnie  na 
przeciwko naszego kościoła i nie raz widziała jak ludzie klęczą na kolanach 
w ręku puszka na datki i żebrzą na chleb lub na operacje ponieważ są niby 
bardzo  chorzy,  ale  jak  tylko  zaczynała  sie  następna  msza  przychodzili  do 
tego jej sklepu i  kupowali  nie jedzenie a papierosy. Jednym słowem jedno 
wielkie oszustwo ale ludzie nie zdaja sobie z tego sprawy i mało tego dają 
nie kiedy naprawdę duże pieniądze. 
 
50.4. Barbara Tor [01.01.10]. 

background image

55 

 

Tak, wiem, że w 100% nikomu nie dam kasy tylko wtedy, gdy mam pustą 
kieszeń. W przeciwnym razie niestety daję sobą manipulować, aczkolwiek 
coraz rzadziej, gdyż  "życie  uczy" i  widzę, że  wielu żebrzących  ma  więcej 
kasy  ode  mnie.  Wiem,  że  nadal  muszę  trenować  asertywność  i  uczyć  się 
odmawiać naciągaczom. 
 
50.5. Nina Kozłowska [01.01.10]. 
Pani  Basiu  ja  miałam  identyczną  sytuację.  Też  nie  potrafię  odmawiać 
pomocy ludziom. Byłam na zakupach podszedł do mnie starszy mężczyzna 
bardzo  prosił  żebym  dała  pieniądze  na  chleb  i  na  kiełbasę.  Szkoda  mi  się 
zrobiło i zapytałam ile chce, a on powiedział , że 8 zł. Więc pomyślałam, że 
taki  biedny  skruszony  mężczyzna  i  szkoda  mi  się  zrobiło  dałam  te 
pieniądze.  Gdyż  robiłam  dalej  zakupy  i  przechodziłam  obok  sklepu  i 
zobaczyłam człowieka z kolegą oczywiście pili wino. Byłam taka wściekła, 
że dałam się nabrać. Także, ludzie na uważajcie!!!! 
 
50.6. Małgorzata M. [01.01.10]. 
Pani  Nino  i  Basiu  nie  przejmujcie  się  wiele  ludzi  spotyka  się  z  taką 
sytuacją.  Ja  niedawno  jak  szłam  na  zakupy  do  supermarketu  w  mojej 
miejscowości  klęczał  na  plecaku  mężczyzna  prosząc  mieszkańców  ,mojej 
miejscowości.  Prosząc  o  łaskę  stwierdziłam,  że  jako  pracownik  socjalny 
należy człowiekowi pomagać więc kupiłam mu chleb i mleko aby coś miał 
do  jedzenia  w  ten  chłodny  świąteczny  dzień  gdzie  na  zewnątrz  było  -  12 
stopni. Niestety jak mu ofiarowałam pomoc ten mężczyzna wstał i wyrzucił 
te  rzeczy  do  stojącego  kolo  niego  kosza.  Bardzo  żałowałam,  że  dałam  się 
zmanipulować. 

51. Katarzyna Nowak [17.01.10]. 
Panie doktorze, myślę, że widziałam chociaż JEDNĄ taką osobę, ale wiąże 
się  to  z  moją  pracą  zawodową  (pedagog  szkolny)  i  jest  w  pewnym  sensie 
"wpisane" w zakres moich obowiązków. Każda taka pomoc wymaga jednak 
z  naszej strony trochę  więcej  wysiłku i pracy niż  wyjęcie  "paru groszy" z 
kieszeni  i  uspokojenia  swojego  sumienia.  Szybko  można  też  uspokoić  
sumienie  (może  nawet  się  dowartościować)  wysyłając  SMS  na  jakąś  dużą 
akcję  (Wielka  orkiestra,  trzęsienie  ziemi)  jeszcze  dostaje  się  wiadomość 
zwrotną  -  podziękowanie  za  wsparcie  akcji,  co  dodatkowo  podnosi  w 
naszych własnych oczach nasze morale. Pytanie - czy więc tego nie robić ?. 
Myślę,  że  robić,  robić,  a  że  czasami  zdarzy  się  wpadka  taka  jak  pani 
Barbarze T. - no to trudno - wyjątki ponoć potwierdzają regułę. 
 
52. Waldemar Pycka [01.01.10]. 

background image

56 

 

(…)  Zadałem  sobie  też  pytanie  o  oszustów  wyłudzających  jałmużnę? 
Powiem szczerze, że martwi mnie cwaniactwo jednych i naiwność drugich. 
Znalazłem  tylko  jedno  "rozsądne"  wyjście:  wpisać  zbieranie  jałmużny  na 
listę  zawodów!!!  Tak.  Niech  żebracy  płacą  podatki  i  stawki  ubezpieczeń 
społecznych,  niech  się  ubezpieczają  z  tytułu  takiego  zawodu  -  i  niech 
wrabiają  naiwnych.  W  ten  sposób  oddać  można  sprawiedliwość  jednym  i 
drugim. 
 
53. Monika Bernat [01.01.10]. 
Okres przedświąteczny, to okres wszelkich wyprzedaży, promocji, a przede 
wszystkim  wielkich  zakupów.  Idąc  do  sklepu  mamy  zazwyczaj 
przygotowaną listę, której skrupulatnie chcemy się trzymać. Jak wielu ludzi 
w  tym  okresie  również  i  ja  tak  zrobiłam.  Idąc  do  marketu  napotkałam 
przeróżne  promocje,  hostessy  w  pięknych  świątecznych  strojach,  z 
uśmiechem  na  twarzy  zachęcające  klientów  do  kupna  danego  produktu, 
który do niczego nie jest mi potrzebny. Przechodząc od regału, do regału i 
wybierając produkty z mojej niezawodnej listy natknęłam się na coś bardzo 
interesującego, mianowicie na prostownicę do włosów w moim ulubionym 
różowym kolorze!!!! Zawsze chciałam mieć taką!!!!! Oczywiście cena była 
bardzo atrakcyjna i „na  każdą kieszeń”. Zerkając na nią uśmiechała się do 
mnie,  więc  nie  mogłam  jej  nie  wziąć!  Jak  szaleć,  to  szaleć!!!!  Tak  mi  się 
udzielił  ten  świąteczny  nastrój,  że  włożyłam  do  koszyka  jeszcze  troszkę 
nieprzemyślanych  rzeczy.  Podchodząc  do  kasy  przeraziłam  się  ile  to 
wszystko  kosztuje.  Jednym  słowem  zakupione  przeze  mnie  rzeczy  były 
ładne i cena też ładna  . Po dotarciu do domu i wypakowaniu wszystkiego 
doznałam  szoku!!!!  Moje  zakupy  składały  się  w  większości  z  bzdurnych, 
nieprzemyślanych rzeczy. Co ja zrobiłam?! Do czego jest mi to potrzebne?! 
Kiedy  ja  tego  użyję?!  Za  rok,  za  dwa,  a  może  za  5????!!!!  Niby  jestem 
rozsądną  dziewczyną,  a  jednak  dałam  się  nabrać!  Te  przystępne  ceny  i 
atrakcyjności  produktów  na  nic  mi  się  zdały!  Po  co  mi  coś,  jak  tego  nie 
będę  w  ogóle  używać,  albo  raz  na  jakiś  czas??!!!  A  tak  w  ogóle,  to  co  z 
moją niezawodną listą, której tak kurczowo miałam się trzymać?! Jak widać 
historia lubi się powtarzać i to rok, w rok. Zawsze jest tak, że kupuję coś, co 
mi  nie  jest  potrzebne.  Zmarnowane  pieniądze  i  tyle,  nie  mówiąc  o 
zapchanym miejscu w półkach czy szafie. Człowiek niby dorosły, a jednak 
daje się nabrać. Co te reklamy i przystępne ceny robią z ludźmi??!! Z całą 
pewnością  za  rok  również  dam  się  ponieść  przedświątecznemu  szałowi 
zakupów!!!!  Ale  dla  pocieszenie  mogę  przytoczyć  słowa  Marilyn  Monroe 
„Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy…” 
 
54. Edyta K. [01.01.10].
 

background image

57 

 

Chciałabym  opowiedzieć  jak  koleżanka,  która  prowadziła  sklep  z  odzieżą 
sprzedawała  mi  ubrania.  Rzeczy  kupowane w  jej  sklepie  były  oczywiście 
najtańsze,  najlepsze jakościowo i oczywiście niespotykane. Wybierałam się 
właśnie  na  małą  prywatkę  i  wybrałam  się  do  niej  na  zakupy.  Poleciła  mi 
sukienkę  idealną  na  tę  właśnie  imprezę.  Sukienka  była  w  mniejszym  o  nr 
rozmiarze  niż  potrzebowałam.  Ale  według  niej  wyglądałam  w  niej 
rewelacyjnie ja nieświadoma niczego zapłaciłam słone pieniądze i wyszłam 
zadowolona  ze  sklepu  ze  świadomością,  że  schudłam.  Wszystko  "byłoby 
dobrze" (poszłabym w za ciasnej sukience) gdybym nie wróciła do sklepu i 
nie  usłyszała  przypadkiem  jak  wyśmiewa  się  do  swojej  siostry  z  mojej 
naiwności i parodiuje moje zakupy. Gdy to usłyszałam byłam wściekła, ale 
po  czasie  przyznałam  jej rację.  Gdybym  miała  własne  zdanie  nikt  niczego 
by mi nie wcisnął. 
 
 
 
55. Dagmara B. [01.01.10].
 
Moje  dziecko  pije  mleko  dla  alergików  i  jest  ono  dość  drogie.  Market 
oferował  mleko  w  atrakcyjnej  cenie  15,99  zł,  więc  wraz  z  mężem 
postanowiliśmy zrobić większy jego zapas. Robiliśmy przy okazji inne dość 
duże  zakupy  na  święta  i  nie  zauważyliśmy  przy  kasie  że  mleko  zostało 
policzone  w  cenie  19.99  zł.  Zwróciłam  na  to  uwagę  dopiero  wracając  do 
domu,  gdy  analizowałam  kwotę  na  paragonie.  Postanowiliśmy  razem  z 
mężem  wrócić  do  sklepu  i  poprosić  o  wyjaśnienie  zaistniałej  sytuacji,  bo 
straciliśmy  4  zł  na  jednym  opakowaniu.  Niby  nie  dużo,  ale  kupując  już 
kilka  opakowań  była  to  spora  suma  pieniędzy.  Wystarczająca  na  zakup 
jeszcze  kilku  opakowań  mleka.  Kierownik  marketu  tłumaczył  się,  że 
pracownicy  zapomnieli  zmienić  cenę  w  systemie.  Tak  to  niestety  jest  w 
ferworze  przedświątecznej  gorączki.  Na  szczęście  sklep  zwrócił  nam 
nadpłacona  kwotę,  lecz  gdybym  nie  przejrzał  paragonu  bylibyśmy  stratni. 
Są ludzie którzy nie zwracają uwagi na kwotę na paragonie i takim łatwym 
sposobem  sklep  może  zarobić  sobie  dodatkowe.  Od  tamtej  pory  zawsze 
sprawdzam dokładnie ceny zakupionych produktów. 
 
56. Eliza K. [01.01.10]. 
Okres przed Świąteczny to czas  wielkich zakupów i  promocji, dlatego też 
postanowiłam  być  w  tym  roku  bardzo  ostrożna  i  nie  uszczuplać  swojego 
portfela  wydając  pieniądze  na  niepotrzebne  rzeczy  jak  to  zwykle  bywało. 
Będąc  w  Centrum  Handlowym,  zauważyłam  ,że  wielka  uwagę  przechod-
niów  przyciąga  sklep  z  widniejącym  na  nim  szyldem  ze  słowem 
"Promocja".  Wchodząc  do  sklepu  ,  obiecałam  sobie,  że  nie  dam  się 
przekonać  na  zakup  jakiejkolwiek  rzeczy.  W  środku  przyjęła  mnie  miła 

background image

58 

 

ekspedientka  z  którą  wdałam  w  długą  rozmowę  na  temat  promocji. 
Namawiała  mnie  na  zakup  torebki  mówiąc  iż  należy  ona  do  ostatniej  z 
kolekcji  i  która  to  rzekomo  była  w  promocyjnej  cenie.  Przed  wejściem 
obiecałam sobie, że nie dam się skusić, ale taka promocja może się więcej 
nie powtórzyć, pomyślałam. Wyszłam ze sklepu z nową torebką. Kilka ulic 
dalej w sklepie mojej znajomej taka sama torebka nie będąc w promocyjnej 
cenie, była tańsza o około 10%. Okazało się, że jestem naiwna i dałam się 
nabrać kolejny raz. Uległam sympatycznej i przekonującej ekspedientce. 

57. Magdalena Klimowicz [08.01.10]. 
Moja  historia  z  wielką  promocją  zaczyna  się  zaraz  po  świętach  a 
mianowicie dnia 29 grudnia. A zaczęło się od reklamy w mediach "Wielka 
wyprzedaż  CZYSZCZENIE  MAGAZYNU"  oczywiście  w  Media  Markt. 
Więc  udałam  się  na  tą  promocję.  I  wtedy  się  zaczęło.  Na  czołówce  stał 
piękny,  dosyć  dobry  jeśli  chodzi  o  parametry  laptop.  A  mnie  jakby  coś 
opętało  muszę  go  mieć.  Oczywiście  dużo  ludzi  kolejki  gigantyczne  przy 
kasach,  ale  to  mnie  nie  zniechęciło,  uparłam  się,  wzięłam  tego  laptopa  i 
udałam  się  do  kasy.  Przy  kasie  odczekałam  swoje  (prawie  godzinę)  no  i 
kupiłam.  Dojechałam  do  domu  rozpakowałam,  instalacje  wszystkich 
programów i takie tam inne rzeczy zajęło kilka ładnych godzin. Ale byłam z 
niego bardzo zadowolona i zachwycona do momentu.....  Kiedy zobaczyłam 
za  w  telewizji  kolejną  reklamę  z  Media  Markt  a  brzmiała  ona  "KUPUJ 
TERAZ BEZ VAT-u" . A wtedy wpadłam w szał. Byłam taka zła na samą 
siebie. Ale oczywiście musiałam się przekonać czy na pewno taki laptop co 
ja  kupiłam  też  będzie  można  kupić  bez  VAT-u  .  Poszłam  no  i  co....?  Na 
półce  stoi  taki  sam  jak  ja  kupiłam  no  może  nie  taki  sam  bo  oczywiście  o 
630zł  tańszy  o  VAT.  Jak  ja  się  mogłam  wkurzyć.  Wyszłam  stamtąd 
szybciej  niż  weszłam.  Gdybym  się  kilka  dni  wstrzymała  to  te  pieniądze 
byłyby  u  mnie  w  kieszeni.  A  tak  zostały  w  sklepie.  Ale  cóż  takie  są 
promocje  i  tacy  są  ludzie,  że  zawsze  dadzą  się  naciągnąć  na  "WIELKIE 
WYPRZEDAŻE".  

58. Sebastian Szwedo [05.01.10]. 
Temat  gorączki  przedświątecznych  zakupów  powraca  co  roku  jak  „Kevin 
sam  w  domu”.  Przed  gwiazdką  częściej  skłonni  jesteśmy  do  zakupowych 
szaleństw,  co  wykorzystują  oszuści,  którzy  liczą  na  naturalny  o  tej  porze 
roku  wybuch  dobrej  woli,  któremu  sprzyja  cała  ta  magia  świąt…  I  ja  też 
stałem  się  ofiarą  jednego  oszusta.  W  Wigilię  wybrałem  się  do  centrum 
handlowego  w  celu  kupna  zegarka  dla  brata.  Nie  miałem  na  to  zbyt  dużo 
czasu.  W  pośpiechu  „wędrowałem”  od  jednego  sklepu  do  drugiego.  W 
końcu znalazłem zegarek, który na pewno by mu się spodobał … Niestety 
nie miałem przy sobie wystarczającej ilości gotówki. Sfrustrowany tym, że 

background image

59 

 

trzeba  się  wrócić  do  domu  po  więcej  pieniędzy  ujrzałem  młodego 
mężczyznę, elegancko ubranego, idącego w moim kierunku. Zaczepił mnie 
i zaproponował (o dziwo) kupno zegarka. Można tylko sobie wyobrazić jak 
bardzo  zachwalał  posiadany  towar  i  jego  cenę  (renomowana  szwajcarska 
firma,  właściwości  takie  jak  chronograf,  datownik,  szkło  szafirowe, 
wodoszczelność,  zapakowany  w  oryginalne  pudełko  i  to  wszystko  w 
promocyjnej  cenie  -  200zł,  w  sklepie  można  go  kupić  za  400  -  450zł). 
Akwizytor  kilkakrotnie  zaznaczał,  że  to  wielka  okazja,  że  jest  to  ostatni 
egzemplarz,  reszta  „poszła  dzisiaj  jak  świeże  bułeczki”,  wszyscy  byli 
zadowoleni  więc  i  ja  na  pewno  będę  zadowolony!  Przekonał  mnie  i 
skusiłem się  na  tą  niebywałą  okazję, w końcu zegarek był  dużo tańszy od 
tego, który oglądałem w sklepie i niczym się prawie nie różnił. Uważałem, 
że  zrobiłem  złoty  interes  od  człowieka-anioła.  Jednak  jak  się  okazało 
później  (sprawdziłem  w  Internecie)  zegarek,  który  kupiłem  dla  brata  był 
tanią podróbką (przesądziła o tym jedna zbędna literka  w  nazwie, której z 
pośpiechu  nie  zauważyłem)  wartą  około  100  zł...   Zaprzedałem  duszę 
diabłu! 
     W  moim  przypadku  myślę,  że  poddałem  się  regule  zaangażowania  i 
konsekwencji-  angażując  się  w  kupno  zegarka  trudno  mi  było  oceniać 
słuszność  mojego  postępowania,  stąd  działałem  konsekwentnie  według 
pierwotnego  planu-  miałem  zamiar  kupić  zegarek,  trafiła  mi  się  „okazja”- 
akwizytor  rzucił  mi  atrakcyjną  przynętę,  konsekwencja  „ochroniła”  mnie 
przed myślą, że może to być fałszywa przynęta, nie potrafiłem powiedzieć 
„nie”.  Wpływ  na  zaistniałą  sytuację  miała  również  reguła  społecznego 
dowodu  słuszności-skoro  inni  kupili,  to  pewnie  jest  faktycznie  fajny  ten 
zegarek więc i ja kupię. Pośpiech zrobił również swoje. 

59. Artur Marciniak [02.01.10]. 
Dnia  22.12.2009r  wybrałem  się  na  przedświąteczne  zakupy  do 
supermarketu  Carrefour.  Podczas  robienia  zakupów  zauważyłem  że  jest 
promocja piwa Żywiec niestety trzeba było kupić 8 puszeczek piwa a za to 
się  dostawało  szklankę  0,5.  Ładna  pani  tak  zachęcała  że  się  skusiłem. 
Radośnie  zmierzam  po  odbiór  szklanki  za  kasami  i  co...  Zabrakło  szkla-
nek!!! Mówią do mnie niech pan przyjdzie jutro. Jadę przez całe  miasto z 
rachunkiem i co... po promocji ani śladu a po stoisku Żywca nic nie zostało. 
Zostałem oszukany i na dodatek z puszkami Żywca. Oj gorzki to będzie dla 
mnie Żywiec 

59.1. Waldemar Pycka [02.01.10]. 
Panie Arturze, bo to była tylko prawie promocja… 

 

background image

60 

 

60. Beata Janocińska [6.01.10]. 

Sporo  wiem  na  temat  promocji  .....prowadziłam  kiedyś  rekrutacje  na 
stanowisko  hostessy.  Dziewczyny  przechodziły  przez  cykl  szkoleń,  a 
wszystko  po  to  by  jak  najlepiej  zbajerować  klienta.  Rzeczywiście..... 
szkolenia  dawały  niesamowite  efekty,  a  klienci  byli  niesamowicie 
zadowoleni, że dostają gratisy, chociaż tak naprawdę zapłacili za nie ..... 

61. Waldemar Pycka [06.01.10]. 
Manipulacja czasem jest nieunikniona: o ile osoba, z którą mam styczność, 
nie  zamierza  lub  nie  może  racjonalnie  argumentować,  a  nie  mogę  jej 
zostawić  samej  sobie,  to  mam  moralne  prawo  zastosować  wobec  niej 
argumentację  typu  erystycznego.  Dyskusja  z  małym  dzieckiem,  osobą 
pijaną  czy  też  naćpaną  jest  mało  konkluzywna.  Nie  wiem  dlaczego,  ale 
często  w  gronie  osób  "mało  wiarygodnych"  stawiam  studenta.  Nie 
konkretnego,  znanego  mi  z  imienia  i  nazwiska,  lecz  "typowego"  studenta? 
Jeśli  nie  zastosuję  wobec  niego  argumentum  ad  baculum  lub  argumentum 
ad  crumenam  -  niczego  nie  jestem  w  stanie  osiągnąć.  Dlaczego  ręka 
wyciągnięta  do studenta  jest traktowana  przez  niego jako gest kapitulacji? 
Im  starszy  student,  tym  "gorszy".  Ekonomia  studiowania  zabija 
samodzielność badawczą, krytycyzm, chęć zachowania odrębności, a nawet 
potrzebę  wyrażenia  się.  Co,  Waszym  zdaniem,  sprawia,  że  studia  są  tak 
jałowe poznawczo? Że ci, którzy z liceum wyszli z jako taką bądź (bardzo) 
dobrą  umiejętnością  wyrażania  opinii,  po  kilku  latach  studiowania  są  tak 
"niewyraźni".  Piszę  to  na  podstawie  swoich  ponad  dwudziestoletnich 
doświadczeń  dydaktycznych  i  ponad  tuzinie  wyższych  szkół,  na  których 
miałem przyjemność  prowadzić  zajęcia. Pytam Was,  jako ekspertów  w tej 
dziedzinie. 

61.1. Sebastian Szwedo [07.01.10]. 
Na  studiach  (nie  wszystkich!)  często  nie  ma  miejsca  na  samodzielne 
wyciąganie  wniosków, więc  nie  dziwi  mnie  to,  że  kreatywne  myślenie, 
krytycyzm i chęć wyrażenia swoich opinii niestety, ale nie są tu potrzebne. 
A  to,  co  nie  używane,  w  myśl  zasady  zanika  wraz  z  upływem  czasu. 
Wielokrotnie  uczymy  się  czegoś,  co  jest  według  nas  oderwane  od 
rzeczywistości, tak naprawdę na nic nam się nie przyda, dlatego nie staramy 
się nawet tego zrozumieć, a co mówiąc już o samodzielnym poszerzeniu tej 
wiedzy. W takich przypadkach u wielu osób sprawdza się zasada 3 x Z. 

61.2. Katarzyna Bartnik [07.01.10]. 
Większość studentów woli zgodzić się ze zdaniem kolegi lub koleżanki niż 
samemu sformułować sensowny osad, pogląd danej sytuacji, ze względu na 

background image

61 

 

brak czasu , pomysłu czy normalnego lenistwa. Myślę , ze wpływ ma na to 
również  duży  postem  nauki  czyli  chodzi  mi  o  powszechną  dostępność 
studiowania na każdych kierunkach nie zależnie od pochodzenia czy stanu 
zamożności.  Sami  doskonale  wiemy,  że  zrobienie  dyplomu  magistra  czy 
licencjata  w  dzisiejszych  czasach  jest  o  wiele  łatwiejsze  nich  za  dawnych 
lat.  Może  właśnie  dlatego,  ze  studia  dzisiaj  są  tak  łatwo  dostępne  dla 
każdego  z  nas  doprowadziło  do  tego,  że  człowiek  w  pogoni  za  tytułem 
magistra czy doktora ... doprowadziło do tego , że zapomnieliśmy o tym co 
jest  istotne  w  studiowaniu  czyli  pogłębianiu  naszej  wiedza,  doświadczeń 
czy umiejętności praktycznych a nie tylko nabycie samego tytułu magistra 
czy licencjata ...  

61.3. Agnieszka B. [07.01.10]. 
Myślę, że dzieje się tak dlatego, iż teraz studia są dla wszystkich dostępne. 
Z jednej strony jest to bardzo dobra rzecz, ale z drugiej strony każdy może 
tam  wejść.  Przyjrzyjcie  się  chociażby  egzaminom  wstępnym.  Praktycznie 
ich  nie  ma,  a  12  lat  temu  było  to  niemożliwe.  Ludzie  potrzebują  "zrobić" 
magistra by mieć papier, bo to bilet do następnego "przejścia". To jest tak, 
jak kiedyś rozmawiało dwóch kolegów ze studiów. Kolega mówi: Słuchaj, 
nie  wiem  po  co  my  tu  jesteśmy.  Po  co  nam  te  studia.  A  ten  drugi  na  to: 
Stary, bo jeszcze trochę to nie będzie komu powiedzieć ( tu przepraszam za 
wyrażenie), "Ty chamie!". Teraz wszyscy mają magistra. Moim zdaniem, ta 
"elita narodu" to już nie jest to, co było kilkanaście lat temu. Nikt nie szuka 
nowych  pomysłów,  rozwiązań,  nikt  nie  bada  bo  zależy  mu  tylko  na 
papierze,  a  nie  na  studiach,  na  dowiedzeniu  się  czegoś  nowego,  czegoś 
innego.  Tak  ja  to  widzę,  i  mam  nadzieję,  że  nikogo  nie  uraziłam  moją 
wypowiedzią 

61.4. Dorota Małysz [07.01.10]. 
Myślę,  że  studenci  na  studiach  to  przede  wszystkim  zgadzają  się  z 
wykładowcami,  ponieważ  często  chęć  wyrażania  własnej  opinii  (często 
,,innej")  jest  nie  mile  widziana-  co  może  odbić  się  na  ocenie  końcowej.  
Od  pierwszego  roku  studiów  nauczyło  nas  się  by  słuchać  na  wykładach  i 
notować ps. pamiętam na pierwszym roku studiów na jednym z wykładów 
wykładowca  nakrzyczał  na  nas  że  jesteśmy  na  wykładzie  na  studiach  a  tu 
się  słucha i  nie  przeszkadza  w  prowadzeniu  zajęć, i  że  nie  jesteśmy 
w szkole  średniej.  Na  ćwiczeniach  natomiast powinna  być   możliwość 
wypowiedzenia  się,  ale  i  tam  nie  zawsze  ma  to  miejsce  ,  bo  np.  dużo 
materiału i  wykładowca musi nam go podać. Bywa  też tak iż studenci nie 
wyrażają   swojego  zdania  bo  chcą  by  wykład  szybciej  minął.  W  liceum 
jesteśmy  zmuszani  do  wypowiedzenia  się  np.  poprzez  prace  pisemne, 
odpowiedzi przy tablicy - i to jest na ocenę. Na studiach wypowiadać mamy 

background image

62 

 

sie często dla  samej wypowiedzi, a to jest mało motywujące. Oceniane  na 
studiach jest to co wykładowca poda a nie to co sami ,,wydumamy". Więc 
skoro  tego  nikt  nie  ocenia  to  po  co  wypowiadać  się,  toteż   słuchamy, 
piszemy  i  cicho  siedzimy.  I  weszło  to  nam  w  krew.  A  jak  wszystkim 
wiadomo to czego nie używamy, to zapominamy. 

61.5. Barbara S. [08.01.10]. 
moim zdaniem wynika to z realiów życia... student który rozpoczyna gdzieś 
swoje  pierwsze  kroki  na  przykład   w  pracy  dowiaduje  się,  że  jako  mało 
doświadczony nie ma nic do powiedzenia nie ma żadnego wpływu na to co 
się  wokół  niego  dzieje...  nie  mając  wpływu  materialnego  lub  wysokiej 
charyzmy w dzisiejszych czasach człowiek gubi się w tłumie a student gubi 
się w tłumie innych milionów podobnych studentów... dodatkowo niektórzy 
mogą powiedzieć iż w liceum byliśmy jeszcze dziećmi tzn. nie zagubiliśmy 
całej natury dziecko bo nie mieliśmy wielu obowiązków wszystko mieliśmy 
pod nosem... na studiach człowiek  musi się głowić jak coś załatwić i  musi 
stać  się  "dorosłym",  a  w  większości, dorośli,  i  tu  się  nie  oszukujmy,  są 
poważni i jak nie mają nic do powiedzenia to się nie odzywają... chyba że 
mają naturę gaduły myślę że takiego studenta łatwo zmanipulować, niestety 
ale  z  mojego  doświadczenia  wynika  że  często  wychodzi  to  ze  strony 
wykładowców.  i tu wyprowadzamy zasadę to student jest dla wykładowcy 
a  nie  wykładowca  dla  studenta...  ale  oczywiście  są  wyjątki  od  reguły  z 
takimi również się zetknęłam i obdarzam ich szacunkiem 

61.6. Anna Pietruszewska [12.01.10].  
W szkole średniej byliśmy zmuszani do ustnych odpowiedzi to był jeden ze 
sposobów  sprawdzania  naszej  wiedzy  jak  również  przygotowania  się  do 
bieżących  lekcji  także  samo  przez  się  musieliśmy  ćwiczyć  umiejętność 
wypowiadania się i przekazywania wiedzy oraz czasami improwizacji jeżeli 
coś tam nam w główkach ,,świtało" na dany temat a byliśmy nie douczeni. 
A  na  studiach  nasza  rola  się  zmieniła  siedzimy  i  słuchamy  wykładowcy, 
który  nas  nie  przepytuje  i  o  nic  nie  pyta  po  prostu  wymaga  od  nas  tej 
wiedzy  którą  nam  przekazuje  i  aby  ją  sprawdzić  na  koniec  robi  pisemny 
egzamin.  Więc  jest  to  proste  że  jeżeli  nie  ćwiczy  się  przez  dłuższy  czas 
pewnej  umiejętności  to  ona  po  prostu  zanika.  Dla  tego  może  Pan  tak 
uważać  że  ,,im  starszy  student,  tym  gorszy".  Ale  zgodzę  się  też  z  Panią 
Anetą  że  jeżeli  nie  mamy  możliwości  ćwiczyć  na  studiach  umiejętności 
wyrażania swoich opinii należy to robić na co dzień w życiu osobistym, w 
relacjach  miedzy  znajomymi,  jak  również  w  życiu  zawodowym,  gdzie 
najczęściej mamy kontakt z obcymi ludźmi. 

61.7. Aneta Szczygielska [11.01.10]. 

background image

63 

 

Studenci w dzisiejszych czasach moim zdaniem i jak widać nie tylko, boją 
się wdawać jakiekolwiek dyskusji i wyrażać swoje zdanie z bardzo prostego 
powodu  jest  to  obawa  przed  błędną  odpowiedzią,  nie  chcą  się 
skompromitować  przed  całą  grupą  studencką(a  nie  jest  ona  mała)  jak 
również obawa przed reakcją wykładowcy. Ponieważ znana mi jest teoria z 
początków  studiów(przekazana  przez  starszych  znajomych  co  studia  mają 
już  za  sobą)  że  wykładowcy  początkujących  studentów  (wychodzących  z 
liceum) mają za zwykłych nic nie wiedzących ,,szaraków" dla tego ja sama 
też  wolę  się  nie  wychylać  aby  uniknąć  nieprzyjemności  ze  strony 
wykładowców.  Ale  rozwijanie  umiejętności  wypowiadania  się  zależy  od 
nas  samych.  Na  swoim  przykładzie  mogę  powiedzieć  ze  przez  ten  okres 
trzy letnich studiów licencjackich zdobyłam bardzo duży zakres słownictwa 
który  staram  się  wykorzystywać  w  życiu  codziennym  jak  również 
zawodowym  (w  końcu  jestem  telemarketerką  muszę  ćwiczyć  różnego 
rodzaju  umiejętność  wypowiadania  się  i  przekazywania  informacji, 
ponieważ każdego klienta trzeba wyczuć w jaki sposób przekazać wszelkie 
informacje  żeby  być  zrozumianym.  A  mam  bardzo  specyficzną  branżę 
firma  zajmuje  się  tworzeniem  stron  www.  Jak  rozmawiam  z  fachowcem 
(informatykiem) posługuję się typowo technicznym słownictwem ponieważ 
taka  osoba  siedzi  w  tym  i  ,,kuma"  o  co  chodzi.  Jeżeli  rozmowa  jest 
przeprowadzana  przykładowo  z  osobą  zajmującą  się  marketingiem  i  taka 
osoba nie ma żadnego pojęcia o tworzeniu serwisu tylko deklaruje że chcą 
zmienić stronę w celu lepszej reklamy w tedy posługuje się bardzo prostym 
słownictwem (po prostu tłumaczy się wszystko jak ,,krowie na miedzy" co i 
do czego. 

62. Waldemar Pycka [05.01.10]. 
Czy zgodzicie się z tezą, iż nie można mówić o jednym rodzaju promocji, 
lecz co najmniej o dwóch: promocje producentów i promocje sklepowe
Pierwsze, wedle mojego rozeznania, są z reguły uczciwe, drugie  - z reguły 
nieuczciwe!  Producent  stawia  przede  wszystkim  na  efekt  reklamowy  i  nie 
może  pozwolić  sobie  na  przekręt,  chociażby  z  tego  względu,  że 
wykorzystają  to  konkurenci,  natomiast  sklep  poprzez  tzw.  promocje 
pozbywa się "śmierdzącego" towaru. 
    Ps. Podajcie wszelkiego rodzaju kontrargumenty wobec tej tezy.  

62.1. Sebastian Szwedo [06.01.10]. 
Promocje producentów i promocje sklepowe rzeczywiście idą w parze. Sam 
natknąłem  się  kiedyś  na  taką  „promocję”,  która  dotyczyła  wyrobów 
mlecznych  firmy  Wedel.  Promocja  producenta  polegała  na  dołączeniu  do 
zakupionego  ptasiego  mleczka  lub  czekolad  o  łącznej  wartości  12.99zł 
torby ekologicznej na zakupy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, 

background image

64 

 

że  sklep  po  prostu  chciał  upchnąć   ptasie  mleczko  o  krótkim  terminie 
ważności,  celowo  układając  je  na  początku  półki.  Z  ciekawości  moja 
dziewczyna  sięgnęła  po  opakowanie  z  tyłu  i  ku  jej  zdziwieniu  termin 
ważności był o wiele dłuższy. Producent postawił więc na efekt reklamowy, 
natomiast sklep pozbył się „śmierdzącego” towaru. Niestety w tej chwili nie 
przychodzą mi do głowy żadne kontrargumenty wobec tej tezy. 

62.2.Aneta Szczygielska [06.01.10]. 
Zgadzam  sie  faktycznie  obydwie  promocje  idą  ze  sobą  w  parze  lecz  to 
promocje sklepowe tak jak Pan trafnie stwierdził są nieuczciwe. Producent 
poprzez  swoje  promocje  chce  przyciągnąć  jak  największą    ilość  klientów 
dla tego robi jak najciekawsza reklamę swojego produktu. Natomiast sklep 
kombinuje  aby  jak  najwięcej  sprzedać  tego  towaru  i  na  tym  dodatkowo 
zarobić.  
    Czy promocje obowiązują także na sprzęt RTV lub AGD? Można by rzec 
-  nie  „także”,  lecz  przede  wszystkim! Parczewscy  handlowcy  oferują 
klientom permanentne obniżki w tej branży. Przechadzając się po sklepie w 
poszukiwaniu  pralki,  przy  każdym  egzemplarzu  widzimy  przekreśloną 
cenę, a pod nią  nową, czasem nawet  kilkaset złotych niższą. Kto uwierzy, 
że pierwotna cena kiedykolwiek obowiązywała? 
    Na  stoiskach  z  elektroniką  nie  ma  reguły,  czy  towar  jest  zleżały  czy  też 
świeżo  przywieziony  z  fabryki.  Grunt,  żeby  klient  myślał,  że  oszczędza. 
Wtedy kupi pralkę  nawet  wówczas, gdy jej nie potrzebuje. W końcu kilka 
stów  piechotą  nie  chodzi,  a  oferta  ważna  jest  tylko  do  końca  roku  (ale 
którego? - tego już nie napisano).   Pozdrawiam  i  nie  dajcie  sie  złapać  na 
tanie chwyty które stosują podrzędne sklepy powodzenia 

62.3. Katarzyna Bartnik [06.01.10]. 
Panie  Sebastianie  ma  Pan  racje.  Sklepy  oczekując  na  tzw.  promocjach, 
ponieważ chcą się pozbyć produktów z krótkim terminem ważności. Stosują 
promocję aby nie być całkowicie stratnym jeśli chodzi o towary które się im 
przeterminują  W celu odzyskania chociaż minimalnych części pieniędzy za 
zakupiony przez nich towar właśnie dlatego stosuje te nie uczciwe promocje 

62.4. Sylwia Z. [06.01.10]. 
Zgadzam się z kolega poniżej, kiedy byłam jeszcze w liceum bardzo często 
pracowałam  na  różnego  rodzaju  promocjach  głównie  w  hipermarketach  i 
tak  dokładnie  przyjrzałam  się  tym  "sklepowym  promocjom".  Towaru 
którym np. kończy się termin ważności sklepy wysprzedają jak się tylko da 
nawet po najniższej cenie i naklejają przy tym karteczkę "super cena". A my 
damy  się  na  to  nabierać  niestety  bo  skąd  możemy  wiedzieć  co  się  pod  tą 
nazwą kryje!! 

background image

65 

 

62.5. Edyta A. [07.01.10]. 
Szczerze  mówiąc  promocje  producentów  też  nie  zawsze  są  w  porządku, 
może po prostu  mniej nieuczciwe  niż  te  sklepowe. Przykładem tego  może 
być  pewna  firma  produkująca  pasty  do  zębów.  Pośród  różnych  past  do 
zębów  klienci  nie  wybierali  pasty  o  smaku  cytrynowym,  zwyczajnie 
zalegała na półkach sklepowych. Jakiś czas później pasta pojawiła się w 3-
paku pośród dwóch innych smaków, oczywiście w promocji, co zwiększyło 
zainteresowanie klientów.  

62.6. Natalia Watrak [09.01.10]. 
Zgadzam  się,  z  tym  że  promocje  sklepowe  są  gorsze.  Moja  koleżanka 
pracowała  przez  parę  miesięcy  w  sklepie  kosmetycznym.  Promocje 
producentów  polegały  na  tym,  że  do  markowych  perfum  w  prezencie  był 
dodawany jakiś  wisiorek,  niestety panie  które pracowały tam zabierały dla 
siebie ów dodatek. Ludzie, którzy obejrzeli reklamę przychodzili do sklepu 
i kupowali ten produkt z myślą, że jako dodatek dostaną wisiorek- lecz nikt 
nie  dostawał  prezentu  słysząc,  że  "  w  naszym  sklepie  ta  promocja  nie 
obowiązuje". I oczywiście  do kogo ludzie  mieli pretensje? Oczywiście, że 
do producenta, ponieważ nie wszystkie sklepy objął promocją... to były, że 
tak  powiem  małe  przekręty.  W  tym  samym  sklepie  (  z  którego  koleżanka 
odeszła  po  paru  miesiącach)  kremy  i  inne  kosmetyki,  które  traciły  datę 
ważności  były  nadal  sprzedawane.  Kobiety,  które  tam  pracowały 
zmywaczem do paznokci zmywały datę ważności i na to miejsce naklejały 
cenę.  Tak  więc  człowiek,  który  szedł  do  sklepu  z  nastawieniem  kupna 
DOBREGO  produktu  kupował  "przeterminowany  szajs"-  tak  właśnie 
właściciel  chciał  pozbyć  sie  "  śmierdzącego  towaru".  Po  tych  doświad-
czeniach koleżanki jestem przekonana, że to promocje sklepowe są gorsze, 
producent  nie  może  sobie  pozwolić  na  takie  przekręty,  ponieważ  jego 
marka  (towar)  nie  będzie  wiarygodna.  Z  drugiej  strony,  gdy  byłam  na 
stypendium zagranicznym  w  Belgii  wykładowca opowiadał  nam o pewnej 
znanej  marce, której nazwy  nie  będę  wymieniać  Sprawa  dotyczyła kaszek 
dla  dzieci...otóż  promocje  tych  produktów  dotarły  do  Afryki,  do  bardzo 
biednej jej części. Tam właśnie reklamy, bilbordy itp. odradzały karmiącym 
piersią  matkom  praktykowania  tego  a  w  zamian  kupowania  ich  produktu. 
Dla  mnie,  wykładowcy  i  reszty  grupy  była  to  paranoja  -  skąd  ludzie  na 
skraju  ubóstwa  maja  wziąć  pieniądze  na  zakup  kaszek??!!  Moim  zdaniem 
za  pieniądze,  które  producent  wydał  na  kampanię  reklamową  powinien 
kupić  ubrania,  żywność,  artykuły  higieniczne  dla  właśnie  tych  ubogich 
ludzi a nie promować kupowanie kaszek!!! Na koniec chcę powiedzieć, że 
takich  przypadków  na  pewno  jest  więcej  tylko  może  nie  słychać  ich  na 
forum  publicznym...hmm  i  miałam  bronić  tezy  ze  promocje  sklepowe  są 

background image

66 

 

gorsze, a teraz mam dylemat, bo jednak wszystkie "promocje" mają jakieś 
ale... 
 

63. Angelika K. [3.01.10]. 

Byłam  człowiekiem  bardzo  łatwowiernym  a  przynajmniej  tak  mogłam  o 
sobie  powiedzieć  po  tym  co  ostatnio  mi  się  przytrafiło.  Dzień  nie 
zapowiadał się wcale dobrze, na dodatek był trzynastego piątek. Nigdy nie 
wierzyłam w zabobony i przesądy, aż do tego właśnie dnia. Zaczynając od 
początku... Rano obudził mnie potworny ból głowy przez który, wcale nie 
chciało  mi  się  wstawać.  Niestety  obowiązki-praca.  Kiedy  toną  leków 
zwalczyłam ból  wybrałam  się do pracy, gdzie  spotkałam  wielu bardzo  nie 
miłych klientów. W pewnym momencie do mojego stoiska podeszła starsza 
kobieta,  pytając  czy  jest  szef.  Niestety  nie  zastała  go  wiec  zaczęła 
rozpaczać,  że  ma  przesyłkę  dla  jego  mamy,  i  że  nie  wie  co  z  nią  teraz 
zrobić,  przecież  była  z  nim  umówiona  a  on  nie  przyjechał.  Na  dodatek 
podała  się  za  pracownika  Galerii  Handlowej  na  Zana  w  której  właśnie 
pracuje.  Kobieta  była  bardzo  miła  wiec  odpowiedziałam,  że  może  to 
zostawić  do przyjazdu szefa.  Ona  jednak powiedziała, że ta  przesyłka  jest 
płatna.  Oznajmiłam  jej  więc,  że  nie  mogę  wypłacić  pieniędzy  z  kasy  bez 
pozwolenia  szefa.  Kobieta  wpadła  na  pomysł,  że  zadzwoni  do  szefa  i 
rzeczywiście  wyjęła  telefon  i  rozmawiała  z  nim  dobre  15  minut. 
Wypłaciłam wiec jej pieniądze, które należały się za tą przesyłkę i kobieta 
zniknęła za rogiem zostawiając siatkę na ladzie. Po kilku godzinach, kiedy 
pojawił  się  szef  okazało  się,  że  kobieta  od  przesyłki  wcale  do  niego  nie 
dzwoniła, a matka szefa nic nie zamawiała. Po otwarciu zostawionej przez 
nieznajomą  siatki  okazało  się,  że  są  tam  3  swetry  za  które  wypłaciłam  z 
kasy  320zł.  Kto  by  pomyślał  że  starszej  kobiecie  może  przyjść  do  głowy 
taki  pomysł.  Tym  bardziej,  że  operowała  imionami  i  nazwiskami  bardzo 
wiarygodnie.  Od  tamtej  pory  nie  ufam  raczej  nikomu,  kto  podchodzi  do 
lady. Tym bardziej, że połowę mojej głupoty pokryła moja pensja. Podobno 
to nie pierwszy taki przypadek w Lublinie. 

64. Małgorzata G. [04.01.10]. 
Byłam ostatnio w markowym sklepie, gdzie spotkał mnie przykry incydent, 
sprzedawca  sprzedał  mi  używaną  i   brudną  bluzkę  po  promocyjnej  cenie. 
Chciałam  dokonać  zwrotu  towaru,  ale  sprzedawca  stanowczo  odmówił 
przyjęcia  wadliwego  towaru,  oprócz  tego   był  pod  wpływem  alkoholu, 
ponieważ nie wyraźnie mówił, a z jego ust wyczułam nieprzyjemny zapach 
i  miał  problemy  z  utrzymaniem  się  na  nogach  –  chwiał  się.  Na  dodatek 
opryskliwie  odnosił  się  do  mnie  i  do  pozostałych  klientów  obecnych  w 
sklepie. 

background image

67 

 

64.1. Waldemar Pycka [04.01.10]. 
Co  Pani  zrobiła  w  sprawie  niekompetentnego  sprzedawcy?  Czy  np. 
poinformowała Pani policję? A tak, na marginesie: teraz w sklepach pojawi 
się dużo przecenionej, lecz używanej odzieży 

64.2. Małgorzata G. [05.01.10]. 
Po  całej  awanturze  ze  sprzedawcą   kierownik  sklepu  poprosił  mnie  o 
podanie  mojego  numeru  telefonu  i  obiecał,  że  do  mnie  oddzwoni  gdy 
wyciągnie  w  stosunku  do  sprzedawcy  odpowiednie  konsekwencje 
służbowe.  Po  kilku  dniach  otrzymałam  od  kierownika  sklepu  telefon  z 
informacją, iż sprzedawca został ukarany natychmiastowym zwolnieniem z 
pracy,  bo  takie  jego  zachowanie  nie  zdarzyło  mu  się  pierwszy  raz. 
Kierownik  sklepu  zaprosił  mnie  też  na  spotkanie.  Podczas  którego  
zostałam przeproszona za zaistniałą sytuacje. Odbyło się to w bardzo miłej i 
przyjemnej atmosferze. Zostałam  poczęstowana herbatką i ciasteczkami, a 
Pan  kierownik  zaproponował  mi  zakup  innej  bluzki  w  super  promocyjnej 
cenie,   o  wiele  ładniejszej  od  poprzedniej  i  oczywiście  ,,  nie  używanej’’. 
Jestem bardzo zadowolona z takiego rozwiązania i wiem że warto walczyć 
o swoją rację i nie poddawać się. 
 
65. Edyta A. [4.01.10]. 
Okres  świat  to  magiczny  czas,  ale  dla  niektórych  to  także  czas  wielkich 
zakupów. Ja przed świętami postanowiłam kupić drobny upominek swojej 
siostrzenicy.  Poszłam  więc  z  bratem  do  marketu.  Wybrałam  tam  ładną 
sukieneczkę,  między  czasie  zrobiliśmy  drobne  zakupy  i  podeszliśmy  do 
kasy. Po zapłaceniu udaliśmy się w stronę wyjścia. Tak w zasadzie całkiem 
przypadkowo przejrzałam paragon z kasy i zauważyłam że za sukienkę dla 
siostrzenicy  zapłaciliśmy  10  zł  więcej  niż  powinniśmy.  Pomyślałam  "no 
trudno" 10 zł to nie majątek, następnym razem zwrócę większą uwagę za co 
i  ile  płacę.  Jednak  po  chwili  coś  mnie  tknęło  i  powiedziałam:  "dlaczego 
mam  dać  się  tak  łatwo  oszukać".  Postanowiłam  poświęcić  troszkę  więcej 
czasu  na  pobyt  w  sklepie  i  wróciłam  do  punktu  obsługi  klienta. 
Opowiedziałam  Pani  w  punkcie  klienta  zaistniała  sytuacje  i  poprosiłam  o 
zwrot  pieniędzy.  Na  początku  Pani  próbowała  odwrócić  sytuacje  mówiąc 
jaka  to  ładna  i  dobra  gatunkowo  sukienka  i  że  cena  jest  adekwatna  do 
towaru. Jednak ja stałam uparcie przy swoim mówiąc, że na półce widniała 
inna  cena  wiec  dlaczego  mam  płacić  więcej.  W  końcu  ekspedientka 
zorientowała się, że tak łatwo nie odpuszczę i nie powiem "no dobrze niech 
będzie". Sprawdziła cenę na półce i oddała mi pieniądze. 
    Ludzie  bardzo  często  wstydzą  się  upomnieć  o  swoje.  Warto  jednak 
czasami poświęcić troszkę więcej czasu i walczyć o swoje prawa.  

background image

68 

 

 

66. Waldemar Pycka [4.01.10].

 

Brawo, Pani Edyto! Nawet nie chodzi o pieniądze, co zasady, nieprawdaż? 
A przy okazji, mam do Pani, oraz innych Forumowiczów, następujące 
pytanie: Jaki procent ogólnie wydanych kwot obejmują te niesprawdzone, 
odpuszczone i ogólnie przepłacone?
 Inaczej jeszcze mówiąc: O ile mniej 
moglibyśmy zarabiać, nie tracąc nic z jakości swego życia tylko dzięki 
zwiększonej uwadze w trakcie zakupów? 

67. Edyta A. [5.01.10]. 
Racja. Pieniądze to jedno a zasady to kolejna sprawa. O ile życie byłoby 
łatwiejsze jeżeli ludzie byli by bardziej lojalni i uczciwi wobec siebie i 
innych. A co do Pańskiego pytania: ciężko mi tak procentowo określić, ale 
wydaje mi się, że 10-20% to całkiem możliwy przedział. 

68. Joanna K. [6.01.10]. 
Tuż  przed  Świętami  Bożego  Narodzenia  stałam  się  ofiarą  perfidnej 
manipulacji. Sama nie wiem , jak to się stało, że dałam się ponieść gorączce 
przedświątecznych zakupów,  ponieważ  na  ogół  staram  się  unikać robienia 
zakupów  w  ostatniej  chwili.  Z  konieczności  wybrałam  się  więc  pewnego 
popołudnia  do  jednego  z  hipermarketów.  Początkowo  nie  zniechęcił  mnie 
nawet brak miejsca na zatłoczonym parkingu ( jeden z uroków Świąt ;))) Do 
sklepu  weszłam  ze  starannie  opracowaną  listą  niezbędnych  produktów  do 
nabycia.  Jednak  z  każdej  strony  bombardowały  mnie  oferty  niektórych 
artykułów po wyjątkowo atrakcyjnych cenach, m.in. "2 w cenie 1" , "kup 2 
a  za  3  zapłacisz  50%  taniej"  itp.  I  jak  to  zazwyczaj  bywa  w  takich 
sytuacjach,  silna  wola  zawiodła  i  ...uległam.  Padło  na  majonez  "Winiary", 
wydawać  by  się  mogło,  że  produkt  niezbędny  ,  szczególnie  podczas 
przygotowywania  sałatek  na  świąteczny  stół.  Nie  pomyślałam  jednak,  że 
zakupiona  ilość ( 3 x 500 ml) znacznie przewyższa moje zapotrzebowanie 
na ten produkt... okazało się dopiero bowiem, że nie zdążyłam zużyć takiej 
ilości majonezu przed upływem jego daty przydatności do spożycia. Miarka 
się przebrała kiedy po dokładnym przeanalizowaniu, doszłam do wniosku, 
że  cena  "pakietu"  wcale  nie  była  tak  atrakcyjna,  jak  się  początkowo 
wydawało. Tym właśnie sposobem dałam się wciągnąć w grę, podobnie jak 
miliony klientów o osłabionej czujności dokonujących nieprzemyślanych i 
bezsensownych zakupów. Podobne przykłady można by mnożyć bez końca. 
I znowu wygrywają specjaliści od marketingowych technik sprzedaży a my 
klienci padamy ofiarami zwyczajnego naciągania... 

69. Beata Janocińska [12.01.10]. 

background image

69 

 

To  wszystko  co  umieszczamy  na  tym  forum,  wydaje  się  takie  oczywiste...  
Wręcz  czytając  te  opowieści  myślę  sobie,  jak  można  dać  się  tak  wrobić,  a 
jednak...  Szczerze  mówiąc,  dzięki  tym  wpisom  zaczęłam  dokładnie 
przyglądać  się  każdej  cenie  na  półce,  dodatkowo  pod  czytnikiem  i  chyba 
stało się to moją OBSESJA, mam tylko nadzieję że nie zwariowałam .... 

69.1. Waldemar Pycka [69.1.12.01.10]. 
Pani Beato, OB-SESJI mówimy zdecydowane TAK! 
 
70. Kinga A. [04.01.10]. 
Parę  miesięcy przed świętami siostra  pokazała  mi  w czasopiśmie zegarek, 
który bardzo jej się podobał. Zegarek przyciągał uwagę, wykonany z całości 
wysoko  gatunkowego  srebra,  wysadzany  kryształkami  Sworowskiego 
połączony  z  czarnym  skórzanym  paskiem.  Po  prostu  był  przepiękny. 
Niestety  sklep,  w  którym  można  było  go  kupić  nie  znajdował  się  na 
Lubelszczyźnie  tylko o  wiele dalej.  Miesiąc  przed światami postanowiłam 
znaleźć  i  zamówić  zegarek  przez  Internet.  Długo  nie  zajęło  mi  szukanie, 
znalazłam parę sklepów internetowych, w których był. Porównując cenowo 
niewiele  się  różniły,  lecz  był  jeden  sklep,  w  którym  cena  była  w 
tzw. „promocji”. Wszystkie opisy i zdjęcia były identyczne, oraz wszystkie 
miały  gwarancję  i  dołączony  certyfikat  oryginalności. Po  krótkim 
zastanowieniu postanowiłam go kupić, jak sprzedawca pisał wysyłka miała 
nastąpić  od  razu  po  zaksięgowaniu  wpłaty  na  konto.  Więc  po  złożeniu 
zamówienia  wysłałam  e-maila  potwierdzającego  zakup,  z  prośbą  o 
potwierdzenie  danych  i  numeru  konta.  Odpowiedz  była  bardzo  szybka 
niemal  natychmiastowa,  więc  niezwłocznie  udałam  się  do  banku,  aby 
dokonać wpłaty. Pomimo wielu wysłanych e-maili i licznych telefonów do 
sprzedawcy,  na  które  nie  odpowiadał,  przesyłka  doszła  do  mnie  po  trzech 
tygodniach od daty zakupu. Po otworzeniu jej przy kurierze zauważyłam, że 
zegarek,  który  kupiłam  nie  przypomina  zegarka,  który  chciałam  kupić.  
Paczki  nie  przyjęłam,  zażądałam  zwrotu  gotówki,  niestety  pieniążki  nie 
dotarły  jeszcze  do  mnie.  Byłam  zmuszona  dwa  dni  przed  świętami  kupić 
siostrze  inny  prezent. Strasznie  zezłościła  mnie  ta  sytuacja,  ponieważ 
chciałam  wyrazić ile ona znaczy dla  mnie. Postanowiłam nie kupować już 
przez  Internet.   "Świąteczna  Promocja",  "Super-Okazja",  "Super  Cena"  - 
przed  każdymi  świętami  jesteśmy  bombardowani  takimi  hasłami.  Zakupy 
przez Internet kuszą brakiem  kolejek i bardzo atrakcyjnymi cenami. Święta 
są  wielkim  oszustwem,  wielkim  jarmarkiem  próżności,  kłamstwem 
ponieważ handlowcy  wykorzystują  ten  czas  do  zwiększenia  zarobków, 
postępując nie zawsze etycznie i zgodnie z prawem. 

70.1. Waldemar Pycka [04.01.10]. 

background image

70 

 

Cóż  tu  pisać...  No  może  poza  jednym:  przesłanki  w  postaci  "handlowcy 
wykorzystują  ten  czas  do  zwiększenia  zarobków,  postępując  nie  zawsze 
etycznie  i  zgodnie  z  prawem"  są  zbyt  delikatnie  wyrażone  w  stosunku  do 
wniosku  "Święta  są  wielkim  oszustwem,  wielkim  jarmarkiem  próżności, 
kłamstwem". Zasada ogólna jest następująca: wniosek nie może być silniej 
wyrażony od najsłabszej przesłanki.
 A zatem: albo należałoby wzmocnić 
stanowczość przesłanek, albo osłabić wniosek. 

71. Ewa Bartoszuk [03.01.10]. 
Prezenty gwiazdkowe to przykład jednego z licznych symboli związanych z 
bardzo ważnym i szczególnym dla nas okresem świątecznym. Na szybach i 
stoiskach  sklepowych  widnieją  ogromne  napisy  informujące  o  super 
obniżkach,  promocjach.  Szukając  prezentu  gwiazdkowego  dla  mojego 
narzeczonego postanowiłam również skorzystać z takiej cudownej i rzadko 
zdarzającej  się  okazji;)  Chciałam  poczuć  magię  świąt  ;)  Nie  przypuszcza-
łam  jednak,  że  się  bardzo  rozczaruję  i  padnę  jej  ofiarą.  Będąc  w  jednej  z 
miejscowych  galerii,  zobaczyłam  prześliczną  maszynkę  do  golenia 
renomowanej  firmy,  o  której  mój  narzeczony  zawsze  marzył.  Po 
rozpakowaniu ów prezentu, okazało się, że jest on niekompletny, ponieważ 
brakowało  szczoteczki  do  czyszczenia  ostrza.  W  ten  sam  dzień  zaniosłam 
towar  do  sklepu,  gdzie  powiedziano  mi,  że  za  późno  go  przyniosłam, 
ponieważ  mogło  mi  wypaść  po  drodze  ;(  i  nie  mogą  mi  już  w  niczym 
pomóc.  I  tym  samym  padłam  ofiarą  przedświątecznej  promocji,  ponieważ 
dokupując  brakujący  element,  cały  koszt  prezentu  wyszedł  równy  cenie 
regularnej,  nie  uwzględniającej  obniżki.  Następnym  razem  będę 
ostrożniejsza ;))) 
     P.S Przepraszam, ale wysyłam jeszcze raz  mój donosik, gdyż wcześniej 
napisałam  w  nieodpowiednim  miejscu  ;/  Przepraszam  za  pomyłkę  i 
pozdrawiam;))) 

72. Konrad Bancerz [03.01.10]. 
Od  wielu  lat  jestem  związany  jestem  z  firmą  oferującą  usługi  teleko-
munikacyjne  oraz  internetowe.  Jako  stały  klient  postanowiłem  przedłużyć 
umowę  na  zasadach  przedświątecznej  promocji.  Będąc  zadowolony  z 
wcześniejszych  ofert  w  pełni  ufałem  profesjonalizmowi,  jakim  dała  się 
poznać  ta  firma.  Wraz  z  przedłużeniem  oferty  zostało  mi  zaproponowana 
nie  tylko  zmiana  stawki  abonamentowej,  jak  również  atrakcyjny  pakiet, 
dzięki któremu będę mógł oglądać swoje ulubione programy przez internet. 
Jako  że  była  to  dla  mnie  nowość  skorzystałem  z  oferty.  Cieszyłem  się  na 
odkrycie nowych wrażeń. 
     Miła Pani, która zadzwoniła do mnie z przygotowaną specjalnie dla mnie 
ofertą,  zapowiedziała,  że  oferta  zacznie  obowiązywać  po  podpisaniu 

background image

71 

 

umowy dostarczonej przez kuriera. Cała operacja miała trwać nie dłużej niż 
tydzień.  Bardzo  zależało  nam  na  szybkiej  realizacji,  ponieważ  do  końca 
miesiąca  zostało  kilkanaście  dni,  a  umowa  wygasała  z  końcem  miesiąca. 
Wraz z przedłużeniem oferty miałem dostać upominek w postaci nawigacji 
samochodowej.  Po  skończeniu  rozmowy  z  niecierpliwością  czekałem  na 
wizytę kuriera. 
     Kurier  pojawił  się  po  kilku  dniach  z  misternie  zapakowaną  umową  w 
dwóch  jednobrzmiących  egzemplarzach.  Pobieżnie  czytając  i  szybko 
podpisując, nie zwróciłem uwagi na każdy z punktów umowy. Liczyłem na 
to,  że  po  pojawieniu  się  mojego  podpisu  zaraz  dostanę  do  ręki  mój  nowy 
sprzęt samochodowy. Jak duże było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że 
kurier oprócz oryginału umowy nie ma dla mnie nic. Zaskoczony zapytałem 
o  upominek,  on  tylko  wzruszył  ramionami  i  powiedział,  że  on  jest 
odpowiedzialny  za  dostarczenie  umowy,  nic  oprócz  tego. I jeżeli  wystąpił 
jakieś  problem  należy  skonsultować  się  z  punktem  obsługi  klienta. 
Podziękowałem za informację. Po ponownej rozmowie z przedstawicielem 
obsługi  klienta  okazało  się,  że  taki  upominek  nie  był  proponowany  przy 
moim  pakiecie  usług.  Nastąpiła  pomyłka,  za  którą  byłem  serdecznie 
przepraszany  i  w  dowód  uznania  za  moją  długoletnią  lojalność  miałem 
dostać  rekompensatę  w  postaci  dodatkowego  pakietu  usług  lub 
niespodziankę. Podziękowałem bardzo za dodatkowe pakiety.  
     Jestem  pewien,  że  kiedy  skończy  mi  się  umowa  z  tym  operatorem 
zrezygnuje z ich usług i nie dam się nabrać na atrakcyjne promocje.  

73. Agnieszka B. [03.01.10]. 
Raz  do  roku  sponsoruję  coś  dla  szkoły  podstawowej  lub  gimnazjum  w 
mojej  miejscowości.  Oczywiście  z  propozycją,  co  do  konkretnej  rzeczy 
wychodzi  szkoła.  Ja  zgadzam  się  co  do  kwoty  i  sponsorowanej  rzeczy, 
potem  tylko  płacę  fakturę,  która  przychodzi  pocztą.  Następnie  otrzymuję 
podziękowanie  od  szkoły  i  na  tym  się  kończy.  Przeważnie  termin 
sponsoringu 

przypada 

około 

października 

każdego 

roku 

.  

W tym roku, jak teraz do mnie dotarło, sponsoring map i atlasów, czy nawet 
dobrze  nie  wiem  czego  do  szkoły,  z  mojej  strony  odbył  się  dwa  razy. 
Całkiem niedawno przed Świętami Bożego Narodzenia zadzwoniła Pani ze 
szkoły i wyjaśniając i tłumacząc takim a nie innym czasem, że są Święta, że 
przecież moje dzieci też być może będą korzystały z owych przedmiotów, 
być może nie teraz, ale na pewno w przyszłości, przecież chodzą do szkoły 
podstawowej,  a  rzecz  konkretna  ma  być  dla  gimnazjum.  Oczywiście  po 
takiej argumentacji, zgodziłam się, nie pytając nawet ile to kosztuje. Jak się 
okazało,  moje  "tak"  kosztowało  mnie  1500  zł  i  są  to  pomoce  dla 
gimnazjum, ostatniej klasy, tak więc nie jestem pewna, czy moje dzieci to 
chociażby  zobaczą,  gdyż  chodzą  do  klasy  pierwszej  szkoły  podstawowej, 

background image

72 

 

więc jeszcze je czeka kilka ładnych lat nauki aby znaleźć się w gimnazjum, 
i to w ostatniej klasie. Przypuszczam, iż do tego momentu pomoce zostaną 
nieco  zniszczone  lub  przynajmniej  stracą  na  wartości  edukacyjnej, 
zważywszy,  iż  właśnie  od  tego  roku  szkolnego,  cały  program  edukacji 
został  zupełnie  zmieniony;).  Poza  tym,  wprowadzane  są  coraz  to  nowsze 
sposoby  na  przyswojenie  wiedzy. To  właśnie  dowodzi, iż  nie  tylko dałam 
się  naciągnąć na  dość  znaczną  sumę, o  wiele  znaczniejszą niż  ta  pierwsza 
(tam było 250 zł). Mało, podejrzewam, że gdyby to nie były Święta i Pani 
(rozmówczyni)  nie  zauważyłaby,  że  to  również  będzie  dla  moich  dzieci, 
nigdy  bym  się  na  to  nie  zgodziła.  Tak  podziałały  na  mnie  święta,  a 
sympatyczna  Pani  pomogła  opróżnić  mi  trochę  kieszeń,  a  ja  nawet  nie 
zareagowałam, tylko oddałam te pieniążki z zadowoleniem. 

74. Waldemar Pycka [02.01.10]. 
Po  pierwsze,  NIE  POMAGAJ!
  Pani  Patrycjo,  każda  pomoc  upośledza: 
osłabia  samodzielność  i  niszczy źródło zaradności  życiowej. Afryka  przed 
otrzymaniem pomocy humanitarnej ze strony Zachodu miała większy udział 
w  światowej  gospodarce  rolnej...  Każdy  dar  jest  zatrutym  owocem
Trzeba  być  bardzo  ostrożnym  nawet  w  pomaganiu  swoim  dzieciom:  w 
odrabianiu  lekcji,  w  dostawaniu  się  do  szkół,  w  załatwieniu  pracy,  w 
wychowywaniu dzieci itd. To wcale ich nie wzmacnia, ani też nie daje im 
poczucia  swej  wartości  -  te  ciągłe  prezenty  czynią  ich  więźniami 
rodzicielskiej miłości. 

74.1. Patrycja Z. [02.01.10]. 
"Nie należy pomagać ludziom mającym siłę prosić o pomoc" nie zgodzę sie 
z  tym  stwierdzeniem,  jeżeli  ktoś  prosi  o  pomoc  to  trzeba  mu  ją  dać  i  nie 
mówię tu o ludziach siedzących z dziećmi na ulicy itd., bo wtedy działa na 
nas  ich  wygląd,  a  małe  biedne  często  brudne  dzieci  zawsze  wywierają 
presję!  i  ulegamy  dając  pieniądze,  ale  w  większości  wypadków  jest  to 
czyste naciąganie!! Jednakże warto pomagać!! 

74.3. Anna Szoda [05.01.10]. 
W pierwszy dzień świąt poszłam z rodziną do Kościoła, a obok niego   stał 
zgarbiony,  brudny,  w  podartym  ubraniu, w  średnim  wieku  pan.  Prosił  o 
pieniądze na chorą żonę i na jedzenie dla siedmiorga dzieci. Zrobiło nam się 
go szkoda, wysłuchawszy jego próśb daliśmy mu parę złotych i weszliśmy 
do  Kościoła.  Parę  dni  później  spotykam  tego  mężczyznę  wysiadającego  z 
bardzo eleganckiego, drogiego auta w ekskluzywnym garniturze. Zaczęłam 
zbliżać się do niego, by upewnić się że to był ten sam pan spod Kościoła. 
Gdy mnie ujrzał natychmiast odwrócił głowę w drugą stronę i zaczął prawie 
biec, żebym tylko go nie zaczepiła. Byłam już wtedy na 100% pewna, że to 

background image

73 

 

on  "bogaty  biedak".  Na  domiar  tego  okazało  sie,  iż  ten  mężczyzna  to  mój 
dalszy  sąsiad,  który  mieszka  parę  klatek  ode  mnie,  jest  kawalerem,  bez 
dzieci  i  dobrze  się  mu  powodzi.  Moja  i  na  pewno  wielu  innych  ludzi 
naiwność nie zna granic. Dałam się oszukać i stracić parę złotych, a ten pan 
dzięki temu dobrze żyje. 

74.4. Iwona Tarkowska [14.01.10]. 
Bezdomność jest coraz powszechniejszym zjawiskiem. Jest znana każdemu, 
i powoduje w większości z nas smutek i współczucie. Widząc bezdomnego 
na ulicy budzi się w nas litość i chęć pomocy. Niestety, często ludzie tacy 
wykorzystują naszą  naiwność i dobre serce. Odpowiedni strój,  wymyślona 
historia  często  umieszczona  na  jakiejś  tabliczce  sprawia  ze  osoba  taka 
przyciąga uwagę przechodniów. 
     Reguła społecznego dowodu słuszności sprawiła, że dałam się nabrać na 
udawaną  biedę  pewnego  pana.  Miało  to  miejsce  trzy  lata  temu  w  okresie 
letnim.  Biedny  mężczyzna  siedział,  tzn.  klęczał  przed  Kościołem.  Wybrał 
idealne  miejsce,  jak  wiadomo  teoretycznie  chodzą  Tam  osoby  wierzące 
praktykujące,  chętne  w  miarę  możliwości  pomóc  bliźniemu.  Na  kartce 
widniał  napis,  że  nie  ma  pieniędzy,  itp.  Wielu  ludzi  z  politowaniem 
zapoznawało się z treścią wiadomości, jaką umieścił przed sobą i zapełniało 
puszkę  stojącą  obok.  Oczywiście  jednym  z  darczyńców  okazałam  się 
również  ja.  Tego  dnia  jeszcze  długi  czas  byłam  na  mieście  i  robiłam 
zakupy,  z  daleka  widziałam  jak  ten  biedny  człowiek  żebrze  w  słońcu. 
Przechodząc  kolejny  raz  zauważyłam  ze  plac  przed  Kościołem  jest  pusty. 
Pomyślałam,  że  może  poszedł  kupić  sobie  cos  do  jedzenia  i  picia.  No  i 
prawie się nie pomyliłam, tzn. kupił sobie, ale alkohol, jak już go widziałam 
ulice dalej był kompletnie pijany, no i już nie smutny jak wcześniej, tylko 
uśmiechnięty  od  uch  do  ucha,  ja  za  to  wściekła  wróciłam  do  domu. 
 Ucząc  się  na  błędach,  jednak  nie  tracąc  nadziei  w  uczciwość  ludzi,  parę 
tygodni  po  tym  zdarzeniu  chciałam  pomóc  kolejnemu  potrzebującemu. 
Zachowując  zdrowy  rozsądek  widząc  żebraka  postanowiłam  kupić  mu 
jedzenie. Wyręczając reklamówkę z żywnością usłyszałam, że on nie chce 
jedzenia  tylko  pieniądze,  ja  mu  na  to,  że  pieniądze  właśnie  wydałam  na 
jedzenie  on,  że  nie  jest  głodny  i  mogę  sobie  to  zabrać.  Pewnie  miał  inny 
głód… 
     Od tamtej pory zmieniłam formę pomocy potrzebującym… 

75. Grzegorz Parol [10.01.10]. 
Często  uczestniczę  w  aukcjach  internetowych  znanego  serwisu  Allegro. 
Przed  świętami  Bożego  Narodzenia  szukałem  prezentów  na  aukcjach 
internetowych. Przeglądając oferty natrafiłem na fajne koszulki. Koszulki te 
od  razu  mi  się  spodobały.  Użytkownik  który  wystawił  te  koszulki  do 

background image

74 

 

licytacji  jak  i  poprzez  opcję  ,,kup  teraz’’  nie  wzbudził  we  mnie  żadnych 
podejrzeń.  Użytkownik  ten  zaczynał  przygodę  z  Allegro,  miał  on  dwa 
pozytywne  komentarze  (1kupił,  1  sprzedał)  i  zero  negatywnych  i 
neutralnych  od  innych  użytkowników  serwisu.  Nawet  przez  to  że 
 oryginalne koszulki w opcji ,,kup teraz’’ sprzedawał po bardzo atrakcyjnej 
cenie  mnie  nie zaniepokoiło. Stwierdziłem że taniej kupuje hurtowo, gdyż 
miał  ich  dużo  do  sprzedania.  Biorąc  udział  w  kilku  licytacjach  u  tego 
sprzedającego, wygrałem jedną z aukcji. Dostałem e-mail z numerem konta 
na które mam wpłacić pieniądze za wylicytowaną koszulkę, plus za koszty 
przesyłki.  Pieniążki  wpłaciłem  następnego  dnia  na  podane  konto.  Po  paru 
dniach napisałem do sprzedającego czy wysłał już koszulkę, odpisał cytuje 
,,tak koszulka została wysłana”. Po tych pozytywnych komentarzach, które 
miał  byłem  pewny  ,  że   nie  trafiłem  na   oszusta.  W  kolejnych  dniach  nie 
otrzymując  przesyłki  wysyłałem  do  niego  e-maile,  próbowałem  dzwonić, 
ale  kontakt  z  nim  się  urwał.  Dodatkowo  jego  konto  aukcyjne  zostało 
zablokowane  za  naruszenie  regulaminu.  Kontaktowałem  się  z  innymi 
użytkownikami poprzez e-mail , którzy też wygrali jego aukcje z pytaniem 
czy  otrzymali  towar.  Ale  niektórzy  też  nie  otrzymali  i  niektórzy  czekali 
dłużej  ode  mnie.  Moja  cierpliwość  się  skończyła  postanowiłem  zgłosić 
sprawę do serwisu aukcyjnego . Napisałem im o co chodzi a oni napisali mi 
że w chwili kupna zawarta była umowa i jeśli sprzedający nie wywiązał się 
z  umowy  to  mogę  powiadomić  sąd  o  tym  przestępstwie  lub  wcześniej 
policję  ale  żeby  przed  tym  spróbować  się  porozumieć  ze  sprzedającym  . 
Tak więc sprawdziłem e-mail, nic nie otrzymałem i wszedłem poprzez moje 
konto  aukcyjne  na  konto  użytkownika  z  którym  zawarłem  umowę   i  ku 
mojemu  zdziwieniu  zobaczyłem  aż  44  komentarze  negatywne  od  innych 
użytkowników. Teraz już miałem pewność , że trafiłem na oszusta i że nie 
tylko mnie oszukał. Faktu tego jednak postanowiłem nie zgłaszać, ponieważ 
kwota  była  nie  duża  i  myślę,  że  jeżdżenie  po  komisariatach  itp. 
przekroczyło by tą kwotę;). Poniesiona strata nie jest warta aby tracić czas, 
bo  znając  życie  niewielkie  są  szanse  na  odzyskanie  tych  pieniędzy.  Co 
innego inni użytkownicy co wygrali np. 5 aukcji i wpłacili pieniądze za te 5 
koszulek. Prezent kupiłem w  ostatniej chwili  w sklepie jednak nie był tak 
efektywny jak ten na zdjęciu na aukcji.  
     Dużo  wcześniej  u  innego  użytkownika  brałem  udział  w  licytacji 
wieloprzedmiotowej.  Było  wystawione  w  niej  10   koszulek.  W  licytacji 
takiej chodzi o to , że wygrywa  10 pierwszych osób a kwotą, którą trzeba 
zapłacić  za  przedmiot  jest  kwota  zalicytowana  przez  10tego  użytkownika 
mieszczącego  się  w  tej  10tce.  Wygrałem,  kwotę  plus  koszt  przesyłki 
wpłaciłem na podane konto. Jednak po paru dniach otrzymałem e-maila, że 
podczas  pakowania  okazało  się  ,że  koszulka  posiada  znaczne  malutkie 
dziurki i żebym podał numer konta do zwrotu pieniędzy. W tym przypadku 

background image

75 

 

otrzymałem  zwrot  pieniędzy.  Jednak  sądzę,  że  osoba  ta  stwierdziła  ,że 
wylicytowana  kwota  jest  znacznie  niższa  niż  wartość  koszulki 
Po  tych  doświadczeniach  uważniej  przyglądam  się  sprzedającym  i 
wystawionym towarom.  

76. Agnieszka Ch. [12.01.10]. 
Uprzejmie  donoszę,  iż  sieć  supermarketów  Media  Markt  sprzedających 
sprzęt  RTV/AGD  w  Lublinie  podczas  przedświątecznego  weekendu 
wprowadziła  promocję  obniżającą  cenę  produktów  o  stawkę  VAT  czyli 
22%,  ale...  wcześniej  cenę  podniosła.  Promocję  wprowadzono  20  grudnia. 
Chcąc  kupić  suszarkę  z  lokówką  do  włosów,  na  kilka  dni  przed 
wprowadzeniem  promocji  udałam  się  do  Media  Markt,  by  sprawdzić 
asortyment  sklepu.  Wybrałam  trzy  modele  suszarek,  spisałam  ich  ceny  i 
obliczyłam, ile by kosztowały po 22% przecenie. Zdziwiłam się jednak, gdy 
okazało się, że ceny wybranych przeze mnie suszarek były wyższe od tych, 
które zapisałam. Myślałam, że się pomyliłam, lecz niestety, kartka na której 
spisywałam ceny dwa dni wcześniej pokazuje  mi inne ceny od tych, które 
są  na  półce.  Oczywiście  ceny  na  półce  są  wyższe  od  zapisanych,  a  obok 
nich  widnieje  informacja  że  należy  od  wszystkich  cen  odjąć  rabat  22%. 
Pytany  o  przyczyny  tej  zmiany  asystent  działu  AGD  powiedział,  że  to  nie 
on  ustala  ceny.  Media  Markt  podobne  taktyki  stosował  w  Niemczech, 
jednak klienci  zorientowali się  i sieć  ich zaniechała. Niestety jak  widać  w 
Polsce  jeszcze  można  robić  z  nas  idiotów  tak,  jak  mówi  o  tym  reklama. 
Postanowiłam o tym napisać, aby pokazać, jak nieuczciwie traktuje się nas 
klientów i "nabija w butelkę". 

77. Anna S. [16.01.10]. 
Witam serdecznie! Widzę większość osób została ładnie nabrana głównie w 
okresie przedświątecznych zakupów. Niestety mnie to również nie minęło. 
Problem  jest  w  tym,  że  dałam  się  naciągnąć  na  coś,  na  czym  się  dobrze 
znam...  Ale  po  kolei.  Oczywiście  każdy  lubi  zakupy,  tylko  czasem  szkoda 
nam wydawać ciężko zarobione pieniądze. Będąc na zakupach, upatrzyłam 
piękny  TV,  wiec  pomyślałam  ze  sama  sobie  sprawie  taką  miłą 
niespodziankę  na  święta.  Cena  cacka  wynosiła  4500,  wiec  szybko 
pomyślałam, że przecież są kredyty... ( a dodam ze sama pracuje w firmie 
udzielającej  owych  kredytów,  wiec  o  nic  się  nie  bałam).  Po  krótkiej 
rozmowie ze sprzedawcą i oczywiście zachwalaniu produktu  - bez tego by 
się  nie  obeszło  -  przeszliśmy  do  sporządzania  umowy.  Sklep  nie  miał  w 
ofercie  udzielania  kredytów  przez  firmę,  w  której  pracuje,  więc 
zaproponował mi inną. Pomyślałam czemu nie. Sprzedawca sporządzał owy 
wniosek,  zgłaszał  go  do  banku,  wszystko  trwało  ok  15  min,  czyli 
standardowy czas. Kolej na  mój podpis na  umowie. Sprzedawca  nie  mógł 

background image

76 

 

mi  dać  wypełnionej  umowy,  bo  miał  jakąś  awarie  i  ma  trudności  teraz  z 
zalogowaniem  się  do  systemu  -  pomyślałam  czasem  się  to  zdarza. 
Stwierdził,  że  teraz  jest  bardzo  dużo  ludzi,  wiec  wypełni  po  pracy,  tylko 
potrzebny mój podpis, podał wysokość raty, przeliczyłam  - przepłaciłabym 
tylko120  zł,  na  okres  24  m-cy,  więc  byłam  bardzo  zadowolona  - 
podpisałam.....  Za  2  tygodnie  przyszła  umowa...  Co  za  niespodzianka, 
umowa  kompletnie  inna  od  tej  którą  podpisałam.  A  koszt  owego  zakupu, 
oprócz  ceny  towaru,  to  2400  zł.  Wtedy  uświadomiłam  sobie,  jak 
sprzedawca  ładnie  mnie  nabrał....  Odstąpiłam  od  umowy  z  bankiem. 
Chciałam  jak  najszybciej  zwrócić  towar  do  sprzedawcy,  ale  odmówił 
przyjęcia,  twierdząc,  że  ma  takie  prawo....  Nie  kłóciłam  się  z  nim,  tylko 
spokojnie  wzięłam  TV  do  domu  i  poczekałam  na  odpowiedz  ze  strony 
banku.  Oczywiście  bank  uznał  moje  odstąpienie  za  skuteczne,  czyli  nie 
miałam  żadnego  kredytu,  sprzedawca  nie  miał  pieniędzy  za  towar,  a  ja 
miałam  TV  w  domu...  Kochany  sprzedawca  odszukał  mnie  w  ciągu 
tygodnia i sam się zgłosił po swój towar. Dałam się  nabrać pięknie  na ten 
kredyt, ale to była nauczka dla mnie na długi czas..... 

78. Joanna Gajos-Komza [16.01.10]. 
Dobry  wieczór!  Ja  raczej  jestem  ostatnia  ze  swoim  zapisem.  Ta  sytuacja 
wynika z faktu, że nieustannie mną ktoś manipuluje. Do tego stopnia jestem 
zmanipulowana, że nie miałam czasu dotychczas napisać o tym - po prostu 
musiałabym  pisać  tyle,  ile  nie  śpię!  Oto  przykłady  manipulowania  mną 
tylko z dzisiejszego dnia: 
1.  Wstałam  wcześniej,  niż  planowałam  ponieważ  mój  głodny 
dwudziestoletni)  syn  robił  hałas  w  kuchni  podczas  irracjonalnych 
poszukiwań herbaty (jest od 15 lat w tym samym miejscu). 
2. Wychodząc na zakupy byłam ubrana, jak na Sybir, ponieważ pani z TV 
powiedziała, że jest zimno (aż tak, jak mówiła nie było). 
3. Kupiłam 2 chleby, ponieważ byłam głodna (potrzebujemy maksymalnie 
0,5 na 1 dzień). 
4. Ok. południa zapukała jakaś kobieta z prośbą o wsparcie ("mam 6 dzieci, 
straciłam pracę").... Najpierw jej wyjaśniłam, że nie udzielam wsparcia, po 
czym oddałam jej własne zamrożone obiady. 
5. W wyniku pkt 4 sama  musiałam pojechać do Leclerca, by kupić coś na 
obiad. 
6. Wydałam kupę kasy i gotowałam do wieczora. 
7.  Zadzwoniła  koleżanka  z  prośbą,  bym  na  jutro  pożyczyła  jej  obrus. 
Wiedząc, że przyjdzie wypucowałam podłogę (drugi raz dzisiaj). 
8. Teraz piszę to wszystko pod przymusem, bo nie lubię przyznawać się do 
słabości, jaką jest stosowana na mojej osobie manipulacja... 

background image

77 

 

  

Na  zakończenie  pragnę  dodać,  że  jestem  zadowolona  z  faktu,  że 

miałam  okazję  brać  udział  w  Pańskich  wykładach  (byłam  na  wszystkich). 
Pozostając  z  szacunkiem  proszę  Pana,  by  Pan  mi  nie  odpowiadał,  bo  to 
będzie mnie obligowało do odpowiedzi. Bardzo będę wdzięczna za szansę 
dyskusji z Panem w przyszłym tygodniu... 
  

 

 

 

Z szacunkiem Joanna Gajos-Komza 

(Edytowany przez Waldemar Pycka - sobota, 16 styczeń 2010, 21:59) 

    [Waldemar  Pycka]  Pani  Joanno,  zgodnie  z  Pani  prośbą  -  nie 
odpowiadam. Ale chociaż w ten sposób chciałbym Pani podziękować za ten 
tekst  (punkty  1-8).  Moja  żona  właśnie  "pucowała"  podłogę  obok  i  słysząc 
moje  wielkie  uradowanie  zajrzała  na  ekran.  Jej  pierwsze  zdanie  brzmiało 
mniej  więcej  tak  (po  przeczytaniu  pierwszego  punktu):  "Nie  pamiętam 
nawet, kiedy to napisałam" (nasz 22-latek też nieźle "potrafi" odnaleźć się 
w domu...). 

79. Grażyna G. [16.01.10]. 
Piszę  dopiero  teraz  ponieważ  okres  poświąteczny  w  szkole  to  istny  szał. 
Zbliża  się  koniec  I  semestru  i  jest  to  okres  wzmożonej  pracy.  Jestem 
nauczycielką  nauczania  początkowego  więc  muszę  pisać  oceny  opisowe 
poza  tym  rada  klasyfikacyjna,  zebranie  z  rodzicami,  przygotowania 
uroczystości  z  okazji  Dnia  Babci  i  Dnia  Dziadka.  Historia  o  której  chcę 
opowiedzieć zdarzyła  się przed świętami. Mieszkam w małym miasteczku 
więc  wyprawa  do  supermarketu  w  większym  mieście  zabiera  mi  dużo 
czasu.  Na  zakupy  świąteczne  po  skończonych  lekcjach  zabrałam  swoje 
dwie  córki.  Po  dwóch  godzinach  wędrówek  po  sklepach  okazało  się,  że 
jesteśmy bardzo głodne. Znalazłyśmy bar w supermarkecie. Czekałyśmy w 
długiej  kolejce,  a  dania  które  zjadłyśmy  były  niezbyt  smaczne  i  prawie 
zimne. Gdy okazało się że już  wydałam pieniądze postanowiłyśmy wrócić 
do  domu.  W  drodze  powrotnej  poczułyśmy  się  wszystkie  trzy  bardzo  źle. 
Musiałam zatrzymać samochód bo młodsza córka  wymiotowała. Do domu 
wróciłyśmy zmęczone i osłabione. Na drugi dzień rano musiałyśmy iść do 
lekarza,  bo  w  domu  nie  było  żadnych  środków  zaradczych.  Finał  tego 
zdarzenia był taki, że prysła  cała radość z przygotować świątecznych. Nie 
dość  że  wydałam  masę  pieniędzy  w  supermarkecie  to  jeszcze  musiałam 
wykupić lekarstwa, które przepisał nam lekarz. Ta historia nauczyła mnie, 
że  na  zakupy  świąteczne  lepiej  pojechać  kilka  razy  i  krócej.  Przemyśleć 
dokładnie  co  trzeba  kupić,  a  nie  wszystko  na  raz  w  dodatku  o  pustym 
żołądku. 

 

background image

78 

 

80. Magda S. [17.01.10]. 
Dokonując pierwszego wpisu nie do końca zrozumiałam o co chodzi chyba 
niezbyt  uważnie  słuchałam  na  wykładzie  A  więc  zaczynam  raz  jeszcze... 
Pracuję  w  restauracji  jako  menager,  jeden  z  moich  pracowników,  niestety 
będący szefem kuchni, jest opryskliwy, wulgarny wręcz nieprzystosowany 
do  jakiejkolwiek  współpracy  z  ludźmi,  posiada  jednak  ogromną  wiedzę  i 
umiejętności 

wykonywanym 

zawodzie. 

Jakiekolwiek 

próby 

porozumienia  się  z  nim,  próby  poskramiania  jego  chamstwa  względem 
innych  nawet  pracowników,  którzy  starają  się  "schodzić  mu  z  drogi" 
(używa on bardzo często agresji ukrytej ) kończą się naszą kłótnią, w której 
praktycznie  zawsze  stara  się  przekonać  chociażby  część  pracowników  do 
swoich racji. Ukazuje im jaką to jestem złą przełożoną ( wypominając różne 
moje upomnienia itp.)i przekonuje, że to że jest taki opryskliwy to plus dla 
całej załogi, bo walcząc o swoje racje, sprzeciwiając się każdej narzuconej 
mu  decyzji,  robi  to  także  dla  innych  pracowników.(Argumentum  ad 
auditorem).  Natomiast  mój  szef  w  poważnej  debacie  na  temat  wyżej 
wymienionego  pracownika,  z  którym  współpraca  naprawdę  odbiera  chęci 
do przychodzenia do pracy i nie myślę tu tylko o sobie powiedział "Madzia 
jesteś osobą inteligentną, wykształconą, on jest po zawodówce jest chamski 
i  krnąbrny  nie  zmienisz  go  ale  przecież  sobie  z  nim  poradzisz...". 
Oczywiście  nie  powiedziałam  szefowi,  że  nie  jestem  na  tyle  mądra  żeby 
znaleźć na niego sposób. Praca z owym kucharzem przyprawia mnie o bóle 
głowy a szef nieźle mnie zbył (Argumentum ad vanitatem). 
     Ale się opisałam...Uff 

81. Dorota Rosińska [17.01.10]. 
Niestety  taki  jest  urok  tych  marketów  i  ich  jakże  śmiesznych  promocji.  Ja 
miałam sytuację taką, że w pewnym markecie podczas poświątecznych juz 
zakupów mój mąż dostrzegł golarkę w super niskiej cenie. Faktycznie cena 
była  super.  Okazja  niesamowita.  Oczywiście  zadziałała  na  nas  reguła 
niedostępności  -  ogromna  chęć  posiadania  golarki,  która  dobrej  firmy 
kosztuje  większe  pieniądze.  Po  kilku  dniach  użytkowania  akumulatorek 
przestał działać  więc pozostało nam go tylko podłączyć aby naładował sie 
przez kilka godzin. Jakie zdziwienie było mojego męża gdy okazało sie, że 
na nic zdało sie to całe ładowanie, golarka nadal nie działała. W markecie 
nie  było  problemu  z  reklamacją  wystarczyło  całe  opakowanie +  paragon. 
Oddaliśmy  produkt,  pieniądze  nam  zwrócono.  Chcieliśmy  wymienić  na 
druga  ale  dowiedzieliśmy  sie  że  już  nie  mają  na  magazynie  gdyż  u  nich 
golarki  z  tej  firmy były  tylko  w  promocji  w  okresie  świątecznym.  Po 
dosłownie  kilku  dniach  byliśmy  w  tym  sklepie.  Jakież  było  nasze 
zdziwienie gdy na półce stała golarka i ogromny napis PROMOCJA. Ha ha, 
cena  większa  od  10  zł  od  tej  która  my  zapłaciliśmy. A  co  lepsze  gdy 

background image

79 

 

wzięłam to opakowanie do ręki zauważyłam na tyle, że jest na nim dziwny 
"rysunek"  a  raczej  sposób  rysowania  przez  moją  córeczkę  ludzika-
wykonany długopisem  co  prawda  mało  widoczny,  ale  jednak  był  ))) 
Ciekawe  którym  użytkownikiem  tej  maszynki  był  mój  mąż?   Oraz  ilu 
mężczyzn będzie po nim. Szkoda, że w wielu marketach ale nawet w tych 
małych sklepikach panuje zasada że dla kasy można wszystko zrobić.  

82. Magdalena Sz. [17.01.10]. 
Pięknego  popołudniowego  dnia,  siedząc  w  pracy  zobaczyłam  w  drzwiach 
młodego  chłopak,  który  uśmiechną  się  do  mnie...  nie  musiałam  długo 
czekać wszedł do środka i położył mi na biurku słonika wraz z karteczką i 
wyszedł.  Na  karteczce  było  napisane,  że  jest  głuchoniemy  i  prosi  o 
wsparcie. Tylko było uwzględnione, że życzy sobie 5 zł za słonika, a jeśli 
ktoś  może  podarować  więcej  to  ma  ogromne  serce.  Więc  ja,  nie 
zastanawiając  się  przygotowałam  sobie  10  zł  i  spokojnie  czekałam  na 
powrót  chłopaka.  Po  chwili  przyszedł  i  zabrał  karteczkę  z  pieniędzmi.  Na 
początku  byłam  dumna  ze  swojego  postępowania  i  "hojności".  Jednak 
euforia  nie  trwała  zbyt  długo.  Po  skończonej  pracy  spokojnym  krokiem 
kierowałam  się  do  domu,  ku  mojemu  zdziwieniu,  zobaczyłam  tego 
chłopaka  "od  słonika",  tylko  co  najdziwniejsze  rozmawiającego  przez 
telefon. Nie mogłam sobie darować jak można być tak naiwnym. Uległam 
regule  lubienia  i  sympatii.  Pierwsze  wzbudził  sympatie  a  potem  to 
wykorzystał. Ostatni raz dałam się tak w nabrać. 

83. Artur Ch. [17.01.10]. 
Chciałbym uprzejmie donieść, że ja Artur Ch. w dniu 11 października 2009 
roku kupiłem  w ramach akcji promocyjnej  w sklepie  (ALDIK)  w jednej  z 
Lubelskich  galerii  handlowych  (OLIMP)  Kupiłem  Soki  "CAPRIO"  Na 
Promocyjnej etykiecie sklepowej napisane było, że kupując dwa soki płacę 
za jeden. Promocja nazywała się dwa w cenie jednego. Skuszony promocją 
wziąłem  4  soki  licząc,  że  zapłacę  za  dwa.  Gdy  wróciłem  do  domu, 
przeglądałem paragon i okazało się, że oszukano mnie ponieważ zapłaciłem 
za każdy sok, a nie jak się spodziewałem tylko za dwa. Oburzony sytuacją 
poszedłem do sklepu i okazało się, przy półce z sokami nie było już żadnej 
kartki  z  napisem  promocja.  Chcąc  wyjaśnić  sytuację  poszedłem  do 
pracownika sklepu i okazało się, że promocja skończyła się 3 dni temu tyle, 
że  pracownicy  zapomnieli   zdjąć  kartki  promocyjnej.Wściekły  sam  na 
siebie postanowiłem być mniej ufny promocjom w sklepach. 

84. Anna P. [17.01.10]. 
Byłam  na  zakupach  w  AUCHAN.  Chcąc  kupić  wazon  do  kwiatów  nie 
byłam  pewna  jego  ceny  i  skorzystałam  z  czytnika  kodów  kreskowych 

background image

80 

 

umieszczonego przy jednym z regałów. Pokazał on cenę 13,99zł. Przy półce 
z  wazonami  nie  było  jednak  takiej  ceny.  Poirytowana  porównałam  kod 
kreskowy  na  wazonie  z  tym  przy  półce  -  zgadzał  się.  Postanowiłam 
sprawdzić,  jak  czytnik  zareaguje  jeśli  zeskanuję  na  nim  etykietę  z  półki. 
Udałam się do informacji z zapytaniem ile w końcu kosztuje wazon. 
       

Rozmowa przebiegała w taki sposób: 

[Ja] Proszę o sprawdzenie ceny tego wazonu. 
[Pani z obsługi] 13,99zł. 
[J] ale na półce jest etykietka 11,99zł... 
[P] może Pani po zakupie przyjść z reklamacją 
  

OK  pomyłki  się  zdarzają,  kupiłam,  zapłaciłam  13,99zł,  idę  do 

obsługi  klienta  z  reklamacją.  Przede  mną  w  kolejce  do  punktu  obsługi 
klienta  czekał  klient,  który  w  taki  sam  sposób  przepłacił  za  jakieś  3  inne 
produkty!  Przyszła  moja  kolej  i  pokazałam  paragon  fiskalny  i  etykietkę 
zabraną  z  półki.  I  ku  mojemu  zaskoczeniu  Pani  (inna  niż  ta  wcześniej) 
posądziła mnie o to, że to ja chcę oszukać Auchan na 2 złote! 
[J] Zapłaciłam 2 zł za dużo za wazon, oto dowód, że przy półce była niższa 
cena - proszę o zwrot. 
[P]  A  jaką  ja  mam  pewność,  że  nie  zabrała  Pani  tej  etykietki  na  przykład 
dwa dni temu? 
[J] A jakie to ma znaczenie? To wasza pomyłka! 
[P] W międzyczasie mogła wzrosnąć cena i teraz chce Pani kupić taniej! 
[J] Pani jest chyba niepoważna! Załóżmy, że byłam u was dwa dni temu i 
zabrałam  etykietkę.  Załóżmy  też,  że  w  jakiś  bliżej  niewyjaśniony  sposób 
uzyskałam  wiedzę,  że  Auchan  planuje  podwyżkę  tej  ceny.  To  dlaczego 
chcąc kupić ten wazon w cenie 11,99zł nie miałabym tego uczynić od razu 
tylko  zabierać  etykietkę,  czekać  na  wzrost  ceny  i  przychodzić  po  zwrot 
różnicy? Może mi to Pani wyjaśnić? 
[P] A po co Pani zabierała z półki etykietkę? 
[J]  Byłam  przed  zakupem  tutaj  i  Pani  koleżanka  kazała  mi  wrócić  po 
zakupie.  Zabrałam  etykietkę,  aby  pokazać,  że  cena  na  półce  jest  inna,  niż 
przy kasie. 
[P] dokonała zwrotu różnicy z komentarzem* : ale niech Pani w przyszłości 
nie zabiera etykietek. 
[J] w przyszłości nie będę tu już kupować... a poza tym czy ma Pani zamiar 
zmienić błędną cenę  tak, by inni klienci nie byli wprowadzani w błąd czy 
mam wrócić tu w poniedziałek z Inspekcją Handlową? 
[P] wymowne wzruszenie ramionami. 
  

Po  całej  tej  sytuacji  doszłam  do  przekonania,  że  z  bardzo  dużym 

prawdopodobieństwem  różnica  w  cenie  nie  jest  pomyłką  tylko  celowym 
zabiegiem  zmierzającym  do  tego,  by  klient  w  rzeczywistości  za  zakupy 
zapłacił więcej. 

background image

81 

 

 

 

Zakończenie 

 
 
86. Jerzy Parol [18.01.10].   
Wczoraj próbowałem coś napisać ale nie wiem czy to doszło Bluconect mi 
się  wiesza  i  w  ogóle.  Panie  doktorze  uległem  wczoraj  największej 
manipulacji otóż  miałem nawiać z LOGIKI ale  uległem Argumentacji AD 
POPULUM  5  niewiast  mnie  zmanipulowało  i  nie  uciekłem  z  wykładu 
pozdrawiam może to dojdzie. 
 
87. Waldemar Pycka [18.01.10].
  
Słuchajcie  moi Drodzy! Pewnie się oburzycie  na  mnie, ale  muszę zmienić 
reguły gry. Dlaczego? W obronie sprawiedliwości, o której tak dużo mówi-
liśmy na ostatnim wykładzie. Otóż zamierzam - spodziewam się Waszych 
argumentów  (kontr)  -  wczorajsze  wpisy  potraktować  jako 
"jednostkowe" - niezależnie od ich ilości! 
 
Uzasadnienie: 
1) Umożliwi mi to branie pod uwagę dwóch pozostałych składników oceny, 
czyli OBECNOŚCI oraz JAKOŚCI WPISÓW. Jeśli pozostanę wyłącznie na 
ilości,  wówczas  nie  będę  mógł  DOCENIĆ  odpowiednio  osób,  które 
pracowały  solidnie  wcześniej  i  spontanicznie  uczestniczących  w  dyskusji. 
Konkluzja: 
Zasady  oceny  przedstawione  na  wykładzie  pozostają  bez  zmian,  oprócz 
punktu Ilości  wpisów  w odniesieniu do 17 stycznia. Mówiąc inaczej: jeśli 
ktoś  przed  ostatnim  wykładem  zdobył  owe  9  i  więcej  wipsów  -  ma  to 
policzone  i  otrzymuje  ocenę  bardzo  dobrą;  jeśli  jednak  ktoś  miał  do  tego 
czasu  1  wpis,  to  wszystkie  wpisy  z  dnia  17-go  traktuję  jako  JEDEN  wpis. 
    Czekam na Wasze opinie.  

87.1. B. G. [18.01.10]. 
Panie Doktorze, 
W tej chwili to już Pan chyba z nas żartuje!! Ja do  wczorajszego  wykładu 
miałam  4  wpisy.  A  jak  Pan  weźmie  pod  uwagę  obecności  skoro  o  ile 
pamiętam  to  tylko  raz  była  lista,  mam  nadzieję,  że  mnie  Pan  pamięta 

background image

82 

 

ponieważ siedzę w pierwszym rzędzie. Serdecznie pozdrawiam, czekam na 
dalsze pomysły zaliczenia z dobrą oceną logiki. 

87.2 Waldemar Pycka: 
Pani Bożeno, 4 wpisy, 4.0; lista z 13.11.2009 - czy jest obecność? Jeśli tak, 
to jest 5.0 jako końcowa. W czym problem? 
  

Właśnie sprawdziłem: jest Pani wpisana na listę pod numerem 92 

obok Pani Aliny Kryjak oraz Pani Małgorzaty Grabowskiej. Jest zatem 5.0 
jako końcowa (o ile potwierdzą się 4 wcześniejsze wpisy...) 
  

Właśnie  w  Pani  profilu  sprawdziłem  -  są  wpisy  (pierwszy  z  1 

stycznia).  A  zatem  -  bdb  na  koniec.  A  przecież  jest  jeszcze  trzeci  aspekt 
oceny, który wielu poratuje... 

87.3. Agnieszka Z. [18.01.10]. 
Weszłam  z  ciekawości  i  widzę  że  atmosfera  na  forum  gorąca....  Pan 
Profesor  pewnie  jest  z  nas  dumny za  zaangażowanie.  Widzę  zasady 
oceniania  też  się  zmieniły...no  ale  takie  jest  życie....na  każdym  kroku  nas 
ktoś i coś zaskakuje, ale tak jest w sumie ciekawiej. Pozdrawiam i do jutra. 

87.4. Beata Janocińska [18.01.10]. 
Właściwie  to  zasady  niewiele  się  zmieniły  jeśli  ktoś  ma  jakiekolwiek 
wątpliwości co do oceniania to proszę zajrzeć do wstępu (na samej górze na 
forum) Pan Profesor od samego początku poinformował ,że będzie oceniany 
udział w dyskusji , ale nie ''jednorazowy '' -----dla mnie ocena za wczorajsze 
wystąpienia  nie  była  by  sprawiedliwa  ,  bo  chociażby  dlaczego  inni  mogli 
udzielać  się  wcześniej,  a  wczoraj  cały  rok  nagle  ''oszalał'' 
POPIERAM    PANA    PROFESORA  -    i    absolutnie  proszę  nie  traktować 
tego jako ''podlizywanie się '' ...............a następnym razem należy dokładnie 
zapoznać się z ''treścią ulotki dołączonej do opakowania .............' 

87.5. Magdalena K. [18.01.10]. 
witam, 
całkiem  nieźle  jeszcze  małe  zmiany,  ale  można  było  się  tego  spodziewać. 
W  przeciwnym  razie  Pan  Doktor  musiałby  wszystkim  wczorajszym 
Forumowiczom  wpisać  same  piąteczki.  Już  nie  mogę  się  doczekać  24, 
czuję,  że  co  niektórych  poniesie  i  wybuchnie  wojna  tak  jak  na  ostatnim 
wykładzie (...) 

87.6. Dagmara B. [18.01.10]. 
Myślałam że Pan jest szczery, a okazało się.... Już mi nie zależy na ocenie, 
zrobi  Pan  jak  chce,  my  i  tak  jesteśmy  tylko  zwykłymi  studentami,  to 

background image

83 

 

smutne. To się nazywa dopiero manipulacja!!!! Czyż nie ulegliśmy wszyscy 
regule autorytetu?? Szkoda było wczoraj mojego czasu.... Szkoda... 

87.7. Waldemar Pycka [18.01.10]. 
Pani  Dagmaro,  ten  wczorajszy  czas  będzie  pięknie  wspominany  właśnie 
przez to, że nie został tak banalnie "spieniężony".To było  piękne i dlatego 
muszę to piękno zabezpieczyć! Pozdrawiam Panią serdecznie. 

87.8. Waldemar Pycka [19.01.10]. 
Dzisiaj,  po  godzinie  16-ej  rozpocznę  akcję  przyporządkowywania  ocen 
według  zmodyfikowane  wczoraj  wersji.  Braki  w  Waszej  argumentacji 
rozumiem jako zgodę na zmiany. 
         Ps.  Do  niedzielnego  wykładu  nie  przekazałem  Wam  informacji  o 
warunkach  rozdzielenia  ocen.  Jak  wiecie,  byliśmy  przekonani,  że  skończy 
się  dotychczasowymi  "zalkami".  Ale:  skoro  system  sie  zmienił,  to  nasze 
grudniowe umowy też z konieczności musiały ulec zmianie. Byłem bardzo 
zadowolony  z  tego,  że  wpisy  na  forum  uzyskały  charakter  warunku 
koniecznego  do  zdobycia  zal.,  czyli  po  modyfikacji  daje  to  ocenę 
dostateczną.  Teraz:  czy  byłoby  sprawiedliwie,  gdybym  wszystkim  Wam 
wstawił  trójeczki?  Takie  wyjście  byłoby  najsensowniejsze,  biorąc  pod 
uwagę  wyjściowe  warunki.  Chyba  przyznacie  mi,  że  to  kiepski  plan. 
Dlatego  postanowiłem  dostawić  czwórki  i  piątki.  Wedle  jakiego  klucza? 
Otóż solidności (jakości) wpisów oraz spontanicznej aktywności na forum. 
W  chwili,  gdy  o  tym  powiedziałem  na  wykładzie,  skończył  się  warunek 
"spontaniczności".  Nieprawdaż?  A  że  zabawa  była  przednia,  sami 
przyznacie... 

88. Urszula Dudziak [19.01.10]. 
a  ja  przez  zaangażowanie  czytaniem  wypowiedzi  w  związku  z  formami 
zaliczenia)  spaliłam  ciasteczka  z  wiórkami,  i  są  czarne  jak  smoła  no  cóż 
trudno będą czarne, bo tak forum działa czytając ze zapomina sie o świecie 
który nas obok otacza. 

89. Sylwia H. [19.01.10]. 
bardzo  jestem  ciekawa  na  jaką  ocenę  zapracowałam  zawsze  byłam  na 
wykładzie a  gdy była lista  która będzie brana pod uwagę  nie  mogłam być 
niestety ;(  

Waldemar Pycka: 
Pechowa Sylwia bardzo wiele straciła, 
skąpym pisaniem czwórki nie zdobyła. 

background image

84 

 

90. Anna Gajowniczek [19.01.10]. 
Ja  byłabym  zainteresowana  wiadomością  na  temat  swojej  oceny,  więc 
gdyby  Pan  doktor  udzielił  mi  tej  cennej  informacji  byłabym  bardzo 
wdzięczna  

Waldemar Pycka: 
Wdzięczna Anna jest mało szczodra, 
choć jej ocena jest po prostu dobra.
 

91. Ewa Bartoszuk [19.01.10]. 
to  szkoda,  że  nie  wiedzieliśmy  o  tym,  jakie  były  te  ocenki  ołówkowe,  to 
może byśmy jeszcze coś wynegocjowali? hehe  

Waldemar Pycka: 
Negocjatorce Ewie muszę powiedzieć, 
że w dobrym środku przyszło jej siedzieć. 

92. Tekst powstały w dniach [19.01.10 – 21.01.10]. 
Beata Janocińska: . 
a ja chciałabym już wiedzieć ,,,,, 
bo ta cisza mnie przeraża....zerkam i zerkam od godziny na forum 
,,,nikt nic nie pisze.....no i nie wiadomo czego się spodziewać ....  

Waldemar Pycka: 
Niecierpliwej Beacie powiedzieć muszę,  
że lepszej oceny już z siebie nie wyduszę.
  

Beata Janocińska: 
Panie Profesorze ,,odpowiedż niejasna 
proszę o konkrety ,,,,,koniec i basta !!!!!!!!!!! 
Można by mniemać ''piątka czy dwója''? 
Niech Pan Profesor mnie tu nie buja 
Ja spać nie mogę, myślę o ocenie 
i o wczorajszej w sklepie ''przecenie'' 
czy stanę się znów'' ofiarą manipulacji'' 
czy dobrze wybrnę z owej sytuacji 
Panie Profesorze Ob-sesji mówimy TAK 
a mi jednak nadal konkretów BRAK 
Mam nadzieję, że ''Piątka '' długopisem wstawiona  
Bo Beatka jest na nią strasznie napalona 

background image

85 

 

Waldemar Pycka: 
Pani Beata na gwałt się żali, 
Że nie wie, jakiej użyłem skali. 
Mógłbym to jasno wytłumaczyć, 
Lecz "ad baculum" nie mogę wybaczyć. 
Spytacie pewnie: gdzież ten argumencik? 
Podpowiem: spójrzcie na wykrzyknikowy zamęcik.
  

Beata Janocińska: 
Od samego rana rymy siedzą w głowie  
i jak Pan Profesor na mój rym odpowie? 
Myśli się piętrzą, już nie daję rady 
doprowadzą mózg mój chyba do zagłady 
Z każdej strony patrzę na wypowiedź Pana 
którą odczytałam dziś z samego rana 
Czy można było prościej w wypowiedzi swojej  
użyć formy ''liczbowej'' przy ocenie mojej 
Śpiesząc się do pracy, wybiegając w pędzie 
tylko wciąż myślałam co z oceną będzie 
..... Krótka przerwa w pracy, na malutką kawę  
może to powstrzyma tą moją obawę 
Rezygnuję z kawy, wybieram melisę  
mam nadzieję, że teraz bardziej się wyciszę 
Ta obsesja straszna - Panie Profesorze  
stała się już fobią, o mój Panie Boże 
....Moi drodzy Państwo, chcę tu zauważyć  
jak wielki mamy wpływ na to co może się wydarzyć 
Gdyby argumenty były mocne i frekwencja spora 
mielibyśmy wpływ na ''moc'' Pana Profesora 
odpowiedź jest jasna na ten ''wpływ społeczny '' 
nasza walka z nim, to już czyn zbyteczny 
i tak, czy inaczej w końcu ulegniemy 
z manipulacją się godząc -Tak Polegniemy!!!!!!!! 
Serdecznie pozdrawiam Pana Profesora 
czekając'' cierpliwie'' na odpowiedź do późnego wieczora 
Koleżanki, kolegów również chcę pozdrowić 
i pogratulować ocen, bo cóż innego pozostało mi zrobić 
PS. 
ZAMIAST SKUPIĆ SIĘ NA PRACY, LOGIKĘ MAM W GŁOWIE 
MAM JEDNAK NADZIEJĘ, ŻE SZEF SIĘ NIE DOWIE 

background image

86 

 

Waldemar Pycka: 
Zarzut był prosty i jasny w wymowie, 
Pani Beacie nie to jednak w głowie! 
Nie patrząc na nic i ryzykując etatem, 
Uderza we mnie śmiałym "ad vanitatem"!
 

Beata Janocińska:  
''Niecna manipulacja ''- to czyn zamierzony  
i w ''biednych '' studentów celnie uderzony 
Każdy kto tu zajrzy, szybko się zorientuje 
kto? jak? gdzie? kogo? tu manipuluje 
Przejdźmy więc do sedna naszych ocen miłych 
i sporów i kłótni tych bardziej zawiłych 
''Aby wilk był syty, no i owca cała'' 
każdemu by piątka teraz się przydała  
A i Pan Profesor też na tym skorzysta 
bo w bardzo szybki sposób zapełni się ocen lista 
Zyska Pan na czasie i na ''dobrym '' zdaniu 
choć i tak ma Pan dobre ...powiem w zaufaniu.... 
Więc czy nie jest to ''super promocja'' 
bo jak dla mnie to najlepsza opcja... 

Ewa Bartoszuk
Beatko Beatko masz 100% - ową rację, 
wstawiając piąteczki nasz Pan Doktor będzie miał super belfra "kreację", 
i może nutka manipulacji wkroczona z jego strony, 
a my bezradni studenci nie mamy nawet szans obrony... 
i smutna to prawda, tak gorzka i krwawa, 
mieliśmy nadzieje, że będę klaskać za piąteczki gromkie nam brawa, 
a tutaj Pan Doktor sprawił nam niespodziankę, 
że nasze ocenki skaczą jak małe dziecko przez dłuuugą skakankę, 
więc może Wykładowca zdecyduje się na "super promocję" 
i wybierze jak najlepszą dla nas opcję  

Waldemar Pycka:  
Na szczęście o czas nie muszę się troszczyć,
  
I na Mełgiewskiej w każdej chwili mogę gościć!  

Beata Janocińska:  
No proszę, widzę że rymy wciągają 
i pewnie wszyscy inni pytanie sobie zadają 

background image

87 

 

co nas opętało? co się z nami dzieje? 
-- tak sobie rymujemy drodzy przyjaciele 
bo'' wirusa rymów'' forum załapało 
bo 17 stycznia za dużo wpisów miało 
Ewciu moja droga , jeśli mogę dodać 
można było wczoraj z rymami startować 
Teraz już oceny piórem zapisane 
no chyba , ze cud się zdarzy i będą wymazane  
Wyrok wydany w imię SPRAWIEDLIWOŚCI 
i nie ma już dla nas żadnej LITOŚCI 

Waldemar Pycka: 
Jeszcze tylko tego mi dziś brakowało, 
by "ad misericordiam" łzy mi ulewało...
 

Ewa Bartoszuk:  
ach...co za porażka - utknęliśmy jak na patelni gęsta zasmażka, 
a nasz wyrok to niestety sprawa oczywista, 
bo zamknięta przez Pana Doktora zaliczeniowa lista, 
tak późno te rymy do mnie docierają, 
bo ciągle z braku sprawiedliwości moje rączki łzy ocierają, 
a Pan Doktor zero wyrozumiałości, 
i nie chce dobrej dla nas przyszłości. 
A my tak ambitni, solidni i wytrwali, 
jeszcze raz prosimy o anulowanie tak srogiej i zawyżonej ocenowej skali. 

 Waldemar Pycka: 
Pamiętacie zasady na forum wypowiedziane?  
Ma siłę prosić? - Więc niech przy tym zostanie!
  

Beata Janocińska:  
Ewciu, to już koniec, trzeba się pogodzić 
nie ma co udawać, narzekać, wywodzić 
Już za chwilę lista na forum przybędzie  
oj ....lamentów i żalów pewnie mnóstwo będzie 
Pogodzić się trzeba z wydanym wyrokiem  
i na nowy semestr przybyć Wielkim Krokiem 

Waldemar Pycka: 
Już więcej nie zamierzam Was zwodzić,  
By nie narazić się, że chcę Wam szkodzić.  

background image

88 

 

Jednak listy w całości nie opublikuję,  
Bowiem, hmm ..., coś tam pokombinuję! 
 

Ewa Bartoszuk:  
I tak właśnie bywa z naszym Profesorem, 
ciągle robi zakręty i nie jedzie tym samym torem,  
najpierw miała być calutka lista,  
a teraz znowu na nas naciska, 
te ciągłe zwodzenia i sprytne kombinacje, 
dają się we znaki, że to czyste manipulacje. 
Ale my już wywodzić nie będziemy 
i na wpisy z zapadłym wyrokiem śmiało przybędziemy. 
Choć nie będzie to dla nas sprawa prosta i wyśmienita,  
ale przynajmniej będziemy z Panem Doktorem do końca kwita. 
I masz znowu rację Beatko, musimy się z tym pogodzić, 
bo po co mamy potem cały rok się z Profesorem na Mełgiewskiej godzić. 

Beata Janocińska:  
Serce Pana Wielkie, Panie Profesorze 
Widać musi być Pan dziś w dobrym humorze  
Proszę kombinować ,,My nie przeszkadzamy '' 
na wyrok ostateczny teraz już czekamy 
Tylko ręka łaskawa niech nad Janocińską czuwa  
bo ona już wszędzie logikę zakuwa  
No i proszę pamiętać o poświęceniu mojej dzisiejszej pracy  
na rzecz Forum i WSPÓŁPRACY  

Agnieszka Harasim:  
Wy tu cały dzień siedzicie, myślicie, 
A nasz Profesor śmieje się skrycie, 
Jest już zmęczony Waszymi rymami, 
Dajcie mu spać, niech odpoczywa Kochany, 
Bo jutro na Mełgiewskiej znowu zawita, 
Będzie miał dobry humor, gdy z rana poczyta, 
Agnieszkę Harasim wkrótce doceni, 
Piąteczkę postawi, aż się mała zarumieni, 
Bo ona biedna, spać nie może, 
Tylko myśli o logice i o Panu Profesorze, 
Już godzina pierwsza na zegarze wybiła, 
Agnieszka zasnęła i o logice śniła, 
Spała, spała, sny prorocze miała, 
Gdy się obudziła piąteczkę dostała, 

background image

89 

 

Bo to nasz Profesor cudownie tłumaczył, 
Zasłużył na uśmiech i go zobaczył  

Waldemar Pycka: 
Wiadomo: najpierw Panią Beatę wymienię, 
Pytając: czy poezją swą podniosła ocenę? 
Prawda jest prosta i nigdy nie znosi brudów, 
Piątka od początku, więc szkoda tych trudów. 
Z Panią Ewą miałem duży kłopot, to racja, 
Jednak bardzo pomogła nocna kombinacja. 
Wpisów było mało i nieobecność stwierdziłem, 
Ale oko przymknąłem i piąteczkę wstawiłem. 
Zmartwiona Agnieszka słać będzie cholery, 
No bo to więcej niż trzy, ale mniej niż cztery.
 

Beata Janocińska: 
Rymów melodia wczoraj nas bawiła 
choć co niektórych trochę poruszyła 
ale przyznam, że przednia była zabawa  
dotrzeć przez rymy, niełatwa to sprawa 
Rym zmanipulował naszą psychikę  
podziałał dogłębnie na naszą etykę 
I tak manipulacja krąży po świecie 
dotarła na forum - czy o tym już wiecie? 
Pan Profesor usnął nawet bez kolacji 
bo poddał się wczoraj rymów manipulacji 
Nam również na korzyść wcale to nie wyszło 
Bo na listę po raz kolejny czekać nam przyszło 
-----A co z ocenami ? -- padały pytania 
-----Panie Profesorze -- dość już czekania 
Wszystkich sen Profesora mocno poruszył 
a Pan Profesor nawet się tym nie wzruszył 
Na forum napisał ,jak gdyby nigdy nic 
jakby oceny to był wielki pic 
----''Jestem zmęczony, idę spać , pa pa'' 
i co biedny student teraz zrobić ma 
Kolejny dzień na wyrok czekać 
a jak Pan Profesor nadal będzie zwlekać? 
Oby na psychice naszej to się nie odbiło 
bo całkiem nieciekawie by się porobiło 
.....bunt studentów , awantury, manifestacje.... 
i to wszystko przez źle zastosowaną manipulację 

background image

90 

 

Kolejny raz wracam do sprawy 
Z MANIPULACJĄ NIE MA ZABAWY 
Jeśli ktoś manipulację chciałby poćwiczyć 
powinien z konsekwencjami tego się liczyć 
PODSUMOWUJĄC te nic niewarte rymy 
chyba się wszyscy tutaj zgodzimy 
że są to tylko moje wywody 
nie robiące nikomu przecież żadnej szkody 
Miło jest czasami sobie porymować 
a przy okazji z manipulacji pożartować 
a jeśli ktoś chciałby mnie jeszcze o coś spytać 
daję słowo że rymów już nie będę się chwytać 
NADAJĄC FINAŁ TEJŻE WYPOWIEDZI 
CZUJĘ SIĘ LEKKO JAK PO SPOWIEDZI  

Ewa Bartoszuk: 
Ja również bardzo dziękuję 
i cieszę się, że nie wypowiedziałam tych słów: "dostałam nieszczęsną 
tróję". 
Choć Pan Doktor był bardzo krytyczny, 
być może przez to, że znalazł kamień-pięściak neolityczny... 
A może przez swoją publikację "Portret Jezusa z Nazaretu" 
sprawił, że szukał u nas trafnego konkretu. 
Profesora biografia jest bardzo różnorodna, 
i już powiem nie w sekrecie, że gra super w ping-ponga. 

93. Waldemar Pycka [22.01.10]. 
Proszę o wskazanie 5 - 10 najciekawszych wpisów na Forum (wystarczy 
podać, kto i mniej więcej kiedy - ja resztę biorę na siebie), dotyczących 
przedświątecznej gorączki. Termin na wykonanie zadania: środa 27.01. 
godz. 15.00. Autorzy trzech najlepszych odpowiedzi otrzymają nagrody 
(13.02).  

93.1. Beata Janocińska [2201.10]. 
Rozpocznę od tego, iż chciałabym przeprosić 
Po pierwsze, że znów używam rymów, a po drugie , bo nie lubię donosić 
Jednak chcąc stanąć na wysokości zadania 
rozważania moje wymagają dość głębszego przebadania 
PIERWSZA WYPOWIEDŻ - jako pierwsza zawsze ciekawa 
i według mnie za odwagę należą się WIELKIE BRAWA 
Źle ulokowany pieniądz - to się często zdarza  
a później portfel.... niestety - pustką nas przeraża 

background image

91 

 

Jaki morał damy tejże opowieści 
NIE PAKUJ ZBYT DUŻO, GDY W TORBĘ SIĘ NIE MIEŚCI 
Pan Cezary zasłużył na mój pierwszy głos 
pochopnie wydał kasę - biedny jego los 
Panią Sylwię Smolińską również bym wyróżniła 
bo przez własną głupotę dużo kasy straciła 
Morał także zostanie tutaj postawiony 
i w nasz rozsądek mocno uderzony 
GDY Z TELEWIZORA PIĘKNA PANI WOŁA 
NIE ŁAP ZA TELEFON, BO ZOSTANIESZ GOŁA 
GDY RACHUNEK PRZYJDZIE W MIG TWOJE MARZENIE  
BĘDZIE WIDNIAŁO NA KONCIE JAKO ZADŁUŻENIE 
Pani Anna Więckowska pościel zakupiła 
A później w pierś swoją mocno uderzyła 
Radość chciała sprawić swojej drogiej mamie 
i ulżyć w cierpieniu gdy zaboli ją ramie 
Wszyscy chyba wiedzą jaki morał tego 
SAMĄ POŚCIELĄ NIE ULŻYSZ W PROBLEMACH CHOREGO 
wypowiedź Pani Ani jasna , na nią też głosuję  
a tak na marginesie ''serdecznie współczuję ''  
Pani Ewa Bartoszuk kolejna nominowana  
Poczuła magię Świąt promocją zdominowana 
maszynka niekompletna ,widoczny brak szczoteczki 
oj,  będzie biedna sama czyścić ostrza i dołeczki 
Morałem takim , chciałabym się tu posłużyć 
PRZED ZAKUPEM SPRAWDŻ CZĘŚCI , ŻEBY SIĘ POTEM NIE 
WKURZYĆ 
przed piątą osobą , zrobię małą przerwę 
muszę coś przekąsić, żeby znów mieć werwę 
...... Zjadłam, wypiłam, do zadania się biorę 
piątą osobę zaraz wybiorę 
Anna Pardyka - ładnie ujęła 
gorączką porządków świątecznych się zajęła 
Sama morał świąteczny sobie napisała 
BY NA PRZYSZŁOŚĆ ROZSĄDNIEJ SIĘ ZACHOWYWAŁA 
Ponieważ wpadłam w podobną pułapkę 
Jako szóstą wytypuje Nestorowicz Agatkę 
Morał jasny tutaj zastosuję 
ODŁÓŻ SŁUCHAWKĘ I POWIEDZ DZIĘKUJĘ 
dla niewtajemniczonych sprostowanie się należy 
nie kupujcie przez telefon intymnej odzieży 
Pani Anna Zalewska też manipuluje 

background image

92 

 

bo ciasteczka i torty pod ladą przechowuje 
Zostawia kawałeczki, żeby zwabić ludzi  
i tak właśnie swym zachowaniem manipulacje budzi 
Siódemka szczęśliwa - należy się Pani 
ale morał mało słodki - NIE UFAJMY ANI !!! 
SIEDEM -  to moja cyfra , tak więc zakończyłam 
między pięć, a dziesięć ładnie się zmieściłam 
A na koniec morał - dla całego roku 
MAGIA ŚWIĄT PRZETRWA WIEKI, A CZAR PROMOCJI SKOŃCZY 
SIĘ O ZMROKU 
Zadanie wykonane, tak więc żegnam rymy 
może jeszcze się kiedyś nimi pobawimy... 
 
93.2. Ewa Bartoszuk [22.01.10]. 
Pad Doktor  zadał nam kolejne zadanie,  
więc Ewa Bartoszuk przed nim jak najbardziej stanie. 
Wymienię teraz wspaniałych studentów, 
którzy powinni posiadać piąteczki w postaci swoich ekwiwalentów. 
Pomoc Roberta Białowolskiego - ukochanego wnuczka, 
przyczyniła się do tego, że na długo zapamięta słowo NAUCZKA. 
Zamówił babusi telewizyjny abonament, 
przez co w głowie miał potem tylko zamęt. 
Naciągnął wnusio babcię na koszta  
i przez długi czas na pewno tej sytuacji szybko nie sprosta! 
To pierwsza osoba przeze mnie nominowana,  
więc przejdźmy do kolejnej, gdyż nie skończę do rana... 
A kto jest drugi - to sprawa oczywista, 
na to miano zasługuje Beata Janocińska
Jej fantastyczne rymy i wspaniałe wypowiedzi, 
sprawiły, że mało kto spokojnie przed kompem usiedzi. 
Lecz także ona wpadła w wir promocji świątecznych 
i nie udało jej się kupić tanich prezentów bajecznych ;-( 
Długo szukała mówiącej laleczki dla swojej pociechy, 
bo była pewna, że sprawi jej tym prezentem mnóstwo uciechy  
Niestety cena zabawki była niezgoda, 
więc Beatka nie była już na buzi taka pogodna. 
Hmmm...Ciekawi jesteście, kto jest teraz na liście trzeci? 
Nie - nie - nie, to nie są kapryśne i krnąbrne małe dzieci! 
To pełnoletnia kobieta - Magdalena Górna się nazywa, 
która do zakupu wyśmienitych pierogów wzywa. 
Lecz nie każdy poddał się tej manipulacji, 
bo wtedy wszyscy zostaliby bez smacznej kolacji. 

background image

93 

 

I niedobrym farszem by się degustowali, 
aż w końcu okropnych niestrawności by dostali... 
I taki morał potem z tego wynika,  
że ląduje wszystko do dużego śmietnika. 
Magdalena Klimowicz - to kolejny forumowicz. 
Kupiła laptopa przecudownego, 
choć dała dużo pieniążków za niego. 
Nie poczekała na "kupuj bez VAT-u" reklamę,  
a potem tak się wkurzyła, że omal nie uderzyła ze złości w ścianę ;-( 
Została stratna na sześćset trzydzieści, 
aż mi się to normalnie w głowie nie mieści, 
że niecierpliwość ludzka jest tak bolesna, 
jak niejedna zadana kara cielesna. 
Następna osoba to Porębska Katarzyna
która się dała nabrać magii świąt jak mała dziewczyna. 
Chciała zrobić prezenty świąteczne w postaci zestawu kosmetyku, 
i niestety nie padła z tego powodu z zachwytu. 
Straciła na tym stóweczkę całą 
i przeżyła przez to porażkę niemałą. 
Teraz wymienię ostatnią osobę, 
bo lubię dostawać piąteczki w indeksie, lecz szkoda, że nie raz na dobę ;-( 
Najbardziej bym chciała dostać z LOGIKI,  
to może wymyśle jakieś kolejne triki... 
Ale to potem, bo piąta nominacja czeka, 
i czuję, że strasznie mi przyznany czas na to ucieka. 
Moją wytypowaną listę osób zamyka Anna Warda
ponieważ spodobało mi się, jak była dla swojego męża taka twarda  
Bowiem, kupił on książeczki z kołysankami 
i okazało się potem, że miał problem z płytami. 
W domu posiadał podobną, urozmaiconą, 
a tutaj zakupił niestety troszkę udziwnioną. 
Dlatego poddał się regułom: wzajemności, społecznego dowodu słuszności, 
lubienia i sympatii... 
i wcale mnie to nie dziwi, że żonka mogła dostać potem sporych apatii  
Tym samym moja lista zwycięzców została zakończona, 
bo w pełni stwierdzam, że jestem z mojego wyboru bardzo zadowolona  
Pozdrawiam wszystkich