background image

Dramat w listach. Archeologia debiutu

Cenzor jako współautor

Na fali politycznej odwilży, we wrześniu 1956 roku, ukazała się w „Twórczości” Jaskinia 

filozofów

1

. Urzędnicy z Mysiej z pewnością uważnie przeczytali pierwszy dramat Herberta – 

akcja Jaskini rozgrywa się przecież w celi więziennej, a jej bohaterem jest człowiek skazany 

na śmierć za wierność swoim przekonaniom. Choć nosi on imię greckiego filozofa, a nie AK-

owskiego oficera, działacza politycznej opozycji czy po prostu niepokornego nauczyciela, 

który   nie   chciał   kłamać,   w   Polsce   połowy   lat   50.   był   on   przede   wszystkim   ofiarą 

komunistycznego reżimu. Kilka miesięcy wcześniej z więzień na warszawskim Mokotowie, 

we   Wrocławiu,   Lublinie,   Strzelcach   Opolskich,   Fordonie,   Wronkach,   Rawiczu,   Sztumie, 

Inowrocławiu wyszli ludzie, dzięki którym prawda o procesach politycznych, celach śmierci, 

torturach i egzekucjach powoli przebijała się do opinii publicznej. Tworzyła też historyczny 

kontekst  Jaskini   filozofów  i  określała   narzucający   się,   aluzyjny   styl   lektury   dramatu   o 

Sokratesie.   Otwarta   dyskusja   nad   polityczną   wymową   sztuki   Herberta   nie   była   jednak 

możliwa.

Ingerencje   cenzora   w   tekst   pierwodruku  Jaskini  były   nieliczne   i   choć   deformowały 

znaczenie poszczególnych partii utworu, nie zmieniały jego nadrzędnego sensu

2

. Na przykład 

w jednej z kwestii Wysłannika Rady: „Kupcy feniccy podają, że w głębi Azji żyją plemiona, 

które składają ofiary z ludzi”, wykreślono słowo „Azja”, zastępując je słowem „Afryka”, 

przez co wypowiedź traciła wartość politycznej aluzji

3

. Słowo „Azja” od stuleci było dla 

Europejczyków synonimem barbarzyństwa zagrażającego zachodniej cywilizacji, a rewolucja 

bolszewicka, marsz Armii Czerwonej na Zachód i powojenna okupacja połowy Europy przez 

Związek   Radziecki   wzmocniły   jego   katastroficzną   konotację.   Słowo   „Afryka”   w   Polsce 

1

 Pierwodrukiem Jaskini filozofów jest w istocie fragment aktu trzeciego opublikowany w maju 1956 roku w 

osiemnastym numerze tygodnika „Ziemia i Morze”. 

2

 Stanisław Barańczak w książce Uciekinier z utopii śledził „deformujący wpływ cenzury”, który odbił się na 

„dziejach publikacji i recepcji” poezji Zbigniewa Herberta. O identycznym, deformującym wpływie możemy 
także mówić w przypadku publikacji i recepcji dramatów poety, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę ich 
radiowe i teatralne realizacje. Por. S. Barańczak, Uciekinier z utopii. O poezji Zbigniewa Herberta, Wrocław 
1994, s. 46–52.

3

 O przypuszczalnych, cenzorskich ingerencjach w tekst Jaskini filozofów pisze Grzegorz Wroniewicz w pracy 

Przygotowanie wydania krytycznego „Jaskini filozofów” Zbigniewa Herberta, [maszynopis], Warszawa 2006.

background image

stalinowskiej takich konotacji nie miało. Trzeba dodać, że Herbert zaakceptował tę zmianę i 

wydając w wolnej Polsce tom Dramatów, rękopiśmiennej „Azji” nie przywrócił.

Słuchowiskowa wersja utworu – jej prapremierowego nagrania dokonano w styczniu 1957 

roku,   reżyserem   była   Natalia   Szydłowska   –   została   natomiast   mocno   pocięta   i   dość 

zaskakująco   skrócona.   W   tym   wypadku   PRL-owski   cenzor   naprawdę   okazał   się 

„współautorem” utworu, jak celnie – i ironicznie – ujęła to kiedyś Marta Fik. Na przełomie lat 

50.   i   60.   Teatr   Polskiego   Radia   miał   kilkumilionową   publiczność,   cenzor   musiał   więc 

pracować uważniej niż w przypadku niskonakładowych pism literackich. Trudno dziś zresztą 

orzec,   które   zmiany   wprowadzili   urzędnicy,   a   które   reżyserka,   przewidując   reakcję 

kontrolerów.

Niecenzuralny okazał się zwłaszcza prolog sztuki, w którym Chórzyści – z kwestii na 

kwestię coraz bardziej sarkastyczni – całkowicie współczesnym językiem zwracali się do 

radiowej publiczności:

Chórzysta I: Przez trzy akty trzeba wysilać dociekliwość.

Chórzysta II: Aby rozwiązać ten węzeł.

Chórzysta III: Wzniosłych kłamstw i płytkich hipotez

4

.

Ucho cenzora nie zniosło podtekstu wyłaniającego się z kwestii Chórzysty III, dlatego znikła 

ona ze słuchowiska, a słuchacze nigdy się nie dowiedzieli, o jakim „węźle” mowa w prologu. 

Bez szacunku dla logiki prologu wycięty został także passus Chórzysty VI o powszechnym 

konformizmie:

Chórzysta VI: I my, którzy sztukę godzenia się na wszystko doprowadziliśmy do szczytu, także z 

tym musimy się pogodzić. [NR STRONY]

Kolejne partie Chórzystów II, III i IV także zostały usunięte:

Chórzysta II: Wtedy technika przesłuchań stała na niskim poziomie.

Chórzysta III: Sokrates dopiero wynalazł dialektykę.

Chórzysta IV: Praktyczny podręcznik dla sędziów śledczych został opracowany znacznie później.

[NR STRONY]

4

 Z. Herbert, Jaskinia filozofów, [w:] tegoż, Dramaty, wstęp i przypisy Jacek Kopciński, oprac. i nota edyt. 

Grzegorz Wroniewicz, Warszawa 2008, s. [NR STRONY]. Kolejne cytaty z Jaskini filozofów podaję za tym 
wydaniem (cyfry arabskie w nawiasach oznaczają numery odpowiednich stron).

background image

W 1956 roku wypuszczono więźniów politycznych, ale o metodach ich przesłuchiwania i 

sądzenia w Polskim Radiu mówić zabraniano – nawet aluzyjnie. Ostatnie kwestie prologu w 

odczuciu   urzędników   mogły   „godzić   w   sojusz”   z   radzieckim   okupantem   i   ośmieszać 

komunistyczną utopię, także więc musiały zniknąć ze słuchowiska:

Chórzysta IV: Paru niewinnych i nieomylnych zabalsamujemy. Dzieła ich też zabalsamujemy i 

będziemy pokazywać motłochowi. Całkiem bezpłatnie.

Chórzysta V: W ten sposób ludzkość wyzwolona będzie od dramatów i od sztuki, która rodzi się z 

wątpienia. [NR STRONY]

Radiowego prologu nie rozpoczynała przewidziana przez Herberta ilustracja dźwiękowa: „Na 

tle   hałasu  bębna   i   miedzi   przeszywający   głos   piszczałki”   (jej   styl   przyjdzie   nam   jeszcze 

nazwać, a symbolikę rozszyfrować), ani nie puentował „odgłos przypominający świst bata”. 

Złowieszczy świst zastąpił dźwięk klasycznej gitary (skojarzony z dawną kitarą), tworzący 

klimat nudnego słuchowiska literackiego o tematyce antycznej.

Cenzorskie cięcia powróciły w innych wystąpieniach chóru. Ze słuchowiska w całości 

wypadła   ta   część   drugiego   intermedium,   w   której   Chórzyści   dywagują   o   zbliżającej   się 

rewolucji   w   Sparcie,   oraz   ta   część   epilogu,   w   której   zjawia   się   Opiekun   zwłok, 

przemawiający   językiem   marksistowskiego   agitatora.   W   ten   sposób   słuchowisko   zostało 

pozbawione wszelkich politycznych aluzji. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego zabrakło w 

nim sceny czwartej aktu pierwszego, w  której  filozof rozmawia  z uczniami  o sposobach 

radzenia   sobie   z   lękiem   (czyżby   i   ten   motyw   odczytywany   był   jako   aluzja   do   życia   w 

Polsce?), zwłaszcza zaś sceny piątej tego samego aktu, czyli monologu Sokratesa, którego 

adresatem jest Dionizos. Rezygnacja z tych dwóch, kluczowych dla dramatu scen całkowicie 

zburzyła jego wewnętrzną konstrukcję. „To było […] ciężkie przeżycie, widzieć karykaturę 

swoich marzeń” – pisał Herbert niecały rok po emisji słuchowiska

5

. Ze współpracy z Polskim 

Radiem na szczęście nie zrezygnował.

Trzy style lektury

Kiedy   sześć   lat   później  Jaskinia  oraz   trzy   kolejne   sztuki   Herberta   doczekały   się 

pierwszego,   obszernego   omówienia,   jego   autorka   kilkakrotnie   akcentowała   polityczną 

wymowę debiutanckiego dramatu. „Jaskinia filozofów – pisała Marta Piwińska – ujęta jest w 

5

 List Zbigniewa Herberta do Haliny Misiołkowej, niedatowany, prawdopodobnie z grudnia 1957 roku. Z. 

Herbert, Listy do Muzy. Prawdziwa historia nieskończonej miłości, Gdynia 2000, s. [NR STRONY].

background image

ramę   politycznych   aluzji   do   współczesności.   Nosi   wyraźne   znamiona   czasu,   w   którym 

powstała

6

. Nie podjęła jednak politycznej interpretacji – w roku 1963 nadal nie było to 

możliwe – słusznie skądinąd przekonując, że spłaszczałaby ona sens  Jaskini. „Dialektyka 

polityczna,   urągający   sprawiedliwości   proces,   bezpośrednie   aluzje   do   współczesności   w 

ustach Chórzystów, wykpione przez Herberta oficjalne i nieoficjalne komentarze »sprawy 

Sokratesa«, cały Prolog i Epilog – to jednak tylko rama. Chodziło w Jaskini o znacznie więcej 

niż   o   polityczną   groteskę”   –   przekonywała   i   stawiała   fundamentalne   pytanie:   „Na   czym 

polega   w   sztuce   Herberta   nauka   Sokratesa?”

7

  Pytanie   to   na   długo   określiło   styl   lektury 

Jaskini filozofów  jako nowoczesnego, choć ukrytego pod antycznym kostiumem, dramatu 

idei.

W interpretacji Piwińskiej Sokrates  jest humanistą, który uczy ludzi, „jak nie bać się 

bogów” i „jak oderwać się od natury”. Choć wie, że taka wyemancypowana świadomość nie 

przynosi   ludziom   szczęścia,   do   końca   broni   jej   wartości   i   po   to   wypija   cykutę,   żeby 

zaświadczyć o głoszonej przez siebie prawdzie. W postawie Sokratesa Piwińska odkrywa 

więc „szlachetne kłamstwo”, a w jego losie tragiczną sprzeczność: „Sokrates zwycięży, jego 

nauka będzie się rozwijała, ludzie będą umacniali swój porządek. Lecz Sokrates przegra, bo 

jego   nauka   będzie   się   rozwijała   przeciw   niemu.   On   pierwszy   zostanie   jej   ofiarą

8

  Tak 

zarysowana   dialektyka   będzie   osią   interpretacji   Piwińskiej.   „Czy   Herbertowi   chodziło   o 

bezpośrednie aluzje polityczne?” – pyta po raz kolejny autorka szkicu. „O nie także. Bardziej 

mu   jednak   chodziło   o   ogólną   zasadę  s p r z e c z n o ś c i   k a ż d e g o   r o z w o j u 

[podkreślenie moje – J.K.]. Weźmy choćby chrystianizm i Wielką Rewolucję Francuską, dwie 

możliwości tak różne, a tak podobnie zakończone: efekt końcowy jest zaprzeczeniem założeń 

twórców,   cały   rozwój   rozwija   się   wbrew   początkowi

9

  Dramat   idei   w   lekturze   młodej 

badaczki   prowokuje   zatem   ideologiczną   interpretację,   która   wpisywała   się   w   klimat 

rewizjonistycznej   krytyki   marksizmu   końca   lat   50.   i   początku   60.   Przywoływane   przez 

autorkę   dwie   możliwości   porządków   społecznych   stanowiły   przecież   w   pismach 

rewizjonistów   częstą   analogię  do  marksizmu  –  zrodzonego  ze  szczytnej   idei   wyzwolenia 

ludzkości   i   zamienionego   w   dogmatyczny   system   politycznej   represji

10

.   Zarazem   jednak 

6

 M. Piwińska, Zbigniew Herbert i jego dramaty, „Dialog” 1963, nr 8, s. 86.

7

 Ibidem.

8

 Ibidem, s. 89.

9

 Ibidem.

10

 Świetny przykład tego typu dyskursu rewizjonistycznego stanowi tekst Leszka Kołakowskiego Jezus Chrystus 

– prorok i reformator, „Argumenty” 1965, nr 51/52.

background image

autorka   krytykę   tę   przekraczała,   wydobywając   katastroficzny   rys   myśli   poety.   „Herbert 

pokazuje, że w rzeczywistości świadomość niesie śmierć, a porządek ludzki zbrodnię i że tak 

było od początku”

11

. Natomiast finał Jaskini interpretowała w duchu stoickim. „Nie buntujcie 

się, nie wpadajcie w rozpacz, nie poddajcie się szaleństwu”

12

 – tak brzmi przesłanie Sokratesa 

w dramacie Herberta przeczytanym przez Piwińską.

Autorka   tekstu  Zbigniew   Herbert   i   jego   dramaty  dzieli   świat   Sokratesa   na   rozum   i 

demony, jakby nie zauważając, że Dionizos – symbol ludzkiej nieświadomości – nie jest 

jedynym bogiem, do którego w swoich lirycznych monologach zwraca się bohater. Piwińska 

jednak ignoruje poetyckość  Jaskini, scenę o największym ładunku lirycznym – tę, w której 

uwięziony   Sokrates   zwraca   się   do   drzewa   za   oknem   –   nazywa   „kontrowersyjną”.   Owa 

kontrowersja bierze się stąd, że historyczny Sokrates (według Arystotelesa) nie zajmował się 

„przyrodą” – jak powie  autorka, natomiast Sokrates Herberta – owszem. To zaskakujące 

odstępstwo   od   kanonicznego   wizerunku   filozofa   Piwińska   złoży   na   karb   sprzeczności,   z 

których w sztuce ulepiony jest grecki filozof. Chwilami odnosi się wrażenie, że badaczka 

uważniej   niż   sam   dramat   przeczytała   szkic   Ireny   Krońskiej   o   Sokratesie   i   jego   wielu, 

sprzecznych  ze   sobą,   wizerunkach,  które   funkcjonują   w   podaniach   o  filozofie.  W   fabule 

Jaskini  motyw masek Sokratesa, zakładanych bohaterowi przez ludzi próbujących narzucić 

mu obcą tożsamość, odgrywa rzecz jasna bardzo ważną rolę. O wiele ważniejsza jednak jest 

wewnętrzna przemiana Sokratesa, który w sztuce Herberta z filozofa staje się poetą!

Pierwsi interpretatorzy Jaskini filozofów jakby w ogóle tego nie zauważali. Jeśli Sokrates 

był dla nich artystą, to raczej mało oryginalnym. „Drzewo pełni tutaj funkcję oczywistego 

symbolu   biologicznej   egzystencji”   –   komentuje   „kontrowersyjną”   dla   Piwińskiej   scenę 

Małgorzata   Szpakowska   w   omówieniu   pierwszego   wydania  Dramatów

13

  „Stopniowo 

biologia   uzyskuje   przewagę   nad   myślą,   ciało   nad   intelektem”   –   dodaje,   sprowadzając 

metaforyczny obraz do wymiaru konwencjonalnego znaku, który w dramacie funkcjonuje na 

zmianę z pojęciami. Drzewo równa się biologia, Dionizos to podświadomość. Tymczasem to 

nie   biologia,   ale   poetycka   wyobraźnia   Sokratesa   bierze   w   sztuce   przewagę   nad   myślą. 

Jaskinia czytana w 1971 roku traci dla Szpakowskiej temperaturę dramatu politycznego, co 

zrozumiałe, nie prowokuje też lektury ideologicznej. Jest natomiast sztuką „par excellence 

filozoficzną”. W Jaskini, przekonuje autorka Kuszenia Sokratesa, „chodzi ni mniej ni więcej 

11

 M. Piwińska, op. cit., s. 89.

12

 Ibidem.

13

 M. Szpakowska, Kuszenie Sokratesa, „Twórczość” 1971, nr 1, s. 115.

background image

tylko o ewokowanie podstawowych opozycji, które od przeszło dwóch tysiącleci, rozmaicie je 

nazywając   i   jeszcze   rozmaiciej   rozumiejąc,   podejmuje   filozofia”

14

.   Kultura   i   natura, 

świadomość i byt, ład i chaos, myśl i życie – tę ostatnią parę pojęć Szpakowska uzna za 

kluczową   dla  Jaskini.   Według   niej   przewagę   w   dramacie   Herberta   zdobywa   „życie”,   co 

sytuuje ten utwór w szerokim, sięgającym modernizmu nurcie myśli podważającej roszczenia 

ludzkiego   rozumu.   „I   tak   się   to   ciągnie   już   od   lat:   wszyscy   mają   pretensję   do   rozumu, 

wykazują jego bezsilność, występują przeciw jego bezprawnym uroszczeniom; w opozycji 

między życiem i rozumem ten ostatni zawsze przegrywa. W tym permanentnym zwycięstwie 

życia nad rozumem jest jednak coś podejrzanego. Więc może by tak zmienić opozycję?”

15

 – 

pyta Szpakowska, ale w tym miejscu kończy swój szkic.

Szansę   na   zmianę,   a   nawet   przekroczenie   zużytej   opozycji,   stwarza   poetologiczna 

interpretacja Jaskini filozofów. Debiutancki dramat Herberta jest bowiem dziełem, w którym 

zasadniczy konflikt rozgrywa na planie świadomie konstruowanego języka. Herbert w Jaskini 

konfrontuje nie tylko ludzi i idee, ale także – a może przede wszystkim – rozmaite typy 

językowej   ekspresji,   wśród   których   najważniejszą   rolę   odgrywa   ekspresja   poetycka. 

Dokonuje przy tym bardzo charakterystycznej podmiany: kategorie językowe, stylistyczne, 

gatunkowe   i   rodzajowe   zyskują   w   sztuce   wartość   kategorii   epistemologicznych

16

Paradoksalnie,   w   swoim   filozoficznym   dramacie   Herbert   kwestionował   reguły   konwencji 

dramatycznych i poddawał krytyce język filozofii, wypracowując własną, poetycką teorię 

poznania

17

  Oparta   na   platońskich  Dialogach  sztuka   o   Sokratesie   jest   w   gruncie   rzeczy 

subiektywistycznym   dramatem   o   poecie,   który  śmiało   można   traktować   jako   rodzaj 

wypowiedzi programowej samego Herberta. Jej autor – ujmując rzecz w największym skrócie 

–   mówił   o   tym,   dlaczego   zamiast   filozofem   został   poetą   i   czego   się   po   tym   wyborze 

spodziewał. Oczywiście interesująca mnie lektura nie unieważnia innych odczytań  Jaskini

politycznej,   ideologicznej,   filozoficznej,   umieszcza   je   natomiast   w   nowej   perspektywie: 

metafizycznej i mitycznej, a więc najszerszej z możliwych.

14

 Ibidem, s. 114.

15

 Ibidem, s. 116.

16

 Por. A. Krajewska, Teatralna persona, czyli Herberta poetyka sceny, [w:] tejże, Dramat i teatr absurdu w 

Polsce, Poznań 1996, s. 117.

17

 Jak przekonuje Anna Krajewska (op. cit., s. 131), „prawdziwy dramat Sokratesa rozegra się poza dramatem, w 

rozmowie z cieniami i w sporze z Dionizosem. Ale jest to plan niedostępny dla innych postaci. Perspektywa »ja« 
lirycznego z poezji zastąpiona zostaje w sztuce teatralnej techniką dramatu subiektywistycznego”.

background image

Jaskinia  nosi   cechy   manifestu   z   jeszcze   innego   powodu.   Otóż   dramat   ten   powstawał 

przynajmniej osiem lat, a jego publikacja (równoległa z debiutancką Struną światła) wieńczy 

okres bardzo intensywnej pracy intelektualnej młodego poety, a także równie intensywnych 

doświadczeń   natury   egzystencjalnej   i   duchowej.   Dlatego   warto   prześledzić   historię 

powstawania  Jaskini, wydobywając z niej te aspekty wieloletniego dojrzewania Herberta, 

które istotnie wpłynęły na kształt i wymowę dramatu.

Historia dramatu

Podróż ku początkom dzieła Herberta możemy dziś odbyć dzięki niedawno opublikowanej 

korespondencji poety z Jerzym Zawieyskim i Henrykiem Elzenbergiem – mentorami młodego 

twórcy, oraz z Haliną Misiołkową – kobietą, z którą w latach 50. łączyła go miłość. Dla 

współczesnego   badacza   jest   oczywiste,   że   wszelka   epistolografia,   zwłaszcza   zaś 

korespondencja   artystów,   stanowi   rodzaj   twórczości   literackiej,   a   wyłaniająca   się   z   niej 

sytuacja   komunikacyjna   nosi   wiele   cech   teatralności.   Korespondenci,   mimo   zamierzonej 

szczerości wyznania, z góry skazani są na pewien rodzaj konwencjonalności, nieszczerości, 

udania.   Wynika   ona   już   z   samego   narzędzia   komunikacji,   jakim   jest   list.   Piszący   go 

świadomie lub nie odgrywa określone role i kreuje swój korespondencyjny wizerunek, a jego 

tożsamość   jest   tożsamością   „podmiotu   epistolarnego”,   a   więc   kogoś,   kto   przemyśliwa 

konstrukcję swojej wypowiedzi, ustala jej styl, wyposaża w ramę modalną, kieruje się pewną 

strategią rozmowy, itd.

18

 Świadomość literackości epistolografii nakazuje więc jej badaczowi 

pewną   ostrożność   w   formułowaniu   sądów   o   korespondentach.   Jednocześnie   właśnie 

literackość listów pozwala sądy te odpowiedzialnie formułować. Zdając sobie sprawę, że 

korespondencja jest w dużej mierze autokreacją, badacz może ją opisać i zinterpretować, nie 

narażając się przy tym na zarzut kreowania czyjejś biografii czy życiowej postawy. Listy nie 

mówią  nam  wszystkiego  o ich autorze,  paradoksalnie  jednak  mówią  bardzo dużo  o jego 

sposobie  prezentowania myśli, przeżywania zdarzeń, rozumienia i komunikowania swojej 

postawy

19

  Kąśliwa  uwaga   diabła   z  Nie-Boskiej   komedii  Krasińskiego:   „dramat   układasz” 

dotyczy każdego autora metodycznie rozwijanej korespondencji.

18

 Por. S. Skwarczyńska, Teoria listu, wydanie pierwsze Lwów 1937, wydanie drugie Białystok 2005; J. 

Trzynadlowski, List i pamiętnik, [w:] tegoż, Małe formy literackie, Wrocław 1997.

19

 Przyjmując założenie, że opublikowane listy „zmieniają się właściwie w teksty literackie”, korespondencję 

Herberta do Zawieyskiego, Elzenberga, Turowicza i Misiołkowej zanalizowała Magdalena Cicha w pracy 
Jesteśmy intruzami w dialogu z nieobecnym, [w:] Czułość dla Minotaura. Metafizyka i miłość konkretu w 
twórczości Zbigniewa Herberta
, red. Józef Maria Ruszar przy współudz. Magdaleny Cichej, Lublin 2005.

background image

Rekonstrukcję tego życiowego dramatu rozpoczynamy w momencie gdy dramat właściwy 

został   ukończony   i   właśnie   trafił   do   rąk   pierwszego   czytelnika.   Jest   wiosna   1955   roku. 

Jaskinia zostaje przepisana, a następnie wysłana Jerzemu Zawieyskiemu, z którym sześć lat 

wcześniej poeta zawarł serdeczną znajomość. Pierwsze wrażenia z lektury utworu Zawieyski 

zapisał  w   swoim  Dzienniku  pod  datą   30  kwietnia:   „Piękny  dramat   Zbyszka   Herberta   pt. 

Jaskinia filozofów. Rzecz o Sokratesie i jego ostatnich chwilach w więzieniu”

20

. Tego samego 

dnia wysłał też entuzjastyczny list do autora sztuki: „Przed chwilą przeczytałem Twój dramat 

–   i   zaraz,   pod   pierwszym   wrażeniem   piszę,   by   Ci   donieść,   że   to   jest   bardzo   piękne”

21

Sytuacja się więc odwróciła, bo dotychczas to Herbert zachwycał się sztukami Zawieyskiego. 

Po   raz   pierwszy   w   maju   1949   roku.   Chwalił   wtedy   przeczytaną   w   „Tygodniku 

Powszechnym” Pieśń o nadziei za „śliczną muzyczność frazy, która czyni z tego osobliwego 

dramatu   jakieś   dialogi   psalmistów”.   Natomiast   interpretując   utwór,   podkreślał   słowo 

„Niepokój”: „Napisałem przez dużą literę – wyjaśniał – bo to jest uczucie, które teraz rozrasta 

się we mnie

22

.

W   następnym   akapicie   listu   powrócił   do   „niepokoju”,   i   pisząc   o   własnych   planach 

artystycznych, po raz pierwszy objaśnił projekt przyszłej Jaskini:

W moim dramacie, którego jeszcze nie napisałem, chciałbym wyrazić ten swój niepokój o 

losie   człowieka   skazanego   na   śmierć,   w   tragicznym   [sic!]   losie   zbuntowanego   przeciwko 

narzuconej   mu   kreacji   męczennika.   Nie   będzie   to   dramat   optymistyczny   i   (co   mnie   szczerze 

martwi) nie będzie to dramat chrześcijański. Nie będzie on także z pewnością artystycznie znośny. 

Chodzi mi raczej o uchwycenie problemu, który wymyka się kategoriom filozoficznym, ale w 

dramacie, jak sądzę, nabierze życia i wagi. Wierzę bowiem, że jest jakieś odrębne – myślenie 

dramatyczne. I są dramatyczni myśliciele, tacy jak na przykład Søren Kierkegaard

23

.

Przyjdzie nam jeszcze nie raz powracać do tego komentarza. W tym miejscu odnotujmy 

jedynie, że w kolejnych znanych nam listach Herbert interpretuje utwory Zawieyskiego, ale o 

20

 J. Zawieyski, Dziennik, Rkps Biblioteka Narodowa, akc. 9292. Cyt. za. Z. Herbert, J. Zawieyski, 

Korespondencja 1949–1967, [przypis czwarty do listu Herberta do Zawieyskiego z 10 maja 1949 roku], wstęp 
Jacek Łukasiewicz, red. Paweł Kądziela, Warszawa, 2002, s. 21–22.

21

 List Jerzego Zawieyskiego do Herberta z 30 kwietnia 1955 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 96.

22

 List Zbigniewa Herberta do Jerzego Zawieyskiego z 10 maja 1949 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 

19.

23

 Ibidem, s. 20. W przytoczonym fragmencie w pierwszym zdaniu powinno być raczej „o tragicznym losie”, a 

nie „w tragicznym losie”.

background image

własnym dramacie prawie nie wspomina, jak gdyby zarzucił pracę nad sztuką o greckim 

filozofie. Dziś już wiemy, że w tym czasie napisał tylko kilka scen dramatycznych, których 

potem   nie   wykorzystał.   Rekapitulując   starszemu   przyjacielowi   dokonania   pisarskie   z 

ostatnich   miesięcy,   w   liście   z   października   1949   roku,   napisze   krótko:   „dramat   na   razie 

bebeszy   się   we   mnie”,   a   w   postscriptum  do   listu   z   kwietnia   1950   roku   powie:   „dramat 

dojrzewa”.

Dojrzewał przez pięć lat. Przerwaną pracę poeta podjął dopiero wczesną wiosną 1955 

roku,   o   czym   donosił   innemu   ze   swoich   starszych   przyjaciół,   filozofowi   Henrykowi 

Elzenbergowi:

Zacząłem pisać dramat  antyczny  oczywiście, o filozofach naturalnie.  Idzie  mi  bardzo źle. 

Staram się tam pokazać Sokratesa wśród wielu kręgów samotności, a także wypowiedzieć swoją 

zadawnioną niechęć do Platona. Całość już teraz widać rozwichrzona i wiszą nad nim wspominane 

przeze mnie potępiające słowa Pana Profesora o pewnym współczesnym dramaturgu („jeszcze 

jedna parodia antyku”)

24

.

Niewykluczone, że „potępiające słowa” Elzenberga dotyczyły dzieł Zawieyskiego. W 1955 

roku był on już przecież autorem kilku znanych dramatów poetyckich, osnutych na kanwie 

antycznej historii i mitologii. Na cykl składały się: Lament OrestesaNiezwyciężony Herakles 

oraz  Tyrteusz,   a   otwierał   go   –  Sokrates.  „Greckie”   sztuki   Zawieyskiego,   absolutnie 

nieprzystające   do   obowiązującej   wówczas   doktryny   realizmu   socjalistycznego,   wydano 

dopiero w tomie Dramatów w roku 1957. Wcześniej jednak ich fragmenty ukazywały się w 

„Znaku” i „Tygodniku Powszechnym”.

Właśnie w „Tygodniku Powszechnym” latem 1950 roku Zawieyski ogłosił pierwszy akt 

swojego Sokratesa. Herbert nie odniósł się do niego nawet jednym słowem, choć do tej pory z 

zapałem dzielił się wrażeniami z lektury sztuk starszego przyjaciela. Być może dotknięty 

publikacją Zawieyskiego porzucił pomysł na własną sztukę o Sokratesie? A może równie 

drażliwy Zawieyski nie zachował listu od poety? Niewykluczone są obie wersje wydarzeń, 

chociaż wydaje mi się, że zagadka tej pauzy dramatycznej kryje się jednak gdzie indziej, a 

mianowicie w owym Niepokoju, z którego w pierwszym liście do Zawieyskiego zwierzał się 

poeta. List ten zwiastował bowiem gwałtowny kryzys duchowy, którego Herbert doświadczył 

na przełomie lat 40. i 50., stając na progu religijnego nawrócenia

25

.

24

 List Herberta do Henryka Elzenberga z 15 marca 1955 roku. Z. Herbert, H. Elzenberg, Korespondencja, red. i 

posł. Barbara Toruńczyk, Warszawa 2002, s. 80.

background image

Na progu Wielkiej Przygody

Początkowo   ich   korespondencja   miała   być   dla   Herberta   wyłącznie   „sentymentalnym 

nowicjatem   wzruszeń   i   myśli”.   Poeta   zwracał   się   do   Zawieyskiego   jako   do   wielkiego   i 

podziwianego artysty, wkrótce jednak ważniejszy stanie się dla niego światopogląd i wiara 

autora  Męża doskonałego. „Nie wiem, czy nie wyrzucił mnie Pan już ze swojej pamięci i 

serca. Tak dawno nie pisałem. Staram się zresztą nie nudzić Pana korespondencją. Natomiast 

często rozmawiam z Panem w myśli i to mi bardzo pomaga. Zwłaszcza teraz, gdy szukam 

Boga i wiem, że już go niedługo znajdę

26

 – pisał w październiku 1949 roku, ustalając między 

nimi   nową,   głębszą   relację.   Kilka   miesięcy   później   wyznawał:   „Jest   Pan   jedynym 

człowiekiem, przed którym gotów jestem wyspowiadać się. Pana osoba i Pana twórczość są 

mi bardzo drogie i konieczne do odnalezienia Boga

27

. Czytając ów list, widzimy wyraźnie, 

jak od czasu nawiązania znajomości z Zawieyskim świadomość poety zmienia się i dojrzewa. 

Charakterystyczne   jednak,   że   stale   wraca   do   „niepokoju”,   które   to   uczucie   okazuje   się 

symptomem rozmaitych stanów wewnętrznych poety. Podlega też w listach poety znaczącej 

reinterpretacji.

Na początku był niepokój. Budziłem się stale z uczuciem zdziwienia zaprawionego strachem 

„że   istnieję”,   było   to   uczucie   wewnętrznej   czczości.   Potem   głowa   zajęła   się   niepokojem. 

Rozpoczęły   się   moje   wariackie   studia,   uczyłem   się   ekonomii,   polityki,   prawa,   literatury   i   z 

zapałem, bez planu czytałem książki filozoficzne. Dopiero teraz po pięciu latach rozumiem, że był 

to  niepokój  religijny,  który  chciałem   uciszyć  szelestem  kart,  naiwnym  wodzeniem  piórem  po 

białym papierze.

Z miejsca, w którym się znalazł, Herbert dostrzega w niedawnym sobie dwie uzupełniające 

się persony. Pierwsza to persona poszukiwacza filozoficznego klucza do rzeczywistości, stale 

– dodajmy – rozczarowanego: „Szukałem systemu, podziałów, definicji, formułek oczywistej 

prawdy   i   wszystko   wydawało   mi   się   mało   prawdziwe   albo   równie   prawdziwe”.   Druga 

persona   Herberta   to   zauroczony   samym   sobą   obserwator   własnego   życia   wewnętrznego: 

„Cieszyłem   się   każdym   kompleksem.   Taki   on   ciekawy,   głęboki,   skomplikowany”   – 

25

 „Ja zawsze marzyłem, żeby być ateńczykiem, jednym z tych, co za Sokratesem chodzą. Ale teraz proszę, aby 

mieć namiot blisko namiotu Abrama [...]” – pisał Herbert w liście do Haliny Misiołkowej w styczniu 1951 roku. 
Z. Herbert, Listy do Muzy..., op. cit., s. 66.

26

 List Herberta do Jerzego Zawieyskiego z 22 października 1949 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 28.

27

 List Herberta do Jerzego Zawieyskiego z 8 kwietnia 1950 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 33. 

Kolejne cytaty pochodzą z tego listu.

background image

relacjonował Zawieyskiemu, łącząc ów odkrywany w sobie narcyzm z maniakalną potrzebą 

autokreacji,  tę  zaś   z  właśnie  poznawaną  egzystencjalistyczną  koncepcją  człowieczeństwa. 

„Szalałem   z   radości,   kiedy   odkryłem   zdanie   Sartre’a,   że   nie   ma   charakterów,   nie   ma 

obiektywnych wartości w człowieku (to znaczy nie ma duszy), jesteśmy tym dla jednego, a 

czym   innym   dla   drugich   i   to,   co   o   nas   sądzą,   określa   naszą   osobowość.   Są   to   uczucia 

automatu   na   stacji”.   „Pokusa   subiektywizmu”   doprowadziła   go   do   utraty   wartości 

najcenniejszej:   „Najtrudniej   jest   z   tą   miłością,   ale   to   jest   najważniejsze”   –   wyznawał   i 

formułował   serię   bardzo   osobistych,   a   zarazem   zasadniczych   pytań,   które   okazywały   się 

pytaniami retorycznymi. „Dlaczego lubię samotność? Dlaczego nie ufam bliźnim? Dlaczego 

mam dla nich tanią uprzejmość? Dlaczego boję się wyznać im uczucia i myśli? Dlaczego 

wierni w kościele nie są mi braćmi? Dlaczego śpiewamy każdy swemu Bogu? Dlaczego?”. 

Odpowiedź prowadziła poetę do mocnego postanowienia: „Trzeba się zaangażować w miłość 

całym sobą. To jest jedyna droga do Najwyższego, o którym Św. Augustyn mówi ślicznie »o 

moja słodyczy«”.

Swoje duchowe doświadczenia z wiosny 1950 roku poeta nazwie „radością odkrywania 

chrześcijaństwa i wiary”, która wcale nie łagodzi niepokoju, przeciwnie, nieraz przeradza się 

w „nagły, bolesny dramat”. Domyślamy się w nim zwątpienia i powrotu do porzuconych już 

person   i   ról.   Ale   nie   tylko.   Wnikliwy   czytelnik   Pascala   i   Kierkegaarda   –   autorów 

wymienianych w listach do Zawieyskiego – świetnie rozumie, przyjmuje i akceptuje sytuację 

duchowej   walki,   jaką   każdego   dnia   przychodzi   toczyć   nawracającemu   się   człowiekowi. 

Nieprzypadkowo   nosił   się   w   tym   czasie   z   zamiarem   napisania   wiersza,   który   miał   być 

zatytułowany  List   do   Jerzego   Lieberta

28

  Tak   jak   autor   słynnego  Jeźdźca,   osobiste 

doświadczenie spotkania z Bogiem opisywał w kategoriach duchowego agonu. Świadectwem 

jego   młodzieńcze,   liebertowskie   wiersze,   przepisane   w   zeszycie   i   pożyczane   bliskim 

znajomym. I oczywiście listy. „Nie wiem, jak długo jeszcze będę się zmagał z łaską Tego, 

który jest »bardziej mną niż ja sam«. Nie chcę łatwego zwycięstwa, nie chcę łatwej przygody 

i wiem, że trzeba będzie szukać dalej, byle tylko dojść, byle dojść do progu” – pisał do 

Zawieyskiego, a w innym miejscu dodawał: „I tak się męczę i szarpię, prosząc o łaskę, aby 

nie zginąć w przeczuciu bliskiego szczęścia na granicy Wielkiej Przygody”

29

.

Uwagę zwraca dwukrotnie powtórzone słowo „przygoda”. Najpierw będzie to przygoda 

„łatwa”, a więc taka, która nie wiąże się z większym ryzykiem. Herbert pragnął dotrzeć do 

progu   nawrócenia   w   blasku   pełnej   świadomości,   jak   Pascal   ogarniając   i   poddając   Bogu 

28

 Por. List Herberta do Haliny Misiołkowej z 27 lutego 1951 roku. Z. Herbert, Listy do Muzy..., op. cit., s. 13.

29

 List Herberta do Jerzego Zawieyskiego z 8 kwietnia 1950 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 35.

background image

wszystkie   wymiary   własnego   człowieczeństwa.   Wiedział,   że   gra   toczy   się   o   najwyższą 

stawkę, a zwycięstwo tylko wtedy okaże się prawdziwe, gdy grający zaryzykuje wszystko, co 

do tej pory składało się na jego życie: zewnętrzne i wewnętrzne. Ta gra męczy go, ale i 

fascynuje, w niej odnajduje poeta głębię i sens swojego istnienia. Może dlatego wyglądał 

przygody także za progiem nawrócenia? Miała to być prawdziwie Wielka Przygoda, a więc 

taka,  w   której   wciąż   więcej   się  rozumie   i   jeszcze   więcej   ryzykuje.  „Nie  ma   spokoju”  – 

zanotuje   znowu,   tym   razem   po   rozmowie   z   Janem   Dobraczyńskim,   który   wyda   mu   się 

człowiekiem nie przeżywającym swojej wiary, ale ją „posiadającym”, jak posiada się poglądy 

czy rzeczy.

Utrwalony   w   listach   poety   z   końca   1950   i   początku   1951   roku   czas   to   okres   pracy 

duchowej, na którą złożyły się częste, zainicjowane właśnie przez Zawieyskiego, kontakty 

Herberta   ze   środowiskiem   podwarszawskich   Lasek,   udział   w   poleconych   przez   niego 

wykładach tomistycznych siostry Teresy Landy, kilkudniowy pobyt rekolekcyjny w domu 

zakonnym benedyktynów tynieckich. W liście do Zawieyskiego z marca 1951 roku notował w 

postscriptum: „Dzisiaj przystąpiłem do Komunii Świętej. Jestem uciszony, szczęśliwy, ale 

smutny”

30

. Skąd brał się smutek Herberta? Jak czytamy, uczucie to towarzyszyło szczęściu i 

było   jak   gdyby   ludzkim   rewersem   doświadczenia,   które   przekracza   ludzką   miarę.   Po 

powrocie z klasztoru pisał poeta: „Pobyt w Tyńcu dał mi dużo materiału do przemyśleń. To 

jest   cały   świat,   o   którego   istnieniu   nie   miałem   pojęcia,   a   raczej   miałem   złe   pojęcie. 

Zrozumiałem piękno i głębię modlitwy […]. Trudno o tym pisać – trzeba to przeżyć od 

wewnątrz. Kiedy się modli od 5 do 7-mej wieczór, czuje się, jak odpada od nas wiele rzeczy, 

niepokój, troska”

31

. Adresatem nie był tym razem Zawieyski, ale Halina Misiołkowa. Pisane 

do niej listy kryją bardzo ważny składnik rekonstruowanego tu, osobistego dramatu poety.

Jest nim wielka – „pierwsza” i „męska” – miłość poety do zamężnej, starszej od niego 

kobiety, uczucie, które w końcu doprowadziło do rozpadu małżeństwa Misiołkowej, z czym 

autor listów do Zawieyskiego nie mógł się pogodzić. Nękany wyrzutami sumienia, już na 

początku 1950 roku z największą delikatnością próbował nadać ich związkowi nową, czysto 

duchową postać. W tej niezwykle trudnej sytuacji psychologicznej i duchowej wiara, która 

stanowiła dla niego zachętę do wytrwałości, dawała nadzieję na życie głębsze i prawdziwsze, 

od   pewnego   momentu   staje   się   dla   poety   przeszkodą   w   realizacji   osobistego   szczęścia, 

źródłem   winy,   samoudręczenia   i   poczucia   prawdziwej   klęski.   „Szukam   dna”   –   napisze 

Herbert do Zawieyskiego w lipcu 1951 roku.

30

 List Herberta do Zawieyskiego z 20 marca 1951 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 53.

31

 List Herberta do Haliny Misiołkowej z 2 kwietnia 1951 roku. Z. Herbert, Listy do Muzy..., op. cit., s. 26–27.

background image

W  refleksji  młodego  poety  pojawi  się   w  końcu  słowo  „niesprawiedliwość”.  Najpierw 

obwini o nią samego siebie, wkrótce jednak przeniesie ten zarzut na Boga, który nie budzi już 

w nim pragnienia oczyszczenia miłości do ukochanej, wyniesienia jej na wyższy, duchowy 

poziom  (skąd widać już  było zarysy Prawdy), wzywa  natomiast do zabicia uczucia. Jest 

Bogiem Abrahama, który na górze Moria skazuje ojca na nieludzką próbę ofiary z syna. W 

kwietniu 1952 roku tak napisze w liście do Zawieyskiego: „Trochę czytam i myślę o Panu i 

Jego Dnie studni niepamięci. W tajemnicy Abrahama jest tyle rzeczy: cały paradoks wiary i 

tej   najtrudniejszej   dla   mnie   miłości   Boga,   która   walczy   z   naszą   słabą,   ziemską   miłością 

człowieka. Każdy z nas stanął kiedyś z otwartym nożem nad śliczną głową swego Izaaka”

32

Herbert takiej ofiary nie chciał złożyć. Przeciwstawiając miłość do człowieka miłości Bożej, 

konstruował wizerunek okrutnego Boga, którego wkrótce uśmiercił...

Wiosną   1952   roku   przyjaźń   Herberta   z   Zawieyskim   wyraźnie   słabnie,   a   ich 

korespondencja   zamienia   się   w   coraz   rzadszą   wymianę   uprzejmych,   ale   pozbawionych 

poprzedniej   temperatury,   listów   i   kartek.   Herbert   nie   zrywa   znajomości   z  autorem  Męża 

doskonałego, ale porzuca drogę, w której mu on towarzyszył, a symbolicznym momentem ich 

duchowego rozstania będzie zdarzenie z kwietnia 1954 roku. Zawieyski, wybierając się do 

Tyńca „na Wielki Tydzień”, gorąco prosi Herberta o przysłanie mu  Raju teologów. Poeta 

prośbę spełnia i w liście z 15 kwietnia wysyła mu tę małą prozę poetycką (opublikowaną w 

„Twórczości”   dopiero   za   dwa   lata).   Raj   ma   w   niej   kształt   „parku   angielskiego”,   a   jego 

jedynym mieszkańcem jest Anioł. Wyposażony w „zgrabny przyrząd zwany sylogizmem”, 

Anioł „mija kamienne symbole cnót, czyste jakości, idee przedmiotów i wiele innych rzeczy 

zupełnie   niewyobrażalnych”   –   ale   nie   spotyka   żywego   Boga

33

.   Zawieyski   za   utwór   nie 

podziękował (a może tylko nie zachowała się jego kartka?), wiadomo jednak, że największą 

atencją   i   niesłabnącym   zaufaniem   Herbert   obdarzać   będzie   teraz   drugiego   ze   swoich 

mentorów – Henryka Elzenberga.

Słowa na „nie-”, czyli tajemnica irracjonalnego

Swoim „Mistrzem” poeta mianuje Elzenberga w liście z 30 maja 1952 roku, a więc w 

miesiąc po tym, jak pisał Zawieyskiemu o tajemnicy Abrahama i głowie Izaaka. „Wybrawszy 

32

 List Herberta do Zawieyskiego z kwietnia 1952 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 73–74. Rozmyślania 

Herberta o Abrahamie są wyraźnym refleksem jego lektur dzieł Sørena Kierkegaarda, przede wszystkim Trwogi 
i drżenia
. Jak zaznacza Paweł Kądziela w przypisie 5 do listu Herberta z 19 maja 1949 roku – poeta korzystał 
prawdopodobnie z Wyboru pism Kierkegaarda w tłumaczeniu M. Bienenstocka (Lwów 1914, s. 140–201).

33

 Por. M. Mikołajczak, Pomiędzy końcem i apokalipsą. O wyobraźni poetyckiej Zbigniewa Herberta, Wrocław 

2007, s. 211.

background image

Pana   Profesora   jako   Mistrza   (jest   to   akt   absolutny   i   nieodwracalny)   poczuwam   się   do 

obowiązku   sprawozdań”   –   pisał,   dokonując   istotnej   rekapitulacji   swoich   intelektualnych 

zaangażowań i rozczarowań, które złożyły się na jego kryzys filozoficzny

34

.

Wiemy,   że   jesienią   1951   roku   Herbert   podjął   studia   na   Uniwersytecie   Warszawskim, 

słuchał wykładów z filozofii, ale szybko z nich zrezygnował. Całkowicie uodporniony na 

marksizm,   nie   był   w   stanie   docenić   także   pracy   starych   profesorów   szkoły   lwowsko-

warszawskiej   –   ledwie   tolerowanych   na   stalinowskiej   uczelni.   „Seminarium   prof. 

Kotarbińskiego – to była dopiero męka, jakiej nie zaznałem ucząc się księgowości, procedury 

cywilnej i prawa kanonicznego. Był jeszcze prof. Kroński, który nawet kiedy mówił głupstwa 

nie ożywiał doktryny. Chodziłem na wykłady o kulturze prof. Ossowskiego, ale raz po raz to 

drogie   dla   mnie   pojęcie   gubiło   się   pod   nawałem   socjologii”   –   donosił   Elzenbergowi

35

Niechęć Herberta była dla autora  Kłopotu z istnieniem  całkowicie zrozumiała, sam bowiem 

nie szczędził on krytycznych (i ciętych!) uwag na temat neopozytywizmu szkoły lwowsko-

warszawskiej   i  uprawiających   go  filozofów.  W   jednym   z   listów   do  Herberta   nazwie   ich 

przecież   biurokratami   ścisłości!   Podobnie   też   zrozumiałe   i   bliskie   mu   było   formułowane 

przez poetę pragnienie poznawania i uprawiania „filozofii autentycznej, takiej, która wypływa 

z najgłębszych przeżyć”, nie zaś takiej, która zakłada „pozostawanie poza siecią pojęć, w 

którą  się   rzeczywistość   ujmuje”   –   jak   o  szkole   lwowsko-warszawskiej   w   innym   miejscu 

napisze Elzenberg.

Pół roku wcześniej Herbert tak odpowiadał na pytanie profesora o powód studiowania 

filozofii:

Szukam wzruszeń. Mocnych wzruszeń intelektualnych, bolesnego napięcia rzeczywistości i 

abstrakcji, jeszcze jednego rozdarcia, jeszcze jednej, głębszej niż osobista, przyczyny dla smutku. 

I w tym subiektywnym mętliku zagubiły się szacowna prawda i wzniosła norma, zatem nie będę 

przyzwoitym uniwersyteckim filozofem. Wolę  p r z e ż y w a ć  filozofię, niż ją wysiadywać jak 

kwoka. Wolę, aby była bezpłodnym szarpaniem, jakąś osobistą sprawą, czymś co idzie wbrew 

porządkowi życia, niż profesją

36

.

W podobny sposób pół roku później wyjaśniał swoją niechęć do teologii:

34

 List Zbigniewa Herberta do Henryka Elzenberga z 30 maja 1952 roku. Z. Herbert, H. Elzenberg, op. cit., s. 33.

35

 Ibidem, s. 32–33.

36

 List Herberta do Henryka Elzenberga z 2 listopada 1951 roku. Z. Herbert, H. Elzenberg, op. cit., s. 12.

background image

Namawiano   mnie   do   studiowania   tomizmu.   Zacząłem   chodzić   na   czytanie  Summy

Rzeczywiście wiele rzeczy się układało i wyjaśniało. Poczułem się szczęśliwy i wolny. I to był 

pierwszy   sygnał,   że   trzeba   uciekać,   że   coś   w   substancji   człowieczej   się   przekręca.   Czułem 

przyjemność sądzenia i klasyfikacji. A przecież człowieka bardziej określają słowa zaczynające 

się na nie: niepokój, niepewność, niezgoda. I czy ma się prawo porzucać ten stan

37

.

Jest coś zagadkowego, a zarazem wielce symptomatycznego w przywiązaniu Herberta do 

słów rozpoczynających się na „nie-”. Charakterystyczne, że całą ich serię wymieni poeta w 

związku z pogłębianą teologicznie wiarą. Przeżywany dramat osobisty wiele z buntu poety 

wyjaśnia,   ale   przecież   niczego   ostatecznie   nie   rozstrzyga.   Czytając   korespondencję   z 

Zawieyskim   i   Elzenbergiem,   szybko   się   przekonujemy,   że   Herbert   od   początku   swojej 

intelektualnej aktywności z wielką determinacją szuka systemu myślowego, który pozwoliłby 

mu zrozumieć, nazwać i uporządkować świat. Kiedy jednak taki system znajduje i próbuje go 

przyjąć   za   własny,   natychmiast   zaprzecza   swojemu   pierwotnemu   pragnieniu.   Herbert 

zrównuje i podważa bardzo różne systemy myślowe, tak jakby w samej skłonności i zdolności 

ludzkiego   umysłu   do   ujmowania   rzeczywistości   w   sieć   pojęć   dostrzegał   jakieś 

niebezpieczeństwo.   „Wiele   rzeczy   się   układało   i   wyjaśniało”   –   więc   uciekłem,   „czułem 

przyjemność sądzenia i klasyfikacji” – powiedziałem „dość”.

Ostatecznie   ta   nieustanna   apologia   Niepokoju   czyni   z   niego   przeciwnika   nie   tylko 

zamkniętych systemów myślowych, ale także samej racjonalności w poznaniu człowieka i 

świata.   Racjonalność,   według   poety,   zdaje   się   zabijać   w   ludzkiej   duszy   jakiś   trudny   do 

nazwania,   tajemniczy   i   nieuchwytny,   właśnie   irracjonalny   pierwiastek,   który   decyduje   o 

prawdzie ludzkiego poznania i – samym człowieczeństwie. Herbert nie nazywa precyzyjnie 

tego pierwiastka, choć zazwyczaj mówi o uczuciu, podążając romantyczną ścieżką. Wydaje 

się jednak, że ów irracjonalny pierwiastek nie ma nic wspólnego ani z osobistymi emocjami, 

ani   z   jakimkolwiek   zamąceniem   ludzkiego   umysłu,   zanurzeniem   w   nieświadomość. 

Przeciwnie, jego domeną jest oczyszczona z osobistych doświadczeń, maksymalnie natężona 

myśl, która nigdy się nie zatrzymuje, stale siebie przekracza, pociągana przez tajemniczą siłę 

różną od niej.

Do zagadki irracjonalności przybliża nas inny list Herberta do Elzenberga, w którym życie 

niespokojnego artysty poeta zderza z uporządkowanym życiem męża w rodzinnym stadle, by 

za   chwilę   mówić   o…   miłościach!   „Różne   miłości   dają   prawo   do   szperania   po   naszych 

wnętrzach, żądania wyjaśnień, tłumaczeń, a przecież w naszym życiu tłuką się takie myśli i 

37

 List Zbigniewa Herberta do Henryka Elzenberga z 30 maja 1952 roku. Z. Herbert, J. Elzenberg, op. cit., s. 33.

background image

idee,   które   pchają   nie   wiadomo   dokąd,   które   tylko   perspektywy   otwierają   i   ku   jakimś 

zamglonym horyzontom wzywają

38

. „Nie wiadomo dokąd”, „perspektywa”, „horyzont” – 

źródło irracjonalnego, które mieszka w ludzkiej duszy i decyduje według poety o samym 

człowieczeństwie, znajduje się poza nią, jest ukryte, transcendentne i nieuchwytne, ale realne, 

bo wzywa i pociąga tak silnie jak miłość. Zatrzymać się, porzucić intuicję na rzecz wiedzy, 

znaczyłoby przestać reagować na wezwania, zdradzić źródło i siebie. „Więc myślę, że trzeba 

się   tłuc,   rozbijać,   nie   oszczędzać,   nie   wydzielać   skąpych   porcji   życia”   –   podsumowuje 

Herbert

39

.

Obszarem   stałych   praktyk,   które   można   by   nazwać  u p r a w ą   n i e p o k o j u 

(parafrazując  tytuł  znanego wiersza poety), będzie przede wszystkim twórczość literacka. 

Przypomnijmy słowa Herberta z jego pierwszego listu do Zawieyskiego: „Chodzi mi raczej o 

uchwycenie problemu, który wymyka się kategoriom filozoficznym, ale w dramacie nabierze, 

jak sądzę, życia i wagi. Wierzę bowiem, że jest jakieś odrębne – myślenie dramatyczne”

40

Czy przywołany  w  następnym  zdaniu  Kierkegaard  jako  „dramatyczny  myśliciel”  nie  jest 

przede wszystkim rzecznikiem nie tyle religijnej, co  e s t e t y c z n e j   f a z y   ż y c i a , 

fazy, z której Herbert usiłował się wydostać za pomocą wiary, i w którą po dwóch latach 

nawrócenia ponownie się zanurzył? To w literaturze – w szczególności zaś dramacie i poezji, 

które połączy w jednym projekcie literackim – Herbert odkryje ten rodzaj przeżywania i 

poznania, który zbliża poznającego do „zamglonych horyzontów”, chroniąc go zarazem przed 

systematyzującymi roszczeniami rozumu. Projekt ten znajdzie zrozumienie u nowego mistrza, 

który   tak   pisał   w   swoim   dzienniku:   „W   filozofii   nie   o   to   chodzi,   żeby   osiągnąć   wynik 

określony   i   ostateczny;   raczej   o   coś   wręcz   przeciwnego:   żeby   wbrew   jednostronnym 

naciskom   […]   wszystkie   rozsądne   możliwości   rozumienia   świata   pozostawić   otwarte. 

Człowiek,   by   się   nie   udusić,  p o t r z e b u j e   tych   na   wszystkie   strony   wolnych 

perspektyw

41

  Jedną   z   nich   była   perspektywa   twórczości   artystycznej.   „Dla   Elzenberga 

filozofia i literatura zrastały się w jedną dyscyplinę. Filozofia Elzenberga była literacka”

42

. W 

czasie ich intensywnej znajomości mistrz i uczeń mieli w zwyczaju „reagować poetycko” na 

38

 List Herberta do Henryka Elzenberga z 6 maja 1953 roku. Z. Herbert, H. Elzenberg, op. cit., s. 54.

39

 Ibidem.

40

 List Herberta do Zawieyskiego z 10 maja 1949 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 20.

41

 H. Elzenberg, Kłopot z istnieniem, Toruń 2002, s. 386. Zapis z 29 stycznia 1951 roku.

42

 K. Dedecius, Uprawa filozofiiZbigniew Herbert w poszukiwaniu tożsamości, [w:] Poznawanie Herberta

wybór i wstęp Andrzej Franaszek, Kraków 1998, s. 157.

background image

wspólne poruszenia umysłów. Choć różnili się w podejściu do wielu zagadnień, łączyło ich 

przeświadczenie o wyjątkowej roli sztuki

43

.

Na  początku  lat   70.  tak  mówił  Herbert  w  jednym  z  wywiadów:  „Nie   zgadzam  się  z 

profesorem   Tatarkiewiczem   –   choć   go  uwielbiam   –   kiedy   twierdzi,  że  »filozofowanie  w 

poezji« jest czymś ułomnym. To tylko prawda częściowa. Wydaje mi się, że »filozofowanie 

w poezji« przypomina refleksję pierwotną, jak na przykład wczesnych myślicieli jońskich. W 

tych   przypadkach   aparat   pojęciowy   nie   jest   rozbudowany,   natomiast   większa   jest   waga 

intuicji   filozoficznej”

44

.   W   tym   samym   czasie   w   jednej   z   niemieckich   stacji   radiowych 

wyznawał: „Chciałbym zachować szacunek dla pierwiastka irracjonalnego w człowieku; dla 

jego   potrzeby   poezji   i   tego,   co   nasi   przodkowie   nazywali   Bogiem,   a   dla   czego   my,   ich 

potomkowie, szukamy nowego imienia

45

.

Ostatecznie pomysł na dramat o Sokratesie wyrasta z niechęci Herberta do racjonalnych 

systemów   ujmowania   rzeczywistości,   jego   fascynacji   presokratejskim   okresem   rozwoju 

greckiej filozofii, „szacunku dla pierwiastka irracjonalnego” i wielkiej „potrzeby poezji”. A 

także   z   przeświadczenia   o   tym,   że   Bóg,   „umarły”   w   zracjonalizowanej   świadomości 

człowieka   nowoczesnego   (i   samego   Herberta),   potrzebuje   nowego   „imienia”,   czyli   jakby 

nowego stworzenia. Dokonać może tego tylko artysta.

Mit Wielkiego Powrotu: Nietzsche

„Śmierci”   Boga   we   współczesnych   umysłach   i   koncepcji   jego   poetyckiej   re-kreacji 

patronuje przede wszystkim Fryderyk Nietzsche, którego pisma Herbert czytał już w drugiej 

połowie lat 40., a ponownie sięgnął do nich na początku lat 50. (o czym świadczy zawartość 

jego   notatników   oraz   korespondencja)

46

  Pod   bezpośrednim   wpływem   lektur   Nietzschego 

powstały   pierwsze,   brulionowe   szkice   do   dramatu,   datowane   na   rok   1948.   W   rękopisie 

Herberta   zachowała   się   m.in.   scena   sądu   nad   Sokratesem,   nazwana   przez   poetę   „sceną 

alegoryczną”:

43

 „Jeszcze muszę Panu powiedzieć, że nie tylko Pan na te parmenidiana zareagował poetycko. Ja ze swej strony 

rąbnąłem – w duchu oczywiście odwrotnym – jedenaście dystychów pod tytułem Ponadczasowość i przy 
sposobności może je Panu pokażę; właściwie to się Panu święcie należą” – pisał Elzenberg w liście do Herberta 
z 9 lutego 1953 roku (Z. Herbert, H. Elzenberg, op. cit., s. 49).

44

 Za nami przepaść historii, „Argumenty” 1971, nr 48, s. 1, 6, 11.

45

 Cyt. za: K. Dedecius, op. cit., s. 134.

46

 Herbert w notatnikach zapisuje przede wszystkim fragmenty Tako rzecze Zaratustra w przekładzie Wacława 

Berenta.

background image

PRZEWODNICZĄCY

Więc powiadasz, że bałeś się śmierci?

SOKRATES

Tak, obywatele, każdy zdrowy człowiek boi się śmierci. Pomyślcie: jestem a potem mnie nie ma. 

Ani tu, ani tam, nigdzie. Ani trochę, ani nawet tak jak we śnie. Nie ma. Ale my jesteśmy. Wy 

jesteście i ja z wami jestem. Ja jestem, jestem, jestem, jestem (zachłystuje się tym słowem).

Obywatele: Wulgarny egzystencjalizm

S: To jedyna filozofia. To lekarstwo na malarię.

O: Milcz. Zamknąć okna

S: (odzyskuje przewagę) Tak, obywatele, to straszne słowa. Bogowie odeszli od nas – zostały 

małe Erynie – komary

Komary brzęczą

Obywatele: Milcz, milcz. Zamknijcie okna

47

.

„Świadomość   Sokratesa   w   »scenie   alegorycznej«   jest   świadomością 

»postnietzscheańską«;   tkwi   w   niej   wiedza   o   »śmierci   Boga«,   która   postawiła   przed 

człowiekiem   konieczność   stworzenia   własnego   sensu   egzystencjalnego”   –   przekonuje 

Mateusz   Antoniuk.   Według   badacza   rękopisów   poety,   Sokrates   z   jego   wczesnych   prób 

dramatycznych jest twórcą i wyznawcą „filozofii egzystencjalnej, to jest takiej, która rodzi się 

z przerażenia niebytem i z tej trwogi ucieka w ekstatyczną pochwałę samego faktu istnienia”

48

. Trop postnietzscheański prowadzi nas ku filozofii Jeana Paula Sartre’a. W zachowanym 

rękopisie sztuki odnajdujemy czytelne aluzje do jego głośnego dramatu Muchy z 1943 roku, 

który poeta musiał znać (przynajmniej z omówień). W Sartrowskiej wersji historii Orestesa 

prześladujące go Erynie są muchami, które ściągają plagę na Argos. W dialogach Herberta 

pojawiają się natomiast komary roznoszące malarię – symbol rozprzestrzeniającego się zła i 

47

 Pierwsze szkice do Jaskini filozofów pochodzą prawdopodobnie z 1948 roku. Są to fragmenty scen i dialogów, 

które ostatecznie nie znalazły się w opublikowanej wersji dramatu (dokładny opis dostępnych w archiwum 
Herberta przekazów Jaskini filozofów zamieścił w swojej pracy Grzegorz Wroniewicz, op. cit., s. 5–31). Ich 
szczegółową analizę przedstawił Mateusz Antoniuk w artykule Zbigniewa Herberta przygoda z formą 
dramatyczną. Od widowiska historycznego do dramatu niekonkluzywnego
, „Teksty Drugie” 2007, nr 6, s. 166–
184. Antoniuk bada dwa dokumenty: przedwojenny zeszyt do rachunków, w którym Herbert zanotował 
fragmenty kilku nieukończonych scen dramatycznych opatrzonych wspólnych tytułem Sokrates. Dramat, oraz 
notatnik poety, w którym fragmenty dialogów poeta zapisał pod hasłem Do mojej Jaskini Platona. Cytowany za 
Antoniukiem fragment pochodzi z zeszytu do rachunków i stanowi cząstkę zapisków zatytułowanych Sokrates. 
Dramat
.

48

 M. Antoniuk, op. cit., s. 179.

background image

nieuchronnej kary, przed którą nie chroni człowieka żadna opatrzność

49

. W scenie tej grecki 

filozof staje się wręcz rzecznikiem dwudziestowiecznego egzystencjalizmu.

W  Jaskini  sartrowskie aluzje słabną, choć sposób, w jaki Herbert reinterpretuje historię 

Sokratesa, bliski był praktykom dramaturgicznym francuskich egzystencjalistów, którzy – 

także inspirując się myślą Nietzschego – brali na warsztat mity antyczne i dokonywali ich 

współczesnej   dekonstrukcji.   Pokrewieństwo   dramatu   Herberta  z  Muchami  Sartre’a   czy 

Kaligulą Camusa wychwycił pierwszy jego recenzent, Jerzy Zawieyski. „Niedawno wybitny 

młodszy   poeta   Zbigniew   Herbert   ogłosił   w   »Twórczości«   poemat   dramatyczny  Jaskinia 

filozofów,  gdzie główną postacią jest Sokrates. W pięknym utworze Herberta mamy nowe 

świeże i odkrywcze spojrzenie na Sokratesa, który – jeśli dobrze zrozumiałem myśl poety – 

dlatego   popełnia   samobójstwo,   że   jego   nauka   i   filozofia   ponoszą   klęskę   w   zetknięciu   z 

życiem

50

  W   komentarzu   Zawieyskiego   rzeczownik   „samobójstwo”   deprecjonuje   czyn 

przegranego filozofa, zarazem jednak – poprzez współczesne konotacje filozoficzne – sytuuje 

sztukę Herberta w kontekście myśli egzystencjalistów (tak jak kategoria „życia” odsyła do 

wcześniejszej myśli Nietzschego). Zawieyski uzna wprawdzie spojrzenie poety za „świeże i 

odkrywcze”, jednak zdystansuje się wobec jego interpretacji osoby greckiego filozofa. On 

postać tę interpretował inaczej. „Muszę przyznać – wyznawał autor Sokratesa – że przyjąłem 

na wiarę, a priori, wielkość tego filozofa, a jego wstrząsająca śmierć wydała mi się nie jakąś 

zemstą losu, nie greckim fatum, lecz czymś współcześnie tragicznym, czego jakże często w 

ostatnich latach byliśmy świadkami”

51

.

Tragizm współczesny, o którym mowa w wypowiedzi Zawieyskiego, zostaje przez niego 

przedstawiony   jako   konieczna   ofiara   z   życia   człowieka   niewinnego,   ponoszona   w   imię 

wyznawanej przez niego prawdy o wielkości i nieśmiertelności ludzkiej duszy. Koncepcji tak 

rozumianego tragizmu Zawieyski nie wywiódł z greckiej tragedii, ale z platońskich dialogów, 

uzgadniając ją z chrześcijańską koncepcją zbawczej misji Chrystusa. I chociaż dystansował 

się od „tendencji deifikacyjnych”, które „pragnęły widzieć w Sokratesie figuryczną postać 

Jezusa   Chrystusa”,   prawda,   dobro   i   piękno,   którymi   w   jego   utworze   promieniał   filozof, 

przydawały mu cech świętości

52

. Inaczej był przez niego interpretowany Sokrates Herberta. 

Zawieyski   dostrzegał   w   nim   postać   nie   dorastającą   do   symbolu,   bo   właśnie   pozbawioną 

49

 Por. ibidem, s. 180.

50

 Tekst został opublikowany w programie teatralnym przygotowanym z okazji prapremiery jego Sokratesa, w 

Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w lipcu 1957 roku. Później wypowiedź ta zyskała kształt Noty 
edytorskiej
, którą Zawieyski opatrzył Sokratesa w pierwszym wydaniu swoich „greckich” dramatów.

51

 J. Zawieyski, Nota edytorska, [do Sokratesa], [w:] tegoż, Dramaty, t. 3, oprac. Bogusław Wit, Warszawa 

1986, s. 75.

background image

wymiaru   tragicznego

53

.   Sokrates   w  Jaskini  nie   umiera   za   „obiektywną”   prawdę,   ale   z 

„niemożności porozumienia się ze światem” – napisze Zawieyski w liście do poety z 30 

kwietnia 1955 roku

54

. W zderzeniu z aksjologiczną pustką i wrogą obojętnością świata czyn 

filozofa   traci   swoją   wartość,   jest   w   gruncie   rzeczy   zbędny,   a   przez   to   rozpaczliwy   i 

absurdalny.

„Utwór Twój jest utworem wybitnego, mądrego i świadomego swych środków poety” – 

pisał dalej Zawieyski, ale nie pytał, czemu te środki mają w  Jaskini  służyć. Tymczasem 

młody poeta nadawał im zupełnie wyjątkową wartość, a wpływ na to miał autor  Narodzin 

tragedii i Wiedzy radosnej. Dwa lata wcześniej Herbert donosił Elzenbergowi: „Jestem pod 

świeżym wpływem Nietzschego. Doznałem bardzo wielu zapładniających i olśniewających 

myśli na temat »wiecznego powrotu«”

55

. A w liście do Haliny Misiołkowej wspominał o 

projekcie dramatu, który chciałby zatytułować Koło albo Powrót (w pracy nad sztuką miała 

mu pomóc lektura Czekając na Godota Samuelea Becketta)

56

. Utwór ten nigdy nie powstał, 

choć poeta wracał do tej koncepcji (czego śladem są notatki poety)

57

. Na micie Wiecznego 

52

 Irena Sławińska, wnikliwa badaczka twórczości Zawieyskiego, wymieniała trzy ścieżki, którymi podąża jego 

Sokrates. Ścieżka pierwsza to wierność prawdzie („I Sokrates nie czyni nic więcej, tylko trwa przy swoim 
zadaniu: przekłuwa »nadęte brzuchy głupoty i fałszu«, »drapie słowa i pojęcia aż do krwi«, by sprawdzić ich 
rzeczywistą wartość”). Ścieżka druga to sztuka i piękno (wszak „i Sokratesa nazwą przyjaciele – pięknym”, co 
możliwe było tylko pod warunkiem, że uzna się, iż „prawdziwa piękność nie jest w porządku natury, nie jest 
cielesna”). Ścieżka trzecia to dobro (które zwycięża i „w ogólnym rachunku świata”, i „w każdym człowieku, 
skoro tylko dochodzi do poznania istotnego dobra”). I. Sławińska, Greckie dramaty Zawieyskiego, [posłowie], 
[w:] J. Zawieyski, Dramaty, op. cit., s. 226–227.

53

 M. Antoniuk, analizując formę dramatyczną Jaskini filozofów, nazwał sztukę Herberta dramatem, w którym 

„tragedia się »nie udaje«. Owszem, są do dyspozycji gotowe materiały konstrukcyjne: prolog, epilog, chór. 
Zachowały się konwencje dramaturgiczne i można je zastosować. A jednak, złożone razem, elementy te nie 
tworzą całości”. M. Antoniuk, op. cit., s. 178.

54

 List Jerzego Zawieyskiego do Herberta z 30 kwietnia 1955 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 97.

55

 List Zbigniewa Herberta do Henryka Elzenberga z 6 maja 1953 roku. Z. Herbert, H. Elzenberg, op. cit., s. 54.

56

 „O Becketcie marzyłem od dawna – chciałem prześledzić dialog, co bardzo, myślę, pomoże mojej nowej 

sztuce. Mam ją nazwać Koło – jak podoba Ci się ten tytuł. A może Powrót”. Z. Herbert, Listy do Muzy..., op. cit., 
s. 20. List pomyłkowo datowany jest na 12 marca 1951 roku. Uczynione w liście odniesienie do otrzymanej od 
Haliny Misiołkowej książki Samuela Becketta (prawdopodobnie zachodniego wydania Czekając na Godota
pozwala sądzić, że chodzi o 12 marca 1957 roku. Polska prapremiera dramatu Becketta odbyła się w styczniu 
1957 roku w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Fragmenty jej przekładu opublikował „Dialog” w 
czerwcowym numerze z 1956 roku.

57

 O śladach dramatu pisze Antoniuk: „[…] w papierach z okolic roku 1954 zachowała się luźna karta z próbą 

dramatyczną i tytułem Wieczny Powrót. Prolog. Zapisane zostały jednak ledwie trzy wersy, z których pierwszy 
brzmi »Ach gdybym kiedy mógł wydobyć głos«, pozostałe są zaś prawie nieczytelne. […] W notatniku z roku 
1956, a więc zapisanym już po ukończeniu Jaskini filozofów, znajduje się krótki plan dramatu o Wiecznym 
Powrocie. […] dramat miał być ujęty w akty, każdy akt posiadał, wedle planu, strukturę dnia, dzielonego na trzy 
pory: rano, południe, wieczór. Bohater dramatyczny (bliżej niesprecyzowany) miał się budzić, zasypiać i chyba 

background image

Powrotu   ufundował   natomiast  Jaskinię   filozofów,   tak   konstruując   swój   dramat,   by 

powracający   w   jego   kluczowych   scenach   idiom   poetycki   górował   nad   językiem 

filozoficznym,   a   poprzez   jego   krytykę,   wyznaczał   nowy   horyzont   poznania,   cofając 

odbiorców sztuki do mitycznych źródeł kultury

58

.

Podążając   za   Nietzschem,   Herbert   pokazał   też   inną,   nieplatońską   twarz   Sokratesa, 

filozofa,   którego   „teoretyczny”   światopogląd   ustępuje   światopoglądowi   „tragicznemu”   (i 

„tragicznemu” poznaniu)

59

. Nietzsche chciał zobaczyć Sokratesa „uprawiającego muzykę”, 

Herbert pokazał Sokratesa wygłaszającego poetyckie monologi. Obu zainspirował ten sam 

fragment  Fedona,   w   którym   Sokrates   opowiada   Kebesowi   o   swym   tajemniczym   śnie 

zachęcającym go do służenia Muzom nie jak filozof, ale jak artysta. Sokrates postanawia „nie 

odmawiać posłuszeństwa snom” i ostatnie, podarowane dni życia – licząc od zakończenia 

procesu do powrotu statku z Delos – przeznacza na twórczość poetycką. Naprzód pisze wiersz 

„na   cześć   boga,   któremu   właśnie   wypadała   ofiara”   –   Apollona.   Potem   zajmie   się 

wierszowaniem bajek Ezopa, które znał na pamięć, „zważywszy, że poeta, jeśli ma być poetą, 

powinien przypowieści pisać, a nie myśli

60

. Nic jednak z tej wewnętrznej przemiany filozofa 

nie przebija się do platońskiego Fedona. Nie licząc przejmującego opisu śmierci Sokratesa, 

utwór   ten   pozostaje   filozoficznym   dialogiem   o   nieśmiertelności   duszy.   Platon   jedynie 

odnotowuje przemianę Sokratesa, natomiast Herbert czyni ją istotą swojego dramatu. Jego 

Jaskinia  wydaje się zrazu suplementem do  Fedona, ukazuje bowiem te sceny i sytuacje, w 

których uczniowie Sokratesa nie mogli uczestniczyć, a więc nie mogli ich też zrelacjonować. 

W istocie jednak dramat Herberta jest platońskim apokryfem. Ukazane w nim sceny liryczne 

nie tyle uzupełniają, co zmieniają wizerunek Sokratesa, a wraz z nim symboliczny kształt tej 

postaci.   Określi   go   wielka   antynomia   śmiertelności   (cierpienia,   bólu,   lęku)   i   piękna 

(wyrażonego   tu   w   dramatycznej   poezji),   na   której   Nietzsche   oparł   swoją   koncepcję 

równocześnie – w planie symbolicznym – umierać, nadal żyć”. M. Antoniuk, op. cit., s. 175–176.

58

 W liście z 18 marca 1951 roku Herbert w siedmiu punktach rekapituluje Halinie Misiołkowej przemyśliwane 

problemy. W punkcie siódmym zapisuje: „[myślę] o poezji, jej funkcji poznawczej”, i zaraz dodaje: „Po co ja to 
przekreśliłem – przecie to arcyludzkie”. O inspirowanej myślą Nietzschego, poznawczej funkcji poezji w 
twórczości Herberta pisze przekonująco Marek Siwiec w pracy Zbigniew Herbert – poetyckie ugruntowanie 
filozofii
, „Sztuka i Filozofia” 1991, nr 4, s. 155. Na temat związków Herberta z myślą Nietzschego pisze 
wnikliwie Małgorzata Mikołajczak w monografii Pomiędzy końcem i apokalipsą. op. cit., a także Józef Maria 
Ruszar w artykule Chrzest ziemi. (Herbert, presokratycy i Nietzsche),[w:] Portret z początku wieku. Twórczość 
Zbigniewa Herberta – kontynuacje i rewizje
, red. Wojciech Ligęza przy współudz. Magdaleny Cichej, Lublin 
2005.

59

 F. Nietzsche, Narodziny tragedyi czyli hellenizm i pesymizm, przeł. Leopold Staff, Warszawa 1990, s. 107.

60

 Platon, Fedon, przeł. Władysław Witwicki, Warszawa 2007, s. 230.

background image

nowoczesnego   tragizmu   –   a   kontynuatorzy   jego   myśli   mit   humanistyczny

61

.   Dla 

chrześcijańskiego pisarza, jakim był Jerzy Zawieyski, koncepcja ta z pewnością była czytelna, 

trudna jednak do zaakceptowania

62

.

Lekcja dramatu poetyckiego: Zawieyski

Świeża   lektura   dzieł   Nietzschego   z   pewnością   wzmocniła   w   Herbercie   fascynację 

dramatem   poetyckim,   o   której   mówiliśmy   w   rozdziale   trzecim.   Teraz   poeta   wiedział   na 

pewno,   czemu   może   służyć   jego   wyjątkowa,   oparta   na   monologu   dramatycznym,   forma. 

Warto jednak przypomnieć, że swoje pierwsze intuicje na temat istoty dramatu poetyckiego 

Herbert zapisał już w roku 1949, komentując... Męża doskonałego Zawieyskiego.

Prapremiera sztuki Zawieyskiego (w reżyserii Jerzego Ronarda Bujańskiego) odbyła się 1 

kwietnia 1945 roku i zainaugurowała działalność Starego Teatru, co uświadamia nam dziś, 

jak ważną rolę odgrywał w tym czasie dramat poetycki

63

. Tuż po wojnie określił on styl teatru 

w Polsce, był znakiem jego nowoczesności i zapowiedzią linii repertuarowej. Prowokował też 

żywą refleksję krytyków. Wkrótce jednak został całkowicie odrzucony. „Okres socrealizmu 

zablokował dyskusję, cały ten rodzaj twórczości dramatycznej i jej dostęp do teatru” – pisze 

Maria Prussak

64

. Dialog Herberta z Zawieyskim o  Mężu doskonałym  w sierpniu 1949 roku 

mógł toczyć się wyłącznie w prywatnej korespondencji pisarzy, gdyż od stycznia tego roku – 

poza nielicznymi enklawami, takimi jak „Tygodnik Powszechny” – był zabroniony. Na IV 

Walnym   Zjeździe   Związku   Zawodowego   Literatów   Polskich   nie   tylko   bowiem 

„sformułowano   postulat   realizmu   socjalistycznego   jako   kryterium   oceny   i   normy 

estetycznej”, ale także go zadekretowano, a protesty takich uczestników zjazdu, jak Jerzy 

61

 Por. M. Żelazny, Nietzsche „ten wielki wzgardziciel”, Toruń 2007, s. 13–32.

62

 „Nietzsche i Dostojewski zmaterializowali się w odczuciach zbiorowych po różnych stronach świata. Dotąd 

byli nieomal samotni, zadomowieni w umysłach elity, dziś wyszli na świat, by oglądać w karykaturze swoje 
upiorne wizje, które ongiś straszyły poczciwych mieszczan. Łódź, do której wsiadłem kilkanaście lata temu, 
miotana jest falami nienawiści i szyderstwa. Ale z tej łodzi nie zejdę, bo ufam jej kierunkowi” – tłumaczył 
Zawieyski Herbertowi w 1958 roku (Rozmowa z Jerzym Zawieyskim, „Tygodnik Powszechny” 1958, nr 1).

63

 Inscenizacja Męża doskonałego nie była bowiem wyjątkiem. W listopadzie 1946 roku gdański Teatr Wybrzeże 

(na scenie teatru w Gdyni) zainaugurował swoją działalność inscenizacją Homera i Orchidei Gajcego (w 
reżyserii Iwo Galla), dwa miesiące wcześniej w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Toruniu zainscenizowano Orfeusza 
Świrszczyńskiej (w reżyserii Wilama Horzycy), a w lutym tego roku na Scenie Poetyckiej przy Teatrze Wojska 
Polskiego w Łodzi wystawiono Elektrę Giraudoux (w reżyserii Edmunda Wiercińskiego). Por. M. Prussak, 
Dramat poetycki [hasło], [w:] Słownik literatury polskiej XX wieku, zesp. red. Alina Brodzka [et al.], Wrocław 
1993. s. 214.

64

 Ibidem, s. 215.

background image

Turowicz czy właśnie Jerzy Zawieyski, na nic się nie zdały

65

. Na sześć lat życie teatralne w 

Polsce zdominował socrealizm.

„Z tym większą ostrością problem [dramatu poetyckiego – J.K.] wystąpił po roku 1956” – 

kontynuuje   Prussak

66

.   Kiedy   w   1956   roku   „Twórczość”   opublikowała  Jaskinię   filozofów 

Herberta,   „Dialog”   –   nowopowstały   miesięcznik   prezentujący   nowoczesną   dramaturgię, 

polską i obcą – w jednym z pierwszych numerów zaprezentował szkic Christophera Fry’a 

Dlaczego piszę wierszem  (1956, nr 7). Ten młody angielski poeta i dramaturg pisał w nim 

m.in.   o   poznawczej   funkcji   poezji:   „Twórczość   poetycka   jest   percepcją   prawdy 

przekraczającej   siłę   racjonalnej   myśli.   A   jednak   nie   jest   ona   irracjonalna.   Dla 

wszechwiedzącego   oka   ona   właśnie   jest   rozumem.   Albo   –   prościej   –   przeobrażonym 

rozumem

67

. Wydaje się, że formuła p r z e o b r a ż o n e g o   r o z u m u  była bardzo bliska 

Herbertowskiej koncepcji twórczości poetyckiej, podobnie jak przeświadczenie angielskiego 

dramatopisarza, że „poezja w teatrze – to sztuka słuchania”

68

. Za własne mógł poeta przyjąć 

także   postulaty   Thomasa   Stearnsa   Eliota,   o   którego   wpływie   na   twórczość   Herberta   już 

wspominaliśmy. Przypomnijmy tylko, co pisał Eliot w szkicu Poezja i dramat z roku 1951 (w 

„Dialogu” przedrukowanym w roku 1957): „A zatem trzeba na ogół unikać połączenia prozy i 

wiersza   w   jednej   sztuce   scenicznej,   bo   każde   takie   przejście   wywołuje   pewien   wstrząs, 

zaprzątając   uwagę   sprawą   języka.   Usprawiedliwione   natomiast   będzie   wtedy,   gdy   autor 

wstrząs wywołać zamierza, czyli chce  p r z e r z u c i ć   w i d z ó w   nagle z jednego planu 

rzeczywistości   na   inny”   (podkreślenie   –   J.K.)

69

.   Wypowiedzi   Fry’a   i   Eliota,   a   także 

publikowane w „Dialogu” sztuki obu autorów, wywołały ważną dyskusję na temat dramatu 

poetyckiego

70

. Sądzę, że wpływała ona istotnie na świadomość Herberta-dramaturga, który w 

każdej z kolejnych sztuk nieco inaczej „rozwiązywał problem” poezji w dramacie.

65

 M. Fik, Kultura polska po JałcieKronika lat 1944–1981, Londyn 1989, s. 113. W kwietniu, na naradzie w 

Oborach, przyjęto program zmian w teatrze polskim, wskazując m.in. na „konieczność rewizji dotychczasowego 
repertuaru”, co w praktyce oznaczało zakaz inscenizacji utworów współczesnych nie utrzymanych w konwencji 
realizmu socjalistycznego. A także zwolnienia dyrektorów, którzy zakazu tego w swoich teatrach przestrzegać 
nie zamierzali (w sierpniu ze stanowiska dyrektora Teatru Wybrzeże został odwołany Iwo Gall).

66

 „Zaczęto wówczas publikować w »Dialogu« tłumaczenia dramatów poetyckich, m.in. Eliota Cocktail Party 

(1958, nr 5) i Zjazd rodzinny (1959, nr 7), Ch. Fry’a Szkoda tej czarownicy na stos (1958, nr 6), P. Claudela 
Punkt przecięcia (1962, nr 7). Wcześniej drukowano rozprawy teoretyczne tych autorów: Fry, Dlaczego piszę 
wierszem
 (1956, nr 7); Eliot, Poezja i dramat (1957, nr 12)”. M. Prussak, op. cit., s. 215.

67

 Ch. Fry, Dlaczego piszę wierszem, tłum. Anna Trzeciakowska, „Dialog” 1956, nr 7, s. 107.

68

 Ibidem, s. 110.

69

 T.S. Eliot, Poezja i dramat, tłum. Helena Pręczkowska, [w:] tegoż, Szkice literackie, red., wybór, przedm. i 

przypisy Witold Chwalewik, Warszawa 1963, s. 263.

background image

Ciekawe,   że   początkowo   w   liście   do   Zawieyskiego   Herbert   zdradza   zniechęcenie   do 

formuły   dramatu   poetyckiego.   Czyni   to   w   sposób   bardzo   grzeczny,   przytaczając   słowa 

„znajomego”: „»Patrz same monologi liryczne i jakieś nudne seminarium filozoficzne do 

tego. Przecież tak dzisiaj nikt nie pisze. Nic nie można z tego pojąć«”

71

. Znajomym mógł być 

oczywiście Elzenberg, niewykluczone jednak, że poeta wymyślił tę anonimową postać, by w 

mniej krepujący sposób wypowiedzieć krytyczny osąd nad dziełem. Nie ukrywa się jednak 

zbyt długo pod maską „znajomego” i wyznaje wprost: „Trudno mi było zabrać się do tej 

lektury”.   Przystępował   do   niej   kilka   razy,   zatrzymując   się   na   śpiewie   Aniołów,   czyli 

inicjalnym   fragmencie   dramatu.   „Słychać   śpiew   chóralny,   o   którym   Hiob   wie,   że   jest 

śpiewem   Aniołów”   –   zapisał   Zawieyski   w   didaskaliach,   tak   konstruując   początkowe 

monologi   Hioba,   by   brzmiały   one   jak   reakcja   bohatera   na   głos   dochodzący   z   nieba   i 

odpowiedź daną samemu Bogu. Herberta drażni ów śpiew Aniołów. Udaje, że nie zauważa, iż 

partie Aniołów są biblijnym cytatem (pierwszy składa się z trzech początkowych wersetów 

Psalmu 1) i traktuje je jak niezbyt udaną, nużącą stylizację. Doceni natomiast partie Hioba, 

który   mówi   w   dramacie   Zawieyskiego   prozą   zrytmizowaną,   brzmiącą   jednak   zupełnie 

współcześnie.   „Ale   kiedy   przebrnąłem   przez   Śpiew   Aniołów,   który   trącił   początkowo 

ewangelią ks. Wujka, coś się zaczęło rozjaśniać, w końcu zapaliło się, porwało, urzekło…” – 

wyznaje młody poeta

72

. „Sztywność, sztuczność, poetycka ozdobność […] uprościły się do 

toku mowy zwyczajnej i ten potoczny język podniesiony został do wielkiej poezji, istotnie 

dramatycznej” – pisał kilka lat później Eliot, analizując scenę z Romea i Julii

73

. Krytykując 

śpiew Aniołów i chwaląc monologi Hioba, Herbert budował podobną opozycję.

„Zacząłem żyć na ziemi Uz, dotykać zdarzeń, rozmawiać z Hiobem” – wyznawał poeta i 

wydobywał   najważniejszy   aspekt   dramatu   poetyckiego,   którym   jest   kreacja   głównego 

bohatera: przeżywającego i myślącego podmiotu, który w sytuacji granicznej zmaga się z 

językiem i przerastającą go tajemnicą. „»Nie mogę znaleźć dla Ciebie imienia« mówi Hiob; i 

dalej »nie daje mi spokoju Twoja tajemnica« – to trafia w sedno i określa atmosferę dramatu 

[...]”. Kilka lat później Herbert tak będzie pisał o istocie monologów Hamleta: „Ta bohaterska 

forma intelektualnego przeżywania rzeczywistości, mimo falowań, uniesień i upadków, nie 

70

 M. Prussak, op. cit., s. 215. Dyskusję toczoną na łamach „Teatru” i „Dialogu”, której uczestnikami byli m.in. 

Irena Sławińska, Leonia Jabłonkówna, Wojciech Natanson, Konstanty Puzyna, Jan Błoński rekapituluje 
Krystyna Latawiec w książce Dramat poetycki po 1956 roku, Kraków 2007, s. 26–33.

71

 List Herberta do Jerzego Zawieyskiego z 22 sierpnia 1949 roku. Z. Herbert, J. Zawieyski, op. cit., s. 23. O ile 

nie zaznaczono inaczej, kolejne cytaty pochodzą z tego listu.

72

 W rzeczywistości Zawieyski korzystał z Psalmów w przekładzie Biblii Gdańskiej.

73

 T.S. Eliot, op. cit., s. 284.

background image

ma nic wspólnego z nastrojowością, odróżnia się od niej głębią i prawdziwością”

74

. I znowu 

bliski będzie myśli Eliota, który nie w budowaniu nastroju, ale w wyrażaniu ludzkiej głębi 

będzie widział główne zadanie poezji w dramacie

75

. W Hiobie Zawieyskiego Herbert odkrywa 

„filozofa w stanie dzikim”, kogoś, kto wiedzę wydobywa z wnętrza przeżyć, traktując je jako 

konieczne do rozpoznania tajemnicy. „Filozofia Hioba rodzi się spontanicznie z niepokoju, 

piszą   ją   dzieje   istnienia,   które   szuka   przyczyny”   –   notuje   Herbert.   Analiza   Hiobowego 

poznania prowadzi go ku mistyce, którą Herbert natychmiast złączy z poezją. „Jak pięknie 

waha się on między filozofią (Bóg jako nieodwołalna przyczyna) i poezją (Bóg jako światło 

głębiny nieba)” – wyznaje poeta, w istocie szkicując już wewnętrzną dialektykę bohatera 

przyszłej Jaskini.

W sztuce Zawieyskiego Herbert odkrywa dialogiczną naturę „lirycznych monologów” i 

nieznaną   mu   dotąd   „pojemność   słowa   teatralnego,   które   jest   doskonale   słyszalne”.   W 

komentarzu jego myśl krąży jednak wokół problemów natury ogólniejszej: „Wyczuwam, że 

jest to dramat, który wbrew pozorom jest klasycznym dramatem. Takim, który nie kopiuje 

rzeczywistości (jest jakiś gruby nonsens w dramacie naturalistycznym, choćby tak dobrym jak 

Zapolska) – ale poszukuje jej istoty i który z całą odwagą i świadomością stosuje konwencje 

dramatyczne, te, bez których nie można zrozumieć ani dramatu greckiego, ani misterium”. 

Formułując   tę   myśl,   Herbert   zapisuje   niemal   słownikową   definicję   dramatu   poetyckiego, 

opartego na zaprzeczeniu konwencji realistycznej w teatrze i zwrocie ku dalszej tradycji, dla 

dramatu  źródłowej,   bo  greckiej   i   średniowiecznej   (misterium,  moralitet)

76

 Celem   takiego 

dramatu jest według Herberta ukazanie „dojrzewającej świadomości duszy, która wie, skąd 

przyszła i dokąd ma wrócić”. Ta filozoficzna definicja przylega zarówno do greckiej tragedii, 

jak i średniowiecznego moralitetu, a zapożyczone z nich – i włączone do współczesnego 

dramatu   poetyckiego   –   konwencje   są   teatralną   dźwignią   ukazanego   na   scenie   procesu 

poznawania.

Kluczowe napięcie między prozaiczną powierzchnią rzeczywistości a jej głębią będzie 

stale powracać w dramatach Herberta. Poszukując istoty rzeczywistości, poeta sięgnie także 

po klasyczne konwencje dramaturgiczne, ale posłuży się nimi inaczej niż Zawieyski. Dla 

Zawieyskiego metodą ożywiania wzoru była stylizacja, dla Herberta – rekonstrukcja. Różnica 

leży   w   podejściu   do   materiału,   z   którego   zbudowany   jest   dramat.   Zawieyski   czerpie   z 

przeszłości   teatru   wprost,   jakby   przemiany   historyczne   i   kulturowe   nie   miały   na   niego 

74

 Z. Herbert, Hamlet na granicy milczenia, [w:] Z. Herbert, H. Elzenberg, op. cit., s. 132.

75

 Por. T.S. Eliot, op. cit., s. 278.

76

 Por. M. Prussak, op. cit., s. 214.

background image

żadnego wpływu, a uniwersalny sens zaszyfrowany w dawnych wzorach i konwencjach był 

współczesnym stale dostępny. Tradycja klasyczna była dla niego czymś w rodzaju solidnego, 

odpornego na upływ czasu i dziejowe wypadki, gmachu, do którego w każdej chwili można 

wejść i odnaleźć przechowywany w nim skarb (sens). I właśnie jako współczesna stylizacja 

tragedii, którą mógł być Fedon Platona, napisany został jego Sokrates

77

. Herbert natomiast w 

miejscu  gmachu   ujrzał  ruiny...  Nie   sposób   zamieszkać   w   ruinie   –  nie  sposób  odtworzyć 

zniszczonego   wzoru.   Można   go   natomiast   zrekonstruować,   posługując   się   fragmentem, 

ułamkiem,   kawałkiem,   który   przypomina   o   całości,   bo   przechowuje   jej   regułę   –   moduł. 

Herbert, stając na gruzach teatru, sięga po zaprzeczone przez współczesność konwencje i, 

wobec niemożliwości ich bezpośredniego użycia, bierze je w ironiczny nawias, parodiuje, 

dekonstruuje

78

. A  potem, za sprawą wewnętrznego zaangażowania  i oryginalnych decyzji 

artystycznych, siłą poetyckiego monologu odnawia ich dawną potencję. Zdaje sobie sprawę z 

niewydolności instrumentów, którymi jako dramaturg dysponuje, nigdy jednak nie zawęża 

horyzontu poznania, któremu podporządkowana jest cała rekonstrukcja.

W centrum tego tajemniczego procesu zawsze znajduje się „ja” artysty, który, jak autor 

eseju  Hamlet na granicy milczenia, zanurza się w swojej kalekiej wyobraźni, by z kilku 

doznań, obrazów i przeświadczeń lepić świat współczesnej tragedii:

Mogę   długo   z   twarzą   w   dłoniach   powtarzać   Elsinor,   Elsinor,   Elsinor,   ale   z   głębi   mojej 

wyobraźni nie wysnuwa się na powierzchnię zamkniętych oczu żaden obraz. Nie mogę także 

przystać na to, co oferuje mi fantazja innych, i nawet prawdziwa fotografia zamku w Kronborg 

zderza się z moją irracjonalną pewnością, że to nie mogło się stać tam właśnie.

[...]

77

 Zygmunt Kubiak, podążając za ustaleniami filologów klasycznych, tak pisze o genezie i konstrukcji Fedona

„Kto wie, czy dawne dramaty, przygotowane niegdyś dla teatru Dionizosa, nie wydały mu się teraz godne 
wzgardy wobec większego dramatu, tego, który rozegrał się w sądzie ateńskim i w wiezieniu? Może dopiero 
teraz rzucił swoją tetralogię w ogień – niech się z nią rozprawi. Co wiemy na pewno, to jeno to, że zawarty w 
Fedonie opis tamtego dnia w więzieniu, podczas którego chorował, skonstruował właśnie jako dramat. […] 
Perypetiami dramatu są epizody toczącej się w pokoju Sokratesa rozmowy mistrza i zgromadzonych ludzi o 
nieśmiertelności duszy: promieniami nadziei dowody nieśmiertelności, zagrożeniami argumenty przeciwne, jak 
te, które w takiej chwili wysuwają Symiasz i Kebes”. Z. Kubiak, Literatura Greków i Rzymian, Warszawa 1999, 
s. 226–227.

78

 Jako świadomą dekonstrukcję formy dramatycznej Jaskinię filozofów oraz inne sztuki Herberta interpretowała 

Anna Krajewska w cytowanym już szkicu Teatralna persona, czyli Herberta poetyka sceny. Na niekoherencję w 
konstrukcji postaci i w strukturze dramatu wskazywała Krystyna Ruta-Rutkowska (Poetyka dysonansu w 
dramatach Herberta
, [w:] Herbert. Poetyka, wartości, konteksty, red. Eugeniusz Czaplejewicz, Witold 
Sadowski, Warszawa 2002). O niekonkluzywności Jaskini filozofów pisał Mateusz Antoniuk (op. cit.).

background image

Niemożność   lokalizacji   tragedii   stanowiła   w   historii   moich   doznań   ważny   punkt. 

Zrozumiałem, że Elsinor znaczy wszędzie, że jest to bezimienna przestrzeń, płaski stół, na który 

los rzuca kości

79

.

Wszędzie są także Ateny Sokratesa.

79

 Z. Herbert, Hamlet..., op. cit., s. 125.