The Project Gutenberg EBook of Balady i romanse, by Adam Mickiewicz
This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
with this eBook or online at www.gutenberg.net
Title: Balady i romanse
Author: Adam Mickiewicz
Release Date: February 11, 2009 [EBook #28049]
Language: Polish
Character set encoding: UTF-8
*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BALADY I ROMANSE ***
Produced by Ewa Jaros and the Online Distributed
Proofreading Team at http://dp.rastko.net (this file was
created from images generously made available by CBN Polona
- http://www.polona.pl)
Uwagi do wydania elektronicznego.
Zachowano oryginalną pisownię i interpunkcję, poza kilkoma przypadkami, które wyglądały
na błędy drukarskie.
Pełna lista zmian
, jak równieŜ
spis treści
, znajdują się na końcu ksiąŜki.
ADAM MICKIEWICZ.
BALADY I ROMANSE.
WARSZAWA.
NAKŁAD KSIĘGARNI S. BUKOWIECKIEGO
100. Marszałkowska 100.
1898.
Drukiem Władysława Szulca, Bednarska 22.
[2] Дозволено Цензурою.
Варшава
, 29 Iюля 1897 r.
[3]
PIERWIOSNEK.
[1]
(Primula veris).
Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy kwiatek, pierwiosnek,
Błysnął ze złotych obsłonek.
Ja.
Zawcześnie, kwiatku, zawcześnie!
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha.
PrzymruŜ złociste światełka,
Ukryj się, pod matki rąbek,
Nim cię zgubi szronu ząbek,
Lub chłodnej rosy perełka.
Kwiatek.
Dni nasze jak dni motylka:
ś
yciem wschód, śmiercią południe;
[4] Lepsza w kwietniu jedna chwilka.
NiŜ w jesieni całe grudnie.
Czy dla bogów szukasz datku,
Czy dla druha lub kochanki,
Upleć wianek z mego kwiatku,
Wianek to będzie nad wianki.
Ja.
W podłej trawce, w dzikim lasku
Urosłeś, o kwiatku luby!
Mało wzrostu, mało blasku,
CóŜ ci daje tyle chluby?
Ni to kolory jutrzenki,
Ni zawoje tulipana.
Ni lilijowe sukienki,
Ni róŜy pierś malowana.
Uplatam ciebie do wianka;
Lecz zkądŜe ufności tyle?
Przyjaciele i kochanka
Czy cię powitają mile?
Kwiatek.
Powitają przyjaciele
Mię, wiosny młodej aniołka;
Przyjaźń ma blasku niewiele
I cień lubi, jak me ziołka.
Czym kochanki godzien rączek?
Powiedz, niebieska Marylko!
Za pierwszy miłości pączek
Zyskam pierwszą—ach! łzę tylko...
[5]
ROMANTYCZNOŚĆ.
Me thinks i see...
—Where?
In my mind's eyes.
Shakespeare.
Zdaje mi się, Ŝe widzę... Gdzie?
Przed oczami mojej duszy.
Słuchaj, dzieweczko!
—Ona nie słucha.
To dzień biały! to miasteczko!
Przy tobie niema Ŝywego ducha;
Co tam wkoło siebie chwytasz?
Kogo wołasz, z kim się witasz?
—Ona nie słucha.
To jak martwa opoka
Nie zwróci w stronę oka,
To strzela wkoło oczyma,
To się łzami zaleje,
Coś niby chwyta, coś niby trzyma,
Rozpłacze się i zaśmieje.
„TyŜeś to w nocy? to ty, Jasieńku!
Ach! i po śmierci kocha!
Tutaj, tutaj, pomaleńku!
Czasem usłyszy macocha?
„Niech sobie słyszy—juŜ niema ciebie!
JuŜ po twoim pogrzebie!
Ty juŜ umarłeś? Ach! ja się boję!
Czego się boję mego Jasieńka?
Ach, to on! lica twoje! oczki twoje!
Twoja biała sukienka!
[6] „I sam ty biały jak chusta,
Zimny—jakie zimno dłonie!
Tutaj połóŜ, tu na łonie,—
Przyciśnij mnie—do ust usta!
„Ach, jak tam zimno musi być w grobie!
Umarłeś! tak, dwa lata!
Weź mię, ja umrę przy tobie,—
Nie lubię świata!
„Źle mnie w złych ludzi tłumie,
Płaczę, a oni szydzą;
Mówię—nikt nie rozumie;
Widzę—oni nie widzą.
„Śród dnia przyjdź kiedy... To moŜe we śnie?
Nie, nie... trzymam ciebie w ręku.
Gdzie znikasz, gdzie, mój Jasieńku!
Jeszcze wcześnie, jeszcze wcześnie!
„Mój BoŜe! kur się odzywa,
Zorza błyska w okienku.
Gdzie znikłeś! ach! stój, Jasieńku!
Ja nieszczęśliwa!”
Tak się dziewczyna z kochankiem pieści,
BieŜy za nim, krzyczy, pada...
Na ten upadek, na głos boleści
Skupia się ludzi gromada.
„Mówcie pacierze!—krzyczy prostota,
Tu jego dusza być musi.
Jasio być musi przy swej Karusi—
On ją kochał za Ŝywota!”
[7] I ja to słyszę, i ja tak wierzę—
Płaczę i mówię pacierze.
„Słuchaj, dzieweczko!—krzyknie śród zgiełku
Starzec, i na lud zawoła:
Ufajcie memu oku i szkiełku—
Nic tu nie widzę dokoła.
„Duchy karczemnej tworem gawiedzi,
W głupstwa wywarzone kuźni;
Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni.”
„Dziewczyna czuje, odpowiadam skromnie,
A gawiedź wierzy głęboko;
Czucie i wiara silniej mówi do mnie,
NiŜ mędrca szkiełko i oko.
„Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w kaŜdej gwiazd iskierce;
Nie znasz prawd Ŝywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!”
ŚWITEŹ.
(Do Michała Wereszczaki).
Ktokolwiek będziesz w nowogrodzkiej stronie,
Do PłuŜyn ciemnego boru
Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
Byś się przypatrzył jezioru.
Ś
witeź tam jasne rozprzestrzenia łona,
W wielkiego kształcie obwodu,
[8] Gęstą po bokach puszczą oczerniona,
A gładka jak szyba lodu.
JeŜeli nocną przybliŜysz się dobą
I zwrócisz ku wodom lice—
Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą,
I dwa obaczysz księŜyce.
Niepewny, czyli szklana z pod twej stopy
Pod niebo idzie równina,
Czyli teŜ niebo swoje szklane stropy
AŜ do nóg twoich ugina,—
Gdy oko brzegów przeciwnych nie sięga,
Dna nie odróŜnia od szczytu,
Zdajesz się wisieć w środku niebokręga,
W jakiejś otchłani błękitu.
Tak w noc, pogodna jeśli słuŜy pora,
Wzrok się przyjemnie ułudzi,
Lecz Ŝeby w nocy jechać do jeziora,
Trzeba być najśmielszym z ludzi;
Bo jakie szatan wyprawia tam harce!
Jakie się larwy szamocą!
DrŜę cały, kiedy bają o tem starce
I strach wspominać przed nocą.
Nieraz śród wody gwar, jakoby w mieście,
Ogień i dym bucha gęsty,
I zgiełk walczących, i wrzaski niewieście,
I dzwonów gwałt, i zbrój chrzęsty.
Nagle dym spada, hałas się uśmierza,
[9] Na brzegach tylko szum jodły,
W wodach gadanie cichego pacierza
I dziewic Ŝałosne modły.
Co to ma znaczyć? róŜni róŜnie plotą,—
CóŜ, kiedy nie był nikt na dnie;
Biegają wieści pomiędzy prostotą,
Lecz któŜ z nich prawdę odgadnie?
Pan na PłuŜynach, którego pradziady
Były Świtezi dziedzice,
Zdawna przemyślał i zasięgał rady,
Jak te zbadać tajemnice.
Kazał przybory w blizkiem robić mieście
I wielkie sypał wydatki;
Związano niewód głęboki stóp dwieście,
Budują czółna i statki.
Ja ostrzegałem, Ŝe w tak wielkiem dziele
Dobrze, kto z Bogiem poczyna:
Dano więc na mszę w niejednym kościele
I ksiądz przyjechał z Cyryna;
Stanął na brzegu, ubrał się w ornaty,
PrzeŜegnał, pracę pokropił;
Pan daje hasło: odbijają baty,
Niewód się z szumem zatopił.
Topi się; pławki nadół z sobą spycha,
Tak przepaść wody głęboka;
PręŜą się liny, niewód idzie zcicha—
Pewnie nie złowią ni oka.
[10] Na brzeg oboje wyjęto juŜ skrzydło,
Ciągną ostatek więcierzy.
PowiemŜe, jakie złowiono straszydło?
Choć powiem, nikt nie uwierzy.
Powiem jednakŜe. Nie straszydło wcale;
ś
ywa kobieta w niewodzie!
Twarz miała jasną, usta jak korale,
Włos biały, skąpany w wodzie;
Do brzegu dąŜy, a gdy jedni z trwogi
Na miejscu stanęli głazem,
Drudzy zwracają ku ucieczce nogi—
Łagodnym rzecze wyrazem:
„Młodzieńcy, wiecie, Ŝe tutaj bezkarnie
Dotąd nikt statku nie spuści,—
KaŜdego śmiałka jezioro zagarnie
Do nieprzebrnionych czeluści
„I ty zuchwały i twoja gromada
Wrazbyście poszli w głębinie,
Lecz ze to kraj był twojego pradziada,
ś
e w tobie nasza krew płynie,
„Choć godna kary jest ciekawość pusta,
Lecz, Ŝeście z Bogiem poczęli,
Bóg wam przez moje opowiada usta
Dzieje tej cudnej topieli.
„Na miejscach, które dziś piaskiem zaniosło,
Gdzie car i trzcina zarasta,
Po których teraz wasze biega wiosło,
Stał okrąg pięknego miasta.
[11] „Świteź—i w sławne oręŜem ramiona,
I w kraśne twarze bogata—
Niegdyś od ksiąŜąt Tuhanów rządzona,
Kwitnęła przez długie lata.
„Nie ćmił widoku ten ostęp ponury;
Przez Ŝyzne wskroś okolice
Widać ztąd było nowogrodzkie mury,
Litwy naówczas stolicę.
„Raz niespodzianie obległ tam Mendoga
PotęŜnem wojskiem car z Rusi;
Na całą Litwę wielka padła trwoga,
ś
e Mendog poddać się musi.
„Nim ściągnął wojsko z odległej granicy,
Do ojca mego napisze:
Tuhanie! w tobie obrona stolicy—
Ś
piesz, zwołaj twe towarzysze!
„Skoro przeczytał Tuhan list ksiąŜęcy
I wydał rozkaz do wojny,
Stanęło zaraz męŜów pięć tysięcy,
A kaŜdy konny i zbrojny.
„Uderza w trąby, rusza młódź, juŜ w bramie
Błyska Tuhana proporzec,
Lecz Tuhan stanie, i ręce załamie,
I znowu jedzie na dworzec,
„I mówi do mnie: „JaŜ własnych mieszkańców
Dla obcej zgubię odsieczy?
Wszak wiesz, Ŝe Świteź nie ma innych szańców,
Prócz naszych piersi i mieczy.
[12] „Jeśli rozdzielę szczupłe wojsko moje—
Krewnemu nie dam obrony,
A jeśli wszyscy pociągniem na boje—
Jak będą córy i Ŝony?”
„Ojcze, odpowiem, lękasz się niewcześnie!
Idź, kędy sława cię woła!
Bóg nas obroni; dziś nad miastem we śnie
Widziałam jego anioła.
„OkrąŜył Świteź miecza błyskawicą
I nakrył złotemi pióry,
I rzekł mi: póki męŜe zagranicą,
Ja bronię Ŝony i córy.”
„Usłuchał Tuhan i za wojskiem goni,
Lecz gdy noc spadła ponura,
Słychać gwar zdała, szczęk i tentent koni
I zewsząd straszny wrzask: ura!
„Zagrzmią tarany, padły bram ostatki,
Zewsząd pocisków grad leci,—
Biegną na dworzec starce, nędzne matki,
Dziewice i drobne dzieci.
„Gwałtu! wołają, zamykajcie bramę!
TuŜ, tuŜ za nami Ruś wali!
Ach! zgińmy lepiej, zabijmy się same,
Ś
mierć nas od hańby ocali.”
„Natychmiast wściekłość bierze miejsce strachu;
Miecą bogactwa na stosy,
Przynoszą Ŝagwie i płomień do gmachu,
I krzyczą strasznemi głosy:
[13] „Przeklęty będzie, kto się nie dobije!...”
„Broniłam, lecz próŜny opór:
Klęczą, na progach wyciągają szyje,
A drugie przynoszą topór.
„Gotowa zbrodnia.—Czyli wezwać hordy
I podłe przyjąć kajdany,
Czy bezboŜnemi wytępić się mordy?
„Panie, zawołam, nad Pany!
„Jeśli nie moŜem ujść nieprzyjaciela,
O śmierć błagamy u Ciebie,—
Niechaj nas lepiej twój piorun wystrzela,
Lub Ŝywych ziemia pogrzebie!”
„Wtem jakaś białość nagle mię otoczy,
Dzień zda się spędzać noc ciemną;
Spuszczam ku ziemi przeraŜone oczy,
JuŜ ziemi niema podemną!
„Takeśmy uszły zhańbienia i rzezi.
Widzisz to ziele dokoła?
To są małŜonki i córki Świtezi,
Które Bóg przemienił w zioła.
Białawem kwieciem, jak białe motylki.
Unoszą się nad topielą;
Liść ich zielony, jak jodłowe szpilki,
Kiedy je śniegi pobielą.
„Za Ŝycia cnoty niewinnej obrazy,
Jej barwę mają po zgonie;
W ukryciu Ŝyją i nie cierpią skazy,
Ś
miertelne nie tkną ich dłonie.
[14] „Doświadczył tego car i ruska zgraja,
Gdy, piękne ujrzawszy kwiecie,
Ten rwie i szyszak stalowy umaja,
Ten wianki na skronie plecie.
„Kto tylko ściągnął do głębiny ramię,
Tak straszna jest kwiatów władza,
ś
e go natychmiast choroba wyłamie
I śmierć gwałtowna ugadza.
„Choć czas te dzieje wymazał z pamięci,
Pozostał sam odgłos kary—
Dotąd w swych baśniach prostota go święci
I kwiaty nazywa cary.”
To mówiąc, pani zwolna się oddala;
Topią się statki i sieci,
Szum słychać w puszczy, poburzona fala
Z łoskotem do brzegu leci;
Jezioro do dna pękło nakształt rowu,
Lecz próŜno za nią wzrok goni:
Wpadła i falą nakryła się znowu,
I więcej nie słychać o niej.
ŚWITEZIANKA.
JakiŜ to chłopiec piękny i młody,
Jaka to obok dziewica,
Brzegami sinej Świtezi wody,
Idą przy świetle księŜyca?
[15] Ona mu z kosza daje maliny,
A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka.
KaŜdą noc prawie, o jednej porze,
Pod tym się widzą modrzewiem.
Młody jest strzelcem w tutejszym borze,—
Kto jest dziewczyna? ja nie wiem.
Zkąd przyszła? darmo śledzić kto pragnie;
Gdzie uszła? nikt jej nie zbada:
Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie,
Jak ognik nocny przepada.
„Powiedz mi, piękna, luba dziewczyno,
Na co nam te tajemnice?
Jaką przybiegłaś do mnie droŜyną?
Gdzie dom twój, gdzie są rodzice?
„Minęło lato, zŜółkniały liście
I dŜdŜysta nadchodzi pora;
Zawsze mam czekać twojego przyjścia
Na dzikich brzegach jeziora?
„ZawszeŜ po kniejach, jak sarna płocha,
Jak upiór błądzisz w noc ciemną?
Zostań się lepiej z tym, kto cię kocha—
Zostań się, o luba, ze mną!
„Chateczka moja ztąd niedaleka,
Pośrodku gęstej leszczyny;
Jest tam dostatkiem owoców, mleka,
Jest tam dostatkiem zwierzyny.”
[16] „Stój, stój—odpowie—hardy młokosie,
Pomnę, co ojciec rzekł stary:
Słowicze dźwięki w męŜczyzny głosie,
A w sercu—lisie zamiary.
„Więcej się waszej obłudy boję,
NiŜ w zmienne ufam zapały;
MoŜebym prośby przyjęła twoje,
Ale czy będziesz mi stały?”
Chłopiec przyklęknął, chwycił w dłoń piasku,
Piekielne wzywał potęgi,
Klął się przy świętym księŜyca blasku—
Lecz czy dochowa przysięgi?
„Dochowaj, strzelcze, to moja rada,
Bo kto przysięgę naruszy,
Ach biada jemu, za Ŝycia biada!
I biada jego złej duszy!”
To mówiąc, dziewka więcej nie czeka,
Wieniec włoŜyła na skronie
I, poŜegnawszy strzelca zdaleka,
Na zwykłe uchodzi błonie.
PróŜno się za nią strzelec pomyka,
Kaczym wybiegom nie sprostał;
Znikła, jak lekki powiew wietrzyka,
A on sam jeden pozostał!
Sam został, dziką powraca drogą,
Ziemia uchyla się grzązka,—
Cisza wokoło tylko pod nogą
Zwiędła szeleszcze gałązka.
[17] Idzie nad wodą, błędny krok niesie,
Błędnemi strzela oczyma;
Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie—
Woda się burzy i wzdyma;
Burzy się, wzdyma, pękają tonie,
O niesłychane zjawiska!
Ponad srebrzyste Świtezi błonie
Dziewicza piękność wytryska.
Jej twarz, jak róŜy bladej zawoje,
Skropione jutrzenki łezką;
Jako mgła lekka, tak lekkie stroje
Obwiały postać niebieską.
„Chłopcze mój piękny, chłopcze mój młody!
Zanuci czule dziewica,
Poco wokoło Świtezi wody
Błądzisz przy świetle księŜyca?
„Poco Ŝałujesz dzikiej wietrznicy,
Która cię zwabia w te knieje,
Zawraca głowę, rzuca w tęsknicy
I moŜe jeszcze się śmieje?
„Daj się namówić czułym wyrazem:
Porzuć wzdychania i Ŝale!
Do mnie tu, do mnie! tu będziem razem
Po wodnym pląsać krysztale—
„Czy zechcesz niby jaskółka chybka
Oblicze tylko wód muskać,
Czy zdrów jak rybka, wesół jak rybka,
Cały dzień ze mną się pluskać,
[18] „A na noc w łoŜu srebrnej topieli,
Pod namiotami zwierciadeł,
Na miękkiej wodnych lilijek bieli,
Ś
ród boskich usnąć widziadeł.”
Wtem z zasłon błysną piersi łabędzie;
Strzelec w ziemię patrzy skromnie;
Dziewica w lekkim zbliŜa się pędzie
I „Do mnie!—woła—pójdź do mnie!”
I na wiatr lotne rzuciwszy stopy,
Jak tęcza śmiga w krąg wielki,
To znowu siekąc wodne zatopy,
Srebrnemi błyska kropelki.
Podbiega strzelec i staje w biegu,
I chciałby skoczyć, i nie chce;
Wtem modra fala, prysnąwszy z brzegu,
Zlekka mu stopy załechce—
I tak go łechce i tak go znęca,
Tak się w nim serce rozpływa,
Jak gdy tajemnie rękę młodzieńca
Ś
ciśnie kochanka wstydliwa.
Zapomniał strzelec o swej dziewczynie,
Przysięgą pogardził świętą,
Na zgubę oślep bieŜy w głębinie,
Nową zwabiony ponętą.
BieŜy i patrzy, patrzy i bieŜy,
Niesie go wodne przestworze;
JuŜ zdala suchych odbiegł wybrzeŜy,
Na średniem igra jeziorze,
[19] I juŜ dłoń śnieŜną w swej ciśnie dłoni,
W pięknych licach topi oczy.
Ustami usta róŜane goni
I skoczne okręgi toczy.
Wtem wietrzyk świsnął, obłoczek pryska,
Co ją w łudzącym krył blasku,
Poznaje strzelec dziewczynę zblizka—
Ach, to dziewczyna z pod lasku!
„A gdzie przysięga? gdzie moja rada?
Wszak kto przysięgę naruszy,
Ach biada jemu, za Ŝycia biada!
I biada jego złej duszy!
„Nie tobie igrać przez srebrne tonie,
Lub nurkiem pluskać w głąb jasną:
Surowa ziemia ciało pochłonie,
Oczy twe Ŝwirem zagasną,
„A dusza przy tem świadomem drzewie
Niech lat doczeka tysiąca,
Wiecznie piekielne cierpiąc zarzewie,
Nie ma czem zgasić gorąca.”
Słyszy to strzelec, błędny krok niesie,
Błędnemi rzuca oczyma;
A wicher szumi po gęstym lesie,
Woda się burzy i wzdyma,—
Burzy się, wzdyma i wre aŜ do dna,
Kręconym nurtem pochwycą;
Roztwiera paszczę otchłań podwodna—
Ginie z młodzieńcem dziewica.
[20] Woda się dotąd burzy i pieni;
Dotąd przy świetle księŜyca
Snuje się para znikomych cieni;
Jestto z młodzieńcem dziewica.
Ona po srebrnem pląsa jeziorze.
On pod tym jęczy modrzewiem.
Kto jest młodzieniec? Strzelcem był w borze.
A kto dziewczyna? Ja nie wiem.
PłuŜyny, 12 sierpnia 1821 r.
RYBKA.
(Ze śpiewu gminnego).
Od dworu, z pod lasu, z wioski
Smutna wybiega dziewica;
Rozpuściła na wiatr włoski
I łzami skropiła lica.
Przybiega na koniec łączki,
Gdzie w jezioro wpada rzeka,
Załamuje białe rączki
I tak Ŝałośnie narzeka:
„O wy! co mieszkacie w wodzie,
Siostry moje, Świtezianki,
Słuchajcie w cięŜkiej przygodzie
Głosu zdradzonej kochanki.
„Kochałam pana tak szczerze!
On mię przysięgał zaślubić;
Dziś księŜnę za Ŝonę bierze,
Krysię ubogą chce zgubić.
[21] NiechŜe sobie Ŝyją młodzi,
Niech się z nią obłudnik pieści,—
Niech tylko tu nie przychodzi,
Urągać się z mych boleści!
„Dla opuszczonej kochanki
CóŜ pozostało na świecie?
Przyjmijcie mię, Świtezianki;
Lecz moje dziecię—ach, dziecię!”
To mówiąc, rzewnie zapłacze,
Rączkami oczy zasłoni,
I z brzegu do wody skacze,
I w bystrej nurza się toni.
Wtem z lasu, gdzie się dwór bieli,
Tysiączne świecą kagańce;
ZjeŜdŜają goście weseli,
Muzyka, hałas i tańce.
Lecz mimo tego hałasu,
Płacz dziecięcia słychać w lesie;
Wierny sługa wyszedł z lasu
I dziecię na ręku niesie,—
Ku wodzie obraca kroki;
Gdzie łoza, gęsto spleciona,
WzdłuŜ wykręconej zatoki
Okryła rzeki ramiona—
Tam staje w ciemnym zakątku,
Płacze i woła: „Niestety!
Ach któŜ da piersi dzieciątku?
Ach! gdzie ty, Krysiu, ach, gdzie ty?”
[22] „Tu jestem, w rzece u spodu,
Cichy mu głos odpowiada,
Tutaj drŜę cała od chłodu,
A Ŝwir mi oczki wyjada.
„Przez Ŝwir, przez ostre kamuszki
Fale mnie gwałtowne niosą;
Pokarm mój: koralki, muszki,
A zapijam zimną rosą.”
Lecz sługa, jak na początku,
Tak wszystko woła: „Niestety!
Ach, któŜ da piersi dzieciątku?
Ach! gdzie ty, Krysiu, ach, gdzie ty?”
Wtem się coś zlekka potrąci
Ś
ród kryształowej przezroczy,
Woda się zlekka zamąci—
Rybka nad wodę podskoczy,
I jak skałka płaskim bokiem,
Gdy z lekkich rąk chłopca pierzchnie,
Tak nasza rybka podskokiem
Mokre całuje powierzchnie.
Złotemi plamki nadobna,
Kraśne ma po bokach piórka,
Główka jak naparstek drobna,
Oczko drobne jak paciorka.
Wtem rybią łuskę odwinie,
Spojrzy dziewicy oczyma;
Z głowy jasny włos wypłynie,
Szyjka cieniuchna się wzdyma;
[23] Na licach róŜana krasa,
Piersi jak jabłuszka mleczne;
Rybią ma płetwę do pasa,—
Płynie pod chrósty nadrzeczne,
I dziecię bierze do ręki,
U łona białego tuli,
„Luli, woła, mój maleńki!
Luli, mój maleńki, luli.”
Gdy dziecię płakać przestało,
Zawiesza kosz na gałęzi,
I znowu ściska swe ciało
I główkę nadobną zwęzi.
Znowu ją łuski powleką,
Od boków wyskoczą skrzelki—
Plusła, i tylko nad rzeką
Kipiące pękły bąbelki.
Tak co wieczora, co ranka,
Gdy sługa stanie w zakątku,
Wraz wypływa Świtezianka,
ś
eby dać piersi dzieciątku.
ZacóŜ jednego wieczora
Nikt nie przychodzi na smugi?
JuŜ zwykła przemija pora:
Nie widać z dziecięciem sługi.
Nie moŜe on przyjść tą stroną,
Musi zaczekać troszeczkę,
Bo właśnie teraz pan z Ŝoną
Poszli przechadzką nad rzeczkę.
[24] Wrócił się, czekał zdaleka,
Za gęstym usiadłszy krzakiem;
Lecz próŜno czeka i czeka,
Nikt nie powracał tym szlakiem.
Wstaje i dłoń w trąbkę owinął,
I patrzył przez palców szparę,
Ale i dzień, juŜ przeminął
I mroki padają szare.
Czekał długo po zachodzie,
A gdy noc gwiazdy zapala,
ZbliŜa się zlekka ku wodzie
I śledzi oczyma zdała.
Przebóg! cudy, czy moc piekła?
Uderza go widok nowy:
Gdzie pierwej rzeczułka ciekła,
Tam suchy piasek i rowy.
Na brzegach porozrzucana
Wala się odzieŜ bez ładu,—
Ani pani, ani pana
Nie widać nigdzie ni śladu—
Tylko z zatoki połową
Sterczał wielki głazu kawał,
I dziwną kształtu budową
Dwa ludzkie ciała udawał.
Zdumiewa się wierny sługa,
Rozpierzchłych myśli nie złowił;
Przeszła godzina, i druga,
Nim wreszcie słówko przemówił.
[25] „Krysiu, o Krysiu!” zawoła,—
Echo mu „Krysiu” odpowie;
Lecz próŜno patrzy dokoła—
Nikt nie pokazał się w rowie.
Patrzy na rów i na głazy,
Otrze pot na licu zbladłem
I kiwnie głową trzy razy,
Jakby chciał mówić: juŜ zgadłem.
Dzieciątko na ręce bierze,
Ś
mieje się dzikim uśmiechem,
I odmawiając pacierze,
Wraca do domu z pośpiechem.
POWRÓT TATY.
„Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie, wszystkie razem
Za miasto, pod słup, na wzgórek;
Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
PoboŜnie zmówcie paciórek.
„Tato nie wraca; ranki i wieczory
We łzach go czekam i trwodze:
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze.”
Słysząc to dziatki, biegną wszystkie razem
Za miasto, pod słup, na wzgórek;
Tam przed cudownym klękają obrazem
I zaczynają paciórek.
[26] Całują ziemię, potem: w imię Ojca,
Syna i Ducha świętego,
Bądź pochwalona przenajświętsza Trójca,
Teraz i czasu wszelkiego.
Potem: Ojcze nasz, i Zdrowaś, i Wierzę,
Dziesięcioro i koronki,
A kiedy całe zmówili pacierze,
Wyjmą ksiąŜeczkę z kieszonki,
I litaniją do Najświętszej Matki
Starszy brat śpiewa, a z bratem:
„Najświętsza Matko, przyśpiewują dziatki,
Zmiłuj się, zmiłuj nad tatem!”
Wtem słychać turkot. Wozy jadą drogą
I wóz znajomy na przedzie;
Skoczyły dzieci i krzyczą, jak mogą:
„Tato, ach, tato nasz jedzie!”
Obaczył kupiec, łzy radośne leje,
Z wozu na ziemię wylata:
„Ha, jak się macie, co się u was dzieje?
Czyście tęskniły do tata?
„Mama czy zdrowa? ciotunia? domowi?
A ot—rodzynki w koszyku.”
Ten sobie mówi, a ten sobie mówi—
Pełno radości i krzyku.
„Ruszajcie!—kupiec na sługi zawoła,
Ja z dziećmi pójdę ku miastu.”
Idzie... aŜ zbójcy obskoczą dokoła,
A zbójców było dwunastu.
[27] Brody ich długie, kręcone wąsiska,
Wzrok dziki; suknia plugawa,
NoŜe za pasem, miecz u boku błyska,
W ręku ogromna buława.
Krzyknęły dziatki, do ojca przypadły,
Tulą się pod płaszcz na łonie;
Truchleją sługi, struchlał pan wybladły,
DrŜące ku zbójcom wzniósł dłonie:
„Ach! bierzcie wozy, ach, bierzcie dostatek,
Tylko puszczajcie nas zdrowo;
Nie róbcie małych sierotami dziatek
I młodej małŜonki wdową!”
Nie słucha zgraja. Ten juŜ wóz wyprzęga.
Zabiera konie; a drugi
„Pieniędzy!” krzyczy i buławą sięga;
Ów z mieczem wpada na sługi.
Wtem: „Stójcie, stójcie!” krzyknie starszy zbójca
I spędza bandę precz z drogi,
A wypuściwszy i dzieci i ojca,
„Idźcie, rzekł, dalej bez trwogi,”
Kupiec dziękuje, a zbójca odpowie:
„Nie dziękuj; wyznam ci szczerze—
Pierwszybym pałkę strzaskał na twej głowie,
Gdyby nie dziatek pacierze.
„Dziatki sprawiły, Ŝe uchodzisz cało,
Darzą cię Ŝyciem i zdrowiem;
Im więc podziękuj za to, co się stało,
A jak się stało—opowiem.
[28] „Zdawna juŜ słysząc o przejeździe kupca,
I ja, i moje kamraty,
Tutaj za miastem, przy wzgórku u słupca,
Zasiadaliśmy na czaty.
„Dzisiaj nadchodzę, patrzę między chrósty:
Modlą się dziatki do Boga;
Słucham: zpoczątku porwał mig śmiech pusty,
A potem litość i trwoga.
„Słucham: ojczyste przyszły na myśl strony,
Buława upadła z ręki;
Ach! ja mam Ŝonę, i u mojej Ŝony
Jest synek taki maleńki.
„Kupcze! jedź w miasto; ja do lasu muszę.
Wy, dziatki, na ten pagórek
Biegajcie sobie... i za moją duszę
Zmówcie teŜ czasem paciórek.”
KURHANEK MARYLI.
(Myśl ze śpiewu litewskiego).
Cudzy człowiek.
Tam u Niemnowej odnogi,
Tam u zielonej rozłogi,
Co to za piękny kurhanek?
Spodem uwieńczon, jak w wianek,
W maliny, ciernie i głogi;
Boki ma strojne murawą,
[29] Głowę ukwieconą w kwiaty,
A na niej czeremchy drzewo,
A od niej idą trzy drogi:
Jedna droga na prawo,
Druga droga do chaty,
Trzecia droga na lewo.
Ja tędy płynę z wiciną,
Pytam się ciebie dziewczyno,
Co to za piękny kurhanek?
Dziewczyna.
W całej wsi pytaj się, bracie,
A cała wieś powie tobie:
Maryla Ŝyła w tej chacie,
A teraz leŜy w tym grobie.
Na prawej stronie te śladki,
Ubite nogą pastuszka,
To jest droŜyna jej matki—
A ztąd przychodzi jej druŜka.
Lecz oto błysnął poranek,
Przyjdą oni na kurhanek;
Ukryj się tu za stos łomu,
Sam ich posłuchasz niedoli,
Własne twe oczy zobaczą.
Patrz w prawo... idzie kochanek;
Patrz, matka idzie z domu;
Patrz w lewo—przyjaciółka.
Wszyscy idą powoli
I niosą ziółka
I płaczą.
Jaś.
Marylo! o tej porze
Jeszcześmy się nie widzieli,
[30] Jeszcześmy się nie ścisnęli.
Marylo! zaszło zorze!
Tu czeka twój kochanek.
Czy ty przespałaś ranek,
Czyś na mnie zagniewana?
Ach, Marylo kochana!
GdzieŜ się ty dotąd kryjesz?
Nie, nie przespałaś ranka,
Nie gniewasz się na Janka;
Lecz nie Ŝyjesz, nie Ŝyjesz!
Więzi cię ten kurhanek.
Nie ujrzysz juŜ kochanka,
Nie ujrzy cię kochanek!
Dawniej, kiedy spać szedłem, tem słodziłem chwile,
ś
e, skoro się obudzę, obaczę Marylę,
I dawniej spałem mile!
Teraz tutaj spać będę od ludzi daleki,
MoŜe ją we śnie ujrzę, gdy zamknę powieki;
MoŜe zamknę na wieki!
Byłem ja gospodarny, gdy byłem szczęśliwy,
Chwalili mię sąsiedzi,
Chwalił mię ojciec siwy.
Teraz się ojciec biedzi,
A ja ni ludziom, ni Bogu!
Niech ziarno w polu przepadnie,
Niech ginie siano ze stogu,
Niech sąsiad kopy rozkradnie,
Niech trzodę wyduszą wilki!
Niemasz, niemasz Marylki!
Daje mi ojciec chaty,
Daje mi sprzęt bogaty,
[31] Bym wziął w dom gospodynię—
Namawiali mię swaty.
Niemasz, niemasz Maryli!
Swaty nie namówili:
Nie mogę, nie, nie mogę!
Wiem, ojcze, co uczynię—
Pójdę w daleką drogę,
Więcej mię nie znajdziecie,
Choćbyście i szukali.
Nie będę juŜ na świecie!
Przystanę do Moskali,
ś
eby mię wraz zabili.
Niemasz, niemasz Maryli!
Matka.
CzemuŜ nie wstałam zrana?
JuŜ w polu pełno ludzi.
Nie masz cię, nie masz, kochana
Marylo! któŜ mię obudzi?!
Płakałam przez noc całą
Zasnęłam, kiedy dniało.
Mój Szymon gdzieś juŜ w polu,
Wyprzedził on świtania,—
Nie budził mię, mojego litując się bólu—
Poszedł z kosą bez śniadania.
Koś ty dzień cały, koś sobie,
Ja tutaj leŜę na grobie.
CzegóŜ mam iść do domu?
Kto nas na obiad zawoła?
Kto z nami siądzie u stoła?
Niemasz, ach, niemasz komu!
Pókiśmy mieli ciebie,
W domu było jak w niebie
[32] U nas, i wieczorynki,
Z całej wsi chłopcy, dziewki,
Najweselsze zaŜynki,
Najhuczniejsze dosiewki,—
Niemasz cię! w domu pustynie!
KaŜdy, kto idzie, minie.
Zawiasy rdzewieje w sieni,
Mchem się dziedziniec zieleni;
Bóg nas opuścił, ludzie opuścili:
Niemasz, niemasz Maryli!
Przyjaciółka.
Tutaj, bywało, zranku
Nad wodą sobie stoim,
Ja o twoim kochanku,
Ty mi mówisz o moim.
JuŜ więcej z sobą nie będziem mówili!
Niemasz, niemasz Maryli.
KtóŜ mi zwierzy się szczerze,
KomuŜ się ja powierzę?
Ach! gdy z tobą, kochanie,
Smutku i szczęścia nie dzielę,
Smutek smutkiem zostanie,
Weselem nie jest wesele!
Słyszy to cudzy człowiek;
Wzdycha i łzy mu płyną;
Westchnął, otarł łzy z powiek
I dalej poszedł z wiciną.
[33]
DO PRZYJACIÓŁ,
Posyłając im baladę „To lubię.”
Bije raz, dwa, trzy... juŜ północna pora;
Głuche wokoło zacisze.
Wiatr tylko szumi po murach klasztora
I psów szczekanie gdzieś słyszę.
Ś
wieca w lichtarzu dopala się na dnie,
Raz w głębi tłumi ogniska,
Znowu się wzmoŜe, i znowu opadnie,
Błyska, zagasa i błyska.
Straszno!—Nie była straszną ta godzina,
Gdy były nieba łaskawszej
IleŜ mi słodkich chwilek przypomina!
Przeczto juŜ znikło nazawsze?
Teraz ja szczęścia szukam—ot w tej księdze.
Księga znudziła, porzucam;
Znowu ku lubym przedmiotom myśl pędzę,
To marzę, to się ocucam.
Czasem, gdy słodkie złudzi zachwycenie,
Kochankę widzę lub braci;
Zrywam się, patrzę: a tylko po ścianie
Biega cień własnej postaci.
Ot lepiej pióro wezmę i śród ciszy,
Gdy się bez ładu myśl plącze,
Zacznę coś pisać dla mych towarzyszy,
Zacznę, bo nie wiem czy skończę.
[34] MoŜe teŜ pamięć o minionej wiośnie
Zimowy wierszyk umili;
Chcę coś okropnie, coś pisać miłośnie,
O strachach i o Maryli!
Kto pragnie pędzlem swe rozsławić imię,
Niech jej maluje portrety;
Wieszcz w nieśmiertelnym niech opiewa rymie
Serca, rozumu zalety.
Mnie choć to wszystko w umyśle przytomne,
Pociechy szukam, nie sławy.
Lepiej wam powiem, jeŜeli przypomnę,
Jakie z nią miałem zabawy.
Maryla słodkie miłości wyrazy
Dzieliła skąpo w rachubie;
Choć jej kto kocham mówił po sto razy,
Nie rzekła nawet i lubię.
Za to więc w Rucie, pod północną chwilę,
Kiedy się wszyscy spać kładą,
Ja, na dobranoc Ŝegnając, Marylę
Taką straszyłem baladą.
Kowno, dnia 27 grudnia 1820 r.
TO LUBIĘ.
Spojrzyj, Marylo, gdzie się kończą gaje
Wprawo łóz gęsty zarostek,
Wlewo się piękna dolina podaje,
Przodem rzeczułka i mostek.
[35] TuŜ stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy,
Obok dzwonnicy zrąb zgniły,
A za dzwonnicą chróśniak malinowy,
A w tym chróśniaku mogiły.
Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta,
ś
e o północnej godzinie
Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta,
Miejsc tych bez trwogi nie minie.
Bo, skoro północ nawlecze zasłony,
Cerkiew się z trzaskiem odmyka,
W pustej zrąbnicy dzwonią same dzwony,
W chróstach coś huczy i ksyka.
Czasami płomyk ukaŜe się blady,
Czasem grom trzaska po gromie,
Same się z mogił ruszają pokłady
I larwy stają widomie.
Raz trup po drodze bez głowy się toczy,
To znowu głowa bez ciała
Roztwiera gębę i wytrzeszcza oczy,
W gębie i w oczach Ŝar pała.
Albo wilk bieŜy—pragniesz go odegnać,
AŜ orłem skrzydłem wilk macha;
Dość „zgiń, przepadnij” wyrzec i przeŜegnać,
Wilk zniknie, wrzeszcząc „cha, cha, cha!”
KaŜdy podróŜny oglądał te zgrozy
I kaŜdy musiał kląć drogę:
Ten złamał dyszel, ten wywrócił wozy,
Innemu zwichnął koń nogę.
[36] Ja, chociaŜ, pomnę, nieraz Andrzej stary
Zaklinał, nieraz przestrzegał,
Ś
miałem się z djabłów, nie wierzyłem w czary,
Tamtędym jeździł i biegał.
Raz, gdy do Ruty jadę w czas noclegu,
Na moście z końmi wóz staje;
PróŜno woźnica przynagla do biegu,
„Hej!” krzyczy, biczem zadaje—
Stoją, a potem skoczą z całej mocy,
Dyszel przy samej pękł szrubie;
Zostać na polu samemu i wnocy,
„To lubię,” rzekłem, „to lubię!”
Ledwiem dokończył, aŜ straszna martwica
Wypływa z blizkich wód toni;
Białe jej szaty, jak śnieg białe lica,
Ognisty wieniec na skroni.
Chciałem uciekać, padłem zalękniony,
Włos dębem stanął na głowie;
Krzyknę: „Niech będzie Chrystus pochwalony!”
„Na wieki wieków—odpowie.
„Ktokolwiek jesteś, poczciwy człowieku,
Coś mię zachował od męki,
DoŜyj ty szczęścia i późnego wieku,
I pokój tobie, i dzięki.
„Widzisz przed sobą obraz grzesznej duszy,—
Wkrótce się niebem pochlubię,
Boś ty czyścowej zbawił mię katuszy
Tem jednem słówkiem: To lubię.
[37] „Dopóki gwiazdy zejdą i dopóki
We wsi kur pierwszy zapieje,
Opowiem tobie, a ty dla nauki
Opowiedz innym me dzieje.
„Onego czasu Ŝyłam ja na świecie,
Marylą zwana przed laty.
Ojciec mój, pierwszy urzędnik w powiecie.
MoŜny, poczciwy, bogaty,
„Za Ŝycia pragnął sprawić mi wesele,—
A Ŝem dostatnia i młoda,
Zbiegło się zewsząd zalotników wiele:
Posag wabił i uroda.
„Mnóstwo ich marnej pochlebiało dumie,
I to mi było do smaku,
ś
e, kiedy w licznym kłaniano się tłumie,
Tłumem gardziłam bez braku.
„Przybył i Józio; dwudziestą miał wiosnę—
Młody, cnotliwy, nieśmiały;
Obce dla niego wyrazy miłosne,
Choć czuł miłosne zapały.
„Lecz próŜno nędzny w oczach prawie znika,
PróŜno i dzień i noc płacze,
W boleściach jego dla mnie radość dzika,
Ś
miech obudzały rozpacze.
„Ja pójdę!”—mówił ze łzami.—„Idź sobie!”
Poszedł i umarł z miłości.
Tu, nad rzeczułką, w tym zielonym grobie,
ZłoŜone jego są kości.
[38] „Odtąd mi Ŝycie stało się nielube,
Późne uczułam wyrzuty,
Lecz ani sposób wynagrodzić zgubę,
Ani czas został pokuty.
„Raz, gdy się w północ z rodzicami bawię,
Wzmaga się hałas, szum, świsty,—
Przyleciał Józio, w straszliwej postawie,
Jak potępieniec ognisty,
„Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów,
W czyścowe rzucił potoki,
Gdzie pośród jęku i zgrzytania zębów
Takie słyszałam wyroki:
„Wiedziałaś, Ŝe się spodobało Panu
Z męŜa ród tworzyć niewieści,
Na osłodzenie męŜom złego stanu,
Na rozkosz, nie na boleści.
„Ty, jakbyś w piersiach miała serce z głazu:
Ani cię jęki ubodły,
Nikt nie uprosił słodkiego wyrazu
Przez łzy, cierpienia i modły.
„Za taką srogość długie, długie lata
Dręcz się w czyścowej zagubie,
Póki mąŜ jaki z tamecznego świata
Nie powie na cię choć: lubię.
„Prosił i Józio niegdyś o to słowo,
Gorzkie łzy lał, nieszczęśliwy;
ProśŜe ty teraz, nie łzą, nie namową,
Ale przez strachy i dziwy.”
[39] „Rzekł. Mnie natychmiast porwały złe duchy
Odtąd juŜ setny rok minie—
W dzień męczą, na noc zdejmują łańcuchy,—
Rzucam ogniste głębinie,
„I w cerkwi, albo na Józia mogile,
Niebu i ziemi obrzydła,
Muszę podróŜnych trwoŜyć w nocne chwile,
RóŜne udając straszydła.
„Idących w błota zawiodę lub w gaje,
Jadącym konia uskubię;
A kaŜdy naklnie, nafuka, nałaje;
Tyś pierwszy wyrzekł: to lubię!
„Za to ci spadnie wyroków zasłona,
Przyszłość z pod ciemnych wskaŜę chmur,
Ach! i ty poznasz Marylę... lecz ona...”
Wtem, na nieszczęście, zapiał kur.
Skinęła tylko, widać radość z oczek,
Mieni się w parę cieniuchną;
Ginie, jak ginie bladawy obłoczek,
Kiedy zefiry nań dmuchną.
Patrzę, aŜ cały wóz stoi na łące.
Siadam, powoli strach mija.
Proszę za dusze w czyścu bolejące
Zmówić trzy Zdrowaś Maryja.
[40]
PANI TWARDOWSKA.
Jedzą, piją, lulki palą,
Tańce, hulanka, swawola;
Ledwie karczmy nie rozwalą,
Cha, cha, chi, chi, hejŜe, hola!
Twardowski siadł w końcu stoła,
Podparł się w boki jak basza;
„Hulaj dusza! hulaj!” woła,
Ś
mieszy, tumani, przestrasza.
ś
ołnierzowi, co grał zucha,
Wszystkich łaje i potrąca,
Ś
wisnął szablą koło ucha—
JuŜ z Ŝołnierza masz zająca.
Na patrona z trybunału,
Co milczkiem wypróŜniał rondel,
Zadzwonił kieską pomału:
Z patrona robi się kondel.
Szewcu w nos wyciął trzy szczutki,
Do łba przymknął trzy rureczki,
Cmoknął: cmok—i gdańskiej wódki
Wytoczył ze łba pół beczki.
Wtem, gdy wódkę pił z kielicha,
Kielich zaświstał, zazgrzytał;
Patrzy na dno... „Co u licha!
Pocoś tu, kumie, zawitał?”
[41] Djablik to był w wódce na dnie,
Istny Niemiec, sztuczka kusa;
Skłonił się gościom układnie,
Zdjął kapelusz i dał susa;
Z kielicha aŜ na podłogę
Pada, rośnie na dwa łokcie,
Nos jak haczyk, kurzą nogę
I krogulcze ma paznogcie.
„A, Twardowski? witam, bracie!”
To mówiąc, bieŜy obcesem,
„CóŜ-to? czyliŜ mię nie znacie?
Jestem Mefistofelesem!
„Wszak ze mnąś na Łysej-górze
Robił o duszę zapisy,
Cyrograf na byczej skórze
Podpisałeś ty—i biesy
„Miały słuchać twego rymu:
Ty, jak dwa lata przebiega,
Miałeś pojechać do Rzymu,
By cię tam porwać jak swego.
„JuŜ i siedem lat uciekło,
Cyrograf nadal nie słuŜy;
Ty, czarami dręcząc piekło,
Ani myślisz o podróŜy.
„Ale zemsta, choć leniwa,
Nagnała cię w nasze sieci;
Ta karczma Rzym się nazywa—
Kładę areszt na waszeci.”
[42] Twardowski ku drzwiom się kwapił
Na takie dictum acerbum;
Djabeł za kontusz ułapił:
„A gdzie jest nobile verbum?”
Co tu począć? Kusa rada,
Przyjdzie juŜ nałoŜyć głową...
Twardowski na koncept wpada
I zadaje trudność nową.
„Patrz w kontrakt, Mefistofelu,
Tam warunki takie stoją:
Po latach tylu a tylu,
Gdy przyjdziesz brać duszę moją,
„Będę miał prawo trzy razy
Zaprządz ciebie do roboty,
A ty najtwardsze rozkazy
Musisz spełnić co do joty.
„Patrz, oto jest karczmy godło:
Koń malowany na płótnie;
Ja chcę mu wskoczyć na siodło,
A koń niech z kopyta utnie.
„Skręć mi przytem biczyk z piasku,
ś
ebym miał czem konia chłostać,
I wymuruj gmach w tym lasku,
Bym miał gdzie na popas zostać.
„Gmach będzie z ziarnek orzecha,
Wysoki pod szczyt Krępaku,
Z bród Ŝydowskich ma być strzecha,
Pobita nasieniem z maku.
[43] „Patrz, oto na miarę ćwieczek
Cal gruby, długi trzy cale:
W kaŜde z makowych ziareczek
Wbij mi takie trzy bretnale.”
Mefistofel duchem skoczy,
Konia czyści, karmi, poi,
Potem bicz z piasku utoczy
I juŜ w gotowości stoi.
Twardowski dosiadł biegusa,
Próbuje podskoków, zwrotów
Stępa, galopuje, kłusa,—
Patrzy, aŜ i gmach juŜ gotów.
„No! wygrałeś, panie biesie,
Lecz druga rzecz nie skończona;
Trzeba skąpać się w tej misie,
A to jest woda święcona.”
Djabeł kurczy się i krztusi,
AŜ zimny pot na nim bije,
Lecz pan kaŜe, sługa musi,
Skąpał się biedak po szyję.
Wyleciał potem jak z procy,
Otrząsł się, dbrum, parsknął raźnie:
„Teraz juŜeś w naszej mocy,
Najgorętsząm odbył łaźnię.”
„Jeszcze jedno, będzie kwita,
Zaraz pęknie moc czartowska.
Patrzaj, oto jest kobieta,
Moja Ŝoneczka, Twardowska.
[44] „Ja na rok u Belzebuba
Przyjmę za ciebie mieszkanie,
Niech przez ten rok moja luba
Z tobą, jak z męŜem zostanie.
„PrzysiąŜ jej miłość, szacunek
I posłuszeństwo bez granic:
Złamiesz choć jeden warunek,
JuŜ cała ugoda za nic.”
Djabeł do niego pół ucha,
Pół oka zwrócił do samki;
Niby patrzy, niby słucha,
Tymczasem juŜ blizko klamki.
Gdy mu Twardowski dokucza,
Od drzwi, od okien odpycha—
Czmychnąwszy dziurką od klucza,
Dotąd jak czmycha tak czmycha.
TUKAJ.
ALBO PRÓBY PRZYJAŹNI.
(We czterech częściach).
I.
„Ja umieram.—Ja nie płaczę,
I wy chciejcie ulŜyć sobie;
Prędzej—później legniem w grobie,
Nie wrócą na świat rozpacze.
Bytem panem mnogich włości,
[45] Sławny potęgą i zbiorem;
Zamki me stały otworem
Dla przyjaciół i dla gości.
O potęgo! o człowieku!
Wielkie zamki, wielkie imię!
Wielkie nic! Wielkość, czczy dymie!
Ja umieram w kwiecie wieku:
Gdy za mądrości widziadłem
Goniąc, zbiegam kraje cudze;
Gdy wzrok nad księgami trudzę,
Skarbnice nauk posiadłem.
O nauki! o człowieku!
Wielka mądrość, wielkie imię!
Wielkie nic! Rozum, czczy dymie!
Ja umieram w kwiecie wieku.
Strzegłem ustaw świętej wiary
W ducha i serca prostocie;
Hojnie nagradzałem cnocie,
Kościołom niosłem ofiary.
O poboŜności! człowieku!
[2]
Ś
więta wiaro, święte imię!
Ś
więte nic! Cnoto, czczy dymie!
Ja umieram w kwiecie wieku.
Twórco, jakŜe igrasz srodze!
Kiedy mi dasz wiek niedługi,
CóŜ, Ŝe mi dasz wierne sługi?
CzemŜe za wierność nagrodzę?
Dasz kochankę kochankowi—
Ś
mierć truje ślubów słodycze.
I tylu przyjaciół liczę...
Bądźcie zdrowi, bądźcie zdrowi!”
[46] Tak na domowników ręku
Tukaj, pośród skarg i jęku,
PoŜegnawszy świat na wieki,
Gasnące zamknął powieki.
Wtem grom łamie szczyty dachu,
ZadrŜały zamkowe ściany.
Jakowyś starzec nieznany
Wlatuje na środek gmachu.
Siwy włos okrył mu skronie,
Twarz marszczkami rozorana,
Broda długa za kolana,
Na kosturze wsparte dłonie.
„Tukaju!” Porwał z pościeli
I wraz za sobą iść kaŜe.
JuŜ wierzchnie sale minęli,
Minęli wały i straŜe.
Idą—ciemno, deszczyk kropi,
A srebrzysta twarz miesiąca
To grubawe mgły roztrąca,
To się znowu we mgle topi.
Idą ponad trzęskie kępy,
Mijają bagna, głębiny,
Hnilicy ciemnej ostępy,
Kołdyczewa
[3]
nurty sine,
Gdzie puszcza zarosła wkoło,
Spodem czarna, zwierzchu płowa,
ś
wirami nasute czoło
Wynosi góra śarnowa,
Tam szli.—Starzec kląkł na grobie,
Rozwarł usta, okiem błysnął,
Podniósł wgórę ręce obie,
[47] Trzykroć krzyknął, trzykroć świsnął.
„Tukaju, patrz, oto ścieŜka!
Za ścieŜką chatka na bagnie,
W chatce mędrzec Polel mieszka,
Mędrzec mędrca wspomódz pragnie.
Znana twa nauka, cnota,
Znam, Ŝe Bóg, węzły lubemi
Przywiązawszy cię do ziemi,
Długiego nie da Ŝywota.
Ale rzucaj przestrach płonny,
Mych sposobów uznaj dzielność;
ś
yj dla sług, przyjaciół, Ŝony,
Lata, wieki, nieśmiertelność.
Ja pierwszy ziemskiemu oku
Ś
miem do niej pokazać drogę;
Lecz, podług ustaw wyroku,
Dwom tylko pokazać mogę.
Wybierz drugiego człowieka,
Człowieka doznanej wiary,
Któremubyś w kaŜdej próbie
Tak zaufał, jak sam sobie.
Transz—nieśmiertelność czeka;
Chybisz—śmierć i wieczne kary!”
—„Starcze! twe zjawienia wieszcze
Ciemna zasłona powleka.
Powiedz.”—„Powiadam ci jeszcze:
Wybierz drugiego człowieka,
Kadź się twej głowy i serca,—
Idzie o ciało i duszę!
Wierny, albo przeniewierca;
Nieśmiertelność lub
katusze!...
Czy mógłbyś zwierzyć się słudze?...”
Tukaj nic nie odpowiada,
Bo któŜ zgadnie myśli cudze?
[48] Bo zbyt częsta w sługach zdrada.
—„MoŜe kochance lub Ŝonie?”
—„Tak”—wtem uciął, patrzy smutnie;
—„Tak”—rzecze i znowu utnie.
Myśli, sam się z sobą biedzi.
—„Tak jest, kochance... tak, Ŝonie!”
I wierzy, i strach nań pada,
I wątpi, i wstydem płonie;
Myśli, sam się z sobą biedzi,
Umyślił, juŜ w odpowiedzi,
JuŜ... i nic nie odpowiada.
—„Umrzyj więc! ty śmiałeś Ŝądać?
Daj pokój Ŝądaniom dzikim!
Ty nie masz ufności w nikim,—
WartoŜ dłuŜej świat oglądać?”
On myśli.—„NikogoŜ z wiela?
Sługi, Ŝony, przyjaciela!...”
On myśli.—Tu, w mgnieniu oka,
Czerni się niebios sklepienie,
Słychać grzmienie, ziemi drŜenie,
Kipią bagna, lasy gorą,
Niknie w płomieniach opoka,
I doliny i jezioro.
Ś
ród gromów, świstu i szczęku,
Czy to zły duch, czy moc boŜa,
Tukaj znalazł się śród łoŜa
Na swych domowników ręku.
Głos tylko zagrzmiał zdaleka:
„Nie masz drugiego człowieka,
Któremubyś w kaŜdej próbie,
Tak zaufał, jak sam sobie.”
II.
„Ja mam, ja mam przyjaciela!”
Konający Tukaj woła.
[49] Wraz uchodzi bladość z czoła
Iskrą zdrowia oko strzela;
Tukaj, wydarty mogile,
Wstaje, dziwią się doktory;
Wstaje, chodzi o swej sile,
Jakby nigdy nie był chory.
A wtem, na poduszce zboku,
Ujrzy z wolej skóry karty,
Gdzie tajemnice wyroku
Przeklęte spisały czarty.
Tukaj z ciekawością chwyta,
Siada, podparł się i czyta:
„Kiedy miesiąc na młodziku,
Idź za górę do gaiku;
Znajdziesz kamień, zpod kamienia
Białego urwij korzenia.
Kiedy będziesz blizki śmierci,
KaŜ ciało posiec na ćwierci,
W wodzie zgotować korzonki,
Pocięte namaścić członki.
Znowu się duch z ciałem zrośnie,
W młodocianej wstaniesz wiośnie,
I moŜesz, skutkiem tych leków,
Umierać, wstawać wiek wieków.”
Dalej tam były przestrogi:
Jak siekać głowę, jak nogi,
W jakiej wodzie smaŜyć trunek,
Po jakiej brać zioła szczypcie;
Ale na końcu, w post-skrypcie,
Taki dodano warunek:
„Jeśli uŜyty ktoś drugi
Do namaszczalnej posługi,
[50] Zwiedzion przez nasze fortele,
Innemu pokaŜe ziele,
Lub w oznaczonej godzinie
Twego ciała nie namaści—
Wtenczas skutek zioła zginie,
Wtenczas piekło czeka waści.
Jeśli na to się ośmielisz,
Dla znaku, Ŝe zaszła zgoda,
Nasz poseł Mefistofeles
Do wymiany traktat poda.
Ostrzegliśmy o fortelach,
StrzeŜ się; potem próŜny kweres.
Dan w Erebie, w szabas rano.
Własną ręką podpisano:
Tak ma stać się. Lucyferes,
A za zgodność: Hadramelach.”
Tukaj trochę się zagniewał
Warunku się nie spodziewał;
Brodę na ręku podpiera,
Potarł czoło, skrzywił nosa,
Na kontrakt spojrzał zukosa;
Tabaczki dwa razy zaŜył,
To na ziemię spuszcza oczy,
To po stolowaniu toczy.
Wziął pergamin, w ręku zwaŜył,
Znowu nań zezem poziera,
Znowu czytał i odczytał,
Znowu zwaŜył, znowu zmierzył,
Kułakiem o stół uderzył,
Westchnął, mruczał, zębem zgrzytał,
Ręce nad czoło zakłada...
Skoczył raptem i w zapędzie
Machnął ręką: „Niech tak będzie!”
Znowu umilkł, znowu siada,
[51] Znowu myśli, znowu wstaje,
Znowu chodzi, znowu siada.
Niech go za to nikt nie łaje,
Bo z djabłami rzecz nielada.
Myśli: albo wieczne Ŝycie
Albo wiecznie djabłu dusza.
Nic nie mówi, myśli skrycie,
Tylko trochę wargą rusza.
Nadszedł juŜ czas odpowiedzi.
Tukaj oddala się z tłumu
I do pracowni rozumu
Zamknąwszy się, jeden siedzi.
I tam swój traktat raz jeszcze,
Nim stempel przyjęcia zyska,
W surowej uwagi kleszcze
Bierze i porządnie ściska.
Tam myśl rozmaita ścieka
W jedne podobieństwa tygle;
Tam jedną myśl niedościgle
RóŜnicy noŜykiem sieka;
Sieka, topi nakształt wosku,
AŜ wycisnął ekstrakt wniosku.
Obejrzawszy wniosek ściśle,
Tak rzekł, po długim namyśle:
„JakieŜkolwiek te fortele,
O których słyszałem zgóry,
Czy ich niewiele, czy wiele,
Trojakiej będą natury.
Chcąc kogo przywieść do zdrady,
Trzeba siły, albo rady:
Albo podarunkiem skusić,
Albo strwoŜyć, albo zmusić.
ToŜ samo, krótszemi słowy,
[52] Będzie sylogizm takowy:
Trojaka do zguby droga,
Ciekawość, łakomstwo, trwoga.
Więc kto w tym trojakim względzie
Twardej nie ulegnie próbie,
Takiemu juŜ moŜna będzie
Ufać, jak samemu sobie.”
Tukaj, kontent z wynalazku,
Szuka atramentu, piasku,
Idzie kreślić pismo grzechu,
Ale idzie bez pośpiechu.
JuŜ ciemno pisać niewcześnie,
W atramencie jakieś pleśnie,
Dwie świece musiał zapalać
I dwa kałamarze nalać.
Coś mu zabolało w łokciu;
Wziął pióro, na piórze włosek
I bardzo spisany nosek;
Otrząsł, przyciął na paznogciu.
Po długim względzie, rozględzie,
Wreszcie pisze: niech tak będzie!
Chciał dołoŜyć i nazwisko,
Lecz, nim pierwsze T napisał,
Myślał pół godziny blizko.
Głową i piórem kołysał
I nic więcej nie napisał,
Tylko do pierwszej litery
Dodał małe kropki.... cztery.
Gdy juŜ napisane widzi,
Jeszcze patrzy, jeszcze bada;
Niechaj z tego nikt nie szydzi,
Bo z djabłami rzecz nielada.
[53] Lecz jakŜe się musiał zdumieć,
Gdy głoska b w słowie będzie
Zaczęła brzęczeć i szumieć,
I wzdymać wszystkie krawędzie.
Kręci się, beczy, podrasta,
Jak na droŜdŜach kawał ciasta;
Dolna litery połowa
Wykurcza się w brzuch i Ŝebra,
U zwierzchniej wypukła głowa,
Nakształt ogromnego cebra;
Szyjka jak u osy wązka,
Nosek orła, bródka kozła,
A z jednej go strony końska,
Z drugiej kurza łapka wiozła;
Pogląda okiem wołowem,
Skrzydła nakształt młyńskich wioseł:
Był to djabeł, jednem słowem,
Był to Mefistofel poseł.
Jeszcze Tukaj nie mógł wiedzieć,
Czy Ŝegnać, czy prosić siedzieć,
Kiedy przyskoczył zuchwalec,
Porwał za maleńki palec,
Zasadził noŜyk pod skórką
I umoczył we krwi piórko,
Piórko wścibił, ścisnął w ręku,
Ręką wodzi pomaleńku,—
Gdy juŜ U, K, A, J minął,
Zrobiło się całkiem Tukaj.
Djabeł świsnął, czmychnął, zginął,
TerazŜe z nim ładu szukaj!
[4]
[54]
LILJE.
(Z pieśni gminnej).
Zbrodnia to niesłychana:
Pani zabija pana,
Zabiwszy, grzebie w gaju,
Na łączce, przy ruczaju,
Grób lilija zasiewa,
Zasiewając tak śpiewa:
„Rośnij, kwiecie, wysoko,
Jak pan leŜy głęboko;
Jak pan leŜy głęboko,
Tak ty rośnij wysoko.”
Potem cała skrwawiona,
MęŜa zbójczyni Ŝona,
BieŜy przez łąki, przez knieje
I górą, i dołem, i górą.
Zmrok pada, wietrzyk wieje;
Ciemno, wietrzno, ponuro.
Wrona gdzieniegdzie kracze
I puhają puhacze.
BieŜy wdół do strumyka,
Gdzie stary rośnie buk,
Do chatki pustelnika:
Stuk-stuk, stuk-stuk.
„Kto tam?”—Spadła zapora,
Wychodzi starzec, świeci;
Pani, nakształt upiora,
Z krzykiem do chatki leci.
„Ha! ha!”—zsiniałe usta,
Oczy przewraca wsłup,
[55] DrŜąca, zbladła jak chusta;
„Ha, mąŜ! ha, trup!”
„Niewiasto! Pan Bóg z tobą!
Co ciebie tutaj niesie
Wieczorną słotną dobą?
Co robisz, sama w lesie?”
—„Tu za lasem, za stawem,
Błyszczą mych zamków ściany,
MąŜ z królem Bolesławem
Poszedł na Kijowiany.
Lato za latem bieŜy,
NiemaŜ go z pobojowiska,
Ja młoda śród młodzieŜy,
A droga cnoty ślizka!
Nie dochowałam wiary,
Ach! biada mojej głowie!
Król srogie głosi kary,
Powrócili męŜowie.
„Ha! ha! mąŜ się nie dowie!
Oto krew! oto nóŜ!
Po nim juŜ, po nim juŜ!
Starcze! wyznałam szczerze.
Ty głoś świętemi usty,
Jakie mówić pacierze,
Gdzie mam iść na odpusty.
Ach, pójdę aŜ do piekła,
Zniosę bicze, pochodnie,
Byleby moje zbrodnie
Wieczysta noc powlekła.”
—„Niewiasto!—rzecze stary,
Więc ci nie Ŝal rozboju,
[56] Ale tylko strach kary?
IdźŜe sobie w pokoju,
Rzuć bojaźń, rozjaśń lica—
Wieczna twa tajemnica;
Bo takie sądy BoŜe,
IŜ, co ty robisz skrycie,
MąŜ tylko wydać moŜe,
A mąŜ twój stracił Ŝycie.”
Pani, z wyroku rada,
Jak wpadła, tak wypada.
BieŜy nocą do domu,
Nic nie mówiąc nikomu.
Stoją dzieci przed bramą,
„Mamo—wołają—mamo!
A gdzie został nasz tato?”
„Nieboszczyk? co? wasz tato?”
—Nie wie co mówić na to—
„Został w lesie za dworem,
Powróci dziś wieczorem.”
Czekają wieczór dzieci,
Czekają drugi, trzeci,
Czekają tydzień cały—
Nareszcie zapomniały.
Pani zapomnieć trudno,
Nie wygnać z myśli grzechu:
Zawsze na sercu nudno,
Nigdy na ustach śmiechu,
Nigdy snu na źrenicy,
Bo często w nocnej porze
Coś stuka się na dworze,
Coś chodzi po świetlicy.
[57] „Dzieci—woła—to ja to,
To ja, dzieci, wasz tato!”
Noc przeszła, zasnąć trudno.
Nie wygnać z myśli grzechu.
Zawsze na sercu nudno,
Nigdy na ustach śmiechu.
„Idź, Hanko, przez dziedziniec,
Słyszę tentent na moście
I kurzy się gościniec—
Czy nie jadą tu goście?
Idź na gościniec i w las,
Czy kto nie jedzie do nas?”
—„Jadą, jadą w tę stronę,
Tuman na drodze wielki,
RŜą, rŜą koniki wrone,
Ostre błyszczą szabelki.
Jadą, jadą panowie,
Nieboszczyka
bratowie!”
—„A witajŜe! czy zdrowa?
WitajŜe nam, bratowa!
Gdzie brat?”—„Nieboszczyk brat
JuŜ poŜegnał ten świat.”
—„Kiedy?”—„Dawno, rok minął,
Umarł, na wojnie zginął.”
„To kłamstwo, bądź spokojna,
JuŜ skończyła się wojna;
Brat zdrowy i ochoczy—
Ujrzysz go na twe oczy.”
[58] Pani ze strachu zbladła,
Zemdlała i upadła.
Oczy przewraca wsłup,
Z trwogą dokoła rzuca
„Gdzie on? gdzie mąŜ? gdzie trup?”
Powoli się ocuca,
Mdlała niby z radości,
I pytała u gości;
„Gdzie mąŜ, gdzie me kochanie?
Kiedy przedemną stanie?”
—„Powracał razem z nami,
Lecz przodem chciał pospieszyć,
Nas przyjąć z rycerzami
I twoje łzy pocieszyć.
Dziś, jutro pewnie będzie,
Pewnie kędyś w obłędzie
Ubite minął szlaki.
Zaczekajmy dzień jaki,
Poślemy szukać wszędzie,—
Dziś, jutro pewnie będzie.”
Posłali wszędzie sługi,
Czekali dzień i drugi;
Gdy nic nie dociekali,
Z płaczem chcą jechać dalej.
Zachodzi drogę pani:
„Bracia moi kochani,
Jesień zła do podróŜy,
Wiatry, słoty i deszcze,—
Wszak czekaliście dłuŜej,
Czekajcie trochę jeszcze.”
Czekają. Przeszła zima—
[59] Brata niema i niema.
Czekają; myślą sobie:
MoŜe powróci z wiosną?
A on juŜ leŜy w grobie,
A nad nim kwiatki rosną,
A rosną tak wysoko,
Jak on leŜy głęboko.
I wiosnę przeczekali,
I juŜ nie jadą dalej.
Do smaku im gospoda,
Bo gospodyni młoda.
ś
e chcą jechać udają,
A tymczasem czekają—
Czekają aŜ do lata,
Zapominają brata.
Do smaku im gospoda
I gospodyni młoda.
Jak dwaj u niej gościli,
Tak ją dwaj polubili.
Obu nadzieja łechce,
Obadwaj zdjęci trwogą;
ś
yć bez niej Ŝaden nie chce.
ś
yć z nią obaj nie mogą.
Wreszcie, na jedno zdani,
Idą razem do pani.
„Słuchaj, pani bratowo,
Przyjm dobrze nasze słowo.
My tu próŜno siedzimy,
Brata nie zobaczymy.
Ty jeszcze jesteś młoda,
Młodości twojej szkoda.
[60] Nie wiąŜ dla siebie świata,
Wybierz brata za brata,”
To rzekli i stanęli.
Gniew ich i zazdrość piecze,
Ten to ów okiem strzeli,
Ten to ów słówko rzecze;
Usta sine przycięli,
W ręku ściskają miecze.
Pani ich widzi w gniewie,
Co mówić, sama nie wie,
Prosi o chwilkę czasu,
BieŜy zaraz do lasu,
BieŜy wdół do strumyka,
Gdzie stary rośnie buk—
Do chatki pustelnika
Stuk-stuk, stuk-stuk.
Całą mu rzecz wykłada,
Pyta się, co za rada?
—„Ach, jak pogodzić braci?
Chcą mojej ręki oba,
Ten i ten się podoba,
Lecz kto weźmie? kto straci?
Ja mam maleńkie dziatki
I wioski, i dostatki:
Dostatek się zmitręŜa,
Gdy zostałam bez męŜa.
Lecz ach! nie dla mnie szczęście!
Nie dla mnie juŜ zamęźcie!
BoŜa nademną kara,
Ś
ciga mię nocna mara.
Zaledwie przymknę oczy,
Traf, traf, klamka odskoczy;
[61] Budzę się: widzę, słyszę,
Jak idzie i jak dysze,
Jak dysze i jak tupa...
Ach, widzę, słyszę trupa!
Skrzyp, skrzyp i juŜ nad łoŜem,
Skrwawionym sięga noŜem
I iskry z gęby sypie,
I ciągnie mnie, i szczypie.
Ach, dosyć, dosyć strachu,
Nie siedzieć mi w tym gmachu,
Nie dla mnie świat i szczęście,
Nie dla mnie juŜ zamęźcie!”
—„Córko!—rzecze jej stary,
NiemaŜ zbrodni bez kary,
Lecz, jeśli szczera skrucha,
Zbrodniarzów Pan Bóg słucha.
Znam ja tajnie wyroku,
Miłą ci rzecz obwieszczę;
Choć mąŜ zginął od roku,
Ja go wskrzeszę dziś jeszcze.”
—„Co, co? jak, jak? mój ojcze!
Nie czas juŜ, ach, nie czas!
To Ŝelazo zabójcze
Na wieki dzieli nas!
Ach znam, Ŝem warta kary
I zniosę wszelkie kary,
Byle się pozbyć mary,
Zrzekę się mego zbioru
I pójdę do klasztoru,
I pójdę w ciemny las.
Nie, nie wskrzeszaj, mój ojcze!
Nie czas juŜ, ach nie czas!
[62] To Ŝelazo zabójcze
Nawieki dzieli nas!”
Starzec westchnął głęboko
I łzami zalał oko,
Oblicze skrył w zasłonie,
DrŜące załamał dłonie:
—„Idź zamąŜ, póki pora.
Nie lękaj się upiora.
Martwy się nie ocuci,
Twarda wieczności brama;
I mąŜ twój nie powróci—
Chyba zawołasz sama.
—„Lecz jak pogodzić braci?
Kto weźmie, a kto straci?”
—„Najlepsza będzie droga,
Zdać się na los i Boga.
NiechajŜe z ranną rosą
Pójdą i kwiecie zniosą,
Niech kaŜdy weźmie kwiecie
I wianek tobie splecie,
I niechaj doda znaki,
ś
eby poznać, czyj jaki,
I pójdzie w kościół BoŜy,
I na ołtarzu złoŜy:
Czyj pierwszy weźmiesz wianek,
Ten mąŜ twój, ten kochanek.”
Pani z przestrogi rada,
JuŜ do małŜeństwa skora,
Nie boi się upiora;
Bo w myśli swej układa,
Nigdy w Ŝadnej potrzebie
Nie wołać go do siebie;
[63] I z tych układów rada,
Jak wpadła, tak wypada.
BieŜy prosto do domu,
Nic nie mówiąc nikomu,
BieŜy przez łąki, przez gaje,
I bieŜy, i staje,
I staje, i myśli, i słucha,
Zda się, Ŝe ją ktoś goni
I Ŝe coś szepce do niej.
Wokoło ciemność głucha;
Echo powtarza wciąŜ:
„To ja, twój mąŜ, twój mąŜ!”
I staje, i myśli, i słucha,
Słucha, zrywa się, bieŜy,
Włos się na głowie jeŜy,
W tył obejrzeć się lęka,
Coś wciąŜ po krzakach stęka,
Echo powtarza wciąŜ:
„To ja, twój mąŜ, twój mąŜ!”
Lecz zbliŜa się niedziela,
ZbliŜa się czas wesela.
Zaledwie słońce wschodzi,
Wybiegają dwaj młodzi.
Pani, śród dziewic grona
Do ślubu prowadzona,
Wystąpi śród kościoła
I bierze pierwszy wianek,
Obnosi go dokoła.
„Oto w wieńcu lilije,
Ach, czyjeŜ to są, czyje?
Kto mój mąŜ, kto kochanek?”
Wybiega starszy brat,
[64] Radość na licach płonie,
Skacze i klaszcze w dłonie:
—„Tyś moja, mój to kwiat!
Między lilii kręgi
Uplotłem wstąŜek zwój—
To znak, to moje wstęgi!
To mój, to mój, to mój!”
—„Kłamstwo!—drugi zawoła,
Wyjdźcie tylko z kościoła,
Miejsce widzieć moŜecie,
Kędy rwałem to kwiecie.
Rwałem na łączce w gaju,
Na grobie przy ruczaju,
OkaŜę grób i zdrój:
To mój, to mój, to mój!”
Kłócą się źli młodzieńce,
Ten mówi, ten zaprzecza;
Dobyli z pochew miecza.
Wszczyna się srogi bój,
Szarpią do siebie wieńce:
„To mój, to mój, to mój!”
Wtem drzwi kościoła trzasły,
Wiatr zawiał, świece zgasły!
Wchodzi osoba wbieli,
Znany chód, znana zbroja.
Staje... wszyscy zadrŜeli...
Staje, patrzy ukosem,
Podziemnym woła głosem:
„Mój wieniec i ty moja!
Kwiat na mym rwany grobie.
Mnie, księŜe, stułą wiąŜ!
Zła Ŝono, biada tobie,
[65] To ja, twój mąŜ, twój mąŜ!
Ź
li bracia! biada obu!
Z mego rwaliście grobu,
Zawieście krwawy bój.
To ją, twój mąŜ, wasz brat,
Wy moi, wieniec mój!
Dalej na tamten świat!”
Wstrzęsła się cerkwi posada,
Z zrębu wysuwa się zrąb,
Sklep trzeszczy, głąb zapada,
Cerkiew zapada wgłąb.
Ziemia ją zwierzchu kryje,
Na niej rosną lilije,
A rosną tak wysoko,
Jak pan leŜał głęboko.
DUDARZ.
(Myśl z pieśni gminnej).
JakiŜ to dziadek, jak gołąb siwy,
Z siwą aŜ do pasa brodą?
Dwaj go chłopczyki pod rękę wiodą,
Wiodą mimo naszej niwy.
Starzec na lirze brząka i nuci;
Chłopcy dmą w dudeczki z piórek.
Zawołam starca, niech się zawróci
I przyjdzie pod ten pagórek.
„Zawróć się, starcze, tu na igrzysko.
Tu się po siewbie weselim;
[66] Co nam dał Pan Bóg, tem się podzielim,
I do wsi na noc ztąd blisko.”
Posłuchał, przyszedł, skłonił się nizko
I usiadł sobie pod miedzą;
Przy nim po bokach chłopczyki siedzą
Patrząc na wiejskie igrzysko.
Tu brzmią piszczałki, biją bębenki,
Płoną stosy suchych drewek;
Piją staruszki, skaczą panienki,
Obchodząc święto dosiewek.
Milczą piszczałki, głuchną bębenki,
Porzuca ogień gromadka;
Biegną staruszki, biegną panienki,
Biegną do dudarza dziadka.
„Witaj, dudarzu! witamy radzi,
W wesołej przychodzisz dobie;
Pewnie zdaleka Pan Bóg prowadzi?
Pogrzej się i spocznij sobie.”
Wiodą gdzie ogień, gdzie stół z murawy,
Sadzą dudarza pośrodku:
„MoŜe pozwolisz na trochę strawy,
Albo na szklaneczkę miodku?
„Widzim i lirę, widzim piszczałki—
Zagraj co nam samotrzeci;
Napełnim za to tłomok, kobiałki
I będziem wdzięczni waszeci.”
„No, stójcieŜ cicho—rzekł do gromadki,
Cicho—powtarza—w dłoń klaska.
[67] JeŜeli chcecie, zagram wam, dziatki.
A cóŜ wam zagrać?”—„Co łaska!”
Wziął w ręce lirę i szklankę sporą,
Miodem pierś starą zagrzewa,
Mrugnął na chłopców, ci dudki biorą,
Brząknął, nastroił i śpiewa:
„Idę ja Niemnem, jak Niemen długi,
Od wioseczki do wioseczki,
Z borku do borku, z smugów na smugi,
Ś
piewając moje piosneczki.
„Wszyscy się zbiegli, wszyscy słuchali,
Ale nikt mię nie rozumie;
Ja łzy ocieram, westchnienia tłumię
I idę dalej a dalej!
„Kto mię zrozumie, ten się uŜali
I w białe uderzy dłonie,
Uroni łezkę—i ja uronię,
Ale juŜ nie pójdę dalej.”
A wtem grać przestał. Nim znowu zacznie,
Przelotem spojrzał po błoniu;
Lecz w jedną stronę spoziera bacznie,—
KtóŜ tam stoi na ustroniu?
Stała pasterka i plotła wieniec,
To uplecie, to rozplecie;
A obok przy niej stoi młodzieniec
I splecione przyjął kwiecie.
Spokojność duszy z jej widać czoła,
Ku ziemi spuszczone oko;
Nie była smutna ani wesoła,
Tylko coś myśli głęboko.
[68] Jak puszkiem chwieje trawka zielona,
Choć wiatr przestanie oddychać,
Tak się na piersiach chwieje zasłona,
ChociaŜ westchnienia nie słychać.
Wtem z piersi listek zŜółkły odepnie,
Listek nieznanego drzewa;
Spojrzy nań, rzuci—i zcicha szepnie,
Jakby się na listek gniewa.
Odwraca głowę, odeszła nieco,
Podniosła w niebo źrenice;
Nagle na oczach łezki zaświecą
I róŜ wystąpił na lice.
A dudarz milczy, brząka powoli,
A wzrok utopił w pasterce,
Utopił w licu, lecz wzrok sokoli
Zdał się przedzierać aŜ w serce.
Znowu wziął lirę i spory dzbanek,
Miodem pierś starą zagrzewa,
Skinął na chłopców, ci do multanek—
Brząknął, nastroił i śpiewa:
„Komu ślubny splatasz wieniec
Z róŜ, lilii i tymianka?
Ach, jak szczęśliwy młodzieniec,
Komu ślubny splatasz wieniec!
Pewnie dla twego kochanka?
Wydają łzy i rumieniec.
Komu ślubny splatasz wieniec
Z róŜ, lilii i tymianka?
[69] „Jednemu oddajesz wieniec
Z róŜ lilii i tymianka;
Kocha cię drugi młodzieniec—
Ty jednemu oddasz wieniec.
„ZostawŜe łzy i rumieniec
Dla nieszczęsnego kochanka,
Gdy szczęśliwy bierze wieniec
Z róŜ, lilii i tymianka.”
[5]
Na to szmer powstał, róŜne pogłoski
Pomiędzy ciŜbą przytomną;
Tę piosnkę śpiewał ktoś z naszej wioski,
Lecz kto i kiedy, nie pomną.
Starzec ucisza, podnosi rękę:
„Słuchajcie, dzieci, zawoła,
Powiem od kogo mam tę piosenkę,
MoŜe on był z tego sioła.
„Kiedym wędrując przez kraje cudze,
Królewiec zwiedził przechodem,
Wtenczas przypłynął z Litwy na strudze
Pasterz jakiś z tych stron rodem;
„Smutny był bardzo, ale przyczyny
Smutku nie mówił nikomu.
Odbił się potem od swej druŜyny
I nie powrócił do domu.
„Często widziałem, czy świeci zorza,
Czyli księŜyc w pełnym blasku,
[70] Jak on po błoniach, albo u morza
Po nadbrzeŜnym błądził piasku.
„Pośród skał nieraz, podobny skale,
Na deszczu, wietrze i chłodzie,
Odludny dumał, wiatrom swe Ŝale,
A łzy powierzając wodzie.
„Szedłem ku niemu; spozierał smutnie,
Ale odemnie nie stronił;
Jam, nic nie mówiąc, nastroił lutnię,
Zaśpiewał, w struny zadzwonił.
„Łzy mu się rzucą, lecz skinął czołem,
ś
e się to granie podoba;
Ś
cisnął za rękę, ja go ścisnąłem
I zapłakaliśmy oba.
„Poznaliśmy się lepiej nawzajem
I byliśmy przyjaciele.
On zawsze milczał swoim zwyczajem,
I ja mówiłem niewiele.
„Potem, gdy troską strawiony długą
JuŜ nie mógł rady dać sobie,
Ja towarzyszem, ja byłem sługą,
Jam go pilnował w chorobie.
„Nędzny w mych oczach gasnął powoli.
Raz mię przywołał do łoŜa:
„Czuję—rzekł—blizki koniec niedoli,
Niech się spełni wola BoŜa.
[71] „Zgrzeszyłem tylko, Ŝe moje lata
Tak się nadaremnie starły;
Ale bez Ŝalu schodzę ze świata;
Dawno juŜ na nim umarły.
„Kiedy mię skał tych dzikich zakątek
Ukrył przed gminu obliczem,
Odtąd juŜ dla mnie świat ten był niczem,
ś
yłem na świecie pamiątek.
„Ty, coś mi wiernym został do grobu,
Kończył, ściskając za ręce,
Nagrodzić tobie nie mam sposobu—
WszakŜe to, co mam, poświęcę.
„Znasz piosnkę, którąm po tyle razy
Ś
piewał, płacząc nad mym losem;
Pomnisz zapewne wszystkie wyrazy
I wiesz, jakim śpiewać głosem.
„Mam jeszcze z bladych włosów zawiązkę
I zeschły cyprysu listek;
Naucz się piosnki, weź tę gałązkę,
To mój na ziemi skarb wszystek.
„Idź, moŜe znajdziesz na brzegach Niemna
Tę, której juŜ nie obaczę;
MoŜe jej piosnka będzie przyjemna,
MoŜe nad listkiem zapłacze,
„Nagrodzi starca, do domu przyjmie;
Powiedz...” Wtem oko ściemniało,
A w ustach Panny Najświętszej imię
Wpółwymówione zostało.
[72] „Silił się jeszcze i w samym skonie
NapróŜno coś wyrzec Ŝądał;
Wskazał ku sercu i ku tej stronie,
Na którą Ŝyjąc poglądał.”
Tu przerwał dudarz i szukał okiem,
Dostając listek z papierka,
Lecz juŜ nie była między natłokiem
Ta, której szukał, pasterka.
Zdaleka tylko poznał sukienkę,
Bo w chustce skryła twarz boską;
Jakiś młodzieniec wiódł ją pod rękę,—
JuŜ ich nie widać za wioską.
Przybiegła zgraja gdzie starzec siedział:
„Co to jest?” wszyscy pytają.
On nic nie wiedział, moŜe i wiedział,
Ale nie mówił przed zgrają.
UCIECZKA.
On wojuje—rok upłynął,
On nie wraca—moŜe zginął.
Panno, szkoda młodych lat,
Od ksiąŜęcia jedzie swat.
KsiąŜe ucztuje we dworze,
A panna płacze w komorze.
Jej źrenice, błyskawice,
Dziś jak dwie mętne krynice;
[73] Jej lica, pełnia księŜyca,
Dziś nikną jak księŜyc w nowiu.
Biada wdziękom, biada zdrowiu!
Matka troszczy się i biedzi;
KsiąŜe dał na zapowiedzi.
Swadźba jedzie szumnie, tłumnie.
„Nie powiozą do ołtarza,
Powiozą mnie do cmentarza,
A pościelą chyba w trumnie!
Ja umrę, gdy on nie Ŝyje—
Ciebie, matko, Ŝal zabije!”
Ksiądz w konfesjonale siedzi:
„Czas, o córko, do spowiedzi.”
Przyszła kuma, wiedźma stara;
„Wypędź księdza, wypędź klechę!
Bóg i wiara—sen i mara!
Kuma w biedzie ma pociechę,
Kuma stara umie wiele,
Ma kwiat paproć i car ziele!
A ty masz kochanka dary.
Przyszłam zrobić moŜne czary.
„Włosy jego w węŜa splącz,
Dwie obrączki razem złącz,
Z lewej ręki krwi usącz,
A na węŜa będziem kląć,
W dwie obrączki będziem dąć:
Musi przyjść i ciebie wziąć.”
Panna grzeszy—jeździec śpieszy;
[74] Klęto ducha—klątwy słucha;
JuŜ odemknął zimny gmach;
Panno! panno! czy nie strach?
Ucichł, usnął dzwon zamkowy;
Panna czuwa. Na zegarze
Bije północ: milczą straŜe,
Panna słyszy dźwięk podkowy...
Brytan, jakby głosu nie miał,
Zawył ucicha i oniemiał.
Skrzypnęły dolne podwoje,
Stąpa ktoś w przysionkach długich
I otwiera się drzwi troje,
Troje drzwi jedne po drugich,—
Wchodzi jeździec cały w bieli
I usiada na pościeli.
Słodko, prędko czas ucieka;
Wtem koń zarŜał, jękła sowa,
Zegar wybił, „Bywaj zdrowa!
Koń mój zarŜał, koń mój czeka;
Albo wstawaj, na koń siądź
I na wieki moją bądź!”
Miesiąc świeci; jeździec leci
Po zaroślach i po krzach:
Panno, panno; czy nie strach?
Rumak polem jak wiatr niesie,
Niesie lasem: głucho w lesie.
Tu i ówdzie wystraszona
W suchej jodle kracze wrona,
Po łozach wilcze źrenice
Migają się jako świece.
[75] „Wcwał, mój koniu, koniu, wcwał!
Miesiąc nadół schodzi z chmur,
A nim zejdzie miesiąc z chmur,
Mamy sadzić dziewięć skał,
Dziewięć rzek i dziewięć gór.
Za godzinę pieje kur.”
„Gdzie mnie wieziesz?”—„Gdzie? Do domu!
Dom mój na górze Mendoga;
W dzień otwarta wszystkim droga,
W nocy jeździm pokryjomu.”
—„Czy masz zamek?”—„Tak jest, zamek
I zamczysty, choć bez klamek...”
—„Mój kochanku, konia wstrzymaj,
Ledwie dosiedzę na łęku.”
—„Moja luba, siodła imaj
Prawą ręką... Co masz w ręku?
Czy to worek do roboty?”
—„Nie, to jest Ołtarzyk złoty...”
—„Nie czas wstrzymać! Pogoń bieŜy,
Słyszysz pogoń? tętnią błonia;
TuŜ przed koniem przepaść leŜy;
Rzucaj ksiąŜkę, puszczam konia!...”
Koń jak gdyby zbył cięŜaru,
Przemknął dziesięć sąŜni jaru.
Lecą bagnem przez manowiec.
Pusto wkoło. Błędny ognik
TuŜ przed nimi, jak przewodnik,
Od grobowca na grobowiec
Przelatuje: gdzie przeleci,
[76] Ślad błękitny za nim Świeci,
A tym śladom jeździec leci.
—„Mój kochanku, co za droga!
Tu nie znać śladu człowieka,”
—„Dobra droga, kiedy trwoga;
Krzywo jedzie, kto ucieka!
Ś
ladów nie masz do mych włości,
Bo nie wpuszczam pieszych gości.
Bogatego wiozą cugi,
Ubogiego niosą sługi.
—„Wcwał, mój koniu, koniu, wcwał!
Błyska zorza z wschodnich stron,
Za godzinę bije dzwon;
Nim uderzy ranny dzwon,
Mamy sadzić parę skał,
Parę rzek i parę gór;
Za godzinę drugi kur!”
—„Mój kochanku, wstrzymaj wodze!
Koń się lęka, bokiem sadzi,
Pełno skał i drzew na drodze,
Koń o drzewo mię zawadzi.”
—„Moja luba, jakie sznurki,
Jakie wiszą tam kieszonki?”
—„Mój kochanku, to paciórki,
To szkaplerze i koronki!...”
—„Sznur przeklęty! Sznur znienacka
Rumakowi miga w oczy!
Patrz, jak zadrŜał, bokiem skoczy...
Moja luba, rzuć te cacka!”
[77] Koń, jak gdyby pozbył trwogi,
Ubiegł prosto pięć mil drogi.
—„Co to za cmentarz, mój miły?”
—„To mur, co mych zamków strzeŜe.”
—„A te krzyŜe, te mogiły?”
—„To nie krzyŜe, to są wieŜe.
Mur przeskoczym, przejdziem progi,
Tu na wieki koniec drogi.
„Stój mój koniu, koniu, stój!
Przebyłeś, nim zapiał kur,
Tyle rzek, i skał, i gór,
A tuś zadrŜał, koniu mój?
Wiem ja, koniu, czego drŜysz:
Mnie i tobie boli krzyŜ.”
—„Czegoś stanął, mój kochanku?
Zimna rosa mię spłukała,
Zimno wieje wiatr poranku—
Okryj płaszczem, bo drŜę cała.”
—„Moja luba, przytul skronie,
Na twych piersiach głowę złoŜę;
Głowa moja ogniem płonie
I kamienie ogrzać moŜe...
—„Jaki masz tam ćwiek ze stali?”
—„To krzyŜyk, co matka dała.”
—„Ten krzyŜyk ostry jak strzała,
Twarz mi rani, skronie pali!
Precz mi z tym ćwiekiem ze stali!”
KrzyŜ na ziemię padł i zniknął,
Jeździec pannę wpoły ścisnął,
[78] Z oczu i ust ogniem błysnął;
Rumak ludzkim śmiechem ryknął;
Przeskoczyli cwałem mury,
Biją dzwony, pieją kury.
Nim ksiądz przyszedł na mszę ranną,
Zniknął koń z jeźdźcem i panną.
Na cmentarzu cisza była.
Stoją krzyŜe, głazy leŜą;
Jedna bez krzyŜa mogiła
I ziemia ruszona świeŜo.
Ksiądz nad grobem długo stał
I mszę za dwie dusze miał.
Około 1820.
RENEGAT.
(Balada turecka).
I.
Co się niedawno stało w Iranie,
Opowiem światu całemu:
Na kaszemirskim usiadł dywanie
Basza pośrodku haremu.
Pieją Greczynki, pieją Czerkieski,
Pląsają branki Kirgiza;
U tych w źrenicach szafir niebieski,
U tamtych cienie Eblisa.
[79] Basza nie widzi, basza nie słucha;
Turban zawiesił nad okiem,
Drzemie, i dymy ciągnąc z cybucha,
Okrył się wonnym obłokiem.
Wtem u wrót szczęścia hałas się wzmaga,
Rozstąpiły się sług rzędy;
Nieznaną brankę wiódł Kyzlar-aga,
Skłonił się i rzekł: „Efendy!
„Którego jasność takiej jest mocy
Między gwiazdami dywanu,
Jak śród brylantów na szatach nocy
Ognisko Aldeboranu!
„Racz ku mnie błysnąć, gwiazdo dywanu!
Bom dobrych nowin tłumaczem:
Oto słuŜebny wiatr z Lechistanu
Darzy cię nowym haraczem,
„Padyszach niema takiej krzewiny
W sadzie rozkoszy w Stambule;
Ona jest rodem z zimnej krainy,
Którą wspominasz tak czule.”
Tu gazę, co jej wdzięki przygasza,
Odsłonił;—cały dwór klasnął;
Spojrzał raz na nią trzytulny basza,
Wypuścił cybuch—i zasnął.
Chyli się na bok, turban mu spada,
Biega przebudzić—o dziwy!
Usta zsiniałe, twarz
ś
miercią
blada,
Basza renegat nieŜywy!
[80]
II.
„O dziwy! zgroza!—wołają janczary
I mędrce w prawie ćwiczeni.
Tę Nazaretkę, za okropne czary,
Zakopiem w stosie kamieni.
„OwóŜ to Hassan, ów renegat basza,
SroŜszy nad lwa i tygrysa,
Co go nie tknęła Ŝadna dziewa nasza
Ni DŜurdŜystanu hurysa;
„On, gdy hanowi na srebrny półmisek
Rzucił łeb księcia Iflaku,
Wdzięczny mu Hagan dziesięć odalisek
Z własnego przysłał orszaku.
„Wszystkiemi wzgardził! Teraz go zabija
Postać lękliwej gazeli;
Jako motyla lada modra Ŝmija
Promieniem oczu zastrzeli.
NiechŜe tę Ŝmiję bej na pastwę czerni
Z warownej straŜy przywiedzie!
JuŜ od godziny zebrali się wierni
I kaŜdy z miasta juŜ jedzie...”
Przyjechał kady, zbierają kamienie;
Czekają—próŜna nadzieja!
Bej nie przychodzi, odbite więzienie:
Ani dziewicy, ni beja!...
1824.
[81]
CZATY.
Balada ukraińska.
Z ogrodowej altany wojewoda zdyszany
BieŜy w zamek z wściekłością i trwogą.
Odchyliwszy zasłony, spojrzał w łoŜe swej Ŝony,
Pojrzał, zadrŜał, nie znalazł nikogo.
Wzrok opuścił ku ziemi i rękami drŜącemi
Siwe wąsy pokręca i duma.
Wzrok od łoŜa odwrócił, wtył wyloty zarzucił
I zawołał kozaka Nauma.
„Hej, kozaku, ty chamie! czemu w sadzie przy bramie
Niema nocą ni psa, ni pachołka?...
Weź mi torbę borsuczą i janczarkę hajduczą,
I mą strzelbę gwintówkę zdejm z kołka.”
Wzięli bronie, wypadli, do ogrodu się wkradli,
Kędy szpaler altanę obrasta.
Na darniowem siedzeniu coś bieleje się w cieniu:
To siedziała w bieliźnie niewiasta.
Jedną ręką swe oczy kryła w puklach warkoczy
I pierś kryła pod rąbek bielizny;
Drugą ręką od łona odpychała ramiona
Klęczącego u kolan męŜczyzny.
Ten, ściskając kolana, mówił do niej: „Kochana!
Więc juŜ wszystko, jam wszystko utracił?
Nawet twoje westchnienia, nawet ręki ściśnienia
Wojewoda juŜ zgóry zapłacił?
[82] „Ja, choć z takim zapałem tyle lat cię kochałem,
Będę kochał i jęczał daleki;
On nie kochał, nie jęczał, tylko trzosem zabrzęczał,
Tyś mu wszystko przedała na wieki!
„Co wieczora on będzie, tonąc w puchy łabędzie,
Stary łeb na twem łonie kołysał,
I z twych ustek róŜanych, i z twych liców rumianych
Mnie wzbronione słodycze wysysał!
„Ja na wiernym koniku, przy księŜyca promyku,
Biegę tutaj, przez chłody i słoty,
Bym cię witał westchnieniem i poŜegnał Ŝyczeniem
Dobrej nocy i długiej pieszczoty!...”
Ona jeszcze nie słucha; on jej szepce do ucha
Nowe skargi, czy nowe zaklęcia;
AŜ wzruszona, zemdlona, opuściła ramiona
I schyliła się w jego objęcia.
Wojewoda z kozakiem przyklęknęli za krzakiem
I dobyli zza pasa naboje;
I odcięli zębami, i przybili sztęflami
Prochu garść i grankulek we dwoje.
„Panie! kozak powiada, jakiś bies mię napada,
Ja nie mogę zastrzelić tej dziewki;
Gdym półkurcze odwodził, zimny dreszcz mię przechodził
I stoczyła się łza do panewki.”
„Ciszej, plemię hajducze, ja cię płakać nauczę!
Masz tu z prochem leszczyńskim sakiewkę;
Podsyp zapał, a Ŝywo zczyść paznogciem krzesiwo,
Potem palnij w twój łeb, lub w tę dziewkę.
[83]
„WyŜej
, wprawo, pomału, czekaj mego wystrzału:
Pierwiej musi w łeb dostać pan młody.”
Kozak odwiódł, wycelił, nie czekając wystrzelił
I ugodził w sam łeb—wojewody.
Około 1820.
TRZECH BUDRYSÓW.
(Balada litewska).
Stary Budrys trzech synów, tęgich jak sam Litwinów,
Na dziedziniec przyzywa i rzecze:
„Wyprowadźcie rumaki i narządźcie kulbaki,
A wyostrzcie i groty i miecze.
„Bo mówiono mi w Wilnie, Ŝe otrąbią niemylnie
Trzy wyprawy na świata trzy strony:
Olgierd ruskie posady, Skirgiełł Lachy sąsiady,
KsiąŜe Kiejstut napadnie Teutony.
„Wyście krzepcy i zdrowi, jedźcie słuŜyć krajowi,
Niech litewskie prowadzą was bogi!
Tego roku nie jadę, lecz jadącym dam radę:
Trzej jesteście i macie trzy drogi.
„Jeden z waszych biedz musi za Olgierdem ku Rusi,
Po nad Ilmen, pod mur Nowogrodu;
Tam sobole ogony i srebrzyste zasłony
I u kupców tam dziengi jak lodu.
„Niech zaciągnie się drugi w księcia Kiejstuta cugi,
Niechaj tępi KrzyŜaki psubraty;
[84] Tam bursztynu jak piasku, sukna cudnego blasku
I kapłańskie w brylantach ornaty.
„Za Skirgiełłem niech trzeci po za Niemen przeleci;
Nędzne znajdzie tam sprzęty domowe,
Ale za to wybierze dobre szable, puklerze
I mnie ztamtąd przywiezie synowę:
„Bo nad wszystkich ziem branki milsze Laszki kochanki,
Wesolutkie jak młode koteczki,—
Lice bielsze od mleka, z czarną rzęsą powieka,
Oczy błyszczą się jak dwie gwiazdeczki.
[6]
„Ztamtąd ja przed pół wiekiem, gdym był młodym człowiekiem,
Laszkę sobie przywiozłem za Ŝonę,—
A choć ona juŜ w grobie, jeszcze dotąd ją sobie
Przypominam, gdy spojrzę w tę stronę.”
Taką dawszy przestrogę, błogosławił na drogę.
Oni wsiedli, broń wzięli, pobiegli.
Idzie jesień i zima, synów niema i niema;
Budrys myślał, Ŝe w boju polegli.
Po śnieŜystej zamieci do wsi zbrojny mąŜ leci,
A pod burką wielkiego coś chowa.
[85]„Ej, to kubeł, w tym kuble nowogrodzkie są ruble!”
—„Nie, mój ojcze, to Laszka synowa!”
Po śnieŜystej zamieci do wsi zbrojny mąŜ leci,
A pod burką wielkiego coś chowa.
„Pewnie z Niemiec, mój synu, wieziesz kubeł bursztynu?”
—„Nie, mój ojcze, to Laszka synowa.”
Po śnieŜystej zamieci, do wsi jedzie mąŜ trzeci;
Burka pełna, zdobyczy tam wiele,
Lecz, nim zdobycz pokazał, stary Budrys juŜ kazał
Prosić gości na trzecie wesele.
Około 1828.
PRZYPISY:
[1]
PoniewaŜ czas napisania balad i romansów w niektórych jedynie szczegółach jest
niewątpliwy, umieszczamy je więc, aŜ do „Dudarza” włącznie, w takim porządku, w jakim
podał je sam poeta w r. 1822.
[2]
Za te bluźnierstwa znajdzie czytelnik ukaranie w następnych baladach (P. poety).
[3]
Nazwisko jeziora (P. p.).
[4]
W pierwszem wydaniu, z r. 1882, znajduje się dopisek: „Dalsze balady o Tukaju w
następnych tomikach.” Ale Mickiewicz nigdy dalszego ciągu nie napisał. Tukaja dokończył
A. E. Odyniec.
[5]
Te tryolety wyjęte są z poezyj Tomasza Zana (P. p.)
[6]
W Albumie Piotra Moszyńskiego znajduje się teŜ i balada Trzech Budrysów. Oprócz kilku
drobnych odmian, czytamy tam następną, w wielu wydaniach opuszczoną strofę:
„Piersi twarde jak gruszki, a tak małe ich nóŜki,
ś
e za trzewik dziewczynie swawolnej
Często słuŜy kwiat pewny, zwany trepkiem królewny,
Kwiat nie większy od lilii polnej.”
SPIS RZECZY.
Pierwiosnek
3
Romantyczność
5
Ś
witeź
7
Ś
witezianka
14
Rybka
20
Powrót taty
26
Kurhanek Maryli
28
Do przyjaciół
38
To lubię
34
Pani Twardowska
40
Tukaj
44
Lilje
54
Dudarz
65
Ucieczka
72
Renegat
78
Czaty
81
Trzech Budrysów
83
UWAGI DO WYDANIA ELEKTRONICZNEGO.
Zachowano oryginalną pisownię i interpunkcję, poza miejscami, które wyglądały na błędy
drukarskie. Pełna lista poprawek znajduje się poniŜej.
strona tekst pierwotny tekst poprawiony
wyjaśnienie
4
Zawcześnie, kwiatku, zawcześnie!
Dodano wcięcie akapitu.
10
„Na miejscach, które dziś [...]
57
—„Kiedy?"—„Dawno, rok minął,
47
katusze!..
katusze!...
Dodano kropkę w wielokropku.
57
bratowie!
bratowie!”
Dodano cudzysłów zamykający.
79
ś
miarcią
ś
miercią
a
poprawiono na e.
83
,WyŜej,
„WyŜej
Przecinek poprawiono na cudzysłów.
Ponadto tekst rozstrzelony sformatowano jako kursywę.
End of the Project Gutenberg EBook of Balady i romanse, by Adam Mickiewicz
*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BALADY I ROMANSE ***
***** This file should be named 28049-h.htm or 28049-h.zip *****
This and all associated files of various formats will be found in:
http://www.gutenberg.org/2/8/0/4/28049/
Produced by Ewa Jaros and the Online Distributed
Proofreading Team at http://dp.rastko.net (this file was
created from images generously made available by CBN Polona
- http://www.polona.pl)
Updated editions will replace the previous one--the old editions
will be renamed.
Creating the works from public domain print editions means that no
one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
(and you!) can copy and distribute it in the United States without
permission and without paying copyright royalties. Special rules,
set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
such as creation of derivative works, reports, performances and
research. They may be modified and printed and given away--you may do
practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
subject to the trademark license, especially commercial
redistribution.
*** START: FULL LICENSE ***
THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
distribution of electronic works, by using or distributing this work
(or any other work associated in any way with the phrase "Project
Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
Gutenberg-tm License (available with this file or online at
http://gutenberg.net/license).
Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
electronic works
1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
and accept all the terms of this license and intellectual property
(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
used on or associated in any way with an electronic work by people who
agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
even without complying with the full terms of this agreement. See
paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
works. See paragraph 1.E below.
1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
collection are in the public domain in the United States. If an
individual work is in the public domain in the United States and you are
located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
are removed. Of course, we hope that you will support the Project
Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
keeping this work in the same format with its attached full Project
Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
a constant state of change. If you are outside the United States, check
the laws of your country in addition to the terms of this agreement
before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
creating derivative works based on this work or any other Project
Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
the copyright status of any work in any country outside the United
States.
1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
copied or distributed:
This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
with this eBook or online at www.gutenberg.net
1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
and distributed to anyone in the United States without paying any fees
or charges. If you are redistributing or providing access to a work
with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
1.E.9.
1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
with the permission of the copyright holder, your use and distribution
must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
License terms from this work, or any files containing a part of this
work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
electronic work, or any part of this electronic work, without
prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
active links or immediate access to the full terms of the Project
Gutenberg-tm License.
1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.net),
you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
License as specified in paragraph 1.E.1.
1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
that
- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
has agreed to donate royalties under this paragraph to the
Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
must be paid within 60 days following each date on which you
prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
address specified in Section 4, "Information about donations to
the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
License. You must require such a user to return or
destroy all copies of the works possessed in a physical medium
and discontinue all use of and all access to other copies of
Project Gutenberg-tm works.
- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
electronic work is discovered and reported to you within 90 days
of receipt of the work.
- You comply with all other terms of this agreement for free
distribution of Project Gutenberg-tm works.
1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
electronic work or group of works on different terms than are set
forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
Foundation as set forth in Section 3 below.
1.F.
1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
works, and the medium on which they may be stored, may contain
"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
your equipment.
1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
liability to you for damages, costs and expenses, including legal
fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
DAMAGE.
1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
written explanation to the person you received the work from. If you
received the work on a physical medium, you must return the medium with
your written explanation. The person or entity that provided you with
the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
refund. If you received the work electronically, the person or entity
providing it to you may choose to give you a second opportunity to
receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
is also defective, you may demand a refund in writing without further
opportunities to fix the problem.
1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
with this agreement, and any volunteers associated with the production,
promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
that arise directly or indirectly from any of the following which you do
or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
electronic works in formats readable by the widest variety of computers
including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
people in all walks of life.
Volunteers and financial support to provide volunteers with the
assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's
goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
and the Foundation web page at http://www.pglaf.org.
Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
Foundation
The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
http://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
throughout numerous locations. Its business office is located at
809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
information can be found at the Foundation's web site and official
page at http://pglaf.org
For additional contact information:
Dr. Gregory B. Newby
Chief Executive and Director
gbnewby@pglaf.org
Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
Literary Archive Foundation
Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
spread public support and donations to carry out its mission of
increasing the number of public domain and licensed works that can be
freely distributed in machine readable form accessible by the widest
array of equipment including outdated equipment. Many small donations
($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
status with the IRS.
The Foundation is committed to complying with the laws regulating
charities and charitable donations in all 50 states of the United
States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
with these requirements. We do not solicit donations in locations
where we have not received written confirmation of compliance. To
SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
particular state visit http://pglaf.org
While we cannot and do not solicit contributions from states where we
have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
against accepting unsolicited donations from donors in such states who
approach us with offers to donate.
International donations are gratefully accepted, but we cannot make
any statements concerning tax treatment of donations received from
outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
ways including including checks, online payments and credit card
donations. To donate, please visit: http://pglaf.org/donate
Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
works.
Professor Michael S. Hart is the originator of the Project Gutenberg-tm
concept of a library of electronic works that could be freely shared
with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
http://www.gutenberg.net
This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.