background image
background image

Mroczny Szept

 

 

2 | 

S t r o n a

 

 

Mroczny 

Szept     

    

Gena Showalter 

    

    

Czwarta

Czwarta

Czwarta

Czwarta    część serii

część serii

część serii

część serii    

„Lordowie Świata Podziemnego” 

 
 
 

    

„The Darkest Whisper” 

   Tłumaczenie: 

Mikka

 

    

background image

Mroczny Szept

 

 

3 | 

S t r o n a

 

 

R

R

R

Rozdział 1

ozdział 1

ozdział 1

ozdział 1    

 
 
Sabin, straŜnik demona Zwątpienia, stał w katakumbach staroŜytnej 

piramidy, dysząc, spływając potem, jego ręce ociekały krwią wrogów, 
jego ciało było poranione i posiniaczone, gdy oglądał rzeź dookoła. 
Rzeź, którą pomógł przeprowadzić. 

Pochodnie błyskały pomarańczowo i złoto, rozdzielając cienie wzdłuŜ 

kamiennych ścian. Ścian, które teraz spływały Ŝywą czerwienią, 
skapywały… krwawiły. Piaskowa podłoga była gęsta jak pasta, 
wilgotna i czarna. Półtora godziny temu była miodowo brązowa, z 
przesypującymi się i rozpraszającymi ziarnami. Teraz ciała zalegały 
kaŜdy cal małego korytarza, zapach śmierci juŜ się znad nich unosił. 

Dziewięciu wrogów przetrwało atak. JuŜ zostali rozbrojeni, zapędzeni 

do kąta i związani. Większość trzęsła się ze strachu. Kilku miało 
wyprostowane ramiona, nosy w powietrzu, nienawiść w oczach, 
odmawiając poddania się nawet w obliczu klęski. Przeklęta 
wspaniałość. 

Szkoda, Ŝe ta odwaga musi zostać zmiaŜdŜona. 
OdwaŜni męŜczyźni nie wyjawiają tajemnic, a Sabin chciał ich 

sekretów. 

Był wojownikiem, który robił to, co musiało być zrobione, wtedy, 

kiedy musiało być zrobione, nie waŜne, ile by go to kosztowało. 
Zabijanie, torturowanie, uwodzenie. RównieŜ nie zawahałby się przed 
nakazaniem zrobienia tego samego swoim ludziom. Z Łowcami – 
śmiertelnymi, którzy zdecydowali, Ŝe on i jego kompani, Lordowie 
Świata Podziemnego

1

 są dobrymi chłopcami do bicia za wszelkie zło 

tego świata – tylko zwycięstwo miało znaczenie. Bo tylko zwycięstwo 
mogło zapewnić jego przyjaciołom w końcu spokój. Spokój na który 
zasłuŜyli. Spokój, którego dla nich pragnął. 

Płytki, nieregularny oddech wypełnił uszy Sabina. Jego, jego 

przyjaciół, jego wrogów. Walczyli z całych sił, kaŜdy z nich. To była 
walka dobra ze złem i zło wygrało. Albo raczej, ci, których Łowcy brali 
za złych. 

Taa, dawno temu otworzyli puszkę Pandory, uwalniając zamknięte w 

środku demony. Ale zostali ukarani na wieczność, kaŜdy wojownik 

                                                            

1

 Ew. Władcy Podziemi, ale bardziej podoba mi się tak ;) 

background image

Mroczny Szept

 

 

4 | 

S t r o n a

 

 

został przeklęty przez bogów, którzy zamknęli obrzydliwe stwory w ich 
ciałach. Taa, byli kiedyś niewolnikami tych nowych, demonicznych 
połówek siebie, niszczącymi i pełnymi furii, zabijającymi bez poczucia 
winy. Ale teraz się kontrolowali, ludzie na wszystkie sposoby, które 
miały znaczenie. Przez większość czasu. 

Czasami demony walczyły… wygrywały… niszczyły. 
Ale wciąŜ. Zasługujemy na Ŝycie, pomyślał. Jak kaŜdy inny, cierpieli, 

gdy ich przyjaciele byli ranni, czytali ksiąŜki, oglądali filmy, wspierali 
dobroczynność. Zakochiwali się. Ale Łowcy nigdy nie widzieli tego w 
taki sposób. Byli przekonani, Ŝe świat byłby lepszym miejscem bez 
Lordów. Utopia, spokojna i doskonała. Wierzyli, Ŝe kaŜdy grzech moŜna 
zrzucić na demony. MoŜe dlatego, Ŝe byli głupi. MoŜe dlatego, Ŝe 
nienawidzili swojego Ŝycia i po prostu chcieli kogoś za nie winić. Ale i 
tak, zabijanie ich było Ŝyciową misją Sabina. Jego utopią było Ŝycie bez 
nich

Co było powodem, dla którego on i inni opuścili komfort ich domu w 

Budapeszcie i spędzili ostatnie trzy tygodnie przeszukując kaŜdą 
przeklętą piramidę w Egipcie, szukając staroŜytnych artefaktów, które 
miały ich zaprowadzić do puszki Pandory – rzeczy, którą chcieli 
wykorzystać Łowcy, Ŝeby ich zniszczyć. W końcu razem z przyjaciółmi 
rozbił pulę. 

- Amun – powiedział, do Ŝołnierza w dalekim, ciemnym kącie. Jak 

zwykle, męŜczyzna idealnie zlewał się z cieniem. Sabin przesunął się 
przed schwytanymi, z ponurym potrząśnięciem głowy. – Wiesz co robić. 

Amun, straŜnik Tajemnic, skinął posępnie, wychodząc naprzód. 

Cichy, zawsze cichy, jakby się bał, Ŝe przeraŜające tajemnice, jakie 
uzbierał przez stulecia ujawnią się, jeśli wypowie choć słowo. 

Widząc ogromnego wojownika, który przedarł się przez ich braci, jak 

nóŜ przez jedwab, pozostali przy Ŝyciu Łowcy cofnęli się o krok. Nawet 
ci odwaŜni. Mądrzejsi z nich. 

Amun był wysoki, szczupły i muskularny, poruszał się krokiem, 

który był zarówno celowy, jak i pełen wdzięku. Celowość bez wdzięku, 
upodobniłaby go do kaŜdego innego Ŝołnierza. Ale ta kombinacja 
przydawała mu spokojnej dzikości, cechującej drapieŜniki niosące 
ofiary do domu w szczękach. 

Stanął przed Łowcami. Mierząc spojrzeniem przerzedzony tłum. 

Potem postąpił wprzód i schwycił jednego ze środka za gardło, 
przyciągając go tak, Ŝe stanęli oko w oko. Ludzkie nogi szarpnęły się w 
powietrzu, dłonie zacisnęły się na dłoniach Amuna, skóra pobielała. 

background image

Mroczny Szept

 

 

5 | 

S t r o n a

 

 

- Puść go, obrzydliwy demonie – krzyknął jeden z Łowców, 

szarpnąwszy towarzysza w talii. – Zabiłeś niezliczonych niewinnych, 
zrujnowałeś wystarczająco wiele Ŝyć! 

Amun był niewzruszony. Wszyscy z nich byli. 
- To dobry człowiek – krzyknął inny. – Nie zasługuje na śmierć. 

Zwłaszcza z rąk takiego zła! 

Gideon, niebieskowłosy straŜnik Kłamstw, o oczach koloru 

antymonu, w następnej chwili znalazł się u boku Amuna, odrzucając 
protestującego.  

- Dotknij go jeszcze raz, a cię pocałuję – wyciągnął parę 

ząbkowanych noŜy, ciągle zakrwawionych po ostatnich starciach. 

Pocałuję równało się pobiję w odwróconym świecie Gideona. Albo to 

było zabiję? Sabin gubił się w kodach Kłamstwa. 

Minęła chwila w zmieszanej ciszy, gdy Łowcy próbowali zrozumieć co 

właściwie Gideon miał na myśli. Zanim mogli się zdecydować, 
zakładnik Amuna zastygł, nieruchomiejąc całkowicie, a wojownik 
rzucił go na ziemię bez emocji. 

StraŜnik Tajemnic pozostał przez długą chwilę w bezruchu. Nikt go 

nie dotykał. Nawet Łowcy. Byli zbyt zajęci cuceniem towarzysza, który 
upadł. Nie wiedzieli, Ŝe juŜ za późno, Ŝe jego mózg został wyciśnięty, 
Amun był nowym właścicielem jego najgłębszych sekretów. MoŜe nawet 
wspomnień. Wojownik nigdy nie powiedział Sabinowi jak to działało, a 
on nie pytał. 

Powoli Amun się odwrócił, jego ciało było sztywne. Jego czarne 

spojrzenie napotkało wzrok Sabina w zimnym, udręczonym momencie, 
gdy nie mógł ukryć bólu, wynikłego z nowego głosu w jego głowie. 
Potem zamrugał, ukrywając ból, tak jak tysiące razy wcześniej i 
podszedł do ściany. Sabin patrzył za nim, zdecydowany. Nie będę czuł 
się winny. To musiało zostać zrobione

Ściana wyglądała jak kaŜda inna, wyszczerbione kamienie, jeden na 

drugim, układające się na skos, gdy Amun połoŜył jedną dłoń na 
siódmym kamieniu od dołu, z rozwartymi palcami, potem drugą na 
piątym od góry, zaciśniętą. Poruszając się synchronicznie, obrócił jeden 
nadgarstek w lewo, drugi w prawo.   

Kamienie obracały się razem z nim. 
Sabin obserwował procedurę z grozą. Nigdy nie przestało go 

zadziwiać czego Amun mógł się dowiedzieć w czasie kilku uderzeń 
serca. 

Gdy kamienie ustawiły się w ich nowej pozycji, w centrum kaŜdego 

pojawiło się pęknięcie, rozgałęziające się w górę, dołączając do smugi, 

background image

Mroczny Szept

 

 

6 | 

S t r o n a

 

 

której Sabin nie zauwaŜył wcześniej. Fragment ściany cofnął się w tył… 
w tył i w końcu zaczął rozdzielać się na boki. Gdy skończy, powstanie 
szerokie przejście, wystarczające dla armii ogromnych bestii, takich jak 
on. 

Gdy się poszerzało, chłodne powietrze przeszyło katakumby, 

sprawiając, Ŝe ogień w pochodniach zadrŜał i zatrzeszczał. Szybciej
ponaglał kamienie. Czy cokolwiek, kiedykolwiek poruszało się z taką 
zabójczą powolnością? 

- Jacyś Łowcy czekają po drugiej stronie? – zapytał wyciągając 

swojego Sig Sauera za pasa i sprawdzając magazynek. Zostały trzy 
kule. Wyjął jeszcze parę z kieszeni i przeładował. Zwyczajny tłumik 
pozostał na miejscu. 

Amun skinął i uniósł siedem palców, zanim stanął na straŜy przed 

ciągle poszerzającym się przejściem.  

Siedmiu Łowców przeciw dziesięciu Lordom. Nie doliczał Amuna bo 

męŜczyzna wkrótce będzie zbyt rozproszony przez nowy głos w głowie, 
Ŝeby walczyć. Ale bogowie wiedzą, Ŝe ciągle będzie (cicho) Ŝądać 
włączenia do akcji. Biedni Łowcy. Nie mieli szans.  

- Wiedzą, Ŝe tu jesteśmy? 
Potrząśnięcie ciemnej głowy. 
Więc nie obserwują ich Ŝadne kamery. Wspaniale. 
- Siedmiu Łowców to zabawa dla dzieci – potwierdził Lucien, straŜnik 

Śmierci, stojący pod oddaloną ścianą. Był blady, róŜnokolorowe oczy 
błyszczały… gorączką? – Idźcie beze mnie. Ja spadam. I tak muszę 
wkrótce odeskortować dusze. A potem przeniosę naszych więźniów do 
lochu w Budapeszcie. 

Dzięki demonowi Śmierci, Lucien mógł się poruszać z miejsca na 

miejsce samą myślą i często był zmuszony odprowadzać zmarłych w 
zaświaty. To nie znaczyło, Ŝe był odporny na zranienia. Sabin zamarł, 
wpatrując się w niego. Blizny na jego twarzy były wyraźniejsze, nos 
złamany. Miał ranę od kuli na ramieniu, jedną w brzuchu, i biorąc pod 
uwagę szkarłat płynący z boku, w nerkach. 

- Wszystko w porządku, stary? 
Lucien uśmiechnął się ironicznie. 
- Będę Ŝył. ChociaŜ jutro pewnie nie będę tego chciał. Kilka organów 

zostało uszkodzonych. 

Auć.  
- Przynajmniej nie musisz regenerować kończyn. 
Kątem oka zauwaŜył Ŝe Amun daje znaki ręką. 

background image

Mroczny Szept

 

 

7 | 

S t r o n a

 

 

- Nie tylko nie ma tam zainstalowanych kamer, ale są w 

dźwiękoszczelnej komnacie – przetłumaczył Sabin. – To było staroŜytne 
więzienie i właściciele nie chcieli, Ŝeby ktoś usłyszał krzyki 
niewolników. Łowcy są całkowicie nieświadomi naszej obecności, co 
powinno nam ułatwić zasadzenie się na nich. 

- Nie potrzebujesz mnie przy prostej zasadzce. Zostanę z tyłu z 

Lucienem – powiedział Reyes, opadając na tyłek i opierając plecy o 
kamień. Reyes był połączony z demonem Bólu. Fizyczne cierpienie 
przynosiło mu przyjemność, a zranienie wzmacniało go. W czasie walki. 
Po walce słabł, jak kaŜdy inny. Teraz był nawet bardziej wyczerpany 
niŜ inni, z policzkami tak spuchniętymi, Ŝe musiały utrudniać mu 
widzenie. – Poza tym, ktoś musi pilnować więźniów. 

Więc siedmiu przeciw ośmiu. Biedni Łowcy. Właściwie Sabin 

podejrzewał, Ŝe Reyes chciał zostać Ŝeby strzec ciała Luciena przed 
wrogami. Lucien mógł je zabrać ze sobą do duchowego świata tylko 
kiedy był wystarczająco silny, a najprawdopodobniej teraz tak nie było. 

- Wasze kobiety zrobią mi piekło – wymamrotał Sabin. Obie były 

zakochane i obie, Anya i Danika, poprosiły straŜnika Zwątpienia tylko 
o jedno, nim wyjechali do Egiptu: Ŝeby sprowadził ich męŜczyzn z 
powrotem bezpiecznych. 

Kiedy chłopcy wrócą w takiej kondycji do domu, Danika potrząśnie 

nad Sabinem głową z rozczarowaniem, biorąc się za opiekę nad 
Reyesem, a on będzie się czuł jak błoto na butach. Anya postrzeli go 
tak, jak Lucien został postrzelony, potem pocieszy Luciena, a Sabin 
poczuje ból. Wiele, wiele bólu. 

Wzdychając, spojrzał na resztę wojowników, próbując zdecydować 

kto moŜe iść naprzód, a kto powinien zostać z tyłu. Maddox – Furia – 
był najostrzejszym wojownikiem, jakiego kiedykolwiek znał. Teraz 
pokryty krwią tak, jak Sabin i dyszący, ale juŜ stanął za Amunem, 
gotowy do akcji. Jego kobieta nie będzie zadowolona z Sabina bardziej 
niŜ inne. 

Niewielki ruch i śliczna Cameo pojawiła się w polu widzenia. Była 

straŜniczką Boleści i jedyną kobietą wśród nich. Co traciła w 
rozmiarach, nadrabiała dzikością. Poza tym, wszystko co musiała 
zrobić, to zacząć mówić, a wszystkie smutki tego świata zawarte w jej 
głosie, sprawiały, Ŝe ludzie chcieli się zabić, choć nawet nie kiwnęła 
palcem. Ktoś ciął ją w kark, pozostawiając trzy głębokie ślady. Nie 
wyglądało na to, Ŝeby ją to spowolniło, gdy wyczyściła swoją maczetę i 
dołączyła do Amuna i Maddoxa.  

background image

Mroczny Szept

 

 

8 | 

S t r o n a

 

 

Kolejny ruch. Parys był straŜnikiem Rozpusty i kiedyś był 

najbardziej jowialny z nich. Teraz stwardniał, coraz bardziej 
niespokojny z kaŜdym dniem, ale Sabin nie mógł dojść co spowodowało 
zmianę. Jakikolwiek był powód, stanął naprzeciw Łowców, skupiony i 
warczący, tak skoncentrowany na walce, Ŝe aŜ wibrował brutalną 
energią. I choć miał dwie dziury w nodze, Sabin wątpił, Ŝeby poprosił w 
najbliŜszym czasie o odpoczynek. 

Za nim stał Aeron, Gniew. Niedawno bogowie uwolnili go od 

przeklętej Ŝądzy krwi, przez którą nikt nie był przy nim bezpieczny. śył 
Ŝeby ranić, zabijać. W takich chwilach, ciągle tak było. Dziś walczył tak 
jakby Ŝądza dalej nad nim panowała, skupiony na ranieniu kaŜdego w 
swoim zasięgu. To było dobre, poza… 

O ile gorsza będzie ta Ŝądza krwi kiedy skończy się kolejna walka? 

Sabin bał się, Ŝe będą musieć wezwać Legion, chudą, głodną krwi 
demonicę, która czciła Aerona jak boga i która była jedyną zdolną 
uspokoić go podczas jego najmroczniejszych nastrojów. Niestety, teraz 
inwigilowała dla nich piekło. Sabin lubił być na czasie w wydarzeniach 
Świata Podziemnego. Wiedza była potęgą i nigdy nie wiadomo co będzie 
akurat uŜyteczne. 

Aeron nagle uderzył pięścią w skroń Łowcy, posyłając 

nieprzytomnego człowieka na ziemię. 

Sabin zamrugał. 
- A to za co? 
- Chciał zaatakować. 
Niewątpliwie, ale teraz tak po prostu, Parys przeciął niewidzialne 

pęta trzymające go w miejscu i przedarł się przez zgromadzenie, 
metodycznie uderzając Łowców, dopóki kaŜdy nie znalazł się na ziemi.  

- To powinno uczynić ich na razie równie spokojnymi jak Amun – 

wycharczał mrocznie. 

Wzdychając, Sabin znów przeniósł wzrok. Był tam Strider, Klęska. 

MęŜczyzna nie mógł przegrać w niczym bez osłabiającego bólu, więc 
zawsze zapewniał sobie zwycięstwo. Zawsze. Co prawdopodobnie było 
powodem, dla którego wyjmował sobie kule z boku, w przygotowaniu 
do nadchodzącej bitwy. Dobrze. Zawsze moŜna było na niego liczyć. 

Kane, straŜnik Katastrofy, stanął przed nim, unikając deszczu 

kamyczków spadających z sufitu, smug pyłu rozchodzących się w 
kaŜdym kierunku. Kilku wojowników zakaszlało. 

- Uch, Kane – powiedział Sabin. – Dlaczego teŜ tu nie zostaniesz? 

MoŜesz pomóc Reyesowi pilnować więźniów – marna wymówka i 
wszyscy o tym wiedzieli. 

background image

Mroczny Szept

 

 

9 | 

S t r o n a

 

 

Zapadła cisza, jedynym dźwiękiem był odgłos wolno przesypującego 

się piasku. Potem Kane krótko skinął głową. Nienawidził zostawania z 
tyłu, jak wiedział Sabin, ale jego obecność czasami powodowała więcej 
problemów niŜ było trzeba. I jak zawsze, Sabin stawiał zwycięstwo 
ponad uczuciami przyjaciół. To nie było coś co by go cieszyło, ani coś 
co zrobiłby w innej sytuacji. Ale ktoś musiał działać z zimnokrwistą 
logiką albo zawsze będą przegrywać. 

Wyłączając Kane’a, pozostawiało to siedmiu na siedmiu. Biedni 

Łowcy. Ciągle nie mieli szans.  

- Ktoś jeszcze chce zostać z tyłu? 
Komnatę obiegło „nie”, niczym refren, zapał przebrzmiewał w kaŜdym 

głosie. Zapał, który Sabin podzielał. 

Do znalezienia Puszki Pandory takie potyczki były koniecznością. Ale 

nie mogła ona zostać znaleziona bez tych przeklętych boskich 
artefaktów, wskazujących drogę. A skoro jeden z czterech reliktów był 
tu, w Egipcie, ta szczególna potyczka była waŜniejsza niŜ większość. 
Nie pozwoli Łowcom zagarnąć ani jednego artefaktu, bo ta Puszka 
mogła zniszczyć Sabina i kaŜdego, kto był mu drogi, wyciągając 
demony z ich ciał i pozostawiając muszle pozbawione Ŝycia. 

Pomijając pewność, Ŝe wygrają dzisiaj, wiedział, Ŝe będą musieli 

zapracować na zwycięstwo. Łowcy byli prowadzeni przez zaprzysięgłego 
wroga Sabina, Galena, opętanego przez demona, co sprawiało, Ŝe ci 
„obrońcy wszystkiego co dobre i właściwe” byli wtajemniczenie w 
informacje, w które nie powinni. Jak najlepszy sposób by rozproszyć 
Lorda… najlepszy sposób by go schwytać… zniszczyć. 

W końcu kamień przestał się przesuwać i Amun zajrzał do środka. 

Pomachał ręką, sygnalizując, Ŝe droga wolna. Nikt nie postąpił do 
przodu. Ludzie Sabina i Luciena dopiero wznowili wspólną walkę, 
rozdzieleni przez tysiąc lat. Jeszcze nie nauczyli się najlepszej 
współpracy. 

- Zrobimy to czy po prostu będziemy tu stać i czekać aŜ nas znajdą? 

– mruknął Aeron. – Jestem gotowy. 

- Spójrzcie na siebie, wszyscy nie napaleni – powiedział Gideon z 

głupawym uśmiechem. – Nie jestem pod wraŜeniem. 

Czas na przejęcie sytuacji, zadumał się Sabin. RozwaŜał najlepszą 

strategię. Te ostatnie kilka wieków nie pomogło Łowcom, ciągle tracili 
głowę i rzucali się do walki z jedną tylko myślą: zabić. 

Ale liczebność wroga wzrastała, nie malała, i Ŝeby byś szczerym, ich 

determinacja i nienawiść równieŜ rosły. To czas na nowy sposób 

background image

Mroczny Szept

 

 

10 | 

S t r o n a

 

 

prowadzenia bitwy, katalogowania źródeł i słabości przed rzucaniem 
się do walki. 

- Pójdę pierwszy skoro jestem najlŜej ranny – owinął palec wokół 

spustu swojego pistoletu. – Chcę, Ŝebyście się rozdzielili, mniej ranni 
sparowali z tymi bardziej rannymi. Będziecie pracować razem, bardziej 
poszkodowani atakują jako wsparcie, gdy zdrowsi robią z siebie cel. 
Zostawcie tak wielu Ŝywych, jak tylko potraficie – rozkazał. – Wiem, Ŝe 
nie chcecie, Ŝe to sprzeczne z kaŜdym waszym instynktem. Ale nie 
martwcie się. Umrą wystarczająco szybko. Gdy złapiemy przywódcę – i 
poznamy jego sekrety – będą bezuŜyteczni i moŜecie z nimi zrobić co 
chcecie. 

Trójka blokująca jego przejście rozdzieliła się, przepuszczając go, 

potem kaŜdy ruszył za nim, ich kroki były niczym najcichszy szept. 
Lampy na baterie oświetlały hieroglify pokrywające ściany. Sabin 
pozwolił spojrzeniu po tych glifach tylko przez sekundę, ale było to 
wystarczające by obrazy zapłonęły w jego głowie. Pokazywały jednego 
więźnia po drugim, prowadzonych w okrutną egzekucję, którym 
usuwano serce kiedy jeszcze ciągle biły w ich piersi. 

Zapachy ludzi pokrywał stal, powietrze pełne kurzu: woda kolońska, 

pot, jedzenie. Jak długo Łowcy tu byli? Co tu robili? Czy juŜ znaleźli 
artefakt? 

Pytania prześlizgiwały się przez jego umysł, a jego demon 

zatrzymywał się na nich. Jako Zwątpienie, nie mógł nic na to poradzić. 
Najwyraźniej wiedzą coś czego ty nie wiesz. MoŜe wystarczająco wiele 
by cię pobić. Twoi przyjaciele równie dobrze mogą dziś wziąć ostatni 
oddech. 

Zwątpienie nie mógł kłamać, nie bez przywodzenia Sabina do 

omdlenia. Mógł jedynie uŜywać szyderstwa i przypuszczeń do dręczenia 
swoich ofiar. Sabin nigdy nie rozumiał czemu stwór z piekła nie mógł 
wykorzystywać oszustwa – najlepsze do czego doszedł, to to, Ŝe demon 
nosił własne przekleństwo – ale dawno to zaakceptował. Nie Ŝeby 
pozwalał mu dręczyć siebie tej nocy. Trzymaj tak dalej, a spędzę 
najbliŜszy tydzień odizolowany w sypialni, czytając, Ŝebym nie mógł za 
duŜo myśleć.  

Ale muszę być karmiony, zaskomlał w odpowiedzi. Zmartwienia były 

dla niego najlepszym poŜywieniem. 

Niedługo. 
Szybciej. 

background image

Mroczny Szept

 

 

11 | 

S t r o n a

 

 

Sabin uniósł dłoń, zatrzymując się i wojownicy idący za nim równieŜ 

stanęli. Przed nimi była komnata, drzwi były otwarte. Dźwięki głosów i 
kroków odbijały się echem, moŜe nawet dźwięk wiertła. 

Łowcy w rzeczywistości byli rozproszeni i wręcz prosili się o 

zasadzkę. Jestem po prostu facetem, który im to da. 

Jesteś, naprawdę? zaczął demon, groźba Sabina nie poskutkowała. 

Jak ostatnim razem sprawdzałem…  

Zapomnij o mnie. Dostarczam ci jedzenie, jak obiecałem. 
W jego głowie rozległ się radosny okrzyk i Zwątpienie otwarło swój 

umysł na Łowców w piramidzie, szepcząc kaŜdym rodzajem 
destruktywnych myśli. Wszystko na nic… co jeśli się mylisz… 
niewystarczająco silni… moŜesz niedługo umrzeć… 

Rozmowa ucichła, ktoś mógł nawet pisnąć. 
Sabin uniósł w górę palec, potem kolejny. Kiedy uniósł trzeci, razem 

z wojownikami ruszył do walki, wojenny okrzyk odbił się echem. 
 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

12 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział

Rozdział

Rozdział

Rozdział    2222

 

 

 

Gwendolyn Nieśmiała skuliła się przy szklanej ścianie swojej celi w 

chwili, gdy horda zbyt wysokich, zbyt muskularnych, zbyt 
zakrwawionych wojowników władowała się do komnaty, którą kochała 
i nienawidziła przez rok. Kochała, bo bycie w niej oznaczało, Ŝe była 
poza swoją celą, Ŝe wolność była moŜliwa. Nienawidziła z powodu 
wszystkich tortur, które miały tam miejsce. Czyny, których była 
świadkiem i których nienawidziła. 

MęŜczyźni, którzy przeprowadzali te tortury wydali zaskoczone 

okrzyki, odrzucili naczynia, igły, fiolki i wiele innych narzędzi. 
Trzasnęło szkło. Rozbrzmiały dzikie ryki, intruzi rzucili się wprzód, 
broń cięła, nogi kopały. Ich cele upadały. Nie było wątpliwości, kto 
wygra tę walkę. 

Gwen zadrŜała, niepewna co stanie się z nią i innymi, gdy wszystko 

się uspokoi. Wojownicy najwyraźniej nie byli ludźmi, jak ona, jak 
wszystkie kobiety zamknięte w celach wokół niej. Byli zbyt twardzi, 
zbyt silni, zbyt wszystko Ŝeby być śmiertelnymi. Czym właściwie byli, 
nie miała pojęcia. Dlaczego tu byli? Czego chcieli? 

Zaznała tak wiele rozczarowań przez ostatni rok, Ŝe nie ośmieliła się 

mieć nadziei na ratunek. Czy ona i inne zostaną tu zostawione, Ŝeby 
zgnić? A moŜe ci męŜczyźni spróbują je wykorzystać, tak jak ci 
odraŜający ludzie? 

- Zabijcie ich! – jedna z schwytanych krzyknęła do nowych 

wojowników, dźwięk jej twardego, gniewnego głosu sprawił, Ŝe Gwen 
objęła się wpół. – Sprawcie, Ŝeby cierpieli tak jak my! 

Szyba oddzielająca kobietę była gruba, nie mogła się przez nią 

przedrzeć ani pięść, ani kula, ale kaŜde uderzenie serca w komnacie i 
celach odbijało się w uszach Gwen. 

Wiedziała jak zablokować hałas, coś czego nauczyły ją siostry, gdy 

była dzieckiem, ale desperacko chciała słyszeć klęskę porywaczy. Ich 
jęki bólu były dla jej uszu jak kołysanka o północy. Kojąca i słodka. 

Ale mimo siły, wojownicy nie uderzali, Ŝeby zabić. Dziwne, ale tylko 

ranili, posyłając nieprzytomnych na ziemię przed zajęciem się kolejnym 
przeciwnikiem. Po paru sekundach stał juŜ tylko jeden człowiek. 
Najgorszy z nich. 

background image

Mroczny Szept

 

 

13 | 

S t r o n a

 

 

Jeden z wojowników wystąpił wprzód, zbliŜając się do niego. Mimo 

zdolności wszystkich nowoprzybyłych, ten walczył najbardziej 
nieczysto, sięgając gardła. Uniósł rękę, jakby szykując się do zadania 
ostatecznego ciosu, ale kiedy rozszerzone spojrzenie Gwen napotkało 
jego wzrok, zatrzymał się. Powoli opuścił ramię. 

Wstrzymała oddech. Brązowe włosy nasączone krwią, przylegały do 

jego głowy. Jego oczy były koloru brandy, głębokie i ciemne, i… 
obramowane szkarłatem. NiemoŜliwe. Na pewno wymyśliła sobie dziki 
blask. Jego twarz, tak twarda, jakby wyrzeźbiona z granitu, obiecywała 
zniszczenie kaŜdą linią i zagłębieniem, ale było teŜ w niej coś… 
chłopięcego. Zaskakująca sprzeczność. 

Jego koszula została podarta na wstąŜki, linie muśniętej słońcem 

skóry były widoczne przy kaŜdym ruchu. Och, słońce. Jak jej go 
brakowało, jak go pragnęła. Fioletowy, wytatuowany motyl owijał się 
wokół Ŝeber po prawej stronie i ginął za paskiem spodni. Czubki jego 
skrzydeł były ostre, wyglądając równocześnie kobieco i męsko. 
Dlaczego motyl? zdziwiła się. Wydawało się dziwne Ŝe tak silny, 
niebezpieczny wojownik wybrał taki wzór. Z jakiegoś powodu ten znak 
ją pocieszył. 

- PomóŜcie nam – powiedziała, modląc się Ŝeby nieśmiertelny słyszał 

przez dźwiękoszczelne szkło. Ale jeśli ją usłyszał, nie dał tego po sobie 
poznać. – Uwolnijcie nas – ciągle bez reakcji. 

Co jeśli cię tu zostawią? Albo gorzej, co jeśli są tu po to samo co 

ludzie? 

Myśli wypełniły nagle jej głowę, zamarła, moŜe nawet zbladła. Lęk 

nie był dziwny, sama się nad tym zastanawiała chwilę temu. Ale w 
jakiś sposób były… obce. Nie były jej, nie wymawiane jej wewnętrznym 
głosem. Jak… co…? 

Mocne, białe zęby zatopiły się w męskiej dolnej wardze, gdy złapał się 

za skronie, najwyraźniej rozwścieczony. 

Co jeśli… 
- Przestań! – warknął. 
Myśl formująca się w jej głowie znikła nagle. Zamrugała ze 

zdziwienia. Wojownik potrząsnął głową, gniew wzrósł. 

ZauwaŜając rozproszenie nieśmiertelnego, jej ludzki ciemięŜyciel 

postanowił zadziałać, zmniejszając dystans między nimi. 

Gwen wyprostowała się, krzycząc: 
- UwaŜaj! 
Z uwagą ciągle skupioną na niej, wojownik o kamiennym wyrazie 

twarzy wyciągnął rękę i złapał człowieka za kark, dusząc i zatrzymując 

background image

Mroczny Szept

 

 

14 | 

S t r o n a

 

 

równocześnie. Człowiek – miał na imię Chris – szarpnął się. Był młody, 
moŜe dwudziesto-pięcioletni, ale był przywódcą tutejszych naukowców. 
Był teŜ człowiekiem, którym gardziła bardziej niŜ niewolą. 

Wszystko co robię, robię dla większego dobra, zwykł mówić tuŜ zanim 

zaczął gwałcić którąś z innych kobiet na jej oczach. Mógł je sztucznie 
zapłodnić, ale wolał upokarzać je w ten sposób. Chciałbym, Ŝebyś to 
była ty
, często dodawał. KaŜda z tych kobiet jest twoim substytutem. 

Pomimo poŜądania, nigdy jej nie dotknął. Za bardzo się jej bał. 

Wszyscy z nich się bali. Wiedzieli czym była, widzieli ją w akcji, gdy po 
nią przyszli. Niechcący zabiła kilku ludzi i zasłuŜyła sobie na reputację.  
Zamiast ją eksterminować, trzymali ją, eksperymentując z róŜnymi 
rodzajami narkotyków w wentylacji, w nadziei, Ŝe ją uśpią i 
wykorzystają. Jeszcze im się nie udało, ale się nie poddali. 

- Sabin, nie – powiedziała piękna, ciemnowłosa kobieta, gładząc 

ramię znów szkarłatnookiego wojownika. Jej głos był tak pełen 
smutku, Ŝe Gwen się skuliła. – Jak nam powiedziałeś, moŜemy go 
potrzebować. 

Sabin. Silne imię, przypominające broń. Pasuje. 
Czy są kochankami? 
W końcu to pochłaniające spojrzenie opuściło ją i znów była zdolna 

oddychać. Sabin puścił Chrisa i sukinsyn upadł na ziemię, 
nieprzytomny. Wiedziała, Ŝe Ŝyje bo mogła usłyszeć przepływ krwi w 
jego Ŝyłach, buzowanie powietrza w płucach. 

- Kim są te kobiety? – zapytał wojownik o blond włosach. Miał 

jasnoniebieskie oczy i śliczną twarz obiecującą współczucie i 
bezpieczeństwo, ale nie był tym, który sprawił, Ŝe Gwen wyobraŜała 
sobie, Ŝe mogła by się przy nim zwinąć i spokojnie zasnąć. Głęboko. 
Bezpiecznie. W końcu. 

Przez te wszystkie miesiące, bała się spać, wiedząc Ŝe Chris byłby 

szczęśliwy biorąc ją nieprzytomną. Więc drzemała krótko i płytko, nie 
tracąc ostroŜności. Czasami powstrzymywała się przed myśleniem o 
oddaniu się złemu człowiekowi w zamian za zapadnięcie w głęboki sen.  

Czarnowłosy, fiołkowooki wielkolud zmierzył spojrzeniem otaczające 

ją cele.  

- Bogowie. Jedna jest w ciąŜy. 
- Ta teŜ – ten, który się odezwał miał wielobarwne włosy, bladą skórę 

i oczy tak krystalicznie niebieskie, jak jego blond przyjaciel, tyle Ŝe jego 
miały ciemniejszą oprawę. – Jaki rodzaj skurwysyna trzyma kobiety w 
ciąŜy w takich warunkach? To jest podłe nawet jak na Łowców. 

background image

Mroczny Szept

 

 

15 | 

S t r o n a

 

 

Kobiety w odpowiedzi przywarły do szkła, błagając o pomoc, o 

wolność. 

- Ktoś słyszy co mówią? – zapytał wielkolud. 
- Ja – Gwen odpowiedziała automatycznie. 
Sabin odwrócił się do niej. To brązowe spojrzenie nie błyszczało juŜ 

czerwienią, bardziej miodowe, zatopiło się w niej, sondując, szukając… 
przyglądając się badawczo. 

Dreszcz zatańczył na jej kręgosłupie. Czy ją słyszał? Jej oczy się 

rozszerzyły, gdy zbliŜył się do jej celi, wsuwając nóŜ do pochwy przy 
pasie. Jej wyostrzone zmysły sprawiły, Ŝe mogła poczuć zapach potu, 
cytryny i mięty. Odetchnęła głęboko, rozkoszując się kaŜdym 
niuansem. Przez tak długi czas nie czuła nic oprócz Chrisa i jego wody 
kolońskiej, narkotyków i przeraŜenia innych kobiet. 

- Słyszysz nas? – głos Sabina był równie szorstki jak jego rysy i 

powinien draŜnić jej nerwy jak papier ścierny, a jakimś sposobem 
uspokoił ją jak pieszczota. 

Niepewnie skinęła głową. 
- A one? – wskazał inne więźniarki. 
Potrząsnęła głową. 
- Słyszysz mnie? 
On teŜ potrząsnął głową. 
- Czytam z twoich ust. 
Och. To znaczy Ŝe ją intensywnie obserwował, nawet gdy odwrócił 

głowę. Nie było to nieprzyjemne. 

- Jak moŜna otworzyć szkło? – zapytał. 
Jej usta zacisnęły się w upartą linię i ośmieliła się rzucić spojrzenie 

na uzbrojone, pokryte krwią drapieŜniki za nim. Czy powinna mu 
powiedzieć? Co jeśli teŜ planowali zgwałcić więźniarki, jak tamci? Tak 
jak się bała? 

Jego ostre spojrzenie zmiękło. 
- Nie przyszliśmy was skrzywdzić. Masz moje słowo. Chcemy was 

uwolnić. 

Nie znała go, nie powinna mu ufać, ale podeszła na trzęsących się 

nogach do szyby. ZbliŜywszy się zrozumiała, Ŝe Sabin górował nad nią 
a jego czy nie były brązowe, jak myślała. Raczej obramowane 
bursztynem, kawowe, kasztanowe i brązowe, symfonia kolorów. Na 
szczęście błysku czerwieni nadal nie było. CzyŜby go sobie wyobraziła? 

- Kobieto? – powiedział. 
Jeśli otworzy cele jak powiedział… gdyby zebrała się na odwagę i nie 

zamarła w miejscu jak miała w nawyku… ucieczka w końcu byłaby 

background image

Mroczny Szept

 

 

16 | 

S t r o n a

 

 

moŜliwa. Ta nadzieja wróciła do Ŝycia, niepowstrzymana i silna, 
temperowana jedynie przez myśl Ŝe mogłaby niechcący, okrutnie i 
brutalnie zabić tych wybawców. 

Nie martw się. Dopóki nie spróbują cię skrzywdzić, twoja bestia 

będzie spokojna. Jeden zły ruch z ich strony i… 

Warte ryzyka, pomyślała. 
- Kamienie. 
Zmarszczył brwi. 
- Kości

2

Przełykając cięŜko, uniosła jeden paznokieć – pazur w porównaniu 

do ludzkiego – i wycięła na szybie słowo KAMIENIE. KaŜda rysa 
wytrzymała tylko na tyle długo, by zakończyć słowo. Przeklęte boskie 
szkło. Ciągle się zastanawiała, jak ludzie je zdobyli. 

Cisza. Zmarszczył brwi, jego uwaga pozostała skupiona na jej zbyt 

długim, ostrym paznokciu. Zastanawiał się jakiego rodzaju 
stworzeniem była? 

- Kamienie? – zapytał Sabin, jego spojrzenie znów napotkało jej. 
Skinęła głową. 
Okręcił się, rozglądając się po komnacie. Mimo, Ŝe trwało to tylko 

kilka sekund, Gwen podejrzewała, Ŝe skatalogował w pamięci kaŜdy cal 
przestrzeni i mógłby znaleźć drogę w ciemności. 

Wojownicy stanęli za nim w linii, wszyscy patrząc na nią 

wyczekująco. Z wyczekiwaniem były zmieszane teŜ ciekawość, 
podejrzliwość, nienawiść – do niej? – i nawet Ŝądza. Jeden krok, dwa – 
cofnęła się. Nie zniesie więcej Ŝądzy, nawet przez chwilę. Jej nogi drŜały 
tak gwałtownie, Ŝe bała się Ŝe się pod nią ugną. Spokojnie. Nie moŜesz 
panikować. Złe rzeczy się dzieją kiedy panikujesz

Jak zwalczyć pragnienie innych? Nie miała nic czym mogłaby się 

bardziej okryć. Przez czas jej uwięzienia, jej dŜinsy i t-shirt zostały 
zastąpione białą koszulką i krótką spódnicą, które dali jej porywacze – 
ułatwiając sobie dostęp. Skurwiele. Jedno z ramiączek urwało się 
miesiąc temu i koszulka opadała. Musiała wiązać ją pod ramieniem, 
Ŝeby zakryć piersi. 

- Odwrócić się – nagle warknął Sabin. 
Gwen obróciła się bezmyślnie, długie, rude włosy zawirowały wokół 

niej. Odetchnęła cięŜko, pot spłynął jej na brwi. Dlaczego chciał, Ŝeby 
się odwróciła? śeby łatwiej ją zniewolić? 

Nastąpiła kolejna z tych cięŜkich cisz. 

                                                            

2

 „Stones” i „bones” – podobnie brzmiące słowa po angielsku i podobnie wymawiane 

background image

Mroczny Szept

 

 

17 | 

S t r o n a

 

 

- Nie miałem na myśli ciebie, kobieto – tym razem głos Sabina był 

miękki, delikatny. 

- Och, daj spokój – ktoś powiedział. Poznała głęboki, lekcewaŜący ton 

męŜczyzny o blond włosach i niebieskich oczach. – Nie mówisz chyba 
powaŜnie… 

- Straszycie ją. 
Gwen spojrzała przez ramię. 
- Ale ona… - zaczął ten całkiem wytatuowany. 
- Chcecie odpowiedzi czy nie? – ponownie przerwał Sabin. - 

Powiedziałem: odwrócić się! 

Kilka jęków, szuranie stóp. 
- Kobieto. 
Powoli znów się obróciła. Wszyscy wojownicy odwrócili się, tak jak 

zaŜądał Sabin, pokazując jej plecy. 

PrzyłoŜył dłoń do szyby. Była wielka, nie pobliźniona i nieruchoma, 

ale pokryta krwią.  

- Które kamienie? 
Wskazała skrzynkę z kamieniami za nim. Były małe, rozmiaru pięści 

i kaŜdy miał innego rodzaju śmierć namalowaną z przodu. 
Przedstawiały: ścięcie, usuwanie wnętrzności, dźganie i dziki ogień 
wspinający się po ciele męŜczyzny przywiązanego do drzewa. 

- Dobrze, dobrze. Ale co mogę nimi zrobić? 
Teraz dysząc z potrzeby uwolnienia – blisko, tak blisko – pokazała 

pantomimę wkładania kamienia do dziury, jak klucza do zamka. 

- Czy to ma znaczenia, który kamień do którego zamka? 
Przytaknęła, potem wskazała kaŜdy kamień i którą celę on otwierał. 

Zaczęła się lękać uŜycia tych kamieni, jeśli miałoby to znaczyć, Ŝe znów 
stanie się świadkiem gwałtu. Wzdychając, zaczęła wydrapywać słowo 
KLUCZ na szybie, kiedy Sabin uderzył pięścią w skrzynkę, niszcząc ją. 
śeby zrobić coś takiego trzeba by siły dziesięciu ludzi, ale wyglądało na 
to, Ŝe on to zrobił bez wysiłku. 

Kilka ran poznaczyło jego dłoń od kłykci do nadgarstka. Pojawiła się 

siatka szkarłatu, ale otarł ją, jakby nie miała znaczenia. Skóra juŜ się 
uzdrawiała, łącząc rozdarte tkanki. Och, tak. Był czymś daleko 
wspanialszym niŜ śmiertelnik. Nie elfem, bo jego uszy były idealnie 
zaokrąglone. Nie wampirem, bo nie miał kłów. MoŜe męską syreną? 
Jego głos był wystarczająco głęboki, wystarczająco pyszny, tak, ale 
moŜe zbyt szorstki. 

- Weźcie kamień – zawołał, nie odrywając od niej spojrzenia. 

background image

Mroczny Szept

 

 

18 | 

S t r o n a

 

 

Wojownicy natychmiast obrócili się na pięcie. Gwen celowo cały czas 

patrzyła na Sabina, bojąc się, Ŝe patrzenie na innych zwiększy jeszcze 
jej strach. Kontrolujesz się, dobrze. Nie mogła…  nie złamie się. JuŜ i 
tak zbyt wielu rzeczy Ŝałowała. 

Czemu nie mogła być taka jak jej siostry? Czemu nie była tak 

dzielna i silna? Gdyby były do tego zmuszone, odcięłyby sobie 
kończyny, Ŝeby uciec – i to zrobiłyby to duŜo wcześniej. Przebiłyby 
pięścią szybę, pierś Chrisa i zjadłyby jego serce tuŜ przed nim, cały 
czas się śmiejąc. 

Poczuła uderzenie tęsknoty. Jeśli Tyson – jej były chłopak, 

powiedział im o jej porwaniu – czego najprawdopodobniej nie zrobił, 
tak bardzo bojąc się jej sióstr – szukałyby jej i nie poddałyby się póki 
by jej nie znalazły. Pomimo jej słabości, kochały ją, chciały dla niej jak 
najlepiej. Ale będą bardzo zawiedzione dowiadując się o tym porwaniu. 
Zawiodła samą siebie, tak samo jak swoją rasę. Nawet jako dziecko 
unikała konfliktów, czym zasłuŜyła sobie na przydomek: „Gwendolyn 
Nieśmiała”. 

Odkryła, Ŝe jej dłonie są wilgotne i otarła je o uda. 
Sabin kierował męŜczyznami wskazując im który kamień pasował do 

którego otworu. Kilka przydzielił źle, ale nie martwiła się. Rozgryzą to. 
Nie mylił się w przypadku tego otwierającego jej celę i gdy jeden z 
męŜczyzn, niebieskowłosy, wykolczykowany punk chciał unieść 
kamień, silne, opalone palce Sabina oplotły jego nadgarstek, 
powstrzymując go. 

Niebieskowłosy spojrzał w oczy Sabinowi, który potrząsnął głową. 
- Mój – powiedział. 
Punk uśmiechnął się szeroko. 
- Nienawidzimy tego co widzimy, co? 
Sabin tylko na niego patrzył. 
Gwen zamrugała ze zdziwieniem. Nienawidził na nią patrzeć? 
Jedna po drugiej, kobiety były uwalniane, niektóre próbując szybko 

uciec z komnaty. MęŜczyźni nie pozwolili ujść im daleko, łapiąc je, ku 
zaskoczeniu Gwen chwytając je delikatnie, nawet gdy walczyły z furią. 
Właściwie, najpiękniejszy męŜczyzna w grupie, ten o wielobarwnych 
włosach, obejmował jedną po drugiej, szeptają miękko: „Śpij dla mnie, 
kochanie”. 

Były szokująco posłuszne, opadając w opiekuńcze ramiona 

wojownika. 

background image

Mroczny Szept

 

 

19 | 

S t r o n a

 

 

Sabin schylił się i chwycił kamień Gwen, ten ukazujący płonącego 

Ŝywcem męŜczyznę. Gdy się wyprostował, podrzucił go w powietrze i 
złapał z łatwością. 

- Nie uciekaj. W porządku? Jestem zmęczony i nie chcę cię gonić, ale 

zrobię to jeśli mnie zmusisz. I obawiam się, Ŝe mógłbym cię wtedy 
przypadkowo zranić. 

Nie tylko ty, pomyślała. 
- Nie… uwalniaj jej – wybełkotał Chris. Jak długo był przytomny? 

Uniósł głowę i wypluł brud. Siniaki juŜ powstawały pod jego oczyma. – 
Niebezpieczna. Śmiertelnie. 

- Cameo – to było wszystko co powiedział Sabin.  
Kobieta-wojownik nie potrzebowała więcej by wiedzieć czego chciał, 

podeszła do człowieka i chwytając za tył jego koszulki postawiła do na 
nogi. Wolną ręką przystawiła sztylet do jego tętnicy szyjnej. Zbyt słaby 
lub przestraszony, nie szarpał się. 

Gwen miała nadzieję, Ŝe to strach trzymał go nieruchomo. Miała na 

to nadzieję kaŜdym włóknem swego istnienia. Nawet wpatrywała się w 
czubek noŜa, chcąc by wbił się w gardło skurwiela, przebijając skórę i 
kości, serwując niezapomnianą agonię. 

Tak, pomyślała, zachwycona. Tak, tak, tak. Zrób to. Proszę, zrób to. 

Zrań go, spraw by cierpiał. 

- Co chcesz, Ŝebym z nim zrobiła? – Cameo zapytała Sabina. 
- Trzymaj go. śywego. 
Rozczarowanie sprawiło, Ŝe ramiona Gwen opadły. Ale z 

rozczarowaniem przyszło zdumiewające zrozumienie. Jej emocje były 
pod kontrolą, ale i tak była bliska uwolnienia wewnętrznej bestii. 
Wszystkie te myśli o bólu i cierpieniu nie były jej. Nie mogły być. 
Niebezpieczna, powiedział Chris. Śmiertelnie. Miał rację. Musisz 
utrzymać kontrolę

- Ale nie bój się go zranić trochę – dodał Sabin i zmruŜył oczy patrząc 

na nią. Był.. rozgniewany? Na nią? Ale dlaczego? Co zrobiła? 

- Nie uwalniaj dziewczyny – powtórzył Chris. DrŜenie wstrząsnęło 

jego ciałem. Próbował się cofnął, ale Cameo, oczywiście silniejsza niŜ 
się wydawała, zatrzymała go w miejscu. – Proszę, nie. 

- MoŜe powinieneś zostawić rudowłosą w celi – powiedziała drobna 

wojowniczka. – przynajmniej na razie. Na wszelki wypadek. 

Wojownik uniósł kamień, zatrzymując się na chwilę przed włoŜeniem 

go do otworu przy jej klatce.  

- Jest Łowcą. Kłamcą. I myślę Ŝe ją zranił, ale nie chce, Ŝeby mogła 

nam o tym powiedzieć. 

background image

Mroczny Szept

 

 

20 | 

S t r o n a

 

 

Gwen zamrugała, patrząc na niego z szokiem i zachwytem. Nie był 

zły na nią, tylko na Chrisa – łowcę? – za to co mógł zrobić. Naprawdę 
miał na myśli to co mówił. Nie zrani jej. Chciał Ŝeby była wolna. 
Bezpieczna. 

- To prawda? – zapytał ją. – Zranił cię? 
Z policzkami płonącymi z upokorzenia, skinęła. Emocjonalnie, 

zniszczył ją. 

Sabin przesunął językiem po zębach. 
- Zapłaci za to. Masz moje słowo. 
Powoli zakłopotanie zbladło. Jej matka, która wydziedziczyła ją 

prawie dwa lata temu, wolałaby widzieć ją raczej martwą niŜ słabą, ale 
ten męŜczyzna – ten obcy – chciał ją pomścić. 

Chris przełknął nerwowo. 
- Posłuchaj mnie. Proszę. Wiem, Ŝe jestem waszym wrogiem i nie 

będę kłamał, udawając, Ŝe wy nie jesteście moim. Jesteście. 
Nienawidzę was całym sobą. Ale jeśli ją wypuścisz, zabije nas 
wszystkich. Przysięgam. 

- Czy spróbujesz i zabijesz nas, mały rudzielcu? – zapytał ją Sabin, 

nawet delikatniej niŜ wcześniej. 

Przywykła do nazywania „suką” i „dziwką” przez tamtych męŜczyzn, 

Gwen poczuła jak czułe słówko prześlizguje się przez jej umysł z siłą 
pachnącego róŜami, letniego powietrza. Przez te kilka minut razem, ten 
męŜczyzna zdołał dać jej kaŜdą rzecz o jakiej marzyła od chwili 
zamknięcia: rycerz zdeterminowany pokonać jej smoki. Jasne, kiedyś 
myślała, Ŝe rycerzem będzie Tyson albo nawet ojciec, którego nie znała, 
ale wciąŜ. Nie codziennie spełniają się marzenia. 

- Ruda? 
Ocknęła się. O co pytał? Och, tak. Czy spróbuje i zabije jego i jego 

przyjaciół. Oblizała usta i potrząsnęła głową. Jeśli bestia przejmie 
kontrolę, nie spróbuje. Po prostu to zrobi. Mam kontrolę. W większej 
części. Nic im się nie stanie. 

 - Tak myślałem – z błyskawicznym ruchem nadgarstka wsunął 

kamień na miejsce. Serce grzmiało w jej piersi, niemal rozsadzając 
Ŝebra. Stopniowo szyba uniosła się… uniosła… niedługo… niedługo… I 
juŜ nie było między nią i Sabinem nic oprócz powietrza. Zapach cytryn 
i mięty wzmógł się. Chłód do którego przywykła zdawał się ustępować 
po kocem ciepła, który zdawał się ją owijać. 

Uśmiechnęła się powoli. Wolna. Była naprawdę wolna. 
Sabin odetchnął z trudem. 
- Bogowie. Jesteś niewiarygodna. 

background image

Mroczny Szept

 

 

21 | 

S t r o n a

 

 

Zorientowała się, Ŝe ruszyła w jego kierunku, sięgając, desperacko 

pragnąc dotyku, którego była pozbawiona przez te miesiące. 
Pojedynczego dotyku, to wszystko czego potrzebowała. I będzie mogła 
odejść, do domu. W końcu. 

Dom. 
 - Suka – krzyknął Chris, szarpiąc się w uścisku Cameo. – Trzymaj 

się ode mnie z dala. Trzymajcie ją z dala ode mnie! Ona jest potworem! 

Jej stopy zatrzymały się w miejscu, spojrzenie przeniosło się na 

podłego człowieka, odpowiedzialnego za wszystkie cierpienia, całą 
udrękę, którą przechodziła przez ostatni rok. Nie wspominając co zrobił 
jej towarzyszkom niedoli. Jej paznokcie zmieniły się w ostre jak 
brzytwa szpony. Drobne, pozornie pajęcze skrzydła rozpostarły się za 
jej plecami, rozrywając wełnę, trzepocząc gorączkowo. Jej krew 
rozcieńczyła się w Ŝyłach, ruszając przez kaŜdą część ciała, szybko, tak 
szybko, a jej wzrok przeszedł w podczerwień, gdy jedynym na czym się 
skupiła było ciepło ciała. 

W tej chwili zrozumiała, Ŝe nie miała ani trochę kontroli nad swoją 

bestią. Nad swoją ciemną stroną. Kotłowała się w niej, przewaŜnie 
cicha, jakby czekała na okazję do uderzenia… 

Tylko Chris, tylko Chris, błagam, bogowie, tylko Chris. Monotonne 

błaganie przeszyło jej umysł, pełne nadziei starało się przebić przez 
Ŝądzę krwi jej mściwej bestii. Tylko Chris, zostaw innych w spokoju, 
zaatakuj tylko Chrisa. 

Ale w głębi duszy wiedziała, Ŝe nic teraz nie mogło powstrzymać 

śmiertelnych Ŝniw. 

   
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

22 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 3

Rozdział 3

Rozdział 3

Rozdział 3    

    

Od pierwszej chwili, gdy Sabin zobaczył ślicznego rudzielca w 

szklanej celi, nie był zdolny oderwać od niej spojrzenia. Nie był zdolny 
oddychać, myśleć. Jej włosy były długie i kręcone, blond przemieszany 
z rubinowymi lokami. Brwi były kasztanowe, ale równie wspaniałe. Jej 
nos był zadarty, policzki zaokrąglone jaku u cherubina. Ale jej oczy… 
były zmysłową ucztą, bursztyn z prąŜkami błyszczącej szarości. 
Hipnotyczne. Okalały je czarne rzęsy, dekadencka rama. 

 Halogeny zawieszone na hakach w ścianach i zatapiały ją w jasnym 

świetle. U kogo innego ujawniłoby to wady i rzeczywiście ukazywały 
brud pokrywający skórę, ale teŜ nadawały jej zdrowy blask. Była 
drobna, z małymi, krągłymi piersiami, wąskimi biodrami i nogami 
wystarczająco długimi by owinąć się wokół jego pasa i trzymać przy 
najbardziej burzliwej z jazd. 

Nie myśl w taki sposób. Wiesz lepiej. Taa, wiedział. Jego ostatnia 

kochanka, Darla, zabiła się i przysiągł nigdy więcej nie dopuścić do 
czegoś takiego. Ale jego pociąg do rudzielca był gwałtowny. Tak jak jego 
demona, tyle, Ŝe Zwątpienie chciało jej z innego powodu. Wyczuł jej 
drŜenie i wziął za cel, nurkując w jej umysł, rzucając się na jej 
najgłębsze lęki i wydobywając je. 

Ale nie była człowiekiem, obaj niedługo to zrozumieli, i Zwątpienie 

nie był w stanie słyszeć jej myśli póki ich nie wyartykułowała. To nie 
znaczy, Ŝe była bezpieczna przed tym złem. Och, nie. Zwątpienie 
wiedział jak wykorzystać sytuację i dostosować truciznę. Nawet więcej, 
demon podjął wyzwanie i jeszcze staranniej będzie się starał wyuczyć 
niuansów myśli dziewczyny i zniszczyć kaŜdą odrobinę wiary, jaką 
miała.  

Czym była? Mimo, Ŝe poznał wiele rodzajów nieśmiertelnych przez 

tysiąclecia swojego Ŝycia, nie mógł jej do Ŝadnego dopasować. 
Wyglądała jak człowiek. Delikatna, krucha. Łamliwa. Te bursztynowo-
srebrne oczy niszczyły to wraŜenie. I szpony. Mógł sobie wyobrazić, Ŝe 
zatapia je w jego plecach… 

Dlaczego Łowcy ją schwytali? Bał się odpowiedzi. Trzy z sześciu 

uwolnionych kobiet najwyraźniej było w ciąŜy, co nasuwało tylko jedną 
myśl: hodowla Łowców. Nieśmiertelnych Łowców, w takim przypadku, 

background image

Mroczny Szept

 

 

23 | 

S t r o n a

 

 

bo rozpoznał dwie syreny z bliznami na szyi, którym najwyraźniej 
usunięto głos; bladoskórą wampirzycę, której kły zniknęły; gorgonę, 
której obcięto węŜowe włosy i córkę Kupida, która została oślepiona. 
śeby powstrzymać ją przed rzuceniem miłosnego zaklęcia, jak 
przypuszczał Sabin. 

Jak okrutni byli Łowcy dla tych ślicznych stworzeń. Co zrobili 

rudowłosej, najśliczniejszej z nich? Mimo, Ŝe miała na sobie koszulkę i 
spódnicę, nie mógł dostrzec blizn ani siniaków wskazujących 
okaleczenia. Ale teŜ to nic nie znaczyło. Większość nieśmiertelnych 
szybko się leczyła. 

Chcę jej. Głębokie zmęczenie promieniowało z niej, ale gdy 

uśmiechnęła się, kiedy ją uwolnił… mógł umrzeć od piękna jej twarzy. 

TeŜ jej chcę, dodał Zwątpienie. 
Nie moŜesz jej mieć. To znaczyło, Ŝe on teŜ nie mógł. Pamiętasz 

Darlę? Pomimo tego jak była silna i pewna, robiłeś wszystko, Ŝeby ją 
złamać. 

Radosny śmiech. 
Wiem. Czy to nie zabawne? 
Jego dłonie zacisnęły się w pięści. Pieprzony demon. KaŜdy miał 

obawy, a jego ciemniejsza połowa konsekwentnie je ujawniała: Nie 
jesteś wystarczająco ładna. Nie jesteś wystarczająco mądra. Jak 
ktokolwiek moŜe cię kochać? 

- Sabin – odezwał się zimny głos Aerona. -  Jesteśmy gotowi. 
Pokiwał palcem w stronę dziewczyny. 
- Chodź. 
Ale jego rudowłosa cofnęła się pod najdalszą ścianę, jej ciało drŜało 

w nowym strachu. Spodziewał się, Ŝe spróbuje uciec, mimo jego 
ostrzeŜenia. Ale nie oczekiwał takiego… przeraŜenia.  

- Powiedziałem ci – odezwał się delikatnie. – Nie chcemy cię 

skrzywdzić. 

Jej usta się otworzyły, ale nie wydała dźwięku. I gdy patrzył, złoty 

błysk jej oczu pogłębił się, zmroczniał, stał się czarny. 

- Co, do cholery… 
W jednej minucie stała przed nim, w następnej juŜ jej nie było, jakby 

tylko mu się przywidziała. Obrócił się, rozglądając. Nie widział jej. Ale 
jedyny stojący Łowca wydał nagle krzyk agonii… krzyk ustał, gdy ciało 
upadło na piaszczystą podłogę, rozlewając krew dookoła.  

- Dziewczyna – powiedział Sabin, chwytając sztylet, zdeterminowany 

chronić ją przed tym, co właśnie zabiło Łowcę, którego planował 
przesłuchać. Ciągle jej nie widział. Jeśli mogła zniknąć przy uŜyciu 

background image

Mroczny Szept

 

 

24 | 

S t r o n a

 

 

myśli, jak Lucien, będzie bezpieczna. Na zawsze poza jego zasięgiem, 
ale bezpieczna. Ale czy mogła? Zrobiła to? 

- Za tobą – odezwała się Cameo i przynajmniej raz jej głos był 

bardziej zszokowany niŜ pełen boleści. 

- Bogowie – odetchnął Parys. – Nie widziałem jej ruchu, póki… 
- Ona nie… czy ona… jak ona mogła mieć… - Maddox przesunął 

ręką po twarzy, jakby niedowierzał temu, co widzi.   

Sabin znów się obrócił. I była tam, z powrotem w celi, siedząc z 

kolanami przy piersi, ustami ociekającymi krwią i… tchawicą?... 
zaciśniętą w jednej ręce. Rozdarła – a moŜe przegryzła? – męŜczyźnie 
gardło. 

Jej oczy znów miały normalny kolor, ale były tak całkowicie wyprane 

z emocji, Ŝe podejrzewał, Ŝe szok spowodowany tym, co zrobiła, 
odrętwił jej umysł. Jej wyraz twarzy teŜ był pusty. Jej skóra była teraz 
tak blada, Ŝe mógł zobaczyć znajdujące się pod nią niebieskie Ŝyły. I 
trzęsła się, kołysała w tył i przód, szeptała niesłyszalnie. Co. Do. 
Diabła? 

Łowca nazwał ją potworem. Sabin nie uwierzył. Wtedy. 
Teraz wszedł do celi, niepewny, co robić, ale wiedząc, Ŝe nie zostawi 

jej tak, ani nie zamknie z powrotem. Po pierwsze, nie zaatakowała jego 
przyjaciół. Po drugie, biorąc pod uwagę jak była szybka, mogła uciec 
zanim szyba się zamknie i porządnie go uszkodzić za złamanie słowa. 

- Sabin, stary – powiedział Gideon ponuro. – MoŜe nie chcesz 

przemyśleć wchodzenia tam. Przynajmniej raz, Łowca kłamał. 

Przynajmniej raz. Spróbuj jeszcze raz
- Wiesz, z czym tu mamy do czynienia? 
- Nie – Tak. – Ona nie jest Harpią

3

, sługą Lucyfera, który nie spędził 

roku na ziemi. Nie miałem z nimi wcześniej do czynienia i nie wiem, Ŝe 
potrafią zabić armię nieśmiertelnych w kilka sekund. 

PoniewaŜ Gideon nie mógł powiedzieć słowa prawdy, nie cierpiąc 

przy tym, Sabin wiedział, Ŝe wszystko, co mówił było kłamstwem. Więc 
wojownik spotkał wcześniej Harpie – i bynajmniej nie miał na myśli tej 
w uwłaczającym znaczeniu – i te Harpie były sługami Lucyfera i mogły 
zniszczyć nawet taką bestię jak on w czasie mniejszym niŜ wymagało 
mrugnięcie. 

- Kiedy? – zapytał. 

                                                            

3

 

Harpie w mitologii greckiej to uskrzydlone bóstwa wiatrów, najlepiej znane, jako stworzenia kradnące jedzenie 

Fineusowi. Hezjod nazywa harpie "pięknowłosymi" stworzeniami. Obraz harpii, jako brzydkiej, uskrzydlonej kobiety-ptaka 
powstał dość późno, wskutek pomylenia tych stworzeń z syrenami. Rzymscy i bizantyjscy pisarze uszczegółowili ten 
wizerunek. Na wazie w Muzeum Berlińskim harpia trzyma małą figurkę bohatera w każdym szponie, a jej głowa jest 
podobna do głowy Gorgony, z wybałuszonymi oczami, sterczącym językiem i kłami.

 

background image

Mroczny Szept

 

 

25 | 

S t r o n a

 

 

Gideon zrozumiał, co miał na myśli. 
- Pamiętasz, kiedy nie byłem uwięziony? 
Ach. Gideon spędził kiedyś trzy miesiące tortur w rękach Łowców. 
- Jedna nie zniszczyła połowy obozy nim zdołał się odezwać alarm. 

Nie cofnęła się, z jakiegoś powodu, i pozostali Łowcy nie spędzili kilku 
następnych dni przeklinając całą rasę. 

- Czekajcie. Harpia? Nie sądzę. Nie jest odraŜająca – tę małą perełkę 

podrzucił Strider, król rzeczy oczywistych. – Jak moŜe być Harpią? 

- Wiesz równie dobrze jak my, Ŝe ludzkie mity są czymś 

wykoślawionym. To, Ŝe większość legend opisuje Harpie, jako 
odraŜające nie znaczy, Ŝe takie są. Teraz, wszyscy wyjść – Sabin zaczął 
odkładać broń na ziemię za sobą. – Poradzę sobie z nią. 

Podniosło się morze protestów. 
- Nic mi nie będzie – Miał nadzieję. 
MoŜesz nie być… 
Och, zamknij się, do kurwy nędzy. 
- Ona… 
- Idzie z nami – skończył, przerywając Maddoksowi. Nie mógł jej 

zostawić. Była zbyt cenną bronią, bronią, która mogła zostać uŜyta 
przeciw niemu… albo uŜyta przez niego. Tak, pomyślał, a jego czy się 
rozszerzyły. Tak. – I pójdzie Ŝywa. 

- Do diabła, nie – odparł Maddox. – Nie chcę Harpii w pobliŜu 

Ashlyn. 

- Widziałeś, co zrobiła… 
- Tak, i właśnie dlatego nie chcę jej w pobliŜu mojej cięŜarnej kobiety 

– Teraz Maddox mu przerwał. – Harpia zostaje. 

Kolejny powód by unikać miłości. Zmiękczała nawet najtwardszych 

wojowników. 

- Musi nienawidzić tych męŜczyzn tak bardzo jak my. MoŜe pomóc 

naszej sprawie. 

- Nie - StraŜnik Furii był nieugięty. 
- Będzie moją odpowiedzialnością i dopilnuję, Ŝeby trzymała szpony i 

zęby ukryte – Znów, miał nadzieję. 

- Chcesz jej, jest twoja – powiedział Strider, jak zawsze po jego 

stronie. Dobry facet. – Maddox się zgodzi, poniewaŜ nigdy nie 
naciskałeś, Ŝeby Ashlyn szła do miasta i słuchała rozmów Łowców, nie 
waŜne jak bardzo byś chciał. 

MruŜąc oczy, Maddox zacisnął szczękę. 
- Musimy ją spętać. 

background image

Mroczny Szept

 

 

26 | 

S t r o n a

 

 

- Nie. Będę ją trzymał – Sabinowi nie podobała się myśl o kimś 

innym dotykającym jej. W Ŝaden sposób. Powiedział sobie, Ŝe jest tak, 
poniewaŜ mogła być torturowana, wykorzystywana w najstraszniejszy 
sposób i mogła zareagować negatywnie na kogoś, kto by próbował, 
ale… 

Rozpoznawał wymówkę, gdy ją słyszał. Pociągała go i nie mógł 

wyłączyć tej zaborczości. Nawet pomimo tego, Ŝe przysięgał trzymać się 
z dala od kobiet. 

Cameo podeszła do jego boku, skupiając uwagę na dziewczynie. 
- Pozwól Parysowi się nią zająć. Potrafi najokrutniejsze kobiety 

wprawić w doskonały nastrój. Ty nie za bardzo, a wszyscy wiem, Ŝe 
teraz potrzebujemy, Ŝeby była w dobrym nastroju. 

Parys, który mógł uwieść kaŜdą kobietę, zawsze, nie waŜne 

nieśmiertelną czy ludzką? Parys, który potrzebował seksu do 
przetrwania? Zęby Sabina zacisnęły się, wyobraŜenie pary błysnęło w 
jego umyśle. Splecione nagie ciała, palce wojownika zaciśnięte w dzikiej 
fali włosów Harpii, rozkosz wypełniająca jej spojrzenie. 

Tak będzie lepiej dla dziewczyny. Tak najprawdopodobniej będzie 

lepiej dla nich wszystkich, jak mówiła Cameo. Harpia będzie bardziej 
skłonna pomóc im walczyć z Łowcami, jeśli będzie walczyć przy boku 
kochanka… a Sabin był zdeterminowany zdobyć jej pomoc. Oczywiście, 
Parys nie byłby zdolny spać z nią więcej niŜ raz, bo potrzebował do 
przetrwania seksu z róŜnymi kobietami, mógłby tylko ją zdradzać, co 
prawdopodobnie by ją wkurwiło. Wtedy mogłaby zdecydować się 
pomagać Łowcom.  

Zły pomysł, zdecydował i to nie tylko dlatego, Ŝe chciał Ŝeby to był zły 

pomysł. 

- Po prostu… dajcie mi pięć minut. Jeśli mnie zabije, Parys moŜe z 

nią spróbować. 

- Przynajmniej pozwól Parysowi uśpić ją jak inne – nalegała Cameo. 
Sabin potrząsnął głową.  
- Jeśli zostanie obudzona zbyt wcześnie, moŜe się wystraszyć i 

zaatakować. Najpierw muszę do nie dotrzeć. Teraz się wynoście. 
Pozwólcie mi pracować. 

Cisza. Szuranie stóp, cięŜsze niŜ zwykle, gdy wojownicy wynosili inne 

kobiety. I w końcu zastał sam z rudowłosą. Albo moŜe ten kolor 
nazywano truskawkowym blondem? Ciągle drŜała, kołysała się, ciągle 
trzymała tę przeklętą tchawicę. 

background image

Mroczny Szept

 

 

27 | 

S t r o n a

 

 

Jesteś taką złą dziewczynką, nieprawdaŜ? Odezwał się demon, 

rzucając te myśli prosto w umysł Harpii. I wiesz, co się dzieje ze złymi 
dziewczynkami, prawda? 

Zostaw ją w spokoju. Proszę – błagał demona. Załatwiła naszego 

wroga, uniemoŜliwiła im szukanie – i znalezienie – puszki. 

Słysząc słowo: puszka, Zwątpienie zawył. Demon spędził tysiąc lat w 

ciemności i chaosie puszki Pandory i nie chciał do niej wracać. Zrobi 
wszystko by powstrzymać taki los. 

Sabin nie mógł juŜ egzystować bez Zwątpienia. Był stałą częścią i 

chociaŜ tego często Ŝałował, prędzej oddałby płuco niŜ demona. To 
pierwsze mógł zregenerować. 

Tylko parę minut ciszy, dodał. Proszę. 
Och, w porządku. 
 Usatysfakcjonowany tym, pokonał resztę drogi do wnętrza celi. 

Schylił się, by znaleźć się na poziomie oczu dziewczyny. 

- Przepraszam. Przepraszam – zaintonowała monotonnie, gdy 

wyczuła jego obecność. Nie spojrzała na niego, tylko dalej wpatrywała 
się przed siebie, nic nie widząc. – Zabiłam cię? 

- Nie, nie. Ze mną wszystko w porządku – Biedactwo, nie wiedziała, 

co zrobiła ani co mówiła. – Zrobiłaś dobrą rzecz, zniszczyłaś bardzo 
złego człowieka. 

- Zły. Tak, jestem bardzo, bardzo zła – jej ramiona zacisnęły się 

wokół kolan. 

- Nie, on był zły – Powoli, wyciągnął rękę. – Pozwól mi sobie pomóc. 

W porządku? – Jego palce lekko dotknęły jej, rozchylając je. Krwawa 
reszta wypadła z jej uścisku, mógł złapać to wolną ręką i rzucić przez 
ramię, z dala od niej. – Teraz, nie jest lepiej? 

Na szczęście, jego działanie nie wepchnęło jej ponownie w gniew. 

Wypuściła głęboki oddech. 

- Jak masz na imię? – zapytał. 
- C-co? 
WciąŜ poruszając się z nieśpiesznym spokojem, odsunął kosmyk 

włosów z jej twarzy i wsunął go za jej ucho. Przysunęła się do jego ręki, 
nawet wsunęła policzek w wnętrze jego dłoni. PrzedłuŜył pieszczotę, 
delektując się miękkością jej skóry, nawet, jeśli w głębi duszy 
rozpoznawał cienką krawędź niebezpieczeństwa, w jakie się pakował. 
Ośmielając się pragnąć jej bardziej, wręcz prowokował podobne 
nieszczęście jak z Darlą. Ale nie cofnął się, nawet, gdy chwyciła jego 
nadgarstek i przesunęła jego dłoń przez jedwabistą miękkość swoich 

background image

Mroczny Szept

 

 

28 | 

S t r o n a

 

 

włosów, najwidoczniej chcąc być pieszczona. Pomasował jej głowę. 
Praktycznie zamruczała. 

Sabin nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatnio był tak… czuły dla 

kobiety. Nawet nie z Darlą. Nie waŜne jak by o nią dbał, stawiał 
zwycięstwo, przed jej dobrym samopoczuciem. Ale w tej chwili, coś w 
tej dziewczynie chwyciło go za serce. Była taka zagubiona i samotna, 
uczucia, które dobrze znał. Chciał ją przytulić. 

Widzisz? JuŜ pragniesz więcej. Zamierając, zmusił swoją rękę by 

cofnęła się do boku. 

Wyrwał się jej nieznaczny krzyk rozpaczy, co uczyniło utrzymanie 

niewielkiego dystansu między nimi jeszcze trudniejszym. Jak to biedne 
stworzenie mogło tak dziko zabić człowieka? Nie wydawało się to 
moŜliwe, ta historia nie chciała do niego dotrzeć.  Musiał to zobaczyć. 
Nie Ŝeby było, co oglądać, biorąc pod uwagę jak szybko się poruszała.  

MoŜe, jak on, jak jego przyjaciele, była schwytana przez ciemną siłę 

wewnątrz niej. MoŜe nie mogła powstrzymać tej siły przez 
traktowaniem jej ciała jak marionetki. Gdy ta myśl go uderzyła, 
zrozumiał, Ŝe odgadł właściwie. Sposób, w jaki jej oczy zmieniły kolor… 
przeraŜenie, gdy zrozumiała, co zrobiła… 

Kiedy Maddoxa ogarniała furia jego demona, zachodziły w nim 

podobne zmiany. Nie mogła nic poradzić na to, czym była i 
najprawdopodobniej nienawidziła siebie za to, małe kochanie. 

- Jak ci na imię, Ruda? 
- Imię? - Jej usta wygięły się, naśladując jego wargi.  
- Tak. Imię. Jak na ciebie mówią? 
Zamrugała. 
- Jak na mnie mówią – Zgrzytliwy to zniknął jej głosu, zapowiadając 

świt świadomości. – Jak na mnie… Och. Gwendolyn. Gwen. Tak, to 
moje imię. 

Gwendolyn. Gwen. 
- Śliczne imię dla ślicznej dziewczyny. 
Ślady kolorów wróciły na jej twarz i znów zamrugała, tym razem 

skupiając na nim uwagę. Podarowała mu niepewny uśmiech, mówiący 
o uldze i nadziei. 

- Jesteś Sabin. 
Właściwie, jak wraŜliwe są jej uszy? 
- Tak. 
- Nie zraniłeś mnie. Nawet, gdy ja… - było zdziwienie w jej głosie, 

zdziwienie zmieszane z Ŝalem. 

background image

Mroczny Szept

 

 

29 | 

S t r o n a

 

 

- Nie, nie zraniłem cię – Chciał dodać: ani nie zranię, ale nie był 

pewny czy to byłaby prawda. W swojej wyprawie dąŜącej do pokonania 
Łowców, stracił dobrego męŜczyznę, wspaniałego przyjaciela. Leczył się 
niezliczonych niemal-śmiertelnych ran i pochował kilka zabitych 
kochanek. Jeśli sprawa będzie tego wymagać poświęci tego małego 
ptaszka, poŜąda jej czy nie. 

Chyba, Ŝe zmiękniesz – odezwał się nagle jego demon. 
Nie zrobię tego. To była przysięga, bo odmawiał uwierzyć w coś 

innego. I było to podkreślenie tego, co juŜ wiedział: nie był honorowym 
męŜczyzną. UŜyje jej. 

Spojrzenie Gwen powędrowało za niego i uśmiech znikł. 
- Gdzie twoi ludzie? Byli tam. Ja nie… Ja… Czy ja…. 
- Nie, nie zraniłaś ich. Są na zewnątrz komnaty, przysięgam. 
Jej ramiona opadły, gdy odetchnęła z ulgą. 
- Dziękuję – Wydawała się mówić do siebie. – Ja… Och, niebiosa. 
Zrozumiał, Ŝe właśnie zauwaŜyła zabitego Łowcę. 
Znów zbladła. 
- On… brakuje mu… cała ta krew… jak mogłam… 
Sabin przesunął się na bok, zasłaniając jej widok. 
- Jesteś spragniona? Głodna? 
Te niezwykłe oczy wróciły do niego, teraz z dzikim zainteresowaniem. 
- Masz jedzenie? Prawdziwe jedzenie? 
KaŜdy muskuł w jego ciele napiął się na widok tego zainteresowania. 

Była w nim niemal euforia. Mogła się z nim bawić, udając 
podekscytowanie jego ofertą, Ŝeby rozluźnił się i mogła łatwiej uciec. 
Musisz być taki jak twój demon, wątpiąc we wszystko?  

- Mam batony energetyczne – powiedział. – Nie jestem pewien czy 

mogą być klasyfikowane, jako jedzenie, ale wzmocnią cię – Nie Ŝeby 
potrzebowała więcej siły. 

Jej rzęsy lekko opadły i westchnęła marzycielsko. 
- Batony energetyczne brzmią bosko. Nie jadłam od roku, ale 

wyobraŜałam to sobie. WciąŜ i wciąŜ. Czekolada i ciasta, lody i masło 
orzechowe. 

Rok bez chociaŜby okruchów? 
- Nic ci nie dawali? 
Ciemne rzęsy uniosły się. Nie skinęła, ani nie odpowiedziała w Ŝaden 

sposób, ale wtedy, nie musiała. Prawda była w jej ponurym spojrzeniu. 

Gdy tylko skończy przesłuchiwać Łowców, kaŜdy, którego znalazł w 

tych katakumbach zginie. Z jego ręki. Poświęci wiele czasu zabijaniu, 
ciesząc się kaŜdym cięciem, kaŜdą kroplą krwi. Dziewczyna była 

background image

Mroczny Szept

 

 

30 | 

S t r o n a

 

 

Harpią, sługą Lucyfera, jak powiedział Gideon, ale nawet ona nie 
zasłuŜyła na torturę głodowania. 

- Jak przetrwałaś? Wiem, Ŝe jesteś nieśmiertelna, ale nawet 

nieśmiertelni potrzebują poŜywienia, Ŝeby pozostać silnymi. 

- Wpuścili coś do systemu wentylacyjnego, specjalny środek 

chemiczny, Ŝebyśmy pozostałe Ŝywe i uległe. 

- Nie za bardzo to na ciebie podziałało, co? 
- Nie – Jej mały, róŜowy język przesunął się wygłodniale po wargach. 

– Wspominałeś batony energetyczne? 

- Musimy opuścić tę komnatę, Ŝeby się do nich dostać. MoŜesz to 

zrobić? 

Albo raczej, czy zechce? Wątpił czy mógłby ją zmusić do 

czegokolwiek, czego by nie chciała nie kończąc z rozcięciami czy 
złamaniami, albo nawet martwy. Zastanawiał się, jak Łowcy zdołali ją 
uwięzić. Jak ją zamknęli i to przeŜyli. 

Lekkie wahanie, a potem: 
- Tak, mogę. 
Znów poruszając się powoli, złapał jej ramię i pomógł wstać. 

Zakołysała się. Nie, zrozumiał, przysunęła się do niego, szukając 
bliŜszego kontaktu z jego ciałem. Zamarł, zamierzając ją odepchnąć – 
trzymać ją na dystans, musi trzymać ją na dystans – kiedy westchnęła, 
a jej oddech przedarł się przez rozdarcia w jego koszuli i owiał jego 
pierś. 

Teraz jego oczy przymknęły się w ekstazie. Nawet owinął ramię wokół 

jej bioder, przyciągając ją bliŜej. Całkowicie ufna, oparła głowę na jego 
barku. 

- O tym teŜ marzyłam – wyszeptała. – Taki ciepły. Taki silny. 
Przełknął gulę, która nagle utkwiła mu w gardle, czując jak 

Zwątpienie przemierza korytarze jego umysłu, szturmując, szukając 
ucieczki, sposobu dotarcia do Gwen. 

Za duŜo wiary, powiedział demon, jakby to był rodzaj zarazy. 
Doskonałe podsumowanie, jeśli Sabin miał być ze sobą szczery. 

Podobało mu się, Ŝe patrzyła na niego jakby był raczej księciem 
światła, a nie królem ciemności, kimś, przed kim powinna uciekać z 
krzykiem. Podobało mu się, Ŝe pozwoliła mu złagodzić swoją udrękę. 

To głupie z jej strony, musiał dodać. Sabin nie był niczyim 

bohaterem. Był najgorszym wrogiem kaŜdego. 

Pozwól mi do niej mówić! zaŜądał demon, jak dziecko, któremu 

odmówiono ulubionej zabawy. 

background image

Mroczny Szept

 

 

31 | 

S t r o n a

 

 

Cicho. Powodując, Ŝe Gwen zacznie w jego wątpić, mógł zbudzić 

Harpię i narazić swoich ludzi na niebezpieczeństwo. Na to nie pozwoli. 
Byli dla niego zbyt waŜni, zbyt potrzebni. 

Dystans, jak zrozumiał wcześniej, był potrzebny. Opuścił ramię i 

cofnął się. 

- Bez dotykania – słowa były skrzekiem, bardziej szorstkim niŜ 

zamierzał i zbladła. – Teraz chodź. Wydostańmy się stąd. 

 

 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

32 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 4

Rozdział 4

Rozdział 4

Rozdział 4    

    

Ta kobieta go zabije i to nie dlatego, Ŝe była silniejsza i bardziej 

niebezpieczna od niego. Co, jeśli się nad tym zastanowić, było prawdą. 
Nigdy nie rozerwał człowiekowi gardła zębami i tym Gwen mu 
zaimponowała. Sprawiła, Ŝe Lordowie Świata Podziemnego wyglądali 
jak marshmallows

4

Pełne dwa dni minęły odkąd Sabin i jego druŜyna uratowali ją z 

piramidy. Jedyny raz kiedy widział ją zadowoloną zdarzył się, gdy 
ujrzała słońce. Od tamtej pory nie zrelaksowała się nawet przez chwilę. 
Ani nie jadła. Na batony energetyczne, których tak poŜądała tylko 
spojrzała, po czym potrząsnęła głową i odmówiła. Nawet nie umyła się 
w przenośnym prysznicy, który dał jej Lucien. 

Nie ufała im, nie chcąc ryzykować zatrucia, naraŜenia na utratę 

przytomności, nagości i było to zrozumiałe. Ale do cholery, musiał 
walczyć z chęcią zmuszenia jej do tego. Dla jej własnego dobra. Bez 
tego gówna, które pompowano do jej celi, musiała w całości odczuwać 
głód. Była zmęczona i brudna – zarówno przez czas od uwolnienia jak i 
uwięzienia, co było dziwne, bo inne kobiety były czyste – ale nie chciała 
tego zmienić. Zmuszenie jej, w kaŜdym razie, nie było opcją. Lubił 
swoją tchawicę tam, gdzie była. 

Jedyną rzeczą, jaką od niego wzięła było ubranie. Jego ubranie. 

Piaskowy kamuflaŜ i wojskowy mundur. Wisiały na niej, mimo Ŝe 
podwinęła rękawy i nogawki, ale nie było kobiety, która wyglądałaby 
lepiej. Z tą dziką falą truskawkowych loków… te stworzone do 
całowania wargi… była czystą doskonałością. A wiedząc, Ŝe materiał, 
który na sobie miała dotykał kiedyś jego skóry… 

Muszę skończyć z tym dobrowolnym celibatem. Wkrótce. 
Zrobi to, gdy tylko wróci do Budapesztu, to właśnie zrobi. Znajdzie 

chętną kobietę, która chce tylko miło spędzić czas i – cóŜ – da jej miłe 
chwile. Nikt nie zostanie zraniony. I moŜe wtedy oczyści umysł i 
znajdzie sposób negocjowania z Gwen. 

Czymś, co go zajmowało, był sposób, w jaki Gwen usadziła się w 

kącie i obserwowała go, niewaŜne, kto wchodził do jego namiotu. Jego. 
Jakby on był dla niej największym zagroŜeniem. Warknął na nią w 

                                                            

4

 Marshmallow – rodzaj pianek wytwarzanych z cukru (syropu kukurydzianego), żelatyny i wody. 

background image

Mroczny Szept

 

 

33 | 

S t r o n a

 

 

jaskini, taa, mówiąc jej, Ŝeby go nie dotykała, ale upewnił się teŜ, Ŝe 
pozostała na nogach przez całą przeprawę przez pustynię do obozu. 
Został z nią, strzegąc jej, gdy inni wojownicy wrócili do piramidy, 
szukając wszystkiego, co mogli przegapić za pierwszym razem. Czy 
naprawdę zasłuŜył na to przeraŜone spojrzenie? 

MoŜe… 
Zamknij się, Zwątpienie! Nie potrzebuję twoich opinii. 
Nie mam pojęcia, czemu dbasz o to, co ona myśli. Nigdy nie byłeś 

dobry dla kobiet, czemu teraz miałbyś być? Zabawne, Ŝe teraz ja muszę 
tobie przypominać o Darli.  

Pochylając się nad piaszczystą podłogą, Sabin zatrzasnął mocno 

skrzynkę z bronią, zamknął ją i odwrócił się do torby z jedzeniem, 
którą przyniósł mu Parys. 

Darla, Darla, Darla, zaśpiewał demon. 
- Jak juŜ powiedziałem, zamknij się do kurwy nędzy, ty parszywy 

skurwysynu. JuŜ dość przez ciebie zniosłem. 

Gwen, ciągle w kącie, zadrŜała, jakby krzyknął. 
- Ale nic nie mówiłam. 
śył wśród śmiertelników długi czas i trenował dyskutowanie ze 

Zwątpieniem we własnej głowie. To, Ŝe zapomniał o tym treningu przy 
tej bojaźliwej, zabójczej kobiecie… martwiło. 

- Nie mówiłem do ciebie – wymamrotał. 
Bledsza niŜ zwykle, objęła się ramionami. 
- Więc, do kogo? Jesteśmy tu sami. 
Nie odpowiedział. Nie mógł. Nie, nie kłamiąc. Od kiedy niezdolność 

Zwątpienia do kłamstwa objęła Sabina, musiał mówić prawdę, albo 
przespałby kilka następnych dni. 

Na szczęście, Gwen nie naciskała. 
- Chcę do domu – powiedziała miękko. 
- Wiem. 
Wczoraj Parys przepytał wszystkie kobiety o ich uwięzienie. W 

rzeczywistości zostały porwane, zgwałcone, zapłodnione i powiedziano 
im, Ŝe ich dzieci zostaną zabrane i wytrenowane do walki ze złem. Po 
tym Lucien przeniósł je wszystkie oprócz Gwen – która nie powiedziała 
nic Parysowi – do ich rodzin, które ukryły je przed Łowcami w 
spokojnym i komfortowym miejscu, czego nie zaznały przez czas 
uwięzienia.  

Gwen chciała zostać przeniesiona na lodową pustynię, gdzieś na 

Alasce, Lucien sięgnął po jej rękę – pomimo jej niechęci do współpracy 
– ale Sabin wszedł między nich. 

background image

Mroczny Szept

 

 

34 | 

S t r o n a

 

 

- Jak powiedziałem w jaskini, ona zostaje ze mną – powiedział. 
- Nie! Chcę iść – sapnęła. 
- Przykro mi. To się nie zdarzy – Nie spojrzał na nią, obawiając się, Ŝe 

ją uwolni, pomimo Ŝe jej siła, szybkość i dzikość mogą pomóc mu 
wygrać tę wojnę, ratując jego przyjaciół. 

Bogowie, marzył o końcu, zwycięskim końcu, przez zbyt wiele lat. Nie 

mógł przedłoŜyć potrzeb Gwen ponad to zwycięstwo. 

Za bardzo pragnął Galena – osoby, której nienawidził najbardziej na 

tym świecie – pokonanego i uwięzionego. 

Galen, zapomniany Lord, był tym, który przekonał wojowników do 

skradnięcia i otworzenia puszki Pandory. Był teŜ tym, który sekretnie 
planował zabić ich wszystkich, złapać demony, które uwolnili i zostać 
bohaterem w oczach bogów. Ale wydarzenia nie ułoŜyły się tak, jak 
skurwiel miał nadzieję i został przeklęty noszeniem w sobie demona – 
Nadziei – tak jak pozostali wojownicy. 

Gdyby tylko na tym się skończyło. Ale w ramach dalszej kary, zostali 

wykopani z niebios. Galen, ciągle zdeterminowany zabić tych, którzy 
nazywali go przyjacielem, szybko zebrał armię oburzonych 
śmiertelników, Łowców, i wybuchła ta niekończąca się, krwawa wojna. 
Wojna, która wzrastała z kaŜdym minionym rokiem. Jeśli Gwen moŜe 
pomóc Sabinowi chociaŜby w najmniejszy sposób, była zbyt cenna, 
Ŝeby ją uwolnić. Ona, w kaŜdym razie, myślała inaczej. 

- Proszę – błagała. – Proszę. 
- Zabiorę cię do domu, ale nie dziś – powiedział jej. – MoŜesz być dla 

nas uŜyteczna, dla naszej sprawy. 

- Nie chcę pomagać w Ŝadnej sprawie. Po prostu chcę do domu. 
- Przykro mi. Jak powiedziałem, na razie tak się nie stanie. 
- Skurwiel – wymamrotała. Potem zamarła, jakby wcale nie chciała 

powiedzieć tego głośno i teraz myślała, Ŝe ją uderzy. Kiedy tego nie 
zrobił, uspokoiła się trochę. – Więc zmieniłam jedno uwięzienie na 
inne, prawda? Obiecałeś, Ŝe mnie nie skrzywdzisz – cicha, tak cicha. 
Tak pełna smutnej rezygnacji, Ŝe to go… zraniło. – Puść mnie. Proszę. 

Oczywiście, dziewczyna się bała. Jego, jego przyjaciół. Siebie i swoich 

zabójczych zdolności. Inaczej, próbowałaby go wykrwawić, albo 
szukałaby drogi ucieczki. Ale nawet raz tak nie zrobiła. CzyŜby bała 
się, co by jej zrobili, gdyby ją złapali? Albo tego, co ona by im zrobiła? 

Albo, jak lubił szeptać Zwątpienie w ciemnościach nocy, miała 

bardziej złowrogie plany? Była Przynętą, bardzo przekonującą pułapką 
zastawioną przez Łowców? Pułapką mającą go zniszczyć? 

background image

Mroczny Szept

 

 

35 | 

S t r o n a

 

 

NiemoŜliwe, odpierał za kaŜdym razem. Taka nieśmiałość nie mogła 

być udawana. DrŜenie, nawet odmowa jedzenia. Co znaczyło, Ŝe jej 
lęki, jakiekolwiek były, były prawdziwe. I im więcej czasu z nim 
spędziła, tym bardzie te lęki i wątpliwości będą wzrastać. Będą 
wszystkim, co będzie znała, wszystkim, o czym będzie myślała. Będzie 
kwestionować kaŜde wypowiedziane słowo, kaŜde słowo, które on 
wypowie. Będzie kwestionować kaŜde działanie. 

Sabin westchnął. Inni tutaj juŜ kwestionowali jego działania i to nie 

przez jego demona. Przy jej argumencie spojrzenie Luciena stwardniało 
– rzadka rzecz, bo Lucien był zawsze ostroŜny z ukazywaniem emocji. 
Po nakazaniu Parysowi strzeŜenia jej, przeniósł Sabina do domu, który 
wynajmowali w Kairze, gdzie mogli rozmawiać z dala od innych. Z dala 
od Gwen. 

Nastąpiła dziesięciominutowa kłótnia. A poniewaŜ przenoszenie 

sprawiało, Ŝe Sabin chorował, wzburzało jego Ŝołądek, nie był w 
najlepszej formie. 

- Jest niebezpieczna – zaczął Lucien. 
- Jest silna. 
- Jest zabójczynią. 
- Hej, my teŜ. Jedyna róŜnica jest taka, Ŝe ona jest w tym lepsza niŜ 

my. 

Lucien zamarł. 
- Skąd wiesz? Widziałeś jak zabiła tylko jednego człowieka. 
- I chcesz jej zakazać wstępu do naszego domu, z powodu tego 

zabójstwa… pomimo Ŝe zabiła naszego wroga. Słuchaj, Łowcy znają 
nasze twarze. Zawsze strzegą się przed nami. Ale kaŜdy, kto ją zna jest 
albo martwy albo zamknięty. Jest naszym koniem trojańskim. Naszą 
własną wersją Przynęty. Powitają ją, a ona ich wykończy. 

- Albo nas – wymamrotał StraŜnik Śmierci, ale Sabin był pewny, Ŝe 

to rozwaŜa. – Wydaje się… bojaźliwa. 

- Wiem. 
- Przy tobie, to będzie się tylko pogarszać. 
- Ponownie: wiem – warknął. 
- Więc jak moŜesz myśleć o wykorzystaniu jej, jako Ŝołnierza? 
- Uwierz, rozwaŜyłem za i przeciw. Bojaźliwa czy nie, z duszą 

zniszczoną przeze mnie czy nie, ma wrodzoną skłonność do destrukcji. 
MoŜemy wykorzystać to na naszą korzyść. 

- Sabin… 
- Idzie z nami i tyle. Jest moja – Nie chciał rościć sobie do niej praw, 

nie w ten sposób. Nie potrzebował kolejnej odpowiedzialności. 

background image

Mroczny Szept

 

 

36 | 

S t r o n a

 

 

Szczególnie pięknej, bojaźliwej kobiety, której nigdy nie będzie mieć. 
Ale to jedyny sposób. Lucien, Maddox i Reyes wprowadzili kobiety do 
ich domu, więc nie mogli teraz kwestionować jego wprowadzającego 
swoją. 

  Nie powinien jej tego robić, powinien ją puścić dla dobra obojga. Ale 

jak juŜ sobie przypominał, stawiał wojnę z Łowcami przed wszystkim 
innym, nawet ponad najlepszym przyjacielem. Baden, StraŜnik 
Nieufności. Teraz martwy, stracony na zawsze. Nie mógł zrobić wyjątku 
dla Gwen. Jedzie do Budapesztu, chce czy nie. 

ChociaŜ najpierw musi ją nakarmić. 
Pochylając się kilka stóp przed nią, znajdując się na poziomie jej 

oczu, Sabin zaczął rozkładać na talerzu Twinkies

5 i

 rozszczelniać 

Lunchables

6

. Wepchnął słomkę w karton soku. Bogowie, brakowało 

mu domowego jedzenia, które przygotowała Ashlyn i dań, które Anya 
„poŜyczała” z pięciogwiazdkowych restauracji w Budapeszcie. 

- Czy kiedykolwiek leciałaś samolotem? – zapytał ją. 
- D-Dbasz o to? – Uniosła podbródek, Ŝółty ogień zabłysł w jej 

oczach. Ale to gorące spojrzenie nie było przeznaczone dla niego. Tylko 
dla jedzenia, które nakładał na papierowy talerz przed sobą. 

Pokaz ducha. Podobało mu się to. Ewidentnie wolał to od stoickiej 

akceptacji, którą okazywała wcześniej.  

- Nie dbam. Po prostu chcę się upewnić, Ŝe nie… - Cholera. Jak miał 

to wyrazić bez przypominania jej, co zrobiła Łowcy? 

- Zaatakuję cię ze strachu? – skończyła za niego, policzki zapłonęły z 

zawstydzenia. – W przeciwieństwie do ciebie, ja nie kłamię. Zabierz 
mnie samolotem, gdzieś indziej niŜ na Alaskę i jej duŜa szansa, Ŝe 
poznasz moją… mroczną połowę- ledwie wykrztusiła ostatnie słowa. 

Jego oczy zwęziły się niebezpiecznie, umysł skupił się na początku 

jej przemowy. Zebrał porozrzucane opakowania i wrzucił je do worka 
przeznaczonego na śmieci.  

– Co masz na myśli mówiąc: w przeciwieństwie do mnie? Nigdy cię 

nie okłamałem – to był ciągle w stanie udowodnić. 

- Powiedziałeś, Ŝe mnie nie zranisz. 
Mięśnie zacisnęły się za jego szczęce. 
- I nie zrobiłem tego. Nie zrobię. 
- Trzymanie mnie tu jest ranieniem mnie. Powiedziałeś, Ŝe mnie 

uwolnisz. 

                                                            

5

 

http://www.esquire.com/cm/esquire/images/twinkies-0407-460x360.jpg

 

 

6

 

http://www.coupondad.net/blog/wp-content/uploads/2010/02/lunchables.jpg

 

background image

Mroczny Szept

 

 

37 | 

S t r o n a

 

 

- Uwolniłem cię. Z piramidy – wzruszył ramionami, zakłopotany. – I 

tak długo jak długo nie jesteś zraniona fizycznie, dla mnie nie jesteś 
zraniona – wyrwało mu się westchnienie. – Bycie przy mnie jest 
naprawdę takie złe? 

Jej usta zacisnęły się w cienką linię. 
Auć. 
- NiewaŜne. Będziesz musiała do mnie przywyknąć. Spędzimy razem 

mnóstwo czasu. 

- Ale dlaczego? Powiedziałeś, Ŝe mogę być uŜyteczna. Nie 

zapomniałam tego. To, czego nie rozumiem, to to, co twoim zdaniem 
mogę zrobić. 

Dlaczego nie powiedzieć jej wszystkiego? pomyślał. MoŜe to ją 

zmiękczy w stosunku do niego i jego sprawy. Albo moŜe wystraszy ją 
jeszcze bardziej i w końcu ucieknie. Czy będzie zdolny ją zatrzymać? 

Ale niewiedza, czego od niej chce musi być torturą, a wycierpiała juŜ 

dość.  

- Dostarczę ci kaŜdą informację, jaką zechcesz – powiedział. – Jeśli 

zjesz. 

- Nie. Ja… Ja nie mogę. 
Sabin uniósł talerz, kręcąc nim. Śledziła kaŜdy jego ruch. Pewny, Ŝe 

przykuł jej uwagę, ugryzł jedno z Twinkies. 

- Nie mogę – powiedziała znów, ale jej głos brzmiał podobnie jak 

wyglądała: zachwycony. 

Przełknął przez zlizaniem pozostałego kremu. 
- Widzisz. Ciągle Ŝyję. Niezatrute. 
Z wahaniem, jakby nie mogła dłuŜej się powstrzymać, wyciągnęła 

rękę. Sabin połoŜył ciastko na jej dłoni i natychmiast cofnęła ją do 
piersi. Kilka minut minęło w ciszy, nie zrobiła nic poza ostroŜnym 
patrzeniem na niego. 

- Więc to jedzenie jest zapłatą za wysłuchanie cię? – zapytała. 
- Nie – Nie pozwoli jej myśleć, Ŝe będzie akceptował przekupstwo. – 

Po prostu chcę, Ŝebyś była zdrowa. 

- Och – odparła, najwyraźniej zawiedziona. 
Dlaczego ją to rozczarowało? 
Zwątpienie niemal tańczył z potrzeby wyrwania się z umysłu Sabina i 

dotarcia do Gwen. Jeszcze trochę i straci kontrolę. W kaŜdym razie 
wojownik był pewien, Ŝe wystarczy jedna zła sugestia demona i 
dziewczyna rzuci kaŜdy kęs na ziemię. 

background image

Mroczny Szept

 

 

38 | 

S t r o n a

 

 

Zjedz to, nalegał w myślach. Proszę, zjedz to. Nie była to najbardziej 

poŜywna z przekąsek, ale teraz byłby szczęśliwy gdyby zjadła choćby 
garść piasku. 

W końcu uniosła złote ciastko i przygryzła ostroŜnie krawędź. Te 

długie, ciemne rzęsy opadły i pojawił się niewielki uśmiech. Biła z niej 
absolutna ekstaza…  taka, jaka zwęgla przychodziła razem z 
orgazmem.  

Jego ciało natychmiast zareagowało, wszystkie mięśnie stęŜały. Puls 

przyśpieszył, dłonie pragnęły dotyku. Bogowie, jest śliczna. Całkiem 
moŜliwe, Ŝe była najbardziej doskonałą istotą, jaką kiedykolwiek 
widział, cała była cielesną rozkoszą i błogą dekadencją. 

Reszta ciastka znalazła się w jej ustach sekundę później, wypychając 

jej policzki. PrzeŜuwając, wyciągnęła dłoń, milcząco Ŝądając, Ŝeby dał 
jej kolejne. Zrobił to bez wahania. 

- Mogę wziąć pół? – Zapytał przed puszczeniem. 
Czerń zaczęła wypełniać jej oczy, zacierając złoto. 
Najwyraźniej nie. Uniósł dłonie, wnętrzem do góry, a ona wepchnęła 

drugie ciastko do ust. Czerń zbladła, wróciło złoto. Okruchy opadły z 
kącika jej ust. 

- Spragniona? – uniósł karton soku. 
Znów wyciągnęła rękę, palce zafalowały, Ŝeby go popędzić. 
W parę sekund, kaŜda kropla soku zniknęła. 
- Zwolnij, albo się pochorujesz. 
To wystarczyło, Ŝeby czerń wróciła do jej tęczówek. Przynajmniej nie 

rozlała się na białka, tak jak na chwilę przed zabiciem Łowcy. Sabin 
popchnął talerz w jej kierunku i zajęła się resztą jedzenia.  

Kiedy skończyła, znów wcisnęła się w ścianę namiotu, ten 

ukontentowany uśmiech zmienił jej wygląd. Głęboki róŜ zabarwił jej 
policzki. I tuŜ przed jego oczami jej ciało się wypełniło. Piersi i biodra 
się zaokrągliły, idealnie i grzesznie. Jego członek, ciągle twardy i 
obolały, drgnął w odpowiedzi. 

Przestań. Teraz. Jego erekcja najprawdopodobniej by ją przeraziła, 

więc pozostał w przysiadzie, łącząc kolana i opierając o nie klatkę 
piersiową. 

Co jeśli by się jej to spodobało? Co jeśli poprosiłaby, Ŝebyś zmniejszył 

dystans i ją pocałował? Dotknął? 

Zamknij się. 
 Ale wtedy Gwen zbladła. Uśmiech zmienił się w skrzywienie. 
- Co się stało? – zapytał. 

background image

Mroczny Szept

 

 

39 | 

S t r o n a

 

 

Bez słowa, szarpnęła połę namiotu, wyszła i zwymiotowała, falami, 

póki nie zwróciła kaŜdej kropli i kęsa. Wzdychając, wstał i chwycił 
ścierkę. Po nawilŜeniu jej zawartością butelki z wodą, wsunął ją w jej 
palce.  Weszła znów do namiotu i otarła usta drŜącą dłonią. 

- Wiedział lepiej – wymamrotała, wracając do poprzedniej pozycji. 

Objęła kolana ramionami, przygarniając je do piersi. 

Wiedział lepiej, Ŝeby nie jeść zbyt szybko? CóŜ, tak, bo ją ostrzegał. 
Sabin przeczyścił gardło i zdecydował, Ŝe znów ją nakarmi, kiedy jej 

Ŝołądek się uspokoi. Teraz, mogą skończyć rozmowę. W końcu 
wypełniła swoją część wymiany. Zjadła. 

- Zapytałaś, co chcę, Ŝebyś zrobiła. CóŜ, chcę twojej pomocy w 

znalezieniu i zabiciu ludzi odpowiedzialnych za twoje… uwięzienie – 
OstroŜnie, nie budź jej mrocznej strony bolesnymi wspomnieniami. Ale 
nie było innego sposobu. – Inne powiedziały nam, co zostało zrobione. 
Środki zwiększające płodność, gwałty. śe były inne kobiety zamknięte 
w tych klatkach. Kobiety, które teŜ zostały zgwałcone, a ich dzieci 
zabrane od nich. Kilka przypuszczało, Ŝe działo się tak juŜ od lat. 

Plecy Gwen były przyciśnięte do poły namiotu o piaskowym kolorze, 

ale i tak próbowała się cofnąć, jakby próbowała uciec przez jego 
słowami i obrazami, które wywoływały. 

Sabin sam się kulił słysząc te historie. Mógł być pół-demonem, ale 

nigdy nie zrobiłby czegoś tak przeraŜającego, jak to, co zostało zrobione 
tym kobietom w jaskini. 

- Ci ludzie są podli – powiedział. – Muszą zostać zniszczeni. 
- Tak – jedna z jej rąk opadła z kolan i narysowała małe kółko w 

piasku obok swojego biodra. – Ale ja… nie zostałam – słowa zostały 
wypowiedziane tak delikatnie, Ŝe musiał wytęŜyć słuch. 

- Nie zostałaś… co? Zgwałcona? 
Przygryzając dolną wargę – jej nerwowy nawyk? – potrząsnęła głową. 
- Za bardzo się bał otworzyć moją klatkę, więc zostawił mnie w 

spokoju. Przynajmniej fizycznie. On… przyprowadzał inne tuŜ przed 
moją klatkę – w jej głosie było poczucie winy. 

Ach. Czuła się odpowiedzialna. 
Sabin czuł tylko ulgę. Myśl o tej istocie podobnej do elfa rzucanej na 

ziemię, rozchylaniu jej nóg, gdy krzyczała i błagała o litość, litość, 
której nigdy nie było… Zacisnął dłonie na udach, jego paznokcie się 
wydłuŜyły, zmieniły w szpony i przebiły przez spodnie. 

Kiedy wróci do Budapesztu, Łowcy w lochach będą cierpieć 

niewypowiedzianą agonię, pomyślał tysięczny raz. Torturował wcześniej 

background image

Mroczny Szept

 

 

40 | 

S t r o n a

 

 

ludzi, traktując to jako nieodłączną część wojny, ale tym razem 
naprawdę będzie się tym rozkoszował. 

- Więc dlaczego cię trzymali, skoro się ciebie bali? 
- Bo nie stracił nadziei, Ŝe odpowiednie narkotyki uczynią mnie 

posłuszną. 

Krew spłynęła z miejsca, gdzie wbiły się szpony. śyła w strachu, był 

tego pewien, Ŝe tak się stanie. 

- MoŜesz pomścić samą siebie, Gwen. MoŜesz pomścić inne kobiety. 

Mogę ci pomóc. 

Jej rzęsy się uniosły, zapominając o piasku, którym się bawiła i te 

bursztynowe oczy znalazły drogę do jego duszy. 

- Ty teŜ moŜesz. Pomścić nas, mam na myśli. To oczywiste, Ŝe ci 

ludzie coś ci zrobili. Przybyłeś tu walczyć z nimi, prawda? 

- Tak, zrobili coś mnie i moim ludziom, i tak, przybyłem tu walczyć z 

nimi. To nie znaczy, Ŝe mogę sam ich zniszczyć – gdyby tak było, juŜ 
dawno by to zrobił. 

- Co ci zrobili? 
- Zamordowali mojego najlepszego przyjaciela. I chcą zamordować 

kaŜdego, kto jest mi drogi, wszystko z powodu kłamstw ich przywódcy. 
Próbuję ich zmieść od stuleci – przyznał. Myśl, Ŝe Łowcy dalej mają się 
dobrze była dla niego jak sztylet w boku. 

Kiedy nawet nie mrugnęła na słowo „stulecia”, zrozumiał, Ŝe 

wiedziała, Ŝe on teŜ jest nieśmiertelny. Ale czy wiedziała, czym był? 

Nie mogła odgadnąć. Jak większość kobiet w twoim Ŝyciu, 

znienawidziłaby to, czym był. Jak mogłaby nie znienawidzić? Spójrz na 
nią teraz. Taka słodka, delikatna. śadnych dowodów nienawiści. Na 
razie.
 Ostatnie słowa były śpiewne. 

Zwątpienie. Jego stały towarzysz. KrzyŜ do dźwigania. 
- Skąd mogę wiedzieć, Ŝe nie jesteś jednym z nich? – Oświadczyła. – 

Skąd mam wiedzieć, Ŝe to nie następna próba zdobycia mojej 
współpracy? Pomogę ci zwalczyć wrogów i mnie zgwałcisz. Zajdę w 
ciąŜę i ukradniesz mi dziecko.  

Wątpliwości. Dzięki uprzejmości jego demona? 
Zanim mógł pomyśleć o odpowiedzi, dodała napiętym głosem: 
- Patrzyłam jak walczyłeś z tymi ludźmi. Raniłeś ich, najwyraźniej 

nienawidzisz ich, ale ich nie zabiłeś. Pozwoliłeś im Ŝyć. To nie jest 
zachowanie wojownika chcącego wyeliminować wrogów. 

Gdy mówiła, przyszedł mu do głowy pomysł. Sposób na 

udowodnienie tego, co mówił. 

background image

Mroczny Szept

 

 

41 | 

S t r o n a

 

 

- I gdybyśmy ich zabili, byłabyś przekonana o naszej nienawiści do 

nich? 

Więcej przygryzania dolnej wargi. Jej zęby były białe i mocne, i 

trochę ostrzejsze niŜ ludzkie. Całowanie jej pewnie powodowało upływ 
krwi, ale podejrzewał, Ŝe kaŜda kropla byłaby tego warta. 

- Ja… moŜe. 
MoŜe było lepsze niŜ nic. 
- Lucien – zawołał, nie odwracając od niej spojrzenia. 
StraŜnik Śmierci wszedł przez frontową połę namiotu, patrząc na 

nich wyczekująco. 

- Tak? 
- Przyprowadź mi więźnia z Budapesztu. NiewaŜne, którego. 
Brwi Luciena uniosły się z ciekawości, ale nie odpowiedział. Po 

prostu zniknął. 

- Nie mogę ci pomóc, Sabin – powiedziała, bolesnym głosem. 

Błagając o zrozumienie. – Naprawdę nie mogę. Nie ma powodu robić 
tego, co zamierzasz. Nie powinnam tak na ciebie krzyczeć. W 
porządku? Przyznaję to. Nie powinnam oskarŜać cię moimi 
wątpliwościami. Ale naprawdę nie mogę z nikim walczyć. Zamieram, 
kiedy jestem przestraszona. Potem tracę przytomność. A kiedy się 
budzę wszyscy wokół mnie są martwi – przełknęła cięŜko, przymykając 
powieki na kilka sekund. – Kiedy zaczynam zabijać, nie mogę przestać. 
To nie jest rodzaj Ŝołnierza, jakiemu mógłbyś ufać. 

- Nie zabiłaś mnie – przypomniał jej. – Nie zabiłaś moich przyjaciół. 
- Naprawdę nie mam pojęcia, jak się przed tym powstrzymałam. To 

nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Nie będę wiedziała jak zrobić to p-
ponownie – zbladła. 

Pojawił się Lucien, z Łowcą przy boku. 
Sięgając za plecy, Sabin wyciągnął sztylet i wstał. 
Gdy Gwen zobaczyła błyszczące srebro, z trudem wciągnęła 

powietrze.  

- C-Co robisz? 
- Czy ten człowiek jest jednym z twoich oprawców? – Zapytał 

trzęsącą się teraz kobietę. 

Cisza, jej spojrzenie przeskakiwało od jednego męŜczyzny do 

drugiego ze strachem. Najwyraźniej wiedziała, co się zbliŜa, ale to nie 
był ogień walki. To będzie po prostu morderstwo.  

Łowca kopał i uderzał Luciena. Nie udało mu się odzyskać wolności, 

więc zaczął szlochać. 

background image

Mroczny Szept

 

 

42 | 

S t r o n a

 

 

- Wypuście mnie, wypuście mnie, wypuście mnie. Proszę. Zrobiłem 

tylko to, co powiedziałem. Nie chciałem krzywdzić kobiet. To wszystko 
dla większego dobra. 

- Zamknij się – powiedział Sabin. Teraz on był tym, który nie 

okazywał litości. – RównieŜ nie próbowałeś ich uratować, prawda? 

- Przestanę próbować was zabić, przysięgam! 
- Gwendolyn – głos Sabina był twardy, bezkompromisowy, ryk w 

porównaniu do błagania Łowcy. – Odpowiedź. Proszę. Czy ten 
męŜczyzna jest jednym z twoich oprawców? 

Raz kiwnęła głową. 
Bez słowa ostrzeŜenia, poderŜnął Łowcy gardło. 

 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

43 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 5

Rozdział 5

Rozdział 5

Rozdział 5    

 

 

Sabin zamordował człowieka tuŜ przed nią. 
Kilka godzin minęło i zmienili lokalizację, ale krwawy obraz 

człowieka opadającego na kolana, potem na twarz, bulgoczącej w ciszy 
krwi, tak cicho, odmawiał opuszczenia jej pamięci. 

Gwen znała ten rodzaj gwałtowności burzący się w Sabinie… ten 

sam rodzaj gwałtowności, który  popchnął do morderstwa. Wiedziała, 
Ŝe był twardy i szorstki, nietykalny dla bardziej miękkich uczuć. Jego 
oczy go oddalały. Mroczne i zimne, zawsze kalkulujące. Od momentu, 
kiedy wypuścił ją z celi dwa dni temu, zaczęła zauwaŜać sposób, w jaki 
się rozglądał i decydował, kogo i co moŜe wykorzystać dla swojej 
korzyści. Wszystko inne było niepotrzebne. 

Ona musiała być niepotrzebna. Wtedy. Teraz chciał jej pomocy. 
Ale nie mogła zapomnieć, Ŝe odepchnął ją przy ich pierwszym 

spotkaniu. Och, Ŝe ją zawstydził. Jedna prosta pieszczota 
zrogowaciałych koniuszków palców i niemal przykleiła się do boku 
męŜczyzny, który nie chciał mieć z nią nic do czynienia. Ale był taki 
ciepły, jego skóra buzowała energią, a ona była pozbawiona dotyku tak 
długo, Ŝe nie była zdolna się powstrzymać. 

Bez dotykania, powiedział i wyglądał jakby był gotowy ją zabić, 

gdyby spróbowała sięgnąć ku niemu jeszcze raz. 

Jego okrutne obejście przypomniało jej, Ŝe jej wybawiciele byli dla 

nie obcy, Ŝe ich intencje mogły być równie nikczemne jak jej 
porywaczy. Więc utrzymywała dystans, wykorzystując te dwa dni do 
poznawania ich, podsłuchiwania najbardziej prywatnych rozmów. Jej 
mentalne zatyczki do uszu zostały zdjęte, pozwalając jej słuchać 
męŜczyzn, którzy nie chcieli być usłyszani. 

Jedna z tych rozmów, która miała miejsce tego ranka, stale 

powracała w jej umyśle. 

Jesteśmy tu juŜ od miesiąca i nie ma ani śladu artefaktu. Ile piramid 

mamy przeszukać zanim to znajdziemy? Myślę, Ŝe rozbiliśmy pulę tą 
ostatnią piramidą, Ŝe Łowcy byli tam, bo… 

Ponownie męŜczyzna uŜywał słowa łowca. Tak nazwali Chrisa. 

Dlaczego? 

Wiem, wiem. Cała ta praca i nie jesteśmy bliŜej znalezienia puszki. 
Artefakt? Puszka? 

background image

Mroczny Szept

 

 

44 | 

S t r o n a

 

 

Powinniśmy się pakować? 
Równie dobrze moŜemy. Dopóki nasze Oko nie da nam kolejnej 

wskazówki, nie mamy punktu zaczepienia. 

Dziwne stwierdzenie. Ich oko daje wskazówki? Jakie? I czyje oko 

mają na myśli? MoŜe tego, którego nazywają Lucienem, zauwaŜyła, Ŝe 
jedno oko ma niebieskie a drugie brązowe. 

Mam nadzieję, Ŝe Galen teŜ nic nie znalazł. CóŜ, nic oprócz piki wbitej 

w serce. To chciałbym mu pomóc znaleźć.   

Kim jest Galen? Czy to ma znaczenie? Ci wojownicy byli… dziwni. 

Połowa z nich mówiła jakby zatrzymali się w czasach Średniowiecza. 
Druga połowa mogła być członkami ulicznego gangu. Kochali się 
nawzajem, to było jasne. Dbali o potrzeby kaŜdego, Ŝartowali i śmiali 
się razem i pilnowali nawzajem swoich pleców. 

Trzech męŜczyzn i wojowniczka, Cameo, wśliznęło się do namiotu 

Sabina, kiedy ten rozmawiał z Lucienem. KaŜdy z nich dostarczył jej tę 
samą wiadomość: zrań wojownika, a będziesz cierpieć. Nie zaczekali na 
jej odpowiedź, tylko wyszli. Głos kobiety… Gwen zadrŜała. Cierpiała 
słuchając go. 

Cały czas, jaki spędziła sama w namiocie, mogła uciec. 

Prawdopodobnie powinna spróbować. Ale z kaŜdą milą pustyni, 
mocnym słońcem, no i kto wie, co jeszcze ją otaczało, strach trzymał ją 
w miejscu. 

Nawet mino tego, Ŝe dorastała w lodowych górach Alaski, powinna 

poradzić sobie ze słońcem i piaskiem. Miała nadzieję. Nieznane ją 
przeraŜało. Co jeśli natknie się na niebezpieczne plemię? Stado 
głodnych zwierząt? Albo następną grupę oprawców? 

Poza tym wychodzenie samej, Ŝeby śledzić swojego (wtedy) chłopaka 

do innego stanu juŜ raz skończyło się dla niej zamknięciem w szklanej 
klatce. Ale wciąŜ. Jeśli wojownicy ją zranią, zaryzykuje. Taką miała 
nadzieję. Ale nie dotykali jej, w Ŝaden sposób. I była szczęśliwa z tego 
powodu. Naprawdę. Fakt, Ŝe Sabin dotrzymał słowa – bez dotykania – 
był darem niebios. Naprawdę. 

- Wszystko u ciebie w porządku? – wojownik nazywany Strider, 

zapadł się w miękkie siedzenie obok niej. Byli wewnątrz prywatnego 
odrzutowca, wysoko na niebie i było tu trochę burzowo. 

Zaskakujące, ale jej to nie przeraŜało. 
Gwen wydała lekki śmiech. Cienie powinny wysłać ją ku szukaniu 

kryjówki, ale wstrząsające kośćmi falowanie sprawiało, Ŝe ziewała. 
MoŜe dlatego, Ŝe sama mogła latać – tak jakby – bo nie uŜywała tej 

background image

Mroczny Szept

 

 

45 | 

S t r o n a

 

 

zdolności od wieków. A moŜe dlatego, Ŝe po tym, co przeŜyła przez 
ostatni rok, turbulencje wydawały się dziecinną zabawą. 

- Jesteś blada – dodał, kiedy pozostała cicho. Wyciągnął z kieszeni 

paczkę Red Hots

7

, napełnił usta, po czym zaoferował jej parę. Wyczuła 

cynamon i ślina napłynęła jej do ust. – Musisz jeść. 

Przynajmniej nie skuliła się przy nim. Ale wciąŜ. Co było z tymi 

męŜczyznami i ich potrzebą pokazywania jej jedzenia? 

- Nie, dzięki. Wszystko w porządku – Jeszcze nie doszła do siebie po 

Twinkies. 

Och, nie Ŝałowała zjedzenia ich. Słodki smak… pełność brzucha… to 

było niebo. Przez te kilka cennych sekund, w kaŜdym razie. Ale 
powinna wiedzieć lepiej, Ŝeby nie jeść zaoferowanego jedzenia. 
Przeklęta przez bogów, jak wszystkie Harpie, nie mogła zjeść niczego, 
czego nie ukradła czy nie zarobiła. To była pokuta za zbrodnie 
popełnione przez przodków i to całkiem niesprawiedliwa, ale nic nie 
mogła na to poradzić.  

CóŜ, mogła głodować. 
Za bardzo bała się konsekwencji, Ŝeby okradać tych męŜczyzn i za 

bardzo się bała, co kazali by jej zrobić, Ŝeby zarobić te cenne kąski. 

- Jesteś pewna? – Zapytał, potem wrzucił do ust jeszcze parę 

cukierków. – Są małe, ale dają piekielnego kopa – Ze wszystkich 
męŜczyzn, ten był w stosunku do niej najdelikatniejszy. Bardziej 
skoncentrowany na dbaniu o nią. Te jasnoniebieskie oczy nigdy nie 
spoglądały na nią z pogardą. Albo furią, jak niekiedy w przypadku 
Sabina. 

Sabin. Jej umysł zawsze wracał do niego. 
Poszukała go spojrzeniem. Usiadł po przeciwne stronie przejścia, 

jego oczy były zamknięte, gęste rzęsy rzucały cień na zagłębienia jego 
ostrych policzków. Nosił mundur, srebrny łańcuch na szyi i skórzaną, 
męską bransoletkę. (Była całkiem pewna, Ŝe chciał „męskiego” 
rozróŜnienia.) Jego rysy były rozluźnione we śnie. Jak ktoś moŜe 
wyglądać jednocześnie szorstko i chłopięco? 

To była tajemnica, którą chciałaby rozwikłać. MoŜe gdyby to zrobiła, 

przestałaby szukać go spojrzeniem. Pięć minut nie mogło minąć bez 
zastanawiania się gdzie jest, co robi. Tego ranka, pakował swoje rzeczy, 
przygotowywał do podróŜy, a ona wyobraŜała sobie zatopienie paznokci 

                                                            

7

 

http://www.candyfavorites.com/pi/red-hot-concession.jpg

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

46 | 

S t r o n a

 

 

w jego plecach, zębów w karku. Nie Ŝeby go skrzywdzić, ale ku jej 
przyjemności. 

Miała kilku kochanków przez lata, ale taki rodzaj myśli nigdy jej nie 

nękał. Była delikatnym stworzeniem, do cholery, nawet w łóŜku. To 
przez niego, przez tę jego postawę Nie-Dbam-O-Nic-Oprócz-Wygrania-
Mojej-Wojny, która prowokowała tę… ciemność wewnątrz niej. Tak 
musi być. 

Powinna być zdegustowana tym, co zrobił, tym jak poderŜnął ludzkie 

gardło. I powinna, krzyczeć Ŝeby go powstrzymać, protestować, ale 
część niej, ta mroczna strona, potwór, przed którym nie mogła uciec, 
wiedziała, co się stanie i była zadowolona. Chciała śmierci człowieka. 
Nawet teraz była iskra wdzięczności w jej piersi. Dla Sabina. Za 
cudownie okrutny sposób, w jaki wymierzył sprawiedliwość. 

To było jedynym powodem, dla którego chętnie weszła do samolotu. 

Samolotu lecącego do Budapesztu, a nie na Alaskę. To i pełen respektu 
dystans, jaki wojownicy jej okazywali. Och, i Twinkies. Nie Ŝeby mogła 
się poddać ponownie ich słodkiej pokusie. 

MoŜe powinna. MoŜe powinna wykazać się odwagą i ukraść jedno, 

ryzykując karę. Jej umiejętności były zardzewiałe, ale teraz była poza 
celą, jej głód się wzmógł, jej ciało słabło. Jeśli wojownicy ją zranią 
popchnie ją to do działania. Wróci do domu. 

Musiała zdecydować szybko. Niedługo nie będzie miała siły albo 

zdecydowania, Ŝeby ukraść okruchy, a co dopiero cały posiłek. I 
ewidentnie nie będzie miała siły, Ŝeby odejść. Najgorsze było to, Ŝe nie 
walczyła po prostu z głodem, ale teŜ ospałością. 

Nie będzie w stanie pozostawać wiecznie obudzona, ale spanie przy 

innych było wbrew kodeksowi postępowania Harpii. I to z dobrych 
powodów! Sen czyni podatnym na zranienia, otwartym na atak. Albo 
porwanie. Jej siostry nie Ŝyły według wielu zasad, ale nigdy nie złamały 
tej jednej. Ona teŜ tego nie zrobi. Nigdy więcej. JuŜ wystarczająco je 
zawstydziła. 

Ale bez jedzenia i snu, jej zdrowie będzie podupadać. Niedługo 

Harpia przejmie kontrolę, zdeterminowana zmusić ją do zadbania o 
siebie. 

Harpia. Mimo, Ŝe były jedną istotą, odrzucała ją. Harpia lubiła 

zabijać, ona nie. Harpia preferowała ciemność, on światło. Harpia 
cieszyła się chaosem, ona spokojem. Nie moŜesz jej wypuścić

Gwen rozejrzała się po samolocie, szukając Twinkies. Jej oczy, w 

kaŜdym razie, zatrzymały się na Amunie. Był najmroczniejszym z 
wojowników i nie słyszała, Ŝeby wypowiedział choć słowo. Spoczywał w 

background image

Mroczny Szept

 

 

47 | 

S t r o n a

 

 

siedzenie najbardziej od niej oddalonym, z rękoma na skroniach, jęcząc 
jakby z wielkiego bólu. Parys, ten z brązowo-czarnymi włosami – 
uwodzicielski, jak zaczęła o nim myśleć, z lazurowymi oczyma i bladą 
skórą – siedział za nim, patrząc z zamyśleniem przez okno. 

Naprzeciw nich był Aeron, pokryty od stóp do głów tatuaŜami. On teŜ 

był cichy, stoicki. Tych trzech mogło być rzecznikami boleści. I ja 
myślę, Ŝe mam źle
. Co z nimi było nie tak? zastanawiała się. I czy 
wiedzieli, gdzie są Twinkies? 

- Gwendolyn? 
Głos Stridera przeszył jej myśli błyskawicą. 
- Tak? 
- Zamyśliłaś się znów. 
- Och, przepraszam – Pytał o coś? 
Samolot znów zadrŜał. Piaskowy lok opadł na czoło Stridera i 

odsunął go na bok. Kolejna fala zapachu cynamonu towarzyszyła temu 
ruchowi. Zaburczało jej w brzuchu.  

- Wiem, Ŝe nie jesz – powiedział. – ale moŜe jesteś spragniona? 

Chcesz coś do picia? 

Tak. Proszę. Tak. Jeszcze więcej śliny napłynęło jej do ust. 
- Nie, dzięki. 
- Przyjmij chociaŜ butelkę wody. Jest zamknięta, więc nie musisz się 

martwić, Ŝe czegoś do niej dodaliśmy – wyciągnął błyszczącą, lodowato 
zimną butelkę z uchwytu za nim i pomachał jej nią przed twarzą. Była 
tam cały czas? 

Wewnątrz zapłakała. Wygląda tak dobrze…  
- MoŜe później – słowa były skrzekiem. 
Wzruszył ramionami jakby o to nie dbał, ale był zawód w jego 

oczach. 

- Twoja strata. 
Na pewno było w pobliŜu cos, co mogłaby ukraść. Kolejny raz się 

rozejrzała. Jej spojrzenie przywarło do wpół opróŜnionej butelki wody o 
smaku wiśniowym obok Sabina. Oblizała usta. Nie, to będzie strata 
Sabina
. Jak tylko Strider odejdzie, pójdzie po to, do diabła z 
konsekwencjami.  

MoŜe. Nie, zrobi to. Ale był tu teraz, więc równie dobrze moŜe od 

niego uzyskać jakieś odpowiedzi.  

- Dlaczego lecimy? – zapytała. – Widziałam, jak ten, którego 

nazywacie Lucien znika z kobietą. Moglibyśmy znaleźć się w 
Budapeszcie w ciągu sekund. 

background image

Mroczny Szept

 

 

48 | 

S t r o n a

 

 

- Niektórzy z nas źle znoszą przenoszenie – Jego oczy przywarły 

prosto do Sabina. 

- Więc niektórzy z was są dziećmi? – powiedziała to, zanim zdąŜyła 

się zastanowić. To było coś, co miała przez siostry, jedyne istoty, przy 
których mogła być sobą bez obaw o konsekwencje. Bianka, Taliyah i 
Kaia rozumiały ją, kochały ją i robiły wszystko, Ŝeby ją chronić. 

Jej słowa nie obraziły Stridera, tylko rozbawiły. Ryknął śmiechem. 
- Coś w tym stylu, chociaŜ Sabin, Reyes i Parys wolą myśleć, Ŝe łapią 

wirusa przy kaŜdym przeniesieniu. 

Bliźniaczki Bianka i Kaia teŜ były takie. Prędzej uwierzą w jakąś 

dotykające je chorobę, niŜ Ŝe coś je ogranicza. Taliyah, zimną jak lód i 
dwa razy twardszą, po prostu nic nie ruszało. 

W końcu wesołość wojownika zbladła i przyjrzał się uwaŜnie Gwen. 
- Wiesz, jesteś inna niŜ się spodziewałem. 
Spokojnie. Nie atakuj. 
- Co masz na myśli?  
- CóŜ… czekaj, czy to, co powiedziałem cię obraziło? 
Czy dał jej powód do wybuchu, o to naprawdę pytał. Widać bał się jej 

mrocznej strony tak jak ona. 

- Nie – MoŜe. 
Jego intensywne spojrzenie stało się uwaŜniejsze, gdy rozwaŜał jej 

odpowiedź. Musiał zobaczyć determinację w jej rysach, bo kiwnął 
głową. 

- Myślę, Ŝe mówiłem to wcześniej, ale z mojej niewielkiej wiedzy 

wynika, Ŝe Harpie są odraŜającymi stworzeniami ze zniekształconymi 
twarzami, ostrymi dziobami i dolną połową ciała ptaka. Są złośliwe i 
bezlitosne. Ty… nie jesteś taka. 

Jak mógł tak łatwo zapomnieć to, co zrobiła Chrisowi? 
Spojrzała na Sabina, ale ani drgnął. Jego oddech był głęboki, jego 

cytrynowo-miętowy zapach napływał do niej. Czy nie przypomniał 
stridorowi, Ŝe nie wszystkie legendy są prawdziwe?  

- Mamy złą reputację, to wszystko. 
- Nie, to coś więcej. 
Dla niej, tak. nie Ŝeby mogła mu powiedzieć. Jej siostry – szczęściary 

– miały zmiennokształtnych ojców. Taliyah był węŜem, bliźniaczek 
feniksem. Jej był aniołem – fakt, o którym wolała nie rozmawiać. 
Nigdy. Anioły były zbyt czyste, za dobre, Ŝeby jej gatunek je szanował, a 
Gwen miała juŜ dość słabych stron. Jak zawsze, myśl o ojcu sprawiła, 
Ŝe przyłoŜyła drŜącą dłoń do serca. 

background image

Mroczny Szept

 

 

49 | 

S t r o n a

 

 

Mimo, Ŝe Harpie Ŝyły w matriarchalnym społeczeństwie, ojcom 

pozwalano widywać córki, jeśli chcieli. Obaj ojcowie jej sióstr 
zdecydowali być częścią Ŝycia córek. Jej nie dostał szansy. Jej matka 
zakazała tego. Dała Gwen jego portret, Ŝeby ją ostrzec, czym moŜe się 
stać – zbyt umoralniona, Ŝeby kraść jedzenie, kłamać, koncentrująca 
się bardziej na innych niŜ na sobie – jeśli nie będzie ostroŜna. A po tym 
jak Tabitha umyła ręce w związku z Gwen, uznając wychowanie jej za 
przegraną sprawę, ojciec nadal nie próbował się z nią skontaktować. 
Czy wiedział o jej istnieniu? Przetoczyła się przez nią fala tęsknoty. 

Całe Ŝycie marzyła, Ŝe jej ojciec zwalczy wszystko Ŝeby się do niej 

dostać, weźmie w ramiona i odleci z nią daleko. Śniła o jego miłości i 
oddaniu. Śniła o Ŝyciu z nim w niebiosach, wiecznie chronionej przez 
złem tego świata i jej własną mroczną połową. 

Westchnęła. Tylko jedno imię moŜna było wspominać, gdy była 

mowa o jej rodzie i był to Lucyfer. Był silny, podły, mściwy, pełen furii 
– krótko mówiąc, lepiej nie było mieć w nim wroga. Ludzie nie 
zadzierali z nią, z Ŝadna z nich, jeśli myśleli, Ŝe w zemście ksiąŜę 
ciemności moŜe urządzić na nich polowanie. 

I, będąc szczerym, przyłączanie go do rodziny nie było całkiem 

kłamstwem. Dziadek jej matki. Gwen nigdy go nie spotkała, jego rok 
na ziemi skończył się na długo przed jej urodzeniem i miała nadzieję, 
Ŝe ich ścieŜki nigdy się nie przetną. Sama myśl o tym sprawiała, Ŝe 
drŜała. 

OstroŜnie rozwaŜając kolejne słowa, odetchnęła głęboko, wdychając 

zapach Stridera, aromat płonącego drzewa i cynamonu. Niestety, 
nawet to nie odepchnęło dekadenckiego zapachu Sabina. 

- Ludzie oceniają negatywnie wszystko, czego nie rozumieją – 

powiedziała. – W ich umysłach dobro zawsze zwycięŜa zło, więc 
wszystko silniejsze od nich jest złe. A to, co jest złe, jest teŜ oczywiście 
brzydkie. 

- Bardzo prawdziwe.  
Było bogactwo zrozumienia w jego głosie. Teraz była dobra chwila, 

Ŝeby zapytać o to, co ona chciała zrozumieć. 

- Wiem, Ŝe jesteście nieśmiertelni, jak ja – zaczęła. – Ale nie mogę 

dojść czym właściwie jesteście. 

Poruszył się, jakby mu było niewygodnie i poszukał spojrzeniem 

pomocy u przyjaciół. Wszyscy słuchający szybko spojrzeli w bok. 
Strider westchnął, echo dźwięku, jaki sama przed chwilą wydała. 

- Byliśmy kiedyś Ŝołnierzami bogów. 
Kiedyś, ale juŜ nie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

50 | 

S t r o n a

 

 

- Ale co… 
- Ile masz lat? – zapytał, uciszając ją. 
Gwen chciała zaprotestować przeciw zmianie tematu. RozwaŜając 

wady i zalety powiedzenia prawdy, zadając sobie trzy pytania, których 
kaŜda matka Harpia uczy córki: Jak informacja moŜe zostać Ŝyta 
przeciw niej? Czy utrzymanie jej w sekrecie przyniesie jej jakąś 
korzyść? Czy kłamstwo wystarczy, czy nawet będzie lepsze? 

Odpowiedź nie uczyni krzywdy, zdecydowała. Korzyści teŜ nie 

przyniesie, ale niewaŜne. 

 - Dwadzieścia siedem. 
Jego brwi się zmarszczyły i zamrugał. 
- Dwadzieścia siedem setek lat, prawda? 
Gdyby była mowa o Taliyah, tak. 
- Nie. Dwadzieścia siedem zwykłych, najzwyczajniejszych lat.  
- Nie masz na myśli ludzkich lat, prawda? 
- Nie. Mam na myśli psie lata – powiedziała sucho i zacisnęła usta. 

Gdzie był filtr, który zwykle znajdował się w jej ustach? Strider nie 
wydawał się o to dbać. Właściwie wyglądało na to, Ŝe osłupiał. Czy 
Sabin zareagowałby tak samo, gdyby był przytomny? 

- Co w moim wieku jest tak trudnego do uwierzenia? – Gdy echo 

pytania do niej dotarło, zbladła. – Wyglądam staroŜytnie? 

- Nie, nie. Oczywiście, Ŝe nie. Ale jesteś nieśmiertelna. PotęŜna. 
I potęŜni nieśmiertelni nie mogą być młodzi? Chwila. On myślał, Ŝe 

jest potęŜna? Przyjemność wybuchła w jej piersi. Tym słowem zawsze 
opisywano tylko jej siostry. 

- Taa, ale nadal mam tylko dwadzieścia siedem lat. 
Sięgnął ręką – Ŝeby co zrobić, Gwen nie wiedziała, nie dbała o to – i 

cofnęła się na siedzeniu. Podczas gdy od początku pragnęła dotyku 
Sabina – dlaczego, dlaczego, dlaczego? – i wyobraŜała sobie robienie 
mu tych bardzo grzesznych rzeczy rano, myśl o kimś innym 
dotykającym jej nie była przyjemna.  

Ręka Stridera opadła do boku. 
Zrelaksowała się, jej oczy znów poszukały Sabina. Był teraz 

czerwony na twarzy, szczękę miał zaciśniętą. Zły sen? Czy wszyscy 
ludzi, których zabił jazgoczą mu w głowie, torturują go? MoŜe to 
błogosławieństwo, Ŝe Gwen nie pozwala sobie spać. Doświadczyła juŜ 
takiego rodzaju koszmarów i nienawidziła kaŜdej sekundy.  

- Wszystkie Harpie są takie młode jak ty? – zapytał Strider, 

przykuwając jej uwagę. 

background image

Mroczny Szept

 

 

51 | 

S t r o n a

 

 

Czy ta informacja mogła zostać uŜyta przeciw niej? Czy trzymanie 

tego w sekrecie przyniesie korzyść? Czy kłamstwo nie będzie lepsze? 

- Nie – odparła prawdziwie. – Moje siostry są ciut starsze. Ładniejsze 

i silniejsze teŜ – Kochała je za bardzo, Ŝeby być zazdrosną. Bardzo. – 
Nie zostałyby schwytane. Nikt nie moŜe ich zmusić do czegoś, czego nie 
chcą. Nic ich nie przeraŜa. 

Okej, musiała się zamknąć. Im więcej mówiła, tym więcej jej wad 

wychodziło na światło dzienne. Lepiej Ŝeby ci męŜczyźni myśleli, Ŝe ma 
jakąś odwagę. Ale czemu nie mogę być taka jak moje siostry? Czemu 
uciekam przed niebezpieczeństwem, kiedy one je gonią? 
Gdyby jednej z 
nich spodobał się Sabin, potraktowałyby narzucony przez niego 
dystans, jako wyzwanie i uwiodły go. 

Chwila. Stop. To szaleństwo. Sabin jej nie pociąga. Był przystojny, 

tak, i nawet wyobraŜała sobie, Ŝe się z nim kocha. Ale to przez 
wdzięczność. Uwolnił ją i zabił jej wroga. I tak, zaskakiwał ją. Był tak 
twardy i pełen furii, ale nie skrzywdził jej. Ale przyznać się, Ŝe 
zauroczył ją nieśmiertelny wojownik? Nigdy. 

Gdy Gwen znów zacznie się umawiać wybierze miłego, taktownego 

człowieka, który nie będzie pobudzał jej mrocznej strony. Miłego, 
taktownego człowieka, który będzie wolał posiedzenia zarządu od 
szermierki. Miłego, taktownego człowieka, który sprawi, Ŝe poczuje się 
szanowana i akceptowana, pomimo swoich win. Kogoś, kto sprawi, Ŝe 
poczuje się normalna.  

To wszystko, czego kiedykolwiek chciała. 
 
 
 

*    *    * 

Uwaga Sabina była skupiona na Gwen. Było tak odkąd wsiedli do 

samolotu. Okej, dobrze. Odkąd ją spotkał. Myślał, Ŝe nie chce się 
zrelaksować, bo on ją onieśmiela, więc udawał, Ŝe śpi. Musiał mieć 
rację, bo opuściła straŜe i otworzyła się. Dla Stridera. 

Fakt, który piekielnie go irytował. 
Nie ośmielił się „obudzić”, w kaŜdym razie. Nawet, gdy usłyszał, Ŝe 

Strider próbuje ją dotknąć, nawet pomimo tego, Ŝe zapragnął 
poczęstować przyjaciela pięścią prosto w nos, wbijając chrząstki w 
tkankę mózgową. Ich rozmowa go fascynowała. 

Dziewczyna – bo tym była, dziewczyną, tylko dwudziesto-

siedmioletnią, co sprawiło, Ŝe poczuł się jak pieprzony Ojciec Czas – 

background image

Mroczny Szept

 

 

52 | 

S t r o n a

 

 

zaniŜała swoją wartość, wychwalając siostry. Ładniejsze? Nie moŜliwe. 
Silniejsze? ZadrŜał. Nie zostałyby schwytane? KaŜdy mógł zostać wzięty 
z zaskoczenia. Nawet on. Nic ich nie przeraŜa? KaŜdy ma głębokie, 
mroczne lęki. Znów, nawet Sabin. Bał się niepowodzenia, tak bardzo 
jak Gideon bał się pająków. 

Biorąc pod uwagę, jak była nieśmiała i zszokowana w jaskini, 

wiedział, Ŝe ma wątpliwości, co do swojej siły i dzikich umiejętności, ale 
nie miał pojęcia jak głęboko one sięgały. 

Sposób, w jaki porównywała się do sióstr udowodnił, Ŝe to głębokie 

wątpliwości. Dziewczyna była nimi naszpikowana. A bycie przy nim 
tylko to pogorszy. 

Wszystkie jego kochanki były pewnymi siebie i samodzielnymi 

kobietami (powyŜej trzydziestu pięciu lat, do cholery). Wybierał je 
właśnie z tego powodu, pewności siebie. Ale szybko się zmieniały, jego 
demon wbijał głęboko szpony niepewności. Kilka, jak Darla, popełniło 
samobójstwo, nie mogąc znieść ciągłego wątpienia w swój wygląd, 
poczucie humoru, ludzi wokół. Po Darli dał sobie spokój z kobietami i 
związkami raz na zawsze. 

Potem zobaczył Gwen. Pragnął jej… och, jak bardzo. Mógłby pozwolić 

sobie spędzić z nią jedną noc i móc to później jakoś usprawiedliwić, 
pomyślał. Ale wątpił, Ŝeby jedna noc wystarczyła. Nie z nią. Było zbyt 
wiele sposobów, w jakie mógłby ją wziąć, zbyt wiele rzeczy, które chciał 
zrobić temu małemu, krągłemu ciału. 

Jej bujne piękno rozpalało jego krew za kaŜdym razem, gdy na nią 

spojrzał, sprawiało, Ŝe ślina napływała mu do ust a całe ciało bolało. 
Jej niepewność budziła jego opiekuńcze instynkty tak bardzo jak 
potrzebę destrukcji jego demona. Jej słoneczny zapach, pochowany 
pod brudem, którego jeszcze nie zmyła, ciągle do niego napływał, 
wzywając go bliŜej… ciągle bliŜej… 

Poddać się, to zniszczyć ją. Nie zapominaj. 
MoŜe będę dobry. MoŜe zostawię ją w spokoju. 
Na to przymilanie, Sabin ugryzł się w język, do krwi. Demon chciał, 

Ŝeby zwątpił w jego złe zamiary.  

Nabrałem się na to juŜ raz. Nigdy więcej. 
- Ciągle to robisz – powiedział Strider Gwendolyn, wybijając Sabina z 

zamyślenia. 

- Co? – Jej głos był bez tchu, chrapliwy. Najpierw myślał, Ŝe to 

zmęczenie jest odpowiedzialne za jego barwę. Ale nie, ta chrypka była 
po prostu jej właściwa. I cholernie seksowna. 

- Patrzysz na Sabina. Interesujesz się nim? 

background image

Mroczny Szept

 

 

53 | 

S t r o n a

 

 

Sapnęła, najwyraźniej oburzona.  
- Oczywiście, Ŝe nie! 
Sabin próbował nie zawyć. Drobne wahanie byłoby miłe. 
Strider zachichotał.  
- Myślę, Ŝe interesujesz się. I zgadnij, co? Znam go od tysięcy lat i 

mam trochę brudów. 

- Więc? – parsknęła.  
- Więc, mogę się wygadać. Mam na myśli, zachowam się jak 

przyjaciel was obojga, jeśli zmienisz zdanie, co do niego. 

Twój przyjaciel cię podkopuje, powiedział Zwątpienie, moŜe chce jej 

dla siebie. Ufanie mu po tym nie będzie najmądrzejsze. 

Sabin doświadczył momentu niepokoju zanim odrzucił to uczucie.  
Odstrasza ją dla jej dobra. Dla mojego dobra. Tak jak powinien. Teraz 

się zamknij. 

- Nie chcę mieć z nim nic do czynienia, zapewniam cię. 
- Więc nie będziesz miała nic, przeciwko jeśli opuszczę cię bez 

mówienia tego co wiem – Przez opuszczone powieki Sabin patrzył jak 
Strider wstaje. 

Gwen chwyciła jego nadgarstek i pociągnęła go z powrotem na 

siedzenie. 

- Czekaj. 
Sabin musiał chwycić się siedzenia, Ŝeby nie wstać i ich nie 

rozdzielić. 

- Powiedz mi – powiedziała i sama puściła wojownika. 
Strider powoli znów rozwalił się na siedzeniu. Uśmiechał się szeroko. 

Nawet przez tak niewielką linię, przez jaką Sabin widział, mógł dostrzec 
błysk zębów StraŜnika Klęski. Nagle sam zapragnął uśmiechnąć się 
szeroko. Gwen była go ciekawa. 

Najprawdopodobniej chce się nauczyć najlepszego sposobu zabicia 

cię. 

Zamknij się, do cholery! 
- Czego w szczególności chciałabyś się dowiedzieć? - Zapytał ją 

Strider. 

- Dlaczego jest taki… zdystansowany? – Ciągle na niego patrzyła, jej 

wzrok go palił, sondował. – To znaczy, jest taki z kaŜdym, czy tylko ja 
jestem szczęściarą? 

- Nie martw się. To nie przez ciebie. Jest taki z wszystkimi kobietami. 

Musi być. Widzisz, jego demon jest… 

- Demon? – Gwen sapnęła. Jej plecy wyprostowały się gwałtownie, 

kolory odpłynęła z twarzy. – Powiedziałeś demon? 

background image

Mroczny Szept

 

 

54 | 

S t r o n a

 

 

- Och, uch… tak powiedziałem? – Strider ponownie rozejrzał się 

szukając pomocy. – Nie, nie. Myślę, Ŝe powiedziałem Ŝeglarz. 

- Nie, powiedziałeś demon. Demony. Demony i Łowcy i te 

wytatuowane motyle. Powinnam się domyślić, gdy zobaczyłam ten 
tatuaŜ, ale wydawaliście się tacy mili. Mam na myśli, nie zraniliście 
mnie i tysiące ludzi ma wytatuowane motyle – Ona teŜ rozejrzała się 
wokół, obserwując wojowników innym, dzikim spojrzeniem. Sekundę 
później była na nogach, cofnęła się od Stridera, przywierając do drzwi 
łazienki. Wyciągnęła ramiona, jakby ten śmieszny gest mógł 
kogokolwiek utrzymać z daleka. – Ja... Teraz rozumiem. Jesteście 
Lordami, prawda? Nieśmiertelnymi wojownikami, których bogowie 
wygnali na ziemię. M-Moje siostry opowiadały mi historie na dobranoc 
o waszych złych czynach i podbojach.  

- Gwen – powiedział Strider. – Uspokój się. Proszę. 
- Zabiliście Pandorę. Niewinną kobietę. Spaliliście staroŜytną Grecję 

do fundamentów, napełniając ulice krwią i krzykami. Torturowaliście 
ludzi, ucinając im kończyny, kiedy ciągle Ŝyli. 

Spojrzenie StraŜnika Klęski stwardniało. 
- ZasłuŜyli na to. Zabili naszego przyjaciela. Próbowali zabić nas 

wszystkich. 

- Jeśli krzyknie, zaczną się dziać cudowne rzeczy – powiedział 

Gideon ponuro i przysunął się do boku przyjaciela. – Nie próbuj jej 
znokautować, a ja ci nie pomogę. 

- Czekaj. Zanim przejdziemy do rękoczynów spróbujmy czegoś 

innego. Parys! – burknął Strider, nie spuszczając spojrzenia z Gwen. – 
Jesteś potrzebny. 

Zdeterminowany Parys zbliŜył się akurat, gdy Sabin dał sobie spokój 

z udawaniem i wstał.  

- Gwen – powiedział, mając nadzieję, Ŝe przymilny ton pomoŜe jej się 

uspokoić zanim Parys uŜyje swoich sztuczek. Ale miała kłopoty z 
oddychaniem, histeria wypełniła jej rysy. – Porozmawiajmy o… 

- Demony… wszędzie dookoła mnie. – Otworzyła usta i krzyknęła. 
I krzyczała, krzyczała, krzyczała.  
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

55 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 6

Rozdział 6

Rozdział 6

Rozdział 6    

 

 

Demony. Lordowie Świata Podziemnego. Kiedyś ukochani Ŝołnierze 

bogów, teraz uwalniający plagi na ziemię. KaŜdy męŜczyzna nosił 
demona w swoim ciele, demona tak niebezpiecznego, Ŝe nawet piekło 
nie mogło ich utrzymać. Demony takie jak Zaraza, Śmierć, Boleść, Ból 
i Furia. Jestem z nimi zamknięta w małym samolocie, pomyślała Gwen 
i jej histeria osiągnęła nowy poziom. 

Samolot, z drugiej strony, drŜał i przechylał się, tracąc wysokość w 

zastraszającym tempie. To nie powstrzymywało Lordów. ZbliŜali się do 
niej, otaczali ją. Jej serce cięŜko biło w piersi, zmuszając krew do 
przeszywania jej Ŝył i szumienia w uszach. Gdyby tylko ten szum był 
związany z Harpią… nie miała tyle szczęścia. Nie było burzliwej 
symfonii w jej głowie, stuku, dzwonienia, odbierających jej 
poczytalność, rzucając ją w dół… dół… w czarną próŜnię gdzie 
panowały śmierć i zniszczenie. 

Biorąc pod uwagę jak brutalni i potęŜni byli ci wojownicy, powinna 

podejrzewać, Ŝe są opętani przez demony. Te czerwone oczy, gdy 
pierwszy raz zobaczyła Sabina… wytatuowany motyl na jego Ŝebrach… 

Jestem głupia. 
Choć obserwowała ich od kilku dni, musiała być zbyt zmęczona, zbyt 

głodna, zbyt uszczęśliwiona wolnością, Ŝeby zauwaŜyć tatuaŜe na 
innych, gdziekolwiek je mieli. Albo, była zbyt zajęta urokiem Sabina. 
Właściwie, teraz, gdy o tym pomyślała, wojownicy zawsze byli w pełni 
ubrani w jej obecności, jakby przejmowali się tym, co myślała i nie 
chcieli jej straszyć, pokazując zbyt duŜo ciała. Ale teraz znała prawdę. 
Po prostu ukrywali swoje znamiona.  

Jaki demon opętał Sabina? zastanawiała się. Jakiego demona 

obserwowała, zafascynowana kaŜdym słowem i działaniem? Jakiego 
demona wyobraŜała sobie, Ŝe go całuje i dotyka, zanurza się w nim i 
wije przy nim? 

Jak jej siostry mogły adorować tych ksiąŜąt ciemności? CóŜ, ich 

wyobraŜenie, w kaŜdym razie. Z jej wiedzy wynika, Ŝe nigdy ich nie 
spotkały. Kto by przetrwał, gdyby tak się stało? Byli męŜczyznami 
bezlitosnymi i nie Ŝałującymi niczego, zdolnymi do kaŜdego mrocznego 
czynu i byli zaangaŜowani w niekończącą się wojnę, ciągnącą się od 

background image

Mroczny Szept

 

 

56 | 

S t r o n a

 

 

przeszłości do teraźniejszości, od morza do morza, od śmierci do 
śmierci. 

 Za kaŜdym razem, gdy jej o nich opowiadano, jej strach przed 

drapieŜnikami czającymi się w mroku i unikającymi dziennego światła 
wzrastał. To było zanim zaczęła się bać drapieŜnika czającego się w 
niej, dlatego opowiadano jej te historie. śeby mogła naśladować 
wojowników. Nawet, gdy Gwen cofała się przed tą myślą, Harpia 
wchłaniała ją, gotowa udowodnić swoją wartość. 

Muszę uciec. Nie mogę tu dłuŜej zostać. Nic dobrego z tego nie 

przyjdzie. Zabiją mnie, albo Harpia zacznie silniej walczyć, Ŝeby być 
taką jak oni. MoŜe byłoby jej lepiej w rękach ich nikczemnego wroga. 

- Musisz przestać krzyczeć, Gwen. 
Szorstki, znajomy głos przedarł się przez błoto zalegające w jej 

umyśle, ale nadal wrzeszczała. 

- Ucisz ją, Sabin. Moje pieprzone uszy krwawią. 
- Nie pomagasz, dupku. Gwendolyn, musisz się uspokoić albo nas 

zranisz. Chcesz nas zranić, kochanie? Chcesz nas zabić po tym jak cię 
uratowaliśmy, ochroniliśmy? MoŜemy nosić demony, ale nie jesteśmy 
źli. Myślę, Ŝe to udowodniliśmy. Czy nie traktowaliśmy ciebie i innych 
kobiet lepiej niŜ porywacze? Czy dotknąłem cię w gniewie? 
Przymusiłem do siebie? Nie. 

To, co mówił było prawdą. Ale kto moŜe ufać demonom? Kochają 

kłamać. Tak jak Harpie, odezwał się głos rozsądku.  Część niej chciała 
im ufać. Część niej chciała wyskoczyć z samolotu. Z ciągle trzęsącego 
się, kołyszącego samolotu. 

Okej, czas pomyśleć logicznie. Była z nimi przez dwa dni. Ciągle była 

cała i zdrowa, bez zadrapania. Jeśli będzie dalej panikować, Harpia 
wyrwie się z jej uścisku, przejmie kontrolę i zacznie siać spustoszenie. 
Mogłaby nawet doprowadzić do kraksy. Jak głupia będzie, gdy po 
przetrwaniu uwięzienia i Lordów, zginie przez samą siebie? 

Logika osiągnięta.  
Spokój znalazł drogę do jej umysłu, wysokie wrzaski ucichły. 

Wszyscy zamarli. Teraz, oddychając cięŜko – albo raczej próbując, bo 
jej gardło było ściśnięte, zablokowane – usłyszeli alarm dochodzący z 
kokpitu. Zanim znów wpadła w panikę, lot się wyrównał i wszystko 
ucichło. 

- Grzeczna dziewczynka. Teraz odwalcie się, koledzy, mam ją – Sabin 

nie brzmiał jakby był pewien siebie, tylko zdeterminowany. 

Światło dotarło do jej świadomości i towarzyszyły mu kolory, 

prawdziwe Ŝycie odmalowało się wokół. Jasny gwint. Harpia była 

background image

Mroczny Szept

 

 

57 | 

S t r o n a

 

 

blisko, tak blisko uwolnienia, a ona o tym nie wiedziała. To cud, Ŝe się 
nie wyrwało.  

Gwen ciągle stała na tyle samolotu, trzymając się stojących obok, 

obitych czerwoną skórą siedzeń. Tylko Sabin zastał przed nią. Inni się 
cofnęli, ale nie odwrócili. Bali się? A moŜe ochraniali przywódcę? 

Czekoladowe spojrzenie Sabina było skupione na niej, ostrzejsze 

nawet niŜ w katakumbach, gdy wbijał sztylety w męŜczyzn, którzy – jak 
teraz wiedziała – byli Łowcami. Teraz jego dłonie były uniesione, puste, 
wnętrzem do góry. 

- Musisz się jeszcze trochę uspokoić. 
Naprawdę? pomyślała sucho MoŜe by mogła, gdyby mogła złapać 

oddech, ale ciągle nie była do tego zdolna. Ogarnęły ją zawroty głowy, 
czerń znów zaciemniła wzrok. 

- Co mogę zrobić, Ŝeby ci pomóc, Gwen? – Rozległo się szuranie stóp, 

gdy podszedł zmniejszając dystans między nimi. Jego ciepło ją otuliło. 

- Powietrza – w końcu była zdolna to wykrztusić. Dłonie Sabina 

znalazły się na szczycie jej ramion, delikatnie naciskając. Nogi nie 
mogły juŜ jej utrzymać, więc opadła w dół… prosto na te krzesła. – 
Potrzebuję powietrza. 

Bez wahania, Sabin opadł na kolana. Wsunął swoje duŜe ciało 

między jej nogi i schwycił jej twarz, zmuszając ją do skupienia się na 
nim. Intensywnie brązowe oczy stały się nowym środkiem jej świata, 
kotwicą w burzy. 

- Weź moje – Zrogowaciałe kciuki pieściły jej policzki, pocierając 

lekko. – Dobrze? 

Wziąć jego… co? zdziwiła się, ale nie dbała o to. Jej pierś! Kości i 

mięśnie zaciśnięte razem. Ostry ból przeszywający Ŝebra i serce, 
powodujący chwilowe zatrzymanie organów. Szarpnęła się. 

- Robisz się niebieska, kochanie. PołoŜę swoje usta na twoich, 

oddam ci swój oddech. W porządku? 

Co jeśli to sztuczka? Co jeśli… 
 Zamknij się
! Nawet przez otumanienie wiedziała, Ŝe ten mglisty szept 

nie naleŜy do niej. Na szczęście, usłuchał komendy i ucichł. Teraz, 
gdyby tylko jej płuca zaczęły działać. 

- Ja… Ja… 
- Potrzebujesz mnie. Pozwól mi to zrobić – Jeśli bał się jej 

odpowiedzi, nie pokazał tego po sobie. Jedna z jego dłoni przeniosła się 
do podstawy jej karku i przyciągnęła ją bliŜej, aŜ ich ciała się dotykały. 
Ich usta się spotkały, ciepło wzrosło. Jego gorący język rozdzielił jej 

background image

Mroczny Szept

 

 

58 | 

S t r o n a

 

 

zęby, a wtedy ciepłe, miętowe powietrze wśliznęło się w dół jej gardła, 
łagodząc. 

Jej ramiona zacisnęły się wokół niego z własnej woli, trzymając go 

schwytanego, przyciskając pierś do piersi, twardą do miękkiej. Jego 
naszyjnik był zimny, nawet przez jej koszulę i sprawił, Ŝe sapnęła. 
Chciwie zabrała jego oddech. 

- Więcej. 
Nie zawahał się. Odetchnął w wnętrze jej ust i przeszył ją kolejny 

ciepła, uspokajająca ochłoda. Powoli zawroty głowy zbladły. Jej głowa 
się oczyściła, ciemność znów przegrała ze światłem. Szaleńczy taniec 
jej serca zwolnił do delikatnego walca. 

Potrzeba, Ŝeby go pocałować, naprawdę pocałować i nauczyć się jego 

smaku, wypełniła ją. Jego pochodzenie, zapomniane. Jego przeszłość, 
konsekwencje. Publiczność zniknęła, jakby nigdy ich nie było. Tylko 
oni dwoje istnieli. Uspokoił ją, uratował, obchodził się z nią delikatnie i 
teraz, w jego ramionach, rzeczywistość zniknęła, jej fantazje o nim, o 
nich, ogarnęły jej umysł. Ciała owijały się wokół siebie, napięte. Skóra 
ociekała potem. Dłonie wędrowały. Usta szukały. 

Przesunęła palcami przez jedwab jego włosów i na próbę przesunęła 

swoim językiem po jego. Cytryna. Smakował słodkimi cytrynami i 
śladem wiśni. Wyrwał jej się jęk, rzeczywistość była o tyle bardziej 
dekadencka niŜ sobie wyobraŜała. Taki upojny… taki… niebiański. 
Czysty i dobry, był wszystkim, czego dziewczyna mogła chcieć od 
kochanka. Więc przechyliła głowę i zrobiła to jeszcze raz, sięgając 
głębiej, milcząco Ŝądając więcej. 

- Sabin – szepnęła, chcąc go pochwalić. MoŜe podziękować mu. Nikt 

nigdy nie sprawił, Ŝe czuła się tak chroniona, cenna, bezpieczna, 
potrzebująca, tak poŜądająca. Nie czymś tak prostym jak pocałunek. 
Pocałunek, który nie zostawił miejsca dla strachu. MoŜe nawet mogła 
odpuścić, nawet sobie, nie bojąc się o swoją mroczną połowę… nie 
bojąc się, Ŝe go skrzywdzi. – Daj mi więcej. 

Zamiast się poddać, cofnął głowę i szarpnął jej ręce, aŜ nie było 

między nimi Ŝadnego fizycznego połączenia. „Pocałuj mnie jeszcze raz” 
chciała krzyknąć. Jej ciało go potrzebowało, potrzebowało kontaktu. 

- Sabin – powtórzyła, patrząc na niego. Dyszał, drŜał, jego twarz była 

blada… ale nie od pasji. Ogień nie tańczył w jego oczach, tylko 
determinacja. 

Nie oddał jej pocałunku, zrozumiała. Jej poŜądanie… Otępienie 

minęło, jak zawroty głowy przed chwilą i do tarła do niej szorstka 
rzeczywistość, o której głupio zapomniała. Głosy wrzały wokół niej. 

background image

Mroczny Szept

 

 

59 | 

S t r o n a

 

 

- …nie wygląda, Ŝeby to nadchodziło. 
- Ślepy jesteś? 
- Nie pocałunek, idioto. Uspokajanie. Jej oczy się zmieniły, a szpony 

wydłuŜyły. Jest gotowa do ataku. To znaczy, hej. Czy tylko ja 
pamiętam, co się stało z Łowcą, który z nią pogrywał? 

- MoŜe Sabin jest portalem, jak Danika – ktoś powiedział sucho. – 

MoŜe Harpia zobaczyła anioły podczas tego usta-usta. 

Rozległy się męskie chichoty. 
Policzki Gwen zapłonęły. Nie rozumiała połowy z tego, co mówili. 

Druga połowa ją martwiła. Pocałowała męŜczyznę, demona, który 
najwyraźniej nie chciał mieć z nią nic do czynienia… i zrobiła to przy 
świadkach. 

- Zignoruj ich – powiedział Sabin, jego głos był tak gardłowy, Ŝe 

niemal ocierał się o jej bębenki uszne. – Skup się na mnie. 

Ich spojrzenia się spotkały, brąz naprzeciw złota. Cofnęła się na 

swoim krześle tak daleko, jak tylko mogła. 

- Ciągle się mnie boisz? – zapytał, przechylając głowę na bok. 
Uniosła podbródek. 
- Nie – Tak. Bała się tego, co sprawił, Ŝe czuła, bała się, Ŝe dla niego 

to nie miało znaczenia. Bała się, Ŝe nigdy nie będzie jej pragnął tak, jak 
ona nagle zapragnęła jego. Bała się, Ŝe ten cudownie opiekuńczy 
męŜczyzna przed nią jest tylko miraŜem, Ŝe zło czeka pod powierzchnią, 
gotowe ją zranić. 

Jaki z ciebie tchórz. Jak, do diabła, mogła go tak pocałować? 
Jedna z jego brwi się uniosła. 
- Nie kłamiesz, prawda? 
- Nigdy nie kłamię, pamiętasz? – Ku ironii, to było kłamstwo. 
- Dobrze. Więc słuchaj, bo nie chcę prowadzić tej dyskusji ponownie. 

Mam demona w swoim ciele, to prawda – ścisnął jej ramię tak mocno, 
Ŝe jej kłykcie powoli zbladły. – Jest tak dlatego, Ŝe stulecia temu głupio 
pomogłem otworzyć puszkę Pandory, uwalniając dusze zamknięte w 
środku. W ramach kary, bogowie przeklęli mnie i wszystkich 
wojowników, których widzisz w tym samolocie i umieścili demony w 
naszych ciałach. Na początku, nie mogłem kontrolować tego demona i 
zrobiłem parę… złych rzeczy, jak powiedziałaś. Ale to było tysiące lat 
temu i teraz mam kontrolę. Wszyscy mamy. Jak powiedziałem ci w celi, 
nie masz się czego bać z naszej strony. Rozumiesz, Ruda? 

Ruda. Wcześniej, podczas jej napadu paniki nazwał ją inaczej. Coś 

jak… serduszko? Nie. Tyson tak ją nazywał. NajdroŜsza? Nie, ale 
blisko. Kochanie? Tak! Tak, to było to. Zamrugała ze zdumieniem. Z 

background image

Mroczny Szept

 

 

60 | 

S t r o n a

 

 

zachwytem. Ten twardy wojownik, który podrzynał męŜczyzną gardła 
bez wahania odnosił się do niej jak do cennego skarbu. 

Więc czemu nie oddał jej pocałunku? 
- Osiągnęliśmy miejsce przeznaczenia, chłopaki – nieznany głos 

ociekający ulgą odezwał się przez interkom. Pilot, odgadła, i poczuła 
falę poczucia winy za kłopoty, które spowodowała. – Przygotujcie się do 
lądowania. 

Sabin został w miejscu, ta nieugięta skała między jej nogami. 
- Wierzysz mi, Gwen? Czy ciągle chętnie pojedziesz z nami do 

naszego domu? 

- Nigdy nie robiłam tego chętnie. 
- Ale nie próbowałaś uciec. 
- Powinnam sama przemierzać obcy ląd, bez zaopatrzenia? 
Zamarł.  
- Sam widziałem, jakie masz umiejętności. I oferowaliśmy ci 

zaopatrzenie raz za razem. Z jakiegoś powodu, część ciebie chce być z 
nami, albo juŜ by cię tu nie było. Wiem to i ty to wiesz. 

Logika, której nie mogła zaprzeczyć. Ale… dlaczego? Czemu część 

niej chciała zostać? Wtedy i teraz? 

Znasz odpowiedź, mimo, Ŝe starasz się jej zaprzeczyć. On. Sabin. Nie 

jesteś nim zainteresowana? Ha! Uczyła się go, zwracając uwagę na 
cienkie linie rozchodzące się od jego oczu, gęste cienie rzucane przez 
rzęsy, skurcze mięśni w szczęce. Jego nieregularny puls, teraz tak 
głośny w jej uszach. MoŜe był tak samo zainteresowany jak ona, ale 
walczył z tym, tak jak i ona. Ta myśl sprawiła jej przyjemność. 

Czy miał kobietę czekającą na niego w Budapeszcie? śonę? 
Gwen zacisnęła pięści, paznokcie wbiły się głęboko w skórę, raniąc. 

JuŜ nie czuła przyjemności. To nie ma znaczenia Nie powinnaś go 
chcieć. 

- Gwen. Pojedziesz? 
Sposób, w jaki wypowiedział jej imię jednocześnie ją uderzył i pieścił, 

raŜąc ją, sprawiając, Ŝe przeszły ją ciarki. Podobało się, Ŝe szukał jej 
współpracy, mimo Ŝe podejrzewała, Ŝe spróbuje i zmusi ją, gdyby 
odmówiła. 

- MoŜe powinnam uciec. 
- Do czego? śycia pełnego Ŝalu? śycia, w którym Ŝyczyłabyś sobie, 

Ŝebyś zachowała się inaczej w stosunku do tych, którzy cię zranili? 
Oferuję ci szansę, pomocy mi w zabiciu Łowców. I jak juŜ wiesz, 
zabijanie ich nie będzie jedyną korzyścią – powiedział. 

- Co masz na myśli? 

background image

Mroczny Szept

 

 

61 | 

S t r o n a

 

 

- Mogę ci pomóc kontrolować twoją bestię w sposób, w jaki 

kontroluję swoją. Mogę ci pomóc skanalizować to dla dobrej sprawy. 
Nie chcesz mieć kontroli? 

Przez całe Ŝycie chciał tylko trzech rzeczy: spotkać ojca, zdobyć 

szacunek rodziny i nauczyć się kontrolować Harpię. Jeśli Sabin 
dotrzyma słowa, mogłaby w końcu, po wszystkich tych latach, 
osiągnąć jedną z tych rzeczy. To było najprawdopodobniej nieosiągalne 
i przeznaczone na klęskę, ale nie mogła się oprzeć pokusie. 

- Pójdę z tobą – powiedział. – Pomogę ci najlepiej jak potrafię. 
Biła z niego ulga, gdy zamknął oczy i uśmiechnął się. 
- Dziękuję. 
Ten uśmiech rozluźnił ostre krawędzie jego twarzy, sprawiając, Ŝe 

znów wyglądał chłopięco. Gdy patrzyła na niego, samolot szarpnął 
gwałtownie. Sabin został pchnięty do tyłu, ona do przodu. Ku jej 
rozkoszy – przeraŜeniu – dystans między nimi się nie zwiększył. 

- Pod jednym warunkiem – dodała. 
Jego ulga zmieniła się w coś okrutnego. 
- Jakim? 
- Zaprosisz moje siostry – MoŜe to niewłaściwe. Była zawstydzona 

okolicznościami i nie chciała Ŝeby siostry widziały ją w tej sytuacji, 
wiedziały, co jej się przydarzyło. Ale szaleńczo za nimi tęskniła i 
wiedziała, Ŝe jej tęsknota za domem wkrótce pokona zawstydzenie. 

- Zaprosić twoje siostry? Chcesz, Ŝebym się układał z innymi takimi 

jak ty? 

- Lepiej Ŝeby w twoim głosie było szczęście, a nie niesmak – 

powiedziała, obraŜona. – Moje siostry kastrowały męŜczyzn za mniejsze 
rzeczy. 

Sabin ścisnął nasadę nosa. 
- Pewnie. Zaproś je. Bogowie ocalcie nas wszystkich. 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

62 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 7

Rozdział 7

Rozdział 7

Rozdział 7    

    

Parys zgarbił się na tylnym siedzeniu Escalady

8

, Strider był za 

kierownicą i całkowicie ignorował ograniczenia prędkości. Nawet, jeśli 
słońce świeciło na przedmieściach Budapesztu, nie było tego widać z 
miejsca, w którym siedział Parys. Okna były tak przyciemnione, Ŝe 
wnętrze zalegały ponure cienie. Anya, kochanka Luciena i pomniejsza 
bogini Anarchii, ukradła ten pojazd bogowie wiedzą skąd – z 
pasującym Bentleyem dla siebie – tuŜ zanim wyjechali do Egiptu. 

Nie musicie mi dziękować, powiedziała, uśmiechając się pięknie. 

Wasze przeraŜone spojrzenia są wystarczającą nagrodą. Te auta są 
niemal gangsterskie, gdyby ktoś mnie pytał. I zmierzcie się z tym: 
naprawdę potrzebujecie zmiany image’u, a te kółka załatwią sprawę. 

Niestety, Parys utknął w tym samym samochodzie z Amunem, który 

ściskał swoją głowę jakby miała eksplodować; Aeronem, który nie 
przestawał warczeć groźnie – koleś potrzebował towarzystwa swojej 
małej, demoniej przyjaciółki, Legion – jak równieŜ z Sabinem i jego 
Harpią. 

Sabin nie mógł oderwać wzroku od niebezpieczniej, przegryzającej 

gardła kobiety i nie stracił erekcji odkąd pocałował ją w samolocie. 
Zrozumiałe, pewnie. Była nieporównywalnie śliczna ze złotymi oczyma, 
niemal diamentowymi w swojej przejrzystości, ustami tak czerwonymi 
jak było najprawdopodobniej jabłko Ewy i ciałem, które było definicją 
słowa pokusa. I te truskawkowe loki były niesamowite. Ale była 
Harpią, która została znaleziona w obozie wroga i nie było powodu jej 
ufać. 

MoŜe została wykorzystana, jak inne uwięzione. MoŜe nienawidziła 

Łowców tak bardzo jak oni. MoŜe… 

Ale moŜe nie było dość dobre by zdobyć jego zaufanie. JuŜ nie. Mogła 

być Przynętą, śliczną pułapką Łowców, którą Lordowie przyjęli z 
otwartymi ramionami. 

 Parys nie chciał, Ŝeby Sabin skończył jak on: poŜądający wroga 

kaŜdą komórką swego istnienia, ale niemogący jej mieć. 

                                                            

8

 

http://www.uncrate.com/men/images/2007-cadillac-escalade.jpg

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

63 | 

S t r o n a

 

 

Minutę, godzinę, miesiąc, rok – nie wiedział, czas nie miał juŜ dla 

niego znaczenia – został schwytany przez Łowców i uwięziony. 
PoniewaŜ był związany z demonem Rozpusty, potrzebował seksu do 
przetrwania. Przynajmniej raz dziennie, ale nigdy dwa razy z tą samą 
kobietą. W celi, przywiązany, stał się tak słaby, Ŝe otwieranie oczu było 
udręką. Nie chcąc go zabić przed znalezieniem puszki Pandory – bez 
niej, śmierć jego ciała uwolniłaby jego demona, błądzącego po ziemi, 
szalonego, nieskrępowanego – przysłali . Siennę. Zwykłą, piegowatą 
Siennę z jej eleganckimi dłońmi i nieodkrytą zmysłowością. 

Uwiodła go, wzmacniając. I pierwszy raz od czasu opętania, Parysowi 

stanął dwa razy przy tej samej kobiecie. W tej chwili wiedział, Ŝe 
naleŜała do niego. Wiedział, Ŝe była jego – jego powodem do Ŝycia. 
Powodem, dla którego Ŝył przez te tysiące lat. Ale jej właśni ludzie 
postrzelili ją, gdy z nią uciekał. 

Umarła w jego ramionach. 
Teraz Parys był ciągle zmuszony do spania wciąŜ z nowymi 

kobietami kaŜdego dnia, a jeśli nie mógł znaleźć kobiety, musiał 
znaleźć męŜczyznę, nawet, jeśli nigdy nie pociągała go własna płeć. 
Pieprzenie było pieprzeniem dla demona Rozpusty. Fakt, który juŜ 
dawno wepchnął go w mentalny wstyd. 

Tyle, Ŝe obecnie bez znaczenia, kim była jego łóŜkowa partnerka, 

musiał wyobrazić sobie twarz Sienny, Ŝeby mu stanął. Musiał 
wyobrazić sobie jej twarz, Ŝeby skończyć robotę, bo kaŜdą komórka 
jego ciała wiedziała, Ŝe osoba pod nim była niewłaściwa. Niewłaściwy 
zapach, głos, faktura. Wszystko niewłaściwe.  

Dziś będzie tak samo. Jutro teŜ. I następnego dnia i następnego. 

Przez wieczność. Nie było dla niego końca. Poza śmiercią, ale jeszcze 
nie chciał umierać. Nie dopóki Sienna nie została pomszczona. Czy 
kiedykolwiek zostanie? 

Nie kochasz jej. To szaleństwo. 
Mądre słowa. Jego demona? Własne? JuŜ nie wiedział. JuŜ nie mógł 

odróŜnić jednego głosu od drugiego. Byli jednym i tym samym, dwie 
połowy całości. I obaj byli blisko punktu załamania. Gotowi pęc. 

Dopóki… 
Parys poklepał torebkę ambrozji w swojej kieszeni i wydał 

westchnienie ulgi. Ciągle tu. Teraz ciągle to przy sobie nosił, 
gdziekolwiek szedł. Na wypadek, gdyby tego potrzebował. Co zdarzało 
się coraz częściej. 

background image

Mroczny Szept

 

 

64 | 

S t r o n a

 

 

Tylko gdy ambrozja została dodana do ludzkiego wina alkohol na 

niego działał i mógł się upić. Na krótką chwilę. KaŜdego dnia musiał 
dodawać więcej, by osiągnąć to samo zamroczenie. 

Musi poprosić przyjaciela by ukradł więcej. Bogowie wiedzą, Ŝe 

zasługiwał na kilka godzin spokoju, na szansę Ŝeby się zatracić. Później 
będzie odświeŜony, silniejszy, gotowy zwalczać wrogów. 

Nie myśl o tym teraz. Niedługo znajdzie się w fortecy i ma robotę do 

zrobienia. To najpierw. Zmusił oczy do skupienia się na otoczeniu, 
umysł do oczyszczenia. Zniknęły wielokolorowe pałace, ludzie 
przechodzący z jednej strony ulicy na drugą. Ich miejsce zajęły gęsto 
zalesione wzgórza, opuszczone, zapomniane. 

SUV wjechał na jedno z tych wzgórz, omijają drzewa i małe prezenty, 

które inni zostawili dla Łowców na tyle głupich, Ŝeby przyjść na nich 
polować. Znowu. 

Miesiąc temu przypuścili sztorm i wysadzili w cholerę jego dom, 

dom, w którym Ŝył od stuleci, zmuszając wojowników do szybkiej 
odbudowy przed następną wyprawą, kolejną bitwą. Były potrzebne 
nowe meble. Nowe urządzenia. Nie podobało mu się to. Było teraz tyle 
zmian w jego Ŝyciu – kobiety w rezydencji, powrót starych przyjaciół, 
wybuch wojny – nie mógł juŜ unieść więcej. 

Forteca pojawiła się w polu widzenia, wysoka potworność z cienia i 

kamienia. Bluszcz oplatał wyszczerbione ściany, mieszając dom z 
ziemią, sprawiając, Ŝe było niemal niemoŜliwe je oddzielić. Jedyną 
rzeczą, która je rozdzielała była Ŝelazna brama teraz otaczająca 
budynek. Kolejna nowość. 

Pragnienie nagle wypełniło chłodne powietrze. Ciała się napięły, usta 

wstrzymały oddech. Tak blisko… 

Torin, który obserwował ich z fortecy przez monitory i czujniki 

otworzył bramę. Kiedy podjeŜdŜali do wysokich, łukowatych drzwi 
wejściowych, Aeron ścisnął podłokietniki tak mocno, Ŝe niemal się 
złamały. 

- Jesteśmy trochę podekscytowani, co? – zapytał Strider, spoglądając 

na niego w wstecznym lusterku. 

Aeron nie odpowiedział. Była spora szansa, Ŝe nawet nie usłyszał 

pytania. Jego wytatuowana twarz przedstawiała tylko determinację i 
gniew. Nie było to jego zwykły wygląd, gdy miał zobaczyć Legion. 

Kiedy pojazd się zatrzymał, cała grupa wyskoczyła. PraŜące słońce 

na jego ciele sprawiło, Ŝe spocił się pod t-shirtem i dŜinsami. Bogowie, 
czy tak gorąco jest w piekle? 

background image

Mroczny Szept

 

 

65 | 

S t r o n a

 

 

Wkrótce po tym jak wysiadła z samochodu, mała Harpia zatrzymała 

się z boku, obejmując się ramionami, z rozszerzonymi oczyma i bladą 
twarzą. Sabin śledził kaŜdy jej ruch, nie odwracając od niej wzroku 
nawet, gdy wyciągał bagaŜe i układał je przy swoich stopach. 

Jak coś tak niebezpiecznego jak Harpia, mogło być tak nieśmiałe? To 

po prostu niemoŜliwe, nie pasowało. Była jak dwa kawałki róŜnej 
układanki i Parys zaczął myśleć, Ŝe trzeba było zasłonić jej oczy w 
drodze do fortecy. 

Spóźniony refleks. Zawsze mogą uciąć jej język, Ŝeby powstrzymać ją 

od gadania. MoŜe uciąć ręce, Ŝeby nie mogła pokazywać znaków ani 
pisać. 

Kim jesteś? 
Przed Sienną, zawsze walczył, Ŝeby chronić kobiety. To, Ŝe teraz tak 

nie było, Ŝe chciał ją zranić, napełniło go poczuciem winy. Poza tym, 
był zły, Ŝe lepiej nie wykonał swojego zadania chroniąc przed nią 
przyjaciół. Wszystkie moŜliwe zagroŜenia powinny zostać 
wyeliminowane. Przez lata inni wojownicy starali się go o tym 
przekonać, ale zawsze się opierał. Teraz to rozumiał. 

Teraz było za późno, Ŝeby coś jej zrobić. Sabin na to nie pozwoli. 

Koleś był stracony. Jeszcze przez rozpadnięciem się obu grup, Luciena 
i Sabina, Parys nigdy nie widział, Ŝeby Zwątpienie był tak skupiony na 
kobiecie. Co nie było najlepsze. Jeśli nieśmiałość dziewczyny nie była 
udawana, to Sabin ją zniszczy, pozbawi poczucia własnej wartości 
kawałek po kawałku. 

Maddox wysiadł z drugiej Escalady, czarny błysk na obrzeŜach 

wzroku Parysa. StraŜnik Furii nie dbał o chwycenie swojego bagaŜu, 
tylko wbiegł szybko w górę schodów prowadzący do wejścia. Drzwi 
otworzyły się i jego cięŜarna kobieta wybiegła na zewnątrz, śmiejąc się i 
płacząc. Ashlyn wpadła w jego ramiona, rozmazany błysk złota i 
zakręcił ją w koło. Parę sekund później zatonęli w gorącym pocałunku. 

Dziki Maddox, jako ojciec był trudny do wyobraŜenia… nawet, jeśli 

dziecko skończy jako pół-demon jak Lordowie. 

Następna wyszła Danika, która stanęła w drzwiach i rozglądała się 

po tłumie za Reyesem. Śliczna blondynka zauwaŜyła go i zapiszczała. 
Jakby piszczenie było jakimś rodzajem sygnału, Reyes chwycił sztylet i 
podszedł do niej. 

Opętany przez demona Bólu, Reyes nie mógł czuć przyjemności bez 

fizycznego cierpienia. Przez Daniką, wojownik musiał ciąć się 
dwadzieścia cztery godziny na dobę, Ŝeby móc funkcjonować. Przez 
czas ich pobytu w Kairze nie musiał się ranić. Bycie z dala od Daniki 

background image

Mroczny Szept

 

 

66 | 

S t r o n a

 

 

było wystarczająco bolesne, powiedział. Teraz, gdy znów byli razem, 
znów będzie się musiał ciąć, ale Parys nie sądził, Ŝeby któreś z nich o 
to dbało.  

Z warkotem, Reyes wziął ją w ramiona i oboje zniknęli w fortecy, 

chichot Daniki był jedynym dowodem, Ŝe byli w pobliŜu. 

Parys zadrŜał od nagłego bólu w piersi, modląc się Ŝeby zniknął. 

Wiedział, Ŝe tak się nie stanie. Nie dopóki nie weźmie ambrozji. Za 
kaŜdym razem, gdy był w pobliŜu tych par, tak wyraźnie zakochanych, 
ból uderzał i zostawał, pasoŜyt wysysający z niego Ŝycie, dopóki nie 
upije się aŜ do otępienia. 

Nie było widać Luciena, który przeniósł się do domu przed podróŜą 

samolotem. On i Anya najprawdopodobniej byli zamknięci w ich 
pokoju. W końcu jedno małe szczęście. 

ZauwaŜył, Ŝe Harpia obserwowała pary tak intensywnie jak on. Bo 

była zafascynowana czy dlatego, Ŝe miała zamiar wykorzystać tę 
informację przeciwko nim? 

śadnych innych kobiet nie było w fortecy, dzięki bogom. śadnej, 

którą mógłby uwieść  i ewentualnie zranić pieprząc się z inną. Gilly, 
młoda przyjaciółka Daniki, teraz mieszkała w apartamencie w mieście. 
Dziecina chciała własnej przestrzeni. I udawali, Ŝe ją jej dali, nie 
mówiąc, Ŝe jej dom był objęty systemem bezpieczeństwa Torina. Babka, 
matka i siostra Daniki teŜ wyjechały, teraz z powrotem w Stanach. 

- Chodź – powiedział Sabin do Harpii. Kiedy nie odpowiedziała, 

przyciągnął ją do swojego boku. 

- Te kobiety… - wyszeptała. 
- Są szczęśliwe – Pewność wypełniała kaŜdą sylabę. – Gdyby tak nie 

pragnęły ponownego połączenia ze swoimi męŜczyznami, osobiście by 
cię powitały. 

- Czy wiedzą…? – Znów miała trudności ze skończeniem zdania. 
- Och, tak. Wiedzą, Ŝe ich męŜczyźni są opętani przez demony. Teraz 

chodź – pokiwał na nią palcami. 

Ciągle się wahała. 
- Gdzie mnie zabierasz? Sabin ścisnął nasadę nosa wolną ręką. 

Wyglądało na to, Ŝe ostatnio robił to często. 

- Chodź do środka albo nie, ale nie będę tu czekał aŜ zmienisz 

zdanie. 

Gniewne kroki, trzaśnięcie drzwi.   
KaŜdą inną po prostu przerzuciłby przez ramię i zaniósł, jak 

podejrzewał Parys. Jej, pozwolił wybrać. Cwaniak. 

background image

Mroczny Szept

 

 

67 | 

S t r o n a

 

 

Harpia spojrzała w prawo i lewo, a StraŜnik Rozpusty zebrał się w 

sobie, Ŝeby ja ścigać. Nie Ŝeby sądził, Ŝe mógłby ją złapać, gdyby 
zdecydowała się przejść w hiper-szybkość, którą zademonstrowała w 
jaskini. Ale był gotów walczyć, gdyby okazało się to konieczne. 

Kolejna czerwona flaga zaczęła falować w jego umyśle. Mogła uciec, 

tu i teraz. Nawet wcześniej, zanim wsiedli do samolotu. Do diabła, 
mogła uciec, gdy obozowali na pustyni. Dlaczego tego nie zrobiła? 
Chyba, Ŝe była Przynętą, jak podejrzewał, przysłaną tu, Ŝeby 
dowiedzieć się wszystkiego, co tylko mogła. 

Mimo, Ŝe zaprzeczyła, Sienna była Przynętą. Całowała go, nawet 

wstrzykując mu truciznę… i była tylko człowiekiem. Jaki rodzaj 
zniszczeń mogła spowodować Harpia? 

Pozwól teraz Sabinowi się o to martwić. JuŜ nasz dość na własnej, 

pieprzonej głowie. 

W końcu zdecydowała się podąŜyć za Sabinem i weszła do środka, jej 

kroki brzmiały niepewnie. 

- Więźniowie czekają na przesłuchanie – powiedział Parys do nikogo 

w szczególności. 

Cameo przerzuciła ciemne włosy przez ramię i uniosła swoją torbę. 

Nikt nie próbował jej pomóc. Traktowali ją jak kaŜdego innego 
wojownika, bo tak wolała. Nigdy nie traktował jej inaczej, bo nigdy nie 
chciał z nią spać. MoŜe wolała rozpieszczać kogoś innego. 

- MoŜe jutro – powiedziała, jej tragiczny sprawił, Ŝe bębenki w jego 

uszach niemal krwawiły. – Potrzebuję odpoczynku – Nie mówiąc nic 
więcej – dzięki bogom – weszła do środka. 

Tak dobrze AK Parys znał kobiety, wiedział, Ŝe kłamała. Miała iskry 

w oczach, róŜowe policzki. Wyglądała na podnieconą, a nie zmęczoną. 
Kogo planowała spotkać? 

Ostatnio duŜo przesiadywała z Torinem i… Parys zamrugał. Nie, na 

pewno nie. Torin nie mógł dotknąć nikogo – w sensie skóra do skóry – 
bez zaraŜania zarazą – jak równieŜ kaŜdego, kogo ta osoba spotka, 
roznosząc plagę po kraju. Nawet nieśmiertelni nie byli przed tym 
bezpieczni. Nieśmiertelny nie umarłby, ale stałby się taki jak Torin, 
niezdolny zaznać pieszczoty bez surowych konsekwencji. 

Nie waŜne czym się zajmują, naprawdę. On miał robotę do 

wykonania. 

- Ktokolwiek? – zapytał pozostałych. Chciał to gówno mieć za sobą. 

Im szybciej skończy wydobywać informacje od Łowców, tym szybciej 
będzie się mógł zabarykadować w pokoju i zapomnieć o tym, Ŝe Ŝyje. 

Strider zagwizdał, udając, Ŝe go nie słyszy i ruszył ku wejściu. 

background image

Mroczny Szept

 

 

68 | 

S t r o n a

 

 

Co, do diabła? Strider doceniał przemoc jak nikt inny. 
 - Strider, stary. Wiem, Ŝe mnie słyszysz. PomoŜesz z 

przesłuchaniem, co? 

- Och, daj spokój! Przynajmniej do jutra. Nie uciekną. Potrzebuję 

trochę czasu dla siebie. Jak Cameo, będę gotowy z rana. Przysięgam 
bogom. 

Parys westchnął. 
- Dobra. Idź – Więc Cameo i Strider są parą? – Co z tobą, Amun? 
Amun skinął, ale ten ruch sprawił, Ŝe stracił równowagę i przewrócił 

się obok schodów z jękiem. 

Sekundę później Strider był przy jego boku, obejmując go w pasie.  
- Wujek Strider tu jest, nie martw się o nic – Uniósł zwykle stoickiego 

wojownika na nogi. Uniósłby go gdyby było to konieczne, ale ze 
StraŜnikiem Klęski jako kulą, Amun był zdolny zrobić krok po kroku, 
tylko okazjonalnie się potykając. 

- Ja pomogę z Łowcami – powiedział Aeron, podchodząc do Parysa, 

oferta cholernie go zaskoczyła, gdyby miał być szczery. 

- A co z Legion? Dziewczyna pewnie za tobą tęskni. 
Aeron potrząsnął głową. Jego włosy były przycięte krótko przy 

skórze, głowa błyszczała w blasku słońca.  

- JuŜ byłaby na moich ramionach, gdyby tu była. 
- Przykro mi – Nikt tak jak Parys nie wiedział, jak to jest tęsknić za 

kobietą. ChociaŜ musiał przyznać, Ŝe był zaskoczony, gdy okazało się, 
Ŝe mały demon jest kobietą. 

- Tak jest najlepiej – poznaczona Ŝyłami ręka przesunęła się po 

zmęczonej twarzy Aerona. – Coś… mnie obserwuje. Obecność. PotęŜna. 
Zaczęła to robić na tydzień zanim wyjechaliśmy do Kairu. 

śołądek Parysa zacisnął się ze strachu. 
- Po pierwsze, masz okropny nawyk zatrzymywania takich informacji 

dla siebie. Powinieneś nam powiedzieć, gdy tylko to zauwaŜyłeś, tak jak 
powiedziałeś nam, co się stało, gdy wróciłeś po wezwaniu Tytanów te 
wszystkie miesiące temu. Ktokolwiek cię obserwuje, mógł 
poinformować Łowców o naszej podróŜy. Mogliśmy… 

- Masz rację, przepraszam. Ale nie sądzę, Ŝeby ten ktoś pracował dla 

Łowców. 

- Dlaczego? – nalegał, nie chcąc odpuścić. 
- Znam to odczucie znienawidzonego, osądzającego spojrzenia na 

sobie i to nie to. Ten ktoś jest… ciekawy. 

Zrelaksował się jakoś. 
- MoŜe to bóg. 

background image

Mroczny Szept

 

 

69 | 

S t r o n a

 

 

- Nie sądzę. Legion nie boi się bogów, ale ten ktoś cholernie ją 

przeraŜa. Dlatego tak chętnie poszła do piekła zrobić rozpoznanie dla 
Sabina. Powiedziała, Ŝe wróci, gdy ta obecność zniknie.  

Było zmartwienie w głosie kolegi. Zmartwienie, którego Parys nie 

rozumiał. Legion mogła być niewielkim demonem z upodobaniem do 
tiar – co odkryli niedawno, gdy ukradła jedną z tiar Anyi i paradowała 
w niej po fortecy, niemoŜliwie dumna – ale potrafiła o siebie zadbać. 

Parys obrócił się w koło, zdeterminowany. 
- Twój cień tu jest? Teraz? – Jakby potrzebowali kolejnego wroga. – 

MoŜe mógłbym to uwieść, czymkolwiek jest i odciągnąć od ciebie – I 
zabić. Bez znaczenia, czego juŜ się o niech nauczyło. 

Pojedyncze potrząśnięcie głowy Aerona. 
- Naprawdę nie sądzę, Ŝeby chciało nas skrzywdzić. 
Przerwał, wypuścił głęboki oddech. 
- W porządku, zajmiemy się tym później. Po prostu daj znać, kiedy 

wróci. Teraz, zajmijmy się lochem pełnym skurwieli. 

- Wiesz, Ŝe z kaŜdym dniem coraz bardziej brzmisz jak człowiek? – 

Gniew mówił to juŜ, tyle, Ŝe tym razem nie było w jego głosie 
dezaprobaty. Świsnęła maczeta, którą wyciągnął z pochwy na plecach. 
– MoŜe Łowcy będą się opierać. 

- Tylko, jeśli będziemy mieli szczęście. 

 

 

 

*     *     * 

Torin, StraŜnik Zarazy, siedział przy swoim biurku, ale częściej 

zerkał na drzwi swojej sypialni niŜ na monitory pozwalające oglądać 
mu zewnętrzny świat. Obserwował SUV-a wjeŜdŜającego na podjazd i 
nagle mu stanął. Obserwował wysiadających wojowników i musiał 
wziąć się w garść, Ŝeby złagodzić nagły ból. Patrzył jak jeden po drugim 
wchodzą do fortecy. Jeszcze chwila i… 

Cameo wśliznęła się cicho do jego komnaty i zamknęła drzwi 

miękkim ruchem. Zatrzasnęła zamek i przez kilka sekund stała do 
niego plecami. Długie, ciemne włosy opadały jej do pasa, lekko kręcąc 
się na końcach. 

Raz pozwoliła mu okręcić te wijące się końcówki wokół odzianych w 

rękawiczki palców, ostroŜnie, tak ostroŜnie starając się nie dotknąć jej 
skóry. To był jego pierwszy kontakt z kobietą od setek lat. Niemal 
doszedł, tylko przez czucie tych jedwabistych pasm. Ale ten mały dotyk 

background image

Mroczny Szept

 

 

70 | 

S t r o n a

 

 

był wszystkim, na co pozwoliła, wszystkim, na co mogła kiedykolwiek 
pozwolić, wszystkim, co mógł kiedykolwiek zaryzykować. 

Właściwie był zaskoczony, Ŝe zaryzykowali nawet tyle. Z jego 

rękawiczkami, oczywiście. To zmniejszało moŜliwość zaraŜenia jej do 
zera. Ale, włosy przy skórze, jedwab przy cieple, kobieta przy 
męŜczyźnie? To wymagałoby brawury i zaufania z jej strony, i 
desperacji i głupoty z jego. Włosy nie były skórą, ale gdyby się potknął? 
Gdyby upadła na niego? Z jakiegoś powodu, Ŝadne z nich nie mogło 
zadać konsekwencjom znaczenia. 

Kiedy ostatni raz dotknął kobiety, zginęła cała wioska. Czarna Plaga, 

tak to nazwali. To właśnie było w nim, płynąc w jego Ŝyłach, śmiejąc 
się w jego umyśle. Lata później, Torin szorował swoją skórę póki nie 
popłynęła czarna krew. Oczyszczenie się z wirusa okazało się 
niemoŜliwe. 

Przez stulecia nauczył się ukrywać poczucie brudu, skaŜenia, pod 

uśmiechami i ironicznym poczuciem humoru, ale nigdy nie przestał 
tęsknić za tym, czego nie mógł mieć: towarzystwem. Cameo go 
rozumiała, wiedziała, z czym sobie radził, co mógł a czego nie mógł i 
nie prosiła o więcej. 

Chciałby, Ŝeby poprosiła o więcej i nienawidził siebie za to. 
Powoli się do niego odwróciła. Jej usta były czerwone i wilgotne, 

jakby je przygryzała, a jej policzki były zaróŜowione. Jej pierś poruszała 
się w górę i dół, w płytkim dyszeniu. Oddech utknął mu w gardle. 

- Wróciliśmy – powiedziała. 
Dalej siedział, unosząc brew, jakby o to nie dbał. 
- Nie jesteś ranna? 
- Nie. 
- Dobrze. Zdejmij ubranie. 
Odkąd pieścił jej włosy te parę miesięcy temu, stali się najlepszymi 

przyjaciółmi. Z korzyściami. Z korzyściami typu Pieszczenie-Się-Na-
Dystans-Patrzac-Jedno-Na-Drugie-Gdy-Robi-To-Samo, ale zadowolenie 
było takie samo. To wszystko komplikowało. Tutaj i teraz… przyszłość. 
Kiedyś zechce kochanka, który naprawdę będzie mógł jej dotknąć, 
naprawdę się z nią kochać, wejść w nią, pocałować, posmakować i 
owinąć wokół niej swoje ciało, a Torin będzie musiał się odsunąć i nie 
zabijać skurwysyna. 

Ale do tego czasu… 
Nie wykonała polecenia. 
- MoŜe nie wyraziłem się jasno – powiedział. – Chcę, Ŝebyś zdjęła 

ubranie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

71 | 

S t r o n a

 

 

Później ukarze go za wydawanie rozkazów. Wiedział to, wiedział jak 

pilnie walczyła, Ŝeby udowodnić, Ŝe jest tak potęŜna jak jej męskie 
odpowiedniki. Teraz, zagarnęła ją potrzeba. Mógł wyczuć słodki zapach 
jej podniecenia. Nie będzie zdolna dłuŜej się opierać.  

DrŜące palce owinęły się wokół brzegu koszulki i zdjęły ją przez 

głowę. Koronkowy, czarny stanik. Jego ulubiony. 

- Grzeczna dziewczynka – pochwalił. 
Jej oczy się zwęziły, skupiając się na jego erekcji, napinającej się za 

pasem spodni. 

- Powiedziałam ci, Ŝe masz być nagi, gdy wrócę. Ty nie byłeś dobrym 

chłopcem. 

Przyzwyczaiwszy się do jej pełnego smutku głosy, nie wzdrygał się 

jak inni. Ani wewnętrznie ani zewnętrznie. Ten głos był częścią tego, 
czym była – wojownikiem do głębi duszy, piękną katastrofą… 
niezamierzonym koszmarem. Dla niego to była melodia pełna uczucia, 
która odbijała się echem w jego duszy. 

Torin wstał, prostując się na pełną wysokość, mięśnie się napięły. 
- Czy kiedykolwiek byłem dobry? 
Jej źrenice się rozszerzyły, sutki stwardniały. Lubiła, kiedy rzucał jej 

wyzwanie. MoŜe, dlatego Ŝe wiedziała, Ŝe nagroda wzrastała, gdy trzeba 
było na nią zapracować. 

Chciałby mieć szansę na wygranie z nią bitwy – raz, tylko raz. W 

końcu, zawsze ona wygrywała. Miał niewielkie doświadczenie z 
kobietami, był zbyt zdesperowany dla tego, co tu się działo. Ale zawsze 
dawał dobry pokaz. 

- Rozbiorę się, kiedy będziesz naga – powiedział ochrypłym głosem. – 

Ani chwilę wcześniej – Mocne słowa, który najpewniej dotrzymać. 

- Zobaczymy… - Czarne włosy zawirowały, gdy podeszła do jego 

kredensu. Jedną obutą stopą kopnęła stojące przed sobą krzesło, 
poŜerając go wzrokiem. Jeszcze nigdy zdejmowanie butów nie 
wyglądało tak seksownie. Pierwszy buty rzuciła w niego, tylko o cal 
minął jego głowę. Drugiemu pozwolił uderzyć się w pierś. Nie było 
mowy o opuszczenie z niej spojrzenia, Ŝeby uniknąć uderzenia. 

Ziip. Spodnie opadły. Wyszła z nich. 
Czarne, koronkowe majteczki pasujące do stanika. Doskonałość. 

Wszędzie broń. Zachwycające. 

Jej piersi były małe i zuchwałe, wiedział, Ŝe sutki przypominają 

róŜyczki. Miała owalny pieprzyk na prawej kości biodrowej. Co by dał, 
Ŝeby go polizać… Ale tym, co najbardziej rozpalało jego fascynację, był 
błyszczący wytatuowany motyl owijający się wokół Ŝeber. 

background image

Mroczny Szept

 

 

72 | 

S t r o n a

 

 

Gdyby patrzeć na nią tylko z jednej strony, albo tylko z przodu, było 

niemal niemoŜliwe powiedzieć, co to za migoczący, rozŜarzony wzór. 
Tylko, gdy stała tyłem kształt nabierał formy. Och, jak bardzo chciałby 
podąŜyć językiem za kaŜdym ostrym szczytem i zagłębieniem. 

Miał pasujący tatuaŜ na brzuchu, tyle, Ŝe jego był w kolorze onyxu, 

obramowany szkarłatem. Właściwie, wszyscy wojownicy tutaj mieli 
tatuaŜ w kształcie motyla, ale niczyje znamię demona nie było 
umiejscowione w jednym miejscu. I nigdy nie chciał sięgnąć rękoma, 
ustami, ciałem znamion innych męŜczyzn. 

Kiedy Cameo skończyła zdejmować broń, mały stos znalazł się tuŜ 

obok niej. Uniosła brew patrząc na niego. 

- Twoja kolej – było drŜenie w jej głosie, jakby to, co się zaraz stanie 

pociągało ją bardziej, niŜ chciała się przyznać.  

Przynosiło mu so egoistyczną ulgę. 
- Nie jesteś naga. 
- Mogę być. 
Powinien to powstrzymać, odesłać ją, cokolwiek, bo oboje wiedzieli, 

Ŝe to juŜ najdalej jak mogą się posunąć i nigdy nie będzie to 
wystarczające dla Ŝadnego z nich, ale… rozebrał się. 

Cameo sapnęła, jak zawsze w takiej chwili, utkwiła wzrok w jego 

nabrzmiałej erekcji. 

- Powiedz mi wszystko, co chciałbyś mi zrobić – zaŜądała, juŜ 

chwytając swoje piersi. – Nie opuszczaj niczego. 

Poddał się i jej palce zachowały się jak jego, poruszając się po całym 

jej ciele. Dopiero, gdy doszła dwa razy dotknął siebie, jego pace 
wykonywały jej polecenia. Ale nawet przez chwilę nie zapomniał, Ŝe to 
wszystko, co kiedykolwiek będzie mógł mieć, Ŝe nigdy nie dostanie 
więcej. 

 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

73 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 8

Rozdział 8

Rozdział 8

Rozdział 8    

    

- Chcę własny pokój. 
- Nie. 
- Tak po prostu? Bez wahania? 
- Właśnie. Zostaniesz tutaj – Nie powiedział: ze mną, ale nie musiał. 

To było jasne. – Nie mieszkam w Budapeszcie długo, nie spędzam wiele 
czasu w tym pokoju, ale jest mój – Jak ty. Znów niewypowiedziane, ale 
jasne.  

Gwen siedziała na krawędzi nieznanego jeszcze, ogromnego łóŜka, w 

jeszcze nieznanym męskim pokoju, w jeszcze nieznanej masywnej 
fortecy, z bardzo znanym, fascynującym męŜczyzną, którego 
pocałowała i chciała pocałować ponownie, ale nie mogła, bo nie chciał 
mieć z nią nic do czynienia. I naprawdę, to nie ona pragnęła 
pocałunku, tylko Harpia. Przynajmniej tak sobie wmawiała. Harpia 
lubiła niebezpieczeństwo i mrok, a demoniczny Sabin bardzo do tego 
pasował. 

Gwen lubiła stateczność na granicy nudy.  
Patrzyła jak kompletnie niestateczny Sabin rozpakowuje swój bagaŜ, 

a jego ruchy były równie sztywne jak ton. Jego dystans jest najlepszy
powiedziała sobie. Na korzyść Harpii, oczywiście. Ponowne całowanie 
odurzającego i irytującego Sabina nie byłoby mądre. Był zbyt 
intensywny, zbyt tajemniczy dla spokoju jej umysłu. Ale cholera, był 
seksowny… nawet rozpakowywał się w sposób, który przywodził na 
myśl grę wstępną. Sposób, w jaki poruszał się jego mięśnie… 

Przestań na niego patrzeć. Ktoś taki jak ty nie mógłby się z nim 

związać.  

Kto mówił cokolwiek o wiązaniu się? Biorąc pod uwagę jak bardzo 

bała się swojej mrocznej strony, była typem dziewczyny Bierz-Czego-
Chcesz-I-Spadaj. Jej półroczny związek z Tysonem juŜ był anomalią. 

Co robi teraz Tyson? Jest z kimś innym? MoŜe nawet się oŜenił? I jak 

ona będzie się czuć, jeśli to zrobił? Czy myślał o niej kiedykolwiek? 
Zastanawiał się gdzie jest, albo dlaczego została porwana? Pewnie 
powinna do niego zadzwonić. 

Zadanie dla umysłu pod ręką. 
- Dlaczego muszę dzielić z tobą pokój? – zapytała Sabina. 

background image

Mroczny Szept

 

 

74 | 

S t r o n a

 

 

- Tak jest bezpieczniej. 
Dla kogo? Dla niej? Dla jego przyjaciół? Ta myśl ją zasmuciła. Och, 

to dobrze, Ŝe ci męŜczyźni się jej bali. Zostawią ją w spokoju. Ale 
demony sądzące, Ŝe jest zbyt zabójcza, Ŝeby się z nią zadawać? To 
powinno być śmieszne. 

- JuŜ obiecałam zostać w Budapeszcie. Nie ucieknę. 
- To nie ma znaczenia. 
Jej oczy się zwęziły, gdy na niego patrzyła. Jego krótkie odpowiedzi 

były irytujące. 

- Masz dziewczynę, jak inni? śonę? – Sukę, nie mogła się 

powstrzymać przed pomyśleniem tego. – Jestem pewna, Ŝe będzie 
miała coś do powiedzenia w tej sytuacji. 

- Nie mam. A nawet, jeśli, nie miałby to znaczenia. 
Sapnęła, przekonana, Ŝe źle usłyszała. 
- Nie miałby znaczenia? Dlaczego? Twoje dziewczyny nie są warte 

Ŝyczliwości ani uwagi? 

Jego kłykcie zacisnęły się wokół aksamitnego worka z… gwiazdkami 

do rzucania? Pobrzękiwały, gdy niósł je i chował w skrzyni. Drugą 
aksamitną torbę zostawił przypiętą do biodra.  

- Nigdy nie zdradzam kochanek. Jestem wierny, zawsze. Ale kiedy 

przychodzi wojna, jest na pierwszym miejscu. Za kaŜdym razem. 

Wow. Bitwa przed miłością. Bez wątpliwości, był najmniej 

romantycznym samcem, jakiego kiedykolwiek spotkała. Nawet bardzie 
niŜ jej pradziadek, który ze śmiechem spalił jej prababcię, po tym jak 
urodziła babcię Gwen. Głowa dziewczyny przechyliła się na bok, gdy 
bardziej intensywnie przyjrzała się wojownikowi. 

- Zdradziłbyś kochankę, gdyby pozwoliło to wygrać wojnę? 
Znów przy walizce, uniósł parę wojskowych butów. 
- Czy to ma znaczenie? 
- Jestem ciekawa. 
- Wiec: tak. 
Zamrugała z zaskoczeniem. Po pierwsze, nie brzmiał przepraszająco. 

Po drugie, nawet się nie zawahał. 

- Tak, zrobiłbyś to? 
- Tak, zrobiłbym. Jeśli zdrada oznacza zbliŜenie się do zwycięstwa, 

zdradzę. 

Podwójne wow. Jego szczerość… przygnębiała ją. Był demonem, ale 

spodziewała się jakoś – chciała – po nim więcej. Nie ma szans, Ŝeby 
była zdolna spotykać się z męŜczyzną, który mógł zdradzić. Nie, Ŝeby 
planowała spotykać się z Sabinem. 

background image

Mroczny Szept

 

 

75 | 

S t r o n a

 

 

Gwen chciała być jedną jedyną. Zawsze. Dzielenie się nigdy nie było 

dla niej łatwe, było sprzeczne z kaŜdym jej instynktem. To dlatego w 
końcu wyzbyła się lęków i związała z Tysonem. 

Z jej wiedzy wynikało, Ŝe był jej wierny. Seks był dobry, jeśli łagodny, 

bo nawet, jeśli przekonała samą siebie, Ŝe moŜe utrzymać związek, 
wiedziała, Ŝe zatracenie się w przyjemności mogło wywołać katastrofę. 
Kochał ją i myślała, Ŝe teŜ go kocha. Teraz, dzięki tym wszystkim 
miesiącom rozdzielenia, zrozumiała, Ŝe kochała tylko to, co 
reprezentował: normalność. I byli bardzo podobni. On pracował dla IRS 
i był znienawidzony przez współpracowników. Ona była Harpią, która 
nienawidziła konfrontacji i była Ŝałosna dla własnej rasy. Tyle, Ŝe 
podobieństwo nie jest wystarczającym powodem do bycia razem. Nie 
na zawsze. 

Gwen miała odczucie, Ŝe mogłaby sobie odpuścić – przynajmniej 

trochę – przy Sabinie. Nie cofał się przed Harpią, ani w jaskini, ani w 
samolocie. A biorąc pod uwagę ja silny był, mógł znieść więcej niŜ 
człowiek. Ale mimo tego, Ŝe był odwaŜny i nieśmiertelny, wątpiła, Ŝeby 
mógł przyjąć wszystko, co mogła zaserwować. Nikt nie mógł. 

Ale i tak ciągle przyłapywała się na zastanawianiu, jaki byłby w 

łóŜku. Nie łagodny, tyle wiedziała. Na pewno zdarzało mu się być 
niegrzecznym i pewne tego samego Ŝądałby od kochanki. Ile mógłby 
przyjąć od niej? 

- Więc nie masz Ŝony, ale czy jesteś samotny? – zapytała, słowa 

zazgrzytały. Nie mogła sobie wyobrazić kogoś wystarczająco szalonego, 
Ŝeby się z nim umawiać. Taa, był przystojny. Taa, sam jego pocałunek 
mógł zaprowadzić kobietę do bram niebios. Ale chwilowa przyjemność z 
nim skończyłaby się tylko złamanym sercem. Ona na pewno nie była 
jedyną, która to rozumiała. 

- Co jest z tymi wszystkimi pytaniami? 
- Po prostu zapełniam ciszę – Kłamstwo. Wyglądało na to, Ŝe ostatnio 

była ich pełna. Była – ciągle, pomimo wszystko – ciekawa go, tego 
wojownika, który ją uratował. 

- Nie ma nic złego w ciszy – mruknął, niemal wsadzając głowę do 

torby. 

- Jesteś samotny czy nie? 
- Bardziej cię wolałem, kiedy się bałaś, cóŜ, wszystkiego – 

wymamrotał. 

Była mniej nieśmiała przy nim niŜ zwykle, zrozumiała. Widok miłości 

jego opętanych przyjaciół do ich kobiet, jakoś to sprawił. Przynajmniej 
na razie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

76 | 

S t r o n a

 

 

- Więc? Samotny? 
Westchnął, najwyraźniej się poddając. 
- Tak, jestem samotny. 
- Mogę w to uwierzyć – wymruczała. Jego ostatnia dziewczyna 

pewnie kopnęła go w dupę. - CóŜ, to nie znaczy, Ŝe moŜemy razem 
spać. Musisz sobie znaleźć inne miejsce do spania, bo ja zajmuję łóŜko 
– OdwaŜne słowa. Miała tylko nadzieję, Ŝe nie przejrzy jej blefu.  

- Nie martw się. Będę na podłodze – Wrzucił parę zmiętych koszul do 

kosza na brudy stojącego obok szafy. Demoniczny wojownik sortujący 
pranie – to coś, czego się nie widzi codziennie. 

- Co jeśli nie ufam, Ŝe tam pozostaniesz? 
Roześmiał się, to był okrutny dźwięk. 
- Kiepsko. Nie zostawię cię samej na całą noc. 
Kiepsko. Nie chciał trzymać się od nie z dale i nie chciał teŜ mieć z 

nią nic do czynienia w seksualnym sensie. 

A moŜe? 
I czy ona teŜ go chciała? 
Studiowała jego profil, wzrok przesunął się po długości jego nosa. 

Był odrobinkę zbyt długi w przeciętnych ramach, ale przez to 
arystokratyczny. Jego kości policzkowe były ostro zarysowane, szczęka 
kwadratowa. Ogólnie bardzo dobrze wyglądająca twarz, bez śladu 
chłopięcości, którą czasami sobie wyobraŜała. 

Jego oczy były otoczone długimi, niemal kobiecymi, rzęsami. 

ZauwaŜyła to wcześniej, ale te rzęsy były tak gęste, Ŝe jego oczy 
wydawały się otoczone linią sadzy. 

Obejmując się ramionami, przeniosła spojrzenie z tej intrygującej 

twarzy i skupiła się na jego ciele. Wszystkie te muskuły… znów ją 
zafascynowały. śyły pulsowały na jego bicepsie, kiedy podniósł zestaw 
do golenia. Czarna skóra i metal składające się na męską bransoletkę 
otulały szerokość nadgarstka. Długie nogi poŜerały dystans do łazienki. 
Szczęśliwie zdjął koszulkę i dostała kolejną porcję linii mięśni do 
oglądania. Mogła zobaczyć ten tatuaŜ przedstawiający motyla 
rozciągający się na Ŝebrach i ginący za paskiem spodni. 

- Teraz moja kolej na pytania – powiedział od drzwi łazienki. Oparł 

ramię o framugę. – Dlaczego nie uciekłaś? Albo przynajmniej nie 
spróbowałaś? Wiem, Ŝe powiedziałaś, Ŝe nie chciałaś stawiać czoła 
nieznanemu na tej pustyni. To, na pewnym poziomie, rozumiem. Ale 
kiedy odkryłaś nasz mały, brudny, demoni sekret, zostałaś. Nawet 
powiedziałaś, Ŝe mi pomoŜesz. 

background image

Mroczny Szept

 

 

77 | 

S t r o n a

 

 

Dobre pytanie. RozwaŜała zniknięcie między drzewami, kiedy 

samolot wylądował, potem, gdy SUV się zatrzymał. Ale potem te 
ludzkie kobiety wybiegły z fortecy, rzucając się na swoich męŜczyzn, 
najwyraźniej szaleńczo, głęboko zakochane i zatrzymała się. 
Wojownicy-demony byli z nimi tacy delikatni, troszczący się. Pełni czci, 
jakby kobiety były ich największym skarbem. 

To, bardziej niŜ wszystko, sprawiło, Ŝe zmieniała zdanie o demonach. 
Ci męŜczyźni byli całkiem inni niŜ się spodziewała, honorowi na swój 

sposób (na razie) i niemal mili. Wydawało się, Ŝe chcieli ją chronić. 
Lepiej, nie patrzyli na nią z rozczarowaniem, chcąc Ŝeby była silniejsza, 
odwaŜniejsza, miała w sobie więcej furii. 

To anioł w niej, mówiła jej matka, gdy Gwen odmawiała ranienia 

niewinnych. Powinnam lepiej wiedzieć, Ŝeby z nim nie spać. Jej siostry 
ją chroniły, kochały, ale wiedziała, Ŝe uwaŜają ją za słabą. Prawda 
zawsze jaśniała w ich oczach. 

Gdyby jej ojciec ją znał, byłby z niej dumny, pomyślała obronnie. 

Akceptowałby jej Ŝyczliwość. 

- Więc? – odezwał się Sabin. 
- Mogę ci odpowiedzieć w sposób, w jaki ty mi odpowiadasz – 

powiedziała, unosząc podbródek. Jestem silna. Mogę być, jaka chcę. – 
Dlaczego od ciebie nie uciekłam? Bo tak. dlatego. – Właśnie. Przyjmij 
trochę własnego lekarstwa

Sabin przesunął językiem po zębach. 
- Nie bawi mnie to. 
- CóŜ, mnie teŜ – Właśnie tak. To jest sposób. 
- Kochanie, mów do mnie. 
Sposób, w jaki wypowiedział czułe słówko… jak pieszczotę, fantazja i 

przekleństwo, razem zawinięte w czekoladowa eklerkę. Kradzioną, 
oczywiście. 

- Czuję się przy tobie bezpieczna – w końcu przyznała. Dlaczego 

wybrała prawdę, nie miała pojęcia. – Okej?  

Parsknął, zaskakując ją. 
- to śmieszne. Nawet mnie nie znasz. Ale jeśli naprawdę jesteś taka 

głupia, dlaczego chciałaś własny pokój? Dlaczego pytałaś mnie w taki 
sposób? 

Gorąco zapiekło ją w policzki. Była głupia. 
- Dlaczego wygląda na to, Ŝe chcesz mnie przegonić, skoro jestem tu 

na twoją prośbę? Chcesz Ŝebym uciekła czy co? 

Pojedynczy, krótkie potrząśnięcie głową. 
- Więc mógłbyś przynajmniej spróbować być miły? Konsekwentnie? 

background image

Mroczny Szept

 

 

78 | 

S t r o n a

 

 

- Nie. 
Znów, nawet się nie zawahał. To naprawdę zaczynało ją irytować. 
- Dobrze. Ale powiedz, dlaczego w jednej minucie jesteś miły a w 

następnej okrutny? 

Mięśnie napięły się na jego szczęce, jakby zaciskał zęby. 
- Nie jestem dla ciebie dobry. Ufanie mi przyniesie ci tylko ból. 
I nie chciał przynosić jej bólu? 
- Dlaczego tak mówisz? 
Bez odpowiedzi. 
- Przez twojego demona? – nalegała. – Którego demona nosisz? 
- NiewaŜne – warknął. 
Więc znów bez odpowiedzi. I tak nie było odpowiedzi, która mogłaby 

nadać temu sens. Chyba, Ŝe kłamał i naprawdę nie chciał przynosić jej 
bólu, bo był demonem a to właśnie robiły demony. Ale nie mógł być 
naprawdę zły. Prawdziwie kochał swoich przyjaciół. To było oczywiste 
za kaŜdym razem, gdy na nich patrzył. 

- Powiedz mi jeszcze raz, co twoim zdaniem mogę dla ciebie zrobić – 

powiedziała, po prostu, Ŝeby mu przypomnieć, Ŝe naprawdę czegoś od 
niej chciał a ona nie musiała mu pomagać, jeśli nie będzie chciała. – 
Powiedz, dlaczego chcesz mnie trzymać w pobliŜu. 

Przynajmniej raz wydawał się szczęśliwy mogąc odpowiedzieć. 
- śeby zabić moich wrogów, Łowców. 
Wypełnił ją śmiech. 
- I naprawdę szczerze wierzysz, Ŝe mogę zrobić coś takiego? Celowo – 

dodała szybko, nie potrzebując kolejnego przypomnienia o tym, co 
niechcący zrobiła w jaskini. 

Jego ciemne spojrzenie spoczęło na niej, wpijając się w nią z 

ostrością ostrza.  

- W odpowiednich warunkach, myślę, Ŝe moŜesz zrobić wszystko. 
Odpowiednie warunki. Czyli strach o Ŝycie albo piekielne 

wkurwienie. Zrobi to. Narazi na niebezpieczeństwo albo wkurzy, aŜ się 
zatraci. Wszystko Ŝeby wygrać wojnę.  

- Co zrobisz, Ŝeby nauczyć mnie kontroli? 
- Powiedziałem, Ŝe spróbuję. Nie, Ŝe mi się to uda. 
Nigdy nie było lepszego powodu by od niego uciec. Był bardziej 

niebezpieczny niŜ myślała. Ale nie mogła teraz odejść, kiedy 
zrozumiała, Ŝe część nie chciała mu pomóc. Nie zabijać, nie chciała być 
częścią walki, ale nie podobało jej się, Ŝe gdzieś tam są tacy ludzie jak 
Chris i moŜe robią to samo innym nieśmiertelnym kobietom. Jeśli 

background image

Mroczny Szept

 

 

79 | 

S t r o n a

 

 

moŜe odegrać małą rolę w powstrzymaniu ich, czy nie była do tego 
zobligowana? 

- Nie boisz się o swoje Ŝycie? – zapytała. – Jeśli zmienię się w Harpię, 

nie będzie Ŝył, Ŝeby napawać się śmiercią Łowców, których zabiję. 
Nawet nieśmiertelni mogą zostać zabici w odpowiednich warunkach

- To szansa, którą chętnie wykorzystam. Jak ci powiedziałem, zabili 

mojego najlepszego przyjaciela, Badena, StraŜnika Nieufności. Był 
wspaniałym męŜczyzną, niezasługującym na śmierć, jaką mu 
zaserwowali. 

- Co to był za rodzaj śmierci? – Po tym, co zrobili jej porywaczom, 

mogła sobie to tylko wyobraŜać.  

- Wysłali kobietę, Ŝeby go uwiodła i w połowie aktu schwytali go i 

ucięli mu głowę. Ale jeśli chcesz lepszy powód, Łowcy winią mnie i 
moich braci za kaŜdą zarazę, za kaŜdą śmierć ukochanej osoby, kaŜde 
wypowiedziane kłamstwo, kaŜdy akt przemocy. Torturowali ludzi, jeśli 
byłem wystarczająco głupi, Ŝeby o nich dbać i zrobią wszystko, Ŝeby 
mnie pogrzebać. Wszystko. Zniszczą wszystkich i wszystko, cały czas 
nazywając mnie złym. 

- Och – tylko to przyszło jej na myśl. 
- Taa. Och. Ciągle myślisz, Ŝe nie będziesz zdolna mi pomóc? 

 

 

*     *     * 

Sabin zupełnie oczarowany śliczną dziewczyną siedzącą przed nim. 

Cała ta truskawkowa masa spływająca w dół jej ramion, opadająca na 
kolana. Te złote oczy błyszczące srebrem. Ten róŜ płonący na 
policzkach. 

Bardziej niŜ wygląd, podobał mu się jej nowo odnaleziony duch. 

Pomimo wcześniej wymruczanych narzekań. Siła była cholernie 
seksowna. Szczególnie siła, która nie przychodziła naturalnie. Mimo, Ŝe 
była nieśmiała z natury, bała się go, jego domu, nawet własnego cienia, 
siedziała spokojnie na jego łóŜku, pytając go, z wysoko uniesioną 
głową, odmawiając wycofania się. Była naprawdę niezwykłą istotą.  

Jeśli nie jest najlepszą aktorką na świecie. Zwątpienie. 
Sabin warknął. Gwen nie była aktorką. Była uwięziona i torturowana 

przez Łowców, a nie pomagała im. 

Irytujesz mnie swoją podejrzliwością. 
MoŜe utrzymuję ciebie i twoich przyjaciół przy Ŝyciu. Lepiej być 

uwaŜnym niŜ martwym. W końcu Danika przyszła tu pod przykrywką 
ratunku, a w rzeczywistości karmiła Łowców informacjami. 

background image

Mroczny Szept

 

 

80 | 

S t r o n a

 

 

Sabin przełknął.  
Wypuść mnie na Harpię! Złamię ją i wydobędę prawdę. 
Wyobraził sobie Reyesa i Danikę, takich, jacy byli teraz. Szczęśliwi, 

zakochani. Dowód, Ŝe złe intencje mogą zmienić się w coś dobrego. 

Zamknij się. To wszystko, co musisz zrobić 
A on… 
Spojrzał na Gwen, wiedząc – poza wszelką wątpliwością – Ŝe jemu nie 

jest przeznaczone bajkowy happy end, jak Reyesowi. Kobieta mogła 
znieść patrzenie na to, jak męŜczyzna się tnie. Tracenie szacunku do 
siebie, nie zniosłaby. Gwen juŜ i tak była tego bliska. 

Co ją uczyniło taką dziewczyną? Albo raczej kobietą. W końcu była 

starsza niŜ Ashlyn i Danika. 

Był jej ciekawy, kaŜdego detalu jej Ŝycia. Rodziny, przyjaciół, 

kochanków. I ona teŜ była go ciekawa, czego odkrycie podobało mu się 
bardziej niŜ powinno. Chciał odpowiedzieć na wszystkie jej pytania, 
powiedzieć wszystko, ale znał to niebezpieczeństwo. Jego irytacja na 
samego siebie powodowała, Ŝe przybierał bardziej ostry ton niŜ zwykle. 
Czyniła go ostrzejszym, ale nie mnie podnieconym. 

Stojąc tu, czuł palące poŜądanie. Chciał tych włosów owiniętych 

wokół swoich palców, tego pełnego ciała drŜącego pod nim, na nim, 
słyszeć jej krzyki rozkoszy 

śeby powstrzymać się od sięgnięcia po nią, skrzyŜował ramiona na 

piersi, napinając koszulkę. Jej wzrok opadł, przywarł do jego lewego 
bicepsa. Cholera. Jeśli chciała go, tak jak on chciał jej, będą mieli 
kłopoty. Mnóstwo przyjemności, och, ale tyle kłopotów. 

Demon znów szarpnął stery, zdesperowany dorwać się do niej, 

najechać jej umysł i napełnić go wątpliwościami. Właściwie szepty juŜ 
się zaczęły: Nie jesteś wystarczająco dobra, ładna, silna. Wykańczało 
go utrzymywanie go na wodzy. Jeśli ją dosięgnie… 

On wiedział, jak zwalczać wątpliwości podsyłane przez demona, ona 

nie. Załamie się, tak jak chciał demon. 

Dlaczego nie mogła uspokajać jego dręczyciela, jak Ashlyn uspokoiła 

Furię Maddoxa? Czemu nie mogła oczarować jego mrocznej połowy, jak 
Anya oczarowała Śmierć Luciena? Czemu nie mogła ograniczyć jego 
potrzeby zła, jak Danika ograniczyła Ból Reyesa? Przeciwnie, Gwen 
doprowadzała jego bestię do białej gorączki. 

- Naprawdę nie wiem czy będę mogła pomóc ci w sposób, w jaki 

oczekujesz, ale wiem, Ŝe przykro mi z powodu twojej straty – 
powiedziała, a w jej głosie naprawdę był smutek. 

background image

Mroczny Szept

 

 

81 | 

S t r o n a

 

 

- Dziękuję – Jak… słodko. Zamarł. Musiała lepiej chronić swoje serce 

i emocje. Zranienie jej nie przyniesie nic dobrego. Zamarł. Teraz on 
myślał jak chłopak. A jeśli mowa o… - Masz chłopaka? 

- Miałam. Wcześniej. 
Przed porwanie, domyślił się. Jak wyglądał ten związek? Czy biedny 

facet uwaŜał na kaŜde słowo i gest, Ŝeby nie obudzić jej bestii? – 
Tęsknisz za nim? – Był ślad smutku w jej głosie. 

- Tak, tęsknie. 
Okej, to… go rozjuszyło.  
- Zdradzał cię? To dlatego zadawałaś, te wszystkie śmieszne pytania? 
- Śmieszne? – RóŜowy koniuszek języka przesunął się gniewnie po 

ustach, a jego członek drgnął w odpowiedzi, wyobraŜając sobie ten 
język gdzie indziej. Na nim. – Nie, nie zdradzał mnie. On był uczciwy. 

Z jakiegoś powodu, porównanie jeszcze bardziej go rozjuszyło.  
-- Jestem uczciwy. Powiedziałem ci wcześniej, nie kłamię, co do tego, 

czego chcę czy nie chcę. Nie mogę. 

Jedna z jej brwi się uniosła. 
- Co masz na myśli, mówiąc, Ŝe nie moŜesz? 
- Nie ruszaj tego – wycedził. Gwen powinna pilnować swego serca, 

ale on powinien zacząć pilnować słów. 

- Mówienie prawdy o zdolności do zdrady nie czyni cię lepszym od 

mojego człowieka. Tyson w Ŝadnym wypadku by mnie nie zdradził. 
Kochał mnie. 

Jej człowiek? Jej człowiek! 
- Ma na imię Tyson? Nie chcę niszczyć twoich złudzeń, ale ten twój 

chłoptaś to tchórzliwy kurczak. I nie byłbym taki pewnie, co do jego 
poczucia honoru. Idę o zakład, Ŝe podwijał ogon za kaŜdym razem, gdy 
się odwróciłaś. I jeśli cię tak bardzo kochał, czemu nie próbował cię 
znaleźć? – Sabin zaklął w myślach i zacisnął wargi. Te straszne słowa 
nie były jego tylko demona. Skoro nie pozwalał mu działać jak zwykle, 
szukał innej drogi ucieczki. 

Gwen zbladła. 
- P-Pewnie próbował. 
Poczucie winy i wstyd zmyły irytację. Mimo całej tej brawury, była 

krucha. Ale naprawdę, to tylko potwierdzało jego podejrzenia. Kilka 
nędznych wątpliwości i juŜ wyglądała na gotową się załamać. Musi 
trzymać się od niej z dala. 

Ale czy moŜe? Ciągło go do niej. JuŜ tak to zaaranŜowała, Ŝe spała w 

jego pokoju. Z nim. Sami. Idiota! Ale to był jedyny sposób, w jaki mógł 
ją chronić – przed innymi, przed nią samą. I głupio podobała mu się 

background image

Mroczny Szept

 

 

82 | 

S t r o n a

 

 

myśl o byciu przy niej. Cieszył się nią. Bardziej niŜ jej uroda, podobała 
mu się jej błyskotliwość – gdy nie była przestraszona i cicha – i 
ujmująca słodycz. 

Zastanawiał się czy wszystkie Harpie są tak kuszące i rozpraszające 

jak ona. Najwyraźniej się przekona, skoro zgodził się zaprosić tu jej 
siostry. Obietnica, której nie chciał składać. Na początku. Więcej 
Harpii znaczy więcej niebezpieczeństwa. Więcej kłopotów. Ale potem 
zrozumiał, Ŝe więcej Harpii to teŜ więcej broni przeciw Łowcom. Jakoś, 
w jakiś sposób, przekona jej siostry, Ŝeby pomogły mu zniszczyć ludzi, 
którzy skrzywdzili ich ukochaną siostrę.  

Jeśli ją kochają, powiedział Zwątpienie. – Czy szukały jej, gdy 

została porwana? 

Cholera. Nie pomyślał o tym. Gwen była w tej celi przez rok. Nie 

znalazł jej, nie uratowały. Ani ten skurwysyn, Tyson. 

Dłonie zacisnęły się w pięści. Jeśli siostry nie będą chciały mu 

pomóc, dobrze. Miał Gwen. Z pierwszej ręki wiedział, do czego była 
zdolna. 

- Słuchaj, przepraszam za to co powiedziałem – wydusił z siebie – 

przepraszanie jest do bani – i ruszył do drzwi. – Chcesz pokoju dla 
siebie, w porządku. Dam ci kilka godzin. Ale nie opuszczaj tego pokoju. 
Przyślę jedzenie na górę. 

Jęknęła z oczywistej przyjemności, ale powiedziała: 
- Nie wysilaj się przysyłając jedzenie. Nie zjem. 
Zatrzymał się, plecami do niej. Im więcej na nią patrzył, tym bardziej 

miękł w stosunku do niej. 

- Musisz zacząć jeść, Gwen. Rozumiesz? Nie chcę, Ŝebyś myślała, Ŝe 

będę cię głodził jak twoi porywacze. 

- Nie myślę tak – odparła uparcie. – Ale nie zjem. Zostawiasz mnie 

tutaj, gdzie mogą mnie dopaść demony? Gdzie idziesz? 

Ja jestem demonem – powiedział, ignorując drugie pytanie. 

Zaczynał być w tym dobry. 

- Wiem – jej głos był ledwie słyszalny. 
Jego Ŝołądek się zacisnął. Wiedziała, ale to nie miało znaczenie? 

Nigdy nie wypowiedziano bardziej znaczących słów. 

- Będę blisko, gdybyś mnie potrzebowała. Po prostu zawołaj. 

Właściwie, mam lepszy pomysł. Przyślę Anyę, Ŝeby z tobą posiedziała. 
Ona i Luciem mieli parę godzin na… ponowne połączenie. Ochroni cię – 
I zmusi Gwen do jedzenia, jeśli to będzie konieczne. Jeśli ktokolwiek 
mógł kogoś do czegoś przekonać do czegoś, czego nie chciał robić, na 
pewno była to machiaweliczna Anya.  

background image

Mroczny Szept

 

 

83 | 

S t r o n a

 

 

Gdy tylko wyszedł, zamknął drzwi za sobą i zabarykadował Gwen w 

środku, Ŝeby nie była naraŜona na zabiegi jego przyjaciół, nie mogła 
szpiegować czy znaleźć telefonu, Ŝeby zadzwonić do Łowców – nie 
pracuje dla nich, do cholery! – zrozumiał, Ŝe planuje sparować Harpię z 
boginią Anarchii. Świetnie. Będzie szczęściarzem, jeśli rano jego głowa 
pozostanie na miejscu. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

84 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 9

Rozdział 9

Rozdział 9

Rozdział 9    

 

Gdy Sabin przemierzał fortecę, bolesne jęki odbijały się echem od 

ścian. Ktoś przesłuchiwał więźniów. Powinien tam być, pomagać, ale 
najpierw musiał porozmawiać z Anyą.  

Tak, wiedział, Ŝe stawia kobietę ponad swoim obowiązkiem, ale to 

była mała rzecz, zapewniająca Gwen komfort i nie powinna potrwać 
długo. Nigdy więcej, zapewnił się. Następnym razem, jak będzie 
torturowanie do odwalenia, zajmie się tym najpierw, niech Gwen będzie 
przeklęta. 

Ale wciąŜ. Dziwne, opuszczanie Gwen wydawało się… niewłaściwe. 

Część niego, duŜa część – kurwa, bardo duŜa część – myślała, Ŝe 
powinien przy niej być, łagodząc lęki, zapewniając Ŝe wszystko będzie 
dobrze. 

Nie mogę zapewnić kobiecie nic prócz bólu, pomyślał mrocznie. 

Zwłaszcza kobiecie, którą desperacko chciał znów pocałować.  

Ten pocałunek w samolocie niemal go zabił. Nic nigdy nie było 

słodsze – ani nie miało większej zdolności do wybuchu. 

Ale pozwalanie sobie na uczestnictwo oznaczało rozluźnić Ŝelazny 

uścisk nad Zwątpieniem, a gdyby to zrobił, demon utoczyłby mentalnej 
krwi – to była jedyna rzecz w jaką nie wątpił. JuŜ i tak była w fatalnej 
kondycji, przestraszona tego kim i czym była. Następny pocałunek 
byłby czystą głupotą. 

I dlaczego wszystko pogorszył przywołując wspomnienia o jej byłym? 

Jak mógł jej powiedzieć, Ŝe męŜczyzna, któremu ufała nie mógł być jej 
wierny, nie waŜne, Ŝe doprowadził go do powiedzenia tego demon? 
Gorzej, z kaŜdą chwilą Zwątpienie był coraz bardziej zdeterminowany 
zniszczyć wszystko w co Gwen wierzyła. MoŜe dlatego Ŝe Sabin zrobił z 
niej zakazany owoc, stanowczo Ŝądając, Ŝeby demon trzymał się od niej 
z dala. 

Nic nie moŜna było na to poradzić. Jeśli przestanie powstrzymywać 

demona, krucha pewność siebie Gwen zostanie zniszczona. Nie mógł 
pozwolić się temu zdarzyć. Musiał chronić swoją broń. To na pewno 
jedyny powód, dla którego tak dbał o stan jej umysłu. 

background image

Mroczny Szept

 

 

85 | 

S t r o n a

 

 

Musi obmyślić najlepszy sposób wykorzystania jej. MoŜe przekona ją, 

Ŝeby udawała Ŝe chce się przyłączyć do Łowców i wyrŜnęła ich od 
środka? To była moŜliwość.  

Łowcy próbowali tej strategii od tysięcy lat, Baden był ich 

największym sukcesem. MoŜe nadszedł czas, Ŝeby uŜyć ich sposobu 
przeciwko nim.  

Czy będzie zdolny przekonać do tego Gwen? 
Dręczyło go to pytanie, gdy wędrował przez fortecę. Barwione szkło w 

oknach rzucało pryzmy kolorów na korytarz i podświetlony pył tańczył 
w powietrzu. 

Sabin nie mieszkał tu długo, ale nawet on mógł powiedzieć, Ŝe 

kobiety przywróciły to miejsce do Ŝycia. Ich dekoracje jakoś przegnały 
mrok, który zauwaŜył, gdy pierwszy tu przyjechał. Ashlyn wybierała 
meble. Sabin nie wiedział wiele o takich rzeczach, ale podejrzewał, Ŝe 
były drogie, bo przypominały mu o czasach spędzonych w 
Wiktoriańskiej Anglii. 

Cienie nie kryły juŜ śladów krwi, którą Reyes był zmuszony sobie 

utaczać. Teraz był tu wypełniony bielą hol, krzesła obite róŜowym 
aksamitem, karuzela z końmi i orzechowo-marmurowe biurko. Był 
nawet Ŝłobek, obok sypialni Maddoxa i Ashlyn. 

Anya wybierała… dodatki. Automat z gumą do Ŝucia w dalekim rogu, 

kryty basen, który musiał ominąć, i automat „Ms. Packman Arcade” 
obok schodów. 

Danika namalowała portrety wiszące na ścianach. Niektóre były o 

aniołach, lecących przez nieba, inne o demonach, czyhających w 
piekle, ale kaŜdy przedstawiał wizje, które jako Wszystkowidzące Oko, 
miewała. Przez te obrazy mogli więcej nauczyć się o duchach 
zamieszkujących ich ciała, jak i o bogach, którzy teraz ich 
kontrolowali. 

Oczywiście, wizje nieba i piekła były bardziej „ekstra” w wydaniu 

Anyi. Zdarzały się portrety nagich męŜczyzn. Ku konsternacji 
wszystkich, zarządziła ocalenie ich przed wybuchem bomby Łowców. 
Tylko raz Sabin zdjął jeden. Następnego dnia, znalazł swój nagi portret 
wiszący w tym miejscu. Jak bogini mogła namalować go tak szybko – i 
trafnie – nigdy się nie dowiedział. Nigdy więcej teŜ nie ściągnął Ŝadnego 
z jej obrazów. 

Skręcił za róg i przeszedł przez otwarte drzwi pokoju rozrywkowego, 

zamierzając iść na górę do sypialni Luciena i Anyi. Kątem oka zauwaŜył 
kogoś wysokiego i szczupłego. Zatrzymał się w drzwiach, poznając 
Anyę. Ubrana w ultrakrótką skórzana sukienkę i wysokie buty na 

background image

Mroczny Szept

 

 

86 | 

S t r o n a

 

 

obcasie, była tak doskonała jak tylko moŜe być kobieta. Bez jednej 
wady. Poza spaczonym poczuciem humoru. 

W tej chwili grała w Guitar Hero ze swoim przyjacielem, Williamem. 

Jej głowa kołysała się w nieregularnym rytmie muzyki, loki tańczyły 
wokół niej. William był nieśmiertelny i dawno temu został wykopany z 
niebios, jak Lordowie. Z tym, ze oni niemal zniszczyli świat, a on po 
prostu uwiódł niewłaściwą kobietę. Albo dwie. Albo trzy tysiące. W 
przeciwieństwie do Parysa, spał z kaŜdą kobietą zamęŜną czy nie. 
Nawet z królową bogów. Król Zeus znalazł ich razem i jak to mawiał 
William: „wyprztyknął go”. 

Teraz jego los związany był z ksiąŜką, ksiąŜką, którą Anya mu 

ukradła i nie chciała oddać więcej niŜ parę stron na raz. KsiąŜką, która 
rzekomo przewidywała przekleństwo – z udziałem kobiety – które go 
spotka.  

Ku prawdzie, wojownik, zamiast grać patrzył na tyłek Anyi, jakby był 

cukierkiem, którego długo mu odmawiano. 

- Mógłbym to robić cały dzień – powiedział, unosząc brwi. 
- Skup uwagę na swoich nutach – upomniała Anya. – Mijasz je i 

pogrąŜasz zespół. 

Krótka cisza i oboje się roześmiali.  
- Nie chwal go, Gilly! Nie robi tego najlepiej jak potrafi. Tylko 

dziewczyna… uch, niewaŜne. Po prostu… powiedz mu jaki jest 
okropny! – bogini zawirowała, palce nie opuściły gitary. 

Gilly tu byłą? Sabin rozejrzał się, ale jej nie dostrzegł. Potem 

zauwaŜył słuchawki, kóre nosili oboje i zrozumiał, Ŝe grali z nią na 
odległość. 

Oparł ramię o framugę drzwi, skrzyŜował ramiona na piersi i patrzył 

niecierpliwie do końca piosenki. 

- Gdzie Lucien? 
Ani Anya, ani William nie obrócili się czy sapnęli, jakby byli 

zaskoczeni jego obecnością. 

- Eskortuje dusze – odparła Anya, rzucając gitarę na kanapę. – Tak! 

Wbiłam, dziewięćdziesiąt pięć procent. Gilly, ty dziewięćdziesiąt osiem, 
a William tylko pięćdziesiąt sześć – Pauza. – Co mówisz? Nie chwal tego 
męŜczyzny. Taa, ty teŜ. Do następnego razy, chica – Zdjęła słuchawki i 
rzuciła je za gitarą. Potem podniosła paczkę chrupek serowych ze 
stolika do kawy i zaczęła jeść powoli, przymykając oczy w ekstazie. 

Sabinowi ślina napłynęła do ust. Chrupki serowe – jego ulubione. 

Jakoś, zawsze wiedziała kiedy nadchodzi, szuka jej. W ten sposób 
złośliwie go torturowała. 

background image

Mroczny Szept

 

 

87 | 

S t r o n a

 

 

- Daj trochę – powiedział. 
- Znajdź swoje. 
William podrzucił swoje chrupki w powietrze, złapał i ustawił na 

szczycie perkusji.  

- Nie waŜne ile nut ominę, ciągle tworzę najpiękniejszą muzykę. 
- Ha! Totalnie cię zmiotłam – odłoŜyła chrupki i rzuciła rozbawione 

spojrzenie Sabinowi. – Więc, Sabi, szukałam cię. Lucien mi powiedział, 
Ŝe mamy w domu Harpię! – zaklaskała z ekscytacją. – uwielbiam 
Harpie. Są bosko niegrzeczne. 

Nie zwrócił jej uwagi, Ŝe grała a nie szukała go. 
- Bosko niegrzeczne? Nie widziałaś jak rozdarła Łowcy gardło. 
- Nie, nie widziałam – jej usta wygiął znajomy dąs. – Straciłam całą 

zabawę przez niańczenie Williy’ego. 

William przewrócił oczyma. 
- Dzięki wielkie, Annie. Zostaję tu, dotrzymuję ci towarzystwa, 

pomagam strzec kobiet, a ty chcesz walki. Bogowie, zraniłaś mnie na 
wskroś. Nigdy się nie podźwignę. 

Anya wyciągnęła rękę i pogłaskała go po głowie. 
- Masz chwilę, pozbieraj się. W między czasie, mamusia zajmie się 

Zwątpiątkiem. Okej? 

Kąciki ust Williama się wygięły. 
- Czy to czyni mnie tatusiem? 
- Tylko jeśli chcesz umrzeć – powiedział Sabin. 
Wybuchając śmiechem, wojownik włączył siedemdziesięciu trzy 

calowy HDTV i rozwalił się w pluszowym fotelu przed nim. Trzy 
sekundy później, rozpoczął się festiwal ciał i jęków. Kiedyś Parys 
kochał te filmy. Ale w tygodniach przed ich wyjazdem do Kairu, tylko 
William przy nich przesiadywał. 

- Opowiedz mi wszystko o Harpii – Anya nachyliła się do Sabina, jej 

twarz płonęła zainteresowaniem. – Umieram z ciekawości. 

- Harpia ma imię – Czy to irytacja była w jego głosie? Na pewno nie. 

Dlaczego miałoby go obchodzić, Ŝe wszyscy nazywają ją Harpią? On teŜ 
ją tak nazywał. – To Gwendolyn. Albo Gwen. 

- Gwendolyn, Gwendolyn. Gwen – potarła podbródek długimi, 

ostrymi paznokciami. – Przykro mi, nie znam. 

- Złote oczy, rude włosy. CóŜ, truskawkowo blond włosy. 
Jej jasno niebieskie oczy zabłyszczały nagle. 
- Hmm. Interesujące. 

background image

Mroczny Szept

 

 

88 | 

S t r o n a

 

 

- Co? Kolor włosów? – Wiedział to! Chciał zatopić palce w tej masie, 

zacisnąć te włosy w pięści, rozsypać na swojej poduszce, na swoich 
udach. 

- Nie, to Ŝe ty nazwałeś je truskawkowym blondem – wybuchła 

dźwięcznym śmiechem. – CzyŜby mały Sabin wpadł?  

Zacisnął zęby z irytacji, gdy ciepło zalało mu policzki. Rumieniec? 

Pieprzony rumieniec? 

- Aaa. Bezcenne. Patrzcie tylko kto się zakochał przeszukując 

piramidy. Co jeszcze o niej wiesz? 

- Ma trzy siostry, ale nie znam ich imion – Słowa były szorstkie, 

wypełnione pełnym furii ostrzeŜeniem. On nie był zakochany. 

- CóŜ, dowiedz się – powiedział, najwyraźniej rozdraŜniona, Ŝe jeszcze 

tego nie zrobił. 

- Właściwie, miałem nadzieję Ŝe ty się dowiesz. Musisz dotrzymać jej 

towarzystwa – StrzeŜ jej, część niego chciała błagać. Ochroń ją. Chwila. 
Część niego chciała błagać? Na powaŜnie? – Ale William zostaje tutaj. 
William ma się do niej nie zbliŜać. 

Skóra zatrzeszczała, gdy wojownik obrócił się w fotelu. Praktycznie 

świecił zaintrygowaniem.  

- Czemu nie mogę się do niej zbliŜać? Jest ładna? ZałoŜę się, Ŝe jest 

ładna.  

Sabin go zignorował.  To, albo by go za był, a zabicie go wkurzyłoby 

Anyę. Wkurzanie Anyi było równoznaczne z włoŜeniem głowy pod 
gilotynę. 

W takich chwilach, Sabin tęsknił za rutyną walki i treningów, która 

wypełniała jego Ŝycie przed ponownym połączeniem Lordów. Wtedy 
miał tylko pięciu współlokatorów i Ŝadnych irytujących kobiet – poza 
Cameo, ale ona się nie liczy – albo ich przesadnie podnieconych 
przyjaciół.  

- Mogłabyś teŜ spróbować zmusić ja do jedzenia – dodał. – Jest ze 

mną od kilku dni i przez ten czas zjadła tylko parę Twinkies, ale 
natychmiast je zwymiotowała. 

- Po pierwsze, nigdy nie powiedziała, Ŝe będę niańczyć twoją kobietę. 

Po drugie, oczywiście, Ŝe nie będzie jeść. Jest Harpią – ton Anyi 
sugerował, Ŝe jest kretynem. 

MoŜe był. 
- O czym ty mówisz? 
- Mogę jeść tylko to co ukradną lub zarobią. Ech. Jeśli zaoferowałeś 

jej jedzenie, musiała je zwrócić. Inaczej… oklaski proszę… 
zwymiotowałaby je. 

background image

Mroczny Szept

 

 

89 | 

S t r o n a

 

 

- To śmieszne. 
- Nie, to ich sposób Ŝycia. 
Ale to… na pewno nie jest… kurwa. Kim był, Ŝeby mówić, Ŝe coś 

takiego jest niemoŜliwe? Przez lata Reyes musiał dźgać Maddoxa w 
brzuch o północy, a Lucien musiał odprowadzić duszę martwego 
wojownika go piekła – tylko po to, Ŝeby wrócił rankiem do 
uzdrowionego ciała i przeszedł to samo kolejnej nocy. 

- Więc pomóŜ jej coś ukraść. Proszę. Czy kradzieŜ nie jest twoim 

hobby? – Później rozłoŜy w pokoju jedzenie tak Ŝeby było łatwe do 
„zwędzenia”.  

Nagle wysoki krzyk agonii odbił się między ścianami i dźwięk ten 

uspokoił duszę Sabina. przesłuchanie Łowców osiągnęło nowy poziom. 
Powinienem tam być, pomagać. Został w miejscu, ciekawy, Ŝądny 
odpowiedzi.  

- Co jeszcze powinienem o niej wiedzieć? 
Zamyślona, podeszła do stołu bilardowego i wyjęła jedną z bil z 

kieszeni. Podrzuciła ją w powietrze, złapała i znów podrzuciła. 

- Pomyślmy, pomyślmy. Harpie poruszają się tak szybko, Ŝe ludzkie 

oko – nieśmiertelnego teŜ – nie moŜe zarejestrować ruchu. Kochają 
torturować i karać. 

Dwóch rzeczy z tego był juŜ świadkiem. Prędkość z jaką zabiła 

Łowcę… brutalny sposób w jaki go zaatakowała… to były tortury i kara 
jednocześnie. Ale kiedy Sabin wspomniał zaatakowanie innych Łowców 
odpowiedzialnych za to jak została potraktowana, zbladła, trzęsła się ze 
strachu. 

- Jak kaŜda inna rasa, harpie mogą mieć specjale zdolności. Niektóre 

mogą przewidzieć kiedy ktoś umrze. Niektóre mogą wyrwać duszę z 
ciała i przenieść ją w zaświaty. Szkoda, Ŝe więcej z nich tego nie potrafi 
– to ułatwiłoby pracę mojego kochania. Niektóre mogą podróŜować w 
czasie. 

Czy Gwen posiadała specjalną zdolność? 
Za kaŜdym razem, gdy dowiadywał się czegoś o jej pochodzeniu, 

zaczynały go dręczyć tysiące pytań. 

- Ale nie martw się o swoją kobietę – dodała Anya, jakby czytając mu 

w myślach. – Tego typu zdolności pojawiają się późno. Chyba, Ŝe ma 
kilka setek lat – a moŜe to były tysiące? Nie pamiętam – pewnie jeszcze 
nie odkryła swoich zdolności. 

Dobrze wiedzieć.  
- Czy są złe? MoŜna im ufać? 

background image

Mroczny Szept

 

 

90 | 

S t r o n a

 

 

- Złe? ZaleŜy od definicji. Ufać im? – powoli uśmiechnęła się szeroko, 

jakby rozkoszowała się kolejnymi słowami. – Ani odrobinę. 

Niezbyt dobrze dla jego celów. Ale cholera, nie mógł sobie wyobrazić 

słodkiej, niewinnej Gwen pogrywającej z nim.  

- Po ty co Lucien ci powiedział, myślisz, Ŝe moŜe pracować dla 

Łowców? – Nie chciał o to pytać, naprawdę nie mógł uwierzyć w jej 
zdolność do tego. Jedynym powodem, dla którego ta myśl znalazła się 
w jego umyśle był Zwątpienie. Zwątpienie, dla którego zaufanie i 
pewność były przekleństwem. 

- Nie – odparła Anya. – to znaczy, znalazłeś ją zamkniętą. śadna 

Harpia nie zgodziłaby się na zamknięcie. Dać się schwytać to znaczy 
zostać wyśmianym, być nic nie wartym. 

Więc jak potraktują ją jej siostry, kiedy tu przybędą?  Nie pozwoli im 

jej źle traktować. I cholera. Zostawił ją zamkniętą w sypialni. 
Przestronna sypialnia, ale teŜ więzienie. Czy teraz widziała go 
podobnym do Łowców? śołądek mu się ścisnął. 

- Zostaniesz z nią? Proszę. 
- Przykro mi rozwiewać twoje złudzenia, słodki, ale jeśli nie będzie 

chciała tu być, nawet ja jej nie zatrzymam. Nikt nie zdoła. 

Kolejny ludzki krzyk przeszył pokuj, a za nim szybko pośpieszył 

śmiech nieśmiertelnego. 

- Proszę – powtórzył. – Jest przestraszona i potrzebuje przyjaciółki. 
- Przestraszona – bogini się roześmiała. Ale gdy jego spojrzenie się 

nie zmieniło, śmiech ucichł. – śartujesz, prawda? Harpie nigdy się nie 
boją.  

- Czy kiedykolwiek zademonstrowałem ślad poczucia humoru? 
Anya potrząsnęła głową pogardliwie. 
- Tu mnie masz. Dobra. Poniańczę ją, ale tylko dlatego, Ŝe jestem 

ciekawa. Mówię ci, Ŝe przestraszona Harpia to oksymoron. 

Wkrótce zrozumie swoją pomyłkę. 
- Dziękuję. Jestem twoim dłuŜnikiem.  
- Tak, jesteś – uśmiechnęła się słodko. Zbyt słodko. – Och, a jeśli 

zapyta o ciebie, powiem jej wszystko co wiem. KaŜdy detal. I mam na 
myśli kaŜdy

Przeszył go strach. Gwen juŜ była przy nim ostroŜna. Jeśli dowie się 

o chociaŜby połowie rzeczy jakie zrobił w przeszłości, nigdy mu nie 
pomoŜe, nie zaufa, nie spojrzy na niego z tym odurzającym poŜądaniem 
i niepewnością. 

- Zgoda – odparł mrocznie. – Ale desperacko potrzebujesz lania. 
- Kolejnego? Lucien sprawił mi juŜ jedno dobre rano. 

background image

Mroczny Szept

 

 

91 | 

S t r o n a

 

 

W tej chwili Sabin przyznał, Ŝe nigdy nie wygra w dyskusji z Anyą. 

Nigdy teŜ jej nie onieśmielał. Nie było nawet powodu próbować. 

- Po prostu… bądź wobec nie delikatna. I jeśli masz choć odrobinę 

litości w tym boskim ciele, nie mów jej, Ŝe noszę Zwątpienie. JuŜ i tak 
się mnie boi. 

Wzdychając, odwrócił się i poszedł do lochu. 

 

 

*    *    * 

- Gdzie one są? – zapytał Parys. 
Jęk bólu był jedyną odpowiedzią. 
Wydawało się, Ŝe zajmują się juŜ tym dawna, bez rezultatów. 

Demon Aerona, Gniew, wysyłał kaŜdy rodzaj chorych obrazów w jego 
głowę, chcąc ukarać tych męŜczyzn za ich grzechy. JuŜ niedługo 
Aeron nie będzie w stanie się powstrzymać. Jeśli tak się stanie, nie 
uzyska odpowiedzi. Był gotowy przestać i spróbować ponownie jutro, 
pozwalając pozostałym Łowcom – juŜ przypadkowo zabili dwóch – 
wyobraŜać sobie, co ich czeka. Czasami nieznany było bardziej 
onieśmielające niŜ rzeczywistość. Czasami. 

Parys, nie wyglądał na gotowego dać spokój. Facet był opętany. 

Przez więcej niŜ swojego demona. Zrobił tym ludziom rzeczy, które 
nawet Aeronowi, zimnemu wojownikowi, było trudno znieść.  

Miesiące temu bogowie rozkazali mu zabić Danikę Ford i jej 

rodzinę. Szaleńczo walczył z Ŝądzą krwi, która go pochłaniała. 
Walczył z obrazami tych słodkich śmierci, które wypełniały mu 
głowę, jego rękami rozrywającymi im gardła, oczyma obserwującymi 
upływ krwi, uszami wchłaniającymi ostatnie, bulgoczące oddechy. 
Bogowie, poŜądał tego bardziej, niŜ czegokolwiek na świecie. 

Odkąd Ŝądza krwi w końcu go opuściła – chociaŜ nadal nie 

wiedział, czemu tak się stało – bał się odbierać Ŝycie, jakiekolwiek 
Ŝycie, bał się, Ŝe znów zmieni się w bestię. Wtedy razem z innymi 
wojownikami do Egiptu i bitwa rozgorzała. Nie był zdolny 
powstrzymać swoich rąk, Ŝądza do ogarnęła, prowadząc. 

Na szczęście opanował się nie raniąc przyjaciół. Ale gdyby się tak 

nie stało? Nie byłby zdolny ze sobą Ŝyć. Tylko Legion mogła go 
całkowicie uspokoić, a właśnie jej towarzystwa został pozbawiony. 

Ręce zacisnęły się w pięści. Ktokolwiek, po co kol wiek, go 

obserwuje musi zostać powstrzymany zanim wróci Legion. Jakoś. 

background image

Mroczny Szept

 

 

92 | 

S t r o n a

 

 

Niestety, tych niewidzialnych, penetrujących oczu nie było teraz na 
nim. Był pokryty krwią i miał wypchaną szmatę w kieszeni – szmatę 
zawierającą palce jednego z martwych Łowców. MoŜe jego widok 
przegoniłby teraz obserwatora. 

Najpierw myślał, Ŝe to Anya, płatająca psikusa. Robiła coś 

podobnego Lucienowi. Ale Legion nie bała się Anyi. Co czyniło ją 
jedyną w fortecy, poza Lucienem, która mogła tak twierdzić. 

- Ostatnia szansa odpowiedzenia na moje pytanie – powiedział 

Parys spokojnie, przykładając sztylet do bladego policzka Łowcy. – 
Gdzie są dzieci? 

Greg, ich aktualna ofiara, zapiszczał, strumień śliny wytrysnął z 

jego ust.  

Odizolowali Łowców, jednego na celę. W ten sposób krzyki, które 

wydobywali doprowadzały innych do szaleństwa, sprawiając, Ŝe 
zastanawiali się, co było robione ich braciom. Zapach uryny, potu i 
krwi juŜ wypełniał powietrze, kolejny bonus. 

- Nie wiem – zachlipał Greg. – Nie powiedzieli mi. Przysięgam na 

Boga, Ŝe mi nie powiedzieli. 

Zawiasy zaskrzypiały. Kroki odbiły się echem. Sabin wszedł do 

celi, jego rysy wypełniała determinacja. Teraz sprawy staną się 
naprawdę krwawe. Nikt nie był bardziej zdeterminowany niŜ Sabin. 
Przy takim demonie jak Zwątpienie, pewnie tylko determinacja 
utrzymuje go przy zdrowych zmysłach. 

- Czego się dowiedzieliście? – zapytał wojownik. Wyciągnął 

aksamitny woreczek zza pasa i połoŜył go na stole, powoli rozwijając 
materiał i ujawniając ostry blask róŜnych metali. 

Greg zaszlochał. 
- Nową informacją jest to, Ŝe naszemu staremu przyjacielowi, 

Galenowi… - Aeron wymówił imię z szyderstwem. - … pomaga ktoś, 
kogo nazywa… nie uwierzysz w to. Nieufność. 

Sabin zamarł w miejscu. 
- NiemoŜliwe. Znaleźliśmy głowę Badena, bez ciała.  
- Tak – śaden nieśmiertelny nie mógł tego przetrwać. Głowa nie 

była czymś, co moŜna było zregenerować. Inne części ciała, tak, ale 
nie głowę. – Wiemy teŜ, Ŝe jego demon wędruje po ziemi, oszalały po 
uwolnieniu. Nie ma mowy, Ŝeby został znaleziony bez puszki 
Pandory. 

- ObraŜa mnie, Ŝe takie słowa zostały wypowiedziane. Oczywiście, 

ukaraliście Łowcę za kłamstwo? 

background image

Mroczny Szept

 

 

93 | 

S t r o n a

 

 

- Oczywiście – odparł Parys z usatysfakcjonowanym uśmiechem. – 

Był jedynym, który musiał zjeść własny język. 

- Powinniśmy włoŜyć tego do klatki – zaproponował Gniew. Klatka 

Przymusu. StaroŜytny, potęŜny artefakt… jeden z tych, które miały 
im pomóc znaleźć puszkę. KaŜdy zamknięty w środku musiał zrobić 
wszystko, czego zaŜądali wojownicy, bez wyjątku. CóŜ, prawie bez 
wyjątku. Kiedy Aerona pochłaniała Ŝądza krwi, błagał Ŝeby 
zamknięto go w środku i kazał mu trzymać się z daleka od rodziny 
Ford. 

Ale Kronos pojawił się przed nim i powiedział: 
- Myślisz, Ŝe stworzyłbym coś tak potęŜnego jak ta klatka i 

pozwolił, Ŝeby mogła zostać uŜyta przeciwko mnie? Wszystko, co 
wprawiłem w ruch nie moŜe zostać zatrzymane. Nawet za pomocą 
klatki. To jedyny powód, dla którego zgodziłem się ją tu zostawić. 
Teraz, dość tego. Czas działać. 

Aeron zamrugał i nagle znalazł się w sypialni Reyesa, z noŜem w 

ręce, a kark Daniki był tak cudownie blisko… 

- Nie – odparł Sabin. – Zgodziliśmy się. 
Nie pokaŜą klatki Łowcom… nawet tym straconym… pod Ŝadnym 

pozorem, więc Łowcy nigdy nie zobaczą, do czego jest zdolna. Na 
wszelki wypadek. 

- Dowiedzieliście się czegoś jeszcze? – zapytał StraŜnik Zwątpienia, 

zmieniając temat. 

Ale Aeron dostrzegł blask w oczach wojownika. PoniewaŜ klatka 

została wspomniana w mieszanym towarzystwie, ten Łowca zginie po 
tej sesji. 

- Tylko potwierdziliśmy to, co powiedziały nam schwytane kobiety. 

Były gwałcone, zapładniane, ich dzieci zamierzali pewnego dnia uŜyć 
do walki z nami. JuŜ są pół-nieśmiertelne dzieci wychowywane przez 
Łowców, ale Greg nie chce ocalić swoich palców u rąk i nóg, mówiąc 
nam gdzie. 

Szlochy ucichły, męŜczyzna był tak przeraŜony, Ŝe gardło mu się 

zacisnęło. W kaŜdej chwili mógł zemdleć. 

Parys złapał go za kark, wpychając mu głowę między kolana. 
- Oddychaj, niech cię cholera! Albo przysięgam na bogów, Ŝe w 

inny sposób sprawię, Ŝe pozostaniesz przytomny. 

- Przynajmniej ciągle ma krtań – powiedział Sabin sucho. Uniósł 

zakrzywione ostrze, dotknął wierzchołka. Krew spłynęła po palcu. – 
W przeciwieństwie do jego przyjaciela z celi obok. 

background image

Mroczny Szept

 

 

94 | 

S t r o n a

 

 

- Mój błąd – odparł Parys, ale nie wyglądał na skruszonego. Był 

niemal maniakalny błysk w jego oczach. 

- Jak niby miał odpowiadać na pytania, nie mogąc mówić? 
- Taniec interpretacji – nadeszła ironiczna odpowiedź.  
Sabin parsknął. 
- Mogłeś uŜyć swoich zdolności – Jego dar uwodzenia działał 

nawet na męŜczyzn.  

- Mogłem, ale tego nie zrobiłem – Parys skrzywił się. – I nie zrobię 

tego teraz, więc nie pytaj. Za bardzo nienawidzę tych skurwysynów, 
Ŝeby uŜywać na nich uroku, nawet dla informacji. Ciągle jestem im 
dłuŜny za czas, jaki spędziłem w ich więzieniu. 

Sabin spojrzał na Aerona, a niewypowiedziane „dlaczego go nie 

powstrzymałeś?” przepłynęło w powietrzu. Gniew wzruszył 
ramionami. Nie miał pojęcia jak poradzić sobie z tym ostrym, pełnym 
furii Ŝołnierzem, jakim stał się Parys. Czy inni czuli się tak w jego 
przypadku? 

- Więc teraz mamy wydobyć informację o lokalizacji dzieci? – 

zapytał Zwątpienie. – O to chodzi? 

- Tak – odparł Aeron. – Jeden z Łowców przyznał, Ŝe są w kaŜdym 

wieku, aŜ do nastolatka. I taa, gwałcili nieśmiertelne od dawna. Ta 
jaskinia w Egipcie była kiedyś świątynią bogów. Jest chroniona, 
chociaŜ nikt nie wie, przez kogo… ani jak minęliśmy tę ochronę. 

- Przypuszczalnie dzieci są szybsze i silniejsze niŜ jakikolwiek 

Łowca. Och, i posłuchaj tego: większość z tych inkubatorów, jak je 
nazywają… to nieśmiertelne znalezione przez Ashlyn. 

Ashlyn miała unikalną zdolność do słyszenia wszystkich rozmów, 

jakie kiedykolwiek odbyły się w miejscu, w jakim się znalazła. Zanim 
przyjechała do Budapesztu pracowała dla – kurwa, poświęcając 
temu Ŝycie – Światowego Instytutu Parapsychologii, agencji, która 
wykorzystywał jej zdolności do polowania na nieśmiertelnych. Do 
„badań” - jak jej powiedzieli. 

- Nie moŜemy jej powiedzieć – dodał Gniew. – To ją zniszczy. 
Dowiedzenie się, Ŝe pracowała dla Łowców, było wystarczająco złe. 

Odkrycie, Ŝe jej zdolności pomogły im załoŜyć hodowlę nowych 
Łowców, mogło być zbyt wielkim ciosem dla delikatnej, cięŜarnej 
kobiety. 

- Powiemy Maddoksowi i pozwolimy mu zdecydować, co zechce jej 

przekazać. 

- Proszę, wypuście mnie – błagał Greg zdesperowanym tonem. – 

Zaniosę innym wiadomość. Jakąkolwiek wiadomość chcecie. Nawet 

background image

Mroczny Szept

 

 

95 | 

S t r o n a

 

 

ostrzeŜenie. Powiem im, Ŝeby trzymali się od was z daleka. śeby 
zostawili was w spokoju. 

Sabin uniósł fiolkę z wyglądającą na brudną cieczą znad 

aksamitnego woreczka. 

- Czemu miałbym cię wysyłać z ostrzeŜeniem, które sam mogę 

dostarczyć? – Zdjął zatyczkę kciukiem i polał ostrze. Rozległ się syk i 
skwierczenie. 

Greg próbował przesunąć się z krzesłem, ale było unieruchomione 

w miejscu. 

- C-Co to jest? 
- Specjalny rodzaj kwasu, który lubię sam mieszać. PrzeŜre się 

przez twoje ciało, przepali od środka. Stawy, mięśnie, kości, to bez 
znaczenia. Jedyne, przez co nie moŜe się przeŜreć to ten metal, 
poniewaŜ pochodzi z niebios. Więc, powiesz nam, co chcemy 
wiedzieć? Czy teŜ powinienem wbić ci to ostrze w stopę i czekać na 
rezultaty? 

Łzy spłynęły po twarzy męŜczyzny, lądując na koszuli i mieszając 

się ze znajdującą się tam krwią.  

- Są w punkcie szkoleniowym. KaŜdy nazywa to Liceum Łowców. 

To odłam Światowego Instytutu Parapsychologii. Miejsce, gdzie dzieci 
są trzymane tak daleko od matek, jak to tylko moŜliwe. Tam uczą się 
walczyć, polować. Uczą się nienawidzić wasz rodzaj za setki 
zamordowanych przez wasze zarazy i kłamstwa. Za miliony tych, 
którzy się zabili przez nieszczęście, jakie rozsiewacie. 

Wspaniale. Teraz brzmiał jak Łowcy, których Aeron się brzydził. 
- I gdzie ta placówka się znajduje? - zapytał Sabin płaskim głosem. 
- Nie wiem. Naprawdę, nie wiem. Musisz mi uwierzyć. 
- Przykro mi, ale tego nie zrobię – Przywódca greckich 

nieśmiertelnych powoli zbliŜył się do Łowcy. – Więc, zobaczmy czy 
uda mi się odświeŜyć ci pamięć, dobrze? 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

96 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 10

Rozdział 10

Rozdział 10

Rozdział 10    

    

Jeśli jeszcze jeden napełniony bólem, skręcający wnętrzności wrzask 

odbije się echem w ścianach sypialni Sabina, Gwen zrobi komuś 
krzywdę! Wydawało się, Ŝe to nigdy się nie skończy. Nie pomagała 
równieŜ cięŜka pięść zmęczenia, przygniatająca powieki i miaŜdŜąca 
umysł, która sprawiała, Ŝe to wszystko wydawało się niekończącym 
koszmarem. Ale była zdeterminowana utrzymać oczy i uszy otwarte, na 
wypadek gdyby któryś z Lordów zdecydował się tu włamać i ją 
skrzywdzić. 

Tak jak ranili męŜczyznę właśnie błagającego o litość. Bez 

wątpliwości, wiedziała, Ŝe to Łowcy są torturowani. Tam poszedł Sabin. 
To dlatego opuścił ją tak szybko. Jego „praca” była waŜniejsza od jego 
Ŝycia. 

Tak dobrze go znasz, co? Nie. Ale wiedziała, Ŝe nienawidził Łowców, 

pragnął ich zniszczenia tak bardzo jak ona pragnęła normalności i 
zrobi wszystko, Ŝeby to sobie zapewnić. 

Rozumiała jego pragnienie. Odebrali mu coś, coś co kochał. 

Właściwie, więcej niŜ jedną ukochaną osobę. Jej teŜ coś zabrali. Wiele 
rzeczy. Jej dumę, normalne Ŝycie, które właśnie zaczęła sobie 
zapewniać. Nienawidziła ich tak bardzo jak Sabin. MoŜe bardziej. 

Z Ŝądzą w oczach patrzyli, jak Chris gwałci te kobiety, chcąc swojej 

kolejki. Nie powstrzymali go, nawet nie protestowali przeciwko jego 
nikczemnemu zachowaniu. Więc nawet, jeśli krzyki doprowadzały ją do 
szału, nie miała zamiaru powstrzymywać Sabina. Ci Łowcy zasłuŜyli na 
to, co dostali. ChociaŜ kaŜdy krzyk przypominał jej, Ŝe Sabin chciał 
Ŝeby pomogła mu odbierać Ŝycie. 

Czy potrafiła? 
Sama myśl sprawiała, Ŝe gula narastała jej w gardle, strach wypalał 

krew, zmieniając komórki w kwas płynący w Ŝyłach. Przez lata zabijała.  

Gdy miała dziewięć lat zabiła nauczyciela za to, Ŝe wystawił jej ocenę 

niedostateczną. Jako szesnastolatka męŜczyznę, który śledził ją, 
wciągnął do pustego pokoju i zamknął drzwi. Spędził trzydzieści 
sekund z Harpią. Mając dwadzieścia pięć lat przeprowadziła się z 
Alaski do Georgii, podąŜając za Tysonem – co sprawiło, Ŝe matka 
zerwała z nią wszelkie więzi – i w końcu zaczęła studiować, coś o czym 

background image

Mroczny Szept

 

 

97 | 

S t r o n a

 

 

wcześniej marzyła. Nie poradzi sobie z hałaśliwym tłumem, mówiły jej 
siostry. I miały rację. śonaty profesor chciał ją przelecieć, to wszystko, 
a ona rzuciła się na niego jakby chciał jej rozpłatać gardło. Trzeci 
tydzień na studiach był jej ostatnim. 

Jej siostry mówiły, Ŝe Harpia przestanie być taka gwałtowna, jeśli 

Gwen przestanie walczyć z tym, czym jest, ale im nie wierzyła. Kochała 
je i mimo, Ŝe zazdrościła im pewności siebie i siły, Niechciała być taka 
jak one. Przez większość czasu. 

Kolejny agonalny krzyk. 
śeby się czymś zająć, zaczęła eksplorować sypialnię, otworzyła 

skrzynię z bronią i schowała do kieszeni gwiazdki do rzucania, które 
Sabin tam schował, ziewając tylko trzy razy – imponujące. Niektórych 
umiejętności dziewczyna nigdy nie zapomina, a otwieranie zamków jej 
rodzina traktowała bardzo powaŜnie. Powinnam zrobić to wcześniej
Otworzyła zamek w drzwiach i wyszła na korytarz… tylko po to Ŝeby 
cofnąć się, gdy usłyszała kroki. 

Dlaczego jestem takim tchórzem? 
Kolejny krzyk, ten przeszedł w bulgotanie. 
DrŜąc, znów ziewając, opadła na materac, zmuszając rozproszony 

umysł do skupienia się na tym, co ją otaczało, a nie na tym, co 
słyszała. Sypialnia była zaskakująca. Biorąc pod uwagę jak twardy i 
muskularny był Sabin spodziewała się rzadko rozsianego 
umeblowania, czerni i brązu, niczego osobistego. I na powierzchni to 
właśnie widziała. 

Ale pod ciemno brązowym przykryciem były błyszcząco niebieskie 

prześcieradła i wypchany pierzem materac. W szafie miał ogromny 
wybór zabawnych t-shirtów. Piraci z Karaibów. Hello Kitty. Na jednej 
było napisane „Witamy na Pokazie Broni” i strzałki wskazujące bicepsy. 
Za ścianą bujnej roślinności było miejsce wypoczynkowe wyłoŜone 
poduszkami niemal do sufitu, ozdobionego freskiem z zamkiem w 
chmurach. 

Podobały jej się jego kontrasty. Tak jak szorstko-chłopięce aspekty 

jego twarzy. 

- Cześć, cześć, cześć – zawołała kobieta. Drzwi po prostu się 

otworzyły i do środka weszła wysoka, boska kobieta, balansująca tacą 
z jedzeniem. Sądząc po zapachu unoszącego się z talerzy była tak 
kanapka z szynką, garść Baked Lays, miska winogron i szklanka – 
Gwen powąchała – Ŝurawinowego soku.  

Ślina napłynęła jej do ust. MoŜe to przez intensywny głód, a moŜe 

przez brak snu, nie wyczuła wcześniej intruza. 

background image

Mroczny Szept

 

 

98 | 

S t r o n a

 

 

- C-co tam masz? 
- Nie zwracaj uwagi na jedzenie – powiedziała nieznajoma, kładąc 

tacę na komodzie. – To dla Sabina. palant skłonił mnie do zrobienia 
mu posiłku. To nie dla ciebie, więc nie ruszaj, przykro mi. 

- Uch, nie ma problemu – CięŜko było mówić, tak nabrzmiały 

wydawał się jej język. – Kim jesteś? – Nie mogła oderwać spojrzenia od 
tacy. 

- Jestem Anya, bogini Anarchii. 
Nie było powodu wątpić w to oświadczenie. Niewypowiedziana moc 

emanowała od kobiety, praktycznie błyszczała w powietrzu. Ale co 
bogini robiła z demonami? 

- Ja… 
- Och, w mordę. Wybaczysz? Słyszę, Ŝe Luciem – Lucien jest mój, 

więc łapy z dala – mnie woła. Nigdzie nie odchodź, okej? Zaraz wracam. 

Gwen nic nie słyszała, ale nie protestowała. Z chwilą gdy drzwi 

zamknęły się za boginią, była przy komodzie, wciskając kanapkę 
Sabina do ust, zmywając ją sokiem, potem łapiąc chipsy w jedną rękę i 
winogrona w drugą. Pochłonęła je, myśląc, Ŝe chyba nigdy nie jadła nic 
lepszego. 

MoŜe i nie. 
To było jakby mieć tęczę w ustach. MelanŜ smaków, tekstur i 

temperatur. Jej Ŝołądek zaakceptował kaŜdy kęs skradzionych dóbr. 

Anya zniknęła tylko na minutę, moŜe dwie, ale kiedy wróciła jedzenie 

znikło a Gwen siedziała na łóŜku, ocierając usta wierzchem dłoni i 
przełykając ostatnie ugryzienie. 

- Teraz, gdzie to byłyśmy? – Nie rzucając tacy nawet spojrzenia, Anya 

podeszła do łóŜka i usiadła przy Gwen. – Och, tak. zapewniałam ci 
komfort. 

- Sabin mi powiedział, Ŝe cię przyśle, ale myślałam Ŝe zmienił zdanie. 

Ja, uch, nie potrzebuję opieki. Szczerze – Proszę, nie zauwaŜ tacy. – 
Nie spróbuję uciec. 

- Proszę – Piękna bogini machnęła ręką. – Jak powiedziałam, jestem 

boginią Anarchii. Jakbym zniŜyła się do takiej sytuacji. Poza tym, nikt 
mnie nigdzie nie wysyła, jeśli nie chcę iść. Byłam tylko znudzona i 
ciekawa. Teraz znalazłam odpowiedź przynajmniej na jedno pytanie 
tłukące mi się po umyśle. Jesteś niewiarygodnie śliczna. Co za włosy – 
wzięła parę pasm między palce. – Nic dziwnego, Ŝe Sabi wybrał cię na 
swoją kobietę. 

Powieki Gwen się przymknęły, przybliŜyła się do dotyku bogini. 

Harpia była cicho, uśpiona najpierw przez posiłek, teraz przez 

background image

Mroczny Szept

 

 

99 | 

S t r o n a

 

 

towarzystwo. Wszystko czego teraz potrzebowała to opuścić fortecę, na 
parę godzin, Ŝeby złapać oddech. 

- Nie wybrał mnie na swoją kobietę – Ale czemuś w niej podobała się 

ta myśl. Jej sutki stwardniały, a ciepło zapłonęło między nogami. 

- Oczywiście, Ŝe jesteś jego – Anya cofnęła rękę. – Zostajesz w jego 

pokoju. 

Jej powieki się otworzyły i niemal pisnęła. Dlaczego nikt nie chce jej 

dotykać? 

- Zmusił mnie, Ŝebym tu została. 
Bogini roześmiała się, jakby usłyszała dobry Ŝart. 
- Dobre! 
- PowaŜnie. Pytałam o własny pokój, ale odmówił. 
- Jakby ktokolwiek mógł zmusić Harpie, do zostania, gdzieś gdzie nie 

miałaby ochoty być. 

To była prawda jeśli chodzi o jej siostry. O niej? Nie bardzo. 

Przynajmniej w głosie Anyi nie było ani śladu pogardy, gdy wymawiała 
słowo Harpia. Wiele stworzeń z mitów i legend uwaŜało Harpie za 
zabójców i złodziei. 

- Uwierz, nie jestem taka jak reszta mojej rodziny. 
- Auć. W twoim głosie jest dość niesmaku, Ŝeby zedrzeć z kogoś 

skórę. Nie lubisz swojego pochodzenia czy siebie? 

Spojrzenie Gwen opadło do jej dłoni, które zacisnęły się na kolanach. 

Jak informacja moŜe zostać Ŝyta przeciw niej? Czy utrzymanie jej w 
sekrecie przyniesie jej jakąś korzyść? Czy kłamstwo wystarczy, czy 
nawet będzie lepsze? 

- Obie z tych odpowiedzi – odparła w końcu, decydując, Ŝe prawda 

jest bezpieczna. Tęskniła za wiarą sióstr, i oto była tu kobieta, 
słuchająca jej, wydająca się dbać o nią. W tej chwili, to czy Anya 
naprawdę o nią dbała nie miało znaczenia. Dzielenie się swoimi 
uczuciami było miłe. Cholera, rozmawianie było miłe. Dwanaście 
miesięcy minęło odkąd ktoś jej słuchał. 

Wzdychając, Anya opadła plecami na materac. 
- Ale wy jesteście najświetniejsze na świecie. Nikt wam nie karze jak 

macie Ŝyć. Nawet bogowie sikają w spodnie kiedy się zbliŜacie. 

- Taa, ale zdobywanie przyjaciół jest niemoŜliwe, bo wszyscy 

trzymają się od nas z dala. Gorzej, nie moŜna nawet być sobą w 
związku, bo moŜesz przez przypadek zjeść chłopaka – Gwen opadła 
obok bogini, ich ramiona się ocierały. Nie mogła się powstrzymać, 
przytuliła się bliŜej. 

background image

Mroczny Szept

 

 

100 | 

S t r o n a

 

 

- I to jest złe? Gdy byłam mała, rówieśnicy ze mnie szydzili. Nazywali 

mnie dziwką, niektórzy nawet nie chcieli się znajdować w tym samym 
pokoju co ja, jakbym była skazą na ich bezcennym Ŝyciu. Tak bardzo 
chciałam być Harpią, Ŝe mogłam to niemal posmakować. Wtedy nikt 
nie mógłby ze mną zadzierać. Gwarantowane. 

Ty byłaś wyszydzona? Ta piękna, delikatna, całkowicie miła 

kobieta? 

- Taa. TeŜ uwięziona i wygnana na ziemię – Anya przewróciła się na 

bok, podkładając dłoń pod policzek i patrząc na Gwen. – Więc z którego 
jesteś klanu? 

Jak informacja moŜe zostać Ŝyta przeciw niej? Czy utrzymanie jej w 

sekrecie przyniesie… Och, zamknij się. 

- Skyhawk. 
Bogini zamrugała, długie rzęsy natychmiast utworzyły cienie na 

policzkach. 

- Chwila. Jesteś Skyhawk? Z Taliyah, Bianką i Kaią? 
Teraz Gwen się obróciła i spojrzała na boginię z nadzieją i strachem. 
- Znasz moje siostry? 
- Do diabła, tak. spędziłyśmy trochę czasu razem jakieś... och, tysiąc 

sześćset lat temu. Przez całe Ŝycie tylko garść ludzi nazywałam 
przyjaciółmi, a te dziewczyny osiągnęły wyŜyny tej listy. Spotkałyśmy 
się parę setek lat temu. Jedno z moich ludzkich zwierzątek umarło i 
cóŜ, kiepsko to zniosłam. Zamknęłam się niemal przed wszystkimi – 
Lazurowe oczy Anyi stały się mierzące, oceniające. – Musisz być nowym 
dodatkiem. 

Czy porównywała Gwen do jej pięknego, mądrego, zaskakująco 

silnego rodzeństwa? 

- Tak. Mam tylko dwadzieścia-siedem śmiertelnych lat. 
Anya usiadła. 
- Więc jesteś tylko dzieckiem. Ale z taką róŜnicą wieku między tobą a 

twoimi siostrami, czy twoja mama nie minęła juŜ wieku, w którym 
bierze się kochanka? 

- Widocznie nie – Gwen podąŜyła za nią czując iskrę irytacji w piersi. 

Nie była dzieckiem, do cholery. Tchórzem, tak, ale dorosłą, dojrzałą 
kobietą. Ci nieśmiertelni nie będą widzieć jej w ten sposób, to było 
jasne. Nawet Sabin musiał uwaŜać ją za dziecko. śe jest za młoda, Ŝeby 
ją pocałować. 

- Dziewczyny wiedzą, Ŝe tu jesteś? – zapytała bogini. 
- Jeszcze nie. 
- Powinnaś do nich zadzwonić. Zrobimy imprezę. 

background image

Mroczny Szept

 

 

101 | 

S t r o n a

 

 

- Zadzwonię – powiedziała. I zrobi to. Po prostu jeszcze nie teraz. Im 

dłuŜej o tym myślała, tym bardziej rozumiała Ŝe jej strach przed 
przyznaniem do tego co się stało był uzasadniony. To naprawdę będzie 
upokarzające. Zrobią jej wykład, ukarzą według prawa przodków, moŜe 
nawet zabiorą do domu, na zawsze, tam gdzie będą mogły ją chronić. 
Nigdy nie przyznają, Ŝe to tylko kolejny rodzaj klatki. 

Właśnie dlatego uciekła do Georgii. Powiedziała sobie, Ŝe odchodzi 

Ŝeby być z Tysonem, spędzał wakacje w Anchorage, kiedy się poznali. 
Ale te kilka ostatnich miesięcy, samotnie w celi, sprawiło, Ŝe 
zrozumiała, Ŝe po prostu chciała uciec. Zyskać wolność. Przynajmniej 
raz chciała o sobie decydować. Taa, zawiodła. Ale przynajmniej 
spróbowała. 

Myśl o celi przyprawiła ją po poczucie winny. Jej siostry na pewno 

się o nią martwiły, o to Ŝe się z nimi nie kontaktuje, czy wiedziały co się 
stało czy nie. Nie waŜne jak upokarzające to będzie, powinna się z nimi 
skontaktować. 

- Mówisz, Ŝe nie masz z nimi kontaktu – nie mogła się powstrzymać 

przed powiedzeniem tego. – Ale na pewno dostajesz od nich kartki. 
Wiesz co u nich? Co robią? 

- Nie dostaję i nie wiem. Przykro mi. Ale znając je, pewnie siedzą 

głęboko w tarapatach. 

Obie się roześmiały.  
- Dobra wiadomość jest taka, Ŝe na pewno zaaprobują twój wybór 

ciacha. Grzeszny Sabin jest na pewno w ich typie, bez wątpienia. 
Kalambur zamierzony, oczywiście. 

Kalambur? Jaki kalambur? A Sabin nie był jej chłopakiem. Dobrze 

Ŝe nie był, bo skoro zostawiła siostry dla Tysona, pewnie zabiją jej 
następnego chłopaka. 

- Ja raczej podejrzewam, Ŝe poŜrą jego wątrobę w pięć minut po 

spotkaniu – Kolejny powód, Ŝeby odłoŜyć telefon. Sabin nie był teraz jej 
ulubieńcem, ale nie chciała, Ŝeby zginął.  

- To w porządku. Po prostu wyhoduje sobie nową. Poza tym, za mało 

cenisz mojego chłopca. Gdy przychodzi do bitwy, walczy bardziej 
nieczysto niŜ ktokolwiek, kogo znam. Nawet wliczając mnie, a ja 
pchnęłam mojego BFF

9

 w brzuch tylko dla śmiechu! 

Okej. MoŜe Anya nie jest tak miła i delikatna, jak myślała.  
- Widziałam jak walczy. Wiem, Ŝe jest ostry. 
- Ale martwisz się o niego? – bogini przyglądała jej się intensywnie. 

                                                            

9

 Best Friend Forever – Najlepszy przyjaciel na zawsze. 

background image

Mroczny Szept

 

 

102 | 

S t r o n a

 

 

Tak. Nie. MoŜe. 
- CóŜ, nie rób tego. W końcu jest pół-demonem. 
- Który demon go opętał? – zapytała, niezdolna ukryć niecierpliwego 

oczekiwania na odpowiedź. 

Ale Anya kontynuowała, jakby nie dosłyszała. 
- Pozwól, Ŝe podrzucę ci parę informacji. Widzisz, Sabin walczy z 

Łowcami – męŜczyznami, którzy cię przetrzymywali – od tysięcy lat. Oni 
winią Lordów za kaŜde zło tego świata, choroby, śmierć i nie cofną się 
przed niczym, Ŝeby ich zniszczyć. Zabiją człowieka – jej oczy zabłysły – 
zgwałcą nieśmiertelną. 

Gwen odwróciła wzrok. 
- Teraz trwa wyścig, Ŝeby odnaleźć cztery artefakty, które kiedyś 

naleŜały do króla Kroniego, głąba, bo prowadzą one do puszki Pandory, 
jedynej rzeczy gwarantującej zabicie Lordów. To wyciągnie z nich ich 
demony – Przy ostatnich słowach zmartwienie zabarwiło jej głos. 

- To brzmi dobrze – Co sama by oddała, Ŝeby pozbyć się Harpii. Ale 

to nie była osobna jednostka, jak lubiła udawać. To była ona
Najgłębsza część niej. 

- Och, nie. Nie dobrze. To zabije ich ciała. Te demony są dla nich jak 

drugie serce. Bez nich, nie mogą funkcjonować. 

- Och. 
- Nie martw się o to. Trójkąty są fajne. Coś o tym wiem – Anya 

uśmiechnęła się marzycielsko. – Mojemu męŜczyźnie sam Kronos 
rozkazał mnie zabić, ale Lucien nie mógł tego zrobić. Zakochał się we 
mnie. I och, kocham sposób, w jaki on mnie kocha. 

Nikt, nawet Tyson, nigdy nie sprawił, Ŝe Gwen uśmiechała się w taki 

sposób. Co znaczy, Ŝe nigdy nie kochała i nie była kochana. I mimo, Ŝe 
juŜ doszła do tego wniosku w celi, zabolało. 

- Teraz, dość płaszczenia leniwych tyłków – odezwała się bogini. – 

chodź, oprowadzę cie po fortecy. I opowiem ci wszystko co wiem o 
Sabinie. 

Sabin. Jej serce przyśpieszyło, jakby samo wspomnienie jego imienia 

ją rozgrzewało. Jak to moŜliwe? Był wszystkim czym nie był Tyson: 
ostry, dominujący, mściwy, pełen pasji. Był wszystkim czego nigdy nie 
chciała. 

- Ale… Sabin kazał mi tu zostać. 
- Och, proszę, Gwen – mogę mówić ci Gwen? – jesteś Harpią, a 

Harpie nie słuchają nikogo, szczególnie apodyktycznych demonów. 

Przygryzła wargę i spojrzała na drzwi.  JuŜ rozwaŜałaś wyrwanie się 

stąd. 

background image

Mroczny Szept

 

 

103 | 

S t r o n a

 

 

- Wycieczka brzmi nieźle. Jeśli moŜesz zagwarantować, Ŝe Lordowie 

zostawią mnie w spokoju. 

- Mogę, więc chodź – wstała, ciągnąc Gwen za sobą. – Dam ci 

dziesięć minut na prysznic, a potem… 

- Och, nie potrzebuję prysznica – Albo raczej: nie weźmie go. Nie w 

tym domu. 

- Jesteś pewna? Jesteś cała… brudna. 
Tak, i chciała taka pozostać. Przez czas uwięzienia, pokrywała się 

pyłem i piaskiem co kilka dni. Inaczej kaŜdy by widział kolor i teksturę 
jej skóry. Bardziej niŜ była ciekawa reakcji Sabina, nie chciała uŜerać 
się z następstwami. A zawsze były następstwa.  

- Jestem pewna.  
Gdyby była w domu, w Georgii lub na Alasce, mogłaby wziąć 

prysznic, a potem ukryć skórę pod makijaŜem. Nie była, wiec nie 
mogła. Brud był jedynym wyjściem. 

- Dobrze. Szczęśliwie dla ciebie, nie jestem maniaczką porządku. 
Przez półgodziny zwiedzały fortecę, górę, dół, otwartą kuchnię – 

Gwen próbowała sobie wyobrazić Lordów gotujących tu coś i jej się nie 
udało – bibliotekę, biuro, kryty ogród pełen wielobarwnych kwiatów, 
nawet prywatne sypialnie. Bogini nic nie było straszne. W dwóch z 
nich, spały pary ze splecionymi rękami i nogami. Policzki Gwen 
zapłonęły jasno, póki drzwi nie zostały zamknięte, nagość zakryta.  

Ale Anya nie ujawniła, Ŝadnego sekretu Sabina. 
Kiedy weszły do pokoju, który Anya nazwała „rozrywkowym”, była 

gotowa się złamać i zapytać. Zmusiła się do skupienia i rozejrzenia 
dookoła, starając się dowiedzieć więcej o Sabinie i jego przyjaciołach 
przez to co posiadali. Był tu ogromny telewizor, asortyment gier wideo, 
stół bilardowy, lodówka, karaoke, nawet obręcz do koszykówki. Ziarna 
popcornu walały się po podłodze, wypełniając powietrze swoim 
maślanym zapachem. 

- To niesamowite – powiedziała, rozchylając ramiona i wirując w 

miejscu. MęŜczyźni najwyraźniej nie zajmowali się tylko wojną. 

- CóŜ, witam moje panie. Mam nadzieję, Ŝe nie tylko pokój jest 

niesamowity. 

Głęboki głos pochodził od strony fotela stojącego przed telewizorem. 

Patrzył na nią boski męŜczyzna o ciemnych włosach i niebieskich 
oczach, oceniając kaŜdy cal jej ciała. Gwen spanikowała, 
automatycznie sięgając po jedną z gwiazdek ukrytych w kieszeni. 

background image

Mroczny Szept

 

 

104 | 

S t r o n a

 

 

- Gwen, poznaj Williama. Jest nieśmiertelny, ale nie opętany przez 

demona. Chyba Ŝe uznać by uzaleŜnienie od seksu za jego osobistego 
demona. William, poznaj kobietę, która rzuciła Sabina na kolana. 

Zmysłowe usta wojownika wygięły się w dąsie. 
- Ja teŜ nie miałbym nic przeciwko znalezieniu się na kolanach. Więc 

jeśli zmienisz zdanie na temat bycia z wojownikiem… 

- Nie zmienię – pośpieszyła z odpowiedzią, mimo, Ŝe wcześniej 

zaprzeczyła słowom Anyi. Zachęcanie wielbicieli wywołuje problemy. 
Krwawe, śmiertelne problemy.  

- Idealnie bym o ciebie zadbał, przysięgam. 
- Przez dzień. MoŜe półtora – odparła Anya sucho. – On jest typem 

faceta Kochaj-I-Rzuć. A mimo, Ŝe nie jest Lordem, ma klątwę wiszącą 
nad głową. Mam ksiąŜkę jako dowód. 

William warknął. 
- Anya! Musisz się dzielić moimi sekretami ze wszystkimi? – oparł 

dłonie na oparciu krzesła. – Dobra, jak ty moŜesz to ja teŜ. To przez 
Anyę Titanic zatonął. Grała górami lodowymi. 

Nachmurzona bogini oparła dłonie na biodrach. 
- William odlał swojego penisa w brązie i postawił na kominku. 
Słowa raczej po nim spłynęły niŜ zawstydziły. 
- Anya odwiedziła parę lat temu Wyspy Dziewicze, potem wszystkie 

nacje zaczęły nazywać je Wyspami. 

- William mam na plecach wytatuowaną własną twarz. Mówi, Ŝe to 

dlatego Ŝe nie chce ludzi z tyłu pozbawiać swojego piękna. 

- Anya… 
- Chwila! – powiedziała Gwen ze śmiechem. Ich przepychanki 

przegnały nerwowość. – Rozumiem. Oboje jesteście zdeprawowani. 
Teraz dość o was. Niech ktoś mi powie coś o Sabinie. Mówiłaś, Ŝe to 
zrobisz, Anya.  

- Ona wie? – William od razu skupił na niej całą uwagę, niebieskie 

oczy błyszczały. – Pozwól, Ŝe jej pomogę. Sabin dźgnął kiedyś w plecy 
Aerona, tego wytatuowanego wojownika. Nie w ramach zabawy, ale 
Ŝeby zabić. 

- Zrobił to? – zapytała. William zdawał się być oburzony tym faktem. 

Gwen teŜ chyba powinna, ale Sabin był rodzajem męŜczyzny, który 
walczył nieczysto… jak obie z Anyą wiedziały – i to, cóŜ, imponowało 
jej. Jej siostry takie były. Czasami mimo strachu przed przemocą, 
skrycie teŜ chciałaby taka być. 

- Nuuuda – powiedziała Anya. Zatarła ręce, jakby nie mogła się 

doczekać swojej kolei. 

background image

Mroczny Szept

 

 

105 | 

S t r o n a

 

 

- Chwila. Powiedz mi dlaczego Sabin go dźgnął. 
- Więc chcesz się grzebać w historii Williama? Dobra – bogini 

westchnęła. – Dokończę za niego. Wojna Lordowie-Łowcy dopiero 
wybuchła. W staroŜytnej Grecji, jeszcze przed pysznymi gladiatorami. 
W kaŜdym razie Łowcy, ludzie, przegrywali, więc zaczęli uŜywać kobiet 
jako Przynęt, Ŝeby zwieść, złapać i zabić Lordów. Zabili BFF Sabina, 
Badena. 

Palce Gwen uniosły się do gardła. 
- Mówił mi – Musiał być bardziej poruszony tą stratą, niŜ jej się 

wydawało. 

- Naprawdę? – brwi Anyi powędrowały do góry. – Wow. Zwykle, jest 

raczej milczący. Ale dlaczego wyglądasz jakbyś się miała zaraz 
rozpłakać? Nie znałaś faceta. 

- Coś mi wpadło do oka – wykrztusiła. 
- Jasne – odparła bogini zaciskając usta. – Cokolwiek powiesz. Ale 

wracając do historii. Sabin i inni wojownicy odkryli odpowiedzialność 
Łowców i zniszczyli ich. Po wszystkim, Sabin chciał kontynuować 
zabójczą imprezę. Inni nie. Czekaj, to nie prawda. Połowa zgodziła się z 
Sabinem, druga połowa pragnęła spokoju. Aeron zaczął nagadywać o 
konieczności porzucenia tego, rozpoczęcia nowego Ŝycia z dala od 
Łowców i wojny, bla, bla, bla, więc Sabin, w swoim Ŝalu i furii, wbił 
swój sztylet w plecy męŜczyzny. 

- Czy Aeron wziął odwet? – Gwen wyobraziła sobie wojownika. 

Wysoki, muskularny, cały wytatuowany, jak mówił William. Włosy 
przywierające do czaszki, fiołkowe oczy, nieugięte i ponure. Wyglądał 
zimno i cicho. Niemal skromny. Ale widziała jak zajadle atakował 
Łowców. 

Który z tych dwóch wygrałby walkę? 
- Nie. A to wkurwiło Sabina jeszcze bardziej i rzucił się Aeronowi do 

gardła. 

Czy to źle, Ŝe poczuła ulgę? Nie lubiła myśli, Ŝe Sabin mógłby być 

ranny. Ani atakowany.  

- Ciągle chcesz być jego kobietą? – przerwał William, w jego głosie 

niemal dało się wyczuć nadzieję. – Moja oferta nadal aktualna. Spełnię 
wszystkie twoje niegrzeczne sny. 

Gdyby naleŜała go Sabina, co nie było prawdą, taa, ciągle by go 

chciała. William był piękny, nie onieśmielał jej jak inni, ale teŜ ani 
trochę nie kusił. Jej oczy poŜądały widoku surowej, czasami chłopięcej 
twarzy Sabina. jej uszy pragnęły dźwięku jego twardego głosu. Dłonie 
wręcz swędziały by dotknąć muśniętej słońcem skóry. Śmieszna 

background image

Mroczny Szept

 

 

106 | 

S t r o n a

 

 

dziewczyna. Nie mógł juŜ wyraźniej się wypowiedzieć na temat 
utrzymywania jej na dystans.  

Co ona zrobi jeśli zmieni zdanie? Był wszystkim czego się bała i nie 

będzie mogła go kontrolować. 

- Och, i jak pewnie wiesz – dodał William, uśmiechając się 

niegodziwie. – Jest opętany przez demona Zwątpienia. Więc jak tylko 
poczujesz, Ŝe musisz walczyć z niepewnością, on jest powodem. Ja, w 
kaŜdym razie, ciągle będę mógł sprawić, Ŝe poczujesz się wyjątkowa i 
kochana. Ceniona. 

- Nie, nie będziesz mógł – nagle odezwał się zza jej pleców głos, 

którego tak pragnęła. – Nie zobaczysz kolejnego poranka. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

107 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 11

Rozdział 11

Rozdział 11

Rozdział 11    

    

Sabin wiedział, Ŝe wygląda jak potwór. Krew pokrywała go jak druga 

skóra, oczy błyszczały wściekle, dziko – zawsze tak było po czymś 
takim, jak to, czym zajmował się na dole – i śmierdział jak stare 
monety. Chciał wziąć prysznic zanim zbliŜy się do Gwen, nie chcąc juŜ 
więcej jej straszyć. Najpierw poszedł sprawdzić co u Amuna. MęŜczyzna 
przestał się wić, ale ciągle jęczał, dalej przykuty do łóŜka i trzymający 
się za głowę. Musiał ukraść więcej sekretów niŜ zwykle. Bardziej 
mrocznych sekretów. Zwykle, juŜ by wyzdrowiał. 

Sabin czuł poczucie winy, Ŝe poprosił przyjaciela o napełnienie sobie 

głowy jeszcze większą porcją chaosu, nowymi głosami. Pocieszał się 
tylko tym, Ŝe Amun wiedział co robi i chciał pokonać Łowców tak 
bardzo jak on. 

Po wyjściu od niego postanowił rzucić okiem na Gwen i zobaczyć co 

robi. Czy Anya ją nakarmiła? Przestraszyła? Dowiedziała się o niej 
więcej? Pytania dręczyły go i nie chciały odejść, jakoś zagłuszając jego 
pragnienie wydobycia informacji od więźniów. 

Tyle, Ŝe Gwen nie było w jego pokoju. 
Rozwścieczony, zaczął polować. Sądząc, Ŝe to Parys, który niedługo 

po nim wyszedł z lochu, wykorzystał jego rozproszenie na swoją 
korzyść i postanowił ją uwieść, Sabin powędrował do sypialni 
wojownika, a furia się w nim kotłowała. Sabin zastrzegł sobie prawa do 
Gwen. Była jego. Nikt inny nie moŜe jej dotykać. Nie dlatego, Ŝe był 
zazdrosny czy zaborczy, oczywiście -  zapewniał samego siebie, ale 
dlatego, Ŝe planował wykorzystać ją jako broń. Czego nie mógłby 
zrobić, gdyby któryś z wojowników ją wkurwił. Tak, to był jedyny 
powód, dla którego jego oczy zapłonęły czerwienią, pięści się zacisnęły, 
paznokcie wydłuŜyły w szpony, a mięśnie napięły się w oczekiwaniu 
konfrontacji. 

Parys nie był z nią w łóŜku, co uratowało mu Ŝycie. Był sam, upijając 

się do otępienia, praktycznie pochłaniając ambrozję. 

Sabin był wciąŜ zszokowany tym widokiem. Parys był tym łagodnym, 

optymistycznym, troszczącym się wojownikiem. Co, do diabła, się z 
nim stało? 

background image

Mroczny Szept

 

 

108 | 

S t r o n a

 

 

Trzeba było sobie poradzić z tym naduŜywaniem boskiej substancji, 

bo naćpany wojownik to rozlazły wojownik. Znów, Sabin musiał 
zadziałać, wbić wojownikowi do głowy trochę rozsądku, potem 
porozmawiać o tym z Lucienem. Wtedy usłyszał roześmiane kobiece 
głosy i podąŜył za dźwiękiem, niezdolny zrobić nic innego, jego 
ciekawość była zbyt wielka. Tak, ciekawość – nie desperacja by 
zobaczyć śliczną twarz Gwen rozbawioną, a nie pokrytą cieniem 
strachu i drŜeniem. 

Teraz stał w wejściu do pokoju rozrywkowego, rozdzielając spojrzenie 

pomiędzy nią a Williama, wrząc furią, z demonem warczącym w jego 
głowie. Zwątpienie mógł pragnąć destrukcji Gwen, ale chciał być tym, 
który ją zniszczy. Chciał być jedynym samcem w pobliŜu niej. KaŜdy 
inny był intruzem i zasługiwał na karę. 

Pozwól mi mieć wojownika, warknął demon. PoŜałuje swoich działań. 

Będzie błagał o litość. 

Niedługo. 
Sabin właśnie zabił człowieka, okrutnie i z furią, i powinien czuć 

wstręt na myśl o kolejnym zabójstwie. Poza tym, Gwen nie powinna 
być świadkiem kolejnego naładowanego przemocą aktu. 

Zniknęło rozbawienie – co ją rozśmieszyło? – i w jego miejsce 

pojawiło się więcej tego znienawidzonego drŜenia. Przez niego? Czy 
przez Williama, który właśnie w raŜący sposób próbował zagarnąć to, 
co naleŜało do Sabina? I pomyśleć, Ŝe Sabin zaczął lubić 
uwodzicielskiego skurwiela, podziwiać jego bezczelny dowcip. Teraz - 
nie bardzo. 

- Sabin, stary – powiedział skurwiel, wstając z lekcewaŜącym 

uśmiechem. – Właśnie o tobie mówiliśmy. Nie mogę powiedzieć, Ŝe 
cieszę się, Ŝe cię widzę. 

- Nie i wkrótce juŜ w ogóle nie będziesz mówił duŜo. Gwen, wracaj do 

mojego pokoju. 

Anya przyskoczyła do przyjaciela, zachowując się jak jego tarcza. 
- Sabin, on nie chciał niczyjej krzywdy. Jest bezgranicznie głupi. 

Wiesz to. 

Zamiast zawstydzić się krycia za kobietą, William posłał mu znak 

Przyjdź-I-Mnie-Złap zza pleców bogini. 

- MoŜe i miałem na myśli jakiś uszczerbek. Jest śliczna, a dla mnie 

minął jakiś czas od ostatniego razu. Jakby kilka godzin. 

- Gwen, idź. Teraz – ZmruŜone spojrzenie nie opuściło wojownika. 

Wyciągnął ostrze schowane za pasem i otarł pozostałą krew o spodnie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

109 | 

S t r o n a

 

 

– Nie waŜne, za kim się schowasz. Widziałeś juŜ swój ostatni wschód 
słońca. 

Gwen sapnęła, orientując się, Ŝe nadciąga konflikt. Kiedy Sabin 

ruszył naprzód, uniosła rękę, Ŝeby go zatrzymać. Pozwolił na to, jej 
ręka na jego brzuchu, jakimś cudem była bardziej podniecająca niŜ 
usta innych kobiet na jego członku. 

- Proszę – wyszeptała. – Nie rób tego. 
Nagle niezdecydowanie wzrosło. Gwen nie odejdzie. Zbyt duŜo biło od 

niej determinacji. Jak wiele musi czuć ta nieśmiała istotka, Ŝeby 
stanąć jak teraz? Ale czy miała nadzieję ocalić Williama? Chęć Sabina 
by ukarać wojownika wzrosła. 

- Jeśli o tym myślisz – powiedział tamten tym samym, rozbawionym 

głosem, kładąc dłonie na ramionach Anyi. – Nie zrobiłem nic złego. Nie 
jest twoja. Nie naprawdę. 

Nozdrza Sabina zafalowały, mięśnie napięły się szaleńczo w chęci 

ataku. Jakoś zmusił się do pozostania w miejscu. MoŜe dlatego, Ŝe 
Gwen drŜała przy nim, jej palce przesuwały się po jego piersi, gorące i 
natarczywe. 

- Dlaczego tak mówisz? – dopiero po chwili dotarło do niego, Ŝe o to 

spytał. 

- Byłem w pobliŜu wystarczająco wielu kobiet, Ŝeby wiedzieć, kiedy 

jakaś jest zajęta. Nie Ŝeby to mnie kiedyś powstrzymywało. Ale Gwen 
jest wolna. Dla mnie, dla kaŜdego. 

Gwen pomachała dłońmi przed jego twarzą.  
-Nic się nie stało – powiedziała błagalnym tonem. – Nie wiem, 

dlaczego jesteś wściekły. Ty i ja nie… my nie… 

- Jesteś moja – odparł, ciągle patrząc na Williama – Moja do obrony – 

Oznaczy ją, zdecydował, napiętnuje, tak, Ŝe William i inni bez cienia 
wątpliwości będą wiedzieć, Ŝe ona teraz i na zawsze jest poza 
zasięgiem. – Moja do zajęcia. 

To mogło nic nie znaczyć. Mógł na to nie pozwolić. Ale musiało 

zostać zrobione. 

- Chodź – Splótł ich palce, odwrócił się i pociągnął za sobą. William 

się roześmiał. Na szczęście, Gwen nie protestowała. Gdyby to robiła 
przerzuciłby ją przez ramię… po wróceniu i wybiciu Williamowi kilku 
zębów. 

- Idiota – Usłyszał warknięcie Anyi. Rozległ się dźwięk jakby uderzyła 

go otwartą dłonią w głowę. – Chcesz zostać wykopany? Jak myślisz po 
czyjej stronie stanie Lucien, jeśli przyjdzie mu wybierać między tobą a 
Sabinem? 

background image

Mroczny Szept

 

 

110 | 

S t r o n a

 

 

- CóŜ, po twojej – odparł wojownik. – A ty po mojej. 
- Okej, zły przykład. Nie zapominaj, Ŝe mam twoją cenną ksiąŜkę. Za 

kaŜdym razem, gdy zachowasz się w taki sposób, wyrwę kolejną stronę. 

Niski pomruk. 
- Pewnego dnia… 
Ich głosy znikły, zostawiając echo płytkiego oddechu Gwen i cięŜkie 

kroki. 

- Gdzie idziemy? – zapytała nerwowo.  
- Do mojego pokoju. Gdzie powinnaś zostać od początku. 
- Nie jestem więźniem, tylko gościem! – odparła. 
Ciągle ciągnął ją w górę schodów. Po drodze minęli Reyesa z Daniką i 

Maddoxa z Ashlyn, którzy szli do kuchni. Obie pary próbowały ich 
zatrzymać, uśmiechnięte kobiety chciały przedstawić się Gwen, ale on 
ciągle szedł do przodu bez słowa. 

- Dlaczego jesteś taki zły? – jej palce zacisnęły się na jego dłoni. – 

Czemu nie mogę z nimi porozmawiać? Nie rozumiem, co się dzieje. 

Był z niej dumny. Poznała niebezpieczeństwo, które teraz 

przedstawiał, ale nie próbowała uciec i nie wyglądało na to, Ŝeby miała 
stracić kontrolę nad Harpią.  

- Nie jestem zły – Jestem rozwścieczony! 
- Zwykle chcesz zabić męŜczyzn, którzy cię nie złoszczą? 
Zignorował pytanie, jedna z myśli kołatających mu się po głowie nie 

chciała odejść. 

- Dotknął cię? – Słowa były bezwzględne, ton gryzący. Zrezygnował z 

walki, bo myślał, Ŝe William uŜył tylko słów, Ŝeby zdobyć jej uwagę. 
Jeśli coś więcej, odwróci się, jak chciał wcześniej i zmiaŜdŜy 
skurwysyna na hamburger, po czym nakarmi nim zwierzęta Ŝyjące na 
wzgórzu. 

- Nie. Nie dotknął. Twoje pazury, ranią mnie. 
Nagle Sabin rozluźnił uścisk, zmuszając pazury by się zmniejszyły. 

Skręcili za róg i jego tempo wzrosło. Przepływała przez niego potrzeba, 
silna, wrząca rzeka. 

- Przestraszył cię? – tym razem pytanie było prawie pomrukiem. 
- Znów, nie. A, gdyby nawet… poradziłabym sobie z nim. 
Usta mu drgnęły w pierwszym przebłysku humoru tego wieczoru. 

śeby tylko. Gdy była Gwen, Harpia drzemała, była najbardziej potulą 
istotą, jaką znał. To było, czasem, upajające. Jego Ŝyciem była śmierć i 
brak honoru, okrucieństwo i siła, podczas gdy ona była spokojna i 
dobra. 

background image

Mroczny Szept

 

 

111 | 

S t r o n a

 

 

- I jakbyś to zrobiła? – Nie pytał, Ŝeby ją obrazić, ale Ŝeby zmusić ją 

do przyznania, Ŝe potrzebuje straŜnika. Jego. Tutaj, w tym domu, 
nawet na tym świecie, potrzebowała go. Kiedy nauczy się kontrolować 
Harpię, to się zmieni. I był zadowolony. Tak. Zadowolony. 

Wyrwało jej się zirytowane sapnięcie, próbowała wyrwać rękę z jego 

uścisku. Trzymał ciasno, mocno nie chcąc końca fizycznego 
połączenia.  

- Nie jestem totalnie nieporadna, wiesz? 
- Nie dbałbym o to, nawet, gdybyś była tak silna jak kiedyś Pandora. 

Jesteś godna poŜądania, a niektórzy męŜczyźni w ty domu wierzą, Ŝe 
nie moŜna im się oprzeć. Nie chcę z nimi walczyć. Nigdy. 

- Myślisz, Ŝe jestem… godna poŜądania? 
Nie usłyszała ostrzeŜenia w jego głosie? śeby trzymać się z dala od 

wojowników? 

- NiewaŜne – wymamrotała, jego wahanie najwyraźniej ją 

zawstydziło. – Porozmawiajmy o czymś innym. MoŜe o twoim domu. 
Tak. Doskonale. Twój dom jest śliczny – Teraz dyszała, długi spacer był 
cięŜkim ćwiczeniem po rocznym uwięzieniu. 

Posłał otoczeniu spojrzenie. Kamienna podłoga była wypolerowana, 

ze złotymi Ŝyłkami… jak jej oczy. Stoły z wiśniowego drzewa.. 
błyszczące jak jej włosy. Ściany były gładkie, z wielobarwnego 
marmuru i niemal doskonałe… jak jej skóra, nawet tak brudna jak 
teraz była. 

Kiedy zaczął wszystko do niej porównywać? 
Gdy dotarli do drugiego piętra, jego sypialnia znalazła się w polu 

widzenia i odetchnął z ulgą. Prawie na miejscu… jak zareaguje na to, 
co chciał zrobić? Zmieni się w Harpię? 

Musiał obchodzić się z nią ostroŜnie. Teraz nie mógł… nie cofnie się. 
Co jeśli cię zrani? Wyszeptał nagle demon do jej umysłu. Co jeśli… 
- Zamknij się, do kurwy nędzy! – warknął, a Zwątpienie roześmiał się 

radośnie ze zniszczeń, jakie niemal spowodował. 

Gwen stęŜała. 
- Musisz tak przeklinać? 
- Tak – Teraz niechętną przeciągnął przez drzwi, zatrzaskując je i 

zamykając. Spojrzał na nią. Była blada, znów drŜała. – Poza tym nie 
mówiłem do ciebie. 

- Wiem. JuŜ prowadziliśmy tę rozmowę. Mówiłeś do swojego demona. 

Do Zwątpienia. 

Stwierdzenie, nie pytanie. Rozmasował tył karku, marząc Ŝeby 

owinąć palce wokół szyi bogini Anarchii. 

background image

Mroczny Szept

 

 

112 | 

S t r o n a

 

 

- Anya ci powiedziała – Nie podobało mu się, Ŝe Gwen wiedziała, 

wolałby, Ŝeby najpierw do niego przywykła. 

Potrząśnięcie pięknej głowy. 
- William powiedział. Więc demon chce, Ŝebym… wątpiła w ciebie? – 

Zakręciła koniuszki włosów na palcu. Kolejny nerwowy gest? 

- Chce, Ŝebyś wątpiła we wszystko. KaŜdą podjętą decyzję, kaŜdy 

oddech. We wszystkich wokół. Nie mogę go powstrzymać. 
Niezdecydowanie i zmieszanie innych dostarcza mu siły. Chwilę temu, 
usłyszałem jak sączył truciznę do twojego umysłu, chcą Ŝebyś 
uwierzyła, Ŝe cię skrzywdzę. Dlatego poczułem potrzebę przekląć. 

Jej oczy się rozszerzyły. 
- Więc to słyszałam. Zastanawiałam się skąd przychodzą te myśli. 
Zmarszczył brwi, przetrawiając jej słowa. 
- MoŜesz rozróŜnić jego głos od swojego? 
- Tak. 
Ci, którzy go znali rozpoznawali demona po doborze słów. Ale ktoś 

obcy odróŜniający go od demona… Jak mogła dostrzec róŜnicę? 

- Niewielu to potrafi – powiedział w końcu. 
Jej oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej. 
- Wow. Mam zdolność, której inni nie mają. I to imponującą. Twój 

demon jest podstępny.  

- Podstępny – zgodził się, zaskoczony, Ŝe nie zemdlała, krzyknęła ani 

nie zaŜądała Ŝeby uwolnił ją ze swoich nikczemnych szponów. 
Wydawała się dumna z siebie. – Wyczuwa słabości i uderza. 

Jej spojrzenie stało się zamyślone. Potem przygnębione. Potem 

gniewne. Odkryła ukryte znaczenie jego słów: była słaba i demon to 
wiedział.  Wolał jej dumę. 

Jego spojrzenie przywarło do tacy na komodzie. Niemal uśmiechnął 

się szeroko. Anya ją nakarmiła, dzięki bogom. Nic dziwnego, Ŝe nabrała 
kolorów, jej policzki słodko płonęły. Przy jej pasie było kilka 
niewielkich wybrzuszeń, ale był pewien nie wynikały z ostatniego 
posiłku. 

Szybkie zmierzenie pokoju ujawniło, Ŝe jego skrzynia z bronią stoi o 

trzy cale bardziej na prawo niŜ zwykle. Musiała otworzyć zamek i 
ukraść zawartość. Mały złodziej, pomyślał, znów na nią zerkając. 

Wiła się pod spojrzeniem, policzki poróŜowiały. 
- Co? 
- Po prostu myślę – Pozwoli jej to zatrzymać, zdecydował. Przy 

odrobinie szczęścia poczuje się z tym bezpieczniej. A im bezpieczniej 

background image

Mroczny Szept

 

 

113 | 

S t r o n a

 

 

będzie się czuła, tym mniejsze prawdopodobieństwo, Ŝe spotka go 
konfrontacja z Harpią. 

- Sprawiasz, Ŝe się denerwuję – przyznała. Potarła dłońmi uda. 
- Więc przyśpieszmy sprawy i ukoimy twoje lęki – Bogowie, była 

śliczna. – Zdejmuj ubranie. 

Jej usta otwarły się szeroko. 
- Co, proszę? 
- Słyszałaś. Rozbieraj się. 
Jeden krok, dwa, cofnęła się od niego, wyciągając ręce. 
- Nie tylko nie, ale, go diabła. Nie – Uderzyła kolanami o brzeg łóŜka i 

upadła na materac, patrząc na niego z przeraŜeniem – Upadłam! To był 
wypadek, nie zaproszenie – rzuciła się, starając wstać. 

- Wiem. Do diabła, nie odpuszczę ci. Ale to nie ma znaczenia. 

Idziemy pod prysznic – Ona musiała się umyć, on musiał ją oznaczyć. 
Mogą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. 

- Nie krępuj się – jej głos drŜał – Sam. 
- Razem. I to nie zaproszenie. Tylko fakt – sięgnął za siebie i ściągnął 

koszulę przez głowę. Jego ulubiony naszyjnik, prezent od Badena, 
uderzył o jego pierś, gdy rzucił materiał na ziemię. 

- WłóŜ to z powrotem! – powiedziała, a jej wzrok przywarł do jego 

wytatuowanego motyla. – Nie chcę cię widzieć – Jej źrenice się 
rozszerzyły, zaprzeczając słowom. 

Dobrze. Była zaintrygowana, chociaŜ spanikowana. Zdjął jeden but, 

potem drugi. Rozpiął spodnie i zsunął je do kostek.  

- To się stanie, chcesz tego czy nie, Gwendolyn. 
Gwałtownie potrząsnęła głową, te truskawkowe loki zawirowały. Jej 

spojrzenie nadal było utkwione w nim. Między jego nogami. Jej oddech 
stał się szybszy, zgrzytliwy. 

- Powiedziałeś, Ŝe mnie nie skrzywdzisz. 
- I nie zrobię tego. Nie ma nic groźnego w prysznicu. To… 

oczyszczające. 

- Ha! 
Wyszedł ze spodni, teraz totalnie i kompletnie nagi. I tak, miał 

erekcję. Pozbyłby się tego, gdyby ją to uspokoiło, ale ta głupia rzecz nie 
chciała się poddać, ciągle długa, twarda i gruba. 

Oblizała usta, niema rekcja, niczym neon informująca: Chcę Tego

Jej poŜyczony t-shirt był luźny, ale mógł zobaczyć, Ŝe jej sutki były 
twarde. Kolejny znak. 

Po sposobie, w jaki pocałowała go w samolocie, podejrzewał, Ŝe go 

pragnie. Teraz, miał pewność. Pragnęła. I był z tego zadowolony. To 

background image

Mroczny Szept

 

 

114 | 

S t r o n a

 

 

było głupie, niewłaściwe i tylko w końcu zrani ich oboje, ale nie mógł 
się zmusić, Ŝeby teraz się tym przejmować. 

- Nie będę cię pieprzył – powiedział z celową brutalnością. Wszystko, 

Ŝeby przerwać ten jej pojedynek na spojrzenia z Małym Sabem. 

Podziałało. Bursztyn napotkał brąz w gorącym starciu. 
- D-Dlaczego? I co masz zamiar mi zrobić? 
Pocałować cię. Dotknąć. I dać ci orgazm, który sprawi, Ŝe będziesz 

krzyczeć. William nie będzie juŜ mógł kwestionować jego praw do 
dziewczyny. CóŜ, bez seksu… Kontrola Sabina nad demonem mogłaby 
zawieść, gdyby doświadczył zbyt duŜo przyjemności. Więc weźmie co 
moŜe: trochę pieszczot dla niego, mnóstwo pieszczot dla niej. 

Jesteś pewien, Ŝe moŜesz ją zadowolić? Biorąc pod uwagę, jaka jest 

śliczna, pewnie zaliczyła masę męŜczyzn. Pewnie robili jej rzeczy, o 
których ty moŜesz tylko śnić. 

 Zacisnął zęby. Mimo wieku, nie miał za wiele doświadczenia z 

kobietami. Gdy Ŝył w niebiosach, był zbyt zajęty obroną bogów, Ŝeby 
zajmować się własną przyjemnością. TuŜ wygnaniu na ziemię był zbyt 
zły, zbyt oszalały, Ŝeby chcieć czegoś poza destrukcją. A po uzyskaniu 
kontroli nad zamkniętym w nim szaleństwem, szybko nauczył się, Ŝe 
jest fatalny, jeśli chodzi o seks. 

Parę razy myślał, Ŝe jest zakochany i gonił za kobietą bezwstydnie. 

Samotne, zamęŜne, to nie miało znaczenia. W tym byli z Williamem 
podobni. Jeśli zapragnął kobiety, brał ją, bo pragnąć zdarzało mu się 
bardzo rzadko. 

Darla była ostatnim – i najbardziej niszczycielskim – przykładem jego 

wpływu. Była Ŝoną Łowcy, prawej ręki Galena. Przyszła do Sabina z 
informacjami, wiedzą, gdzie jej mąŜ i jego ludzie trzymają broń, co 
planują. Zobaczyła hipokryzję w kodeksie Łowców, powiedziała, i 
chciała, Ŝeby ta wojna się skończyła. Na początku, Sabin myślał, Ŝe 
była Przynętą. Przysłaną, Ŝeby wciągnąć jego i jego ludzi w pułapkę. 
Ale nie była. Wszystko co mu powiedziała sprawdziło się. 

Szybko stali się kochankami. Chciał, Ŝeby odeszła od męŜa, ale 

odmówiła, bo wtedy nie mogłaby pomagać Sabinowi. Nienawidził tego 
przyznawać, ale część niego była zadowolona z jej decyzji. Nie stracił 
informatora. Ale za kaŜdym razem, gdy go odwiedzała, za kaŜdym 
razem, gdy brał ją do łóŜka, opuszczała go mniej pewna siebie. Zbyt 
szybko stała się nalegająca, potrzebująca, desperacko chcąca miłych 
słów. Próbował, bogowie, próbował wzmocnić jej pewność siebie, 
mówiąc jak bardzo jest piękna, odwaŜna i inteligentna. Ale oczywiście, 
wątpiła w niego, więc jego słowa nie miały znaczenia. 

background image

Mroczny Szept

 

 

115 | 

S t r o n a

 

 

Zadzwoniła do niego po tym jak podcięła sobie Ŝyły. 
Nie dotarł na czas. Nie, Stefano przegnał go i nie pozwolił zobaczyć 

jej ostatni raz. Nie mógł nawet iść na jej pogrzeb, nie chcąc Ŝeby Łowcy 
go złapali. 

Jedenaście lat minęło od jej śmierci, ale jego poczucie winy było 

świeŜe i czyste, jakby to stało się wczoraj. Powinien ją zostawić w 
spokoju. MoŜe gdyby to zrobił, Stefano zmęczyłby się pościgiem i 
poddał się. Zamiast tego, wypełniony chęcią zemsty i fanatyzmem, 
chciał wygrać tak samo jak Sabin. 

Sabin nie był z nikim od tamtego czasu, zdecydowanie unikając 

towarzystwa kobiet. Do Gwen. Zniosłaby go? ChociaŜ trochę? 

- W-Więc? – wyjąkała. – Co chcesz zrobić? 
Przegnał z umysłu zmartwienia podrzucone przez demona.  
- Umyję cię. 
Znów potrząsnęła głową. 
- Nie chcę być czysta. Przysięgam, Ŝe nie chcę. 
Dysząc, zaczęła się cofać na łóŜku, aŜ uderzyła plecami o wezgłowie. 
- Nie chcę tego robić, Sabin. 
- Tak, chcesz. Po prostu się boisz. 
- Masz rację. Co jeśli cię zabiję? 
- Znosiłem Łowców przez tysiące lat. Co to dla mnie jedna Harpia? – 

OdwaŜne słowa, ale nie mógł wyznać całej prawdy. śe nie wiedział, co 
zrobi, jak zareaguje, jeśli będą zmuszeni walczyć ze sobą. Ale chętnie 
zaryzykuje jej gniew, Ŝeby to zrobić. 

Rozpalone do białości poŜądanie zabłysło w jej oczach. 
- Naprawdę myślisz, Ŝe poradzisz sobie z Harpią? 
Wspiął się na łóŜko, zbliŜając się do niej coraz bardziej, niszcząc 

znienawidzony dystans między nimi. 

- Mam nadzieję, Ŝe do tego nie dojdzie. Ale jeśli, cóŜ, razem się 

dowiemy. 

- Nie! To nie wystarczy – Oparła stopę o jego pierś, ale zamiast go 

odepchnąć, przypieczętowała swój los. Jego palce owinęły się wokół jej 
kostki i przyciągnął ją bliŜej. 

- Nigdy się nie dowiemy, jeśli nie spróbujemy. 
Gdy łza spłynęła z kącika jej oka i ześliznęła się po policzku, jego 

klatka piersiowa się zacisnęła. 

- Proszę – wykrztusiła łamiącym się głosem. – Nie będę w stanie Ŝyć 

ze sobą, jeśli cię skrzywdzę. 

Nie cofaj się.  

background image

Mroczny Szept

 

 

116 | 

S t r o n a

 

 

- Jak powiedziałem, jest tylko jeden sposób, Ŝebym udowodnił, Ŝe 

mogę znieść wszystko, co moŜesz mi zrobić. 

Uodpornił swoje serce na jej łzy, musiał. Dla niej, dla siebie, dla 

spokoju w fortecy, to musiało się stać. Musiała zostać oznaczona. 
Chciała być oznaczona, czy to przyznawała czy nie. A skoro był takim 
wojownikiem, jakim był, doprowadzi to do końca. 
 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

117 | 

S t r o n a

 

 

 

Rozdział 12

Rozdział 12

Rozdział 12

Rozdział 12    

    

Gwen nie mogła w to uwierzyć. Sabin, męŜczyzna, którego 

pocałowała, o którym fantazjowała, którego poŜądała, widziała, jako 
obrońcę, łajdaka, męŜczyzna, którego nie chciała poŜądać, ale i tak to 
robiła, zignorował jej protesty i zaciągnął ją po prysznic, tuŜ zanim 
wszedł do niego za nią. Mimo, Ŝe była wkurzona – a była, do cholery – 
nie zmieniła się w Harpię. 

Najpierw była zszokowana. Potem zdenerwowana. Potem 

podekscytowana. KaŜda emocja obejmowała ją tylko przez kilka minut, 
ale i tak wstrząsała jej światem. Dlaczego go nie zraniła? PoniewaŜ nie 
wykonał ruchu, który by jej zagraŜał? PoniewaŜ Harpia kochała 
fizyczny kontakt tak bardzo jak Gwen i zrobiłaby dla niego wszystko? 

W tej chwili para obejmowała ją i Sabina, gęsta jak chmura. Gorąca 

woda kaskadami spływała w dół jej ciała. Nigdy nie czuła czegoś tak 
zdumiewającego… moŜe poza nagim męŜczyzną za jej plecami, 
zatrzymującym ją w środku. Nie będzie pieprzyć demona, nie waŜne jak 
bardzo byłby seksowny. Prawda? Jej Ŝycie nie potrzebowało więcej 
udziwnień. Prawda? 

Dlaczego nie mogła podjąć decyzji? Jego demon nie męczył jej, więc 

nie miała wymówki. 

Gwen objęła się ramionami, nie przejmując się okrywaniem piersi 

czy małego trójkąta między nogami. Dlaczego się przejmować? Sabin 
był silniejszy i mógł odciągnąć jej ręce, gdyby tylko zapragnął… a część 
niej chciała, Ŝeby ją widział, poŜądał jej. Ale wciąŜ… 

- Czy nie rozumiesz, Ŝe moŜesz mieć porannego moralnego kaca w 

formie poszarpanej skóry i organów wewnętrznych? – zapytała. 

Namydlone dłonie spoczęły na jej ramionach, gorące i mokre, 

masując. 

- W dotyku jesteś jak jedwab. Wątpię, Ŝebym Ŝałował czegokolwiek – 

jego głos był ochrypły, głęboki… uzaleŜniający. 

Mmm, więcej. Jej mięśnie się rozluźniły, głowa opadła do tyłu i 

oparła się w zagięciu jego ramienia. Przestań. Skup się. Walcz z jego 
kuszeniem
. Próbowała, naprawdę, ale jej ciało odmawiało poddania się 
rozsądkowi. Ale to po prostu było zbyt wspaniałe. 

background image

Mroczny Szept

 

 

118 | 

S t r o n a

 

 

Zastanawiam się czy wydajesz mu się atrakcyjna. Albo brzydka. 
Okej. Teraz się napięła. To był ten oszukańczy, niszczący głos. 

Demon, Zwątpienie. Tak róŜny ton od jej wewnętrznego głosu. Jej 
szczęka zacisnęła się boleśnie, Harpia zaskrzeczała na tę nieproszoną 
inwazję. 

- MoŜesz jakoś uciszyć swojego przyjaciela? Jest irytujący. 
- Taki duch. Lubię to. A demon nie jest moim przyjacielem – kciuki 

Sabina przesunęły się po jej obojczyku. Schylił się, przysunął usta do 
jej ucha, jego oddech był piękną pieszczotą. – Nie chcę zmieniać 
tematu, ale czy mówiłem ci juŜ, Ŝe jesteś niewiarygodnie śliczna? 

Gwen przełknęła, niepewna jak odpowiedzieć. Część niej ciągle 

chciała go zachęcić, druga chciała kazać mu odejść, zanim całkiem 
zapomni czemu powinna mu się opierać. Reprezentował wszystko, 
czego nienawidziła w swoim Ŝyciu. Ciemność, przemoc, chaos. Co 
więcej, planował wykorzystać ją, Ŝeby skrzywdzić swoich wrogów. Nic 
nie było waŜniejsze od jego nienawiści do Łowców, nawet miłość do 
kobiety. 

- Przejdźmy do rzeczy – Sabin puścił ją i musiała zacisnąć wargi, 

Ŝeby powstrzymać skowyt. Wtedy te zmysłowe palce zacisnęły się w jej 
włosach, nacierając szamponem, zapach cytryn zawirował wokół nich. 
Jej oczy zamknęły się w ekstazie. Nic dziwnego, Ŝe on zawsze pachniał 
tak smacznie. 

- Zmieniasz się w Harpię, kiedy jesteś przestraszona. A kiedy jesteś 

podniecona? Kiedy szczytujesz? 

Takie dosadne i osobiste pytanie. Ale wybrał na nie idealny czas. 

Skoro byli nadzy, nie przeszkadzała jej konieczność odpowiedzi. 

- C-Czasami daje o sobie znać. Staram się być ostroŜna i 

powstrzymać ją. 

- Nie próbuj jej powstrzymywać ze mną – Zanim mogła odpowiedzieć, 

znów zmienił temat. – William powiedział ci o moim demonie – 
Przesunął biodra, jego erekcja otarła się o zagięcie jej kręgosłupa. 
Przypadek? – Czy Anya opowiadała ci o mojej przeszłości? 

Gwen przeszyło drŜenie. 
- Masz na myśli, czy powiedziała mi, Ŝe dźgnąłeś przyjaciela w plecy? 

Nie. Odpuściła sobie tę część. 

Jego paznokcie wbiły się głęboko w skórę jej głowy, sapnęła. Szybko 

puścił ją i wymamrotał: 

- Przepraszam. 
Cholera. Jej sarkastyczny język ujawniał się w najmniej 

odpowiednich momentach. Wkrótce ktoś (ekhem, Sabin, ekhem) zrobi 

background image

Mroczny Szept

 

 

119 | 

S t r o n a

 

 

wyjątek i utnie go. I naprawdę, tłumienie tej części jej natury nie 
powinno być trudne. Robiła to całe Ŝycie. Ale teraz pierwszy raz była 
iskra oburzenia w jej piersi. Gdyby nie była taką tchórzliwą beksą, nie 
bałaby się reakcji ludzi, nie bałaby się własnej reakcji i mogłaby być po 
prostu sobą. 

Ona sama. Czy chociaŜ widziała, kim teraz jest? 
- Wsuń głowę pod prysznic – powiedział nagle, szorstko. 
Nie dał jej czasu na wykonanie, tylko chwycił tył jej karku i 

wepchnął pod gorący strumień. Mydliny trysnęły jej do ust i parsknęła. 

- Zamknij oczy, albo będą… 
- Au, Au, Au – Mocno zacisnęła powieki. 
- Piec – skończył ze śmiechem. 
Gwen potarła oczy, mimo woli wzburzona jego zmienną postawą w 

tym wszystkim. Był taki zazdrosny o Williama – a przynajmniej tylko 
taki sens wydawała się mieć jego reakcja. A jego wzrok palił, gdy ją 
rozbierał, obiecując niewiarygodne przyjemności. 

Więc dlaczego teraz nie ukazywał emocji? 
Jego ruchy były szybkie, rzeczowe, gdy namydlał ją od karku po 

palce u stóp. Jego dłonie przesunęły się po jej piersiach i 
twardniejących sutkach bez zatrzymywania się, potem sięgnęły między 
jej nogi. Mimo, Ŝe jego dotyk był jakiś bezosobowy, ciągle zostawiał ją 
drŜącą i obolałą, pragnącą i bez tchu. 

- Sama mogę się umyć – wymamrotała. 
- Miałaś na to szansę wczoraj i dzień wcześniej. Do diabła, miałaś 

szansę dziś rano. Nie wykorzystałaś jej – Poruszył się, jego erekcja 
znów się o nią otarła. – Dlaczego? 

Jej krew zawrzała, gdy zacisnęła wargi. Nie było powodu mówić mu 

tego, co chce wiedzieć. Zaraz sam odkryje odpowiedź. I, szczerze, była 
niemal podekscytowana, chcąc zobaczyć jego reakcję. JuŜ przyznał, Ŝe 
jest dla niego śliczna. Co pomyśli o niej bez maski brudu? Czy w końcu 
wykona jakiś ruch? 

Kiedy skończył ją myć i opłukiwać, zamarł. Wydawało się, Ŝe oddech 

utknął mu w gardle i poczuła wirujące w niej ciepło, 
rozprzestrzeniające się, wzrastające. Oto była, jego reakcja. ZauwaŜył. 

- Twoja skóra… 
- Próbowałam cię ostrzec. 
- CóŜ, powinnaś próbować bardziej – Obrócił ją, przesunął po niej 

szybko uwaŜnym spojrzeniem, potem bardziej spokojnie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

120 | 

S t r o n a

 

 

Widząc go, zrozumiała jak bardzo się myliła. Nie było w nim nic 

zmiennego. Jego oczy były jasne, gorące jak ogień, wargi zaciskały się 
na zębach, cienkie linie napięcia rozchodziły się od ust. 

- Twoja skóra… - powtórzył. 
Nie potrzebowała lustra, Ŝeby wiedzieć, Ŝe bez brudu – błyszczała. 

Otulał ją przeźroczysty połysk, który sprawiał, Ŝe wyglądała jak świeŜo 
wypolerowany opal. 

Niepewnie, jakby w transie, Sabin wyciągnął ręce. Koniuszki jego 

palców przesunęły się po linii jej szczęki, przesunęły na kark, między 
piersi. Nie cofnęła się. Nie, przysunęła. BliŜej. PoŜądając więcej. Nie 
potrafiąc się powstrzymać. Pojawiła się na niej gęsia skórka, wszystkie 
myśli o opieraniu się znikły. 

- Gładka, ciepła i błyszcząca – wyszeptał z podziwem. – Czemu 

ukrywałaś… - zacisnął zęby, a podziw na jej oczach zmienił się w 
gniew. – MęŜczyźnie nie mogą utrzymać rąk z dala od ciebie, prawda? 

Gardło jej się zacisnęło, powstrzymując przed odpowiedzią. 

Potrząsnęła głową. Co teraz Sabin powie albo zrobi? Jego nastroje 
zmieniały się jak w kalejdoskopie. Dotknij mnie

Ale on nie skończył zadawać pytań. 
- Czy twoje siostry teŜ mają taką skórę? 
- Tak. 
- Wszystkie Harpie? 
- Tak – Miała nadzieję, Ŝe teraz skończył. 
- Dzwoniłaś do nich? 
Nie. Nie skończył. 
- Jeszcze nie. 
- Zrobisz to jak tylko wyjdziemy spod prysznica. Chcę ich tutaj, w 

fortecy, przed upływem tygodnia. 

Gapiła się na niego, zszokowana. Była naga, jej skóra była 

najbardziej kusząca jak to było moŜliwe, a on chciał rozmawiać o jej 
sistrach? Spotkać je? Dlaczego on… odpowiedź wśliznęła się na miejsce 
i szok zbladł. Oczywiście, Ŝe ich tu chciał. Prawdopodobnie myślał, Ŝe 
pomogą mu w jego wojnie. Albo moŜe chciał mieć harem Harpii. 

Coś mrocznego i potęŜnego rozkwitło w jej piersi. Coś trującego. 

Sprawiło, Ŝe paznokcie się wydłuŜyły, Harpia zaskrzeczała, a jej zęby 
się zaostrzyły. Czerwień przesłoniła wzrok. 

- Jesteś zła – zamrugał ze zdziwieniem. – Dlaczego? 
- Nie jestem zła – Zabiję cię, jeśli spróbujesz się z nimi przespać. 
- Ściskasz mnie tak mocno, Ŝe moja dłoń krwawi. 

background image

Mroczny Szept

 

 

121 | 

S t r o n a

 

 

Część niej zarejestrowała, Ŝe nie wydawał się zły ani przestraszony. 

Reszta była ciągle zbyt rozwścieczona, Ŝeby zachwycić się jego odwagą. 

- Chcesz spać z moimi siostrami – warknęła. Warknęła? Ona, 

Gwendolyn Nieśmiała? 

Przewrócił oczyma. 
- Nie, chcę, Ŝeby moi przyjaciele z nimi spali. 
Zamrugała tak jak on przed chwilą, nie rozumiejąc... Och. Och. Cała 

furia odpłynęła, jak wcześniej szok, zostawiając słodkie uczucie 
przyjemności. Jeśli jego przyjaciele będą okupowani przez jej siostry, 
zostawią Gwen w spokoju. Czy Sabin był tak zaborczy w stosunku do 
niej? 

- Jesteś zazdrosna? – zapytał, jakby ta perspektywa go intrygowała. 
- Nie. Oczywiście, Ŝe nie – To nie była informacja, której potrzebował, 

mogła zostać uŜyta przeciw niej, a kłamstwo na pewno przesłuŜy jej się 
lepiej. – Ja… myślałam o Tysonie, chciałam być z nim. 

Oczy Sabina się zmruŜyły, ale przez gęstą zasłonę rzęs, mogła 

dostrzec, Ŝe szkarłat obramował brązowe tęczówki. 

- Nie będziesz o nim myśleć. Rozumiesz? Zabraniam tego. 
- Ja… okej – Nie wiedziała, co innego mogłaby powiedzieć. Sabin 

nigdy bardziej nie wyglądał na zdolnego do morderstwa. Ale dlaczego 
nie była przestraszona? 

Jedna jej słaba odpowiedź, zdawała się go uspokajać. 
- JuŜ zdecydowałem, Ŝe cię oznaczę – była determinacja w jego 

głosie. Determinacja tak zimna i twarda, Ŝe wątpiła, Ŝeby coś mogło ją 
naruszyć. – Ale to… - Przesunął wzrokiem po jej ciele. – Bogowie, będę 
znaczył cię kaŜdego dnia, jeśli będę musiał. Będziesz myśleć tylko o 
mnie. 

- C-co masz na myśli, mówiąc: oznaczyć mnie? – Znak, jak przy 

cięciu? Kara? Teraz nie miała problemu z cofnięciem się. Oczekiwał, Ŝe 
ile ona zniesie? 

Wyciągnął rękę, jego palce owinęły się wokół jej nadgarstka 

przyciągnęły ją z powrotem. 

- Wbiję zęby w tę piękną skórę, delikatnie, ale wystarczająco, Ŝeby 

zostawić ślad. 

Znów strach ją opuścił zostawiając wrzące płomienie grzesznej 

rozkoszy. Minęło tak wiele czasu. Tak wiele czasu odkąd męŜczyzna ją 
trzymał, sprawiając, Ŝe czuła się cenna, wyjątkowa i wystarczająco 
gorąca, Ŝeby się przy nim wić. 

- Chcesz tego? – zapytał miękko. 

background image

Mroczny Szept

 

 

122 | 

S t r o n a

 

 

Chciała? Do diabła, tak. Mogła juŜ nie wiedzieć, kim jest, ale 

wiedziała, Ŝe jej ciało było głodne tego samca. Czy pozwoli na to? 

Czas znaleźć logikę. Sabin był silny, nieśmiertelny i zdecydowany 

znieść wszystko, co mogłaby mu zaserwować. Ona była wystarczająco 
silna, Ŝeby się nim cieszyć, ale teŜ zachować dystans. Taką miała 
nadzieję. „Oznaczenie” utrzyma innych wojowników z dala od niej. I 
miło by było nakarmić Harpię tym, czego pragnęła, jeśli dzięki temu, 
podczas tego, będzie się zachowywać. 

Logika osiągnięta. 
Zanim mogła ułoŜyć odpowiedź, nozdrza Sabina zafalowały, jakby 

mógł wyczuć jej poŜądanie. 

- Jeśli ktoś inny cię dotknie, zginie. 
Chciał zranić swoich przyjaciół dla niej? BoŜe, sama myśl sprawiła, 

Ŝe się roztapiała. 

Powoli przysunął ją bliŜej, nie przerywając póki jej sutki nie 

przywarły mocno do jego torsu. Jęknął. 

- Twój demon… 
- Będę go trzymał na krótkiej smyczy, nie martw się. Teraz, wybieraj. 
Nie musiała juŜ się nad tym zastanawiać. 
- Tak – odparła bez tchu. Przełykając ślinę, sięgnęła w górę, owinęła 

ramiona wokół jego karku, przyciskając się do niego mocniej. – TeŜ nie 
musisz się martwić. Będę z tobą ostroŜna. 

- Proszę, nie bądź – Schylił się i wziął jej usta w posiadanie. To nie 

był miękki, jednostronny pocałunek z samolotu. Ten był pochłaniający, 
szorstki, jego język zagłębiał się w jej ustach, uczestnicząc, głęboki, 
twardy i Ŝądający odpowiedzi. Dała mu to, niezdolna postąpić inaczej. 
Zaciskając jedną rękę w ciemnym jedwabiu jego włosów, drugą 
wpijając w jego plecy, prawdopodobnie zostawiając własne znaki. 

Nie zatrać się kompletnie. OstrzeŜenie przeszyło jej umysł. Ciesz się 

tym, ale pozostań skupiona. Harpia mruczała, uszczęśliwiona tym, co 
się działo, chcąc więcej, więcej, więcej. Ale kiedy Gwen nakazała 
swojemu oddechowi zwolnić, swojemu ciału znieruchomieć, cieszyć się 
dotykiem Sabina, cieszyć się, ale nic więcej, to mruczenie zamieniło się 
w warczenie. Więcej, więcej, więcej. 

Sabin chwycił jej podbródek i obrócił jej głowę, zmuszając jej usta, 

Ŝeby otwarły się szerzej, nie pozwalając jej się wycofać, nawet odrobinę. 
Ich zęby się zderzyły, przy następnym pchnięciu jego języka. Gdy 
jęknęła, nie cofnął się. Nie złagodniał. WciąŜ i wciąŜ ją całował, póki nie 
straciła tchu, drŜąc, wyginając się ku niemu, jęcząc, ciągle jęcząc, 
gotowa błagać o więcej jak Harpia. 

background image

Mroczny Szept

 

 

123 | 

S t r o n a

 

 

Drugi raz – trzeci? – próbowała się zdystansować, uspokoić swoje 

ciało, Ŝeby nie zapaść się głębiej pod jego urok. 

- Och, nie ma mowy. Zostań ze mną. 
- Nie, ja… 
- Będziesz tylko czuć. Bez myślenia. To jest na później – Powoli 

pchnął ją na pokrytą kafelkami ścianę, której chłód sprawił, Ŝe 
sapnęła. Połknął ten dźwięk, swoimi ustami znów nakrywając jej, 
biorąc wszystko, co mogła dać i Ŝądając więcej. Za nimi strumienie 
wody nadal uderzały o porcelanę. 

Jedną ręką złapał jej nadgarstki i uwięził je nad jej głową. Drugą 

schwycił jej pierś, pocierając sutek kłykciami. Jej brzuch zadrŜał, 
kolana osłabły. Przewróciłaby się, gdyby nie wcisnął uda między jej 
nogi, podtrzymując ją. Tylko, Ŝe gdy najdelikatniejsza część jej ciała 
potarło o szorstką skórę jego kolana, osłabiło ją to jeszcze bardziej. 

- Podoba się? 
- Tak – Nie było powodu kłamać. Nie mogła ukryć reakcji swojego 

ciała.  

Jego palce zjechały w dół jej ciała, zawirowały wokół pępka. 

Przesunęła się w przód i tył na jego nodze, wyrwały jej się jęki. Więcej. 
Więcej. Więcej!
 Krzyk Harpii zmieszał się z jej własnym, póki nie były 
jednym głosem w jej głowie. 

- Teraz cię ugryzę. 
Nie dał jej czasu Ŝeby się zgodzić bądź odmówić, wbijając zęby w 

czułą podstawę jej karku. W tym samym czasie, wysunął udo z 
pomiędzy jej nóg i zastąpił je ręką. Dwa palce zatopiły się w niej, 
głęboko, tak cudownie głęboko. 

- Sabin! 
- Bogowie, kochanie. Jesteś gorąca. Ciasna. 
- Ja zaraz… Nie mogę… Nie powinnam… - JuŜ tak blisko. Tylko 

przez przesuwające się w niej dwa palce. 

- Odpuść sobie. Nie pozwolę, Ŝeby stało się coś złego. Przysięgam. 
Co jeśli ona… co jeśli Harpia… cholera! Jej myśli były rozproszone, 

jej umysł skupiał się tylko na przyjemności, jaką dawały jej te dwa 
palce. 

- Dojdź dla mnie – Kciukiem potarł jej łechtaczkę i nie było juŜ więcej 

walki. Szczytowała, krzycząc, ocierając się o niego, potem gryząc go 
dopóki nie poczuła smaku krwi. 

Kiedy szarpały nią spazmy, puścił jej ręce i chwycił jej biodra, 

przysuwając je do przodu, wtłaczając ją na swoją erekcję. Nie 

background image

Mroczny Szept

 

 

124 | 

S t r o n a

 

 

wchodząc, tylko ocierając, ale cholera, to było dobre. Wbiła paznokcie 
w jego plecy, głęboko, tnąc. 

Syknął przez zęby, znów otarł ją o siebie, i znów syknął. Kochała ten 

dźwięk. Musiała znów go usłyszeć. I znów. Wkrótce sama się 
poruszała, spotykając się z nim w pół drogi, uderzając o niego, 
zatapiając w nim ostre zęby, krople krwi pokryły jej język. 

- W ten sposób – pochwalił. – Właśnie tak. To takie wspaniałe 

uczucie, takie cholernie wspaniałe – Bełkotał. śeby przypomnieć jej 
gdzie była, z kim? – Nie chciałem, Ŝeby to zaszło tak daleko. Nie dla 
mnie. Ale eksploduję. Wiem to. Nie powinno być tak dobrze. Nie 
powinno… 

I znów ją całował, wtłaczał w nią język, gorące nasienie tryskało na 

jej brzuch, jego ciało drŜało i znów wybuchła, po prostu na myśl o jego 
przyjemności. Trzymali się nawzajem, dyszeli, jęczeli. 

W końcu opadła na niego, zdumiona, Ŝe straciła kontrolę. Zdumiona, 

Ŝe, mimo, Ŝe nie uprawiali seksu, ten prysznic wstrząsnął jej światem. 
Zdumiona, Ŝe Harpia nie stała się niebezpieczna. Zdumiona, Ŝe Harpia 
chciała tylko więcej. Najbardziej ze wszystkiego, zdumiewało ją, Ŝe 
pomimo tego, Ŝe doświadczyła dwóch orgazmów, ciągle chciała więcej. 
 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

125 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 13

Rozdział 13

Rozdział 13

Rozdział 13    

Sabin zaniósł Gwen do wielkiego łóŜka w swojej sypialni i przytulił ją 

do siebie. śadne z nich nie powiedziało ani słowa i tylko obserwowali 
nocne niebo przez jedyne okno w sypialni. LeŜeli tam, nadzy, spleceni, 
kaŜde sztywne i napięte, pogrąŜone we własnych myślach. 

- Co się stało ze spaniem na podłodze? – zapytała go w końcu Gwen, 

przerywając ciszę. 

- Tak właściwie to nie zasnąłem. Teoretycznie nie złamałem słowa. 
- Prawda. 
Po tym, znów zapadła cisza. Ale teŜ znów, Ŝadne nie drzemało. 
Oczekiwał, Ŝe dziewczyna łatwo zaśnie, miała cienie pod oczyma, 

bardziej widoczne niŜ kiedykolwiek i wcześniej widział jak ziewała. Ale 
znów go zaskoczyła. Raz lub dwa udawała, Ŝe zasypia, ale tego nie 
zrobiła. 

Wiedział, dlaczego on nie moŜe się zrelaksować: demon szalał 

wewnątrz jego umysłu, bardziej niŜ kiedykolwiek zdesperowany sięgnąć 
jej, zranić. Sprawić, Ŝeby kwestionowała wszystko, co się między nimi 
wydarzyło. Tak jak to robił ze wszystkimi innymi wcześniej. Z 
kobietami, które go opuszczały lub popełniały samobójstwo. 

Powinienem odejść zanim stanie się coś takiego. W chwili, gdy to 

pomyślał, ryk odmowy przeszył go całego, jakby miał zęby i wszystkie 
powody, dla których powinien zostać pojawiły się w jego umyśle. Po 
pierwsze, Parys mógłby go szukać, natknąć się na nią i uwieść. 
Rozpusta po prostu nie mógł się powstrzymać. Po drugie, Łowca mógł 
uciec z lochu, złapać ją i czmychnąć. Po trzecie, mogła zacząć Ŝałować 
tego, co zrobili pod prysznicem i sama uciec. 

Wszystkie powody doskonałe. Ale nie były to powody, dla których 

głębiej zapadł się w wypchany pierzem materac. Gwen była taka 
miękka i ciepła przy jego boku, pachniała tak pysznie, jak cytryny – 
jego ulubione – i wydawała westchnienie, które pragnął połknąć. 

JuŜ znów jej pragnął. Tym razem całej. Chciał w nią wejść, 

zagłębiając się delikatnie, potem twardo i szorstko, w niekończącym się 
rytmie, który by ich ze sobą związał. śadna kobieta jeszcze nie 
pobudzała go tak całkowicie, nie smakowała tak idealnie, nie pasowała 
do jego ciała tak doskonale. śadna teŜ nie uchwyciła się go z taką 
Ŝywiołowością, gryząc, puszczając krwi i sprawiając, Ŝe dyszał po 
więcej. 

background image

Mroczny Szept

 

 

126 | 

S t r o n a

 

 

Nawet mimo tego, Ŝe nie zakończyli sprawy, oboje znaleźli ulgę. 

Podejrzewał, Ŝe raz nie wystarczy i miał rację. 

Słuchanie jej krzyków było słodsze, niŜ wchodzenie w inną kobietę. A 

ta skóra… była niczym narkotyk dla oczu. Jedno spojrzenie i musiałeś 
spojrzeć jeszcze raz i jeszcze. Patrzenie w inną stronę było bolesne, 
ponowne spojrzenie było niegasnącą potrzebą.  

Prawdopodobnie teraz cię nienawidzi, nie chce mieć z tobą nic 

wspólnego. Nie byłbym zaskoczony, gdyby myślała o swoim ludzkim 
chłopaku, gdy ją całowałeś i dlatego reagowała z taką pasją. Czy nie 
powiedziała ci, Ŝe był w jej myślach? Człowiek był pewnie jedynym 
czego chciała. Ty nie. 

Ręka Sabina napięła się wokół Gwen, ściskając, aŜ wydała bolesne 

sapnięcie. Natychmiast rozluźnił uścisk i wzniósł blokadę w umyśle, 
uciszając demona. Nie myślała o ex-chłopaku , z naciskiem na ex. Był 
tego pewien i ani Zwątpienie, ani wcześniejsze słowa Gwen nie 
przekonają go, Ŝe było inaczej. To imię Sabina wykrzykiwała. 
Zwątpienie był wredny, to wszystko, chłostał go słowami, szukając 
celu. Przynajmniej, jak on, Gwen mogła rozróŜnić głos demona od 
własnej niepewności.  

- Czy moŜemy teraz przestać udawać zrelaksowanych niczym 

szczęśliwi kochankowie? – zapytała nagle, ponownie przerywając ciszę. 

Westchnął, sprawiając, Ŝe parę pasm jej włosów przesunęło się po 

jego piersi, łaskocząc skórę. Gdyby tylko byli szczęśliwymi 
kochankami. Bez demona, Harpii, wojny, po prostu dwoje ludzi 
cieszących się wspólnym czasem. 

Sabin zamrugał, tak obca był mu ta myśl. Nigdy, przez wszystkie 

tysiąclecia, nie chciał być niczym innym niŜ był. Nieśmiertelnym 
wojownikiem. PotęŜnym, niezwykłym, wiecznym. Tak, popełnił błąd 
pomagając innym Lordom ukraść i otworzyć puszkę Pandory. I tak, 
został wykopany z niebios i cierpiał przez zamkniętego w nim demona. 
Ale było to cierpienie, które akceptował i na które zasługiwał. 
Cierpienie, które chętnie znosił, bo czyniło go silniejszym, niŜ gdy 
słuŜył Zeusowi. Więc dlaczego teraz chciał, czego innego? 

- Tak, moŜemy przestać udawać. MoŜemy nawet porozmawiać. A 

przez rozmowę rozumiem – oczywiście – Ŝe ja będę zadawał pytania a ty 
będziesz na nie odpowiadać. Więc zacznijmy, dobrze? Nigdy nie śpisz. 
Dlaczego? 

- Apodyktyczny łobuz – wymamrotała. – Dla twojej informacji, nie 

muszę spać – Płynnym ruchem obróciła się na plecy, tak Ŝe tylko ich 
ramiona się stykały. Musiała czekać godzinami, Ŝeby wykonać ten 

background image

Mroczny Szept

 

 

127 | 

S t r o n a

 

 

ruch. ZauwaŜył, Ŝe zwykle pragnęła kaŜdego kontaktu, jaki mogła 
dostać. Co się zmieniło? 

Przypuszczał, Ŝe to nie waŜne. Po Darli, obiecał sobie, Ŝe zawsze 

będzie utrzymywał dystans w stosunku do kobiet, które będą go 
pociągać. I robił tak przez jedenaście lat. Teraz Gwen mu w tym 
pomagała. W jego piersi tkwiła iskra irytacji, Ŝe to ona wykonała ten 
ruch.  

- Odmówiłaś jedzenia, mimo Ŝe byłaś głodna. Nie chciałaś wziąć 

prysznica, mimo Ŝe byłaś brudna. Nawet przez chwilę nie uwierzę, Ŝe 
twoje ciało… – twoje soczyste ciało. – …nie potrzebuje odpoczynku. 

A jeśli mówi tak, bo przypominasz chodzącego trupa? Bo wyglądasz 

na zmęczoną, wyczerpaną, wychudzoną? 

Chwilę później zesztywniała. 
- Twój demon to skurwiel. 
- Tak – I lepiej zamknij się, cholerny skurwysynu. JuŜ raz cię 

ostrzegałem. Pamiętasz puszkę? 

Nastąpiła cięŜka chwila ciszy, a potem wściekły warkot akceptacji. 
- Więc? – sapnęła. – Wyglądam? 
Jak chodzący trup? Nie. 
- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem – 

Prawda. I nawet nie przeszkadzało mu, Ŝe mówił jak Lucien, kiedy 
wojownik mówił słodkie nonsensy do Anyi. Nonsensy, na które Sabin 
zawsze przewracał oczyma. 

- Nie wierzę ci – Przewróciła się na bok, patrząc na niego i 

podkładając dłoń pod policzek. – Powiedziałeś, Ŝe jestem ładna. 

- Taa, bo jestem dŜentelmenem – odparł sucho. TeŜ przewrócił się na 

bok, by napotkać jej spojrzenie. Te egzotyczne loki obramowywały jej 
twarz i delikatne ramiona, jej olśniewająca skóra nabrała czerwonego 
odcienia, sprawiając, Ŝe wyglądała na pysznie zarumienioną. – Myślisz, 
Ŝe moŜna powiedzieć, Ŝe zawsze jestem uprzejmy, nigdy nie chcę zranić 
niczyich uczuć i wręcz tryskam słodkimi kłamstwami, bo chcę, Ŝeby 
ludzie wokół byli w dobrym humorze? Och, i jeśli kogoś przypadkowo 
obraŜę, bo nigdy nie robię tego celowo, absolutnie odmawiam brania 
tego, czego chcę siłą? 

Pełne wargi wygięły się w półuśmiechu – wargi, które całował, ssał i 

przygryzał – i jej oczy zabłysły hipnotycznie. Oczy, w których się topił. 
Widząc ten uśmiech, Sabin nagle doświadczył niechcianej erekcji i był 
wdzięczny, za prześcieradło okrywające dolną połowę jego ciała. I to on 
miał być niebezpieczny w tym związku, pomyślał mrocznie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

128 | 

S t r o n a

 

 

To nie związek, natychmiast odezwał się instynkt samozachowawczy. 

Nie pozwoli, Ŝeby to było coś więcej niŜ biznesowa transakcja. Przekona 
ją, Ŝeby dla niego walczyła, będzie jej bronił przed swoimi przyjaciółmi, 
gdy będzie to robiła i kiedy wojna wreszcie się skończy, przestanie o 
niej myśleć, przestanie jej poŜądać. 

- MoŜe i nie dbasz o uczucia innych, ale chcesz mojej pomocy. Więc 

mi słodzisz. 

- Zgodzisz się walczyć z Łowcami, słodzę ci czy nie – powiedział, 

przybierając pewny ton. To była pewność, której nie czuł, ale musiał w 
to wierzyć. Nie mógł zaakceptować niczego innego. – Muszę ci 
przypominać, Ŝe juŜ obiecałaś pomóc? 

Zmęczony bezczynnością, Zwątpienie rzucił: Niemal mdleje na widok 

krwi. PomoŜe ci walczyć? Nie sądzę! 

- PomoŜesz – Powtórzył dla demona, dla siebie. 
- Nie mam nic przeciwko pomaganiu ci w umysłowych aspektach 

twojej kampanii. Jak poszukiwania w Internecie i wypełnianie 
papierkowej roboty. Jeśli masz dokumentację swoich, uch, zabójstw, 
mogę się tym zająć. Mogę nawet poprowadzić szukanie tych 
artefaktów, za którymi się rozglądacie. To właśnie robiłam, zanim 
zostałam porwana. Pracowałam w biurze, robiłam notatki, 
sprawdzałam fakty, ten rodzaj zajęć. I byłam w tym cholernie dobra. 

Nigdy nie słyszał więcej dumy w czyimś tonie. Ale była dumna ze 

swojej pracy czy ze zdolności dopasowania się do normalnego świata? 

- I lubiłaś tę pracę? – zapytał. 
- Oczywiście. 
- Nie byłaś znudzona? – Prawdziwym pytaniem było, jak jej Harpia 

zniosła monotonię. Sabin sądził, ze mroczna strona Gwen jest podobna 
do jego własnej – jest siłą napędową, przekleństwem, chorobą – ale 
częścią niej łaknącą ekscytacji i niebezpieczeństwa. Częścią, która 
staje się nerwowa, jeśli ignorować ją zbyt długo. 

- CóŜ, moŜe trochę – przyznała, okręcając pasmo włosów na placu. 
Niemal się roześmiał. ZałoŜyłby się, Ŝe była szaleńczo znudzona.  
- Zapłacę ci za pomoc – powiedział, przypominając sobie słowa Anyi 

o tym, Ŝe Harpie mają potrzebę kradzieŜy lub zarabiania jedzenia. 
Chciał jej na placu boju, walczącej, ale teŜ nie miał nic przeciwko 
temu, Ŝeby pomogła przy poszukiwaniach. Przynajmniej na początku. – 
Powiedz, czego chcesz, a będzie twoje. 

Kilka minut minęło w ciszy. 
- Nie mam pomysłu – odparła w końcu. – Muszę o tym pomyśleć. 
- Nie ma nic, czego byś chciała? 

background image

Mroczny Szept

 

 

129 | 

S t r o n a

 

 

- Nie. 
Wiedząc, jak bardzo poŜądał zwycięstwa, mogła poprosić go o 

wszystko, nawet o księŜyc i gwiazdy. Ale nic nie mogła wymyślić. 
Dziwne. Większość ludzi rzuciłaby astronomiczną sumę i targowała się. 
Zastanawiał się, co było uznawane za cenne wśród jej ludu. Pieniądze? 
Klejnoty? 

- Jak twoje siostry zarabiają na Ŝycie? 
Zacisnęła usta w cienką linię. 
Co to było? Nie chciała mu powiedzieć czy nie podobało jej się, co 

robiły? 

- Są dziwkami? – próbował zgadywać, nie tylko Ŝeby uzyskać 

odpowiedź, ale teŜ sprawdzić jak daleko moŜe się posunąć, zanim 
Harpia zaŜąda jego głowy na tacy. 

Sapnęła i spoliczkowała go, potem szarpnęła rękę do tyłu, jakby nie 

mogła uwierzyć, Ŝe zrobiła coś takiego. Bała się, Ŝe zechce się zemścić 
za takie drobny czyn? Śmieszna dziewczyna. 

- ZasłuŜyłeś na uderzenie, więc nie przeproszę. Nie są dziwkami. 
- Zabójczynie? 
Bez sapnięcia. Bez uderzenia. Tylko zmruŜenie jej oczu, opuszczenie 

rzęs. Bingo. 

- Są najemniczkami – Nie pytanie. Co za zaskakujący łut szczęścia. 
- Tak – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Są. 
Sabin chciał się roześmiać. Jeśli jedna Harpia mogła zniszczyć całą 

armię, co mogły zrobić cztery? Mógł zapłacić im za ich usługi. Miał 
pieniądze, bez względu na ich cenę. 

- Wiedzę jak koła obracają się w twojej głowie – zrolowała poduszkę 

pod własną głową. – Ale powinieneś wiedzieć, Ŝe mnie kochają i nie 
wezmą pracy, jeśli poproszę je o to. 

Teraz jego oczy się zwęziły, sondując. Przybrała niewinne spojrzenie, 

nawet, jeśli oplecione gniewem. 

- To groźba, kochanie? 
- Traktuj to jak ci się podoba. Nie chcę, Ŝeby walczyły z tymi podłymi 

Łowcami z Ŝadnego powodu. 

- Dlaczego? Jak powiedziałaś, są podli. Źli. Znaleźliby sposób, Ŝeby 

zaćpać cię do otępienia, zgwałcić i ukraść twoje dziecko, gdybym cię 
nie uratował. Powinnaś błagać siostry, Ŝeby z nimi walczyły. 

- JuŜ ich torturowałeś za to, co zrobili mnie i innym – wyrwało się z 

niej. 

background image

Mroczny Szept

 

 

130 | 

S t r o n a

 

 

- I to ci wystarczy? Gdy ktoś mnie rani, chcę być tym, który mu 

odda. Chcę być pewien, Ŝe zostanie to zrobione dobrze. Nie czułaś 
Ŝadnej satysfakcji rozrywając gardło temu… 

- Tak, okej. Tak. Ale pozwolenie komuś innemu na zajęcie się tym 

musi wystarczyć. Inaczej spędzę Ŝycie polując na nich, zabijając, nigdy 
naprawdę nie Ŝyjąc – Jej nozdrza falowały, pierś unosił się cięŜko. Z 
kaŜdym oddechem, prześcieradło się ześlizgiwało, ukazując szczyt 
róŜowego sutka. Musiał zmusić się, Ŝeby spojrzeć gdzie indziej, zanim 
zakończy rozmowę. 

Czy mówiła, Ŝe jego Ŝycie jest puste? CóŜ, nie było. Było pełne, go 

cholery. 

- Lepiej Ŝyć polując i zabijając, niŜ pogrzebać się w strachu. 
Uniosła dłoń, jakby zamierzała znów go uderzyć. Trzęsła się, 

promieniował z niej cichy gniew teraz przeradzający się we wrzącą 
furię. W końcu pchnął wystarczająco mocno. Harpia tu była, w jej 
oczach. 

- Zrób to – powiedział jej. To byłoby dla nie dobre. Pokazało jej, Ŝe 

moŜe na niego runąć, a on się nie złamie. Taką miał nadzieję. 

Powoli jej ręka opadła. DrŜenie ustało. Z głębokim oddechem, jej 

oczy wróciły do normalności. 

- Podobałoby ci się to, co? Chcesz, Ŝebym była taka jak ty? CóŜ, tak 

się nie stanie. Nikt nie przetrwa, jeśli to zrobię. Nikt. Nawet moje 
siostry. 

Schwycił ukryte znaczenie i uniósł brew. 
- Walczyłaś z nimi i zraniłaś je, prawda? 
Niechętne skinienie. 
- Byłam tylko dzieckiem i bawiły się ze mną, kpiąc jak to siostry. 

Wybuchłam i bardzo jej zraniłam. 

- Myślałem, Ŝe mówiłaś, Ŝe są silniejsze niŜ ty. 
- Są. Mogą kontrolować to, kogo zabiją, nawet, gdy w pełni są 

Harpiami. To jest prawdziwa siła. 

Zastanowił się nad tym przez chwilę, przesuwając ręką przez swoje 

włosy. 

- ZałoŜę się, Ŝe dałbym radę twojej Harpii. To znaczy, jak twoje 

siostry, jestem nieśmiertelny i szybko się leczę – Taa, pamiętał co 
zrobiła z Łowcą i pamiętał jak szybko się poruszała. Dlaczego wcześniej 
tego nie rozwaŜył? Miał brutalną siłę, tysiące lat doświadczenia i 
determinację, którą moŜna by rozdzielić między wielu. Jak długo nie 
pozbawi go głowy, podniesie się. 

background image

Mroczny Szept

 

 

131 | 

S t r o n a

 

 

- Jesteś idiotą – Musiała dopiero po chwili zrozumieć, co powiedziała, 

bo zesztywniała dopiero, gdy słowa odbiły się między ścianami. 

- Nic co powiesz, nie sprowokuje mnie wystarczająco, Ŝebym cię 

zaatakował – powiedział jej, rozdarty między czułością a 
rozdraŜnieniem. 

Stopniowo się rozluźniła, ale napięcie między nimi pozostało. 
- śałujesz tego co stało się pod prysznicem? – Zapytał, po części 

chcąc zmienić kierunek rozmowy i, cóŜ, dlatego Ŝe ciekawość Ŝądała 
zaspokojenia. Właśnie bardzo jasno wyraziła, Ŝe nie podoba jej się to, 
czym był i co robił. 

- Tak – odparła, policzki zapłonęły. 
Brak wahania z jej strony, powaŜnie go zirytował. 
- Dlaczego? Podobała ci się kaŜda chwila. 
A moŜe nie? 
Jego dłonie zwinęły się w pięści, kości chrupnęły. Cholerny 

Zwątpienie. Ale obwiał się, Ŝe tym razem wątpliwość naleŜała do niego, 
nie była jedną z trucizn demona. 

Uciekła spojrzeniem. 
- Sądzę, Ŝe było w porządku. 
Zazgrzytał zębami. Było w porządku. Tak sądzi. Tak, kurwa, sądzi. 

Na bogów, da jej kolejną demonstracje. Będzie ją całował, tym razem 
kaŜdy jej cal, tak jak chciał. Jego język zatańczy między jej nogami, 
ugryzie ją, wsunie w nią palce i sprawi, Ŝe będzie błagać o jego członek 
i wtedy, tylko wtedy, da jej go. Przewrócił ją na brzuch, chwycił jej 
biodra i… 

Będzie się z nią kochał, jeśli podąŜy tą ścieŜką. Błąd, błąd, błąd. To 

jest tego warte, pomyślał następnie. Nie powstrzyma go i będzie 
uwielbiać kaŜdą minutą. Wejdzie w nią, rozleje nasienie, głęboko i 
gorąco i… 

Znów usłyszy ją mówiącą, Ŝe było w porządku. Tak sądzi. Zwątpienie 

się zaśmiał, w tej chwili demon właściwie szanował dziewczynę. 

- Było bardziej niŜ w porządku, ale odłoŜymy tę dyskusję na później – 

Sabin wyskoczył z łóŜka, niespeszony, gdy prześcieradło opadło, 
ukazując jej jego ciało. Nagle nieśmiała, uniosła dłoń do oczu. Ale jeśli 
się nie mylił, zerkała przez palce. Czuł gorąco tego spojrzenia, tlące się 
poŜądanie. 

Podszedł do szafy. Po uzbrojeniu się jak zwykle – jeśli piętnaście 

ostrzy przywiązanych do jego kostek, nadgarstków, bioder i pleców 
były zbytnią ostroŜnością, dajcie mu nagrodę „Zbyt OstroŜny” – załoŜył 
jeansy i t-shirt z napisem „Zobaczymy Się w Zaświatach”.  

background image

Mroczny Szept

 

 

132 | 

S t r o n a

 

 

Chwycił parę spodni i zwykłą, białą koszulkę, i rzucił je Gwen. 
- Wstawaj, ubieraj się. 
- Dlaczego? – Usiadła, włosy zawirowały wokół niej i chwyciła 

ubranie. 

- Zadzwonisz do sióstr – Czas mieć to za sobą. – Anya opowiedziała 

mi trochę o twojej kulturze i jeśli się boisz, Ŝe spróbują cię zranić za to, 
Ŝe pozwoliłaś się schwytać to przestań. Nie pozwolę im – Nie dał jej 
czasu na odpowiedź. – Kiedy skończysz dzwonić, zejdziemy na dół, Ŝeby 
zjeść. I będziesz jeść, Gwen. To rozkaz – Nie będzie teraz tego nonsensu 
z jedzeniem tylko kradzionego jedzenia. Mógł rozwaŜać porozkładanie 
jedzenia dookoła, tak Ŝeby miała wraŜenie, Ŝe je kradnie, ale nie był 
teraz w nastroju, Ŝeby ją teraz przekupywać. 

- Potem – kontynuował. – Muszę zwołać ludzi na zebranie i 

powiedzieć im, czego dowiedziałem się o Łowcach. TeŜ w tym teraz 
siedzisz. Bo teŜ jesteś teraz tego częścią. 

Jej podbródek uniósł się uparcie. 
- Nie jestem jednym z twoich ludzi, Ŝebyś mógł mi rozkazywać. 
- Jeśli naleŜałabyś do moich ludzi, byłbym teraz zawstydzony swoimi 

myślami – Jego spojrzenie opadło, przywarło do jej piersi, brzucha… 
między nogi. Obrócił się na pięcie, zanim zrobiłby coś, czego naprawdę 
chciała, podszedł do niej, przykrył własnym ciałem i wszedł w nią. – 
Teraz się pośpiesz. 

Długa cisza, a potem szmer materiału, napięcie łóŜka, westchnienie. 
- Okej, jestem gotowa – brzmiała na zrezygnowaną. 
Sabin ponownie na nią spojrzał… i przestał oddychać. Tak jak 

wcześniej, ubranie na niej wisiało. Tyle, Ŝe teraz, gdy była czysta, biała 
bawełna sprawiała, Ŝe jej skóra zdawała się połyskiwać niczym perła. 
Ślina napłynęła mu do ust, Ŝeby jej posmakować, jedno liźnięcie 
wystarczy. Musi wystarczyć, pomyślał, zachwycony, juŜ idąc do niej, 
sięgając. 

Co ty, do diabła, robisz? Uspokój się, dupku! Zatrzymał się nagle, 

zaciskając zęby. Chwilę potrwało zanim zebrał się w sobie i 
przypomniał, co chciał zrobić. Przeszedł przez pokój do komody i 
wyciągnął swoją komórkę. Byłby nieodebrane połączenia i wiadomość. 
Przewinął menu. Połączenie było od Kane’a. Wiadomość…  teŜ od 
Kane’a. Wojownik spędzał dzień w mieście, ale chciał, Ŝeby do niego 
zadzwonić, jeśli będzie potrzebny i wróci do domu. To cud, Ŝe Kane 
mógł uŜyć telefonu dwukrotnie bez usmaŜenia go w cholerę.  

Po wyczyszczeniu ekranu, rzucił komórkę Gwen. Nie złapała. 
- Zacznij dzwonić – powiedział jej. 

background image

Mroczny Szept

 

 

133 | 

S t r o n a

 

 

 
 

*    *    * 

Gwen uniosła telefon drŜącą ręką, łzy paliły ją w oczy. Przez cały rok 

uwięzienia, chciała to zrobić, potrzebowała usłyszeć głosy sióstr. Ale 
ciągle była zawstydzona tym, co się stało i ciągle nie chciała, Ŝeby 
wiedziały. 

- Tutaj jest rano, więc na Alasce jest środek nocy – powiedziała. – 

MoŜe powinnam poczekać. 

Sabin nie okazał litości. 
- Dzwoń. 
- Ale… 
- Nie rozumiem twojej niechęci. Kochasz je. Chcesz, Ŝeby tu były, 

nawet zrobiłaś z tego warunek, pod jakim zostaniesz ze mną. 

- Wiem – Przesunęła palcem po świecących numerach na małym, 

czarnym aparacie. Powróciło poczucie winy. Poczucie winy, Ŝe zmusiła 
ukochane siostry, Ŝeby czekały na wieści o niej… albo, jeśli nie 
wiedziały o jej porwaniu, po prostu na to, Ŝeby się z nimi 
skontaktowała. 

- Czy będą cię winić za to, co się stało? Będą chciały cie ukarać? 

Powiedziałem, Ŝe im nie pozwolę. 

- Nie – MoŜe. To co wiedziała, to to, Ŝe zaŜądają Ŝeby Sabin pozwolił 

im dołączyć do jego wojny, tak jak chciał. Będą chciały dup Łowców na 
tacy, podanych na surowo. Ale jeśli zostaną zranione przez Gwen… 
będzie nienawidziła siebie przez wieczność. 

- Dzwoń – ponaglił Sabin. 
Weź się w garść, pomyślała. Z westchnieniem, wybrała numer 

Bianki. Z wszystkich trzech, Bianka była najłagodniejsza. A przez 
najłagodniejsza, Gwen miała na myśli, Ŝe Bianka wylałaby szklankę 
wody na osobę, którą właśnie podpaliła. 

Po trzech sygnałach, siostra odebrała. 
- Nie mam pojęcia, kto dzwoni do mnie z tego numeru, ale lepiej… 
- Hej, Bianka – Jej Ŝołądek zacisnął się boleśnie, głos był tak 

znajomy i ukochany, Ŝe palące łzy spłynęły po policzkach – To ja. 

Cisza, a potem głęboki oddech. 
- Gwennie? Gwennie, to ty? 
Otarła policzki wierzchem nadgarstka, bardzo świadoma gorącego 

spojrzenia Sabina, praktycznie poŜerającego ją. O czym myślał? Dla 
takiego wojownika, to Ŝe pokazała słabość – właściwie więcej słabości – 

background image

Mroczny Szept

 

 

134 | 

S t r o n a

 

 

musiało go oburzać. I to dobrze. Naprawdę. Całowali się i dotykali pod 
prysznicem i była gotowa pójść dalej, wziąć więcej, dać więcej, pomimo 
tego, jakiego rodzaju był męŜczyzną i rzeczy, jakich jej powiedział. 

- Hej, ciągle tam jesteś? Gwennie? Wszystko w porządku? Co się 

dzieje? 

- Tak, to ja. Jedna i jedyna – w końcu odparła. 
- Bogowie, dziewczyno. Czy masz pojęcie ile czasu minęło? 
Dwanaście miesięcy, osiem dni, siedemnaście minut i trzydzieści-

dziewięć sekund. 

- Mam pojęcie. Więc co u was? 
- Lepiej, teraz, kiedy cię słyszę, ale jesteśmy wkurwione jak cholera. 

Czeka cię cięŜka przeprawa, gdy Taliyah cię znajdzie. Dzwoniłyśmy do 
ciebie – wiesz, Ŝeby powiedzieć cześć i zagrozić cięŜkim laniem, jeśli nie 
wrócisz do domu. śadnej odpowiedzi. Więc zadzwoniłyśmy do Tysona. 
Powiedział, Ŝe się wyprowadziłaś i nie wie jak cię znaleźć. Szukałyśmy i 
szukałyśmy, po całym cholernym świecie, ale bez powodzenia. W 
końcu złoŜyłyśmy Tysonowi wizytę i powiedział, Ŝe zostałaś zabrana 
wbrew własnej woli. 

- Torturowałyście go? – Nie była na niego zła, nie chciała, Ŝeby został 

skrzywdzony. Tylko się bronił, coś co rozumiała. 

- CóŜ… moŜe troszkę. Nie nasza wina. Marnował cenny czas. 
Jęknęła. Potem wyobraziła sobie Biankę, czarne włosy wirujące 

wokół głowy, błyszczące bursztynowe oczy, czerwone usta wygięte w 
złośliwym uśmiechu i nie mogła się nie uśmiechnąć. 

- śyje, prawda? 
- Proszę, dziewczyno. Tak jakbyśmy się zniŜyły do zabicia tego 

małego, słabowitego gówna. Nigdy nie zrozumiem co w nim widziałaś. 

- Dobrze. Nie wiedział, gdzie byłam. Nie naprawdę. 
- W kaŜdym razie, kto cię zabrał? Co zrobiłaś, Ŝeby ich ukarać? Nie 

Ŝyją, prawda? Powiedz mi, Ŝe nie Ŝyją, dziecino. 

- Ja, uch, dojdę do tego – Prawda. – Innym razem – Znów prawda. – 

Słuchaj – dodała, zanim Bianka mogła sondować zbyt głęboko. – 
Jestem obecnie w Budapeszcie, ale chcę was zobaczyć, dziewczyny. 
Tęsknię za wami – Na końcu głos jej się załamał. 

- Więc wróć do domu – Bianka nigdy o nic nie prosiła – to Gwen 

wiedziała – ale teraz brzmiała na gotową błagać. – Chcemy, Ŝebyś 
wróciła do domu. Niewiedza gdzie jesteś nas niszczy. Mama 
wyprowadziła się miesiące temu, bo nie przestawałyśmy ją męczyć o 
ciebie, więc nie musisz się martwić o jej chłodne powitanie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

135 | 

S t r o n a

 

 

To, Ŝe kazała im czekać dłuŜej niŜ to konieczne… poczucie winy znów 

narosło, gorętsze niŜ wcześniej i Gwen zatrzęsła się ze wstydu. 
Zrobiłam to. Zrobiłam to moim silnym, dumnym siostrom. 

- Nie dbam o mamę – I nie dbała. Nie naprawdę. Nigdy nie były 

blisko. – Ale musicie do mnie przyjechać. Jestem z, uch, Lordami 
Świata Podziemnego i chcą was poznać. Wiesz, to ci męŜczyźni, którzy 
są… 

- Opętani przez demony? – Bianka zapiszczała z ekscytacji, potem 

nagle spochmurniała. – Co ty z nimi robisz? To oni cię zabrali? – Była 
chęć mordu w jej głosie. 

- Nie. Nie. To dobrzy faceci. 
- Dobrzy faceci? – roześmiała się. – CóŜ, jacykolwiek są, nie są twoim 

zwykłym towarzystwem. Chyba, Ŝe twoja osobowość przeszła ogromną 
przemianę przez ostatnie półtora roku. 

Nie bardzo. 
- Po prostu… przyjedziecie? 
Bez wahania. 
- JuŜ jesteśmy w drodze, dziecino. 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

136 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 14

Rozdział 14

Rozdział 14

Rozdział 14    

    

Kuchnia wyglądała jak po wybuchu bomby. Głodni wojownicy są 

dzikusami, pomyślał Sabin. Przed zejściem na dół, powysyłał kaŜdemu 
wiadomości – bogowie, kochał technologię; nawet technofobicznego 
Maddoxa wprowadził w dwudziesty pierwszy wiek – zwołując zebranie 
na południe, Ŝeby przedyskutować to, co powiedzieli mu Łowcy o 
Nieufności i szkole dla pół-ludzkich, pół-nieśmiertelnych dzieci, jak i 
teŜ poinformować ich o przyjeździe sióstr Gwen. 

Siostry. Łzy wypełniły oczy Gwen, gdy Harpie odebrały telefon, 

zmieniając jasne złoto w roztopiony rosół. Ulga, nadzieja i smutek 
bawiły na jej twarzy i Sabin musiał walczyć z potrzebą, Ŝeby podejść do 
niej, wziąć w ramiona i dać kaŜde pocieszenie, jakie mógł. Musiał uŜyć 
kaŜdego instynktu wojownika, jaki posiadał, Ŝeby zostać w miejscu.  

Miał nadzieję, Ŝe reszta dnia będzie łatwiejsza. Przekręceniem 

nadgarstka zamknął drzwi lodówki. Natychmiast opłynęło go ciepło. 
Obrócił się do Gwen, która patrzyła w dół na marmurowe blaty. Albo 
moŜe na umywalkę ze stali nierdzewnej, być moŜe zastanawiając się, 
dlaczego tak staroŜytny dom, został tak zmodernizowany w niektórych 
miejscach a w innych zostawiony bez zmian.  

TeŜ się nad tym zastanawiał po przyjeździe do Budapesztu, te parę 

miesięcy temu. On sam wprowadził parę poprawek od wprowadzenia i 
miał zamiar zmienić jeszcze parę rzeczy przed końcem roku. To 
zabawne. PodróŜował po całym świecie, miał bazy operacyjne w wielu 
miejscach, ale ta forteca szybko stała się jego domem. 

- Pusta – ogłosił. 
Uniosła na niego wzrok i minęła chwila zanim się skupiła. Gdy to 

zrobiła, przesunęła dłonią po ciągle wilgotnych włosach, jakby 
zawstydzona. 

- Nic mi nie będzie bez jedzenia. 
- Nie – Nie ma mowy, Ŝeby na to pozwolił. Przez rok przechodziła 

horror głodówki. Nie spędzi tak nawet jednego dnia więcej, jeśli on ma 
coś do powiedzenia. Zaspokoi kaŜdą jej potrzebę. Bo chciał jej pomocy i 
współpracy. 

Był w lepszym nastroju niŜ wcześniej, więc przypuszczał, Ŝe moŜe 

przekupić ją jej „kradzionym” jedzeniem. 

background image

Mroczny Szept

 

 

137 | 

S t r o n a

 

 

- Pojedziemy do miasta – dodał. Parys, którego zadaniem były 

zakupy, pewnie nadal jest nieprzytomny. – Po tym jak okryjemy cię od 
stóp do głów – Nie ma mowy, Ŝeby ktoś oglądał tę wspaniałą skórę. 

- MakijaŜ wystarczy na twarz – powiedziała, zwracając jego uwagę. – 

I w kaŜdym razie, Anya przyniosła ci tacę… uch, to znaczy, jadłam juŜ 
wcześniej. 

Więc w ten sposób Anya nakłoniła ją do jedzenia. Mówiąc, Ŝe 

jedzenie jest dla niego, zapewniając, Ŝe zjedzenie go będzie kradzieŜą. 
Przynajmniej raz Sabin doceniał oszustwa bogini. 

- Jeden posiłek nie wystarczy na długo. Poza tym, moŜemy ci kupić 

jakieś ubrania, gdy tam będziemy. 

Przyjemność wypełniła jej spojrzenie, a skóra wydawała się błyszczeć 

wszystkimi kolorami tęczy. Jego członek stwardniał boleśnie, krew 
zawrzała niebezpiecznie a umysł wypełniły obrazy jej nagiego ciała, 
mokrego i błyszczącego. Nagle mógł niemal poczuć w ustach jej 
dekadencki smak, usłyszeć krzyki. 

- Ubrania? – odparła. – Moje własne? 
Jej szczęście było zbyt wielkim ciosem dla Zwątpienia, który 

zdecydował się uderzyć, uŜywając rozproszenia Sabina i zrywając się ze 
smyczy. 

Nowe ubrania nie polepszą twojej sytuacji. Mogą ją nawet pogorszyć. 

Jak chcesz za nie zapłacić? Swoim ciałem? Albo moŜe twoje siostry za 
nie zapłacą. Co jeśli Sabin ich poŜąda? Nie wszedł w ciebie, mimo Ŝe 
był twardy. Co jeśli zamiast tego weźmie do łóŜka twoje siostry? 

Zwykle demon był bardziej ostroŜny, delikatny szept, ciche 

przypuszczenie, skierowane ku zniszczeniu pewność siebie słuchacza. 
Teraz uŜywał tego, co stało się między nimi pod prysznicem, Ŝeby 
wzbudzić zazdrość i zniszczyć kobiecą dumę. Gwen nie musiała go 
lubić ani pragnąć, Ŝeby to zadziałało. Nikogo nie cieszy myśl o ich „być 
moŜe” kochanku, z kim innym w łóŜku. Sabin juŜ był gotów pozbawić 
oczu kaŜdego, kto tylko podziwiałby Gwen. 

Wiedziałeś, Ŝe to się zdarzy. Wiedziałeś, Ŝe Zwątpienie nie da jej 

spokoju. 

- Gwen – powiedział, zaciskając szczękę. – Te myśli… Przepraszam - 

Skrzywdzę cię za to, ty chory skurwysynu. – Nie będziesz mi nic winna 
za ubrania. Nikomu. 

Jej źrenice się poszerzyły, czerń pochłonęła złoto… biel… Niedługo 

stanie się Harpią. Nie wiedząc, co jeszcze moŜe zrobić, chwycił tył jej 
karku i przyciągnął ją do swojego ciała. Podziałało w samolocie. MoŜe… 

background image

Mroczny Szept

 

 

138 | 

S t r o n a

 

 

Jego druga ręka owinęła się wokół jej bioder, przyciskając ją do 

ciągle twardego członka. 

- Czujesz to? To dla ciebie. Dla nikogo innego. Nie mogę 

powstrzymać swoich reakcji, pragnę tylko ciebie – Ukrył twarz w 
zagięciu jej szyi. – To głupie, nie moŜemy być razem, ale nie potrafię 
sprawić, Ŝeby to miało znaczenie. Tylko ciebie chcę – Powie to nawet 
tysiąc razy, jeśli będzie to konieczne. Chciałby tylko, Ŝeby te słowa były 
kłamstwem. 

Nic. Bez odpowiedzi. 
Wycisnął miękki pocałunek na jej ustach, ociągając się, delektując. 

Nawet ten niewinny pocałunek go znokautował. Czuć ją… znając jej 
skórę pod tym luźnym ubraniem, małe, róŜowe sutki, stworzone do 
lizania. 

Wciągnęła oddech – jego oddech. Nieznacznie wygięła się ku jego 

dotykowi, trzymając mocno, przyciągając go bliŜej. Jej źrenice zaczęły 
się zmniejszać. Oddech stał się mniej wzburzony, mięśnie mniej 
napięte. 

Jego słowa jej nie sięgnęły, jego dotyk tak. Harpia musiała uspokajać 

się przy fizycznym kontakcie. Musi to zapamiętać. 

Ale z tą myślą nadeszła furia, która sprawiła, Ŝe jego wnętrzności 

zapłonęły. Rok, pełen rok, bez dotyku musiał być piekłem dla tej 
dziewczyny, która nienawidziła swojej mrocznej strony. Harpia musiała 
być wrzeszczącym głosem w jej głowie, stałym, znienawidzonym 
towarzyszem. 

To było kolejne powiązanie między nimi. ChociaŜ Sabin nie 

nienawidził swojego demona. Nie cały czas. Ciszył się torturą, jaką 
mógł sprowadzać na Łowców. Teraz, będąc szczerym (a musiał być) nie 
mógł zaprzeczyć nienawiści. Skurwiel nie chciał zostawić Gwen w 
spokoju, prowokując ją, gdy zasługiwała tylko na odpoczynek. 

- Dobrze? – zapytał. 
Wyrwał jej się drŜący oddech. Puściła go, policzki zapłonęły. 
- ZaleŜy. ZałoŜyłeś kaganiec swojemu przyjacielowi? 
- Pracuję nad tym. I jak ci powiedziałem, demon nie jest moim 

przyjacielem. 

- Więc wszystko w porządku. 
Była pretensja w jej tonie. 
- Na pewno? – Przesunął kciukiem po linii jej włosów. 
- Na pewno. MoŜesz mnie juŜ puścić. 

background image

Mroczny Szept

 

 

139 | 

S t r o n a

 

 

Nie chciał, chciał ją trzymać juŜ zawsze. I właśnie dlatego ją puścił, 

cofając się o krok. JuŜ ją oznaczył. Wszystko inne byłoby zabójcze. 
Niepotrzebne i niebezpieczne dla jego ostatecznego celu. 

Zwątpienie zapiszczał z rozczarowaniem, cofając się w głąb jego 

umysłu i czekając na kolejną okazję do ataku. 

 
 

*    *    * 

Po tym jak zastosowała warstwę makijaŜu Ŝeby pokryć skórę, 

makijaŜu, który Sabin poŜyczył od kobiet z rezydencji, oboje opuścili 
fortecę. Stale jej dotykał. Muśnięcie ręki tu. Pieszczota palców tam. Nie 
chciała, Ŝeby kiedykolwiek przerywał. W końcu wiedziała jak magiczny 
mógł być jego dotyk. 

ZadrŜała. Stymulacja i wspomnienia były niemal – niemal – 

wystarczające, Ŝeby nie zauwaŜyła piękna Budapesztu. Były tu 
zamkopodobne domy, nowoczesne budynki, zielone drzewa, 
wybrukowane ulica i ptaki zjadające z nich okruchy. Była ciemna 
rzeka, Ŝelazny most i kaplica wzbijająca się w niebo. 

Sabin rozproszył ją niemal tak, Ŝe nie zauwaŜyła równieŜ ludzi z 

miasta. Spoglądali na niego z podziwem i schodzili mu z drogi, choć i 
tak starali się nawiązać z nim jakikolwiek kontakt, z jakąkolwiek 
częścią niego. Niektórzy sapnęli „Anioł”, gdy przechodził. 

Robili zakupy przez kilka godzin i ani razu nie widziała, Ŝeby 

irytowała go jej potrzeba by przymierzyć wszystko, przesunąć kaŜdym 
kawałkiem materiału po policzku i obracać się przed wielkimi lustrami. 
Często przyłapywała go na tym, Ŝe się uśmiechał. 

Po wybraniu kilku par dŜinsów, garści kolorowych t-shirtów i 

błyszczących, róŜowych klapek, jak teŜ własnego zestawu do makijaŜu, 
ruszyli po jedzenie. Ale kto by teraz dbał o jedzenie? Nosiła nowe 
ubranie! Wygodną parę drelichów i śliczny, róŜowy t-shirt.  

Jeszcze nigdy bardziej nie uszczęśliwiało jej to jak wyglądała. Po 

roku w koszulce i spódnicy, czuła się piękna i dopieszczona, i, cóŜ, 
normalna. Ludzka. Gdy opuścili sklep spoŜywczy ze swoimi zakupami, 
Sabin spoglądał na nią jakby była pucharkiem jego ulubionych lodów. 

Oczywiście, wtedy zaczęły się szepty. 
Jesteś pewna, Ŝe dobrze wyglądasz? Zastanawiam się czy twój 

oddech nie jest okropny. Z jak wieloma kobietami był Sabin? Ile z nich 
było od ciebie ładniejsze, mądrzejsze i odwaŜniejsze? 

background image

Mroczny Szept

 

 

140 | 

S t r o n a

 

 

Szczęśliwy nastrój Gwen zbladł, zastąpiła go złość. Szepty trwały i 

wkrótce nawet nerwy Harpii były napięte. Jeśli się załamie 
spustoszenie nawiedzi to śliczne miasto i nawet Sabin moŜe ucierpieć. 
Mimo, Ŝe Sabin ją irytował, Gwen ciągle nie chciała, Ŝeby spłynęła choć 
jedna kropla jego krwi.  

Teraz ładował ich zakupy do bagaŜnika, jego mięśnie napinały się 

przy kaŜdym ruchu. Chleby, mięsa, owoce i warzywa – było tego pełno. 
Zapachy były boskie. Parę razy w sklepie pokusa okazała się zbyt 
wielka, ślina napływała jej do ust i kradła. Ale jej zdolności musiały 
być przyrdzewiałe, bo Sabin przyłapał ją za kaŜdym razem. Ale nie 
protestował. Nie, zachęcał ją porozumiewawczym uśmiechem, jakby 
był z niej dumny. To ją zaszokowało… ciągle ją szokowało. 

Oparła biodro o tył samochodu. 
- Twój demon jest bliski zrujnowania mi dnia. 
- Wiem. Przepraszam. Dla jasności: wyglądasz niesamowicie, twój 

oddech jest świeŜy, nie byłem znów z tak wieloma i nie ma ładniejszej i 
mądrzejszej od ciebie. 

ZauwaŜyła, Ŝe nie wspomniał o odwadze. 
- Rozprosz mnie. Powiedz mi więcej o tych artefaktach, których 

szukacie.  

Zatrzymał się, torba zawisła w powietrzu. Światło słoneczne spływało 

na niego kaskadą, ciemne włosy lśniły, rozsypując się na wietrze. 
ZmruŜył oczy patrząc na nią… coś, co robił często, pomyślała. 

- To nie jest coś, o czym mogę dyskutować na otwartej przestrzeni. 
Czy to tylko wymówka, Ŝeby utrzymać ją w nieświadomości? 
A moŜe przez nacieranie jego demona, wątpiła w niego tak po 

prostu? 

Grrr!  
- MoŜesz mi powiedzieć. Teraz z tobą pracuję – Prawda? Czy nie 

zdecydowali, Ŝe zajmie się papierkową robotą? Nie wymieniła ceny, bo 
pierwsze co jej przyszło do głowy to pokój i wyŜywienie w fortecy. Tak, 
na zawsze. Jak głupie to było? – Pomogę ci je znaleźć. 

- A ja ci o nich opowiem. Później. 
Okej, więc moŜe demon jednak nacierał. 
Sabin wrócił do toreb, z finezją wrzucił je do środka ruchem 

nadgarstka. Drgnęła, gdy usłyszała trzask jajek. 

- Przy okazji, nie osiągnęliśmy porozumienia co do twoich 

obowiązków – powiedział. 

Gwen uniosła łokieć nad głowę, opierając głowę na dłoni, paznokcie 

wbijając w skórę głowy. 

background image

Mroczny Szept

 

 

141 | 

S t r o n a

 

 

- Sądzisz, Ŝe nie jestem zdolna zająć się papierkową robotą, czy teŜ 

nie szanujesz mnie na tyle, Ŝeby pozwolić mi udowodnić swoją 
wartość? 

- Czekaj. Czy właśnie wepchnęłaś słowo na S do dyskusji na temat 

papierkowej roboty? – zazgrzytał zębami. – Co jest z wami, kobietami? 
Popieść trochę, a nagle wszystko, co powiesz znaczy, Ŝe ich nie 
szanujesz. 

- To nie prawda – Musi wchodzić na ten temat, prawda? JuŜ sama 

rozmowa o tym sprawiała, Ŝe czuła gorące krople wody na skórze, jego 
rękę pieszczącą ją, jego ugryzienie. To nie jest rodzaj męŜczyzny, 
jakiego dla siebie chcesz
. To smutne, Ŝe musiała to sobie przypominać. 
I prawdopodobnie będzie musiała jeszcze raz. I jeszcze. – Po pierwsze, 
oferowała pomoc i przyjąłeś ją, ale nigdy właściwie nie powiedziałeś mi 
jak mam zacząć. Po drugie, prysznic nie ma z tym nic wspólnego. 
Właściwie, to uznajmy, Ŝe juŜ nie będziemy rozmawiać o tym, co się 
tam stało.  

Obrócił się do nie, całkowicie zapominając o torbach. 
- Dlaczego? 
- PoniewaŜ nie chcę fizycznie walczyć z twoim wrogiem. 
- Nie, nie dlaczego sądzisz, Ŝe cię nie szanuję, ani dlaczego chcę, 

Ŝebyś zajmowała się papierkową robotą, ale dlaczego nie chcesz 
rozmawiać o prysznicu? 

Policzki zapłonęły, wyprostowała się i spojrzała w bok. 
- Bo tak. 
- Dlaczego – nalegał. 
Bo chcę więcej. 
- Mieszanie interesów z przyjemnościami jest bardziej niebezpieczne 

niŜ nas dwoje – odparła sucho. 

Mięsień zadrgał pod jego okiem, gdy się w nią wpatrywał i była 

pewna, Ŝe czeka aŜ ona się wycofa. Nie zrobiła tego i to ją zaskoczyło. 
Zrozumiała, Ŝe się go nie boi. Nawet odrobinę  

- Wsiadaj do samochodu – nakazał. 
- Sabin. 
- Do wozu. 
Szlag by trafił despotycznych męŜczyzn! 
Gdy byli w samochodzie, odpalił silnik, ale nie wyjechał na drogę. 

Zasłonił oczy okularami przeciwsłonecznymi, połoŜył dłoń na jej udzie i 
spojrzał na nią. 

background image

Mroczny Szept

 

 

142 | 

S t r o n a

 

 

- Teraz, gdy jesteśmy sami mogę ci opowiedzieć o artefaktach. Ale w 

chwili, w której o nich usłyszysz utkniesz ze mną. Nie odejdziesz ze 
swoimi siostrami, nie będziesz sama wychodzić z fortecy. Rozumiesz? 

Chwila. Co? 
- O jak długiem czasie tu mówimy? 
- Dopóki nie zostaną znalezione.  
Co mogło oznaczać kilka dni. Albo wieczność. Czego w sekrecie 

chciała, ale nie dlatego Ŝe nie miałaby wyboru.  

- Nie zgadzam się na coś takiego. Byłam juŜ uwięziona przez rok i nie 

chcę juŜ Ŝyć w taki sposób. Mam Ŝycie, do którego chcę wrócić, wiesz. – 
CóŜ, tak jakby. Nie, Ŝeby próbowała. Albo chciała spróbować. – Są 
rzeczy do zrobienia, ludzie do zobaczenia. 

Wzruszył ramionami. 
- Więc nic ci nie powiem – Nie mówiąc nic więcej, wyjechał na drogę. 

Jechał powoli, dostosowując się do ruchu. Jego ostroŜność wydawała 
się… dziwna. Przeciwna jego osobowości „śyję-Na-Krawędzi”. Robił to 
dla niej? śeby była bezpieczna? To było słodkie. 

Nie waŜ się zmięknąć w stosunku do niego! 
- Podoba ci się myśl o zostaniu w fortecy. Przyznaj to – powiedział. 
Czy informacja moŜe zostać Ŝyta przeciw niej? Tak. Czy utrzymanie 

jej w sekrecie przyniesie jej jakąś korzyść? Tak. Czy kłamstwo 
wystarczy, czy nawet będzie lepsze? Tak. Ale kiedy otworzyła usta, 
wypłynęła z niej prawda. 

- Dobra. Przyznaję. Byłam samotna i przestraszona przez rok. Ty i 

twoi przyjaciele pojawiliście się nagle i juŜ nie byłam sama. Ciągle się 
bałam, ale nikt mnie nie zranił, ani mi nie groził i to poczucie 
bezpieczeństwa jest tak cudowne, Ŝe nie mogę się zmusić do odejścia. 

- MoŜesz to samo poczucie otrzymać od swoich sióstr – jego głos 

zmiękł, palce masowały jej nogę. – Prawda? 

- Prawda – Tak jakby. – Mogę skłamać na temat tego, co się stało, 

nie będą naciskać, ale zawsze zdawały się widzieć przeze mnie na 
wskroś. Mogę kłamać kaŜdemu, tylko nie im – I Sabinowi, na to 
wyglądało. – Wasze towarzystwo jest niczym wakacje od Ŝycia. I to jest 
w porządku – pośpieszyła dodać. – Jak długo to będzie papierkowa 
robota. 

Westchnął, długo i głośno, dźwięk odbił się echem w samochodzie. 
- Słuchaj, bo zaoferuję tę informację tylko raz. Są cztery artefaktu. 

Klatka Przymusu, Paring Rod

10

, Płaszcz Niewidzialności i 

                                                            

10

 Nie umiem tego przetłumaczyć nie wiedząc, co ta rzecz robi, a nie chcę mącić, więc zostawiam w oryginale. 

background image

Mroczny Szept

 

 

143 | 

S t r o n a

 

 

Wszystkowidzące Oko. Jakoś, gdy wszystkie cztery zostaną zebrane, 
wskaŜą drogę do puszki Pandory. Mamy dwa. Klatkę i oko. 

- Czym właściwie są? Nigdy o nich nie słyszałam. 
- Ktoś zamknięty w klatce jest zmuszony zrobić wszystko, co się od 

niego zaŜąda. Cokolwiek i wszystko, nic nie jest zbyt święte, jak długo 
nie dotyczy to Kronosa. PoniewaŜ to on stworzył te rzeczy, jakoś 
upewnił się, Ŝe nie będą mogły zostać wykorzystane przeciwko niemu.   

Wow. Gwen musiała podziwiać kogoś o takiej mocy. Ona nawet nie 

mogła kontrolować swojej mocy. 

- Nie jesteśmy pewni, co robi Rod. Płaszcz sam się opisuje, a oko 

pokazuje, co dzieje się w niebiosach. I w piekle – PołoŜył głowę na 
oparciu, z oczyma ciągle na drodze. – Danika jest okiem. 

Okej, podwójne wow. Mała blondynka, która wygląda tak normalnie 

moŜe zobaczyć cuda niebios i horrory piekła? Biedna. Gwen wiedziała 
jak to jest być inną, być czymś… więcej. MoŜe mogłyby się 
zaprzyjaźnić, przełamać lody i poplotkować o swoich kłopotach. Jak 
świetne by to było? Nigdy wcześniej nie zaznała czegoś takiego. 

- Więc jak znaleźliście klatkę i oko? 
- PodąŜaliśmy za wskazówkami, które Zeus pozostawił za sobą, Ŝeby 

je kiedyś odnaleźć. 

Jak poszukiwanie skarbów. Super.  
- Mogę zobaczyć klatkę? – Nie mogła powstrzymać podekscytowania 

w głosie. Jej siostry, płatne tajemniczki, często zostawiały ja w domu, 
samą, gdy ruszały w świat polować. Zawsze chciała z nimi wyruszyć. 
Albo, ostatnio, cieszyć się z nimi ich zdobyczami. Ale zawsze pozbywały 
się przedmiotów przed powrotem do domu, więc jej Ŝyczenie się nie 
spełniło. 

Uwaga Sabina przywarła do niej, mogła poczuć ciepło jego 

spojrzenia. 

- Nie ma takiej potrzeby – powiedział surowo. 
- Ale… 
- Nie. 
- Co to szkodzi? 
- Właściwie, duŜo. 
- Dobra – Znów poczuła się odstawiona na boczny tor. Próbowała 

ukryć rozczarowanie. – Co chcecie zrobić z puszką Pandory, gdy ją 
znajdziecie? 

Jego palce zacisnęły się na kierownicy. 
- Rozwalić ją na kawałki. 
Odpowiedź wojownika. Podobało jej się to. 

background image

Mroczny Szept

 

 

144 | 

S t r o n a

 

 

- Anya wspomniała, Ŝe moŜe ona wyciągnąć z ciebie demona, 

zabijając cię i zamykając demona. 

- Tak. 
- Co się stanie, jeśli zostaniesz zabity bez puszki? Demon teŜ umrze? 
- Tak wiele pytań – mruknął. 
- Przepraszam – Narysowała palcem kółko na kolanie. – Zawsze 

byłam zbyt ciekawska, by było to dla mnie dobre – Ta ciekawość parę 
razy niemal ją zabiła. Kiedyś, jako dziecko zwiedzała rodzinne góry i 
natknęła się na spokojną, łagodną rzekę. Jeśli się zanurzy będzie 
mogła zobaczyć rybki? zastanawiała się. A jeśli tak, jak wiele ich tam 
jest, jakie mają kolory i czy zdołałaby je złapać? 

W momencie, gdy się zanurzyła, lodowata woda całkiem ją osłabiła. 

To nie waŜne, Ŝe nie było prądu. Nie miała energii, Ŝeby wypłynąć. 
Harpia przejęła kontrolę, ale woda przymroziła jej skrzydła do pleców, 
powstrzymując przed wzlotem. 

Kaia usłyszała jej paniczne krzyki i uratowała ją, i zaserwował jej 

Ŝyciowe cięgi. Ale to nie powstrzymało jej przed zastanawianiem się 
nad tymi śmiesznymi rybkami. 

- … słuchasz mnie? – powiedział Sabin, jego głos wyrwał ją z 

zamyślenia. 

- Nie, przepraszam. 
Jego usta zadrŜały. Kochała, kiedy to robiły. Sprawiało to, Ŝe 

ogromny samiec wyglądał, cóŜ, ludzko.  

- To co ci mówię jest uprzywilejowaną informacją, Gwen. Rozumiesz 

to, prawda? 

Och, tak. Rozumiała. To mogło zostać uŜyte przeciwko niemu, 

przekazane Łowcą mogło go zranić.  

- Uratowałeś mnie. Nie mam zamiaru cię zdradzić, Sabin. Ale jeśli 

myślisz, Ŝe jestem do tego zdolna, dlaczego chcesz mnie w twojej 
druŜynie? – Fakt, Ŝe nie wierzył w jej lojalność ranił bardziej, niŜ 
myślała, Ŝe to moŜliwe. MoŜe nie moŜe nic na to poradzić. MoŜe jego 
demon powstrzymuje go przed ufaniem komukolwiek
. Zamrugała. Miało 
sens i nie bolało tak bardzo. 

- Ufam ci. Ale moŜesz zostać złapana i torturowana dla tej 

informacji. Jesteś silna i szybka i nie sądzę, Ŝeby do tego doszło, ale 
byli zdolni dorwać cię wcześniej, więc… 

W ustach jej wyschło. 
- Ja… uch… - Torturowana? 
- Nie Ŝebym zamierzał na to pozwolić. 

background image

Mroczny Szept

 

 

145 | 

S t r o n a

 

 

Powoli się uspokoiła. Oczywiście, Ŝe nie pozwoli, Ŝeby coś takiego się 

stało. Ona teŜ nie. Była tchórzem, ale była teŜ niebezpieczna, kiedy 
musiała być i uczyła się na błędach. 

- Ciągle chcę tę informację. 
- Dobrze, bo sprawdzałem czy się cofniesz. To nie moŜe zostać uŜyte 

przeciw mnie, bo Łowcy juŜ to wiedzą. Jeśli zostanę zabity bez puszki, 
demon będzie wolny. Szalony, obłąkany i bardziej niebezpieczny niŜ 
kiedykolwiek, ale wolny. 

Jej oczy się rozszerzyły. 
- To dlatego bardziej chcą was schwytać niŜ zabić. 
- Skąd to wiesz? 
- RóŜne dźwięki rozchodziły się w katakumbach, ale za kaŜdym 

razem, gdy szykowali się do walki – wtedy nie wiedziałam, z kim – 
przypominali sobie nawzajem, Ŝeby nie zabijać, tylko zranić i… 

- Kurwa – warknął nagle, przerywając jej. – Byliśmy śledzeni. Niech 

to diabli! – Uderzył pięścią w kierownicę. – Dałem się rozproszyć inaczej 
zauwaŜyłbym ich wcześniej. 

Ignorując oskarŜenie w jego głosie i nowy strumień bólu, który 

powodował, Gwen obróciła się na siedzeniu, parząc przez ciemne szkło. 
Jechały za nimi trzy samochody. KaŜdy miał przyciemniane szyby, więc 
nie mogła zobaczyć ilu ludzi jest w środku. 

- Łowcy? 
- Na pewno. Kurwa! – Sabin znów warknął i było to jedyne 

ostrzeŜenie zanim czwarty samochód uderzył w ich przód. Boom. 
Crunch
. Metal tarł o metal. 

Została rzucona w przód, uratowana przed obraŜeniami przez pasy i 

poduszkę powietrzną. 

- Wszystko w porządku? 
- Tak – odparła. Jej serce uderzało niekontrolowanie, krew była 

niczym lód w Ŝyłach. 

Sabin juŜ sięgał po ostrza przymocowane do jego ciała, srebrne 

końcówki błyszczały w słońcu. 

- Zamknij się w środku – powiedział. Rzucił dwa ostrza na półkę 

między nimi. – Chyba, Ŝe chcesz walczyć – Nie dał jej czasu na 
odpowiedź, po prostu wyskoczył z samochodu, zamykając za sobą 
drzwiczki. 

Gardło jej się zacisnęło, gdy zamykała drzwi. Spowodowane 

strachem i wstydem. Jak mogła tu siedzieć, pozwalając mu walczyć… 
zmierzyła grupy wysiadające z teraz zatrzymanych pojazdów, biegnące 

background image

Mroczny Szept

 

 

146 | 

S t r o n a

 

 

ku niemu, unoszone pistolety… czternastu męŜczyzn na jednego? 
Dobry BoŜe. Czternastu! 

Nie mogła. 
Pop. Whiz. 
Jestem Harpią. Mogę walczyć. Mogę wygrać, mogę mu pomóc. 
Jej siostry by się nie wahały. JuŜ byłyby na samochodach, zrywając 

dachy i tnąc, zanim koła zdąŜyłyby się zatrzymać. Mogę to zrobić. Mogę
drŜącą ręką uniosła ostrza. Były cięŜsze niŜ wyglądały, ich rękojeści 
wydawały się gorące niczym lawa przy jej zbyt zimnej skórze. 

Ten jeden raz. Będzie walczyć ten jeden raz. Tak będzie. Po tym, w 

pełni zajmie się papierkową robotą. Znów pop. Znów whiz. Potem 
głośne thunck! Krzyknęła. Tak, mogę to zrobić. Być moŜe. 

Gdzie, do cholery jest Harpia? Jej wzrok był normalny, nie w 

podczerwieni, i nie czuła potrzeby krwi w ustach. 

Leniwa suka była pewnie usatysfakcjonowana przez jedzenie i dotyk, 

moŜe nawet spała. Gdyby tak długo nie negowała ciemnej strony swojej 
natury, moŜe by wiedziała jak ją teraz wezwać. Teraz, wyglądało na to, 
Ŝe była sama. 

Pop. Krzyk. 
Nie mogę zostać tu na zawsze. Przełykając, drŜąc, wysiadła z 

samochodu. Powitał ją przeraŜający widok. Sabin, zamknięty w 
zabójczym tańcu, broń cięła, krew tryskała. Łowcy, strzelający do 
niego. Nawet nie zwolnił. 

- Głupio jest wychodzić samemu, demonie – powiedział jeden z 

nieznajomych. – Oddaj nam nasze kobiety, a zostawimy cię w spokoju. 

Gwen powinna wiedzieć, Ŝe Łowcy będą się mścić za to, co stało się w 

katakumbach. 

- Waszych kobiet nie ma – warknął Sabin. 
- Nie ruda. Widzieliśmy ją z tobą. Ta dziwka pewnie szybko się 

puściła. 

- Nazwij ją tak jeszcze raz.  Tylko się ośmiel – Było tyle furii w jego 

głosie, Ŝe Gwen była zaskoczona, Ŝe Łowcy nie spłonęli w miejscu. 

- Ona jest dziwką, a ty jesteś skurwysynem. Mam zamiar 

nafaszerować cię miedzią, ocucić i spędzić resztę Ŝycia sprawiając, Ŝe 
będziesz płacił za to, co zdarzyło się w Egipcie.  

- Zamordowaliście naszych przyjaciół, skurwysyny – dorzucił ktoś 

inny. 

Sabin nie odpowiedział. Po prostu nadal przebijał się w przód, oczy 

świeciły jasną czerwienią, ostrym błyskiem, zdeformowane kości były 
widoczne pod skórą. Ciała upadały wokół niego, ale jak długo mógł 

background image

Mroczny Szept

 

 

147 | 

S t r o n a

 

 

wytrzymać? Było tam… jeszcze ośmiu. Ośmiu ciągle do niego strzelało. 
Nie Ŝeby zabić, ale Ŝeby obezwładnić, w nogi i ramiona. 

Gwen mogła niemal usłyszeć demona podrzucającego niebezpieczne, 

małe wątpliwości do ich uszu: Tak naprawdę nie moŜesz go pokonać, 
wiesz to, prawda? Istnieje spora szansa, Ŝe twoja Ŝona będzie dziś 
identyfikować twoje zwłoki.
 

Blokując dźwięk, sięgając po całą odwagę, jaką posiadała, ruszyła w 

przód. Rozproszy Łowców, pozwalając Sabinowi wygrać. Tak, tak. 
Dobry plan. Okej. Jak to zrobić, tak Ŝeby Sabin mógł dalej czynić swoją 
magię? Tak Ŝeby nie została zabita ani okaleczona w trakcie. 

Przyszła jej do głowy odpowiedź i niemal zwymiotowała. Nie, nie, nie. 

Nie ma innego sposobu, powiedziała część niej. 

To głupie i samobójcze, odparła inna część. To bez znaczenia. Zrobi 

coś, pierwszy raz w Ŝyciu zachowa się odwaŜnie i to wydawało się… 
dobre. Naprawdę dobre, właściwie. Ciągle była przeraŜona, ciągle 
drŜała, ale to jej nie powstrzyma. Nie tym razem. Sabin uratował ją 
przed Łowcami, więc jest mu to winna. Nawet więcej, patrząc na 
męŜczyzn częściowo odpowiedzialnych za jej roczne uwięzienie, czuła 
potrzebę wymierzyć sprawiedliwość i ranić. 

Sabin miał rację. Chęć zniszczenia wroga była dobra, chęć by zrobić 

to z bliska i osobiście. Jedyny problem: nie była wytrenowanym 
Ŝołnierzem jak jej siostry. Wiedziała, co robić, ale czy mogło jej się 
udać? 

Spróbuj. Co mogło się zdarzyć w najgorszym przypadku? CóŜ, mogła 

umrzeć. Gwen wciągnęła oddech, wyprostowała się i pomachała 
rękami w powietrzu, ostrza zabłysły w słońcu. 

- Chcecie mnie? Chodźcie i sobie weźcie. 
Taniec śmierci zwolnił. KaŜde spojrzenie pobiegło ku niej i rzuciła 

nóŜ. Przeciął powietrze jakby zamierzał wyrządzić szkody i upadł na 
ziemię bezuŜytecznie. Niech to cholera! 

Upadła, ale jeden z Łowców strzelił zanim była całkiem ukryta, jego 

przyjaciel krzyknął: 

- Nie zabijaj jej – I pchnął jego rękę by zmienić kierunek strzału. Ale 

było za późno. Kula utkwiła w jej ramieniu, przeszył ją ostry ból, 
rzucając do tyłu. 

LeŜała przez chwilę, oszołomiona, dysząca, z kłującym ramieniem. 

Pomyślała, Ŝe bycie postrzeloną nie jest takie złe jak sobie wyobraŜała. 
Taa, bolało jak cholera, ale ból był do zniesienia. Zwłaszcza gry jej oczy 
zaczęły mrugać, niebieskie niebo z białymi chmurami było tam, a za 
parę sekund go nie było. Słyszała kroki, ruszające samochody. Miała 

background image

Mroczny Szept

 

 

148 | 

S t r o n a

 

 

nadzieję, Ŝe rozproszyła Łowców na tyle, Ŝeby dać Sabinowi jego 
zwycięstwo. 

- Trzymajcie go z dala – krzyknął ktoś. – Ja wezmę dziewczynę. 
Sabin ryknął, piekielny dźwięk tak blisko, Ŝe niemal rozsadził jej 

uszy. Wtedy kula odbiła się rykoszetem od kołpaku i znalazła drogę do 
jej piersi. Kolejny ostry ból nią szarpnął. Okej, ból jednak nie był do 
zniesienia. Całe jej ciało się trzęsło, mięśnie zwijały się w twarde węzły. 
Ale to co zajmowało ją najbardziej, to to, Ŝe ciepła krew zalewała jej 
śliczny, nowy t-shirt. T-shirt, który sama wybrała. T-shirt z którego 
noszenia była taka dumna i szczęśliwa. T-shirt, na który Sabin patrzył 
z Ŝądzą w oczach. 

Jest zrujnowany. Mój piękny, nowy t-shirt jest zrujnowany. Na to 

nawet Harpia się wściekła, w końcu się budząc. 

Ale było za późno. Siła Gwen wypływała z niej razem z krwią. 

Ciemność pokryła jej wzrok, Ŝadnych widoków i kolorów. Sen ją 
obejmował, kiwał, kołysał, ale walczyła z tym. Nie moŜesz spać. Nie tu, 
nie teraz
. Było zbyt wielu ludzi dookoła niej. Była bardziej podatna na 
zranienie niŜ kiedykolwiek. Hańba dla rodziny. Znowu była celem. 

- Gwen! – zawołał Sabin. W oddali rozległ się obrzydliwy dźwięk, 

jakby kończyny odrywano od ciała, a następnie złowrogi łoskot. – 
Gwen, mów do mnie. 

- Wszystko… w porządku – Ciemność w końcu ją połknęła i nie było 

juŜ więcej walki. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

149 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 15

Rozdział 15

Rozdział 15

Rozdział 15    

    

Spotkanie z Sabinem miało się zacząć lada chwila, ale Aeron nie 

widział ani śladu Parysa. Nikt nie widział, mimo Ŝe pary gołąbków 
opuszczały swoje pokoje w róŜnym czasie, schodząc się z róŜnych 
kierunków. 

Martwił się o wojownika całą noc. Nigdy nie widział zwykle 

optymistycznego wojownika tak ponurego. To nie było właściwe. Nie 
będzie tolerowane. I właśnie dlatego Aeron stał przed drzwiami sypialni 
Parysa, intensywnie pukając. 

Nie było odpowiedzi. Nawet echa kroków. 
Uniósł pięść by zapukać ponownie, tym razem głośniej i mocniej. 
- Mój Aeron. Mój sssłodki Aeron. 
Gdy usłyszał znajomy, dziecinny głos, napełniła go nadzieja i obrócił 

się na pięcie. I była tam. Jego dziecko. Legion. Znał ją krótki czas, ale 
juŜ stała się jego ulubioną częścią niego samego, znajdując drogę do 
jego serca niekwestowaną lojalnością. Była córką, której zawsze 
sekretnie pragnął. 

Gdy ujrzał ją – demonicę sięgającą wzrostem jego bioder, o zielonych 

łuskach, łysą, czerwonooką, szponiastą i o rozdwojonym języku – 
wszystkie zmartwienia się rozpłynęły, a Parys poszedł w zapomnienie. 

- Chodź tu – powiedział szorstko. 
To było jedyne zaproszenie, jakiego potrzebowała. Uśmiechając się 

szeroko – i zaciskając te ostre zęby – skoczyła, lądując na jego 
ramionach i owijając się wokół jego karku. Uścisnęła go mocno, 
odcinając powietrze, ale nie miał nic przeciwko. Uścisk á la boa, był jej 
wersją objęcia.  

- Tęssskniłam za tobą – zagruchała. – Tak bardzo. 
Sięgnął w górę i podrapał ją za uchem, tak jak lubiła. JuŜ wkrótce 

mruczała.  

- Gdzie byłaś? – Lubił mieć ją w pobliŜu, lubił wiedzieć, Ŝe jest 

bezpieczna. 

- Piekło. Ty wiedzieć. Ja ci powiedzieć. 
Tak, wiedział to, ale miał nadzieję, Ŝe zmieniła zdanie i zniknęła 

gdzie indziej. Piekło było miejscem, którego nienawidziła, ale Sabin 
przekonał ją do powrotu, Ŝeby… Ŝeby „pomóc” Aeronowi przez 

background image

Mroczny Szept

 

 

150 | 

S t r o n a

 

 

zdobywanie informacji, jak mówił wojownik. Skurwiel. Jej pobratymcy 
wyczuwali w niej dobro i próbowali ją zranić, ścigając jakby była raczej 
przeklętą duszą niŜ jedną z nich. 

- Ktoś cię skrzywdził? 
- Próbowali. Ja uciekłam. 
- Dobrze – Znalazłby drogę do tej ognistej pieczary, gdyby ktoś 

naruszył choćby jedną jej łuskę. 

Uniosła się, opierając łokcie na jego ramionach i przyciskając swój 

policzek do jego. Dotyk był gorący, jak piętno, ale nie odepchnął jej. Nie 
cofnął się teŜ, gdy przesunęła czubkiem zatrutego kła po kilkudniowym 
zaroście na jego szczęce. Z jakiegoś powodu, Legion go uwielbiała. 
Raczej by umarła niŜ go zraniła, tak jak on raczej by sczezł niŜ zranił 
jej uczucia. 

Jedyna okazja, gdy Legion była na niego zła, zdarzała się, gdy 

wybierał się na obrzeŜe miasta, Ŝeby obserwować mieszkańców. Jego 
nawyk. Ich słabość i kruchość zarówno go obrzydzała jak i zachwycała. 
Wydawali się nie zwracać uwagi na to, Ŝe przeznaczone im jest umrzeć 
pewnego dnia, a on tak bardzo chciał zrozumieć ich sposób myślenia. 

Legion zakładała, Ŝe szuka partnerki do łóŜka i protestowała. 

NaleŜysssz do mnie. Do mnie! krzyczała. Uspokajała się dopiero, gdy 
zapewnił ją, Ŝe nigdy nie wybrałby dla siebie tak słabego stworzenia. 

- Twoje oczy znikły – Ulga biła z jej głosu. 
Jego oczy… jego prześladowca. I tak, jego „oczu” nie było. Ale na jak 

długo? To spojrzenie zatapiało się w nim losowo, nigdy o tej samej 
porze dnia czy nocy. Ostatnim razem, kiedy je poczuł, akurat rozbierał 
się, Ŝeby pójść pod prysznic. Zanim ściągnął slipy był sam. 

- Nie martw się. Dowiem się, kto to – Jakoś, w jakiś sposób. – I 

powstrzymam ich – Cokolwiek byłoby konieczne. 

- Och, och. Dowiedziałam sssię dla ciebie! – Zaklaskała ze szczęścia, 

ale zaraz się nadąsała. – To dziewczyna. Anioł – zakrztuszenie, dreszcz. 

Zamrugał, pewny Ŝe się przesłyszał. 
- Co masz na myśli, mówiąc: anioł? 
- Z… - kolejne zakrztuszenie. – Nieba – kolejny dreszcz. 
Dlaczego anioł z niebios miałby go obserwować? I to kobieta? Z 

wygładu musiałby ją odrzucać. TatuaŜe, piercing… musiał dla niej 
wyglądać prymitywnie.  

- Skąd to wiesz? 
- Wssszyssscy o tym mówią w piekle. Dlatego wróciłam, Ŝebym mogła 

cię ossstrzec. Mówią, Ŝe anioł ma kłopoty za śledzenie Lorda Świata 
Podziemnego. Mówią, Ŝe chce upaść. 

background image

Mroczny Szept

 

 

151 | 

S t r o n a

 

 

- Ale… dlaczego? – I co się dzieje z aniołami, kiedy upadają? 
- Nie wiem. Ale ma kłopoty. DuŜe, duŜe kłopoty. 
- Muszą się mylić – Zrozumiałby boga albo boginię obserwujących 

jego działania. Chcieli artefaktów, chcieli puszki. Kronos, król Tytanów, 
niczego bardziej nie chciał niŜ wykorzystać wojowników na swoją 
korzyść, Ŝądając Ŝeby zabijali jego wrogów lub cierpieli. 

Aeron dobrze to wiedział. 
- Nienawidzę jej – parsknęła Legion. 
Jeśli jego cień jest rzeczywiście aniołem, to wyjaśnia, dlaczego 

demonica nie mogła przebywać w jej obecności. Anioły, jak dowiedział 
się od Daniki, są zabójcami demonów. Nie byli kontrolowani przez 
bogów, ale byli osobnymi jednostkami, których nikt nigdy nie widział. 
Tylko… czuł. 

- MoŜe jest tu mnie zabić – powiedział w zadumie. Ach, to ma sens 

biorąc pod uwagę, kim był. Ale dlaczego on, a nie inny opętany przez 
demona Lord? Dlaczego teraz? On i inni wojownicy chodzili po ziemi od 
tysięcy lat. Anioły zawsze zostawiały ich w spokoju. 

- Nie! Nie, nie, nie. Ja zabiję ją! – padła gorączkowa odpowiedź. 
- Nie chcę, Ŝebyś ją wyzywała, słodka – Aeron pogładził czubek głosy 

małej demonicy. – Wymyślę coś. Masz moje słowo. I jestem wdzięczny 
za informację – Nie zaakceptuje łatwo wyroku śmierci, musiał chronić 
Legion. Nie pozwoli równieŜ, Ŝeby ktoś ukradł artefakty jego 
przyjaciołom, jeśli tego chciał anioł. Zbyt wiele Ŝyć wisiało na włosku. 

To co zrobi, to porozmawia z Daniką, dowie się wszystkiego, co moŜe 

o swoim nowym cieniu. I dowie się jak go zniszczyć. 

Na szczęście Legion się zrelaksowała. Był szczęśliwy, Ŝe potrafił ją 

uspokoić, tak jak ona uspokajała jego. 

- Co tu robisssz? Ja chcę zagrać w złap i rozssszarp. 
- Nie mogę. Jeszcze nie. Muszę pomóc Parysowi. 
- Och, och – Znów zaklaskała z ekscytacją, długie pazury się 

zderzyły. – Pobawmy sssię z nim! 

- Nie – Nienawidził jej odmawiać, ale lubił swojego przyjaciela 

Ŝywego. A kiedy przychodziło do Legion i jej gier, śmierć zwykle była 
zaproszona. – Potrzebuję go. 

Chwila minęła w ciszy. Potem westchnęła. 
- Dobra. Ja będę sssię nudzić tylko dla ciebie. 
Aeron chichotał obracając się z powrotem do drzwi. Kiedy Parys nie 

odpowiedział na jego wezwanie, obrócił klamkę. Zamek trzymał mocno. 

- Stań tam, słodka. Wywarzę je.  

background image

Mroczny Szept

 

 

152 | 

S t r o n a

 

 

- Nie, nie. Ja załatwię – Legion zsunęła się po jego piersi, dolna część 

jej ciała dalej była owinięta wokół jego karku, gdy wsunęła szpon do 
zamka. Click. Zawiasy skrzypnęły, drewniane drzwi się uchyliły. 
Chichot. 

- Moja dziewczyna. 
Kiedy się napawała dumą, wszedł do sypialni. Kiedyś to było 

zmysłowe niebo. Dmuchane lalki, seksualne zabawki i jedwabne 
prześcieradła zniknęły. Teraz, lalki były podziurawione… i to nie we 
właściwy sposób. Były zniszczone. Zabawki wyrzucono do kosza, a 
łóŜko zostało pozbawione wszelkich udogodnień.  

Szybkie przeszukanie i znalazł Parysa y łazience, wiszącego nad 

toaletą i jęczącego. Jego włosy, piękna kombinacja czerni i złotego 
brązu, były zlepione w strąki na jego karku. Zwykle blady, była jeszcze 
bladsza, Ŝyły były widoczne i nabrzmiałe. Pod oczyma miał ciemne 
półksięŜyce, tęczówki były mętno-niebieskie. 

Aeron pochylił się i zobaczył butelki Baggies leŜące na onyksowej 

podłodze. Mnóstwo ambrozji i ludzkiego alkoholu. 

- Parys? 
Jęki przybrały na sile. Wojownik uniósł się i zwrócił pozostałą 

zawartość Ŝołądka do toalety. 

Kiedy skończył, Aeron powiedział: 
- Mogę coś dla ciebie zrobić? 
- Taa – ledwie słyszalne. – Odejdź. 
- UwaŜaj na słowa, ty… 
Aeron gestem nakazał Legion ucichnąć i ku jego zaskoczeniu, zrobiła 

to. Nawet ześliznęła się i usadowiła się w kącie łazienki, krzyŜując 
ramiona na piesi, z drŜącą dolną wargą. Intensywność jego nagłego 
poczucia winy, niemal sprawiła, Ŝe do niej sięgnął. Najpierw zadbaj o 
Parysa.
 

- Kiedy ostatnio uprawiałeś seks? – zapytał przyjaciela. 
Kolejny jęk. 
- Dwa… trzy dni – Parys otarł usta wierzchem nadgarstka. 
Co znaczyło, Ŝe nie miał kobiety jeszcze zanim wrócili. Ale Aeron 

wiedział, Ŝe Lucien kaŜdej nocy przenosił wojownika do miasta z tego 
powodu, kiedy byli na pustyni. CzyŜby Rozpusta miał problem ze 
znalezieniem chętnej partnerki? 

- Pozwól, Ŝe zabiorę cie do miasta. MoŜesz… 
- Nie. Chcę Sienny. Mojej kobiety. Mojej. 
Uch, co teraz? Jak długo Gniew go znał, Parys zawsze był sam, 

przedzierając się przez kobiecą populację. Pewnie przemawiała przez 

background image

Mroczny Szept

 

 

153 | 

S t r o n a

 

 

niego ambrozja, zdecydował w końcu. ChociaŜ nie zaszkodzi pocieszyć 
męŜczyznę. 

- Powiedz mi gdzie jest i pójdę po nią. 
Gryzący śmiech. 
- Nie moŜesz. Nie Ŝyje. Łowcy ją zabili. 
Okej, to było trochę zbyt specyficzne, Ŝeby być spowodowane 

ambrozją. Ale Aeron nigdy nie poznał tej sienny, nawet nigdy o niej nie 
słyszał.  

- Kronos miał mi ją oddać, ale zamiast tego wybrałem ciebie. 

Wiedziałem, Ŝe nienawidzisz Ŝądzy krwi. Wiedziałem, Ŝe Reyes umrze 
bez blondynki. Więc ją oddałem. Nigdy więcej jej nie zobaczę. 

Wszystkie kawałki układanki nagle wskoczyły na miejsce. Powód 

ostatniego zachowania Parysa, wyjaśnienie, dlaczego Ŝądza krwi tak 
nagle opuściła Aerona. Rozpusta musiał poznać dziewczynę w Grecji, 
gdy szukali puszki w Świątyni Wszystkich Bogów. Wielcy bogowie. 
Oddał swoją kochankę dla Aerona. 

Gniew nie miał własnej kobiety, nie chciał, ale widział jak Maddox 

zachowuje się przy Ashlyn, Lucien przy Anyi, Reyes przy Danice. KaŜde 
umarłoby dla drugiego. W przypadku Ashlyn, ona to zrobiła. KaŜde 
ciągle myślało o drugim, poŜądało i było oszalałe, gdy zostawało same. 

Stopniowo kolana Aerona się poddały i opadł na wyłoŜoną płytkami 

podłogę. Ogrom działania Parysa osiadł cięŜkim krzyŜem na jego 
ramionach. 

- Dlaczego zrobiłeś coś takiego? 
- Kocham cię. 
Takie proste. 
- Parys… 
- Przestań – Wojownik wstał na drŜących nogach i zakołysał się. 
Aeron natychmiast wstał, owinął ramię wokół pasa przyjaciela, 

prowadząc Parysa do łóŜka, wojownik jęknął i schwycił się za brzuch. 
Więc Gniew uniósł go, mocno trzymając przy piersi. 

Zamiast zanieść go do łóŜka, posadził go w kabinie prysznicowej. 

Wkrótce gorąca, parująca woda spływała w dół, zmywając dowody 
choroby. Po ściągnięciu z Parysa ubrań, podał mu mydło i zaczekał aŜ 
wojownik nie umył się od stóp do głów. Przez cały czas, Parys patrzył 
przez stal, przez łazienkę, jakby – mentalnie – był w całkiem innym 
miejscu. 

- Boli mnie to, co sobie zrobiłeś – powiedział Aeron miękko. – I to dla 

mnie. Nie zasługuję na to. 

background image

Mroczny Szept

 

 

154 | 

S t r o n a

 

 

- Wydobrzeję – odparł, ale Ŝaden z nich tak naprawdę w to nie 

uwierzył. 

Po wyłączeniu wody, podał przyjacielowi ręcznik. Samy by go 

osuszył, ale nie sądził, Ŝeby duma męŜczyzny to doceniła. 

- Po prostu idź – powiedział Parys, wyczołgując się z kabiny. 
- Lepiej idź do łóŜka, albo cię zaniosę – odparł. 
Rozpusta warknął z głębi gardła, ale wstał bez komentarza. Ruszył 

do łóŜka i opadł na materac, odbijając się raz. Aeron podąŜył za nim, 
potem patrzył na niego, niepewny co teraz zrobić. Jeszcze nigdy Parys 
nie wyglądał na tak kruchego i zagubionego i ten widok sprawił, Ŝe łzy 
napłynęły mu do oczu. W końcu, zawdzięczał temu męŜczyźnie Ŝycie. 
Nie tylko za to, co dla niego oddał, ale teŜ za ich przyjaźń, walkę za 
niego, za to, Ŝe brał na siebie za niego rany od kul i noŜa, wysłuchiwał 
jego zmartwień – w tym Ŝyciu i gdy słuŜyli bogom, gdy chciał, cóŜ, 
więcej.  

Nie mógł go tak zostawić. Co znaczyło, Ŝe musi udać się do miasta i 

przyprowadzić mu kobietę. 

Schylając się, odgarnął włosy z brwi wojownika. 
- Sprawię, Ŝe będzie lepiej. Naprawdę. 
- Ukradnij mi kolejną torbę ambrozji – nadeszła słaba odpowiedź. – 

To wszystko, czego potrzebuję. 

- Och, och – odezwała się uszczęśliwiona Legion, nagle przestając się 

dąsać. Wbiegła do pokoju i wskoczyła na łóŜko. – Wiem, gdzie to 
dossstać. 

Parys znów jęknął, gdy materac się zatrząsł. 
- Pośpiesz się. 
Aeron zmarszczył brwi patrząc na Legion i jej uśmiech zbladł. 

Zwieszając głowę, wspięła się z powrotem na jego ramiona. 

- Co złego teraz zrobiłam? 
- Nie zachęcaj go. Nie chcemy, Ŝeby był bardziej chory, chcemy, Ŝeby 

mu się poprawiło. 

- Przeprassszam. 
Podrapał ją za uchem. 
- Wrócę – powiedział Parysowi i wyszedł z pokoju, zatrzaskując za 

sobą drzwi. Na szczęście wszyscy byli w pokoju rozrywkowym, czekając 
na początek zebrania. Jeśli juŜ się nie zaczęło. Poszedł do swojej 
komnaty nie natykając się na nikogo. Legion uścisnęła go, zanim 
przeniosła się na kanapę, którą zrobił dla niej Maddox. 

- Zostań tu – powiedział, podchodząc do szafy. W kilka sekund 

obwiesił się noŜami. Chciał wziąć pistolet, na wszelki wypadek, ale nie 

background image

Mroczny Szept

 

 

155 | 

S t r o n a

 

 

chciał Ŝeby człowiek, kogokolwiek wybierze, miał do niego dostęp, gdy 
będzie zaabsorbowany lotem.  

- Ale… ale… Dopiero wróciłam. Tęssskniłam za tobą. 
- Wiem, teŜ za tobą tęskniłem. Ale ludzie z miasta juŜ i tak się mnie 

boją. Pewnie wybuchłyby zamieszki, kiedy zobaczyliby nas dwoje – To 
prawda. Nigdy nie obdarzali wytatuowanej twarzy Aerona taką samą 
częścią, jaką obdarzali innych wojowników. – Muszę znaleźć kobietę 
dla Parysa i przylecieć z nią tutaj. 

- Ale moŜesssz unieść dwie. Mnie i ją. 
- Nie. Przykro mi. 
- Nie! – wstała, czerwone oczy rozbłysły. – śadnej kobiety sssamej z 

tobą. 

Wiedział, Ŝe nie była zazdrosna w romantycznym sensie, ale 

zazdrosna jak dziecko, kiedy jego rodzice ponownie biorą ślub. 

- Rozmawialiśmy o tym, Legion. Nie chcę ludzkich kobiet – Kiedy 

odda się kobiecie, to będzie silna nieśmiertelna, która będzie twarda, 
Ŝywotna i niełatwa do zniszczenia. 

Jak Parys i inni mogli sypiać z ludźmi, wiedząc, Ŝe ci są przeklęci 

chorobami, głupotą, nieostroŜnością lub okrucieństwem z rąk innych 
ich gatunku, nie wiedział. Mogli umrzeć. Zawsze to robili. Nawet 
Ashlyn i Danika, którym bogowie obiecali nieśmiertelność, miały 
słabości. 

- Nie będę długo – powiedział. – Planuję złapać pierwszą kobietę, jaką 

znajdę. Kogoś kompletnie dla mnie nie atrakcyjnego. 

Przesunęła szponem po szmaragdowym aksamicie. 
- Obiecujesssz? 
- Obiecuję – zapewnił. 
To ja nieco uspokoiło i westchnęła. 
- Okej. Zossstanę. Ja… - Jej cienkie usta się skrzywiły. 
Sekundę później Aeron poczuł zatapiające się w nim niewidzialne 

spojrzenie. Gorące, ciekawskie, natarczywe. 

Legion zadrŜała, łuski zbladły, strach przysłonił rysy. 
- Nie. Nieee! 
- Idź – nakazał i zrobiła to bez wahania, natychmiast znikając. 
Powoli się obrócił, szukając jakiegoś śladu… anioła? Nie było nic, 

Ŝadnego błyszczącego zarysu, niebiańskiego zapachu. Wszystko 
wyglądało jak zawsze. Zacisnął zęby. Tak bardzo chciał przekląć to 
stworzenie, zaŜądać Ŝeby się pokazało i załatwiło z nim sprawę. Ale nie 
zrobił tego. Nie było czasu. MoŜe później… 

background image

Mroczny Szept

 

 

156 | 

S t r o n a

 

 

Ściągnął koszulę i rzucił ją na podłogę, patrząc w dół na 

wytatuowaną pierś. Sceny bitw, twarze. Nigdy nie chciał zapomnieć 
rzeczy, które zrobił. Ludzi, których rzeź widział. Obawiał się, Ŝe jeśli 
zapomni stanie się tym samym złem, z który walczył. Stanie się swoim 
demonem, Gniewem.  

Nie ma czasu na ponure myśli. Na rzucony w myślach rozkaz, 

skrzydła eksplodowały z ukrytych na plecach szczelin, czarne, pajęcze, 
wyglądające krucho, ale niewiarygodnie silne. W tej samej chwili 
wydało mu się, Ŝe usłyszał kobiece sapnięcie. Potem ciepłe ręce 
pogładziły skrzydła, ucząc się kaŜdego zaokrąglenia i płaszczyzny. Tak 
po prostu, jego członek stwardniał, zdrajca. 

Do diabła. Nie. PoŜądać zabójczyni demonów? Nie w tym Ŝyciu. 
- Nie dotykaj – warknął. 
Fantomowe ręce się cofnęły.  
Gdyby tylko stworzenie poddało mu się we wszystkim. 
- Jeśli skrzywdzisz moich przyjaciół, albo spróbujesz coś ukraść, 

rozedrę cię, kawałek po kawałku. Lepiej dla ciebie, Ŝebyś odeszła i 
nigdy nie wracała. 

Nie było odpowiedzi. Gorące spojrzenie zostało. 
Zaciskając zęby, podszedł do podwójnych drzwi, prowadzących na 

balkon.  

Na zewnątrz, opłynęło go ciepłe powietrze, wypełnione zapachami 

natury. Drzewa otaczały fortecę, wyciągając się ku niebu. W oddali, 
mógł zobaczyć czerwone dachy sklepów i katedr w mieście. Te miękkie, 
gorące ręce juŜ nie próbowały go dotknąć i cieszyło go to. Wcale nie był 
zawiedziony, zapewnił samego siebie.  

Zdeterminowany, skoczył z balkonu, spadał w dół. Raz rozciągnął 

skrzydła i wzniósł się. Znów i wzniósł się wyŜej. Obrócił się w lewo, 
skręcając na północ. Wtedy ujrzał front fortecy i zobaczyła Sabina, 
wyskakującego z SUV-a z krwawiącą, nieprzytomną Gwen w 
ramionach. 

Aeron chciał się zatrzymać, pomóc, ale tylko zaczął uderzać 

skrzydłami szybciej, mocniej. Najpierw Parys. Teraz i zawsze, Parys 
będzie na pierwszym miejscu. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

157 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 16

Rozdział 16

Rozdział 16

Rozdział 16    

    

Sabin chciał zostawić jednego Łowcę przy Ŝyciu, Ŝeby go przepytać, 

moŜe trochę potorturować. Kiedy postrzelili Gwen, ta chęć znikła. 
Druga kula była przypadkowa, ale wściekłość pochłonęła go, 
wściekłość, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczył. ZarŜnął ich jak bydło, 
jedno po drugim, ich gardła otwierały cię pod naciskiem jego ostrzy. 
Nie wydawało się to wystarczające, wtedy i teraz. 

W drodze do fortecy zadzwonił do Luciena, który przeniósł Maddoxa i 

Stridera na miejsce, Ŝeby posprzątali, potem Gideona i Cameo, Ŝeby 
sprawdzili czy inni Łowcy nie kręcą się w pobliŜu. Niestety, nie było po 
nich śladu. To nie znaczy, Ŝe ich tam nie było, ale tylko, Ŝe byli dobrze 
ukryci. 

Chciał zarŜnąć kolejny tuzin albo więcej. 
Tylko parę razy przez minione dwa dni Gwen odzyskiwała 

przytomność. Przez to jak była słaba, wahał się ciągle: zawieźć ją do 
szpitala w mieście czy zatrzymać tutaj. W końcu, zawsze wybierał 
zatrzymanie jej w swojej sypialni. Nie była człowiekiem. Lekarze mogli 
jej bardziej zaszkodzić niŜ pomóc. 

Ale dlaczego nie zdrowiała szybciej? Była nieśmiertelna, była Harpią. 

Anya znała tę rasę i przysięgała, Ŝe zdrowieją tak szybko jak Lordowie. 
Ale nawet, gdy usunął kule, rany ciągle krwawiły, ciągle otwarte. 

Po awanturze nad tym rano, Danika i Ashlyn zasugerowały, Ŝeby 

zaniósł Gwen do Klatki Przymusu i nakazał jej się leczyć. Pełen nadziei, 
zrobił to. Ale tylko jej się pogorszyło. Klatka nie powinna tak działać i 
zrozumiał, Ŝe muszą się jeszcze wiele dowiedzieć o zdolnościach 
artefaktów. 

Sabin próbował wzywać Kronosa, ale król-bóg ewidentnie go 

ignorował. Przeklęci bogowie. Pokazują się tylko, kiedy oni czegoś chcą. 
Zorientował się w końcu, Ŝe modli się o przyjazd jej sióstr. Będą 
wiedziały, co robić… jeśli wcześniej nie zarŜną wszystkich w fortecy. 
Numer, który wybrała Gwen został w telefonie, więc zadzwonił, chcąc 
się poradzić, powiedzieć dziewczynom Ŝeby się pośpieszyły. Ale kobieta, 
która odebrała wściekła się, kiedy zrozumiała, Ŝe to nie Gwen jest na 
linii. A skoro nie mógł podać Gwen, zaczęły się groźby w stronę jego 
męskości. 

background image

Mroczny Szept

 

 

158 | 

S t r o n a

 

 

Niezbyt dobry omen przyszłych wydarzeń. 
- Mogę ci coś przynieść? 
Pytanie nadeszło od strony drzwi i Sabin podskoczył z zaskoczenia. 

Normalnie, pająk by koło niego nie przeszedł niezauwaŜony. Nikt i nic. 
Przeklęci Łowcy. Byli w mieście, obserwowali go, czekali na jego 
rozproszenie, Ŝeby dorwać Gwen. A on, kurwa, nie wiedział. 

- Sabin? 
- Tak – LeŜał na łóŜku, przytulając Gwen do swojego boku. 

Przynajmniej przestała jęczeć z bólu. Byłem na straŜy i zawiodłem
Gorzej, obiecał jej, Ŝe Łowcy juŜ nigdy jej nie zranią. NieprawdaŜ? Jeśli 
nie, powinien. Poczucie winy go zŜerało. 

A spodziewałeś się czegoś innego? 
Zwątpienie juŜ dawno skupił się na Sabinie, nie dając chwili 

spokoju. 

- Sabin. 
Zaciskając dłonie, spojrzał na Kane’a, który stał w drzwiach. Ciemne 

włosy, piwne oczy. Miał pasek bieli na policzku. Pewnie plaster. Sufity 
uwielbiały się sypać na StraŜnika Katastrofy. 

- Wszystko dobrze? 
- Nie – Powinien planować kolejne posunięci przeciw wrogom. 

Powinien być ze swoimi ludźmi, przygotowując się do bitwy. Powinien 
być na ulicach, polując. A nie mógł się zmusić do opuszczenia sypialni. 
Jeśli nie trzymał oczu na Gwen, jeśli nie obserwował jak jej pierś się 
unosi, jego umysł się smaŜył, niezdolny, Ŝeby troszczyć się o logikę 
Zwątpienia. 

Co, do diabła, było z nim nie tak? Była tylko dziewczyną. 

Dziewczyną, którą chciał wykorzystać. Dziewczyną, która 
prawdopodobnie zginęłaby walcząc z jego wrogiem… dziewczyną, którą 
poprosił, Ŝeby walczyła z jego wrogami. Dziewczyną, której nie mógł 
mieć. Którą znał tylko krótką chwilę.  

Bycie z nią teraz, strzeŜenie jej, nie było stawianiem jej ponad jego 

misją, zapewniał siebie. Po tym jak ją wytrenuje, będzie maszyną do 
zabijania. Nic jej nie powstrzyma. To dlatego tu był, niezdolny odejść, 
desperacko pragnąc, Ŝeby wyzdrowiała. 

- Co z nią? – zapytał nagle kobiecy głos. 
Znów zamrugał, Ŝeby się skupić. Cholera, ale jego umysł ostatnio 

wiele wędrował. Ashlyn i Danika wróciły – stracił rachubę, jeśli chodzi 
o ich wizyty – i stały za Kanem.  

- Bez zmian – Czemy nie zdrowiała, do cholery? – Jak poszło 

zebranie? – Z powodu ataku, zostało przełoŜone na ten poranek. 

background image

Mroczny Szept

 

 

159 | 

S t r o n a

 

 

Kane wzruszył ramionami i ten ruch musiał wkurzyć lampę w 

dalekim kącie, bo zaiskrzyła. Potem eksplodowała. Kobiety krzyknęły i 
podskoczyły. Przywykły do czegoś takiego, Kane kontynuował, jakby 
nic się nie stało. 

- Wszyscy są zgodni. Nie ma szans, Ŝeby Baden Ŝył. KaŜdy z nas 

trzymał jego głowę zanim ją spaliliśmy. Albo ktoś się pod niego 
podszywa, albo puszczają plotki, Ŝebyśmy mniej skupiali się na celu. 

To miało sens. To takie w styli Łowców. PoniewaŜ nie byli tak silni, 

jak wojownicy, ich bronią były podstępy. 

Danika podeszła do Gwen i odsunęła włosy z twarzy śpiącej 

piękności. Ashlyn dołączyła do niej i chwyciła rękę Gwen, 
prawdopodobnie chcąc oddać trochę swojej siły kruchemu, małemu 
ciału. Ich troska go dotykała. Nie znały jej, nie naprawdę, ale i tak o 
nią dbały. PoniewaŜ on dbał. 

- Galen wie, Ŝe zdajemy sobie sprawę, Ŝe to on przewodzi Łowcom – 

powiedział Kane’owi. – Czemu znów nie zaatakował? 

- Prawdopodobnie planuje. Zbiera siły. Rozsiewa kłamstwa o 

Badenie, Ŝeby nas rozpraszać, na pewno. 

- CóŜ, zabiję go. 
- MoŜe szybciej niŜ myślisz. Widziałam go ostatniej nocy w moich 

snach – powiedziała Danika bez patrzenia w górę. – Był z kobietą. 
Scena była tak Ŝywa, Ŝe namalowałam ją po przebudzeniu. Chcesz 
zobaczyć? 

Biedna Danika. Mierzyła się z przeraŜającymi wizjami kaŜdej nocy. 

Demony torturujące dusze, walczący ze sobą bogowie, śmierć 
ukochanych. Była delikatnym człowiekiem, rzeczy, które widziała 
musiały ją przeraŜać, ale i tak znosiła je z uśmiechem, bo pomagały 
sprawie jej męŜczyzny. 

Co zrobiłaby Gwen, gdyby miała takie wizje? Zorientował się, Ŝe się 

nad tym zastanawia. Czy drŜałaby tak jak tamtego dnia w piramidzie? 
Czy atakowałaby, z obnaŜonymi zębami, jak Harpia, którą się urodziła? 

- Sabin? – zapytał Kane. – Twoje rozproszenie rozpierdala nasze ego. 
- Przepraszam. Tak, proszę. Chcę to zobaczyć. 
Danika wstała, ale Katastrofa ją powstrzymał. 
- Zostań tu. Przyniosę. 
Zniknął za drzwiami, Ŝeby wrócić kilka minut później, z płótnem 

rozciągniętym na ramionach. Trzymał je w górze, światło połyskiwało 
na ciemnych kolorach. 

Wyglądało na jakąś jaskinię, poszarpane skały w barwach purpury i 

sadzy. Kilka kości było porozrzucanych na brudnej ziemi. Ludzkich, 

background image

Mroczny Szept

 

 

160 | 

S t r o n a

 

 

najprawdopodobniej. I tam, w ciemnym rogu, był Galen, z 
rozpostartymi pierzastymi skrzydłami. Jego blada głowa skierowana 
była w kierunku oglądającego i trzymał… Sabin musiał zmruŜyć oczy, 
Ŝeby zobaczyć. Kawałek papieru? 

Rzeczywiście stała za nim kobieta, choć było widać tylko fragment jej 

profilu. Była wysoka, szczupła, z czarnymi włosami. Krew spływała z 
kącika jej ust. Ona teŜ patrzyła na arkusz. 

- Nigdy wcześniej jej nie widziałem. 
- śaden z nas nie widział – odparł Kane. – Jest w niej coś dziwnie 

znajomego, nie sądzisz? 

Przyjrzał się jej uwaŜnie. śaden z jej rysów nie był mu znajomy, nie. 

Ale to jak marszczyła brwi… zmarszczki w kąciku oka… moŜe. 

- Chciałabym lepiej ją zobaczyć – dodała Danika.  
- To, Ŝe zobaczyłaś cokolwiek jest cudem – zapewniła Ashlyn, 
Kane przytaknął. 
- Torin zeskanuje jej twarz do komputera, popracuje nad tym swoją 

magią i spróbuje się dowiedzieć, kto to. Jeśli jest nieśmiertelna, pewnie 
nie będzie jej w ludzkiej Badzie danych, ale warto spróbować. 

- Gdzie są na portrecie? – zapytał Sabin, wyrzucając kobietę z 

umysłu i skupiając się na ich otoczeniu. 

- Nie jesteśmy pewni, ale teŜ spróbujemy się dowiedzieć – Katastrofa 

oparł obraz o swoje buty. – Znalezienie Galena stało się priorytetem 
numer jeden. Jeśli go zabijemy, będziemy mogli wreszcie skończyć z 
Łowcami. Bez jego porad, co do nieśmiertelnych, szybko się rozpadną. 

Gwen zadrŜała przy nim, kolanem uderzając w jego udo. 
Zamarł, nie waŜąc się oddychać. Chciał Ŝeby się obudziła, ale nie 

chciał Ŝeby cierpiała. Ale minęło kilka minut i nie się nie zmieniło. 

Pewnie umrze. 
Pieprz się. 
Siebie musisz winić, nie mnie. 
Temu nie mógł zaprzeczyć. 
- Co z naszymi poszukiwaniami puszki? – zapytał Kane’a. – Co z 

poszukiwaniem szkoły, czy co to tam jest, dla dzieci-mieszańców? I 
chcę wrócić do Świątyni Niewypowiedzianego, przeszukać ją jeszcze raz 
– Świątynia była w Rzymie i dopiero, co wynurzyła się z morza… 
proces, który rozpoczął się, gdy Tytani pokonali Greków i przejęli 
kontrolę nad niebiosami. Dzięki Anyi, wiedział, Ŝe świątynie miały być 
miejscem kultu, powrotem do dawnego świata: placu zabaw bogów.  

background image

Mroczny Szept

 

 

161 | 

S t r o n a

 

 

- To priorytety dwa, trzy i cztery – odparł Kane. – Znając Torina 

śledzi kilka róŜnych tropów na róŜnych komputerach. Parę dni i 
pewnie wrócimy do akcji. 

Czy Gwen wyzdrowieje do tego czasu? 
- Jakieś wieści o trzecim artefakcie? – Czasami brakowało godzin w 

dniach, Ŝeby wszystko zrobić. Zwalczać Łowców, znaleźć staroŜytne 
boskie relikty, pozostać przy Ŝyciu. Uleczyć malutką kobietę. 

- Jeszcze nie. Maddox i Gideon zabierają Ashlyn na zewnątrz, Ŝeby 

posłuchała. 

Oby Łowcy, którzy przybyli po Gwen rozmawiali o swoich planach. 

Na przykład gdzie planowali ją zabrać. Sam rozpieprzyłby to miejsce. 

- Informuj mnie. 
Kane znów skinął. 
- Masz to jak w banku. 
- Sabin. 
To była szorstki, zgrzytliwe zaklęcie… i pochodziło od Gwen. Obrócił 

głowę w jej kierunku. Mrugała powiekami, próbując się skupić. 

Jego serce przyspieszyło, skóra się napięła, krew zawrzała. 
- Budzi się – powiedziała Danika z ekscytacją. 
- MoŜe powinniśmy… - Kane zacisnął usta, gdy dolna połowa obrazy 

upadła na ziemię. Nachmurzony, chwycił drugi kawałek. – 
Przepraszam, Danika. 

- Nie martw się – Podskoczyła, zmniejszyła dystans między nimi i 

zabrała od niego kawałki. – MoŜna to skleić. 

Ashlyn ruszyła ku nim, głaszcząc po drodze rosnący brzuch. 
- Chodźcie. Dajmy tym dwoje trochę czasu. 
I wyszli, drzwi zamknęły się za nimi. 
- Sabin? – Tym razem trochę silniejszy głos. 
- Jestem tu – Przesunął palcami w górę i dół jej ramienia, oferując 

takie pocieszenie, jakie tylko mógł. Jego ulga była niemal namacalna. – 
Jak się masz? 

- Obolała. Słaba – Starła sen z powiek i spojrzała po sobie. Okrywał 

ją czarny t-shirt i westchnęła z ulgą – Jak długo byłam nieprzytomna? 

- Kilka dni. 
Przesunęła dłonią po zmęczonej twarzy, według niego ciągle zbyt 

bladej. 

- Co? Naprawdę? 
Była naprawdę zdziwiona. 
- Zwykle jak długo się leczysz? 

background image

Mroczny Szept

 

 

162 | 

S t r o n a

 

 

- Nie wiem – Była tak słaba, Ŝe nie mogła długo utrzymać ramienia w 

górze. Ręka opadła do boku. – Nigdy nie byłam ranna. Cholera, nie 
mogę uwierzyć, Ŝe zasnęłam. 

Jej oświadczenie go zaskoczyło. 
- To niemoŜliwe, Ŝebyś nigdy nie była ranna – KaŜdy, nawet 

nieśmiertelni, odrapywali kolana, ranili się w głowę, łamali kości w 
którymś punkcie Ŝycia. 

- Z moimi siostrami, chroniącymi na kaŜdym kroku, to moŜliwe. 
Więc jej siostry lepiej się wywiązały z chronienia jej niŜ on. To 

napełniało goryczą. 

Spodziewałeś się czegoś innego? 
Nienawidzę cię dzisiaj, wiesz? 
Pozwoliły, Ŝeby została schwytana, przypomniał sobie. On ją 

uratował. 

- Wydawało mi się, Ŝe kazałem ci zostać w samochodzie – zorientował 

się, Ŝe warczy. 

Bursztynowe oczy skierowały się na niego, był w nich ból, ale teŜ 

więcej gniewu. 

- Powiedziałeś, Ŝebym została albo ci pomogła. Wybrałam pomoc – Z 

kaŜdym słowem, jej głos stawał się słabszy. Jej rzęsy znów opadały, 
gotowe znów zamknąć się na długo. 

Jego gniew wyparował. 
- Zostań przytomna. Proszę. 
Otworzyła oczy do połowy, usta skrzywiły się w zmęczonym 

uśmiechu. 

- Lubię, kiedy błagasz. 
Nie wróŜy dobrze, Ŝe nagle zapragnął błagać o kilka pocałunków. 
- Potrzebujesz czegoś, co pomogłoby ci zachować przytomność? – 

Dzięki Anyi, Danice i Ashlyn, miał wszystko, czego mogłaby chcieć na 
stoliku koło łóŜka. – Wody? Leków przeciwbólowych? Jedzenia? 

Oblizała usta, w jej brzuchu zaburczało. 
- Tak, Ja… nie – Była tęsknota w jej głosie. – Nic. Nic nie potrzebuję. 
Jej pieprzone zasady. Mimo, Ŝe nie był głodny złapał kanapkę z 

indykiem i ugryzł krawędź. Uniósł szklankę z wodą do ust i przełknął. 

- To jest moje, ale reszta jest dla ciebie – powiedział jej, wskazując 

miskę z winogronami. 

- Mówiłam. Nie jestem głodna. 
Jej spojrzenie nawet na chwilę nie opuściło jedzenia w jego dłoni. 

background image

Mroczny Szept

 

 

163 | 

S t r o n a

 

 

- Dobrze. Zjemy później – PołoŜył kanapkę i szklankę z powrotem na 

tacy, chwycił komórkę, jakby nie mógł się doczekać, Ŝeby wysłać waŜną 
wiadomość. – Zaraz wracam. 

Odturlał się od ciepła jej ciała i wstał z łóŜka, wpisując i wysyłając. 
Odpowiedź była niemal natychmiastowa. Duh. 
Znów się połoŜył. Kanapka zniknęła a woda została wypita. Nawet 

nie widział, Ŝeby się ruszyła. Udawał, Ŝe nie zauwaŜył brakującego 
jedzenia, wsuwając telefon do kieszeni.  

- Jesteś pewna, Ŝe nic nie chcesz? 
Przełknęła głośno i niemal się roześmiał. 
- Potrzebuję łazienki. Prysznica. 
- śadnego prysznica. Nie beze mnie. Jesteś tak słaba, Ŝe upadniesz – 

Sabin zaniósł ją. Oczekiwał, Ŝe zaprotestuje, ale ukryła twarz w 
zagięciu jego ramienia. Taka ufna. Cholera, podobało mu się to. 

- Więc nie chcę prysznicu. Dzieje się, kiedy jesteśmy razem pod 

prysznicem. 

Jakby potrzebował przypomnienia. 
- Kontroluję się – powiedział jej. 
- A twój demon? Nie mam siły, Ŝeby z nim walczyć. Po prostu… daj 

mi parę minut – odparła, kiedy ją posadził. Loki otaczały jej głowę. – 
Przyjdź mnie uratować, jeśli usłyszysz kości tłukące o porcelanę – 
dodała i chwyciła się umywalki, Ŝeby utrzymać równowagę.   

Czuł jak jego sta drŜą, z ulgi, Ŝe jest wystarczająco silna, Ŝeby prawić 

złośliwostki. 

- Uratuję. 
Dziewięć minut później wyszła, z wilgotną twarzą i unoszącym się od 

niej zapachem cytryn. Ślina napłynęła mu do ust, Ŝeby jej 
posmakować, głębiej niŜ ostatnim razem. Uczesała włosy, spływały 
kaskadą w dół pleców. 

- Czujesz się lepiej? 
Skupiła wzrok na podłodze, policzki płonęły. 
- O wiele. Dziękuję – Próbowała iść, ale kolana się pod nią ugięły. 
Sabin uniósł ją i przytulił do piersi zanim upadła. Jeszcze raz, była 

zadowolona z jego uwagi. On teŜ. 

- Nieźle dostałam w dupę, co? – powiedziała, wzdrygając się, kiedy 

zranione ramię dotknęło materaca. 

- Tak – Stanął z boku łóŜka, z ramionami skrzyŜowanymi na piesi. – 

Ale moŜemy to naprawić. Wytrenuję cię – Będzie znów walczyć czy nie, 
potrzebowała umieć się bronić. 

background image

Mroczny Szept

 

 

164 | 

S t r o n a

 

 

Czy będzie znów walczyć czy nie – teraz to pytanie? Myślałem, Ŝe 

chciałeś Ŝeby walczyła, bez oglądania się na cokolwiek. 

Nie mógł zrzucić wahania na Zwątpienie. To było jego. 
- Okej – odparła, zaskakując go. Jej rzęsy znów opadały. – Pozwolę ci 

mnie trenować, bo miałeś rację. Lubię myśl o ranieniu Łowców. 

Nie tego po niej oczekiwał. 
- MoŜesz zmienić zdanie zanim z tobą skończę. Zranię cię, nawet jeśli 

nie specjalnie, sprawię, Ŝe będziesz krwawić i złamię cię – Ale będzie 
przez to silniejsza, więc jej nie będzie traktował ulgowo. 

Chcesz ją namówić, Ŝeby zrezygnowała? 
Nie, po prostu chciał, Ŝeby była przygotowana. W przeciwieństwie do 

innych wojowników nie uwaŜał, Ŝeby kobiety-wojowniczki były słabe, 
kruche i potrzebowały ochrony. Nie rozpieszczał ich i nigdy nie będzie 
tego robił. MoŜe dlatego Cameo zdecydowała się zostać z nim, a nie z 
Lucienem, gdy się rozdzielili. Nawet kobiety Łowców traktował tak 
samo jak męŜczyzn. Czy torturował parę? Taa. I nie było mu przykro z 
tego powodu. Zrobiłby to jeszcze raz, gdyby było konieczne. 

W kaŜdym razie, jeśli chodzi o  Gwen, był trochę zaniepokojony. Ona 

nie była kaŜdą inną kobietą-Ŝołnierzem i nie była jego wrogiem. 

śadnej odpowiedzi. 
- Gwen? 
Lekkie westchnienie. Znów zasnęła. Okrył ją bardziej i ułoŜył się za 

nią, rezygnując w teraz znajomy sposób i czekając aŜ się obudzi. 

 
 

*    *    * 

- Rusz się choć o cal, a utnę ci przeklętą głowę. 
Sabin obudził się nagle. Zimna stal była przyciśnięta do jego szyi, 

krople krwi spływały w dół karku. Jego sypialnia była ciemna, zasłony 
zasłonięte. Wciągnął oddech i wychwycił zapach… kobiecy. Intruz 
pachniał jak lód i zimowe niebo. Jej długie włosy przylgnęły do jego 
nagiej piersi. 

- Czemu moja siostra jest w twoim łóŜku? I dlaczego śpi… i jest 

ranna? Nie mów mi, Ŝe wszystko z nią w porządku, bo karzę ci zjeść 
własny język. Mogę wyczuć jej rany. 

Inne Harpie przyjechały. 
Najwidoczniej przedarły się przez system zabezpieczeń Torina – 

prawdziwe dzieło sztuki – bez problemu, bo Ŝaden alarm nie wył. 

background image

Mroczny Szept

 

 

165 | 

S t r o n a

 

 

Kolejny dowód, Ŝe potrzebował tych kobiet w swojej druŜynie… 
zakładając, Ŝe nadal miał druŜynę. 

- Czy moi ludzie nadal oddychają? 
- Na razie – ostrze nacisnęło mocniej. – Więc? Czekam, a nie jestem 

najcierpliwszym ze stworzeń. 

Sabin pozostał całkowicie nieruchomo, nawet nie próbując 

wyciągnąć broni spod poduszki. MoŜe byś pomógł, powiedział do 
Zwątpienia. 

Myślałem, Ŝe mnie nienawidzisz. 
MoŜesz po prostu wykonać swoje zadanie? 
Mógłby przysiąc na bogów, Ŝe demon westchnął we wnętrzu jego 

głowy. 

Jesteś pewna, Ŝe chcesz zranić tego męŜczyznę? zapytał Zwątpienie 

Harpię. Co jeśli jest kochankiem Gwen? Gwen moŜe cię znienawidzić na 
zawsze. 

Jej ręka zadrŜała odrobinę, rozluźniając się odrobinę. 
Dobry chłopiec. Były chwile, kiedy doceniał piękno jego klątwy. 
- Jest tu, bo chce tu być. I jest ranna, bo moim wrogowie za nią 

ruszyli. 

- I nie ochroniłeś jej? 
- Nie ty jedna to mówisz – zacisnął zęby. – Nie. Nie ochroniłem. Ale 

uczę się na błędach i to się więcej nie zdarzy. 

- W tym masz rację. Dałeś jej krew? 
- Nie. 
Zirytowany warkot. 
- Nic dziwnego, Ŝe śpi z tobą w pokoju! Jak długo jest ranna? 
- Trzy dni. 
Wściekłe sapnięcie. 
- Potrzebuje krwi, dupku. Inaczej nigdy nie wyzdrowieje. 
- Skąd wiesz? Powiedziała mi, Ŝe nigdy nie była ranna. 
- Och, była, tylko tego nie pamięta. Upewniłyśmy się, co do tego. I 

Ŝebyś wiedział, Ŝe zapłacisz za kaŜdy znak na niej. Och i jeśli okaŜe się, 
Ŝe kłamiesz, Ŝe to nie ty ją zraniłeś… 

- Osobiście jej nie zraniłem – Jeszcze. Ta myśl zasmuciła go jak 

jeszcze nigdy nic. 

Zmierzyła go wzrokiem z góry na dół. 
- Słuchaj, mogą mi imponować historie, jakie o tobie słyszałam, ale 

to nie znaczy, Ŝe jestem wystarczająco głupia, Ŝeby ci zaufać. 

- Więc porozmawiaj z Gwen. 
- Zrobię to. Za minutę. Więc powiedz mi. Którym demonem jesteś? 

background image

Mroczny Szept

 

 

166 | 

S t r o n a

 

 

RozwaŜał, czy mądrze będzie odpowiedzieć. Jeśli pozna prawdę, moŜe 

strzec się przed Zwątpieniem. 

- Czekam – Czubek noŜa przycisnął tętnicę szyjną. 
A do diabła z tym, zdecydowała. Jeśli uwolni demona, nie będzie 

miała szans, nawet jeśli będzie się pilnować. Nikt nie miał szans, nawet 
on. 

- Jestem opętany przez Zwątpienie. 
- Och – Czy w jej głosie był zawód? – Miałam nadzieję, Ŝe to Seks, czy 

jak go tam zwą. Historie o nim podobały mi się najbardziej. 

Tak, zawód.  
- Przedstawię cię – MoŜe dobre pieprzenie z Parysem poprawi 

kobiecie nastrój. Parysowi moŜe teŜ. 

- Nie kłopotaj się. Nie będę tu wystarczająco długo, Ŝeby nazbierać 

wspomnień. Gwen – W następnej sekundzie ciało Gwen zatrzęsło się 
przy nim. 

Kurwa, siostra nią potrząsa, zrozumiał po chwili i warknął. Sabin 

schwytał nadgarstek Harpii. 

- Przestań. Jeszcze bardziej jej zaszkodzisz. 
NóŜ się cofnął, a ręka wyrwała z jego uścisku i zapłonęło światło. 

Jego oczy się zamgliły i zamrugał. Harpia znów była na jego karku, ale 
się nie ruszył.  

Gdy wzrok mu się wyostrzył, przyjrzał się jej. Była śliczna, jej skóra 

tak samo błyszczała jak u Gwen. Ale z jakiegoś powodu, Sabin nie 
poczuł się oczarowany, nie czuł chęci Ŝeby z nią spać. Miała jasno rude 
włosy, nieprzetykane blondem jak u Gwen. Miały te same 
bursztynowo-szare oczy i te same zmysłowe usta. Ale z Gwen biła 
niewinność, a z tej kobiety wiedza i siła.  

- Słuchaj – zaczął, tylko po to Ŝeby ucichnąć, gdy nóŜ przebił skórę. 
- Nie. Ty słuchaj. Jestem Kaia. Ciesz się, Ŝe to ja trzymam ostrze a 

nie Bianka albo Taliyah. Dzwoniłeś do Bianki, nie pozwoliłeś jej 
porozmawiać z Gwennie i teraz chce ci pourywać kończyny. Taliyah 
chce tobą nakarmić nasze węŜe, kawałek po kawałku. Ja, dam ci 
szansę się wytłumaczyć. Jakie masz co do niej plany? 

Mógł jej powiedzieć wszystko, co chciała wiedzieć, ale tego nie zrobił. 

Nie tak. Jeśli siostry Gwen miały się kręcić w pobliŜu – a pomimo 
gniewu Kaii, myślał, Ŝe będą – i jeśli będą dla niego walczyć, musi 
zaznaczyć, kto tu rządzi. 

Bez napięcia jakiegokolwiek mięśnia, Ŝeby jej nie zaalarmować, 

szarpnął ją na siebie. Ostrze się zagłębiło, uderzyło w ścięgno, ale nie 

background image

Mroczny Szept

 

 

167 | 

S t r o n a

 

 

zwolnił. Przewrócił się, z dala od Gwen i przykuł ją do materaca swoją 
wagą. 

Zamiast walczyć, roześmiała się. 
- Gładki ruch. Nic dziwnego, Ŝe jest w twoim łóŜku. Muszę 

powiedzieć, Ŝe jestem zawiedziona, Ŝe nie spróbowałeś uciąć mi głowy. 
Oczekiwałam czegoś lepszego po Lordzie Świata Podziemnego. 

DrŜenie materaca musiało w końcu obudzić Gwen, bo sapnęła słabo.  
- Kaia? – wykrztusiła. 
Harpia przeniosła uwagę, piękny uśmiech rozświetlił jej twarz. 
- Cześć, dziecino. Dawno się nie widziałyśmy. I wiem, Ŝe myślisz, Ŝe 

jestem zła na ciebie za zaśnięcie, ale się mylisz. Wiem kogo winić. 
Właściwie, twój męŜczyzna i ja właśnie dopracowywaliśmy parę 
szczegółów na temat twojego pobytu tutaj. Jak się masz? 

- Jesteś pod nim. Jesteś pod Sabinem – Źrenice Gwen rozlały się na 

złoto… biel… Paznokcie się wydłuŜyły, wyostrzyły. Zęby zabłysły w 
świetle. 

Kaia sapnęła. 
- Ona… czy ona naprawdę… 
- Tak. Staje się Harpią – Kurwa. Zrzucił Kaię z łóŜka z całej siły. 

Wylądowała z trzaskiem na podłodze, ale nie dbał o to. W chwili, gdy 
jego ręce były wolne, wepchnął Gwen w ciepło swojego ciała, jedną ręką 
otaczając jej kark i pieszcząc twarz, drugą głaszcząc miękkie kontury 
brzucha, gdzie jej koszulka podjechała do góry. 

Szpony sięgnęły jego ramion i wbiły się aŜ do kości, ale nie okazał 

bólu. Mogła zrobić coś duŜo gorszego. 

- Tylko rozmawialiśmy. Nie chciałem jej skrzywdzić. Przygniotłem ją, 

Ŝeby oderwać jej ostrze ze swojego karku, nic więcej. Jest tu Ŝeby ci 
pomóc, chce dla ciebie jak najlepiej. 

- Chcesz jej? – powiedziała chrapliwie. 
MoŜe był skurwielem, ale ucieszyła go jej zazdrość. 
- Nie. Nie chcę. Ani ona nie chce mnie. Przysięgam. Wiesz, Ŝe chcę 

tylko ciebie. 

Kątem oka zauwaŜył, Ŝe Kaia wstała i patrzyła na nich, niczym 

urzeczona. 

Na szczęście, szpony się cofnęły, zostawiając szerokie, krwawiące 

zadrapania. Jej spojrzenie się oczyściło. A przede wszystkim, 
Zwątpienie był dziwnie cicho. Śmiertelnie cicho, jakby ukrył się w 
najgłębszej części umysłu Sabina. 

- Wow – w końcu powiedziała Kaia. – Imponujące. Słowami 

wyprowadziłeś Harpię z wściekłości. Wiesz co to znaczy, prawda? 

background image

Mroczny Szept

 

 

168 | 

S t r o n a

 

 

Nawet na nią nie spojrzał. Skupił uwagę na Gwen, przesuwając rękę 

na jej nogę, potem przesuwając ją tak, Ŝe jej kolano dotykało jego 
biodra, ocierając o siebie dolne połowy ich ciał. 

- Nie. Nie wiem. 
- Jesteś małŜonkiem mojej siostry. Gratulacje. 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

169 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 17

Rozdział 17

Rozdział 17

Rozdział 17    

    

Gwen nigdy w Ŝyciu nie była bardziej nerwowa. Nie w celi. Nie, gdy 

stawiała czoła Łowcom z Sabinem. 

Po zobaczeniu jak nieśmiertelny uspokaja Harpię, Kaia wezwała 

Biankę i Taliyah ostrym gwizdnięciem. Najwidoczniej były na korytarzy, 
upewniając się, Ŝe nikt się nie zbliŜa, gdy Kaia ratuje Gwen. Potem trzy 
siostry zabarykadowały ich w sypialni Sabina na małą „pogawędkę”. 

- Nikt inny nie wie, Ŝe tu jesteśmy – powiedziała Bianka. – Więc 

będzie nas tylko pięcioro. 

Gwen protestowałaby przeciw nadchodzącej pogawędce, izolacji – 

taki scenariusz zwykle kończył się rozlewem krwi – ale kilka rzeczy ją 
powstrzymało. Po pierwsze, Sabin trzymał ją przykutą do swojego 
boku. Dlaczego? CzyŜby myślał, Ŝe mogła pobiec do sióstr i zaŜądać, 
Ŝeby go zabiły? Po drugie, była słaba jak nowonarodzone kocię, ledwie 
zdolna utrzymać w górze powieki. Plus, jej ramię i pierś paliły boleśnie. 
Jeśli Sabin by ją puścił, pewnie przewróciłaby się na wezgłowie. I po 
trzecie, planowała być dzielna i kolejny raz zachować się jak tarcza 
StraŜnika. Jeśli jej siostry, które były wściekłe za jej stan i zdawały się 
zapomnieć, Ŝe uwielbiały Lordów, ruszą po niego… 

Dlaczego o to dbała, nie wiedziała. Minuty temu, obejmował Kaię. 

NieprawdaŜ? Wspomnienie było zamazane, jakby widziała parę raczej 
na ekranie a nie w prawdziwym Ŝyciu. Prawdziwe czy nie, piekielnie ją 
to wkurzało. Sabin naleŜał do Gwen. Przynajmniej na razie. I nie 
dlatego, Ŝe brali wspólny prysznic i dał jej najlepszy orgazm w Ŝyciu. 
Ale dlaczego, nie wiedziała. Po prostu był jej. 

- Zanim zaczniemy rozmawiać, zadbajmy od dziecinę – Kaia 

podeszła, nacinając swój nadgarstek i podkładając go pod usta Gwen. 
– Pij. 

Wcześniej piła od sióstr przez całe dzieciństwo, Ŝeby „być bezpieczna 

przed wszelkim zranieniem”, jak mówiły. One same piły od aktualnych 
chłopaków, zanim wybierały się na wojnę czy do pracy. Więc to nie był 
dziwne komenda. W końcu, wampiry nie są jedynymi stworzeniami 
potrzebującymi krwi, tyle, Ŝe dla Harpii była potrzebna tylko do 
leczenia. Ale gdy tylko przyłoŜyła usta do krwawiącej rany, Sabin 
złapał ją za kark i obrócił, tak Ŝeby siedziała twarzą do niego. 

background image

Mroczny Szept

 

 

170 | 

S t r o n a

 

 

- Hej – warknęła Kaia. 
Na jego karku było długie, nabrzmiałe nacięcie, nacięcie, które znów 

otworzył cięciem wyostrzonego nacięcia. 

- Jeśli potrzebuje pić, będzie pić ode mnie. 
Nie czekał na protesty, tylko szarpnął Gwen do przodu, trzymając jej 

głowę nieruchomo, Ŝeby powstrzymać ją przed odwróceniem się. Jakby 
tego chciała. JuŜ wyczuła jego słodki zapach. Cytryny i krew. Napełnił 
jej nozdrza, wlewając się do płuc i rozlewając się po całym ciele, 
zostawiając ślad ciepła. 

Niezdolna się powstrzymać, ze śliną napływającą do ust, przesunęła 

językiem po ranie. Ekstaza. Owocowy deser. Zamknęła oczy i 
przylgnęła do jego ciała, otaczając go ramionami, Ŝeby go zatrzymać w 
miejscu i kolanami więŜąc jego nogi. Jej anielska strona wiedziała, Ŝe 
to złe, Ŝe nie powinna tego robić i juŜ na pewno nie powinno jej się to 
podobać, ale Harpia śpiewała ze szczęścia, zdesperowana po więcej, bo 
nic nigdy nie smakowało tak jak to. Jak niebo i piekło, doskonałość i 
grzech i pewność upadku. 

Ciągle ssała, dekadencka ciecz wypełniała jej usta, spływała w dół 

gardła. Z kaŜdym łykiem wracała jej siła. Ból ran zaczął maleć, 
zamykały się. Jak mogła wcześniej bez tego Ŝyć? Na szczęście krew nie 
musiała być kradziona, Ŝeby się nią cieszyć. Była źródłem leczenia, nie 
poŜywienia. Powinna pomyśleć o piciu z Sabina wcześniej. 

Przez ten czas, Sabin pozostał nieruchomo. Jednak pomiędzy 

nogami czuła twardą długość jego erekcji. Jego palce opadły do jej 
bioder i zagłębiły się w nich, trzymając ją w miejscu. 

Dźwięk jego oddechu wypełniał jej uszy, mogła nawet usłyszeć kilka 

jego myśli: tak, tak, więcej, nie przerywaj, tak dobrze… moja. Albo 
moŜe to były jej myśli. 

- Nie wysusz go, dziecino – powiedział Bianka, wdzierając się w 

zmącony nowym nałogiem umysł Gwen. – Najpierw mamy do niego 
parę pytań. 

Paznokcie wbiły się w skórę jej głowy i została oderwana od karku 

Sabina. Krzyknęła, krew spłynęła z rozchylonych ust. 

Warknął z głębi gardła, patrząc na Biankę i zacieśniając uścisk na 

Gwen. 

- Dotknij jej tak jeszcze raz, a poŜegnasz się z dłońmi. 
Uśmiechając się szeroko, Harpia owinęła wokół palca czarny lok. 
- Teraz to jest Lord Świata Podziemnego, o jakim tyle słyszałam. 

Niemal uwierzyłam, Ŝe to zrobisz, demonie. CóŜ, spróbuj. 

background image

Mroczny Szept

 

 

171 | 

S t r o n a

 

 

- Nigdy nie wypowiadam gróźb, których nie mam zamiaru wykonać – 

powiedział, obracając Gwen i znów przyciągając ją do swojego boku. 

Niemal jęknęła. Jej siostry nigdy – nigdy – nie cofały się przed 

wyzwaniem. 

- Tak się cieszę, Ŝe tu jesteście – odezwała się, próbując odwrócić ich 

uwagę. 

- DuŜy facet o ciebie nie dba? – Kaia przeszła po pokoju, podnosząc 

przedmioty, otwierając szuflady. – Och, słodko. Uwielbiam czarne slipy 
– Stanęła przed skrzynią z bronią Sabina, wyłamała zamek i otworzyła 
ją. – Hmm, patrzcie co znalazłam. 

- Dbał o mnie – powiedziała Gwen, dziwnie pragnąc go bronić. 

Uwolnił ją z zamknięcia, strzegł jej, planował ją nauczyć się bronić. 
Sprawa z Łowcami była jej winą. Powinna zostać w samochodzie. Ale 
nie Ŝałowała, Ŝe wysiadła, Ŝeby pomóc. śył. Był bezpieczny. 

Jesteś szczera z siostrami, bo mogę sobie przypomnieć parę intencji 

Sabina… 

- Przepraszam – wymamrotał.  
Dobrze, Ŝe uciszył głupiego demona, bo Harpia zaczęła skrzeczeć w 

chwili, gdy jego głos napełnił jej głowę. 

Bianka dołączyła do Kaii przy skrzyni i zaczęły wydawać ochy i achy 

nad pistoletami i noŜami. Broń była ich kryptonitem. Taliyah podeszła 
do krawędzi łóŜka, patrząc na nią w dół, z pustym spojrzeniem, bez 
emocji. Nikt nie był piękniejszy od Taliyah. Miała białe włosy, białą 
skórę, najbledsze niebieskie oczy. Była jak królowa śniegu… i wielu 
twierdziło, Ŝe w Ŝyłach ma lód. Nie Ŝeby potem długo Ŝyli. 

- Znam waszą sytuację z Łowcami – powiedziała do Sabina. – 

Słyszałam opowieści o waszym okrucieństwie i uwielbiałam was za nie. 
Nawet miałam nadzieję was poznać. Ale teraz chcę cię zabić za to, Ŝe 
wciągnąłeś moją siostrę w ten bałagan. Ona nie jest wojowniczką. 

- MoŜe być – Minęło kila minut, ale nie doda nic więcej. Nie próbował 

się bronić. 

Ma zamiar to tak zostawić? Pozwolić im myśleć, Ŝe bez powodu 

wciągnął ją w niebezpieczeństwo, zamiast powiedzieć im prawdę, Ŝe 
była głupia, dała się złapać i zamknąć? śe ją uratował. Gdyby 
powiedział im prawdę miałby ich gwarantowane dołączenie do jego 
wojny. Wojny, którą stawiał nad wszystkim, nawet ponad miłością. 
Dlaczego tego nie zrobił? Dla niej? 

Nagle łzy zapiekły ją w oczy, groŜąc spłynięciem po policzkach. CóŜ, 

mogła coś dla niego zrobić. 

background image

Mroczny Szept

 

 

172 | 

S t r o n a

 

 

- Właściwie, Łowcy mnie w to wciągnęli – przyznała, zaciskając 

prześcieradło w dłoni. 

- Gwen – odezwał się Sabin. OstrzeŜenie. 
- Muszą wszystko wiedzieć – Dla jego dobra i jej własnego. Zbierając 

siłę, opowiedział siostrą o swoimi uwięzieniu, nie opuszczając Ŝadnego 
szczegółu. Gdy mówiła, spłynęły łzy. Minęło tylko kilka minut, ale to 
były najcięŜsze minuty w jej Ŝyciu. Sabin, jak jej siostry, doceniał siłę. 
Okrucieństwo. A oto ona opisuje swoją słabość przy ludziach, którzy 
byli dla nie najwaŜniejsi. 

Zaskoczył ją czułym ocieraniem kciukiem słonych kropli, kaskadą 

spływających po jej policzkach. To sprawiło, Ŝe płakała jeszcze mocniej. 

Gdy skończyła, cisza wypełniła pokój. Napięcie napręŜyło powietrze. 
Taliyah przemówiła pierwsza. 
- Jak cię złapali? 
Jej zimny głos, sprawił, Ŝe Gwen przeszły ciarki. 
- Tyson zapomniał komórki pewnego ranka, gdy poszedł do pracy, a 

wiedziałam, Ŝe będzie jej potrzebował. Ale był juŜ zbyt daleko, Ŝebym go 
złapała z ludzką prędkością, więc ja… - Przełknęła. Taka głupia 
pomyłka, której Ŝałowała kaŜdego dnia. – UŜyłam skrzydeł, Ŝeby złapać 
go w biurze. Łowcy zobaczyli mnie, gdy się zatrzymałam, magicznie się 
pojawiając, chociaŜ wtedy tego nie wiedziałam. Myślę, Ŝe mnie śledzili, 
czekali do późnego wieczora, kiedy Tyson i ja… – znów przełknęła. – 
Zasnęliśmy. 

- Spałaś w łóŜku z Tysonem – trzy głosy rozległy się jak jeden. 
- Co jest z Harpiami i snem? – Sabin zesztywniał przy niej. – Nie, 

Ŝebyście się myliły będąc zdegustowane kimkolwiek śpiącym z 
męŜczyzną-kurczkiem. Ten skurwień, Tyson, musi umrzeć. Nie obronił 
jej. 

- Ty teŜ nie – odparła Taliyah płaskim głosem. 
- śyję dzięki Sabinowi – posłała mu drŜący uśmiech. – A Tyson nie 

jest zły. Próbował mnie bronić póki go nie znokautowali – Nawet, jeśli 
był na nią zły. 

Kiedy wrócił do domu tego wieczora, nie chciał z nią rozmawiać o 

tym, co się stało. Całkiem go przeraziła pojawiając się w jego biurze… 
bo juŜ zaczął zauwaŜać w niej inne, dziwne rzeczy. 

Ukrywała swoją mroczną stronę najlepiej jak mogła, ale czasami ta 

konieczność doprowadzała ją do szału i wracał do domu, gdzie były 
dziury w ścianach, podarte prześcieradła, rozbite naczynia. Raz 
podczas śmiesznej kłótni o to, jaką płytę DVD wybiorą do oglądania, 

background image

Mroczny Szept

 

 

173 | 

S t r o n a

 

 

przycisnęła go do ściany. Pocałowali się i pogodzili, ale to był początek 
końca. 

- W kaŜdym razie – kontynuowała. – Ocknęłam się związana, 

niezdolna się ruszyć, ledwie zdolna oddychać, lecąc z Łowcami do 
Egiptu. Zamknęli mnie i dwanaście miesięcy później Sabin i inni 
Lordowie uwolnili mnie i przywieźli tutaj. 

- Zabiłeś męŜczyzn odpowiedzialnych za jej uwięzienie, oczywiście? – 

Taliyah zapytała Sabina. 

Skinął głową. 
- Gwen zabiła jednego. Ja paru innych. 
Jej bladoniebieskie oczy zabłysły gniewem. 
- Czemu nie wszystkich? I dobra robota, Gwen – dodała z aprobatą. 
Zanim mogła przyznać, Ŝe to był wypadek, Sabin powiedział: 
- Ocalali są trzymani w moim lochu i torturowani dla informacji. 
Ramiona Taliyah się rozluźniła. 
- To dobrze – odwróciła się do Gwen. – Jadłaś? 
Gwen spojrzała z ukosa na Sabina. Bardzo dobrze pamiętała 

pochłonięcie jego kanapki. 

- Tak. 
Na szczęście, nie okazał Ŝadnej reakcji. Z Tysonem, kradła jedzenie z 

pobliskich restauracji i mówiła, Ŝe sama to przygotowywała. Nigdy się 
nie dowiedział prawdy. Zgromiłby ją za to. A Sabin? Nie sądziła. 
Uśmiechał się, gdy zabierała rzeczy ze sklepu. 

- Więc jesteś gotowa wrócić do domu? – Kaia wskoczyła na łóŜko. – 

Bo jestem więcej niŜ gotowa niŜ zająć się tym zadaniem. Wiem, Ŝe 
lubisz swojego demona, więc moŜesz go wziąć za sobą, jeśli chcesz. 
Chce tego czy nie. Zapewnimy ci bezpieczeństwo i ruszymy po Łowców. 
Zapłacą za to, co ci zrobili. Nie martw się. 

- Ja… CóŜ… - Chciała wracać do domu? Ukryta, bezpieczna, Ŝeby 

inni zadbali o wszystko? Czy nie uciekła do Georgii, Ŝeby przed tym 
uciec? I choć lubiła być z Sabinem, wiedziała, Ŝe byłby nieszczęśliwy 
będąc uwięzionym na Alasce i nie mogąc walczyć. Miałby jej to za złe. 

Więc jeśli wróciłaby do domu, musiałaby wrócić sama. Ta myśl 

spowodowała ból w piersi. To, co robili pod prysznicem… chciała 
jeszcze. Myślałam, Ŝe nie moŜna więcej. śe to zbyt niebezpieczne. Ale 
mierząc się z moŜliwością, Ŝe odejdzie bez tego, bez niego, nie wiedząc 
jak to jest być posiadaną przez niego, totalnie i kompletnie, Ŝaden 
powód do trzymania się z dala od niego wydawał się nie mieć 
znaczenia.  

- Ona nigdzie nie idzie – powiedział Sabin. 

background image

Mroczny Szept

 

 

174 | 

S t r o n a

 

 

BoŜe, kochała dominujących męŜczyzn. Czasami. 
- Racja. Zostaję – Gwen patrzyła na siostry, milcząco prosząc, Ŝeby 

zrozumiały, zaakceptowały. Patrzyły na nią długą chwilę, tak cicho jak 
ona. 

Bianka przemówiła pierwsza. 
- Dobra. Gdzie moŜemy zostawić nasz sprzęt? – zapytała z 

westchnieniem. 

Gwen wiedziała, Ŝe będą chciały zostać i zarówno cieszyło ją to i 

martwiło. Przynajmniej Sabin nawet nie mrugnął. 

- Jest pusty pokój obok tego. Nie przeszkadza wam dzielenie go? 
Dawał im własny pokój, gdy jej go odmówił? 
- Nie, nie przeszkadza – odparła Taliyah. – Ale powiedz mi, co 

planujesz zrobić z Łowcami? 

- Zabić ich. Wszystkich. Nie zaznamy spokoju póki Ŝyją. 
Skinęła. 
- CóŜ, masz szczęście, właśnie zdobyłeś trzech nowych Ŝołnierzy. 
- Czterech – pośpieszyła Gwen nim zdołała się powstrzymać. 

Naprawdę miała to na myśli. Chciała powstrzymać Łowców. Chciała 
przed nimi chronić siostry i Sabina. I przynajmniej raz chciała 
udowodnić swoją wartość. 

Znów wszyscy się na niej skupili. Sabin z gniewem – chociaŜ nie 

wiedziała, dlaczego. Chciał tego, nieprawdaŜ? Bianka i Kaia z 
pobłaŜliwością, a Taliyah z determinacją. 

- CóŜ, nie leŜ tak – odezwała się Kaia. – Wstawaj. Mamy wojnę do 

wygrania. 

Sabin przeciągnął ręką po twarzy. 
- Witam w mojej armii, dziewczyny. 
 
 

*    *    * 

Był małŜonkiem Gwen, tak powiedziały jej siostry. Sabin zrozumiał 

to, jako Ŝe myślały, Ŝe naleŜała do niego. Nie był pewien czy sam w to 
wierzy, ale niech go cholera, jeśli nie podobała mu się ta myśl. Ciągle 
nie mógł jej zatrzymać, nie niszcząc jej. Przynajmniej nie na stałe. 

Spędziła resztę dnia i noc w łóŜku, ale nie zasnęła znowu. 

Zdeterminowany dowiedzieć się, dlaczego, zostawił ją samą następnego 
ranka i ruszył na poszukiwanie Anyi. Znalazł ją w pokoju 
rozrywkowym, kończącą koleją grę z Gilly. Powiedział jej o przyjeździe 
ich gości i zaklaskała ze szczęścia. 

background image

Mroczny Szept

 

 

175 | 

S t r o n a

 

 

- Lucien mówił, Ŝe mu napisałeś o gościach, ale nie miałam pojęcia, 

Ŝe to więcej Harpii! 

- Teraz wiesz. Są w siłowni. A więc co to za sprawa z Harpiami i 

snem? 

Roześmiała mu się w twarz. 
- Sam to rozgryź – odparła ruszając do drzwi. – Mam spotkanie 

Skyhawk do zobaczenia. 

Poszedł za nią do siłowni, teŜ ciekawy jak przebiegnie spotkanie. 
Trio – które juŜ się rozgościło – zobaczyło boginię, przestało 

podrzucać i łapać sztangi, jakby to były małe kamyki, i podbiegły do 
niej, obejmując. 

- Anya! Zniknęłaś bez słowa, suko! 
- Gdzie byłaś? 
- Co tu robisz? 
Zarzuciły ją pytaniami jednocześnie, ale jej to nie przeszkadzało. 
- Przepraszam za to, dziewczynki. PodróŜowałam po całym świecie. 

Wiecie, rozsiewając znaki, powodując kłopoty i zakochując się w 
Śmierci we własnej osobie. Jestem tu, bo to mój dom. Zobaczcie co 
zrobiłam z tym miejscem. 

Ściskały się, rozmawiały i śmiały. Sabin próbował się wtrącić kila 

razy, ale został całkowicie zignorowany. W końcu się poddał i zostawił 
je, mając zamiar znaleźć Anyę później i znów spytać o Harpie i sen. 
Pytanie sióstr nie miało sensu. Jak się juŜ nauczył, Harpie Ŝyły według 
własnych zasad i nie chciał przypadkowo poniŜyć Gwen swoją 
ignorancją. 

Gwen. 
KaŜda minuta z nią była niebezpieczna. Ostatnia noc była najgorsza. 

Pozostał przy jej boku, czując jej zapach, słysząc wełnę ślizgającą się 
po skórze, ale zachowali dystans, kaŜde pozostając po swojej stronie 
materaca. Wziąłby ją – był słaby jeśli o nią chodzi, to pyszne ciało i 
niewiarygodna skóra były zbyt kuszące, więc w końcu przyznał się do 
słabości – ale za kaŜdym razem, gdy po nią sięgał, Zwątpienie zaczynał 
sączyć truciznę. 

A jeśli zginie, gdy ją zatrzymasz? Jeśli zechce więcej, niŜ moŜesz dać i 

odejdzie, gdy nie będziesz mógł jej tego dać? 

Znów nienawidził demona. 
Tylko przy jej siostrach się uciszał, a Sabin nie wiedział, dlaczego. 

Rozgryzie to. Był zdeterminowany. Bo jeśli uda mu się jakoś sprawić, 
Ŝeby demon uciszał się przy Gwen, będzie mógł ją mieć. MoŜe na 
zawsze. 

background image

Mroczny Szept

 

 

176 | 

S t r o n a

 

 

Po sprawdzeniu więźniów – kto był ciągle zbyt słaby do kolejnych 

tortur i kto przetrwał – poszedł do kuchni, Ŝeby zrobić coś do jedzenia 
dla Gwen. Całe jedzenie zniknęło. Jeśli mowa o déja vu. Nic nie 
zostało, nawet paczka chipsów. Przypuszczał, Ŝe Harpie tu były. 

Z westchnieniem, wszedł do swojej sypialni. Gwen nie była juŜ w 

łóŜku. Zamierając, zaczął na nią polować. Znalazł ją na dachu z Anya i 
siostrami – grającymi w Kto Spadnie Z Dachu I Złamie Najmniej Kości.  

- Zostawiłem cię na mniej niŜ godzinę – powiedział do Gwen. – Nie 

waŜ się skakać. 

- Tylko patrzę – zapewniła z uśmiechem. Uśmiech, który przyprawił 

go o ból w piersi. 

Wojownicy stali na ziemi poniŜej i teŜ patrzyli. Przybrali 

zrezygnowane spojrzenia, ale z rezygnacją zmieszany był podziw. 
Zatapiali się w skórze Harpii, jakby to było wino. 

- Dość tego – powiedział Sabin, zanim któraś Harpia znów skoczyła. 

– Mamy trening. 

Nie zgodzili się z zachwytem, ale się zgodzili i wkrótce kaŜdy 

mieszkaniec fortecy był na ziemi, jęki wypełniły powietrze, zapach krwi 
i potu przegonił zwierzęta. 

Sabin stał na boku, po prostu obserwując wydarzenia. Torin właśnie 

mu napisał, Ŝe do niego idzie. 

W końcu wojownik się pokazał. Zachowując bezpieczny dystans 

między nimi, StraŜnik Zarazy stanął u jego boku.  

- Wszyscy byli tacy zajęci, więc doszedłem do wniosku, Ŝe zwołanie 

kolejnego zebrania nie będzie dobre i próbuję złapać kaŜdego 
pojedynczo.  

- Znalazłeś coś? 
- Och, tak – Wygiął ciemne brwi, które były zaskakującym 

kontrastem dla białych włosów. – Znalazłem niejasny, krótki artykuł o 
szkole dla „obdarzonych” dzieci w Chicago. Dzieci, które mogą unosić 
samochody, zmusić ludzi słowami do zrobienia czegokolwiek, 
poruszają się szybciej niŜ moŜe to uchwycić oko. I załap to: cała rzecz 
naleŜy do Światowego Instytutu Parapsychologii. 

Oczy Sabina się rozszerzyły. 
- Liceum Łowców. Tak jak powiedział więzień. 
- Taa. To nie moŜe być zbieg okoliczności, wiesz? 
- Musimy poszukać tego obiektu. 
- Zgadzam się. Dlatego robimy zebranie w ciągu dwóch dni. 

Niektórzy muszą tam ruszyć inni powinni zostać i poszukać osób 
wypisanych w zwojach. Muszę tylko wiedzieć, co kto będzie robił. 

background image

Mroczny Szept

 

 

177 | 

S t r o n a

 

 

Uniósł głowę, Ŝeby powiedzieć, Ŝe pojedzie – zabić Łowców, uratować 

te dzieci i moŜe w końcu zdjąć Gwen z celownika – gdy dotarły do niego 
wszystkie słowa Torina. 

- Chwila. Zwoje? 
Lekki wiatr przepłynął wokół nich, unosząc włosy Torina. Odsunął 

pasma z twarzy, odzianą w rękawiczkę dłonią. 

- Kronos właśnie złoŜył mi wizytę. 
śołądek Sabina się zacisnął. 
- Próbowałem go wzywać, ale mnie zignorował. 
- Szczęściarz. 
- Co powiedział? 
- znasz ten dryl. „Rób jak rozkaŜę, albo będę torturował wszystkich, 

których kochasz – odparł Zaraza wysokim, aroganckim głosem. 

Odtwarzanie roli padło. 
- Taa, ale co ci rozkazał robić? Znaleźć kogoś, mówisz? 
- Dojdę do tego. Wiesz, Ŝe chce śmierci Galena tak bardzo jak my, 

odkąd Danika przewidziała, Ŝe Galen go zabije? CóŜ, zwoje, które mi 
dał są listą imion. Imion innych opętanych przez demony 
nieśmiertelnych. Nie uwierzysz jak wielu ich jest. Są puste linie, jakby 
kilka imion zostało wymazanych. Dziwne, nie?  Myślisz, Ŝe to znaczy, 
Ŝe jakoś zginęli? 

- MoŜe – Dopiero ostatni – dzięki Danice – dowiedzieli się, Ŝe nie są 

jedynymi opętanymi przez demony nieśmiertelnymi kręcącymi się w 
pobliŜu. Wyglądało na to, Ŝe w puszce Pandory było więcej demonów 
niŜ wojowników, których trzeba było ukarać i pozostałe duchy 
umieszczono w więźniach Tartaru. Więźniach, którzy teraz zaginęli. 

- W kaŜdym razie, Kronos myśli, Ŝe moŜemy znaleźć naszych braci i 

uŜyć ich, Ŝeby pozbyć się Galena raz na zawsze. Mogą pomóc na go 
zamknąć, powstrzymać od sprawiania kłopotów. 

Sabin potrząsnął głową. 
- Byli więźniami, co znaczy, ze nawet bogowie nie mogli ich 

kontrolować. Nie moŜemy ufać im wystarczająco, Ŝeby ich uŜyć. Poza 
tym, mimo tego jak bardzo chcemy śmierci Galena, wiem jak 
niebezpieczne będzie uwolnienie jego demona na świat. A co 
powstrzyma tych obcych przed zrobieniem tego? 

- Chwytam. I tak, jesteśmy wystarczająco litościwi, Ŝeby pozwolić mu 

zatrzymać głowę, ale Galen moŜe nam nie oddać przysługi. Oni są 
właśnie takimi stworzeniami, jakich moŜe chcieć w swojej armii, co 
znaczy, Ŝe musimy ich znaleźć zanim on to zrobi. 

background image

Mroczny Szept

 

 

178 | 

S t r o n a

 

 

Sabin wiedział teŜ, ze muszą uszczęśliwić Kronosa. Złe rzeczy się 

dzieją, kiedy wchodzisz królowi bogów w drogę.  

- Musimy teŜ znaleźć pozostałe artefakty, a one są w tej chwili trochę 

waŜniejsze. 

- Nie moŜemy ich znaleźć jednocześnie unikając nieśmiertelnych 

zdeterminowanych, Ŝeby nas zabić – powiedział Torin. – Więc, najpierw 
musimy znaleźć szkolę i zneutralizować zagroŜenie. Zostajesz czy 
ruszasz? 

- Ja… - Spojrzenie Sabina zatrzymało się na Gwen, która upadła na 

tyłek Ŝeby uniknąć słabego – celowo, był tego pewien – uderzenia 
mieczu siostry. Jego dłonie zwinęły się w pięści. Zrań ją a umrzesz
pomyślał w kierunku siostry, mimo Ŝe wiedział, Ŝe specjalnie osłabi 
ciosy. Nawet więcej, wiedział, Ŝe jest hipokrytą przez myślenie czegoś 
takiego, kiedy sam się zobowiązał nie ułatwiać Gwen niczego. 

Jeśli pojedzie do Chicago, będzie musiał zostawić Gwen. Nie była 

jeszcze gotowa do bitwy. Mógł zabrać jej siostry ze sobą, wykorzystać 
je, Ŝeby zapewnić bezpieczeństwo dzieciom. Dzieciom, które pewnie 
będą walczyć z nim i innymi Lordami, bo były wychowywane w 
nienawiści do nich. Albo mógł zostawić Harpie, Ŝeby jej strzegły. śadna 
opcja go nie satysfakcjonowała. Nie podobała mu się myśl o 
zostawieniu Gwen samej. CóŜ, nie samej, ale bez niego. I nie podobała 
mu się myśl o niepotrzebnym straszeniu tych dzieci. 

Clang. Click. 
Uderzenie metalu o metal wybiło go z zamyślenia. Gideon i Taliyah 

walczyli, ich spojrzenia były mroczne, powaŜne. Strider i Bianka 
okładali się ciosami, a Harpia się śmiała. W końcu Strider zrezygnował 
z pełnego starcia z nią, cofnął się nawet mimo tego, Ŝe przegrana mogła 
dla niego oznaczać kilka dni w łóŜku, wijąc się z bólu i płacząc za 
mamusią, której nigdy nie miał. Potem Bianka złamała mu nos i 
wkopała mu jaja do gardła. Walka rozgorzała. 

Amun był w końcu na nogach. Siedział na boku polerując topór i 

obserwował… kogoś. Sabin nie był pewny, kogo. Jeszcze. Podejrzewał, 
Ŝe jedną z Harpii. 

- Kogo na razie poinformowałeś? – zapytał Torina. 
- Ty jesteś pierwszą osobą, którą zapytałem. 
- Pojadę – powiedział, zanim zdąŜyłby się rozmyślić. Najpierw wojna. 

– Daj mi pięciu innych wojowników. Spróbuję teŜ załatwić Harpię – 
Zostaną dwie siostry, Ŝeby bronić Gwen, jednocześnie dając mu 
niewielką przewagę.  

Torin skinął i odszedł.  

background image

Mroczny Szept

 

 

179 | 

S t r o n a

 

 

Podejmując decyzję, Sabin ruszył do przodu. 
- Niańczysz ją – parsknął do Kaii. Niezbyt dobry sposób, Ŝeby zdobyć 

sympatię kobiety, ale nie dbał o to. śycie Gwen było zbyt waŜne, Ŝeby 
ją rozpieszczać. Był tylko zadowolony, Ŝe nie podziękował Harpii za 
delikatność. 

Rudowłosa Harpia obróciła się, rzucając sztylet w jego serce. 
- Jasne, do diabła! Rzuciłam nią sześć razy. 
Tak i wszystkie sześć razy zapragnął rzucić Kaią. Nachmurzony, 

złapał ostrze zanim uderzyło. 

- Rozluźniasz łokcie przed uderzeniem. Nie uczysz jej właściwej 

techniki i pozwalasz jej poznać swoją siłę i przeciwdziałać. Do diabła, 
pokazujesz jej, Ŝe nieczysta walka i zwycięstwo za wszelką cenę są 
niewłaściwe. Po prostu… znajdź kogo innego do zabawy – powiedział 
jej. – Przejmuję lekcje Gwen. Narobiłaś wystarczająco szkód. I jeśli 
ośmielisz się interweniować, poŜałujesz tego. Nie dbam o to, co widzisz, 
na co się zgadzasz czy co ci się nie podoba, trzymaj się z dala. To dla jej 
dobra. 

Usta Kaii się otwarły, jakby nie mogła uwierzyć, Ŝe ktoś przemówił 

do niej w taki sposób. Potem ruszyła ku niemu z mordem w oczach, 
odkrytymi pazurami, ostrymi zębami błyszczącymi w promieniach 
słońca. 

- Złamię ci kark jak gałązkę, demonie. 
Rozdzierający uszy dźwięk wydobył się ze słodkiej, małej Gwen. 
Oboje zamarli. Nawet Taliyah i Bianka zaprzestały walki, Ŝeby 

spojrzeć na Gwen, gdy się pochyliła ze wzrokiem utkwionym w 
rudowłosej siostrze. Białka jej oczu nagle stały się czarne. 

- śartujecie, kurwa? – sapnęła Kaia. – Ona chce mnie zaatakować. 

Co ja zrobiłam? 

- Grozisz jej męŜczyźnie – powiedziała zimno Taliyah. – Powinnaś 

wiedzieć lepiej. Mam nadzieję, Ŝe jej szpony znajdą drogę do twojego 
kręgosłupa. 

Jej męŜczyzna. Na te słowa po prostu stwardniał natychmiast, co 

było zawstydzające. Nie mógł jej pozwolić skrzywdzić siostry. Nigdy by 
sobie nie wybaczyła. Podszedł do niej, kaŜdy krok był powolny, 
zamierzony.  

- Gwen, uspokój się. Rozumiesz? 
Kłapnęła na niego zębami, niemal przejeŜdŜając pazurami po jego 

podbródku. Tylko szybki refleks uratował go przed mocnym 
ugryzieniem. 

- Gwendolyn. To nie było miłe. Mam cię ugryźć? 

background image

Mroczny Szept

 

 

180 | 

S t r o n a

 

 

- Tak. 
Okej, teraz był twardszy niŜ skała. 
- CóŜ, nie zostanie mi nic do gryzienia, jeśli się nie uspokoisz. 
Jakoś jej to dosięgło. Oblizała usta, oczy wróciły do normalnego 

wyglądu, ciało się wyprostowało. Przeszyło ją drŜenie i przestąpiła z 
jednej stopy na drugą. Nie dotknął jej, jeszcze nie. Nie potrafiłby się 
zatrzymać a mieli świadków. 

Wypuściła nosem głęboki oddech. 
- Przepraszam – powiedziała łamiącym się głosem, przypominając 

mu wypadek w piramidzie. – Przepraszam, nie chciałam… Nie 
powinnam… Zraniłam kogoś? – Wilgotne oczy uniosły się ku niemu, 
złote jak słońce i szare jak burzowe chmury. 

- Nie. 
- Ja… Wrócę do naszego pokoju. Ja… 
- Zostaniesz tu i będziesz ze mną walczyć. 
- Co? – Ze zszokowanym spojrzeniem, cofnęła się. – O czy ty mówisz? 

Myślałam, Ŝe chciałeś, Ŝebym się uspokoiła. 

- Chciałem. Na razie – Chwycił koszulkę i ściągnął ja przez głowę, 

upuszczając materiał na ziemię. Automatycznie jej spojrzenie opadło 
do jego Ŝeber i przylgnęło do tatuaŜu. – Będziemy walczyć. Nie zranisz 
nikogo oprócz mnie. 

- Wolę obejrzeć twój tatuaŜ – odparła ochryple. – Nie miałam szansy 

prześledzić go pod prysznicem a śniłam o tym. 

Wielki Panie. Jeśli mowa o nagłym dojściu. Zamiast rzucić się na 

nią, jak pragnął, zmusił się, Ŝeby wykopać nogę, łącząc jej kostki i 
posłać ją na ziemię. 

- Lekcja pierwsza. Rozproszenie cię zabije. 
Wypuściła powietrze i spojrzała na niego w górę z niedowierzaniem. 

Nawet… oskarŜaniem o zdradę? 

Bogowie. Czy naprawdę musi to robić? Utwardź swoje serce, dupku. 

Traktuj ją jak Cameo. Jak jej siostry. Jak kaŜdą inną kobietę.  

Znienawidzi cię. Ona… 
Ani jednego słowa więcej. 
Ale… 
Cisza! 
- Przewróciłeś mnie – powiedziała. 
- Tak – I zrobi duŜo, duŜo więcej zanim skończą. Tak musi być. Nie 

moŜe okazać litości. Inaczej nigdy się nie nauczy. Nigdy nie będzie 
bezpieczna. 

background image

Mroczny Szept

 

 

181 | 

S t r o n a

 

 

Na szczęście jej siostry się nie ruszyły i nie próbowały go 

powstrzymać. 

- Wstań – Wyciągnął rękę i złapała ją. Ale nie pomógł jej wstać. 

Szarpnął ją ku swojemu ciału, wstrząsając jej mózgiem i przyciskając 
jej ręce do boków. – Lekcja druga. Przeciwnik nigdy ci nie pomoŜe. 
MoŜe się zachowywać jakby chciał, ale nigdy, przenigdy mu nie wierz. 

- Dobre. Teraz puść – Szarpnęła i uwolnił ją, pozwalając jej upaść 

plecami na ziemię. Natychmiast wstała, rzucając mu płonące 
spojrzenie.  

- Próbujesz mnie zabić! 
- Takie dramatyczne. Hartuj się. Nie jesteś człowiekiem. MoŜesz 

znieść wszystko, co zaserwuję. Wiesz to dobrze. 

- Zobaczymy – mruknęła. 
Przez następną godzinę pracował na nią. Walka wręcz, sztylety. Na 

jej korzyść: nie skarŜyła się, nie błagała Ŝeby przestał. Skrzywiła się 
parę razy, krzyknęła raz, dwa razy myślał, Ŝe zaleje się łzami. Jego 
pierś zaciskała się przy tym boleśnie i zauwaŜył, Ŝe się cofa, nie uŜywa 
całej siły. 

Jak Kaia. 
Mięczak. Tym był hańbą dla siebie i swoich ludzi. Był gotowy 

zrezygnować, coś czego nigdy wcześniej nie zrobił. Coś, co dokuczałoby 
mu przez resztę niekończącego się Ŝycia. 

Wszyscy Lordowie, wszystkie Harpie, William, Anya, Ashlyn i Danika 

obserwowali ich chciwie. Niektórzy rzucali w nich popcornem. 
Niektórzy się zakładali, kto wygra. William uderzał do sióstr Gwen… 
nie dosłownie. Gwen drŜała, z kaŜdym ciosem mocniej. Nie 
przetrwałaby pięciu minut w prawdziwej bitwie.  

- Nawet nie jesteś blisko zranienia mnie – burknął. – Daj spokój. 

Spraw, Ŝebym na to zapracował. Ogrywam cię i ogrywam a ty się 
dajesz. Pozwalasz. Niemal witasz. 

- Zamknij się! – Pot kapał z jej twarzy, jej koszulka przylegała do 

ciała. – Nie witam cię. Nienawidzę cie. 

KaŜdy, kogo trenował mówił to, w którymś momencie, ale ten 

pierwszy raz poczuł te słowa w duszy, palące, sprawiające ból.  

- Więc dlaczego się nie poddajesz? Czemu to robisz? Dlaczego 

próbujesz się nauczyć walczyć? – ZaŜądał odpowiedzi, znów łatwo ją 
przewracając. Chciał powodów, dla których posuwała się tak daleko. 
MoŜe to ją zmotywuje. – MoŜesz zostać zraniona. Przeze mnie. Przez 
Łowców. 

background image

Mroczny Szept

 

 

182 | 

S t r o n a

 

 

Upadła, ale szybko wstała, wypluwając kurz. Rany i siniaki znaczyły 

ją od czubka głowy po palce u stóp. Jej dŜinsy były podarte od wielu 
wywrotów. 

- Łowcy zasługują na śmierć – została w miejscu, dysząc. – Poza tym 

juŜ zostałam ranna. Przetrwałam. Uleczyłam się. 

Przez jego krew. To była najgorętsza rzecz, jaką kiedykolwiek robił, 

oddając swoją esencję kobiecie. Chciał dać jej więcej, kaŜdą kroplę. To 
pragnienie rosło z kaŜdą miniona godziną. 

Sabin przesunął dłonią po twarzy, ścierając brud. 
- To nie działa. – Nie mogła znieść więcej i nie był pewien czy on jest 

w stanie więcej zaserwować. – Musimy spróbować czegoś nowego. 

- Jedyną rzeczą, jakiej nie próbowaliśmy jest uwolnienie mojej 

Harpii. Wtedy byłoby ci przykro. Desperacko chce cie dorwać w swoje 
ręce. 

Oczy mu się rozszerzyły. Oczywiście. 
- Masz rację. Jeśli planujesz walczyć z Łowcami – choć juŜ nie był 

pewien czy na to pozwoli – chwila, skąd ta myśl? – Musisz się nauczyć 
szybko wzywać Harpię. Co znaczy, Ŝe musisz wezwać ją teraz i 
potrenować. 

KaŜda odrobina koloru odpłynęła z jej twarzy. Potrząsnęła głową. 
- DraŜniłam się z tobą, chciałam cię przestraszyć. Nie mówiłam 

powaŜnie. 

- MoŜe chcesz to przemyśleć, demonie – zawołała Bianka z boku, 

odrzucając czarne włosy na przez ramię. – Nie nauczyła się jeszcze 
kontrolować Harpii. Wkurz ją, a moŜe cię nawet zjeść. 

Obrócił się profilem do Gwen. Część niego miała nadzieję, Ŝe go 

zaatakuje, udowodni, Ŝe słuchała i ruszy po krew, gdy przeciwnik jej 
rozproszony. Ale tego nie zrobiła. Przypuszczał, Ŝe ma zbyt miękkie 
serce. 

- A ty? Nauczyłaś się to kontrolować? 
Wygięła usta w uśmiechu. 
- Tak. Zajęło mi to tylko dwadzieścia lat, ale lubiłam tę część siebie, 

w przeciwieństwie do Gwen. 

Super. Teraz zrozumiał, ze nie moŜe zostawić Gwen i wyjechać do 

Chicago, nawet z dwoma pilnującymi jej siostrami. Jeśli przypadkowo 
straci kontrolę nad Harpią moŜe zranić wojowników, którzy zostaną. 
Tylko on wydawał się zdolny ją uspokoić. Czy moŜe ją zabrać i zostawić 
ją gdzieś, gdy ruszy na wojnę? Samą? NiestrzeŜoną? 

Kurwa. Będzie musiał z nią zostać. 
Ku jego zaskoczeniu, ta decyzja przyniosła mu więcej ulgi niŜ irytacji. 

background image

Mroczny Szept

 

 

183 | 

S t r o n a

 

 

- Jak się w końcu nauczyłaś? – zapytał Biankę. 
- Praktyka. śal – ostatnie słowo ze śladem smutku. Pewnie zabiła 

ludzi, o których dbała, tak jak Gwen bała się zrobić. 

W końcu w pełni skupił się na Gwen. 
- CóŜ, zafunduję ci przyśpieszone szkolenie. Wypuść Harpię. 

Pobawimy się razem. 

- Nie – Znów dziko potrząsnęła głową, cofając się, wyciągając dłonie 

Ŝeby utrzymać go z dala – Za cholerę. 

Bardzo dobrze. Zacisnął szczękę. To dla jej dobra. Zrób to. Musisz. 

Wziął głęboki oddech. 

Zwątpienie, bierz ją. 
Szczęśliwy, Ŝe moŜe zabrać się za nią bez restrykcji, demon rzucił się 

na nią w mgnieniu oka. 

Wczoraj przygniótł twoją siostrę do łóŜka. Jest taka ładna, taka silna. 

Zastanawiam się czy chciałby, Ŝebyś się nie obudziła. Czy Ŝałuje, Ŝe 
dał ci swoją krew, Ŝeby uczynić cię silną. Zastanawiam się czy 
wyobraŜa sobie siebie z Kaią nawet w tej chwili, te wszystkie włosy 
rozrzucone na jego udach, gdy ssie go do sucha. MoŜe dlatego uderza 
cię tak mocno – Ŝebyś od niego odeszła, zostawiając pole siostrze. Albo 
moŜe ma nadzieję, Ŝe będziesz tak obolała, Ŝe nie będziesz protestować, 
gdy zdecyduje zrobić do niej drugie podejście. Dziś wieczorem. Całą noc. 

W jednej sekundzie Gwen stała przed nim, w następnej chwyciła go, 

lecąc z nim w powietrzu, las mignął pod nimi, rozmazany. Gdy minęła 
wieczność, jego plecy uderzyły w pień drzewa, a oddychanie stało nie 
niemoŜliwym marzeniem. 

Jej zęby były obnaŜone, szponami zrywała z niego spodnie. Chwycił 

ją za ramiona, nie wiedząc czy chce ją odepchnąć czy przyciągnąć 
bliŜej. Była Harpią, totalnie i kompletnie, jej oczy były idealnym 
nocnym niebem, włosy odsłaniały dzikie spojrzenie. 

- Gwen. Musimy wrócić na pole. 
- Nie ruszaj się – powiedziała, jej głos był wysoki i nagle zatopiła zęby 

głęboko w jego karku i nawet nie mógł się ruszyć, Ŝeby ratować Ŝycie. – 
Jesteś mój. Mój! 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

184 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 18

Rozdział 18

Rozdział 18

Rozdział 18    

    

Umysł Gwen był wirem działania. W większości wzburzonym, 

mrocznym. Zeszłej nocy próbowała zignorować urok Sabina, bo nie 
wydawało się, Ŝeby jej chciał. Spał koło niej – jego cytrynowo-miętowy 
zapach wypełniał jej noc, napływało do niej jego ciepło, jego chrapliwe 
oddechy dzwoniły jej w uszach, ciało miała wyczulone na kaŜdy jego 
ruch, skóra cierpła za dotykiem, pojedynczym dotykiem, serce 
galopowało – ale nie wykonał ruchu. Nie miała juŜ moŜliwości 
ignorowania go. 

Miała na jego punkcie obsesję. Chciała dowiedzieć się o nim 

wszystkiego. Chciała spędzać z nim kaŜdą minutę. Chciała, Ŝeby do 
niej naleŜał. Będzie naleŜał, zaskrzeczał głos w jej umyśle. Ten 
szarpiący teraz smycz, ponaglający ją do zrobienia tych wszystkich 
niegrzecznych rzeczy, o jakich kiedykolwiek fantazjowała. Co z tego, Ŝe 
Sabin nie był tym, o czym zawsze marzyła dla siebie? Co z tego, Ŝe 
zdradziłby ją natychmiast, gdyby to mu pomogło wygrać jego wojnę? 
Nie było nic złego w cieszeniu się chwilą obecną. Z nim. Jeśli myśli o 
wzięciu jej sióstr… 

Wiedziała, Ŝe demon Zwątpienia szeptał te wszystkie straszne myśli. 

Poznała trujące mamrotanie, ale nie była w stanie powstrzymać 
brutalnej wściekłości. Sabin i Kaia… do diabła, nie. Nikt go nie 
dotknie, nie wyłączając tych, których kochała. MoŜe to było 
irracjonalne, ale nie dbała o to. 

Kilka razy mówił, Ŝe pragnie tylko Gwen. CóŜ, teraz to udowodni, do 

cholery. 

Przygniotła go do drzewa i nie mógł nic zrobić, Ŝeby uciec. Był jej. 

Jej, jej, jej Ŝeby zrobiła z nim, co chce. I w tej chwili, chciała go 
nagiego. JuŜ zdjął koszulkę na polu, więc zostały tylko spodnie. 
Pracowała nad guzikiem, potem suwakiem. W sekundy, ubranie nie 
było niczym więcej jak wstąŜkami w ciepłym powietrzu. 

Nie nosił bielizny. 
- Sądzę, Ŝe moje slipy zostały ukradzione – powiedział głupkowato, 

podąŜając za jej spojrzeniem. 

Jego erekcja zerwała się na wolność, długa, nabrzmiała, dumna i 

Gwen z trudem wciągnęła powietrze z przyjemności. Jego jądra były 

background image

Mroczny Szept

 

 

185 | 

S t r o n a

 

 

cięŜkie i napięte. Oblewały go promienie słońca, zmieniając brąz jego 
skóry w przepyszne złoto. Dziś ją popychał i przyjmowała to bez słowa 
(w większości) skargi. W głębi duszy, wiedziała, Ŝe potrzebuje tego 
rodzaju treningu. Nigdy więcej nikt nie będzie do niej strzelał, niczym 
do indyka na święta. Plus, część niej naprawdę chciała pokonać 
męŜczyznę, który nią poniewierał. Plus, chciała zaimponować 
Sabinowi. On cenił siłę. 

- Mój – powiedziała, owijając palce wokół jego członka. Nie 

poznawała swojego głosu. Był wyŜszy, bardziej chrapliwy. Kropla 
wilgoci spłynęła na jej rękę. 

Wygiął biodra do przodu, zmuszając jej dłoń do ześlizgnięcia się do 

jego podstawy. 

- Tak – wycedził przez zaciśnięte zęby. 
Zacieśniła uścisk. Jej wizja była trochę zniekształcona, przechodząca 

w podczerwień, więc mogła zobaczyć pulsujące w nim ciepło.  

- Powiedz twojemu demonowi, Ŝeby zamknął mordę albo go 

wypatroszę.  

- Jest cicho odkąd mnie staranowałaś. 
Dobrze. Musiała równieŜ wystraszyć leśne zwierzęta i insekty, bo nie 

dochodziły jej Ŝadne dźwięki. Była z Sabinem kompletnie sama, około 
milę od miejsca, w którym trenowali. 

- Rozerwij moje ubranie. Teraz. 
Nieprzywykły do przyjmowania rozkazów, sięgnął ku niej powoli. 

Puściła go, Ŝeby sama się tym zająć. 

- PołóŜ rękę z powrotem – warknął. 
W chwili, gdy to zrobiła zaczął szarpać na niej ubranie, robiąc 

wszystko, co konieczne, Ŝeby je z niej ściągnąć, bez przerywania 
kontaktu. W końcu była naga, ich rozgrzane skóry dotknęły się i 
jęknął. 

- Piękna – Przesunął dłońmi w dół jej pleców, zatrzymał się. – 

Skrzydła? 

- Problem? – Ciepłe powietrze ją pieściło, utwardzając sutki, gładząc 

wilgotny ból między nogami. Niezmienny ból. Ten, który nie opuścił jej 
od ich prysznica. 

- Pozwól mi zobaczyć – Obrócił ją. Przez chwilę nie było nic, Ŝadnej 

reakcji, Ŝadnego komentarza. Nawet nie oddychał. Potem wycisnął 
miękki pocałunek na drobnej, trzepoczącej powierzchni. – Są 
niesamowite. 

śaden męŜczyzna nigdy nie widział jej skrzydeł. Ukrywała je nawet 

przed Tysonem, nie pozwalając im wyjrzeć ze szczelin w plecach. 

background image

Mroczny Szept

 

 

186 | 

S t r o n a

 

 

Rozdzierały ja, udowadniając jak bardzo jej inna. Ale pod spojrzeniem 
Sabina, czuła… dumę. DrŜąc, obróciła się na pięcie, wracając do 
poprzedniej pozycji.  

- Zacznijmy. 
- Jesteś pewna, Ŝe tego chcesz, Gwendolyn? – Jego głos był ochrypły 

i niski, niemal uzaleŜniający. 

- Nie moŜesz mnie powstrzymać – Właściwie nic by jej nie 

zatrzymało, nawet gdyby zaprotestował. Będzie go miała, pozna jego 
smak, poczuje go w środku, dziś, teraz, w tej chwili. Część niej 
wiedziała, Ŝe nie jest sobą w tej chwili, ale druga część w ogóle o to nie 
dbała. Kiedyś Sabin oznaczył ją, Ŝeby jego przyjaciele trzymali się z 
dala. Teraz ona oznaczy jego

- Jesteś pewna, Ŝe ty tego chcesz, a nie tylko Harpia? 
Nie sprawi, Ŝe poczuje się winna. 
- Przestań mówić. Będę cie mieć. Nie dbam o to, co powiesz. 
- Bardzo dobrze – Jej świat się obrócił i postrzępiona kora wbiła jej 

się w plecy. Sabin kopnął jej kostki, rozdzielając jej nogi. Szybko 
wsunął między nie udo i umiejscowił jej łechtaczkę dokładni na swoim 
kolanie. 

- Będą konsekwencje. Mam nadzieję, Ŝe o tym wiesz. 
- Czemu ciągle mówisz? – PoniewaŜ jego erekcja była tak nabrzmiała, 

nie mogła zamknąć na niej palców i łatwo straciła uścisk. To ją 
wkurzyło i warknęła. – Oddaj. 

- Nie. 
- Teraz! 
- Niedługo – obiecał, przygryzając płatek jej ucha.  śeby ją 

rozproszyć, diaboliczny męŜczyzna? Nie waŜne, działało. 

Gdy krzyknęła z niesamowitego odczucia, zniŜył się i zajął jej usta 

swoimi. Jego język zanurzył się głęboko, biorąc, dając, Ŝądając, 
błagając, obracając się i znacząc kaŜdy jej cal. Najpierw uderzył ją 
smak mięty, potem cytryn, potem smaki stały się częścią niej, jego 
oddech teraz był jej. 

Zacisnęła palce w jego włosach i przyciągnęła go bliŜej. Ich zęby się 

zderzyły, obrócił głowę, sięgając głębiej. Jej piersi otarły się o jego tors, 
tarcie było tak dekadenckie, Ŝe jej nogi drŜały. I nagle nogi juŜ jej nie 
podtrzymywały – on to robił. Opadła kompletnie na jego kolano, 
ślizgając się w górę i dół, w tył i przód, przeszywały ją strumienie 
odczuć. 

- To ciasny uścisk – powiedział chrapliwie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

187 | 

S t r o n a

 

 

Zbierając kaŜdą uncję człowieczeństwa, jaką w sobie miała, 

rozluźniła go. Rozczarowanie ją napełniło, Harpia skrzeczała, Ŝądając 
Ŝeby go zmusiła, Ŝeby to lubił.  

Sabin zmarszczył brwi. 
- Co robisz? To ciasny uścisk, ale chcę ciaśniejszego. Nie złamiesz 

mnie, Gwen – gdy schwycił i ścisnął jej pupę, ośmielając ją, opuścił 
głowę i twardo wessał do ust jeden z jej sutków. 

Krzyknęła, brzuch jej drŜał, jej ręce wróciły do jego włosów, szarpiąc 

mocno. Jego słowa… cholera, były piękne jak pieszczota, uwalniały ją 
w sposób, jakiego sobie nigdy nie wyobraŜała.  

- Kocham to, jaki jesteś silny. 
- Nawzajem. Chcę wszystkiego, co masz do dania – Kopnął jej kostki 

i przewróciła się na ziemię. Sabin podąŜył za nią, nie zwalniając 
wyprawy do jej wnętrza. Gdy go sięgnął, rozchylił jej nogi jak bardzo się 
dało i spojrzał na nią. 

- Dotknij – zaŜądała. 
- Taka śliczna. Taka róŜowa i wilgotna – Jego powieki opadły, oblizał 

usta jakby juŜ sobie wyobraŜał jej smak. Ciemne oczy świeciły. – 
Miałaś męŜczyznę? 

Nie było powodu kłamać. 
- Wiesz, Ŝe tak. 
Mięśnie napięły się na jego szczęce. 
- Ten pieprzony Tyson traktował cie dobrze? 
- Tak – Jak mógł zrobić coś źle, skoro była z nim tak spokojna jak 

tylko mogła? Ale tutaj, teraz, nie chciała się hamować. Jak powiedział 
Sabin, nie mogła go złamać. Cokolwiek mu da, mógł przyjąć… chciał. 
ChociaŜ jeszcze w nią nie wszedł, jej przyjemność osiągnęła nowy 
poziom. 

- Myślę, Ŝe go zabiję – wymamrotał, obracając jej sutek między 

palcami. – Ciągle o nim myślisz? 

- Nie – I nie chciała teŜ o nim rozmawiać. – Miałeś kobietę? 
- Niewiele, biorąc pod uwagę, jaki stary jestem. Ale chyba więcej niŜ 

człowiek moŜe kiedykolwiek mieć. 

Przynajmniej był w tym szczery. 
- Myślę, Ŝe je zabiję – Niestety, to nie była pusta groźba. Gwen czuła 

wstręt do przemocy, uciekała przed walką, ale teraz byłaby szczęśliwa 
mogąc wbić sztylet w serce, kaŜdej kobiety, która go smakowała. 
NaleŜał do niej. 

- Nie ma potrzeby – powiedział Sabin i były duchy w jego oczach. 

Potem schylił się, polizał ją i jęknął, jego spojrzenie wypełniła rozkosz. 

background image

Mroczny Szept

 

 

188 | 

S t r o n a

 

 

Jej plecy się wygięły, spojrzenie pobiegło prosto do nieba. Słodki 

ogień, taki cudowny. Sięgnęła za siebie i uchwyciła się podstawy 
drzewa, instynktownie wiedząc, Ŝe musi się trzymać przed jazdą 
swojego Ŝycia. 

- Więcej? – zapytał ochryple. 
- Więcej! 
Lizał ją bez końca, a jego palce dołączyły do zabawy, rozchylając ją, 

sięgając głęboko. Nie musiała pytać czy to lubił, ssał ją jak cukierka i 
sięgała kaŜdego zmysłowego szczytu. 

- Dobrze – pochwalił. – W ten sposób. Trzymam swojego członka w 

dłoni, nie mogę nic na to poradzić, wyobraŜam sobie, Ŝe to twoja dłoń, 
gdy mam niebo w ustach. 

Jej krzyki odbijały się echem w lesie, kaŜdy bardziej ochrypły od 

poprzedniego. Prawie… tak blisko. 

- Sabin. Proszę. 
Zatopił zęby w jej łechtaczce i to wystarczyło. Szczytowała, skóra się 

napięła, mięśnie podskakiwały w radości, kości zderzały ze sobą. 

Lizał ją dopóki nie wyssał kaŜdej kropli. 
Kiedy dyszała, Sabin ją obrócił i ustawił na rękach i kolanach. 

DraŜnił ją czubkiem swojego członka, przesuwając nim po jej fałdkach, 
ale jeszcze nie wchodząc. 

- Chcę cie widzieć. 
- Nie chcę zranić twoich skrzydeł. 
Słodki męŜczyzna. 
- Pozwól mi ciebie spróbować – powiedziała i jęknął. Chciała teŜ 

polizać jego tatuaŜ. Przyciągał ją, był niczym afrodyzjak, a nie miała 
szansy go przestudiować w sposób, jakiego pragnęła. 

- Ty spróbujesz mnie i nie będę zdolny się z tobą kochać. Naprawdę 

bardzo chcę się z tobą kochać. Ale decyzja naleŜy do ciebie – Przycisnął 
pierś do jej pleców, jego twarz była tylko cal od jej. 

Jego członek w jej ustach albo między nogami. CięŜki wybór, 

dosłownie. W końcu, wybrała to, o czym fantazjowała całą noc. Musiał 
wiedzieć, jak to jest być jego kobietą. Całkiem. Inaczej będzie cierpiała 
z niedosytu przez całe Ŝycie. Nie waŜne czy będzie ono krótkie czy 
długie. Postrzał i zrozumienie, Ŝe naprawdę chce zniszczyć Łowców 
nauczyły ją jednego: czas nie jest gwarantowany, nawet dla 
nieśmiertelnych. 

- Więc następnym razem – Sięgnęła za siebie, chwyciła pełną garść 

jego włosów i przyciągnęła jego usta do swoich. Jego język znów 
zanurzył się głęboko i tym razem on napełnił się jej smakiem. 

background image

Mroczny Szept

 

 

189 | 

S t r o n a

 

 

Ustawił się przy jej wejściu, ale tuŜ zanim się wśliznął, zesztywniał. 

Przeklął. 

- Nie mam prezerwatyw. 
- Harpie są płodne tylko raz w roku i teraz to nie mój czas – Kolejny 

powód, dla którego Chris trzymał ją tak długo. – Do środka. Teraz. 

W następnej sekundzie wszedł w nią aŜ do nasady. Pocałunek się 

zatrzymał, gdy znów krzyknęła z rozkoszy. Wyprostował ją, napełnił, 
dotykał kaŜdej części niej i to było nawet lepsze niŜ marzyła.  

Ugryzł płatek jej ucha. Ciągle sięgając za siebie, wbiła paznokcie w 

jego ramie, poczuła spływającą, ciepłą krew, gdy syknął przez zęby. 
Hmmm, słodki zapach wypełnił jej nozdrza i ślina napłynęła do ust. 

- Chcę… Potrzebuję… 
- Czegokolwiek chcesz, jest twoje – WciąŜ i wciąŜ zagłębiał się w niej, 

w przód i w tył, szybko i twardo. 

- Chcę… wszystko. Wszystkiego – Czując go traciła zmysły, 

zagubiona, juŜ nie Gwen ani Harpia, ale przedłuŜenie Sabina. – Chcę 
twojej krwi – dodała. Tylko jego. Myśl o kimś innym zostawiała ją 
pustą, nieusatysfakcjonowaną. 

Wyszedł z niej kompletnie. 
Wyrwał jej się pisk. 
- Sabin…  
Sekundę później leŜał na plecach, usadzając ją na sobie, głęboko w 

niej, znów się w niej zagłębiając. Jedno z jej kolan wbiło się w korę i 
zraniło, ale nawet to nie wybiło jej z rozkoszowania się wraŜeniami. 
Rozkosz, ból, niewaŜne. KaŜde ją karmiło i coraz głębiej wpychało w 
morze rozkoszy. 

- Pij – nakazał, chwytając jej głowę i przybliŜając jej usta do swojego 

karku. 

Jej zęby juŜ się wyostrzyły. Bez wahania, ugryzła go. Ryknął, długo i 

głośno, gdy ciepła ciecz płynęła w głąb jej gardła, jej język tańczył na 
jego skórze. Jak narkotyk, rozlało się po niej, ciepło stało się 
trzaskiem, iskrzeniem, wrzeniem wypełniającym jej Ŝyły. Wkrótce 
drŜała, wiła się na nim. 

- Więcej – powiedziała. Chciała wszystkiego, co miał, kaŜdej kropli. 

Musiała mieć. To… zabije go, zrozumiała, zmuszając się do cofnięcia. 
Jego członek wszedł nawet głębiej i zadrŜała. – Omal nie wypiłam za 
duŜo. 

- Nie ma czegoś takiego. 
- Powinieneś mieć… 
- Nie. Teraz daj mi więcej. Wszystko, jak powiedziałaś. 

background image

Mroczny Szept

 

 

190 | 

S t r o n a

 

 

W górę i dół, ujeŜdŜała go, jego dłonie trzymały ją tak mocno, Ŝe 

niemal przebijały skórę. Strach przed skrzywdzeniem go zbladł, 
zostawiając tylko pochłaniającą potrzebę. 

- W ten sposób. Tak dobrze… tak bardzo dobrze… - Dyszał, 

uderzając o nią, jego kciuk gładził jej łechtaczkę. – Nie chcę, Ŝeby to… 
się skończyło. 

Ona teŜ. Nic jeszcze nigdy jej tak nie pochłaniało. Nic jeszcze nie 

objęło jej ciała i umysłu tak gorączkowo, do punktu gdzie nic innego 
nie miało znaczenia. Jej siostry mogły ich znaleźć, mogły szukać nawet 
teraz. Poruszając się szybko, juŜ mogłyby tu być. Nie mogę przestać. 
Potrzebuję więcej. 

Jej głowa odchyliła się do tyłu, Kośce włosów musnęły jego pierś. 

Sięgając w górę, schwycił i pieścił jej piersi, naciskając i wyginając ją 
bardziej do tyłu. Poddała się, opierając dłonie na jego udach. 

- Obróć się –nakazał szorstko. – Ja chcę twojej krwi. 
MoŜe wahała się zbyt długo – czego właściwie chciał? Źle usłyszała? 

Chwycił jej kolana, uniósł i obrócił ją. Jego członek pozostał wewnątrz 
niej. Gdy spojrzała w innym kierunku, z dala od niego, owinął palce 
wokół jej szyi i pociągnął ją w dół. Jej plecy do jego piersi. Jego zęby 
były w jej karku sekundę później i zaczęły nią szarpać spazmy, 
krzyczała z rozkoszy. 

Nie ssał jej długo, tylko na tyle by doświadczyć własnego orgazmu, 

uderzając biodrami w górę, w nią, jedną rękę kładąc na jej brzuchu i 
przyciskając. Nic temu nie dorównywało. Nic nie było takie dzikie, 
potrzebne, wyzwalające. Ona i Harpia szybowały przez niebiosa, 
zatracone w rozkoszy kolejnego szczytowania. 

Minęła wieczność zanim opadła, całkiem i kompletnie wypalona, 

niezdolna oddychać. Jej pierś była zbyt zaciśnięta. Oddech Sabina był 
wzburzony, jego uścisk na niej słaby. 

Harpia była cicha, tak cicha, Ŝe chyba zemdlała. Gwen nie stoczyła 

się z niego, nawet ona chciała zemdleć. Walczyła ze snem tak długo, 
głębokim snem niezwiązanym z bólem i ranami, ale teraz otulał ją, 
zdecydowany ją pochłonąć. 

LeŜała tam gdzie była, z głową miękko spoczywającą przy jego szyi, 

jego ramionami owiniętymi wokół nie, jego członkiem ciągle wewnątrz 
niej. Gwiazdy latały jej przed oczyma… albo moŜe to słońce tańczące 
między chmurami. 

To co właśnie zrobili… rzeczy, które robili… 

background image

Mroczny Szept

 

 

191 | 

S t r o n a

 

 

- Nie zgwałciłam cię, prawda? – zapytała miękko. Policzki paliły. Bez 

chmury Ŝądzy, przyznała, Ŝe była zazdrosna, zaatakowała go i 
zdecydowała się uprawiać z nim seks czy będzie tego chciał czy nie. 

Roześmiał się. 
- śartujesz? 
- CóŜ, moŜna powiedzieć, Ŝe uŜyłam siły – Jej powieki były tak 

cięŜkie, Ŝe zamrugała – zamknięte, otwarte, zamknięte – i odmówiły 
ponownego uchylenia się, jakby sklejone. Jeśli siostry znajdą ją śpiącą, 
zwariują. Byłyby nią zawiedzione i miałyby prawo. Nie nauczyła się 
niczego po porwaniu? 

- Właściwie, byłaś idealna. 
Sława sprawiły, Ŝe się roztopiła. Właściwie, zesztywniała, walcząc 

Ŝeby zachować przytomność chwilę dłuŜej. Zawsze, gdy ona i Sabin byli 
razem tak zrelaksowani, Ŝadnego gniewu między nimi, Zwątpienie 
uderzał. 

- Coś nie tak? – zapytał, nagle zatroskany. 
- Czekam na Zwątpienie, Ŝeby spróbował mnie rozszarpać – Czy jej 

słowa naprawdę były tak niewyraźne jak słyszała? – Ty mówisz coś 
miłego i natychmiast od do mnie uderza, Ŝeby wskazać, dlaczego się 
mylisz. 

Sabin złoŜył miękki pocałunek z boku jej szyi. 
- Myślę, Ŝe boi się twojej Harpii. Ona wychodzi, a on się ukrywa – 

Radość i podziw były w jego głosie, ale teŜ coś, co mówiło, Ŝe podjął 
jakąś decyzję. Ale jaką? 

- Ktoś się mnie boi – uśmiechnęła się powoli. – Podoba mi się, jak to 

brzmi. 

- Mi teŜ – pogładził ją między piersiami, palcami pogładził sutek. – 

Czy Harpie mają jakieś słabości, o których powinienem wiedzieć? 

Tak, ale przyznanie tego było karane. Jej siostry odcięłyby się od niej 

jak matka, musiałyby. To była zasada, która nie mogła zostać 
złamana. Letarg, rozrzucił jej myśli, zanim odnalazła tego powód. 
Ziewnęła i przytuliła się do niego ciaśniej, zapadając się… jeszcze 
walcząc… 

- Gwen? 
Miękkie zaklęcie, ale przeszyło jej umysł i chwyciła się tego. 
- Tak? 
- Straciłem cię na chwilę. Mówiłaś mi o największej słabości Harpii. 
Naprawdę? 
- Czemu chcesz wiedzieć? 

background image

Mroczny Szept

 

 

192 | 

S t r o n a

 

 

- Chcę się upewnić, Ŝe jesteś chroniona i nikt nie uŜyje tego przeciw 

tobie. 

Dobry pomysł. Nie mogę uwierzyć, Ŝe naprawdę to rozwaŜasz. Ale to 

był Sabin, męŜczyzna, który całował ją i dotykał wszędzie. MęŜczyzna, 
który chciał jej silnej, niepokonanej. I ona teŜ nie lubiła tego, Ŝe ma 
słabości. Właśnie tak złapali ją Łowcy, chociaŜ sami nie rozumieli jak 
im to się udało. To napełniało ją zmartwieniem, gdy jej siostry 
sprzedawały swoje usługi.  

- MoŜesz mi powiedzieć – powiedział. – Nie uŜyję tego, Ŝeby się zranić. 

Przysięgam. 

Kiedyś przyznał, Ŝe przekląłby swój honor, Ŝeby wygrać bitwę. Czy 

zlekcewaŜyłby to ślubowanie? Westchnęła, zanurzając się w ciemności. 
Zostań przytomna. Musisz zostać przytomna. To przywiodło ją do 
decyzji: zaufać mu czy nie. Desperacko chciał zniszczyć swojego wroga. 
Ale nie wystawiłby jej na niebezpieczeństwo zdradzając ją. 

- Nasze skrzydła. Złam je, utnij, zwiąŜ i jesteśmy bezradne. Tak 

Łowcy mnie dorwali. Nie wiedzieli tego, ale gdy okryli mnie kocem, Ŝeby 
porwać, sparaliŜowali moje skrzydła, osłabiając mnie. 

Uścisnął ją mocno. W pocieszeniu? 
- MoŜe moglibyśmy zaprojektować coś, Ŝeby je chronić, coś, co nadal 

pozwalałoby im się swobodnie poruszać. Ale i tak musisz potrenować 
mając je związane. To jedyny sposób, Ŝeby… 

Jego głos zbladł kompletnie, ciemność ją objęła. Panie, zrobiła tyle 

złych, złych rzeczy w ciągu ostatniej godziny. Oddała mu swoje ciało i 
ułoŜyła się na nim, jakby był wygodną kanapą. Zasada Harpii: zawsze 
odchodź po wszystkim. 

Jeśli zaśnie, Sabin będzie ją musiał wynieść z lasu, obok sióstr, 

które zobaczą ją nieprzytomną i wystawioną na ciosy, jak się bała. 

Zawodzę w kaŜdy sposób. 
- Nie… pozwól… im zobaczyć – poprosiła, nim zapadła w 

zapomnienie.  

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

193 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 19

Rozdział 19

Rozdział 19

Rozdział 19    

    

Nie pozwól im zobaczyć… czego? Zastanawiał się Sabin niosąc śpiącą 

Gwen w ramionach. Kwilący dźwięk opuścił jej usta, miękki i dziwnie 
erotyczny. Zacieśnił ucisk, czując dziwną potrzebę ochrony dziewczyny. 

Nie pozwolić Lordom zobaczyć jej nagiego ciała? Zrobione. Prędzej by 

umarł niŜ pozwolił innemu męŜczyźnie widzieć jej piękno. 

Nie pozwolić siostrom zobaczyć ją w takim stanie? Znów, zrobione. 

Zadawałyby pytania, na które nie był gotowy odpowiedzieć. Nawet 
więcej, dziwnie reagowały na myśl o drzemiącej Gwen. Dlaczego? To 
ciągle nie miało dla niego sensu. 

Znów zakwiliła, tym razem ciszej. Jego brzuch ścisnął się z 

poŜądania, bo ten sam dźwięk wydała chwytając jego erekcje. Słońce 
gładziło ją, wzmacniając blask jej skóry, jej ciało było rozluźnione, 
głowa ufnie spoczywała oparta o podstawę jego szyi. Truskawkowe loki 
owijały jego ramię, brzuch i sprawiało to, Ŝe czuł się jakby okrywał go 
jedwab. 

Powinien ją ubrać? Nie, pomyślał chwilę później. Nie chciał 

ryzykować, Ŝe przez przypadek ją obudzi. W końcu odpoczywała. 
Naprawdę odpoczywała. A wszystko ci musiał zrobić to zaspokoić jej 
zmysły, pomyślał sucho. Potem się uśmiechnął. Jeśli będzie musiał, to 
będzie zaspokajał jej zmysły kaŜdej nocy. W końcu dziewczyna 
potrzebowała odpoczynku. I (ekhem, ekhem) on przywykł do 
poświęceń. 

Nawet nie rozwaŜał tego, Ŝeby samemu się ubrać. Musiałby ją 

połoŜyć, a okrycie nie było wystarczająco dobrym powodem, Ŝeby 
ukłuła ją kora, albo oblazły robaki. 

Sabin pocałował jej skroń, niezdolny się powstrzymać i ruszył 

naprzód. Trzymając się cieni, szedł ku tyłowi fortecy, unikając kamer, 
pułapek i kabli, które on i inni wojownicy zaprojektowali, Ŝeby trzymać 
Łowców na odległość. 

To, co właśnie stało się między nim a Gwen… Nigdy wcześniej nie 

doświadczył czegoś takiego. Nawet z Darlą, którą kochał. 

W przeciwieństwie do darli, Gwen była wystarczająco silna, Ŝeby 

poradzić sobie z jego demonem przez długi czas. To było zdumiewające, 
mile widziane i rewelacyjne. 

background image

Mroczny Szept

 

 

194 | 

S t r o n a

 

 

Naprawdę myślisz, Ŝe moŜesz ją zatrzymać? Jak długo będzie cię 

kochać, jeśli w ogóle będzie wystarczająco głupia, Ŝeby cie pokochać? 
MoŜesz ją zdradzić. I zawsze ruszasz do walki. Gorzej, planujesz 
wykorzystać jej siostry. Co jeśli zginą? Gwen będzie cie winić i będzie 
miała rację.  

Wątpliwości nie przepływały przez niego. Wyły, uderzały w skronie, 

rozrywając czaszkę. Kulił się od bólu, który to powodowało. Teraz, gdy 
Gwen spała, Harpia była na uwięzi, demon wyszedł z ukrycia, 
wkurzony i wygłodniały. 

Co będzie dla niego lepszym pokarmem, niŜ skryte lęki Sabina, które 

dopiero zrozumiał, Ŝe ma? I teraz, gdy były wyciągane z głębi umysłu, 
nic ich nie powstrzymywało, niemal go pochłaniały. 

Czy chciał, Ŝeby Gwen go kochała? 
Mieć te bursztynowe oczy spoczywające na nim miękko, dziś, jutro, 

zawsze… mieć to pyszne ciało w swoim łóŜku kaŜdej nocy… słyszeć ten 
iskrzący śmiech… chronić ją… budzić siłę jej prawdziwej natury… 

Tak, chciał, Ŝeby go kochała. Mogła znieść jego demona w mentalnej 

walce, jak właśnie odkrył. Do diabła, przeraŜała bestię do obłędu. 

Zrozumiał, Ŝe część niego kochała ją od chwili, gdy pierwszy raz ją 

zobaczył. Gdy była schwytana, bezbronna, kaŜdy jego instynkt Ŝądał, 
Ŝeby ją Ratowa. Potem, gdy walczyła, Ŝeby utrzymać Harpię pod 
kontrolą, podąŜać za zasadami swojego ludu, stwierdził, Ŝe go 
fascynowała. Ale nigdy naprawdę jej nie rozumiał, mylnie myślał o jej 
słabości. Teraz, zobaczył ją taką, jaka naprawdę była: silniejsza niŜ 
siostry, niŜ on. 

Przez większość Ŝycia tłumiła pozornie niekontrolowana siłę. Sabin 

miał problem z opanowaniem swojego demona przez więcej niŜ dzień. 
Opuściła rodzinę, Ŝeby podąŜyć za marzeniem. Nie uciekła od niego, 
nawet, gdy odkryła jego pochodzenie, nawet mimo tego, Ŝe się bała. 

Och, tak. Było więcej odwagi w tej małej kobiecie niŜ w kimkolwiek 

zdawał sobie sprawę. Nawet Gwen. Teraz, przez niego, chciała 
zaatakować Łowców. Chciała narazić się na niebezpieczeństwo. 

Jeśli zostanie ranna, będzie się leczyć. To wiedział. Przynajmniej 

racjonalnie. Myśl o niej rannej, krwawiącej, połamanej sprawiała, Ŝe 
niemal wył wkradając się na tyły fortecy. Jestem pieprzonym idiotą. 

Tu nie mam argumentów. 
Nachmurzony, ruszył do tajnego przejścia, przejścia, które Torin 

monitorował. 

Sabin spojrzał w górę, na jedną z ukrytych kamer i potrząsnął głową, 

rozkaz by przyjaciel milczał. Ale nie zwolnił kroku. Gdy wszedł do 

background image

Mroczny Szept

 

 

195 | 

S t r o n a

 

 

sypialni, zabarykadował drzwi. Czy Gwen go kochała? Pociągał ją, 
inaczej by mu się nie oddała. Z taką pasją, Ŝe dała mu najlepszy 
orgazm w jego długim, długim Ŝyciu. Ufała mu, inaczej nie przyznałaby 
się do największej słabości. Ale miłość? 

Jeśli go kochała, to czy tam miłość zniesie próby, z którymi się 

zmierzą? Bez względu na odpowiedź, zrozumiał, Ŝe nie będzie mógł 
pozwolić jej odejść. Teraz naleŜała do niego, a on do niej. Ostrzegał ją, 
Ŝe będą konsekwencje tego, Ŝe mu się oddała. 

Chciał wiedzieć o niej wszystko. Chciał znać kaŜdą jej potrzebę. 

Rozpieszczać ją. Zabić kaŜdego, kto ją zrani – nawet jej siostry. 

Kiedyś powiedziałby, Ŝe mógłby – zrobiłby to – spać z inną kobietą, 

niŜ ta, którą kochał, jeśli pomogłoby to jego sprawie. Jaki był 
śmieszny. Jaki naiwny. Myśl o spaniu z inną kobietą sprawiała, Ŝe było 
mu zimno. Czuł się chory. śadna nie będzie brzmieć i smakować jak 
Gwen. Nawet więcej, to by ją zraniło, a on nie mógł jej zranić. A myśl o 
Gwen śpiącej z innym męŜczyzną – dotykającej go, całującej, cieszącej 
się nim – tylko po to, Ŝeby wygrać bitwę, przyprawiała Sabina o 
zabójczą wściekłość. 

Co jeśli będzie chciała innego? Pragnęła go? PoŜądała… 
Jeszcze jedno słowo i przysięgam, Ŝe znajdę puszkę Pandory i wyssę 

cię z siebie za jaja. 

Umrzesz. Było drŜenie w tych słowach. 
Ty będziesz cierpieć. A obaj wiemy, z jaką zajadłością dąŜę do 

zniszczenia wrogów. 

Kto wtedy będzie strzegł twojej bezcennej Gwen? 
Jej siostry. Mam po nie iść? Pozwolić ci z nimi porozmawiać? 
Cisza. Słodka cisza. 
Sabin delikatnie połoŜył Gwen na łóŜku i otulił. Głośne pukanie 

odbiło się echem i spojrzał na drzwi spode łba. Dziewczyna nie drgnęła, 
nie jęknęła i nie zachowała się jakby była świadoma przeszkadzania. 
To uratowało intruzowi Ŝycie. 

Trzy długie kroki i był przy drzwiach, usuwając barykadę i 

otwierając. 

Kaia próbowała się wepchnąć do środka.  
- Gdzie ona jest? Lepiej, Ŝebyś nie zrobił jej krzywdy, panie Bijmy 

Gwen Dla Śmiechu. 

- To nie było dla śmiechu. To ma ją wzmocnić i ty to wiesz. Powinnaś 

mi dziękować, skoro sama zawiodłaś. Teraz idź. 

Spojrzała w górę na niego i oparła dłonie na biodrach. 
- Nie pójdę póki jej nie zobaczę. 

background image

Mroczny Szept

 

 

196 | 

S t r o n a

 

 

- Jesteśmy zajęci. 
Złote oczy, tak podobne do oczu Gwen, przesunęły się w dół jego 

nagiego ciała. 

- Widzę to. Chcę z nią porozmawiać. 
Nie pozwól im zobaczyć, poprosiła Gwen. 
- Jest naga – Prawda. – I chcę do niej wrócić – Znów prawda. – Twoja 

rozmowa moŜe poczekać. 

Szeroki uśmiech rozświetlił piękną twarz Harpii, a jego ramiona 

opadły w uldze. Dzięki bogom, seks nie był łamaniem tych przeklętych 
zasad Harpii. 

On i Gwen odbędą długą rozmowę po jej przebudzeniu i powie mu 

dokładnie, co jest dozwolone a co nie. A wtedy zasady, z którymi nie 
będzie się zgadzał zostaną zburzone. 

- Mama byłaby taka dumna! Mała Gwennie i zły demon. 
- Spadaj – Trzasnął jej drzwiami prosto w twarz. Potem się skrzywił i 

obrócił. Na szczęście, dziewczyna nie drgnęła. 

Przez cały dzień wojownicy, kobiety i Harpie dobijali się do jego 

drzwi. Nie mógł się zrelaksować, bo nie mógł wybić sobie z głowy słów 
Gwen. Nie pozwól komu zobaczyć co, do cholery? Siostry juŜ ją widziały 
śpiącą z nim w noc, gdy przybyły, więc teraz nie był pewien czy to 
waŜne. Nie próbowały jej ukarać ani nic. Czy Gwen wstydziła się rany 
na karku? MoŜe nie powinien był jej gryźć? 

Pierwszymi gośćmi byli Maddox i uśmiechnięta Ashlyn, trzymająca 

talerz z kanapkami. 

- Po tak intensywnej sesji treningowej, pomyślałam, Ŝe ty i Gwen 

moŜecie być głodni. 

Maddox się nie uśmiechał, ale teŜ nie nalegał Ŝeby Gwen odeszła. 
- Dzięki – Sabin zabrał talerz i zamknął drzwi. 
WłoŜył szlafrok – chcą sprawiać wraŜenie, Ŝe trwa seksualny 

maraton – Kaia wydawała się z tego cieszyć, więc to na pewno nie było 
wstydliwe dla Harpii – przy jednoczesnym zachowaniu godności. 

Następni przyszli Anya i Lucien. 
- Ty i Gwen chcecie obejrzeć z nami film, udając, Ŝe przeglądamy te 

zakurzone zwoje, tak naprawdę pozwalając innym wykonać całą 
robotę? – zapytała Anya, unosząc brwi – Będzie zabawnie. 

- Nie, dzięki – Znów zamknął drzwi. 
Chwilę później przyszła Bianka. 
- Muszę porozmawiać z siostrą. 
- Jest zajęta – Spaniem. Zamknął drzwi w jej skrzywioną twarz. 

background image

Mroczny Szept

 

 

197 | 

S t r o n a

 

 

W końcu wizyty się skończyły. Sabin napisał do Torina, Ŝeby 

zostanie, gdy inni pojadą do Chicago. 

Rozumiem, nadeszła odpowiedź. Dlatego juŜ znalazłem ci 

zastępstwo. Gideon przejmuje misję. 

Jego ulga była niemal niewypowiedziana. Zostawienie Gwen nie było 

opcją. 

Jeśli któryś z męŜczyzn zostanie ranny, będziesz się obwiniał

powiedział Zwątpienie. 

Sabin nie próbował zaprzeczyć. Będę miał powody. 
Co jeśli zaczniesz obwiniać Gwen? 
Teraz przewrócił oczyma. Nie będę. 
Skąd wiesz?
 Nadąsany. 
Ona nie jest winna. Tylko ja. Jeśli będę kogoś obwiniał, to tylko 

siebie. 

PowaŜnie, jak mógłby obwiniać tę kobietę o czułym sercu? Gdyby 

wiedziała o wyprawie, podejrzewał, Ŝe sama chciałby jechać. 

Sabin obserwował zachód słońca, wzejście księŜyca i ponowne 

pojawienie się słońca, niezdolny odpocząć ani się zrelaksować. 
Dlaczego Gwen się nie budziła? Nikt nie potrzebował, aŜ tyle 
odpoczynku. Czy znów potrzebowała krwi? Myślał, Ŝe dał jej dość, gdy 
się kochali. 

Rozparł się na krześle, które przysunął do łóŜka. Drewniane oparcie 

wbiło mu się w plecy, ale nie zwracał na to uwagi. To pomagało mu 
utrzymać przytomność, umysł w pogotowiu. 

Spójrz na siebie. Stajesz się wszystkim, czym pogardzałeś, pomyślał. 

Słaby, przez kobietę. Zmartwiony, o kobietę. Wystawiony na atak, przez 
kobietę. 

- Sabin – niemal bezdźwięczne westchnienie. 
Wyprostował się na krześle, stopu uderzyły w podłogę. Serce 

przyśpieszyło, płuca niemal ścisnęły. Nareszcie! 

Zamrugała, ale jej rzęsy były zlepione i musiała je przetrzeć. Potem 

ich spojrzenia się zderzyły i zapomniał oddychać. Zastanawiał się, jak 
zareaguje na obudzenie się w jego łóŜku, jak on zareaguje. Mógł się 
przygotować. DrŜał, krew wrzała na widok jej zmysłowości. 

Zmarszczyła brwi, spojrzeniem przesuwając po sypialni. 
- Jak się tu dostałam? Czekaj. Powiedz mi, kiedy wróciłam – Zsunęła 

stopy z brzegu łóŜka, ocięŜale próbując wstać. 

Sabin juŜ wstał, wciągnął ją w ramiona. 
- Mogę chodzić – zaprotestowała. 

background image

Mroczny Szept

 

 

198 | 

S t r o n a

 

 

- Wiem – Dostarczył ją do łazienki, wycofał się do pokoju i zamknął 

za sobą drzwi, zapewniając jej trochę prywatności. 

Co jeśli upadnie i się zrani? 
Zamknij się. Nie będziesz teraz na mnie oddziaływał. 
Przez drzwi usłyszał przeraŜone sapnięcie i uśmiechnął się. Musiała 

właśnie zrozumieć, Ŝe jest naga. Trzymanie jej w takim stanie 
podnieciło go szaleńczo. Był twardy jak stal, z jej zapachem w nosie. 

Gdy usłyszał szum wody, chwycił zmianę ubrania i ruszył do 

sypialni obok. Drzwi były otwarte, więc wszedł bez pukania. Trzy 
Harpie siedziały w kole na ziemi, ze stosem bakalii między sobą. 
Śmiały się z czegoś – dopóki go nie zauwaŜyły. 

Oczy Kaii poczerniały, a jego demon szybko się wycofał. 
- Nasze jedzenie – zaskrzeczała i skrzywił się. Zabawne. Nie 

przejmował się, gdy Gwen tak brzmiała. Chciał ją wtedy tylko 
zadowolić. – Ukradłyśmy to. Jest nasze. 

- Uspokój się – Bianka uderzyła ją w ramię, choć jej spojrzenie nie 

opuściło Sabina. – Pokazałeś się o czasie. Gdzie Gwennie? 

- Pod prysznicem. Ja muszę uŜyć waszego – Nie czekając na 

pozwolenie, ruszył do łazienki i chwycił ręcznik. 

- Po godzinach nieustannego seksu, nie moŜecie dzielić prysznica? – 

jedna zawołała. Czasami, gdy nie widział bliźniaczek, cięŜko było 
powiedzieć, która się odzywa. 

- MoŜe zacznie się kolejny maraton, jeśli spróbują – draŜniła się 

inna. 

Zarechotały. 
- Wepchnęła cię w śpiączkę? Ukrywała cię przez tyle czasu, Ŝebyś się 

nie wstydził? – Tym razem przemówiła Taliyah, poznał zimny głos, 
który przyprawiał go zawsze o drŜenie. 

Znała prawdę, zrozumiał. Znów zastanowił się czy drŜenie było 

wbrew zasadom Harpii.  

- A jeśli nawet, to co? 
- Na przód, siostrzyczko – zaćwierkały Kaia i Bianka. 
Sabin kopnął drzwi i wskoczył pod prysznic, poruszając się szybko i 

bojąc się, Ŝe kobiety pójdą do Gwen i przepytają ją przed nim. Ale gdy 
wyszedł siedziały w tym samym miejscu, jedząc i śmiejąc się. 

Taliyah, jedyna, która się nie uśmiechała, skinęła mu głową. Z 

wdzięcznością? 

Zrobił szyki rajd po kuchni – ktoś zrobił zakupy, dzięki bogom – i 

chwycił paczkę chipsów, brawnie, baton granola, jabłko i butelkę 
wody. Obładowany, wszedł do sypialni, zatrzaskując drzwi kopnięciem 

background image

Mroczny Szept

 

 

199 | 

S t r o n a

 

 

i znalazł Gwen siedzącą na brzegu łóŜka. Nosiła szorty i jasnoniebieski 
t-shirt, które wybrała sobie w mieście, woda kapała z węzła na czubku 
głowy. 

Zwątpienie zerknął z zacienionego zakątku umysłu Sabina, ale 

zdecydował, Ŝe woli nie ryzykować gniewu Harpii i schował się z 
powrotem. 

Zmuszając się Ŝeby zachować neutralne spojrzenie, usiadł na 

krześle, które okupował juŜ byt długo. Balansował tacą na swoim 
brzuchu. 

- Musimy porozmawiać – powiedziała, patrząc na jedzenie z tęsknotą. 

– O tym, co wydarzyło się w lesie… 

Zanim podąŜyła tą ścieŜką, powiedział jej jak długo spała, jak jej 

strzegł, Ŝe nikt nie widział jej karku, nikt nie wiedział, co właściwe 
robiła i Ŝe wszyscy byli pewni, Ŝe uprawiali dziki seks. 

- Bóg istnieje – odparła z westchnieniem ulgi. 
Albo bogowie. NiewaŜne. KaŜda inna kobieta byłaby przeraŜona, 

walczył z szerokim uśmiechem. Coraz więcej powodów, dla których 
była dla niego jedyną kobietą. 

- Teraz odpowiesz mi na kilka pytań. 
Przełknęła, błyszczące w blasku słońca oczy przesłoniły ciemne, 

cięŜkie kurtyny. 

- W porządku. 
- Dlaczego moŜesz jeść tylko kradzione jedzenie? 
ZmruŜyła oczy. 
- Nie przypuszczałam, Ŝe o tym będziemy dyskutować. 
- Myślę, Ŝe zaczniemy od tego punktu. 
- Zgaduję, Ŝe tak – powiedziała niechętnie. – Dlaczego chcesz to 

wiedzieć? 

- śebym mógł zrozumieć – Uniósł brawnie i ugryzł. – Zaufałaś mi ze 

swoim ciałem. Ufałaś, Ŝe będę cię strzegł, gdy będziesz spała. Zaufałaś 
mi nawet ze swoją słabością. Teraz zaufaj mi ze swoimi sekretami. 

Jej pierś poruszyła się w górę i dół, jej oddech był płytki i chrapliwy. 

Zaburczało jej w brzuchu i potarła go nie odrywając od niego 
spojrzenia. Albo raczej od jedzenia. 

- Ja… Ja… Okej. Tak – Oblizała usta. – Zapłacisz mi? 
- Zapłacę? Ile i za co? 
- Po prostu powiedz tak! – warknęła. 
- Tak? 
Znów oblizała usta, słowa były drŜące. 

background image

Mroczny Szept

 

 

200 | 

S t r o n a

 

 

- Bogowie gardzili Harpiami i uwaŜali nas za paskudztwo, odkąd 

byłyśmy sługami księcia ciemności. Dawno temu, mieli nadzieję 
przywieść nas do ruiny, w sposób, który nie odbiłby się na nich źle. W 
sposób, Ŝeby to wyglądało, Ŝe zniszczyłyśmy się same. Więc przeklęli w 
tajemnicy, sprawiając, Ŝe nigdy juŜ nie będziemy się mogły cieszyć 
ofiarowanym posiłkiem ani takim, które same byśmy przygotowały. 
Chorujemy straszliwie, jeśli spróbujemy zlekcewaŜyć klątwę, niektóre 
nawet umierają. Tylko raz moŜna się tego nauczyć. Jak widziałeś w 
obozie w Egipcie. 

- W kaŜdym razie, pierwsze z mojego rodzaju okryły metodą prób i 

błędów, Ŝe mogą ciągle jeść, ale tylko to, co ukradną lub co zostanie 
ofiarowane, jako zapłata. Bogom nie powiodło się zniszczenie nas, po 
prostu utrudnili nam Ŝycie. Więc zapłać mi. Dałam ci odpowiedź, jak 
chciałeś, teraz jesteś mi dłuŜny. 

Jej Ŝądanie zapłaty nagle nabrało sensu. I czy Anya nie wspomniała 

czegoś o jedzeniu tego, co zarobiły? Bogowie, musi zmądrzeć i słuchać 
lepiej. 

- Za sekret – Rzucił jej brawnie, które złapała zbyt szybkim ruchem 

nadgarstka. Deser został pochłonięty w sekundę. Znów byli w czymś 
podobni. Na ich Ŝycia oddziaływała klątwa. 

- Powinnaś mi powiedzieć, Ŝe mogę ci płacić jedzeniem – zbeształ ją. 

– Mogłem cię karmić cały czas. 

- Nie znałam cię wystarczająco, Ŝeby dzielić się fundamentalnymi 

informacjami o mojej rasie. A jak mówią moje siostry, wiedza jest 
potęgą. Nie potrzebowałeś więcej władzy nade mną. 

Często mówił to samo, ale uwaŜał, Ŝe potrzebował więcej władzy nad 

nią. 

- Ale teraz tak? – zapytał miękko, głupio z tego zadowolony. – Znasz 

mnie, prawda? 

Policzki zapłonęły jej jasną czerwienią. 
- CóŜ, teraz znam cię lepiej
Wystarczająco sprawiedliwe. Sabin uniósł paczkę chipsów. 
- Powiedz mi kto miał cię nie widzieć i dlaczego? 
- Moje siostry. Nie chciałam, Ŝeby widziały, Ŝe śpię. 
Więc to był powód. 
- Chwila. Powiedz mi jak odpoczywałaś z tamtym kurczakiem i wtedy 

to dostaniesz. 

- Sabin. Chipsy! 
- Twoja odpowiedź mnie nie usatysfakcjonowała. 

background image

Mroczny Szept

 

 

201 | 

S t r o n a

 

 

- Nigdy nie odpoczywałam z kur… Och, masz na myśli Tysona. Przez 

długi czas nie robiłam tego. To znaczy nie odpoczywałam. Czy to się 
liczy? Zarobiłam chipsy? – wyciągnęła rękę. 

Trzymał mocno. 
- Jak długo z nim byłaś? 
- Sześć miesięcy. 
Sześć. Miesięcy. Zacisnął zęby, nie lubiąc myśli o niej z kimś przez 

tyle czasu. 

- Cały czas pozostawałaś przytomna? 
- Nie. Na początku pozwalałam mu myśleć, Ŝe cierpię na bezsenność. 

Byłam na nogach całą noc. A kiedy byłam juŜ zbyt zmęczona, 
dzwoniłam do pracy i się zwalniałam, i spałam na drzewach. To jedyne 
miejsce gdzie moŜemy spać, bo to niemal niemoŜliwe Ŝeby ktoś cię 
zobaczył i sięgnął. Ale mijały miesiące i zaczęłam myśleć: dlaczego nie 
spać z męŜczyzną, któremu ufam? Więc zaczęłam spać z nim w łóŜku. I 
zanim zapytasz, nie spanie przy innych nie jest rozkazem czy klątwą, 
ale środkiem bezpieczeństwa, uczonym Harpie od dziecka.  

Nie widział jej sióstr wymykających się w nocy do lasy, ale biorąc pod 

uwagę jak szybko się poruszaja, mogły to robić. 

- Dlaczego? 
Wydała sfrustrowane sapnięcie. 
- Nasze skrzydła mogą być związane, kiedy śpimy, jak udowodniło 

moje porwanie. Teraz. Daj. Mi. Chipsy. 

Rzucił jej paczkę. 
Plastik się rozdarł i barwione na pomarańczowo chipsy wystrzeliły na 

wszystkie strony. Gwen wsunęła jednego do ust, zamknęła oczy i 
jęknęła. Sabin musiał przełknąć własny jęk. 

- Chcesz zarobić jabłko? 
Wysunęła koniuszek języka i przesunęła nim po wargach. 
- Tak. Proszę. 
- Powiedz mi co o mnie myślisz. O tym, co robiliśmy w lesie. I nie 

kłam. Będę płacił tylko za prawdę. 

Zawahała się. 
Czemu nie chciała, Ŝeby wiedział? Czego nie chciała, Ŝeby wiedział? 

Minuta minęła w ciszy i zaczął się bać, Ŝe zadowoli się jedzeniem, które 
juŜ zarobiła. Wtedy go zaskoczyła. 

- Lubię cie. Bardziej niŜ powinnam. Pociągasz mnie i chcę z tobą być. 

Kiedy nie ma cię ze mną, myślę o tobie. To głupie. Ja jestem głupia. Ale 
kocham to jak się przy tobie czuję. Kiedy twój demon jest cicho, nie 

background image

Mroczny Szept

 

 

202 | 

S t r o n a

 

 

czuję się zawstydzona, aka, o jakiej moŜna zapomnieć, przestraszona. 
Czuję się wartościowa, poŜądana i chroniona. 

Sabin rzucił jabłko, a ona je złapała, jej spojrzenie go unikało. 
- Ja czuję do ciebie to samo – przyznał szorstko. 
- Naprawdę? – Jej oczy przylgnęły do niego, jaśniejące nadzieją. 
- Tak. 
Powoli uśmiechnęła się szeroko, ale ten uśmiech wkrótce znikł i jej 

ramiona opadły. Ugryzła jabłko, przeŜuła, połknęła. 

- Powiedz mi o czym myślisz – powiedział. 
- Nie wiem czy moŜemy sprawić, Ŝe to się uda. Kiedyś powiedziałeś, 

Ŝe mógłbyś zdradzić kobietę, którą kochasz, Ŝeby wygrać bitwę. Nie 
Ŝebym myślała, Ŝe mnie kochasz. Po prostu, cóŜ, jeśli byłbyś z kimś 
innym, zabiłaby ją. Potem ciebie – Na końcu była stal w jej głosie. Stal 
ostrzejsza niŜ brzytwa. 

- Nie mogę. Nie mógłbym. Nie sądzę, Ŝebym mógł – przesunął dłonią 

po twarzy. – Jesteś jedyną o jakiej mogę myśleć. Nie sądzę, Ŝebym mógł 
nawet udawać z kimś innym. 

- Ale jak długo to potrwa? – Zapytała miękko, obracając jabłko w 

dłoni. 

Podejrzewał, Ŝe zawsze. Napełniło go poczucie winy. JuŜ poświęcił jej 

więcej czasu niŜ powinien. Nie przejrzał imion na zwojach Kronosa ani 
nie zrobił nic Ŝeby znaleźć dwa pozostałe artefakty. Nie szukał Galena. 

Przez tak wiele lat, stawiał wojnę z Łowcami ponad wszystkim innym 

– i tego samego Ŝądał od swoich ludzi. Rozproszenie nie było 
tolerowane. Dawali mu wszystko, o co poprosił i więcej. Jak mógł on, 
ich przywódca, teraz całkiem oddać się Gwen? 

Więc, zamiast odpowiedzieć, wstał, mówiąc: 
- Zaniedbałem swoje obowiązki, Ŝeby cie pilnować i teraz mam duŜo 

do zrobienia – I zostawił ją. Jeśli ma nadzieję ją zatrzymać, najpierw 
musi wiele przemyśleć. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

203 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 20

Rozdział 20

Rozdział 20

Rozdział 20    

    

I ja chciałam być Ŝołnierzem? Zastanawiała się Gwen po raz 

tysięczny po wyczerpującej sesji. Dyszała, spływała potem i była 
posiniaczona, gdy opadła na łóŜko Sabina. 

Przez ostatnie kilka dni Sabin dzielił czas między swoje obowiązki – 

jakiekolwiek były – i jej trening. Właśnie spędziła kilka godzin 
otrzymując od niego straszliwy łomot. Znowu. Nie dawał ulg, nie 
okazywał litości. Do bani! 

- Jesteś silniejsza, prawda? – zapytał, jakby czytał jej w myślach. 
- Tak – I była. 
- Nie będę przepraszał. Teraz wiesz, Ŝe moŜesz przyjmować ciosy. 
- I serwować własne – powiedziała z zadowoleniem, wspominając jak 

posłała muskularnego wojownika lecącego w drzewa, starającego się 
złapać oddech, tylko godzinę temu. Wiedziała teŜ, kiedy się schylić i 
kiedy atakować. 

- Musisz się tylko nauczyć szybciej wzywać Harpię. Dobrze się dzieje, 

kiedy to robisz – Usiadł na krawędzi łóŜka, obejmując dłonią podstawę 
jej karku i przyciągając do siebie. – Teraz pij. 

Gdy wbiła zęby w jego arterię, policzki jej zapłonęły na wspomnienie 

jak wzięła go w lesie. Potem powieki opadły i po prostu cieszyła się 
smakiem tego męŜczyzny. 

Uniósł ją na swoje kolana bez przerywania kontaktu i szybko 

rozchyliła nogi, witając go przy swoim ciele. Potarł swoją erekcją 
między jej udami. Jęknęła z rozkoszy, dekadencji. Ale gdy zacisnęła 
palce w jego włosach, wyciągnęła z niego zęby, Ŝeby lizać i przygryzać, 
pchnął jej plecy na materac, wstał na drŜących nogach i ruszył do 
drzwi. 

- Czas na rundę drugą – powiedział. – Spotkamy się na zewnątrz – 

Zniknął za rogiem. 

- Naprawdę zaczynasz mnie wkurzać – zawołała. 
Bez odpowiedzi. 
Niemal zaskrzeczała z frustracji. JuŜ dwa razy jej to zrobił. Trenował 

z nią, zanosił do pokoju, leczył jej rany swoją pyszną krwią, rozpalał ją 
i zostawiał dla swoich „obowiązków” albo kolejnego treningu. Dlaczego? 
Od ich małej pogawędki, nie kochał się z nią znowu. Znów, dlaczego? 

background image

Mroczny Szept

 

 

204 | 

S t r o n a

 

 

Zadeklarowali sobie uczucie. NieprawdaŜ? Widziała, Ŝe go chciała, 

jakkolwiek mogła go mieć, na jakkolwiek długo mogła go mieć. Dalsze 
zaprzeczanie było bezcelowe. Jeśli im się nie uda, przynajmniej 
spróbuje. I oczywiście, to będzie jego wina, więc ona nie będzie miała, 
czego Ŝałować. 

Myśl o winieniu go za przyszłe niesnaski sprawiła, Ŝe frustracja 

zbladła i uśmiechnęła się. A Myślo o przyszłości z nim sprawiła, Ŝe z 
rozmarzonym westchnieniem owinęła się wokół poduszki. Był rodzajem 
męŜczyzny, jakiego poŜądała kaŜda Harpia. PotęŜny, trochę dziki, 
bardzo grzeszny. Mógł zabić wroga bez poczucia winy. Nie bał się 
cięŜkiej pracy. Mógł być bezwzględny, bezlitosny, ale wobec niej był 
czuły. 

Jedynym pytaniem było czy postawi Gwen przed swoja wojną? 
Chwila. Dwa pytania. Czy chciała, Ŝeby to zrobił? 
Z kolejnym westchnieniem, uniosła się i wyszła na zewnątrz. Słońce 

było wysoko i grzało, gdy szukała Sabina. W chwili, gdy go zobaczyła, 
doświadczyła przypływu dumy. Mój. Pochylał się nad dwoma 
sztyletami, ostrząc je. 

Nie ma powodu, Ŝeby ćwiczyć z podróbkami, powiedział jej. Jutro, 

planowali popracować z pistoletami. Złote światło pieściło jego nagą 
pierś, pogłębiając jego opaleniznę. Pot oblewał muskuły, sprawiając, Ŝe 
lśniły – a jej ślina napłynęła do ust. Punktowe rany juŜ leczyły się na 
jego szyi, chciała Ŝeby zostały na zawsze, jej znak na nim. 

Miałam całą tę siłę na sobie, w sobie. 
Chciała tego jeszcze raz. Wkrótce. Noc była najtrudniejsza. Nie 

wchodził do sypialni niemal do rana – nie trzeba było jego demona, 
Ŝeby zastanawiała się gdzie był, co robił – i wtedy wczołgiwał się na 
łóŜko za nią, ale jej nie dotykał. Czuła jego ciepło, słyszała miękki 
oddech i cały czas była obolała. Zasypiała, zanim mogła coś z tym 
zrobić. 

Dziś w nocy, jeśli nadal będzie jej się opierał, weźmie sprawy w swoje 

ręce. Dosłownie. Szamotał się juŜ z jej Harpią i przetrwał, równie 
dobrze moŜe jeszcze raz, do cholery. 

- Cholera – powiedziała Ashlyn, Ŝona StraŜnika Furii. To było 

zaskakujące, słyszeć jak ta delikatna kobieta przeklina. – Nie znów! 

Jak zwykle, Ashlyn i Danika siedziały na bocznej linii, Ŝeby ją 

dopingować. Lubiły teŜ krzyczeć „buu”, gdy Sabin ją nokautował. 
Mimo, Ŝe nie spędziła z nimi duŜo czasu, juŜ je uwielbiała. Były otwarte 
i szczere, miłe i dowcipne, i jakoś, mimo wszystkiego, były zdolne 
związać się z Lordami Świata Podziemnego. Gwen planowała wyciągnąć 

background image

Mroczny Szept

 

 

205 | 

S t r o n a

 

 

od nich jak dokonały takiego wyczynu, ale jeszcze nie miała na to 
czasu. 

Obecnie, były trochę rozproszone, grając w jakąś grę z Anyą, Bianką 

i Kaią – które teŜ lubiły być świadkami jej sesji. Ashlyn i Danika 
powitały jej siostry z otwartymi ramionami, oświadczając, Ŝe forteca 
potrzebuje trochę więcej estrogenu, Ŝeby zbalansować testosteron. 

- To moja kolej rzutu – powiedziała Bianka z kpiącym warknięciem – 

Więc oddaj kostkę, albo urwę ci palce. Twój wybór. 

Maddox był w środku, inaczej wyzwałby jej siostrę, jak wiedziała 

Gwen. Gra czy nie, nie lubił, kiedy ktoś groził jego kobiecie. 

Wojownik zwany Kane stał z boku, obserwując kobiety z 

półuśmiechem na twarzy, jego piwne oczy błyszczały jasno. Był na 
otwartym polu, nie opierał się o drzewo, nie ocieniały go gałęzie. A i 
tak, nawet, gdy Gwen patrzyła, gałąź dębu oderwała się od pnia i 
poleciała w jego kierunku, uderzając w twarz.  

On i kilku innych najwyraźniej zostali, Ŝeby przeczytać zwoje, które 

Kronos, król-bóg, im dał – czy to był jeden z obowiązków Sabina? – Gdy 
reszta męŜczyzn pojechała do Chicago na misję „skopać Łowcom 
dupy”. Dziwne, ale tęskniła za nimi. 

- …koncentrujesz? – Twardy cięŜar uderzył ją w brzuch, 

przewracając ją na tyłek. 

Sabin leŜał na niej sekundę później, groźny, sztylety tuŜ nad jej 

ramionami. 

- Rozmawialiśmy o pozwalaniu sobie na rozproszenie. 
Gdy jej płuca starały się nabrać powietrza, zajęło chwilę nim 

odpowiedziała. 

- Jeszcze… nie zaczęliśmy. 
Naprawdę sądzisz, ze jesteś… wystarczająco silna do tego? 
Głos Zwątpienia przeszył jej umysł, ale demon wydawał się 

niechętny, bojąc się ujawnić. Naprawdę się jej bał, jak powiedział 
Sabin. Poczucie siły towarzyszyło stwierdzeniu. 

- Przepraszam za uŜywanie demona przeciwko tobie, ale chcę cię 

przeciw temu wytrenować. I czy myślisz, Ŝe Łowca zapyta o pozwolenie, 
Ŝeby zacząć i zaczeka aŜ się zgodzisz? 

Dobre stwierdzenie. MoŜe czas, Ŝeby sama rzuciła dobrym 

stwierdzeniem. 

- Po pierwsze, twój demon jest teraz niczym nieśmiały domowy kot. 

Po drugie… - poniewaŜ jej ręce były wolne, zwinęła je w pięści i 
uderzyła go w skronie. Mruknął ze zdziwienia, kołysząc głową, gdy 

background image

Mroczny Szept

 

 

206 | 

S t r o n a

 

 

upadł do tyłu nie marnowała czasu. Kopnęła go w pierś, tak mocno, Ŝe 
Ŝebra trzasnęły. 

Harpia się zaśmiała. Więcej! 
Przynajmniej raz, słysząc ten głos nie wystraszyła się i zamrugała ze 

zdziwienia. Czy ona… czy ona… ogarniała swoją mroczniejszą stronę? 

- Dalej, Gwennie – zawołała Kaia. 
- Kopnij go póki leŜy - - krzyknęła Bianka. 
Ciągle ściskał sztylety, gdy zamrugał, próbując przeczyścić wzrok. 

Gwen skoczyła na nogi, skrzydła wystrzeliły z jej pleców. Na szczęście 
były tak małe, Ŝe nie rozerwały koszulki. Poruszając się szybciej niŜ 
ktokolwiek mógł zobaczyć, ruszyła za niego i chwyciła jego nadgarstki. 

Nie miał czasu się oprzeć. 
Zanim zrozumiał, gdzie ona jest i co robi, miał twarde czubki noŜy 

na ramionach. Kropla krwi spłynęła z kaŜdego. 

Chwila minęła w oszołomionej ciszy. 
- Okej. Oficjalnie skopałaś mi dupę – Niektórzy męŜczyźni czuliby się 

tym upokorzeni, ale w głosie Sabina była duma. 

Przeszyła ją radość. Tak po prostu, w mgnieniu oka, zrobiła to. 

Naprawdę to zrobiła. Wygranie walki, bez względu na przeciwnika, było 
czymś, czego jeszcze nie zrobiła, czymś co uwaŜała za niemoŜliwe. 
Właśnie pokonała pieprzonego Lorda Świata Podziemnego, jednego z 
najzdolniejszych wojowników na tym świecie i kaŜdym innym. Bogowie 
drŜeli na samo wspomnienie ich imion. 

CóŜ, jeśli nie, powinni. 
- Następnym razem, gdy będziemy walczyć, chcę Ŝebyś całkiem 

uwolniła Harpię – powiedział. 

Skinęła niechętnie. Uwalnianie Harpii w czasie kochania się jest 

jedną rzeczą, w czasie walki inną. 

- Po prostu myśl, co będziesz wkrótce robić Łowcom – powiedziała 

Kaia z podziwem. – Dziecino, nigdy jeszcze nie widziałam takich 
ruchów jak twoje. 

- Matka będzie dumna – Taliyah stanęła za nią i klepnęła ją w plecy. 

– Gdybyśmy wiedziały gdzie jest, mogłaby nawet znów powitać w swoim 
uścisku. 

Gwen mogłaby tańczyć. Zawsze była anomalią, słabym ogniwem, 

pomyłką. Z jednym słodkim zwycięstwem, w końcu czuła się jak jedna 
z nich. Jakby była wartościowa. 

Cicho, Sabin sięgnął w górę i wyciągnął sztylety z jej teraz drŜących 

dłoni. O czym myślał? 

background image

Mroczny Szept

 

 

207 | 

S t r o n a

 

 

- Dobra robota – Ashlyn potarła zaokrąglony brzuch. – Jestem pod 

wraŜeniem. 

Uśmiechając się, Danika zaklaskała. 
- Sabin, powinieneś być zawstydzony. Upadłeś w mniej niŜ minutę. 
- I to przez dziewczynę – Ale rozbawienie Kaii szybko zbladło. – Okej, 

kiedy trening się skończył mam pytanie. Kiedy ruszamy do akcji? – 
Oparła dłonie na biodrach. – Jesteśmy znudzone. Byłyśmy znudzone. I 
cholernie dobrze się zachowywałyśmy, czekając. 

- Taa, Łowcy zranili siostrzyczkę i teraz muszą zapłacić – dodała 

Bianka. 

- Wkrótce – powiedział im Sabin. – Przysięgam. 
To trochę drasnęło Gwen. Ale nie wystarczająco, Ŝeby zmienić kurs, 

który obrała. 

- Ale w tej chwili, spędzę trochę czasu z kobietą godziny. Sam – Nikt 

nie protestował, kiedy zaprowadził Gwen do prywatnej alkowy, gdzie 
juŜ ukrył lodówkę. Gestem kazał jej usiąść u cieniu. – Potrzebujesz 
więcej krwi? 

- Nie – PowaŜnie, co on myślał? Był grzeczny, ale bardziej 

zdystansowany niŜ kiedykolwiek. Najwyraźniej „samotny czas” nie 
wymagał nagości i łóŜka. Co za rozczarowanie. – W porządku. Nawet 
operuję całą siłą – śeby to udowodnić została na stojąco. 

- Dobrze. Tak bardzo jak chcę ci to dać, chcę teŜ zobaczyć jak leczysz 

pomniejsze rany bez krwi. 

- Nie jestem zraniona, wcale. 
- Naprawdę – Znaczące spojrzenie opadło do jej ramienia. 
Spojrzała w dół i zobaczyła krwawiące ślady na przedramieniu. 
- Och – Wow. Postrzelenie musiało ją znieczulić na ból innych ran. 
- Daj mi znać kiedy to zniknie. 
Zawsze trener. Lubiła to w nim. Wszystko było lekcją, mającą ją 

wzmocnić, przygotować na to, co moŜe się zdarzyć. To pokazywało jak 
bardzo o nią dbał, bo nie robił tego dla innych. Właściwie tylko dla niej. 

Teraz, gdy o tym myślała, reagował przemocą tylko, kiedy ktoś jej 

groził. Kaia i Bianka obraŜały i tłukły jego przyjaciół przy kilku 
okazjach i uśmiechał się, czasem nawet dołączał do dokuczania. Ale w 
chwili, gdy siostry obracały się z tym ku niej, nastrój Sabina mroczniał. 
Nigdy nie wahał się je odepchnąć. Naprawdę odepchnąć. Dla niego, 
męŜczyźni i kobiety byli równi w kaŜdy sposób i zasługiwali na takie 
samo traktowanie, kolejna rzecz, którą w nim uwielbiała. 

- Usiądź – znów nakazał. – Chcę z tobą porozmawiać. 
- Dobra. 

background image

Mroczny Szept

 

 

208 | 

S t r o n a

 

 

Gdy się poddała, uniósł lodowato zimną butelkę wody. 
- Jeśli chcesz to zarobić, powiedz mi, co się dzieje, gdy Harpia bierze 

małŜonka. Powiesz mi jak długo ma małŜonka i czego od niego 
oczekuje. 

Czy on… czy on jest… myśli wpisaniu się w nową pracę? Jej oczy 

były szeroko otwarte, gdy podszedł do niej i wyciągnął rękę. 

- Więc? 
- MałŜonkowie są na zawsze – wychrypiała. – I są bardzo rzadcy. 

Harpia jest wolnym duchem, ale kiedy spotka męŜczyzną, który… 
zachwyca ją. To najlepsze słowo, jakiego mogę uŜyć Ŝeby opisać tę 
obsesję. Jego zapach i smak stają się dla nie narkotykiem. Jego głos 
łagodzi jej furię, jak nic innego nie jest zdolne, niemal jakby gładził jej 
pióra. A jeśli chodzi o to, czego od niego oczekuje, nie wiem. Nigdy nie 
spotkałam Harpii z małŜonkiem. 

Wygiął brew. 
- Nigdy Ŝadnego nie miałaś? MałŜonka, mam na myśli. I jeśli 

ośmielisz się wymienić kurczaka… 

- Nie, nie małŜonek – Tyson nie zachwycał jej Harpii, to było pewne. 

Skinęła palcami na wodę. 

- Zarobiłam to – Woda przefrunęła w powietrzu sekundę później. 

Zimna ciecz ochlapała jej ramiona, kiedy złapała butelkę. Wypiła w 
kilka sekund. 

- Czy Harpie muszą się ugiąć przed małŜonkami? 
Wybuchła śmiechem. 
- Nie. Naprawdę myślisz, Ŝe Harpia ugina się przed kimkolwiek? 
Wzruszył ramionami, a gdy złapała jego spojrzenie było 

zdecydowanie i rozczarowanie w ciemnych oczach. 

- Dlaczego chciałeś to wiedzieć? – zapytała. 
- Twoje siostry myślą… - Mięsień napiął się na jego szczęce. – 

NiewaŜne. 

- Co? 
Jego spojrzenie stało się przeszywające. 
- Jesteś pewna, Ŝe chcesz wiedzieć? 
- Tak. 
- Myślą, Ŝe ja jestem twoim małŜonkiem. 
Podbródek jej opadł, a usta utworzyły szerokie O. 
- Co? – powtórzyła, brzmiąc głupkowato nawet we własnych uszach. 

– Dlaczego tak myślą? – I dlaczego jej tego nie powiedziały, zamiast 
Sabinowi? 

- Uspokajam cię. Chcesz mnie – Jego ton był niemal obronny. 

background image

Mroczny Szept

 

 

209 | 

S t r o n a

 

 

Ale jeśli on… jeśli ona… o do diabła. On ją naprawdę uspokajał. Od 

początki, uspokajał ją. I poŜądała go, jego krwi, jego obecności, jego 
ciała. Tak zawodziła w świecie Harpii, Ŝ uwaŜała, Ŝe prawdziwy 
małŜonek nie jest dla niej. Prawda? 

Kiedy Sabina nie było przy niej, szukała go. Kiedy był z nią, chciała 

się do niego przytulić, cieszyć się nim. Dzieliła się z nim swoimi 
sekretami i nie było jej przez to przykro. 

Anya powiedziała, Ŝe Sabin naleŜy do niej, ale Gwen nie uwierzyła 

wtedy bogini. Teraz… do diabła, pomyślała znów, oszołomiona. 

Dlatego Sabin był wobec nie taki zdystansowany? Nie chciał być jej 

małŜonkiem? Jej Ŝołądek zacisnął się boleśnie. 

- Ja nie… ja nie wiem czy cię kocham – powiedziała, próbując dać 

mu drogę wyjścia. 

Coś mrocznego wypełniło jego oczy. Coś twardego i gorącego. 
- Nie musisz mnie kochać – Słowo „jeszcze” zawisło między nimi, 

niewypowiedziane, ale było tam. 

Czy on ją kochał? To było niemal zbyt duŜo, Ŝeby mieć na to 

nadzieję. Bo jeśli ją kochał, dotknął by jej znów. Prawda?  

- Porozmawiajmy o wojnie – odkryła, Ŝe to mówi, zamiast zapytać o 

to, co naprawdę chciała wiedzieć: Dlaczego się ze mną nie kochasz? – 
Nie będzie to takie niewygodne. 

Westchnął. 
- Jak chcesz. Nie pojechałem z innymi do Chicago, więc 

przeglądałem zwoje z imionami innych nieśmiertelnych opętanych 
przez demony, szukając ich w ksiąŜkach, które Lucien zebrał przez lata 
i próbując się czegoś o nich dowiedzieć. 

Został dla niej. Wiedziała to i nie przestało ja to zachwycać. MoŜe 

jednak nie przeszkadzała mu myśl o byciu jej małŜonkiem. 

- Znalazłeś coś? 
- Rozpoznałem wiele imion z moich dni w niebiosach. Większość 

więźniów w Tartarze zostało umieszczonych tam przeze mnie i innych 
Lordów, więc nie jesteśmy ich ulubieńcami. MoŜe najlepiej będzie, jeśli 
po prostu na nich zapolujemy i zabijemy, więc nie pomogą Galenowi. 
ChociaŜ on teŜ pomógł ich zamykać, kiedy był jednym z nas, więc to 
kwestia sporna – przerwał, znów westchnął. – Słuchaj, zacząłem temat 
małŜonka, bo chciałem o czymś z tobą porozmawiać. 

Rozczarowanie i zapał walczyły o przewagę. Zapał wygrał. 

Wyprostowała się, nadstawiła uszu. To był najwyraźniej dla niego 
waŜny temat.  

- Słucham. 

background image

Mroczny Szept

 

 

210 | 

S t r o n a

 

 

Sztywno, odszedł do lodówki i wyciągnął kolejną butelkę. 
- Zapłata? – zapytała ze śmiechem. – JuŜ zgodziłam się pomóc. Nie 

musisz mi płacić. 

Milcząc, odkręcił zakrętkę i wypił zawartość. 
Jej uśmiech zbladł, cisza stawała się napięta. 
- Co się dzieje? 
Oprał się o drzewo, patrząc wszędzie tylko nie na nią. 
- Kiedy nadejdzie czas bitwy, a nadejdzie prędzej czy później, Chcę 

Ŝebyś została tutaj, z dala od wydarzeń. 

Taa. Jasne. Znów się roześmiała, humor powrócił. 
- Zabawne. 
- Mówię powaŜnie. Mam twoje siostry. Nie potrzebuję cię. 
Ale… nie mógł mieć tego na myśli. Mógł? Ten nieodparty wojownik 

uŜyje kaŜdego przeciw Łowcom, nie powinien być zadowolony z trzech 
Harpii, gdy moŜe mieć cztery. Prawda? 

- Nie Ŝartowałbym, jeśli chodzi o coś takiego – dodał. 
Nie, nie robiłby tego. Poczuła się jakby tysiące sztyletów Sabina 

dźgało ją w pierś, kaŜdy raniący serce. Kilka musiało trafić organ, bo 
rozpadał się i płonął. 

- Ale mówiłeś, Ŝe mnie potrzebujesz. Robiłeś wszystko, co w twojej 

mocy, Ŝeby zdobyć moja pomoc. Trenowałam. Udoskonaliłam się. 

Przesunął dłonią, po twarzy, która nagle wydawała się wykończona. 
- Mówiłem tak. Udoskonaliłaś się. 
- Ale? 
- Kurwa! – nagle warknął, pięścią uderzył w ziemię. – Ja nie jestem 

gotowy, Ŝebyś włączyła się do akcji. 

- Nie rozumiem. Co się dzieje? Co się stało, Ŝe zmieniłeś zdanie? – To 

musiało być coś wielkiego. 

- Ja po prostu… Kurwa – powtórzył. – Cokolwiek zdarzy się w 

Chicago pewnie rozwścieczy Łowców. Patrz, co się stało po Egipcie. 
Przyjdą tu. Będą próbować się mścić. Nie będę zdolny się 
skoncentrować z tobą u boku. Dobra? Będę się martwił. Będę 
rozproszony. A moje rozproszenie wystawi moich ludzi na 
niebezpieczeństwo. 

Gwen nie wiedziała, gdzie znalazła siłę, ale wstała. ZmruŜyła oczy. 

Będzie się martwił. Kobieta w niej cieszyła się na tą myśl. Bardzo. 
Kwitnący wojownik, Harpia, którą teraz chciała być, nienawidziła tego, 
wypalając radość. JuŜ nigdy nie będzie tchórzem.  

- MoŜesz poćwiczyć nie martwienie się, bo ja dołączam. To moje 

prawo. 

background image

Mroczny Szept

 

 

211 | 

S t r o n a

 

 

TeŜ skoczył na nogi, zacisnął pięści. 
- A moim prawem, jako twojego kochanka… małŜonka, jest 

odciągnąć od ciebie wroga. 

- Nigdy nie powiedziałam, Ŝe jesteś moim małŜonkiem. Więc 

posłuchaj. Czekałam całe Ŝycie, Ŝeby być kimś. śeby udowodnić swoją 
wartość. Nie zabierzesz mi tego. Nie pozwolę ci! 

- Nie, nie zrobi tego – przerwała nagle Taliyah. Stanęła u jej boku, 

Kaia i Bianka za nią. KaŜda promieniała furią. – Nikt nie powstrzyma 
Harpii. Nikt. 

- DuŜy błąd, Zwątpienie – powiedziała mu Kaia. – Szkoda… 

zaczynałyśmy cie lubić. 

- Wiedziałam, Ŝe podsłuchiwanie będzie Madre – wycedziła Bianka 

przez zaciśnięte zęby. – MoŜesz być cudownie okrutny, ale wciąŜ jesteś 
męŜczyzną, a my doskonale wiemy, Ŝeby nie ufać samcom. Spójrzcie co 
się stało ostatnim razem, gdy Gwennie sama ruszyła w drogę. 

Taliyah przesunęła językiem po białych zębach. 
- Gwen w końcu daje ci to, czego chciałeś i decydujesz, Ŝe juŜ tego 

nie chcesz. Typowe. 

- Gwen – powiedziała Kaia. – Chodź. Opuszczamy fortecę. Same 

zajmiemy się Łowcami. 

- Nie – odparł Sabin. – Nic z tego. 
Przez wieczność, Gwen po prostu na niego patrzyła, milcząco 

błagając, Ŝeby powiedział jej siostrom, Ŝe się mylą. Wątpliwości ją 
pochłaniały, wszystkie jej własne. Robi to Ŝeby ją chronić, bo o nią 
dba? A moŜe po prostu nie wierzy w jej zdolności, nawet po całej tej 
pracy? Albo moŜe planuje zrobić coś, co ją zrani… coś z kobietą 
Łowców – i nie chce, Ŝeby była tego świadkiem?  

Albo demon przejął jego umysł? Jeśli tak, musi być sposób Ŝeby to 

zwalczyć. 

- Sabin – powiedziała z nadzieją. – Porozmawiajmy o… 
- Chcę, Ŝebyś została w tych ścianach – przerwał płaskim głosem. – 

Przez cały czas. 

- Zostawisz mnie tu, ale weźmiesz moje siostry, tak? 
- Dwie z nich. Jedna zostanie z tobą. 
Wspomniane kobiety się roześmiały. 
- Jeszcze czego – powiedziały unisono. 
Gwen uniosła podbródek, patrząc na niego. 
- Nie pomogą ci beze mnie. Ciągle chcesz mnie zostawić? 
- Tak – Bez wahania. 

background image

Mroczny Szept

 

 

212 | 

S t r o n a

 

 

Jak moŜe to robić? Jak, skoro pracował tak cięŜko, Ŝeby zdobyć ich 

pomoc? Gula rosła w jej gardle, paląca jak kwas. 

- Chcesz wygrać swoją wojnę? W końcu? Bo moŜesz. Z nami, z nami 

wszystkimi, moŜesz. 

Cisza. Cisza, która sprawiła, Ŝe poczuła się jakby była karmiona 

rozczarowaniem, Ŝalem i smutkiem, jedna zjełczała łyŜeczka po drugiej. 

- Gwen – powiedziała Taliyah, tym razem ostro. – Chodź. 
Czując się zdradzona, odwróciła się od Sabina i podąŜyła za 

siostrami. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

213 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 21

Rozdział 21

Rozdział 21

Rozdział 21    

    

W Chicago było chłodno i tylko trochę wietrznie. Ale wciąŜ słońce 

było świecącym okiem, śledzącym kaŜdy krok Gideona. Ale podobały 
mu się wieŜowce i bliskość wody, jedno dawało mu poczucie bycia w 
wielkim mieście, drugie plaŜę. Dwa najlepsze ze światów. 

Razem z innymi wojownikami był tu od kilku dni, ale dopiero teraz 

znaleźli placówkę, której szukali. Jakoś mijali ją, wciąŜ i wciąŜ. MoŜe 
dlatego, Ŝe numer był zdjęty, a moŜe dlatego otaczające ją budynki były 
dokładnie takie same. Cienkie i wysokie, przynajmniej 
czternastopiętrowe, dwa kwadratowe okna na kaŜdym piętrze. 

Pomimo faktu, Ŝe budynek był tak dobrze ukryty, nie powinni go 

ciągle mijać. Sprawiało to, Ŝe zastanawiał się czy nie tkwiło w tym coś 
więcej niŜ tylko „moŜe”. Coś jak magia. 

MoŜe ochronne zaklęcie? Przez lata spotkał kilka wiedźm i wiedział, 

Ŝe to potęŜna rasa. To, dlaczego któraś miałaby chcieć pracować z 
Łowcami, było poza jego pojmowaniem.  

W końcu, wymyślili genialny plan, by zostawić Luciena tutaj samego, 

w duchowej postaci, czekającego aŜ Łowca koło niego przejdzie. 
Skutkiem tego kolejne opóźnienie – Łowcy nie są łatwi do dostrzeŜenia, 
ich ubrania są normalne, broń ukryta – więc Lucien śledził wielu ludzi. 
Jego wysiłek się opłacił, gdy dostrzegł człowieka wchodzącego do 
budynku, którego Ŝaden z nich nie zauwaŜył – a jeśli nawet, to nie 
pamiętali. Śmierć oznakował budynek odrobiną swojej krwi, coś, za 
czym Anya mogła podąŜyć z zamkniętymi oczyma. 

Teraz kaŜdy był rozstawiony po przeciwnej stronie ulicy, ukryci na 

budowie i wpatrując się przez grube, drewniane belki, jak krzątający 
się za nimi pracownicy. Kilku ludzi miało na tyle odwagi, Ŝeby kazać im 
odejść. Pachnąca róŜami, błyszcząca w niepasujących do siebie oczach 
hipno-sugestia Luciena i wszyscy o nich zapomnieli. Gideon mógł 
krzyczeć, a oni by nawet nie mrugnęli. 

Gideon chciałby takiej mocy. Albo moŜe takiej super wściekłości jak 

u Maddoxa, który mógł rozedrzeć świat na strzępy, tylko dlatego, Ŝe był 
wkurwiony. Albo czytania w ludzkich umysłach, jak Amun. Albo 
cieszenia się cięciem, chlastaniem i ranieniem, jak Reyes. Albo nawet 
pieprzenia się jak królik, jak Parys. Albo latania, jak Aeron. Albo 

background image

Mroczny Szept

 

 

214 | 

S t r o n a

 

 

wiecznego wygrywania, jak Strider. Albo… mógł wymienić zdolność 
kaŜdego Lorda Świata Podziemnego. Nawet Cameo, wcielenie Boleści. 
Mogła słowem opustoszyć pokój. Mogła posłać dorosłych męŜczyzn na 
ziemię, szlochających jak dzieci. 

Co mógł zrobić Gideon? Mógł kłamać. To było do bani. (To nie 

kłamstwo.) Nie mógł powiedzieć kobiecie, Ŝe jest piękna, chyba, Ŝe była 
brzydka. Nie mógł powiedzieć przyjaciołom, Ŝe ich kocha. Mógł im tylko 
powiedzieć, Ŝe ich nienawidzi. Nie mógł powiedzieć Łowcom, Ŝe są 
skurwielami. Mógł im powiedzieć, Ŝe są ciasteczkami. Mówiąc o 
koszmarze – który oczywiście mógł nazwać tylko spełnionym snem. 

Czasami myślał, Ŝe jest jedynym wojownikiem zachwyconym swoją 

klątwą. Nie było nic złego w noszeniu w sobie demona. Nic złego w 
cieszeniu się tym, byciu zadowolonym, Ŝe nie jesteś sam – nie Ŝeby jego 
demon z nim rozmawiał, tak jak demony innych ze swoimi nosicielami. 
Nie, on był bardziej… obecnością na tyle umysłu. Nie było nic złego w 
cieszeniu się z bycia bardziej potęŜnym. Ale do cholery, czy bogowie by 
się pochorowali dając mu Wściekłość albo Koszmar? Okej, teraz 
Koszmar byłby cholernie fajny. MoŜliwość zmienienia koszmarów 
Łowców w rzeczywistość byłaby słodkim niebem. 

Nagle targnęła nim tęsknota i zamrugał ze zdziwienia. Tęsknota? Za 

czym? Za zdolnością? Czy za samym demonem? 

Gideon przegnał dziwne odczucie. Nie wiedział nawet czy Koszmar 

był w puszcze – znów uderzenie tęsknoty. 

- Obserwujemy to miejsce od godziny i nie było najmniejszego ruchu. 

Myślę, Ŝe jest opuszczone – powiedziała Anya i był rzadki ślad 
zmieszania w jej głosie. – Ale czuję chaos. Cholernie duŜo chaosu – 
Chaos był najsilniejszym źródłem jej siły i jeśli ktokolwiek mógł go 
rozpoznać, była to piękna bogini. 

- Nie moŜliwe, Ŝeby miały z tym coś wspólnego wiedźmy i ich zaklęcia 

– odparł Gideon. 

Anya sapnęła. 
- Wiedźmy. Oczywiście. Czemu o tym nie pomyślałam? Spotkałam 

się z nimi parę razy przez lata. Mówiąc o osobach naduŜywających 
mocy – mruknęła. – Ciekawe jak się będą czuły, kiedy ja naduŜyję 
mojej i uŜyję ich czarnych serc, jako naszego nowego stolika. 

- MoŜe powinienem wejść do środka jak duch – odezwał się Lucien. 

Byłby niewidzialny dla kaŜdego i mógłby sprawdzić jak się sprawy 
mają, bez ryzyka bycia dostrzeŜonym. 

- Nie. Rozmawialiśmy o tym – zareplikowała bogini z determinacją. 

Potrząsnęła głową. Gideon stał po jej prawej stronie i poczuł jedwabiste 

background image

Mroczny Szept

 

 

215 | 

S t r o n a

 

 

muśnięcie jej włosów. – Coś niezdrowego jest w tym budynku i nie 
wiem czy chcę, Ŝeby twój duch tam wchodził. A skoro wiedźmy mogą 
być zamieszane… do diabła, nie. 

Gideon uwielbiał kobiety i teraz stwierdził, Ŝe skóra mu się rozgrzała 

na dotknięcie jej włosów. Ostatni raz był z kobietą kilka godzin po ich 
powrocie z Egiptu. Kobiety w Budapeszcie wiedziały, w jakimś stopniu, 
Ŝe on i inni Lordowie byli inni. Byli nazywani „aniołami”. Nie musiał 
mówić, tylko kiwnął palcem i ta jedna podbiegła. Ale nie wystarczała by 
ukoić tkwiący w nim ból. Nigdy nie wystarczały. 

- Więc zostańmy tu, nie robiąc nic – powiedział. Co znaczyło, idźmy 

tak, niech strzelają pistolety i przyjaciele to wiedzieli. Byli obeznani z 
Mową Gideona. Musieli być. 

Jeśli wypowiedziałby pojedynczą prawdę, jakakolwiek, zapłonąłby 

ostrym bólem. Bólem duŜo gorszym niŜ jedna osoba mogła znieść. Jak 
noŜe ociekające kwasem, pokryte solą i polane trucizną wepchnięte w 
jego wnętrzności i przeciągnięte przez całą drogę od mózgu do stóp i 
tak bez końca. 

- Nie przetrwaliśmy wybuchu bomby chwilę temu – dodała, bo tak, 

przetrwali. Tylko kilka miesięcy minęło od wydarzenia a ciągle pamiętał 
szok i ból. Ale chętnie przeszedłby to jeszcze raz. Zbyt długo minęło 
odkąd wbił ostrze albo postrzelił wroga. – Więc moŜemy być cholernie 
pewni, ze nie przetrwamy wszystko inne, co w nas rzucą. Nawe 
zaklęcia. 

Gideon był dowodem, Ŝe Lordowie mogą przetrwać kaŜde gówno i 

wyjść z tego z uśmiechem. Kiedyś Łowcy złapali go i uwięzili. Następne 
trzy miesiące jego Ŝycia były torturą. Dosłownie. Wolałby się smaŜyć w 
piekle niŜ ponownie doświadczyć szturchania, badania i pobicia, które 
miało go doprowadzić na skraj śmierci, tylko po to Ŝeby się uleczył i 
znów był bity. 

Sabin go znalazł i uratował, właściwie wyniósł na własnych plecach, 

bo Gideon nie mógł chodzić. Ucięli mu stopy i patrzyli jak się 
regenerowały. MoŜe dlatego Gideon tak bardzo kochał wojownika. 
Zrobiłby dla niego wszystko. Zabiję kilku Łowców dla niego. To, Ŝe 
Sabina tu nie było, kiedy szef Ŝył dla takiego gówna… 

Był pewien, Ŝe to wina Harpii. Nigdy jeszcze Sabin nie miał takiej 

obsesji na punkcie kobiety, ignorując obowiązki. Gideon ciszył się, Ŝe 
przyjaciel znalazł kogoś, ale nie był pewien, co to znaczy dla ich wojny. 

- Mam pomysł – powiedział Strider. Strider zawsze miał pomysły. 

Skoro zwycięstwo było dla niego koniecznością, często planował i 
układał strategie godzinami, dniami, tygodniami przed bitwą. – Ashlyn 

background image

Mroczny Szept

 

 

216 | 

S t r o n a

 

 

znalazła nieśmiertelne dla Łowców. Do diabła, pewnie znalazła dla nich 
wiedźmy. Wiec musimy sobie teŜ jakąś znaleźć. Nasza wiedźma odbije 
kaŜdy czar tamtych, jeśli to z czarem mamy do czynienia i boom, 
zwycięstwo. 

- Czas nie jest naszym przyjacielem. Musimy wydostać te dzieci z rąk 

wrogów. Musimy wrócić do poszukiwania puszki – odparł Lucien. 

- Ale, dziecino – odezwała się Anya, było zmartwienie w jej głosie. 
- Nic mi nie będzie, kochanie. Wygrałem twoje serce, więc mogę 

zrobić wszystko – pocałował ją, przeciągając to mimo pośpiechu w 
głosie, zanim zniknął kompletnie. Ludzcy pracownicy kręcili się wokół 
nich, nieświadomi. Jeśli widzieli lub słyszeli wojowników, nie dali tego 
po sobie poznać. 

Anya westchnęła, z rozmarzeniem. 
- Bogowie, ten facet jest moim paliwem. 
Reyes zachichotał. 
Strider przewrócił oczyma. 
Amun pozostał stoicki, jak zawsze. 
Nie, nie stoicki, pomyślał Gideon. Ale było w nim coś mrocznego. 

Linie napięcia rozchodziły się od ciemnych oczu i ust. Ramiona były 
sztywne, mięśnie po napinane. Ostatnia wycieczka w umysł Łowcy w 
piramidzie musiała naprawdę go wykończyć. 

Gdyby Gideon mógł cokolwiek dla niego zrobić, zrobiłby to. Kochał 

cichego giganta. Nikt nie był Ŝyczliwszy, nikt bardziej się nie troszczył. 
Kiedy Gideon zdrowiał po ucięciu stóp, Amun był jedynym, który 
przynosił mu jedzenie, upewniał się, Ŝe jego bandaŜe są czyste i nawet 
wynosił go na świeŜe powietrze. 

Nie wiedząc, co innego mógłby zrobić, zamienił się miejscem z 

Striderem, tak Ŝe teraz stał koło Amuna i klepnął wielkiego faceta w 
plecy.  Amun nie spojrzał na niego, ale usta zadrŜały mu w lekkim 
uśmiechu. 

- Szybko, niech mnie ktoś zacznie rozpraszać – odezwała się Anya. – 

Nudzę się. 

Wszyscy jęknęli. Znudzona Anya to kłopotliwa Anya. Ale Gideon znał 

prawdę. Ciągle słyszał zmartwienie w głosie bogini. Nie lubiła być 
oddzielona od Luciena. 

Nie moŜemy zagrać w Jak Zabiję Łowców – zasugerował. 
- Dźgnę im – odparł Reyes natychmiast, okrutny błysk pojawił się w 

ciemnych oczach. 

- Postrzelę ich – odparł Strider. – W genitalia. 

background image

Mroczny Szept

 

 

217 | 

S t r o n a

 

 

- Złamię im karki – dodała Anya, zacierając dłonie. – Potem pozwolę 

im patrzeć jak odcinam im interesy – Zrobiłaby to. KaŜdy, kto groził 
Lucienowi trafiał na jej listę Trzeba Torturować. 

Rozlegał się symfonia chichotów. 
Tyle, jeśli chodzi o próbowanie bycia Ŝyczliwym dla Anyi. On zawsze 

wszystko robił na odwrót. 

- Wiem co moŜemy zrobić – odezwał się Reyes. Zwykle miał sztylet w 

kaŜdej dłoni i ciął się, gdy mówił. Nie dziś. Nie, gdy był oddzielony od 
Daniki. Często powtarzał, Ŝe to wystarczająco bolesne. – ZałóŜmy się, 
jak Sabin poradzi sobie z Harpią. 

- Facet ma jaja, trzeba przyznać – odparł Strider. – Gwen jest śliczna, 

ale kaŜdy kto moŜe tak rozedrzeć gardło… - zadrŜał. 

- Hej! – Bogini spojrzała na nich z ukosa. – To nie wina Gwen. Nie 

Ŝebym uwaŜała, Ŝe jest coś złego w rozrywaniu gardeł Łowcom. W 
kaŜdym razie, z tego co słyszałam była przestraszona. Nie straszysz 
Harpii i Ŝyjesz, Ŝeby się tym chwalić. To jedna z pierwszych rzeczy, 
jakiej uczą w ich szkole. Cała rasa z natury uwielbia przemoc. To 
znaczy, spotkaliście siostry Gwen, prawda? 

Tym razem wszyscy zadrŜeli. 
- Sabin jest szczęśliwym skurwielem – powiedział Gideon. 
Spojrzała na niego, ale jej spojrzenie nagle stało się oszołomione, 

jakby widziała przez niego. Popłynęła od niej fala mocy, owijając się 
wokół niego, ściskając. Gdy się skupiła, rozkwitł uśmiech. 

- Lepiej uwaŜaj – powiedziała. – Twoim losem jest kochać kobietę 

duŜo gorszą niŜ Harpia. Bogowie się bawią w ten sposób. 

Ciepło odpłynęło z jego policzków i zacisnął pięści. 
- Wiesz coś? – Była boginią i miała źródła informacji, do jakich oni 

nie mieli dostępu. 

- MoŜe – odparła ze wzruszeniem ramion. 
- Nie ośmielaj się mi mówić! – Kochał kobiety. Ale ostatecznie wziąć 

jedną, kiedy jedna nigdy naprawdę go nie satysfakcjonowała? Do 
diabła, nie. Jego Ŝycie było pełne przemocy, potrzebował czegoś 
ekstremalnego, Ŝeby wypchnęło go za krawędź. Kiedy jego partnerki 
pytały go jak go zadowolić, musiał powiedzieć coś przeciwnego. O ile 
gorzej by było gdyby utknął z jedną kobietą? Nigdy nie uprawiałby 
seksu, jakiego poŜądał, nawet przypadkiem. 

- Powiedziałabym ci, gdybym widziała. 
Kłamała. Wiedział to. Kłamstwo było jej pasją. Jak Lucien ją znosił? 

Hej chwileczkę, pomyślał, zdegustowany. 

background image

Mroczny Szept

 

 

218 | 

S t r o n a

 

 

Nagle Lucien się zmaterializował, jego pobliźniona twarz była 

zmieszana, gdy go otoczyli. 

- To miejsce jest umeblowane, ale opuszczone. śadnych papierów, 

ale widziałem ubranie. W rozmiarach, jakie noszą dzieci. Musieli odejść 
w pośpiechu. 

Zamierając, Strider potarł skronie. 
- To znaczy, Ŝe się spóźniliśmy, nasza podróŜ na nic. 
- Są dziwne znaki na ścianach – dodał pobliźniony wojownik. – Nie 

mogłem ich odszyfrować. Chcę was przenieść za jednym razem, jeśli 
zewnątrz jest nadal monitorowane, nie dostrzegą nas. Pewnie ktoś z 
nas widział juŜ te znaki i będzie wiedział, co znaczą. 

Nie zajęło długo. Po pięciu minutach byli w budynku. Gideon chwiał 

się od zawrotów głowy – przenoszenie się jest do bani – Strider śmiał, 
Reyes był blady i obejmował brzuch dłońmi, Anya tańczyła po pustym 
pokoju, Amun znów wpatrywał się w przestrzeń. 

- Tędy – powiedział  Lucien. 
Zeszli na dół wąskimi korytarzami, ich kroki odbijały się echem. 

Gideon przesunął palcem po ścianie. Była pomalowana obrzydliwym 
szarym. To był kolor jego celi, gdy został schwytany. Jedynym meblem, 
jaki mu dano było łóŜko i uchwytami na nadgarstki i kostki. 

Złe wspomnienia. Nie lubił podąŜać tą ścieŜką w umyśle, chyba Ŝe 

był w środku bitwy. Pomagały kanalizować wściekłość. Rozejrzał się 
wkoło. Było tu wiele sypialni. CóŜ, wyglądały bardziej jak baraki, z 
piętnastoma łóŜkami. Było teŜ coś, co wyglądało na klasę lekcyjną. 

Lewo, prawo, prawo, lewo i weszli do Sali gimnastycznej. Wszyscy się 

pilnowali. Jedna ściana była pokryta lustrami z uchwytem. Do… 
baletu? Oczywiście, pomyślał po chwili. Zabójcy są bardziej efektywni, 
gdy są elastyczni.  

Trzy ściany były szare, jak na korytarzu. Ale ostatnia była 

pomalowana w wiele kolorów. Gideon nie mógł wypatrzeć pojedynczego 
obrazu, tylko ostre, postrzępione linie i zamaszyste łuki. To był 
bałagan. 

- Śliczne – wymamrotał. 
- Jest teŜ zaklęciem, jak podejrzewamy – odparła Anya. 
Ciała zamknęły się wokół niego. Palce przebiegały po powierzchni, 

oczy przemykały, szukając wzoru. 

- Widziałem to wcześniej – odezwał się Reyes mrocznym głosem. – W 

ksiąŜce, której uŜyłem, Ŝeby dowiedzieć się więcej o Anyi. 

background image

Mroczny Szept

 

 

219 | 

S t r o n a

 

 

Gdy Anya do nich na początku przyszła, nie wiedzieli czy chce ich 

skrzywdzić. Nie ich wina. Kobieta słynęła z kłopotów, jakie powodowała 
przez wieki. 

- Och, Bóluś. Twoje zainteresowanie ciągle mi pochlebia, ale 

naprawdę, ale przestań. Jestem zajęta. Teraz o zaklęciu. Ewidentnie 
uŜyli starego języka. Dodali teŜ coś od siebie i teraz mam kłopot z 
rozszyfrowaniem tego. To coś znaczy „mroczny”, to znaczy „moc”, a to… 
„bezradny, tak sądzę. 

- Nie chcę stąd iść teraz – powiedział Gideon, nagle czując 

ostrzegawczy dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Niebezpieczeństwo 
było w pobliŜu. 

Reyes westchnął. 
- Kłamstwa juŜ działają mi na nerwy. 
- Dbam o to. Naprawdę – odparł Kłamstwo sucho. – Serce mi krwawi 

przez ciebie. I jak wiesz, nie mogę kłamać, tak jak ty nie moŜesz się 
ciąć. 

Kolejne westchnienie. 
- Przepraszam. Powinienem odpuścić. Kłam ile chcesz. 
- Nie będę. 
Strider wybuchnął śmiechem i klepnął go w ramię. 
Gideon wiedział, Ŝe jest irytujący. Był. Ale nie mógł przestać. 
Nagle Anya, która mamrotała pod nosem, czytając, sapnęła. 
- O, bogowie – Jeden krok, dwa, cofnęła się od ściany.  DrŜała, a w 

tygodniach, przez które Gideon ją znał, przez bitwy, które stoczyli, 
nigdy nie widział tej odwaŜnie kobiety drŜącej. – Przenieś nas, Lucien. 
Teraz. Wszystkich, jeśli to moŜliwe. 

Lucien się nie zawahał, nie marnował czasu na pytanie dlaczego. 

Podszedł do niej i objął, najwyraźniej zamierzając przenieść ją pierwszą 
– bo czy o tym wiedziała czy nie, nie mógł transportować więcej niŜ 
mógł dotknąć. Ale było za późno. Ciemne, metalowe cienie opadły w 
dwóch oknach pokoju, odcinając światło. 

W dół korytarza, mógł usłyszeć inne cienie zamykające się na 

oknach. 

Gideon obrócił się, wyciągając sztylety. Chciał coś ciąć, ale było tak 

ciemno, Ŝe nic nie widział, nawet przyjaciół. Nie chciał ciąć 
niewłaściwej osoby. 

- Lucien – krzyknęła Anya. 
- Jestem tu, dziecino, ale nie mogę się przenieść. Nie mogę zmusić 

swojego ciała do dematerializacji – Lucien jeszcze nigdy nie brzmiał tak 

background image

Mroczny Szept

 

 

220 | 

S t r o n a

 

 

ponuro. – To jakby jakaś magnetyczna osłona uwięziła moją duszę w 
ciele. 

- To właśnie jest – odparła Anya. – Magia. Aktywowałam zaklęcie 

odczytując je na głos. 

Nastała złowroga cisza, kiedy wszyscy to rozwaŜali. Zrozumienie 

uderzyło Gideona, praktycznie go dusząc. 

- Co znaczy ten wzór? – zapytał w końcu Strider. 
- Większość jest zaklęciem, zamykającym nas w ciemności, 

odbierając moce, zostawiając ciała bezradne. Ale ostatnie linijka jest 
wiadomością dla nas wszystkich. Pisze tam: Witajcie w piekle, 
Lordowie Świata Podziemi. Zostaniecie tu póki nie umrzecie. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

221 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 22

Rozdział 22

Rozdział 22

Rozdział 22    

    

Pierwsza kobieta, jaką Aeron znalazł dla Parysa juŜ z nim spała. Nie 

Ŝeby Parys wiedział to patrząc na nią. Brak odpowiedzi jego ciała go 
odrzucił. Więc wróciła do miasta. Od opętania przez demona, Parys 
zrobił się twardy dla tej samej kobiety dwukrotnie tylko raz. I ta 
właśnie kobieta umarła i nie mogła być odrodzona. Przeze mnie

Druga kobieta, jaką Aeron znalazł dla przyjaciela teŜ nie przeszła. Z 

tego samego powodu. Trzecia była turystką, nową w mieście i na 
szczęście jej ścieŜki nie skrzyŜowały się jeszcze z wojownikiem. Aeron 
porwał ją prosto z pokoju hotelowego, kiedy spała, więc jego 
wytatuowana twarz i nieludzkie skrzydła nie przestraszyły jej. Obudziła 
się koło Parysa i kiedy rzuciła okiem na piękną twarz, wskoczyła na 
pokład by odbyć jazdę swojego Ŝycia. 

Dziś, Aeron leciał do miasta z przyjacielem. Koniec z noszeniem 

kobiet w tę i z powrotem. To było marnowanie czasu. W ten sposób, 
Parys sam mógł wybrać kobietę, którą chciał, a Aeron doprowadzał ją 
efektywnie do niego. Oboje mogli się zabawić w apartamencie Gilly, 
najbezpieczniejszym miejscu, jakie znał Aeron, odkąd Torin 
zabezpieczył budynek dla przyjaciółki Daniki. Aeronowi nie podobało 
się, Ŝe wyprowadziła się z fortecy – była zbyt krucha, zbyt płocha – ale 
wojownicy ją przeraŜali, a czas tego nie zmieniał. Gniew zabierał ją do 
kawiarni, jeśli mu pozwoliła i dotrzymywał towarzystwa, gdy czekali. 

Doskonały plan. CóŜ, tak doskonały, jak tylko mógł być. 
Gdyby tylko Parys i Harpie się dobrali. Ale Rozpusta tylko spojrzała 

na piękne kobiety i stwierdziła, Ŝe „za duŜo zachodu”. Aeron 
przypuszczał, Ŝe zna to uczucie. On sam nie cieszył się kobietą od stu 
lat i nie będzie przez kolejną setkę. Jeśli w ogóle. Jak powiedział 
Legion, były zbyt słabe, zbyt łatwe do zniszczenia, kiedy on pewnie 
będzie Ŝył wiecznie. 

Nie był pewien czy przeŜyłby ponownie patrzenia, jak umiera ktoś, 

kogo kochał.  

Mówiąc o kochanych, czy Legion wróciła z piekła? Czy była w 

niebezpieczeństwie? Nie była szczęśliwa, dopóki nie była z Aeronem, a 
on nie czuł się kompletny, póki nie siedziała na jego ramionach. 

background image

Mroczny Szept

 

 

222 | 

S t r o n a

 

 

Tak zwany anioł nie odwiedził go od pary dni. Miał nadzieję, Ŝe 

zniknęła na zawsze i Legion będzie mogła wrócić. 

Obrócił się w lewo, delikatnie skręcając. RóŜe i fiolety zdobiły niebo, 

doskonale otaczając słońce. Wiatr opływał mu skórę głowy, choć jego 
włosy były zbyt krótkie by na nim powiewać. ChociaŜ włosy Parysa 
uderzały go w policzki. Wojownik spoczywał przy jego piersi, z 
ramionami wokół jego pleców, pod skrzydłami. 

Leciał wolno i trzymał się cieni, poza widokiem. 
- Nie chcę tego robić – powiedział Parys płaskim głosem. 
- Szkoda. Potrzebujesz tego. 
- Co z tobą? Będziesz teraz moim alfonsem? 
- Jeśli muszę być. Słuchaj, znalazłeś kobietę, z którą mogłeś spać 

więcej niŜ raz. Na pewno moŜesz znaleźć następną. Po prostu musimy 
poszukać. 

- Niech cię cholera! To jak mówienie facetowi, któremu ucięto rękę, 

Ŝe utniesz dla niego rękę komuś innemu. To nie będzie to samo. To nie 
będzie ten sam kolor, ta sama długość. Nic nie będzie tak doskonałe 
jak tamta. 

- Więc poproszę Kronosa, Ŝeby oddał Siennę. Powiedziałeś, Ŝe jej 

dusza jest w niebiosach, tak? 

- Tak – oszczędna odpowiedź. – Powie nie. Powiedział, Ŝe miałem 

wybór i jeśli nie wybiorę jej, upewni się, Ŝeby nigdy nie wróciła na 
ziemię. Pewnie juŜ ją zabił. Znowu. 

 - Mogę wśliznąć się do niebios. Poszukać jej. 
Nastąpiła długa pauza, jakby Parys to rozwaŜał. 
- MoŜesz zostać złapany, uwięziony. Wtedy moje poświęcenie 

poszłoby na marne. Po prostu… zapomnij o Siennie. 

Problem w tym, Ŝe Aeron nie mógł zapomnieć póki Parys tego nie 

zrobi. Będzie musiał to rozwaŜyć, zdecydować, jak postępować. 
Wszystko co wiedział to, Ŝe chciał przyjaciela z powrotem. Radosnego, 
dbającego o wszystkich wojownika, który miał zawsze dla wszystkich 
uśmiech. 

- Miasto jest dziś zatłoczone – zauwaŜył, mając nadzieję zmienić 

temat na bezpieczniejszy. 

- Tak. 
- Ciekawe co się dzieje – W chwili, gdy to powiedział, doświadczył 

dreszczu strachu. Ostatnio, gdy był taki tłum, przybyli Łowcy. Przyjrzał 
się ludziom poniŜej uwaŜniej, szukając znaku wskazującego łowców. 
TatuaŜ nieskończoności. Ale ci ludzie nosili zegarki i nie mógł dojrzeć 
ich nadgarstków. Poza tym, jak znał Łowców – tak dumnych ze swoich 

background image

Mroczny Szept

 

 

223 | 

S t r o n a

 

 

piętn – wiedział, Ŝe zaczęli je ukrywać, znacząc się nimi w innym 
miejscu. To było cwane. - Przykro mi, ale musimy wrócić do fortecy. 

- Dobrze. 
Aeron był uzbrojony i nigdy nie przeszkadzało mu bronienie się, ale 

był z nim Parys. Parys, który był ciągle skołowany przez te góry 
ambrozji, więc bardziej byłby cięŜarem niŜ pomocą. 

- Czekaj. Stój! – Wojownik stęŜał przy nim, a jego głos był 

niedowierzający, pełen nadziei i ociekający zdziwieniem. 

- Co? 
- Myślę, Ŝe widziałem… Myślę… Sienna – Wymówił jej imię jak 

modlitwę. 

- Jak to moŜliwe? – Aeron rozejrzał się po ziemi. Było tam zbyt wiele 

twarzy, poruszających się zbyt szybko, nie mógł odróŜnić jednej od 
drugiej. Ale jeśli Parys widział Siennę, jeśli jakimś sposobem znów Ŝyła, 
więc na pewno byli tu Łowcy. – Gdzie? 

- Wróć. Wracaj. Zmierzała na południe – Było tyle ekscytacji w głosie 

Parysa, Ŝe Gniew nie mógł odmówić. 

Pomimo niebezpieczeństwa, zawrócił. Chciał rzucić ostrzeŜenie: nie 

wzbudzaj w sobie nadziei, ale ni mógł. Dziwniejsze rzeczy się zdarzały.  

Nagle Parys się szarpnął. 
- Znajdź schronienie – mruknął. Teraz!  
Aeron poczuł cos ciepłego i wilgotnego pod dłonią, gdzie obejmował 

Parysa w pasie. Wtedy fala strzał przebiła mu skrzydła, rozdzierając 
błony. Jego ręce i nogi były następne, mięśnie rozdarte, nacięte kości. 
Gdy szarpnął się z bólu, zaświtało zrozumienie. Łowcy rzeczywiście tu 
byli i zauwaŜyli ich. Pewnie obserwowali i czekali na taką szansę. 

Moja wina, pomyślał. Znowu. Zaczął spadać… spadać… wirując i 

obracając się. Roztrzaskując się. 

 
 

*    *    * 

Torin oparł się na krześle, ręce zakładając za głowę, stopy opierając 

na biurku. Był tu przyklejony od paru dni, ledwie odchodząc by zjeść, 
wziąć prysznic albo, do diabła, Ŝyć. Cameo nie przyszła się z nim 
zobaczyć od nocy po powrocie i moŜe tak było najlepiej. Nie mógł się 
skoncentrować, gdy była w pobliŜu a miał więcej do zrobienia niŜ 
zwykle. 

Utrzymywał wojowników dobrze uposaŜonych, pogrywając akcjami i 

obligacjami. Monitorował otoczenie, strzegąc przed intruzami. 

background image

Mroczny Szept

 

 

224 | 

S t r o n a

 

 

Przygotowywał podróŜe. Poszukiwał i prowadził do puszki Pandory, 
artefaktów lub Łowców. Nawet przeglądał strony z wiadomościami, 
szukając wieści skrzydlatym facecie. Vel Galenie. Według informacji 
Torina, tylko Galen i Aeron mieli skrzydła.  

Torin nie miał nic przeciwko tak wielu zajęciom, bo miał na to czas – 

nigdy nie opuszczał fortecy. Gdyby to robił pewnie zabiłby wszystkich 
na świecie. Takie dramatyczne, pomyślał sucho. Ale prawdziwe. Jeden 
dotyk jego skóry na czyjejś innej był wszystkim, co było potrzebne do 
wywołania plagi. Ostatnio, gdy się zaczęła, dzięki Łowcom, miała 
miejsce w Budapeszcie. Na szczęście została powstrzymana przez 
lekarzy nim narobiła zbyt wiele szkód. 

Ale, och, chciał dotknąć Cameo. Zrobiłby wszystko, Ŝeby mieć na to 

szansę. Wywołał jej obraz w wyobraźni. Mała, smukła, te długie ciemne 
włosy i te smutne szare oczy. 

Po raz tysięczny tego dnia zastanowił się czy ciągle by jej chciał, 

gdyby mógł wybierać wśród kobiet. Czy ciągle by jej chciał, gdyby mógł 
dotykać kaŜdego, kogo chciał? Iść do miasta, gdy chciał? Jako 
męŜczyzna, taa, chciał jej. Była piękna, mądra, zabawna, jeśli nie 
zwracać uwagi na jej samobójczy głos. Ale coś stałego? Nie wiedział. 
PoniewaŜ… jego wzrok przywarł do monitora po lewej. 

Często o tej porze mógł dojrzeć piękną kobietę idącą przez miasto. 

Długie, czarne włosy, egzotyczne oczy, które w jednej chwili były jasne 
w następnej szkliste. Zatrzymała się, uśmiechnęła, zmarszczyła brwi i 
znów ruszyła. Gdy pieścił ją wiatr, Torin dojrzał ślad… spiczastych 
uszu? Czy je widział czy nie, na widok tych uszu stwardniał jak skała. 
Poczuł dziwną potrzebę polizania ich. 

Nosiła t-shirt z napisem „Rusałka NPZ Dom Zabawy” i miała 

słuchawki w uszach. Czy była rusałką? Szybkie poszukiwanie w 
Google i zrozumiał, Ŝe to – ona? – był jakiś rodzaj Nieśmiertelnych Po 
Zmroku. Interesujące. Bo niczego bardziej nie chciał niŜ dobrać się do 
niej po zmroku. 

Jakiej muzyki słuchała? Osądzając po ruchu głosy, czegoś szybkiego 

i mocnego. Skąd była? Jaka była? Pyszna, załoŜę się… 

śądza skierowana ku dziwnej kobiecie wstrząsnęła nim, sprawiając, 

Ŝe te pytania o Cameo zawirowały w nim. Jeśli mógł poŜądać innej, nie 
kochał Cameo. A jeśli jej nie kochał, czy to było okrutne z jego strony, 
Ŝe się przy niej kręcił? Czy mógł ją zranić? Albo siebie? 

Nigdy nie będzie zdolny jej dotknąć, a biorąc pod uwagę jak pełna 

pasji była, pewnie weźmie męŜczyznę, który mógł to zrobić. Nigdy 
wcześniej nie musiał się zastanawiać nad takimi rzeczami, bo nigdy nie 

background image

Mroczny Szept

 

 

225 | 

S t r o n a

 

 

był z kobietą. Nawet przed opętaniem. Był wtedy zbyt zajęty, zbyt 
zaaferowany swoją pracą. MoŜe powinien dołączyć do Anonimowych 
Pracoholików, pomyślał sucho. Musiał być jedynym wielotysięco-letnim 
prawiczkiem w historii. 

Jeden z monitorów zamrugał i włączył szczegółowy skan. Nic 

niezwykłego. RównieŜ ani śladu spiczastouchej brunetki. Nawiedziło go 
pytanie: gdyby Cameo nie obawiała się zaraŜeniem człowieka 
niewypowiedzianą boleścią, czy wybrałaby innego męŜczyznę? 

Na myśl o nie z innym, nie poczuł uderzenia zazdrości, jak powinien 

zajęty samiec. Okej, więc było kolejne potwierdzenie. Mimo tego jak ją 
uwielbiał, seksualnie poŜądał, mimo tego, Ŝe nie mógł się jej oprzeć, 
gdy wchodziła do jego pokoju, nie wybrałby jej w innych 
okolicznościach. 

Cholera. Co za rodzajem kretyna był? 
Po prawej, rozbłysło błękitne światło. Torin obrócił się ku niemu, 

strach ścisnął brzuch. Kronos. 

Upewnił się, gdy światło zbladło i król bogów stanął na środku jego 

sypialni. 

- Witaj ponownie, Zarazo – rozległ się majestatyczny głos. Biała szata 

była udrapowana na jednym ze zwodniczo krucho wyglądających 
ramionach i spływała do kostek. Na stopach miał skórzane sandały. 
To, co zawsze uderzało Torina to zakrzywione, szponiaste paznokcie u 
nóg nieśmiertelnego. Po prostu nie pasowały do szlachetności starego 
jak świat męŜczyzny. 

- Wasza wysokość – Torin nie wstał, mimo Ŝe wiedział, Ŝe Kronos 

tego oczekuje. Ten bóg miał juŜ za wiele władzy na nim i jego 
przyjaciółmi.  

- Czy szukałeś opętanych więźniów, jak rozkazałem? 
Torin przyjrzał mu się uwaŜniej. Było coś innego w bogu. Chyba 

wyglądał… młodziej. Jego srebrna broda nie była tak gęsta jak zwykle i 
były kosmyki blond przemieszane z jego białymi włosami. Jeśli 
niebiański suweren poszedł na botoks i zrobił pasemka, powinien teŜ 
znaleźć czas na pedicure.  

- Więc? 
Chwila. Co Kronos chciał wiedzieć? Och, tak. 
- Niektórzy wojownicy ich szukają. 
Mięsień napiął się na szczęce króla. 
- Niewystarczająco dobre. Chcę, Ŝeby inni opętani męŜczyźni i 

kobiety zostali znalezieni tak szybko jak to moŜliwe. 

background image

Mroczny Szept

 

 

226 | 

S t r o n a

 

 

CóŜ, Torin chciał dotknąć skóry kobiety bez zabicia jej, albo jak w 

przypadku nieśmiertelnych, rujnowania reszty ich niekończącej się 
egzystencji. Nie zawsze dostaje się to, czego się chce, prawda? 

- Mamy teraz trochę zajęte ręce. 
Srebrne oczy się zmruŜyły. 
- Więc je opróŜnijcie. 
Jakby to było łatwe. 
- Nie pomogłoby, gdybym miał cały czas świata. Niektóre imiona 

zostały usunięte z listy, więc nie ma szansy znaleźć ich wszystkich. 

Cisza, a potem: 
- Ja je usunąłem. Nie potrzebujecie tych imion. 
Oookej. 
- Dlaczego? 
- Tak wiele pytań, demonie. Tak mało działania. Znajdź opętanych 

albo narazisz się na mój gniew. To wszystko, co musisz wiedzieć. Nie 
proszę o niemoŜliwe. Dałem wam imiona, jakich potrzebujecie. Teraz 
wszystko, co musicie zrobić, to ich znaleźć. MoŜecie ich zidentyfikować 
po wytatuowanych motylach – Na koniec głos boga był suchy. Niemal… 
rozbawiony. 

Znów, jakby to było proste. 
- Tak właściwie, to dlaczego motyle? – mruknął, wiedząc, ze nie ma 

sensu się kłócić. Nikt nie był bardziej uparty niŜ Kronos. Ale wiedział 
teŜ, Ŝe Kronos potrzebuje go do znalezienia i powstrzymania Galena. 
To, czego nie wiedział – czego nikt nie wiedział – to, dlaczego król 
bogów nie mógł zrobić tego sam.  

- Z wielu powodów. 
- Rozluźniam mój czas, jak rozkazałeś, więc mam dość wolnego by 

wysłuchać tych powodów. 

Bóg zacisnął szczękę. 
- Wiedzę, Ŝe niektórzy uwaŜają, Ŝe są bardziej przydatnie niŜ w 

rzeczywistości. 

- Proszę o wybaczenie – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Jestem 

wolniejszy niŜ powolny, niczym, niepotrzebny, bezuŜyteczny. 

Kronos skłonił głowę, zgadzając się. 
- Skoro moje zwierzątko tak szybko nauczyło się swojego miejsca, 

dostanie nagrodę. Chcesz wiedzieć o motylach. Motylami moje dzieci, 
Grecy, obdarzyli was. 

Torin skinął sztywno, nie ośmielając się mówić, chyba Ŝe wyrzuciłby 

boga ze swojej sypialni. 

background image

Mroczny Szept

 

 

227 | 

S t r o n a

 

 

- Przed waszym opętaniem, byliście ograniczani w tym, co moŜecie 

zrobić, gdzie moŜecie iść. Uwięzieni w kokonie, moŜna powiedzieć. 
Teraz spójrz na siebie – Machnął ręką w kierunku ciała Torina. – 
Objawiliście się, jako coś mrocznego, ale pięknego. To, dlatego 
przynajmniej ja wybrałbym ten znak. Moje dzieci, cóŜ… - Otworzył usta 
by powiedzieć więcej, zatrzymał się i przechylił głowę na bok. – Masz 
kolejnego gościa. Następnym razem, gdy cię odwiedzę, Zarazo, oczekuję 
rezultatów. Albo nie będę juŜ tak pobłaŜliwy – Bóg zniknął i rozległo się 
pukanie u drzwi. 

Torin rzucił spojrzenie na monitor po lewej. Cameo pomachała mu, 

jakby jego wcześniejsze myśli ją wezwały. Zepchnął Kronosa i jego 
ostrzeŜenia na tył umysłu. Planował pomóc królowi, ale nie będzie 
skakał, gdy skurwiel powie „skacz”. Zwierzątko, rzeczywiście. 

Z ciałem ciągle napiętym i gotowym po spojrzeniu na Pyszne Uszy, 

wcisnął przycisk otwierający drzwi. Cameo wśliznęła się do środka, 
zamykając za sobą drzwi z determinacją. Obrócił się na krześle, 
przyglądając jej się z nowym zrozumieniem. Była zaczerwieniona, 
śliczna i biło z niej napięcie. Ale to było wszystko. Napięcie. Potrzeba 
rozluźnienia. 

Nie, teŜ by go nie wybrała. 
- Pozwól, Ŝe cie o coś zapytam – powiedział, przesuwając palcami po 

swoim pasie. 

Jej biodra się kołysały, gdy zbliŜała się do niego, a usta wygięły się w 

powolnym uśmiechu.  

- W porządku – Pewnie chciała brzmieć ochryple, seksownie, ale ten 

jej tragiczny głos osiągnął tylko poziom MoŜe-Się-Jednak-Nie-Zabiję. 

- Dlaczego ja? MoŜesz mieć tu kaŜdego męŜczyznę. 
To powstrzymało jej uśmiech. Potem skrzywiła się siadając na 

brzegu jego biurka, poza zasięgiem, kołysząc nogami.  

- Naprawdę chcesz o tym rozmawiać? 
- Tak.  
- To nie będzie miłe. 
- A co ostatnio było? 
- Więc dobrze. Rozumiesz mnie, mojego demona. Moją klątwę. 
- Tak jak inni tutaj. 
Owinęła palce wokół kolana. 
- Znów muszę zapytać czy naprawdę tego chcesz. Szczególnie, Ŝe 

moglibyśmy robić coś innego… 

Czy chciał? To mogło zmienić, to co razem robili. Przyjemność dla 

nich obojga. Przyjemność, której nie mógł znaleźć gdzie indziej.  

background image

Mroczny Szept

 

 

228 | 

S t r o n a

 

 

- Tak. Chcę tego – Idiota. Ale, gdy widział Maddoxa z Ashlyn, Luciena 

z Anyą, Reyesa z Daniką i teraz Sabina z Harpią, chciał czegoś takiego 
dla siebie. 

Nie, Ŝeby kiedyś mógł to mieć. Raz próbował, około czterysta lat 

temu. Wszystko, co musiał zrobić Ŝeby to zrujnować to zdjąć 
rękawiczkę i dotknąć twarzy swojej Być-MoŜe-Kochanki – a potem 
patrzył jak umiera, jak jej ciało poŜera choroba, którą jej dał. 

Nie mógłby znów przez to przejść. 
Od tamtego czasu trzymał się z dala od wszystkiego, co związane z 

kobietami. 

Do Cameo. Była pierwszą kobietą, na którą spojrzał, naprawdę 

spojrzał, po zbyt wielu latach do zliczenia. 

Jej spojrzenie od niego uciekło. 
- Jesteś tu. Nigdy nie wychodzisz. Nie zginiesz w bitwie. MęŜczyzna, 

którego kochała został mi zabrany, torturowany przez wroga i odesłany 
w kawałkach. Nie musze się martwić, Ŝe to cię spotka. I lubię cie, 
naprawdę. 

Ale nie kochała go, nie tą wieczną miłością, z rodzaju Umrę-Bez-

Ciebie. 

I czy to nie podsumowanie reszty jego Ŝycia? 
- Więc… chcesz przestać? – zapytała miękko. 
Znów spojrzał na monitor. Ani śladu spiczastouchej ślicznotki. 
- A wyglądam na głupiego? 
Wyrwał się jej śmiech, przeganiając smutek. 
- Dobrze. Będzie jak zwykle. Prawda? 
- Prawda. Ale co się stanie, gdy spotkasz męŜczyznę, którego 

będziesz mogła kochać? 

Przygryzła dolną wargę i wzruszyła ramionami. 
- Przestaniemy. 
Nie zapytała go o to samo. Poza, oczywiście zmianą „męŜczyzny” na 

„kobietę”. Oboje wiedzieli, Ŝe on nigdy nie spotka kobiety, która 
mogłaby z nim być w kaŜdym sensie. 

Jeden z komputerów zapiszczał, przykuwając jego uwagę. 

Wyprostował się, rozglądając póki nie znalazł właściwego ekranu. 
Gwizdnął przez zęby. 

- Do diabła, zrobiłem to!  
- Co? – zapytała Cameo. 
- Znalazłem Galena. I, cholera, nie uwierzysz, gdzie on jest. 
 
 

background image

Mroczny Szept

 

 

229 | 

S t r o n a

 

 

*    *    * 

- Nie zostawisz mnie – powiedział Sabin Gwen. Potem do jej sióstr 

dodał: - Nie zabierzecie jej ode mnie – Spędziły ostatnią godzinę 
pakując swoje rzeczy – i niektóre jego – i teraz stały w foyer fortecy. 

Były gotowe odejść, ale Gwen ciągle „zapominała” czegoś z jego 

pokoju. 

Wiedział, Ŝe Harpie chcą ją zabrać, na teraz i zawsze. TuŜ przed nim 

dyskutowały jak bardzo nie chcą go w pobliŜu Gwen. Myślały, Ŝe 
łamała zbyt wiele zasad, za bardzo miękła dla męŜczyzny, który nie 
stawiał jej na pierwszym miejscu swojej listy priorytetów. Nawet więcej, 
nie podobało im się, Ŝe kochał się z nią na otwartym terenie, gdzie 
kaŜdy, nawet wróg, mógłby się koło niego prześliznąć. 

Lubiły go, doceniały to, czego nauczył Gwen – to zostało przyznane 

niechętnie – ale wciąŜ uwaŜały, Ŝe nie był dobry dla Gwen.  

Słyszenie jak rozmawiały, myślenie o byciu bez niej, rozpieprzało mu 

głowę. Nie mógł być bez niej. Nie będzie bez niej. Nie straci jej dla sióstr 
i był cholernie pewny, Ŝe nie straci jej dla wojny. Potrzebował jej. 

- Zrobimy, co będziemy chciały – powiedziała Bianka, jej to ośmielał 

go, Ŝeby jej zaprzeczył. – Jak tylko Gwen znajdzie… cokolwiek to jest 
tym razem… odchodzimy. 

- Jeszcze się przekonamy – Jego telefon zapiszczał, sygnalizując 

wiadomość. Zamierając, wyciągnął go z kieszeni. Wiadomość od Torina. 

Galen w Budapeszcie. Z armią. Przygotuj się. 
Cameo zbiegła w dół schodów.  
- Słyszałeś? 
- Taa. 
- Co? – zapytały Harpie. Mimo, Ŝe planowały odejść, ciągle czuły się 

włączone w jego sprawy. 

- Prawdopodobnie nigdy nie wyjechał – kontynuowała Cameo, jakby 

się nie odezwały. Zatrzymała się przed nim. – Pewnie był tu cały czas, 
czekając, obserwując, zbierając ludzi. A teraz jest nas tylko połowa… 

- Cholera – Sabin przetarł twarz twardą ręką. – Nie ma lepszej chwili, 

Ŝeby ukarać nas za to, co stało się w Egipcie. I nie zapominajmy, Ŝe 
chce tych kobiet z powrotem – Włączając Gwen. 

- Taa. Torin zaalarmował pozostałych – odparła. – Nie ma ich tu, są 

w mieście. 

- Co się, do diabła, dzieje? – zaŜądała odpowiedzi Bianka. 
- Łowcy są tu i szykują się na bitwę – odpowiedział Sabin. – 

Powiedziałyście, Ŝe będziecie dla mnie walczyć, pomoŜecie mi ich 

background image

Mroczny Szept

 

 

230 | 

S t r o n a

 

 

pokonać. Teraz macie szanse – Najpierw musi wymyślić, co zrobi z 
Gwen, gdy on – oni? – ruszą. Jeśli spróbują ja zabrać, gdy tylko on 
odwróci się plecami… 

Warkot narastał mu w gardle, łaskocząc krtań. 
I tak, myśl o zostawieniu silnego, zdolnego wojownika za sobą była 

dla niego obca. Nawet śmieszna. Zwłaszcza, Ŝe chciał posłać Gwen do 
walki od początku. Ale zmienił zdanie. Jakoś, w jakiś sposób, Gwen 
stała się najwaŜniejsza w jego Ŝyciu. 

Zostawił ją samą przez parę ostatnich dni, próbując zaprzeczyć 

temu, Ŝe jest dla niego waŜna, próbując naprostować swoje priorytety. 
Nie podziałało. Stała się najwaŜniejsza – i jego priorytetem numer 
jeden. 

Kane ich minął. Niósł ciągle przedarty portret Galena, który 

namalowała Danika, połowę w kaŜdej ręce. 

- Co z tym robisz? – zawołał Sabin. 
- Torin kazał mi to schować – nadeszła odpowiedź. – Na wszelki 

wypadek. 

Z rozdziawionymi ustami, Kaia chwyciła Kane’a za ramię, 

zatrzymując. 

- Skąd to masz? Mam nadzieję, Ŝe wiesz, Ŝe zapłacisz za podarcie 

tego, ty skur… - Puściła go, krzyknęła i potarła dłoń. – Jak, do diabła, 
moŜesz tak kopać prądem? 

- Ja nie… 
- Och, mój BoŜe – Gwen zbiegła w dół schodów, ze wzrokiem 

utkwionym w portrecie. Jej skóra była blada, usta szeroko otwarte. – 
Skąd to masz? 

- Coś nie tak? – Sabi przeszedł przez próg, by stanąć za nią. Owinął 

jedną rękę wokół jej pasa. DrŜała. 

Spojrzenie Taliyah przeniosło się od Gwen do portretu i z powrotem. 

Ona teŜ zbladła. 

- Musimy iść – powiedziała i pierwszy raz odkąd Sabin ją poznał były 

emocje w jej głosie. Strach. Zmartwienie. 

Bianka ruszyła na przód i chwyciła nadgarstek Gwen. 
- Nie mów ani słowa. Chodźmy stąd, do domu. 
- Gwen – powtórzył Sabin, trzymając mocno. Co, do diabła, się 

dzieje? 

Zaczęła się wojna na uścisk, ale Gwen nawet tego nie zauwaŜyła. 
- Mój ojciec- odezwała się w końcu – słowa były tak ciche, Ŝe musiał 

wysilić słuch. 

background image

Mroczny Szept

 

 

231 | 

S t r o n a

 

 

- Co z twoim ojcem? – nalegał. Nigdy wcześniej o nim nie 

wspominała, więc kimkolwiek był, Sabin przypuszczał, Ŝe nie był 
częścią jej Ŝycia. 

- Nie lubią jak o nim mówię. Nie jest taki jak my. Ale skąd to macie? 

Wisiało w moim pokoju na Alasce. 

- Chwila – Spojrzał na portret. – Mówisz… 
- Ten męŜczyzna jest moim ojcem, tak. 
Nie. Nie
- To niemoŜliwe. Przyjrzyj się bliŜej, a zobaczysz, Ŝe się mylisz – Myl 

się. Proszę, myl się. Chwycił jej ramiona i zmusił do spojrzenia na 
obraz. 

- Nie mylę się. To on. Nie poznałam go nigdy, ale oglądałam ten 

obraz całe Ŝycie – jej ton był tęskny. – To moje jedyne połączenie z moją 
dobrą stroną. 

- NiemoŜliwe. 
- Gwen! – Harpie krzyknęły jak jedna. – Wystarczy. 
Zignorowała je. 
- Mówię ci, to mój ojciec. Dlaczego? Co z tobą? I skąd masz ten 

portret? Czemu jest podarty? 

Przeszyła go kolejna fala zaprzeczenia, za nią podąŜał szok i duŜo 

wolniej akceptacja. Z akceptacją przyszła furia. Tyle furii, zmieszanej 
ze strachem i zmartwieniem, które wyraŜało spojrzenie Taliyah. Galen 
był ojcem Gwen. Galen, jego największy wróg, nieśmiertelny 
odpowiedzialny za najgorsze dni w jego długim, długim Ŝyciu, był 
pieprzonym ojcem Gwen. 

- Kurwa – powiedział Kane. – Kurwa, kurwa, kurwa. To do dupy. 

Bardzo do dupy. 

Sabin zacisną szczękę i starał się uspokoić. 
- Ten portret wisiał w twoim pokoju? Dokładnie ten portret? 
Skinęła. 
- Matka mi go dała. Namalowała go wieki temu, gdy zrozumiała, Ŝe 

mnie nosi. Chciała, Ŝebym widziała anioła, Ŝebym chciała być od niego 
inna. 

- Gwen – parsknęła Kaia, ciągnąc siostrę mocniej – Kazałyśmy ci 

przestać.  

Nie zrobiła tego. Jakby słowa same jej się wyrywały, zbyt długo 

powstrzymywane. I moŜe, gdy nauczyła się walczyć, nie bała się juŜ 
sięgać po to, czego pragnęła. 

- Miała złamane skrzydło i wczołgała się do jaskini, Ŝeby się 

wyleczyć. On ścigał demona, demona przebranego za człowieka, który 

background image

Mroczny Szept

 

 

232 | 

S t r o n a

 

 

wbiegł do jaskini i próbował uŜyć jej jako zakładniczki. Uratował ją, 
uwolnił od demona. Uleczył ją i przespała się z nim, mimo, Ŝe 
nienawidziła tego czym był. Powiedziała, Ŝe nie mogła się powstrzymać, 
Ŝe czuła nadzieję na przyszłość z nim. Na przyszłość – jak jakimś 
cudem przekonała samą siebie – której chciała. Potem przybyła 
ciemnowłosa kobieta z wiadomością, coś o znalezieniu śladu jakiegoś 
ducha i odszedł. Kazał jej czekać, Ŝe po nią wróci. Ale kiedy zniknął, 
moja matka odzyskała rozum, zrozumiała, Ŝe nie chce mieć nic do 
czynienia z aniołem i odeszła. Była artystką i gdy się urodziłam, 
namalowała portret jego i tej kobiety. Powiedziała, Ŝe tak ostatnim 
razem go widziała. 

Wielcy bogowie.  
- Wiesz, kim jest twój ojciec, Gwen? – zaŜądał odpowiedzi. 
W końcu wróciła do niego spojrzeniem, ze zmieszaniem w głębi oczu. 
- Tak. Aniołem, jak powiedziałam.  Aniołek, którego uwiodła moja 

matka. Dlatego jestem taka, jaka jestem. Słabsza, mniej agresywna. 

JuŜ taka nie była, ale nie była to właściwa chwila, Ŝeby to zaznaczać. 
- Galen nie jest aniołem – powiedział, niesmak w jego głosie był 

głośny i wyraźny. – MęŜczyzna, na którego patrzysz, nazywasz ojcem, 
to demon, StraŜnik Nadziei. Gwarantuję, Ŝe to on jest powodem, dla 
którego twoja matka doświadczyła fałszywej nadziei na przyszłość z 
nim i zmądrzała, kiedy odszedł. 

Wyrwało jej się cięŜkie sapnięcie i dziko potrząsnęła głową. 
- Nie. Nie, to nieprawda. Gdybym posiadała krew demona, byłaby 

silniejsza, jak moje siostry. 

- Zawsze była, tylko nie chciałaś tego przyznać – odparła Bianka. – 

Mama strzaskała twoją pewność siebie, jak myślę. 

Sabin zamknął oczy, otworzył je. Czemu to musi dziać się teraz
- Ten męŜczyzna jest taki, jak ja, z jednym waŜnym rozróŜnieniem. 

Jest przywódcą Łowców. Odpowiada za zgwałcenie tamtych kobiet. 
Kazał tym męŜczyznom cie złapać. Jest tu, w Budapeszcie i szykuje się 
do bitwy – Gdy to powiedział, zrozumiał swój błąd. Zachwyt zabłyszczał 
w jej oczach, na myśl, Ŝe jej ojciec jest w pobliŜu. 

Nie tak dawno, Sabin zabawiał się myślą, Ŝe Łowcy zamknęli ją w tej 

celi, chcąc uŜyć jej jako Przynęty, Ŝeby poznać jego tajemnice i 
doprowadzić do śmierci. Natychmiast przeganiał tę myśl. Ciągle ją 
przeganiał, Nawet, gdy Zwątpienie krzyczał w jego głowie, odrzucając 
inne moŜliwości. 

Była bardziej niebezpieczna niŜ Przynęta. Galen mógł zagrać kartą 

ojca, Ŝeby zdradziła Sabina. 

background image

Mroczny Szept

 

 

233 | 

S t r o n a

 

 

Niech to cholera! 
- To nie moŜe być prawda – powtórzyła Gwen, zachwyt zastąpiło 

niedowierzanie, gdy odwróciła się do sióstr. – Nigdy nie byłam taka jak 
wy, mimo tego, co mówi Bianka. Zawsze byłam zbyt miękka. Jak anioł. 
Jak mój ojciec moŜe być demonem? Byłaby gorsza niŜ wy! Prawda? To 
znaczy… ja nie mogę… wiecie coś o tym? 

Ignorując ją, Kaia wysunęła się na przód, tak Ŝe znalazła się twarzą 

w twarz z Sabinem. 

- Kłamiesz. Mimo, Ŝe zawsze chciałyśmy inaczej, jej ojciec nie jest 

demonem. I na pewno nie przewodzi tym Łowcom. Gdyby Gwen była 
pół-demonem, wiedziałybyśmy to. Nie byłaby… to na pewno jakaś 
pomyłka. Ojciec Gwen nie jest przywódcą twoich wrogów, więc nawet 
nie myśl o zranieniu jej! 

Przeklęty ojciec Gwen. Te słowa odbijały się echem w jego głowie, 

niemal nie mógł ich znieść. KaŜda przyszłość, jaką wyobraŜał sobie z 
Gwen była zrujnowana. Nawet, jeśli jest kompletnie niewinna i nie 
pomagała temu skurwielowi, w co wierzył, Sabin chciał zamknąć 
Galena na wieczność. Jak mogłaby Ŝyć z wojownikiem, który uwięził jej 
ojca? 

Poza tym, większość ludzi nie odwracała się od rodziny, bez względu 

na okoliczności. On nie mógł. Jego przyjaciele – jego przybrana rodzina 
– byli dla niego wszystkim. Zawsze będą. I musi tak zostać. 

Nie waŜne jak jego umysł wył, na myśl o tym, co musi zrobić.  
Gwen mogła nie pomagać ojcu, ale to mogło się zmienić, teraz gdy 

wiedziała, kim jest. Pieprzony Los! 

- MoŜe Kaia ma rację i się mylisz – powiedziała z nadzieją, chwytając 

jego koszulkę. – MoŜe… 

- Spędziłem tysiące lat z tym męŜczyzną, strzegąc bogów w 

niebiosach. Spędziłem kilka następnych tysięcy lat nienawidząc go 
kaŜdym włóknem swego istnienia. Cholernie dobrze wiem, kim jest. 

- Czemu demon miałby prowadzić Łowców? Czemu miałby chcieć 

znaleźć puszkę, która zniszczy was wszystkich, skoro miałaby teŜ 
zniszczyć jego, co? Powiedz mi to! 

- Nie wiem jak ma zamiar się uratować. Ale wiem, Ŝe to przez niego 

otworzyliśmy tę cholerną puszkę! Zrobi wszystko, nawet pośle własną 
córkę do nas, Ŝeby nas zrujnować. I od naszego opętania, oszukiwał 
ludzi karząc im myśleć, Ŝe jest aniołem. Dlatego moŜe ich prowadzić. 

Potarła twarz. 
- MoŜe masz rację, co do niego, moŜe nie. Nie wiem – Jej oczy 

błyszczały, nawet mimo siniaków pod nimi. – I nie knuję przeciw tobie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

234 | 

S t r o n a

 

 

Wypuścił drŜący oddech, rozluźniając się. 
- Wiem, Ŝe tego nie robisz. 
- Więc, o co chodzi? Myślisz, Ŝe pewnego dnia mu pomogę, teraz, gdy 

wiem, kim jest? Nie zrobię tego. Nigdy bym tego nie zrobiła. Tak, 
odchodzę jak planowałam – Jej głos się przy tym załamał. – Bo nie 
ufasz, Ŝe będę walczyć u twojego boku. Ale moŜesz wierzyć, Ŝe 
dotrzymam twoich tajemnic. 

- Daj sobie spokój – odparł. – Nigdzie nie idziesz. 
I wtedy ruszył po jej skrzydła. 
 
 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

235 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 23

Rozdział 23

Rozdział 23

Rozdział 23    

    

Loch. Sabin zamknął ją w pieprzonym lochu. Gorzej, zamknął ją w 

lochu tuŜ obok Łowców, którzy jęczeli, krzyczeli i błagali o uwolnienie. I 
zrobił to po związaniu jej skrzydeł. Po tym, jak zaufała mu ze swoją 
tajemnicą. 

- Przepraszam – powiedział i była w jego głosie prawdziwa skrucha. – 

Ale to dla twojego dobra. 

Jakby to miało teraz znaczenie. 
Wiedziała, Ŝe zrobi wszystko by wygrać swoją wojnę. Wiedziała to, 

nienawidziła tego, ale głupio zaczęła wierzyć, Ŝe jego uczucia się 
zmieniły odkąd ją poznał. Został z nią, zamiast jechać z przyjaciółmi do 
Chicago. Nauczył ją jak skopać tyłek. Pytał ją o małŜonka Harpii, niech 
to licho. A potem postanowił zostawić ją za sobą i nie wiedziała czy to, 
dlatego Ŝe o nią dbał czy nie wierzył w jej zdolności. 

Teraz wiedziała. Nie dbał. Myślał, Ŝe jej ojciec jest jego wrogiem, 

myślał, Ŝe ona jest jego wrogiem. 

Była? 
Jeśli miał rację i męŜczyzna na portrecie był Galenem, przywódcą 

Łowców, więc rzeczywiście Galen był jej ojcem. Spędziła dni, miesiące, 
lata patrząc na ten portret: jasne włosy,  oczy koloru nieba, silne 
ramiona i białe skrzydła. Szerokie plecy i rzeźbioną szczękę. 
Przesuwała po nim koniuszkami palców, wyobraŜając sobie, Ŝe czuje 
skórę. Jak wiele razy śniła, Ŝe przychodzi po nią, bierze w ramiona, 
błagając o wybaczenie, Ŝe tyle czasu zajęło mu znalezienie jej i leci z 
nią w niebiosa? Niezliczenie wiele. Teraz był w pobliŜu… mogli się 
spotkać… 

Nie. Nie będzie szczęśliwego pojednania. Wiedza, Ŝe był demonem… 

Ŝe ranił ludzi… Ŝe chciał zabić Sabina… Sabina, którego pragnęła na 
stałe, ale który zamknął ją w celi, jakby nic dla niego nie znaczyła. 

Gwen obróciła się w koło, śmiejąc gorzko. Ziemie była pokryta 

brudem. Trzy ściany były z kamienia. Nie mur, ale gładki kamień. Jena 
była z metalowych prętów. Nie było nawet posłania do spania, krzesła 
do siedzenia. 

Ostatnia rzecz, jaką powiedział zanim zostawił ją w tej dziurze? 
- Przedyskutujemy to kiedy wrócę. 

background image

Mroczny Szept

 

 

236 | 

S t r o n a

 

 

Jasne, do diabła. 
Po pierwsze, nie będzie jej tu. Po drugie, ma zamiar złamać mu 

szczękę pięścią, więc nie będzie mógł więcej rozmawiać. I po trzecie, 
zabije go. I jej gniew był niczym w porównaniu z gniewem Harpii. 
Skrzeczała w jej głowie, Ŝądając zemsty. Jak Sabin mógł to zrobić? Jak 
mógł jej odebrać nowo przebudzone pragnienie zemsty? Jak mógł ją tu 
zostawić, po tym jak się kochali? 

Zdrada Sabina była nawet większym ciosem, niŜ nowa wiedza o ojcu. 
- Skurwysyn! – warknęła Bianka, chodząc z jednego kąta w drugi. 

Ciemny ziarna piasku podnosiły się przy kaŜdym kroku.  – Miał nasze 
skrzydła, zanim się nawet zorientowałyśmy, co się dzieje. Nie powinien 
być do tego zdolny. Nikt nie powinien być do tego zdolny. 

- Powieszę go na jego własnych wnętrznościach – Kaia uderzyła 

pięścią w pręt. Nie drgną, jej siła była teraz zredukowana do ludzkiej. – 
Utnę mu kończyny, jedna po drugiej. Nakarmię nim mojego węŜa i 
pozwolę mu gnić w jej Ŝołądku. 

- Jest mój. Zajmę się nim – Smutne było to, ze Gwen nie chciała, 

Ŝeby siostry go ukarały. Sama chciała to zrobić. Tak, w części. Ale teŜ, 
pomimo wszystkiego – nawet własnego pragnienia by go okaleczyć i 
zabić – nie chciała, Ŝeby został skrzywdzony. Jak głupie to było? Gdy ją 
zamknął, ulga błyszczała w jego oczach, zmieszana z Ŝalem, więc 
zasługiwał na to, co mu zrobi. Zasługiwał na wszystko poza tym, Ŝeby 
zmiękła. 

Zabrało jej chwilę zrozumienie powodów jego ulgi. Ale w końcu jej się 

to udało. Dostał, co chciał: nie mogła opuścić fortecy i nie będzie 
walczyła z Łowcami. Uznał to za waŜniejsze, niŜ jej wolność, nawet jeśli 
jego wrogowie zrobili jej to samo. 

Gwen teŜ uderzyła w pręty. Metal wygiął się do tyłu. 
- CóŜ, ja zamierzam… Hej. Widziałyście to? – Zszokowana, spojrzała 

w dół na swoją pięść. Była na niej czerwona linia od uderzenia, ale 
kości były całe. Na próbę znów uderzyła pręt. Znów się ugiął. – Och, 
wydostanę się.  

Kaia gapiła się na nią. 
- Jak to moŜliwe? Ja teŜ uderzyłam, ale to nic nie dało. 
- Związał skrzydła, osłabiając nas – powiedziała Taliyah. Co musiało 

boleć jak diabli. – Gwen tylko trzymał póki nie wrzucił do klatki. Jest 
tak silna jak zawsze. Zastanawiam się skąd wiedział, Ŝeby ruszyć do 
naszych skrzydeł i dlaczego był tak delikatny ze skrzydłami Gwen. 

Pierwsza część wypowiedzi siostry wyssała jej dumę. 

background image

Mroczny Szept

 

 

237 | 

S t r o n a

 

 

- Przepraszam. To moja wina. Nie chciałam… Myślałam… tak 

bardzo, bardzo przepraszam. Powiedziałam mu. Myślałam, ze pomoŜe 
mi to przezwycięŜyć. 

- To twoja pierwsza miłość – powiedziała Bianka, zaskakując ją. – To 

zrozumiałe. 

Mimo wdzięczności za wybaczenie, Gwen zjeŜyła się na jej słowa. 

Pierwsze implikowało, Ŝe będzie ich duŜo więcej. Nie podobała jej się 
myśl o byciu z innym męŜczyzną. Nie podobała jej się myśl o całowaniu 
i dotykaniu kogoś innego. Szczególnie, Ŝe nie była nawet blisko tego, 
Ŝeby mieć dość Sabina. Czy go kochała? 

Nie mogła. Nie po tym. 
- Nie winicie mnie? 
Zebrały się wokół niej i uścisnęły, i jej miłość do nich wezbrała. To 

była najlepsza rodzina. Wspierały ją, nie waŜne ile zasad złamała i co 
spieprzyła po królewsku. 

Kiedy ją puściły, Taliyah pchnęła ją i wskazała pręty. 
- Zrób to jeszcze raz. Mocniej. 
- Czas rozwalić tę klatkę – powiedziała Kaia, klaskając.  
Serce Gwen podskoczyło, kiedy się poddała, uderzając w metal 

ponownie. I ponownie. Pręt wyginał się coraz mocniej. 

- Tak trzymaj – wiwatowały unisono Kaia i Bianka. – Jesteś tak 

blisko! 

Wkładając całą furię i frustrację w uderzenia, zwiększając prędkość, 

aŜ w końcu jej pięść stała się tylko rozmazaną plamą. Sabin musiał 
być pewny jej braku siły i sprytu, bo nie zostawił straŜy. Albo moŜe 
wszyscy wojownicy teraz walczyli i tylko kobiety i Torin zostali. Gwen 
nie widziała przez większość czasu zamkniętego Lorda, ale Sabin 
wspominał, Ŝe nigdy nie opuszczał twierdzy, łącząc się ze światem 
przez monitory w jego komnacie. 

Czy była tu kamera? Prawdopodobnie. 
Gwen nie pozwoliła by ta myśl ją spowolniła. Boom. Boom. Boom! 
W końcu, pręt całkiem się złamał, zostawiając dość miejsca, Ŝeby 

moŜna się przecisnąć. Sukces – i to smakujący cholernie dobrze. 
Wyszły jedna po drugiej. Kiedy Łowcy dostrzegli je na zewnątrz celi, 
chwycili własne pręty z zapamiętaniem. 

- Wypuście nas. 
- Proszę. OkaŜcie nam litość a my potem okaŜemy ją wam. 
- Nie jesteśmy źli. To oni są. PomóŜcie nam! 
Głosy były znajome. Słyszała je przez rok Ŝycia… najgorszy rok w jej 

Ŝyciu. Łowcy. Blisko. Skrzywdzić. Gwen czuła jak jej Harpia przejmuje 

background image

Mroczny Szept

 

 

238 | 

S t r o n a

 

 

kontrolę, wszystkie kolory oprócz czerwieni i czerni zbladły. 
Skrzywdzić. Zniszczyć. Pod koszulą, skrzydła trzepotały dziko. 

Ci męŜczyźni ukradli jej dwanaście miesięcy. Gwałcili przed nią inne 

kobiety. Byli źli. Byli wrogami. Wrogami Sabina. Dowodzonymi przez jej 
ojca. MęŜczyznę, który nie był Ŝyczliwym aniołem, jak zawsze myślała. 
Jego teŜ powinna zabić. Zniszczył jej marzenia. Ale gdy wyobraziła 
sobie ruszenie po jego gardło, nawet Harpia się spłoszyła. Zamordować 
własnego ojca? Nie… nie. 

Nic dziwnego, Ŝe Sabin ją zamknął. 
- Pomocy! 
Krzyk przywrócił ją do teraźniejszości, z powrotem do wściekłości. 

Dlaczego Sabin jeszcze nie zabił tych skurwieli? Musieli zostać zabici. 
Ona musi ich zabić. Tak, zabić… zabić… 

Na dnie umysłu, była świadoma, Ŝe siostry przytrzymują jej ręce, ale 

były zbyt słabe, Ŝeby ją powstrzymać. Zwykle sama starała się 
powstrzymać. Nie tym razem. Miała się nauczyć kontrolować Harpię, 
tak? 

Uderzyła w drugi zestaw prętów, ślina napłynęła do ust. Zęby się 

wyostrzyły. Paznokcie wydłuŜyły. Jej widok musiał ich przestraszyć, bo 
męŜczyźni cofnęli się od kraty. 

Wróg… wróg… 
W końcu, pręty się poddały i wpadła do celi, skrzecząc. W jednej 

minucie męŜczyźni stali, cofając się od nie, w następnej leŜeli 
nieruchomi. Więcej… chciała więcej… 

Jej Harpia gruchała uszczęśliwiona, kiedy Gwen dyszała, próbując 

złapać oddech, gdy głęboki męski głos wdarł się w jej świadomość. 

- …Aeron i Parys zaginęli. Sabin, Cameo i Kane są w mieście, 

William i Maddox trzymają kobiety w ukryciu, strzegąc ich własnym 
Ŝyciem, więc jestem tu jedyny i nie mogę jej dotknąć, bo jestem Zarazą. 
Więc zróbcie mi przysługę i uspokójcie ją, albo ja będę musiał to 
zrobić, a nie spodobają się wam moje metody. 

Głęboki głos był dla niej nieznajomy. Dobrze. Ktoś inny do 

zniszczenia. Gdzie był… potoczyła wzrokiem po pokoju. Albo raczej, po 
korytarzu. Och, spójrzcie tu. Ty ciała stały. Wyglądały raczej kobieco 
niŜ męsko. To tylko znaczy, Ŝe będą smakować słodziej.  

Więcej. Wyszła z klatki, zdeterminowana połoŜyć je na ziemię jak 

Łowców. 

- Gwen. 
Poznała głos. Nie był z jej koszmarów, ale nie spowolnił jej. Uderzyła 

kobietę pięścią w skroń, usłyszała sapnięcie, patrzyła jak leci w tył i 

background image

Mroczny Szept

 

 

239 | 

S t r o n a

 

 

uderza plecami w kamienną ścianę. Musiał się wzbić kurz wokół 
kobiety, bo napełnił nos Gwen. 

- Gwen, skarbie, musisz przestać – powiedział kolejny głos. – 

Zrobiłaś to juŜ raz. Pamiętasz? 

- CóŜ, zrobiłaś to dwa razy, właściwie niemal nas zabiłaś i 

musiałyśmy ci urwać skrzydła z pleców – Trzeci znajomy głos. – 
Zahipnotyzowałyśmy cię, Ŝeby pogrzebać to wspomnienie, ale jest tam. 
Pomyśl, Gwennie. Bianka, jaki był ten cholerny kod przywołujący to 
wspomnienie? 

- Rum toffi? Gra w klasy z bułką z masłem? Coś głupiego, jak to. 
Wspomnienie rosło… wyŜej… wyŜej… pchając naprzód i w końcu 

rozświetliło jej głowę, błyszcząc jasno. Miała osiem lat. Coś ją 
wkurzyło… kuzynka zjadł jej tort urodzinowy. Tak. Prawda. Śmiała się, 
gdy to robiła, draŜniąc Gwen, po tym jak ta niemal została złapana 
kradnąc to. 

Pęta, w których trzymała Harpię pękły w niej i następnym, co 

wiedziała, było, Ŝe kuzynka i siostry były blisko śmierci. Jedynym co 
sprawiło, Ŝe przetrwały było to, Ŝe Taliyah jakoś urwała jej skrzydła. 

Odrastały tygodniami. Tygodniami, które zostały zabrane z jej 

pamięci. Moje wspomnienie, zaskrzeczała Harpia. Moje

Zaborcza suka. Stracone wspomnienie jest lepsze niŜ alternatywa

powiedziała racjonalna część jej umysłu. Poczucie winy by mnie 
zniszczyło. 

Są słabe. Nie mogą cię zranić tym razem. MoŜesz… 
- Bogowie, kto by pomyślał, Ŝe będę chciała, Ŝeby ten głupi demon 

wrócił do jej Ŝycia? 

- Torin, stary, moŜesz tu sprowadzić Sabina? Tylko on moŜe ją 

uspokoić bez ranienia jej. 

Sabin. Sabin. Strumienie Ŝądzy krwi zbladły, zostawiając miejsce 

sumieniu Gwen, by dało o sobie znać. Nie chcesz zabić swoich sióstr. 
Kochasz je
. Oddychała, powoli i zamierzenie. Powoli kolory rozbłysły w 
jej umyśle, czerń i czerwień się rozpraszały. Szare ściany, brązowa 
podłoga. Białe włosy Taliyah, czerwone Kaii i czarne Bianki. Były 
odrapane, ale Ŝywe, dzięki niebiosom. 

Uderzyło zrozumienie. Zrobiłaś to. Uspokoiłaś się nie zabijając 

wszystkich w pokoju. Oczy jej się rozszerzyły i pomimo chaosu 
dookoła, przeszyła ją radość. To się nigdy wcześniej nie stało. Za 
kaŜdym razem, gdy traciła kontrolę w fortecy, Sabin tu był, Ŝeby ją 
uspokoić. MoŜe nie musiała się juŜ bać Harpii. MoŜe, chociaŜ raz, 
mogły Ŝyć w harmonii. Nawet bez Sabina. 

background image

Mroczny Szept

 

 

240 | 

S t r o n a

 

 

Ta myśl niemal posłała ją na kolana. Nie chciała Ŝyć bez niego. 

Planowała odejść, tak, ale jeśli miała być szczera, oczekiwała, ze 
pójdzie za nią – albo sama wróci. 

- W porządku? – zapytała Bianka, tak zaskoczona jak ona. 
- Tak – Obróciła się, celowo unikając klatki Łowców i nie znalazła ani 

śladu męŜczyzny, który mówił. – Gdzie Torin? 

- Właściwie nie ma go tu – odparła Kaia. – Mówił do nas przez 

głośniki. 

- Więc wie, Ŝe uciekłyśmy – pomyślała, chwytając się za brzuch i 

cofając. Co jeśli po nie przyjdzie? Co jeśli go zabije, Ŝeby znów jej nie 
zamknął? Sabin nigdy jej nie wybaczy. Uwierzy bez wątpliwości – a to 
było coś, jeśli o nim mowa – Ŝe chciała pomóc Łowcom. Chwila, nie 
musisz się juŜ bać Harpii, pamiętasz
? Przypuszczała, Ŝe trudno jest się 
pozbyć starych nawyków. 

- Wie – powiedziała Taliyah, gdy rozległ się echem głos Torina: - Taa, 

wiem. 

Kaia chwyciła jej ramię i zmusiła Gwen do stania. 
- Nie moŜe nic nam zrobić, bo nie moŜe nas dotknąć. 
- CóŜ, mogę was zastrzelić – przypomniał bezcielesny głos. 
Gwen zadrŜała. Kule nie są zabawne. 
- Zgarnijmy Ashlyn i Danikę – dodała Kaia, nie zwracając uwagi na 

groźbę Torina. 

- Torin powiedział, Ŝe strzegą ich Maddox i William – przypomniała 

jej Bianka. – TeŜ ich weźmy. 

Nerwowa energia przeszyła Gwen, ale te słowa sprawiły, Ŝe krew w 

niej zamarła. 

- Czemu ich chcecie? – Dziewczyny były słodkie i miłe, i nie 

zasługiwały na to, Ŝeby je ranić. 

- Odpłata. Teraz chodź – Bianka odwróciła się na pięcie i ruszyła w 

górę schodów. 

- Nie rozumiem – zawołała Gwen, jej głos drŜał. – Jaka odpłata? 
Kaia puściła ją i teŜ się odwróciła. 
- Sabin zniszczył nasze skrzydła, więc my zniszczymy jego cenną 

armię. Kiedy reszta wojowników wróci i zobaczy, Ŝe kobiety zniknęły, 
tak jak ich przyjaciele, zwariują. 

Nie, pomyślała. Nie. 
- Powiedziałam wam. Sabin jest mój. Zajmę się nim. 
Obie, Kaia i Taliyah ją zignorowały, podąŜając za Bianką. 

background image

Mroczny Szept

 

 

241 | 

S t r o n a

 

 

- Nie martw się. MoŜemy być słabe, ale po to są pistolety – odparła 

Kaia, posyłając uśmiech przez ramię w kierunku jednej z kamer 
Torina. – Prawda, Tor-Tor? 

- Nie pozwolę wam tego zrobić – zareplikował, jego głos był twardy 

jak stal. 

- To patrz – głos Taliyah był zimny jak lód. Tworzyli ciekawą parę, 

oboje nie chcą się ugiąć. 

Gwen patrzyła jak jej siostry znikają na schodach. Złapać niewinne 

kobiety, zranić jej męŜczyznę. CóŜ, nie jej męŜczyznę. JuŜ nie. Ale 
zrozumiała, Ŝe musi podjąć decyzję. Albo zostawić wszystko jak było, 
albo powstrzymać siostry, moŜe raniąc je w czasie tego i wziąć sprawy 
w swoje ręce.  

- Gwen – powiedział Torin. – Nie moŜesz im pozwolić tego zrobić. 
- Ale kocham je – Zawsze były przy niej. Tak łatwo wybaczyły jej 

wyjawienie ich tajemnicy. Nawet starały się ją chronić przed własnymi 
wspomnieniami. śeby to zrobić… 

- MęŜczyźni będą walczyć, Ŝeby chronić te kobiety. I jeśli twoje 

siostry zdołają ich pokonać – co jest duŜym „jeśli” skoro nie operują 
całą siłą – będzie to oznaczało wojnę między Lordami i Harpiami. 

Tak, tak będzie. 
- To podzieli wojowników tutaj, bo przypuszczam, Ŝe Sabin wybierze 

ciebie. A to sprawi, Ŝe będziemy łatwiejszymi celami dla Łowców. Będą 
mieli przewagę. Jeśli juŜ jej nie mają. Nie mogłem dosięgnąć Luciena 
przez cały dzień. Ani Stridera, Anyi, ani Ŝadnego z wojowników, którzy 
pojechali do Chicago. To do nich niepodobne i boję się, Ŝe coś im się 
stało. Sabin musi ich poszukać, ale utknął tu, walcząc. 

Jej pierwsza myśl? Miała nadzieję, Ŝe z Lordami w Chicago wszystko 

w porządku. Druga? Sabin wybierze ją? Nie bardzo. 

- Mógł mieć moją pomoc, ale mi nie ufa. 
- Ufa ci. Po prostu uŜył tego, jako wymówki, Ŝeby cię chronić. Nawet 

ja to wiem, a nie jestem z nim blisko – CięŜka pauza, cięŜki oddech. – 
CóŜ, lepiej szybko podejmij decyzję, bo twoje siostry naprawdę niosą 
broń i zbliŜają się do swoich celi. 

 
 

*    *    * 

Sabin pochylił się w cieniu. Kane był po jego lewej, Cameo po prawej, 

byli obładowani wystarczającą ilością broni Ŝeby przejąć mały kraj. 
Niestety, to mogło nie wystarczyć w nadchodzące4ej bitwie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

242 | 

S t r o n a

 

 

Łowcy byli wszędzie. Wychodzili ze sklepów, krocząc w dół 

chodników, jedząc na zewnątrz kawiarni. Jak muchy, roili się i 
bzyczeli, i cholernie go to irytowało. 

Była tam średnio wyglądająca kobieta, wypukłości noŜy i pistoletów 

widać było z daleka. Wysocy, muskularni męŜczyźni, którzy wydawali 
się właśnie wrócić z wojny i być głodni kolejnej, ustawiający się na 
dachach budynków, obserwujący wydarzenia w mieście. Poza nimi, ku 
przeraŜeniu Sabina, były dzieci, w wieku od ośmiu do osiemnastu lat. 
Sabin juŜ widział jednego z tych nastolatków przechodzącego przez 
ściany. Przechodzącego przez, jakby ich tam nie było. 

Co mogły robić inne? 
Był bez ludzi, wiedział o tym. I mimo tego jak był zdeprawowany, 

wiedział, Ŝe nie skrzywdzi dzieci. Łowcy mogli na to liczyć. Mógłbyś 
teraz uŜyć Harpii

Palce zacisnęły się wokół pistoletu, kości chrupnęły. Nie myśl o tym

Obserwował scenę, próbując zdecydować, wypracować plan. Zamiast 
cuć się pewnym, czuł się bardziej bezradny niŜ kiedykolwiek. Po prostu 
nie wiedział, co robić. 

Najgorsze było to, Ŝe zamknął Gwen – wygląda na to, Ŝe i tak będzie 

o tym myślał – i następna bitwa czekała go w domu. Głupi. Pozwolił by 
troska opanowała zdrowy rozsądek. To było niebezpieczeństwo 
mięknięcia wobec kobiety. Emocje rozpieprzały twój proces myślowy, 
sprawiając, Ŝe robiłeś głupie rzeczy. Ale nie mógł do niej wrócić, 
przeprosić i poprosić o pomoc. Zranił jej siostry. Wiedząc, jak były 
wobec siebie lojalne i kochające, pewnie nigdy mu nie wybaczy. 

WciąŜ próbował przekonać samego siebie, Ŝe tak jest lepiej. śe 

walczył z Łowcami i wygrywał przed nią i Ŝe mógł z nimi walczyć i 
wygrywać po niej. I Ŝe w kaŜdym razie, była związana z Galenem. Sabin 
nie mógł teraz ufać motywacji Gwen. Nie mógł ufać, Ŝe mu pomoŜe i 
nie pomoŜe własnej rodzinie. 

Gwen moŜe być twoją rodziną. Skulił się na tę samowolną myśl, 

skulił na dalsze szepty Zwątpienia. 

Nie zasługujesz na nią. Nie teraz. MoŜe nawet nie wcześniej. I tak juŜ 

nie będzie cię chciała. 

- Zamknij się – wymamrotał. 
Kane spojrzał na niego. 
- Twój demon sprawia ci problemy? 
- Zawsze. 
- Więc co zrobimy w tej sytuacji? Jest nas tylko trójka. 

background image

Mroczny Szept

 

 

243 | 

S t r o n a

 

 

- Walczyliśmy juŜ z mniejszymi szansami – powiedziała Cameo, a 

Sabin się skulił. Jej głos zawsze tak na niego działał. Dziwne, ale tym 
razem nie uderzał go tak mocno jak zwykle. MoŜe dlatego, Ŝe juŜ i tak 
był nieszczęśliwy. Jak mógł to zrobić Gwen? 

Chciałem ją tylko chronić. 
CóŜ, zawiodłeś. 
- Nie, nie robiliśmy tego – odparł. – Bo tym razem musimy pilnować, 

Ŝeby nie zranić dzieci. 

Jej palce sięgnęły pistoletu. 
- CóŜ, musimy coś zrobić. Nie moŜemy ich tam zostawić 

nieskrępowanych.  

Sabin znów się rozejrzał. Tłok, niebezpieczeństwo. Te dzieci… 

cholera. Wszystko komplikowały. Czas podjąć decyzję.  

- Okej. Oto, co zrobimy. Rozdzielimy się, podąŜając w róŜnych 

kierunkach, trzymajcie się cieni, do cholery i zdejmujcie dorosłych 
jednego po drugim. Zabijajcie na znak. Po prostu… nie dajcie się zabić. 
Zróbcie mi przysługę i… - Słowa zamarły, gdy paru Łowców 
wnoszących dwóch nieprzytomnych męŜczyzn do vana na końcu ulicy. 
Kilkoro dzieci ich otaczało, formując ścianę. 

Cameo spoŜyła za jego spojrzeniem i sapnęła. 
- Czy to… 
Kawałek ziemi wysunął się spod nóg Kane’a i wpadł do poszerzającej 

się dziury. 

- Aeron i Parys? Cholera. Tak. To oni. 
Sabin przeklął pod nosem. 
- Nowy plan. Zabijcie tylu ludzi dookoła jak to moŜliwe, a ja zajmę się 

dziećmi. Jeśli zdołacie, zanieście Aerona i Parysa z powrotem do fortecy 
i tam się spotkamy. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

244 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 24

Rozdział 24

Rozdział 24

Rozdział 24    

    

Gwen uwięziła siostry. Jestem tak zła jak Sabin. 
Była w pokoju Torina, stojąc za nim, z ramionami skrzyŜowanymi na 

piersi. Siedział do niej plecami, jakby nie musiał się martwić o jej 
zbliŜenie. Nie musiał. Ale przynajmniej powinien bać się kulki w głowę. 
W końcu była Harpią. 

- Myślę, Ŝe właśnie popełniłam największą pomyłkę w Ŝyciu i jest za 

późno, Ŝeby ją naprawić – Jeśli jej siostry jej przebaczą i jeśli ona 
przebaczy Sabinowi, i tak będą chcieli ją ukarać. Och, kogo ona 
oszukuje? Wszyscy, których kochała – cóŜ, tak jakby, czasami, w 
przypadku Sabina – byli uparci do głębi duszy. Nie będzie wybaczania. 

Jej wzrok przywarł do jednego z monitorów, który pokazywał jej 

siostry. Przeklinały i uderzały w kraty, bez skutecznie. Szybko się 
leczyły, więc moŜe miała parę dni zanim będą zdolne to rozwalić. I 
ukarać ja za zdradę, oczywiście. Pierś Gwen się zacisnęła. 

Taliyah stoczyła najlepszą walkę i Gwen ciągle nosiła rany. Było 

wiele zadrapań na jej Ŝebrach i karku. Ciągle nie mogła uwierzyć, Ŝe je 
pobiła, mimo Ŝe były osłabione. Przez całe jej Ŝycie, były na podeście, 
którego nie mogła osiągnąć. Silniejsze, ładniejsze, mądrzejsze. Lepsze. 
Zawsze się do nich porównywała i wychodziła na ich tle gorzej. 

Teraz, była tu, wojownik aŜ do rdzenia. Jeśli poradzi sobie z 

Łowcami, czy będą z niej dumne? 

Na jednym z innych monitorów, byli Maddox i William, obaj 

obładowani bronią. Ashlyn i Danika były za nimi, ściskając dłonie. 

- Martwię się – powiedziała Danika. – Śniłam ostatniej nocy… 

Widziałam Reyesa zamkniętego w ciemnym pudle, jego demon krzyczał 
i krzyczał o uwolnienie. 

Ashlyn potarła swój zaokrąglony brzuch, jej rysy były blade. 
- MoŜe powinniśmy pojechać do Chicago. Mogę słuchać, dowiedzieć 

się, gdzie Łowcy ich ukryli. 

- Nie – odparł Maddox. 
- Obry pomysł – odezwała się Danika, nie zwracając na niego uwagi. 

– Ale co z tym, co Torin nam powiedział? Łowcy są tu, w Budapeszcie, 
nawet teraz. 

background image

Mroczny Szept

 

 

245 | 

S t r o n a

 

 

- Lepiej udaj się do miasta – odezwał się nagle Torin, odrywając jej 

uwagę od monitorów, jego głos nie był juŜ sucho rozbawiony. – Właśnie 
dostałem wiadomość od Sabina. Aeron i Parys są ranni i zostali 
wrzuceni do vana, roi się od Łowców, a Sabin ma zamiar rozpocząć 
bitwę. 

śołądek Gwen zacisnął się boleśnie. 
- Gdzie są? 
- Mam namierzanie na komórce Sabina i to pokazuje jego lokalizację 

dwie mile na północ stąd. Wyjdź tylnym wyjściem i w dół wzgórza. Nie 
skręcaj nigdzie i powinnaś wyjść prosto na nich. 

- Dzięki – Potrzebowała broni. DuŜo, duŜo broni. Obraz skrzyni 

Sabina pojawił się w jej umyśle. Doskonale! Obróciła się na pięcie, 
chcąc wyjść z sypialni Torina. 

- Och i Gwen. 
Spojrzała na niego. 
Otworzył mapę otaczającego fortecę terenu na najdalszym ekranie 

komputera, czerwona linia wskazywała kierunek.  

- Są tam pułapki, tu i tu, wiec zachowaj ostroŜność, gdy będziesz 

schodziła w dół. 

- Dziękuję – Z kolejnym westchnieniem, pobiegła do pokoju Sabina. 

Skrzynia nie była juŜ zamknięta, dzięki jej siostrom i niemal 
wyczyszczona. Był tam tylko pistolet i nóŜ. Wzięła oba.  

- Idziemy – wymamrotała, skrzydła trzepotały. Wyszła z fortecy i 

zbiegła w dół wzgórza, nawet nie oglądając się na SUV-a stojącego z 
tyłu. W formie Harpii mogła być tam szybciej. 

Dwumilowa wyprawa zajęła jej mniej niŜ minutę. I zajęło jej to tak 

długo tylko, dlatego, ze musiała oglądać się na pułapki Lordów. Miasto 
było wypełnione pieszymi. Na szczęście, była tylko rozmazaną plamą, 
więc jej nie zauwaŜyli. Niektórzy ją wyczuli, rozglądając się ze 
zmieszaniem, gdy musnął ich wiatr, który spowodowała. 

Gdy osiągnęła przeznaczenie nadal poruszała się szybko, zatapiając 

oczy w scenie. Grupa militarnych typów otaczała otwartego vana. Jak 
powiedział Torin, dwaj nieprzytomni męŜczyźni leŜeli w środku. Trzech 
straŜników pochyliło się za nimi, z gotową bronią, dym snuł się z luf. 

Nie było kierowcy na przedzie. Dziwne, pomyślała, dopóki nie 

zrozumiała, Ŝe Kane był za budynkiem i zabijał kaŜdego, kto zbliŜył się 
do kierownicy. Przednia szyba była roztrzaskana, krew kapała z 
kierownicy. Cztery ciała leŜały na zewnątrz otwartych drzwi. 

Gdy zbliŜał się do niego Łowca, Kane po prostu zmieniał lokalizację i 

ukrywał się, ciągle mierząc do vana. 

background image

Mroczny Szept

 

 

246 | 

S t r o n a

 

 

Gdzie był Sabin? 
Dlaczego ludzie nie krzyczeli? 
Gdy zadawała sobie to pytanie, jej wzrok padła na młodą dziewczynę 

z rozpostartymi ramionami. Miękki głos szeptał w umyśle Gwen: 
Spokojnie. Idźcie do domu. Zapomnijcie o tym, Ŝe przyszliście do miasta. 
Zapomnijcie o tym, co widzieliście. 

Ten głos sprawił, ze Gwen chciała zrobić, co sugerował, wspomnienia 

juŜ bladły, jej ciało juŜ kierowało się ku fortecy. MoŜe poddałaby się 
kompletnie, gdyby nie była Harpią. Mroczna strona jej natury 
skrzeczała w jej umyśle, odpychając głos, przypominając o jej celu. 

Co powinnam zrobić? I co było z tym wszystkim dziećmi, które nagle 

dojrzała? Jedno z nich, mały chłopiec, przechodził przez miasto niemal 
tak szybko jak Gwen. Jedynym powodem, dlaczego go widziała, było to, 
Ŝe zostawiał za sobą ślad światła. Najwyraźniej szukał Lordów i gdy 
zobaczył jednego – Cameo, tym razem – zatrzymywał się i zaczynał 
krzyczeć. 

Zamierając, najwyraźniej nie chcąc go skrzywdzić, Cameo złapała 

chłopca i ścisnęła jego tętnicę szyjną. Upadł jak kłoda. Pot spływał po 
jej twarzy, po piersi, przyklejając t-shirt do ciała. Gwen jeszcze nigdy 
nie widziała wojowniczki tak złej i zmęczonej. 

Ale przynajmniej znalazła odpowiedź na jedno pytanie. Dzieci 

pomagały Łowcom. 

Nadszedł rozwścieczony warkot zza niej. 
- Wychodźcie, wychodźcie, gdziekolwiek jesteście. Nie moŜecie nas 

pokonać i nie moŜecie zadzwonić po wsparcie. Mamy waszych 
przyjaciół. Nigdy jeszcze bardziej nie dojrzeliście do zerwania. 

Gwen obróciła się, ale następny głos zawołał. 
- Dlaczego się nie poddacie, uchronicie przed upokorzeniem i 

przegraną? 

- Twierdzicie, Ŝe nie jesteście źli – cóŜ, teraz jest czas to udowodnić! 

Poddajcie się i oddajcie dziewczynę. Pozwólcie nam znaleźć sposób na 
usunięcie z was demonów. Pozwólcie nam przywrócić świat taki, jaki 
był kiedyś – dobry, prawy i czysty. 

- MoŜe teŜ błagajcie o przebaczenie – zadrwił męŜczyzna. – Gdybyście 

byli zamknięci jak planowano, choroba nigdy by nie nawiedziła tego 
świata i mój syn nadal by Ŝył.  

Wow, zdumiała się Gwen. Łowcy naprawdę są fanatykami. Jakby 

Lordowie byli odpowiedzialni za wszelkie zło na świecie. Ludzie maja 
wolną wolę. Łowcy teŜ. Wybrali zamknąć Gwen. Wybrali zgwałcić 
kobiety z innego świata. To czyniło Łowców złymi – i niewartymi litości.  

background image

Mroczny Szept

 

 

247 | 

S t r o n a

 

 

Ktoś krzyknął, zwracając uwagę Gwen. Jej oczy się rozszerzyły, gdy 

zobaczyła Sabina tańczącego w masie męŜczyzn, z dwom sztyletami w 
dłoniach. Jego ręce poruszały się z gracją, prześlizgując się po ludziach 
z zabójczą precyzją. Jeden o drugim upadali wokół niego. 

Wkrótce kaŜdy cal jego ubrania pokrywał jasny szkarłat, jakby cały 

był pocięty. Na szczęści, tak nie było. Na szczęście, oblewała go krew 
wroga. 

Gwen poczuła teraz znajomy przypływ Harpii przejmującej kontrolę, 

nad umysłem i ciałem, nic tego nie powstrzymywało. Najpierw 
doświadczyła instynktownego strachu. Potem strach zbladł. Mogę to 
zrobić. Zrobię to. Jej wzrok przeszedł w czerń i czerwień, ślina 
napłynęła do ust, Ŝeby spróbować tego czerwonego nektaru. Jej ręce 
wyciągały się do ranienia… okaleczania. 

Zanim dała się całkiem przejąć, pomyślała: Proszę nie zrań Sabina i 

jego przyjaciół. Proszę, nie zrań dzieci. Proszę zanieś tak wielu jak 
zdołasz do fortecy i zamknij. 
Właśnie tego chciałby Sabin. 

Skrzydła trzepotały bardziej dziko niŜ kiedykolwiek, Gwen złapała 

śpiące dziecko, które załatwiła Cameo – nie rań, nie rań, nie rań – i 
przeniosła nieruchome ciało przez masę i blokadę Łowców, kopiąc w tył 
ich kolan tak by nie mogli stać i uderzając rękojeścią noŜa w ich 
skronie. 

Pomyślała, Ŝe jednak powinna była zabrać SUV-a, gdy niosła Łowców 

w ramionach do fortecy. ZłoŜyła swój depozyt w jednym z lochów i 
zawróciła. Cała podróŜ zajęła pięć minut. Powtórzyła tę akcję 
szesnaście razy, zanim zrozumiała, ze się trzęsie, zwalniając trochę. 
Przynajmniej tłum zmalał.  

Sabin był ciągle na nogach, a Cameo była za jego plecami, kaŜde 

odpierało ataki z innych kierunków. Kane ciągle mierzył do vana.  

Aeron i Parys, pomyślała, przedzierając się ku nim. Musi ich usunąć 

z obszaru. Najwyraźniej byli ranni i potrzebowali pomocy. Ale Łowca 
wszedł jej w drogę i wpadła na niego, tracąc oddech i cofając się. Gdy 
upadła, połamane kawałki betonu wbiły się w jej plecy, tnąc. 

Sabin popchnął go i był u jej boku chwilę później, jakby cały czas 

wiedział gdzie była mimo jej prędkości, postawił ją na nogi. 

- Torin mi napisał, Ŝe tu jesteś. Wszystko w porządku? – powiedział 

chrapliwie. 

Jego ręka na niej… boskie. Momentalnie zapomniała, gdzie była i co 

robiła. Błyszczący na nim pot i krew przypomniały jej. 

- Tak – odparła, równieŜ chrapliwie. Dyszała, zmęczona rozgrzana, 

obolała i drŜąca. – W porządku.  

background image

Mroczny Szept

 

 

248 | 

S t r o n a

 

 

Zachwiał się, ocierając twarz, jakby chciał przeczyścić wzrok. Nigdy 

jeszcze nie widziała tego ostrego wojownika, tak blisko granicy 
tolerancji. 

- MoŜesz stąd zabrać Aerona i Parysa w bezpieczne miejsce? 
Przynajmniej nie próbował jej odesłać. 
- Tak – Miała nadzieję. Ale wolałaby Sabina zabrać w bezpieczne 

miejsce, zamiast jego przyjaciół. 

Zabrał pistolet zza jej pasa i odbezpieczył. 
- Nie masz nic przeciwko? 
- Wcale. 
- Zaprowadzę cię do vana – powiedział zanim mogła go złapać i 

poszedł. Szybkie bum, bum, bum podąŜyły. 

Nawet mimo blokady na uszach, były wraŜliwe i dźwięk strzałów 

sprawił, Ŝe się skuliła. Właściwie, poczuła ciepłą ciecz wypływającą z jej 
bębenków w uszach. Na szczęście, krew jakoś zablokowała dźwięk.   

Znów ciała zaczęły upadać wokół niego. Gwen ruszyła do przodu, 

zauwaŜając, ze tylko jedno dziecko zostało z masy. Mała dziewczynka 
uspokajająca mieszkańców miasta. Gwen zamknęła kilkoro dzieci, ale 
Łowcy musieli zabrać inne i uciec. Jaki potwory zmuszają dzieci do 
walki? 

Gdy zbliŜyła się do vana, Sabin ciągle strzelał, mimo Ŝe nie było 

więcej Łowców wokół pojazdu, reszta próbowała się ukryć. Albo zajął 
się nimi Kane. PołoŜyła kaŜdego wojownika na ramieniu, niemal 
uginając się pod ich wagą. Nie ma szans, Ŝeby zaniosła ich obu na raz. 

PołoŜyła Aerona na siedzeniu najdelikatniej jak mogła i zacieśniła 

uściska na Parysie. Był bardziej zakrwawiony. 

- Będę musiała wrócić – powiedziała, mając nadzieję, Ŝe Sabin ja 

usłyszy i pobiegła między drzewami. Ta podróŜ zajęła dłuŜszą chwilę, 
jej sprint zwolnił. W końcu osiągnęła przeznaczenie. 

Sapiąc, dostarczyła ogromnego wojownika do foyer fortecy. Torin 

musiał zobaczyć jej nadejście i zaalarmować Maddoxa i Williama, bo 
wypuścili kobiety z ukrycia. Gdy Ashlyn i Danika zobaczyły Parysa, 
ruszyły na przód. 

Strach błyszczał w ciemnozielonych oczach blondynki. 
- Czy on… 
- Nie. Oddycha. 
- Co się… - zaczęła Ashlyn. – Nie ma czasu. Muszę wracać po innych 

– Gwen nie czekała na odpowiedź, ale ruszyła do miasta. 

Sabin był wciąŜ przy vanie, grupa Łowców teraz trzymała osłony i 

przedzierała się ku niemu. Najwyraźniej przygotowali się na wszystko. 

background image

Mroczny Szept

 

 

249 | 

S t r o n a

 

 

Ciągle drŜąc, zmęczona ponad wyobraŜenie, Gwen uniosła Aerona i 
zaczęła biec. 

Zanim osiągnęła krawędź lasu, kula przeszyła jej lewe udo. 
Krzyknęła, upadając. Aeron mruknął, ale nie obudził się, krew 

chlusnęła z niej. Niech to cholera! Uderzyło w arterię. DrŜenie stało się 
niemal dzikie, ale wstała. Czerń mrugała jej przed oczyma. Dasz radę. 
MoŜesz to zrobić
. Ruszyła na przód. Tym razem zajęło jej to dziesięć 
minut, ale osiągnięcie mety nigdy nie było słodsze. 

Znów, obie Danika i Ashlyn czekały na nią, lecząc Parysa w foyer, 

gdy Maddox i William ruszyli by przynieść im wszystko, czego 
potrzebowały.  

Gwen połoŜyła Aerona koło przyjaciela, zbyt słaba by tym razem teŜ 

być delikatną. Gdy ruszyła ku drzwiom, Danika chwyciła jej ramię. 

- Nie moŜesz wrócić. Ledwie stoisz. 
Szarpnęła się słabo. 
- Muszę. 
- Nie uda ci się. Zemdlejesz na wzgórzu. 
- Wiec pojadę samochodem - Bo nie ma szans, Ŝeby tu została. Sabin 

tam jest, potrzebuje jej. 

- Nie – Była stal w głosie Daniki. – Ja cie zawiozę. Tylko pozwól mi 

wziąć kluczyki. 

- William – zawołał Maddox. 
Wojownik westchnął. 
- Wiem, co to znaczy. Mam prowadzić. 
Ashlyn wstała i przyłoŜyła dwa palce do podstawy szyi Gwen. 
- Twój puls jest zbyt szybki – powiedziała z westchnieniem. – 

Oddychaj wolniej. W ten sposób. Wdech. Wydech. Grzeczna 
dziewczynka. 

Musiała zamknąć oczy, bo następne, czego była świadoma to, Ŝe jej 

noga była bandaŜowana i William był u jej boku, chwytając jej rękę i 
prowadząc ku drzwiom. 

- Danni, daj mi kluczyki. Jeśli mam to zrobić, chodźmy. 
- Bądźcie ostroŜni – zawołała Ashlyn. 
Kiedy byli w SUV-ie, William odpalił i ruszył przez las. Gwen rzuciło 

na drzwi, skronią uderzyła w szybę. To zostawi ślad, pomyślała z 
oszołomieniem. 

- Trzymasz się? 
- Tak – dźwięk był słaby, nawet w jej uszach.  

background image

Mroczny Szept

 

 

250 | 

S t r o n a

 

 

- Hej, słuchaj. Dzięki za przyniesienie Aerona i Parysa do domu. 

Anya ich uwielbia i byłaby wzburzona, gdyby zostali zabicie. Bardzo 
mnie irytuje, ale chcę, Ŝeby była szczęśliwa.  

- Przyjemność po mojej stronie – I ból. 
Gdy osiągnęli przeznaczenie, bitwa juŜ właściwie się skończyła. 

Sabin, Kane i Cameo krwawili obficie, pocięci i niemal złamani, ale 
walczyli z maruderami. 

Widząc SUV-a, skoczyli w tył, z drogi. Gwen zesztywniała, gdy 

William przycisnął gaz i ruszył ku ludziom. 

- Bogowie, ale zabawa – powiedział ze śmiechem. Pojazd zadrŜał raz, 

dwa. Zanim się zatrzymał, Gwen otwarła swoje drzwi. Sabin przybiegł 
do jej boku i wsiadł. Inni szybko wsiedli na tylne siedzenie. 

- Jedź, jedź, jedź – zaŜądał Zwątpienie i William znów ruszył. Ręka 

Sabina owinęła się wokół pasa Gwen, ściskając mocno. 

Teraz, gdy z nią był, Ŝywy, ta niewielka energia, jaką posiadła 

rozpłynęła się. Słabość ją pochłaniała, ocieniając wszystko inne. Nawet 
Harpia była cicho. 

- Gwen – powiedział, zmartwienie napełniało jego głos. – Gwen, 

słyszysz mnie? 

Próbowała odpowiedzieć, ale słowa nie chciały się formować. śaden 

dźwięk nie przedarł się przez nagle narosłą gule w gardle. I tak nie 
wiedziała, co powiedzieć. Ciągle była na niego wściekła, ciągle chciała 
go zranić za to, co jej zrobił, ciągle chciała płakać przez to jak w nią 
wątpił. 

- Gwen! Zostań ze mną, kochanie. Okej? Po prostu zostań ze mną. 
William musiał uderzyć w kolejne ciało, bo Gwen rzuciło w tył i 

przód. Albo moŜe Sabin nią potrząsał. Były dwie gorące obręcze 
owinięte wokół jej przedramion.  

- Zostań ze mną! To rozkaz. 
Właśnie uratowała mu Ŝycie i ośmielał się jej rozkazywać? 
- Idź… do… diabła – wycedziła, zanim pochłonęła ją ciemność. 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

251 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 25

Rozdział 25

Rozdział 25

Rozdział 25    

    

Sabin przycisnął nadgarstek do ust Gwen, jej zęby wbiły się głęboko 

w Ŝyłę. Czuć te miękkie wargi… gorące ssanie… Był tak twardy, Ŝe jego 
członek moŜna było zaklasyfikować, jako niebezpieczną broń. To było 
drugie karmienie Gwen i ładnie się leczyła. Odmówiła pic z jego szyi, 
mimo Ŝe zapewniłoby to lepsze ciśnienie krwi. Gorzej, nie chciała z nim 
rozmawiać. 

Więc mówił do niej za oboje. Powiedział jej, Ŝe dzieci, które schwytała 

są wciąŜ zamknięte, ale w wygodnym i bezpiecznym miejscu. 
Powiedział jej, Ŝe jej siostry uciekły z lochu godzinę wcześniej i znów 
zajęły komnatę obok. Pomimo gniewu, który musiały czuć, były 
dziwnie ciche. 

Tak jak Zwątpienie, jeśli o tym mowa. 
Wiedział, Ŝe demon boi się Harpii. Wiedział, Ŝe małe gówno cofa się 

na tyły jego umysłu, gdy Gwen się irytuje. Ale teraz demon pozostawał 
cichy, nawet, gdy była spokojna. Uderzający dystans był wszystkim, co 
było potrzebne. Wyglądało to jakby Zwątpienie, cóŜ, wątpił w swoją 
zdolność do wygrania z nią na siłę woli. Poetycka sprawiedliwość, jeśli 
ktoś spytałby Sabina. 

Demon obracał się przeciw Lordowi, za kaŜdym razem, gdy ten 

odchodził od Gwen, oczywiście, i ciągle uparcie szukał innych ofiar. Ale 
nie Gwen, juŜ nie, i nawet nie ośmielił się powiedzieć nic o dziewczynie. 
Po tym jak rozerwała gardła tym Łowcom… Zwątpienie przestał teŜ 
próbować przekonać Sabina, o tym, Ŝe ten nie moŜe jej mieć, bojąc się 
wkurzyć Gwen.  

Niewielki gniew z jej strony nie byłby zły. Wolałby wszystko od tej 

ciszy. 

Westchnął. Tak bardzo chciał wskoczyć do samolotu i poszukać 

zaginionych wojowników. Ale najpierw, musiał wyzdrowieć po 
wczorajszej bitwie. Razem z innymi nie byli teraz dobrzy dla nikogo. Co 
więcej, wiedział, Ŝe nie moŜe bardziej podzielić sił, niŜ juŜ były. Łowcy 
byli wciąŜ w Budapeszcie i trzeba się nimi zająć, zanim forteca upadnie 
albo kobiety zostaną zranione. 

background image

Mroczny Szept

 

 

252 | 

S t r o n a

 

 

Tego ranka Torin przyczepił jednemu z nowo schwytanych nadajnik i 

„przypadkowo” pozwolił mu uciec, śledząc kaŜdy jego ruch przez 
komputer i czekając aŜ skurwiel zaprowadzi wojowników do ich bazy. 

Czekanie było trudne. Próbował namówić Harpie na podróŜ do 

Chicago, obiecał im fortunę, ale trzasnęły mu drzwiami w twarz. 
Wiedział, Ŝe nie chciały pieniędzy. Chciały, Ŝeby kazał Gwen się 
pakować. Tego, w kaŜdym razie, nie mógł zrobić. 

Kochał ją. Teraz nawet bardziej niŜ wcześniej. 
Bardziej niŜ swoją wojnę, bardziej niŜ nienawiść do Łowców, kochał 

ją. Była córką Galena – co z tego. Sabin nosił w sobie demona 
Zwątpienia, więc naprawdę nie miał prawa oceniać.  Gwen nie 
pomogłaby ojcu. Nie zrobiłaby tego. Wiedział to w głębi duszy. I tak, 
wiedział teŜ, Ŝe Gwen oddałaby szansę na związek z ojcem, Ŝeby być z 
nim i dlatego musiał jej udowodnić, Ŝe teraz on jest jej rodziną. 

Była numerem jeden w jego Ŝyciu. Nie powinien był jej zamykać. 

Powinien jej zaufać, pozwolić jej walczyć. Do diabła, przegrałby bez niej 
– i wolałby przegrać niŜ kiedykolwiek jeszcze być bez niej. 

Nacisk jej ust zwolnił i odsunęła się od niego. Siedział na fotelu, 

który przyniósł do pokoju – nie dość, Ŝe Gwen odmówiła pić z jego szyi, 
odmówił takŜe pić z niego na łóŜku. Siedziała naprzeciw niego w 
drugim fotelu, który skonfiskował, bo odmówiła takŜe siedzieć na jego 
kolanach. 

Jej usta były jasno czerwone i spuchnięte, jakby była całowana.  
- Dzięki – wymamrotała. 
Dzięki – jej pierwsze słowo odkąd obudziła się tego ranka. Zamknął 

oczy, uśmiechając się, gdy jej piękny głos przepłynął mu przez głowę. 

- Cała przyjemność po mojej stronie. 
- Widzę – odparła sucho. 
Powoli otworzył powieki. Nie cofnęła się na łóŜko jak wcześniej, tylko 

pozostała w fotelu, jej plecy były wyprostowane, patrzyła ponad jego 
ramię i biła z niej determinacja. Przeszył go strach. Co, właściwie, była 
zdeterminowana zrobić? Ciągle go zostawić?  

- Jak tam Aeron i Parys? - zapytała. 
Trzeba nad nią popracować? 
- Leczą się jak reszta z nas. Dzięki tobie. 
- Dzięki Williamowi. Ja posunęłam się za daleko i nie byłabym 

zdolna… 

- Dzięki tobie – przerwał. -  Zrobiłaś więcej, walczyłaś cięŜej, niŜ 

ktokolwiek, kogo kiedykolwiek widziałem. I nie miałaś powodu, Ŝeby to 

background image

Mroczny Szept

 

 

253 | 

S t r o n a

 

 

zrobić i kaŜdy powód, Ŝeby tego nie robić. A i tak uratowałaś nas 
wszystkich. Nigdy nie będę zdolny wystarczająco ci za to podziękować. 

- Nie chcę twoich podziękowań – powiedziała z płonącymi policzkami. 

Nie z zawstydzenie, nie z poŜądania. Ale… gniewu? Czemu miałaby być 
zła na jego wdzięczność? Wypuściła drŜący oddech, co wydawało się ją 
uspokoić. – Wyzdrowiałam, moja siłą niemal całkiem wróciła. 

- Tak. 
- Co znaczy… Ŝe odchodzę – Jej głos załamał się na końcu. 
I oto było. Przypuszczał, Ŝe to nadejdzie, ale te słowa ciągle go 

niszczyły. Nie moŜesz odejść, chciał krzyknąć. Jesteś moja. Teraz i 
zawsze
. Ale on, bardziej niŜ ktokolwiek, znał konsekwencje próby 
kontrolowania tak ostrego Ŝołnierza. 

- Dlaczego? – To wszystko, co zdołał wykrztusić. 
ZałoŜyła lok za ucho. 
- Wiesz dlaczego. 
- Przeliteruj to mi. 
W końcu jej oczy przesunęły się na niego. Ogień napełnił ich głębię. 
- Chcesz to usłyszeć? Dobra. UŜyłeś mojej słabości przeciw mnie, 

mojego sekretu. Zraniłeś moje siostry, zmusiłeś mnie, Ŝeby je zraniła i 
zamknęła, Ŝeby cię uratować. Nie zaufałeś mi i niemal przez to zginąłeś 
– Skoczyła na nogi, zaciskając pięści. – Niemal zginąłeś! 

Okej, myśl o jego śmierci wkurzała ją najbardziej. Wspomniała to 

dwukrotnie. Wypełniła go nadzieja i Sabin poderwał się z krzesła, 
rzucił ją na łóŜko zanim miała czas choćby mrugnąć. Gdy odbiła się od 
lądowania, przygniótł ją swoją wagą. 

Zamiast z nim walczyć, patrzyła na niego. 
- Mogę ci złamać kark. 
- Wiem – Właściwie, ta pozycja zostawiała ją wystawioną na 

zranienie. Unieruchamiała jej skrzydła, drenując z siły. Jej słabość, ta, 
którą wykorzystał wcześniej. Nigdy więcej. Przewrócił się a plecy, 
kładąc ją na sobie. – Myślałem, Ŝe robię to dla twojego dobra. Nie 
chciałem, Ŝebyś walczyła. Nie chciałem, Ŝebyś została ranna. Nie 
chciałem, Ŝebyś musiała walczyć przeciw własnemu ojcu. 

- To nie był twój wybór. 
- Wiem – powtórzył. – śeby być szczerym, zrobiłem to dla siebie. 

Potrzebowałem wiedzieć, Ŝe jesteś bezpieczna. To było głupie z mojej 
strony. Głupie i niewłaściwe. Nie zostawię cię więcej za sobą. Jesteś 
lepszym Ŝołnierzem, niŜ jak kiedykolwiek będę. Jej nogi otoczyły jego 
biodra, jej gorąco dotknęło jego pulsującej erekcji. Jęknął, chwytając 
jej biodra, by ją unieruchomić. 

background image

Mroczny Szept

 

 

254 | 

S t r o n a

 

 

- Nie mogę ci juŜ zaufać – powiedziała. 
- MoŜesz. MoŜesz mi zaufać. Ty, bardziej niŜ ktokolwiek. 
- Kłamca! – Uderzyła go, wystarczająco mocno by złamać kość. Jego 

policzek eksplodował bólem, ale nie wydał Ŝadnego dźwięku, ale nie 
odwzajemnił się ani jej nie puścił. Po prostu powoli odwrócił do niej 
twarz, gotowy na wszystko, co chciałaby zaserwować. ZasłuŜył na to. 
Pozwoli jej się obedrzeć ze skóry, jeśli to znaczy, Ŝe się między nimi 
ułoŜy. – Będę teraz kwestionować wszystko, co powiesz, coś, czego nie 
robiłam nawet, gdy twój demon mnie dręczył przy kaŜdej okazji. Nawet 
więcej, nigdy naprawdę nie uwierzę, Ŝe ty mi ufasz. Po wszystkim, co 
zrobiłeś… 

- Ja teŜ mam słabości – Słowa opuściły go z desperackim 

pośpiechem, uciszając ją. – Podarowałaś mi swoje sekrety. Teraz 
pozwól mi dać ci swoje. śeby udowodnić, Ŝe ci ufam, Ŝe nigdy więcej 
nie zostawię cię z tyłu – Nie dał jej szansy odpowiedzieć. – Gdy 
strzegłem króla bogów, straciłem oko. Zeus dał mi następne. Nie widzę 
na ogromny dystans, jak pozostali wojownicy. 

Gdy mówił, jej ramiona rozluźniły się odrobinę. Jej palce zacisnęły 

się na jego koszulce, chwytając w garść materiał i unosząc go z jego 
brzucha. Jego nadzieja intensywniała.  

- MoŜesz kłamać. 
- Powiedziałem ci, nie mogę kłamać. Zemdleję, jeśli spróbuję. To 

część mojej klątwy – i kolejna słabość. 

- Powiedziałeś, Ŝe nie wykorzystasz moich tajemnic przeciw mnie. To 

było kłamstwo, ale nie zemdlałeś. 

- Wtedy tak myślałem. 
Pozostała cicha. 
- Trzymam dwa sztylety, gdy walczę, bo mam tendencję do łapania 

przeciwnika, jeśli mam wolną rękę. Straciłem palce w ten sposób 
więcej razy, niŜ mógłbym zliczyć. Jeśli pozbawisz mnie jednego ostrza, 
łatwiej moŜesz mnie pokonać – Nigdy nikomu tego nie mówił. Nawet 
swoim ludziom, chociaŜ pewnie zauwaŜyli to przez lata. Ale wiąŜ, był 
zaskoczony, jak łatwo – i chętnie – dzielił się z nią. 

- Ja… myślę, Ŝe to zauwaŜyłam – Jej głos był bardziej miękki, 

delikatniejszy. – W czasie ćwiczeń. 

Zachęcony, kontynuował. 
- KaŜdy jest wraŜliwszy w pewnym miejscu, w jakiś sposób. To 

słabość, pięta Achillesa. Moją jest lewe kolano. Najmniejszy nacisk 
posyła mnie na ziemię. Dlatego walczę z wpół obróconym ciałem. 

background image

Mroczny Szept

 

 

255 | 

S t r o n a

 

 

Zamrugała, jakby przypominała sobie ich sesje treningowe, próbując 

osądzić czy to prawda. Kilka minut minęło w ciszy. Sabin 
skoncentrował się na głębokim oddychaniu i nawet, wchłanianiem jej 
zapachu. 

- śeby być szczerym, jest jedna słabość, która moŜe mnie zabić 

bardziej niŜ inne. Teraz, zawsze, to ty – Jego głos się pogłębił, ochrypły 
– Jeśli ciągle chcesz odejść, odejdź. Ale wiedz, ze odejdę z tobą. Spróbuj 
mnie zgubić, a po prostu cię upoluję. Gdzie ty pójdziesz, jak teŜ. Jeśli 
zdecydujesz się zostać i będziesz chciała, Ŝebym przestał walczyć, nigdy 
więcej nie będę walczył z Łowcami. Ty jesteś waŜniejsza. Wolę umrzeć, 
niŜ Ŝyć bez ciebie, Gwendolyn. 

Potrząsnęła głową, niedowierzanie walczyło z nadzieją w jej 

spojrzeniu. 

- Mój ojciec… 
- nie ma znaczenia. 
- Ale… ale… 
- Kocham cię, Gwen – Bardziej niŜ kogokolwiek innego. Bardziej niŜ 

kochał siebie. A kochał siebie całkiem mocno… przez większość czasu. 
– Nigdy nie myślałem, Ŝe będę wdzięczny Galenowi za cokolwiek, ale 
jestem. Niemal mógłbym mu wybaczyć, wszystko złe, co zrobił, za to, Ŝe 
sprowadził cię na ten świat. 

Oblizała usta, ciągle wahając się czy zaakceptować jego 

oświadczenie. 

- Ale inne kobiety… 
- Nawet mnie nie kuszą. Jestem twoim małŜonkiem. Z Ŝadnego 

powodu, nawet Ŝeby wygrać bitwę, nie zwróciłbym się ku komuś 
innemu. Nigdy. Wolałbym przegrać bitwę, niŜ cię stracić. Jesteś tym 
dla mnie. Jedyną. Zranienie ciebie mnie zniszczy. Teraz to wiem. 

- Chcę ci uwierzyć. Naprawdę – jej wzrok opadł do jego piersi, gdzie 

spoczywały jej palce. Te palce rozluźniły uścisk, nawet zakreśliły kręte 
linie. – Boję się. 

- Daj mi czas. Pozwól ni to udowodnić. Proszę. Nie zasługuję na 

drugą szansę, ale chętnie będę o nią błagał. Wszystko, czego chcesz, 
wszystko… 

- Wszystko, czego pragnę to ty – Jej wzrok napotkał jego, źrenice 

pochłonęły tęczówki. – Jesteś tu i Ŝyjesz, i to jedyne, co w tej chwili ma 
dla mnie znaczenie. Pozwól mi się mieć – Nagle rozerwała jego koszulkę 
w pół, schyliła się i wessała jego sutek. – Nie wiem nic o p przyszłości, 
ale wiem, Ŝe cię potrzebuję. PokaŜ mi to, w co chcesz, Ŝebym uwierzyła. 
PokaŜ mi, Ŝe mnie kochasz.  

background image

Mroczny Szept

 

 

256 | 

S t r o n a

 

 

Dłonie Sabina zacisnęły się w jej włosach i obrócił ich. Płonęła w nim 

radość. Radość i szok, miłość i płonące poŜądanie. Nie dała mu 
ostatecznej deklaracji, na którą miał nadzieję, ale to wystarczy. Na 
razie. 

Zerwał jej ubranie, swoje. Wkrótce oboje byli nadzy, gorące skóra 

przyciśnięta do gorącej skóry. Odetchnął głęboko z rozkoszy. Jęknęła, 
jej paznokcie wbiły się głęboko w jego ramiona. 

Sabin pocałunkami wyznaczył drogę w dół jej klatki piersiowej, 

polizał kaŜdy z sutków, ugniatał piersi i kontynuował swoją ścieŜkę 
pocałunków. Wsunął język w jej pępek, zadrŜała, wijąc się przy nim. 

- Chwyć się wezgłowia – nakazał. 
- C-Co? 
- Wezgłowie. Chwyć. Nie puszczaj. 
Zamrugała ze zdziwieniem, bił od niej zapach poŜądania. Zbyła 

zagubiona w przyjemności, zatopiona, ale w końcu się poddała. Jej 
plecy się wygięły, sutki były twarde jak perły. 

- Otocz nogami moje ramiona – wychrypiał, sięgając w górę i 

obracając w palcach jeden z tych pięknych sutków. 

Tym razem poddała się bez wahania, sapiąc, próbując otrzeć się o 

niego. Kiedy poczuł jej pięty wbijające się w dół jego pleców, rozdzielił 
dolne wargi strzegące nowego centrum jego świata i opuścił głowę, Ŝeby 
spróbować. Jej smak był uzaleŜniający. Zajmujący. Bogaty i słodki, 
doskonałość, jaką pamiętał. OkrąŜył jej łechtaczkę, draŜniąc, gdy 
wsunął w nią dwa palce. Jej krzyk odbił się echem w sypialni. 

- Nie mogę uwierzyć, Ŝe ci się opierałem. Nawet przez chwilę. 
- Więcej. 
- Mówiłem ci jak piękna jesteś? Jak bardzo cię kocham? 
- Więcej! 
Zachichotał. WciąŜ i wciąŜ ją lizał, jego palce nie złagodziły działania. 

Obracała głową z boku na bok, truskawkowe loki leciały w kaŜdym 
kierunku, ciało się wiło. 

- Więcej – wydyszała monotonnie. – Więcej, więcej, więcej. 
Gdy dołączył trzeci palce, natychmiast szarpnęły nią spazmy, 

trzymając go w środku, mięśnie zacisnęły się mocno. Wessał jej 
łechtaczkę mocniej… dłuŜej… sprawiając, Ŝe znów szczytowała. 

Dopiero, gdy wykrzyczała jego imię, dopiero, gdy opadła na materac, 

puścił ją. Wczołgał się w górę jej ciała, członek zaczął delikatnie 
wchodzić w nią. Ale nie pchnął. Jeszcze nie. 

Jej powieki się uniosły. Błyszczące bursztynowe tęczówki spojrzały 

na niego w górę, białe zęby przygryzły dolną wargę. 

background image

Mroczny Szept

 

 

257 | 

S t r o n a

 

 

- Nigdy więcej cie nie skrzywdzę – przysiągł i obrócił ją na brzuch. – 

Pozwól mi to udowodnić. 

Sapnęła, natychmiast wyginając plecy, by zrzucić jego wagę z siebie, 

ale sięgnął w dół i przycisnął pierś do jej pleców, powstrzymując 
trzepotanie jej skrzydeł. Zamarła. Nie panikuj, kochanie. Potem 
przycisnął swoimi dłońmi jej, wsuwając członek między jej pośladki, 
nogi na zewnątrz je ud. Dyszał, gorący oddech dziko owiewał jej 
ramiona. 

- Jestem dłuŜny tym cennym skrzydłom odpowiednie przeprosiny – 

powiedział, unosząc ciało. – Pozwolisz mi ich dotknąć? 

Na szczęście, nie próbowała znów go zepchnąć. ChociaŜ przestała 

oddychać. Usłyszał ja oddech uwiązł jej w gardle. Niezdolna 
odpowiedzieć, skinęła. 

- Zatrzymaj je – dodał. – Proszę. 
Skrzydła się uspokoiły. 
Cal po calu, pokrył kaŜde delikatne skrzydło pocałunkami. Były 

miękkie, jak jedwab i chłodne w dotyku, doskonały kontrast dla jego 
gorąca. Była nich ślad piór, co go zaskoczyło. Były niemal 
przeźroczyste, przenikały je niebieskie Ŝyły, przepływając niczym 
krystaliczne rzeki. 

Znienawidził się w tej chwili za to, co jej zrobił. Jak mógł związać te 

piękne skrzydła, Nawet na chwilę? 

- Przepraszam – powiedział. – Tak mi przykro. Nie powinienem tego 

robić. śaden powód nie jest wystarczająco dobry. 

- Ja… wybaczam ci – Słowa były ochrypłe. – Rozumiem, dlaczego to 

zrobiłeś. Nie podoba mi się to, ale rozumiem. 

- Wynagrodzę ci to, przysięgam. Ja…  
- Potrzebuję cie w środku. Teraz – Poruszyła plecami, szukając 

główki jego członka. – Sprawiasz, Ŝe jestem zdesperowana. Potrzebuję 
więcej. 

- Tak. tak – Czekaj. Zwolnij. – Jesteś juŜ płodna? 
- Nie. 
Przyśpiesz. Sabin chwycił jej biodra i wszedł w nią aŜ do końca. 

Oboje krzyknęli w uniesieniu. Tak dobrze. Tak doskonale. Lepiej niŜ 
wcześniej, goręcej, wilgotniej. Pełniej. Byli połączeni, jedno istnienie. 
NaleŜała do niego, on do niej. 

Pochylając się, przycisnął brzuch do jej pleców, sięgając pod nią i 

jedną ręką pocierając jej łechtaczkę, drugą ugniatając piersi, atakując 
kaŜdy moŜliwy punkt przyjemności. Uniosła ciało, znów chwytając się 
wezgłowia i nabiła się mocniej na jego członek. 

background image

Mroczny Szept

 

 

258 | 

S t r o n a

 

 

Cholera, nie wytrzyma długo. Był na krawędzi i to właściwie od kilku 

dnie. Ale wciąŜ się w nią wsuwał, juŜ nie Sabin, tylko męŜczyzna Gwen. 

Krzyk nagle wypełnił pokój i znów się na nim zacisnęła, wyciskając 

go. Tak po prostu, Sabin runął, rozkosz go pochłonęła, zmywając go 
ogromnymi falami odczuć. 

Zostali tak, niczym przez wieczność, ciągle połączeni, zanim opadli 

na materac. Szybko sturlał się do jej boku, nie chcąc miaŜdŜyć jej 
swoją wagą. CóŜ, nie chcąc znów jej miaŜdŜyć.  

Niezdolny ją puścić, nawet na sekundę, przycisnął ją do swojego 

boku i chętnie się do niego przytuliła. Tak, zdecydował, musi być w 
niebiosach. 

- JuŜ dwa razy pytałeś mnie czy jestem płodna, co kaŜe mi wierzyć, 

Ŝe moŜesz mieć dzieci – powiedziała między oddechami, ochrypłe 
oświadczenie wypełniło ciszę. – Nawet Ashlyn jest w ciąŜy, a 
przypuszczam, Ŝe nie była w tym stanie przed przyjazdem tutaj. Och, 
chwila. Galen pomógł mnie zrobić, więc wy, chłopcy, moŜecie się 
rozmnaŜać. 

- Tak, i tak, dziecko Ashlyn jest Maddoxa. Pewne warunki muszą być 

spełnione, ale rzeczywiście moŜemy mieć dzieci. Jestem pewien, Ŝe 
czytałaś historie o bogach zapładniających ludzkie kobiety. 

- Taa, ale wy, chłopcy, nie przyszliście na świat w tradycyjny sposób 

– odparowała. – Zostaliście stworzeni przez samego Zeusa. Myślałam, 
Ŝe macie… braki w… wiesz… dziecięcym serum. 

Dziecięce serum? Musiał powstrzymać śmiech. 
- Mamy duŜo więcej hormonów, białych krwinek i innych 

potrzebnych komponentów niŜ ludzie. Dlatego zdrowiejemy tak szybko. 
Większość kobiecych ciała nie moŜe utrzymać tak potęŜnego… serum, i 
zaczynają zwalczać to i zabijać. 

- Myślisz, Ŝe ja mogłaby to utrzymać? 
- Myślę, Ŝe moŜesz znieść wszystko. 
Stopniowo się przy nim rozluźniła. MoŜe nawet uśmiechnęła. 
- Chciałeś kiedyś mieć dzieci? 
Nigdy wcześniej. Jego Ŝycie było zbyt burzliwe. Ale podobała mu się 

myśl o stworzeniu dziecka z Gwen. Takiego dziecka jak ona, 
zwiększającego to nowe błogosławieństwo w jego Ŝyciu.  

- Taa. Pewnego dnia, po prostu nie teraz. Nie, dopóki nie będzie 

bezpiecznie. 

Jej spojrzenie stało się zamyślone. 
- Bezpiecznie – Westchnęła i zmieniła temat. – Nie chcę, Ŝebyś 

przestał walczyć z Łowcami, ale nie wiem czy z tobą zostanę.  

background image

Mroczny Szept

 

 

259 | 

S t r o n a

 

 

- Wystarczająco sprawiedliwe – Tyle, Ŝe uŜyje wszystkiego, nawet 

ostatniego oddechu, Ŝeby ją przekonać do zostania. I nie kłamał. 
PodąŜy za nią. Gdziekolwiek pójdzie, podąŜy. Pozbycie się go będzie 
cholernym problemem. – Ale nie oczekuj, Ŝe będę patrzył jak 
odchodzisz i nic nie robił.  

- CóŜ, jeszcze nie musisz się o to martwić. Najpierw, pomogę ci 

znaleźć twoich przyjaciół. Zaufasz mi i pozwolisz na to? 

- Tak. Mogę cię znaleźć tulącą Galena, a i tak w ciebie nie zwątpię – 

Powiedział z pewnością w głosie. Naprawdę miał to na myśli. Gwen 
była jedyną rzeczą w jego Ŝyciu, w którą nigdy nie będzie wątpił.  

Zaśmiała się. 
- Muszę to zobaczyć, Ŝeby uwierzyć – Przesunęła koniuszkami 

palców po jego piersi. – Muszę porozmawiać z siostrami. 

- Powodzenia w tym – Uniósł jej dłoń do ust. 
Kolejne westchnienie. 
- Niemal oczekuję, Ŝe odejdą. Ale w głębi duszy wiem, Ŝe zostaną 

tylko po to, Ŝeby mnie ukarać za to, co im zrobiłam. 

- Nie zranią cię – Nie pozwoli na to. 
Złączyła ich dłonie i delikatnie uścisnęła.  
- Co z Daniką i Ashlyn? 
- Są ci wdzięczne i martwią się o zaginionych męŜczyzn. 
Marszcząc brwi, usiadła, włosy spłynęły w dół jej pleców. 
- Idę pod prysznic, umyć głowę. Zwołasz spotkanie wszystkich, 

którzy tu są… za godzinę? 

Nie pytał, czemu tego chciała, po prostu jej zaufał, jak powiedział, Ŝe 

zrobi. 

- Uznaj za wykonane. 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

260 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 26

Rozdział 26

Rozdział 26

Rozdział 26    

    

Gideon powoli popadał w szaleństwo. Stracił poczucie czasu, nie 

wiedział jak długo był uwięziony. Dzień? Dwa? Rok? Nie było nawet 
odrobiny światła, nic, co przypominałoby mu, Ŝe na zewnątrz jest świat 
– do którego powróci za wszelką cenę. 

Najpierw, potrzebuje odrobiny ciszy, Ŝeby pomyśleć nad planem 

ucieczki. 

Jego demon, zwykle tylko obecność na dnie umysłu, musi przestać 

wrzeszczeć w jego głowie. „Wejść, wejść, wejść” krzyczał, co znaczyło: 
„wyjść, wyjść, wyjść”. „Potrzebuję mroku, potrzebuję mroku” szlochał, 
co znaczyło „potrzebuję światła, potrzebuję światła”. Kłamstwo znów 
był zamknięty w puszce Pandory, niezdolny uciec, zapomniany, 
opuszczony. 

Najwidoczniej inne demony myślały tak samo. Lucien często jęczał, 

ale była tu Anya, Ŝeby go pocieszyć. Reyes był dziwnie cichy. 
Wymruczał imię Daniki, potem nie odezwał się przez godziny. Amun 
warczał z głębi gardła, jakby walczył z hordą demonów, której Gideon 
nawet nie mógł sobie wyobrazić. Sekrety musiały wrzeć w jego głowie… 

Strider, który czuł się przechytrzony, stale uderzał głową w ścianę, 

jego demon musiał skrzeczeć, jego ciało było w agonii. Gideon do tej 
pory tylko raz widziała, jak wojownik przegrał, setki lat temu, ale 
konsekwencje tego były wyryte w jego pamięci. Nigdy nie widział, Ŝeby 
dorosły męŜczyzna wił się z taką siłą, łzy spływały w dół popielatej 
twarzy, oczy błyszczały raczej udręką niŜ zwykłą dumą, zęby zaciskał 
tak mocno, Ŝe płynęła z nich krew. 

Skoncentruj się, głupku. Wiele razy cała grupa próbowała otworzyć 

okiennice albo wspiąć się po ceglanej ścianie. Anya, jedyna, która 
wciąŜ mogła uŜywać swoich zdolności, wywołała tornado w komnacie, 
ale zraniła tylko męŜczyzn, nie budynek. Wszystko było umocnione – 
zaklęciami? – aŜ ich więzienie wydawało się nie do zniszczenia. 

- Rozejrzę się znów za wyjściem – powiedziała bogini. Była 

najspokojniejsza w grupie – ironiczne, skoro kwitła w chaosie. 
Nadszedł odgłos ubierania, jęk od Luciena i gruchanie Anyi, i szmer 
kroków. 

background image

Mroczny Szept

 

 

261 | 

S t r o n a

 

 

Gideon zawsze był niechętny do angaŜowania się w związki, 

preferując róŜne kobiety. Teraz to wydawało się głupie. Nie miał, o kim 
myśleć, kogo chcieć, o kim marzyć. Nikt nie utrzymywał go w 
skupieniu, jak Reyesa. Nikt go nie pocieszał, jak Luciena. 

Jaka kobieta by z tobą długo wytrzymała? 
Co, teraz jest opętany przez Zwątpienie? 
Bum. 
- Przepraszam – wymamrotała Anya. – Kogo uderzyłam? 
- Muszę… - Oddech Stridera był płytki i chrapliwy. – Pomocy. 

PomóŜcie mi. Proszę

- Niedługo – obiecała bogini, potem gruchała nad nim przez kilka 

minut. Więcej kroków. 

Bang. Bum. 
- I cóŜ my tu mamy? – gruchnął głos z – jak sądził Gideon – ukrytych 

głośników. I nie naleŜał on, do kogoś, kogo by znał. – Czy to moje 
urodziny? 

W pokoju ucichło, dopóki Anya nie zaczęła się znów przedzierać z 

powrotem do Luciena, jej pięty uderzały w podłogę. 

Światło zamrugało, przeganiając cienie. W tej chwili, słodki spokój 

ogarnął Gideona. Zamrugał, by pobyć się plam sprzed oczu, widząc 
przyjaciół pierwszy raz od czasu, który wydawał się wiecznością. 
Lucien leŜał na podłodze, jego głowa spoczywała na kolanach Anyi, 
która obejmowała go ochronnie. Reyes siedział przy ścianie, 
uśmiechając się niesamowicie. Strider był z boku, ściskając swój 
brzuch i kolana przyciągając do piersi, Amun był za nim, głaszcząc 
jego głowę, mimo, Ŝe jego oczy były szkliste. 

Ani śladu Łowców. Okna wciąŜ były zablokowane, drzwi zamknięte. 
- Zastanawiałem się, kto uruchomił cichy alarm. Musiałem najpierw 

zadbać o waszych przyjaciół w Budapeszcie, zanim mogłem tu wrócić – 
Okrutny śmiech. – Mieliśmy nadzieję, Ŝe tu przyjdziecie, odkąd artykuł 
został opublikowany. Widzę, Ŝe nasze zaprzeczenie istnieniu tej 
placówki poskutkowało i przekonało was, ze nie moŜe to być pułapka. 

Z nagłą ciszą w umyśle, Gideon był zdolny przefiltrować ten głos 

przez akta we własnej głowie i hello. Jednak naleŜał do kogoś, kogo 
znał. Dean Stefano. Zastępca dowodzącego Łowcami, odpowiadający 
tylko przed tym chorym fiutem, Galenem. Stefano nienawidził Sabina 
za ukradnięcie darli, jego Ŝony. Twierdził, Ŝe Darla by Ŝyła, gdyby 
Lordowie i zło, które roznoszą byli w piekle, gdzie naleŜą. 

Zło Stefano nie znało ograniczeń. Wysłał Danikę, niewinną, Ŝeby ich 

szpiegowała, planując uŜyć jej do złapania – i torturowania – Lordów, 

background image

Mroczny Szept

 

 

262 | 

S t r o n a

 

 

jednego po drugim. Nie Ŝeby ten plan podziałał. Ale wysłał ją, a potem 
próbował wysadzić fortecę z nią w środku. 

Strach ścisnął Ŝołądek Gideona, a za nim szybko podąŜyły 

wściekłość i smutek, gdy dotarły do niego słowa Stefano: musiałem się 
zająć waszymi przyjaciółmi
. Zaświtało zrozumienie. Łowcy byli w 
Budapeszcie. Walczyli… i wygrali, inaczej nie byłoby ich tutaj. Sabin 
nigdy nie pozwoliłby im uciec. 

Gdzie był teraz Sabin? Dopóki puszka nie zostanie znaleziona, Łowcy 

nie zabijali Lordów, nie chcąc by ich demony uciekły, powodując więcej 
kłopotów. Uwięzili go? Torturowali? Wstanie sprawiało trudności, ale 
Gideon to zrobił. Chwiał się, ale ustał. Wszyscy oprócz Stridera zrobili 
to samo, wyciągając broń, gotowi zrobić, co konieczne mimo słabości. 

- Chodź tu – Reyes skinął palcami w wyzwaniu. – Ośmiel się. 
Stefano znów się roześmiał, tym razem autentycznie rozbawiony. 
- Dlaczego? Mogę was głodzić, patrzeć jak marniejecie. Mogę zatruć 

powietrze, patrzeć jak cierpicie. I mogę zrobić to wszystko, bez 
dotykania waszych obrzydliwych ciał – Na końcu jego głos stwardniał. 

- Wypuść kobietę – zawołał Lucien. – Nic ci nie zrobiła. 
- Do diabła, nie – Anya potrząsnęła głową, jasne włosy zawirowały. – 

Zostaję tu. 

- Jak słodko – odparł Stefano szyderczo. – Chce zostać ze swoim 

demonem. CóŜ, myślę, Ŝe ją usunę. Tylko dla ciebie, Śmierć. Choć 
myślę, Ŝe nie spodoba ci się, co jej zrobię. 

Warcząc, Lucien się pochylił, przygotowując do starcia. Uniósł 

półautomat, załadował. Gotowy. Wyglądał brutalnie i dziko, Śmierć w 
kaŜdym calu. 

- Spróbuj. 
Wtedy chłopiec, na oko jedenastoletni, wszedł przez oddaloną ścianę, 

jakby był duchem. Oczy Gideona się rozszerzyły, umysł odtwarzał 
scenę, chcąc wyjaśnić niezwykłe zjawisko. 

- Chodź ze mną – chłopiec powiedział do Anyi. – Proszę. 
- Ciekawa sztuczka – Powoli się obróciła, rozpościerając ramiona. -  

Wysyłasz dziecko do jaskini lwa. Tchórzliwe, nie sądzisz? I naprawdę 
sądzisz, Ŝe twój zwierzak moŜe mnie zmusić do zrobienia czegoś, czego 
nie chcę? 

- Tak, mogę – odpowiedział chłopiec powaŜnie. – Ale nie ma powodu 

stosować przemoc. 

Lucien wepchną boginię za siebie, jego czy błyszczały czerwienią, 

zęby były ostre i obnaŜone. Widzenie zwykle stoickiego wojownika w 

background image

Mroczny Szept

 

 

263 | 

S t r o n a

 

 

takim szale było niemal bolesne. MęŜczyzna kochał swoją kobietę i 
zginie dla niej. Woli zginąć, niŜ widzieć jak ktoś ją rani. 

Gideon powoli stanął u boku Śmierci, niepewny co robić, ale 

wiedząc, Ŝe nie moŜe biernie obserwować. Ale naprawdę, kto był 
śmierdząco zły? MęŜczyźni w klatce czy facet, który wysyła dziecko w 
środek wojny? 

Reyes, Strider i Amun, stanęli u boku Gideona, formując ochronną 

ścianę wokół Anyi.  

- Chodź – powtórzył chłopiec, teraz marszcząc brwi. – Proszę. Nie 

chcę cie krzywdzić. 

- Czy nie jest cudowny? – zapytał Stefano ze śmiechem. – Mam 

nadzieję, Ŝe go polubicie, moją nową broń przeciw wam. Nie 
planowałem go wykorzystać. Potem wy wybraliście się do Egiptu i 
ukradliście moje inkubatory. Inkubatory, które znajdę i znów 
wykorzystam. Szczególnie tę, którą Sabin rak sobie upodobał. 

- Tak miło cię znów słyszeć, Stefano – odezwał się Gideon, ignorując 

odzywki. – To jest cudowne… - chore. - …nawet jak na ciebie. 

Cisza. Potem: 
- Achh, Kłamstwa. Rozkoszny, jak zawsze. Jak nudny musi być twój 

demon. Ale mam dla ciebie dobrą wiadomość. Znaleźliśmy sposób, 
Ŝeby wyciągnąć go z ciebie i umieścić go w kim innym. Kimś słabszym, 
kto zaakceptuje uwięzienie, dla dobra rodzaju ludzkiego. I to właśnie 
juŜ zrobiliśmy z Sabinem. Po tym jak go pokonaliśmy, oczywiście. 
Nieźle walczył, ten Sabin, ale w końcu upadł. Tak. Jak. Ty. 

Bo diabła, nie. Sabin nie był martwy. Sabin nie mógł być martwy. 

Był zbyt Ŝywotny, zbyt zdeterminowany. Nawet więcej, wyssanie z nich 
demonów i umieszczenie ich w kimś innym nie było moŜliwe. Nie mogło 
być moŜliwe. 

- Nie wierzysz mi – znów zaśmiał się Stefano. – Dobrze. Uwierzysz, 

gdy ci się to przydarzy. Poza tym, jak myślisz, czemu twojego 
przyjaciela jeszcze tu nie ma, czemu cię nie ratuje? 

PrzeraŜenie Gideona wzrosło. Nie pozwól by się do ciebie dorwał. 

Kłamie. Później moŜesz… 

Uderzył pięścią w ścianę po prawej. Otoczył go kurz. Uderzył znów i 

znów, łzy paliły oczy. Uderzał, aŜ kości się połamały, mięśnie 
porozrywały. Spędził tysiące lat z Sabinem, myślał, Ŝe spędzi kolejny 
tysiąc. 

- Biedne Kłamstwo – szydził Stefano. – Bez przywódcy. Co teraz 

zrobisz? 

background image

Mroczny Szept

 

 

264 | 

S t r o n a

 

 

- Pieprz się! – krzyknął Gideon. – Zabiję cię. Kurwa, zabiję cię – I 

dokładnie to miał na myśli, to była prawda, coś, co planował zrobić, 
chciał zrobić, zrobi. – Zginiesz z mojej ręki, skurwysynu! 

Gdy nienawistne słowa rozbrzmiały wokół niego, jego demon wydał 

zszokowany krzyk… potem bolesny. Ból przeszył Gideona, rozdzierając 
go, komórka po komórce. Jakby kaŜdy jego organ wewnętrzny kruszył 
się, kości wyskakiwały ze stawów. Kłamstwo wbijał szpony w jego 
czaszkę, opadł do stóp, szukał kotwicy, gryzł w palce u stóp, aŜ ból 
doprowadził go do szaleństwa. To ciągle nie wystarczyło. Demon 
przeszył całą resztę niego, krzycząc, rozdzierając jego Ŝyły, zostawiając 
za sobą tylko kwas. 

Kolana Gideona się poddały i przewrócił się na podłogę. Sztylet, 

który trzymał w sprawnej ręce, upadł poza zasięgiem. Powinien 
wiedzieć lepiej. Pozwalając emocjom przejąć kontrolę, zawsze 
prowadziło go do upadku. Dlatego nauczył się ukrywać wszystko za 
sarkazmem. Idiota! Stefano cię teraz pokonał. Twój wróg ma przewagę. 
MoŜe tu wejść, złapać cię, uciąć kończyny i nie, kurwa, nie będziesz 
mógł z tym zrobić. 

- Nienawidzę… cię… - wycedził. Do diabła, juŜ raz powiedział 

prawdę. Czemu znów tego nie zrobić? Powiedzieć to, za czego 
wypowiedzeniem tęsknił tak długo. – Nienawidzę cię do głębi duszy. 

Demon znów wrzasną. Wrzeszczał, wrzeszczał i wrzeszczał. Znów 

przeszył go ból, rozdzierając na części. 

Otworzył usta, by wymówić kolejną prawdę. 
- Kł…kłamie – powiedział Amun zacinając się. – On… kłamie… 

Sabin… Ŝyje. 

To były pierwsze słowa, jakie StraŜnik Tajemnic wymówił od stuleci. 

Jego głos był szorstki, jakby jego krtań została przetarta papierem 
ściernym, kaŜde słowo było jak wcieranie soli w ranę. 

- Nie wiesz tego – bluznął Stefano. – Nie było was tam. Jest martwy, 

obiecuję wam.  

Gideon zesztywniał. Pomimo agonii, tortury jego stanu, zesztywniał. 

Stefano go okłamał. Kurwa, okłamał go, a on w to uwierzył. Gideon, 
który powinien wyczuć kłamstwo na tysiąc stóp. Tyle sam ich 
wypowiadał przez całe Ŝycie, Ŝe identyfikowanie ich było tak naturalne 
jak oddychanie. 

Amun ryknął i upadł na kolana, obok Gideona. Tama została 

zerwana, wyglądało na to, przez jedno słowo, przez jedno zdanie, potem 
jedna historia za drugą zaczęły wyciekać z wojownika, kaŜda 
wypowiedziana innymi głosami swoich stworzycieli. Mówił o 

background image

Mroczny Szept

 

 

265 | 

S t r o n a

 

 

morderstwach, gwałtach i naduŜyciach wszelkiego rodzaju. Mówił o 
zazdrości, chciwości i niewierności. Kazirodztwie, samobójstwie, 
depresji. 

śadna ze zbrodni nie była jego, ale mogłyby być. NaleŜały do ludzi, 

których napotykał przez lata, Łowców, których wysuszył ze wspomnień 
i były dla niego równie jasne, jakby je przeŜył. 

Mocno zaciskając oczy, Amun pocierał skronie, wijąc się, krzywiąc, 

strumień trucizny nie zwalniał. 

- JuŜ mnie nie kocha, nawet po wszystkim, co dla niego zrobiłam – 

Jego głos był wysoki, kobiecy. Gideon pomyślał, Ŝe usłyszał sapnięcie 
w głośnikach, ale nie był pewny. – Gotowała, czyściłam, spałam z nim, 
nawet, gdy byłam zbyt zmęczona. Ale wszystko, o co o dba to ta jego 
bezcenna wojna. ChociaŜ i tak ma czas pieprzyć tę dziwkę z 
sąsiedztwa, wciąŜ i wciąŜ. Traktuje mnie jak śmiecia! 

- Jak odtwarzasz ten głos? To głos darli. Jak, niech cię cholera? – 

warknął Stefano. Nie było odpowiedzi, tylko więcej sekretów darli. 
Gideon nie miał pojęcia, jak wojownik wszedł w ich posiadanie – 
Uciszcie go. Uciszcie go, w tej chwili! 

Mały chłopiec podskoczył, zdumiony, po czym ruszył na przód. Gdy 

Lucien i Reyes chcieli go złapać ich ręce przeszły przez niego i obaj 
wojownicy krzyknęli w agonii, dźwięk ich bólu zmieszał się Gideona, 
Amuna. Potem obaj męŜczyźni upadli jak fala w oceanie, ich ciała 
trzęsły się, jakby przeŜyli szok Ŝycia. Anya pochyliła się za nimi, gotowa 
ruszyć na przód, gdyby chłopiec próbował dotknąć ich jeszcze raz. 

Nie mogę mu pozwolić tak skrzywdzić Amuna, pomyślał Gideon, 

zmuszając się do wstania. Chwiał się, z zawrotami głowy, bolało tak 
bardzo, Ŝe miał łzy w oczach. Musiał się pochylić i objąć brzuch, Ŝeby 
powstrzymać wymioty. Wolną ręką chwycił sztylet i trzymał go 
ostrzegawczo. Ale naprawdę, jak miał powstrzymać kogoś, kogo nie 
mógł chwycić? 

Anya wyciągnęła jedną rękę ku chłopcu, który teraz pochylił się nad 

Amunem, chcąc sięgnąć ku jego gardłu. I co zrobić? Zatrzymała się tuŜ 
przez kontaktem. 

- Nie dotykaj go – krzyknęła. Małe złote płomienie błyskały na jej 

dłoni, ale były przygaszone, ledwie widoczne. – Mam moc w tej 
rzeczywistości i w kaŜdej innej. Dotknij go, a cię spalę. Zaufaj mi. Nie 
zawaham się. Robiła gorsze rzeczy. 

Psie, brązowe oczy prosiły ją o zrozumienie, o pozwolenie wykonania 

rozkazy. Biedny dzieciak. Jego ręka drŜała i biły z niego potęŜne fale 
Ŝalu. 

background image

Mroczny Szept

 

 

266 | 

S t r o n a

 

 

- Widzę, Ŝe jest w tym pokoju dwóch kłamców – powiedział Stefano. – 

Nie dbam o to, jaką masz moc. Chłopiec jest synem Nekromanty, 
zdolny chodzić pośród śmierci. MoŜe wejść do kaŜdego świata siłą woli i 
nic nie moŜe go dotknąć, gdy jest w innym. 

- Śpię z Nekromantą, idioto. Lucien teŜ moŜe chodzić wśród śmierci – 

Anya uniosła podbródek, niebieskie oczy jednocześnie błyszczały i 
rozdzierały. – Plus, jestem Anarchią i nie mam litości. Twój zwierzak 
podejdzie bliŜej i zobaczysz mnie w akcji. 

Znając ja, Gideon wiedział, Ŝe blefowała. Kobieta operowała czystą 

brawurą. Nie byłaby zdolna skrzywdzić dziecka. W domu, wciąŜ 
głaskała brzuch Ashlyn i gruchała do dziecka. Ciotunia Anya nauczy 
cię kraść wszystko, czego zapragnie twoje małe serduszko
, powtarzała. 

Gideon wyciągnął rękę, chwiejnie, wzrok się zaciemniał, i oplótł palce 

wokół jej nadgarstka.  

- Nie znajdę radości w zajęciu się tym – wyrzęził przez zaciśnięte 

gardło. 

- Ja… ja… Tak – Powoli płomienie zniknęły i Anya skinęła. Była ulga 

w jej oczach. Klękła i chwyciła Luciena za ramiona, odsuwając go od 
chłopca. Amun ciągle paplał, a Stefano ciągle Ŝądał, Ŝeby dzieciak 
jakoś go uciszył. 

Kołysząc się na piętach, StraŜnik Kłamstwa napotkał ponury, 

zdeterminowany wzrok chłopca. 

- Nie sprawie, Ŝe wojownik ucichnie. 
Mimo, Ŝe mówił kłamstwo, chłopak zdawał się rozumieć, co miał na 

myśli i skinął. Walcząc z słabością i bólem, Gideon schylił się i 
przyłoŜył usta do ucha Amuna. I pierwszy raz od stuleci, był w stanie 
zaoferować zapewnienie bez konieczności uciekania się do prawdy. 

- JuŜ w porządku. Będzie dobrze. Wydostaniemy się z tego Ŝywi. Cii, 

cii juŜ. Wszystko będzie dobrze. 

Stopniowo wysyp głosów Amuna zbladł, aŜ w końcu tylko mruczał 

pod nosem. Ciągle ściskał głowę, miał zamknięte oczy, zwinął się w 
kłębek. Kołysał się w przód i w tył. 

Ręka owinęła się wokół pasa Gideona i się obrócił. Szybki ruch 

sprawił, Ŝe Ŝołądek mu się wywrócił, zrobiło mu się czarno przed 
oczyma zanim spostrzegł, kto go dotyka. Anya. Jak długo jeszcze 
utrzyma się w pionie? Jak długo będzie mógł udawać, Ŝe się trzyma? 

Jej truskawkowy zapach wypełnił mu nos, gdy szarpnęła go do 

pozycji pionowej i niemal się przewrócił. 

- Myślałam. Chętnie pójdę z dzieciakiem – powiedziała cicho. śeby 

Lucien nie usłyszał? 

background image

Mroczny Szept

 

 

267 | 

S t r o n a

 

 

- Tak – odparł, mimo, Ŝe potrząsał głową na nie. Znów wywrócił mu 

się Ŝołądek, ciemne plamy pojawiły się przed oczyma. 

Chwyciła jego twarz, przyciągając go jakby chciała go pocałować, 

pocałowała lekko, potem przesunęła usta do jego ucha, mrucząc. 

- Poza tym pokojem, moja siła całkiem wróci. Będę mogła zdjąć 

Stefano. 

Jeśli Lucien się obudzi i zobaczy, Ŝe nie ma Anyi… Nie, Gideon nie 

mógł pozwolić przyjacielowi cierpieć takiego rodzaju agonię. 

Jeśli chodzi o Luciena, Gideon nie potrzebował dalszego poczucia 

winy. Od opętania, Lucien był dla niego bratem, biorąc go pod swoje 
skrzydła, uspokajając Gideona, gdy ten stawał się zbyt dziki. Ale gdy 
przyszedł czas wybrać między nim a Sabinem, wybrał Sabina, bo 
wierzył, całym sercem, Ŝe Łowcy zasłuŜyli na śmierć po tym, co zrobili 
Badenowi, StraŜnikowi Nieufności. A Lucien pragnął spokoju. Gideon 
ciągle w to wierzył, ale teŜ wiedział, Ŝe StraŜnik Śmierci zasłuŜył na cos 
lepszego z jego strony. 

- Czas, Ŝebyś zostawiła swojego męŜczyznę – oświadczył ich oprawca. 

– Nie martw się, po tym, co ci zrobię pozwolę ci wrócić i opowiedzieć 
mu o tym. 

- Chodź – powtórzył po raz kolejny chłopiec. – Zmuszę cię, jeśli będę 

musiał. 

Gideon musiał ją powstrzymać. Ale jak? Jego siła wyciekała, 

zastępowało ją coraz więcej bólu. Wkrótce będzie całkiem niesprawny, 
niezdolny wstać przez godziny, moŜe dni. 

Ale teŜ inni nie mogli znieść więcej. Czy Stefano przyśle posiłki i 

rozdzieli ich siłą? Czy zostawi ich tu, Ŝeby powstrzymać ich siły, jak 
podejrzewała Anya? Nie waŜne, jak sądził. Jest tylko jeden sposób by 
kupić trochę czasu i wymyślić jak uciec. 

- Nie chcę, Ŝebyś wziął mnie zamiast niej. Nie chcę, Ŝebyś mnie 

przesłuchiwał – odezwał się w końcu. – Stefano, powiedz chłopcu, Ŝeby 
wziął Anyę a mnie zostawił. 

Nastąpiła pauza, gdy jego kłamstwo było interpretowane. 
- Nie – sapnęła Anya. Potem, jakby zaprzeczenie nie wystarczyło 

chwyciła Gideona za ranię i posłała go na ziemię. Jedno kopnięcie, 
dwa, prosto w brzuch. Niezdolny się powstrzymać, zwymiotował, wciąŜ 
i wciąŜ, aŜ nic nie zostało. – Widzisz? Nie jest w formie do rozmowy. 
Zabierzesz mnie – powiedziała płaskim głosem. – albo nikogo. 

- Przyprowadź oboje – powiedział Stefano, z radością w głosie, jakby 

to było to, czego chciał. 

background image

Mroczny Szept

 

 

268 | 

S t r o n a

 

 

Po niewielkim wahaniu, chłopiec wszedł w ciało Anyi, znikając z 

widoku. MoŜe ją opętał, bo wyszła z pokoju bez słowa skargi. Jasna 
cholera. 

Gdy chłopak wrócił chwilę później, Gideon powstrzymał go gestem.  
- Nie chcę zrobić tego sam. 
To spowodowało skinięcie, z wyraźną ulgą. 
Gideon wstał i rzucając ostatnie spojrzenie przez ramię, opuścił 

przyjaciół. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

269 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 27

Rozdział 27

Rozdział 27

Rozdział 27    

    

Gwen była zaskoczona widząc siostry w pokoju medialnym… grrr, w 

pokoju rozrywkowym, ale chodzi o to samo, naprawdę… kiedy weszła 
do środka. Była równie zaskoczona, gdy nie wstały z kanapy i nie 
dźgnęły jej. 

Jej wzrok pobiegł do reszty obecnych. Kto ją wesprze, a kto nie? 

Ashlyn, Danika i Cameo siedziały przy oddalonym stole, dwie głowy 
pochylały się nad zwojami, jedna nad laptopem. Śliczna twarz Ashlyn 
była zmartwiona. Danika była blada i wyglądała na chorą. Cameo była 
nachmurzona. 

Williama, Kane’a i Maddoxa nie było i podejrzewała, Ŝe są w mieście, 

szukając pozostałych Łowców. Naprzeciw kobiet, Aeron i Parys grali w 
bilard omawiając strategię, siniaki w większości zbladły. CóŜ, Parysa w 
większości zbladły. CięŜko było to ocenić, jeśli chodzi o Aerona, bo całe 
jego ciało pokrywały tatuaŜe. 

- Mówię ci, widziałem ją – powiedział Parys. 
- Myślenie Ŝyczeniowe albo spowodowane ambrozję halucynacje – 

odparł Aeron. – Gdy spadliśmy, byłeś przytomny. Widziałeś ją znowu? 

- Nie. Pewnie się ukryła. 
Wytatuowany wojownik był bezlitosny. 
- Obchodziłem się z tobą delikatnie do tego punktu, Parys, i wygląda 

na to, Ŝe to nie wychodzi ci na dobre. Musisz się podnieść ze smutku. 
Dziś przesłuchiwaliśmy kilku nowych Łowców. Nic o niej nie wiedzieli. 
Potem wezwałeś Kronosa, zapytałeś czy została odesłana. I co 
powiedział? 

Blednąc, Parys uderzył kijem w bile. 
- Bez ciała, jej dusza zwiędła. Martwa. 
Mała, łuskowata… rzecz owinięta wokół ramiona Aerona, przestała 

gładzić jego głowę i pocałował go w policzek. Wojownik sięgnął w górę i 
delikatnie podrapał kark stworzenia, jakby to było tresowane 
zwierzątko, którego dotykanie było naturalne, mile widziane. Nie 
zająknął się w rozmowie. 

- Czy król bogów cię okłamał? 
- Tak! 
- Dlaczego? Chce naszej pomocy. 

background image

Mroczny Szept

 

 

270 | 

S t r o n a

 

 

- Nie wiem – warknął Parys. 
- Co to jest? – zapytała Gwen, jej wzrok przywierał do stwora 

owijającego się wokół Aerona. 

Sabin, który stał za nią w wejściu, paląc jej odkrytą skórę swoją 

obecnością, kusząc do wybaczenia, zapomnienia i skupienia się na 
przyszłości, przyszłości z nim, uśmiechnął się. 

- To Legion. Jest demonem… i przyjaciółką. Aeron prędzej by zginął 

niŜ pozwolił ją zranić, więc proszę nie próbuj i nie ruszaj jej. 

Ta… rzecz jest dziewczyną? Nie waŜne. Masz parę rzeczy do 

zrobienia. Oczy Gwen się rozszerzyły, gdy skończyła rozglądać się po 
osobach okupujących pokój. Torin opierał się ramieniem o ścianę, tak 
daleko od innych jak tylko mógł. Trzymał podręczny monitor i 
odzianych w rękawiczki dłoniach, jego uwaga skupiała się na małym 
ekranie. 

On ją wesprze, wiedziała to. Jedno, co w nim zauwaŜyła, to, Ŝe 

stawiał przyjaciół ponad własnym dobrem. 

- Będziesz udawać, Ŝe nas tu nie ma? – Kaia wyprostowała ręce nad 

głową, rozciągając się jak kot. 

Tak. Nie. 
- Hej – W końcu napotkała spojrzenie sióstr, zaoferowała im 

półuśmiech i machnięcie dłonią. Spędziła ostatnią godzinę myśląc o 
tym, co im powiedzieć… jeśli będą zainteresowane słuchaniem jej. Nic 
nie wymyśliła nic. Przeprosiny nie podziałają, bo nie Ŝałowała tego, co 
zrobiła. 

Taliyah wstała, ze spojrzeniem pustym jak zwykle. JeŜąc się, Sabin 

stanął przed Gwen. 

- Dobra – odezwała się najstarsza siostra, ignorując go. – Skoro nie 

chcesz nic powiedzieć, o tym, co się stało, ja zacznę – Pauza. – Jestem 
z ciebie dumna. 

- C-Co? – zapytała Gwen łamiącym się głosem. Nie to spodziewała się 

usłyszeć. Zerknęła zza masywnych pleców swojego wojownika, jej 
starsza siostra znów pojawiła się w polu widzenia. Taliyah była z niej 
dumna? Nic nie mogło zaskoczyć jej bardziej. 

- Zrobiłaś co musiałaś zrobić – siostra zamknęła między nimi 

dystans i próbowała zepchnąć Sabina z drogi. – Jesteś Harpią w 
kaŜdym sensie tego słowa. 

Sabin nie drgnął. 
Lód w oczach Taliyah zmroziłby kaŜdego innego. 
- Pozwól mi uścisnąć siostrę. 
- Nie. 

background image

Mroczny Szept

 

 

271 | 

S t r o n a

 

 

Gwen mogła dostrzec sztywność jego ramion, poczuć napięcie 

pleców. 

- Sabin. 
- Nie – powiedział, wiedząc czego chciała. – To moŜe być sztuczka – 

Potem do Taliyah dodał: - Nie skrzywdzisz jej. 

Bianka i Kaia dołączyły do starszej siostry, tworząc półkole wokół 

wojownika. Mogły go zaatakować, ale ku zaskoczeniu Gwen, nie zrobiły 
tego. 

- PowaŜnie, pozwól nam uścisnąć siostrę – odezwała się Kaia twardo. 

To, Ŝe nie groziła mu cielesnymi obraŜeniami… cud. – Proszę – ostatnie 
wypowiedziane niechętnie. 

- Proszę, Sabin – powiedziała Gwen, przykładając dłonie do jego 

łopatek.  

Wziął głęboki, drŜący oddech, jakby w zapachu szukał prawdy. 
- śadnych sztuczek. Ani nie innego – Zszedł z drogi, a one 

natychmiast prześliznęły się obok niego. 

Trzy pary ramiona objęły Gwen. 
- Jak mówiłam, jestem niewiarygodnie z ciebie dumna. 
- Nigdy nie widziałam kogoś tak ostrego. 
- Zszokowałaś mnie. Totalnie skopałaś mi dupę! 
Gwen zamarła, zdumiona do głębi duszy. 
- Nie jesteście złe? 
- Do diabła, nie – odparła Kaia i cofnęła się. – CóŜ, moŜe na początku 

byłyśmy. Ale dziś rano, kiedy spiskowałyśmy jak cię porwać i zemścić 
się na Sabinie, widziałyśmy jak z niego pijesz. To sprawiło, Ŝe 
zrozumiałyśmy, Ŝe teraz on jest twoją rodziną i cofnęłyśmy się. Nie 
grozisz rodzinie Harpii, nigdy, a my to wiemy. 

Okej. Wow. Spojrzenie Gwen skoczyło ku Sabinowi, który patrzył na 

nią z ogniem w oczach. Chciał być z nią, powiedział. Poddałby się w 
swojej wojnie dla niej. Chciał z niej uczynić pierwszy priorytet w swoim 
Ŝyciu. Ufał, Ŝe go nie zdradzi. Kochał ją. 

Chciała mu uwierzyć, tak strasznie chciała mu wierzyć, ale nie 

mogła się do tego zmusić. Nie tylko dlatego, Ŝe ją zamknął, ale dlatego, 
Ŝe gdy leŜała w łóŜku, zdrowiejąc, zrozumiała, Ŝe teraz była bronią, 
bronią, którą zawsze chciał Ŝeby była. Udowodniła swoją wartość w 
bitwie. Nie musiałby jej juŜ zostawiać z tyłu, nie musiał się o nią 
martwić. Jak lepiej wziąć od niej to, czego chciał niŜ uwieść jej ciało i 
duszę? 

Czy naprawdę ją kochał? To chciała wiedzieć. 

background image

Mroczny Szept

 

 

272 | 

S t r o n a

 

 

Powiedział, Ŝe nie dbałby o to nawet, gdyby złapał ją obejmującą 

ojca. MoŜe była to prawda. Ale, jeśli teraz ja kochał, czy kiedyś odrzuci 
ją przez to, kim i czym była? Czy jego nienawiść do Łowców i ich 
przywódcy przeniosą się na nią? Czy jego przyjaciele odwrócą się od 
niego za wprowadzenie wroga do domu? Czy kaŜde jej słowa i 
zachowanie będą podejrzane? 

 Te wątpliwości nie były spowodowane przez jego demona. Były jej. 

Wszystkie jej. I nie wiedziała jak się ich pozbyć, nawet, jeśli desperacko 
chciała być z Sabinem. 

Kiedy widziała go w mieście, zakrwawionego i zabójczego, jej serce 

naprawdę się zatrzymało… absolutny dowód jej przynaleŜności do 
niego. Co za dziki widok przedstawiał. KaŜda kobieta byłaby dumna 
mając tak silnego, kompetentnego męŜczyznę u boku. Chciała być tą 
kobietą. Wtedy i zawsze. Ale brakowało jej pewności by chwycić swoje 
marzenie. Co było zabawne, gdy o tym pomyśleć. Fizycznie, nigdy nie 
była silniejsza. 

- Znienawidzę opuszczenie cię – powiedziała Bianka, puszczając ją i 

cofając się o krok. 

- CóŜ… - Teraz najtrudniejsza część. – Więc czemu próbować? 

Potrzebuję, Ŝebyście tu zostały, w fortecy i pomogły Torinowi strzec 
ludzi. 

- A ty gdzie się wybierasz? – Taliyah teŜ ją puściła, blade oczy 

studiowały twarz Gwen. Przynajmniej nie odmówiły jej prośbie. 

SkrzyŜowała ramiona, wypełniła ją determinacja.  
- Właśnie dlatego zwołałam to spotkanie. Czy mogę wszystkich 

prosić o uwagę? – Zaklaskała, czekając aŜ wszyscy w pokoju na nią 
spojrzą. – Sabin i ja jedziemy do Chicago znaleźć jego zaginionych 
przyjaciół. Ciągle milczą i sądzimy, Ŝe coś jej nie tak. 

Na to Sabin zamrugał. To była jego jedyna reakcja. Wiedziała, Ŝe 

czekał na informację od Torina, ale pomyślała, Ŝe lepiej być wtedy w 
drodze niŜ tkwić w miejscu. 

- Tak się cieszę, Ŝe jedziecie – powiedziała Ashlyn. – Nie wiem czy 

ktoś ci powiedział, ale Aeron, Cameo i, tak, twoja siostra, Kaia, zabrali 
mnie do miasta dziś rano. Słyszałam parę rzeczy. 

Ooo. Będą kłopoty w fortecy. 
- Nie powinnaś iść do miasta. Twój męŜczyzna oszaleje jak się dowie 

– Widziała Maddoxa z cięŜarną kobietą tylko parę razy, ale raz 
wystarczył, Ŝeby jej pokazać jak gwałtowna jest jego potrzeba 
chronienia. 

Ashlyn machnęła ręką. 

background image

Mroczny Szept

 

 

273 | 

S t r o n a

 

 

- Wie o tym. Nie mógł sam ze mną pójść, bo nie słyszę rozmów, gdy 

jest przy mnie, więc kompromisem było zabranie straŜy. Wiedział, Ŝe i 
tak wymknęłabym się później. W kaŜdym razie, niektórzy z Łowców teŜ 
są w drodze do Chicago. Boją się ciebie, niepewni co moŜesz im zrobić. 

Łowcy się jej bali. Bali się jej, gdy była w piramidzie, ale wtedy nie 

naprawdę nie mogła im zrobić. JuŜ nie będzie tak bezradna. Ta myśl 
sprawiła, Ŝe się uśmiechnęła. Sabin teŜ praktycznie błyszczał z dumy. 

Jej Ŝołądek zwinął się na ten widok, oddech rozpalił płuca. Kiedy tak 

na nią patrzył, niemal mogła uwierzyć, Ŝe naprawdę ją kochał i 
zrobiłby dla niej wszystko.  

- Co z więźniami? 
- Ciągle zamknięci – Obracając się do niej, Parys oparł kij o podłogę i 

oparł się na nim. Był bledszy niŜ zwykle, linii stresu otaczały oczy. – 
Aeron i ja, tak wielozadaniowi jak jesteśmy, przejęliśmy… opiekę nad 
nimi. 

- Ja pomagam – dodała Legion, kobiecy demon. 
Opieka. Vel tortury. Czy Sabin ich przesłuchiwał? Wiedziała, Ŝe lubił 

to robić, ale prawie jej nie opuszczał od bitwy. 

- Dzieci… 
- Jak wspomniałem wcześniej, juŜ zostały odseparowane i 

umieszczone w miłych kwaterach. Są przestraszone i nie uŜywają 
zdolności, jakiekolwiek mają. Jeszcze. Więc nie jesteśmy pewni, z czym 
mamy do czynienia. Ale wydobędziemy to z dorosłych, bez obaw. – 
odezwał się Sabin. 

Parys skinął z ponurą determinacją. 
- Zrobię to, gdy wrócimy. Jadę z wami. 
Sabin i Aeron podzielili cięŜkie spojrzenia. 
- Zostajesz tutaj – poprawił StraŜnik Zwątpienia. – Wszyscy 

zostajecie. Potrzebujemy tu tylu wojowników ilu moŜemy mieć. Nie 
wiemy ilu Łowców zostało. 

- Co więcej, Torin widział Galena w mieście – dodała Cameo. – Nie 

widzieliśmy go jeszcze, co znaczy, Ŝe moŜe się ukrywać, planując znów 
uderzyć.  

Sabin podszedł do Gwen i otoczył jej pas silną ręką. Nie 

zaprotestowała. Choć jej umysł nie był go pewien, jej ciało wiedziało, Ŝe 
do niego naleŜy. Napłynął do niej jego cytrynowy zapach, narkotyk, do 
którego zaczęła się przyzwyczajać. 

- Ale ty, Parys… twój nowy nawyk naraŜania innych na 

niebezpieczeństwo. Zostaniesz to i doprowadzisz się do porządku.  

Wojownik otworzył usta, Ŝeby zaprotestować. 

background image

Mroczny Szept

 

 

274 | 

S t r o n a

 

 

- Torin zajmie się organizowaniem podróŜy – kontynuował Sabin, 

uciszając go. W górę i dół, pieścił jej ramię, moŜe nawet tego 
nieświadomy. 

- Musicie lecieć zwykłymi liniami – odparł Torin. – Chłopcy wzięli ze 

sobą do Stanów odrzutowiec, który zwykle czarterujemy. 

- Co jeśli zauwaŜą nas Łowcy? I jak przeniesiemy broń przez ochronę 

lotniska? Jeśli złapią nas z pojedynczym ostrzem, będą zadawać 
pytania – strata czasu – i aresztują. 

- Mam swoje sposoby – Sabin pocałował ja w skroń. – Zaufaj mi. 

Robiłem to przez długi czas. Nie zauwaŜą nas. 

- Przywieźcie Reyesa i innych bezpiecznie do domu – Danika splotła 

palce, jakby się modliła. – Proszę. 

- Proszę – powtórzyła Ashlyn. 
- I nie zapomnijcie o Anyi – dodała Kaia. – Nie wiadomo, w jakie 

kłopoty się wpakowała. 

- Zrobię co w mojej mocy – powiedziała im Gwen i miała to na myśli. 

Ale czy wszystko, co w jej mocy wystarczy? 

 
 

*    *    * 

- Powiedz mi, co bogini robi z demonem? 
Anya spojrzała na zaprzysięgłego wroga swojego kochanka: Galena, 

StraŜnika Nadziei. Okupywał jedną stronę jej nowego więzienia, ona 
drugą. Jego długie, białe skrzydła były schowane za plecami, ich 
wierzchołki wyginały się nad ramionami. Jego oczy były niebieskie jak 
niebo i im dłuŜej w nie patrzyła, tym bardziej mogłaby przysiąc, Ŝe 
widziała puszyste białe chmury. Te oczy miały być niczym kołysanka, 
relaksować. 

Ją tylko wkurwiały. 
Chłopiec-duch odeskortował ją – cholerny dzieciak przejął kontrolę 

nad jej ciałem, jakby było jego – do tej małej, piekielnej dziury i 
zostawił. Gdzie czekała. I czekała. Sama, rozwścieczona. Teraz 
wiedziała, Ŝe Łowcy zostawili ją dla swojego przywódcy – który był w 
Budapeszcie, póki nie powiedziano mu o małym prezencie tutaj. 

W międzyczasie, krzyki Gideona odbijały się w korytarzach, a z 

krzykami, radosny śmiech jego oprawców. Biedny Kłamstwo. Czuła się 
trochę winna przez to, Ŝe go wcześniej kopnęła. Wydał jakieś 
tajemnice? 

- Nie odpowiesz, piękna? 

background image

Mroczny Szept

 

 

275 | 

S t r o n a

 

 

- Bawię się, ot co – Popełnili błąd pozostawiając ją nieskrępowaną. 

ChociaŜ Chłopiec-duch towarzyszył Galenowi, oczywiście. 
Najwidoczniej był ich ubezpieczeniem. CóŜ, niedługo nauczą się, Ŝe 
wybrali złe ubezpieczenie. Bez tego dziwnego metalu w celi, jej siła 
wracała. Niedługo będzie Ŝyjącym koszmarem. I będą cierpieć. 

Czy Lucien zdrowiał jak ona? Anya nienawidziła być z dala od niego. 
Powoli usta Galena wygięły się w rozbawieniu. 
- Jesteś ostra. Lubię to. Lucien to szczęściarz. Nawet więcej. Taki 

brzydki męŜczyzna zdobywający serce kogoś takiego jak ty, to niemal 
cud. 

Nawet jego głos miał uspokajać. Właściwie, wszystko w nim 

wydawało się stworzone do dawania nadziei, jak światło w pokoju 
pełnym ciemności i strachu. To, czego nie wiedział to, Ŝe Anya 
preferowała ciemność. Zawsze. 

- Nie jest brzydki – powiedziała, przechodząc od jednej czarnej ściany 

do drugiej. Podejrzewała, Ŝe im więcej będzie w ruchu, tym mnie będą 
podejrzane jej działania. – Jest honorowy, kochający i cudownie ostry. 

- Ale jest demonem – drwina. 
Zatrzymała się i uniosła brew. 
- CóŜ, tak. Tak jak ty, do diabła. 
- Nie – Cierpliwie, Galen potrząsnął głową. – Jestem aniołem, 

zesłanym z niebios by oczyścić ziemię ze zła. 

- Ha! – Wróciła do ruchu. – Dobre. Uwierzyłeś we własną ściemę, co? 
- Nie będę się wykłócał o własne pochodzenie z dziwką demona – JuŜ 

nie brzmiał na rozbawionego i tolerancyjnego. – Teraz, powiedz mi co 
Lordowie wiedzą o dwóch ciągle zaginionych artefaktach. 

- Kro powiedział, Ŝe są zaginione? – draŜniła się. 
Chwila ciszy. 
- Prawda. Ja mam jeden. 
Skurwiel. Naprawdę? 
- Gdyby mieli cztery ni byliby tu, na mojej łasce. Szukaliby puszki. 

Albo juŜ by znaleźli. 

Przewróciła oczyma, mimo Ŝe w środku się trzęsła. 
- Jesteś pewien, Ŝe wiesz co to łaska, aniele
Uniósł ramiona w westchnieniu. 
- śyjesz, prawda? 
- Taa, ale jestem pewna, Ŝe tylko dlatego, Ŝe chcesz mnie jakoś 

wykorzystać. 

background image

Mroczny Szept

 

 

276 | 

S t r o n a

 

 

SkrzyŜował ramiona na masywnej piersi, naciągając tkaninę białej 

koszuli. Jego spodnie teŜ były białe. Do bani, jeśli zapytać Anyę. 
ChociaŜ wątpiła, Ŝeby przyjął od niej rady odnośnie mody. 

- Zaczynam być tobą zmęczony, bogini. MoŜe powinienem 

przyprowadzić Śmierć. 

śe niby bardziej bawiłoby go torturowanie Luciena? 
- Słuchaj, pogadam z tobą, powiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć. 

Jeśli pozbędziesz się dzieciaka. Irytuje mnie – Nie chciała skrzywdzić 
kogoś tak młodego. 

- Przykro mi, jeśli odniosłaś wraŜenie, Ŝe jestem głupi – jego usta 

wygięły się w półuśmiechu. – On zostaje. 

Czas na plan B. Rozproszenie, potem furia. Jeśli naskoczy nie niego, 

on naskoczy na nią. Chłopak nie będzie interweniował. 

- Czemu tak bardzo nienawidzisz Lordów? Co ci zrobili? 
- Lepszym pytaniem byłoby: czemu miałbym ich nie nienawidzić? 

Chcą mnie zniszczyć. Więc ja ziszczę ich pierwszy – Rozpostarł 
ramiona, gest „to takie proste”. – Przez te wszystkie lata, byliśmy zdolni 
tylko ich ranić, za bardzo bojąc się uwolnić ich demony. Gdyby tak się 
stało, bogowie znów by mnie przeklęli. JuŜ zostałem ostrzeŜony – 
Uśmiechnął się słabo. – Ale jesteśmy blisko, tak blisko zmienienia tego. 
Lada dzień będę wiedział czy demon Nieufności moŜe zostać związany z 
moją kobietą. Jeśli tak… Będę prowadził najpotęŜniejszą armię, jaką 
widział ten świat. 

- Twój sługa bez kręgosłupa zdaje się myśleć, Ŝe uŜyjesz słabszych i 

zamkniesz ich dla dobra tego świata. 

Wzruszył ramionami. 
- Skąd on wziął ten pomysł? 
Okej, czas pomyśleć. Powiedział, Ŝe zostanie jakoś przeklęty, jeśli 

zabije Lordów i uwolni ich demony. Ale nie, oczywiście, jeśli jakoś 
przeniesie demony. Zabierając je Lordom, zniszczy nieśmiertelnych. 
Zniszczy – zabije – Luciena. 

Zmroziło jej krew. 
- Jak znalazłeś Nieufność? Jak go złapałeś, oszalałego demona? - 

Stefano twierdził, ze juŜ z sukcesem związali demona z innym ciałem. 
Najwyraźniej kłamał. Znów. Ale fakt, Ŝe próbowali to zrobić był 
przeraŜający. 

- W przeciwieństwie do Amuna, ja nie wyjawiam swoich sekretów – 

odparł Galen. 

- CóŜ, póki tego nie zrobisz, obawiam się, Ŝe ci nie uwierzę. 
Znów posłał jej półuśmiech. 

background image

Mroczny Szept

 

 

277 | 

S t r o n a

 

 

- Rani mnie to, naprawdę. 
Bogowie, nienawidzę go! Podrapała się w podbródek, jakby była 

głęboko zamyślona. Rozproszyła go, to teraz go wkurwi. 

- Zobaczmy, zobaczmy. Gdybym była tchórzliwym, zazdrosnym 

demonem udającym anioła i chciała znaleźć i kontrolować złego ducha, 
zrobiłabym… co? Na pewno inni zajęliby się brudną robotą. MoŜe 
nawet uŜyłabym dzieci – powiedziała, rzucając spojrzenie Chłopcu-
Duchu.  Jej oczy się rozszerzyły, gdy jego zmruŜyły. Chciała go 
rozwścieczyć draŜnieniem, ale zrobiła nawet więcej niŜ to, zrozumiałą. 

Znalazła odpowiedź. Jakoś, w jakiś spodów jedno – albo więcej – z 

tych dzieci-Mieszańców były zdolne znaleźć ducha z innego świata. 
MoŜe nawet ten Chłopiec-Duch. 

- Zabierzemy je od ciebie – powiedziała, napotykając znów wzrok 

Galena. – Powstrzymamy przed ponownym ich wykorzystaniem. 
Wygramy kaŜdą kolejną bitwę z tobą. Nie będzie inaczej. To znaczy, 
mamy nawet Harpie teraz po naszej stronie. Słyszałeś, co mogą zrobić 
Harpie? 

- Zamknij się – warknął na nią „anioł”. 
Miała go. Wspaniale. Emocjonalny facet popełni błędy. 
- A wiesz co jest gorsze od Harpii? Kronos, nowy król bogów. Chce 

twojej śmierci. Wiedziałeś to? 

Galen się wyprostował. 
- Kłamiesz. 
- Naprawdę? Wszystkowiedzące Oko – Oko, które straciłeś na naszą 

korzyść – miało wizję. W niej, widziała jak próbujesz zamordować 
Kronosa. I teraz ruszył za tobą. Nie wiem, czemu jeszcze sam cię nie 
zabił. Jestem pewna, Ŝe ma powody. Ale uwierz, byłam jego celem. Nie 
zostawi cię w spokoju, dopóki nie dostanie, czego będzie chciał. 

- Nigdy nie zranię Tytana – jego szczęka twardniała przy kaŜdym 

słowie. 

- Doprawdy? Zdradziłeś najbliŜszych przyjaciół. 
- Nie byli moimi przyjaciółmi – krzyknął, uderzając pięścią w ścianę. 
W ten sposób, chłopie.  
- Szkoda, ze nie zrozumieli tego wcześniej. Ale niewaŜne. I tak cię 

pokonają. Tak jak pokonali cię za kaŜdym razem, gdy ich wyzywałeś. 
To w końcu nauka. Jesteś słabszy. 

Biła z niego furia, buzowała pod skórą. 
- Twój bezcenny Lucien nie był wystarczająco silny Ŝeby nas 

prowadzić, elitarną armię Zeusa. Nie powinien dowodzić. 

background image

Mroczny Szept

 

 

278 | 

S t r o n a

 

 

- Więc zamiast wyzwać go, jak honorowy Ŝołnierz, przekonałeś go do 

otwarcia puszki Pandory, potem powiedziałeś bogom o jego decyzji, 
Ŝeby ich zdradzić? Stworzyłeś własną armię i próbowałeś go 
powstrzymać. Nie, to wcale nie jest tchórzliwe. 

Zrobił dwa kroki do przodu zanim się powstrzymał i stanął. Zacisnął 

pięści. 

- Zrobiłem co musiałem. Dobry Ŝołnierz wygrywa w kaŜdy konieczny 

sposób. Zapytaj swojego przyjaciela, Sabina. 

Naciskaj mocniej. Niemal go masz. 
- Ach, ale jak powiedziałam, nie wygrałeś, prawda? Nawet, gdy 

wiedziałeś, co Lucien i inni chcą zrobić, nie byłeś zdolny ich 
powstrzymać i to dowodzi, Ŝe jesteś słaby. Ty przegrałeś. Ty zostałeś 
stworzony słaby. Ty zostałeś przeklęty noszeniem w sobie demona jak 
inni. Ty, ty, ty – Roześmiała się. – Jakie upokarzające. 

- Wystarczy! 
- Chcesz mnie uderzyć? – Znów zaśmiała się okrutnie. – Czy mały, 

słodki anioł chce uciąć Anyi język? Co o tym pomyślą twoi podwładni, 
hmm? Ale jestem pewna, Ŝe widzieli juŜ jak robisz gorsze rzeczy. Albo 
moŜe zawsze kaŜesz Stefano to robić, Ŝebyś wydawał się litościwy? 

Przez długą chwilę patrzył na nią, cicho, nie zbliŜając się – ja miała 

nadzieje, ze zrobi. Potem, ku jej zaskoczeniu, się uśmiechnął. 

- Stefano tu nie ma, a ja nie czuję się litościwy – Z tymi słowami, 

wyciągnął małą kuszę z pomiędzy skrzydeł. Zanim miała czas się 
schylić, wystrzelił dwie strzały, przykuwając ją za ramiona do czarnej 
ściany. 

Ból w niej eksplodował, wzrok się zamglił. Krew kaskadą spływała w 

dół ramion, tak gorąca, Ŝe parzyła. Pot pojawił się nad brwiami i górną 
wargą, ale jej nie ochłodził. 

Chłopiec, jak zauwaŜyła z dystansu, zbladł. Jego dolna warga drŜała. 
- Myślę, Ŝe czas, Ŝeby Lucien dołączył do tego małego przyjęcia – 

powiedział Galen. – Będzie oglądał wszystko, co ci zrobię. Rozbiorę cię, 
wezmę, zranię. Zobaczmy czy jest wystarczająco silny, Ŝeby cię 
uratować, co? 

- Dotknij go – wycedziła, przez zaciśnięte zęby. – A zjem twoje serce 

tuŜ przed tobą. 

Roześmiał się i och, nienawidziła tego dźwięku. Ale śmiech szybko 

ucichł, gdy Budzynkiem wstrząsnął wybuch. 

- Wygląda na to, Ŝe przybyła kawaleria – odparła Anya, uśmiechając 

się mimo pulsujących ramion. – Wiedziałam, Ŝe inni po nas przyjdą. 
Wspominałam Harpię, prawda? 

background image

Mroczny Szept

 

 

279 | 

S t r o n a

 

 

Spojrzał na nią, w jego oczach pojawiła się panika, po czym 

skierował wzrok na drzwi. 

Kolejny wybuch, budynek znów się zatrząsł. 
- To nie koniec. Jeśli wywalczy drogę tu, dobra – powiedział chłopcy, 

przekraczając próg. – Ale nie pozwól jej wyjść z tego pokoju. 

 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

280 | 

S t r o n a

 

 

Rozdział 28

Rozdział 28

Rozdział 28

Rozdział 28    

    

Mimo, Ŝe Sabin i Gwen nie zostali spostrzeŜeni przez Łowców, ani 

zaczepiani przez ochronę – Zwątpienie tego dopilnował, kaŜąc kaŜdemu 
wątpić w to co widzi – lot do Stanów był cięŜki, w kaŜdego tym słowa 
znaczeniu. Gwen przytulała się do Sabina, godzina po godzinie, a nie 
mógł jej dotknąć tak jak pragnął. I nie zrobił tego, nie przy świadkach i 
dopóki mu nie zaufa. Wygranie jej serce i zaufania było najwaŜniejszą 
bitwą w jego Ŝyciu i przynajmniej raz zdecydował się nie śpieszyć. 

Będę ją miał. 
Gdy wysiedli z samolotu, Sabinowi, który przywykł do bycia pośród 

ludzi, gapiących się na niego i jego muskularną siłę, nie podobał się 
sposób w jaki męŜczyźni patrzyli na jego kobietę. Ich poŜądanie było 
oczywiste. 

Doprowadzało go to do szału. I dlatego pozwolił Zwątpieniu wkraść 

się do ludzkich umysłów i napełnić je niepewnością co do ich wyglądu, 
zdolności w łóŜku – i dlatego kusiło go, Ŝeby wybuchnąć w najlepszym 
stylu Maddoxa. Zdołał się opanować, utrzymując spojrzenie na 
nagrodzie: bezpiecznym powrocie przyjaciół. Ale tylko dzięki temu, Ŝe 
Gwen nie zauwaŜyła poruszenia jakie wywoływała. 

Natychmiast pojechali do domu, który zajmowali wojownicy, domu 

mile od wszystkiego. obserwowali go trochę, zauwaŜając dwie rzeczy: 
po pierwsze, wojowników tu nie było. Po drugie, Łowców teŜ, bo 
pozostawione małe prezenty były nienaruszone. Brak Łowców był 
przykry, jeśli zapytać Sabina. był gotowy do działania. 

Razem z Gwen obładowali się bronią, oboje załoŜyli czapki z 

daszkiem, by ukryć włosy i osłonić twarze, i i pojechali w jedyne 
miejsce w jakim wiedział, Ŝe przyjaciele byli. Teraz szli wzdłuŜ ulicy 
przez linią budynków i wiedział, Ŝe jest blisko placówki treningowej, 
ale… nie mógł jej znaleźć. KaŜdy budynek mieszał się z następnym. I za 
kaŜdym razem jak je liczył, tracił rachubę. 

Gwen zatrzymała się i potarła kark, patrząc w niebo. 
- To beznadziejne. Jesteśmy we właściwym miejscu. Dlaczego nie 

moŜemy tego znaleźć? 

Westchnął. MoŜe to pora sięgnąć po grubszy arsenał. Jeśli król 

bogów odpowie tym razem. 

background image

Mroczny Szept

 

 

281 | 

S t r o n a

 

 

- Kronos – wymamrotał. – Mała pomoc byłaby miła. Chcesz, Ŝeby 

nam się udało, prawda? 

Minęła chwila, potem następna. Nic się nie stało. 
JuŜ miał się poddać, kiedy Gwen sapnęła. 
- Spójrz. 
Sabin podąŜył za jej wzrokiem i doświadczył uderzenia szoku. Tam, 

na dachu budynku po ich prawej, budynku, którego jakoś do tej pory 
nie zauwaŜał, stał król bogów. Budynek wydawał się trząść pod nim. 
Jego biała szata wirowała wokół kostek. Po byciu tak długo 
ignorowanym, Sabin dostał pomoc? I to tak łatwo? 

- Teraz jesteś mi dłuŜny, Zwątpienie, a ja zawsze odbieram długi – 

sekundę później Kronos zniknął. 

Jeśli Sabin dziś zwycięŜy, będzie to korzystne dla Kronosa. Bóg 

powinien być szczęśliwy wspomagając sprawę, a nie Ŝądać w zamian 
przysług. 

- Kto to był? – zapytała Gwen. – Jak on to zrobił? I myślisz, Ŝe mój… 

Galen tam jest? 

Wyjaśnił obecność Kronosa. 
- Galen… nie wiem. Co, jeśli tak? Ciągle chcesz to zrobić? 
- Tak – nie wahała się tym razem. 
Czy prosił o zbyt wiele? Sabin nie miał rodziców. Grecy stworzyli go 

w pełni ukształtowanego. A poniewaŜ nie było nawet śladu miłości 
między nim a poprzednimi bogami, nie mógł sobie wyobrazić co czuje 
Gwen. 

- Wszystko w porządku – dodała, jakby czytała mu w myślach. – Po 

wszystkim co zrobił, musi zostać zdjęty. 

Na końcu jej głos zadrŜał. Sabin zdecydował, Ŝe zainterweniuję jeśli 

Galen przyłączy się do zabawy – co było wątpliwe skoro skurwiel 
zawsze ciał i uciekał, zostawiając podwładnych by zajęli się brudną 
robotą. Nadzieja stawiał się przed innymi. Ale Sabin nie chciał, Ŝeby 
Gwen Ŝałowała czegokolwiek. Nie chciał, Ŝeby potem wyrzucała sobie 
swoje działanie – albo jego, pomyślał ze ściskającym się Ŝołądkiem. 
Znów się zastanowił, nim zdołał się powstrzymać: czy znienawidzi go 
jeśli pokona i uwięzi jej ojca? 

Teraz dla StraŜnika zwątpienia liczyły się tylko dwie rzeczy: Gwen i 

bezpieczeństwo jego przyjaciół. W tej kolejności. Ona jest pierwsza, 
teraz i zawsze. Nic tego nie zmieni. 

- Zróbmy to – powiedziała miękko i ruszyła na przód. 

background image

Mroczny Szept

 

 

282 | 

S t r o n a

 

 

- Zanim tam wejdziemy – odezwał się, podąŜając za nią. – Chcę ci 

znów powiedzieć, Ŝe cie kocham. Kocham cię tak bardzo, Ŝe to boli. Po 
prostu…  Chcę, Ŝebyś wiedziała, jeśli coś miałoby się stać. 

- Nic się nie stanie – Potknęła się, zatrzymując. – Ale ja teŜ cię 

kocham. Nie będę temu więcej zaprzeczać. ChociaŜ ciągle nie jestem 
ciebie pewna, ja.. nie wiem. Zwątpienie jest teraz moim zwierzaczkiem i 
podoba mi się to. Naprawdę. po prostu… 

- W porządku – Kochała go. Dzięki bogom, kochała go. Zawrócił ją i 

objął, nienawidząc jej słów, niemniej rozumiejąc. Powinien jej ufać. Od 
początku, powinien stawiać ją przed wszystkim. – Zajmiemy się tym 
później. Obiecuję. Nie chcę, Ŝebyś teraz się czymkolwiek martwiła. 
Rozproszenie moŜe cię… 

- Zabić – skończyła za niego, uśmiechając się. – UwaŜałam na twoich 

lekcjach – Na próbę owinęła ramiona wokół jego pasa, opierając głowę 
w zagięciu jego szyi. Jej włosy były miękkie przy jego skórze. – Bądź 
tam ostroŜny. 

Bogowie, uwielbiał tę kobietę. Jej siłę, odwagę, inteligencję.  
- Ty teŜ. Cokolwiek zrobisz, ratuj siebie. Rozumiesz? – powiedział 

surowo. – Będę bez ciebie stracony. 

- Będę uwaŜać – Posłała mu pół-rozbawiony, pół-napięty uśmiech. – 

W końcu to kodeks Harpii. 

Pocałował szczyt jej głowy. Spojrzała na niego w górę, jej usta były 

tak podpuchnięte i czerwone, Ŝe nie mógł się oprzeć. Nakrył je swoimi, 
zaborczo wpychając język między jej wargi. Uniosła ręce, wplotła palce 
w jego włosy i jęknęła. 

Połknął dźwięk, delektując się nim, pozwalając mu go napełnić. Tu 

było jego Ŝycie, w jego ramionach, wszystko czego potrzebował. Ale 
zmusił się, Ŝeby się cofnąć.  

- Chodź. Chcę mieć to za sobą, Ŝebyśmy mogli porozmawiać. Idź 

przez frontowe drzwi, ja pójdę tylnymi. Spotkamy się w środku. 

Znów szybko całując jej usta, ruszył na przód. Słońce płonęło jasno, 

prosto na niego. Pochylał twarz, mając nadzieję, Ŝe nie zostanie 
rozpoznany w kamerach, monitorujących teren. 

MoŜesz to zrobić? 
Tak. 
Co jeśli zawiedziesz? 
Nie zawiodę. 
Co jeśli Gwen zostanie ranna? 
Nie zostanie.
 Upewni się co do tego. 

background image

Mroczny Szept

 

 

283 | 

S t r o n a

 

 

- Przyśpiesz ślamazaro – Delikatny wiatr musnął jego twarz, gdy 

Gwen przeszła w hiper-prędkość i minęła go, jej skrzydła dawały 
szybkość, której nigdy nie mógłby dorównać. To nie powstrzymało go 
przed próbowaniem. Nie chciał, Ŝeby była w tym budynku sama. 
Przyśpieszył i pobiegł na tył. Znalazł tam ogrodzenie z kolcami, 
sięgającymi nieba i elektrycznymi przewodami, które krąŜyły między 
listwami. 

Zwykle zająłby się rozłączaniem tych przewodów. Dziś, nie stać go 

było na ten luksus. Po prostu skoczył. Szok, który wywołał prąd 
zabiłby człowieka. Było to bolesne, dwa razy zatrzymało jego serce, 
wycisnęło z niego oddech, ale nie spowolniło. Wspinał się aŜ spadł po 
drugiej stronie. Buty uderzyły w beton, wstrząsając nim i rzucił się do 
biegu, juŜ sięgając po pistolety. 

ZbliŜenie się do pierwszej ofiary nie zajęło długo. Trzej Łowcy siedzieli 

wokół stołu, w cieniu parasola. Nie czuli jak budynek się zatrząsł? Ich 
pech. W końcu. Impreza moŜe się zacząć. 

- …zlał się w spodnie – jeden się roześmiał. 
- Powinieneś widzieć jego twarz, kiedy wsunąłem mi kolce pod 

paznokcie. I kiedy uciąłem mu dłonie… - Więcej śmiechu. – Miałem 
nadzieję, Ŝe nadal będzie milczał. Nigdy w Ŝyciu się lepiej nie bawiłem. 

 - Demony. Zasługują na to i więcej. 
Serce Sabina stanęło, nawet, gdy jego demon się wmieszał. 
Chcę się bawić, powiedział Zwątpienie radośnie. 
Więc miłej zabawy. 
Nie potrzebując lepszej zachęty, demon wśliznął się do umysłów tych 

trzech. 

Inni Lordowie będą wściekli. Przyjdą po was, sprawią Ŝe zapłacicie. 

Wszystko co zrobiliście ich braciom zostanie zrobione wam – mnoŜąc 
przez tysiąc, jestem pewien. 

Jeden z męŜczyzn zadrŜał. 
- Wiem, Ŝe inne demony przyjdą po swoich przyjaciół, gdy wyleczą się 

po ostatniej bitwie. MoŜe powinniśmy, nie wiem, spakować się 
niedługo. 

- Nie jestem tchórzem. Zostaję tu i zrobię wszystko co konieczne, 

Ŝeby wydobyć informacje z innych więźniów. 

Wypatroszą was jak ryby, załoŜę się. 
Teraz drugi zadrŜał. 
- Uch, chłopcy. Dajcie spokój. Mój beeper wibruje. Alarm się włączył. 

Albo ktoś próbuje uciec albo jesteśmy atakowani. 

background image

Mroczny Szept

 

 

284 | 

S t r o n a

 

 

 Skoczyli na nogi. śaden z nich jeszcze nie zauwaŜył Sabina. 

załoŜony tłumik… jest. Załadowany magazynek… jest. Kiedy indziej, 
przyciągnął by ich uwagę, draŜnił się nadchodzącą śmiercią i radował 
tym jak bledną. Teraz, po prostu strzelił kaŜdemu w tył głowy. Osunęli 
się na krzesła, czoła uderzyły w blat. 

Ruszył, skręcając za róg. Grupa dzieci rozpryskiwała wodę wokół 

basenu. Jeden chłopiec wyciągał rękę, woda wznosiła się razem z nią. 

- Rzuć to na mnie – błagała mała dziewczynka. – Zobaczę czy mogę 

osłonić się zaklęciem osłaniającym. 

Ze śmiechem, chłopiec rzucił wodę na dziewczynę. Ani jedna kropla 

jej nie dotknęła. 

Sabin przypuszczał, Ŝe tu będą, ale ciągle był zaszokowany widząc 

ich. Pomimo niezwykłych zdolności, były tylko dziećmi. Jak Łowcy 
mogli je tak wykorzystywać? Posyłać je w takie niebezpieczeństwo? 

Zamienił jeden z półautomatów na pistolet usypiający. Nie chciał 

tego robić, ale tak było najlepsze – i najbezpieczniejsze – rozwiązanie 
dla wszystkich zainteresowanych. Co robiła Gwen? Była w środku? 
Ranna? Bez zatrzymywania się, zaczął strzelać do dzieci strzałkami. 
Jedno po drugim, popadły w nieświadomość. Szybko wyniósł je z wody 
i połoŜył w cieniu, nie wypuszczając broni. 

W końcu był gotowy wejść do domu. śeby pomóc Gwen. 
- Obrzydliwe zwierzę! Co zrobiłeś? 
Sabin obrócił się. Łowca wycelował w niego, strzelił. Kula uderzyła w 

prawe ramię. Krzywiąc się, posłał serię ze swojego Siga. Jedna kula 
trafiła Łowcę w kark, inna w pierś. Opadł, dysząc. Gdy czaszka 
uderzyła w ziemię, dyszenie ustało. 

Krwawiąc, zdekoncentrowany przez ból, Sabin ruszył do budynku, 

zmieniając pistolet usypiający na drugi półautomat. Łowcy juŜ 
zaścielali podłogę, nieruchomi. Gwen. Serce Sabina nabrzmiało dumą. 
MoŜe to było złe z jego strony, ale naprawdę kochał jej mroczną stronę. 
Była magiczna na polu bitwy. 

PodąŜył śladem ciał dorosłych przez kręte korytarze. Niektóre pokoje 

były sypialniami i piętrowymi łóŜkami, inne klasami. Były małe 
tabliczki i grafiki na ścianach, kaŜde pokazywały torturowane demony. 
Były nawet znaki. Doskonały świat jest światem bez demonów. Gdy 
demony przepadną, nie będzie chorób i śmierci. Nie będzie zła. Straciłeś 
kogoś kogo kochasz? Wiesz kogo winić. 

Och, tak. dzieci były trenowane, Ŝeby nienawidzić Lordów od 

urodzenia. Fantastycznie. Sabin narobił trochę złych rzeczy w Ŝyciu, 
ale nigdy nie uczył nienawiści niewinnych. 

background image

Mroczny Szept

 

 

285 | 

S t r o n a

 

 

- Skurwiel! – usłyszał krzyk Gwen, za którym podąŜyło bolesne 

wycie. 

Zwiększając prędkość, podąŜył za dźwiękiem, zobaczył skulonego 

męŜczyznę trzymającego się za krocze. Nie wiedział co się stało i nie 
zatrzymał się Ŝeby zapytać. Po prostu uniósł Siga i wystrzelił trzy serie. 
Nikt nie rani Gwen. 

Dziewczyna wirowała w koło, z obnaŜonymi szponami. Te małe 

skrzydła trzepotały szaleńczo pod koszulą. Zabójcze spojrzenie zbladło, 
gdy zrozumiała kto przed nią stoi. 

- Dzięki. 
- Do usług. 
- Znalazła twoich przyjaciół. Są ranni, ale Ŝywi. Uwolniłam ich, ale 

dwojga brakuje. Gideona i Anyi. 

Jeden – juŜ ich znalazła i uwolniła? Jasna cholera. Była szybsza i 

lepsza niŜ myślał. Dwa – gdzie, do diabła, są inni? Zamknięci?  

- Anya? – krzyknął. – Gideon? 
- Sabin? Sabin, to ty? – zawołała kobieta. Anya. – W samą porę. 

Jestem tu. Ze straŜą. 

Sabin spojrzał na Gwen, dokładnie gdy trzech męŜczyzn wbiegło do 

pokoju, z dzikimi spojrzeniami. 

- Chcesz ich? – zapytał. 
- Idź – odwróciła się do nowego wyzwania. – Znajdź Anyę. 
Pobiegł. Zostawiłby kaŜdego ze swoich ludzi, a Gwen była lepszą 

wojowniczką niŜ oni wszyscy razem wzięci, więc nie wątpił w jej sukces. 
Nie wątpił. Myśl sprawiła, Ŝe się uśmiechnął. 

Biegnąc, zmieni pistolet na ostrze. Niemal nie miał amunicji. Na 

szczęści, nóŜ nie potrzebuje uzupełniania. Gdzie jesteś, Anya? Wbiegł 
przez drzwi… pusto. WywaŜył ramieniem następne. Nic. Jeszcze trzy 
pokoje i była, patrząc na małego chłopca, oba ramiona spływały 
szkarłatem.  

Chłopiec obrócił się do niego, z zdeterminowanym spojrzeniem. Było 

coś… w nim, jakby nie był trójwymiarowy. 

- Sabin! – Gdy rzuciła się w jedną stronę, chłopak szybko podąŜył, 

wyciągając rękę. 

- Muszę ją tu zatrzymać – powiedział, ale nie brzmiał na 

uszczęśliwionego tym.  

Powoli Sabin schował ostrze i sięgnął do tyłu, po pistolet usypiający.  
- Nie dotykaj go – pośpieszyła bogini. – I nie pozwól mu cię dotknąć. 

Zgaśniesz bez przytomności. 

- Anya! 

background image

Mroczny Szept

 

 

286 | 

S t r o n a

 

 

Zwątpienie poznał głos Śmierci, więc nie obrócił się, gdy kroki się 

przybliŜyły. Śledził wzrokiem chłopaka, gotowy skoczyć pomimo 
ostrzeŜenia Anyi, jeśli jeszcze raz zbliŜy się do bogini. 

- Lucien! Zostań tam, dziecino, ale powiedz czy wszystko z tobą w 

porządku? – Na twarzy Anyi była mieszanina przyjemności i 
zmartwienia. – Muszę wiedzieć, Ŝe z tobą w porządku. 

- W porządku. A ty? Och, bogowie – Lucien stanął za nim i wciągnął 

głęboki oddech. Sabin mógł poczuć fale pulsującej w nim furii. – Twoje 
ramiona. 

- Po prostu małe zadrapania – Był ogień w tych słowach, obietnica 

zemsty. 

Trzymając ręce z plecami, Sabin podał przyjacielowi pistolet 

usypiający. 

- Nie wiem czy dobrze robię, ale zostawię ci to. Muszę znaleźć 

Gideona. – Wojownik wziął broń bez słowa i Sabin obrócił się na pięcie. 

Kontynuował przedzieranie się przez pokoje. Kilka było 

wyściełanych. Jeden napełniony komputerami i inną technologią. W 
jednym było tyle jedzenia, Ŝe starczyłoby na całe Ŝycie. Biegł w dół 
kolejnego korytarza, krzycząc imię Gideona. Te pokoje miały cięŜsze 
zamki i czytniki odcisków palców. Z mocno bijącym sercem, Sabin 
przyciskał drzwi, aŜ w końcu usłyszał skomlenie. 

Gideon. 
Z gwałtowną siłą, uderzył w środek drzwi. Mięśnie się napięły, kości 

niemal wyskoczyły ze stawów, rana znów się otwarła, ale uderzał aŜ 
powstała wystarczając dziura w metalu by moŜna się przecisnąć. 
Pierwszym co zauwaŜył był przywiązany połamany i krwawiący kształt. 
Niemal się porzygał od uczucia déja vu 

Przeszedł dystans, gardło mu się zacisnęło. Powieki Gideona były tak 

nabrzmiałe, Ŝe wyglądały jakby były pod nimi kamienie. Siniaki barwiły 
kaŜdy cal jego nagiego ciała. Wiele kości było złamanych i wystawały 
przez skórę. 

Obcięto mu obie dłonie.  
- Odrosną, przysięgam, odrosną – wyszeptał Sabin przecinając więzy. 

Były mocne. Za mocne, składające się z jakiegoś rodzaju – boskiego? – 
metalu. Nawet nie mógł i wyŜłobić noŜem. 

- Klucz. Nie tam – Głos Gideona był tak słaby, Ŝ Sabin ledwie go 

słyszał. Ale wojownik wskazał ruchem podbródka gablotę. I 
rzeczywiście, zwisał tam klucz. – Nie draŜnili mnie … nim.  

- Oszczędzaj siłę, przyjacielu – Mówił delikatnie, ale wściekłość w 

nim wrzała, pochłaniała go, stawała się jedyną znaną mu rzeczą. Ci 

background image

Mroczny Szept

 

 

287 | 

S t r o n a

 

 

skurwiele zapłacą za to. KaŜdy jeden z nich i to po tysiąckroć. On teŜ 
musiał zostać ukarany, pomyślał. Przysięgał, Ŝe nigdy więcej coś 
takiego nie przydarzy się znów jego towarzyszowi, ale oto byli tu, 
praktycznie przeŜywając przeszłość. 

Gdy Gideon był wolny, Sabin delikatnie uniósł go w ramionach i 

wyniósł na korytarz. Strider skręcał za róg, blady i drŜący. Gdy 
wojownik zobaczył brzemię Sabina, wydał rozwścieczony krzyk. 

- Czy on… 
- śyje – Ledwie. 
- Dzięki bogom. Lucien ma Anyę. Zdołał uśpić strzegącego ją 

dzieciaka. Reyes jest gdzieś z tyłu. Stefano ogłosił odwrót, ale nigdy nie 
uwierzysz kto kręci się w pobliŜu. 

W tej chwili, Sabin o to nie dbał. 
- Widziałeś Gwen? 
- Taa. W dół korytarza i na prawo. – Strider przełknął. – Szukałem 

cię. Wezmę Gideona. PomóŜ swojej kobiecie. 

Strach zmieszał się z wściekłością, gdy ostroŜnie podał Gideona. 
- Coś się jej stało? 
- Po prostu idź. 
Pobiegł, nogi drŜały, póki nie znalazł się w komnacie w której ją 

zostawił. Ciągle tu była, ale nie walczyła juŜ z ludzkimi Łowcami. 
Walczyła ze swoim ojcem. I przegrywała. 

Zgadnij kto kręci się w pobliŜu, powiedział Strider. Po tych 

wszystkich latach, skurwiel wyhodował w końcu jaja. Gwen dyszała, 
krwawiła, potykając się za kaŜdym razem, jakby jej nogi nie mogły juŜ 
utrzymać jej cięŜaru. Galen miał długi, węŜopodobny bat. Nie, nie 
węŜopodobny. To był wąŜ. Syczący, z zębami ociekającymi jadem. I za 
kaŜdym razem, gdy Gwen zdołała ciąć węŜu głowę, kolejna odrastała w 
jej miejsce. 

- DuŜy, silny Lord Świata Podziemnego polega na kobiecie. A to mnie 

nazywają tchórzem – zadrwił Galen. 

- Nie jestem po prostu kobietą – wycedziła Gwen. – Jestem Harpią. 
- To nie robi róŜnicy. 
- Powinno, jestem teŜ pół-demonem. Nie poznajesz mnie? – ZbliŜyła 

się, pomimo węŜa i cięła w serce wojownika. 

- Powinienem? Wszystkie ich kobiety wyglądają tak samo. Brudne 

dziwki. 

Zrobił umiejętny unik, uderzając batem i sprawiając, Ŝe krzyknęła, 

zanim znów uderzył. Ty razem owinęło się to wokół jej pasa. Znów 

background image

Mroczny Szept

 

 

288 | 

S t r o n a

 

 

uderzył. Znów krzyknęła. Opadła na kolana, całym ciałem szarpały 
spazmy. 

Sabin nie mógł na to patrzeć. Nie mógł pozwolić skurwielowi niszczyć 

Gwen, nie waŜne jak bardzo Gwen będzie uraŜona jego interwencją. 

- Zostaw ją w spokoju. To mnie chcesz – Zgrzytając zębami, 

wyciągnął kila sztyletów i rzucił wszystkie z wyjątkiem jednego na bat, 
rozluźniając jego uścisk na Gwen. Ostatnim rzucił w Galena, trafiając 
w brzuch. Wojownik ryknął, upadł, a Gwen wstała. 

Sabin skoczył przed nią, odcinając ja od pochylonego Galena. 
- W końcu gotowy do tego? Przyznać poraŜkę? 
Nachmurzony, wojownik wyjął ostrze z wnętrzności. 
- Naprawdę myślisz, Ŝe jesteś wystarczająco silny, Ŝeby mnie 

pokonać? 

- JuŜ to zrobiłem. Skosiliśmy większość twoich sił – Uśmiechał się 

chwytając i celując swoim Sigiem. – Wszystko co zostało to cię uwięzić. 
I wygląda na to, Ŝe nie będzie to trudne. 

- Przestań. Po prostu przestań – Gwen stanęła przed nim, prostując 

ramiona. Zachwiała się, ale nie upadła, jej wzrok utkwiony był w 
Galenie. – Nie chcę, Ŝebyś został zabrany, nim usłyszysz co chcę 
powiedzieć. Czekałam na ten dzień całe Ŝycie, śniąc o tym, Ŝeby ci 
powiedzieć, Ŝe jestem córką Tabithy Skyhawk. śe mam dwadzieścia 
siedem lat i myślałam, Ŝe moim ojcem jest anioł. 

Galen roześmiał się wstając, ale śmiech nie mógł ukryć drŜenia. 

Teraz obficie krwawił. 

- To ma coś dla mnie znaczyć? 
- Ty mi powiedz. Około dwadzieścia osiem lat temu, spałeś z Harpią 

– powiedziała Gwen. – Miała rude włosy i brązowe oczy. Była ranna. 
Uleczyłeś ją. Potem odszedłeś, ale powiedziałeś, Ŝe wrócisz. 

Jego powolny uśmiech zbladł, gdy jej się przyglądał. 
- I? – Nie brzmiał, jakby go to obchodziło, ale teŜ nie próbował uciec, 

mimo Ŝe przegrał bitwę. 

Całe ciało Gwen drŜało, a gniew Sabina zmroczniał. 
- I przeszłość lubi łapać ludzi, co? Więc, niespodzianka. Oto jestem – 

Rozpostarła ramiona. – Twoja dawno stracona córka. 

- Nie – Galen potrząsnął głową. Przynajmniej rozbawienie nie 

wróciło. – Kłamiesz. Wiedziałbym. 

- Bo dostałbyś zawiadomienie o narodzinach? – Teraz ona się 

roześmiała, odgłos miał odcień ciemności. 

- Nie – powtórzył. – To niemoŜliwe. Nie jestem niczyim ojcem. 

background image

Mroczny Szept

 

 

289 | 

S t r o n a

 

 

Za nimi, bitwa się kończyła. Krzyki ustawały, pomruki bladły. 

śadnych strzałów. śadnych walący kroków. Potem reszta Lordów 
napełniła wejście, kaŜde z spojrzeniem wypełnionym nienawiścią i 
furią. KaŜde ociekające krwią. Strider ciągle niósł Gideona, jakby bał 
się go połoŜyć. 

- CóŜ, cóŜ, cóŜ. Patrzcie kogo tu mamy – warknął Lucien. 
- Nie taki twardy, bez chroniącego cię dziecka, Nadziejo? – zaśmiała 

się Anya. 

- Dziś będę ucztował na twoim czarnym sercu – wymruczał Reyes. 
Sabin przyjrzał się ponurym wyrazom twarzy przyjaciół. Ci 

wojownicy byli torturowani i nie skończyli pragnąć zemsty. Mimo, Ŝe z 
nimi sympatyzował, nie mógł im na to pozwolić. 

- Galen jest nasz – powiedział im. – Zostańcie tam. Gwen? 
 
 

*    *    * 

Gwen wiedziała o co pytał Sabin. Czy pozwoli mu uwięzić ojca, czy go 

uwolni. To Ŝe zostawił jej wybór, udowadniało jego miłość jak nic 
innego. Gdyby tylko mogła mu dać to czego chciał. 

- Ja… nie wiem – Powiedziała, głos jej się łamał. Patrzył w te oczy 

koloru nieba, oczy o których śniła, uderzała ją wiedza, Ŝe jej ojciec tu 
był, przed nią, Ŝe reprezentował wszystko czego chciała jako mała 
dziewczynka i teraz, jako dorosła, gdy była zamknięta w celi w Egipcie. 
Jak często pragnęła, Ŝeby ją trzymał i chronił? 

Nie wiedział o niej. Teraz, gdy wiedział, będzie ją kochał? Czy będzie 

jej chciał przy sobie, jak pragnęła przez te wszystkie lata? 

Galen spojrzał na wojowników, którzy patrzyli na niego groźnie. 
- MoŜe za bardzo się pośpieszyłem Porozmawiamy, ty i ja. Prywatnie 

– Zrobił krok do przodu i sięgnął ku niej. 

Sabin warknął i był to rodzaj dźwięku jaki wydaje bestia nim 

zaatakuje. 

- MoŜesz odejść, jeśli ci pozwoli, ale nie dotykaj jej. Nigdy. 
Przez kilka sekund, wyglądało jakby Galen miał zamiar się kłócić. 

Lordowie na pewno chcieli. Chcieli tego męŜczyzny w łańcuchach i nie 
podobało im się, Ŝe Sabin oferował mu wolność. 

- Moje dziecko nie wybierze bycia z Lordami Świata Podziemnego – 

Skinął na nią palcami. – Teraz chodź. Odejdziemy, poznamy się. 

Czy naprawdę chciał ją poznać, czy teŜ miał nadzieję wykorzystać ją 

jako broń przeciw znienawidzonym wrogom? Podejrzenie raniło i Gwen 

background image

Mroczny Szept

 

 

290 | 

S t r o n a

 

 

zorientowała się, Ŝe wzięła pistolet od Sabina, wycelowała w głowę 
Galena. 

- Nie waŜne co się stanie, nigdzie z tobą nie pójdę. 
Sabin go nienawidził. Ten męŜczyzna zrobił okrutne rzeczy. Będzie 

robił okrutne rzeczy nadal. 

- Zabijesz własnego ojca? – zapytał, chwytając się za serce, jakby 

naprawdę zraniła jego uczucia. 

W jej umyśle, nagle ją objął, przycisnął blisko, mówiąc jak bardzo ją 

kocha. Nadzieja. Była tam, w jej piersi, rozkwitając w całym ciele. Czy 
to pochodziło od niego? Czy od niej? 

- Tak szybko mnie odrzuciłeś – wycedziła. – Powiedziałeś, Ŝe nie 

masz dzieci. 

- Byłem w szoku – wyjaśnił cierpliwie. – Zaabsorbowany nowiną. W 

końcu, nie kaŜdego dnia męŜczyzna otrzymuje bezcenny dar ojcostwa. 

Jej ręka zadrŜała. 
- Twoja matka… Tabitha. Pamiętam. Była najpiękniejszą kobietą, 

jaką kiedykolwiek widziałem, chciałem jej natychmiast i chciałem ją 
zatrzymać, ale odeszła. Nie potrafiłem jej znaleźć. Gdybym o tobie 
wiedział, chciałbym miejsca w twoim Ŝyciu. 

Prawda czy kłamstwo? Uniosła podbródek, gdy jej ręka opadła. MoŜe 

było w nim dobro. MoŜe mógł zostać uratowany. MoŜe nie. Ale… 

- Idź. 
Sięgnął ku niej. 
- Idź – powtórzyła, gorące łzy spłynęły po policzkach. 
- Córko… 
- Powiedziałam idź! 
Nagle jego skrzydła się poruszyły, rozpostarły, szybko, zbyt szybko, 

trzepocząc, owiał ich wiatr. Zanim ktokolwiek zamrugał, przebił się 
przez sufit i na zewnątrz budynku. 

Niezdolni się powstrzymać dłuŜej, inni wojownicy strzelali do niego, 

nawet rzucili swoje noŜe. Ktoś musiał go trafić, bo rozległo się wycie. To 
nie mogło być mocne obraŜenie, bo Galen nie wpadł do środka. Gwen 
nienawidziła siebie za ulgę jaką poczuła. 

Dźwięki cięŜkich oddechów wypełnił pokój, mieszając się z 

przekleństwami, krokami. 

- Nie znowu – Strider jęknął, w końcu kładąc Gideona na podłodze. – 

Dlaczego to zrobiłeś, Sabin? Czemu jej pozwoliłeś to zrobić? – Sekundę 
później ogromny wojownik był obok przyjaciela, wijąc się w agonii. 

Wahanie Sabina dało Galenowi szansę na ucieczkę, a ucieczka 

Galena oznaczała poraŜkę Lordów. Klęskę dla Stridera. Moja wina

background image

Mroczny Szept

 

 

291 | 

S t r o n a

 

 

pomyślała. Właśnie udowodniła, Ŝe Sabin miał rację. Nie powinno jej 
się ufać, jeśli chodzi o największego wroga. Zawahała się przed 
zrobieniem tego co trzeba. 

- Przepraszam – powiedział Sabin przyjaciołom. 
Naprawię to. Jakoś. Obróciła się, chcąc go chwycić i przeprosić. 

Zamiast tego sapnęła. 

- Krwawisz.- W porządku. Uleczę się. Co z tobą? – Jego wzrok zatopił 

się w niej, śledząc kaŜdego siniaka i zadrapanie. Mięsień napiął mu się 
poniŜej oka. – Powinienem go zdjąć, kiedy miałem szansę. Zranił cię. 

- Uleczę się – powiedziała, parodiując go, gdy rzuciła się w jego 

ramiona. – Przepraszam, tak mi przykro. Wybaczysz mi? 

- Kocham cię – mruknął, całując czubek jej głowy. – Nie ma nic do 

wybaczania, kochanie. 

- Spieprzyłam. Pozwoliłam twojemu największemu wrogowi odejść. 

Ja… 

- Nie, nie, nie. Nie pozwolę ci się za to winić. Ja pozwoliłem mu 

odejść – Chwycił jej szczękę. – Teraz powiedz mi to co chcę usłyszeć. Co 
muszę usłyszeć. 

- TeŜ cię kocham. 
Zamknął na chwilę oczy, jego ulga była niewypowiedziana. 
- Zostajemy razem. 
- Tak. Masz mnie. 
- Co masz na myśli, mówiąc masz mnie? Powiedziałem ci, jesteś 

pierwsza w moim Ŝyciu. 

- Wiem – Powoli jej rzęsy się uniosły i spojrzała na niego w górę, łzy 

teraz strumieniem płynęły po policzkach. – Oddałeś dla mnie 
zwycięstwo. Nie mogę uwierzyć, Ŝe to zrobiłeś. 

- Oddałbym cokolwiek, wszystko dla ciebie. 
- Naprawdę mnie kochasz. Nie znienawidzisz mnie, nie pozwolisz, 

Ŝeby wojna nas rozdzieliła. 

- To cię martwiło? – prychnął. – Kochanie, mogłem ci to powiedzieć. 
- Ale nie uwierzyłabym ci. Myślałam, Ŝe wygrywanie jest 

najwaŜniejszą rzecz w twoim Ŝyciu. 

- Nie. Ty jesteś. 
Uśmiechnęła się do niego promiennie. Ale uśmiech zbladł, gdy 

mamrotanie Lordów wypełniło jej uszy, przypominając co zrobiła. Albo 
czego nie zrobiła. 

- Powinnam ci powiedzieć, Ŝebyś zamknął go na zawsze. 

Przepraszam. Tak mi przykro. Musi zostać powstrzymany, wiem to, ale 

background image

Mroczny Szept

 

 

292 | 

S t r o n a

 

 

na końcu, po prostu nie mogłam się zmusić… nie mogłam ci 
pozwolić… Tak mi przykro. Teraz sprawi więcej kłopotów. 

- W porządku. W porządku. Poradzimy sobie z tym. Na pewno 

przerzedziliśmy ich armię.  

- Nie jestem pewna ile nam to da. Galen znalazł Nieufność. – 

odezwała się Anya. – Próbuje umieścić demona w czyimś ciele, chcąc 
stworzyć nieśmiertelnego Ŝołnierza, którego będzie mógł kontrolować. 
Był całkiem pewny sukcesu. 

Nieufność, kiedyś najlepszy przyjaciel Sabina, przypomniała sobie 

Gwen. Jeśli Nieufność będzie po stronie jej ojca, czy Sabin będzie mógł 
zranić ciało w którym będzie się znajdował? Nie waŜne, jakie 
zniszczenia spowoduje ta osoba. Nie chciała, Ŝeby jej męŜczyzna stawał 
wobec decyzji, jakiej ona musiała stawić czoła.  

Pogładził jej wilgotne włosy. 
- Nie wiem co zrobię – powiedział, jakby czytał jej w myślach. – Ale 

rozumiem teraz jak trudna musiała być twoja decyzja. Jeśli 
potrzebujesz tego skurwiela wolnego, Ŝebyś była szczęśliwa, pozostanie 
wolny. 

- Hej – wymamrotało kilku wojowników za nim. 
- Mamy w tym coś do powiedzenia – warknął Reyes, przeszukując 

kieszenie leŜących Łowców. 

Gwen westchnęła. 
- Pogodzę się z jego schwytaniem, wiem Ŝe tak. zobaczenie go 

pierwszy raz było po prostu zbyt szokujące. Następnym razem poradzę 
sobie lepiej. 

- Taaa, ale martwienie się wychodzi mi najlepiej. 
- JuŜ nie. Kochanie mnie, wychodzi cie najlepiej. 
- To prawda. 
- Wracajmy do domu – dodała, ściskając go mocno. – Mamy dzieci do 

ukojenia, artefakty do znalezienia, Łowców do zabicia, puszkę do 
zniszczenia. Po tym, oczywiście, jak wydusisz ze mnie oddech, 
kochając się.  

 
 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

293 | 

S t r o n a

 

 

Epilog

Epilog

Epilog

Epilog    

    

Kiedy byli w domu, rany były wyleczone, byli zdolni kochać się jak 

dzikie zwierzęta. Później Gwen miała za duŜo energii, Ŝeby spać. Wstała 
i zaczęła skakać po łóŜku, ośmielając Sabina, Ŝeby coś z tym zrobił. 
Oparł się o wezgłowie, obserwując ją jasnymi, rozbawionymi oczyma. 

Klasnęła językiem o podniebienie. 
- Spójrz na siebie. Siedzisz tam, niezdolny nadąŜyć za małą 

dziewczynką, która… achhhh. 

Wykopał z pod nie nogi, posyłając ją koziołkującą na plecy. 

Uśmiechając się szeroko, wczołgał się na nią.  

- Kto teraz jest zmęczony, co? 
Roześmiała się, przewracając go, jej włosy otoczyły ich jak kurtyna. 
- Nie ja, to na pewno. 
- Pozwól mi zobaczyć, co mogę z tym zrobić. 
I zrobił coś z tym. 
Długą chwilę później, była przytulona do niego, mając kłopoty ze 

złapaniem oddechu. 

- I co teraz, co? – zapytała, szczęśliwsza niŜ kiedykolwiek. Kto by 

pomyślał, Ŝe Gwendolyn Nieśmiała zwiąŜe się z najostrzejszym Lordem 
Świata Podziemnego, rzucając się w środek wojny i pokocha to? Nie on, 
to było pewne. 

ChociaŜ w tej chwili było spokojnie. Wszystkie pary były bezpieczne, 

chronione i połączone. Kobiety (i Legion) szukały nowych domów dla 
dzieci, tych, które Gwen schwytała w czasie bitwy w Budapeszcie i 
tych, które uratowali z Liceum Łowców. Anya nawet miała ulubionego, 
tego, którego nazywała „Chłopiec-Duch” i Gwen przypuszczała, Ŝe 
bogini znajdzie dla niego kochającą rodzinę w Budapeszcie, Ŝeby mogła 
mieć na niego oko. 

Torin szukał ludzi z listy Kronosa, a inni wojownicy spiskowali, Ŝeby 

znaleźć Galena… i Nieufność. Gideon ciągle się leczył, to zajmie chwilę. 
Legion tymczasowo zniknęła i obaj, Parys i Aeron, zachowywali się 
dziwnie. 

- Co teraz z nami? – zapytał Sabin. – CóŜ, po tym jak moje serce 

zacznie znów bić, znajdę swoją drogę w dół twojego ciała i… 

background image

Mroczny Szept

 

 

294 | 

S t r o n a

 

 

- Nie – odparła ze śmiechem, trzepnąwszy jego rękę, którą łaskotał ją 

w brzuch. – Z Łowcami. 

Zapadł się głębiej w materac, ramiona zacisnął wokół niej. 
- Danika myśli, Ŝe Galen spróbuje sparować Nieufność z kobietą z 

obrazu. Jeśli mu się uda, nadejdzie bitwa o wszystko. JuŜ nie będą 
próbowali nas ranić, przyjdą po nasze głowy. Chcą naszych demonów 
wolnych, Ŝeby sparować je ze swoimi wybranymi. 

Podejrzewała to, ale i tak zadrŜała. 
- Genialne ze strony mojego… Galena, Ŝeby umieścić część waszego 

ukochanego w ciele wroga. 

- Taa, ale nie oczekiwałem niczego innego, ze strony męŜczyzny, 

który jest twoim ojcem. MoŜe moglibyśmy przekonać twoje siostry, Ŝeby 
zostały – Sabin wyrysowywał serca na jej kręgosłupie. – Słyszałem, Ŝe 
kaŜda Harpia posiada pewne zdolności po przeŜyciu paru stuleci. 
Zdolności takie jak podróŜ w czasie. To byłoby przydatne. 

- Tylko Taliyah je ma. MoŜe zmieniać kształt, jak jej ojciec – 

Mówienie o jej rasie stało się łatwiejsze. Chciała, Ŝeby Sabin o niej 
wiedział.   

- Nawet lepiej – westchnął. – Musimy znaleźć te artefakty przed 

Galenem. Jeśli juŜ nie znalazł jednego. Ten wąŜ-bat… im więcej o tym 
myślę, tym bardziej przypomina mi to stworzenie, które chroniło Klatkę 
Przymusu. Takie stworzenie, jakie pewnie chronią inne artefakty. 
Skoro jest StraŜnikiem Nadziei, nie sądzę, Ŝeby miał problemy z 
przekonaniem nawet potwora, Ŝeby mu pomógł. 

- Jeśli ma jeden, ukradniemy go. To znaczy, masz Harpię i boginię 

Anarchii po swojej stronie. Masz przewagę. 

Zachichotał. 
- MoŜe ty i ja powinniśmy odwiedzić Świątynię Niewypowiedzianego. 

Coś tam powiedziało nam o Danice, Wszystkowidzącym Oku. MoŜe 
ktokolwiek – cokolwiek – to jest, pomoŜe nam znaleźć coś jeszcze. 

Przesunęła palcem po jego piersi, kochając kontrast w odcieniach ich 

skóry.  

- I jeśli znajdziemy tych ludzi z listy, moŜe przekonamy ich, Ŝeby 

nam pomogli. Nie musisz się martwić, Ŝe Zwątpienie będzie sprawiał 
kłopoty. Wie, Ŝe sprawię mu lanie. 

- Wie – Pocałował jej skroń. – Ale tak, zrobię wszystko - w granicach 

rozsądku – Ŝeby wygrać tę wojnę, włączając przekonanie 
kryminalistów, których pomagałem zamknąć. I właściwie, to powinno 
być łatwe. W końcu, przekonałem najostrzejszą Harpię ze wszystkich, 
Ŝeby oddała mi serce. 

background image

Mroczny Szept

 

 

295 | 

S t r o n a

 

 

- I czy zrobisz wszystko – w granicach rozsądku – Ŝeby uszczęśliwić 

tę Harpię? 

- Wiesz to. 
- Naprawdę? – Uśmiechnęła się do niego. – Udowodnij. 
- Cała przyjemność po mojej stronie. 
W następnej chwili była na plecach, chichocząc jak dziewczynka, jej 

ciało i dusza naleŜały do Sabina, tak jak lubiła. 

 

 

 

background image

Mroczny Szept

 

 

296 | 

S t r o n a

 

 

Witam, 
I tak o to dobrn

ęliśmy do końca historii o Sabinie i Gwen. Mam nadzieję 

(tfu, tylko nie kojarzcie z Galenem, paszkuda jedna ;)), 

Ŝe podobała się Wam 

ta opowie

ść, tak jak mnie. 

Mam nadzieję, Ŝe wybaczycie wszystkie błędy, jakie się przytrafiły w tekście 

– normalnie paskudniki się mnoŜą nie wiadomo kiedy. 

Teraz serdecznie zapraszam do chomika e

eeemikacz1

mikacz1

mikacz1

mikacz1, 

, gdzie zamieszczane s

ą 

rozdzia

ły „Mrocznej Namiętności”, tym razem opowiadającej o Aeronie i jego 

perypetiach z prze

śladującą go anielicą. 

Z kolei obiecuj

ę, Ŝe juŜ niedługo, wrócę do tłumaczenia – tym razem z story 

o moim ulubionym wojowniku, Gideonie (wybaczcie Sabin, Maddox i Torin – 
te

Ŝ was kocham ;)), który nadal lecząc się z zadanych przez Łowców ran i 

u

Ŝerając się ze swoim kłamliwym demonem, będzie musiał stawić czoła 

trudnej sytuacji, gdy pojawi si

ę jego Ŝona, której – o zgrozo! – nie pamięta… 

To dopiero ch

łopak ma zagwozdkę XD 

Tak, 

Ŝe Ŝegnajcie na razie, miłej lektury i mam nadzieję (znów się to 

cholerstwo przypa

łętało, o ŜeŜ…), Ŝe juŜ niedługo znów się spotkamy. 

 

Mikka 

 

PS. Oczywi

ście liczę na komentarze i wraŜenia z lektury ;) 

Pa.