background image

BENTE PEDERSEN 

DZIKA RÓŻ

background image

Knut  wrócił  sam.  Zamachał  tuż  przed  Idą  dopiero  co  złowionymi  i  wypatroszonymi 

dorszami, aż dziewczyna odskoczyła z obrzydzeniem. 

- A tata? - spytała. 

-  Popłynął  jeszcze  raz.  -  Knut  wzruszył  ramionami.  -  Wydawało  mu  się,  że  widzi 

ż

agiel u wejścia do fiordu... 

Maja zatrzymała kołowrotek tak gwałtownie, że aż zerwała nić. 

- On nadal czeka - westchnęła Ida współczująco. 

- Musi wreszcie zrozumieć, że ona nie wróci - zabrzmiał twardo głos Mai. - Nigdy nie 

zamierzała wrócić. Pozwoliła, aby Reijo zajął się nami, i odpłynęła w swoją stronę. Ale on nie 

chce tego pojąć. 

- Tata nie pozwala tak mówić! - Ida pokiwała palcem przed nosem starszej o trzy lata 

siostry. - To nasza matka, Maju! 

-  Będę  o  niej  mówić  tak,  jak  mi  się  spodoba.  Żadna  matka  nie  porzuciłaby  męża  i 

dzieci tak jak ona. Okradła go z życia! Jest nadal młody, a jednak przez nią związany. 

-  Powiedz  mu  to  -  rzuciła  czternastolatka  i  potrząsnęła  głową,  aż  rude  warkocze 

zatańczyły jej na plecach. - Może cię posłucha, przecież jesteś prawie dorosła! 

Maja nie odpowiedziała, co jak na nią było rzeczą niezwykłą. Palce szybko związały 

nitkę  i  wróciła  do  pracy.  Zacisnęła  usta  i  poczuła,  że  nienawiść  sprawia  jej  ból.  Ale  nie 

panowała nad swoimi uczuciami. 

Knut  skorzystał  z  okazji,  aby  podkraść  trochę  tytoniu  Reijo.  Po  męsku  włożył  sobie 

porcję do ust i rzucił się na ławę jak ojciec. 

-  I  tak  wyglądasz  jak  chłopak,  choćbyś  nawet  bardzo  się  starał  -  odważyła  się  na 

komentarz Ida, krojąc ryby na obiad. - Czy to mógł być statek? 

To, że nie pamiętała Raiji, pozwalało jej snuć marzenia, których żadne wspomnienie z 

dzieciństwa nie mogło zniszczyć. 

Pozostali zachowali ją w pamięci. 

Ida nie doświadczyła samotności, strachu ściskającego serce i kładącego się bolesnym 

ciężarem  w  brzuchu.  Dla  niej  Raija  była  postacią  nierzeczywistą  jak  księżniczka  z  bajki. 

Otaczała ją mgiełka romantyzmu. Ida miała tysiące wyjaśnień usprawiedliwiających zniknię-

cie matki na wschodzie, tysiące powodów, dla których nie dawała znaku życia. 

Ale nie dzieliła się nimi z nikim. 

background image

Rodzeństwo  było  tak  prozaiczne!  Nie  mieli  takiej  wyobraźni  jak  ona.  A  gdy  była 

mowa o Raiji, Maja i Knut trzymali wspólny front. Ida nie miała pewności co do zdania Elise, 

ale ci dwoje byli zgorzkniali. 

- Czy ja wiem - zastanowił się Knut. - Może tak, a może nie... Kto, u diabła, zdoła coś 

dostrzec z tak daleka? 

- Nie przeklinaj! Tata tego nie lubi! 

Uważający  się  za  dorosłego  szesnastolatek  przewrócił  oczami.  Jak  długo  jeszcze 

przyjdzie mu znosić upomnienia młodszej siostry? 

- On śni na jawie - powiedział twardo. Może i za twardo, ale Ida go zirytowała. - Nie 

mógłby wreszcie o niej zapomnieć? Mógłby znaleźć sobie inną kobietę i zacząć wszystko od 

nowa,  prawda?  Wielu  przecież  dopiero  się  żeni  w  tym  wieku.  Podobno  mężczyzna  po 

trzydziestce jest najlepszy. 

Tym razem zdenerwowała się Maja: 

-  Co,  chcesz  tu  sprowadzić  jakąś  babę?  To  ja  się  stąd  wyniosę.  Nikt  nie  będzie  mi 

rozkazywał. 

-  Kto  chciałby  za  nas  odpowiadać?  -  spytała  Ida  cicho.  -  Tata  pewnie  mógł  znaleźć 

sobie kogoś. - Uśmiechnęła się. - Jest całkiem przystojny, nie wygląda staro. Lubi pracować. 

Ale my pewnie nie byliśmy zbyt kuszącym dodatkiem... 

- No właśnie. Ona zmarnowała mu życie. Nam też. - Knut splunął brązową śliną, ale 

nie trafił we właściwe miejsce. Ojciec nie pozwalał mu żuć tytoniu, więc nie miał wprawy w 

pluciu. 

- Zaraz mi to wytrzyj! - Rozzłoszczona Ida rzuciła w brata ścierką. 

Usłuchał z obrażoną miną, choć bez komentarza. 

Zielonobrązowe oczy Idy znów przesłoniła mgiełka, którą dobrze znali. Nie rozumieli 

swej  najmłodszej  siostry,  ale  kochali  ją  mimo  to.  Różniła  się  od  nich  bardzo.  Wiedzieli,  że 

najbardziej  z  nich  przypomina  Raiję,  ale  przecież  nie  mógł  być  to  powód,  żeby  i  ją 

nienawidzić. Nie taką siostrę jak Ida. 

-  Myślę,  że  tata  i  tak  by  się  nie  ożenił  -  powiedziała  wreszcie.  -  Sądzę,  że  ją  nadal 

kocha. Kocha mamę. 

I ona go kochała Tylko Ida nazywała ją mamą. Oni nawet nie wypowiadali tego słowa. 

Dla nich była Raiją. Obcą osobą, którą ledwo pamiętali. 

-  Ha!  -  wykrzyknęła  Maja.  Nitka  znów  jej  się  zerwała.  -  Co  też  ci  się  roi  w  tej 

głowinie,  Idusiu.  Tak  nie  było!  Jeszcze  raz  powtórzę:  tak  nie  było!  Ona  na  pewno  go  nie 

kochała! Ona kochała... 

background image

- ... twojego ojca - dokończył Knut. 

Maja  nie  odpowiedziała,  ale  jej  twarz  przybrała  surowy  wyraz.  Świadomość,  że 

Mikkal jest jej ojcem, z początku była trudna do przełknięcia. 

Potrzebowała czasu. 

Teraz już się z tym pogodziła. 

Ułatwiła to jego śmierć. Z trudem zaakceptowałaby żyjącego Mikkala jako ojca. 

Ale nadal nie lubiła o nim mówić. 

Kochała Ravnę, babcię o łagodnych dłoniach i silnym charakterze. 

Kochała  też  Ailo.  Spotkała  go  na  wiosennym  jarmarku  trzy  lata  temu.  Wtedy  uznała 

za  tragedię  fakt,  że  są  rodzeństwem.  Sądziła,  że  to,  co  do  niego  czuje,  nie  jest  siostrzanym 

przywiązaniem.  Ailo  był  wspaniały.  Już  wtedy  sprawiał  wrażenie  tak  dorosłego  jak  wujek 

Matti. 

Mai wydawało się, że jest w nim zakochana. Wypłakała wiele łez, gdy pojęła, kim są 

dla siebie. Wszystko przez Raiję. 

Wtedy  wiele  oddałaby  za  to,  żeby  być  kimkolwiek  innym,  a  nie  przyrodnią  siostrą 

Ailo. 

Teraz  rozumiała,  że  to  nie  była  miłość.  Po  prostu  łatwo  było  polubić  tego  chłopaka. 

Miał coś w sobie. 

Łączyło  ich  wiele  wspólnych  cech.  Wiedziała  już,  że  to  właśnie  dlatego,  że  są 

rodzeństwem. Ze ona odziedziczyła wiele cech Mikkala. 

Tak jak Ailo. 

Nie była podobna do Raiji. Cieszyło ją to. Chociaż... wolałaby być ładna. 

A nigdy nie będzie ładna. Blizny rosły razem z nią i na zawsze oszpeciły jej twarz. 

Reijo  nigdy  nie  chciał  opowiedzieć  jej  dokładnie,  jak  do  tego  doszło.  Ona  nic  nie 

pamiętała. 

Ludzie  ze  wsi  wspominali  jednak  pełnego  nienawiści  mężczyznę,  który  nie  dostał 

Raiji. Mężczyznę, któremu pewien Lapończyk przeciął policzek nożem. 

Mikkal. 

Niezły spadek zostawili jej rodzice! Nigdy nie będzie w stanie ich zapomnieć... 

- Elise jest przy strumieniu - odezwał się Knut niewinnie. Nauczył się już zażegnywać 

spory.  Przy  trzech  siostrach  było  to  koniecznością  życiową.  Miał  zdolność  rozładowywania 

napięć,  kierowania  rozmów  na  bezpieczne  tory,  gdy  zachodziła  taka  potrzeba.  -  Pewnie 

słodko marzy o Kristofferze znad fiordu... 

Maja uśmiechnęła się leciutko. Nawet Idzie drgnęły usta. 

background image

- Tylko jej nie dokuczaj! Knut spojrzał na nią niewinnie dużymi, brązowymi oczami. 

-  Sądziłem,  że  o  Kristofferze  marzą  wszystkie  dziewczyny.  O  tym,  żeby  za  niego 

wyjść, mieszkać we własnym domu... Kristoffer ma piękny dom, kilka łodzi... 

- ... i sporo lat na karku - zachichotała Maja. - Wyobrażacie sobie coś takiego? Nasza 

piękna, błękitnooka nimfa i ten zgarbiony dziadyga? 

Powiedziała  to  nie  bez  pewnej  złośliwości.  Dawało  jej  to  rodzaj  niedobrej  radości. 

Elise była tak ładna... 

- Tata nigdy nie pozwoli mu wziąć ją za żonę - odezwała się Ida rozsądnie. - On chce, 

ż

ebyśmy byli szczęśliwi. Elise nie może wyjść za jakiegoś starego dziada! 

mu przykrość porównywanie się z rówieśnikami o silnych ramionach, grubym głosie i 

pierwszym zaroście. 

On mówił jeszcze wysokim głosem i był tak delikatnie zbudowany, że mógł uchodzić 

za  dziewczynę.  Miał  pełne  policzki,  długie  rzęsy  i  miękko  zarysowane  usta.  Najbardziej 

chciał być podobny do Reijo. On w jego wieku na pewno wyglądał jak mężczyzna. 

- Jeszcze urośniesz - pocieszał go Reijo, gdy Knutowi udało się coś wykrztusić na ten 

temat.  -  Twój  ojciec,  Karl,  był  podobny  do  ciebie  jako  szesnastolatek.  A  wyrósł  na 

mężczyznę.  No  i...  -  uśmiechnął  się  pod  nosem -  mimo że  byłem  od  niego  co  najmniej  dwa 

razy  szerszy  w  barach,  Raija  nawet  nie  chciała  na  mnie  spojrzeć.  Gdy  brali  ślub,  Kalle  był 

równie drobny jak ona. Zobaczysz, znajdzie się dziewczyna, która cię zechce. 

Knut nie dbał o to. Nie dla dziewczyn chciał stać się mężczyzną. Dla samego siebie! 

Poczłapał  w  dół  zbocza  w  kierunku  potoku.  Zobaczył,  że  Reijo  jest  już  w  połowie 

fiordu.  Teraz  żagle  stały  się  wyraźnie  widoczne.  Knut  wytężył  wzrok  i  zrozumiał,  dlaczego 

Reijo zawrócił. 

Dostrzegł, że statek miał ciemne burty. 

Rosyjskie  statki  były  zazwyczaj  pomalowane  na  jaskrawe  kolory  i  mieniły  się  jak 

letnia łąka, gdy wpływały na zatokę. 

To nie byli Rosjanie. 

Knut ucieszył się, że nie będzie go w domu, gdy Reijo wróci. Zawsze go bolał widok 

jego zawiedzionej miny. Reijo nie powinien być słaby. 

- Przychodzisz jak na zawołanie! Elise podwinęła spódnicę do wysokości kolan. Stała 

w potoku i prała. Ręce i nogi miała zaczerwienione. 

Woda była jeszcze zimna, mimo że zbliżało się lato. Knut rzucił się na trawę. 

-  Na  tak  mały  ładunek  szkoda  dużego  konia  -  orzekł  i  zerwał  źdźbło  trawy,  które 

wsunął między zęby. - Poczekam, aż wypłuczesz wszystko. 

background image

Elise  musiała  się  uśmiechnąć.  Nieważne,  jak  bardzo  się  starał,  nadal  był  tylko 

chłopcem. 

-  Maja  pobiegła  w  góry  -  powiedziała  swoim  łagodnym,  jasnym  głosem.  -  Czym  jej 

tym razem dokuczyłeś? 

Knut wypluł źdźbło. 

- Dlaczego wszyscy od razu sądzą, że to moja wina, kiedy się ktoś obrazi? 

- Bo to zwykle jest twoja wina. Potrafisz wyjątkowo skutecznie drażnić Maję. 

Westchnął i osłonił oczy przed słońcem. 

- Powiedziałem tylko, że ona nie ma zbyt wielu starających się... 

Elise długo patrzyła na niego oskarżycielskim wzrokiem. 

- Najgorsze jest to, że Maja w rzeczywistości jest bardzo ładna - rzekła w końcu. - Pod 

tymi bliznami jest śliczna! Ale ona widzi tylko blizny. Inni też... 

- Możesz przekonać Reijo, żeby zaproponował ją Kristofferowi. 

-  Powiedziałeś  jej  i  to?  Elise  rzadko  używała  tak  ostrego  tonu.  Knut  uciekł 

spojrzeniem. 

- No, może niedokładnie tak... 

-  Nie  wolno  ci  nastawiać  jej  przeciwko  mnie!  Kocham  ją  i  ta  sytuacja  jest  trudna 

zarówno dla niej, jak i dla mnie. 

- Kristoffer nie jest taki zły. A może ty sama chcesz go dostać? Wtedy mógłbym nająć 

się do was za parobka... 

- Kristoffer ma pięćdziesiąt lat. Jest jak stara, okropna, zasuszona ryba! 

- No to może ganiasz na Simonem? - rzucił Knut. Simon, dziewiętnastolatek, był nieco 

młodszy od Elise. Wszystkie dziewczyny czuły do niego słabość, z czego skrzętnie korzystał. 

Ale  dla  nikogo  nie  stanowiło  tajemnicy,  że  często  popatrywał  tęsknie  w  stronę  domku  na 

cyplu. 

-  Simon  to  tylko  chłopak!  -  prychnęła  lekceważąco  Elise.  Knutowi  wydało  się,  że  z 

przekonaniem. Jakąż on mógł mieć nadzieję, skoro Simon - mówiący niskim głosem, szeroki 

w ramionach, o mocnych nogach i dłoniach nawykłych do pracy - został określony przez nią 

pogardliwie jako „chłopak”? 

-  No  to  pozostaje  ci  tylko  Kristoffer.  Wszyscy  inni  są  za  młodzi.  Przecież  chcesz 

dojrzałego mężczyznę! 

Elise  cisnęła  w  niego  zwiniętą  mokrą  koszulą.  Tym  razem  był  czujny  i  zdołał  ją 

złapać, zanim go dosięgła. 

background image

- Reijo myślał, że to Rosjanie? - spytała, skinąwszy głową w kierunku łódki cumującej 

u brzegu. 

Chłopak przytaknął, zmieszany w imieniu Reijo. 

- Ona na pewno nie żyje. Taka myśl i jemu przemykała przez głowę, ale coś w duszy 

sprzeciwiało się temu. Ona... Raija nie mogła nie żyć. 

- Raija by wróciła. - Elise wydawała się przekonana o swojej racji. - Minęło dziesięć 

lat. Na pewno nie żyje. 

- Kochałaś ją? 

Elise przytaknęła, unikając wzroku Knuta, on jednak wiedział, że miała łzy w oczach. 

- Raija była najwspanialsza na świecie! Mówcie, co chcecie, ale ona nigdy by was nie 

zawiodła. Nas. Także nie Reijo. 

- Reijo wcale nie uważa, że ona nie żyje. Elise wyprostowała się, wyżymając ostatnią 

sztukę bielizny. Skierowała ciepłe spojrzenie w stronę opiekuna. 

- On nie chce w to uwierzyć. Ale na pewno tak myśli. Raija zawsze była w jego życiu. 

Nie umiałby żyć bez wiary, że ona gdzieś tam jest. 

-  Wielka  miłość  -  rzucił,  pogardliwie  Knut,  który  uważał,  że  całe  to  gadanie  o 

uczuciach jest mocno przesadzone. 

-  Nie  pamiętacie  jej  tak  dobrze,  jak  ja  i  Reijo  -  odparła  Elise.  -  Inaczej  i  ty,  i  Maja 

rozumielibyście nas. 

- Pamiętam wystarczająco dobrze - rzucił chłopak twardo. - Czy to wszystko? - spytał, 

wskazując na dobrze wypełniony kosz. Nie czekając na odpowiedź, podniósł go z wysiłkiem i 

poszedł, schylony, pod górę w stronę domu. Droga dłużyła mu się, lecz nie zatrzymał się ani 

razu. 

Elise  miała  swoje  wspomnienia.  Ida  -  dziwaczne  marzenia.  Nie  wiedział,  czym  żyje 

Reijo,  ale  on  też  musiał  coś  mieć.  Sam  pamiętał  tylko  matkę,  której  teraz  nie  było.  Piękną 

matkę, a przy niej mężczyzn. Matkę, która odeszła bez podania przyczyny. 

I która już nie wróciła. 

Nie potrzebował jej! Nie potrzebował wspomnień o niej! Równie dobrze mógł żyć bez 

ż

adnej Raiji. 

-  Powinieneś  to  przynieść  na  dwa  razy  -  rzucił  Reijo.  Siedział  na  progu  i  śledził 

wzrokiem łodzie na fiordzie. 

-  Wielki  chłop,  wielki  ciężar!  -  zaśmiał  się  Knut.  Chciał,  żeby  jak  zwykle  nikt  nie 

potraktował go poważnie. Postawił kosz na ziemi koło wioseł. Elise zajmie się resztą. 

background image

Reijo  zerknął  na  chłopca,  który  usiadł  koło  niego.  Szesnaście  lat,  no,  prawie.  To  już 

prawie  szesnaście  lat  temu  w  pewną  listopadową  noc  musiał  odegrać  rolę  położnika.  Już 

nigdy wcześniej ani potem nie wytrzeźwiał tak szybko. 

Maja  ma  lat  siedemnaście.  Jego  ukochana,  choć  nie  rodzona  córka.  Drobna,  ale  o 

kobiecych kształtach jak Raija. Córka Mikkala. Uparta, gwałtowna, humorzasta... 

Obiecał sobie, że będzie na nią uważał. Że zadba o to, aby nikt na tym świecie jej nie 

zranił.  Ochroni  ją  przed  złem.  Ale  nie  był  w  stanie  tego  dokonać.  Gdy  była  dzieckiem, 

zmuszał złośliwe języki do milczenia. 

Teraz  stawała  się  kobietą  i  nic  już  nie  mógł  dla  niej  zrobić.  Mógł  się  tylko  modlić, 

ż

eby spotkała mężczyznę, który okaże się na tyle wspaniałomyślny, że nie dostrzeże jej blizn. 

Który wyniesie ponad nie wszystkie inne jej zalety. 

Ale  to  i  tak  nie  pomoże.  Maja  przecież  wiedziała,  że  jej  policzki  nigdy  nie  będą 

gładkie jak jedwab. 

Serce  Reijo  krwawiło.  Żaden  ojciec  nie  przekona  młodych,  że  uroda  ma  znaczenie 

tylko na początku. Młodzi nie wierzyli. 

Przy tak uderzająco ładnych siostrach Maja nie mogła myśleć inaczej. 

Ida  odziedziczyła  po  Raiji  jej  dziką  piękność.  Ognistorude  włosy  i  brązowozielone 

oczy miały w sobie coś magicznego. Coś, co Reijo rozpoznawał i pamiętał jako cechę Raiji. 

Nadal była dla niego dzieckiem, choć pewnie jako jedyny ojciec uważał czternastoletnią cór-

kę za dziecko.  Liczył się z tym, że  Ida może  w przyszłości sprawiać mu  kłopoty.  I tak miał 

już  teraz  dosyć  zamieszania  z  powodu  Elise.  Któż  by  mógł  przypuszczać,  że  ta  blada 

dziewczynka wyrośnie na tak piękną... dziką różę! 

Wokół  ich  domku  dosłownie  wydeptano  ścieżki  wzdłuż  ścian.  Wieczorami  słyszało 

się  tyle  odgłosów  kroków,  że  można  by  przypuszczać,  iż  prowadzą  tamtędy  szlaki  jakichś 

gnomów. Po zapadnięciu ciemności grad kamyków uderzał w okno pokoju, gdzie spały Maja 

i Elise, jednak to nie Maja była wywoływana. 

Nawet  tak  stateczny  mężczyzna  jak  Kristoffer  znad  fiordu  zaczynał  smalić  do  niej 

cholewki. 

Reijo  uważał,  że  to  nie  wypadało  z  racji  wieku.  Kristoffer  niemal  mógłby  być  jego 

ojcem.  Mimo  to  biedny  Kwen  nie  mógł  ot,  tak,  odesłać  z  kwitkiem  takiego  godnego 

człowieka, który stałby się wtedy obiektem żartów w wiosce. 

Tu zostali pochowani pradziadowie Kristoffera. Był niewątpliwie kimś, z kim należało 

się liczyć. Może nie bogacz, ale miał trochę ziemi i łodzie. 

background image

Na pewno nie pozwoli staremu ożenić się z Elise, ale musi mu odmówić tak, by go nie 

obrazić.  Czuł  się  samotny  wobec  konieczności  podjęcia  decyzji.  Był  tylko  z  dziećmi,  które 

już zresztą dorastały. Zastanawiał się czasem, jak to będzie, gdy wszystkie wyfruną z gniazda, 

a on pozostanie wolny i nie związany żadnymi zobowiązaniami. 

W taki dzień jak ten, gdy widział żagiel w oddali na horyzoncie, serce zaczynało mu 

bić jak oszalałe. Jak w czasach młodości. Wtedy wierzył, że Raija powróci. 

Reijo  był  przekonany,  że  Raija  nigdy  by  go  nie  zawiodła.  Dla  niego  stanowiła 

uosobienie wierności. 

Gdyby uwierzył, że nie powróci, musiałby spojrzeć w oczy gorzkiej prawdzie, że nie 

może tego uczynić. 

Ze nie żyje. 

Reijo nie był jeszcze na to gotów. 

-  No,  synu  -  rzucił  w  stronę  Knuta.  -  To  nie  dla  nas,  mężczyzn,  tak  siedzieć  z 

założonymi  rękami.  Narąbmy  drzewa  na  saunę.  W  końcu  sobota  zdarza  się  raz  na  tydzień, 

prawda? 

Zbudował własną saunę. To był jego kawałek Finlandii w Norwegii, coś, czego by się 

za  nic  nie  wyrzekł.  Nigdy  nie  uważał,  że  można  uznać  się  za  czystego  po  pluskaniu  się  w 

cebrze, w którym po kolei kąpała się cała rodzina. Nie, sauna to coś zupełnie innego. 

Knut  westchnął.  Jego  oczy  nadal  śledziły  statki,  które  najwyraźniej  zmierzały  na  tę 

stronę fiordu. 

- Jeszcze zostanie masa czasu' na włóczenie się przy brzegu i oglądanie tych statków, 

chłopcze. Dla nas obu - dokończył gorzko Reijo. 

Po tych słowach zapadła smutna cisza. Knut wstał bez ociągania się. 

background image

Maja wróciła ze swej górskiej samotni jakiś czas po tym, jak rodzina rozeszła się już 

po  posiłku  złożonym  z  zupy  rybnej  i  kaszy.  Garnek  stał  przy  palenisku,  utrzymując  ciepło 

potraw. Zwykle Reijo mawiał, że ten, kto nie pilnuje pór posiłków, musi obywać się bez nich. 

Milcząc, wzięła drewnianą miseczkę i nalała sobie trochę zupy. 

Elise siedziała przy stole tak, aby promienie wieczornego słońca padały na jej dłonie. 

Łatała  koszulę  Kmita.  Był  mistrzem  w  darciu  ubrań,  jednak  Elise  udawało  się  je  tak 

reperować,  że  niemal  nie  było  znać  szwów.  Jeszcze  jedna  z  jej  zalet,  pomyślała  Maja 

szyderczo. 

Były  tylko  we  dwie.  Reijo  i  Knut  poszli  do  sauny,  a  Ida  wybiegła,  żeby  pomyśleć. 

Utrzymywała,  że  aby  móc  porządnie  myśleć,  potrzebuje  wokół  siebie  masy  świeżego 

powietrza. 

Elise podniosła wzrok znad robótki. 

-  Nie  powinnaś  brać  słów  Knuta  poważnie  -  zaczęła  ostrożnie.  -  Ma  niewyparzony 

język  i  plecie  trzy  po  trzy.  Nawet  nie  wiem,  czy  ten  szczeniak  się  zastanawia,  zanim  coś 

powie, czy nie. 

Maja  oparła  łokcie  na  stole  i  wbiła  wzrok  w  Elise.  Patrzyła  na  jej  bujne  pszeniczne 

włosy  wijące  się  przy  skroniach,  błękitne  oczy  pod  jasnymi  brwiami,  miękkie  policzki  o 

gładkiej  skórze,  lekko  zaróżowionej  pod  wpływem  słońca,  małe  usta  pod  drobnym  nosem, 

smukłą szyję... 

- Nie rozumiesz tego, Elise - rzuciła. - Nie możesz rozumieć. 

- Mogłabyś wobec tego porozmawiać ze mną, zamiast uciekać za każdym razem, gdy 

coś się dzieje przeciwko tobie. 

- Już tak muszę - odrzekła Maja. - Nikomu się nie narzucam. Właśnie tak chcę. 

- Nie dajesz sobie szansy - sprzeciwiła się Elise. - Nie dajesz też szansy nikomu z nas. 

Jeżeli  coś  sprawia  ci  przykrość,  chcemy  ci  pomóc.  Jestem  przecież  prawie  twoją  siostrą,  do 

diabła! 

Maja uśmiechnęła się krzywo pomiędzy dwoma łykami letniej zupy. 

-  Któż  by  przypuszczał,  że  tak  bardzo  się  mną  przejmujesz?  -  spytała,  patrząc 

nieprzyjaźnie na Elise. - I nie jesteś wcale moją siostrą, zapewniam cię! 

- Mogłabym poprosić Reijo, żeby puścił cię dziś ze mną na tańce. 

Maja zapatrzyła się na kawałek ryby samotnie pływający na skraju miski. 

background image

- Nie rób sobie kłopotu - odpowiedziała. - Ja nie tańczę. Zresztą nie chcę, żebyś miała 

przeze  mnie  jakieś  przykrości.  Nie  mogę  przecież  zaszkodzić  mojej  prawie  siostrze.  Co  by 

było,  gdyby  Kristoffer  się  tam  wybrał  i  mnie  zobaczył!  Pomyślałby  może,  że  to  jest 

zaraźliwe! 

-  Zabawa  jest  dla  młodych  -  odparła  Elise  i  gwałtownie  zrobiła  kilka  ściegów. 

Czasami miała ochotę uderzyć Maję, potrząsnąć nią porządnie. Nigdy jednak nie mogła się na 

to zdobyć. - Za bardzo użalasz się nad sobą! 

- Łatwo ci to mówić. Ciebie to nie dotyczy. 

-  Istnieją  większe  smutki  niż  twoje,  Maju  -  stwierdziła  Elise  z  odcieniem  bólu  w 

głosie. 

Maja drgnęła, ale zaraz powróciła do jedzenia. 

Nigdy  się  nie  dogadają.  Tym  razem  też  nie.  Jakaś  gorycz  zawsze  będzie  leżała 

pomiędzy  nimi  i  zatruwała  ich  dni.  A  mogłyby  zostać  przyjaciółkami.  Ich  losy  były  tak 

podobne... Mimo to ta gorycz stworzyła pomiędzy nimi przepaść, głęboką i bez dna. 

Od  progu  dobiegł  je  odgłos  męskich  kroków.  Dziewczęta  były  tak  pochłonięte 

rozmową,  że  nie  dostrzegły  wcześniej  mężczyzn,  którzy,  pochyleni  pod  ciężarem  worków 

ż

eglarskich, wchodzili pod górę w stronę ich domku. 

To nie mogli być Reijo z Knutem, oni chodzili boso. 

Skierowały  wzrok  ku  drzwiom.  Ujrzały  dwóch  mężczyzn  pochylonych  przy 

przestępowaniu  progu.  Koszula  Knuta  zsunęła  się  na  podłogę.  Nie  było  obawy,  że  się 

zabrudzi, bo dopiero co wyszorowano deski piaskiem. 

Maja  o  mało  nie  przewróciła  miski,  tak  gwałtownie  wstała.  Wtedy  przypomniała 

sobie, że przecież nie ma już dwunastu lat tak jak wtedy, gdy ci dwaj wyjeżdżali. 

Siedemnastolatki  nie  szafują  uściskami.  Dostojnie  wygładziła  fartuch  i  powoli 

podeszła,  aby  ich  przywitać.  Pożałowała  zaraz,  gdy  Elise,  dwudziestolatka  i  bardziej 

ś

wiadoma tego, co wypada, jak dziecko rzucała się im po kolei na szyję. 

- Aleksanteri! - krzyczała przenikliwie jak mewy nad resztkami ryb. - Matti! 

Została mocno uściskana i okręcona w powietrzu przez silne ramiona. 

- Już straciłam nadzieję, że wrócicie! - dodała. 

Santeri uśmiechnął się, lekko zażenowany. Nic się nie postarzał przez te lata. 

-  Takich  jak  my  łatwo  się  nie  pozbędziecie.  Wtedy  wystąpiła  do  przodu  Maja,  cicha 

jak cień. 

Czuła  się  zresztą  tak  samo.  Dłoń,  którą  podawała  przybyszom,  była  mała,  ale  uścisk 

mocny. 

background image

-  Witam  w  domu,  wujku  Matti  i  Aleksanteri.  Matti  uściskał  tę  pozornie  niechętną 

siostrzenicę. 

-  Maja!  Już  taka  duża!  -  śmiał  się,  pokazując  dłonią,  dokąd  przy  rozstaniu  sięgała 

głowa Mai. - Czuję się bardzo stary, gdy na was patrzę. Takie dorosłe panny! Chyba tu głośno 

nocami? Reijo pewnie wyrywa sobie włosy z głowy i przeklina zalotników? 

Elise uśmiechnęła się lekko, a twarz Mai spochmurniała. 

- Na pewno nie z mojego powodu wydeptują tu ścieżki. 

Maja po raz pierwszy zdobyła się na wypowiedzenie tego głośno, na nazwanie rzeczy 

po  imieniu.  Sprawiło  jej  to  ból,  ale  też  napełniło  rodzajem  ulgi.  Od  razu  poczuła  się  silna, 

niemal niezwyciężona. 

- A Raija? - spytał Matti prawie bezgłośnie. Maja odwróciła się. Zacisnęła pięści. Ta 

prawda  nie  stawała  się  lżejsza  mimo  nazwania  jej  po  imieniu.  Elise  potrząsnęła  przecząco 

głową. 

- I nie macie żadnych wieści? Dziewczyna znów zaprzeczyła. 

-  Już  przestaliśmy  czekać,  Matti.  To  było  tak  dawno.  Dziecinne  byłoby  wierzyć 

jeszcze w to, że ona powróci... 

- A Reijo? 

- Nadal czeka - rzuciła Maja twardo. - Wciąż się łudzi. Nie chce spojrzeć prawdzie w 

oczy. 

- Umarła - powiedział Santeri niechętnie. 

Matti pokiwał głową. 

Nikomu z nich nawet nie przyszło do głowy, że Raija mogła oszukać Reijo i dzieci. W 

niej nie było miejsca na taką zdradę. 

- A gdzie jest Reijo? 

- W saunie z Knutem. 

-  Sauna!  -  Matti  wymówił  to  słowo  jak  miłosne  zaklęcie.  -  Zbudowaliście  saunę? 

Pamiętasz, kiedy ostatnio byliśmy naprawdę czyści, Santeri? Przydałoby się trochę wypocić, 

co ty na to? 

-  Idę.  -  Nie  trzeba  było  go  prosić  dwa  razy,  jeśli  chodziło  o  łaźnię.  Nigdy  nie  nabrał 

zaufania do podejrzanych zwyczajów kąpielowych Norwegów. Sauna to było coś więcej niż 

kąpiel. Stanowiła część jego życia. 

-  Chyba  ostatnio  byliśmy  tam  w  Alcie!  -  Santeri  zaraz  zaczęło  swędzieć  całe  ciało. 

Często nazywano go zawszonym Kwenem, ale dopiero teraz się takim poczuł. 

background image

Matti  już  na  progu  ściągnął  kurtkę  i  buty,  teraz  rozpiął  i  zdjął  koszulę.  Powinien 

właściwie zmarznąć, bo wieczory były nadal chłodne o tej porze roku, ale Matti Alatalo był 

zahartowany. 

-  Czyż  tu  nie  jest  pięknie?  -  spytał,  przebiegając  wzrokiem  po  potężnych  górach, 

wciśniętym  pomiędzy  nie  fiordzie,  sosnowym  lesie  porastającym  zbocza,  rzece,  która  miała 

swe  źródło  w  jego  ojczyźnie.  -  Ech,  Santeri,  tu  jest  tak  pięknie,  że  aż  mnie  coś  ściska  w 

dołku! 

Aleksanteri Kilpi żył dłużej niż Matti. Dla niego najpiękniejsze były niziny. 

- Łatwo wpadasz w zachwyt, chłopcze - rzucił sucho. 

-  Wyśpiewywałeś  pochwały  Alty.  Byłeś  gotów  zostać  w  Nordreisa,  Tana  i  Tenojoki, 

kochałeś  Tornedalen,  wybrzeże  Finnmarku  przyciągało  cię  i  przerażało...  A  teraz  Jykea. 

Chyba uważasz, że wszystko jest piękne! 

Matti zaśmiał się. W słowach Santeriego było sporo prawdy. Chyba po prostu kochał 

ten kraj. 

- Wszędzie czuję się jak w domu. Ramię w ramię poszli w kierunku zbudowanej z bali 

sauny, stojącej w pewnej odległości od ostatnich szop. 

Matti miał długie nogi i był dobrze zbudowany. Złociste włosy opadały mu na kark i 

tęsknił  też  za  ogoleniem  brody.  W  czasie  wędrówki  nikt  nie  goli  się  codziennie.  Teraz  miał 

ochotę pokazać się z jak najlepszej strony. 

Santeri był niższy i drobniejszy, o bledszej skórze, rudoblond włosach i zmarszczkach 

na  twarzy,  zdradzających,  że  skończył  już  trzydzieści  pięć  lat.  Życie  wolnego  strzelca  ma 

swoją cenę. 

W sobotni wieczór wczesnym latem coś zapukało do ściany sauny Reijo. Ponury głos 

zawołał: 

-  Reijo  Kesaniemi!  Reijo  Kesaniemi,  czy  mnie  słyszysz?  Twoi  sąsiedzi  chcą  z  tobą 

pogadać... 

- Strzygi! - wyrwało się Knutowi, mimo że uważał siebie za rozsądnego i odważnego 

mężczyznę. Ale nie udawało mu się całkiem przestać wierzyć w istoty spod ziemi... 

Reijo natychmiast znalazł się przy drzwiach sauny. Nadal był szybki jak młodzieniec. 

- Wreszcie te młokosy będą mieli ze mną do czynienia! Tego już za wiele! 

Knut wdrapał się na półkę najwyżej, jak mógł. Nie miał ochoty stawać twarzą w twarz 

z groźnymi istotami. Dla niego mogły na zawsze pozostać pod ziemią. 

background image

-  Cholerne  szczeniaki!  -  warczał  Reijo  na  wpół  wychylony  przez  drzwi.  Nikogo  nie 

dostrzegł.  Pewnie  się  schowali,  bezczelni.  Ale  nikt  nie  będzie  sobie  stroił  żartów  z  Reijo 

Kesaniemi, tego się już powinni nauczyć! 

Zza sauny dobiegł go śmiech. 

Reijo pobiegł w tamtą stronę. Jego ciało mogło się równać z młodszymi o dziesięć lat. 

Miał  nieco  krzywe  nogi,  ale...  na  pewno  dałby  radę  wymłócić  niejednego!  Ci  chyba  byli  na 

tyle głupi, że nie uciekali. Pewnie sądzili, że staremu Kesaniemi nie starczy sił, żeby uderzyć 

pięścią prosto w ich szczerzące się gęby... 

Wreszcie „strzygi” wyszły z ukrycia, nadal chichocząc. 

Reijo westchnął, zrezygnowany, i tylko potrząsnął głową. 

- Skąd miałem wiedzieć, że to wy? Matti i Santeri nie mogli powstrzymać śmiechu. - 

Jesteście dranie - Reijo też zaczął się uśmiechać. - Pojawiliście się naprawdę jak spod ziemi. 

Tyle lat... 

- Gdy odjeżdżałem, nigdy nie sądziłem, że zobaczę cię następnym razem uganiającego 

się na golasa sobotnią nocą - stwierdził Matti ze złośliwym uśmieszkiem. 

Reijo spojrzał po sobie i dopiero wtedy zrozumiał, że to prawda. 

Uśmiechnął się, zmieszany. 

- Tak się wściekłem, że o niczym nie myślałem - powiedział, przekradając się w stronę 

uchylonych  drzwi  sauny,  przez  które  uciekało  drogocenne  ciepło.  -  Byłem  pewien,  że  to 

jakieś młokosy stroją sobie ze mnie żarty. 

Wszedł do środka i zwrócił się do Knuta: 

- Masz tutaj swoje strzygi. To ich trzymają się głupie żarty. 

Knut zamrugał. 

- Przypłynęliście statkiem? 

Przybyli wyskoczyli ze spodni i wdrapali się na półkę pod sufitem. Wszyscy siedzieli 

teraz w największym cieple. 

Reijo, gdy tylko zamknął za sobą drzwi, polał kamienie wodą i zadbał, aby brzozowe 

witki leżały pod ręką. 

Fińska  sauna  była  przyjemnością,  ale  także  wzmacniała  i  hartowała  ciało.  Norweska 

sobotnia kąpiel w cebrzyku ustawionym pośrodku izby, z wodą coraz brudniejszą i zimniejszą 

po kolejnych członkach rodziny, nie mogła się równać z tym pełnym oczyszczeniem ciała, a 

nawet duszy. 

-  Spotkaliśmy  dziewczęta.  -  Matti  aż  przewrócił  oczami  z  zachwytu.  -  Któż  by 

przypuszczał, że takie piękne kwiaty wyrosną z tych smarkul. Idy nie było. Ona ma już... 

background image

- ... trzynaście, prawie  czternaście - dopowiedział Reijo z ojcowską dumą w głosie. - 

Urodziła  się  w  Boże  Narodzenie,  więc  jeszcze  zostało  jej  kilka  miesięcy  dzieciństwa. 

Wszystkie chciałyby już rozprostować skrzydła, a mnie się kraje serce. 

-  Maja  i  Elise  powiedziały,  że...  ona...  nie  dała  znaku  życia.  -  Matti  nie  musiał 

wymieniać imienia. I tak wiadomo było, kogo miał na myśli. 

- Nie. 

Knut  wolał  nie  patrzeć  na  Reijo.  Nie  mógł  znieść  widoku  jego  kamiennej  twarzy  i 

spojrzenia, które za każdym razem, gdy był zmuszony do stwierdzenia tego faktu, stawało się 

jakby bardziej martwe. 

- Minęło sporo czasu. 

- Tak. Dziesięć lat. 

-  Na  pewno  wiesz,  co  to  może  oznaczać...  Reijo  pokiwał  głową,  nie  spuszczając 

wzroku  z  Mattiego.  To  też  był  rodzaj  cierpienia  zadawanego  samemu  sobie.  Oczy  chłopaka 

bardzo przypominały oczy siostry. Takie samo mądre ponad wiek, brązowoczarne spojrzenie 

w młodej twarzy. Oczy Alatalo... Tak, Reijo znal to spojrzenie. 

- Przez te lata moją ostatnią myślą przed zaśnięciem i pierwszą po obudzeniu się było: 

„Ona nie wróci. Czekasz na próżno, ona nie wróci. Nie żyje, a ty się nigdy nie dowiesz, jak 

umarła”. - Nabrał powietrza i spojrzał na swoje luźno splecione dłonie. Wiele się ostatnio mo-

dlił, więcej niż w ciągu całego życia. Nie wyglądało jednak na to, żeby Wszechmocny brał to 

poważnie. Widać Jemu też na nim nie zależało... - Ale to moja wina. To był mój pomysł, aby 

popłynęła do Rosji. Błagałem ją o to. Sam ją przekonałem, że to jest jedyne rozwiązanie... 

- A nie było? - spytał Matti cicho. 

- Może i nie. Wiemy przecież, co się tu potem działo. Może i ją udałoby się ukryć. Nie 

szukali przecież zbyt dokładnie... 

Knut  był  przekonany,  że  to  Raija  postanowiła  wyjechać,  że  opuściła  ich  z  lekkim 

sercem. 

-  To  ty  ją  prosiłeś,  żeby  popłynęła  z  Ruskimi,  Reijo?  -  spytał  chłopiec  z 

niedowierzaniem. Szeroko otwarte oczy żądały odpowiedzi. 

Na najwyższej półce sauny stało się tak ciasno, że zabrakło tam miejsca na kłamstwa. 

Knut miał pewność, że usłyszy prawdę. 

Reijo spojrzał w oczy chłopcu, który niemal był jego synem. 

-  Musiałem  ją  nakłonić  do  ucieczki.  Płakała,  zanim  nie  zacisnęła  zębów  i  nie 

pogodziła  się  z  tym.  Ja  wiedziałem,  do  czego  to  może  doprowadzić.  Ona  nie.  Nie  wiem, 

możliwe, że została w Rosji z własnej woli... 

background image

Matti był obdarzony taką samą intuicją jak Raija. 

- Teraz mówisz o czymś innym, Reijo, nie o tym, co jej groziło tutaj? 

-  Kapitanem  okrętu  był  znajomy  Raiji,  wspominałem  ci  o  nim,  Matti,  pamiętasz?  I 

pamiętasz może to gorzkie pytanie, które mi wtedy zadałeś? 

Mattiemu  rozgorzały  policzki.  Mimo  wieku  skłonność  do  rumieńców  nie  chciała  go 

opuścić. 

- Spytałem, czy to jeszcze jeden z jej kochanków - odpowiedział zażenowany. - A był? 

Wtedy zaprzeczyłeś. Czy skłamałeś? 

Reijo potrząsnął głową. 

-  Nie  był.  Wtedy  nie  -  dodał  z  trudem.  -  Jewgienij  miał  jednak  jakąś  tęsknotę  w 

spojrzeniu,  marzenie,  które  go  spalało...  -  Reijo  zamilkł,  a  potem  prychnął  ze  złością:  -  Nie 

umiem  o  tym  mówić.  Może  w  ten  sposób  powinno  się  mówić  do  kobiet,  ale  z  tym  szło  mi 

zawsze nie najlepiej... Jewgienijowi wydawało się, że ją kocha. Wierzył w to do tego stopnia, 

ż

e nie był zdolny kochać się z żadną inną kobietą. 

-  Sądzisz,  że  ona  z  nim  została?  Reijo  wzruszył  ramionami.  Po  minie  Mattiego  po-

znawał, że w to nie wierzy. 

- Wiesz sam, że Raija zawsze pomagała tym, którzy jej potrzebowali, wspierała tych, 

których uznawała za słabych... 

- Tak, pewnie masz rację. - Matti oparł się o ścianę i poczuł, jak bele parzą mu plecy. 

Gorąco  nie  mogło  mu  zaszkodzić,  był  przecież  Finem.  Sauna  to  dobry  przyjaciel,  a 

przyjaciele  nie  robią  sobie  krzywdy.  -  Ale  tutaj  w  Jykea  pozostali  ci,  którzy  także 

potrzebowali Raiji. Ona nie mogła tak postąpić. 

-  Raija  żyła  tak,  jak  jej  podpowiadało  serce  -  powiedział  Santeri  bez  większego 

przekonania. Wiedział, że serce mogło prowadzić Raiję w nieprzewidzianych kierunkach, ale 

wiedział także, że jej poczucie obowiązku jest jeszcze silniejsze. 

- Czasami myślę, że nie miała tu do czego wracać po śmierci Mikkala - szepnął Reijo. 

- Co masz na myśli? 

- Nie wiem. 

- Chyba nie mówisz tego poważnie! - Matti bronił siostry, a przez to dobrego imienia 

całego rodu. - Raija jest jedną z Alatalo. Jest bardziej uparta ode mnie. Nigdy by nie została w 

Rosji, niezależnie od tego, jak gorąco bilo jej serce. Ona by wróciła. Przesłałaby wiadomość. 

Przecież  pływają  statki  pomiędzy  Rosją  a  Norwegią!  Ty  sam  sobie  nie  wierzysz,  Reijo.  Nie 

możesz  tak  myśleć!  Znasz  ją lepiej  niż  którykolwiek  z  nas! Jesteś  jej jedynym  prawdziwym 

przyjacielem. I ty to mówisz?! Ty spośród wszystkich ludzi? 

background image

- Lepiej jest myśleć, że ona nie żyje. - Reijo wykrzywił twarz w grymasie. - Dziesięć 

lat  to  szmat  czasu.  Przez  pierwszy  rok  masz  jeszcze  nadzieję.  Możesz  czekać  bez  tego 

szarpiącego serce bólu. Zachowujesz wiarę jeszcze przez następne dwa, trzy, cztery lata. Ale 

potem  zostaje  tylko  zwątpienie,  Matti.  Marzenia  i  nadzieja  mogą  być  bardziej  dziurawe  od 

skarpet po długim rejsie. Moja nadzieja już długo chodzi boso. Minęło dziesięć lat. 

-  A  ty  sam?  W  pytaniu  szwagra  zabrzmiało  wyzwanie.  Reijo  nie  był  zaskoczony 

sposobem mówienia i wyrazu twarzy Mattiego. Mijające lata upodabniały brata coraz bardziej 

do  Raiji.  A  może  dopiero  teraz  dostrzegł  to  podobieństwo?  On,  który  widywał  jej  twarz  w 

marzeniach niemal przez połowę życia... 

- Ja? Łowię ryby. Hoduję zwierzęta. Poluję. Sprzedaję skóry na targu. Żyję. 

- Jesteś chyba najwierniejszą osobą w Norwegii. Reijo wzruszył ramionami. 

- Nie uważam, żebym cokolwiek przez to stracił. Takie życie dużo mi dało. Więcej niż 

przypuszczają inni mężczyźni. Pewnie nie traktują mnie jak prawdziwego mężczyznę, jednak 

w tym babskim życiu odkryłem wartości, których istnienia się nie domyślałem... 

Knut  wcisnął  się  w  kąt.  Po  raz  pierwszy  znalazł  się  w  towarzystwie  mężczyzn  jako 

jeden z nich. Był świadkiem rozmowy tak ważnej jak ta. Wiedział, że jego życie będzie inne 

po tym wieczorze. Zacznie inaczej myśleć o Reijo. Dostrzegł głębię jego osobowości, o której 

dziewczęta nie miały pojęcia. Nikomu o tym nie powie, nawet Mai. Nikt nie będzie wiedział, 

jaki Reijo jest naprawdę wrażliwy. Knut umie dochowywać tajemnicy. 

- No a wy? - usłyszał pytanie Reijo. 

-  Fruwaliśmy  jak  ptaki  -  odrzekł  Matti.  -  Opowiem  wszystko,  ale  nie  na  półce  w 

saunie. Na to nadaje się ława przed paleniskiem w izbie. 

- No i będziesz miał więcej słuchaczy... - rzucił kąśliwie Reijo. 

Knut wiedział już, że ten wieczór nie będzie smutny. Będzie inny. 

Wujek Matti wypełni go śmiechem. Śmiechem rodu Alatalo... 

background image

Trudno  było  znaleźć  pasujące  na  obu  mężczyzn  czyste  ubrania.  Reijo  i  Knut  musieli 

im pożyczyć i koszule, i spodnie. Santeri, drobny i szczupły, bez większych trudności założył 

ubranie Knuta. Gorzej było z Mattim, który był szerszy w ramionach i miał dłuższe nogi niż 

Reijo. Jego spodnie sięgały mu ledwie za kolana. 

Dziewczęta z trudem ukryły uśmiechy, gdy pojawił się w drzwiach obleczony w cudze 

szaty. 

-  Wspaniale  wyglądasz,  wujku  Matti  -  stwierdziła  Ida,  poważna  może  przez  trzy 

sekundy, zanim nie wybuchnęła śmiechem. 

Matti pogroził jej palcem, zastanawiając się na głos, czy aby Reijo dobrze wychował 

swoje dzieci. Uśmiech jednak czaił się w kącikach jego ust. 

Podano  kolację.  Była  to,  jak  zwykle,  kasza.  Elise  jednak  tym  razem  wlała  więcej 

mleka. W końcu wędrowcy powinni się dobrze odżywiać. 

- Czekamy teraz na waszą opowieść - oznajmił Reijo, patrząc na tych, od których nie 

miał wieści od sześciu lat. 

- Dzisiaj nie dojedziemy dalej niż do Raisi - zaczął Matti. 

-  Gdyby  to  od  niego  zależało,  zostalibyśmy  tam  na  dobre  -  wtrącił  Santeri 

uszczypliwie. - Nie umiał trzymać się z dala od dziewcząt... 

Matti  uśmiechnął  się  z  zażenowaniem.  Dziwne,  opowiadali  już  przecież  o  swoich 

przygodach mężczyznom spotkanym po drodze i wcale się wtedy tak nie czuł... 

-  Była  miła,  a  ja  byłem  młody  -  rzucił  tonem  wyjaśnienia.  -  W  Alcie  poszło  nam 

lepiej. 

Aleksanteri westchnął znacząco. 

- Do tej pory tylko ja wpadałem w tarapaty. Uciekałem przed rozsierdzonymi ojcami 

albo próbowałem czarować i matkę, i córkę. Ten tu chłopak sprawił, że patrzę teraz poważnie 

na życie.  Zapomniał dodać, że nas wygnano z Raisi. Dziewczyna sądziła, że zaszła w ciążę. 

Matti nie miał zamiaru się żenić, ojciec wyklął nas obu... no i okazało się, że potomka jednak 

nie będzie! Wtedy uciekliśmy, nim ktokolwiek zdążył mrugnąć. Dziewczę nie było widać aż 

tak cnotliwe, jakby tego chciał ojciec. 

Policzki Mattiego płonęły. Nadal się uśmiechał, ale jego uśmiech przypominał raczej 

grymas. 

background image

Ida słuchała zachwycona, łokciami wsparta o stół. Zapomniała całkiem o jedzeniu, te 

opowieści  były  o  wiele  lepsze!  Niemal  nieprzyzwoite,  Reijo  wolałby  pewnie,  żeby  ich  nie 

słuchała. To prawdziwie męskie rozmowy, ale jakże ciekawe! 

-  Szczeniak  stał  się  ostrożniejszy  z  upływem  czasu  -  przyznał  Santeri.  -  W  końcu 

usłuchał rad starca... 

- W Alcie spotkaliśmy wielu Finów - powiedział Matti i odchrząknął. Nie zdobył się 

na podniesienie wzroku i napotkanie oczu patrzących na niego wyczekująco. Nie uważał się 

za  żadnego  bohatera,  żaden  przykład,  wzór  do  naśladowania.  Był  zwyczajnym,  nie  wolnym 

od wad mężczyzną. Żył tak, że może i nie był z tego zbyt dumny, ale i też nie uważał, że ma 

się czego wstydzić. - Tak, niektórzy przybyli w tym czasie, gdy mieszkała tam Raija. - Matti 

kiwnął głową w stronę Reijo. - Inni żyli tam mniej więcej od mojego urodzenia. Bali się, że 

zaciągną  ich  do  wojska,  uciekli  więc  do  Norwegii.  Niektórzy  pamiętali  jeszcze  Raiję.  Nie 

chwaliłem  się  specjalnie,  że  jestem  jej  bratem,  ale  wielu  twierdziło,  że  ją  przypominam. 

Niektórym się przyznałem, że to prawda... - Chłopak uśmiechnął się lekko. - Wydało mi się 

dziwne, że tak wielu ją nadal lubiło. Nie była przecież jedną z nich. Ale ją lubili. Nie wiem, 

dlaczego, ale to dało się odczytać z ich twarzy. 

-  Alta  nie  jest  jednak  rajem  dla  Finów  -  stwierdził  Santeri.  -  Tamtejszy  wójt  jest 

szalony,  nie  znosi  niczego,  co  jest  odmienne.  Nie  podoba  mu  się  sposób,  w  jaki  uprawiamy 

ziemię.  Uważa,  że  niszczymy  las  przez  wypalanie.  Jakby  nie  było  tam  dość  lasów!  Spalony 

las  daje  najlepszą  glebę,  to  wie  każdy  Fin.  Ale  ten  Norweg  jest  uparty  i  mówi,  że  Finowie 

rujnują kraj. - Pokręcił głową z dezaprobatą. - Zrobiło się całkiem niemiło. Więc odeszliśmy. 

Nic tam nas nie trzymało. Nawet Mattiego - dodał złośliwie. 

- Wójt Kjeldsen mógł już prześladować innych, nie nas. - Matti grzebał łyżką w kaszy. 

-  Ale  to  są  wspaniali  ludzie.  Mają  przywódcę,  który  mieszka  tam  najdłużej  ze  wszystkich. 

Knut Olsson. Też jest z Tornedalen. Naprawdę prawdziwy mężczyzna, Reijo! 

- Tak, Knut jest w porządku - zgodził się Santeri. - Ale i on robi to, co inni Finowie: 

siedzi cicho i zgadza się na wszystko. Tacy już jesteśmy. 

-  Popłynęliśmy  potem  na  połów  -  kończył  Matti.  -  Cały  rok  włóczyliśmy  się  wzdłuż 

wybrzeża Finnmarku. Kilka razy natrafialiśmy na rodzinę Mikkala. Pomagaliśmy Ravnie przy 

reniferach, poprzeszkadzaliśmy Ailo... 

- Byliście u Ravny i Ailo? - ożywiła się Maja. - Niedawno? Mówcie! 

- Nie ma zbyt dużo do opowiadania. Chłopak wyrósł, pracuje jak dorosły. Przystojny. 

Podobny  do  ojca.  Spotkaliśmy  ich  zimą.  Pozdrawiają  was  wszystkich,  przesyłają  podarunki. 

Potem je wyjmiemy, są w workach. 

background image

- Doprawdy nie umiecie opowiadać - westchnęła Ida. - Mężczyźni nie wiedzą chyba, 

co  sprawia,  że  opowieść  jest  ciekawa.  Czy  Ailo  ma  się  dobrze?  Może  ma  dziewczynę?  A 

Ravna zdrowa? 

-  Ravna  jest  bardzo  wytrzymała.  Ailo  ma  się  dobrze  jak  każdy  zapracowany 

mężczyzna. Takim brak czasu j na romanse. 

Maja odetchnęła z ulgą.  Ailo był jej bratem, nie  chciała, żeby związał się z pierwszą 

lepszą dziewczyną. 

-  Tęskniliśmy  już  do...  domu  -  przyznał  Matti.  -  Nie  znalazłem  nic  dla  siebie  na 

północy. Norwegia nie miała takiego czaru, jak kiedyś sądziłem... 

Reijo mrugnął do Idy porozumiewawczo. 

- Masz rację, oni nie umieją opowiadać. Może usłyszymy więcej, jak odpoczną? 

- Elise może spokojnie iść na tańce - rzuciła uszczypliwie Maja. - Nic nie straci. 

-  Przecież  jeszcze  nie  wychodzę!  -  zaprotestowała  gorąco  dziewczyna.  Policzki  jej 

zapłonęły. 

Matti rozładował sytuację. 

-  Oczywiście,  że  młodzi  powinni  tańczyć.  Potem  będą  żałować,  gdy  dożyją  takiego 

wieku...  jak  Santeri  i  Reijo  -  dodał  z  błyskiem  w  oku.  -  Gdybym  tylko  miał  spodnie 

odpowiedniej długości, też bym poszedł. Teraz obawiałbym się, czy którakolwiek dziewczyna 

by ze mną zatańczyła. Nie jestem nazbyt dumny z moich nóg. 

- A co z Mają? - spytał Santeri. - Nie tańczysz? 

-  Nie  dbam  o  to!  -  prychnęła,  ucinając  dalsze  komentarze.  Wzrok  ostrzegał  przed 

drążeniem tematu. Santeri zamilkł. 

-  Elise  tańczy  lekko  jak  letni  wietrzyk  -  rzucił  Knut.  Chciał  jeszcze  podrażnić  się  z 

Mają,  ale  sprawił,  że  wszyscy  zapatrzyli  się  na  Elise.  Spuściła  wzrok,  lecz  Matti  i  Santeri 

dobrze rozumieli, że dziewczyna mogła nie mieć na tańcach chwili wytchnienia. Odznaczała 

się szczególną urodą, lekką jak świeżo spadły śnieg, jak welon, jak taniec elfów na wodzie. 

Widzieli  też,  że  jest  za  młoda  dla  nich,  starych.  Na  pewno  znajdą  się  inni,  którzy 

potrafią okręcić nią w tańcu tak, żeby jej stopy ledwo dotykały ziemi... 

Matti  już  to  sobie  wyobraził.  Był  to  widok  piękny  i  niewinny.  Wujek  Matti  miał 

wyobraźnię! 

W ciszy wszyscy usłyszeli słaby stuk w okno pokoju dziewcząt. 

Elise  zarumieniła  się,  skoczyła  na  równe  nogi  i  wygładziła  spódnicę,  zanim 

ktokolwiek zdążył coś powiedzieć. Opamiętała się jednak i z powrotem opadła na lawę. 

- Idź już! - Maja wzruszyła ramionami. - Wszyscy wiemy, że to o ciebie im chodzi. 

background image

Knut  przeszedł  przez  ławę  i  otworzył  drzwi.  Chwilę  później  odwrócił  się,  nieco 

poważniejszy, i skinął głową w stronę wyjścia. 

- Elise - zakomunikował - to Simon. Chce z tobą mówić. 

Niechętnie wstała. 

Dlaczego akurat teraz? przemknęło jej przez myśl. Simon to... Simon, może i lubiła go 

bardziej niż pozostałych, ale... dlaczego przyszedł właśnie teraz? Na pewno wolała go od tego 

starego Kristoffera, ale właściwie nie chciała i Simona. Nikogo nie chciała! Było jej dobrze w 

domu... 

Ale oczywiście poszła z nim porozmawiać. Miło zresztą się na niego patrzyło, gdy tak 

stał  oparty  o  ścianę.  Był  taki  duży  i  dorosły!  Włosy  miał  ani  jasne,  ani  ciemne,  i  akurat  tak 

nieuczesane,  jak  lubiła,  a  nie  przylizane  na  mokro,  gdy  przychodził  do  niej  jako  zalotnik  w 

sobotnie wieczory. Koszulę miał rozpiętą pod szyją, nosił jeszcze codzienny ubiór. 

Gwałtownie  schwycił  ręce  Elise  i  przycisnął  do  piersi.  Ciepło  jego  ciała  dotarło  do 

dziewczyny  poprzez  jego  cienką,  znoszoną  koszulę.  Było  to  dobre  ciepło.  Ale  wyczuła  w 

Simonie napięcie. 

-  Coś  się  stało?  -  spytała.  Chłopak  skinął  głową  twierdząco.  Elise  pozwoliła  mu  się 

objąć,  pozwoliła,  żeby  jego  dłonie  błądziły  po  jej  plecach,  a  policzek  dotykał  jej  policzka. 

Wyczuwała, że jest zdesperowany. 

-  Kristoffer  postanowił  na  mnie  nasłać  lensmana.  Najpierw  przyszedł  do  mnie  do 

domu ze swoimi bratankami. Chcieli mnie pobić. 

- Dlaczego? - spytała, choć właściwie znała odpowiedź. Zesztywniała w jego mocnym 

uścisku. 

Simon puścił ją i usiadł na trawie. Oparł się o grube bele chaty i spojrzał na nią z dołu. 

Bez  słowa  opadła  koło  niego  na  kolana.  Uśmiechnął  się.  Stawał  się  szczególnie  ładny,  gdy 

pokazywał w uśmiechu zęby, a miłe zmarszczki pojawiały mu się koło oczu. 

- Jest zazdrosny - rzucił. - Ojciec mówi, że powinienem przestać się za tobą uganiać. 

Ze biedacy nie powinni wchodzić w drogę zamożniejszym - dodał gorzko. - Ojciec umie giąć 

kark... 

- Ale dlaczego? - powtórzyła Elise. - Przecież nie może czegoś takiego zrobić tylko z 

mojego... powodu. 

- Kristoffer twierdzi, że ktoś mu ukradł łódź. Że ktoś mu zniszczył sieci. Że jego trzy 

krowy padły bez powodu. Że sam leżał chory przez kilka tygodni... 

-  Dlatego  nie  przychodził...  -  syknęła  Elise.  -  Ale  ty  przecież  nie  masz  z  tym  nic 

wspólnego, Simon! Nie możesz pozwolić się obwiniać o coś takiego! 

background image

-  Oczywiście,  że  nic  mu  nie  ukradłem  -  przyznał  chłopak.  -  Uganiam  się  tylko  za 

dziewczyną, o której Kristoffer mówi, że jest jemu przyrzeczona... 

- Co?! 

Simon uśmiechnął się kącikiem ust. Delikatnie pogładził jej policzek. 

- Ty i ja wiemy, że on kłamie. Ale jest wielu takich, którzy mu wierzą. 

-  Reijo  nigdy  by  na  to  nie  przystał!  -  stwierdziła  Elise  stanowczo.  -  On  może 

zaświadczyć, że to kłamstwo od początku do końca! 

-  To  nie  wszystko  -  rzekł  Simon.  -  Obwinia  mnie  o  te  krowy  i  chorobę.  Mówi,  że 

rzuciłem na niego klątwę. 

Elise spojrzała zdumiona na siedzącego przed nią chłopaka. 

- Przecież nie znasz się na czarach! - wykrztusiła po chwili. 

-  Moja  prababka  mogła  mu  się  wydać  podejrzana  -  odpowiedział,  wzruszając 

ramionami.  -  Chyba  była  Laponką.  Już  to  mnie  obciąża.  Kristoffer  nie  popuszcza  w  takich 

przypadkach. 

-  Muszę  przestać  się  z  tobą  widywać  -  stwierdziła  dziewczyna  stanowczo.  -  To 

wszystko moja wina. Twój ojciec ma rację, Simon... 

Przyciągnął  Elise  do  siebie.  Zbliżył  twarz  do  jej  twarzy  i  powiedział  ochryple,  nie 

spuszczając z niej pełnego ognia wzroku: 

- Myślisz, że mógłbym na to przystać? Nie przyszedłbym tu wtedy. Pochyliłbym czoła 

przed Kristofferem i grzecznie go przeprosił. Nie dowiedziałabyś się o niczym, Elise. Ale ja 

taki nie jestem. Nie tchórzę. 

I nie chcę przestać się z tobą spotykać. Rozumiesz mnie? 

Pokiwała  głową.  Chyba  go  rozumiała.  Jednocześnie  nie  chciała  traktować  poważnie 

jego słów. 

-  Nie  chcę,  żebyś  miał  kłopoty  z  mojego  powodu.  Kristoffer  nie  żartuje.  Ma 

wpływowych przyjaciół. 

- Nie ugniemy się tylko z tego powodu - Simon był nieprzejednany. - Także jesteśmy 

ludźmi.  Też  jesteśmy  coś  warci.  On  nigdy,  przenigdy  cię  nie  dostanie!  Żaden  staruch  nigdy 

nie będzie cię tak obejmował! 

Przyciskał  Elise  mocno  do  siebie.  Czuła  jego  gorący  oddech  na  policzku.  Już  kiedyś 

też tak na nią patrzył. Wiedziała, że wpatruje się w jej usta, i wiedziała też, że mogłaby utonąć 

w  tym  spojrzeniu,  dlatego  i  teraz  nie  odważyła  się  na  niego  popatrzeć.  Przerażało  ją  to,  a 

zarazem kusiło. Sądziła, że wie, czego od niej chce, ale nadal jakaś jej część bała się tego. 

Elise wiedziała tak mało. 

background image

Już kiedyś ją obejmował. Był pierwszym, któremu na to pozwoliła. Przed nim żaden 

chłopak nawet nie trzymał jej za rękę. On był taki inny, jakby bardziej dorosły. Może dlatego 

miała do niego zaufanie. 

Już dwa razy całował ją w policzki. Jego usta niemal parzyły. 

W  niej  także  budziły  ogień.  To  było  niebezpieczne,  napełniało  ją  lękiem.  Wcześniej 

tego nie czuła, to Simon w niej coś obudził. 

- Lubisz, jak cię obejmuję, prawda? - Jego głos dziwnie drżał. 

- Tak - wyznała. 

- Elise... Lubisz mnie? Dlaczego pyta o to właśnie teraz? 

- Tak, Simon. Pieścił ją spojrzeniem. Była od niego starsza, ale to on był doroślejszy. 

Ona chyba nie rozumiała, o co w tym chodzi, i w pewien sposób to go cieszyło. Taka naiwna, 

niewinna...  Ale  marzyła  mu  się  również  Elise  gwałtowna,  która  by  wiedziała,  czego  chce, 

zdolna  oprzeć  się  wiatrowi,  a  nie  tylko  giąć  się  w  jego  podmuchach.  Marzył,  by  móc 

obejmować  wymagającą  kobietę,  taką,  która  byłaby  świadoma,  czego  szukają  jego  dłonie, 

która by sama szukała i nie rumieniła się. 

Elise  wystarczało  ciepło  jego  ramion.  Umykała  przed  pieszczotami.  Gdyby  jego 

uczucie  nie  było  tak  silne  i  prawdziwe,  pewnie  okazałby  większą  stanowczość.  Ale  nie 

potrafił. Mimo że usta paliły go pragnieniem dotknięcia jej warg, trzymał się w ryzach. Palce 

ś

wierzbiły  go,  aby  wsunąć  je  pod  jej  bluzkę  i  zbadać  to,  co  tylko  mógł  sobie  wyobrazić, 

wyczuć w uścisku... Ale ona nie była jeszcze na to gotowa. 

Elise była zbyt delikatna, żeby ją do czegoś zmuszać. Powinna znaleźć się w ślubnym 

łożu jako dziewica, tego był pewien. Sama myśl o tym paliła mu uszy. 

Już dawno postanowił, że to właśnie z nim powinna dzielić to łoże. 

-  Nie  boję  się  tego  bezzębnego  starca  -  prychnął  buńczucznie.  Przelotnie  pocałował 

skroń dziewczyny. 

Zdołał  wyczuć  jej  szybko  bijący  puls.  Wewnątrz  miała  żar.  Mógł  zaczekać,  aż 

dojrzeje, żeby go uwolnić... 

- Ja się go boję - wyznała Elise. - Boję się tego, co może ci zrobić. 

-  A  więc  martwisz  się  o  mnie  choć  trochę?  Elise  wysunęła  się  z  jego  objęć,  wstała  i 

otrzepała spódnicę. 

- Chyba tak. Simon skoczył na równe nogi. 

- Nie dostanie mnie! Założę się, że jego bratankowie są na tańcach, żeby mnie śledzić. 

- Ja tam nie idę. 

- Wolisz iść ze mną? 

background image

- Dokąd? 

-  Przejść  się  -  rzucił  chłopak  lekko.  Usiłował  odsunąć  myśli  o  małżeńskim  łożu. 

Chciał dać jej spokój, ale nie mógł nie spytać. - W góry. Kristoffer nie chodzi już tak dobrze, 

ż

eby tam pójść. 

-  Nie  wiem  -  wahała  się  Elise.  To  graniczyło  z  czymś  niebezpiecznym,  czuła  to. 

Przebywanie  sam  na  sam  z  Simonem  stało  się  niebezpieczne.  Sprawiało,  że  czuła  w  sobie 

jakieś słodkie napięcie, ale nie miała pewności, czy to jest właściwe. 

-  Wybiorę  się  w  góry  na  jakiś  czas  -  rzucił.  -  Możemy  poszukać  jakiegoś  miejsca,  o 

którym będziemy wiedzieli tylko ja i ty... 

- Może... 

- Nie musisz przecież mówić Reijo, że nie idziesz na tańce. 

- Ja mu nie kłamię. 

- Dlaczego mam wrażenie, że nie chcesz być razem ze mną? 

Elise czuła się rozdarta pomiędzy Simonem a czymś, czego nie potrafiła nazwać. Nie 

powinien zmuszać jej do takich wyborów, ale uległa mu. 

- Ale powiemy Reijo o Kristofferze. 

Simon westchnął. Reijo na pewno nie był najgorszym kandydatem na teścia, mimo to 

chłopak nie czuł się najlepiej pod jego badawczym zielonym spojrzeniem. Potrafiło przenikać 

go na wskroś. A akurat swoich myśli o Elise wolał przed nim nie ujawniać. 

-  Przyjechał  wujek  Matti!  -  Elise  rozjaśniła  się  w  dziecinnym  uśmiechu.  -  Matti  i 

Santeri przypłynęli statkami z północy. 

- Brat Reijo? 

- Nie, Raiji - wyjaśniła. - Właściwie to nie jest moim wujkiem, ale jednak jest. Jeżeli 

rozumiesz... 

Simon tak całkiem nie rozumiał, ale przyjął to do wiadomości. Krążyło już tyle plotek 

o  rodzinie  Elise,  że  jeden  wujek  więcej,  nawet  nieprawdziwy,  nie  miał  już  znaczenia.  Nie 

chciał przecież jej rodziny. Chciał Elise. 

Chłopak poczłapał za nią do domu, gdzie wszyscy nadal siedzieli za stołem. 

Napotkało  go  wrogie  spojrzenie  Mai.  Niczego  innego  się  zresztą  nie  spodziewał.  Jej 

spojrzenie mogło kroić kamienie. Gdyby to od niej zależało, zaszlachtowałoby go już dawno. 

-  A  więc  to  jest  kawaler  Elise?  -  Wysoki  blondyn  wstał  z  ławy  i  potrząsnął  dłonią 

Simona. 

Czyżby to był „wujek Matti”? 

background image

Simon czuł, że Elise jest zażenowana. Jego też coś gryzło. Wujek? Niewiele od niego 

starszy... Od Elise też. 

- Za moich czasów nie byliśmy tak ostrożni - tokował dalej Matti. Mówił z akcentem 

jak Reijo. Słychać było, że jest Finem. 

To nie może być prawdziwy wujek Elise... 

- Byliśmy bardziej zdecydowani wobec dziewcząt, prawda, Santeri? 

-  Ty  nadal  taki  jesteś  -  odpowiedział  Santeri  sucho,  ale  z  błyskiem  w  oku.  Domyślał 

się, co ten szczeniak mógł teraz czuć, i nie omieszkał skorzystać z okazji, by dolać oliwy do 

ognia. 

- Kristoffer twierdzi, że mu mnie obiecałeś - wyrzuciła z siebie Elise. 

Reijo wbił wzrok w Simona. 

- Ty to słyszałeś? Simon pokiwał głową. Nie czul się najpewniej. 

-  Uwziął  się  na  mnie.  Mówi,  że  go  okradłem.  Chce  sprowadzić  na  mnie  lensmana. 

Przychodzili już do mnie do domu. Ostrzegali, żebym nie uganiał się za jego... narzeczoną. 

Elise  zbierało  się  na  płacz.  Nie  chciała,  żeby  ludzie  mówili  tak  o  niej  i  o  tym 

okropnym staruchu. Co sobie pomyślą Santeri i Matti? 

- Mówi, że Simon rzucił na niego urok... 

- Co znowu? - Matti przenosił wzrok od Simona do Elise i znów na Reijo. - Czyżby 

więcej  kawalerów  smaliło  cholewki  do  tej  młodej  damy?  Kristoffer...  -  zamyślił  się.  - 

Pamiętam  jednego  Kristoffera,  ale  ten  był  już  nieźle  podstarzały,  gdy  stąd  wyjeżdżałem. 

Pewnie nie żyje. 

- To on - rzuciła Maja słodko. - Chce ożenić się  z Elise. Uważa, że jest dość młoda, 

aby urodzić mu synów... 

-  Może  nie  dałem  mu  wystarczająco  do  zrozumienia,  że  z  tego  nic  nie  będzie  - 

powiedział  ochryple  Reijo.  -  To  nie  byle  kto,  ten  Kristoffer.  Ale  to  jasne,  że  nie  może 

rozpowiadać o nas kłamstw ani próbować wsadzać do więzienia uczciwych ludzi jak Simon! 

-  Nie  ma  mowy!  -  potwierdził  uroczyście  Matti.  -  Ten  stary  wieprz  nie  powinien 

uważać, że jest odpowiednią partią dla naszej Elise! 

Nigdy jeszcze Elise nie słyszała czegoś równie pocieszającego. Ale Simon poczuł się 

bardzo niepewnie. 

- To mnie prześladują - wtrącił. 

- Dlatego musimy cię ukryć - postanowił Matti. I mimo że Simon już od dawna myślał 

o tym samym, ta propozycja wydała mu się nagle mniej pociągająca. 

background image

-  Ja  się  kiedyś  musiałem  przebrać  za  lapońską  dziewczynę  -  zaśmiał  się  Matti.  - 

Rzadko się tym chwaliłem... 

Reijo  i  Santeri  uśmiechnęli  się  równie  szeroko.  Pamiętali  Mattiego  z  czasów,  gdy 

przypominał dziewczynę. Wtedy za nic w świecie by się do tego nie przyznał... 

-  Kristoffer  nie  zna  dobrze  gór  -  zauważył  Reijo.  -  Umarłby  z  wyczerpania,  zanim 

zdołałby cię tam znaleźć. 

- Ale jego bratankowie są jak kozice - wtrącił Knut. 

- Nie znają terenu. 

- Nie chcę uciekać. Nie jestem tchórzem. - Chłopak wyprostował silny kark i spojrzał 

Reijo  prosto  w  oczy.  -  Ale  nie  chcę  też  zostać  ukarany  za  coś,  czego  nie  zrobiłem.  Ja  nie 

kradnę. Zawsze byłem uczciwy. 

Reijo wiedział o tym. Przepytał się o niego, gdy zauważył, jak często do nich zagląda. 

Elise na pewno mogła znaleźć dużo gorszego kawalera, to pewne. 

-  Weź  Knuta.  Razem  znajdziecie  odpowiednie  miejsce  -  rzucił.  -  On  zna  tu  każdy 

kamień. 

- Ja pójdę z Simonem - oznajmiła Elise. - I Knut nie musi z nami iść. 

Rzadko się komuś sprzeciwiała, ale tym razem była pewna swego. 

- To nie wypada - odpowiedział otwarcie Reijo. 

- Musiałby być chyba głupi, gdyby się teraz na mnie rzucił, nie sądzisz, tato Reijo? - 

spytała jedwabnym głosem. 

Simon poczuł zdradzieckie ciepło na policzkach. Czyżby chciała go ośmieszyć? 

-  Możliwe,  że  sama  go  o  to  poprosisz  -  syknęła  Maja.  Elise  nie  zaszczyciła  jej 

spojrzeniem. Simon czuł, że mógłby zabić tę Maję. 

Reijo odchrząknął, ale w końcu Matti uratował sytuację. 

-  Niech  młodzi  biegną,  Reijo.  I  tak  nie  możemy  trzymać  ich  na  smyczy.  Jako 

dwudziestolatek miałeś sporo na sumieniu, a na pewno niczego nie żałujesz. 

Reijo niechętnie przyznał mu rację. 

Simon nie mógł się doczekać, kiedy wyjdą. Elise wiedziała, że zwyciężyła, a mimo to 

czuła się tak, jakby przegrała. 

background image

Zachmurzyło  się.  Elise  liczyła  na  to,  że  nie  zacznie  padać.  Nie  ma  nic  gorszego  niż 

znaleźć się w górach w strugach deszczu, bez dachu nad głową. 

Simon  skręcił  na  południe,  gdy  już  wspięli  się  na  zbocze  prosto  znad  cypla.  Po 

dotarciu na wysokość, gdzie karłowate brzozy dorastały im do kolan, było łatwo iść. 

-  Myślałeś  już  o  jakimś  miejscu?  -  spytała,  doganiając  go.  Simon  miał  długie  nogi  i 

szybko posuwał się naprzód. Jako chłopak nie mógł wiedzieć, jak trudno jest jej nadążyć, gdy 

długa spódnica zaczepia się o wszystko po drodze. 

- Możliwe - odpowiedział tajemniczo. Był zastanawiająco  cichy podczas wspinaczki. 

Wiadomo: trudno, żeby ciężka droga w górę zachęcała do poważnych rozmów. 

-  Zupełnie  jakbyś  naprawdę  był  wyjęty  spod  prawa  -  rzuciła  Elise,  próbując 

zażartować. 

-  Właśnie  tak  się  czuję  -  odpowiedział,  nie  patrząc  na  nią.  Jego  oszczędność  w 

słowach ubodła ją nieco. 

Długo szli w milczeniu. 

Daleko pod nimi rozciągała się osada: kilka brązowych domów, szopy widoczne jako 

kropki  leżące  wzdłuż  rzeki  i  dopływających  do  niej  potoków,  wszystko  obramowane 

sosnowym lasem. Niebieskawe góry obejmowały to niczym ramiona ojca, a wody fiordu jak 

niespokojny kochanek wciąż dotykały ujścia rzeki. 

Elise wątpiła, żeby ktoś ze wsi mógł ich zobaczyć. Wzdłuż ścieżki rosły niskie brzozy 

i  wierzby,  niezbyt  gęste,  ale  będące  w  stanie  zamaskować  błękitną  koszulę  Simona.  Jego 

ciemne spodnie i jej brązowa spódnica stapiały się ze skałami, a sprana bluzka miała kolor pni 

brzóz. 

-  Może  usiądziemy  na  chwilę?  - zaproponowała.  Nie  była  szczególnie  zmęczona,  ale 

chciała  porozmawiać  z  Simonem.  Tak  się  przecież  obnażyła  przed  Reijo  i  pozostałymi,  że 

zasłużyła  chyba  na  kilka  ciepłych  słów  z  jego  strony!  Przyszła  z  nim,  ponieważ  była 

powodem tej całej historii... - Musisz iść aż tak daleko? - spytała, gdy on bez słowa rzucił się 

na mech pomiędzy kamieniami. Usiadła ostrożnie na jednym z nich. Silne palce chłopaka ze-

rwały kwiat moroszki i obskubywały po kolei płatki. 

- Nie siedź tak wysoko - rzucił. - Łatwo cię zauważyć. Posłusznie zsunęła się na trawę 

obok niego. Nie za blisko, żeby sobie nic nie pomyślał, ale i nie za daleko, żeby nie poczuł się 

odtrącony. 

background image

Dziwnie  było  stanowić  z  kimś  parę.  Nigdy  wcześniej  tego  nie  czuła.  To,  że 

sprzeciwiła się Reijo, zobowiązywało. Czuła, jakby złożyła tym samym przysięgę wierności 

Simonowi. A może dlatego traktował ją teraz tak chłodno? Bo poczuł się pewniej? 

Elise  popadła  w  rozterkę,  ale  nie  odważyła  się  zapytać.  Simon  był  już  niemal 

mężczyzną, musiał wiedzieć lepiej niż ona. 

-  Skąd  oni  się  wzięli?  -  spytał  od  razu  i  wbił  badawcze,  niemal  wrogie  spojrzenie  w 

Elise. - Twój wujek i ten drugi? 

-  Matti?  -  spytała  odruchowo.  -  Matti  i  Santeri?  Przypłynęli  statkiem  z  Finnmarku. 

Ciągle  tam  byli,  od  kiedy  odeszli.  Miałam  wtedy  jakieś  trzynaście  lat.  Już  straciliśmy 

nadzieję,  że  ich  jeszcze  zobaczymy,  aż  tu  nagle  po  prostu  stanęli  w  drzwiach.  Dziwne, 

prawda? Ale oni już tacy są, nigdzie nie mogą zagrzać miejsca. 

Jak dobrze móc rozmawiać o rzeczach bezpiecznych! 

-  Nie  sądziłem,  że  on  jest  taki  młody  -  przyznał  Simon  niechętnie.  -  „Wujek”  brzmi 

tak dostojnie i... staro. 

Elise uśmiechnęła się. 

-  Matti  właściwie  nigdy  nie  był  młody  -  wyjaśniła.  -  Oczywiście,  przybył  tu  po  raz 

pierwszy jako chłopiec, ale my byliśmy tak mali, że wydawał się nam czcigodny. A teraz jest 

już  całkiem  dorosły.  Podobnie  jest  z  Aleksanterim,  choć  może  w  inny  sposób.  On  się  jakby 

nie  starzeje.  Jest  na  pewno  w  wieku  Reijo,  ale  Reijo  wydaje  się  starszy,  bo  zawsze  był  mi 

ojcem. Rozumiesz? 

Simon pokiwał głową. Pocieszające, że ona tak to widzi. 

- Pewnie wolałabyś być teraz na dole - rzekł. - Na pewno byś tańczyła. 

- Ty też - odparła. - Wiesz, że najbardziej lubię tańczyć z tobą. 

To  prawda.  Dobrze  tańczył.  Po  prostu  musiał  się  tego  nauczyć,  miał  same  starsze 

siostry.  Co  prawda  cierpiał  jako  ich  partner,  bo  nigdy  nie  zdołały  opanować  figur  i  tylko 

deptały  mu  po  palcach.  Zyskał  jednak  przewagę  nad  kolegami,  którzy  najpierw  musieli  się 

upić, żeby zebrać się na odwagę i poprosić dziewczęta do tańca. 

Tak naprawdę Elise wolałaby uniknąć wędrówki w góry z Simonem. Nie czuła się tu 

najlepiej. To Maja stale uciekała w góry i las, aby wybiegać z siebie zły humor. 

Elise tego nie potrzebowała. 

A teraz kusiło ją, aby wrócić do osady. 

Jedna  dłoń  chłopaka  znalazła  się  na  jej  kolanie.  Elise  coś  jakby  ukłuło.  Czyżby  go 

czymś zachęciła? Nie chciała tego! Musiał ją źle zrozumieć. Co teraz zrobić? 

background image

Jednak  dłoń  szybko  się  cofnęła.  Simon  przelotnym  spojrzeniem  upewnił  ją,  że 

pojmuje. Że nie będzie jej zmuszał. 

Elise  stłumiła  westchnienie.  Była  mu  niewymownie  wdzięczna.  Czyżby  jednak  miał 

zalety, o które go nie podejrzewała? 

-  Reijo  powinien  coś  powiedzieć  Kristofferowi  -  stwierdził,  patrząc  w  niebo.  Szare 

chmury, gromadzące się nad nimi, nie były najlepszym dachem. 

-  Reijo  nie  chciałby  powiedzieć  nic  niewłaściwego  -  broniła  Elise  opiekuna.  -  Kiedy 

potrzeba, jest twardy, ale nie lubi niepotrzebnie rozdrażniać ludzi. 

- Tak to już jest z Kwenami. Łatwo gną karku. Przyjmują ciosy. Ale my też nie lubimy 

tego starego. 

- Reijo nie jest Kwenem! - Elise ściągnęła wargi i gniewnie zmarszczyła brwi. 

Simon spojrzał na nią z niekłamanym zdumieniem. 

- Reijo jest Finem - dodała Elise, nie patrząc na chłopaka. Z urazy aż zabolało ją serce. 

Simon westchnął i zaśmiał się. 

-  Nie  wiedziałem,  że  jesteś  tak  drażliwa,  Elise.  Nie  miałem  nic  złego  na  myśli.  My 

nazywamy Finów Kwenami, i tyle. 

- Możliwe - stwierdziła oschle. - Ale my nie. Dla nas Kwen to obelga. Powinieneś już 

to wiedzieć, Simon. 

- O Boże! - westchnął. - Jestem bezmyślny. Plotę, co mi ślina na język przyniesie. Ale 

nie chciałem nikogo urazić. Mam prosić o przebaczenie? 

Udało mu się ją udobruchać. 

- Bo Reijo nie jest Kwenem - powtórzyła tylko, ale w głosie czuło się ciepło. 

-  Może  mogę  cię  objąć?  -  spytał  chłopak.  -  Mimo  że  jestem  pleciugą  i  mówię 

najgłupsze rzeczy, jakie kiedykolwiek słyszałaś? 

Ś

wietnie  wybrał  moment.  Elise  zastanowiła  się,  czy  uczynił  to  świadomie,  czy  był 

sprytniejszy, niż sądziła. Wydawał się być szczery, ale może to było mylące... 

Musiała przecież okazać, że mu wybaczyła. 

-  Możesz  -  odpowiedziała  i  zapatrzyła  się  na  fiord.  Statki  stały  przycumowane, 

marynarze  zostaną  na  lądzie  aż  do  poniedziałku.  Nikt  nie  wypływa  w  niedzielę.  Na  brzegu 

kręciło się pełno ludzi, kilka łódek podpływało do statków. 

Osada rzadko miewała gości. 

Knut na pewno też tam poszedł. Może i Santeri. Postarzał się, ale nie spoważniał. Nie 

mógłby usiedzieć w miejscu w taki wieczór. 

Ale Reijo i Matti z pewnością nadal rozmawiali przy palenisku. O Raiji. 

background image

Simon objął Elise ramieniem. Dziewczyna wciągnęła oddech. 

Nie chciała  wydać mu się przesadnie cnotliwa, jednak nie chciała też, żeby  uznał, że 

jest łatwa. Powinien wiedzieć, jaka jest naprawdę. 

Właśnie  uwierzyła,  że  on  ją  rozumie,  że  zajrzał  jej  do  wnętrza  i  polubił  ją  jako 

człowieka. 

- Jesteś taka ładna - powiedział ochrypłym głosem. 

Elise spuściła wzrok. Jej jedno ramię, wciśnięte pomiędzy nich, przeszkadzało. Może 

mogłaby je przesunąć za jego plecami i oprzeć rękę o jego biodro? 

Nie zdobyła się jednak na to. 

Spadły  pierwsze  krople  deszczu.  Były  ciężkie  i  groźne,  zdradzały,  że  za  nimi  idzie 

cała ich armia. 

Poderwali się na nogi; ona z ulgą, on niezadowolony. 

- Teraz właśnie powinno się umieć wyczarować grotę - mruknął Simon i rozejrzał się 

bezradnie. Góry po drugiej stronie rzeki znał jak własną kieszeń, tutaj orientował się gorzej. 

Elise odgadła jego niepewność. Było to nawet wzruszające, tak nie pasowało do jego 

męskiego  ciała  i  mocnych  pięści.  Rozpoznała  w  nim  chłopca  i  ucieszyło  ją  to.  Od  razu 

poczuła się lepiej. 

-  Znam  coś,  co  może  nie  jest  grotą  -  rzuciła  i  wzięła  Simona  za  rękę,  drugą  unosząc 

spódnicę - ale występem osłoniętym skałami. Prawie jak dom z polową dachu. 

- Wszystko będzie lepsze niż brak dachu. 

Simon  nadal  trzymał  jej  dłoń,  mimo  że  nie  ułatwiało  to  im  wędrówki.  Tak  rzadko  z 

własnej woli go dotykała, że chciał cieszyć się tą chwilą jak najdłużej. 

Musieli wspiąć się jeszcze wyżej, na otwarty teren. Już mało co tu rosło. 

Ciemne  chmury  niemal  ocierały  się  o  nich.  Elise  miała  rację.  Nawis  skalny  tworzył 

rodzaj dachu i osłaniał od deszczu idącego z południowego zachodu. 

Szczęśliwi,  że  znaleźli  schronienie,  wśliznęli  się  wąskim  przejściem  pomiędzy 

skałami i usiedli na suchym mchu porastającym cienką warstwę ziemi. Powietrze było zimne. 

Ale ramiona Simona były ciepłe. 

Elise poddała się. 

Dziś  wieczorem  jakby  stali  się  parą.  Zarumieniona  przysunęła  się  bliżej  chłopaka.  Z 

zadowoleniem poczuła, jak ją obejmuje. Ona także otoczyła go ramieniem. 

Ogolony  podbródek  pocierał  jej  policzek.  Dobrze  było  tak  siedzieć.  Elise  zamknęła 

oczy. Słyszała, jak deszcz wściekle bije o skały. Nawet letnia burza mogła mieć w sobie coś 

background image

wrogiego.  Nic  nie  było  pewne  i  łatwe  do  przewidzenia.  Życie  nie  miało  tylko  słonecznych 

stron... 

Tylko  nie  traktuj  tego  zbyt  poważnie,  Elise!  Obejmuje  cię  Simon,  znany  flirciarz, 

który wie, czego chce, i który zwykle to dostaje. Musisz mieć oczy otwarte na jego sztuczki. 

A jeżeli to nie sztuczki i jest wobec niej uczciwy? 

Ta myśl zmieszała dziewczynę. 

Łatwo byłoby uwolnić się od chłopaka, który tylko się bawi. O wiele trudniej byłoby 

odwrócić się od kogoś, kto ma poważne zamiary. Zwłaszcza gdy samej się nie wie, czego się 

chce... 

Raija pewnie nigdy nie przeżywała takich rozterek. 

-  Jesteś  daleko  stąd  -  wyszeptał  prosto  w  jej  ucho.  Wiedział,  jak  ten  szept 

niebezpiecznie działał? 

Elise odważyła się otworzyć oczy. Boże, chyba była głupia! On jest tylko chłopcem! 

-  Nie  tak  bardzo  daleko  -  odpowiedziała  z  tym  swoim  lekkim  uśmiechem,  który  tyle 

mówił o niej i który zapadał w serca ludzi. 

Jego oczy z bliska nie wydawały się już tak niebieskie, miały w sobie dużo szarego. 

-  A  może  chciałabyś  być  tu  z  kimś  innym?  -  spytał  pozornie  spokojnie,  czuło  się 

jednak cień prawdziwej niepewności w tym pytaniu. 

Ż

e też może pytać o coś takiego! Czy chłopcy zawsze muszą się dręczyć? Czy czują 

się lepiej, gdy usłyszą coś, co chcieli usłyszeć? Prawda czy kłamstwo - żadna dziewczyna nie 

zniszczyłaby nastroju takiej chwili. 

Elise nie była inna. 

- Nie - odpowiedziała. 

-  Chyba  jeszcze  nie  miałaś  chłopaka,  prawda?  -  jego  głos  od  razu  zabrzmiał  jakby 

pewniej. 

- Tak naprawdę nie. Czy to źle? Zaśmiał się cicho. 

- Tak jest dobrze. Elise nie mogła dostrzec jego twarzy, ale wyczuła, że się uśmiecha. 

- A teraz mam? - spytała. Simon aż wstrzymał oddech. Żadna z dziewcząt, z którymi 

przedtem  był,  nie  zadała  takiego  pytania.  Bez  zastrzeżeń  przyjmowały  to,  co  chciał  im  dać. 

Całkowitą  nowość  stanowił  dla  niego  fakt,  że  dziewczyna  chciała,  żeby  to  powiedział,  że 

miała wymagania. 

- Jeżeli chcesz - odrzekł, niespodziewanie zażenowany. 

Może  i  wyglądała  na  zrobioną  z  delikatnego  szkła,  ale  najwyraźniej  drzemie  w  niej 

jeszcze druga natura! 

background image

-  Chcesz?  -  spytał  powtórnie,  gdy  cisza  się  przedłużała.  Zaczął  się  poważnie  bać,  że 

odpowie  przecząco,  że  będzie  uważała,  że  nie  ma  w  nim  nic  interesującego.  -  Chcesz  mieć 

chłopaka takiego jak ja? 

Może  inne  odpowiedziałyby  szybko  i  bez  zastanowienia.  Dla  Elise  była  to  sprawa 

poważna i zobowiązująca, niemal jak przysięga. 

-  Tak  -  rzekła  w  końcu.  Bez  radości  i  promiennego  spojrzenia,  bez  uśmiechu.  W 

oczach miała powagę. -  Tak, Simon. Ale tak niewiele jeszcze wiem.  I nie znam cię jeszcze, 

nie tak, jak bym chciała. Ty też mnie nie znasz... 

-  Znam  na  tyle  dobrze,  żeby  cię...  lubić  -  odparł.  Niewiele  brakowało,  by  powiedział 

„kochać”, ale nie mógł. 

Nadal to było, jak na niego, zbyt mocne słowo. Nie wiedział, czy zdoła kiedykolwiek 

je wypowiedzieć, było zbyt... babskie. 

Słowo  „lubić”  całkiem  wystarczyło  Elise.  Bała  się  nawet,  że  powie  to  drugie  słowo. 

Wtedy wszystko stałoby się takie trudne... 

- Wielu będzie mi zazdrościć - mówił dalej z zadowoleniem w głosie. 

- Może Kristoffer? - prychnęła. Nie chciała przyznać, że miała powodzenie. 

- Nie tylko on. - Simon przyciągnął Elise bliżej, aż oparła się o jego ramię. - Nie tylko 

ja wystawałem pod twoim oknem. Knut mówi coś innego... 

-  Knut  za  dużo  gada  -  ucięła.  Nie  chciała  drążyć  tematu.  -  Nigdy  nie  zwracałam  na 

nich uwagi... 

Jej słowa były jak karmelki dane głodnemu dziecku. 

- Tak, trudno cię było wyciągnąć. No i wejść do środka - dodał znacząco. 

Elise  nie  odpowiedziała.  Może  i  byli  parą,  ale  nie  mogła  mu  na  wszystko  pozwalać. 

Takiej pewności jeszcze co do niego nie miała. 

- Czy teraz mnie wpuścisz? Potrząsnęła głową. 

- Przecież dzielę pokój z Mają - odrzekła. - I nie jestem taka... 

Simon  nie  spodziewał  się  innej  odpowiedzi,  ale  chciał  ją  usłyszeć.  Elise  była 

dziewczyną, o której się marzy. Dziewczyną, z którą się można ożenić. 

- Ale mogę cię chyba pocałować? 

Nawet  nie  zamierzał  zadać  tego  pytania,  samo  przyszło.  I  gdy  już  je  postawił,  a  ona 

wahała  się  z  odpowiedzią,  musiał  udowodnić,  że  jest  mężczyzną!  Nie  mógł  tak  ciągle 

pozwalać jej na ustanawianie tempa. W końcu był nie byle kim! 

Powoli  przeniósł  rękę  z  jej  talii  pod  brodę.  Palce  ledwo  dotykały  delikatnej  skóry 

Elise. 

background image

Uniosła  ku  niemu  twarz.  Oczy  miała  szeroko  otwarte  i  tak  przerażone,  że  aż  go  coś 

zabolało. 

Marzył  o  tych  ustach.  Kusiły  go  już  długo,  a  jednak  nigdy  ich  nie  dotknął.  Teraz 

przesunął  po  nich  palcem  wskazującym.  Powoli,  delikatnie,  jak  jeszcze  nigdy  nie  dotykał 

ż

adnej  dziewczyny.  Jej  oddech  się  zmienił,  od  przerażonego  do  niemal  bezgłośnego, 

wyczekującego. 

Simon przełknął ślinę. 

Przecież to w końcu tylko pocałunek! 

Położył  dłoń  na  karku  dziewczyny,  obrócił  ją  ku  sobie,  przycisnął  mocno,  aż  poczuł 

jej ciało przez cienką bluzkę. 

Przygniótł ustami jej usta. Twardo i pożądliwie. 

Zdusił uśmiech Elise. Jego palce wpiły się w ramiona dziewczyny, trzymał tak mocno, 

jakby  zamierzała  uciec.  Jego  język  wcisnął  się  pomiędzy  jej  zęby,  zdziwił  ją,  szukał  jej 

języka... 

Elise nie rozumiała tego. Nie wiedziała, czego chce. Nie to uważała za pocałunek! 

Wparła pięści w pierś Simona. Pchała i pchała, ale on tylko ją mocniej przytrzymywał. 

Opór Elise sprawił, że jego usta żądały więcej. 

Dziewczyna się nie poddawała. 

Powoli Simonowi wracał rozsądek. Usta Elise były tak zimne, sztywne i suche... 

Poczuł wreszcie sprzeciw jej ciała, to, że odsuwa się od niego z całych sił. 

Puścił ją. Nie wiedział, co począć z rękami, wydawały mu się ogromne. Wcisnął je w 

końcu do kieszeni. Nie odważył się spojrzeć na Elise. Usłyszał tylko szelest mchu i liści, gdy 

odsuwała się od niego. Tak daleko, że nawet nie czuł już ciepła jej ciała. 

Nagle uderzyła go pewność. 

Najgorsze, że powinien był zrozumieć to wcześniej. Przecież Elise się jeszcze z nikim 

nie całowała! 

Mogła  tańczyć  jak  żadna  inna  i  śmiać  się  do  chłopców,  ale  była  jak  motyl.  Równie 

lekko uciekała od natrętów. 

Nie była cnotką, ale różniła się bardzo od dziewcząt, które znał. 

Musiał się z nią obchodzić zupełnie inaczej niż z nimi. 

- Przepraszam! - Nie pamiętał, kiedy ostatnio używał tego słowa. 

Za odpowiedź słyszał tylko deszcz. 

- Nie tak to miało wyglądać. Straciłem  głowę. Nie jesteś taką dziewczyną, Elise... Ja 

tylko... tyle o tym marzyłem. Tak bardzo tego pragnąłem, już od dawna... 

background image

Simon  wiedział,  że  jego  słowa  brzmią  idiotycznie,  ale  dziewczyny  mu  wierzyły. 

Używał już tych słów... 

Spojrzał  na  Elise.  Pochwycił  jej  spojrzenie  i  zdołał  dostrzec,  że  była  nie  tylko 

przerażona.  Policzki  jej  pałały,  wargi  drżały  lekko,  choć  starała  się  to  ukryć.  Udało  mu  się 

chyba coś w niej obudzić. 

Przytrzymał  spojrzenie  dziewczyny.  Miał  nadzieję,  że  wyglądał  na  skruszonego. 

Uśmiechnął się przepraszająco. Nie musiał zbytnio udawać. 

Ona pozbawiała go pewności siebie. 

Nie miał pojęcia, jak z nią postępować. 

Te  inne  nie  były  takimi  niewiniątkami.  Znały  reguły  gry  i  wiedziały,  czego  mogą 

oczekiwać. On też wiedział. 

A teraz nie był nawet pewien samego siebie. 

- Chciałem cię tylko pocałować - powiedział i poczuł się niewypowiedzianie głupio. 

-  Ale  ja  jeszcze  nie  całowałam  nikogo  takiego  jak  ty.  Uśmiech  podciągnął  w  górę 

kąciki  jej  ust.  Sprawił,  że  stała  się  tak  ładna,  że  aż  go  coś  zabolało.  Gdy  się  uśmiechała, 

stawała się zbyt ładna. 

Słyszał,  jak  inne  dziewczęta  mówiły,  że  taki  typ  urody  szybko  więdnie,  że  tak  ładne 

dziewczęta stają się brzydkimi kobietami. On im nie wierzył. Mówiły to z czystej zazdrości. 

- Z nikim się nie całowałam - rzekła cicho. - Nie wiedziałam, że to tak... 

Ż

adna inna dziewczyna by się do tego nie przyznała. 

-  To  jest  tak  -  odparł.  -  I  jeszcze  na  tysiąc  sposobów.  Łagodniej.  Krócej.  Dłużej. 

Jeszcze inaczej... 

Gardło mu się ścisnęło. 

- Rozumiem - odpowiedziała blada. - Może będzie... łagodniej... następnym razem? 

- Może od razu? - spytał ochryple. Elise przysunęła się do niego odważnie. Przełknęła 

ś

linę i spojrzała mu prosto w oczy. 

- Od razu. W końcu nie mogło być gorzej niż za pierwszym razem! 

Deszcz  długo  nie  ustawał.  Już  prawie  zapadła  noc,  gdy  Elise  postanowiła  wracać  do 

domu. 

Szła okrężną drogą na wypadek, gdyby ją ktoś zobaczył. 

Trawa i wrzosy były mokre po deszczu. Wilgoć szybko przeniknęła jej buty. 

Powinna  się  niepokoić  o  Simona.  Nocą  w  górach  zrobi  się  pewnie  zimno,  a  on 

przemókł i miał cienkie ubranie. Nie mógł rozpalić ognia, to by zauważono. 

Ale na pewno sobie poradzi. Simon jest jak kot - spada zawsze na cztery łapy. 

background image

Silni, rozsądni mężczyźni raczej nie zamarzają! 

Plącząc się o spódnicę, schodziła w dół. Zatrzymała się i wciągnęła zapach mokrego, 

letniego lasu. Nic na świecie tak nie pachniało. 

Osada wyglądała jak całkiem wymarła. 

A może nie było tańców, przemknęło jej przez głowę. Myśl ta sprawiła, że poczuła się 

raźniej. Od razu poszła szybciej, a spódnica już nie wydawała się jej mokra i ciężka. 

Nadal  czuła  dotyk  dłoni  Simona  na  ramionach.  Była  pewna,  że  jego  mocne  uściski 

pozostawiły ślady. Oby tylko Maja spała, gdy wróci i będzie musiała przebrać się w koszulę! 

Czuła, że nie byłaby w stanie znieść niezgłębionego spojrzenia siostry i jej wiele mówiącego 

milczenia. Bo nawet usta wydawały się inne: cieplejsze, większe. Nie zdziwiłoby jej,  gdyby 

zdradziły te pocałunki, które przyjęła i w których starała się znaleźć przyjemność. 

W domku na cyplu świeciło słabe światło. Nie uda jej się wśliznąć niezauważalnie. 

Reijo  był  w  takich  przypadkach  uparty:  zawsze  ktoś  siedział  i  czekał  na 

spóźnialskiego. 

Maja nazywała to nadmierną opieką, mimo że to nader rzadko dotyczyło jej samej. 

Elise poczuła się bezpieczna. Blask lampy mówił, że jest ktoś, kto ją kocha i się o nią 

troszczy. 

Ktoś, kto poświęca swój sen, aby się upewnić, że wróciła. 

Wiele razy spędzała takie wieczory na serdecznych rozmowach z Reijo. Gasili wtedy 

lampę  i  siadali  po  dwóch  stronach  stołu.  Były  to  chwile,  gdy  słowa  przychodziły  same.  Nie 

bali  się  wtedy  tego,  co  mogą  powiedzieć.  Nic  nie  zostałoby  użyte  przeciwko  nim.  Elise 

wiedziała, że mało kto miał takiego ojca. Reijo był jedyny w swoim rodzaju. 

Ale tego wieczora to nie Reijo czuwał. 

Na palenisku żarzyło się jeszcze, jak zwykle. Samotna lampa rzucała słabe światło na 

blat stołu. Dom pogrążył się w ciszy, izba wydawała się niewielka i pełna życzliwego ciepła. 

- Powiedziałem Reijo, że jest za stary, żeby czekać na młodzież - odezwał się Matti z 

rozbrajającym uśmiechem. 

Elise  zrobiła  to,  co  zwykle:  usiadła  na  lawie  pod  oknem,  zrzuciła  buty  i  podciągnęła 

pod siebie nogi. 

- Reijo także zapala lampę - powiedziała, skinąwszy głową w stronę światła. - Mówię 

mu,  że  to  marnotrawstwo  w  letnie  noce,  ale  on  uważa,  że  nie  należy  oszczędzać  na 

przyjemnościach. 

- Ma rację - stwierdził Matti. 

background image

Siedział  z  wyciągniętymi  nogami  w  krześle  Reijo  -  i  całkiem  do  niego  nie  pasował. 

Nikt inny nie może pasować do tego krzesła, pomyślała Elise. 

- Nie powinnaś się martwić o tego zdechlaka, który uważa się za twojego zalotnika - 

podjął  po  chwili.  W  jednym  kąciku  ust  gościł  jakby  lekki  uśmiech,  ale  ze  spojrzenia 

brązowoczarnych oczu bila powaga. - Reijo może stał się zbyt łagodny z upływem lat. Może 

za  długo  czekał  z  wyjaśnieniem  staremu,  jak  sprawy  stoją.  Ale  Kristoffer  będzie  już  miał 

jasność w tej sprawie. Jakem Matti Alatalo, zadbam o to, abyś nie musiała wychodzić za tego, 

którego nie chcesz. 

Elise potarła podbródek o podciągnięte kolana. 

- Dziękuję ci - odrzekła cicho. - Sądzę jednak, że Reijo też może powiedzieć to samo. 

On jest tylko taki łagodny... 

Matti przejechał rozczapierzoną dłonią przez swe jasne włosy. 

- Rozumiesz, ja cały czas myślę o Raiji. Zastanawiam się, jakby to było, gdyby wtedy 

dostała Mikkala. Tego jedynego, którego chciała... 

- Ja nie miałam nikogo - wyznała. - Nikt mnie nie chciał, przynajmniej nie oficjalnie. 

Pewnie musiałabym iść na służbę. I wtedy nigdy nie zdołałabym się odwdzięczyć Reijo. 

-  Można  na  to  i  tak  spojrzeć  -  przyznał  jej  prawie  wujek,  który  nigdy  nie  chciał 

uchodzić za myśliciela. 

- A Raija... - zaczęła dziewczyna niepewnie, ale  zachęcona jego spojrzeniem mówiła 

dalej:  -  Raija  ścigała  marzenie.  Ona  żyła  swoją  tęsknotą.  Nie  wiem,  czy  byłoby  jej  lepiej, 

gdyby dostała wszystko od razu... 

Jego oczy tak bardzo przypominały oczy siostry. Elise dostrzegła to już wcześniej, ale 

teraz ją to aż uderzyło. 

- Ale na to pewnie tylko ona mogłaby odpowiedzieć... Pokiwał głową. 

- A co z tobą? - spytał, znów wbijając w nią wzrok. 

Elise zastanowiła się, czy on też jak Raija ma zdolność do wyczuwania tego, co tylko 

drżało w powietrzu, nie wypowiedziane. 

-  Jesteś  zadowolona  z  tego,  co  dostałaś?  -  pytał  dalej.  -  A  może  pielęgnujesz  inne 

tęsknoty? Masz marzenia, Elise? 

- Oczywiście - przyznała. - Przecież jestem już wystarczająco dorosła, prawda? 

- A czy jest w nich ten chłopak, z którym poszłaś w góry? Nie odpowiedziała od razu. 

Nie mogła. Matti umiał zadawać pytania jak Raija: niespodziewane, bezpośrednie. 

background image

-  Simon  jest...  wspaniały  -  wykrztusiła  w  końcu.  Wiedziała,  że  nie  kłamie.  -  Jest 

mocny jak skała, nie boi się pracy... To jedyny syn  w rodzinie i wszyscy sądzą, że da sobie 

radę w życiu. 

-  Raija  nigdy  nie  była  tak  rozsądna,  że  wybrałaby  sobie  męża  z  takich  powodów  - 

rzucił Matti sucho. 

Elise wzruszyła ramionami. 

-  Ja  nie  jestem  Raiją.  I...  lubię  Simona.  Bardziej  niż  kogokolwiek.  Nie  jestem  może 

tak... dzika z natury jak twoja siostra. 

Matti  chciał  to  poprawić  na  „namiętna”,  ale  opanował  się.  W  ogóle  nie  wiedział, 

dlaczego  zmusił  dziewczynę  do  poruszania  takich  tematów.  Nie  było  to  szczególnie  miłe  z 

jego strony. 

-  Nie  obiecuj  tylko  zbyt  wiele,  zanim  nie  będziesz  pewna  -  rzucił.  -  Bardzo  bym  nie 

chciał widzieć cię nieszczęśliwą. Lepiej, żeby żadne z was nie doświadczyło losu Raiji. 

-  Obiecuję  ci,  że  będę  szczęśliwa!  -  Elise  przerwała  czar  chwili,  wstając.  -  Ale 

najpierw muszę się wyspać. 

Matti  długo  jeszcze  siedział.  Widział,  jak  się  rozjaśnia,  widział,  jak  ranek  nabiera 

rumieńców - i zasnął przy kuchennym stole. 

W krainę snu odprowadziły go słowa Elise. 

„Obiecuję ci, że będę szczęśliwa!” 

Był w tym rodzaj jakiejś magii, ale nie wiedział, kiedy i jak ta magia zadziała. 

Też musiał się najpierw wyspać. 

background image

Kristoffer  także  miał  poczucie  godności,  tak  z  dumą  twierdził.  Był  człowiekiem,  z 

którym  należało  się  liczyć.  Takim,  z  którym  opłacało  się  trzymać.  I  takim,  z  którym  nie 

należało zadzierać. 

Teraz to wszystko należało do przeszłości. 

Ś

miano się z niego wokół całego fiordu. 

A wszystko przez tego chłystka, syna Artura. 

Kristoffer  zdawał  sobie  sprawę,  że  sam  nie  miał  najczystszego  sumienia  po  tym,  jak 

rozpowiadał  na  prawo  i  lewo,  że  wychowanica  Kwena  Reijo  została  mu  obiecana  na  żonę. 

Nic takiego nie ustalali. 

Ludzie jednak zaczęli szeptać, że tak często zagląda do domku na cyplu. Musiał podać 

jakiś  powód.  Nie  mógł  się  wyprzeć,  kogo  tam  odwiedzał,  więc  powiedział,  że  są  zaręczeni. 

Wcześniej czy później i tak się to stanie. 

No i zjawił się ten nieznośny  chłopak. Miał opinię kobieciarza, ale  wydawało się, że 

dziewczętom to nie przeszkadza. 

Kristoffer zaczął się niepokoić, gdy dotarły do niego pogłoski, że Arturowy Simon lata 

za  Elise.  Jeszcze  bardziej  go  zaniepokoiło,  gdy  powiadano,  że  dziewczę  nie  ogania  się  za 

bardzo przed tym młodym byczkiem. 

No i potem zachorował... 

Wtedy  wymyślił,  że  zatopi  łódkę  i  rozgłosi,  że  mu  ją  ukradziono.  Sieci  też  nie  było 

trudno zniszczyć. 

Trochę ich żałował, ale robił to w imię przyszłości. Musiał pozbyć się tego szczeniaka 

raz na zawsze. 

Przypomniał sobie, że prababka Simona była Laponką. Przydało mu się to. Większość 

ludzi  wierzyła  w  klątwy  i  czary.  Nie  żeby  on  sam,  oczywiście,  był  przecież  oświeconym 

człowiekiem. Ale ludzie łapali się na takie historie. 

Nawet go bawiło szerzenie pogłosek, że ktoś chyba rzucił na niego klątwę. 

Teraz  nie  było  już  mu  do  śmiechu.  Miał  nadzieję,  że  chłopak  ugnie  się  od  razu. 

Oczywiście, straszył tylko tym lensmanem, nie zamierzał posunąć się dalej. 

Lensman był nowy i nie znał jeszcze Kristoffera zbyt dobrze. Może by i wyśledził, że 

zatopienie łódki to jego sprawka... 

Straszył tylko. 

background image

A  ten  łobuz  uciekł  do  lasu.  Niektórzy  mówili,  że  za  granicę.  Szczęśliwej  drogi,  jeśli 

tak. 

Ale pewny nie był. 

Ktoś powiedział, że Simon jest w górach, że Elise pomogła mu uciec i że codziennie 

go odwiedza. 

Bratankowie  Kristoffera  obserwowali  dom  na  cyplu  i  jego  mieszkańców;  wszyscy 

zachowywali się normalnie. Chłopcy opowiadali, że Elise prawie nie wychodzi z domu. 

Ale ludzie się śmiali. 

Kristoffer miał tego dosyć. 

Postanowił  złożyć  Reijo  wizytę.  Porozmawiać  z  nim  poważnie.  Powiedzieć,  że  już 

najwyższy czas uporządkować sprawy. Nie może być przedmiotem kpin. 

Przyzwolenie  Reijo,  zapowiedzi  i  wyznaczenie  daty.  To  powinno  zostać  ustalone 

podczas tej wizyty. 

Wesele  wyprawi  się  takie,  jakiego  nikt  jeszcze  nie  widział.  Sam  Kristoffer  je 

przygotuje,  Reijo  nie  będzie  musiał.  Ojcu  wielu  córek  nigdy  się  nie  przelewa.  O  posag  nie 

zamierzał prosić. Czy Reijo znalazłby kiedykolwiek tak szczodrego zalotnika? 

Kristoffer wybrał sobie żonę i musi ją dostać bez względu na koszty. 

Simon  przebywał  w  ukryciu  już  ponad  tydzień.  Elise  jeszcze  ani  razu  go  nie 

odwiedziła. 

Knut pierwszy odkrył wartę, jaką postawił stary. Powiedział o tym Elise i Mai. Chciał 

powiedzieć też Mattiemu, ale Elise się sprzeciwiła. 

- To tylko pogorszy sprawę - twierdziła. - Nie chcę, żeby coś się stało z mojej winy. 

Już i tak źle, że Simon ukrywa się jak jakiś wyjęty spod prawa. 

-  Myślałam,  że  sądzisz,  że  to  właśnie  jest  podniecające  -  rzuciła  Maja.  -  Słodkie.  Że 

jakiś mężczyzna był w stanie coś takiego dla ciebie zrobić... 

-  Nie  jestem  taka,  jaką  chciałabyś  mnie  widzieć  -  rzekła  Elise  cicho.  -  Może  kiedyś 

poświęcisz chwilę czasu i poszukasz tej prawdziwej mnie. 

Dobrze, że Maja zgodziła się przynajmniej na zanoszenie jedzenia Simonowi. Zawsze 

uganiała się po górach i lasach, dlatego nikomu nie mogło się to wydać podejrzane. 

Ludzie  ze  wsi  już  dawno  poznali  jej  kapryśny  charakter.  Prześmiewano  się,  że  jest  z 

niej kandydatka na żonę dla kogoś o mocnych nerwach i słabym wzroku. Reijo nie pozbędzie 

się jej tak łatwo, chyba że pomoże mu w tym pokaźny posag. 

Elise miała wyrzuty sumienia. 

Powinna była odwiedzić Simona. 

background image

Co on może sobie o niej myśleć? 

Prosiła  Maję,  aby  powiedziała  mu,  że  chce  go  odwiedzić,  ale  nie  może.  Jednak  nie 

była pewna, czy Maja to zrobiła. Nie przekazywał żadnej odpowiedzi poza pozdrowieniami, a 

one  nic  nie  mówiły.  Może  Simon  uważał,  że  głupio  jest  zdradzać  coś  więcej  przez  siostrę 

swojej dziewczyny... 

Maja  poszła  w  góry  o  świcie.  Bez  wahania  pozostawiła  swoje  obowiązki  reszcie 

domowników. 

To  była  jej  kolej  na  przyniesienie  wody  i  dobrze  o  tym  wiedziała.  Elise  też.  Maja 

jednak rzuciła jej szybkie spojrzenie i słowa, że idzie. 

Elise przyniosła wodę. Zamiotła izbę. Posprzątała po śniadaniu, schowała naczynia. 

Chociaż tyle mogła zrobić. To przecież jej wina, że Simon musiał uciekać. 

Matti  poszedł  za  nią,  gdy  zeszła  do  potoku  po  następną  porcję  wody.  Nosidła,  które 

zostały  tu  po  Raiji,  zaczęły  przystosowywać  się  do  kształtu  ramion  Elise.  Była  najstarsza. 

Przyniosła już niejedno wiadro wody. 

Okolica  była  płaska.  Potok  płynął  zakolami  od  strony  gór.  Las  trzymał  się  na 

odległość i tylko z daleka osłaniał ją i Mattiego. 

- Wygląda na to, że Maja chętniej chodzi do twego kawalera niż ty - rzucił i usiadł na 

trawie koło potoku. 

- Czyżby? 

- To dla mnie drobiazg pozbyć się tych dwóch bałwanów, którzy czają się na cyplu i 

uważają, że są niewidzialni. Santeri i ja moglibyśmy ich stłuc jedną ręką, i to obu naraz. 

Elise spojrzała na niego, zdziwiona. 

- Myślałaś, że o nich nie wiem? Że Reijo też niczego nie zauważył? 

- To mój kłopot - odpowiedziała. - To przecież moja wina... 

Potrząsnął głową. 

- Ty jesteś tu najmniej  winna. Nic na to przecież nie możesz poradzić, że mężczyźni 

zakochują się w tobie, bo jesteś taka ładna. Ty o to nie prosiłaś. 

Elise pozwoliła mu napełnić wiadra. Usiedli potem razem na trawie. 

- On na pewno chciałby cię zobaczyć, nie sądzisz? Elise pokiwała głową. 

- I chyba nie jesteś zadowolona, że tylko Maja go odwiedza? 

Potrząsnęła głową. Uśmiechnął się szeroko. 

- Obiecuję ci pozbyć się ich, jeszcze zanim Maja wróci. Co ty na to? 

-  Zrobisz  to  tak,  żeby  nie  wybuchła  awantura?  -  W  głosie  dziewczyny  pojawił  się 

wyzywający ton, a w oczach wyraz złośliwości. Tego by się nikt po niej nie spodziewał. 

background image

Ale Mattiego to nie zdziwiło. 

- Oczywiście - rzucił lekkim tonem. - Nawet ich nie dotknę. Ale nie podpiszę się pod 

obietnicą, że będą potem zdrowi. Chyba za słabo piszę - dodał z uśmiechem. 

Zgolił brodę i wąsy i skóra pod zarostem okazała się jaśniejsza niż na reszcie twarzy. 

Wyglądało to trochę śmiesznie, ale Elise nawet nie przyszło do głowy żartować z Mattiego. 

- Wezmę wiadra - powiedział, gdy zaczęła zaczepiać jedno o nosidła. - I wezmę je w 

ręce. 

Elise szła, niosąc nosidła pod pachą. Czuła się dziwnie. 

- Simon by pewnie nie zaproponował mi tego - wymknęło się jej. 

Matti zatrzymał się na chwilę i popatrzył na dziewczynę. 

- A powinien - rzucił. 

Elise  żałowała,  że  nie  umiała  panować  nad  językiem.  Od  razu  poczuła  się  głupia. 

Matti na pewno za taką ją uważa. 

Mężczyzna  nie  mówił  nic  więcej,  póki  nie  znaleźli  się  przy  domu.  Poprosił  ją,  by 

pozostała na podwórzu, żeby ludzie Kristoffera mieli na czym zaczepić wzrok. A on i Santeri 

wybiorą się na szybką przechadzkę w góry, dodał z mrugnięciem oka. 

Był taki jak zawsze. 

- Po usłyszeniu sygnału pójdziesz w góry. 

- Sygnału? - spytała zdezorientowana. Zaśmiał się jak chłopiec. 

- Zrozumiesz, gdy go usłyszysz - zapewnił. Ale nic więcej nie zdradził. 

-  Dokąd  idą  ci  dwaj?  -  zastanawiała  się  Ida,  gdy  Elise  wyciągnęła  ją  na  dwór,  żeby 

potrzymała dla niej wełnę do zwijania. 

- Pozbyć się psów pasterskich Kristoffera. 

- Prosiłaś o to? 

Ida często zadawała pytania zmuszające do udzielania nieprzyjemnych odpowiedzi. 

- Nie - rzuciła Elise ostro. Zamilkła i tylko coraz gwałtowniej zwijała wełnę w kłębek. 

- Jestem jakaś podenerwowana - westchnęła. - Chyba mam dość wszystkich mężczyzn. 

- No, to raczej niemożliwe - stwierdziła Ida, patrząc złośliwie na nią swymi zielonymi 

oczami. - Mam wrażenie, że jesteś gorsza dla nas, dziewczyn, niż dla mężczyzn... 

-  Czy  Maja...?  -  Elise  przerwała.  Nie  mogła  dokończyć  pytania.  Tego  nie  wolno 

mówić ani o to pytać. Ale Idy nie dało się oszukać. 

- Czy Maja jest zakochana w Simonie, to chciałabyś wiedzieć? - spytała spokojnie. 

Elise popatrzyła na nią i tylko skinęła głową. 

background image

-  Tak,  to.  Ida  uśmiechnęła  się  i  potrząsnęła  głową.  Reijo  tyle  razy  jej  powtarzał,  że 

dziewczęta  w  jej  wieku  nie  noszą  już  rozpuszczonych  włosów,  ale  to  nie  skutkowało.  Ona 

nosiła.  Burza  miedzianorudych  włosów  spłynęła  Idzie  na  plecy.  Elise  w  ułamku  sekundy 

zobaczyła przed sobą młodą Raiję. Tyle że jej włosy miały kolor węgla i skrzydeł kruka... 

-  Nigdy  nie  wiadomo,  o  co  chodzi  Mai  -  usprawiedliwiała  się  Elise.  -  A  ona  tak 

chętnie biegała do niego w góry... Na pewno nie dla mnie! 

- Ona bardziej nas kocha, niż to okazuje - rzekła Ida cicho. - Ale uważa, że słabością 

byłoby okazanie uczuć.  Simon? Nie wiem. Ona mi nic nie mówi. A na pewno nie Knutowi. 

Dobrze byłoby, gdyby był tu Ailo. On by wiedział. Maja więcej z nim rozmawiała niż z nami 

wszystkimi  razem  wziętymi.  Łącznie  z  Reijo.  -  Nabrała  oddechu.  -  Ale  nie  mogłabym 

uwierzyć,  że  Simon  jest  w  jej  typie.  -  Zaśmiała  się.  -  On  jest  w  moim  typie.  Jeżeli  ci  się 

znudzi, możesz mi go odstąpić... 

Twarz Elise rozjaśniła się w uśmiechu. 

- On jest o milion lat za stary dla ciebie, siostrzyczko! 

-  Bałam  się,  że  tak  odpowiesz...  -  Zniżyła  głos  i  powiedziała  z  tajemniczym 

uśmiechem: - A Santeri jest jeszcze o pół miliona lat starszy od Simona. Ale lubi mnie... 

- Santeri? Ida pokiwała głową, zadowolona z siebie. 

- Przecież on ma tyle lat, co Reijo! 

-  Wiem.  Ja  nie  jestem  w  nim  ani  trochę  zakochana.  Ale  to  zabawne  móc  tak  go 

podrażnić. Mężczyźni są jak duże dzieci. 

- Reijo wie o tym? - spytała Elise, nadal oszołomiona. 

-  Na  pewno  nie.  -  Ida  uśmiechnęła  się  szeroko.  -  I  nie  wolno  ci  zepsuć  mi  zabawy, 

mówiąc mu to! Tata jest trochę przewrażliwiony na punkcie mojej cnoty. 

- Nawet nie powinnaś znać takich słów! Ja w twoim wieku nie znałam. 

- Cieszę się, że nie jestem tak nieoświecona - odpowiedziała Ida przemądrzale. Nagle, 

patrząc szeroko otwartymi oczami, wskazała ręką w stronę gór. 

Elise usłyszała. 

Huk. 

Odwróciła się, choć bała się spojrzeć we wskazanym kierunku. 

Matti  powiedział,  że  nie  zbruka  swoich  rąk.  I  że  ona  zrozumie  sygnał,  gdy  go 

usłyszy... 

- My tego nie widziałyśmy - rzuciła Ida i wciągnęła opierającą się Elise do domu. 

Przez  okno  dojrzały  obłok  piasku,  gdy  lawina  kamieni  zeszła  po  stromym  zboczu 

góry. 

background image

Zastanawiała się, czy ci, którzy leżeli u jej podnóża, zdołali przed nią ujść. - Matti nie 

obiecywał,  że  pozostaną  w  dobrym  zdrowiu,  ale  nigdy  nie  przypuszczała,  że  zrobi  coś 

takiego.  Elise  nie  wiedziała  już,  co  myśleć.  Jej  świat  był  tak  różny  od  świata  mężczyzn.  Po 

prostu czegoś takiego sobie nie wyobrażała. 

Zobaczyły, jak Reijo i Knut biegną od strony brzegu morza i znikają za cyplem. 

Ida  wiedziała,  co  robić.  Cisnęła  w  kąt  wełnę  i  narzuciwszy  szal  na  ramiona  Elise, 

popchnęła ją w stronę drzwi. 

-  Idź  w  góry  -  powiedziała  trzynastolatka  głosem  znacznie  bardziej  władczym,  niż 

można  by  się  było  spodziewać  po  osobie  w  jej  wieku.  -  Ty  i  Maja  byłyście  w  lesie.  Ja 

doprowadziłam  do  ostateczności  wujka  Matti  i  Santeriego  moim  dziecinnym  gadaniem.  A 

cały  czas  widziałyśmy  Knuta  i  tatę  na  brzegu  zajętych  łódką.  Świeżo  położona  smoła  na 

pewno  uwolni  ich  od  podejrzeń...  Elise  skinęła  głową.  Sama  by  tego  tak  szybko  nie 

wymyśliła... Ta mała ma coś w sobie. 

- Jesteś kochana, Ida - powiedziała i pocałowała ją przelotnie w policzek. I pobiegła. 

Tą  samą  trasą,  którą  szli  z  Simonem.  W  połowie  drogi  do  lasu  napotkała  dwóch 

mężczyzn, którzy szli sobie beztrosko ścieżką. 

- Nie tego się spodziewałam! - wybuchnęła. 

Santeri  popatrzył  na  nią  i  na  Mattiego,  wzruszył  ramionami  i  poszedł  dalej.  Matti 

zatrzymał się. Nie sprawiał wrażenia, żeby był specjalnie dumny z siebie. Nie wyglądał też na 

zawstydzonego. 

- Musisz przyznać, że podziałało. 

- Udało im się uciec? Spojrzał na nią spod brwi o ton ciemniejszych niż włosy. 

- Nie wiedziałem, że wstawiasz się za tymi, którzy życzą ci źle. 

- Udało im się uciec? 

- Chyba tak. Spojrzał ponad jej ramieniem. Nie było po nim znać wyrzutów sumienia. 

Potraktował  to  dziwnie  lekko.  Elise  nie  wiedziała,  co  ma  sądzić.  Jakaś  jej  część  była  zła. 

Inna... nie, nie mogła być tak żądna zemsty! To do niej niepodobne! 

- Widziałem jakąś postać, która uciekła z miejsca, dokąd zeszła lawina. Ale wszystko 

pokrywały kłęby kurzu. Trudno cokolwiek odróżnić. No i nie mogliśmy stać tam i patrzeć, bo 

ktoś mógłby  nas dostrzec na  górze. To była zwykła lawina, Elise.  Zaskoczyła nas tak samo, 

jak  innych.  Odwróciła  się  od  niego.  Nie  podobała  jej  się  ta  strona  jego  charakteru.  Stracił 

nieco  swego  blasku.  Matti,  ten  wujek  Matti,  który  zawsze  cieszył  się  u  niej  specjalnymi 

względami... 

background image

- Nie przypuszczałam, że możesz zrobić coś takiego - przyznała, blada. - Nigdy bym 

cię o to nie posądziła. 

Matti  przejechał  dłonią  po  brodzie.  Przyswoił  sobie  ten  gest  z  czasów,  gdy  bywał 

bardziej zarośnięty. 

- Chyba zbyt dobrze mnie oceniałaś, mała Elise - powiedział smutnym tonem. - Nigdy 

nie  byłem  szlachetniejszy  od  innych,  a  raczej  odwrotnie.  Nie  byłem  najlepszym  dzieckiem 

Pana Boga. I nawet nie drugim w kolejności. Nie jestem zrobiony z materiału na ideał. Chyba 

nie robią takich nad rzeką Torne - uśmiechnął się lekko. - Ale to może dlatego, że zostałem 

poczęty w latach głodu. Trudno się czegoś lepszego po mnie spodziewać: moi rodzice tak dłu-

go żyli na chlebie z kory, że chyba zrobili mnie z drzazg. 

Elise zarumieniła się, lecz nie mogła powstrzymać uśmiechu. 

- Ale przesadzasz - rzuciła. - Nie zmieniaj tematu! 

-  Ja  mówiłem  poważnie  -  odpowiedział  bez  śladu  wesołości.  -  Nie  powinnaś  uważać 

mnie za ideał, Elise. 

Długo  patrzyła  mu  w  oczy,  aż  wreszcie  pobiegła  w  górę.  Nie  myślała  już  o  tych 

dwóch, których może porwała lawina. Nie myślała o niczym. Nie chciała myśleć. 

Teraz myśli mogły być tylko niebezpieczne. 

Maja schodziła w dół. Spotkały się na ścieżce. Długo mierzyły się wzrokiem. 

- Co, naprawdę się tam wybierasz? Oczom nie mogę uwierzyć. 

- Jak on się ma? Maja zaśmiała się. 

- No, a jak może się miewać po półtora tygodniu spędzonym wśród skał? Zanudził się 

na śmierć. Do tego stopnia, że rozmowę ze mną uważa za wydarzenie dnia. 

- Może niedługo będzie mógł wrócić... 

- Czyżby twój zalotnik tak szybko się poddał? - odezwała się Maja złośliwie. 

Elise nie odpowiedziała. 

-  Zeszła  lawina?  Za  cyplem?  Słyszeliśmy  piekielny  łomot,  a  potem  zobaczyliśmy 

chmurę pyłu. Dziwna pora jak na lawinę... 

- Nie przeklinaj tak! - krzyknęła Elise bez zastanowienia, lecz zaraz się opanowała. - 

Przepraszam - bąknęła. - To Matti i Santeri ją spowodowali - rzuciła, patrząc w stronę fiordu. 

Obaj już odeszli. Czyżby chcieli szukać tych dwóch? Starczyłoby im zimnej krwi? 

-  O  rany!  -  w  glosie  Mai  zabrzmiał  podziw.  Oczy  jej  zwęziły  się,  gdy  spojrzała  na 

Elise. - Nie podoba ci się to, co? Strach cię obleciał? Ale Matti to prawdziwy Alatalo. Jest w 

nim siła. W nas! Sprytne, bardzo sprytne! 

background image

- Nie jesteś żadną Alatalo - odcięła się Elise. Chciała zranić Maję, chciała jej dopiec. - 

O ile pamiętam, twoim ojcem był Mikkal. 

Trafiła. Przez moment w oczach Mai dostrzegła ból, ale trwało to tylko chwilę. 

Głos przybranej siostry wcale na to nie wskazywał. 

- Spiesz się do swego ukochanego, Elise, zanim wystygnie! - rzuciła i pobiegła w dół 

lekko jak kozica. 

Pytanie, na które Elise mogła otrzymać nieprzyjemną odpowiedź, nie wypowiedziane 

zawisło w powietrzu. Ostatni odcinek drogi przeszła ciężkim krokiem. 

background image

Elise  zbliżała  się  do  głazów,  starając  się  narobić  jak  najwięcej  hałasu.  Nie  chciała 

bynajmniej sprawić Simonowi niespodzianki, o, nie! 

Cisza  była  wręcz  nienaturalna.  Simon  pewnie  wstrzymał  oddech,  a  wszystko  wokół 

wyglądało tak, jakby na chwilę zamarło. 

Zatrzymała się przed najszerszą szczeliną. 

-  To  ja  -  rzuciła.  Rozczochrana  głowa  pojawiła  się  w  otworze.  Na  twarzy  chłopaka 

malowało się niedowierzanie, lecz coś jeszcze... Strach? 

- To ty? - spytał. - Ty, Elise? 

Pokręcił głową i odsunął się, robiąc jej przejście. 

Zagospodarował  się,  jak  umiał  najlepiej.  Maja  przyniosła  mu  kilka  derek,  jedną 

położył na najwilgotniejszej części ziemi. Jedzenie, które mu dostarczyła, stało pod skałą. 

Niezgrabnie zrobił gest zachęcający, aby usiadła. 

- Nie sądziłem, że przyjdziesz. 

Nie  spuszczał  z  niej  wzroku.  Musiał  ją  jakby  na  nowo  zapamiętać,  sprawdzić,  czy 

zgadza się z tym wizerunkiem, którym się sycił przez ten trwający wieczność tydzień. 

- Straże Kristoffera... znikły - powiedziała pobladłymi wargami. 

- Jak to? Zrezygnowali? Elise pokręciła głową. 

- Zeszła lawina... 

- A, słyszałem. - Zmarszczył brwi. - Nie do uwierzenia. O tej porze roku? Nie padało 

już ponad tydzień. No i żeby tam? Tam jeszcze nigdy nie było lawiny! 

- Nie - zgodziła się Elise. 

- Porwała ich? 

- Ja nic nie widziałam - odrzekła. - Mnie też nikt by nie dostrzegł w tym pyle. Dlatego 

mogłam tu przybiec... 

Dziwne, jak łatwo przychodziło jej kłamstwo. Nawet się nie wstydziła. 

A może powinna. Simona nie powinna oszukiwać. 

Ale ważniejsze było, żeby nikt nie dowiedział się o Mattim i Santerim. Nawet Simon 

nie  powinien  łączyć  ich  z  lawiną.  Nie  wiedziała  przecież,  czy  wysłani  przez  Kristoffera  na 

przeszpiegi nie zginęli. 

-  Muszę  cię  objąć.  Przysunął  się  bliżej.  Elise  zmusiła  się  do  pozostania  na  miejscu. 

Nie mogła przecież uciec. Był jej chłopakiem i w pewien sposób miał do niej prawo. 

background image

- Pomyśleć tylko, że przyszłaś! Objął ją ramionami i potarł zarośniętym policzkiem o 

jej policzek. To drapało - i poczuła też jego zapach... 

Aż przełknęła ślinę, żeby nie okazać niechęci, jaką w niej wzbudził. 

Przecież  płynęło  tu  tyle  strumyków!  Nie  musiał  się  aż  tak zaniedbać!  Nie  musiał  tak 

brzydko pachnieć... 

- Tęskniłaś za mną, co? - spytał z czołem opartym o jej czoło. 

Chciała krzyczeć. Na tyle miała jednak silnej woli, że się opanowała. Zacisnęła zęby i 

nawet się uśmiechnęła. 

- Myślałem, że już ci na mnie nie zależy - rzucił, podciągając jeden kącik ust w górę. 

Kiedyś  jego  krzywy  uśmiech  wydawał  jej  się  nieodparcie  uroczy,  teraz  -  tylko 

znajomy. 

-  Zacząłem  przypuszczać,  że  nie  chciałaś  przyjść.  Ze  Maja  nie  mówiła  mi  prawdy. 

Któregoś dnia omal jej nie przyłożyłem za to, że  kłamie w żywe oczy, żeby mi dokuczyć.  - 

Odwrócił w stronę Elise drugi policzek. Pod zarostem i brudem zdołała dostrzec opuchliznę i 

zmieniony kolor. 

- Ale ona umie się odciąć, ta twoja siostra. Uderzyła, i to mocno. Smarkula wbiła mi 

do głowy, że nie kłamie. - Simon uśmiechnął się ze szczerym podziwem. - Polubiłem ją za to. 

Mimo że oberwałem od dziewczyny. Ale ona naprawdę ma sporo oleju w głowie. Zanim się z 

nią zacznie rozmawiać, widzi się tylko jej blizny. A gdy się już ją pozna, zapomina się o nich. 

Te słowa sprawiły, że Elise wybaczyła mu i brud, i zapach. 

-  No  właśnie  -  rzekła  ciepło.  -  Maja  jest  wspaniałą  dziewczyną.  Chciałabym  bardzo, 

ż

eby sama w to uwierzyła. 

- Zazdrości ci. Elise pokiwała głową. 

-  Wiem.  To  nie  jest  przyjemne.  Ona  potrafi  być  naprawdę  miła,  ma  w  sobie  wiele 

dobroci. Nie pokazuje jednak tego prawie nikomu. 

- Tak, to zrozumiałem - mruknął z policzkiem przy jej policzku. Elise wydało się, że w 

jego głosie zabrzmiała fałszywa nuta. - Kristoffer się pokazał? 

- Nie. 

- Co zrobi Reijo? 

- O to musisz sam go spytać. 

- A ten twój wujek? - Simon aż zesztywniał na wspomnienie Mattiego. - Maja mówiła, 

ż

e on gotów jest pójść dla ciebie w ogień. 

background image

- Maja przesadza. Ale rzeczywiście jest miły. Będzie wspierał Reijo. Kristoffer nic u 

nich  nie  uzyska.  Chyba  nie  będziesz  musiał  się  dalej  ukrywać.  -  Uśmiechnęła  się  słabo.  - 

Sądzę, że Matti chętnie by spuścił lanie Kristofferowi. 

- Ja też - mruknął Simon. - Może zrobimy to razem? 

-  Mam  nadzieję,  że  nie!  Nie  odpowiedział,  wzmocnił  tylko  uścisk.  Poczuła,  jakby 

znalazła się w pułapce. Jego rozchylone wargi zaczęły przesuwać się po jej policzku. Skubnął 

koniuszek  jej  ucha,  ugryzł  leciutko,  pieścił  językiem  szyję  wzdłuż  tętnicy.  Uśmiechnął  się, 

gdy poczuł w niej gwałtowne pulsowanie krwi. 

Nie była więc taką lodową dziewicą. Może w środku jest taka, jak przeczuwał... 

Położył ręce na jej ramionach, zsunął szal i przycisnął ją mocno do piersi. 

Usta  gładziły  policzek.  Elise  odwróciła  głowę,  ale  Simon  przytrzymał  ją  tak,  że  nie 

była w stanie nic zrobić. 

Jego usta były tak blisko, że mogła niemal je poczuć, choć jeszcze jej nie dotykały. 

Ale zapach poczuła... 

Raz  za  razem  przełykała  gwałtownie  ślinę  i  zamknęła  oczy.  Objęła  go  kurczowo, 

trzymając jednocześnie na odległość. Wiedziała jednak, że on dostanie to, czego chce. Był od 

niej o wiele silniejszy, no i miał do tego prawo. To musiało nastąpić... 

Elise  odważyła  się  rozchylić  usta.  Pocałunek  smakował  nieświeżo,  ale  jego  wargi 

paliły jak ogień i coś w niej roztopiły. Zdołały wypełnić dno pustki, która ją wypełniała. 

Podobało jej się to, a jednocześnie tym gardziła. 

Potrzebowała tego, ale nie wiedziała, czy to tak właśnie powinno być. 

A on był zachłanny, żądający, głodny... 

Czuła, że czerpie z niej dużo, dając niewiele w zamian, nic poza obrzmiałymi wargami 

i siniakami na ramionach. Jego język wprawnie bawił się z językiem Elise, ale ona właściwie 

nie wiedziała, czy jej się to podoba. 

To oczywiście jej wina. 

Simon  był  doświadczony.  Nie  ją  pierwszą  trzymał  w  ramionach.  Na  pewno  nie  ją 

pierwszą całował. 

Simon  wiedział,  jak  to  się  ma  odbywać.  Ona  nie.  Pewnie  dowie  się  z  czasem.  Może 

wtedy będzie to takie, jak sobie wyobrażała: mocniejsze, porywające. 

To nie mogło być już wszystko! 

- O nieba, jak ja za tobą tęskniłem! - mruknął chłopak, przesuwając usta w dół po jej 

szyi. Zatrzymał go kołnierzyk bluzki. 

Jego jedna dłoń podkradła się i rozpięła najpierw jeden guzik, potem drugi... 

background image

Usta  pieściły  coraz  więcej  skóry,  ale  jemu  było  za  mało.  Dłoń  stała  się  bardziej 

niecierpliwa. Gwałtownie rozpinał bluzkę, aż guziki prysnęły spod jego palców. Usta poszły 

za palcami, paląc skórę dziewczyny. Elise chciała tego i zarazem nie chciała. 

Przewrócił ją na derkę, a sam pół leżał, pól siedział pochylony nad nią. Kolano wsunął 

pomiędzy jej kolana, niezauważalnie podsuwając w górę spódnicę. 

Mocno obejmował ją jedną ręką, drugą odważnie wsuwając pod bluzkę i zdobywając 

cal  po  calu  obszary  miękkiej  skóry  Elise.  Rozpiął  jeszcze  kilka  guzików,  aby  usta  i  dłonie 

dosięgły tego, czego chciały. 

Nikt  tak  jej  jeszcze  nie  dotykał.  Delikatnie  ścisnął  jej  piersi,  z  uśmiechem  pieścił 

językiem jedną brodawkę. Elise dostrzegła, że ona ściąga się i zaczyna sterczeć. Jego uśmiech 

był niemal wyzywający... 

Opuściła powieki. 

Druga dłoń Simona uwolniła ramię Elise, przewędrowała wzdłuż ciała i wsunęła pod 

jej ubranie. Popieściła drugą pierś, chciała ściągnąć z Elise bluzkę, rozpiąć spódnicę... 

Coś mrocznego w dziewczynie odpowiadało na to, co Simon z nią robił. Puls krwi był 

inny.  Przechodziły  przez  nią  na  przemian  fale  gorąca  i  zimna.  W  jednym  momencie 

przyciskała się do niego, w innym odsuwała. 

Przemieścił się nad nią. Jego usta i dłonie nadal wędrowały. Zsunął się w dół, ujął w 

dłonie jej krągłe biodra, podczas gdy usta błądziły po jej piersiach. Blask w jego oczach był 

inny niż dotychczas. 

Znów  poszukał  ust  Elise,  jego  wargi  pożądliwie  przykryły  jej  wargi.  Była  uwięziona 

pomiędzy nim a ziemią. Jego kolano przesuwało się wzdłuż jej ud, delikatnie odsuwając je od 

siebie. Poczuła coś na biodrze i gdy uświadomiła sobie, co to może być, aż się zachłysnęła. 

- Nie, Simon! 

Wcisnęła pomiędzy nich pięści i odpychała go z całych sił. 

- Nie, Simon, nie to! Nie chcę! 

Jego  pocałunek  stał  się  łagodniejszy,  przekonywający.  Dłonie  pieściły  miękko  jej 

ciało. Poddała się im. W uszach jej szumiało, w skroniach waliło tak, że niemal nie słyszała 

własnych  myśli.  Skórę  cudownie  łaskotało,  czuła,  że  słabnie,  że  niemal  chce  tego  co  on. 

Jednak rozsądek mówił nie. Coś w niej krzyczało, że nie powinna tego robić. 

-  Oczywiście,  że  chcesz  -  szeptał.  - Wszystkie  chcą.  I  wszystkie  mówią  nie,  to  część 

gry, moja mała Elise. 

Pakami znów pieścił brodawki jej piersi. 

background image

- Nie chcesz? - drażnił się. - One mówią coś innego. Błagają o pocałunek. Podobał ci 

się, prawda? Chcesz, żebym znów to zrobił... 

- Nie, Simon! Nie! Nie słyszał jej. Nie chciał jej słyszeć. 

- Czujesz, co mogę ci dać? - Błysnął zębami w uśmiechu. - To nie byle co. Jestem w 

tym  dobry,  to  prawda,  nie  przechwalam  się,  Elise.  A  dla  ciebie  zrobię  to  jeszcze  lepiej  niż 

kiedykolwiek... 

Chciał się dostać pod jej spódnicę. Ona nie pozwalała. Musiał ją puścić. 

Elise przekręciła się na bok, gdy tylko na chwilę się uniósł. 

Błyskawicznie zerwała się na nogi. Zanim Simon zrozumiał, co się stało, przemknęła 

obok niego i przecisnęła przez ciasny otwór. Otarła nagą skórę, lecz nie zwróciła na to uwagi. 

Po prostu uciekała. 

Dogonił  ją  głos  Simona,  nie  słowa,  ale  ich  ton.  Zrozpaczony,  wściekły,  lecz  także 

zmieszany z czymś, w co nie mogła uwierzyć. Z zawstydzeniem? Bzdury! 

Elise biegła, potykając się, dopóki nie uznała, że już jej nie zobaczy. 

Nie pobiegł za nią. 

Właśnie tak przypuszczała. 

Może naprawdę się wstydził? 

Ale  nie  będzie  go  żałować.  Simon  dobrze  wiedział,  co  robi.  Nie  powinna  sądzić 

inaczej. 

W  połowie  drogi  do  fiordu  wpadła  pomiędzy  gęste  brzozy.  Dały  jej  schronienie  i 

poczucie bezpieczeństwa, którego potrzebowała. 

Drżącymi dłońmi zapięła bluzkę. 

Nadal czuła dotknięcia jego rąk i ust na swoim ciele. Najgorsze było to, że coś ją ku 

niemu pchało, mimo że był brudny i zalatywał ziemią i potem. Mimo to jego pocałunki coś w 

niej obudziły. Użył swoich najlepszych umiejętności. Na tyle, na ile mu pozwoliła, działały... 

Wszystko, co sobie kiedykolwiek wyobrażała, zbladło. 

Działały. 

Były  momenty,  gdy  chciała  tego.  Czuła,  że  musi  to  kiedyś  przeżyć,  inaczej  życie 

nigdy nie wróci do normalnego biegu. 

Elise  oparła  się  o  drzewo  i  przycisnęła  dłonie  do  policzków.  Dopiero  teraz  puls  się 

uspokajał.  Ale  policzki  nadal  płonęły.  Simon  obudził  w  niej  wstyd  -  i  ogień.  Wszystkie  jej 

marzenia były łagodniejsze, milsze. 

Ale Simon nie był tylko brutalny. Umiał głaskać i pieścić bardzo delikatnie. On umiał 

być... dobry. 

background image

Elise znów zalała się rumieńcem pod wpływem tej myśli. 

Czyżby była cnotką? 

Wiedziała, ze mężczyźni wypowiadali to słowo z wyraźną pogardą. Gdy dziewczynie 

przypięto to określenie, niewielu już prosiło ją do tańca. Ale równie źle było być dziewczyną 

łatwą... 

Zastanawiała się, co Simon o niej teraz myśli. Czy opowie o niej komuś. 

Może  śmialiby  się  z  niego,  gdyby  usłyszeli,  że  niczego  z  nią  nie  osiągnął.  On,  który 

cieszył się sławą kobieciarza. 

To okropne słowo... 

On robił to z innymi. 

Elise znała niektóre z tych dziewcząt. 

Wtedy, gdy tylko zwróciła na niego uwagę, nic to nie znaczyło. 

Ż

e one były na tyle głupie, że dały mu więcej, niż powinny, to przecież nie jej sprawa? 

Simon  był  mężczyzną,  i  to  prawdziwym.  Żadna  nie  chciałaby  mieć 

niedoświadczonego kochanka. 

Ale gdy jej dotykał, czuła to inaczej. 

Widziała przed sobą twarze tych innych i nie chciała być taka jak one. 

Może on był z nią na poważnie. Może wyobrażał sobie i księdza, i dzwony kościelne, 

ale to i tak nie ułatwiało sprawy. 

Przespać się z nim to jakby dzielić posłanie z wszystkimi innymi jednocześnie. 

To było odpychające. 

Matti powiedział, że to nie jest jej wina. W innej sytuacji, ale mógłby to powiedzieć i 

teraz. Niemal słyszała te słowa w uszach, ale brzmiały dziwnie mało przekonująco. 

Czuła wstyd okrywający ją niczym gruby koc. Wzięła na siebie większą część winy. 

Coś w niej tak skusiło Simona, że stracił panowanie nad sobą. 

Chciała wierzyć, że był tak szlachetny, że nie zmusiłby jej do niczego siłą. 

Najwyraźniej było w niej coś... 

Może powinna wrócić. Porozmawiać z nim. Przeprosić... 

Elise osunęła się na mech i oparła głowę o pień brzozy. 

Przypomniała sobie jego spojrzenie, gdy wmawiał jej, że pragnie tego tak samo jak on, 

gdy chciał, żeby uznała jego wolę za swoją. 

Nie  mogłaby  mu  teraz  popatrzeć  w  oczy  jak  wtedy,  gdy  bez  wstydu  przywarła  do 

niego całym ciałem. Wtedy może by go i przyjęła, gdyby był gotów. 

background image

Nie  mogła  znieść,  że  użył  jej  słabości  przeciwko  niej.  Miała  ochotę,  przyznawała  ze 

wstydem. Obudził w niej coś, czego istnienia w sobie nawet się nie domyślała. 

Elise wiedziała już, że więcej na to Simonowi nie pozwoli. 

Nawet gdyby nadal uważał ich za parę, wytłumaczy mu, że to niemożliwe. 

Nie  musi  się  już  dłużej  ukrywać.  Sama  powie  Kristofferowi,  że  na  pewno  nic  nie 

będzie pomiędzy nią a Simonem Bakken. 

Zadurzenie  i  oczarowanie,  które  myliła  z  prawdziwym  uczuciem,  całkiem  z  niej 

opadły. Zostały podarte na strzępy. 

Może temu miała służyć ta przygoda. Ale oddałaby wszystko, żeby to móc odwrócić. 

Simon  dotykał  jej.  Dotykał  tak,  jak  by  chciała,  żeby  ją  dotykał  kochanek.  A  nie  jak 

byle kto. 

Simon Byle Kto... 

Oparła policzek o podciągnięte kolana, nie mogąc sobie wybaczyć, że mogła być tak 

głupia. 

Jak mogła być tak zaślepiona... 

Simon  był  przystojny  i  łatwo  się  pomylić  co  do  własnych  uczuć  na  widok  jego 

uśmiechu. 

Nie ją jedną to spotkało, choć to słabe pocieszenie... 

Na pewno jej minie. Jakoś zbierze siły, żeby mu o tym powiedzieć. On to uzna. 

On nie był zły, tylko taki, jak wszyscy mężczyźni... 

Trudniej myśleć o lawinie. Lawinie, którą wywołano z powodu jej i Simona. 

Iluzję,  która  pękła  równie  łatwo  jak  warstwa  lodu  na  kałuży  po  pierwszej  mroźnej 

nocy, ktoś mógł okupić życiem. To jej ciążyło. 

Nie mogła jeszcze wrócić do domu. 

Musi najpierw przewietrzyć swoje myśli. 

background image

Reijo  kopał  i  przeklinał.  Jak  wielu  innych  wiedział,  że  dwaj  bratankowie  Kristoffera 

niemal zamieszkali u podnóża góry za jego domem. 

Był  o  to  zły,  ale  postanowił  poczekać  na  rozwój  wydarzeń.  Może  i  stchórzył,  ale  od 

kiedy tu powrócił, postanowił się nie narażać. Chciał móc tu pozostać. 

A teraz ta lawina. 

Knuta był pewien. Cały czas pracował z nim przy smołowaniu łódki. 

Idę i Elise widział na podwórku. Maja zaniosła jedzenie temu szczeniakowi. 

Pojawili się Santeri i Matti. Każdy z osobna i długo po wypadku. 

-  Będzie  niezłe  przedstawienie,  jeśli  bratankowie  Kristoffera  tu  leżą  -  rzucił  przez 

zaciśnięte zęby do Mattiego, który zaczął mu pomagać. - Poruszy niebo i ziemię, żeby nas o 

to obwinie. 

Matti  odwalił  kamień  i  zepchnął  go  w  stronę  fiordu.  Patrzył,  jak  uderza  w  wodę  i 

znika z pluskiem. Zabrał się za następny i następny... 

- Nawet Kristoffer nie może cię winić za zjawiska natury. Przy brzegu na pewno byli 

ludzie. Powiedzą, gdzie kto był. 

Reijo otarł pot z czoła, przez co więcej piasku dostało się mu do oczu. Mrugając, starał 

się  dostrzec  coś  we  wzbudzającej  zaufanie  twarzy  Mattiego,  jednak  nie  zdołał.  Członkowie 

rodu  Alatalo  umieli  po  mistrzowsku  ukrywać  myśli  i  uczucia,  powinien  to  już  chyba 

wiedzieć! 

-  Sam  to  sobie  powtarzam  -  rzekł.  -  Mimo  to  dreszcze  przechodzą  mi  po  plecach. 

Rozumiesz, Matti? Chyba nikt nie widział... za dużo? 

- A musi tak być? - spytał Matti obojętnie. - Jak by to było możliwe? 

- No, może nie... 

Pracowali  dalej  w  ciszy.  Przewracali  blok  za  blokiem.  Podważali  i  napierali 

ramionami razem, gdy to było konieczne. 

A  wszystko  zaczęło  się  tak  niewinnie.  To  były  tylko  dwa  spore  kamienie,  którym 

pomogli się stoczyć. 

Matti  nie  przypuszczał,  że  spadnie  dużo  więcej  niż  te  dwa.  Zamierzał  tylko  dać 

wysłannikom Kristoffera poważne ostrzeżenie. 

Ale  okazało  się,  że  góra  jest  dużo  bardziej  zwietrzała  bliżej  szczytu.  Zaczęli  zbyt 

wysoko. 

background image

Po stromej stronie kamienie porwały ze sobą jeszcze kilka bloków. To było jak fala na 

morzu: zapoczątkowana przez małe pluśnięcie, a zakończona zatopieniem lodzi i ludzi. 

Lawina objęła powierzchnię równą powierzchni wielu łodzi. 

Matti był pewien, że widział człowieka uciekającego przed tym, co z łoskotem pędziło 

z góry. Pamiętał mniej więcej, gdzie go widział. 

Odrzucał kamień za kamieniem i miał wciąż nadzieję, że go znajdzie. Żywego. Szanse 

były minimalne. 

Zastanawiał się, czy Santeri widział tego drugiego. Pytać nie mógł. 

Wszystko miało być tylko dobrym uczynkiem wujaszka. 

Teraz nie wiedział, czym to było. 

Może zabójstwem? 

Nie ułatwił Elise niczego, tego był pewien. I to go najbardziej martwiło. 

-  Coś  tu  jest!  -  zawołał  Santeri.  Stał  w  rozkroku  pomiędzy  blokami  i  szukał  czegoś 

ręką pomiędzy nimi. - Jakby ubranie. 

Przybiegli  do  niego.  Wspólnymi  siłami  odwalili  największe  głazy.  I  zobaczyli,  że 

Santeri miał rację. 

Matti zmierzył wzrokiem odległość do tego miejsca, gdzie zdawało mu się, że widział 

człowieka. Mogło się zgadzać. 

Leżał  na  skraju  lawiny.  Dużo  niżej,  niż  przypuszczał,  ale  pewnie  go  tu  ze  sobą 

przyniosła. Nie wydostał się na czas. 

Odkopali go gołymi rękami i wynieśli ostrożnie spomiędzy kamieni. 

- Einar - stwierdził Reijo. Był to starszy z braci, ciemnowłosy. Dało się to ustalić tylko 

po kolorze włosów. Twarz była zmasakrowana nie do poznania. 

Na  wodach  fiordu  pokazały  się  łódki.  Ludzie  widzieli  lawinę  i  chcieli  zobaczyć  z 

bliska, co się stało. 

Wśród  pierwszych  przybyszów  był  Artur,  ojciec  Simona.  Zobaczył  ciało  w  trawie  i 

tylko pokręcił głową. 

- Dziwne miejsce na lawinę... - stwierdził i skinął głową w stronę góry. 

Reijo  przyznał  mu  rację.  Nadal  czuł,  że  coś  tu  się  nie  zgadza,  ale  nie  chciał  być 

pierwszym,  który  to  powie.  Nie  mógł  się  odważyć.  Bał  się  odpowiedzi,  której  należałoby 

udzielić. 

- Z drugiej strony - dodał Artur - kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Pan Bóg wie, co 

robi. Sądzicie, że jest tam ktoś jeszcze? 

Reijo pokiwał głową. 

background image

- Siedzieli tu już ponad tydzień, on i jego brat. Śledzili nas. 

Artur westchnął, zrzucił kurtkę i zakasał rękawy. 

- To ty i ja powinniśmy  go znaleźć, co, Reijo? Mój chłopak był jednym z powodów, 

dla których oni tu w ogóle przyszli... 

Reijo nie odpowiedział. 

-  Dzieci  potrafią  być  krzyżem  pańskim  -  mówił  dalej  Artur.  -  Nic  nie  pomoże 

przemawianie  im  do  rozsądku.  Za  wszelką  cenę  muszą  sami  popełnić  błędy,  także  te,  które 

my popełniliśmy. 

Znaleźli Augusta na samym dnie lawiny. Na twarzy nie miał ani zadrapania, ale ciało 

było zmiażdżone. Nie żył jak i brat. 

Coś ścisnęło się w piersi Mattiego, gdy zobaczył, jak go wynoszą. 

- Musiał spać - mruknął. - Ma tak spokojną twarz! Nikt na to nie odpowiedział. 

-  Popłynę  z  tobą  z  ciałami.  -  Artur  stanął  obok  Reijo.  -  Kristoffer  był  ich  jedynym 

krewnym. Matka chyba umarła w zeszłym roku? 

Reijo też tak sądził. Nie pamiętał dokładnie. Wiedział tylko, że ich ojciec zatonął, gdy 

byli mali. To dlatego było ich tylko dwóch, tak nieliczne rodzeństwa rzadko się zdarzały. Ich 

matka  nie  wyszła  ponownie  za  mąż.  Pozostała  wdową.  Przypomniał  sobie  ubraną  na  czarno 

zgarbioną postać. Właściwie wolałby, żeby nie żyła. Żeby nie musiała tego przeżywać. 

Trudniej pogodzić się ze śmiercią własnego dziecka niż ze świadomością, że samemu 

się umrze. 

Reijo odwiezie ich do Kristoffera, który  nigdy  nie uwierzy, że on nie miał z tym nic 

wspólnego. 

Powinien był wcześniej przerwać te dziwne zaloty! 

Tego można było uniknąć... 

Artur podszedł do Reijo i powiedział z obawą ściszonym głosem: 

-  Simon  chyba  nie  jest  w  to  zamieszany?  Mówią,  że  uciekł  w  góry,  ty  pewnie  wiesz 

więcej o tym niż ja... On chyba tego nie... wywołał? 

To tych słów bał się Reijo. Ale nie myślał wtedy o Simonie. 

- On jest w górach - potwierdził Reijo. - Nie po tej stronie. Maja jest tam teraz z nim. 

- Maja? Miałem wrażenie, że to o tą drugą chodziło? 

- Elise nie mogła iść w góry, bo bała się, że tych dwóch ją wyśledzi. A Maja zawsze 

biegała do lasu albo w góry. Tak się ułożyło. A jedzenie musiał mieć... 

Artur przyjął to do wiadomości. 

background image

Pokręcił głową i poszedł za Reijo w stronę domów. Musieli znaleźć coś na owinięcie 

zwłok. 

Maja  i  Ida  czekały  przed  domem.  Maja  chciała  pójść  zobaczyć  lawinisko,  ale  Ida 

wczepiła się w nią z całych sił i nie pozwoliła. 

- Znaleźliście kogoś? 

- Dwóch. Martwych - odpowiedział Matti zmęczony. 

- Dziwna lawina - mówiła dalej Maja. - Nigdy bym nie przypuszczała, że akurat tam 

może coś zejść. Nie mieli szczęścia ci dwaj idioci. - Skrzywiła się. - Nie można powiedzieć, 

ż

e diabeł zadbał o swoich! 

- Maja! - wykrzyknęła Ida, choć właściwie podzielała jej odczucia. 

-  Spotkałaś  Simona?  -  spytał  Artur  niepewnie.  Nie  chciał  patrzeć  na  tę  czarnowłosą 

dziewczynę, bo wiedział, że jej blizny przyciągną jego wzrok. 

-  Simon  na  pewno  nie  miał  z  tym  nic  wspólnego!  -  stwierdziła  pewnie  Maja.  Jej 

spojrzenie  zatrzymało  się  na  Mattim.  -  Simon  i  ja  rozmawialiśmy  sobie,  gdy  usłyszeliśmy 

huk. Potem zobaczyliśmy chmurę pyłu. Niedługo potem wróciłam. Elise szła wtedy w górę... 

Pewnie skorzystała z okazji. 

- Elise i ja zwijałyśmy wełnę - wtrąciła Ida. - A Matti i Santeri stali i patrzyli. 

Reijo  zmarszczył  brwi.  Nigdy  jeszcze  nie  przyłapał  córki  na  tak  oczywistym 

kłamstwie. 

-  Nie  musisz  kłamać  z  naszego  powodu  -  rzekł  Matti.  -  Santeri  i  ja  byliśmy  w 

zagajniku.  Oglądaliśmy  drzewa  na  wycinkę  na  opał  na  zimę.  Usłyszeliśmy  lawinę  na  prawo 

od nas. Myśleliśmy, że jest blisko, i na wszelki wypadek odbiegliśmy kawałek. W drodze po-

wrotnej spotkaliśmy Elise. Porozmawiałem z nią chwilę, a Santeri zszedł. 

Reijo  dostrzegł  we  wzroku  Mai  coś,  co  mu  się  nie  podobało.  Rodzaj  pewności, 

triumfu, a przecież śmierć nie powinna dawać powodu do triumfowania. Ona nie mogła mieć 

z tym nic wspólnego! Nie mogła! Ale było coś... 

Coś wiedziała? 

- Wypadek - stwierdził Artur. - Przez moment bałem się, czy to nie Simon. Młodzi są 

tak gwałtowni. Z nimi nigdy nie wiadomo. A on jest trochę szalony! 

Reijo  poszedł  do  szopy  po  stare  derki.  Były  nieco  postrzępione  i  niezbyt  czyste,  ale 

nadawały się do tego, czemu miały posłużyć. 

Matti zaproponował, że też pojedzie. 

- Potrzebujesz wsparcia przeciw Kristofferowi - rzucił krótko. 

background image

Reijo  zgodził  się.  Mimo  to  nie  podobało  mu  się  spojrzenie,  które  wymienili  Matti  i 

Maja. 

Podróż w głąb fiordu była długa i ciężka. To nie morze czyniło ją taką,  było  gładkie 

jak rzadko, ale ciężar, jaki mieli w łódce i na sercach. 

Reijo bał się spotkania z człowiekiem, który przewodził po tej stronie fiordu, ale który 

nie był na tyle silny, żeby znieść odmowę. 

Reijo nie pamiętał Kristoffera z czasów młodości. Miał za mało lat. Ale ludzie mówili, 

ż

e on zawsze był żądny uznania i że dobierał sobie przyjaciół wśród tych, którzy mogli mu się 

przysłużyć. 

Byli już w połowie drogi, gdy musiał zadać szwagrowi pytanie, które go dręczyło. 

- Czy to ty, Matti? Na kilka krótkich sekund Matti przestał wiosłować. 

W następnej chwili wiosła równie spokojnie zanurzyły się w wodzie. 

- Dlaczego o to pytasz? - odpowiedział Matti pytaniem. Mówili po fińsku. Nie dlatego, 

ż

e  nie  dowierzali  Arturowi,  ale  że  naturalne  było  używanie  ojczystego  języka  podczas 

poważnej rozmowy. 

- Bo chcę znać prawdę - odrzekł Reijo. Nie spuszczał spojrzenia z Mattiego. Miał mu 

za złe, że nadal wyglądał na obojętnego. - Można cię o to podejrzewać. 

- Na tak niebezpieczne rzeczy bym się nie odważył - odrzekł Matti, nawet leciutko się 

uśmiechając. 

-  Myślę,  że  tym  razem  mógłbyś.  -  Reijo  był  poważny.  Kristoffer  stał  na  brzegu. 

Widział łódkę z daleka. 

Rozpoznał  ich  od  razu.  Wiedział,  po  co  tu  płynęli.  Chyba  nie  po  to,  żeby  spytać  o 

pogodę?  Drogo  się  będzie  cenił,  zanim  się  na  cokolwiek  zgodzi.  Łatwo  im  nie  pójdzie.  Ten 

łobuz Artura już długo zatruwał mu życie! 

Trzeciego  mężczyzny  nie  mógł  rozpoznać.  Nie  przypominał  sobie,  żeby  go  już 

widział. Słyszał, że do domku na cyplu przypłynęli statkami z północy jacyś mężczyźni, ale 

nie dopytywał się. Wiele różnych osób przewijało się przez dom Reijo Kesaniemi. 

Ten  obcy  wysiadł  pierwszy.  Był  młodszy  i  wyższy  od  Reijo.  Ładny  chłopak.  Nie 

przejmował się, że zmoczył nogi, dociągając łódkę do brzegu. 

Kristoffer podszedł do nich niespiesznie. Przyjrzał się obcemu; wydało mu się, że ma 

coś znajomego w twarzy, ale nie umiał powiedzieć, co. 

-  Coś  wcześnie  jak  na  wizytę  -  rzucił  w  stronę  Reijo.  Udał,  że  nie  widzi  Artura.  W 

końcu  żadnych  przeprosin  jeszcze  nie  usłyszał  i  nie  zamierzał  ustępować,  zanim  tak  się  nie 

stanie. - Macie za mało roboty, czy się wam za dobrze powodzi na cyplu? 

background image

Reijo wstał i wysiadł z łódki z poważną miną. 

-  To  nie  jest  towarzyska  wizyta,  Kristoffer.  Obawiam  się,  że  mamy  dla  ciebie  złe 

nowiny... 

-  Ach,  tak?  -  rzucił  ostrym  tonem.  -  Złe  nowiny,  mówisz?  -  Zmierzył  wzrokiem 

Artura. - To dlatego jest tu ten tutaj? Te złe wiadomości mają coś wspólnego z tym łobuzem, 

jego synem? 

-  Miałem  nadzieję  porozmawiać  z  tobą  o  tym  w  cztery  oczy  -  rzucił  Reijo.  Stał  po 

kolana  w  wodzie,  opierając  się  ciężko  o  krawędź  łódki.  -  Poważnych  spraw  nie  należy 

omawiać w takim miejscu. 

-  Co  jest  złego  w  moim  kawałku  brzegu?  -  Kristoffer  bojowo  wypiął  pierś.  -  Co 

powiesz na to, że żądam, aby omówić to tu i teraz, Reijo Kesaniemi? 

Reijo był zakłopotany. Boże, nie chciał czegoś takiego! Miał mu powiedzieć, że jego 

bratankowie nie żyją, a nie odrzucać zalotnika przy świadkach. 

- Może wysłuchasz najpierw, co mam ci do powiedzenia? - zaproponował. - To może 

okazać się ważniejsze... 

-  Na  mojej  ziemi  ja  decyduję,  co  jest  ważniejsze  -  stwierdził  Kristoffer  butnie.  Jego 

chude  ciało  aż  się  trzęsło.  -  Chcę  tu  i  teraz  prosić  o  rękę  twojej  wychowanicy,  Elise 

Fredriksdatter. Masz mi zaraz odpowiedzieć. Za stary jestem, żeby ktoś mnie trzymał w nie-

pewności. Odniosłem wrażenie, że przyzwalałeś na ten związek, i dlatego nie podobały mi się 

plotki o niej i tym uganiającym się za nią kocurze. 

-  Trochę  się  pospieszyłeś  -  odpowiedział  Reijo  spokojnie.  -  Nie  pamiętam,  abyś 

kiedykolwiek  coś  wspomniał  o  ożenku,  ani  mnie,  ani  Elise.  Ona  nie  przyjmowała  od  ciebie 

ż

adnych podarunków. Gościliśmy cię w naszym domu, tak jak każdego innego. 

- Oznacza to, że umyślnie oszukiwaliście mnie? 

- Sam się oszukałeś, Kristoffer. Elise była dla ciebie przyjazna, bo taka jest jej natura. 

Ona  nie  traktowała  cię  inaczej  niż  wszystkich.  To  ty  widziałeś  w  tym  coś  więcej.  Nie 

podobało  jej  się  tylko,  że  rozgłaszasz  wieści  o  waszych  zaręczynach.  To  wstyd  mówić  coś 

takiego o cnotliwej dziewczynie! 

- Cnotliwej? - prychnął stary. - Na pewno nie jest cnotliwa, skoro przestawała z synem 

tego tutaj. Simon ukradł mi łódkę i zniszczył sieci. 

- Myślę, że za bardzo się pospieszyłeś - odparł Reijo. - Simon to dobry  chłopak. Nie 

zrobiłby  czegoś  takiego.  A  o  ile  mi  wiadomo,  on  i  Elise  są  tylko  przyjaciółmi.  Młodzi 

trzymają się razem, nic w tym złego. 

background image

-  I  co,  dasz  ją  za  żonę  temu  łobuzowi?  Pójdę  do  lensmana!  Na  pewno  osadzi  go  w 

odpowiednim dla niego miejscu! 

W końcu to Matti podniósł glos. 

- Reijo nie obiecał tobie Elise. Ani Simonowi. Nie mógł tego zrobić. 

- Tak? - Kristoffer był zdezorientowany. - A kim ty jesteś? Jeszcze jednym kocurem? 

Matti  wzruszył  ramionami.  Nie  obraził  się.  Wiedział,  że  stary  i  tak  był  w  gorszym 

położeniu niż on. 

- Jestem bratem Raiji. Nie znasz mnie. Raija była opiekunką Elise. Już wiele lat temu 

ona i Reijo przyobiecali mi tę dziewczynę. Długo mnie nie było, ale cały czas czułem się z nią 

związany.  Złamanie  obietnicy  to  poważna  sprawa.  Reijo  nie  mógł  się  zdecydować  nie 

dlatego,  żeby  cię  nie  cenił.  Po  prostu  nie  mógł  inaczej.  Jesteś  człowiekiem  honoru,  więc  to 

zrozumiesz. 

Kristoffer  zagapił  się  na  niego.  To  nie  był  jakiś  łobuz,  okazał  się  nawet  starszy,  niż 

sądził w pierwszej chwili. Dobrze się wysławiał, był pewny siebie, no i wyglądał tak, że stary 

przeklinał  swój  wiek  i  zniszczenia,  jakie  powodował  w  ludzkim  ciele.  Wiele  by  dał  za  to, 

ż

eby być podobnym do niego. 

-  A  więc  tak  się  przedstawia  sytuacja?  Reijo  wymienił  szybkie  spojrzenie  z  Mattim. 

Co  za  przeklęty  szczeniak!  Ale  musiał  przyznać,  że  to  było  dobre  wytłumaczenie,  chociaż 

właśnie jego stawiało w dziwnym świetle. To on nie powiedział „prawdy” zalotnikom Elise. 

Matti na pewno nie był głupi. Kristoffer musiał to uznać. 

- Właśnie tak - przyświadczył Matti pewnym głosem. - Cieszę się, że już o tym wiesz. 

Ale to nie dlatego przybyliśmy. 

- Tak? 

Reijo uniósł coś ciężkiego z dna łódki. 

Kristoffer zdziwił się. 

Chodnik? 

Ale miał kształt ludzkiego ciała... 

Reijo przeszedł na szeroko rozstawionych nogach do brzegu. 

Także Artur wyszedł z łódki, pochylił się... 

To samo. 

Kristoffer cofnął się, żeby zrobić im przejście. 

Reijo złożył swój ciężar przy szopie. Stał nieporuszony, dopóki Artur nie złożył obok 

swojego. 

- Wiesz pewnie, że twoi bratankowie już długo kręcili się koło nas... 

background image

- Co im zrobiłeś? - spytał Kristoffer z groźnym spokojem. - Co im zrobiłeś? 

- Nikt im nic nie musiał robić - odpowiedział Reijo. Na karku czuł palące spojrzenie 

Mattiego.  Zaraz  się  okaże,  że  to  nie  tylko  przedstawiciele  rodu  Alatalo  umieli  obracać 

prawdą, jak im pasowało. - Byli tak nieostrożni, że wywołali lawinę. Widzieliśmy, jak toczyli 

się  wraz  z  kamieniami  z  góry.  Pół  dnia  ich  odkopywaliśmy.  Nie  mogliśmy  już  nic  zrobić. 

Współczuję ci, Kristoffer. Byli tacy młodzi. I byli twoją jedyną rodziną. 

- Wywołali lawinę? - krzyknął Kristoffer. - Co, u diabła, mogli robić tak wysoko?! 

Reijo patrzył mu w oczy, nie mrugnąwszy nawet. 

-  No  właśnie,  co?  -  powtórzył.  -  Nikt  na  to  nie  może  odpowiedzieć.  A  teraz  nie 

będziemy ci więcej przeszkadzać. 

Skinął na Artura i poszli do łódki. Matti już siedział u wioseł. 

-  Nie  wiedziałem,  że  potrafisz  tak  przekonująco  kłamać  -  rzucił  Matti,  gdy  odpłynęli 

kawałek. 

Nadal widzieli starego, jak stał nad zawiniętymi ciałami. 

Reijo miał dosyć. Nie był z siebie dumny. Ale chciał nadal móc tu mieszkać. 

-  Tak  beznadziejnie  mocno  kocham  swoich  bliskich  -  rzucił  zmęczonym  głosem.  - 

Teraz już Simon może wyjść z ukrycia. A ty, Matti, masz coś niecoś do wytłumaczenia Elise. 

background image

Ida  czekała  na  schodach.  Wyglądała  na  małą  i  samotną,  gdy  tak  siedziała  bosa, 

oplatając ramionami podciągnięte kolana. Reijo zobaczył, że jest naprawdę przestraszona, a to 

nie leżało w jej naturze. Nawet jako dziecko nie poddawała się łatwo strachowi. 

- Elise jeszcze nie wróciła - obwieściła ojcu i Mattiemu. - Knut mówi, że przesadzam. 

Nie chciał tu ze mną być i poszedł sobie. Maja pobiegła w góry po Elise. 

- Zakochani  czasu nie liczą - rzucił Matti i potargał lekko jej rude włosy. Wyglądały 

jak  pochodnia  na  tle  ciemnej  ściany.  Właściwie  mogła  się  od  nich  zająć  ogniem  w  każdej 

chwili,  pomyślał.  -  Możesz  wierzyć  swojemu  staremu  wujowi,  on  wie,  o  czym  mówi.  Nikt 

chyba nie był tyle razy zakochany, co ja. Elise zapomniała o czasie. Po prostu. 

-  Aż  tak  zakochana  to  ona  nie  jest  -  wymknęło  się  dziewczynie.  Zacisnęła  usta  i 

zerknęła na Mattiego. - Nie powinnam jednak tego mówić. To nieładnie. Ale mam rację. Nie 

wiem, czy Elise sama to już odkryła; to z Simonem nie jest zbyt poważne. 

- Zwierzała ci się? Ida pokręciła głową. 

-  Powiedziałam  przecież,  że  pewnie  sama  tego  nie  wie.  Ja  to  wiem.  To  nie  jest  nic 

poważnego.  Elise  nie  może  zakochać  się  w  kimś  takim  jak  Simon.  Musisz  to  zrozumieć, 

wujku. Simon to... Simon. A Elise jest wyjątkowa. Oczywiście, on jest przystojny i w ogóle, 

ale nie jest dla niej odpowiedni. Matti uśmiechnął się słabo. 

-  Chyba  dobrze,  że  ojciec  Simona  już  pojechał.  A  czy  ty  sama  nie  jesteś  odrobinę 

zadurzona w tym Simonie? 

Ida pokręciła się niespokojnie. 

- To nieważne. On nigdy na mnie nie spojrzy. A jeżeli już, to mi to na pewno minie. 

Nie sądzisz? 

Matti wolał nie odpowiadać. 

- Co się wydarzyło? - spytała dziewczyna. Matti zapatrzył się na góry. Miał sucho w 

ustach. 

Zwykle był gadułą, ale teraz nie miał ochoty mówić. 

-  Kristoffer  ciężko  to  przyjął.  Ci  bratankowie.  A  Reijo  powiedział  mu,  że  żadnego 

ś

lubu w lecie nie będzie. Ani później. 

- Był zły? 

-  Cóż,  był  -  przyznał  Matti.  -  Starzy  ludzie  traktują  siebie  bardzo  poważnie. 

Przypomnij mi o tym, gdy będę stary, i powiedz, żebym się jeszcze z siebie czasem pośmiał! 

background image

-  Ty  nigdy  nie  będziesz  stary,  wujku  -  stwierdziła  Ida  z  przekonaniem  i  zarzuciwszy 

mu ręce na szyję, uściskała serdecznie. 

- Nie mów tak - mruknął Matti dziwnym  głosem. - Nie mów. -  Zamrugał kilka razy, 

zanim Ida go puściła. - A gdzie się podział ten zbój Santeri? - spytał dziarsko. 

Podciągnęła  w  górę  jeden  kącik  ust.  Matti  widział  ten  grymas  u  Reijo.  Dziwne,  że 

takie rzeczy można dziedziczyć. 

- Też coś takiego powiedział o sobie i zniknął razem z Knutem. 

Matti patrzył na nią długo. 

-  Dobrze,  że  jesteś  tak  rozsądną  dziewczyną  -  rzekł  z  uznaniem.  -  Jesteś  bardzo 

dorosła jak na swoje trzynaście lat. 

- Czasem chciałabym, żeby tak nie było - zwierzyła mu się. - Nie jest łatwo ciągle się 

tak zachowywać. 

Maja wróciła do domu o zachodzie słońca. Przybrała obojętną minę, ale policzki miała 

tak zaróżowione, jakby ostatni kawałek drogi biegła. 

Wszyscy  czekali  na  Knuta  i  Santeriego,  nawet  Ida.  Reijo  zapalił  lampę.  Siedział  na 

swoim miejscu pozornie spokojny, ale ze zmarszczonym czołem. Matti rozumiał, że jest zły. 

Wiedział,  że  się  do  tego  przyczynił.  Nie  pomagało  także,  że  dziewczęta  chodziły  własnymi 

drogami. 

- Gdzie jest Elise? Maja wzruszyła ramionami i próbowała przemknąć się do swojego 

pokoju. 

- Spytałem cię o coś, Maju. 

-  Powiedziałam,  że  nie  wiem.  -  Dziewczyna  zatrzymała  się  przy  drzwiach  tyłem  do 

nich. 

-  Patrz  na  mnie,  gdy  do  mnie  mówisz!  Odwróciła  się  gwałtownie.  Oczy  ciskały 

błyskawice. 

- Uważasz, że kim jesteś? Panem Bogiem? Nie masz żadnego prawa mi rozkazywać! 

Wystarczająco  często  powtarzałeś  mi,  kto  jest  moim  ojcem,  i  to  nie  jesteś  ty,  Reijo 

Kesaniemi.  Mimo  że  się  bardzo  starałeś,  wtedy  nie  udało  ci  się  mieć  z  nią  dzieci.  Nie  masz 

ż

adnego prawa mi rozkazywać! 

Reijo  nie  odpowiedział.  Spokojnie  podszedł  do  dziewczyny.  Zielone,  iskrzące 

spojrzenie napotkało brązowożółte. Żadne nie chciało ustąpić. 

Przez  moment  Matti  sądził,  że  Reijo  straci  panowanie  nad  sobą  i  uderzy  Maję.  On 

jednak tego nie zrobił. 

- Szukałaś Elise? - spytał niepokojąco łagodnie. - Byłaś u Simona? 

background image

Maja potrząsnęła głową. 

-  Tak,  byłam  u  Simona  -  odpowiedziała  głosem  dźwięcznym  i  zimnym  jak  górski 

kryształ.  -  Nie,  nie  widziałam  Elise.  To  wszystko?  Czy  może  chcesz  wiedzieć,  o  czym 

mówiliśmy? A może, co robiliśmy? 

Reijo spojrzał na nią zimnym wzrokiem. 

-  Powinnaś  dostać  w  tyłek  za  coś  takiego  -  rzucił  i  odwrócił  się  od  niej.  -  Ale  jesteś 

trochę  na  to  za  duża.  Możesz  robić,  co  ci  się  żywnie  podoba,  Maju.  Ale  nie  chcę  cię  już 

dzisiaj  więcej  oglądać.  I  jeżeli  nadal  zamierzasz  mieszkać  pod  moim  dachem,  powinnaś  za-

chowywać się bardziej przyzwoicie. 

Maja  nawet  nie  zaszczyciła  go  spojrzeniem.  Wpadła  do  pokoju  i  zatrzasnęła  za  sobą 

drzwi. 

Ida gwizdnęła cicho - i otrzymała karcące spojrzenie ojca. 

-  Wiem,  że  dziewczęta  tak  nie  powinny  robić  -  rzuciła  szybko.  -  Sądzicie,  że  Maja 

tylko tak gadała? A może powiedziała prawdę? 

- Nie wiem, o czym mówisz - odparł Reijo zmęczonym tonem. - Zresztą, zważywszy 

na twój wiek, nie powinnaś. 

-  Nie  idziesz  jeszcze  spać,  tatku?  Mogłabym  pójść  do  Mai  i  wyciągnąć  od  niej 

wszystkie podejrzane szczegóły. 

- Co ja takiego zrobiłem złego, Matti? - westchnął Reijo zrezygnowany. - Moje własne 

dziecko  mnie  nie  słucha.  Te  inne  robią,  co  chcą.  Najwyraźniej  trwa  tu  jakaś  wojna  na  noże 

pomiędzy niektórymi... A ja najchętniej wypłynąłbym daleko w morze i tam pozostał. 

- Zrób tak - zgodził się Matti. - Albo połóż się spać. Maja z pewnością przesadzała. Ja 

pójdę poszukać Elise. Pewnie chciała pobyć w samotności. 

Reijo spojrzał na niego pytająco. 

- Wie...? Matti pokiwał głową w poczuciu winy. 

- Domyśla się. 

- To idź za nią. Ty jej wszystko wyjaśnij. Tego piwa sam nie nawarzyłem. Przyłożyłeś 

się do tego. 

Reijo bywał niebezpiecznie przenikliwy, gdy tylko tego chciał. 

Matti  wyszedł  w  noc.  Wiedział,  że  Reijo  położy  się  spać.  Liczył  na  to,  że  odnajdzie 

Elise, sprowadzi ją do domu i sprawi, że pogodzi się z tym, co się stało. 

Czy jednak sam w to wierzył? 

Ona musiała zobaczyć, że znaleźli zwłoki tych dwóch. 

background image

To  było  jedyne  wyjaśnienie  powodu,  dla  którego  zniknęła.  Tak  w  każdym  razie 

myślał. 

Wchodził powoli pod górę. Widział przed sobą przestrzeń i podobało mu się to. Raija 

nie lubiła gór. Nigdy jej nie mógł zrozumieć. Oczywiście, otwarte równiny też są piękne, ale 

jemu  zawsze  podobało  się,  gdy  wysiłek  wspinania  się  był  wynagradzany  tak  wspaniałym 

widokiem, jak tu. Zdarzało się, że rozważał osiedlenie się w tym miejscu. Częściej, gdy już tu 

powrócił.  Ale  tak  jak  Santeri  miał  w  sobie  zbyt  silne  pragnienie  wolności.  Trudno  mu  było 

myśleć o spędzeniu życia w jednym miejscu. We krwi miał tęsknotę za nowymi krajobrazami, 

za nowymi ludźmi... 

Zawsze tęsknił. 

Niepokój  to  niebezpieczny  towarzysz,  wiedział  o  tym.  Dostrzegał  to  u  Raiji. 

Zastanawiał  się  często,  gdzie  ona  jest.  Czy  ją  jeszcze  zobaczy.  Nawet  nie  mógł  sobie  tego 

wyobrazić. 

Już  prawie  wyszedł  z  lasu.  Rozejrzał  się  bezradnie  wokół.  Nie  wiedział,  dokąd  teraz 

iść, gdzie mogła być Elise. Ona znała te tereny lepiej od niego. 

Tyle innych mchów zdeptał przez ostatnie lata... 

- Czy to mnie szukasz? Matti wzdrygnął się. Podeszła bezgłośnie od tylu. 

-  Chyba  tak  -  rzucił.  Poznał,  że  płakała.  Nie  miała  czerwonych  ani  zapuchniętych 

oczu, była piękna jak zwykle, ale jednak to poznał. 

- Nie mogę wrócić. 

- Teraz już możesz. Twój ukochany może przestać się ukrywać. Kristoffer nic mu nie 

zrobi. Tobie też nie. 

Elise  rzuciła  spojrzenie  na  wznoszącą  się  nad  nimi  górę.  Dostrzegła  półkę  skalną, 

gdzie ukrywał się Simon. Zadrżała, a Matti to zauważył. 

- Nie, tam też nie pójdę! 

Matti przełknął ślinę. Cierpiał na widok jej nieszczęśliwej twarzy. 

- Pomoże ci rozmowa o tym? 

-  Rozmowa?  -  Rozciągnęła  usta  w  wymuszonym  uśmiechu.  -  Kiedy  to  rozmowa 

pomogła? Może tobie kiedyś? 

Zamyślił  się.  Próbował  przypomnieć  sobie  chwile,  gdy  dzielił  z  kimś  smutek.  Ale 

takich chwil było bardzo mało w jego życiu. Nie miał nikogo aż tak bliskiego. 

- Kiedyś może być ten pierwszy raz. Pokręciła głową, aż gruby warkocz zatańczył jej 

po plecach. 

background image

- Dumny jesteś z siebie? - spytała. Spojrzenie dziewczyny przeniknęło go na wskroś, 

zniszczyło  dystans,  jaki  próbował  w  sobie  zbudować  wobec  tego,  czego  dziś  się  dopuścił. 

Elise nigdy nie pozwoli mu zapomnieć. 

Matti  usiadł  na  kamieniu  obok  ścieżki.  Elise  też,  w  takiej  odległości,  żeby  mogli  się 

słyszeć. 

- Jesteś? Matti podniósł głowę, napotykając jej spojrzenie. 

Zrozumiał, że go przejrzała, i właściwie chciał, żeby go widziała takim, jakim jest. Nie 

powinna  być  zaślepiona  tym  Mattim,  którego  lubił  pokazywać  światu.  Ona  powinna  znać 

prawdę. 

- Czy tak naprawdę sądzisz? Jak mógłbym? Mam bardzo niewiele powodów do dumy. 

Zwłaszcza  z  tego,  co  wydarzyło  się  dzisiaj.  Ale  nigdy  nie  stanę  przed  lensmanem  i  nie 

przyznam  się  do  winy.  Zbyt  wiele  osób  pociągnąłbym  za  sobą.  To  mój  ciężar,  który  będę 

musiał nieść. Ale nie wolno ci przypuszczać, że jestem z tego dumny. 

- A co ze mną? 

Zacisnął mocno dłoń na gałązce brzozy, którą ułamał po drodze. 

- Na pewno nie powinnaś siebie oskarżać. Byłaś sobą. To inni naokoło robili źle. Ty 

nie miałaś na nikogo wpływu. 

- Nie tak łatwo jest w to uwierzyć - powiedziała dziewczyna cicho. - Czuję, że to moja 

wina.  Ta  sprawa  z  Kristofferem,  to,  że  Simon  musiał  się  ukrywać.  Że  sprawiłam  przykrość 

Reijo, że ty... to zrobiłeś. Ze umarło dwu ludzi... 

- Czy chciałaś, żeby któraś z tych rzeczy się zdarzyła? Elise potrząsnęła głową. 

- Gdybyś mogła, zapobiegłabyś temu? Pokiwała głową energicznie. 

- Czujesz się winna z tego powodu? 

- Nie, ale czuję coś innego. Zło jakby siedzi we mnie. I gdy pozwolę mu się wydostać, 

sprawia, że zmienia innych. 

- Co na to Simon? 

- Nic. - Elise popatrzyła na fiord. - Nie rozmawiam z nim o czymś takim. W ogóle z 

nim za dużo nie rozmawiam. On tylko chce... 

Zamilkła,  a  policzki  zalał  jej  intensywny  rumieniec.  Matti  mógł  sobie  dokładnie 

wyobrazić, czego chce ów Simon. 

- To wszystko było głupie - rzuciła dziewczyna. - Ta sprawa z Simonem. Ja nie chcę 

za niego wychodzić! 

background image

- Nikt cię nie zmusza. - Matti czuł suchość w ustach. Trudno mu było zachowywać się 

jak  odpowiedzialny  dorosły.  Mówić  to,  co  mógłby  powiedzieć  Reijo.  -  O  ile  wiem,  nic  nie 

zostało umówione w waszej sprawie. 

-  Nie...  -  zawahała  się.  Matti  miał  rację,  ale  on  nie  wiedział  nic  o  obietnicach,  które 

sobie złożyli z Simonem. Były przecież równie ważne jak zaręczyny. 

- Nie powinnaś, Elise! - rzekł z naciskiem. Chciał powiedzieć, żeby szła swoją drogą, 

ż

eby nie dała się zmusić do czegoś, czego nie chce. Ale słowa przychodziły mu z trudem. 

-  „Powinnaś”  to  takie  dziwne  słowo...  -  Nadal  nie  patrzyła  na  niego,  tylko  w 

przestrzeń,  a  mówiła  jakby  w  równym  stopniu  do  siebie,  jak  do  niego.  -  Jestem  taka 

niepewna.  Jestem  dorosła,  ale  tak  mało  wiem.  Tyle  sobie  wyobrażałam.  A  teraz  wszystko 

runęło. 

-  Z  mojego  powodu?  -  spytał  Matti  i  szybko  się  poprawił:  -  Z  powodu  tego,  co 

zrobiłem? 

- Nie tylko - odpowiedziała. - Ale też... 

- Coś się wydarzyło, prawda? - Brązowe oczy Mattiego zauważały takie rzeczy. - Coś 

więcej niż to, za co ja odpowiadam? 

Skinęła głową, nie patrząc na niego. 

-  Rozmowa  o  tym  raczej  nie  pomoże.  Zresztą  nie  wiem,  czy  umiałabym.  Albo  czy 

powinnam. 

Czyżby  Simon?...  Ten  przeklęty  smarkacz!  Matti  czuł,  jak  wypełnia  go  wściekłość 

skierowana  przeciw  temu  chłopakowi,  któremu  dzisiaj  pomógł.  Czyżby  on  wykorzystał  tę 

okazję, żeby zrobić Elise coś, czego nie chciała?... 

Ale to nie jego sprawa. 

Nie był jej ojcem. Nie powinien brać na siebie odpowiedzialności Reijo. 

- A czy mogłabyś zamiast tego opowiedzieć o swoich... wyobrażeniach? - spytał, gdy 

już ochłonął. - Proszę! 

- To takie głupie! 

-  Nie  sądzę.  Marzenia  nie  mogą  być  głupie.  Głupi  jest  ten,  kto  źle  zrozumie  czyjeś 

marzenia. Mnie możesz o nich opowiedzieć. 

-  Co  myślą  chłopcy,  mężczyźni,  o  dziewczętach?  -  spytała,  pozornie  przeskakując  z 

tematu na temat. - Jakie chcieliby mieć? Czego oczekują? Kiedy tracą dla nich szacunek? Co 

sprawia, że mogą odrzucić? 

Mógł spytać, co jej zrobił Simon. Wtedy jednak by nie odpowiedziała. A on straciłby 

bezpowrotnie szansę na chwile pełne zaufania. Tego nie chciał, nie chciał tracić tej bliskości, 

background image

którą  do  tej  pory  czuł  jedynie  obcując  z  Raiją.  Raija  jednak  była  jego  siostrą,  z  Elise  to  co 

innego... 

- Nie mogę mówić w imieniu wszystkich - rzucił w końcu. - Tylko za siebie, choć nie 

rozmyślałem na ten temat zbyt wiele. Moich dziewczyn było aż nazbyt dużo i były przeróżne, 

choć zawsze miały w sobie coś. Niektóre były ładne, inne nie, jedne miłe, inne - istne trolle... 

- Ale nie chciałeś się żenić? Czego oczekiwałbyś po tej, z którą chciałbyś się ożenić? 

Matti zastanowił się. To niebezpieczny temat, nie za często go zgłębiał... 

- Jestem może staroświecki - wydusił - ale nie chciałbym takiej, o której bym wiedział, 

ż

e była ze wszystkimi, których znam... 

Zamilkł i zaczerwienił się. Jak, u diabła, ma o tym mówić dwudziestolatce? 

- Że spała ze wszystkimi? - spytała wprost. Matti nie chciał na nią spojrzeć, sprawdzić, 

czy się przy tym zarumieniła, zobaczyć, jak wyglądała, gdy to mówiła. Skinął głową. 

-  Właśnie.  Ale  też  nie  taka,  za  którą  się  nikt  nie  ogląda.  Chciałbym,  żeby  była 

pociągająca  dla  innych,  ale  ja  miałbym  pewność,  że  jest  tylko  moja.  Mogłaby  być  miła. 

Gospodarna. Łagodna, choć może nie za bardzo, bo by ze mną nie wytrzymała. I taka, z którą 

można porozmawiać. Nie chcę głupiej żony. 

Popatrzył na nią. Uśmiechała się. 

- Masz duże wymagania - rzuciła. Matti wzruszył ramionami. 

-  Pewnie  skończę  przy  brzydkiej  jak  noc,  upartej,  jędzowatej  i  tak  głupiej,  że  nawet 

nie będzie wiedziała, jakie ma szczęście. 

Ż

artował, ale Elise była poważna. 

- Nie ty, Matti - rzekła. - Jesteś człowiekiem, który osiąga to, czego pragnie. Zaznasz 

szczęścia. Takim jak ty się udaje. 

Matti chciałby być tego równie pewien, jak ona. 

- Coś się zdarzyło między tobą a Simonem? - Przez chwilę żałował, że nie było Elise 

w domu, gdy wróciła Maja. Na pewno słowa przybranej siostry by ją zraniły, ale może przez 

to pomogły. - Chciał z tobą się przespać? 

Sposób, w jaki zacisnęła szczęki, powiedział mu, że trafił. Po chwili przytaknęła. 

Co za łobuz! Z chęcią spuściłby mu lanie. 

- Nie chciałaś? 

- Nie. 

- Zmusił cię? 

Potrząsnęła głową z nieszczęśliwą miną. - Nie. 

background image

-  Zdarza  się,  że  człowiek  traci  głowę  -  przyznał  Matti  z  wahaniem.  -  Zdarza  się,  że 

mężczyzna robi coś, czego później żałuje. Kiedy w grę wchodzą silne uczucia, czasem... coś 

się może wydarzyć... 

-  Rozumiem  -  rzekła  niepewnym  tonem.  -  Ale  czy...  oczekuje  się  tego  po...  swoich 

dziewczynach? 

Matti poczuł zakłopotanie w imieniu własnej płci. 

- Chyba tak... Chcemy mieć tę, której nikt inny nie miał. A jeżeli później dochodzimy 

do wniosku, że to jednak nie ta, no to... jej strata. Ale nic na to nie poradzimy... 

- A czy później będzie inaczej? - spytała tak bezradnym głosem, że Mattiego ogarnęło 

współczucie. 

- Z czym? - spytał ochryple. 

-  No,  lepiej  -  wyjaśniła  nieudolnie.  -  Czy  się  do  tego  przyzwyczaję?  Polubię?  Jego 

dłonie... wszystko? 

- A jak było? - Wiedział, że wymusza odpowiedź, ale to było ważne. 

Elise objęła ramionami kolana i ukryła w nich twarz. 

- Najpierw głupio - zaczęła z wahaniem. - Nie wiedziałam, czego on chce. Mówiłam 

mu,  żeby  tego  nie  robił,  ale  on  się  nie  przejmował.  Wtedy  zaczęło  się  dziać  z  moim  ciałem 

coś,  nad  czym  nie  panowałam.  W  myślach  nie  chciałam  tego.  Ale  to  coś  innego  we  mnie  - 

lubiło  to...  Matti  z  całej  siły  starał  się  oddychać  spokojnie.  Dużo  by  dał,  żeby  wiedzieć 

dokładnie, jak daleko posunął się ten szczeniak. 

- Jeżeli w myślach tego nie chcesz, to nie jest w porządku - rzucił. 

Głęboko  w  duszy  niemal  krztusił  się  ze  śmiechu.  Czy  to  doprawdy  mówi  ten  sam 

Matti Alatalo, który wślizgiwał się pod niejedną spódnicę, a teraz siedzi tu i daje takie rady? 

Wiele dziewcząt mogłoby roześmiać mu się w twarz, słysząc coś takiego. 

Elise była inna niż wszystkie kobiety. W pewien sposób była córką Raiji. 

Ale też nie była. 

- Nie chciałam urazić Simona... 

-  Za  nikogo  nie  powinnaś  wychodzić  z  takiego  powodu  -  powiedział  cicho  Matti.  - 

Kiedy zdecydujesz się na ślub, powinnaś kochać tego mężczyznę. I chcieć go całą sobą. Czy 

to nie ty obiecywałaś, że będziesz szczęśliwa? 

-  To  było  bardzo  dawno  temu  -  Elise  poczuła  się  nagle  bardzo  zmęczona.  -  Bardzo, 

bardzo dawno, Matti. 

Skrzywił się. Dawno? Może. Czas był czymś nierzeczywistym. 

background image

- Jeżeli nie czujesz, że związek z Simonem jest czymś prawdziwym - zaczął niepewnie 

- to musisz go zakończyć. 

- A jeżeli nie wiem? - spytała. - Ja... byłam tak zakochana... Łatwo jest się zakochać w 

Simonie. Ale ja sądziłam, że to coś więcej. Że to coś... innego. 

- Zakochana... - Matti musiał się uśmiechnąć. - To coś innego, mała. Nie wychodzi się 

za mąż tylko dlatego, że się jest zakochanym. 

- A co powinno być jeszcze? Miłość? To coś innego? 

-  Nie  wiem  -  odpowiedział  uczciwie.  Przy  niej  nie  mógł  kłamać,  nie  prosto  w  te 

szeroko otwarte błękitne oczy. - Wszyscy tak mówią, prawda? Ja chyba nie czułem nic innego 

niż tylko zakochanie. Nie będę udawał, że nie zdarzało się to często, ale nigdy nie było to tak 

silne, bym chciał się ożenić. Ale tak jak mówisz... Musi być coś jeszcze. 

- Zastanawiam się często, jak myślała Raija. Jak czuła... - zadumała się Elise. - Nigdy 

nie była sama. Myślę, że nie mogła. Wtedy, gdy spędziliśmy całą zimę na pustkowiu, czasem 

miała wzrok zaszczutego zwierzęcia. Wtedy tego nie rozumiałam. Sądziłam, że się boi. Tego, 

co  nas  otaczało.  Teraz  nie  jestem  pewna.  Raija  zwykle  dawała  sobie  radę  z  tym,  co  ją 

otaczało.  Ważyła  się  na  takie  rzeczy,  których  ja  pewnie  nigdy  nie  zrobię.  Sądzę,  że  bała  się 

czegoś  w  sobie.  Czegoś,  nad  czym  nie  panowała,  ponieważ  była  sama.  Bo  nie  potrafiła  być 

sama. Może dlatego w jej życiu było tylu mężczyzn... 

-  My,  Alatalo,  jesteśmy  gorącej  krwi  -  uśmiechnął  się  Matti.  -  Nie  zapominaj  o  tym. 

Ale  może  masz  rację.  Raija  nie  została  stworzona  do  samotności.  I  miała  wielkie  serce,  w 

którym  mogło  się  pomieścić  wielu,  oczywiście  poza  Mikkalem.  Myślę,  że  ich  naprawdę 

kochała, każdego na swój sposób. Reijo. Pierwszy mąż. Petri... 

- Santeri - dodała Elise i zdziwiła się, widząc jego zdumienie. - Nie wiedziałeś o tym? 

Matti  przypomniał  sobie  coś,  co  odsunął  w  niepamięć.  No  tak,  Santeri  też  był  w  jej 

ż

yciu. 

- Aleksiej - mówiła dalej Elise. - On był bosko piękny. Ale nigdy nie lubiłam go tak, 

jak jego brata. W Jewgieniju było coś. Nie uroda, on przypominał w pewien sposób... Reijo. 

Był  taki  silny,  miły,  dawał  poczucie  bezpieczeństwa.  Spojrzenie  mógł  mieć  zimne  i  twarde, 

ale on taki nie był. Sądzę, że jego mogła pokochać naprawdę... 

- Chciałabyś wierzyć, że ona żyje? Pokiwała głową. 

- A ty tak mówisz, jakbyś wiedział, że nie żyje? 

- Nie wiem - rzucił. - Myśl, że mogłaby nie żyć, boli, ale równie boli przypuszczenie, 

ż

e żyje i że z was zrezygnowała. To nie zgadza się z obrazem tej siostry, którą miałem i którą, 

jak myślałem, znałem. 

background image

-  Raija  zawsze  wiedziała,  co  robi  -  westchnęła  Elise.  -  Takie  sprawiała  wrażenie. 

Mimo że nie raz błądziła, zawsze wiedziała, co  robi. Wiedziała, co czuje. Nie tak, jak ja. Ja 

tylko namieszałam... - Spojrzała na Mattiego. - Co sprawiło, że Kristoffer zrezygnował? Ro-

zumiem,  że  było  mu  ciężko...  Ten  August  i  Einar.  Ale  to  niepodobne  do  niego,  żeby  się 

poddał. 

- Zrobił to, i już. 

-  Reijo  zaproponował  mu  coś  innego?  Matti  potrząsnął  głową.  Nie  chciał,  by 

dowiedziała  się  więcej,  niż  to  było  konieczne,  odczytując  prawdę  z  jego  twarzy.  Ale  musiał 

na nią patrzeć, gdy powiedział: 

- Powiedziałem, że jesteś mi obiecana. 

background image

- Co to oznacza? - spytała Elise po długiej chwili milczenia. 

-  To,  że  Kristoffer  zrozumiał,  iż  Reijo  nie  mógł  mu  ciebie  obiecać.  Musiał  to  uznać. 

To uratowało mu honor.  Ludzie pewnie powiedzą, że Reijo zachował się trochę  głupio, a to 

zadowoli Kristoffera. Zachowa godność. Nie będzie cię już niepokoił. 

- Simon też mnie nie będzie niepokoił? 

- Jeżeli nie będziesz chciała, to nie. 

Popatrzyła  na  Mattiego.  Zobaczyła  twarz  pełną  charakteru  i  zrozumiała,  dlaczego 

mógł  mieć  tyle  kobiet.  Był  nie  tylko  przystojny,  ale  także  roztaczał  wokół  siebie 

niebezpieczny urok. To chyba rodzinne... Matti miał w sobie dużo tego wdzięku, który miała 

Raija,  choć  na  inny  sposób.  Pamiętała,  że  kiedyś  przypominał  dziewczynkę,  dawno  temu. 

Teraz  był  męski,  władczy  i  świadom  tego,  że  jest  pociągający.  Wiedziała,  że  umie  z  tego 

korzystać. 

Ale był tylko Mattim. 

Wujkiem Mattim... 

Brązowe oczy pod ciemnymi brwiami. Zauważyła nagle jego długie i gęste rzęsy. Nos 

był  lekko  zadarty,  szczęka  i  podbródek  stanowcze,  ale  w  dziwny  sposób  pozostało  coś 

dziewczęcego  w  ustach  i  uśmiechu.  Gdy  się  uśmiechał,  sprawiał  wrażenie  wrażliwego, 

młodszego.  W  jego  spojrzeniu  dostrzegało  się  bezbronność,  coś,  co  budziło  w  kobietach 

matczyne  uczucia.  Był  wystarczająco  silny,  żeby  dawać  sobie  radę,  ale  jednocześnie  miały 

ochotę opiekowania się nim, dbania o niego... 

-  A  ty?  -  spytała,  sama  zdziwiona,  skąd  bierze  na  to  odwagę.  -  Mogę  się  czuć 

bezpieczna? 

-  Oczywiście  -  przyznał  błyskawicznie.  Spojrzał  jej  w  oczy,  ale  nie  na  długo.  - 

Dlaczego nie? 

- Nie będziesz zmuszał do ślubu? 

-  Nigdy  w  życiu!  -  wykrzyknął.  -  Nie  obraź  się,  Elise  -  dodał  z  przepraszającym 

uśmiechem. - Gdybym miał kiedyś się ustatkować, byłabyś tą najbliższą ideału. Ale przecież 

właśnie  o  tym  rozmawialiśmy,  prawda?  Nie  bierze  się  ślubu  tylko  dlatego,  że  to  wydaje  się 

rozsądne. Ty i ja marzymy przecież o czymś więcej... 

Elise zarumieniła się i popatrzyła na swoje dłonie. 

- No właśnie, Matti. Chciałam, żeby to było jasne dla nas obojga. 

background image

Wstała, otrzepała spódnicę i przeczesała palcami grzywkę. 

- Jesteś taka ładna - powiedział z przekonaniem. - Nawet nie musisz się czesać. Nie to, 

co ja... 

Elise nie mogła powstrzymać uśmiechu, pomimo że to był straszny dzień. Postawił na 

głowie tak wiele rzeczy. 

Lawina. Dwie ofiary. Simon. 

Matti. 

Między  nimi  zrodziło  się  coś  nowego.  Wiedziała,  że  już  nigdy  nie  będzie  mogła 

mówić do niego „wujku”. 

Zbyt wiele tajemnic sobie powierzyli. 

- Nie myśl, że się dam na to złapać, Matti Alatalo! - Pokiwała w jego stronę palcem i 

nagle ciepłą falą zalała ją radość. A już sądziła, że nigdy jej nie poczuje. - Mężczyźni tacy jak 

ty  słyszeli  to  tysiące  razy  -  mówiła,  schodząc  obok  niego  ścieżką.  -  Wiesz  dobrze,  że  jesteś 

przystojny, i nie musisz wyciągać ode mnie potwierdzenia. 

-  Wcale  tego  nie  chciałem  -  bronił  się,  ale  wiedział,  że  miała  rację.  Łatwo 

przychodziło  mu  zdobywanie  komplementów  dziewcząt  i  kobiet  w  każdym  wieku.  Sztukę 

uwodzenia miał opanowaną do perfekcji. - Dziś narobiłem tyle złego, że może był to rodzaj 

samoobrony. 

Elise przystanęła i spojrzała mu w oczy. 

- Samoobrony? Matti uśmiechnął się z przymusem. 

- Chciałem, żebyś to potwierdziła. Że przynajmniej dobrze wyglądam... 

Przewróciła oczami. 

- I to ty nazywasz siebie dorosłym! 

Obróciła  się  szybko,  żeby  iść  dalej,  ale  nie  zauważyła  korzenia  jałowca,  który 

wystawał z ziemi. Stopa wsunęła się w tę pułapkę i krzak przytrzymał ją mocno. 

Elise upadła w odległości kilku palców od ostrego kamienia, niemal uderzając w niego 

głową. Zaniepokojony Matti ukląkł obok. 

-  O  Boże  -  mruknął,  dotykając  dłonią  kamienia  o  krawędzi  ostrej  jak  nóż.  Mógł 

przeciąć jego dłoń, a co dopiero głowę Elise. - Miałaś szczęście, dziewczyno. 

Ostrożnie uwolnił jej stopę i pomógł wstać. 

Elise zachwiała się. Poczuła na piersiach ciężar, który utrudniał jej oddychanie. 

Matti  dostrzegł  to.  Chwilę  się  wahał,  trzymając  dziewczynę  na  odległość  ramienia, 

wreszcie objął ją i przytulił. 

background image

Elise zamknęła oczy. Oparła się o Mattiego, ale czuła się jeszcze słabiej. Szumiało jej 

w uszach. Policzki pałały. Chciała na niego spojrzeć, ale nie mogła się na to zdobyć. Za żadne 

skarby świata. Zacisnęła powieki i próbowała uwolnić się z tych obejmujących ją ramion. 

- Boli cię? 

W jego głosie brzmiał niepokój. Słowa Mattiego rozległy się gdzieś wysoko. Dlaczego 

oczekiwała, że usłyszy je koło swego ucha? Dlaczego poczuła się... zawiedziona? 

Potrząsnęła głową. Usta miała zaciśnięte. Nie chciała, żeby glos ją zdradził. 

-  Cud  boski,  że  nie  trafiłaś  głową  w  ten  kamień.  Miałbym  jeszcze  więcej  ludzi  na 

sumieniu. Potrzebny ci anioł stróż, mała Elise! 

Wolała  wierzyć,  że  nie  zwracał  się  tak  pieszczotliwie  do  wszystkich  dziewcząt,  z 

którymi rozmawiał. I że nie czuł się teraz jak jej wujek. 

- Lepiej ci? Wbrew sobie pokiwała głową. Musiała się uwolnić, a jedynie to kłamstwo 

mogło sprawić, że ją puści. 

Jednocześnie  odsunęli  się  od  siebie.  Oboje  mieli  niedowierzanie  w  spojrzeniu,  jakby 

zobaczyli  przed  sobą  tę  samą  pustkę.  Elise  przetarła  czoło,  odgarnęła  grzywkę,  unikając 

wzroku Mattiego. Mimo to zdołała dostrzec, że z nim też coś się dzieje. 

-  Już  dobrze  -  rzuciła.  -  Na  drugi  raz  będę  bardziej  uważać  -  dodała  z  uśmiechem. 

Miała nadzieję, że zrozumie aluzję. 

Upadek nie tylko pozbawił ją oddechu. Usunął też zasłonę z oczu. Elise widziała teraz 

niezwykle wyraźnie. 

- Obyś tylko nie odniosła jakiegoś urazu głowy - uśmiechnął się. - Byłoby niedobrze, 

gdybyś na kilka dni stała się niepoczytalna. 

-  Jestem  bardzo  poczytalna  -  zapewniła.  -  Nigdy  nie  byłam  bardziej.  Ale  na  pewno 

jeszcze to przemyślę... 

Odwróciła się do niego. Miała zaróżowione policzki i coś nowego w spojrzeniu. Oczy 

były bardziej błękitne, niż Matti pamiętał. Nawet uśmiech miała inny... 

Wyglądała na tak... pewną siebie. 

Matti  czuł  się  okropnie.  Wcisnął  ręce  w  kieszenie,  bo  bał  się,  że  nad  nimi  nie 

zapanuje. 

Próbował znaleźć jakiś bezpieczny temat, żartować: 

-  Gdybyś  była  młodsza,  poniósłbym  cię  na  plecach.  Ale  teraz  tylko  zepsułbym  ci 

opinię. 

- A co, masz słabe plecy? 

- Tak... 

background image

Szedł  za  nią,  obserwując,  jak  lekko  i  zgrabnie  pomyka  ścieżką,  przeskakuje  zwalone 

pnie, uchyla się od zwieszonych gałęzi... 

Czuł się równie głupio jak wtedy, gdy Raija przyłapała go na posłaniu z dziewczyną. 

Miał piętnaście lat i był o wiele bardziej pewny siebie niż teraz. 

Matti zacisnął ręce w kieszeniach. 

Nie wszedł do środka, gdy dotarli do domu. Stchórzył. Ale i tak od razu by nie zasnął. 

Powiedzieli sobie dobranoc, nie patrząc na siebie, a tym bardziej się nie dotykając. 

Ida  czekała.  Wstała  z  łóżka,  gdy  tylko  usłyszała,  że  Reijo  idzie  spać.  Z  Mają  nie 

rozmawiała.  Miała  na  to  wielką  ochotę,  ale  dała  siostrze  spokój.  Uznała,  że  jeśli  jej 

podejrzenia są słuszne, to nie ona powinna rozmawiać z Mają, a Elise. 

- Boże, jak ty wyglądasz! Elise skinęła głową i oparła się o ścianę. 

- A mam się jeszcze gorzej. 

- Znalazł cię Matti? Elise z zamkniętymi oczami znów pokiwała głową. 

Na policzki wystąpiły jej rumieńce, ale miała nadzieję, że mała tego nie dostrzeże. 

- Z Augustem i Einarem to nie była twoja wina. 

- I tak czuję się okropnie. Wciąż uważam, że to stało się z mojego powodu. I wcale nie 

pociesza  mnie  fakt,  że  za  lawinę  odpowiedzialni  są  Matti  i  Santeri.  Zrobili  to  przecież  dla 

mnie. 

- Rozmawiałaś z Mattim? 

- Trochę. Ale słowa niewiele mogą zmienić. 

-  On  cierpi,  Elise.  Może  udaje  obojętnego,  ale  uświadamia  sobie  zło,  do  którego  się 

przyczynił. Mam nadzieję, że nie zwiększyłaś jego poczucia winy. 

-  Matti  nie  potrzebuje  wstawiennictwa  -  rzuciła  ostrzejszym  tonem,  niż  zamierzała.  - 

On da sobie radę... - Ściszyła głos. - I nie sądzę, żebym była dla niego ostra. Rozmawialiśmy 

tylko. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. On w gruncie rzeczy jest tylko trochę ode mnie starszy. 

Nie  myślałam  tak  wcześniej.  Zawsze  wydawał  mi  się  dorosły.  A  teraz  uderzyło  mnie,  że 

pomiędzy nami nie ma takiej przepaści. Zrozumiałam, że możemy rozmawiać i się rozumieć. 

Wydal mi się młody. Dziwne, co? 

-  Był  „wujkiem  Matti”  -  uśmiechnęła  się  Ida.  -  A  teraz  jest  chłopakiem.  Prawie.  Nie 

ma wielkiej różnicy pomiędzy nim a... nawet Simonem. 

- Matti nie jest taki jak  Simon!  Ida  gwałtownie  zamrugała. Czyżby  Elise wiedziała o 

Mai? Nakryła ich? Czy rozmawiała z Simonem po... tym? 

-  Może  nie  całkiem  -  słabo  zaprotestowała.  -  Ale  obaj  są  niebezpiecznie  czarujący, 

obaj biegają za dziewczynami... - Starała się znaleźć więcej podobieństw, ale nie zdołała. 

background image

- Zupełnie nie są podobni - stwierdziła Elise stanowczo. 

-  Skończyłaś  z  Simonem?  Elise  spojrzała  na  Idę,  na  tę  młodszą  siostrzyczkę,  która 

przecież wcale nie była jej siostrą. 

-  Chyba  masz  w  sobie  przenikliwość  rodu  Alatalo  -  powiedziała  w  końcu  z 

uśmiechem.  -  Raija  zauważała  takie  rzeczy.  Matti  też...  -  Nabrała  powietrza.  -  Tak, 

skończyłam z Simonem. On jeszcze tego nie wie. Ale to naprawdę koniec. Właściwie nigdy 

nic  między  nami  nie  było.  Tylko  marzenie,  coś  nierzeczywistego,  co  nigdy  nie  mogło  się 

spełnić. 

- Chyba majaczysz - zauważyła Ida, idąc do swego pokoju. - Powinnaś pójść spać. 

Elise nie sprzeciwiła się. 

Wśliznęła  się  na  szeroką  ławę,  którą  dzieliła  z  Mają,  naciągnęła  derkę  wysoko  pod 

brodę,  gotowa  na  wspominanie  każdej  sekundy  spotkania  z  Mattim.  Chciała  przeżyć  je  na 

nowo i może uświadomić sobie, kiedy zrozumiała, że... 

Wtedy usłyszała płacz. 

Maja. 

Maja  leżała  zwinięta  w  kłębek  pod  swoją  derką  i  usiłowała  stłumić  szloch. 

Bezskutecznie. 

Elise  usiadła,  owinęła  się  przykryciem  i  przesunęła  ostrożnie  na  połowę  ławy 

przybranej siostry. Pochyliła się nad postacią wciśniętą pod ścianę, dotknęła włosów Mai, ale 

nadal nie mogła dostrzec jej twarzy. 

-  Co  się  stało?  -  szepnęła.  Serce  przepełniało  jej  współczucie.  W  tej  sekundzie 

zapomniała o swoich nowych, zaskakujących przeżyciach. - Dlaczego płaczesz? 

- Nie pytaj! - rzuciła tamta przez łzy, ostro, ale z rozpaczą w głosie. 

Elise położyła się blisko Mai i objęła ją bez słowa. Po prostu była z nią, pełna ciepła i 

chęci zrozumienia, gdyby tylko Maja zechciała się z nią podzielić swym bólem. 

Nagle pojęła, że Matti miał rację, mówiąc, że należy dzielić się zmartwieniami. 

Płacz nie ustawał. Powoli jednak Maja uspokajała się. Jej ciało się odprężyło. 

Nagle odwróciła się do Elise, zarzuciła jej ręce na szyję i bez słowa uścisnęła mocno. 

Już bardzo dawno nie czuły takiej bliskości. Zawsze rywalizowały o pierwszeństwo i 

obie  miały  świadomość,  że  przegrywały.  Elise  wiedziała,  że  nigdy  nie  stanie  się  prawdziwą 

córką Reijo. Maja, że nigdy nie będzie tak ładna jak Elise. 

Teraz przytulały się, jakby nie miały nikogo poza sobą. 

Maja pociągała nosem, nie mogąc sobie poradzić ze łzami. Puściła Elise, odsunęła się 

tak, że mogły patrzeć sobie w oczy w półmroku. 

background image

- Do diabła z tymi łzami! - mruknęła, trąc oczy pięścią. 

Elise delikatnie osuszyła policzki Mai. 

- Dlaczego? - spytała znowu cichutko. - Dlaczego tak płaczesz? 

- Bo jestem głupia i paskudna... i nigdy nie będę mogła spojrzeć ci w oczy... i nikomu 

innemu też... powinnam tylko wypłynąć łodzią w morze i skoczyć... 

-  Przecież  patrzysz  mi  w  oczy  -  uśmiechnęła  się  Elise.  -  Nie  może  być  aż  tak  źle. 

Opowiedz mi. Ja jestem wyrozumiała. 

- I nie taka głupia jak ja... 

- O co chodzi? Nie mogłabyś przecież tak leżeć i płakać z powodu jakiegoś głupstwa. 

Jesteś na to za twarda, siostrzyczko. 

Maja zerknęła na Elise, szukając śladów szyderstwa w jej twarzy, ale nie znalazła. 

- Znienawidzisz mnie - powiedziała ochrypłym głosem. Sama w to wierzyła. Tego, co 

zrobiła, się nie wybacza. Tego należało się wstydzić. To był grzech. 

- Ja nie umiem nienawidzić - szepnęła Elise. - Chyba że Kristoffera. Naprawdę. A w 

gruncie rzeczy nie jest tego wart. 

- Ja nienawidzę człowieka, który zastrzelił Mikkala... 

- Maja przerwała. Nie powinna tego mówić. To była tajemnica. Ale Elise raczej tego 

nie rozpowie. - ... I samej siebie. 

- Nie znienawidzę cię. Nigdy - zapewniła Elise, odgarniając ciemne pasmo włosów z 

czoła  Mai.  Maja  była  tak  bardzo  podobna  do  Mikkala.  I  do  Raiji.  Kiedyś  strasznie  jej  tego 

zazdrościła. Tego, że była dzieckiem ich miłości. 

Teraz jej to nie przeszkadzało. Maja zdradziła się, że rodzice wcale dla niej tak mało 

nie  znaczyli.  Że  nie  była  tak  pełna  pogardy,  jak  udawała.  Elise  cieszyło,  że  jest  po  prostu 

Elise, córką Fredrika. 

-  Nie  mogę  nienawidzić  mojej  siostrzyczki.  Nieważne,  co  zrobiłaś  albo  zrobisz, 

zawsze cię będę kochała. Tego się nie da zmienić. Zawsze będziesz Mają. 

- Marią, moją młodszą siostrą. 

- Przybraną siostrą - mruknęła Maja. 

- Siostrą - powtórzyła Elise uparcie. 

- Znienawidzisz mnie! 

-  Spróbuj!  -  rzuciła  Elise  poważnie.  -  Zobaczysz,  że  się  mylisz.  Jesteśmy  na  zawsze 

siostrami. Zawsze byłyśmy. Nie mogę cię nienawidzić. I mam nadzieję, że ty mnie też nie. 

-  Któż  by  ciebie  mógł  nienawidzić?  Jesteś  taka  miła.  A  ja...  -  zebrała  się  w  sobie, 

spojrzała na Elise i powiedziała: - Chodzi o Simona. Zrobiłam to. Spałam z nim, Elise. 

background image

Starsza  z  dziewcząt  nie  odwróciła  wzroku.  Słowa  młodszej  odbijały  się  echem  w  jej 

głowie. 

Oczy  Mai,  brązowe  z  tą  miodową  otoczką,  patrzyły  na  nią  mokre  od  łez.  Elise 

wyczytała w nich wszystko: wstyd, smutek, złość, błaganie o przebaczenie... 

- Wiedziałam - wyszeptała Maja bladymi wargami. - Mówiłam. Mówiłam, że mnie za 

to  znienawidzisz.  Najgorsze,  że  zrobiłam  to  tylko  dlatego,  żeby  odebrać  ci  to,  czego 

pragnęłaś.  Dostać,  zanim  ty  dostaniesz...  Wszystko  jest  takie  głupie  i  okropne...  -  Cienkim 

głosem poprosiła: - Nie rób tego, Elise! Nie znienawidź mnie! 

Elise potrząsnęła głową. 

O  nieba,  jakże  wszystko  było  nierzeczywiste.  To  chyba  nie  dzieje  się  naprawdę!  Nie 

tego samego dnia! Ale twarz Mai wyraźnie mówiła, że to się istotnie zdarzyło. 

- Nie nienawidzę... Tyle wystarczyło. Maja znów wybuchnęła płaczem, objęła Elise i 

szlochała w jej ramię, póki nie zabrakło jej łez. 

Elise szeptała coś łagodnie, starając się przekazywać Mai ciepło i bliskość. 

- Chcesz o tym porozmawiać? 

Znów  te  same  słowa,  których  użył  Matti.  Ale  użycie  ich  było  tak  naturalne.  Nie 

znalazłaby  lepszych.  Najwyraźniej  we  włóczędze  Mattim  Alatalo  było  więcej  życiowej 

mądrości, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. 

-  Początkowo  go  nie  lubiłam.  -  Maja  leżała  na  plecach,  wpatrując  się  po  ciemku  w 

sufit.  Zasłaniały  na  noc  okno,  bo  obie  wolały  spać  w  mroku,  którego  jasne  letnie  noce  nie 

zapewniały.  -  Był  pewny  siebie  i  wyniosły,  i  tak  cholernie  przystojny...  A  ja...  boję  się 

ładnych  chłopaków.  Czuję,  że  patrzą  na  mnie  i  oceniają,  że  jestem  nic  nie  warta.  Byłam 

pewna, że i on tak uważał. 

Zerknęła na Elise, która oparła się na łokciu i słuchała w milczeniu. 

- Kłóciliśmy się jak diabli, gdy tylko mieliśmy okazję. Właściwie stało się to ciekawe. 

Odważyłam się patrzeć mu prosto w oczy. Zaczęło mi być wszystko jedno, co o mnie sądzi. 

Bo wiedziałam, że jest przystojny. Nie mogłam nie zauważać. Simon jest cholernie ładny. A 

on  zaczął  sprawdzać,  jak  bardzo  to  na  mnie  działa.  On  niemal  flirtował,  Elise!  A  ja  siebie 

nienawidziłam.  Mogłabym  go  za  to  zabić.  Nikt  inny  tak  się  wobec  mnie  nie  zachowywał. 

Wiedziałam, że nie robi tego na serio, tylko dla rozrywki... - Drżąc, nabrała oddechu. - Z tego 

też  zrobił  się  rodzaj  wojny.  Aluzje.  Poruszanie  się  na  krawędzi  przepaści.  Zawody,  kto 

dojdzie dalej. Najpierw on. Potem ja. Nie cierpię przegrywać. No i on był twój, a ja byłam na 

ciebie  zła.  Zła,  ponieważ  jesteś  taka,  jaką  chciałabym  być,  a  nigdy  nie  będę.  Bo  jesteś  w 

background image

dodatku tak cholernie miła. Pełna wyrozumiałości. No i on tak się tobą zachwycał... Wreszcie 

nie wytrzymałam, powiedziałam, że jesteś cnotką... 

- A on oczywiście na to, że ty też? 

- Skąd wiesz? - Maja aż zamrugała oczami. Elise uśmiechnęła się ze smutkiem. 

-  To  normalne.  Oni  tak  mówią.  Ale  nie  mogłaś  tego  wiedzieć,  moja  Maju!  Nie 

mogłaś... 

Maja zacisnęła pięści. 

- To był tani chwyt. Sama to wiem. Tani. Ale poszłam na to. A on skorzystał z okazji. 

Był gwałtowny i w ogóle, ale też i miły. Pewnie użył całego kunsztu. Jego dłonie wędrowały 

wszędzie.  Usta...  - zamilkła.  Nie  mogła  o  tym  mówić.  -  No  i  stało  się.  Strasznie  bolało.  Nic 

wspaniałego. On zapadł się potem jak szmaciana lalka, zsunął się ze mnie... no i wtedy zeszła 

lawina. Byliśmy jej wdzięczni, że nie musimy na siebie patrzeć. Uciekłam... i wpadłam prosto 

na ciebie. 

- Kochanie... 

-  Ale  to  nie  koniec  -  Maja  czuła  suchość  w  ustach,  ale  musiała  dokończyć.  - 

Wieczorem poszłam tam znowu, miałam cię szukać. Był tylko Simon... Znów to zrobiliśmy. 

Ale tym razem było wspaniale. Uśmiechnął się potem i powiedział, że to jest coś, co napraw-

dę  umie.  Że  nie  ma  mężczyzny  wzdłuż  fiordu,  który  byłby  w  tym  lepszy.  Może  ma  rację. 

Było  naprawdę...  dobrze.  -  Głos  jej  ochrypł.  Zaśmiała  się.  -  Boże,  jakże  mi  głupio!  Ale  to 

było... cudowne. Ale potem okropnie mnie bolało w duszy. Jednak nadal czuję, że robi mi się 

ciepło  i  że...  miałabym  na  to  jeszcze  ochotę.  Pewnie  bym  to  zrobiła.  Ale  aż  coś  mi  serce 

ś

ciska,  jak  pomyślę,  że  robię  ci  tym  krzywdę.  I  że  wiem,  że  nic  nie  znaczę  dla  Simona.  On 

tylko  się  bawi.  Wiem.  Powiedział  z  uśmieszkiem,  że  nie  jestem  najgorsza,  gdy  się  zamknie 

oczy. I że poleci mnie innym... To takie przykre, Elise. Możesz mi wybaczyć? Nie chciałam 

sprawić  ci  bólu.  W  głębi  duszy.  To  była  głupia  zabawa.  Nie  sądziłam,  że  wydarzy  się  coś 

poważnego.  Ale  Simon  jest  najwyraźniej  zbyt  dojrzały  na  zabawy.  Nigdy  nie  chciałam  cię 

zranić, Elise. Nie chciałam tego... 

- Nic mi nie zrobiłaś, Maju, siostrzyczko. - Elise pogłaskała ją po  głowie. - To tylko 

sobie coś zrobiłaś. 

- Czyżby ty i Simon...? 

Elise westchnęła. Też opadła na plecy. Obie patrzyły teraz w sufit. Widziały tę samą 

ciemność, lecz miały w sobie inne obrazy. 

- Byłam zakochana w Simonie. Nigdy nie przypuszczałam, że się mu spodobam. Nie 

tak  naprawdę.  Ja  też  w  duszy  się  boję.  Wiem,  że  jestem...  ładna,  i  może  dlatego  nigdy  nie 

background image

mam  pewności,  czy  chłopak  naprawdę  mnie  lubi,  czy  tylko  chce  się  pochwalić  ładną 

dziewczyną.  Simon  też  próbował  tego  ze  mną.  Wydawało  mi  się  to  cudowne  i  przerażające 

zarazem,  i  nie  potrafiłam  poprosić  go,  żeby  przestał.  Dopiero  tuż  przed...  Prawie  się  z  nim 

pobiłam. Sama myślałam, że jestem głupia, bo on jest moim chłopakiem i ma do tego prawo. 

On  tak  uważał.  Ja  nie  wiedziałam.  Czułam, że  nie  chcę.  Mojemu  ciału  podobało  się  to,  ono 

chciało... Ale rozsądek mówił nie. Nie mogłam tego z nim zrobić. Nawet nie podobały mi się 

jego pocałunki. Cały czas wiedziałam, że musi być coś więcej. No i nie mogłam, nie mogłam 

tego z nim zrobić! 

- To dlatego nie wróciłaś do domu? 

-  Dlatego.  Jeszcze  ta  lawina...  To  zrobili  Matti  z  Aleksanterim,  żeby  odstraszyć  tych 

strażników  z  osypiska.  No  i  stało  się  więcej,  niż  zamierzali.  Nadal  nie  rozumiem,  dlaczego 

Einarowi i Augustowi nie udało się uciec... 

- Codziennie pili - rzuciła Maja sucho. - Mała strata. 

- Nie jest dobrze, jeśli ktoś umiera, i to w dodatku z twojej winy... 

- Już więcej nie zobaczę się z Simonem - podjęła decyzję Maja. - Nie lubię go. Nigdy 

nie lubiłam. I nie jestem w nim zakochana. 

- Ja też nie. Ale muszę mu o tym powiedzieć. On jeszcze nie wie. - Nabrała powietrza. 

To inne uczucie tak ją przepełniało, że musiała dać mu ujście. - Umiesz dotrzymać tajemnicy, 

Maju? Tak wielkiej, że nikt na całym świecie się nie może o niej dowiedzieć? 

-  Tak.  Powierzysz  mi  swoją  tajemnicę?  Elise  pokiwała  głową  i  uśmiechnęła  się  w 

ciemność. 

- Jestem zakochana, Maju. Naprawdę zakochana. Lubię go i uważam, że jest ładny, i 

kocham go, i dziwnie się czuję, gdy jest blisko... i to jest wspaniałe i niemożliwe, i niebo i... 

może nie powinnam mówić takich słów, ale to jest i piekło. 

Maja zrozumiała w przebłysku intuicji. 

- Matti - rzuciła. - Jesteś zakochana w wujku Mattim! 

- Tak - odpowiedziała Elise marzycielsko. - W Mattim Alatalo. 

background image

10 

Ranek zastał je jako dwie przyjaciółki. Po raz pierwszy w życiu mogły się tak nazwać. 

Maja nie chciała wstawać. Bała się spotkania z rodziną. 

-  Obawiam  się,  że  zachowałam  się  wczoraj  idiotycznie  -  wyznała.  -  Nie  mogłam  im 

jaśniej powiedzieć, co zrobiłam. Rzuciłam to, ot tak. Oczywiście zrozumieli. Nawet Ida. Reijo 

spuści mi lanie... 

- Bzdury. Nie weszłaś przecież i nie powiedziałaś: „Spałam z Simonem, co wy na to?” 

- No nie, ale było to równie oczywiste... 

-  Przesadzasz.  I  tak  już  to  wyjaśniłyśmy.  A  że  czujesz  się  głupio...  uznają  to  za 

naturalne. Możesz trzymać się na uboczu. Ja porozmawiam z Simonem. 

- On nie...? 

- ... rzuci się na mnie? - Elise potrząsnęła głową. - Na pewno nie. Na pewno jest zły, 

ale co tam! Matti dał mi świetny pretekst do pozbycia się niechcianych zalotników. 

Uśmiechnęła  się,  szczotkując  włosy.  Dziś  nie  splatała  ich  w  warkocze.  -  Właśnie, 

zapomniałam ci powiedzieć... Matti oznajmił Kristofferowi, że jestem mu przyobiecana. 

Maja aż usiadła, zaskoczona. 

- Matti wiele dla ciebie robi... - stwierdziła powoli z błyskiem w oku. 

Elise uniosła ręce w obronnym geście. 

-  Nie  patrzyłabym  z  ochotą  w  przyszłość,  gdyby  nie  nadzieja  na  to,  że  mogę  się  do 

niego zbliżyć. Ale nie sądzę, że on już jest gotów. 

- Hm... - mruknęła Maja. - Nie mów tak, Elise, nie mów... zaczynam się zastanawiać... 

Ida też się zastanawiała. Może tylko nie rozmyślała nad tym, co Maja. 

-  Powiedziała  coś?  -  szepnęła  do  Elise.  -  O  Simonie?  Elise  uśmiechnęła  się  lekko. 

Miałaby  ochotę  zabić  Simona,  gdyby  znalazł  się  w  pobliżu,  ale  dla  dobra  Mai  powinna 

skłamać. 

- Przecież wiesz, jak Maja lubi przesadzać, żeby ściągnąć na siebie uwagę? 

- Wiedziałam - westchnęła Ida. - Oszukiwała... To może on się mnie dostanie? Bo ty 

go już nie chcesz, prawda? 

- Dlaczego tak mówisz? Ida zrobiła mądrą minę. 

- Już dawno to po tobie widać. Wiem także, kogo chcesz mieć. Nie zaskoczysz mnie... 

background image

- O ile będziesz trzymała buzię na kłódkę... - Elise położyła palec na ustach Idy. - I nie 

posyłała  mi  wymownych  spojrzeń  nad  stołem...  Jeżeli  nie,  osobiście  przyłożę  ci  klapsa  na 

twój zgrabny tyłeczek. 

Ida już dawno opanowała sztukę wachlowania rzęsami. Teraz też jej użyła, patrząc na 

Elise z miną niewiniątka. 

Matti wszedł do kuchni, szurając bosymi stopami. Miał rozczochrane włosy i zaspane 

oczy. 

- Dobrze się czujesz? - spytał Elise, zatrzymując się przy niej i patrząc badawczo. 

Skinęła  głową.  Z  trudem  opanowała  się,  by  nie  przygładzić  mu  grzywki.  Nadal  był 

przecież... wujkiem Mattim. 

- Co z Mają? 

- Nie chce się pokazywać po wczorajszym. Czuje się trochę głupio. 

Uniósł brwi. 

-  Rozumiem.  Oszustwo.  Była  tak  przekonywająca...  Nie  sposób  odróżnić  prawdy  od 

kłamstwa. Dobrze, że i tak mało kłamie. 

Elise nie odpowiedziała. Przemknęła się obok Mattiego, poczuła ciepło jego ciała... i 

nic więcej. 

Okruchy, okruchy... 

Ale to przecież nic złego, że się w nim zakochała? 

Reijo wrócił z połowu, zanim śniadanie stanęło na stole. 

- Gdzie się podziewałaś wczoraj? - spytał szorstko Elise. - Maja mówiła, że nie byłaś u 

Simona. Za to usłyszałem od niej takie rzeczy, że się zmartwiłem. 

- Kłamała. Zielone spojrzenie Reijo dostrzegało więcej niż oczy Idy. 

- Jesteś pewna? Rozmawiałaś z nią? 

Elise  uważała,  że  to  okropne,  iż  tak  łatwo  przychodziły  jej  kłamstwa.  Teraz  kłamała 

całym  ciałem:  wyrazem  twarzy,  gestami,  nie  tylko  słowami.  I  to  wobec  Reijo,  którego  tak 

wysoko ceniła. Mimo to było to proste... 

-  Rozmawiałyśmy  i  płakałyśmy  przez  połowę  nocy,  Reijo.  Wtedy  żadna  z  nas  nie 

kłamała. Sądzę, że wiesz, dlaczego wczoraj nie od razu wróciłam. Nie mogłam. To było zbyt 

trudne. Pewnie zostałabym tam, gdyby nie Matti. 

Reijo milczał i patrzył na nią badawczo. Też coś podejrzewał? Elise wolała o tym nie 

myśleć. Czyżby wszyscy dostrzegali prawdę? 

Matti również? 

- Nie musisz już obawiać się Kristoffera. Matti ma głowę na karku. 

background image

-  Tak,  mówił  mi.  -  Elise  odwróciła  twarz.  -  To  też  ułatwi  mi  rozwiązanie  drugiego 

problemu. Tego z Simonem. 

- Problemu? 

-  Głupie,  prawda?  Dziwnie  mi  to  mówić.  Narobiłam  tyle  zamieszania,  wydawało  mi 

się, że jesteśmy dorośli. Potem odkryłam, że to wszystko była dziecinada. Że Simon to nie to. 

Gdybym wiedziała wcześniej, nie byłoby żadnej lawiny... 

-  To  nie  twoja  wina  -  rzucił  Reijo  sucho.  -  Wydarzył  się  wypadek.  Wszyscy  to 

potwierdzili. Wypadek, Elise. 

- Oczywiście - powtórzyła smutno. - Wypadek. 

Reijo chwycił ją za  ramię. Nie zwracał uwagi na pozostałych, którzy udawali, że nie 

słuchają.  Wzrok  mieli  wbity  w  stół,  ale  całą  uwagę  skupiali  na  Reijo  i  Elise.  Opiekunie  i 

wychowanicy. Ojcu i córce. 

-  To  nie  było  słuszne  -  rzekł  szybko  i  cicho.  -  To  na  pewno  nie  było  słuszne  i  ja 

pierwszy to potępiłem. Wolałbym, żeby się nie wydarzyło. Ale to się wydarzyło. A ty, Elise, 

nie powinnaś obwiniać o to Mattiego! On nie chciał, żeby tak się stało, wiemy to oboje. Ja to 

wiem. Jestem tego pewien. Ty też powinnaś być pewna. 

- Wiem. Rozmawialiśmy o tym... 

Matti  stanął  za  dziewczyną,  kładąc  jej  ręce  na  ramionach  i  ściskając  dla  dodania 

otuchy.  Czuła  go  za  sobą  i  pragnęła  móc  się  oprzeć  o  niego,  i  przyjąć  to  ciepło  i  poczucie 

bezpieczeństwa, które z niego promieniowało. 

- Rozmawialiśmy o tym, Reijo - potwierdził. - I zrozumieliśmy się. 

Spojrzał Reijo w oczy - i puścił Elise, jakby się oparzył. 

- Naprawdę nie ma już o czym mówić. Obrócone w stronę Elise błyszczące oczy Idy 

ś

wieciły niczym gwiazdy. 

Wiedziała, co mała o tym sądzi. Ale sama bynajmniej nie miała pewności... 

Elise  pospiesznie  i  niezbyt  starannie  wypełniała  swe  codzienne  obowiązki  w  kuchni. 

Nie  było  to  do  niej  podobne,  ale  chciała  mieć  je  szybko  za  sobą.  Nieważne,  że  coś  było 

zrobione nie tak jak zwykle. 

Gdy wreszcie Maja wyśliznęła się z pokoju, Elise uścisnęła ją. 

- Chcę mieć to za sobą - powiedziała cicho, zarzucając chustę na ramiona. 

- Jesteś pewna, że nie powinnam z tobą iść? - spytała Maja. 

- To, co sobie powiemy z Simonem, nie potrzebuje świadków. Nawet ciebie. 

Ruszyła w drogę. Przebiegła przez podwórze obok szop - i zatrzymała się. 

background image

Stał koło sauny, oparty o ścianę. Świeżo ogolony, bosy, z rozpiętą kamizelką i czapką 

zsuniętą na oczy. Patrzył na nią oskarżycielsko spod ściągniętych brwi. 

- Chciałaś iść w góry? - Wskazał głową kierunek, ale nie zbliżył się do niej. 

Pokiwała głową. Skrzyżowała ramiona na piersiach i powoli podeszła. Oparła się o tę 

samą ścianę, co on. 

- Twój ojciec poszedł po ciebie? 

- Mhm - mruknął potwierdzająco, kopiąc kępę trawy. Przygryzł dolną wargę. Już nie 

był tak pewny siebie jak kiedyś. - Już jest bezpiecznie... 

- Tak. 

-  Dlaczego  nic  nie  powiedziałaś?  -  Spojrzał  na  Elise,  starając  się  pochwycić  jej 

spojrzenie,  ale  nie  dopuściła  do  tego.  -  Przecież  nie  byłoby  trudno  powiedzieć,  że  ktoś  inny 

już cię złapał. „Wujek Matti”, dobre! Niezły wujek, muszę przyznać! 

- To było tak dawno temu... - odrzekła. Nadal było łatwo kłamać. 

- Pozwolisz na to? 

- Na co? 

- Wyjdziesz za niego? Elise wzruszyła ramionami. 

- On nie powiedział, że nie chce. 

-  Myślałem,  że  to  coś  dla  ciebie  znaczy  -  rzucił  Simon  z  pretensją  w  głosie.  -  To 

pomiędzy  nami.  Myślałem,  że  to  było  coś  innego,  coś,  co  się  często  nie  zdarza.  Dziewczęta 

takie jak ty spotyka się rzadko... I myślałem, że też taki jestem dla ciebie. 

- Może i byłeś - odrzekła kąśliwie. Rzucił na nią szybkie spojrzenie. Westchnął, zsunął 

czapkę na tył głowy. 

-  Przykro  mi,  Elise.  Naprawdę  przykro.  Posunąłem  się  za  daleko,  przyznaję.  Ale  to 

chyba  nic  złego,  że  mężczyzna  ma  ochotę  na  swoją  dziewczynę?  W  każdym  razie  na 

dziewczynę, o której sądzi, że jest jego? 

- Może i nie - odpowiedziała Elise. Przechyliła głowę i spojrzała chłopakowi prosto w 

oczy. - Może bym to zrozumiała, Simon. Może bym i darowała, pozwoliła się zagadać i wręcz 

poczuć,  że  sprawia  mi  to  radość.  Ale  nigdy  ci  nie  wybaczę,  że  wykorzystałeś  Maję!  Nigdy, 

Simon,  nigdy,  póki  żyję.  Ona  nic  dla  ciebie  nie  znaczy,  prawda?  Ale  nie  mogłeś  się 

powstrzymać... 

-  Do  diabła!  -  Walnął  pięścią  w  ścianę  i  znów  zsunął  czapkę  na  oczy.  Nie  chciał 

patrzeć na Elise. 

- Maja nie zasługuje na takie traktowanie. 

- Była całkiem chętna. 

background image

- To ty jesteś uwodzicielem. Ona okazała się naiwna. Nie podeszła przecież do ciebie i 

nie prosiła o to. To ty, Simon, wszystkim pokierowałeś! Nie wmawiaj mi niczego innego! 

- No i co, teraz Reijo wypędzi mnie w góry? Elise potrząsnęła głową. 

- Nikt tego nie zrobi, Simon. Ale muszę mieć twoją obietnicę, że już nigdy więcej nie 

zbliżysz  się  do  Mai.  Nigdy.  I  do  Idy;  ani  teraz,  ani  w  przyszłości.  Nie  dotkniesz  ich  nawet 

palcem, słyszysz? 

- Dobra. A co z tobą? 

Podszedł  do  niej,  zatrzymał  się  na  odległość  ramienia.  Uśmiechnięty  patrzył  na  nią 

tak, jak to on potrafił. Tak, że odczuwało się to jak komplement. 

Wskazującym palcem dotknął skroni Elise, przesunął w stronę ucha, ominął je i zsunął 

na dół aż do zagłębienia szyi. Podniósł wtedy palec i przesunął nim po ustach dziewczyny. 

Elise nic nie powiedziała. 

Łaskotało. Wysyłało małe, ciepłe prądy, które przenikały ją całą. Jednak  czuła swoją 

siłę. 

Była w stanie się temu oprzeć. 

-  Rozumiem  -  wycofał  się.  -  Widzę  takie  rzeczy.  To  rzeczywiście  jest  „pożegnanie 

Simona”.  Na  szczęście  nie  muszę  chodzić  za  dziewczynami,  które  mnie  nie  chcą.  Dużo  jest 

takich, które przyjmą mnie z radością. Włos nie spadnie z pięknych główek twoich sióstr, Eli-

se. Ani z twojej. 

Stała za sauną i patrzyła, jak odchodzi. Nie obejrzał się ani razu. 

- To już? - Głos zabrzmiał tak blisko, że Elise aż się wzdrygnęła. 

- Co tu robisz? Matti uśmiechnął się i wyszedł zza rogu sauny. 

-  Podsłuchiwałem.  Nie  wierzyłem  temu  łobuzowi,  więc  postanowiłem  pójść  za  tobą. 

Pomyślałem, że może przyda ci się ktoś silny. Na wypadek, gdyby Simonowi nie spodobało 

się to, co miałaś mu do powiedzenia. Ale nie było takiej potrzeby. 

Popatrzył w kierunku, w którym poszedł Simon. Widoczny już był jako kropka na tle 

ś

ciany  lasu.  Czarna  kamizelka  i  białe  rękawy  koszuli  nad  czarnymi  spodniami.  Głowa  była 

jasna, bo zdjął czapkę i uderzał nią po krzewach. 

- A to drań - stwierdził i usiadł pod ścianą. Elise nadal stała. - Więc Maja nie kłamała. 

Dziewczyna potrząsnęła głową. 

- Powinien porządnie oberwać. Ode mnie i od Reijo. 

-  Reijo  ma  dość  kłopotów.  Zawsze  miał  ich  za  dużo.  Teraz  już  jesteśmy  na  tyle 

dorośli,  żeby  niektóre  sami  rozwiązywać.  Ten  się  rozwiązał,  i  to  wystarczy,  jeśli  chodzi  o 

mnie i o Maję. O ile Simon będzie się trzymał z dala... 

background image

-  Inne  dziewczyny  niech  się  same  martwią  o  siebie?  -  spytał  Matti,  uśmiechając  się 

krzywo. 

- Nie czuję się odpowiedzialna za inne. Nawet nie zamierzam. Nie jestem widać taka 

miła, jak sądzą ludzie. Też mam myśli, które nie są ładne. 

- Ach, tak? - Popatrzył na nią zmrużonymi oczami. - Opowiedz mi o swoich czarnych, 

grzesznych myślach! 

-  To  nie  tak,  Matti.  Nie  drażnij  się  ze  mną.  Chodziło  mi  o  to,  że  nie  jestem  żadnym 

aniołem, tylko sobą, Elise. Nie śnieżnobiałą gołąbką, ale i nie grzesznicą... 

Rozciągnął usta w jeszcze szerszym uśmiechu. 

-  Nic  na  to  nie  poradzę,  dziewczyno,  ale  wiele  bym  dał,  żeby  ujrzeć  ciebie  jako 

grzesznicę... 

Elise  przewróciła  oczami  i  chciała  odejść.  Wtedy  zerwał  się  na  nogi,  złapał  ją  za 

ramiona i przytrzymał. Nadal się uśmiechał. 

Elise musiała zamknąć oczy. Z trudem przełknęła ślinę, zanim się do niego odwróciła. 

- Nie chciałem cię obrazić, Elise. 

- Aha. 

Puścił  ją.  Stał,  wpatrując  się  w  każdy  szczegół  ślicznej  twarzy  dziewczyny.  Widział 

otwartość  i  szczerość  w  niebieskim  spojrzeniu.  Była  taka  młoda.  Niewinna.  Przez  wiele  lat 

ż

yli obok siebie, ale wtedy istniał pomiędzy nimi wielki dystans. 

- Elise... - zaczął, ale reszta słów zawisła w powietrzu, drżąc. Dziewczyna domyślała 

się,  co  chciał  jej  powiedzieć,  a  Mattiemu  wyleciały  z  głowy  wszystkie  piękne  słowa,  które 

uzbierał w myślach w ciągu ostatniej, nie przespanej nocy. 

Wtedy  mówił  wiele.  W  marzeniach  wszystko  wydawało  się  możliwe.  Zresztą  nie 

zachowywał się w nich szlachetnie... 

Było w nich więcej. 

Dużo więcej. 

Ale tego nigdy nikomu nie powie. 

Na pewno nie jej. 

Reijo chyba się domyślał. Może i wiedział. 

Aleksanteri też się domyślał, bo mu czynił aluzje. 

On sam zaprzeczał wszystkiemu. I ona nigdy, przenigdy nie powinna się dowiedzieć o 

jego zakazanych myślach i wspaniałych, grzesznych marzeniach. Nigdy. 

- Elise - zaczął znowu. Jej błękitne spojrzenie zaczarowało go. Nikt nie powinien mieć 

takich  oczu,  w  których  chciałoby  się  zatonąć  na  całą  wieczność.  Nikt  nie  powinien  mieć 

background image

takich  ust,  przypominających  najdelikatniejsze  kwiaty  letniego  poranka,  kuszących,  zroszo-

nych mgiełką... 

Tak, mógł zrozumieć Simona... 

Sam zachowywał się jak Simon. 

To byłoby takie łatwe... 

Dotknąć  jej  policzka,  poczuć  pod  palcami  delikatną  skórę...  właśnie  tak,  jak  sobie 

wymarzył. 

Włosy  niczym  jedwabne  frędzle  matczynego  odświętnego  fartucha.  Tak  samo 

miękkie, delikatne... 

Usta... 

Matti zamrugał i cofnął gwałtownie dłoń. 

Boże! Co on zrobił! 

Dotknął jej? 

Wepchnął  ręce  do  kieszeni.  Spojrzał  na  Elise  zrezygnowany.  Ujrzał  to,  czego  nie 

udało jej się ukryć, i miał ochotę zapłakać. To mogło być możliwe... 

- Wiem, co myślisz, mała - powiedział, z trudem dobywając głosu. - Odczytałem to z 

twojej twarzy, Elise. Nie umiesz niczego ukryć. Ja wiem, dlaczego było ci trudno z Simonem. 

I cieszy mnie to. Może byś wyszła za niego, a dopiero potem odkryła, że on nie jest dla ciebie 

właściwym  mężczyzną.  Jeżeli  mój  postępek  miał  temu  służyć...  Temu,  żeby  cię 

powstrzymać... to nie żałuję. Ale... 

- Ale? 

Matti  westchnął  i  nie  odważył  się  na  nią  spojrzeć.  Patrzył  na  ślady  lawiny.  Jego 

lawiny. Jego wyrzutu sumienia. 

- Jesteś na złej drodze, kochanie. To też do niczego dobrego cię nie doprowadzi. 

Kątem  oka  dostrzegł,  że  Elise  gwałtownie  zamrugała.  Nie  chciał  sprawdzać,  czy  to 

były łzy. 

- Ale ty... - zaczęła - ale ty, Matti, ty... 

- ... nie jesteś dużo lepszy od Simona, to zamierzałaś powiedzieć? 

- Nie! - zaprzeczyła gwałtownie. - Ale ty... - Policzki jej się zaczerwieniły. Przygryzła 

wargę.  W  oczach  pojawił  się  lęk  i  bezbronność,  w  tych  oczach,  które  go  prześladowały  w 

snach,  w  ciągu  dnia  i  w  czasie  bezsennych  nocy.  -  Przecież  ty  też  coś  czujesz  -  rzuciła  w 

końcu niemal ze złością. - Nie tylko ja. Ty też. I nie uważam, by mogło być w tym coś złego. 

Pokiwał głową. 

- Tak, też coś czuję. Już trudno mi to ukrywać. Ale widzę, co jest w tym złego. 

background image

Patrzyła na niego bez mrugnięcia. 

- Moje uczucie nie jest tak niewinne, jak ci się może wydawać, Elise. Nie jestem tylko 

tym  miłym  wujkiem,  który  opowiadał  zwariowane  bajki  i  bawił  się  z  wami.  Tym  razem 

byłaby to całkiem dorosła zabawa... 

Elise przełknęła ślinę i zaczerwieniła się. 

-  Nie  jestem  aż  tak  różny  od  Simona,  rozumiesz?  Zrobiłem  to,  co  on  Mai,  już  wiele 

razy. Mógłbym też zrobić to tobie... 

- Między nami byłoby inaczej. 

- Byłoby? - spytał cicho. - Potem? Myślisz, że mnie znasz, malutka. Ale nie znasz. Ja 

siebie  znam.  Wiem,  kim  jestem:  mężczyzną,  od  którego  powinnaś  się  trzymać  z  daleka. 

Takim, który sprowadziłby na ciebie nieszczęście, który chciałby wziąć cię w ramiona i robić 

z tobą przeróżne rzeczy. Ale nie powinnaś na to pozwolić, dziewczynko. Ten mężczyzna nie 

jest dla ciebie, rozumiesz? 

Jeszcze się zakochasz, może wiele razy. Wtedy będziesz szczęśliwa, że nie pozwoliłaś, 

by sprawy zaszły za daleko. Elise potrząsnęła głową. 

- To nie jest tak - powiedziała. - To nie jest tak, jak myślisz. Z tobą jest inaczej. 

- Obdarzasz mnie cechami, jakich nie mam - zapewni! stanowczo. - Zrozum to, Elise. 

Jestem  gorszy  od  Simona.  On  jest  przy  mnie  jak  białe  jagnię.  Nie  takiego  mężczyzny 

powinnaś chcieć. 

- Takiego. 

Matti  nie  wiedział,  czym  jeszcze  mógłby  ją  przekonać.  Upierała  się  z  taką  mocą,  że 

poczuł pokusę, żeby jej ulec. 

Ale  wtedy  by  ją  okłamał.  Nie  można  budować  przyszłości  na  kłamstwie.  Elise 

zasługiwała na coś najlepszego. 

A Matti Alatalo nie był najlepszy. 

Gotów był jednak ustatkować się u jej boku. To go zaskoczyło. Po raz pierwszy uznał, 

ż

e  to  przy  niej  chciałby  się  zestarzeć.  Od  razu  zaczął  myśleć  o  dzieciach.  Wyobrażał  sobie 

córki  i  synów,  jasnowłosych,  może  z  jego  brązowymi  oczami,  z  jej  uśmiechem,  jego 

brwiami... 

Prawie zapłakał. 

To należało do tych tajemnic, którymi się z nikim nie mógł podzielić. 

Nie z Elise. 

-  Jesteś  tego  pewna,  Elise.  Może  tak  teraz  czujesz.  Ale  nie  możesz  być  pewna.  Nie 

zaczniesz się nigdy zastanawiać, kogo trzymałem w ramionach przed tobą? Nie zaczniesz się 

background image

zastanawiać,  czy  one  coś  dla  mnie  znaczyły?  Zrozumiesz  ten  posag  mojego  narodu,  mój 

fiński charakter? Będziesz równie pewna, gdy zdradzę cię po raz piąty? Jest we mnie Matti, 

którego nie znasz. I nie chcę, żebyś go poznała. 

Nie wierzyła mu. Po prostu kochała go. 

Gwałtownie objął ją, przycisnął do siebie, spojrzał w oczy - i nakrył jej usta swoimi. 

Pocałunek był głodny, poszukujący, twardy. Ten jeden raz. Na zawsze. 

Ich  języki  się  splotły,  wargi  niemal  stopiły  ze  sobą.  Oddawała  mu  pocałunek  niemal 

tak  dziko  i  gorąco,  jak  on  tego  żądał.  Jej  ramiona  obejmowały  jego  kark,  całym  ciałem 

przywarła do niego... 

Matti wyrwał się. Musiał się wyrwać. 

Stał drżący i patrzył na nią. 

-  To  niemożliwe,  Elise.  Niemożliwe.  Ja  chcę  czegoś  innego  niż  ty.  Chcę  więcej. 

Rozumiesz? 

- Nie wierzę ci - powiedziała. - Uważam, że oszukujesz siebie. Sądzę, że chcemy tego 

samego. 

Oszołomiony, potrząsnął głową. 

- Wyjadę stąd. To się nie uda. Ja cię zniszczę. Jestem tylko nędznym Kwenem. A ty 

jesteś... dziką różą. Nie chcę cię złamać. 

- Wrócisz? 

- Może. 

- Obiecaj, że wrócisz. I wtedy powiesz mi to, co teraz. Może wtedy uwierzę. 

- Zapomnisz o mnie. 

- Wrócisz? Matti śledził wzrokiem mewę. 

- Pewnie tak. Wiedział to. Nie mógł nie wrócić. Tylko jej widok sprawiał, że chciało 

mu się żyć. 

I  może  wtedy  będzie  umiał  lepiej  kłamać.  Choć  tacy  jak  on  nie  powinni  zrywać 

dzikich róż... 

background image

11 

Matti nie rzucał słów na wiatr. Odszedł. I tym razem z Aleksanterim. 

- Nie przypuszczaliśmy,  że długo zagrzejecie tu miejsca - stwierdził Reijo. Rozumiał 

Mattiego i uważał, że słusznie czyni. Elise tak nie uważała. 

-  Wrócisz  -  powiedziała,  pewna  swojej  racji,  gdy  Matti  ściskał  jej  dłoń  nieco  zbyt 

długo. 

- I mam nadzieję, że zastanę cię z jakimś brzdącem na ręku. 

- Jak bym mogła? - rzuciła, nie spuszczając z niego wzroku. - Przecież to tobie jestem 

przyobiecana. 

-  Możesz  uważać  się  za  zwolnioną  z  tej  obietnicy  -  odparł.  Nie  uściskał  jej  na 

pożegnanie, choć Idę i Maję tak. To były jego siostrzenice. 

Wolałby potraktować dziewczęta jednakowo, ale teraz nie mógł postąpić inaczej. 

-  Idziemy  na  południe  -  rzekł  Aleksanteri.  -  W  rodzinne  strony.  Nie  zaszkodzi 

sprawdzić, jak się mają w naszej starej Finlandii. 

- Pamiętaj - szepnął Matti do Elise - róże potrzebują opieki. Wiesz przecież. 

Dziewczyna odpowiedziała w ten sam sposób: 

- Dzikich róży to nie dotyczy. Rosną wszędzie i znoszą wszystko. Nawet brak opieki. 

-  Co  to  za  gadanie  o  kwiatach!  -  Santeriemu  pilno  było  ruszać  w  drogę.  -  Wrócimy, 

kiedy zakwitną lodowe kwiaty na szybach. Może na jarmark. 

Pięć  miesięcy,  pomyślała  Elise.  Przeżyję.  Pięć  długich  miesięcy.  Zobaczy,  że  to  ja 

miałam rację. Że czuje to samo, co ja. Że to, co czuję, jest prawdziwe i słuszne. Kiedy wróci, 

już mnie nie opuści. 

Lato  było  piękne.  Trawa  została  skoszona  i  schła  na  stojakach,  żółknąc  z  upływem 

czasu. 

Nieliczne poletka zboża zaczynały dojrzewać pod pieszczotą słońca świecącego przez 

całą dobę. 

Kristoffer przestał ich odwiedzać. Ludzie mówili, że w ogóle rzadko gdzieś wychodzi. 

Nie miał już nikogo po śmierci bratanków. A ci wyżej postawieni, o których względy tak dbał 

przez całe lata, nie okazali się prawdziwymi przyjaciółmi. 

Nie był im potrzebny. 

Simon  wciąż  się  nie  żenił.  Plotkowano  o  nim,  łącząc  go  to  z  jedną,  to  z  inną 

dziewczyną. On też nie przychodził już na cypel. 

background image

Knut  był  rozżalony.  Chłopcy,  którzy  mu  imponowali,  nie  chcieli  się  z  nim  zadawać. 

Wiedział, że to sprawka Simona. 

Tak  jakby  to  była  jego  wina,  że  jego  siostra  jest  ciut  pomylona.  A  zresztą  Elise  nie 

była wcale jego siostrą. Ale i tak musiał cierpieć. 

Elise nie chodziła już na tańce. Trzymały się razem z Mają, miały swoje sekrety. Knut 

czuł  się  odsunięty  na  bok.  Maja  zwykle  trzymała  z  nim,  a  teraz  niby  miał  mieć  za 

towarzyszkę tę smarkulę Idę! On, niemal tak dorosły jak Maja i Elise! 

To było długie lato. 

Reijo czuł się stary. 

Lato  przeszło  w  jesień.  Siano  sprzątnięto  do  stodoły.  Trzeba  już  było  zegnać  z  gór 

owce przed zimą. Las i góry szczodrze dzieliły się z ludźmi swoimi darami, lecz należało się 

przedtem napracować. 

Reijo  i  Knut  poszli  po  owce.  Ida  wybłagała,  żeby  ją  zabrali.  Chodziła  szybciej  niż 

ojciec i brat, więc, choć niechętnie, zgodzili się. 

Przez  pewien  czas  towarzyszyły  im  Maja  i  Elise.  Miały  zbierać  jagody  i  maliny 

moroszki. 

- Myślisz, że wrócą? Matti i Santeri? - spytała Maja, gdy już zostały same. 

Elise w zadumie włożyła do ust dojrzałą moroszkę. 

-  Przecież  obiecał?  Nie  powiedział  co  prawda  kiedy,  ale  Aleksanteri  wspomniał  o 

jarmarku. Matti wolałby raczej zaczekać, aż będę stara i brzydka. 

- ... i z mężem i dziećmi - dodała Maja, zmuszając się  do uśmiechu.  Brzmiało to tak 

ponuro, że Elise popatrzyła na nią uważnie. Maja dużo przebywała na dworze, policzki miała 

opalone. Ale jednocześnie wydawała się chorobliwie blada. 

I schudła. Zawsze była szczupła, a teraz to już jakby jej nie było. 

Maja  umknęła  przed  nią  wzrokiem.  To  się  wcześniej  nie  zdarzało  Elise  przepełniło 

niedobre przeczucie, że coś jest nie tak. Że powinna była już dawno coś zauważyć... 

- Chyba nic złego się nie stało? 

Maja spuściła głowę. Skubała jagody. Dłonie wykonywały bezwiedne ruchy: szukały 

jagód, zrywały je z gałązki, wrzucały do koszyka... 

- Stało się. Skinęła głową. 

Potem podniosła wzrok. Nie płakała. Już wiele łez przelała w samotności, chodząc po 

lesie. Teraz tylko piekło ją pod powiekami. 

- Jest całkiem źle - powiedziała słabym głosem. - To mnie Matti spotka z dzieckiem na 

ręku. 

background image

- O Boże! - westchnęła Elise. - Wielkie nieba! A więc to tak... 

Wszystko nagle zaczęło się zgadzać. Zyskało sens. Patrzyła teraz na Maję i nie miała 

pojęcia, jak mogła być tak ślepa. Przecież to oczywiste. A ona była bliżej Mai niż ktokolwiek 

inny. Powinna się domyślić! Szybciej niż pozostali. 

- Cholerny Simon! - Elise rzadko przeklinała. Tym razem jednak czuła taką potrzebę. - 

Jesteś całkiem pewna? 

Maja skinęła głową. 

- Już trzy miesiące nie krwawiłam - rzuciła gorzko. - Nie można być bardziej pewnym. 

I wyczuwam twardą kulę... 

Elise  nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Policzyła  w  myślach.  Wtedy  był  czerwiec,  teraz 

jest koniec września. Trzy miesiące. Zostało jeszcze pół roku... 

-  Co  zamierzasz?  Klęczały  obok  siebie,  dwie  małe  kobietki.  Dzieliły  tajemnicę,  o 

której chciały sądzić, że nią pozostanie. 

- Czekać - rzuciła Maja twardo. - Nie mogę zrobić nic innego, prawda? Mieć nadzieję, 

ż

e  Reijo  nie  wyrzuci  mnie  z  domu.  Najgorsze,  że...  -  Zamilkła  na  chwilę.  -  Rozmawiał  ze 

mną.  Tego  ranka,  wiesz.  Sam  na  sam.  Pytał,  czy  nie  ma  nic  prawdy  w  tym,  co  gadałam 

poprzedniego wieczora. Odpowiedziałam mu, że mogłabym kłamać przed każdym innym, ale 

nie przed nim. Przysięgłam, że nic się nie zdarzyło. Że tylko chciałam się popisać. - Zaśmiała 

się gorzko. - A teraz wszystko wyjdzie na jaw. 

- Zioła Raiji... - powiedziała Elise z wahaniem. Napotkała spojrzenie Mai. 

-  Sądzisz,  że  o  tym  nie  myślałam?  -  spytała.  -  Próbowałam.  Starałam  się  wyobrazić 

sobie,  które  to  mogłyby  być.  O  tym  Ravna  nam  przecież  nic  nie  mówiła.  Ale  próbowałam. 

Robiłam  wszystko,  żeby  się  tego  pozbyć.  Biegałam,  skakałam,  wspinałam  się,  turlałam  ze 

zboczy... To nie chce odejść. 

- Musisz powiedzieć Reijo. 

-  Łatwo  ci  mówić.  To  nie  ty  masz  przyprowadzić  bachora.  W  dodatku  bez  żadnego 

zalotnika ukrytego za rogiem domu. Nie ma nic godnego pochwały w ściągnięciu wstydu na 

rodzinę. 

- Reijo zrozumie - obstawała przy swoim Elise. - On nie jest zwykłym ojcem. Będzie 

cię wspierał i stał po twojej stronie. Tak jak ja. I jak my wszyscy. 

- Zawiodłam go - odrzekła Maja. - Przyłapie mnie na kłamstwie. Nigdy wcześniej mu 

nie skłamałam. To niemal gorsze niż dziecko. Samo dziecko to i tak kłopot. Nie chcę go. Nie 

chcę żadnego dziecka. Moje życie jest wystarczająco poplątane. To koniec wszelkich nadziei. 

background image

Już teraz trudno mi z moją twarzą znaleźć męża... Jeszcze gorzej będzie, gdy urodzę dziecko. 

Dodatkowa gęba do wykarmienia. Żywy dowód na to, za kogo mogą mnie brać... 

-  My  wiemy,  kim  jesteś,  Maju.  Będzie  ci  trudno.  Ale  Reijo  musi  poznać  prawdę. 

Powiesz mu to - albo ja mu powiem. 

- Ale ja wybiorę moment. 

- Jak chcesz. Ale nie czekaj zbyt długo. 

Maja uśmiechnęła się gorzko. 

-  To  i  tak  ma  swoje  granice.  Wkrótce  nikomu  nie  będę  musiała  mówić,  bo  sami 

zobaczą. Tak, Reijo powinien się o tym dowiedzieć, zanim zauważy. Jestem mu to winna. Ale 

nie masz pojęcia, jak bardzo się boję. Wolałabym umrzeć... 

-  Nie  wolno  ci  w  ten  sposób  myśleć!  -  Elise  była  przerażona.  -  Nie  wolno  ci  tak 

mówić. Chyba tego nie próbowałaś, co? 

- Zabić się? - Maja podciągnęła w górę kąciki ust. Sprawiało to nieskończenie smutne 

wrażenie. - Po raz pierwszy sturlałam się ze zbocza nie tylko po to, aby pozbyć się dziecka. 

Chciałam  skończyć  ze  sobą,  zanim  cokolwiek  wyjdzie  na  jaw.  -  Wzruszyła  ramionami.  - 

Spódnica zaczepiła się o korzeń i wisiałam na nim wychylona nad urwiskiem. Poczułam, że 

słabo  mi  się  robi  od  patrzenia  w  dół,  i  wczołgałam  się  z  powrotem.  Chyba  nie  było  mi  to 

pisane tego dnia. 

Elise słuchała, coraz bardziej blednąc przy każdym słowie Mai. 

- Nie wolno ci tego zrobić! Będę cię śledziła, jeśli tylko zacznę podejrzewać, że znów 

myślisz  o  tym.  Nie  chcę  cię  stracić,  Maju!  Nie  możemy  cię  stracić!  Reijo  też  nie.  On  nie 

będzie się aż tak gniewał. Mogę pójść z tobą, gdy zechcesz z nim porozmawiać. 

-  Zrobię  to  sama  -  rzuciła  Maja  spokojnie.  -  To  jedna  z  tych  rzeczy,  której  muszę 

stawić czoło w pojedynkę. Sama nawarzyłam tego piwa, no, może z pomocą Simona... Ale to 

moja sprawa. 

- Simon... - zamyśliła się Elise. 

- Nie powiesz mu ani słowa. - Maja dostała wypieków. - Obie wiemy, kim dla niego 

byłam. Co znaczyły te dwa razy. Nie chcę, żeby o tym wiedział, Elise. Wolę rozpowiedzieć, 

ż

e to dziecko Santeriego, niż żeby Simon wiedział, że jego. 

- Nie będzie się tym chwalił - rzekła Elise sucho. - I tak jest szczęśliwy, że nikt się nie 

domyśla. Na pewno zrozumie, gdy prawda wyjdzie na jaw. Ale nie przyjdzie zaofiarować ci 

swojej pomocy. Czy to nie okropne, jak łatwo mężczyznom uciec od odpowiedzialności? 

- Nie chcę pomocy Simona! 

- Masz na siebie uważać. Żadnych nowych prób pozbycia się dziecka! To szaleństwo! 

background image

Sprawa  nadal  pozostała  ich  tajemnicą.  Maja  odkładała  rozmowę  z  Reijo.  Elise 

naciskała. Maja była uparta, chciała sama wybrać odpowiedni moment. 

Elise  strasznie  się  bała,  że  wreszcie  to  dostrzegą.  Poznają  prawdę.  Ona  wiedziała  -  i 

widziała. Było wręcz niewiarygodne, że nikt niczego nie zauważył. 

Maja sprytnie się maskowała. Szerokie spódnice i fartuch ukrywały brzuch. Przestała 

chodzić rano przy wszystkich w koszuli nocnej. 

Listopad.  Zbliżał  się  jarmark,  ale  Elise  nie  zastanawiała  się,  co  jej  przyniesie.  Każdy 

nowy miesiąc oznaczał teraz zbliżanie się daty rozwiązania. 

Chciała ochraniać Maję, ukryć ją tak, żeby nikt nie mógł z niej szydzić. 

Wiedziała jednak, że to niemożliwe. Świat, w którym żyły, nie pozwoliłby na to. 

Elise  zaczęła  się  bać.  Schudła.  Maja,  przeciwnie,  nabrała  ciała.  Knut  powiedział 

nawet, że znów jest „tą dawną Mają”. 

Czyżby byli aż tak ślepi? 

Elise lubiła ciepło obory. Często obrządzała wieczorem zwierzęta. Nosiła im karmę i 

zmieniała ściółkę. Mówiła do nich wtedy, klepała po  grzbietach. Obcowanie ze zwierzętami 

napełniało ją spokojem. Im wystarczało tylko jedzenie i opieka. Żyły tak prosto. Zjeść, wydać 

na świat potomstwo... 

Może i ludzie tak powinni żyć, zastanawiała się czasem. I za każdym razem przeczyła 

sobie. Na pewno nie chciałaby wieść życia owcy! 

Drzwi  skrzypnęły,  gdy  już  prawie  kończyła  obrządek.  Reijo  nie  miał  lampy, 

zauważyła, że nie włożył kurtki. 

- Chcę z tobą porozmawiać, Elise. I odpowiedz mi szczerze. 

Podniosła  się.  Wiedziała,  o  co  ją  spyta,  a  przecież  wiązała  ją  obietnica.  Jednak  nie 

chciała mu kłamać. 

- Coś złego dzieje się z Mają. 

Pokiwała  głową,  patrząc  na  swoje  dłonie.  Były  czerwone.  Jeden  paznokieć  miała 

złamany. 

- Wiesz, co jej jest? Znów pokiwała głową. 

- Czy to jest to, co przypuszczam? 

Dopiero wtedy spojrzała na niego. Zadziwił ją własny głos, który brzmiał tak pewnie, 

choć czuła się jak mała dziewczynka przyłapana na psocie. 

- Musisz sam z nią porozmawiać, Reijo. Obiecałam jej, że to ona ci powie. Że ja nie 

zrobię tego wcześniej. 

Reijo zamknął oczy i oparł się o drzwi. 

background image

- Jak długo zamierza czekać? Aż do pierwszych bólów? 

- Myślę, że ona nie wie, jak ma ci to powiedzieć. Chce, ale boi się, jak zareagujesz... 

-  Boi  się  mnie?  -  spytał  smutnym  głosem.  Oczy  miał  teraz  niemal  tak  ciemne  jak 

Matti. - Przecież nie powinna się mnie bać. 

- Tu chodzi też o nią. Ona się wstydzi. Nie może się pogodzić z tym, że ci skłamała. 

Pokiwał głową. Zrozumiał. 

- Muszę z nią porozmawiać... 

- Nie bądź dla niej surowy! 

- Czy tak mnie oceniacie? Czy kiedykolwiek byłem dla was surowy? 

- Nie. 

- No właśnie. Teraz też nie będę. - Nabrał powietrza. - A co z tym łobuzem? 

- Porozmawiaj z Mają! - poprosiła Elise. Dokończyła robotę. Ale nie weszła do domu. 

Reijo miał rozmawiać z Mają, a ona musiałaby odpowiadać na pytania Idy i Knuta. Tego by 

nie zniosła. 

Przeszła do stodoły. Wywiesiły tam pranie, bo padało. I nie zabrały jeszcze do domu. 

Jedna ze spódnic Mai była tak sucha, że można ją było włożyć. Wisiał też jej prawie 

suchy kaftan. Wciągnęła go na koszulę. Ważne, że nie pachniała już oborą. 

Maja będzie na nią zła. 

A niech tam! 

Elise myślała o tym od dawna. Wiedziała, co ma powiedzieć i jak. 

To było coś, co musiała zrobić. 

Odwilż  wyślizgała  ścieżki.  Śnieg  stopniał,  białe  spłachetki  leżały  tylko  pomiędzy 

drzewami. 

Biegła,  gdzie  to  było  możliwe.  Starała  się  zachować  ostrożność.  Tylko  tego 

brakowało, żeby sobie teraz połamała ręce czy nogi! 

- Cholerna odwilż! Cholerny Simon! Do diabła z mężczyznami! 

Droga  zabrała  jej  więcej  czasu,  niż  myślała.  Już  jakiś  czas  temu  chodziła  tymi 

ś

cieżkami. Od dawna nie miała do załatwienia żadnych spraw we wsi. 

Domy były małe i szare, lekko pochylone od wiatru. Ale mimo to były to domy, a nie 

lepianki.  Reijo  opowiadał  o  czasach,  gdy  w  tej  osadzie  tylko  jego  ojciec  mieszkał  w  domu. 

Ludzie zgrzytali zębami z zazdrości, że ten piekielny Kwen nie mieszka w lepiance jak inni! 

Dom Anttiego Kesaniemi nadal stał solidny, ale nie był już jedyny. 

Ś

wiatło lampy przenikało przez mały otwór. 

background image

Elise  zebrała  się  na  odwagę  i  weszła  na  schody.  Długo  stała,  zanim  podniosła  rękę, 

ż

eby zapukać. 

Zrobiła  to  tak  słabo,  że  sama  niemal  nic  nie  usłyszała.  Przełknęła  ślinę.  Przeczesała 

ręką włosy, starła niewidoczną plamkę z nosa i znów zapukała. 

Tak mocno, że ją usłyszeli. Poproszono, żeby weszła. 

Ciężkie  drzwi  otwierały  się  powoli.  Mimo  że  była  niewielkiego  wzrostu,  musiała 

pochylić kark, żeby wejść do izby. 

Ojciec, trzy siostry, matka... 

Nigdy  wcześniej  tu  nie  była.  Nie  przychodziła  po  Simona.  Mogliby  pomyśleć,  że 

biega za chłopakami... 

- Cóż za rzadki gość!  -  Artur chciał podnieść się ze swojego krzesła i zaproponować 

jej, żeby usiadła. 

Elise pokręciła głową i miała nadzieję, że się nie zarumieni. 

- Nie mogę długo zostać - powiedziała szybko. Nie poznawała własnego głosu. Bardzo 

chciała  mieć  to  już  za  sobą,  wrócić  do  domu  i  nie  przychodzić  tu  więcej.  -  Chciałam 

porozmawiać z Simonem. Ale chyba go nie ma? 

- O, nie, jest w oborze. Musi coś robić w zamian za utrzymanie - odpowiedział ojciec. 

- Biegałby tylko za dziewczynami. Pójść po niego? 

- Dziękuję, sama pójdę. - Już się odwróciła w progu. - Dobranoc wszystkim! 

Nie  zastukała  do  drzwi  obory.  Wobec  Simona  nie  musiała  chyba  być  uprzejma! 

Chłopak przenosił właśnie siano dla krowy i tuzina owiec. Elise patrzyła na niego z boku. Był 

silny i przystojny. Wąsy, z których był taki dumny, zgolił. Czyżby nie podobały się którejś z 

dziewczyn? Chrząknęła, żeby zwrócił na nią uwagę. 

Oczy  niemal  wyszły  mu  z  orbit.  Uśmiechnął  się  szeroko.  Był  ładniejszy  bez  zarostu. 

Elise wydawało się przez chwilę, że rzuci wszystko i podejdzie do niej. Ale opanował się. 

Powstrzymała go duma. 

- No, no - powiedział tylko. - Kto by przypuszczał... Podeszła bliżej. Stanęła za krową, 

poklepała ją. Była dla niej niczym tarcza. 

-  Musiałam  przyjść  -  rzekła.  -  To  ważne.  Jak  się  masz?  Wzruszył  ramionami.  Nie 

patrząc na nią, w ciszy rozdzielał siano. Zatrzymał się, gdy skończył. Spojrzał na Elise. 

Sięgnął po stołek i uroczyście usiadł. 

Jej tego nie zaproponował. 

Kiedyś  takie  zachowanie  wystarczyłoby  Elise,  żeby  się  śmiertelnie  obraziła.  Teraz 

musiała załatwić ważniejsze sprawy. 

background image

-  Chyba  nie  przyszłaś  tu  po  to,  żeby  się  dowiedzieć,  jak  się  czuję  -  powiedział 

spokojnie. - Twój wujek naprawdę cię zostawił? Nie wróci? 

- Masz teraz kogoś, Simon? 

Uśmiech  był  ten  sam.  Uwodzicielski.  Tak  naprawdę  nie  było  w  tym  chłopaku  nic 

złego. Może tylko nie brał pod uwagę uczuć innych ludzi. 

- Raczej nie - zaśmiał się. - Zafundowałem sobie trochę spokoju. Kobiety na dłuższą 

metę są męczące. 

-  Może  lepiej  przyznaj,  że  wokół  fiordu  trudno  już  znaleźć  taką,  która  by  nie  znała 

twoich sztuczek. 

- Cóż... Zawsze byłaś mocniejsza w gębie, Elise. Chcesz, żebym wrócił? 

- Za żadne skarby! 

- Niezła odpowiedź. To dlaczego przyszłaś? 

- Czy nic cię nie... wiąże? 

- O co, u diabła, ci chodzi? - Podejrzliwie ściągnął brwi. - Może jestem głupi, ale nie 

rozumiem, do czego zmierzasz. 

Opuściła  bezpieczne  schronienie  za  krową  i  podeszła  do  niego.  Stanęła  obok, 

trzymając się mocno poprzeczki zagrody. 

- Będziesz musiał się ożenić, Simon. 

-  Co?!  Cholera,  dziewczyno,  co  to  za  żarty?  -  Skoczył  na  równe  nogi,  stanął  przed 

Elise,  wpatrując  się  w  jej  twarz.  Był  coraz  bardziej  zły,  zwłaszcza  gdy  zrozumiał,  że  ona 

mówi serio. Była całkiem poważna. I może trochę przestraszona? - W coś się wplątałaś? 

- Nie ja, Simon. Ty. 

Patrzyła na niego, jakby zmuszając, żeby zrozumiał. Musiał sam się domyślić! Chyba 

nie był aż tak głupi! 

Krążył  po  oborze  jak  rozwścieczony  byk.  Owce  zaczęły  się  niepokoić,  pobekiwać. 

Elise wiedziała jednak, że coś zaczyna mu świtać. 

Zerwał z głowy czapkę. Potarł czoło brudną ręką. Spojrzał na nią, zdesperowany. 

- Nie ma mowy! 

-  Maja  jest  w  ciąży  -  powiedziała  spokojnie.  On  nie  zdoła  wyprowadzić  jej  z 

równowagi. Nie zmusi jej do wycofania się. - To twoje dziecko. 

- U diabła, nie! 

- To już piąty miesiąc. I ty, i ja wiemy, że byłeś jej jedynym. 

- Nie mogę tego wiedzieć. 

background image

-  To  twoje  dziecko  -  powtórzyła  Elise.  -  Twoje,  Simon.  Nie  może  zostać  sama  z 

dzieckiem. Dziecko to także twoja sprawa. 

- Wysłała cię? Elise pokręciła głową. 

- Maja jest dumna. Nie chce cię. Niczego nie chce od ciebie. Nawet nie chce zdradzić, 

ż

e to ty jesteś ojcem. 

-  No  oczywiście  -  Simon  zrobił  przepraszający  gest.  -  Świetnie!  Więc  po  co  tu 

przyszłaś? Ja  też  nie zamierzam  się  tym  chwalić.  Nikt  się  nie  dowie  prawdy.  Wszyscy  będą 

szczęśliwi. 

- I tu się mylisz! - Ton głosu Elise był niczym świeżo naostrzony sierp. - Ja nie będę 

siedzieć  cicho.  Wszystkim  o  tym  opowiem.  Wszystkim,  którzy  będą  chcieli  słuchać.  Reijo. 

Nie spodoba mu się to. - Nabrała powietrza. - A twój ojciec? Myślisz, że się ucieszy? Czy nie 

lepiej będzie, jeśli ożenisz się z Mają, udając, że to twój pomysł? Czy wolisz, żeby wieś się z 

ciebie śmiała jeszcze przez długie lata, wspominając, jak to Simon Bakken musiał się ożenić, 

ż

eby zadośćuczynić dziewczynie, której zrobił dziecko? 

Spojrzał na Elise. 

- Naprawdę masz taki zamiar? Energicznie pokiwała głową. 

- Możesz być pewien! 

- Pięć miesięcy, co? Potwierdziła. 

- Zostaniesz ojcem na wiosnę, Simon. To chyba będzie ładne dziecko. 

Przez jego twarz przemknął uśmiech, ale zaraz znikł. 

- Dlaczego dopiero teraz przyszłaś? Musiałaś o tym wiedzieć już jakiś czas. 

- Rozmawiałam dziś z Reijo. Zbladł. 

- Wie o mnie? Elise z trudem ukryła uśmiech. 

-  Maja  nie  powiedziała  tego  wprost.  Wtedy  jednak  prawie  się  wygadała.  Wszyscy 

zaczęli się domyślać, co się stało. Chyba Reijo się doliczy, mimo że stanowczo zaprzeczała. 

-  No  tak...  -  Simon  oparł  ręce  na  tej  samej  poprzeczce  co  ona.  -  Mam  szczęście,  co? 

Ale  ona  jest  lepsza,  niż  się  sądzi  po  pierwszym  spojrzeniu.  Ma  olej  w  głowie.  I  nie  jest 

całkiem brzydka. 

- To twoje dziecko. Tylko to się liczy - rzuciła Elise sucho. 

- Chyba nie oczekujesz, że się od razu zdecyduję? 

- Nie, oczywiście. Pomyśl nad tym, jak długo zechcesz. - Elise ruszyła w stronę drzwi. 

Na odchodnym powtórzyła słowa Reijo: - Tylko nie czekaj do pierwszych bólów! 

background image

12 

Reijo  nie  było,  gdy  Elise  wróciła.  W  domu  panowała  cisza.  Ida  i  Knut  siedzieli 

bezczynnie na ławie. Maja w fotelu. 

- Straciłaś przedstawienie - rzuciła Maja, blada. 

- Okropnie było? 

Spojrzenie Mai starczyło za odpowiedź. 

- Gdzie on jest? 

Knut skinął głową w stronę okna. 

- Wypłynął. Nic nie powiedział. 

Maja gryzła palce. Widać było, że płakała. Elise usiadła na poręczy fotela i objęła ją 

ramieniem. 

- Ale przynajmniej masz to za sobą. 

-  Najgorszy  był  zawód,  jakiego  doznał  -  rzekła  Maja.  -  Nie  zrobił  nic  z  tego,  co  by 

zrobili zwyczajni  ojcowie.  To  nie  było  przesłuchanie.  Spytał  tylko,  czy  jego  przypuszczenia 

są  słuszne.  Nie  mogłam  zaprzeczyć.  Spytał  jeszcze,  czy  sama  tego  chciałam,  czy  to  może 

był...  gwałt.  -  Wykrzywiła  się  do  swojego  odbicia  w  szybie.  -  Nie  można  tego  nazwać 

gwałtem.  Powiedziałam  mu,  że  ojciec  dziecka  nic  nie  wie  i  że  się  nie  dowie.  Odparł,  że 

będzie mnie wspierał. Ale że nie spodziewał się  tego po mnie. Myślałam, że umrę pod jego 

spojrzeniem.  Poza  nim  nikt  na  całym  świecie  nie  potrafi  wzbudzić  we  mnie  wyrzutów 

sumienia samym tylko spojrzeniem. Tylko on. 

- Będzie dobrze! - pocieszyła Elise. 

-  Żeby  mu  się  tylko  nic  nie  stało!  -  Maja  była  niespokojna.  Wstała,  zarzuciła  szal  i 

ruszyła w stronę drzwi. - Zobaczę, gdzie jest. Dam sobie radę. Nikt nie musi mnie prowadzić, 

jestem zdrowa i silna. Nie jestem chora, mam tylko dziecko w brzuchu. 

- Że też nic nie powiedziałaś! - Ida rzuciła się na Elise jak jastrząb. - Wiedziałaś cały 

czas i nic nie pisnęłaś! 

- Nie pozwoliła mi. Knut walnął pięścią w stół. 

- Jestem tak wściekły, że mnie roznosi. Może się to jej nie spodoba, ale własnoręcznie 

zadbam  o  to,  żeby  tatuś  dziecka  nosił  siniaki  aż  do  świąt!  Stłukę  go  tak,  że  nie  będzie 

wiedział, jak się nazywa! 

- Dasz radę? - spytała Ida niewinnie. Elise zażegnała awanturę. 

background image

-  Nie  spiesz  się!  Może  ten  Simon  nie  jest  taki  zły...  Uśmiechnęła  się  lekko.  Coś 

pozwalało jej wierzyć, że w głębi duszy Simon był dobry. Czy to prawda, czas pokaże. 

-  Byłaś  tam!  -  Ida  szybko  wyciągała  wnioski.  -  Powiedziałaś  mu,  prawda?  Jak 

zareagował?  Założę  się,  że  odmówił.  Nie  nadąży  ze  zliczeniem  tych  swoich  dzieci.  Pewnie 

ma ich gromadkę, nie? 

- Mam nadzieję, że naprawi sytuację. Zaproponowałam mu to. 

- Simon? - Knut przewrócił oczami. - Nie uwierzę, zanim nie zobaczę. No i nie wiem, 

czy  to  pomoże  z  takim  uparciuchem  jak  Maja,  nawet  jeśli  przyjdzie  tu  i  będzie  błagał  na 

kolanach. 

- Ona jest rozsądna - stwierdziła Elise. Wierzyła, że przekona Maję. - Zobaczymy, czy 

Simon też. 

Mijały tygodnie. Sprawy wróciły do swego normalnego rytmu. Zwyczajne dni toczyły 

się jeden po drugim. 

Maja zachowywała się jak przedtem. Rosło w niej nowe życie, ale nie zmieniało to jej 

przyzwyczajeń. 

Zbliżał  się  jarmark.  Była  sobota.  Reijo  zajął  się  wietrzeniem  skór,  które  zdobył  od 

czasu poprzedniego jarmarku. Dawały trochę grosza. 

Chciał,  żeby  Matti  już  wrócił.  Na  powrót  Raiji  przestał  liczyć.  Teraz  Matti  oznaczał 

dla  niego  dorosłą  osobę,  z  którą  mógł  porozmawiać.  Zrozumiał,  że  nie  powiodło  mu  się 

wychowanie dzieci. 

Czegóż innego mógł zresztą oczekiwać - nie zaznały one zbyt wiele matczynej opieki. 

Właściwie  cieszyło  go,  że  Raija  nie  wiedziała,  co  się  z  nimi  dzieje.  Nadal  czuł  ogromny 

zawód  z  powodu  sprawy  Mai.  Nadal  nie  był  w  stanie  nazwać  tego  po  imieniu.  Nazywał  to 

„sprawą”. 

A wiązał z nią tyle nadziei! 

Jeśli miałby wyróżnić któreś z dzieci, to byłaby to Maja. 

No i stało się... to. 

Czyżby  nadmiernie  chronił  ją  przed  życiem?  Przed  tym,  co  mogło  przynieść? 

Wydawało mu się, że nie. 

Zawsze ją kochał, ale widać było w niej coś, czego się nie spodziewał. 

Ojciec  niekoniecznie  zna  w  pełni  swoje  dzieci.  Nawet  dobry  ojciec.  Ale  on  oskarżał 

siebie. To była częściowo jego wina. Nie mógł znieść tej myśli. 

Stał w szopie, przytłoczony  ciężkimi myślami, i nie mógł zrozumieć, dlaczego to się 

wydarzyło. 

background image

Dlaczego Maja? 

Elise  była  spostrzegawcza.  Zauważyła  go,  gdy  tylko  wyszedł  z  zagajnika.  Widziała, 

jak wolno mu się szło, jak starał się opóźnić marsz, jak walczył ze sobą... Rozumiała, że było 

mu trudno. 

Ale wokół serca zrobiło jej się ciepło. Nie dała tego po sobie poznać. 

Z wahaniem i cicho zastukał w drzwi. Elise przyjaznym tonem zawołała „proszę!”. 

Widać było, że nabrał pewności. 

Nigdy  wcześniej  nie  miał  tak  gładko  przyczesanych  włosów.  Był  świeżo  ogolony, 

niemal dawało się dostrzec ślady po brzytwie. Pot perlił mu się na czole. 

- Usiądź, proszę - zaprosiła uprzejmie. Maja nic nie powiedziała, tylko popatrzyła na 

niego wilkiem. Nie pomogło mu to. 

Odchrząknął, nadal stojąc. Wzrokiem błagał Elise o pomoc. Nic nie mogła poradzić na 

to, że mu współczuła. 

- Jest Reijo? - spytał ochryple. - Chciałem z nim... porozmawiać. Ale jeśli nie ma go w 

domu... 

Widać było, że najchętniej by uciekł. Elise rezolutnie popchnęła gościa w stronę ławy. 

- Siadaj, Simon. Pójdę po niego. 

- Mam zostać z tym tutaj? - Palec Mai wskazywał na chłopaka. Usta miała zaciśnięte, 

ale Elise dostrzegła, że ich kąciki drżą. 

Simon  zerknął  znad  czapki,  którą  miętosił  w  dłoniach.  Nie  czuł  się  najlepiej.  Wzrok 

zatrzymał się na talii Mai. Można już było coś zauważyć, ale nadal dobrze to maskowała. 

Z trudem przełknął ślinę. 

-  Przecież  nic  ci  nie  zrobię  -  powiedział,  siląc  się  na  dowcip.  -  To  już  przecież  się 

stało... 

-  Chętnie  bym  cię  zabiła!  -  Maja  odwróciła  się  plecami.  Były  proste  niczym  świeżo 

wyheblowana deska. 

Elise  nie  zdążyła  z  nią  porozmawiać,  jakoś  się  nie  złożyło.  Powiedziała  jej  tylko,  że 

była u Simona i że zawiadomiła go o dziecku. Nie wspomniała jednak o tej drugiej sprawie... 

- Przykro mi. Pewnie tak samo, jak i tobie. 

- Tak, przekonałeś mnie - zaśmiała się Maja gorzko. - To nie ty przez to przejdziesz. 

To nie twój krzyż i biodra to wynoszą. Nie twój brzuch będzie sterczał ludziom w oczy. Nie 

ty urodzisz to dziecko, nie u ciebie będzie rosło. Tak, Simon, chyba rzeczywiście masz rację! 

Wybuch Mai sprawił, że spojrzał jej w twarz. 

Elise poszła po Reijo. Ida sprzątała w spiżarni. Knut był w saunie. 

background image

Simon  i  Maja  mierzyli  się  spojrzeniami.  Żadne  nie  uciekło  wzrokiem.  Oboje  byli 

uparci. Żadne nie chciało okazać słabości wobec drugiego. 

- Dlaczego przyszedłeś? - spytała. - Nie jesteś tu mile widziany. A jeszcze za wcześnie 

oglądać swoje dzieło. 

- To też moje dziecko. 

-  Jesteś  pewien?  -  szydziła.  Rzucił  czapką  o  ziemię.  Zerwał  się  na  nogi  i  złapał 

dziewczynę mocno za nadgarstki. Patrzył jej prosto w oczy. 

- Nie kłam, Maja! To moje dziecko. Oczywiście, że jestem pewny. To cholerny pech 

dla  nas  obojga,  ale  już  się  stało.  I  to  jest  nasze  dziecko.  Nie  tylko  twoje.  Nie  uda  ci  się 

odebrać mi mojego syna! 

Maja uwolniła się z jego uścisku. 

- Równie dobrze może urodzić się córka. 

- Nie będzie przez to mniej moja. 

Stała obok paleniska z rękami na biodrach, obserwując Simona zmrużonymi oczami. 

- Sądziłam, że będziesz się zapierał do upadłego. Dlaczego tego nie  robisz? Po co tu 

przychodzisz i powtarzasz, że to twoje dziecko? 

Simon  wzruszył  ramionami.  Złe  się  czuł  w  garniturze  pożyczonym  od  ojca.  Miał 

sztywny kołnierzyk, ciasny jak diabli. Rozluźnił go w końcu i od razu poczuł się lepiej. 

-  To  dziwne  -  rzucił  niemal  zły.  -  Myślałem,  że  zabiję  Elise,  gdy  przyszła  i 

powiedziała  mi  o...  tobie.  O  dziecku.  I  gdy  uparcie  twierdziła,  że  muszę  się  z  tobą  ożenić, 

miałem ochotę ją uderzyć. Mimo że jest dziewczyną i że tylko łobuzy biją kobiety... 

- Elise tak mówiła? - spytała Maja podejrzanie spokojnie. 

-  A  co,  nie  wiedziałaś?  -  zerknął  na  nią.  -  Tak  myślałem.  Elise  chciała  to 

uporządkować  jak  jakiś  aniołek.  Nic  na  to  nie  poradzi.  Taka  jest...  W  każdym  razie, 

zdecydowałem  się  nie  przejmować  zbyt  mocno.  Postanowiłem  wyprzeć  się  wszystkiego. 

Raczej  wytrzymać  gadanie,  które  mogło  przyjść.  Mężczyźnie  to  uchodzi,  nawet  mu 

pochlebia... 

- No i? 

- Czy nie można zmienić zdania? - spytał. - To moje dziecko. Dużo o tym myślałem, 

możesz  mi  wierzyć.  Byłoby  okropnie  widzieć,  jak  mój  syn  rośnie  i  dowiaduje  się,  że  miał 

ojca łobuza. Zbyt tchórzliwego, aby być... prawdziwym ojcem. 

- Jakie to szlachetne! 

- Naprawdę tak myślę! 

background image

-  A  więc  zamierzasz  się  ze  mną  ożenić?  -  spytała  szyderczo  z  niedowierzaniem  w 

oczach. 

Chłopak pokiwał głową. 

-  I  naprawdę  tego  chcesz?  Nie  proponujesz  z  nadzieją,  że  będę  na  tyle  miła,  że 

odmówię? 

- Chcę się z tobą ożenić, Maja.  Nie prosiłbym o  to, gdyby  nie dziecko. Na tyle będę 

szczery.  Ale  to  nie  znaczy,  że  cię  nie...  lubię.  Myślę,  że  dobrze  się  z  tobą  rozmawia.  Może 

głównie  się  kłócimy,  ale  z  Elise  nigdy  tak  nie  rozmawiałem.  Jesteś  świetną  dziewczyną,  to 

pewne. No i... - uśmiechnął się, trochę zażenowany, rzucając spojrzenie na jej brzuch - ... to 

chyba  nie  jest  dobry  moment  na  mówienie  o  tym,  ale...  te  nasze  chwile  były...  niezłe.  Byłaś 

dobra. 

Maja przewróciła oczami. 

- Kochasz Elise? Zaprzeczył. Mówił prawdę. Minęło mu. Ona była tylko twarzą, która 

go zauroczyła, i ciałem, którego pożądał. 

- Jakąś inną? - Nie. 

- Nie będziesz żałował decyzji? Simon wzruszył ramionami. 

-  Nigdy  nie  wiadomo.  Ty  też  możesz  żałować.  Zobaczymy.  Jeżeli  się  pobierzemy, 

będę się starał, jak najlepiej potrafię. 

- Co z dziewczynami? Speszył się. 

- Walisz prosto z mostu? 

-  Tak.  Chcę  wiedzieć,  jak  bardzo  chcesz  tego  małżeństwa.  Będziesz  uganiał  się  za 

dziewczynami, Simon? 

- Spróbuję nie - powiedział. Wyglądało na to, że naprawdę tak uważa. 

- Wzbudzam w tobie odrazę? Czy masz ochotę odwracać wzrok, gdy patrzysz na moją 

twarz? 

Maja podeszła do niego, zmuszając, by na nią spojrzał. Na jej blizny. 

- Odrazę, nie... - uśmiechnął się lekko. - Chyba nic na to nie wskazuje, prawda? 

Ostrożnie  położył  dłoń  na  lekkim  zaokrągleniu  jej  brzucha.  Zmusiła  się,  by  stać 

spokojnie, i pozwoliła mu na to. 

Simon przełknął ślinę. 

W tym momencie wszystko stało się prawdziwe. To nie były już tylko słowa. 

- Czujesz ruchy? Pokręciła głową. 

- Może już powinnam. Może nie wiedziałam, że to jest to. Nie wiem. I nie mam kogo 

spytać. 

background image

-  Ja...  właściwie  zapominam,  jak  wyglądasz  -  wykrztusił.  -  To  nie  jest  ważne.  Te 

blizny. Ale jesteś całkiem ładna... pod nimi. 

Odeszła od Simona, zostawiając go na środku pokoju. 

Miała przewagę. 

Nie czuła do niego nienawiści. 

I na pewno nie kochała. Ale na tak wiele nigdy nie liczyła. 

Przeżycie  odwzajemnionej  miłości  nie  było  jej  pisane.  To  miało  pozostać  udziałem 

innych. 

Simon  był  równie  dobry,  jak  każdy.  Nie  mogła  liczyć  na  gromadę  zalotników.  Jeśli 

spojrzeć trzeźwo, Simon jest jedynym kandydatem na męża, na jakiego mogła liczyć. 

Nie miała wyboru. 

Nie chciała być dla Reijo ciężarem do końca życia. Już i tak dużo dla niej zrobił. 

Nie mogła prosić o jeszcze. Wystarczyło, że go zawiodła. 

- Porozmawiaj z Reijo - powiedziała w stronę ściany. - Niech on zdecyduje. 

- Ale ty się zgadzasz? 

-  Raczej  tak  -  rzuciła  lekko.  Nie  powinien  sądzić,  że  upadnie  mu  do  stóp  w  dowód 

wdzięczności. Taka nie była. 

- Kto czeka w domu? - Reijo nie wierzył własnym uszom. 

Elise powtórzyła. 

-  Musisz  przyznać,  że  to...  odważnie  z  jego  strony  -  próbowała  urobić  chłopakowi 

grunt. 

- Może raczej: bezczelnie! - Reijo uśmiechnął się, zmęczony. - Maczałaś w tym palce? 

- Chcę tylko, żeby się Mai ułożyło. 

- Czy to jest rozwiązanie? 

- Z pewnością - utrzymywała uparcie Elise. 

- Czy ona tego chce? Jaki jest ten chłopak? Znasz go lepiej niż ja. Ja jestem teraz na 

niego zły. Czy uważasz, że zasługuje na twoją siostrę? 

-  To...  Simon  -  głos  Elise  złagodniał.  -  Trudno  powiedzieć  o  nim  coś  innego.  We 

wszystkim,  co  o  nim  słyszałeś,  jest  część  prawdy.  Ale  on  nie  jest  zły.  Jest  miły,  tylko  nie 

zawsze myśli. Trochę nieodpowiedzialny. Ale za to ładny! 

- Lubisz go pomimo wszystko? - zdziwił się Reijo. 

-  To  ma  związek  z  jego  urokiem  -  zgodziła  się  Elise.  -  Może  nie  wykorzystuje  go 

ś

wiadomie, ale on działa. W nim coś jest. 

- Dlaczego przyszedł? 

background image

-  Lepiej  spytaj,  jak  wygląda!  -  Elise  odrzuciła  głowę  do  tyłu,  śmiejąc  się.  -  Taki 

wystrojony,  jakby  ksiądz  czekał  za  rogiem.  Jeżeli  do  mnie  by  przyszedł  taki  zalotnik,  nie 

wytrzymałabym ze śmiechu i odbyłby się pogrzeb zamiast wesela. 

Reijo uśmiechnął się, lecz popatrzył na Elise uważnie. 

-  Nie  ma  chyba  takiego  niebezpieczeństwa,  żeby  twój  kawaler  kiedykolwiek  się 

wystroił, co? Jest trochę podobny do Simona, ale jeszcze bardziej bezczelny... - Nie czekając 

na odpowiedź, ruszył w stronę drzwi. - Ciekawe, o czym ci dwoje rozmawiali przez ten czas - 

rzucił. - Sądzę właściwie, że tam już może nie być żadnego zalotnika, który chciałby coś mi 

powiedzieć.  Maja  zwykle  szybko  wyrzuca  za  drzwi  ludzi,  z  którymi  nie  chce  mieć  do 

czynienia. Jeżeli nadal tam jest, może źle go oceniałem... 

Wyjątkowo długo marudził na progu. Postarał się, żeby drzwi porządnie zaskrzypiały 

przy otwieraniu, i zajrzał do środka, zanim wszedł do własnego domu. 

- Jeszcze tu jest - rzucił do Elise. Zamknął drzwi, nie spuszczając wzroku z Simona. 

Chłopak  stał  przy  palenisku.  Kołnierzyk  miał  rozpięty,  grzywka  opadła  już  mu  na 

czoło.  Spocił  się  jeszcze  bardziej  na  widok  Reijo  i  sprawiał  wrażenie  raczej  bezradnego 

chłopca niż uwodziciela. 

-  Chciałeś  ze  mną  rozmawiać,  Simonie  Bakken.  -  Reijo  zasiadł  dostojnie  w  fotelu. 

Spojrzał spod oka na Maję. Z błąkającego się po jej twarzy uśmieszku odgadł, że nie ma nic 

przeciwko temu, żeby potrzymał chwilę Simona na rozżarzonych węglach. On też miał na to 

ochotę.  Chłopak  dość  już  narobił  im  kłopotów.  Sama  odwaga  nie  może  być  jedynym 

powodem do przebaczenia. - Ja też już od dawna chciałem z tobą porozmawiać. Nie podoba 

mi się twój postępek. 

- Mnie też nie - mruknął Simon. 

-  Maja  jest  bardzo  młoda.  Sądziłem,  że  nacieszy  się  młodością.  Żadnemu  ojcu  nie 

spodobałoby się, gdyby córka przyniosła do domu dziecko nieodpowiedzialnego mężczyzny. 

Simon odchrząknął. Poczerwieniał na twarzy. 

- Chciałbym to naprawić. Chcę ożenić się z Mają. Jeśli na to pozwolisz... 

-  Miałbym  oddać  ją  temu,  który  już  ją  skrzywdził?  Simon  podniósł  wzrok  znad 

podłogi. 

- Szczerze mówiąc - zaczął z wahaniem, zirytowany - biorę na siebie większość winy. 

Ona  jednak  nie  była  całkiem  niechętna.  Przykro  mi,  ale  muszę  to  powiedzieć.  Krzywdą  też 

bym tego nie nazwał. Oczywiście lepiej, żeby tak się nie stało, ale teraz chcę się z nią ożenić. 

Będę starał się być dobrym mężem i ojcem. To też moje dziecko. Chcę ślubu jak najszybciej. 

Tata mówi, że to się da załatwić, nawet bez wystarczającej liczby zapowiedzi. Pomoże mi w 

background image

tym.  I  pomoże  zbudować  własny  dom,  nie  żadną  ziemiankę.  Chcę  wszystko  naprawić. 

Naprawdę. 

Ani razu nie wspomniał o miłości, pomyślał Reijo z bólem w sercu. 

Dziecko  Raiji  i  Mikkala  zasługiwało  na  miłość  bardziej  niż  jakiekolwiek  inne.  To 

uczucie  nie  było  jednak  Mai  pisane.  Simon  może  i  jest  dobry,  może  lepszy,  niż  się  wydaje, 

ale... 

Postara się być dobrym mężem... 

W każdym razie mówi szczerze. 

- To zależy od ciebie, Maju - usłyszał własny głos. Spojrzał na nią. Mógłby przysiąc, 

ż

e zacisnęła zęby i zebrała całą silną wolę, żeby odpowiedzieć: 

- Chcę Simona. Weźmiemy ślub, jak szybko się da. 

background image

13 

Artur  Bakken  dotrzymał  słowa.  Przygotował  wszystko  tak,  że  jedyny  syn  mógł  się 

ożenić szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał. 

Pastor przyjeżdżał na jarmark. Zdarzało się, że znajdowały się wtedy dusze gotowe do 

przyjęcia sakramentów. 

Simon przyszedł z wiadomością dzień wcześniej. Nie zostawił Mai zbyt wiele czasu. 

- Ksiądz może to załatwić jutro. Elise przewróciła oczami. Nie mógł tego zakomuni-

kować bardziej prozaicznie. 

-  Powiedział,  że  coś  podobnego  już  się  kiedyś  zdarzyło  -  rzucił  Simon  speszony.  - 

Przypomniał sobie, gdy usłyszał, jak się nazywasz, Maju... 

-  Osiemnaście  lat  temu.  -  Reijo  zapatrzył  się  w  ogień.  Oczami  wyobraźni  ujrzał 

Kallego w ubraniu ojca, Raiję w czarnej sukni, bladą i z gorejącymi oczami. Tak, pamięta ten 

ś

lub. Tańczył z panną młodą, aż paliły go podeszwy. A pan młody spił się w trupa. 

Los płata czasem brzydkie figle. 

Powodem tamtego ślubu była Maja. A teraz ona miała wziąć ślub w podobnej sytuacji. 

Lecz tym razem żaden oddany przyjaciel nie będzie tańczył z panną młodą. 

-  Raija  miała  tylko  szesnaście  lat  -  wspominał  Reijo.  -  Kalle  osiemnaście.  To  był 

najważniejszy dzień w ich życiu. 

-  Możemy  mieszkać  u  moich  rodziców,  dopóki  nie  będziemy  mieli  domu  -  oznajmił 

Simon. Nie spieszyło mu się do samodzielności. - Dostaniemy własny pokój. 

Maja skrzywiła się, ale nic nie powiedziała. 

Elise zbierało się na płacz. Sądziła, że ślub będzie dla Mai najlepszym rozwiązaniem. 

Gdy usłyszała, że to już jutro, nie była tego taka pewna. 

No i Maja mieszkająca razem z teściami! Sama wśród obcych! 

Reijo  chyba  też  o  tym  myślał.  Chodził  niespokojnie  po  izbie.  Elise  czuła,  że  teraz 

najchętniej powstrzymałby to, co się miało stać, ale wiedziała, że zachowa rozsądek. 

Simon poszedł. Wymienił tylko z Mają szybkie spojrzenie. Oboje byli speszeni. 

Reijo znikł niedługo potem. 

Elise  poczuła  ciężar  odpowiedzialności,  który  spoczął  na  jej  barkach.  Na 

przygotowania pozostał jeden dzień, wieczór i noc, jeśli będzie potrzeba. 

background image

-  Do  cholery  -  zaczęła  energicznie  i  spojrzała  na  rodzeństwo.  -  Wydajemy  Maję  za 

mąż. Zrobimy to po cichu? Pozwolimy, żeby ludzie gadali, że to było najbiedniejsze wesele w 

całym Lyngen? 

- Może i tak je powinni zapamiętać - rzuciła Maja pozornie obojętnie. - Na pewno nie 

będzie najradośniejsze... 

-  Wszystkie  dziewczęta  będą  ci  zazdrościć  -  stwierdziła  Ida.  -  Nie  wiesz,  że  to 

najprzystojniejszy chłopak po tej stronie gór? 

-  Zależy  dla  kogo  -  odparła  Maja.  -  Ja  jestem  zmęczona.  Nie  mam  pojęcia,  w  co  się 

ubrać.  -  Zaśmiała  się  gorzko.  -  A  zresztą  czy  to  ma  jakieś  znaczenie...  I  tak  będą  się  tylko 

gapić na mój brzuch... 

- Już moja w tym głowa, żeby zapamiętali więcej niż tylko twój brzuch! - rzuciła Elise 

zdecydowanie. - Jeżeli Simon liczył na cichy ślub, dozna prawdziwego szoku! Zadbam o to. 

Może nie zanosi się na najszczęśliwszy dzień twego życia, Maju, ale nie będziesz płakać, gdy 

go  wspomnisz.  Idź,  przejrzyj  skrzynie  w  szopie.  Są  tam  ubrania  rodziców  Reijo,  może  i  po 

niej. Na pewno znajdziesz coś dla nas wszystkich. Będziemy lepiej wyglądać niż ci Bakken. 

Knut,  naniesiesz  drewna  i  napalisz  w  saunie.  Wodę  też  przynieś,  możesz  zrobić  babską 

robotę,  bo  nie  mam  czasu.  Ja  i  Ida  idziemy  do  spiżarni.  Trudno,  jeśli  nawet  będziemy  mieli 

potem jeść samą kaszę, zrobimy wesele! Nie będziemy tym razem oszczędzać. Rozstawili już 

budy, Knut, weź kilka skór i zamień je na wódkę. Piwo już mamy. Niczego nie zabraknie na 

ś

lubie Mai. 

- Poza miłością - rzuciła Maja. Spojrzały na siebie. 

- Poza nią - zgodziła się Elise. - Chciałabym, żeby było inaczej. 

Maja uśmiechnęła się melancholijnie. 

- To niemożliwe, i to wcale nie z winy Simona. On jest dobry.  Lepszy  niż sądziłam. 

Nie mogłam przecież... 

Zamilkła.  Elise  domyśliła  się,  że  Maja  ukrywa  jakąś  tajemnicę,  z  której  niełatwo  się 

zwierzyć. 

Musi z nią później porozmawiać. Teraz nie ma na to czasu. Może wieczorem. 

- To jak? Zgadzacie się? Zaczynamy? Nawet Maja pokiwała głową. Ruszyli do roboty. 

Elise  i  Maja  stały  zanurzone  po  łokcie  w  cieście  chlebowym,  gdy  ktoś  zapukał  do 

drzwi. 

Matti! przeleciało jak błyskawica przez myśl Elise. 

Oby to był Matti! Potrzebujemy go tu z jego radością życia i poczuciem humoru. 

To nie był Matti. 

background image

Maja  pierwsza  rozpoznała  postać  w  ubraniu  ze  skór.  Z  piskiem  wyciągnęła  ręce  z 

ciasta  i  rzuciła  się  na  szyję  bratu,  do  którego  była  tak  podobna,  a  którego  tak  rzadko 

widywała. 

- Ailo! O Boże! To ty! Ale urosłeś! Zaśmiał się i przytulił ją. 

- Tęskniłem za wami - powiedział. - Jesteście teraz moją jedyną rodziną. 

Maja puściła go. Popatrzyła na swoje ręce. 

- Masz ciasto na ubraniu. - Nagle dotarł do niej sens jego ostatnich słów.  - Ravna? - 

spytała, ścierając mąkę. 

- Babcia umarła jesienią. Chciała cię zobaczyć, ale była za słaba. Po prostu zasnęła. 

Maja pochyliła głowę. Kochała babkę Ravnę. 

- Jesteś tu sam? 

-  Jest  Anders,  jego  żona  i  jego  krewni.  Nie  znasz  ich.  Żyjemy  teraz  bardziej  w  głębi 

lądu. Już nie przebywamy tyle na wybrzeżu. Za dużo ludzi. Wszyscy nie mogą tam mieszkać. 

Maja otarła łzy. 

- Dobrze cię widzieć, Ailo. Może to brzmi sentymentalnie, ale to prawda. 

Ailo uśmiechnął się. Zaraz jednak oberwał drzwiami, które ktoś gwałtownie otworzył. 

Ida  dosłownie  potraktowała  polecenie,  że  powinna  się  spieszyć.  Niosła  garnuszki  z 

marmoladą.  Gdy  zrozumiała,  kogo  ma  przed  sobą,  niemal  je  wypuściła.  Ailo  w  ostatniej 

chwili złapał największy. 

- Ze wszystkich ludzi... - Ida potrząsnęła rudą główką. - Na dodatek teraz! - Odstawiła 

garnuszki na stół. 

- Mogę cię uściskać? Jestem tylko prawie siostrą, ale... 

- Nie czekając na odpowiedź, wspięła się na palce i uściskała przybysza z całej siły. 

Ailo wyglądał na oszołomionego. 

-  Nie  powiesz  mi  chyba,  że  jesteś  tym  pyskatym  bachorem,  który  zamęczał 

wszystkich, gdy tu byłem ostatnio? - Patrzył na nią z szerokim uśmiechem. - Ida? 

Potwierdziła. 

-  Nadal  jestem  pyskata.  I  może  jeszcze  trochę  dokuczam.  Ale  jak  to  wspaniale,  że 

przyjechałeś, i to akurat na ślub Mai! 

-  Ślub?  -  Ailo  patrzył  ze  zdumieniem  to  na  Idę,  to  na  Maję.  Rozpinając  i  zdejmując 

skórzane okrycie, nie odrywał już wzroku od swej przyrodniej siostry. - Wychodzisz za mąż? 

Kiedy? 

- Jutro - obwieściła Ida. - Dowiedzieliśmy się dziś rano. 

- Żartujecie? 

background image

Maja poklepała się po brzuchu, wygięła się tak, żeby mógł się domyślić, co kryje się 

pod spódnicą. 

- To niestety nie żart, braciszku. Gapił się na nią bez słowa. 

-  Kto  sieje  wiatr,  zbiera  burzę  -  mówiła  dalej  bez  wyrazu.  -  Na  wiosnę  zostaniesz 

wujkiem, co ty na to? 

Ailo potrząsnął ciemną grzywką. 

- Kto to jest? Znam go? Ida objęła Maję. 

-  Jest  wysoki,  jasnowłosy  i  ładny.  Ma  dwie  ręce  do  pracy,  niedługo  skończy 

dwadzieścia  lat.  To  Simon.  Wszystkie  dziewczyny  wokół  fiordu  umierają  z  zazdrości. 

Oddałyby wszystko, byle by go dostać. A on jutro żeni się z naszą Mają. 

-  Tak  słodko  to  nie  wygląda.  -  Maja  oparła  się  o  stół.  -  Byliśmy  głupi.  Teraz  za  to 

płacimy. Nie kochamy się, ale możemy na siebie patrzeć. Gdyby nie to, co mam w brzuchu, 

nie byłoby żadnego ślubu. 

Ailo speszył się. Nie wiedział, co powiedzieć. 

- W każdym razie urządzamy wesele - Elise wybrnęła z sytuacji. - Cieszymy się, że tu 

jesteś, Ailo. Też należysz do rodziny. 

Wrócił Knut z trunkiem, który poleciła mu kupić Elise. Po wylewnym powitaniu Ailo 

chłopak opowiedział, jakie miał kłopoty. 

- Nie chcieli mi sprzedać! Coś takiego! Mówili, że jestem za młody. J u ż zaczynałem 

mieć tego dosyć. Gdyby nie Simon... 

Dziewczęta spojrzały na niego. Chłopak zacisnął usta. 

- Miałeś tego nie mówić, prawda? - Maja przejechała dłonią przez jego jasną grzywkę. 

Knut  wywinął  się  energicznie.  Przecież  był  mężczyzną!  Za  dużym  na  takie  pieszczoty.  -  A 

więc  Simon  pije  za  swoje  kawalerskie  dni?  No  tak,  ma  do  tego  prawo.  -  Wzruszyła  ra-

mionami. - Nie on pierwszy, nie ostatni. 

- Ale, braciszku, nie pójdziesz tam, zanim nie zrobisz, co do ciebie należy! - Elise była 

przezorna. 

-  Mamy  ze  sobą  mięso  reniferów.  -  Ailo  obejrzał  już  zapasy,  które  zgromadziły 

dziewczęta.  -  Smakuje  równie  dobrze  jak  baranina.  A  ja  mogę  chyba  dołożyć  się  do  wesela 

mojej siostry. Mam ją tylko jedną. 

- To weź Knuta i pójdźcie po nie. I uważaj na niego, bo widzę, że ma straszną ochotę 

przyłączyć  się  do  przyszłego  pana  młodego.  Aha,  Ailo,  jest  rozpalone  w  saunie.  Pewnie 

miałbyś ochotę na kąpiel po podróży? 

Uśmiech, jaki przesłał Elise, wskazywał, że miał wielką ochotę. 

background image

- Podobny jest do... Mikkala. - W obecności innych Maja nigdy nie nazywała Mikkala 

ojcem. 

Elise zgodziła się z nią. 

- Więc chyba musiał być bosko pięknym mężczyzną! 

-  westchnęła  Ida.  -  Właściwie  rozumiem  mamę.  Ale  cieszę  się  też,  że  czasami  miała 

mniejsze wymagania. Inaczej ani Knut, ani ja nie ujrzelibyśmy światła dziennego. 

- Trochę mało w tobie szacunku - zauważyła Elise. 

-  Ale  też  człowiek  cudownie  czuje  się  w  twoim  towarzystwie.  Pewnie  nie 

przysporzysz Reijo tyle kłopotów, co my z Mają. 

- Na pewno nie celowo - rzuciła Ida. - Ciasto na chleb rośnie. Podpłomyk i już mamy. 

Sera  wystarczy.  Masło.  Piwo  i  ten  mocniejszy  napój.  Suszone  mięso.  Wędzony  łosoś. 

Marmolada.  Ailo  przyniesie  mięso  z  renifera.  Jest  kasza  i  mąka...  Przed  wieczorem  nie 

będziemy nic gotować? 

- Nie będziemy - potwierdziła Elise i spytała Maję: 

- Ubrania były czyste? 

-  Tak.  Powiesiłam  je  w  saunie,  żeby  się  rozprostowały.  Nie  będziemy  musiały 

prasować  przez  pół  nocy.  Możemy  je  zabrać,  zanim  pierwszy  mężczyzna  tam  wejdzie. 

Polałam wodą kamienie, żeby było więcej pary. 

-  No  to  pozostało  sprzątanie!  -  westchnęła  Elise.  -  No  i  placki...  Nikt  nie  smaży 

lepszych niż ty, Maju. Zajmiesz się tym, a my wyszorujemy podłogę? 

-  Też  mogę  szorować,  nie  jestem  chora.  A  wygląda  na  to,  że  to  dziecko  wytrzyma 

wszystko. - Złagodniała, napotkawszy spojrzenie Elise. - No ale oczywiście mogę też smażyć 

placki. 

Knut i Ailo po drodze spotkali Reijo. Wyraz jego twarzy wskazywał na to, że jest już 

spokojniejszy. Może nawet zadowolony? 

-  Słyszałem,  że  szykujecie  wesele?  -  rzucił  po  przekroczeniu  progu.  Elise  i  Ida, 

klęcząc,  szorowały  piaskiem  podłogę.  Nikt  nie  będzie  miał  podstaw  do  uwag  o  brudnych 

Kwenach! 

- Nie zgadzasz się? - zdziwiła się starsza z dziewcząt. 

- Ależ nie. Uważam tylko, że przydałybyście się bardziej w innym miejscu. 

Zapatrzyły się na niego. A on jakby rozkoszował się tą chwilą. 

Mówił  prosto  do  Mai,  nie  odrywał  od  niej  oczu.  Jego  ukochane  dziecko.  W  takim 

samym stopniu jego, jak Raiji i Mikkala. 

background image

- Dobrze pamiętam, jak  twoja mama wychodziła za mąż. Nie mogła znieść myśli, że 

mogłaby mieszkać razem z teściami, mimo że byli całkiem sympatyczni. Pragnęła własnego 

domu,  domu,  w  którym  ona  byłaby  gospodynią,  nikt  inny.  Do  którego  ona  miałaby  klucze. 

Kalle i ja zbudowaliśmy dla niej dom... - Nabrał oddechu. - Ci, którzy tam ostatnio mieszkali, 

wyprowadzili się wiosną. Od tamtej pory stał pusty. Rozmawiałem z bratem Samuela. Oni na 

pewno  nie  wrócą.  Pojechali  do  Malselv,  szukali  terenów  lepiej  nadających  się  pod  zasiew 

zboża niż tu. Kupiłem ci ten dom, Maju. Dom Raiji. Jest twój, jeśli chcesz. Wasz. 

- Reijo, Reijo! - Maja śmiała się i płakała jednocześnie. Przytuliła się do opiekuna tak 

jak  dawniej.  Od  dłuższego  czasu  uważała  się  za  dorosłą  i  unikała  tego  rodzaju  pieszczot. 

Teraz  mogła  tylko  ściskać  go  z  całych  sił,  żeby  pokazać,  że  docenia  to,  co  dla  niej  zrobił.  - 

Nie mogę ci na to pozwolić, Reijo! 

-  Możesz,  możesz,  mała.  Nie  chcę,  żebyś  poszła  do  obcych.  Z  tym  domem  mam 

związane  dobre  wspomnienia.  W  nim  Raija  śmiała  się  i  płakała.  Tam  przyszłaś  na  świat... 

Mieszkałem tam z nią. Chciałbym, żebyś przeżyła w jego ścianach tyle dobrych chwil, ile ja. 

Maja  szlochała  na  ramieniu  opiekuna.  Nie  mogła  wykrztusić  słowa.  Przepełniała  ją 

wdzięczność  wobec  tego  człowieka,  który  nie  był  jej  ojcem,  a  któremu  tyle  zawdzięczała. 

Nikt inny nie zrobił dla niej więcej niż on. 

Nawet po tym, jak go zawiodła, okazał, że bardzo ją kocha. 

Elise wstała. 

- To na co czekamy? Idziemy sprzątać, tam zrobimy wesele! Ale będzie niespodzianka 

dla Simona! Niech nikt się nie waży powiedzieć mu o tym przed ślubem! 

- Dzięki ci, Reijo. - Maja pozwoliła, żeby otarł jej łzy z oczu. Nadal pociągała nosem. 

- Nikt nie zdołałby ofiarować mi większego daru. Strasznie się bałam wejść do domu Simona. 

Tam jest pełno kobiet. Nie lubię być oceniana. A teraz nic mi już nie grozi, bo mam własny 

dom! 

-  Cieszę  się,  że  to  dla  ciebie  ważne.  Kiedy  już  tak  się  ułożyło,  nie  mogłabyś  mieć 

lepszego  domu.  Obora  i  szopy  są  nieco  zaniedbane,  ale  Simon  na  pewno  da  sobie  radę  z 

naprawą. Dostaniesz kilka owiec, Artur na pewno też coś dołoży. W końcu to ja zadbałem o 

dom. - Reijo mrugnął porozumiewawczo. - Całkiem dobry początek, co? 

Pogrzebał w kieszeni i wyciągnął klucz noszący ślady długiego używania. Uroczyście 

zamknął go w dłoni Mai. 

- Jest twój, kochana. Mam nadzieję, że będzie ci tam dobrze. 

Maja przełknęła ślinę. Czuła ściskanie w gardle. Łzy płynęły strumieniem. 

Spojrzała na klucz. Był ciężki. Dziwnie pomyśleć, że wisiał kiedyś u pasa Raiji... 

background image

Przyłożyła  go  do  policzka,  poczuła  zimno  metalu  -  i  to,  że  to  rzeczywistość,  a  nie 

marzenie.  Ten  klucz  pasował  do  domu,  który  był  jej.  Do  tego  domu,  w  którym  po  raz 

pierwszy otworzyła oczy. 

Dom mamy... Raiji, Reijo... jej dom. Jej i Simona. 

Simon jeszcze o tym nie wiedział. Jeszcze nie. 

Elise wyciągnęła dłoń. 

- Daj mi go na chwilę, siostrzyczko. Musimy tam posprzątać. Ty masz smażyć placki, 

a  nie  ganiać  i  harować.  Ida  i  ja  weźmiemy  ze  sobą  tych  dwóch  silnych  mężczyzn.  Naniosą 

nam wody i pomogą odszorować najgorszy brud. 

Knut miał nadzieję się gdzieś przyczaić, ale nie odważył się odmówić Elise. Poza tym 

nie wyglądało na to, żeby Ailo zamierzał protestować. Nie mógł wypaść gorzej. Ale i tak nie 

cierpiał tej babskiej roboty! 

Doprowadzenie domku przy rzece do jako takiego porządku zabrało czwórce młodych 

cały  dzień.  Widać  było  wyraźnie,  że  poprzedni  mieszkańcy  nie  przywiązywali  zbytnio  wagi 

do  porządku,  no  i  że  dom  długo  stał  pusty.  Dom  potrzebował  mieszkańców,  tak  samo  jak 

ludzie potrzebowali domów. 

Knut i Ailo dużo czasu zużyli na wynoszenie krzeseł, łóżek i stołów, które nadawały 

się tylko do spalenia. Porąbali je na kawałki i złożyli w prawie pustej drewutni. 

Gdy  w  końcu  mogli  odpocząć,  brakowało  już  niewielu  sprzętów.  Oczywiście  zasłon, 

dywaników  na  podłogi,  nowych  przykryć  na  łóżka.  Garnków  i  innych  rzeczy,  które  tworzą 

dom.  Coś  jeszcze  mogli  zdobyć  do  jutra.  O  resztę  to  już  Maja  i  Simon  powinni  się 

zatroszczyć. 

- Pamiętam ten dom. - Elise siedziała na kuchennym stole, po dziecinnemu dyndając 

nogami.  Zmrużonymi  oczami  popatrzyła  na  świeżo  wyszorowane  belki  sufitu.  -  Dobrze  tu 

było mieszkać. Zawsze się dobrze mieszkało z Raiją. 

- Ona nie wróciła? - Ailo też za nią tęsknił. Pamiętał ją, podobnie jak własną matkę. 

Nawet ją tak nazywał. 

- Pewnie nie żyje - powiedziała Elise. - Ale nie mówimy tego głośno. Wydaje się nam, 

ż

e w ten sposób utrzymujemy ją przy życia Wszyscy o niej myślimy. Jest z nami, mimo że nie 

mamy odwagi rozmawiać o niej otwarcie. 

Ailo pokiwał głową. Było mu smutno. Ale uważał, że Raiję ucieszyłaby myśl, że Maja 

będzie mieszkała w jej domu. 

-  Wracamy?  Musimy  i  tak  jeszcze  tu  przyjść  z  dywanikami  i  innymi  drobiazgami.  - 

Ida  bała  się  ciemności,  ale  za  nic  w  świecie  by  się  do  tego  nie  przyznała.  Trudno  jest  być 

background image

najmłodszą,  niespełna  czternastolatką,  gdy  pozostali  już  są  dorośli.  Elise  była  całkiem 

dorosła. Knut stawał się mężczyzną, Ailo już dawno nim był, mimo że nie liczył sobie dużo 

więcej  lat  od  Knuta.  Wykonywał  jednak  pracę  mężczyzny  i  odznaczał  się  poczuciem 

odpowiedzialności. 

Już dawno Ida nie czuła się tak dziecinna i tak niepotrzebna. Jak smarkula? 

- Chłopcy się tym zajmą. - Elise myślała o wszystkim. - To ciężkie rzeczy. Wrzucą je 

na sanki. 

-  I  co,  Ailo  i  ja  mielibyśmy  zawieszać  zasłony?  I  jutro  usłyszeć,  że  brzydko  wiszą? 

Nie, dziękuję! 

- Nie znam nikogo innego, kto umiałby znaleźć lepsze preteksty do wykręcania się od 

roboty niż ty, Knut! - Elise była naprawdę zła. 

- Mogę wziąć renifera do sanek - zaproponował Ailo. - Jeśli tylko jakaś dama zgodzi 

się pokazać mi, jak się wiesza zasłony, mogę pomóc. 

Ida  natychmiast  ofiarowała  swą  pomoc  i  nie  zwróciła  większej  uwagi  na 

uszczypnięcie Elise. 

- Elise rozkazuje, a my musimy słuchać bez mrugnięcia okiem - oznajmiła. 

-  Czyżbyś  nie  bała  się  już  ciemności?  -  dopytywała  się  złośliwie  Elise  w  drodze  do 

domu. Mówiła jednak cicho, by nie zdradzić innym słabości młodszej siostry. 

-  Dam  sobie  radę  -  odpowiedziała  Ida  dziarsko.  -  Nigdy  jeszcze  nie  jechałam 

reniferem.  W  każdym  razie  nie  pamiętam.  Pomyśl,  to  może  być  ekscytujące.  -  Nabrała 

oddechu  i  dodała  przemądrzale:  -  Jestem  zbyt  młoda,  żeby  myśleć  o  chłopakach.  Poza  tym 

Ailo  jest  prawie  moim  bratem.  To  tak,  jakbyś  ty  miała  wyjść  za  Knuta.  Ale  nie  wszystkie 

dziewczyny mają tak przystojnego brata jak Ailo. 

Elise zaśmiała się. 

-  Myślę,  że  to  będzie  ślub  godny  wspominania  -  stwierdziła.  -  A  może  tych  dwoje 

zakocha się w sobie, zanim wesele się skończy? 

- Czy nie oczekujesz zbyt wiele? - zastanawiała się Ida. 

Maja nie spała zbyt długo tej nocy. Elise też. Po raz ostatni dzieliły posłanie. 

-  Właściwie  wolałabym,  żeby  nie  przyszedł  -  szepnęła  Maja.  -  Żeby  to  wszystko 

okazało się snem... 

- A może wszystko ułoży się lepiej, niż ci się wydaje? 

-  Ty  go  chociaż  znasz...  Ja  właściwie  nie.  Jest  ładny.  Wiem,  czego  się  mogę 

spodziewać po nim w łóżku, ale poza tym głównie się kłócimy. 

background image

- Chyba go lubię - przyznała Elise. - Nie powinnam lubić go po tym, co ci zrobił, ale 

tak jest. I uważam, że poważnie mówił, gdy obiecywał, że będzie się starał jak najlepiej. 

- A jeśli się zakocha w innej? 

- A jeśli ty w innym? 

- Mało prawdopodobne - odrzekła Maja po chwili milczenia. - Wiesz, co dostałam od 

Reijo? Poza domem i owcami? 

- Nie. 

- Broszę mamy - wyszeptała. - Tę, którą ofiarował jej Mikkal. Która miała być częścią 

ś

lubnego  srebra  dla  jego  żony.  Ale  on  dał  ją  mamie,  gdy  była  w  wieku  Idy.  Już  wtedy  ją 

kochał. Dziwnie pomyśleć. 

- Myślałam, że Raija wzięła ją ze sobą. Pamiętam tę broszę. Była piękna. 

- Reijo powiedział, że chciała, żeby mi ją dał w razie, gdyby nie wróciła. Powiedziała, 

ż

e to mój spadek po ojcu. Sądzisz, że to coś znaczy, Elise? 

-  Że  zamierzała  tam  zostać?  Nie,  nie  sądzę.  Chyba  tylko  się  bała.  Rosja  jest  bardzo 

daleko. 

- Reijo powiedział, że miała ją na sobie podczas ślubu. 

- Przypniesz ją? 

-  Może.  Nie  wiem,  czy  się  odważę.  To  coś  więcej  niż  ozdoba.  Może  to  głupie,  ale 

czuję, że uznam ją wtedy za umarłą. Przecież należy do niej. 

-  Sądzę,  że  ucieszyłoby  ją  to,  gdyby  wiedziała.  I  ją,  i  Mikkala.  To  prezent  od  nich 

obojga dla ciebie, Maju. 

Zostali  sobie  poślubieni  pod  ciemnym  listopadowym  niebem.  Pastor  wypowiedział 

kilka  słów  upomnienia  pod  adresem  młodości  i  lekkomyślności.  O  grzechu  i  karze.  Zerkał 

karcąco na talię panny młodej, ale nie dostrzegł nic, co potwierdzałoby to, o czym wspominał 

Artur. Mimo to był surowy. 

I zostali ogłoszeni małżeństwem: Simon Bakken, syn Artura, i Maria Elvejord, córka 

Karla. 

Maja  uważała  całą  ceremonię  za  równie  fałszywą  jak  imię  „Maria”.  Nigdy  go  nie 

używała.  Imię  Karla  zajęło  miejsce  imienia  Mikkala,  a  do  nazwiska  „Elvejord”  nie  miała 

ż

adnych praw. „Maria Bakken” brzmiało równie obco, ale tak się odtąd nazywała. Pozwoliła 

Simonowi wziąć się za rękę. Marzła w podmuchach wiatru znad morza, a dłonie Simona były 

duże i cieple. Czuła się niepewnie wśród tych gapiących się na nią ludzi. 

Reijo długo mrugał oczami, gdy zobaczył, co wybrała ze skrzyni z ubraniami. 

background image

Zrozumiała,  dlaczego,  gdy  zmienionym  ze  wzruszenia  głosem  oznajmił,  że  to  w  tej 

sukience Raija brała ślub. Gdy Maja przypięła pod szyją broszę matki, odwrócił się. 

Chciała iść z rozpuszczonymi włosami, ale Elise stwierdziła, że to nie wypada. Splotła 

je więc i upięła szpilkami. 

Kobiety  zamężne  nie  chodziły  z  rozpuszczonymi  włosami.  A  ona  tak  nie  cierpiała 

warkoczy! 

Simon  wyglądał  uroczyście.  Miał  na  sobie  garnitur  z  oświadczyn,  świeżo  uprany  i 

wyprasowany. Koszula była tak biała, że aż kłuła w oczy. 

Przyszło wiele dziewcząt. Przyglądały się Mai. Kilka z nich płakało. Nie wątpiła, że to 

cieszyło Simona. 

Po  zakończonej  ceremonii  Maja  przyjmowała  gratulacje  i  uściski.  Czuła  jednak,  że 

twarz  ma  jak  zdrętwiałą.  Simon  puścił  jej  dłoń.  Grał  lepiej  niż  ona.  Wyglądał  na  pewnego 

siebie.  Zastanawiała  się,  jak  mu  się  to  udaje.  Nie  mógł  przecież  być  zadowolony  z  tak 

brzydkiej żony. I to on, który miał takie powodzenie u dziewcząt! 

-  Uśmiechnij  się  choć  trochę  -  szepnęła  jej  Elise,  składając  życzenia.  -  Ślicznie 

wyglądasz. 

Maja spróbowała. Wydawało jej się, że każdy dostrzeże, że to udawane. 

Usłyszała, jak Elise szepcze szybko do Simona: 

-  Zapomniałeś  pocałować  pannę  młodą,  ty  kołku!  Nie  pozwól,  żeby  ludzie  o  tym 

gadali! I tak mają już temat do rozmów. 

Pan młody przełknął ślinę, zwilżył wargi językiem, napotkał spojrzenie swej żony - i 

wykonał polecenie szwagierki. 

Nieporadnie  ściskał  ramiona  Mai.  Drażniły  go  spojrzenia  zgromadzonych  ludzi,  ale 

przyłożył usta do jej ust i gwałtownie pocałował. 

Wydawało  się,  że  księdzu  się  to  nie  podoba,  ale  patrzący  pomrukiwali  z  aprobatą. 

Słychać było westchnienia ze strony dziewcząt. Nawet ci, którzy najgłośniej dziwili się temu 

nieoczekiwanemu  małżeństwu,  zaczęli  się  zastanawiać,  czy  może  Simon  naprawdę  stracił 

serce i głowę - i jeszcze coś, jak gadali - dla tej córki Raiji. 

- Już dawno nie całowałem tak mojej baby - zauważył jeden. 

-  Może  ona  ma  w  sobie  więcej,  niż  na  to  wygląda?  -  zastanawiał  się  inny,  znacząco 

mrugając. 

Wtedy  Reijo  głośno,  z  trudem  ukrywając  dumę,  zaprosił  chętnych  na  wesele  do 

nowego domu pary młodej. Do domu, w którym ostatnio mieszkał Samuel. 

background image

-  Dom  Elvejordów  -  wyrwało  się  komuś.  Simon  był  równie  zaskoczony  jak  zebrani 

ludzie. 

Popatrzył na Maję. 

- Nasz dom? Pokiwała głową. 

-  Reijo  go  nam  kupił.  Należał  do  mamy  i  taty.  Simon  nie  rozeznawał  się  zbyt 

dokładnie w powiązaniach rodzinnych Mai. Dla niego jej ojcem był Reijo. 

- Nie możemy tego przyjąć. 

-  Oczywiście,  że  możemy.  Nie  bądź  głupi.  I  tak  zostało  ci  tam  jeszcze  dużo  roboty! 

Reijo jest jakby moim ojcem, a od rodziców można przyjmować prezenty. 

To przekonało Simona. 

-  Ale  chyba  niepotrzebnie  całe  to  wesele...  Maja  myślała  podobnie,  ale  skoro  Simon 

tak powiedział, musiała się sprzeciwić. 

-  A  co,  chcesz  się  żenić  częściej?  -  spytała.  -  Dużo  czasu  upłynie,  zanim  znów  tak 

będziemy świętować. 

Simon  pokiwał  głową.  Czuł  się  jednak  oszukany  w  dzień  swojego  ślubu.  Myślał,  że 

wszystko  odbędzie  się  cicho  i  spokojnie:  on,  Maja  i  rodzina.  A  potem  prosto  do  domu,  do 

Bakken. 

Zamiast tego było weselisko, o którym się jeszcze długo mówiło. 

Nie  było  też  nocy  poślubnej.  Razem  z  Knutem  i  jeszcze  jednym  chłopakiem,  który 

utrzymywał,  że  też  jest  bratem  Mai,  mimo  że  Simon  tego  człowieka  w  skórzanym  kaftanie 

wcześniej  na  oczy  nie  widział,  wylądowali  w  sypialni.  Knut  ukrył  tam  jedną  z  flaszek 

kupionych poprzedniego dnia. Okazało się, że zawierała niebezpiecznie mocny płyn. 

Pokrewieństwo  zostało  przykładnie  uświęcone  toastami.  Simon  usłyszał  krótkie  i 

zawikłane  wprowadzenie  w  związki  rodzinne  Mai  i  bez  mrugnięcia  okiem  przyjął  Ailo  jako 

krewnego. 

W  czasie  swojej  pierwszej  nocy  mężczyzny  żonatego  Simon  dzielił  małżeńskie 

posłanie ze swoimi dwoma szwagrami. 

background image

14 

Matti stwierdził, że dom Reijo jest pusty i nie zamknięty na klucz. Wszedł do środka. 

Był zmęczony. 

Za  sobą  miał  wielotygodniową  podróż  z  Tornedalen.  Jakiś  czas  wędrował  pieszo 

razem  z  kupcami  z  Bottenvika,  nawet  podjechał  kawałek  wozem  konnym.  Ostatni  odcinek 

pokonał, idąc cały dzień i kawałek nocy, żeby zdążyć na czas. Na jarmark. 

Matka  ucieszyła  się  na  jego  widok.  Aki  trochę  mniej.  Kari  wyrósł  na  sporego 

chłopaczka,  lecz  nawet  nie  pamiętał,  że  ma  starszego  przyrodniego  brata.  Aki  na  pewno  nie 

chciał opowiadać o tym synowi. 

Dobrze gospodarowali. Powiększyli swoje grunty o przylegające ziemie. Aki był teraz 

jednym  z  najpoważniejszych  gospodarzy  w  Tornedalen.  Mimo  to  wszystkie  pokoje  w  domu 

zionęły chłodem. To samo czuło się przy stole. 

Matti zrozumiał, że nie był tam mile widziany. Już na długo przedtem, zanim uciekł ze 

swoją siostrą. Nie powiedział matce o zaginięciu Raiji. Mówił tylko, że Mikkal nie żyje, a ona 

wyszła za przyjaciela z lat dziecinnych, też Fina. 

Ucieszyło to Marję, a przecież nie odbiegało zbytnio od prawdy, pomyślał. 

Spotkał się z Petrim. Owdowiał; dzieci wyrosły i opuściły dom. Zgorzkniał i zamknął 

się  w  sobie.  Żył  wspomnieniami  o  pewnym  lecie  na  wybrzeżu  Finnmarku,  gdy  trzymał  w 

ramionach drobną kobietę. 

Jemu Matti powiedział prawdę. 

Petri przyjął wszystko bez mrugnięcia okiem. Wszystko poza tym, że Raija mogła nie 

ż

yć. 

Santeri nie wrócił z Mattim. Został. 

- To jest mój kraj - stwierdził. - Norwegia nie dala mi ani złota, ani srebra. W Finlandii 

też tego nie znajdę, ale tutaj się urodziłem. I równie dobrze mogę tu umrzeć. 

Matti  stanął  przy  zniszczonym  krzyżu  na  grobie  ojca.  Miał  świadomość,  że  tylko  ta 

mogiła wiąże  go z Tornedalen. Mimo to  wiedział, że ojciec pierwszy by  przyznał, iż umarli 

nie potrzebują żywych. 

„Wszystko, co mam, to rodzina Raiji - Matti zaczął w myślach mówić do ojca. - Może 

założę  swoją.  Ale  musiałbym  zaryzykować.  I  musiałbym  porzucić  te  niepokojące  marzenia, 

które snułem od czasu, gdy opowiedziałeś mi o mojej starszej siostrze, która żyła w Norwegii. 

To  ty  obudziłeś  we  mnie  tęsknotę,  tato.  Ty  ją  nazwałeś  słowami.  To  była  wędrówka. 

background image

Odkrywanie nowych ziem. Szukanie kogoś, w kim płynie ta sama krew. Odnalazłem Raiję - i 

straciłem. Ale moje marzenie nazywa się nadal tak samo jak wtedy, gdy przed paleniskiem z 

namaszczeniem wypowiadałeś jego nazwę: Norwegia...” 

Matti ruszył w drogę. 

Wiedział, że musi wrócić. 

Santeri  powiedział:  „na  jarmark”.  On  sam  wolałby  odłożyć  powrót  do  wiosennego 

jarmarku. 

Ale życie pod dachem  Akiego stało się bardzo trudne. No i tęsknota, która kusiła  go 

do powrotu na północ, nad fiordy, stała się zbyt silna. 

Przybył pod wieczór pierwszego dnia targu. Nawet nie zatrzymał się przy budach na 

pogawędkę z ludźmi czy przekąskę. 

Musiał jak najszybciej dojść do domku na cyplu. 

Zawód, gdy odkrył, że jest pusty, poczuł niczym mocne uderzenie. 

Matti pogrzebał w palenisku. Z niedowierzaniem stwierdził, że dawno wygasło. 

Zajrzał do wszystkich sypialni. Były puste. Porzucone w bałaganie. Jedynie w pokoju 

Elise i Mai panował jaki taki porządek. 

- Co, u diabła, tu się dzieje? - zastanawiał się głośno. - To niepodobne do Reijo, żeby 

zostawiać dom w takim stanie. 

Znalazł  suszone  mięso  i  nawet  świeży  chleb.  Zaspokoił  głód.  Co  się  tyczyło 

pragnienia, miał małą piersióweczkę w wewnętrznej kieszeni. Dał sobie radę. 

Zrobiło się zimno. 

Kiedyś chyba muszą wrócić? 

Coś go ciągnęło, do pokoju dziewcząt. Stał długo w progu i patrzył w półmrok. 

Na  pewno  to  Elise  posprzątała.  Maja  była  tak  postrzelona,  że  niczego  nie  robiła 

porządnie. 

Na łóżku leżał pled. W nogach stała skrzynia. Dwa stoliki, zasuszone trawy w pustym 

kałamarzu. 

Ujrzał oczami wyobraźni, jak Elise je zbiera. Musiał ich dotknąć. 

Zanim się zorientował, już trzymał w dłoni pęczek traw i gładził się nimi po policzku. 

Wciągnął  powietrze.  Chyba  zaczynał  wariować,  ale  zdawało  mu  się,  że  czuje  jej 

zapach. Delikatniejszy od zapachu letniej łąki. Taki kobiecy, jasny... jej. 

Elise... 

On  nie  był  przecież  wcale  stary,  nie  dzieliło  ich  zbyt  wiele  lat.  Nie  łączyło  ich 

pokrewieństwo. Wszystkie przeszkody, jakie zdołał wymyślić, teraz odsunął. 

background image

Pamiętał tylko to, co go do niej przyciągało. 

Jej uśmiech. Żadna się tak nie uśmiechała jak ona. Od jej uśmiechu robiło się lepiej. 

Oczy... Nie istniały chyba bardziej przejrzyste oczy. Nawet rzeka Torne w letni dzień 

nie  bywa  tak  błękitna  i  czysta.  O  ustach  nawet  nie  chciał  myśleć,  od  razu  robiło  mu  się  na 

przemian gorąco i zimno, a myśli schodziły na kręte ścieżki... 

Ona  na  to  nie  zasługiwała.  Była  porządną  dziewczyną.  Taką,  o  której  mężczyźni 

wątpliwej reputacji nie powinni snuć grzesznych marzeń. 

Matti za takiego się uważał. Miał nadzieję, że na tyle odzyskała rozsądku, że znalazła 

sobie  mężczyznę  godnego  takiej  dziewczyny  jak  ona.  Młodego  człowieka,  który  mógłby 

ofiarować jej wszystko, o czym zamarzy. Takiego, dla którego żywiej zabije jej serce. 

Miał taką nadzieję. 

Nie, nie miał. 

To było kłamstwo. 

Gdy już postanowił wrócić, droga na północ dłużyła mu się niepomiernie. 

W wyobraźni widział często, że przychodzi za późno. Wiele razy śnił, że wchodzi do 

kościoła podczas ślubu. Widział parę młodą klęczącą przy ołtarzu. Panna młoda odwracała się 

- i napotykał spojrzenie Elise. 

Budził się wtedy, spocony i przerażony. 

Ale przecież właśnie o to ją prosił. Żeby znalazła sobie innego. Lepszego. 

Na  pewno  było  takich  wielu,  nie  wątpił. W  najgorszym  wypadku  mogła  ulitować  się 

nad tym szczeniakiem... 

Simon... 

Matti  pamiętał  go  dobrze  i  tym  bardziej  nie  lubił.  Był  takim  samym  typem  jak  on. 

Pewnie użyłby podobnych sztuczek... 

Matti obawiał się tego. 

Bał  się  wierzyć,  że  Elise  z  powagą  traktowała  słowa,  które  wypowiedział  przed 

odejściem. 

Nie chciał, by teraz spojrzała na niego inaczej. 

Ale gdzie, u diabła, oni się podziali? 

Nie oparł się pokusie i położył się na łóżku. 

Zamknął oczy. 

Było chłodno. 

Okrył się pledem. Wełna dobrze grzała. Nogi mu wystawały, ale to nie przeszkadzało. 

Jej łóżko. Jej zapach unoszący się w pokoju. 

background image

Matti splótł dłonie na przykryciu i spokojnie oddychał. 

Chciał tylko chwilkę poleżeć, sprawdzić, jak ona się czuje, gdy się kładzie wieczorem. 

Chciał tylko trochę o niej pomyśleć w tym pokoju, w którym pozostały delikatne ślady 

jej obecności. 

Będzie siedział na ławie w izbie, gdy wróci, Bóg jeden wie skąd. 

Nie dowie się o niczym. 

A  jeżeli  Elise  znajdzie  jakąś  zmarszczkę  na  pledzie...  to  i  tak  jej  nie  powie,  że  sobie 

leżał i słodko o niej marzył. 

Nie  powie,  że  rozbierał  ją  w  marzeniach,  powoli,  aż  stała  przed  nim  naga.  Nigdy  jej 

nie powie, że w myślach obejmował jej ciepłe ciało i wyczyniał z nim cudowne rzeczy. Nie 

przyzna  się,  że  leżał  rozgorączkowany  i  podniecony,  szepcząc  jej  imię  i  zaspokajając  się. 

Elise się o tym nigdy nie dowie. 

Sen nadszedł ciężki, marzenia chodziły jakimiś bezdrożami. Były dziwne  i cudowne. 

Potem jednak nie pamiętał, co śnił. 

Nie było to jednak ważne... 

Matti obudził się i ujrzał jedyną twarz, którą pragnął zobaczyć. 

Elise czuła się zmęczona, ale to było dobre zmęczenie. Bardzo się napracowała, zanim 

Maja i Simon stanęli przed księdzem i powiedzieli sobie niezbyt przekonywające „tak”. 

Potem,  gdy  przyszli  do domku  nad  rzeką,  też  miała  pełne  ręce  roboty.  Gości  zjawiło 

się więcej, niż oczekiwali. Wielu przyjęło zaproszenie Reijo. 

Niektórzy  przyszli  dla  Simona.  Niektórzy  dla  Mai.  A  niektórzy  po  prostu  nie  mogli 

opanować ciekawości. 

Wesele  się  udało.  Było  dużo  dobrego  jedzenia,  żarty  i  śmiech,  a  nawet  tańce,  gdy 

Artur  wyciągnął  skrzypce  odziedziczone  po  wujku.  Zbyt  rzadko,  mówił,  miał  okazję  do 

grania. 

Elise  trzymała  się  blisko  Mai  cały  wieczór.  Gdyby  coś  miało  pójść  źle,  Maja  nie 

zostałaby  sama.  Ale  wszystko  poszło  jak  należy.  Simon  dotrzymywał  słowa.  Starał  się  i 

odgrywał rolę szczęśliwego pana młodego. To panna młoda miała trudności z uśmiechaniem 

się. 

Tylko  dwa  razy  ożywiło  się  jej  spojrzenie  i  wykwitły  rumieńce  na  policzkach:  gdy 

tańczyła z Reijo, a potem z Ailo. 

Elise zauważyła, jak Simon wymknął się z izby. Na szczęście nie z inną dziewczyną, 

ale ze swymi szwagrami i flaszką spirytusu. 

background image

Elise i Ida wyszły ostatnie. Słyszały trochę śmiechów i komentarzy, że mąż nie będzie 

miał  uciechy  z  nocy  poślubnej.  Ktoś  rzucił,  że  to  i  tak  nie  szkodzi,  bo  wyglądało  na  to,  że 

miał ją przed czasem. 

- Nieładnie - uważała Ida. 

Elise  też  tak  myślała,  ale  znała  specyficzne  poczucie  humoru  ludzi  północy.  Było 

słone  jak  woda  morska  i  mogło  mocno  zapiec.  Nie  mówiono  jednak  tego  w  zlej  wierze.  A 

Simon i Maja na pewno nie byli pierwszymi, którzy musieli się pobrać. 

Reijo został w domku nad rzeką. 

- Tata zachowuje się trochę dziwnie - uznała Ida. - Pewnie czuje się staro, bo jedno z 

nas  wyszło  za  mąż  i  wyprowadziło  z  domu.  I  musi  teraz  siedzieć  za  stołem  w  kuchni  i 

rozmawiać z Mają, bo się boi, że ją stracił. On się tego najbardziej boi. Straty. 

- Czy to takie dziwne? - Elise była zadowolona, że Reijo został z Mają. Pan młody i 

jego  dwóch  kompanów  od  wypitki  jeszcze  długo  pośpią.  Maja  z  pewnością  siedziała  teraz, 

zadumana, i zupełnie nie miała ochoty na sen. Lepiej, że nie jest sama. - Reijo zawsze trakto-

wał Maję w szczególny sposób. Zastąpił jej ojca. Kalle umarł, Mikkala nigdy z nimi nie było. 

To Reijo stanowił dla niej stały punkt oparcia w dzieciństwie. I życiu. 

- Ja na pewno od razu usnę - oświadczyła Ida. - Będę spać i spać, śnić, że wychodzę za 

mąż. 

Ziewając,  przekroczyły  próg.  Nie  zauważyły  worka  stojącego  przy  drzwiach. 

Uściskały się i poszły do swoich pokoi. 

Elise nie zapaliła lampy. W końcu zaraz się kładła spać, a pokój znała na pamięć. 

Zdjęła odświętne ubranie i została w samej koszuli i halce. 

Panował chłód, więc szybko przeszła na palcach po zimnej podłodze. 

Nic  nie  zauważyła,  dopóki  nie  zaczęła  ściągać  pledu.  Stawił  opór  i  wtedy  dopiero 

usłyszała czyjś oddech i dostrzegła zarys jakiejś postaci. 

Zrobiła krok do tyłu, potknęła się o krzesło i zdławiła krzyk. 

Wyrwał się jako westchnienie. Trzymając pled, upadła. 

To go obudziło. 

Usiadł na łóżku, potrząsnął głową... Dostrzegła szerokie ramiona. 

Reijo został u Mai! pomyślała przerażona. Uświadomiła sobie, że jeśli naprawdę jej i 

Idzie grozi niebezpieczeństwo ze strony tego intruza, musi osłonić małą. 

Ale głos postaci na łóżku zabrzmiał miło i znajomo... 

background image

-  Cholera!  Chyba  zasnąłem!  Czy  to  ty,  Elise?  Nie  mogła  puścić  pledu.  Musiała  się 

czegoś  trzymać.  Mężczyzna  przerzucił  długie  nogi  przez  krawędź  łóżka.  Pled  zsunął  się  na 

ziemię. 

- Gdzie, u diabła, byliście wszyscy? - spytał, tak jakby nigdy nie wyjeżdżał. 

- Na weselu - odpowiedziała, odrętwiała i podniecona zarazem. 

Matti przesunął się bliżej i poklepał miejsce obok. 

- Usiądź tu. Usiądź i opowiedz wszystko, o czym nie wiem, Elise! 

Zawahała się sekundę, ale usłuchała. Owinęła się pledem dla ochrony przed zimnem i 

przed Mattim. 

-  Szkoda,  że  nie  zjawiłeś  się  wcześniej  -  rzuciła  i  pomyślała,  że  obecność  Mattiego 

ucieszyłaby Maję. 

-  Wcześniej?  -  odwrócił  się  do  niej  gwałtownie.  Znalazł  się  tak  blisko,  że  mogła 

rozróżnić  jego  rysy  twarzy.  -  Wcześniej,  mówisz?  To  chyba  nie  ty  wyszłaś  za  mąż?  Panny 

młode nie spędzają w ten sposób nocy poślubnej? 

Elise zaśmiała się, zmieszana. 

- To Maja - rzekła. - Wyszła dziś za Simona. Szkoda, że cię nie było. 

- Maja? - nie mógł uwierzyć. - Nie powiesz mi, że Maja wyszła za mąż? Przecież to 

tylko dziecko... 

- Siedemnastoletnie - stwierdziła Elise. - Czasem jednak myślę, że młodsze... 

- A Simon... Czy to nie on... uwodził ciebie, Elise? 

-  Maja  jest  w  ciąży  -  wyjaśniła  Elise.  -  Nie  pobrali  się  z  miłości.  Ale  lepsze  to,  niż 

gdyby Maja została sama. Simon mimo wszystko okazał się przyzwoity. 

- O Boże! - wydusił Matti. - Boże! I Reijo pozwolił na to? 

-  Musiał.  Maja  go  poprosiła.  A  jej  nigdy  nie  odmawia.  Zapadła  cisza.  Siedzieli  tak 

blisko, że choć się nie dotykali, czuli jednak swoje ciała. 

-  A  ty?  -  spytał  w  końcu.  Więcej  nic  nie  zdołał  powiedzieć.  Gdyby  powiedział  coś 

więcej, na pewno by się zdradził. Tego nie chciał zrobić za wcześnie. 

Musiał  wiedzieć,  czy  Elise  nadal  myśli  tak  jak  wtedy,  gdy  odchodził.  Czy  może 

zmieniła zdanie, o co wtedy ją prosił, a czego teraz śmiertelnie się bał. 

-  Czekałam  na  ciebie  -  rzekła  po  prostu.  -  Przez  lato  i  jesień.  Wiele  się  wydarzyło. 

Zajęta byłam Mają. Żadna z nas o niczym innym nie myślała, tylko o tym dziecku. Ale  gdy 

zaczął  się  zbliżać  jarmark,  zaczęłam  wspominać  ciebie.  Całe  lato  zeszło  mi  szybciej  niż  te 

trzy,  cztery ostatnie dni. Wszędzie cię widziałam. Wszędzie słyszałam. Chyba masz z tysiąc 

background image

sobowtórów.  Ale  żaden  z  nich  nie  był  tobą.  Skoro  nie  przyjechałeś,  zaczęłam  sądzić,  że 

zjawisz się na wiosnę. Wiedziałam, że muszę dotrwać. Doczekać. 

Matti westchnął z ulgą. 

Słowa, które chciał usłyszeć, padły. 

-  Czekałaś  na  mnie?  -  spytał,  zwracając  się  ku  niej.  -  Naprawdę  na  mnie  czekałaś, 

Elise? 

-  Przecież  powiedziałam.  Dotrzymuję  obietnic.  Mówiłam,  że  to  będzie  zależeć  tylko 

od ciebie, pamiętasz? I tak jest nadal. 

Tęsknił za tymi słowami. Przez cały czas rozłąki nie pragnął usłyszeć niczego innego. 

Mimo to nie wiedział teraz, co robić. 

- Nie wiesz, kim jestem - rzucił. - Sama nie wiesz, co mówisz, dziewczynko! 

-  Więc  powiedz  mi  to,  czego  nie  wiem!  -  Wydawała  się  tak  pewna  siebie  i  tego,  co 

czuje. Skąd czerpała tę pewność? 

-  Nie  warto  na  mnie  tracić  czasu  -  stwierdził  bez  przekonania.  Wiedział,  że  te  słowa 

wypowiadało przed nim wielu mężczyzn tyle razy, ile jest gwiazd na niebie. Były wytarte jak 

znoszone buty. - Nie mam prawie nic w Tornedalen. Tylko małe, biedne gospodarstwo, które 

Aki na pewno sprzeda. Powie, że zginąłem. Poza tym nie powinienem cię tam zabierać. Tutaj 

też  nic  nie  mam.  Tylko  ten  worek  pełen  brudnych  ubrań.  Żadnych  bogactw.  Nie  mógłbym 

niczego  ofiarować  żonie  poza  niespokojną  duszą,  którą  ciągnie  do  wędrówki.  Przyszłość  w 

trudzie, może w biedzie. Nie mogę ci nic ofiarować, Elise, ale nie mogę też trzymać się z dala 

od tego miejsca. Z dala od ciebie... 

-  Czy  sądzisz,  że  tego  nie  wiem?  -  spytała  gwałtownie.  -  Myślisz,  że  jestem  głupia? 

Wiem,  że  nie  będę  żadną  księżniczką.  Wcale  nie  jest  mi  to  pisane.  Jestem  córką  Fredrika  i 

Evy. On zginął na morzu, walcząc o chleb. Ona powiesiła się na wiadomość o jego śmierci. 

Nie mogła bez niego żyć. Łatwiej jej przyszło uciec w śmierć i zabrać ze sobą nie narodzone 

dziecko. Zdarza się, że budzę się w nocy i widzę przed sobą jej nogi. Gdyby nie twoja siostra, 

nie wiem, co by się ze mną stało... 

- Raija była wyjątkowa... 

- Skądś się to wzięło! - Elise nie rezygnowała. - Współczucie i dobroć nie są dzikimi 

ptakami,  które  osiedlają  się  w  ludzkich  sercach  same  z  siebie.  Widzę  w  tobie  wiele  z  Raiji. 

Wiele  dobrego,  czego  nie  umiem  nazwać,  ale  co  w  tobie  jest.  Nigdy  nie  będę  żadną 

księżniczką, ale jeśli powiesz mi, że mnie kochasz, poczuję się tak, jakbym nią była. 

Matti zapatrzył się przed siebie. On widział rzeczywistość inaczej niż ona. 

Elise żyła pod kloszem. Reijo zawsze ochraniał ją przed złem, na ile się dało. 

background image

Ż

ycie,  które  znał  Matti,  było  inne  niż  to,  które  znała  ona.  Mogła  wyobrazić  sobie 

ciężką pracę, ale nie taki los, jaki on mógł jej ofiarować. 

Z pewnością nadejdą dni, gdy go znienawidzi za to, że wypowiedział słowa miłości i 

rzucił na nią czar. 

Ale nie mógł się powstrzymać. 

- Kocham cię, Elise. - Nabrał powietrza i objął jej nagie ramiona. Musiał ją przytulić, 

poczuć,  że  jest  tu  naprawdę.  -  Kocham  cię,  dziewczynko!  Kocham  cię  do  szaleństwa! 

Zaczynam  teraz  rozumieć,  że  wszystko,  co  wtedy  powiedziałaś,  było  prawdą.  Nie  mógłbym 

ż

yć  bez  ciebie.  Wolałbym  nawet  wiedzieć,  że  jesteś  szczęśliwa  z  innym,  niż  gdybym  nic  o 

tobie nie wiedział... Elise zaśmiała się. 

-  No  widzisz,  jesteś  szlachetniejszy  ode  mnie.  Ja  bym  umarła,  gdybyś  znalazł 

szczęście z inną. 

Matti  położył  jedną  dłoń  na  krągłym  biodrze  dziewczyny,  drugą  ujął  jej  podbródek  i 

odwrócił  jej  twarz  w  swoją  stronę:  Mimo  ciemności  niemal  widział  śmiech  w  spojrzeniu 

Elise,  ten  wyjątkowy  śmiech,  którego  brzmienia  żadne  strumyki  w  Laponii  nie  umiałyby 

naśladować, nawet gdyby się starały. 

-  A  ty?  -  spytał.  -  Jeszcze  ani  razu  nie  wypowiedziałaś  mojego  imienia.  Boisz  się? 

Boisz się powiedzieć, co czujesz? A może to ja powinienem się bać, że zmieniłaś zdanie? 

Ś

miejąc się, pokręciła głową. Oparła czoło o jego czoło. 

- Matti, mój kochany, najmilszy Matti. Kocham cię. Kocham cię tak długo, że niemal 

nie muszę tego mówić.  Ta miłość to część mojego życia, tak jak każdy  kolejny dzień i noc. 

Kocham cię, kocham... i to jest wspaniałe i piękne, i... 

Z uśmiechem odnalazła jego usta - pocałunek wyraził to, co oboje chcieli wiedzieć. 

Stawał się coraz bardziej gorący. 

Matti nienawidził się za to, bo nie tak chciał się zachować. 

Wmawiał sobie, że zachowa się przyzwoicie. Ale gdy całował już szyję Elise, a jego 

usta  chciały  odkrywać  nowe,  nieznane  obszary  -  przekraczał  granice  postawione  samemu 

sobie. 

Jego dłonie były niespokojne, choć ze wszystkich sił pragnął nad nimi zapanować. 

- Chcę cię tylko pocałować... - wyszeptał w zagłębienie jej szyi. - Tylko pocałować... 

Jego usta pozostawiały gorące ślady na miękkiej skórze dziewczyny. 

Ta  najpiękniejsza,  niewinna  róża  pozostanie  nietknięta  po  tej  nocy,  obiecywał  sobie 

Matti Alatalo. Chciał być szlachetny. 

Całował... Skóra, pachnące ubranie, jeszcze więcej skóry... 

background image

Jego usta przemknęły po zaokrągleniu ramienia, zsunęły się do nadgarstka, odpoczęły 

tam, gdzie czuł puls, okryły dłonie deszczem szybkich pocałunków. 

Całował  szyję,  piersi  unoszące  się  i  opadające  niczym  woda  w  leśnym  źródle, 

wreszcie dotknął ustami jej gładkiego brzucha. 

Elise nie pozostawała obojętna. Jej dłonie obejmowały jego  głowę, palce wplotła mu 

we włosy i przyciągnęła do siebie... 

Dłonie szlachetnego człowieka, za jakiego jeszcze dotąd uważał się Matti, przesunęły 

się  po  łuku  bioder  do  ud  dziewczyny,  zawahały  się...  Przełknął  ślinę,  i  pozwolił,  aby  dłoń 

wsunęła się pod halkę i wróciła tą samą drogą na biodro. Naga, ciepła skóra. 

Krew  uderzyła  mu  do  głowy,  gdy  odkrył,  że  nie  miała  na  sobie  nic  innego.  Język 

znalazł jej pępek, okrążył go... 

Przyłożył policzek do brzucha Elise. 

Puściła jego włosy, ale jej ciało żyło, garnęło się do niego. Jej skóra paliła... 

Matti zapomniał o obietnicach. 

Zsunął się na kolana. Głowę miał pomiędzy jej udami. Ustami i dłońmi pieścił to, co 

tak chętnie przed nim otworzyła. 

Rozbudził ją i doprowadził do pierwszej ekstazy. 

Ramiona  dziewczyny  otoczyły  jego  szyję.  Poczuł  wilgotny  policzek  dotykający  jego 

policzka, drżące usta przesuwające się wzdłuż jego pulsującej tętnicy na szyi, wreszcie gorący 

oddech szepczący mu do ucha słowa: 

- Nie wiedziałam, że to może być tak... Skubnęła go w koniuszek ucha, drażniła. Była 

ciepła i śmiała, przywarła do niego, kolano wsunęła pomiędzy jego nogi, przylgnęła do niego 

brzuchem.  Musiała  czuć,  że  jej  pożąda.  Położył  dłonie  na  jej  piersiach.  Uśmiechnęła  się  do 

niego. 

- Chcę, żeby i tobie było dobrze, Matti - powiedziała z przekonaniem, kładąc ręce na 

jego  kanciastych  biodrach.  -  Chcę  tego,  Matti  -  powtórzyła  głosem  niczym  zorza  polarna: 

kuszącym, falującym tak, że mógłby go porwać... 

Matti przekręcił się na plecy i uwolnił z koszuli i spodni. 

Jej gorące dłonie wyruszyły na odkrywanie ciała Mattiego. Była zaciekawiona, badała 

dotykiem  i  wzrokiem.  Matti  poczuł  się  zażenowany,  zupełnie  jakby  nie  znał  wcześniej 

kobiety. 

Sądził,  że  Elise  będzie  inna.  Bardziej  zalękniona,  umykająca...  Te  jej  niewinne 

błękitne oczy... 

Nowa Elise go zauroczyła, oszołomiła. 

background image

Objęła  go,  pociągnęła  na  siebie  i  otoczyła  udami.  Potrzebował  tylko  lekko  pchnąć,  i 

już był wewnątrz niej... 

Usta odnalazły się, spragnione. Odpowiadała chciwie na jego pocałunki. 

Stali  się  dwoma  ciałami  splecionymi  w  tym  samym  rytmie,  stopionymi  w  jedno, 

przeżywającymi  wieczność  w  miłosnym  zespoleniu,  które  przekraczało  ich  najśmielsze 

oczekiwania. 

Matti pozwolił Elise dyktować tempo. Przekręcił się tak, że to on leżał na plecach - i 

bardzo  mu  to  odpowiadało.  Zachwycał  się  jej  ciężarem,  ciepłem,  napawał  jej  miłością,  tym, 

ż

e widział, jak jest jej dobrze... 

Wsunął dłoń pomiędzy nich i odnalazł ten najważniejszy punkt w jej wnętrzu. Pieścił 

go delikatnie i poczuł, jak ona wzmaga rytm, stając się gwałtowniejsza, silniejsza... 

Opadła na niego, upojona rozkoszą, aż zatopiła zęby w jego ramieniu. 

Matti znowu ją odwrócił i wgłębiał się w nią coraz mocniej, aż wkrótce doszedł tam, 

gdzie czekała go tylko rozkosz... 

- Kocham cię - szepnęła, gdy ciszy już nie zagłuszało bicie ich serc. 

Ale Matti jej nie usłyszał. 

Usnął. 

Palce Elise pieściły twarz ukochanego i wyczuwały, że się uśmiecha przez sen. 

Pocałowała go lekko i wtuliła się w jego ramię. 

Już wiedziała, że między mężczyzną a kobietą jest możliwe coś, co będzie odczuwała 

jako właściwe, a nie budzące niechęć. 

Tak było. 

Pięknie. Lepiej niż w najśmielszych fantazjach. 

Po tym już nikt inny poza Mattim dla niej nie będzie istniał. 

background image

15 

Jak  już  wiele  razy  wcześniej  Ida  zapobiegła  awanturze  rodzinnej.  Zawsze  wstawała 

bardzo  rano.  Właśnie  miała  rozpalić  w  palenisku,  gdy  dostrzegła  przez  okno  Reijo,  Knuta  i 

Ailo wspinających się z trudem po zboczu, które musiało wydawać im się i zbyt strome, i na-

zbyt śliskie. Musiała to komuś pokazać. 

Wpadła z impetem do pokoju Elise - i stanęła równie gwałtownie. 

Ujrzała  nagiego  Mattiego,  wpół  okręconego  pledem,  z  jednym  kolanem 

spoczywającym  na  ciele  Elise,  która  spała  słodko,  wtulona  w  jego  ramię.  Ida  nawet  nie 

zdążyła  się  zastanowić,  skąd  tu  się  wziął.  Dopadła  do  śpiących,  potrząsnęła  nimi,  napotkała 

dwie pary zaspanych oczu i wręcz wypchnęła Mattiego z łóżka. 

- Leć do mojego pokoju! Weź ubranie! Nie zachowuj się jak durna owca, Reijo idzie! 

Matti zerwał się na równe nogi, zgarnął ubranie i walcząc ze zsuwającym się pledem, 

wypadł z pokoju.  Ledwo zdążył zamknąć za sobą drzwi pokoju  Idy, otworzyły  się drzwi do 

domu. 

Ida padła na łóżko na brzuch i wpatrzyła się w przybraną siostrę. 

Elise schowała się pod przykrycie. Marzła bez Mattiego. 

- O nic nie spytam - powiedziała młodsza. - Zupełnie o nic. 

- To dobrze. 

- Kiedy przyszedł? Dlaczego ja nic nie słyszałam? Co się stało? Nie mów mi tylko, że 

nic!  On  jest  przystojniejszy  od  Simona.  Nie  każdy  ma  wujka  z  tak  zgrabną...  dolną  częścią 

ciała. 

Ida zachichotała. Pled nie zdołał ukryć tego, czego Matti nie chciał pokazywać. 

- Miałaś nie pytać... 

-  Uratowałam  was  przed  zasłużoną  awanturą!  I  co,  mam  nie  znać  żadnych 

szczegółów? 

- Dziewczęta w twoim wieku nie powinny wiedzieć o sprawach dorosłych... 

Ida przewróciła oczami. 

-  Było  pięknie  -  poddała  się  Elise.  -  Powiedział,  że  mnie  kocha.  Sprawił,  że... 

zapłonęłam. Nigdy nie sądziłam, że to może być tak. Gdy dotykał mnie Simon, czułam tylko 

obrzydzenie. A gdy Matti robił to samo, chciałam, żeby nie przestawał, nigdy... 

- Zrobił... to? 

background image

-  Zrobiliśmy  to...  -  Elise  marząco  zapatrzyła  się  w  sufit.  -  Nie  powiem  ci  nic  więcej. 

Pewnego dnia znajdziesz mężczyznę, z którym przeżyjesz coś takiego. Na to nie ma słów. To 

jest... nie do opisania. 

Ida westchnęła. 

Jeszcze długo nie będzie dorosła. 

Z  jednej  strony  to  szkoda.  Ale  z  drugiej  nie  mogła  sobie  wyobrazić,  co  za  tęsknoty 

sprawiły,  że  oczy  Elise  miały  taki  dziwny  blask.  Może  i  dobrze,  że  ona  sama  ma  jeszcze 

trochę czasu do dorosłości. 

Matti  nie  wrócił  już  do  łóżka.  Starł  resztki  snu  z  oczu  i  wciągnął  na  siebie  ubranie. 

Było tak pogniecione, że z łatwością uwierzą, że w nim spał. 

Poczłapał  do  kuchni,  gdzie  Knut  bez  powodzenia  usiłował  wzniecić  ogień  w 

palenisku. 

Reijo  miał  na  sobie  białą  koszulę  i  rozpiętą  kamizelkę.  Wyglądał  na  zmęczonego. 

Siedział  wsparty  łokciami  o  stół,  obok  niego  młody  Lapończyk  w  skórzanym  kaftanie, 

ciężkim  srebrnym  pasie  na  biodrach  i  kolorowym  szalu  wokół  szyi.  Wyglądał  równie  blado 

jak Reijo. Matti rozpoznał rysy ojca w twarzy chłopaka. Był to bez wątpienia syn Mikkala. 

-  Wygląda  na  to,  że  wesele  Mai  się  udało  -  stwierdził  Matti.  -  Szkoda,  że  nie 

zdążyłem. 

- Co, do diabla?! - odezwał się Reijo, mrugając kilkakrotnie. - Tak pijany nie jestem. 

To ty? Wróciłeś tym razem na dobre, Matti? 

Matti usiadł naprzeciwko Reijo i Ailo. Skinął głową w stronę Knuta i wyciągnął rękę 

do Lapończyka. Uścisk dłoni ma całkiem męski, przyznał. 

- Jak ostatnio cię widziałem, byłeś chłopaczkiem - zauważył głośno. - Szkoda, że cię 

ojciec nie widzi. 

- Może mnie widzi? - Ailo uśmiechnął się melancholijnie. - Śmierć nie jest jak cięcie 

nożem. Nie wierzę, żeby śmierć miała granice, jest większa niż płaskowyże Laponii. Można 

tam snuć się w samotności, ale można też się spotkać, jeśli dopisze szczęście. 

Matti  uśmiechnął  się,  słysząc  tak  dojrzałe  przemyślenia.  On  się  nad  tym  nie 

zastanawiał. Ale może Ailo był mądrzejszy niż on? 

Przejechał dłonią przez i tak rozczochraną czuprynę i spojrzał na Reijo. 

- Wkrótce wyprawisz jeszcze jedno wesele. Wróciłem, żeby ożenić się z Elise. 

Knutowi  właśnie  udało  się  rozniecić  ogień,  gdy  oświadczenie  wujka  sprawiło,  że 

upuścił polano na ledwo rozpalone płomyki. Musiał zacząć wszystko od początku. 

- Przemyślałeś to dobrze? - spytał Reijo. 

background image

-  Jeśli  nie,  zostałbym  tam  -  odparł  Matti  stanowczo.  -  Rozmawiałem  już  z  Elise. 

Chcemy tego oboje. 

Zielone  oczy  Reijo  spojrzały  na  niego  przenikliwie  i  pewnie  zobaczyły  to,  co 

podejrzewał. Ale nic nie powiedział. Nie o tym. Uśmiechnął się tylko. Wyciągnął dłoń ponad 

stołem i uścisnął dłoń Mattiego. 

- Trudno by mi było o lepszego zięcia - oznajmił. 

- Czy pastor jeszcze nie wyjechał? - zastanawiał się Matti. 

-  Tym  razem  będzie  jak  trzeba!  -  Reijo  był  nieugięty.  -  Z  zapowiedziami  i 

odpowiednim  czasem  przed  ślubem.  Nie  chcę  wydawać  za  mąż  w  pośpiechu  wszystkich 

moich córek. 

Matti przystał na to. 

Oświadczyny Mattiego Reijo przyjął o wiele radośniej niż oświadczyny Simona. 

One  prowadziły  w  przyszłość  bez  miłości.  Nieskończenie  wiele  dni  przeżytych  tak 

naprawdę obok tego, z którym dzieliło się stół i łoże. 

Noce spędzone w objęciach jedynie pożądania. 

Maja powiedziała, że wie, co ją czeka. Jednak płakała w jego ramię tej nocy, samotna 

w swoim nowym domu. Simona przy niej nie było. 

Reijo bał się, że Maja przeżyje wiele takich samotnych chwil. I nie będzie już mógł jej 

wspierać.  Ojciec  odchodzi  w  cień,  gdy  córka  znajduje  męża.  A  on  nawet  nie  jest  jej 

prawdziwym ojcem. 

Z Elise było inaczej. 

Sam obserwował to, co budziło się pomiędzy nią a Mattim. Nie pochwalał ich uczuć, 

ale  nie  był  w  stanie  niczemu  zapobiec.  Teraz  wiedział,  że  ich  miłość  jest  prawdziwa. 

Przetrwała pierwszą próbę. 

Reijo bez trudu dostrzegł ślady zębów pod rozchylonym kołnierzykiem chłopaka. 

Nie będzie stał na przeszkodzie do szczęścia. Do niczyjego szczęścia. Sam niewiele go 

doświadczył, ale nie zazdrościł tym, którzy je poznali. 

- Znajdziemy księdza w ciągu dnia - obiecał. - A teraz opowiedz inne nowiny, Matti. 

- A więc chce się żenić? - spytał duchowny uroczystym głosem. 

Zaczynał  się  starzeć,  lecz  uważał,  że  nadal  zna wszystkie  twarze  wokół  fiordu.  Tego 

tutaj nie pamiętał. Chłopak miał wyraźny fiński akcent, może to jeden z tych rybaków, którzy 

przybywali na połów, a potem wracali do rodziny w Finlandii. 

- Tak zamierzam - odpowiedział Matti pewnym głosem. 

background image

Mimo  że  trzymał  czapkę  w  ręku,  nie  był  typem  człowieka,  który  traci  rezon  wobec 

osób  stojących  wyżej.  Tego  nauczył  go  Reijo:  ci,  którzy  mieli  władzę,  niekoniecznie  byli 

lepsi od tych, którzy chodzili w połatanych portkach. Wszyscy byli ludźmi, nawet ci, którzy 

siadywali we wspaniałych fotelach i podpisywali swoim nazwiskiem dokumenty. 

-  To  poważna  sprawa  -  zauważył  pastor.  -  Wcześniej  go  nie  widziałem.  Skąd 

pochodzi? Czy będzie mógł utrzymać żonę i dzieci? Czy wierzy w Boga? Nie widziałem jego 

twarzy przed moją amboną! 

Reijo  odchrząknął  i  chciał  udzielić  wyjaśnienia,  które  duchowny  mógł  uznać,  ale 

Matti nie potrzebował pomocy. 

- Bywałem tu rzadko - powiedział. - Wędrowałem po Finnmarku wiele lat. Nic mnie 

nie  wiązało,  mieszkałem  na  północnym  wybrzeżu.  Ostatnie  pół  roku  spędziłem  w  Finlandii. 

Odwiedziłem moją starą matkę i krewnych. A jeśli chodzi o Boga... - uśmiechnął się swoim 

najbardziej czarującym uśmiechem, tym, który zawsze rozczulał matki dziewcząt - nie sądzę, 

aby  istniał  piękniejszy  kościół  niż  natura,  którą  On  stworzył.  Gdy  złożę dłonie  do  modlitwy 

pod  gołym  niebem,  czuję  się  uroczyście.  Żaden  kościół,  w  którym  byłem,  nie  miał 

piękniejszego sklepienia. - Nabrał oddechu. Zauważył, że niezbyt przekonuje to duchownego. 

-  Ale  rozumiem,  że  tak  mądra  osoba  jak  ksiądz  lepiej  odczytuje  słowa  Boże  niż  my, 

maluczcy. Dlatego zjawię się pod amboną przy pierwszej okazji. 

Reijo z całych sił powstrzymywał uśmiech. Ten Matti, ten szaławiła, ten bajarz, stal tu 

i okręcał sobie pastora wokół palca! 

-  Dobrze  mówi.  -  Starzec  splótł  dłonie  na  wydatnym  brzuchu.  Nie  narzekał  na  życie 

przy fiordzie. Ludzie płacili dziesięcinę i nie cierpiał biedy. - Jak się nazywa? 

- Matti Alatalo, syn Erkkiego. Dłoń pisząca te słowa zatrzymała się. 

-  Słyszałem  już  to  nazwisko.  -  Ksiądz  popatrzył  na  Mattiego  zmrużonymi  oczami. 

Przeniósł  spojrzenie  na  Reijo.  -  Ona  też  się  tak  nazywała,  ta  dziewczyna,  której  w  takim 

pośpiechu  udzieliłem  ślubu  osiemnaście  lat  temu.  To  matka  tej  dziewczyny,  której  wczoraj 

błogosławiłem... To była twoja żona? 

Reijo kiwnął głową. Czuł się nieswojo w towarzystwie ważnych ludzi. Pozostało mu 

to z czasów, gdy siedział zamknięty w piwnicy wójta w Alcie. 

- Raija jest moją siostrą  - powiedział Matti z dumą. Nikt z rodu Alatalo  nie wstydził 

się swego pochodzenia. - Jestem od niej dużo młodszy. 

Ksiądz zanurzył pióro w atramencie. 

- Urodzony? 

background image

-  Trzydziestego  grudnia  tysiąc  siedemset  siedemnastego  roku.  W  Miekojarvi, 

Tornedalen. Finlandia. Syn Marji i Erkkiego Alatalo. 

Dłoń  zapisywała,  stawiając  ze  zgrzytem  pióra  litery  i  ozdabiając  je  lukami  i 

zawijasami. 

- A dziewczyna? Reijo poczuł, że ksiądz posłał mu ostre spojrzenie. 

Odchrząknął. 

-  Moja  wychowanka,  Elise  Skogslett,  córka  Fredrika.  Matka:  Eva.  Oboje  dawno 

umarli. Urodzona piętnastego sierpnia tysiąc siedemset dwudziestego trzeciego roku. 

-  I  nie  zachodzą  żadne  okoliczności  przyspieszające  małżeństwo?  Tak  jak  we 

wczorajszym ślubie? 

Reijo potrząsnął głową. 

- Jestem człowiekiem honoru - rzucił Matti. Spojrzenie posłane mu przez duchownego 

mówiło, że będzie sądził na ten temat, co zechce. 

Formalności zostały dopełnione. 

Reijo  i  Matti  wyszli  na  powietrze  i  zmieszali  się  z  tłumem.  Ludzie  handlowali  i 

rozmawiali w trzech językach, z łatwością przechodząc z jednego na drugi w połowie zdania. 

Nie  było  w  tym  nic  dziwnego,  wywodzili  się  przecież  z  Nordkalotten,  obszaru  na  północy 

Półwyspu Skandynawskiego, gdzie nie liczyły się granice. 

- Spociłem się przez tego diabla - wyznał Matti. 

- Chyba nie byłby zachwycony tym określeniem - zaśmiał się Reijo. 

- Nie lubię, gdy ludzie udają, że są więcej warci niż inni. I gdy są przeświadczeni, że 

mają wyłączność na przyzwoitość. Nigdy w to nie uwierzę. Nie jestem taki głupi. 

- Dobrze, że mu tego nie powiedziałeś - zauważył Reijo sucho. - Może pójdziemy do 

Mai i Simona? 

Matti chętnie przystał na propozycję. Oddalili się od tętniącego życiem targowiska. 

Tuż przy skręcie na ścieżkę spotkali dwóch mężczyzn z osady. 

- Był tu lensman - powiedział jeden. - Miał ze sobą pomocników. Pytali o Simona. 

- Lensman? - Reijo nie mógł uwierzyć własnym uszom. - Simon nie zrobił nic złego. 

-  Też  tak  mówiliśmy,  ale  zbyli  to  śmiechem.  Niepokój,  który  poczuli  Reijo  i  Matti, 

zmienił się w lodowatą, przerażającą pewność. Szybko pokonali drogę do domku przy rzece. 

Przybyli za późno. Nic nie mogli zrobić. Mieli do czynienia z władzą. Biedacy jak oni 

nie mogli się jej przeciwstawić. 

Simona wywlekli dwaj silni ludzie lensmana. Widać stawiał opór, bo jego twarz nosiła 

ś

lady uderzeń. 

background image

-  Dlaczego  go  zabieracie?  -  Reijo  zatrzymał  lensmana.  -  On  jest  moim  zięciem.  Nie 

zrobił nic złego. Nie możecie go zabrać, wczoraj się ożenił. 

- Mógłby się ożenić i dzisiaj, nic by to nie zmieniło - odezwał się lensman niechętnie. 

Nie  podobało  mu  się,  że  jakiś  Kwen  mu  przeszkadza.  -  Mamy  powody  sądzić,  że  Simon 

Bakken  ukradł  łódkę  i  sieci  pewnego  człowieka  z  głębi  fiordu.  Poza  tym  podejrzewamy,  że 

wczesnym latem spowodował lawinę, która zabiła dwóch ludzi. 

- Simon? 

-  Byłem  w  górach  razem  z  Simonem  i  Mają,  gdy  zeszła  lawina  -  odezwał  się  Matti 

pewnym głosem. - Żadne z nas nie miało z tym nic wspólnego. 

- Musiałbyś na to przysiąc - rzucił lensman. - Nazwisko? 

Matti odpowiedział na pytanie. 

-  Sama  kradzież  łódki i sieci  jest  poważną  sprawą  -  stanowczo  stwierdził  urzędnik.  - 

Nie możemy pozwolić, żeby jakaś gromada złodziei grasowała w naszej okolicy. 

- Nie możecie tego zrobić! - nie poddawał się Reijo. 

- To na nic! - Simon spojrzał na teścia. - Stary okazał się pamiętliwy. Powinienem był 

uciec gdzieś daleko. Teraz nic już nie pomoże. Opiekuj się Mają. I dzieckiem, jeśli... jeśli nie 

wrócę. 

Reijo  nie  mógł  się  zdobyć  na  słowa  pocieszenia.  Słyszał  o  przypadkach,  w  których 

mniejsze przewinienie karano więzieniem. 

- Postaramy się cię uwolnić! - obiecał. - Tak tego nie zostawimy! 

Ś

miech  mężczyzn  trzymających  Simona  był  wiele  mówiący.  Przestępców  łatwo  się 

nie uwalnia... 

Matti  pobiegł  za  nimi.  Mieli  płynąć  przez  fiord,  a  nawet  nie  pozwolili  Simonowi  się 

ubrać. Ściągnął z siebie kurtkę. Widząc to, pomocnicy lensmana przystanęli. 

- Pozwólcie mu chociaż to włożyć. 

Pomógł Simonowi wciągnąć kurtkę i wsadził mu czapkę na głowę. 

-  Elise  będzie  miała  dobrego  męża  -  powiedział  Simon,  patrząc  na  Mattiego.  - 

Zaopiekujesz się też Mają? 

- Obiecuję. Zadbamy, żeby Maja nie była sama. Ale ty niedługo wrócisz. 

-  Nie  zakładałbym  się  o  to  -  rzucił  jeden  z  mężczyzn  i  brutalnie  pociągnął  za  sobą 

Simona. 

- To sprawka Kristoffera - rzuciła bezbarwnie Maja, gdy już dotarli do domku. - Nikt 

inny nie życzy Simonowi źle. 

background image

- Myślałem, że to zemsta za Elise - stwierdził Reijo. Czuł, jak rośnie w nim bezsilna 

złość. - Ale to jednak Simon go ośmieszył. My  pozwoliliśmy mu zachować twarz. Mimo to 

ludzie nadal gadali, że Simon Bakken latał za dziewczyną, którą Kristoffer uważał za swoją. 

-  Reijo  uderzył  pięścią  w  stół.  -  Popłynę  i  porozmawiam  z  nim!  Jeszcze  dziś!  Musi 

odwołać oskarżenia! 

- Zostaniesz sama - powiedział Matti cicho. - To źle. 

- Dam sobie radę. 

Odziedziczyła  dumę  Raiji.  Jej  wyprostowaną  sylwetkę  i  odważne  spojrzenie.  Miała 

zdolność do przetrwania jak karłowata brzoza, uparcie trzymająca się podłoża. 

- Musisz wrócić do domu. Nie możesz teraz tu mieszkać. Nie w twoim stanie! - Reijo 

był stanowczy. 

- Simon prosił nas, żebyśmy się tobą opiekowali. 

- To jest mój dom. Sam  mi go kupiłeś, Reijo. - Spojrzenie Mai było nieugięte. - Był 

dobry dla Raiji, będzie dobry dla mnie. Kobiety rodziły już w nim dzieci. Nie będę pierwsza. 

- Sama jesteś jeszcze dzieckiem! Maja powoli potrząsnęła głową. 

-  Może  tobie  tak  się  wydaje,  Reijo.  Ale  już  dawno  przestałam  nim  być.  Nawet  nie 

wiem, czy kiedykolwiek byłam. Jestem dorosła, Reijo. Dorosła... 

Oczywistość tego stwierdzenia dotarła wreszcie do Reijo. Wiedział, że Maja ma rację. 

Chciał  ją  chronić  jak  dziecko.  Dla  niego  ciągle  nim  pozostawała,  ale  przecież  dawno  już 

dorosła. To tylko on chciał ją taką widzieć. Dla siebie. 

-  Ty  wiesz  najlepiej  -  rzucił.  -  Popłynę  teraz  do  niego.  Ale  jesteśmy  z  tobą.  Nie 

zostałaś sama. 

Maja posłała mu spojrzenie pełne ciepła. 

- Wiem, Reijo. Nigdy nie czułam się samotna. 

background image

16 

Elise przeprowadziła się do Mai. Gdy dowiedziała się o aresztowaniu Simona, odpięła 

klucze, które nosiła u pasa, i oddała je Idzie. 

-  Będziesz  teraz  jakby  panią  domu  -  powiedziała  z  uśmiechem.  -  Na  pewno 

najmłodszą w okolicy. Może i w całym kraju. 

- Tak będzie przyzwoicie - wytłumaczyła Mattiemu. - Nie wypada przecież, żebyśmy 

mieszkali pod jednym dachem. Jeszcze dużo czasu do ślubu. 

-  I  nie  będę  mógł  pewnie  przychodzić  na  nocne  zaloty?  -  Matti  udawał 

zrezygnowanego. 

Potrząsnęła głową. 

- Musi być porządnie. Zrobimy to tak, jak trzeba. 

- Pewnie powinienem zbudować dom... Elise wiedziała jednak, że narzeczony nie ma 

na to zbytniej ochoty. 

-  Ale  przecież  ta  osada  jest  dla  ciebie  za  mała?  -  spytała  przyjaźnie.  -  Chcesz 

powędrować gdzieś dalej? 

Matti nie odpowiedział. 

-  Nie  jestem  aż  tak  przywiązana  do  tego  fiordu  -  rzuciła  zamyślona.  -  Mam  Reijo. 

Maję.  Knuta.  Idę.  Przyjaciół.  Ale  przyjaciół  można  zdobyć  i  gdzie  indziej.  Jeżeli  tylko 

zechcesz żyć gdzieś indziej, pójdę z tobą. Kocham moją rodzinę, ale nadal tak będzie, nawet 

jeśli przestaniemy się widywać na co dzień. To my mamy zbudować swoją przyszłość. Tutaj 

nic nas nie trzyma. Może są inne, lepsze miejsca... 

Matti  wciąż  czuł  wyrzuty  sumienia,  ale  zrozumiał,  że  Elise  jest  jeszcze  bardziej 

niezwykła,  niż  przypuszczał.  Wielu  ludzi  nie  zrozumiałoby  tego  niepokoju,  który  miał  we 

krwi. 

Elise nawet nie uznała, że to coś złego. 

- Ale muszę zostać z Mają, jak długo będzie mnie potrzebowała. Simon jest niewinny, 

a przecież nie mogą więzić niewinnego, prawda? Kiedy wróci, zaczniemy robić plany. Nasze 

plany. 

Na nic się nie zdały poczynania Reijo. 

Obiecał, że poruszy niebo i ziemię, aby uwolnić Simona, i naprawdę się starał. 

Ostro  natarł  na  Kristoffera,  niemal  użył  siły.  Ten  jednak  był  równie  uparty.  Wręcz 

napawał się świadomością, że uderzył wtedy, gdy się nikt tego nie spodziewał. 

background image

-  Nic  nie  mogę  zrobić  -  powiedział  obłudnie.  -  To  lensman  przestrzega  prawa.  Ja 

poniosłem  straty  i  nie  mam  nic  przeciwko  temu,  żeby  ten,  który  je  spowodował,  poniósł  za 

nie karę. 

- Chłopak jest niewinny, wiesz o tym równie dobrze jak ja - grzmiał Reijo. - To tylko 

twoja złość za tym stoi, nic innego. Opamiętaj się i cofnij oskarżenie! 

- Nie będę się wstawiał za złodziejem! O ile wiem, Simon Bakken dostanie tyle, na ile 

zasłużył. 

Kristoffer nie ugiął się. 

Reijo  napisał  do  amtmana,  naczelnika  urzędującego  na  południu  kraju,  ale  nie  dostał 

ż

adnej odpowiedzi. Pojechał do lensmana. Prosił i żądał. Nic nie wskórał. 

Znów poszedł do Kristoffera. Artur też. 

Nie pomogło. 

W styczniu roku pańskiego tysiąc siedemset czterdziestego czwartego Simon Bakken 

został  uznany  winnym  przywłaszczenia  sobie  własności  innego  człowieka:  łodzi  do  połowu 

ryb. Poza tym uznano  go winnym przywłaszczenia sobie jego sieci oraz zniszczenia innych. 

W ten sposób utrudnił poszkodowanemu zdobywanie środków do życia. 

Uczynił  to  wszystko  w  złej  wierze.  Stawili  się  świadkowie,  którzy  bez  wahania 

stwierdzili, że widzieli wszystko na własne oczy. 

Nic nie pomogło, że Simon twierdził, że jest niewinny. 

Sądowi nie udało się tylko udowodnić, że miał coś wspólnego z lawiną. 

Matti  stawił  się  na  rozprawie.  Zdecydował,  że  wyzna  prawdę,  jeśli  nic  innego  nie 

zdoła uratować Simona. 

Jednak  ta  część  oskarżenia  upadła.  Zapisano,  że  lawina  była  wypadkiem 

spowodowanym siłami natury. 

Mimo to Simon Bakken został skazany na trzy lata więzienia. 

-  Wzięliśmy  pod  uwagę  twój  młody  wiek  i  to,  że  twoja  żona  oczekuje  potomka  - 

powiedziano mu. - Inaczej dostałbyś karę śmierci. 

Simona wysłano do więzienia na południu kraju. 

Nikomu  nawet  nie  pozwolono  z  nim  porozmawiać  po  wydaniu  wyroku.  Nawet  Mai, 

która w zaawansowanej ciąży wyprawiła się tam otwartą łodzią. 

Simon Bakken był przecież niebezpiecznym przestępcą. 

Matti i Elise ustalili datę swego ślubu na koniec maja. Chcieli, żeby była już wiosna, 

ż

eby  pierwsze  listki  wróżyły  lepsze  czasy  dla  nich,  dla  Mai.  Poza  tym  dziecko  już  się 

powinno urodzić, a Maja dojść do siebie. 

background image

Pomyśleli o wszystkim. Zaplanowali to dokładnie. 

Ale nie wszystko w życiu daje się zaplanować. Dziecko przyszło wcześniej. 

Była połowa lutego, słońce dopiero co zaczęło posyłać swe promienie ponad górami. 

Pozostało  jeszcze  wiele  tygodni  zimy.  Dziecko,  które  miało  urodzić  się  wiosną,  przyszło  na 

ś

wiat o wiele wcześniej. 

Bóle zaczęły się nad ranem. 

Ani  Maja,  ani  Elise  nie  wiedziały  właściwie  nic  o  porodach.  Elise,  zarzuciwszy 

okrycie  na  koszulę  nocną,  popędziła  po  matkę  Simona.  Prawie  płakała  z  niecierpliwości, 

czekając, aż tamta wstanie. Wróciła biegiem. 

Teściowa  Mai  nadeszła  godzinę  później,  co  wydawało  im  się  wiecznością.  Maja 

nienawidziła bólu, wszystko wydawało jej się okropne. 

- Nie ma pośpiechu  - matka Simona znała się na rzeczy. - To długo trwa. Nawet nie 

jesteś  w  połowie.  To  twoje  pierwsze,  dziewczyno,  więc  nie  wykręcisz  się  sianem.  Mamy 

przed sobą cały dzień. 

Wody odeszły dopiero wieczorem. Maja była zmęczona i blada. 

Przyszli wszyscy z cypla. Matka Simona, Sandra, zadbała o to, żeby mieli co robić. 

- Trzymajcie się z dala od pokoju! Tylko Elise może tam ze mną być. To też nie jest 

zresztą właściwe, bo jeszcze jest młoda. Niedługo jednak wychodzi za mąż, przyda się jej. 

Rąbali drwa. Nosili wodę. Naprawili szopę i obrządzili zwierzęta w oborze. 

Chodzili w kółko, niespokojni, słysząc krzyki i przekleństwa Mai. 

- Nie przeklinaj! - upomniała ją Sandra. - Rodzisz mojego wnuka, przeklinanie może 

wam zaszkodzić. 

Maja nie słuchała. 

- Coś jest nie tak? - spytał blady Reijo, gdy Sandra wyszła na chwilę. 

- To jej pierwsze dziecko. Jest drobna i już zmęczona. Ale to nic poważnego. Trzeba 

czasu. Ona nie jest odporna na ból, ale jakoś to będzie. Dziecko musi się urodzić. 

Reijo przypomniał sobie, że Raija też była drobna, ale rodziła bez żadnych trudności. 

-  Nigdy  nie  będę  miała  dzieci!  -  stwierdziła  Elise  ze  łzami  w  oczach,  gdy  wyszła  z 

pokoju Mai, żeby się uspokoić i coś zjeść. - Mężczyźni nawet sobie nie wyobrażają, jakie to 

straszne.  Nie  ma  mowy,  żebym  ja  miała  przez  coś  takiego  przejść.  Przecież  tego  nie  można 

powstrzymać... 

Matti  pogładził  ją  po  głowie.  Nie  wiedział,  co  powiedzieć.  Nie  mógł  jej  przecież 

obiecać, że się będzie trzymał od niej z daleka, gdy już wejdą do małżeńskiego łoża. 

Na pewno by nie dotrzymał takiej obietnicy. 

background image

Czuł  się  tu  nie  na  miejscu  i  dręczyły  go  wyrzuty  sumienia  w  imieniu  wszystkich 

mężczyzn. 

- To przebiega różnie u różnych kobiet - powiedział Reijo. - Nie mówię, że to nie boli, 

ale że akurat w przypadku Mai jest szczególnie trudne. 

Elise prychnęła. Widziała cierpienie wykrzywiające twarz Mai. 

Mężczyźni nie byli w stanie nawet wyobrazić sobie takiego bólu. 

Oni nie rodzili. 

Późną  nocą  Maja  zebrała  resztki  sił.  Pół  siedząc  w  łóżku,  zaciskając  ręce  na  jego 

krawędziach, parła, natężając cały swój upór i wolę, aż ujrzała sinawe ciałko z pomarszczoną 

twarzyczką pod czuprynką ciemnych włosów. 

Padła  z  powrotem  na  łóżko  i  zasnęła.  Sandra  wytarła  dziecko  i  zawinęła  je  w  czyste 

płótno.  Zawołała  oczekujących  i  dała  dziecko  do  potrzymania  Reijo.  Już  miał  w  tym 

doświadczenie. 

- Jest słaby, biedak - powiedziała cicho. - Przyłóżmy go do piersi Mai, nie czekając, aż 

ona się obudzi. 

- Nic nie zagraża jej życiu? Sandra pokręciła głową. 

-  Gorzej  z  tym  małym.  Może  powinniśmy  go  ochrzcić?  Nazwali  go  Artur  Mikkel. 

Ochrzcili nad cynowym talerzem. 

Nie chciał ssać. Nawet nie krzyczał. 

Zmarł po trzech godzinach. 

Jego matka leżała, nieświadoma wszystkiego. 

Elise i Reijo czuwali nad nią, siedząc po obu stronach łóżka. Tego łóżka, które Kalle 

kiedyś zrobił dla swojej młodziutkiej żony. 

Obudziła się. W pokoju było cicho. 

Od  razu  zrozumiała.  Odczytała  wiadomość  z  ich  twarzy.  Wybuchnęła  płaczem 

zmieszanym  z  histerycznym  śmiechem.  Z  jej  oczu  płynęły  łzy,  ale  z  gardła  wydobywał  się 

ś

miech. Siedziała, obejmując Reijo za szyję, i śmiała się, zapłakana. 

Była  wyczerpana,  gdy  już  obeschły  jej  oczy.  Mała  i  blada  opadła  na  poduszki,  które 

wsunęli jej pod plecy. 

- To był chłopiec - powiedział Reijo. - Ochrzciliśmy go. Nazwaliśmy Artur Mikkel. 

- Ty go tak nazwałeś? Pokiwał głową. 

- Nie cierpiał. Widać nie było mu pisane życie. Maja wykrzywiła twarz w grymasie i 

wypowiedziała słowa, których Elise nigdy nie zapomniała: 

background image

-  Czy  to  nie  jest  szyderstwo  losu,  Reijo?  Wyszłam  za  mąż  z  powodu  tego  dziecka. 

Teraz  nie  mam  ani  męża,  ani  dziecka,  tylko  niepewność.  Nie  wiedziałam,  że  to  aż  taki 

grzech... 

- Nie myśl tak - zaprotestował Reijo, ale jej nie zrozumiał. 

Elise też nie, aż dopiero po wielu latach. Maja nie chciała widzieć dziecka. 

- Nie jestem w stanie - rzekła po prostu. - Dla niego to i tak nieważne. Miał złą matkę. 

- Jesteś zbyt surowa - Elise nie mogła zaakceptować słów Mai. 

- Mam powody, aby być surowa. To jest jakaś próba. Kara. Nie wiem. Chyba muszę 

stracić wszystko. 

Nikt  nie  wiedział,  jakie  słowa  przeciwstawić  temu  stwierdzeniu.  Nikt  nie  umiał 

umniejszyć jej goryczy. 

Pochowali małego, gdy puściły mrozy. 

Maja  była  już  na  nogach.  Stała  się  chuda  jak  patyk,  jej  okolona  czarnymi  włosami 

twarz była bardzo blada. Mocno zaciskała bezkrwiste usta. 

Wygoniła Elise ze swego domu. 

-  Dam  sobie  sama  radę  -  oznajmiła  z  przekonaniem.  Knut  z  Mattim  często  jednak 

wbrew  jej  woli  odwiedzali  ją  późną  porą,  tak  że  nie  mogła  ich  nie  przenocować.  Wiedzieli 

wtedy,  że  nikt  jej  nie  dokucza.  Wykonywali  za  nią  najcięższe  prace.  Przejrzała  ich,  lecz 

przystała na to. 

- Jestem pyskata - stwierdziła. - Nie będę inna. Sama muszę ponieść karę za to, w co 

się zaplątałam. Mój los będzie taki, jaki sobie zgotowałam. 

Elise chciała przełożyć ślub. Protestowali i Matti, i Maja. 

- Czuję się nie w porządku, że jestem taka szczęśliwa - zwierzyła się Elise Mattiemu. - 

To przecież moja sprawka, że oni się pobrali. Naciskałam na to. A teraz Maja jest związana, 

mimo że mogłaby być wolna... 

- Nie mogłaś przewidzieć, że Simon trafi do więzienia. Ani tego, że dziecko umrze. 

- Ona tak rozpacza, że aż mnie przeraża. 

- To cała Maja - westchnął Matti. - Nic nie robi połowicznie. Musi sobie sama z tym 

poradzić. My nie możemy jej pomóc. 

Nie  powiedział  Elise,  że  według  niego  za  rozpaczą  Mai  kryło  się  coś  więcej.  Jeśli 

Elise  tego  nie  zauważyła,  to  dobrze.  On  to  odgadywał,  ponieważ  przypominało  mu  wyrzuty 

sumienia, którymi dręczył się jego ojciec, a ostatnio i on. 

Maja była jedną z rodu Alatalo. Wiedział, że kryła w sobie więcej uczuć, niż to dawała 

poznać innym. 

background image

- Nadal chcesz ze mną wyjechać, Elise? - spytał. - Powiedziałaś kiedyś, że mogłabyś. 

Nadal tak uważasz? 

- Nie mogę opuścić Mai! 

-  Długo  mamy  czekać?  -  zastanawiał  się  spokojnie.  -  Aż  miną  te  trzy  lata  i  Simon 

wróci z więzienia? 

- Maja mnie potrzebuje... Matti potrząsnął głową. 

-  Nie  potrzebuje  ciebie  bardziej  niż  kogokolwiek  innego.  Jesteś  jej  siostrą,  nikim 

więcej. Maja ma tu Idę. Reijo. Knuta. Rodzinę Simona. Nie będzie bardziej szczęśliwa, jeśli 

zostaniesz dla niej. A my żyjemy teraz i nic nie mamy poza pokojem w domu Reijo. Nie tak 

sobie wyobrażałem naszą przyszłość. 

Elise dotąd nie brała tego pod uwagę. Wydawało się jej tak oczywiste, że jest blisko z 

rodziną, a zarazem w myślach podróżuje daleko z Mattim. 

Łatwo jej było powiedzieć, że z nim pojedzie. 

-  Chciałbym  wrócić  do  Finlandii  -  oznajmił.  Elise  przełknęła  ślinę.  Finlandia?  Obcy 

kraj,  język,  który  rozumiała,  lecz  w  którym  nie  miała  odwagi  mówić...  Obcy  ludzie,  poza 

tylko Mattim... 

-  Kawałek  ziemi  po  moim  ojcu  nie  jest  duży,  ale  przed  śmiercią  zdołał  go  spłacić. 

Należy  teraz  do  mnie.  Nie  mogę  znieść  myśli,  że  Aki  mógłby  go  komuś  sprzedać.  To  mój 

ojciec  własnymi  rękami  go  wykarczował.  To  ma  znaczenie.  Dom  jest  stary,  ale  idzie  lato. 

Zanim nastanie zima, możemy już mieć nowy. To nie jest tak daleko stąd, żebyśmy nie mogli 

czasem przyjeżdżać do Reijo. Może nie co roku, ale co dwa, trzy... 

- Naprawdę chcesz tam jechać? - spytała cicho. Już dawno nie widziała w jego oczach 

takiego blasku. To była miłość, tym razem nie do niej, ale do skrawka ziemi. - Długo o tym 

myślałeś, Matti? 

Skinął głową. 

-  Tęsknię,  żeby  tam  wrócić.  Myślałem,  że  jakoś  to  zniosę,  gdy  już  będę  miał  ciebie. 

Ale chcę też tę ziemię. Moglibyśmy z niej wyżyć, Elise. O ile zbiory pozwolą, moglibyśmy 

nawet dokupić coś w okolicy. Z czasem mielibyśmy spore gospodarstwo. 

-  To  nasza  przyszłość...  -  Elise  powtórzyła  słowa  narzeczonego.  Może  w  końcu 

powinna  pomyśleć  i  o  sobie.  Wystarczy  martwienia  się  cudzymi  kłopotami.  Miała 

dwadzieścia lat. To dostatecznie dużo. 

-  Wiem,  że  nie  powinno  się  wyrywać  z  korzeniami  dzikich  róż  takich  jak  ty  - 

uśmiechnął  się  Matti.  -  Ale  w  Finlandii  też  jest  dobra  ziemia  do  sadzenia  kwiatów.  A  w 

Tornedalen jest pięknie. Inaczej niż przywykłaś. Wiem, że ci się spodoba. 

background image

-  Kwiaty  takie  jak  ja  rosną  wszędzie  -  zapewniła,  choć  nie  czuła,  że  zasługuje  na 

podobne porównanie. 

Listki  rzeczywiście  zdążyły  się  rozwinąć  na  ten  dzień,  kiedy  mieli  się  przeprawiać 

łodziami do kościoła w Karnes. 

Ś

ciany gór pociemniały. Choć jeszcze daleko było do prawdziwej wiosny, nastała pora 

roku dająca nadzieję na przyszłość. 

Matti  sam  wiosłował,  nie  przejmując  się,  że  pogniecie  koszulę.  Mieli  mieć  porządny 

ś

lub, ale żadne z nich dwojga nie chciało wesela. 

Niech ludzie myślą, co chcą - to była ich decyzja. 

Ida  źle  zniosła  podróż.  Wymiotowała,  przewieszona  przez  krawędź  łódki.  Otarła 

potem usta i przysięgła, że nie będzie zielona na twarzy w taki dzień. 

Maja niewiele mówiła. 

Zamrugała tylko oczami, gdy ksiądz ogłosił Mattiego i Elise mężem i żoną. Pierwsza 

znalazła się przy łodziach, gdy mieli wracać. Elise promieniała szczęściem. Maja pomyślała, 

ż

e dobrze jest na nią patrzeć. Widzieć kogoś, kto dostał tego, kogo chciał. Mieć świadomość, 

ż

e ktoś przeżyje to, o czym ona już nawet nie marzyła. 

Jej losu nic nie odmieni. 

Szczęście  nie  przysługiwało  widać  kobietom  z  jej  rodu.  Ale  uśmiechała  się,  gdy 

ś

ciskała Elise. Powiedziała też, że się cieszy jej radością. To była prawda. 

Objęła Mattiego i stwierdziła, że dał jej najwspanialszą ciocię. 

Cieszyła się razem z nimi. 

Ale jej serce krwawiło. 

Zastanawiała  się,  czy  Simon  jeszcze  żyje.  Więzienie  było  chyba  gorsze,  niż  mogła 

sobie wyobrazić. Docierały do niej różne pogłoski. 

Ale nikt nie słyszał o Simonie. 

Matti  i  Elise  wyjechali  kilka  dni  po  ślubie.  Reijo  podarował  młodym  małżonkom 

konia, żeby ułatwić im podróż na południe. 

- Pamiętajcie, że zostaje tu kilka osób, które was kochają - powiedział. - Nie znikajcie 

na zawsze! 

Elise długo go obejmowała. Nie wiedziała, dokąd jedzie ani co ją tam czeka. 

Przez  całe  życie  Reijo  stanowił  dla  niej  oparcie.  Mocne  i  pewne,  takie,  na  które 

zawsze mogła liczyć. 

Teraz miała rozwinąć skrzydła. Wyfrunąć z gniazda i stworzyć własne życie, własny 

dom. 

background image

Matti nigdy nie zastąpi jej Reijo. 

Mąż był kimś innym niż ojciec. 

- Będę za wami tęsknić - wyszeptała, bo nie była w stanie mówić głośno. - Rozchoruję 

się z tęsknoty... 

-  To  nieprawda  -  pocieszał  Reijo.  -  Będziesz  szczęśliwa  z  Mattim.  Jak  nie,  to  ja  się 

rozchoruję. 

Pokiwała  głową,  pociągając  nosem.  Musiała  jeszcze  powiedzieć  to,  o  czym  długo 

myślała. 

- Sądzę, że Raija żyje. Kiedy wróci, powtórz jej, że naprawdę kocham Mattiego! 

- Obiecuję, Elise. Chciałbym tylko wierzyć w jej powrót tak mocno jak ty. 

-  Opiekuj  się  Mają!  -  dodała.  Reijo  długo  jeszcze  stał  na  cyplu,  patrząc  w  ślad  za 

młodymi. Stal jeszcze wtedy, gdy zniknęli w lesie. Już dwie córki opuściły gniazdo. 

-  Czuję  taką  pustkę  -  rzucił  przed  siebie.  -  Czy  wszystko  potoczyłoby  się  inaczej, 

gdybyś tu była, Raiju? 

Mewa  zaskrzeczała  nad  jego  głową.  Uśmiechnął  się  do  siebie  i  zszedł  na  brzeg.  W 

takich właśnie chwilach musiał wypłynąć w morze. 

background image

EPILOG 

- Mamo, mamo! - Głos chłopca był jasny i pełen emocji. - Mamo, wujek Oleg wrócił! 

Ma łódź pełną ryb. Nigdy w życiu nie widziałem tyle ryb. Jest ich więcej niż w całym Morzu 

Białym. Więcej niż w całym oceanie! 

Wpadł pędem do pokoju. W oczach malowało mu się dziecięce zadziwienie. 

-  Antonia  pocałowała  go  na  środku  kei!  Wszyscy  to  widzieli.  To  głupie,  prawda, 

mamo? Ja nigdy nikogo nie pocałuję! 

Poczochrała mu włosy. Znów urosły, choć nie tak dawno go strzygła. 

Jewgienij nadszedł niedługo po nim. Był równie spokojny, jak syn gwałtowny. 

- Oleg wrócił - oznajmił. Raija uśmiechnęła się. 

- Twój syn cię uprzedził. 

- Dobrze handlowali. Widać mieli dobre polowy w Finnmarku. 

Zawsze się bał, że nazwy znane Raiji dawniej mogłyby przebudzić coś w jej pamięci. 

Wahał się, zanim użył norweskich nazw. Długo zastanawiał się nad wyborem imienia 

dla  syna.  Mimo  wszystko  w  końcu  nadał  mu  to  właśnie,  żeby  nigdy  nie  zapomnieć  o 

przeszłości. 

Także i teraz nic się nie stało. 

-  Oleg  ciągle  mnie  drażni  -  mówił  dalej  Jewgienij.  -  Zawsze,  gdy  go  spotykam 

wracającego  z  podróży,  pyta  mnie,  czy  nie  zabiorę  się  z  nim  następnym  razem,  czy  nie 

spróbuję, jak to jest stać za sterem na otwartym morzu. 

Raija  pogładziła  go  czule  po  policzku.  Skronie  mu  siwiały,  a  twarz  pokryły 

zmarszczki z powodu kłopotów, pracy i cierpienia. Zdarzało się, że bolała go ręka, której nie 

miał. Nigdy jednak się nie skarżył. Tylko zmarszczki robiły się wyraźniejsze. 

-  A  ty  udajesz,  że  nie  chcesz  niczego,  Jewgieniju  Byków?  Nie  sądzisz,  że  twój 

najlepszy  i  najstarszy  przyjaciel  dobrze  cię  zna?  Wie,  że  ciągnie  cię  na  morze.  Pragniesz 

pływać, ale sam przed sobą nie chcesz się do tego przyznać. 

-  Ja  nie  chcę  niczego?  -  Objął  ją  swym  jedynym  ramieniem,  przycisnął  mocno  do 

siebie  i  spojrzał  na  nią wyzywająco.  -  I  to  ty,  Raija  Bykowa,  mówisz,  że  ja  nie  mam  na  nic 

ochoty? Jest coś, co działa na mnie kobieto, i to ty powinnaś o tym wiedzieć! 

Zaśmiała  się,  napotykając  jego  usta.  Doświadczona  mężatka,  jaką  była,  nie  powinna 

już  chyba  czuć  się  tak  bezgranicznie  szczęśliwa,  tak  pożądana  i  sama  tak  chętnie 

odpowiadająca na pożądanie męża. 

background image

Ale tak właśnie się czuła. 

Ich pocałunek był tego dowodem. 

Widywała inne pary małżeńskie całujące się, jakby były sobie obce  - i nie rozumiała 

tego. 

Jewgienij  i  ona  rozpalali  w  sobie  ogień.  Potrafili  działać  na  siebie  podniecająco 

samymi  spojrzeniami.  Nocami,  gdy  ciemność  zapadała  nad  Dwiną,  odkrywali  w  swoich 

objęciach coraz to nowe głębie. 

- Gdybym miał oba ramiona, okręciłbym cię tak, jak nikt wcześniej nikogo. 

- Dobrze sobie z tym radziłeś z twoim jednym ramieniem. Dotychczas - mrugnęła do 

niego i pofrunęła wokół kuchni. Jego śmiech brzmiał w jej uszach niczym muzyka. 

- Może jeszcze dam radę jakiś czas - rzucił lekko zdyszany, gdy postawił ją na ziemię. 

Obojgu  kręciło  się  w  głowach.  -  Ale  w  moim  następnym  życiu  poproszę  o  przydział  dwóch 

ramion.  Ty  powinnaś  mieć  takiego  mężczyznę,  który  obejmowałby  cię  więcej  niż  jednym 

ramieniem. 

Raija wspięła się na palce, aby przytulić policzek do jego twarzy. 

- Nie chcę nikogo innego - wyznała. - Obchodzisz mnie tylko ty i twoje jedno ramię. 

Nikt mnie tak nie obejmuje jak ty, nawet gdyby miał i dwa, i trzy ramiona. 

- Ech! Dlaczego zachowujecie się tak głupio jak Antonia i Oleg? Nikt inny nie ma taty 

i  mamy,  którzy  ściskają  się  i  całują  w  środku  dnia.  I  to  w  kuchni.  A  gdyby  ktoś  przyszedł  i 

was zobaczył? - Ich dziewięcioletni syn patrzył na nich oskarżycielsko brązowymi oczami. - 

Dorośli tak nie robią - stwierdził. 

-  Dorośli  robią  różne  dziwne  rzeczy  -  odpowiedział  Jewgienij  i  potargał  niesforną, 

ciemną czuprynę syna. 

- Jeszcze to! - wykrzywił się mały. 

- Wielu rzeczy się nie rozumie, mając dziewięć lat, mój mały mężczyzno - powiedział 

ojciec. 

- Nigdy się nie ożenię. 

-  Ja  też  tak  mówiłem.  Aż  spotkałem  mamę...  -  Jewgienij  uśmiechnął  się  do  Raiji. 

Kochał ją i to dziecko ponad wszystko w świecie. 

Zbudował życie na kłamstwie w imię tej miłości i zamierzał je przeżyć w pełni. 

Ona była szczęśliwa. 

W to nigdy nie wątpił. 

Ale zawsze w pobliżu czaiła się niepewność. 

background image

Pewnego  dnia  wszystko,  o  czym  zapomniała,  mogło  wrócić.  Dziś  wieczór,  jutro.  W 

przyszłym tygodniu, może w przyszłym roku. 

Ż

ył z tą świadomością już ponad dziesięć lat. 

Nienawidził siebie za to, ale nie mógł robić nic innego, jak tylko żyć dla niej. 

Była jego przeznaczeniem. 

Jego życiem. 

Może znienawidzi go, gdy sobie wszystko przypomni. 

Jewgienij milczał i cierpiał, ale przede wszystkim kochał ją. 

-  Jeżeli  już  będę  musiał  się  ożenić  -  odezwał  się  chłopiec  przemądrzale  -  jeśli  będę 

musiał, to wtedy ożenię się z mamą. 

Jewgienij uśmiechnął się do Raiji. Spojrzeniami potwierdzili swą miłość do syna. 

- Świetny pomysł, Michaił - rzekł. Ich wspólne szczęście było tego warte: jego kłam-

stwa, przemilczenia, wszystkiego, czego ją pozbawił. 

Gdyby mógł, postąpiłby jeszcze raz tak samo. 

- I wtedy kupię statek większy niż twój i Olega i wezmę mamę, i popłyniemy do tego 

Finnmarku. 

- Mamie jest tu dobrze - powiedziała Raija. - Najlepiej jest mi w domu. 

To była prawda. 

Nie tęskniła do innych miejsc. 

Tu  miała  wszystko,  czego  pragnęła.  Potrafiła  żyć  nawet  bez  wspomnień,  które 

utraciła. - Jest mi dobrze - zapewniła Raija, patrząc Jewgienijowi w oczy. - Jestem szczęśliwa.