background image
background image

Katherine Garbera

Gorące cztery dni

Tłumaczenie: Anna Sawisz

HarperCollins Polska sp. z o.o. 

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: Her One Night Proposal

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka 

© 2020 by Katherine Garbera

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin

Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji

części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych –

jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi

znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i

zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym

do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą

być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books

S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7425-8

background image

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Iris Collins nie wyobrażała sobie tygodnia bez środowego

lunchu  z  rodziną.  Tradycja  ta  została  zapoczątkowana,  kiedy
ona  i  jej  siostra  bliźniaczka  Thea  wróciły  do  domu  po
ukończeniu nauki w szkole z internatem i trwała nadal, mimo
iż obie dawno osiągnęły już dorosłość.

Posiłek  jedzono  w  klubie  mieszczącym  się  w  wieżowcu,

który  był  siedzibą  prowadzonej  przez  ojca  firmy  Collins
Combined, 

wyspecjalizowanej 

długoterminowych

inwestycjach finansowych.

Kiedy  tym  razem  wchodziła  do  budynku,  zabrzęczał  jej

telefon.  Spojrzała  na  wyświetlacz:  dzwonił  jej  tak  zwany
chłopak. Schowała telefon do kieszeni, bo właśnie zbliżała się
jej  siostra,  która  zapewne  chciała  wymienić  serię
zwyczajowych uścisków.

–  Domyśliłam  się,  że  będziesz  wcześniej  –  odezwała  się

Thea.  –  Podobnie  jak  ja.  Chcę  trochę  z  tobą  poplotkować,
zanim zjawią się mama i tata. Nie rozmawiałyśmy jeszcze po
twoich wakacjach z Grahamem. Jak było?

– Okej – odparła Iris.

– Tylko okej?

Jeśli  Iris  miałaby  być  szczera,  nie  było  nawet  okej.  Na

Bermudach Graham starał się ją skłonić do większej śmiałości
w  seksie  i  nie  skończyło  się  to  dobrze.  Obrażony  zszedł  do

background image

baru, gdzie przez całą noc raczył się drinkami, a ona samotnie
na balkonie wsłuchiwała się w szum fal.

Nie chciała jednak póki co z nim zrywać. Za dziesięć dni

jej  była  współmieszkanka  z  akademika  wychodziła  za  mąż.
Iris miała być druhną i kiepsko wyglądałoby, gdyby pojawiła
się bez partnera. Panna młoda, Adler Osborn, miałaby z tego
powodu dodatkowy stres, a tego Iris chciała jej oszczędzić.

– O wilku mowa – mruknęła, gdy telefon piknął ponownie.

Thea patrzyła siostrze przez ramię, gdy ta czytała esemesa

od Grahama.

„Posłuchaj,  najwyraźniej  się  nam  nie  układa,

postanowiłem więc z tym skończyć. Nie będziemy się więcej
spotykać. Mam nadzieję, że zrozumiesz”.

– To chyba jakiś żart? – powiedziała Thea. – Zrywa z tobą

esemesem?

Iris nawet  wolałaby  teraz być zaskoczona,  ale odczuwała

jedynie ulgę. Wystukała szybko:

„Jasne, rozumiem”.

„Świetnie, tak myślałem”.

– Co myślał? – zapytała Thea.

– Nic – odparła Iris.

Ostatnia rzecz, o której chciałaby teraz rozmawiać z siostrą

na  korytarzu,  był  seks.  Przecież  jej  zachowania  nie  można
określić mianem pruderii, jak to zrobił Graham. A zresztą, czy
to ważne?

Zanim  jednak  zdołała  się  zorientować,  Thea  wyrwała  jej

z ręki telefon i napisała:

background image

„Okej, ja i tak chcę od życia więcej, niż ty jesteś w stanie

zaoferować”.

– Thea, oddaj mi komórkę!

Graham  najwyraźniej  coś  odpisywał  i  Iris  poczuła  ucisk

w żołądku. Fakt, facet należy do ludzi, którzy żadnej zniewagi
nie puszczą płazem.

„W  porządku,  a  ja  nie  chcę  być  z  kimś  tak  nudnym,

nijakim i do bólu pryncypialnym jak ty. Żegnaj, suko”.

Iris szybko odpowiedziała ikonką uniesionego kciuka.

– Niepotrzebnie się pośpieszyłaś – ofuknęła siostrę. – Miał

mi towarzyszyć na weselu Adler. I co ja teraz zrobię?

–  Z  czym  masz  coś  zrobić?  –  usłyszały  za  plecami  głos

matki.

Elegancka  Corinne  Collins,  w  swoim  kółku  brydżowym

zwana Coco, na powitanie uściskała córki.

– Chodzi o Grahama, faceta, z którym chodziłam – odparła

Iris.

–  Zerwał  z  nią  esemesem  –  wyjaśniła  Thea.  –  Co  za

chamstwo.

– Gdzie tata? – spytała Iris.

–  Spóźni  się,  ale  mam  wrażenie,  że  nie  za  bardzo.

Zagroziłam,  że  jak  się  go  nie  doczekamy,  zabiorę  was  na
zakupy.

Roześmiały  się  z  tej  aluzji  do  rodzinnego  żartu.  Ojciec

miał  zwyczaj  mawiać,  że  czas  to  pieniądz,  a  matka
nieodmiennie  odpowiadała  mu,  że  to  prawda,  bo  dla  niej

background image

najprzyjemniejszym  sposobem  spędzania  czasu  jest
wydawanie pieniędzy.

Skierowały  się  do  restauracji,  a  Iris  aż  kipiała  ze  złości.

Jak  on  śmiał?  Nudna  i  pryncypialna?  Ona,  Iris  Collins?
Telewizyjna wyrocznia w sprawach stylu życia, powszechnie
znana z nietuzinkowego gustu? A to dupek!

Fakt,  odmówiła  mu,  gdy  zaproponował  trójkącik,  ale  to

zupełnie inna sprawa.

–  Na  wesele  musisz  przyjść  z  kimś  naprawdę

wystrzałowym – odezwała się Thea, gdy matka zostawiła je na
chwilę  same.  –  Niech  ten  dupek  zobaczy,  kto  tu  jest  nudny
i nijaki.

– Ale skąd ja wytrzasnę kogoś takiego w kilka dni?

–  Chwileczkę,  niech  pomyślę…  Zaraz,  zaraz,  przecież

możesz kogoś wynająć! – rozpromieniła się Thea. – Jak w tym
filmie z Julią Roberts.

– Nie ma mowy.

– Dlaczego?

– Bo to krępujące. No i żenada.

–  Bez  przesady.  Jak  dobrze  zapłacisz,  facet  będzie  się

zachowywał zgodnie z twoim życzeniem. Znam takich, którzy
mogliby być zainteresowani.

–  Znasz?  Ciekawe  skąd?  Przecież  pracujesz  w  domu,

w towarzystwie dwóch kotów – zauważyła Iris.

Jej  siostra  odnosiła  zawodowe  sukcesy  jako  autorka

poczytnego  bloga  z  poradami  na  temat  dobrych  manier.

background image

Bywała też zapraszana na towarzyskie imprezy w charakterze
doradczyni.

– Mam różnych przyjaciół.

–  Dzięki,  Thea,  ale  jakoś  dam  sobie  radę.  Nie  mam

zamiaru  już  zajmować  się  problemami  związanymi
z Grahamem.

Pojawił się ojciec i wspólny posiłek jak zwykle okazał się

bardzo udany. Iris tęsknie popatrywała na rodziców, którzy po
tylu latach nadal uwielbiali trzymać się za ręce.

Czy ona naprawdę zbyt wiele wymaga od życia? Dlaczego

wciąż przyciąga facetów pokroju Grahama?

Ale  póki  co  Thea  ma  chyba  rację.  Musi  wynająć  sobie

partnera  na  ślub  i  wesele  przyjaciółki.  Czasu  zostało  już
niewiele…

Zac  Bisset  nie  cierpiał  Bostonu,  ale  okoliczności  kazały

mu  od  czasu  do  czasu  porzucić  życie  na  ukochanym  jachcie
i zawitać do tego miasta. Nieważne, że tym razem zdarzyło się
to pewnego pięknego czerwcowego dnia.

Musiał  wbić  się  w  marynarkę  i  buty,  a  najlepiej  czuł  się

boso  i  w  kąpielówkach.  W  ogóle  urodzenie  w  bogatej
i  ustosunkowanej  rodzinie  traktował  nie  jak  przywilej,
a bardziej jak szykanę ze strony losu.

Ucieczki szukał na morzu, żeglowanie było jego pasją już

od lat studenckich, a później stało się zawodem i sposobem na
życie.  Pracował  dla  brytyjskiej  załogi  America’s  Cup,
a  ostatnio  przymierzał  się  do  wyszkolenia  i  wystawienia
własnej drużyny.

background image

A  to  są  koszty.  Mógłby  oczywiście  dostać  pieniądze  od

rodzinnej  firmy  Bisset  Industries,  ale  wtedy  ojciec  nalegałby
na  jego  wejście  do  zarządu,  a  Zac  bardzo  by  nie  chciał
uzależniać  się  od  pana  Augusta  Bisseta.  A  jeszcze  mniej  od
swojego  starszego  brata  Logana.  Chciał  zachować  pełną
swobodę robienia tego, co lubi.

Nie miał jednak zbyt wielkiego wyboru. Planowany sukces

wymagał  sponsora.  I  to  jak  najszybciej,  bo  sezon  w  pełni,
warto by już zacząć treningi.

Właśnie opuszczał biuro  dużej  firmy  telekomunikacyjnej,

gdzie  odbył  spotkanie  na  temat  ewentualnej  współpracy.
W barze zamówił wodę mineralną, gdy zabuczał włączony na
powrót telefon. W skrzynce znalazł kilka wiadomości.

Pierwsza od najstarszego brata Dariena, który wyjątkowo

był  nie  biznesmenem,  a  politykiem.  Chciał  się  spotkać  na
drinka jeszcze przed zbliżającym się weselem kuzynki. Druga
wiadomość  to  pytanie  od  załogi,  jak  poszły  negocjacje,
a  trzecia  od  mamy,  która  wzywała  go  do  niezwłocznego
przybycia  do  domu  babci  na  wyspie  Nantucket,  żeby  móc
z nim spędzić trochę czasu, jak to matka z synem.

Potarł  ręką  kark.  Na  żadną  z  tych  wiadomości  nie  miał

ochoty  odpowiadać.  Doceniał,  że  zwróciła  się  do  niego
dwójka ulubionych członków rodziny. Ojciec i Logan chcieli
zbojkotować  ślub  Adler,  która  postanowiła  wejść  do  rodziny
Williamsów,  głównych  rywali  Bisset  Industries  na  polu
gospodarczym.

Zac zaś nie miał z nikim na pieńku, zobowiązał się więc

do  uczestnictwa  we  wszystkich  związanych  z  zaślubinami
imprezach. Lubił balangi, tańce, ładne dziewczyny, czemu nie.

background image

Prestiżowe  wyjazdowe  wesele  miało  się  odbyć  na  wyspie
Nantucket,  w  ośrodku  wypoczynkowym  –  najnowszej
flagowej inwestycji Williams Inc.

Pan młody i jego rodzina wdzierali się więc na wszystkie

tereny,  gdzie  dotąd  żyli  Bissetowie.  Młodsza  –  i  jedyna  –
siostra Zaca, Mari, nie mogła się nachwalić nowego hotelu, na
inaugurację którego została zaproszona jako dziennikarka. Co
raczej  jeszcze  bardziej  zniechęcało  Logana  i  ojca  do  udziału
w weselu kuzynki.

Zac  w  pierwszej  kolejności  odpowiedział  swojemu

żeglarskiemu  zespołowi,  który  oprócz  niego  składał  się
jeszcze tylko z Yancy’ego McNeila i Deva Kellmana.

„Póki  co  nici  z  finansowania.  Mam  jeszcze  jedno

spotkanie, a potem musimy zrobić burzę mózgów, co dalej”.

Yancy odpisał jako pierwszy:

„Niech  to  szlag.  Ja  dostałem  jakieś  namiary  od

przyjaciółki,  której  znajomy  poszukuje  możliwości
długoterminowego inwestowania. Prześlę wam szczegóły”.

Dev dorzucił swoje trzy grosze:

„Ja nic nie znalazłem. Ale obiecuję przyrządzić margarity,

jak się spotkamy”.

Zac zakończył czat:

„Dzięki. Sprawdzę twój kontakt, Yancy”.

Zamówił drugą szklankę wody i wstrzymał oddech, bo do

baru  weszła  jakaś  blondynka.  Zgrabna,  opalona,  w  obcisłej
odsłaniającej  ramiona  sukience.  Poruszała  się  z  dużą  dozą
pewności siebie. Ich spojrzenie spotkały się, a ona rozchyliła

background image

usta  w  lekkim  uśmiechu.  Jej  oczy  były  niebieskie  jak  wody
oceanu  u  wybrzeży  Nowej  Zelandii.  A  usta…  Wprost
stworzone  do  całowania.  Od  razu  pomyślał,  jak  by  to  było
czuć je pod swoimi wargami?

No  tak,  za  długo  przebywał  na  morzu  i  teraz  jak  widzi

kobietę,  od  razu  by  ją  całował.  Stanowczo  musi  lepiej  nad
sobą panować.

Ktoś zbliżył się do jego stolika.

Podniósł wzrok, myśląc że to kelner, ale to była ta kobieta.

Pachniała  jak  letnie  kwiaty  w  ogrodzie  jego  matki
w Hamptons. Zac nie był specjalnie nieśmiały, ale gapienie się
na nieznajomą nieco go peszyło.

Zdążył jedynie zauważyć, że jej włosy mają raczej odcień

karmelu,  a  na  wyjątkowo  smukłej  szyi  dziewczyna  nosi
dyskretny łańcuszek z amuletem w kształcie kwiatka.

Kiedy Iris po południu weszła do baru, głowę miała pełną

rozmyślań nad dziwną radą, jakiej udzieliła jej siostra. Miała
się tu spotkać z ludźmi przygotowującymi ją do uroczystości
weselnej pod kątem wizerunkowym.

Ślub  Adler  miała  zaszczycić  swoją  obecnością  ekipa

którejś  z  telewizji  i  pewne  cała  masa  blogerów,  vlogerów
i  przedstawicieli  plotkarskich  portali  internetowych.  Trzeba
było  więc  być  gotowym  na  stały  ostrzał  kamer  i  aparatów
fotograficznych.

Swoją  karierę  zawodową  Iris  zaczynała  jako  asystentka

Lety Veerland, guru gatunku reality show w telewizji lat 90-
tych i początku XXI wieku. Od Lety nauczyła się, że o swój
wizerunek  należy  dbać  zawsze,  choćby  szło  się  tylko  do

background image

pobliskiego  spożywczaka.  Bo  jeśli  twój  wygląd  stoi
w  sprzeczności  z  tym,  co  kreujesz  na  użytek  publiczny,
automatycznie tracisz wiarygodność.

Iris  rozejrzała  się  wokół.  Ani  śladu  osób,  z  którymi  się

umówiła.  Zaczęła  więc  iść  w  kierunku  wolnych  stolików
w głębi lokalu i omal się nie potknęła, ujrzawszy siedzącego
w skórzanym fotelu atrakcyjnego blondyna.

Jego sięgające ramion włosy sprawiały – mimo długości –

schludne  wrażenie.  W  ogóle  był  typem  wikinga,  ale  nie
rabusia, a raczej… smakowitego kąska.

Przedstaw  mu  propozycję  nie  do  odrzucenia,  pomyślała,

mając wciąż w pamięci pomysł Thei. Nie, to byłoby śmieszne.
Absolutnie nie do przyjęcia.

Ale  nie  mogła  opędzić  się  od  tej  myśli.  Zwłaszcza  że

przypomniała sobie, co powiedziała matka, kiedy Iris zaczęła
zarabiać  duże  pieniądze  jako  influencerka  portali
społecznościowych:

–  Pamiętaj,  nie  wahaj  się  płacić  ludziom  za  to,  co  i  tak

musi być zrobione.

Teoretycznie  mogłaby  pokazać  się  na  ślubie  przyjaciółki

bez  partnera,  ale  uroczystość  ma  być  pokazana  w  telewizji,
a  to  doskonała  okazja,  żeby  podbudować  swój  wizerunek
domowej  bogini.  I  przy  okazji  sprzedać  trochę  więcej
reklamowanych produktów oraz egzemplarzy własnej książki.

Tym  bardziej  że  prawie  wszystkie  jej  internetowe

konkurentki  są  w  trakcie  zmiany  wizerunku  z  przebojowej
wielkomiejskiej  singielki  na  świeżo  upieczoną  żonę  i  młodą
mamę.

background image

Tylko ona nadal tkwi w starych dekoracjach…

„Nudna i pryncypialna”, zadźwięczało jej w uszach.

A gdyby tak pokazać się na ślubie z wikingiem u boku? Jej

społeczny  wizerunek  natychmiast  by  się  poprawił.  Można  to
więc nawet uznać za inwestycję w biznes.

Pochwycił jej spojrzenie, a ona się uśmiechnęła. Puścił do

niej  oczko  i  odwzajemnił  uśmiech.  Podeszła  bliżej.  Grunt  to
pewność siebie. W końcu nie od parady w wieku czternastu lat
udało jej się przekonać rodziców, że powinna założyć własny
kanał na YouTubie.

–  Cześć  –  powiedziała  i  od  razu  pomyślała,  że  facetowi

z wrażenia spadną skarpetki.

Spojrzała  na  jego  nogi.  Faktycznie,  nie  miał  skarpetek,

mokasyny  włożył  na  bose  stopy.  Dobry  znak.  Nie  można  go
zlekceważyć.

– Cześć, przysiądziesz się? – zapytał.

Spojrzała na zegarek. Ma jeszcze kwadrans do spotkania.

Pomysł Thei powoli materializował się jako jej własny…

– Tylko pod warunkiem, że pozwolisz postawić ci drinka.

– Nie mam zwyczaju odmawiać pięknym damom – odparł,

wstając i odsuwając dla niej krzesło.

– Doprawdy? I nigdy tego nie żałowałeś?

–  Nigdy.  Bywało,  że  sprawy  potoczyły  się  inaczej,  niż

oczekiwałem, ale cóż, takie jest życie, prawda?

– Może twoje. Ja  tam  zawsze  staram  się  działać  zgodnie

z  planem  –  powiedziała,  przyglądając  mu  się  badawczo.
Ciekawe jak zareaguje?

background image

– Ja nie jestem typem planisty – odparł.

– I jak ci idzie?

– Jakoś. Podążam tam, dokąd wiatr mnie zawieje.

– Wiatr?

– Jestem żeglarzem. Startuję w regatach.

Ha!  Intuicja  jej  nie  zawiodła.  Jest  wikingiem,  tyle  że

zamiast rabować dalekie lądy, rusza na sportowy podbój mórz
i oceanów.

– Na przykład w Pucharze Ameryki? – spytała.

–  Właśnie.  Obecnie  kompletuję  załogę  i  szukam

inwestorów na następne cztery sezony.

Potrzebuje sponsora…

– A dlaczego pytasz? – ciągnął.

Iris  wzięła  głęboki  oddech.  Jeśli  nie  teraz,  to  kiedy?

Lepszego faceta już nie znajdzie. Przystojny, szuka pieniędzy
i się jej podoba.

– Bo potrzebuję przysługi – odpowiedziała.

– Od nieznajomego? – zdziwił się.

Na stole przed nim leżał plik zszytych kartek.

Wyglądały jak oferta, którą przedstawia się potencjalnemu

inwestorowi.  Widząc,  że  kobieta  zwróciła  na  nie  uwagę,
szybko przewrócił je grzbietem do góry.

–  Przepraszam,  nie  miałam  zamiaru  podglądać,  co  tam

masz.

background image

–  Nie  ma  sprawy.  Ale  powiedziałaś,  że  potrzebujesz

przysługi. Zaintrygowałaś mnie. Powiedz, o co chodzi.

Usiadła, zakładając nogę na nogę i prostując plecy.

Ojciec uczył ją, że właściwa postawa to klucz do okazania

pewności  siebie.  Przełknęła  ślinę  i  jeszcze  raz  zaczerpnęła
powietrza.  Musi  uważać  –  o  molestowanie  seksualne  można
oskarżyć także kobietę.

– Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia – zaczęła.

Czy  to  przypadkiem  nie  były  słowa  Roberta  Redforda

z filmu „Niemoralna propozycja”?

– A kim ty jesteś? Ojcem chrzestnym?

– Nie, po  prostu  usiłuję  powiedzieć,  że  potrzebuję  faceta

na weekend. A te papiery – wskazała palcem stół – świadczą,
że ty szukasz źródeł finansowania. Czyli… cholera, chyba coś
pokręciłam.

–  Czy  mam  rozumieć,  że  składasz  mi  niemoralną

propozycję?

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Zaczerwieniła się, zatrzepotała powiekami i wyprostowała

plecy jeszcze bardziej, przekrzywiając na bok głowę.

– Traktuję to jako układ biznesowy, nie sprawę osobistą –

powiedziała.

On  oczywiście  otrzymywał  już  różne  propozycje  od

kobiet,  ale  raczej  od  takich,  którym  zależało  na  wejściu  do
świata luksusu.

– Intrygujesz mnie – odparł i to była prawda.

Ta  kobieta  jest  piękna  i  do  tego  oferuje  mu  pieniądze.

Fajnie byłoby mieć – zamiast jakiejś bezdusznej korporacji –
takiego sponsora na zawodach Pucharu Ameryki.

–  Wybieram  się  na  wyjazdową  imprezę  ślubną  i  muszę

przyjść z kimś – wyjaśniła. – Chodzi o cztery dni i trzy noce.
W zamian chętnie zasponsoruję twoje przedsięwzięcie. Zależy
mi na pokazaniu się, na pewno nie zażądam od ciebie niczego
niestosownego.

– Szkoda, bo już zaczęło mi się to podobać.

To  zabawne,  on  też  jest  zaproszony  na  wesele,  mniej

więcej w tym samym czasie. Czyżby ta dziewczyna wybierała
się na ślub Adler?

Usiadła  jeszcze  bardziej  sztywno,  o  ile  to  w  ogóle  było

możliwe.  Podobała  mu  się.  Była  inna  niż  sportsmenki,

background image

z którymi najczęściej miewał do czynienia, ale też wyróżniała
się  na  tle  dziewcząt  z  elity  towarzyskiej,  bo  nie  ulegało
wątpliwości,  że  oboje  wywodzą  się  z  tych  samych  kręgów
społecznych.

– Rozważ to – powiedziała chłodno.

– Ale dlaczego taka forma? – spytał, mając na myśli fakt,

że nie wyglądała na kobietę, która musi płacić facetowi za to,
by z nią był.

Chyba że coś mu umknęło…

–  To  długa  historia,  nie  chciałabym  wdawać  się

w szczegóły. Ktoś, z kim chodziłam, właśnie ze mną zerwał,
a  nie  chciałabym  wyjść  na  jelenia.  Będzie  telewizja,  ja  też
zamierzam nakręcić trochę filmików, więc…

– Chodzi ci o wizerunek?

–  W  zasadzie  tak,  ale  nie  do  końca  –  odparła,  kręcąc

głową.  –  Dla  mnie  to  biznes.  Pracuję  jako  kreatorka  stylu
życia,  promuję  linię  produktów,  poleciłam  pannie  młodej
projektantkę jej sukni i tak dalej. To kwestia marki. Gdyby to
była sprawa czysto osobista, miałabym gdzieś, czy idę sama,
czy z kimś.

–  Kim  w  takim  razie  jesteś?  Przepraszam,  że  pytam,  ale

ostatnio większość czasu spędzam poza krajem, na wodzie.

– Jestem Iris Collins.

Może  i  o  niej  słyszał,  pewnie  od  siostry,  ale  nie  bardzo

wiedział, co i jak.

– Ja jestem Zac.

background image

– I szukasz inwestora, żeby móc samodzielnie zgłosić się

do Pucharu Ameryki?

– Tak, mam nową załogę, nowe pomysły. Chcę spróbować.

– W takim razie myślę, że mogłabym ci pomóc.

–  Aż  tak  dobrze  się  zarabia  na  propagowaniu  stylu

życia? – zdziwił się.

–  Bardzo  dobrze  –  roześmiała  się.  –  I  właśnie  dlatego

muszę  dbać  o  wizerunek.  Ciebie  też  odpowiednio  ubiorę.
Będziemy  trzymać  się  za  ręce,  nic  więcej.  No  może  jakiś
całusek,  jeden  albo  dwa.  Warunek:  musisz  mi  towarzyszyć
przez cały czas.

Właściwie  powinien  odmówić.  Nie  musiał  się  radzić

piarowca swojego ojca, sam wiedział, że wynajmowanie się za
pieniądze  w  charakterze  pana  do  towarzystwa  nie  wygląda
najlepiej. No i zbyt długo już był Bissetem, by nie wiedzieć,
że sprawa wcześniej czy później się wyda.

Musi  być  z  nią  szczery.  Powiedzieć,  że  potrzebuje

pieniędzy, ale nie aż tak rozpaczliwie.

– Ja… – zaczął i natychmiast zamilkł.

Jego odmowa przysporzy jej kłopotów, to fakt. Ale on sam

ma w perspektywie uczestnictwo w problematycznej imprezie
ślubnej.  Poza  tym  potrzebuje  poważnego  sponsora,  a  nie
damulki,  która  zapłaci  mu  za  eskortę  w  czasie  jednego
weekendu.

–  Nie  musisz  mówić  nic  więcej  –  uśmiechnęła  się

kpiąco.  –  Po  prostu  zaryzykowałam.  To  moja  siostra  chciała
obsadzić mnie w roli Richarda Gere’a, który musi mieć u boku
jakąś ślicznotę.

background image

– Pomysł dobry. Ale ja się chyba nie nadaję.

–  W  takim  razie  dzięki  za  poświęcony  czas.  A  za  drinka

płacę oczywiście ja.

Wstała  i  nie  tracąc  nic  ze  swojej  klasy  ani  elegancji,

oddaliła się w kierunku baru.

Przy  drzwiach  powstał  mały  tumult.  Hostessa  usiłowała

nie wpuścić do lokalu jakiegoś kamerzysty i kilku fotografów.

A ci najkrótszą drogą podążali w stronę Iris.

–  Panno  Collins,  podobno  Graham  Winstead  III  panią

rzucił? – krzyknął jeden z paparazzich. – Jaki to będzie miało
wpływ na markę produktów Domowej Bogini? Czy nadal ma
pani  prawo  wypowiadać  się  na  temat  rozkoszy  życia
domowego, skoro…

–  Chłopaki,  dajcie  spokój.  Plotki  to  plotki,  nic  więcej.

Można ich słuchać, ale nie należy powtarzać, jak mawia mój
ojciec.  Ja  nie  zamierzam  ich  komentować  –  mówiła
z uśmiechem Iris Collins, patrząc na zegarek. – Muszę już iść,
mam ważne spotkanie.

Z  trudem  przedzierała  się  przez  tłumek  fotoreporterów.

Gdy się zachwiała, Zac podniósł się, by jej pomóc, ale szybko
przypomniał sobie, że zadawanie się z nią to kiepski pomysł.

Patrząc jednak na to, z jaką godnością Iris odpiera plotki

na  swój  temat,  zmienił  zdanie.  Zapragnął  poznać  ją  bliżej.
Podbiegł, złapał ją i wziął w ramiona.

–  Mam  cię,  kobieto  o  twarzy  anioła!  –  powiedział,

uważając,  żeby  nie  doszło  do  niczego  więcej  poza
spojrzeniem.

background image

Twarz anioła? Uśmiechnęła się. Był taki stary film, ale ona

była pewna, że wygląda teraz raczej jak bohater jednej z wersji
Jokera z „Legionu samobójców”.

Po  raz  pierwszy  w  życiu  znalazła  się  w  takiej  zasadzce.

Owszem,  atakowano  ją,  plotkowano  na  jej  temat,  ale  przez
internet.  Łatwo  było  wówczas  wyżalić  się  asystentce
i wymyślić ciętą ripostę. W dodatkowe zakłopotanie wpędzał
ją fakt, że świadkiem tego wszystkiego był Zac.

Wyczerpała  chyba  cały  swój  zapas  brawury,  czuła  ucisk

w żołądku, była na siebie zła i z trudem powstrzymywała łzy.
Tak już miała: na złość zawsze reagowała płaczem.

Na  szczęście  nie  była  w  tym  sama.  Zac  trzymał  ją

w ramionach i w dodatku nazywał jej twarz anielską… Może
więc da się namówić na to wesele?

Podziękowała  mu,  wyprostowała  się,  ale  ociągała  się

z odejściem.

– W porządku – powiedział.

– Nie zmieniłeś przypadkiem zdania? – spytała z nadzieją,

patrząc w jego niebieskie oczy.

To byłby idealny układ: żadnego wiązania się z kimś, kto

cię  ocenia  jako  pruderyjną  rygorystkę,  tylko  prosta  wymiana
świadczeń.

– Owszem, zmieniłem – mruknął pod nosem.

Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i  na  jego  ustach  wycisnęła

najbardziej soczysty i spektakularny pocałunek, na jaki było ją
stać.  Wiedziała,  że  to  musi  dobrze  wypaść  na  zdjęciach
robionych przez otaczających ich paparazzich.

background image

Spodziewała  się  z  jego  strony  zaskoczenia,  ale  on  tylko

pochylił głowę i wsunął jej do ust język.

W jednym momencie gra na użytek mediów skończyła się

i  Iris  zapomniała  o  bożym  świecie.  Jakby  ktoś  dał  jej  nowe
życie.

Kręciło jej się w głowie i nie słyszała nawet pytań, jakie

wykrzykiwali  pod  ich  adresem  namolni  reporterzy.  Dała  się
Zacowi wyprowadzić z baru.

Gdy  znaleźli  się  na  chodniku,  podjechał  do  nich  wielki

bentley. Szofer otworzył drzwi.

Iris wsunęła się na tylne siedzenie i gdy ruszyli, wystukała

coś na klawiaturze smartfona.

–  Przepraszam,  ale  w  tym  barze  byłam  umówiona

z  makijażystką  i  fryzjerem.  Muszę  odwołać  to  spotkanie  –
wyjaśniła. – Ale co z tobą? Kim ty jesteś? Naprawdę przyjąłeś
moją propozycję? Nie wygląda, żebyś potrzebował pieniędzy.

Potarł wargę opuszkiem kciuka, jakby nadal przeżywał ich

pocałunek.  Ona  –  jak  na  bezbarwną  nudziarę  przystało  –
wolała  udawać,  że  to  nic  takiego.  Nudziary  nie  całują
nieznajomych  ni  z  tego,  ni  z  owego.  A  już  na  pewno  nie
z pasją. Cóż, szczęśliwy traf, nic więcej.

–  Normalnie  nie  skorzystałbym  z  twojej  propozycji,  ale

zobaczyłem, że naprawdę znalazłaś się w tarapatach – odezwał
się w końcu.

– I zrobisz to z litości?

Skoro tak, to ona jest rzeczywiście ofiarą losu. Nie trzeba

było w ogóle zaczynać.

background image

– Nie. Zrobię to dla forsy. – Puścił do niej oko.

–  Naprawdę  potrzebujesz  forsy?  –  Uśmiechnęła  się.  –

Przecież nie jesteś chyba żigolakiem?

– To staroświeckie słowo.

–  Tak,  ale  ja  nie  lubię  określenia  męska  dziwka.

Odpowiedz mi: ciągniesz kasę od babek?

– Tylko od ciebie.

Boże.  Coś,  co  z  początku  było  żartobliwym  pomysłem,

zaczyna przybierać całkiem realne kształty.

A  trzeba  być  czujnym,  bo  przecież  ich  wspólne  zdjęcia

pójdą  w  świat.  Uratują  jej  tyłek,  ale  przy  okazji  mogą
przysporzyć nieprzewidzianych kłopotów.

–  Dzięki,  że  robisz  dla  mnie  wyjątek,  ale  dokąd  my

właściwie  jedziemy?  –  zaniepokoiła  się,  widząc,  że  szofer
krąży bezładnie wokół centrum.

–  Malcolm  zawiezie  cię,  dokąd  tylko  zechcesz.  Prawda,

Malcolm?

– Tak jest, sir. Dokąd mam panią zabrać, madam? – spytał

kierowca, nie przestając śledzić drogi.

–  Do  Collins  Commons  –  wymieniła  nazwę  firmy  ojca.

Tam  w  jednej  z  licznych  salek  konferencyjnych  na  pewno
będzie można spokojnie porozmawiać.

Jej telefon wprost krztusił się od nieodebranych esemesów.

Zespół,  z  którym  miała  omawiać  swój  weselny  look,
koniecznie chciał się dowiedzieć, gdzie ona jest i kim jest owo
ciacho, z którym się zmyła.

– Co to jest Collins Commons? – spytał Zac.

background image

– Firma mojego ojca. Omówimy tam, jak mogę wesprzeć

twój  projekt  i  czego  będę  w  zamian  od  ciebie  wymagać
w  najbliższy  weekend.  Sądzę,  że  to  sobie  spiszemy,  żeby
uniknąć nieporozumień.

– W ten weekend?

– Tak, ślub Osborn i Williamsa na Nantucket.

Zac  wyglądał,  jakby  się  nad  czymś  zastanawiał,  aż

w końcu pokiwał głową.

– Twój ojciec zajmuje się takimi sprawami? – zapytał.

–  Inwestycjami  finansowymi  tak,  ale  nie  wynajmem

facetów na weekendy – odparła. – Ja jestem w naszym rodzie
niewątpliwie pionierką w tej dziedzinie.

Aha,  więc  ona  wybiera  się  na  wesele  jego  kuzynki,

pomyślał  Zac.  Mógłby  teraz  zdradzić  do  końca  swoją
tożsamość,  ale  czy  wtedy  uwierzyłaby,  że  on  potrzebuje
pieniędzy  z  zewnątrz  na  swój  projekt?  Już  kilkakrotnie
przedstawienie  się  nazwiskiem  Bisset  wprowadzało
komplikacje w jego kontakty z ludźmi.

Zdawał sobie sprawę, że wziął udział w przedstawieniu dla

fotografów, ale ogólnie nie lubił udawać kogoś, kim nie jest.
A  był  Bissetem  z  krwi  i  kości  i  choć  nie  interesował  się
rodzinnym  biznesem,  to  dziedziczny  instynkt  wojownika
i  zamiłowanie  do  morderczej  rywalizacji  znalazły  w  jego
przypadku ujście w dziedzinie żeglarstwa.

Pokój  spotkań  w  Collins  Commons  był  świetnie

urządzony.  Podobnie  zresztą  jak  imponujące  pomieszczenia
biurowe centrali Bisset Industries w Nowym Jorku.

background image

Wiedział, że w końcu będzie musiał wyjawić, kim jest, ale

obecna  sytuacja  go  bawiła.  Jako  anonim  mógł  się  rozluźnić
i poddać fascynacji nowo poznaną kobietą.

Po  raz  pierwszy  też  od  odejścia  z  załogi  angielskiej

i  podjęcia  decyzji  o  usamodzielnieniu  się  czuł  się  tak
komfortowo. Nie musiał o nic zabiegać. Nie chciał korzystać
z pieniędzy ojca i oto los stawia na jego drodze Iris, która –
o  ile  dobrze  zrozumiał  –  jest  zadomowiona  w  świecie,
w którym wprost roi się od jego potencjalnych inwestorów.

A on musi zrobić tylko jedną rzecz: towarzyszyć jej przez

długi weekend. Proste?

Jest jednak jedno ale: jego rodzina też będzie na tym ślubie

i weselu. Nie obędzie się więc bez nagłych zdziwień i głupich
pytań. Ale cóż, decyzję trzeba podjąć już teraz.

– Nie boisz się? – zapytała Iris.

– Jasne, że tak. A ty?

– Ja też. Posłuchaj, to było bardzo miłe, że przyszedłeś mi

z  odsieczą,  kiedy  się  potknęłam,  ale  musisz  dokładnie
wiedzieć, w co się pakujesz.

Rozsiadł  się  wygodnie  w  skórzanym  fotelu  i  połączył

palce  obu  dłoni,  tworząc  coś  w  rodzaju  piramidki.  Gest  ten
podpatrzył u ojca, który zawsze tak robił, gdy na posiedzeniu
zarządu trafił na czyjś opór. Zacowi wydawało się to zabawne,
ale przynajmniej miał się na kim wzorować.

– Opowiedz mi o tym – zażądał.

Iris  stanęła  przy  tablicy.  W  świetle  letniego  słońca

przesączającego  się  przez  przyciemnione  szyby  można  było
podziwiać jej smukłą sylwetkę.

background image

–  Jak  wspomniałam,  jestem  osobowością  telewizyjną,

specjalistką  od  stylu  życia.  Zaczynałam  od  bloga,  byłam  też
asystentką Lety Veerland, może o niej słyszałeś.

– Znam ją – wtrącił Zac.

Leta  Veerland  dorównywała  sławą  Marcie  Stewart.

W latach 80-tych i 90-tych była guru w sprawach prowadzenia
domu,  pisała  książki,  artykuły  dla  lifestylowych  magazynów
i  prowadziła  programy  w  telewizji.  Dla  matki  Zaca  była
wyrocznią,  wszystkie  przyjęcia  w  letnim  domu  w  Hamptons
były organizowane według jej wskazówek.

–  Jasne,  to  głośne  nazwisko.  W  jakimś  momencie

postanowiła się wycofać i oddała prowadzenie show komuś –
jak  mówiła  –  „młodemu  i  świeżemu”.  Tak  zaczynałam
i  ciągnę  to  już  od  prawie  siedmiu  lat.  Moja  grupa  docelowa
ewoluuje  od  wielkomiejskich  singielek  w  kierunku  kobiet
zamężnych, o ustabilizowanej pozycji.

– Ale nie masz męża? – zapytał.

–  No  cóż,  nie  mam.  Spotykałam  się  z  kimś,  ale  nam  nie

wyszło. Na tym weselu mam być druhną i zapowiedziałam, że
pokażę  swojego  nowego  faceta.  Zamierzam  też  promować
nowy  produkt  dla  przyszłych  panien  młodych  i  świeżo
upieczonych żon, więc…

–  Głupio  by  wyglądało,  gdybyś  pojawiła  się

w pojedynkę – wpadł jej w słowo. – Rozumiem. Czego więc
ode mnie oczekujesz, jeśli się zgodzę?

Odwróciła  się,  a  Zac  zauważył,  że  w  sytuacjach

biznesowych  Iris  traci  swą  kobiecą  słodycz.  Bardziej

background image

przypominała mu w tej chwili ojca lub Logana, gdy czuli, że
blisko już do dobicia targu.

– Jeśli? Paparazzi już przyłapali nas razem, więc chyba nie

mamy wyboru. Pozostaje kwestia ceny.

By zyskać na czasie, Zac wstał i obszedł dookoła obszerny

stół  konferencyjny.  Kwota,  której  potrzebował,  by  dostać  się
do zawodów Pucharu Ameryki, byłaby śmiesznie wysoka jak
na zapłatę za cztery dni udawania „chłopaka” Iris. A więc to
żadne wyjście.

Podszedł do niej bardzo blisko, a ona się nie cofnęła.

– Obawiam się, że cena, której zażądam, może okazać się

bardzo wysoka – powiedział.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Powrót  do  domu  na  Nantucket  zawsze  miał  dla  Juliette

Bisset  słodko-gorzki  posmak.  Ze swoją  matką,  Vivian,  miała
na  co  dzień  raczej  trudne  relacje.  Wszystko  jednak  ulegało
odmianie, ilekroć obie znalazły się na wyspie.

Odradzała się między nimi nadzwyczaj bliska więź. Może

to  zasługa  luźnej  plażowej  atmosfery,  jaka  tam  panowała?
A  może  Juliette  w  ogóle  nie  miałaby  tak  szorstkiego
charakteru, gdyby sama miała córkę?

Jej  młodsza  siostra,  Musette,  też  za  życia  uwielbiała  tu

przebywać. Od jej śmierci minęło już prawie dwadzieścia pięć
lat, a Juliette nadal za nią tęskniła, mimo że ostatnie lata życia
siostry były trudne dla całej rodziny, bo Musette dosłownie na
oczach  wszystkich  stopniowo  zabijała  się,  prowadząc
nadzwyczaj ryzykowne i lekkomyślne życie.

– Tak myślałam, że tu cię znajdę.

Na  dźwięk  tych  słów  Juliette  odwróciła  się  i  zobaczyła

Adler, swoją siostrzenicę.

To właśnie z jej powodu cała rodzina zjechała na wyspę.

Adler  miała  tu  zaplanowaną  ceremonię  ślubną.  Nie  dość,  że
miała to być transmitowana przez telewizję czysto celebrycka
impreza typu „wszystkie chwyty dozwolone”, to jeszcze Adler
wchodziła  do  rodziny  najgroźniejszego  biznesowego  rywala
męża Juliette.

background image

To szaleństwo, ale czegóż można się spodziewać po córce

Musette? Juliette niemal słyszała, jak jej siostra chichocze zza
grobu…

–  Nie  mogę  teraz  przestać  myśleć  o  twojej  mamie  –

odezwała się do siostrzenicy.

– Ja też. Bardzo mi jej brakuje – odrzekła Adler. – Mam

nadzieję,  że  ona  ciągle  gdzieś  tu  jest.  Dlatego  wybrałam
Nantucket  na  miejsce  ślubu.  Tu  byłyśmy  najszczęśliwsze,
kiedy mama żyła.

Kobiety wymieniły uściski.

–  Mam  nadzieję,  że  gardenie  zdążą  zakwitnąć  –  dodała

Adler. – Chcę mieć z nich ślubną wiązankę.

–  Na  pewno  zdążą  –  zapewniła  Juliette,  przypominając

sobie,  że  Musette  dekorowała  pokój  dziecinny  tymi  właśnie
kwiatami.

Prywatny cmentarz, gdzie kobiety się spotkały, od sześciu

pokoleń  był  miejscem  pochówku  rodziny.  Adler  podeszła  do
kolejnego kamienia.

– Dlaczego tu nie ma żadnego napisu? – spytała.

– Tu leży martwo urodzone dziecko – odparła Juliette ze

ściśniętym  gardłem,  dotknięto  bowiem  jej  najskrytszej
tajemnicy.

– O jakie to smutne. To było dziecko babci? – dopytywała

Adler.

– Nie. Chodźmy lepiej do domu, bo zanosi się na burzę.

Adler  wsunęła  dłoń  w  rękę  Juliette  i  obie  wybrukowaną

ścieżką ruszyły w kierunku domu.

background image

Dziewczyna  na  głos  planowała,  co  jeszcze  musi  zrobić,

zanim  za  trzy  dni  pojawią  się  tu  weselni  goście.  Ale  ciotka
prawie  jej  nie  słuchała  –  jej  myśli  były  teraz  przy  tym
niewielkim bezimiennym kamieniu nagrobnym.

Czasami żałowała, że ukrywała to dziecko przed światem.

Ale  cóż,  miała  wtedy  inne  rzeczy  do  zrobienia,  więc
chłopczyk  tam  pochowany  już  na  zawsze  pozostanie
anonimowy.

Do domu weszły od strony plaży i zmieniły zapiaszczone

obuwie  na  kapcie,  które  lokaj  Michael  przewidująco
przygotował. Na spotkanie wybiegł Dylan, piesek Vivian rasy
corgi. Pieszczotom i pocałunkom nie było końca.

– Miły miałaś spacer, Juliette? – zapytała matka, wchodząc

do holu.

Vivian  była  dobrze  po  siedemdziesiątce,  ale  wyglądała

młodziej.  Miała  na  sobie  obcisłe  białe  dżinsy  i  luźną,
asymetryczną  batystową  bluzkę.  Z  włosami  w  nieładzie
i  szklanką  martini  w  ręku  podeszła  uścisnąć  córkę,  a  potem
Adler. Juliette nagle poczuła, że Adler jest dla niej prawie jak
córka.

– To co, dziewczyny? Po szklaneczce martini?

– Tak jest, proszę pani – odparła Adler.

– Zdecydowanie – dodała Juliette.

Ten  weekend  będzie  dla  niej  z  wielu  względów  trudny,

musi  więc  zrobić  wszystko,  by  powitać  go  z  godnością
i uśmiechem na twarzy.

–  Kiedy  przyjedzie  August?  –  spytała  ją  matka,  gdy

usadowiły się na zadaszonej werandzie.

background image

–  Nie  wiem  dokładnie.  Wraz  z  Loganem  spotykają  się

w tym tygodniu z jakimś ważnym klientem.

Odkąd mąż oddał stery Bisset Industries w ręce starszego

syna, relacje między małżonkami ponownie się ociepliły.

– Mam nadzieję, że Logan i wujek August zachowają się

jak  trzeba  –  odezwała  się  Adler.  –  Zac  obiecał  mi  pomoc
w poskramianiu swojego starszego brata, ale same wiecie, do
czego zdolny jest Logan.

–  Ja  wiem.  Bardzo  przypomina  swojego  ojca  –

powiedziała  Juliette,  obiecując  sobie  w  duchu  nie  rozwijać
tego tematu.

–  Na  ile  się  wyceniasz?  –  spytała  Iris,  kontynuując

negocjacje z Zakiem.

Starała  się  skupić  na  interesach,  ale  ten  jego  zapach  no

i tamten pocałunek…

To ją rozpraszało. Ciągle myślała, czy to był jednorazowy

wybryk, czy może coś więcej?

Widok  jego  ust  też  ją  rozpraszał.  Wyglądały  na  takie

twarde i jędrne, a kiedy całował, były miękkie jak…

A  może  jej  się  tylko  tak  wydawało?  Czy  to  w  ogóle  był

dobry pomysł, żeby go wynająć na to wesele?

Boże, powinna myśleć o nim w kategoriach biznesowych,

a tu jakieś rojenia o jego ustach…

Skup się, dziewczyno.

–  Chciałbym  skompletować  załogę  do  startu  w  Pucharze

Ameryki – zaczął.

background image

Nie  to  chciała  usłyszeć.  Na  żeglarstwie  prawie  się  nie

znała. Pamiętała tylko, że kilka lat temu regaty wygrał jeden
z szefów znanej firmy Oracle i że nieźle ponoć na tym zarobił.

–  Traktujesz  żagle  jako  źródło  zarobkowania  czy  jako

hobby? – zapytała.

– To mój zawód. Mam też kilka drobniejszych biznesów,

ale  zasadniczo  pracuję,  trenując  i  uczestnicząc  w  zawodach
jachtowych  na  całym  świecie.  Ostatnio  w  Australii,  ale  oni
zdecydowali  się  iść  inną  drogą,  więc  postanowiłem  założyć
własną drużynę. Potrzebuję sponsorów.

–  Okej,  chyba  będę  mogła  ci  pomóc.  Moimi  aktywami

zarządza  ojciec,  powinno  go  to  zainteresować.  Zawsze  stara
się dywersyfikować inwestycje, a to jest ciekawa nisza.

– Racja. Powiesz tacie, że mnie wynajęłaś?

–  Nie.  Myślę,  czy  by  nie  przedłużyć  naszej  współpracy

poza  te  trzy  lub  cztery  dni.  Na,  powiedzmy,  trzy  miesiące.
Akurat będę wypuszczać na rynek ten mój nowy produkt. Ty
się  w  tym  czasie  zajmiesz  swoim  jachtingiem,  ale  będzie
wyglądało, że jesteśmy z sobą i to zamknie usta plotkarzom.

Skoro  już  powiedział  jasno,  o  co  mu  chodzi,  łatwiej  jej

było zebrać myśli.

Podeszła do stołu, gdzie leżał papier i przybory do pisania.

Wzięła do ręki dwa notatniki i wcisnęła guzik interkomu,

by skontaktować się z asystentem ojca.

–  Cześć,  Bran,  tu  Iris.  Mógłbyś  przysłać  do  małej  sali

konferencyjnej coś do picia i jakieś przekąski? Aha, i zaplanuj
mi spotkanie z ojcem. Coś około godziny.

background image

–  Jasne,  Iris.  Zaraz  dostaniesz  owoce  i  te  twoje  ulubione

ciasteczka. Chcesz kawę?

– Tak, dwie.

– Okej, już wysyłam.

Usiadła  za  stołem,  jeden  z  notatników  oraz  długopis

przesunęła w stronę Zaca.

Cholera,  jak  ta  bestia  się  porusza,  pomyślała,  patrząc  na

niego. Ma wyjątkową jak na faceta gibkość.

– To co robimy? – zapytał, siadając obok niej.

Pokręciła głową. Zac teraz będzie zwykłym pracownikiem

i musi się nauczyć tak go traktować. A nie jak męskie ciacho,
które bardzo ją pociąga.

– Sądzę, że każde z nas musi sprecyzować swoje potrzeby

i  oczekiwania.  Zauważyłam,  że  masz  już  zredagowany
prospekt z ofertą. Czy zawiera dane finansowe?

– Tak.

– To świetnie. A jak zapatrujesz się na ten trzymiesięczny

termin?

– Przecież nawet nie znam twoich oczekiwań.

– Chcę, żebyś pokazywał się ze mną publicznie jako mój

chłopak, pozwalał na robienie nam zdjęć i wyraził zgodę na to,
że  będę  je  zamieszczała  na  rozmaitych  platformach
społecznościowych. Przez cztery dni na wyspie chcę mieć cię
cały czas przy sobie, a potem… Myślałam o jednej lub dwóch
randkach  w  tygodniu.  Kilka  z  nich  sobie  sfilmujemy,  żebym
mogła  je  zamieszczać  na  swoich  stronach.  Mój  produkt
wchodzi  na  rynek  za  sześć  tygodni,  więc  potem  będę  dużo

background image

podróżować w celach promocyjnych. Oczywiście nie będziesz
musiał  ze  mną  wszędzie  jeździć,  ale  może  jeden  raz  byś
przyleciał  tam,  gdzie  będę.  Przedstawię  ci  szczegółowy
rozkład moich zajęć, żebyś mógł sobie coś zaplanować.

– Hm, bo ja wiem… Mogę ci towarzyszyć przez te cztery

weselne  dni,  ale  potem?  To  jednak  dla  mnie  wielkie
zobowiązanie.  Będę  w  tym  czasie  zajęty:  muszę
skompletować  załogę  i  dopilnować  budowy  jachtu,  który
zaprojektowałem.  Raczej  muszę  odmówić.  Po  ślubie
przyjaciół będziesz musiała radzić sobie beze mnie.

– No to nie było rozmowy. Potrzebuję kogoś… chociaż…

zaraz,  zaraz,  skoro  już  zostaliśmy  razem  sfotografowani,  to
potrzebuję  właśnie  ciebie,  panie…  jakie  ty  właściwie  masz
nazwisko?

– Bisset. Mój ojciec jest…

–  Potrzebuję  cię,  panie  Bisset  –  przerwała  mu.  –  Nie

rozmawiajmy teraz o naszych rodzinach. Chcę cię zatrudnić za
dużą kasę i musisz na nią zapracować.

– Inwestujesz w moją załogę żeglarską, Iris – przypomniał

jej.  –  Kiedy  wygramy  regaty,  ta  inwestycja  zwróci  ci  się
z  nawiązką.  Właściwie  to  wyświadczam  ci  przysługę,  bo  mi
się podobasz, dziewczyno z twarzą anioła.

Nachylił  się  ku  niej  tak  blisko,  że  poczuła  jego  miętowy

oddech.

–  I  ja  ci  się  chyba  też  podobam  –  dodał.  –  Inaczej  nie

przedstawiłabyś mi takiej propozycji.

Miała taką delikatną skórę. Im więcej czasu spędzał z Iris,

tym  bardziej  był  zadowolony,  że  posłuchał  intuicji  i  zgodził

background image

się  jej  pomóc.  Będzie  wprawdzie  musiał  mieć  kontakt  ze
znienawidzonymi  paparazzi,  którym  nie  mógł  wybaczyć
piekła,  jakie  uczynili  na  pewien  czas  z  życia  jego  młodszej
siostry  Mari.  Dziewczyna  uwikłała  się  w  romans  z  żonatym
mężczyzną,  dziennikarze  to  wyniuchali  i  nagłośnili,  nie
zważając na bardzo młody wiek delikwentki.

Ale  nie  będzie  się  oszukiwał:  jego  pocałunek  z  Iris  był

wspaniały mimo towarzyszących mu kamer i fleszy.

Zależało mu na niej. Choć nie wiedział, czy wytrzyma trzy

miesiące takiego życia.

Jednak  ta  dziewczyna  łatwo  z  niego  nie  zrezygnuje  –

widział  to  w  jej  spojrzeniu.  Po  tym,  jak  ich  sfotografowano,
ona praktycznie nie może zastąpić go nikim innym. A on nie
chciałby zostawić jej na lodzie.

–  Owszem,  podobasz  mi  się  –  powiedziała,  dotykając

palcem jego warg tak, że aż przeszedł go dreszcz.

– No to wejdźmy w to – odparł, cofając się, by cała sprawa

wyglądała bardziej profesjonalnie.

To  ma  być  układ  biznesowy.  On  potrzebuje  wsparcia

finansowego, a ona może mu go udzielić. Niech będą i te trzy
miesiące…

–  W  takim  razie  okej  –  powiedziała.  –  Ja  ci  przedstawię

listę wydarzeń, podczas których miałbyś mi towarzyszyć, a ty
mi napiszesz swój rozkład zajęć.

–  Ale  zanim  to  zrobię,  mógłbym  dostać  jakieś

zapewnienie, że twoi inwestorzy też będą tym zainteresowani?
Czy może to ty masz być jedynym inwestorem?

background image

– Uhm… tak, jasne, postaram się zorientować. Inwestycja

grupowa byłaby oczywiście lepsza. Zapytam tatę.

Wręczył  jej  swój  prospekt,  a  ona  przejrzała  go,  robiąc

notatki.  Szczególną  uwagę  zwracała  na  koszty.  W  końcu
wyprostowała się na krześle.

–  Fakt,  to  sprawia  wrażenie  czegoś  bardzo  solidnego  –

odezwała  się.  –  Nie  rozumiem,  dlaczego  dotąd  nie  znalazłeś
inwestora.

– Ja też nie rozumiem.

–  Ojciec  będzie  potrzebował  trochę  czasu,  żeby  się  temu

przyjrzeć,  ale  ja  mam  zamiar  zainwestować  w  twoją
działalność niezależnie od jego opinii.

– Dlaczego?

– Żeby odwdzięczyć ci się za pomoc. A z lektury twoich

dokumentów  wynika,  że  masz  odpowiednie  kwalifikacje
i wiesz, co robisz.

– Właśnie, mi nie chodzi o subwencję ani o jałmużnę.

–  To  ci  z  mojej  strony  nie  grozi.  Będę  na  bieżąco

kontrolować stan inwestycji.

– Naprawdę?

–  Tak,  ale  nie  bój  się.  I  tak  będziemy  w  kontakcie,  więc

moja  kontrola  nie  będzie  dla  ciebie  uciążliwa  –  odparła,
puszczając do niego oko.

– Nie chciałbym, żebyś uważała się za szefa – powiedział.

–  Dlaczego  nie?  Zamierzam  przygotować  dla  ciebie

normalną  umowę  o  pracę  na  czas  określony.  Trzy  miesiące.
A kontrakt inwestycyjny to osobna sprawa. Nie powiem ojcu,

background image

że cię zatrudniam. Niech ludzie myślą, że naprawdę na mnie
lecisz.

– Bo lecę!

– I tak trzymać! A teraz idę poszukać taty.

– Nie tak szybko.

– Co? Dlaczego?

–  Bo  nie  jestem  tak  dobrym  aktorem,  za  jakiego  mnie

uważasz.

Objął ją w pasie i czekał, czy się cofnie.

Nie  cofnęła  się.  Przechyliła  głowę  na  bok,  przygryzła

dolną  wargę  i  patrzyła  na  niego  tymi  swoimi  wielkimi
piwnymi  oczami,  jakby  na  coś  czekała.  Jego  podejrzenia  się
sprawdzały  –  jako  bizneswoman  Iris  jest  mocna  w  gębie
i zdecydowana, a jak przychodzi do sytuacji czysto prywatnej,
robi się pełna rezerwy i nieco nieśmiała.

– Nie rób tego – powiedziała, nie odpychając jednak jego

ręki. – Mamy tylko udawać, że jesteśmy parą.

–  No  właśnie.  I  musimy  być  w  tej  roli  przekonujący.

Będziemy dla siebie obcymi ludźmi, ale dla otoczenia musimy
wyglądać jak kochankowie.

Zac lubił zawsze chadzać własnymi drogami, które często

zresztą prowadziły go na manowce. Ale musiał przyznać, że ta
jazda  była  najciekawsza  ze  wszystkich,  jakie  mu  się
przytrafiły.  Grać  chłopaka  czy  też  kochanka  medialnej
osobistości, guru w zakresie stylu życia?

No no no…

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Moja córka mówi, że szuka pan inwestorów. Z tego, co

wiem,  start  w  Pucharze  Ameryki  to  dość  ryzykowne
przedsięwzięcie  –  zaczął  Hal  Collins,  prosto  trzymający  się
mężczyzna,  w  którego  szaroniebieskich  oczach  można  było
dostrzec takie same ciepłe iskierki, jakie w swoim spojrzeniu
miała Iris.

To  najwyraźniej  po  ojcu  dziewczyna  odziedziczyła

pewność siebie i kręgosłup.

– Wiem, proszę pana – odparł Zac. – Ale ja po skończeniu

studiów byłem już członkiem dwóch załóg, mam sporą wiedzę
i doświadczenie.

–  Dobrze  to  słyszeć.  Ale  mógłbym  się  dowiedzieć,

dlaczego chce pan iść na swoje, jak to się mówi?

– Szczerze? Wolę wydawać polecenia, niż je wykonywać.

A to kosztuje.

Hal  Bisset  przypominał  Zacowi  jego  brata  Logana,

pomyślał więc, że ten rodzaj argumentów do niego trafi.

–  To  całkiem  zrozumiałe.  Ja  też  nie  lubię  słuchać

rozkazów. A jak pan poznał Iris?

Zac  spojrzał  na  siedzącą  kilka  krzeseł  dalej  dziewczynę.

Przypomniał sobie, że jej ojciec ma nie wiedzieć o tym, co ich
naprawdę łączy.

background image

–  Spotykamy  się  –  odpowiedział.  –  Zaczęliśmy,  zanim

dowiedziałem  się,  że  Iris  jest  pana  córką,  więc  sprawa  jest
czysta.

Hal spojrzał na córkę.

– Myślałem, że masz innego chłopaka.

–  Miałam,  tato,  ale  to  już  skończone.  Poznałam  Zaca

i poczuliśmy chemię. Zresztą nie mówimy teraz o moim życiu
osobistym,  a  o  solidnej  lokacie.  Pamiętasz?  Zawsze
namawiałeś mnie do różnicowania portfela inwestycyjnego.

Hal pokiwał głową z rezygnacją.

–  No  tak.  To  dość  karkołomna  inwestycja,  ale  z  tego,  co

czytałem,  warta  zaryzykowania.  Chciałbym  jeszcze  trochę
obadać sprawę. Na kiedy potrzebuje pan odpowiedzi?

–  Im  szybciej,  tym  lepiej.  Ruszyłem  już  sprawę  budowy

jachtu i mam dwóch załogantów, ale chcę zrekrutować jeszcze
kilku.  Im  dłużej  będę  ich  szkolił,  tym  większa  szansa  na
puchar.

– Brzmi to rozsądnie – odrzekł Hal. – Postaram się na jutro

przygotować  odpowiedź.  Iris,  będziesz  jeszcze  potrzebowała
sali konferencyjnej?

– Tak, mamy jeszcze do omówienia parę szczegółów.

Hal  wyglądał  na  zdziwionego,  że  córka  chce  odbyć

rozmowę ze swoim chłopakiem w pomieszczeniu służbowym.

Zac postanowił to wziąć na siebie.

– Przepraszam, to ja tak zdecydowałem. Chodzimy z sobą

od niedawna i nie chciałem wyznaczać Iris spotkania u mnie
w hotelu czy u niej w domu. Wie pan, ludzie w Bostonie…

background image

–  Ależ  to  bardzo  dobrze  –  przerwał  mu  Hal.  –  Ten  jej

poprzedni partner był jak dla mnie zbyt natarczywy.

Wstali i skierowali się do drzwi.

Zac  zorientował  się,  że  może  powinien  wspomnieć  coś

o swojej własnej rodzinie i poprosił Hala Collinsa o słowo na
osobności. Uśmiechnął się przy tym do Iris, by nie czuła się
zagrożona.

–  Muszę  oddzwonić  do  paru  osób  –  powiedziała  Iris

i opuściła pomieszczenie.

Hal usiadł z powrotem i zaczął bez ogródek:

– Jesteś synem Augusta Bisseta, prawda?

– Zgadza się.

– Dlaczego nie powiedziałeś o tym Iris? Takich rzeczy nie

trzyma się w sekrecie.

– Wkrótce jej to powiem. Jak się pan domyśla, dysponuję

własnym  portfelem  inwestycyjnym.  Zamierzam  z  niego
skorzystać,  ale  chciałem  też  pozyskać  trochę  funduszy
z zewnątrz.

– Dlaczego po prostu nie poprosisz brata o pieniądze?

–  Nie  lubię  zaciągać  tego  typu  zobowiązań  –  wyjaśnił.  –

Wolę  to  zrobić  na  własną  rękę.  Z  rodziną  dobrze  wychodzi
się…

–  …na  zdjęciu  –  dokończył  Hal.  –  Też  tak  słyszałem.

Dzięki, że mi to powiedziałeś. Radziłbym ci też powiedzieć to
Iris, ale żona zawsze mnie napomina, żebym nie wtrącał się do
życia naszej córki.

– Posłucham pańskiej rady – zapewnił Zac.

background image

Hal podzielił się z nim kilkoma szczegółami technicznymi

dotyczącymi planowanego trybu inwestycji, po czym uścisnęli
sobie ręce.

Zac  miał  poczucie,  że  Iris  załatwiła  wszystko  dokładnie

tak,  jak  chciał.  W  takim  razie  będzie  musiał  się  jej  godnie
zrewanżować.

Gdy Hal opuścił pokój, Zac podszedł do okna i popatrzył

na  miasto.  Zawsze  gdy  wracał  na  ląd,  towarzyszyło  mu
poczucie osaczenia.

Tym  razem  jednak  pobyt  w  Bostonie  przyniósł  mu

mnóstwo niespodzianek.

Nie miał powodu do narzekań.

Po wyjściu z salki konferencyjnej Iris przełożyła spotkanie

z  KT  i  ze  Stephanem  na  następny  dzień  na  siódmą  rano,  po
czym zeszła na dół do obudowanego szkłem patia. Sama przed
sobą chciała udawać, że jest spokojna, że nic się nie stało. Ale
to nie była prawda.

Od czasu pamiętnego esemesa od Grahama czuła się jak na

diabelskim młynie.

Teraz  też  usłyszała  piknięcie  w  telefonie.  Wiadomość  od

Adler.  Zdjęcie  dwóch  szklanek  martini  z  komentarzem,  że
jedna czeka na nią.

Odpisała,  że  świetnie  się  składa,  bo  ona  na  gwałt

potrzebuje drinka. Albo lepiej dwóch.

„Wszystko u ciebie okej?” – zaniepokoiła się Adler.

„Taaa…  Opowiem  ci,  jak  dotrę  na  wyspę.  Będę  bez

Grahama.  Uznał  mnie  za  piczkę  zasadniczkę.  Zresztą

background image

nieważne, prawda?”.

„A  to  kutas!  Na  pewno  dobrze  się  czujesz?  Chcesz

porozmawiać?”.

„W  tej  chwili  nie  mogę.  Pewnie  mi  nie  uwierzysz,  ale

właśnie poznałam świetnego faceta”.

„Super. Powiesz coś więcej?”.

„Śliczny, jasne niebieskie oczy, lekki zarost, jemu pasuje,

choć  ogólnie  nie  przepadam.  Już  mnie  pocałował  i  to  było
cudowne”.

„Brzmi to świetnie. Przyjedziesz z nim?”.

„A mogę?”.

„No pewnie, chcę go poznać jak najszybciej. Odezwij się

po tych drinkach i napisz, jak poszło”.

„Jasne”.

Bran  odchrząknął  za  jej  plecami  i  oznajmił,  że  ojciec

skończył już rozmawiać z „panem Bissetem”.

Iris  wróciła  do  salki  konferencyjnej.  Idąc  korytarzem,

oglądała  na  ścianach  zdjęcia  z  różnych  firm,  które  ojciec
wspierał  inwestycyjnie.  Na  niektórych  fotografiach  widniał
Hal jako młody mężczyzna, także w towarzystwie żony.

Iris ścisnęło się serce.

To nie było tak, że ona bez mężczyzny u boku czuła się nie

w  pełni  wartościowa.  Po  prostu  chciała  mieć  chłopaka.
Partnera.  Przypomniało  jej  się,  jak  mama  doradzała  tacie
w  kwestii  inwestowania  w  widniejące  na  zdjęciach  spółki.
Była jego powiernicą, zawsze działali wspólnie.

background image

Miała nadzieję, że takiego partnera znajdzie w Grahamie.

Doceniał  jej  karierę  w  mediach,  nie  przeszkadzało  mu,  że
zarabia  mniej  niż  ona.  Lubił  błyszczeć  na  salonach,  choć
bywał  z  tym  irytujący.  Ale  nie  był  dla  niej  odpowiednim
partnerem.  Zauważyła  to  dość  wcześnie,  lecz  brnęła  w  ten
związek w nadziei, że wszystko się jakoś ułoży.

Przeliczyła się, rozczarowała.

Nie powtórzy tego błędu w przypadku Zaca. Z nim ma być

tylko  na  pokaz.  Serce  się  przeciwko  temu  buntowało,  ale
rozsądek podpowiadał, że tak będzie najlepiej.

Nie  chciała  skończyć  jak  Leta,  zgorzkniała  cyniczna

kobieta po sześciu rozwodach.

– Iris?

W progu stał Zac. Uśmiechnęła się do niego.

–  Przepraszam,  zamyśliłam  się.  Te  wspomnienia…  Moja

rodzina oddała tej firmie tak wiele, że ogarnęła mnie nostalgia.

I zazdrość, dopowiedziała w myślach.

Błyskawicznie  się  wyprostowała,  nie  ma  co  się  nad  sobą

użalać. Wsunęła telefon do kieszeni.

– To co? Pogadamy o interesach? – zagadnęła.

– Nie bardzo jest na razie o czym gadać. Zgadzam się na

twoją propozycję. Twój ojciec daje mi uczciwą ofertę, więcej
niż się spodziewałem.

Usłyszała  to,  co  chciała,  ale  jednak  wolała  dogadać

szczegóły  i  upewnić  się,  że  oboje  tak  samo  rozumieją  swoje
wzajemne  zobowiązania.  Zaproponowała,  by  usiedli
i wspólnie jeszcze raz wszystko omówili.

background image

Zac  położył  rękę  na  jej  ramieniu,  a  ona  w  całym  ciele

poczuła ciepło płynące z tego dotyku. Cholera, musi nad tym
zapanować. Nie wolno poddać się jego urokowi, trzeba przede
wszystkim zadbać o własne pragnienia i potrzeby.

Swoją  pozycję  zawodową  zbudowała  na  tym,  że  ludzie

widzieli  ją  taką,  jaką  chcieli  widzieć,  a  nie  taką,  jaka  była
naprawdę. I tego już nie da się zmienić.

Gdyby  nagle  zaczęła  po  prostu  być  sobą,  straciłaby  cały

swój  dorobek.  W  relacjach  z  Zakiem  musi  więc  trzymać  się
ściśle wyznaczonych granic.

– Dotykać się możemy jedynie w miejscach publicznych –

pouczyła go. – Bądź łaskaw to uwzględnić.

–  Co  mam  uwzględnić?  Przecież  chcesz,  żebym  był

twoim…

Położyła  mu  dłoń  na  ustach,  widząc  zbliżającego  się

korytarzem Brana. Wciągnęła go do pokoju konferencyjnego
i zamknęła drzwi. Drżała na całym ciele. Dziwne. Nigdy nie
była taka przewrażliwiona.

–  No  cóż,  anielska  buźko,  przecież  właśnie  mnie  przed

chwilą dotknęłaś.

Widział, jak Iris z sobą walczy. Była najwyraźniej bardzo

zmysłowa,  ale  z  niejasnych  dla  niego  powodów  wolała  to
ukrywać.  Świadczył  o  tym  nawet  jej  wygląd:  gładkie
uczesanie,  kobiecy,  ale  tradycjonalny  ubiór,  jeszcze  bardziej
uwydatniający jej apetyczne kształty oraz wdzięk.

– Co ci powiedział tata?

–  Zamierza  powołać  spółkę  złożoną  z  pięciu  lub  sześciu

inwestorów. Ty byłabyś jednym z nich.

background image

– Świetnie, to mi jak najbardziej odpowiada. Proszę usiąść,

panie Bisset.

– Teraz mi wyjaśnisz, że jesteś moim szefem? – zapytał.

Chciał  się  z  nią  trochę  podroczyć,  żeby  się  rozluźniła.

Jednak  jeszcze  bardziej  pragnął  doprowadzić  do
sfinalizowania  umowy  i  błyskawicznie  zawiadomić  swoich
chłopaków, że wszystko jest na dobrej drodze.

Hal  na  pewno  stanie  po  jego  stronie,  jak  tylko  trochę

poczyta  o  jego  dotychczasowych  żeglarskich  osiągnięciach.
A  jeśli  nie?  Trudno,  da  sobie  radę  w  inny  sposób.  Ale  miło
byłoby się przekonać, że ktoś w niego uwierzył.

–  Owszem  –  odparła  Iris.  –  Proszę,  oto  program

uroczystości  weselnych.  Te  cztery  dni  będą  naprawdę
intensywne.  A  potem,  jak  mówiłam,  sporadycznie  jakaś
randka,  przez  kilka  tygodni.  Ja  będę  promowała  produkt,  ty
zajmiesz się jachtem, więc będziemy odgrywać parę w trakcie
chwilowej rozłąki.

Zauważył,  jak  bardzo  Iris  unika  określeń  typu

„kochankowie”, i zachciało mu się śmiać. Powinien właściwie
już zdradzić się z tym, że zna Adler, ale postanowił zostawić
to sobie na później.

– Czyli na użytek wesela będę twoim facetem. Będziemy

mogli  się  ściskać,  przytulać,  całować  i  co  tam  jeszcze
zechcesz, tak?

–  Tak,  dzięki,  ale  proponowałabym  wprowadzić  limit

pocałunków. Jeden dziennie.

–  No  nie!  Skoro  ludzie  mają  to  kupić,  musimy  się

zachowywać  jak  prawdziwi  zakochani.  Twój  tata  jest  bardzo

background image

bystry, od razu się zorientuje, że coś nie gra. Bądźmy sobą, po
prostu.

– Uwierz mi, ja właśnie taka jestem.

– Ale ja nie – oponował. – To musi wyglądać naturalnie. Ja

inaczej nie potrafię. Nie mogę być jedynie twoją kreacją.

– A jednak będziesz – powiedziała z irytacją w głosie.

Przysunął się do niej razem z krzesłem i przyciągnął ją do

siebie.

–  Posłuchaj,  jeśli  to  ma  się  udać,  musimy  działać  jako

zespół. Jeśli każde zacznie grać w swoją własną grę, wszystko
się wyda.

– Zespół? – zdziwiła się.

To  przestała  być  zwykła  rozmowa,  widział  to  po  jej

oczach.

–  Tak.  Musimy  być  dla  siebie  partnerami.  Pokazać  się

ludziom od jak najlepszej strony.

– To mi się podoba – przyznała.

– Świetnie. Wiem, że wiąże nas umowa, ale powinniśmy

się  też  zaprzyjaźnić.  To  może  być  nawet  zabawne.  Jak  się
lepiej poznamy, nasza relacja zyska na autentyczności.

– Faktycznie – przytaknęła.

Widział, że Iris notuje jego słowa. Czyżby nie miała zbyt

dużego doświadczenia w związkach?

–  Przecież  to  normalne,  że  jak  ludzie  zaczynają  się

spotykać,  chcą  się  o  sobie  nawzajem  jak  najwięcej
dowiedzieć, prawda?

background image

–  Nie  wiem  –  odpowiedziała,  odkładając  długopis

i  wsuwając  za  ucho  niesforny  kosmyk.  –  Ja  zazwyczaj
umawiam  się  z  facetami,  których  poznaję  na  przyjęciach.  To
są  często  też  influencerzy,  więc  chodzimy  razem  na  imprezy
i  w  miejsca,  gdzie  możemy  zostać  sfotografowani,  żeby
zobaczyli nas nasi followersi i…

–  Nie  o  tym  mówię.  Ten  twój  ostatni  chłopak.  Nie

poznałaś go bliżej?

– Owszem. Ale niestety okazał się inny, niż myślałam. To

głupie, bo na pozór wyglądaliśmy jak stworzeni dla siebie, ale
za  zamkniętymi  drzwiami…  Cóż,  na  szczęście  już  mam  to
z głowy.

– O czym ty mówisz? – zapytał Zac.

Wyglądało na to, że między Iris a tym facetem wydarzyło

się coś mało przyjemnego.

– Nieważne. Podoba mi się twój pomysł – powiedziała, nie

przestając wodzić długopisem po papierze.

Gdy skończyła, odwróciła notatnik w jego stronę.

– Przeczytaj. I powiedz mi, co o tym myślisz.

Zerknął  na  spisaną  przez  nią  umowę.  To,  co  miało  ich

łączyć,  nazywała  w  niej  układem,  ustaliła  datę  rozpoczęcia
i  zakończenia  jego  działalności,  wymieniła  obowiązki  Zaca
i  zostawiła  puste  miejsce  na  kwotę,  którą  ona  zainwestuje
w jego projekt żeglarski.

–  A  może  najpierw  powinniśmy  się  upewnić,  że  jest

między nami chemia? – zaproponował nieśmiało.

background image

–  Tak.  –  Kiwnęła  głową.  –  Musimy  zadbać  o  to,  żeby

wypaść wiarygodnie jako para.

Oboje wstali, Iris wyciągnęła do niego rękę. Przyciągnął ją

do siebie, po czym schylił głowę jak do pocałunku.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Wtuliła  się  w  jego  ramiona.  Ich  wargi  zbliżyły  się  do

siebie,  chociaż  się  nie  całowali.  Ona  musi  udowodnić  sobie
samej,  że  jest  opanowaną  kobietą  biznesu,  że  tamten  ich
pierwszy pocałunek to był tylko zbieg okoliczności.

Zesztywniała lekko i musnęła jego usta swoimi. On wtedy

przejął  kontrolę  nad  pocałunkiem,  a  Iris  stwierdziła,  że  jego
wargi  smakują  jak  nic  na  świecie.  I  że  ramiona  żeglarza  są
wprost stworzone do obejmowania kobiety.

Jego palce gładziły jej skórę i wtedy za plecami usłyszała

chrząknięcie.

– Tato? Przepraszam, my właśnie… – zaczęła.

– Nie tłumacz się, Iris – odparł ojciec.

Uśmiechnęła się, uświadomiwszy sobie, że ten pocałunek

przydał im w oczach ojca wiarygodności.

– Chcesz jeszcze czegoś od któregoś z nas? – spytała.

–  Po  prawdzie  to  od  obojga.  Rozmawiałem  z  mamą,

wspomniałem, że poznałem Zaca i ona od razu powiedziała, że
też  chce  go  poznać.  Wiesz,  jak  bardzo  nie  lubi  zostawać
w tyle – dokończył Hal, mrugając do córki znacząco.

Cała  przyjemność  z  pocałunku  prysła  i  Iris  zaczęła

panikować.  Udawać  przed  ojcem  nie  było  trudno,  ale  przed
mamą? To zupełnie insza inszość.

background image

–  My  też  byśmy  chcieli,  tato,  ale  nie  damy  rady.

Obiecałam  Adler,  że  jutro  rano  zjawimy  się  na  Nantucket,
więc potrzebujemy wieczoru i nocy, żeby się wyciszyć.

– To się świetnie składa. Mama zaprasza was na wczesną

kolację. Thea też ma być.

Jasne, jakżeby inaczej?

–  Zac,  co  ty  na  to?  Mówiłeś,  że  masz  wieczorem  ważną

telekonferencję – spytała z nadzieją w głosie.

– Nie szkodzi, przełożę ją. Też bardzo chciałbym poznać

twoją rodzinę. – Zac przyciągnął ją mocniej do siebie.

–  To  świetnie,  jesteśmy  umówieni.  Bądźcie  wpół  do

siódmej  –  powiedział  ojciec,  po  czym  opuścił  salkę
konferencyjną.

Iris  wzięła  głęboki  oddech  i  zanim  Zac  zdążył  się

odezwać, podała mu wyrwaną z notatnika kartkę.

–  Umowa  powinna  być  w  dwóch  egzemplarzach,  po

jednym dla każdego z nas – zwrócił jej uwagę.

– Tak, oczywiście – odparła w roztargnieniu. – Dlaczego

zgodziłeś się na tę kolację?

–  Bo  chciałem  na  twojej  rodzinie  wypróbować,  czy

będziemy  w  stanie  wiarygodnie  wypaść  jako  para  przed
szerszym  audytorium  –  mruknął,  po  czym  zaczął  słowo
w słowo przepisywać otrzymaną od niej umowę.

– Ale z mamą i Theą nie pójdzie tak łatwo jak z tatą. On

zawsze widzi tylko to, co chce zobaczyć.

– No to tym bardziej trzeba sprawę przetestować.

background image

– Może i masz rację. Przepraszam cię za to, co się stało,

nie wiedziałam, że ojciec może wejść.

– Nie szkodzi. Nawet lepiej, że odwróciliśmy jego uwagę

od tego – odparł Zac, wskazując obie kopie umowy, które już
zdążył podpisać. – Teraz ty podpisz.

Gdy  chowała  podpisaną  i  złożoną  na  czworo  kartkę  do

torebki,  przypomniało  jej  się,  że  w  umowie  brakuje  terminu
zakończenia.

–  To  nic  takiego,  ja  wiem,  że  chodzi  o  trzy  miesiące  –

uspokoił  ją  Zac.  –  Mam  zwyczaj  dotrzymywać  słowa,  a  i  ty
nie wyglądasz mi na taką, co się wycofa bez uprzedzenia.

Przytaknęła ruchem głowy.

– Masz gdzie spać? – zatroszczyła się.

– Tak, oczywiście, mam też samochód – odparł żartem.

Wymienili się numerami telefonów, a ona zapisała mu też

swój adres.

– Spotkamy się u moich rodziców?

– Nie, przyjadę po ciebie. Twój tata wygląda mi na raczej

staroświeckiego dżentelmena.

– Trochę w tym racji, ale on nie jest całkiem odklejony od

współczesnej rzeczywistości. Spotkajmy się przed ich domem,
ja przyjadę swoim samochodem – ustaliła Iris.

– Okej, jeśli sądzisz, że tak będzie okej. Do zobaczenia.

– Zac, dziękuję ci.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odparł szarmancko.

background image

–  To  jak  udało  ci  się  zdobyć  te  pieniądze?  –  spytał  Dev

Kellman,  kiedy  Zac  dotarł  do  swojego  rodzinnego
bostońskiego  domu,  gdzie  zatrzymał  się  wraz  z  kolegami  na
czas  poszukiwania  źródeł  finansowania  ich  wspólnego
projektu.

Yancy McNeill też już na niego czekał.

– Dzięki Iris – odparł krótko Zac.

Jeszcze nie wspominał przyjaciołom o swojej dziewczynie,

więc  najwyższy  czas  zacząć.  Wkrótce  o  tym  związku  będzie
huczał cały internet.

–  Kto  to  jest  Iris?  –  zapytał  Dev,  podając  Zacowi  jedną

z trzech dopiero co wyjętych z lodówki butelek piwa.

Dobre pytanie.

Z  Devem  znali  się  od  czasów  licealnych,  to  jego  dobry

przyjaciel. Ale przecież z Iris umówili się, że nikt nie dowie
się  o  łączącej  ich  umowie.  A  więc  przyjaciołom  i  rodzinie
trzeba  będzie  powiedzieć  nieprawdę.  Albo  zamknąć  im  usta
jakimś szorstkim tekstem…

– Dama, z którą się spotykam – odparł.

– Ciekawe. Od kiedy? – drążył Dev. – Wylądowaliśmy tu

dwa dni temu, z Zarą zerwałeś w Sydney przed wylotem, więc
kiedy miałeś czas…

– Nie wasz interes – warknął Zac.

Dev i Yancy będą musieli obejść się smakiem, jeśli chodzi

o szczegóły.

–  Okej,  okej,  nie  bądź  taki  przewrażliwiony.  Po  prostu

byłem ciekaw, bo takie szybkie zawieranie bliskiej znajomości

background image

z dziewczyną nie jest w twoim stylu.

– Ona jest inna od wszystkich. Zresztą wiecie, że nie lubię

wywnętrzać się w kwestii swoich emocji.

– Ja też nie. Ale związałeś się z nią także biznesowo, więc

chciałbym się upewnić, że to nie jest jakaś pochopna decyzja.

Zac  też  zdawał  sobie  sprawę,  że  ryzykuje.  Dlatego  tak

bardzo  zależało  mu  na  wciągnięciu  w  sprawę  Hala.  To
gwarantowało  częściową  niezależność  układu  między  nim
a  Iris  od  czysto  osobistych  czy  emocjonalnych  wahnięć
sytuacji.

–  Nie  bój  się,  jestem  ostrożny.  Pieniądze  nie  mają  nic

wspólnego z tym, co nas łączy – odpowiedział przyjacielowi.

–  Ale  przecież  ty  i  tak  śpisz  na  forsie.  Dlaczego  jej  nie

użyjesz? – odezwał się Yancy.

–  Jej  też  użyję.  Ale  kiedy  tylko  wspomniałem  Iris,  że

szukam  w  Bostonie  inwestorów,  ona  odpowiedziała,  że  jej
ojciec  zawodowo  zajmuje  się  inwestowaniem  i  że  może  być
mną  zainteresowany,  bo  zawsze  szuka  nowych,
niestandardowych  możliwości.  Skonstruuje  dla  nas  zespół
inwestorów. Ja i Iris będziemy jego udziałowcami – tłumaczył
Zac.

–  Brzmi  to  super.  Jak  to  ma  wyglądać  pod  względem

formalnym? – spytał Yancy.

Zac 

wspomniał 

spółce 

ograniczoną

odpowiedzialnością,  w  której  we  trzech  zajmowaliby
stanowiska kierownicze.

– To jeszcze nie jest w stu procentach pewne, ale myślę, że

już  możemy  zająć  się  kontraktowaniem  firmy,  która  zbuduje

background image

nasz  jacht.  Wspomniałem  ojcu  Iris,  że  opatentowaliśmy  ten
projekt i zamierzamy nim w przyszłości handlować.

–  Świetnie.  Mnie  też  się  co  nieco  udało  –  odezwał  się

Dev. – Mam dziś kolację z kolesiami, którzy są zainteresowani
dołączeniem  do  nas.  Możemy  umówić  się  na  jutro  w  celu
omówienia szczegółów.

– To lepiej spotkajmy się w weekend na Nantucket. Adler

bierze tam ślub, a Iris jest jej druhną.

No  właśnie,  będzie  musiał  przyznać  się  Iris  do  swoich

związków z Adler.

–  Aha,  to  już  wiem,  skąd  się  znacie.  Nie  mogę  się

doczekać, żeby ją zobaczyć.

–  No  dobra,  pogadamy  jutro  –  powiedział  Zac,  ściskając

kolegów  na  pożegnanie,  po  czym  został  sam  w  swojej
miejskiej siedzibie.

Otworzył szafę. Od kiedy ostatni raz obracał się w kręgach

bostońskiej  socjety,  minęło  sporo  czasu.  Wiedział,  że  musi
dobrze wypaść, ale nie miał pojęcia, na ile oficjalny charakter
ma mieć planowane spotkanie z rodziną Iris.

Postanowił ubrać się w ciemne spodnie, rozpinaną koszulę

i eleganckie buty.

A może powinien się ogolić? Zarost ma dobrze utrzymany,

ale tu jest o tej porze roku cieplej niż w Australii…

Wziął  prysznic,  ubrał  się  i  samochodem  udał  się  pod

podany  przez  Iris  adres.  Na  podjeździe  parkowały  już  dwa
samochody.  Zac  wysiadł  i  szedł  ścieżką  w  kierunku  domu,
ściskając  w  ręku  kupiony  po  drodze  bukiet  kwiatów  oraz
butelkę dobrego wina wydobytą z rodzinnej piwniczki.

background image

Czy  aby  nie  wygląda  na  dorobkiewicza,  który  chce

oczarować rodzinę wybranki?

Po naciśnięciu dzwonka usłyszał szczekanie psa, po czym

drzwi się otworzyły. Stała w nich Iris.

Miała  na  sobie  białe  spodnie  i  wiązaną  na  szyi  bluzkę

odkrywająca  ramiona,  na  które  opadały  jej  rozpuszczone
włosy.  Uśmiechnęła  się  do  niego,  w  brązowych  oczach
pojawiały się ciepłe ogniki.

Miał nadzieję, że przynajmniej ją udało mu się oczarować,

choć tak naprawdę nie wiedział, jaki to miałoby mieć sens.

– To kiedy poznałaś tego faceta? – spytała Thea, siedząc

wraz z siostrą przy blacie w kuchni ich matki.

Specjalnie  przyszła  dwadzieścia  minut  wcześniej,  żeby

zdążyć zadać wszystkie nurtujące ją pytania.

–  Parę  dni  temu  –  odparła  Iris  ogólnie.  –  Nie  chciałam

o  tym  mówić  przed  ostatecznym  zamknięciem  sprawy
z Grahamem.

– Niezłe tempo – oceniła mama. – Na ojcu zrobił świetne

wrażenie.

– No cóż, taki on już jest – odparła Iris skromnie.

Zac  ze  swoim  wdziękiem  i  solidnością  rzeczywiście

pozytywnie  wypada  na  tle  przyciężkiego  i  podlizującego  się
Grahama.

–  Trudno  mi  w  to  uwierzyć  –  odezwała  się  Thea.  –

Pamiętasz naszą rozmowę w czasie lunchu?

– Thea, ja przecież od razu ci powiedziałam, że ten twój

niemądry plan nie jest mi do niczego potrzebny.

background image

–  Przepraszam,  Iris,  ja  tylko  chciałam  pomóc.  Myślałam,

że  czujesz  się  upokorzona,  bo  nie  wspomniałaś  słowem
o nowym facecie.

– O czym wy mówicie? – zaciekawiła się mama, mieszając

dla nich drinki z aperolem.

– Poradziłam Iris, żeby wynajęła faceta do towarzystwa na

weselny weekend. Graham zostawił ją na lodzie.

–  Ja  już  wcześniej  chciałam  z  nim  zerwać  –  zapewniała

Iris.

Boże, to musi się udać. Jeśli się wyda, że wynajęła Zaca,

straci  mnóstwo  fanów.  Nigdy  dotąd  nie  okłamywała  swoich
followersów,  no  może  czasem  tylko  podrasowała  jakieś
zdjęcie, ale generalnie była zawsze z nimi szczera.

Czy teraz popełnia błąd?

Dzwonek  u  drzwi  i  jednoczesny  esemes  oznajmiły

przybycie Zaca.

Iris zerwała się, żeby mu otworzyć.

Omiotła  wzrokiem  jego  stojącą  w  drzwiach  postać

i stwierdziła, że Zac wygląda świetnie. Wpuszczona w spodnie
niebieska  koszula  podkreślała  szczupłość  jego  talii  i  błękit
oczu.

– Cześć – powiedział. – Muszę ci coś powiedzieć na temat

tego ślubu.

–  Później.  Nie  przy  wszystkich  –  ostrzegła  go  Iris.  –

Wejdź, proszę.

Zac  wszedł  do  środka  i  natychmiast  został  obszczekany

i  obtańczony  przez  Rileya,  trzynastoletniego  jamnika

background image

miniaturkę, ulubieńca pani domu.

– Riley, spokój! – Iris pochyliła się, by pogłaskać psa.

Zac przyłączył się do niej, a zachwycony uwagą, jaką na

siebie zwrócił, jamnik zaczął go lizać po ręce.

–  Dzięki,  że  przyszedłeś.  Tata  jeszcze  w  pracy,  a  mama

i Thea bardzo są ciebie ciekawe. Powiedziałam, że znamy się
od dwóch dni.

– Świetnie. Wcześniej byłem w Australii.

–  A  ja  na  weekendzie  z  moim  byłym.  Może  po  prostu

powiemy, że poznaliśmy się dziś w barze?

– Jak dla mnie brzmi dobrze, okej. Świetnie wyglądasz.

–  Dzięki,  ty  też.  W  tej  koszuli  oczy  masz  bardziej

niebieskie niż przedtem.

Zac z uśmiechem przyjął ten komplement.

–  A  może  powinienem  był  się  ogolić?  Moja  mama  nie

cierpi  zarostu,  ale  pomyślałem,  że  gdybym  się  ogolił,
mógłbym wyjść na takiego, co za bardzo się stara. Twój ojciec
mógłby to zauważyć.

– Ja lubię brodaczy – zapewniła go Iris.

– Iris, zamierzasz trzymać gościa w korytarzu? – zawołała

z końca holu Thea.

– Już idziemy! To jest Zac Bisset, a to moja siostra Thea –

dopełniła prezentacji.

–  Miło  mi  poznać  –  powiedziała  Thea.  –  Chodź,

przedstawimy  cię  mamie.  Zrobiła  dla  nas  drinki  z  aperolem.
Lubisz?

background image

– Mój brat Darien nazywa je oranżadką dla dorosłych.

– Racja, łatwo wchodzą.

Iris przedstawiła Zaca matce.

Zac  wręczył  pani  domu  kwiaty  i  wino,  dziękując  za

zaproszenie.

–  Byłyśmy  ciekawe,  z  kim  spotyka  się  Iris  –  odparła

Corinne.

–  Nie  mam  nic  do  ukrycia  –  zapewnił  Zac.  –  Też

z przyjemnością poznam jej rodzinę.

Świetnie,  na  razie  mówi  to  co  trzeba,  pomyślała  Iris.

I zachowuje się tak, jakby miał przed sobą scenariusz.

Trzeba  się  mieć  na  baczności,  bo  do  zakochania  jeden

krok, napominała się.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Po deserze Iris odprowadziła Zaca do samochodu. Cieszył

się z poznania jej bliskich, a szczególnie z tego, że Iris – mimo
swojej  medialnej  popularności  –  prowadzi,  jak  się  okazało,
całkiem normalne rodzinne życie.

Thea starała się zadawać mu podchwytliwe pytania, ale na

korzyść Iris i Zaca przemawiał fakt, że para o tak nikłym stażu
nie mogła jeszcze wiele wiedzieć o sobie.

– Thea to twarda zawodniczka – powiedział, opierając się

o swój samochód.

Na  czystym  niebie  widać  było  gwiazdy,  które  nie  robiły

takiego wrażenie jak pośrodku oceanu, ale mimo to noc była
ładna.

– Tak, jest istnym utrapieniem – przyznała Iris. – Ale może

dobrze,  że  ktoś  nas  przeczołgał,  nabierzemy  doświadczenia.
Nie  masz  nic  przeciwko  temu,  że  już  jutro  pojedziemy  na
Nantucket?  Adler  na  pewno  zechce  spędzić  ze  mną  trochę
czasu,  zanim  zacznie  się  najgorszy  młyn.  No  i  pozna  ciebie.
Jako  moja  najlepsza  przyjaciółka  na  pewno  jest  bardzo
ciekawa.

–  Jasne,  możemy  jechać  –  odparł  Zac.  –  A  tak  przy

okazji…

Powinien  właściwie  w  tym  momencie  przyznać  się,  że

Adler to jego kuzynka, ale Iris nie dała mu dość do słowa.

background image

– Świetnie. Zabiorę moich pracowników, a z tobą spotkam

się w hotelu na wyspie i dalej już pojedziemy razem.

–  Pracowników?  –  zdziwił  się  Zac.  –  Są  jacyś  oprócz

mnie?

–  Jasne!  Drużyna  odpowiedzialna  za  mój  wygląd  przed

kamerami  i  moja  asystentka  produkcji.  Oprócz  obowiązków
druhny czeka mnie jeszcze kilka wywiadów. Ty w tym czasie
będziesz miał wolne.

– Nie miałem pojęcia, że to wszystko będzie w telewizji.

Poza  tym  nie  mogę  jechać  z  samego  rana,  mam  spotkanie
z  moim  zespołem.  Dołączę  do  ciebie  nieco  później,  już
w hotelu.

Iris  wyjaśniła  mu  tajniki  telewizyjnej  transmisji  i  zdjęć,

które wykorzysta później w swoim programie. Zac będzie tam
występował jedynie w tle, które ma „tworzyć klimat”.

– Mówiliśmy o tym – przypomniała mu.

–  Jasne  –  potwierdził,  ale  natychmiast  pożałował,  że

niezbyt  uważnie  słuchał  jej,  kiedy  wyjaśniała  mu  szczegóły
jego zatrudnienia.

Bo wygląda na to, że to będzie większa harówka, niż mu

się wydawało.

– Ja też dostanę wizażystkę? – zapytał.

– Nie – roześmiała się. – KT i Stephan oczywiście chętnie

ci pomogą, ale ogólnie pełny luz.

Te słowa uświadomiły mu, że chyba pora zacząć się bać.

Podpisał coś, co niezbyt dokładnie przeczytał.

background image

Dziewczyna  go  zaintrygowała,  ale  czy  na  pewno  dobrze

wyczuł,  kim  naprawdę  jest?  W  roli  dobrej  córki  wypadała
świetnie, choć jej poczucie humoru można by niekiedy nazwać
uszczypliwym czy nawet zjadliwym.

Fakt,  że  swobodna  atmosfera  przyjęcia  rodzinnego  w  jej

domu  znacznie  różniła  się  od  sztywnych  spotkań,  w  których
główną postacią był jego ojciec…

O tak, Hal Collins i August Bisset to bohaterowie zupełnie

różnych  bajek.  August  był  gwałtowny  i  apodyktyczny,  Hal
znacznie łagodniejszy, choć pewnie równie przebiegły.

–  Super.  Zatrzymają  się  w  tym  samym  apartamencie  co

my? – zapytał.

–  W  żadnym  wypadku.  Będziemy  potrzebowali  czasu  na

wyciszenie, na bycie sobą.

– Anielska mordko, ja zawsze jestem sobą.

– Czyżby? Nawet jak przekonywałeś mojego ojca o swojej

miłości do opery?

– Kiedy ja… „Czarodziejski flet” naprawdę mi się podoba.

A zresztą wiesz, jak to jest z rodzicami. Nie można im się za
bardzo przeciwstawiać.

–  Wiem,  ale  trzeba  uważać,  bo  następnym  razem  będą

chcieli, żebyśmy poszli do opery razem z nimi.

–  Nie  miałbym  nic  przeciwko  temu.  Moja  mama  kocha

operę,  babcia  też.  W  niedzielę  przed  brunchem  nasz  dom
rozbrzmiewał muzyką. Trochę opery, trochę jazzu, a jak trochę
podrośliśmy, puszczano nam rockowe kawałki.

background image

– Wspaniała tradycja. Też chciałabym poznać kiedyś twoją

rodzinę.

– No właśnie…

– Co?

– Nie przedstawiałem ci się na początku z nazwiska, ale…

Adler  to  moja  kuzynka.  Moja  mama,  Juliette  Bisset,  jest  jej
ciotką  i  matką  chrzestną.  Czyli  pewnie  wkrótce  poznasz
większość moich krewnych – dokończył.

– Co? Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej?

– A co? Miałem się przedstawić jako syn Augusta Bisseta?

– No nie, ale coś mogłeś powiedzieć? Dlaczego mój ojciec

musi  ci  szukać  inwestorów?  Nie  możesz  sam  sobie
sfinansować swojego hobby?

Wyglądała na wściekłą i zranioną. Fatalnie to rozegrałem,

pomyślał Zac.

– Przepraszam, Iris. Nie chciałem sprawić ci przykrości.

–  Nie  sprawiłeś.  Łączą  nas  tylko  interesy.  Ale  mogłeś

powiedzieć. A mój tata wie?

– Tak, domyślił się, a ja nie zaprzeczałem.

– To po co to pogrywanie ze mną?

–  Przepraszam,  tak  wyszło.  Oczywiście,  mógłbym  się

zwrócić  do  mojego  ojca  i  do  starszego  brata  Logana,  który
aktualnie kieruje rodzinną firmą, ale oni zaraz przedstawiliby
mi  takie  warunki,  że  głowa  mała.  Nie  chciałem,  żeby  się
wtrącali. Chcę być na swoim.

background image

–  To  nawet  brzmi  sensownie  –  stwierdziła  powoli,

przyglądając  mu  się  badawczo  spod  wpółprzymkniętych
powiek.  –  Podobnie  myślałam,  zaczynając  swoją  karierę.
Oczywiście mogłam liczyć na Letę, ale nie chciałam niczego
od  Collins  Combined.  Dzięki  temu,  że  zrobiłam  coś
o własnych siłach, czuję się spełniona.

–  I  ja  też  tego  chcę.  Radzę  sobie  pod  czyimś

kierownictwem,  ale  teraz  mam  ochotę  zostać  kapitanem
zwycięskiego jachtu w zawodach o Puchar Ameryki. Z twoją
pomocą.

– Czy jeszcze coś przede mną ukrywasz? Powiedz, bo nie

lubię niespodzianek.

–  No  dobra,  powiem:  całowałem  cię  naprawdę,  nie

udawałem.

–  Nie  rób  tego  więcej.  Zakontraktowałam  cię  na  trzy

miesiące  i  oboje  musimy  traktować  sprawę  jako  coś
tymczasowego.

– Aniołku, nie dam rady, ja nie umiem zawodowo udawać.

Choć  i  tak  jestem  w  tym  lepszy  niż  ty.  Byłaś  taka  spięta  na
początku kolacji…

–  Wiem,  ale  to  moja  sprawa.  Może  się  przeliczyłam,

nieważne, teraz już za późno, żeby się wycofać.

Jej  nagła  szczerość  go  rozbroiła.  Poczuł,  że  niewiele

wysiłku  kosztowałoby  go  teraz  wydobycie  z  niej  przyznania
się,  że  chętnie  poszłaby  z  nim  do  łóżka.  Ale  widział,  że
nietypowa  oferta,  jaką  mu  przedstawiła,  przerosła  ją.
Dziewczyna była najwyraźniej spłoszona.

W oknie frontowego pokoju uniosła się roleta.

background image

–  Ktoś  nas  podgląda,  twoja  nieobecność  się  przedłuża.

Może pójdziemy gdzieś spokojnie porozmawiać, na przykład
do baru? Mam też dom w mieście.

–  Okej  –  westchnęła.  –  To  jest  Airbnb  czy  coś  w  tym

rodzaju?

–  Nie,  to  jeden  z  domów  należących  do  mojej  rodziny.

Mamy  wiele  nieruchomości.  Tej  używa  moja  mama,  kiedy
przyjeżdża odwiedzić babcię.

– Boże, jeszcze tylu rzeczy o tobie nie wiem…

– Nic dziwnego, spotykamy się przecież dopiero od dwóch

dni. Pojedziesz za mną?

– Tak, ale podaj mi adres na wypadek, gdybym cię zgubiła.

Roleta w oknie ciągle była uniesiona, więc Zac objął Iris

w pasie i delikatnie pocałował w policzek.

– To tak dla rozwiania wątpliwości – szepnął.

– Ja też lubię się z tobą całować – powiedziała, głaszcząc

go po ramieniu. – Dlatego nie chcę robić tego zbyt często.

– Omówimy to u mnie.

W  holu  posiadłości  Bissetów  Iris  zwróciła  uwagę  na

rodzinne portrety. Namalowano je niedawno, po tym, jak Mari
ogłosiła swoje zaręczyny z Inigo Velazquezem.

–  Znam  twoją  siostrę  –  powiedziała.  –  Może  niezbyt

blisko,  ale  przyjaźnimy  się.  Zobacz,  łączy  nas  więcej,  niż
myśleliśmy. Gdzie chcesz, żebyśmy porozmawiali?

–  Drugie  drzwi  po  lewej,  pstryczek  do  światła  jest  zaraz

przy wejściu. Ja zaraz tam będę.

background image

Szła  przez  hol  krokiem,  którym  dziś  przemierzała  salę

konferencyjną.  A  więc  wróciła  do  trybu  „biznes”.  Szkoda,
wolał  ją  w  trybie  „luz”.  Ale  cóż,  na  niej  spoczywa  pewnie
wielka odpowiedzialność, ma swoje kłopoty, o których on nic
nie wie. I nie chce wiedzieć.

Łączą ich tylko interesy.

W  czasie  rodzinnej  kolacji  niemal  o  tym  zapomniał.  Jej

krewni  potraktowali  go  tak  ciepło,  jakby  naprawdę  był  jej
nowym  chłopakiem.  A  może  tak  byłoby  lepiej?  Chociaż  nie,
jego prawdziwe życie to morze, jachty. Nie chciałby wsiąknąć
w żaden rodzinny układzik.

–  No  więc…  –  zaczął,  sadowiąc  się  w  wygodnym  fotelu

w salonie.

–  Zac,  przepraszam,  że  przeze  mnie  znalazłeś  się

w  niezręcznej  sytuacji  –  powiedziała  siedząca  na  skórzanej
kanapie  Iris.  –  Nie  wiem,  dlaczego  ty  się  na  to  wszystko
w  ogóle  zgodziłeś.  Rozumiem,  że  szukasz  inwestorów,  żeby
zachować  niezależność,  ale nie musiałeś  podpisywać  ze mną
tej umowy o chodzeniu z sobą. Ale skoro już mamy w kwestii
tego,  co  nas  łączy,  okłamywać  cały  świat,  to  przynajmniej
między  sobą  powinniśmy  być  szczerzy.  Wyjaśnijmy  sobie
pewne  rzeczy,  żeby  w  przyszłości  uniknąć  nieporozumień.
Zgoda?

– Jasne – odparł. – Właśnie dlatego przyznałem ci się, że

jestem na ciebie napalony.

–  To  tak  jak  ja  –  kiwnęła  głową  po  krótkiej  chwili

milczenia.  –  Ale  to  wprowadza  pewne  komplikacje
i  niedogodności.  Musisz  wiedzieć,  że  seks  nie  jest  moją
ulubioną dyscypliną. Nie jestem w tym dobra.

background image

–  Trudno  mi  w  to  uwierzyć  –  powiedział,  otrząsając  się

z chwilowego szoku po jej słowach. – Zresztą do tego trzeba
dwojga.

–  Hm,  okej…  Boże,  po  co  ja  to  w  ogóle  mówię?  –

jęknęła.  –  Mam  opinię  osoby,  która  zawsze  mówi  właściwe
rzeczy  i  żyje  jak  w  bajce,  z  imprezy  na  imprezę,  ale
prywatnie… Wcale taka nie jestem.

– No i dobrze, mnie się to podoba. Nareszcie jakaś prawda.

Założę się, że twoi widzowie to kupią. Nie myślałaś, żeby po
prostu być sobą?

–  Nie,  to  by  była  porażka.  –  Pokręciła  głową.  –  Może

przez  chwilę  by  się  komuś  spodobało,  jako  nowinka.  Ale
generalnie ludzie nie lubią, jak odstajesz od obrazu, jaki sobie
na twój temat wytworzyli.

Mówiła  bardzo  pewnie,  a  on  nie  mógł  zrozumieć,  komu

mogłaby  się  nie  spodobać  prawdziwa  Iris.  Ale  to  nie  było
w tej chwili najważniejsze.

– Co jeszcze? – zapytał.

Co  jeszcze?  Nie  miała  pojęcia.  Przede  wszystkim  musi

przestać  myśleć  o  jego  ciepłym  oddechu  na  swojej  szyi
i  o  tym,  że  chciałaby  teraz  prawdziwego  pocałunku,  a  nie
jakiegoś tam muśnięcia warg.

–  Omówmy  szczegóły  naszej  strategii  na  ślubny

weekend  –  zaproponowała.  –  Spotykamy  się  w  hotelu  na
Nantucket,  tak?  Jesteś  krewnym  panny  młodej,  więc
o uczestnikach imprezy wiesz wszystko. Sprawdźmy rozkład
jazdy. A więc – powiedziała, wyciągając telefon i otwierając
na ekranie przysłany przez Adler harmonogram – w czwartek

background image

powitalny lunch w domu jej – i twojej, jak rozumiem – babci.
A  potem  wyścigi  jachtów  wokół  zatoki.  No,  tu  powinniśmy
zapunktować.

– Jasne, ja jestem kapitanem jednej z tych łodzi. A ty? Jak

u ciebie z żeglowaniem?

– Jako tako. Ogólnie lubię wodę, choć pływaczka ze mnie

kiepska.

Postanowiła  nie  wspominać,  że  na  morzu  najlepiej  czuje

się, pijąc na uspokojenie nerwów drinki pod pokładem.

–  Super,  będzie  świetna  zabawa.  Na  jachcie  można  robić

różne romantyczne rzeczy.

Nie pytała, co miał na myśli i dalej czytała terminarz.

–  Wieczorem  piknik  na  plaży.  Całkiem  bogaty  program.

Myślę,  że  powinniśmy  zachowywać  się  jak  para,  ale  bez
przesadnego okazywania sobie uczuć.

–  Rozumiem.  –  Zac  pokiwał  głową.  –  A  co

z mieszkaniem? Razem czy osobno?

– Myślałam, żebyś zatrzymał się w moim apartamencie.

– Ale przecież nie jesteśmy kochankami.

–  Tak,  ale  gdybyś  nocował  gdzie  indziej,  wyszłabym  na

pruderyjną  cnotkę.  Ja  tam  będę  miała  dwa  osobne  pokoje
i niech każdy myśli sobie o nas, co chce.

– Żartujesz? – roześmiał się. – Chociaż pewnie masz rację.

A co w piątek?

–  Rano  turniej  golfa.  Potem  odbędzie  się  przedślubny

rodzinny  obiad  no  i  już  bezpośrednie  przygotowania.  No
i  sobota,  wielki  dzień.  Jako  prawa  ręka  Adler  będę  bardzo

background image

zajęta.  Wieczorem  ceremonia  pożegnania  słońca,  a  potem
tańce do białego rana. Umiesz tańczyć?

–  Tak,  mama  zadbała,  żebym  się  nauczył.  Twierdziła,  że

kobiety  lubią  tańczyć  i  nietańczący  faceci  budzą  w  nich
odrazę.

–  Racja.  A  na  koniec  niedzielny  brunch  i  wszyscy

rozjeżdżają się do domów. Ty dokąd pojedziesz?

– Chciałbym zostać na wyspie przez kilka dni. Chyba że

twojemu  tacie  uda  się  do  poniedziałku  skompletować  grupę
inwestorów, wtedy wrócę do miasta z tobą. Początkowo będę
się  mógł  z  tobą  widywać  dość  często,  ale  jak  już  pieniądze
pójdą w ruch, będę bardzo zajęty.

–  No  to  wszystko  ustalone.  Prześlę  ci  ten  harmonogram.

Pamiętasz, że będę miała sesje zdjęciowe i nagrania? Możesz
mi być potrzebny, choć w niewielkim zakresie.

Schowała telefon do torebki i rozejrzała się po salonie. Był

urządzony  dość  tradycyjnie,  w  ciepłym  rodzinnym  klimacie.
Iris uśmiechnęła się na widok zdjęcia nastoletniego Zaca przy
sterze łodzi żaglowej.

– Kiedy zacząłeś żeglować? – zapytała.

– Jak miałem dziewięć lat. Mama ulitowała się i zamiast

letnich  praktyk  z  Loganem  i  Darienem  w  Bisset  Industries
zapisała mnie na obóz żeglarski. Do dziś nazywa mnie swoim
wodnym dzieckiem. Jestem spod znaku Ryb.

– A ja jestem Baranem, ale ponoć nietypowym.

– Ci, co tak twierdzą, chyba w ogóle cię nie znają.

background image

–  Jestem  despotyczna,  ale  tylko  trochę  –  odparła,

pokazując mu język.

– Powiedzmy.

Podobał  jej  się.  Ale  musiała  przyznać,  że  nigdy  by  do

niego nie zagadała, gdyby nie rada Thei. I nie byliby tu teraz
razem, gdyby mu nie przedstawiła swojej propozycji.

O tak, w tym była dobra – w relacjach przypominających

kontrakt handlowy, w których wiadomo, kto ile płaci i jak się
to wszystko skończy.

Czy i w tym przypadku będzie tak samo? To byłoby nieco

rozczarowujące.

Mimo  wszystko  fajnie,  że  go  poznała.  Jest  inny  niż

wszyscy faceci, z którymi dotychczas miała do czynienia. No
i ona czuła się przy nim inaczej niż zwykle.

Nie  na  tyle,  by  być  sobą,  ale  zawsze…  Przynajmniej  nie

musi tak bardzo udawać.

– Chyba już pójdę – powiedziała. – Dzięki, Zac.

Wstał, gdy ruszyła w kierunku drzwi, i zatrzymał ją.

– Jeszcze jedno, anielska twarzyczko – powiedział, biorąc

ją w ramiona i całując.

Tęskniła za tym przez cały wieczór.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Jest taka śliczna, że szkoda byłoby jej nie pocałować.

Zac  przez  cały  wieczór  był  pod  wrażeniem  czasu

spędzonego  u  jej  rodziców.  Sam  miał  rodzinę,  której  nie
można  było  zarzucić  braku  wsparcia,  ale  Collinsowie  to
zupełnie inna jakość. Oni się naprawdę kochają, podczas gdy
jego  ojciec  bez  przerwy  zachęcał  synów  do  rywalizacji,  do
okazywania, który z nich jest najlepszym Bissetem.

Darien  już  jako  nastolatek  przypłacił  to  nałogiem

nikotynowym.  A  Logan  okazał  się  istnym  drapieżnikiem,
nigdy nie zawahał się przed zaatakowaniem słabszego.

Zac  szybko  wypisał  się  z  tego  wyścigu  szczurów.

Potrzebował  aprobaty  ze  strony  ojca,  ale  nie  zamierzał
walczyć o nią z braćmi.

Całując  Iris,  przypomniał  sobie  umowę,  jaką  zawarli.  Po

raz pierwszy w życiu zgodził się udawać kogoś, kim nie jest.
Nie czuł się z tym dobrze. Przerwał pocałunek i spojrzał Iris
w twarz.

– Zrobiłam coś nie tak? – zdziwiła się. – Uprzedzałam cię,

że  nie  jestem  dobra  w  te  klocki.  Lubię,  jak  fotografują  mnie
w romantycznych pozach, ale tak naprawdę…

Położył palec na jej ustach.

–  Aniołku,  jesteś  tak  dobra,  aż  zaczynam  żałować,  że

zgodziłem się na umowę na czas określony.

background image

– Naprawdę? Nie musisz mi tak kadzić. Pewnie za długo

byłeś sam na morzu?

To  zabawne,  jak  ta  twarda  negocjatorka,  rekin  biznesu,

zmieniła się nagle w nieśmiałą kobietę. Zresztą każdy na swój
sposób przeżywa chwile intymności.

Tym bardziej nie wolno mu zrobić z tego gry. Iris mogłaby

to źle znieść.

Powoli zaczynał zdawać sobie sprawę, że ona nie przystaje

do pierwszego wrażenia, jakie sobie na jej temat wyrobił. Nie
jest  do  bólu  pewną  siebie  telewizyjną  kukiełką.  Jest
człowiekiem z krwi i kości i to go naprawdę zachwycało.

A  może  jest  jego  syreną,  jedną  z  tych,  co  to  przywołują

zbłąkanych żeglarzy, którzy przez to rozbijają statki o skały?

Zresztą nieważne. Rozum go ostrzegał, ale erekcja działa

wedle swoich własnych praw.

Znów wziął Iris w ramiona.

– To nie ma nic wspólnego z naszą umową – mruknął. –

Pragnę cię niezależnie od niej.

Bisset nigdy nie traci kontroli nad sytuacją, pomyślał i od

razu zrobiło mu się głupio. Jednak ma ze swoim ojcem więcej
wspólnego, niż jest w stanie przyznać.

– No nie wiem… – wahała się Iris. – Będziesz honorował

nasz kontrakt bez względu na to, co się teraz wydarzy?

– Oczywiście. Ja nie wycofuję raz danego słowa. Z jakimi

facetami ty miałaś dotychczas do czynienia? Zresztą nie chcę
wiedzieć…

– Okej, potrzebowałam po prostu potwierdzenia.

background image

– Niepotrzebnie. Zapomnij o tym, co było kiedyś.

– Niech ci będzie – szepnęła, ale zanim przymknęła oczy,

dojrzał  w  nich  charakterystyczny  dla  osób  lubiących
wszystkim dyrygować błysk.

Westchnęła głęboko.

Za  dużo  myśli,  ocenił  ją  w  duchu,  nie  potrafi  się

zrelaksować. Pragnie go, to się czuje, ale boi się zrobić krok
do przodu.

Wziął ją na ręce i zaniósł do salonu, a potem zaprowadził

na patio. Obejmował ją w pasie, ona odchyliła głowę do tyłu
i wtedy zabrzmiał jeden z utworów Billie Holliday, który Zac
głosowo polecił zagrać asystentowi Google’a.

Tańczyli przy drzwiach prowadzących do ogrodu. Nie tulił

jej  zbyt  mocno,  na  to  jeszcze  przyjdzie  czas.  Chociaż…
zważywszy,  że  ich  relacja  posiada  swoisty  termin  ważności,
może nie warto niczego odkładać?

Łatwiej  cieszyć  się  chwilą,  gdy  nie  ma  się  żadnych

oczekiwań  ani  planów  na  przyszłość,  prawda?  Zero
ewentualnych konsekwencji.

Spojrzał jej w oczy i po raz pierwszy stwierdził, że Iris jest

zrelaksowana, że nie trzyma już gardy.

Uniósł  kciukiem  jej  podbródek  i  ponownie  ją  pocałował.

Starał  się  wsłuchiwać  w  rytm  muzyki  i  nie  zważać  na
dudniącą w żyłach gorącą krew, na narastającą erekcję. I na jej
twardniejące sutki. Czyżby nie nosiła usztywnianego stanika?
Zarzuciła mu ręce na szyję i stanęła na palcach.

Miał  poczucie,  że  wszystko  dzieje  się  jakoś  inaczej  niż

zazwyczaj  na  pierwszej  randce  z  kobietą,  ale  starał  się  nie

background image

dopuszczać  do  siebie  tej  myśli.  W  ogóle  jakby  wyłączył
myślenie. Chciał jedynie wycisnąć z tego wieczoru i z Iris tyle
emocji, ile tylko się da.

Zachowywała  się  w  nietypowy  dla  siebie  sposób.

Swobodnie  wirowała  w  ramionach  Zaca  w  rytm  starego
przeboju.  Może  to  właśnie  magia  głosu  Billie  Holliday
sprawiła,  że  nie  czuła  przymusu  bycia  seksowną  czy
uwodzicielską. Po prostu chciała być z Zakiem.

On nucił sobie pod nosem, trochę przy tym fałszując, ale

to  było  urocze.  Bo  ukazywało,  że  to  zapierające  dech
w piersiach męskie ciacho nie jest chodzącym ideałem.

A  kiedy  ją  pocałował,  zapomniała  o  bożym  świecie.  Nie

starała  się  już  wciągać  brzucha,  nie  bała  się  głośno  dyszeć.
Zapomniała  o  wszelkich  dobrych  radach  i  po  prostu  się
rozluźniła. Serce tylko biło jej może trochę za szybko…

Kiedy  pogłębiła  pocałunek,  poczuła,  że  Zac  ma  erekcję.

Potarła o nią brzuchem i już przestraszona chciała się cofnąć,
gdy on wydał z siebie gardłowy jęk i objął dłońmi jej pośladki.
Uniósł  ją  tak,  że  poczuła,  jak  jego  twardy  penis  dotyka  jej
najbardziej czułego miejsca.

Nigdy nie czuła się tak wspaniale. No, chyba że sama się

masturbowała,  ale  po  raz  pierwszy  w  życiu  tak  bardzo
owładnął nią pocałunek i dotyk mężczyzny.

Podejrzewała,  że  Zac  dokądś  kieruje  ich  oboje,  ale  nie

miała  nic  przeciwko  temu.  Czuła  się  świetnie,  dokładnie  tak
wyobrażała  sobie  seks:  delikatne  pieszczoty  bez  wpychania
jęzora do gardła i bolesnego miętoszenia piersi.

background image

Muzyka  uległa  zmianie  –  teraz  grano  „You  Belong  To

Me”. Serce Iris biło coraz szybciej, choć przemknęło jej przez
myśl, że on owszem może i należy do niej, tyle że na krótko.
Oddaliła  to  ostrzeżenie,  nie  warto  sobie  psuć  tak  czułych
chwil.

Ani  się  spostrzegła,  jak  po  kilku  zawirowaniach  w  tańcu

znalazła się w pozycji leżącej na kanapie.

– Ciągle zadowolona z bycia tu ze mną? – zapytał.

– Tak.

– To dobrze. Gdybym zrobił coś, przez co poczułabyś się

niekomfortowo, daj mi znać.

– Okej, ty też.

Roześmiał się – jak to on – z głębi serca.

– Nie ma rzeczy, której bym dla ciebie nie zrobił, gdybyś

poprosiła – powiedział.

– Brzmi to jak wyzwanie.

– Mam nadzieję, że je podejmiesz. Tylko nie dziś.

Zdjął  koszulę,  usiadł  na  kanapie  obok  Iris,  dotykając

biodrami jej bioder, po czym zaczął odpinać jej sandały, a ona
przesunęła  dłonią  po  jego  nagim  torsie.  Drobne  jasne  włoski
łaskotały  ją  w  palce.  Twarde  mięśnie  prężyły  się  pod  jej
dotykiem.  Muśnięty  sutek stwardniał  i obydwie  brodawki  jej
piersi natychmiast uczyniły to samo.

Wodząc palcem coraz niżej, odkryła bliznę.

Pochyliła  się,  ale  w  słabym  świetle  nie  mogła  jej

dokładniej  obejrzeć.  Chciałaby  się  dowiedzieć  czegoś  o  jej
pochodzeniu,  ale  nie  teraz.  Facet  miał  na  brzuchu  istny

background image

kaloryfer,  takie  rzeczy  widziała  dotychczas  jedynie
w kolorowych magazynach albo w filmach.

Siedział  spokojnie,  pozwalając  –  ku  jej  uciesze  –  na

poznawanie jego ciała. Stwierdziła, że jego erekcja powiększa
się w miarę zbliżania się jej palców do penisa. Bardzo chciała
go  tam  dotknąć,  ale  bała  się,  że  go  to  zniecierpliwi  i  cała
przyjemność poznawania jego ciała weźmie w łeb.

Między nogami poczuła wilgoć. Wiedziała, że go pragnie.

Chciała  mieć  go  w  sobie.  I  nieważne,  że  wszystkie  uczucia
mogą  zniknąć,  gdy  już  do  tego  dojdzie.  Uniosła  sukienkę
i zdjęła sobie majtki.

Chciała go dosiąść, ale ją powstrzymał.

– Nie musimy się śpieszyć – powiedział.

–  Ja  muszę.  Jeśli  będę  za  długo  czekać,  uczucie  może

zniknąć  –  powiedziała  i  poruszyła  się  gwałtownie,  usiłując
wdrapać się na niego. Zachwiała się i omal nie upadła.

Na szczęście złapał ją i posadził sobie na kolanach.

– Mam cię – powiedział.

Zabrzmiało  jak  zapowiedź,  czy  tylko  ona  tak  to  sobie

wymyśliła? Tak czy owak postanowiła doprowadzić sprawę do
końca. Niech on zostanie tym kochankiem, o którym zawsze
tak marzyła, a którego nigdy nie udało jej się spotkać.

Wplątała palce w jego bujne jasne włosy i pocałowała go

tak, jak chciała, żeby on ją pocałował.

Zac wsunął ręce pod sukienkę i objął dłońmi jej pośladki.

Chciał od początku robić wszystko bardzo powoli, dostosować
się do jej potrzeb, ale teraz wraz z każdym oddechem pragnął

background image

jej  coraz  bardziej.  Był  bardzo  podniecony,  bał  się,  że
eksploduje, nie zdążywszy w nią wejść.

Złościł  się,  że  wciąż  oddzielają  go  od  niej  warstwy

rozmaitych  tkanin.  Jeszcze  bardziej  podniósł  jej  spódnicę
i  musnął  palcami  jej  czułe  gorące  miejsce.  Jęknęła  i  uniosła
głowę.  Dotknął  jeszcze  raz.  Odrzuciła  głowę  do  tyłu,
zamknęła  oczy  i  wierciła  się,  napierając  na  jego  rękę.  Gdy
dotknął  głębiej,  zacisnęła  palce  na  jego  ramionach  i  coraz
intensywniej kręciła biodrami. Wsunął palec do środka, a ona
jęknęła jeszcze głośniej.

Pozwolił jej na kierowanie jego ręką aż do momentu, gdy

wykrzyknęła jego imię i oparła głowę na jego piersi.

Trzymał ją mocno, a ona po chwili sięgnęła dłonią do jego

rozporka.  Złapał  ją  za  rękę,  chcąc  powstrzymać,  bo  gdyby
teraz dotknęła jego członka, nie potrafiłby już cofnąć się przed
pójściem na całość.

– Bierzesz pigułki? – zapytał.

– Tak, oczywiście – szepnęła go krótkiej chwili wahania.

–  Okej,  ale  ja  jeszcze  mogę  użyć  prezerwatywy.  Chcesz

tego?

Milczała,  przygryzając  dolną  wargę.  Mało  romantyczny

dialog, ale lepiej teraz porozmawiać, niż potem…

– Tak, chcę – zdecydowała.

– W takim razie obejmij mnie nogami w pasie i zarzuć mi

ręce na szyję.

Podtrzymywał jej pośladki i w tej dziwnej pozycji zaniósł

ją do sypialni.

background image

–  Są  w  nocnej  szafce  –  powiedział,  siadając  na  łóżku

i ciągle trzymając Iris na kolanach.

Jej było wygodniej sięgnąć, otworzyła więc szufladę.

Zac  przez  cały  ten  czas  recytował  sobie  w  pamięci

paragrafy  prawa  morskiego,  żeby  odciągnąć  uwagę  od
najważniejszego.  Gdy  podała  mu  pakunek,  prawie  go  jej
wyrwał z rąk i szybko założył sobie gumkę.

Spojrzała  na  jego  penis,  a  potem  na  niego.  Minę  miała

nietęgą. Cholera, pomyślał.

– Nadal tego chcesz? – zapytał szeptem.

Wiedział, że trudno mu się będzie teraz wycofać, ale za nic

nie chciałby zobaczyć w jej oczach lęku czy niechęci.

–  Tak  –  odpowiedziała,  biorąc  w  dłonie  jego  twarz

i całując w usta.

Zdjął  jej  sukienkę,  a  ona  zrobiła  mu  miejsce  między

swoimi  udami.  Spojrzał  jej  w  twarz,  miała  otwarte  oczy.
Pochyliła się i położyła na nim.

Cholera.

Ich  ciała  pasowały  do  siebie  idealnie.  Zac  miał  zamiar

pozwolić,  aby  to  Iris  wyznaczała  rytm,  ale  nie  dał  rady.
Przekręcił  się  tak,  że  teraz  ona  leżała  pod  nim  i  wsunął  jej
język do ust. Potem w nią wszedł, a ona narzuciła ich ruchom
tempo  intensywniejsze,  niż  się  spodziewał.  Chciał
przystopować, ale Iris stanowczo zaprotestowała.

Wykonywał  więc  swoje  ruchy  aż  do  momentu,  gdy

usłyszał znajomy już krzyk, a jej mięśnie zacisnęły się na jego
członku. Jeszcze chwila i dołączył do niej w rozkoszy.

background image

Po  wszystkim  położył  się  obok  niej  i  trzymał  ją

w ramionach. Jego serce powoli wracało do swojego zwykłego
rytmu. Iris położyła głowę na jego piersi i westchnęła.

– Coś się stało? – zaniepokoił się.

–  Chciałam  ci  tylko  podziękować.  Szczerze  mówiąc,  nie

spodziewałam się…

– Czego?

– Że taki będziesz.

Odwróciła się, wstała i pomaszerowała do łazienki. Patrzył

na  nią  i  myślał,  że  nie  tylko  ona  dała  się  tego  wieczoru
przyłapać na chwili utraty kontroli.

On też nie spodziewał się, że ona będzie taka.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Na Nantucket czuła się jak na wakacjach.

Jej  asystenci  od  wizerunku  zajęli  się  nią  trochę  jeszcze

rano  w  Bostonie  –  miała  wyglądać  niezobowiązująco,  ale
przecież  nie  niedbale,  nawet  na  plaży  można  wszak  natknąć
się na amatora, który zechcę strzelić fotkę dla swoich mediów
społecznościowych.

Teraz stała na balkonie swojego hotelowego apartamentu,

wsłuchiwała się w szum fal, wdychała słone powietrze i czuła,
że żyje.

Przespanie  się  z  Zakiem  nie  było  najlepszym  pomysłem,

zdawała sobie z tego sprawę, ale do cholery po raz pierwszy
w  życiu  zdarzyło  jej  się  uprawiać  miłość  i  nie  myśleć  przy
tym, żeby to się już skończyło…

Dotychczas była zdania, że w życiu można się obejść bez

seksu, a Zac uświadomił jej, że to nieprawda. Chyba wszyscy
jej dotychczasowi kochankowie byli do bani. Albo – bądźmy
sprawiedliwi – ona nie była dla nich odpowiednią partnerką.

A to znaczy, że dla Zaca jest?

A  może  po  prostu  była  zrelaksowana,  bo  wiedziała,  że

wynajęła  go  tylko  na  weekend?  Chętnie  porozmawiałaby
o tym z Adler, ale przecież nikt nie może się dowiedzieć.

O wilku mowa. Adler właśnie przysłała jej esemesa.

background image

„Cześć, dziewczyno! Jesteś już na wyspie?”.

„Właśnie  przyjechałam.  Za  dziesięć  minut  mam  sesję

zdjęciową, potem możemy się spotkać”.

„Okej. A gdzie ta sesja? Chętnie popatrzę”.

„Na prywatnej plaży, dwie parcele od domu twojej babci”.

„No to do zobaczenia. Twój nowy koleś jest z tobą?”.

„Przyjedzie po południu, rano ma jakieś spotkania”.

„Super. Może zjecie kolację ze mną i z Nickiem?”.

„Spytam go i potwierdzę”.

Iris odetchnęła głęboko.

Tego właśnie trzeba: żeby jej otoczenie ujrzało w Zacu jej

prawdziwego chłopaka i zaakceptowało go w tej roli. Napisała
do  Zaca,  co  myśli  o  kolacji,  odpowiedział  rysunkiem
uniesionego w górę kciuka.

Czy  powinna  wyjawić  Adler,  że  chodzi  o  jej  kuzyna?

Wolałaby  to  zrobić  osobiście,  bo  pytań  na  pewno  będzie
o wiele więcej.

Odłożyła  telefon,  położyła  się  na  wznak  na  łóżku

i wpatrywała w biały sufit, jakby tam spodziewała się znaleźć
odpowiedzi.

Rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Do  pokoju  weszła  KT,

makijażystka,  dziewczyna  nosząca  się  w  stylu  cyganerii
artystycznej,  czego  Iris  zawsze  jej  zazdrościła,  podobnie  jak
długich szczupłych nóg.

– Parking jest tuż przy plaży – powiedziała KT. – Możemy

iść. Stephan już czeka, a fotograf rozkłada kram.

background image

–  Mam  nadzieję,  że  pogoda  nie  sprawi  nam

niespodzianek. – Iris złapała telefon, torebkę i skierowała się
do wyjścia. – Wczoraj był sztorm.

– Jest pięknie, ja zaraz po sesji wypuszczam się na długi

spacer po plaży.

– Słusznie. Mnie nie będziesz potrzebna aż do jutrzejszego

pikniku.  Przygotowałaś  mi  stroje,  a  do  pływania  na  desce
z wiosłem umaluję się sama. Jak myślisz, może nie wpadnę do
wody?

Asystentka  podeszła  do  Iris  i  objęła  ją.  Wszyscy  bliscy

wiedzieli, że Iris cierpi na chorobliwy lęk przed utonięciem.

– Wszystko będzie dobrze – zapewniła KT. – Moja siostra

twierdzi,  że  w  wiosłowaniu  na  desce  najważniejsze  są  silne
mięśnie  brzucha.  Na  pewno  dasz  radę.  Pamiętaj,  nie  możesz
zawieść followersów. No i musisz zrobić wrażenie na swoim
nowym  facecie.  Zresztą  jestem  o  ciebie  spokojna,  nikt  lepiej
od ciebie nie potrafi dbać o perfekcyjny wizerunek.

– Chcesz powiedzieć, że za mocno się staram?

– Dziewczyno, to twój zawód. Musisz.

Iris  pomyślała,  że  może  właśnie  przez  te  starania,  przez

ciągłe  kontrolowanie  się  ma  teraz  kłopoty  z  relaksowaniem
się.  I  z  byciem  sobą.  A  jak  było  z  Zakiem?  Może  właśnie
dzięki  temu,  że  przestała  udawać  kogoś  innego,  ich  seks  był
tak wspaniały?

A zresztą czy to ważne?

Będą  z  sobą  tylko  do  niedzieli.  A  potem  jeszcze  kilka

aranżowanych  randek,  parę  zdjęć  i  każde  pójdzie  w  swoją

background image

stronę.  Ona  wróci  do  swojego  normalnego  życia,  a  niczego
bardziej nie pragnie.

Gdyby jeszcze umiała o tym samą siebie przekonać…

Zac  późno  wyjechał  z  Bostonu,  potem  utknął  w  korku

i  gdy  wreszcie  dotarł  na  Nantucket,  miał  jedynie  ochotę  na
zimne piwo. Albo dwa.

Cały  dzień  spędził  z  Devem  na  telefonie  i  na  skajpie,

rekrutując  nową  załogę.  Kilku  kandydatów  było
podekscytowanych  nowymi  możliwościami,  ale  niektórzy
zachowali rezerwę. W dwa lata trudno zbudować i wyszkolić
zwycięską drużynę.

Inaczej  niż  przyjaciel,  Zac  nie  był  zainteresowany

obecnością  w  zespole  niedowiarków  i  krytykantów,  od  razu
więc skreślał ich z listy. Od ojca nauczył się, że należy otaczać
się wyłącznie ludźmi, którzy podzielają cel naszego działania.

Potarł dłonią kark i spojrzał na mapę.

Którędy ma jechać, żeby dotrzeć do hotelu, w którym ma

przez  kilka  dni  mieszkać  z  Iris?  I  czy  to  nie  będzie  dziwne,
jeśli  jego  mama  nie  będzie  o  tym  wiedziała?  Musi  do  niej
zadzwonić.

– Cześć, kochanie! – usłyszał głos matki. – Gdzie jesteś?

– Właśnie zjechałem z promu.

–  To  świetnie.  Dostawić  nakrycie  dla  ciebie?  Zjesz

kolację?

– Nie dzisiaj. Nie zatrzymam się u babci.

– Dlaczego? – spytała głosem pozbawionym nagle słodkiej

szczebiotliwości.

background image

– Mamo, w Bostonie poznałem kobietę. Zgadaliśmy się, że

jest przyjaciółką Adler. Zamieszkam z nią w hotelu.

– Szybki z ciebie zawodnik. Kim ona jest?

– To Iris Collins.

–  Miła  dziewczyna,  ale  wydawało  mi  się,  że  spotyka  się

z kimś innym. Jak się poznaliście?

No  cóż,  skoro  chodzi  o  Iris,  mamusi  wróciła  dawna

szczebiotliwość.  No  tak,  to  dziewczyna  z  dobrego
bostońskiego  domu.  A  dla  Zaca  to  nowe  doświadczenie,  bo
dotychczas spotykał się z nikomu nieznanymi żeglarkami.

– W barze.

– Och! – wyrwało się Juliette Bisset.

– Mamo, nie oceniaj, proszę cię. Ty i tata poznaliście się

na  przyjęciu  w  domu  weekendowym.  Tam  też  pewnie
serwowano drinki?

–  Ja  nie  oceniam.  Po  prostu  oczekiwałam  jakiejś

sentymentalnej historii.

– Nie jestem bohaterem komedii romantycznej.

– Wiem. Ja bym tylko chciała, żeby każde z moich dzieci

mogło przeżyć wielką miłość, a Iris to wyraźny krok naprzód
w tym kierunku.

– Mamo, wjeżdżam w tunel, zaraz stracę zasięg.

– Rozumiem, w takim razie przyprowadź ją jutro do nas na

lunch. Ojciec chce ugościć Williamsów.

– Dobrze mamo, do jutra. Kocham cię.

background image

Pomyślał, że mama nie będzie zadowolona, kiedy on i Iris

z  sobą  zerwą.  Ale  na  razie  cieszy  się,  że  jej  syn  dokonał
korzystnego  podboju.  A  przecież  stało  się  to  wyłącznie
dlatego,  że  dziewczyna  rozpaczliwie  poszukiwała  osoby
towarzyszącej na wesele przyjaciółki.

A może i bez tego by mu się udało? Czasami warto mieć

złudzenia…

A tamta noc…

Gdyby byli parą na serio, wiele by między nimi zmieniła.

A tak? Nie wiedział, co właściwie się stało. Cały czas myślał
o tym, jak Iris czuła się w jego ramionach.

Dev zarzucał mu nawet roztargnienie, ale Zac przecież był

skupiony. Tyle że nie na tym, co trzeba.

Dotychczasową 

rezerwę 

wobec 

zadawania 

się

z  dziewczynami  ze  swojej  sfery  uznał  teraz  za  przejaw
zdrowego rozsądku. Miejsce żeglarza jest na morzu, a nie na
rautach i elitarnych przyjęciach.

Powinien  dążyć  do  podbojów  oceanicznych,  a  nie  do

podbojów serc panienek z dobrych domów.

Śledził  drogowskazy  prowadzące  do  hotelu,  a  przed

oczami  miał  tylko  jej  zdumioną  twarz,  kiedy  szczytowała.
Chciałby znów ją zobaczyć w takiej sytuacji, już nie mógł się
doczekać.

Cholera. Ma przerąbane.

Dobrze chociaż, że podpisali ten kontrakt.

Inaczej  gotów  by  pomyśleć,  że  dla  Iris  warto  zostawić

morskie przygody.

background image

Adler Osborn stała na tarasie na dachu domu i wpatrywała

się  we  wzburzone  fale  oceanu.  Za  trzy  dni  będzie  panią
Williams, żoną Nicholasa, i już nie mogła się tego doczekać.
Narzeczony  przysłał  jej  esemesa,  że  jest  w  drodze  i  że  za
dwadzieścia minut chciałby się z nią spotkać w knajpce Crab
Shack. Ona też bardzo już chciała zobaczyć się z Nickiem.

Jej droga życiowa nie należała do typowych.

Nie  znała  swojej  zmarłej  w  wieku  dwudziestu  pięciu  lat

matki.  Życie  ojca,  gwiazdy  rocka,  przebiegało  pod  znanym
hasłem sex, drugs and rock’n’roll. Choć człowiek ten potrafił
być również oddanym i kochającym tatą. Chciał brać ją z sobą
w trasy, ale rodzina matki uważała, że Adler powinna chodzić
w  tym  czasie  do  dobrych  szkół  i  otrzymywać  odpowiednią
kindersztubę.

Ciotka  Juliette  i  babcia  twardo  negocjowały  z  jej  ojcem

i  w  rezultacie  Adler  dzieliła  czas  między  dwa  zupełnie
nieprzystające do siebie światy.

Czuła się wiecznie rozdarta. Dopiero dzięki Iris odzyskała

równowagę.  Poczuła,  że  pragnie  w  życiu  tego,  czego  nie
zaznała  jako  dziecko:  prawdziwego  domu,  do  którego
codziennie  wraca  się  na  noc.  Własnej  rodziny,  męża,  dzieci
i domku na przedmieściach.

I  kogoś,  kto  ją  naprawdę  zrozumie.  Nie  faceta,  któremu

zależy  na  dostępie  do  wyuzdanego  świata  jej  ojca.  Ani
takiego,  któremu  imponują  luksusowe  przyjęcia  wydawane
przez ciocię Juliette.

Nick  był  tu  ideałem:  pracoholik  bogaty  niczym  gwiazda

rapu,  nieprzejmujący  się  opinią  salonów.  Zabawny,
o  najpiękniejszych  niebieskich  oczach  na  świecie  i  o  bardzo

background image

seksownym  tyłku.  Oszołomił  ją  od  pierwszego  wejrzenia.
A potem, gdy jej ojciec doznał zawału, odłożył na bok karierę
zawodową  i  ją  wspierał.  Wtedy  zrozumiała:  z  tym  facetem
chce spędzić resztę życia.

Nareszcie  nie  będzie  już  nieślubną  córką  rozwiązłego

rockmana  i  uciekinierki  z  bogatego  domu,  a  stanie  się
normalną kobietą, szanowanym uczestnikiem społeczeństwa.

Babcia  wprawdzie  twierdzi,  że  normalność  jest

przereklamowana, ale co ona może o tym wiedzieć? Przez całe
życie była normalna.

Adler napisała do Nicka, że Iris i jej nowy facet chcą się

z nimi spotkać. Narzeczony oddzwonił.

– Kim jest ten nowy? – spytał. – Myślałem, że ona chodzi

z Doucheyem numer trzy.

– Nie znam szczegółów, ale zaproponowałam im wspólną

kolację. Chciałam go poznać i pomyślałam, że byłoby dziwne,
gdybym samotnie wybrała się do nich do hotelu.

–  Faktycznie,  wyglądałabyś  jak  jednoosobowa  damska

komisja śledcza – roześmiał się Nick.

– No właśnie, spotkajmy się razem. Chcę się upewnić, że

to  nie  jakiś  kolejny  Douchey.  Podjedziesz?  Bo  właśnie
przybywa wujek Auggie i chętnie uniknę spotkania z nim.

Nie lubiła wuja Augusta, który z kolei nie przepadał za jej

narzeczonym. A kiedyś podobno zdradził ciocię Juliette, przez
co babcia też go nie znosiła.

– W takim razie do zobaczenia – powiedział Nick, kończąc

rozmowę.

background image

Adler  poprawiła  makijaż,  wzięła  torebkę  i  zeszła  na  dół.

Michael niósł do salonu na srebrnej tacy dwie szklanki martini
i burbona.

– Nie dołączysz do reszty? – zapytał.

– Nie. Wychodzę. Na noc też pewnie zostanę u Nicka.

Żeby  nie  czuć  się  skrępowanym,  Nick  kupił  dwie  ulice

dalej  niewielki  domek.  Dzięki  temu  Adler  mogła  być  blisko
kochającej rodziny, nie będąc skazana na jej ciągłą obecność.

–  Wychodzisz,  kochanie?  –  zawołała  za  nią  babcia  przez

otwarte drzwi salonu.

Adler  zauważyła  siedzącego  na  kanapie  wuja  Augusta.

Wypadało  podejść  i  się  przywitać.  Wymienili  zdawkowe
uprzejmości,  wujek  zapewnił,  że  chętnie  pomoże
w przygotowaniach do ślubu. To nie był zły człowiek, trudno
było się na niego gniewać dłużej niż przez jedną chwilę.

– Wiem, że z racji układów biznesowych były między mną

i Loganem a twoim narzeczonym pewne napięcia. Ale to już
przeszłość. Przyjdźcie jutro z Nickiem i jego rodzicami do nas
na  kolację  –  powiedział.  –  Poznamy  się  lepiej,  odstresujemy
się.

–  Porozmawiam  z  Nickiem  i  dam  znać  –  odparła

zaskoczona propozycją Adler. – Nie powinno być przeszkód,
większości gości pewnie jeszcze nie będzie.

– Ja się tym zajmę, Auggie – odezwała się Juliette. – A ty,

Adler, baw się dobrze. Widzimy się jutro?

Gest  wuja  był  zdumiewający  i  dawał  nadzieję,  że  ślub

i  wesele  zakończą  odwieczną  rywalizację  między  rodami
Bissetów i Williamsów.

background image

Adler  zaś  odzyska  spokój,  gdy  jej  nazwisko  zacznie

pojawiać się w mediach w kontekście wyłącznie pozytywnym.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Iris  nie  bardzo  wiedziała,  jak  ma  się  zachować,  gdy  Zac

wszedł do apartamentu.

Czekała na niego już od pół godziny, gotowa do wyjścia.

A  on  zaczął  się  urządzać  się  w  małym  pokoju,  w  którym
postanowił zamieszkać.

–  Jestem  gotowy!  –  krzyknął  po  chwili,  ukazując  się

w drzwiach.

W szortach, espadrylach i z włosami w nieładzie wyglądał

bosko.  Przestań,  musiała  napominać  się  w  myślach,  gdy
wpatrując  się w niego przypomniała  sobie, jaki był w łóżku.
Musi się skupić.

– Jak wyglądam? – zapytał. – Bo tak się na mnie gapisz…

–  W  porządku  –  odparła.  –  Po  prostu  się  nad  czymś

zamyśliłam.

Wyjaśniła, że z Adler i z Nickiem przyjaźni się od dawna

i że oni na pewno będą zadawać masę pytań.

–  Aha,  czyli  taka  kolacja  z  rodzinką  numer  dwa  –

zachichotał  Zac.  –  Ale  nie  bój  się,  aniołku.  Adler  to  moja
siostra cioteczna, wiem, jak sobie z nią poradzić.

–  Akurat.  Na  pewno  zasypie  nas  pytaniami,  bo  nie

chciałam jej przesyłać szczegółów esemesem.

background image

Iris  była  zła,  że  dotychczas  nie  przywiązywała  wagi  do

faktu,  że  Adler  jest  kuzynką  Zaca.  A  więc  to  spotkanie  to
kolejny  zły  pomysł.  Jakby  nie  wystarczyło,  że  przespała  się
z wynajętym facetem do towarzystwa.

– Wyluzuj – powiedział Zac, obejmując ją i przytulając. –

Jakoś sobie z tym poradzimy. Muszą pamiętać, że znamy się
od  niedawna.  A  tak  przy  okazji:  moja  rodzina  też  będzie  cię
grillować  w  tej  sprawie.  A  zwłaszcza  pytać,  co  ty  we  mnie
widzisz.

– Dlaczego?

–  Bo  dla  nich  jestem  nudny  i  upierdliwy.  Ciągle  gadam

tylko o jachtach, regatach, Pucharze Ameryki. Ale nie martw
się,  Iris.  Kilka  czułych  spojrzeń,  parę  pocałunków  i  sprawa
załatwiona. Nikt niczego nie będzie podejrzewał.

Spojrzała w jego niebieskie oczy i pokiwała głową.

Dla niego wszystko jest jasne i proste. Tylko ona wie, że

sytuacja jest o wiele bardziej złożona.

Wzięła  go  za  rękę.  Na  jego  dłoni  dało  się  wyczuć  parę

odcisków, pewnie pamiątek po pracy na jachcie, ale jej to nie
przeszkadzało. Lubiła, jak ściska jej rękę.

Wyszła  za  nim  na  korytarz,  ale  cofnęła  się  jeszcze,  by

sprawdzić, czy drzwi są zamknięte. Spojrzał na nią zdziwiony.

– Przepraszam, taki nawyk – wyjaśniła.

– Całkiem pożyteczny – pochwalił ją.

Graham  nie  znosił,  kiedy  to  robiła,  nazywał  ją  wtedy

dziwaczką  i  paranoiczką.  Teraz  dochodziła  do  wniosku,  że
może  miał  na  myśli  samego  siebie.  Ona  szukała  idealnego

background image

partnera, a on kobiety, którą wymodeluje wedle jakiegoś sobie
tylko znanego wzoru. A ona nie dawała się wymodelować.

I dobrze, że już jest po wszystkim.

Na  znak  solidarności  z  nią  Zac  też  sprawdził  klamki

i oboje udali się do windy.

W windzie zastali parę starszych ludzi, który trzymali się

za  ręce  i  patrzyli  na  siebie  z  uśmiechem.  Iris  przez  ułamek
sekundy  zobaczyła  w  nich  siebie  i  Zaca  w  przyszłości,  ale
natychmiast zabroniła sobie snucia takich marzeń.

Nie ma się co łudzić.

Ona i Zac są przyjaciółmi na jeden weekend.

A po trzech miesiącach ich udawany związek definitywnie

się  zakończy.  Naprawdę  mają  dla  siebie  tylko  te  cztery
najbliższe dni.

W  hotelowym  lobby  musieli  przedzierać  się  przez  tłum

ludzi.  Jakiś  pianista  grał  Gershwina,  panował  ogólny  zamęt.
Iris  usłyszała  znajomy  śmiech,  odwróciła  się  i  ujrzała  Adler
oraz Nicka rozmawiających z matką Nicka, Corą. Cała trójka
wyglądała na szczęśliwych.

Adler  zauważyła  Iris,  pomachała  jej,  a  Zaca  omiotła

uważnym spojrzeniem.

A potem zaczęła się do nich zbliżać.

– Dziewczyno, dlaczego nie mówiłaś, że twój nowy to mój

kuzyn?

– Przekonałem ją, że fajnie będzie cię zaskoczyć. Miałem

przyjechać dopiero jutro – wyjaśnił Zac lekkim tonem.

background image

–  Wybór  dużo  lepszy  niż  Graham  –  szepnęła  Adler  do

ucha Iris. – Co za miła niespodzianka! – krzyknęła, po czym
pociągnęła  przyjaciółkę  i  jej  chłopaka  za  sobą,  żeby
przedstawić ich mamie Nicka.

Adler widziała Zaca ostatnio pięć lat temu. Potem słyszała,

że  jej  przystojny  kuzyn  poróżnił  się  ze  swoim  kapitanem
i opuścił załogę.

Dotychczas  kojarzyła  go  wyłącznie  z  żeglarstwem,

zabawne  więc  było  patrzeć,  jak  czule  trzyma  Iris  za  rękę
i zaśmiewa się z jej anegdotek o tym, jak w trakcie programu
spartoliła coś na wizji.

Ta  para  wyglądała  jak  na  jej  gust  zbyt  idealnie,  zbyt

sielankowo. Coś tu nie grało, ale postanowiła nie przejmować
się  niejasnymi  podejrzeniami.  Nie  chciała  tylko,  by  jej
przyjaciółka została ponownie skrzywdzona.

Bo  Iris  wyglądała  przy  Zacu  tak  jakoś…  bezbronnie.

Kiedy na nią patrzył, śmiała się i wygłupiała. Ale kiedy tylko
odwrócił wzrok, przyglądała mu się z czułością.

Tak,  zależy  jej  na  nim.  Przy  Grahamie  nigdy  się  tak  nie

zachowywała.

– Nie gap się tak na nich – szepnął Nick do ucha Adler,

gdy  nachylił  się,  by  pocałować  ją  w  szyję.  –  Jakbyś  nie
wierzyła, że naprawdę są parą.

– Jakieś sekreciki? – zainteresowała się Iris.

Żebyś  wiedziała,  pomyślała  Adler.  Przyjaciółka  chyba

odkryła, że ona coś podejrzewa…

Cóż,  takie  są  uroki  dorosłej  kobiecej  przyjaźni.  Nie

potrzeba słów.

background image

–  Skądże,  nic  takiego,  ponoć  powinnam  przypudrować

sobie nos – tłumaczyła się Adler. – Pójdziesz ze mną?

Nick właśnie chciał zauważyć na głos, że w ogóle się dziś

nie malowała, ale narzeczona spiorunowała go wzrokiem.

– Chętnie – roześmiała się Iris. – Zaraz wracamy.

Wstała, położyła rękę na ramieniu Zaca, po czym poszła za

przyjaciółką.  Nagle  cofnęła  się,  by  jeszcze  pocałować  Zaca.
Pocałunek  wypadł  niezręcznie,  bo  Iris  celowała  w  policzek,
a trafiła w usta.

Adler  z  Nickiem  wymienili  znaczące  spojrzenia.  A  więc

jednak  para,  tyle  że  świeżej  daty  i  przez  to  jeszcze  dość
niezdarna?

Z  zaróżowionymi  policzkami  Iris  minęła  kumpelę

w drodze do znajdującej się w głębi restauracji toalety.

–  Okej,  wyduś  to  z  siebie  –  odezwała  się  Adler,  gdy  już

były w środku.

– Co mam wydusić? – spytała Iris.

– Tę bombę, dziewczyno. I nie udawaj, że wszystko gra.

Ty i Zac… wyglądacie okej, ale coś mi tu nie pasuje.

–  Nie  wiem,  o  czym  mówisz  –  odparła  Iris,  grzebiąc

w torebce w poszukiwaniu błyszczyka do ust.

–  A  ja  jestem  pewna,  że  wiesz.  –  Adler  wzięła  od

przyjaciółki pomadkę i posmarowała sobie lekko wargi.

Makijażystka  poradziła  jej,  żeby  przez  trzy  dni  przed

uroczystością  w  ogóle  się  nie  malowała,  wtedy  jej  ślubny
make-up wypadnie bardziej okazale.

background image

–  Ten  pocałunek…  był  okej,  ale  poza  tym  minę  masz

nietęgą. Jakbyś cały czas musiała go pilnować. Co się dzieje?

Iris wzruszyła ramionami.

–  Chciałabym  mieć  taką  cerę  jak  ty  –  powiedziała.  –

Olśniewająca nawet bez makijażu.

– Dzięki, ale nie próbuj zmieniać tematu.

–  Bo  nie  wiem,  co  powiedzieć.  On  jest  cudowny,  ma

w sobie to coś, między nami jest chemia. Wiesz, to wszystko
zaczęło się, kiedy się potknęłam. On mnie złapał, pocałował,
paparazzi  zaczęli  robić  nam  zdjęcia  i  jakoś  tak…  samo
potoczyło  się  dalej.  Ale  to  dopiero  początek  znajomości.
Pamiętasz, jak ty nie chciałaś nawet jeść przy Nicku?

To prawda, tak było, bo poprzedni absztyfikant powiedział

Adler, że ona bardzo głośno żuje, więc bała się zrazić tym do
siebie Nicka.

– Masz rację. Ale ja się po prostu tylko o ciebie troszczę,

Iris.

– Wiem. I za to cię kocham.

– Nick nie wybaczyłby mi, że zaczęłam z tobą ten temat.

On  już  zwracał  mi  uwagę,  że  gapię  się  na  was,  jakbym
przygotowywała się do przesłuchania.

– Bo tak było. – Iris poklepała przyjaciółkę po ramieniu,

wpatrując  się  w  lustrzane  odbicie  ich  dwóch.  –  A  to  tylko
zwiększało moją tremę. Podoba ci się?

–  Zac?  Tak.  Kiedy  byliśmy  mali,  bez  przerwy  siedział

w  wodzie.  A  potem  zawsze  mogłam  na  niego  liczyć,  kiedy
potrzebowałam chwili wytchnienia. Brał mnie wtedy na łódkę.

background image

Nie był szczególnie rozmowny. Teraz podobno cały czas jest
na morzu. No to jak widzicie waszą wspólną przyszłość?

–  Jeszcze  się  nad  tym  nie  zastanawialiśmy.  Póki  co

chcemy się sobą nacieszyć.

– I będziecie wdzięczni, jeśli wszyscy, w tym i ja, dadzą

wam święty spokój?

– Owszem – przyznała Iris. – A tak poza wszystkim te dni

należą do ciebie. Wszyscy myślimy tylko o twoim szczęściu.

– I tak trzymać! – Adler puściła do przyjaciółki oczko. –

Jutro po rodzinnym lunchu mam główną przymiarkę. Będziesz
mi towarzyszyć?

– Jasne. Rozporządzaj moją osobą. Rano tylko mam jakieś

zdjęcia. Słyszałam, że twój tata napisał dla ciebie piosenkę?

–  Taaa…  Po  zawale  zrobił  się  bardziej…  sentymentalny.

Nie wolno mi usłyszeć tego utworu przed ślubem.

Wróciły do sali.

Adler  odczuła  ulgę,  że  Iris  jest  w  dobrych  rękach.  Teraz

pozostało jej już tylko jedno zmartwienie: jak zachowa się jej
wuj Auggie, gdy jutro stanie oko w oko ze swoim najbardziej
znienawidzonym  biznesowym  rywalem  Tadem  Williamsem,
ojcem Nicka.

–  To  ty  jesteś  tym  facetem  od  Pucharu  Ameryki?  –

zagadnął Nick Zaca, gdy panie opuściły swoje miejsca.

–  A  ty  tym  tytanem  produkcji  przemysłowej?  –

odpowiedział Zac, przytaknąwszy uprzednio.

Nick wybuchnął śmiechem.

background image

– Chyba tak myśli o mnie Adler. Ale na pewno nie twój

ojciec ani brat.

–  Zgadza  się,  oni  na  myśl  o  tobie  miotają  pod  nosem

ciężkie przekleństwa – przyznał Zac.

Jemu  Nick  wydał  się  bardzo  miły.  Było  też  widać,  że

naprawdę kocha Adler.

Dorastając  w  rodzinie,  gdzie  rodzice  na  przemian

zakochiwali  się  w  sobie  i  rozstawali,  Zac  potrafił  ocenić
i docenić prawdziwe więzi uczuciowe.

– Ja też ich często przeklinam. Ale teraz dla dobra Adler

zamierzam z tym skończyć. Zaskoczyło mnie zaproszenie na
jutro na lunch do twojej babci.

– Mnie też. Może ojciec po prostu złagodniał na starość?

Ale niech tylko spróbuje zrobić przykrość Adler, będzie miał
ze  mną  do  czynienia.  Bo  Adler  to  dla  mojej  mamy  jedyna
istota, która ją łączy ze zmarłą siostrą. I mama zrobi wszystko,
żeby  ślub  i  wesele  były  dla  Adler  wielkim  i  szczęśliwym
wydarzeniem.

–  Wiem,  lubię  twoją  mamę.  Jest  taka  słodka  i  zabawna.

Zawsze  się  zastanawiam,  jak  mogła  wychować  takiego
potwora jak Logan.

–  Logan  był  zawsze  synkiem  tatusia  –  tłumaczył  Zac.  –

A  prywatnie  Logan  to  całkiem  fajny  facet.  Zresztą  wszyscy
z braćmi jesteśmy bardzo zdeterminowani i pełni energii.

–  Właśnie  widzę.  A  co  z  twoją  załogą  do  Pucharu

Ameryki? Słyszałem, że szukasz sponsorów.

– Już nie – uciął Zac.

background image

Nie będzie przecież brał pieniędzy od największego rywala

swojego ojca.

– Okej, ale gdybyś zmienił zdanie, jestem zainteresowany.

–  Stary,  przecież  dobrze  wiesz,  że  nie  mogę  nawet  brać

pod uwagę robienia biznesu z tobą. Dostałbym wilczy bilet na
powrót do domu.

– Rozumiem. – Nick uniósł dłonie w geście poddania. – Ja

po prostu nie ustaję w poszukiwaniach, w co mógłbym jeszcze
zainwestować.

– I przy okazji wkurzyć Bissetów?

– Nie bądź niepoważny. Szukam tylko solidnych okazji.

– A więc nie zacząłeś spotykać się z Adler z tego powodu,

że jest ona krewną mojej matki?

–  Ani  trochę.  Zresztą  Adler  nie  nazywa  się  Bisset,  nie

muszę  więc  ciągle  mieć  na  uwadze  twojej  rodziny.  Walka
między  naszymi  ojcami  zaczęła  się  na  długo  przed  moimi
urodzinami. I nic mnie ona nie obchodzi.

–  Miło  mi  to  słyszeć,  choć  Logan  ma  zapewne  w  tej

sprawie inne zdanie.

–  Logan  to  bęcwał.  Depcze  mi  po  piętach,  ale  mi  to  nie

przeszkadza. Lubię uczciwą walkę.

– Kto tu chce walczyć? – spytała wracająca do stołu Adler.

– Dziś nikt – odparł Nick. – A jutro musimy być grzeczni

i mili, wtedy wszystko będzie dobrze.

Zac też miał taką nadzieję.

background image

Zauważył, że Iris po powrocie jakby mniej się uśmiechała.

Czyżby Adler coś wyczuła i dała jej do zrozumienia?

Ale  uśmiech  kuzynki  uspokoił  go.  Wszystko  jest

w  porządku,  nikt  nie  przejrzał  gry  prowadzonej  przez  niego
i  Iris.  Gdy  kelner  przyniósł  rachunek,  Iris  postanowiła
zapłacić.

–  Dzięki,  że  w  trakcie  tych  swoich  uroczystych  dni

znaleźliście trochę czasu dla nas – powiedziała.

–  Dla  ciebie,  Iris,  zawsze  znajdę  czas  –  odparła  Adler

z uśmiechem.

Zac odebrał Iris rachunek.

– Przepraszam, anielska twarzyczko, biorę to na siebie.

Tak go wychowano: facet reguluje rachunki w restauracji.

Nawet jeśli został przez partnerkę wynajęty.

– Anielska twarzyczko? – zdziwiła się Adler.

–  Daj  spokój,  Addie.  Jestem  pewien,  że  ciebie  też  Nick

określa w jakiś specjalny sposób – odciął się Zac.

– Naprawdę? – dopytywała się Iris.

– Owszem, ale tylko w czterech ścianach – odparł Nick.

– Ojej, a jak? Umrę z ciekawości! – zawołała Iris.

–  Daj  spokój.  Jesteś  moją  przyjaciółką  czy  nie?  –

hamowała ją Adler. – To sprawa ściśle prywatna.

Zac  ucieszył  się,  że  kuzynka,  która  dużą  część  swojego

życia z konieczności spędza w świetle reflektorów i pod okiem
kamer, ma teraz kogoś, z kim może dzielić intymne sekrety.

Nie wiedział, że coś takiego jest możliwe.

background image

Jego  rodzice  na  pokaz  prezentowali  jednolity  front,  ale

nigdy  nie  widział,  by  okazywali  sobie  uczucia.  I  szczerze
mówiąc  nigdy  nie  tęsknił  za  tym  w  swoim  własnym  życiu.
Dopóki Iris dyskretnie nie uścisnęła jego dłoni.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Spacer  po  plaży.  Proste  i  romantyczne.  Tak  myślała  Iris,

kiedy  wsunęła  dłoń  w  rękę  Zaca  i  szła  z  nim  drewnianym
deptakiem  w  kierunku  linii  brzegowej.  W  jakimś  momencie
zaczęła  słyszeć  szum  fal  i  zatrzymała  się  na  moment,  by
pooddychać słonym powietrzem.

Zac  stał  przy  niej.  Chciała  zapamiętać  ten  wieczór  do

końca życia. I zapamiętać Zaca.

W  czasie  kolacji  z  przyjaciółmi  okazał  się  świetnym

kompanem:  był  szarmancki  i  dowcipny.  Jak  mogła  nie
zauważyć,  że  Graham  potrafił  mówić  tylko  o  sobie?  Zac
natomiast  wykazywał  zainteresowanie  rozmówcą,  zadawał
pytania, słuchał uważnie. Jest ideałem. Czy dlatego, że ona mu
płaci, on stara się sprostać jej oczekiwaniom?

– Wszystko w porządku? – zapytał.

– Tak. Dlaczego pytasz?

– Wyglądasz na zestresowaną.

– Nie wiem dlaczego.  – Pokręciła głową. – Thea zawsze

mówi, że ja za dużo myślę. Może ma rację.

–  Kiedy  zaczynałem  żeglować  zawodowo,  miałem

mentora,  który  nauczył  mnie,  że  nie  da  się  kontrolować
wszystkiego. Ale można brać życie takie, jakim jest i cieszyć
się z chwil, kiedy mamy wiatr w żaglach, bryzę na twarzy, ale
też ze sztormu, który nagle zjawia się nie wiadomo skąd.

background image

–  Też  tak  próbuję.  Ale  przyszłość  zawsze  trochę  mnie

niepokoi.

– Świetnie cię rozumiem, mam tak samo. Ale lubię szukać

rozwiązań. Mogę ci pomóc.

– Nie sądzę. Jednym z moich problemów jesteś ty.

– Ja?

–  Tak.  Bo  okazałeś  się  kimś  zupełnie  innym  niż

przewidywałam  –  przyznała.  –  Zadziwiasz  mnie  na  każdym
kroku i zaczynam myśleć o rzeczach, które…

– Przestań – powiedział, przytulając ją delikatnie. – To, od

czego  się  wszystko  między  nami  zaczęło,  nie  musi  raz  na
zawsze określać naszej relacji.

Spojrzała  na  niego.  W  przyćmionym  świetle  latarni  przy

promenadzie jego oczy wydawały się ciemniejsze niż zwykle.
Przed przyjazdem na Nantucket najwyraźniej się ogolił. Mimo
woli skierowała wzrok na jego usta.

Te  usta,  które  wczoraj  wieczorem  całowała.  Chciała  ich

znowu posmakować. Udawać, że ona i Zac są normalną parą,
która  wymyka  się  gdzieś  w  odludne  miejsce,  żeby  trochę
poromansować na łonie przyrody.

Zarzuciła mu ręce na szyję i wspięła się na palce. Poczuła

na  wargach  ciepło  jego  oddechu.  Zamknęła  oczy,  a  kiedy
musnął jej usta, zacisnęła palce na jego karku.

Uniósł twarz i wpatrywał się w nią.

Gdy ich spojrzenia się spotkały, Iris poczuła, że rodzi się

między nimi magiczna więź. Ale znając swój dotychczasowy
fatalny gust co do facetów, nie odważyła się tej magii zaufać.

background image

Nie  wierzyła  też  swojemu  ciału,  które  niemal  krzyczało,  by
wracać do hotelu i kochać się z Zakiem przez całą noc.

Myślała, że uda jej się zachować w tym wszystkim zdrowy

rozsądek, ale najwidoczniej tak nie było.

Z drugiej strony, skoro już okłamuje przyjaciół, rodziców

i siostrę, dlaczego nie miałaby uwierzyć chociaż samej sobie
i własnym instynktom?

Wzięła głęboki oddech i cofnęła się.

– Chyba już dosyć nawdychałam się świeżego powietrza.

Wracam do pokoju – powiedziała.

– Uciekając ode mnie, nic nie zmienisz – zauważył Zac.

Chciała  udać,  że  nie  rozumie,  o  co  mu  chodzi,  ale

postanowiła więcej już z nim nie pogrywać.

–  Wiem.  Potrzebuję  teraz  jednak  jasnych  świateł

i  poczucia  rzeczywistości  zamiast  tego.  –  Ruchem  ręki
pokazała  ciemne  niebo,  plażę  i  jego.  –  To  nie  jest  sceneria
zdjęcia,  które  zamieszczę  w  internecie.  To  jest  coś…
nierealnego. Jakaś ułuda.

Odwróciła  się  na  pięcie  i  oddaliła.  Nie  było  łatwo,  ale

wiedziała,  że  musi  to  zrobić.  Musi  się  ogarnąć,  skupić  na
swoich  celach,  a  właśnie  zaczyna  tracić  kontrolę  nad
emocjami.  Jeszcze  krok,  a  straci  kontrolę  nad  całym  swoim
życiem i wszystkim, co dotychczas osiągnęła.

Zac wiedział, że powinien pozwolić jej odejść.

Miała rację, mówiąc, że wszystko, co ich otacza, to tylko

złudzenie. Ale on nie udawał.

background image

Ona naprawdę mu się podobała. Pragnął jej. Poszedł więc

za nią i zatrzymał ją, kładąc rękę na jej ramieniu.

– Co znowu? – warknęła.

–  O  jednym  zapomniałaś,  anielska  twarzyczko.  Ja  jestem

prawdziwy. I ty jesteś prawdziwa. I tego nie da się zakłamać.

Przygryzła  dolną  wargę,  a  on  przypomniał  sobie,  kiedy

ostatnio tak zrobiła: gdy się kochali po raz pierwszy. I wtedy,
i teraz nie miał pojęcia, co się dzieje w jej głowie.

To było tak niedawno, a jemu wydawało się, że są z sobą

już  całe  życie.  Nie  wierzył,  że  można  się  tak  czuć  przy
jakiejkolwiek kobiecie. A już na pewno nie przy takiej, z którą
spotyka się na podstawie kontraktu.

Miał nadzieję, że to nie jest to. Że to nie jest miłość. Boże

uchowaj!

To  przecież  tylko  pożądanie.  No  może  w  ostateczności

sympatia,  przywiązanie.  Albo  zauroczenie.  Ale  do  jasnej
cholery  nie  miłość!  Łączy  ich  czysty  biznes,  tylko  wariat
mógłby dopatrywać się w czymś takim uczucia. A on przecież
nie jest wariatem, choć bracia często go za takiego uważają.

–  Nie  twierdzę,  że  coś  zakłamujesz  –  odezwała  się

w końcu poważnym tonem.

Podobnego  tonu  użyła,  gdy  w  hotelowym  lobby  spotkała

grupkę swoich fanów.

Nie odzywał się, bo nie wiedział, jak ma zareagować.

– Miałam siebie na myśli – dodała wreszcie. – Podpisałam

umowę  i  dokładnie  wiedziałam,  czego  oczekuję.  Ale  teraz,
kiedy  stoję  przy  tobie  w  świetle  księżyca  i  trzymam  cię  za

background image

rękę,  chyba  zaczynam  myśleć,  że  to  był  błąd.  I  że  lepiej
byłoby, gdybyśmy byli po prostu parą ludzi…

On myślał dokładnie to samo.

–  Czy  zagadałabyś  do  mnie  wtedy  w  barze,  gdybym  nie

był ci potrzebny? – zapytał.

Iris  wzruszyła  ramionami.  Oboje  chyba  wiedzieli,  że

odpowiedź  brzmi:  nie.  Nie  szukała  faceta,  to  nie  był  ten
moment.  Niezależnie  od  zawartego  kontraktu  podobali  się
sobie, ale żadne z nich nie było gotowe na poważny związek.
On  przymierzał  się  do  startu  w  Pucharze  Ameryki,  ona
promowała nową linię produktów.

– Nie – odpowiedziała po dłuższej chwili.

– Ja też nie.

– A dlaczego?

–  Bo  jesteś  niełatwa,  anielska  twarzyczko.  Podobasz  mi

się,  wiesz  o  tym,  ale  znaleźliśmy  się  tu  razem  wskutek
pewnych wyjątkowych okoliczności.

–  Czyli  nie  ma  sensu  rozważać,  co  by  było,  gdyby…  –

powiedziała. – Ja chcę tylko wiedzieć, czy to, co przeżywam,
jest prawdziwe. I rozum podpowiada mi, że nie jest.

Wziął ją w ramiona.

– Jest prawdziwe, Iris – zapewniał ją. – Tylko po prostu za

trzy  dni  się  skończy.  A  potem  przez  trzy  miesiące  będziemy
się od siebie stopniowo oddalać. Ale to nie znaczy, że nic nie
czujemy.  Może  przyjdzie  czas,  gdy  obejrzymy  się  za  siebie
i zapragniemy, żeby ta historia nadal trwała?

background image

Chciał  dodać,  że  to  bardzo  prawdopodobne,  ale  w  tym

momencie  poczuł  na  twarzy  powiew  słonej  morskiej  bryzy
i zatęsknił za życiem na jachcie.

Ale…

Pragnął też być z Iris. Trzymać ją w ramionach. Niestety,

chyba będzie musiał z tego zrezygnować.

Musi gonić swoje marzenia, spełnić się życiowo, pokazać

swojemu staremu, że naprawdę jest coś wart.

Iris dotknęła jego twarzy i uśmiechnęła się smutno. Pewnie

doszła do takiego samego wniosku…

Podpisując kontrakt, oboje wyznaczyli granice tego, co ich

może  łączyć.  Żadne  nie  było  skłonne  zawrócić  z  drogi  do
wyznaczonego  celu.  W  końcu  Iris  zwróciła  na  niego  uwagę
jako na człowieka czynu, dzikiego wikinga, a nie wiodącego
wygodne życie bostońskiego mieszczucha.

Kiedy  godził  się  na  „niemoralną  propozycję”,  nie

przypuszczał,  że  myśl  o  rozstaniu  z  Iris  tak  szybko  zacznie
sprawiać mu autentyczny ból…

Cóż,  pozostaje  tylko  wykorzystać  ten  dłuższy  weekend

i kochać się z nią, kiedy tylko nadarzy się okazja. Muszą oboje
nagromadzić  jak  najwięcej  pięknych  wspomnień,  by  mieć
czym ocieplić długie i ciemne noce, które nadejdą.

Iris chciała wierzyć, że ich miłosna noc to był tylko wynik

szczęśliwego  splotu  okoliczności.  Ale  wiedziała,  że  to
przeżycie  zmieniło  ją  na  zawsze.  Siedząc  przy  stole  z Adler
i  Nickiem,  zapragnęła,  by  wszystko  to,  co  jest  między  nią
a Zakiem było prawdziwe, autentyczne. Nie tylko na ten jeden
weekend i nie na pokaz. Zrozumiała, jak źle zrobiła, starając

background image

się za wszelką cenę pojawić się na ślubie przyjaciółki u boku
atrakcyjnego faceta.

Mimo  wszystko  niczego  nie  żałowała.  Dzięki  Zacowi

odkryła  w  swojej  psychice  zakamarki,  o  których  istnieniu
dotąd nie miała pojęcia.

A  teraz  on  trzymał  ją  w  ramionach  i  osłaniał  od  wiatru.

Dawał  jej  do  zrozumienia,  że  jest  dla  niego  najdroższym
skarbem. Po raz pierwszy w życiu poczuła, jakie to fajne.

W jego oczach odkryła smutek podobny do tego, który był

w jej sercu.

– Powiedziałam, że już nigdy więcej seksu, ale czy bardzo

byś się obraził, gdybym zmieniła zdanie? – spytała.

Roześmiał się z całego serca. Uwielbiała ten jego śmiech.

–  Uhm,  nie,  anielska  twarzyczko,  nie  miałbym  nic

przeciwko temu.

–  Fakt,  mówiłeś  przecież,  że  nigdy  mi  niczego  nie

odmówisz.

– Hm, jesteś tak stanowcza, że zaczynam myśleć, że może

nie powinienem był obiecywać niczego w ciemno.

– Rzeczywiście.

Przekomarzali  się  jeszcze  przez  chwilę.  Iris  czuła  się  tak

swobodnie jak nigdy dotąd.

Dotychczas  była  raczej  spięta  i  sztywna.  A  teraz  jest

zupełnie  inną  kobietą.  Zachciało  jej  się  spróbować,  co  im
przyniesie ich drugi raz.

– To nasza ostatnia właściwie anonimowa noc, jutro będą

tu  już  tłumy  gości  –  powiedziała  z  subtelnym  podtekstem.  –

background image

Co robimy?

–  Coś  brawurowego?  Coś,  czego  nie  ma  w  spisie

ustalonych przez nas zasad? – zgadywał żartem.

Wzięła  głęboki  oddech.  Tym  razem  nie  musiała  się

obawiać  propozycji  miłosnego  trójkąta  czy  noszenia
sztucznego  penisa.  To  były  wymysły  Grahama,  zupełnie  nie
w stylu Zaca. Była jednak ciekawa, co usłyszy.

– Czyli?

–  Może  weźmiemy  jacht  mojej  babci,  wypłyniemy

w  morze  i  będziemy  się  kochać  na  pokładzie,  pod
rozgwieżdżonym niebem?

Gwałtownie wciągnęła powietrze. Cóż, bała się wody, ale

nadzieja na widok rozebranego Zaca na pokładzie z desek…
No i nareszcie wejdzie do jego świata.

– Okej, zróbmy to.

W  drodze  do  mariny  opowiadał  jej  o  swoich  żeglarskich

początkach. Okazało się, że na jacht wzięła go pewnego razu
babcia i ona też po raz pierwszy dała mu do ręki ster. Kryła go
przed wściekłym z tego powodu ojcem.

Iris wiedziała od Adler, że August Bisset nie jest łatwym

człowiekiem. Pewnie więc dzieciństwo Zaca różniło się od jej
własnego. Jej rodzice także byli dość wymagający, ale przede
wszystkim dbali o to, by córki czuły się kochane, co dla Iris
było oczywistością.

Przytuliła się do Zaca.

–  Dzięki,  że  jesteś  taki,  jaki  jesteś  –  powiedziała,  a  on

w milczeniu przez chwilę obejmował ją i ściskał.

background image

Szanowała  go  za  to,  że  wybrał  samodzielny  marsz  przez

życie,  ale  teraz  zdała  sobie  sprawę,  że  okiełznanie
gwałtownego charakteru, który prawdopodobnie odziedziczył
po ojcu, musiało go dużo kosztować.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Pilotowanie  niedużego  jachtu  nawet  nocą  było  dla  Zaca

jak bułka z masłem. Gdy wpłynęli w Cieśninę Nantucket, Iris
stała obok niego przy sterze. Oddalili się od wyspy i czuli się,
jakby na świecie nie było nikogo poza nimi.

Wiedząc, że jutro czeka go seria rodzinnych spotkań, Zac

chciał, by ta noc nigdy się nie kończyła. Z przykrością myślał,
że będzie znów musiał odgrywać role syna i brata. A do tego
jeszcze rolę chłopaka Iris.

– Chciałbym zabrać cię na dalekie morza i lądy, tam gdzie

nikt nie wie, kim jesteśmy – powiedział.

– Chcesz ze mną uciec?

– Tak. A ty?

Wiedział, jaka będzie jej odpowiedź. Iris nigdy nie ucieka,

to nie w jej stylu.

Ona planuje i realizuje swoje cele do końca.

– Żartowałem. Po prostu czuję, że morze mnie wzywa.

Ale było już za późno. Ponure refleksje zdążyły zepsuć mu

nastrój. Zawsze tak było, ilekroć zaczynał myśleć o rodzinie.

–  Przykro  mi  –  powiedziała  Iris.  –  Chciałabym

odpowiedzieć, że tak, ale wiem, że strasznie bym się bała, nie
wiedząc,  dokąd  zmierzamy.  Ja  nie  umiem  żyć  bez  planu.
Byłbyś ze mną nieszczęśliwy. Chociaż bardzo bym chciała być

background image

z  tobą  –  dokończyła  szeptem,  obejmując  go  w  pasie
i przytulając się do niego mocniej.

– To dlaczego się wahasz?

–  Bo  się  boję  –  westchnęła.  –  Gdybyśmy  byli  z  sobą  na

stałe, przytłaczałoby mnie poczucie, że możesz odejść. Gadam
jakieś banały…

– Nie. Jesteś w tym bardzo ludzka, anielska twarzyczko.

Spojrzała  na  niego,  a  jemu  wcale  nie  przeszkadzało,  że

przed  nią  odsłonił.  Wiedział,  że  gdy  ich  umowa  wygaśnie,
a  on  zacznie  treningi  do  Pucharu  Ameryki,  będzie  tęsknił  za
nią  jak  cholera.  Pójdzie  dalej,  bo  to  jego  życie,  ale  zawsze
będzie wracał myślą do tego wieczoru z nią na łajbie.

–  Popływamy  na  golasa?  –  zapytał,  żeby  powiedzieć

cokolwiek, bo inaczej zacząłby mówić rzeczy, które naprawdę
mogłyby ją przestraszyć.

–  Boję  się  wody.  Może  ty  popływasz,  a  ja  będę  stała  na

dziobie i się przypatrywała?

– I też będziesz goła?

– Czemu nie? Tak chyba będzie fair.

Czuł,  jak  się  w  niej  zakochuje.  Lęk  czynił  ją  jeszcze

bardziej  atrakcyjną,  chociaż  bardzo  starała  się  go  nie
okazywać.

Szybko zdjął koszulę oraz spodnie i spojrzał na nią.

– Oj, widzę, że ktoś tu się spóźnia – powiedział, biorąc się

pod boki.

– Bo ktoś tu ma pod sukienką stringi, a nie bokserki.

background image

Gdy  jej  suknia  opadła  na  deski,  Zac  wstrzymał  oddech

z  zachwytu.  Iris  wyjęła  klamrę  spinającą  fryzurę  i  włosy
spłynęły jej na ramiona.

Powiała  zimniejsza  bryza,  ale  teraz  nawet  arktyczna

zawieja  nie  ugasiłaby  ognia,  który  narastał  w  sercu  Zaca.
Chciał, by cały świat zobaczył taką Iris: nagą, z uniesionymi
piersiami,  bez  rezerwy  i  dystansu,  z  jakimi  podchodziła  do
życia.

– Boże, jaka ty jesteś wspaniała – powiedział.

– Wskazałabym  ci kilka szczegółów, które temu przeczą,

ale nie zrobię tego – przekomarzała się, przechylając głowę na
bok.

–  Ale  ja  nie  mówiłem  o  twoim  ciele  –  odparł.  –  Iris,  ty

masz w sobie coś takiego… że nie można ci się oprzeć.

Ona też nie mogła oprzeć się poczuciu, że dzięki Zacowi

stała się innym człowiekiem. Podniecała go, tego nie dało się
zresztą  ukryć,  ale  między  nimi  było  coś  więcej  niż  popęd
cielesny.  Spanikowała,  gdy  jej  zaproponował  wspólną
ucieczkę.  Kontrakt  dawał  jej  poczucie  bezpieczeństwa  i  nie
wiedziała,  jak  by  się  czuła,  gdyby  jego  ramy  zostały
przekroczone.

A  nie  chciałaby  skrzywdzić  Zaca.  Sama  była  tyle  razy

krzywdzona w różnych swoich związkach…

– Nadal chcesz popływać? – zapytała, podchodząc bliżej.

Kochała jego ciało i jak dla niej Zac mógłby chodzić nago

przez całą dobę, siedem dni w tygodniu.

– No cóż, niekoniecznie – odparł, biorąc w dłoń jedną z jej

piersi i pieszcząc kciukiem brodawkę.

background image

Przypomniała  sobie,  że  kiedy  pierwszy  raz  się  kochali,

poczuła na skórze bliznę. Teraz ją odnalazła.

– Skąd to masz? – spytała.

– Z głupoty.

–  Ja  robiłam  w  życiu  wiele  głupich  rzeczy,  a  jednak  nie

mam  takiej  blizny  –  mówiła,  jednocześnie  chcąc  dotykiem
uśmierzyć ból, który ta rana pewnie kiedyś powodowała.

– Ale pewnie nigdy nie mieszałaś brawury z alkoholem. Ja

z  kolegami  to  zrobiłem  i  rozbiliśmy  się  o  skały,  których  nie
zauważyłem.

– To brzmi…

– …kretyńsko, powiedz to. Dostałem za swoje.

Chciała  się  roześmiać,  ale  nagle  poczuła,  że  jego  dłonie

wędrują po jej ciele coraz niżej. Przyciągnął ją do siebie, tuląc
jej piersi do swojego torsu. Jego ciało było gorące, pachniało
wodą po goleniu i morską bryzą.

Zamknęła  oczy,  chciała  się  wyłączyć.  Nie  myśleć,

rozluźnić się i cieszyć chwilą. Ale jej mózg rejestrował każdą
sekundę.

Odkąd poszła na studia, całe jej życie – oczywiście na jej

własne życzenie – było dostępne publicznie. Telewizja, media
społecznościowe,  i  tak  dalej.  Czasem  jej  samej  trudno  było
odróżnić krążące na jej temat medialne plotki od prawdy.

A teraz jest tu z Zakiem. Nikt ich nie obserwuje. To już na

pewno nie jest życie na niby.

– Przestań myśleć – usłyszała nagle jego głos. – Ciągle coś

analizujesz. Nie mogę się skupić – poskarżył się.

background image

–  Cholera,  przepraszam.  To  taki  nawyk,  prawie  obsesja.

Nie wiem…

Zamknął jej usta pocałunkiem. Przestała myśleć, przestała

martwić się, kalkulować. Po prostu przylgnęła do niego całym
ciałem i jej język dokazywał w ustach z jego językiem.

Pragnęła  go.  I  nie  pozwoli,  aby  jakakolwiek  refleksja

zniszczyła płynącą z tego faktu radość.

Gładziła  jego  skórę,  jego  mięśnie.  Uwielbiała  jego  siłę

i swoją pewność, że nigdy nie użyłby jej przeciwko niej.

Wodził  ustami  po  jej  szyi,  po  obojczyku,  a  ona  pieściła

jego tors, a potem schodziła coraz niżej. Czuła, jak Zac drży.
Odwrócił  ją  tyłem  do  siebie.  Jego  penis  znajdował  się  teraz
między  jej  pośladkami,  jedna  ręka  obejmowała  jej  brzuch,
a druga powędrowała między uda.

Potem wziął w dłonie jej głowę i odwrócił do siebie, by ją

pocałować.  Jego  usta  były  ciepłe  i  wilgotne,  a  Iris  myślała
tylko  o  tym,  co  zrobić,  żeby  jak  najszybciej  poczuć  go
w sobie…

On  też  tego  chciał.  Miło  było  trzymać  ją  w  ramionach,

chciał, by to trwało wiecznie, ale ciało ma swoje prawa. Iris
zdjęła stringi, on bokserki i jej dłoń objęła jego nagi członek.
Nie  przerywając  pocałunku,  Zac  poprowadził  ją  na  miękkie
poduszki  przy  relingu.  Już  chciał  ją  na  nie  rzucić,  gdy  nagle
pchnęła go na stojącą obok tapicerowaną ławkę i dosiadła tak,
jak  przez  chwilę  dosiadała  go  w  czasie  ich  pierwszego
stosunku.

–  Chcę  być  cały  czas  na  wierzchu  –  powiedziała.  –  Tym

razem nie oddam ci kontroli.

background image

– Tak jest, proszę pani – odrzekł. – A prezerwatywę mam

w tylnej kieszeni spodni.

– Nie ruszaj się.

Oddaliła  się,  pochyliła  nad  jego  poniewierającym  się  po

pokładzie spodniami i wiedząc, że na nią patrzy, wypięła swój
zgrabny  tyłek.  Potem  wracała,  kołysząc  pełnymi  piersiami.
Panowała  nie  tylko  nad  ich  miłosną  schadzką,  ale  była  też
królową całej tej nocy.

Podeszła  do  niego,  przyklękła  i  zaczęła  wodzić  językiem

po jego penisie, a potem ssała koniuszek. Bał się, że dojdzie
w jej ustach, a tego by na pewno nie chciał. Ukląkł obok niej,
wziął od niej kondom i go założył.

Wziął ją od tyłu. Jęknęła i wypięła biodra, by mógł wejść

głębiej. Odwróciła głowę i połączyli swoje usta w pocałunku.
Zgrali się z sobą idealnie. Zac czuł, że zaraz dojdzie, ale nie
był  pewien,  czy  Iris  jest  na  tym  samym  etapie.  Zaczął  więc
palcem  pobudzać  jej  łechtaczkę.  Oderwała  od  niego  usta,
odrzuciła głowę do tyłu i zaczęła krzyczeć. Jego imię.

Potem  na  ławce  siedziała  mu  na  kolanach.  Oboje  byli

oszołomieni, nasyceni. Iris oparła mu głowę na ramieniu, Zac
głaskał  jej  plecy  i  przypominał  sobie,  że  jego  żywiołem  jest
morze.  Że  to,  co  go  czeka  za  horyzontem,  jest  dla  niego
ważniejsze niż wszystko, czego może doświadczyć na lądzie.
Chociaż w tym momencie, w świetle księżyca, nie brzmiało to
zbyt wiarygodnie.

Wiedział,  że  powinien  coś  powiedzieć.  Albo  wstać,

podejść do steru i skierować jacht z powrotem na Nantucket.
Ale nie chciał, żeby ta chwila się skończyła. Iris też milczała,
tuląc się do niego.

background image

Oboje  chyba  mieli  świadomość,  że  w  ich  życiu  zaszła

jakaś zmiana.

Tyle że nie byli pewni, czy są na tę zmianę gotowi.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Iris obudziła się w ramionach Zaca o czwartej nad ranem

i wpadła w panikę. Nie czas na rozpamiętywanie tego, co się
stało na morzu w świetle księżyca.

Fakt,  utraciła  kontrolę.  Nad  sobą,  nad  Zakiem,  nad

sytuacją.  Nie  podobało  jej  się  to.  Przecież  nie  wyrzeknie  się
dorobku  całego  życia,  bo  spotkała  faceta,  który  potrafi  ją
zadowolić seksualnie. Zawstydziła się tej myśli, przecież Zac
ma  o  wiele  więcej  zalet  niż  to,  że  doprowadził  ją  do
pierwszego w życiu orgazmu.

O siódmej przemknęła do łazienki, by przebrać się w strój

treningowy. Wzięła go z zamiarem relaksowania się w pokoju,
ale  nie.  Musi  stąd  wyjść,  oddalić  się  od  Zaca,  przemyśleć
wszystko, odnaleźć właściwą perspektywę.

Biegła  ścieżką  w  stronę  plaży,  potem  zaczęła  iść,  bo  za

biegami nie przepadała.

Jak to się wszystko skomplikowało! Myślała, że wystarczy

pokazać się u boku Zaca na ślubie Adler, a tu najpierw okazuje
się, że ten „jej facet” zna pannę młodą, a potem, że… hm… że
znacznie wyszedł poza zakres swoich obowiązków.

– Iris?

Obejrzała się prze ramię i ujrzała Juliette Bisset.

– Co pani tu robi o tak wczesnej porze, pani B.? – spytała.

background image

– Chyba to samo co ty.

–  Podejrzewam,  że  perspektywa  podejmowania  rywali

męża w domu twojej mamy nieco cię stresuje?

– Nawet nie wiesz, jak bardzo. Nie poznałam dotychczas

rodziny Nicka, bo… no cóż… Tad i Cora tego nie chcieli. Ale
cieszę się, że August dla Adler odstąpił od swoich sztywnych
zasad. Spięcia w czasie ślubu to ostatnia rzecz, jakiej można
życzyć młodej parze.

Wyglądało  na  to,  że  pani  B.  zna  tę  sytuację  z  własnego

doświadczenia, ale Iris nie śmiała dopytywać.

– Podobno spotykasz się z moim synem? – spytała Juliette.

– Uhm, jakoś tak wyszło. I to bardzo szybko.

– Zac też mi tak powiedział. Oczywiście nie mam zamiaru

się  wtrącać,  powiem  tylko,  że  bardzo  mi  się  ten  pomysł
podoba.

– Mnie też – skwapliwie przyznała Iris.

I  nie  dlatego,  że  tak  wypadało,  ale  dlatego,  że  to  była

prawda.

–  Świetnie.  Powinnam  już  wracać,  ale  jakoś  chyba  nie

jestem gotowa na to, co mnie czeka w domu. No i Adler też
przyda  się  chwila  spokoju,  zanim  pochłoną  ją  te  wszystkie
uroczystości.

– Wczoraj z Nickiem mieli trochę czasu dla siebie. Moja

mama twierdzi, że tak powinno być.

–  Twoja  mama  jest  ekspertką  od  relacji  –  westchnęła

zazdrośnie Juliette.

background image

– Ty też. To znaczy… chciałam powiedzieć… że ty i pan

B. jesteście z sobą bardzo związani – powiedziała Iris.

Słyszała  oczywiście  plotki  o  dawnym  głośnym  romansie

Augusta.  Kryzys  został  jednak  zażegnany,  urodziła  się
najmłodsza w rodzinie Mari i od tej pory państwo Bissetowie
wiedli godne małżeńskie życie.

– Dzięki, że to mówisz. Było trudno, ale to nas wzmocniło.

– Też bym kiedyś tak chciała – westchnęła Iris.

– Ale mam nadzieję, że dojdziesz do tego mniej ciernistą

drogą niż ja – odparła Juliette.

–  Wiesz  co?  Nie  chce  mi  się  ćwiczyć.  Pójdziesz  ze  mną

napić się czegoś? – zaproponowała Iris.

– Chętnie. Wiesz, cały czas myślę o Musette. Jak ona by

się  cieszyła  tym  ślubem!  –  powiedziała  Juliette,  mając  na
myśli nieżyjącą mamę Adler.

– Wiem, to musi być dla ciebie trudne, ale wiedz, że dla

Adler jesteś drugą matką.

– A ona dla mnie pierwszą córką. Może to źle brzmi, ale

Adler  miałam,  zanim  urodziłam  Mari  i  zawsze  myślałam
o niej jako o swoim własnym dziecku.

– I jesteście sobie bardzo bliskie.

W  hotelowej  restauracji  zjadły  lekkie  śniadanie  i  wypiły

po  drinku  o  nazwie  mimoza  –  było  to  połączenie  szampana
z sokiem cytrusowym. Gdy kończyły, w telefonie Iris odezwał
się sygnał esemesa. Zac.

„Wszystko w porządku?”.

– Przepraszam, muszę odpisać.

background image

– Jasne, ja tylko dopiję i już sobie pójdę do domu. Fajnie,

że na siebie wpadłyśmy.

Iris odpisała na wiadomość:

„Okej,  jestem  w  hotelu  na  śniadaniu  z  twoją  mamą.  Za

kilka minut będę w pokoju”.

„Z moją mamą?”.

„A co? Boisz się?;)”.

„A powinienem?”.

„Nie!”.

Iris zapłaciła rachunek i delektowała się ostatnimi łykami

mimozy.  Poranna  rozmowa  z  dojrzałą  kobietą  sprawiła  jej
ulgę.  Dowiedziała  się,  że  związek  kobiety  i  mężczyzny,
niezależnie  od  tego,  jak  wygląda  w  oczach  postronnego
obserwatora, zawsze jest walką. I to ją w jakiś dziwny sposób
uspokoiło.

Samotne przebudzenie nie było dla Zaca niczym nowym.

Ale  gdy  przewróciwszy  się  na  drugi  bok  stwierdził,  że  Iris
sobie poszła, zaczął się zastanawiać, czy w nocy zbytnio nie
zaszalał. Wziął prysznic i ogolił się – dziś ma wszak spotkanie
z ojcem, nie może być taki zarośnięty.

August Bisset potrafił być czarujący, Zac niejednokrotnie

miło spędzał z nim czas, ale nie w trakcie spotkań w szerszym
gronie.  Wtedy  ojciec  zaczynał  wszystkimi  komenderować.
Narzucał  tematy  rozmów  i  ze  szczególnym  upodobaniem
wytykał  własnym  dzieciom  rozmaite  niedociągnięcia.  Tak
było, odkąd Zac sięgał pamięcią.

background image

Kiedy się ubrał, zaczął się martwić o Iris. Gdzie ona może

być?

Wystukał  do  niej  esemesa  i  niecierpliwie  czekał  na

odpowiedź.  Gdy  dowiedział  się,  że  Iris  jest  z  jego  mamą,
poczuł ulgę.

Ale  zaraz  tknęło  go  złe  przeczucie.  O  czym  one  mogły

z sobą rozmawiać? Wolał chyba nie wiedzieć.

Na szczęście jej odpowiedzi były lekkie i dowcipne.

Uff,  a  więc  nie  gniewa  się  na  niego  po  ostatniej  nocy.

Można  się  rozluźnić.  W  końcu  jest  tylko  jej  wynajętym
partnerem  do  towarzystwa.  Zrobi  wszystko,  za  co  mu  płaci,
a  nawet  jeszcze  więcej.  W  dodatku  jej  bliskość  pozwoli  mu
lepiej znieść obecność ojca.

Przynajmniej taką miał nadzieję.

Usłyszał skrzypienie drzwi i ujrzał Iris wchodzącą do ich

wspólnego salonu. Miała na sobie legginsy w kwiaty i obcisły
top.  Uśmiechnęła  się,  z  pewnym  zdziwieniem  omiatając
wzrokiem  jego  granatowe  spodnie,  rozpinaną  koszulę
i mokasyny.

– Widzę, że jesteś w pełnym rynsztunku – powiedziała. –

Tak wcześnie?

–  Przed  takimi  spotkaniami  jak  dzisiejsze  nasza  rodzina

ma zwyczaj zbierać się na naradę. Tylko czekam, aż Carlton
przyśle mi esemesa.

–  Dobrze  wiedzieć.  A  kim  jest  Carlton?  To  piarowiec

twojego ojca?

background image

– Taaa… Dba o wizerunek rodziny. Powie nam, co mamy,

a  czego  mamy  nie  robić  w  trakcie  nadchodzących
uroczystości.  Ja  najczęściej  jestem  w  rozjazdach,  ale  tym
razem, niestety, chyba ta przyjemność mnie nie ominie.

– Mam iść z tobą czy dołączyć później? – spytała Iris.

–  Wolałbym,  żebyś  mi  towarzyszyła  –  powiedział

niepewnie, drapiąc się w kark. – To zapewne podwyższy moje
wizerunkowe notowania.

– Chyba i tak są dość wysokie?

–  Może  w  twoich  oczach.  Ojciec  i  Carlton  widzą  to

inaczej. Uważają, że brakuje mi ogłady. Teraz czuję się okej,
ale  na  tle  Darena,  Logana  i  Lea  wyglądam  prawie  jak
kloszard.

– Lubię kloszardów.

– Bogu niech będą dzięki.

Iris  skierowała  się  do  łazienki,  a  Zac  usiadł  na  kanapie

i włączył w telewizji kanał sportowy.

Na szczęście Iris była dziś pełna werwy, bo już się bał, że

będzie dzieliła włos na czworo w kwestii ostatniej nocy.

Czyżby  zamierzała  udawać,  że  nic  się  nie  stało?  I  czy

powinien iść w jej ślady?

Nie,  to  nie  w  jego  stylu.  Ale  tryb  weselny  został  już

włączony  i  teraz  oboje  muszą  odgrywać  perfekcyjną  parę.
Kiedyś  się  z  tego  cieszył,  miał  nadzieję,  że  to  pozwoli  mu
spacyfikować  ojca.  Ale  teraz,  skoro  Iris  najwyraźniej  udaje,
zaczynało  mu  to  przeszkadzać.  Uważał,  że  powinni  to
przegadać.

background image

Czy ta noc naprawdę nic dla niej nie znaczy?

Podniósł  się  i  wszedł  do  sypialni.  Stał  tam  i  patrzył  na

zamknięte  drzwi  łazienki,  dopóki  nie  usłyszał,  że  prysznic
został zakręcony. Wtedy podbiegł do łóżka i ułożył się na nim
w możliwie najbardziej swobodnej pozie.

Obłok pary buchającej z otwartych drzwi łazienki oznajmił

wejście Iris do pokoju.

– Co ty tu robisz? – zdziwiła się.

– Może na ciebie czekam? Wszak tak ponoć zachowują się

kochankowie, nieprawdaż, anielska mordko?

– Kochankiem to byłeś w nocy. A teraz zaczyna się okres

trwania naszej umowy. Jesteś zakontraktowany.

– Nie zamierzam sprawiać ci kłopotów, ale też nie potrafię

udawać,  że  naszej  ostatniej  nocy  nie  było.  Ani  tamtej,  kiedy
też się kochaliśmy. Nas łączy coś więcej niż umowa.

Położyła  sobie  rękę  na  dekolcie  i  w  zakłopotaniu  bawiła

się naszyjnikiem.

– Ale wiesz, że to się kiedyś skończy? – spytała.

–  Jasne.  Nie  oczekuję,  że  włożysz  mi  na  palec  obrączkę.

Zresztą mam inne zobowiązania.

– Okej. W takim razie możesz tu zostać – powiedziała.

Przygotowywała się do wyjścia, nie patrząc na niego, nie

uśmiechając się. Znów coś się między nimi zmieniło, powstała
jakaś bariera.

Pomyślał, że wznieśli ją oboje zgodnym wysiłkiem, który

polegał na tym, by nie mówić prawdy.

background image

Iris  nie  widziała  w  nim  kochanka.  A  on  chciał  od  niej

czegoś więcej ponad to, co przewidziano w umowie. Ale teraz
jest  za  późno.  Podpisał  porozumienie  i  musi  działać  zgodnie
z jego ustaleniami.

I będzie. Choćby się waliło i paliło.

Iris  nie  podobało  się,  że  Zac  leży  na  łóżku,  ale  nie

zamierzała dawać tego po sobie poznać. Już dziś rano poszła
pobiegać w celu oczyszczenia umysłu. Wystarczy.

Kontrolę  nad  swoim  życiem  zaczęła  tracić,  gdy  Thea

wyrwała jej telefon i odpisała na bezczelny esemes Grahama.
Siostra  ją  sprowokowała,  ale  ona  dała  się  sprowokować.
Podobnie jak pozwoliła Zacowi zatrzeć wyznaczone przez nią
granice ich znajomości.

Owszem,  za  pierwszym  razem,  kiedy  się  przespali,

kierowało  nią  czyste  pożądanie.  Nigdy  przedtem  nie
doświadczyła z żadnym facetem niczego podobnego.

Ale  ten  drugi  raz…  Nie,  nie  miała  nic  na  swoje

usprawiedliwienie. Postąpiła po prostu głupio.

On jest słodki, przystojny, seksowny. Zaskoczył ją, ale to

niczego  nie  tłumaczy.  On  nie  jest  dla  niej.  Nie  wolno  jej
wikłać  się  w  romans  nawet  z  tak  zapierającym  dech
w piersiach zjawiskiem, jakim jest Zac.

Fakt, chciała mieć u swojego boku faceta, który zmieniłby

jej  publiczny  wizerunek  wiecznej  singielki.  Ale  Zac  nie  jest
tym facetem. On tylko chwilowo gra taką rolę.

I żadna liczba szalonych nocy tego nie zmieni.

Czy  jednak  komuś  szkodzi  dalsze  uprawianie  przez  nich

seksu? Oto pytanie za milion dolarów.

background image

Chciałaby  być  nowoczesną  kobietą  i  odpowiedzieć  na  to

pytanie: nie, nikomu. Można sypiać z facetem, którego się nie
kocha.  Na  przykład  z  Grahamem.  Tyle  że  z  nim  seks  był
fatalny.  A  seks  z  Zakiem  wzbudzał  jedynie  apetyt  na  więcej
i  więcej.  To  coś  tak  nadzwyczajnego  jak  spotkanie
z jednorożcem na Times Square.

A  Iris  w  głębi  duszy  była  marzycielką.  Chciała  przejść

przez życie z niesamowitym facetem u boku.

–  Dobrze  się  czujesz?  –  Pytanie  Zaca  przerwało  te

rozmyślania.

Chciała  już  zażartować  z  tego,  jak  wystroił  się  na

spotkanie  z  rodzicami,  ale  dobrze  go  rozumiała.  Ona  też
w końcu zabiegała u swoich rodziców o akceptację, wydał jej
się więc jeszcze bardziej bliski i kochany.

– Taaa…

– Pamiętasz, że mamy się nie okłamywać?

– Wiem – westchnęła, mijając go. Oby tylko nie zauroczył

jej zapach wody po goleniu, którym tak cudownie zeszłej nocy
pachniał  jego  nagi  tors…  –  Wytrąciłeś  mnie  z  równowagi,
Zac.

– Doprawdy? Ciekawe jak.

Chciałaby  teraz  być  Theą  i  wypalić  prosto  z  mostu,  że

kopulacja ją ogłupia. Niestety jest tylko sobą i nie ośmieli się
poruszyć  tematu  seksu.  Musi  się  skupić  na  roli  dziewczyny
syna,  którą  będzie  musiała  odegrać  wobec  ojca  Zaca  na
rodzinnym lunchu.

–  Też  nie  wiem,  może  jestem  po  prostu  niewyspana

i zestresowana przed spotkaniem z twoją rodziną.

background image

–  Tym  się  nie  kłopocz.  Ja  jestem  w  tej  rodzinie  czarną

owcą. Będą i tak zachwyceni, że znalazłem sobie dziewczynę.

Tylko  Bissetowie  mogą  uważać  zawodnika  Pucharu

Ameryki za czarną owcę…

Iris  uśmiechnęła  się  i  nie  po  raz  pierwszy  stwierdziła,  że

naturalne  reakcje  pomagają  jej  zwalczyć  napięcie.  Powinna
częściej być sobą. Jęknęła cicho.

– Iris? – zaniepokoił się Zac.

–  Przepraszam,  po  prostu  przyszła  mi  do  głowy  jakaś

okropna myśl.

– Powiesz mi jaka?

– Nie, bo weźmiesz mnie za wariatkę.

– No, teraz to już musisz mi powiedzieć! – Uśmiechnął się

z przekąsem.

–  Wiesz,  ten  gość,  który  niedawno  ze  mną  zerwał

i właściwie zmusił mnie do wynajęcia ciebie… nazwał mnie
zimną  rybą,  bo  nie  miałam  z  nim  orgazmu.  Mówił  jeszcze
wiele innych złych rzeczy o tym, jaka jestem w łóżku. I wiesz?
Złapałam  się  na  myśli,  że  chciałabym  mu  opowiedzieć
o naszej ostatniej nocy. Bo problem tkwił w nim, nie we mnie.

Zac  uśmiechnął  się,  wziął  ją  w  ramiona,  pocałował

i zapewnił, że ma rację. Zarzuciła mu ręce na szyję i oddała
pocałunek.

A gdy się cofnęła, pomyślała sobie, że to była ich ostatnia

intymna chwila.

Odtąd wszystko będą robić na pokaz.

Naprawdę.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Juliette witała gości na progu oranżerii.

Tak zawsze robiła jej matka, o ile oczywiście pozwalała na

to  pogoda.  A  dziś  niebo  było  bez  jednej  chmurki  i  Juliette
chciała  wierzyć,  że  to  jej  siostra  wyprosiła  w  niebie  taką
piękną aurę na ślub swojej córki.

Jej  mąż  już  po  raz  trzeci  zmieniał  marynarkę,  chcąc

wyglądać  jak  najbardziej  na  luzie.  Zaprosił  wszak  na  lunch
swojego odwiecznego wroga, który na ten jeden dzień miał się
stać przyjacielem. Juliette znała Tada i Corę tylko ze zdjęć, bo
August  demonstracyjnie  unikał  imprez,  na  których  bywali
Williamsowie.  Juliette  uznawała  to  za  wyraz  bezradności
człowieka obdarzonego normalnie olbrzymim temperamentem
i apetytem na życie.

– Ach, tu jesteś, Jules – powiedziała jej matka, wchodząc

do  pomieszczenia.  –  Michael  i  reszta  służby  już  czekają
z  powitalnymi  drinkami.  Zgodnie  z  twoim  życzeniem  są  też
napoje  bezalkoholowe.  Dobrze,  że  o  tym  pomyślałaś,  każdy
powinien mieć wybór.

– Dzięki za uznanie, mamo.

Juliette  odnosiła  czasem  wrażenie,  że  dla  jej  matki  czas

zatrzymał  się,  kiedy  jej  córki  były  małymi  dziewczynkami
i  potrafiły  co  najwyżej  urządzić  popołudniową  herbatkę  dla

background image

lalek.  Mimo  że  później  Juliette  wydawała  ponoć  najlepsze
przyjęcia w Hamptons.

– Myślisz, że Adler uczyni cię babcią?

– Nie wiem, mamo, teraz nie czas o tym myśleć.

–  A  twoi  chłopcy?  Miałam  nadzieję,  że  wcześnie  się

ożenią, podobnie jak ich ojciec.

–  Mamo,  oni  przypominają  Auggiego  tylko  jeśli  chodzi

o  biznes.  Zakładanie  rodziny  to  zupełnie  inna  sprawa  –
odparła  Juliette.  Wiedziała,  że  każdy  z  jej  synów  chce
zostawić po sobie jakiś ślad i nie mogła im mieć tego za złe.
Może  i  ona  zrobiłaby  jakąś  karierę  zawodową,  gdyby  jej
małżeństwo inaczej się ułożyło…

Bo życie na pewno miałaby inne.

Po  chwili  skrzypnięcie  drzwi  oznajmiło  nadejście

pierwszych  zaproszonych.  Juliette  ucieszyła  się.  Lubiła
przyjmować gości, bo to odciągało ją od smutnych refleksji na
temat własnego losu.

– Babciu! – rozpromienił się Zac, wchodząc do oranżerii

z Iris Collins u boku.

Juliette  uważała,  że  Iris  nie  pasuje  do  jej  syna.  Jest  dość

sztywna i konwencjonalna, a Zac lubił dziewczęta bardziej na
luzie, w typie sportsmenki.

– Zac, jak miło cię widzieć. Twoja matka i ja bardzo się

cieszymy,  że  wróciłeś  z  Australii  –  odpowiedziała  na  jego
powitanie babcia.

Juliette  uścisnęła  najpierw  Iris,  a  potem  Zaca.  Syna

trzymała w ramionach nieco dłużej, niż wypadało, ale bardzo

background image

już się stęskniła za tym swoim blond dryblasem. Wiedząc, że
żeglarstwo  jest  sportem  dość  niebezpiecznym,  często  się
o niego martwiła.

–  Kochanie,  opowiedz  mi,  co  cię  sprowadza  do  Bostonu

i jak poznałeś Iris – powiedziała. – Wiem, gdzie to było, ale
nie znam szczegółów.

–  To  żadna  tajemnica  –  odparł  Zac,  przyciągając  Iris  do

siebie.  –  Przyjechałem  poszukać  sponsorów  do  przyszłego
startu  w  Pucharze  z  własną  załogą.  Ojciec  Iris  zawodowo
zajmuje się inwestowaniem, poszedłem do jego firmy i tam ją
spotkałem.

–  Potknęłam  się,  a  on  mnie  złapał  –  dodała  Iris,  patrząc

z uwielbieniem na swojego towarzysza.

Juliette była zachwycona widokiem tej pary.

–  Tata  nie  będzie  zadowolony,  że  nie  zwróciłeś  się  do

niego, ale myślę, że jakoś to przełknie – powiedziała.

– Wiem – odparł Zac, dodając, że nie wypuści Iris z rąk,

skoro  już  ją  złapał.  Bo  nie  co  dzień  trafia  się  taka  gratka
w postaci spotkania kobiety pokroju tej kobiety.

–  Racja,  stary  –  powiedział,  wchodząc,  Nick  Williams

i poklepał Zaca po ramieniu.

Juliette  uśmiechem  przywitała  narzeczonego  Adler.

Poznała go już wcześniej i bardzo polubiła. Rozumiała jednak,
że  z  racji  konkurowania  w  biznesie  nie  cała  jej  rodzina
postrzega go tak życzliwie.

Adler  pojawiła  się  w  towarzystwie  starszej  kobiety,

wysokiej  brunetki,  na  widok  której  Juliette  zamarło  serce.
Boże.

background image

Lata  temu  spotkały  się  na  oddziale  położniczym,  gdzie

Juliette wydała na świat martwego wcześniaka. Kobieta miała
wówczas  jasne  włosy  i  nie  wyglądała  na  tak  zamożną  jak
teraz.  Wtedy  przedstawiała  się  jako  Bonnie,  Bonnie  Smith.
Czyżby  to  miała  być  Cora  Williams?  Wtedy  obie  leżały
w  salce  poporodowej  i  płakały.  Juliette  dlatego,  że  straciła
dziecko,  dzięki  czemu  zresztą  być  może  uratuje  swoje
małżeństwo,  a  Bonnie  –  ponieważ  była  samotna,  bezrobotna
i nie miała pojęcia, jak utrzyma urodzone właśnie bliźniaki.

I  wtedy  przyszło  im  do  głowy  rozwiązanie.  Juliette

adoptuje  jednego  z  bliźniaków  Bonnie  i  wychowa  jak
własnego  syna.  Podmieniły  ciałko  martwego  noworodka  na
zdrowego  chłopczyka.  Oprócz  nich  dwóch  wiedziała  o  tym
tylko pielęgniarka imieniem Jennifer.

Juliette  przekazała  Bonnie  sporą  sumę  ze  swojego

prywatnego funduszu powierniczego. Pieniądze miały pomóc
dziewczynie  dokończyć  naukę,  zdobyć  zawód  i  wychować
syna.  Jennifer  zainkasowała  pewną  kwotę  za  sfałszowanie
dokumentacji.

Od  tamtej  pory  nie  było  dnia,  by  Juliette  o  tym  nie

myślała. Ale aż do dziś była pewna, że swoją tajemnicę – że
Logan nie jest jej synem – zabierze z sobą do grobu.

A  więc  Nick  jest  prawdopodobnie  tym  drugim

bliźniakiem. Juliette wydawało się, że zaraz zemdleje.

Cholera, to by dopiero było.

A ta kobieta, Cora, dawniej Bonnie Smith? Ona na pewno

też wszystko pamięta.

background image

–  Cioteczko  Jules,  to  jest  mama  Nicka,  Cora  –

przedstawiła  Adler  swoją  przyszłą  teściową,  która  wyglądała
na równie zszokowaną co Juliette.

– Miło mi panią poznać, tyle o pani słyszałam. – Kobiety

uścisnęły sobie ręce. Dobre maniery przede wszystkim.

– Mnie też.

Wiedziały, że muszą porozmawiać, ale nie dziś.

–  Adler,  to  jest  twój  narzeczony?  –  rozległ  się  głos

Auggiego. – Nie mogę się doczekać, żeby go poznać. I jego
rodziców również.

Cora odwróciła się i wtedy Juliette ujrzała na twarzy męża

ten znajomy wyraz. Już nie miała wątpliwości: Cora i Auggie
byli kochankami.

– Cora? – zdziwił się nowo przybyły.

– August – szepnęła Cora. – Nie mówiła pani, że jest żoną

Augusta Bisseta – zwróciła się do Juliette.

– Skąd miałam wiedzieć, że to pani znajomy?

– Musimy porozmawiać – powiedziała Cora.

– Też tak myślę – zgodziła się Juliette.

Zac  zauważył,  że  na  widok  mamy  Nicka  jego  matka

poszarzała na twarzy, a ojciec doznał szoku.

Wymienił  z  Nickiem  porozumiewawcze  spojrzenia,  obaj

najwyraźniej  pomyśleli  to  samo.  Wszedł  Carlton  i  na  widok
Cory zbladł jak papier.

– Co tu robi Bonnie Smith? – zapytał.

background image

Ten starszy już mężczyzna, odkąd Zac sięgał pamięcią, był

piarowcem  i  spin  doktorem  jego  ojca.  Prowadził  rodzinne
zebrania, zamiatał pod dywan wszystkie niechlubne tajemnice.
Kiedyś Zac go nawet lubił, Carlton zazwyczaj zachowywał się
sympatyczniej  niż  ojciec.  Ale  bywały  momenty,  kiedy  był
twardy  jak  skała  i  ostry  jak  brzytwa.  Teraz  chyba  właśnie
nadszedł taki moment.

–  Jaka  Bonnie?  To  jest  moja  mama,  Cora  Williams  –

powiedział  Nick,  podchodząc  do  matki  i  obejmując  ją
ramieniem.

–  Nie  martw  się,  Nicky  –  odezwała  się  Cora.  –  Ja  tylko

muszę  przez  chwilę  porozmawiać  z  Augustem  i  Juliette  na
osobności. Zajmiesz się ojcem, jak przyjdzie?

Nick  odprowadził  matkę  na  bok,  a August  zapytał  swoją

teściową, czy mogą skorzystać z jej gabinetu. Po otrzymaniu
zgody  kazał  obu  paniom  iść  za  sobą.  I  za  nieodłącznym
Carltonem.

Zac  obserwował,  jak  matka  rusza  za  mężem,  ale  Corze

drogę zastąpił Nick.

–  Ona  nigdzie  z  wami  nie  pójdzie,  dopóki  ja  się  nie

dowiem,  o  co  tu  chodzi  –  oświadczył.  –  Dlaczego  nazywają
cię Bonnie? – zapytał matkę.

– Nick ma rację – odezwała się Adler, biorąc narzeczonego

za rękę. – Co tu się dzieje?

Juliette zatrzymała się, spojrzała wymownie na Iris i swoją

matkę.  Obie  potem  wyszły  z  pomieszczenia.  Ale  Zac  został.
To jego rodzina. Chciał wiedzieć, co się wydarzy.

background image

Lokaj zamknął drzwi oranżerii. Przez szklane ściany widać

było, że osoby, które w niej pozostały, podzieliły się na grupki:
Zac był z mamą, jego ojciec z Carltonem, a Nick, jego mama
i  Adler  tworzyli  niejako  trzeci  wierzchołek  trójkąta.  Ojciec
wyglądał, jakby kompletnie przestał nad sobą panować, mama
była  przestraszona,  Cora  przyjęła  chyba  postawę  obronną,
a Adler była blada i przerażona.

– Tato, skąd znasz mamę Nicka? – zapytał Zac ojca.

– Nie sądzę, żebym… – zaczął ojciec.

–  Po  prostu  mu  odpowiedz,  August  –  przerwała  mu

mama. – Niech nasz syn wie, skąd znasz mamę Nicka.

Zac  zaczął  się  domyślać,  że  Cora  musiała  być  jedną

z  „tych  trzecich”,  od  których  ojciec  nie  stronił.  Boże,  co  za
chlew.  Czyżby  tatuńcio  poderwał  ją  na  złość  Tadowi
Williamsowi?

–  Przyjaźnili  się.  Dawno  temu  –  Carlton  wyręczył  szefa

w  wyjaśnieniach.  –  Ona  była  stażystką  w  firmie.  Zaraz  po
narodzinach Dariena.

– Przyjaźniłaś się z Augustem Bissetem? – Zdumiony Nick

spojrzał na matkę.

– Tak, kochanie. Wtedy jeszcze nie znałam twojego ojca.

– A skąd znasz Juliette? To była przyjaźń we troje?

Juliette wyprostowała ramiona i pokręciła głową.

–  Nie.  Z  twoją  mamą  poznałyśmy  się  w  szpitalu,  kiedy

rodziłam Logana – wyjaśniła Nickowi.

August spojrzał na Corę.

background image

–  Rodziłaś  w  tym  samym  czasie  co  Jules?  –  zapytał

zdumiony.

– Tak, tylko niestety jako samotna matka. Juliette okazała

mi dużo serca – powiedziała.

Zacowi zaczęło coś świtać. Spojrzał na ojca.

Niezamężna  kobieta  rodzi  w  tym  samym  czasie  co  jego

matka… Czyżby ojciec był kochankiem Cory? Czy jest także
ojcem  Nicka?  Do  diabła,  miał  nadzieję,  że  nie,  bo
w  przeciwnym  razie  weselny  weekend  okaże  się  jeszcze
trudniejszy do przeżycia, niż mu się wydawało.

– Tato? – odezwał się. – Czy Nick jest…?

–  …narzeczonym  twojej  siostrzenicy?  –  wszedł  mu

w  słowo  usłużny  Carlton.  –  Bo  tylko  takie  pytanie  ma  sens,
Zachary.

– Przestań, Carlton, to nie twoja sprawa – odparł Zac. – Ja

chcę poznać prawdę. Adler też na nią zasługuje. Podobnie jak
wszyscy obecni.

Nick  patrzył  na  matkę  i  chyba  z  twarzy  starszej  brunetki

już wyczytał prawdę. Cora rozpłakała się i zanim ktokolwiek
zdążył  się  odezwać,  do  oranżerii  wtargnął  Tad  Williams.
Podszedł do żony.

– Co ten łajdak ci powiedział?

Ale Cora nie była w stanie otworzyć ust. Pokręciła tylko

głową, a Tad wziął ją w ramiona.

Nick  popatrzył  na  swoją  matkę,  potem  na  Augusta  i  bez

słowa opuścił pomieszczenie. Za nim wybiegła Adler.

background image

Zac  też  chciał  to  zrobić,  ale  jego  matka  złapała  go  za

nadgarstek.

– Proszę cię.

Kiwnął  głową  i  objął  ją  ramieniem.  Właściwie  to  nie

powinien  być  zaskoczony,  wiedział,  że  ojciec  nie  grzeszył
wiernością, ale w ostatnich latach ustatkował się i złagodniał.
Od narodzin Mari był dla mamy dobrym mężem. A tu nagle
okazało  się,  że  przeszłość  rodziny  skrywa  jakąś  bolesną  dla
wszystkich tajemnicę.

– Tato, czy Nick jest twoim synem? – zapytał wprost.

–  Co?  O  czym  on  mówi,  do  jasnej  cholery?  –  pieklił  się

zdezorientowany Tad.

Juliette  w  życiu  nie  była  tak  skołowana.  Skoro  Nick  jest

dzieckiem Augusta, to Logan też nim jest. Nigdy nie czuła się
w  porządku,  okłamując  męża,  ale  teraz  zrobiło  jej  się  po
prostu  niedobrze.  Skomplikowana  gra,  którą  prowadziła
z Augustem przez prawie czterdzieści lat, okazała się pajęczą
siecią,  w  którą  złapały  się  jeszcze  inne  osoby.  I  zostały
skrzywdzone.

Mari  miała  być  dzieckiem  „na  zgodę”  po  głośnym

romansie  Augusta  z  lat  dziewięćdziesiątych,  ale  ta  sprawa
dotyczyła  okresu  o  dekadę  wcześniejszego!  Wtedy  Juliette
jeszcze  nie  podejrzewała,  że  mąż  miewa  kogoś  na  boku.  Po
Darienie  długo  cierpiała  na  depresję  poporodową  i  nie
śpieszyło jej się do drugiej ciąży. Kiedy w nią zaszła, między
nią a Augustem zaczęło się układać lepiej. Teraz wiedziała, jak
bardzo  była  głupia.  Przecież  on  dokładnie  w  tym  samym
czasie zrobił Corze bliźniaki!

background image

– Zadałem pytanie – przypomniał Tad.

– Tad, kochanie, August i ja… – zaczęła Cora.

– Pracowała dla mnie – wyjaśnił stary Bisset. – Po twoim

odejściu przyjąłem nowych ludzi na staż. Wśród nich Bonnie,
to znaczy Corę.

Zac wiedział, że ojciec ma fatalne stosunki z Williamsem,

ale ponieważ rzadko bywał w firmie, nie znał szczegółów.

– Tad u ciebie pracował? – spytał ojca.

–  Byłem  stażystą,  ale  twój  ojciec  szybko  mnie  zwolnił  –

oparł Tad.

– Bo nie spełniałeś moich oczekiwań – wtrącił August.

– Mniejsza z tym. Jak mogłeś wdać się w romans, mając

młodą żonę i małe dziecko w domu? – zaatakował go Tad.

–  Masz  rację,  nie  mam  nic  na  swoje  usprawiedliwienie.

Mogę  tylko  przeprosić.  Byłem  wtedy  zupełnie  innym
człowiekiem.  Brałem  sobie  to,  co  chciałem,  nie  patrząc,  że
kogoś  przy  tym  krzywdzę.  Jules,  kochanie,  wiesz  jak  bardzo
tego  żałuję.  Sypiałem  wtedy  z  Corą,  ale  myślałem,  Tad,  że
Nick to twój syn.

–  Ja  zacząłem  się  z  nią  spotykać,  jak  Nick  miał  trzy

miesiące. Cora, co ty na to? – spytał Tad.

– August jest ojcem Nicka. Nie powiedziałam mu o ciąży.

Zerwałam  z  nim,  jak  tylko  dowiedziałam  się,  że  ma  żonę
i dziecko.

Zac  oniemiał.  Nie  takiego  rodzinnego  lunchu  u  babci  się

spodziewał.

background image

Drzwi  oranżerii  otworzyły  się  ponownie.  Logan  i  Leo

podeszli od razu do Zaca i jego matki.

– Co wy tu wyprawiacie? – spytał Logan, biorąc się pod

boki.  –  Adler  ryczy  jak  bóbr,  nie  może  wykrztusić  słowa,
wspomniała tylko coś o tacie.

– Boże, stary, aż boję się to powiedzieć, ale wygląda na to,

że  twój  wróg  numer  jeden  i  rywal  w  biznesie  jest  z  nami
spokrewniony – powiedział Zac.

–  Co  takiego?!  –  Logan  najwyraźniej  źle  przyjął  tę

wiadomość.

– Sam się o tym przed chwilą dowiedziałem – odparł jego

ojciec, unosząc ręce do góry w geście rezygnacji.

Juliette złapała się za szyję i wybiegła z oranżerii, August

ruszył za nią.

– Niech nikt się nie waży rozmawiać z mediami – ostrzegł

Carlton.  –  Spotkamy  się  i  przedyskutujemy,  jak  to  rozegrać
piarowo.  Państwo  Williams,  proszę  się  nie  martwić  –  dodał,
poklepując Corę po ramieniu. – Biorę to na siebie. Dla mnie to
pestka.

– Rozumiem, że ma pan wprawę w sprzątaniu po Auguście

Bissecie – odezwał się Tad – ale my, Williamsowie, jesteśmy
ludźmi  uczciwymi  i  prostolinijnymi.  Nie  zamiatamy  prawdy
pod dywan.

– W tej sprawie prawda nie przedstawiłaby  ani pana, ani

pańskiej żony w dobrym świetle – przekonywał Carlton. – Jest
ona bowiem  taka, że ukrywaliście  przed Augustem  Bissetem
fakt posiadania przez niego syna. Zobaczycie, co prasa potrafi
zrobić z taką wiadomością.

background image

Cora znów się rozpłakała, mąż objął ją ramieniem, a Zac

do  nich  podszedł  i  zaczął  ich  pocieszać.  Jako  jedyny  z  braci
nie  był  zaangażowany  w  rodzinny  biznes,  więc  nie  uważał
Williamsów za wrogów.

Carlton  obiecał,  że  jego  działania  będą  miały  na  celu

wyłącznie  „kontrolowanie  narracji”,  jak  się  wyraził,  żeby
media  nie  sprzedawały  odbiorcom  swoich  wersji  wydarzeń.
Wyprowadził Corę i Tada z oranżerii, by z nimi porozmawiać.
A Zac podszedł do braci, których nie widział od pół roku.

–  Nie  tak  wyobrażałem  sobie  nasze  spotkanie  –

powiedział.

–  Chrzanić  to  –  odparł  Leo,  ściskając  go.  –  Ale  co  się

właściwie stało?

–  Chodźmy  się  czegoś  napić,  to  wam  powiem  –

zaproponował Zac.

– Ja nie mogę – zastrzegł Logan. – Czy Nick jest naprawdę

naszym  krewnym?  Znaczy,  ja  nie  cierpię  faceta,  ale  skoro
Adler  za  niego  wychodzi,  starałem  się  być  miły.  Nie  mam
jednak  zamiaru  zaakceptować  go  jako…  znaczy…
przyrodniego brata. On jest najgorszy ze wszystkich.

Zac poklepał starszego brata po ramieniu.

– Obawiam się, że będziesz musiał. Może nie jest aż taki

zły, jak myślisz?

–  Kto  nie  jest?  –  spytał  Dare,  wchodząc  z  telefonem

w jednej, a ze szklanką whisky w drugiej ręce. – Carlton mi
powiedział, że od was dowiem się wszystkiego.

–  Chyba  wszyscy  musimy  się  napić  –  stwierdził  Leo,

prowadząc braci do holu, gdzie urządzono niewielki barek.

background image

Zastali  w  nim  Iris  i  babcię.  Kobiety  patrzyły  na  nich

zaciekawione.  Bracia  zaczęli  coś  mówić  babci,  ale  Zac  nie
słuchał. Cieszył go jedynie uśmiech Iris.

I  kto  by  pomyślał,  że  ich  wspólny  sekret  tak  zblednie

w  porównaniu  z  rodzinnymi  tajemnicami,  które  właśnie
wypełzły spod dywanu?

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Iris  nie  wiedziała,  jak  rozwiązać  sytuację,  w  której

wszyscy nagle się znaleźli, ale umiała być dobrą przyjaciółką.
Wzięła  Adler  za  rękę  i  zaprowadziła  po  schodach  do  jej
pokoju.

– Co z Nickiem? – spytała.

– Jest wściekły. Na swoją mamę, na tatę i na Augusta. To

go  przerosło.  Nie  sądziłam,  że  kiedykolwiek  może  mu  się
przytrafić coś takiego. Już prędzej mojemu tacie. Boże, jak on
sobie z tym poradzi? Teraz jak maniak w kółko powtarza, że
życie  jest  chaosem,  przed  którym  nie  da  się  uciec  –  odparła
Adler, krążąc wokół łóżka. Trzęsły jej się ręce.

–  Będzie  dobrze.  Ty  z  chaosem  jesteś  od  dawna  za  pan

brat. Tata ci pomoże. Jest już na Nantucket?

–  Nie  mam  pojęcia.  Miałam  mu  wysłać  esemesa,  kiedy

wszyscy się już zbiorą. Miał przyjechać i rozluźnić atmosferę.
Ale  po  tym,  co  zaszło,  chyba  nawet  jemu  nie  uda  się  tego
zrobić.

Adler zatrzymała się przed wielkim oknem z widokiem na

ocean. Iris podeszła ją uścisnąć.

– Mogę ci jakoś pomóc? – zapytała.

– Tak. Zrób coś, żeby tego wszystkiego już nie było.

background image

–  Mogę,  czemu  nie.  Wyjedźmy  we  dwie  z  wyspy,

zaszyjmy się gdzieś i jakoś przeczekajmy.

Adler zaczęła płakać i Iris przytuliła ją mocniej. Tylko tyle

mogła dla niej tak naprawdę zrobić. Bo nie miała pojęcia, jak
fakt, że Nick jest synem Augusta, wpłynie na życie Adler. Nie
była wprawdzie krewną Nicka, ale i tak może to wszystko być
dla  niej  ciężkie.  Adler  –  ciężko  doświadczona  cygańskim
stylem  życia  rodziców  –  pragnęła  przede  wszystkim
normalności.

Telefon Adler zabuczał, ale nawet się nie poruszyła.

– Nie odbierzesz? To twój tata – powiedziała Iris, zerkając

na wyświetlacz.

– Daj, porozmawiam z nim.

Iris  martwiła  się  o  Adler  i  Nicka.  Nie  takich  sensacji

oczekuje się dwa dni przed ślubem. Wzięła więc swój telefon
i  esemesem  spytała  Nicka,  jak  się  czuje.  W  odpowiedzi
otrzymała rysunek uniesionego w górę kciuka.

Nie  mogła  teraz  zostawić  Adler  samej,  ale  wiedziała,  że

i Nick potrzebuje bratniej duszy. Nie miała numeru do nikogo
z jego rodzeństwa, napisała więc do Zaca, pełna wątpliwości,
czy to dobry pomysł.

„Mógłbyś sprawdzić, co z Nickiem? Może chcieć z kimś

pogadać, wydaje mi się”.

Znalazła  lokalizację  Nicka  w  swoim  komunikatorze.  Uff,

na  szczęście  nie  prowadził  w  tej  chwili  samochodu.  Siedział
w jacht klubie, najpewniej w barze. Przekazała tę wiadomość
Zacowi, który natychmiast się tam udał. Odpisał:

background image

„Już  tam  idę.  Powiem,  że  mnie  przysyłasz,  bo  ze  mną

może nie chcieć gadać”.

„Przynajmniej nie będzie siedział sam. Dzięki”.

„Nie ma za co. Nie tak wyobrażałem sobie ten dzień”.

„Ja też nie”.

„Cieszę się, że jesteś tu ze mną”.

„Ja też”.

Kataklizm, który dotknął jej bliskich, był dla Iris ciężkim

doświadczeniem.  Zaraz  zjadą  się  goście,  a  państwo  młodzi
i ich rodziny będą musieli robić dobrą minę do ewidentnie złej
gry.  Dobrze,  że  chociaż  ona  będzie  mogła  ich  wspierać.  Siłę
do tego da jej obecność Zaca.

Adler skończyła rozmawiać z ojcem i opadła na łóżko.

–  I  co  ja  mam  teraz  zrobić?  –  spytała  bezradnie.  –  Ze

ślubem, z Nickiem, ze wszystkim.

– Kochasz go?

– Myślałam, że tak.

– Nadal chcesz za niego wyjść?

Adler wsparła się na łokciu.

–  Nie  chcę  tego  całego  cyrku  medialnego,  ale  tak,  chcę

zostać jego żoną. Chociaż Nick jest już teraz zupełnie innym
człowiekiem.

– Wiem, to nie takie proste – powiedziała Iris. – Ale chyba

nigdy  nie  widziałam  tak  idealnej  zakochanej  pary  jak  wy.
Macie siłę, żeby wytrwać?

background image

–  Nie  wiem.  Nigdy  nie  zostaliśmy  poddani  takiej  próbie.

Nasza miłość to była sielanka.

– Przecież ty zniosłaś o wiele gorsze rzeczy.

–  Ale  było  mi  łatwiej,  bo  media  atakowały  tatę,  a  nie

mnie – odparła Adler. – A teraz znajdę się w oku cyklonu.

– Ale to nie potrwa długo. Na ile znam twojego tatę, zrobi

wszystko, żeby odciągnąć od ciebie uwagę mediów. Kocha cię
nad życie.

–  Ale  dla  niego  to  nie  będzie  dobre,  bo  nareszcie

spoważniał i chyba chce się ustatkować. Ja też nie chcę, żeby
wrócił do rockandrollowego stylu życia.

– Nie bój się, nie wróci.

Jeszcze tego brakowało, żeby Adler musiała teraz martwić

się nie tylko o Nicka, ale i o swojego ojca.

–  Boże,  nie  powinnam  była  teraz  zostawiać  Nicka

samego – lamentowała Adler. – On przecież właśnie odkrył, że
człowiek, którego nie znosi, jest jego ojcem.

– Wiem, wysłałam Zaca do niego – uspokajała ją Iris.

– Nie, to ja muszę porozmawiać z nim o tym, co się stało.

Adler  była  zbyt  rozemocjonowana,  by  prowadzić

samochód, więc Iris postanowiła jej towarzyszyć. Wymknęły
się z domu tak, żeby nie natknąć się na nikogo z rodziny.

Zac  zbliżał  się  do  Nicka  z  dwiema  szklankami  burbona

w  ręku.  Nick  wyglądał  na  okropnie  samotnego  i  kompletnie
zdezorientowanego.

– Nick, mogę ci potowarzyszyć?

background image

Nick podniósł na niego wzrok. Oczy miał nabiegłe krwią,

a kostki u rąk otarte, jakby niedawno walił nimi w mur.

–  Przyniosłem  dla  nas  obu.  –  Zac  spojrzał  na  szklanki

z whisky.

Nick wziął od niego drinka, a nogą odsunął drugie krzesło

przy stole. Zac usiadł i obaj pociągnęli po łyku.

–  Iris  mnie  przysłała.  Sam  też  bym  przyszedł,  ale  nie

wiedziałem, gdzie cię szukać – wyjaśnił Zac.

–  Dzięki,  stary.  Ale  ja  nie  mam  pojęcia,  co  się  dzieje

i chyba nie jestem teraz najlepszym kompanem.

–  Nie  szkodzi.  Ja  spędziłem  lata  na  morzu,  walczyłem

z wichrami i z falami, a wszystko po to, żeby udowodnić, że
różnię się od reszty rodziny.

– Twoja rodzina…

– To też twoja rodzina, no nie? Nie musimy o tym mówić,

ale chciałbym, żebyś wiedział, że nie jesteśmy tacy źli.

Nick wychylił szklankę do dna.

– Nie mogę teraz tego zrobić. Już i tak na myśl o tym, że

mam poślubić Adler i założyć rodzinę, miałem tremę. A teraz
jeszcze  dowiedziałem  się, że całe moje dotychczasowe  życie
to jedno wielkie kłamstwo.

–  Nie  do  końca.  Niewiele  wiem  o  twojej  rodzinie,  ale

przecież twoim prawdziwym tatą jest Tad Williams. Biologia
nie jest tu najważniejsza. Tad cię wychował i na pierwszy rzut
oka  wydał  mi  się  dobrym  człowiekiem.  Dziś  wstawił  się  za
twoją mamą. I za moją też.

– To prawda. Zawsze chciałem być taki jak on.

background image

Nick może tego nie wiedzieć, ale z Tadem Williamsem ma

na  pewno  lepszą  relację  niż  ta,  którą  kiedykolwiek  byłby
w  stanie  nawiązać  z  Augustem  Bissetem.  August  ostatnio
może i dojrzał, ale nadal niełatwo być jego synem.

– To dobrze. Czyli nic się nie zmieniło. Wiedziałeś, że nie

jest twoim biologicznym ojcem?

– Tak. Mama wspominała tylko, że się w kimś zakochała.

Był  czarujący,  ale  kiedy  zorientowała  się,  że  jest  żonaty,
rozstała  się  z  nim.  Nie  wtajemniczała  go  w  jego  ojcostwo
i w ten sposób Tad został jedynym tatą, jakiego znałem.

– Tak mi przykro – powiedział Zac.

– Dzięki. – Nick obracał w ręku pustą szklankę.

– Jeszcze po jednym?

–  Tak,  poproszę.  Muszę  przede  wszystkim  naprawić

sytuację  z  Adler.  Usiłowała  mi  powiedzieć,  że  wszystko
będzie dobrze, a ja na nią nakrzyczałem.

–  Też  bym  tak  pewnie  zrobił.  Niełatwo  jest  pogodzić  się

z taką nowiną.

– Tak, ale Adler nic tu nie zawiniła. Też była przerażona,

widziałem to, a jednak starała się jakoś trzymać.

– Ona cię kocha – powiedział Zac. – Nigdy przedtem nie

widziałem jej tak szczęśliwej.

– No właśnie, a ten incydent zepsuje nam ślub. Nawet nie

wiem, czy po tym, jak na nią nawrzeszczałem, zechce za mnie
wyjść.

W otwartych drzwiach baru Zac kątem oka dostrzegł Iris

z Adler. Teraz to Iris musi sprawić, by młoda para ponownie

background image

się zeszła. I żeby cały weekend został uratowany.

To właśnie mu się w niej najbardziej podobało. Nie wahała

się zrobić wszystkiego, by sprawy wróciły na właściwe tory.

Na  przykład:  olał  ją  facet,  a  ona  nie  straciła  ani  minuty

i natychmiast znalazła zastępstwo. W postaci jego, Zaca.

Skąd  mu  to  nagle  przyszło  do  głowy?  Widać  nie  mógł

pozbyć się poczucia, że udawany związek z nim to tylko jeden
z przejawów jej nadzwyczajnej zaradności.

– Zaraz się przekonamy. Właśnie przyszła – odpowiedział

Nickowi.

Nick  odsunął  od  siebie  szklankę  i  wyprostował  się  na

krześle. Zupełnie jakby chciał pokazać, że jest silny. Wrażenie
psuły tylko pokaleczone dłonie.

Zac podał mu chusteczkę. Nick oczyścił zadrapania.

– Dzięki.

Obaj wstali. Nick podszedł do Adler i wziął ją w ramiona.

Była to chwila tak intymna, że Zac odwrócił wzrok.

Spojrzał  na  Iris  i  w  jej  oczach  ujrzał  tęsknotę.

Najwidoczniej  chciała  tego,  co  łączyło  Adler  i  Nicka,
a  musiała  zadowolić  się  chłopakiem  wynajętym  za
pieniądze…

Ale niby dlaczego? – pomyślał Zac. Czy jest aż tak bardzo

przywiązana do etykiety i konwenansów? Czy raczej istnieje
coś, co nie pozwala jej na poważny związek?

– Dajmy im trochę prywatności – szepnął do Iris.

Skinęła głową, wzięła go za rękę i razem się oddalili.

background image

Zac  spojrzał  na  ich  złączone  ręce.  Po  tym  przedpołudniu

pełnym  wzajemnych  pretensji  i  sekretów,  kłamstw  i  zdrad,
które nigdy nie powinny wyjść na jaw, zaczął się zastanawiać,
co ma zrobić z tą kobietą i ich udawanym związkiem. Bo on
przecież niczego nie udaje.

Wpadła mu w oko, gdy ją tylko ujrzał. Tak, powinien był

wtedy  zrobić  w  tył  zwrot  i  wyjść.  To  byłoby  najmądrzejsze
rozwiązanie.  Ale  ona  go  usidliła.  I  musiał  przyznać,  że  nie
miał  nic  przeciwko  temu,  zanim  nie  zaczął  podejrzewać,  że
ona coś do niego czuje.

Ale i tego nie mógł być przecież pewien.

Iris martwiła się o Zaca. Wiedziała, że nie ma on z ojcem

łatwej  relacji.  A  tu  jeszcze  dowiaduje  się,  że  tata  zdradzał
mamę. To musi być wstrząs.

– Dobrze się czujesz? – spytała.

– Chcesz drinka? – odpowiedział pytaniem, odsuwając dla

niej krzesło.

– Ja nie, ale ty sobie zamów.

– Nie lubię pić sam.

– To ja poproszę wodę mineralną z cytryną – powiedziała.

Uznała, że Zac powinien czymś się zająć i nie myśleć o tym,
co się stało.

Podszedł do baru, a ona zastanawiała się, czy nie odwołać

wszystkich  przewidzianych  na  dziś  sesji  zdjęciowych
i  filmowych.  Wysłała  w  końcu  do  swoich  pracowników
esemesa  z  wyjaśnieniem,  że  chce  spędzić  spokojny  dzień  na
łonie rodziny i że oni w związku z tym mają wolne.

background image

Zawiadomiła  też  Quinn,  producentkę  telewizyjnej

transmisji  ślubu,  że  Adler  dziś  nie  może  wziąć  udziału
w żadnych zdjęciach.

Quinn  błyskawicznie  oddzwoniła,  pytając,  czy  z  Adler

wszystko  w  porządku.  Zważywszy  że  we  trzy  znały  się  od
pierwszego roku studiów, nie było w tym nic dziwnego.

–  Nic  jej  nie  jest,  po  prostu  między  Bissetami

a  Williamsami  zrobiła  się  afera  i  Adler  niespecjalnie  jest
w nastroju, żeby stanąć przed kamerą – wyjaśniła Iris.

–  Dzięki  za  wiadomość  –  odpowiedziała  Quinn.  –  Może

wyślę jej jakąś emotkę z uściskami. Jestem na promie. Boże,
jak  nim  płynę,  odnoszę  wrażenie,  że  się  wlecze  za  każdym
razem wolniej – narzekała.

Quinn  była  przyzwyczajona  do  wielkomiejskiego  tempa.

Raz  w  sklepie  tak  zniecierpliwiła  ją  jakaś  guzdrząca  się
klientka, że zapłaciła za jej zakupy i jeszcze je jej zapakowała,
żeby było szybciej.

–  Nawet  gdybyś  dojechała  wcześniej,  i  tak  niewiele

mogłabyś zrobić – stwierdziła Iris.

–  Ale  przynajmniej  zobaczyłabym  Ad  i  przy  okazji

skopała tyłek któremuś z Bissetów.

– To nie takie proste. Przyślij mi esemesa, jak dobijesz do

brzegu. Przyjechać po ciebie?

Quinn  odmówiła  i  podziękowała.  Miały  więc  spotkać  się

później.

Zac postawił szklanki na stole i usiadł. Patrzył na morze.

– Chciałbyś tam teraz być? – domyśliła się Iris.

background image

– I tak, i nie. Mama po dzisiejszych rewelacjach czułaby

się samotna, gdyby mnie przy niej nie było.

– To musiał być szok. Cieszę się, że udało mi się nie być

bezpośrednim  świadkiem.  Chcesz  o  tym  pogadać?  –  spytała,
patrząc na niego.

–  Zależy  o  czym  konkretnie.  Zresztą  tego  nie  mamy

w umowie.

– Przecież sam powiedziałeś, że jesteśmy przyjaciółmi.

Od  afery  w  oranżerii  Iris  przestała  myśleć  o  ich  relacji

w kategoriach kontraktu.

– A jesteśmy? – spytał Zac.

Skąd u niego nagle taka skrytość i nieufność?

– Tak – odparła. – Posłuchaj: trudno mi wyobrazić sobie,

co  teraz  czujesz,  ale  może  masz  ochotę  porozmawiać,
pokrzyczeć, iść na żagle albo…

– Uprawiać seks? – dokończył.

Pokiwała  głową.  Dla  kogoś  kochanego  Iris  była  w  stanie

stanąć  na  głowie.  Byle  tylko  nie  cierpiał.  Ale  ona  przecież
nigdy przedtem nie była zakochana…

– Tak, nawet to. Na mnie możesz liczyć – powiedziała.

–  Nawet  nie  wiem,  czy  tego  chcę.  Jestem  w  szoku  –

odparł,  splatając  palce  dłoni  z  jej  palcami.  –  Wiedziałem,  że
tata  nie  jest  wiernym  mężem.  Przed  narodzinami  Mari  miał
niemal publiczny romans. Ale że wcześniej też? Kotłował się
z  nią,  jak  mama  była  w  ciąży  z  Loganem.  Tego  mu  nie
wybaczę.

background image

–  Nie  musisz,  to  ty  decydujesz  –  powiedziała  Iris.  –  On

zawsze  będzie  twoim  ojcem,  ale  wolno  ci  wyrzucić  go  ze
swojego życia.

–  Masz  rację,  choć  tu  jest  pewna  zagwozdka.  Zawsze

chciałem,  żeby  był  ze  mnie  dumny.  Starałem  się  być  lepszy
niż  on.  To  było  małostkowe  i  żałosne.  Wcale  nie  jestem  od
niego lepszy.

Iris  obeszła  stół,  by  siąść  przy  nim.  Objęła  go  i  oparła

brodę na jego ramieniu.

–  Ciężko  to  przyznać,  ale  właściwie  ludzie  są  bardzo  do

siebie  podobni.  Wszyscy  mamy  problemy,  wszyscy  staramy
się  po  prostu  przeżyć  kolejny  dzień.  A  twój  ojciec?  Popełnił
błąd,  myślał,  że ma  to już  za sobą,  a tu nagle  dziś  wszystko
zostało ujawnione. To musi być dla niego szok.

– Masz rację.

Zac  wziął  Iris  na  kolana  i  ją  objął.  Wiedziała,  że  ludzie

powinni to zobaczyć, ale nie dbała teraz o to. Chciała jedynie
dać ukojenie człowiekowi, którego kochała tak, jak potrafiła.
A ludzie? Niech sobie myślą, co chcą.

Nick zabrał Adler do nowego domu, który wybudował dla

nich na Nantucket.

–  Co  teraz  zrobimy?  –  spytała,  przyglądając  się,  jak

narzeczony  przemierza  wielki,  zaprojektowany  przez  nią
salon.

Zauważyła,  że  pomieszczenie  jest  takie,  jak  jej  się

wydawało,  że  być  powinno,  a  niekoniecznie  takie,  jakie
chciała mieć.

background image

–  Z  czym?  Ze  ślubem?  Nie  mam  pojęcia.  Ci  wszyscy

ludzie już się zjechali i jeśli odwołamy…

– Poważnie o tym myślisz?

No  bo  skoro  Nick  zaczął  kwestionować  całe  swoje

dotychczasowe  życie,  dlaczego  nie  miałby  zakwestionować
ich wspólnej przyszłości?

– Sam nie wiem – odparł, przeczesując włosy palcami. –

Muszę stawić czoło plotkom, które lada moment się pojawią
i nie ucichną szybko.

– Rozumiem. Jasne, to jest priorytet. Ale czy mamy zrobić

to razem? Co ze mną?

–  Czy  możemy  choć  przez  minutę  nie  mówić  o  tobie,

Adler? – rzucił wściekły.

–  Jasne,  daj  sobie  tyle  czasu,  ile  potrzebujesz  –

powiedziała, z trudem tłumiąc płacz. – Ja pójdę do babci.

–  Uciekniesz  –  poprawił  ją.  –  Zawsze  to  robisz,  kiedy

pojawiają się trudności.

–  Owszem,  zawsze,  kiedy  muszę  stanąć  oko  w  oko

z  despotą,  który  z  własną  krzywdą  nie  umie  sobie  poradzić
inaczej,  jak  tylko  atakując  innych  –  odpowiedziała
schrypniętym  od  przełykanych  łez  głosem.  –  Chodźmy  dziś
wieczorem  na  piknik,  tak  jak  zaplanowaliśmy,  a  jutro  się
okaże,  czy  nadal  chcemy  być  małżeństwem.  Pamiętaj,  że  tu
też nie chodzi tylko o ciebie.

Adler wyszła z pokoju. Łzy płynęły jej po twarzy. Bardzo

chciałaby  porozmawiać  teraz  z  kimś  bliskim,  na  przykład
z mamą.

background image

Gdzie się podział ten człowiek, którego kochała? Czyżby

dawny Nick gdzieś się ulotnił, gdy tylko dowiedział się, że jest
biologicznym synem Augusta Bisseta?

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Skończyło się na tym, że w czwartek wieczorem Iris i Zac

musieli przyjąć na siebie rolę głównych zabawiaczy gości na
plażowym  pikniku.  Bissetowie  i  Williamsowie  spędzili  cały
dzień  z  Carltonem  na  omawianiu  kryzysowej  strategii
komunikacyjnej  na  wypadek,  gdyby  dzisiejsze  rewelacje
wyciekły do mediów.

Iris  trwała  u  boku  Adler  i  robiła  wszystko,  o  co

przyjaciółka  ją  poprosiła.  Tak  kruchej  i  delikatnej  Adler  Iris
dotychczas nie znała.

Niedoszli  nowożeńcy  nie  dogadali  się,  co  będzie  dalej,

choć imprezy na razie odbywały się zgodnie z planem.

Nick zalewał robaka alkoholem.

Iris znała go z czasów studenckich, więc nie dziwiło jej to

zbytnio.  Zac  starał  się  dotrzymywać  mu  kroku  i  był  w  tym
nawet dość zabawny. Logan, największy rywal Nicka, siedział
otoczony  wianuszkiem  kobiet,  co  do  których  nie  było
pewności, czy w ogóle znajdują się na liście gości.

Młodszy brat Zaca, Leo, oraz bracia Nicka Asher i Noah

starali  się  kontrolować  kwestie  alkoholowe,  a  siostra  Nicka,
Olivia, pomagała Iris opiekować się Adler.

Jedzenie  przygotowała  firma  cateringowa,  gospodarzom

pozostawało więc takie prowadzenie rozmowy, by ujawniona
dziś prawda nie dotarła do szerszych kręgów odbiorców.

background image

Zbliżającego  się  Toby’ego  Osborna  pierwsza  zauważyła

Iris. Mimo sześćdziesiątki na karku facet wciąż miał na głowie
burzę  włosów.  W  ręku  trzymał  swoją  legendarną  gitarę.
Towarzyszyła mu jego dziewczyna, którą Iris znała i lubiła.

Na  widok  ojca  Adler  zerwała  się  z  miejsca.  Wziął  ją

w  ramiona  i  przytulił.  Mimo  że  Adler  nieraz  cierpiała
z powodu braku normalnej rodziny, trzeba przyznać, że Toby
był dobrym i kochającym ojcem. Córka była dla niego całym
światem.

Nadeszła  także  Quinn,  taszcząc  flachę  dżinu  oraz  tonik.

Iris wyjaśniła jej, że starzy zostali w domu, gdzie mają ważne
zebranie, Nick aktualnie się upija, Zac mu sekunduje, a Toby
właśnie się pojawił.

– Podobno spotykasz się z Zakiem? – spytała Quinn. – On

chyba nie jest w twoim typie?

–  Cóż,  Graham  skutecznie  zniechęcił  mnie  do  ludzi  „w

moim typie”.

– Graham to palant. Cieszę się, że już z nim nie jesteś.

Quinn  spojrzała  na  Zaca  i  Nicka,  którzy  fałszując  po

pijacku,  śpiewali  jakiś  przebój  rockowy  z  lat
dziewięćdziesiątych. Wkrótce dołączył do nich Toby.

–  Boże,  ależ  oni  są  śmieszni!  –  zawołała  Iris  i  zaczęła

nagrywać tę scenkę telefonem.

Zac na pewno będzie chciał zobaczyć wesołe zakończenie

tego okropnego dnia.

Do  Iris  i  Quinn  podeszła  Adler.  Po  tak  przykrych

przeżyciach  dobrze  było  mieć  przy  sobie  wypróbowane
koleżanki.

background image

Iris  z  kolei  myślała,  czy  po  tym,  jak  przeszłość  tak

okrutnie dopadła dziś Augusta i Corę, nie powinna ujawnić, na
czym polega jej układ z Zakiem. Bo co będzie, kiedy wszystko
wyda  się  po  latach,  gdy  oboje  będą  już  prowadzić
ustabilizowane życie, być może u boku innych partnerów?

Ta  myśl  zabolała  i  chwilowo  przysłoniła  radość  zabawy.

Ale trzeba być uczciwym wobec siebie samej. Kochała Zaca,
ale nie wyobrażała sobie wspólnej z nim przyszłości.

Nie  pasują  do  siebie.  On  teraz  tańczy,  śpiewa,  wygłupia

się, przykuwa uwagę, a ona woli pozostawać w cieniu. Dobrze
czuje  się  tylko  przed  kamerą,  gdy  ma  napisany  scenariusz
i zespół ludzi, którzy przygotują ją do występu.

Chóralny popis się skończył, Toby zaczął śpiewać jeden ze

swoich  przebojów,  a Adler  z  Nickiem  udali  się  na  spacer  po
plaży.  Quinn  musiała  odebrać  jakiś  telefon,  Zac  rozmawiał
z braćmi, Iris została więc sama.

Podziwiała  Zaca  za  to,  że  potrafił  się  odnaleźć  w  każdej

sytuacji. Ona umiała działać wyłącznie według wyznaczonych
reguł. Pozwoliła sobie na uczucie do niego wyłącznie dlatego,
że to było bezpieczne. Wszak podpisali umowę i ten ich niby-
związek wkrótce się zakończy.

Nagle uświadomiła sobie, że dotychczas nie skrzywdził jej

żaden  mężczyzna.  Bo  to  ona  krzywdziła  się  sama.  Swoimi
lękami, brakiem spontaniczności.

Spojrzała  na  Adler,  która  tak  bardzo  starała  się  znaleźć

faceta,  który  będzie  inny  niż  jej  ojciec.  I  oto  niemal
w przeddzień ślubu dowiedziała się, że jej idealny wybranek
uwikłany  jest  –  niemal  od  urodzenia  –  w  potworny,  choć

background image

niezawiniony  przez  siebie  skandal.  A  za  ewentualny  skandal
z Zakiem odpowiedzialna będzie wyłącznie ona, Iris.

Nie  można  się  obronić  przed  samą  sobą.  Dlaczego  nie

zrozumiała  tego  wcześniej,  zanim  weszła  do  tamtego  baru,
w  którym  spotkała  seksownego  blondyna?  Dlaczego  nie
spróbowała nigdy zgłębić swoich lęków i walczyć z nimi?

Nie odzywając się do nikogo, opuściła przyjęcie i wróciła

do hotelu.

Po czterech godzinach leżenia w łóżku usłyszała odgłosy

świadczące  o  powrocie  Nicka.  Był  z  kumplami,  śmiali  się,
uciszali  nawzajem.  Poczuła  się  samotna.  Zapłaciła  facetowi,
by jej towarzyszył, ale to nic w jej życiu nie zmieniło.

Rano Zac obudził się na kanapie. Miał zdrętwiałe usta. Był

w ubraniu, nie licząc pewnych braków, na przykład prawego
buta. Zdziwił się, że nie boli go głowa, ale przypomniał sobie,
że w trakcie nocy dobrze się nawadniał. Zamrugał powiekami.

Z okna sączyło się światło, a naprzeciwko niego w fotelu

siedziała Iris. Patrzyła na niego z tą swoją sztywniacką miną,
która  pojawiała  się  na  jej  twarzy,  ilekroć  znajdowała  się
w niezręcznej sytuacji.

Przesunął  dłonią  po  twarzy  i  wyczuł  na  niej  pewne

zgrubienie. Stłuczenie? Siniak? Czyżby pobił się z Loganem?
Uśmiechnął  się  i  próbował  usiąść,  ale  oślepiało  go  słońce,
więc znów zamknął oczy.

–  Zamówiłam  ci  jajka  na  bekonie  i  krakersy  serowe  –

powiedziała Iris.

– Prawdziwy z ciebie anioł. A kawa?

– Kawę też zamówiłam.

background image

Dotychczas żadna kobieta nie była dla niego w podobnej

sytuacji tak wyrozumiała.

Wziął prysznic i od razu poczuł się jak człowiek. Założył

spodenki  do  koszykówki  i  swoją  starą  koszulkę  Pucharu
Ameryki.  Na  stole  pod  szklanym  kloszem  czekało  na  niego
zamówione śniadanie i talerz świeżych owoców.

–  Przepraszam  cię  za  wczoraj  –  odezwał  się  do  Iris.  –

Wiedziałem, że Nick musi się napić, na jego miejscu też bym
chciał. Jego i moi bracia byli bardzo spięci, więc ktoś musiał
przełamać lody.

–  Nie  ma  sprawy.  Byłeś  zabawny  i  chyba  właśnie  tego

wszyscy od ciebie oczekiwali – odparła.

– A co z tobą? – spytał, racząc się przysmakami ze stołu. –

Wiem, nie wywiązywałem się ze swoich obowiązków.

– No właśnie. Ale przyjmijmy, że to się nie powtórzy. Od

dziś zachowujesz się tak, jak przewiduje kontrakt.

– Będę się starał – zapewnił, wsuwając sobie do ust garść

serowych  wypieków.  Jedzenie  było  teraz  dla  niego
priorytetem.

–  Nie  wystarczy  się  starać  –  powiedziała.  –  Jeśli  nie

będziesz wypełniał warunków umowy, zadzwonię do mojego
ojca z ostrzeżeniem, żeby w ciebie nie inwestował.

– Grozisz mi?

–  Owszem.  Wiem,  że  twoja  rodzina  przeżywa  trudne

chwile,  ale  to  nie  zwalnia  cię  od  podjętych  wobec  mnie
zobowiązań.

– Przecież chyba dotąd nie zawiodłem cię ani razu?

background image

–  Ale  wczoraj  wieczorem  mieliśmy  zacząć  prezentować

się przed ludźmi jako para zakochanych.

–  Przecież  śpiewałem  dla  ciebie,  Iris.  Nawet  Toby

stwierdził, że to było bardzo romantyczne.

–  A  potem  nawet  nie  zauważyłeś,  że  poszłam  do  domu.

Cztery  godziny  na  ciebie  czekałam.  Bardzo  romantyczne,
doprawdy.

– Już cię za to przeprosiłem – zauważył.

–  Owszem,  ale  to  się  nie  może  powtórzyć  –  zakończyła,

wstając i udając się do sypialni.

Na  jego  pytanie,  czy  dobrze  się  czuje,  odpowiedziała

twierdząco.  Ale  wiedział,  że  to  nieprawda.  Miał  może  kaca,
ale czuł, że coś jest nie tak. Iris dziś zupełnie inaczej na niego
patrzyła.  Cholera,  że  też  nie  można  sobie  przypomnieć
wszystkiego!

Dokończył kawę i zapukał do drzwi sypialni.

– Przepraszam jeszcze raz. Dziś będę całkowicie do twojej

dyspozycji. Mamy zdaje się turniej golfa, a potem mam z tobą
pozować do zdjęć, tak?

–  Zgadza  się.  Moi  asystenci  przygotują  ci  strój,  a  ja

esemesem  powiadomię  cię,  o  której  będziesz  mi  potrzebny.
Ten  lekki  zarost  możesz  sobie  zostawić.  Widziałeś  może
jeszcze w nocy Adler?

– Nie pamiętam – jęknął. – Anielska buźko, ja naprawdę

nigdy się tak nie upijam. Ale nie codziennie dowiadujesz się,
że masz jeszcze jednego brata.

background image

– Rozumiem, nie jestem potworem. Nie mam ci za złe, że

tyle wypiłeś.

– To dlaczego jesteś na mnie zła?

–  Jestem  zła  na  siebie.  –  Pokręciła  głową.  –  Bo  zupełnie

inaczej sobie ciebie wyobrażałam.

Inaczej? Przecież on przy niej jest bardziej sobą niż przy

kimkolwiek  innym.  Ale  jest  zmęczony,  więc  najlepiej  zrobi,
jak się zamknie.

–  Inaczej?  –  nie  wytrzymał  jednak.  –  Iris,  ty  wynajęłaś

napotkanego  w  barze  przypadkowego  faceta,  żeby  ci
towarzyszył  w  trakcie  czterodniowego  wesela.  Czego  się
spodziewałaś?

–  Nie  broń  się  tak,  ja  cię  nie  atakuję  –  powiedziała,

splatając ręce na piersiach.

I dopiero te słowa doprowadziły go do ostateczności.

Poczuł,  że  ma  przed  sobą  jakąś  tekturową  imitację

prawdziwej  kobiety.  Iris  bywała  sztywna,  ale  potrafiła  też
okazać  uczucia.  A  teraz  nic  z  tego  nie  pozostało.  Nie,  nie
chciał  mieć  do  czynienia  z  fasadą  złożoną  ze  świetnych
stylizacji, dobrych manier i wystudiowanych uśmiechów. Kto
by zresztą chciał?

–  Słuchaj,  ja  dla  ciebie  przeszedłem  samego  siebie  –

powiedział – a ty mi w zamian dajesz ograne gesty i wytarte
frazesy. Nie jesteś prawdziwa. Wiem, że podpisaliśmy umowę,
ale ja przy tobie zawsze byłem tylko sobą. Jak można aż tak
udawać?

– Widać ja mogę, skoro tak twierdzisz.

background image

–  Dlaczego  nie  powiesz  mi,  co  naprawdę  myślisz,  co

czujesz?  Boisz  się,  że  mnie  zranisz?  Nie  bój  się.  Bądź
człowiekiem, a nie medialną boginią. Bądź sobą, Iris. Czy ty
w ogóle wiesz, kim jesteś?

– Pieprz się, Zac. Po co mi mówisz takie rzeczy? Ja dobrze

wiem, kim jestem – odparła.

–  Świetnie,  złość  się,  dziewczyno.  Pokaż,  co  cię  boli!  –

krzyknął.

Nie wiedział, dokąd zmierza, ale po tym, jak okazało się,

jakim kłamcą jest jego ojciec, miał dość życia w półprawdzie.
Nie chciał już dłużej odgrywać roli. Żadnej roli. Chciał żyć na
własnych  warunkach  i  nie  miał  zamiaru  z  tego  rezygnować.
Iris powinna postąpić tak samo.

– A co mnie boli? Nie sądzę, żeby cię to mogło obchodzić,

Zac  –  odparła.  –  Jesteś  tu,  bo  czekasz  na  swoje  pieniądze
z Collins Combined. A jak je dostaniesz, znowu znikniesz na
trzy lata. Oboje dobrze wiemy, że ty też grasz rolę. Wcale nie
jesteś lepszy ani bardziej szczery niż ja. Oczerniasz mnie, żeby
samemu się wybielić.

– Nie powiedziałem, że jestem tobą rozczarowany.

– Nie musiałeś. Ja sama jestem sobą rozczarowana. Wiesz,

co  się  stało  dziś  rano.  Mój  ojciec  przesłał  mi  i  tobie
dokumenty.  Stworzył  zespół  inwestorów,  w  poniedziałek
będziesz  miał  pieniądze  na  koncie.  I  pryśniesz.  Oczywiście
z  miłym  uśmiechem  na  twarzy,  jak  zwykle.  Ale  odejdziesz.
A  wiesz,  co  sobie  pomyślałam,  jak  tak  śpiewałeś  i  tańczyłeś
przy ognisku? Że nie chcę, żebyś odchodził. Bo byłam na tyle
głupia, że się w tobie zakochałam. Wiem, nie powinnam była.
Nie  jesteś  w  moim  typie.  Ale  to  jestem  prawdziwa  ja,  nie

background image

fasada,  za  którą  rzekomo  się  ukrywam.  Przestałam  się
kontrolować, ot co.

Nie  przesłyszał  się?  Ona  naprawdę  w  trakcie  tej  tyrady

powiedziała,  że  go  kocha?  Iris  Collins,  najpiękniejsza,
najbardziej  seksowna,  urocza  i  mądra  kobieta,  jaką  spotkał
w życiu, kocha go? A on na nią tak naskoczył…

Bo chyba czuł, że nie jest tego wart.

Musi ją teraz przeprosić. Ale zanim zdążył otworzyć usta,

Iris opuściła apartament.

Dlaczego?

Pobiegł za nią, ale zniknęła w windzie. Coś mu mówiło, że

jeśli  teraz  pozwoli  jej  odejść,  będzie  tego  żałował  do  końca
życia. Czas nie uleczy ran.

Wybiegł  na  balkon.  Znajdował  się  na  drugim  piętrze,

spuszczenie  się  po  dwóch  balkonach  na  parter  nie  stanowiło
dla  niego  zbyt  wielkiego  wyzwania.  Żwir  wbijał  się  w  jego
bose  stopy,  ale  zdołał  dobiec  do  głównego  wyjścia  właśnie
w  momencie,  kiedy  Iris  w  obcisłej  sukience  i  okularach
słonecznych  na  nosie  opuszczała  hotel.  A  on  wyglądał  jak
pospolity wczasowicz, nie jak Bisset.

Może nie wyjdzie z nią najlepiej na zdjęciu, ale na pewno

będzie ją kochał jak nikt na świecie. I zapewni jej życie pełne
przygód.

A teraz musi ją o tym przekonać.

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Iris  szła  prosto  na  niego.  Pomyślał,  że  może  jednak  nie

powinien jej zatrzymywać. Niech sobie idzie. Jej tok myślenia
jest  dziś  najwyraźniej  zakłócony  romantyczną  atmosferą
związaną ze ślubem najbliższej przyjaciółki.

Stał  boso  obok  parkingowego  i  wyglądał  na  kogoś,  kto

jeszcze nie otrząsnął się po wczorajszej bibie. Co zresztą było
prawdą.  Widok  ukochanej  kobiety,  która  właśnie  od  niego
odchodzi,  sprawił,  że  zaczął  myśleć  trzeźwo.  Przecież
dokładnie  tak  będzie  wyglądało  ich  ewentualne  życie  razem.
Oboje są zapracowani i wspólne spędzenie od czasu do czasu
weekendu to wszystko, czego mogą się spodziewać.

A ona zasługuje na więcej, chce więcej. Czy potrafi jej to

zapewnić?  Patrzył,  jak  Iris  wsiada  do  samochodu,  po  czym
wrócił do hotelu.

Jego  brat  Logan  też  się  tam  kręcił.  Ujrzawszy  Zaca,

pomachał  mu  ręką.  Biedny  Logan,  świat  rozsypał  mu  się  na
kawałki.

– Stary, wyglądasz fatalnie – zagadnął go Zac. – Co robiłeś

przez resztę nocy?

– Wędrowałem po krainie wspomnień. A potem ni z tego,

ni z owego wylądowałem z kimś w łóżku – odparł Logan. –
Chyba nieźle za to beknę.

– Ona pewnie też.

background image

Logan nie zawsze był takim karierowiczem jak teraz. Na

studiach  zaprzyjaźnił  się  jednak  z  dziewczyną  typu  „zawsze
do przodu”. Quinn przebojem zdobyła telewizję, była obecnie
jedną  z  wiodących  producentek,  a  Logan  –  chcąc  jej
dorównać  –  postawił  na  karierę  w  Bisset  Industries.  To
zabawne, że teraz połączył ich przygodny seks.

–  Tak,  wiem  –  westchnął  Logan.  –  A  ty  co  tu  robisz?

Wyglądasz  jak  menel.  Jeśli  poważnie  myślisz  o  zdobyciu
kobiety takiej jak Iris Collins, musisz wejść na wyższy poziom
gry.  Chodź  do  mojego  pokoju,  dam  ci  jakieś  przyzwoite
ciuchy.

– Dzięki, bracie.

A więc i Logan widzi, że Zac i Iris do siebie nie pasują.

Cóż, może trzeba odpuścić i skupić się na tym, w czym można
być dobrym. Na żeglarstwie, na byciu kapitanem zwycięskiej
załogi na regatach.

– Dobrze się czujesz? – spytał zaniepokojony brat.

–  Nie,  Logan.  Wszystko  spieprzyłem  i  nie  mam  pojęcia,

jak to naprawić.  W dodatku mam kaca, nawet chyba jeszcze
niezupełnie  wytrzeźwiałem.  Szczerze?  Czuję  się  tak,  jak
powinien  teraz  czuć  się  nasz  ojciec.  Tyle  że  on  chyba  nawet
nie widzi, że właśnie wszystko traci.

–  Skąd,  tata  nie  jest  potworem  bez  serca,  na  jakiego

wykreował  go  Carlton  przy  pomocy  mediów.  Dlaczego  go
nagle tak atakujesz? Coś się stało?

– Nieważne. – Zac machnął ręką.

– Mnie możesz powiedzieć – przekonywał Logan. – Może

ci pomogę. Jedyna rzecz, w której jestem naprawdę dobry, to

background image

rozwiązywanie problemów.

– W porządku.

I Zac opowiedział bratu o układzie, jaki zawarł z Iris.

– Zgodziliśmy się, że to jest coś tymczasowego, ale aż do

dzisiejszego poranka zanosiło się na coś poważniejszego. Nie
chciałem, żeby odeszła, ale nawet ty zauważyłeś, że ona jest
dla  mnie  za  dobra.  A  ty  przecież  chyba  niespecjalnie
interesujesz się takimi sprawami.

Logan  położył  dłoń  na  ramieniu  brata  i  wyprowadził  go

z  hotelowego  holu.  Zac  dopiero  w  tym  momencie  zauważył,
że wokół jest pełno gapiących się na nich ludzi.

Jasna cholera. Ależ z niego dupek.

– Myślisz, że nas słyszeli?

–  Nieważne.  Chodźmy  do  mnie,  pomyślimy,  co  dalej  –

odparł  Logan,  kładąc  dłoń  na  ustach  lamentującego  Zaca.  –
Paparazzi tylko czekają na jakieś wieści o skandalu w rodzinie
Bissetów. Nic nie mów.

Zac odezwał się dopiero po wejściu do pokoju Logana.

– Dlaczego nie zatrzymałeś się u babci? – zapytał.

– Nie chciałem krępować Adler. Wiesz, ja i Nick… A teraz

pomówmy  o  Iris.  Chcesz  ją  odzyskać,  ale  uważasz,  że  to
niemożliwe,  tak?  Uwierz  mi,  bracie,  nie  ma  rzeczy
niemożliwych – powiedział Logan, rzucając okulary słoneczne
na łóżko i patrząc na Zaca uważnie. – Sam mi to wbijałeś do
głowy, kiedy byliśmy nastolatkami.

Iris  wyszła  z  hotelu  i  nie  bardzo  wiedziała,  dokąd  ma

jechać. Drugie zerwanie w ciągu kilku dni. Musiała przyznać,

background image

że znacznie boleśniejsze niż to pierwsze.

I  o  wiele  bardziej  skomplikowane.  Bo  czy  ona  i  Zac

naprawdę z sobą zerwali?

Zaczęła płakać. Zatrzymała auto na poboczu i pomyślała,

że najchętniej teraz znalazłaby się jak najdalej od Nantucket.
Ale nie może zrobić tego Adler.

Sama  zastawiła  na  siebie  pułapkę.  Nie  ma  co  się

oszukiwać, że to wina Thei.

Zostawiła  samochód  na  parkingu  i  ruszyła  w  kierunku

plaży. Nie może przecież wrócić do apartamentu, który dzieli
z Zakiem.

Zdjęła  buty  i  rozpuściła  włosy.  Odrobina  szaleństwa

jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Kiedy dostała się na staż do Lety Veerland, obiecała sobie,

że  nie  straci  ani  minuty,  że  zaplanuje  swoje  życie,  swoją
karierę  i  odniesie  sukces.  I  odniosła  sukces.  Tyle  że  nie
dotyczył on życia osobistego.

Tu poniosła klęskę na całej linii.

Wystawiła  twarz  do  słońca  i  wiatru.  Może  to  przyniesie

ulgę?  W  sumie  dobrze,  że  podjęła  ryzyko  i  odezwała  się  do
niego  w  tym  barze.  Dzięki  temu  przeżyła  niezapomniane
chwile.

W  kieszenie  zabrzęczał  telefon.  Nie,  nie  odbierze.

Potrzebuje kilku chwil dla siebie. Chyba że…

Spojrzała  na  apkę  swojej  grupy  w  mediach

społecznościowych i zlokalizowała Adler. Ona też jest na tej
plaży. O, stoi właśnie tam i wpatruje się w morze.

background image

–  Cześć,  Ad.  –  Podeszła  do  przyjaciółki  i  uścisnęła  ją.  –

Jak się dziś czujesz?

Adler otarła łzy.

–  Strasznie  pokłóciliśmy  się  z  Nickiem  w  nocy.  Chyba

powinniśmy  wszystko  odwołać.  Dziś  on  jest  tak  skacowany,
że  nie  jest  w  stanie  myśleć.  Powiedział,  że  zgodzi  się  na
wszystko, co ja zdecyduję. Ciągle jest wstrząśnięty faktem, że
August jest jego ojcem.

– Ale ciebie przecież kocha.

– Kochał.

– Przestań. Naprawdę chcesz odwołać ślub?

Iris nie mogła patrzeć, jak przyjaciółka – podobnie zresztą

jak ona – cierpi z powodu miłości do mężczyzny.

– Nie mogę. Dziś przyjeżdżają wszyscy goście – wyjąkała

Adler.

Iris  doskonale  rozumiała  sytuację.  Ślub  ma  być

transmitowany  przez  telewizję,  jego  brak  wywoła
niewyobrażalną lawinę plotek i burzę w mediach.

–  Ale  skoro  nie  jesteś  pewna  Nicka…  –  odezwała  się

mimo to Iris – może lepiej wszystko odłożyć. W końcu masz
z nim spędzić resztę życia. To jak? Odwołasz?

– Muszę jeszcze raz z nim pogadać.

– Chcesz, żebym przy tym była?

– Nie. Muszę to załatwić sama.

Iris wróciła do hotelu. Przysiadła na ławeczce, by założyć

buty, i spojrzała na wyświetlacz. Dwa nieodebrane połączenia.

background image

Od Quinn i od Zaca.

Na  rozmowę  z  Zakiem  nie  była  gotowa.  Zadzwoniła  do

Quinn,  która  poprosiła,  by  Iris  nie  ruszała  się  z  miejsca,  to
zlokalizuje ją przez apkę.

– Co się dzieje? – spytała Iris, gdy przyjaciółka po chwili

stanęła przy niej. – Media już węszą w sprawie Nicka?

– Tak, ale jest jeszcze druga sprawa i ona dotyczy ciebie.

Zac  w  hotelowym  lobby  wygadał  się,  że  go  wynajęłaś.
Podsłuchała  to  zgraja  reporterów  i  teraz  każdy  z  nich  drąży
temat. W dodatku jest nagranie, nie sposób zaprzeczyć.

–  I  co  ja  teraz  zrobię?  –  rozpaczała  Iris.  –  Właśnie

wypuszczam  nową  linię  produktów.  Wszystko  na  nic.  Co
z moimi umowami, ze współpracownikami?

Nagle  zamilkła.  A  może  Zac  zrobił  to  specjalnie?  Chciał

przypieczętować w ten sposób fakt, że między nimi wszystko
skończone?

Była  przerażona,  wściekła  i  przybita.  Założyła  ciemne

okulary, by ukryć napływające do oczu łzy. Nie, nie da mu tej
satysfakcji, niech nie widzi, jak bardzo ją zranił.

Wysłała  esemesy  do  członków  swojej  ekipy,  zwołując

zebranie. Postanowiła nie oddać biznesu walkowerem.

–  Nie  przejmuj  się,  to  idiota  –  Quinn  starała  się  ją

pocieszyć.

–  Wiem,  ale  ze  mnie  jeszcze  większa  idiotka.  Ja  go

kocham.

– Zauważyłam. Jemu też na tobie zależy.

background image

–  To  bez  znaczenia.  –  Iris  pokręciła  głową.  –  Po  czymś

takim i tak nie możemy być razem.

Aż  do  przedślubnego  lunchu  Zac  nie  miał  okazji

porozmawiać  z  Iris,  bo  cały  czas  go  ignorowała.  Nie  mógł
mieć  jej  tego  za  złe.  Przysłała  do  niego  swojego  asystenta
i  stylistę  Stephana,  który  powiadomił,  że  Zac  do  końca
weekendu  nie  będzie  brał  udziału  w  żadnych  zdjęciach  ani
nagraniach.

Po  tej  rozmowie  Zac  poczuł  się  jeszcze  gorzej.  A  gdy

dotarł  do  domu  babci,  zastał  całą  rodzinę  w  ogromnym
napięciu.  Nawet  Mari,  która  zazwyczaj  potrafiła  rozluźnić
atmosferę, była zdenerwowana.

–  Kocham  cię,  starszy  bracie.  –  Uścisnęła  go  na

powitanie.  –  Chociaż  czasami  zachowujesz  się  jak  ostatni
tępak.

– Nie jestem przyzwyczajony, że ktokolwiek przywiązuje

wagę do moich słów – odparł.

–  Ona  przywiązuje  –  zapewniła  go  Mari.  –  I  ty  o  tym

wiedziałeś. Iris bardzo poważnie traktuje swoją markę i swoją
reputację.

– A ja ją niechcący zepsułem.

– Jak zamierzasz to naprawić? – spytała siostra.

Nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że musi przekonać Iris,

jak  bardzo  mu  na  niej  zależy.  Wykonać  jakiś  spektakularny
gest. A rodzina z pewnością mu w tym pomoże. W końcu jego
problemy  z  Iris  odwrócą  uwagę  opinii  publicznej  od  ich
własnych kłopotów.

background image

Żeby  ją  odzyskać,  będzie  się  musiał  przed  nią  do  końca

otworzyć, to na pewno. Miał pewien pomysł…

Przedślubne  przyjęcie  miało  się  odbyć  w  sali  balowej

domu  jego  babci.  Kilka  ośmioosobowych  stołów  i  duży
parkiet.  Muzyka  na  żywo,  przewidziano  także  występ
Toby’ego Osborna. Goście już przybywali.

–  Życz  mi  szczęścia,  mała  –  szepnął  Zac  do  siostry,  po

czym oddalił się w poszukiwaniu ojca Adler.

W  końcu  kto  lepiej  niż  Toby  wie,  jak  się  zachować

w obliczu skandalu?

– Potrzebuję twojej pomocy – oświadczył Osbornowi, gdy

go znalazł. – Totalnie spieprzyłem, jeśli chodzi o Iris.

–  Doprawdy?  Po  wczorajszym  wieczorze  raczej

spodziewałbym się, że się jej oświadczysz – zdziwił się Toby.

– No niestety. Ale mogę cię poprosić, żebyś pozwolił mi

zaśpiewać  pewną  starą  piosenkę?  Ona  wiele  znaczy  dla  nas
obojga.

Wymienił tytuł, a Toby się zgodził.

–  Ale  wiesz,  że  jeśli  to  nie  zadziała,  będziesz  się  musiał

przed nią czołgać? – ostrzegł Zaca, notując coś na kartce.

Zac był na to gotów. Zrobi wszystko, bo czuł, że Iris jest tą

kobietą, co do której chciałby, żeby zawsze na niego czekała
w porcie. W ich domu.

I miał nadzieję, że po tym występie Iris zrozumie, że jest

mu przeznaczona.

Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowała, było oglądanie

na scenie w garniturze i krawacie człowieka, który złamał jej

background image

serce.  Wstała  i  chciała  wyjść,  ale  Mari  położyła  jej  rękę  na
ramieniu.

– Daj mu szansę.

– Dzięki, że wpuściliście mnie na estradę – zaczął Zac. –

Pewnie  wielu  z  was  już  wie,  że  Iris  i  ja  zawarliśmy  rodzaj
umowy i macie na ten temat własne zdanie. Ale to wszystko
nieprawda. Przepraszam cię, Iris, że mówię trochę nieskładnie,
ale  rzadko  udzielam  się  publicznie.  Poprosiłaś  mnie
o przysługę, ja się zgodziłem, a potem zawiodłem. Może ten
występ  spowoduje,  że  łatwiej  będzie  ci  mi  wybaczyć.
Piosenkę  sobie  oczywiście  pożyczyłem,  a  o  podrasowanie
słów poprosiłem Toby’ego Osborna.

Zespół zaczął przygrywkę, a Iris od razu przypomniało się,

jak tańczyli do tej melodii i jak Zac podśpiewywał sobie pod
nosem.  To  chyba  właśnie  wtedy  zaczęła  się  w  nim
zakochiwać.

Zac śpiewał, fałszując jak to on. Dopiero refren odbiegał

od  oryginału.  Piosenkę  zakończyły  słowa:  nie  zabierajcie  mi
twarzy mojego anioła.

Serce  podeszło  Iris  do  gardła.  Miała  ciężki  dzień,  była

zmęczona, ale cały czas za nim tęskniła.

Jej menedżer namówił ją, by nagrała na YouTubie szczere

wyznanie.  Odzew  był  niesamowity,  ludzie  pisali
w  komentarzach  o  własnych  błędach  popełnianych  w  trakcie
poszukiwania  miłości.  Wywiązała  się  interesująca  dyskusja.
Jedna z marek zerwała z nią współpracę, ale Iris zrozumiała,
że oni po prostu potrzebowali ideału, a nie człowieka.

background image

Wstała  i  podeszła  do  Zaca.  Zespół  zaczął  grać  inną

melodię, a oni odeszli w kąt sali. Zac tłumaczył jej, jak z jego
punktu  widzenia  dziś  rano  wyglądała  sytuacja.  Opowiedział,
jak  schodził  do  niej  po  balkonach  i  jak  w  jakimś  momencie
zorientował  się,  że  jest  żałosny  i  że  ona  zasługuje  na  kogoś
lepszego.

Iris zaprotestowała.

– Wiem, mogłam dawać ci sygnały, że powinieneś bardziej

wpasować się w moje wyobrażenia, w moją wizję życia. Ale
teraz już wiem: nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.

– Ja też. Bardzo cię kocham, ale chyba oboje potrzebujemy

czasu,  żeby  w  to  uwierzyć.  Głupio  mi,  że  zdradziłem  nasz
sekret.  Nie  chciałem  tego,  po  prostu  fikcja  i  pozór  to  nie  są
obszary,  w  których  umiem  się  poruszać.  Dopiero  jak
wyznałem wszystko Loganowi, zrozumiałem, że ty jesteś moją
ukochaną  anielska  twarzyczką,  że  dzięki  tobie  nie  zbaczam
z kursu.

– Ja też. Kocham cię, Zac. Za to, że żyjesz tak, jak ja nigdy

dotąd  nie  miałam  odwagi  żyć.  Akceptowałeś  mnie  od
początku,  nie  musiałam  przed  tobą  udawać,  że  jestem
doskonała.

Wziął  ją  w  ramiona,  pocałował,  a  cała  sala  zaczęła  bić

brawo.

Chwilę  później  powstało  pewne  zamieszanie  i  Iris

zobaczyła,  jak  Adler  odsuwa  się  od  Nicka  i  rzuca  mu  pod
stopy pierścionek zaręczynowy.

–  Nie  mogę  tego  zrobić  –  mówi  i  wybiega

z pomieszczenia.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA

KARTA TYTUŁOWA

KARTA REDAKCYJNA

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

ROZDZIAŁ DWUNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

ROZDZIAŁ SZESNASTY


Document Outline