background image

Aleksandra Ruda 

„Nekromantka” 

V tom serii „Ola i Otto” 

Tłumaczenie skrajnie nieoficjalne – ekso 

Korekta – czarna_wilczyca 

 

Rozdział 5 

ZDECYDOWANIE NIE BYLE CO 

 

Zajęcia  praktyczne  z  nekromancji  prowadził  u  nas  bardzo 

przystojny  chłopak.  Widać  było,  że  wśród  jego  przodków 
niejednokrotnie pojawiały się elfy i ta mieszanka krwi wywołała 
absolutnie powalający efekt. Ogromne zielone oczy, długie rzęsy, 
piękne  brwi,  zgrabny  nos,  zmysłowe  usta  i  doskonałe  kości 
policzkowe,  gęste,  sięgające  łopatek  włosy  mieniące  się 
wiśniowymi refleksami w promieniach słońca. Idealna sylwetka 
bojowego maga, zgrabna, ale nie krucha, jak u elfów, ale też nie 
umięśniona jak u ludzkich mężczyzn. 

Rezultat był taki, że od Damira Ledizo nie można było oderwać 
oczu. A kiedy jeszcze powiedział, że to właśnie z nim będziemy 
spędzać  noce  na  cmentarzach,  to  grupowe  „och!”  moich 
koleżanek  z  kursu  prawie  zbiło  go  z  nóg.  Mi  też  udzielił  się 
powszechny zachwyt. W końcu jestem kobietą, prawda? 

Damir  pracował  jako  nekromanta  w  Urzędzie  Magii  w  małym 
miasteczku 

Chrustalewo 

na 

wschodzie 

regionu 

background image

czystiakowskiego. Po inwazji księżycowych martwiaków, kiedy 
w walce zginęli prawie wszyscy miejscowi magowie postanowił 
wrócić  na  studia.  Kiedy  przyjechał,  żeby  zdać  sprawozdanie 
z wyników 

przeprowadzonego 

eksperymentu 

do 

pracy 

magisterskiej  dostał  się  w  łapy  uniwersyteckiej  rady 
pedagogicznej  i  nieoczekiwanie  dla  samego  siebie  został 
wykładowcą  na  kursach  przygotowujących  do  zawodu 
pomocnika  nekromanty.  A  Otto  do  tej  pory  jest  przekonany, 
że żadna  ze  mnie  jasnowidząca!  Gdybym  złożyła  podanie 
o możliwość  kontynuowania  nauki  w  celu  obrony  pracy 
magisterskiej  już  siedziałabym  za  nauczycielskim  stołem 
i wykładałabym  teorię  magii  przed  jakimiś  idiotami.  A  teraz 
mogę  się  uczyć  i  nie  mam  żadnych  zobowiązań  wobec 
Uniwersytetu. 

Mieliśmy szczęście, ponieważ Damir okazał się bardzo dobrym 
nauczycielem i naprawdę znał się na swojej pracy. Muszę jednak 
przyznać, że trochę cierpiała na tym moja współpraca z Ottonem, 
ponieważ  na  praktyki  wożono  nas  poza  granice  Czystiakowa, 
żebyśmy mogli zobaczyć, jak wygląda problematyczny cmentarz. 
Po podróży na miejsce, spędzeniu całej nocy na nogach i podróży 
z  powrotem,  ja,  jako  kochanka,  pod  żadnym  względem  nie 
nadawałam się już absolutnie do niczego. 

Ale wredny półkrasnolud mimo wszystko zmuszał mnie do pracy. 

– Zostaw mnie w spokoju! – jęczałam. 

background image

– Nie zostawię cię w spokoju! Pamiętasz, jak wykorzystywałaś 
Irgę  kiedy  wracał  z  nocnych  dyżurów?  Pamiętasz?  Żądałaś 
skupiania się na tobie i świeżych bułeczek! 

– Rozumiałabym gdyby to on się na mnie mścił, ale czemu ty to 
robisz? 

– Przecież chciałaś go lepiej zrozumieć! Oto stwarzam dla ciebie 
sprzyjające  warunki!  Przy  okazji,  był  tu  i  pytał  czy  jesteś 
w mieście.  Powiedziałem,  że  nie,  przyjechałaś  tylko  na  parę 
godzin,  zdałaś  raport  Mentorowi  i  znowu  wyjechałaś.  Prosił, 
żebym ci przekazał, że musi z tobą poważnie porozmawiać. 

– A ja z nim nie! 

– Co nawyrabiałaś? – zapytał Otto. 

– Nic. 

– Powiedz! 

– Przecież powiedziałam. 

– Dobrze. Ale nie grozi nam to pozwem sądowym? 

–  Nie  –  najwyżej  wściekłością  Irgi  spowodowaną  tym, 
że pozwalam sobie na rzucanie przekleństw, ale to jakoś przeżyję. 

–  No  i  dobrze,  sami  orientujcie  się  w  waszych  sprawach  –  
machnął ręką Otto. – Ola, nie przychodź do mnie dopóki nie ma 
z  ciebie  żadnego  pożytku.  Chciałaś  się  czegoś  uczyć  z  Befem, 
więc zajmij się tym. Nie będę przyjmował więcej zamówień, chcę 
skoncentrować się na praktykantach. Niech chłopaki przygotują 

background image

nam taki zapas bazowych artefaktów, żebyśmy byli przygotowani 
na  wszystkie  możliwe  okoliczności  i  żebyśmy  mogli  potem 
szybciej pracować. A żeby to zrobili ktoś musi stale sprawować 
nad  nimi  kontrolę,  żeby  czegoś  przypadkiem  nie  zepsuli. 
Zamierzam powierzyć im dość trudną pracę do wykonania. 

–  Doskonale –  ucieszyłam się. 

Anty–psi  artefakt  był  już  prawie  gotowy.  Teraz  Otto 
przeprowadzał razem z zaprzyjaźnionym chemikiem praktyczne 
eksperymenty  z  przyciskami.  Artefakt  podzieliliśmy  na  części, 
dla  dwóch  ładunków.  I  teraz  trzeba  było  zrobić  coś,  żeby 
użytkownik mógł na życzenie aktywować jedną albo obie części 
równocześnie.  Właśnie  po  to  wymyśliliśmy  przyciski,  których 
przyciśnięcie  przełamywało  ściankę  oddzielającą  zaklęcie  od 
chemicznej  mieszanki.  Co  prawda,  nasz  artefakt  zdecydowanie 
nadawał  się  tylko  do  jednorazowego  użytku,  ale  ten  problem 
zamierzaliśmy rozwiązać później. Można umieścić w nim jakieś 
wkłady albo coś w tym rodzaju. Patent będzie trzeba oczywiście 
podzielić  między  trzy  osoby,  ale  jeśli  wszystko  będzie  dobrze 
działało to nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie, to tylko 
otworzy przed nami nowe perspektywy. 

Następnego ranka po powrocie do miasta nie poszłam spać 

tak  jak  reszta  kursantów,  ale  do  gabinetu  Befa.  Zapukałam  do 
drzwi i kiedy doczekałam się zaproszenia, otworzyłam je i głośno 
oświadczyłam: 

–    Przyszłam  wypełniać  moje  obowiązki  kochanki!  –  dopiero 
potem zauważyłam, że Bef nie jest sam w swoim gabinecie. Pił 

background image

herbatę  w  towarzystwie  jeszcze  kilku  wykładowców  z  mojego 
wydziału. Najmłodszy, magister Swenticki, zakrztusił się herbatą 
i teraz próbował odkaszlnąć, żeby oczyścić gardło. 

–  Sukin Kot –  cicho jęknęłam. Ale wstyd! 

Na szczęście Befowi nie zabrakło poczucia humoru: 

–    Chodź,  siadaj,  ale  nie  śpiesz  się  z  rozbieraniem,  musimy 
dokończyć z kolegami nasze sprawy i potem się tobą zajmę. 

Prześlizgnęłam się za fotel Mentora i schowałam się w kąciku jak 
mysz. Tylko tego brakowało, żeby ktoś mnie rozpoznał! 

Wykładowcy  szybko  dopili  herbatę  i  pośpieszyli  do  wyjścia, 
rzucając  zaciekawione  spojrzenia  w  kierunku  mojego  kąta,  ale 
z grzeczności nie odważyli się o nic zapytać. 

Bef  odwrócił  się  do  mnie,  lekko  kołysząc  się  na  obrotowym 
krześle. 

–    Cóż  –    powiedział  jak  zwykle  składając  palce  obu  rąk 
w piramidkę –  teraz już nikt nie będzie miał wątpliwości co do 
tego,  że  mam  kobietę.  Jak  i  co  do  tego,  że  moja  kobieta  jest... 
wyjątkowa. 

–    Panu  należy  się  tylko  to  co  najlepsze,  Mentorze!  – 
powiedziałam. 

–  Czy najlepsze to nie wiem –  roześmiał się Bef –  ale na pewno 
unikatowe. Wyłaź z kąta, musimy porozmawiać. 

background image

Usiadłam naprzeciwko wykładowcy czując się, jak czekający na 
reprymendę pierwszoroczniak. 

Bef jeszcze chwilę pokołysał się na fotelu a potem zapytał: 

–  Czy  zmierzyłaś  jaką  ilość  energii  jesteś  w  stanie  przepuścić 
przez siebie bez szkód dla zdrowia? 

– Nie, ale myślę, że dość dużo. Robię to każdego dnia. 

–  Czytałem  sprawozdanie  uzdrowicieli  o  tym  co  zrobiłaś 
z Akimem ni Piniatą. Po operacji wymieniania życiowej energii 
byłaś nawet w stanie odejść na własnych nogach. 

–  Nie  zaszłabym  daleko,  gdyby  nie  Irga.  –  powiedziałam 
poważnie. 

–  Tak,  o  tym  też  wiem.  Uzdrowiciele  ze  stołecznego  Domu 
niczego nie zataili, ale kto by się ośmielił przed sama wiesz kim. 
Właśnie  dlatego  tak  naprawdę  nie  sprzeciwiałem  się,  kiedy 
pojawiłaś  się  na  kursie  na  pomocnika  nekromanty,  to  ci  się 
przyda.  Ile  czasu  robiłaś  artefakty  tarczy,  które  przekazałaś 
działowi nekromancji? 

–  Mentorze, czy jest coś o czym pan nie wie? – zapytałam. 

–  Takich rzeczy jest zbyt wiele, ale staram się wiedzieć o tych 
najważniejszych.  Tym  bardziej,  że  dotyczy  to  obrony  przed 
czarną magią. 

–  Artefakty robiłam dwa dni –  odpowiedziałam. –  A co? 

–  Poza tym co musiałaś wykonać w ramach pracy? 

background image

–  Tak, przecież zna pan Ottona, tego okrutnego wyzyskiwacza!

 

 poskarżyłam się. – On mi w ogóle w żaden sposób nie pomagał! 

I  oświadczył,  że  moimi  fanaberiami  mam  zajmować  się  poza 
godzinami  pracy!  A  ja  tylko  albo  się  uczę,  albo  pracuję,  więc 
musiałam  odmówić  sobie  kilku  godzin  snu,  wyobraża  pan  to 
sobie?! 

– Współczuję – powiedział Mentor bez odrobiny ironii. Wiedział, 
jak  bardzo  lubię  spać  i  odpoczywać,  i  nigdy  się  z  tego  nie 
naśmiewał, za co niezmiernie go szanowałam. – Chciałbym teraz 
przeprowadzić 

pewien 

eksperyment… 

Chodźmy 

do 

laboratorium. 

– Jakby co, to ja się na nic nie zgadzam! – uprzedziłam, smutno 
wlokąc się za nim. 

– Możesz sobie wyobrazić, że wziąłem to pod uwagę, długo cię 
namawiałem  i  ty  w  końcu  dałaś  się  przekonać  –    powiedział 
Mentor,  otwierając  drzwi  specjalnego  laboratorium  naszego 
wydziału.  Na  temat  tego  laboratorium  krążyło  wiele  legend 
i pogłosek,  ponieważ  dostęp  do  niego  mieli  tylko  wybrani  – 
nawet nie wszyscy wykładowcy. Krążyło wiele historii na temat 
tego,  co  się  w  nim  znajduje,  a  okazało  się  całkiem  zwyczajne 
i nudne. 

Białe  ściany  pokryte  ogniotrwałym  tworzywem,  taka  sama 
podłoga  i  sufit,  ani  jednego  okna.  Na  podłodze  –  punkty 
odniesienia  dla  wykresów.  W  kącie  –  pulsujący  magią 
najpotężniejszy krąg ochronny jaki widziałam. 

background image

Mentor  przykucnął  i  bardzo  szybko  nakreślił  specjalną  kredą 
nieznany mi wykres. 

–  Daj tu swój artefakt tarczy –  Bef wyciągnął rękę. 

Bez  sprzeciwu  zdjęłam  go  ze  szyi.  To  nie  ja  musiałam  stanąć 
w centrum rysunku, powinnam cieszyć się chociaż z tego. 

– Stań w kącie i aktywuj ochronny krąg –  polecił wykładowca 
pstrykając  palcami.  Jego  postać  natychmiast  okrył  blask  pola 
ochronnego.  Oho,  i  to  jest  właśnie  poziom  arcymaga!  Niczego 
sobie. Nie no, ja oczywiście wiedziałam, że mój Mentor nie jest 
taki zwyczajny jak chce żeby się wszystkim wydawało, a kiedy 
dowiedziałam  się  na  czym  polega  jego  druga  praca  tylko  się 
w tym  utwierdziłam.  Ale  zobaczyć  potęgę  na  własne  oczy  –  to 
zupełnie inna sprawa. 

Bef  aktywował  wykres  uderzeniem  dłoni.  Mój  artefakt… 
natychmiast rozleciał się na kawałeczki. 

– Odrażające – skomentował Mentor w czasie gdy ja z otwartymi 
ustami  wpatrywałam  się  w  resztki  tego  nad  czym  pracowałam 
ponad miesiąc! – A to nawet nie było silne przekleństwo! 

– Ale… ale… ale… 

–  Olgierdo,  zapomniałaś  o  wszystkim,  czego  cię  uczyłem! 
Poskręcałaś,  ponawijałaś  linii,  jak  nitki  makaronu  na  widelec! 
I jaki jest rezultat? Idziemy z powrotem. 

Wydawało  mi  się,  że  byłam  smutna,  kiedy  wlokłam  się  do 
laboratorium wyobrażając sobie, że to mnie będą badać? Nie! Tak 

background image

naprawdę smutna wlokłam się w drodze powrotnej. Przed oczami 
miałam obraz tego jak mój artefakt praktycznie zmienia się w pył. 
Na dodatek, pod wpływem wcale nie tak silnego przekleństwa! 

–  Ale  naczelnik  działu  nekromantów  powiedział…  – 
spróbowałam zrehabilitować się chociaż we własnych oczach. 

– Magister Wilro – powiedział Bef. 

– Co? 

– Były naczelnik twojego męża nazywa się magister Simon Wilro 
–  wyjaśnił  Bef.  –  Zapomniałaś  czy  nie  wiedziałaś?  Zresztą, 
możesz nie odpowiadać, na pewno nie wiedziałaś. 

– Zapomniałam – uparcie się sprzeciwiłam. – Tak więc, magister 
Wilro powiedział, że mam wystarczająco silne artefakty tarczy! 
Chyba  nie  sądzi  pan,  że  zamówiłby  dla  swoich  ukochanych 
pracowników jakieś byle co! 

– Olgierdo, twoje artefakty są dalekie od bycia byle czym, ale do 
dobrej  jakości  też  im  jeszcze  daleko.  Jeśli  masz  jakieś 
wątpliwości, możemy wrócić do laboratorium. 

Ciężko  westchnęłam,  w  myślach  ostrożnie  ściągnęłam  swoje 
popiersie  z  piedestału  z  napisem  Wspaniały  artefaktnik 
i przestawiłam  je  na  podstawkę  Zdecydowanie  nie  byle  co
Podstaweczka raczej taka sobie, nie ma co się oszukiwać. 

Kiedy  weszliśmy  do  gabinetu  Befa,  Mentor  starannie  zamknął 
drzwi i nałożył na nie „wygłuszacz”. 

background image

A  potem  zwinął  dywan  z  podłogi  i  podał  mi  podniszczony 
zapisany zeszyt. 

– Tu jest kreda, a to są punkty odniesienia, za parę godzin chcę tu 
zobaczyć  przyzwoity  wykres  normalnej  ochrony  przed  czarną 
magią. 

Otworzyłam zeszyt i przekartkowałam go. 

–  Mentorze!  „Zapomniałam  o  wszystkim,  czego  pan  mnie 
uczył”?!  Takie  skomplikowane  sploty  widzę  pierwszy  raz 
w życiu!  Dam  sobie  rękę  uciąć,  że  tego  nie  ma  nawet  w 
standardowym programie magistratury! 

– Zapomniałaś, czego cię uczyłem i plączesz linie energetyczne. 
Już dawno temu to u ciebie zauważałem. Tu i tam na krzyż, tu 
zawiążemy  kokardkę...  Twoich  i  Ottona  artefaktów  nie  da  się 
pomylić z żadnymi innymi! Poplątane, przekombinowane... Po co 
komplikować  coś  co  można  zrobić  w  prostszy  sposób?  – 
powiedział Bef. – A te sploty... Tak. Ochrony przed czarną magią 
bynajmniej nie uczą się wszyscy magowie. Jak i samej magii... 
I ta bzdura, z którą zimą musieli męczyć się wszyscy państwowi 
magowie,  te  tak  zwane  kursy  podwyższenia  kwalifikacji  to  tak 
naprawdę  był  nonsens.  Jeśli  chcesz  cokolwiek  osiągnąć  to  nie 
możesz  polegać  na  systemie  państwowym  –  jest  zbyt  powolny 
i ociężały.  Twój  poziom  już  pozwala  rozebrać  te  zaklęcia  na 
części podstawowe i przenieść je na wykres, więc zajmij się tym. 

Bycie kochanką potężnego maga okazało się być jeszcze gorsze 
niż bycie kochanką półkrasnoluda! Ten chociaż nie miał takiego 

background image

zboczenia,  żeby  zmuszać  mnie  do  pełzania  na  czworaka  po 
podłodze! 

Pod  wieczór,  kiedy  położyłam  głowę  na  niedokończonym 
wykresie i poprosiłam, żeby mi tę głowę odciąć, Mentor zmiłował 
się i pozwolił żebym odpoczęła. 

Ha ha, odpoczęła! 

Ledwie  starczyło  mi  czasu,  żeby  coś  zjeść  zanim  zebrano  nas 
i usadzono  w  dwóch  pasażerskich  powozach,  którymi 
pojechaliśmy  na  kolejny  cmentarz.  Tym  razem  czekała  nas 
ekshumacja  ciała  jakiegoś  obywatela,  którego  pogrzebano 
z ukochanym  artefaktem,  co  było  surowo  zabronione! 
Spowodowało to poruszenie wśród  zmarłych, a kilka potajemnie 
pochowanych  na  tym  cmentarzu  domowych  zwierząt  nawet 
podniosło się i postanowiło odwiedzić swoich byłych właścicieli. 
Za  sprawowanie  kontroli  nad  cmentarzem  i  sprawdzanie 
pochówków  pod  względem  przestrzegania  wszystkich  zasad 
spoczynku odpowiedzialny był miejscowy nekromanta, ale on po 
prostu nie nadążał z robieniem tego wszystkiego w pojedynkę. 

Wasyl  Jegoza,  który  już  trochę  obył  się  w  roli  wykładowcy, 
niedawno poinformował nas, że Urząd Magii w Czystiakowie nie 
będzie prowadził naboru nowych pracowników i wszyscy, którzy 
ukończą  kurs  zostaną  pomocnikami  magów  w  niewielkich 
miasteczkach. Jepifan, który najwyraźniej miał nadzieję, że kogoś 
tak  wyjątkowego  jak  on  przyjmą  do  pracy  właśnie 
w Czystiakowie trochę przygasł na myśl o tym, że będzie musiał 
wrócić  na  rodzinną  prowincję.  He  he,  a  proponowałam  mu 

background image

załatwienie pracy po znajomości, pewnie teraz żałuje, że się nie 
zgodził! 

Tak  na  marginesie,  po  incydencie  z  artefaktami  zapanowała 
między nami neutralność. 

Jepifan  nawet  przestał  rozpuszczać  plotki  na  temat  mojej 
niemoralności  i  zdjął  z  siebie  wszystkie  artefakty.  Jednak  fala, 
którą rozpędził, wystarczyła, żebym cieszyła się wśród kursantów 
ogromnym  brakiem  szacunku.  Miałam  to  jednak  w  głębokim 
nieposzanowaniu,  a  to  bardzo  złościło  moich  kolegów  z  grupy. 
Jakim prawem pozwalam sobie nic nie robić z ich potępienia, no 
jak tak można?! 

I teraz siedziałam obok Jepifana, chociaż biedaczysko próbował 
się temu sprzeciwiać. A, kiedy powóz ruszył, bez słowa zwinęłam 
moją  kurtkę  w  rulon  (oczywiście,  czarną  i  to  nawet  z  ładną 
koronką;  dostałam  ją  od  Ottona,  który  zabrał  ją  którejś 
małoletniej  stryjecznej  siostrzenicy  mającej  obsesję  na  punkcie 
historii  o  złych  wiedźmach),  położyłam  ją  na  kolanach  Agana 
i położyłam się na niej. 

– Co... Co ty robisz, Rozalio? – zapytał z takim przerażeniem jak 
gdybym  co  najmniej  przymierzała  się  do  odgryzienia  tego  „co 
mężczyźni mają najcenniejsze”. 

– Chce mi się spać, więc kładę się i śpię – wyjaśniłam. – Nie wierć 
się, proszę! 

– Ale... Ale... Ale dlaczego na mnie? 

background image

– Znajdź innego chętnego to położę się na nim – wymamrotałam, 
już prawie zasypiając. 

Jakie to przyjemne mieć do czynienia z takim miłym chłopcem! 
Żaden  z  moich  mężczyzn  nie  zdzierżyłby  takiego  traktowania. 
Albo  jeszcze  obróciliby  całą  sytuację  na  swoją  korzyść,  a  ten 
nawet nie rozpoczyna dyskusji o tym co robił ze mną w gabinecie 
magister  Czujko!  A  przecież  my  nie  tylko  przebywaliśmy  za 
zamkniętymi  drzwiami,  ale  jeszcze  nałożyliśmy  na  nie 
„wygłuszacz”, prawdopodobnie po to żeby ukryć głośne dźwięki 
naszej rozpusty! 

Nawet  zazdrościłam  moim  kolegom  z  grupy  tego,  że  mogą  się 
tym interesować. Mają czas na śledzenie mnie, podsłuchiwanie... 
Ja  też z  przyjemnością  zamieniłabym  moją  „rozpustę”  na  takie 
radości życia, ale nikt mi na to nie pozwoli... 

Na  miejsce  dojechaliśmy  w  nieprzyzwoicie  szybkim  czasie. 
Jepifan brutalnie potrząsnął moimi ramionami. 

– Przygniotłaś mi nogi – poskarżył się. – Teraz mam mrówki i to 
boli. 

– Przestań jęczeć – ziewnęłam. – Takich jęczących nie biorą na 
nekromantów. Musisz być przynajmniej cierpliwy. 

– Można by pomyśleć, że znasz wielu nekromantów! 

W  odpowiedzi  tylko  parsknęłam.  Tak,  tak,  próba  zaliczona, 
uważaj, bo powiem ci kogo ja znam! 

background image

Damir poprowadził nas w głąb cmentarza, ale ja niezauważenie 
zostałam  w  tyle,  skręciłam  w  boczną  alejkę  i  znalazłam  sobie 
przytulne  miejsce,  owinęłam  kurtką  (krasnoludzka  nastolatka 
była prawie dwa razy szersza od mnie, a dla nekromanckiej kurtki 
większy rozmiar to bardziej zaleta niż wada) i zasnęłam. Zombie? 
Ha! Nawet jeśli coś tu się błąka, to szybciej zainteresuje się dużą 
i ciepłą grupą pozbawionych ochrony ludzi, niż moją obwieszoną 
różnymi  artefaktami  osobą.  Poza  tym,  jeśli  coś  mnie  zje,  to 
przynajmniej będę miała wspaniały powód, żeby jutro nie pełzać 
po  podłodze  w  gabinecie  Befa  i  nie  wysłuchiwać  jego 
upokarzających uwag. 

Nie zdążyłam pogrążyć się w słodkim śnie, gdy mnie obudzono. 

Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą zaniepokojoną twarz 
Damira, oświetloną przez dość spory bojowy pulsar, który tańczył 
w jego prawej dłoni. Ponieważ ani jeden z moich artefaktów nie 
sygnalizował zbliżającego się niebezpieczeństwa, zrozumiałam, 
że nasz wykładowa wpadł na pomysł, żeby na wszelki wypadek 
równocześnie oświetlać sobie drogę jak i być przygotowanym do 
obrony. 

–  Panno  Mimut,  co  pani  wyprawia?  –  zapytał  Damir.  Cóż, 
doświadczeni wykładowcy nigdy nie zadają studentom pytań, na 
które odpowiedź jest tak oczywista. 

– Uczę się nekromancji w praktyce – odpowiedziałam przyjmując 
postawę najpilniejszej studentki. 

– Co za głupoty pani wygaduje! – rozzłościł się nekromanta. 

background image

– To po co zadaje pan takie idiotyczne pytania? – nie pozostałam 
dłużna. Było mi niewygodnie, zimno, chciało mi się spać, jeść, 
a na  dodatek  chciałam  wreszcie  zrozumieć  zaklęcie,  które 
dostałam od Befa. 

– Jestem za panią odpowiedzialny, a pani pozwala sobie na takie 
zachowanie! – Damir przykrył bojowy pulsar drugą dłonią i ten 
zgasł.  Nekromanta  nie  zrzucił  nadmiaru  energii  na  ziemię,  ale 
wchłonął  go  w  siebie.  Hm,  ciekawe.  Zazwyczaj  zrzuca  się 
z koniuszków  palców  resztkę  niewykorzystanego  zaklęcia. 
Zawsze  z  szacunkiem  odnosiłam  się  do  tych,  którzy  nie 
postępowali tak jak większość, bo od takich osób można nauczyć 
się czegoś ciekawego. 

Dlatego szybciutko podniosłam się z ziemi, otrzepałam spódnicę 
i uśmiechnęłam się, chociaż w ciemności pewnie i tak nie było 
tego widać. 

–  Gdyby  coś  się  pani  stało  to  aż  boję  się  wyobrażać  sobie,  co 
stałoby  się  ze  mną!  Nieodwracalnie  zaszkodziłoby  to  mojej 
karierze! – gorzko powiedział Damir, kiedy szliśmy w kierunku 
reszty grupy, która pod przywództwem miejscowego nekromanty 
zajmowała się sprawdzeniem ochronnych systemów cmentarza. 

Przydzielono  mnie  do  pracy  w  parze  z  Jepifanem,  a  skoro 
uczyłam się nekromancji w praktyce w takim pocie czoła, że aż 
musiałam  się  położyć  i  odpocząć  to  zlecono  nam  znalezienie 
kota–zombie,  który  włóczy  się  gdzieś  po  okolicy  i  zdążył  już 
nawet nastraszać kilka par, powodując czkawkę i impotencję. 

background image

– A jeśli coś nam się stanie? – zapytałam oburzona. – Dopiero co 
nie  pozwolił  mi  pan  mi  pospać,  twierdząc,  że  jest  pan  za  nas 
odpowiedzialny, a teraz wysyła nas w nieznane i to na dodatek 
w poszukiwaniu zombie! A co jeśli on mnie ukąsi? 

Damir wzniósł oczy do nieba. Ja moje też tam wzniosłam. Bóg 
opiekun wykładowców nie wyjrzał zza obłoków i nie pogroził mi 
palcem,  więc  uznałam,  że  jego  cierpliwość  jest  tak  samo 
nieskończona jak powinna być u doświadczonego nauczyciela. 

– Panno Mimut, przecież uczyła się pani o energetycznych liniach 
zombie... 

– Tylko w teorii – uzupełniłam. 

– ...dlatego wystarczy, że je pani rozerwie i kot–zombie stanie się 
zwyczajnym kotem. 

– Czy pan sobie ze mnie żartuje? – zapytałam zaciekawiona. – 
W porządku,  może  pan  nie  odpowiadać.  To  i  tak  oczywiste. 
Żartuje  pan.  Panie  Ledizo,  podstaw  magii  na  temat  zombie 
uczyliśmy  się  tylko  w  teorii.  A  o  tym,  jak  rozrywa  się  linie 
energetyczne nic nam nie mówili! 

Olgierda  Lacha,  absolwentka  wydziału  magii  teoretycznej, 
umiała to już w momencie, gdy walczyła z zombie w Gniedinie. 
Rozalia Mimut, absolwentka prowincjonalnego liceum nic o tym 
nie  wiedziała.  Nawet  mąż  o  niczym  by  jej  nie  powiedział, 
z liniami energetycznymi należy pracować na praktyce, a o jakiej 
praktyce można mówić przy takiej ilości dzieci? 

background image

– Już wszystko rozumiem! Pan chce się ode mnie uwolnić i winę 
zrzucić  na  Jepifana!  –  wrzasnęłam  tragicznym  głosem 
i załamałam ręce. – Zwłaszcza, że są osoby, które poświadczą, że 
relacjom  miedzy  nami  daleko  do  idealnych!  Dlaczego  pan  to 
robi?! Dlaczego!? 

Och,  jakże  dawno  nie  urządzałam  takich  wspaniałych  scen! 
Stęskniłam  się  nawet  za  tym  odurzającym  zachwytem  z  jakim 
wszyscy  patrzą  na  ciebie.  Oto  właśnie  jest  sława,  a  nie  ponure 
stanie na scenie wśród tłumu bohaterów! 

–  Tak  właściwie,  panie  Ledizo  –  zauważył  miejscowy 
nekromanta  –  chyba  zapomniał  pan  że  to  tylko  dzieciaki  – 
zwyczajni  kursanci?  Zadaniem  pomocnika  nekromanty    jest 
noszenie  łopaty  i  podawanie  kawy,  kiedy  chce  się  spać,  a  nie 
odławianie zombie po cmentarzach. 

–  Właśnie  to  jest  przyczyna  naszych  problemów  –  Damir 
gwałtownie  wypuścił  powietrze.  –  Czy  wiecie  chociaż  ilu 
nekromantów  zginęło  przez  ataki  księżycowych  martwiaków? 
Nekromanci i pomocnicy walczyli w pierwszym rzędzie! Wam 
tutaj dobrze, macie obok Czystiakowo! Ale u nas i w całej reszcie 
kraju, w malutkich miasteczkach to nekromanci byli jedyną siłą 
bojową! Rok! Rok przetrwaliśmy tylko siłą rozpędu, korzystając 
z  resztek  zaklęć  i  ochrony a  teraz  wszystko  zaczyna  się  sypać. 
Czy  nie  rozumiecie,  że  dalej  będzie  tylko  gorzej?  Wy,  nie 
jesteście  w  stanie  dopilnować  wszystkich  spraw  w  rejonach 
oddalonych od Czystiakowa o parę godzin, mimo tego, że do was 
przychodzi  pomoc,  zawsze  kiedy  tylko  zachodzi  taka  potrzeba. 

background image

A to  co  dzieje  się  na  prowincji...  Tego  nie  da  się  opisać! 
Niebiańskie  Siły,  nawet  ja  sam  prowadziłem  kursy!  Sam 
przyuczałem  bojowych  magów do  zawodu  nekromanty!  Nawet 
jeśli byli to emeryci, nawet jeśli nie pamiętali już połowy rzeczy, 
których  się  uczyli,  ale  przynajmniej  byli  w  stanie  cokolwiek 
zrobić! Cokolwiek! A pan mówi, że ich zadaniem jest noszenie 
łopaty!  Te  czasy  minęły,  a  wy  nie  potraficie  tego  zrozumieć... 
Kurs na pomocnika nekromanty, dwadzieścia osób, to śmiech na 
sali! Teoretyczna wiedza o budowie zombie! Nie teoria jest teraz 
potrzebna, a praktyka – jak najwięcej praktyki i to natychmiast! 
Inaczej pod koniec lata okaże się, że wszyscy stoimy po kolana 
w takim g... 

Po  wyrzuceniu  z  siebie  wszystkiego,  co  mu  się  w  środku 
nagromadziło Damir machnął ręką, usiadł na najbliższym grobie, 
zgarbił  się  i  schował  twarz  w  dłoniach.  Moi  koledzy  z  grupy 
milczeli,  a  ja  uświadomiłam  sobie  dlaczego  tak  rzadko  widuję 
Irgę. Został niezależnym konsultantem i nie obowiązuje go teraz 
biurokracja Urzędu Magii: napisz podanie, czekaj na odpowiedź, 
dopiero  wtedy  zorganizujemy  pracownikowi  wycieczkę  –  cały 
czas spędza teraz na prowincji próbując za wszystkim nadążyć. 

– Damirze, nie powinieneś teraz przed nami popadać w histerię – 
powiedziałam ostro – a walczyć o swoje w Urzędzie Magii albo 
u  rektora  Uniwersytetu.  Wymagane  w  wyjątkowych  sytuacjach 
przyuczenie magów–praktyków o wystarczającej sile i poziomie 
wykształcenia  do  zawodu  nekromantów  powinno  zająć 
maksymalnie  pół  roku.  Ale  łatwiej  jest  marnować  powietrze 

background image

i chwalić  się  swoimi  sukcesami  w  szkoleniu  emerytów.  Czy 
wydaje się panu, że Urząd Magii jest wszechwiedzący? A bo to 
ja nie wiem w jaki sposób pisze się wszelkie raporty? "Bla, bla, 
bla, wszystko jest w normie"! 

–  Co  pani  może  o  tym  wiedzieć?!  –  Damir  zerwał  się  na  nogi 
i spiorunował mnie spojrzeniem. 

–  Wszystko!  Mój  mąż  jest  nekromantą  –  odpowiedziałam.  – 
Pracuje w Urzędzie Magii. Nie trzeba było przez cały rok robić 
z siebie  dumnego  bohatera  a  zamiast  tego  przyjechać  zimą 
i zwrócić uwagę na problem. Tym bardziej, że istnieje u was coś 
takiego jak dofinansowanie na podróże! 

Nekromanta oddychał tak gwałtownie, że już zaczęłam się bać, 
że z jego uszu zaraz poleci dym. 

– Skoro jest pani taka mądra, panno Mimut, to proszę iść i znaleźć 
tego przeklętego kota–zombie! – ryknął.  – Tymczasem ja będę 
uczył resztę na czym ma polegać ich praca! 

– Chodź, Jepifan – pociągnęłam kolegę za rękaw. 

–  Wezmę  połowę  grupy  i  pokażę  im,  jak  sprawdza  się  linie 
energetyczne – oprzytomniał miejscowy nekromanta. 

Wszyscy rzucili się do pracy z przesadnym entuzjazmem, starając 
się  uciszyć  w  ten  sposób  nieprzyjemne  wrażenie  jakie 
pozostawiły po sobie słowa Damira. 

background image

Kiedy  odeszliśmy  z  Jepifanem  wystarczająco  daleko  od  grupy, 
rozejrzałam się i wciągnęłam chłopaka za pobliski grobowiec, na 
tyle duży, żebyśmy mogli skryć się przed wzrokiem ciekawskich. 

– Naprawdę masz męża? 

–  Tak  –  rozpięłam  bluzkę,  odszukałam  odpowiedni  artefakt 
i odpięłam łańcuszek. 

– A to co opowiadał pan Ledizo to też jest prawda? 

–  Tak  –  krótko  odpowiedziałam,  wygładzając  dłońmi  ziemię, 
żeby móc narysować wykres. – Jepifanie, pamiętasz moją lekcję? 

– Tak... – kolega z grupy odsunął się ode mnie. 

–  W  takim  razie  jej  nie  zapominaj.  Ponieważ  teraz  zrobię  coś 
o czym nikomu nie możesz powiedzieć. Będziesz milczał? 

Agan z powagą skinął głową. 

– No to wspaniale. – Szybko nakreśliłam wymagany schemat. 

Tak  jak  się  spodziewałam,  na  cmentarzu  nie  było  ani  jednego 
zombie.  Ciekawie,  gdzie  podział  się  ten  kot?  Nekromanci  są 
mściwi, więc lepiej będzie jeśli przyniosę Damirowi tego kociaka 
i  dzięki  temu  trochę  się  podliżę  niż  gdybym  miała  pójść  spać. 
Chociaż tak strasznie mam na to ochotę. 

– Chodźmy – skierowałam się w stronę ogrodzenia. – Podsadzisz 
mnie? 

– A co zamierzasz zrobić? 

background image

Wszyscy chyba po prostu się zmówili i zamierzają przetestować 
moją  cierpliwość.  Nie  jestem  miłosiernym  bogiem,  chcę  spać! 
Czy to nie jest oczywiste, po co idzie się w stronę ogrodzenia? 
Żeby powalić w nie głową! 

Ech, dawno nie wspinałam się na płoty! Ale mimo tego, że już od 
dawna  nie  miałam  obok  siebie  motywującego  mnie  do 
aktywności  fizycznej  Irgi,  nie  straciłam  całkiem  kondycji. 
Ponieważ  miałam  obok  siebie  apodyktycznego

 

Ottona, 

a motywująca  siła  kopniaka  jest  o  wiele  większa  niż  siła 
pocałunku. 

Nie doczekawszy się pomocy ze strony kolegi, sama wdrapałam 
się na niewysoki ceglany murek i zeskoczyłam na dół. 

–  Rozalio...  Rozalio,  gdzie  ty  idziesz?  –  Jepifan  po  chwili  też 
znalazł  się  za  ogrodzeniem.  Jego  twarz  wyrażała  całą  gamę 
uczuć,  ale  mimo  wszystko  chłopakowi  starczyło  rozumu 
i w milczeniu  czekał  aż  skończę  wykres,  znajdę  zombie 
i przyciągnę go do siebie. 

–  Zombie,  który  podniósł  się  na  skutek  prostego  przebłysku 
magii, włóczy się niekontrolowany po okolicy tak długo, aż nie 
wyczerpie się podtrzymująca go energia. Przejęcie kontroli nad 
takim  zombie  jest  dość  proste,  ale  wymaga  wlania  w  niego 
własnej  energii  –  wyjaśniłam  Jepifanowi.  –  A  kontrolowany 
zombie  zżera  jej  całkiem  sporo.  Dlatego  –  zazwyczaj  – 
nekromanci  podnoszą  nieboszczyków  tylko  na  chwilę 
i w niedużej ilości. Aha, kot już idzie. 

background image

Agan  patrzył  na  mnie  jak  na  bóstwo,  które  zstąpiło  z  niebios. 
Wręcz  czułam  jak  moja  ciemna  twarz  nabiera  blasku  w  jego 
oczach.  Blasku,  który  jednak  trochę  przygasł,  kiedy 
powiedziałam: 

–  Dobrze,  ja  przyzwałam  kota,  uspokoję  go,  a  ty  będziesz  go 
niósł! 

– Jak? – wybełkotał Jepifan patrząc z przerażeniem na to brudne 
i odrażająco śmierdzące coś. 

Dwoma  gwałtownymi  ruchami  przekreśliłam  wykres  ostrą 
krawędzią artefaktu i zatarłam go stopą. 

– Witaj w świecie nekromancji, chłopcze! 

W czasie drogi powrotnej moi koledzy z grupy tak wrzeszczeli, 
że nie udało mi się zasnąć. Jak długo można gadać o tej nocy? 
Noc jak noc, mam za sobą niejedną o wiele bardziej niespokojną! 

Bohaterem  zdecydowanie  został  Jepifan,  który  zaprezentował 
zwłoki kota naszemu nerwowemu wykładowcy. Pojętny chłopiec 
przyswoił sobie lekcję, której udzieliłam mu za pierwszym razem, 
więc  nie  sprzeciwiał  się,  kiedy  zrzuciłam  na  niego  chwałę 
odnalezienia i uspokojenia zombie. Ale o tym, że jego szacunek 
do mnie jeszcze bardziej wzrósł, świadczyło to z jaką troską zdjął 
i  zwinął  swój  płaszcz  po  czym  zaproponował  mi,  żebym 
wygodnie  ułożyła  się  na  jego  kolanach.  W  tym  momencie 
wszystkich zatkało! 

Tak  bardzo  chciało  mi  się  spać,  że  i  tak  raz  po  raz  zapadałam 
w lekki  sen.  I  w  jednej  przepięknej  chwili  dotarło  do  mnie,  że 

background image

wiem  jak  przełożyć  zaklęcie  tarczy  przeciw  czarnej  magii  na 
wykres! Musiałam zmusić się do podniesienia głowy i w żadnym 
razie nie mogłam pozwolić sobie na ponowne zamknięcie oczu! 
Bo jeszcze mądra myśl wyparuje mi z głowy, zastąpiona przez 
słodki sen. 

Jaka jest różnica między zaklęciem a wykresem? Zaklęcie to czyn 
jednorazowy  i  nie  każdy  może  je  wypowiedzieć,  natomiast 
wykres,  w  który  wlano  energię,  a  potem  zamknięto  ją 
w artefakcie,  działa  długo  i  niezależnie  od  magicznych 
umiejętności  osoby,  która  go  nosi.  Problem  polega  na  tym, 
że zdecydowanie  nie  wszystkie  zaklęcia  można  przekształcić 
w wykres  i  zdecydowanie  nie  wszystkie  nadają  się  do 
zastosowania w artefaktach. 

Czy mi i Ottonowi kiedykolwiek przyszłoby na myśl, żeby zostać 
parą Mistrzów Artefaktów? W rodzinie Ottona nie ma nikogo, kto 
by się tym zajmował, a kontynuowanie rodzinnego rzemiosła jest 
dla  krasnoludów  bardzo  ważne.  Zatem,  bez  względu  na  naszą 
przyjaźń, nigdy nie przyszłoby mu do głowy, żeby wybrać sobie 
na partnera człowieka i to na dodatek dziewczynę! 

Ciekawie, kiedy Bef to wszystko wymyślił? Kiedy zobaczył, jak 
godzinami  uczę  się  magii  wykreślnej?  Kiedy  niespodziewanie 
zaprzyjaźniłam  się  z  Ottonem?  Kiedy  zobaczył,  że  umiem 
stosować wiedzę w praktyce – i nieważne, że łamałam przy tym 
uniwersyteckie prawo? 

background image

To odkrycie mnie nie zmartwiło. Przez całe nasze życie ktoś na 
nas wpływa. I nie zawsze ten wpływ prowadzi do tak wspaniałych 
rezultatów jak w przypadku ingerencji Mentora w moje życie. 

Mam  swoją  ukochaną  pracę,  ukochanego  partnera,  swój  dom 
i niezależność.  Dostałam  nawet  dwie  państwowe  nagrody, 
których  nigdy  bym  nie  otrzymała,  gdybym  nie  posiadała 
niezbędnej wiedzy! 

Tak, Bef był bojowym magiem i specjalistą w dziedzinie magii 
wykreślnej. Ale tylko ja mogłam przełożyć rzadkie zaklęcie na 
taki wykres, który potem będę w stanie wpleść w artefakt. Sześć 
lat skrupulatnej pracy i bezdenna otchłań cierpliwości – i Mentor 
otrzymał  takich  Mistrzów,  jakich  potrzebowało  państwo.  Nie 
zdziwię  się,  jeśli  po  wypróbowaniu  naszego  nowego  artefaktu 
tarczy Bef poprosi mnie, żebym zmieniła schemat w taki sposób, 
żeby  mogli  z  niego  korzystać  również  inni  artefaktnicy,  a  nie 
tylko ja. 

– Rozalio! Rozalio! – wyrwała mnie z zadumy jedna z koleżanek. 
– Powiedziałaś, że masz męża! A co z kochankami? 

Wybacz mi, prawdziwa Rozalio Mimut! Wyślę ci jakiś prezent 
w charakterze  przeprosin  za  to,  że  zniesławiłam  twój 
nieskazitelny wizerunek. 

– Jedno nie wyklucza drugiego – odpowiedziałam. – Zwłaszcza, 
jeśli  mąż  i  kochanek  mieszkają  w  różnych  miastach.  A  co, 
chciałabyś się dowiedzieć jak to zorganizowałam? 

background image

Dziewczyna zaczerwieniła się i tak kategorycznie odmówiła, że 
zrozumiałam, że chciałaby i to jeszcze jak! 

W  pośpiechu  przekąsiłam  coś  w  otwartej  całą  dobę  karczmie 
i poszłam  do  Mentora.  Mimo  wczesnego  ranka,  Bef  był  już 
w gabinecie. 

– Czy pan w ogóle kiedykolwiek sypia? – zapytałam wchodząc. 

Mag podniósł głowę znad papierów i uśmiechnął się. 

– Oczywiście. A ty? Z tego co widzę, pilnie potrzebujesz snu! 

– Nie, dopóki nie nakreślę schematu! Bo on mi jeszcze z głowy 
wyleci! 

– Cieszę się, że znalazłaś rozwiązanie – powiedział Bef. – Tutaj 
masz kredę. Przy okazji, ośmieliłem się zajść do Ottona i wziąć 
od  niego  bazę  pod  artefakt  tarczy.  Może  od  razu  go 
wypróbujemy? 

Oczywiście się zgodziłam. 

I  tak!  Wszystko  się  udało!!!  Artefakt  wytrzymał  próbę 
z przekleństwem! 

Olgierda – wielka mądrala i zuch! 

–  Tak  –  powiedział  Bef,  gdy  dezaktywował  czarnomagiczny 
wykres.  –  Zdecydowanie,  ten  artefakt  to  nie  jest  byle  co.  Ale 
znowu naplątałaś w nim linii... 

Zręcznie wyrwałam artefakt z jego rąk i powiesiłam na łańcuszku. 
A potem schowałam pod bluzkę, jak najdalej od chciwych oczu. 

background image

– Mentorze, dał mi pan tylko jedno zaklęcie! Chcę jeszcze! 

Bef roześmiał się. 

– Dobrze, dam Ci coś silniejszego. Ale musisz się wyspać. I tak 
przy okazji, weź też prysznic. I, Olgierdo... Wracając od Ottona, 
spotkałem  Irronto.  Okazało  się,  że  wysłałem  cię  gdzieś 
w interesach? 

–  A  czy  nie  jest  panu  potrzebny,  całkiem  przypadkiem, 
znormalizowany  wykres  tarczy  dla  artefaktu,  który  dopiero  co 
przetestowaliśmy?  –  zainteresowałam  się  niewinnym  tonem.  – 
Mogę się tym zająć. 

– Dobrze, zajmij się tym – łaskawie zezwolił Mentor. – Czyli nie 
bez  powodu  powiedziałem  twojemu  byłemu,  ale  wciąż  jeszcze 
niepokojącemu się  o  ciebie mężowi, że jesteś pod moją opieką 
i wszystko jest w porządku. 

To  jakiś  koszmar,  wokół  mnie  są  sami  szantażyści 
i wyzyskiwacze! 

–  Pójdę  dzisiaj  do  biblioteki  i  rozpocznę  pracę  –  oznajmiłam 
i wreszcie powlekłam się żeby odpocząć.