background image

 

Jackie Merritt 

 
 

Przyłapani na miłości 

 

Tłumaczyła Aleksandra Komornicka 

 
 
 

background image

Rozdział 1 

 
Serce  Maggie  Sutter  biło  stanowczo  za  szybko.  A 

przecież  wiedziała,  że  jeżeli  ma  sprawnie  i  dokładnie 
przeprowadzić oględziny miejsca zbrodni, musi wziąć się 
w garść. Tymczasem perspektywa spotkania i współpracy 
z Joshem Bentonem całkowicie zdominowała jej myśli. 

Jadąc windą do mieszkania Gardnera, mieszczącego się 

na  ostatnim,  trzydziestym  czwartym  piętrze  jednego  z 
najbardziej 

luksusowych 

apartamentowców 

chicagowskiego  Złotego  Wybrzeża,  zdejmowała  po 
drodze ciepłą kurtkę. Sprawnie była tuzinkowa: nazwisko 
Gardnera  znał  każdy,  kto  czytywał  rubryki  poświęcone 
biznesowi  albo  śledził  kroniki  towarzyskie  w 
chicagowskich  gazetach.  Rodzina  Gardnerów  była 
wpływowa i nieprawdopodobnie bogata. Reprezentowała 
tak  zwane  stare  pieniądze  i  żyła  na  takim  poziomie,  o 
jakim  tylko  ludzie  z  tej  samej  sfery  mogą  mieć  pojęcie. 
Maggie  nigdy  nie  marzyła  o  wielkim  bogactwie,  stąd 
większe  wrażenie  robił  na  niej  fakt,  że  będzie 
współpracowała z Joshem Bentonem niż świadomość, że 
ofiarą jest Gardner. 

Drzwi  windy  otworzyły  się  bezszmerowo  i  Maggie 

znalazła  się  w  zupełnie  innym  świecie;  ogromne, 
wykładane  marmurem  foyer  i  nieliczne,  ale  wytworne 
meble  musiały  kosztować  więcej  niż  jej  roczna  pensja. 
Jeden 

dwóch 

pilnujących 

apartamentu 

background image

umundurowanych  policjantów  wylegitymował  ją  i 
uważnie  porównał  rysy  jej  twarzy  ze  zdjęciem  na 
identyfikatorze. 

– Czy ktoś już zdejmował odciski? – zapytała Maggie. 
– Jeszcze nie. Ale był fotograf. 
Wzrok  Maggie  zatrzymał  się  na  drzwiach  windy; 

czasami  w  takich  miejscach  zachowują  się  różnego 
rodzaju dowody. 

– Pilnujcie, żeby każdy, kto korzysta z windy, trzymał 

ręce  w  kieszeniach  –  poleciła.  –  To  samo  dotyczy 
schodów  –  dodała  i  przeszła  na  klatkę  schodową 
prowadzącą do apartamentu Gardnera. 

Po  chwili  znalazła  się  w  najpiękniejszym  pokoju,  jaki 

kiedykolwiek  widziała.  Takiego  nie  oglądała  nawet  na 
zdjęciach  w  kolorowych  pismach  ani  na  filmach 
opowiadających  o  życiu  ludzi  z  tak  zwanych  wyższych 
sfer. 

Na  aksamitnej  kanapie  w  kolorze  kości  słoniowej 

siedziała  kobieta  i  szlochała, trzymając  przy  twarzy kłąb 
papierowych  chusteczek.  Obok  stał  umundurowany 
policjant. 

Maggie  podeszła  bliżej  i  obrzuciła  go  inkwizytorskim 

wzrokiem. Policjant zareagował natychmiast. 

– To Miriam Hobart. Od dziesięciu lat prowadzi tu dom 

– pospieszył z wyjaśnieniem.  – Pierwsza natknęła się na 
ciało  Franklina  Gardnera.  Coś  ją  obudziło...  usłyszała 
jakiś dźwięk i wstała, żeby sprawdzić, skąd dochodzi. 

Kobieta ponownie wybuchnęła płaczem. 

background image

Maggie  postanowiła  na  razie  zostawić  ją  w  spokoju; 

uznała,  że,  po  pierwsze,  będąc  w  szoku  –  a  na  to 
wyglądało  –  i  opłakując  szefa,  kobieta  i  tak  nie  udzieli 
miarodajnych odpowiedzi; po drugie, śledztwo nadzoruje 
Josh  Benton,  któremu  samodzielna  decyzja  Maggie 
mogłaby się nie spodobać. To on, jako główny detektyw, 
ma ustalać strategię dochodzenia. 

W  wytwornym  salonie  panował  nieskazitelny 

porządek.  To  oczywiste,  że  nie  tutaj  dokonano  zbrodni, 
pomyślała Maggie, kładąc kurtkę na oparciu kanapy. 

– Gdzie to się stało? – zapytała policjanta. 
– W gabinecie – poinformował. 
Maggie,  minąwszy  duże  i  elegancko  urządzone 

wnętrza,  dotarła  do  gabinetu.  Kiedy  stanęła  w  progu, 
fotograf  policyjny  robił  jeszcze  zdjęcia.  Ofiara  leżała  na 
dywanie.  Gardner  miał  na  sobie  biały  frotowy  szlafrok, 
który  skojarzył  się  Maggie  z  tymi  wydawanymi  w 
ekskluzywnych klubach fitness. 

–  Ile  jeszcze  czasu  ci  to  zajmie,  Jack?  –  zapytała 

fotografa. 

– Właśnie skończyłem. Możecie sobie ze mnie kpić, ale 

zrobiłem  strasznie  dużo  ujęć  tego  pomieszczenia  i... 
ofiary. 

–  Od  przybytku  głowa  nie  boli.  Mógłbyś  tu  zostać 

jeszcze  jakieś  pół  godziny?  Potrzebuję  zbliżeń  dywanu 
pod  ciałem  denata,  ale  nie  mogę  go  ruszyć,  póki  nie 
wykonam rutynowych czynności. 

–  Ma  się  rozumieć.  Zaczekam  w  holu  na  dole.  Masz 

background image

tutaj  numer  mojej  komórki  –  powiedział  Jack,  wręczając 
swoją wizytówkę. – Wrócę, jak tylko zadzwonisz, ale nie 
zmuszaj  mnie,  żebym  czekał  tutaj.  Pracuję  już 
dwadzieścia  lat  w  tym  fachu,  a  jeszcze  nie  przywykłem 
do zapachu krwi. 

Wiesz, gdzie jest detektyw Benton? – zapytała niby od 

niechcenia. 

– Kręcił się gdzieś tutaj. Ostatnio widziałem go w dużej 

sypialni.  No  dobra,  na  razie  się  zmywam,  bo,  jak 
powiedziałem,  nie  lubię  przebywać  w  miejscu  zbrodni. 
Zadzwoń, gdybyś mnie potrzebowała. 

Maggie  pokręciła  głową.  Jack  uznał  gabinet  za 

„miejsce  zbrodni”  i  pewnie  się  nie  mylił,  chociaż  nie 
mieli na to jeszcze żadnego dowodu. Czy już uznali to za 
pewnik? No cóż, w końcu policji kryminalnej nie wzywa 
się do ofiar zawału serca. 

Nie wiedząc, co zdążył już zrobić Josh, czy na przykład 

zabrał  się  do  badania  reszty  pomieszczenia,  Maggie 
podeszła  do  ciała.  Pod  głową  denata  widniała  niewielka 
kałuża krwi, a więc rana nie musiała być głęboka. Ślady 
krwi  –  sześć  czy  siedem  plam  –  były  także  na  białym 
szlafroku  nieboszczyka.  Gardner  leżał  z  gołymi  nogami, 
w jednym białym rannym pantoflu, drugi upadł jakiś metr 
od lewej stopy. 

Maggie  postawiła  torbę,  wyjęła  z  niej  parę  świeżych 

lateksowych  rękawiczek  i  naciągnęła  je.  Obok  ciała 
położyła kartkę białego papieru, na której uklękła. 

Ofiara  miała  otwarte  oczy.  Maggie  odruchowo 

background image

sprawdziła puls, ale – rzecz jasna – nie stwierdziła oznak 
życia.  Wyjęła  z  torby  mały  odtwarzacz,  którym  zawsze 
posługiwała  się  na  miejscu  zbrodni,  i  umocowała 
mikrofon  tak,  żeby  mieć  wolne  ręce.  Włączyła  go  i 
przystąpiła do opisu. 

–  Ofiarę,  zidentyfikowaną  jako  Franklin  Gardner  – 

zaczęła  –  znalazła  gosposia,  Miriam  Hobart.  Ofiarą  jest 
mężczyzna,  około  pięćdziesięciu  lat,  w  dobrej  kondycji 
fizycznej.  Ma  niebieskie  oczy,  czarne  włosy  i  śniadą 
skórę. Jego rysy twarzy sugerują pochodzenie z jednego z 
narodów  kaukaskich.  Badań  lekarskich  jeszcze  nie 
przeprowadzono,  ale  widać...  –  Maggie  zamilkła,  żeby 
policzyć  –  ...  siedem  plam  krwi  na  szlafroku,  na 
wysokości  klatki  piersiowej.  Przejdę  teraz  do 
dokładniejszych oględzin. 

Właśnie  zaczęła  rozwiązywać  pasek  szlafroka,  kiedy 

dobiegł ją głos Josha Bentona. 

– No i jak? – zapytał Josh, podchodząc bliżej. 
Maggie przełknęła ślinę i wyłączyła odtwarzacz. 
Podniosła głowę i spojrzała na detektywa Bentona. 
– Prawdę mówiąc, dopiero zaczęłam. 
Szare  oczy  Josha  Bentona  zatrzymały  się  na  twarzy 

policjantki  klęczącej  przy  zwłokach,  przeniosły  się  na 
fotografię  widniejącą  na  jej  identyfikatorze,  by  zaraz 
powrócić do jej twarzy. 

– Nie do wiary, Maggie Sutter! Co ty tu robisz? Nie, to 

głupie pytanie. Wiadomo, co robisz, ale jak to się stało... 
to  znaczy...  dlaczego  nigdy  się  ze  mną  nie 

background image

skontaktowałaś,  nie  dałaś  znać,  że  pracujemy  w  tym 
samym miejscu? 

Maggie poczuła, że się czerwieni. 
– Bo... bo raz minęliśmy się na korytarzu, a ty... mnie 

nie poznałeś. 

–  Cholera,  więc  dlaczego  nie  wrzasnęłaś,  nie 

podstawiłaś  mi  nogi,  czy  coś  w  tym  rodzaju?  –  Josh  nie 
spuszczał  wzroku  z  dziewczyny,  zauważając  różnice 
między  Maggie  Sutter,  którą  znał  przed  laty,  a  tą 
dzisiejszą, która wydała mu się niezwykle atrakcyjna. 

–  Nie  mogłabym  zrobić  czegoś  takiego  –  mruknęła 

Maggie, skrępowana całą sytuacją; czuła się lak, jakby ją 
wziął pod lupę. 

– Czy mi się wydaje, że wcześniej miałaś bardziej rude 

włosy? 

– Pociemniały z latami. 
– Rozumiem. A czy Tim wciąż mieszka w Kalifornii? 
Pytanie  o  starszego  brata  zaskoczyło  dziewczynę.  Oto 

mają przed sobą trupa – prawdopodobnie ofiarę zbrodni – 
a Benton postanowił uciąć sobie pogawędkę na temat jej 
rodziny.  Ani  mi  w  głowie  podtrzymywać  tę  rozmowę, 
pomyślała, i pominęła pytanie milczeniem. 

–  Właśnie  zaczęłam  oględziny  zwłok  –  powtórzyła 

rzeczowym  tonem.  –  Mam  kontynuować  czy  sam  to 
zrobisz?  –  Cóż,  musi  się  podporządkować.  Josh  jest 
wyższy  rangą,  nawet  jeśli  nie  jest  jej  szefem.  Ale  na 
pewno będzie kierował tym dochodzeniem. Złościło ją, że 
nie  tylko  nie  poznał  jej  tamtego  dnia,  ale  nawet  nie  jest 

background image

mu z tego powodu przykro. Dziesięć lat temu, kiedy on i 
Tim  byli  najlepszymi  kumplami,  uważała  go  za 
wrażliwego chłopca. 

– Nie przerywaj sobie. Rozejrzę się po pokoju. Trzeba 

bardzo  uważać,  żeby  przed  zdjęciem  –  odcisków  nie 
dotykać  niczego  bez  rękawiczek.  –  Rzucił  okiem  na  jej 
ręce. – Widzę, że tobie nie trzeba tego przypominać. 

Maggie  opuściła  wzrok;  nie  zdziwiłaby  się,  gdyby  się 

okazało,  że  Josh  w  ogóle  nie  ma  zaufania  do  jej 
kompetencji zawodowych. 

Josh  brał  przez  lateksowe  rękawiczki  kolejne 

przedmioty i oglądał je uważnie, jednocześnie zerkając na 
Maggie. Wciąż nie mógł uwierzyć, że spotkał ją tutaj, na 
miejscu zbrodni, i że pracuje ona w jego grupie. Ciekaw 
był,  od  kiedy  właściwie  zainteresowała  się  pracą  w 
dochodzeniówce. 

Maggie  odchyliła  poły  szlafroka  Gardnera  i 

przekazywała swoje uwagi do miniaturowego mikrofonu: 

–  Siedem  niedużych...  nawet  bardzo  niedużych  ran 

kłutych.  Być  może  zadanych  szpikulcem  do  lodu.  Kto 
jeszcze  używa  szpikulców,  skoro  na  rynku  istnieje  taka 
rozmaitość łatwych w obsłudze kostkarek do lodu? Nikt. 
Trzeba sprawdzić barek. 

Josh  od  razu  zareagował  –  podszedł  do  eleganckiego 

drewnianego barku, przy którym stało sześć obitych skórą 
stołków,  wszedł  za  kontuar  i  z  pewnym  podziwem 
zarejestrował  na  podświetlonych  półkach  liczne  butelki 
drogich  trunków.  Zlokalizował  wbudowaną  lodówkę  i 

background image

drugą,  przeznaczoną  wyłącznie  na  wino,  a  także 
pokaźnych  rozmiarów  automatyczną  kostkarkę  do  lodu. 
Już miał odrzucić teorię Maggie w sprawie ewentualnego 
narzędzia zbrodni, kiedy, po otwarciu drzwiczek lodówki, 
zauważył  szklany  pojemnik,  a  w  nim  całą  kolekcję 
starych  szpikulców  do  lodu.  Ustawione  pionowo,  tkwiły 
w  niedużych  skórzanych  uchwytach,  wypełniając  całą 
przestrzeń pojemnika. 

Maggie przeszła do badania tyłu głowy ofiary; wyraźne 

wklęśnięcie,  wskazujące  na  możliwość  uszkodzenia 
czaszki, wyjaśniałoby obecność krwi na dywanie. 

Podniosła  wzrok  na  Bentona,  który  rzucił  suche 

pytanie: 

– Czyżby dwukrotnie zabity? 
– Co takiego? 
Josh  odniósł  wrażenie,  że  zaszokował  ją  swoim 

spostrzeżeniem. 

–  Maggie,  gdybyś  się  zajmowała  takimi  sprawami 

przez  dwanaście  lat,  tyle  co ja, ręczę,  że  twoje wrażliwe 
serduszko zdążyłoby się zahartować. 

–  Mam  nadzieję,  że  nie  –  zaprotestowała  żywo.  – 

Skończyłam  oględziny.  Chcesz  obejrzeć  ciało,  zanim 
zadzwonię po fotografa? 

Maggie  podniosła  się  z  klęczek,  a  Josh  zajął  jej 

miejsce. Przyjrzał się dłoniom i paznokciom denata. 

–  Staranny  manikiur  –  zauważył.  Obejrzał  też  stopy  i 

nogi mężczyzny, a na koniec okolice krocza. – Stłuczenia 
na  twarzy  mają  dość  osobliwy  kształt.  Na  rękach  i 

background image

przedramionach  widoczne  są  ślady  walki,  typowe 
obrażenia,  które  powstają  w  walce  o  charakterze 
obronnym.  Sekcja  zwłok  pozwoli  ustalić  główną 
przyczynę zgonu, ale na pierwszy rzut oka wydaje się, że 
nastąpił w wyniku ran zadanych w klatkę piersiową albo 
od  potężnego  ciosu  w  głowę,  gdy  ofiara,  padając, 
uderzyła się o stolik. 

–  Naprawdę?  –  Maggie  nie  musiała  daleko  szukać 

stolika.  Zaczerwieniła  się  po  cebulki  włosów.  Powinna 
była od razu po wejściu do gabinetu dostrzec ślad krwi na 
brzegu stolika! Benton tego nie przeoczył. Niech to szlag 
trafi! Czy aż tak się przejęła perspektywą pracy z nim, że 
zaćmiło jej umysł? 

Josh wstał z podłogi. 
–  Wezwij  Jacka  i  ludzi  z  laboratorium  daktyloskopii. 

Niech posypią proszkiem cały ten pokój, a zwłaszcza bar. 
Aha,  za  barem,  w  specjalnym  pojemniku  tkwi  kolekcja 
staroświeckich szpikulców do lodu. Niech włożą każdy z 
nich do osobnej plastikowej torebki i dokładnie je zbadają 
w  laboratorium  kryminalistycznym.  Dopilnuj  tego.  A  na 
razie  zostań  przy  zwłokach,  póki  ich  nie  zabierzemy  do 
kostnicy.  Chcę  jeszcze  dokładnie  obejrzeć  resztę 
mieszkania. 

Maggie próbowała nie dać po sobie poznać, jak bardzo 

czuje  się  upokorzona  przeoczeniem  czegoś  tak 
elementarnego,  jak  ślad  krwi  na  ostrym  kancie  stolika. 
Zadarła dumnie brodę i odezwała się pewnym tonem: 

–  Według  mojej  oceny  śmierć  nastąpiła  jakieś  cztery 

background image

godziny temu. Zgadzasz się ze mną? 

– Zgadzam – przytaknął Josh i wyszedł z gabinetu. 
Maggie  sięgnęła  po  telefon  komórkowy  i  wybrała 

numer Jacka. 

– Możesz wrócić i zrobić zdjęcia, Jack. A jeżeli na dole 

są też ludzie z laboratorium daktyloskopii, poproś, żeby tu 
z tobą przyszli. To polecenie Bentona. 

– Robi się. 
 
Gdy  zabrano  ciało,  większość  policjantów  opuściła 

dom.  Z  nastaniem  świtu  wyjrzało  blade  słońce;  świeciło 
tak  słabo,  że  nawet  nie  spowodowało  porannej  mgły. 
Maggie  stała  przed  przeszkloną  ścianą  i  podziwiała 
cudowny  widok  na  jezioro  Michigan.  Z  niewyspania 
bolało  ją  całe  ciało,  a  przecież  czekał  ją  jeszcze  długi 
dzień intensywnej pracy. 

Była tak zmęczona, że nie zauważyła wejścia Josha do 

salonu, póki się nie odezwał. 

–  Co  powiesz  na  filiżankę  kawy?  –  zapytał.  –  Parę 

przecznic stąd jest lokal, gdzie podają wyśmienitą kawę, a 
jeśli jesteś głodna, możesz tam zjeść niezłe śniadanie. 

– Nie chce mi się jeść, ale kawy chętnie się napiję. Nie 

mamy tu już nic więcej do zrobienia? Czy któreś z nas nie 
powinno pogadać z gosposią? 

–  Jeszcze  nie  wiem,  kto  ją  przesłucha,  ale  nie  ma 

powodu  do  obaw,  gosposia  się  nie  ulotni.  Podobnie  jak 
inni  mieszkańcy  tego  domu.  Dotrzemy  do  każdego  z 
osobna,  ale  na  razie  musimy  napić  się  porządnej  kawy. 

background image

Chodźmy. 

Coffeehouse  Cafe  okazała  się  nieduża  i  bardzo 

uczęszczana. Znaleźli wolny stolik i usiedli. Josh usiłował 
namówić  Maggie  na  zjedzenie  śniadania,  ale 
odpowiedziała  mu  zgodnie  z  prawdą,  że  nie  byłaby  w 
stanie  nic  przełknąć.  Za  to  kiedy  podano  gorącą, 
aromatyczną kawę, od razu sięgnęła po swoją filiżankę. 

– Miałeś rację – powiedziała, kiedy wypiła solidny łyk. 

– Kawa jest wyśmienita. 

Josh,  który  oprócz  kawy  delektował  się  jajkami  na 

bekonie  z  grzanką  i  porcją  jarzyn,  podniósł  wzrok  znad 
talerza. 

– Jak pobędziesz ze mną dłużej, przekonasz się, że na 

ogół miewam rację. 

–  Coś  takiego!  Skąd  ta  metamorfoza?  Nie 

przypominam sobie, żebyś był taki nieomylny w czasach, 
kiedy  nie  rozstawaliście  się  z  Timem.  –  Co  było 
nieprawdą,  bo  wówczas  sama  uważała  go  za  chodzącą 
doskonałość. 

– Poważnie? Hmm... No, a co teraz porabia nasz Tim? 
–  Nasz  Tim  ma  się  świetnie.  Pewnie  wiesz,  że  się 

ożenił. 

– Ano, wiem. 
– I że ma dwóch synków? 
–  A,  tego  nie  wiedziałem.  Dwóch  synów,  powiadasz? 

Masz ich zdjęcie? 

– Nie przy sobie. 
– Powiedz, jak to się stało, że poszłaś w moje ślady, a 

background image

nie Tima? Czy on nadal siedzi w branży komputerowej? 

Maggie uniosła brwi. 
–  Tak,  i  wyjątkowo  dobrze  na  tym  wychodzi. 

Natomiast nie widzę żadnego podobieństwa między tobą i 
mną, poza tym, że oboje pracujemy w policji. 

–  Byłem  gliną,  kiedy  ty  bawiłaś  się  jeszcze  w 

piaskownicy. 

–  Nie  przesadzaj.  Mam  dwadzieścia  sześć  lat,  więc 

jesteś ode mnie tylko o dziesięć lat starszy. A to, że oboje 
jesteśmy  glinami,  nie  oznacza  jeszcze,  że  myślimy  i 
postępujemy jednakowo. 

–  Czyżbym  wyczuwał  nutkę  dezaprobaty  w  twoim 

głosie? 

– No cóż, chyba nie zawsze i nie we wszystkim musisz 

mieć rację. Podobno nie ma ludzi nieomylnych. 

–  Mola,  hola,  nie  powiedziałem,  że  zawsze  –  i  we 

wszystkim mam rację, tylko że często mi się to zdarza... 
poza tym żartowałem. Nie znasz się już na żartach? Jeśli 
dobrze pamiętam, dawniej było inaczej. 

–  Kiedy  widzieliśmy  się  ostatnio,  byłam  naiwną 

szesnastolatką, ale to było już dawno. 

Josh skończył jeść, oparł łokcie na stole, ujął filiżankę 

w obie dłonie i obrzucił Maggie uważnym spojrzeniem. 

–  Nie  da  się  ukryć,  że  wydoroślałaś,  i  to  pod  każdym 

względem. 

Maggie  nie  potrafiła  zgadnąć,  czy  jego  niepokojące 

szare oczy wyrażają podziw, czy pożądanie. Przeszedł ją 
dreszcz.  Josh  był  dziś  jeszcze  przystojniejszy  niż  wtedy, 

background image

kiedy  przeżywała  katusze  z  jego  powodu.  Durzyła  się  w 
nim bez pamięci, a on traktował ją jak dziecko i nawet nie 
podejrzewał, 

że 

jest 

głównym 

bohaterem 

jej 

dziewczęcych fantazji. 

Ale  by  się  ubawił,  gdyby  wiedział,  że  jej 

doświadczenie z mężczyznami jest równie nikłe jak przed 
dziesięcioma laty! Fakt, dziewictwo w jej wieku nie było 
powodem  do  szczególnej  dumy,  ale  naprawdę  nie 
spotkała  jeszcze  faceta,  który  by  ją  wystarczająco 
pociągał.  Zresztą  nie  miała  na  to  czasu.  W  college’u 
prawie nie podnosiła głowy znad książek, a po zrobieniu 
dyplomu  harowała  jak  wół,  żeby  dostać  pracę  w 
chicagowskiej komendzie policji. 

A Josh nadal działał na nią jak dawniej. Nie stracił nic 

ze  swojego  uroku.  Od  samego  patrzenia  na  niego  działy 
się z nią dziwne rzeczy. Ale nie mogła przecież pozwolić 
sobie na szybki romansik z jedynym mężczyzną, którego 
mogłaby  obdarzyć  prawdziwą  miłością...  gdyby 
kiedykolwiek była taka szansa. 

–  Może  powinniśmy  pogadać  o  śledztwie  – 

zasugerowała. 

Josh  uśmiechnął  się  lekko.  Nie  dość,  że  jest  śliczna, 

pomyślał,  to  jeszcze  bystra  i  potrafi  trzymać  faceta  na 
dystans,  co  najwyżej  dopuści  go  na  wyciągnięcie 
ramienia. A w dodatku jest siostrą Tima, i to jest jeszcze 
jeden  powód,  żeby  traktować  ją  z  szacunkiem.  Kiedyś 
Josh  mógł  sobie  stroić  żarty  z  Maggie  Sutter,  ale  nigdy 
nie posuwał się za daleko. 

background image

–  Na  razie  mamy  zbyt  mało  danych  –  wyjaśnił.  – 

Wiesz,  jaka  jest  procedura...  sekcja  zwłok  i  ustalenie 
przyczyny  zgonu...  niekończące  się  przesłuchania... 
badania laboratoryjne i tak dalej, i tak dalej. 

– Jasne. Ale to ty wydajesz rozkazy, więc chciałabym 

usłyszeć, co masz mi do powiedzenia. 

–  Zabezpieczyłaś  ewentualne  dowody,  które  należy 

zbadać, 

więc 

posiedź 

dzisiaj 

laboratorium 

kryminalistycznym.  Jeśli  o  mnie  chodzi,  zamierzam 
porozmawiać z patologiem. Prześladuje mnie pytanie, co 
nastąpiło  najpierw:  rany  –  kłute  czy  uderzenie  w  głowę. 
Uważam to za klucz do całego dalszego postępowania. 

Maggie  była  pod  wrażeniem  logicznego  myślenia 

Josha,  a  jednocześnie  trochę  mu  zazdrościła.  Chciałaby 
mu  dorównać,  pragnęła  wykazać  się  większą 
przenikliwością,  ale  taką  umiejętność  pewnie  można 
nabyć dopiero po latach pracy w tym zawodzie. 

– Zgoda. Jeżeli mnie wysadzisz pod domem Gardnera, 

przesiądę się do swojego samochodu. Chcesz, żebym się z 
tobą skontaktowała w ciągu dnia? 

– Jeśli odkryjesz coś, o czym powinienem wiedzieć, to 

tak.  –  Josh  sięgnął  do  wewnętrznej  kieszeni  płaszcza  i 
wyjął wizytówkę. – Masz tu wszystkie numery telefonów, 
pod którymi możesz mnie złapać. 

Maggie zrewanżowała mu się własną. 
–  Na  wypadek,  gdybyś  mnie  potrzebował  – 

powiedziała. 

– Dobra, więc będziemy w kontakcie. 

background image

Bliższym  niż  myślisz,  uznała  Maggie.  Zła,  że  takie 

myśli  chodzą  jej  po  głowie,  postanowiła  nie  dać  poznać 
po sobie, że inteligencja i męska uroda Josha działają na 
nią tak samo jak dawniej. Musi uważać w jego obecności, 
bo gdyby Josh uświadomił sobie, jak silnie na nią działa i 
że daje mu to nad nią przewagę, nie wiadomo, do czego 
by doszło. A może wiadomo i to aż za dobrze? 

Maggie wstała od stolika i spokojnie szła u boku Josha, 

jakby był jednym z wielu gliniarzy, z którymi przyszło jej 
pracować.  Nikt  nie  mógł  domyślić  się,  że  nogi  ma  jak  z 
waty... 

To  straszne,  co  się  ze  mną  dzieje,  pomyślała.  Po 

jednym zaledwie spotkaniu... 

 

background image

Rozdział 2 

 
Jednym  z  zadań  eksperta  kryminalistyki  jest 

rekonstrukcja zbrodni będącej przedmiotem badań. Ma do 
dyspozycji  notatki  i  zdjęcia  z  miejsca  zbrodni,  a  także 
zabezpieczone dowody rzeczowe. Maggie rozmyślała nad 
sprawą,  jednocześnie  badając  i  analizując  wszystkie 
próbki  –  od  włókien  dywanu  po  substancje  wydobyte 
spod  paznokci  –  które  zebrała  w  gabinecie  Franklina 
Gardnera.  Jak  zwykle  skrupulatnie  opatrzyła  etykietką 
każdą torebkę, jakby to właśnie w niej miał znajdować się 
bezcenny  dowód,  który  naprowadzi  na  trop  zabójcy  i 
przyczyni się do przekazania go w ręce sprawiedliwości. 

Około  drugiej  po  południu  burczenie  w  żołądku 

przypomniało  Maggie,  że  nie  miała  nic  w  ustach  od 
wczorajszego wieczoru, ale chciała jeszcze skończyć testy 
i  zapisać  wyniki,  więc  zadowoliła  się  batonem 
energetycznym z automatu. Do siódmej zrobiła wszystko, 
co  można  było  zrobić  przez  jeden  długi  dzień  pracy,  po 
czym  zaniosła  cały  materiał  do  pokoju,  w  którym 
gromadzono dowody. 

–  Każda  torebka  jest  oznakowana  –  poinformowała 

dyżurnego  zupełnie  niepotrzebnie,  bo  i  tak  każdy 
wiedział, że było to jej obowiązkiem. – W ciągu kilku dni 
dostarczę  resztę.  –  Miała  na  myśli  głównie  szpikulce  do 
lodu.  Podejrzany  był  fakt,  że  nie  znaleziono  na  nich 
żadnych  odcisków  palców.  Prawdopodobnie  zostały 

background image

usunięte  przez  zabójcę.  Za  to  na  dwóch  wykryto  ślady 
krwi. Na ich zbadanie Maggie potrzebowała więcej czasu. 

Idąc  do  samochodu,  uświadomiła  sobie  z  żalem,  że 

Josh Benton nie zatelefonował. Dzisiejsza praca sprawiła 
jej dużo satysfakcji, nic więc dziwnego, że chciała być na 
bieżąco w prowadzonej sprawie i dlatego interesowały ją 
także  pozostałe  wątki  śledztwa.  Zamiast  do  domu, 
pojechała  więc  do  wydziału  dochodzeniowo-śledczego, 
zaparkowała samochód i weszła do środka. Najczęściej to 
miejsce  przypominało  istny  dom  wariatów,  ale  tego 
wieczoru ruch był zaskakująco niewielki. 

Przechodząc obok oficera dyżurnego, Maggie odebrała 

po  drodze  pozostawione  dla  niej  wiadomości.  Szybko 
przebiegła je wzrokiem, nie odnotowując niczego, co nie 
mogłoby  poczekać,  po  czym  udała  się  do  ciasnej  i 
zagraconej  salki,  gdzie  dwa  miesiące  temu  wyznaczono 
jej miejsce. Z trudem mieściły się tu szafy z kartotekami i 
mniej  więcej  dwadzieścia  biurek.  Na  jej  biurku  stał 
jedynie telefon i wygaszony komputer. 

Maggie  minęła  je  i  nie  zatrzymując  się,  podążyła  na 

poszukiwanie detektywa Bentona, który pracował w innej 
części  lokalu,  w  pomieszczeniu  podzielonym  na  małe 
boksy.  Nie  wyglądało  to  na  Ritza,  nawet  przy 
maksymalnie  bujnej  wyobraźni,  ale  Maggie  bardzo  by 
chciała  awansować  do  tej  salki.  Wiedziała,  że  nieprędko 
to nastąpi, ale co szkodzi sobie pomarzyć. 

Drzwi  zajmowanego  przez  Josha  boksu  były  otwarte. 

Maggie  zerknęła  do  środka  i  zobaczyła,  że  detektyw 

background image

rozmawia  przez  telefon.  On  też  ją  zauważył  i  pomachał 
ręką,  zapraszając  ją  do  środka.  Usiadła  na  krześle  i 
czekała. 

Wreszcie skończył i odłożył słuchawkę. 
– Jak poszło w laboratorium? – zapytał. 
–  Normalnie.  Rutyna  –  odpowiedziała  i  położyła  na 

biurku szefa plik kartek papieru. – To raport ze wstępnego 
badania ofiary. Jeszcze nie mam nic konkretnego na temat 
tych  szpikulców  do  lodu  poza  tym,  że  brakuje  na  nich 
odcisków  palców.  Przypuszczam,  że  zostały  dokładnie 
wytarte,  a  jednak  na  dwóch  z  nich  są  ślady  krwi.  Na 
jednym  to  krew  ludzka  grupy  zero  plus,  na  drugim  krew 
jakiegoś  zwierzęcia.  Może  ten  drugi  służył  do 
rozdzielenia zamrożonych steków. 

–  Mogę  oczywiście  wykonać  dodatkowe  testy  i 

zidentyfikować  gatunek  zwierzęcia.  A  co  do  tego 
pierwszego...  czy  wiesz,  jaką  grupę  krwi  miał  Franklin 
Gardner? 

– Zero plus – odpowiedział Josh ze stoickim spokojem. 
Maggie wytrzymała jego wzrok. 
– A więc ten szpikulec mógł być narzędziem zbrodni? 
– Mógł – zgodził się Josh. – Po wstępnych oględzinach 

zwłok  lekarz  sądowy  powiedział,  że  przyczyną  śmierci 
mogła być rana głowy albo rany na klatce piersiowej, albo 
jedno i drugie, jak zresztą sami przypuszczaliśmy. Dopóki 
nie dostaniemy raportu z sekcji, niczego nie możemy być 
w stu procentach pewni. Poprosiłem, żeby się pospieszyli, 
ale wiesz, jak jest. 

background image

–  Powiedziałeś  im  o  zainteresowaniu  mediów  tą 

sprawą? 

–  Użyłem  wszystkich  możliwych  argumentów,  ale 

wiesz...  nie  wszyscy  padają  na  kolana  na  dźwięk 
nazwiska  naszej  ofiary.  Zresztą  nie  jest  ono  w  Chicago 
jedyne, które wzbudza zainteresowanie prasy  – zauważył 
obojętnie  Josh.  –  Jednak  w  każdej  chwili  możemy  się 
spodziewać wizyty jakiegoś dziennikarza. 

– Wiemy już coś na temat odcisków palców zdjętych w 

mieszkaniu Gardnera? Faceci od daktyloskopii pobrali ich 
całe  mnóstwo,  ze  –  wszystkich  możliwych  miejsc.  Czy 
mamy już od nich jakiś raport? 

– Nie. Mówią, że pierwsze wyniki będą rano. Na razie 

do  rezydencji  Gardnerów  posłano  dwóch  kapitanów 
policji, aby oficjalnie powiadomili matkę Franklina o jego 
śmierci. 

– Aż dwóch  oficerów?  –  zdziwiła  się  Maggie.  –  Skąd 

taki  honor? Ach, rozumiem.  Bo  to  zamożna i szanowana 
rodzina  chicagowskich  obywateli,  tak?  Za  wysokie  progi 
dla  zwykłego  detektywa...  –  dodała  złośliwie.  – 
Myślałam, że sam pojedziesz, żeby ją powiadomić, a przy 
okazji  zobaczysz  jej  reakcję.  Wiemy  już,  jak  przyjęła 
wiadomość? 

–  Myślisz,  że  matka  Franklina  może  mieć  coś 

wspólnego z jego przedwczesnym zejściem? 

–  Skąd  ten  sceptycyzm?  W  końcu  wszystko  jest 

możliwe.  Dopóki  nie  poznamy  prawdy,  każdy,  kto  znał 
Franklina,  jest  podejrzany.  Nie  ma  żadnego  śladu 

background image

wskazującego  na  to,  że  ktoś  się  włamał  do  mieszkania. 
Więc jeśli Franklin sam wpuścił mordercę, musiał to być 
ktoś, kogo znał... kogo się spodziewał. Co wiemy o jego 
życiu  osobistym?  Czy  miał  jakąś  przyjaciółkę...  a  może 
niejedną?  Może  fakt,  że  został  dwukrotnie  zabity,  jak  to 
wczoraj dobitnie ująłeś, świadczy o zabójstwie w afekcie? 
Wiesz przecież, że zabójca, którego uczucia zraniono, czy 
to będzie on, czy ona, często nie wie, kiedy przestać... 

– No, no... masz niezłą wyobraźnię. 
–  Chyba  bez  tego  nie  miałabym  czego  szukać  w 

dochodzeniówce. 

– Wyobraźnia pomaga... ale może też utrudniać. Ważne 

jest,  żeby  zrobić  najlepszy  użytek  z  możliwych  do 
udowodnienia faktów. 

– Tak, pod warunkiem, że istnieją, ale gdy ich nie ma, 

nie  zaszkodzi  umieć  samemu  kojarzyć  fakty  i  zbierać 
poszlaki.  A  co  z  gosposią?  Czy  ktoś  już  ją  przesłuchał  i 
czy pozwolono jej zostać w mieszkaniu? Nie można tam 
przecież niczego dotykać, przestawiać ani czyścić. 

–  Naprawdę?  –  powiedział  Josh,  przeciągając 

samogłoski. – Do licha, że też o tym nie pomyślałem. 

Maggie zaczerwieniła się. 
–  Przepraszam,  że  się  wymądrzam,  ale  co  zrobiłeś  z 

Miriam Hobart? 

–  Wrzuciłem  ją  do  najgłębszego  i  najciemniejszego 

lochu w Chicago. Przecież nic innego nie mogłem zrobić 
z gosposią ofiary morderstwa! 

– Kpisz sobie ze mnie? 

background image

– Maggie, wyluzuj. 
Dziewczyna poderwała się z miejsca. 
–  Uważasz,  że  nie  należy  poważnie  podchodzić  do 

morderstwa? Świetnie... no to idę do domu. 

Josh wstał. 
– A może najpierw zjedlibyśmy razem kolację? 
Serce  Maggie  zaczęło  bić  szybciej,  chociaż  wiedziała, 

że jej dzisiejszy wygląd nie powinien podsuwać Joshowi 
żadnych  głupich  myśli.  Wstała  w  środku  nocy  i 
przyjechała do pracy bez makijażu, z byle jaką fryzurą. A 
teraz  –  po  dniu  ciężkiej  pracy  –  musi  wyglądać  jeszcze 
gorzej. 

– Przykro mi, ale jeśli na dzisiaj już ze mną skończyłeś, 

wolałabym wrócić do siebie. 

–  Nie  skończyłem  z  tobą,  Maggie.  Nawet  o  tym  nie 

myśl. 

Spokojny  głos  Josha  wprawił  Maggie  w  większe 

zakłopotanie niż jego słowa. Jeszcze dziwniejsze było to, 
że  wcale  nie  miał  przy  tym  miny  uzbrojonego  po  zęby 
myśliwego, polującego na małego, szarego zajączka. Tak 
czy  owak,  oboje  dokładnie  zdawali  sobie  sprawę  z 
wydźwięku  tych  słów.  Maggie  popatrzyła  na  Josha 
zdziwionym  wzrokiem,  a  on  szybko  przybrał  surowy 
wyraz  twarzy,  wyrażający  według  niej  konkretną  treść: 
Zabraniam  ci  wyciągać  z  tego  jakiekolwiek  wnioski. 
Krótko mówiąc, Benton miał chłodną i wyzywającą minę 
gliniarza. 

Maggie  nie  miała  dziś  dość  sił,  żeby  zmierzyć  się  z 

background image

takim wyzwaniem, które w innej sytuacji może by chętnie 
podjęła.  Zignorowała  więc  erotyczną  nutkę,  którą 
usłyszała w jego głosie. 

– Jeśli jest jeszcze coś, co chciałbyś dzisiaj omówić, to 

oczywiście zostanę. A jeżeli to już wszystko... 

Josh  zastanawiał  się,  co  też,  do  licha,  go  naszło. 

Przecież to Maggie, młodsza siostra Tima. 

– Oczywiście, jedź do domu. Dzisiaj już nic więcej nie 

zrobimy.  Chyba,  żebyś  chciała  omówić  inne  sprawy, 
którymi się zajmujesz. 

– Jest ich trochę, ale nie muszę się z nimi spieszyć. W 

każdym razie nie są równie pilne jak zabójstwo Gardnera. 
Cóż,  jeśli  na  dzisiaj  to  wszystko,  to  czas  się  pożegnać. 
Dobranoc. 

– Aha, jeszcze jedno. Czy pracowałaś kiedyś z Colinem 

Watersem? 

Będąc już przy drzwiach, Maggie odwróciła się, oparła 

ramię o framugę i potrząsnęła głową. 

– Nie, ale wiem, kto to taki. Dlaczego pytasz? 
–  Włączyłem  go  do  sprawy.  Otrzymaliśmy  rozkaz  z 

góry,  żeby  nie  zwlekać  z  jej  zamknięciem.  Colin  jest 
jednym z naszych najlepszych oficerów śledczych. Już z 
nim  dzisiaj  rozmawiałem.  On  i  jego  partnerka,  Darien 
Wilson,  ostro  wzięli  się  do  roboty.  Pomyślałem,  ze 
powinnaś  o  tym  wiedzieć.  Na  pewno  chętnie  zapoznają 
się z twoim wstępnym raportem. 

– Świetnie. Czy jutro rano mam się zameldować tutaj, 

czy raczej pojechać prosto do laboratorium? 

background image

–  Najpierw  wpadnij  tutaj.  Niezależnie  od  tego,  czy 

mnie  zastaniesz,  czy  nie,  rzuć  okiem  na  kartotekę 
Gardnera. Musisz być przygotowana na wypadek, gdyby 
zjawił się jakiś dziennikarz. 

–  Może  dorzucę  jutro  parę  informacji  do  kartoteki 

Gardnera. To wszystko? 

– Wszystko. Widzimy się jutro. 
– Jeśli cię zastanę – przypomniała Maggie i wyszła. 
 
Po jej wyjściu Josh zadumał się nad swoim życiem. Od 

pół  roku  był  sam,  od  kiedy  Tasha,  modelka,  z  którą 
spotykał się przez ponad rok, oznajmiła, że z nim zrywa. 
O  dziwo,  nie  brakowało  mu  jednak  regularnego  seksu. 
Doszedł nawet do wniosku, że od czasu odejścia Tashy w 
ogóle  nie  myśli  o  tych  sprawach.  I  to  wcale  nie  z  braku 
atrakcyjnych  kobiet.  Po  prostu  nie  chce  się  wikłać  w 
żaden  stały  związek.  Pomyślał  z  rezygnacją,  że  chyba 
zaczyna się starzeć. 

A  dziś  znów  zaczął  się  zastanawiać  nad  stałym 

związkiem. Chyba przez to, że spotkał po latach Maggie 
Sutter. Ale przecież tą dziewczyną nie powinno mu się 
kojarzyć 

nic 

innego 

poza 

dawnymi, 

fajnymi 

wspomnieniami.  Dziesięć  łat  temu  on  i  Tim  Sutter  byli 
dobrymi  kumplami.  Kiedy  Josh  wpadał  do  Tima,  często 
natykał  się  na  Maggie,  rezolutną  jak  każda  nastolatka, 
trochę  impertynencką  i  rozchichotaną  dziewczynkę. 
Zawsze wodziła za nim ślicznymi niebieskimi oczami. 

Teraz  już  tak  na  mnie  nie  patrzy,  pomyślał  nie  bez 

background image

pewnej przykrości. A jeżeli już w ogóle patrzy, to raczej 
krytycznie.  Czy  dlatego,  że  nie  poznał  jej  i  minął  ją 
obojętnie na korytarzu? Prawdę mówiąc, może to i lepiej, 
bo gdyby ją rozpoznał, byłby raczej niemile zaskoczony, 
spotykając  Maggie  w  mundurze  policjantki  na  terenie 
swojego  wydziału,  a  mówiąc  jeszcze  dokładniej,  wcale 
nie  był  przekonany,  czy  mu  się  to  teraz  podoba.  Tym 
bardziej  że  w  jej  obecności  zaczynały  go  nachodzić 
zdrożne  myśli.  A  przecież  fakt,  że  jest  siostrą  Tima, 
czynił ją w jakiś sposób nietykalną. 

Josh stracił kontakt z Timem, ale Tim też go nie szukał. 

Ich  drogi  się  rozeszły;  Tim  mieszkał  w  Kalifornii,  miał 
swoje komputery, żonę i dzieci, gdy tymczasem on, Josh, 
prawie  nie  wychylał  nosa  poza  swoje  miasto,  nie 
zamierzał  się  żenić  ani  opuszczać  Chicago,  ciężko 
pracował  i  wspinał  się  na  kolejne  szczeble  kariery  w 
policji.  Prawdę  mówiąc,  trudno  sobie  wyobrazić  dwóch 
bardziej  różniących  się  od  siebie  ludzi  niż  on  i  Tim,  a 
jednak, jako młodzi chłopcy, natychmiast przypadli sobie 
do gustu. 

Josh westchnął. Gdyby Tim został w Chicago, pewnie 

nadal  by  się  przyjaźnili.  Jedna  myśl  pociągnęła  za  sobą 
drugą.  Co  się  dzieje  z  matką  Tima  i  Maggie?  Pamiętał 
Lottie Sutter równie dobrze jak jej dzieci. Czy Lottie żyje 
i  nadal  wygląda  kwitnąco?  Miał  nadzieję,  że  tak. 
Naprawdę dobrze im się kiedyś rozmawiało. 

Tej  nocy  Maggie  spała  jak  zabita.  O  szóstej  rano 

poderwał ją budzik. Odrzuciła koce i ciągle jeszcze śpiąca 

background image

powlokła  się  pod  prysznic.  Gorący  strumień  wody 
dokończył to, co zaczął brzęczyk budzika  – doprowadził 
do  normalnego  stanu  jej  ciało  i  umysł.  Włączyła  w 
sypialni  telewizor,  żeby  podczas  robienia  makijażu 
usłyszeć prognozę pogody. 

– W ciągu dnia maksymalna temperatura wyniesie dwa 

stopnie Celsjusza. Po południu spodziewane są zamiecie. 
Obecnie  temperatura  na  dworze  wynosi  minus  jeden 
stopień... – informował uśmiechnięty prezenter. 

–  Fantastycznie  –  mruknęła  Maggie,  marząc  już  o 

wiośnie. Tak było każdej zimy. Już od marca tak bardzo 
tęskniła  za  słońcem  i  ciepłem,  że  zaczynała  myśleć  o 
przeniesieniu  się  do  jakiegoś  południowego  stanu,  gdzie 
słońce grzeje prawie codziennie i przez cały rok. W końcu 
mogłaby tam również znaleźć pracę w organach porządku 
publicznego. Z jej wykształceniem i praktyką... 

Po  prognozie  prezenter  przeszedł  do  wiadomości 

lokalnych: 

–  Wczoraj,  we  wczesnych  godzinach  porannych, 

znaleziono ciało Franklina Gardnera, znanego biznesmena 
i  rodowitego  mieszkańca  Chicago.  Leżał  martwy  na 
podłodze  we  własnym  mieszkaniu.  Policja  nie  wyklucza 
morderstwa. 

Zwrot  „nie  wyklucza  morderstwa”  zdziwił  Maggie. 

Czy  na  obecnym  etapie  śledztwa,  kiedy  jeszcze  nie 
wszyscy 

rodziny 

Franklina 

Gardnera 

zostali 

poinformowani o tragicznym zdarzeniu, wiadomość ta nie 
jest  przedwczesna?  No,  ale  jej  nic  do  tego.  To  Benton 

background image

udziela  informacji  mediom  i  pewnie  wie,  co  robi.  Nie 
zaszedłby  tak  wysoko,  gdyby  umiejętnie  nie  dawkował 
różnych przecieków do prasy. 

Maggie  umalowała  się  dziś  starannie  i  nawet  nie 

próbowała się oszukiwać, że nie robi tego ze względu na 
Josha  Bentona.  Na  grafitowe,  prawie  czarne  wełniane 
spodnie  i  sweter  z  golfem  włożyła  grubą,  ciepłą  kurtkę, 
owinęła szyję szalikiem i wyszła z domu. 

W  garażu  było  zimno  jak  na  Antarktydzie,  a  para 

unosząca  się  z  ust  Maggie  zasłaniała  jej  widok. 
Pomyślała,  że  dobrze  byłoby  mieć  ogrzewany  garaż.  A 
przecież  kiedy  znalazła  mieszkanie  w  tym  domu,  była 
zachwycona,  że  w  ogóle  ma  garaż  i  że  wystarczy  jej 
pieniędzy na opłacanie czynszu! 

Pocieszając się, że skwarne lato w Arizonie jest równie 

przykre  jak  zima  w  Illinois,  Maggie  podbiegła  do 
samochodu, otworzyła drzwi i wskoczyła do środka. 

Włożyła  kluczyk  do  stacyjki,  przekręciła  go  –  i  nic. 

Zaskoczona, 

dwukrotnie 

ponowiła 

próbę, 

ale 

bezskutecznie.  Samochód  ani  drgnął.  Maggie  jęknęła  i 
oparła czoło na kierownicy. 

Ale że było za zimno, żeby tu siedzieć i użalać się nad 

sobą, zaraz podniosła głowę i wyjęła telefon komórkowy 
wraz  z  wizytówką  Josha.  Wybrała  jego  numer.  Odebrał 
po  drugim  sygnale  –  Detektyw  Benton  –  powiedział 
szorstkim głosem. 

–  Mówi  Maggie.  Zdechł  mi  samochód.  Wezwę 

mechanika, ale nie wiem, jak długo to potrwa. Na pewno 

background image

się spóźnię. Chyba powinnam cię o tym poinformować. 

– Gdzie mieszkasz? 
– Co takiego? 
–  Podaj  mi  swój  adres.  Możliwe,  że  to  tylko 

akumulator. Jeśli tak, będziesz mogła odpalić od mojego. 

– Masz zamiar naprawić mój samochód? 
– Nie bój się, znam się trochę na silnikach, a poza tym 

mam  w  bagażniku  przewody  do  akumulatora.  Zamiast 
wydawać  pieniądze  na  mechanika,  pozwól,  że  na  to 
zerknę. 

–  Eee...  jasne,  oczywiście.  Ale  nie  chciałabym  się 

narzucać i zabierać ci czas. – Maggie, choć z ociąganiem, 
podała wreszcie swój adres. 

–  Nie  mów  o  narzucaniu  się,  w  końcu  sam 

zaproponowałem ci pomoc. 

– Dobrze, niech będzie. W garażu jest lodowato, więc 

zaczekam w mieszkaniu. 

–  Będę  za  jakieś  dwadzieścia  minut  –  zapewnił 

rzeczowo. 

– Dziękuję. – Maggie rozłączyła się i wsunęła komórkę 

z  powrotem  do  torby.  Po  kolejnej  nieudanej  próbie 
uruchomienia  silnika  potrząsnęła  głową  zdegustowana  i 
wysiadła  z  samochodu.  Zamknęła  drzwi  garażu  i  klnąc 
pod nosem, ruszyła w stronę windy. 

A  niech  to  diabli!  Dlaczego  się  zgodziła?  Wezwałaby 

mechanika  i  byłoby  po  kłopocie!  Dlaczego  zawiódł  ją 
refleks?  Przecież  wystarczyło  powiedzieć,  że  mechanik 
jest już w drodze. 

background image

W  mieszkaniu  szybko  zrzuciła  kurtkę  i  zaczęła  się 

miotać  jak  szalona,  chaotycznie  sprzątając  pokój  i 
kuchnię. Chowała różne niepotrzebne rzeczy, na przykład 
ranne pantofle, które leżały pod kanapą od paru dni, czy 
prasę niedzielną, porozrzucaną po całej kuchni. Chwyciła 
plik  reklam,  które  zamierzała  dawno  wyrzucić,  i 
wpakowała je do kosza na śmieci, no i wreszcie włożyła 
brudne  naczynia  do  zmywarki  należącej  do  wyposażenia 
kuchni.  Kiedy  wynajmowała  mieszkanie,  cieszyła  się  z 
niej prawie tak samo jak z garażu. 

Nagle  zachciało  jej  się  kawy,  więc  szybko  włączyła 

ekspres,  po  czym  wpadła  do  sypialni  i  piorunem  posłała 
łóżko.  Na  wypadek,  gdyby  Josh  chciał  skorzystać  z 
łazienki, też trochę ją uporządkowała. 

Po tym błyskawicznym sprzątaniu mieszkania była nie 

tylko  zdyszana,  ale  także  potwornie  zdenerwowana  i,  co 
gorsza, nic na to nie mogła poradzić. 

 
Piła  już  drugą  filiżankę  kawy,  kiedy  odezwał  się 

brzęczyk  przy  głównych  drzwiach  budynku.  Odstawiła 
filiżankę,  podeszła  do  drzwi  wejściowych  i  nacisnęła 
guzik domofonu. 

– Tak, słucham? 
– To ja, Benton. Wpuść mnie. 
Maggie  otworzyła  swoje  drzwi  i  czekała,  aż  Josh 

wjedzie na górę windą. Według niej trwało to wieczność, 
ale  wreszcie  winda  zatrzymała  się  ze  zgrzytem  na  jej 
piętrze,  powoli  otworzyły  się  drzwi  i  już  po  chwili  Josh 

background image

zmierzał w stronę jej mieszkania. 

– Schodami byłoby szybciej – powiedział na powitanie. 
– Tak. Zwykle idę schodami, z windy korzystam tylko 

wtedy,  kiedy  wracam  z  ciężkimi  zakupami.  Wejdź, 
proszę. 

– Garaż jest w podziemiu? – zapytał Josh, wchodząc do 

mieszkania. 

– Tak, tylko włożę kurtkę i już zjeżdżamy... 
– Nie tak szybko. Czuję zapach kawy. 
– Eee... no tak. Napijesz się? 
– Jasne. Chciałem się nawet zatrzymać gdzieś na kawę, 

ale akurat zadzwoniłaś, więc pomyślałem, że lepiej będzie 
przyjechać prosto tutaj i wypić kawę u ciebie. 

– Poszli do kuchni, gdzie Maggie nalała mu kawy. 
– Ja też przeważnie zatrzymuję się gdzieś rano na dużą 

kawę, żeby się rozruszać – wyznała. – Rzadko sama parzę 
w  domu  przed  wyjściem  do  pracy.  Dziś  wyjątkowo 
nastawiłam ekspres, czekając na ciebie... 

–  Jeśli  pozwolisz,  zdejmę  kurtkę  i  usiądę,  żeby  się 

podelektować.  Pierwsza  poranna  filiżanka  zawsze 
najlepiej smakuje. Chodź, dotrzymaj mi towarzystwa przy 
stole. 

–  Za  chwilę.  Nie  krępuj  się  i  siadaj  –  powiedziała.  – 

Delektuj  się  swoją  pierwszą  poranną kawą,  nie  mam  nic 
przeciwko temu – dodała pod nosem, co było nieprawdą. 
Była  wściekła  na  całą  sytuację,  począwszy  od  tego,  że 
Josh w ogóle się tu znajduje, że bezczelnie poprosił ją o 
kawę  i  że  w  ogóle  zaproponował  jej  pomoc  w 

background image

uruchomieniu  samochodu,  a  ona,  idiotka,  się  zgodziła. 
Ale  przede wszystkim  miała  mu  za  złe  to, jak  wyglądał; 
dzisiaj  był  jeszcze  przystojniejszy  niż  wczoraj,  a  od 
samego  patrzenia  na  niego  żołądek  Maggie  fikał 
idiotyczne koziołki z wrażenia. 

Tymczasem  on  zdawał  się  czuć  tutaj  jak  u  siebie  w 

domu.  Jakby  przebywanie  z  Maggie  sam  na  sam  w  jej 
własnym  mieszkaniu  o  poranku  było  dla  niego  czymś 
najnaturalniejszym  w  świecie!  Josh  Benton  niewątpliwie 
przywykł  do  picia  porannej  kawy  w  mieszkaniach 
różnych  kobiet  –  pewnie  po  wspólnie  spędzonej  nocy  – 
więc  nic  dziwnego,  że  nie  czuje  się  niezręcznie  w  tej 
sytuacji, pomyślała Maggie. 

Ale co z tego, że on się czuje świetnie, skoro jej to nie 

pasuje? 

–  Tu  są  klucze  do  samochodu  –  powiedziała, 

ostentacyjnie podnosząc do góry kluczyki. 

Josh uśmiechnął się szeroko. 
– Już chcesz się mnie pozbyć? 
–  Ależ  skąd!  –  skłamała.  –  Nie  musisz  się  spieszyć. 

Dokończę jeszcze swoją kawę. – Żeby dowieść, że mówi 
prawdę, Maggie postawiła swoją pustą filiżankę na stole i 
usiadła  naprzeciwko  Josha.  –  Byłeś  już  w  biurze,  kiedy 
zadzwoniłam? – zapytała, z rozmysłem kierując rozmowę 
na tematy zawodowe. 

–  Nie,  w  drodze  do  biura.  –  Josh  wstał,  dolał  sobie 

kawy  i  znów  usiadł  na  krześle.  Wypił  łyk  i  zrobił 
zachwyconą  minę.  –  Czuję,  że  żyję  –  powiedział.  – 

background image

Naprawdę  uwielbiam  kawę.  Mam  nadzieję,  że  nigdy  nie 
będę musiał z niej zrezygnować. Ty pewnie nie pamiętasz 
czasów, kiedy prawie wszyscy palili, ale ja pamiętam, i to 
jak! Przeszedłem piekło, rzucając nałóg, głównie dlatego, 
że palenie sprawiało mi taką frajdę. Ale co miałem zrobić, 
skoro  doszło  do  tego,  że  prawie  nie  było  budynku,  w 
którym można było zapalić, a stanie na dworze, zwłaszcza 
w taką pogodę jak dzisiaj, nie należało dc przyjemności. 

–  Nigdy  nie  paliłam,  więc  niewiele  wiem  o  trudach 

rzucania  nałogu.  Ale  słyszałam  ponure  opowieści  na  ten 
temat. 

– I każda z nich była prawdziwa, możesz mi wierzyć. – 

Josh zapatrzył się na Maggie. – Wiesz, ze nie spotkałem 
nikogo, kto by miał tak niesamowity kolor oczu jak ty? 

Maggie  poczuła,  że  się  czerwieni.  Josh  zbyt  szybko 

przeskakiwał z tematu na temat. 

–  Eee...  niebieski  kolor  to  nic  nadzwyczajnego  – 

wykrztusiła. 

–  Nieprawda,  jest  absolutnie  niepowtarzalny,  a  w 

ogóle... to jesteś bardzo piękna – wymknęło się Joshowi. 
Wydawał  się  bardziej  zdziwiony  wypowiedzianymi 
mimochodem  słowami  niż  Maggie.  Ale  dziewczyna 
naprawdę wyglądała dziś ślicznie, a może zresztą wczoraj 
też, tylko on był zbyt pochłonięty sprawą Gardnera, żeby 
to zauważyć. 

Maggie  poczuła,  że  cała  sztywnieje,  a  na  policzki 

wypływa jej zdradliwa czerwień. 

–  Wolałabym,  żebyś  nie  mówił  mi  takich  rzeczy  – 

background image

powiedziała dziwnie cienkim i drżącym głosem. – Mamy 
pracować razem i... i... 

Josh wstał i obszedł stół. 
–  I  co  z  tego,  Maggie?  –  zapytał  łagodnie,  podnosząc 

palcem jej podbródek. 

Nie  odsunęła  się,  po  prostu  nie  mogła.  A  kiedy 

zobaczyła tuż przed  sobą jego twarz, wiedziała, że zaraz 
ją pocałuje. 

Rozchyliła wargi i wstrzymała oddech. 
Mijały  sekundy,  a  przez  jej  głowę  przelatywały 

niespokojne myśli: znam tego mężczyznę... wcale nie jest 
mi  obcy...  chcę  poczuć  jego  pocałunek...  poznać  smak 
jego  warg.  Czy  przez  ten  cały  czas  czekałam,  żeby  Josh 
Benton ponownie wkroczył w moje życie? 

Zapach  Josha  wydawał  się  bardzo  swojski.  Od  jego 

ciała  biło  podniecające  ciepło;  to  chyba  od  tego  ciepła  z 
jej  własnym  ciałem  działy  się  dziwne,  zupełnie  nowe, 
choć instynktownie rozpoznawalne rzeczy. 

Ale... dlaczego on się waha? 
Odpowiedź  na  to  pytanie  musiała  być  wypisana 

wielkimi  literami  w  umyśle  Josha,  bo  po  chwili,  jakby 
wyraźnie  zgorszony  własnym  zachowaniem,  zaklął  pod 
nosem i rzucił z niesmakiem: 

– Co też ja, u licha, wyprawiam? 
Odsunął  się  od  Maggie  i  tak  gwałtownie wyrwał  z jej 

ręki kluczyki, że aż drgnęła. 

–  Chodźmy  –  warknął.  –  Zaprowadź  mnie  do 

samochodu. 

background image

Maggie  odebrała  gwałtowną  zmianę  jego  nastroju  jak 

osobistą  zniewagę,  poczuła  się  tak,  jakby  ją  uderzył. 
Musiała  się  jednak  uporać  z  wściekłością  i  ze  łzami. 
Okazanie  zawodu,  jaki  jej  sprawił,  świadczyłoby  tylko  o 
jej  niedojrzałości  i  głupocie.  Potrafi  pokazać  Joshowi, 
jaka jest silna i twarda. 

 

background image

Rozdział 3 

 
– Przepraszam – powiedziała chłodnym tonem Maggie 

i  z  możliwie  najbardziej  obojętnym  wyrazem  twarzy 
obeszła  Josha,  żeby  wyjść  przed  nim  z  kuchni.  Włożyła 
kurtkę,  szeroko  otworzyła  drzwi  i  puściła  go  przodem. 
Upewniła  się,  czy  dobrze  zamknęła  drzwi,  i 
zaproponowała: – Zejdziemy schodami. 

Po  drodze  zadawała  sobie  pytanie,  co  się  stało. 

Dlaczego Josh najpierw chciał ją pocałować – bo chciał! 
–  a  zaraz  potem,  dosłownie  w  ciągu  paru  sekund,  zrobił 
się wściekły... Na siebie? A może na nią? Była na to tylko 
jedna sensowna odpowiedź: jest związany z kimś innym. 

Kiedy  sobie  uświadomiła,  ile  emocji  wzbudza  w  niej 

ten  nieunikniony  wniosek,  wkurzyła  się  jeszcze  bardziej. 
Inna kobieta! Jest zakochany w innej kobiecie i powinien 
być jej wierny, więc jakim prawem ją zwodzi? Dlaczego 
daje  do  zrozumienia,  że  między  nimi  coś  zaczyna 
iskrzyć?  W  tej  chwili  nienawidziła  nie  tylko  tego 
ważniaka,  gliniarza  Bentona,  ale  także  tamtego 
przystojnego, 

bezpośredniego, 

optymistycznie 

nastawionego  do  życia  młodego  chłopaka,  jakim  był 
dziesięć lat temu. 

Kiedy  znaleźli  się  w  lodowatym  garażu,  podała  mu 

klucze. 

– Mój samochód jest tam. Ten ciemnozielony sedan. 
Ton  jej  głosu  wystarczył  Joshowi  za  wszystkie 

background image

wyjaśnienia.  Zrobił  coś,  czego  nie  powinien  był  robić,  a 
teraz  ona  ma  do  niego  głęboki  żal,  jak  każda  kobieta 
uważająca,  że  nią  wzgardzono.  Cholera,  przecież  nie 
chciał jej urazić! 

– Eee... może byśmy o tym porozmawiali? – zaczął, nie 

patrząc jej w oczy. Niech to diabli! Przecież powinien był 
się wytłumaczyć jeszcze na górze, jak tylko zrezygnował 
z pocałunku. 

Rzuciła mu spojrzenie wściekłej kotki. 
– Nie mamy o czym rozmawiać. Spróbujesz uruchomić 

mój  samochód,  czy  może  w  tej.  sprawie  też  zmieniłeś 
zdanie? 

Josh 

wiedział, 

kiedy 

odpuścić. 

Tłumaczenie 

czegokolwiek  rozgniewanej  kobiecie  byłoby  idiotyzmem 
i do niczego by nie doprowadziło. 

Bez słowa ruszył w stronę jej samochodu. 
 
Maggie spędziła w laboratorium wiele godzin. 
W miarę upływu czasu rosła sterta sporządzanych przez 

nią raportów. Krew na szpikulcach do lodu mogła należeć 
tylko do Gardnera, nie było więc potrzeby – przynajmniej 
na  obecnym  etapie  –  badania  DNA  zabitego.  Do  drugiej 
po  południu  sporządziła  kopie  wszystkich  analiz,  które 
miała  dołączyć  do  akt  sprawy,  przekazała  oryginały  do 
archiwum policyjnego, pozbierała swoje rzeczy i udała się 
do  wydziału  dochodzeniowo-śledczego.  Już  od  progu 
powitała ją ironiczna uwaga kolegi policjanta: 

–  Podobno  miałaś  rano  jakiś  poważny  problem  z 

background image

samochodem? 

–  Już  to  do  was  dotarło?  Nie  macie  nic  lepszego  do 

roboty,  jak  tylko  zajmować  się  czyimś  wyładowanym 
akumulatorem? 

Już 

wszystko 

porządku 

– 

odpowiedziała chłodno Maggie. 

– Nic dziwnego, skoro podobno sam Benton pospieszył 

ci z pomocą. 

Maggie  dostrzegła  drwinę  w  oczach  rozmówcy. 

Prywatne  kontakty  między  funkcjonariuszami  nie  były 
dobrze  widziane,  chociaż  się  zdarzały,  a  jeśli  już  miały 
miejsce, od razu towarzyszyły im plotki, niedomówienia i 
złośliwe  komentarze,  więc  takie  pary  najczęściej  szybko 
się  rozstawały.  Jeśli  jednak  przetrwał  jakiś  związek, 
sprawa niebawem szła w zapomnienie jako przebrzmiała i 
nieciekawa. 

Maggie zrobiła zdziwioną minę. 
–  A  co,  uważasz,  że  teraz  już  musi  się  oświadczyć? 

Facet  naprawiający  samochód  dziewczynie...  to 
rzeczywiście daje wiele do myślenia! 

Policjant,  śmiejąc  się,  wyszedł  z  pokoju,  Maggie  zaś 

zastanowiło,  jak  szybko  zupełnie  niewinny  incydent 
obrasta  plotkami.  Co  prawda  poranne  wydarzenie  nie 
byłoby  takie niewinne, gdyby  Benton  zdecydował  się na 
pocałunek... Ale nie zrobił tego, koniec i kropka! 

Wszystko  zaczęło  się  i  skończyło  w  ciągu  trzydziestu 

sekund,  więc,  na  miłość  boską,  przestań  robić  z  tego 
wielką  sprawę!  –  karciła  się  w  duchu.  A  jeżeli 
spodziewasz  się,  że  nastąpi  powtórka,  jak  po  niepełnym 

background image

podaniu  w  amerykańskim  futbolu,  to  przyznaj, 
dziewczyno,  że  jesteś  głupia  i  naiwna.  A  do  tego  masz 
poglądy na romansujących mężczyzn rodem z wczesnego 
średniowiecza! 

Jej  rozumowanie  może  było  i  słuszne,  ale  niemożliwe 

do  zaakceptowania.  Nie  tak  powinien  brzmieć  ostatni 
akord  porannego  epizodu.  Na  każde  jego  przypomnienie 
Maggie  kipiała  ze  złości.  Cisnęła  na  biurko  kopie 
raportów  z  laboratorium,  zdarła  z  siebie  grubą  kurtkę  i 
powiesiła na wieszaku, wepchnęła rękawiczki i czapkę do 
plecaka,  a  wreszcie  podeszła  do  segregatora  z  napisem 
„Sprawa w toku”, by wyjąć teczkę Gardnera. 

Nie  było  jej  tam.  Musiał  zabrać  ją  inny  detektyw, 

zajmujący się śledztwem. Josh... ? 

Maggie wróciła do biurka i usiadła ze skrzywioną miną. 

Unikanie  Josha  na  dłuższą  metę  było  niemożliwe,  ale 
chciałaby,  żeby  się  udało.  Oby  już  nigdy  nie  musiała 
patrzeć  w  te  jego  szare  oczy.  Czuła  się  poniżona  i  to 
wcale nie dlatego, że chciał ją pocałować, ale dlatego, że 
się  rozmyślił,  patrząc  prosto  w  jej  rozmarzone,  maślane 
oczy.  Niemożliwe,  żeby  nie  wyczuł  jej  absolutnego 
przyzwolenia i oczekiwania. Niech go szlag trafi! Jak ona 
to przeżyje? 

Westchnęła i doszła do wniosku, że raczej powinna się 

z  tego  wszystkiego  śmiać.  Zaczęła  kartkować  leżące 
przed  nią  raporty.  Znała  je  na  pamięć,  ale  coś  musiała 
robić, zanim wymyśli sposób na zdobycie teczki Gardnera 
bez ryzyka spotkania się z Bentonem. 

background image

A może ma ją Colin Waters? Przecież każdy, kto bierze 

udział w śledztwie w sprawie tego zabójstwa, ma do niej 
dostęp. 

Gdyby  Maggie  choć  przelotnie  uniosła  wzrok  i 

spojrzała  w  lewo,  dostrzegłaby  obserwującego  ją 
detektywa  Bentona.  Jakiś  czas  temu  Josh  zadzwonił  do 
laboratorium 

kryminalistycznego, 

dzięki 

czemu 

dowiedział  się,  że  Maggie  już  wyszła  i  że  pojechała  do 
ich biura. 

Kiedy  wszedł  do  pokoju  i  zobaczył  ją  pogrążoną  po 

uszy w lekturze, tak że nawet nie usłyszała jego kroków, 
zatrzymał  się.  Rozumiał,  że  nie  powinien  był  tak  się 
zachować  u  niej  w  domu,  a  jednocześnie,  na  przekór 
swoim  zasadom,  żałował,  że  zapanował  nad  swoim 
odruchem i w końcu zrezygnował z pocałunku. Przez cały 
dzień  ciężko  pokutował  za  swoje  dżentelmeńskie 
zachowanie. Wszystko dlatego, że czuł do tej dziewczyny 
niezwykły pociąg i głupiał na sam jej widok. To było dla 
niego szokiem. Nigdy by nie przypuszczał, że kiedyś tak 
będzie reagował na młodszą siostrę Tima. 

Mrucząc coś pod nosem, podszedł do biurka Maggie. 
– Pewnie chciałabyś to przejrzeć – powiedział i położył 

przed nią teczkę Gardnera. 

–  Tak,  dziękuję  –  powiedziała  spokojnie.  Chyba  tylko 

jakiś cud sprawił, że nie dała poznać po sobie, jak mocno 
działa na nią ten człowiek. Trudno jej było pogodzić się z 
faktem,  że  na  tym  musi  poprzestać.  Gra  szła  o  wysoką 
stawkę;  może  przez  to  stracić  i  pracę,  i  spokój  ducha. 

background image

Musi  znaleźć  jakiś  sposób  na  rozładowanie  tego 
nieznośnego  napięcia  między  nimi,  a  następnie  położyć 
temu kres raz na zawsze. 

–  Mam  jeszcze  coś  do  dodania  –  powiedziała, 

pokazując na raporty, które przyniosła z laboratorium. 

– Natrafiłaś na coś szczególnego? 
–  Prawdę  mówiąc,  nie.  Ktokolwiek  zabił  Franklina 

Gardnera,  nie  zostawił  po  sobie  śladów.  On...  albo  ona... 
albo  ma  fart,  albo  doskonale  się  zna  na  procedurach 
kryminalistycznych. 

  No  cóż,  to  też  się  zdarza.  Zapoznaj  się  z  aktami,  a 

jeśli  później  zechcesz  porozmawiać,  znajdziesz  mnie  w 
pobliżu. – Josh odwrócił się gwałtownie i wyszedł. 

Maggie  popatrzyła  za  nim,  ale  zamiast  niechęci,  jaką 

powinna  poczuć,  doznała  przypływu  tęsknoty,  tak 
mocnej, że aż łzy zakręciły się w jej oczach. Westchnęła 
głęboko. Czym zawiniła, że musiała trafić na faceta, który 
jednym  spojrzeniem  potrafi  ją  rozbroić  i  rozkojarzyć? 
Szybko sięgnęła po teczkę i otworzyła ją. 

Na  początek  zapoznała  się  ze  sprawozdaniem  z  sekcji 

zwłok, z którego wynikało, że Franklin Gardner umarł od 
uderzenia w tył głowy. Szpikulec do lodu nie przyczynił 
się więc znacząco do jego śmierci. 

No  tak,  ale  po  diabła  ktoś  dźgał  trupa?  I  to 

wielokrotnie!  A  może  Gardner  nie  wyglądał  na 
nieboszczyka?  Czy  to  możliwe,  żeby  niechcący  się 
przewrócił i uderzył głową o kant stolika? A ktoś, kto był 
z  nim  w  gabinecie,  sądząc,  że  Gardner  stracił  tylko 

background image

przytomność, skorzystał z okazji i dobił go? 

Maggie czytała dalej: 
„Poważne  obrażenia  twarzy  mogło  spowodować  coś, 

co  miał  na  ręce  napastnik,  najprawdopodobniej  szeroka 
obrączka”. 

Mój Boże, a więc ten biedak został w dodatku pobity! – 

wzdrygnęła się Maggie. 

Usiadła 

wygodniej, 

zastanawiając 

się 

nad 

sprzecznościami  raportu.  Po  chwili  sięgnęła  po  kolejny. 
Detektywi Waters i Wilson zdążyli przesłuchać gosposię i 
administratora  domu.  Miriam  Hobart  powtórzyła  w 
zeznaniu  to,  co  Maggie  już  słyszała:  obudził  ją  dziwny 
dźwięk,  wstała,  żeby  to  sprawdzić,  i  zastała  pana 
Gardnera  na  podłodze  w  gabinecie.  Przerażona, 
pospieszyła do swojego pokoju i zadzwoniła na policję. 

Niewiele  więcej  miał  do  powiedzenia  administrator, 

poza  tym,  że  według  niego  Gardner  był  człowiekiem 
aroganckim  i  nieprzyjemnym.  Dodał  też,  że  jego  żona 
zawsze odnosiła się z pogardą do pana Gardnera. Aha, no 
i  jeszcze  podczas  rozmowy  z  żoną  administratora 
detektywi zwrócili uwagę na torbę z ręcznymi robótkami, 
w której tkwiły długie cienkie druty. 

Maggie  zrozumiała  tę  sugestię.  I  tak  z  jej  raportu,  a 

konkretnie  z  fragmentu  dotyczącego  szpikulca  do  lodu, 
Waters i Wilson dowiedzą się, że Gardnera nikt nie dźgał 
drutami. 

Po  dołączeniu  swoich  raportów  do  teczki  Maggie 

zaczęła  się  zastanawiać.  Gardner  był  bity  i  kłuty 

background image

szpikulcem.  Czy  najpierw  go  pobito,  a  potem  upadł,  i 
wtedy  ktoś  go  dźgnął?  To  szaleństwo  nie  było 
pozbawione  sensu.  Uderzony  w  twarz  i  ogłuszony, 
Gardner  mógł się  o  coś potknąć  i uderzyć głową w  kant 
stołu. Napastnik, nieświadomy tego, że ofiara już nie żyje, 
podbiegł  do  baru,  chwycił  szpikulec,  wrócił  do  leżącego 
nieruchomo  Gardnera  i  wielokrotnie  wbił  w  jego  pierś 
ostre narzędzie. 

Kiedy  zadzwonił  telefon,  Maggie  machinalnie 

podniosła słuchawkę. 

– Detektyw Sutter – wyrecytowała. 
– Cześć, masz chwilkę? 
– Cześć, Natalie. Tak, możemy pogadać. Co słychać? 
–  Pomyślałam  sobie,  że  mogłybyśmy  wyskoczyć 

wieczorem na burgera albo na pizzę. Co ty na to? Mam ci 
coś do powiedzenia. 

– Założę się, że nawet wiem, co – zakpiła Maggie. Po 

radosnym głosie przyjaciółki poznała, że pewnie chodzi o 
nowego mężczyznę jej życia. 

– Tylko nic nie mów i nie staraj się zgadywać, dobrze? 

Umieram  z  niecierpliwości,  żeby  ci  osobiście  wszystko 
opowiedzieć. Spotkamy się koło wpół do siódmej? 

– Nie widzę przeszkód. Gdzie? 
– Wolisz pizzę czy burgera? 
–  Eee...  pizzę.  Co  powiesz  na  restaurację  „U 

Tony’ego”? 

– Świetnie. Do zobaczenia o wpół do siódmej. 
Maggie  odłożyła  słuchawkę  i  spojrzała  na  zegarek. 

background image

Dochodziła  piąta.  Przed  wyjściem  do  pizzerii  Tony’ego 
zdąży jeszcze porozmawiać z Joshem Bentonem. 

Skoncentrowała  się,  szykując  się  na  tę  rozmowę. 

Wzięła  teczkę  Gardnera  i  komórkę  –  rzadko  się  z  nią 
rozstawała  –  i  powędrowała  do  boksu  Josha.  Siedział  za 
biurkiem  przy  telefonie  i  tak  jak  za  pierwszym  razem, 
pomachał ręką, zapraszając ją do środka. 

Maggie usiadła na krześle i szybko się zorientowała, że 

Josh 

rozmawia 

naczelnikiem 

wydziału 

dochodzeniowo-śledczego.  Zaciekawiona,  natychmiast 
nadstawiła  ucha  i  nawet  nie  próbowała  udawać,  że  nie 
podsłuchuje. 

– To byłoby może trochę zbyt pochopne, szefie – rzucił 

do  słuchawki  Josh,  obracając  się  z  fotelem  bokiem  do 
biurka, a twarzą do okna. – Czy ta kobieta nie rozumie, że 
jej  syn  został  zamordowany?  Tak,  rozumiem,  że  matce 
zależy  na  szybkim  zakończeniu  sprawy  –  ciągnął  –  i  że 
chciałaby  urządzić  pogrzeb,  ale  czy  patolog  jest  na  sto 
procent pewny, że zwłoki nie kryją już żadnych tajemnic? 

Josh chwilę słuchał, a potem poddał się: 
– Dobrze, niech będzie, ale na razie pojadę do kostnicy 

i  jeszcze  raz  obejrzę  ciało.  Kiedy?  Zaraz.  Odezwę  się 
później. 

Odłożył  słuchawkę,  obrócił  się  znów  z  fotelem  i 

spojrzał na Maggie. 

–  Możemy  porozmawiać...  ?  –  zaczęła,  kładąc  na 

biurku teczkę Gardnera. 

Josh nie dał jej skończyć. Poderwał się na nogi. . : – W 

background image

tej  chwili  wybieram  się  do  kostnicy,  żeby  jeszcze  raz 
dokładnie obejrzeć ciało Gardnera. Dobrze by było, żebyś 
pojechała ze mną. – Zamilkł, a po chwili dodał: – Tak, to 
dobry  pomysł.  Może  dopatrzysz  się  czegoś,  co  uszło 
mojej uwagi. Porozmawiamy po drodze. Leć po płaszcz. 

– Ale... ale... 
– Ale co? 
–  Nic.  Idę  się  ubrać.  –  Wybiegła,  a  po  drodze 

zadzwoniła  do  Natalie.  –  Przepraszam,  ale  muszę 
odwołać spotkanie – powiedziała. – Coś mi wypadło. To 
rozkaz szefa. Może jutro wieczorem, dobrze? 

– Cholera! Trudno, niech będzie jutro. 
– Cześć, Nat. 
Maggie  dogoniła  Josha  na  korytarzu  prowadzącym  na 

policyjny  parking.  Szli  w  milczeniu.  Siedzieli  już  w 
samochodzie,  kiedy  Josh  odezwał  się  szorstkim  głosem, 
niepewnie, jakby coś go niepokoiło: 

–  Pani  Gardner  domaga  się  wydania  zwłok  syna. 

Uważam,  że  na  to  jest  jeszcze  za  wcześnie,  ale  przed 
chwilą  usłyszałem,  że  nieważne,  co  myślę  na  ten  temat, 
bo nie będę miał na to żadnego wpływu. 

–  Sądzisz,  że  lekarz  medycyny  sądowej  mógł  coś 

przeoczyć? I dlatego chcesz jeszcze raz obejrzeć ciało? 

–  Czasami  rany  na  ciele  można  różnie  interpretować. 

Nie  podważam  orzeczenia  lekarza  sądowego,  w  ogóle 
niczego  nie  poważam,  ale  coś  mnie  gryzie  i  nie  daje 
spokoju. 

–  Och,  czyżbyś  miewał  takie  przeczucia,  które  w 

background image

powieściach nie dają gliniarzom spokoju, a objawiają się 
bólem brzucha? 

– Miewasz coś takiego? – zaniepokoił się Josh. 
–  Tylko  wtedy,  kiedy  odżywiam  się  chili  na  zmianę  z 

faszerowanymi ostrymi papryczkami. 

– Chyba jednak jesteś na mnie wkurzona. 
– Skąd ci to przyszło do głowy? 
– No  cóż, powodem do wyciągnięcia takiego wniosku 

mogłaby być na przykład twoja lodowata mina. 

Ten facet na dodatek sobie ze mnie kpi! – oburzyła się 

Maggie w duchu. 

– Lepiej mieć lodowatą minę niż lodowate serce. 
– Chcesz przez to powiedzieć, że to ja mam  lodowate 

serce? Co ty możesz o tym wiedzieć? 

–  Może  połączyłam  poszlaki  i  wyciągnęłam  głębsze 

wnioski. 

– Chodzi ci o dzisiejszy ranek? Miałem swoje powody 

– mruknął Josh. 

– Nie wątpię. 
Josh  pozwolił,  żeby  ostatnie  słowo  należało  do  niej,  i 

nie odzywał się przez resztę drogi. Maggie zachowywała 
się tak, jakby jej było wszystko jedno, co Josh zrobi czy 
powie,  choć  tak  naprawdę  czuła  w  piersi  trudny  do 
zniesienia ból, jakby od śmiertelnej rany. Cała ta sprawa 
pewnie nie ma dla Josha najmniejszego znaczenia, ale dla 
niej to nie tylko cios w serce, ale także zakwestionowanie 
jej profesjonalizmu. Musi szybko coś z tym zrobić. 

Tylko  co?  Oto  jest  pytanie.  Jak  tu  dopiec  Joshowi 

background image

Bentonowi co najmniej tak mocno, jak on dopiekł jej? 

W  kostnicy  już  po  dziesięciu  minutach  stali  z  Maggie 

po  przeciwnych  stronach  wózka,  którym  przywieziono  z 
chłodni  zwłoki  Gardnera.  Oboje  założyli  lateksowe 
rękawiczki. 

– Musiał się bronić – mruknął Josh, oglądając sińce na 

ramionach  i  rękach  ofiary.  –  A  obrażenia  twarzy  są  tak 
charakterystyczne, jakby tu był jakiś wzór... 

– W raporcie jest wzmianka o tym, że napastnik mógł 

nosić masywny pierścień. 

–  Cóż,  gdyby  to  był  brylant,  skóra  na  twarzy  byłaby 

popękana, a tutaj mamy do czynienia tylko z siniakami i 
stłuczeniami.  Każdy  duży  kamień  jubilerski  pociąłby 
skórę. 

–  Chyba  że  nie  wystawał  z  obrączki  –  po  namyśle 

zauważyła  Maggie  i  pochyliła  się  nad  nieboszczykiem, 
żeby lepiej się przyjrzeć śladom na twarzy. 

–  Coś  tu  jest  –  potwierdziła.  –  Jakiś  wzór.  Ale  nie 

potrafię go odtworzyć. A ty? 

– Też nie. Wzięłaś aparat? 
–  Tak,  mam  w  plecaku.  Już  wyjmuję.  –  Ściągnęła 

rękawiczki,  wrzuciła  je  do  specjalnego  pojemnika  i 
podeszła  do  pozostawionego  na  półce  przy  drzwiach 
plecaka.  Wyjęła  aparat,  wróciła  do  wózka  i  zapytała:  – 
Nie  dostałeś  jeszcze  zdjęć,  które  Jack  zrobił  na  miejscu 
zbrodni? 

– Mam je w biurze. 
Maggie zesztywniała. 

background image

< – To dlaczego nie ma ich w teczce Gardnera? 
–  Bo  je  przeglądałem,  próbując  wybrać  te,  które 

nadawałyby się do kartoteki – warknął Josh. – W każdej 
chwili  możesz  je  sobie  obejrzeć.  Jest  ich  tak  dużo,  że 
trzeba 

wyselekcjonować 

najważniejsze. 

Zresztą 

zostawiłem w teczce notatkę na ten temat... nie czytałaś? 

– Nie. 
– Trudno. Zrób parę zbliżeń tych stłuczeń. 
Ten  aparat  to  była  wysokiej  jakości  cyfrówka,  na 

poczekaniu  drukująca  odbitki.  Zdjęcia  można  było  też 
obrabiać  na  komputerze  i  wydobywać  z  nich  niektóre 
niewidzialne gołym okiem elementy. 

Zastanawiając  się,  jak  mogła  przegapić  notatkę  Josha 

na temat zdjęć, Maggie doszła do wniosku, ze niczego nie 
przeoczyła.  Pewnie  Benton  zamierzał  dołączyć  jakąś 
notatkę,  ale  tego  nie  zrobił.  Cóż,  grunt  to  wysokie 
mniemanie o sobie! – pomyślała. Naprawdę trzeba by mu 
utrzeć nosa. Ale kto to zrobi, jeśli ona nie da rady? 

Zrobiła  parę  zbliżeń  twarzy  Gardnera  i  wydrukowała 

zdjęcia. Josh wyrywał je po kolei i oglądał. 

– Wystarczy. Dziękuję – powiedział. 
–  Cała  przyjemność  po  mojej  strome  –  warknęła 

lodowatym  tonem  i  odeszła,  żeby  włożyć  aparat  do 
plecaka.  Kiedy  wróciła  do  wózka,  okropnie  ją  korciło, 
żeby  Joshowi  dokuczyć.  –  Wątpię,  żeby  Jack  przeoczył 
obrażenia twarzy, robiąc tyle ujęć na miejscu – rzuciła. – 
Ale mogę się mylić, skoro osobiście przyglądałeś się tym 
zdjęciom.  Jeśli  ktoś  popełnił  błąd,  to  oczywiście  tylko 

background image

Jack, bo przecież nie ty. 

Josh  miażdżył  ją  wzrokiem  co  najmniej  przez  minutę, 

po czym warknął: 

– Dałabyś lepiej spokój. A teraz wynosimy się stąd. 
–  Oczywiście,  jak  sobie  życzysz...  –  Maggie  miała  na 

końcu  języka  „łaskawy  panie”,  ale  w  ostatniej  chwili 
przyhamowała. Tego byłoby już za wiele. 

W  każdym  razie  była  zachwycona,  że  działa  mu  na 

nerwy. Nawet parę razy uśmiechnęła się półgębkiem. 

Kiedy  wyszli  na  zewnątrz,  Josh  zdziwił  się,  widząc 

Maggie uśmiechniętą, nie zapytał jednak, co ją tak bawi. 

–  To  mógł  być  sygnet  –  powiedział,  zamiast  zadawać 

jej głupie pytania. 

–  Co  takiego?  Przepraszam,  ale  nie  słuchałam.  Co 

powiedziałeś? 

–  Mówiłem  o  pierścionku  napastnika.  To  mógł  być 

jeden  z  tych  dużych  pierścieni,  jakie  noszą  sportowcy,  a 
może  tylko  sygnet  z  okazji  ukończenia  college’u. 
Niektóre są naprawdę spore, zwłaszcza jeśli zabójca miał 
duże dłonie. 

– Mówisz tak, jakbyś wykluczał udział kobiety. 
–  Dlaczego?  Kobiety  też  miewają  duże  dłonie  – 

powiedział Josh, gdy dotarli do jego samochodu. 

– Ale niewiele kobiet nosi sygnety z college’u. Jeszcze 

mniej  ma  sygnet  klubowy,  a  już  nigdy  nie  spotkałam 
kobiety, która nosiłaby sygnet uniwersyteckiej korporacji. 

– Naprawdę? A te, które dostały korporacyjne sygnety 

od swoich chłopaków? 

background image

–  Chcesz powiedzieć,  że  morderczynią jest studentka? 

Przyznaję, że teraz mnie zaskoczyłeś. 

Josh w milczeniu uruchomił silnik. 
–  A  wiesz,  co  mnie  zaskakuje,  Maggie?  –  zapytał  po 

chwili.  –  Wyobraź  sobie,  że  ty.  Czego  ty  ode  mnie 
chcesz? 

Maggie  nie  wierzyła  własnym  uszom.  Okropnie 

zdenerwowana,  za  wszelką  cenę  pragnęła  skierować 
rozmowę  na  inne  tory,  ale  było  za  późno.  Teraz  mogła 
tylko udawać, że nie wpadła w panikę. 

–  Mogłabym  ci  zadać  to  samo  pytanie  –  powiedziała 

hardo. – Ale obawiam się, że w zależności od sytuacji za 
każdym razem usłyszałabym inną odpowiedź. Weźmy na 
przykład  dzisiejszy  poranek.  Chyba  oboje  wiemy,  czego 
ode  mnie  chciałeś,  choć  przyznaję,  że  się  tego  nie 
spodziewałam.  Zresztą  może  nie  potrafię  czytać  w 
cudzych  myślach.  Może  się  pomyliłam  co  do  twoich 
intencji. 

– Nie pomyliłaś się. 
– Coś ty powiedział? 
– Dobrze słyszałaś. Powiedziałem, że się nie pomyliłaś. 
–  Udowodnij  to  –  palnęła  Maggie,  zanim  zdążyła 

pomyśleć. 

Joshowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wprawnie 

manewrując, wydostał się z ruchu, skręcił ostro w prawo i 
wjechał  w  ciemny  zaułek.  Zahamował,  ustawił  bieg 
automatycznej  skrzyni  na  pozycji  „parking”,  odpiął  pas, 
po  czym  przysunął  się  tak  blisko,  jak  na  to  pozwalała 

background image

dzieląca ich siedzenia rozbudowana konsola. 

Maggie zagapiła się na Josha, próbując coś wyczytać z 

jego oczu. 

– Co... co robisz? – wykrztusiła. 
–  Udowadniam  –  mruknął  Josh  i  odpiął  pas  Maggie. 

Objął ją i przyciągnął do siebie na tyle blisko,  żeby móc 
dosięgnąć  jej  warg.  Pocałunek  był  namiętny  i  mocny,  a 
Maggie aż zachłysnęła się z wrażenia. 

– Kiedy już nie mogła oddychać, odwróciła gwałtownie 

twarz. 

–  Wystarczy.  Dowiodłeś,  że  mówiłeś  prawdę  – 

wychrypiała. 

– Jeszcze nie. – Josh wziął jej rękę i położył na swoich 

udach. 

Maggie  nie  miała  nic  przeciwko  temu.  Najchętniej 

rozpięłaby  spodnie  Josha  i  poczuła  pod  palcami  jego 
sztywną męskość. A jednak cofnęła powoli rękę, ciekawa, 
co teraz nastąpi. 

Nie czekała długo. 
– Czego ty właściwie chcesz? – zapytał. 
–  Uznałem,  że  nie  powinienem  cię  podrywać  ze 

względu  na  Tima,  ale,  jak  widać,  przeceniłem  trochę 
swoje  hamulce  i  zapomniałem  o  swoich  szlachetnych 
intencjach.  Jeśli  jednak  zależy  ci  na  mnie,  jestem  gotów 
zmięknąć.  Ale  musisz  o  czymś  wiedzieć.  Otóż  nie 
ożeniłem się jeszcze ze względu na statystykę. Czy wiesz, 
że  każdy,  kogo  znam,  przynajmniej  raz  się  rozwodził? 
Nie  chcę  takiego  życia.  Zwykle  po  rozwodzie  pozostają 

background image

jeszcze  dzieciaki,  które  najbardziej  cierpią,  a  to  daje  co 
najmniej  jedną  nieszczęśliwą  osobę  na  jedno  rozbite 
małżeństwo. Pewnie moglibyśmy pójść do łóżka, ale czy 
to by ci wystarczyło? Jeśli tak, możemy od razu jechać do 
mnie i kochać się aż do rana. – Przerwał na chwilę. – Nie 
wiesz, co odpowiedzieć? 

– Na razie po prostu nie znam odpowiedzi. 
Nie  dziś  –  szepnęła  zaszokowana.  –  I  proszę  cię, 

jedźmy już. 

– A jutro będziesz znała odpowiedź? 
– No... nie wiem. 
–  Ale  ja  chyba  wiem.  Chcesz  wyjść  za  mąż  i  mieć 

dzieci, tak samo jak wszyscy. 

– Wszyscy oprócz ciebie. 
Josh przesiadł się za kierownicę. 
– Być może. I nie zamierzam tego uzasadniać. Jestem, 

jaki jestem i albo ktoś to zaakceptuje, albo w ogóle może 
się ze mną nie zadawać. 

– Z tego, co mówisz, wyłania się dosyć ponury obraz. 

Ale cóż, czuję, że nie chcesz wałkować tego tematu. 

Podczas  całej  drogi  do  biura,  a  później  do  domu 

Maggie  walczyła  ze  łzami.  Miała  teraz  wiele  do 
przemyślenia. 

Wysiadając 

samochodu 

Josha, 

powiedziała wreszcie, co myśli: 

– Nigdy nie uwierzę, że postanowiłeś zostać kawalerem 

tylko  z  powodu  statystyki.  Oszukujesz  sam  siebie  i  na 
pewno  o  tym  wiesz.  Więc  przestań  mnie  obrażać, 
opowiadając takie bzdury. 

background image

 

background image

Rozdział 4 

 
Ostatnio  tydzień  pracy  Maggie  zaczynał  się  w 

poniedziałek,  a  kończył  w  piątek.  Za  parę  tygodni,  jak 
zawsze w wydziale śledczym, sytuacja się zmieni; nawet 
patolodzy  pracowali  rotacyjnie,  tak  że  nikt  nie  mógł 
liczyć  na  tradycyjny  weekend.  To  była  sprawiedliwa 
zasada.  Kiedy  zachodziła  taka  konieczność,  Maggie 
chętnie pracowała w weekendy, ale dzisiaj – a był właśnie 
piątek  –  modliła  się,  żeby  nikt  nie  zarządził  śledztwa 
wymagającego  jej  obecności  w  sobotę  czy  w  niedzielę. 
Potrzebowała  czasu,  a  dwa  dni  z  dala  od  Josha  Bentona 
może pozwolą jej się pozbierać. 

Nie przestawała myśleć o tym, co jej powiedział. A na 

jej  reprymendę  zasłużył  aż  nadto;  mogła  mu  nawet 
jeszcze  więcej  nagadać.  Każda  idiotka,  która  liczy  na 
związek  z  mężczyzną  o  takich  poglądach  na  miłość, 
małżeństwo  i  dzieci,  czyli  na  wszystko,  co  się  w  życiu 
liczy,  sama  jest  sobie winna i  nie  ucieknie od  cierpienia, 
tak jak teraz Maggie. Nie chcę takiego życia, powtarzała 
sobie  wielokrotnie.  Gdyby  mogła,  wydarłaby  z  serca  ten 
zalążek  uczucia,  który  zagnieździł  się  tam  dziesięć  lat 
temu, kiedy jeszcze była nastolatką. Może wtedy na dobre 
odcięłaby się od tego aroganckiego mężczyzny. Ale z tym 
był  największy  kłopot,  okazało  się  bowiem,  że  nie  jest 
panią własnych uczuć. Na widok Bentona serce waliło jej 
jak  szalone,  a  kiedy  rozmawiając  o  sprawie  Gardnera, 

background image

musiała patrzeć mu w oczy, uginały się pod nią kolana i 
czuła  w  żyłach  coraz  gorętszą  krew.  Taka  bezsilność, 
zupełnie  dla  niej  nowa,  doprowadzała  ją  do  wściekłości, 
bo  zupełnie  nie  umiała  jej  pokonać.  Co  z  tego,  że  setki 
razy powtarzała sobie, jak bardzo nienawidzi Josha. I tak 
wiedziała, że to nieprawda. Zawsze uważała się za osobę 
rozsądną i zrównoważoną, więc gdzie się raptem podział 
jej  rozsądek? Pewnie  ukrył  się  głęboko  w  jej głupiutkim 
sercu, które zasługiwało na karę. 

Żeby  się  kompletnie  nie  rozsypać  i  wreszcie  przestać 

użalać  nad  sobą,  Maggie  przez  większość  dnia 
przeglądała  zdjęcia  zrobione  na  miejscu  zbrodni  przez 
Jacka, a także swoje z kostnicy. Najbardziej interesujące 
okazały się ujęcia poranionej twarzy ofiary. Bardzo dużo 
dała komputerowa obróbka fotografii z jej aparatu. 

Godzinami  oglądała  i  porównywała  je  na  ekranie 

komputera,  powiększała  co  ważniejsze  fragmenty  i 
stosując  różne  techniki  przesiewania  i  cieniowania, 
uzyskiwała  coraz  lepsze  efekty.  Powiększając  obraz 
jednego  szczególnie  ciężkiego  obrażenia,  Maggie  w 
pewnym  momencie  wpatrzyła  się  w  ekran,  zmarszczyła 
czoło  i  zmrużyła  oczy.  Na  stłuczonym  miejscu  widniał 
jakiś wzór, którego wciąż nie mogła zidentyfikować. 

–  Chciałbym,  żebyśmy  razem  przejrzeli  teczkę 

Gardnera. 

Maggie aż podskoczyła na krześle. Nad nią stał Josh, a 

ona była tak zajęta, że nie usłyszała, kiedy się tu zakradł. 
Okey,  może  słowo  „zakradł”  nie  było  właściwe. 

background image

Zwłaszcza że w pokoju byli też inni detektywi. 

Spojrzała  na  zegarek.  Dochodziła  szósta;  za  dziesięć 

minut  zjawi  się  jej  zmiennik,  a  ona  skończy  pracę.  A 
potem  ma  cały  weekend,  żeby  pozbierać  się  i  dojść  do 
siebie. 

–  To  nie  potrwa  długo  –  powiedział  Josh,  dobrze 

wiedząc, dlaczego Maggie spogląda na zegarek. 

– Tym lepiej – burknęła. 
– Chodź do mnie. Przejrzymy teczkę przy moim biurku 

– powiedział Josh, wychodząc. 

– Muszę jeszcze coś wydrukować i wyłączyć komputer 

– zawołała Maggie do jego pleców. 

Nie  oglądając  się,  pomachał  jej  ręką;  to  lekceważące 

przyzwolenie  podziałało  Maggie  na  nerwy.  Zaciskając 
zęby,  wydrukowała,  co  trzeba,  zapisała  w  komputerze 
swoją pracę, a na koniec zgodnie z procedurą bezpiecznie 
go zamknęła. 

Złapała  ułożone  według  ważności  fotografie, 

zostawiając na biurku tylko niewielki plik, wzięła jeszcze 
wydrukowaną  odbitkę  dziwnego  wzoru,  który  dopiero 
zaczęła  rozgryzać,  i  z  zaaferowaną  miną  pomaszerowała 
do  biura  Josha.  Żadnych  osobistych  akcentów!  – 
nakazywała sobie po drodze. – Jeżeli powie cokolwiek, co 
nie  ma  związku  ze  sprawą,  już  ja  mu  pokażę!  A  gdyby 
znów  zaczął  marudzić  na  temat  statystyki  i  mojej 
niewłaściwej postawy, powiem mu dokładnie to samo co 
wczoraj. Ciekawe, czy mu się to spodoba? 

Wiedziała, że się nie spodoba. Ale jej też nie podobało 

background image

się wiele rzeczy, a mimo to jakoś je znosiła. 

Z  bliżej  nieokreślonego  powodu  zaczęły  ją  szczypać 

oczy.  Rany,  czy  ilekroć  Josh  coś  do  mnie  powie, 
zamierzam  się  mazać?  –  zirytowała  się.  Coś jest  ze  mną 
nie tak, tylko co? 

Kiedy Maggie weszła do niewielkiego boksu i usiadła, 

Josh  podniósł  wzrok  znad  otwartej  teczki  Gardnera  i  od 
razu przeszedł do rzeczy. 

– Nie widzę tu raportu na temat stolika. 
–  Musi  gdzieś  być.  Zbadałam  stolik  centymetr  po 

centymetrze  i  szczegółowo  opisałam.  Sam  –  stolik  jest 
teraz w laboratorium kryminalistyki, a raport w tej teczce. 

– Więc mi go pokaż. – Josh podsunął jej teczkę. 
Maggie  wydęła  wargi.  Czyżby  zarzucał  jej  kłamstwo? 

Podważa  jej  kompetencje?  Chwyciła  teczkę  i  zaczęła 
kartkować  papiery.  Wyciągnęła  odpowiednią  kartkę  i 
podała  ją  Joshowi,  a  w  tym  samym  czasie  inny  tekst 
przykuł jej uwagę. Nie widziała go jeszcze, więc zaczęła 
teraz  czytać.  Detektywi  Waters  i  Wilson  opisali  tu 
rozmowę,  jaką  odbyli  w  posiadłości  Gardnerów  z  panią 
Cecelia Gardner, matką Franklina. 

–  Detektyw...  zaraz,  tylko  sprawdzę,  które  z  nich  to 

podpisało. – Maggie spojrzała na koniec strony, po czym 
kontynuowała lekturę. – Detektyw Waters sygnalizuje, że 
tej  nocy,  kiedy  zamordowano  jej  syna,  Cecelia  Gardner 
zajęta była działalnością charytatywną i że są na to liczni 
świadkowie. – Maggie spojrzała na Josha. – Czy imprezy 
charytatywne trwają całą noc? 

background image

– Według  lekarza  medycyny  sądowej  śmierć  nastąpiła 

przed północą. 

Maggie  pokiwała  głową.  Podczas  wstępnych  oględzin 

miejsca  zbrodni  ona  również  określiła  czas  zgonu  mniej 
więcej na tę godzinę. Ssąc dolną wargę, zastanawiała się 
nad  tym  nowym  elementem  sprawy,  po  czym  doszła  do 
wniosku, że ponosi ją wyobraźnia. Powróciła do czytania 
raportu.  Dowiedziała  się  jeszcze,  że  detektyw  Colin 
Waters  i  jego  partnerka,  detektyw  Darien  Wilson, 
próbowali  skontaktować  się  z  dwudziestotrzyletnim 
synem Franklina, Stephenem, ale nie zastali go w domu. 

–  Nie  wiedziałam,  że  Franklin  miał  syna  –  mruknęła 

Maggie. 

– Jest jeszcze Lyle Gardner, starszy brat Franklina. On 

też mieszka w posiadłości Gardnerów. Tamtego wieczoru 
podobno oglądał telewizję. 

Zdziwiona Maggie uniosła brew. 
–  Wszyscy  oni  mieszkają  z  Cecelia  Gardner,  z 

wyjątkiem  Franklina.  Czy  on  przypadkiem  nie  odstawa! 
trochę od rodziny? 

–  Może  był  po  prostu  bardziej  niezależny  niż  reszta 

Gardnerów.  Mógł  sobie  wyjątkowo  cenić  swoją 
prywatność. 

– Może miał ku temu powody. 
– Na przykład jakie? 
–  A  jeśli  odwiedzali  go  wieczorami  goście,  którzy 

mogli  się  nie  spodobać  mamusi?  Na  przykład...  eee...  o 
innej orientacji seksualnej? 

background image

–  Wciąż  jednak  istnieje  prawdopodobieństwo,  że 

wszystko zaczęło się od włamania. 

Maggie żachnęła się. 
–  Prawdę  mówiąc,  ta  teoria  nigdy  do  mnie  nie 

przemawiała,  a  skoro  i  ty  dotąd  o  tym  nie  wspomniałeś, 
wygląda  na  to,  że  ten  motyw  odpadnie  jako  mało 
wiarygodny. 

– A jaki według ciebie może być motyw? 
– Uważam, że Franklin znal zabójcę i że doszło między 

nimi do nieporozumienia, które przerodziło się w bójkę. 

Josh zastanawiał się chwilę, a wreszcie pokiwał głową. 
–  Też  tak  uważam.  Jesteś  całkiem  bystra,  detektyw 

Sutter. 

–  Bardzo  dziękuję.  –  Policzki  Maggie  pokryły  się 

rumieńcem,  nie  z  powodu  komplementu,  ale  na  widok 
oczu  Josha.  Coś  się  kryło  w  tych  oczach.  Zaraz,  zaraz... 
co  to  ona  miała  zamiar  powiedzieć,  gdyby  Josh  znów 
próbował porzucić tematy służbowe? 

Josh  tymczasem  rozparł  się  w  fotelu,  zapatrzony  na 

Maggie.  Zachwycały  go  jej  wspaniałe  włosy.  Zawsze 
wiązała je z tyłu, a on bardzo by chciał zobaczyć te włosy 
rozpuszczone i w nieładzie. A najlepiej... zmierzwione na 
poduszce. O tak, to dopiero byłaby przyjemność. 

Zainteresowanie  Maggie  sprawą  Gardnera  jakby 

wyparowało. Nie mogła skupić się nad treścią raportu. A 
Benton, jak na złość, cały czas wysyłał erotyczne sygnały, 
przekazując  oczami  to,  czego  nie  odważył  się  ująć  w 
słowa. 

background image

A  gdyby  tak  wylądowali  w  jej  mieszkaniu?  Czy  nie 

można by powtórzyć tej próby pocałunku, ale tym razem 
to ona przejęłaby inicjatywę? 

A jeżeli Josh naprawdę jest z kimś związany? 
Nie  życzyła  sobie  wplątania  się  w  romans  z  żonatym 

czy prawie żonatym facetem. 

Jak  się  tego  dowiedzieć?  Szybko  wpadła  na  pewien 

pomysł. 

– To nie ma nic wspólnego ze sprawą – odezwała się – 

ale chciałam urządzić małe przyjęcie. Mogę cię umieścić 
na liście gości? Przyjdziesz czy odmówisz? 

Josh nie zdołał ukryć zdziwienia ani ciekawości. Co tak 

naprawdę  kryje  się  w  tej  pięknej  główce?  Co  można 
wyczytać  z  tych  olśniewających  fiołkowych  oczu? 
Czyżby  jego  wczorajszą  przemowę  Maggie  uznała  za 
docenienie  jej  inteligencji,  a  nie  za  zlekceważenie  jej 
kobiecych  pragnień?  Może  zatem  uczciwość  popłaca 
bardziej  niż  oszustwo,  do  którego  ucieka  się  wielu 
facetów,  aby  zaciągnąć  kobietę  do  łóżka.  Ale  z  drugiej 
strony pamiętał, jak dziewczyna się zjeżyła, wysiadając z 
jego  samochodu,  więc  zaproszenie  na  kolację  było 
ostatnią rzeczą, jakiej mógł się po niej spodziewać. 

Spoglądał na nią przez długą chwilę. 
– A więc będziemy przyjaciółmi? 
Maggie zauważyła

;

 że wprawiła Josha w zakłopotanie. 

–  Czy  zaproszenie  na  kolację  jest  dla  ciebie 

równoznaczne z propozycją przyjaźni? 

– Bo ja wiem? Odniosłem wrażenie, że mnie nie lubisz. 

background image

Kiedyś było inaczej, ale jak widać ludzie się zmieniają. 

–  O  tak,  z  pewnością  –  zgodziła  się  Maggie.  –  A 

wracając do kolacji, to jak, wpisać cię na listę gości, czy 
nie? Razem z żoną... albo z przyjaciółką? 

– Z żoną? Czyżbym ci nie powiedział wczoraj, jaki jest 

mój stosunek do małżeństwa? 

–  A  czy  ja  ci  nie  powiedziałam,  co  sądzę  o  takim 

głupim  gadaniu?  Uważasz  mnie  za  idiotkę,  gotową 
uwierzyć w każde twoje słowo? 

Josh roześmiał się. 
–  Za  idiotkę?  No,  no...  Posłuchaj,  jeśli  wydajesz 

przyjęcie  i  chcesz  mnie  zaprosić,  zawsze  mogę  odwołać 
randkę, żeby ci się zgodził rachunek przy stole. 

W  tym  momencie  zadzwonił  telefon  komórkowy 

Maggie.  Zerknęła  na  wyświetlacz  i  zobaczyła  numer 
Natalie. 

–  Och,  zapomniałam,  że  się  umówiłam  –  jęknęła 

Maggie. – Czy mogę odebrać? – zapytała Josha. 

Wzruszył ramionami. 
– Nie krępuj się. 
–  Dzięki.  –  Maggie  nacisnęła  przycisk.  –  Nat, 

przepraszam,  ale  jestem  bardzo  zajęta  i  nie  mogę  teraz 
rozmawiać.  Dzwonisz  w  sprawie  dzisiejszego  wieczoru, 
prawda? 

–  Tak,  ale  jest  inaczej,  niż  myślisz.  Dzisiaj  ja  muszę 

odwołać spotkanie – powiedziała Natalie i zachichotała. – 
Mam randkę z nowym facetem. 

–  No  nie,  widzę,  że  idziesz  na  całego!  To  może 

background image

spotkamy się podczas weekendu, co? 

–  Jeśli  tylko  będę  mogła. On  jest  strasznie napalony... 

przynajmniej  na  takiego  wygląda.  Prawdopodobnie 
przekonam  się  o  tym  wieczorem.  Na  razie  masz  mnie  z 
głowy. Dzwonię,  bo nie  chciałam  cię  zostawić  na  lodzie 
w piątkowy wieczór. 

– Doceniam twoją troskę. Do usłyszenia. 
Kiedy  Maggie  skończyła  rozmowę,  mina  Bentona 

wydała  jej  się  dziwnie  skwaszona.  Po  chwili  ją  olśniło: 
Nat  to  imię  i  dla  mężczyzny,  i  dla  kobiety,  więc  Josh 
mógł  pomyśleć,  że  rozmawia  z  facetem!  Cholerny 
egoista!  –  oburzyła  się  w  duchu  Maggie.  Sam  nie  zje  i 
drugiemu nie da! Cóż, ona ma już dość tych wymownych 
spojrzeń i zmian nastroju. Teraz albo nigdy... 

–  Okazało  się,  że  mam  wolny  weekend  –  powiedziała 

od niechcenia. – A jak wygląda twój jutrzejszy dzień? 

Zaskoczony Josh poprawił się na krześle. 
– Eee... będę prawie cały czas tutaj. Dlaczego pytasz? 
– Chodzi mi o to przyjęcie. 
–  Dasz  radę  je  tak  szybko  zorganizować  i  zaprosić 

gości? 

–  Moi  znajomi  są  wyluzowani.  Jeżeli  tylko  nie  są  już 

gdzieś umówieni, chętnie przyjmą zaproszenie. 

–  No  cóż...  jasne...  myślę,  że  mógłbym  przyjść.  O 

której? 

Maggie  nie  zauważyła,  żeby  Josh  był  zachwycony 

propozycją. Skoro jednak powiedział, że przyjdzie, to na 
pewno dotrzyma słowa. 

background image

– Może być o siódmej. Pasuje ci? 
– Chyba tak... hmm... świetnie. 
–  To  dobrze.  A  teraz  chciałabym  ci  coś  pokazać.  – 

Maggie podała mu powiększone zdjęcie. 

Josh przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, po czym 

zerknął na Maggie. 

–  Udało  ci  się  wydobyć  fragmenty  wzoru.  Świetna 

robota, Maggie. Myślisz, że ten wzór mógłby być jeszcze 
bardziej czytelny? 

– Bardzo bym chciała. Przyjdę jutro i jeszcze nad tym 

popracuję – dodała z troską w głosie. 

W  obliczu  śledztwa  osobiste  sprawy  należało  odsunąć 

na  drugi  plan,  tym  bardziej  że  zamiar  urządzenia 
przyjęcia  był  tylko  nieprzemyślanym,  mglistym  i  chyba 
całkowicie  bezsensownym  pomysłem,  który  raptem 
strzelił  jej  do  głowy.  Głównie  chodziło  jej  o 
zorientowanie się, czy Josh ma kogoś i ewentualnie danie 
mu  nauczki.  Ale  czy  laka  kompletnie  zielona  osoba  jak 
ona potrafi pognębić doświadczonego mężczyznę? 

Aż zadrżała na samą myśl. Mając nadzieję, że Josh nie 

zauważy jej zmieszania, wróciła do poprzedniego wątku: 

– Mogłabym posiedzieć nad tym przez cały ranek. Co 

ty na to? 

Josh skinął głową. 
– Rzeczywiście byłoby dobrze i chyba nawet powinnaś 

to  zrobić.  Tylko  czy  jutrzejsza  praca...  powiedzmy  do 
południa... nie pokrzyżuje twoich planów i nie rozwali ci 
przyjęcia? 

background image

Maggie zebrała myśli. 
– Nie sądzę. Czy to już wszystko na dzisiaj? 
–  No  cóż,  moglibyśmy  przegadać  całą  noc  o  tym 

morderstwie,  ale  wątpię,  czy  posunęlibyśmy  się  o  krok 
dalej. To co, będziesz tu z rana? 

– Tak. 
Josh wstał zza biurka. 
– Może się zobaczymy, a może nie. Zamierzam wpaść 

rano do laboratorium i jeszcze raz obejrzeć ten stolik. Nie 
wiem dlaczego, ale wciąż nie daje mi to spokoju. 

Maggie natychmiast przyjęła obronną postawę. 
–  Jestem  pewna,  że  poza  tym,  co  wykazały  moje 

badania laboratoryjne, niczego więcej nie znajdziesz. 

– Mówisz tak, jakbym podważał twój profesjonalizm. 
– No, nie... ale... 
–  Idź  już  do  domu,  Maggie.  Albo  spotkamy  się  rano 

tutaj, albo o siódmej wieczorem u ciebie. 

Po tej odprawie Maggie z wypiekami na twarzy prawie 

biegiem opuściła boks Josha. 

Wracając  do  domu,  rozmyślała  o  problemie  swojego 

dziewictwa.  Bała  się,  że  wyjdzie  na  idiotkę.  Całą  swoją 
wiedzę o uwodzicielskich praktykach czerpała z książek i 
z  opowiadań  koleżanek.  Czy  to  wystarczy,  żeby 
zachować  się  jak  doświadczona  kobieta?  Musi 
wystarczyć,  orzekła.  Po  prostu  musi!  Jeśli  Josh  się 
połapie,  że  w  sprawach  damsko-męskich  jest  zupełnie 
zielona,  będzie  pokpiwać  z  niej  co  najmniej  przez  cały 
następny tydzień. 

background image

– I co teraz będzie? – szepnęła, przestraszona własnym 

idiotycznym pomysłem. 

Miejscami  jezdnia  była  niebezpiecznie  oblodzona. 

Maggie  trzymała  mocno  kierownicę,  wypatrując  śliskich 
miejsc  i  zadręczając  się  jednocześnie.  Ależ  nawarzyła 
sobie piwa! Ani chybi, kiedy Benton stanie w drzwiach i 
stwierdzi,  że  poza  nim  nikogo  nie  ma,  rzuci  się  do 
ucieczki. (Chyba że przedtem ją wyśmieje. 

Doszła do wniosku, że od chwili ponownego spotkania 

Josha straciła całą pewność siebie. Nie tylko jako kobieta, 
ale  także  jako  profesjonalna  policjantka.  Jeśli  nie  liczyć 
wczorajszej  awantury,  pozwoliła  Joshowi  wejść  sobie  na 
głowę.  Dlaczego,  na  miłość  boską?  Czy  dzięki 
zajmowanemu  stanowisku  jest  lepszy  od  niej  ?  Bardziej 
inteligentny? 

Owszem,  na  pewno  ma  większe 

doświadczenie  w  zawodzie,  w  końcu  jest  od  niej  o 
dziesięć lat starszy, ale to tylko tyle oznacza, że kiedy on 
osiągnie  wiek  emerytalny,  ona  nadal  będzie  się  dobrze 
trzymać. 

I nagle doznała olśnienia. Wiedziała już, co zrobi, i to 

bardzo  dokładnie.  Pokaże,  że  wcale  nie  jest 
niedoświadczoną  gąską...  i  jutro  wieczorem  zrobi 
wszystko, żeby rozpalić Josha Bentona do czerwoności... 

 
W końcu, po wielu godzinach spędzonych za biurkiem, 

Josh  westchnął  głęboko  i  zamknął  teczkę  Gardnera. 
Pęczniała z każdym dniem, a właściwie z każdą godziną. 
Colin  Waters  i  jego  partnerka  odwalili  kawał  dobrej 

background image

roboty,  przesłuchując  rodzinę,  dalszych  i  bliższych 
przyjaciół oraz wspólników Franklina Gardnera. Ciekawy 
był  raport  na  temat  Desmonda  Reichera,  dyrektora  do 
spraw  operacyjnych  Korporacji  Gardnera,  człowieka 
cieszącego  się  opinią  prawego  obywatela,  mającego 
jednak  rozległe  znajomości  wśród  ludzi  ze  świata 
przestępczego.  Ciekawe,  czy  Franklin  wiedział  o 
nadprogramowej 

działalności 

swojego 

dyrektora 

operacyjnego?  Od  razu  też  nasuwa  się  logiczne  pytanie, 
czy sam Gardner nie był wplątany w nielegalne struktury 
– o ile to wszystko okaże się prawdą. 

Teraz myśli Josha pobiegły innym torem. 
Maggie,  Maggie,  co  ja  mam  z  tobą  zrobić?  – 

zafrasował  się.  Splótł  ręce  na  karku  i  położył  nogi  na 
biurku.  Czuł  się  przez  nią  niepewnie  i  naprawdę  nie 
wiedział,  co  z  tym  fantem  począć.  Może,  gdy  sprawa 
Gardnera  zostanie  zakończona  i  nie  będą  już  ze  sobą 
pracować, uda mu się przestać o niej myśleć? 

Ale,  do  cholery,  potem  będzie  następna  sprawa, 

pomyślał z niechęcią. Mógłby pewnie unikać Maggie, ale 
w  jaki  sposób  uniknąć  tego,  co  dzieje  się  w  jego  sercu? 
Najwyższy  czas  powiedzieć  to  sobie  bez  ogródek: 
chciałby  się  kochać  z  Maggie  Sutter  i  wcale  nie  chodzi 
mu  o  szybki,  niezobowiązujący  seks.  Pragnie  ją  trzymać 
w  ramionach,  dotykać  jej  pięknych  długich  włosów, 
patrzeć  w  jej  fiołkowe  oczy  i  jednocześnie... 
jednocześnie... 

Opuścił  nogi  na  podłogę  i  nakazał  sobie  wrócić  do 

background image

rzeczywistości. Jest od niego młodsza o dziesięć lat, a na 
dodatek  to  siostra  Tima.  A  najważniejsze,  że  Maggie 
chyba wcale nie oczekuje poważnych starań z jego strony. 

Żałując,  że  nie  odmówił  zaproszenia  na  kolację  do 

Maggie – powinien był znaleźć jakiś pretekst  – wciągnął 
ciepłą kurtkę. Jedynym pocieszeniem było to, że Maggie 
oprócz niego zaprosiła też innych gości. Prawdopodobnie 
nie  będzie  ich  dużo,  w  końcu  mieszkanie  Maggie  nie 
pomieściłoby  tłumu,  ale  nawet  w  niedużej  grupie  będzie 
się  czuł  swobodniej  i...  bezpieczniej.  Wystarczy  parę 
osób, żeby zdołał utrzymać ręce przy sobie. 

Zresztą...  co  tam!  Wieczór  może  się  okazać  całkiem 

przyjemny. 

 
Nazajutrz  Maggie  ze  zdwojoną  energią  zajęła  się 

powiększonymi  fotografiami.  Po  kolejnej  obróbce 
wydrukowała  pięć  najlepszych  zdjęć  i  chociaż  wciąż  nie 
była  usatysfakcjonowana  ich  jakością,  włożyła  je  do 
teczki Gardnera. 

Dobrze się stało, że Benton od rana nie pokazał się w 

biurze; i bez niego zdenerwowanie wystarczająco mocno 
dawało się Maggie we znaki. 

Wybiegła z biura parę minut po dwunastej, zatrzymała 

się  kilka  razy  po  drodze,  robiąc  zakupy  na  wieczór,  i 
dotarła do domu o wpół do drugiej. Potem spędziła dwie 
godziny w kuchni – teraz wystarczy po przyjściu Bentona 
włączyć piecyk na kwadrans – i pospieszyła do łazienki, 
żeby  zająć  się  sobą.  Mieszkanie,  posprzątane 

background image

poprzedniego  wieczoru,  po  prostu  lśniło.  Rano  zmieniła 
nawet  pościel.  Wszystko  było  gotowe  na  wieczór  – 
wszystko  poza  nią,  ale  na  szczęście  miała  przed  sobą 
jeszcze parę godzin, które zamierzała wykorzystać co do 
minuty. A że postanowiła upiększyć się od stóp do głów, 
zaczęła  od  pedikiuru.  Będzie  dzisiaj  zadbana,  jak  nigdy 
dotąd! 

No i dowie się wreszcie, dlaczego Josh nie odrywa od 

niej pożądliwego wzroku i niestety na tym poprzestaje. 

Przerażało ją jednak własne niedoświadczenie. 
Jak  można  w  tym  wieku  być  dziewicą?  Co  będzie, 

jeżeli z Joshem dojdzie do zbliżenia, a kiedy się okaże, że 
jest jej pierwszym mężczyzną, nie będzie wiedział, jak się 
zachować? 

–  O  Boże  –  jęknęła  Maggie.  Co  zrobić,  żeby  uniknąć 

kompromitacji z powodu tego nieszczęsnego dziewictwa, 
gdy już wylądują razem w łóżku? Najbardziej przerażało 
ją  to,  o  czym  słyszała  od  wielu  koleżanek:  że  dla 
niektórych  kobiet  ten  cholerny  pierwszy  raz  bywa 
strasznie  bolesny.  Jeżeli  należy  do  tej  właśnie  grupy 
kobiet,  Josh  od  razu  się  połapie,  że  jest  jej  pierwszym 
facetem. 

Powinna udawać, że wszystko jest cudownie i przestać 

sobie wmawiać, że koniecznie musi stać się coś złego. 

Zrobisz wszystko, żeby się udało! – nakazała sobie. W 

końcu  po  to  sprzątałaś  mieszkanie  aż  do  północy,  po  to 
powlekłaś  świeżą  pościel,  po  to  przygotowałaś  potrawę, 
która potrzebuje tylko paru minut, żeby ją odgrzać i wyjąć 

background image

z piecyka, po to białe wino chłodzi się w lodówce, a dwie 
butelki  czerwonego,  odkorkowane,  oddychają  w  kuchni 
na stole! 

Po to też przez co najmniej trzy godziny zamierzała się 

szykować  na  ten  wieczór.  Kiedy  otworzy  drzwi,  żeby 
wpuścić  gościa,  Josh  niewątpliwie  wytrzeszczy  oczy  na 
widok Maggie Sutter, jakiej jeszcze nie widział. 

Kończyła pedikiur, kiedy zadzwonił telefon. 
Na  piętach,  żeby  nie  dotykać  palcami  dywanu, 

podeszła i podniosła słuchawkę. 

– Halo? 
– Cześć, Maggie. Jak się masz, dzieciaku? 
– Tim! Jak się cieszę, że dzwonisz! Co u ciebie? 
– Nie może być lepiej. Ale nie odpowiedziałaś na moje 

pytanie. Jak się miewasz? 

– Świetnie. Ciężko pracuję i uwielbiam to, co robię. 
– I co dalej? 
– Jak to co? 
– Pytam, jak się miewasz, a ty mi nawijasz, że świetnie 

ci  się  pracuje.  Siostrzyczko,  a  co  z  twoim  męskim 
ideałem? Czy już takiego spotkałaś? 

–  Próbujesz  wydać  mnie  za  mąż?  –  zażartowała 

Maggie. 

–  Oczywiście.  Od  tego  są  starsi  bracia.  Ale  mówiąc 

poważnie, na pewno się z kimś spotykasz. Opowiedz mi o 
nim. 

–  Przykro  mi,  ale  z  roku  na  rok  moje  randki  stają  się 

coraz rzadsze. Jak się ma Laurie i dzieciaki? 

background image

– Chłopcy są zdrowi i ogromnie ruchliwi, a Laurie jest 

w ciąży. 

–  W  ciąży!  Och,  Tim,  jestem  taka  szczęśliwa  i  cieszę 

się razem z wami. Tym razem ma być dziewczynka! 

–  Laurie  na  to  liczy.  Poznamy  płeć  dziecka  mniej 

więcej za miesiąc. Dam ci znać, okey? 

– Cudownie! 
– No więc jak ci się pracuje? Prowadzisz jakieś ważne 

śledztwo? 

– Owszem. Chodzi o  morderstwo i... i...  – Albo teraz, 

albo  nigdy,  pomyślała  Maggie.  –  Pracuję  nad  tą  sprawą 
razem z Joshem Bentonem. 

–  Josh!  Kto  by  pomyślał,  więc  on  nadal  pracuje  w 

policji? Pozdrów go ode mnie, dobrze? 

– Dlaczego sam do niego nie zadzwonisz i nie zrobisz 

tego osobiście? 

– Chyba masz rację. Dasz mi numer jego telefonu? 
–  Jasne,  poczekaj  chwilkę.  –  Po  paru  sekundach 

Maggie  wróciła  do  telefonu  z  wizytówką  Josha.  Wolno 
podyktowała  Timowi  numer,  pewna,  że  go  zapisuje.  – 
Szkoda, że wasz kontakt się urwał – powiedziała. – Jeśli 
mnie  pamięć  nie  myli,  byliście  do  siebie  bardzo 
przywiązani. 

– W pewnym sensie. Było nam razem nieźle, ale Josh 

przychodził zobaczyć się nie tylko ze  mną, ale i z naszą 
mamą. 

Maggie zbaraniała. 
– Nie przypominam sobie, żeby spędzał czas z mamą. 

background image

–  Ale  tak  było.  No  wiesz,  był  nastolatkiem,  kiedy 

stracił  matkę,  i  bardzo  polubił  naszą  mamę.  Ona  też  nie 
widziała  świata  poza  nim.  Nawet  mu  gotowała  jego 
ulubione  potrawy,  kiedy  wiedziała,  że  będzie  na  kolacji. 
Nie pamiętasz? 

–  Nie  –  zapewniła  Maggie.  –  Kiedy  to  się  działo, 

miałam  inne  rzeczy  w  głowie.  –  Jasne,  że  miałam, 
pomyślała. Marzyłam o tym, żeby Josh Benton zwrócił na 
mnie  uwagę  i  zauważył,  że  jestem  już  dorosła  i  że 
umieram z tęsknoty za jego pocałunkami... 

– Kiedy go zobaczę, powiem mu, żeby spodziewał się 

telefonu od ciebie – powiedziała na zakończenie. 

Po tej rozmowie dzisiejsza wizyta Josha u niej wydała 

się Maggie prawdziwym koszmarem. Czuła jakiś kamień 
w żołądku. Może to dlatego, że okłamała brata, mówiąc, 
że  jeszcze  nie  spotkała  swojego  ideału.  Bo  przecież 
spotkała  go  dziesięć  lat  temu,  kiedy  wpadał  do  nich 
zobaczyć się z ich matką! 

 

background image

Rozdział 5 

 
–  Nat,  wpakowałam  się  w  absurdalną  sytuację  – 

poinformowała  przez  telefon  przyjaciółkę.  –  Zanim  ci  to 
wyjaśnię,  pozwól,  że  zapytam,  jak  ci  idzie  z  nowym 
chłopakiem? 

Natalie westchnęła marzycielsko. 
–  On  jest  cudowny...  absolutnie  cudowny.  Chyba 

jestem zakochana. 

– Cieszę się. Nat, spotkasz się z nim dzisiaj wieczorem? 
–  Powinien  być  tu  lada  chwila.  Dlaczego  pytasz, 

Maggie? 

Maggie pokrótce wyjaśniła swój problem. 
–  Zaprosiłam  Josha  Bentona,  detektywa,  z  którym 

pracuję w jednym wydziale, na przyjęcie do mnie dzisiaj 
wieczorem. Jest przekonany, że będą też inni goście, ale 
to  nieprawda.  To  znaczy  od  początku  miało  nikogo  nie 
być.  Ale  nie  mogę  tego  tak  załatwić.  Jeszcze  sobie 
pomyśli, że lecę na niego i że z całą premedytacją chcę go 
uwieść.  Zresztą...  myśląc  tak,  wcale  by  się  nie  pomylił. 
Ale zmieniłam zdanie. Nie chcę, aby tak o mnie pomyślał. 
Dlatego  mam  do  ciebie  wielką  prośbę.  Czy  nie 
moglibyście  przyjść  i  zachowywać  się  tak,  jakbym  was 
oboje zaprosiła wczoraj? 

–  Cholera,  Maggie,  akurat  mamy  bilety  na  ten 

charytatywny  koncert,  o  którym  pewnie  słyszałaś. 
Dziesiątki gwiazd filmowych i estradowych poświęcą na 

background image

ten cel swój czas i talent, a Tom wydał fortunę na bilety. 
Nie mogę mu sprawić zawodu, prawda? 

To  wspaniale,  że  Natalie  uda  się  uczestniczyć  w 

imprezie,  o  której  trąbią  już  od  tygodni,  altruistycznie 
pomyślała Maggie. 

–  Oczywiście,  że  nie  –  przyznała,  dodając:  –  Ze  też 

sama  na  to  nie  wpadłam.  Też  bym  chciała  być  na  tym 
koncercie. 

–  Zaczekaj  chwilę.  O  której  ma  się  zjawić  ten  twój 

detektyw? 

– Zaprosiłam go na siódmą. 
–  To  dobrze,  bo  koncert  zaczyna  się  o  dziewiątej. 

Moglibyśmy  wpaść  o  siódmej,  pogadać  o  koncercie, 
powiedzieć, jacy jesteśmy zachwyceni, że udało  nam się 
dostać  bilety,  przegryźć  coś,  jeśli  zechcesz  nas 
poczęstować  kolacją,  i  zaraz  po  kolacji  wyjść.  Na  dobrą 
sprawę  moglibyśmy  się  zjawić  jeszcze  przed  przyjściem 
detektywa Bentona. Wyjdziemy z domu, jak tylko pojawi 
się  –  Tom,  a  on  jest  naprawdę  słodki  i  na  pewno  nie 
będzie  miał  nic  przeciwko  temu,  żebyśmy  przed 
koncertem zajrzeli do ciebie. Czy to cię urządza? 

–  Nawet  nie  wiesz,  jak  bardzo  –  odetchnęła  z  ulgą 

Maggie. – Jesteś genialna, Nat. Więc przychodźcie, kiedy 
tylko zjawi się Tom. 

–  Ten  Benton  musi  być  dla  ciebie  kimś  cholernie 

ważnym. 

– Sama nie wiem. Na razie traktuję tę znajomość jako 

pewne  wyzwanie,  ale...  no  nic,  to  długa  historia. 

background image

Opowiem  ci,  kiedy  się  spotkamy  następnym  razem.  Tak 
czy owak, niewiele brakowało, a popełniłabym straszliwy 
błąd.  Dzięki  za  pomoc,  Nat,  jestem  ci  dozgonnie 
wdzięczna. 

– No to do zobaczenia niebawem. 
–  Czekam.  –  Maggie  rozłączyła  się  i  spojrzała  na 

zegarek.  Do  przyjścia  Josha,  jeśli  się  nie  spóźni,  zostało 
około  godziny.  Chwała  Bogu,  że  Nat  i  Tom  pojawią  się 
przed nim. 

 
Maggie, Natalie i Tom rozmawiali, śmiali się i popijali 

wino,  kiedy  w  kuchni  odezwał  się  brzęczyk  od 
frontowych  drzwi.  Po  trzecim  kieliszku  Maggie  nie 
musiała już udawać, że świetnie się bawi. 

Przeprosiła  gości  i  poszła  do  kuchni,  gdzie  miała 

domofon. 

–  Kto  się  dobija  do  moich  drzwi?  –  zapytała 

żartobliwie. 

Wesołość  w  jej  głosie  mile  zdziwiła  Josha.  Widać 

przyjęcie  już  się  zaczęło  i  Maggie  dobrze  się  bawi.  To 
świetnie, zwykle bowiem bywa aż nazbyt poważna. 

– Wielki zły wilk – oznajmił. – Wpuść mnie, bo inaczej 

chuchnę i zdmuchnę twój dom. 

–  A  który  to  wielki  zły  wilk?  W  tej  okolicy  jest  ich 

więcej. 

– Ten wielki zły wilk to twój szef – odpowiedział Josh 

groźnym tonem. 

–  Nareszcie  wypowiedziałeś  magiczne  hasło  –  rzuciła 

background image

Maggie  lekkim  tonem.  Roześmiała  się  i  nacisnęła 
przycisk otwierający drzwi na dole. 

Zerknęła  na  stół  nakryty  na  cztery  osoby,  włączyła 

piecyk i wróciła do salonu. 

– Zaraz tu będzie – oznajmiła. 
– Maggie, zdążymy się tylko z nim przywitać. 
– Natalie miała naprawdę zatroskaną miną, mówiąc te 

słowa.  –  Kiedy  rozmawiałyśmy  przez  telefon,  nie 
wiedziałam,  że  Tom  obiecał  wstąpić  po  znajomych  w 
drodze na koncert. Będą na nas czekać... więc... 

–  Strasznie  mi  przykro  –  odezwał  się  Tom  –  że  nie 

zostaniemy  na  kolacji.  Odrobimy  to  innym  razem, 
obiecuję. 

Chociaż  żołądek  Maggie  znów  dał  o  sobie  znać, 

zdobyła się na uśmiech. 

–  Rozumiem.  Cieszę  się,  że  w  tej  sytuacji  w  ogóle 

udało wam się wpaść do mnie. 

Ubierali  się  właśnie,  kiedy  rozległ  się  dzwonek  u 

drzwi.  Maggie  wpuściła  Josha,  przedstawiła  sobie  całą 
trójkę,  po  czym  pożegnała  Natalie  i  Toma.  Ściskając 
Maggie, Natalie szepnęła jej do ucha: 

– On jest cholernie przystojny. Jutro sobie pogadamy. 
Maggie  zamknęła  drzwi,  oparła  się  o  nie  plecami  i 

popatrzyła na Josha. Miał na sobie elegancki płaszcz i w 
ogóle  wyglądał  wspaniale.  Niezależnie  od  tego,  co  on 
powie  albo  zrobi,  kiedy  prawda  wyjdzie  na  jaw,  i  tak 
będzie się w nim durzyła, pomyślała z rezygnacją. 

 

background image

Josh  stał  w  płaszczu  i  zastanawiał  się,  o  co,  do  licha, 

tak  naprawdę  tu  chodzi.  Jeśli  dobrze  się  orientował,  w 
mieszkaniu nikogo więcej nie było. Czy to on się spóźnił? 
Czy  wszyscy  już  zjedli  kolację  i  sobie  poszli?  Przecież 
Maggie zapraszała na siódmą! 

– Czy goście wyszli wcześniej, czy to ja się spóźniłem? 

–  zapytał,  jednocześnie  przyglądając  się  Maggie  z 
podziwem. Wyglądała zachwycająco w ciemnoniebieskiej 
spódnicy i błękitnej bluzce, podkreślającej kolor jej oczu. 
Uczesała  się  dokładnie  tak,  jak  sobie  wymarzył  – 
rozpuszczone,  sprężyste  loki  ślicznie  układały  się  wokół 
jej  twarzy.  Krótka  spódniczka  odsłaniała  smukłe  nogi  w 
cieniutkich  pończoszkach.  Takiej  Maggie  jeszcze  nigdy 
nie widział. 

Maggie wreszcie odsunęła się od drzwi. 
–  Daj  mi  swój  płaszcz.  Wcale  się  nie  spóźniłeś. 

Okazało  się, że Natalie i Tom już wcześniej  mieli swoje 
plany  na  dzisiejszy  wieczór  i  musieli  wyjść,  bo  jadą  ze 
znajomymi  Toma  na  ten  głośny  koncert  charytatywny, 
który zaczyna się o dziewiątej. 

–  A  inni  goście?  –  Josh  podał  płaszcz,  który  Maggie 

powiesiła w niedużej szafie w holu. 

– Nie ma żadnych gości. 
– Wszyscy twoi znajomi byli zajęci? 
– Na to wygląda. – Maggie weszła do salonu. – Wejdź, 

proszę,  i  rozgość  się.  Może  kieliszek  wina?  Piliśmy 
właśnie cabernet sauvignon, ale w lodówce mam też białe 
wino. 

background image

–  Z  przyjemnością  wypiję  cabernet.  –  Zauważył,  że 

jeden  kieliszek  jest  jeszcze  odwrócony  do  góry  dnem,  z 
czego  wywnioskował,  że  Maggie  spodziewała  się  tylko 
trójki  gości.  Najwyraźniej  przyjęcie,  na  które 
zdecydowała się w ostatniej chwili, nie wypaliło. 

Wbrew poprzednim lękom i obawom, doszedł teraz do 

wniosku,  że  nie  przeszkadza  mu  ani  trochę  to,  że  jest 
jedynym  gościem.  Rozsiadł  się  na  kanapie,  wypił  łyk 
wina  i  nagle  poczuł  się  komfortowo,  jakby  był  otulony 
miękkim,  ciepłym  kocem.  Niczym  się  wprawdzie  nie 
przykrywał,  ale  to  uczucie  było  cudowne.  Miło  jest 
przebywać  w  towarzystwie  pięknej,  zmysłowej  kobiety, 
popijać wino, słuchać cichej muzyki i zawodzenia wiatru 
za  oknami.  Chyba  nawet  w  raju  nie  może  być 
przyjemniej, rozmarzył się i uśmiechnął do Maggie. 

Ależ on jest zabójczo przystojny, pomyślała Maggie. I 

ten  jego  wymowny  uśmiech,  który  tak  ją  onieśmiela... 
Znów poczuła zdenerwowanie i nagle zaczęła się jąkać. 

–  Eee...  no...  moja  potrawka...  już  dochodzi  – 

wykrztusiła  z  trudem.  –  Za  jakieś  dziesięć  minut 
usiądziemy do stołu. 

– Będzie, jak każesz. 
Pomyślała,  że  Josh  jest  dzisiaj  wyjątkowo  ugodowy  i 

bardzo  miły;  nie  ma  w  nim  nic  z  tego  oschłego 
mężczyzny,  z  którym  miała  do  czynienia  w  ostatnich 
dniach. Nawet inaczej wygląda. Jest jak zawsze cholernie 
przystojny,  ale  gdzieś  zostawił  to  surowe  spojrzenie, 
jakim  na  co  dzień  posługuje  się  w  pracy.  Powiedziałaby 

background image

wręcz,  że  dostrzega  jakąś  dziwną  łagodność  w  jego 
oczach, której nigdy wcześniej nie zaobserwowała. 

Przecież on cię zwyczajnie uwodzi, kretynko! 
–  ocknęła  się.  Wystarczy  z  twojej  strony  drobna 

zachęta,  żeby  wskoczył  ci  do  łóżka!  Ale  czy  nie  o  to  ci 
chodziło?  Czy  nie  w  tym  celu  zorganizowałaś  tę  farsę  z 
kolacją?  A  co,  może  jednak  chcesz  umrzeć  jako 
dziewica? 

Nie  chcę,  zdecydowała.  Ale  nie  wiem,  co  robić. 

Uśmiechaj  się...  uśmiechaj  się  cały  czas  i  dobrze  go 
nakarm! Czy nie tego chcą wszyscy mężczyźni? Słyszałaś 
przecież,  że  chcą  od  kobiet  dwóch  rzeczy:  seksu  i 
jedzenia. Wszyscy tak mówią... No tak, tylko że Josh nie 
jest  dla  ciebie  zwyczajnym  facetem.  On  nie  jest  taki  jak 
wszyscy, on jest dla ciebie bardzo ważny. Bądź miła, ale 
miej się na baczności! 

Nagły zamęt w myślach spowodował, że Maggie omal 

nie zakrztusiła się winem. Trochę za bardzo zakręciło jej 
się  w  głowie.  Nic  dziwnego,  wypiła  za  dużo  wina  na 
pusty żołądek. Najwyższy czas, żeby coś zjeść. 

– Idę przygotować kolację, a ty posiedź tutaj. Za chwilę 

poproszę  cię  do  stołu  –  powiedziała,  podnosząc  się  z 
miejsca. 

–  Pomogę  ci.  Nie  jestem  z  tych  gości,  którzy  czekają 

bezczynnie,  aż  pani  domu  wszystko  zrobi  –  powiedział 
bez chwili namysłu. Kiedy Maggie wchodziła do kuchni, 
Josh  prawie  deptał  jej  po  piętach.  –  Widzę,  że  stół  już 
nakryty. Co jest jeszcze do zrobienia? 

background image

–  Nic.  To  znaczy  nic  wielkiego,  a  raczej...  no  wiesz... 

nic  poważnego...  Zaraz  wszystko  podam.  Siadaj.  – 
Maggie  zupełnie  nie  wiedziała,  co  mówić  i  co  robić. 
Czuła  się  okropnie  zażenowana  i  skrępowana.  Znowu 
zakręciło  jej  się  w  głowie,  ale  najbardziej  niepokojącym 
objawem było dziwne ciepło, które czuła w dole brzucha. 
Zaczęło się to w momencie, gdy Josh przekroczył próg jej 
domu. 

–  Siadaj  –  powtórzyła,  podeszła  do  lodówki  i  wyjęła 

miskę  wcześniej  przygotowanej  sałaty.  Zanim  postawiła 
ją  na  stole,  zdjęła  folię.  Wreszcie  odważyła  się  spojrzeć 
wprost na swojego gościa. 

– Nie zamierzasz usiąść? 
–  Usiądę,  kiedy  i  ty  usiądziesz.  Poza  tym  widzę  tu 

cztery nakrycia. Gdzie chcesz mnie posadzić? 

–  Och,  przepraszam.  –  Tak  drobne  niedopatrzenie  nie 

powinno jej wprawić w zakłopotanie, jednak poczuła, że 
się  czerwieni.  Natychmiast  przeszła  do  defensywy. 
Pomyślała,  że  nie  ma  doświadczenia  nawet  w  takich 
sytuacjach, jak ta. Powinna była już wcześniej usunąć ze 
stołu  te  dwa  nakrycia.  –  Jeżeli  koniecznie  chcesz  mi 
pomóc  –  powiedziała  zrezygnowanym  tonem  –  możesz 
zabrać  dwa  zbędne  nakrycia  i  postawić  je  na  ladzie.  I 
siadaj, gdzie chcesz – dodała. 

– Okey. Już się robi. – Josh zauważył, że Maggie, która 

w pracy porusza się pewnie i z niezwykłym wdziękiem, u 
siebie w domu zachowuje się niezręcznie, chwilami wręcz 
niezdarnie.  Postawił  nakrycia  na  ladzie  i  odwrócił  się  w 

background image

momencie,  kiedy  Maggie  pochyliła  się,  żeby  otworzyć 
piecyk. – Co się z tobą dzieje, Maggie? 

– zapytał spokojnie. – Czy krępuje cię moja obecność? 

Dlaczego jesteś taka spięta? 

Dziewczyna  wyprostowała  się,  wbiła  w  niego  ostry 

wzrok, ale nagle poczuła się tak potwornie upokorzona i 
tak  bezradna,  że  rozpłakała  się  głośno.  Już  zupełnie 
straciła kontrolę nad swoimi emocjami. A wypite wino na 
pusty żołądek też zrobiło swoje. 

– Och, jaka ja jestem  głupia  – wyszeptała,  szlochając. 

Urwała  z  rolki  kawałek  papierowego  kuchennego 
ręcznika i przyłożyła go do oczu. 

Josh zrobił duży krok i położył dłonie na jej ramionach. 
–  Jak  możesz  mówić  coś  podobnego?  Jak  możesz 

nawet tak myśleć? 

–  To  przez  ciebie  tak  myślę  –  pochlipywała.  – 

Naprawdę jestem głupia... 

Josh  spojrzał  jej  głęboko  w  oczy.  Stali  blisko  siebie  i 

on znowu poczuł to samo pragnienie, które sprawiało, że 
nie panował nad własnym ciałem, gdy obok była Maggie. 
Już nie mógł wyprzeć się tego, że bardzo jej pragnie. 

–  Jeśli  płaczesz  teraz  przeze  mnie,  to  przepraszam  – 

wykrztusił. – Ale nie wiem, co złego ci zrobiłem... 

– Pewnie, że nie wiesz... Na pewno o tym nie wiesz... 

ale... ale ja strasznie się w tobie durzyłam, kiedy... kiedy 
przyjaźniłeś  się  z  Timem  –  wykrztusiła  odważnie, 
uciekając jednak wzrokiem w bok. Czuła się zawstydzona 
tym  swoim  wyznaniem  i  nie  wiedziała,  jak  Josh 

background image

zareaguje. Czy będzie się z niej śmiał? 

–  I  to  jest  powód,  dla  którego  nasza  odnowiona 

znajomość jest dla ciebie taka trudna? – Josh pogłaskał ją 
po  policzku.  –  Popatrz  na  mnie.  –  Maggie  podniosła 
wzrok  i  spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  –  Po  pierwsze, 
wiedziałem wtedy, że czułaś do mnie miętę. Wiedziałem 
też,  że  takie  uczucie  nie  trwa  wiecznie  i  że  nastolatki 
uwielbiają przeżywać miłosne dramaty. 

– To nieprawda! Moje uczucie przetrwało... 
To jest takie uczucie... na zawsze! 
Nie  dało  się  cofnąć  raz  wypowiedzianych  słów.  Stali 

bez ruchu i patrzyli sobie w oczy. 

– Chyba nie powiesz, że to z powodu tego uczucia do 

mnie jesteś teraz nieszczęśliwa? 

Maggie znów uciekła wzrokiem. 
–  Chyba  tak  –  powiedziała  drżącym,  cienkim 

głosikiem. 

Josh osłupiał. 
– Maggie, jestem od ciebie o dziesięć lat starszy! 
– A jakie to ma znaczenie? – zapytała zdziwiona. 
– Mógłbym być prawie twoim ojcem! 
–  Naprawdę?  Nie  przesadzaj,  Josh.  Kto  słyszał  o 

dziesięcioletnim  ojcu?  –  Zrobiła  dwa  kroki  w  bok, 
odwróciła  się  i  szybko  podeszła  do  piecyka.  –  Siadaj  na 
końcu stołu. Ja usiądę na drugim. I dość już tego gadania. 
Będziemy  jeść.  –  Starała  się  mówić  stanowczo  i 
konkretnie,  ale  nic  z  tego  nie  wyszło,  bo  jej  drżący  głos 
zdradzał  zdenerwowanie.  Wyjęła  gorące  półmiski  z 

background image

piekarnika  i  postawiła  je  na  stole.  –  Jeśli  nie  masz  nic 
przeciwko temu, to nałóż nam na talerze – powiedziała i 
otarła jeszcze jedną łzę zabłąkaną w kąciku prawego oka. 

Josh  nie  wiedział,  co  robić.  Kolacja  stała  na  stole,  ale 

Maggie nie zamierzała pełnić honorów pani domu, nadal 
popłakiwała, a on czuł się jak ostatni łajdak, chociaż nie 
wiedział  dlaczego.  Co  z  tego,  że  Maggie  podkochiwała 
się  w  nim  dziesięć  lat  temu?  Takie  rzeczy  często  się 
zdarzają,  ale  nie  powinny  wpływać  na  późniejsze 
kontakty! A jednak wpływają. Dlaczego Maggie twierdzi, 
że nadal się w nim kocha? Przecież to nieprawda! Tylko 
tak  jej  się  wydaje.  To  pewnie  z  tego  powodu  nie  mogła 
powstrzymać  łez.  Stanowczo  wolałby  zaciągnąć  ją  teraz 
do  sypialni,  zamiast  siedzieć  przy  stole  i  jeść  kolację, 
choćby i najlepszą... 

Otworzył  wino  i  rozlał  je  do  kieliszków.  Wreszcie 

oboje usiedli. 

– Upiekłam kurczaka, a duszone w maśle jarzyny może 

kogoś ci przypomną. 

Josh przyjrzał się jarzynom leżącym na półmisku. 
–  Owszem.  Pamiętam.  Twoja  matka  zwykle  tak  je 

przyrządzała. 

–  To  jej  przepis.  Wyobraź  sobie,  że  dzisiaj  zadzwonił 

Tim  i  powiedział  coś,  co  mnie  zdumiało.  Podobno 
przychodziłeś do nas do domu nie – tylko po to, żeby się 
widzieć z nim, ale i z mamą. To prawda? 

–  Bardzo  możliwe.  Lubiłem  waszą  matkę.  Co  u  niej 

słychać? 

background image

– Umarła. 
– Jezu, Maggie, powinnaś mnie była uprzedzić! Tak nie 

wolno! Tak prosto z mostu!? To okropne... 

–  Przepraszam.  No  dobrze,  spróbuję  powiedzieć  to 

inaczej.  Moja  mama  odeszła  w  wieku  pięćdziesięciu  lat 
po  stoczeniu  morderczej  walki  z  rakiem.  Czy  tak  lepiej 
brzmi? Już nie jest takie okropne? 

– To straszne. Nic o tym nie wiedziałem. Strasznie mi 

przykro,  Maggie.  Nie  miałem  pojęcia...  Straciliśmy 
kontakt ze sobą po waszym wyjeździe... 

– No cóż, po przeprowadzce Tima do Kalifornii mama 

dostała  lepszą  pracę  w  Detroit,  więc  obie  się  tam 
przeniosłyśmy.  Nigdy  mi  nie  przyszło  do  głowy,  że 
mógłbyś  zaglądać  do  nas  po  wyjeździe  Tima,  więc 
pewnie  o  tym  nie  wiedziałeś.  Chyba  że  mama 
wspomniała ci o naszych planach. 

–  Nie,  nie  miała  okazji.  Zjawiłem  się  u  was  jakiś 

miesiąc  po  wyjeździe  Tima  i  zastałem  juz  nowych 
lokatorów.  Kiedy  teraz  o  tym  myślę,  jestem  prawie 
pewny,  że  wtedy  sądziłem,  iż  obie  z  Lottie  też 
przeniosłyście się do Kalifornii. 

– Dlaczego nigdy nie próbowałeś nas znaleźć? 
–  Przez  nasz  wydział?  Nie,  nie  próbowałem.  A  czy 

któreś z was próbowało nawiązać kontakt ze mną? 

–  A  czy  kiedykolwiek  rozmawiałeś  z  Timem  po  jego 

wyjeździe? 

Do  Josha  dotarło,  że  oboje  mówią  podniesionymi 

głosami. Odłożył widelec i wyprostował się na krześle. 

background image

– Dlaczego właściwie skaczemy sobie do oczu? 
– Nie mogę mówić za ciebie, ale mnie jest przykro, że 

my... że każde z nas... tak niewiele dla ciebie znaczyło. Ze 
nie  zależało  ci  na  kontakcie  z  nami...  z  mamą...  z 
Timem... 

–  Tak  jak  nikomu  z  was,  Maggie,  nie  zależało  na 

kontakcie ze mną. Mimo że wiedzieliście, gdzie jestem. 

–  To  znaczy,  że  Sutterowie  są  winni,  a  ty  jesteś  w 

porządku. 

– Tego nie powiedziałem, choć może właśnie tak jest. – 

Josh  potrząsnął  głową.  –  Wszyscy  zawiniliśmy.  Nie 
utrzymywaliśmy  kontaktu,  choć  wymagało  to  od  nas 
minimalnego wysiłku. Ale skończmy już ten temat. Było, 
minęło.  Trzeba  żyć  tu  i  teraz.  Najważniejsza  jest 
teraźniejszość. A teraz siedzimy przy stole i jemy pyszną 
kolację.  –  Spróbował  kurczaka  i  dodał:  –  Ten  kurczak 
naprawdę  jest  pyszny,  Maggie.  Chcesz  coś  usłyszeć? 
Otóż ani trochę nie wyglądasz dzisiaj na glinę. 

– Ty też nie. 
Josh uśmiechnął się szeroko. 
– Tak? To na kogo, według ciebie, wyglądam? 
–  Jeżeli  myślisz,  że  powiem  jakiś  idiotyzm  w  rodzaju 

„wyglądasz jak gwiazdor filmowy”, to grubo się mylisz. 

– Gwiazdor filmowy! – Josh parsknął śmiechem. – W 

życiu nie słyszałem czegoś równie zabawnego. 

Maggie uśmiechnęła się krzywo. 
– Okropnie śmieszne. W tej jedwabnej koszuli w paski 

wyglądasz  jak  bankier.  Albo  jak  makler  giełdowy.  A 

background image

może jak adwokat... elegancko ubrany adwokat. 

–  Ach  tak,  więc  to  koszula  pozbawia  mnie  wyglądu 

policjanta?  Zapamiętam  to  sobie.  A  chcesz  wiedzieć,  co 
psuje twój służbowy wygląd? No więc fryzura i ta śliczna 
niebieska  bluzka,  a  także  twoje  nogi  na  wysokich 
obcasach  i...  –  Josh  nagle  zamilkł.  Wreszcie  dotarło  do 
niego,  co  Maggie  powiedziała  o  swoim  trwającym  od 
dawna  uczuciu.  Czy  to  możliwe,  że  przetrwało 
dziesięcioletnie  rozstanie?  Może  jednak  wcale  nie 
kłamała? Może rzeczywiście nadal go kocha? 

Serce  zaczęło  mu  bić  mocniej.  No  i  co  z  tego,  że  jest 

starszy? Trzydzieści sześć lat to jeszcze nie starość, a ona, 
w  wieku  dwudziestu  sześciu  lat,  nie  jest  już  ani 
podlotkiem, 

ani 

nowicjuszką 

sprawach 

damsko-męskich. 

Maggie  zauważyła,  że  nagle  zmienił  się  wyraz  jego 

twarzy. Jakby coś bardzo ważnego przyszło mu do głowy. 

– O czym myślisz? – zapytała. – Czy to ma związek z 

nami, czy może ze sprawą Gardnera? 

–  Chociaż  nie  wyglądasz  dzisiaj  jak  policjantka, 

zadałaś teraz to pytanie tonem detektywa. 

– Bo masz dziwny wyraz twarzy. Jakbyś nagle odkrył 

coś ważnego... 

–  Może  i  odkryłem...  na  przykład  ciebie.  Myślę,  że 

rzeczywiście dowiedziałem się czegoś nowego o tobie... 

– Masz bujną wyobraźnię, więc pewnie coś tam sobie o 

mnie wyobraziłeś, ale to wcale nie znaczy, że mnie znasz. 

– Coś ci się nie zgadza, Maggie? 

background image

Jego łagodny głos był miękki jak jedwab. 
–  Zastanawiam  się,  dokąd  poniesie  cię  ta  twoja 

wyobraźnia – wyjaśniła. 

– A ciebie? 
–  Mnie?  Raczej  niezbyt  daleko.  No,  ale  komuś,  kto 

nigdy  nie  doświadczył  pewnych  rzeczy,  na  ogół  trudno 
jest je sobie wyobrazić... – Maggie urwała. Dlaczego nie 
ugryzła się w język? – Eee... co powiesz na deser? Mam 
lody śmietankowe z kremem czekoladowym. 

–  Dziękuję,  ale  chętnie  napiłbym  się  kawy.  Maggie 

wstała od stołu. 

–  Podam  kawę  w  salonie.  Idź  tam,  zaraz  do  ciebie 

dołączę. 

Josh  wolno  się  podniósł.  Zdziwiła  go  ta  nagła 

nerwowość  Maggie.  Co  miała  na  myśli,  mówiąc  o 
rzeczach, których nie doświadczyła? Co się za tym kryje? 

Wolał  nie  ryzykować  i  nie  pytać  jej  o  to,  więc  tylko 

kiwnął głową i wyszedł z kuchni. 

– Gdzie łazienka? – zawołał, – Na końcu korytarza, po 

prawej  stronie  –  odkrzyknęła  Maggie.  Oparła  czoło  o 
lodówkę,  marząc,  żeby  ziemia  rozstąpiła  się  pod  nią  i 
pochłonęła  ją.  Dostarczyła  mu  tyle  informacji  na  swój 
temat,  że  nawet  półgłówek  by  się  połapał  w  tym,  co  ją 
dręczy,  a  co  dopiero  Josh  Benton,  któremu  daleko  do 
półgłówka. Czy dlatego rozwiązał jej się język, że wypiła 
dużo  wina,  czy  też  może  nawet  bez  kropli  alkoholu 
potrafiłaby zrobić z siebie idiotkę? 

Szybko  posprzątała  stół,  wstawiając  talerze  do  zlewu. 

background image

Zajmie  się  nimi  później,  kiedy  już  pozbędzie  się  Josha. 
Swoją  drogą,  jak  dziwnie  zmieniają  się  jej  chęci.  Tak 
bardzo chciała zaprosić go do domu, że aż posunęła się do 
kłamstwa,  a  teraz  nie  może  się  doczekać  chwili,  kiedy 
usłyszy z jego ust: dziękuję za kolację i dobranoc. 

Nalała kawy do dwóch filiżanek, postawiła je na tacy i 

zaniosła do salonu. Josh siedział na sofie, na widok kawy 
zrobił  miejsce  na  stoliku.  Maggie  postawiła  tacę  i  już 
chciała przysunąć sobie krzesło, kiedy chwycił ją za ramię 
i pociągnął na sofę. 

– Usiądź przy mnie – powiedział spokojnie. 
Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. 
–  Ja...  może...  odniosłeś  mylne  wrażenie...  podczas 

rozmowy przy kolacji – bąknęła. 

–  Zrozumiałem  wszystko  właściwie.  Usiądź,  Maggie. 

Nie  będę  kłamał  i  twierdził,  że  cię  nie  pragnę.  Jestem 
pewny,  że  nie  muszę  tego  wyjaśniać  dobitniej.  Ale 
jeszcze  żadnej  kobiecie  nie  groziło  z  mojej  strony 
niebezpieczeństwo,  że  postąpię  wbrew  jej  woli. 
Wystarczy, Maggie, że powiesz „nie”. Nadążasz za mną? 

–  Wyciągasz  pochopne  wnioski  na  podstawie  słów, 

które mi się wymknęły po alkoholu. 

Josh zmarszczył czoło. 
– To brzmi jak „nie”. Mam rację? 
Maggie  nerwowo  przełknęła  ślinę.  Tak  czy  nie? 

Nadeszła  chwila  decyzji.  Chwila  prawdy.  Przecież  nie 
chciała,  żeby  Josh  się  dowiedział,  że  wciąż  jeszcze  jest 
dziewicą! 

background image

– Masz rację – powiedziała drżącym szeptem. 
Josh podniósł się powoli. 
–  Chcesz,  żebym  sobie  poszedł?  Zresztą  nie  musisz 

odpowiadać.  Sam  podejmę  decyzję.  Cóż,  na  mnie  już 
pora. – Podszedł do szafy, wyjął płaszcz, a ubierając się, 
patrzył  na  Maggie.  –  Coś  się  z  tobą  dzieje  dziwnego, 
Maggie.  Może  częściowo  z  mojego  powodu.  Takie 
odnoszę  wrażenie.  –  Po  namyśle  zapytał  z  zatroskaną 
miną: – Czy sprawiłem ci zawód przed dziesięcioma laty? 
Dałem  ci  powody,  żebyś  mogła  sądzić,  że  między  nami 
do czegoś dojdzie? 

– Nie, nie dałeś. 
– Kamień spadł mi z serca. Bardzo lubiłem przebywać 

w towarzystwie całej twojej rodziny, ale w tamtym czasie 
postrzegałem  cię  wyłącznie  jak  bystrego  dzieciaka. 
Przyzwoici mężczyźni nie podrywają nastolatek. 

–  Niepotrzebnie  tak  to  podkreślasz.  Już  wszystko 

wiem. Dałeś mi też do zrozumienia, że nie zadajesz się z 
kobietami,  które  chcą  czegoś  więcej  niż  przelotnego 
seksu.  Mówiłeś,  że  nie  uznajesz  stałych  związków,  nie 
chcesz  się  żenić  i  nie  chcesz  mieć  dzieci,  rodziny...  Bo 
według  ciebie  i  tak  każde  małżeństwo  kończy  się 
rozwodem... Jesteś zdemoralizowany i już! 

Josh zrobił wielkie oczy. 
–  A  więc  wszystkie  moje  grzechy,  które  ci  szczerze 

wyznałem,  wyryłaś  sobie  w  pamięci  po  to,  żeby  mi  je 
stale wypominać? 

– Nieprawda! Co mnie obchodzą twoje grzechy? Mam 

background image

dość własnych, którymi powinnam się martwić. 

Josh podszedł do drzwi, ale jeszcze raz się odwrócił. 
– Wiesz, jak się zastanowię, dochodzę do wniosku, że 

po  prostu  mnie  nabierasz.  Przecież  ty  nigdy  dotąd  nie 
zgrzeszyłaś!  Och,  pewnie  masz  na  sumieniu  jedną  czy 
dwie romantyczne miłości, ale nie grzech! – ironizował. 

Maggie  zawsze  wiedziała,  że  Josh  nie  jest  głupi.  Ze 

rozgryzie  każdą  jej  tajemnicę.  Na  pewno  tym  razem  też 
trafiłby  w  dziesiątkę,  gdyby  myśl  o  istnieniu  na  tym 
świecie  dwudziestosześcioletniej  dziewicy  w  ogóle 
mieściła mu się w głowie. 

–  Masz  rację  –  powiedziała.  –  Nie  grzeszyłam  do  tej 

pory. Zastanów się nad tym, detektywie. A teraz pozwól, 
że  otworzę  ci  drzwi.  –  Stanęła  obok  niego  i  odsunęła 
zasuwę.  Czuła  na  sobie  zdziwiony  wzrok  Josha  i 
spodziewając  się,  że  zaraz  padnie  niedwuznaczna 
propozycja,  szybko  otworzyła  drzwi  i  szepnęła:  – 
Dobranoc. 

Josh dotknął czoła, jakby jej salutował. 
–  Kolacja  była  wyśmienita,  ale  zanim  odejdę,  dodam 

jeszcze  coś,  co  na  pewno  ci  się  nie  spodoba.  Jesteś 
cholerną kłamczucha, Maggie Sutter. Dobranoc. 

Wyszedł,  a  Maggie  zamknęła  za  nim  drzwi  i  ledwo 

mogła  ustać  na  nogach,  mocując  się  z  zamkiem 
antywłamaniowym. 

Potem  rzuciła  się  na  kanapę  i  szlochała  bez 

opamiętania. Nienawidziła Josha Bentona. 

Ale w rzeczywistości prawda wygląda zupełnie inaczej, 

background image

pomyślała, wylewając morze łez. 

Kocham go. Do szaleństwa, bezgranicznie i dozgonnie. 

Całym  sercem  i  duszą.  Zawsze  go  kochałam,  od 
pierwszego  spotkania,  kiedy  byłam  bujającą  w  obłokach 
nastolatką, a on przyjacielem  mojego brata. Wiem, że to 
uczucie  nigdy  nie  zniknie  i  nie  pozwoli  mi  prowadzić 
normalnego życia. Jestem skazana na godne pożałowania 
usychanie w samotności. 

Ale  to,  co  teraz  odczuwała,  pozwoliło  jej  dojść  do 

jedynego słusznego wniosku: nic dziwnego, że nigdy nie 
spała  z  mężczyzną  –  po  prostu  żaden  z  nich  nie 
dorównywał Joshowi, nawet w przybliżeniu. 

 

background image

Rozdział 6 

 
Josh  spał  niespokojnie.  Śniła  mu  się  Maggie, 

prześladowała go też sprawa Franklina Gardnera. Coś mu 
mówiło, że są bliscy poznania prawdy, ale do rozwiązania 
zagadki ciągle brakowało mu kilku ważnych elementów. 

Rano wstał  rozdrażniony.  Szary,  pochmurny  dzień nie 

podniósł  go  na  duchu.  Psiocząc  na  parszywą  pogodę, 
nastawił  kawę  i  otworzył  drzwi  mieszkania,  żeby  wziąć 
niedzielną gazetę. 

Na pierwszej stronie dostrzegł wydrukowany wielkimi 

literami  nagłówek:  „Politycy  domagają  się  aresztowania 
zabójcy Gardnera”. 

Josh  usiadł  przy  stole  kuchennym  i  zaczął  czytać 

artykuł,  który  do  znudzenia  powtarzał  jedną  tezę:  na 
wydział  śledczy  policji  wywierane  są  naciski  ze  strony 
wpływowych  ludzi  w  mieście,  domagających  się 
wykrycia  i  aresztowania  zabójcy  Franklina  Gardnera. 
Artykuł  przytaczał 

wypowiedzi 

kilku 

nich, 

zaszokowanych  bestialską  zbrodnią,  a  jednocześnie 
wyrażających  zdziwienie  opieszałością  policji.  „Przecież 
–  stwierdzała  jedna  ze  znanych  osobistości  –  to  była 
zwykła  kradzież  z  włamaniem,  ale  niestety  biedny 
Franklin spróbował bronić swojej własności. O ile wiem, 
z jego domu zginęła między innymi bezcenna i łatwa do 
zidentyfikowania  figurka  Buddy  z  szesnastego  wieku. 
Pytanie  tylko,  jak  złodziej  ma  zamiar  upłynnić  coś 

background image

takiego?”. 

–  Kretyn  –  mruknął  Josh.  Wszystko  da  się  sprzedać. 

Poza  tym,  z  tego  co  powiedziała  gosposia,  z  domu  nie 
zginęło  nic  „bezcennego”.  Może  trochę  wartościowych 
rzeczy, ale nic specjalnego. Josh od początku nie wierzył 
w  teorię  kradzieży  z  włamaniem,  zwłaszcza  że  złodziej 
mógłby  wynieść  z  mieszkania  naprawdę  bezcenne 
przedmioty. 

Josh  wiedział,  że  jeśli  ktoś  chce  zaistnieć  publicznie, 

bardzo chętnie wypowiada się na każdy lemat, nawet jeśli 
się  na  nim  nie  zna.  Z  drugiej  strony,  taki  artykuł  odnosi 
często pożądany skutek. Josh nie lubił presji, jaką zwykły 
wywierać  media,  ale  też  nie  kwestionował  ich 
skuteczności.  Każdy,  kto  zajmuje  się  tym  śledztwem, 
poczuje  się  dotknięty  i  niedowartościowany,  włącznie  / 
nim, i ostrzej weźmie się do roboty, żeby jak najszybciej 
znaleźć i doprowadzić mordercę I 

II 

zed sąd. 

Po  wypiciu  całego  kubka  kawy  i  przejrzeniu 

niedzielnej gazety josh poczłapał z powrotem do sypialni, 
przykrył łóżko narzutą, tak jak to robił codziennie rano, a 
następnie wziął prysznic. 

Nawet  to  nie  poprawiło  mu  humoru,  ale  wiedział  już, 

co  zrobić,  żeby  ruszyć  z  miejsca.  Ubrał  się  w  stare 
wygodne dżinsy i w bluzę z logo Chicago Cubs. Był już 
w kurtce, gotowy do wyjścia, kiedy zadzwonił telefon. 

Miał  taki  parszywy  nastrój,  że  najchętniej  by  nie 

odpowiedział. Podszedł jednak do aparatu i warknął: 

– Benton. 

background image

–  Właśnie  zapadła  decyzja  o  wydaniu  ciała  Franklina 

Gardnera.  Pani  Gardner  zaplanowała  pogrzeb  na  wtorek 
rano. Spodziewam się, że weźmiesz udział w ceremonii. 

– Tak, szefie – powiedział Josh do swojego dowódcy, 

zastanawiając się, jak szybko artykuł w gazecie postawił 
wszystkich na baczność. – Będziemy na pogrzebie razem 
z  detektyw  Sutter.  Czy  znane  są  już  czas  i  miejsce 
ceremonii? 

–  O  jedenastej  na  cmentarzu  Pines.  Msza  żałobna 

będzie  miała  charakter  prywatny.  Tylko  dla  rodziny. 
Przyjaciele  i  znajomi  Franklina  wezmą  udział  w 
ceremonii przy grobie. 

– Rozumiem, że to jest decyzja pani Gardner. 
–  Dokładnie.  Muszę  jeszcze  zatelefonować  w  parę 

miejsc. Życzę miłego dnia. 

–  Ja  również,  szefie.  –  Po  odłożeniu  słuchawki  Josh 

wahał  się,  czy  zadzwonić  do  Maggie  teraz,  czy 
powiadomić ją osobiście jutro w pracy. 

Na  samą  myśl  o  telefonicznej  rozmowie  z  nią  poczuł 

się  tak,  jakby  kopnął  go  prąd  pod  wysokim  napięciem. 
Ogłuszyło go to  na chwilę, choć nie zdziwiło. Cały jego 
cholerny  organizm  rozregulował  się  z  powodu  Maggie 
Sutter. 

Powoli  stawała  się  dla  niego  najważniejszą  istotą  w 

życiu;  zmuszała  do  dokonania  zmiany  w  jego  hierarchii 
wartości.  Cholera,  zaczynał  nawet  przemyśliwać  o 
małżeństwie i o dzieciach! 

Klnąc  głośno,  chwycił  sportową  torbę  i  opuścił 

background image

mieszkanie.  Pojechał  na  uczęszczaną  przez  policjantów 
siłownię,  przebrał  się  w  spodenki  i  sportowe  buty,  po 
czym wskoczył na halową bieżnię. 

Po  dwóch  godzinach  „przebiegł”  co  najmniej  osiem 

kilometrów, poćwiczył trochę na innym sprzęcie, spłukał 
pot pod prysznicem i przebrał się w spodenki kąpielowe, 
żeby  zakończyć  trening  w  basenie.  Kiedy  z  ręcznikiem 
wokół szyi stanął w drzwiach pływalni, serce zaczęło mu 
bić  jak  oszalałe.  Wspinając  się  po  jednej  z  odległych 
drabinek, z wody wychodziła Maggie. 

Wyglądała  ślicznie  w  czarnym  jednoczęściowym 

kostiumie;  ociekała  wodą  i  przyciągała  wzrok  jak  nikt 
inny. 

Josh  zrozumiał  w  jednej  chwili,  że  musi  nie  tylko 

przyznać się do porażki, ale i pogodzić z nią. 

Jesteś  załatwiony,  Benton.  Bądź  mężczyzną  i  przyznaj 

się do tego, nakazał sobie surowo. 

Wchodząc do rozbrzmiewającej echem pływalni, ruszył 

prosto  w  stronę  Maggie.  Właśnie  wycierała  się  wielkim 
ręcznikiem i na widok Josha zrobiła wielkie oczy. 

– Cześć – powiedział z uśmiechem. 
– Cześć – od powiedziała, nie kryjąc zdziwienia. 
–  Często  tu  bywasz?  Chyba  wcześniej  cię  nie 

widziałem. 

–  Skoro  po  raz  pierwszy  rozpoznałeś  mnie  dopiero  w 

dniu,  w  którym  zabito  Gardnera,  dlaczego  miałbyś  mnie 
zauważyć tutaj, na siłowni? – odcięła się. 

–  Może  dlatego,  że  teraz  jesteś  dla  mnie  bardziej 

background image

zauważalna.  –  Uprzedzając  kolejną  uszczypliwą  uwagę 
Maggie,  dodał:  –  Jest  coś,  o  czym  chciałem  cię 
poinformować...  w  sprawie  Gardnera.  Jak  długo 
zamierzasz tu jeszcze zostać? 

–  Niedługo.  –  Skorzystała  już  z  sześciu  różnych 

maszyn  treningowych,  a  na  zakończenie  przepłynęła  ze 
dwadzieścia  długości  basenu.  –  Wyjdę,  jak  tylko  wezmę 
prysznic. 

–  Zamierzałem  przepłynąć  parę  długości,  ale  nie 

muszę.  I  tak  ćwiczę  od  ponad  dwóch  godzin. Wystarczy 
na  dzisiaj.  Może  spotkamy  się  w  holu  za  jakieś  dziesięć, 
piętnaście minut? 

–  Za  piętnaście.  Muszę  jeszcze  wysuszyć  włosy,  a  to 

trochę potrwa. 

–  Świetnie,  więc  do  zobaczenia  za  kwadrans.  –  Josh 

odwrócił się i poszedł w kierunku męskiej szatni. 

Maggie ruszyła do damskiej szatni, gdzie wzięła szybki 

prysznic i wysuszyła włosy, zastanawiając się przez cały 
czas, czy rzeczywiście Josh ma jej coś do powiedzenia w 
sprawie  śledztwa,  czy  też  użył  tego  argumentu  jako 
pretekstu do spotkania się z nią. Pewnie znowu będzie się 
nad  nią  znęcać.  Powie  jej,  że  jest  głupią  kłamczucha,  że 
go zawiodła i takie tam różne nieprzyjemne rzeczy. 

Była  zła  na  siebie,  że  tak  źle  o  nim  myśli.  Josh  ma 

swoje wady, ale na pewno nie jest zarozumiałym macho. 
Poza  tym,  dlaczego  miałby  się  nagle  zainteresować  nią 
dzisiaj,  skoro  zaledwie  wczoraj  miał  okazję,  żeby 
zaciągnąć ją do łóżka i nie skorzystał z tej sposobności? Z 

background image

całą pewnością nie ma na to najmniejszej ochoty! To ona 
ma kompletnie spaczoną wyobraźnię, nie on!  – katowała 
się dalej Maggie. 

Poza tym wygadała się wczoraj wieczorem... wypaplała 

przed  nim  swoją  najskrytszą,  tak  skrzętnie  ukrywaną 
tajemnicę...  Na  pewno  się  domyślił  o  czym  ona  mówi, 
uświadomiła  sobie  zrozpaczona  Maggie.  Przecież  każdy, 
kto  ma  choć  trochę oleju w  głowie, połączy  wszystko w 
jedną całość. A Josh Benton ma nie tylko sprawny umysł, 
ale  jest  jeszcze  wyjątkowo  bystrym  detektywem.  A  że 
wczoraj  udał,  że  nie  rozumie,  o  czym  ona  mówi  i  nie 
skomentował  głośno  jej  pijackich  zwierzeń...  cóż,  to 
świadczy tylko o jego całkowitym braku zainteresowania 
jej osobą. Ona go po prostu nie obchodzi. 

Niewątpliwie  wyznawanie  facetowi,  że  jest  obiektem 

trwającego  od  dziesięciu  lat  miłosnego  zadurzenia,  musi 
być uznane za oznakę kompletnej niedojrzałości. 

Ubolewając  nad  swoim  tak  niegodnym  zachowaniem, 

Maggie  wyłączyła  i  schowała  do  torby  suszarkę  do 
włosów. Nie rozczesała rano swoich bujnych włosów, jak 
to robiła w dni robocze, więc teraz miała na głowie burzę 
ciemnokasztanowych  loków.  Wczoraj,  z  okazji  przyjęcia 
– wzdrygnęła się na samo to  słowo – zadała sobie trud i 
zostawiwszy  tylko  parę  loczków  w  kilku  miejscach, 
rozczesała i wyprostowała resztę. Dzisiaj nie musiała tak 
się trudzić. 

Makijaż  też  sobie  odpuszczę,  pomyślała  z  rezygnacją. 

Po  co  zajmować  się  twarzą,  która  jest  kompletnie 

background image

bezbarwna? Josh i tak niczego nie zauważy. 

I  wtedy  przypomniała  sobie,  co  powiedział  niedawno 

na basenie: teraz jesteś dla mnie bardziej zauważalna... 

Czyżby coś przegapiła? Źle zrozumiała Josha? A  co  z 

jej kobiecą intuicją, z jej samozachowawczym instynktem 
i zdrowym rozsądkiem? 

Chwyciła  kosmetyczkę,  podeszła  do  lustra  i  różem 

ożywiła policzki, a także lekko pomalowała usta. 

Była gotowa. 
–  Ruszaj  do  boju,  musisz  zmierzyć  się  z 

nieprzyjacielem,  mruknęła  pod  nosem.  Jaka  szkoda,  ze 
nie  ma  pewności,  czy  Josh  jest  przyjacielem,  czy  tylko 
chwilowym  partnerem  w  pracy.  Prawdę  mówiąc, 
pragnęła, żeby stał się kimś więcej. Gdyby tylko udało jej 
się poznać jego myśli i zorientować, co naprawdę do niej 
czuje! 

– Taak, poczekamy, zobaczymy – westchnęła. 
 
Pięć minut później Josh zobaczył Maggie, zmierzającą 

w  jego  stronę.  W  dużym  holu  mieścił  się  bar  szybkiej 
obsługi z paroma stolikami; jeden zarezerwował dla nich. 
Wstał i uśmiechnął się. Maggie podeszła i położyła torbę 
na podłodze. 

Wskazał jej drugie krzesło. 
– Usiądź. Co wypijesz? Może coś zjesz? 
– Dzięki, ale nie przepadam za takimi barami. 
–  Zbyt  zdrowe  jedzenie?  –  zapytał  z  żartobliwym 

błyskiem w oczach. 

background image

–  Raczej  powiedziałabym,  że  pozbawione  smaku. 

Wezmę  chyba  jeden  z  tych  tropikalnych  owocowych 
koktajli. Są bardzo dobre. 

– Może powinniśmy odpuścić sobie tę zdrową żywność 

i wpaść do mojego ulubionego lokalu z cheeseburgerami? 
– zaśmiał się Josh. 

–  Maggie  uświadomiła  sobie  nagłe,  że  Josh  się  z  nią 

przekomarza, a może nawet odrobinę flirtuje. W każdym 
razie rozmawia z nią jak mężczyzna z kobietą, którą lubi. 
Ogarnęło ją miłe podniecenie. 

–  Masz  rację  –  powiedziała  buńczucznie.  –  Chętnie 

zjem cheeseburgera. Chodźmy stąd. 

Josh zachichotał. 
–  To  lubię!  A  tak  przy  okazji,  podoba  mi  się  to,  co 

zrobiłaś z włosami. 

Maggie uniosła brew. 
–  Czyli  to,  czego  z  nimi  nie  zrobiłam  –  wyjaśniła.  – 

Wyglądałabym  jak  skołtuniony  mop,  gdybym  susząc 
włosy, nie rozczesywała codziennie loków. 

Josh  wyciągnął  rękę  i  wsunął  palec  w  pukiel,  który 

kołysał się nad jej uchem, po czym lekko połaskotał ją w 
szyję. 

–  Niewiarygodne  –  powiedział.  –  Muszę  przyznać,  że 

takiego pięknego mopa w życiu nie widziałem. 

Czegoś  takiego  absolutnie  się  nie  spodziewała!  Taki 

pieszczotliwy  gest  w  publicznym  miejscu?  Gwałtownie 
cofnęła się, a on opuścił rękę. 

– Ruszajmy, jeśli mamy stąd wyjść. 

background image

Zabrali swoje torby i opuścili budynek. 
Każde pojechało własnym samochodem, Josh przodem, 

Maggie za nim. 

Josh  nie  mógł  zebrać  myśli.  Krew  coraz  szybciej 

krążyła mu w żyłach. Oczywiście najpierw powie Maggie 
o  pogrzebie  Gardnera,  ale  to  mu  zajmie  tylko  minutę.  O 
czym  mówić,  żeby  zatrzymać  ją  dłużej?  Mógłby, 
oczywiście, długo rozwodzić się nad sprawą morderstwa. 
Może wspomnieć o Desmondzie Reicherze? Zapytać, czy 
czytała raport Colina na temat tego faceta... Porozmawiać 
o  ewentualnych  powiązaniach  denata  ze  światem 
przestępczym, co rzuca cień na całą sprawę... i takie tam 
rzeczy. 

–  Cholera,  cholera,  cholera!  –  zaklął  głośno.  Żałował, 

że  nie  został  u  niej  wczoraj  trochę  dłużej.  Czyżby 
wystraszyło  go  to,  co  mu  powiedziała?  To  o  trwającym 
uczuciu  do  niego...  na  zawsze...  Przecież  jej  nie 
uwierzył... 

Powrócił  myślami  do  ich  rozmowy,  a  serce  biło  mu 

coraz  szybciej.  Stopniowo  wszystko  zaczęło  nabierać 
sensu... trochę zwariowanego sensu, ale wszystko zaczęło 
mu się zgadzać. Bo jeśli Maggie naprawdę czuje do niego 
to samo, co przed dziesięcioma laty, to... 

–  Ponosi  cię  wyobraźnia  –  powiedział  do  siebie 

stanowczym  tonem.  Nie  mieściło  mu  się  w  głowie,  że 
kobieta  z  jej  urodą,  inteligencją  i  urokiem  osobistym 
może  wzdychać  do  faceta,  który  się  z  nią  tylko  droczył 
strasznie  dawno  temu  i  traktował  jak  dzieciaka,  którym 

background image

zresztą wówczas była. 

Maggie,  jadąc  za  Joshem,  rozmyślała  prawie  o  tym 

samym.  Stanowczo  za  dużo  wypaplała  wczoraj 
wieczorem. Nieoczekiwana demonstracja uczuć ze strony 
Josha  zdenerwowała  ją;  znów  się  zastanawiała  nad  jego 
podejściem  do  kobiet.  Komplement  –  albo  fałszywe 
pochlebstwo  –  na  temat  jej  włosów  powinien  ją  chyba 
zmartwić. Benton mógł przecież dojść do wniosku, że jest 
warta  grzechu  i  że  uda  mu  się  przeżyć  z  nią  przelotny 
romansik,  jak  to  leży  w  jego  zwyczaju.  W  końcu  sama 
dała mu do zrozumienia, że pójdzie za nim wszędzie, byle 
tylko kiwnął palcem. 

Czuła,  że  naprawdę  przesadziła.  Tak,  rozgadała  się 

zupełnie  niepotrzebnie,  ale  przecież  nie  po  to,  żeby 
uwieść Josha i przeżyć z nim krótką przygodę. 

A może przez cały czas właśnie o to jej chodziło? 
Oczywiście, że tak! – jęknęła w duchu Maggie. Po  co 

by aranżowała przyjęcie z Joshem jako jedynym gościem? 
Na  miłość  boską,  dziewczyno,  przestań  się  oszukiwać. 
Tak  bardzo  chcesz  się  z  nim  kochać,  że  zrobiłabyś 
wszystko,  żeby  go  zaciągnąć  do  łóżka.  Tylko  boisz  się 
jego reakcji, kiedy się przekona, że jest twoim pierwszym 
mężczyzną! 

To  była  bolesna  prawda.  Maggie  żałowała  gorzko,  że 

nie  przespała  się  dotąd  z  jakimś  pierwszym  lepszym 
facetem, żeby nie znaleźć się w tak upokarzającej sytuacji 
jak teraz. 

Powinna  się  skoncentrować,  żeby  nie  stracić  z  oczu 

background image

Josha, który dość szybko jechał, a teraz właśnie skręcił w 
prawo.  Po  wyjściu  z  siłowni  zaprosił  ją  do  samochodu, 
ale ona wolała pojechać swoim. Czy to nie głupota? Ale 
w jego obecności zawsze czuła się tak niepewnie... 

A  może  już  wystarczy  tego  użalania  się  nad  sobą? 

Może  już  czas,  żeby  w  towarzystwie  Josha  przestała 
zachowywać  się  jak  głupia  gąska?  Przecież  w 
towarzystwie  każdego  innego  mężczyzny  potrafi  być 
naprawdę  niezależna  i  odważna,  i  całkiem  niegłupia. 
Tylko  przy  nim  staje  się  bezradną  gapą.  Wczorajszy 
szczeniacki  pomysł  ściągnięcia  go  do  siebie  nie  był 
najlepszy,  tym  bardziej  że  stchórzyła  i  zaprosiła  Natalie. 
A  jeszcze  potem  wypiła  za  dużo  wina  i  zrobiła  z  siebie 
kompletną idiotkę... 

Czy  ona  może  jeszcze  tak  długo  w  kółko  o  tym 

samym? Przecież sama siebie zanudzi na śmierć! 

To  się  już  nigdy  nie  może  powtórzyć,  postanowiła  i 

wyprostowała 

ramiona. 

Koniec 

idiotycznymi 

pomysłami  i  z  udawaniem.  Jeżeli  uzna,  że  powinna  mu 
powiedzieć coś ważnego, to po prostu mu to powie. 

Josh  podjechał  do  krawężnika,  zaparkował,  a  Maggie 

tuż  za  nim.  Wysiadała  właśnie  z  samochodu,  kiedy 
podszedł do niej. 

–  Dzisiaj  jest  niedziela  –  powiedział  ze  zmartwioną 

miną. – Coś mi się pokręciło, zapomniałem, że Sammy’s 
Hamburger  Haven  jest  w  niedzielę  zamknięty.  Dlatego 
bez  trudu  tu  zaparkowaliśmy.  Powinienem  był  o  tym 
pamiętać, ale chyba myślałem o czymś zupełnie innym. 

background image

– Cóż, nie ma sprawy. Możemy to przełożyć. 
–  Znów  usadowiła  się  za  kierownicą.  –  Masz  coś 

nowego  w  sprawie  Gardnera?  Chcesz  mi  teraz  o  tym 
powiedzieć? 

– Tak, choć przyznaję, że marzyłem o burgerze i jestem 

cholernie  rozczarowany.  Usiądę  w  twoim  samochodzie, 
dobrze?  Za  zimno,  żeby  stać  na  zewnątrz.  –  Zatrzasnął 
drzwiczki  i  obszedł  samochód,  żeby  wsiąść  z  drugiej 
strony. 

Nie zapraszałam go, ale skoro sam wsiadł, to i dobrze, 

pomyślała  Maggie.  Teraz,  kiedy  perspektywa  wspólnego 
lunchu  stała  się  nieaktualna, pozostały  im  do omówienia 
tylko  sprawy  zawodowe.  I  dobrze,  pomyślała  z  ulgą, 
chociaż  w  głębi  serca  była  tak  samo  rozczarowana  jak 
Josh.  Nie  tyle  żałowała,  że  nie  zje  pysznego  burgera,  co 
raczej  tego,  że  nie  będzie  okazji  do  rozmowy,  która  nie 
miałaby  służbowego  charakteru.  Kto  wie,  dokąd  by  ich 
zaprowadził taki miły wspólny lunch? 

Co jest, u licha, znów jej w głowie amory? 
Josh wsiadł i zatrzasnął drzwi. 
–  Ten  ziąb  przenika  człowieka  do  szpiku  kości  – 

powiedział. 

–  Włączę  silnik.  –  Maggie  uruchomiła  kluczykiem 

zapłon i od razu zrobiło się cieplej. 

–  Dzięki  –  powiedział  Josh,  po  czym  od  razu 

poinformował  ją  o  wtorkowym  pogrzebie.  Na  końcu 
zapytał, czy chce wziąć udział w tej ceremonii. 

–  Uważam,  że  oboje  powinniśmy  być  na  pogrzebie  – 

background image

odpowiedziała Maggie. – Chciałabym osobiście zobaczyć 
rodzinę  Gardnera.  Z  tego,  co  można  wyczytać  między 
wierszami  z  raportu  Watersa  i  Wilson,  robią  wrażenie 
dość dziwnych ludzi. 

–  Może  masz  rację  –  mruknął  Josh  i  odwrócił  się  do 

niej twarzą. – Czy moglibyśmy teraz porozmawiać o nas? 

Maggie zbladła. 
– O nas? 
– Tak, o nas, to znaczy o tobie i o mnie. Przekazałem ci 

już  wszystko  w  sprawie  Gardnera,  ale  nie  chciałbym, 
żebyśmy  się  teraz  od  razu  pożegnali.  Gdybyśmy  jedli 
lunch,  mielibyśmy  jeszcze  trochę  czasu,  żeby 
porozmawiać  o  nas.  –  Widząc,  że  Maggie  siedzi 
bladziutka i milcząca, zorientował się, że jego propozycja 
zrobiła  na  niej  wrażenie.  –  Zmieniłem  się  w  ciągu  kilku 
ostatnich  dni  –  powiedział  po  prostu.  –  I  wiem,  że 
zmieniłem się z twojego powodu. 

Maggie  przełknęła  ślinę  i  poczuła,  jak  bardzo  zaschło 

jej w gardle. A że postanowiła być szczera wobec Josha, z 
trudem wykrztusiła: 

– Ja... ja też się zmieniłam. 
– I też przeze mnie? 
–  Tak.  –  Odwróciła  się  i  usiadła  przodem  do  niego.  – 

Zawsze  wszystko,  co  robiłam,  miało  związek  z  tobą.  – 
Obserwowała  zmianę  wyrazu  jego  twarzy.  –  Ilekroć 
byliśmy razem, próbowałam zachowywać się tak, jakbyś 
mnie wcale nie obchodził, ale to nieprawda. 

Spojrzeli na siebie zachwyconymi oczami. 

background image

–  Chcę  się  z  tobą  kochać  –  powiedział  Josh  głosem 

nabrzmiałym emocjami. 

–  Ja  też  chcę  się  z  tobą  kochać  –  powtórzyła  szeptem 

Maggie,  powstrzymując  się  od  dalszych  deklaracji. 
Lepiej,  żeby  Josh  sam  odkrył  jej  ostatnią  i  największą 
tajemnicę. 

– U ciebie czy u mnie? – zapytał Josh. 
–  Dokąd  mamy  bliżej?  Nawet  nie  wiem,  gdzie 

mieszkasz. 

– Do ciebie. 
– No to jedźmy. 
–  Maggie...  –  Josh  pochylił  się,  objął  ją  za  szyję  i 

musnął ustami jej wargi, potem jeszcze raz, i jeszcze raz. 
A wreszcie naprawdę ją pocałował. 

Maggie  czuła  jego  język,  ruch  jego  warg  na  swoich, 

chłonęła  jego  zapach,  a  jej  ciało  drżało  z  narastającego 
pożądania.  Zastanawiała  się,  czy  wszystkie  kobiety  tak 
reagują na wybuch namiętności. 

Josh uniósł głowę i spojrzał jej w oczy. 
– Uważaj na drodze – szepnął. 
– Ty też. 
–  Jedź  za  mną.  –  Wysiadł  i  szybko  podszedł  do 

swojego samochodu. 

– Dokądkolwiek zechcesz – szepnęła Maggie drżącym 

ze  wzruszenia  głosem  i  poczuła,  jak  łza  spłynęła  jej  po 
policzku. 

Prawie  nie  zauważyła,  jak  i  kiedy  dojechali  do  jej 

domu.  Cały  czas  rozpamiętywała  ich  pocałunek  i 

background image

wyobrażała sobie, co będą robili w  łóżku. Czuła  szalony 
niepokój, który po chwili ustępował miejsca graniczącej z 
ekstazą  radości.  Nie  mogła  się  doczekać  i  zarazem  bała 
się okropnie. Ale przede wszystkim z wrażenia kręciło jej 
się w głowie. 

Wreszcie  zaparkowali  swoje  samochody  i  wbiegli  po 

schodach do jej mieszkania. Gdy tylko przekroczyli próg, 
zdarli z siebie kurtki i rzucili je na podłogę, a potem objęli 
się mocno i znów zaczęli się całować. 

W pewnej chwili Josh wziął Maggie na ręce. 
– Gdzie jest twoja sypialnia? – wymruczał. 
– Obok łazienki. 
Wniósł ją na rękach do sypialni, postawił obok łóżka i 

zaczął  rozbierać.  Dla  Maggie  było  to  równocześnie 
cudowne,  przerażające  i  podniecające.  Dotąd  żaden 
mężczyzna  jej  nie  rozbierał.  Zerkając  między  kolejnymi 
namiętnymi  pocałunkami  na  twarz  Josha,  który  ją 
rozbierał jak w transie, widziała na niej odbicie własnych 
doznań. A więc to wszystko musiało być dla niego równie 
podniecające jak dla niej! Jak to możliwe? Przecież Josh 
nie jest nowicjuszem... 

Ale  przecież  nie  będzie  myśleć  o  jego  poprzednich 

kochankach. Wie tylko tyle, że uwielbia go, kocha każdy 
fragment  jego  męskiej,  przystojnej  twarzy.  Nagle 
zapragnęła zobaczyć go całego, więc rozchyliła mu bluzę 
i przywarła wargami do nagiej, rozpalonej skóry na jego 
piersi. 

Pomógł  jej,  zdzierając  bluzę  przez  głowę.  Nagi  do 

background image

pasa, znów skoncentrował się na rozbieraniu Maggie. 

–  Czy  chociaż  wiesz,  jaka  jesteś  piękna?  –  szepnął 

namiętnie. 

Nie  obchodził  jej  własny  wygląd,  kiedy  ściągała  z 

Josha dżinsy i bokserki. Była zanadto zafascynowana jego 
męską  urodą.  Na  widok  twardego,  płaskiego  brzucha  i 
nabrzmiałej męskości ugięły się pod nią nogi. Cofnęła się 
w stronę łóżka i odrzuciła narzutę. W końcu, nie zważając 
na  to,  że  on  nie  spuszcza  z  niej  wzroku,  szybko  zdjęła 
resztę bielizny i padła na łóżko. 

Natychmiast  poczuła  na  sobie  ciało  Josha,  a  na 

wargach jego usta. Powtarzał szeptem: 

– Maggie... Maggie... Maggie. 
Błądziła  ręką  po  plecach  Josha,  a  wargami  wszędzie, 

gdzie mogła sięgnąć. 

–  Josh...  och,  Josh...  –  szeptała.  –  Mój  wspaniały, 

ukochany Josh. 

Josh  przekręcił  się  na  bok  i  teraz  całował  jej  piersi. 

Skoncentrował  się  na  sutkach,  aż  usłyszał  rozkoszny  jęk 
dziewczyny  i  poczuł  jej  palce  we  włosach.  Ruch  jej 
bioder,  ocierających  się  o  jego  twardy  penis,  nie 
pozostawiał  wątpliwości,  że  podniecenie  Maggie  jest 
równie silne jak jego namiętność. 

Nasunął  się  na  nią  i  podczas  długiego  pocałunku, 

połączonego z pieszczotami, spróbował wejść w jej ciało. 
Zaskoczony, podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. 

– Maggie... – wyszeptał. 
– Ani słowa, Josh. Jeżeli teraz przerwiesz, nigdy ci tego 

background image

nie wybaczę. 

–  Ale...  –  Maggie  odwróciła  głowę  na  poduszce,  on 

jednak  zdążył dostrzec jej łzy.  – Nie płacz, najdroższa – 
powiedział  głosem  nabrzmiałym  czułością.  –  Powinnaś 
być  dumna.  Dajesz  mi  jedyny  dar,  jaki  kobieta  może 
ofiarować tylko raz w życiu. – Pocałował ją w policzek. – 
Zachowam się delikatnie, kochanie – zapewnił szeptem. – 
Postaram się nie sprawić ci bólu. 

I dotrzymał słowa. Pieścił ją długo i namiętnie, i kiedy 

w  końcu  w  nią  wszedł,  Maggie  była  tak  podniecona,  że 
prawie nie poczuła bólu. Josh poruszał się w zwolnionym, 
równym tempie i szybko doprowadził do tego, że Maggie 
szybowała równie wysoko jak on. Bez pośpiechu wznosili 
się  wyżej  i  wyżej,  a  pierwsze  spazmy  rozkoszy  były  dla 
Maggie tak zaskakująco  cudowne, że wpiła paznokcie w 
plecy  Josha  i  zaczęła  jęczeć.  Nie  potrafiła  się 
powstrzymać; słysząc własny głos, uświadomiła sobie, że 
wszelkie próby kontrolowania emocji są w tym momencie 
niemożliwe. 

Frunęła  wysoko,  wysoko  ponad  szarą  rzeczywistość, 

która  była  jej  światem  przez  dwadzieścia  sześć  lat.  Była 
zakochana i była kochana, i nic, co dotąd znała, nie dało 
się  z  tym  porównać.  Kiedy  Josh  przyspieszył  i  zaczął 
ciężko oddychać, podążyła za nim. Kilka niewiarygodnie 
rozkosznych minut później Josh wykrzyknął jej imię, a jej 
ledwo  wystarczyło  sił  na  wyszeptanie  jego  imienia. 
Poniósł  ją  aż  do  gwiazd,  a  jej  się  nie  spieszyło,  żeby 
wrócić  na  ziemię.  Przywarła  do  niego  kurczowo  i 

background image

przysięgała,  że  nigdy  go  nie  opuści,  co  w  tej  cudownej 
chwili zdawało się mieć głęboki sens. 

Kiedy  Josh  zsunął  się  na  bok  i  położył  przy  niej, 

Maggie  nadal  unosiła  się  w  chmurach.  Rozmarzona  i 
zaspokojona,  pomyślała,  że  to  wspaniałe  uczucie  to 
zaledwie końcowy moment z długiej listy przyjemności, z 
której najwspanialszy był sam akt miłosny. 

–  Nigdy  nie  przypuszczałam,  że  to  tak  wygląda  – 

szepnęła cichutko. 

– Powiedz mi, dlaczego, Maggie, ty do tej pory nigdy... 

–  urwał,  odsuwając  z  jej  twarzy  wilgotny  kosmyk 
włosów. 

–  Chyba  czekałam  na  ciebie  –  odpowiedziała;  patrząc 

mu w oczy. – Kocham cię. Zawsze cię kochałam. Okazuje 
się, że to nie było zwyczajne szczeniackie zadurzenie. To 
było poważne uczucie, i chyba zawsze o tym wiedziałam. 
Chyba  dlatego  nie  potrafiłam  pójść  do  łóżka  z  innym 
mężczyzną. 

Josh, przepełniony czułością, uśmiechnął się do niej. 
– Kocham cię, Maggie. 
Przytuliła  się  jeszcze  mocniej  i  zanim  przywarła 

wargami do jego ust, wyszeptała: 

– Nigdy nie byłam szczęśliwsza. 
 
We  wtorek  rano  Josh  i  Maggie  pojechali  –  jednym 

samochodem – na cmentarz Pines. Po drodze rozmawiali 
o  sprawie  Gardnera,  ale  cały  czas  uśmiechali  się  do 
siebie,  mimo  że  temat  rozmowy  raczej  nie  był  do 

background image

śmiechu. Całą ostatnią noc spędzili razem i choć jeszcze 
nie  było  mowy  o  małżeństwie,  oboje  wiedzieli,  że  ich 
miłość prędzej czy później doprowadzi ich do ołtarza. 

–  Ciągle  jest  chłodno,  ale  przynajmniej  pokazało  się 

dzisiaj  słońce  –  powiedziała  Maggie,  wysiadając  z 
samochodu. 

– Ale tylko trochę – sprostował Josh, rzucając okiem na 

niebo. 

–  Czuje  się  jednak,  że  wiosna  jest  tuż,  tuż.  Nie  mogę 

się jej już doczekać. 

–  Ja  też.  –  Josh  wziął  ją  za  rękę  i  razem  podeszli  do 

grupy  ludzi  zgromadzonych  przy  otwartym  grobie. 
Zatrzymali  się  jakieś  dwadzieścia  metrów  od  niego.  – 
Bliżej nie trzeba – powiedział Josh cicho. – Przyjrzyj się 
po kolei każdej twarzy. Kogo rozpoznajesz? 

Maggie  wymieniła  nazwiska  kilku  grubych  ryb  z 

chicagowskiego establishmentu. 

– Kobieta, która siedzi na środku, to Cecelia Gardner, 

matka  Franklina  –  poinformował  ją  Josh.  –  Lyle, 
najstarszy  syn,  siedzi  po  jej  prawej  stronie.  Stephen, 
młodszy syn Franklina, po lewej. 

– O, są też Colin i Darien. 
Para  detektywów  stała  po  drugiej  stronie  niedużej 

grupy  żałobników.  Tak  jak  Maggie  i  Josh,  oboje 
przyglądali się uczestnikom pogrzebu. 

– A tam stoi Desmond Reicher – szepnął Josh. 
– Na prawo od pani Gardner. Widzisz go? 
– Tak. 

background image

–  Ciekawe,  który  z  nich  jest  leworęczny  –  mruknęła 

Maggie. 

– Dlaczego? 
–  Chociaż  jeszcze  nie  całkiem  rozszyfrowałam  wzór 

sygnetu zabójcy Franklina, jestem pewna, że osoba, która 
zadała  mu  te  ciosy,  jest  leworęczna.  W  swoim  raporcie 
udowadniam  tę  tezę,  ale  muszę  jeszcze  sprawdzić  jedną 
rzecz,  zanim  dołączę  go  do  sprawozdania  Watersa  i 
Wilson. 

– Zadziwiasz mnie. – Josh spojrzał na nią z uwagą. 
– Tak jak ty mnie, kochanie... i to nie tylko w łóżku. 
– Czyżbyś szukała kłopotów, skarbie? 
– Hmm, kto wie? 
–  Więc  chodźmy  stąd  i  poszukajmy  ich  oboje.  –  Z 

szelmowską  miną  wsunął  sobie  pod  pachę  jej  rękę  i 
poprowadził z powrotem do samochodu. 

 

background image

EPILOG   

 
Wieczorne  wiadomości  przygotowały  specjalny 

program  o  rodzinie  Gardnerów,  kładąc  nacisk  na  ich 
dobroczynną działalność na terenie Chicago. 

Josh  i  Maggie,  przytuleni  do  siebie  na  sofie,  oglądali 

relację. Ich uwagę przykuły następujące słowa reportera: 

– 

Desmond 

Reicher, 

dyrektor 

do 

spraw 

organizacyjnych  korporacji  Gardnera,  został  dzisiaj 
aresztowany  przez  policję  i  oskarżony  o  zamordowanie 
Franklina Gardnera. 

Josh  i  Maggie  popatrzyli  po  sobie,  nie  kryjąc 

zdumienia. 

–  Czy  Reicher  jest  leworęczny?  –  zdenerwowała  się 

Maggie. 

–  Chyba  będzie  lepiej,  jeśli  od  razu  to  sprawdzimy.  – 

Josh  wstał  i  podszedł  do  telefonu.  Po  chwili  przedstawił 
się  i  zapytał:  –  Gdzie  jest  –  przetrzymywany  Desmond 
Reicher?  –  Podziękował,  rozłączył  się  i  wykonał  drugi 
telefon.  –  To  ważne,  sierżancie.  Macie  u  siebie  w  celi 
Desmonda  Reichera.  Mam  ważne  pytanie:  czy 
zatrzymany jest prawo – czy leworęczny? 

Josh chwilę słuchał, a potem zwrócił się do Maggie. 
– Mówi, że nie wie – oznajmił. – Ale zaraz sprawdzi. 
Maggie  siedziała  bez  ruchu,  napięta  jak  struna.  W 

końcu Josh powiedział: 

– Dziękuję, sierżancie. – Odłożył słuchawkę. – Reicher 

background image

jest praworęczny – oświadczył. 

– Więc aresztowali niewłaściwą osobę! 
– Tak, ale założę się o wszystko, co chcesz, że Colin i 

Darien też już się zorientowali. 

Maggie trochę ulżyło. 
–  Masz  rację.  Ale  czy  wobec  tego  nie  należałoby  od 

razu wypuścić Reichera? 

–  W  tej  sprawie  jest  jeszcze  parę  znaków  zapytania, 

które należy wyjaśnić. 

Maggie  westchnęła  i  położyła  głowę  na  oparciu  sofy. 

Josh ulokował się obok i wziął ją za rękę. 

– Jest coś, co chciałbym ci powiedzieć. 
– Nie krępuj się. – Maggie uśmiechnęła się do niego. 
–  Dałem  ci  kiedyś  do  zrozumienia,  że  nigdy  w  życiu 

nie  pomyślałem  o  tym,  żeby  się  z  kimś  związać...  ale  to 
nieprawda. 

– Maggie wyprostowała się. 
– Nie musisz... to znaczy, masz prawo... 
–  Umierasz  z  ciekawości,  żeby  dowiedzieć  się 

wszystkiego o moim życiu w ostatnich dziesięciu  latach, 
więc lepiej nie udawaj, skarbie. 

– Zgoda. No to obnaż swoją duszę. 
–  No  więc,  mam  wiele  głęboko  ukrytych,  ponurych 

tajemnic,  wobec  których  historyjka,  którą  ci  teraz 
opowiem, wyda ci się niewinna i naiwna. 

–  Cholera,  a  już  myślałam,  że  wreszcie  poznam 

prawdziwego Josha Bentona. 

– Nigdy innego nie znałaś, Maggie. Nie wiesz tylko, co 

background image

się działo za kulisami dziesięć lat temu. Bo skąd miałabyś 
wiedzieć? Dorośli mężczyźni nie opowiadają dzieciakom 
o kobietach, z którymi się spotykają. 

– A zatem miałeś kogoś – westchnęła prawie z żalem. 
–  Twoja  matka  wiedziała  nawet,  że  jestem  poważnie 

zaangażowany w ten związek. Chcesz poznać jej imię? 

– Nadal ją widujesz? 
–  Skądże.  Nie  widzieliśmy  się  od  lat.  Wiem  tylko,  że 

wyszła za mąż i przeprowadziła się do Savannah w stanie 
Georgia. 

– Wobec tego nie chcę wiedzieć, jak się nazywa. Ale, 

jak to się stało, że opowiedziałeś o niej mojej mamie? 

–  Może  dlatego,  że  przez  pewien  czas  twoja  mama  w 

pewnym sensie zastępowała mi matkę. Chyba brakowało 
mi  własnej,  a Lottie  zawsze chętnie  ze  mną  rozmawiała. 
No,  ale  kiedy  byłem  bliski  oświadczenia  się,  kobieta 
moich  marzeń  zaczęła  się  puszczać  na  prawo  i  lewo. 
Wszyscy  znajomi  o  tym  wiedzieli,  oprócz  mnie.  Tylko 
Tim  miał  odwagę,  żeby  mi  to  w  końcu  powiedzieć. 
Czułem  się  zraniony,  nie  powiem,  i  dość  długo 
dochodziłem do siebie. Przez długi czas nie miałem nawet 
ochoty zaprosić kobiety do kina. 

– Wiedziałam, że za twoim lękiem przed prawdziwym 

związkiem  kryje  się  coś  więcej  niż  tylko  statystyka, 
kochanie – powiedziała Maggie. 

– Współczuję ci, że tak cię zraniono, ale jednocześnie 

jestem zadowolona, że tak się stało. 

Josh roześmiał się głośno. 

background image

– Powiedzieć ci prawdę? Ja również się cieszę. 
Po długim i namiętnym pocałunku szepnął: 
– Myślałem o jakimś przyjemnym i ciepłym miejscu na 

miesiąc  miodowy.  Co  sądzisz  o  Ha  walach  albo  o 
wyspach Bahama? 

–  Miodowy  miesiąc?  –  Maggie  poderwała  się, 

wskoczyła Joshowi na kolana i objęła go za szyję. 

– Tak... tak... tak! 
–  Wygląda  na  to,  że  trzeba  będzie  się  pobrać  – 

komicznie westchnął Josh. 

Poza  jeszcze  jednym  „tak”  Maggie  nie  była  w  stanie 

wykrztusić ani słowa.