background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dedykuję  tę książkę moim rodzicom, którym zawsze tyle kłopotu sprawiało 

objaśnienie, z czego właściwie żyje ich syn, oraz mojej żonie Lizie, tak zawsze pomocnej mi w 

pracy, i mojemu synowi Jasonowi, któremu niezmiernie zależy na tym, aby jego imię znalazło 

się w książce. 

background image

JOHN FISHER

 

OKIEM PSA

 

PORADNIK PSIEJ PSYCHOLOGII 

Przekład ANNA REDLICKA 

background image

Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne 

Tytuł oryginału: Think Dog! An Owner's Guide to Canine Psychology 

Autor: John Fisher 

John Fisher jest specjalistą w dziedzinie behawioryzmu psów z rozległą, wieloletnią 

praktyką w Bookham, Surrey, związanym od lat z grupą weterynarzy z Kliniki Woodthorpe w 

Londynie. Wykłada też w Instytucie Studiów nad Psem i jest konsultantem wielu oficjalnych 

struktur weterynaryjnych zajmującym się problemami związanymi z zachowaniem się psów. 

Jest też członkiem-założycielem Association of Pet Behaviour Consultants. 

First published in Great Britain 1990 by H. F. and G. Witherby Ltd. 

© John Fisher 

Zdjęcia na wkładkę wykonał: Robert Król 

Projekt okładki i strony tytułowej: Dariusz Miroński 

Zdjęcie na okładce: Agencja East-News 

© Copyright for the Polish edition 

by Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, 

Redaktor merytoryczny: Marta Jerzmanowska Redaktor techniczny: Jolanta Dubielecka 

Korektor: Elżbieta Głuchowska 

ISBN 83-09-01605-0 636.7 

background image

SPIS TREŚCI 

OD TŁUMACZA................................................................................................................. 6 
WPROWADZENIE ............................................................................................................. 8 

CZĘŚĆ I CZYM JEST PIES?.................................................................................................. 10 

1 POCHODZENIE PSA..................................................................................................... 11 

Przodkowie................................................................................................................ 12 
Wilcze ścieżki ........................................................................................................... 13 

2 JAK ROZWIJAŁA SIĘ PSYCHIKA PSA?.................................................................... 16 

Noworodek (0 do 13 dni) .......................................................................................... 17 
Faza psiej socjalizacji (14 do 49 dni) ........................................................................ 18 
Faza socjalizacji z człowiekiem (7 do 12 tygodni) ................................................... 19 
Faza ustalania hierarchii (12 do 16 tygodni)............................................................. 23 
Faza ucieczek (4 do 8 miesięcy) ............................................................................... 24 
Okres dojrzewania (6 do 14 miesięcy)...................................................................... 25 
Wiek dojrzały (l do 4 lat) .......................................................................................... 26 

3 MIEJSCE PSA W LUDZKIM STADZIE ...................................................................... 28 

Zamieńmy się miejscami........................................................................................... 33 

4 W JAKI SPOSÓB PSY SIĘ UCZĄ ................................................................................ 39 

Negatywna tigmotaksja ............................................................................................. 40 
Wrażliwość na dotyk................................................................................................. 41 
Wrażliwość na dźwięki ............................................................................................. 41 
Wrażliwość wzrokowa .............................................................................................. 42 
Wrażliwość psychiczna ............................................................................................. 42 
Zachowania charakterystyczne dla różnych ras ........................................................ 44 

5 SZTUKA STOSOWANIA NAGRÓD............................................................................ 46 

Zasady postępowania ................................................................................................ 47 
Zastosujmy to w praktyce ......................................................................................... 48 

6 SZTUKA STOSOWANIA KAR .................................................................................... 51 

Część II POZYTYWNE PODEJŚCIE DO PROBLEMÓW BEHAWIORALNYCH............. 59 

7 TRUDNOŚCI WYCHOWAWCZE................................................................................ 60 
8 STRESY .......................................................................................................................... 66 
9 KŁOPOTY ŻYWIENIOWE WSKAZANIA.................................................................. 74 
10 KŁOPOTY ŻYWIENIOWE FAKTY........................................................................... 79 

Eukanuba................................................................................................................... 82 
Dieta Hilla ................................................................................................................. 83 
Dieta naturalna .......................................................................................................... 85 
Jak czytać etykiety .................................................................................................... 86 
Podsumowanie .......................................................................................................... 87 

11 UBOCZNE SKUTKI LECZENIA................................................................................ 88 
12 KŁOPOTY WYCHOWAWCZE Z PUNKTU WIDZENIA TRESERA...................... 98 
13 KŁOPOTY Z HIERARCHIĄ STADA....................................................................... 105 

Psy i niemowlęta ..................................................................................................... 105 
Psy i dzieci .............................................................................................................. 110 
Psy i dorośli............................................................................................................. 113 
Psy i psy .................................................................................................................. 117 

14 AGRESJA ................................................................................................................... 121 

Agresja dziedziczna................................................................................................. 124 
Agresja nerwicowa.................................................................................................. 125 

background image

15 NADMIERNA POBUDLIWOŚĆ............................................................................... 128 
16 W CO SIĘ BAWIĆ Z WŁASNYM PSEM................................................................. 132 

Zabawy w domu ...................................................................................................... 132 
Zabawy w ogrodzie ................................................................................................. 133 
Zabawy w parku ...................................................................................................... 133 

CZĘŚĆ III  PORADY DLA WŁAŚCICIELI PSÓW od A do Z........................................... 135 

KŁOPOTY Z PSEM: JAK SIĘ ICH POZBYĆ ............................................................... 136 

Agresja .................................................................................................................... 136 
Brudzenie w domu .................................................................................................. 136 
Ciągnięcie na smyczy.............................................................................................. 137 
Dieta ........................................................................................................................ 137 
Goście...................................................................................................................... 137 
Gonienie innych zwierząt........................................................................................ 138 
Gryzienie przedmiotów ........................................................................................... 138 
Kopanie ................................................................................................................... 139 
Lizanie..................................................................................................................... 139 
Nadaktywność ......................................................................................................... 140 
Nadmierne poczucie własności ............................................................................... 141 
Nadpobudliwe zachowanie ..................................................................................... 141 
Nerwowość.............................................................................................................. 141 
Niszczycielstwo....................................................................................................... 142 
Obrona..................................................................................................................... 142 
Obrona terytorium ................................................................................................... 142 
Ogryzanie ................................................................................................................ 142 
Odruchy kopulacyjne .............................................................................................. 142 
Przywoływanie ........................................................................................................ 143 
Podniecenie jazdą samochodem.............................................................................. 143 
Szczekliwość ........................................................................................................... 143 
Ucieczki................................................................................................................... 144 
Gryzienie ................................................................................................................. 145 
Walka ...................................................................................................................... 145 
Wskakiwanie na ludzi ............................................................................................. 146 
Wycie ...................................................................................................................... 147 
Zjadanie odchodów ................................................................................................. 147 
Znaczenie terenu ..................................................................................................... 148 
Żebractwo................................................................................................................ 148 

background image

OD TŁUMACZA 

Pies, udomowiony przez człowieka przed tysiącami lat, bardzo szybko stał się czymś 

więcej niż zwyczajnym zwierzęciem gospodarskim. Był pomocnikiem, nieodłącznym 

towarzyszem polowań, po prostu przyjacielem. Ten trwający przez wieki bardzo bliski 

kontakt spowodował,  że niemal zapomniano o jego pochodzeniu od dzikiego drapieżcy. 

Dama pieszcząca miniaturowego pudełka - pisze Fisher - ze zgrozą odrzuciłaby sugestię, że w 

drobnym ciałku jej pupila drzemią  uśpione instynkty wilka. Rzeczywiście dzisiaj rzadko o 

tym pamiętamy. 

Dobry pies był przez wieki powodem do dumy. Toteż wieczorami, przy dzbanie wina, 

opowiadano niestworzone historie, których bohaterem był pies - mądry ponad miarę, sprytny i 

przemyślny. Z czasem okazywało się,  że jeden potrafi liczyć, inny podawać panu ogień, 

jeszcze inny kradł  węgiel, by jego ukochany pan nie zamarzł z zimna. Opowiadano też o 

psach, które rannych towarzyszy prowadziły prosto do lekarza weterynarii po pomoc. 

Wrodzonym przymiotom psa dodawano coraz to więcej cech czysto ludzkich. Od dawna też 

pisano dydaktyczne bajki, w których typowo ludzkie zalety i przywary przypisywano 

zwierzętom. Często ich bohaterem bywał pies, przedstawiany jako uosobienie wierności i 

lojalności, choć czasem i niewolniczego poddaństwa. 

Antropomorfizację psa doprowadzono do szaleństwa w Hollywood. Po sukcesie 

Lassie, producenci często sięgali po “psie tematy”, stawiając przed czworonożnymi 

bohaterami coraz trudniejsze zadania, często stojące w rażącej sprzeczności z wrodzonymi 

predyspozycjami psa. W rezultacie widzowie otrzymywali przesłodzony obraz, na którym psy 

odbierają telefony lub ratują  życie dzieciom w zupełnie nieprawdopodobnych 

okolicznościach, choćby stosując sztuczne oddychanie czy masaż serca. 

Nic dziwnego, że karmieni taką “wiedzą” od najwcześniejszych lat zapomnieliśmy o 

prawdziwej naturze psa. Konsekwencje tego są fatalne. Oczekiwania i nadzieje właściciela 

rozmijają się zupełnie z faktycznymi możliwościami psa. Właściciel bądź rezygnuje z 

posiadania czworonoga, bądź morduje się przez kilkanaście lat z rozwydrzonym potworem, 

stanowiącym zagrożenie dla wszystkich wokoło. 

Książka ta jest pierwszym w Polsce przewodnikiem psychologii psów, mającym 

pomóc właścicielom w wychowaniu miłego, posłusznego zwierzęcia ku obopólnej 

satysfakcji. Bez łamania charakteru i stosowania przemocy. Fisher obala wiele mitów i 

background image

przesądów, głęboko zakorzenionych w powszechnym mniemaniu - zaiste nie łatwe to 

zadanie, nie ma bowiem nic trwalszego niż powszechnie uznane sądy. 

Bardzo ciekawe są rozważania autora o wpływie diety na zachowanie psów. Nie 

wszystkie z wymienionych karm są już na naszym rynku, ale warto wiedzieć, jaki wpływ na 

organizm zwierzęcia mogą mieć poszczególne składniki pożywienia. 

Wiele miejsca poświęca autor leczeniu homeopatycznemu, jednak radziłabym 

powstrzymać się od sprawdzania działania tych leków - lekarze weterynarii mają pełne ręce 

roboty z naprawieniem błędów domorosłych znachorów. Bywa, że na skuteczną pomoc jest 

już za późno. 

Wszystkim hodowcom polecam natomiast rozdział o kształtowaniu się charakteru 

szczeniaka. Jakże często, ogarnięci chęcią wyhodowania pięknego psa, zapominają o tym, że 

sukces na wystawie to pięć minut radości, a z psem przebywamy dwadzieścia cztery godziny 

na dobę przez wiele lat. Na ogół nabywcom nie zależy wcale na wystawach, oni chcą mieć po 

prostu wiernego przyjaciela. Z tej książki dowiedzą się jak wybierać szczeniaka, aby 

codzienne życie z nim było przyjemnością, a nie męczarnią. 

background image

WPROWADZENIE 

Czy jest przyjaciel równy mu, 

co ścieżkę wskaże ci. 

Uczciwe serce, wierny druh, 

duch wielki w oczach lśni. 

Artysta w pracy, 

w sportach mistrz, 

rodziny i stad stróż. 

Faworyt królów, 

pieszczoch dam, 

to przecież pies i już! 

choć ciałem raczej mały, 

to podbił on świat cały... 

Wiersz ten jest uroczym hołdem wyrażającym uwielbienie milionów ludzi dla 

nieodłącznego towarzysza, dzielącego z nimi dom i los - psa. “Przewodnik wskazujący 

ścieżki” - przywodzi na myśl psa przewodnika wiodącego ślepca. “W pracy swej artysta” to 

choćby border collie pędzący stado owiec. “Strażnik rodziny i stad” - toż to owczarek 

niemiecki stróżujący u furtki czy bobtail czujnie obserwujący obejście. Psy z łatwością 

spełniają nie tylko te zadania, ale też wiele, wiele innych. Pozwala nam to przypuszczać, że 

rozumiemy te zwierzęta z taką samą łatwością, jak one pojmują, czego od nich oczekujemy. 

Ale czy naprawdę rozumiemy psy? Podejrzewam, że jednak nie. Co więcej, powstaje pytanie, 

czy psy rzeczywiście rozumieją nas? I znów obawiam się, że odpowiedź brzmi - nie. 

Kiedy jednak zupełnie bezstronnie zastanowimy się, czym właściwie jest pies, łatwo 

zauważymy, jak naiwne jest przypisywanie mu ludzkiego systemu wartości czy ludzkiego 

sposobu rozumowania w postępowaniu. Ta książka ma za zadanie pomóc w zrozumieniu psa 

takim, jaki on jest w rzeczywistości. Kiedy nauczymy się, jakie są psie motywacje, system 

wartości, dlaczego postępuje tak, jak postępuje i w jaki sposób się uczy, wtedy nasze stosunki 

z czworonogim przyjacielem staną się w pełni satysfakcjonujące. Niestety, nader często 

dbający o swoich podopiecznych właściciele są  błędnie informowani o tym, jak mają 

postępować. Recenzowałem ostatnio książkę, której autor zalecał  używanie cienkiego, 

bambusowego pręta przy uczeniu psa chodzenia przy nodze. Prętem tym należy uderzać psa 

po pysku, ilekroć spróbuje wysunąć się przed przewodnika. Ten sam autor ma prostą receptę, 

background image

jak oduczyć psa przyjmowania smakołyków od obcych. Otóż w kawałek mięsa należy 

zawinąć ni mniej ni więcej tylko pinezkę, tak aby ostry szpikulec wystawał nieco na 

zewnątrz. Kiedy pies spróbuje zjeść smakołyk, ukłuje się w nos! Z podobnym skutkiem 

można użyć widelca. Ostre zęby wystające podstępnie ponad smaczny kąsek skutecznie mają 

zniechęcić psinę do przyjmowania czegokolwiek do jedzenia od obcych. Na okładce tego 

dzieła widnieją nazwiska wielce czcigodnych i zasłużonych kynologów, którzy poniewczasie 

odżegnują się od jego treści. Książka jest atrakcyjnie wydana, a jej cena nader umiarkowana. 

Moją negatywną recenzję pominięto milczeniem, a książka jest dostępna tak w sklepach, jak 

w bibliotekach. Jakże wiele szkody ta ogólnie dostępna publikacja wyrządzi dbałym o psy 

właścicielom i ich podopiecznym, którzy zechcą oprzeć się na “fachowej” literaturze! 

Jako psi behawiorysta upatruję źródła większości problemów, jakie mają właściciele 

ze swoimi psami, w fałszywym rozumieniu normalnego psiego zachowania. Zdarzają się, bez 

wątpienia, psy o chwiejnej psychice i złym temperamencie, u których cechy te są 

uwarunkowane genetycznie, ale ich liczba jest znacznie mniejsza niż wskazywałaby liczba 

eutanazji, dokonywanych z wymienionych powodów. Nie zawsze też wina złych psich 

zachowań spoczywa jedynie na właścicielu. Twierdzenie, że “nie ma głupich psów, są tylko 

źli właściciele” niekoniecznie musi być prawdziwe. 

Dlaczego psy objawiają czasem zaburzenia zachowania, które z pozoru wydają się być 

nie do rozwiązania? Czytając tę książkę przekonacie się, jak wiele okoliczności trzeba wziąć 

pod uwagę przed postawieniem diagnozy, czy to pies jest przebiegłym szelmą, czy też 

właściciel głupcem. 

Książka podzielona jest na trzy części. Część pierwsza wyjaśnia zachowania psów i 

ich przyczyny. Druga traktuje o najczęściej występujących zaburzeniach zachowania psów i 

sposobach ich rozwiązywania. Część trzecia to łatwy w użyciu przewodnik dla tych, którzy 

mają  kłopoty z zachowaniem się ich podopiecznych. Jako właściciel, trener, wystawca i 

sędzia znam doskonale blaski i cienie, jakie przynosi zajmowanie się trudnymi zwierzętami. 

Wiem też doskonale, że wiele z tych problemów można rozwiązać, o ile uda się ustalić jakie 

są ich przyczyny. Tylko wtedy, gdy rozumiemy w jaki sposób pies się uczy, będziemy w 

stanie nauczyć go prawidłowego reagowania na nasze komendy, co zdecydowanie różni się 

od wpajania mu naszego systemu wartości. Aby postępować właściwie, musimy spojrzeć na 

życie psa w ludzkim stadzie z jego punktu widzenia. Innymi słowy musimy zacząć myśleć jak 

pies! 

background image

CZĘŚĆ I 

CZYM JEST PIES?

 

background image

1 POCHODZENIE PSA 

W książce zapisów miałem zanotowane: poniedziałek, 9 rano - pani Gort z dwuletnim 

samcem rottweilerem - agresywny w stosunku do ludzi. “Cóż za radosny początek nowego 

tygodnia” - zdążyłem pomyśleć, a już usłyszałem zajeżdżający samochód. Zupełnie wtedy nie 

przypuszczałem, jak ważny będzie ten przypadek dla dalszej mojej działalności. To on 

uświadomił mi, że w leczeniu zaburzeń behawioralnych znacznie ważniejsze jest ustalenie 

przyczyn złego zachowania, niż koncentrowanie się li tylko na objawach. 

Kiedy wyszedłem, aby powitać moich pacjentów, uderzył mnie widok kruchej starszej 

pani, dobrze po sześćdziesiątce, trzymającej się zderzaka i desperacko usiłującej utrzymać się 

na nogach. Od razu zobaczyłem przyczynę tych rozpaczliwych wysiłków - w drugiej ręce 

trzymała smycz, na której wisiał wielki, rozwścieczony rottweiler. Sytuację pogarszało to, że 

jego złość była skierowana wyraźnie przeciwko mnie. Jednocześnie nawiedziły mnie dwie 

myśli “Czy ona będzie w stanie go utrzymać” i “Czemu kobieta w jej wieku wybrała sobie tak 

dużego psa”. 

Żeby nie przedłużać tej historii nadmiernie - jakoś udało się psa opanować. Okazało 

się, że obecna właścicielka nie tyle wybrała sobie takiego potwora, ile go odziedziczyła. Pani 

Gort była gospodynią domową emerytowanego oficera. Rudi, bo tak nazywał się pies, był 

jego własnością. Kiedy pan zmarł, zapisał swojej gospodyni w testamencie zarówno dom, jak 

i rottweilera. Zapisowi testamentowemu towarzyszyła instrukcja, że Rudiemu nie może 

zbywać na niczym. Nie minęło wiele czasu, a Rudi okazał się nieznośny. Pani Gort 

przypuszczała,  że przydałoby mu się trochę  ćwiczeń. Ale kiedy tylko wstałem, by 

przygotować dla nas herbatę, Rudi szarpnął się tak, że pani Gort znalazła  się na podłodze 

razem z krzesłem. Stało się oczywiste, że jakikolwiek trening jest ostatnią rzeczą, na którą 

miałby ochotę. Na szczęście pani Gort udało się utrzymać smycz, nie jestem bowiem wcale 

pewien, czy Rudi wstał z miejsca tak gwałtownie, aby pomóc przynieść mi filiżanki. 

Mieliśmy tu do czynienia z sytuacją, kiedy po śmierci swego pana Rudi był jedynym 

dorosłym samcem w domu. Z racji wieku i kondycji pani Gort nie była w stanie zapewnić mu 

niezbędnej porcji codziennych ćwiczeń. Ponadto, stosując się do ostatniej woli właściciela, 

staruszka zapewniała psu trzy razy dziennie porcję świeżego mięsa. 

Zanim cokolwiek można było postanowić, Rudi musiał na powrót znaleźć  się pod 

kontrolą. Ograniczenie jego praw w domu i odebranie pewnych przywilejów miało prowadzić 

do zaakceptowania przez niego nowych reguł postępowania. Pomóc miała jednocześnie 

background image

wprowadzona zmiana diety na mniej energotwórczą i niskobiałkową. Pewną sumę pieniędzy 

trzeba było wydać na zaangażowanie doświadczonej w postępowaniu z psami osoby, która 

zapewniłaby psu codzienną porcję ruchu, zabierając go na długie spacery. Miały one 

spożytkować nadmiar energii i dostarczyć nowych bodźców psychicznych, rozpraszając nudę. 

Doradzane długie spacery miały na celu ograniczenie nadmiernie rozwiniętego instynktu 

terytorialnego Rudiego i, według mojej opinii, było znacznie sensowniejszym sposobem 

wydawania pieniędzy niż  płacenie gigantycznych, cotygodniowych rachunków u rzeźnika. 

(Wszystkie elementy mojej porady zostaną później omówione dokładniej). 

Ten nowy sposób postępowania z Rudim przyniósł spodziewane rezultaty w bardzo 

krótkim czasie. Rudi stał się miłym, delikatnym w obejściu olbrzymem, jak zresztą większość 

przedstawicieli tej rasy. Nie sądzę, aby podobnie dobre rezultaty udało się uzyskać, próbując 

konwencjonalnych metod tresury ze znudzonym, przekarmionym i pełnym niespożytkowanej 

energii psem. Jedynym rezultatem byłaby prawdopodobnie próba sił, z której wyszlibyśmy 

oboje, tak jak ja i pani Gort, ciężko pogryzieni. Tego roku otrzymałem kartkę świąteczną od 

pani Gort ze zdjęciem Rudiego. Stał na tylnych nogach przy kuchennym zlewie, najwyraźniej 

pomagając przy zmywaniu. Czyż nie miało to znaczyć, że wreszcie udało się jej obłaskawić 

swego domowego samca! Rudi nie był psem z natury agresywnym, on jedynie zachowywał 

się agresywnie i na tym polegał problem. Mam nadzieję, że uda mi się uzmysłowić państwu 

różnice tych dwóch postaw. Lubię rottweilery i jestem pewien, że ich fatalna opinia jest 

niezasłużona. Na takie a nie inne zachowanie się Rudiego miał niewątpliwy wpływ fakt, że 

oddano mu przewodnictwo stada. Postępował on zatem tak, jak powinien odpowiedzialny za 

stado przewodnik. Na pierwszy rzut oka mówienie o rodzinie jako o stadzie może się 

wydawać dziwactwem, bowiem my, ludzie, postrzegamy to zupełnie inaczej. Psy, jako 

zwierzęta z natury stadne, rodzą się z potrzebą bycia członkiem stada z zachowaniem całej 

jego hierarchii. Tak też patrzą na rodzinę, w której przyszło im żyć. 

Przodkowie 

Aby w pełni zrozumieć zachowania psów, niezbędna jest znajomość zachowań 

gatunków, od których się one wywodzą. Poznając wzorcowe zachowania, możemy sobie 

wyrobić jasny pogląd na przyczyny takiego, a nie innego postępowania psów. Zdaję sobie 

przy tym sprawę,  że choćby ze względu na różnice rozmiarów przyjęcie założenia o 

wspólnym pochodzeniu doga niemieckiego i chihuahua może wzbudzać niejakie opory. 

Istnieją dostatecznie pewne dowody na to, że pies pochodzi od jednego gatunku, który żył na 

terenach Europy Północnej ponad dziesięć tysięcy lat temu. To bynajmniej nie wyklucza 

możliwości,  że współczesny pies mógł równolegle rozwinąć się z innych, blisko 

background image

spokrewnionych gatunków, prowadzących wędrowny tryb życia w innych regionach. Choć 

współczesne psy domowe różnią się znacznie wielkością, to wykonane w 1937 roku przez E. 

Dahra pomiary czaszek psich wykazały,  że niezależnie od rasy i wielkości stosunek 

szerokości szczęki w najwęższym jej punkcie do jej długości jest stały. Co więcej, takie same 

rezultaty otrzymał on mierząc czaszki psów z epoki kamiennej. Mierząc długość rzędu zębów 

trzonowych i porównując ją z wysokością  żuchwy uzyskał zbliżone rezultaty. Jego badania 

dowodzą, że w okresie początkowego udomowiania psów ich wielkość była zbliżona, a ich 

wygląd ulegał późniejszym zmianom w obrębie tego samego typu. 

Podbudowaniu tej teorii może służyć także fakt, że mózgoczaszka wszystkich psów 

ma zbliżoną objętość. Zatem różnica pomiędzy dogiem a chihuahua jest świadomie 

wykreowaną przez człowieka różnicą wielkości i kształtu ciała. Skoro wszystkie psy 

wywodzą się od jednego wspólnego przodka, zastanówmy się, który z dziś wolno żyjących 

gatunków ma posłużyć nam za model do naszych behawioralnych obserwacji? Miałżeby to 

być (jak chce większość naukowców) wilk czy może szakal? Szukając podobieństw pomiędzy 

psem a oboma tymi gatunkami, dochodzimy do Wniosku, że jednak raczej wilk jest 

prawdopodobnym przodkiem. Przede wszystkim wzór zębowy psa i wilka jest zbliżony, 

podczas gdy u szakala jest on różny od obydwu. Znamienne, że kiedy w roku 1965 Fuller i 

Scott ustalili dziewięćdziesiąt wzorów zachowań psów, aż osiemdziesiąt jeden było 

charakterystycznych też dla wilków. Dźwięki wydawane przez psy i wilki są podobne, a 

wydawane przez szakale - różne od obydwu. Podobnie ma się rzecz z zachowaniami 

stadnymi. 

W świetle tych faktów wydaje się, że to właśnie wilk jest tym zwierzęciem, na którym 

powinniśmy skoncentrować naszą uwagę. 

Wilcze ścieżki 

Wilki są zwierzętami stadnymi o silnie rozwiniętym poczuciu hierarchii stada. Wilk 

Alfa jest przewodnikiem stada. Wbrew obiegowym opiniom nie utwierdza on swojej pozycji 

w stadzie nieustannym okazywaniem agresji wobec pozostałych jego członków. To inne, 

słabsze osobniki podbudowują jego autorytet nieustannym demonstrowaniem uległości. 

Oczywiście, kiedy w stadzie pojawi się osobnik na tyle silny, że może zagrozić pozycji lidera, 

natychmiast pojawia się agresja i rzecz cała kończy się walką. Ale są to nader rzadkie 

przypadki. Na ogół stado żyje w harmonii i spokoju. Niejedno ludzkie skupisko mogłoby się 

wiele nauczyć obserwując współdziałanie stada wilków w walce o przetrwanie. Badania nad 

zdziczałymi psami wykazały, że ich sposób życia i wzory zachowania są niezwykle podobne 

do tych, jakie występują u wilków. Kiedy na przykład samica wilka rodzi miot młodych, 

background image

jednocześnie dwie lub trzy inne w stadzie zaczynają produkować mleko, na wypadek gdyby 

naturalna matka została zabita. U psów domowych stosunkowo często spotykamy się ze 

zjawiskiem ciąży urojonej. Ostatnio spotkałem się z tym, że suka dobermanka zaczęła 

produkować mleko, gdy kocica najbliższych sąsiadów urodziła młode. Zgoda - to nader 

rzadki przypadek, ale dowodzi, jak silne są instynkty macierzyńskie u psów. 

Wilki mają bardzo silny instynkt terytorialny. W walce o przeżycie każde stado broni 

zajętego przez siebie terytorium. Wilki znakują jego granice kałem i moczem, pozostawianym 

w punktach o strategicznym znaczeniu. Specyficzny zapach stada stanowi ostrzeżenie dla 

innych stad czy pojedynczych osobników, że wkroczyły na obcy teren. Podobne zachowania 

przy znakowaniu własnego terytorium możemy zaobserwować u psów, chociaż wydawać by 

się mogło, że dostępność pożywienia powinna znieść konieczność obrony własnego terenu. 

Zwykle wyprowadzamy nasze psy na spacery w miejsca uczęszczane przez ich 

większą liczbę i od wczesnego wieku staramy się je socjalizować i na ogół nie mamy 

większych kłopotów z poskromieniem instynktu obrony własnego terytorium przez psy. 

Jednak, kiedy dwa o silnej osobowości psy spotkają się na terenie, który każdy uważa za 

własny, łatwo może dojść do walki, zwłaszcza kiedy oba są głodne. 

Postawa ciała wilka i psa są niemal identyczne. Jako właściciele nie mamy na ogół 

kłopotów z odczytaniem mowy ciała naszego domowego ulubieńca. Orientujemy się kiedy 

jest zły, zadowolony, kiedy nam się poddaje. Ale rzadko kiedy potrafimy prawidłowo 

odczytać subtelne znaki, jakie wymieniają między sobą dwa psy. Zresztą często podkładamy 

pod nie własne, z gruntu fałszywe interpretacje. Kiedy golden retriever macha łagodnie nisko 

opuszczonym ogonem, dla większości ludzi oznacza to dokładnie to samo, co wysoko zadarty 

ogon owczarka niemieckiego, szybko kiwający się na boki. 

Fakt, że stykamy się z tak dużą liczbą ras, powiększa zamieszanie powstałe w wyniku 

błędnych interpretacji psich zachowań. Mieszkając pod jednym dachem z golden retrieverem, 

który radośnie macha ogonem, możemy być nieco zaskoczeni, kiedy ugryzie nas owczarek 

niemiecki, którego próbowaliśmy pogłaskać, bo tak radośnie machał wysoko zadartym 

ogonem. 

Gdybyśmy znali prymitywne wzorce zachowań byłoby jasne, że o ile pierwsza 

postawa jest podyktowana poddańczą postawą i oznacza, jestem miły dla ciebie, ty bądź miły 

dla mnie”, o tyle druga, odstraszająca mówi - “nie podchodź bliżej, bo cię ugryzę”. Jeszcze 

trudniej odczytać mowę psa, który zgodnie ze standardem rasy ma obcięty ogon. 

Nieliczne są takie zachowania psów, których nie spotykamy u ich dzikich kuzynów. 

Powstały one, jak sądzę, w wyniku świadomych działań hodowców, którzy nader chętnie 

background image

utrwalali dziwne czy oryginalne cechy, jakie ujawniły się u szczeniąt w ich hodowli. 

Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że niektóre z tych wyprodukowanych przez człowieka ras 

pozostawione same sobie nie mogłyby przeżyć w stanie dzikim. Prawa natury są być może 

okrutne dla odmieńców, ale dzięki nim przeżywają osobniki najlepiej przystosowane. Nic nie 

zmieni też faktu, że choćbyśmy nie wiem jak starali się wpłynąć na wygląd i psychikę 

rozmaitych psich ras, i tak w ostatecznym rozrachunku okaże się, że drzemią w nich instynkty 

i wzory zachowań dzikiego wilka. 

background image

2 JAK ROZWIJAŁA SIĘ PSYCHIKA PSA? 

Cykl  życiowy każdego gatunku zwierząt podzielić można na określone fazy. U psa 

długość każdej z tych faz można określić niemal co do dnia. Znajomość krytycznych faz 

rozwoju psa może pomóc nam w lepszym zrozumieniu jego zachowań. Zdecydowanie zbyt 

często spotyka się psy, u których zaburzenia zachowania wynikają z ignorancji hodowcy, czy 

później - właściciela. Psy urodzone w dużych hodowlach, w których selekcjonuje się je pod 

kątem przyszłej kariery wystawowej, często pozostają u hodowcy dłużej niż czternaście 

tygodni. Trzymane w kojcu zaczynają zdradzać objawy kenelozy - choroby kenelowej. 

Trafiając w końcu do nabywcy jako psy kanapowe są tak uciążliwe dla właściciela,  że 

zupełnie nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań. Mają ogromne kłopoty w nawiązaniu 

kontaktu z człowiekiem i są wyjątkowo mało odporne na stresy. Znakomicie natomiast czują 

się w towarzystwie innych psów. Wynika to stąd,  że przebywając w kojcu szczenięta takie 

miały zaburzoną fazę socjalizacji (8-12 tydzień). O ile nauczyły się w tym czasie nawiązywać 

kontakt z innymi psami, o tyle nie miały szans na pełny, intensywny kontakt z człowiekiem. 

Można powiedzieć,  że są przesocjalizowane w stosunku do psów, a niedosocjalizowane w 

stosunku do ludzi. 

Dla kontrastu producenci szczeniąt, którym zależy jedynie na szybkim obrocie, 

zabierają szczenięta z gniazda bardzo wcześnie, w wieku czterech, pięciu tygodni. Maleństwa 

często są transportowane w kiepskich, stresotwórczych warunkach do handlarzy, sklepów czy 

nowych domów. Takie szczenięta tracą w swym rozwoju inny ważny okres, w którym 

przebywając z matką i rodzeństwem uczą się typowych psich zachowań. One już nigdy nie 

nauczą się, co to znaczy być naprawdę psem. Z takich szczeniąt wyrastają często osobniki 

nadmiernie agresywne, które zwyczajnie nie potrafią współżyć z innymi psami. Są one też 

bardzo trudne w układaniu, gdyż nie nauczyły się od matki prawidłowego reagowania na jej 

dyscyplinujące działania. 

Okresy socjalizacji z psami i z ludźmi są niesłychanie ważne dla prawidłowego 

rozwoju charakteru psa. Jednak wielu ludzi skłania się ku składaniu wszelkich zaburzeń 

charakterologicznych  psów na karb czynników genetycznych. Są pewni, że skoro pies 

odziedziczył  złe skłonności po którymś z rodziców, to żaden trening nie pomoże. W 

większości przypadków jest to nieprawda. Natomiast powołanie się na czynniki genetyczne to 

z reguły bardzo wygodny wykręt ze strony osób, które poproszono o pomoc w układaniu 

trudnego psa, a które zupełnie nie wiedzą, jak się do tego zabrać. 

background image

Zdarzają się oczywiście przypadki, kiedy zaburzenia charakteru są odziedziczone po 

rodzicach, ale znacznie częściej wywołane są one jakimiś wpływami  środowiska 

zewnętrznego. Zachowanie suki ma ogromny wpływ na rozwój charakteru szczeniąt według 

zasady “małpa widzi, małpa robi”. Na przykład dominująca nad członkami rodziny suka 

będzie warczeć na każdego, kto zbliży się do szczeniąt. Te, kiedy podrosną, z łatwością 

przejmą wzór zachowania matki, co może być z łatwością odczytane jako odziedziczona 

agresja. Jeżeli suka znajduje się niżej w hierarchii stada niż TY - wtedy, uznając TWOJE 

przewodnictwo, nie będzie warczeć na ludzi, których TY przyprowadzisz, aby podziwiali jej 

szczenięta. Trzeba pamiętać, że szczenięta pomiędzy czwartym a siódmym tygodniem życia 

rozwijają się niezwykle intensywnie. W wieku siedmiu tygodni ich mózg jest już tak 

rozwinięty, że łatwo uczą się biorąc przykład z innych. 

Teoria wpływów  środowiska na rozwój charakteru dopiero zaczyna zdobywać sobie 

szersze uznanie, natomiast znaczenie kolejnych faz rozwoju szczenięcia zostało poznane i 

uznane wiele lat temu. W roku 1963 Clarence Pfaffenberger opublikowała książkę pod 

tytułem “Nowa wiedza o zachowaniu psa”. We wstępie Pfaffenberger pisała: 

“Życie rodzinne psów jest dla mnie czymś najbardziej interesującym w świecie 

zwierzęcym. Jest ono prawie tak zajmujące, jak życie rodzinne człowieka. Podobieństwa są 

tak duże,  że obserwując zachowanie psów, a zwłaszcza szczeniaków, możemy najlepiej 

poznać i zrozumieć nasze ludzkie modele zachowań. 

Zachowania psa w stosunku do jego ludzkiej rodziny (właścicieli) bardzo 

przypominają zachowanie dziecka wobec własnej rodziny. Wzajemne zachowania szczenięcia 

i suki bardzo przypominają związki pomiędzy matką i niemowlęciem”. 

Ogólnie rzecz biorąc książka Pfaffenberger opisuje wysiłki autorki w kierunku 

wyselekcjonowania szczeniaka, który w przyszłości miałby stać się idealnym psem 

przewodnikiem. Jednak jej badania nad kolejnymi fazami rozwoju szczeniaka, 

przeprowadzone w końcu lat pięćdziesiątych, miały daleko większe znaczenie. 

Noworodek (0 do 13 dni) 

W tym okresie, kiedy rozwijają się ich zmysły, szczenięta zaczynają  żmudną naukę 

bycia psem. Początkowo, kiedy nieporadnie pełzają po pudle, w którym przyszły na świat, ich 

zachowanie jest zupełnie nie psie. W tych dniach szczenięta używają rozwijających się 

zmysłów do poznawania otaczającego je świata drogą pozytywnych i negatywnych 

doświadczeń. Uczą się działać w sposób właściwy swemu gatunkowi. Kiedy, na przykład, po 

dotarciu do ścianki kojca szczeniak próbuje się na nią wspinać jak kot, kończy się to zawsze 

upadkiem na plecy. To negatywne doświadczenie przekonuje psiaka, że nie może się wspinać 

background image

jak kot. Kiedy natomiast w trakcie pełzania wokół ścianek kojca szczeniaki wpadają na siebie, 

ten pierwszy, przypadkowy kontakt jest wstępem do późniejszych zabaw miotowego 

rodzeństwa, choć początkowo kończy się raczej tym, że przytuleni do siebie malcy zasypiają. 

To pozytywne doświadczenie prowadzić będzie w przyszłości do typowych psich zachowań. 

Faza psiej socjalizacji (14 do 49 dni) 

Szczenięta swoim wyglądem i zachowaniem zaczynają coraz bardziej przypominać 

dorosłe psy, a ich bezładne i nie skoordynowane działania stają się znacznie bardziej celowe. 

W improwizowanych walkach używają danych przez Matkę Naturę, ostrych jak igły zębów, 

ucząc się, jak mocno należy ugryźć, aby zadać ból. Czując ugryzienia dowiadują się, co to jest 

zadany ból. Zadawanie i poznawanie bólu to jedna z przyczyn, dla których mleczne zęby są 

tak ostre. W tej fazie rozwoju zęby nie służą do rozrywania mięsa, gryzieniu kości, 

zdobywaniu pokarmu, słowem  żadnej z form dorosłej aktywności psów. Mięśnie szczęk u 

szczeniąt są bardzo słabe, niedorozwinięte i w tej fazie rozwoju malcy uczą się dopiero 

regulować i kontrolować siłę ugryzienia. Głośny pisk ugryzionego w ucho brata jest sygnałem 

dla gryzącego, że chwyt był zbyt mocny. Ostre odgryzienie, jakie otrzymuje w rewanżu jest 

niezłą lekcją, co to znaczy zbyt mocny chwyt. 

Kiedy faza ta ma się ku końcowi, matki zaczynają odstawiać szczenięta od piersi 

(czas, kiedy to robią, jest sprawą osobniczą, gdyż niektóre suki są bardziej macierzyńskie od 

innych). Początkowo suka pomrukuje na szczeniaka ostrzegawczo, a kiedy mimo to malec 

zabiera się do ssania, warczy, patrząc przeszywającym wzrokiem. Może nawet stanąć nad 

przewróconym na grzbiet szczeniakiem, który na ogół przypłaszcza się do ziemi, popiskując. 

Następnym razem po takiej lekcji ostrzegawcze mruknięcie wystarcza już, aby 

zdyscyplinować malca. 

Jest to jedna z dróg wpajania szczeniętom dyscypliny w tej fazie rozwoju. Niestety, 

wielu niedoświadczonych hodowców uważa takie zachowanie matki za objaw szczególnej 

niechęci suki do własnego dziecka lub wprost agresji, która zakończyć może się nawet 

zagryzieniem niesfornego malca. Każda suka podejmuje ostre działania dyscyplinujące w 

stosunku do tego szczeniaka, który przejawia szczególnie dominujący charakter. W zbędnej 

trosce o życie szczeniaka nowicjusze potrafią nawet odizolować matkę od miotu lub oddzielić 

od reszty “zagrożonego” malca. Niezwykle rzadko zdarza  się, aby w tym stadium rozwoju 

suka zagryzła swoje młode. Jest to natomiast niezwykle ważne, by wszystkie szczenięta 

pozostawały razem z matką do końca tej fazy rozwoju. Tylko wtedy ich charakter ma szansę 

ukształtować się prawidłowo. Nasza niewczesna interwencja w dyscyplinujące działania 

background image

matki w stosunku do psiaka o silnie dominującym charakterze zaowocuje w przyszłości 

rozlicznymi kłopotami wychowawczymi, jakie sprawi on swemu właścicielowi. 

Choć w tej fazie rozwoju najważniejsze jest, aby szczeniak nauczył się zachowania w 

stosunku do innych psów, umiał regulować siłę ugryzienia i rozumiał znaczenie porządku 

sfory, nie można zapomnieć o znaczeniu kontaktów z człowiekiem, jakie nawiąże w tym 

czasie. 

Hodowca powinien często brać na ręce każdego szczeniaka, głaskać, delikatnie 

przewracać na grzbiet, kontrolować stan oczu, uszu, łap, oglądać  zęby, pielęgnować. W 

trakcie tych zabiegów szczeniak nie tylko uczy się, że kontakty z człowiekiem są przyjemnym 

doświadczeniem, ale też przeżywa, przynajmniej początkowo, lekki stres. Pozwala to na 

wykształcenie odpowiedniej odporności na stres, niezbędnej w dorosłym życiu. Ze szczeniąt, 

które w tej fazie rozwoju miały zapewnione zarówno ciepło i bezpieczeństwo opieki 

matczynej, jak i przyjemność kontaktu z człowiekiem, wyrastają na ogół prawidłowo 

przystosowane do życia psy. 

Faza socjalizacji z człowiekiem (7 do 12 tygodni) 

Nauczywszy się w poprzednich fazach rozwoju jak być psem, szczenięta muszą teraz 

nauczyć się, jak przystosować się do życia wśród ludzi. Najlepiej, aby szczeniak zmieniał 

dom tuż po ukończeniu siedmiu tygodni. Odpowiedzialny hodowca, mając szczenięta w tym 

wieku, powinien skontaktować się z doświadczonym trenerem psów lub behawiorystą, który 

przeprowadziłby testy charakteru wszystkich szczeniąt w miocie. 

Niestresujące, przeprowadzone w tym wieku testy pozwolą określić temperament i 

przyszły charakter malca. Pewna wiedza na ten temat pozwoli wybrać odpowiedniego 

szczeniaka zgodnie z oczekiwaniami przyszłych właścicieli. Testowane są dziedziczne 

predyspozycje, odmienne u różnych szczeniąt. Testy przeprowadzone w późniejszym wieku 

mogą dać wynik zafałszowany wpływami  środowiska. Rzadko zdajemy sobie sprawę, jak 

ważna może być rola hodowcy we właściwym doborze pary szczeniak - przyszły właściciel. 

Zatraciłem już rachubę, ilu właścicieli odpowiedziało mi, że to nie oni wybrali sobie 

szczeniaka, ale to on sobie ich wybrał. Kiedy tylko przyjechali obejrzeć szczenięta, on 

wybiegł im na spotkanie, rozpychając po drodze miotowe rodzeństwo. Gdyby nabywcy 

zapytali hodowcy, powiedziałby im, że ten szczeniak był zawsze pierwszy przy misce i 

wyrósł na większego i mocniejszego niż reszta rodzeństwa, ponieważ to on ssał zawsze z 

najlepszego sutka. Hodowca świetnie wie, że ten właśnie szczeniak ma najbardziej 

niezależny, dominujący charakter. 

background image

Ten samodzielny wybór właściciela jest pierwszą z wielu decyzji, jakie w przyszłości 

podejmie za swoich państwa taki silnie dominujący szczeniaczek. Uważam, że powinno być 

odwrotnie. 

Większość z nas zdaje sobie sprawę,  że nie należy wybierać najmniejszego, 

nieustannie skamlącego szczeniaka, który siedzi wciśnięty gdzieś w róg kojca, zupełnie 

ignorowany przez resztę rodzeństwa. Niejeden jednak ulegnie odruchowi litości, decydując 

się na kupno takiej “sierotki”. Mało kto zdaje też sobie sprawę, co go czeka z pieskiem, który 

sobie sam wybrał  właściciela. Gdy chcesz mieć miłego, niekłopotliwego i łatwego w 

prowadzeniu towarzysza, wybierz szczeniaka kontaktywnego, ale nigdy zbyt ofensywnego i 

pewnego siebie. 

Idealnie byłoby, aby wszystkie szczenięta były sprzedawane według poniższego, nieco 

utopijnego schematu. Hodowca, po przeprowadzonej z nabywcą rozmowie decyduje, czy 

chce aby jego szczenię trafiło do tego człowieka. Następnie, dowiedziawszy się, jakie są 

warunki domowe i charakter pracy przyszłego właściciela, hodowca sam wybiera szczenię, 

które jego zdaniem najlepiej sprosta stawianym mu oczekiwaniom. Niestety nie żyjemy w 

idealnym świecie. Zbyt wielu hodowców produkuje szczenięta wyłącznie dla pieniędzy, nie 

interesując się ich dalszym losem. 

Przez lata opracowywano różne testy psychiczne, pozwalające określić przyszły 

charakter szczeniaka i jego przydatność do pracy, jaką powinien wykonywać. Pfaffenberger 

przedstawia testy pomocne przy wyborze idealnego psa przewodnika. W 1975 roku William 

E. Campbell wymyślił testy mające pomóc w wyborze psa najlepiej nadającego się do 

codziennego życia z rodziną. Wszyscy hodowcy, poważnie traktujący swoje zajęcie, powinni 

je znać i stosować. 

Nie ma potrzeby zaznaczać,  że testy powinna wykonywać osoba znająca je dobrze, 

możliwie obca dla szczeniąt. Testowany szczeniak powinien znaleźć się w obcym sobie 

pokoju sam na sam z przeprowadzającym test, tak aby obecność rodzeństwa nie dodawała mu 

pewności siebie. Testy powinny mieć miejsce w porze największej aktywności szczeniąt. 

Sprawdzają one pięć różnych typów zachowań, które są następująco punktowane: 

Bardzo dominujący   l punkt 

Dominujący   2 punkty 

Uległy  

3 punkty 

Bardzo uległy  4 punkty 

Niezależny   5 punktów 

background image

Szczeniaki, które otrzymały w punktacji głównie jedynki, są szczególnie 

predystynowane do pracy psów stróżujących lub policyjnych. Wymagają one 

doświadczonego przewodnika. Nie zawsze psy o takim charakterze mają fizyczne warunki do 

podjęcia tego rodzaju zadań - sądzę, że nawet bardzo dominujący chihuahua będzie zmuszony 

pozostać nieodkrytym talentem. Szczeniaka o takim charakterze pod żadnym pozorem nie 

można sprzedać komuś, kto nie ma żadnego doświadczenia w postępowaniu z psami. Pies, 

który zaliczył testy na jedynki i na dwójki, nawet z przewagą dwójek, jest ciągle jeszcze 

niezłym materiałem na psa pracującego. 

Te szczeniaki, które otrzymały dwójki i trójki, ale głównie dwójki, mogą być dobrymi 

psami dla rodziny, choć nie dla każdej. Lepiej, aby nie było tam dzieci, a przyszli właściciele 

mieli pewne doświadczenie w postępowaniu z psami. Te, które otrzymały głównie trójki, 

mogą być chętnymi towarzyszami zabaw, nawet dla młodszych dzieci. Te, które oceniono na 

trójki i czwórki, wymagają wrażliwych i spokojnych właścicieli. Zwierzę z przewagą czwórek 

łatwo może stać się agresywnym tchórzem. 

 Pies, który otrzymał  głównie piątki, znakomicie zniesie warunki dużej hodowli, 

natomiast nieszczególnie nadaje się na przyjaciela rodziny. 

 Testy należy przeprowadzić następująco: 

Test 1: Predyspozycje stadne towarzyskość 

Szczeniak powinien znaleźć się na podłodze, pośrodku pokoju, w którym 

przeprowadzany jest test. Osoba prowadząca test powinna zwrócić uwagę szczeniaka na 

siebie i zachęcić go, aby podszedł. Szybkość reakcji, zachowanie i postawa jaką szczeniak 

przyjmuje podchodząc do człowieka, jak się wobec niego zachowuje - wszystko to ma wpływ 

na punktację. 

Szybko, z podniesionym ogonem przychodzące szczenię, które podskakuje i podgryza 

ręce testującego, otrzymuje l punkt. To, które podchodzi niepewnie z podwiniętym ogonem, 

poddańczo posikując, otrzymuje 4. Natomiast taki piesek, który zupełnie ignoruje obecność 

człowieka, zajęty swoimi sprawami otrzymuje 5 punktów. 

Test 2: Chęć towarzyszenia człowiekowi 

Kiedy udało się skłonić szczeniaka, by podszedł lub przynajmniej podążał w kierunku 

prowadzącego test, ten powinien zrobić kilka kroków do tyłu i obserwować, czy szczeniak 

chętnie mu towarzyszy. Bardzo dominujący szczeniak pójdzie za nim chętnie, plącząc się pod 

nogami, a nawet próbując chwycić  zębami za stopę. Bardzo uległy, delikatnie popchnięty 

pójdzie za przewodnikiem, przewracając się na plecy za każdym razem, gdy ten się zatrzyma, 

aby go pogłaskać. Niezależny zajmie się swoimi sprawami ignorując zaproszenie do spaceru. 

background image

Test 3: Pozbawienie swobody ruchu 

Osoba testująca przewraca szczeniaka delikatnie na grzbiet i unieruchamia go na około 

trzydzieści sekund. W tym teście przyznawane są punkty od jednego do czterech, w 

zależności od tego, jak energicznie malec protestuje przeciw tej pozycji. Jeden będzie 

wyrywał się próbując ugryźć trzymającego (1), inny powstrzyma się od gryzienia, jeszcze 

inny będzie protestował leciutko lub pogodzi się z przemocą, liżąc ręce trzymającego. 

Test 4: Reakcja na gesty dominacyjne 

Często zdarza się nam widzieć spotkanie dwóch obcych psów, zdawałoby się równych 

siłą. Po chwili zastanowienia jeden z nich kładzie  łapę lub opiera podbródek na kłębie 

drugiego. Widywaliśmy zapewne obydwa możliwe warianty rozwiązania tej sytuacji, w której 

jeden z psów wykonał typowe gesty dominacyjne. W pierwszym wariancie drugi uznał się za 

słabszego i psy rozeszły się spokojnie. W drugim - uznał,  że jest równie silny i spotkanie 

zakończyło się walką. Test ma sprawdzić reakcje szczeniaka na gesty dominacyjne. Osoba 

testująca głaszcze malca po głowie, następnie schodzi ręką w dół i zatrzymuje dłoń na kłębie 

na około trzydzieści sekund. Jeden punkt otrzymuje szczeniak, który zacznie protestować, 

powarkując i starając się wywinąć. Bardzo uległy (4 punkty) prawdopodobnie posiusia się 

trochę, przypadając do ziemi. Niezależny, podobnie jak w poprzednich testach, zignoruje całą 

procedurę (5 punktów). 

Test 5: Pelna dominacja przez podniesienie do góry Podobnie jak w teście 3 

przyznajemy punkty od l do 4, gdyż, jak przekonamy się za chwilę, szczeniak jest 

pozbawiony możliwości wykazania się niezależnością. Osoba testująca podnosi delikatnie 

szczeniaka na około trzydzieści sekund, splatając mu dłonie pod brzuszkiem. Taki chwyt 

stawia osobę testującego w pozycji absolutnego dominanta. W zależności od stopnia poddania 

przyznajemy punkty od l do 4. 

 Siedmiotygodniowy szczeniak przypomina niemal nie zapisaną kartę, tak  niewielki 

jest zespół zachowań nabytych. W tym wieku ich reakcje odzwierciedlają  głównie 

odziedziczone skłonności. Późniejsze doświadczenia oraz wpływy  środowiska ukształtują 

ostatecznie temperament psa. Testy przeprowadzone w siódmym tygodniu życia pozwolą 

hodowcy Z dużą dozą prawdopodobieństwa określić przyszły charakter malca i wybrać dla 

niego odpowiedni dom. 

Kiedy szczeniak znajdzie się w nowym domu, jego kontakty z domownikami, obcymi 

ludźmi, gośćmi powinny być tak sympatyczne, jak to tylko możliwe. Nowi właściciele 

powinni unikać, jeśli to możliwe, zbyt ostrego karcenia malca zarówno krzykiem, jak i 

wymierzaniem zbyt mocnych kar fizycznych. Pomiędzy ósmym a jedenastym tygodniem 

background image

szczeniak poznaje uczucie strachu. Toteż, jeśli w tym okresie doświadczy zbyt silnego strachu 

lub bólu, stanie się nadmiernie lękliwy i wyprowadzenie go z tego stanu może być bardzo 

trudne. Nowy właściciel musi bardzo delikatnie traktować malca w tej fazie rozwoju, 

chroniąc go przed wszelkiego rodzaju urazami. W tym okresie warto udać się z malcem do 

lekarza weterynarii nie w celu dokonania jakiegokolwiek nieprzyjemnego zabiegu, ale po to 

tylko, aby lekarz obejrzał go po przyjacielsku. W trakcie takiej wizyty warto dać pieskowi 

jakiś smakołyk, a potem spokojnie udać się do domu. To bardzo ważne, aby ten pierwszy 

kontakt z weterynarzem, którego psy na ogół nie darzą sympatią, odbył się w takich 

bezstresowych warunkach. 

Faza ustalania hierarchii (12 do 16 tygodni) 

Mniej więcej w tym wieku psiak przestaje być szczeniakiem, a staje się  młodym 

dorosłym. Czuje się już zadomowiony w swoim nowym otoczeniu. Często nadmiernie 

zażywa wolności i otrzymuje przywileje, których nie miałby nigdy pozostając w gnieździe z 

matką i rodzeństwem, lub żyjąc w stadzie dzikich czy zdziczałych psów. Patrząc z naszego, 

ludzkiego punktu widzenia, wciąż postrzegamy takiego dwunaste- czy 

szesnastotygodniowego psa jako szczeniaka i tolerujemy w jego zachowaniu rzeczy, których 

nigdy nie zaakceptowali byśmy u dorosłego psa. Zupełnie zapominamy o tym, że psy 

rozwijają się znacznie szybciej niż ludzie. A przecież - skoro nie akceptujemy zuchwałości 

dziesięcio- czy dwunastolatka, nie powinniśmy zatem tak łatwo zezwalać na nią 

podrastającym szczeniakom. 

Tę fazę rozwoju nazywa się często fazą ząbkowania - zmiany zębów. Charakteryzuje 

się ona nieodmiennie gryzieniem wszystkiego, co popadnie. Psiak w tym okresie zaczyna 

czuć się coraz bardziej pewny siebie i próbuje ustalić wstępnie hierarchię stada, w którym się 

znalazł. 

Dr Ian Dunbar z Kalifornii próbował ostatnimi laty ustalić, w jaki sposób przebieg 

socjalizacji z psami i z ludźmi szczeniąt w wieku między dwunastym a osiemnastym 

tygodniem  życia wpływa na późniejsze zachowania dorosłego psa. Jego doświadczenia 

obejmowały wizyty szczeniaka w psim przedszkolu, gdzie małe psy uczyły się opanować lęk 

na widok tych dużo większych. Duże zaś uczyły się zachowywać delikatnie w obecności 

małych. Program przedszkola obejmował wprowadzenie szczeniaków w sytuacje, z jakimi 

przyjdzie im się zmierzyć w dorosłym  życiu, jak choćby lekarska kontrola pazurów, oczu, 

uszu czy gruczołów okołoodbytowych. Cała rodzina, nie wyłączając dzieci, była zapraszana 

do udziału w takich przedszkolnych spotkaniach. Właściciele uczyli się jak sprawić, by psiak 

reagował na ich komendy - chodź, stój itd. Psia młodzież uczyła się natomiast przebywania z 

background image

dziećmi. Tymi nad wyraz ruchliwymi, obdarzonymi piskliwymi głosami istotami, z którymi 

nigdy nie wiadomo, co też im strzeli do głowy, i nigdy nie wiadomo - czy już się trzeba bać, 

czy może bronić się. 

Okres pomiędzy dwunastym a osiemnastym tygodniem wybrano z następujących 

powodów: 

1. Lekarz weterynarii nie zgodzi się, aby młodszy niż dwunastotygodniowy szczeniak 

stykał się z innymi psami, ze względu na kwarantannę poszczepienną. 

2. Kiedy szczeniak ukończy osiemnaście tygodni, w jego organizmie zachodzą 

znaczące zmiany. U samców rośnie poziom testosteronu. Zmienia się nie tylko ich 

nastawienie do innych psów, ale i nastawienie innych psów do nich. To naturalne - przestają 

być szczeniakami. 

Takie przedszkolne klasy dla podrastających szczeniąt są już znane także w Anglii i 

doradzałbym wszystkim, którzy mają niewielkie doświadczenie w wychowaniu szczeniąt, aby 

skorzystali z możliwości udziału w takich zajęciach. Wyniki badań dowodzą, że ze szczeniąt, 

które uczęszczały do psich przedszkoli, wyrastają psy znacznie łatwiejsze w prowadzeniu. 

Bardzo rzadko wdają się one w walki z innymi psami, nie przejawiają agresji w stosunku do 

ludzi i są znacznie lepszymi pacjentami, gdy zajdzie potrzeba interwencji weterynaryjnej. 

Faza ucieczek (4 do 8 miesięcy) 

Skłonność do ucieczek można by określić jako zew wolności. W tym okresie pies, 

który do tej pory posłusznie reagował na wołanie i szybko wracał do właściciela, kiedy 

usłyszy swoje imię, zatrzymuje się, zawiesza wzrok gdzieś w przestrzeni, by w końcu pójść w 

przeciwną stronę. 

Wśród dzikich zwierząt jest to zupełnie normalne zachowanie. Znaczy  to tyle, że 

młody samiec lub samica zaczyna  rozglądać się za odpowiednim partnerem seksualnym 

(mniej więcej w tym czasie młode samice mają pierwszą cieczkę) lub postanawia zwiedzić 

okolicę na własną rękę. Ta faza rozwoju odpowiada wiekowi czternastu, szesnastu lat u ludzi. 

Nie znaczy to wcale, że pies ucieka stale przez cztery miesiące. Na ogół trwa to kilka dni, 

czasami miesiąc, zawsze w tych granicach czasowych. Dalsze, głęboko zakorzenione kłopoty 

z przychodzeniem psa na wołanie mogą wynikać wtedy, gdy odkryje on, że nieposłuszeństwo 

może być świetną zabawą. Nader zabawne może okazać się spotkanie i pogonienie zająca czy 

wyjedzenie kanapek, niebacznie pozostawionych przez odpoczywającą na pikniku rodzinę. W 

końcu atrakcją może być spotkanie młodej chętnej do figli suczki, z którą można ganiać się 

po parku. Kiedy po dwóch godzinach takiej pysznej zabawy winowajca natknie się na 

wściekłego, nie kryjącego swego zdenerwowania właściciela, trudno się dziwić, że uzna go za 

background image

zdecydowanie mniej atrakcyjnego od przeżytych dopiero co przygód. Powrót do 

nieprzyjaźnie nastawionego właściciela skojarzy się na długo z przykrością, a ucieczka, 

prawem kontrastu - z przyjemnością. Wiedząc o tym naturalnym instynkcie, właściciele psów 

powinni w tym okresie zwracać szczególną uwagę na zachowanie swoich podopiecznych. 

Kiedy zauważą skłonność do nagłego znikania na dobrze sobie znanym terenie, mogą 

kontynuować spacery po tym samym terenie, ale na dłuższej smyczy. Mogą też chodzić na 

spacery w miejsca dotąd psom nie znane. To drugie rozwiązanie wzmocni więzi w stadzie i, 

jak przekonamy się w rozdziale trzecim, będzie stanowiło znakomitą wskazówkę dla psa, że 

to właśnie właściciel jest przewodnikiem stada. 

Okres dojrzewania (6 do 14 miesięcy) 

W organizmie psów i suk zachodzą w tym okresie duże zmiany hormonalne. Reakcje 

organizmu na te zmiany są u psów osobnicze, podobnie jak to jest u dojrzewających ludzkich 

nastolatków. Niektóre nastolatki mają pryszcze, inne irracjonalne problemy emocjonalne. 

Zdarzają się, choć nie często, tacy, którzy przechodzą ten trudny okres niemal 

niezauważalnie. Ci z nas, którzy mają  własne dzieci, wiedzą  świetnie jak trudny i 

skomplikowany jest dla naszych dzieci ten okres hormonalnych zmian. Wiemy też doskonale, 

jak ciężki i frustrujący jest ten okres dla nas, rodziców. 

Dla psów okres dojrzewania jest tak samo trudny. Kiedy ciało zmaga się z 

ustawieniem nowej równowagi hormonalnej, pojawiają się efekty uboczne. Niektóre zmiany 

w zachowaniu mogą nawet przestraszyć właścicieli. Klasycznym przykładem jest odmienna 

niż dotąd reakcja psa na rzeczy  dobrze mu znane. Coś, obok czego przechodził obojętnie, 

wzbudza w nim teraz złość, agresję lub strach. Niewłaściwa reakcja właściciela na te 

anomalie zachowania może w dużym stopniu zaważyć na charakterze dorosłego psa. Kiedy 

na przykład pies zaczyna szczekać na doskonale sobie znane krzesło, które przesunięto w 

nieco inne miejsce, właściciel nie powinien zachęcać go, nawet łagodnie, do podejścia i 

sprawdzenia co to jest. Jeszcze większym błędem będzie wręcz zmuszenie psa, aby podszedł 

do obiektu wzbudzającego lęk, bo na całe  życie może mu pozostać uraz, kojarzący to 

konkretne krzesło z czymś przerażającym. Błąd polega tu na połączeniu ośmielania 

zwierzęcia z jednoczesnym nagrodzeniem (“Choć tu, zobacz, dobry piesek”). Znacznie 

rozsądniej uczyni właściciel ignorując fanaberie psa. Powinien usiąść na krześle ze słowami 

“nie zachowuj się jak durny pies” i spokojnie poczekać co będzie. Po paru chwilach pies 

skojarzy “och, to tylko to krzesło, nie zorientowałem się, bo je przestawiono” i spokojnie 

podejdzie do mebla. 

background image

Reakcja właściciela na irracjonalne zachowania dorastającego psa może ukształtować 

wzór zachowania w całym dorosłym życiu. Może być pewien, że osiągnie skutek odwrotny 

od oczekiwanego i to zarówno w postępowaniu z psem, jak i nastolatkiem, starając się 

dodawać mu odwagi, stwarzać cieplarniane warunki i usuwać wszelkie przeszkody. Z drugiej 

strony równie złe skutki przyniesie karanie za takie zachowania. Trzeba pamiętać,  że w 

okresie dojrzewania niewiele jest logiki w postępowaniu młodzieży. Swoim zachowaniem 

właściciel musi upewnić psa, że jego młodzieńcze brewerie nie będą w żaden sposób 

nagradzane. Jeśli jednak dziwne zachowanie psa powtarzać się będzie przez kilka dni z rzędu, 

trzeba się zastanowić, czy nie kryją się za nim inne niż dojrzewanie przyczyny. 

Wiek dojrzały (l do 4 lat) 

Mniej więcej do czterech miesięcy fazy rozwoju szczeniąt różnych ras pokrywają się. 

Później pojawiają się pewne różnice. Generalnie psy małych ras wchodzą w poszczególne 

fazy nieco szybciej niż dużych. Okres dojrzewania aż do osiągnięcia pełnej dojrzałości trwa 

od roku do czterech lat w zależności od rasy i wielkości psa. 

Wraz z osiągnięciem pełnej dojrzałości pojawia się potrzeba przewartościowania 

hierarchii stada. W tym okresie pies ustala swoją pozycję w stadzie raz na zawsze. 

(Posiadacze dorosłych psów nie powinni przerywać lektury w tym miejscu, rozdziały 3, 5 i 6 

przekonają ich, że zmiana hierarchii stada jest jednak możliwa bez konieczności użycia siły). 

Jeśli pies ustalając wstępnie swoje miejsce w stadzie (między dwunastym a szesnastym 

tygodniem) zajął dość wysoką pozycje, może w późniejszym okresie, oczywiście zależnie od 

temperamentu, podjąć próbę przejęcia przewodnictwa stada. Jego zachowanie może być 

nawet agresywne w stosunku do właściciela. Czy i jak ta walka się rozegra, zależy w równej 

mierze od psychiki psa, jak i postępowania właściciela. 

Niektóre psy przejawiają czynne odruchy obronne, inne zaś bierne. Te o odruchach 

aktywnych poprą swoją walkę o zmianę pozycji agresją. Psy o odruchach biernych przyjmą 

konieczność współzawodnictwa głupim, szczenięcym zachowaniem lub od razu 

podporządkują się (Rozdział 14). Jeśli właściciel psa, zwłaszcza którejś z ras stróżujących czy 

obrończych, zezwolił na zajęcie wysokiej pozycji w stadzie i nagle, w jakiejś określonej 

sytuacji spróbuje go sobie podporządkować, nie może być zdziwiony, że spotkał się z agresją 

ze strony swego podopiecznego. W stadzie wilków Alfa (przewodnik) utrzymuje w stałej 

dyscyplinie wszystkich niżej stojących członków stada, pilnując starannie, aby nie dostały się 

im nienależne przywileje. Nie znaczy to wcale, że jest on agresywny - to raczej jego pozycja 

w stadzie zmusza go do agresywnego działania. Zachowanie twojego psa w okresie 

osiągnięcia dojrzałości będzie wynikało z jego doświadczeń w poprzednich fazach 

background image

rozwojowych oraz ze świadomości, na jak wiele mógł sobie do tej pory pozwolić. Ten 

rozdział miał uświadomić właścicielom psów, że suma doświadczeń, jakie zbierze ich pupil w 

kolejnych fazach rozwoju, da mu jasny pogląd na własną pozycję w stadzie w chwili 

osiągnięcia dojrzałości. Następne rozdziały mogą pomóc tym, którzy mają  kłopoty z 

dorosłymi już, agresywnymi psami. 

background image

3 MIEJSCE PSA W LUDZKIM STADZIE 

Jak pisałem w poprzednich rozdziałach, wszystkie psy, niezależnie od wielkości i 

budowy ciała, mają te same wzorce zachowania w poszczególnych fazach rozwoju, jak ich 

dzicy przodkowie. Przez lata jednak wzorce te zostały zamaskowane tak skutecznie, że 

niemal niemożliwe stało się ich prawidłowe rozpoznanie. Powstało wiele różnych ras, które 

zaspokoić mają odmienne oczekiwania szerokiej rzeszy miłośników psów. Posiadanie psa 

stało się modne. Doszło do tego, że za obowiązujący model pełnej rodziny zaczęto uważać 

rodzinę z dwójką dzieci, posiadającą dom, samochód i psa. Większości z tych ludzi mogłaby 

nie przypaść do gustu wiadomość, że słodki, mały pudełek smacznie śpiący na ich kolanach 

kryje w sobie instynkty dzikiego zwierzęcia. Być może nie akceptowaliby go wówczas tak 

łatwo jako członka swojej rodziny. 

W rezultacie trwającego przez setki lat udomowienia pies stał się, generalnie mówiąc, 

zwierzęciem podporządkowanym człowiekowi. Jednak, jak wynika z dotychczasowej lektury, 

nawiązanie ścisłego kontaktu z psem, który w fazie socjalizacji (do 14 tygodnia życia) miał 

niewielką styczność z człowiekiem, jest trudne, a niektórzy twierdzą, że wręcz niemożliwe. 

Nie ulega wątpliwości,  że wzajemne zrozumienie pomiędzy psem i człowiekiem nie jest 

wrodzone. Jest nabyte, wdrukowane we wczesnym szczenięctwie. Wczesna socjalizacja oraz 

fakt, że człowiek jest istotą dwunożną, o postawie wyprostowanej, stawia go automatycznie w 

pozycji zwierzęcia dominującego i ułatwia utrzymanie kontroli nad psem. Zdarza się jednak, 

że traci on tę kontrolę, stając się właścicielem psa kąsającego dłoń, która go karmi. 

Jeśli pominiemy różnice wyglądu różnych ras i spojrzymy na psa jako na zwierzę o 

odziedziczonych instynktach, staje się jasne, jak powstają takie sytuacje. Analiza socjalnej 

struktury wśród wilków, zdziczałych psów i, na koniec, udomowionych psów wskazuje, że 

mamy do czynienia ze zwierzętami stadnymi. Dla prawidłowego funkcjonowania struktury 

socjalnej każdego stada niezbędna jest obecność osobnika Alfa (przewodnika). Dla członków 

stada wilków czy zdziczałych psów zrozumienie praw stada nie przedstawia większej 

trudności, gdyż w ustabilizowanej strukturze stada każde zwierzę ma swoje określone 

miejsce. Im wyższa jest jego pozycja w stadzie, tym większe ma on przywileje. Wszystkie 

zwierzęta w stadzie rozumieją mowę ciała i znaczenie poszczególnych sygnałów. Kiedy 

niższy rangą uzurpuje sobie któryś z zarezerwowanych dla osobnika Alfa przywilejów, 

wystarczy jedno spojrzenie, aby przywołać go do porządku. Okazuje się,  że w przypadku 

psów udomowionych sam fakt, że przyszło im żyć w mieszanych, psio-ludzkich, stadach 

background image

często komplikuje sytuacje. My, ludzie, próbujemy wpoić psom nasz system wartości. One 

jednak nie są w stanie przekroczyć progu psiego pojmowania i akceptują wyłącznie własny 

system wartości. Na ogół udaje się nam wszystko zagmatwać na tyle, że aż dziw, jak psy są w 

stanie w ogóle nauczyć się żyć z tak dla nich nielogicznymi istotami. 

Jeśli uświadomimy sobie, jakie prawa i przywileje przynależą w stadzie osobnikowi 

Alfa i porównamy je ze stosunkami, jakie panują pomiędzy niektórymi z nas a naszymi 

psami, stanie się jasne, w którym miejscu załamuje się system porozumienia między 

gatunkami, czego wynikiem jest posiadanie niekiedy nieznośnych i nieposłusznych psów. 

Wielu moich klientów opowiada mi o tym, że ich psom wolno wskakiwać na sofę czy 

fotel, by być blisko pana, gdy ten ogląda telewizję. Większość tych psów sypia w łóżku lub 

przynajmniej wskakuje tam na poranne pieszczoty. Niemal wszystkie mają przy tym własne 

posłanka do spania. Większość z nich również w ciągu dnia ignoruje przeznaczone im 

posłania, wybierając sobie na odpoczynek jakieś zupełnie inne miejsce, choćby pod 

kuchennym stołem czy na krześle w pokoju. Moi klienci, pytani, czy posłania te są wygodne, 

przypuszczają, że tak, choć nigdy ich sami nie próbowali. 

 

Osobnik Alfa może spać tam, gdzie chce, lecz nikomu nie wolno spać w jego łóżku 

Jeśli w tych rodzinach miejsce psa do spania jest nietknięte, a on sypia, gdzie tylko 

zechce, to kto tam jest osobnikiem Alfa. Dla psów, jako dla drapieżników, pożywienie ma 

pierwszoplanowe znaczenie nie tylko dla przetrwania, ale też dla funkcjonowania hierarchii 

stada. Mąż klientki, która odwiedziła mnie ostatnio, pracował w dziwnych godzinach. W 

zależności od tego, jak ułożyła mu się praca, wieczorny posiłek jadali raz o piątej po 

południu, raz o siódmej. Ich pies otrzymywał swój posiłek zawsze o szóstej. Pani nie mogła 

zrozumieć, dlaczego pies nigdy nie żebrał przy stole, kiedy jedli wcześniej, natomiast zawsze 

dopominał się o jedzenie, gdy obiad był późno, już po porze karmienia, mimo że nigdy nic 

przy stole nie dostał. 

background image

 

Osobnik Alfa ma prawo do najlepszych kąsków i je pierwszy. Reszta stada zadowolić 

się musi tym, co pozostawi, a i to tylko do czasu, gdy zdecyduje się zjeść coś jeszcze 

Kiedy rodzina siadała do posiłku pierwsza, pies - choć  głodny - instynktownie 

wiedział, że musi poczekać na resztki. Kiedy pies jadł pierwszy, instynkt podszeptywał mu, 

że jako ważniejszy ma również prawo do pozostałych resztek, to znaczy  do posiłku, który 

spożywała rodzina (patrz również pilnowanie pożywienia, rozdział 13). 

Przeciąganie szmaty, starego paska, zabawki (wiele takich zabawek pojawiło się na 

rynku) - to jedna z najpopularniejszych zabaw z młodymi psami. Na ogół, zachwyceni 

zaangażowaniem i zajadłością naszego pupila, a także w poczuciu własnej przewagi 

fizycznej, pozwalamy mu wygrać w tej nierównej próbie sił. Nieco brutalne siłowanie się 

także bywa atrakcyjną zabawą dopóki malec, rozzuchwalony, nie zacznie kąsać zbyt mocno 

naszych rąk ostrymi ząbkami. 

 

Polujące drapieżniki mają  głęboko zakorzeniony instynkt unikania zranienia, toteż 

ustalanie stosunków dominacji-podporządkowania następuje na ogól w zabawie 

Nie można uczyć szczeniaka, że zajadłe, połączone z szarpaniem warczenie przynosi 

zwycięstwo. On nie wie, że zaangażowawszy się w nieco brutalną zabawę,  świadomie 

pozwoliliśmy mu wygrać. 

Często klienci opowiadają mi o tym, że ich psy wyprzedzają ich na schodach i na 

podeście, z głową zwróconą w kierunku pana, oczekują aż ten wespnie się na górę. Patrząc na 

background image

ogół pod nogi, rzadko rozmyślamy nad takim zachowaniem i ledwie je zauważamy. A jak ta 

sprawa wygląda z punktu widzenia psa? 

U psowatych i wilków osobnik słabszy okazuje szacunek silniejszemu podchodząc ze 

spuszczoną głową i unikając jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. 

Dla psa drzwi wejściowe mają zasadnicze znaczenie - stanowią wejście do gniazda. 

Korytarz przy drzwiach jest zazwyczaj wąski. Zdecydowanie 

 

W życiu codziennym stado ma obowiązek okazywać szacunek przywódcy 

za często słyszę o tym, jak to pies przepycha się w takim korytarzyku, wyprzedzając 

właściciela w drodze do drzwi. Na ogół  kładzie się to na karb podniecenia psa procedurą 

wchodzenia do domu. Często taka opowieść wiąże się z historyjką o tym, jak ten pies jest 

leniwy. Ułożywszy się w drzwiach kuchni lub innym ruchliwym miejscu, ani drgnie, kiedy 

spróbować go przepędzić. Co najwyżej przeciągnie się i zamruczy. Zwykle właściciele 

rezygnują z przeganiania delikwenta i starannie obchodzą go dookoła. 

Kiedy Alfa odpoczywa, pozostali członkowie stada pilnują, aby nic go nie niepokoiło. 

W wąskim przejściu stado rozstępuje się tak, aby Alfa mógł przejść pierwszy. Są to wspólne 

dla wilków i psowatych zachowania instynktowne. Jeśli się  głębiej nad tym zastanowić, 

niewiele różnią się od ludzkich. Starszeństwo ma swoje przywileje. 

A ile razy, wciągnięci niemal bez reszty w niezwykle interesujący program w 

telewizji, mieliście nagle podbite w górę ręce. W ten brutalny sposób zapomniany na chwilę 

pies domaga się pieszczot. Najczęściej spełniamy jego życzenie bez zwłoki, po części dlatego, 

że nie chcemy, aby po raz drugi nam brutalnie przerwano, a po części by nasz pupil nie 

pomyślał sobie, że przestał być kochany. A tak naprawdę to cieszy nas taki objaw uczucia ze 

strony własnego psa. 

background image

 

Kiedy osobnik Alfa życzy sobie przejść którędy bądź, pozostali członkowie stada 

pierzchają natychmiast - nie tyle ze strachu, co z chęci zademonstrowania zupełnego 

podporządkowania 

 

Tymczasem sytuacja ta ma zupełnie inny wydźwięk. To pies zdecydował, kto i jak 

długo ma go głaskać. Może się zatem zdarzyć, że właściciel, któremu nagle przyjdzie ochota 

na pieszczoty z własnym psem, otrzyma w odpowiedzi na wołanie znudzone spojrzenie, 

czasem nawet warknięcie. Niemal każdy właściciel wycofuje się wtedy z głupim uśmiechem, 

postanawiając nie budzić  śpiącego psa. Nim się spostrzegliśmy powstała sytuacja, która z 

punktu widzenia psa wygląda następująco: 

1. On śpi, gdzie chce, ale nikt nie śpi na jego posłaniu. 

2. On zjada najlepsze kąski, a rodzina resztki. 

3. On zawsze zwycięża w grach i zabawach. 

4. To jemu okazujemy codziennie uległość, jako wyższemu rangą. 

5. On jest zawsze przed nami w wąskich przejściach, a jeśli je z lekka zablokuje, 

obchodzimy go dokoła, by mu nie przeszkadzać. 

background image

6. On żąda całej naszej uwagi, gdy przyjdzie mu na to ochota, my natomiast 

akceptujemy kiedy on nas ignoruje. 

A wszystko to są prawa osobnika Alfa. Nasz pies bynajmniej nie prosił o nie. Sami 

bezmyślnie mu je przekazaliśmy. A skoro już wykreowaliśmy naszego psa na przewodnika, 

musimy zaakceptować fakt, że wraz ze stanowiskiem wziął on na siebie i odpowiedzialność z 

nim związaną. Obowiązki osobnika Alfa są następujące: 

1. Prowadzi stado. Dlatego tak ciągnie na smyczy. 

2. On utrzymuje zwartość stada. Dlatego też, spuszczony ze smyczy wybiega do 

przodu i wraca, a nawet obiega nas wkoło. On nas pasie. 

3. Dba o bezpieczeństwo stada. Dlatego przejawia agresję wobec każdego, kto naruszy 

nasze terytorium, czy będzie to obcy pies, czy sąsiad trenujący poranne biegi. 

4. Daje sygnał do polowania. Czyni to na przykład wtedy, gdy oskarżamy go o 

ucieczki. 

5. Broni gniazda i dlatego jest agresywny w stosunku do naszych gości. Ta lista 

praktycznie nie ma końca, toteż w następnych rozdziałach znajdziecie wyjaśnienie również 

innych zachowań o podobnym znaczeniu. Psy, przejawiające takie wzorce zachowań, 

niekoniecznie są złe, nieposłuszne czy agresywne. W znakomitej większości są to po prostu 

psy, które z pełną odpowiedzialnością sprawują funkcję, którą ich obarczyliśmy. 

Zamieńmy się miejscami 

Zrozumiawszy istotę problemu sami możemy przejąć przewodnictwo stada, a wtedy 

większość naszych kłopotów z nieznośnym psem zwyczajnie przestanie istnieć. Powinniśmy 

tylko: 

1. Wyegzekwować, by pies nie spał w naszym łóżku i nie wylegiwał się na naszych 

fotelach - za to my możemy siadać na jego posłaniu - może to brzmi śmiesznie, ale działa. 

2. Przygotować jedzenie dla psa w jego obecności, ale przed podaniem go psu 

samemu zjeść przynajmniej kanapkę, jeśli nie cały posiłek. 

3. Wszystkie gry i zabawy powinny być pod naszą całkowitą kontrolą. Nigdy nie 

należy zaczynać zabaw siłowych. 

4. Na najwyższym stopniu schodów jesteś zawsze pierwszy, to pies podchodzi do 

ciebie. W domach piętrowych piętro nie powinno być dostępne dla psów (ludzkie gniazdo), 

co znakomicie ułatwi zainstalowanie bramki. 

5. Przy wychodzeniu z domu każdą próbę przepchnięcia się przed właściciela należy 

ukrócić lekkim stuknięciem drzwiami w psi nos (tak aby go nie zranić i nie sprawić mu 

dużego bólu) - to szybko nauczy go właściwego zachowania. 

background image

6. Przepędzamy psa z naszej drogi, kiedy utrudnia nam poruszanie się po domu. 

Musimy przyzwyczaić psa do tego, że na różne przywileje musi on sobie zasłużyć - 

głaskanie, smakołyki czy spacer. Wystarczy jakiekolwiek proste ćwiczenie, jak siad, stój czy 

leżeć - tak aby wiedział,  że kiedy chce coś od nas, musi na to zasłużyć. Wszelkie próby 

podgryzania czy szarpania rąk, czy innych części ciała: ubrania, smyczy powinny spotkać się 

ze stanowczą komendą “zostaw”, popartą srogim spojrzeniem. Nawet szybka reakcja na tę 

komendę nie powinna spotkać się z żadną nagrodą. 

Te proste sposoby są dostosowane do możliwości pojmowania psa. Co więcej, 

ustawiają nas w pozycji przewodnika, który decyduje o wszystkim. Niezwykle ważne jest, 

aby zasady postępowania w stadzie zostały ustalone od samego początku i były zawsze 

przestrzegane. Pamiętajmy na przykład o tym, że osobnik podporządkowany postępuje 

zawsze z tyłu za przewodnikiem, toteż jeśli pozwolimy psu ciągnąć na smyczy w drodze do 

parku lub nie wyegzekwujemy przychodzenia na wołanie, tym samym pozwolimy psu na 

podniesienie jego pozycji w stadzie, tracąc prawo do autorytatywnego ustalania naszych 

wzajemnych stosunków. 

Należy przy tym zaznaczyć,  że bardzo wiele psów otrzymuje przywileje, na które 

wcale nie zasłużyły i nie ma to widocznego wpływu na ich zachowanie. Omawiane tu 

przypadki dotyczą psów, których zachowanie wymyka się spod kontroli, co powoduje 

konieczność zbadania przyczyn powstałych kłopotów. Doświadczenie uczy, że większość z 

nich ma swoje źródło w nieuświadomionym przekazaniu praw i obowiązków lidera psu. 

Zmiana już ustalonej hierarchii stada wiąże się z odebraniem psu zarezerwowanych dla lidera 

przywilejów. Zmiana porządku w stadzie pod żadnym pozorem nie może odbywać się w 

drodze konfrontacji fizycznej. Wiadomo jak kończą się próby podjęcia walki słabszego wilka 

z przewodnikiem stada. 

W mojej praktyce nauczyłem się pokazywać moim klientom, jak w praktyce powinno 

odbywać się obniżanie pozycji psa w stadzie i jakie korzyści wynikają z właściwego 

postępowania. Zazwyczaj pies po przyjeździe przeciąga właściciela drogą z parkingu do 

mojego biura. Pytam wtedy, czy właściciel chodził kiedykolwiek ze swoim psem na kurs 

tresury. Na ogół odpowiedź brzmi, że tak, ale to niewiele pomogło w opanowaniu nawyku 

ciągnięcia. Kiedy usiądziemy już w moim biurze nad kawą lub herbatą, proszę  właściciela, 

aby puścił psa luzem i nie zwracał na niego żadnej uwagi, chyba że zacznie się on 

zachowywać w sposób absolutnie nie do przyjęcia. Mam w tym swój ukryty cel. Moje biuro 

to ewidentnie obce dla stada terytorium, toteż czuje się ono nieco niepewnie. Widać to w 

background image

zachowaniu ludzi. Siedzą wyprostowani na krzesłach, zapytani o tak prostą rzecz, czy podać 

kawę czy herbatę, wymieniają między sobą spojrzenia. 

Psy, które błyskawicznie czytają mowę ciała, natychmiast wychwytują te i inne, zbyt 

subtelne do zauważenia ludzkim okiem sygnały. Kiedy stado jest w niebezpieczeństwie, lider 

musi przejąć inicjatywę. W przeważającej części przypadków przewodnikiem okazuje się 

pies. Zwykle zaczyna on wtedy przechadzać się, w przód i w tył, zawsze odgradzając mnie od 

rodziny. Jest to rodzaj nadaktywnego zachowania, jakie często przejawiają psy będąc w 

gościnie lub wobec składających wizytę w ich domu. Kiedy pies jest pozostawiony sam sobie, 

wszyscy muszą zachowywać się zupełnie spokojnie. Nie głaskać go, nie kazać mu się położyć 

- wtedy jego aktywność zmierza w kierunku zwrócenia na siebie uwagi. 

Zaczyna podbiegać do drzwi, prosząc o wypuszczenie, szczeka usłyszawszy 

najmniejszy szelest w nadziei, że ktoś każe mu się zamknąć, zaczyna mu być obojętne, czy 

wywoła reakcję pozytywną czy negatywną. Będzie przewracał kosz na śmieci, wspinał się na 

meble lub pchał się właścicielom na kolana. 

Zachowanie psa w stworzonej przeze mnie sytuacji mówi mi wiele o jego pozycji w 

stadzie. Wywiad na temat tego, co psu w domu wolno, potwierdza z reguły wnioski, jakie 

wyciągnąłem wcześniej z obserwacji. Ponieważ ja również ignoruję psa i jego zachowanie, 

dochodzi on szybko do wniosku, że moja pozycja w stadzie jest niższa niż jego. 

Wytłumaczywszy właścicielom to co się dotąd zdarzyło mówię,  że teraz przejmę 

przewodnictwo stada na swoim terenie według następujących kryteriów: 

1. Niższy rangą pies nawet nie spróbuje zabrać kości stojącemu wyżej od niego. 

Będzie stał w bezpiecznej odległości przyglądając się jedynie. Ale wystarczy, by ten wyżej 

stojący, niezadowolony, spojrzał ostro - i podporządkowany natychmiast odwraca wzrok. 

2. Niższy w hierarchii pies zawsze przepuści dominującego nad nim w wąskim 

przejściu. Obserwując stado foxhoundów wypuszczanych z kenelu szybko zorientujemy się, 

że określone psy wychodzą zawsze pierwsze. 

3. Niższy w hierarchii pies nie śmie dotknąć wyżej postawionego łapą, a tym bardziej 

zębami, w żadnych okolicznościach. Jeśli nawet zbliży się do niego, to tylko zachowując 

wszystkie gesty podporządkowania i tylko na taki dystans, na jaki mu się pozwoli. 

Psy właściwie wychowywane w fazie socjalizacji z psami mają już wpojone te 

podstawowe psie maniery. W wieku siedmiu tygodni są jeszcze dobrze wychowane - to my, 

ludzie psujemy je, gdy staną się członkami naszego domowego stada. Trzeba im zatem 

przypomnieć to, czego nauczyły się we wczesnym dzieciństwie. 

background image

Tu chciałbym  zaznaczyć,  że wobec psów agresywnych w stosunku do ludzi moje 

postępowanie jest nieco inne, choć oparte na tych samych zasadach (patrz rozdział 6). 

Biorę smaczny kąsek, trzymając go między kciukiem i palcem wskazującym. Nie 

podaję go psu. Nawet na niego nie patrzę, kontynuując rozmowę z właścicielami. Na ogół 

pies prezentuje cały swój repertuar trików. Siada i podaje łapę, zaczyna nawet szczekać. Nie 

wywoławszy oczekiwanej reakcji (nie dostał przysmaku) postanawia wziąć go sobie sam. 

Mówię wtedy spokojnie “zostaw to”, a kiedy pies nie reaguje, natychmiast dosłownie ryczę 

“zostaw” jednocześnie patrząc mu ostro w oczy. We wczesnym szczenięctwie pies spotkał się 

już z taką reakcją swojej matki, która znaczyła tyle co “zostaw ten bar mleczny”, a brak 

dostatecznie szybkiej reakcji powodował ostre skarcenie. Nie nagradzam psa, kiedy wreszcie 

reaguje właściwie. To było moje pożywienie i nie miałem ochoty dzielić się nim z psem. 

Odkładam przysmak i po chwili idę w drugi koniec pokoju. Wołam psa do siebie. Chwalę go 

kiedy podejdzie. 

Jakiś czas potem znów biorę przysmak do ręki. Jeśli pies niczego się nie nauczył, 

powtarzam spokojnie “zostaw to”. Ale rzadko mi się zdarza, abym musiał całą procedurę 

powtarzać. Pierwsza zasada została wprowadzona w życie - Nie rusz mojej kości! 

Następnie idę do drzwi i zachęcani psa, aby poszedł za mną. Chcę go nauczyć, aby nie 

przepychał się przez nie pierwszy. Drzwi w moim biurze otwierają się na zewnątrz. Nie 

mówiąc ani słowa zaczynam otwierać drzwi. Kiedy tylko pojawi się niewielka szparka, pies, 

zgodnie ze swoimi nawykami, rzuca się ku niej, a ja zamykam drzwi. Bez słowa powtarzam 

całą procedurę. Za czwartym czy piątym razem kiedy otwieram drzwi, pies cofa się. 

Wychodzę i zamykam drzwi za sobą. Przez cały czas nie mówię ani słowa, gdyż nie chcę 

sprowokować psa do zastosowania znanych mu sztuczek. Nie chcę go prosić, aby mi ustąpił, 

musi to zrobić sam. Tak wchodzi w życie druga zasada - Ja przechodzę pierwszy przez 

wąskie przejście. 

Teraz pozostaje kilka minut za drzwiami. Kiedy wracam, nie życzę sobie, aby chwytał 

mnie zębami za rękę, choćby nie wiem jak delikatnie, czy wskakiwał na mnie łapami. 

Niezależnie od intencji są to zawsze gesty dominacyjne. Ja okazuję przyjazne zachowanie, 

głaszcząc głowę, szyję i kłąb psa (tu opiera łapę lub podbródek osobnik dominujący 

słabszemu), ale na wszelkie próby zdominowania mojej osoby reaguję stanowczym “zejdź”, 

powtórzonym ostrzej, o ile zajdzie taka potrzeba. Pies zaczyna pojmować,  że jego pozycja 

spada, toteż głaszcząc go wyczuwam opór ciała, ale kontynuuję moje działania, aż osłabnie, a 

w końcu zniknie. 

background image

Ten niewidoczny dla ludzkiego oka opór lub jego brak wyjaśnia, czemu przy 

spotkaniu dwóch obcych psów w identycznej z pozoru sytuacji czasami dochodzi do walki, a 

czasami nie. Tak oto weszła w życie trzecia zasada - powitanie odbywa się na moich 

warunkach! 

Kiedy przypomniałem już psu, jakie zasady zachowania wpoiła mu matka we 

wczesnym szczenięctwie, i nie wyczuwam oporu, kiedy kładę mu rękę na kłębie, mogę być 

pewien,  że idąc ze mną na smyczy, pies nie będzie ciągnął, bo nie śmie mnie wyprzedzić. 

Przyjdzie do mnie wtedy, gdy ja będę tego chciał. Przestanie szczekać, warczeć czy skakać na 

wchodzących do mojego domu na pierwsze moje życzenie, ponieważ, zgodnie z moją 

pozycją, to ja decyduję o tym, kto ma prawo wstępu do mojego gniazda. Cała ta procedura nie 

daje właścicielom ani trochę większej kontroli nad psem niż do tej pory. Pokazuje natomiast, 

jak mogą  ułożyć się ich stosunki z psem, o ile zdecydują się zmienić układ hierarchii 

własnego domowego stada. To w końcu nie jest nowa koncepcja, że człowiek ma być 

przewodnikiem psa. Znana  jest od dawna choćby w szkoleniu psów. Zamiast tradycyjnej, 

opartej na przemocy szarpaninie, znacznie lepiej jest oprzeć się na znajomości psiej 

psychologii. 

Trudno nie zauważyć, jak zbliżone są struktury socjalne u psów i ludzi. W stosunku do 

wyższych rangą zachowujemy się z podobną rewerencją, jak osobnik podporządkowany w 

stadzie. I jestem więcej niż pewien, że poza określonymi korzyściami, jakie przyniosła nam 

przez wieki obecność psa, tym co nas najbardziej zbliżyło z tym nieodłącznym towarzyszem 

naszego  życia codziennego, było podobieństwo podstawowych zasad zachowania i uznanie 

dla określonej hierarchii. Widząc te same instynkty i zbliżone wzorce zachowania, trudno 

oprzeć się wrażeniu,  że pomiędzy człowiekiem i psem istnieje jednak pokrewieństwo dusz. 

Cały problem w tym, że przy współczesnym modelu życia nasze psy otrzymały przywileje 

należne wysokiej rangi ludziom i nad tymi musimy się nieco zastanowić. 

Aby wyegzekwować swoje prawa przewodnika, musisz zrozumieć, co wynika z tego, 

że pies miał takich, a nie innych przodków i zaakceptować fakt, że większość zachowań psich 

oparta jest na instynktach i potrzebują one bardziej przewodnika niż wywierania presji. 

Musisz być  świadom znaczenia kolejnych faz rozwoju i ich wpływu na przyszły charakter 

dorosłego psa. Nie możesz, powodowany błędnymi ideami, oddawać przewodnictwa stada 

lub nieprzemyślanym postępowaniem dawać psu powód do wyciągania błędnych wniosków o 

polepszeniu jego pozycji w stadzie. Swoim postępowaniem musisz kontynuować to, co 

wpoiła szczeniakowi matka we wczesnych fazach rozwoju. Jeśli chcesz zmienić stosunki 

background image

panujące w twoim domowym stadzie, musisz przede wszystkim zrozumieć system wartości 

psa i drogi jego skojarzeń. 

background image

4 W JAKI SPOSÓB PSY SIĘ UCZĄ 

Jak psy się uczą? Otóż bardzo łatwo, o ile uczymy je prawidłowo. Istnieje ogromne 

prawdopodobieństwo, że pies powtórzy działanie, które przyniosło mu korzyść. Równie duża 

jest szansa, że działanie nie przynoszące korzyści nie zostanie powtórzone. Wszystkie 

zwierzęta uczą się i działają dla określonych korzyści, i to nie wyłączając człowieka. 

To podstawowe założenie nie jest niczym nowym. Od lat stanowi podstawę pracy 

treserów. Zmieniła się natomiast interpretacja tej zasady. Przed laty uważano, że korzyść jest 

równoznaczna z nagrodą, a jej brak z karą. Ale nagrody i kary nie wystarczą. 

Nie można nauczyć słonia stania na tylnych nogach, mówiąc mu jedynie “dobry słoń”. 

Podobnie orka nie będzie wyskakiwać z basenu na gwizdek za pochwałę “dobra orka”. Skąd 

zatem przekonanie, że uda się ułożyć psa mówiąc mu po każdym dobrze wykonanym zadaniu 

“dobry piesek” lub klepiąc go czasami po grzbiecie? Czy w następnym miesiącu podjąłbyś 

pracę u szefa, który jako zapłatę za miesiąc twoich wysiłków rzuciłby zdawkowe “dobry z 

ciebie facet”, okraszone uśmiechem i klepnięciem w łopatkę? Może zdecydowałbyś się na to 

wierząc,  że następny miesiąc przyniesie podwójną wypłatę. Kierowałbyś się czysto ludzką 

zdolnością do abstrakcyjnego myślenia. Ale kiedy tylko zorientujesz się,  że te słowa mają 

starczyć za całą zapłatę, w mniej lub bardziej wytworny sposób poinformujesz szefa, by tę 

robotę robił sobie sam. Jeśli jest inaczej, zadzwoń do mnie - dam ci parę rzeczy do zrobienia. 

Całe zagadnienie szkolenia psów obrosło przez lata najróżniejszymi przesądami, 

popartymi opowieściami rodem z wyobraźni “ciotki Klotki”. Przez lata mojej praktyki 

przekonałem się,  że najbardziej bzdurne przesądy do dziś uznawane są za prawdy 

powszechne i nie łatwo z nimi walczyć. 

“Jeśli dajesz psu polecenie, musi on wykonać je natychmiast” 

“Nigdy nie używaj jedzenia w szkoleniu psa, bo nauczysz go żebractwa. On ma robić 

to, o mu każesz, bo ty tego chcesz” 

“Szkolenie psa nie może się rozpocząć, zanim nie ukończy on szóstego miesiąca 

życia”. (Na wiele kursów tresury młodsze psy nie są przyjmowane). 

“W szkoleniu psa najlepiej używać zaciskowego łańcuszka” (Nie tak dawno 

widziałem popularny program telewizyjny, w którym trener demonstrował zalety takiego 

łańcuszka - cóż, stare przesądy przekazujemy młodemu pokoleniu). 

background image

To tylko kilka przykładów prawd powszechnych. Sam w nie święcie wierzyłem, 

przystępując do układania mojego pierwszego psa. Wydawało mi się wtedy, że uczę go 

aportowania, a zobaczcie sami czego go nauczyłem. 

1. Dałem mu komendę “siad”, kiedy stał przy nodze. Ponieważ nie zareagował, od 

razu pociągnąłem smycz, zaciskając oczywiście łańcuszek i naciskając jednocześnie na zad, 

zmusiłem go by usiadł. Ja myślałem: Uczę go siadać na komendę. 

On myślał: Nie znoszę tego słowa “siad” - wygląda na to, że on ma zamiar mnie 

udusić. 

2. Dałem mu komendę: “zostań” i rzuciłem koziołek. Kiedy pies chciał pobiec za nim, 

przytrzymałem go lekko, powtarzając “zostań”. Ja myślałem: Uczę go nie ruszać z miejsca, 

zanim mu nie pozwolę. On myślał: On zdecydowanie nie chce, abym poszedł po koziołek. 

3. Dałem komendę “przynieś” i ruszyłem w kierunku koziołka, trzymając psa na 

smyczy. 

Ja myślałem: Uczę go, że teraz może iść po koziołek. 

On myślał: No, teraz to już zupełnie nic nie rozumiem, przecież dopiero co mi 

zabronił! 

4. Podniosłem koziołek i podałem psu wraz z komendą “trzymaj”. Kiedy pies wziął 

aport, ruszyłem z powrotem w miejsce, z którego wyruszyliśmy. Ja myślałem: Teraz uczę go, 

że ma przynieść aport z powrotem do mnie. On myślał: No, to mi chyba wolno, wezmę to. O 

rany, wracamy w to samo miejsce, lepiej to wypluję. 

5. Oczywiście wypluł aport. Mówiąc “Nie” wetknąłem mu koziołek w pysk, ściskając 

jego szczęki z komendą “trzymaj to”. Ja myślałem: Uczę go, żeby nie upuszczał aportu. On 

myślał: Wygląda na to, że on sam nie wie, czego chce. Jak tylko mi się uda, wypluję to 

paskudztwo i, przysięgam, już nigdy tego nie dotknę! Oczywiście trochę przerysowałem całą 

sytuację - aż tak złym nauczycielem to ja nie byłem (No, może powinienem był zapytać o to 

mojego psa!). 

Moim błędem było to, że próbowałem nauczyć mojego psa aportowania jako pełnego 

ćwiczenia, zawierającego kilka kolejnych czynności, zamiast najpierw przećwiczyć z nim 

kolejne etapy. Trochę dalej opisuję, jak uczyłem aportowania mojego obecnego psa. Jednak 

wcześniej chcę przedstawić kilka czynników wpływających na proces uczenia się psa. 

Negatywna tigmotaksja 

Jakże uczenie brzmią te słowa. Można nimi błysnąć w lekkiej, towarzyskiej 

konwersacji nad szklaneczką wina. A znaczą one po prostu to, że fizyczna presja, wywarta na 

background image

jakiekolwiek zwierzę, spotka się z kontrreakcją. Kiedy ktoś chwyci cię za rękaw i zaczyna 

ciągnąć, natychmiast będziesz próbował się wyrwać. 

Wiedząc, że opór jest instynktowną reakcją na przymus, nie powinniśmy dziwić się, że 

kiedy usiłujemy nauczyć psa jakiejś określonej pozycji szarpiąc go lub naciskając, ten 

instynktownie będzie stawiał opór. Próbując przydusić go do ziemi - pozycje siad i waruj - 

uzyskamy tyle, że biedak będzie chciał utrzymać się na nogach lub natychmiast wstać. 

Wywołamy zatem reakcję odwrotną do oczekiwanej. Chcąc przezwyciężyć  tę, skądinąd 

naturalną reakcję, wzmacniamy nacisk. 

A może warto byłoby zastosować inną metodę treningu, znacznie bardziej efektywną i 

nie wymagającą użycia siły? 

Wrażliwość na dotyk 

Jednym ze skutków planowanej hodowli jest to, że niektóre rasy są bardziej odporne 

na ból niż inne. Rasy hodowane do walk i teriery są wrażliwe na ból w bardzo niewielkim 

stopniu. Możesz łatwo sprawdzić odporność twojego własnego psa na ból. Wystarczy skórę 

pomiędzy drugim a trzecim palcem w przedniej łapie  ścisnąć kciukiem i palcem 

wskazującym. Początkowo delikatnie, potem zwiększając siłę nacisku, licz jednocześnie od 

jednego do dziesięciu. Przerwij natychmiast, gdy uzyskasz reakcję. Im krócej liczyłeś, tym 

większa wrażliwość psa na ból. Jakiż to może mieć wpływ na zdolność uczenia się twojego 

psa? Niewrażliwe psy nie są podatne na niektóre metody uczenia, podczas gdy te same 

metody w przypadku psa wrażliwego mogą na zawsze zrujnować więź pomiędzy nim a 

właścicielem. 

Pies zajęty czymś, co sprawia mu wyraźną przyjemność, wydaje się być mniej 

wrażliwy na ból. Kiedy na przykład goni z pasją wiewiórkę po lesie, nie odczuwa bolesnych 

uderzeń małych gałązek. I odwrotnie. Im mniej pies lubi to, co robi, tym jego wrażliwość 

wydaje się być większa. Bardzo wrażliwy pies, zwłaszcza uczony ćwiczeń, które nie budzą 

jego entuzjazmu, musi być traktowany “w rękawiczkach”. Najlepiej jednak poszukać takiej 

metody nauki, która nie narazi na szwank jego wrodzonej wrażliwości. 

Wrażliwość na dźwięki 

Nadmierne “efekty dźwiękowe” mogą mieć decydujące znaczenie w procesie nauki 

bardzo wrażliwych psów. 

Zapytajcie właścicieli sheltie. Często mam do czynienia z tymi, którzy nadużywali 

głosu w układaniu tych, jakże wrażliwych piesków. Kiedyś - dawno nauczyli się nadużywać 

głosu i nigdy nie spróbowali odmiennej metody. Psy są wrażliwe na dźwięki, ale niektóre z 

nich są wręcz nadwrażliwe. Uczestnictwo w ogólnym kursie tresury może być dla takiego psa 

background image

torturą nie do opisania. Jego właściciel, wiedząc o tej nadwrażliwości, może chodzić wokół 

swego psa na paluszkach i szeptać komendy - cóż kiedy obok trenuje swego półgłuchego psa 

myśliwy w wielkich buciorach, który z przyzwyczajenia wręcz ryczy na swojego psa. Na 

takim kursie nawet przeciętnie wrażliwy pies niewiele się nauczy, a co dopiero mówić o 

nadwrażliwym. 

Dużą wrażliwość na dźwięki łatwo zauważyć. Trzeba pamiętać, że jest ona osobnicza, 

różna u różnych psów, nawet tej samej rasy. Jeśli nie będziemy uważać, nadużywanie głosu 

może być poważną przeszkodą w procesie uczenia się. 

Wrażliwość wzrokowa 

Border collie to klasyczny przykład takiego niezwykle spostrzegawczego psa. Jego 

oczy są jak radary, czujnie rejestrujące najmniejszy ruch. Oczywiście trening takiego psa w 

miejscu, gdzie dużo się dzieje, jest bardzo trudny. Każdy ruch rozprasza jego uwagę, którą 

powinien skoncentrować na tym, czego w danej chwili się od niego wymaga. 

Jest jeszcze coś szczególnego w pracy z takimi psami. Rasa jest znana z tego, że uczy 

się niemal błyskawicznie, toteż często spotykam się z opowieściami o tym, że border collie 

wyprzedzają  życzenia swego przewodnika zgadując jaka będzie następna komenda, dzięki 

czemu zyskały opinię wytresowanych w chwili urodzenia. W rzeczywistości border collie 

rejestruje w pamięci najdrobniejsze ruchy ciała właściciela, poprzedzające taką czy inną 

komendę lub sytuację. Na przykład zmianę pozycji nóg właściciela na chwilę przedtem jak 

wstanie z fotela, aby pójść na spacer, czy spojrzenie na zegar, kiedy nadchodzi czas posiłku. 

Wiele psów tej rasy podbiega zanim właściciel zawoła, wystarczy, że zwróci się w kierunku 

psa. 

To mogłoby sugerować,  że border collie umieją czytać w naszych myślach. Nie 

umieją, ale spostrzegają i zapamiętują najdrobniejszy sygnał ciała, zdradzający zamiar 

właściciela. Kłopoty z takim psem zaczynają się wtedy, gdy wydana komenda stoi w 

sprzeczności z zapamiętanymi przezeń sygnałami mowy ciała (gesty właściciela), zwykle 

odmawia on wykonania takiej komendy. I zaczyna się konflikt. 

Nie tylko border collie są takie spostrzegawcze. To cecha osobnicza, niezależna od 

rasy. W postępowaniu z takimi psami niezgodność mowy ciała z ustnymi komendami 

nieuchronnie prowadzi do tego, że pies staje się nieposłuszny, a właściciel sfrustrowany 

licznymi nieporozumieniami. 

Wrażliwość psychiczna 

Wiele psów, niezależnie od rasy, reaguje z ogromną wrażliwością na nastroje swoich 

właścicieli. Wrażliwość psychiczna psów jest często związana z odpornością na stres. Kiedy 

background image

jesteśmy przygnębieni, wystawiając wrażliwego psa, on to wyczuje i na pewno pokaże się 

fatalnie. 

Kiedyś pracowałem przy układaniu psów policyjnych do pokazów. Zdarzało mi się 

często w trakcie ćwiczeń zauważyć “negatywne wibracje” pomiędzy przewodnikiem i jego 

psem, który wtedy niemal nie reagował na komendy. To oczywiście czyniło cały pokaz z 

udziałem nadmiernie wrażliwych psów zupełnie nieudanym i tylko pogarszało humor 

przewodnika, co z kolei jeszcze pogarszało zachowanie psa. Błędne koło. Moja rada w takich 

przypadkach brzmiała nieodmiennie: “Zostaw psa i idź wypij filiżankę kawy”. Nie 

rozwiązywało to problemu, ale przynajmniej sytuacja się nie pogarszała. 

Presja psychiczna ze strony przewodnika może mieć ogromny wpływ na nadmiernie 

wrażliwego psa. Nie ma przy tym większego znaczenia, czy zły humor przewodnika dotyczy 

bezpośrednio psa, bo ten powiedzmy, ćwiczy gorzej niż psy kolegów, czy wynika z 

problemów domowych. Wrażliwy psychicznie pies reaguje niemal tępotą, przestając 

rozumieć, czego się od niego oczekuje. Nadmiernie wrażliwe psy pozostawione same sobie 

miewają  kłopoty z opanowaniem lęku, co wyraża się demolowaniem domu, niszczeniem 

przedmiotów, nieustannym szczekaniem czy nawet wyciem. Taki pies czuje się całkowicie 

zależny od właściciela i bardzo potrzebuje jego akceptacji dla każdego kroku. Dla niego 

zachmurzona mina, okazane zniecierpliwienie, czy nawet groźne spojrzenie jest tragedią, 

niszczącą całą pewność siebie. Szczególnie pamiętam jeden taki przypadek. 

„Moja bulterierka zakwalifikowała się na Crufta - skarżył się właściciel - a potem na 

ringu trzymała ogon podkulony pod brzuch”. 

(Co roku, przed tą niezwykle prestiżową imprezą, jaką jest wystawa Crufta, mam 

wiele telefonów od wystawców, którym zależy, aby jak najlepiej wypaść na ringu. Nawet 

teraz, kiedy piszę te słowa, moja żona właśnie przyjęła telefon od właścicielki suczki saluki, 

która na ringu nosi ogon wysoko, a powinna nisko. Ta wystawa, którą udało jej się wygrać, 

odbywała się w bardzo gorącej hali i suka, której się to nie podobało, nosiła ogon 

prawidłowo. Nie bardzo wiem, czego oczekuje ode mnie ta pani, czy mam sprawić, aby jej 

suka przestała lubić wystawy?) 

Wspomniana bulterierka było to najmilsze zwierzę tej rasy, jakie kiedykolwiek 

spotkałem. Kiedy spotkałem ją po raz pierwszy, ucieszyła się ogromnie, niemal jakby mówiła 

“Zobaczcie, człowiek” i podeszła do mnie prezentując wszystkie gesty psa respektującego 

moją wyższą rangę. Właściciel natychmiast nawiązał do sprawy ogona. Zgodnie ze wzorcem 

bulterier powinien mieć wygląd gladiatora. Sposób w jaki idzie, budowa ciała, jajowata głowa 

- wszystko ma sprawiać wrażenie siły i pewności siebie. Nie znaczy to bynajmniej, że po 

background image

wejściu na ring ma stoczyć walkę ze swymi rywalami - ma tylko wyglądem wzbudzać 

respekt. Ale ta właśnie bulterierka była tak podporządkowana ludziom, a zwłaszcza 

właścicielowi,  że przez cały czas prezentowała właściwe swojej pozycji w stadzie 

zachowania. Właściciel, który miał ogromne ambicje związane z jej karierą wystawową, nie 

był oczywiście z tego zadowolony. A ona nie była w stanie pojąć, czego od niej żąda. W 

rezultacie - błędne koło. Suka okazywała podporządkowanie, co przygnębiało właściciela (jak 

każde jej zachowanie z wyjątkiem agresji), to z kolei deprymowało sukę tak, że traciła resztki 

pewności siebie i tym mocniej podkreślała swoje podporządkowanie. 

To był chyba jedyny mój klient, z którym się pokłóciłem. Pies miał mu służyć li tylko 

do zaspokojenia jego własnych ambicji. Jestem pewien, że w innych rękach powróciłaby jej 

zniszczona przez właściciela pewność siebie. Wrażliwość psychiczna ma ogromne znaczenie 

dla obu stron, tak dla psa, jak i dla właściciela. Dlatego też przed rozpoczęciem nauki 

powinniśmy dokładnie przeanalizować nie tylko, z jakim typem psychicznym psa mamy do 

czynienia, ale też jaki typ psychiczny sami reprezentujemy. 

Zachowania charakterystyczne dla różnych ras 

Niektóre z nich już poznaliśmy. Collie uczą się szybko zauważając nawet te sygnały, 

które dajemy im nieświadomie. Sheltie są bardzo wrażliwe na dźwięki i trzeba z nimi 

postępować bardzo delikatnie. Psy stróżujące stróżują, a polujące polują. Jednak 

zdecydowanie za często traktujemy wszystkie psy jednakowo, nie zwracając uwagi, do jakich 

celów nasi przodkowie je wyhodowali. 

Często dzwonią do mnie właściciele psów, które nieustannie szczekają, co 

doprowadza do szału sąsiadów. Na pytanie, o jakie psy chodzi, najczęściej otrzymuję 

odpowiedź, że to owczarki niemieckie. Jeśli chcieli psy, które nie szczekają, powinni raczej 

kupić basenji

, a nie psa o tak rozwiniętym instynkcie pilnowania i obrony terytorium, jak 

właśnie owczarek niemiecki. 

Psy pewnych ras pasą, innych biorą udział w łowach, jeszcze innych bronią. Niektóre 

rasy wyhodowano dla ozdoby, inne jako psy gończe. Każda rasa ma jakieś swoje 

przeznaczenie i powinna być układana zgodnie z nim. Można też w pewnych przypadkach 

spróbować takich metod układania, które są przeciwne pierwotnemu przeznaczeniu rasy. 

Trudno je jednak będzie znaleźć na ogólnych kursach szkolenia, gdyż te mają na ogół 

standardowy program. A tak wiele w szkoleniu zależy od specyficznych dla rasy 

uwarunkowań zachowania. Często bywam na różnego rodzaju spotkaniach klubowych i 

 Rasa psów pochodząca z Afryki, do oficjalnego rejestru wprowadzona w Wielkiej Brytanii. Są to 

niewielkie, lekkie pieski o sylwetce przypominającej angielskiego konia pełnej krwi. Do Polski sprowadzone w 
1993 r. 

background image

ciągle, na nowo, przekonuję się, że tak samo próbuje się uczyć aportowania labradora i saluki. 

Tymczasem aportowanie, tak naturalne dla labradora, dla saluki jest czymś zupełnie obcym. 

Podsumujmy ten rozdział. Presja, dotknięcie, dźwięk, wzrok, wrażliwość psychiczna - 

wszystkie te czynniki wraz z predyspozycjami, właściwymi różnym rasom, muszą być wzięte 

pod uwagę przed ułożeniem programu szkolenia psa. Proces szkolenia może być zakłócony, 

jeśli zapomnimy o którymkolwiek z wymienionych czynników. A ponieważ każdy pies jest 

wrażliwy przynajmniej na jeden z nich, w następnym rozdziale poznamy metody ułatwiające 

układanie psów. 

background image

5 SZTUKA STOSOWANIA NAGRÓD 

Metody nauczania, opisane w tym rozdziale, mogą być stosowane w układaniu 

różnych zwierząt, ale szczególnie pasują do psów. Tworzą one system, polegający wyłącznie 

na wywołaniu pożądanych reakcji bez stosowania przymusu i siły fizycznej. Mogą go 

stosować nawet dzieci, nie wymaga bowiem specjalnych umiejętności. Nie polega na 

stosowaniu różnych tonów głosu, synchronizacji, regularnych ćwiczeń ani żadnej innej z 

tradycyjnych metod układania psów. Wymaga tylko dwóch rzeczy: rozumu i kawałka czegoś 

do jedzenia. 

Przypatrzmy się dwóm odmiennym metodom nauczania psa przebywania w 

wybranym przez nas kącie pokoju. 

1. Możemy karcić go za każdym razem, gdy pójdzie nie tam, gdzie trzeba, do czasu aż 

pojmie, że wybrane przez nas miejsce jest jedynym bezpiecznym rajem. 

2. Możemy dać psu nader smakowity kąsek w wybranym przez nas miejscu, i 

kompletnie ignorując jego obecność w innych kątach pokoju. 

Jestem więcej niż pewien, że po przeczytaniu tych przykładów pomyślałeś “No to 

przecież oczywiste? Co w tym nowego?” Tak, to oczywiste. Każdy właściciel postępuje 

podobnie ze swoim psem codziennie, niemal nie zdając sobie z tego sprawy. A jednak kiedy 

chce nauczyć psa czegoś nowego, przybiera pozy tresera i z groźną miną ustawia sprawę na 

płaszczyźnie “Ty pies - ja pan, ja mówię - ty robisz”. 

Kiedy odwołujesz psa z ogrodu, to albo po to, by go nakarmić, albo założyć obrożę i 

pójść na spacer, albo pokazać, że coś ci w kuchni upadło na podłogę i koniecznie trzeba to 

sprzątnąć. Rzadko zdarza się, byśmy wołali psa ot, tak sobie, żeby przybiegł; na ogół mamy 

ku temu jakiś powód i zazwyczaj wynika z tego jakaś nagroda. W związku z tym niewielu 

ludzi ma kłopoty z przywołaniem psa do domu. 

A jak to bywa w parku, to już zupełnie inne zagadnienie. Przechadzasz się po parku, a 

pies biega luzem, bawiąc się z innymi psami, goniąc wiewiórki czy grzebiąc w śmietniku. Ty 

sobie spacerujesz zatopiony we własnych myślach. Przy parkowej bramie wyciągasz smycz z 

kieszeni i wołasz psa, aby go zabrać do domu. Nie można się dziwić, że wiele psów w tym 

momencie odwraca głowę w inną stronę, udając, że wołanie dotyczy kogoś zupełnie innego. 

Ty myślisz wtedy, że czas pójść z psem na jakiś kurs tresury. A przecież to ty go tego 

nauczyłeś. Odniosłeś duży sukces szkoleniowy, systematycznie ucząc go, jak nie przychodzić 

background image

na wołanie. Jak? Pies szybko pojął, że nieprzyjście jest korzystne - dłuższy spacer. Przyjście 

jest niekorzystne - natychmiastowy powrót do domu. 

Wystarczyłoby teraz zastosować metodę domową. Przy bramie parku zawołać psa, dać 

mu jakiś smakołyk i ruszyć jeszcze raz wokół parku. Bardzo szybko przywołany na spacerze 

pies będzie pędził do ciebie niczym kula. Przekupstwo? Powiedziałbym raczej - zdrowy 

rozsądek. Uśmiecham się pod wąsem, kiedy przez telefon radzę stroskanym właścicielom, 

żeby nagradzali swojego psa za dobre zachowanie, zamiast rozmyślać o karach za złe i w 

odpowiedzi słyszę pełne zgorszenia: “To znaczy przekupywać go?” 

Nadziwić się nie mogę,  że to, co rzesze uczonych, psychologów i behawiorystów 

opisało jako modyfikację, psychologię behawioralną - nie sposób wyliczyć wszystkie mądre 

terminy - nadal postrzegane jest po prostu jako przekupstwo! Niezależnie od nazwy, 

prawidłowe stosowanie nagród skutkuje w szybkim czasie, zmieniając złe zachowanie w 

dobre, czy może raczej - niepożądane w pożądane. Istnieje oczywiście szereg zasad, których 

trzeba przestrzegać, stosując wzmocnienia pozytywne (prościej mówiąc - metodę 

nagradzania) jako technikę szkoleniową, ale zanim zaczniemy je stosować w praktyce, 

musimy dokładnie wiedzieć, jaki efekt chcemy uzyskać w każdym stadium ćwiczenia. Myślę, 

że stosowanie niezwykle uczonych nazw dla każdego z etapów, składających się na całe 

ćwiczenie, znudziłoby  śmiertelnie każdego czytelnika lub, co gorsza, zniechęciło go do 

dalszej lektury. W końcu, jeśli kogoś zainteresują głębsze naukowe podstawy tego procesu, 

zawsze może poszukać książek z tej dziedziny w najbliższej bibliotece. Nas interesuje 

zastosowanie tej metody treningu w praktyce. 

Zasady postępowania 

Przede wszystkim nie możemy traktować każdego ćwiczenia jako integralnej całości. 

Musimy postępować metodą kolejnych kroków we właściwym kierunku. Wróćmy do 

przykładu, którego użyłem wcześniej -jak nauczyć orkę wyskakiwania z wody na gwizdek. 

Stojąc nad basenem trener gwiżdże (komenda), czeka, znów gwiżdże, robi krótką przerwę itd. 

W tym momencie dla orki gwizd jest nic nie znaczącym dźwiękiem, ale gdy tylko, z 

jakiejkolwiek przyczyny, wystawi nos z wody, treser gwiżdże, dając jej równocześnie rybę. 

Tę procedurę treser powtarza tak długo, aż w świadomości orki powstanie skojarzenie “Kiedy 

słyszę gwizdek, dostaję rybę”. 

To skojarzenie uznaje się za utrwalone, kiedy na dziesięć gwizdków orka wystawi nos 

z wody dziesięć razy. Na razie trzeba na tym poprzestać. W pierwszych stadiach ćwiczenia 

nauka nie postępuje zbyt szybko. Bardzo ważne jest, dla pełnego opanowania ćwiczenia, 

dokładne utrwalenie w pamięci zwierzęcia tych pierwszych kroków. Sami się przekonacie, że 

background image

kiedy w początkach ćwiczenia zwierzę będzie dokładnie wiedziało, jaki jest związek między 

komendą i nagrodą, czyli czego od niego oczekujesz, dalsza nauka pójdzie błyskawicznie. 

Teraz treser przechodzi do stadium modelowania. Do tej pory ćwiczenie wyglądało 

tak: gwizdek - nos orki nad wodą - za każdym razem ryba w nagrodę. Teraz trzeba dojść do 

modelu: gwizdek - orka wyskakuje z wody - ryba od czasu do czasu w nagrodę. 

Modelowanie polega na dochodzeniu krok po kroku do założonego z góry efektu, przy 

czym musimy mieć pewność,  że każdy etap został starannie utrwalony. Fenomenem tej 

metody jest to, że o ile początkowo zwierzę nagradzamy za każdy najdrobniejszy krok w 

pożądanym kierunku, o tyle w następnej kolejności redukujemy nagrody, mając pewność, że 

skojarzyło ono na zawsze komendę z oczekiwaną reakcją. 

Kiedy treser ma już całkowicie pewność,  że orka wystawia nos z wody na każdy 

gwizdek, przy kolejnej powtórce decyduje “Niedostatecznie, nie ma ryby”. Orka jest 

zaskoczona “Co jest, zawsze była ryba na gwizdek, może ktoś mi ją sprzątnął sprzed nosa, 

następnym razem muszę to sprawdzić”. W rezultacie przy następnym gwizdku wynurza się 

szybciej i całą głową. Oczywiście dostaje rybę. 

Teraz treser utrwala w pamięci zwierzęcia schemat: gwizdek - cała głowa nad wodą - 

ryba. Utrwaliwszy, przechodzi do następnego etapu. Nauka kolejnych etapów trwa coraz 

krócej. Zwierzę szybciej pojmuje, czego się od niego oczekuje. Jest to zjawisko lawinowe - 

najpierw wolniutko, potem coraz szybciej i szybciej. Przykładu orki użyłem z pełną 

premedytacją, aby pokazać, że nauka zwierząt nie musi, czasami wręcz nie może, opierać się 

na przemocy fizycznej. Trzeba poczekać na pierwszy krok we właściwym kierunku, 

nagrodzić, a potem modelować dalsze postępowanie. 

Pytanie: Jaka jest różnica między tą metodą a przekupstwem? Odpowiedź: 

Przekupstwo stosujemy wtedy, gdy używamy nagrody jako przynęty, aby sprowokować 

pożądaną reakcję, tu zaś nagradzamy spontaniczne działanie w pożądanym kierunku. Pytanie: 

Czy zawsze trzeba dawać nagrodę? Odpowiedź: Efekt jest lepszy, jeśli nie zawsze. Kiedy 

jakiś etap jest dobrze utrwalony, wtedy tylko szybko i efektownie wykonane ćwiczenie 

powinno być nagrodzone. Czasami dopiero za szóstym lub siódmym razem. Pytanie: Czy 

nagrodą musi być jedzenie? 

Odpowiedź: Musi to być coś, co z punktu widzenia ucznia warte jest wysiłku. Ja, na 

przykład, nigdy bym się nie wysilał dla talerza kapusty. Nie znoszę kapusty. 

Zastosujmy to w praktyce 

Poprzednio opowiadałem o tym, jak uczyłem aportowania mojego pierwszego psa. 

Opowiem teraz, jak robię to dziś. 

background image

Mój pierwszy pies nauczył się po paru tygodniach aportowania, ale nigdy nie był to 

„występ w wielkim stylu”, choć był to owczarek niemiecki - rasa znana z łatwości uczenia 

się. Mój obecny pies wykonuje to ćwiczenie z błyskiem w oku i niezwykle szybko, choć to 

akita inu. Jest to rasa znana z uporu i niełatwa w układaniu. Z moim owczarkiem spędzałem 

wiele godzin dziennie przez kilka tygodni na treningach, zanim pojął, w czym rzecz. Akicie 

poświęcałem kilka minut dziennie, przez parę dni i ani razu nawet nie wstałem z krzesła. Tę 

samą metodę zastosowałem ostatnio w uczeniu pewnego policyjnego owczarka niemieckiego. 

Nauczył się aportowania na poziomie wymaganym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych 

w czasie o połowę krótszym niż psy uczone tradycyjnymi metodami. Moja akita nazywała się 

Yoko. No, wiecie, John i Yoko... Miała piętnaście miesięcy, kiedy zdecydowałem nauczyć ją 

aportowania. Co prawda nie mam teraz czasu, aby uczestniczyć w próbach pracy, ale sędziuję 

je czasami. Właściwie to jeden z uczestników konkursu sprowokował mnie do tego uwagą 

“Nigdy nie uda się nauczyć akity prawidłowego aportowania”. Wystarczyło, by ambicje we 

mnie zagrały! 

Siedząc przy biurku w moim biurze położyłem w zasięgu ręki parę smakowitych 

kąsków. Trzymając w ręku koziołek powiedziałem “przynieś to”. Yoko obwąchała to, a ja ze 

słowami “dobry pies” dałem jej nagrodę. Ta pierwsza lekcja nie trwała dłużej niż pięć minut i 

około 60% reakcji mojej uczennicy zasługiwało na nagrodzenie. Reszta to wskakiwanie na 

mnie, drapanie łapami, a nawet szczekanie, aby tylko dostać smakołyk. Tego samego dnia 

przy następnej sesji ćwiczeniowej osiągnęliśmy poziom skojarzenia. Yoko trącała nosem 

koziołek na mój sygnał za każdym razem. 

Modelowanie następnego etapu zajęło nam nieco więcej czasu. Chciałem,  żeby 

polizała koziołek, zamiast trącać go nosem. Poświęciliśmy na to cztery pięciominutowe sesje. 

Procent prawidłowy reakcji układał się następująco - 15%, 25%, 70%, 100%. 

Kiedy przestałem nagradzać Yoko za lizanie koziołka, okazało się,  że efekt lawiny 

osiągnąłem w czasie krótszym od spodziewanego. Porwała koziołek i trzymając go w pysku 

patrzyła na mnie z pewnego dystansu, jakby mówiąc “Zobacz głupi, przecież dotknęłam tego, 

ciągle dotykam, dawaj żarcie!” 

Nie da się przewidzieć, jak szybko pies przejdzie pierwsze etapy ćwiczenia, ale to on 

narzuca tempo kolejnych kroków, a nie twoje założenia. Jeśli już nagrodziłeś jakąś czynność, 

musi ona pozostać jedyną nagradzaną w tej sesji ćwiczeniowej. Yoko niespodziewanie 

wykonała krok naprzód wcześniej, niż oczekiwałem, a skoro nie nagrodziłem jej z 

entuzjazmem, myślałem,  że na powtórzenie tego samego zachowania będę musiał  długo 

czekać. Ale zajęło to znacznie mniej czasu niż się spodziewałem - muszę jednak przyznać, że 

background image

to bardzo łakomy pies. Dalsza nauka nie trwała długo. Wkrótce rzucałem koziołek na sofę w 

drugim końcu biura, a ona na komendę przynosiła go, siadając przede mną dumna jak paw. 

Jestem przekonany, że w oficjalnych zawodach z aportowania Yoko dostałbym 

dziesięć punktów na dziesięć możliwych, chociaż może jestem nieco stronniczy. 

Przeanalizujmy teraz dwa proste ćwiczenia: “siad” i “leżeć”. Wbrew pozorom łatwo 

nauczyć psa obu tych pozycji bez użycia rąk. Żeby przyspieszyć naukę, możemy uciec się do 

przekupstwa - pokazujemy nagrodę,  żeby wymóc pożądane działanie. Ale kiedy pies tylko 

zacznie rozumieć nasze intencje, pozostajemy przy komendzie słownej, czekając z nagrodą na 

właściwą reakcję. Potem pozostanie już tylko modelowanie. 

Komenda “siad”: Weź smakołyk do ręki i trzymaj go niemal przy nosie psa. Mówiąc 

spokojnym głosem: “siad”, przenieś go nad głową psa poza zasięg wzroku. Budowa ciała psa 

zmusi go, przy wysokim podniesieniu głowy, do jednoczesnego obniżenia zadu. Będzie 

musiał przysiąść. 

Komenda “leżeć”: Znajdź w domu przeszkodę, pod którą twój pies mógłby się 

przeczołgać, a zatem położyć się. Jej wysokość  będzie zależała od rozmiarów twojego psa. 

Dla psa wielkości owczarka niemieckiego doskonały będzie stolik-ława. Posadź psa za 

przeszkodą. Smakołyk trzymaj w zasięgu jego wzroku. Kiedy sięgnie po niego, cofaj rękę 

mówiąc “leżeć” i zachęcając psa, aby podążał za nią. Wczołgując się pod przeszkodę, pies 

będzie się powoli obniżał. Kiedy położy brzuch na podłodze, daj mu nagrodę. Wykazując 

odrobinę inwencji i pomysłowości, możesz nauczyć psa niemal wszystkiego. Można to 

osiągnąć nad wyraz łatwo, szybko i w sposób, który sprawi twojemu pupilowi przyjemność. 

Kiedy już uda się nauczyć psa, żeby robił to, co chcemy i żeby robił to w taki sposób, 

jak chcemy, nie pozostaje nam nic innego jak oduczyć go złych nawyków postępowania. O 

tym, jak zrobić to bez uciekania się do zbędnej przemocy, mówi następny rozdział. 

background image

6 SZTUKA STOSOWANIA KAR 

Działanie, które chcę teraz zaproponować, uczenie nazywa się “wzmocnieniem 

negatywnym” i bardzo się różni od tradycyjnych metod, stosowanych w tresurze. Jest to coś, 

czego twój pies nie lubi. 

W przeszłości, aby skorygować  złe lub niechciane zachowanie psa, zazwyczaj 

uciekano się do przemocy fizycznej. Brutalne ściągnięcie zaciskowej obroży, lanie zwiniętą 

gazetą, potrząsanie delikwentem chwyconym za skórę na karku - to tylko kilka z wielu 

popularnych metod dawania do zrozumienia psu, jak mało zachwyca nas jego postępowanie. 

Problem polega na tym, że: 

1. W większości tych metod karę aplikuje się za późno. Kiedy pies jest w trakcie 

działania lub, co gorsza, po. 

2. Karę wymierza zwykle właściciel. Bezpośrednio. W efekcie pies i tak robi, co chce, 

tyle że starannie unika właściciela. Każdemu z nas zdarzyło się zapewne widzieć, jak pies na 

smyczy rzuca się ze złością na innego, a chwilę potem przypada ze strachem do ziemi, łypiąc 

okiem na właściciela. Jego nie nauczono, aby nie okazywał agresji w stosunku do innego psa, 

natomiast nauczono obawiać się  właściciela. Kara nie kojarzyła mu się z przestępstwem. 

Kojarzyła się z tym, co stało się potem. Innymi słowy robił, co chciał, a potem okazywał 

podporządkowanie w przekonaniu, że o to chodzi wyższemu rangą (właścicielowi). 

Ludzkie poglądy na karanie są zaiste bardzo dziwne. Rabusie bankowi są w pewien 

sposób podobni do psów, a może odwrotnie. Bandyci, decydując się na skok, nie przejmują 

się karą, jaka ich czeka, choć działają tak, aby nie dać się  złapać. Toteż, gdyby w chwili 

planowania skoku zapukał do drzwi policjant z informacją “wiemy, że szykujecie skok, 

będziemy was obserwować”, natychmiast zrezygnowaliby z planu. I to nie byłaby kara - to 

właśnie byłoby “wzmocnienie negatywne”. 

Stosowanie kar to wielka sztuka. Trzeba psa przekonać,  że to wyłącznie jego 

postępowanie spowodowało nieprzyjemne dla niego konsekwencje. Oto klasyczny przykład 

właściwego zastosowania kary. Twój pies odkrył  śmietnik sąsiada. Zapachy z niego 

dochodzące wydały mu się nad wyraz atrakcyjne, więc próbuje dostać się do środka. Jeśli w 

tym momencie sąsiad chluśnie na niego z góry wiadro wody, ale tak, żeby pies go nie widział, 

możesz mieć stuprocentową pewność, że twój pupil będzie omijał śmietnik sąsiada szerokim 

łukiem. 

background image

Najważniejsze w tej sytuacji było to, że nieprzyjemne dla psa działanie nie miało nic 

wspólnego ani z tobą ani z twoim sąsiadem, jeśli wylał wodę w ponurym milczeniu. Krzyk 

przy zastosowaniu kary przenosi uwagę psa z samej kary na karzącego i mija się z celem. 

Jeśli pies w stu procentach koncentruje się na wykonywanej czynności, to niespodziewana 

nieprzyjemność ma szansę wzbudzić stuprocentowy wstręt do tej czynności. To jest terapia 

“wstrętowa”. Jeśli w dwudziestu procentach zajmiesz uwagę psa swoim okrzykiem, o tyle też 

zmniejszy się skuteczność tej terapii. 

Metoda wzmocnienia negatywnego bardzo skutecznie działa w tych sytuacjach, z 

których pies czerpie dużą przyjemność dla siebie, jak skłonność do polowań, agresja, 

wskakiwanie na człowieka, nadmierne szczekanie. Jednak w każdym przypadku trzeba się 

zastanowić, czy nie istnieją obiektywne przyczyny takiego zachowania. Być może ich 

usunięcie zlikwiduje cały problem. 

Trzeba też się zastanowić, jakiego zachowania oczekujemy od psa zamiast tego, które 

nie budzi naszego entuzjazmu. Zbyt często spotykam się z takimi radami, co trzeba robić, by 

psa odzwyczaić od tego czy tamtego bez żadnej propozycji, co ma robić zamiast. Bardzo 

łatwo odzwyczaić psa od robienia TEGO, jeśli NOWE będzie dla niego bardziej korzystne. 

W mojej praktyce stosuję tylko takie techniki, które nie wymagają kar fizycznych, 

zadawania bólu, czy bezpośredniej konfrontacji: próby sił między psem i właścicielem. Lata 

pracy przekonały mnie, że najbardziej skuteczne są efekty dźwiękowe. Wymyśliłem nawet i 

opracowałem dyski treningowe dla psów. Taki dysk treningowy składa się z wielu 

mosiężnych krążków, które wydają niezbyt przyjemne dźwięki. Wprowadzone do akcji 

niespodziewanie przerywają niechcianą czynność psa i zwracają jego uwagę na właściciela, 

który może wtedy przywołać go i zaproponować w zamian jakąś inną czynność. 

Technika ta jest poniekąd związana ze starą metodą, opisaną (o ile wiem, po raz 

pierwszy) w książce “Układanie psów” - podręczniku pułkownika Konrada Mosta. Autor 

polecał lekki, metalowy łańcuch na stopę  długi, którym można rzucić w psa lub specjalnie 

porozmieszczane pręty. Autor zaznaczał,  że przedmiotami tymi należy rzucać tylko wtedy, 

gdy właściciel chce zwrócić  na  siebie  uwagę psa, który znajduje się z dala od niego i nie 

może się zorientować, skąd ten dziwny przedmiot nadleciał. Natychmiast, gdy pies zareaguje, 

należy go przywołać. Metoda ta działa według zasady “Możesz być nawet dziesięć metrów 

dalej, psie, ale i tak cię mogę dosięgnąć”. 

Kiedy byłem jeszcze młodym, wrażliwym treserem psów, często stosowałem tę 

metodę - nieodmiennie z dobrym skutkiem. Co prawda, jestem kiepskim strzelcem, często też 

pies w ostatniej chwili zwracał się ku mnie i świetnie widział, że coś rzucam. Nie mogłem 

background image

zatem pojąć, dlaczego - mimo że pies widział, jak rzucam łańcuch, który chybiał w dodatku o 

milę - przychodził do mnie na wołanie. Wydawało mi się to zupełnie nieracjonalne z 

psychologicznego punktu widzenia. Przecież jeśli ktoś rzuca czymś we mnie, to powinienem 

postarać się o zachowanie jak największego dystansu między mną a nim! 

Minęło dobrych kilka lat, zanim znalazłem odpowiedź na to pytanie. Pomagałem 

pewnemu pastorowi ułożyć jego dobermankę. Przyjechałem w chwili, kiedy szarpał się z nią, 

próbując zmusić  ją do wykonania komendy “leżeć”, przeciw czemu opierała się niemal w 

panice. Wyjmując ręce z kieszeni, żeby się przywitać przypadkowo upuściłem łańcuch. Kiedy 

upadł, suka zamarła w bezruchu. Powiedziałem spokojnie “leżeć”, a ona wykonała to 

natychmiast. 

Byłem oszołomiony tym co zaszło, ale oczywiście udawałem,  że to nic 

nadzwyczajnego. (Do dziś opowiadam, że pastor zwykł potem składać mi wizyty co 

niedzielę, żeby pobyć z człowiekiem, obdarzonym szczególną łaską bożą do nadzwyczajnego 

panowania nad zwierzętami. Kimże jestem, aby rujnować jego wiarę?). 

Wtedy mnie olśniło. Reakcje psów nie miały nic wspólnego z tym, czy właściciele 

trafiali w nie czy nie. Kluczem do ich działania był  dźwięk, bez względu na jego źródło. 

Doszedłszy do takiego wniosku przez kilka miesięcy badałem przydatność  dźwięków w 

procesie układania psów i kontrolowania ich zachowania. 

Jeszcze raz podkreślam - kontrolowania i układania, bo dźwięk, użyty prawidłowo, 

może nie tylko przerwać niepożądane zachowanie, ale może też poprzeć komendę  słowną. 

Wielu treserów, przekonanych skądinąd o własnej słuszności, opowiada mi, że ten sam efekt 

można uzyskać rzucając lekkim łańcuchem i pękiem kluczy, łańcuchem w dziecięcym 

kaloszu czy zwyczajną laską. Wszystkie te praktyki wywodzą się z tego samego źródła - teorii 

Konrada Mosta karania na odległość. Dopiero co spotkałem suczkę Jack Russell terierkę, 

która dosłownie skamieniała na mój widok. Jeden z takich mędrków trafił w nią kaloszem 

nadzianym łańcuchem i od tej pory obcy mężczyźni wzbudzają w niej paraliżujący lęk. Jak 

twierdzą  właściciele, przed tym wypadkiem była wesołą, otwartą, a nawet nadmiernie 

przyjacielską do ludzi suczką. Jej nadmierna ufność była przyczyną tak silnej reakcji. Kalosz 

trafił  ją niespodziewanie, kiedy nie robiła niczego złego. To pożałowania godne zdarzenie 

zmieniło ją w trzęsący się w obecności obcych mężczyzn wrak. Kilka tygodni wcześniej 

klient przyprowadził mi psa, któremu jeden z “oświeconych treserów” wybił oko rzucając 

weń laską. 

Prowadząc badania nad nową techniką treningową dałem ogłoszenia: “Darmowe 

szkolenie psów mające wypróbować nową metodę układania”. Zostałem zalany przez setki 

background image

psów różnych ras, w różnym wieku i oczywiście z różnymi problemami. Udało mi się ustalić, 

że bardzo istotne dla tej metody jest źródło dźwięku. Dźwięk odrywający psa od 

absorbującego go zajęcia musi się zdecydowanie różnić od znanych mu na co dzień. Innymi 

słowy łańcuszek, klucze, kalosze czy laska mogą kojarzyć się psu pozytywnie z wyjściem na 

spacer. Przedmioty i dźwięki kojarzące mu się dwojako pozytywnie i negatywnie dają 

krótkotrwały i łatwy do zapomnienia efekt wstrętu. 

Sądząc z listów moich klientów, wymyślone przeze mnie dyski mają wręcz magiczne 

działanie, choć nie ma na nich ukrytych żadnych czarów. Wybrane fragmenty listów 

znakomicie pokazują ich różnorodne zastosowanie. 

“Teraz wystarczy potrząsnąć dyskiem, kiedy ona jest bliska rozszczekania się. Dużym 

jego plusem jest dla mnie to, że charakter mojej suczki nie został  złamany, jest taka jak 

zawsze lecz nie przywodzi mnie do rozpaczy swoim oszalałym szczekaniem” - Mrs. F. 

Hampshire 

“Mieszkał u nas ostatnio przyjaciel z Francji. Dysk treningowy i jego działanie zrobiły 

na nim ogromne wrażenie i nawet poprosił o kilka sztuk. Nasze życie jest teraz znacznie 

spokojniejsze i używamy dysku tylko od czasu do czasu.” Mr. O. Wimbledon 

“Rzeczywiście dysk okazał się bardzo skuteczny przy pohamowaniu skakania na nas i 

wykorzenianiu innych wad naszego psa. - Gratulacje. Byliśmy przekonani, że nic już jej nie 

nauczy.” - Miss M. Surrey 

“Przedsiębiorstwo telekomunikacyjne musiało wykopać dziurę w naszym ogrodzie, 

żeby naprawić linię. Oczywiście Beck koniecznie chciała im ,,pomagać”. Dałam im dysk i 

suka stała tylko z boku obserwując! Te dyski są warte tyle złota, ile same ważą - Val M. 

Bolton ,,Dla mnie te dyski to magiczny przyrząd. Z ich pomocą mogę wyegzekwować komendę 

“leżeć” nawet będąc w odległości 40 czy 50 metrów od psa. To niesamowite.” - Rosemary M. 

Dewn. 

Oto tajemnica tych spektakularnych sukcesów: 

1. Dźwięk nie jest podobny do żadnego innego. 

2. Dyski można nosić w kieszeni czy schować w dłoni i użyć w każdej chwili, jeśli 

zajdzie taka potrzeba. 

3. Nie służą jako pociski do wyładowania złości właściciela, a ich użycie jest tylko 

reakcją na niepożądane działanie psa. Kiedy nawet właściciel trafi psa, to dyski są na tyle 

lekkie, że nie zadają bólu ani nie mogą zranić zwierzęcia, chyba że rozwścieczony właściciel 

trafi prosto w oko swego podopiecznego (ale nieobliczalnemu właścicielowi może to się 

przydarzyć zawsze). 

background image

4. Kiedy ma się kłopoty z wykorzenieniem złych nawyków psa, użycie zaskakujących 

dźwięków daje nadspodziewanie dobre rezultaty. 

Ja sam mam zwyczaj zapoznawać psa z dyskiem w następujący sposób. Przywołuję 

psa do siebie i daję mu jakiś smakołyk mówiąc “Masz”. Powtarzam to kilka razy z rzędu. 

Potem, nie mówiąc słowa do psa, kładę  kąsek na podłodze. Kiedy pies chce go podnieść, 

dzwonię lekko dyskiem i rzucam go tam, gdzie położyłem jedzenie. Natychmiast podnoszę 

jedno i drugie. Wszystko odbywa się bardzo szybko. Rozmawiam nadal z właścicielami, 

ignorując zupełnie psa. Nie zawsze udaje mi się zabrać kąsek, niektóre psy są bardzo łakome. 

Większość psów na tym etapie nie reaguje na dźwięk jaki wydaje dysk, wiele dalej szuka 

jedzenia, drapiąc podłogę w miejscu, gdzie leżało. 

Powtarzam całą procedurę ze smakołykiem, podawanym z przyzwoleniem, potem zaś 

sytuację, gdy pies jest ignorowany i dysk ma go zniechęcić do podniesienia jedzenia, które 

nie jest przeznaczone dla niego. Moje działanie ma na celu nauczenie psa, że jedzenie bywa 

przeznaczone dla niego i wtedy dostaje je ze słowami “masz”, a bywa też zdecydowanie nie 

dla niego i wtedy nikt go nie zachęca do jedzenia. Mało tego, jeśli ja kładę moje jedzenie na 

mojej podłodze, to bez względu na to, jak łakomy jest pies, nie ma on do niego żadnych praw. 

Lekkie dzwonienie dysku jest ostrzeżeniem, a rzut dyskiem to już bezpośrednia reakcja na złe 

zachowanie psa. Ignoruję psa, rozmawiając z właścicielami,  żeby mu uświadomić,  że 

nieprzyjemny dźwięk nie ma ze mną nic wspólnego, wywołał go sarn pies swoim 

niewłaściwym zachowaniem. 

Większość psów za pierwszym razem ignoruje dysk, ale już za czwartym zostawia 

smakołyk, kładąc się na wszelki wypadek tuż obok krzesła właścicieli. Niektóre psy uczą się 

szybko, a niektóre (bardzo nieliczne) wcale. Jak każda technika treningowa, ta też nie może 

skutkować w przypadku każdego, bez wyjątku, psa. 

Taka wstępna procedura ma na celu uwarunkowanie reakcji psa na konkretny dźwięk, 

mający wzbudzić reakcję wstrętu, ale ma ona też głębsze podłoże. Przekazując psu informację 

“Możesz dostać jedzenie, którego ja nie chcę, wtedy gdy ci na to pozwolę, ale nie waż się 

tknąć samowolnie niczego, co znajduje się na moim terenie”. Potwierdzam w ten sposób 

jeden ze świetnie wszystkim zwierzętom stadnym znanych przywilejów starszego rangą. 

Pogłębiam potem działanie dysku ćwiczeniem, w którym również wykorzystuję podstawowy 

przywilej wyżej stojącego w hierarchii: “Kiedy ja przechodzę przez wejście do gniazda, nie 

przepychaj się przede mnie”. 

Wstaję i idę w kierunku drzwi. Mówię do psa “zostań na miejscu, piesku” 

stwierdzając fakt. Celowo nie używam tonu komendy, która przygwoździłaby go do ziemi. 

background image

Nie chcę też, by zapadła martwa cisza, w której psu wydać by się mogło, że wszyscy patrzą 

na niego oczekując, co zrobi, a wtedy nie zrobi nic. Otwieram drzwi, rozmawiając z 

właścicielami. Kątem oka cały czas obserwuję psa. Nawet pół kroku w kierunku drzwi 

oznacza,  że nie ma on zamiaru pozostać na miejscu. Zamykam drzwi, rzucając dysk. Nie 

mówię do psa ani słowa, kontynuując rozmowę z właścicielami. Jaka to zresztą rozmowa, 

pleciemy coś tam bez sensu, bo przecież niesłychanie trudno prowadzić inteligentną 

konwersację, kiedy cała uwaga koncentruje się gdzie indziej, co starannie próbujemy ukryć. 

Po kilku powtórkach pies albo trochę się cofa, albo siedząc lub leżąc zostaje na 

miejscu - takie zachowanie jest natychmiast nagradzane. Teraz można być pewnym, że pies 

dokona właściwego wyboru. Z jednej strony przepychanka w drzwiach, z jego punktu 

widzenia niekorzystna, a z drugiej - pozostanie na miejscu, czyli rezygnacja, która zostaje 

nagrodzona. Tylko całkiem głupi pies będzie się nadal pchał do drzwi. 

Sądzę, że już stało się jasne, że ta skądinąd odmienna technika treningowa opiera się 

na tych samych co poprzednie, opisanych w rozdziale 3 zasadach. 

Niemal każdy problem, związany z niepożądanym zachowaniem się psa, o ile nie ma 

swego  źródła w określonych czynnikach zewnętrznych, można rozwiązać, stosując zasady 

negatywnego i pozytywnego wzmocnienia (umiejętnego stosowania korzystnej z punktu 

widzenia psa zachęty i wzbudzającego odrazę zniechęcenia). Uwarunkowania dźwiękowe są 

przy tym bardzo pomocne. Oto bardzo typowy przypadek z zastosowaniem uwarunkowania 

dźwiękowego (dla bezpieczeństwa ten pies był na spacerach prowadzany na długiej smyczy): 

O, owca, zapoluję sobie, ale coś dzwoni, lepiej zrezygnuję. Och, dostałem nagrodę, jak 

dobrze, że dałem sobie spokój z tą owcą. 

Bardzo rzadko zdarza mi się zetknąć z uczniami opornymi na techniki szkoleniowe z 

użyciem dysku. Narowy niektórych z nich bywają niebezpieczne dla nich samych. Bywa że 

właściciel stawia sprawę jasno - to szkolenie to ostatnia szansa psa, jak nic nie da, wtedy 

pozostaje już tylko uśpienie. Tak było w przypadku mieszkającego w okręgu rolniczym 

właściciela, którego pies z pasją dusił owce. Wtedy, choć  z  dużą niechęcią, stosuję 

urządzenie, coś w rodzaju alarmu osobistego, wydające przeraźliwe, piszczące dźwięki o 

wysokiej częstotliwości. Takie dźwięki wzbudzają w psie strach. Na bazie strachu można 

rozpocząć dalsze szkolenie, ale jest to rozwiązanie dalekie od ideału, którym jest sięgnięcie 

do naturalnych instynktów. Niemniej jest zdecydowanie lepsze od eutanazji. 

Muszę jednak stwierdzić,  że od lat stosuję  dźwięki jako metodę przerywania 

niepożądanego zachowania i bardzo niewiele psów okazało się na nie oporne. Trzeba było 

wtedy szukać innych metod. Bardzo rzadko odwołuję się do zmysłu smaku. Bywa to 

background image

konieczne, kiedy pies, mający skłonności do gryzienia przedmiotów, ze szczególną pasją 

przeżuwa kable elektryczne. Nie muszę podkreślać, jak to jest niebezpieczne i ile psów, 

zwłaszcza szczeniąt, straciło przy tym życie. Zalecam wtedy smarowanie kabli specyfikiem o 

nazwie Bitter Apple. Jest nieszkodliwy, ale smak ma niewyobrażalnie ohydny. (W naszych 

warunkach zastąpić go można np. roztworem chininy).* 

Kiedy sprawa dotyczy tylko kabli, specyfik nałożony bezpośrednio na nie, znakomicie 

zniechęca delikwenta. Gorzej, kiedy skłonność do przeżuwania i niszczenia przedmiotów 

związane jest z nadmierną pobudliwością (patrz kłopoty i ich rozwiązanie od A do Z). 

Wówczas proponuję taki oto wypróbowany sposób. 

Kiedy twój pies z upodobaniem przeżuwa nogi cennego stolika z epoki królowej Anny 

(dla niego, co tu dużo ukrywać, to tylko kawałek drewna), kuracja musi być wyjątkowo 

nieprzyjemna dla psa. Potrzebna ci będzie butelka Bitter Apple, tanie perfumy i dwie 

chusteczki. 

Jedną chusteczkę nasącz leciutkim roztworem perfum, drugą Bitter Apple. Podstaw 

psu pod nos perfumowaną chusteczkę i jak tylko ją powącha, włóż mu do pyska tę z Bitter 

Apple i przytrzymaj kilka sekund - zabieg bardzo nieprzyjemny. Potem weź ulubioną 

zabawkę psa, taką po którą sięgnie, jak tylko ją zobaczy. Zmocz ją Bitter Apple, zostaw na 

widocznym miejscu, dookoła rozlej trochę perfum. Pies idąc po zabawkę zauważy poznany 

wcześniej zapach, o ile go zapamiętał, lub zarejestruje jako nowy. W każdym razie zapach 

zostanie zapamiętany. 

Kiedy pies chwyci zabawkę, jej smak spowoduje, że wypluje ją czym prędzej, 

biegając wokół pokoju, śliniąc się i plując. Zabawkę możesz od razu wyrzucić i kupić mu 

nową. 

Teraz wystarczy każdy przedmiot, który chcesz ochronić przed zniszczeniem, 

spryskać lekko perfumami. Obiekty szczególnie atrakcyjne dla psich zębów nieźle jest 

spryskać też Bitter Apple. Delikatny sygnał  węchowy przypomina psu arcyniemiłe 

wydarzenie, powstrzymując go przed ogryzaniem przedmiotów do tego nie przeznaczonych. 

Delikatny zapach perfum szybko staje się niewyczuwalny dla naszego nosa, ale nos psa jest 

około 100 000 razy bardziej czuły. Toteż bardzo długo jeszcze zabezpieczone przedmioty 

będą zapachowe kojarzyć mu się jednoznacznie, wywołując silne postanowienie “nigdy 

więcej”. 

Cała sztuka skuteczności negatywnego wzmocnienia polega na konsekwencji - 

posłuszeństwo musi być absolutne, a ostrzeżenie jednoznaczne. Ustalona komenda słowna, 

background image

podzwanianie dysku, słaby zapach perfum wywołają takie skojarzenia w umyśle psa, że 

natychmiast zrezygnuje z podjętej akcji. 

background image

CZĘŚĆ II 

POZYTYWNE PODEJŚCIE DO 

PROBLEMÓW BEHAWIORALNYCH

 

background image

7 TRUDNOŚCI WYCHOWAWCZE 

Może się to wydać paradoksalne, ale tresura psuje niekiedy zachowanie psa. 

Zapomnijmy na chwilę o tym, co wiemy o nowoczesnych metodach układania psów, i 

zastanówmy się, jakie są tradycyjne metody powstrzymywania psa przed nieznośnym 

zachowaniem. Od wielu lat uważa się, że proces uczenia się psa to seria stosowanych nagród i 

kar. Otrzymałem ostatnio zaproszenie na sympozjum UFAW (Uniwersyteckie 

Stowarzyszenie Opieki nad Zwierzętami) w Cambridge. W programie sympozjum znalazł się 

punkt “Tresura zwierząt opiera się na serii nagród i kar”. To prawda, że po sympozjum taki 

zapis nie znalazł się w protokóle, ale pierwsza myśl wskazywała na silne obciążenie 

tradycyjnymi poglądami. Ilekroć spieram się z treserem w kwestii tych staroświeckich 

sposobów myślenia, zwykle pytam go “Czy nauczysz orkę wyskakiwania z wody na gwizdek, 

karząc ją za każdym razem, gdy odmówi?” Skądinąd te same zasady stosują się do ludzi. 

Kiedy uczysz się czegoś nowego i nie bardzo ci to wychodzi, a za każdym razem spotykasz 

się z krytyką lub karą, nie trzeba ci wiele czasu, żeby zrezygnować, w przekonaniu, że się do 

tego nie nadajesz. 

Opiszę teraz klasyczny przypadek tradycyjnego stosowania metody nagród i kar, które 

dało negatywne efekty. 

Donner to rottweiler. Jego właściciele, małżeństwo w średnim wieku, przyjechali do 

mnie z Leicestershire. Słowo rottweiler przywodzi na myśl osiłka, samca o skłonnościach do 

dominacji. Nie w tym przypadku. Była to nadzwyczaj rasowa dwuletnia suczka, bardzo 

przyjacielska. Była uważana za skłonną do walki morderczynię. A było tak. 

Donner przybyła do nowego domu jako ośmiotygodniowe szczenię na miejsce starego 

rottweilera, który właśnie zakończył życie. W tej rodzinie był też dorosły border terier, który 

od pierwszego wejrzenia poczuł niechęć do nowo przybyłej. Nie przepuszczał też  żadnej 

okazji, żeby zapędzić ją na miejsce. Wychowanie, jakie suka odebrała w szczenięctwie, nie na 

wiele pomogło. Donner dojrzewała i nabierała sił. Rozgorzała walka pomiędzy oboma 

zwierzętami o miejsce w domu. Donner wykazywała typową dla rottweilera skłonność do 

dominacji i obrony, a terier był nieustępliwy, jak to wszystkie teriery mają w obyczaju. W 

rezultacie tych nieustających walk któregoś dnia, kiedy Donner miała około roku, teriera 

znalezionego z tak pokiereszowanym tyłem, że nie pozostawało nic innego, niż go uśpić. 

Od tego dnia Donner uznana została za złego psa i tak ją traktowano w obecności 

innych psów. Lokalny klub tresury doradził  właścicielom - “Za każdym razem kiedy ona 

background image

tylko spojrzała na innego psa, trzeba mocno ściągnąć zaciskowy łańcuch tak, żeby ją 

podwiesić”. Innym proponowanym środkiem wychowawczym był kawałek gumowego węża, 

którym miała dostawać po głowie na widok obcego psa. 

W miarę upływu czasu utrzymanie kontroli nad Donner było coraz trudniejsze. W 

konsekwencji spacery coraz rzadsze. Ja byłem jej ostatnią szansą. Albo moje metody pomogą, 

albo trzeba ją będzie uśpić. 

Rozwiązując problem założyłem, że Donner wcale nie była typem mordercy. Fatalne 

zdarzenie z terierem to przypadkowy wynik walki dwóch dominujących charakterów. 

Przyjęcie tego założenia prowadziło do całkowitej zmiany sposobu, w jaki suka była 

traktowana. Zmieniliśmy kilka rzeczy: 

1. Zaciskowy łańcuch zastąpiła szeroka, skórzana obroża. 

2. Starą, krótką smycz zastąpiła nowa - długa, ale mocna. 

3. Dopasowałem jej lekki kaganiec tak skonstruowany, że mogła dyszeć lub napić się 

swobodnie, ale nie mogła ugryźć. Taki kaganiec pozwalał na kontakty na spacerach z 

wybranymi, nie agresywnymi psami bez niebezpieczeństwa, że zrobi im krzywdę. 

4. Autorytet właścicieli w kontroli nad biegającą luzem suką został wzmocniony przez 

użycie dysku. 

5. Zmieniliśmy jej dietę na taką, która działa uspokajająco (patrz rozdział 8). 

Skórzana obroża nie zadawała jej bólu za każdym razem, kiedy zobaczyła obcego psa, 

była też wygodniejsza. Długa smycz dawała jej większą swobodę. Sama też mogła wybierać 

w jakim tempie i na jaką odległość podejdzie do spotkanego psa. Przedtem właściciele 

kontrolowali to w znacznie większym stopniu. Te działania wpłynęły też uspokajająco na 

właścicieli, wywierali więc na sukę mniejszą presję psychiczną. Użycie dysku spowodowało, 

że większą uwagą darzyła Donner właścicieli, a dieta wpłynęła dodatkowo uspokajająco. Już 

po kilku dniach właściciele mogli poznać i ocenić prawdziwy charakter suki. Okazała się być 

otwarta, wprawdzie niesforna, ale przyjacielska. 

Pierwsza konsultacja trwała niemal trzy godziny. Omówiliśmy w tym czasie sposoby 

komunikowania się psów, język ciała. Uświadomiłem im, że z pewnością okaże 

podporządkowanie wyższemu rangą psu. Kaganiec szybko wyszedł z użycia (to był tylko 

doraźny środek zaradczy). Donner pozwolono stykać się z innymi psami i nie wynikły z tego 

większe problemy. 

Jakiś czas potem właściciele Donner donieśli mi, że w rodzinie przybył nowy pies - 

szczeniak terier. “Na wstępie szczeniak szczypnął ją, ale Donner przyjęła to za dobrą monetę, 

a do wieczora szczeniak poczynił pewne postępy. Teraz stosunki między nimi układają się na 

background image

zasadzie wzajemnej akceptacji. Donner jest szefową, ale też bliskim kumplem. Tych dwoje 

spędza godziny na wspaniałej zabawie, co szczególnie raduje Donner, która dorastając nie 

miała żadnego towarzysza zabaw.” Takie listy są dla mnie najlepszą nagrodą. Donner była o 

krok od śmierci, a teraz jest kochanym i bardzo ważnym członkiem rodziny. 

Inny przypadek negatywnego wpływu tresury na charakter psa to historia czarnego 

owczarka belgijskiego. Było to śliczne, bardzo typowe dla rasy zwierzę, które zaczęło 

przejawiać agresję.  Żadne z jego rodziców ani rodzeństwa nie miało najmniejszych 

skłonności do agresji. Toteż fakt, że Samson ugryzł sześć razy z rzędu i to w przejściu przez 

drzwi, był ogromnym zaskoczeniem dla hodowczyni. 

To ona przywiozła go do mnie z kenelu w Bristolu, gdzie pies stale przebywał. 

Obsługa kenelu nie potrafiła sobie z nim poradzić. Właścicielka umieszczając psa w kenelu 

była przekonana, że nie jest to pies agresywny. 

Wcześniej, zanim go odebrała, sprzedała psa ludziom, którzy wyglądali bardzo 

sensownie, choć nigdy wcześniej nie mieli psa. Po długim namyśle doszła do wniosku, że 

oddaje szczeniaka w całkiem dobre ręce, postanowiła jednak zachować nad nim kontrolę. Już 

w bardzo wczesnym wieku pies zdecydowanie przepychał się przez drzwi pierwszy, nie 

bacząc na właścicieli. Ci, jak to niestety często bywa, nie rzekli słowa hodowczyni. Rozpytali 

się  za  to  wśród tak zwanych “ekspertów” od wychowania szczeniąt. Roi się od nich w 

każdym miejscu, gdzie na spacery przychodzi więcej niż trzy psy. Poradzono im 

nieśmiertelny zaciskowy łańcuszek. Samsona, bo tak nazywał się pies, mieli wyprowadzać na 

smyczy, a przy każdej próbie przepychania się w drzwiach ściągać brutalnie smycz tak, aby 

znalazł się przy nodze z przednimi łapami wiszącymi w powietrzu, jak narowisty koń 

gwałtownie spięty. Jak należało się spodziewać, na przepychanki w drzwiach niewiele to 

pomogło, za to Samson zaczął przejawiać w takich momentach agresję. To z kolei 

spowodowało,  że właściciele  ściągali mocno smycz, z góry oczekując niewłaściwego 

zachowania psa. 

Byłem świadkiem jego tak zwanej agresji. Pies wyskakiwał w górę krzyżując przednie 

łapy nad smyczą z oczami wywróconymi tak, że było widać białka - klasyczna reakcja 

lękowa. Właściciele, a później obsługa kenelu, brali to za agresję i sami reagowali agresją. Ich 

działanie wyzwalało reakcję obrony lub walki. W tej sytuacji na plus zapisać trzeba psu, że te 

ugryzienia były wyhamowywane - w zasadzie tylko zadrapania i siniaki. Ja na jego miejscu 

kogoś kto doprowadził mnie do takiej paniki rozerwałbym na kawałki. 

Założyliśmy Samsonowi szeroką skórzaną obrożę i automatycznie zwijającą się smycz 

(czyli podobnie jak w poprzednim przypadku), aby zwiększyć krytyczną odległość i poczucie 

background image

wolności. Ruszyłem w kierunku drzwi biura, a Samson natychmiast wpadł w panikę cofając 

się o jakieś trzy metry, na ile pozwoliła smycz. Szedłem dalej nie przymuszając go ani nie 

szarpiąc i mówiłem do niego “Chodź, nie bądź  głupi”. Podbiegł i został nagrodzony 

smakołykiem. Przez następne pół godziny powtórzyliśmy tę sytuację trzy czy cztery razy, 

zanim Samson nabrał zaufania i zaczął spokojnie przechodzić przez drzwi na smyczy. Nasze 

działanie miało zneutralizować dotychczasowe złe doświadczenia, które zaowocowały agresją 

na typowo ludzką skłonność do karania za złe zachowanie zamiast nauczenia właściwego. 

Takie działanie określa się uczenie jako “odczulenie”. Znaczy to tyle, że naszym działaniem 

staramy się zmienić przypuszczenia psa co do tego, co za chwilę nastąpi. 

Wspomniałem,  że  ćwiczyliśmy aż do momentu kiedy Samson odzyskał trochę 

zaufania. Tu leży klucz do rozwiązania problemu tego rodzaju agresji. To zrozumiałe,  że 

Samson stracił zaufanie do ludzi, nie mając pewności co jeszcze mu zrobią w drzwiach, kiedy 

będzie na zaciskowej obroży z przypiętą smyczą. 

Pełen sukces w wychowaniu Samsona może odnieść tylko ktoś, kto jest bardzo 

cierpliwy i wyrozumiały i znakomicie rozumie psy oraz pobudki ich działania. Warunki, w 

jakich mieszka hodowczyni, nie pozwalają jej aktualnie na trzymanie Samsona. Obawiam się  

zatem o jego przyszłość, jeżeli nie trafi w dobre ręce. Jest to dla mnie tym bardziej 

przygnębiające, że zdaję sobie sprawę, jak wiele złego przyniosły mu bezsensowne metody 

wychowania, zastosowane w najlepszej wierze przez niedoświadczonych właścicieli. Dlatego 

tak ważna wydaje mi się popularyzacja podstawowych wiadomości o psychice psów i 

zasadach ich zachowania. Tylko wtedy posiadanie psa będzie całkowicie bezpieczne dla 

właściciela, a życie psa w naszym domu znacznie łatwiejsze i szczęśliwsze. 

W obu opisanych przypadkach złe metody tresury, zamiast złagodzić problem, 

zintensyfikowały go, a pies z dnia na dzień stawał się coraz bardziej niebezpieczny. To zdarza 

się znacznie częściej, niż można by przypuszczać. Często objawy agresji towarzyszą próbom 

przejęcia dominującej pozycji w stadzie. Od naszej reakcji zależy,  jak ułożą się dalsze 

stosunki z psem. Źle wybrane metody przeciwdziałania niepożądanym zachowaniom mogą na 

zawsze zerwać nić porozumienia, natomiast właściwa reakcja szybko przywróci harmonię. 

Nieźle też jest mieć w pamięci fakt, że psy mogą używać szczęk cztery razy szybciej niż my 

rąk, toteż jeśli kiedykolwiek pozwolimy mu uznać, że stoi wyżej od nas w hierarchii stada, a 

dopiero potem spróbujemy dochodzić swoich praw siłą, największe szansę mamy na ... 

dotkliwe pogryzienie. 

background image

Nie dziwmy się, kiedy nasze działania doprowadzą psa do stanu takiej paniki, że 

zacznie kąsać na oślep. Nie chciałbym być źle zrozumiany. Ja nie usprawiedliwiam takiego 

zachowania, ale doskonale rozumiem jego przyczyny. 

Metody układania psów omówię znacznie dokładniej w rozdziale 12. Mam nadzieję, 

że możliwość negatywnego wpływu tresury na zachowanie psa stanie się dla wszystkich 

oczywista. Do tej pory starałem się  uświadomić moim czytelnikom, że bardzo często 

dokładnie wiemy czego chcemy psa nauczyć, lecz zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, czego 

go naprawdę uczymy. Następny przypadek znakomicie ilustruje tę moją tezę. 

Zadzwoniła do mnie pani, której problem dotyczył dziewięciomiesięcznego psa, który 

w nocy brudził w domu. Po rytunowych pytaniach o dietę, długość i czas trwania spacerów, 

pory karmienia itd. zapytałem, jak reaguje ona, kiedy rano odkryje, że pies nabrudził. 

Odpowiedziała: “Nie karzę go. Nie wierzę w skuteczność klapsów. Wszystko co robię, to 

wtykam jego nos w to, co zrobił i wyrzucam go na dwór”. Ona naprawdę wierzyła, że to jest 

najlepsza metoda odzwyczajenia psa od brudzenia w domu. Pies z jej działań pojął tylko 

jedno - psia kupa to coś w rodzaju fetysza dla ludzi. Wchodzą do pokoju wyraźnie szukając 

tego, a kiedy już znajdą, wpadają w trans, krzycząc wielkim głosem zawsze te same słowa: 

„Co to jest?” 

Pies, nieco już przestraszony wyglądem właściciela, kurczy się ze strachu słysząc ton 

głosu i przyjmuje poddańczą postawę, która, kiedy był małym szczeniakiem przy matce, 

doskonale pamięta, hamowała dalsze przejawy wrogości. Ale nie z ludźmi, nic z tych rzeczy! 

Łapią go za skórę, pakują nosem prosto w kupę i zamykają samego za drzwiami na długi 

czas. 

A co uzyskaliśmy w wyniku podjętych działań? Z naszego punktu widzenia trochę 

ekskrementów wbitych w psi nos i brodę, a trochę w dywan. Z psiego punktu widzenia 

utrwalone skojarzenie, że kupa na dywanie i jednoczesna obecność właściciela w pokoju to 

fatalna kombinacja. Gdybym był psem o silnym instynkcie obrony, warczałbym i gryzł w 

obronie własnej i pewnie nazwano by mnie agresywnym. Gdyby mój instynkt obrony był 

bierny, na pierwszy sygnał  złości ze strony właściciela wiałbym pod najdalsze krzesło, a 

właściciele byliby przekonani, że wiem jak źle postąpiłem i bardzo się wstydzę. Gdybym był 

cwanym psem, nie chcąc narazić się na sytuację: kupa na dywanie/właściciel w pokoju, 

zjadałbym ją, co pozwoliłoby sklasyfikować mnie jako koprofaga. 

Bez względu na mój charakter jednego jestem pewien - wystrzegałbym się jak ognia 

załatwiania się w pobliżu moich właścicieli wiedząc, że wprawia to ich w stan tego dziwnego 

podniecenia. Toteż ostatni, szybki spacerek w deszczowy wieczór mógłby się nieźle 

background image

przeciągnąć, chyba że pozwoliliby mi zniknąć z zasięgu ich wzroku lub ... wykonałbym rzecz 

całą po spacerze w drugim pokoju, tak aby nie mogli tego szybko znaleźć. 

Z psiego punktu widzenia załatwianie się poza własnym posłaniem już rozwiązuje 

problem czystości. Sposób, w jaki uczymy go, że z ludzkiego punktu widzenia to za mało, 

może mieć ogromny wpływ na wzajemne stosunki i, generalnie, na zachowanie się psa (patrz 

rozdz. Kłopoty i ich rozwiązanie od A do Z). Kiedy spojrzymy na to oczami psa, nie będzie to 

takie trudne. 

background image

8 STRESY 

U ludzi stres uznawany jest za przyczynę wielu chorób. Lekarze uważają, że stres jest 

głównym czynnikiem wywołującym aż 70% ciężkich schorzeń. Jego rola jest jeszcze większa 

w wielkich skupiskach ludzkich, w dużych metropoliach - 80%, a nawet 85% przypadków. 

Stres osłabia system obronny organizmu, otwierając bramy różnego rodzaju infekcjom. 

Odbudowanie odporności organizmu, tak immulogicznej na infekcje, jak i psychicznej na 

stresy, to żmudny i powolny proces. 

Długotrwały stres może być przyczyną wielu zagrażających  życiu chorób, a także 

wielu schorzeń natury psychicznej jak depresje, nadpobudliwość, chroniczne stany napięcia i 

wiele, wiele innych. Trzeba przyznać, że większość stresowych sytuacji zawdzięczamy sami 

sobie. Narzuciliśmy sobie pełen pośpiechu styl życia w pogoni za lepiej płatną pracą i coraz 

bardziej luksusowymi przedmiotami. Lepiej płatna praca często oznacza konieczność 

dojazdów na znaczne odległości i tak sami siebie skazujemy dwa razy dziennie na jazdę 

zatłoczonymi drogami. Toczymy się wraz z falą samochodów od skrzyżowania do zjazdu w 

inną drogę, od stłuczki do stłuczki, tłocząc się, przepychając, walcząc o lepsze miejsce w 

nieustannym zmaganiu z czasem. Kiedy rezygnujemy z jazdy własnym samochodem, upchani 

jak śledzie w puszcze tłoczymy się w pociągach, autobusach i tramwajach, przepychając się, 

walcząc o miejsce siedzące lub o lepszą pozycję w pobliżu drzwi. Mamy coraz mniej miejsca 

dla siebie, a i tak jest ono stale zagrożone przez innych. Staramy się zignorować ich obecność, 

udając, że ich nie dostrzegamy. 

W pracy każdy udaje, że jest niezastąpiony. Każdy działa w pośpiechu. A pośpiechowi 

sprzyjają coraz bardziej usprawniane środki  łączności. Listy pisze się, aby potwierdzić 

wcześniejsze ustalenia telefoniczne. Wysyła się faksy, a w ślad za nimi telefony, aby upewnić 

się, czy aby na pewno doszły. W modę weszły teraz telefony osobiste, które nosi się przy 

sobie, aby tylko być do dyspozycji, stale pod ręką, bo inaczej ktoś inny zajmie miejsce, złapie 

naszą okazję. Co dzień pędzimy w bezsensownym wyścigu, który przynosi ogromne fizyczne 

zmęczenie i nieustanny stres. Kiedy jest już całkiem  źle, lekarze przepisując nam różne 

pigułki, mające złagodzić nieprzyjemne objawy, nalegają jednak na zwolnienie tempa i 

wypoczynek niezbędny dla zregenerowania organizmu. 

Psy nie mogą wyjechać na urlop, ale przecież też doznają stresów i to głównie 

spowodowanych przez stresogenny styl życia ich właścicieli. Jest to bez wątpienia zasadnicza 

background image

przyczyna, dla której specjaliści zajmujący się zaburzeniami psiego zachowania mają coraz 

więcej pracy. 

Jeszcze nie tak dawno temu w przeciętnej rodzinie był tylko jeden samochód. Matka 

zwykła była odprowadzać dzieci do szkoły, zabierając na spacer psa. Pies szedł grzecznie na 

smyczy, natykając się na coraz to nowe sytuacje i bodźce stymulujące jego rozwój. W czasie 

takiego spaceru uczył się karnego chodzenia na smyczy, oswajał się z obcymi, z dziećmi, z 

ruchem miejskim. Często zostawał na chwilę pod sklepem, kiedy matka robiła niewielkie 

zakupy. 

Dziś większość rodzin ma dwa samochody. Matka zawozi dzieci do szkoły zabierając 

ze sobą psa. Potem podjeżdża do parku, gdzie pies biega bez smyczy na ogół tylko tak długo, 

dopóki się nie załatwi. Potem do samochodu i ... godziny na parkingu pod supermarketem, 

gdzie pani domu robi zakupy. 

Nasz styl życia i codzienny pośpiech fatalnie wpływają na warunki życia naszych 

psów i jest często źródłem wielu problemów z ich zachowaniem. 

Brak stymulacji, zarówno psychicznej jak i fizycznej, fakt, że coraz więcej psów 

przebywa samotnie przez długie godziny - w dzisiejszych czasach na ogół oboje małżonkowie 

pracują w pełnym wymiarze godzin - to często przyczyny nerwowego, streso-pochodnego 

zachowania wielu z nich. 

W ogrodach zoologicznych badano wpływ uwięzienia na zachowanie się zwierząt. W 

rezultacie stwierdzono, że najgorzej wpływa na nie brak zajęcia. Toteż opracowano całe 

programy zajęć dla różnych zwierząt, mające zastąpić ich naturalną aktywność, choćby 

polowanie drapieżników. To smutne, że nasze domowe psy zaczynają mieć gorsze warunki 

życia niż zwierzęta zamknięte na stałe w ogrodach zoologicznych. 

Kiedy powiedzieć  właścicielom,  że znakomitą większość ich problemów ze złym 

zachowaniem się psów można by rozwiązać odkładając na bok telefon, zakładając dobre buty 

i raz dziennie idąc na porządny spacer, taki spacer, na którym pies przeszedłby się na smyczy 

między ludźmi, a potem pobiegałby sobie do woli luzem - to rozwiązanie, które wydaje się 

zbyt proste. A w przeważającej liczbie przypadków to proste lekarstwo jest wystarczające. 

Cóż, kiedy w odpowiedzi słyszę ciągle o braku czasu na takie codzienne eskapady i o tym, że 

duży ogród przecież wystarczy, aby pies się wybiegał. “Wielkość więzienia - odpowiadam 

zwykle - nie ma większego znaczenia. A jeśli nie masz czasu dla psa, to po co go w ogóle 

trzymasz?” 

W rozdziale drugim wspomniałem o problemach, jakie mogą wyniknąć ze 

szczeniakiem kupionym od pośrednika lub producenta szczeniąt. Z przykrością stwierdzam, 

background image

że ten proceder staje się coraz bardziej powszechny. Producenci starają się dostarczyć 

szczeniaka do nabywcy najszybciej jak to tylko możliwe, podając najróżniejsze przyczyny, 

dla których nie można przyjechać i zobaczyć matki i całego miotu. Jest to też nader intratne 

zajęcie dla właścicieli sklepów zoologicznych, którzy skupują szczenięta byle gdzie, za 

bezcen i wmawiają naiwnym nabywcom, że sprzedają im towar najwyższej jakości - 

szczenięta o świetnym pochodzeniu i znakomicie odchowane. Oczywiście, żądając znacznie 

wyższej ceny, niż sami zapłacili. 

Trzeba jednak przyznać,  że większość z nich to nie są ludzie jakoś szczególnie 

okrutni. Oni po prostu nie wiedzą co czynią. Nie znają faz rozwoju szczeniaka, nie mają 

pojęcia jaki wpływ na psychikę psa może mieć zaburzenie którejś z nich. Zwłaszcza, że nie 

oni mają kłopoty z problemem, który wywołali. Symptomatyczne, że ostatnimi czasy nawet 

rząd zaczął zajmować się problemami związanymi z agresywnymi psami. W dodatku 

znajdziecie statystyczne dane dotyczące moich dwunastomiesięcznych badań nad 

charakteropatiami psów - 25,6% przypadków dotyczyło urazów nabytych we wczesnym 

szczenięctwie. Badania przeprowadzone przez Ministerstwo Rolnictwa na terenie Anglii na 

zlecenie Europejskiej Rady Ekonomicznej wykazały,  że wielu farmerów zrezygnowało z 

dotychczasowej produkcji rolniczej na rzecz hodowli, a raczej produkcji psów. Ze szczególną 

intensywnością zjawisko to występuje w Walii, a problemy ze szczeniętami kupionymi z 

takich walijskich farm stały się szeroko znane w środowisku psiarzy. Choć nie każdy, kto 

mając na sprzedaż szczenięta, nie chce pokazać matki, musi być od razu nieuczciwym 

producentem, to jednak szczerze doradzam wszystkim przyszłym nabywcom szczeniąt - 

kupujcie tylko od cenionych, szanujących się hodowców. Macie wtedy znacznie większe 

szansę na to, że kupiony przez was szczeniak będzie prawidłowo odchowany, a jego charakter 

nie będzie spaczony przez amatorskie działania ludzi, którzy nie mają pojęcia co robią. Warto 

przecież unikać kłopotów, skoro łatwo można to zrobić. 

Większość szczeniąt wziętych z farm lub sklepów choruje na poważne zaburzenia 

żołądkowo-jelitowe, zapalenia płuc i wątroby. Główną ich przyczyną  są fatalne warunki 

transportu. Zimno, wibracje, zmiana wody i pokarmu, niedogodności fizyczne i psychiczne, 

wszystko to wywołuje stres. W normalnych warunkach organizm szczeniaka uruchamia 

mechaniżmy obronne, wytwarzając między innymi substancję hormonalną - ACTH. W 

nienormalnych warunkach - nieprawidłowa wczesna socjalizacja, zmiana środowiska - 

organizm staje się mniej odporny na stres, a tym samym podatny na różnego rodzaju infekcje. 

Nic zatem dziwnego, że przewożone w złych warunkach, pozbawione matczynej 

opieki szczenięta w ciągu dwóch tygodni zaczynają chorować. Na ogół w tym czasie są już 

background image

sprzedane i cały kłopot z leczeniem spada na nabywcę. Co prawda chorego szczeniaka może 

zwrócić, ale mało kto się na to decyduje. Wielu właścicieli obarcza siebie winą za to, że 

szczeniak zachorował. Tylko wtedy, gdy objawy chorobowe wystąpią w kilka godzin po 

nabyciu szczeniaka właścicielom przychodzi do głowy,  że być może chorobę wywołały 

warunki, jakich szczeniak został kupiony. Wtedy też nie spieszą się ze zwracaniem malca, 

obawiając się, w jakie ręce trafi następnym razem lub czy nie zostanie uśpiony bez 

niepotrzebnych wydatków na leczenie. 

Jak dotąd przedstawiłem dwa rodzaje reakcji na stres: pierwszy - kiedy stres jest 

przyczyną zaburzeń natury psychologicznej, widocznych w zachowaniu - i drugi, kiedy jest 

przyczyną dolegliwości zdrowotnych. A najczęściej stres u psów pojawia się wtedy, gdy 

nieświadomi niczego właściciele składają na barki psa zbyt dużą odpowiedzialność, jak to 

opisałem w rozdziale 3. Często psy nie są przygotowane do przyjęcia aż takiej 

odpowiedzialności, w stadzie dzikich psów nie plasowałyby się wysoko w hierarchii i nigdy 

nie byłyby przewodnikiem, Alfa. Wśród ludzi też przecież zdarzają się tacy, którzy źle się 

czują na eksponowanych stanowiskach i zdecydowanie wolą, żeby ktoś inny podejmował za 

nich decyzje. Stres wywołany zbyt odpowiedzialnym stanowiskiem objawia się irytacją, 

częstą złością, a w końcu nawet chorobą. 

U ludzi stres wywołany wysoką odpowiedzialnością jest główną przyczyną zaburzeń 

zdrowotnych i wyniosłego zachowania. To samo dotyczy psów. Wszystkie one reagują 

podobnie. Kiedy wkroczą do mojego biura wraz z właścicielami, natychmiast przyjmują 

pozycję przewodnika stada. Kiedy już uda się nam ustalić,  że na tym terenie ja jestem 

przewodnikiem, każdy z nich, bez wyjątku, kładzie się i zasypia. To jest zwolnienie od 

przerastającej je funkcji, czego tak bardzo potrzebowały. Przestały być zestresowane lub 

przestraszone. Odpoczywają od niechcianej odpowiedzialności i tym samym stają się 

spokojne i zrelaksowane. Zdolność do wytrzymania stresu, związanego z przewodnictwem, 

jest odziedziczalna i nie może być narzucona. Wielu właścicieli nie kryje zaskoczenia, jak 

miły staje się ich pies, kiedy zdejmie się zeń tę za dużą dla niego odpowiedzialność. 

U dorosłych psów objawy stresu mogą być zarówno pozytywne jak 

negatywne. Od tego czy właściciele lub treser zauważą i właściwie je zrozumieją, 

będzie w dużej mierze zależało, czy pies będzie dalej stresowany. Wspomniałem o treserze 

celowo, bo chciałbym przejść do omówienia bardzo typowych sytuacji stresowych, jakie 

powstają na wielu kursach szkolenia. Powstaje pytanie, jak rozpoznać, kiedy pies jest w 

stresie, a kiedy przyjmując pozycję dominującą odmawia wykonania rozkazu. Według mnie 

każdy, kto mieni się być specjalistą od układania psów i pobiera za to pieniądze, nawet 

background image

niewielkie, musi dokładnie znać odpowiedź na to pytanie, jeśli czuje się choć trochę 

odpowiedzialny za to, co robi. Jednego nie rozumiem. Nikt przy zdrowych zmysłach nie 

będzie pobierał lekcji jazdy konnej u kowala, którego jedyną kwalifikacją po temu jest 

umiejętność przybijania podków. Nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi domu, którego nie 

zbudowali fachowcy. Nie pójdzie też z bolącym zębem do tegoż kowala. Dlaczego zatem w 

tak ważnej sprawie, jak szkolenie psów, zdajemy się na amatorów. A przecież, choćby takie 

ogłoszenie jak to: “Pani B, posiadaczka wytresowanych z urodzenia border collie, układa 

psy...” powinno wzbudzić naszą czujność. Czas już najwyższy  żebyśmy zrozumieli, że są 

dobre kursy tresury i złe kursy. 

Na usprawiedliwienie pani B. i jej podobnych trzeba dodać, że oni głęboko wierzą w 

słuszność swoich działań. Często pobierają wręcz symboliczne opłaty za swoje kursy, gdyż 

robią to z czystej sympatii do psów i chęci niesienia pomocy innym. A że nie rozumieją 

psychiki psów - to już zupełnie inne zagadnienie. Wedle ich najlepszej wiedzy wszystkie psy 

niezależnie od rasy to maszynki skonstruowane według jednego planu i działające według tej 

samej zasady. Jeśli ich collie reaguje na ostre szarpnięcie smyczy, to wszystkie dobermany, 

rottweilery, owczarki niemieckie, spaniele i inne powinny reagować identycznie. Jeśli nie, to 

oczywiście wina leży po stronie właścicieli, którzy coś na pewno robią  źle. Na szczęście 

wielu właścicieli orientuje się w sytuacji, kiedy jeszcze nie jest za późno i zwraca się o pomoc 

do fachowca. Mam tylko nadzieję,  że takie stanowisko będzie w przyszłości coraz bardziej 

popularne. 

Pierwsza rzecz, na którą treser powinien zwrócić uwagę, to to, czy przypadkiem któryś 

z uczestników kursu nie znajduje się pod wpływem silnego stresu. Mogą  na  to  wskazywać 

różne objawy. 

Negatywne oznaki stresu 

Mogą być one następujące: rozszerzone źrenice, uszy położone do tyłu, spocone 

poduszki łap, zadyszka, ślinotok. Wiele psów przypada płasko do ziemi, zastygając bez ruchu. 

Inne objawy to gwałtowne gubienie włosa, a nawet - mające oznaczać absolutne 

podporządkowanie - oddawanie moczu. Jedynym wyjściem z sytuacji jest jak najszybsze 

zabranie delikwenta spomiędzy innych psów. 

Trzeba odwrócić jego uwagę od własnego strachu, bawiąc się z nim w atrakcyjną dla 

niego zabawę. Największym błędem, jaki można popełnić, jest próba przełamania psiaka w 

myśl twierdzenia “kiedyś się przecież przyzwyczai”. Efekt będzie odwrotny od 

oczekiwanego, pies będzie wystawiony na działanie stresu i na pewno niczego się nie nauczy. 

Pozytywne oznaki stresu 

background image

Te objawy bardzo trudno odróżnić od nieposłuszeństwa i tak się je na ogół klasyfikuje. 

Często trzeba poobserwować psa przez dłuższy czas, aby uzyskać pewność czy mamy do 

czynienia ze stresem, czy tylko z nieposłuszeństwem. Pies nieposłuszny będzie szalał przez 

cały czas niezależnie od sytuacji. Pod wpływem stresu zaś pies zaczyna się nagle 

zachowywać nadmiernie aktywnie. Jak rozszalały szczeniak zaczyna  biegać w koło, 

podskakując i zapraszając cię do zabawy. Im bardziej będziesz próbował odzyskać nad nim 

kontrolę, tym bardziej głupio będzie się zachowywał. Trudno go złapać i przywołać do 

porządku. Najlepiej od razu zabrać go ze stresującego go środowiska. 

W odniesieniu do ludzi rozważa się wpływ stresu zarówno na psychikę jak i na 

zdrowie. Kiedy chodzi o psy, przywykliśmy uważać,  że są one pozbawione uczuć. Takie 

maszynki do wykonywania rozkazów. Mówisz im “Zrób to”, a one robią. Jakbyśmy 

zapomnieli,  że człowiek i pies żyją razem już ponad 10 000 lat, a wzajemne zrozumienie 

opiera się na dużych wzajemnych podobieństwach. Niektóre przypadki stresu, z jakimi się 

zetknąłem u psów, wskazują,  że podobieństwa te są jeszcze głębsze niż można by 

przypuszczać. 

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani, której pies zachowywał się bardzo dziwnie za 

każdym razem, kiedy miała gości. 

“Jakiej to rasy pies i co takiego dziwnego robi?” zapytałem. “To trzyletnia Jack Russel 

terierka o imieniu Jenny. Przez cały czas, kiedy są goście, liże. Tak samo się zachowuje, 

kiedy idziemy z wizytą”. Powiedziałem jej, że to nic nadzwyczajnego, że wyjątkowo 

przyjacielski pies liże ludzi, a ona na to: “Jenny nie liże ludzi, ona liże ściany.” 

Jej lekarz weterynarii nie znalazł żadnej medycznej przyczyny takiego zachowania. To 

on poradził jej skontaktować się ze mną. Po dłuższej rozmowie, kiedy dowiedziałem się, że 

Jenny liże nie tylko ściany, ale także nogi od krzeseł czy stołu i inne przedmioty, umówiliśmy 

się na spotkanie. Oboje państwo przyszli z Jenny. Po kilku minutach w moim biurze suka 

rzeczywiście zaczęła lizać  ściany. Przerażająca była energia, jaką wkładała w tę czynność. 

Przed ich wizytą zastanawiałem się nad przyczynami tego dziwacznego zachowania i 

doszedłem do wniosku, że Jenny w ten sposób chce zwrócić na siebie uwagę. To co 

zobaczyłem, zdawało się potwierdzić moją diagnozę, choć stan był gorszy, niż się 

spodziewałem. 

Powiedziałem im, żeby przez chwilę zupełnie ignorowali Jenny i odmówili jej tej 

uwagi, o którą tak zabiegała. Potem próbowaliśmy różnych technik wstrętowych, 

nieodmiennie z tym samym rezultatem - zachowywała się coraz gorzej. Mąż przez cały czas 

siedział nieruchomo, nie mówiąc ani słowa, jakby przyjechał tylko jako szofer. 

background image

Za jakiś czas umówiliśmy się na następne spotkanie. Chciałem się przekonać, czy 

jakieś inne warunki wywołują u Jenny podobne reakcje. Okazało się, że nie. Zachowywała się 

tak tylko wtedy, gdy w pokoju znajdowały się więcej niż dwie osoby, niezależnie czy znała je 

czy nie. 

W pewnej chwili właścicielka wyszła na chwilę,  żeby przynieść coś z samochodu. 

Gdy tylko znalazła się poza zasięgiem słuchu, mąż powiedział: “Widzi pan, ona kłamie. Pies 

zachowuje się tak przez cały czas, kiedy ona jest w pobliżu”. Jakby na potwierdzenie tych 

słów Jenny przestała lizać i stała z boku zupełnie wyczerpana. 

“To jej głos” - wyjaśniał mąż dalej - “Suka działa jak te nowomodne rośliny reagujące 

na muzykę. Ona gada, a Jenny liże. Mówiłem to jej wiele razy, ale ona nie słucha. Jej matka 

jest dokładnie taka sama - głos jak jakaś cholerna syrena mgłowa”. 

Pierwsze  światełko zapaliło się w mojej głowie. Przypadek Jenny był klasyczną 

reakcją stresową na brak harmonii w domu. Oni mnie nie potrzebowali. Oni potrzebowali 

kogoś z poradni małżeńskiej, ale jak ja im to miałem powiedzieć? 

“Zgodziłem się tu przyjechać - kontynuował mąż - tylko pod warunkiem, że ona się 

zgodzi wyjść na chwilę, żebym mógł to panu powiedzieć. Zobaczy pan, jak ona tylko wróci, 

to Jenny znowu zacznie lizać ściany”. 

Stało się dokładnie tak, jak powiedział. Kiedy żona wróciła, Jenny z furią zaczęła lizać 

ściany. Wizyty u weterynarza, a potem u mnie, potwierdziły okoliczności, które u Jenny 

wywoływały reakcję lizania ścian. W usunięciu przyczyn żaden z nas nie mógł pomóc. 

Przyczyny bowiem leżały w tym, że Jenny spełniała rolę buforu w nieustających sporach w 

tym stadle. Tylko zmiana warunków i czas mogły pomóc tej nieszczęsnej suce. 

Spotkałem już w przeszłości psy, których zachowanie przy domowych 

nieporozumieniach bywało dziwaczne. Muszę przyznać,  że najczęściej brudziły w domu w 

najdziwniejszych miejscach, choćby na łóżku właścicieli. Słyszałem nawet o takim, który 

załatwiał się na stole. 

Przytaczając tę historię chciałem pokazać, jak głęboko związane są psy ze swoim 

ludzkim stadem. Może nie mówią naszym językiem, czy raczej, nie zawsze jesteśmy w stanie 

je zrozumieć, lecz związki pomiędzy psem i człowiekiem są znacznie głębsze niż pomiędzy 

innymi przedstawicielami Królestwa Zwierząt, a bywa, że i pomiędzy ludźmi. 

Jeden z moich kolegów, lekarz weterynarii Richard Bleckman, spytał mnie ostatnio, 

czy według mnie problemy z zachowaniem się psów często są rezultatem stylu życia 

właścicieli? Zdecydowanie za często - odpowiedziałem mu. Pytał mnie o to, gdyż niezależnie 

ode mnie poczynił w trakcie swej praktyki takie same spostrzeżenia. 

background image

Zastanawiamy się teraz nad tym, jak uświadomić  właścicielom,  że większość ich 

kłopotów z psami zniknie wtedy, gdy zechcą wreszcie zmienić choć trochę swój sposób na 

życie. 

background image

9 KŁOPOTY ŻYWIENIOWE WSKAZANIA 

„Jesteś tym, co jesz” - to bardzo stare i bardzo mądre powiedzenie. Niewielu jest ludzi, 

którzy nie wiedzieliby o tym, że pewne pokarmy lub ich składniki mogą wpływać na 

zachowanie lub zdrowie przynajmniej niektórych z nich. Podobne działania mogą mieć 

niektóre niealkoholowe napoje, zaś o działaniu alkoholowych wiemy lub powinniśmy 

wiedzieć doskonale. Różni ludzie reagują na różne rzeczy w różny sposób. Ta sama prawda 

dotyczy psów, choć rzadko bierze się to pod uwagę. 

O ile wiem, jak dotąd nie przeprowadzono solidnych badań naukowych nad wpływem 

diety na zachowanie się psów. Jedna z dużych firm produkujących jedzenie dla psów 

prowadzi ostatnio badania nad alergiami pokarmowymi. Zajmowali się tym tematem także 

czołowi weterynarze i behawioryści. To oczywiste, że tam, gdzie wchodzi w grę alergia, tam 

bardzo zmienia się zachowanie psa, ale podobnie jak to jest z ludźmi, każdy pies jest inny. 

Toteż trudne jest, jeśli nie niemożliwe, określenie jakiejś jednej konkretnej diety, która ma 

negatywny wpływ na zachowanie się wszystkich psów. Ale spróbujmy. 

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie jestem specjalistą w dziedzinie żywienia. Ale 

przez ostatnie parę lat musiałem udzielić setek rad dotyczących diety moich pacjentów. 

Obserwując rezultaty moich działań w tej dziedzinie doszedłem do wniosku, że nie można 

ignorować wpływu diety na zachowanie. Powinni o tym pamiętać wszyscy zajmujący się 

poradnictwem dla właścicieli psów. Rozległy temat różnych diet opisałem w dwóch 

rozdziałach. Ten pierwszy ma za zadanie rozbudzenie czujności właścicieli, być może 

czytając go znajdziecie tu wskazówki dla siebie “Aha, mój pies też tak robi. Może to właśnie 

o to chodzi. Spróbuję zmiany diety”. 

W rozdziale 10 omówiłem raczej techniczną stronę zagadnienia. Jest on przeznaczony 

dla właścicieli, którzy w rozdziale 9 znaleźli opis problemów zbliżonych do tych, jakie mają 

ze swoim psem. 

Przełom w moich badaniach nad dietą jako środkiem terapeutycznym dokonał się parę 

lat temu za sprawą pewnego psa rasy golden retriever. Był to trzyletni samiec o imieniu Roiły, 

zdecydowanie nadpobudliwy, chociaż to nie jest dobre określenie. Kiedy podjechałem, Roiły 

dosłownie fruwał pod sufitem. Uspokoił się dopiero, kiedy właścicielka kazała mu leżeć. To 

było nader interesujące zjawisko. Posłuchał jej - to był rezultat niezliczonych godzin 

prywatnych lekcji tresury - ale to było takie niespokojne leżenie. Widać było, jak w środku 

coś mu się kotłuje, drży, jakby za chwilę miało eksplodować. To drżenie można było 

background image

ostatecznie zignorować, nie patrząc na niego, ale straszliwe dźwięki, jakie z siebie wydawał, 

żadną miarą nie dały się zignorować, bo niosły się na całą okolicę. Właścicielka powiedziała 

mi,  że on się zawsze tak zachowuje, jeśli dać mu komendę siad lub leżeć. Ja nie byłem 

ciekaw, czy rzeczywiście - ten dźwięk  świdrował mi uszy. Kiedy Roiły usłyszał komendę 

zwolnienia, zapadła cisza, a pies wrócił do swego nadmiernie przyjacielskiego, zupełnie 

zwariowanego zachowania. 

Właścicielka była stewardessą, latającą na krótkich lotach pomiędzy Londynem i 

Glasgow. Po skończonym locie wolno jej było zabierać wszystkie nie zjedzone steki. Pies 

praktycznie jadał tylko te steki. 

Roiły był dobrze ułożony. Reagował prawidłowo na wszystkie komendy, więc z tym 

nie miałem wiele do zrobienia. Trzeba było jakoś obniżyć poziom jego aktywności. Na 

początek zaproponowałem dietę naturalną (patrz rozdział 10). Rezultat był oszołamiający. 

Właścicielka zadzwoniła po kilku dniach: “Właściwie powinnam była zadzwonić wcześniej, 

ale początkowo wszyscy sądziliśmy,  że Roiły jest chory. Już po 24 godzinach był taki 

spokojny, że nie mogliśmy uwierzyć, że to tylko zmiana diety. Teraz już wiemy, że nic mu 

nie jest i świetnie się czuje. Kiedy trzeba, jest spokojny, kiedy trzeba - aktywny. Problem 

leżał w sposobie karmienia go.” 

Ustalenie błędów w diecie nie było w tym przypadku takie znowu trudne. Roiły był 

karmiony wyłącznie surowym mięsem. Trudno o gorzej zbilansowaną, bardziej 

wysokobiałkową dietę. Zabrakło w niej odpowiedniej ilości węglowodanów i tłuszczy, toteż 

jego organizm uzyskiwał niezbędną do życia energię w procesie spalania białka. Stąd jego 

ogromna nadpobudliwość. Gdyby kontynuować ten sposób żywienia, w następnej kolejności 

pies zacząłby tracić kondycję. Aminokwasy, z których zbudowane są białka, mają  służyć 

organizmowi do regeneracji tkanek, niezbędne są w procesie wzrostu i innych procesach 

fizjologicznych, toteż nie trudno przewidzieć, jakie skutki dla organizmu na dłuższą metę 

przyniesie zużywanie ich jako źródła energii. 

Wysokobiałkową dieta wcale nie musi być szkodliwa, ale pod warunkiem, że jest 

dobrze zbilansowana z odpowiednią ilością  węglowodanów i tłuszczy oraz dostosowana do 

rzeczywistych potrzeb psa. Pies pracujący, prowadzący bardzo aktywny tryb życia, wymaga 

zupełnie innej diety niż rozleniwiony domowy kanapowiec. 

Reklamy telewizyjne kuszą: ...“Karm swojego psa naszą karmą, zobaczysz, że zdziała 

ona cuda, a twój przyjaciel będzie ją wolał od wszystkich innych...” Przemysł produkujący 

jedzenie dla zwierząt domowych to ogromny, niezwykle dochodowy rynek, a każda z firm 

stara się zagarnąć jak największą jego część. Warunkiem sukcesu jest taki produkt, który na 

background image

ludzkie oko wygląda atrakcyjnie. Musi zawierać coś, co będzie wyglądało jak kawałek mięsa 

w smakowitym sosie - soja i barwniki są tu bardzo pomocne. Pies musi to lubić bardziej niż 

inne produkty, dodaje się więc przypraw i substancji zapachowych. No i cena musi być 

atrakcyjna, to znaczy tak niska jak to tylko możliwe - co oznacza, że składniki użyte do 

produkcji muszą być tanie. A tanie, na ogół oznacza kiepskiej jakości. 

Nie chcę przez to powiedzieć, że pokarm, który twój pies lubi, a jest tani i wygląda 

dobrze, od razu musi być złym pokarmem. Ale nie każdy pokarm musi służyć twojemu psu. 

Są pewne określone wskazania co do tego, czy trzeba zmienić psu dietę czy nie. Wystarczy 

odpowiedzieć na 12 podstawowych niżej pytań: 

1. Czy twój pies cieszy się dobrym zdrowiem, czy też miewa częste dolegliwości 

żołądkowe lub regularnie pojawiające się alergie na pchły, pyłki traw itp.? 

2. Czy twój pies cierpi na częste wzdęcia? 

3. Czy jego odchody są zmiennej konsystencji, czasem luźne a czasem stałe? 

4. Czy są obfite i cuchnące? 

5. Czy twój pies je z wielkim apetytem i nie przybywa na wadze? 

6. Czy poziom jego aktywności odbiega od normy? 

7. Czy twój pies pije bardzo dużo wody? 

8. Czy sierść i skóra wyglądają zdrowo i czy nie traci on stale zbyt dużo włosa? 

9. Czy twój pies nadmiernie drapie się za uszami, po piersi, zadzie, bokach, gryzie się 

w nasadę ogona, liże łapy i poduszki łap, trze oczy, nos i głowę o łapy lub dywan? 

10. Czy twój pies je trawę, gryzie i zjada gałązki, kopie w ogrodzie, aby dobrać się do 

korzeni roślin? 

11. Czy twój pies kradnie ścierki, szmatki, ręczniki i czy drze je na kawałki podobnie 

jak inne materiały? 

12. Czy twój pies zjada swoje własne odchody? 

Każdy z tych symptomów występujący osobno nie musi być związany z taką czy inną 

dietą. Bardzo możliwe na przykład, że twój pies jest alergikiem. Zaburzenia w przyswajaniu 

pokarmu mogą wpłynąć na konsystencję kału lub zjadanie odchodów, co niekoniecznie musi 

mieć związek z rodzajem diety. Niska waga może wskazywać na robaki. Kiedy pies żuje i 

zjada patyki, może mieć  kłopoty z wypróżnieniem (rozdział 15). Jeśli jednak na większość 

pytań odpowiedź brzmi tak, trzeba pomyśleć o zmianie diety. 

Poniżej znajdziecie wyjaśnienie, jaki związek z dietą mogą mieć wymienione 

symptomy, ale zastrzegam, to nie jest lekarska diagnoza, a tylko zestawienie możliwych 

przypadków: 

background image

1. Reakcje alergiczne. Mogą się nasilać, jeśli mechanizmy obronne organizmu są stale 

pobudzane poprzez kontakt z alergenem, zawartym w podawanej karmie. Zmiana diety 

pozwoli mu wrócić do równowagi. 

2. Wzdęcia. Mogą występować, gdy proces trawienia w jelicie cienkim nie przebiega 

prawidłowo. Niestrawiona masa pokarmowa, zalegając w jelicie grubym, zaczyna 

fermentować i stąd gazy. Taki efekt może wywołać na przykład nadmierna zawartość soi w 

pożywieniu. 

3. Luźne odchody. Mogą wskazywać,  że pokarm nie jest prawidłowo trawiony. 

Procesy fermentacyjne drażnią  śluzówkę jelita i nie wchłania ona prawidłowo wody. Stąd 

półpłynna konsystencja kału. Pies pije przy tym dużo wody, aby zrekompensować jej utratę. 

4. Obfite, cuchnące odchody. To bezpośredni,  łatwo zauważalny skutek złego 

trawienia. 

5. Nadmierna szczupłość. To oczywiste, że jeśli twój pies jest źle jakościowo 

karmiony, to bez względu na apetyt z jakim zjada, i tak będzie chudy. 

6. Nadmierna lub obniżona aktywność. Jak zaznaczyłem na wstępie tego rozdziału 

dobrze zbilansowana dieta to podstawa nie tylko zdrowia, ale też właściwego poziomu energii 

twojego psa. 

7. Nadmierne picie wody. Może być oznaką zaburzeń funkcjonowania jelit. 

8. Wygląd skóry i sierści. Źle zbilansowana dieta odbija się na ich wyglądzie. Może to 

być również efekt braków witamin i mikroelementów. Moim zdaniem dobrze zbilansowana 

dieta nie wymaga żadnych dodatków witaminowych. 

9. Drapanie i lizanie się. Może być oznaką reakcji alergicznej na pożywienie lub na 

jeden z jego składników. Pobudzenie systemu obronnego (immunologicznego) organizmu 

powoduje między innymi uaktywnienie komórek produkujących histaminę. U psów są one 

zlokalizowane w przeważającej liczbie na łapach, wokół uszu, oczu i nosa, wokół nasady 

ogona, na piersi i zadzie.  Zawzięte lizanie lub drapanie tych regionów, zwłaszcza tuż po 

jedzeniu, może doprowadzić do powstawania ran, łatwych do zainfekowania. 10. Jedzenie 

trawy, gałązek i korzonków. Często wskazuje, że pokarm nie jest należycie trawiony. Psy to 

zwierzęta zdolne do wymiotów i łatwo tą drogą pozbywają się obciążenia  żołądka. Złe 

trawienie może sprowokować je do jedzenia trawy, aby zneutralizować fermentację. Może też 

oznaczać  braki mikroelementów w diecie, a instynkt podpowiada zwierzęciu, gdzie ich 

szukać. Inną przyczyną zjadania zwłaszcza korzonków i gałązek może być chęć uzupełnienia 

brakującego błonnika, usprawniającego pracę jelit. Trudno mi to uzasadnić naukowo, ale 

jestem przekonany, że w tym przypadku tylko zmiana diety może pomóc. 

background image

11. Pies kradnie i drze szmaty, chustki itp. To delikatniejsza odmiana powyższego 

zachowania, może także oznaczać potrzebę uzupełnienia błonnika. 

12. Zjadanie własnych odchodów. Może oznaczać,  że pokarm nie został należycie 

strawiony. To co w nim pozostało, jest z punktu widzenia psa jeszcze całkiem wartościowym 

pożywieniem. Dla nas nieco obrzydliwe, ale skądinąd zupełnie sensowne i normalne 

zachowanie. Jednak, gdy trwa przez dłuższy czas, skontaktuj się lepiej z weterynarzem. 

Pokusiłbym się o twierdzenie, że ponad 50% przypadków, z którymi miałem do 

czynienia, były to psy, których zachowania miały coś wspólnego ze złym odżywianiem 

(przypominam,  że jestem behawiorystą i moje twierdzenie nie dotyczy wszystkich psów, a 

tylko tych, z którymi były jakieś kłopoty wychowawcze). W kilku przypadkach zmiana diety 

była wystarczającym rozwiązaniem problemu, w innych - czynnikiem pomocnym w 

opanowaniu złych nawyków pacjenta. 

Jest jeszcze jedna sprawa, którą trzeba wziąć pod uwagę. Duże firmy produkujące 

jedzenie dla psów dodają do niego składniki, które mają zapewnić psu zdrowie, szczupłą 

figurę i pełnię sił i energii. Dbający o psa właściciel powinien zawsze brać pod uwagę skład 

kupowanej karmy nie zapominając o trybie życie, jaki prowadzą i on, i jego pies. Zanim 

zaordynujesz swojemu psu dietę zawodowych bokserów czy atletów, pomyśl, czy możesz mu 

zapewnić wystarczającą ilość ćwiczeń, aby mógł spożytkować rozpierającą go energię. 

Idealna dieta powinna pokrywać zapotrzebowanie psa i w żadnym wypadku go nie 

przekraczać. Nie trzeba do tego być wykwalifikowanym specjalistą w zakresie żywienia. 

Wystarczą własne obserwacje i odrobina zdrowego rozsądku. 

background image

10 KŁOPOTY ŻYWIENIOWE FAKTY 

Każdy, kto w poprzednim rozdziale znalazł odbicie problemów, jakie ma na co dzień 

ze swoim psem, ale też każdy, kogo zainteresował problem jako taki, znajdzie w tym 

rozdziale wiele interesujących informacji. Jest to wyciąg z artykułu Dawida Shawa, 

opublikowanego w Pet Product Marketing w lipcu 1987 pod tytułem “Dobry pokarm kosztuje 

więcej”. 

Bardzo niewielu właścicieli ma jakiekolwiek pojęcie o wartości pokarmu dla zwierząt, 

jaki kupują. Skoro dla właściciela wygląda przyzwoicie, a zwierzak go je, to znaczy, że musi 

być dobry. Właściciel nigdy go nie próbuje i na dobrą sprawę nie ma możliwości ocenienia 

jego składu i wartości. Jedyną informacją jest skład podany na opakowaniu - 20% białka, 4% 

tłuszczu, 3% popiołów i trochę witamin. I co to właściwie znaczy? Nie zawsze wiele! 

Większość właścicieli myśli, że 20% białka musi być lepsze niż 18%. Często nie wiedzą, że 

to białko (20%) może być różnego pochodzenia - z suszonych pokrzyw, łubinu, brukselki i 

oczywiście z soi. Może ono nawet pochodzić ze skóry starych butów. Co zatem oznacza te 

20%? 

Ogromna liczba przypadków kłopotów zdrowotnych psów spowodowana jest złym 

odżywianiem. Rosną rachunki weterynarzy i niezadowolenie właścicieli. Największym 

problemem jest brak błonnika - nie tego uwidocznionego, w składzie karmy na torbie, ale 

tego naturalnego, podanego w odpowiedniej dawce - niezbędnego dla dobrego trawienia. Pies 

jest zwierzęciem przede wszystkim mięsożernym i tysiące lat udomowienia nie zmienią tego 

faktu. Jego system trawienny przystosowany jest do spożywania zdobyczy wraz z futrem, 

skórą, chrząstkami i tłuszczem, a nie podawanych stale papkowatych pokarmów. My, ludzie, 

wywołujemy u siebie podobne schorzenia spożywając papki sporządzone ze sproszkowanych 

produktów. Rodzaj białka w pokarmie jest niezwykle istotny. Nie wszystkie aminokwasy w 

nim zawarte są psom potrzebne. Te niezbędne są zawarte w białku zwierzęcym, czyli głównie 

w mięsie. Mięso, kupowane przez wszystkie wytwórnie pasz na wolnym rynku, jest drogie. 

Wniosek - nie istnieje nic takiego, jak dobre i tanie jedzenie dla psów. 

Producent, któremu zależy, aby wprowadzić na rynek tanią karmę, musi siłą rzeczy 

zrezygnować z wielu niezbędnych psu do prawidłowego trawienia składników. Innymi słowy 

- cena odpowiada dokładnie jakości karmy. 

Specjalnością wielu firm jest dodawanie przypraw. Na rynku dostępnych jest wiele 

wyszukanych przypraw i substancji żelujących. Wystarczy trochę zręczności i trociny nie 

background image

tylko będą pięknie wyglądały, ale psy zjedzą je z apetytem. Dodatek soi zagwarantuje 

stosowną ilość białka! Ten opis jest może trochę przesadzony, ale oddaje mechanizm 

funkcjonowania wielu firm. 

Na co więc trzeba zwracać uwagę? Czytając skład na worku z karmą pamiętaj, że: 

a) Podana jest średnia zawartość białka w karmie. Jeśli z dwóch substancji jedna 

zawiera go 20%, a druga 10%, to średnia wyniesie 15%. Jeśli w karmie jest więcej 

składników, na przykład 10, zawierających białko, to średnia jest liczona z tych 10 

składników. 

b) Im więcej jest składników wysokobiałkowych, tym wyższa zawartość białka, ale to, 

że białka jest dużo, nie musi wcale oznaczać, że jest ono odpowiednie. 

c) Wysokiej jakości składniki są zawsze drogie, kupuje się je na wolnym rynku z 

gwarantowanych źródeł. Istnienie tanich i dobrych składników należy odłożyć między bajki. 

Zróbmy teraz krok dalej. Oto przykładowy skład kompletnej karmy dla psów. 

Interesuje nas zawartość białka. Załóżmy, że zmieszano l część mięsa (60% białka), 5 części 

soi (45% białka) i 14 części produktów zbożowych (10% białka). Razem 20 części. 

Składniki  

Białko  

Przeliczenie na całkowitą zawartość białka 

Mięso 

 

 60% 

 

  60 

Soja 

 

 45% 

 

  225 

Produkty zbożowe   10%    

140 

Pełna zawartość białka   425 

Kiedy podzielić 425 na 20 części, otrzymamy średnią zawartość białka - 21,5%. 

Napisane wygląda to nieźle. Przy założeniu 10% błędu można przypuszczać, że jest to nawet 

22 lub 23%. Średnią zawartość białka poprawiło dodanie soi. Soja jest tania i taką karmę 

można sprzedawać po niższych cenach. Ale nie jest ona zbyt dobra. Zarówno soja, jak i 

produkty zbożowe zawierają bardzo mało tłuszczów, średnio ok. 2,3%, a psy potrzebują ich 

trzy razy tyle. Podniesienie zawartości tłuszczów jest drogie. 

Dodatek mięsa uczyni karmę bardziej smakowitą (jeśli nie, trzeba będzie dodać trochę 

przypraw), ale karma oparta głównie na soi nie jest zbyt wysokiej jakości. Psy nie są 

roślinożerne i dieta wegetariańska nie jest i nie może być dla nich odpowiednia. Toteż 

wcześniej czy później taka dieta zaowocuje kłopotami z trawieniem i dolegliwościami ze 

strony układu pokarmowego. 

Do czego zatem doszliśmy? Mamy karmę, która na oko wygląda dobrze, zawiera 

odpowiednią ilość białka. Trzeba ją jeszcze efektownie zapakować i... szybko sprzedać po 

atrakcyjnej cenie. Nikt nie będzie się przejmował zawartością  tłuszczów czy błonnika. 

background image

Większość ludzi uzupełni psią dietę mięsem z puszki lub salcesonem, co zawsze można uznać 

za przyczynę złej kondycji zwierzęcia. 

Coraz częściej, niestety, ogarnięci obsesją taniej karmy dla psów, nie zawracamy sobie 

głowy jej jakością. Jeszcze raz podkreślam - nie istnieją na wolnym rynku tanie i dobre 

składniki do produkcji karmy dla zwierząt, toteż jej cena odpowiada jakości. Procentowa 

zawartość białka o niczym nie świadczy. Jeśli jest to białko pochodzenia zwierzęcego, to 

wystarczy go nawet 18%, jeśli zaś jest to białko roślinne, to i 100% będzie za mało. 

Kupując gotową karmę patrzmy nie tylko na procenty, ale też na to, jakich składników 

użyto do produkcji. Jeśli firma stara się to ukryć, bądźcie ostrożni! Lepiej kupić karmę firmy 

znanej z tego, że jej produkty są odpowiedniej jakości. Nie zawsze łatwo dowiedzieć się o 

rzeczywisty skład karmy. Wielu producentów deklaruje, że w skład produkowanej przez ich 

firmę karmy nie wchodzą konserwanty czy antyutleniacze, gdyż oni sami ich nie dodawali. 

Fakt, że wcześniej użyto ich do zabezpieczenia surowych składników karmy, jakoś umyka ich 

uwadze. Toteż napis “Nie zawiera dodatkowych konserwantów.” znaczy  tyle,  że przy 

produkcji karmy już ich nie dodawano. Kiedy czytam “Nie zawiera dodatków, które nie są 

niezbędne w żywieniu zwierząt...” zastanawiam się zawsze “co to w ogóle znaczy?” 

Jeśli kompletna karma zawiera tłuszcze, to muszą być dodane antyutleniacze, aby 

zapobiec ich jełczeniu. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, jak długi jest przewidywany 

okres przydatności do spożycia, trzeba zadać sobie pytanie, czego właściwie ta karma nie 

zawiera: tłuszczów czy środków konserwujących? Oto, jak łatwo możemy być wprowadzeni 

w błąd! 

Alfred J. Plechner, doktor nauk weterynaryjnych, w swojej książce o alergiach pisze: 

“Tak się niedobrze składa,  że większość - tak właścicieli, jak i weterynarzy - czerpie swą 

wiedzę o tym, czym naprawdę karmione są zwierzęta, od producentów karmy, a dla nich 

nadrzędnym interesem jest zysk, uzyskany ze sprzedaży. Po zbadaniu w latach 

siedemdziesiątych różnych karm dla zwierząt Dr Paul M. Newberne z Departamentu 

Żywności i Żywienia Instytutu Technologii Massachusetts stwierdził: “Większość informacji 

o tym, jak znakomite są te karmy, jest zwodnicza, obliczona wyłącznie na szybką sprzedaż i 

rzadko mająca pokrycie w rzeczywistej jakości. Tak właściciele, jak i weterynarze zdani są na 

łaskę producenta i informacje w środkach masowego przekazu, jakże często, niestety, z 

uszczerbkiem dla zdrowia ich podopiecznych”. Plechner posuwa się do stwierdzenia: “Wiele 

dowodów wskazuje na to, że psy karmione wyłącznie gotową karmą żyją krócej”. 

Choć badania były prowadzone w latach siedemdziesiątych, książka ukazała się 

dopiero w roku 1986. Plechner pisał: “Od lat obserwuję pojawiające się na rynku karmy dla 

background image

zwierząt i widzę pojawiające się coraz to nowe formuły, pełne najróżniejszych dodatków 

chemicznych, wątpliwych składników, które nie mogą być przyswojone, o złym składzie 

witamin i mikroelementów. Produkowane obecnie karmy nie nadają się do żywienia nimi 

zwierząt. Powoli zaczniemy pytać nie o to, która karma jest najlepsza, a o to, która jest 

najmniej szkodliwa”. 

Zgadzam się z nim i sądzę, że czas zadać sobie parę pytań. Czy zaakceptowane przez 

Europejską Radę Ekonomiczną barwniki, konserwanty i antyutleniacze przez sam fakt 

akceptacji stają się nieszkodliwe? Skoro antyutleniacz BHT (często używany przy produkcji 

karmy dla zwierząt) nie może znajdować się w pożywieniu, przeznaczonym dla dzieci, a 

produkty, do których jest dodawany, muszą być wzbogacone witaminą A, i skoro o te 

obostrzenia walczyli ludzie, zajmujący się na co dzień nadwrażliwymi dziećmi, to czy my, 

właściciele psów nie powinniśmy wyciągnąć z tego daleko idących wniosków? 

No dobrze, ale co ma zrobić właściciel, który po przeczytaniu rozdziału 9 doszedł do 

wniosku, że musi zmienić dietę swojemu psu? 

Są różne diety, które regularnie zalecam w zależności od kłopotów moich klientów. 

Wypróbowałem je przez lata praktyki, eksperymentując z różnymi rodzajami pokarmów, 

toteż mogę polecić je z czystym sumieniem. Przedstawiam je zaczynając od tych, które 

uważam za najlepsze, za każdym razem uzasadniając mój pogląd. 

Eukanuba 

Jest to kompletna i dobrze zbilansowana sucha karma dla psów, zawierająca dobrej 

jakości białko zwierzęce oraz dużo tłuszczów. 

Karmię nią moje cztery psy od pierwszej chwili, kiedy pojawiła się na naszym rynku. 

Jest łatwa w użyciu, a ze względu na wysoką wartość odżywczą podaje się jej o jedną trzecią 

lub połowę mniej niż innych karm. Zawsze, kiedy zachodzi potrzeba zmiany diety jakiegoś 

psa, polecam eukanubę, a to z następujących powodów. 

1. Psy bardzo łatwo ją akceptują. 

2. Białko uzyskiwane z białego mięsa jest lekkostrawne i łatwo przyswajalne przez 

większość psów. 

3. Jest produkowana pod kontrolą specjalistów w dziedzinie żywienia i lekarzy 

weterynarii. To oznacza, że wzięto pod uwagę dzienne zapotrzebowanie psów na rozmaite 

składniki pokarmowe. 

Producenci eukanuby przestrzegają przed podawaniem psom dodatkowo witamin i 

mikroelementów, gdyż wchodzą one w skład ich karmy. Podając je dodatkowo można łatwo 

uzyskać efekt odwrotny od oczekiwanego - przedawkowanie ich może być równie szkodliwe 

background image

jak niedobór. Wprawdzie IAMS (producent eukanuby) nie prowadził  żadnych badań nad 

wpływem żywienia eukanubą na zachowanie się psów, ale wiem z własnego doświadczenia, 

że ta dieta działa cuda wszędzie tam, gdzie występują zaburzone zachowania na tle złego 

żywienia. 

IAMS zaleca, aby miska z karmą eukanubą stale była dla psa dostępna, tak aby mógł 

jeść wtedy, gdy ma na to ochotę. Kiedy pies zrozumie, że miska stale stoi i to nie jest jakieś 

wyjątkowe  święto, będzie podchodził do niej od czasu do czasu, zjadając trochę i w ten 

naturalny sposób pokryte zostaną jego zapotrzebowania pokarmowe. Wbrew pozorom, psy 

mają tendencje do samodzielnego regulowania swoich aktualnych zapotrzebowań. Wielu 

klientów mówiło mi, że po szczególnie leniwym dniu ich pupile zjadają mniej niż zwykle. 

Można kupić różne rodzaje tej karmy w zależności od wieku i aktywności psa - jest karma dla 

szczeniąt, psów pracujących, starych itd. 

Na opakowaniach napisano wyraźnie,  że karma zawiera dwa anty-utleniacze, które 

dodane zostały wcześniej do konserwacji półproduktów niezbędnych do wytwarzania karmy. 

We własnym procesie technologicznym IAMS nie dodaje ich więcej i, zgodnie z 

obowiązującym prawem, nie musiałby o tym zawiadamiać. Firma uważa jednak, że dbałość o 

dobre imię wymaga, aby poinformować o tym nabywców. Te antyutleniacze to niewielka 

ilość BHA zabezpieczająca tłuszcze przed jełczeniem i znajdujący się w mieszance 

witaminowej Ethooxyquin. 

Omówiłem tę karmę tak dokładnie, gdyż  właśnie ją polecam najczęściej. Można jej 

używać tak jak zaleca IAMS, pozwalając psu jeść do woli, a równie dobrze można karmić nią 

tradycyjnie w określonych porach posiłków. Przy zmianie diety zazwyczaj zalecam 

stosowanie Eukanuby przez miesiąc, aby właściciel mógł się przekonać, czy pies 

rzeczywiście ją lubi i czy karmienie nią przynosi oczekiwane rezultaty. Zazwyczaj w obu 

przypadkach odpowiedź brzmi “tak”. 

Dieta Hilla 

Dietę Hilla opracowali lekarze weterynarii i można ją kupić tylko w lecznicach. Do 

wyboru są puszki i sucha karma, dostosowane do wieku i kondycji psa, co pozwala 

właścicielowi wybrać dietę odpowiednią do aktualnych zapotrzebowań jego pupila. 

Na opakowaniu zaznaczono, że karma zawiera antyutleniacze dopuszczone do użycia 

przez Europejską Komisję Ekonomiczną, mające zapobiegać jełczeniu tłuszczów, co jest w 

pełni zrozumiałe. Z wyjątkiem jednej, niskokalorycznej, diety Hilla są podobne do 

wysokokalorycznych diet eukanuby, co oznacza, że mniejsza dawka pokrywa 

zapotrzebowanie pokarmowe. Głównym powodem, dla którego polecam suchą karmę 

background image

eukanubą i Hilla zamiast puszek jest fakt, że puszkowane jedzenie wymaga zwykle jakichś 

dodatków w postaci wypełniacza (kaszy, makaronu lub ryżu). Odkryłem, że wielu właścicieli 

ma wtedy kłopoty ze zbilansowaniem posiłku. Gotowa pełna karma pozwala ominąć ten 

problem.  Źle zbilansowane posiłki mogą być na dłuższą metę szkodliwe dla psa. Wiem 

oczywiście,  że miliony psów cieszą się znakomitym zdrowiem jedząc karmę z puszek i 

suchary, ale w swojej praktyce zbyt często miałem do czynienia z konsekwencjami 

nieodpowiedniego karmienia, żeby nie docenić wagi problemu. 

Stale stykam się z klientami, którzy mają ogromne obiekcje przed używaniem 

gotowej, dobrze zbilansowanej karmy. Powtarzają oni wszelkiego rodzaju mity, przesądy i 

obiegowe opinie, wygłaszane najczęściej przez ludzi nie mających żadnego pojęcia, o czym 

mówią. Mam nadzieję, że uda mi się rozwiać przynajmniej część z nich. 

Najbardziej powszechne, jak sądzę, jest przekonanie, że gotowe karmy są zbyt bogate 

w białka i tłuszcze, co prowadzi do nadaktywności i otyłości. Te karmy, które wymieniłem, są 

na tyle dobrze zbilansowane, że jeśli podaje się je w ilościach zalecanych przez firmę, takie 

niebezpieczeństwo nie istnieje. 

Wielu właścicieli uważa,  że ich psy lubią odmiany w swoich posiłkach. Skoro nam 

jednego dnia smakuje jajko na szpinaku, a drugiego mamy smak na kotlet, to dlaczego nasze 

psy miałyby być inne. W rzeczywistości system trawienny psa może przystosować się niemal 

do każdego rodzaju pokarmu. W krótkim czasie rozwijają się w nim bakterie pomocne w 

procesie trawienia. Ciągła zmiana rodzaju podawanej karmy uniemożliwia działalność 

drobnoustrojów, co doprowadzi nieuchronnie do zaburzeń pokarmowych. Znacznie zdrowiej 

dla psa jest ustalić mu jedną, zdrową dietę i już przy niej pozostać. 

Kiedy zaczynasz używać eukanuby lub diety Hilla, możesz początkowo 

zaobserwować następujące efekty uboczne: 

1. Pies może wydawać się  głodny zanim jego żołądek przyzwyczai się do 

zmniejszonych porcji pożywienia. 

2. Pies pije więcej wody. Gotowa sucha karma zawiera jej znacznie mniej niż 

puszkowana (sucha - 10%, z puszki - 75-80%) i twój pies musi to sobie zrekompensować. 

Wydaje mi się, że kupowanie jedzenia w puszkach to ekstrawagancko wysoka cena płacona 

za wodę. 

3. Zmienia się ilość i rodzaj odchodów, jest ich mniej, są lepiej uformowane i nie mają 

tak intensywnego zapachu. 

background image

Dieta naturalna 

Polecam tę dietę wtedy, kiedy jestem przekonany, że kłopoty z zachowaniem się psa 

są związane z żywieniem, a stosowanie eukanuby i diety Hilla nie przynosi oczekiwanych 

rezultatów. Jej składniki są proste: Gotowany brązowy ryż - 50%; biały,  łuszczony ryż ma 

znacznie  mniejszą wartość odżywczą. Po zagotowaniu ryż należy odstawić w cieple aż do 

wchłonięcia wody, zachowa wtedy najwięcej witamin. Jarzyny  - 25%. Ja używam zwykle 

zielonych, ale tu wybór należy do ciebie (unikaj ziemniaków, rzepy i innych, zawierających 

dużo skrobi). Mieszanka pietruszki i brukwi wodnej ze sklepu ze zdrową  żywnością z 

powodzeniem zastąpić może surowe jarzyny. 

Białe mięso - 25%. Zazwyczaj wybiera się kurczaka, ale równie dobrze mogą to być 

ryby. Z kurczaka nie należy odrzucać skóry, żołądka czy wątroby - są znakomitym dodatkiem 

do jedzenia dla psa. Mięso powinno być ugotowane lub krótko usmażone. 

Mieszając składniki można dodawać też trochę oleju słonecznikowego, czosnku, otrąb 

i naturalnego jogurtu (dobrze wpływa na florę bakteryjną jelit). 

Nie należy dodawać: czerwonego mięsa, żadnej karmy z puszek, gotowych ciasteczek, 

“patyczków” i innych barwionych psich przysmaków. 

Ilość podawanego pokarmu zależy od wagi i wielkości psa. Początkowo można mu 

dawać takie same porcje, jak każdej innej karmy i w miarę potrzeby zwiększyć je lub 

zmniejszyć. 

Przy diecie naturalnej powinno się karmić psa dwa razy dziennie - rano i wieczorem. 

Przygotowaną karmę można przechowywać w lodówce przez trzy dni. Większą ilość można 

podzielić na porcje i zamrozić. Jest to dieta niskobiałkowa (14-15%) i powinna być stosowana 

przez krótki okres czasu, wystarczający aby stwierdzić, czy zaburzenia zachowania są w jakiś 

sposób związane ze sposobem żywienia. Kiedy stosuje się ją dłużej niż trzy-cztery tygodnie, 

należy dodatkowo podawać witaminy i mikroelementy. 

Każdą zmianę w sposobie żywienia lepiej jest wprowadzać stopniowo, zwiększając 

ilość nowej karmy o 25% dziennie - system trawienny psa przystosuje się wtedy łatwiej do 

zmiany. 

Kiedy dokładnie przyjrzeć się nisko i wysokobiałkowym psim dietom staje się jasne, 

że jakość i ilość podanego białka musi być starannie zbilansowana z innymi składnikami 

karmy. Z mojego doświadczenia wynika, że w bardzo niewielu przypadkach sama zmiana 

diety wystarczy do rozwiązania problemów związanych z zachowaniem się psa, choć często 

jest istotnym czynnikiem wspomagającym. Trzeba jednak przyznać,  że przestawienie 

nadmiernie żywiołowego psa na dietę niskobiałkowa czyni cuda. 

background image

Jak czytać etykiety 

Zgodnie z nowymi regulacjami prawnymi od 1992 roku na opakowaniach z gotową 

karmą dla zwierząt powinny znajdować się informacje o procentowej zawartości białka, 

tłuszczów, błonnika i wody. Wcześniej nie wszystkie firmy tego przestrzegały. Gotowe 

karmy różnych firm różnią się bardzo zawartością wody i trzeba wiedzieć, ile jej naprawdę 

jest, aby ocenić zawartość innych składników w suchej masie i przeprowadzić porównanie 

wartości karm różnych firm. Woda jako taka nie ma żadnej wartości odżywczej, mają ją tylko 

substancje stanowiące suchą masę. Dawniej dla wielu karm trzeba było samemu 

przeprowadzać żmudne obliczenia, dziś wszystkie firmy muszą podawać procentowy skład na 

opakowaniu. 

Porównajmy dwa rodzaje karmy - jedną wysokaloryczną (dieta A), drugą 

niskokaloryczną (dieta B). Przekonamy się przy tym, jak ważne są te dodatkowe informacje, 

uwidocznione na etykiecie. 

Dieta A - 30% białka, 10% wody. 

Dieta B - 9% białka, 80% wody. 

W świetle tych informacji zawartość białka w diecie A wydaje się być większa niż w 

diecie B, ale przeliczmy to w odniesieniu do suchej masy. 

Dieta A - 30% białka, 90% suchej masy (minus 10% wody). 

Dieta B - 9% białka, 20% suchej masy (minus 80% wody). Zatem dieta A zawiera 

33,3% białka w suchej masie, a dieta B 45%. 

Jednak psy jedzą dekagramy pokarmu, a nie procenty, trzeba zatem przeliczyć je na 

dzienne zapotrzebowanie na białko i inne substancje pokarmowe. Aby to zrobić, trzeba 

dzienną dawkę karmy w gramach pomnożyć przez procent suchej masy i procent białka w 

suchej masie (tak samo obliczamy dawkę innych substancji). Na bazie tych obliczeń możemy 

prowadzić porównania różnych rodzajów suchych i puszkowanych karm. 

Zróżnicowana wartość kaloryczna różnych karm powoduje, że producenci ściśle 

określają, jaką ilość konkretnej karmy trzeba podać dziennie określonej wielkości psu. Nie 

wystarczy po prostu popatrzeć na procenty podane na opakowaniu i tylko na tej podstawie 

określać dzienną dawkę karmy. Stosowanie diety o niższej zawartości danego składnika 

odżywczego może spowodować, że pies będzie dziennie otrzymywał go więcej. 

Rozpatrzmy to na przykładzie: 

Będziemy porównywać kompletną suchą karmę o 30% zawartości białka i 10% wody 

(dieta A) z karmą puszkowaną, zawierającą 9% białka i 80% wody (dieta B), i zobaczymy, ile 

gramów białka dziennie dostaje miniaturowy pudel o wadze 4,5 kg, jedząc każdą z tych karm. 

background image

Dieta A - porcja dzienna polecana przez firmę - 90 g 

Dieta B - porcja dzienna polecana przez firmę - 555 g Teraz policzmy, jaki jest 

faktyczny skład obu tych diet. 

Dieta A - dawka dzienna (90 g) pomnożona przez zawartość suchej masy (90%) daje 

81 g, co pomnożone przez zawartość białka w suchej masie (33,3%) daje w efekcie 26,97 g 

białka na porcję. 

Dieta B - dawka dzienna (555 g) pomnożona przez zawartość suchej masy (20%) daje 

111 g, co pomnożone przez zawartość białka w suchej masie (45%) daje 49,95 g białka na 

porcję. 

I po raz kolejny okazuje się,  że karma, która według etykiety ma niższą zawartość 

białka, jest w efekcie dietą wysokobiałkową. Zadziwia mnie nieodmiennie niepewność moich 

klientów. Po godzinnej dyskusji, w której starałem się wytłumaczyć im zasady obliczania 

dawek i namówić na polecane przeze mnie karmy, idzie on do sklepu i natychmiast daje się 

przekonać subiektowi, że wysokobiałkową karma nie jest dobra dla psów. 

Każdy pies jest inny i każdy inaczej reaguje na różne karmy. Dlatego też wcale nie 

twierdzę, choć to może tak wyglądać, że jakaś określona karma jest świetna dla wszystkich 

psów. Wiedząc, jakich informacji dostarcza nam etykieta i obserwując uważnie swojego psa, 

jego wygląd i zachowanie, sami musimy zdecydować, czym najlepiej go karmić, aby był 

zdrowy i zadowolony. Mam tylko nadzieję,  że ludzie zajmujący się produkcją i sprzedażą 

karmy dla zwierząt będą dbali o jej wysoką jakość i prawidłową informację na opakowaniach. 

Podsumowanie 

Każdy właściciel psa powinien się dobrze zastanowić zanim zdecyduje jaką, nisko czy 

wysokobiałkową dietę wybierze dla swojego psa. Najważniejszy jest jej długofalowy wpływ 

na zdrowie i zachowanie zwierzęcia. Trzeba brać pod uwagę nie tylko procentowy skład 

karmy, ale również rodzaj produktów użytych do jej produkcji. Może się zdarzyć, że kiepskiej 

jakości karma nie tylko nie zaspokoi zapotrzebowań pokarmowych psa, ale również wpłynie 

negatywnie na jego zdrowie. 

Kiedy po przeczytaniu rozdziału 9 będziesz chciał zmienić dietę swojego psa na 

własną  rękę i nie masz pewności, jaką zawartość białka powinna mieć ta nowa, wystarczy 

według podanego w tym rozdziale wzoru obliczyć, jaka jest zawartość białka w stosowanej 

dotąd i wybrać przeciwną. Usilnie namawiam jednak, aby tę decyzję podjąć po konsultacji z 

lekarzem weterynarii. 

W obu przypadkach rozważałem sposoby żywienia, ale mam nadzieję, że staną się one 

niezłą pożywką do konstruktywnych przemyśleń. 

background image

11 UBOCZNE SKUTKI LECZENIA 

Nie chciałbym, aby ten rozdział był potraktowany jako atak na działalność lekarzy 

weterynarii. Moje obserwacje dotyczą tylko tych psów, u których wystąpiły zaburzenia 

zachowania i w żadnym razie nie mogę być reprezentatywne dla milionów psów żyjących z 

ludźmi i korzystających z opieki lekarskiej. Jednak skoro w mojej praktyce zetknąłem się z 

zaskakującym wręcz, ubocznym wpływem niektórych leków na zachowanie się psów, nie 

mogę tego zjawiska pominąć milczeniem. 

Psy, podobnie jak ludzie, mogą różnie reagować na podane leki. Zastrzyki 

przeciwtężcowe i antybiotyki wywołują u niektórych ludzi silne reakcje alergiczne, czego 

lekarz dowiaduje się z wywiadu przed podjęciem leczenia lub wykonując rutynowe testy. Z 

psem nie da się przeprowadzić rozmowy, pozostaje zatem obserwacja, choć często zmiany w 

sposobie zachowania się nie są w żadnym stopniu kojarzone z konkretnymi działaniami 

medycznymi. Może dlatego, że winą za wszystkie odbiegające od normy zachowania psa 

zwyczajowo obarcza się właściciela. 

Opisany poniżej przypadek dotyczy mojego własnego psa. U Oliwera, dwuletniego 

samca wyżła weimarskiego, wystąpiły na brzuchu swędzące wypryski. Diagnoza brzmiała - 

uczulenie na trawy. Ze względu na porę roku wydawało się to wysoce prawdopodobne. 

Zaaplikowano mu zastrzyk kortyzonu i, o ile to możliwe, Oliwer miał nie biegać po 

rozległych terenach porośniętych trawą zwłaszcza  świeżo skoszoną. Wkrótce po zastrzyku 

podrażnienie skóry zniknęło, ale zauważyłem,  że Oliwer stał się wyraźnie agresywny w 

stosunku do ludzi i obcych psów. Uznaliśmy,  że to są zwykłe zachowania młodego, 

dorastającego samca. 

Zmieniliśmy trasy codziennych spacerów, mimo tego po sześciu tygodniach 

podrażnienie skóry wróciło. Natomiast zauważalnie zmieniło się zachowanie psa. Złagodniał. 

Ponownie udaliśmy się do weterynarza. Ten znowu zastosował kortyzon i zasugerował,  że 

może to być alergia kontaktowa. Zmieniliśmy mu posłanie i po paru dniach sytuacja 

wydawała się być opanowana. Z jednym wyjątkiem - Oliwer znów stał się bardziej 

agresywny. 

Cała nasza uwaga była skoncentrowana na zdrowiu Oliwera, toteż nie skojarzyliśmy 

wzmożonej agresywności psa z zastrzykiem. Każde nieakceptowane zachowanie psa było 

surowo karcone. Minęło wiele czasu zanim zauważyliśmy,  że kiedy Oliwer się drapie przy 

nawrocie objawów alergii, jest zupełnie spokojny i nie atakuje ani psów, ani ludzi. Kiedy po 

background image

interwencji medycznej przestaje się drapać, jest gotów rozerwać na sztuki każdego, kto 

wejdzie mu w drogę. Kortyzon w zastrzykach to chemiczny odpowiednik hormonu o tej 

samej nazwie, mającego działanie przeciwzapalne i zmniejszającego wrażliwość na czynniki 

alergizujące. 

Jeszcze trochę czasu upłynęło nim odkryliśmy,  że Oliwer jest uczulony na jeden ze 

składników podawanej mu diety. Kortyzon łagodził objawy, a jednocześnie wywoływał 

agresję. Kiedy kortyzon przestawał działać, uczulenie wracało, a pies się uspokajał. Błędne 

koło! 

W końcu znaleźliśmy  środki homeopatyczne łagodzące objawy alergiczne i pies się 

uspokoił. Jednocześnie zmieniliśmy dietę i alergia nie wróciła. A, oto inny typowy przypadek. 

Dziesięcioletnia pekinka zupełnie, zdawało się, bez przyczyny zaczęła walczyć z pięcioletnią 

yorkshire terierką. 

Przez lata suki mieszkały razem w wielkiej przyjaźni. Niewątpliwie walkę zaczęła 

pekinka, nie bacząc na to, że terierką okazywała jej pełne podporządkowanie. Sytuacja 

pogarszała się coraz bardziej, aż w końcu terierką spędzała większość czasu schowana w 

sypialni właścicielki, która miała wszystkie palce oklejone plastrami - rezultat rozdzielania 

walczących suczek. 

Okazało się,  że przez dziesięć tygodni pekinka cierpiała na rozliczne schorzenia 

poczynając od zapalenia uszu, a kończąc na stanie zapalnym pomiędzy poduszkami łap. 

Przeszła długą kurację z zastosowaniem różnych antybiotyków. Sam po zażyciu niektórych z 

nich jestem poirytowany i cierpię na przypadłości  żołądkowe. Toteż po konsultacji z 

prowadzącym weterynarzem zastąpiliśmy antybiotyki środkami homeopatycznymi. Po paru 

dniach domowa harmonia zaczęła wracać, ale tylko w 60%. Niestety pekinka zasmakowała w 

tłamszeniu terierki, która była nieustannie przerażona. W takich przypadkach często jedynym 

wyjściem z sytuacji jest rozdzielenie zwierząt. Tak też stało się w tym przypadku. Pekinkę 

umieszczono u sąsiadów, gdzie czuła się dobrze, a terierką po jakimś czasie wróciła do 

normy. 

Opisałem ten przypadek także dlatego, aby pokazać,  że nie zawsze możliwy jest 

stuprocentowy sukces. Nie ma wątpliwości,  że problem powstał w wyniku leczenia 

weterynaryjnego i jego zmiana pomogła go rozwiązać, ale... te dwa psy zdecydowanie 

przestały się ze sobą zgadzać. 

Jakiś czas temu opracowałem korespondencyjny kurs dla słuchaczy Instytutu Badań 

Psów. Dotyczył związków pomiędzy człowiekiem i psem. Kurs miał  uświadomić ludziom 

background image

pracującym z psami, że w niektórych przypadkach problemów z psami nie da się rozwiązać 

tylko tresurą. 

Jedno z poleceń dla studentów brzmiało: “Postaraj się znaleźć przykłady wpływu diety 

lub leczenia na zachowanie twoich znajomych, rodziny, sąsiadów lub zwierząt domowych 

hodowanych przez nich”. Odpowiedzi na to pytanie były dla mnie prawdziwą kopalnią 

wiedzy o wpływie różnych kuracji na ludzi. Na przykład w niektórych domach, gdzie były 

problemy z niesfornymi dziećmi, zabroniono używania kolorowego papieru toaletowego, bo 

miało to zły wpływ na zachowanie się dzieci. Jeżeli coś takiego wpływało na zachowanie 

dzieci, to jakie nieprzewidziane czynniki mogą mieć wpływ na nasze psy? 

Podkreślam jeszcze raz - kiedy pies jest chory, nic nie zastąpi leczenia 

weterynaryjnego. Ale kiedy zastosowane leki wywołują niepokojące efekty uboczne, co 

zawsze może się zdarzyć, wtedy trzeba szukać innych metod leczenia, ale też pod kierunkiem 

lekarza weterynarii. Leczenie na własną rękę może przynieść więcej szkody niż pożytku. Leki 

homeopatyczne zyskują sobie coraz większą popularność i znacznie łatwiej je obecnie kupić. 

Chętniej też sięgają po nie lecznice weterynaryjne. Przyjęło się uważać,  że leki 

homeopatyczne jako naturalne nie mogą zaszkodzić i żadna konsultacja fachowa nie jest 

konieczna. Nic bardziej błędnego. 

Alternatywne lub uzupełniające leczenie musi być bardzo precyzyjnie stosowane. 

Jednym z jego pionierów wiele, wiele lat temu był doktor Edward Bach, bardzo szanowany 

lekarz z Harley Street. Zaalarmowała go zwiększająca się liczba pacjentów wymagających 

wtórnego leczenia z powodu powikłań po zastosowaniu leków. Jestem bardzo wdzięczny pani 

Violetcie Todd, która zapoznała mnie z jego sposobami leczenia. 

Dr Bach (czytaj Batch) zauważył,  że w niektórych przypadkach zwiększenie dawki 

leku maskowało tylko objawy, nie likwidując istotnych przyczyn choroby. Zaczął pracować 

nad innymi środkami leczniczymi, wprowadzając leki homeopatyczne. Widząc ich znakomite 

działanie, postanowił opracować system pozwalający niespecjaliście na samodzielną diagnozę 

i podjęcie leczenia we własnym zakresie. Dr Bach opracował zastosowanie 38 leków 

homeopatycznych. Są to wodne lub spirytusowe wyciągi substancji naturalnych. Zażywa sieje 

w postaci kropli, a w nazwie leku uwidocznione jest, z jakiej rośliny pochodzi użyta 

substancja (np. modrzew, żarnowiec, ciemiernik). 

Choć wszystkie te “leki roślinne” stosowane są według naczelnej zasady 

homeopatycznej - im mniejsza dawka tym lepszy skutek - to mechanizm ich działania jest 

różny. 

background image

Naturalne leki Bacha nie są przeznaczone bezpośrednio do likwidowania objawów 

choroby, lecz do terapii całego organizmu, a ich stosowanie jest zindywidualizowane i 

uzależnione od osobowości i charakteru osoby czy zwierzęcia, które ma być poddane kuracji. 

Każdy, kto od wielu łat zajmuje się psami, przy stosowaniu kuracji Bacha musi zmienić nieco 

Spojrzenie na swego przyjaciela i starać się obserwować go tak, jakby obserwował innego 

człowieka. Trzeba uciec się do antropomorfizacji (od wieków już nie używałem tego słowa, 

ale czyż jakakolwiek książka o psach może się bez niego obejść). Zasadą homeopatii jest 

podanie jednej lub kilku dawek słabego roztworu substancji, która w większej dawce u osoby 

zdrowej wywoła takie objawy chorobowe, jakie występują u pacjenta. 

Wyciąg z rośliny zwanej belladonna może być  używany w niektórych przypadkach 

łagodzenia agresji. Roślina zawdzięcza swoje imię pewnej Włoszce, która używała jej do 

rozszerzania  źrenic, aby jej oczy wyglądały pięknie. Jednym z objawów bezpośrednio 

poprzedzających atak agresji jest właśnie rozszerzenie źrenic. Słowo homeopatia pochodzi od 

greckiego  “homois”,  co znaczy podobny i “pathos” - choroba, schorzenie. To wyjaśnia 

podstawową zasadę działania: “podobne leczyć podobnym”. Stosując tę zasadę uznałem, że 

skoro belladonna była dobra dla pięknej Włoszki, powinna być też dobra dla moich 

agresywnych pacjentów. 

Początkowo rezultaty moich działań nie były oszałamiające. Niektórzy z moich 

klientów obserwowali znakomitą poprawę, podczas gdy inni nie widzieli żadnych zmian. Mój 

błąd polegał na tym, że rozpatrywałem tylko objawy nie biorąc pod uwagę “całego” psa. 

Próbowałem dopasować lekarstwo tylko do konkretnych objawów. Tymczasem, zanim ustali 

się określony program działania przy podjęciu leczenia zaburzeń zachowania, trzeba podejść 

do pacjenta holistycznie. Brzmi to skomplikowanie, a znaczy tyle, że trzeba wziąć pod uwagę 

wszystko, co może mieć wpływ na to zachowanie, rozpatrując organizm i warunki, w których 

żyje, jako całość. 

Podczas spotkania z właścicielami trzeba uwzględnić wszystkie szczegóły - gdzie pies 

śpi, co je, kiedy chodzi na spacery itd., itp. - trzeba poznać każdy szczegół. Może się na 

przykład zdarzyć, że zapomnimy zapytać dzieci, jaki jest ich pogląd na miejsce psa w domu, a 

to właśnie będzie klucz do rozwiązania problemu. 

Kiedy włączyłem homeopatię do rutynowych metod działania zrozumiałem, jak 

istotne jest formułowanie jak najbardziej szczegółowych pytań, aby dotrzeć do prawdziwych 

przyczyn problemu. Przy pierwszej konsultacji pytam o doświadczenia psa od wczesnego 

szczenięctwa, jego dietę, jego miejsce i pozycję w rodzinie, czas i rodzaj szkolenia, leczenie 

weterynaryjne i tak dalej. Z odpowiedzi wynikają dalsze pytania i kiedy powstanie w końcu 

background image

jasny obraz charakteru i stylu życia mojego pacjenta, mogę zdecydować, jaką terapię trzeba 

zastosować. W trakcie trwania programu rehabilitacyjnego pozostaję w stałym kontakcie 

telefonicznym z właścicielami, modyfikując postępowanie w razie potrzeby. W ten sposób 

większość problemów udaje się szybko przezwyciężyć. 

Kiedy inne metody zawodzą i trzeba uciec się do homeopatii, muszę jeszcze wiedzieć: 

Czy pies jest nadwrażliwy nawet na lekki ból (zwłaszcza młody pies) i czy reaguje on 

agresywnie? - Tego typu psychikę klasyfikujemy krótko jako “typ rumianku”, bowiem 

działają na nie leki zawierające ten środek. Czy pies stał się podniecony i oporny w znanych 

sobie sytuacjach, na przykład przy wizytach u weterynarza i czy po wejściu staje się 

agresywny? - Jest to “typ Gelsemium”(liana północnoamerykańska, roślina trująca, używana 

do produkcji leków (przyp. tłum.). 

Czy objawy agresji są związane z jakąś formą fobii, np. strach przed przebywaniem w 

zatłoczonym miejscu? - To “typ tojadu”. 

Czy objawy agresji są związane z jakąś formą fobii (jak powyżej), ale powiązane z 

sensacjami  żołądkowo-jelitowymi, biegunką? Ten typ klasyfikujemy jako “typ azotanu 

srebra”. Leki homeopatyczne wszystkie odnoszą się do konkretnego typu zarówno w 

odniesieniu do psich jak i ludzkich dolegliwości. Nazwy leków brzmią, jak sądzę, nieco 

egzotycznie dla większości czytelników. Ale, jak wiem z moich doświadczeń, niezależnie od 

nazwy są bardzo skuteczne. Moje zaufanie do nich stale rośnie. Ale muszę przyznać, że moje 

pierwsze doświadczenia z roślinnymi lekami Bacha nie były tak obiecujące. 

Wspomniałem już wcześniej Violettę Todd, zielarkę, która specyfiki Bacha stosowała 

z dużym powodzeniem przez ponad trzydzieści lat. Kiedy dyskutowałem z nią pewien 

szczególnie oporny na terapię przypadek, pełen podziwu dla jej wiedzy zapytałem, czy 

mogłaby mi jakoś pomóc. Historia, którą teraz opiszę, jest jednocześnie hołdem dla tej 

niezwykłej kobiety, jak i nadzwyczajnej “siły kwiatów”. 

Bobby, jedenastomiesięczny owczarek niemiecki był  własnością drobnej, spokojnej 

Irlandki o imieniu Nora. Bobby nie poradził sobie na kursie tresury w miejscowym klubie, a 

ponieważ Nora nie radziła sobie z Bobbym, udała się po poradę do weterynarza. Oboje 

zwrócili się do mnie. Bobby atakował wszystkie psy na kursie i nie pozwalał  żadnemu 

instruktorowi zbliżyć się do swej pani. Zanim zobaczyłem Bobbiego uprzedzono mnie, że jest 

“wielki jak dom” i bardzo agresywny. Za każdym razem, gdy słyszę o takim zachowaniu psa, 

zastanawiam się czy słuszne jest podejmowanie jakiejkolwiek terapii, skoro nigdy nie 

wiadomo czy odniesie ona skutek, a jej zastosowanie jest związane z pewnym ryzykiem. 

background image

Zazwyczaj przy pierwszej wizycie obserwuję pacjenta około dwóch godzin. Z 

Bobbym to było niemożliwe, już po dziesięciu minutach trzeba go było odprowadzić do 

samochodu. Jego wygląd wskazywał na złą dietę, był chudy, miał matową sierść i skórę w 

złym stanie, a oczy zaropiałe. No i był straszliwie aktywny. Ale nie to było powodem, że 

został odesłany do samochodu. Każdy mój ruch, skrzyżowanie nóg, uniesienie pióra czy 

próba odebrania telefonu wywoływała z jego strony taką agresję, że nie byłem pewien, czy 

Nora będzie w stanie go utrzymać. Zaordynowałem zmianę diety i umówiłem się na następne 

spotkanie za dwa tygodnie. 

Po dwóch tygodniach okazało się,  że po zmianie diety pies bardzo poprawił się 

fizycznie, ale jego zachowanie nie zmieniło się. Nie mogłem w żaden sposób pomóc Norze w 

odzyskaniu kontroli nad psem, bo ten nie pozwolił mi ruszyć nawet palcem. 

Przerażające było to, że każdy dźwięk, każdy ruch wprawiały go w agresję, która rosła 

przy każdym powtórzeniu dźwięku. Po konsultacji z weterynarzem zaordynowałem 

belladonnę na wyciszenie agresji i soliród na nadwrażliwość na dźwięki. Ta kuracja nieco 

pomogła, ale Bobby właśnie wchodził w wiek dojrzały i jego skłonność do terroryzowania 

ludzi rosła. Wydawało się, że walka o Bobbiego jest przegrana i jedynym wyjściem będzie 

eutanazja. Jedyne, co można było zapisać Bobbiemu na plus to to, że przez cały czas nie 

wykazał nawet cienia agresji w stosunku do Nory i jak dotąd nikogo jeszcze nie pogryzł. 

Właśnie wtedy Violetta zgodziła się włączyć w leczenie psa. 

Przy pierwszym spotkaniu Bobby zachowywał się w stosunku do niej zupełnie tak 

samo, jak w stosunku do mnie. To nie do wiary, ale wszystkie notatki musieliśmy zrobić 

dopiero wtedy, gdy Bobby został odprowadzony do samochodu-nie pozwolił nam nawet 

wziąć pióra do ręki. Violetta opisała go następująco: “Gdyby Bobby był  mężczyzną, byłby 

zapewne gwałcicielem lub napastowałby dzieci, osobą szukającą satysfakcji bez zwracania 

uwagi na odczucia drugiej osoby. Zachowuje się jak właściciel Nory, ale nie okazuje ani 

miłości, ani przywiązania do niej”. Violetta zasugerowała nową terapię. 

Minęły dwa tygodnie od naszego ostatniego spotkania. Dwa tygodnie nowej terapii. 

Kiedy weszli do mojego biura. Nora pozwoliła psu obwąchać nas, a potem zdjęła mu smycz. 

Rozumie się, że byliśmy z Violettą nieco zdenerwowani. Ku naszemu zaskoczeniu nic się nie 

stało. Bobby położył się na środku pokoju i zapadł w drzemkę. Zadzwonił telefon i... 

odebrałem go. Violetta podeszła do drzwi i udawała, że rozmawia z kimś na zewnątrz. Bobby 

okazał tylko lekkie zainteresowanie. Najlepiej podsumowała sytuację Violetta, kiedy 

odwróciła się do mnie ze słowami: “Pierwszy raz widzę, jak zupełnie odjęło ci mowę!” 

background image

Spotkaliśmy się z Norą i Bobbym jeszcze cztery razy. Za każdym razem zmienialiśmy 

nieco leki, przystosowując je do zmian, jakie zachodziły w zachowaniu Bobbiego. Przez cały 

czas obchodziliśmy się ze sobą bardzo delikatnie, ale przy ostatnim spotkaniu Bobby 

przywitał się ze mną wylewnie i starannie wylizał Violettę. 

Kiedy zaczynałem pracować w Klinice Weterynaryjnej Woodthorpe nie byłem 

pewien, jak tamtejsi lekarze odniosą się do homeopatycznych metod leczenia i specyfików 

Bacha. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bowiem dyrektor kliniki Keith Butt jest bardzo 

zainteresowany zaburzeniami zachowania i niekonwencjonalnymi metodami leczenia. 

Richard Bleckman od dawna używał specyfików Bacha w swojej praktyce weterynaryjnej. 

Już pierwszego dnia pracy zobaczyłem na półce dobrze mi znaną buteleczkę z napisem 

“Dzika jabłoń”, zapytałem więc Richarda “W jakich przypadkach stosujesz ten specyfik?” 

“W wielu - odpowiedział - ale zawsze gdy zalecam długą kurację antybiotykową, aby 

wzmocnić organizm”. Pomyślałem wtedy “Co za wspaniałe zastosowanie homeopatii, nie 

zamiast, ale razem z innymi, tradycyjnymi lekami” (Dzika jabłoń jest znanym 

oczyszczającym specyfikiem Bacha). 

W tej nowoczesnej klinice przez trzy tygodnie udzielałem porad właścicielom psów, 

których zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. W innych godzinach, w tym samym 

gabinecie konsultacje prowadził mój kolega, również członek stowarzyszenia behawiorystów, 

Peter Neville, wielki specjalista od zachowania kotów. Peter ze względu na swą wiedzę (ma 

wykształcenie biologiczne) i doświadczenie jest uznanym autorytetem w swej dziedzinie. Do 

leczenia zaburzeń zachowania miał zawsze bardzo naukowe podejście. Pewnego dnia 

zadzwonił do mnie z pytaniem “Czy mógłbyś mi polecić któryś z tych swoich 

homeopatycznych cudów”. Miał  właśnie pod opieką kota samca, mieszkającego z rodziną 

mającą dużo kotów. Ten samiec był na tyle agresywny, że wszystkie inne koty żyły w stałym 

strachu przed nim. 

Peter sądził,  że gdyby właściciele pozwolili kotu na samodzielne spacery, jego 

terytorializm by osłabł i działałoby na niego więcej bodźców stymulujących. Właścicielka 

jednak obawiała się, że kocur ucieknie lub zaatakują go psy. Zaproponowałem Peterowi, aby 

zastosował któryś ze środków Bacha i krótko omawiałem typy charakteru odpowiadające 

różnym  środkom roślinnym. Kiedy doszedłem do typu winorośli: dominujący nieugięty 

(tyran) arogancki - “Wystarczy - wykrzyknął - to jego dokładny portret”. 

Następny telefon od Petera miałem tydzień później: “Pewnie nie uwierzysz, ale ten 

środek naprawdę pomógł. Właściciele uważają, że jestem ósmym cudem świata!” Upewniłem 

go, że tego właśnie się spodziewałem i obiecałem, że nie zrujnuję jego świetlanego wizerunku 

background image

w oczach właścicielki kota. Od tej pory Peter zaczął stosować specyfiki Bacha, zawsze z 

dobrym skutkiem. Zgadzamy się co do tego, że przy stosowaniu tej terapii bardzo istotnie jest 

wcześniejsze poznanie wszystkich czynników, jakie mają wpływ na zachowanie się 

zwierzęcia. Na ogół po takim wywiadzie okazuje się,  że interwencja medyczna jest 

niepotrzebna. W tych przypadkach, kiedy trzeba wkroczyć z leczeniem, Peter pozostawia 

swoim klientom wybór pomiędzy lekami tradycyjnymi a homeopatycznymi. i Kiedy ja 

podejmuję leczenie oparte na homeopatii, najchętniej używam specyfików Bacha. Jest ich 

trzydzieści osiem, co znacznie ułatwia diagnozowanie, oparte na opracowanych przez Bacha 

charakterystycznych typów. Stosuję często kombinacje różnych specyfików w liczbie 

czterech czy pięciu. Można je stosować w różnych układach, gdyż nie interferują ze sobą. 

Przypuśćmy na przykład,  że mamy do czynienia z nerwowym zwierzęciem. Jest to pies 

wystawowy, mało pewny siebie, który na ringu l wystawowym zatraca się zupełnie, 

zaprzepaszczając swoje szansę. Poleciłbym w tym przypadku następującą kurację: 

osika (Populus tremula) - lękliwość bez powodu, 

śliwa wiśniowa (Prunus cerasifera) - niekontrolowany, irracjonalny tok myśli, 

modrzew (Larix) - brak pewności siebie, poczucie niższości, stałe przeczucie klęski, 

kroplik (Mimulus) - strach przed nieznanymi rzeczami, płochliwość, lękliwość, 

posłonek (Helianthemum) - przestrach, panika, gwałtowne reakcje alarmowe. 

Kiedy jeden lub kilka z tych specyfików pasuje do charakteru psa, pozytywne skutki 

będą wkrótce widoczne, ale jak szybko, zależy to od tego, jak długo pies cierpiał na te 

zaburzenia. Na ogół pierwsze efekty widoczne są już po trzech do sześciu tygodni i utrzymują 

się przez długi czas. 

Terapię homeopatyczną  łączę zawsze z działaniami rehabilitacyjnymi. W przypadku 

nerwowego psa wystawowego jednocześnie z kuracją zalecam właścicielom aranżowanie 

sytuacji wystawowych na spacerach w towarzystwie znajomych psów, ale zamiast stosowania 

normalnej wystawowej procedury osoba grająca rolę sędziego powinna pogłaskać psa, dając 

mu jakiś smakołyk, a potem podejść do innych. Potem powinna wrócić do mojego pacjenta, 

znów zgłaszając go i dając coś dobrego. Po kilku tygodniach takich zabaw nastawienie psa 

zmieni się na bardziej pozytywne “zabierz mnie, proszę, na wystawę z taką dużą ilością 

sędziów, jak to tylko możliwe”. 

Jednym z najbardziej niesamowitych przypadków jakie leczyłem stosując specyfiki 

Bacha, była pięcioletnia, wykastrowana kundliczka, która nagle zaczęła bać się pewnych 

miejsc w mieszkaniu. Przekupując ją i ośmielając właścicielka odkryła, że problem dotyczy 

jednego pokoju, a raczej jednej ściany. Suka starannie ją omijała. 

background image

Odwiedziła sąsiadów, aby się przekonać czy przypadkiem nie kupili nowego sprzętu 

grającego, który zainstalowali na tej właśnie ścianie, co wywołało wibracje lub ultradźwięki, 

mogące wystraszyć psa. Okazało się,  że nie. Zdesperowana właścicielka poprosiła księdza, 

żeby poświęcił mieszkanie. Ale to też nie pomogło. 

Problem narastał. Suka zaczęła bać się wchodzenia do mieszkania, potem do bloku. W 

końcu objawy strachu zaczynała zdradzać już na drodze do domu. Z dala od niego czuła się 

świetnie nie zdradzając żadnych dziwactw w zachowaniu. 

Mieszkanie znajdowało się na trzecim piętrze w bloku położonym na niewielkim 

osiedlu.  Ściana, od której zaczęła się cała historia, znajdowała się naprzeciwko okna 

wychodzącego na plac zabaw. Naprzeciw okna wisiało duże lustro. Według najlepszej 

pamięci właścicielki cała sprawa zaczęła się na początku listopada. 

Nie mając  żadnych dodatkowych informacji poza tym, że wibracje, ultradźwięki, 

duchy i zjawy zostały wyeliminowane musiałem, podobnie jak wielu behawiorystów przede 

mną, zdać się na domysły. Wysunąłem przypuszczenie, że być może jakiegoś ciemnego 

wieczora, kiedy suka była sama w domu, sztuczne ognie eksplodowały za oknem i świetlne 

refleksy odbiły się w lustrze (początek listopada *, spisek prochowy, sztuczne ognie to droga 

moich skojarzeń). Po powrocie właścicielka zapewne zwróciła uwagę na większe niż zwykle 

podniecenie suki i dlatego mogła sobie choć w przybliżeniu przypomnieć, kiedy to było. 

Pewnie tego wieczoru poświęciła suce więcej uwagi niż zwykle. Z biegiem dni nieświadomie 

pogłębiała problem starając się upewnić psa, że nic złego się nie dzieje, a tym samym 

premiując niepożądane zachowanie. Kiedy w końcu odkryła, że to ściana budzi w suce taki 

lęk, oglądając ją starannie, opukując i badając upewniła sukę, że w tej ścianie rzeczywiście 

jest coś dziwnego. 

Poleciłem następującą kurację: 

1. Zauważywszy jakiekolwiek objawy strachu właścicielka miała się zachowywać 

bezceremonialnie i nawet nieco nietolerancyjnie. Nie wchodząc w konflikt z suką miała 

upewnić ją, że skończyło się premiowanie dziwacznego zachowania. 

2. Na niepokojącym oknie zasunięto zasłony i czasowo usunięto lustro, aby uniknąć 

odblasku świateł samochodów. 

3. Zmieniło się miejsce karmienia psa. Miska zamiast w kuchni, stawiana była właśnie 

w pokoju, niedaleko niepokojącej ściany. 4. Suka trzy razy dziennie dostawała krople Bacha - 

osikę, kroplik, i posłonek. 

Które z tych czterech podjętych jednocześnie działań dało najlepszy efekt, nie wiem 

do dziś. Najważniejsze, że po jakimś czasie suka wróciła do normy. 

background image

Myślę,  że jednak najwięcej satysfakcji dostarczył mi pierwszy przypadek, w którym 

uciekłem się do zastosowania homeopatii - to był ten pierwszy, kiedy odważyłem się  ją 

zastosować. Potem dopiero zainteresowałem się Bachem i jego specyfikami. Wtedy 

kierowałem się zasadą znanego lekarza weterynarii Richarda Allporta, członka Królewskiego 

Kolegium Lekarzy Weterynarii: “Kiedy wszystko inne zawodzi, spróbuj homeopatii”. 

Tym razem była to suczka dobermanka, wzięta ze schroniska w wieku 14 miesięcy. 

Moja klientka, młodziutka, samotna dziewczyna ledwie po dwudziestce, pracowała parę 

kroków od domu i w ciągu dnia wpadała, aby wyprowadzić sukę. Problem polegał na tym, że 

niezależnie, na jak długo suka została sama albo demolowała mieszkanie, albo brudziła w 

nim! Najdłużej była sama przez trzy godziny. 

Zastosowałem program leczenia, mający zmniejszyć podniecenie, wywołane 

nadmiernym przywiązaniem do nowej właścicielki (więcej szczegółów o tym typie reakcji w 

rozdziale 15). Byłem niemile zaskoczony, gdy przekonałem się,  że jej zachowanie uległo 

bardzo tylko niewielkiej poprawie. W tym przypadku spodziewałem się bardzo szybkiej 

poprawy. Nie miałem bowiem najmniejszych wątpliwości,  że dziewczyna doskonale pojęła 

istotę problemu i zastosowała się do moich wskazówek. 

Po konsultacji z jej weterynarzem zdecydowałem się na użycie homeopatycznego leku 

o nazwie Ignatia. Te tabletki, które podaje się pacjentom w stanie depresji czy odczuwającym 

boleśnie osamotnienie, użyteczne są też dla psów i kotów, pozostawionych przez właścicieli 

na przechowywaniu. Skutek był widoczny już po 24 godzinach. 

Podsumowując. Stosuję homeopatię po przeprowadzeniu bardzo szczegółowego 

wywiadu. Konsultuję się zawsze z lekarzem weterynarii, który na co dzień prowadzi psa. 

Widząc, jak wzrosła efektywność moich działań, odkąd włączyłem do mojego programu 

leczniczego homeopatię, coraz bardziej upewniam się,  że te wspaniałe i tak niedoceniane 

przez nas leki powinny znaleźć szersze zastosowanie. 

background image

12 KŁOPOTY WYCHOWAWCZE Z PUNKTU WIDZENIA TRESERA 

To, co do tej pory pisałem, dotyczyło wpływu różnych czynników zewnętrznych na 

zachowanie się psa. Z wpływu tych czynników bądź to nie zdawaliśmy sobie sprawy, bądź 

nie docenialiśmy ich znaczenia. W tym rozdziale chciałbym omówić sytuacje, które nawet 

laikowi kojarzą się bezpośrednio z tym zagadnieniem, mianowicie tradycyjne metody 

układania psów i pokutujące w tej dziedzinie przesądy. Pisałem już wcześniej, co wynika dla 

psa z tradycyjnej metody odzwyczajania go od brudzenia w domu, polegająca na złapaniu go 

za kark i unurzeniu w tym co “zrobił”. Fakt, że po jakimś czasie psiak przestawał załatwiać 

się w domu upewniał właścicieli, że jest to wyśmienita metoda i nie przychodziło im nawet 

do głowy, że niezależnie od ich postępowania pies z czasem przestaje brudzić w domu. 

Z naszego, ludzkiego, punktu widzenia metoda przyniosła oczekiwany skutek - a to, że 

prawdziwym jej rezultatem była stała niepewność zwierzęcia co do naszej intencji z chwilą 

wejścia do pokoju, nie zostało nawet przez nas zauważone. Co gorsza, bardziej uległe psy na 

widok właściciela przyjmowały postawę poddańczą w myśl zasady: “W pełni uznaję twoją 

nadrzędną pozycję, korzę się w proch i pył”. A taka postawa łączy się zawsze z oddawaniem 

moczu. To małe, poddańcze siusiu wywoływało straszliwą furię właściciela, bo przecież już 

było w porządku i znowu... Niezrozumiała agresja właściciela pogłębiła poddańczą postawę 

psa - klasyczne błędne koło. Nie od rzeczy jest pamiętać, że cenny perski dywan wart miliony 

dla psa jest tylko ściółką wyściełającą gniazdo. 

Stosowanie wyłącznie kar to nie jest dobra metoda nauczenia jakiegokolwiek 

zwierzęcia czegokolwiek. To dziwne, ale kiedy ucieknie nam kot, świetnie wiemy, że trzeba 

zrobić coś na tyle atrakcyjnego, żeby zechciał do nas wrócić. Kiedy ucieknie pies - koniecznie 

chcemy go złapać i ukarać.  Żądza  zemsty to bardzo ludzkie uczucie. Lanie sprawione po 

fakcie nie jest, wbrew pozorom, zaaplikowaną natychmiast karą, a właśnie klasyczną zemstą. 

Obserwowałem nie tak dawno dwie nastolatki, usiłujące dogonić kuca. Po kilku minutach 

zrezygnowały z łapania rozbrykanego zwierzęcia i poszły po paszę dla niego. Kiedy kucyk 

zobaczył,  że napełniony jest jego żłób, przybiegł w podskokach. Dziewczyny przytrzymały 

go i przylały mu trzy razy pejczem, bo trzeba mu było wymierzyć surową karę. Nie mogły 

zrozumieć,  że jedyne czego nauczyły kuca, to brak zaufania do nich samych, nawet jeśli 

przyniosą jedzenie. To były dobre Dziewczyny, nie jakieś sadystki. Takiego zachowania 

nauczyły się od dorosłych, zajmujących się końmi od lat. Były naprawdę przekonane, że 

zrobiły jedyną właściwą w tej sytuacji rzecz. 

background image

Ile razy widuje się ludzi, którzy, kiedy uda im się w końcu złapać psa, spuszczają mu 

tęgie lanie, żeby sobie raz na zawsze zapamiętał, jak naganne jest nieprzychodzenie na 

wołanie. Coś się jednak powoli zmienia tak w psim, Jak i w końskim  świecie. Z dużym 

zainteresowaniem przeczytałem ostatnio wypowiedź amerykańskiego tresera koni o nowych 

metodach treningu młodych koni. Te tradycyjne do tej pory noszą nazwę “przełamywania”. 

Monty Roberts jest biologiem, studiował również ekonomikę rolnictwa i zajmował się 

zachowaniem zwierząt. Jest głęboko przekonany, że stare metody “przełamywania” koni są 

złe. Wychodząc z założenia, że “tresura nie może opierać się na bólu”, próbuje stworzyć dla 

koni lepszy świat niż ten, który je otacza. To odnosi się do psów, którym - poza innymi 

niebezpieczeństwami - zaczyna zagrażać  działalność silnych “antypsich lobbies”, które są 

coraz bardziej aktywne. 

Swoje metody oparł on na naturalnej skłonności koni do włączania obcych do swojego 

stada. 

Sam stawał się członkiem stada i w ten sposób zdobywał zaufanie konia. 

Monty Roberts tak mówi o swoich metodach postępowania z końmi: “Czy pierwszego 

dnia szkoły nauczyciel chwyta ucznia za włosy, potrząsa nim i bije? Dzień, w którym koń 

zostaje przełamany, to najbardziej bolesny dzień w jego życiu. Uzda ściąga mu boleśnie pysk, 

a kolana wgniatają się w żebra tylko po to, aby uświadomić mu, kto jest szefem. Te metody 

nie zmieniły się od tysięcy lat przed naszą erą”. Monty nie ucieka się do bicia, szarpania, 

ciągnięcia, krępowania i unieruchamiania. Jego głównym założeniem jest zdobycie zaufania 

nieujeżdżonego jeszcze konia - taka niepisana umowa między nim i trenerem. Oznaką 

gotowości młodego konia do bliższych kontaktów jest to, że niespętany chodzi przy nodze jak 

pies. Kiedy to nie bardzo się udaje, trzeba wpuścić go w kłus lub galop i próbować jeszcze 

raz. Większość koni już za trzecim razem jest gotowa do bliższego kontaktu z trenerem. 

Jedna z obserwujących taki trening osób tak go skomentowała “to wygląda jak czary, 

ale nie takie czary za naciśnięciem guzika. Te czary wynikają ze znajomości psychiki konia”. 

O jakich czarach była mowa? Użycie odpowiedniej techniki treningu pozwala przygotować 

młodego konia do ujeżdżania w ciągu trzydziestu minut bez stresu, przymusu i bólu. 

Metody Monty'ego przyjęli już niektórzy trenerzy z Kanady, Argentyny, Kolumbii 

Brytyjskiej i Indii. W Anglii Monty przygotował dwadzieścia jeden koni ze stajni Królowej, a 

potem wiele innych. Jestem pewien, że wiele z nich powierzono mu z cichą nadzieją: “No, z 

tym sobie na pewno nie poradzi”. Zdarzyło się nawet tak, że szkoły konsultowały się z nim w 

sprawie postępowania z trudnymi nastolatkami, wobec których zawiodły dotychczasowe 

metody pedagogiczne. Jeśli przypomnicie sobie, co pisałem w poprzednich rozdziałach, 

background image

zobaczycie, że założenia Monty'ego nie odbiegają od tych. jakie przyjęliśmy w postępowaniu 

z psami: “Najpierw przyjmij rolę lidera, a potem wprowadzaj swoje zasady postępowania”. 

Tacy ludzie jak Monty Roberts wprowadzają prawdziwą rewolucję w metody układania 

zwierząt. Widząc efekty ich działań nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to jedyna słuszna 

droga w nowoczesnym traktowaniu zwierząt. 

A jak wyglądają tradycyjne metody szkolenia psów? Większość ludzi uważa,  że 

szkolenie psów to mechaniczne zajęcie wymagające tylko znajomości określonych reguł, 

według których należy postępować z psem. 

Uczęszczanie z psem na kursy tresury to stosunkowo nowy pomysł. Dwadzieścia czy 

trzydzieści lat temu kursy były przeznaczone głównie dla tych, którzy byli zainteresowani 

szkoleniem na takim poziomie, aby brać udział w konkursach. Wprawdzie zawsze chętnie 

służyli oni radą i pomocą zwykłym  śmiertelnikom, ale ich podejście cechowała zawsze 

fachowa precyzja. To znaczy pies zawsze musiał siedzieć prosto, trzymać nieruchomo 

koziołek w pysku i w żadnym wypadku nie przeżuwać go. Oczywiście to tylko dobrze 

świadczy o właścicielu, skoro jest w stanie nauczyć psa tak precyzyjnych reakcji na komendy. 

Ale czy ta precyzja jest niezbędna domowemu kanapowcowi? Wzrastającą popularność 

kursów szkolenia spowodowało kilka zjawisk: 

1. Większa presja opinii publicznej na odpowiedzialność właścicieli zwierząt. 

2. Wzrastająca aktywność antypsiego lobby. 

3. Właściciele mają więcej wolnego czasu. 

4. Styl życia powodujący powstanie coraz to większych problemów. 

Bez wątpienia coraz większa liczba właścicieli psów decyduje się na udział w kursach 

tresury i to jest pozytywne zjawisko. Konkursy posłuszeństwa i metody układania do nich 

psów niewiele się przez lata zmieniły. Zawsze radzę właścicielom: “Idź bez psa i popatrz na 

czym to polega, jeśli tobie się nie będzie podobało, co tam robią, to jest niemal pewne, że nie 

spodoba się też twojemu psu”. Organizuje się tak wiele kursów, że sprawą  właściciela 

pozostaje właściwy wybór. 

Wiele klubów i wielu treserów nawet nie pyta o to, jak na co dzień, w domowych 

warunkach, zachowuje się pies. W rezultacie całe szkolenie opiera się na fałszywych 

przesłankach, wysnutych z zachowania w nieznanych mu warunkach. Bywa, że przestraszony 

i zrezygnowany pies uznaje, że nie ma innego wyjścia jak robić, co mu każą. Bywa też, że 

Właściciel z psem, który - na co dzień łagodny - w pierwszym odruchu zareagował agresją, 

musi opuścić kurs, gdzie nikt nie ma czasu i ochoty zastanawiać się nad przyczynami takiego 

czy innego zachowania. Wielokrotnie opowiadali mi o tym moi klienci. 

background image

Muszę jednak przyznać,  że moja opinia kształtowała się na podstawie znanych mi 

przypadków psów z zaburzeniami zachowania. Nic nie wiem 6 tych tysiącach psów, które z 

dużym sukcesem ukończyły różne kursy szkolenia. Rozumiem też problemy, jakie stwarza 

obecność na kursie agresywnie reagującego psa. Trzeba uwzględnić interes wszystkich 

uczestników kursu, a jeden niesforny wychowanek może sprawić, że pozostali też niczego się 

nie nauczą. 

Większość kursów tresury rozpoczyna się od nauki chodzenia przy nodze. Wszyscy 

chodzą w kółko zgodnie z ruchem wskazówek zegara prowadząc psy przy lewej nodze. Z 

punktu widzenia psa wygląda to tak, jakby psy pasły ludzi. W rezultacie ogony idą w górę, 

psy przyjmują pozycję dominującą, rośnie hałas, gdyż wszystkie podkreślają  głosem swoją 

pozycję i zaczynają ciągnąć się na smyczy, bo przewodnik stada musi iść na przodzie. 

Wystarczy zmienić kierunek ruchu na przeciwny wskazówkom zegara i przyspieszyć kroku, a 

emocje opadają, gdyż wtedy psy idą po wewnętrznej, a ludzie przejęli rolę dominującą. 

Poniżej zamieszczam kilka rad, które mogą być pomocne w pracy osobom 

prowadzącym kursy tresury, zwiększając efektywność nauki na prowadzonych przez nich 

zajęciach. 

1. Początkujący treser nigdy nie powinien prowadzić zajęć z psami, które dopiero 

zaczynają naukę. Może uważać się za eksperta w tresurze, ale nauczenie innych ludzi to 

swego rodzaju sztuka i zdolności w tym kierunku nie przychodzą same z siebie, trzeba się 

tego nauczyć. Lepiej, kiedy taki początkujący treser przez jakiś czas asystuje bardziej 

doświadczonemu koledze, a potem prowadzi samodzielnie zajęcia dla bardziej 

zaawansowanych uczestników. Zbyt często  zdarza  się,  że najmniej doświadczeni treserzy 

dostają pod opiekę najmłodsze, ale wymagające najbardziej doświadczonego nauczyciela psy. 

2. Wszyscy członkowie początkującej grupy szkoleniowej powinni zaczynać zajęcia 

tego samego dnia. To wcale nie jest dobrze, kiedy nowi uczniowie dołączają do grupy po 

kilku zajęciach. Nowi uczniowie wymagają więcej uwagi, a kiedy tylko jeden instruktor 

prowadzi zajęcia, zwykle nie ma na to czasu. Kiedy nawet znajdzie się czas na indywidualne 

ćwiczenia, stawia to zapóźnionych w niekorzystnej sytuacji psychicznej. 

W bardzo krótkim czasie psy, spotykające się na kursie, formują coś w rodzaju 

własnej hierarchii stada. Nie jest ona aż tak sformalizowana, jak w przypadku prawdziwego 

stada, ale jednak psy się znają i każdy nowy, przybyły później, jest intruzem, któremu trzeba 

zademonstrować swoją wyższość. Nowy prawidłowo odbiera postawy dominacyjne 

pozostałych psów i czuje się niepewnie, a niepewny siebie pies niczego się nie nauczy. Przez 

background image

cały czas trzeba pamiętać, że na kursie tresury najważniejsze są psy i to, czego się mają tam 

nauczyć. 

3. Zanim zaczniesz zajęcia w nowej grupie sprawdź, czy któryś z psów nie jest 

nadmiernie agresywny. Jeśli tak, najlepiej będzie poprosić właścicieli, żeby odprowadzili go 

do samochodu. Na początku zajęć w nowym miejscu każdy pies czuje się odrobinę niepewnie 

i wtedy łatwiej o wzajemną akceptację. Kiedy wszystkie psy poczują się dobrze w swoim 

towarzystwie, czas przyprowadzić z samochodu tego, który był agresywny. Powita go 

skonsolidowane stado, a on będzie obcy, więc nawet najmniejszy pies z uczestników kursu 

będzie mógł go wygonić, co znacznie zmniejszy pewność siebie nowego przybysza i obniży 

agresję. Dalsze zajęcia powinny przebiegać już bez większych zgrzytów. 

Właściciele agresywnych psów znaleźli się na kursie głównie z powodu agresji ich 

podopiecznych i jeśli im wyjaśnimy zasadę swojego postępowania, będą szczęśliwi,  że ich 

problem można jakoś rozwiązać. Możliwe też,  że wzrośnie ich zainteresowanie 

mechanizmami zachowania się psów, co ułatwi im kontakt z ich własnym psem. 

4. Chodzenie przy nodze nigdy nie powinno być pierwszym ćwiczeniem. Ruch, hałas, 

zamieszanie wzmagają podniecenie psów i łatwo wtedy o konflikty między uczestnikami 

kursu. Ambicją każdego tresera powinno być osiągnięcie jak największego spokoju na 

pierwszej lekcji. Znacznie lepsze są zatem ćwiczenia statyczne jak “siad” lub “leżeć”. Niech 

wszystkie psy siądą lub położą się przy nogach właścicieli w dużym kole, a właściciele jeśli 

chcą, też mogą usiąść. 

Czekając, aż wszystkie emocje opadną, można omówić program kursu, a szczególnie 

najbliższych lekcji - dobrze jest, aby właściciele zdawali sobie sprawę, czego mogą 

oczekiwać po każdej lekcji, gdyż często zdarza się, że sądzą oni, że już po jednej czy dwóch 

ich pupil będzie w pełni wyszkolony. Dobrze zaplanowana i przeprowadzona pierwsza lekcja 

to połowa sukcesu. 

5. Jeśli któryś z uczestniczących w kursie psów zacznie zdradzać objawy agresji w 

stosunku do innych, powstrzymaj siebie i właścicieli od wymierzania natychmiastowej kary. 

Na kursie pies ma nauczyć się właściwego zachowania w każdej sytuacji, a nie tylko wtedy, 

gdy grożą mu represje. Jedyne, czego nauczy go natychmiastowa kara, to nieokazywanie 

agresji na zajęciach, kiedy ma nałożoną obrożę i smycz. Jak każda nauka poprzez strach 

zablokuje tylko jego zdolność uczenia się. Co gorsza obecność innego psa kojarzyć mu się 

będzie z niemiłym zachowaniem właściciela, dołoży zatem wszelkich starań, by przegonić, a 

zatem zaatakować intruza, zanim właściciel to zauważy. Będzie to zwykła próba zapobieżenia 

background image

niemiłemu zachowaniu właściciela. Jak widać natychmiastowo wymierzona kara zamiast 

zlikwidować problem, pogłębi go. 

Najlepszą drogą do wyhamowania agresji w warunkach kursu jest odwołanie się do 

instynktu pasienia (to, co teraz proponuję, bezwzględnie musi odbywać się pod nadzorem 

instruktora). Ustaw w środku koła właściciela z przysparzającym kłopotów psem. Pies 

powinien być na zwykłej, skórzanej obroży i smyczy. Nie musi przyjmować  żadnej 

sformalizowanej komendą pozycji. Smycz i obroża służą tylko do przytrzymania psa i w 

żadnym przypadku nie powinny zadawać mu bólu. Spomiędzy uczestników kursu wybierz te 

psy, które nie są ani zbyt uległe, ani zbyt dominujące i ustaw je wraz z właścicielami na 

obwodzie koła w takiej odległości, by nie doszło do bezpośredniego kontaktu z psem, 

znajdującym się w środku. Poproś stojących na obwodzie koła, aby szli powoli w kierunku 

przeciwnym ruchowi, wskazówek zegara. To wywoła wrażenie,  że idący pasą swoje psy a 

wszyscy oni pasą psa ustawionego centralnie. Ten początkowo będzie próbował atakować 

tego czy innego psa i może spotkać się z podobną odpowiedzią. Psy należy przyhamować bez 

słowa, nie używając komend ani negatywnych ani pozytywnych. Po kilku minutach pies w 

środku koła zacznie się uspokajać powoli opuszczając ogon. Wtedy można nieznacznie 

zmniejszyć promień koła. Po paru następnych okrążeniach okaże się,  że pies w środku 

starannie unika kontaktu wzrokowego z psami na kole. W tym momencie ćwiczenie można 

zakończyć, a dotychczasowego agresora wyprowadzić na dziesięciominutowy spacer. 

Przy następnym powtórzeniu tego samego ćwiczenia pies będzie zdradzał objawy 

agresji znacznie krócej, a po zacieśnieniu koła  zacznie  przejawiać pierwsze objawy 

podporządkowania. Przerwij ćwiczenie i powtórz je po dziesięciu minutach. Pies będzie się ze 

wszystkich sił starał wydostać z koła. Zamierzony efekt został osiągnięty - przysparzający 

kłopotów pies znalazł swoje miejsce w stadzie. Na ogół skutek tej techniki jest długotrwały 

nie tylko w warunkach kursu, ale też ma wpływ na zachowanie się psa w innych sytuacjach. 

Zanim jednak się  ją zastosuje trzeba sprawdzić, czy nagannego zachowania psa nie 

powodowały inne czynniki zewnętrzne, np. niewłaściwa dieta, leczenie itp. Trzeba też 

uważać, aby nie przeciągnąć zbytnio chodzenia po kole. 

6. Miej stale w pamięci,  że nie wszystkie psy są podatne na techniki nauczania w 

warunkach kursu. Obserwuj, czy któryś z twoich podopiecznych nie znajduje się pod 

wpływem stresu. Niektóre psy mogą reagować stresem na określone  ćwiczenia. Na ogół 

wystarczy wtedy zmienić metodę nauczania tego ćwiczenia. Dla niektórych psów samo 

przebywanie w grupie może być stresujące, te na kursie nie nauczą się niczego. Dobry 

instruktor powinien to jak najszybciej uświadomić  właścicielom, doradzając im lekcje 

background image

indywidualne. Niestety, wielu treserów nie chce przyjąć do wiadomości, że prowadzony przez 

nich kurs nie jest idealny dla wszystkich psów, a winą za wszystkie niepowodzenia obarczają 

właścicieli. W rezultacie pies zmuszony jest do przebywania w stresujących dla niego 

warunkach, co - zamiast pomóc właścicielowi w rozwiązaniu problemów, jakie ma ze swoim 

podopiecznym - tylko je pogłębia. 

Moi klienci często opowiadają,  że po dwóch czy trzech zajęciach psy bronią się 

energicznie przed uczestniczeniem w dalszych. Pies po ukończeniu kursu miał być z 

założenia posłuszny i dobrze ułożony. Nieistotne, czy powodowała nim panika czy złość - 

sam fakt, że tak zdecydowanie odmówił powrotu na zajęcia powinien dać wiele do myślenia 

wszystkim zainteresowanym. 

background image

13 KŁOPOTY Z HIERARCHIĄ STADA 

Ten rozdział to historia kilku przypadków, z jakimi miałem do czynienia i sposobów 

ich rozwiązywania. Dotyczy kłopotów w kontaktach “na linii” pies-dziecko, pies-dorosły, 

pies-inne psy. W tym rozdziale celowo przerysowałem interpretację zdarzeń widzianych 

oczami psa, chciałem bowiem podkreślić, jak ważne jest działanie systemem nagród w 

sytuacjach, które naszym zdaniem są zupełnie nieakceptowane, a zatem wymagają kary. 

Na sugestię,  żeby psu, który na nas warczy, dać jakiś smakołyk, wielu 

doświadczonych treserów zacznie bez wątpienia rwać włosy z głowy w przekonaniu, że jest 

to nagradzanie ze wszech miar nagannego zachowania. Ale kiedy naprawdę rozumiesz psy, to 

wiesz - biorąc pod uwagę okoliczności, jakie mają wpływ na takie, a nie inne zachowanie i 

rozumiejąc je - że jedynym powodem, dla którego pies na ciebie szczeka lub warczy jest 

zwyczajnie brak z jego strony zaufania do ciebie. Spójrz na to oczami psa: jedyne, co możesz 

zrobić, to uspokoić jego obawy co do twoich intencji. Cóż, dla większości moich klientów 

jestem przysłowiową ostatnią deską ratunku. Mają pełną  świadomość tego, że jeśli moje 

metody nie pomogą, nie pozostanie już nic innego, jak uśpić psa. Zanim do mnie trafili, 

próbowali już wszystkiego, co było dostępne. Zwykle radzono im “pokaż mu wreszcie, kto tu 

rządzi” i problemy przeminą, ale... nic z tego. Często problemy tylko rosły. Moja praca 

polega na tym, aby jakoś dopasować psa i rodzinę, w której żyje, co zazwyczaj wymaga 

rewolucji w całym dotychczasowym trybie życia. Jedzenie i smakołyki są często używane w 

moich metodach, bo to daje dobre efekty, a jeśli uda ci się pojąć, co się za tym kryje, 

zrozumiesz dlaczego. 

Psy i niemowlęta 

Drogi Panie Fisher 

Mój czteroletni West Highland Terier Ben stal się agresywny wobec mojego 

jedenastomiesięcznego syna Jasona. Do tej pory tak dobrze się ze sobą zgadzali! Kiedy Jason 

zaczai raczkować (jakieś dwa miesiące temu), Ben zaczął go unikać, ale nigdy nie okazał 

najmniejszej agresji. Nieco ponad tydzień temu cala rodzina zapadła na grypę. Na szczęście 

choroba ominęła małego i jego piastunkę. Żeby mały się nie zaraził, tylko ona zajmowała się 

dzieckiem. Kiedy poczułam się lepiej, chciałam zobaczyć dziecko. Kiedy mały raczkował po 

podłodze w kierunku mojego łóżka, Ben, który był koło mnie, zaczął warczeć na niego z 

wściekłością. Kazałam go wyrzucić, a mój mąż dał mu klapsa i zamknął go w kuchni. 

Wiedział, że źle zrobił, bo był bardzo spokojny i uległy przez resztę dnia. Wieczorem, kiedy 

background image

mąż przygotował jedzenie dla psa, Jason przypełzł do kuchni. Zupełnie bez powodu Ben 

skoczył na niego i ugryzł go w buzię. Na szczęście niezbyt mocno. Jeden mały  ślad pod 

prawym okiem i drugi na wardze. Wydaje mi się,  że bardziej chciał go nastraszyć niż 

rzeczywiście zranić. 

Nie chcemy usypiać psa, ale bardzo boimy się,  że sytuacja się powtórzy. Czy może 

nam pan pomóc? Oczywiście nie pozwalamy dziecku zbliżać się do psa, ale nie wyobrażamy 

sobie, że można tak żyć na dłuższą metę. - Mrs. J. Bolton. Lancs. 

Zawsze, kiedy agresja psa jest skierowana przeciwko dziecku, pytam właścicieli, czy 

na pewno nadal chcą mieć psa. W większości tych przypadków można znaleźć pozytywne 

rozwiązanie, ale zawsze istnieje ryzyko, że dziecko zostanie pogryzione, nie mówiąc już o 

psychicznym wpływie, jaki zaistniała sytuacja może mieć na malca. W tym akurat przypadku 

postanowiono dać Benowi jeszcze jedną szansę. Byłem wprawdzie pewien, jaka była 

przyczyna konfliktu i jakie trzeba podjąć działania, ale poprosiłem właścicieli, by ich 

domowy weterynarz zbadał psa (to zaskakujące, jak często niezauważone zapalenie 

gruczołów okołoodbytowych lub ucha może zmienić zachowanie psa, nie mówiąc już o 

innych ukrytych zaburzeniach zdrowotnych!). Okazało się,  że nic mu nie dolega. W tym 

przypadku nie zauważono sygnałów ostrzegawczych. Od czasu kiedy Jason zaczął 

raczkować, Ben starał się schodzić mu z drogi, co świadczyło o tym, jaki jest jego pogląd na 

wzajemne stosunki z dzieckiem. Być może nie czuł się bezpiecznie w jego towarzystwie lub 

potraktował wzrastającą aktywność dziecka jako zagrożenie dla siebie. To był  właściwy 

moment na podjęcie działań, ale zdaję sobie sprawę, jak łatwo w nawale zajęć przeoczyć 

pierwsze, subtelne symptomy, zwłaszcza, gdy dotąd miało się pełne zaufanie do psa. 

Niepewną równowagę wzajemnych stosunków pomiędzy psem i dzieckiem zachwiała 

chwilowa zmiana domowych obowiązków, spowodowana chorobą członków rodziny. W 

efekcie przez kilka dni z rzędu Ben miał swoją panią wyłącznie do swojej dyspozycji, 

spędzając całe dnie zwinięty na jej łóżku. Ben wysunął się w hierarchii stada przed dziecko, a 

nawet przed jego rodziców. Rozdział 3 pokazał, jak łatwo może zaistnieć taka sytuacja, jeśli 

nie jesteśmy dostatecznie ostrożni. Toteż kiedy Jason pojawił się znowu na horyzoncie, 

powitało go ostrzegawcze warczenie. Kara, która spotkała go za zupełnie normalne, choć 

przez ludzi nieakceptowane zachowanie wprawiła go w zakłopotanie. To, co właściciele 

odczytali jako poczucie winy, w istocie nim nie było. Była to z jego strony reakcja na ogólną 

atmosferę przygnębienia. Sądząc z obrażeń, jakie Jason odniósł po pierwszym ataku, było to 

pomyślane jako działanie dyscyplinujące. To nie było ugryzienie, zęby nie zacisnęły się, ale 

tylko kłapnęły w typowym ostrzeżeniu “trzymaj się z dala od mojego jedzenia”. W ten sposób 

background image

wyżej stojący w hierarchii pies ostrzega słabszego. Problem w tym, że ludzką skórę łatwiej 

zranić niż psią. Należy zadać sobie pytanie “Czemu pies uznał, że ma prawo podjąć działania 

dyscyplinujące wobec potomstwa osobników Alfa”? 

A oto co się naprawdę zdarzyło. Kiedy Jason zaczął raczkować, Ben zaczął go 

wyraźnie omijać, dając mu swobodę poruszania się. Nie był tym szczególnie zachwycony, ale 

nie widział możliwości przeciwdziałania, uważał, że nie ma do tego prawa. Bardzo poprawiła 

się pozycja psa w domu w czasie choroby. Dziecko było izolowane, a pies zyskał dodatkowe 

przywileje. Według psich pojęć  właściciele sami podnieśli jego pozycję obniżając 

jednocześnie pozycję dziecka. Toteż w pojęciu psa miał on absolutnie prawo do podjęcia 

działań dyscyplinujących dziecko. Jeśli się nad tym zastanowicie, dojdziecie do wniosku, że 

to całkiem co innego, niż prawdziwa agresja. Przeprowadzona pod kontrolą zamiana ról w 

stadzie rozwiązała problem i zapobiegła powstawaniu podobnych w przyszłości. Drogi Panie 

Fisher 

Próbowaliśmy zapoznać naszego trzyletniego boksera Bruna z naszym nowo 

urodzonym dzieckiem. Był on tym tak podniecony, że wyskoczył w górę i niemal chwycił 

maleństwo pazurami. Czytaliśmy,  że najlepiej położyć dziecko na podłodze i pozwolić psu 

obejrzeć je dokładnie, nie pozwalając mu tylko lizać twarzy maleństwa, ale boimy się,  że 

Bruno zrobi mu nawet niechcący coś  złego. On nie jest agresywny, ale zawsze używał 

pazurów do rozrywania toreb z zakupami, a ja nigdy go od tego nie powstrzymywałam. 

Pilnowałam tylko, żeby otwierał tę torbę, w której jest coś dla niego. Obawiam się, że Bruno 

jest przekonany, że w pakunku z dzieckiem jest coś do jedzenia. Każę mu siadać i on to robi, 

ale kiedy tylko powiem: ,,Zobacz Bruno, to twój nowy braciszek” podskakuje i zaczyna 

drapać. Co mam robić?. - Mrs. H. Enfield, Londyn. 

Było to bez wątpienia typowo wyuczone zachowanie. Złożyłem wizytę w tym domu, 

żeby naocznie przekonać się, czy w tym zachowaniu nie kryje się choćby cień agresji w 

stosunku do dziecka. Ale nic takiego nie stwierdziłem. 

Zwykłą rutyną tego domu było to, że po powrocie z zakupów pani domu dawała psu 

torebkę z czymś smakowitym, aby bezpiecznie donieść do kuchni resztę zakupów. Brano 

siedział oczekując na należną mu torebkę, która była mu wręczana ze słowami: “Zobacz 

Bruno, co dla ciebie mam”. Bruno atakował torebkę pazurami, aby dobrać się do jej 

zawartości. Kiedy uczymy psa jakiejś małej, głupiej sztuczki, nie zawsze potrafimy 

przewidzieć konsekwencje. Trzymając małe zawiniątko na rękach i każąc psu siadać, pani 

uruchomiła określoną drogę skojarzeń u Bruna, który już drżał z niecierpliwości w 

oczekiwaniu smakołyku, a kiedy usłyszał jakże znane słowo “zobacz” nic dziwnego, że rzucał 

background image

się w poszukiwaniu go. Trzeba było przekonać Bruna, że zawiniątko z niemowlakiem nie 

kryje niczego do jedzenia. 

Bruno oddałby duszę i ciało za kawałek białej czekolady. Mam co prawda duże 

wątpliwości, czy dziki wilk albo zdziczały pies uznałby to za godną siebie zdobycz, ale skoro 

Bruno tak ją lubił, to postanowiłem użyć właśnie białej czekolady. Matka usiadła trzymając 

dziecko, a na stoliku obok niej leżały trzy czy cztery kawałki czekolady. Kiedy wpuszczono 

psa, ten podszedł prosto do swojej pani. Kazała mu usiąść, co natychmiast wykonał patrząc 

wyczekująco na nią. Nic nie mówiąc podała mu kawałek czekolady. Przez chwilę pies był 

ignorowany, a my kontynuowaliśmy rozmowę, potem dostał następny kawałek czekolady. Od 

tej chwili pies zupełnie ignorował dziecko wpatrzony w stolik. Powtarzaliśmy tę czynność 

kilka razy, dopóki czekolada się nie skończyła. Poprosiłem wtedy panią domu, żeby 

powiedziała to, co zwykle mówiła pokazując psu dziecko. Bruno popatrzył zrezygnowany, 

obwąchał dziecko i położył się obok. Całe podniecenie wyparowało. 

Takie działanie pani domu powtórzyła jeszcze trzy czy cztery razy i Bruno 

przyzwyczaił się, że obecność dziecka jest zapowiedzią nagrody, nie związanej ściśle z osobą 

maleństwa. Byłem usatysfakcjonowany słysząc słowa zachwytu teściowej tej pani nad 

wspaniałym zachowaniem Bruna w stosunku do dziecka, a było to następnego dnia po mojej 

wizycie w tym domu. 

Opisując ten przypadek chciałem pokazać,  że wprowadzenie nowo narodzonego 

dziecka do domu, gdzie pies ma swoją mocną pozycję, nie zawsze jest takie łatwe, jak można 

by przypuszczać. Na ogół pies powinien zaakceptować nowego członka stada pod 

warunkiem, że jego zachowanie wobec niego jest prawidłowe. Zawsze radzę moim klientom, 

żeby nie zamykali psa, kiedy kąpią, przewijają czy karmią dziecko. Wręcz przeciwnie, pies 

powinien przy tym asystować i od czasu do czasu trzeba powiedzieć coś do niego. Bardzo 

dobrym pomysłem jest stosowanie podobnych działań jak te, które podjęliśmy w stosunku do 

Bruna. Można dać psu kość lub kupiony w sklepie dla zwierząt gryzak w tym samym pokoju, 

w którym zajmujemy się dzieckiem, czyniąc z tego swego rodzaju rytuał. Pies szybko dojdzie 

do wniosku, że przebywanie w pobliżu dziecka to rzecz bardzo przyjemna. 

Niewielu rodziców zdecydowałoby się zostawić na dłużej maleńkie dziecko samo z 

psem. Może to być bardzo niebezpieczne, zwłaszcza kiedy dziecko ma brudną pieluchę. Pies 

myśli zupełnie innymi kategoriami niż my, a taka aromatyczna pielucha to coś, co koniecznie 

powinno być zbadane. Badanie źródła zapachu może mieć dosyć gwałtowny przebieg i 

drastyczne konsekwencje - przewrócone łóżeczko, dziecko na podłodze w podartym ubranku 

i, ostatecznie... pies zaprowadzony do uśpienia. 

background image

Najbardziej dziwacznego przypadku, dotyczącego psów i maleńkich dzieci, dostarczył 

mi dwuletni bokser o imieniu Sam. Mieszkał on ze swoją panią i jej maleńkim dzieckiem w 

mieszkaniu służbowym. Jej mąż był marynarzem i większość czasu spędzał poza domem. 

Problem powstał, kiedy przy kolejnej wizycie w domu okazało się, że pies warczy na niego. 

On w zasadzie bał się psów i Sam został kupiony także dlatego, aby pomóc mu 

przezwyciężyć ten strach. Z tej przyczyny to pani domu karciła psa kiedy warczał, a nie pan. 

Byłem przerażony, kiedy dowiedziałem się, że karci psa ... gryząc go w ucho, nie dlatego, że 

było mi szczególnie żal psa, ale sam nigdy nie pochylibyłbym twarzy tak nisko nad 

warczącym psem. Mąż wracając na okręt zapowiedział jej: “Albo wyleczysz tego psa albo 

masz go uśpić”. 

Zebrany wywiad wskazywał na klasyczny przypadek walki o dominację. Wiek psa 

oraz fakt, że pod nieobecność pana był najwyższym rangą samcem w domu i to przez długi 

czas jego nieobecności - wszystko to wskazywało na słuszność takiego wniosku. Nic 

dziwnego,  że w tych warunkach pies postanowił objąć przewodnictwo stada i próbować 

zdominować swego pana po jego powrocie do domu. 

Zaleciłem program działań, mających obniżyć pozycję psa w codziennych stosunkach 

z jego panią, oraz dałem instrukcje, jak powinien zachowywać się  mąż, kiedy następnym 

razem wróci do domu. Na co dzień pani miała bardzo dobrą kontrolę nad psem i dlatego 

sądziłem, że nie jest to problem z ułożeniem psa, a tylko z przyjętą przez niego postawą. 

Kilka tygodni później zadzwoniła, że mąż przyjechał do domu, a pies terroryzuje go 

do tego stopnia, że kiedy wyszła po zakupy, zdesperowany mąż zamknął się w kuchni i czekał 

na jej powrót. Zdecydowanie zażądał  uśpienia psa. Oboje zgodzili się przyjechać do mnie 

zabierając psa i dziecko. Po mniej więcej godzinnej rozmowie byłem coraz bardziej 

zaskoczony nie rozumiejąc, dlaczego pies nie reaguje na zalecaną przeze mnie terapię. Sądząc 

z ich odpowiedzi zastosowali się pilnie do wszystkich moich wytycznych. Cały problem 

powinien jeśli nie zniknąć, to przynajmniej zmniejszyć się, ale w żadnym razie nie nasilić się. 

Wtedy dziecko zaczęło płakać, a Sam bardzo podniecony zaczął wspinać się łapami na 

swoją panią. Mąż wstał z krzesła z zamiarem odciągnięcia psa, ale szybciutko usiadł na 

rozkaz Sama. Muszę przyznać,  że sam bym tak zrobił. Rozkaz psa był nader wyraźny: “ 

Siadaj, ale już!” 

Pani udało się nieco uspokoić psa, ale był on nadal zaniepokojony płaczem dziecka. W 

końcu trzeba było go zamknąć w samochodzie, bo mąż sztywny ze strachu nie był w stanie 

uczestniczyć w rozmowie. 

background image

Pani wyjaśniła mi, że pies stał się niespokojny, bo dziecko było karmione piersią, a na 

czas karmienia Sam był zamykany w innym pokoju. Zapytałem, czy pies jest zawsze w czasie 

karmienia (zawsze odradzam to rodzicom, kiedy niemowlę przebywa w domu, w którym jest 

dorosły pies, gdyż to może wyrobić w nim przekonanie, że za każdym razem kiedy matka 

poświęca uwagę dziecku, on musi być zamknięty). 

“Tak, muszę, bo inaczej pies próbuje odepchnąć dziecko” - odpowiedziała. 

“Dlaczego miałby to robić? - zapytałem naiwnie. 

“Mam za dużo pokarmu i położna powiedziała mi, że jeśli resztę będę dawać psu, to 

pomiędzy nim i dzieckiem wytworzy się silna więź”. 

Zanim naiwna, młoda matka, czytając te słowa przejmie się  tą bzdurną teorią 

chciałbym z całą mocą podkreślić,  że nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością. Takie 

żywienie psa w żaden sposób nie wpłynie na więź między psem a dzieckiem! Myślę zresztą, 

że położna raczej chciała poradzić jak spożytkować nadmiar pokarmu. Właścicielka Sama 

zinterpretowała to na swój sposób. 

Pomysł karmienia piersią dorosłego boksera przyprawia mnie o dreszcz zgrozy, ale to 

wyjaśniło wiele spraw. Nic tak nie podbudowuje pozycji psa niż pierwszeństwo przy 

najbardziej mlecznym sutku... 

Psy i dzieci 

Zwykle tak się dzieje, że kiedy mam do czynienia z nadmiernie aktywnymi psami, to 

okazuje się,  że w rodzinie są również nadmiernie aktywne dzieci. Nie ma wątpliwości,  że 

warunki, w jakich pies przebywa na co dzień mają ogromny wpływ na jego zachowanie. 

Z dwóch szczeniaków tego samego miotu jeden, umieszczony u starszego, spokojnego 

małżeństwa, wyrośnie na spokojnego, dobrze ułożonego psa. Drugi, umieszczony w rodzinie 

z dwójką czy trójką rozbrykanych dzieci, wyrośnie na równie rozbrykane, nieznośne zwierzę. 

Bardzo modne obecnie ekologiczne podejście obwinia konserwanty, barwniki i inne 

środki dodawane do produkowanej żywności o zły wpływ na nadmierną aktywność dzieci. 

Nie mam wątpliwości, że w niektórych przypadkach rzeczywiście tak jest. Te same składniki 

wywierają podobny wpływ na psy. Jednak o ile chemikalia mają zły wpływ, to zaprzestanie 

ich spożywania powinno znosić go całkowicie. Widziałem zbyt wiele przypadków, gdzie 

nadmiernie aktywne psy były własnością rodzin, mających nadmiernie aktywne dzieci. 

Miałem kiedyś do czynienia z osiemnastomiesięcznym, wykastrowanym springer spanielem. 

Wykastrowano go, gdyż ktoś  właścicielom powiedział,  że po tym zabiegu pies będzie 

znacznie spokojniejszy. Przy pewnych zaburzeniach hormonalnych mających wpływ na 

zachowanie tak psów, jak i suk, taki zabieg może okazać się zbawienny. Ale w tym 

background image

przypadku tak nie było. Kiedy tylko pies przekroczył próg, miotał się w różne strony, 

wskakiwał na meble, drapał w drzwi - słowem prezentował jak najgorsze maniery. Ale 

dokładnie tak samo zachowywał się ośmioletni synek właścicieli. Miał na imię Adam i już po 

trzech minutach pobytu w moim biurze przerwał nam rozmowę słowami: “Tatusiu, ja chcę do 

domu”. “To nie potrwa długo, Adasiu” odpowiedział ojciec. 

Zajęło to sporo czasu, choć robiłem subtelne aluzje do nieznośnego zachowania 

pociechy, szalenie utrudniającego mi rozmowę. Matka mruczała przepraszająco, że mały jest 

nadmiernie aktywny i trzeba będzie coś z tym zrobić. Adam w tym czasie bardzo przycichł. 

Zajęty był wyciąganiem książek z półek bez mojego pozwolenia. Powiedziano mu tylko: 

“Posłuchaj kochanie, ten miły pan chce nam pomóc w opanowaniu złego zachowania naszego 

pieska.” Zapytano go jeszcze, czy nie chciałby pójść obejrzeć koni. “Nie, chcę do domu” 

odpowiedział nadąsany chłopczyk. 

Byłem mu wdzięczny za tę odpowiedź, bo jakoś nikt mnie nie zapytał, czy wyrażę na 

to zgodę. Ja naprawdę lubię nasze konie i zupełnie nie widziałem powodu, dla którego Adam 

miałby je niepokoić. Moja żona w tym czasie pracowała w pokoju obok. Zapytała mnie 

potem, czy dobrze się jej wydawało, że chłopiec jest nieco opóźniony w rozwoju. Była bardzo 

zdziwiona, kiedy powiedziałem, że nie. 

Po mniej więcej czterdziestu minutach tych męczarni stało się dla mnie jasne, że żadne 

z rodziców nie zamierza w żaden sposób wpłynąć na zachowanie pociechy i zdecydowałem 

się sam interweniować. Poczekałem na następne: “Chcę do domu” i zapytałem “Adam, czy 

naprawdę chcesz do domu?” “Tak” - odpowiedział. Podszedłem zatem do drzwi, otworzyłem 

je szeroko i powiedziałem: “No, to idź. Twoi rodzice nie mogą iść z tobą, bo mają jeszcze 

kilka spraw do omówienia ze mną, ale jeśli rzeczywiście chcesz iść, to nikt cię nie będzie 

zatrzymywał”. 

Adam skamieniał, a rodzice wydali z siebie cienki pisk. Chłopiec “straszliwie 

przygnębiony” usiadł matce na kolanach i przytulony do niej nie odzywał się do końca naszej 

rozmowy. Tak oto udało mi się przezwyciężyć szkodliwe działanie konserwantów i 

barwników w pożywieniu. Wyglądało na to, że pies jest mi niemal wdzięczny. Uspokoił się 

natychmiast, gdy zlikwidowałem  źródło podniet, przyprawiające tak psa, jak i mnie o 

szaleństwo. 

Na ogół nie mam większych problemów z wyjaśnieniem właścicielom, co mają 

zrobić, aby zapanować nad swoim psem, ale nie bardzo mogę wtrącać się do tego, jak 

postępują ze swoimi dziećmi. Staram się zatem podkreślić usilnie, jak wielki wpływ na 

background image

zachowanie mają warunki zewnętrzne z nadzieją,  że zrozumieją, o co naprawdę chodzi. 

Niestety, nie wszyscy chcą to zrozumieć. Drogi Panie Fisher 

Mam dwoje dzieci: ośmio- i dziewięcioletnie. Nie mogą one swobodnie bawić się ze 

swymi przyjaciółmi, bo nasza dziesięciomiesięczna suczka border collie, która zawsze jest z 

nami, zaczyna podszczypywać dzieci, kiedy tylko spróbują biegać. Ona na ogół nie jest 

agresywna, ale nie potrafi zapanować nad sobą, gdy dookoła jest za dużo ruchu. Czy może 

Pan doradzić, jak ją wychować? - Mrs. F. Huntington, York. 

Instynkt pasienia u collie jest bardzo silny i to właśnie robi pies w tym przypadku. 

Problem powstał stąd, że na jego psychikę działa zbyt mało bodźców pobudzających. Te psy 

zostały wyhodowane do pracy, ale ich wzrastająca popularność spowodowała, że znalazły się 

również w miastach, gdzie zapewnia się im co najwyżej dwa krótkie spacery dziennie. W 

rezultacie znudzone i przytłumione starają się znaleźć zajęcie zastępcze, zaspokajające ich 

naturalne instynkty. Dajcie im grupę dzieci, rozbieganych i piszczących cienkimi głosikami, a 

będą w siódmym niebie. 

Dzieci działają bardziej pobudzająco niż owce, które łatwo utrzymać w zwartej grupie 

i nie wymaga to zbyt wiele ruchu i wysiłku. Dzieci rozbiegają się we wszystkich kierunkach i 

roztoczenie nad nimi pełnej kontroli to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. 

Pani F. ma rację. Na ogół to nie są agresywne psy, ale każde chwycenie zębami 

człowieka jest uznawane za agresję i nie jest do zaakceptowania. Mając takiego psa 

właściciele muszą wziąć pod uwagę potrzeby psychiczne rasy i zaspokajać je. Same spacery 

nie wystarczają, potrzeba im zadań, które pozwolą im rozwijać tak mózg, jak mięśnie. 

Rozdział 16 dotyczy tego rodzaju problemów. 

Karcenie czy karanie psa za zachowania, oparte na silnych instynktach, rzadko kiedy 

przynosi oczekiwane rezultaty. Można osiągnąć tyle, że w obecności dorosłych pies będzie 

obawiał się paść dzieci. Trzeba zadbać o to, by pies czuł się dobrze w towarzystwie dzieci. 

Spokojne zachowanie i jakiś smakołyk na dzień dobry, jako powitanie ze strony dzieci, które 

przyszły z wizytą, pomoże zmienić nastawienie psa i jego oczekiwania w stosunku do grupy 

gości. Można też nauczyć dzieci (początkowo pod nadzorem dorosłych) zabawy w 

poszukiwanie smakołyków, co w pewnym stopniu zaspokoi potrzebę pracy psa. Potem dobrze 

będzie zabrać psa, aby dzieci mogły się wyszaleć. Kiedy już się trochę zmęczą i uspokoją, 

można znowu wypuścić psa, żeby całe towarzystwo mogło się spokojnie pobawić. Te 

działania powinny chwilowo załagodzić sytuację, a z biegiem czasu, dorastając, i dzieci i pies 

będą coraz spokojniejsze. 

background image

Być może taka rada ze strony człowieka, po którym spodziewano się całkowitego 

uzdrowienia sytuacji wywoła zdziwione pytanie: “Tylko tyle?” lub “To nic więcej pan nam 

nie poradzi?” Cóż, mój komentarz do tego przypadku jest następujący - zanim weźmie się do 

domu psa, trzeba się dobrze zastanowić, czy ten, jakiego wybraliśmy, zaspokoi nasze 

oczekiwania. Toteż pamiętaj: 

1. Jeśli zależy ci na kolanowym kanapowcu, nie decyduj się na doga. 

2. Jeśli chcesz mieć spokojnego psa, nie decyduj się na żadną z ras obrończych czy 

stróżujących. 

3. Jeśli ci nie odpowiada pies o silnym instynkcie pasterskim, nie decyduj się na collie. 

4. Jeśli kupisz psa tylko dlatego, że chcą go dzieci, a ty nie jesteś przekonany, czy to 

jest dobry pomysł, zastanów się nad nim bardzo głęboko. 

Psy i dorośli 

Usłyszałem zdenerwowany głos w słuchawce telefonu: “Spróbowałem mu zabrać 

miskę z jedzeniem, a on mnie ugryzł”. Powstrzymałem się od kąśliwego komentarza, że jeśli 

nie chciałeś, aby twój pies jadł, to przede wszystkim po co dałeś mu pełną miskę. Zamiast 

tego zapytałem o okoliczności tego zdarzenia. 

Okazało się, że żona właściciela spodziewa się dziecka i państwo postanowili nauczyć 

psa, że w każdej chwili ktoś mu może zabrać miskę, nawet gdy zabrał się już do jedzenia. 

Myśleli,  że pies powinien o tym wiedzieć, zanim dziecko zacznie raczkować, bo wtedy na 

pewno będzie się dobierało do psiej miski. Pomysł był nawet dobry i świadczył o tym jak 

odpowiedzialnie podchodzą niektórzy ludzie do problemów, jakie mogą wyniknąć, kiedy w 

domu, w którym jest już pies, pojawi się niemowlak. A w bardzo wielu rodzinach, zanim 

pojawi się dziecko, pies jest już dobrze zasiedziały (czyżby jakieś echa Freuda, pies jako 

substytut dziecka?). 

Przez pierwsze trzy dni nie było problemu. Pan zabierał miskę, a pies kręcił ogonem i 

patrzył w górę z nadzieją. Czwartego dnia właściciel zauważył,  że kiedy podszedł, pies 

zamarł nad miską ze spuszczoną głową. Pomyślał sobie; “Ale mądry pies, wie już, co teraz 

robię i przestał jeść, żeby było mi łatwiej zabrać miskę”. Tak też zrobił, a pies nie zareagował. 

Bardzo się zatem zdziwił, kiedy piątego dnia pies zawarczał, kiedy on sięgał po miskę. Pies 

dostał klapsa za warczenie i pan zabrał miskę, nie oddał jej psu przez pięć minut, żeby dać mu 

nauczkę. Szóstego dnia warczenie było głośniejsze, bicie dotkliwe, a dodatkową karą było to, 

że pies nie dostał miski z powrotem. Siódmego dnia pies ugryzł pana, sięgającego po miskę. 

Powodowany najlepszymi intencjami człowiek ten nauczył psa pilnowania jedzenia 

popartego agresją. Spójrzmy na zaistniałą sytuację oczami psa, a wtedy łatwo pojmiemy, co 

background image

się naprawdę wydarzyło. Jest taki krytyczny obszar wokół psiego pyska, który najlepiej 

określić jako strefę zakazaną. Wszystko, co wewnątrz tej strefy, należy do psa. Dzisiejsze 

domowe, dobrze wykarmione psy rzadko przypominają nam o jej istnieniu. Rzeczywiście, 

wielu moich klientów opowiada mi o wspaniałym charakterze ich psów, które pozwalają 

sobie wyjąć z pyska wszystko, cokolwiek to było. Odpowiadam im na to zwykle: “Nie dawaj 

jeść swojemu psu przez tydzień, a potem spróbuj mu zabrać kość”. Ukryty instynkt da o sobie 

znać niezależnie od rasy. Nawet w dzikim stadzie słabszy, podporządkowany osobnik będzie 

bronił swojej porcji jedzenia przed wyżej od niego stojącym, mimo że szansę na wygraną są 

minimalne. Kiedy jednak przypadkiem zdarzy się, że słabszy wygra walkę o jedzenie, kiedy 

już zje, wykona przed silniejszym wszystkie gesty i postawy podporządkowania w formie 

przeprosin. Kiedy zdobywca jedzenia ma bardzo niską pozycję w stadzie, to walkę o jedzenie 

ze stojącym znacznie wyżej może wygrać tylko wtedy, gdy jest bardzo głodny. Ten niższy 

rangą jednak nawet nie marzy o walce o zmianę swojej pozycji w stadzie. 

Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie 

zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę. 

Kiedy miał dość tych działań, przyjął klasyczną nieruchomą pozycję, aby ostrzec przed 

dotykaniem jego zdobyczy. To klasyczne psie ostrzeżenie zostało ewidentnie źle 

zinterpretowane przez właściciela, czyli w pojęciu psa - zignorowane. Następne ostrzeżenie 

było już wyraźniejsze, pies zaczął warczeć. Właściciel - wychodząc z założenia: “Żaden pies 

nie będzie na mnie warczał” - uderzył  psa.  To  już nie było zwykłe współzawodnictwo o 

jedzenie - dołączyła do niego agresja. A jak psy przejawiają agresję? - to oczywiste - gryzą! 

Kiedy właściciel psa zrozumiał, dlaczego jego postępowanie przyniosło takie a nie 

inne rezultaty, opracowaliśmy wspólnie plan działania zgodnie z moimi sugestiami: 

1. Uległa zmianie częstotliwość posiłków, tę samą ilość karmy podzielono na dwie 

porcje: poranną i wieczorną. 

2. Zmieniono miskę i miejsce karmienia, aby warunki zewnętrzne nie kojarzyły się z 

dotychczasowymi wydarzeniami. 

3. Kupiono dwie podobne miski. Jedzenie przygotowane w obecności psa, znajdowało 

się w jadalnej misce, ale na podłodze stawiano najpierw drugą, pustą. To bardzo zabawny 

widok: pies zagląda do miski, potem spogląda w górę, zdziwiony, potem znów patrzy w dół, 

rozgląda się dookoła, potem próbuje zajrzeć pod miskę, w końcu znowu patrzy z wypisanym 

na pysku pytaniem: “Czy nie wiesz, że tam nic nie ma, ty niemądry?”. Teraz pora na małą 

pantomimę: “Chyba musiałem zwariować! Przecież to nie ta miska”. Z pełnej miski trzeba 

nałożyć dwie lub trzy łyżki jedzenia do pustej. Ponieważ pełna miska jest w posiadaniu 

background image

właściciela, nie ma czego pilnować. Pies szybko upora się z niewielką porcją i popatrzy w 

górę prosząc o jeszcze, wtedy trzeba mu dać następną porcję i powtórzyć całą procedurę, aż 

skończy się przeznaczona na tę porę karmienia porcja jedzenia. Pies będzie mógł się 

przekonać, że każde nasze pochylenie się do miski zmierza do dołożenia mu jedzenia, a nie 

odebrania go. Następny krok to podanie psu miski wypełnionej w połowie: resztę jedzenia 

trzeba dołożyć zanim skończy jeść to, co już dostał. To wciąż wygląda na sięganie po psią 

zdobycz, ale w efekcie pies coś dostaje, a nie traci. Wkrótce zabranie miski, w której zostało 

jeszcze trochę jedzenia stanie się możliwe. Pies nauczył się, że pod ręką jest sporo jedzenia i 

w końcu je dostanie. Przy każdym karmieniu właściciel powinien stać bardzo blisko miski, 

wewnątrz strefy zakazanej lub na jej obrzeżach, co zapewni mu ochronę przed agresją psa, 

gdyż jemu z kolei wydaje się,  że znajduje się w strefie zakazanej właściciela. Teraz trzeba 

osiągnąć to, żeby po postawieniu miski bezpiecznie wchodzić i wychodzić z tej strefy. 

Trzeba postawić miskę na podłodze i odejść kilka kroków, nie dalej jednak niż do 

lodówki, w której ukryty jest wyjątkowo smaczny kąsek. Należy go wyjąć i podejść do miski 

uważając, czy pies ostrzegawczo nie warczy, sygnalizując wrogą postawę. Jeśli tak, lepiej 

zatrzymać się i wrzucić psu do miski trzymany smakołyk ze słowami “Masz. Zapomniałem to 

włożyć do miski” i odejść. Błędem byłoby podejść w tej sytuacji do miski, gdyż to mogłoby 

zrujnować z trudem budowane zaufanie psa. 

Większość psów szybko akceptuje ten nowy zwyczaj podchodzenia i odchodzenia, 

związany z wyraźną dla nich korzyścią. Inni członkowie rodziny mogą też wchodzić do 

kuchni, kiedy pies je, podchodzić do lodówki, dawać mu dodatkowe smaczne kąski - 

początkowo z dystansu, potem przekraczając strefę zakazaną, ale dopiero wtedy, gdy wita ich 

przyjazne kiwanie psiego ogona. 

W tym przypadku powstałe napięcie opadło i zaufanie między psem i właścicielem 

zostało odbudowane tak szybko, jak przedtem zostało zniszczone. 

Państwo Flatt byli bezdzietnym małżeństwem po czterdziestce z dużym, czteroletnim 

dogiem niemieckim o imieniu Atlas. Pośród innych problemów, jakich im przysparzał, Atlas 

między innymi obsikiwał drzwi ich sypialni, a kiedy tylko miał szansę wejść do środka, 

natychmiast i łóżko. Atlas właściwie był psem pani Flatt, miała go jeszcze zanim poznała 

swego obecnego męża. Przed ślubem sypiał przy łóżku swojej pani, po nim został 

wyeksmitowany do kuchni. Atlas w dalszym ciągu uważał, że zajmuje pozycję Alfa, jak to 

było przed pojawieniem się pana Flatt. Z jego punktu widzenia to, że pozwolono na obecność 

pana Flatt w sypialni, podczas kiedy on był zamykany w kuchni (miejsce oddalone od 

sypialni, przeznaczone dla osobników niższych rangą) było conocnym zamachem na jego 

background image

pozycję. Toteż nic dziwnego, że za dnia Atlas próbował  ją odzyskać. Znakował sporne 

terytorium przy każdej okazji, co w psim języku miało oznaczać “To mój teren, wszystkie 

inne samce mają się trzymać z daleka.” Pan Flatt miał dużo szczęścia, że Atlas był spokojnym 

psem, który nie dochodził swoich praw agresją. Nie zdając sobie sprawy, w ciągu dnia 

państwo Flatt przyznawali Atlasowi wszystkie korzyści związane z zajmowaniem pozycji 

Alfa, natomiast nocą mu je odbierali. I tak powstawało błędne koło, zapoczątkowane 

oddaniem przywództwa stada Atlasowi. 

Sposób postępowania był w tym przypadku stosunkowo prosty. W ciągu dnia, 

podobnie jak w nocy, należało dążyć do obniżenia pozycji Atlasa w stadzie. Zasady 

postępowania w takich przypadkach opisałem już w rozdziale 3. Przytoczony przykład 

znakomicie pokazuje, jak psy postrzegają ludzi w codziennym życiu stada. Każda zmiana 

sytuacji - wyprowadzka jednego członka rodziny, częste wyjazdy służbowe jednego z 

małżonków, ktoś nowy wprowadzający się na stałe - może zaowocować zmianami w 

zachowaniu się psa, które często mogą przysporzyć wielu problemów. Wspomniany już 

wcześniej behawiorysta felinolog Peter Nevile określał taką sytuację następująco: 

przyjemność posiadania domowego zwierzęcia zaćmiona koniecznością przebywania z nimi 

pod jednym dachem. Dla państwa Flatt siusiający na łóżko Atlas zdecydowanie przestał być 

przyjemnością. Myśleli nawet o wykastrowaniu psa, jako że nie mieli żadnych ambicji 

hodowlanych i wystawowych. Oczywiście doradził im to jakiś “psi ekspert”, ale inny 

powiedział im, że pies jest już za stary i nic mu to nie pomoże. Przyszli mnie zapytać, co 

sądzę o skuteczności tego zabiegu. 

W takich przypadkach jak ten, kastracja nie przynosi oczekiwanej zmiany zachowania. 

Zachowanie Atlasa było sprawą przyjętej postawy, a nie wpływu hormonów. Niemniej jednak 

badania przeprowadzone w 1970 roku na Uniwersytecie Pennsylwanii wskazują,  że w 70% 

wypadków zachowanie psów po kastracji uległo znacznej poprawie, niezależnie od wieku. 

Badania te, obejmujące również psy dwunastoletnie, a także osobiste doświadczenie z 

moimi własnymi psami, przekonały mnie, że czynnik wieku nie ma tu nic do rzeczy.  Nasz 

dziesięcioletni wyżeł weimarski cierpiał na przepuklinę krocza, przy której czasami niezbędna 

jest kastracja. Tak też było w tym przypadku. To zawsze był pies, który nie lubił kontaktów z 

obcymi. Nie rzucał się na nich, ale zawsze warczał ostrzegawczo i odstępując parę kroków do 

tyłu przyglądał się im podejrzliwie. Zapamiętale znaczył teren i wszystkie nowe rośliny w 

ogrodzie trzeba było chronić przed nim starannie. Już kilka tygodni po operacji różni ludzie 

zaczęli zachwycać się zmianą na lepsze, jaka w nim zaszła. Jego skłonność do znaczenia 

background image

terenu wyraźnie zmalała i nawet lubi być głaskany przez słabo znanych mu ludzi. Słowem stał 

się znacznie milszym psem. A operacja znacznie przedłużyła mu życie. 

W 1988 roku Hazel Palmer, jedna z uczestniczek korespondencyjnego kursu, o którym 

wspomniałem już wcześniej, dziś znana behowiarystka, zebrała dane o wpływie kastracji na 

zachowanie dorosłych psów. Przestudiowała 98 przypadków dotyczących psów w różnym 

wieku z różnymi problemami zachowania. Doszła do podobnych wniosków jak Amerykanie. 

Coraz powszechniejsza staje się świadomość, że psy po kastracji są bardziej sympatyczne. Z 

tego punktu widzenia zabieg ten, jeśli nawet nie rozwiązuje problemów behawioralnych, to na 

pewno ich nie pogłębia. Zważywszy jak mało mamy obiekcji przeciw kastracji kotów, koni, 

świń i innych zwierząt, jak wiele właścicieli bez chwili wahania decyduje się na nią u suk, 

pojąć nie mogę, skąd to rozdzieranie szat, gdy przyjdzie przeprowadzić zabieg u psa samca. 

Chociaż większość lekarzy weterynarii jest gotowa do przeprowadzenia takich zabiegów i w 

pełni docenia ich znaczenie przy leczeniu niektórych zaburzeń behawioralnych, równie duża 

ich liczba energicznie protestuje przeciwko kastracji w takich przypadkach, uznając ją za li 

tylko fanaberię właściciela. Kiedy myślę, jak wiele szczeniąt każdego roku trafia do schronisk 

dla bezdomnych zwierząt tylko dlatego, że przyszły na świat w rezultacie niechcianych, 

przypadkowych kryć, to z całym szacunkiem dla niezależności cudzych poglądów, nie mogę 

się oprzeć wrażeniu, że ci panowie kierują się raczej tępym uporem niż rzeczywistym dobrem 

zwierząt. 

Wyjaśniwszy to państwu Flatt dodałem: “W tym przypadku kastracja nie jest 

konieczna, ale decyzja należy do was, zabieg na pewno mu nie zaszkodzi, a być może ułatwi 

państwu utrzymanie kontroli nad psem”. 

Państwo Flatt zdecydowali się poddać Atlasa zabiegowi i są bardzo zadowoleni ze 

zmian, jakie w nim zaszły. 

Zauważyłem,  że pełna informacja o tym zabiegu i jego konsekwencjach ułatwia 

zawsze podjęcie decyzji. Na pewno przeprowadzenie tej stosunkowo prostej operacji jest 

znacznie lepsze dla organizmu niż kuracja hormonalna (chemiczna kastracja), zwłaszcza  że 

nie wiadomo, jakie długofalowe skutki dla organizmu może mieć podawanie hormonów. Poza 

tym zawsze się zastanawiam, czy to jest tak całkiem fair w stosunku do psa pozostawić mu 

pełną zdolność do rozrodu i surowo pilnować, aby nigdy nie mógł zaspokoić swoich 

naturalnych popędów. 

Psy i psy 

Pies domowy, będący w prostej linii potomkiem wilka, w głębi duszy pozostał 

drapieżnikiem. Instynkt drapieżcy podpowiada mu, że osobnik zraniony nie jest zdolny do 

background image

polowania. Jeśli nie poluje, nie je, a jeśli nie je - ginie. Dlatego większość manifestacyjnych 

przejawów agresji psów wobec innych psów pozostaje li tylko manifestacją. Nawet 

najbardziej groźnie wyglądające walki, pozostawione do rozstrzygnięcia psom bez żadnej 

interwencji człowieka, zazwyczaj kończą się na kilku niewielkich draśnięciach. 

To nie zachowanie psów jest przyczyną walk. Zwykle jest nią zachowanie właścicieli. 

Kiedy tylko ten czy inny pies okaże cień agresji, wpadają pomiędzy nie z krzykiem. To 

dezorientuje psy, które przyjmują niewłaściwe postawy ciała, podejmując przygotowania do 

walki - łapy wyprężone, zęby odsłonięte w otwartych pyskach z wargami ściągniętymi do 

tyłu. Ten groźny widok pobudza właścicieli do głośniejszych krzyków i czynnej interwencji - 

chwytania za karki i próby odciągania przeciwników. To tylko pobudza psy do przyjęcia 

jeszcze bardziej wrogiej postawy. Właściciele, chcąc ostudzić zapał do walki, zaczynają 

rozdawać ciosy na prawo i lewo, czym popadnie - nogą, ręką, smyczą, a psy nieodwołalnie 

rzucają się do walki, z której najczęściej najbardziej poszkodowani wychodzą faktyczni jej 

sprawcy - ludzie. 

Większość moich klientów, którzy zgłaszają się do mnie z psami agrysywnymi w 

stosunku do innych psów, nie raz i nie dwa odniosło rany w takich potyczkach. Kiedy pytam, 

jakie obrażenia w tych walkach odniosły ich psy, okazuje się,  że niewielkie lub ... żadne. 

Równie nieuszkodzony wychodził z tej walki drugi zaangażowany w nią pies. Większe 

obrażenia w walce odnosił ten pies, którego właściciel dopadł pierwszy i chwytając za kark, 

wystawił na atak przeciwnika. 

Teoria, że kiedy dwa psy zaczynają warczeć na siebie w pierwszej próbie sił, wówczas 

właściciele powinni zrobić w tył zwrot, pozostawiając im tę sprawę do rozstrzygnięcia, jest 

bardzo trudna do zastosowania w praktyce. Nie uda się wytłumaczyć biednej, starej pani 

Smith, której pudel leży na ziemi stłamszony przez naszego rottweilera, że jest to jedyne 

rozsądne działanie w takiej sytuacji. Cóż, kiedy ona jest przekonana, że jedyne, co może 

uchronić jej pupila przed zębami rottweilera, zaciskającymi się wokół małej szyjki, to 

wymierzony temuż rottweilerowi cios parasolką. Z prowadzonych przeze mnie zapisów 

wynika jasno, że najbardziej poszkodowani z psich walk wychodzą jednak właściciele. 

Ci, którzy mają kłopoty z agresywnymi psami, swoim postępowaniem mającym temu 

zapobiec sami tworzą  błędne koło. Psy chodzą tylko na smyczy, choć dla zachowania 

równowagi psychicznej swobodny spacer bez smyczy jest niezbędny. Kiedy tylko widzą 

zbliżającego się innego psa ściągają smycz, skracając tym samym krytyczną odległość 

wzajemnego oddziaływania (przypomnijcie sobie przypadek Donner, rozdział 7). W wyniku 

ściągnięcia smyczy front psa jest podciągnięty, co w oczach nadchodzącego psa wygląda na 

background image

postawę dominującą. Jeśli właściciel ze swoim psem w takiej właśnie postawie przechodzi 

przez terytorium, które inny pies uznaje za własne, nic dziwnego, że ten ostatni zaatakuje w 

obronie swojej własności. Pies trzymany krótko na smyczy myśli wtedy zapewne “Na miłość 

boską, pozwól mi chociaż opuścić głowę, ja tędy tylko przechodzę i świetnie wiem o tym, nie 

uzurpuję sobie żadnych praw do tego terenu, a ty mnie zmuszasz, żebym udawał, że tak jest.” 

Zanim udzielę porady jak postępować z psem agresywnym w stosunku do innych 

psów, przeprowadzam bardzo szczegółowy wywiad. Pytam nie tylko o dietę, leczenie, 

pozycję w stadzie, dotychczasowe szkolenie, posłuszeństwo, ale także o kontakty z innymi 

psami i reakcje na nie właścicieli. Staram się, aby właściciele dokładnie zrozumieli istotę 

problemu i nauczyli się prawidłowo reagować, co nie jest takie proste, bo są w to ogół 

zaangażowani też inni ludzie. Trzeba też przyznać,  że większość ludzi znosi fatalne 

zachowanie swoich psów dopóty, dopóki nie zaczyna wywoływać licznych skarg ze strony 

innych - wtedy dopiero postrzegają je jako problemowe. 

Drogi panie Fisher 

Mamy dorosłego samca rasy rodesian ridgeback, który nie jest szczególnie 

przyjacielski w stosunku do innych psów. Nie wdaje się w walki, ale widać,  że nie lubi ich 

towarzystwa. Chcielibyśmy mieć drugiego psa, być może tej samej rasy, chociaż mojej żonie 

podobają się też wyżły węgierskie. Czy mógłby nam pan doradzić, jakiego psa mamy sobie 

kupić i jak bezboleśnie wprowadzić do domu. - Mr. H. Maidstone, Kent. 

Chciałbym uniknąć znanych już argumentów, czemu jedna rasa lepiej nadaje się do 

trzymania w domu niż inna. W końcu pies zawsze pozostanie psem. W tym przypadku zresztą 

nie ma takiej potrzeby, oboje państwo byli zgodni co do tego, że chcą drugiego psa, chcieli 

tylko uniknąć problemów, jakie mogłoby przynieść wprowadzenie go do domu. Oto moje 

rady: 

1. Drugi pies wprowadzony do domu może być właściwie dowolnej rasy, trzeba tylko 

unikać ras o podobnym temperamencie, charakterze i nastawieniu, jak ten, którego mamy w 

domu. Dwa zbyt podobne samce wcześniej czy później rozpoczną walkę o swoją pozycję w 

stadzie, i to niezależnie od tego, jaka jest twoja pozycja w nim. Każdy członek stada 

indywidualnie ustala swoją pozycję wobec wszystkich innych, toteż oba psy mogą uznawać 

właściciela za Alfa i nie zapobiegnie to walce. Wybór szczenięcia bez skłonności do 

dominacji, może być dobrym rozwiązaniem, trzeba bowiem pamiętać,  że przynosimy do 

domu szczeniaka, ale wyrośnie on w końcu na dużego psa i będzie dochodził swoich praw. 

2. Można też zdecydować się na sukę, jeśli ma się w domu psa. Aby uniknąć 

niechcianych szczeniąt, należy obydwa zwierzęta wysterylizować. 

background image

3. Psa o silnym instynkcie terytorialnym dobrze będzie zapoznać ze szczeniakiem na 

terytorium neutralnym, u hodowcy, jeśli się zgodzi, lub w ogrodzie znajomych. Łatwiej 

będzie im ustalić swoje stosunki w domu, jeśli malec od początku nabierze zaufania do 

dużego psa, co może być trudne, gdy pierwszy kontakt rozpocznie się od ataku osobnika 

broniącego swego terytorium. Łagodny pierwszy kontakt ułatwi malcowi przystosowanie się 

do praw panujących w nowym domu. 

4. Kiedy dorosły pies dyscyplinuje malca, właściciel nie powinien się wtrącać. Bardzo 

często właściciele karcą dorosłego psa za to, że warczy na szczeniaka. Zapominają, że choć 

dla nich to ciągle maleńki szczeniaczek, psiak właśnie  zaczyna  dorastać i podobnie jak 

nieznośny nastolatek musi nauczyć się przestrzegania domowych reguł. Wtrącenie się 

właściciela czyni tylko zamieszanie w przyjętym porządku stada przez podnoszenie pozycji 

słabszego osobnika, co nieodmiennie prowadzi do konfliktu. Musimy pozwolić zwierzętom, 

aby samodzielnie ustanowiły swoją hierarchię stada. Psy zawsze pozostają psami. Trzeba im 

pozwolić na swobodne kontakty na ustanowionych przez nie zasadach. Jeśli nie znamy i nie 

rozumiemy tych zasad, nasza niewczesna interwencja nieodmiennie wprowadza zamieszanie i 

wywołuje konflikty, których z łatwością można uniknąć. Zagrożenie konfliktem przy 

wprowadzaniu do psio-ludzkiego stada o ustalonej hierarchii nowego członka można 

zmniejszyć, wybierając psa o uległym, podporządkowanym charakterze. Jeśli taki typ 

charakteru nam nie odpowiada, można wybrać psa o temperamencie zbliżonym do tego, jaki 

ma nasz dorosły pies, ale - aby uniknąć konfliktów - musimy nauczyć się patrzeć na wszystko 

oczami psa. 

background image

14 AGRESJA 

Nadawano różnym rodzajom agresji, przejawianej przez psy, różne uczone nazwy: 

“agresja terytorialna”, “agresja dominacyjna”, “agresja związana z bólem” i tak dalej. Jednak 

osobie pogryzionej przez psa jest raczej obojętne, jak nazwano ten akurat typ agresji, z 

którym zetknęła się w tak niemiły sposób. Ugryzienie psich zębów pozostaje ugryzieniem 

psich zębów. Boli tak samo, bez względu na to, z jakimi problemami osobowości boryka się 

gryzący pies. Żeby ten problem rozwiązać, trzeba oczywiście dotrzeć do źródła agresji, ale 

znacznie ważniejsze od nadania nazwy jej typowi jest znalezienie przyczyn, które ją 

spowodowały. Znakomita większość przypadków, z jakimi mam do czynienia, to właśnie 

agresja. Nie dlatego, aby było to najbardziej popularne zaburzenie osobowości u psów, ale 

dlatego, że właścicielom bardzo trudno jest wytrzymać z agresywnymi psami. Mogą znosić 

psa brudzącego w domu - nawet, gdy trzeba go było zamykać w kuchni lub poza domem - ale 

nie będą tolerować psa, który gryzie ich, ich przyjaciół, a nawet obcych. Łatwo też zrozumieć, 

że wielu właścicieli bardzo niechętnie przyznaje się do posiadania agresywnych psów. Toteż 

niektórzy moi klienci stosują niezwykłe wykręty,  żeby w rozmowie telefonicznej nie 

przyznać się, że w istocie chodzi o to, że ich pies jest agresywny. 

Ostatnio moja żona odebrała taki telefon. Pani bardzo niepewnym głosem mówiła, że 

problem polega na tym, że jej pies żuje.  Żona słysząc tę niepewność usiłowała ustalić za 

pomocą prostych pytań, co żuje: drewno, dywany, meble czy inne przedmioty. W końcu po 

długiej rozmowie udało się ustalić, że pies żuje ... ludzi. 

“To znaczy co?” zapytała żona. “Międli w pysku ich ręce?” “No tak, tylko wie pani, 

problem polega na tym, że do krwi” - usłyszała w odpowiedzi. Ten pies po prostu gryzł, ale 

właścicielka za nic nie chciała się do tego przyznać. Wolała udawać, że te pięć razy to był 

przypadek. 

Znam też taki typ właścicieli, dla których ignorancja jest błogosławieństwem. Ta 

historia to klasyczny przykład. Zaczęło się od rozmowy telefonicznej. 

“Czy to pan John Fisher?” 

Czasem próbuję po głosie poznać, z kim mam do czynienia. Tym razem brzmienie 

głosu zdradzało właściciela rottweilera. 

“Przy telefonie” odpowiedziałem. 

“Nazywani się Peter ... czy to prawda, że pan układa psy?” 

“Poniekąd. A czego dotyczy problem?” 

background image

“Nie, właściwie to nie ma problemu, tylko że dostałem tego rottweilera i chyba trzeba 

go nieco ociosać, wie pan, trochę ułożyć.” 

O tak, wiedziałem. Po paru minutach rozmowy umówiliśmy się, że przyjedzie do mnie 

ze swoim psem. 

W oznaczonym terminie Peter pojawił się w moim biurze w towarzystwie swojej żony 

Claire i z jednym z największych, najbardziej spasionych i groźnie wyglądających 

rottweilerów, jakie kiedykolwiek widziałem. Nosił wdzięczne imię Bandyta i miał 

dwadzieścia jeden miesięcy. Na dzień dobry przeszył mnie nieprzyjaznym spojrzeniem - 

takim co to oznacza “Słyszałem o tobie Fisher, no ale tym razem trafiła kosa na kamień”! 

Peter rozpoczął rozmowę od ponownego stwierdzenia, że nie miał żadnych kłopotów z 

psem. Tylko czasem zdarzało się, że był nieposłuszny. 

Zapytałem go, co rozumie przez “nieposłuszny”. Dowiedziałem się, że pies ciągnął na 

smyczy, nie zawsze wracał na wołanie no i trzeba go było zamykać, kiedy przychodzili 

goście, gdyż nie zawsze był dla nich miły. 

Rozumiecie, że przy tej ostatniej informacji poczułem się nie najlepiej, zwłaszcza, że 

Bandyta chodził sobie luzem po moim biurze i cały czas mi się przyglądał. Co więcej, jak 

zauważyłem, od chwili kiedy weszli do mojego biura, nie zaszczycił swoich właścicieli nawet 

jednym spojrzeniem. To zwykle oznacza, że pies stawia siebie znacznie wyżej w hierarchii 

stada, niż właściciela. Ale ta postawa psa jakoś zupełnie nie pasowała do wygłoszonych przez 

Petera zapewnień,  że nigdy nie miał z nim żadnych poważnych problemów. Zadałem mu 

zatem kilka pytań o zachowanie się Bandyty w określonych sytuacjach. 

“Czy może pan swobodnie sięgnąć po miskę, kiedy on je?” zapytałem. 

“Co? Nie możemy nawet przebywać w tym samym pomieszczeniu! Ale to przecież 

znaczy, że jedzenie mu smakuje i to wystarczy!” - odpowiedział Peter. 

“Czy nie sądzi pan, że takie zachowanie jest niedopuszczalne?” - pytałem dalej. 

“No nie, niezupełnie. Ja też nie lubię, jak mi przeszkadzać przy jedzeniu”. “Czy on 

wyleguje się na meblach i śpi na łóżku?” - indagowałem dalej. “Ależ tak, on bardzo lubi 

wygody” - odpowiedziała z kolei Claire. “A schodzi, kiedy mu każecie?” - moje następne 

pytanie. “Ależ nie każemy schodzić, przecież nie można budzić psa, który odpoczywa. Poza 

tym on nie lubi, jak siadamy na kanapie, na której właśnie śpi.” 

Ledwie mogłem uwierzyć własnym uszom. Ci ludzie mieszkali pod jednym dachem z 

najbardziej dominującym (potencjalnie agresywnym) psem, jakiego spotkałem i nic o tym nie 

wiedzieli, bo nie próbowali zakwestionować jego pozycji. Zastanawiając się, jak by tu 

przekazać im tę wiadomość, odchyliłem się na krześle i bezmyślnie założyłem nogę na nogę. 

background image

Przez lata praktyki nauczyłem się,  że skrzyżowanie nóg to niemal wyzwanie dla 

dominującego psa. Być może uniesienie nogi kojarzy mu się z zamiarem położenia jej na 

kłębie, jak to czynią dominujące osobniki podporządkowanym. Wiem tylko, że nie 

powinienem był tego robić, zanim ustaliłem swoją pozycję. Tym razem o tym zapomniałem, 

ale Bandyta przypomniał mi o tym natychmiast, podchodząc i opierając łapę na moim kolanie 

i naciskając coraz mocniej. “Och, on już pana lubi” zaszczebiotała na to Claire. 

Chyba  żadne stwierdzenie nie mogło być w tym momencie dalsze od prawdy. Bez 

zastanowienia podporządkowałem się Bandycie, który od pierwszej chwili naszego spotkania 

na to czekał. Ponieważ on stał, a ja siedziałem, nie miałem innego wyjścia jak - unikając 

starannie spoglądania mu w oczy - bardzo powoli opuścić uniesioną nogę na podłogę. To 

niemal go usatysfakcjonowało. Prawie, bo to co nastąpiło potem ukierunkowało dalsze 

działania, zmierzające do rozwiązania problemu, o którym właściciele psa jak na razie nie 

mieli najmniejszego pojęcia. Bandyta mianowicie zawarczał niskim głosem. To warczenie 

wydobyło się gdzieś z głębi jego trzewi, wstrząsnęło całym ciałem i aż spowodowało lekkie 

strzyknięcie moczem na moje spodnie. 

Po bardzo długiej dyskusji Peter i Claire zgodzili się na wykastrowanie psa. Miał to 

być wstęp do programu terapeutycznego, zmierzającego do odebrania mu pierwszeństwa w 

stadzie. Ten program wykluczał jakąkolwiek próbę sił czy bezpośrednią konfrontację, co 

Bandyta przyjąłby zresztą z największą radością, mogąc w walce potwierdzić swoją pozycję 

Alfa. Wskazaniem do kastracji była nie tylko jego postawa, ale też to, że z zapałem znaczył 

swoje terytorium na zewnątrz i wewnątrz domu oraz wykazywał zachowania seksualne w 

stosunku do poduszek, a czasem nawet do Claire. Występowała u niego bez wątpienia 

nadprodukcja męskich hormonów i, czułem to, kastracja mogła uczynić zeń znacznie 

milszego psa (pisałem o tym w rozdziale 13). 

Kolejne wiadomości od właścicieli Bandyty były bardzo pomyślne. Wszystko szło 

zgodnie z planem - był znacznie grzeczniejszy w domu i bardziej posłuszny na spacerach. Był 

to szczególny przypadek w całej mojej karierze i do dziś z przerażeniem myślę, co by było, 

gdyby właściciele tego akurat psa nie byli tak naiwni i mniej chętnie poddawaliby się tyranii 

tego wielkiego samca. Jestem też niewypowiedzianie rad, że zgłosili się do mnie, zanim sami 

odkryli, jak olbrzymi problem mają do rozwiązania. Przyczyn agresji u psów jest tak wiele, że 

niemal nie sposób podać ich kompletną listę. Jednak podejście do rozwiązania problemu i 

odzyskania kontroli nad psem, z wyjątkiem szczególnych przypadków, jest na ogół takie 

samo. 

background image

Są jednak pewne przypadki agresji, których podłoże uniemożliwia całkowite 

rozwiązanie problemu. Przy dużej dozie wysiłku można jedynie osiągnąć pewną poprawę 

zachowania. Dotyczy to agresji o podłożu genetycznym i, co też może być odziedziczalne, 

nerwicowym. 

Agresja dziedziczna 

Mały słownik oksfordzki określa dziedziczność jako “przekazywanie potomstwu cech 

takich samych, jak u obojga lub u jednego z rodziców.” 

Przy postawieniu diagnozy o podłożu agresji muszę wiedzieć, w jakim wieku się 

pojawiła, czy właściciele mają psa od małego szczeniaka, czy znają jego matkę, a jeszcze 

lepiej oboje rodziców. Nietrudno odkryć, kiedy problem jest dziedziczny. Przekazany w 

genach jest cechą stałą i niezmienną. Wady fizyczne można korygować operacyjnie, ale geny, 

które je wywołały, pozostaną niezmienione i będą przekazane następnemu pokoleniu. To 

samo dotyczy wrodzonych cech charakteru - genów nie da się zmienić, można tylko 

próbować wpłynąć na sposób zachowania się zwierzęcia. Jeśli zachowanie psa może być 

zmienione na tyle, że nie będzie wymagało nieustającej kontroli, można powiedzieć,  że 

problem nie miał podłoża genetycznego. Niektóre psy mogą przejąć wzory zachowań na 

zasadzie prostego naśladownictwa - “Małpa widzi, małpa robi”. 

Kiedy podejrzewam agresję o podłożu genetycznym, początkowo traktuję to jako 

nabyte zachowanie i zalecam stosowny do tego program postępowania. Często moi klienci 

mówią “Powinniśmy się byli lepiej zastanowić, przecież widzieliśmy,  że matka była 

agresywną suką i mogliśmy przypuszczać,  że jej dzieci będą takie same”. Nawet po takim 

stwierdzeniu nie da się określić, czy mamy do czynienia z rzeczywiście dziedziczną agresją, 

czy też nabytą w bardzo wczesnym szczenięctwie. Z naszego punktu widzenia obie są 

odziedziczone, gdyż szczeniak otrzymał je niejako w spadku po matce z tą tylko różnicą, że o 

ile w pierwszym przypadku można tylko lekko modyfikować zachowanie się psa, o tyle w 

drugim odpowiedni program terapeutyczny może zakończyć się pełnym sukcesem. 

Jeśli zachowanie psa jest nabyte we wczesnym szczenięctwie, a nowi właściciele 

dysponowali odpowiednią wiedzą o psychice psa i szczeniak w nowym domu był 

socjalizowany prawidłowo, to ten typ agresji można przezwyciężyć bardzo szybko. Jeśli 

objawy agresji pojawią się w wieku późniejszym, można śmiało założyć, że jej przyczyny są 

inne niż dziedziczne. Kiedy jednak zarówno przeprowadzony wywiad jak i fiasko podjętych 

działań wskazywać  będą na ściśle genetyczne podłoże problemu, trzeba podjąć próby 

roztoczenia kontroli nad zachowaniem psa, tak aby było ono przynajmniej znośne. Zadanie to 

ułatwi następujący program. Krok 1. Zmiana struktury hierarchii stada (patrz rozdz. 3). Krok 

background image

2. Używanie efektów dźwiękowych do przerwania niepożądanych zachowań (patrz rozdz. 6). 

Krok 3. Używanie metod pozytywnego wzmocnienia, aby wywołać 

pożądane zachowania (patrz rozdz. 5). 

Krok 4. Zapewnienie psu - po odpowiednim ustawieniu psychicznym i zmniejszeniu 

wpływu agresji na zachowanie - odpowiednio dużej liczby ćwiczeń wykonywanych na 

komendę - siad, leżeć, stój itd. Te wszystkie działania powinny być podjęte we wszystkich 

przypadkach stwierdzonej agresji u psów, niezależnie od jej źródła. W miarę potrzeby 

indywidualnie wprowadza się pewne dodatkowe elementy, jak zmiana diety, leczenie 

homeopatyczne w miejsce tradycyjnego, zmiana łańcuszka na skórzaną obrożę. 

Leczenie agresji nie jest proste i nie ogranicza się tylko do wdrożenia podanych 

czterech punktów. Bardzo ważne w terapii jest nauczenie właścicieli, jak mają postępować i 

zachowywać się. Bardzo często zachowanie właścicieli - o ile samo nie jest przyczyną agresji 

- to bardzo pogłębia jej objawy. 

Agresja nerwicowa 

Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że ten sposób zachowania 

spowodowany jest zazwyczaj niewłaściwą wczesną socjalizacją. Stając oko w oko z wielkim 

światem młode psy tracą pewność siebie i przyjmują postawę, którą właściciele określają jako 

agresywną. Teraz od zachowania właściciela zależy, czy problem w przyszłości zniknie, czy 

też pogłębi się. Rozważmy teraz nerwicową agresję w stosunku do psów i do ludzi z punktu 

widzenia psa i zobaczymy, jaki wpływ mają na to zachowanie warunki zewnętrzne. 

Agresja nerwicowa w stosunku do psów. Idąc na pierwszy spacer do parku właściciele 

na ogół prowadzą młodego psa na smyczy w obawie, aby im nie uciekł. Spotykają dużego, 

pewnego siebie, ale przyjacielskiego psa, który chce dokładnie obejrzeć przybysza. 

Właściciele w obawie, aby ich maluch nie został skrzywdzony, postanawiają temu 

przeciwdziałać. Szczeniak nie może zapoznać się z obcym psem, nie może też ani uciec, ani 

okazać podporządkowania, bo nadmiernie chroniący go właściciele przyciągnęli go ku sobie, 

szarpiąc smycz. Jedyny ratunek, jaki pozostał, to zjeżyć się, warczeć i szczekać. Jeden rzut 

oka wystarczy, żeby zrozumieć, że jest to rozpaczliwa próba ucieczki. Z uszami położonymi 

do tyłu malec stara się zwiększyć, na ile to możliwe, odległość między sobą a dużym psem. 

Taka mowa ciała jest zupełnie czytelna dla innych psów i wywołuje reakcję: “Kto rozsądny 

zadawałby się z takim szaleńcem?” Odchodzą więc, aby znaleźć przyjemniejszego kompana 

do zabawy. Ludzie to zachowanie interpretują jako objaw strachu, więc pocieszają malca, 

upewniając go, że wszystko jest w porządku. Głaszczą psiaka i wydają różne uspokajające 

odgłosy, zupełnie tak samo, jak zachowaliby się w stosunku do przestraszonego dziecka. 

background image

Psiak z kolei interpretuje to jako nagrodę za swoje działanie - zademonstrował agresję, 

właścicielom się to spodobało, bo go pogłaskali, a obcy pies uciekł. Wystarczy, aby taka 

sytuacja powtórzyła się trzy czy cztery razy, a taki wzór zachowania zostanie utrwalony. 

Gdyby malcowi pozwolono na swobodny kontakt z innym psem, przekonałby się szybko, że 

nie ma się czego bać, a to zapoczątkowałoby swobodną socjalizację z innymi psami. Nawet 

gdyby początkowo bardzo się przestraszył i zachował się jak w opisanym przypadku, 

zignorowanie takiego zachowania to jedyny sposób, aby go nie utrwalić. 

Agresja nerwicowa w stosunku do ludzi. Podobnie można nauczyć  młodego psiaka 

niepewności, a w konsekwencji agresji w stosunku do obcych. Trzeba pamiętać, że pierwsza, 

przybierająca formę agresji reakcja wypływa ze strachu. Rozładowanie sytuacji jest lepsze, 

niż pocieszanie psa, co będzie przez niego zrozumiane jako poparcie dla tego zachowania. 

Psy na ogół odmawiają kontaktów z niezrównoważonym histerykiem. Większość ludzi 

natomiast chętnie pomoże właścicielowi przekonać szczeniaka, że kontakt z nimi to wcale nie 

taka straszna rzecz. Jednak często, w najlepszej wierze, działają tak, aby przekonać 

szczeniaka o czymś wręcz przeciwnym. Wydaje im się,  że kiedy uda się im dotknąć 

szczeniaka, tym samym przezwyciężą jego obawy. Tymczasem, o ile takie działanie 

właściciela jest w oczach malca formą uspokojenia “Wszystko w porządku, piesku, takiego 

zachowania od ciebie oczekiwałem”, o tyle identyczne zachowanie obcego jest odczytywane 

jako groźba. Rozsądny właściciel w takiej sytuacji powinien trzymać luźno smycz, dając 

szczeniakowi więcej swobody, a obcych poprosić, aby zignorowali jego zachowanie. Malec 

nie powinien odnieść korzyści ze swoich brewerii. Skoro wszyscy zignorują szczeniaka 

kontynuując rozmowę, ten - początkowo zdziwiony, w końcu poczuje, że jest zdany na 

własne siły i zacznie rozglądać się dookoła. Jednak trzeba go ignorować, dopóki nie nabierze 

pewności siebie. Wtedy właściciel powinien dać szczeniakowi jakiś smakołyk, a obcy oddalić 

się. 

Smakołyk może dać też obcy, ale dopiero kiedy malec do niego podejdzie, a nie aby 

wymusić podejście. Takie postępowanie zmieni pogląd psiaka na obcych i przekona go, że 

korzystniej jest podejść po przyjacielsku, niż szczekać i warczeć. Ze starszymi psami o takich 

wzorach zachowania trzeba postępować znacznie bardziej ostrożnie i delikatnie, a właściciel 

musi w pełni rozumieć i kontrolować jego reakcje. 

Agresja u psów jest zachowaniem zupełnie normalnym, to ich droga wyrażania 

emocji, choć bardzo często używana jest w samoobronie. Psy, które z jakiejś przyczyny czują 

się zagrożone, mają do wyboru trzy różne wzory zachowania: walczyć, uciec lub zamrzeć bez 

ruchu. Są to odruchy czynnej obrony (OCO) i odruchy biernej obrony (OBO). 

background image

Odruch zamierania w bezruchu występuje niezbyt często. Może pojawić się wtedy, 

kiedy pies nie jest w stanie poradzić sobie z sytuacją, i jest formą OBO. Znacznie częściej psy 

stają do walki lub salwują się ucieczką (OCO). 

Niektóre rasy psów są znane z silnego instynktu obrony, choć jest to często sprawa 

osobnicza. Kiedy mówi się o odruchu czynnej obrony, natychmiast przychodzi na myśl 

rottweiler lub Jack Russel terier, natomiast golden retriever czy owczarek szetlandzki kojarzą 

się raczej z obroną bierną. Jeśli twoje działania w oczach psa stanowić będą zagrożenie dla 

jego bezpieczeństwa, zadziała odruch czynnej lub biernej obrony. W razie czynnej obrony 

pies zaatakuje, w przypadku biernej - rzuci się do ucieczki, a gdy nie będzie to możliwe - 

zaatakuje. 

Nawet jeśli agresja jest sprowokowana działaniami uruchamiającymi te odruchy, psa i 

tak uznaje się za agresywnego. Nic bardziej błędnego. To tylko pies, który zareagował 

agresją, a nie pies stale agresywny. Sprowokowane reakcje agresji są skutkiem utraty zaufania 

psa do człowieka. Im później zacznie się okres socjalizacji psa, tym mniej pewnie będzie się 

on czuł w różnych sytuacjach, tym łatwiej będzie tracił zaufanie i częściej przyjmował 

postawę agresywną. Trzeba pamiętać, że pewny siebie pies na ogół nie gryzie. 

background image

15 NADMIERNA POBUDLIWOŚĆ 

Odchylenia od normy w zachowaniu można tylko z grubsza podzielić na kategorie. 

Każdy przypadek trzeba ocenić indywidualnie i podejmować indywidualny program 

terapeutyczny w zależności od źródła zaburzeń i warunków, w jakich pies żyje. Terapia 

skuteczna w przypadku jednego psa, wcale nie musi przynieść pozytywnych efektów w 

przypadku innego, zdradzającego podobne odchylenia. Toteż ja dzielę zaburzenia na dwie 

kategorie: te związane ze skłonnością do dominowania i te, które wynikają z nadmiernego 

przywiązania. 

Do tej drugiej grupy zalicza się większość przypadków nadmiernej pobudliwości. 

Jeśli agresja zajmowała zdecydowanie pierwsze miejsce wśród konsultowanych 

przeze mnie przypadków, to nadpobudliwość, zwłaszcza połączona ze skłonnością do 

niszczenia przedmiotów, plasuje się zdecydowanie na drugim miejscu. I - podobnie jak w 

przypadku agresji - nie dlatego, że to właśnie odchylenie od normy jest tak bardzo popularne 

wśród psów, ale dlatego, że jest ono bardzo uciążliwe dla właścicieli, którzy zdesperowani 

szukają pomocy. Niepożądane zachowania nadpobudliwych psów przyjmują różne formy 

działania pod nieobecność  właścicieli - brudzenie w domu, gryzienie mebli i innych 

przedmiotów, darcie pazurami, nieustanne wycie i szczekanie, a w najgorszych przypadkach - 

samookaleczanie. Te działania psów to nic innego, jak próby rozładowania wewnętrznego 

napięcia. 

Ludzie w takich sytuacjach uciekają się do palenia papierosów, alkoholu czy 

ogryzania paznokci. 

Nasilenie problemu zależy od reakcji właściciela na zastane szkody. Pies zostaje sam, 

jest podenerwowany, jego napięcie rośnie, w końcu znajduje ujście w starannym przeżuciu 

najlepszych butów pani domu. Pani wraca do domu, widzi buty i beszta psa lub spuszcza mu 

lanie. Pies boi się nie tylko zostać sam - boi się też tego, co stanie się, kiedy państwo wrócą 

do domu. 

Tak powstaje błędne koło, które trudno przerwać, a problem z dnia na dzień staje się 

większy. 

Kiedy zgłasza się do mnie właściciel z psem o takim wzorze zachowania, zawsze 

zadaję te same pytania. 

“Gdzie pies sypia?” Niezmiennie uzyskuję odpowiedź: “W sypialni”. “Czy pies chodzi 

za państwem po domu krok w krok, usiłując wejść nawet do toalety?” Odpowiedź 

background image

niezmiennie brzmi “Tak”. “A co się dzieje, gdy drzwi są zamknięte, by mu w tym 

przeszkodzić?” Zazwyczaj słyszę wtedy: “Skomli i drapie w drzwi”. A na pytanie: “Czy 

zawsze otwieracie państwo drzwi natychmiast, jak usłyszycie skomlenie?” odpowiedź 

niezmiennie brzmi: “Tak . “A dlaczego pies śpi w sypialni?” “Bo gdy chcemy go zamknąć w 

kuchni, tak się awanturuje, że nie można wytrzymać” - zwykle brzmi odpowiedź. 

Nie zauważywszy nawet, kiedy to się stało, właściciele wychowali psa, którego nawet 

na moment nie można zostawić za zamkniętymi drzwiami, kiedy są w domu, a nie mogą 

zrozumieć, czemu mają takie problemy, kiedy pies zostaje sam. Sami doprowadzili do tego, 

że pies nie pozwala się ani na chwilę zamknąć w innym pomieszczeniu niż oni i wolno mu 

chodzić wszędzie, gdzie chce. W rezultacie pies nie może znieść samotności w domu, traci 

panowanie nad sobą i staje się nadmiernie pobudzony, po czym kopie pod drzwiami, 

wskakuje na okno próbując uciec, wyje i szczeka jak osamotniony wilk, gryzie cokolwiek, 

żeby rozładować napięcie, czasem robi większe zniszczenia. W tym przypadku staram się 

przekonać właścicieli, że zamiast złościć się na psa, powinni mu współczuć. Aby rehabilitacja 

tych przypadków zakończyła się sukcesem, trzeba podejść do tego następująco. 

1. Zmniejszyć pobudzenie, które jest przyczyną takiego zachowania. 

2. Przez krótki czas chronić przedmioty przed zasięgiem zębów tam, gdzie w grę 

wchodzi niszczycielstwo. 

3. Na dłuższy czas trzeba zmienić warunki tak, żeby pies inaczej niż dotychczas 

traktował konieczność pozostawania samemu. A jak to zastosować w praktyce? 

1. Aby zmniejszyć napięcie, polecam środki homeopatyczne lub któryś ze specyfików 

Bacha. Jak już pisałem wcześniej, lek dobieram ściśle do osobowości psa i zawsze po 

konsultacji z prowadzącym psa weterynarzem. Na ogół podzielają oni moje podejście i 

zgadzają się co do tego, że same środki uspokajające tylko zamaskują problem, a nie rozwiążą 

go. 

2. Brudzenie w domu, zniszczenia czy próby ucieczki można szybko zwalczyć, 

konstruując mały domowy kenelik. Psy lubią spać w kącie pokoju, pod stolikiem do kawy 

szukając jaskini. Kiedy zaczynam mówić o zamknięciu psa w takim keneliku czy większej 

klatce, właściciele wstrząsają się ze zgrozy na samą myśl o zamykaniu psa w więzieniu. 

Wbrew temu wyobrażeniu psy bardzo potrzebują bezpiecznego schronienia i w takiej klatce 

czują się jak w siódmym niebie. Wstaw klatkę do sypialni i włóż do środka psie posłanie i 

kość lub inny smakołyk. Drzwi klatki zostaw otwarte, aby pies mógł swobodnie wchodzić lub 

wychodzić, aż zaakceptuje klatkę jako przyjemne miejsce. Drzwiczki można zamykać na 

krótko, kiedy pies śpi lub ogryza kość. Zostawiaj psa samego na bardzo krótko tak, żeby mógł 

background image

się upewnić, że pod twoją nieobecność nic złego się nie dzieje. Wracając do domu, gdzie nic 

nie zostało zniszczone i nie leży tam cuchnący prezencik, bo mało który pies brudzi we 

własnym gnieździe, możesz psa śmiało nagrodzić. W ten sposób powstaje tradycja 

spokojnego wychodzenia z domu i ciepłych powrotów przeciwna tej, która obowiązywała 

dotychczas - przed wyjściem pies był głaskany i pieszczony, żeby mu nie było przykro, a po 

powrocie dostawał lanie za wszystko co zniszczył. 

3. Najważniejszym punktem terapii jest doprowadzenie do tego, by pies zaakceptował 

zamknięcie w innym pokoju, kiedy państwo są w domu. Przede wszystkim trzeba znacznie 

ochłodzić stosunki z psem. Nie znaczy to wcale, że pies ma być ignorowany, ale musi się 

nauczyć, że nie wszystkie pomieszczenia w domu są dla niego dostępne. 

Źródło problemu nie leży w tym, że pies nie akceptuje zamknięcia na długo, ale w 

tym, że nie akceptuje go w ogóle. Kiedy pies zaczyna skomlić i drapać w drzwi, w przeszłości 

właściciel natychmiast by je otworzył, teraz drzwi mają pozostać zamknięte. W przeszłości, 

co prawda, pies był karany za drapanie w drzwi, ale odnosił też pewną korzyść - był 

wypuszczony. Zwykle doradzam właścicielom taki schemat postępowania. Idąc do kuchni po 

filiżankę kawy czy herbaty, zatrzymaj się w drzwiach i powiedz psu stanowczo “zostań tutaj” 

(ochłodzenie stosunków). Zamknij drzwi, nastaw czajnik, weź smakołyk i wróć. Powitaj psa 

serdecznie, daj mu smakołyk, pogłaszcz go (ciepły powrót). Cała procedura zajmie nie więcej 

niż parę minut, ale będzie zdecydowanie inna od tego, czego pies doświadczał do tej pory. 

Kiedy woda się zagotuje powtórz całą procedurę, ale nie rezygnuj z wypicia kawy. Takie 

krótkie wypady do kuchni to doskonała okazja do zamknięcia psu drzwi przed nosem, 

chłodnego pożegnania i ciepłego powrotu. Początkowo pies będzie energicznie protestował, 

ale po kilku doświadczeniach osiągnie taki poziom skojarzeń,  że będzie wręcz czekał na 

zamknięcie drzwi w przekonaniu, że po ich otwarciu czekają go przyjemności. Teraz klatka, 

która stała się sypialnią psa, może być przeniesiona do przedpokoju. Początkowo drzwi 

sypialni w nocy powinny być otwarte, ale z czasem można je będzie zamykać. W ten sposób 

ustanawia się w domu terytoria zakazane dla psa. Ten sukces jest okupiony utratą tak bliskich 

dotąd stosunków z psem, ale nie jest to zbyt wysoka cena za spokojne wychodzenie i powroty 

do domu. 

Należy pamiętać,  że raz ustanowione zakazy terytorialne muszą być bezwzględnie 

przestrzegane. Nie wolno robić żadnych okazjonalnych wyjątków, w przeciwnym razie cały 

nasz wysiłek może zostać zniweczony. Nie byłoby to korzystne ani dla nas, ani dla naszego 

psa. 

background image

Większość klientów zwraca się do mnie, kiedy ich cierpliwość już się całkiem 

wyczerpała, fakt jednak, że w ogóle przychodzą,  świadczy o tym, że chcą podjąć jeszcze 

jeden wysiłek. Zauważyłem, że zależy im na zrozumieniu własnych psów. Kiedy nauczą się 

już patrzeć na świat oczami psa, wspólne życie pod jednym dachem staje się znacznie 

łatwiejsze i bardziej satysfakcjonujące. 

background image

16 W CO SIĘ BAWIĆ Z WŁASNYM PSEM 

Wszystkie psy są potomkami polujących przodków i do dziś zachowały wiele z 

ostrości zmysłów i instynktów, niezbędnych do chwytania ofiary. To często bywa przyczyną 

zachowań, określanych przez nas jako nieposłuszeństwo na spacerach bez smyczy. 

Nieposłuszny jest według nas pies, który nie przychodzi na wołanie. Ale spójrzmy na to 

oczami psa. Świeży trop jest tak ekscytujący i aż zaprasza, aby nim podążyć i pochwycić 

zdobycz. Ty chcesz go odwołać i założyć mu smycz zanim sprawdzi, gdzie jest potencjalna 

zdobycz. Pies nie może pojąć, dlaczego - będąc członkiem stada - nie odczuwasz takiego 

podniecenia jak on czując ten wspaniały zapach, który jego przejął podnieceniem do szpiku 

kości. Ma nieprzepartą chęć zapolować, a dla ciebie to zwykłe nieposłuszeństwo. 

Wiesz, że twój pies jest bystry i pełen energii. Dlaczego tak trudno jest ci utrzymać 

jego uwagę i zmusić do posłuszeństwa? Pewne wskazówki uzyskałeś już, czytając poprzednie 

rozdziały, ale rozpatrzmy to z jeszcze innego punktu widzenia. Dlaczego, zamiast 

przezwyciężać instynkt myśliwski, nie spożytkować go tak, aby był ci pomocny w uzyskaniu 

lepszej kontroli nad psem ku waszej obopólnej radości? 

Lata pracy z psami przekonały mnie, że nie wystarczy dawać im jeść i wyprowadzać 

je na spacery. Musimy dawać im tyle zainteresowania, ile oczekujemy, że one dadzą nam. 

Jeżeli codzienne ćwiczenia będą dawały psu tyleż bodźców psychicznych, co fizycznych, to 

będzie on znacznie bardziej zainteresowany twoimi oczekiwaniami, a jego posłuszeństwo 

wzrośnie nadzwyczajnie. Najcenniejszą umiejętnością psa jest zdolność do wyszukiwania 

śladów, rozpoznawania i podejmowania tropów. Jest wiele prostych zabaw, jakie możesz 

wymyślać opierając się na tym wspaniałym talencie. Stymulacja tych właśnie psich popędów 

bardzo pomoże przezwyciężyć ci jego skłonność do nieposłuszeństwa. Wystarczy 

prawidłowo nauczyć psa paru prostych ćwiczeń. Pies zacznie patrzeć na ciebie ze swego 

rodzaju oczekiwaniem i zaangażowaniem, które pozwoli mu zapomnieć o potrzebie 

poszukiwania bodźców na własną rękę. 

Zabawy w domu 

1. Każ psu zostać, ewentualnie poproś kogoś,  żeby go przytrzymał. Pokaż mu 

smakołyk i udawaj, że chowasz go w różnych miejscach w pokoju - za sofą, za nogą krzesła, 

gdzieś w kącie, pod dywanem itp. Schowaj go w którymś z tych miejsc. Wróć do psa i każ mu 

szukać. Jeśli trzeba będzie, oprowadź go po pokoju, aż zrozumie zasady gry. Nagródź go za 

sukces. Trzy czy cztery takie zabawy dziennie wystarczą, a w miarę upływu czasu można 

background image

zadania komplikować. Jeśli masz zamiar dać psu jakiś smakołyk, znacznie zabawniej będzie 

go ukryć i pozwolić, aby pies sam go znalazł. 

2. Przytrzymaj psa, a ktoś z rodziny lub przyjaciół niech pokaże mu zabawkę lub 

przysmak i wyjdzie z pokoju, żeby się schować (początkowo kryjówka nie może być zbyt 

trudna). Najszybciej jak to możliwe zachęć psa do szukania ukrytej osoby na hasło “szukaj”. 

Pierwszy raz szukaj razem z psem. Natychmiast, gdy pies odkryje kryjówkę, oboje - i ty i 

osoba szukana - dajcie psu coś dobrego i pochwalcie go. Kiedy pies zapamięta zasady gry, 

kuszenie go do szukania zabawką stanie się zbędne. Obydwie zabawy można aranżować 

również poza domem, w ogrodzie czy na terenie niezabudowanym. Na początku obszar 

poszukiwań nie powinien być zbyt rozległy, a kiedy pies pozna już i polubi te zabawy, można 

go stopniowo rozszerzać. Uważaj jednak, aby nie przetrenować psa, gdyż wtedy straci 

zainteresowanie zabawą. 

Zabawy w ogrodzie 

Weź pełną garść sucharków dla psów i, podczas kiedy ktoś trzyma psa, ty obejdź 

trawnik i rozrzucaj sucharki jak dla drobiu. Potem puśćcie psa mówiąc “szukaj”. Na początku 

pewnie trzeba będzie obejść z nim trawnik, żeby łatwiej pojął, o co chodzi. Ta zabawa jest 

znakomitym  ćwiczeniem, kiedy ma się więcej psów, gdyż wtedy konkurują one ze sobą o 

zdobycz, co jest dla nich znacznie bardziej stymulujące. Nie widzę zresztą powodu, dlaczego 

jakiejś części swego codziennego posiłku pies nie miałby zdobywać, wykorzystując swoje 

naturalne zdolności do tropienia i odnajdywania zdobyczy. Przecież na wolności polowanie 

zawsze poprzedza jedzenie. 

Zabawy w parku 

1. Poproś kogoś ze znajomych, aby przytrzymał psa na długiej smyczy. Oznacz 

miejsce startu i odejdź 30-50 metrów, pociągając nogami, aby zostawić jak najwyraźniejszy 

trop. Połóż nagrodę na ziemi i wróć swoim śladem. Daj psu komendę “szukaj” i zachęć go, 

żeby podążył twoim śladem. Jeśli zauważysz,  że stara się  iść na pamięć, skróć smycz. 

Zachowaj cierpliwość dopóki pies nie zrozumie, o co chodzi. Kiedy już zrozumie zasady gry, 

można zmieniać kierunki i odległości. Potem możesz zacząć chodzić normalnym krokiem lub 

chować nagrodę tak, żeby pies cię nie widział, ale te utrudnienia musisz wprowadzać 

stopniowo i bardzo powoli, aby pies nauczył się prawidłowo je wykonywać. 

2. Kiedy pies cię nie widzi, idąc spacerowym krokiem upuść zabawkę w wysokiej 

trawie lub pod drzewem i kontynuuj spacer. Zawołaj psa i daj mu komendę “wróć, szukaj” 

(odległość nie powinna być większa niż 20 metrów). Nagródź go za sukces. Używaj 

wydłużającej się smyczy - początkowo, by mieć pewność,  że w każdej chwili możesz 

background image

odwołać psa do siebie. W końcu możesz zrezygnować ze smyczy, a po niedługim czasie 

będziesz mógł spokojnie gubić klucze na spacerze. Twój pies je zawsze znajdzie. 

W tych zabawach mogą brać udział wszyscy członkowie rodziny, nawet dzieci. 

Dostarczają one wiele satysfakcji i rozrywki zarówno psu, jak i właścicielowi. Psa rozsadza 

duma z osiągniętego sukcesu, a właściciela - z powodu posiadania tak mądrego psa. 

Dodatkową korzyścią dla właściciela jest podbudowanie swojej pozycji przewodnika stada - 

to on inicjuje polowanie. 

background image

CZĘŚĆ III  

PORADY DLA WŁAŚCICIELI PSÓW 

OD A DO Z

 

background image

KŁOPOTY Z PSEM: JAK SIĘ ICH POZBYĆ 

Sporządzenie pełnej listy wszystkich przejawów nienormalnego zachowania, czy też 

problemów wychowawczych u psów nie jest, rzecz jasna, możliwe. Rozdział ten w 

zamierzeniach autora nie ma zatem stanowić kompletnego ich spisu, może natomiast z 

powodzeniem służyć jako przewodnik dla mniej doświadczonych właścicieli psów. Wiele 

problemów zostało już omówionych w książce - w takim przypadku Czytelnik znajdzie 

wskazówkę, do którego rozdziału powinien powrócić. Jeśli wymieniony w spisie problem nie 

był wcześniej przedstawiony, to towarzyszy mu krótki opis, jak można sobie z nim poradzić. 

W ten sposób czytelnik dowie się o różnych podejmowanych już próbach terapii i ich 

skuteczności. Rzecz jasna, w wielu przypadkach podawane przeze mnie rady mogą się 

powtarzać. 

Agresja 

Patrz rozdział 14. 

Brudzenie w domu 

Patrz rozdział 15. Jeśli brudzenie zdarza  się tylko nocą, a nie jest związane z 

nadpobudliwością, to przedstawiony w rozdziale 7 przykład pani, która nurzała nos psa w 

ekstrementach, pokazuje dokładnie, jak nie należy wówczas postępować. 

Dość istotny jest w tych przypadkach wiek psa, gdyż problemy tego rodzaju na ogół 

przemijają z wiekiem, a psy w naturalny sposób uczą się prosić o wyjście. Zachowanie 

czystości przez noc należy nagradzać, a niepowodzenia - ignorować. Czasem, gdy szczeniak 

uczony był tradycyjnym sposobem załatwiania się w domu na papier, zachowanie to może 

zostać utrwalone. Trzeba wówczas usunąć papier, a w tym miejscu położyć psie posłanie lub 

postawić miskę z wodą. 

W miarę wzrostu psa zmienia się też szybkość trawienia pokarmu, co należy 

uwzględnić, ustalając pory posiłku. U dorosłego psa, u którego trawienie trwa od dwunastu do 

piętnastu godzin, najlepsze będą dwa posiłki - poranny o 8.00 i wieczorny o 18.00 plus 

wieczorny spacer. U psa młodego trawienie trwa krócej - od ośmiu do dwunastu godzin. Przy 

podanym uprzednio układzie godzin karmienia, młody pies może znaleźć się w dramatycznej 

potrzebie we wczesnych godzinach rannych. W czasie, gdy pies dorasta, radzę właścicielom, 

których psy mają problemy z utrzymaniem czystości w nocy, aby wieczorny posiłek podawali 

możliwie jak najpóźniej, stopniowo przesuwając go na wcześniejszą porę (powiedzmy, o 

godzinę na miesiąc). Wskazane jest także podawanie posiłku o małej zawartości substancji 

background image

balastowych (błonnik). Można też psa zamykać na noc w klatce - jest to sposób tyleż łagodny, 

co skuteczny. 

Ciągnięcie na smyczy 

Ciągnięcie na smyczy jest typowym i właściwym wszystkim psom przejawem 

dominacji. Większość zgłaszających się do mnie z tym problemem właścicieli zaliczyła już 

różnego rodzaju kursy tresury, a mimo to psy ciągną ich, gdzie tylko chcą. Postępowanie musi 

tu być dwojakiego rodzaju - na krótszą metę znaleźć musimy jakiś sposób, aby pies przestał 

ciągnąć, na dłuższą zaś - pozbawić go przekonania, że ma w ogóle prawo iść przed 

właścicielem (patrz rozdział 3). 

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zakładania psu różnego rodzaju kolczatek, 

ponieważ same w sobie nie skutkują. Widziałem już wiele psów, które właściciele 

przyprowadzali do mnie na kolczatkach, a mimo to ciągnęły jak parowozy nawet wtedy, gdy 

szyje ich były poocierane i poranione. 

Największy kłopot z kolczatkami polega na tym, że są one dostępne w każdym sklepie 

z psimi akcesoriami i to bez żadnej instrukcji jak ich używać i do czego mogą się przydać. 

Powszechnie zaś przyjęło się uważać,  że są one doskonałym  środkiem, skutecznie 

wybijającym psu z głowy ciągnięcie właściciela na smyczy. Faktycznie zaś nie tylko nie 

likwidują one tego zjawiska, ale wręcz mogą wzmagać problemy z charakterem psa. 

Dieta 

Patrz rozdział 9 i 10. 

Goście 

Wielu moich klientów, zarówno tych, którzy mają problemy zawiązane z nadmiernym 

instynktem dominacji u ich psów, jak też i ci, których psy są do nich nadmiernie przywiązane, 

stwierdza przy okazji, że nie odpowiada im sposób, w jaki psy odnoszą się do gości. Są one 

albo agresywne, albo wylewnie przyjazne - tak czy inaczej, muszą być zamykane na czas 

wizyty. To oczywiście pogarsza tylko przyszłe zachowanie psa. Z jego bowiem punktu 

widzenia przyjście gości jest równoznaczne z zamknięciem. Należy zatem albo ich 

niezwłocznie przepędzić (objawy agresji), albo przynajmniej zatrzymać w przedpokoju 

(wylewne, histeryczne powitanie). 

W obu przypadkach rada jest taka sama - należy ustalić odpowiednią hierarchię w 

domu, aby pies nie miał cienia wątpliwości,  że to właściciel decyduje, kogo i jak będzie 

przyjmował.  Łatwo będzie wówczas oduczyć psa nabytych niepożądanych zachowań (patrz 

rozdziały 3 i 6). 

background image

Gonienie innych zwierząt 

Spowodowane jest dwiema przyczynami - zwykłą chęcią zabawy albo zachowanym 

instynktem łowieckim. W pierwszym przypadku jest bardzo łatwe do opanowania - pies musi 

się po prostu przekonać, że nie jest to zajęcie zabawne (patrz rozdział 6). Przypadki drugiego 

rodzaju mogą nastręczać trudności. Szczególnie niemiłe dla właściciela jest napastowanie 

przez psa zwierząt gospodarskich, na przykład pasącego się spokojnie stada owiec, ale nie 

powinniśmy też pozwalać, aby nasz pies gonił koty, wiewiórki czy inne dzikie zwierzęta. 

Najprościej byłoby unikać takich sytuacji, ale nie zawsze jest to możliwe... Wówczas sięgnąć 

trzeba po dość zdecydowane środki, aby zniechęcić psa do niepożądanego zachowania, po 

pierwsze jednak należy podnieść naszą pozycję w stadzie (rozdział 6). Następnie warto 

sięgnąć po opisane w rozdziale 6 dyski i alarmy dźwiękowe. Gdy hierarchia stada jest 

bezspornie potwierdzona, a pies reaguje na sygnały dźwiękowe, udaje się z właścicielem i 

psem na długiej, “automatycznej” smyczy na łąkę, na której pasą się owce. Na pierwszy 

objaw zainteresowania ze strony psa używamy alarmu dźwiękowego i dysków, rzucanych mu 

przed nosem. Zniechęcanie powtarzamy tak długo, dopóki pies nie zdecyduje się 

niezwłocznie do nas powrócić... 

Zastosowane tu metody, które trzeba powtarzać  aż do wyrobienia w psie trwałej 

niechęci do owiec, nie są szczególnie sympatyczne, ale w tym przypadku znajdujemy się w 

sytuacji wyższej konieczności. Jeśli pies będzie gonił owce i spowoduje zranienie lub śmierć 

którejkolwiek z nich, grożą nam poważne konsekwencje prawne, łącznie z nakazaniem 

uśpienia niesfornego zwierzęcia. 

Gryzienie przedmiotów 

Jest normalnym etapem rozwoju każdego szczenięcia, któremu wyrastają  zęby. 

Najlepiej przyzwyczaić go wówczas do przebywania w zamknięciu (na przykład w 

umieszczonej w pokoju klatce) na czas, kiedy nie możemy go pilnować. Większość psów nie 

ma nic przeciwko przebywaniu w klatce, które traktuje jak własną norę. Jeśli da im się tam 

coś, co mogą gryźć do woli, to ich potrzeby są wówczas zaspokojone, a nasze meble 

uratowane (patrz rozdział 15). 

Na ogół nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że rosnące psy przechodzą aż dwa okresy 

“ząbkowania” - pierwszy wtedy, gdy stałe zęby zastępują dotychczasowe mleczne, a drugi - 

gdy stałe zęby zrastają się ostatecznie z kośćmi szczęki i żuchwy, to jest między szóstym a 

dwunastym miesiącem  życia. U niektórych psów także to drugie “ząbkowanie” wywołuje 

silną chęć gryzienia, fizjologicznie uzasadnioną. Także i w tym wieku prostym rozwiązaniem 

jest klatka. 

background image

Inne przyczyny gryzienia przedmiotów to: 

1. Chęć zwrócenia na siebie uwagi. Rozwiązanie problemu to terapia zniechęcająca i 

ustalenie hierarchii (rozdziały 3, 5 i 6). 

2. Błędy żywieniowe (rozdział 9). 

3. Reakcja na samotność (rozdział 15). 

Kopanie 

Upodobanie do kopania zależy w dużym stopniu od rasy, np. teriery są z natury swej 

zapamiętałymi “kopaczami”. Jeśli tak jest w przypadku twojego teriera, to znaczy to, że 

wrodzona mu chęć do pracy nie znajduje innego ujścia. Pomocy szukaj w rozdziale 16. 

Niektóre psy kopią jamy ziemne, aby znaleźć w nich trochę ochłody. Często robią tak 

północne szpice - alaskan malamute czy husky, ale owczarek niemiecki czy collie także 

potrafi czasem przekopać kawałek kwietnika czy warzywnej grządki. Lepiej więc nie 

zostawiać takich psów w ogrodzie podczas upału, zwłaszcza, gdy nie ma w nim dobrze 

zacienionego, chłodnego kąta. Kopią także suki, przygotowujące się do porodu, szykując w 

ten sposób bezpieczną norę dla zwierząt - znak to nieomylny, że pora przygotować im 

legowisko na czas porodu. Kopią także - w ogrodzie, na dywanie czy kanapie - suki w ciąży 

urojonej, ale w tym wypadku potrzebna jest pomoc lekarza weterynarii. Pomóc mogą rady z 

rozdz. 11. 

Najczęstszą przyczyną niepotrzebnego kopania jest nadpobudliwość (patrz rozdział 

15). 

Wielu psom kopanie sprawia po prostu przyjemność. W takim przypadku, jeśli tylko 

są po temu warunki, warto przeznaczyć im do tej rozrywki wydzielone miejsce, na przykład 

w niewykorzystanym kącie ogrodu. Przywiąż psa i na jego oczach zakop w tym miejscu 

smakowitą kość, a potem zachęć go, aby ją sobie wykopał. Powtórz to raz i drugi, a potem 

jeszcze od czasu do czasu zakopuj tam kość, gdy pies tego nie widzi. Niebawem pies będzie 

regularnie przekopywał to miejsce w nadziei na znalezienie kości! Z czasem sam zacznie 

zakopywać tam różne niezjedzone pyszności, a jego zamiłowanie do kopania zostanie w pełni 

zaspokojone. 

Lizanie 

Psy liżą człowieka bynajmniej nie dlatego, że odpowiada im smak potu czy zapach 

skóry. Robią tak szczenięta, żeby okazać swoje podporządkowanie. Zachowanie takie może 

przetrwać  dłużej za sprawą ludzi, jeśli uznają je za przejaw czułości ze strony psa i nie 

zniechęcają go. W dodatku, jeśli psie lizanie właściciel uznaje za czułość, to rewanżuje się 

miłymi słówkami i pieszczotami. Jeśli nie zachowamy przy tym umiaru, to takie zachowanie 

background image

może łatwo przerodzić się z gestu podporządkowania w gest dominacji - skoro reagujemy nań 

tak chętnie, to pies szybko skojarzy, że to doskonały sposób ściągnięcia naszej uwagi. 

Należy zatem ustalić, czy lizanie jest w konkretnym przypadku przejawem poddania, 

czy też próbą zdobycia zainteresowania. Aby to osiągnąć, wystarczy tylko zastanowić się, czy 

lizaniem naprzykrza się on wówczas, gdy jesteśmy zajęci czym innym, czy też wtedy, gdy 

jest pieszczony i głaskany - innymi słowy, kto jest inicjatorem. Gdy stwierdzimy, że jest to 

gest podporządkowania, powinniśmy unikać zbyt wyraźnych gestów dominacji z naszej 

strony - lepiej wówczas przykucnąć do poziomu psa niż głaskać go z góry. Także głaskanie 

policzków i boków jest zachowaniem mniej dominującym niż  głaskanie po głowie, szyi i 

łopatkach. Można też zrezygnować z głaskania psa i ograniczyć się do chwalenia go głosem. 

Gdy pies sam inicjuje lizanie, to oczywiście chodzi mu o zmuszenie nas do zajęcia się 

nim. Takie zachowanie bywa wstępem do podjęcia prób objęcia przewodnictwa stada (patrz 

rozdział 3). 

W skrajnych przypadkach można skorzystać z metod zniechęcania dźwiękiem, 

opisanych w rozdziale 6. 

Nadaktywność 

Nadaktywność psa może stanowić niekiedy poważny problem, aczkolwiek często 

objawy nadaktywności są tylko skutkiem braku dostatecznej kontroli nad zachowaniem psa. 

Przeczytaj też rady do punktu Nadpobudliwe zachowanie. 

O rzeczywistej nadaktywności możemy mówić wówczas, gdy pies nie jest w ogóle w 

stanie kontrolować swojego zachowania a tym samym - nie jest też w stanie czegokolwiek się 

nauczyć, podobnie jak nadaktywne dziecko. Przyczyny tego stanu są różne, a wykrycie ich 

bywa niekiedy wręcz detektywistycznym zajęciem. Bardzo często powodem bywa 

niewłaściwa dieta (patrz rozdziały 9 i 10). Czasem jednak przyczyny są nieoczekiwane - 

znam przypadki, w których skuteczna okazała się zmiana podawanej do picia wody, zmiana 

misek, zaniechanie podawania psu różnego rodzaju smakołyków. Po wprowadzeniu takich 

zmian psy stawały się spokojniejsze i łatwiejsze do prowadzenia... Jeśli podejrzewasz u 

swojego psa rzeczywistą nadaktywność i nie pomogą metody opisane w punkcie dotyczącym 

nadpobudliwego zachowania, musisz ustalić jej przyczynę. Na początek zaś trzeba 

wprowadzić naturalną dietę niskobiałkową, jaką zalecam w rozdziale 10. 

Nadaktywność występuje niekiedy u psów wychowanych w warunkach kenelowych 

bez kontaktu z człowiekiem, ale także u tych, które z różnych przyczyn wychowane były 

przez ludzi od wczesnego szczenięctwa (dwa tygodnie życia lub wcześniej). Może to 

doprowadzić do zaburzeń dziennego rytmu aktywności (u psa występuje kilka okresów 

background image

wzmożonej aktywności w ciągu doby, podczas gdy kot jest na przykład zwierzęciem 

aktywnym nocą, a człowiek - w ciągu dnia). Ostatnio dobre skutki w leczeniu nadaktywności 

uzyskuję stosując mieszankę witamin, aminokwasów i mikroelementów. 

Nadmierne poczucie własności 

Psy, które demonstrują poczucie własności wobec zabawek, skradzionych rzeczy czy 

też określonych miejsc (na przykład zajmowanego łóżka) są z reguły osobnikami o skłonności 

do dominacji lub wręcz zajmującymi pozycję dominującą. Często sami, nie zdając sobie z 

tego sprawy, rozwijamy u psa takie skłonności - na przykład podczas zabaw, w których 

pozwalamy psu odebrać nam przeciągany przedmiot albo uciec z należącą do nas skarpetką. 

W ten sposób łatwo powstaje u psa przekonanie, że skoro może nam bezkarnie coś zabrać, to 

on jest tutaj szefem. W przypadku, kiedy już do tego doszło, lepiej unikać bezpośredniej 

konfrontacji i zastosować terapię zniechęcającą (patrz rozdział 6). Najlepiej oczywiście nie 

dopuścić w ogóle do powstania problemu, ustalając swoją dominującą pozycję wobec psa 

(patrz rozdział 3). 

Nadpobudliwe zachowanie 

Nadpobudliwe zachowanie psa bywa często brane przez właścicieli za jego 

nadaktywność, ale rzadko nią jest. W znakomitej większości przypadków mamy do czynienia 

z psami, nad którymi ich właściciele nie mają po prostu żadnej kontroli. W każdym niemal 

takim przypadku zachowanie to mija jak odjął, jeśli uda się właścicielom wprowadzić w życie 

podstawowe reguły, jakich przestrzegać musi pies, żyjący z nimi pod jednym dachem. Psy 

niektórych ras są bardziej skłonne do nadpobudliwych zachowań, inne - mniej, ale w każdym 

przypadku zachowanie psa musi pozostawać pod pełną kontrolą właściciela. 

Prawdziwa nadaktywność, jeśli rzeczywiście występuje, jest poważnym problemem, 

który opisuję w odrębnym punkcie. Natomiast w przypadku zachowań nadpobudliwych 

wystarczy przestrzeganie hierarchii stada i rozsądne stosowanie systemu nagradzania i 

zniechęcania, aby zachowanie psa przyjęło normalne i możliwe do zaakceptowania formy. 

Polecam lekturę rozdziałów 3, 5 i 6 i zastosowanie ich w praktyce. 

Nerwowość 

Postępowanie, które ma przynieść poprawienie temperamentu nerwowego psa, jest 

niezbędne - bardzo niewiele bowiem dzieli psa nerwowego od psa agresywnego. Podobne są 

też w obydwu przypadkach programy terapeutyczne (patrz nerwowa agresja w rozdziale 12). 

Bardzo często, badając przyczyny nerwowości, stwierdzić można, że ma ona związek z dietą 

psa, toteż w terapii zwracam dużą uwagę na kwestie żywienia (patrz rozdział 9). Po 

background image

konsultacji z lekarzem weterynarii stosuje się, zwykle z doskonałym skutkiem, środki 

homeopatyczne lub preparaty Bacha (patrz rozdział 11). 

Niszczycielstwo 

Zazwyczaj spowodowane jest nadpobudliwością (patrz rozdział 15). Środki zaradcze 

są takie same, jak omówione w rozdziale o gryzieniu przedmiotów. Gdy zostawiony sam pies 

demoluje swoje pomieszczenie, może to być objawem, że hierarchia w domu nie jest 

prawidłowo ustalona. “Jakim prawem niższy rangą zamyka mnie i pozostawia samego?” 

Z punktu widzenia psa sytuacja wygląda wówczas mniej więcej tak, jakby pracownica 

biurowa zamknęła swego szefa na klucz w pokoju i kazała mu tam czekać, gdyż po powrocie 

będzie miała do niego sprawę. Pies musi wiedzieć, że jeśli go zamykasz i zostawiasz samego, 

to znaczy, że masz prawo do tego... (patrz rozdział 3). 

Obrona 

Obrona pożywienia: patrz rozdział 13, psy i dorośli. 

Obrona terytorium 

Patrz rozdziały 3 i 6. 

Obrona własności i zabawek jest objawem tendencji do przyjęcia pozycji 

dominującego w sforze. Prawa, stosujące się do własności, stanowią pewnie dziewięć 

dziesiątych liczby wszystkich praw, obowiązujących w psim świecie. Najczęściej dotyczą one 

własności pożywienia, ale mogą stosować się także do zabawek i innych przedmiotów. 

Zdarza się często, że pies ostentacyjnie zabiera jakąś rzecz, należącą do właściciela i 

zachęca go, by mu ją odebrał. Jest to zawsze sygnał, że pies zdradza tendencje dominujące. W 

łagodniejszym przypadku chodzi o zwrócenie na siebie uwagi, ale - gdy próbuje odebrania 

towarzyszy warczenie - wówczas pies chce górować nad nami pozycją. Przeczytaj także 

rozdział “nadmierne poczucie własności”. 

Ogryzanie 

Patrz gryzienie przedmiotów i ugryzienia. 

Odruchy kopulacyjne 

Zarówno u psów, jak i u suk zachowanie to bardzo przypomina wskakiwanie na 

człowieka. Kładzenie łap na innym zwierzęciu jest gestem dominacyjnym i częściej zdarza się 

samcom. Widok młodych, pięcio-sześciomiesięcznych psów próbujących kopułować nogę 

właściciela lub innych ludzi, poduszki itp. nie należy do rzadkości.  Świadczy o zmianach 

hormonalnych zachodzących w dojrzewającym organizmie. Na ogół pies wyrasta z takich 

zachowań. Jeśli przetrwa w wieku dorosłym, stawia często właściciela w kłopotliwej sytuacji 

nie mówiąc o zakłopotaniu zaatakowanej osoby. Taki pies z reguły maniacko tropi i znaczy 

background image

teren (patrz znaczenie terenu). Wskazania weterynaryjne zalecają kastrację, która w 

większości przypadków rozwiązuje problem całkowicie. Kiedy wykluczy się zaburzenia 

hormonalne, trzeba interpretować to jako zachowanie dominacyjne. Obniżenie pozycji psa w 

stadzie (patrz rozdział 3), terapia dźwiękowa (rozdział 6) zwykle likwiduje problem. 

Przywoływanie 

Jest to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy do nauczenia, gdyż najczęściej pies 

dochodzi do wniosku, że lepiej opłaca się nie wracać do właściciela. Ten bowiem, gdy tylko 

uda mu się dopaść hasającego psa, natychmiast chwyta go za smycz, beszta i szybko 

odprowadza do domu. Pies zaś szybko dochodzi do wniosku, że jeśli nie wróci do pana, to 

może się jeszcze swobodnie wyhasać, a powrót oznacza koniec przyjemności (patrz rozdział 

15). 

Skuteczną metodą jest nauczanie psa, że po powrocie do domu może go jeszcze 

czekać coś miłego - można na przykład podzielić całodzienną porcję pożywienia na kilka 

mniejszych, podawanych po każdym spacerze. Jeśli chodzimy z psem na dłuższy spacer tylko 

raz dziennie, to lepiej będzie zorganizować mu więcej, nawet krótszych spacerów. Przez 

mniej więcej tydzień wyprowadzamy niesfornego psa na długiej lub tak zwanej 

“automatycznej” smyczy, a przy każdym powrocie do domu podać mu porcję jedzenia. 

Prawie każdy pies szybko skojarzy te fakty i będzie to zwykle dostateczny powód, aby 

chętnie wracać do spaceru. 

Jeśli to nie pomoże, to trzeba spróbować wyprowadzać psa na nowy, nieznany mu 

teren. Wówczas będzie się czuł mniej pewnie i trzymał blisko (tak zachowuje się sfora na 

nieznanym terenie). Taka sytuacja pozwoli w krótkim czasie nauczyć go prawidłowej reakcji 

na przywołanie. Gdy pies jest szczególnie oporny, pozostaje jeszcze karmienie go na 

spacerze. Jak i w wielu innych przypadkach problemów z psami, trzeba także upewnić się, 

czy stoimy wyżej w hierarchii stada (patrz rozdział 3) - zwierzęta niższe w hierarchii trzymają 

się blisko lidera i przybiegają do niego na każdy sygnał. 

Podniecenie jazdą samochodem 

Patrz szczekliwość. 

Szczekliwość 

Psie szczekanie, szczególnie niekontrolowane, może przysporzyć nam kłopotów ze 

strony sąsiadów - i trudno mieć do nich o to pretensje... 

Także i nas samych zbędne psie szczekanie może irytować. Przede wszystkim 

rozpoznać należy przyczynę szczekania. Jeśli służy ono zaalarmowaniu właściciela (a jest to 

zachowanie normalne u psów ras stróżujących), to na ogół nie stanowi większego problemu. 

background image

Gorzej, gdy pies taki nie przestaje szczekać mimo reakcji właściciela - celem szczekania 

powinno być tylko, tak jak jest to w stadzie dzikich psów, wezwanie na pomoc osobnika 

najstarszego rangą. Jeśli nasz pies nie przestaje szczekać mimo, że jesteśmy już 

zaalarmowani, to możliwe,  że trzeba się zastanowić, czy w domu ustalona jest prawidłowa 

hierarchia (patrz rozdział 3). Dobry skutek dają też metody, zniechęcające psa do takiego 

zachowania, opisane w rozdz. 6. 

Jeśli szczekanie odbywa się pod nieobecność  właściciela i znacznie przekracza 

intensywnością zwykły alarm, może być objawem nadpobudliwości, opisanej w rozdziale 15. 

Przy szczekaniu alarmowym, które zdarza się sporadycznie, warto poprosić  sąsiadów, aby 

pod naszą nieobecność skorzystali z metod zniechęcających. Jest to nie tylko skuteczne, ale 

także pozwoli im przekonać się, że nie lekceważysz sobie ich spokoju i wykazujesz najlepszą 

wolę. Można też zastanowić się, czy nie przenieść psa w spokojniejsze miejsce w domu. 

Jeśli szczekanie jest objawem radosnego podniecenia w oczekiwaniu na miłe 

wydarzenie - na przykład podczas jazdy samochodem do parku - to metody zniechęcenia 

powinny odnieść dobry skutek. Często wystarczy tylko zmiana codziennej rutyny czy miejsca 

spaceru, aby pies nie był absolutnie pewny swoich przewidywań. Przewożenie psa w klatce 

samochodowej lub przywiązanego na smyczy zwykle zapobiega szczekaniu podczas jazdy. 

Gdy szczekanie jest przejawem nadpobudliwości, warto wówczas przejrzeć kwestionariusz 

żywieniowy, zamieszczony w rozdz. 9. 

Ucieczki 

Najczęściej mamy do czynienia z ucieczkami z przydomowego ogrodu. Niektóre psy 

osiągają w tym nie lada mistrzostwo i są w stanie pokonać wszystkie utrudnienia, wymyślane 

przez właściciela, czy podkopując się, czy przeskakując je górą. Najlepszym środkiem 

zaradczym jest zapewnienie psu odpowiedniej porcji spacerów i zajęcia. Ponadto rozważyć 

trzeba następujące kwestie. 

1. Czy są jakieś powody, skłaniające psa do ucieczek. 

2. Czy pies ma po temu możliwości. 

Usunięcie powodów, które skłaniają psa do ucieczki, może być trudne. Jeśli bowiem 

sąsiad ma zawsze przygotowane ciasteczko dla naszego pieska, to ten z pewnością chętnie 

będzie go odwiedzał. Zwyczaj wy- 

rzucania pod koniec tygodnia “remanentów” ze spiżarni czy lodówki, pakowanych w 

osobny plastikowy woreczek, to dla psów z sąsiedztwa piękny prezent co tydzień. Innym 

powodem może być znudzenie psa brakiem jakichkolwiek zajęć - próbuje wówczas znaleźć je 

background image

sobie sam. W tym przypadku spacery i zajęcia w terenie powinny zmniejszyć chęć 

samodzielnych wypraw. 

Warto też zastanowić się nad sposobem uniemożliwienia ucieczek. Podwyższenie 

ogrodzenia nie jest tu specjalnie skuteczne - lepiej postawić je pod kątem (około 45 stopni) do 

wewnątrz. W dużym ogrodzie wydzielić można mniejszy obszar, ogrodzony tak, aby ucieczka 

stała się niemożliwa. Gdzieniegdzie, w tym na szczególnie dużą skalę w USA, stosuje się 

specjalne ogrodzenia, emitujące niemiłe sygnały dźwiękowe, gdy pies zbliży się zanadto, a 

nawet dające lekki impuls elektryczny. Nie jestem przekonany, czy są to metody 

najwłaściwsze, ale czasem trzeba je zastosować w sytuacjach wyższej konieczności - na 

przykład, gdy mieszkamy w pobliżu terenów łowieckich. 

Gryzienie 

Dlaczego psom zdarza się ugryźć, wyjaśniam w rozdziale 14. 

Zupełnie inne są przyczyny, dla których gryzą małe szczenięta (patrz rozdz. 2 - faza 

socjalizacji od 14 do 49 dnia). Ostre jak igły ząbki szczeniaka mogą nam zadać ból. Nie 

należy jednak karać szczeniaka za takie zachowanie - właściwa reakcja to naśladowanie 

reakcji szczeniąt na ugryzienie, spróbujmy więc wydać z siebie wysoki, skamlący pisk. Łatwo 

zauważymy,  że po usłyszeniu takiego pisku szczeniak nie będzie już gryzł tak mocno. 

Stopniowo zaś nauczy się nie gryźć wcale. Takie postępowanie jest skuteczne w odniesieniu 

do wszystkich szczeniąt do 18 tygodnia życia. Później, kiedy mleczne zęby wymienione są na 

stałe, ugryzienia mają już zupełnie inne znaczenie - bez względu na to, jak szkodliwie mogą 

wówczas wyglądać dla właściciela, są objawem walki o dominację i muszą być bezwzględnie 

i szybko zwalczone. O tym, jak sprowadzić psa na właściwe miejsce w hierarchii stada, czytaj 

w rozdziale 3. Zastosowanie podanych tam sposobów zazwyczaj wystarcza. 

Walka 

Agresja, jaką przejawia pies wobec innych psów poza terenem domu, opisana jest w 

rozdziale 13. Gorzej, jeśli do walk dochodzi pomiędzy psami przebywającymi pod jednym 

dachem. Zazwyczaj, zanim właściciele zwrócą się do mnie, mają już za sobą krótszy lub 

dłuższy okres starannego izolowania zwierząt. Doprowadza to jednak do stanu ciągłego 

napięcia i atmosfera w domu staje się po prostu nie do zniesienia. 

Zazwyczaj do walk dochodzi pomiędzy dwoma psami, z których każdemu wydaje się, 

że przewyższa rywala swoją pozycją w sforze. Sytuację często komplikują właściciele, którzy 

dążą do tego, aby pies będący ich pierwszym domownikiem, zachował dominującą pozycję 

mimo przybycia następnego. Rzadko jednak jest to możliwe i nowy pies prędzej czy później 

próbuje przejąć przewodnictwo. Najlepiej wówczas zostawić sprawy ich biegowi - zwykle 

background image

jedna walka wystarcza do wyjaśnienia sytuacji. Zwykle jednak właściciele nie potrafią 

pogodzić się z “poniżeniem” pierwszego ulubieńca, nawet jeśli on sam nie ma nic przeciwko 

temu. Próbując więc karać lub izolować zwycięzcę, aby emocje opadły. One jednak nie 

opadają, a wszystkie akcje właścicieli służą tylko wspieraniu psa, który stał się już 

podporządkowany i zachęcają go do podejmowania walki o utracone pozycje. Tworzy to 

prawdziwe błędne koło. 

Rozumiem,  że taka sytuacja jest nad wyraz nieznośna, ale im mniej będziemy się 

wtrącać w stosunki między dwoma psami, tym szybciej się one ustabilizują - chyba że 

trafimy, ku naszemu nieszczęściu, na dwa zwierzęta z charakterami urodzonych przywódców 

(patrz rozdział 2). 

W tej sytuacji trzeba się liczyć z tym, że walki będą się tylko nasilać i stawać się coraz 

groźniejsze. Jedynym wyjściem pozostaje wówczas znalezienie odpowiedniego domu dla 

jednego z rywali. Jednak szansę na znalezienie dobrych rąk dla dorosłego psa o zepsutej już 

reputacji są dość ograniczone. Pozostaje wówczas jedno jeszcze rozwiązanie - trzeba 

zaobserwować, który z psów jest choć trochę słabszy, i tego właśnie wykastrować. Powinien 

on wówczas przestać być obiektem silnej agresji ze strony drugiego samca. Jeśli 

równocześnie postaramy się podbudować pozycję silniejszego samca, karmiąc go pierwszego, 

dopuszczając bliżej naszego łóżka (uważajmy przy tym jednak, aby nie stracić naszej 

bezwzględnie dominującej pozycji w stadzie) to powinniśmy uzyskać stan ustalonej 

hierarchii. Zdarzało mi się spotkać  właścicieli, którzy w desperacji wykastrowali obydwa 

zwierzęta - taka decyzja nie zmienia jednak niczego w stosunkach między dwoma psami. 

Jedyne, co może pomóc, to konsekwentne faworyzowanie jednego z nich. 

Do groźnych walk może dochodzić także między dwiema sukami. Niektórzy twierdzą 

nawet, że walczące suki są bardziej zajadłe od psów i mogą pozagryzać się na śmierć. Choć 

sam nie potwierdzam takiego poglądu, to jednak nie wykluczam zupełnie jego prawidłowości. 

Zajadłość walk między sukami może wynikać z faktu, że w warunkach naturalnych tylko suki 

najwyższe hierarchią w stadzie mają cieczki i odchowują młode, zatem walki między nimi są 

walką o przeżycie gatunku. 

Choć być może nie wszyscy się ze mną zgodzą, to zalecam postępowanie identyczne, 

jak w przypadku walczących samców - kastrację suki niższej rangą. 

Wskakiwanie na ludzi 

Ten powszechny wśród psów rodzaj pozdrowienia ma także zdecydowany wyraz 

dominacji. Jeśli dochodzi do niego pomiędzy dwoma psami, to ten z nich, który pozwala na 

background image

siebie wskakiwać, jest osobnikiem wykazującym podporządkowanie. Jak zatem wyglądałoby, 

jeśli pozwolilibyśmy na to naszemu psu? 

Zachowanie takie występuje już u szczeniąt, ale wówczas jest prośbą o pożywienie-

młode wilki witają w ten sposób powracających do gniazda rodziców, aby skłonić ich do 

zwymiotowania nadtrawionego już w żołądku pokarmu. Podobny cel mają powszechne próby 

dosięgnięcia ludzkiej twarzy i jest to zachowanie instynktowne, podobnie jak i szczenięce 

gryzienie. 

Oba te zachowania z wiekiem zmieniają całkowicie swoje znaczenie. Pozwalając, aby 

takie zachowanie przetrwało u dorastającego psa, bezwiednie pozwalamy mu, aby nas 

dominował. Podobnie ma się rzecz z odwiedzającymi nas gośćmi - wówczas wskakiwanie na 

nich trzeba odczytywać jako zamiar niewpuszczenia ich do gniazda. O tym zaś, kto ma być 

tam wpuszczony, musisz zadecydować ty. Polecam w tym przypadku lekturę rozdziału 3. 

Kiedy już wszystkie kwestie dotyczące hierarchii w sforze zostaną wyjaśnione, trzeba 

psa oduczyć nabytego zachowania (patrz rozdział 6) i wprowadzić inne formy powitania. 

Można na przykład wymagać, aby przy powitaniu pies siedział. Zalecane niekiedy sztuczki, 

jak przydeptywanie łap u skaczącego psa popychanie go kolanem, są tylko stratą czasu. 

Wycie 

Patrz szczekliwość. 

Zjadanie odchodów 

Zwyczaj ten nosi nazwę koprofagii. W zasadzie jest to sprawa, którą powinien się 

raczej zająć lekarz weterynarii, ale często moi klienci zwracają się z tym do mnie, zwykle na 

marginesie innego problemu. 

Zachowanie takie jest u psów właściwie normalne, zwłaszcza gdy dotyczy szczeniąt. 

W ten właśnie sposób matka utrzymuje czystość w gnieździe, a szczenięta naśladując ją 

przyjmują ten obyczaj. 

Zwykle zanika on z wiekiem, w rzadkim tylko przypadkach utrzymując się  dłużej. 

Zjadanie własnych odchodów przez dorosłego psa powinno być wskazówką do wizyty u 

weterynarza, gdyż może być sygnałem zaburzeń organicznych, na przykład niedomogi 

trzustki. 

Niekiedy sami też możemy stać się mimowolnymi sprawcami takiego zachowania, 

jeśli będziemy zbyt ostro karać młodego psa za nabrudzenie w domu. W ten sposób można u 

niego wywołać skojarzenie, że najlepiej jest szybko zlikwidować  ślady “przestępstwa”, aby 

nie zostało wykryte i nie skończyło się karą (patrz rozdział 15). 

background image

Bywa też,  że powodem jest słabe przyswajanie pokarmu lub też niewłaściwy jego 

skład czy jakość. Problem powinien wówczas rozwiązać lekarz weterynarii (patrz też 

rozdziały 9 i 10, dotyczące żywienia). 

Znaczenie terenu 

Najczęściej taka sytuacja zdarza  się w przypadku samca, żyjącego bez towarzystwa 

innych zwierząt z właścicielką - kobietą. Niespodziewanie w domu pojawia się mężczyzna... 

Taki właśnie scenariusz wydarzeń podają mi zgłaszający się po poradę. Z moich doświadczeń 

wynika,  że dla samotnego samca wystarczy dwa tygodnie, w czasie których jest Alfą bez 

zagrożenia ze strony innego samca, aby - gdy tylko taki się pojawi - dochodziło do 

demonstracyjnego znaczenia terenu. Kiedy proszę klientów o opisanie, które miejsca w domu 

są szczególnie często znaczone, zawsze okazuje się, że jest to głównie sypialnia pana (patrz 

rozdział 13). 

W wielu przypadkach znaczenie terytorium pojawia się jako reakcja na wszelkie 

zmiany w domu, które - w mniemaniu psa - mogą zagrozić jego pozycji w domu. Mogą to być 

na przykład narodziny dziecka albo tylko częste wizyty małego wnuczka powodujące, że na 

psa nie zwraca się wówczas dostatecznej uwagi. Wiele zatem zależy od tego, jak pies 

postrzega swoją pozycję w domu i zazwyczaj jasne ustalenie hierarchii w domu likwiduje 

problem (patrz rozdział 3). 

Niekiedy może on mieć jednak podłoże hormonalne - jeśli podejrzewamy, że tak jest 

w naszym przypadku, warto zasięgnąć opinii lekarza weterynarii, czy nie byłaby wskazana 

kastracja. Może ona dać dobre skutki w przypadku psów, obsesyjnie znaczących terytorium, 

bez względu na to, gdzie się znajdują. 

Żebractwo 

Nie jest to problem, którym się często zajmuję. Właściciele uważają na ogół,  że 

żebractwo jest zachowaniem, którego sami nauczyli psa, nie mogąc się oprzeć jego błagalnym 

spojrzeniom i cieknącej z pyska ślinie. Wspominam o tym po to, aby zwrócić uwagę, że w 

zachowaniu takim kryje się potencjalne niebezpieczeństwo. Większość praw, obowiązujących 

w psim świecie, dotyczy własności, szczególnie zaś - własności pożywienia. Rzadko widuje 

się, aby pies próbował wyżebrać jedzenie od drugiego psa. Owszem, może on uporczywie 

przyglądać się jedzącemu, ale zawsze z odpowiedniego dystansu. Jeśli właściciel pozwala psu 

na przekroczenie tej zabronionej strefy, gdy je, daje mu tym samym możliwość przejęcia 

pozycji lidera. To zaś może stać się początkiem naprawdę poważnych problemów. 

Jeśli już więc nieopatrznie pozwoliliśmy psu na takie zachowanie, to nie pozwalajmy 

na nie ani dnia dłużej. Należy go stanowczo odprawiać od stołu w czasie naszych posiłków, 

background image

dopóki nie nauczy się, że to co jest na naszym stole, nie jest przeznaczone dla niego. Jeśli nie 

uda nam się tego osiągnąć, można zastanowić się, czy aby pies nie jest po prostu stale głodny 

- na tyle głodny, że pozwala sobie na złamanie podstawowej reguły psiego zachowania, która 

głosi,  że nie wolno przeszkadzać jedzącemu. Może wchodzić także w rachubę  słabe 

przyswajanie pokarmu lub niska wartość odżywcza podawanej karmy. Trzeba wówczas 

zastosować się do rad, podanych w rozdziale 10. Ogólnie jednak rzecz ujmując, im wyżej 

postrzega pies swojego właściciela w hierarchii sfory, tym mniej skłonny jest do żebractwa. 


Document Outline