background image

 

Leanne Banks 

 

Król z Chicago 

background image

PROLOG 

„Wesołych  świąt.  Jesteś  nowym  władcą  Altarii",  mogłaby 

powiedzieć matka Daniela. 

Był  styczeń.  W  Chicago,  za  oknami wysokiego  apartamentowca, 

w  którym  mieszkał  Daniel  Connelly,  padał  śnieg.  Syn  próbował 

zrozumieć  znaczenie  słów  matki.  Nie  każdy  mężczyzna  w  Ameryce 

był synem dawnej księżniczki. Emma Rosemere Connelly zrzekła się 

książęcego  tytułu  przed  trzydziestu  pięciu  laty,  wychodząc  za  ojca 

Daniela. Syn zawsze zwracał się do niej zwyczajnie, per „mamo".  

Na  zawsze  jednak  zachowała  w  sobie  królewski  sposób  bycia, 

wpojony  jej,  kiedy  była  księżniczką  Altarii.  Nawet  w  tej  chwili, 

przybita  tragiczną  wiadomością  o  śmierci  najbliższych  -  ojca  i  brata, 

którzy  zginęli  w  wyniku  wypadku  jachtu  -  panowała  nad  sobą. 

Siedziała sztywno obok męża na brązowej skórzanej kanapie. 

-  Obawiam  się,  że  musisz  mi  to  powtórzyć,  mamo  -  odezwał  się 

Daniel, zagłębiając się w ulubionym fotelu. 

Matka ujęła jego dłonie i pochyliła się naprzód, patrząc synowi w 

oczy. Uśmiechnęła się smutno. 

- Opowiadałam ci dużo o Altarii - przypomniała. - Byłeś tam kilka 

razy. 

Daniel  przytaknął,  przypominając  sobie  niewyraźne  obrazy  z 

dzieciństwa. 

-  Pamiętam,  że  Altaria  to  piękna  wyspa  leżąca  niedaleko 

wybrzeża  Włoch  -  odpowiedział.  -  Jest  tam  wspaniała  plaża.  Ale  jak 

mógłbym zostać nowym władcą tego kraju? 

background image

- Prawo Altarii stanowi, że tron dziedziczą tylko mężczyźni. Mój 

ojciec  i  brat  nie  żyją...  -  powtórzyła  Emma,  ściskając  mimowolnie 

ręce  Daniela.  Mąż  położył  dłonie  na  jej  ramionach,  żeby  poczuła,  iż 

ma w nim oparcie.  

Grant  Connelly  dorobił  się  wielkiej  fortuny  w  przemyśle 

włókienniczym. Był opanowany jak mało kto.  

- Mój brat miał tylko jedną córkę, Catherine - ciągnęła Emma. 

Danielowi przypomniały się plotki, jakie słyszał o swoim  wujku, 

księciu Marku. 

- Nie chcę źle mówić o zmarłym - zaczął - ale, czy jesteś pewna, 

że  wujek  Mark  nie  miał  więcej  dzieci?  Zdaje  się,  że  przejął  się  na 

dobre swoją życiową rolą księcia playboya... 

Grant wydał nieartykułowany odgłos, coś pomiędzy kaszlnięciem 

a wybuchem śmiechu. 

- Danielu! - skarciła go matka, robiąc kwaśną minę. - Mark miał 

swoje  słabości,  ale  nigdy  w  życiu  nie  pozostawiłby  samemu  sobie 

własnego dziecka. Jesteś prawowitym następcą tronu Altarii. 

Daniel  miał  już  trzydzieści  cztery  lata  i  nigdy  w  życiu  nie 

wyobrażał sobie, że mógłby zostać królem małego państewka. Urodził 

się i wychował  w Chicago. Zawsze uważał  za oczywiste, że przeżyje 

życie w Ameryce. Popatrzył na ojca.  

Grant  Connelly  odziedziczył  po  przodkach  fabrykę  tekstylną  i 

przekształcił  ją  w  wielką  korporację,  notowaną  na  liście  pięciuset 

największych  przedsiębiorstw  w  Stanach  Zjednoczonych.  Biznes 

background image

pasjonował  go.  Grant  miał  talent  do  nieustannego  rozwijania  firmy  i 

pomnażania rodzinnego majątku. 

Daniel nie odziedziczył tego po nim. Owszem, odnosił sukcesy - 

w sportach, podczas studiów; także i teraz, jako wiceprezes do spraw 

marketingu  Connelly  Corporation.  Zawsze  miał  jednak  poczucie 

niedosytu. Chciał czegoś więcej, czegoś innego.  

Czyżby tego? 

Być królem?! 

Podniósł wzrok i popatrzył na rodziców. 

- Mam być królem?! 

Ojciec pokiwał głową i powiedział: 

-  Masz  cechy  dobrego  przywódcy.  Jeśli  tylko  uważasz,  że 

powinieneś  zająć  się  kierowaniem  państwem,  zrób  to.  To  musi  być 

twój dobrowolny wybór. 

Matka  znów  ścisnęła  dłoń  Daniela.  Spojrzała  na  niego  z  dumą, 

która mieszała się z troską. 

-  Rozważ  starannie  swoją  decyzję  -  poradziła.  -  Mój  ojciec 

pragnął  dla  Altarii  wszystkiego,  co  najlepsze.  Założył  Instytut 

Rosemere  do  badań nad  zwalczaniem  raka.  Ta  placówka  to nie tylko 

wspaniałe mauzoleum mojej matki. Dzięki niemu w  Altarii prowadzi 

się  teraz  nowoczesne  badania  naukowe.  Kierowanie  państwem  nie 

będzie łatwe. Kiedy raz się na to zdecydujesz, odmieni to twoje życie 

na zawsze. 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Erin  Lawrence  z  niecierpliwością  czekała  na  chwilę,  kiedy 

zobaczy  materiał,  nad  którym  ma  zacząć  pracować.  Jego  wysokości 

może  nie  spodobać  się,  że  jest  materiałem  do  opracowania,  jednak 

taka była prawda. 

Erin  poprawiła  kapelusz  i  pokazała  dokumenty  strażnikowi 

pilnującemu  wysokiego  apartamentowca,  gdzie  mieszkał  Daniel 

Connelly. Przyleciała wieczorem, już po zapadnięciu zmroku. I tak na 

pierwszy rzut oka widać było, jak bardzo Chicago różni się od Altarii, 

do której była przyzwyczajona. 

Kiedy  wysiadła  z  windy  i  zadzwoniła  do  drzwi  mieszkania 

Connelly'ego,  serce  zabiło  jej  szybciej.  Wzięła  głęboki  oddech.  Za 

chwilę  pozna  następcę  tronu  Altarii,  który  wkrótce  zostanie 

koronowany na króla. Rozległo się szczekanie psa.  

Po długim czasie otworzył jej wysoki mężczyzna o zwichrzonych 

włosach  i  intensywnie  zielonych  oczach.  Był  w  samych  spodniach 

podkreślających  kształt  jego  wąskich  bioder.  Miał  muskularną klatkę 

piersiową. 

- Dzwoniła pani? - spytał niedbale. 

- Może pomyliłam... - Erin zamilkła, nie mogąc oderwać oczu od 

półnagiego człowieka.  

Jego  klatkę  piersiową  porastały  włosy.  Nie  wyglądał  na 

skrępowanego  swoim  niekompletnym  strojem.  Sprawiał  wrażenie 

mężczyzny,  który  wie,  jak  należy  zająć  się  ciałem  kobiety.  Właśnie 

przed  takimi  przestrzegały  Erin  wszystkie  wychowawczynie.  To  do 

background image

tego  rodzaju  mężczyzn  wymykają  się  w  nocy  przez  okno  zepsute 

dziewczyny... 

Oderwała  w  końcu  spojrzenie  od  wspaniałego  ciała,  które 

zobaczyła,  i  ponownie  sprawdziła  numer  mieszkania.  Zgadzał  się. 

Zrozumiała, kogo widzi, i przełknęła ślinę. 

- Wasza wysokość? - upewniła się. 

-  Ach,  to  pani  jest  Erin  Lawrence,  specjalistka  od  królewskiej 

etykiety. 

Daniel zmierzył ją wzrokiem, oceniając jej figurę. Widać było, że 

patrzy  pod  określonym  kątem,  po  męsku,  a  przy  tym  robił  to  w 

sposób,  który  oddziaływał  na  kobiety  bardzo  silnie.  Erin  wstrzymała 

na chwilę oddech, aż Connelly znowu spojrzał jej w oczy.  

Wydawał się odrobinę rozbawiony. 

-  Nie  jestem  pewien,  dlaczego,  ale  myślałem,  że  ma  pani 

przyjechać o wcześniejszej godzinie. 

- Oczywiście, wasza wysokość. Bardzo przepraszam. Mój samolot 

był opóźniony. 

-  Zdarza  się  -  odparł  swobodnym  tonem  Daniel.  Otworzył  drzwi 

szerzej.  -  Proszę,  niech  pani  wejdzie.  Przepraszam,  że  nie  jestem 

odpowiednio  ubrany.  Miałem  dzisiaj  dziewięć  spotkań,  więc 

szykowałem  się  już  do  pójścia  spać.  Niech  pani  nie  boi  się  psa. 

Zamknąłem Jordana w zagrodzie. 

- Jordana? 

-  Nazwałem  go  tak  na  cześć  Michaela  Jordana,  najlepszego 

koszykarza pod słońcem, który, niestety, nie gra już w Chicago Bulls. 

background image

Erin  postanowiła  dowiedzieć  się  czegoś  na  temat  amerykańskiej 

ligi koszykówki, o której nie miała pojęcia. 

-  Jedna  z  zasad  etykiety  głosi,  że  król  powinien  iść  przodem  - 

odezwała  się  w  końcu.  -  Nikt  nigdy  nie  powinien  być  odwrócony 

tyłem do króla. 

- Coś takiego... - Daniel popatrzył na nią jeszcze raz. - Faktycznie, 

taka osoba mogłaby się potem okropnie wstydzić... 

Erin  zaczerwieniła  się.  Miała  nadzieję,  że  Connelly  tego  nie 

widzi. 

- Proszę przodem, wasza wysokość. 

Daniel  skinął  głową.  Przeprowadził  Erin  przez  luksusowo 

urządzony  salon,  w  którym  stały  nowoczesne  fotele  i  kanapa  z 

brązowej  skóry  oraz  dębowe  ławy.  Weszli  do  świetnie  wyposażonej 

kuchni. Connelly wyciągnął z lodówki karton z mlekiem. 

- Napije się pani czegoś? Może zrobić kanapkę? - spytał. 

On zupełnie nie zdaje sobie sprawy ze swojej pozycji! pomyślała 

Erin.  Zastanawiała  się,  jaki  będzie  Daniel,  kiedy  zasiądzie  na  tronie. 

Jeżeli  kiedykolwiek  do  tego  dojdzie.  Nie  robił  wrażenia  człowieka, 

któremu zależy na karierze, na tym, żeby być kimś ważnym.  

Popatrzyła  na  jego  szerokie  ramiona  i  złapała  się  na  tym,  że  na 

moment  się  rozmarzyła.  Powróciła  do  rzeczywistości.  Przyszły  król 

proponował  właśnie,  że  zrobi  jej  coś  do  picia  albo  przygotuje 

kanapkę. Tak nie mogło być. 

- Nie, dziękuję, wasza wysokość. 

- Gzy nie obrazi się pani, jeśli spytam, ile ma pani lat? 

background image

Zesztywniała. 

- Dwadzieścia dwa, wasza wysokość. 

Connelly skrzywił się odrobinę. 

- Czy musi pani tytułować mnie „waszą wysokością"? 

- Tak należy się zwracać do króla. 

Daniel westchnął. 

- No, dobra. 

Pociągnął  łyk  mleka  prosto  z  kartonu.  Erin  rozszerzyła  oczy  w 

przerażeniu. Zauważył to i uśmiechnął się. 

- Niech się pani nie martwi. To był  ostatni łyk. - Wyrzucił pusty 

karton do śmieci. 

Nie  komentowała  jego  zachowania.  Przez  lata,  które  spędziła  w 

najlepszych  szwajcarskich  szkołach  z  internatem,  nauczono  ją  nie 

mówić  za  dużo.  Stał  przed  nią  człowiek,  który  miał  wkrótce  zostać 

królem Altarii.  

Był przystojnym, wspaniale zbudowanym Amerykaninem, bardzo 

atrakcyjnym  mężczyzną;  i  nie  miał  absolutnie  żadnego  pojęcia  o 

królewskiej  etykiecie.  Jego  przodkowie  z  Altarii  musieli  przewracać 

się w grobach. Niech Bóg ma w opiece Altanę. I ją, Erin Lawrence. 

-  Nie  jestem  do  końca  pewien,  jakie  jest  pani  zadanie  -  odezwał 

się Daniel. 

-  Mam  przedstawić  waszej  wysokości  zasady  królewskiej 

etykiety,  a  także  dowiedzieć  się  jak  najwięcej  o  osobistych 

upodobaniach, pod kątem odpowiedniego przygotowania pałacu. 

- Co to za etykieta? 

background image

-  Jej  tradycje  sięgają  minionych  wieków.  Polecono  mi 

poinformować  waszą  wysokość,  jak  powita  go  lud  Altarii  i  jakich 

reakcji będzie oczekiwać. 

Daniel westchnął znowu i przesunął dłonią po twarzy. 

- To znaczy, że mam brać lekcje etykiety... Będę musiał robić to 

zaraz po tym, jak skończę na dany dzień analizować plan rozbudowy 

pewnego  lotniska  albo  budżet.  Może  spróbuje  się  pani  przyzwyczaić 

przez  parę  dni  do  nowej  strefy  czasowej,  i  wtedy  coś  ustalimy, 

dobrze? 

-  Jestem  gotowa  natychmiast  podjąć  swoje  obowiązki,  wasza 

wysokość. 

- Wie pani co, niech się tu pani spokojnie urządzi; porozmawiamy 

o wszystkim jutro albo pojutrze, dobrze? 

Erin miała wrażenie, że przyszły król próbuje ją zbyć. Nie można 

było  na  to  pozwolić.  Swoje  zadanie  otrzymała  od  ojca,  który  był 

ministrem  spraw  zagranicznych  Altarii.  Wprawdzie  przyjęła  je 

niechętnie  -  z  obawą  i  niepokojem,  który  od  zawsze  był 

przekleństwem jej życia. Nie mogła jednak zawieść ojca. 

-  Moje  informacje  mogą  się  waszej  wysokości  przydać.  Mój 

ojciec jest ministrem spraw zagranicznych Altarii, dzięki czemu mam 

wgląd w meandry życia politycznego kraju. 

Daniel popatrzył na Erin jeszcze raz. 

- Dobrze. Zatelefonuję do pani, kiedy uporam się z niecierpiącymi 

zwłoki sprawami. Życzę miłego pobytu w Chicago. 

- Dziękuję, wasza wysokość. 

background image

- Czy aby na pewno nie napije się pani czegoś? 

Czuła się zakłopotana natarczywą gościnnością przyszłego króla. 

- Nie, dziękuję - odparła. 

Daniel skinął głową i sięgnął do telefonu. 

- Zadzwonię do strażnika, żeby wezwał dla pani taksówkę. 

- Och, nie trzeba. Mogę to zrobić sama. 

-  Nie  wątpię,  że  da  pani  radę,  ale  moja  prywatna  etykieta  nie 

pozwala  na  wysłanie  młodej  kobiety  samej  na  ulice  Chicago  bez 

zorganizowanego transportu od drzwi do drzwi. 

Czyżby  był  dżentelmenem?  pomyślała  z  radością  Erin.  Od  lat 

otaczali  ją  ludzie  przejmujący  się  przede  wszystkim  własną  pozycją. 

Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. 

- Dziękuję, wasza wysokość - szepnęła. 

Poleciwszy  zamówić  taksówkę,  Daniel  odprowadził  Erin  do 

drzwi. 

- Mówi pani z brytyjskim akcentem - stwierdził. - Dlaczego? 

-  Chodziłam  do  szwajcarskich  szkół  z  internatem,  gdzie 

wychowawczyniami były Angielki. 

- Ma pani podobny sposób bycia, jak moja matka. 

- Uważam to za wielki komplement. W istocie, byłam w tej samej 

szkole, w której niegdyś kształciła się matka waszej wysokości. Naród 

Altarii zawsze kochał i podziwiał księżniczkę Emmę. 

-  Mimo  że  zrzekła  się  tytułu,  aby  wyjść  za  nieokiełznanego 

amerykańskiego nuworysza? 

background image

-  Jeśli  nawet  formalnie  zrzekła  się  tytułu,  w  sercach 

Altaryjczyków zawsze będzie księżniczką. 

Daniel zachichotał. 

-  Jest  pani  bardzo  dobra.  Czy  aby  nie  jest  pani  przypadkiem 

specjalistką od public relations? 

-  Znajomość  tej  dziedziny  wchodzi  w  zakres  wiedzy  wymaganej 

na  moim  stanowisku.  Ale,  jak  już  wspomniałam,  jednym  z  moich 

zadań jest poznanie upodobań waszej wysokości, aby dobrze czuł się 

w pałacu w Altarii. 

- Nie mam wygórowanych wymagań. Do szczęścia wystarczy mi  

mecz Chicago Bulls i chicagowski hot-dog. 

Erin zamrugała oczami. Próbowała  wyobrazić sobie szefa kuchni 

pałacowej przygotowującego chicagowskiego hot-doga. 

- Odnotuję to, wasza wysokość. 

- Nie wątpię. Dobranoc. 

 

Dwa  dni  później  Daniel  odsłuchiwał  pocztę  głosową.  Skrzywił 

się.  Trzy  wiadomości  nagrała  Erin  Lawrence.  Dziewczyna,  w  której 

sposobie  bycia  nie  było  nawet  cienia  kokieterii.  Miała  atrakcyjne 

kształty.  Zachowywała  się  tak  elegancko,  że  Daniel  przekornie 

wyobrażał  ją  sobie  nagą  i  poddającą  się  szaleństwu  zmysłów.  Niezła 

laska,  myślał.  Z  drugiej  strony,  robiła  wrażenie  niewinnej. 

Dziewczyny, którą można było skrzywdzić.  

Nie  próbował  specjalnie  odkładać  rozpoczęcia  spotkań  z  nią, 

jednak  nagła  przemiana  z  wiceprezesa  do  spraw  marketingu  w  króla 

background image

Altarii wymagała od niego mnóstwa pracy. Aby nie było bezkrólewia, 

zwyczajowo  możliwie  jak  najszybciej  po  śmierci  króla  koronuje  się 

jego następcę. Wydawało się dziwne, że minister spraw zagranicznych 

Altarii  przekazał  Gonnelry'emu,  iż  nie  są  jeszcze  gotowi  na  jego 

przyjęcie. 

Daniel  postanowił  zaczekać  cierpliwie  z  zadaniem  pytań,  jakie 

miał  na  ten  temat,  a  na  razie  zająć  się  tym,  co  musiał  zrobić  w 

Chicago.  Trzeba  było  uporządkować  sprawy  w  pracy  i  przygotować 

wszystko, co było potrzebne do wyjazdu.  

Zerknął  na  swój  wypełniony  co  do  minuty  rozkład  dnia,  który 

wpisywał do elektronicznego organizatora. Nie był z nikim umówiony 

na kolację. Zadzwonił więc do hotelu, w którym mieszkała Erin. 

-  Dziękuję,  że  wasza  wysokość  dzwoni  -  odezwała  się  na  jego 

powitanie, oficjalnym, choć miłym tonem. 

Daniel zastanawiał się, co musiałby zrobić, żeby panna Lawrence 

stała  się  mniej  opanowana.  Ciekawe,  jaką  nosi  bieliznę,  przyszło  mu 

do głowy. Odsunął jednak tę myśl. 

-  Przepraszam,  że  dzwonię  dopiero  teraz  -  powiedział.  -  Byłem 

zawalony  robotą;  dzisiaj  zresztą  jest  tak  samo.  Może  zjemy  razem 

kolację? Zamówię pizzę. Możemy spotkać się u mnie. 

Nastąpiła dłuższa pauza. 

- Ma pani jakiś problem? 

-  Nie,  wasza  wysokość  -  odparła  panna  Lawrence  tonem 

zdradzającym niechęć. 

- Słyszę w pani głosie, że jednak jest jakiś kłopot. O co chodzi? 

background image

-  Próbuję  w  tej  chwili  określić,  czy  jest  to  dopuszczalne,  żebym 

udzieliła waszej wysokości lekcji etykiety w prywatnym apartamencie 

króla. 

-  Czy  nie  mówiła  pani,  że  lekcje  powinny  odbywać  się  w 

warunkach, gdzie zapewniona będzie prywatność? 

- Tak jest, wasza wysokość, ale... 

- Potrzebuje pani przyzwoitki, czy co? 

-  Absolutnie  nie  -  zapewniła  panna  Lawrence.  -  Przyjdę  na 

kolację. O której powinnam się zjawić? 

- To będzie późno. O dziewiętnastej trzydzieści. 

-  Oczywiście,  wasza  wysokość.  Przyjdę  o  dziewiętnastej 

trzydzieści. 

Connelly  odłożył  słuchawkę  i  jęknął.  W  tym  momencie  drzwi 

jego gabinetu otworzyły się i wszedł jego brat, Brett. 

- Co słychać, wuwu? - zagadnął, uśmiechając się pod nosem. - Już 

masz kłopoty ze sprawami królewskimi? 

Daniel zmarszczył brwi. 

- Co to za „wuwu"? 

-  Skrót  od  „wasza  wysokość".  Dziennikarze  coś  zwąchali. 

Wszyscy  domagają  się  wywiadu  z  tobą.  Myślę,  że  dam  radę  jeszcze 

trochę ich powstrzymać. 

Brett był z natury  wyjątkowo  wygadany. Dlatego też znakomicie 

nadawał  się  na  funkcję  wiceprezesa  do  spraw  public  relations 

Connelly  Corporation, którą  zresztą  pełnił.  Był  bardzo  zadowolony  z 

tego, jak potrafi rozmawiać z dziennikarzami, tak że pisali i mówili o 

background image

firmie dobrze. A poza tym cieszył się niepomiernie ze swojej reputacji 

playboya. Daniel od paru lat miał już tego dosyć. 

-  Myślisz,  że  Justin  nadaje  się  do  przejęcia  obowiązków 

wiceprezesa do spraw marketingu? - spytał Brett. 

Justin  miał  w  porównaniu  z  nimi  purytańskie  zasady.  Był 

spokojnym,  odpowiedzialnym  człowiekiem,  a  przy  tym  bardzo 

pragnął  wspiąć  się  wyżej  po  drabinie  zarządzania  Connelly 

Corporation. 

- Justin będzie znakomity na moim stanowisku, a w każdym razie 

zrobi wszystko, żeby być jak najlepszym - odparł Daniel. 

- Będzie nam cię brakować, ale... 

-  ...ale  nie  wykop  mnie,  proszę,  za  drzwi  -  dokończył  za  Bretta 

Daniel, chichocząc złośliwie.  

Bracia  Connelly  zawsze  współzawodniczyli  ze  sobą,  czy  to  w 

pracy zawodowej, czy w sporcie. 

-  Byłeś  znakomity  jako  szef  marketingu  -  pochwalił  go  Brett.  - 

Naprawdę. Ale i tak zawsze miałem wrażenie, że chciałbyś robić coś 

innego. Rozumiesz... Myślisz, że znalazłeś teraz to coś? 

Daniel był  zdumiony tym, ile Brett był  w stanie wyczytać z jego 

zachowania. Przytaknął. 

-  Tak  sądzę.  Muszę  wierzyć,  że  to  dar  losu  dla  mnie.  Zawsze 

chciałem  zrobić  w  życiu  coś  ważnego,  niekoniecznie  ważnego  dla 

przemysłu tekstylnego. 

- W takim razie Altarianie mają szczęście, że do nich polecisz. 

background image

-  Nie  wiem.  Coś  mi  się  zdaje,  że  minister  spraw  zagranicznych 

Altarii wcale nie nalega na mój szybki przylot. Z opóźnieniem udziela 

mi  odpowiedzi  na  pytania,  które  mu  zadaję.  Przysłał  za  to  swoją 

córkę. - Daniel nie był  w stanie całkowicie powstrzymać nerwowego 

uśmieszku. 

- Córkę? A po co? 

- Żeby nauczyła mnie królewskiej etykiety. 

Brett zamrugał oczami, a potem parsknął śmiechem. 

- Będzie starała się nauczyć cię wszystkiego, czego nie chciało ci 

się uczyć od mamy! - skomentował. 

-  I  jeszcze  więcej;  nie  mam  najmniejszych  wątpliwości.  -  Daniel 

machnął  ręką.  -  Naprawdę,  nie  mam  na  to  w  tej  chwili  czasu.  Z 

drugiej strony nie chcę być niegrzeczny. 

- Jaka ona jest? 

-  Dobrze  ułożona  cnotka.  Ale  ma  obłędne  ciałko  -  dodał.  - 

Wypukłości wszędzie, gdzie trzeba. 

Brett wyszczerzył zęby w wilczym uśmiechu. 

- To może będziesz jednak miał z tych lekcji korzyści uboczne! 

Daniel pokręcił głową. 

-  Wątpię  -  odparł.  -  Jeszcze  nigdy  nie  spotkałem  kobiety,  która 

byłaby tak zdeterminowana, żeby zrobić ze mnie ideał. 

 

Erin  dźwigała  pudełko  z  dużą  pizzą,  dwa  grube  tomy  na  temat 

królewskiej  etykiety  oraz  album  przedstawiający  zdjęcia  królewskich 

mundurów.  Obróciła  się  bokiem  do  drzwi  i  wcisnęła  łokciem  guzik 

background image

dzwonka.  Dostawca  pizzy  wszedł  do  budynku  akurat  razem  z  nią. 

Uparła się, że to ona zawiezie pizzę klientowi i odebrała ją. 

Daniel  otworzył.  Erin  znów  poczuła  się  zaszokowana  bardzo 

wysokim  wzrostem  następcy  tronu.  Jego  oczy  rozszerzyły  się  ze 

zdumienia. 

- Pomogę pani!... - zaproponował. 

Sięgnął po ciężkie książki, kiedy z pokoju wybiegło coś dużego i 

brązowego. Skoczyło na Erin, która... runęła na podłogę. 

- Jordan, do nogi! - Pies wycofał się. 

Erin, pomimo bólu, odruchowo ściskała pudło z pizzą. 

-  Przepraszam  -  powiedział  Daniel.  -  Pies  poczuł  pizzę  i  dostał 

świra. Wariuje z powodu wszystkich gości, którzy byli u mnie w tym 

tygodniu. 

Connelly  lekko  podniósł  Erin;  był  bardzo  silny.  Zaniósł  ją  na 

kanapę. Niezwykle się czuła, przyciśnięta do jego muskularnej piersi. 

Nie  przypominała  sobie,  kiedy  ostatni  raz  ktoś  ją  niósł,  ojciec  czy 

ktokolwiek. 

Poczuła 

dziwną, 

nieokreśloną 

przyjemność. 

Zafascynowało ją to na moment. 

Daniel próbował zabrać z jej rąk pizzę. 

- Może już pani ją puścić - odezwał się, marszcząc brwi. 

Erin zaczerwieniła się, wciąż roztrzęsiona. 

- Przepraszam, wasza wysokość. 

Connelly popatrzył na nią, zdziwiony. 

-  To  niezwykłe,  że  nie  wypuściła  pani  pudełka,  kiedy  wpadł  na 

panią Jordan. 

background image

Zamrugała oczami. 

-  To  chyba  kwestia  ćwiczeń  -  wyjaśniła.  -  „Poruszaj  się  z 

godnością, ale jeśli już się potkniesz, nie upuść tacy". 

-  Pani  nauczycielka  byłaby  teraz  dumna...  -  Postawił  pizzę  na 

zestawie  kina  domowego  i  warknął  do  psa:  -  Nie  dostaniesz  dzisiaj 

pizzy! Tak się nie traktuje damy! 

Erin  przyjrzała  się  skruszonemu  Jordanowi.  Był  olbrzymi,  miał 

ciemne, ufne oczy i ogromne łapy. 

-  Nie  jestem  pewna,  czy  kiedykolwiek  widziałam  psa  tej  rasy  - 

powiedziała,  zaciekawiona.  Jordan  wyglądał  jak  skrzyżowanie 

niedźwiedzia brunatnego z buldogiem. 

Daniel podrapał psa za uszami. 

-  To  kundel.  -  Wyszczerzył  zęby  w  kuszącym  uśmiechu.  -  Ja też 

jestem  mieszańcem.  W  połowie  księciem  z  Altarii,  a  w  połowie  - 

amerykańskim rebeliantem! 

Ma  rację,  pomyślała  Erin,  tyle  że  jest  znacznie  ładniejszy  od 

swojego psa. Westchnęła. Nie wiedziała, co wstrząsnęło nią bardziej - 

to,  że  wpadł  na  nią  Jordan,  czy  to,  że  Daniel  zaniósł  ją  na  kanapę. 

Opanowała dziwne uczucie, które ją ogarnęło, i przypomniała sobie o 

książkach. Skup się na pracy, a nie na ciele jego wysokości! zbeształa 

się. Spojrzała w stronę drzwi i zobaczyła książki na podłodze. 

Poruszyła się, żeby wstać z kanapy i poczuła ukłucie bólu. Miała 

podarte  pończochy,  a  jedno  z  jej  kolan  krwawiło.  W  tym  momencie 

zobaczył  to  także  Daniel,  który  wrócił  z  pokoju,  gdzie  zamknął  psa. 

Zaklął i skoczył ku Erin. Ostrożnie dotknął jej nogi. 

background image

- Cholera! Pójdę po środek przeciwbakteryjny i bandaż. 

Erin pokręciła głową. 

-  Nie  trzeba.  -  Ale  Connelly'ego  już  nie  było.  Zerwała  się  i 

pobiegła za nim. - Wasza wysokość, to niezgodne z etykietą... - Daniel 

nie słuchał jej jednak.  

Zatrzymała  się  w  drzwiach  łazienki,  niepewna,  co  robić  dalej. 

Connelly  wyjął  z  szafki  z  lekarstwami  kilka  przedmiotów.  Zmoczył 

myjkę. 

-  Niech  pani  wróci  na  kanapę  -  powiedział,  patrząc  wzrokiem 

pozbawionym jakiejkolwiek kokieterii. 

- Ale, wasza wysokość... 

-  Nie  ma  sensu  protestować  -  mruknął,  wychodząc  szybko  z 

łazienki. - Mój pies rzucił się na panią i jestem za to odpowiedzialny. 

Erin  posłusznie  poszła  za  Danielem  i  usiadła  z  powrotem  na 

kanapie. 

-  Wasza  wysokość,  to  doprawdy  nie  jest  odpowiednia  sytuacja  - 

tłumaczyła. 

-  A  co  byłoby  odpowiednie?  Gdybym  rozkazał  zająć  się  pani 

kolanem służącemu? 

- Tak jest, wasza wysokość. Ewentualnie, gdybym  zajęła się nim 

sama. 

Connelly pokręcił głową i ukląkł przed nią. 

- Nie uważam za słuszne ani jednego, ani drugiego. Jestem królem 

i  wykorzystuję  to,  postępując  po  swojemu.  -  Popatrzył  na  zranione 

background image

kolano,  a  potem  w  oczy  swojej  rozmówczyni.  -  Musi  pani  ściągnąć 

pończochy. 

Serce  Erin  zakołatało.  Zobaczyła,  że  następca  tronu  patrzy 

stanowczym  wzrokiem.  Wstrzymała  więc  oddech,  otworzyła  usta, 

potem je zamknęła. W końcu odchrząknęła i spytała: 

-  Czy  wasza  wysokość  mógłby  się  odwrócić?  -  spytała, 

zawstydzona. 

Connelly  zrozumiał,  o  co  jej  chodzi,  wzruszył  ramionami  i 

odwrócił się. 

- Proszę bardzo. Niech pani powie, kiedy będzie pani gotowa. 

Nigdy  -  pomyślała  Erin,  ściągając  pończochy  drżącymi  dłońmi. 

Widziała przed sobą przerażoną twarz nauczycielki z ostatniej szkoły, 

gdzie  szlifowano  jej  dobre  maniery.  Ojciec  powierzył  jej  trudne 

zadanie,  nigdy  jednak  nie  wyobrażała  sobie,  że  znajdzie  się  w  tak 

niezręcznej sytuacji. 

- Jest pani gotowa? - spytał Connelly. 

- Tak, wasza wysokość - odpowiedziała niechętnie. 

Daniel  odwrócił  się  i  zbliżył  dłonie,  aby  zająć  się  zranionym 

kolanem. Machinalnie napięła mięśnie. 

- Boli? - upewnił się, podniósłszy wzrok. 

- Chyba tak. Trochę - wybąkała, cały czas zdając sobie sprawę, że 

oto  jej  przyszły  król  klęczy  właśnie  przed  nią.  Zamknęła  oczy  i 

zaczęła  oddychać  głęboko,  wyobrażając  sobie  Szwajcarię  i  padający 

cicho śnieg. 

background image

Kiedy Daniel dotknął jej uda, miała wrażenie, że zarówno ją, jak i 

jego  ogarnął  nastrój  specyficznej  intymności.  Miał  delikatne  dłonie. 

Oczyścił  jej  ranę  i  posmarował  maścią  przeciwbakteryjną.  Owinął 

kolano bandażem.  

Erin  otworzyła  oczy  i  zobaczyła,  że  Connelly  patrzy  na  jej 

polakierowane  paznokcie  u  nóg.  Odruchowo  zacisnęła  palce,  aby 

schować  paznokcie.  Daniel  przesunął  dłoń  w  dół  jej  łydki,  co 

wywołało u Erin dziwne odczucie. 

- Stopy pani zmarzną - powiedział. - Dam pani jakieś skarpetki. - 

Podniósł się. 

Popatrzył na nią z góry przez chwilę, podczas której Erin wydało 

się,  że  świat  wiruje.  Wstrzymała  oddech.  Wzrok  następcy  tronu 

spoczął  na  kilka  sekund  na  jej  ustach.  Jej  serce  omal  się  nie 

zatrzymało.  Connelly  pokręcił  głową,  jakby  zastanawiał  się,  czy 

pocałować Erin, a potem opanował się. 

-  Skarpetki  -  przypomniał  sobie.  - Może  nie  będą  w  pani  guście, 

ale  na pewno  będzie  pani  cieplej.  -  Zmrużył  oczy.  -  Ale  przecież  nie 

będzie  pani  chciała  wracać  do  hotelu  z  gołymi  nogami.  Dam  pani 

spodnie od dresu i bluzę. 

Przeraziła  się.  Miała  nosić  ubrania  następcy  tronu?  Jak  to  się 

stało,  że  pozwoliła,  aby  sytuacja  do  tego  stopnia  wymknęła  jej  się 

spod kontroli? 

- Dziękuję bardzo, wasza wysokość, ale naprawdę nie trzeba. 

background image

-  Trzeba,  trzeba.  Jest  zimno  i  znajdujemy  się  w  Chicago.  Nikt 

przy  zdrowych  zmysłach  nie  wyszedłby  na  ulicę  z  gołymi  nogami. 

Chociaż to wstyd, żeby zakrywać takie nogi... 

Tym  razem  serce  Erin  przyspieszyło.  Jak  miała  wykonać  swoje 

zadanie, zachowując odpowiedni dystans do następcy tronu i, zgodnie 

z  zaleceniem  ojca,  sprytnie  zniechęcić  Connelly'ego  do  przyjęcia 

korony? On traktował ją jak człowieka, a nie instruktorkę etykiety. A 

przede wszystkim sama nie była w stanie zachować przy nim spokoju 

i  równowagi  psychicznej.  Daniel  działał  na  nią  tak  elektryzująco,  że 

aż ją porażał. 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

Erin siedziała w obszernym dresie na kanapie Daniela. Trudno jej 

było w tym stroju zachować elegancki wygląd. Wyprostowała się. 

- Przyniosłam waszej wysokości kilka książek - zaczęła. - Ta jest 

najbardziej  kompletnym  podręcznikiem  królewskiej  etykiety.  Mam 

jeszcze  drugą.  Oprócz  tego  wzięłam  album  ze  zdjęciami  mundurów 

wojskowych,  jakie  wasza  wysokość  będzie  nosił  na  różne  okazje. 

Niektórzy z nas mają lepszą pamięć wzrokową niż słowną. 

- Obawia się pani, że lepiej może mi pójść z książką z obrazkami? 

Miała nadzieję, że nie obraziła następcy tronu. 

- Ciekaw jestem, co pani o mnie mówiono - odezwał się Daniel. 

Ojciec  powiedział  o  nim  Erin  kilka  rzeczy,  których  nie  mogła 

powtórzyć. Odparła więc: 

background image

-  Wiem,  że  wasza  wysokość  ma  trzydzieści  cztery  lata  i  jest 

wiceprezesem 

do 

spraw 

marketingu 

Connelly 

Corporation. 

Poinformowano mnie, że w college`u był stypendystą, ze względu na 

wyniki w grze w football amerykański. Wiem też, że wasza wysokość 

jest  na  wskroś  amerykański.  A,  co  najważniejsze,  jest  najstarszym 

synem  księżniczki  Emmy,  czyli  prawowitym  następcą  tronu  Altarii. 

Wreszcie,  że  zgodził  się  porzucić  życie  typowego  Amerykanina  i 

zostać królem naszego kraju. 

Daniel skinął głową. 

-  Czy  wie  pani,  że  ukończyłem  uniwersytet  Northwestern  i  mam 

magisterium z zarządzania oraz z filozofii? Ma pani w hotelu laptop? 

- Mam. 

-  Jeśli  chce  pani  dowiedzieć  się  więcej,  Northwestern  ma  swoją 

stronę internetową. 

Erin miała poczucie, że bardzo niedokładnie opisano jej następcę 

tronu. 

- Zajrzę do niej. 

Connelly spojrzał na album z mundurami. 

-  Jak  rozumiem,  do  obowiązków  króla  należy  między  innymi 

uczestniczenie  w  różnych  wydarzeniach  w  przedstawionych  tu 

mundurach? 

-  Tak.  Tradycyjna  oprawa  daje  ludziom  szczególny  rodzaj 

poczucia bezpieczeństwa. 

-  Jasne.  Czy  w  pałacu  pracuje  ktoś,  kto  będzie  wiedział,  który 

mundur powinienem włożyć? 

background image

- Oczywiście. Wasza wysokość będzie miał zawsze do dyspozycji 

przynajmniej  dwóch  garderobianych.  Pomyślałam  jednak,  że, 

ponieważ  wasza  wysokość  będzie  ubierał  się  zdecydowanie  inaczej 

niż dotychczas, zechce zostać na ten temat poinformowany. 

Daniel zamknął album. 

- Wszystko mi jedno, co będę nosił, jeśli tylko nie będą to różowe 

spódniczki albo  coś podobnego.  -  Uśmiechnął  się.  -  Chciałbym  za  to 

dowiedzieć się czegoś o Altaryjczykach. 

Sprawy  nie  przybierały  zamierzonego  przez  ojca  Erin  obrotu. 

Powiedział jej, że jeśli nie zdoła zniechęcić Connelly'ego do przyjęcia 

korony,  powinna  przekonać  go,  iż  funkcja  króla  jest  głównie 

reprezentacyjna i nie ma dużego znaczenia politycznego. 

- O Altaryjczykach? - powtórzyła Erin. 

- Tak. Jak opisałaby pani naród, z którego pani się wywodzi? 

-  Altaryjczycy  są  mili  i  troskliwi  -  powiedziała,  przypominając 

sobie  tych  wszystkich  rodaków,  którzy  pracowali  przy  obsłudze 

turystów.  Pozostali  zajmowali  się  rolnictwem,  uprawiając  głównie 

owoce i warzywa. - Mamy silne tradycje rodzinne. Ponieważ Altara to 

mała 

wyspa, 

oddalona 

od 

większych 

ośrodków, 

niewielu 

mieszkańców jest dobrze wykształconych. 

- Dlaczego? 

- Nie mamy w kraju ani jednej szkoły wyższej. 

- Czemuż to? 

background image

-  Nigdy  nie  mieliśmy.  Każdy,  kto  chce,  żeby  jego  dzieci  miały 

wyższe  wykształcenie,  musi  wysłać  je  na  studia  na  kontynent 

europejski. 

-  To  znaczy,  że  jeśli  ktoś  jest  inteligentny  i  ambitny,  ale  zbyt 

biedny,  żeby  wyjechać  za  granicę,  nie  ma  sposobu  na  zdobycie 

wykształcenia? 

Erin pokiwała głową. 

- Tak. Biedniejsi robią to, co ich ojcowie i matki. 

- Co na to parlament? 

- Nasz parlament jest konserwatywny. 

Daniel skrzywił się. Nie podobało mu się to, co słyszał. 

- Jak pani myśli, jakiego króla chcieliby Altaryjczycy? 

Erin  nie  była  pewna,  co  powiedzieć.  Cieszyła  się,  że  następca 

tronu  interesował  się  narodem  Altarii,  a  z  drugiej  strony  pamiętała  o 

zaleceniach ojca. Nie chciała jednak kłamać. 

-  Myślę,  że  obywatele  naszego  państwa  czekają  na  króla,  który, 

szanując  tradycję,  dałby  im  nadzieję  na  lepszą  przyszłość.  Nawet  w 

Ameryce rozumiecie siłę tradycji i jej znaczenie w trudnych czasach. 

Altaryjczycy  są  bardzo  dumni  z  dynastii  Rosemere,  która  włada 

wyspą  od  wieków.  Chcieliby  zatem  króla,  który  ceni  tradycję,  a 

zarazem wyznacza kierunki przyszłości.  

Daniel pokiwał głową. 

-  Z  tego  wynika,  że  muszę  przejść  kurs  historii  Altarii. 

Powiedziała  pani,  że  orientuje  się  w  meandrach  polityki  kraju.  Co 

mówią parlamentarzyści na temat objęcia tronu przez Amerykanina? 

background image

Erin poczuła skurcz w żołądku i odwróciła wzrok. 

-  Oficjalne  stanowisko  głosi,  że  parlament  cieszy  się,  iż  jest 

następca  tronu,  który  chce  go  objąć.  Wielu  posłów  dziwiło  się,  że 

wasza  wysokość  zgodził  się  pozbawić  prywatności  i  osobistej 

wolności, co wiąże się z pełnieniem funkcji króla. 

Daniel westchnął, wstał i podszedł do okna. 

- Rodzice wpoili nam - mnie i mojemu rodzeństwu - że  wszyscy 

mamy  obowiązki  do  wypełnienia.  Gdybym  nie  podjął  się  moich 

obowiązków,  nie  byłbym  w  stanie  patrzeć  na  siebie  w  lustrze. 

Pracowałem  w  Connelly  Corporation,  ale  zawsze  czułem,  że 

powinienem robić coś innego. Nie przyszło mi do głowy, że mam być 

królem, ale spadło to na mnie teraz i zdaje mi się, że to jest wyzwanie, 

którego zawsze pragnąłem. - Popatrzył na nią. - Jestem Connellym, i 

dam z siebie wszystko. 

Erin zrozumiała, że Daniel Connelly ma silną osobowość, o którą 

nie podejrzewał go jej ojciec. 

-  Mówiła  pani  o  oficjalnym  stanowisku  parlamentu.  Jakie  jest 

nieoficjalne? - spytał. 

Erin  była  w  kropce.  Musiała  postępować  zgodnie  z  instrukcjami 

ojca, ale... Zastanawiała się, jak jednocześnie zachować wierność ojcu 

i własnym zasadom moralnym. 

-  Zarówno  oficjalnie,  jak  i  nieoficjalnie  parlament  nasz  jest 

strażnikiem tradycji i zachowuje się bardzo konserwatywnie. 

-  Zręczny  sposób  powiedzenia,  że  Altaryjczycy  boją  się  objęcia 

tronu przeze mnie. 

background image

- Nie powiedziałam niczego takiego. 

-  Nie  musiała  pani.  -  Connelly  spojrzał  na  Erin  z  ukosa.  -  Pani 

także się mnie boi. 

Ściślej rzecz biorąc, czuję się wytrącona z równowagi, pomyślała 

Erin. 

- Skądże znowu! - odparła, czując, że to nie do końca prawda. 

- Ani trochę? - Daniel usiadł koło Erin na kanapie. 

Znów poczuła nerwowy skurcz w żołądku. 

- Może odrobinę. Wasza wysokość nie jest dokładnie taki, jak się 

spodziewałam. 

- A czego się pani po mnie spodziewała? 

-  Doprawdy,  nie  jestem  osobą  o  odpowiedniej  pozycji,  żeby 

mówić takie rzeczy... 

Daniel zirytował się. 

- A skoro jestem królem i chcę wiedzieć? 

- Czy to rozkaz, wasza wysokość? 

- A potrzebuje pani w tej sprawie rozkazu? 

- Tak. 

-  W  takim  razie  to  rozkaz.  Co  jest  we  mnie  innego  niż  pani  się 

spodziewała? 

Erin wzięła głęboki oddech; miała ochotę zapaść się pod ziemię. 

-  Wasza  wysokość  jest  o  wiele  inteligentniejszym  człowiekiem, 

niż sądziłam. To przez to stypendium za grę w football amerykański... 

background image

-  Northwestern  jest  uniwersytetem  o  bardzo  wysokim  poziomie i 

stawia się tam jednakowe wymagania naukowe wszystkim studentom, 

także drużynie piłkarskiej. 

- Och! 

- Co jeszcze? 

-  Zdziwiło  mnie  poczucie  honoru  waszej  wysokości.  Nie 

spodziewałam  się  takiego  zainteresowania  altaryjskim  narodem.  Nie 

wyobrażałam  sobie,  że  wasza  wysokość  może  być  tak  wrażliwy  na 

sytuację  drugiego  człowieka...  Wasza  wysokość  słucha  tego,  co 

mówię. 

- To wszystko panią zdziwiło? 

Erin w milczeniu pokiwała w głową. 

- Dlaczego miałbym pani nie słuchać? 

Wzruszyła  ramionami.  Ileż  to  razy  miała  wrażenie,  że  jej  ojciec 

patrzył przez nią, a nie na nią? 

-  Nie  wiem.  Chyba  po  prostu  nie  jestem  przyzwyczajona  do 

takiego traktowania. 

Daniel  zmarszczył  brwi,  rozważając,  co  oznaczają  słowa 

dziewczyny. 

- Jeszcze coś? 

-  Wasza  wysokość  jest  wyższy,  niż  go  sobie  przedstawiałam.  -  I 

przystojniejszy, dodała w myśli. 

- Jaki jest średni wzrost Altaryjczyków? 

- Trudno mi powiedzieć. Na pewno są niżsi. 

Connelly zachichotał. 

background image

- A co we mnie pani nie zdziwiło? 

-  Wasza  wysokość  jest  bardzo  amerykański,  zachowuje  się 

nadzwyczaj  nieformalnie  i  jest  skrajnie  mało  zainteresowany 

nauczeniem się reguł królewskiej etykiety. - Wyrzuciwszy z siebie to 

wszystko, Erin uspokoiła się. 

-  Ma pani  rację.  Żeby  być  sprawiedliwym,  powiem,  czego  ja  nie 

spodziewałem się po pani... Wiedziałem wprawdzie, że jest pani córką 

ministra  spraw  zagranicznych,  ale  i  tak  wyobrażałem  sobie,  że  jest 

pani znacznie starsza. 

- Starsza? 

-  Kobieta  około  pięćdziesiątki,  w  butach  ortopedycznych, 

denerwująco pedantyczna i sztywna. - Słowa następcy tronu zabolały 

Erin. Zawsze uważała, że jest pedantyczna i sztywna. - Zamiast tego - 

kontynuował  -  zobaczyłem  niebieskooką blondynkę o fantastycznych 

nogach, denerwująco pedantyczną i sztywną.  

Uśmiechnął się zalotnie.  

-  Ale  może  bycie  dbającą  o  eleganckie  formy  zachowania 

pedantką  jest  istotnym  elementem  pani  pracy.  Ciągle  wyobrażam 

sobie, jaka pani jest, kiedy pani nie pracuje. - Daniel położył dłoń na 

jej dłoni i delikatnie rozwarł jej złożone razem palce. - Może z czasem 

się dowiem. 

Serce Erin zadrżało. 

Półtorej  godziny  później  wróciła  do  hotelu.  Przejrzała  stronę 

internetową  uniwersytetu  Northwestern  i  zaczęła  chodzić  w  tę  i  z 

powrotem po pokoju.  

background image

Zadzwonił telefon. Wiedziała, że dzwoni jej ojciec. 

-  Czy  spotkałaś  się  z  tym  Amerykaninem?  -spytał  bez  żadnych 

wstępów. 

- Tak, dziś wieczorem spotkałam się z jego wysokością. 

- Jak postąpiły sprawy? 

Nieszczególnie, pomyślała. 

-  Stwierdziłam,  że  otrzymałam  nieadekwatne  informacje  o 

naszym następcy tronu - odpowiedziała. 

- To znaczy? 

-  Z  tego,  co  mi  powiedziano,  miał  być  niezbyt  inteligentnym 

człowiekiem. 

- Bo nie jest. To piłkarz. 

-  Ojcze,  ten  człowiek  ukończył  z  wyróżnieniem  jeden  z 

najlepszych uniwersytetów. 

- To jeszcze nie oznacza, że może zostać władcą Altarii. 

-  Oczywiście.  Może  zostać  władcą  Altarii  tylko  dlatego,  że  jest 

najstarszym  żyjącym  męskim  przedstawicielem  dynastii  Rosemere. 

Równie  dobrze  mógłby  mieć,  na  przykład,  osiemnaście  lat,  i  także 

zostałby 

królem. 

Ale 

okazuje 

się, 

że 

to 

inteligentny, 

trzydziestoczteroletni mężczyzna o sporym doświadczeniu życiowym. 

-  Osiemnastolatkiem  byłoby  łatwiej  sterować!  -  burknął  pan 

Lawrence.  -  Czy  sądzisz,  że  będziesz  w  stanie  zniechęcić  go  do 

przyjęcia korony? 

Erin ogarnęły sprzeczne uczucia. Częściowo rozumiała, dlaczego 

jej ojciec żywił taką rezerwę wobec Connelly'ego. Był to Amerykanin, 

background image

człowiek o znikomej wiedzy na temat historii Altarii, nie rozumiejący 

znaczenia tejże historii. Ojciec obawiał się, że po objęciu tronu Daniel 

burzy spokój panujący na wyspie. 

Tymczasem  Connelly  z  determinacją  mówił  o  tym,  że  bycie 

królem to jego życiowe wyzwanie, któremu zamierzał sprostać. 

-  Nie  wiem,  ojcze.  Usłyszałam  od  jego  wysokości,  że  postrzega 

objęcie tronu jako swój obowiązek i sprawę honoru. 

Ojciec  milczał.  Był  to  jawny  sygnał  dezaprobaty.  Erin  zamknęła 

oczy. 

-  Czyżbyś  przechodziła  na  jego  stronę?  -  spytał  cicho  pan 

Lawrence. 

- Nie - odparła krótko.  

Zastanawiała  się  jednak,  jak  rozstrzygnie  konflikt  moralny,  w 

którego  obliczu  stanęła.  Zwłaszcza  w  sytuacji,  kiedy  ojciec  był 

daleko, a ona spotykała się z Danielem Connellym. 

-  Pamiętaj,  Erin,  że  nawet  jeśli  Connelly  okazał  się  dobrym 

człowiekiem, nie znaczy to, że będzie dobrym królem Altarii. Idź już 

spać, moje dziecko. Zatelefonuję znowu. 

Erin  wyjrzała  przez  okno  i  popatrzyła  na  świecące  setkami 

światełek wieżowce Chicago. Skuliła się. Ojciec nazwał ją dzieckiem. 

Od lat już nie czuła się jak dziecko. Jej matka umarła, kiedy Erin była 

malutka.  Pamiętała  tylko  łagodny  sposób  bycia  matki,  jej  śmiech, 

delikatny dotyk, zapach perfum. 

Od  dzieciństwa  mieszkała  w  internatach  przy  szkołach,  w 

związku  z  czym  szybko  dorosła.  Była  zmuszona  polegać  tylko  na 

background image

sobie.  Wiele  lat  skrywała  swoje  poczucie  samotności.  Teraz  miała 

wreszcie szansę nawiązać bliższe relacje z ojcem i nie wiedziała, czy 

będzie w stanie do tego doprowadzić. 

Popatrzyła  na  za  duży  o  wiele  numerów  dres,  który  wciąż  miała 

na  sobie.  To  dziwne,  pomyślała.  Miała  uczucie,  jakby  ktoś  ją 

przytulał,  otaczając  ze  wszystkich  stron.  Zastanawiała  się,  jak  by  się 

czuła w ramionach Daniela. I jaki byłby dotyk jego ust na jej ustach i 

skórze.  Co  za  bezsensowne  myśli!  zmitygowała  się.  Szykując  się  do 

snu, powtarzała sobie: 

- Jego wysokość, jego wysokość... 

Próbowała  nie  myśleć  o  Connellym,  lecz  nie  mogła.  Nie  była  w 

stanie zapomnieć jego delikatnego dotyku, spojrzenia, troski... 

 

-  Przepraszam,  że  telefonuję  w  ostatniej  chwili,  ale  czy  nie 

poszłaby  pani  ze  mną  dziś  wieczorem  na  bal  charytatywny?  - 

powiedział przez telefon Daniel następnego ranka. 

Erin  zastanowiła  się,  czy  przyjęcie  tego  zaproszenia  pozostaje  w 

zgodzie z zadaniem, jakie miała do wykonania. 

- Co to za bal, wasza wysokość? - spytała. 

- To jedna z akcji charytatywnych, w których moja rodzina bierze 

czynny udział. Obiecałem, że będę; zanim okazało się, że mam zostać 

królem.  Powiedziałem  matce,  że  i  tak  się  zjawię,  tyle  że  nie  wezmę 

udziału  w  prowadzeniu  balu.  Przyjedziemy  tam  później  niż  inni  i 

wyjdziemy wcześniej. Zgadza się pani? 

- Dlaczego akurat mnie wasza wysokość zaprasza? 

background image

-  Mógłbym  pójść  z  inną  kobietą,  ale  wówczas  cały  wieczór 

spędziłbym  na  unikaniu  rozmowy  o  moich  planach  na  przyszłość. 

Wkrótce  opuszczę  świat,  w  jakim  się  obracałem,  i  trafię  do  innego. 

Pani najlepiej rozumie moją sytuację. Zatem - tak czy nie? 

Erin była rozradowana. Przeraziła się jednak. 

-  Nie  wzięłam  ze  sobą  niczego  odpowiedniego,  co  mogłabym 

włożyć na bal. 

-  W  Chicago  jest  zatrzęsienie  sklepów.  Niech  pani  kupi  coś  na 

mój  rachunek.  I  proszę  nie  zapomnieć  o  płaszczu.  Bal  zaczyna  się  o 

ósmej. Przyjadę po panią o wpół do dziewiątej. 

-  Dobrze,  wasza  wysokość  -  odparła  Erin,  zastanawiając  się,  co 

będzie się działo dalej. 

 

Dziesięć  godzin  później Connelly  zapukał do  drzwi  Erin.  Gdy  je 

otworzyła,  aż  dech  jej  zaparło  na  widok  Daniela  w  czarnym 

smokingu,  takimże  płaszczu,  oraz  białym,  kaszmirowym  szalu.  Nie 

miała teraz przed sobą amerykańskiego parweniusza. To był elegancki 

mężczyzna - do tego, niebezpiecznie przystojny. 

Obrzucił ją wzrokiem. 

- Widzę, że doszła pani do siebie, panno Lawrence - odezwał się 

rmękkim głosem. - Bardzo pięknie pani wygląda. 

- Dziękuję, wasza wysokość... - Erin ugryzła się w język. O mało 

nie odpowiedziała uwagą, która byłaby absolutnie nie na miejscu. 

Daniel uśmiechnął się nieznacznie. 

- Czyżby nie było wolno prawić komplementów królowi? - spytał. 

background image

Zaczerwieniła  się  po  uszy.  Connelly  patrzył  na  nią,  jak  gdyby 

miał ochotę ją zjeść. 

- Nie, oczywiście. Ale podlegam waszej wysokości - wyjaśniła. 

Daniel skinął głową ze zrozumieniem. 

- Jak zatem komplementuje się króla w odpowiedni sposób? 

Erin próbowała się pozbierać. 

- Jeśli wolno mi wypowiedzieć się na ten temat, wasza wysokość 

wygląda dziś wieczorem nader szykownie. 

-  „Nader  szykownie".  To  brzmi,  jak  słowa  z  dziewiętnasto- 

wiecznej powieści. Zapewne nie będzie odpowiednie, jeśli powiem, że 

wygląda  pani  tak  atrakcyjnie,  że  Chicago  może  znowu  zapłonąć  na 

pani widok? 

To on tak wygląda, pomyślała Erin. 

- Rzeczywiście, nie będzie, wasza wysokość - odparła. 

-  Ale  nie  ma  pani  nic  przeciwko  temu,  żebym  ostrzegł  straż 

pożarną o pani pojawieniu się? 

- O moim pojawieniu się? 

- Tak. - Connelly patrzył na nią takim wzrokiem, że aż się zlękła. 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

Daniel  przeprowadził  Erin  przez  wielki  hol  hotelu,  w  którym 

odbywał się bal. Weszli do windy. 

-  Nie  zostaniemy  długo  -  odezwał  się.  -  Od  paru  lat  z  trudem 

znoszę  podobne  uroczystości.  Wolałbym  robić  cokolwiek,  niż  tylko 

pokazywać się ludziom. 

background image

-  Proszę  o  wybaczenie,  ale  wasza  wysokość  zdaje  sobie  sprawę, 

że  pokazywanie  się  ludziom  podczas  oficjalnych  uroczystości  będzie 

ważne dla Altaryjczyków? 

-  Wiem.  Mogę  ubrać  się  odpowiednio  do  okazji  i  pojawić  się 

gdzieś.  Ale  rozumiem  także,  że  rolę  króla  określa  osobowość 

człowieka  noszącego  koronę,  wizja,  jaką  ma  przed  sobą.  Zamierzam 

tyle  samo  czasu  przeznaczać  na  działanie,  co  na  sprawy 

reprezentacyjne. 

Erin  znowu  dziwnie  się  poczuła.  Jej  ojciec  miał  diametralnie 

różną  koncepcję  roli  Daniela  Connelly'ego  jako  króla.  Patrzyła  na 

silnego, dynamicznego mężczyznę, który stał koło niej, i zastanawiała 

się,  jak  zdoła  przekonać  go,  że  ma  być  przede  wszystkim  postacią 

papierową.  To  było  niemożliwe.  Zwłaszcza  że  sama  nie  była  już 

wcale  przekonana,  że  tak  powinno  się  stać.  Powstrzymała  myśli  siłą 

woli. Musiała wykonać powierzone zadanie. 

Daniel  minął  główne  wejście  na  salę  balową  i  powiódł  Erin 

bocznym korytarzem do tylnych drzwi. 

- Zdecydowaliśmy, że zwrócę na siebie mniejszą uwagę, jeśli nie 

zostanę  oficjalnie  zapowiedziany.  Dziennikarze  będą  musieli  sami 

mnie odnaleźć. 

Erin mimowolnie pokręciła głową. 

- O co chodzi? 

- O nic, wasza wysokość. 

Daniel westchnął. 

background image

-  Nie  chcę  tego  robić,  ale...  rozkazuję  pani  mówić  wszystko,  co 

pani będzie sobie myśleć przez cały dzisiejszy wieczór. 

- Jak to? - Erin popatrzyła na niego  z przerażeniem. - Przez cały 

wieczór? 

-  Tak.  Proszę  mi  powiedzieć,  dlaczego  pokręciła  pani  głową, 

kiedy powiedziałem, że dziennikarze będą musieli mnie odnaleźć? 

Zamknęła oczy, zawstydzona. 

- Muszę, wasza wysokość? 

- Tak. 

-  Gdyby  wasza  wysokość  chciał  nie  zwracać  na  siebie  uwagi, 

musiałby  fizycznie  zmaleć  i  stać  się  mniej  inteligentnym.  Oraz 

wyglądać  bardziej  zwyczajnie.  Wasza  wysokość  przyciąga  uwagę  od 

razu, kiedy gdzieś wchodzi.  

- Jesteś o wiele fajniejsza, kiedy mówisz szczerze - mruknął jej do 

ucha Daniel. - Chodźmy. 

Zaciągnął  Erin  do  wielkiej  sali  wypełnionej  pięknie  ubranymi 

ludźmi.  Na  końcu  pomieszczenia  grała  cicho  orkiestra.  Podłoga  była 

marmurowa,  na  ścianach  znajdowały  się  ogromne  lustra,  z  sufitu 

zwisały  kryształowe  żyrandole.  Z  boku  stały  stoły  z  przekąskami  i 

ciastkami, kelnerzy roznosili tace z szampanem. 

Erin  pamiętała  przyjęcia,  na  których  bywała  z  ojcem.  Miała  za 

zadanie  pokazać  się  w  chwili,  kiedy  ich  przedstawiano,  a  potem 

zniknąć. 

-  Mogę  być  sama, podczas  gdy  wasza  wysokość  będzie  odbywał 

niezbędne rozmowy - odezwała się, wysuwając rękę z dłoni Daniela. 

background image

- Jak to? - zdziwił się. 

-  Jestem  pewna,  że  są  tu  ludzie,  z  którymi  wasza  wysokość 

powinien porozmawiać. 

-  Czy  jest  jakiś  powód,  dla  którego  nie  możesz  również  z  nimi 

rozmawiać? 

Erin była zmieszana. Pokręciła głową. 

-  Nie,  ale  myślałam,  że  wasza  wysokość  zaprosił  mnie  na 

przyjęcie, aby zwyczajowo pojawić się w towarzystwie kobiety... 

-  Nie.  Zaprosiłem  cię,  żeby  być  w  stanie  znieść  ten  wieczór. 

Przede  wszystkim  ułatwisz  mi  to,  przestając  tytułować  mnie  „waszą 

wysokością". Jeśli ktokolwiek to usłyszy, od razu zaciekawi się, o co 

chodzi. Chyba musisz udawać, że mnie lubisz. 

Erin  kolejny  raz  poczuła  skurcz  w  żołądku.  Zaczęła  nerwowo 

wyginać palce. 

-  Jeśli  mogę  spytać,  wasza...  Co  mam  robić?  W  jaki  sposób 

powinnam udawać, że... cię lubię? - Z determinacją powstrzymywała 

przerażenie. 

Wzruszył ramionami. 

- A bo ja wiem? O, idzie mój brat, Brett. Masz okazję poćwiczyć. 

- Dobrze, że przyszedłeś - powitał Daniela Brett, poklepując go po 

ramieniu.  

-  Jak  ci  idzie  powstrzymywanie  dziennikarzy?  -  Daniel  rozejrzał 

się uważnie. 

- Jest tu paru; ale mają specjalne identyfikatory i czerwone róże w 

klapach. Któż może oprzeć się róży? 

background image

-  Sprytne  -  pochwalił  Daniel.  -  Poznajcie  się.  To  jest  mój  brat, 

Brett,  a  to  Erin  Lawrence.  Brett  jest  wiceprezesem  do  spraw  public 

relations Connelly Corporation. 

Zobaczył, że Brett, znany podrywacz, omiótł Erin spojrzeniem, w 

którym  widać  było  aprobatę.  Daniel  wiedział,  że  nie  pozwoliłby  mu 

jej skrzywdzić. Brett uniósł dłoń Erin, ucałował ją i wymówił: 

- Enchante, mademoiselle. 

-  Merci  beaucoup,  wasza  wy...  -  zaczęła  i  urwała,  przerażona. 

Popatrzyła  na  Daniela.  -  Przepraszam...  -  Pokręciła  głową.  -  To 

odruch. 

- Lata szkolenia... - skomentował z sarkazmem w głosie Daniel. 

-  Ależ  miło  mi,  kiedy  nazywają  mnie  „waszą  wysokością"  - 

odparł Brett. - Zwłaszcza kiedy robi to tak piękna młoda kobieta. 

Daniel zirytował się. 

-  Przepraszam  cię  na  chwilę  -  powiedział  do  Erin.  -  Zamienię 

kilka słów z bratem. - Odeszli z Brettem na bok. - Odczep się od niej - 

poradził Daniel. - To młodziutka dziewczyna. 

-  Bez  przesady  -  odparł  Brett.  -  Nie  jest  aż  tak  młodziutka.  Ma 

bardzo seksowny akcent. A przede wszystkim ciało... 

-  Ma  dopiero  dwadzieścia  dwa  lata  i  całe  życie  spędziła  w 

szkołach z internatem. To prawie tak samo, jakby została wychowana 

w klasztorze. 

Brett uniósł brwi. 

- Co ty opowiadasz? Chcesz przekonać mnie czy siebie samego? 

background image

Siebie samego, przyznał w myślach Daniel. Ostatnią rzeczą, jakiej 

w  tej  chwili  potrzebował,  był  romans  z  instruktorką  królewskiej 

etykiety. Ale działała na niego tak, że... 

- Jak czuje się mama? - zmienił temat. 

Brett  spoważniał.  Emma  Rosemere  Connelly  była  w  żałobie  po 

nagłej śmierci ojca i brata. 

- Świetnie panuje nad sobą - odpowiedział Brett. - Tylko nie patrz 

jej w oczy przez zbyt długi czas. 

Daniel rozejrzał się i zobaczył swoich rodziców. 

- Tata nie odstępuje jej na krok - zauważył. 

- Tak - zgodził się Brett. 

- To sprawi, że łatwiej dojdzie do siebie. 

- Jak również fakt, że zdecydowałeś się zostać królem Altarii. 

Daniel chciał jak najszybciej dokończyć swoją przemianę i wejść 

w nową rolę; wiedział jednak, że takie rzeczy trwają długo. 

- Wracaj do gości - odezwał się. 

-  Dzięki,  że  przyszedłeś.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  znalazłeś  się  w 

nietypowej  sytuacji  i  musisz  dziwnie  się  ostatnio  czuć.  Ale  jeśli 

będziesz bystry, zdołasz zaznać trochę radości z Erin Lawrence. 

- Prędzej zrobi się lato w styczniu, niż zacznę słuchać twoich rad 

w kwestii relacji damsko-męskich. 

- Niezła torpeda - zakończył Brett, po czym  odszedł szybko, aby 

uniknąć gniewu brata. 

Daniel westchnął i wrócił do Erin. 

- Widzę moich rodziców. Chodźmy się przywitać. 

background image

Uniosła dłoń do ust. 

- Z twoją matką? Z księżniczką Emmą? 

- Owszem. Ale pamiętaj, nie tytułuj jej „waszą wysokością". 

Ruszyli  przez  tłum.  Emma  Rosemere  Connelly  miała  na  sobie 

czarną  sukienkę.  Większość  obecnych  zwracała  uwagę  przede 

wszystkim  na  urodę  i  elegancję  byłej  księżniczki,  Daniel  zobaczył 

jednak smutek w jej oczach. Ścisnęło mu się serce. 

Pocałował matkę w policzek. 

- Pięknie wyglądasz - powiedział. 

Uśmiechnęła się. 

- Będę za tobą tęsknić. - Popatrzyła na Erin. - To pani musi być tą 

kobietą,  która  nauczy  mojego  syna  królewskiej  etykiety.  To 

wspaniale. Miło mi panią poznać. 

Erin chciała dygnąć, ale Daniel ją przytrzymał. 

-  To  dla  mnie  wielki  zaszczyt  poznać  waszą  w...  -  Uśmiechnęła 

się. - ...panią. Cieszy się pani ogromnym szacunkiem w szkole, którą 

ukończyłam. 

- Nie zawsze tak było - odparła Emma ze smutnym uśmiechem. - 

Kiedyś nauczycielki były zrozpaczone moim brakiem zainteresowania 

lekcjami  protokołu  i  etykiety.  Doprawdy,  niezwykłe,  jak  ludzie 

zmieniają swoje zapatrywania... A to mój mąż, Grant. 

Ojciec Daniela przywitał się z Erin i pokręcił głową. 

- Jest pani taka młoda! A ma pani przed sobą tak trudne zadanie. - 

Popatrzył na Daniela. 

- To samo sobie pomyślałam - dorzuciła Emma. 

background image

-  W  obcym  kraju  musi  pani  czuć  się  samotna.  Umówmy  się 

koniecznie  na  obiad  w  restauracji.  Zatelefonuję  do  Daniela  i 

uzgodnimy wszyscy odpowiedni termin. 

- Dziękuję! - szepnęła oszołomiona Erin. 

Daniel  poprowadził  ją  dalej.  Wziął  z  jednej  z  tac  dwa  kieliszki 

szampana; jeden z nich podał Erin. 

- Pij. Jako córka ministra spraw zagranicznych musiałaś poznać w 

życiu mnóstwo ważnych osobistości. 

-  Rzeczywiście.  Ale  twoja  rodzina jest  taka  miła!  Od  razu  widać 

po twoich rodzicach i bracie, że cię  kochają; tak samo, jak widać, że 

ty kochasz ich. Ciężko wam będzie, kiedy wyjedziesz do Altarii. 

Daniel odwrócił wzrok. Erin miała rację. Nie mówił tego nikomu, 

ale  kiedy  rozważał  przyjęcie  przez  siebie  korony,  najtrudniejsze  dla 

niego  było  to,  że  będzie  musiał  opuścić  wszystkich  bliskich  ludzi, 

wszystkich, którym ufał. Nie wiedział, czy w Altarii będzie mógł ufać 

choćby jednej osobie. Popatrzył na Erin i odparł: 

-  Myślę,  że  w  znacznym  stopniu  dlatego  postanowiłem  tam 

wyjechać,  że  postrzegam  to  jako  mój  obowiązek  względem  całej 

rodziny.  Naszych  relacji  nie  zmieni  nic,  ani  żadne  tytuły,  ani  to,  że 

będę mieszkał za oceanem. 

Wzrok  Erin  zapłonął.  Popatrzyła  w  posadzkę.  Daniela 

zaciekawiło, co też ona myśli. 

- Powiedz, co myślisz. 

- Słucham? 

- Powiedz, co myślisz - powtórzył. 

background image

-  Próbuję  wyobrazić  sobie,  jak  to  jest,  kiedy  ma  się  taką  rodzinę 

jak twoja; rodzinę, w której wszyscy się kochają. 

- Czy ciebie i twojego ojca nie łączą podobne więzy? 

Daniel  spojrzał  Erin  w  oczy  i  zobaczył  w  nich  cierpienie  z 

powodu  zupełnej  samotności.  Aż  odwrócił  wzrok,  przestraszony,  że 

wyczytał z nich za dużo. 

- Oczywiście - skłamała, bez przekonania i zbyt późno. 

Connelly  postanowił  rozważyć  to  wszystko  potem.  Kiedy  nie 

będzie  już  musiał  przemyśleć  setek  innych  rzeczy,  jakie  miał  do 

zrobienia. Dopił szampana i popatrzył na Erin. 

- Źle ci idzie praca. 

- Słucham?!... 

- Miałaś ułatwić mi wytrzymanie tego balu. 

-  Nie  wpadłam  na  to,  jak to  zrobić. Co  najbardziej podoba ci  się 

podczas tego rodzaju uroczystości? 

-  Zastanawianie  się,  jakim  sposobem  wyjść  jak  najwcześniej.  A 

tobie co najbardziej podoba się na podobnych balach? 

-  Zgadywanie,  z  czego  zrobione  są  wszystkie  wymyślne 

przekąski. I czasem tańczę walca. 

- To chodźmy jeść. Nie jestem dobry w tańczeniu walca. - Daniel 

wziął Erin za rękę i poprowadził w stronę stołów. 

- Ależ będziesz musiał tańczyć walca - powiedziała z naciskiem. - 

Przy  wielu  okazjach  wszyscy  będą  oczekiwać  od  ciebie,  że 

poprowadzisz pierwszy taniec. 

background image

-  To  zatrudnię  królewskiego  przedstawiciela  do  spraw  walca  - 

zażartował  Connelly.  Zachichotał  na  widok  dezaprobaty  w  oczach 

Erin. 

Wziął  ze  stołu  jedną  z  przekąsek  i  uniósł  ją  do  ust.  Erin 

przytrzymała jego rękę. 

- Cała zabawa polega na tym, żeby zgadnąć, co jest w przekąsce, 

zanim się ją zje. 

- Myślałem, że potem. 

-  To  byłoby  zbyt  łatwe.  Chyba  że  jedzenie  jest  wyjątkowo 

wstrętne. ...To mi wygląda na kraba z grzybami. 

- Zgadzam się. 

Jęknęła. 

- Ty musisz zaproponować inne rozwiązanie. 

- Ale zabrałaś mi najlepsze. - Daniel wzruszył ramionami. 

- Niczego nie zabrałam. 

- Zobaczmy, czy masz rację. - Zbliżył przekąskę do jej ust.  

Była  zaskoczona,  ale  otworzyła  usta.  Widząc  ruch  jej  języka, 

Daniel poczuł podniecenie. Próbowała zjeść przekąskę elegancko, ale 

ten widok zadziałał na Connelly'ego jak silny bodziec seksualny. 

Teraz  miał  ochotę  kusić  Erin.  Chciałby  od  razu  rozpuścić  jej 

włosy,  powiedzieć  coś  takiego,  żeby  się  roześmiała,  a  potem 

rozsmarować  jej  szminkę  po  całej  twarzy,  całując  ją  do  utraty  tchu. 

Zdołał  się  powstrzymać,  powtarzając  sobie,  że  Erin  ma  dopiero 

dwadzieścia dwa lata, że jest o dwanaście lat młodsza od niego. 

background image

Przełknęła  przekąskę  i  oblizała  usta.  Daniel  poczuł  kolejny 

przypływ  podniecenia.  Widok  jej  różowego  języka  nasunął  mu 

natychmiast wyobrażenie rzeczy, o których nie powinien myśleć. 

-  Zgadłam.  To  krab  z  grzybami  -  powiedziała.  -  Ja  wybiorę 

następną zagadkę. - Pokazała na tacę z ciastem. - Teraz ty pierwszy. 

- Co tu zgadywać! To ptysie. 

- Ale nie wiadomo, co jest w środku. Może być wszystko. 

Daniel podniósł ciastko i przyjrzał mu się. 

-  Ten  ptyś  przypomina  mi  ciebie.  Widać,  jak  wyglądasz  z 

zewnątrz, ale ciągle zastanawiam się, jaka jesteś w środku. - Popatrzył 

Erin w oczy. Czasami spoglądał na nią niczym na małą dziewczynkę, 

która  się  zgubiła.  To  znów  miał  ochotę  ściągnąć  z  niej  ubranie  i 

poznać sekrety jej ciała. 

Odwróciła  wzrok,  jakby  bała  się,  że  Connelly  wyczyta  z  niego 

zbyt wiele. 

-  Nie  jestem  aż  taka  skomplikowana  -  mruknęła  i  popatrzyła  na 

niego znowu. - Nie zgadniesz, co może być w ptysiu? 

- Masa karmelowa. - Daniel uniósł ciastko do ust Erin. Otworzyła 

usta i je zjadła. 

- Skąd wiedziałeś, że w środku będzie karmel? 

-  Znam  upodobania  mojego  ojca.  Specjaliści  od  menu  zawsze 

starają się zrobić mu przyjemność. 

- A ty co najbardziej lubisz? 

-  Rozmaite  rzeczy.  -  Zbliżył  się  do  nich  jeden  z  dziennikarzy.  - 

Widzę człowieka z różą. Chodźmy do tamtego pokoiku. 

background image

Przeszli  do  małego,  słabo  oświetlonego  pomieszczenia;  Daniel 

zamknął  drzwi.  Za  oknami  widniały  światła  miasta,  przez  głośnik  w 

suficie dobiegały dźwięki muzyki. 

Serce  Erin  biło  mocno.  Znalazła  się  sam  na  sam  z  Connellym. 

Wprawdzie nie po raz pierwszy, jednak dotąd dzieliła ich niewidzialna 

przegroda  formalnego  sposobu  zwracania  się  do  siebie i  zachowania. 

Dawała  ona  Erin  poczucie  bezpieczeństwa.  Tego  wieczora  Daniel 

przełamał tę barierę. Traktował Erin jak kobietę, z którą się umówił, a 

nie jak pracownicę. 

Miała  odwieść  go  od  zamiaru  przyjęcia  korony,  ponieważ  nie 

byłoby  to  dobre  dla  Altarii.  Tymczasem,  im  więcej  się  o  nim 

dowiadywała, tym bardziej wątpiła w to założenie. Dziś widziała, jak 

czule  odnosił  się  do  matki  i  jak  droczył  się  z  bratem.  Tak  bardzo 

zawsze brakowało Erin prawdziwej rodziny.  

Czuła  na  sobie  wzrok  Daniela.  Ledwie  była  w  stanie  oddychać. 

Usłyszała pierwsze dźwięki walca i wpadła na pewien pomysł. 

-  To  walc  -  odezwała  się.  -  Mogę  nauczyć  cię  tańczyć.  Musisz 

umieć tańczyć walca, kiedy zostaniesz królem Altarii. 

-  Będziesz  mnie  uczyć?  -  spytał  Connelly,  biorąc  ją  za  dłoń,  a 

drugą ręką obejmując w talii. 

Jego  bliskość  działała  tak  silnie,  że  Erin  miała  wątpliwości,  czy 

dobrze  zrobiła.  Odchrząknęła  i  wbiła  wzrok  w  lewe  ramię  następcy 

tronu. 

- Tak. Walc liczy się na trzy. Raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy... 

background image

Daniel  powoli  naśladował  ruchy  jej  stóp.  Po  chwili,  prowadził. 

Erin popatrzyła na niego podejrzliwie. 

- Myślałam, że nie umiesz tańczyć walca... 

-  Powiedziałem,  że  nie  jestem  w  tym  dobry.  Czy  sądzisz,  że 

Emma Rosemere Connelly nie udzieliła pierworodnemu synowi kilku 

lekcji tańca towarzyskie, mimo że wolał grać w piłkę? 

Erin uśmiechnęła się, wyobrażając sobie Daniela jako nastolatka, 

broniącego się przed lekcjami tańca. 

- Ale tańczysz walca całkiem dobrze jak na człowieka, który tego 

nie lubi. 

Muzyka zwolniła tempo. Daniel nachylił się ku Erin i szepnął: 

- Może potrzebowałem odpowiedniej partnerki. 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

-  Zanim  zostanę  królem  Altarii,  mam  przed  sobą  jeszcze  tyle 

rzeczy  do  zrobienia  -  powiedział  Daniel  Brettowi  trzy  dni  później. 

Omawiali 

właśnie 

nową 

strategię 

marketingową 

Connelly 

Corporation. - Chcę je robić. 

- O co ci chodzi? 

Daniel  był  zniecierpliwiony.  Zmęczyło  go  już  przedłużające  się 

zawieszenie pomiędzy dwoma światami. 

-  Sprawy  nie  postępują  tak,  jak  bym  chciał  -  wyjaśnił.  -  Gdyby 

wszystko zależało ode mnie, byłbym już w Altarii. Tymczasem ojciec 

Erin, minister spraw zagranicznych, ciągle odpowiada na moje pytania 

z dużym opóźnieniem, żeby tylko mnie tu przytrzymać jak najdłużej. 

background image

- Wiesz, że nie da się wszystkiego załatwić w jeden dzień. 

-  To  jasne.  Ale  nie  mogę  załatwiać  niczego,  nie  mając 

potrzebnych  danych.  Mówię  ci  to,  bo  muszę  zmniejszyć 

zaangażowanie  w  pracę  w  firmie.  Poinformuję  o  tym  w  przyszłym 

tygodniu mojego zastępcę. 

Brett pokiwał głową. 

-  Wiesz,  że  informacja  o  twojej  koronacji  będzie  pierwszą 

wiadomością w dziennikach. 

Daniel  wziął  głęboki  oddech.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  gdy  tylko 

dziennikarze  zwietrzą,  co  się  święci,  jego  życie  zmieni  się  w 

dramatyczny sposób. 

- Bycie na świeczniku to podstawowe zajęcie króla. Podobnie jak 

zachowywanie się według reguł etykiety, której próbuje mnie nauczyć 

nasza  idealnie  ułożona  panna  Lawrence.  -  W  tym  momencie  Daniel 

podniósł wzrok i zobaczył za plecami Bretta wchodzącą Erin.  

Uraził  ją.  Nie  powinien  był  wyładowywać  na  niej  swojej 

frustracji,  ale  od  czasu  balu  Erin  tyle  razy  nazwała  go  „waszą 

wysokością", że miał tego dość. 

- Wrócimy jeszcze do tej rozmowy - powiedział. 

- Dlaczego... - zdziwił się Brett, nie widząc Erin, która znajdowała 

się za jego plecami. 

- Dzień dobry, panno Erin - przerwał dobitnie Daniel. 

- Och. - Brett zmitygował się. - Porozmawiamy później. Informuj 

mnie o rozwoju sytuacji. Cześć, Erin - rzucił na odchodnym. 

- Dzień dobry, wasza wysokość - mruknęła Erin. 

background image

- Wasza wysokość... - odezwała się do Daniela lodowatym tonem. 

-  Z  całym  szacunkiem,  prawdopodobnie  zapomniał  pan,  że  mieliśmy 

się spotkać przed lunchem na godzinę. 

-  Rzeczywiście,  zapomniałem  -  przyznał  Daniel.  -  I  obraziłem 

panią teraz. Przepraszam. 

-  Nic  podobnego.  Moim  obowiązkiem  jest  zachowywanie  się  w 

obliczu  waszej  wysokości  w  jak  najbardziej  przykładny  sposób  i  bez 

wątpienia  miał  wasza  wysokość  powody,  aby  wypowiedzieć 

sformułowaną  przez  siebie  opinię.  Niestety,  dotychczas  nie  zdołałam 

przekazać, jak ogromne znaczenie przy pełnieniu funkcji króla Altarii 

ma szacunek do tradycji oraz postępowanie zgodnie z etykietą. 

Chłód  w  głosie  Erin  wywołał  u  Daniela  wyrzuty  sumienia.  Czuł 

się,  jakby  zadał  ból  ufnemu,  bezbronnemu  zwierzątku.  Potarł  twarz 

dłońmi. 

- Ma pani rację. Nie przywiązuję do tradycji tak wielkiej wagi jak 

pani. Ale nie wolno mi z tego powodu pani ranić. 

Oczy Erin rozszerzyły się. 

- Ależ wasza wysokość mnie nie... 

- Zraniłem - przerwał. -  I nie podoba mi się to. Musimy zawrzeć 

pakt. 

- Pakt? 

- Do niczego nie dojdziemy, jeśli oboje będziemy upierać się przy 

swoim.  Będę  próbował  zrozumieć,  dlaczego  ta  etykieta  jest  taka 

ważna, jeśli pani zastanowi się, jak przenieść do Altarii część mojego 

świata. 

background image

-  Nie  jestem  pewna,  co  wasza  wysokość  ma  na  myśli...  -  Erin 

zmarszczyła brwi. 

Daniel rzucił pióro na biurko, sfrustrowany. 

- Chodzi mi o to, że postaram się patrzeć na sprawy z pani punktu 

widzenia, a pani niech próbuje patrzeć z mojego. 

- Jak to możliwe? Niewiele wiem o życiu waszej wysokości.  

Connelly nie był w stanie znieść, kiedy Erin tak go tytułowała. 

- Z konieczności będzie pani musiała spędzać ze mną trochę czasu 

poza  godzinami  nauki  -  powiedział.  -  Wprowadźmy  taką  zasadę:  nie 

będzie  pani  więcej  tytułować  mnie  „waszą  wysokością",  chyba  że 

rozmawiamy akurat o królewskiej etykiecie. 

-  Z  całym  szacunkiem  zaznaczam,  iż,  tytułuję  waszą  wysokość 

odpowiednio. 

- Może to i zgodne z etykietą, ale potwornie mnie irytuje. 

- Proszę o  wybaczenie, ale musi wasza wysokość wiedzieć, że  w 

Altarii wszyscy będą go tak tytułować. 

- Chyba że poproszę, aby zwracali się do mnie inaczej - prawda? 

- Tak, wasza wysokość... 

-  To  proszę  tak  do  mnie  nie  mówić.  Mówmy  sobie  po  imieniu. 

Jestem Daniel. 

- Tak jest... Dobrze, Danielu. - Erin patrzyła gniewnie. 

-  Dziękuję  ci,  Erin.  Jutro  sobota.  Przyjadę  po  ciebie  około 

jedenastej przed południem. Włóż dżinsy. 

-  Nie  mam.  W  szkołach  z  internatem  nie  pozwalano  nam  tak  się 

ubierać; mój ojciec także tego nie aprobuje. 

background image

-  Cóż,  szkoły  już  skończyłaś,  taty  tu  nie  ma.  Musisz  włożyć 

swobodne  ubranie,  żeby  nie  wyróżniać  się  spośród  wszystkich  tam, 

dokąd pojedziemy. Kup ze dwie pary dżinsów i co tam będzie do nich 

pasowało; na mój rachunek. 

Erin skinęła głową. 

-  Kiedy  odbędzie  się  nasza  następna  konsultacja  w  sprawie 

królewskiej etykiety? - spytała z determinacją. 

-  Jutro,  po  powrocie.  -  Daniel  był  przekonany,  że  sobotnia 

wycieczka  będzie  dla  niej  równie  okropna,  jak  lekcje  etykiety  dla 

niego. 

 

Następnego  ranka  Daniel  zajechał  pod  hotel  Erin  swoim 

samochodem terenowym. Wybiegła z budynku, w dżinsach i grubym 

swetrze.  Miała  rozpuszczone  włosy,  które  spadały  jej  gęstą  falą  na 

ramiona. 

-  Dzień  dobry,  Danielu!  -  powiedziała,  patrząc  bazyliszkowym 

wzrokiem. 

-  Witaj,  Erin.  -  Nie  mógł  oderwać  spojrzenia  od  włosów  swojej 

instruktorki.  Wsiedli  do  samochodu  i  ruszyli.  -  Dobrze  ci  w  takim 

stroju - pochwalił. 

Panna Lawrence z niedowierzaniem uniosła brwi. 

- Mój ojciec dostałby furii, widząc mnie dzisiaj. 

-  Czy  twój  tata  jest  aż  tak  surowy,  czy  też  boi  się,  że  musiałby 

odganiać od ciebie mężczyzn siłą? 

- Jak to: odganiać mężczyzn siłą? 

background image

-  Gdybyś  zawsze  nosiła  rozpuszczone  włosy  i  przestała 

zachowywać się wzorowo, musiałabyś opędzać się od mężczyzn. 

Erin umilkła na chwilę. 

- Jak dotąd nie miałam takiego problemu... Poza tym, mój ojciec 

doskonale  zdaje  sobie  sprawę  z  tego,  że  nie  jestem  idealna. 

Powiedziałeś, 

że 

twojej 

rodzinie 

obowiązuje 

duch 

współzawodnictwa. Powinieneś rozumieć dążenie do perfekcji. 

-  Mój  ojciec  zawsze  mnie  uczył,  że  jest  różnica  między 

usiłowaniem  bycia  idealnym  a  robieniem  wszystkiego,  co  w  twojej 

mocy.  Możesz  wiele  zdziałać,  jeśli  robisz  wszystko,  co  się  da.  Ale 

próby  osiągnięcia  perfekcji  sprawiają  tylko,  że  jesteś  wiecznie 

nieszczęśliwa. 

Erin  popatrzyła  na  Daniela  i  westchnęła  w  duchu.  Tak  bardzo 

chciałaby,  żeby  jej  się  nie  podobał.  Gdyby  go  nie  lubiła,  znacznie 

łatwiej  by  się  jej  pracowało.  To,  co  powiedział  na  temat  perfekcji, 

przemawiało do niej, mimo że nie zgadzało się z naukami wpojonymi 

jej przez ojca. Nie była w stanie dłużej odnosić się do Connelly'ego z 

dezaprobatą. 

-  Masz  ogromne  szczęście,  że  twoi  rodzice  byli  dla  ciebie  takim 

oparciem - powiedziała. 

- Mówiłaś to już kilkakrotnie. Jaka jest twoja matka? 

-  Umarła,  kiedy  byłam  malutka.  Ojciec  zawsze  miał  bardzo 

absorbującą  pracę.  Dlatego  większość  życia  spędziłam  w  szkołach  z 

internatem. 

Daniel zamyślił się. 

background image

- Miałaś niełatwe życie - skomentował. 

Nie chciała, żeby jej współczuł. 

- Uzyskałam najlepsze możliwe wykształcenie - odparła. - To nie 

takie złe. 

Connelly  skinął  głową,  ale  nie  wyglądał  na  przekonanego. 

Zajechali na tyły jakiegoś starego budynku. 

- Gdzie jesteśmy? 

Zamiast odpowiedzieć, wziął Erin za ręce, popatrzył jej  w oczy i 

oznajmił: 

-  Nie  miałaś  takiego  oparcia  w  rodzicach  jak  ja.  Ale  wiedz,  że 

zasłużyłaś na nie w nie mniejszym stopniu. 

Poczuła  skurcz  w  żołądku.  Connelly  miał  silny  charakter,  a 

jednocześnie był delikatnym mężczyzną. Od tak dawna marzyła, żeby 

ktoś powiedział jej coś takiego jak to, co usłyszała teraz. 

-  Hej,  Danielu!  -  zawołał  jakiś  mężczyzna,  burząc  nastrój 

niezwykłej chwili. - Otwieraj bagażnik. 

- Bagażnik? - powtórzyła Erin, patrząc na Daniela w zmieszaniu. - 

Co będziemy robić? 

-  Jesteśmy  przy  jadłodajni  dla  bezdomnych,  prowadzonej  przez 

jeden  z  kościołów.  Zbieram  dary  od  pobliskich  restauracji,  w  sobotę 

rano kupuję kanapki. Karmimy potrzebujących. 

Erin patrzyła w oszołomieniu na mężczyzn, którzy wyładowywali 

żywność z terenowego samochodu. 

- Zajmujesz się tym co sobotę? - upewniła się. 

background image

- Od czterech lat. - Daniel wysiadł, otworzył drzwi od strony Erin 

i podał jej rękę. - Wyglądasz na zaskoczoną. 

-  Nie  wiedziałam,  dokąd  jedziemy,  ale  nie  spodziewałam  się 

czegoś takiego. 

Connelly przesunął dłonią po pasemku jej włosów. 

- Lubię konkretne działanie. 

Żołądek  Erin  kolejny  raz  dał  znać  o  sobie.  Ojciec  nie  byłby 

zadowolony z tego, co powiedział następca tronu. 

- Co mam robić, żeby wam pomóc? - spytała. 

- Możesz się przyglądać; nie musisz nic robić. - Daniel sięgnął po 

wielką tacę kanapek. 

- Ale ja chcę! 

Przystanął i przyjrzał jej się uważnie. 

- Dobrze. Ale musisz wiedzieć, że są tu różni ludzie. Absolwenci 

college'ów,  całe  rodziny  bezdomnych,  kilku  alkoholików.  Książąt  tu 

nie spotkasz. 

Poczuła się urażona. 

- Nie jestem snobką. 

- A o mało co pomyślałbym, że jesteś. 

- Może i jestem stanowcza w sprawie reguł królewskiej etykiety, 

ale snobką nie jestem - zapewniła. 

-  Rozumiem.  Jeśli  chcesz  pomóc,  przedstawię  cię  szefowi 

jadłodajni.  -  Weszli  na  salę  pełną  stołów  przykrytych  białym 

papierem.  Erin,  która  szła  z  tyłu,  zwróciła  uwagę  na  długie  nogi  i 

prężne pośladki Daniela, rysujące się pod dopasowanymi spodniami. 

background image

Zreflektowała się. Następca tronu podobał jej się fizycznie tak, że 

wodziła za nim wzrokiem! Czuła się skonsternowana. 

Nadszedł 

wysoki 

mężczyzna 

krzaczastej 

brodzie 

sympatycznych oczach. Klepnął Connelly'ego po plecach. 

- Dobrze cię widzieć! 

-  Ciebie  też.  Przyprowadziłem  dzisiaj  gościa.  Poznajcie  się.  To 

Joe  Graham,  a  to  -  Erin  Lawrence.  Erin  chce,  żebyś  przydzielił  jej 

jakąś pracę. 

- Miło mi pana poznać - odezwała się Erin. 

Joe rozpromienił się. 

-  Mnie  również.  Mów  mi  Joe.  Podoba  mi  się  twój  akcent...  i  na 

pewno ucieszy wszystkich innych. Nie musisz nic robić, wystarczy, że 

będziesz mówić przez najbliższe dwie godziny! 

Daniel jęknął. 

- Słucham? - zdziwiła się Erin. 

- Joemu podoba się twój akcent - wyjaśnił, zbliżywszy się do niej. 

-  Działa  podniecająco  na  wszystkich  mężczyzn  w  tym  kraju.  Jest 

seksowny. 

Erin nie posiadała się ze zdumienia. Pokręciła głową. 

- Wcale nie jest seksowny. - Ściszyła głos. - Nie jestem seksowna. 

-  Powiedziała  to  bardziej  do  siebie  samej  niż  do  Daniela.  Zdawała 

sobie sprawę, że jest nieskończenie bardziej doświadczony od niej. 

Popatrzył na nią uważnie. 

- Kto ci tak powiedział?! - zdziwił się. 

background image

-  Nikt.  Ale  nikt  dotąd  nie  powiedział  mi  także,  że  jestem 

seksowna. 

- Hm - chrząknął.  

Nie wiedziała, jak ma to rozumieć. Przydzielono ją do rozlewania 

zupy  do  misek.  Inni  podawali  talerze  z  kanapkami  i  kubki  z  kawą. 

Zgodnie  z  tym,  co  powiedział  Daniel,  po  darmowe  jedzenie 

przychodzili  najróżniejsi  ludzie.  Erin  zamieniała  z  nimi  kilka  słów, 

ciesząc się, że jest przydatna i że ludzie doceniają jej wysiłek. 

Kiedy  kolejka  zaczynała  robić  się  coraz  krótsza,  Joe  wydał 

radosny okrzyk i oznajmił: 

- Przyjechała ekipa telewizyjna! Uśmiechajcie się ładnie, żebyśmy 

dostali jak najwięcej datków! Już są na schodach! 

Daniel natychmiast przyskoczył do Erin i rzucił: 

-  Musimy  iść!  Nie  chcę,  żeby  mnie  rozpoznano.  Ani  ciebie.  - 

Zobaczyli,  że  drzwi,  którymi  weszli,  blokuje  gromada  ludzi 

czekających na wolne stoliki. 

- Chodźmy tam! - rzucił i pociągnął Erin za sobą. 

Weszli do korytarzyka, gdzie było troje drzwi. Dwoje okazało się 

zamkniętych. Trzecie otworzyły się. 

-  Jest!  -  ucieszył  się  Daniel,  ale  zajrzawszy  do  środka 

pomieszczenia,  zmarszczył  brwi.  -  Ten  schowek  będzie  musiał  nam 

wystarczyć - powiedział. - Ekipa telewizyjna nie powinna być tu zbyt 

długo. 

 

 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

-  Dlaczego  musimy  aż  ukrywać  się  w  schowku?  -  spytała 

stanowczym tonem Erin. Nie podobała jej się ta sytuacja. 

- Daniel! Danielu, gdzie jesteś?! - odezwał się z dala jakiś głos. 

- Dlatego - skwitował Connelly i wepchnął Erin do środka.  

Skoczył za nią i zamknął drzwi. W schowku panowała absolutna 

ciemność.  Znowu  wołano  Daniela.  Erin  poczuła,  że  łapie  ją  wpół,  a 

drugą dłonią zasłania jej usta. 

-  Zachowuj  absolutną  ciszę  przez  najbliższe  kilka  minut!  - 

szepnął. 

Obejmował  Erin.  Zapewne  przewidział,  że  może  poczuć  się 

nieswojo, zamknięta z nim sam na sam w ciemności. Czuła, że coraz 

bardziej  traci  dystans  do  niego.  Stała  w  milczeniu  i  wdychała  jego 

zapach,  czując  jego  męską  siłę.  Stał  tak  blisko  niej.  Słychać  było 

kroki, to bliżej, to znów dalej. 

- Chyba już wyszli -  odezwał się po pewnym czasie. -  Ale lepiej 

zaczekajmy jeszcze trochę, aż odjadą. Dobrze się czujesz? 

- Tak. 

-  Nie  wiedziałem,  czy  nie  masz  klaustrofobii  -  wyjaśnił  cicho. 

Takim  samym  tonem  mógłby  przemawiać  do  ukochanej,  w  łóżku. 

Erin zrobiło się gorąco. 

-  Zawsze  lubiłam  ciasne  pomieszczenia  -  odpowiedziała.  - 

Czułam się w nich bezpieczniej. 

Daniel przesunął palcami po jej włosach. 

background image

- Czasem, kiedy na ciebie patrzę, zastanawiam się, jaka byłaś jako 

mała dziewczynka. 

Erin  kolejny  raz  poczuła  skurcz  w  żołądku.  Nie  mogła 

powiedzieć,  żeby  jej  dzieciństwo  było  straszne,  jednak  zawsze 

brakowało jej poczucia przynależności, tego, że jest komuś potrzebna. 

Emocje ścisnęły ją za gardło. 

- Czy od zawsze dążyłaś do tego, żeby być idealną? 

-  Próbowałam,  chociaż,  oczywiście,  nigdy  nie  byłam.  -  W 

ciemności  łatwiej  im  było  rozmawiać.  Zawsze  myślałam,  że  kiedy 

będę idealna, ktoś... - Urwała.  

- Ktoś co? 

- Ktoś będzie chciał, żebym z nim ciągle była. I że wtedy nie będę 

musiała być sama. - Po policzku Erin spłynęła łza. Dobrze, że Daniel 

tego nie widział. 

Chciała  się  cofnąć,  ale  jego  dłoń  przycisnęła  ją  mocniej.  Znów 

poszukał  dłonią  jej  włosów,  i  natrafił  na  mokry  policzek.  Zatrzymał 

dłoń. Westchnął. Przesunął palcem po jej wargach i brodzie, a potem 

delikatnie pocałował ją w usta.  

Czule  przesuwał  wargami  po  jej  ustach, pomagając  sobie  dłonią, 

którą przytrzymywał z tyłu jej głowę. Miała wrażenie, że mówi jej w 

ten sposób, iż nie musi być samotna. Ani idealna, przynajmniej w tym 

momencie. 

Dotknął  językiem  jej  języka.  Serce  Erin  zabiło  gwałtownie. 

Mruknął  z  zadowolenia i przywarł  lekko udami do  jej  bioder.  Zaczął 

całować ją namiętnie, powoli, kusząco. Poczuła narastające ciepło. 

background image

Instynktownie objęła go za szyję i  wtedy jej piersi przylgnęły do 

muskularnej klatki piersiowej Daniela. Wsunął dłonie pod jej sweter i 

pieścił ją delikatnie. 

-  Kto  powiedział  ci,  że  nie  jesteś  idealna?  -  szepnął,  po  czym 

całował ją znowu, tym razem gwałtownie, spragniony jej ust. 

Erin  zakręciło  się  w  głowie.  Cofnęła  się  trochę;  brakowało  jej 

powietrza. Wziąwszy kilka głębokich oddechów, pomyślała o tym, że 

całuje  się  z  przyszłym  królem.  Przeraziła  się.  Zasłoniła  usta  i 

szepnęła: 

- Boże, co ja robię?! 

- Robisz to świetnie! - odparł Daniel. 

Zaczerwieniła  się,  znowu  błogosławiąc  panujące  ciemności. 

Cofnęła się, na ile było to możliwe w ciasnym schowku, i natychmiast 

poczuła żal, że to, co się działo, zostało przerwane. 

-  Czy  myślisz,  że  możemy  zapomnieć  o  tym,  co  przed  chwilą 

robiliśmy? - spytała. 

-  Nie...  -  odpowiedział  po  dłuższej  chwili  milczenia.  Ton  jego 

głosu pozostawał kuszący. 

- A czy myślisz, że będziemy mogli udawać, że zapomnieliśmy? - 

zapytała Erin, bliska rozpaczy. 

Daniel  nachylił  się  i  znów  lekko  przesunął  palcami  po  jej 

włosach. 

- Nie. 

-  To  co  zrobimy?  Całowałam  następcę  tronu  Altarii,  który 

niedługo zostanie królem! 

background image

-  Można  to  tak  opisać  -  zgodził  się.  -  Ale  spróbuj  spojrzeć  na  to 

inaczej:  całowałaś  mnie,  Daniela.  A ja całowałem  ciebie.  Następnym 

razem nie będziemy tego robić po ciemku. 

Ekipa  telewizyjna  już  pojechała.  Daniel  i  Erin  opuścili  budynek 

jadłodajni  i  przenieśli  się  do  mieszkania  Connelly'ego,  gdzie  odbyli 

kolejną lekcję królewskiej etykiety. Daniel dotrzymywał swojej części 

umowy i słuchał Erin uważnie. 

A nie było to proste, gdyż cały czas widział jej usta. Przypominał 

mu  się  ich  smak  i  dotyk.  W  pewnej  chwili  spojrzała  na  niego 

niecierpliwie. 

- Czy powinnam powtórzyć? 

Tego by tylko brakowało! - pomyślał i szybko pokręcił głową. 

-  Powiedziała  pani,  że  mam  pozwalać,  aby  mnie  formalnie 

zapowiadano,  zanim  zbliżę  się  do  kogokolwiek  spoza  dworu. 

Obywatele  Altarii  będą  kłaniać  mi  się,  oraz  zwracać  się  do  mnie  per 

„wasza wysokość". Mam pytanie: jak powinienem reagować jeśli ktoś 

zapomni się ukłonić? 

-  To  zależy  całkowicie  od  waszej  wysokości.  Król  Thomas  po 

prostu ignorował osoby, które nie okazały mu należnego szacunku. 

- A zatem nie będzie się ode mnie oczekiwać, żebym ich zrzucał 

ze skały? 

Erin zjeżyła się. 

- Rzeczywiście, nie będzie się tego oczekiwać. 

-  Może  powinienem  kazać  im  wykąpać  Jordana  -  drwił  Daniel, 

pokazując skinieniem głowy drzemiącego przed kominkiem psa. 

background image

Erin popatrzyła z niedowierzaniem. 

-  Czy  wasza  wysokość  zamierza  sprowadzić  ze  sobą  do  pałacu 

tego psa? 

-  Oczywiście.  Nie  mogę  sprowadzić  najbliższych  i  nie  wiem 

czemu.  Przypuszczam,  że  na  początku  nie  będę  miał  zbyt  wielu 

przyjaciół... Z wyrazu pani twarzy odczytuję, że król Thomas nie miał 

psa. 

- To prawda, nie miał. - Spojrzała z powątpiewaniem na ogromne 

zwierzę. 

-  Wygląda  pani  tak,  jakby  zastanawiała  się  nad  sposobem 

nauczenia  Jordana  zasad  królewskiej  etykiety.  Niech  pani  go  źle  nie 

ocenia. Wyszkolenie go może okazać się łatwiejsze niż uczenie mnie. 

Erin zacisnęła usta. 

- Proszę powiedzieć głośno, co pani myśli. 

- Przyszło mi na myśl, że faktycznie Jordana może mi być łatwiej 

uczyć, jeśli tylko będę miała zawsze na podorędziu odpowiednio duży 

kawałek pizzy. 

-  A  mnie  nie  wystarczy  pizza  -  rzucił  Daniel,  wyobrażając  sobie 

Erin nagą na jego łóżku. 

Odwróciła wzrok. 

- Nie wątpię, wasza wysokość. 

Connelly stłumił westchnienie. 

- Założę się, że woli pani psy niż koty. 

background image

-  W  istocie,  zawsze  chciałam  mieć  psa,  ale  w  szkołach,  gdzie 

byłam, nie pozwalano na inne zwierzęta niż złote rybki. A mój ojciec 

zawsze był zbyt zajęty, żeby zajmować się zwierzęciem. 

-  Niech  zgadnę.  Marzyła  pani  o  pudlu.  -  Dokuczał  jej  celowo, 

żeby wytrącić ją z jej sztywnego sposobu bycia. 

Uniosła brodę. 

- Pudle są bardzo inteligentne. 

- I nadęte. 

- Nie linieją i nie ślinią się. 

- Gdyby nie była pani taka młoda, znowu bym panią pocałował. 

-  Nie  jestem  taka  młoda!  -  odparła  Erin, po  czym  posmutniała.  - 

Ale przeczucia waszej wysokości są trafne, bo całowanie mnie byłoby 

całkowicie nieodpowiednie. 

- Dlaczego? 

- Ponieważ służę waszej wysokości. 

- A gdybym wyrzucił panią z pracy? 

Przeraziła się. 

- Nie może wasza wysokość! To znaczy... 

- Czy ja się pani nie podobam? 

Spojrzała na niego, a potem odwróciła wzrok. 

- Nie powiedziałam tego. 

- To znaczy, podobam się pani. 

- Tego także nie powiedziałam. Ale... 

- Więc...? 

Erin westchnęła. 

background image

- Z pewnością nie muszę mówić, że  wasza  wysokość jest bardzo 

atrakcyjnym mężczyzną. 

- A jak działam na panią? 

-  Wasza  wysokość  nie  powinien  oddziaływać  na  mnie  w  żaden 

sposób. To niedopuszczalne. 

- Tak jak nie było dopuszczalne to, żeby miała pani pudla? Ale i 

tak chciała pani go mieć, prawda? 

W oczach Erin widać było, że skrywa wiele myśli. 

- Jest bardzo duża różnica pomiędzy waszą wysokością a pudlem. 

Daniel znowu dotknął jej włosów. 

-  Trudno  mi  się  z  tym  nie  zgodzić  -  odparł.  Przyciągnął  ją  do 

siebie  i  nachylił  się.  -  Nie  wydam  pani  polecenia  pocałowania  mnie. 

Nie będę wykorzystywał mojej pozycji w taki sposób. 

Erin zamknęła oczy. 

- Nie powinnam całować waszej wysokości! To nie w porządku. - 

Z  wielu  powodów!  dodała  w  myśli,  targana  sprzecznymi  uczuciami. 

Oczekiwano,  że  z  następcą  tronu  będą  ją  łączyć  jedynie  więzy 

zawodowe.  Poza  tym,  gdy  całowała  się  z  Danielem,  a  nawet  tylko 

zaprzyjaźniała się z nim, czuła się nielojalna względem ojca. 

Ojciec nie zna Daniela, myślała. Gdyby go znał... 

Przeraziła się. Wiedziała, że gdyby go znał, nadal by go nie lubił. 

Ojciec  chciał  takiego  króla,  którym  będzie  mógł  dyrygować.  A 

Connelly  nie  da  sobą  dyrygować  nikomu.  Czuła  się  sfrustrowana. 

Zastanawiała  się,  czy  potrafiłaby  stać  się  tak  niezależna  jak  on.  Tak 

background image

śmiała.  Daniel  wyzwolił  w  niej  takie  pragnienia.  Jak  mogłaby 

odwrócić się do niego plecami? Ale... jak mogłaby tego nie zrobić? 

- Muszę już iść - odezwała się w końcu. 

Następca tronu wpatrywał się w nią intensywnym spojrzeniem. 

Wróciwszy  do  hotelowego  pokoju,  postanowiła  od  razu  położyć 

się  spać.  Nakryła  kołdrą  głowę,  w  której  kłębiły  się  myśli  o  jej  ojcu, 

Danielu  i  o  niej.  Nagle  rozległ  się  dzwonek  telefonu.  Spojrzała  na 

zegar i od razu wiedziała, że to ojciec dzwoni. Spyta ją, jak postępuje 

praca.  Czy  udało  jej  się  odwieść  Connelly'ego  od  przyjęcia  korony, 

albo doprowadzić do tego, że postępuje pod jej dyktando. 

Telefon  dzwonił  i  dzwonił.  W  jaki  sposób  mogłaby  przekonać 

ojca, że Daniel jest człowiekiem honoru i że będzie szczerze troszczył 

się  o  mieszkańców  Altarii?  Że  jego  panowanie  może  okazać  się 

bardzo pomyślne dla kraju, gdyż jest jednocześnie silny i wrażliwy? 

Telefon  umilkł.  Erin  zakryła  twarz.  Czuła,  że  znalazła  się  w 

opałach.  Przekonywanie  ojca  wydawało  jej  się  wystarczająco  trudne. 

Jak  mogłaby  jeszcze  wyjaśnić  następcy  tronu,  że  nie  powinien  się  z 

nią wiązać, skoro sama sobie nie bardzo potrafiła to wytłumaczyć? 

 

Daniel  polecił  Erin,  żeby  przyjechała  do  niego  do  pracy  w 

poniedziałek  po  to,  aby  poznać  z  bliska  świat,  który  opuszczał. 

Wysiadłszy  z  taksówki,  popatrzyła  w  górę,  na  nowoczesny,  szklany 

wieżowiec  Connelly  Corporation.  Świadczył  o  bogactwie  rodziny 

założycieli  firmy  i  o  sukcesach  przedsiębiorstwa.  Hol  wyłożony  był 

background image

mahoniem.  Na  ścianach  widniały  fotografie  Connellych,  którzy 

wnieśli wkład w rozwój firmy. 

Im  więcej czasu Erin spędzała z Danielem, tym bardziej ciekawa 

była  jego  rodziny  ze  strony  ojca.  Wjechała  na  piętro,  na  którym 

pracował  Daniel.  Za biurkiem  recepcjonistki  wisiała  piękna akwarela 

przedstawiająca jedną z plaż Altarii. Erin wyobraziła sobie Daniela na 

tej  plaży.  Nie  było  to  trudne.  Gorzej  pasował  do  królewskiego 

pałacu... 

Daniel  wyłonił  się  z  wylotu  korytarza.  Miał  na  sobie  ciemny, 

wełniany  garnitur,  który  podkreślał  jeszcze  szerokość  jego  ramion  i 

wzrost. Pomachał ku niej. 

- Chodź! - odezwał się. - Pokażę ci moje biuro. Potem zamierzam 

wygłosić małe oświadczenie. 

Zaskoczyło  ją,  jak  naturalnie  Connelly  czuje  się  zarówno  w  roli 

wyluzowanego  miłośnika  sportu,  jak  i  sprawnego  biznesmana.  Być 

może  dlatego  nie  martwił  się  specjalnie  o  to,  jak  wypadnie  w  roli 

króla.  Zapewne  swoje  umiejętności  przywódcze  doszlifował  podczas 

lat pracy w firmie. 

- Czy dział marketingu zajmuje całe piętro? - spytała Erin. 

-  Dwa  piętra.  Poza  tym  to  tylko  główna  siedziba  Connelly 

Corporation. Nasze biura marketingu są rozsiane po całym świecie.  - 

Weszli  do  sekretariatu  Daniela.  Siedziała  w  nim  młoda  kobieta  o 

włosach koloru miodu i zielonych oczach. - To jest Erin Lawrence. A 

to  Kimberly  Lindgren,  moja  asystentka.  Błyskotliwa,  inteligentna, 

szybka. 

background image

Kimberly  popatrzyła  na  Daniela  z  wdzięcznością,  a jednocześnie 

powątpiewaniem. 

- Tak mnie chwalisz... Czy to dlatego, że chcesz mi zlecić pracę w 

nadgodzinach? 

Connelly zachichotał. 

- Nie, dzisiaj nie. 

-  Miło  mi panią poznać  -  powiedziała  Erin. Była  pod  wrażeniem 

śmiałości asystentki i jej swobodnego zachowania. 

- Mnie również. Ma pani śliczny akcent. 

- Dziękuję. 

Erin  i  Daniel  weszli  do  wielkiego,  luksusowo  urządzonego 

narożnego  gabinetu.  Widok  z  okien  zajmujących  całe  dwie  ściany 

zapierał dech w piersiach. 

- Jak tu pięknie! - zachwyciła się Erin. - Przyjemnie pracować tu 

co dzień. 

- Jezioro Michigan. Zawsze uwielbiałem piękne widoki. - Daniel 

pogładził ją po brodzie i popatrzył jej w oczy. - A tu mam inny piękny 

widok. 

Erin znowu poczuła skurcz w żołądku. Nie mogła przejmować się 

tym,  czy  była  atrakcyjna  dla  następcy  tronu.  Ale  przejmowała  się. 

Targana sprzecznymi emocjami, złożyła ręce i wyglądała przez okno.  

-  Musi  być  bardzo  trudno  porzucić:  to  wszystko  i  wyjechać  do 

Altarii,  nawet  po  to,  żeby  być  królem.  Zostawić  rodzinę,  ojczyznę, 

to... - Wykonała szeroki gest ręką. 

background image

-  Nasza  rodzina  posiada  wiele  dóbr,  ale  nie  całe  jezioro 

Michigan... 

-  I  tak  nie  wiem,  jak  możesz  zrezygnować  z  wszystkiego,  co 

znasz,  na  rzecz  Altarii.  Żyjesz  tu  w  otoczeniu  kochającej  rodziny, 

współpracowników,  przyjaciół.  W  Altarii  będzie  zupełnie  inaczej...  - 

Erin wyobrażała sobie wrogie nastawienie jej ojca do Daniela. 

-  Wiem,  że  nie  wkroczę  w  przyjazne  mi  środowisko.  To  nie 

pierwszy raz, kiedy będę musiał pokonać swoich przeciwników. Za to 

mogę  zmienić  bieg  wydarzeń  w  Altarii  na  lepsze.  -  Mówił  to  z  taką 

pewnością  siebie,  że  mu  wierzyła.  -  Niedługo  nie  będę  tu  pracował. 

Dlatego powiadomię dzisiaj o wszystkim Kimberly. 

-  Czy  jesteś  pewien,  że  to  dobre  posunięcie?  Myślałam,  że  nie 

chcesz jeszcze ogłaszać swoich planów. 

-  Nie  wyjawię  ich  wszystkim,  tylko  jej.  Moja  najbliższa 

współpracowniczka  powinna  znać  moje  zamierzenia;  wymaga  tego 

uczciwość  względem  niej.  Nie  będzie  musiała  długo  utrzymywać 

tajemnicy.  -  Daniel  wcisnął  guzik  interkomu.  -  Kimberly,  czy 

mogłabyś, proszę, wejść na chwilę do mojego gabinetu? 

- Już idę, Danielu. 

Erin zagryzła wargi. 

-  Czy  wszyscy  Amerykanie  są  w  tak  bezpośrednich  relacjach  z 

szefami? - spytała. 

- Ja tak wolę - wyjaśnił Connelly. - Czy ty może jesteś zazdrosna? 

Erin zaczerwieniła się. 

background image

-  Absolutnie  nie.  Po  prostu  nie  jestem  przyzwyczajona  do 

równorzędnego traktowania szefów przez ich pracowników. 

-  Kimberly  jest  bardzo  atrakcyjną  i  inteligentną  kobietą,  ale  nie 

mam zwyczaju romansować ze swoimi asystentkami. 

-  Tak  samo,  jak  uniknąłeś  romansowania  ze  mną!...  -  wypaliła 

Erin  i  natychmiast  przeraziła  się  własnej  śmiałości.  -  Boże,  co  ja 

powiedziałam! 

Daniel uśmiechnął się złowieszczo i podszedł bliżej. 

- Musisz zrozumieć, Erin, że ty jesteś inna. 

W jakim sensie inna? - chciała się dowiedzieć, powstrzymała się 

jednak przed wygłoszeniem tej kwestii. 

- I nie jesteśmy jeszcze tak związani, jak bym tego chciał. Daleko 

nam do tego. 

- Danielu? - odezwała się od drzwi Kimberly. Spoglądała dziwnie 

to na swojego szefa, to na kobietę, która go odwiedziła. 

- Zamknij, proszę, drzwi - powiedział Connelly. - Siadaj. To, co ci 

powiem, jest ściśle poufne. Chcę, żebyś wiedziała, ponieważ czeka cię 

tutaj  okres  przejściowy,  podczas  którego  będziesz  musiała  pracować 

więcej  i  ograniczyć  liczbę  wolnych  dni.  Za  kilka  tygodni  przestaję 

pracować w Connelly Corporation. 

-  Jak  to?!  -  Kimberly  nie  posiadała  się  ze  zdumienia.  -  Ale 

przecież  jesteś  członkiem  rodziny  Connellych!  Co  będziesz  robił?  - 

Pokręciła głową. - Nie wyobrażam sobie, kto mógłby cię zastąpić. 

- Mój brat, Justin. 

Opuściła głowę. 

background image

- Justin. On jest taki... poważny. 

- Tak. Gdyby pozostawić go samemu sobie, zapracowałby się na 

śmierć. Chciałbym cię prosić, żebyś pilnowała, aby mój brat od czasu 

do czasu dał sobie spokój i odpoczął. 

- Jakim sposobem?! 

-  Nie  wiem.  To  będzie  wymagało  od  ciebie  trochę  twórczego 

myślenia... 

-  Co  ja  mam  powiedzieć?  Jesteś  fantastycznym  szefem.  Tyle  się 

od ciebie nauczyłam! Czy mogę spytać, dlaczego odchodzisz? 

- Przeprowadzam się do Altarii. Po śmierci mojego dziadka i wuja 

tron  przechodzi  na  najstarszego  męskiego  przedstawiciela  rodziny 

królewskiej. 

Kimberly aż wstała z wrażenia i zasłoniła usta dłonią. 

- O Boże! To znaczy, że masz zostać królem! Królem Altarii. To 

mała  wysepka, prawda?  Przypuszczam,  że  zajęcie  króla  nie  różni  się 

aż  tak  bardzo  od  pracy  jednego  z  wiceprezesów  Connelly 

Corporation...  Naprawdę,  nie  wiem,  co  powiedzieć...  -  Popatrzyła  na 

Erin. - Czy pani będzie jego nową asystentką? 

- Niezupełnie. 

-  Musi  pani  wiedzieć,  że  Daniel  jest  fantastycznym  szefem. 

Jestem pewna, że zostanie świetnym królem. 

- Oczywiście... 

- Niesamowite! - Panna Lindgren znowu zwróciła się do Daniela. 

- Moje gratulacje! Król... Ha, znam króla! Będzie nam cię wszystkim 

strasznie brakowało!... - Głos asystentki zadrżał. 

background image

Daniel ujął dłonie Kimberly. 

- Dziękuję ci. Pamiętaj, musisz zachować to w tajemnicy. 

- Dobrze. 

- I nie zapomnij pomyśleć nad organizacją pracy z Justinem. 

-  To  zajmie  trochę  czasu...  -  Ruszyła  w  stronę  drzwi.  -  Król.  I 

Justin jako szef... 

Wciąż oszołomiona, wyszła. Daniel spojrzał na Erin. 

- Powiedz, co pomyślałaś. 

- Muszę? 

- Tak. 

Westchnęła. 

- Działasz na ludzi tak, że są ci oddani. Jak chcesz to osiągnąć we 

wrogo nastawionym środowisku politycznym? 

-  Chcesz  powiedzieć,  że  w  Altarii  nie  ma  nikogo,  kto  byłby  mi 

szczerze oddany? 

Erin powoli pokiwała głową. 

-  Ciągle  spotyka  się  jakąś  osobę,  o  której  wiadomo,  że  można 

będzie  jej  zaufać  -  oznajmił  Daniel.  -  Zanim  znajdę  się  w  Altarii, 

zamierzam mieć przy sobie co najmniej jedną osobę godną zaufania. - 

Musnął palcem jej brodę. - Osobę, która będzie po mojej stronie. 

Było jasne, że miał na myśli Erin. Chciał móc jej ufać, liczyć na 

jej lojalność i oddanie. Nie zdawał sobie sprawy, o co prosi. 

 

 

 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Erin  siedziała  naprzeciw  Daniela  w  jego  ulubionej  restauracji  w 

centrum miasta. Panował  w niej duży hałas i ruch. Wrócili właśnie z 

meczu  Chicago  Bulls.  Erin  była  już  zmęczona  roztrząsaniem 

problemów,  jakie  narosły  wokół  Daniela  i  niej.  Postanowiła  zamiast 

tego  nacieszyć  się  tego  wieczora  jego  towarzystwem.  Zapomnieć,  że 

on zostanie wkrótce królem. 

Na  stoliku  przed  Erin  stało  na  wpół  wypite  amerykańskie  piwo. 

Czekała na pierwszego w swoim życiu chicagowskiego hot-doga. 

- I jak podobał ci się mecz? - zagadnął Daniel. 

-  Koszykarze  są  bardzo  wysocy  -  powiedziała  Erin,  próbując 

pochwalić mecz w jakiś sposób. - I bardzo szybko biegają z piłką. 

- Ale? - Daniel zawsze był w stanie odczytać jej stan ducha. 

- Mecz nie był zbyt ekscytujący. Tylko dwie krótkie bójki, zaraz 

przerwane. 

Connelly popatrzył w zdumieniu, po czym wybuchnął śmiechem. 

- Jesteś żądna krwi!  

-  Nie  jestem  -  zaprzeczyła,  uniósłszy  brodę.  -  Nie  bawi  mnie 

gromada  mężczyzn  w  workowatych  szortach  biegająca  w  tę  i  z 

powrotem po sali gimnastycznej, żeby wrzucić piłkę do kosza. Nic nie 

ryzykują.  W  rugby  prawie  zawsze  ktoś  łamie  nogę  albo  ma  wybity 

ząb. 

Daniel wypił łyk piwa. Wydawał się rozbawiony. 

- Czy w Altarii gra się w rugby? 

Skrzywiła się. 

background image

-  Tak,  ale  nie  mogę  powiedzieć,  żeby  nasze  drużyny  były  na 

profesjonalnym poziomie. Anglicy nazywają nas mięczakami. 

- To trzeba zmienić. 

Kelnerka przyniosła hot-dogi i frytki. 

-  A  więc  to  jest  słynny,  nieszczęsny  hot-dog  po  chicagowsku...  - 

skomentowała Erin, przyglądając się daniu. - Muszę zapamiętać, żeby 

dobrze  opisać  go  szefowi  kuchni  pałacowej.  Wygląda  na  to,  że 

zawiera  kiełbaskę  wołową,  musztardę,  przyprawę  wzmacniającą 

smak,  cebulę,  podłużny  kawałek  ogórka  konserwowego  i  cząstki 

pomidora. 

-  I  sól  selerową  -  dorzucił  Daniel,  podnosząc  hot-doga.  Ugryzł 

kęs. 

-  Sól  selerową...  -  powtórzyła  Erin,  obserwując  w  przerażeniu 

sposób, w jaki następca tronu je hot-doga.  

Trudno było zjeść coś takiego elegancko; zawartość wydostawała 

się  z  bułki.  Erin  zastanawiała  się,  jak  zaleciłaby  zjeść  podobną 

potrawę 

panna 

Emily 

Philpott, 

jej 

najbardziej 

szanowana 

wychowawczyni. 

-  Hot-doga  nie  je  się  nożem  i  widelcem  -  odezwał  się  Daniel.  - 

Będziesz musiała się pobrudzić. Śmiało! 

- Słucham? 

-  Odważ  się  i  weź  go  w  palce,  a  potem  ugryź.  Duży  kęs.  Założę 

się, że dasz radę. 

Erin  wiedziała,  że  Daniel  nie  tyle  próbuje  ją  ośmielić,  co 

sprowokować.  Wyszłoby  mu  na  dobre,  gdyby  na  złość  jemu  wzięła 

background image

jednak  do  rąk  nóż  i  widelec.  Jednak  nie  zrobi  tego.  Spróbowała 

rozkoszować  się  hot-dogiem.  Uniosła  go  powoli,  otworzyła  szeroko 

usta  i  ugryzła.  Był  pyszny.  I  bardzo  brudził.  Oblizała  wargi  i  jadła. 

Pierwszy  kęs,  drugi,  trzeci.  Skończywszy,  popatrzyła  na  Daniela, 

oblizując się po raz kolejny. 

-  Zrobiłam  to.  -  Zwróciła  uwagę,  że  Connelly  wpatruje  się  w  jej 

usta. Sięgnęła po serwetkę. - Ubrudziłam się? 

Pokręcił  głową  i  wypił  długi  łyk  piwa,  niemal  nie  odrywając  od 

niej wzroku. 

- Czy ktoś mówił ci już, że masz niesamowite usta? 

Machinalnie oblizała je, a wtedy Daniel aż jęknął. 

- Nie. Nie mogę powiedzieć... - Urwała, bo Daniel wpatrywał się 

w  nią  takim  wzrokiem,  że  Erin  znów  zrobiło  się  gorąco.  Wzrok 

Daniela był zapraszający, zwiastował to, co zakazane. 

Patrzyła,  jak  jej  towarzysz  wypija  kolejny  łyk  piwa;  ukradkiem 

obserwowała  jego  usta.  Przypomniało  jej  się  to  rozsadzające  umysł 

uczucie,  jakie  przeżyła,  kiedy  całował  ją  w  ciemnym  schowku. 

Próbowała je zapomnieć, ale wyobrażenie tamtej sytuacji nawiedzało 

ją. Wzięła głębszy oddech. 

-  Hot-dog  był  bardzo  dobry.  -  Wypiła  kilka  łyków  piwa,  mając 

nadzieję,  że  w  ten  sposób  ostudzi  swój  pobudzony  organizm.  Nie 

pomogło ani trochę. 

- Będziesz jadła frytki? 

Pokręciła głową. Nie zmieściłaby w sobie już ani kęsa jedzenia. 

- No, to chodźmy. - Connelly rzucił na stół parę banknotów. 

background image

Wziął  Erin  pod  rękę  i  otworzył  przed  nią  drzwi  restauracji. 

Ruszyli  w  stronę  zaparkowanego  w  dużej  odległości  samochodu. 

Nagle lunął deszcz. Daniel pociągnął Erin do wejścia jakiegoś hotelu. 

- Zaczekaj tutaj, a ja podjadę po ciebie - powiedział. 

Stanowczo  pokręciła  głową.  Nie  chciała,  żeby  myślał,  że  jest 

słaba i zadziera nosa. Poza tym wolała zmoknąć razem z Danielem. 

- To niedaleko. Nie rozpuszczę się - powiedziała. 

- Jesteś pewna? 

-  Tak.  -  Wyciągnęła  go  na  deszcz.  -  Czy  jesteś  za  stary,  żeby 

biegać? - rzuciła. 

- Jeszcze nie! 

Pognali  przez  ulewę.  Świszczał  zimny  wiatr.  Erin  przeżyła 

wprawdzie niejedną zimę w Szwajcarii, jednak charakterystyczny dla 

Chicago  wicher  i  marznący  deszcz  zmroziły  ją  do  kości.  Zanim 

znalazła  się  w  samochodzie,  szczękała  zębami.  Daniel  wskoczył  za 

kierownicę i natychmiast włączył ogrzewanie na maksimum. 

-  Trzęsiesz  się  z  zimna  -  skwitował.  -  Mówiłem  ci,  żebyś 

zaczekała, a ja pobiegłbym po samochód. 

- Nie jest ze mną tak źle. 

Connelly  nie  był  o  tym  przekonany.  Szybko  zajechał  pod  swój 

apartamentowiec.  Wjechali  na  piętro  i  znaleźli  się  w  mieszkaniu 

Daniela,  gdzie  przywitał  ich  Jordan.  Daniel  pogłaskał  psa,  po  czym 

zaczął ściągać z Erin mokrą kurtkę. 

- Musisz się rozgrzać - powiedział, pocierając jej ramiona.  

background image

Zrzucił  swoją  kurtkę,  zaprowadził  Erin  na  kanapę  i  okrył  jej 

ramiona  ręcznie  tkanym,  wełnianym  kocem.  Była  oszołomiona  jego 

troskliwością. Zapalił ogień w gazowym kominku i usiadł koło niej. 

- Lepiej ci? 

Przytaknęła,  nie  mogąc  oderwać  spojrzenia  od  jego  oczu. 

Błyszczało w nich światło płomieni, a może co innego... Może to była 

siła Daniela, nie tylko fizyczna i nie tylko psychiczna. Erin wiedziała 

na pewno, że jest nim zafascynowana. 

-  Podobasz  mi  się,  kiedy  jesteś  mokra  -  powiedział,  unosząc  jej 

wilgotne włosy. 

Aż się skuliła, uświadamiając sobie, jak musi wyglądać. 

- No pewnie! - mruknęła, niedowierzając. 

- Mówię poważnie. Podoba mi się, jak w tej chwili wyglądasz. 

To  było  niezwykłe.  Erin  z  pewnością  nie  wyglądała  w  tej  chwili 

idealnie,  a  jednak  jej  widok  sprawiał  Danielowi  przyjemność. 

Spojrzała na niego z powątpiewaniem. 

- Dlaczego? 

-  Wyglądasz  tak,  jakby  można  było  cię  dotknąć.  -  Znów  zaczął 

pocierać jej ramiona wielkimi dłońmi. 

- Wyglądam jak zmokła kura. - I tak się czuła. 

-  Nie.  -  Spojrzał  jej  w  oczy  i  pogładził  ją  po  policzku.  - 

Wyglądasz  tak,  jakbyś  nie  miała  zamiaru  się  pogniewać,  kiedy  cię 

przytulę. Albo pocałuję. 

Serce jej zadrżało. Nie mogła oderwać wzroku od jego zielonych 

oczu. Nie wiedziała dlaczego, ale Daniel poruszył w niej strunę, której 

background image

nigdy  przedtem  nikt  nie  dostrzegł.  W  tym  momencie  Erin  porzuciła 

wszelką rezerwę. 

Daniel nachylił się powoli i objął ją. Czuła się tak, jakby znalazła 

coś,  czego  od  zawsze  pragnęła.  Uczucie  to  było  tak  silne,  że  aż  łzy 

napłynęły jej do oczu. To niemożliwe! próbowała powiedzieć sobie w 

myśli.  Ale  wdychając  jego  zapach,  tonąc  w  jego  ramionach,  miała 

wrażenie, jakby na świecie istniał tylko Daniel. 

Poczuła  bicie  jego  serca.  Wysunęła  ręce  spod  koca  i  oplotła  je 

wokół  jego  tułowia.  Obejmowali  się  tak  długą  chwilę.  W  końcu 

Daniel  delikatnie  uniósł  jej  brodę  i  powoli  zbliżył  usta  do  jej  warg. 

Musnął je i cofnął się na chwilę. Widać było, że nie zamierza na tym 

poprzestać. Serce Erin waliło jak młotem. 

- Czy jesteś pewna, że to mądre? - spytała, chwytając się ostatniej 

racjonalnej myśli. 

- Z całą pewnością - odparł, znów muskając ją ustami. - To przeze 

mnie zmarzłaś i moim obowiązkiem jest ogrzać cię. 

- Już to zrobiłeś. 

- Mogę ogrzać cię bardziej. - Pociągnął ją ku sobie, tak że usiadła 

okrakiem na jego udach. 

Było  to  bardzo  nieodpowiednie,  ale  zanim  Erin  zdążyła 

zareagować  po  swojemu,  Daniel  zaczął  ją  całować.  Robił  to  powoli, 

jakby  od  niechcenia,  a  jednocześnie  z  przekonaniem.  Zatraciła  się  w 

jego smaku i dotyku. Pochyliła głowę, żeby było łatwiej się całować, a 

on mruknął z zadowolenia. 

background image

Pocałunek trwał i trwał; Daniel nie mógł nasycić się smakiem jej 

ust. I Erin pragnęła czegoś więcej, choć nie wiedziała, jak się do tego 

zabrać.  Poczuła  w  ciele  jakby  narastającą  niecierpliwość.  Daniel 

całował ją coraz namiętniej. Poczuła, jak jego dłonie wsuwają się pod 

jej sweter i dotykają pleców. 

- Masz taką mięciutką skórę... - szepnął.  

Przesuwał  teraz  palcami  po  jej  klatce  piersiowej,  tuż  pod 

biustonoszem.  Wstrzymała  oddech.  Jej  piersi  napięły  się,  ale  Daniel 

cofnął ręce. Ponownie zbliżył dłonie do jej biustonosza. 

Wsunął  palec  pod  materiał  i  zaczął  przesuwać  nim  po  dolnej 

części  jej  piersi.  W  końcu  rozpiął  jej  biustonosz.  I  wtedy  jego  ręce 

odnalazły jej piersi. Poczuła narastające gorąco. Nie mogła usiedzieć. 

Poruszyła biodrami. Cofnął się odrobinę. 

- Podoba ci się? - Pieścił delikatnie jej piersi, zataczając palcami 

duże kółka. 

- Tak, ale... 

-  Ale...  -  Zbliżał  stopniowo  palce  do  wrażliwych,  napiętych 

sutków. 

Zagryzła wargi i zamknęła oczy. Przesunął palcami po sztywnych 

sutkach.  Jęknęła.  Teraz  zaczął  pieścić  je  dwoma  palcami.  Poczuła 

elektryzującą  przyjemność.  Instynktownie  przejęła  inicjatywę  w 

całowaniu. 

Daniel zawtórował jej, pieszcząc jej usta tak, że w końcu poczuła, 

jakby się rozpływała. Wtedy Daniel ściągnął jej sweter przez głowę i 

background image

odrzucił  biustonosz.  Chłonął  łapczywie  wzrokiem  widok  jej  piersi. 

Zrzucił swój sweter i przycisnął tors do jej biustu. 

Światło kominka tańczyło na jego skórze. Erin przesunęła palcami 

po  jego  ramionach  i  klatce  piersiowej,  rozkoszując  się  widokiem 

silnych  mięśni.  Złapał  ją  za  pośladki  i  uniósł,  a  potem  wziął  jeden  z 

sutków do ust. 

Erin  czuła  pożądanie,  jakiego  nie  doznawała  jeszcze  nigdy  w 

życiu.  Nie  uważała  się  za  atrakcyjną  seksualnie.  Tymczasem  usta 

Daniela  zmieniły  to.  Teraz  poczuła,  że  Daniel  rozpina  jej  pasek  i 

spodnie. Jej serce biło tak mocno, że miała trudności z oddychaniem. 

- Co ty robisz? 

-  Chcesz,  żebym  przestał?  -  Głos  miał  spokojny,  ale  jego  oczy 

płonęły. - Chcesz? 

Pokręciła  głową.  Natychmiast  uniósł  ją  tak,  żeby  mógł  ściągnąć 

jej ubranie. Była podniecona i niespokojna. Zadrżała. 

- Zimno ci? - spytał. 

Znów pokręciła głową, a on przyciągnął ją do siebie. Jego dżinsy 

były szorstkie, za to dłonie gładkie, silne i delikatne. 

- Od dawna chciałem zobaczyć cię taką! - powiedział. 

- Nie znasz mnie od dawna... 

- Chciałem cię taką zobaczyć od dnia, kiedy się poznaliśmy. I nie 

tylko zobaczyć! 

Zaczął  ją  znowu  całować,  dotknął  intymnych  części  jej  ciała. 

Poczuła w sobie charakterystyczny skurcz. Szybko oddychała.  

Daniel popatrzył na nią. 

background image

- Co się stało? 

Pokręciła  głową,  ale  ciało  zdradziło  ją.  Dostała  czkawki. 

Zamknęła  oczy.  To  było  utrapienie  jej  życia  -  czkawka,  której 

dostawała  zawsze,  kiedy  jej  nerwy  były  napięte.  Dlaczego  teraz?! 

myślała. Wzięła jeszcze jeden oddech i znowu czknęła. 

- To okropna... - czknęła jeszcze raz - ...skłonność, ale zazwyczaj 

jestem w sta... - czknęła - ...w stanie ją stłumić. 

- Chcesz wody? 

Pokręciła głową. 

- Woda mi... nie pomaga. To na pewno przez majtki. 

Daniel patrzył w osłupieniu. 

- Przez majtki?! 

Erin czuła się upokorzona. Zasłoniła twarz dłońmi. 

- Czy możesz zostawić mnie na moment? Wtedy mi przejdzie. 

Daniel  podał  jej  koc,  żeby  się  okryła.  Zamknęła  oczy.  Po 

kilkunastu  sekundach  zdołała  wyobrazić  sobie  pogrążoną  w 

padającym cicho śniegu Szwajcarię i czkawka ustała.  

Z ociąganiem spojrzała na Daniela. Patrzył na nią, zaciekawiony. 

Serce  znów  zaczęło  jej  bić  szybciej.  Miał  zmierzwione  włosy,  usta 

opuchnięte od całowania. 

-  Zazwyczaj  jestem  w  stanie  powstrzymać  czkawkę  -  odezwała 

się.  -  Zawsze  kiedy  byłam  za  bardzo  czymś  podekscytowana...  - 

Odwróciła wzrok. - Dostawałam czkawki. 

- To znaczy, że podnieciłem cię tak mocno, że dostałaś czkawki? - 

Daniel był jednocześnie zdziwiony i rozbawiony. 

background image

- To wcale nie jest śmieszne! - zbeształa go. 

Przyciągnął ją do siebie. 

-  Przecież  nie  żartuję  z  ciebie.  Skoro  dobrze  cię  zrozumiałem,  to 

znaczy, że powiedziałaś mi wielki komplement. Ale o co ci chodziło z 

tymi majtkami? 

Erin zarumieniła się. 

- Chyba dostałam czkawki przez to, że zdjąłeś mi majtki. 

- Hm, czy to ci się zwykle zdarza przy ściąganiu majtek? 

- Nie. 

Daniel przyjrzał jej się uważnie. 

- Ile razy zdejmowano ci majtki? - spytał. 

- Zdejmuję je codziennie! 

- Pytam o to, ile razy zrobił to mężczyzna. 

Zagryzła wargi i osłoniła się ciaśniej kocem. 

- Obawiam się, że to nie twoja sprawa. 

-  Moja.  Dlatego,  że  chcę  zrobić  znacznie  więcej,  niż  tylko 

zdejmować z ciebie bieliznę. 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Daniel  siedział,  sfrustrowany,  patrząc,  jak  Erin  ciągle  zagryza 

wargi. 

-  Wiedziałem,  że  nie  jesteś  doświadczona,  ale  nie  wiedziałem, 

że... 

background image

-  Przez  większą  część  życia  otaczały  mnie  kobiety  - 

odpowiedziała.  -  Miałam  kilka  sposobności,  żeby  być  z  mężczyzną, 

ale... - Wzruszyła ramionami. 

- Ale co? 

-  Nigdy  nie  zdarzyło  się,  żebym  chciała...  -  Chrząknęła.  -  Nie 

spotkałam nikogo, z kim chciałabym być tak blisko - wyznała. 

Daniel czuł, że powinien postępować z nią ostrożnie. 

-  Nie  poczyniliśmy  wobec  siebie  żadnych  zobowiązań  - 

przypomniał, starając się mówić jak najłagodniej. 

-  Oczywiście,  że  nie!  -  odpowiedziała,  jakby  słowo 

„zobowiązania"  przeraziło  ją.  -  To  byłoby  głupie,  biorąc  pod  uwagę 

twoją przyszłość. 

-  W  takim  razie,  jak  tłumaczysz  to,  że...  pozwoliłaś,  bym  zdjął 

ci...? 

- Nie przeanalizowałam tego dokładnie. To zbyt skomplikowane. 

Prawdopodobnie  najmądrzejsze  byłoby  dla  mnie  nie  zbliżać  się  do 

ciebie, ale... 

- Ale? 

Popatrzyła mu w oczy. 

- Ale ja tego chcę. 

Serce zabiło Danielowi mocniej. Okropnie irytowała go sytuacja, 

w  której  widział,  że  to  on  musi  być  osobą  postępującą  racjonalnie, 

podczas  gdy  Erin  wywoływała  w  nim  pragnienia,  które  nie  zanikały. 

Nie był w stanie przestać myśleć o tym, że Erin, pod jego kocem, nie 

ma na sobie niczego. 

background image

- Jestem o  wiele bardziej doświadczony niż ty -  wyznał zarówno 

jej, jak i sobie samemu. 

-  Oczywiście.  Ośmielę  się  powiedzieć,  że,  aby  ci  dorównać, 

musiałabym  chyba  zacząć  swoje  eksperymenty  seksualne  w  wieku 

dwóch lat. 

- Dwóch to przesada - odparł sucho. 

Uniosła  w  niedowierzaniu  brwi  i  zmieniła  odrobinę  pozycję. 

Daniel miał pełną świadomość tego, że poruszyła się, siedząc na nim 

okrakiem. Jęknął. 

Popatrzyła  mu  w  oczy,  a  potem  zrzuciła  z  siebie  koc.  Daniel 

upajał  się  widokiem  jej  nagości  -  bielutkiej  skóry,  jędrnych  piersi, 

smukłej talii, szerokich bioder. Zaczął smakować usta Erin. Pozwoliła 

mu na to, a on wyobrażał sobie bardziej intymny kontakt, którego tak 

silnie pragnął. Erin byłaby mokra i napinałaby mięśnie...  

Aż zadrżał, wyobrażając to sobie. Przesunął palcami po jej skórze 

i  dotknął  piersi.  Pociągnął  Erin  za  sobą,  a  następnie  wsunął  rękę 

między jej uda. Zesztywniała. 

-  Na  razie  chcę  cię  tylko  dotykać...  Jesteś  taka  wilgotna.  Otwórz 

się dla mnie, malutka. Otwórz usta - prosił. 

Znów  zaczął  ją  całować,  jednocześnie  pieszcząc  ją  w  intymnym 

miejscu. Zaczęła wydawać ciche westchnienia, była bliska orgazmu. 

- Och, Danielu! - jęknęła. 

Oddech Erin uspokajał się; popatrzyła na niego. Z jej oczu można 

było  wyczytać  seksualną  satysfakcję.  Przesunęła  dłonią  po  piersi  i 

brzuchu Daniela, i sięgnęła do paska jego spodni. 

background image

Zatrzymał jej rękę. 

- Nie dziś - powiedział, z niezadowoleniem uświadamiając sobie, 

że  za  chwilę  czeka  go  zimny  prysznic,  a nie  gorące  ciało  Erin.  -  Nie 

jesteś gotowa... 

- Słucham? 

-  Nie  jesteś  na  to  gotowa.  Dalszy  ciąg  wywołałby  u  ciebie 

straszną, nie dającą się przerwać czkawkę. 

Cofnęła rękę. 

- Nie jestem dzieckiem. 

-  Nie  powiedziałem,  że  jesteś,  ale  fakty  są  faktami.  Będziesz 

doznawała tego uczucia pierwszy raz. 

Daniel usiadł na kanapie. 

- Czas iść spać - powiedział. - Powinnaś położyć się we własnym 

łóżku. - Ponieważ Erin ociągała się, sięgnął po jej sweter i naciągnął 

go jej na głowę. 

Zmrużyła oczy. 

-  Czy  ty  może  jesteś  jednym  z  tych  mężczyzn,  którzy  pobudzają 

kobietę, a potem nie dają jej tego, czego potrzebuje? 

Daniel zaniemówił na chwilę na to oskarżenie. 

- Nie. Zachowuję się racjonalnie i próbuję być dżentelmenem, ale 

utrudniasz  to,  i  to  bardzo.  Ubieraj  się!  -  wycedził  przez  zaciśnięte 

zęby. 

Erin  stęknęła  ze  złości,  zebrała  resztę  ubrań  i poszła  do  łazienki. 

Daniel  zaklął  pod  nosem  i  potarł  twarz  dłonią.  Wiedział,  że  dobrze 

postępuje. To nie powinno odbyć się ot tak sobie, na fali chwilowego 

background image

pobudzenia.  Poza  tym  to  nie  była  przypadkowa  kobieta,  tylko  Erin 

Lawrence.  

Erin,  w  której  psychice  słabość  przeplatała  się  z  determinacją  i 

siłą. Oddziaływało to na Daniela w trudny do wyjaśnienia sposób. W 

każdym  razie,  ogromnie  pragnął,  żeby  mu  ufała,  i  aby  on  mógł  ufać 

jej.  Założył  sweter.  Erin  wróciła  do  pokoju.  Patrzyła  wzrokiem 

jednocześnie zmysłowym i gniewnym. 

- Wezwę taksówkę - rzuciła. 

- Nie. - Daniel sięgnął po jej kurtkę.  

- Nie ma potrzeby... 

- Jest! - przerwał, podając jej ubranie. 

Ze zbuntowaną miną Erin wsadziła ręce w rękawy kurtki, a potem 

ruszyła  za  Danielem  do  jego  samochodu.  Znowu  padało.  Podczas 

krótkiej  jazdy  do  hotelu  nie  odzywała  się  ani  słowem;  nawet  nie 

spojrzała na Daniela. Cierpiał w milczeniu, aż w końcu, gdy zatrzymał 

samochód przed wejściem do hotelu, powiedział: 

- Po raz pierwszy zobaczyłem cię nagą... 

Odwróciła wzrok. 

- Najwyraźniej jestem nie dość piękna. 

- Jak to? 

-  To  trochę  upokarzające,  kiedy  jest  się  jedyną  osobą  z  pary, 

która... za bardzo się ekscytuje. 

Daniel  patrzył  na  Erin  w  zdumieniu,  a  potem  spojrzał  w  niebo, 

szukając  tam  pomocy.  Przeleciały  mu  przez  myśl  chyba  wszystkie 

background image

przekleństwa,  jakie  słyszał.  Odliczył  do  dziesięciu,  odwrócił  się  ku 

Erin i zapytał: 

- Czy ty naprawdę myślisz, że nie byłem podniecony? 

Wzruszyła ramionami. 

- Nie dość, żeby... 

Zaklął  pod  nosem, a  potem przyciągnął  ją do  siebie  i pocałował. 

Pocałunek  był  ostentacyjnie  namiętny;  choć  i  tak  odsłaniał  ledwie 

wierzchołek góry lodowej odczuwanego przez Daniela pożądania. 

- Jak myślisz, jestem podniecony czy nie?! - spytał cicho, kładąc 

jej rękę na swoim kroczu. 

Spojrzała na niego, zaskoczona. 

- Chcę tego... Ale nie chcę cię skrzywdzić. 

- To co zamierzasz robić? - szepnęła. 

-  Musimy  dojść  do  tego  powoli.  -  Uniósł  dłoń  i  pogłaskał  ją  po 

włosach.  -  Nie  odprowadzę  cię  na  górę,  do  pokoju,  bo  jeśli  zobaczę 

cię w pobliżu łóżka... - Przycisnął usta do jej ust. - Słodkich snów. 

 

Dwa  dni  później,  wieczorem,  gdy  znów  siedzieli  w  samochodzie 

Daniela, Erin złożyła drżące ręce. Daniel zauważył to. 

-  Nie  denerwuj  się.  -  Dotknął  na chwilę  jej  dłoni.  Stali  akurat na 

czerwonym  świetle.  -  Większa  część  mojej  rodziny  jest  przyjaźnie 

nastawiona do ludzi. 

- Nie wątpię. Ale świadomość, że będę jadła kolację z księżniczką 

Emmą,  która  jest  dla  nas,  Altaryjczyków,  niemal  legendą,  paraliżuje 

mnie. 

background image

- Jestem synem legendy? - zażartował Daniel. 

Spojrzeli na siebie i przypominało im się niepełne zbliżenie, jakie 

przeżyli.  Erin  nie  mogła  już  więcej  próbować  zaprzeczać  temu,  jak 

niezwykłym  mężczyzną  jest  Daniel.  Miała  trudności  z  wypieraniem 

się  silnych  uczuć,  które  czuła  do  niego.  Starała  się  to  robić,  aby 

zachować choć odrobinę dystansu do całej sytuacji. 

- Daleko zaszliśmy... - odezwał się Daniel. 

Erin zagryzła wargi. 

-  Masz  rację.  Wybacz,  że  nie  zachowuję  należnego  szacunku 

wobec ciebie. 

-  O  nie,  tylko  nie  to!  Nie  zaczynaj  znowu!  Przecież  nie  chcę, 

żebyś traktowała mnie jak swojego króla. 

- Ale powinnam waszą wysokość tak traktować. 

Daniel  zatrzymał  samochód  na  poboczu,  przyciągnął  Erin  do 

siebie  i  zaczął  całować.  Gdy  przestał,  wzięła  głęboki  oddech,  żeby 

odzyskać równowagę psychiczną. 

-  Myślę,  że  minęliśmy  już  etap  relacji  podwładny  -  zwierzchnik, 

nie uważasz? 

Pokiwała głową. 

-  A  co  będzie,  kiedy  znajdziemy  się  w  Altarii?  Wszyscy  będą 

oczekiwać, że... 

- Tym zajmiemy się później - odparł Daniel i wjechał z powrotem 

na ulicę. 

Erin  poczuła  ból  w  piersi,  wyobraziwszy  sobie,  jak  wszystko 

będzie  musiało  się  zmienić,  kiedy  przeniosą  się  do  Altarii.  Była 

background image

pewna,  że  Daniel  przyjmie  koronę,  i  że  będzie  władał  we  własny 

sposób. Za to jej przyszłość nie była pewna.  

Kiedy  ojciec  dowie  się,  że  nie  doprowadziła  do  realizacji  jego 

planów  względem  Connelly'ego,  będzie  rozczarowany.  A  gdyby 

kiedykolwiek dowiedział się, że zakoch...  

Odsunęła  myśl,  która  ją  przerażała.  Omal  nie  dostała  czkawki. 

Boże,  dopomóż!  Będzie  musiała  poradzić  sobie  z  tym  wszystkim, 

kiedy nadejdzie czas.  

Daniel  zajechał  na  podjazd  pięknego,  starego,  wielkiego  domu  z 

czerwonej cegły. 

- Oto i mój rodzinny dom - powiedział. 

- Jest piękny i bardzo duży. 

- Oboje rodzice chcieli stworzyć liczną rodzinę; wiedzieli więc od 

zawsze, że potrzebny im będzie duży dom, żeby ją pomieścić. 

- Ile masz rodzeństwa? - Erin zawsze ciekawiło to, jak to jest, gdy 

ma się dużą rodzinę. 

- Ośmioro. 

- Próbuję wyobrazić sobie, jak wygląda życie, gdy masz tyle braci 

i sióstr. Człowiek nigdy nie jest samotny. 

-  Nigdy  nie  jest  sam!  -  rzucił  z  goryczą  Daniel.  -  Ale  nie 

zamieniłbym żadnego z nich za wszystkie królestwa Europy, tak samo 

jak moi rodzice. Mimo że każde z nas w swoim czasie dało im się we 

znaki.  -  Uniósł  rękę  i  dotknął  włosów  Erin.  -  Ty  też  dałaś  mi  się  we 

znaki. 

Erin patrzyła na niego, zdumiona. 

background image

- Ja? Przecież zanim zmusiłeś mnie, żebym przestała zwracać się 

do ciebie tak, jak należy, zachowywałam się absolutnie poprawnie. 

Daniel uśmiechnął się filuternie. 

-  Kiedy  ty  wreszcie  zrozumiesz,  że  najbardziej  podobasz  mi  się, 

kiedy zachowujesz się absolutnie niepoprawnie? 

Zanim mogła odpowiedzieć, wysiadł i otworzył jej drzwi. 

- Jesteś gotowa? - Podał jej rękę. 

- Tak - odpowiedziała, choć denerwowała się. 

Daniel  zaprowadził  ją  do  drzwi  domu  i  zadzwonił.  Otworzył 

służący,  natychmiast  ich  wpuszczając.  Na  środku  olbrzymiego  holu 

znajdowała  się  spiralna  klatka  schodowa  prowadząca  na  piętro,  z 

sufitu zwisał  wielki żyrandol. Służący odebrał od nich płaszcze. Erin 

natychmiast  pomyślała,  że  Danielowi  nie  będzie  przeszkadzała 

majestatyczność pałacu królewskiego. 

Do  holu  weszła  z  wrodzoną  elegancją  i  gracją  Emma  Rosemere 

Connelly. 

- Jesteś - odezwała się. Daniel przytulił ją. - Nie widywaliśmy cię 

ostatnio zbyt często. 

- Byłem zajęty szykowaniem się do nowych zadań - wytłumaczył 

się. 

- Oczywiście. Wiem, że nie zobaczę cię długo, kiedy odlecisz do 

Altarii. 

-  To  przesada.  Samolot  taty  jest  w  stanie  przelecieć  Atlantyk.  - 

Daniel  mrugnął  do  Erin.  -  Poza  tym,  z  tego,  co  mówi  Erin, 

Altaryjczycy bardzo się ucieszą z wizyty księżniczki Emmy. 

background image

Dopiero teraz Emma zauważyła Erin. 

-  Proszę  o  wybaczenie!  -  powiedziała.  -  Powinnam  była 

natychmiast  się  z  panią  przywitać.  Widzę,  że  mój  syn  jest  tak  samo 

niepoprawny jak zawsze. To odziedziczył po ojcu. Od lat próbuję go 

ucywilizować, ale możliwości matki są ograniczone. Podziwiam pani 

wytrwałość.  Obawiałam  się,  że  upór  Daniela  może  doprowadzić  do 

tego, że odleci pani do Altarii pierwszym samolotem. 

Erin roześmiała się, zaskoczona otwartością Emmy. 

- Dziękuję pani za tak uprzejme powitanie - odparła. - Przyznam, 

że  musiałam  długo  negocjować  z  Danielem,  żeby  móc  wykonywać 

swoją pracę. Daniel ma silny charakter. 

Emma rozpromieniła się. 

- Rzeczywiście Daniel musi zawsze postawić na swoim. Ma silny 

charakter - powtórzyła, uradowana. Popatrzyła na syna. - Musiałeś ją 

oczarować. 

- Jestem nieodrodnym synem swojej mamy - skomentował. 

-  Niewątpliwie  -  zgodziła  się  Emma,  uśmiechając  się  po 

królewsku.  Ruszyła  z  Erin  i  Danielem  wzdłuż  holu.  -  Tak  się  cieszę, 

że  zdołaliście  oboje  przyjechać.  Podejrzewam,  że  Daniel  nie 

pozostanie w Chicago już zbyt długo. Przykro mi, Erin, że trafiła pani 

akurat  na  jeden  z  najmniej  sympatycznych,  pod  względem  pogody, 

miesięcy. Pamiętam klimat Altarii. Często tęsknię za tamtejszą ciepłą 

zimą... 

background image

Wszyscy  zgromadzili  się  w  salonie.  Ściany  były  wyłożone 

boazerią, stały wzdłuż nich regały z oprawionymi w skórę książkami; 

wokół wisiały trofea myśliwskie. 

Ojciec  Daniela  rozmawiał  akurat  z  młodą  kobietą.  Zobaczył 

wchodzących i uniósł szklaneczkę. 

- Wiwat król! - zawołał, patrząc poważnie, choć z uśmiechem. 

- Wiwat! - odpowiedzieli inni i otoczyli Daniela. 

- Kiedy wylatujesz? - spytała jedna z jego sióstr. 

- Co zrobisz z Jordanem? - chciał się dowiedzieć jeden z braci. 

Daniel uniósł ręce i roześmiał się. 

-  Chwileczkę!  -  zawołał.  -  Jeszcze  nie  jestem  pewien,  kiedy 

wylatuję,  ale,  gdy  to  nastąpi,  zabiorę  Jordana  ze  sobą.  Poza  tym, 

chciałbym  wam  przedstawić  Erin  Lawrence.  Erin,  znasz  już  Bretta.  - 

Erin skinęła głową w stronę Bretta. - To jest mój brat Drew - ciągnął 

Daniel,  wskazując  na  wysokiego  mężczyznę  o  niebieskich  oczach.  - 

Pełni  funkcję  wiceprezesa  do  spraw  oddziałów  zagranicznych 

Connelly Corporation. Jest ojcem sześcioletniej córki, która wykazuje 

wielki talent do komputerów. 

- Miło mi panią poznać - odezwał się Drew, podając Erin rękę. 

-  To  moja  siostra  Maggie  -  kontynuował  Daniel,  przytulając 

długowłosą  szatynkę.  -  Kończy  studia;  jest  z  nas  wszystkich 

najmłodsza. 

- Zawsze „najmłodsza" - jęknęła Maggie. Popatrzyła badawczo na 

Erin. - Jeśli wolno spytać, czym się pani właściwie tutaj zajmuje? 

background image

-  Uczy  Daniela  królewskiej  etykiety  -  odpowiedział  Brett, 

wyraźnie rozbawiony. 

-  O,  rany!  Proszę  przyjąć  moje  wyrazy  współczucia  - 

skomentowała Maggie. 

- Maggie to nieznośny bachor - odciął się Daniel.  

Może i tak, ale spostrzegawczy, pomyślała Erin. 

- Bardzo mi miło panią... ciebie poznać. Co studiujesz? - spytała. 

-  Zarządzanie  i  historię  sztuki  -  odparła  Maggie  takim  tonem, 

jakby  wymienione  przez  nią  dziedziny  były  w  oczywisty  sposób 

powiązane. 

- Ja też interesuję się sztuką. Chciałabym dowiedzieć się więcej o 

twoich studiach. 

Maggie uśmiechnęła się. 

- To może mama pozwoli nam siedzieć przy stole obok siebie. 

-  A  ja  muszę  już  iść  -  odezwała  się  kobieta  o  elegancko 

przystrzyżonych  krótkich,  czarnych  włosach  i  smutnych  oczach.  - 

Umówiłam się wcześniej na kolację z Johnem Parkerem. 

-  Czy  to  jeden  z  biznesmenów,  z  którymi  współpracuje  tata?  - 

upewnił się Daniel. 

- Tak. - Siostra stanęła na palcach i przytuliła go. 

- Króluj w prawdzie i pięknie. Nie przepracowuj się. - Popatrzyła 

na Erin. - Bardzo mi miło panią poznać. Jestem Tara, siostra Daniela. 

Przykro mi, że nie mogę zostać. 

background image

-  Cieszę  się,  że  panią  poznałam,  choć  szkoda,  że  widzimy  się 

tylko przez chwilę. Mam nadzieję, że przyjemnie spędzi pani wieczór 

- odparła Erin. 

W oczach Tary pojawił się dziwny błysk. Zacisnęła usta. 

- Dziękuję. Będę się starać. - Odwróciła się i poszła, machając na 

pożegnanie Danielowi. 

-  Tara  straciła  parę  lat  temu  męża,  w  katastrofie  kolejowej  - 

wyjaśniła Emma. - Do tej pory nie doszła jeszcze do siebie. 

Grant Connelly objął żonę. 

- Kiedyś odzyska radość życia - próbował ją pocieszyć. 

Jednak  w  oczach  obojga  rodziców  Tary  widniał  smutek.  Erin 

zazdrościła  rodzinie  Connellych  spajających  ją  więzów  miłości.  Nie 

zdawali sobie sprawy, jak cenny to skarb.  

Grant podał rękę Erin. 

- Cieszymy się, że mogła pani przyjechać. Emma nigdy by sobie 

nie  wybaczyła,  gdyby  nie  zdołała  umówić  pani  na  wizytę.  Instynkt 

macierzyński  przeważa  u  niej  nad  królewskim  wychowaniem.  Nie 

mogła znieść myśli, że nie ugości pani, podczas gdy znajduje się pani 

tak daleko od domu. Matkuje wszystkim. 

Emma zaczerwieniła się. 

- Przesadzasz. 

- A czy nie zapraszałaś córki Marka? 

-  Catherine  powiedziała,  że  chętnie  nas  odwiedzi,  kiedy  tylko 

uporządkuje  sprawy  ojca.  Oczywiście,  że  ją  zapraszałam.  To  moja 

background image

bratanica.  Wiem,  że  nagła  śmierć  jej  ojca  oraz  dziadka  jest  dla  niej 

okropnym przeżyciem. 

- Pani także przeżywa żałobę... - wtrąciła cicho Erin. 

Emma ujęła jej dłoń. 

-  Dziękuję  bardzo  za  współczucie.  Będę  bardzo  tęsknić  za 

Danielem, jednak trochę będzie mnie pocieszała świadomość, że mój 

syn  kontynuuje  chlubne  tradycje  dynastii  Rosemere.  Jestem 

wdzięczna za każdą pomoc, której jest mu pani w stanie udzielić. 

Erin  doznała  poczucia  winy.  Gdyby  Emma  Rosemere  wiedziała, 

że ojciec Erin pragnie, aby Daniel nie został królem... 

- Czego się pani napije? - spytał Grant. 

- Chętnie napiłabym się białego wina. 

Nadeszła  służąca i  obwieściła,  że  obiad podany.  Zebrani  przeszli 

do długiej jadalni, pięknie udekorowanej lustrami i obrazami. 

Przy  obiedzie  Maggie  usiadła  koło  Erin.  Rozmawiały  o  sztuce  i 

studiach Maggie. Erin natychmiast znalazła w niej bratnią duszę. Nie 

zapominała  jednak  o  obecności  Daniela,  który  siedział  z  jej  drugiej 

strony.  Widać  było,  że  swobodnie  się  czuje  w  otoczeniu  rodziny. 

Rozmawiał i śmiał się.  

Erin przyszło  go głowy,  że Daniel czuje się swobodnie w każdej 

sytuacji. Zawsze pozostaje sobą, prawdziwym mężczyzną, pomyślała, 

wpatrując się w niego. 

- Nie gap się tak! - zbeształ ją szeptem. Zawstydziła się i opuściła 

wzrok na talerz. - Maggie opowiada ci o sztuce - odezwał się głośno - 

ale czy mówiła ci także o swoim umiłowaniu prędkości? 

background image

- Prędkości? 

-  Gdybym  była  mężczyzną,  nie  mieliby  z  tym  problemu  - 

obruszyła  się  Maggie.  -  Mam  lamborghini.  Moi  bracia  woleliby, 

żebym jeździła czymś, co ma słabszy silnik. 

-  Ma  to  niejaki  związek  z  mandatami  za  przekraczanie 

dozwolonej prędkości - wtrącił Grant. 

-  Zazwyczaj  udaje  mi  się  uniknąć  mandatu;  wystarczy,  że 

porozmawiam z policjantem - odparła Maggie. - Niesamowicie jeździ 

się tym autem. Gdybyś kiedyś chciała się przejechać, zapraszam! 

Erin uśmiechnęła się radośnie. 

- Bardzo bym chciała. 

-  Zobaczymy  -  mruknął  Daniel.  -  Obiad  był,  jak  zwykle, 

wspaniały. Dziękuję. Pokażę Erin dom. 

Zaprowadził  ją  na  piętro.  Na  ścianach  wisiały  fotografie  i  olejne 

portrety  członków  rodziny.  Można  było  zobaczyć  dumnego  króla 

Thomasa i spokojną królową  Lucindę. Czarującego księcia Marka, w 

wieku  kilku  lat.  Młodą  księżniczkę  Emmę,  bardzo  piękną,  patrzącą 

zdecydowanym  spojrzeniem.  Zdjęcie  ślubne  Granta  i  Emmy. 

Oprowadzając  Erin,  Daniel  opowiadał  o  swoim  dzieciństwie  i 

wczesnej młodości.  

W  końcu  zaszli  do  małego  gabinetu  o  dużym  oknie.  Zgasił 

światło. 

-  Popatrz  -  powiedział,  pokazując  rosnące  na  zewnątrz  krzaki 

bukszpanu,  oświetlone  tysiącami  białych  światełek.  Przypominało  to 

Erin krainę z bajki. 

background image

- Śliczne! - zawołała. - Od dawna tak to wygląda? Bawiłeś się w 

tych krzakach jako mały chłopiec? 

Daniel skinął głową. 

-  Zawsze  tak  było,  odkąd  sięgam  pamięcią.  Kiedy  byliśmy  mali, 

bawiliśmy  się  w  tych  krzakach  z  rodzeństwem  w  chowanego.  Kiedy 

podrosłem, chodziłem tam czasami w poszukiwaniu samotności. 

Erin poczuła nagły impuls. 

- Czy możemy tam pójść teraz? 

- Jest mróz. 

- Boisz się, że się przeziębisz? 

- Nie. Martwię się o ciebie. 

- Potrafisz mnie rozgrzać. 

- Rzeczywiście. Włóżmy więc płaszcze i chodźmy. 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Znaleźli  się  wśród  krzewów,  otoczeni  mikroskopijnymi  białymi 

żaróweczkami i zimnym, nocnym powietrzem. Stali w samym środku 

gęstwiny.  Było  zimno.  Niebo  przypominało  aksamitną  zasłonę, 

wyszywaną diamentami. 

- Jak tu pięknie! - odezwała się Erin. 

Daniel objął ją, aby było jej cieplej, i odpowiedział: 

-  To  wspaniała  noc,  by  wybrać  sobie  gwiazdę  i  powiedzieć 

życzenie, jeśli wierzysz w takie rzeczy. 

- A ty wierzysz? 

background image

-  Doświadczenie  nauczyło  mnie,  że  jeśli  chcesz,  żeby  coś  się 

stało,  samemu  musisz  to  sprawić.  Ale  mój  ojciec  wywodzi  się  z 

Irlandii, więc znam tradycyjną wiarę w szczęście i magię. 

Erin  podniosła  wzrok  i  natychmiast  pomyślała  mnóstwo  życzeń. 

Takich, które miała od zawsze i o których wiedziała, że są niemożliwe 

do spełnienia. Chciałabym być z moją mamą przez wiele lat, myślała. 

Chciałabym, żebyśmy byli bliżsi sobie z ojcem... 

Zdawała  sobie  sprawę,  że  z  każdym  dniem  wykonanie 

powierzonego  przez  ojca  zadania  staje  się  mniej  realne.  Jednak  w 

ramionach  Daniela  czuła  się  bezpieczniejsza  i  mniej  samotna  niż 

kiedykolwiek  dotąd.  Zastanawiała  się  jedynie,  o  co  ona  mogłaby 

wzbogacić  tak  silnego  człowieka.  Wydawało  się,  że  Daniel  nie 

potrzebuje niczego, a co dopiero jej. 

Zamknęła oczy. Chciałabym, pomyślała, żeby mnie potrzebował. 

Całe życie chciała być komuś potrzebna. 

- Mam życzenie - odezwał się Daniel. 

- Jakie? 

- Chcę, żebyś dotknęła ustami moich warg. 

Erin  stanęła  na  palcach  i  zaczęła  go  całować.  Myślała  przy  tym, 

że chce robić z Danielem  więcej, nawet jeśli ojciec wyrzeknie się jej 

przez to na zawsze. Mając tę świadomość, zatraciła się w pocałunku. 

Wsunęła  ręce  pod  jego  płaszcz,  on  przycisnął  ją  mocniej  do 

siebie. Poczuła gorąco, pomimo mroźnego wieczoru. Całowała go tak, 

że  Daniel  cofnął  się  odrobinę,  oparł  się  czołem  o  jej  czoło  i 

powiedział: 

background image

- Przez ciebie chcę znacznie więcej niż pocałunku. 

Serce  Erin  stanęło  na  moment.  Poczuła  się  jak  na  rozstaju  dróg, 

gdzie,  po  wybraniu  jednej  z  nich,  nie  będzie  już  powrotu.  Zadrżała  i 

podjęła  decyzję.  Wiązały  ją  z  Danielem  silne  uczucia,  mimo  że 

rozsądek mówił, iż nie ma nadziei na trwały związek z następcą tronu 

Altarii. 

- Wybrałeś właściwą gwiazdę - powiedziała. 

Następnych  kilka  minut  minęło  jak  przewijana  na  podglądzie 

scena z filmu. Szybko pożegnali się z rodziną Connellych i pojechali 

do mieszkania Daniela. Niewiele rozmawiali, ale Daniel spoglądał na 

Erin wzrokiem przepełnionym pożądaniem. Podczas każdego postoju 

na czerwonym świetle całował ją namiętnie. 

Kiedy  tylko  znaleźli  się  w  mieszkaniu,  ściągnął  z  niej  płaszcz  i 

sukienkę, jakby nie mógł dłużej znieść tego, że jej nie dotyka. Złapał 

ją wpół i zaniósł do sypialni. Erin czuła się, jakby całe życie czekała 

na tę chwilę. 

Daniel  położył  ją  na  łóżku,  wyjął  z  szuflady  prezerwatywy  i 

zrzucił  ubranie,  odsłaniając  muskularne  ciało.  Zadrżała,  gdy 

zobaczyła,  jak  duże  rozmiary  ma  jego  członek.  Daniel  popatrzył  na 

Erin, położył się, opierając na łokciach i spytał: 

- Jesteś pewna, że tego chcesz? 

Powstrzymała panikę. 

- Tak - powiedziała. 

Zaczął ją całować. 

- Masz fantastyczne piersi. - Pieścił je ustami. 

background image

Dłonie  Daniela  wędrowały  po  ciele  Erin,  docierając  do 

najczulszego miejsca. 

- Jesteś taka piękna. Cała. Dotykaj mnie... 

Erin  przesunęła  powoli  palce  po  ciele  Daniela,  schodząc  coraz 

niżej. Teraz pieścili się oboje dłońmi; Daniel pokazał Erin, jak ma to 

robić.  W  końcu  oznajmiła,  że  chce  poczuć  go  w  sobie.  Nałożył 

prezerwatywę.  Zaczęli  się  kochać.  Daniel  zdawał  sobie  sprawę,  że 

sprawia Erin ból. 

- Jak się czujesz? 

- Dziwnie się czuję od dnia, kiedy cię poznałam... 

Popatrzył na nią z czułością. 

-  Jesteś  taka  słodka.  Sprawiasz,  że  chcę  się  tobą  opiekować. 

Zajmować się... pod każdym względem. 

Powoli zaczął się poruszać i całował Erin. Jego ruchy stawały się 

szybsze.  Erin  poczuła  rosnącą  falę  rozkoszy.  Jeszcze  nigdy  nie  czuła 

się tak spełniona. 

Została  u  Daniela  całą  noc.  Rano  kochali  się  znowu,  a  potem 

poszli  pod  prysznic.  Najchętniej nie  wychodziliby  z  łóżka  przez  cały 

dzień. Daniel zdawał sobie sprawę, że był mężczyzną, który pozbawił 

Erin  dziewictwa.  Nie  potrafił  tego  wytłumaczyć,  ale  miał  ochotę  ją 

chronić.  Próbowała  ukrywać  przed  nim  swoje  lęki,  ale  wiedział  już 

dobrze,  jak  łatwo  ją  skrzywdzić.  Nie  miał  zamiaru  tego  robić.  Czuł, 

jak wielkim zaufaniem go obdarzyła. 

Pod  zwykłym  dla  niej  chłodnym  sposobem  bycia  skrywała  czułe 

wnętrze.  Ta  kobieta  potrzebowała  poczuć  się  sobą,  odkryć  swoją 

background image

prawdziwą  osobowość,  wydobyć  ją  na  zewnątrz.  Daniel  chciał  jej  w 

tym pomóc. Spojrzał na jej nagie ciało i znowu miał ochotę na seks. 

- Dlaczego tak mi się przyglądasz? - spytała. 

- Podziwiam, jaka jesteś piękna. 

- Nie jestem doskonała. 

- Mam nadzieję, że już przerobiliśmy temat doskonałości. Ale... w 

tym wypadku, muszę się z tobą nie zgodzić... Cholera, tak bym chciał 

zrobić to jeszcze raz. 

- Czy to cię przeraża? 

- Nie, ale nie chcę, żeby cię potem bolało. 

-  Ale  całować  mnie  chyba  możesz?  -  zażartowała  Erin, 

przyciągając go do siebie. 

-  Nie!  -  jęknął  Daniel,  kiedy  zaczęła  namiętnie  go  całować. 

Przesuwała dłońmi po jego ciele. 

Erin opuściła dłoń i zaczęła pieścić jego członek. 

-  To  niedobrze,  że  ty  masz  takie  doświadczenie,  a  ja  nie...  Chcę 

być bardziej doświadczona. - Całowała Daniela po piersi. Przesuwała 

usta w dół. 

Z ust Daniela dobył się stłumiony jęk. 

- Erin, co ty robisz? 

Był  tak  zaszokowany  jej  odwagą,  że  przez  chwilę  nie  mógł 

wydobyć z siebie żadnego dźwięku. 

Uniosła głowę. 

-  Powiedz,  czy  dobrze  mi  idzie,  bo  chcę,  żeby  było  ci  jak 

najprzyjemniej. 

background image

Powróciła do poprzedniej czynności, pieszcząc go tak wspaniale i 

z  takim  zapałem,  że  musiał  odsunąć  się  od  niej,  kiedy  doznawał 

orgazmu. 

 

Dwa dni później zadzwonił Brett. Świat, w którym dotychczas żył 

Daniel, zaczął walić się jak domek z kart. Żądni sensacji dziennikarze 

zwiedzieli się o tym, co miało nastąpić. Daniel Connelly miał udzielić 

swojego  pierwszego  wywiadu  jako  przyszły  król  Altarii.  Erin  była  z 

niego bardzo dumna.  

Postanowił  bez  namysłu,  że  wywiad  ma  najpierw  zostać  nadany 

przez  telewizję  i  radio  w  Altarii,  a  dopiero  potem  w  Stanach 

Zjednoczonych. 

ten 

sposób 

uczynił 

gest 

kierunku 

Altaryjczyków.  W  wersji  programu,  którą  wyemitowano  tylko  w 

Altarii,  przy  Danielu  pojawiła  się  Emma,  na  znak  ciągłości  dynastii 

oraz jej tradycji. 

Reporter  z  Altarii  okazywał  odpowiedni  szacunek  oraz  rezerwę 

wobec  następcy  tronu;  Amerykanka  była  bardziej  dociekliwa.  Daniel 

przez cały czas zachowywał spokój i pewność siebie. 

-  Dlaczego  odnoszący  sukcesy  amerykański  biznesmen 

postanowił  przyjąć  głównie  reprezentacyjną  rolę  króla  maleńkiego 

kraju, egzotycznej wysepki? - spytała. 

- Ten biznesmen podjął decyzję, kierując się nieco staromodnymi 

powodami:  honorem  rodziny  oraz  odpowiedzialnością.  Nie  zgadzam 

się  z  panią,  że  funkcje  króla  są  głównie  reprezentacyjne.  Zakres 

działań króla zależy od osoby, która została królem. 

background image

Reporterka wydawała się zdziwiona. 

- Doprawdy?  A  zatem, czy ma wasza wysokość jakieś konkretne 

plany królowania? 

Erin  zdenerwowała  się  na  dziennikarkę,  ale  Daniel  odpowiedział 

gładko: 

-  Byłoby  niewłaściwe,  gdybym  przyjął  koronę  z  zamiarem 

zmienienia  wszystkiego.  Altaria  radziła  sobie  od  wieków  bez  moich 

pomysłów.  Z  drugiej  jednak  strony  czułbym  się  nieodpowiedzialny, 

gdybym nie spróbował niczego zrobić.  

W  tej  chwili  analizuję  możliwość  rozbudowy  lotniska  na  Altarii. 

Ożywiłoby  to  zarówno  ruch  turystyczny,  jak  i  gospodarkę  wyspy. 

Zamierzam  rozważyć,  w  jaki  sposób  otworzyć  w  Altarii  pierwszą 

szkołę  wyższą.  Chcę  także  dokonać  audytu  wszystkich  agend 

rządowych,  w  tym  Instytutu  Rosemere,  ufundowanego  przez  moją 

rodzinę. 

Erin  wiedziała,  że  jej  ojciec  musi  być  w  tym  momencie  bliski 

omdlenia;  mimo  to  czuła  się  zainspirowana  tym,  co  powiedział 

Daniel. 

- Jest znakomity - szepnął jej w ucho jeden z pracowników działu 

public  relations  Connelly  Corporation.  -  Ma  talent  do  rozmów  z 

dziennikarzami. Chyba urodził się do bycia królem. 

-  To  prawda, urodził  się...  -  mruknęła  Erin,  i  w  tej chwili  znowu 

uświadomiła  sobie,  że  jej  relacja  z  Danielem  wkrótce  ulegnie 

dramatycznej zmianie. 

Serce jej się ścisnęło. 

background image

-  Nie  zamierza  więc  pan  tylko  nosić  królewski  strój?  -  upewniła 

się tymczasem dziennikarka. 

Daniel uśmiechnął się. 

- To absolutnie nie do pomyślenia. 

- Proszę powiedzieć mi coś o Instytucie Rosemere. 

- Instytut ten został ufundowany przez mojego dziadka, zmarłego 

niedawno tragicznie króla Thomasa, w celu rozwoju i promocji badań 

naukowych: technicznych oraz medycznych. W szczególności po tym, 

jak  moja  babka  umarła  na  raka,  w  Instytucie  Rosemere  prowadzi  się 

zakrojone na dużą skalę badania nad zwalczaniem nowotworów. 

Daniel  potrafił  wykorzystać  swój  czar  i  inteligencję,  i  świetnie 

radził  sobie  z  pytaniami.  Jego  powaga,  wyraz  namysłu,  jaki 

przybierała jego twarz, a jednocześnie jego bezpośredniość na pewno 

będą zjednywać mu ludzi. 

Kiedy wywiad dobiegał końca, Erin była już pewna, że Connelly 

jest  najlepszym  kandydatem  na  króla  Altarii.  Kiedy  zdjął  z  klapy 

marynarki  mikrofon  i  pożegnał  się  z  dziennikarką,  rozejrzał  się  po 

studiu i zawołał: 

- Erin? 

Serce  zabiło  jej  żywo.  Pomachała  mu  dłonią.  Zobaczył  ją, 

uśmiechnął się i podszedł do niej. 

-  Jestem  głodny  po  pojedynku  z  tą  diablicą  -  mruknął.  -  Wolisz 

chicagowskie hot-dogi czy pizzę? 

- A nie powinniśmy teraz być ostrożniejsi? 

background image

- Od jutra rana - ocenił Daniel. Erin natychmiast zaczęła odliczać 

sekundy dzielące ich od następnego ranka. - Mamy przed sobą jeszcze 

jedną noc bez śledzących nas dziennikarzy. Nie zmarnuję jej - obiecał. 

Erin  i  Daniel  korzystali  z  każdej  minuty  tego  popołudnia  i 

wieczora.  Kupili  na  wynos  hot-dogi.  Connelly  karmił  Erin  w 

najbardziej  prowokujący  sposób,  jaki  była  sobie  w  stanie  wyobrazić. 

Nie  pozostawała  mu  dłużna,  jedząc w  podobnym  stylu.  Szybko  więc 

zapomnieli o jedzeniu. 

Daniel wstał wcześnie. Obudził Erin, ponaglał ją, żeby szybko się 

ubrała. Wyprowadzili Jordana na krótki spacer. 

-  Mamy  dziś  słoneczny  dzień  -  odezwał  się  Daniel,  gdy  szli, 

trzymając się za ręce. 

- Mroźny i słoneczny. 

- Rozgrzeję cię. - Zwolnił i pocałował Erin. 

-  Będziesz  miał  dzisiaj  zbyt  wiele  spotkań,  żeby  zdążyć  mnie 

rozgrzać - powiedziała łagodnym tonem. 

-  Nigdy  nie  będę  zbyt  zajęty,  żeby  cię  rozgrzać,  Erin.  Nie 

zapominaj o tym - podkreślił. Znów złapał ją za rękę i ruszyli dalej. 

Kiedy  wyszli  zza  rogu,  rozległ  się  odgłos,  jakby  w  starym 

samochodzie strzeliło coś w gaźniku. Dźwięk ten przeszył powietrze. 

Rozbiła  się  szyba  w  oknie,  tuż  ponad  Erin.  Spojrzała  w  górę, 

wystraszona. 

- Na ziemię!!! - wrzasnął Daniel, popychając ją mocno.  

Rozległ  się  drugi  strzał,  a  potem  pisk  opon.  Czarny  samochód 

odjechał szybko. 

background image

Erin ogarnęło przerażenie. Skuliła się przy Danielu. 

-  Daniel?  -  odezwała  się  nagle.  Serce  jej  zamarło  -  nie 

odpowiadał.  Odwróciła  ku  sobie  jego  twarz  i...  omal  nie  zemdlała. 

Jego czoło krwawiło. 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Kilka  godzin  później  Erin  siedziała  z  Danielem  w  jego 

mieszkaniu.  Uspokoiła  się  trochę.  Wcześniej  przesłuchała  ich  oboje 

policja,  potem  mężczyźni  z  rodziny  Connellych  odbyli  prywatne 

spotkanie.  W  tej chwili  za  drzwiami mieszkania  czuwał  gwardzista  z 

Altarii. Daniel popatrzył na Erin. 

- Kula ledwie rozcięła mi skórę... 

Erin zrobiło się niedobrze. 

- Byłeś zakrwawiony. Ranili cię. 

Przytulił ją. 

- Ty też mogłaś zostać ranna. 

-  Ocaliłeś  mi  życie!  -  W  oczach  Erin  zebrały  się  łzy.  -  Jeszcze 

nigdy nie byłam tak przerażona! - Co by było, gdyby został poważnie 

trafiony? myślała.  Gdyby naprawdę  go straciła?! Mimo że  wiedziała, 

iż  Daniel  nigdy  nie  będzie  z  nią,  nie  mogła  znieść  myśli  o  jego 

śmierci. Zaczęła drżeć. 

Daniel cofnął się trochę. 

- Trzęsiesz się! Przestań. Nic ci się nie stało i mnie nic nie jest. A 

poza tym zapadła decyzja - jutro ty i ja lecimy do Altarii. 

- Kto podjął tę decyzję? Gwardia? 

background image

- Gwardia, moi bracia, ojciec i ja. Czas, żebym dokonał kolejnych 

kroków na drodze przeistaczania się w króla. Wolałbym udawać przed 

wszystkimi i sobą, że to było przypadkowe ostrzelanie przez młodych 

zwyrodnialców, ale... - Pokręcił głową. 

-  Ale  to  zbyt  dziwny  zbieg  okoliczności,  żeby  próbowano  cię 

zabić następnego ranka po nadaniu wieczorem wywiadu z tobą. 

- Najwyraźniej ktoś nie chce, żebym został królem. 

Erin przeraziła się. Pomyślała o swoim ojcu. Wiedziała jednak, że 

nie posunąłby się do zbrodni. 

- Dlaczego? 

-  Nie  wiem.  Nie  mogę  tracić  czasu  na  rozmyślanie  o  moich 

przeciwnikach.  Tym  zajmie  się  gwardia.  Mam  do  zrobienia  dużo 

ważnych rzeczy. 

Erin pokręciła głową. 

-  Mogłeś  zginąć!  Przyjmujesz  to  tak  spokojnie?  Nie  wahasz  się 

teraz, czy zostać królem? 

-  Nie.  To  mnie  jeszcze  utwierdza  w  przekonaniu,  że  dokonałem 

słusznego wyboru. Parę osób mówiło mi, że kompetencje króla Altarii 

są  ograniczone,  a  funkcje  -  głównie  reprezentacyjne.  Że  król  nie  ma 

możliwości, żeby wiele zdziałać. Jednak jeśli tak jest, to dlaczego ktoś 

chce mnie zamordować? 

 

Erin,  Daniel  i  kilku  członków  gwardii  królewskiej  polecieli 

nazajutrz  wyczarterowanym  samolotem  do  Altarii.  Erin  nie  miała 

background image

pojęcia, co się zdarzy po ich przybyciu na wyspę. Wiedziała tylko, że 

jej relacje z Danielem zmienią się dramatycznie. 

Gdy wylądowali, była noc. Tak zaplanowano, żeby zwrócić na ich 

przylot  jak  najmniej  uwagi.  I  tak  jednak  wieść  o  nim  musiała  się 

rozejść,  gdyż  przed  lotniskiem  stał  wielki  tłum  mieszkańców  oraz 

kilka limuzyn. Ludzie trzymali powitalne transparenty. 

- Będziemy szli razem - powiedział Daniel do Erin. 

- To wykluczone. 

- Dlaczego? Poza tym, że to „nieodpowiednie". 

- To powinno wystarczyć - odparła, targana emocjami. - Nie chcę, 

żebyś  musiał  odpowiadać  dziennikarzom  na  jakiekolwiek  pytania 

dotyczące mnie. 

-  Po  wywiadzie,  jakiego  udzieliłem  w  Chicago,  poradzę  sobie  z 

każdym pytaniem. 

- Bardzo cię proszę: nie! - nalegała. 

- Uparłaś się? 

- Wolę to nazwać w ten sposób, że mam w tej sprawie stanowcze 

zdanie.  -  Uśmiechnęła  się.  -  Musisz  przywitać  się  ze  swoimi 

poddanymi.  Ucieleśniasz  ich  związki  z  przeszłością  i  nadzieje  na 

przyszłość.  Sama  twoja  obecność  będzie  dla  nich  źródłem  wielkiej 

ulgi. 

- Dobrze. Ale musisz pojechać ze mną do pałacu. 

Erin pokręciła głową. 

- Nie ustąpię - powiedział Daniel. - Jeśli potrzebujesz oficjalnego 

zadania,  to  jesteś  dworskim  posłańcem  i  twoim  pierwszym 

background image

obowiązkiem  jest  zawieźć  do  pałacu  Jordana  oraz  zorganizować  dla 

niego  wszystko,  co  trzeba.  Powiedziano  mi,  że  nie  będzie  musiał 

zostać poddany kwarantannie. 

- Jordana?! 

- Tak. Chcę, żeby  w pałacu przez dwadzieścia cztery godziny na 

dobę były przynajmniej dwie istoty, które są po mojej stronie. Jordan i 

ty.  -  Daniel  pocałował  Erin.  -  Czy  masz  dla  mnie  jakieś  ostatnie, 

konkretne  instrukcje  związane  z  etykietą,  zanim  wyjdę?  Czy  krawat 

dobrze leży? 

Erin poprawiła  mu krawat  zesztywniałymi  palcami.  Daniel  może 

próbować z tym walczyć, ale to był początek końca ich związku. 

-  Pozwól  im  kłaniać  się  tobie  -  poradziła.  -  Pragną  okazać  ci 

szacunek. Będziesz wspaniałym królem. 

Daniel popatrzył na nią poważnie. 

- Do zobaczenia w pałacu. 

Jordan nie chciał współpracować. Erin musiała wysłać jednego z 

gwardzistów  po  befsztyk,  aby  przekonać  ogromne  psisko  do  tego, 

żeby  z  nią  poszło.  Porzuciła  próby  zaciągnięcia  go  z  powrotem  do 

klatki, w której przebył Atlantyk. Jordan warczał na każdego nowego 

człowieka, jakiego widział. W końcu uspokoił się na tyle, że wszedł z 

Erin do limuzyny.  

Kiedy jechali do pałacu, z początku pies zachowywał się w miarę 

spokojnie, ale potem zaczaj sapać i wyć. Był wyraźnie zaniepokojony 

i tęsknił za Danielem. Erin trudno było go za to winić. Gdy wysiedli, 

wyprowadziła  Jordana  na krótki  spacer.  Akurat  wtedy,  kiedy  wracali 

background image

do pałacu, zajechała kawalkada samochodów wioząca następcę tronu. 

Gdy wysiadł, Erin ledwie była w stanie utrzymać psa na miejscu. Wył 

i szczekał. 

Daniel spojrzał w ich stronę i zawołał: 

- Proszę go przyprowadzić! 

Jordan  ciągnął  Erin  za  sobą,  aż  dotarli  do  jego  pana.  Pies  zaczął 

podskakiwać  z  radości.  Connelly  głaskał  go  i  przemawiał  do  niego 

łagodnie. Popatrzył na gotycki pałac, pokiwał głową, a potem spojrzał 

na Erin. 

-  Wygląda  na  to,  że  powinniśmy  zmieścić  tu  ekspertkę  od 

królewskiej etykiety i posłańca. 

-  Tak  jest,  wasza  wysokość  -  odpowiedziała  Erin,  zdając  sobie 

sprawę, że pracownicy dworu przyglądają się im. 

- Nie zaczynaj znowu. 

-  Muszę  -  wytłumaczyła  szeptem.  -  Wszyscy  oczekują  ode  mnie 

takiego sposobu zwracania się do ciebie. 

Daniel skrzywił się. 

- Nie podoba mi się to - burknął. 

-  Jeśli  wasza  wysokość  wybaczy,  nie  musi  się  to  waszej 

wysokości podobać. 

- Chodźmy już. 

- Wasza wysokość musi iść przodem. 

Daniel 

powstrzymał 

się 

przed 

wypowiedzeniem 

kilku 

przekleństw.  Chciał  przystosować  się  do  nowej  sytuacji.  Dawno  już 

nauczył  się,  jak  ważna  jest  umiejętność  adaptacji.  Po  wydarzeniach 

background image

ostatnich  kilku  dni  Erin  musiała  odgrywać  przed  ludźmi  rolę 

królewskiej  poddanej.  Daniel  rozumiał  jednak,  że  to  mądre 

postępowanie. 

Odźwierny  przywitał  go  ukłonem.  Daniel  podał  mu  rękę.  W 

oczach  mężczyzny  widać  było  błysk  zaskoczenia,  choć  zachował 

nienaganną postawę i milczenie. 

Przewodnik  oprowadził  następcę  tronu  po  zamku.  Mimo 

zmęczenia,  Daniel  przyglądał  się  wspaniałym  sztukateriom, 

gobelinom,  posadzkom  z  czerwonych  kafli,  na  których  leżały 

wschodnie  dywany.  Przedstawiono  mu  piętnaścioro  pracowników 

dworu. 

Pozwolił im ukłonić się grzecznie, po czym podał każdemu rękę. 

Poprosił administratora pałacu o pokój dla Erin. Dotarłszy do swoich 

prywatnych  komnat,  odesłał  straż  i  służbę.  Mimo  łagodnych 

sprzeciwów administratora, polecił, aby Erin przyprowadziła Jordana. 

Ściągnął marynarkę i krawat i rozejrzał się. Salon był nadzwyczaj 

elegancki,  umeblowany  pięknymi,  zabytkowymi  przedmiotami.  Było 

w  nim  jednak  zbyt  ciemno,  jak  na  potrzeby  Daniela.  W  gabinecie 

znajdowały  się  regały  pełne  oprawionych  w  skórę  książek  oraz 

wspaniałe biurko. Musiał używać go dziadek Daniela.  

Poczuł  skurcz  w  żołądku,  wyobrażając  sobie  swojego  dziadka 

siedzącego  za  tym  biurkiem  i  wszystkich  jego  królewskich 

poprzedników. Zdawał sobie teraz w pełni sprawę z tego, kim został. 

Dynastia  Rosemere  panowała  w  Altarii  od  wieków.  Władcy  wyspy 

odznaczali się troską o los poddanych, łagodnością i honorem.  

background image

Daniel  był  zdeterminowany  kontynuować  rodzinne  tradycje. 

Kątem  oka  zauważył  Jordana,  obwąchującego  swój  nowy  dom. 

Spostrzegł  i  Erin.  Szukała  czegoś  w  małej  lodówce.  Daniel  ucieszył 

się na jej widok. 

-  Czy  masz  ochotę  na  kanapkę?  -  spytała.  -  Przed  twoim 

przyjazdem  musieli  zapełnić  lodówkę.  Widzę  tu  szynkę,  indyka, 

pieczeń i ser. 

- Mam ochotę na pocałunek - powiedział. 

Erin  wydała  mu  się  piękna,  łagodna  i  uosabiała  wszystko,  czego 

od  dawna  potrzebował,  choć  nawet  nie  zdawał  sobie  z  tego  sprawy. 

Kiedy się uśmiechnęła i podeszła do niego, trudne sprawy wydały się 

mniej  obciążające,  a  zmęczenie  -  mniej  dokuczliwe.  Pocałowała  go. 

Przytulił  ją,  ciesząc  się  z  dotyku  jej  ciała.  W  tym  momencie  ktoś 

zapukał do drzwi. 

-  Przecież  powiedziałem  im,  żeby  sobie  poszli!  -  jęknął  Daniel. 

Jordan zaszczekał na przybysza. 

-  Powinieneś  odpowiedzieć  -  upomniała  Erin,  głaszcząc  Daniela 

po policzku. - Przytrzymam Jordana. 

Daniel  otworzył  i  zobaczył  wysokiego,  chudego  jak  patyk, 

łysiejącego mężczyznę. 

-  Wasza  wysokość,  nazywam  się  Gregor  Paulus.  Byłem 

asystentem księcia Marka. Błagam o wybaczenie za moje wtargnięcie. 

Nie  mogłem  zostać  przedstawiony  waszej  wysokości  wcześniej, 

ponieważ  zamawiałem  dla  waszej  wysokości  kolację,  którą  właśnie 

przyniosłem. Czy mogę wejść? 

background image

Paulus  z  pozoru  zachowywał  się  jak  uosobienie  grzeczności, 

jednak równocześnie nie miał w sobie rezerwy charakterystycznej dla 

pozostałych pracowników dworu. Wydawało się,  że lubi postawić na 

swoim.  Daniel  pomyślał  jednak,  że  może  tak  mu  się  tylko  wydaje, 

gdyż jest zmęczony lotem i wszystkim, co się działo. 

- Proszę bardzo, i dziękuję, Gregor. 

Paulus  wszedł  i  omal  nie  upuścił  tacy,  gdy  zaczął  na  niego 

szczekać Jordan. 

-  To  pan  Gregor  Paulus,  a  to  Erin  Lawrence,  moja  ekspertka  od 

królewskiej etykiety oraz posłaniec - przedstawił sobie nieznajomych 

Daniel. - To mój pies, Jordan - dodał. 

Paulus przywitał się grzecznie z Erin i ostrożnie wyciągnął rękę w 

kierunku  psiego  łba.  Najwyraźniej  nie  był  miłośnikiem  psów.  Nie 

spuszczając Jordana z oka, przeszedł na drugą stronę pokoju. 

-  Chciałem  osobiście  powitać  waszą  wysokość  -  powiedział.  - 

Wiem,  że  wasza  wysokość  wprowadzi  w  pałacu  wiele  zmian,  i 

chciałbym powiadomić, że jestem do dyspozycji o każdej porze. 

Daniel zastanowił się, czy nie poprosić Paulusa o wyprowadzenie 

Jordana, ale pomyślał, że byłby to zły pomysł. 

-  Jestem  pełen  uznania  wobec  tak  uprzejmego  zapewnienia  - 

powiedział.  -  Będę  cię  wzywał  w  razie  potrzeby.  To  bardzo  miłe  z 

twojej  strony,  że  przygotowałeś  kolację.  Dzisiaj  planuję  jak 

najszybciej położyć się spać. 

Paulus skłonił głowę, wciąż zerkając na Jordana. 

background image

-  Rozumiem,  jednakże,  gdyby  wasza  wysokość  potrzebował 

czegokolwiek,  choćby  najdrobniejszej  rzeczy,  proszę  wzywać  mnie 

bez wahania. - Po tych słowach kamerdyner wyszedł tyłem. 

- Czy mnie się tylko zdawało, czy ten facet trochę się narzucał? - 

zapytał Daniel. 

-  Odzywał  się  z  wzorcową  grzecznością  i  szacunkiem...  ale 

rzeczywiście, ma w sobie coś, co mnie zaniepokoiło. 

-  I  nie  spodobał  mu  się  Jordan.  Można  wiele  powiedzieć  o 

człowieku na podstawie tego, czy lubi psy. Chciałbym... żebyś została 

ze mną na noc - zakończył niespodziewanie Daniel.  

Spodziewał się protestu. Rzeczywiście, Erin pokręciła głową. 

- To nie byłoby odpowiednie. Boże broń, żeby służba od początku 

zaczęła plotkować na nasz temat. Nie mogę pozwolić, żebyś... 

Daniel  zaczął  całować  Erin,  zamykając  jej  w  ten  sposób usta.  W 

końcu nie miała już ochoty protestować.  

 

Następnego ranka, kiedy Daniel jadł śniadanie w jednej ze swoich 

komnat, zadzwonił telefon. 

- Cholera, lepiej, żeby nie zawracali mi głowy codziennie od rana 

-  zagderał  -  bo  inaczej  każę  zastrzec  ten  numer  przed  wszystkimi. 

Halo? 

-  Cześć,  Danielu,  tu  Brett.  -  W  glosie  Bretta  słychać  było 

niepokój. 

- Słucham. 

background image

-  Dobrze,  że  mnie  wreszcie  połączyli.  Dzwoniłem  już  dwa  razy, 

ale nie zgodzili się mnie połączyć, bo „jego wysokość śpi".  

- Będę musiał im powiedzieć, żeby  łączyli telefony  od członków 

mojej rodziny. Jakie masz wieści? 

-  Raczej  niedobre,  chociaż  jeszcze  wszystko  rozpracowujemy. 

Mamy  podejrzenia,  że  król  Thomas  i  książę  Mark  zostali 

zamordowani. 

- Co?! 

-  Tak.  Wydaje  nam  się,  że  ta  katastrofa  jachtu  to  wcale  nie  był 

wypadek.  Zatrudniliśmy  detektywa.  Nazywa  się  Albert  Dessage.  To 

Francuz;  wkrótce  przyleci  do  Altarii.  Zamachem  na  ciebie  również 

zajmuje  się  detektyw,  z  chicagowskiej  policji.  Nazywa  się  Elena 

Delgado. 

Daniel analizował to, co usłyszał od brata. Dlaczego ktoś chciałby 

zamordować  króla  Thomasa?  zastanawiał  się.  Nie  znał  dobrze 

swojego  dziadka  ze  strony  matki,  jednak  wydawało  mu  się,  że 

Thomas był człowiekiem o silnym charakterze i dobrym królem. 

- Jesteś tam? - odezwał się znowu Brett. 

Daniel potarł twarz dłonią. 

- Tak. Zastanawiam się, komu tu mogę ufać. 

- Uważaj na siebie. Miej oczy dookoła głowy! 

- Będę uważał. 

- Jak wygląda pałac? 

- Stary, ciemny...  Ale  za to na dworze dwadzieścia trzy stopnie i 

mam fantastyczny widok na plażę. 

background image

- A u nas jest minus dziesięć i pada śnieg. 

- To przyjedź z wizytą! - Daniel roześmiał się. 

-  Nie  mogę.  Muszę  zajmować  się  tą panią  detektyw.  To  straszna 

jędza! Będę kończyć. Uważaj na siebie! 

- Dzięki. Informuj mnie o rozwoju sytuacji. 

Daniel rozłączył się, podszedł do Erin i przytulił ją. 

- Cieszę się, że jesteś tu ze mną - powiedział. 

- Co się stało? 

-  Im  więcej  dowiaduję  się  o  tym,  co  się  tu  dzieje,  tym  bardziej 

jestem  przekonany,  że  nie  mogę  ufać  ludziom,  którzy  mnie  otaczają. 

Wiem tylko, że mogę ufać tobie. 

Erin westchnęła i spuściła głowę. 

- Aż tak źle nie może być - powiedziała. - Muszą być jacyś ludzie 

oprócz mnie, którym możesz zaufać. 

Daniel uśmiechnął się smutno. 

-  Będzie  dobrze,  ale  na  razie  sytuacja  nie  jest  bezpieczna.  Król 

Thomas  i  książę  Mark  zostali  zamordowani.  Mnie  także  próbowano 

zabić. To niezbyt przyjemne. 

-  Jak  to:  król  Thomas  został  zamordowany?!  -  Erin  nie  wierzyła 

własnym uszom. - To okropne! Jeśli  to prawda, jego mordercy mogą 

chcieć  zabić  i  ciebie!  -  Pobladła.  -  Danielu,  musisz  być  bardzo 

ostrożny!... 

- Będę. 

Daniel  wiedział,  że  Erin  martwi  się  o  niego.  Kiedy  ją  poznał  i 

zachowywała  się  tak  sztywno,  nie  przypuszczał,  że  ta  kobieta  tak 

background image

mocno  na  niego  podziała.  Wydawała  mu  się  na  to  zbyt  młoda,  zbyt 

niedoświadczona. 

A  teraz  czuł,  że  to  dobrze,  że  z  nią  jest.  Popatrzył  jej  w  oczy. 

Zastanawiał się, czy Erin zdaje sobie sprawę, że z dnia na dzień staje 

się dla niego coraz ważniejsza. 

 

-  Król  Thomas nieczęsto kontaktował się bezpośrednio z  ludźmi. 

Zachowywał tradycję oraz królewską godność i pokazywał się raczej 

podczas  oficjalnych  uroczystości  -  mówił  do  następcy  tronu  premier 

Altarii, podczas ich pierwszego spotkania w pałacowej sali posiedzeń 

rządu. Wokół siedziało dwanaścioro pracowników kancelarii premiera 

oraz pałacowej. 

-  Zgadzam  się,  że  oficjalne  wystąpienia  są  ważne  dla  ludzi  - 

odpowiedział  Daniel,  myśląc,  że  jeśli  premier  jeszcze  raz  powtórzy 

„król Thomas robił tak a tak", on chyba złamie któreś z zabytkowych 

krzeseł.  -  Ponieważ  jednak  obywatele  Altarii  jeszcze  mnie  nie  znają, 

sądzę,  że  byłoby  dobrze  umożliwić  im  bliższy  kontakt  z  królem. 

Powinni mnie poznać i ja powinienem poznać ich. 

Premier,  Louis  Gettel,  odchrząknął  i  poprawił  krawat.  Był 

powściągliwym  w  sposobie  bycia,  inteligentnym  mężczyzną  w 

średnim wieku. 

-  Czy  wolno  mi  zapytać  waszą  wysokość,  jak  zamierza  poznać 

obywateli Altarii? - spytał. 

background image

-  Chciałbym  odwiedzić  parę  szkół  i  gospodarstw  rolnych. 

Zaprosić do pałacu właścicieli różnych firm, aby mogli opowiedzieć o 

swoich problemach.  

Premierowi  zaczęła  drgać  lewa  powieka.  Daniel  miał  ochotę 

zażartować,  że  na  wiosnę  zaplanował  w  pałacu  zbiorowe  orgie; 

powstrzymał się jednak.  

-  Już  poprosiłem  znajomego  o  przeanalizowanie  możliwości 

przedłużenia  pasa  startowego  lotniska.  Proszę  także  o  kompletny 

audyt  oraz  analizę  stanu  bezpieczeństwa  wszystkich  agend 

rządowych, w tym Instytutu Rosemere. 

Premier skłonił głowę. 

-  Polecenie  waszej  wysokości  zostanie  wypełnione.  Asystenci 

przydzieleni do tych zadań... 

- Sam będę nadzorował wykonanie tej pracy - przerwał Daniel. 

Gettel uniósł brwi. 

- Jak wasza wysokość sobie życzy. 

- Czy mogę być z panem szczery? 

Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony. 

- Oczywiście, wasza wysokość. 

-  Według  wszelkich  danych,  jest  pan  znakomitym  premierem. 

Altana ma szczęście, że pracuje pan dla jej dobra. 

- Cóż, bardzo dziękuję... - Na twarzy Gettela odmalował się wyraz 

radości oraz ulgi. 

-  Nie  mam  zamiaru  być  premierem,  nie  jestem  także  królem 

Thomasem - ciągnął Daniel. - Chcę natomiast być najlepszym królem. 

background image

Premier  zamrugał  oczami,  jakby  każde  kolejne  zdanie 

Connelly'ego  zaskakiwało  go.  W  jego  oczach  znów  pojawił  się 

niepokój. Uśmiechnął się nieznacznie. 

-  Niczego  więcej  nie  możemy  od  waszej  wysokości  oczekiwać  - 

powiedział.  

Daniel  wyciągnął  rękę.  Uścisk  premiera  był  silny  i  pewny. 

Connelly nabrał nadziei, że może na jego drodze nie leżą same kłody. 

Po  spotkaniu  z  Gettelem  poszedł  poszukać  Erin.  Chciał  opowiedzieć 

jej  o  nim.  Rozmawiała  z  kimś  w  jednej  z  sal.  Kiedy  się  zbliżył, 

usłyszał: 

-  Cieszę,  się,  że  wróciłaś  cała  i  zdrowa  -  mówił  mężczyzna.  - 

Wygląda na to, że udało ci się wykonać zadanie. 

To  musi  być  ojciec  Erin,  pomyślał  Daniel.  Był  ciekaw  ministra 

spraw zagranicznych. Przyspieszył kroku. 

- Ojcze, wydaje mi się, że nie... 

- Nie musisz być aż taka skromna. Widać, że stałaś się dla niego 

osobą  niezbędną.  Jestem  pewien,  że  wyperswadowałaś  mu  pomysły 

wszelkich znaczących zmian, jakie zamierzał wprowadzić. 

- Ojcze, naprawdę nie uważam, żebym... 

- Wprawdzie nie udało ci się znaleźć sposobu na odwiedzenie go 

od  przyjęcia  korony,  jednak  nie  odstępuje  cię  na  krok,  słuchając 

twoich zaleceń. Dokładnie tak chciałem. 

Daniel  intensywnie  myślał.  Czy  ojciec  Erin  zaplanował  coś 

wspólnie  z  córką?  Czy  ona  świadomie  starała  się  osiągnąć  jakiś  cel? 

Czy cały czas go oszukiwała? 

background image

- Ojcze, Daniel Connelly jest... 

- Jestem z ciebie bardzo dumny. 

Daniel  poczuł  wściekłość.  Wszedł  do  komnaty  i  spojrzał  Erin  w 

oczy.  Wzdrygnęła  się  z  przerażeniem  i  pobladła.  W  jej  spojrzeniu 

malowało  się  poczucie  winy.  Daniel  czuł  się  okropnie.  Popatrzył  na 

ministra spraw zagranicznych i rzucił: 

-  Panie  ministrze,  nie  poznaliśmy  się  jeszcze...  Jestem  Daniel 

Connelly. 

Ojciec  Erin  był  chudym,  niskim,  lekko  łysiejącym  człowiekiem. 

Przeraził się tak, że nie zdołał tego ukryć. Skłonił się nisko. 

- Witam waszą wysokość! 

- Chciałbym powiedzieć - oznajmił Daniel - że pańska córka może 

i  stała  się  dla  mnie  osobą  niezbędną,  jednak  nigdy  w  życiu  nie 

postępowałem  według niczyich zaleceń, z  wyjątkiem zaleceń mojego 

ojca. I to nie przyszło mu łatwo. - Popatrzył na Erin. - Wygląda na to, 

że zaufałem niewłaściwej osobie! - Po tych słowach wyszedł. 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

Erin  pognała  za  Danielem,  roztrzęsiona.  Usłyszała,  że  ojciec 

woła: 

- Erin, wracaj natychmiast! 

Nie mogła ani chwili dłużej udawać, że zgadza się z ojcem, nawet 

jeśli  oznaczało  to,  że  nigdy  nie  staną  się  sobie  bliscy,  za  czym  tak 

tęskniła. Myślała przede wszystkim o Danielu. Jej serce i przekonania 

background image

były  po  jego  stronie.  Czuła  się  strasznie.  Doszedł  do  wniosku,  że 

zawiódł się na niej. 

-  Danielu!  -  zawołała.  -  Błagam  cię,  stój!  Pozwól  mi 

wytłumaczyć...! 

Powoli odwrócił się, patrząc z pogardą. 

-  Masz  dwie  minuty.  Spieszę  się  na  następne  spotkanie  - 

powiedział, otwierając drzwi do komnaty prowadzącej do prywatnych 

apartamentów. 

Dwie minuty! Erin była bliska paniki. Wpadła za nim do salonu. 

Jakby  wszystkiego  było  mało,  bała  się,  że  dostanie  czkawki.  Daniel 

popatrzył na nią kamiennym spojrzeniem. 

Wzięła głęboki oddech. 

- Rozumiem, jak musiałeś odebrać moją rozmowę z ojcem, jednak 

nie słyszałeś wszystkiego. 

- Nie jestem pewien, czy chcę usłyszeć wszystko - odparł Daniel, 

zakładając ręce na piersi. 

Erin zagryzła wargi. 

-  To  prawda,  że  ojciec  prosił  mnie,  abym  zniechęciła  cię  do 

przyjęcia korony. On boi się zmian; a ponieważ jesteś Amerykaninem, 

bał  się,  że  zupełnie  nie  nadajesz  się  na  króla  Altarii.  Nie  przeczę,  że 

bardzo  chciałam  zadowolić  go,  ponieważ  nigdy  w  życiu  nie  byliśmy 

sobie tak bliscy, jak bym tego pragnęła. Poleciałam więc do Stanów z 

zamiarem  przekonania  cię  do  rezygnacji  z  tronu.  Jednak  kiedy  cię 

lepiej  poznałam,  przestałam  zgadzać  się  z  ojcem.  -  Erin  nerwowo 

background image

wykręcała  ręce.  -  Była  to  dla  mnie  ogromnie  stresująca  sytuacja. 

Czułam się nielojalna wobec ojca i... wobec ciebie. 

-  Nie  musisz  się  już  tym  niepokoić,  Erin  -  odparł  lodowatym 

tonem  Daniel.  -  Twoja  gra  skończona.  Wszystko  się  wydało.  Jesteś 

taka sama jak wszyscy inni. Wiem już, że nie mogę na tobie polegać.  

Erin czuła, że serce jej pęka. Zamknęła oczy. Daniel mylił się, ale 

jak miała go o tym przekonać?! 

- Czy chcesz, żebym opuściła pałac? - spytała przez łzy. 

- To zależy od ciebie. - Głos Daniela brzmiał obojętnie. 

-  Ponieważ  lepiej  niż  inni  znam  niektóre  twoje  upodobania, 

uważam,  że  powinnam  spróbować  ułatwić  ci  adaptację  w  pałacu  na 

tyle, na ile tylko będę mogła. 

-  To  twój  wybór.  -  Connelly  spojrzał  na  zegarek.  -  Jeśli 

wybaczysz, muszę już iść. 

Erin  była  załamana.  Z  poczuciem  klęski  poszła  do  swojego 

pokoju i usiadła na łóżku. Łzy napłynęły jej do oczu. Jak to się stało, 

że  wszystko  potoczyło  się  tak  źle?  Ale  przecież  cały  czas  wiedziała, 

że  to,  co  robi,  nie  skończy  się  dobrze!  Nawet  gdyby  Daniel  nie 

usłyszał tej strasznej rozmowy, podczas której mówił właściwie tylko 

ojciec Erin, i tak miał zostać królem. Musiałby wybrać sobie na żonę 

kobietę innego stanu.  

A  przecież  nigdy  w  życiu  Erin  nie  czuła  się  tak  bezpiecznie,  tak 

potrzebna,  jak  przy  Danielu.  Aż  się  skrzywiła,  przypominając  sobie 

jego rozwścieczone oblicze. Skuliła się. Siedziała tak, a łzy płynęły jej 

po  policzkach.  W  końcu  dostała  czkawki.  Trwało  to  jakiś  czas. 

background image

Poczuła się kompletnie wyczerpana. Daniel już nigdy jej nie przytuli. 

Nigdy  nie  spojrzy  na  nią  płomiennym  wzrokiem.  Ta  świadomość 

wzbudziła w niej nową falę łez. 

Tymczasem  zadzwonił  telefon.  Zastanawiała  się,  kto  może 

dzwonić. Daniel? Ojciec? Postanowiła nie odbierać. Nie była w stanie 

rozmawiać  z  ojcem.  Wstydziła  się,  że  w  ogóle  zgodziła  się  odwieść 

Daniela  od  zamiaru  przyjęcia  korony.  Nie  mogła  udawać,  że  jest 

inaczej.  Ojciec  byłby  wściekły,  gdyby  usłyszał,  że  okazała  się  tak 

nielojalna.  

Czuła  ucisk  w  gardle.  Straciła  zarówno  Daniela,  jak  i  ojca.  Co 

dziwne, znacznie mniej martwiła ją utrata dobrych relacji z ojcem niż 

to, że tak bardzo zraniła Daniela. Był to człowiek silnego charakteru, 

jednak  znalazł  się  w  trudnej  sytuacji,  a  ona  utrudniła  mu  ją  jeszcze 

bardziej. Był na nią taki wściekły, patrzył z takim chłodem w oczach! 

Wyobrażała sobie, jak bardzo zdradzony musiał się czuć. 

Czkawka nie przechodziła. Irytowała Erin; wyobraziła więc sobie 

Szwajcarię i padający cicho śnieg. Nie pomagało. Wtedy przyszedł jej 

na  myśl  inny  obrazek.  Zimny,  rozgwieżdżony  wieczór.  Daniel  i  ona, 

stojący  pośrodku  kępy  krzewów  bukszpanu,  oświetlonych  setkami 

malutkich,  białych  światełek.  Zabolało  ją  serce.  Nigdy  nie  zapomni 

tamtego czarownego wieczoru. Czkawka minęła. 

Erin otworzyła oczy. Daniel nigdy jej nie pokocha. Była jednak w 

stanie  sprawić,  żeby  w  tym  momencie  jego  życie  było  trochę 

łatwiejsze. Znała go jak nikt inny w Altarii. Wiedziała, co robić. 

 

background image

Po  południu  wypełnionym  spotkaniami  z  różnymi  osobami  z 

rządu,  Daniel  powrócił  do  królewskich  komnat.  Wreszcie  mógł 

posiedzieć trochę w samotności. Rozluźnił krawat, wszedł do gabinetu 

- i zastał Erin za swoim biurkiem. Natychmiast nabrał podejrzeń. 

- Co ty tu robisz? - spytał. 

Spojrzała na niego niepewnie. 

- Układam rzeczy waszej wysokości. - Wskazała na książki, które 

przed chwilą postawiła na polce. 

Rzeczywiście, były to książki, które przywiózł ze sobą z Chicago. 

Uspokoił się odrobinę. 

-  Wiedziałam,  że  natychmiast  wpadnie  wasza  wysokość  w  wir 

spotkań i innych obowiązków, pomyślałam więc, że najlepiej będzie, 

jeśli  rozpakuję  choć  część  rzeczy.  Dzięki  temu  może  być  waszej 

wysokości  łatwiej  poczuć  się  tu  u  siebie.  -  Mówiąc,  ustawiała  na 

biurku  fotografie  rodzinne  Connelly'ego.  -  Czy  odpowiada  to  waszej 

wysokości? 

Nawet  w  tej  chwili  denerwowało  go,  że  Erin  tak  go  tytułuje. 

Popatrzył na jej ciało i przypomniało mu się, co czuł, kiedy trzymał ją 

w ramionach. Pomimo złości, poczuł podniecenie seksualne. Odwrócił 

wzrok, z odrazą do samego siebie. 

- Tak. Dziękuję - powiedział. 

Usłyszał  westchnienie  i  popatrzył  jej  w  oczy.  Zobaczył  w  nich 

smutek  i  żal.  Szybko  opanowała  się,  tylko  jej  ręce  drżały  jeszcze 

chwilę. 

background image

- Pozwoliłam sobie namówić dla waszej wysokości posiłek. Jeden 

z  sekretarzy  powiedział  mi,  o jakiej porze  prawdopodobnie  zakończą 

się spotkania. Pomyślałam, że wasza wysokość może być głodny. 

- Słusznie. - Za plecami Erin stała srebrna taca z pokrywą. 

-  Wspaniale.  Przyniosłam  również  „Kronikę  Altarii"  -  to 

najważniejsza  gazeta  na  naszej  wyspie  -  oraz  „The  Wall  Street 

Journal".  Zaprenumerowałam  dla  waszej  wysokości  także  gazetę  z 

Chicago, ale zacznie przychodzić dopiero w przyszłym tygodniu. Jest 

tu  również  do  dyspozycji  telewizja  satelitarna  z  ponad  stu  kanałami; 

jeden z nich to stacja z Chicago. Zleciłam także ogrodnikom budowę 

wybiegu dla Jordana...  

Daniel  zamrugał  oczami, usłyszawszy,  jak dużo  Erin  zdążyła  dla 

mego zrobić. Zdjęła go ciekawość. 

- Dlaczego to robisz? - spytał. 

Wzruszyła ramionami. 

-  Jako  pałacowy  posłaniec  powinnam  dbać  o  wszelkie  wygody 

waszej wysokości. 

- Wykonujesz swoją pracę, tak? Wykonywałaś także przydzieloną 

ci  pracę,  kiedy  starałaś  się  zniechęcić  mnie  do  przyjęcia  korony,  a 

przynajmniej 

przekonać, 

że 

król 

pełni 

jedynie 

funkcję 

reprezentacyjną. 

Erin pobladła. Westchnęła i odpowiedziała: 

- Bez wątpienia nie byłam odpowiednią osobą do wykonania tego 

zadania.  Być  może  dlatego  nie  zdołałam  go  wykonać,  że  nabrałam 

przekonania,  iż  jego  wypełnienie  nie  posłuży  dobru  Altarii.  Mam 

background image

nadzieję,  że  na  obecnym  stanowisku  będę  pracować  znacznie 

skuteczniej.  -  Dygnęła  grzecznie.  -  Smacznego  obiadu,  wasza 

wysokość. - Po tych słowach wyszła. 

Daniel  był  targany  sprzecznymi  emocjami.  Zobaczył  ustawione 

przez  nią  rzeczy.  Rodzinne  fotografie  nigdy  nie  były  dla  niego  tak 

cenne jak w tej chwili. Jego książki stały na półce obok książek jego 

dziadka, króla. Erin wiedziała dokładnie, co ułatwi Danielowi życie.  

Zastanawiał  się,  czy  próbowała  odzyskać  jego  zaufanie. 

Natychmiast  odrzucił  tę  możliwość.  Rozważył,  czy  nie  powinien  jej 

zwolnić.  Przecież  nie  mógł  już  jej  zaufać. Był  przerażony  faktem,  że 

pozwolił, aby stała się dla niego tak ważna. 

Zaburczało mu w brzuchu. Postanowił odłożyć na chwilę na bok 

myśli  o  Erin  i  zjeść  obiad.  Podniósł  pokrywę  i  zobaczył  posiłek 

swoich marzeń. Krwisty befsztyk, ziemniaki i fasolka szparagowa, do 

tego butelka piwa! Zaniósł tacę na kanapę i włączył telewizor. 

Stwierdził, że jako pierwszy kanał Erin ustawiła stację z Chicago. 

Naprawdę zadbała o to, żeby czuł się tu wygodnie i swojsko. Ścisnęło 

mu się serce. Ale i tak nie zapomni strasznych słów jej ojca. Nigdy. 

 

Przez następne dwa dni Connelly miał mnóstwo zajęć, od rana do 

wieczora.  Kiedy  wracał  do  swoich  komnat,  zastawał  zimne  piwo  i 

upominek.  Ostatnio  była  nim  obręcz  od  kosza  do  koszykówki. 

Przymocowano ją ponad stojącym koło biurka koszem na śmieci.  

Tego wieczora był na uroczystej kolacji w domu premiera. Wrócił 

wyczerpany. Chciał tylko odpocząć, nic więcej. Jednak wszedłszy do 

background image

swoich  komnat,  stwierdził,  że  nie  ma  Jordana.  Skrzywił  się  i  wyjrzał 

na  korytarz.  Nadszedł  Gregor  Paulus,  kłaniając  się  dwornie.  A  niech 

go! pomyślał Daniel. Ciągle kręci się w pobliżu. 

-  Dobry  wieczór,  wasza  wysokość  -  odezwał  się  Paulus.  -  Czym 

mogę służyć? 

- Szukam mojego psa. 

-  Panna  Lawrence  wyprowadziła  go  na  spacer.  Mówiła,  że 

szczekał i wydawał się samotny. Czy powinienem ich tu sprowadzić? 

- Kamerdyner nie wydawał się tęsknić do tej perspektywy. 

- Nie, nie trzeba. Przyda mi się mały spacer. 

Wychodząc  z  pałacu,  Daniel  pomyślał,  że  wcale  nie  chce 

zobaczyć Erin. Nie tęsknił za nią wcale, mimo że nie widział jej przez 

ostatnie  dwa  dni.  Chciał  zobaczyć  Jordana.  Co  go  obchodziła  jakaś 

tam  kształtna,  niebieskooka  blondynka  mówiąca  z  brytyjskim 

akcentem. Zanim ją zobaczył, usłyszał jej głos. 

- Nie martw się - przemawiała łagodnie. - Zobaczysz. Za kilka dni 

będzie  gotowy  twój  wybieg,  żebyś  mógł  bawić  się  na  dworze. 

Będziesz  kopał  dziury  w  ziemi  i  doprowadzał  do  szaleństwa 

pałacowych ogrodników.  

Daniel  nie  mógł  powstrzymać  uśmiechu.  Erin  siedziała  koło 

Jordana na trawie, głaskała go i mówiła do niego:  

- Powinieneś tylko może powstrzymywać się odrobinę, kiedy król 

przyjmuje  gości,  wiesz?  -  Pociągnęła  nosem.  -  Chyba  przydałaby  ci 

się kąpiel i jakieś psie perfumy. Miętowe. 

background image

-  Jesteś  także  wyprowadzaczką  królewskiego  psa?  -  zażartował 

Daniel. 

Jordan  zerwał  się  z  radosnym  szczekaniem  i  pociągnął  za  sobą 

Erin. Connelly nachylił się i pogłaskał wierne zwierzę. 

-  Miałeś  trudny  dzień,  stary?  Ja  też.  -  Daniel  poczuł,  że  musi 

spojrzeć  na  Erin.  Miała  na  sobie  bardzo  kobiecą,  różową  sukienkę  i 

ściskała z całych sił smycz Jordana. Daniel poczuł skurcz w żołądku. 

Powiedział sobie, że to od jedzenia. 

- Możesz spuścić go ze smyczy. 

-  Czy  wasza  wysokość  jest  pewien?  Już  parokrotnie  miałam 

trudności z przywołaniem go z powrotem. 

Daniel zdziwił się. 

- Jak to? Ile razy go wyprowadzałaś? 

- Kilka, kiedy waszej wysokości nie ma, Jordan wyje i szczeka.  

Connelly  pokiwał  głową.  Nie  chciał  czuć  się  poruszony  troską 

Erin o jego psa i o niego samego. 

- Możesz go spuścić. Wróci, kiedy na niego zagwiżdżę. 

- Powinnam nauczyć się gwizdać. - Spuściła psa ze smyczy, a ten 

natychmiast pobiegł przez pałacowy trawnik. 

Daniel obserwował Jordana, stojąc koło Erin. Fizycznie odczuwał 

jej obecność i drażniło go to. 

- Jak dajesz radę założyć mu obrożę? 

- Kuszę go stekiem. 

background image

Słowo  „kuszę"  natychmiast  przywołało  w  wyobraźni  Daniela 

erotyczne wspomnienia. Uniósł dwa palce i zagwizdał. Jordan od razu 

przybiegł i usiadł z wyciągniętym jęzorem, dysząc. 

Erin patrzyła w zdumieniu. 

- To niesamowite! - skomentowała. - Jak ci się... jak się to waszej 

wysokości udaje? Czy mógłby pokazać mi, jak się gwiżdże? 

Daniel zagwizdał jeszcze raz, ciszej. Jordan przekrzywił łeb. Erin 

przyjrzała się ustom Daniela. 

-  A  zatem  wkłada  się  palce  wskazujące  w  kąciki  ust.  -  Uniosła 

palce. - A co mam robić z językiem? 

Daniel  musiał  powstrzymać  jęk,  tak  intensywne  wspomnienie 

erotyczne  go  naszło.  Aby  stłumić  podniecenie  seksualne,  spróbował 

skupić się na gwizdaniu. 

- Język układa się w „V" i przyciska do dolnej wargi. 

Erin  spróbowała,  ale  nie  udało  jej  się  zagwizdać.  Powtórzyła 

próbę. Daniel patrzył na jej pełne usta. 

-  Spróbuj  jeszcze  raz.  Język  trzeba  dociskać  jednocześnie  do 

dolnych zębów. 

Erin spróbowała po raz trzeci i westchnęła z niezadowoleniem. 

- Obawiam się, że muszę poćwiczyć. 

- Cóż, nie nauczyli cię gwizdać w szkole dobrego wychowania. - 

Daniel nie był w stanie powstrzymać rozbawionego tonu. 

- Nie nauczyli mnie tam wielu rzeczy... 

Popatrzyli  sobie  w  oczy.  Daniel  znów  poczuł  skurcz  w  żołądku, 

widząc  zmysłowe  spojrzenie  Erin.  To  za  jego  sprawą  zaczęła  tak 

background image

patrzeć. To on nauczył ją tego, czego nie uczyły wychowawczynie w 

szkołach  dla  dziewcząt.  Poczuł  mimowolne  samozadowolenie  i 

pożądanie. Coś takiego! Pożądał jej wciąż, mimo że go oszukiwała. 

 

Następnego dnia przekazano Erin polecenie stawienia się w jednej 

z  sal  audiencyjnych.  Zastanawiała  się,  czy  Daniel  polecił  szefowi 

królewskiej  kancelarii  wyrzucić  ją  z  pracy.  Czuła  w  związku  z  tym 

obawę, a zarazem i ulgę. Myśl o utracie kontaktu z Danielem była dla 

niej  nieznośna.  Z  drugiej  strony,  wolała  nie  musieć  dłużej  cierpieć  z 

powodu okazywania przez niego złości czy pogardy. 

Wszedłszy  do  sali,  zobaczyła  kilku  sekretarzy,  straż  i  szefa 

królewskiej  kancelarii.  Uważała,  że  Daniel  słusznie  wyznaczył  na  to 

stanowisko Anthony'ego Mullera. Myślała, że może wybierze Gregora 

Paulusa, który wyraźnie starał mu się przypochlebić. Powinna jednak 

była wiedzieć, że Daniel mianuje na tak ważne stanowisko człowieka, 

którego sam uzna za najodpowiedniejszego.  

Anthony  Muller  był  niewiele  starszy  od  Daniela.  Ukończył 

college  w  Stanach  Zjednoczonych.  I  nie  był  lizusem.  Mówił  prawdę, 

kiedy  się  go  o  coś  spytało.  Skinął  głową  w  stronę  Erin,  a  potem 

odezwał się do wszystkich: 

-  Proszę  o  uwagę.  Chcę  was  poinformować,  że  spotkał  was 

zaszczyt  towarzyszenia  przyszłemu  królowi,  gdy  po  raz  pierwszy 

oficjalnie pokaże się poddanym. Nastąpi to dziś po południu. 

background image

Rozległ  się  stłumiony  szmer  podniecenia.  Erin  zdumiała  się. 

Dlaczego  Daniel  ją  wybrał?  Być  może  chciał  zabrać  Jordana  i 

potrzebował kogoś, kto będzie go prowadził... 

-  Niektórzy  z  was  słyszeli  o  pożarach,  które  ostatnio  zniszczyły 

kilka  gospodarstw  rolnych  -  ciągnął  szef  kancelarii,  Jego  wysokość 

zamierza  odwiedzić  pogorzelców,  aby  okazać  im  swoje  moralne 

wsparcie.  Wyruszamy  punktualnie  o  pierwszej.  Proszę  przybyć  tu 

kwadrans wcześniej w celu otrzymania szczegółowych instrukcji. 

Kiedy zebrani wychodzili, Muller skinął na Erin. 

-  Jego  wysokość  życzy  sobie,  aby  służyła  mu  pani  podczas 

wyjazdu za konsultantkę do spraw etykiety. 

Erin  skinęła  głową.  Była  zdziwiona,  że  Daniel  chce  od  niej 

czegokolwiek.  Jakiś  czas  później  znalazła  się  w  jego  komnatach. 

Connelly narzekał na ubranie, które miał włożyć: 

-  To  idiotyzm,  żeby  jechać  w  garniturze  na  farmę,  przy 

temperaturze dwudziestu siedmiu stopni Celsjusza. 

-  Istotnie  może  się  tak  wydawać,  ale  to  jednak  potrzebne.  To 

pierwsze  oficjalne  wyjście  waszej  wysokości  i  najlepiej  zrobić  na 

wszystkich dobre wrażenie. 

- Mam nadzieję, że nie muszę zakładać korony. 

-  Skądże!  Wasza  wysokość  otrzyma  koronę  dopiero  podczas 

koronacji. Dzisiaj będzie wokół mnóstwo dziennikarzy... 

-  Zamierzam  podawać  rękę  wszystkim,  z  którymi  będę  się 

spotykał. 

background image

-  Proszę  im  tylko  najpierw  pozwolić  okazać  szacunek.  Uważam, 

że  wasza  wysokość  wybrał  znakomitą  okazję  na  pierwsze  publiczne 

wystąpienie.  Obywatele,  których  dzisiaj  wasza  wysokość  odwiedzi, 

będą zaszczyceni jego obecnością. 

- Byliby bardziej zadowoleni z nowych stodół... - mruknął Daniel, 

poprawiając  krawat.  Spojrzał  na  zegarek.  -  Czas  na  nas.  Premier 

wysyła  z  nami  swoją  siostrzenicę.  Mówi,  że  byłyście  razem  w  tej 

samej szkole z internatem. To Christina Whitestone. 

-  Przez  krótki  czas  -  odparła  Erin.  Pamiętała  Christinę.  Została 

usunięta  ze  szkoły  za  wykradanie  się  późnymi  wieczorami  na 

spotkania  z  chłopcami.  Była  bardzo  rozpustna.  Prawdopodobnie 

zaplanowała  uwiedzenie  Daniela.  A  może,  co  jeszcze  gorsze, 

doprowadzenie do tego, żeby się z nią ożenił. Erin ogarnęła zazdrość. 

-  Co  o  niej  wiesz?  -  spytał  Connelly.  Wyszli  z  królewskich 

komnat. 

Wiem, że to zdzira! pomyślała Erin. Wzięła oddech i powiedziała: 

-  Nie  znam  jej  zbyt  dobrze.  Byłyśmy  w  tej  samej  szkole  jedynie 

przez krótki czas. 

Daniel zatrzymał się w miejscu i przyjrzał się Erin. 

-  Co  o  niej  wiesz?  Chciałbym  usłyszeć  prawdę.  Mam  dość 

kłopotów ze znalezieniem w pałacu osób, którym mógłbym zaufać... 

-  Doprawdy,  nie  jestem  jej  bliską  znajomą,  wasza  wysokość. 

Znam tylko opinie o niej. 

Daniel uniósł brwi. 

- A jaką ma opinię? 

background image

- Kobiety rozwiązłej. 

Uśmiechnął się pod nosem. 

- Co za pocieszająca wiadomość - skomentował, ruszając dalej. - 

Myślałem,  że  powiesz,  iż  panna  Whitestone  interesuje  się 

szpiegostwem politycznym. 

-  Jestem  głęboko  przekonana,  że  szpiegostwo  polityczne  to 

ostatnia rzecz, jaka mogłaby zainteresować Christinę... 

Erin  od  razu  w  tłumie  dworzan  zauważyła  Christinę,  która  miała 

na  sobie  sukienkę  podkreślającą  każdą  krągłość  jej  ciała. 

Zobaczywszy  Daniela,  uśmiechnęła  się  dwuznacznie  i  dygnęła  w 

sposób,  który  dokładniej  uwidocznił  następcy  tronu  jej  biust  w 

powiększonym  dekolcie.  Erin  miała  nadzieję,  że  nie  widać,  jak 

zielenieje z zazdrości. 

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Odwiedziny  Daniela  w  pierwszym  gospodarstwie  nie  mogłyby 

przebiegać  lepiej,  jeśli  nie  liczyć  wybuchającego  raz  po  raz  ostrego 

śmiechu  Christiny.  Daniel  pozwolił  chłopu  ukłonić  się  z  głębokim 

respektem,  po  czym  natychmiast  sam  okazał  mu  swój  szacunek, 

podając mu rękę i pytając o spaloną farmę, po której chodzili wraz z 

królewską świtą. 

Przed odjazdem następcy tronu rolnik powiedział, jak bardzo jest 

wdzięczny  sąsiadom  za  okazaną  mu  pomoc  w  postaci  darowanych 

materiałów oraz fizycznej pracy przy odbudowie zniszczonej stodoły. 

Erin natychmiast wiedziała, co zrobi Daniel. 

background image

- Czy mógłbym do nich dołączyć? - spytał. 

Chłop  patrzył  na  niego  w  zdumieniu,  zawstydzony  niezwykłym 

pytaniem przyszłego króla. 

- Wasza wysokość! Nie śmiałbym... Nie mógłbym nawet... 

-  Ojciec  nauczył  mnie  posługiwać  się  młotkiem  -  zapewnił 

Connelly.  -  Zawsze  przydaje  się  jeszcze  jedna  para  rąk.  -  Zaczął 

ściągać marynarkę. 

Erin przyskoczyła do niego i spytała: 

-  Czy  wasza  wysokość  jest  pewien  tego,  co  robi?  -  Odebrała  mu 

marynarkę. 

- Absolutnie pewien - odparł Daniel, ściągając krawat i rozpinając 

górne  guziki  koszuli.  -  Mówiłem,  że  nie  ma  sensu,  żebym  wkładał 

garnitur. 

Do następcy tronu podszedł Anthony Muller. 

- Nie chcemy, żeby wasza wysokość się zranił - szepnął. 

Daniel popatrzył na niego. 

-  Rozumiem,  że  to  grzeczny  sposób  zwrócenia  mi  uwagi,  żebym 

przypadkiem nie uderzył się młotkiem. Ale sądzę, że dam sobie radę. 

Proszę powiedzieć członkom mojej świty, że jeśli chcą się przyłączyć, 

dwór pokryje wydatki za pralnię. 

Christina  i  kilku  sekretarzy  patrzyli  ze  zdumieniem,  jak przyszły 

król  dołącza  do  oniemiałych  chłopów  budujących  stodołę. 

Fotografowie  robili  zdjęcie  za  zdjęciem.  Erin  podeszła  do  chłopek 

podających mężom soki i wodę.  

background image

Daniel  wypił  szklankę  wody,  stojąc  pod  pracującymi  na  dachu 

rolnikami.  Pot  spływał  mu  po  szyi.  Jego  biała  koszula  przykleiła  się 

do muskularnego ciała; była teraz prawie przezroczysta. Erin patrzyła 

na niego jak zahipnotyzowana.  

Nagle usłyszała krzyk, spojrzała w górę i zobaczyła spadający na 

Daniela  młotek.  Nie  puszczając  trzymanej  tacy,  rzuciła  się  naprzód, 

żeby odepchnąć następcę tronu na bok. Jednocześnie uniosła rękę, aby 

odtrącić  młotek.  Drugą  wciąż  ściskała  tacę.  Młotek  uderzył  ją  w 

głowę trzonkiem. Poczuła dojmujący ból. 

- Erin! - krzyknął Daniel. 

Przez chwilę nic nie widziała. Czuła, że omdlewają jej ręce. 

- Taca! - wymamrotała odruchowo.  

Zachwiała  się,  a  potem  poczuła,  że  pada.  Kiedy  odzyskała 

przytomność, zobaczyła nad sobą twarz Daniela. 

- Czy upuściłam tacę? - szepnęła, krzywiąc się z bólu. 

Nadbiegli chłopi i członkowie świty. Jeden z gwardzistów  zabrał 

półprzytomną  Erin  z  rąk  następcy  tronu  i  zaniósł  ją  do  limuzyny. 

Connelly zajrzał do samochodu i spytał: 

- Jak się czujesz?!... 

-  Nic  mi  nie  jest...  -  Bolało  ją  bardzo,  ale  i  tak  czuła  się 

upokorzona.  -  Chyba  nie  nadawałabym  się  na  baseballistę.  Tego  też 

nie nauczyłam się w szkole dobrego wychowania. 

- Co z twoją głową? - pytał poważnie Daniel. 

Ostrożnie dotknęła głowy i poczuła powiększającego się guza. 

background image

-  Nic  takiego  -  skłamała.  -  Pewnie  mam  tylko  małego  siniaka. 

Przepraszam za zamieszanie. 

Daniel dotknął jej głowy. 

- Masz guza. Zawiozą cię do pałacowego lekarza. 

Erin zaczerwieniła się ze wstydu. 

- Absolutnie nie ma takiej potrzeby. 

Daniel zwrócił się do gwardzisty: 

- Proszę zawieźć ją do pałacu i dopilnować, żeby zbadał ją lekarz. 

- Jak wasza wysokość sobie życzy. 

Pomimo  protestów  Erin,  Daniel  zamknął  drzwi  limuzyny. 

Pomyślała,  że  nadspodziewanie  szybko  świetnie  poczuł  się  w  roli 

człowieka wydającego rozkazy. 

 

Zbadawszy  Erin,  lekarz  polecił  przynieść  jej  obiad  do  pokoju  i 

nakazał położyć się. Powiadomił, że  co parę godzin będzie ją budził, 

aby sprawdzać stan jej zdrowia. Pomyślała, że traktują ją jak dziecko. 

Zasnęła jednak, pomimo włączonego światła. 

Kilka godzin później obudził ją jakiś dźwięk. Zobaczyła stojącego 

koło łóżka mężczyznę. Przeraziła się tak, że chciała krzyczeć, ale nie 

była w stanie. 

-  To  ja,  Daniel  -  powiedział  mężczyzna,  zbliżając  się  tak,  żeby 

mogła zobaczyć jego twarz. 

Z ulgą opadła na poduszkę. 

- Omal nie umarłam ze strachu. 

background image

- No, to masz za swoje. Ja też omal nie umarłem ze strachu, kiedy 

postanowiłaś zderzyć się głową z młotkiem. 

-  Nie  mogłam  pozwolić,  żeby  ów  młotek  trafił  ciebie.  I  nie 

miałam gdzie odstawić tacy. 

Daniel zachichotał, co sprawiło Erin radość. 

- Trudno ci wypuścić cokolwiek z rąk - powiedział. 

Zamknęła oczy i przycisnęła dłoń do czoła. 

- To przez to szkolenie. Chociaż pewnie wolałbyś, żeby nauczyli 

mnie,  jak  zrobić  unik  przed  lecącym  młotkiem.  Albo  gwizdać  na 

palcach. 

Daniel  położył  rękę  na  jej  dłoni.  Erin  przestała  na  chwilę 

oddychać. Jak dobrze! Tak bardzo brakowało jej jego dotyku! 

- Co, tak naprawdę, z twoją głową? 

- W porządku... - Pomyślała, że jeśli nie będzie się ruszać, Daniel 

zostanie może jeszcze chwilę. 

- Dziękuję ci, że uratowałaś mnie przed młotkiem. Jesteśmy teraz 

kwita. 

- Jak to: jesteśmy kwita? 

- Pomogłem ci ujść kuli, a ty mnie - młotkowi. 

Erin pokręciła głową. 

- Ten młotek prawdopodobnie by cię nie zabił. 

- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że Christina ma tak denerwujący 

śmiech? 

- Myślę, że większość mężczyzn raczej jej nie słucha, tylko patrzy 

na  jej  inne...  walory.  Prawdopodobnie  premier  ma  nadzieję,  że 

background image

dostrzeżesz  w  niej  kandydatkę  na  królową.  Wprawdzie  jest...  -  Erin 

szukała 

możliwie 

najgrzeczniejszego 

słowa 

wyjątkowo 

doświadczona  erotycznie,  jednak  ma  znakomite  pochodzenie. 

Mógłbyś trafić gorzej. - Poczuła niesmak. 

Daniel uniósł dłoń Erin do ust. 

- Czemu rozmawiamy o Christinie? - spytał retorycznie. 

- Ty zacząłeś. 

Usiadł na łóżku. Wpatrywał się w twarz Erin. 

-  Nie  wiem,  co  mam  z  tobą  zrobić  -  mruknął.  -  Najpierw  mnie 

oszukujesz, a potem ratujesz przed spadającym młotkiem. 

Erin poczuła ucisk w gardle. 

-  Nie  miałam  zamiaru  cię  oszukiwać...  -  zaczęła,  ale  Daniel 

położył palec na jej ustach i pokręcił głową. 

- Lepiej już nic nie mów. 

Było  jej  okropnie  smutno.  Widziała,  że  Daniel  wciąż  walczy  z 

bólem, jaki mu zadała, i z gniewem. 

- Czy kiedykolwiek będziesz w stanie mi przebaczyć? - szepnęła. 

Popatrzył na nią przeciągle. W końcu pokiwał głową. 

- Będę w stanie ci przebaczyć, ale... ufać ci - to co innego. 

Zdawała sobie sprawę, że straciła coś bardzo cennego. 

- Czy czujesz to samo, co ja? - spytała. 

Skinął głową i zbliżył wargi do jej ust. Zamknęła oczy i wdychała 

jego  zapach,  czuła  dotyk  jego  warg.  Otworzyła  usta,  chcąc  sprawić 

Danielowi  przyjemność.  Zastanawiała  się,  czy  jest  możliwe  okazać 

mu miłość w tak przekonujący sposób, żeby poczuł to w swoim sercu. 

background image

Całowali  się  namiętnie.  Erin  włożyła  dłoń  we  włosy  Daniela.  W 

odpowiedzi wsunął dłonie pod cieniutkie ramiączka jej koszuli nocnej 

i zaczął pieścić jej piersi. Natychmiast poczuła, że jej sutki sztywnieją. 

-  Powinienem  przestać  -  powiedział  i  cofnął  się  trochę.  -  Na 

pewno bardzo boli cię głowa. 

- Nie boli. - Wsunęła Danielowi dłonie pod koszulę. 

-  Czy  zdajesz  sobie  sprawę,  że  wszystkie  kobiety  nie  mogły 

dzisiaj  oderwać  od  ciebie  wzroku.  Były  pod  wrażeniem  twoich 

szerokich ramion i wspaniałych mięśni.  

Uśmiechnął się nieznacznie. 

-  Nie  przyszło  mi  to  do  głowy.  Nie  wiedziałem,  że  zwróciłaś 

uwagę na moje ciało. 

Erin omal nie jęknęła. 

- To najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś. 

- Dlaczego? Nigdy nie mówiłaś słowa na temat mojego ciała. 

- Hm, myślałam, że wyrażałam swoją opinię czynami. 

Daniel zmrużył oczy. 

- A co myślisz na ten temat w tej chwili? 

- Chodź tu bliżej, to ci pokażę. 

Zaczęli się kochać, ale nagle Daniel wycofał się. 

- Co się stało? - spytała. 

-  Nie  mam  prezerwatywy  -  powiedział  głosem,  który  wskazywał 

na  to,  że  targają  nim  sprzeczne  uczucia.  Zamknął  oczy,  a  potem 

odsunął się od Erin. - Nie powinienem był tego robić - mruknął. 

background image

Rozumiała,  że  zawiódł  się  na  niej,  że  był  na  nią  zły.  Jego 

fascynacja nią minęła. Ale najokropniejsze było dla niej to, że Daniel 

żałuje tego, co z nią robił. 

- Powinieneś już iść - szepnęła, powstrzymując płacz. 

Czuła, że popatrzył na nią, ale nie podnosiła wzroku. 

- Śpij, Erin. 

Poczekała,  aż  wyjdzie,  a  potem  ukryła  twarz  w  poduszce  i 

płakała.  Wiedziała,  że  nie  będzie  już  w  stanie  spojrzeć  na  Daniela. 

Pozostawało jej tylko jedno - musiała opuścić pałac. 

 

Przez następne dwa dni Daniel unikał Erin. Miał tyle pracy, że nie 

było to trudne. Wyrzucał sobie słabość. Nie powinien był kochać się z 

nią tamtej nocy, jednak nie zdołał opanować pożądania. Nawet i teraz 

walczył z powracającą bez przerwy chęcią zobaczenia jej.  

Trzy dni bez Erin to było zbyt długo. Trzeciego dnia rozglądał się 

za  nią,  ale  nie  zauważył  jej  ani  razu.  Podczas  wieczornego  obiadu, 

przy  którym  załatwiał  ważne  interesy,  od  niechcenia  spytał  o  Erin 

Anthony'ego 

Mullera. 

Szef 

królewskiej 

kancelarii 

wzruszył 

ramionami. 

- Zrezygnowała z pracy. Przedwczoraj. 

- Słucham?! 

Muller musiał zauważyć niezadowolenie Daniela. 

-  Przepraszam,  sądziłem,  że  wasza  wysokość  o  tym  wie.  Panna 

Lawrence  wyprowadziła  się  z  pałacu  i  zatrudniła  się  w  jednym  z 

miejscowych biur turystycznych. 

background image

- W biurze turystycznym?! Czy nie przeprowadziła się do ojca? 

- Nie. Wynajęła małe mieszkanie na drugim końcu miasta. Firma, 

w której się zatrudniła, dobrze prosperuje. Zajmują się cateringiem dla 

biznesmenów,  przewodnictwem  górskim,  urządzaniem  przyjęć  na 

plaży. 

Daniel poczuł, że krew napływa mu do głowy. 

-  Przyjęcia  dla biznesmenów  na  plaży?!  To  mi  pachnie  usługami 

towarzyskimi! 

Muller przestąpił z nogi na nogę. 

-  Z  tego,  co  wiem,  ta  firma  nie  prowadzi  żadnej  nielegalnej 

działalności. 

Connelly uspokoił się odrobinę. 

- Chciałbym, żeby pan zbadał rozkład zajęć panny Lawrence oraz 

podał mi jej nowy adres. Proszę zająć się tym natychmiast. 

Nie był w stanie przełknąć ani kęsa więcej. Zaraz po zakończeniu 

obiadu,  który  ciągnął  się  jeszcze  godzinę,  szef  kancelarii  przekazał 

następcy tronu zamówione informacje. Większość z nich nie podobała 

się Danielowi. Tego wieczora Erin prowadziła ognisko na plaży. Myśl 

o niej pośród tych wszystkich facetów była dla Daniela nieznośna. 

Zastanawiał się, dlaczego nie wróciła do ojca, ale podejrzewał, że 

nie  rozmawiali  już  ze  sobą.  I  prawdopodobnie  Erin  okropnie  z  tego 

powodu  cierpiała.  Było  jasne,  że  pragnęła  bliskiej  relacji  z  ojcem.  A 

mimo to poddała się uczuciom do Daniela. 

Zdawał  sobie  z  tego  sprawę.  Miał  teraz  prawdziwy  zamęt  w 

głowie.  Erin  została  wysłana  do  Stanów  Zjednoczonych  z  zadaniem 

background image

prowadzenia  z  nim  fałszywej  gry.  I  prowadziła  ją.  Ale  jednak  nie 

dokonała  tego,  co  najwyraźniej  zlecił  jej  ojciec.  Zastanawiał  się,  czy 

to dlatego nie mieszkała teraz z ojcem.  

Ku  własnemu  zdumieniu  czuł,  że  chce  chronić  Erin.  Pomyślał  o 

tym, jak się kochali. O jej przerażeniu, gdy kula drasnęła jego czoło. 

O  głębokim  bólu  malującym  się  na  jej  twarzy,  kiedy  ją  odrzucił.  O 

tym, z jaką determinacją starała się zrobić wszystko, żeby czuł się  w 

pałacowych komnatach jak w domu. Chciał, żeby wróciła.  

Wydał polecenia Mullerowi. Siedzieli akurat w limuzynie. 

-  Nie  mogę  powiedzieć,  żeby  niezapowiedziane  pojawienie  się 

waszej  wysokości  na  odbywającym  się  dziś  na  plaży  przyjęciu  było 

dobrym pomysłem - powiedział otwarcie Muller. 

-  Dziękuję  za  szczerą  opinię.  Czy  powiadomiłeś  gwardię,  gdzie 

się udaję? 

- Tak. Dowódca gwardii jest nadzwyczaj niezadowolony. 

- Przeżyje to. 

Anthony westchnął. 

- Czy wasza wysokość jest pewien, że chce to zrobić? 

- Najzupełniej. 

 

Erin pomyślała, że jeśli będzie musiała tańczyć z jeszcze jednym 

mężczyzną,  chyba  zacznie  krzyczeć.  Ognisko  buzowało,  szumiało 

morze,  kwartet  smyczkowy  grał  żywą  ludową  melodię.  Kwartet 

nareszcie zrobił przerwę. Erin zerknęła ukradkiem na zegarek. Jeszcze 

background image

czterdzieści pięć minut i będzie mogła wrócić do swojego mieszkania 

i paść na łóżko. 

Dzień  i noc nawiedzały  ją  myśli  o  Danielu,  ale  mimo  to poczuła 

się  wolna,  kiedy  przeprowadziła  się  do  własnego  mieszkanka.  Miała 

pracę  i  nie  była  od  nikogo  zależna.  Znowu  zaczęli  grać.  Do  Erin 

podszedł kolejny mężczyzna i z uśmiechem zapytał: 

- Zatańczy pani? 

Powstrzymała westchnienie i pozwoliła złapać się za rękę. Nagle, 

w  połowie  utworu,  bawiący  się  ludzie  zaczęli  pokazywać  na  plażę. 

Erin  obejrzała  się  przez  ramię,  ale  nie  wiedziała,  o  co  chodzi,  gdyż 

tańczyła akurat odwrócona plecami do wskazywanego kierunku. 

Po chwili zobaczyła patrzącego na nią Daniela. Serce jej zadrżało, 

pomyliła  się  i  nastąpiła  swojemu  partnerowi  na  nogę.  Chrząknął, 

niezadowolony. 

Daniel  podszedł  i  poklepał  mężczyznę  w  ramię.  Ten  spojrzał  na 

niego, zirytowany. 

- To mój taniec! Czekałem cały wieczór. 

Zbliżył się jeden z królewskich gwardzistów. 

- Chciałbym przedstawić następcę tronu Altarii. 

Oczy tańczącego z Erin biznesmena omal nie wyszły z orbit. 

- Następca tronu?! To pan ma zostać królem Altarii? 

- Tak. - Daniel wyciągnął rękę. - A pan jak się nazywa? 

- Bob Fuller... 

- Miło mi cię poznać, Bob. Podoba ci się tutaj? 

- Pewnie. Jest super. Ciepło, plaża, kobiety... - Zerknął na Erin. 

background image

Uśmiech Daniela stracił szczerość. 

- Czy pozwolisz, że dokończę ten taniec? 

Fuller spojrzał na Erin. 

- Proszę. 

Daniel natychmiast objął Erin. 

- Co ty tu robisz, u licha?! 

- Pracuję. Taniec należy do mojej pracy. 

- Czeka na ciebie zajęcie w pałacu. 

- Zwolniłam się. - Serce Erin waliło jak młotem. 

Connelly  wyglądał  tak,  jakby  w  myślach  liczył  do  dziesięciu, 

żeby nie wybuchnąć gniewem. 

- Mówię o pracy na innym stanowisku - powiedział. 

- Jakim? Wyprowadzaczki królewskiego psa i nałożnicy? 

Przeraziła się własnych słów. Chyba przesadziła. 

- Musimy porozmawiać - odpowiedział Daniel. - Jedziesz ze mną. 

- Nie mogę. Potrzebuję tej pracy. 

- Rezygnujesz z niej. 

- Nie wydaje mi się... 

-  A  ja  to  wiem.  -  Connelly  wziął  Erin  na  ręce  i  poniósł  ją  przez 

plażę. Wokół rozległy się chichoty. 

-  Co  ty  wyprawiasz?!  -  syknęła,  gdy  brnął  z  nią  przez  piasek  w 

kierunku czarnej limuzyny. 

- Powiem ci, kiedy dojedziemy do pałacu. 

background image

Podczas  krótkiej  jazdy  Erin  siedziała  z  założonymi  rękami,  na 

znak  buntu.  Tym  razem  Daniel  posunął  się  za  daleko.  Wiedziała,  że 

wyrzucą ją za to z pracy, i to była jego wina. 

Kiedy  limuzyna  zatrzymała  się,  Daniel  wysiadł  i  otworzył  drzwi 

od strony Erin. 

-  Chcę  wrócić  do  swojego  mieszkania  -  powiedziała.  -  Nie  masz 

prawa trzymać mnie siłą w pałacu. 

Daniel sapnął i zaklął pod nosem. 

- Skoro robisz trudności... - Po tych  słowach zarzucił ją sobie na 

ramię. 

Erin krew napłynęła do głowy. 

- Natychmiast mnie postaw! - syknęła. - Postaw mnie! Przynosisz 

wstyd nam obojgu! 

- Wcale się nie wstydzę. - Daniel niósł ją przez wielki hol. 

- No, postaw mnie... - Erin czuła, że traci panowanie nad sobą. - 

Post... - Dostała czkawki. - No i zobacz, co zrobi... - Czknęła znowu. 

Daniel opuścił ją niżej i niósł dalej, tylko w mniej nieeleganckiej 

pozycji. Popatrzył na nią i powiedział: 

- Chcę sprawić, żebyś miała czkawkę do końca życia. 

- Co ty wygadujesz?! 

- Chcę się z tobą ożenić. 

Erin zamrugała oczami, wstrzymując oddech. Serce także prawie 

jej zamarło. Tylko czkawka trwała. 

-  Przecież  nie  możesz  się  ze  mną  ożenić  -  szepnęła.  -  Bo  mi  nie 

ufasz. 

background image

- Zmieniłem zdanie. Już prawie zmieniłem. 

Zagryzła wargi. 

-  Nie  wyobrażam  sobie,  żebym  miała  jakikolwiek  wpływ  na  tak 

zdecydowanego człowieka jak ty. 

- W takim razie musisz zastanowić się nad swoją wyobraźnią. 

Erin  umilkła,  jedynie  czkawka  jej  nie  przechodziła.  Czuła  się, 

jakby  świat  wykonał  pół  obrotu.  Wszystko  się  zmieniło.  Na  lepsze. 

Patrzyła  na  Daniela  i  zastanawiała  się,  czy  można  fizycznie  znieść 

taką eksplozję nadziei i miłości. 

- Chcę, żebyś była ze mną cały czas - odezwał się znowu Daniel. - 

Niech ci będzie! Sprawię ci nawet pudla. 

Dla  Erin  pudel  był  w  tym  momencie  ostatnią  rzeczą,  która 

mogłaby jej przyjść do głowy. Daniel spoglądał teraz poważnie. 

-  Kiedy  na  ciebie  patrzę,  chcę  rzeczy,  których  nigdy  dotąd  nie 

pragnąłem  -  mówił.  -  Chcę  kochać  cię  i  ochraniać  do  końca  życia. 

Pragnę  mieć  z  tobą  dzieci  i  wychowywać  je.  Chcę  przeprowadzić 

Altarię  w  nową  erę  dobrobytu,  z  tobą  przy  boku.  Ale  przede 

wszystkim,  Erin,  chcę  przeżywać  z  tobą  każdy  dzień  mojego  życia. 

Erin... Powiedz coś! 

-  Tak!  -  szepnęła,  i  w  tym  samym  momencie  ofiarowała 

Danielowi swoje serce.  

Zastanawiała się, jak to się stało, że przez całe życie czuła się jak 

tułacz, a teraz odnalazła dom. 

-  Tak!...  -  powtórzył  Daniel,  jakby  nie  wierzył  do  końca  w  jej 

wypowiedzianą pod wpływem emocji odpowiedź. 

background image

-  Tak  -  powtórzyła  z  całym  przekonaniem.  -  Wyjdę  za  ciebie. 

Będę  stała  przy  twoim  boku.  -  Uniosła  dłoń  i  dotknęła  silnie 

zarysowanej szczęki Daniela. - Będę cię kochać. Zawsze! - Nie miała 

najmniejszych wątpliwości, że tak się stanie. 

 

EPILOG 

Erin  i  Daniel  pobrali  się  tydzień  później  na  wielkim  trawniku 

przed pałacem. Królewscy doradcy odradzali tak wielki pośpiech, ale 

Connelly  uparł  się.  Długi  miesiąc  miodowy  trzeba  było  odłożyć  do 

czasu koronacji, lecz dla Erin nie miało to wielkiego znaczenia. 

Wiedziała, że Daniel martwi się trwającym śledztwem w sprawie 

śmierci  króla  Thomasa  i  księcia  Marka  i  że  nie  spocznie,  dopóki 

mordercy nie zostaną wykryci i ukarani.  

Pomimo  wątpliwości  Erin,  Daniel  chciał,  żeby  jej  ojciec  był 

obecny podczas ceremonii ślubu i na weselu. Tłumaczył jej, że będzie 

miała wówczas poczucie jedności rodziny, którego przez całe życie jej 

brakowało. Przez chwilę Erin i jej ojciec spoglądali na siebie dziwnie, 

jednak wyczuła, że ojciec pragnie pojednać się z nią tak samo silnie, 

jak ona z nim. 

Po  ślubie  i  przyjęciu  życzeń  od  gości,  które  były  transmitowane 

przez  zagraniczne  stacje  telewizyjne,  Erin  i  Daniel  wymknęli  się  do 

Dunemere - położonej na plaży willi Rosemere'ów. Erin wiedziała, że 

będą  tam  jeździć  wielokrotnie,  w  poszukiwaniu  prywatności.  Willa 

cała tonęła w kwiatach przysłanych przez rodzinę Connellych. Młoda 

para była bardzo szczęśliwa. 

background image

Erin  nigdy  nie  marzyła,  że  kiedyś  poczuje  się  tak  kochana. 

Popatrzyła na męża odpoczywającego po miłosnych uniesieniach. 

-  Kocham cię  -  powiedział.  Widać było  w  jego  oczach,  że  mówi 

prawdę. 

-  Chce  mi  się  płakać  ze  szczęścia  za  każdym  razem,  kiedy  mi  to 

mówisz. 

Daniel uśmiechnął się. 

- Czy to lepsze niż czkawka? 

Roześmiała się. 

-  Chyba  tak.  -  Przesunęła  palcem  po  jego  szczęce.  Pomyślała  o 

ślubach,  które  dopiero  co  sobie  złożyli.  -  Czasami  myślę,  że  nie 

rozumiem  twojej  decyzji.  Nie  wiem,  dlaczego  mnie  wybrałeś  - 

powiedziała. - Czemu zechciałeś ożenić się akurat ze mną? 

Daniel odwrócił wzrok. 

- Od pierwszej chwili, kiedy tylko cię poznałem, czułem, że mogę 

ci ufać. 

Erin poczuła skurcz w żołądku. Zamknęła oczy. Wciąż ciężko jej 

było myśleć o tym, jak głęboko zraniła Daniela. 

- Popatrz na mnie - odezwał się, całując ją delikatnie. - Nawet po 

tym,  kiedy  usłyszałem  tę  waszą  straszną  rozmowę,  twoją  i  ojca,  w 

głębi  serca  czułem,  że  jednak  mogę  ci  ufać.  I  było  to  trafne 

przeczucie... Ofiarowałem ci siebie, moje życie, moją przyszłość. 

Do oczu Erin napłynęły łzy. 

- Czy wiesz, że dzięki tobie stałam się najszczęśliwszą kobietą na 

świecie? 

background image

- Erin... Ja dopiero zacząłem...