background image

 

 

ROZDZIAŁ 8 
 
- Fuj, nie sądzę, żebym kiedykolwiek coś podobnego jadła w jakiejkolwiek stołówce- 
powiedziała do Stefana Elena- połowy rzeczy nie mogę nawet zidentyfikować. 
Stefan cierpliwie obserwował jak kierowała się do baru sałatkowego. 
- A to nie jest lepsze- powiedziała, podnosząc łyżkę z wodnistym twarogiem, a potem 
wrzuciła dobitnie te pomyje z powrotem do pojemnika- Myślałam, że jedzenie w college 
będzie bardziej jadalne, niż w naszej stołówce w liceum, ale widocznie się myliłam. 
 
Stefan wyraził niejasno brzmiące zrozumienie i rozejrzał się dookoła miejsca, w którym się 
znajdowali. On nie jadł. Ludzkie jedzenie nie miało teraz dla niego smaku i rano musiał użyć 
swej mocy, żeby ściągnąć na swój balkon gołębia. To miało mu wystarczyć do wieczora, 
kiedy znów będzie musiał zapolować.  
 
Kiedy Elena w końcu wybrała sobie sałatkę, zaprowadził ją do pustego stolika, który 
wypatrzył.  
 
Pocałowała go zanim usiadła i przeszedł go dreszcz zachwytu, kiedy ich umysły się dotknęły. 
Znajome połączenie wróciło i poczuł radość Eleny, jej zadowolenie z bycia z nim i z ich 
nowego, prawie normalnego życia. Kiedy jednak wniknął w głąb jej podświadomości wyczuł, 
ż

e pod tymi uczuciami kryło się coś jeszcze i Stefan zaczął szukać tego, zastanawiając się, co 

się wydarzyło, odkąd widzieli się ostatniego ranka.  
 
Elena przerwała pocałunek i odpowiedziała na jego nieme pytanie. 
- Profesor  Campbel , ten od historii, znał moich rodziców, kiedy chodzili do college- 
powiedziała. Jej głos był spokojny, ale oczy błyszczały i Stefan wyczuł, jakie to dla niej było 
ważne- Był naprawdę ich dobrym przyjacielem. On może opowiedzieć mi różne historie o tej 
części ich życia, której nie znałam wcześniej. 
 
 - To wspaniale- powiedział uradowany jej szczęściem Stefan- Jak było na zajęciach? 
- W porządku- powiedziała Elena, zabierając się za swoją sałatkę- Rozmawialiśmy o 
pierwszych dniach osadników- spojrzała w górę, a jej widelec zawisł w powietrzu- A jak u 
Ciebie? Jak było na zajęciach z filozofii? 
 
- Świetnie - Stefan przerwał. „Świetnie” nie było akurat dobrym określeniem. To było dziwne 
znów siedzieć w klasie college. Uczęszczając kilkakrotnie do tych szkół w ciągu swego życia  
widział, jak zmieniała się edukacja. . Początkowo jego koledzy byli wybierania spośród 
bogatych młodych mężczyzn, a teraz była to bardziej zróżnicowana mieszanka dziewczyn i 
chłopaków. Ale było istotne podobieństwo. Profesorowie wykładali, studenci byli albo 
znudzeni, albo zainteresowani. Pewna płytkość myśli, ukryta nieśmiałość w wyrażaniu 
głębszych uczuć. 
 
Damon miał rację. Stefan tu nie pasował; odgrywał tylko ponownie rolę. Zabijając swój 
nieograniczony czas. Ale Elena - spojrzał na nią, w jej błyszczące niebieskie utkwione w nim 
oczy- nie zasługuje na to. Zasługuje na szansę normalnego życia i wiedział, że nie poszłaby 
do college bez niego.  
 
Jakże by mógł jej o tym powiedzieć? Nie chciał aby podniecenie w jej  lapis  lazulit oczach 
przygasło, ale poprzysiągł, że zawsze będzie wobec niej uczciwy i będzie traktował ją jak 
równą sobie. Otworzył usta, aby powiedzieć jej o tym, co czuje. 

background image

 

 

-   Słyszeliście o Danielu Greenwater?- zapytała w pobliżu dziewczyna, jej głos był uniesiony 
z ciekawości, kiedy ona i jej przyjaciele stawiali puste krzesła na drugim końcu stołu. 
Stefan zamknął usta i odwrócił głowę, żeby lepiej słyszeć.  
- Kim jest Daniel Greenwater?- spytał ktoś inny. 
- Spójrz- odparła tamta dziewczyna, rozkładając gazety, które miała ze sobą. Zerkając, Stefan 
zobaczył, że to pismo kampusu. 
- On jest studentem pierwszego roku i po prostu zniknął. Opuścił miasteczko studenckie pod 
koniec wczorajszej nocy, a jego współlokator powiedział, że już nie wrócił do pokoju. To 
naprawdę straszne. 
Oczy Stefana spotkały nad stołem oczy Eleny, a ona uniosła w zamyśleniu brwi. Czy to było 
coś, czemu powinni się przyjrzeć bliżej? 
 
Inna dziewczyna, na drugim końcu stołu, wzruszyła ramionami.  
- Prawdopodobnie nie wytrzymał nerwowo i wrócił do domu. Albo może jego współlokator 
go zabił.  
- To dziwne- powiedział z roztargnieniem Stefan, a one spojrzały na niego ze zdziwieniem- 
Czy mogę na chwilę zobaczyć tę gazetę? 
 
Podały mu ją, a on przyglądał się fotografii. Na zdjęciu z licealnego rocznika uśmiechał się 
chudy chłopak z rozwianymi włosami i przyjaznymi oczami.  Rozpoznawał tą twarz. 
Nazwisko też brzmiało znajomo.  
 
- On mieszkał w naszym akademiku- powiedział cicho do Eleny- Pamiętasz go? Wydawał się 
być zadowolony. Nie sadzę, żeby odszedł, nie z własnej woli. 
Elena spojrzała na niego. Jej szeroko otwarte oczy były teraz pełne obawy.  
- Czy myślisz, że coś złego mu się stało? Coś dziwnego wydarzyło się na dziedzińcu 
pierwszej nocy po naszym przybyciu tutaj- przełknęła ślinę- Powiedzieli, że jakaś dziewczyna 
wpadła w kłopoty, ale policjanci nic konkretnego nam nie powiedzieli. Myślisz, że to może 
mieć związek ze zniknięciem  Daniela Greenwatera? 
- Nie wiem- powiedział mocno Stefan- ale jestem zaniepokojony. Nie lubię takich 
niezwykłych sytuacji - wstał- Gotowa do wyjścia? 
Elena skinęła głową mimo, że połowa jej obiadu została na tacy. Stefan grzecznie oddał 
dziewczynom gazetę i wyszli z Eleną na zewnątrz.  
 
- Może popadamy w paranoję, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że dzieją się wokół nas 
straszne rzeczy- powiedziała Elena, kiedy byli na ścieżce prowadzącej w górę, w kierunku ich 
akademika- Ale przecież ludzie znikają cały czas. Dziewczyny czasami są prześladowane lub 
atakowane. To nieszczęście, ale to nie znaczy, że kryje się za tym jakiś złowrogi spisek.  
 
Stefan zatrzymał się, wpatrując się w ulotkę przylepioną do drzewa przed kawiarnią.     
„ Zniknięcie Studenta” mówił nagłówek, a pod nim umieszczone było zdjęciem dziewczyny. 
 - Obiecaj mi, Eleno, że będziesz na siebie uważać- powiedział- Powiedz o tym Meredith i 
Bonnie. I Mattowi. Nikt z Was nie powinien poruszać się w pojedynkę po terenie kampusu. 
W każdym razie na pewno nie w nocy. 
 
Elena skinęła głową, jej twarz zbladła, kiedy wpatrywała się w zdjęcie na ulotce. Stefan 
poczuł ostre ukłucie żalu mimo swego niepokoju. Była tak podekscytowana, kiedy spotkali 
się na lunchu i teraz ten entuzjazm zniknął.  
 
  Owinął rękę wokół jej talii, chcąc ją przytrzymać, zapewnić bezpieczeństwo.  

background image

 

 

- Może byśmy gdzieś wyszli wieczorem?- powiedział- Muszę, co prawda, iść dziś na 
ć

wiczenia, ale to nie powinno trwać zbyt długo. Moglibyśmy wyjść gdzieś poza teren 

kampusu na kolację. Może mogłabyś zostać na noc? Poczułbym się lepiej wiedząc, że jesteś 
bezpieczna. 
Elena spojrzała na niego, jej oczy nagle rozbłysły śmiechem. 
- Och, mam zostać tak długo tylko z tego powodu, że chcesz mnie w swoim pokoju- 
powiedziała z uśmiechem-  Mogłabym nawet pomyśleć, że masz już plany w stosunku do 
mnie. 
 
Stefan pomyślał o kremowej skórze Eleny i jedwabistych, złotych włosach, o jej ciepłej, 
niezwykłej krwi. Perspektywa trzymania jej ponownie w ramionach, bez wyczuwalnej 
obecności jej ciotki Judith lub jego gospodyni pani Flowers na dole w korytarzu, była 
odurzająca.  
 
- Oczywiście, że nie- mruknął, pochylając głowę w jej kierunku. Nie mam żadnych planów. 
Ż

yję tylko po to, żeby Ci służyć. 

Pocałował Elenę ponownie, wysyłając całą swoją miłość i tęsknotę do niej.  
 
 Stefan usłyszał nad ich głowami przeraźliwy krakanie i i trzepotanie skrzydeł, a jego usta 
wciąż były przed ustami Eleny, więc zmarszczył brwi. Elena zdawała się wyczuć jego 
napięcie i odsunęła się od niego, podążając za jego wzrokiem, ku czarnemu krukowi 
krążącemu nad nimi. 
Damon. Obserwował ich, obserwował Elenę jak zawsze. 
 
-   Doskonałość- głos Ethana rozbrzmiewał z trybun stadionu, gdzie zgromadzono  rekrutów. 
Było tuż przed świtem i nie było nikogo poza Ethanem i rekrutami o zaspanych twarzach- Jak 
dowiedzieliście się na pierwszym naszym spotkaniu, każdy z was tutaj jest przykładem 
szczytu jednego lub więcej rodzajów osiągnięć. Ale to nie wystarczy- przerwał patrząc na ich 
twarze- To nie wystarczy, bo każdy z Was ma tylko część doskonałości. Możecie skupić te 
wszystkie cechy w sobie. W czasie,  przed zaprzysiężeniem, możecie odkryć w sobie to, 
czego nigdy dotąd w sobie nie widzieliście. 
Matt jeździł swoimi trampkami po asfalcie i starał się zachować sceptyczny wyraz twarzy. 
Oczekiwanie od niego, żeby osiągnął szczyt sukcesu naukowego lub artystycznego, to był 
niezły strzał. 
 
Nie był szczególnie skromny, ale był realistą i mógł wymienić swoje najlepsze cechy: był 
dobrym zawodnikiem, dobrym przyjacielem, honorowym facetem. Nie był głupi, ale jeśli 
doskonalenie swojego intelektu i kreatywności były przesłanką do bycia częścią 
Stowarzyszenia Vitale, mógłby równie dobrze poddać się już teraz.  
 
Pocierając tył szyi, rozejrzał się po swoich kolegach rekrutach. Było pocieszającym widzieć, 
ż

e większość z nich objawiało ledwo powściąganą panikę; najwyraźniej „skupianie tych 

wszystkich cech” nie było czymś, na co liczyli. Chloe, ta urocza dziewczyna o okrągłej 
twarzy, którą zauważył na pierwszym spotkaniu, wyłapała jego spojrzenie i mrugnęła, ledwo 
dostrzegalnie, zamiatając swymi rzęsami, a on się do niej uśmiechnął, czując się dziwnie 
szczęśliwy.  
 
- Dzisiaj- ogłosił Etan- będziemy pracować nad tężyzną fizyczną.  
Matt westchnął z ulgą. Sport to było coś, co mu pasowało. Na twarzach dookoła siebie 
zobaczył załamanie. Intelektualiści, przywódcy, początkujący genialni twórcy- nie 

background image

 

 

spodziewali się testowania ich sprawności fizycznej. Wśród nich wznosił się cichy szmer 
buntu. 
 
- Bez dąsów- powiedział Etan, śmiejąc się- Obiecuję Wam, że do czasu, kiedy staniecie się 
pełnoprawnymi członkami naszego społeczeństwa, każdy z Was osiągnie szczyt doskonałości 
fizycznej. Po raz pierwszy poczujecie, co znaczy  prawdziwe życie- jego oczy błyszczały. 
 
Etan podszedł do rekrutów, aby przedstawić im zadanie. To miał być bieg na piętnaście mil z 
kilkoma przeszkodami po drodze.  
- Bądźcie przygotowani na to, że będziecie brudni- powiedział radośnie- Ale to będzie 
cudowne. Kiedy skończycie, osiągniecie coś nowego. Możecie też dobrać się w pary. Ale 
pamiętajcie, jeśli nie ukończycie trasy w trzy godziny, nie zostaniecie zakwalifikowani do 
następnego etapu w procesie rekrutacji- uśmiechnął się- Tylko najlepsi mogą stać się 
członkami Vitale. 
Matt rozejrzał się i zobaczył, że rekruci, nawet ci, którzy wyglądali jakby nigdy nie 
opuszczali laboratorium naukowego albo biblioteki, włożyli trampki i rozciągali się z 
determinującą ekspresją.  
 
- Święta krowa- odezwał się za nim głos. To był miły nosowy głos, który pochodził skądś 
dalej, niż z południa, z Wirginii i Matt uśmiechnął się, zanim się rozejrzał i zobaczył, że to 
Chloe- Rozumiem, że jesteś tutaj jedyną osobą, która nie będzie miała z tym kłopotu- 
powiedziała.  
 
Była taka słodka. Małe dołeczki w policzkach pokazały się, kiedy się uśmiechnęła, a jej 
krótkie, ciemne włosy zakręcały się w loki za jej uszami.  
- Hej, jestem Matt- powiedział uśmiechając się do niej.  
 
- Wiedziałam o tym- powiedziała pogodnie- Jesteś naszą gwiazdą footballu.  
- A Ty jesteś Chloe, niesamowita artystka- odparł. 
- Och- zarumieniła się- Nic mi o tym nie wiadomo. 
- Chciałbym kiedyś zobaczyć twoje prace- powiedział, a jej uśmiech się poszerzył. 
- Jakieś wskazówki na dziś?- spytała- Nigdy nie biegałam, chyba, że musiałam wysiąść z 
autobusu i teraz, jak o tym pomyślę, to żałuję 
Jej twarz była tak atrakcyjna, że Matt momentalnie poczuł chęć przytulenia jej. Zamiast tego, 
uniósł w zamyśleniu brwi, patrząc w niebo. 
- W takich warunkach- powiedział- najlepszą rzeczą, jaką można zrobić, to ułożyć ręce w 
nachyleniu pięćdziesięciu stopni do podłoża i biec lekkim, równomiernym krokiem. 
Chloe patrzyła na niego przez chwilę, a potem zachichotała. 
- Drażnisz się ze mną- rzekła- To nie fair. Jestem zielona, jeśli chodzi o te rzeczy. 
- Pomogę Ci. Możemy to zrobić razem.