background image

Polska w Europie

1 (43) 2003

Wydawca: Fundacja „Polska w Europie”

Warszawa, 2003

background image

Publikacja została dofinansowana przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej
ze środków pomocowych Komisji Europejskiej dla Polski.

Fundacja „Polska w Europie”

FUNDATORZY:
Andrzej Ajnenkiel
Stefan Bratkowski
Halina Bortnowska–Dąbrowska
Jacek Czaputowicz
Paweł Czartoryski †
Kazimierz Dziewanowski †
Artur Hajnicz
Andrzej Kawczak
Zygmunt Skórzyński – prezes Zarządu 
Franciszek Sobieski
Janusz Ziółkowski – prezydent Fundacji 

Zeszyty redagują:
Tadeusz Chabiera
Jacek Czaputowicz – redaktor naczelny
Zygmunt Skórzyński

Sekretariat: Jolanta Kowalczyk

Współpraca: Philip Earl Steele

Adres redakcji: Fundacja „Polska w Europie”
ul. Smolna 34 ap. 25 A, 00–375 Warszawa
tel. 827 42 96, fax 621 00 08
e–mail  pwe@pwe.org.pl

Treść tego numeru PwE znajduje się w Internecie:
www.pwe.org.pl

Projekt i skład: 

K

ot

B

ury

www.kotbury.pl

Drukarnia: Kontrast
ISSN 1231–7934

ZARZĄD: 
Tadeusz Chabiera 
Jacek Czaputowicz
Katarzyna Kołodziejczyk 
Zbigniew Rykowski
Elżbieta Skotnicka–Illasiewicz 
Zygmunt Skórzyński
Przemysław Żurawski vel Grajewski

background image

Od redakcji

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

5

Integracja europejska w teorii i praktyce

Tomasz Grzegorz Grosse

Teoretyczne modele przyszłości Unii Europejskiej

 . . . . . . . . . . . . . .

9

Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Ajnenkiel, Marcin Przeciszewski

Po Szczycie Kopenhaskim Unii Europejskiej – perspektywy 
i problemy

Zapis dyskusji

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

37

Jacek Czaputowicz

Angielska szkoła stosunków międzynarodowych 
i jej stosunek do integracji europejskiej

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

61

Katarzyna Żukrowska

Stosowanie teorii integracji w praktyce europejskiej 

 . . . . . . . .

107

Bezpieczeństwo międzynarodowe

Janusz Onyszkiewicz, Stanisław Koziej, Jacek Czaputowicz

Światowy terroryzm – Irak – odpowiedzialność USA 
a Europa

Zapis dyskusji

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

131

Krystian Piątkowski

Polski przemysł zbrojeniowy na rozdrożu

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

151

Wokół IV filaru Unii Europejskiej

Dominik Morawski

Wymiar kulturowy i obyczajowy obecności Polski 
w procesie integracji europejskiej

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

193

Antoni Kukliński

IV czy I filar Unii Europejskiej?

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

199

English Summary

 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

201

background image
background image

Od redakcji

Integracja Polski z Unią Europejską, o której Polacy zadecydują w referen-

dum akcesyjnym, to wybór na długie lata. Dla części naszych Rodaków będzie
to  wybór  historyczny  i  cywilizacyjny,  dla  części  –  pragmatyczny,  wynikający 
z chłodnych kalkulacji naszych interesów narodowych, a także indywidualnych
korzyści.  Godząc  niejako  te  podejścia,  nasi  Autorzy  podjęli  kolejną  próbę
zracjonalizowania argumentów „za” i „przeciw” integracji. Analizy zamieszczo-
ne w dziale INTEGRACJA EUROPEJSKA W TEORII I PRAKTYCE uzupełniają
debatę o refleksję na temat teoretycznych podstaw tego procesu. 

Tomasz Grzegorz Grosse podejmuje związki teorii z praktyką, rzutując je

na  możliwe  scenariusze  funkcjonowania  UE  w  przyszłości.  W  artykule
Teoretyczne modele przyszłości Unii Europejskiej autor przybliża dotychcza-
sowy dorobek teoretyczny, wyróżniając cztery płaszczyzny analityczne: ideową,
ekonomiczną,  instytucjonalną  oraz  strategicznej  roli  elit  politycznych.
Dochodzi  przy  tym  do  wniosku,  że  włączając  się  w  konstruktywny  sposób 
w proces zmian instytucjonalnych i politycznych w UE, Polska powinna kon-
centrować się na budowaniu własnej pozycji na arenie europejskiej. W interesie
naszego kraju jest szukanie miejsca we Wspólnocie, osiąganie specjalizacji eko-
nomicznej  i  politycznej,  która  umożliwia  wykorzystanie  naszych  atutów,  rea-
lizację  narodowych  interesów,  a  jednocześnie  –  polityki  ogólnoeuropejskiej.
Powinniśmy  przy  tym  uwzględniać  główne  trendy  polityki  europejskiej,
zwłaszcza  w  relacjach  ze  Stanami  Zjednoczonymi.  Występowanie  wbrew  tym
trendom może bowiem osłabić pozycję Polski w zjednoczonej Europie.

Polska debata na temat naszej wizji zmian politycznych i instytucjonalnych

w Europie, a także polskiego miejsca w UE, będzie mieć pozytywne znaczenie
w  kontekście  zbliżającego  się  referendum  akcesyjnego.  Zdaniem  uczestników
dyskusji  Po  Szczycie  Kopenhaskim  –  perspektywy  i  problemy  (Tadeusz

5

background image

Mazowiecki, Andrzej Ajnenkiel, Marcin Przeciszewski) taka debata powinna
stać  się  przykładem  pozytywnego  i  konstruktywnego  myślenia  o  sprawach
europejskich, określić nasze cele narodowe po akcesji oraz możliwości ich zre-
alizowania.  Po  zdiagnozowaniu  obecnego  stanu  przygotowań  do  naszej  obe-
cności w Unii, tak w świetle zaszłości historycznych, jak i oczekiwań naszych
partnerów, paneliści postulują nie tylko intensyfikację przygotowań, ale także
zmianę  podejścia  elit  politycznych  i  gospodarczych.  Wszyscy  uczestnicy  kon-
wersatorium  zgodzili  się  też,  że  kampanie  przedreferendalne  winny  być
adresowane raczej do eurosceptyków oraz środowisk biernych politycznie niż
–  jak  dotychczas  –  do  większości  Polaków  przekonanych  o  konieczności
naszego  wejścia  do  UE.  Nie  ulega  przy  tym  wątpliwości,  że  publikowana
dyskusja – podobnie jak zamieszczone w dziale refleksje teoretyczne – dodają
im  ważkich  intelektualnie  argumentów  pozytywnych,  opartych  na  bilansie
kosztów i korzyści z integracji.

Jacek  Czaputowicz (vide:  Angielska  szkoła  stosunków  międzynaro-

dowych i jej stosunek do integracji europejskiej) przedstawia genezę, historię
i teoretyczny dorobek szkoły angielskiej oraz ocenia jej wkład do rozwoju teorii
stosunków  międzynarodowych  ze  szczególnym  uwzględnieniem  jej  stosunku
do  integracji  europejskiej.  Wyjaśnia  podstawowe  kategorie  pojęciowe  szkoły
(system  międzynarodowy,  społeczność  międzynarodowa,  społeczność  świa-
towa) oraz założenia istniejących w jej ramach nurtów teoretycznych (pluralizm
i  solidaryzm).  Autor  podkreśla  przy  tym  „europejskość”  szkoły  angielskiej,
którą charakteryzuje protest przeciwko dominacji autorów amerykańskich we
współczesnej  refleksji  teoretycznej  na  temat  stosunków  międzynarodowych.
Obecnemu  renesansowi  szkoły  angielskiej  towarzyszą  próby  sformułowania
nowego  programu  badawczego,  nadania  jej  większej  spójności  i  wymiaru
europejskiego. Szczególne zainteresowanie jej przedstawicieli budzi obecnie UE
jako  zrealizowany  przykład  najbardziej  rozwiniętej  społeczności  międzynaro-
dowej.

Sam proces integracji – pisze Katarzyna Żukrowska w artykule Stosowanie

teorii  integracji  w  praktyce  europejskiej –  jest  urzeczywistnieniem  poszuki-
wań uczonych, którzy chcieli ograniczyć agresywne interakcje między państwa-
mi. Autorka przybliża próby stworzenia teorii integracji oraz przesłanki ich po-
pularności, by przejść następnie do omówienia przyjętych zasad praktycznych
i  kolejnych  faz  integracji  europejskiej.  Na  podstawie  analizy  przełomowych
decyzji członków Wspólnot Europejskich dochodzi do wniosku, że integrację
polityczną uwarunkowała ścisła współpraca ekonomiczna. Wymierne korzyści

OD REDAKCJI

6

background image

natury gospodarczej umożliwiły przejście do politycznej fazy integracji, której
najbardziej skondensowanym przejawem są obecne prace nad konstytucją zje-
dnoczonej Europy.

Drugi  temat  ramowy  niniejszego  zeszytu  „Polski  w  Europie”  –  BEZ-

PIECZEŃSTWO  MIĘDZYNARODOWE –  stale  gości  na  naszych  łamach.
Dyskusja  Światowy  terroryzm  –  Irak  –  odpowiedzialność  USA  a  Europa,
która  odbyła  się  na  początku  października  ub.r.,  była  poświęcona  wyzwaniu,
jakie stanowi terroryzm i Irak dla społeczności międzynarodowej. Zaproszeni
eksperci (Janusz Onyszkiewicz, Stanisław Koziej, Jacek Czaputowicz) trafnie
sprognozowali rozwój wydarzeń związanych z kryzysem irackim, podkreślając
zwłaszcza  jego  znaczenie  dla  przyszłości  NATO  oraz  przyszłości  stosunków
Europa  –  USA.  W  opinii  ministra  Janusza  Onyszkiewicza  nieunikniony  jest
powrót do dyskusji o roli NATO, jaka miała miejsce przed i w trakcie Szczytu
Waszyngtońskiego.  Generał  Stanisław  Koziej  przewidział  nieuchronność  ope-
racji militarnej, ukierunkowanej na zmianę reżimu w Bagdadzie. W jego opinii
decyzja  o  powołaniu  sił  ekspedycyjnych  NATO  była  przedwczesna.  Należy
najpierw rozstrzygnąć kwestie strategiczno-polityczne, przyjąć nową doktrynę
działania  NATO  jako  podmiotu  reagowania  kryzysowego  w  skali  globalnej
(poza  obszarem  euroatlantyckim),  a  następnie  operacyjne  ustalenia  co  do
funkcjonowania Sojuszu w nowych warunkach. Zarówno paneliści, jak i dysku-
tanci odnieśli się do nowej, prewencyjnej strategii bezpieczeństwa narodowego
USA, obecnego kryzysu istniejącego systemu międzynarodowego oraz roli ONZ
i NATO. Dostrzegli też swoisty dylemat dla polskiej polityki zagranicznej, który
dotyczy wyboru strategicznych sojuszników.

Gruntowna  analiza  Polski  przemysł  zbrojeniowy  na  rozdrożu dobrze

wpisuje się w kontekst zmian w istniejącym systemie międzynarodowym i po-
szukiwania  w  nim  miejsca  Polski.  Jej  autor,  Krystian  Piątkowski,  szkicuje
zewnętrzne i wewnętrzne uwarunkowania obecnej sytuacji w polskim sektorze
zbrojeniowym  (rola  państwa,  eksport,  rynki  zbytu,  poziom  technologiczny
naszych wyrobów) oraz szczegółowo analizuje przyczyny i skutki kryzysu lat
90.  Dotychczasowe  podejścia  do  reformy  polskiej  zbrojeniówki  (Klimka-
-Ogryczaka,  Szarawarskiego-Kaczmarka)  były,  zdaniem  autora,  nieudane,  nie
uwzględniały bowiem tendencji obserwowanych w światowym przemyśle zbro-
jeniowym  (konsolidacja,  prywatyzacja,  programy  międzynarodowe,  rewolucja
w wojskowości). Dalsze ignorowanie tych procesów – konkluduje – grozi sta-
gnacją i izolacją polskiego przemysłu obronnego. Polska, podobnie jak każde
inne  państwo  europejskie,  nie  jest  w  stanie  wyprodukować  samodzielnie

7

OD REDAKCJI

background image

żadnego złożonego systemu uzbrojenia po możliwej do zaakceptowania cenie.
Kreśląc  kierunki  niezbędnych  w  tym  sektorze  zmian,  autor  podkreśla,  że
dalekosiężna strategia jego rozwoju winna uwzględniać przede wszystkim coraz
głębszą  integrację  Polski  z  obszarem  europejskim,  a  także  redefinicję  roli
państwa,  przemiany  strukturalne  i  własnościowe,  dopływ  kapitału
zagranicznego, gruntowne zmiany w sferze zarządzania branżą oraz w systemie
handlu bronią i systemie planowania obronnego. Głównym klientem polskiej
zbrojeniówki jest bowiem i pozostanie Wojsko Polskie. 

Niniejszy numer uzupełniają dwie wypowiedzi WOKÓŁ IV FILARU UNII

EUROPEJSKIEJ,  które  są  kontynuacją  dyskusji  na  temat  Apelu  Polskiej  Rady
Ruchu Europejskiego o stworzenie filaru obejmującego edukację, naukę i kul-
turę.  Swoje  refleksje  na  ten  temat  Dominik  Morawski przedstawia  z  perspe-
ktywy  doświadczenia  wieloletniej  pracy  w  Rzymie.  Dochodzi  przy  tym  do
wniosku, że polskie elity polityczne nie doceniają znaczenia kulturowego i oby-
czajowego  wymiaru  w  stosunkach  międzyludzkich,  aczkolwiek  to  on  właśnie
jest  głównym  czynnikiem  warunkującym  poprawę  wizerunku  Polski  w  skali
międzynarodowej,  a  także  sprawny  i  efektywny  udział  Polaków  w  integracji
europejskiej.

Z kolei Antoni Kukliński, postulując ofensywę polskiej myśli europejskiej,

stawia  konkretne  pytania  badawcze,  wokół  których  winna  się  koncentrować
dyskusja na temat przyszłości Europy jako fragmentu i aktora sceny globalnej. 

OD REDAKCJI

8

background image

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 9–36

9

Integracja europejska w teorii i praktyce

Tomasz Grzegorz Grosse*

Teoretyczne modele przyszłości 
Unii Europejskiej

Po  upadku  bloku  wschodniego  Stany  Zjednoczone  Ameryki  są  jedynym

mocarstwem na skalę światową. Wielu politologów dostrzega jednak rozliczne
oznaki  kryzysu  przywództwa  tego  państwa,  oczekując  w  perspektywie  nad-
chodzących  dziesięcioleci  nowego  ładu  ponadnarodowego

1

.  Wśród  potencjal-

nych liderów światowych wymienia się Chiny i poszerzoną Unię Europejską. 

Pozycja Europy w tej rywalizacji o przywództwo na świecie zależy od kilku

zasadniczych czynników. Po pierwsze – od określenia dalekosiężnej wizji roz-
wojowej i jej roli na arenie globalnej. Po drugie – od wprowadzenia niezbędnych
zmian instytucjonalnych i rozstrzygnięcia dylematu ustrojowego wspólnoty. Po
trzecie  –  od  zdynamizowania  rozwoju  ekonomicznego  w  celu  skutecznego
rywalizowania ze Stanami Zjednoczonymi i krajami Azji Wschodniej. Istotnym
uwarunkowaniem  przyszłej  pozycji  Unii  Europejskiej  będą  również  rezultaty
procesów niwelowania zróżnicowań społecznych i regionalnych oraz integracji
krajów  Europy  Środkowej.  Słabe  ich  efekty  w  połączeniu  z  brakiem  reformy
instytucji unijnych mogą doprowadzić do paraliżu decyzyjnego i fiaska projek-
tu europejskiego. 

Według  znakomitego  historyka  brytyjskiego  Arnolda  Toynbee’ego

2

do

zmierzchu  największych  imperiów  w  dziejach  przyczyniły  się  rutyna  i  brak
kreatywności  elit  społecznych.  Zabrakło  wspólnej  wizji  przyszłości  i  ogólnie
akceptowalnych  wartości,  stanowiących  podstawę  ładu  społecznego  i  samo-
identyfikacji  społeczeństwa.  Narastające  podziały  wewnętrzne  doprowadziły
do  upadku  autorytetów  i  erozji  przywództwa  elit.  Instytucje  coraz  słabiej  na-

* Dr Tomasz Grzegorz Grosse jest ekspertem Instytutu Spraw Publicznych i Centrum Badań
Regionalnych. 

background image

wiązywały do rzeczywistej struktury społecznej i gospodarczej. Bezwład insty-
tucjonalny i nieumiejętność dokonywania strategicznych wyborów spotęgowały
sprzeczności  systemowe,  których  przejawem  było  narastanie  konfliktów
interesów, partykularyzm poszczególnych grup i utrata sterowności nad całym
systemem. 

Spróbujmy  przyjrzeć  się  uwarunkowaniom  przyszłości  Unii  Europejskiej 

w  podobnym  kontekście.  Głównym  czynnikiem  integracji  europejskiej  i  jej
strategicznej wizji przyszłości był dotychczas szok wywołany konsekwencjami
drugiej  wojny  światowej  i  rolą,  jaką  w  tym  konflikcie  odegrały  Niemcy.
Spragnione  pokoju  i  wykrwawione  społeczeństwa  europejskie  miały  po
zakończeniu wojny silną motywację do zbudowania modelu współpracy, który,
z jednej strony, miał służyć odbudowie gospodarczej, a z drugiej – na trwałe
wykluczać konflikt na zachodzie Europy. Ważnym czynnikiem integracyjnym
okazał się także zimnowojenny podział świata, w ramach którego zjednoczona
Europa pełniła funkcje stabilizujące. 

W chwili obecnej omówione wyżej czynniki są już nieaktualne. Rozpadł się

system dwubiegunowy. Wspomnienie drugiej wojny światowej wyblakło. Unia
Europejska w coraz mniejszym stopniu równoważy potęgę ekonomiczną i poli-
tyczną zjednoczonych Niemiec. Po upadku Muru Berlińskiego, na fali ogólnej
euforii  społecznej  i  pomyślnej  koniunktury  ekonomicznej,  podjęto  decyzje 
o rozszerzeniu Wspólnoty Europejskiej i wprowadzeniu euro. Znaczenie tych
historycznych decyzji, jak się wydaje, powoli się już wyczerpuje. Dekoniunktura
gospodarcza osłabia impulsy integracyjne i strategiczne myślenie. Czy narasta-
jąca  rywalizacja  ekonomiczna  z  Ameryką  oraz  zarysowująca  się  konkurencja 
z krajami azjatyckimi będą wystarczającym impulsem dla odważnych decyzji?
Czy  może  stanie  się  nim  coraz  silniejsza  dominacja  Niemiec  w  Europie?  Jest
mało  prawdopodobne  natomiast,  aby  takim  czynnikiem  mogło  się  stać
zagrożenie terroryzmem. 

W dotychczasowej historii świata Europa była widownią krwawej rywaliza-

cji  o  przywództwo.  Okresy  pokoju  były  tu  stosunkowo  rzadkie  i  wynikały 
z  układu  wzajemnej  równowagi  sił,  narzucanej  często  przez  układ  globalny.
Mocarstwa  światowe  (np.  Wielka  Brytania  w  XIX  wieku  i  USA  w  wieku  XX)
zostały  zbudowane  na  akumulacji  zasobów  pozaeuropejskich.  Natomiast
dwukrotnie  podjęta  przez  Niemcy  próba  uzyskania  mocarstwowej  pozycji 
w  oparciu  o  zasoby  europejskie  zakończyła  się  rujnującym  konfliktem.
Dwubiegunowy  układ  polityki  światowej  był  też  czynnikiem  zapewniającym
pomyślność dotychczasowej integracji europejskiej. Po jego rozpadzie mamy do

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

10

background image

czynienia  z  nawrotem  ruchów  nacjonalistycznych  w  Europie.  Akcentowanie
wąsko rozumianych interesów narodowych jest poważną przeszkodą w dalszej
integracji.  Co  więcej,  jakakolwiek  próba  zdominowania  Unii  dla  realizacji
korzyści  jednego  lub  grupy  najsilniejszych  państw  może  doprowadzić  do
całkowitego upadku idei integracji. 

Cztery wymiary prognozowania losów Europy

Istnieją co najmniej cztery możliwe aspekty analizy przyszłości Europy. Po

pierwsze, aspekt ideowy, dotyczący fundamentalnych wartości i odniesień sym-
bolicznych.  Główny  dylemat  Europejczyków  dotyczy  dziś  wyboru  między
wartościami  solidaryzmu  społecznego  a  zapewnieniem  dobrobytu  najlepiej
sytuowanych grup obywateli. Zasada solidaryzmu jest równoznaczna ze zgodą
na  redystrybucję  dochodów  na  rzecz  peryferiów,  tj.  sprzyja  wspieraniu
obszarów słabiej rozwijających się, a także grup społecznych, które nie mieszczą
się w średniej europejskiej. 

Wybór  zasady  solidaryzmu  będzie  skutkować  zwiększonym  wsparciem

regionów  problemowych,  kosztem  tzw.  lokomotyw  wzrostu.  W  praktyce
oznaczałoby  to  ograniczenie  pomocy  strukturalnej  dla  dotychczasowych
członków  wspólnoty  na  rzecz  nowo  przyjmowanych  krajów.  Oznaczałoby
również rezygnację z krańcowej formy doktryny liberalnej w gospodarce i poli-
tyce  społecznej  oraz  zachowanie  wielu  rozwiązań  charakterystycznych  dla
modelu  państwa  opiekuńczego.  Przyjęcie  tej  zasady  skutkowałoby  ponadto
zbudowaniem nowych, solidnych instytucji ponadnarodowych, odpowiedzial-
nych za realizację polityk społecznych i modernizacyjnych w UE oraz modelem
gospodarki opartym tak na mechanizmach deregulacji i urynkowienia, jak i sil-
nego interwencjonizmu publicznego. 

Omawiany wybór jest ściśle związany z innym fundamentalnym wyborem

ideowym – między indywidualizmem a wspólnotą obywatelską, między przy-
bierającą coraz bardziej wyostrzoną formę ochroną praw jednostkowych a nad-
rzędnością interesu dobra wspólnego. Kolejnym możliwym wyborem ideowym
przyszłej Europy jest postawa tolerancji i otwartości wobec odmienności kul-
turowej albo zamknięcie się na różnorodność i homogenizacja kulturowa. 

Powszechnie  podzielane  wartości  są  nieodzownym  warunkiem  wspólnoty

narodów  europejskich  i  samoidentyfikacji  Europejczyków.  Są  niezbędne  dla
znalezienia  wspólnych  odniesień  historycznych  i  kulturowych,  tworzących
podstawę  dla  przyszłej  tożsamości  europejskiej.  Stworzenie  nowej  jakości
społecznej w Europie jest zadaniem długofalowym i niezwykle trudnym. Będą

11

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

temu  sprzyjać  raczej  zasady  solidarności  i  społeczeństwa  obywatelskiego  niż
indywidualizmu lub liberalizmu. 

Drugim  aspektem  oceny  przyszłości  europejskiej  jest  płaszczyzna  gospo-

darcza, zwłaszcza czynniki sprzyjające osiągnięciu pozycji konkurencyjnej UE
na arenie globalnej. Integrację europejską traktuje się często jako sposób osią-
gnięcia lepszej pozycji konkurencyjnej w gospodarce globalnej. W takim ujęciu
regionalizacja  gospodarcza  jest  odpowiedzią  państw  narodowych  na  pojawia-
jące  się  wraz  z  globalizacją  problemy  polityczne  i  ekonomiczne.  Integracja
regionalna jest więc strategią władz publicznych, dążących do poprawy pozycji
narodowych  gospodarek  i  osiągnięcia  określonych  celów  politycznych  i  eko-
nomicznych w ramach gospodarki globalnej. Lepsze rezultaty przedsiębiorstw
krajowych umożliwia szersza skala działalności gospodarczej, a także ochrona
przed konkurencją zewnętrzną

3

Wielu  badaczy  podkreśla  znaczenie  procesów  globalizacji  i  wzrastającej

konkurencji ekonomicznej dla integracji europejskiej. Alec Stone Sweet i Wayne
Standholtz uważają, iż proces decyzyjny w Europie jest w ogromnym stopniu
inspirowany  przez  wzrastające  znaczenie  społeczności  międzynarodowej, 
w tym również ponadnarodowych podmiotów gospodarczych. Ekspansja świa-
towej  wymiany  gospodarczej,  coraz  większe  znaczenie  prawa  międzynaro-
dowego  regulującego  tę  wymianę  oraz  związane  z  nimi  instytucje  i  osoby
wywierają nieustanną presję na Europę, aby sprostać wyzwaniom globalizacji

4

.

Według Andrew Moravcsika najważniejszym czynnikiem dla rozwoju integracji
europejskiej  po  II  wojnie  światowej  była  presja  ze  strony  korporacji  naro-
dowych i eksporterów, którzy dążyli do ekspansji rynkowej, jednakowych dla
całej Europy regulacji gospodarczych i stabilizacji kursowej walut

5

Jak  wskazuje  doświadczenie  kształtowania  się  Unii  Europejskiej,  sojusze

regionalne powstają z inicjatywy najsilniejszych państw i w oczywisty sposób
służą realizacji ich interesów politycznych i gospodarczych. Poza celami stricte
politycznymi,  państwom  europejskim  zależało  na  poprawie  ich  pozycji  eko-
nomicznej.  Na  podkreślenie  zasługuje  więc  fakt,  że  główną  rolę  w  procesach
integracji ekonomicznej pełnią państwa narodowe i w nadchodzącej przyszłości
pozostaną głównymi graczami na tym polu. 

Oprócz państw, aktywną rolę w omawianych procesach odgrywają podmio-

ty gospodarcze. Według niektórych badaczy, nawet większą aniżeli elity polity-
czne  państw  narodowych

6

.  Ich  wpływ  na  integrację  europejską  jest  jednak 

bardzo  zróżnicowany  i  niejednoznaczny.  Część  dużych  przedsiębiorstw
państwowych  (jak  np.  francuskie  przedsiębiorstwa  telekomunikacyjne  i  ener-

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

12

background image

getyczne)  będzie  kooperowała  z  własnymi  administracjami  narodowymi 
w obronie uprzywilejowanej pozycji na rynku. Niektóre europejskie koncerny
(np.  europejski  przemysł  stalowy,  maszynowy,  samochodowy  i  stoczniowy)
będą z kolei dążyły do dalszej liberalizacji wspólnego rynku, a jednocześnie do
ochrony  protekcyjnej  tego  rynku  przed  konkurencją  zewnętrzną.  Odrębną 
kategorią  jest  lobby  rolnicze,  opowiadające  się  za  barierami  protekcyjnymi 
i opóźniające dalszą integrację. Ta grupa interesu jest silnie powiązana z naro-
dowymi  elitami  politycznymi,  podobnie  jak  część  koncernów  europejskich,
związanych  z  sektorem  obronnym.  Te  ostatnie,  w  odróżnieniu  od  lobby  rol-
niczego,  będą  jednak  pozytywnie  wpływać  na  integrację  ponadnarodową.
Generalizując,  można  powiedzieć,  że  większość  europejskich  przedsiębiorstw
silnie powiązanych z elitami narodowymi szuka raczej wsparcia państw, a nie
Unii Europejskiej. Część przedsiębiorców popiera dalszą liberalizację i deregu-
lację, ale tylko w niewielkim stopniu sprzyja budowie ponadnarodowych insty-
tucji rynkowych. 

Trzecią płaszczyzną analizy przyszłości Europy jest aspekt instytucjonalny.

Europejczycy  mogą  urzeczywistnić  jeden  z  kilku  potencjalnych  modeli  ustro-
jowych.  Od  lat  dyskutuje  się  nad  możliwością  zbudowania  jakiegoś  wariantu
ustroju federalnego. Prowadzą doń trzy scenariusze. Po pierwsze, „ucieczka od
polityki” i państwa narodowego oraz konsekwentne wzmacnianie administracji
brukselskiej.  Taki  wariant  możemy  nazwać  federalizmem  technokratycznym.
Przejawem tego rodzaju strategii było wprowadzenie w latach 80. reformy poli-
tyki strukturalnej UE, która, z jednej strony, miała na celu osłabienie znaczenia
państw  narodowych,  a  z  drugiej  –  wzmocnienie  kompetencji  Komisji
Europejskiej  oraz  regionów  samorządowych.  Po  drugie,  istnieje  możliwość
budowy federalizmu ekonomicznego, poprzez stopniowe wprowadzanie wspól-
nych  instrumentów  gospodarczych,  takich  jak  wspólny  rynek  lub  euro.
Zgodnie  z  tym  scenariuszem  ponadnarodowe  instrumenty  rynkowe  mają
wymusić  z  czasem  prowadzenie  skoordynowanych  polityk  ekonomicznych, 
a w rezultacie – konieczność działania politycznego na poziomie ogólnoeuro-
pejskim.  Istnieje,  wreszcie,  możliwość  budowy  federalizmu  obywatelskiego, 
w oparciu o parlament wyłaniany w wyborach ogólnoeuropejskich. Taki scena-
riusz, zakładający silną tożsamość Europejczyka, jest najmniej prawdopodobny. 

Kolejnym modelem instytucjonalnym jest konfederacja państw narodowych

według słynnego projektu Charlesa de Gaulle’a

7

. Dominującą rolę w jego kon-

cepcji  odgrywają  państwa  narodowe,  zaś  wspólnota  europejska  służy  przede
wszystkim  zabezpieczeniu  interesów  narodowych.  W  praktyce  model  ten

13

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

prowadzi  do  wzmocnienia  roli  najsilniejszych  organizmów  politycznych.
Jeszcze innym modelem wspólnoty europejskiej jest układ sieciowy, w którym
państwa narodowe dzielą suwerenność tak z innymi podmiotami tego samego
szczebla,  jak  i  z  regionami  i  samorządami  lokalnymi  oraz  grupami  lobbysty-
cznymi  i  Komisją  Europejską.  Zdaniem  wielu  specjalistów,  ten  model  już
funkcjonuje  w  Unii

8

.  W  mojej  opinii,  pomimo  sieciowej  struktury  władzy 

w  Europie,  dominujący  wpływ  na  decyzje  zachowują  państwa  narodowe.
Przejawia  się  to  zwłaszcza  w  momencie  podejmowania  kluczowych  decyzji,
związanych  np.  z  przyjęciem  nowych  członków,  budżetem  lub  reformą
wewnętrzną. Model sieciowy, bez instytucji federalnych, może mieć tendencję
do  rutyny,  utracić  sterowność  i  zdolność  do  podejmowania  strategicznych
reform. Według Davida Calleo jest to model „niczyjej Europy”, który nieuchron-
nie będzie zmierzać do anarchii oraz konfliktów interesów grupowych, insty-
tucjonalnych i narodowych

9

Decyzja o poszerzeniu stawia Unię Europejską przed poważnym dylematem

instytucjonalnym: albo zostaną zbudowane nowe instytucje właściwe ustrojowi
federalnemu,  albo  nadrzędną  rolę  zachowają  państwa  narodowe.  Wybór  tej
drugiej opcji, sprzyjający wpływom najsilniejszych krajów Wspólnot, popchnie
zjednoczoną  Unię  „25”  w  kierunku  podziału  na  państwa  pierwszej  i  drugiej 
kategorii. 

Czwartą,  wreszcie,  płaszczyzną  analizy  przyszłości  Europy  są  zagadnienia

związane  z  elitami  politycznymi.  Czy  są  one  w  stanie  stworzyć  nową  jakość 
w  ponadnarodowych  stosunkach,  czy  też  nadal  są  silnie  powiązane  z  naro-
dowymi  elektoratami?  Czy  istnieje  wspólnota  ideowa  partii  socjaldemokraty-
cznych lub konserwatywnych w Europie, która mogłaby stać się podstawą ogól-
noeuropejskiej więzi politycznej? 

Procesy integracyjne w tej sferze znajdują się dopiero w początkowym sta-

dium.  Elity  polityczne  są  nadal  silnie  związane  z  narodowymi  elektoratami,
które decydują o ich pozycji. Można też prognozować, że ta sytuacja szybko nie
ulegnie  zmianie.  Politycy,  podobnie  jak  ich  wyborcy,  będą  spoglądali  na  inte-
grację  europejską  przede  wszystkim  z  perspektywy  narodowych  interesów.
Trudno  także  znaleźć  przykłady  wspólnego  frontu  partii  europejskich  wobec
przyszłości  europejskiej.  Socjaldemokraci  brytyjscy,  francuscy  i  niemieccy
patrzą na integrację UE raczej z punktu widzenia specyficznych interesów naro-
dowych  oraz  własnych  tradycji  politycznych.  Rozmyciu  pokrewieństwa  ide-
owego  bratnich  partii  europejskich  sprzyjają  ponadto  zwrot  w  kierunku  pra-
gmatyzmu  politycznego,  krótkowzroczność  perspektywy  decyzyjnej  oraz

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

14

background image

zacieranie się różnic programowych między lewicą i prawicą. Trudno więc sobie
wyobrazić,  by  socjaldemokraci  niemieccy  i  brytyjscy  zdecydowanie  opowie-
dzieli się za zwiększonym transferem funduszy strukturalnych na rzecz nowych
członków,  choć  powinno  to  zbliżać  ugrupowania  lewicowe.  Jest  natomiast
niemal pewne, że ich stanowisko w tej sprawie określi w praktyce wymiar finan-
sowy,  zwłaszcza  fakt  przynależności  obu  krajów  do  kategorii  największych
płatników netto do budżetu europejskiego. 

Liberalny model integracji ekonomicznej

Jednym z najważniejszych uwarunkowań przyszłości Unii Europejskiej jest

konkurencyjność  gospodarcza.  Według  Lestera  Thurowa,  Europa  przegrywa
rywalizację z Ameryką i Japonią. Obecne zróżnicowanie między obszarami cen-
tralnymi  a  peryferiami,  zdaniem  tego  ekonomisty,  nieuchronnie  pogłębi  się
wraz z poszerzeniem Unii o znacznie słabiej rozwijające się kraje Europy Środ-
kowej. Tu warto przypomnieć, że dochód narodowy Polski stanowi jedynie 40%
średniej  UE,  plasując  nas  wśród  peryferiów  zjednoczonej  Europy.  Bez  zdecy-
dowanej polityki likwidującej nierówności, mogą one stać się czynnikiem, który
w perspektywie długofalowej zakłóci rozwój całej Europy. 

Poważną  barierą  rozwojową  jest  także  duże,  strukturalne  bezrobocie. 

W  porównaniu  z  rynkiem  pracy  Stanów  Zjednoczonych  rynek  europejski
charakteryzują  niska  mobilność  i  niewielki  przyrost  nowego  zatrudnienia. 
Do  rozwiązania  problemu  bezrobocia,  zdaniem  Thurowa,  powinny  się  przy-
czynić  większa  elastyczność  prawa  pracy  i  ograniczenie  pozycji  związków
zawodowych

10

. Europa nie radzi sobie również ze stosowaniem nowoczesnych

technologii na szerszą skalę przemysłową. Obecnie nie ma tutaj np. ani jednego
przedsiębiorstwa specjalizującego się w budowie i projektowaniu mikroproce-
sorów.  W  niedalekiej  przyszłości  może  to  zahamować  rozwój  całego  sektora
wysokich  technologii.  Pomimo  starań,  w  Europie  nie  zbudowano  potężnych
koncernów konkurencyjnych na skalę globalną. Obowiązujące przepisy utrud-
niają fuzje przedsiębiorstw. Największe korporacje międzynarodowe są w wię-
kszości  kontrolowane  przez  kapitał  amerykański  i  –  w  mniejszym  stopniu  –
azjatycki. 

Wysokie  opodatkowanie  i  duże  koszty  pracy  powstrzymują  inwestorów

zewnętrznych.  Z  tych  samych  przyczyn  kapitał  wypływa  ze  Starego
Kontynentu:  europejskie  firmy,  co  zrozumiałe,  szukają  bardziej  korzystnych
lokalizacji  inwestycyjnych.  Do  poprawy  sytuacji  w  tym  względzie  może  przy-
czynić  się  poszerzenie  wspólnoty  na  wschód.  Międzynarodową  konkuren-

15

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

cyjność  Europy  może  więc  poprawić  przeniesienie  europejskiej  produkcji  do
nowych krajów członkowskich.

Orędownikami  modelu  rozwoju  współpracy  ekonomicznej  w  Europie  są

Brytyjczycy.  Jednocześnie  zdecydowanie  sprzeciwiają  się  oni  rozwiązaniom 
o  charakterze  ponadnarodowym  i  traktowaniu  Unii  Europejskiej  jako
przyszłego państwa federalnego. Unia miałaby być jedynie luźnym związkiem
państw,  którego  celem  byłaby  współpraca  gospodarcza  i  liberalizacja  rynku,
przy  zachowaniu  wszystkich  atrybutów  suwerenności

11

.  Z  tego  względu

Brytyjczycy  konsekwentnie  powstrzymują  się  od  wspólnej  waluty,  która
mogłaby  osłabić  możliwości  oddziaływania  władz  na  gospodarkę  narodową 
i znaczenie Londynu jako centrum finansowego. 

Model  wspólnoty  ekonomicznej  w  Europie  ma  wielu  zwolenników  wśród

elit politycznych. Należy jednak pamiętać, że wizja liberalizacji rynku europej-
skiego  jest  jedynie  jedną  z  kilku  propozycji  ekonomicznej  integracji.  Równie
silna  jest  bowiem  tendencja  do  protekcjonizmu  europejskiego,  którą
dodatkowo wzmacniają przedłużająca się recesja gospodarcza na świecie oraz
rywalizacja handlowa ze Stanami Zjednoczonymi i krajami azjatyckimi. Wizja
integracji  ekonomicznej  jest  wykorzystywana  do  realizacji  określonych  celów
gospodarki  narodowej.  Jednym  z  głównych  motywów  skłaniających  rząd
niemiecki  do  wspierania  unii  monetarnej  była,  zdaniem  specjalistów,  chęć
„podzielenia się” kosztami niemieckiego zjednoczenia z innymi państwami

12

Integracja ekonomiczna w Europie jest więc przejawem zasady pragmaty-

cznego  liberalizmu

13

,  łączącej  chęć  otwierania  zewnętrznych  rynków  zbytu 

z jednoczesną ochroną rynku wewnętrznego. Firmy europejskie prowadzą np.
rozliczne  inwestycje  bezpośrednie  na  świecie,  w  tym  poprzez  przejęcia  firm
zagranicznych.  Jednocześnie  wiele  państw  członkowskich  UE  kwestionuje
podobną  praktykę  na  Starym  Kontynencie.  Wspierając  największe  narodowe
koncerny i chroniąc branże wrażliwe społecznie, kraje europejskie domagają się
jednocześnie  wobec  zewnętrznych  partnerów  gospodarczych  postępów  pry-
watyzacji  i  liberalizacji  rynku.  Według  Davida  Calleo  nawrót  do  praktyki
merkantylistycznej  w  Europie  osłabia  dalszą  integrację  ekonomiczną.  Na
dłuższą  metę  będzie  bowiem  sprzyjał  narastaniu  sprzeczności  między
poszczególnymi członkami Unii Europejskiej

14

W  ostatnich  latach  działania  integracyjne  coraz  wyraźniej  zmierzają 

w  kierunku  poprawy  konkurencyjności  gospodarczej  UE  w  skali  światowej.
Naśladując  Amerykę,  politycy  europejscy  starają  się  stworzyć  równie  dynami-
czny obszar rozwoju gospodarczego. „Dogonienie Ameryki wciąż jest możliwe.

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

16

background image

Wymaga  jednak  podjęcia  radykalnych  reform.  Od  tego  zależy  wiarygodność
Unii”  –  twierdzi  przewodniczący  Komisji  Europejskiej  Romano  Prodi.  Temu
celowi służą wspólna waluta, jak również pogłębiająca się liberalizacja gospo-
darki  europejskiej.  Na  szczycie  w  Lizbonie  (2000  r.)  przyjęto  harmonogram
zmian,  zmierzających  do  oparcia  rozwoju  Unii  na  technologiach  elektroni-
cznych  i  społeczeństwie  informatycznym.  Nakreślono  plan  zwielokrotnienia
inwestycji publicznych w naukę, wspierania rozwoju innowacji przemysłowych,
szybkiej  liberalizacji  sektora  usług  finansowych,  transportowych,  energety-
cznych  oraz  otwarcia  narodowych  rynków  zamówień  publicznych  dla  przed-
siębiorców z całej UE. 

W Lizbonie ujawniła się zarazem niespójność wizji integracji ekonomicznej

Europy.  Strategia  lizbońska  była  swoistym  kompromisem  między  rozmaitymi
nurtami politycznymi i doktrynami ekonomicznymi. Obok propozycji liberal-
nych,  znoszących  monopole  państwowe  i  regulacje  narodowe,  znajdujemy 
w  niej  postulat  interwencjonizmu  publicznego.  Na  liście  priorytetów  –  obok
budowy gospodarki opartej na wiedzy – znalazły się priorytety związane z mo-
dernizacją opieki społecznej, rozwojem polityki zatrudnienia itp. W rezultacie, 
w  Lizbonie  nie  udało  się  wypracować  kompromisu  w  sprawie  całościowej
strategii gospodarczej, prowadzącej do poprawy konkurencyjności UE. Kością
niezgody stał się spór między zwolennikami kontynentalnego i anglosaskiego
modelu społecznego. 

Tymczasem pełna integracja gospodarki europejskiej nie może się powieść

bez jednoczesnego zreformowania instytucji unijnych. Trudno bowiem naśla-
dować  Amerykę,  nie  korzystając  z  jej  doświadczenia  instytucjonalnego.  We
wzorcu amerykańskim rozwój gospodarczy opiera się nie tylko na liberalnych
regulacjach  prawnych,  ale  i  na  sprawnym  systemie  instytucji  politycznych 
i  administracyjnych  szczebla  federalnego,  stanowego  i  lokalnego.  System  ten
zapewnia  stabilność  całego  układu,  wspierając  strategiczne  gałęzi  rozwoju
gospodarczego, a w sytuacji kryzysowej energicznie przeciwdziała zagrożeniom
ekonomicznym i społecznym. 

Szczyt lizboński ujawnił również sprzeczności między interesami poszcze-

gólnych krajów członkowskich UE. Ich stanowisko spowolniło (a w niektórych
obszarach wręcz zablokowało) ambitny plan przyjęty w Lizbonie. W efekcie, na
szczycie  w  Barcelonie  (2002  r.)  nie  wprowadzono  pełnej  liberalizacji  prze-
wozów  kolejowych,  przesunięto  termin  liberalizacji  rynku  usług  pocztowych 
i  zamówień  publicznych.  Opór  Francji  uniemożliwił  pełną  deregulację  rynku
energetycznego,  a  sprzeciw  Niemiec  zablokował  liberalizację  usług  finan-

17

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

sowych.  Niemożliwe  okazało  się  uzgodnienie  wspólnego  wzoru  patentu, 
a także ograniczenie skali dotacji z budżetów krajów członkowskich dla rodzi-
mej  przedsiębiorczości.  Co  więcej,  w  opinii  specjalistów,  niektóre  państwa
członkowskie  jedynie  markują  reformy,  manipulują  danymi,  a  podczas  okre-
sowych przeglądów realizacji reform lizbońskich uprawiają propagandę sukce-
su

15

Dla  przyszłości  Unii  Europejskiej  wyniki  szczytu  w  Barcelonie  mają  sym-

boliczne znaczenie. Unaoczniając faktyczną siłę państw narodowych, pokazują
zarazem  trudności  we  wprowadzaniu  zmian  systemowych  w  UE,  szczególnie
zmian  niekorzystnych  dla  gospodarek  krajów  członkowskich.  Szczyt 
w Barcelonie potwierdził także wyższość krótkoterminowych interesów krajów
(a  nawet  niektórych  branż  ich  gospodarek)  nad  interesem  całej  wspólnoty
europejskiej. 

Szanse modelu federalnego w Europie

Najbardziej spójną wizję federalnej Europy przedstawiają politycy niemiec-

cy.  Jest  to  związane  z  ustrojem  i  kulturą  polityczną  Republiki  Federalnej
Niemiec. Ale warto pamiętać, że Niemcy mają dwie całkowicie różne tradycje
integracyjne. Jedna jest oczywiście związana z najnowszą historią tego państwa.
Druga nawiązuje do zjednoczenia pod egidą dominujących Prus, które narzu-
cały  rozwiązania  prawne  i  polityczne  reszcie  niemieckojęzycznych  prowincji.
Zwrócenie  się  elit  niemieckich  w  stronę  tradycji  pruskiej  wydaje  się  obecnie
mało prawdopodobne, a z pewnością okazałoby się na dłuższą metę rujnujące
dla procesów integracyjnych w Europie. 

Strategia  działania  Niemiec  na  arenie  europejskiej  opiera  się  obecnie  na

czterech fundamentach. Po pierwsze, na doraźnej próbie wzmocnienia pozycji
Niemiec  w  Radzie  UE.  Po  drugie,  na  długofalowym  wzmocnieniu  roli  parla-
mentu oraz rządu europejskiego przy jednoczesnym osłabieniu rangi Rady Unii
Europejskiej. Po trzecie, na taktyce zmiennej geometrii członkostwa, tj. skupia-
niu wokół siebie państw, które pogłębiają integrację europejską zgodnie z wizją
strategiczną i interesami niemieckimi. Po czwarte, na traktowaniu poszerzenia
UE jako powrotu do koncepcji Mitteleuropy i wykorzystaniu platformy europej-
skiej  do  odbudowy  niemieckiej  strefy  wpływów  w  Europie  Środkowo-
-Wschodniej. 

Powszechnie uważa się, że Traktat Nicejski (2001 r.) jest sukcesem dyplo-

macji niemieckiej. Zgodnie z postulatami tego kraju wzmocniono pozycję prze-
wodniczącego  Komisji  Europejskiej,  wyposażając  go  w  szersze  kompetencje

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

18

background image

koordynacyjne  i  możliwość  nadawania  kierunku  pracom  komisji.  Przyjęto
niemiecki  postulat  uwzględnienia  czynnika  demograficznego  przy  podziale
głosów  w  Radzie  UE.  Na  życzenie  Niemiec  wprowadzono  wymóg  większości
przynajmniej 62% ogółu ludności Europy przy głosowaniu kwalifikowanym, co
daje  Niemcom  ogromną  przewagę  wobec  innych  krajów  członkowskich,
znacznie  słabiej  zaludnionych.  Dzięki  swemu  potencjałowi  demograficznemu
Niemcy  uzyskały  także  prawo  do  największej  liczby  mandatów  (99)  w  Parla-
mencie  Europejskim.  Dyplomacja  niemiecka  przeforsowała  ponadto  postulat
pogłębionej  integracji  wybranej  grupy  państw,  praktycznie  wykluczając
blokowanie  tego  mechanizmu  przez  państwa  członkowskie.  Prawo  wprowa-
dzenia  tej  procedury  przyznano  zaledwie  ośmiu  krajom,  co  przy  poszerzonej
do  25  członków  Unii  daje  im  duże  możliwości  praktycznego  działania.
Zdaniem  politologów,  szczyt  w  Nicei  otworzył  w  ten  sposób  drogę  do
zróżnicowanego członkostwa w Unii Europejskiej

16

Taktyka  zmiennej  geometrii  członkostwa  otwiera  wprawdzie  możliwości

bardziej  skutecznego  realizowania  niektórych  pomysłów  integracyjnych,
pozostaje jednak niewiadomą, czy tą drogą uda się ustanowić instytucje fede-
ralne.  Wzmacnia  jednocześnie  Niemcy,  które  zyskały  możliwość  realizowania
własnych koncepcji politycznych, uwzględniających przede wszystkim interesy
niemieckie  w  zjednoczonej  Europie.  Zdaniem  specjalistów,  poparcie  Francji
było podyktowane chęcią kontroli inicjatyw niemieckich i niedopuszczenia do
powołania struktur w pełni federalnych

17

Taktyka zmiennej geometrii członkostwa przypomina koncepcję integracji

regionalnej Lloyda Grubera. Zachodzi ona, w jego opinii, najczęściej pod dyk-
tando  najsilniejszych  państw  i  jest  korzystna  głównie  z  punktu  widzenia  ich
interesów. Kraje tworzące instytucje i reguły gry współpracy regionalnej zysku-
ją przy tym ogromną przewagę nad innymi podmiotami, zwłaszcza tymi, które
początkowo  nie  uczestniczą  w  porozumieniu.  Jednak,  jak  podkreśla  Gruber,
nieprzyłączenie  się  do  systemu  współpracy  regionalnej  może  skutkować
znacznie większymi problemami. 

Dobrą ilustracją tej tezy jest stanowisko Włoch. Politycy włoscy obawiali się,

że ich kraj spadnie do gorszej kategorii krajów europejskich. Dlatego – mimo iż
mechanizm europejskiego systemu monetarnego (ESM) był korzystny przede
wszystkim  dla  Niemiec  i  Francji  –  postanowili  włączyć  się  do  tego  systemu. 
W  przeciwnym  razie  Włochy  mogłyby  stracić  zainteresowanie  inwestorów
międzynarodowych, co grozi masowym odpływem środków finansowych z tego
rynku.  Politycy  włoscy  obawiali  się  też  politycznych  następstw  pozostawania

19

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

poza  ESM  (trwałego  podziału  Wspólnot  Europejskich  na  państwa  lepsze 
i  gorsze)  oraz  nadmiernej  emancypacji  Niemiec,  doskonale  wiedzieli  bowiem 
o  korzyściach,  jakie  ten  kraj  mógł  odnieść  w  wyniku  wprowadzenia  systemu
monetarnego. Włosi woleli więc uczestniczyć w ESM i w wypracowywaniu jego
decyzji, by w ten sposób pośrednio kontrolować zachowanie Niemiec i silniej
związać ten kraj ze Wspólnotami Europejskimi

18

Ten znamienny z punktu widzenia integracji regionalnej przykład ilustruje

zasadę,  w  myśl  której  integracja  jest  korzystna  przede  wszystkim  dla  krajów
najsilniejszych.  Kraje  słabsze  nie  mają  po  prostu  zbyt  wielkiego  wyboru.
Podejmują  wyzwanie,  chociaż  osiągają  mniejsze  korzyści.  Pozostawanie  poza
strukturami regionalnymi wiąże się bowiem ze znacznie większymi zagrożenia-
mi. 

Długofalowa  strategia  wprowadzania  ustroju  federalnego  Europy  została

najpełniej  zaprezentowana  w  przemówieniach  Joschki  Fischera

19

i  kanclerza

Gerharda  Schrödera

20

.  Przewiduje  ona  wzmocnienie  władzy  wykonawczej 

w  Europie  poprzez  powołanie  prezydenta  przyszłej  federacji,  wybieranego
przez kolegium elektorów wyłanianych w wyborach powszechnych. Prezydent
stałby na czele rządu, którego trzonem byłaby Komisja Europejska. Ostateczna
wersja tej propozycji została uzgodniona z Francją w połowie stycznia 2003 r. 
i przewiduje wybór szefa Komisji przez Parlament Europejski. Oznacza to nie
tylko usprawnienie działania KE, ale również wzmocnienie pozycji politycznej
Parlamentu. 

Propozycje  niemieckie  obejmują  również  osłabienie  roli  Rady  UE  (w  kon-

cepcji Schrödera utworzyłaby ona drugą izbę parlamentu, w koncepcji Fischera
–  przestałaby  w  ogóle  istnieć).  Funkcje  legislacyjne  federacji  przejąłby
dwuizbowy  parlament,  wybierany  w  części  w  wyborach  powszechnych, 
a w części – pośrednio, przez narodowe parlamenty (koncepcja Fischera) lub
rządy narodowe (Schrödera). Całościowa realizacja wizji polityków niemieckich
jest  mało  realna.  Przeciwstawia  się  temu  szereg  państw,  przede  wszystkim
Francja, według której Unia Europejska powinna pozostać konfederacją suwe-
rennych państw. 

W  efekcie,  postępy  reform  instytucjonalnych  są  powolne  i,  jak  dotąd,  nie

widać  szans  na  gruntowną  zmianę.  Potwierdza  to  próba  ograniczenia  prawa
weta  wobec  decyzji  podejmowanych  przez  Radę  UE.  Zgodnie  z  Traktatem
Amsterdamskim  (1997  r.)  i  Nicejskim  (2001  r.)  głosowanie  kwalifikowaną
większością należy do wyjątków. Charakterystyczny dla funkcjonowania Unii
jest  sposób  dalszego  jego  ograniczenia.  Na  wniosek  Wielkiej  Brytanii  z  listy

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

20

background image

spraw  podlegających  głosowaniu  większościowemu  wykreślono  kwestie  opo-
datkowania  i  bezpieczeństwa  socjalnego.  Na  wniosek  Niemiec  usunięto  zeń
problematykę swobody zatrudnienia. Francja z kolei zażądała usunięcia zagad-
nień  związanych  z  handlem  dobrami  kultury,  usługami  audiowizualnymi,
edukacją,  ochroną  zdrowia  itp.  Ponadto,  praktyka  funkcjonowania  Rady
pokazuje,  że  niejednokrotnie  nawet  w  sprawach  objętych  głosowaniem
większościowym stosuje się tryb jednomyślnego podejmowania decyzji

21

.

Po  Nicei  obowiązuje  ponadto  reguła  tzw.  trzech  większości  w  wybranych

sprawach  objętych  głosowaniem  większościowym.  Obok  kwalifikowanej
większości głosów (powyżej 73%), konieczne jest poparcie przynajmniej 50%
krajów członkowskich i ponad 62% ludności UE. W praktyce poważnie utrud-
nia to głosowanie w Radzie, dając szczególnie mniejszym państwom możliwość
blokowania decyzji. Zachowanie prawa weta jako reguły funkcjonowania Rady
UE  po  raz  kolejny  potwierdza  znaczenie  państw  narodowych  w  strukturach
europejskich.  Podejmowanie  decyzji  w  takich  warunkach  zależy  od  kultury
negocjacyjnej członków wspólnoty politycznej i, wraz ze wzrostem liczebności
tej  wspólnoty,  staje  się  coraz  trudniejsze.  Jednocześnie  należy  pamiętać,  że
długotrwałe blokowanie decyzji w Radzie może w rezultacie sprzyjać zwiększe-
niu  dyskrecjonalnej  władzy  innych  instytucji  wspólnotowych,  przede  wszys-
tkim  Trybunału  i  Komisji  Europejskiej.  Dlatego  też  brak  zasadniczej  zmiany
umożliwiającej skuteczniejsze podejmowanie decyzji w Radzie po rozszerzeniu
UE może w praktyce osłabić pozycję rządów narodowych. 

O faktycznej roli państw narodowych w Europie decyduje pozycja politycz-

na trzech instytucji szczebla unijnego, tj. Parlamentu, Komisji i Europejskiego
Trybunału  Sprawiedliwości.  Częściowe  przesunięcie  władzy  legislacyjnej 
z  Rady  do  Parlamentu  Europejskiego  stanowi  niewątpliwie  znaczący  krok 
w  kierunku  ustroju  federalnego.  W  ramach  procedury  współdecydowania,
która została Traktatem Amsterdamskim rozszerzona na więcej obszarów poli-
tyki  unijnej,  propozycje  Komisji  Europejskiej  mogą  zostać  zmienione 
w  Parlamencie  absolutną  większością  głosów.  Rada  może  zrewidować  te
poprawki jedynie głosując jednomyślnie. Jeśli jednak nie uda się wprowadzić 
w  Radzie  odpowiednich  zmian,  wówczas  może  zostać  powołany  specjalny
komitet konsultacyjny złożony z przedstawicieli Rady i Parlamentu, który dąży
do kompromisowej wersji legislacyjnej. Jeżeli nie uda się osiągnąć kompromisu
–  całość  procesu  kończy  się  bez  żadnego  rozstrzygnięcia.  Można  więc
powiedzieć,  że  począwszy  od  Traktatu  z  Maastricht  (1992  r.),  kiedy  wprowa-
dzono  instytucję  współdecydowania,  nastąpiło  wyraźne  wzmocnienie  pozycji

21

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

politycznej  Parlamentu.  Jednocześnie  państwa  mogą  w  dalszym  ciągu  kon-
trolować  całość  procesu  legislacyjnego  i  w  razie  niepomyślnego  dla  nich
kierunku zmian prawnych mogą doprowadzić do fiaska całego procesu legisla-
cyjnego. 

Poważną przeszkodą w dalszym wzmacnianiu pozycji parlamentu jest słabo

ukształtowana  tożsamość  europejska  wyborców.  Społeczeństwa  Europy  nie
tworzą jednego narodu. Trudno więc oczekiwać, aby uformowały reprezentację
polityczną,  która  nie  będzie  odzwierciedlała  przede  wszystkim  zróżnicowań
terytorialnych  i  narodowych.  Nie  wykształcił  się  też  ogólnoeuropejski  system
partii politycznych, który mógłby stworzyć klimat przyjazny dla rozwoju parla-
mentaryzmu unijnego. 

Komisja  Europejska,  która  ma  być  zalążkiem  federalnego  rządu  europej-

skiego,  jest  powszechnie  krytykowana  za  słabość  strategicznego  działania,
coraz  większą  bezwładność  proceduralną  i  brak  legitymacji  demokratycznej.
Zamiast  osłabiać  znaczenie  państw  narodowych,  staje  się  ekspozyturą  naro-
dowych interesów. Model władzy opartej na silnej pozycji Komisji Europejskiej,
ale bez odpowiedniego nadzoru ze strony ogólnoeuropejskich instytucji przed-
stawicielskich, będzie więc prawdopodobnie dalej oscylował w kierunku domi-
nacji  rządów  narodowych  w  procesie  podejmowania  decyzji.  Dotyczy  to
zwłaszcza  silnych  organizmów  państwowych.  Warto  pamiętać,  że  w  Komisji
Europejskiej od wielu lat funkcjonują swoiste „lenna”, przynależne określonym
krajom.  Niemal  od  początku  istnienia  wspólnot  Francuzi  „kontrolowali”  rol-
nictwo,  Brytyjczycy  –  politykę  konkurencji.  Narodowe  parytety  i  przeciw-
stawne  interesy  poszczególnych  segmentów  komisji  blokują  skuteczność  tej
instytucji. W rezultacie Komisja staje się coraz mniej autonomicznym graczem
na polu strategicznej wizji reformy instytucjonalnej. 

O pozycji politycznej Komisji decyduje również sposób realizowania polityk

wspólnotowych.  Są  one  potencjalnym  instrumentem  pogłębiania  integracji 
w  Europie.  Jednocześnie  w  dalszym  ciągu  strategiczne  decyzje  kierunkowe,
finansowe i instytucjonalne podejmuje w tej sferze Rada. W ramach poszczegól-
nych polityk ujawniają się także silne interesy narodowe, a ostateczny sposób
realizacji  tych  polityk  odzwierciedla  wynegocjowaną  równowagę  interesów
między poszczególnymi państwami. Dobrym przykładem ilustrującym omawia-
ne  zjawiska  jest  próba  zreformowania  polityki  zagranicznej  UE.  Propozycja
francuska  w  tej  mierze  zakłada  powołanie  unijnego  szefa  dyplomacji  i  podej-
mowanie  decyzji  o  polityce  zagranicznej  Unii  kwalifikowaną  większością
głosów.  Jest  to  powszechnie  odbierane  jako  umożliwienie  dyplomacji  fran-

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

22

background image

cuskiej  wykorzystywania  polityki  europejskiej  do  silniejszego  prezentowania
własnych pomysłów na forum światowym. 

W  podobny  sposób  funkcjonują  także  inne  struktury  europejskie.  Nawet

taka  technokratyczna  instytucja,  jaką  jest  Europejski  Bank  Centralny  (gdzie
decyzje  są  podejmowane  przez  profesjonalistów  a  nie  polityków),  pozostaje
pod  wpływem  interesów  narodowych.  „Bank  Centralny  ma  wprawdzie
funkcjonalną  niezależność,  ale  –  tak  jak  wszystkie  instytucje  w  UE  –  jego
działania  i  poszczególni  przedstawiciele  odpowiadają  przed  rządami  naro-
dowymi i muszą uwzględniać specyficzną równowagę sił między nimi”

22

Większość  ekspertów  przyznaje,  iż  duże  znaczenie  dla  procesów  polity-

cznych  w  Europie  uzyskały  w  ostatnich  latach  instytucje  poziomu
ponadpaństwowego. George Tsebelis i Geoffrey Garrett podkreślają zwłaszcza
kompetencje Parlamentu Europejskiego w zakresie wspólnej z Radą Europejską
procedury legislacyjnej. Wskazują także na kompetencje Komisji Europejskiej
w  zakresie  inicjatywy  prawnej  oraz  implementowania  polityk  europejskich,
chociaż jednocześnie uznają, iż w latach 90. zakres realnej władzy Komisji uległ
wyraźnemu  ograniczeniu.  Dostrzegają  także  znaczenie  Europejskiego
Trybunału  Sprawiedliwości  przy  rozstrzyganiu  sporów  dotyczących  prawa
europejskiego. Przyznają na przykład, że blokowanie decyzji w Radzie sprzyja
wzmacnianiu roli Trybunału w praktyce funkcjonowania wspólnoty

23

Tsebelis  i  Garrett  dowodzą  jednocześnie,  iż  to  właśnie  państwa  narodowe

nadal odgrywają w Unii Europejskiej zasadniczą rolę polityczną. Przewidują one
konsekwencje  podejmowanych  decyzji  instytucjonalnych,  prawnych  i  finan-
sowych. Kształtują ramy działania instytucji szczebla wspólnotowego i starają się
określić  sposób  wypełniania  przez  nie  swojego  mandatu.  Delegują  do  nich
swoich przedstawicieli i skrupulatnie monitorują ich działalność. Mają decydu-
jący wpływ na zasadnicze decyzje polityczne i prawne. A w sytuacji, kiedy inne
podmioty  (np.  Trybunał)  interpretują  prawo  niezgodnie  z  intencjami  państw
członkowskich, Rada zawsze może je zmienić w sposób bardziej odpowiadający
ich interesom. Ponadto, według obu autorów, Trybunał rzadko występuje w kwe-
stiach, które naruszają szczególnie wrażliwe interesy państw członkowskich. 

Model konfederacyjny

Dyskusja  nad  rolą  państw  członkowskich  w  Unii  Europejskiej  toczy  się 

w  środowisku  politologów  od  dawna.  Wśród  najczęściej  wymienianych  kon-
cepcji  teoretycznych  wypada  wskazać  trzy  główne  nurty:  neofunkcjonalizm,
podejście „sieciowe” oraz międzyrządowe. 

23

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

Szkoła  neofunkcjonalna  rozwinęła  się  w  latach  50.  zeszłego  stulecia.  Jej

czołowym przedstawicielem był Ernst Haas. Ze szczególnym zainteresowaniem
analizował on integrację regionalną w Europie. Według omawianego kierunku
podstawową cechą tego procesu było funkcjonalne skupienie się w pierwszym
rzędzie na zaspokajaniu potrzeb społecznych, głównie w sferze gospodarczej.
Partykularne  interesy  poszczególnych  krajów  i  grup  społecznych  wzmagały
presję  na  polityków  w  celu  utworzenia  odpowiednich  instytucji  ponadnaro-
dowych na Starym Kontynencie. Dla skutecznego zaspokojenia tych interesów
państwa delegowały sukcesywnie swoje uprawnienia na instytucje europejskie. 
W  rezultacie  rozpoczęto  proces  stopniowej  integracji,  która  –  zainicjowana 
w  sprawach  ekonomicznych  –  wraz  z  upływem  czasu  nabiera  coraz  bardziej
ustrojowego i quasi-federalnego wymiaru. 

Pogłębiająca się integracja ekonomiczna wywierała coraz większą presję na

dalszą integrację o charakterze politycznym i wzmacnianie instytucji poziomu
europejskiego.  Jest  to  bowiem  według  neofunkcjonalistów  proces  naturalny.
Wzmocnienie instytucji ponadpaństwowych powinno zapewnić większą koor-
dynację  i  skuteczność  współpracy  na  płaszczyźnie  gospodarczej.  Integracja
polityczna  jest  niejako  „efektem  ubocznym”  rozwijającej  się  współpracy  eko-
nomicznej. Dlatego też integracja ekonomiczna dokonywana w poszczególnych
sektorach, której rzecznikiem był Jean Monnet, może w rezultacie zaowocować
utworzeniem  unii  o  charakterze  federalnym.  Podejście  neofunkcjonalne  jest
więc  ściśle  związane  z  myśleniem  „wspólnotowym”  o  integracji  europejskiej,
które  czyni  z  instytucji  poziomu  europejskiego  głównych  beneficjentów 
i czołowych graczy tego procesu

24

Kolejną  szkołą  teoretyczną  jest  podejście  „sieciowe”  do  integracji  europe-

jskiej  (multi-level  governance).  Według  przedstawicieli  tej  szkoły  sferę  polityki 
w Unii Europejskiej tworzą wzajemnie powiązane podmioty różnego szczebla:
ponadnarodowe, państwowe, jak również regionalne i lokalne. W ten sposób
badacze  tego  kierunku  polemizowali  zarówno  ze  zwolennikami  podejścia
międzyrządowego, które zakładało dominację rządów państw członkowskich,
jak również neofunkcjonalistami, którzy zakładali dominujące znaczenie insty-
tucji szczebla europejskiego dla procesów integracji na Starym Kontynencie. 

Według Gary Marksa, Liesbet Hooghe oraz Kermita Blanka w procesie inte-

gracji europejskiej państwa narodowe stopniowo tracą suwerenne kompetencje
na rzecz współdecydowania nie tylko z innymi państwami, ale również z roz-
maitymi instytucjami poziomu ponadnarodowego i samorządowego. Państwa
delegują  swoje  uprawnienia  do  innych  podmiotów  i  jedynie  współdecydują 

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

24

background image

w  sprawach  dotąd  zastrzeżonych  wyłącznie  do  ich  kompetencji.  Co  więcej,
przestają mieć zdolność kontrolowania procesu decyzyjnego, a nawet przestają
pełnić rolę pośrednika w kontaktach pomiędzy instytucjami unijnymi a władza-
mi lub organizacjami z obszaru danego kraju członkowskiego. W ten sposób
tracą  monopol  do  reprezentowania  interesów  narodowych  na  forum  polityki
europejskiej.  W  coraz  większym  również  stopniu  tracą  pełną  kontrolę  nad
działaniami podejmowanymi na ich terytorium i jedynie współdecydują o nor-
mach prawnych obowiązujących na własnym obszarze

25

Wreszcie,  nurtem  teoretycznym  podkreślającym  znaczenie  rządów  naro-

dowych w procesach integracji europejskiej jest liberalny intergovernmenta-
lizm
,  którego  najsłynniejszym  przedstawicielem  jest  Andrew  Moravcsik

26

.

Według  niego  historia  współpracy  politycznej  w  Europie  nie  miała  na  celu
utworzenia unii federalnej. Dominującą rolę w tych procesach miały rządy na-
rodowe,  szczególnie  krajów  najsilniejszych  politycznie  i  ekonomicznie.
Moravcsik  analizuje  najbardziej  przełomowe  decyzje  członków  wspólnoty,
poczynając  od  Traktatów  Rzymskich,  aż  do  Traktatu  z  Maastricht 
i  ustanowienia  Unii  Europejskiej.  Były  to  pragmatyczne  decyzje  polityczne
podejmowane  przez  rządy  zainteresowanych  państw,  które  miały  na  uwadze
głównie  własne  interesy,  a  nie  górnolotne  ideały.  Inne  czynniki,  takie  jak
zagrożenia  geopolityczne,  działania  urzędników  europejskich,  międzynaro-
dowych lobbystów lub korporacji miały zdecydowanie drugorzędną rolę w tych
procesach. 

Integracja europejska wynikała więc z gry interesów państw członkowskich.

Zależała ona z jednej strony od postawy elit politycznych, a więc umiejętności
identyfikowania  i  reprezentowania  interesów  narodowych.  Z  drugiej  strony,
wynikała  z  faktycznej  pozycji  negocjacyjnej  danego  państwa,  co  wiązało  się 
z jego siłą ekonomiczną i polityczną na arenie międzynarodowej, a w szczegól-
ności europejskiej. W praktyce decydujące znaczenie miały takie czynniki, jak
wysokość składki do budżetu wspólnotowego, siła głosów, liczba reprezentan-
tów w instytucjach europejskich itd. 

Wspomniana  gra  interesów  nie  była  więc  prowadzona  między  równo-

rzędnymi  partnerami  międzynarodowymi,  ale  wynikała  z  asymetrycznej
współzależności  (asymmetrical  interdependence)  poszczególnych  państw.
Oznacza  to,  że  współpraca  na  Starym  Kontynencie  uwzględniała  wzajemne
relacje między poszczególnymi krajami, a także dążenie do kompromisu zain-
teresowanych  stron  i  przeciwdziałania  decyzjom  podejmowanym  jednostron-
nie. Jednocześnie współpraca uwzględniała jednak nierównomierną siłę nego-

25

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

cjacyjną poszczególnych podmiotów. Asymetryczna współzależność w praktyce
prowadziła więc do tego, że najbardziej wpływowe rządy narodowe, które były
zainteresowane  przeforsowaniem  określonego  ustalenia  traktatowego,  były
skłonne do ustępstw w sprawach mniej istotnych lub marginalnie związanych 
z zasadniczym przedmiotem negocjacji. Tego typu ustępstwa pozwalały im osią-
gać korzyści w najważniejszych obszarach współpracy. Ustępstwa zapobiegały
wetowaniu  porozumienia  przez  mniej  zainteresowanych  (lub  poszkodo-
wanych)  partnerów,  ale  były  prowadzone  jedynie  do  pewnego  momentu:
takiego  mianowicie,  który  nie  zagrażał  zasadniczym  celom  porozumienia 
i którego koszty nie przewyższały ewentualnych korzyści negocjowanego kom-
promisu. 

Moravcsik  spogląda  na  zmiany  polityczne  w  Europie  z  punktu  widzenia

integracji  regionalnej  w  dobie  globalizacji  ekonomicznej.  Podkreśla,  iż
powiększająca  się  konkurencyjność  światowej  gospodarki  po  drugiej  wojnie
światowej  stanowiła  podstawowy  czynnik  pogłębiania  integracji  europejskiej.
Była ona w istocie odpowiedzią rządów europejskich na globalizację. Dlatego
też  wzmacnianie  instytucji  ponadnarodowych  w  Europie  nie  miało  na  celu
budowania  ustroju  federalnego,  ale  tworzenie  efektywnych  instrumentów  dla
obrony interesów gospodarczych i skutecznego realizowania porozumień eko-
nomicznych.  Interesy  gospodarcze,  przede  wszystkim  handlowe,  stanowią
według Moravcsika klucz do zrozumienia integracji europejskiej. 

Podstawową  regułą  działania  było  przy  tym  wspieranie  przez  określone

państwa liberalizacji lub deregulacji w sferach, w których ich gospodarka naro-
dowa była najbardziej konkurencyjna i mogła odnieść zdecydowane korzyści 
z powiększenia rynku. Moravcsik dowodzi również, że państwa uważnie kalku-
lują  opłacalność  delegowania  swoich  kompetencji  na  poziom  europejski.
Pogłębiająca się integracja europejska nie jest więc produktem ubocznym lub
mimowolnym,  ale  przemyślanym  i  najczęściej  zgodnym  z  interesami  naro-
dowymi  poszczególnych  państw.  Przewidują  one  zarówno  pozytywne,  jak
również  negatywne  konsekwencje  swoich  decyzji.  Są  skłonne  oddać  część
swoich  suwerennych  uprawnień,  o  ile  ich  narodowe  interesy  będą  dobrze
współgrały  z  politykami  wspólnotowymi.  W  przeciwnym  razie  odnoszą  się
niechętnie  do  integracji  lub  ją  spowalniają.  Jednocześnie  Moravcsik  wskazuje
liczne  przykłady  wprowadzania  przez  rządy  instrumentów  kontrolnych  nad
instytucjami europejskimi, takich jak na przykład system komitetów zarządza-
jących,  regulacyjnych  i  doradczych,  sprawujących  nadzór  nad  działaniami
Komisji (comitology). 

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

26

background image

Inne niż ekonomiczne czynniki odgrywały zdecydowanie drugoplanową rolę

w procesach integracyjnych. Na przykład znaczenie bezpieczeństwa i suweren-
ności narodowej wzrastało jedynie w trakcie negocjowania kwestii niemających
znaczenia gospodarczego. Także czynniki kulturowe wpływały niekiedy na wyni-
ki  dyskusji  integracyjnej.  Przykładem  są  tutaj  związane  z  tradycją  danego
państwa propozycje rozwiązań instytucjonalnych (np. lansowane przez Niemcy
rozwiązania  quasi-federalne).  Interesy  ekonomiczne,  zdaniem  Moravcsika,
pozostawały jednak zawsze dominujące dla procesów integracyjnych w Europie.

Unia Europejska jest więc organizacją hybrydalną, w której dominuje układ

konfederacyjny z pewnymi elementami ustroju federalnego. Być może zmiany
konstytucyjne przygotowane przez Konwent wzmocnią nieco nurt federalisty-
czny  w  UE,  co  nie  zmienia  faktu,  że  w  nadchodzącej  przyszłości  Europa
pozostanie  tworem  głównie  konfederacyjnym,  w  którym  dominującą  pozycję
będą  miały  Niemcy  i  Francja.  Jest  znamienne,  że  wspomniana  już  wcześniej
propozycja  instytucjonalna  Niemiec  dotycząca  wzmocnienia  Parlamentu  i  KE
została  niemal  natychmiast  zrównoważona  przez  propozycję  francuską  doty-
czącą wzmocnienia pozycji Rady. Obejmuje ona wprowadzenie funkcji prezy-
denta Rady Europejskiej, wyłonionego przez rządy narodowe, którego kaden-
cja  trwałaby  od  2,5  roku  do  nawet  5  lat.  W  zamian  zrezygnowano  by 
z sześciomiesięcznego przewodniczenia pracom Rady przez kolejnych szefów
rządów państw członkowskich. W rezultacie kompromis zawarty przez Niemcy
i Francję równoważy interesy obu krajów. Z jednej strony próbuje wzmacniać
instytucje wspólnotowe i wprowadzać rozwiązania federalistyczne, z drugiej zaś
broni  tradycyjnej  pozycji  rządów  narodowych.  Jednocześnie,  co  jest  charak-
terystyczne dla specyfiki integracji europejskiej, kompromis ten nie uwzględnia
efektywności funkcjonowania całego systemu w przyszłości i może okazać się
konfliktogenny.  Zapewne  wzbudzi  również  wiele  kontrowersji,  zwłaszcza  ze
strony mniejszych krajów członkowskich, które słusznie mogą obawiać się nad-
miernego wzmocnienia pozycji największych państw europejskich. 

Przez wiele lat współpraca Francji i Niemiec była „silnikiem” napędzającym

rozwój całej organizacji. W ostatnim okresie delikatna równowaga między obu
partnerami  została  jednak  naruszona,  do  czego  przyczyniła  się  integracja
Niemiec.  Po  powiększeniu  Unii  prognozowane  jest  dalsze  wzmocnienie  siły
politycznej tego kraju, co może zachwiać współpracę obu krajów, a w konsek-
wencji – utrudnić dalszą modernizację Unii Europejskiej. 

Jest  wielce  prawdopodobne,  że  w  nadchodzącej  przyszłości  główną  rolę 

w  UE  nadal  będą  pełniły  rządy  najsilniejszych  państw  członkowskich.  Prace

27

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

konwentu nad reformą systemu instytucjonalnego Unii nie przyniosą prawdo-
podobnie  większego  przełomu,  gdyż  nie  życzą  sobie  tego  najsilniejsze  kraje
członkowskie. A to one właśnie będą zatwierdzać rezultaty tych prac. Niektóre
propozycje prominentnych polityków Unii unaoczniają chęć zwiększenia kom-
petencji  Rady  UE  (złożonej  z  przedstawicieli  rządów  narodowych)  kosztem
Komisji  Europejskiej.  Nic  nie  wskazuje  natomiast  na  chęć  powołania  w  pełni
demokratycznych instytucji federalnych w Europie.

Wynika  to  z  kilku  podstawowych  przesłanek.  Po  pierwsze,  w  Europie

brakuje  ideowych  podstaw  harmonijnego  rozwoju  instytucjonalnego.
Odniesienia  do  europejskiej  historii,  wspólnych  europejskich  interesów  lub
zagrożeń są nieliczne. Brakuje europejskiej ideologii, na której można by zbu-
dować wspólną tożsamość i identyfikację obywatelską. Jej powstanie utrudnia-
ją  stereotyp  Unii  zbiurokratyzowanej  i  technokratycznej,  dalekiej  od  prob-
lemów zwykłych mieszkańców oraz dominujące obecnie krótkowzroczne i par-
tykularne  myślenie.  Taka  postawa  wyborców  i  polityków  jest  nastawiona  na
doraźne zyski. Dlatego w dyskusji nad przyszłością Unii wyraźnie wyróżniają
się głosy poszczególnych państw i grup lobbystycznych, a nawet pojedynczych
polityków.  Znamienny  jest  tu  przykład  Valery’ego  Giscarda  d’Estaing,  który
jako  przewodniczący  konwentu  konstytucyjnego  zażądał  w  pierwszej  kolej-
ności miesięcznej pensji w wysokości 20 tysięcy euro. 

Po drugie, Europie brakuje wspólnej wizji przyszłości. Postulaty dogonienia

Ameryki są daleko niewystarczającymi pomysłami na integrację europejską. Są
ogólnikowymi deklaracjami bez pokrycia, bowiem nie ma powszechnego kon-
sensusu w sprawie celów działania oraz środków prowadzących do ich osiąg-
nięcia. Brakuje odwagi politycznej dla zaprojektowania instytucji dla przyszłej
Europy. 

Sukcesy  polityków  skrajnej  prawicy  (Jörga  Haidera,  Silvio  Berlusconiego, 

a  ostatnio  –  Jeana  Marie  Le  Pena)  nie  są  tylko  powierzchownym  zjawiskiem.
Świadczą  o  coraz  większym  społecznym  rozczarowaniu  wizją  programową
establishmentu  politycznego  państw  europejskich.  Jest  to  wizja  utrzymana 
w  tonie  poprawności  politycznej,  lecz  bezbarwna  i  –  co  najważniejsze  –  nie
rokująca  nadziei  na  rozwiązanie  problemów  społecznych  i  politycznych.  Dla
rozczarowanych  wyborców  radykalnej  prawicy  wspólna  Europa  jest  tylko
zbiorem pustych sloganów. Dlatego sięgają do propozycji nacjonalistycznych. 

Szczególnym przejawem braku dalekosiężnej wizji strategicznej jest sposób

poszerzania  Unii  Europejskiej  na  wschód.  Negocjacje  w  dużym  stopniu  były
podporządkowane  drobiazgowym  interesom  dotychczasowych  członków  UE.

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

28

background image

Dobrą  tego  ilustracją  jest  presja  wywierana  na  polski  rząd  przez  Holandię 
i Komisję Europejską w sprawie liberalizacji zasad inwestowania za granicą pol-
skich  funduszy  emerytalnych  czy  prywatyzacji  PZU.  W  rezultacie  integracja 
z Europą staje się bardziej kosztowna i niekorzystna dla krajów kandydackich.
Warunki coraz większej liczby rozdziałów negocjacyjnych zdają się zapowiadać
członkostwo  drugiej  kategorii.  Brak  strategicznej  wizji  sprzyja  upowszechnia-
niu się postawy wyższości silniejszych nad słabszymi oraz chęci maksymalnego
zdyskontowania korzystniejszej pozycji przez dotychczasowych członków Unii.
Może  to  w  przyszłości  stanowić  poważne  zagrożenie  dla  stabilności
wewnętrznej UE, a nawet grozi jej rozpadem. 

Po  trzecie,  Unia  Europejska  staje  się  organizmem  coraz  bardziej  zbiuro-

kratyzowanym.  Procedury  stają  się  ważniejsze  niż  cele.  Gąszcz  regulacji
prawnych,  skomplikowany  tryb  konsultacji  i  rozrastająca  się  administracja
Komisji  Europejskiej  sprawiają,  że  Unia  przestaje  być  organizmem  sprawnie
realizującym program polityczny. Będzie to jeszcze trudniejsze w chwili posze-
rzenia Unii do 25 krajów. W chaosie organizacyjnym, jaki wówczas zapanuje,
skuteczne mogą okazać się jedynie sprawne podmioty, przede wszystkim silne
państwa. 

Po  czwarte,  za  zachowaniem  dotychczasowej  roli  państw  i  biurokracji

europejskiej  przemawiają  długoletnie  tradycje,  szczególnie  bismarkowska 
i  napoleońska,  preferujące  system  władzy  oparty  na  sile  biurokracji.  Do  tych
właśnie tradycji będą się odwoływać zarówno zwolennicy usprawnienia egzeku-
tywy  europejskiej,  jak  i  orędownicy  pozostawienia  kluczowej  roli  dla  rządów
narodowych.

Integracja Polski z UE

Podsumowując  dotychczasowe  rozważania,  zatrzymajmy  się  na  moment

nad kwestią integracji Polski ze strukturami europejskimi. Niewątpliwie domi-
nujące znaczenie dla procesu negocjacji przedakcesyjnych miały rządy państw
kandydackich i członkowskich. Obok szczytnych idei, przedstawianych opinii
publicznej zwłaszcza w początkowym okresie negocjacji, widoczne były także
racjonalne  kalkulacje  i  interesy  poszczególnych  państw.  Zgodnie  z  teorią
Moravcsika,  najważniejsze  decyzje  dotyczące  przyszłości  Unii  (a  do  takich
niewątpliwie  należy  kwestia  poszerzenia  wspólnoty)  zapadają  przede  wszyst-
kim  przy  udziale  państw  członkowskich,  pod  wpływem  ich  ekonomicznych
interesów. Negocjacje zdają się potwierdzać tę teorię. Ujawnienie tych tendencji
przed opinią publiczną w ostatniej fazie negocjacji doprowadziło do swoistego

29

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

„odarcia ze złudzeń” dużej części sympatyków integracji europejskiej w krajach
kandydackich.  Europa  straciła  swoją  niewinność  i  idealizm.  Okazało  się
bowiem,  że  integracja  nie  jest  procesem  historycznego  zadośćuczynienia  kra-
jom bloku wschodniego ich przymusowego oddzielenia od Europy po drugiej
wojnie  światowej,  ale  raczej  bezlitosną  kalkulacją  i  skrupulatnym  liczeniem
pieniędzy ze strony europejskich partnerów. 

Decyzje dotyczące poszerzenia wspólnoty podejmowały przede wszystkim

kraje członkowskie. Pozycja negocjacyjna państw ubiegających się o członkost-
wo była generalnie słaba, a w dodatku – jak się wydaje – nie potrafiły one wyko-
rzystać  swoich  skromnych  atutów.  Według  Franka  Schimmelfenniga,  kraje
Europy  Środkowej  i  Wschodniej  utraciły  większość  swoich  atutów  przetar-
gowych  już  w  momencie  podpisania  układu  stowarzyszeniowego  z  Unią
Europejską.  W  ten  sposób  otworzyły  w  zasadzie  swój  rynek  dla  dużej  części
towarów europejskich. Co więcej, od samego początku umowy liberalizacyjne
krajów  kandydackich  z  UE  były  asymetryczne  i  generalnie  niekorzystne  dla
państw  akcesyjnych.  Unia  stosowała  rozmaite  formy  protekcji  dla  swoich
wrażliwych  sektorów  producenckich  lub  usług.  Jednocześnie  utrudniała
dostępność  do  własnego  rynku  dla  tych  towarów  produkowanych  w  krajach
kandydackich,  które  mogły  być  najbardziej  konkurencyjne,  na  przykład  dla
produktów rolniczych, tekstyliów, węgla i stali. W rezultacie kraje kandydujące
mają od wielu lat permanentny deficyt w wymianie handlowej z UE

27

Zdaniem  tegoż  autora,  niektórym  krajom  UE  (zwłaszcza  tym,  które  nie

graniczą  z  rynkami  wschodnimi  albo  mogą  utracić  część  dotychczasowych
korzyści  finansowych,  np.  część  transferów  z  funduszy  strukturalnych  lub
Funduszu  Spójności)  poszerzenie  wspólnoty  nie  przynosi  żadnych
dodatkowych korzyści. Dlatego przewidywał, iż ostatnia faza negocjacji może
być wyjątkowo trudna i niekorzystna dla krajów ubiegających się o wstąpienie
do  UE.  W  istocie  tak  się  stało,  a  warunki  finansowe  akcesji  zostały  wyne-
gocjowane  na  wyjątkowo  niskim  poziomie.  Zamiast  szacunkowego  30  euro
rocznie  obywatele  „15”  zapłacą  na  rzecz  nowych  członków  Unii  tylko  po  ok. 
9 euro. Co więcej, dotychczasowy pułap wsparcia krajów dotychczas korzysta-
jących z pomocy finansowej Unii zostaje zachowany niemal bez zmian, co daje
im kilkukrotną przewagę w poziomie dofinansowania w porównaniu z nowymi
członkami

28

Nieprzypadkowo również właśnie z inicjatywy Niemiec przełamano impas

negocjacyjny  w  Kopenhadze  między  Polską  a  UE.  Jak  się  wydaje,  największe
korzyści  ekonomiczne  wynikające  z  poszerzenia  wspólnoty  odniosą  właśnie

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

30

background image

Niemcy. Eksperci niemieccy szacują, że po rozszerzeniu UE mogą one wynieść
nawet 1,5% wzrostu PKB rocznie

29

Według Schimmelfenniga o rozpoczęciu negocjacji członkowskich zadecy-

dowała swoista moda na poszerzenie wspólnoty, która zapanowała w Europie
po  historycznym  upadku  Muru  Berlińskiego.  Autor  określa  to  mianem  „reto-
rycznego zaangażowania” liderów europejskich, ograniczającego się jedynie do
ogólnikowych  deklaracji  i  szumnych  wypowiedzi  medialnych.  Żaden  z  poli-
tyków państw europejskich nie chciał być ponadto uznany za przeciwnika inte-
gracji, co hamowało ewentualne opory wobec tego procesu. Poszerzenie było
jednak korzystne również dla samych państw członkowskich, co kraje apliku-
jące  do  UE  mogły  lepiej  wykorzystać  w  trakcie  negocjacji.  Największych
korzyści ekonomicznych mogą spodziewać się Niemcy i Austria, a także unijne
kraje skandynawskie. Z punktu widzenia Niemiec rozszerzenie wspólnoty daje
nie tylko wyraźne korzyści natury gospodarczej, ale znacząco wzmacnia także
ich pozycję polityczną w zjednoczonej Europie. 

Ponadto,  poszerzenie  Unii  ma  strategiczne  znaczenie  z  punktu  widzenia

pozycji  Starego  Kontynentu  na  arenie  międzynarodowej,  a  zwłaszcza  w  nad-
chodzącej  konkurencji  o  hegemonię  światową  ze  Stanami  Zjednoczonymi 
i Chinami. Według Hansa Noltego Polska oraz inne kraje naszego regionu staną
się  wewnętrzną  peryferią  UE.  Będą  dostarczać  taniej  siły  roboczej  i  staną  się
źródłem akumulacji kapitału niezbędnego dla rywalizacji Europy w skali glo-
balnej.  Jednocześnie  kraje  peryferyjne  nie  osiągną  pułapu  modernizacji
umożliwiającego  odrobienie  zaległości  i  dorównanie  Zachodowi.  Zbyt  niskie
koszty  finansowe  procesu  poszerzenia  wspólnoty  będą,  jego  zdaniem,
oznaczały  rozpoczęcie  właśnie  takiego  scenariusza  dla  wschodniej  części
Europy

30

Trudności  negocjacyjne  krajów  kandydujących  wynikały  niewątpliwie 

w  dużym  stopniu  z  trudnej  sytuacji  ekonomicznej  w  Europie  i  na  świecie.
Znaczący deficyt budżetowy najważniejszych płatników netto do budżetu UE,
przede  wszystkim  Niemiec,  spowodował  pogorszenie  pozycji  negocjacyjnej
kandydatów.  W  pewnym  jednak  stopniu  wina  za  niezbyt  korzystny  proces
akcesji spada na same państwa Europy Wschodniej i Centralnej. Jak słusznie
zauważył Ryszard Legutko, w procesie integracji polskie władze poprzestawały
na  celach  minimalistycznych  i  dostosowywaniu  się  do  struktur  europejskich.
Nie były zainteresowane tym, co stanie się po owym dostosowaniu, jakie cele
strategiczne staną wówczas przed Polakami

31

. Jak się wydaje, Unia Europejska

nie  skorzystała  z  okazji  związanej  z  poszerzeniem,  aby  w  sposób  zasadniczy

31

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

przebudować  swoje  polityki.  Nie  wsparła  tego  procesu  również  kandydująca
Polska,  nie  zaproponowała  bowiem  odpowiednich  zmian  w  tym  zakresie, 
z punktu widzenia własnych interesów. 

W  trakcie  procesu  integracyjnego  ujawniły  się  zatem  cechy  charakterysty-

czne  polskiej  administracji  i  elit  politycznych,  takie  jak  brak  umiejętności
właściwego  identyfikowania  narodowego  interesu  i  przygotowywania  strate-
gicznych  programów  politycznych  rządu.  Wbrew  założeniom  Moravcsika

32

rząd  polski  nie  dysponował  pełną  informacją  na  temat  problemów  negocja-
cyjnych  i  przygotowanymi  w  perspektywie  długofalowej  strategiami  działania 
w  poszczególnych  sektorach.  Bardziej  korzystną  sytuację  pod  tym  względem
miała Komisja Europejska, która posiadała nie tylko niemal wszystkie raporty
przygotowane  przez  stronę  polską  (najczęściej  na  wniosek  KE),  ale  również
różnorodne opracowania eksperckie przygotowane na własny użytek. Dawało
to niekiedy stronie unijnej możliwości manipulowania negocjacjami i wymusza-
nia na Polakach kolejnych ustępstw. 

Przykładem  braku  strategicznej  wizji  i  elementarnej  koordynacji  polityki

polskiej jest działalność polskich przedstawicieli w Konwencie opracowującym
przyszłą  konstytucję  zjednoczonej  Europy.  Są  to,  jak  wiadomo,  niezwykle
istotne  prace,  nie  tylko  z  punktu  widzenia  przyszłości  Europy,  ale  również
Polski.  Jak  wynika  z  relacji  obserwatorów  działalności  tego  gremium,  polskie
stanowisko jest wyrażane w sposób spontaniczny, bez należytego przygotowa-
nia, a nawet uzgodnienia między nielicznymi przecież przedstawicielami strony
polskiej. Co więcej, poszczególne wypowiedzi Polaków są niekiedy wzajemnie
sprzeczne. Nie wyrażają również spójnej koncepcji lub myśli strategicznej. Nie
wydają się powstawać w oparciu o analizę polskich interesów

33

. Polscy przed-

stawiciele  wydają  się  być  bardziej  zainteresowani  zaprezentowaniem  własnej
osoby aniżeli stanowiska polskiego. 

Innym  przykładem  tych  zjawisk  jest  zaangażowanie  militarne  Polski  po

stronie amerykańskiej w wojnie przeciwko Irakowi. Nadrzędnym celem strate-
gicznym kolejnych rządów w Polsce jest, jak wiadomo, uzyskanie członkostwa
w Unii Europejskiej. W końcowej fazie tego procesu należałoby zmobilizować
wysiłki w tym kierunku i unikać wszystkich przedsięwzięć politycznych, które
mogłyby utrudnić osiągnięcie tego celu. Tymczasem udział wojskowy i polity-
czny  państwa  polskiego  po  stronie  koalicji  antyirackiej  jest  przykładem
działania, które może przynieść negatywne skutki z punktu widzenia polskiej
integracji z UE. Po pierwsze, przyczynia się do osłabienia naszej pozycji na are-
nie europejskiej, co może opóźnić lub zaszkodzić procesowi ratyfikacji traktatu

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

32

background image

europejskiego  przez  kraje  członkowskie.  Po  drugie,  osłabia  ocenę  polskiego
rządu w oczach obywateli, którzy gremialnie sprzeciwiają się udziałowi naszego
kraju w tym konflikcie. Wystawia to na niepotrzebne ryzyko wynik referendum
akcesyjnego.  Socjolodzy  zwracają  bowiem  uwagę  na  wyraźną  tendencję
łączenia głosowania w referendum u części społeczeństwa z chęcią głosowania
przeciwko gabinetowi Leszka Millera. Ponadto, odciąga działania administracji
publicznej  od  zagadnień  związanych  z  należytym  przygotowaniem  Polski  do
członkostwa w Unii Europejskiej, czego najlepszym dowodem jest słaba kam-
pania rządowa przygotowująca do referendum. 

Wracając  do  problematyki  negocjacji  członkowskich,  polskie  elity  polity-

czne zachowywały się w ich trakcie w sposób, który można nazwać za Erichem
Frommem „ucieczką od wolności” czy też próbą „ucieczki od kłopotów” eko-
nomicznych i społecznych. W ramach tego myślenia Unia stanowi remedium
na polskie kłopoty oraz pomysł na przerzucenie ciężarów finansowych i polity-
cznej odpowiedzialności na Europę. Osiągnięcie członkostwa w UE było trak-
towane  jako  cel  sam  w  sobie,  bez  należytego  namysłu  nad  późniejszą  obec-
nością  w  strukturach  europejskich.  Pomoc  unijna  niewątpliwie  zapewni
możliwość  modernizacji  polskiej  gospodarki  i  administracji  publicznej,  ale
zakres wykorzystania tej pomocy może być bardzo różny. Decydujące znacze-
nie  ma  tutaj  właśnie  umiejętność  odpowiedniego  wykorzystania  polskiego
członkostwa w strukturach zjednoczonej Europy. 

Już  w  trakcie  negocjacji  rząd  próbował  wykorzystać  Europę  do  wzmoc-

nienia  swojej  pozycji  na  arenie  wewnętrznej  i  usprawiedliwienia  niektórych
niepopularnych  decyzji  politycznych  (jak  np.  restrukturyzacja  hutnictwa,  rol-
nictwa,  ograniczanie  deficytu  budżetowego  itd.).  Takie  postępowanie  jest
zgodne z tezami Moravcsika o okresowym wzmocnieniu pozycji rządów naro-
dowych w wyniku współpracy europejskiej. Część decyzji polskiego rządu była
podejmowana poza wiedzą opinii publicznej, a także z praktycznym wyłącze-
niem  parlamentu.  Niewątpliwie  wzmacniało  to  pozycję  rządu  (przynajmniej 
w stosunku do władzy ustawodawczej) i ułatwiało pracę polskim negocjatorom.
Później  prezentowano  już  tylko  ostateczne  efekty  negocjacji  –  jako  rezultat
wyższej  konieczności,  historycznej  szansy  lub  potrzeby  dostosowania  się.
Niekiedy  była  to  raczej  próba  maskowania  własnej  niekompetencji,  nad-
miernego optymizmu i niepotrzebnego pośpiechu. 

W ten sposób w zachowaniu polskich elit odbija się echem tradycja polity-

czna z czasów II Rzeczypospolitej. W okresie wolnych elekcji rodziny magnac-
kie  „uciekały”  pod  skrzydła  dworów  zagranicznych,  szukając  tam  patronów 

33

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

i  wsparcia  w  polityce  wewnętrznej.  Może  to  być  jeden  z  wielu  dowodów  na
trwałość sarmackiej obyczajowości w życiu politycznym Polski współczesnej. 

Myślenie o integracji europejskiej w kategoriach „ucieczki od kłopotów” lub

przerzucenia  odpowiedzialności  za  sytuację  w  kraju  po  uzyskaniu  akcesji  na
elity  europejskie  jest  niezwykle  krótkowzroczne.  Obowiązkiem  polskiej  klasy
politycznej  jest  przygotowywanie  się  do  obecności  w  Europie.  Dlatego  tak
niezwykle istotne jest wypracowanie polskiego stanowiska wobec zmian insty-
tucjonalnych w Unii oraz – w ich konsekwencji – zmian w poszczególnych poli-
tykach  europejskich.  Strategiczne  stanowisko  w  tych  sprawach  musi  być
umiejętnie prezentowane, przy współpracy całej klasy politycznej. Poszczególne
zagadnienia  muszą  być  gruntownie  przemyślane  i  przedyskutowane  w  kraju.
Polska powinna również wypracować wizję własnego miejsca w Europie, swojej
narodowej specjalizacji. Postawa bierna albo „ucieczka” od odpowiedzialności
za losy kraju skazuje nas definitywnie na rolę peryferii europejskiej – zarówno
w sensie gospodarczym, politycznym, jak i intelektualnym. 

Debata  na  temat  polskiej  wizji  zmian  politycznych  i  instytucjonalnych 

w  Europie,  a  także  polskiego  miejsca  we  wspólnocie  będzie  mieć  także
niezwykle  korzystne  znaczenie  z  punktu  widzenia  referendum  akcesyjnego.
Trzeba  bowiem  zakładać,  że  taka  debata  będzie  przykładem  pozytywnego 
i konstruktywnego myślenia o sprawach europejskich, określi wspólne naro-
dowe  cele  po  akcesji  oraz  możliwości  realizowania  polskich  interesów  po
uzyskaniu członkostwa w UE. W polskim interesie leży na przykład popieranie
propozycji wzmacniających rolę Parlamentu Europejskiego i Rady, gdyż Polska
będzie dysponowała w obu instytucjach stosunkowo znaczną siłą polityczną.
Należy  też  pamiętać,  iż  dalsze  wzmacnianie  pozycji  parlamentu  będzie
prowadziło  do  stopniowego  wzmacniania  tendencji  federalistycznej  w  Unii
Europejskiej. 

W  polskim  interesie  leży  również  wspieranie  głosowania  kwalifikowaną

większością  głosów  w  Radzie,  gdyż  ogranicza  to  prawo  weta  państw  słabiej
zaludnionych  niż  Polska.  Dzięki  temu  pozycja  negocjacyjna  naszego  kraju
relatywnie wzrasta, zaś rządy mniejszych państw mogą w niektórych sprawach
szukać sojuszy korzystnych dla Polski. Głosowanie większością głosów służy
ponadto wzmocnieniu pozycji politycznej Rady (a więc rządów narodowych)
wobec  innych  instytucji  unijnych.  Wzajemne  blokowanie  procedury  podej-
mowania  decyzji  w  łonie  Rady  nieuchronnie  sprzyja  bowiem  wzmacnianiu
władzy dyskrecjonalnej Komisji Europejskiej i Trybunału. Polacy nie powinni
natomiast  popierać  rozwiązań  służących  pogłębionej  integracji  wybranej

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

34

background image

grupy  państw  (tzw.  zmiennej  geometrii  członkostwa).  Przyspieszyłoby  to
wprawdzie  zmiany  ustrojowe  w  Europie,  ale  może  być  niekorzystne  dla  pol-
skich interesów. 

Kluczowe  znaczenie  dla  polskiej  obecności  w  Europie  będą  mieli  wysoko

wykwalifikowani  urzędnicy,  którzy  na  co  dzień  będą  reprezentować  polskie
interesy w instytucjach europejskich. Niezbędne będzie również odpowiednie
przekształcenie  krajowej  administracji,  by  była  bardziej  sprawnym  instru-
mentem  w  rękach  polskiego  rządu.  Należy  zwłaszcza  pomyśleć  o  powołaniu
struktur  odpowiedzialnych  za  przygotowywanie  programów  działań  strate-
gicznych,  a  także  wzmocnić  funkcje  monitorujące  sprawność  realizowanych
polityk rządu. Konieczne będzie także powołanie struktur odpowiedzialnych za
monitorowanie  współdziałania  na  forum  europejskim  i  w  relacjach  z  instytu-
cjami tego szczebla. Istotną pomoc w realizacji tych funkcji powinno zapewnić
odpowiednie  zaplecze  intelektualne  dla  działań  administracyjnych  w  postaci
instytutów  badawczych  i  ośrodków  akademickich  stale  współpracujących 
z urzędnikami. 

PRZYPISY 

1  Zob. m.in. J. J. Mearsheimer: The Tragedy of Great Power Politics. W. Norton & Company, New York

2001; G. Arrighi: The Long Twentieth Century: Money, Power, and the Origins of Our Times. Verso
Books 1994. Na temat kryzysu przywództwa Ameryki i nowego ładu ponadnarodowego zob. M.
Hardt, A. Negri: Empire. Harvard University Press, Cambridge Mass. 2001. 

2  A. J. Toynbee: Studium historii. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2000, s. 222-290. 
3  Zobacz  więcej  na  ten  temat  m.in.  w:  R.  Gilpin:  The  Challenge  of  Global  Capitalism.  The  World

Economy  in  the  21ts  Century (Princeton  University  Press,  Princeton  2000),  s.  182;  A.  Zorska:
Globalization and regionalization. The impact of TNCs on integration of Central Europe, w: H. Bunz, A.
Kukliński (red.): Globalization. Experiences and Prospects (Friedrich Ebert Stiftung, Warszawa 2001).

4  Zob.: A. Stone Sweet, W. Sandholtz: European Integration and Supranational Governance, „Journal

of European Public Policy” 4 (3) / 1997, s. 297-317.

5  A. Moravcsik: The Choice for Europe. Social Purpose and State Power from Messina to Maastricht.

Cornell University Press, Ithaca New York 1998, s. 474-475.

6  Zob.  S.  Strange:  The  Retreat  of  State.The  Diffusion  of  Power  in  the  World  Economy. Cambridge

University Press, Cambridge 1996; N. Hertz: The Silent Takeover: Global Capitalism and the Death
of Democracy. 
Free Press, New York 2002. 

7  E. Dominik: Charles de Gaulle: polityk i wizjoner. Wydawnictwo Trio, Warszawa 2001, s. 114-124. 
8  G.  Marks,  F.W.  Scharpf,  P.C.  Schmitter,  W.  Streeck:  Governance  in  the  European  Union.  Sage

Publication, London 1996.

9  D. Calleo: Rethinking Europe’s Future. Princeton University Press, Princeton-Oxford 2002, s. 142-

143. 

10  L.C.  Thurow:  Building  Wealth.  The  New  Rules  for  Individuals,  Companies,  and  Nations  in

Knowledge-Based Economy. HarperCollins Publishers, New York 2000, s. 89-98. 

11  F.  Gołembski:  Brytyjskie  koncepcje  Unii  Europejskiej,  w:  E.  Haliżak,  S.  Parzymies  (red.):  Unia

35

TEORETYCZNE MODELE PRZYSZŁOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

background image

Europejska – nowy typ wspólnoty międzynarodowej. Instytut Stosunków Międzynarodowych UW,
Warszawa 2002, s. 130-141. 

12  D. Calleo: Building Wealth..., s. 188-190. 
13  Więcej na ten temat zob. L. Emmerij: Major Development Challenges Globally and Regionally, w: H.

Bunz,  A.  Kukliński  (red.):  Globalization.  Experiences  and  Prospects.  Friedrich  Ebert  Stiftung,
Warszawa 2001.

14  D. Calleo: Building Wealth..., s. 227-231, 244-246. 
15  M.J. Radło: Strategia Lizbońska. Konkluzje dla Polski. Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2002,

s. 21-24. 

16  S. Parzymies: Proces instytucjonalizacji wspólnot europejskich i Unii Europejskiej, czyli permanentne

reformowanie  mechanizmu  podejmowania  decyzji, w:  E.  Haliżak,  S.  Parzymies  (red.):  Unia
Europejska...
, s. 83. 

17  Zob. A. Szeptycki: Francuskie koncepcje Unii Europejskiej, w: E. Haliżak, S. Parzymies (red.): Unia

Europejska..., s. 163-175.

18  L. Gruber: Ruling the World. Power, Politics, and the Rise of Supranational Institutions. Princeton

University Press, Princeton 2000, s. 171-212. 

19  O przyszłości Europy. Głosy polityków. Fundacja im. S. Batorego, Warszawa 2000, s. 27-36. 
20  Zob. S. Parzymies: Proces instytucjonalizacji wspólnot europejskich..., s. 87-88. 
21  J. Golub: In the Shadow of the Vote? Decision Making in the European Community. „International

Organization”, t. 53, nr 4 (1999). 

22  D. Calleo: Building Wealth..., s. 286. 
23  G. Tsebelis, G. Garrett: The Institutional Foundations of Intergovernmentalism and Supranationalism

in the European Union. „International Organization”, t. 55, nr 2 (2001). 

24  B. Rosamond: Theories of European Integration. St. Martin’s Press, New York 2000, s. 51-53.
25  G. Marks. L. Hooghe, K. Blank: European  Integration  from  the  1980s:  State-Centric  v.  Multi-level

Governance. „Journal  of  Common  Market  Studies”,  vol.  34,  no.  3,  1996.  Zobacz  również  inne
wypowiedzi  zwolenników  podejścia  „sieciowego”  do  integracji  europejskiej,  np.  G.  Marks,  F.
Nielsen,  F.  Ray,  J.  Salk:  Competencies,  Cracks  and  Conflicts:  Regional  Mobilization  in  European
Union, 
w: G. Marks, F. Scharpf, P.C. Schmitter, W. Streeck (eds.), ibidem; G. Marks, L. Hooghe
(eds.): Multi-Level Governance and European Integration. Rowman & Littlefield Publishing 2001.

26  A. Moravcsik: The Choice for Europe. Social Purpose and State Power from Messina to Maastricht.

Cornell University Press, Ithaca New York 1998.

27  F.  Schimmelfennig:  The  Community  Trap:  Liberal  Norms,  Rhetorical  Action,  and  the  Eastern

Enlargement of the European Union. „International Organization”, t. 55, nr 1 (2001), s. 47-80.

28  T.  Fuller:  EU  gets  a  ‘bargain’  in  expanding  east.  Read  fine  print  and  it’s  only  10  billion  Euros.

„International Herald Tribune”, 17 December 2002.

29  Zob.  J.  Saryusz-Wolski:  Der  Osten  zahlt  die  Zeche. „Die  Welt”,  28.11.2002.  Na  ten  sam  temat

również:  J.M.  Nowakowski:  Drang  nach  osten.  Niemcy  kolonizują  Wschód  uciekając  przed
Zachodem. 
„Wprost”, 10 listopada 2002.

30  H.H. Nolte: Unia Europejska w nowoczesnym systemie światowym. „Przegląd Dyplomatyczny”, t. 2,

nr 4 (8) (2002).

31  R.  Legutko:  Członkostwo  Polski  w  Unii  Europejskiej, w:  U.  Kurczewska,  M.  Kwiatkowska,  K.

Sochacka (red.): Polska w Unii Europejskiej. Początkowe problemy i kryzysy? Polski Instytut Spraw
Międzynarodowych, Warszawa 2002.

32  A. Moravcsik: The Choice for Europe..., s. 479-480.
33  Więcej na ten temat zob. K. Bachmann: Gołębie na dachu Konwentu. „Unia & Polska”, 5 grudnia

2002, s. 4-6.

TOMASZ GRZEGORZ GROSSE

36

background image

Po szczycie kopenhaskim – perspektywy
i problemy

Zapis dyskusji na konwersatorium Fundacji „Polska w Europie” w dniu 16 stycznia
2003 r.

ZYGMUNT SKÓRZYŃSKI 

Dzisiejsze  spotkanie,  już  po  Kopenhadze,  poświęcamy  spojrzeniu  histo-

rycznemu  i  perspektywicznemu  na  zbliżające  się  rozszerzenie  UE,  którego
wielką wagę przyćmiły w oczach opinii publicznej wydarzenia bieżącej polityki.
Spojrzenie  z  obu  tych  perspektyw  ma  dla  nas  szczególne  znaczenie. 
W poprzednich latach wielka dyskusja dotycząca jednoczącej Europy omijała
polską opinię publiczną. Dopiero udział przedstawicieli polskiego rządu, Sejmu
i Senatu w pracach Konwentu zmienił nieco tę sytuację – tak w sferze informa-
cji,  jak  i  interpretacji,  oceny  oraz  analizy.  Jest  to  jeden  z  czynników,  który
wpływa  na  kierunek  zainteresowań  organizacji  pozarządowych.  Czynnikiem
drugim  jest  fakt,  że  szansa  poprawy  polskiej  polityki  informacyjnej  o  Unii 
w  naszym  kraju  została  częściowo  zmarnowana.  W  ostatnim  roku  bardziej
przypominała  ona  reklamę  mydła  niż  propagandę  europejską.  Wynika  stąd
podwójna odpowiedzialność organizacji, które podjęły misję interpretacji, ana-
lizy, oceny i dyskusji. Cieszę się ogromnie, że dzisiejszymi referentami są osoby
kompetentne,  a  zarazem  bardzo  zasłużone.  Dwóch  panów  należy  do  grona,
które siedemnaście lat temu, w 1985 r., podjęło decyzję o rozpoczęciu prac kon-
wersatorium  pod  nazwą  „Polska  w  Europie”.  Mam  tu  na  myśli  premiera
Tadeusza  Mazowieckiego  oraz  profesora  Andrzeja  Ajnenkiela,  którzy  od
początku uczestniczyli w działaniach i pracach naszego zespołu. Jeżeli chodzi 
o  premiera  Mazowieckiego,  to  dzięki  niemu  zarysowała  się  ostatnio  bardzo

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 37–59

37

background image

przychylna  dla  nas  okoliczność.  W  ramach  prac  nad  Konstytucją  Europejską
rozpoczęła się wielka dyskusja nad Invocatio Dei w traktacie konstytucyjnym.
Okazało się, że dla niektórych środowisk europejskich, w tym dla francuskich,
wzorcowym  rozwiązaniem  mogłoby  być  rozwiązanie  przyjęte  w  naszej
Konstytucji z 1997 r. Słynne zdanie premiera, którego nie będę teraz cytował,
jest  obecnie  przedmiotem  gorących  dyskusji.  Ogromnie  dziękuję  też  panu
Marcinowi  Przeciszewskiemu,  dyrektorowi  Katolickiej  Agencji  Informacyjnej,
który po raz pierwszy występuje u nas w roli referenta. Jesteśmy w kompetent-
nym gronie. Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do dyskusji. 

TADEUSZ MAZOWIECKI 

W  gronie  ludzi  tak  kompetentnych  trudno  jest  o  rewelacje,  dlatego  też

proszę tego ode mnie nie wymagać. Temat naszego spotkania został tak sformu-
łowany,  jakby  Polska  już  była  członkiem  Unii  Europejskiej  i  żmudny  proces
negocjacji miała już za sobą. Jeśli chodzi o same negocjacje, to nie podejmuję
się ich oceny. Powiem tylko, że nie są one tak wspaniałe, jak się nam wieczorem
13  grudnia  wydawało.  Nie  są  też  tak  złe,  jak  twierdzą  ich  krytycy.  Unia
Europejska zastosowała tu zasadę znaną z dowcipu o rabinie i kozie. Najpierw
przyjęliśmy  tę  kozę,  a  potem  się  jej  pozbyliśmy.  Na  tym  polegały  te  nasze
wielkie  osiągnięcia.  Nie  sądzę  jednak,  by  było  tak,  jak  napisał  korespondent
„Rzeczpospolitej”  Jędrzej  Bielecki.  Przedstawił  on  sprawę  w  ten  sposób,  że
polscy  negocjatorzy  przede  wszystkim  zrobili  wszystko,  aby  13  grudnia  wy-
stąpić w trakcie telewizyjnych „Wiadomości”. Zapewne miało to jakieś znacze-
nie, ale nie sadzę, że wszystko było wyreżyserowane. 

Teraz  czeka  nas  referendum  i  zintensyfikowanie  przygotowań  do  naszej

obecności w Unii Europejskiej. Ważne jest, byśmy traktowali to wszystko jako
długi  i  ważny  proces  dziejowy,  nie  epatując  się  pewnymi  jego  momentami.
Patrząc w ten sposób, można dostrzec to wszystko, co będzie ważne dla Polski
już jako członka Unii Europejskiej. Dzisiaj trzeba myśleć nie tylko o tym, czy
wygramy  referendum,  ale  także  o  tym,  jaka  będzie  przyszła  pozycja  Polski 
w Unii Europejskiej. Obie te sprawy są sprawami ogólnonarodowymi. Wszelkie
licytacje, jaka opcja polityczna zrobiła więcej w sprawie wejścia do Unii (czy też
wysuwanie hasła: do Unii – tak, ale nie z tym rządem), są niemądre. Jest to ogól-
nonarodowa  sprawa.  W  momencie  referendum  będzie  ona  jednak  oceniana
przez ludzi poprzez odczucia własne: ile ja skorzystam dzięki wejściu Polski do
Unii Europejskiej, czy ile mogę na tym stracić. Przede wszystkim takie pytania
zadają sobie ludzie niezajmujący się polityką czy sprawami życia publicznego.

TADEUSZ MAZOWIECKI

38

background image

My tymczasem oceniamy nasze członkostwo z perspektywy kraju, zapominając
o korzyściach poszczególnych obywateli. A można przecież wymienić ich wiele:
możliwość zatrudnienia, ubezpieczenia, zrównanie dyplomów, możliwość swo-
bodnego poruszania się w skali europejskiej czy w skali regionu. Wyrównanie
możliwości  polskich  regionów  również  będzie  znacznie  bardziej  osiągalne 
w Unii niż poza nią. Z punktu widzenia kraju jest to wybór między obecnością
w  głównym  nurcie  rozwoju  cywilizacyjnego  naszego  kontynentu  a  pozosta-
waniem na jego uboczu. 

Unia jest instytucją w procesie ciągłego reformowania się. Jest to jej siłą i jej

słabością zarazem. Siłą – dlatego że nie zastyga, a słabością – ponieważ na ten
nieustanny proces reformowania się traci wiele energii. Unia Europejska pona-
dto  to  nie  cała  Europa  i  długo  jeszcze  nie  będzie  całą  Europą,  choć  jest  jej
najwyższym  przejawem:  organizacyjnym,  politycznym  i  gospodarczym.
Przyszłość  Europy  jest  przedmiotem  kontrowersyjnych  dyskusji,  co  widać  na
przykładzie sprawy Turcji. Z jednej strony nie ulega wątpliwości, że nie należy
odstręczać  Turcji  od  Europy,  ale  z  drugiej  –  d’Estaing  miał  odwagę  to
powiedzieć  –  z  Turcją  byłaby  to  inna  Europa.  Faktycznie,  Turcja  liczy  około
siedemdziesięciu kilku milionów ludzi, i można sobie wyobrazić, jak znaczny
głos  miałoby  to  państwo  w  UE.  Unaocznia  to  zarazem,  jak  trudny  jest  ten
dylemat: odpychać Turcję od Unii i pchać w kierunku fundamentalizmu islam-
skiego, czy stworzyć Turcji szansę europeizacji. W każdym razie uważam, że nie
można zgodzić się z opinią tych polityków zachodniej Europy, którzy twierdzą,
że  Europa  nie  może  określić  własnych  korzeni  historycznych  związanych 
z  chrześcijaństwem.  A  w  kontekście  Turcji,  Europie  Zachodniej  trzeba  przy-
pomnieć,  że  nie  potrafiła  ona  ani  na  jotę  przybliżyć  Turków  mieszkających 
w krajach Europy Zachodniej i pracujących dla społeczeństw tych krajów. Żyją
w gettach, odizolowani kompletnie od tamtych społeczeństw...

Mówiłem już, ale powtórzę to jeszcze raz: nie jestem zwolennikiem Stanów

Zjednoczonych  Europy.  Kiedy  Churchill  wysunął  tę  koncepcję,  myślał 
o Stanach Zjednoczonych Europy bez Anglii. Jestem oczywiście zwolennikiem
ściślejszej  współpracy,  ale  uważam,  że  ani  konfederacja,  ani  federacja  nie  są
jedynymi  formami  łączenia  się  państw.  Być  może  Unia  Europejska  jest
zalążkiem  pewnego  nowego  typu  związków  między  państwami  i  społe-
czeństwami, który nie jest jeszcze znany i który się dopiero wykształci i będzie
nazywany za sto lat ustrojem unijnym. W najbliższym czasie kluczowe znacze-
nie  dla  funkcjonowania  Unii  będzie  miała  decyzja,  jakie  sprawy  będą  decy-
dowane większością głosów, a jakie nadal wymagać będą jednomyślności.

39

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

Kolejny element tego, czym jest Unia, zawiera się w pytaniu: czy Unia jest

tylko związkiem ekonomicznym państw, czy jest to także silny związek polity-
czny  oraz  czy  istnieje  coś  takiego  jak  „Europa  ducha”,  tj.  Europa  wspólnych
wartości.  Myślę,  że  jeszcze  długo  element  ekonomiczny  będzie  przeważał.
Zarazem jednak mamy do czynienia z procesem „dorastania” tych pozostałych
elementów  Unii.  Element  „Europy  ducha”  to  element,  który  należy  sytuować
nie w obrębie struktur Unii, lecz w obrębie współżycia społeczeństw europej-
skich i funkcjonowania takich instytucji, jak kościoły czy organizacje społeczne.
Niemniej jest ważne, na ile – w świadomości obywateli Unii i jej traktacie kon-
stytucyjnym – ten element wartości duchowych jest obejmowany. Cieszę się, że
tocząca się obecnie dyskusja nad traktatem konstytucyjnym Unii nawiązuje do
polskiej preambuły konstytucyjnej. Osobiście uważam, że nasze ambicje powin-
ny  sięgać  dalej  niż  adaptacja  tego  sformułowania  z  polskiej  Konstytucji.
Powinniśmy podjąć trud wmontowania w ten traktat przynajmniej jakiejś próby
definicji  tożsamości  europejskiej.  Europa  to  kontynent  o  długich  i  krwawych
walkach. W Europie zrodziły się dwa totalitaryzmy, oba też zostały w Europie
przezwyciężone.  Można  by  się  pokusić  o  próby  zarysowania  podstaw
tożsamości europejskiej, ale nie sądzę, aby w pracach Konwentu zdobyto się na
to. Cieszę się, że Unia (podobnie jak Watykan) szybko zareagowała na problem
klonowania, choć boli mnie oczywiście to, że w kilku krajach Unii większością
głosów  przegłosowano  eutanazję.  Bardzo  trudno  jest  w  Polsce  przed  referen-
dum tłumaczyć ludziom, że Unia nam tego nie narzuci i nie może narzucić: jest
nawet  taki  postulat  PiS,  ale  także  Episkopatu,  żeby  to  zapisać  w  traktacie
akcesyjnym ekspressis verbis. Jeżeli podobne zapisy wejdą do traktatu, to będzie
bardzo  dobrze,  ale  „Europy  ducha”  nie  spodziewajmy  się  od  urzędników 
z Brukseli, tylko od ludzi kultury, od Kościołów. 

Elementem  charakteryzującym  Unię  jest  współgranie  dwóch  czynników:

solidarności i gry interesów. Solidarność istnieje na pewno. Gdyby nie istniała,
trudno byłoby mówić o funduszach wyrównawczych, strukturalnych – o tym,
że kraje o niższym rozwoju zyskują na udziale w Unii. Nie zapominajmy też jed-
nak o grze interesów, która jest widoczna przy ustalaniu podziału funduszy czy
wielu  innych  sprawach.  Jako  członkowie  Unii  spotkamy  się  zarówno  z  soli-
darnością, jak i z grą interesów. Musimy być na to przygotowani.

W  Polsce  dominuje  specyficzne  nastawienie,  które  nazwałbym  nastawie-

niem „na kasę unijną”. Konieczna jest zmiana tej postawy. Musimy się zacząć
orientować na współdziałanie. Do momentu zakończenia negocjacji podziałem
dominującym  w  naszym  rozumowaniu  był  podział  „my”  –  „oni”.  Od

TADEUSZ MAZOWIECKI

40

background image

zakończenia  akcesji  trzeba  zacząć  myśleć  kategoriami  „my”.  Od  tego  będzie
zależeć miejsce Polski w Unii. Konieczne będzie wykształcenie takiego właśnie
podejścia w polskich elitach politycznych i gospodarczych. 

Paradoksalnie, o miejscu Polski w Unii Europejskiej zadecyduje też nasz sto-

sunek do własnego państwa. Jeżeli będzie to stosunek szanujący państwo i uma-
cniający instytucje państwowe (umacniający je do funkcjonowania w Unii), to
możemy liczyć na dogodną pozycję w Unii. Jeżeli natomiast będzie rozszarpy-
wanie państwa, a przez to osłabianie instytucji państwowych, to nasza pozycja
w Unii będzie bardzo słaba. Okres przygotowań do członkostwa w Unii musi
więc  być  dobrze  wykorzystany:  nie  tylko  w  sensie  przedreferendalnych  kam-
panii informacyjnych, ale i po referendum – w sensie przygotowań instytucjo-
nalnych. Musimy się przygotować zwłaszcza do absorbcji środków unijnych: by
była ona sprawna i niezwiększająca korupcji. Musimy usprawnić nasze sądow-
nictwo, którego słabość wytyka nam Bruksela. Należy, powtórzę, wykorzystać
ten  czas  instytucjonalnego  przygotowania  instytucji  państwowych,  samorzą-
dowych, organizacji pozarządowych i mentalności Polaków, by zaczęli myśleć
kategoriami „my”.

W ostatnim numerze „Więzi”, z którą jestem ciągle związany, poświęcono

obszerną  część  Europie,  są  też  wypowiedzi  różnych  zachodnioeuropejskich
intelektualistów. Wynika z nich, iż – mimo że społeczeństwa europejskie cechu-
ją  się  raczej  obojętnością  w  sprawie  rozszerzenia  –  są  też  i  tacy  ich  przedsta-
wiciele,  którzy  bardzo  dużo  się  po  nas  spodziewają.  Oczekują  nowych
możliwości i dopływu świeżej myśli. Oczekują od nas dużo więcej, niż my sami
w ogólnej atmosferze pewnej degrengolady życia publicznego w Polsce.

ANDRZEJ AJNENKIEL 

Pan premier przedstawił problematykę akcesji z dwóch perspektyw: z per-

spektywy  Unii  oraz  z  perspektywy  naszego  państwa.  Ja  natomiast  chciałbym
zająć uwagę państwa aspektem historycznego spojrzenia na sprawę akcesji oraz
naszą sytuacją w świetle historycznych zaszłości – zwłaszcza tym, jak powinna
wyglądać nasza aktywność. Czasami odnoszę wrażenie, że mówimy do przeko-
nanych,  natomiast  do  nieprzekonanych  nie  mówimy,  a  z  przeciwnikami  nie
potrafimy walczyć. Myślę, że te dwa aspekty – przekonywanie nieprzekonanych
i  zwalczanie  argumentacji  czy  niekiedy  pseudoargumentacji  –  to  jest  punkt
wyjścia. Druga rzecz to fakt, iż monopol na kiepską do dziś informację o Unii
ma  rząd  i  robi  to  w  sposób,  którego  nie  trzeba  charakteryzować,  bo  wszyscy
mamy na ten temat opinię. 

41

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

Punktem wyjścia do moich rozważań jest książka, która ukazała się w sierp-

niu 1944 r. w Stanach Zjednoczonych. Chodzi o książkę Petera Jordana, publi-
cysty związanego w części ze środowiskiem polskim, a w części zajmującym się
problematyką europejską. Praca ta nosi tytuł „Central Union of Europe”. Autor
przedstawia w niej propozycję stworzenia luźnej federacji państw europejskich,
unii centralnej, sięgającej od Łotwy – aż po Grecję i Albanię. Punktem central-
nym miała być Polska w granicach z 1939 r. na wschodzie i obecnych granicach
na zachodzie, z włączoną do nas Litwą jako częścią tej federacji. Można na to
patrzeć jak na pełną abstrakcję, ale można także spojrzeć na to jako na pewien
refleks,  czy  ściślej  –  podzwonne  działań  podejmowanych  przez  nas  w  latach
drugiej  wojny  światowej,  mianowicie  działań  prowadzonych  przez  generała
Sikorskiego,  championa  idei  federacji  czy  unii  europejskiej.  Punktem  wyjścia
była konfederacja polsko-czechosłowacka, formalnie podpisana, ale odsunięta
na  bok  po  wyjeździe  Benesza  do  Moskwy  i  podpisaniu  przezeń  wzorcowego
paktu  przyjaźni  czechosłowacko-sowieckiej.  Polityce  Sikorskiego  zadał  cios
Stalin. Z drugiej strony padł cios Roosevelta już na konferencji w Casablance 
w  lipcu  1942  r.,  kiedy  przeciwstawił  się  koncepcji  Churchilla.  Przyjęto  jed-
nocześnie formułę, że ze wszystkimi państwami Osi nie będzie umów, ma tylko
być bezwzględna kapitulacja. Było to dodatkowe umocnienie tych państw, które
prowadziły za pośrednictwem naszego rządu dyskretne rokowania w sprawie
zmiany sojuszu, co zrobiła ostatecznie w końcowej fazie wojny (ale bez naszego
udziału) Finlandia. Jest to punkt wyjścia do tego, co nastąpiło w Europie eta-
pami. Jeżeli chodzi o okres po pierwszej wojnie światowej w Polsce, to mamy do
czynienia z poważnymi próbami federacyjnymi Józefa Piłsudskiego, których nie
można lekceważyć, bo pamiętajmy, że poszły za nimi czyny zbrojne. Wyprawa
kijowska to próba realizacji jego koncepcji w stosunku do Ukrainy. Punktem
wyjścia  była  próba  nawiązania  dobrych  stosunków  i  połączenia  naszego
współdziałania z Litwą. To nie wyszło, bo uwarunkował to cały szereg przyczyn.
Załamanie się tych planów oznaczało, że Polska zdana jest na własne siły, licze-
nie  na  sojuszników  (np.  Francję)  było  trudne  ze  względów  zrozumiałych,
bowiem możliwości francuskie też były ograniczone. W początkach lat dwudzie-
stych mamy do czynienia z polityką ustępstw wobec Niemiec. Pokojowym tego
symbolem  jest  Gustav  Stresemann,  który  dostał  wraz  z  Aristidem  Briandem
Pokojową Nagrodę Nobla. Ich koncepcja jest wyraźnie mało życzliwa dla Polski,
bowiem Stresemann zakłada pokojową rewizję naszych granic. Spowodowało
to,  że  w  stosunku  do  różnych  koncepcji  integracyjnych  federacyjnych  Polska
zachowywała się z dystansem, traktując je jako próbę pogorszenia naszej pozy-

ANDRZEJ AJNENKIEL

42

background image

cji  międzynarodowej.  Po  wojnie  myśl  federacyjna  pozostała  na  emigracji 
i odgrywała istotną rolę w kręgach emigracyjnych. Była też dowodem, że myśl
polska po tamtej stronie żelaznej kurtyny robi wszystko, aby o nas nie zapom-
niano. 

W  tym  miejscu  historyk  pozwoli  sobie  na  pewne  diagnozy  stanu

dzisiejszego.  Jakie  na  dzień  dzisiejszy  możemy  zaobserwować  problemy?  Po
pierwsze,  niski  poziom  ogólny  społeczeństwa.  Ostatni  boom  edukacyjny  nie
przynosi jeszcze i nieprędko przyniesie efekty. Młodzież nie odbiega poziomem
od  przeciętnej  Polski:  wykształcimy  z  niej  fachowców,  ale  nie  wykształcimy 
w niej na pewno tego, co kiedyś było etosem inteligencji. Jest to także element
sowietyzacji,  któremu  uległo  średnie  pokolenie,  a  która  znajduje  wyraz  na
różnych  poziomach.  Mówił  o  tym  także  premier.  Określę  to  innymi  słowami:
chodzi mianowicie o etos służby publicznej, który możemy znaleźć w sposób
śladowy. Jako badacz porównuję elity polityczne z czasów po pierwszej wojnie
światowej z dzisiejszymi. Różnica jest kolosalna i, niestety, nie na korzyść obec-
nej  klasy  politycznej.  Prawda,  nie  mieliśmy  podówczas  tego  ogromnego
zapóźnienia wobec Europy Zachodniej, rozumiejąc pod tą zbitką wszystko to,
co było poza żelazną kurtyną. Po pierwszej wojnie światowej mieliśmy cywiliza-
cję wyspową. Warszawiak ze środowiska inteligenckiego lub burżuazyjnego żył
w  standardach  europejskich,  w  systemie  wartości  europejskich.  W  sferze
warunków życia, w sferze produkcyjnej, zapóźnienie wobec Europy Zachodniej
w ciągu tych pięćdziesięciu lat jeszcze powiększyło się w stosunku do okresu
międzywojennego, kiedy to sytuowaliśmy się raczej w środku krajów europej-
skich.  Dziś  sytuujemy  się  znacznie  gorzej.  Do  tego  dochodzi  konieczność
restrukturyzacji  rolnictwa  zakonserwowanego  w  sztuczny  sposób  oraz
poważna praca z zakresie infrastruktury, ochrony środowiska itp. 

Jak na tym tle wyglądają koncepcje przeciwników integracji? Otóż, po pier-

wsze, jest to wyraźny bądź ukryty rusofilizm. Nie spotkałem w wystąpieniach
posła Giertycha (który jest traktowany w każdej dyskusji z niezwykłymi rewe-
rencjami) bez próby zadawania mu pytań np. o jego stosunek do prześlado-
wania  katolicyzmu  w  Rosji.  Nie  podejmuję  się  próby  wykazania,  że  jeśli
zostaniemy  z  boku,  to  w  praktyce  wchodzimy  do  Związku  Białorusi  i  Rosji.
Mamy  obecnie  do  czynienia  z  gazową  wojną  nerwów.  Pozostając  poza  Unią,
nie  mamy  wpływu  na  decyzje  koncernów,  które  mogłyby  traktować  Polskę
jako pomost między Rosją a Unią. Będąc w środku, możemy w poszczególnych
kwestiach zajmować określone stanowisko. Nie ma próby pokazania tego, że
również  Narodowa  Demokracja  i  sam  Dmowski  „przejechał  się”  na  próbie

43

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

słowianofilstwa  przed  pierwszą  wojną  światową,  stracił  przewodnictwo  Koła
Polskiego  w  Dumie.  Doświadczenie  uczy,  że  należy  realistycznie  patrzeć  na
świat.  Jeżeli  Putin  powie,  że  Irak  jest  najlepszym  sojusznikiem,  to  rosyjskie
społeczeństwo to uzna. Nie należy zapomnieć i o tym, warto by pamiętali to
zwolennicy  posła  Giertycha,  że  w  społeczeństwie  rosyjskim  bardzo  silne  są
postawy  antypolskie,  tak  jak  zresztą  i  antyamerykańskie.  Liczenie  na  to,  że
Rosja jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych czy też że jest proeuropejska –
to  fikcja.  Ostatnimi  czasami  stała  się  modna  fałszywa  alternatywa  NAFTY,
Północnoamerykańskiego  Porozumienia  o  Wolnym  Handlu.  Polska  nie
graniczy przecież ze Stanami Zjednoczonymi i liczenie na to rozwiązanie jest
zabiegiem nierealistycznym z każdego punktu widzenia. Czy można wyobra-
zić  sobie  komunikację,  łączność,  transport  ze  Stanów  Zjednoczonych  we
wrogim  otoczeniu?  Podobnie,  mówiąc  o  instytucjach  europejskich,  należy
wskazywać,  że  w  ten  system  jest  wmontowany  mechanizm  hamulcowy.
Mówienie,  że  Unia  jest  przykrywką  dla  imperializmu  niemieckiego,  pozo-
stawmy Macierewiczowi. 

Jakie  z  tego  należy  wyciągnąć  wnioski  dla  nas?  Po  pierwsze,  polemika

powinna być rzeczowa, ale ostra – tam, gdzie to konieczne. Szerokich kręgów
przekonywać już nie trzeba, musimy jednak próbować przekonać tych, którzy
widzą w Unii osobiste zagrożenie. Trzeba tu wskazywać, że to zagrożenie będzie
większe,  jeżeli  do  Unii  nie  wejdziemy.  Trwający  od  1991  r.  proces  integracji 
z Unią jest już zaawansowany. Dotyczy to wielu dziedzin życia gospodarczego,
problematyki prawnej procesów akcesyjnych. Gdybyśmy się z nich teraz wyco-
fali,  pozostaniemy  w  próżni,  staniemy  się  szarą  strefą,  w  której  jest  niebez-
pieczne  inwestowanie.  Popatrzmy  na  Unię  i  z  tego  punktu  widzenia,  choć 
również problem inwokacji jest niezwykle istotny.

MARCIN PRZECISZEWSKI 

Chciałem serdecznie podziękować za zaproszenie do udziału w dzisiejszej

dyskusji. Jako przedstawiciel instytucji, którą reprezentuję, Katolickiej Agencji
Informacyjnej,  ograniczę  swoją  wypowiedź  do  próby  refleksji  o  roli  Kościoła,
czy szerzej – środowisk chrześcijańskich w tym przełomowym momencie his-
torii, w jakiej się obecnie znajdujemy, czyli po szczycie kopenhaskim, w przede-
dniu  referendum  akcesyjnego.  Swą  wypowiedź  chciałbym  skoncentrować
wokół  3  wątków:  1)  Kościół  w  Polsce  przed  referendum;  2)  Wkład  Kościoła 
w  dyskusję  na  temat  przyszłej  konstytucji  europejskiej;  3)  Co  Kościół  polski
może wnieść do przyszłej Europy, po rozszerzeniu Unii. 

ANDRZEJ AJNENKIEL

44

background image

Pierwsza sprawa, najbardziej dziś emocjonująca, to kwestia roli i stosunku

Kościoła do zbliżającego się referendum. Sprawa ta – jak wszyscy wiemy – nie
jest  prosta,  choć  stosunek  Kościoła  powszechnego,  jak  i  lokalnego  Kościoła 
w Polsce do kwestii integracji europejskiej jest pozytywny. Kościół popiera pro-
ces integracji, traktując go jako bardzo ważny element odnajdywania jedności
kontynentu  europejskiego  po  tragicznych  podziałach,  jakie  nastąpiły 
w ubiegłym stuleciu na skutek istnienia systemów totalitarnych. Temu przeko-
naniu wielokrotnie dawał świadectwo Ojciec Święty Jan Paweł II, jak również 
i polski Episkopat. 

Kościół jest ponadto świadom, że może wnieść do procesu integracji swój

konkretny, bardzo poważny wkład, ukazując katalog głębszych wartości, które
– po pierwsze – stanowią niejako istotę europejskiej tożsamości, kształtowanej
przez wieki pod wpływem ewangelicznej inspiracji, a po drugie – szansę inte-
gracji naszego kontynentu nie tylko w oparciu o proste kryteria ekonomii czy
polityki. Stanowią one w istocie znacznie poważniejsze „tworzywo” europejskiej
jedności w nawiązaniu do jej dziedzictwa duchowego, kształtowanego w opar-
ciu o spuściznę judeochrześcijańską. 

W  mojej  opinii  do  grona  duchowych  ojców  zjednoczonej  Europy,  obok

takich znamienitych postaci jak Robert Schuman, Konrad Adenauer czy Acide
de Gasperi, można bez przesady zaliczyć także Papieża Jana Pawła II, który, jak
żaden współczesny autorytet, kreśli bardzo szeroką, a zarazem konkretną wizję
zjednoczonej Europy, w nawiązaniu do tego, co najbardziej wartościowe w jej
historii. 

Warto przypomnieć, że Jan Paweł II – jak ktoś policzył – wypowiadał się

669  razy  (w  formie  przemówień  bądź  dokumentów)  na  temat  Unii
Europejskiej; wartości, jakie w niej winny obowiązywać, oraz kształtu, w jaki
winna  się  ona  przyoblec  w  przyszłości.  Wątek  europejski  (co  niestety  jest
dość  słabo  znane  w  ojczyźnie  Papieża)  należy  do  jednych  z  podstawowych
wątków nauczania obecnego pontyfikatu. Tak właśnie Jan Paweł II odczyty-
wał sens swej posługi jako „papieża Słowianina” w programowym przemówie-
niu, jakie wygłosił w czerwcu 1979 roku w Gnieźnie. Warto przypomnieć, że
o potrzebie odbudowy jedności między Wschodem a Zachodem Jan Paweł II
mówił o wiele wcześniej niż jakiekolwiek europejskie środowiska polityczne,
przekonane wówczas o trwałości i nienaruszalności porządku pojałtańskiego.
Choć pełna ocena dokonań tego pontyfikatu należeć będzie do historyków,
już  dziś  zaryzykowałbym  stwierdzenie,  że  tak  jak  jego  nauczanie
przyspieszyło  wewnętrzne  przemiany  w  Polsce  (czego  byliśmy  świadkami),

45

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

analogicznie  stworzyło  ideowe  podwaliny  do  ponownych  poszukiwań
jedności europejskiej. 

Z kolei polski Episkopat obrał wyraźnie proeuropejski, a zarazem prounijny

kierunek  po  pamiętnej  wizycie  naszych  biskupów  w  Brukseli  w  listopadzie 
1997  r.  Pełne  stanowisko  Konferencji  Episkopatu  Polski  w  tej  sprawie  zostało
wyrażone  w  roku  ubiegłym,  w  jej  komunikacie  wydanym  21  marca  ub.r.
Rozszerzenie Unii Europejskiej i wejście doń Polski biskupi traktują jako histo-
ryczną szansę. Przypominają, że „Kościół powszechny, a zatem i Kościół w Polsce,
od początku wspierał ten proces”. Zarazem w bardzo jasny sposób uświadamia-
ją, że „włączenie w struktury europejskie nie może oznaczać rezygnacji z suwe-
renności narodowej, politycznej i kulturowej, w tym także tożsamości religijnej”. 

Próbując zatem zdefiniować rolę Kościoła w procesie integracji europejskiej,

nasi biskupi wskazują, że rola ta nie polega na ustalaniu konkretnych warun-
ków naszej akcesji w aspekcie prawnym, politycznym czy ekonomicznym, lecz
na  trosce  o  zagwarantowanie  szacunku  dla  osoby  ludzkiej  i  jej  godności.
Biskupi  piszą  dosłownie:  „Kościół  będzie  stał  na  straży  praw  osoby  ludzkiej 
i  będzie  bronił  fundamentalnych  zasad  zawartych  w  Dekalogu  oraz  tych
wartości  duchowych  i  moralnych,  które  w  sposób  zasadniczy  określają
tożsamość  naszego  narodu,  kształtowaną  od  tysiąca  z  górą  lat  w  duchu
Chrystusowej Ewangelii”. 

Przekładając  to  na  język  konkretu,  biskupi  polscy  postulują,  aby  w  pra-

wodawstwie przyszłej, rozszerzonej Unii Europejskiej zagwarantowane zostały
takie kwestie, jak m.in.: prawo do życia od chwili poczęcia do naturalnej śmier-
ci, respekt dla małżeństwa jako trwałego związku mężczyzny i kobiety, prawa
rodziny  jako  podstawowej  komórki  społeczeństwa  oraz  gwarancje  dla
prawnego  statusu  Kościołów.  Oczywiście  (i  warto  to  zauważyć)  poparcia  dla
akcesji  Polski  do  UE  biskupi  nie  uzależniają  od  wstępnego  spełnienia  tych
warunków przez Unię, lecz traktują jako postulat określający wkład Kościoła do
przyszłej konstrukcji europejskiej. 

Jaka jest więc i jaka może być rola Kościoła przed referendum akcesyjnym?

Rola ta nie polega z pewnością na wskazywaniu wiernym, jak mają głosować,
gdyż  byłoby  to  sprzeczne  z  misją  Kościoła  w  rzeczywistości  demokratycznej. 
W  jednym  z  dokumentów  końcowych  II  Polskiego  Synodu  Plenarnego  czy-
tamy,  że  kwestia  stosunku  do  integracji  jest  kwestią  sumienia  każdego 
z wiernych i tę autonomię sumienia Kościół będzie szanować. 

Zadanie  Kościoła  jest  inne.  Najkrócej  mówiąc,  polega  ono  na  próbie

wytłumaczenia  wiernym  sensu  i  wartości  pewnego  procesu  dziejowego, 

MARCIN PRZECISZEWSKI

46

background image

w którym dane jest nam uczestniczyć, wobec którego chrześcijanie nie powinni
być bierni, a który powinien być odczytany jako zadanie i swego rodzaju „znak
czasu”.  A  zadanie  to  w  specyficznym  kontekście,  w  jakim  znajduje  się  nasz
lokalny Kościół, bynajmniej nie jest łatwe. Wymaga ono bowiem zdefiniowania
na nowo pewnych priorytetów duszpasterskich i ukształtowania niejako nowej
świadomości eklezjalnej ogółu polskich katolików. Używając języka publicysty-
ki, powiedziałbym, że chodzi tu o dokonanie swego rodzaju „przełomu koperni-
kańskiego”  w  świadomości  polskich  katolików.  O  ile  bowiem  od  przeszło 
dwustu  lat  realizację  chrześcijańskiego  powołania  w  rzeczywistości  doczesnej
wyobrażaliśmy sobie jako obronę naszej polskiej tożsamości narodowej, o tyle
teraz  winniśmy  zrozumieć,  że  –  nie  rezygnując  z  tego  zadania  –  powołani
jesteśmy  do  o  wiele  szerszych  zadań,  mianowicie  do  troski  o  chrześcijańskie
oblicze Europy i realną obecność ewangelicznego orędzia w jej strukturach. 

Niestety, tego rodzaju zmiana akcentów czy też duszpasterskich priorytetów

jest  w  ramach  naszego  Kościoła  operacją  nadzwyczaj  trudną,  gdyż  wymaga
radykalnego przezwyciężenia bardzo wielu stereotypów na trwałe zakorzenio-
nych w modelu tradycyjnej, masowej polskiej religijności. 

Burzliwa dyskusja, jaka toczy się dziś we wspólnocie polskich katolików na

temat wejścia Polski do UE, związana jest z głębokim sporem pomiędzy dwoma
modelami  obecności  Kościoła  w  świecie:  czy  Kościół  jest  powołany  do
budowania bezpiecznej wspólnoty w opozycji do otaczającego świata, czy też
ma  pełnić  rolę  zaczynu,  który  ten  świat  przemienia  od  wewnątrz.  Inaczej
mówiąc, jest to poważny spór o priorytety duszpasterskie na dziś. W konsek-
wencji wspólnota polskich katolików jest głęboko podzielona na tym tle, a powa-
ga sytuacji sprowadza się do tego, że w debatę tę włączają się ostro antyeuro-
pejskie  ośrodki  polityczne,  bardzo  instrumentalnie  wykorzystując  Kościół,
bądź  przynajmniej  jego  część,  dla  własnych,  partykularnych  celów  polity-
cznych.  Przyjmując  interpretację  profesora  Antoniego  Kuklińskiego,  powiem
tak: wspólnota polskich katolików jest rozdarta między budzącą nadzieję wizją
Europy  Jana  Pawła  II  a  bardzo  instrumentalną  próbą  wykorzystania  Kościoła 
w Polsce przez antyeuropejskie ośrodki polityczne, usadowione w kraju bądź
poza jego granicami. Jest to poważny problem Kościoła w Polsce, który jest trak-
towany przez te ośrodki jako doskonały teren do penetracji dla własnych celów
politycznych – stąd ta dramatyczna sytuacja napięcia w Kościele. 

Tym właśnie można tłumaczyć fakt, że tak wielu polskich katolików, w tym

i duchownych, faktycznie kontestuje nauczanie Jana Pawła II na temat Europy 
i obecności Polski w jej strukturach. Moim zdaniem, ludzie ci po prostu nie są

47

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

gotowi,  nie  są  dojrzali  –  w  świetle  ich  myślenia  eklezjalnego  –  do  odbioru
papieskich słów na temat Europy. Po prostu nie przystają one do modelu ich
percepcji i sposobu przeżywania chrześcijaństwa. Potwierdzają to zresztą osta-
tnie badania ISP, które pokazały, że 59% księży głosowałaby w referendum na
„tak”,  20%  zdecydowanie  na  „nie”,  a  reszta  się  waha.  Badania  te  zarazem
potwierdzają,  że  ludzie  ci  co  prawda  znają  nauczanie  Papieża  i  polskiego
Episkopatu, ale po prostu nie są w stanie tego nauczania zrozumieć. 

Co więc można zrobić, aby te środowiska katolickie, które wyrażają sprze-

ciw,  zmieniły  swoją  postawę?  Podstawowa  sprawa  to  podjęcie  takich  działań,
które  mogłyby  złagodzić  istniejące  lęki.  Myślę,  że  olbrzymie  znaczenie  w  tej
sytuacji miałoby dołączenie przez stronę polską do traktatu akcesyjnego z UE,
znacznie bardziej jednoznacznej od obecnej deklaracji, klauzuli gwarantującej
nienaruszalność naszego ustawodawstwa aborcyjnego. Obawy (przede wszyst-
kim  duchowieństwa,  ale  także  i  wielu  katolików)  zostałyby  złagodzone.
Planowana  jest  również  publikacja  listu  pasterskiego,  w  którym  jeszcze  raz
ukazana zostanie wartość procesu integracji europejskiej. Duże znaczenie – jeśli
chodzi o decyzje przedreferendalne naszych wiernych – będzie mieć również
ostateczny kształt projektu Traktatu Konstytucyjnego, nad którym trwa obec-
nie ożywiona debata w Konwencie. Dla wielu świadomych katolików będzie to
swego rodzaju test, na ile Unia otwarta jest na postulaty zgłaszane przez Kościół
i środowiska chrześcijańskie, a więc czy warto i na ile warto tam być. 

Jeśli  natomiast  chodzi  o  wkład  Kościoła  do  dyskusji  na  temat  konstytucji

UE,  to  obecnie  jesteśmy  świadkami  bardzo  ożywionego  dialogu  pomiędzy
Stolicą Apostolską, Komisją Episkopatów Wspólnoty Europejskiej czy przedsta-
wicielstwami innych wyznań a Unią Europejską. Dotyczy on kształtu przyszłego
traktatu  konstytucyjnego  Zjednoczonej  Europy.  O  co  więc  konkretnie  chodzi
Kościołowi? Pierwszy postulat dotyczy potrzeby odwołania się do dziedzictwa
religijnego  Europy,  wyraźniejszego,  niż  to  ma  miejsce  w  obecnej  Karcie  Praw
Podstawowych. Drugi postulat, wyrażany zarówno przez Kościół katolicki, jak 
i Kościoły protestanckie, dotyczy zapisania w Traktacie Konstytucyjnym prawa
Kościołów  i  wspólnot  religijnych  do  swobodnego  organizowania  się  zgodnie 
z  zasadami  prawa  narodowego,  własnymi  przekonaniami  i  statutami  oraz  do
nieskrępowanej realizacji zadań religijnych. Postulat ten wykracza daleko poza
dotychczasowe  zapisy  KPP,  która  gwarantuje  wolność  religijną  w  oparciu 
o zasadę niedyskryminacji. Kościołom zależy natomiast na uznaniu w konsty-
tucji europejskiej wolności religijnej nie tylko w aspekcie indywidualnym, ale
wspólnotowym i instytucjonalnym. Trzeci postulat dotyczy uprawomocnienia

MARCIN PRZECISZEWSKI

48

background image

szczególnej tożsamości Kościołów i wspólnot religijnych, ich prawa do udziału
w życiu publicznym, jak również gwarancji „dialogu strukturalnego” ze strony
instytucji  unijnych.  „Powyższy  zapis  –  czytamy  we  wspólnej  deklaracji
COMECE  i  KEK  przekazanej  Konwentowi  –  zabezpiecza  dialog  strukturalny 
i  konsultacje  z  Kościołami  oraz  wspólnotami  religijnymi  jako  podstawowymi
elementami wspólnoty demokratycznej i społecznej, charakteryzującej się rzą-
dem  prawa  i  ograniczeniami,  które  wynikają  z  poszanowania  praw  podsta-
wowych”. Czwarty postulat dotyczy poszanowania statusu Kościołów i wspól-
not  religijnych,  jaki  gwarantuje  im  prawo  poszczególnych  krajów  członkow-
skich.  Krótko  mówiąc,  postulat  ten  dotyczy  przeniesienia  do  konstytucji
europejskiej 11 punktu Aktu Końcowego Traktatu Amsterdamskiego, który taki
właśnie  zapis  zawiera.  Wreszcie  piąty  postulat  –  podkreślany  z  mniejszym
naciskiem – dotyczy odwołania do Boga (Invocatio Dei). Postuluje to wyłącznie
Kościół  katolicki,  a  w  ślad  za  nim  Europejska  Partia  Obywatelska.  Chodzi 
w tym wypadku o zapis jak najbardziej otwarty: zarówno COMECE, jak i EPP
wysuwają tu analogiczny zapis, jaki znalazł się Konstytucji RP. Wydaje się, że
zapis  ten  jest  do  przyjęcia  zarówno  przez  przedstawicieli  innych  religii,  jak 
i  ludzi  niewierzących.  Jak  wyjaśnia  abp  Henryk  Muszyński,  zapis  ten  należy
uznać  za  ostateczną  gwarancję,  że  człowiek  nie  będzie  instrumentalizowany 
i nie stanie się przedmiotem, a zawsze podmiotem działania. 

Tu trzeba powiedzieć, że postulaty zgłaszane przez Kościół katolicki i inne

wspólnoty Kościelne nie zmierzają bynajmniej do jakiejś koncepcji chrystiani-
zacji Wspólnoty Europejskiej za pomocą odgórnie narzuconych zasad o charak-
terze  prawnym.  Kościołowi  nie  chodzi  więc  o  powielanie  wzorców  z  prze-
szłości ani też o kwestionowanie „świeckości” instytucji publicznych, ale o to,
aby  ludzie  wierzący  mogli  się  zaangażować  w  budowanie  Europy  także  jako
wspólnoty ducha i poczuli się u siebie, we własnym domu. 

I ostatni punkt: rola Kościoła polskiego, naszych środowisk chrześcijańskich

w  kształtowaniu  europejskiego  domu.  Integracja  Polski  z  Unią  Europejską
stwarza dziejową szansę, aby naród polski uzyskał realny wpływ nie tylko na
własne  dzieje,  ale  również  na  dzieje  Europy.  Jest  to  także  bardzo  poważne
wyzwanie i zadanie dla Kościoła w Polsce i ogółu polskich katolików. Wiemy
jak  bardzo  np.  zachodnioeuropejscy  chrześcijańscy  demokraci  liczą  na  nasze
wejście do Unii Europejskiej i na wzmocnienie, dzięki temu, tej opcji politycznej
w Parlamencie Europejskim. 

Mam wrażenie, że podobnie Jan Paweł II bardzo liczy na świadectwo pol-

skiego  katolicyzmu  w  warunkach  zjednoczonej  Europy.  „Europa  potrzebuje

49

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

Polski  głęboko  wierzącej  i  po  chrześcijańsku  kulturowo  twórczej,  świadomej
swej  roli  wyznaczonej  przez  Opatrzność.  (...)  Polska  kultura  chrześcijańska,
etos religijny i narodowy są cennym rezerwuarem energii, których Europa dziś
potrzebuje, by zapewnić w swych granicach integralny rozwój osoby ludzkiej”
– mówił do polskich biskupów przybyłych z wizytą ad limina w 1998 r. 

Tak więc, moim zdaniem, podstawowe pytanie dla polskiego Kościoła i pol-

skich katolików na dziś powinno być nie tyle pytaniem o stosunek do referen-
dum akcesyjnego, ale pytaniem o naszą obecność i o sposób realizacji tej obec-
ności w zjednoczonej Europie. Tymczasem w myśleniu i formacji polskich kato-
lików, poza nielicznymi, elitarnymi środowiskami, kwestia ta nie istnieje. Mam
wrażenie, że jako ogół polskich katolików niemal zupełnie nie jesteśmy przy-
gotowani do chrześcijańskiego świadectwa w warunkach zjednoczonej Europy.
Co  więcej,  wydaje  mi  się,  że  większość  środowisk  chrześcijańskich  cechuje
pewien głęboko zakorzeniony lęk przed konfrontacją na gruncie europejskim.
Kiedy jesienią ubiegłego roku powstało Forum Świętego Wojciecha, mające być
platformą  dyskusji  o  misji  chrześcijan  dla  różnych  ruchów  i  stowarzyszeń
katolickich  z  Piotrem  Cywińskim  na  czele,  przez  dużą  część  duchowieństwa
zostało  to  odczytane  jako  zagrożenie.  Obawiano  się,  że  stanowić  będzie  ono
platformę  infiltracji  prounijnych  polityków  do  wewnątrz  struktur  Kościoła.
Powtarzam: boję się, że ogół wiernych nie uświadamia sobie wielkiego zadania,
do jakiego dziś Kościół w Polsce powołuje Opatrzność w związku z postępują-
cym procesem integracji europejskiej. 

Krótko mówiąc, powiedziałbym tak: wielkim sukcesem, ale w dużej mierze

dzięki autorytetowi Papieża oraz Kardynała Prymasa Glempa, jest dostrzeżenie
integracji europejskiej jako szansy i zbudowanie konsensusu wokół tej sprawy
w  ramach  Konferencji  Episkopatu.  Brak  jest  natomiast  pomysłu,  jak  być
Kościołem  z  Polski  w  Europie,  choć  od  momentu  akcesji  dzieli  nas  zaledwie
kilkanaście miesięcy. Najwyższy czas, aby taką refleksję uruchomić. 

Jedyną  szansą  dla  duchowego  rozwoju  Europy  –  w  moim  przekonaniu  – 

w zjednoczonej Europie będzie nauczenie się przez lokalne Kościoły wzajemnej
wymiany darów. Mówiono o tym na dwóch synodach biskupów dla Europy, ale
sprawa ta niemal nie przeniknęła na polski grunt. Polskie doświadczenie religij-
ne  i  nasz  katolicyzm  przeżywany  w  sposób  bardzo  wspólnotowy  może  być
interesującym źródłem inspiracji dla niektórych Kościołów lokalnych Zachodu,
natomiast polscy katolicy mogą niezmiernie wiele nauczyć się od swych braci 
z Europy Zachodniej. Przede wszystkim przeżywania swej wiary jako wezwania
do świadectwa w życiu społecznym, jako wezwania do przekształcania struktur

MARCIN PRZECISZEWSKI

50

background image

społecznych  ku  większej  sprawiedliwości,  czy  też  jako  bardzo  świadomego
budowania  lokalnej  wspólnoty  Kościoła,  w  roli  świadomego  (a  nie  półświa-
domego i czekającego na dyspozycje księdza) laikatu. Inną wielką przestrzenią
jest  przestrzeń  zaangażowania  ekumenicznego  czy  społecznego,  z  czym 
w Polsce nie jest najlepiej. 

A to tego niezbędne jest – jak już powiedziałem – dokonanie swego rodzaju

„przełomu  kopernikańskiego”  w  świadomości  polskiego  katolicyzmu,  czego
zarówno sobie, jak i Państwu serdecznie życzę. 

WOJCIECH WIERZBICKI 

Myślę, że to zagajenie wszystkich trzech panów było bardzo bogate w treści,

ja chciałbym zwrócić tylko uwagę na kilka problemów. We wrześniu ubiegłego
roku  odbyło  się  międzynarodowe  seminarium  w  małej  wsi  Stryszów  koło
Kalwarii  Zebrzydowskiej,  na  które  przyjechało  pięćdziesiąt  osób,  przeważnie
rolnicy z dziesięciu krajów europejskich. Wśród małych rolników, gospodarują-
cych rodzinnie, istnieje głęboki niepokój o przyszłość. Boją się zarówno polscy,
jak i zachodni rolnicy. Różnica polega na tym, że zachodni rolnicy próbują się
bronić  –  ale  nie  poprzez  demonstracje  przeciwko  rządom,  ale  poprzez  inne
organizacje. Trzeba podkreślać te trudności tam występujące, np. zmniejszanie
się liczby małych gospodarstw, walka z supermarketami. Dotykamy tu istotnej
sprawy. Ci rolnicy nie byli wrogo nastawieni, oni byli przestraszeni, zaniepoko-
jeni,  nie  wiedzieli,  co  robić.  Myślę,  że  należy  pokazać  im,  że  są  pewne  możli-
wości samoobrony i że mogą oni odegrać pozytywną rolę w wielu aspektach,
chociażby  przez  produkcję  ekologiczną.  Odgórna,  urzędowa  propaganda  nie
dociera  do  rolników,  tym  bardziej  że  niższe  duchowieństwo  często  jest
niechętnie  nastawione  do  Unii  i  nie  realizuje  tej  strategicznej  linii,  idącej  od
góry.  Dlaczego  w  propagandzie  o  Unii  Europejskiej  nie  wykorzystuje  się  unii
polsko-litewskich?  Przecież  jest  to  przykład,  który  może  przemówić  do
społeczeństwa polskiego, przede wszystkim od strony emocjonalnej. Pokazanie
– i w Polsce, i na Zachodzie – że już było podobne doświadczenie historyczne,
że  już  były  trudności  i  zostały  pokonane,  może  stać  się  naszym  atutem.
Zastanówmy  się,  dlaczego  socjologowie  nie  wykorzystują  sprawy  wspólnych
wartości, o których była tu mowa, dlaczego nie ustala się, jakie są te wartości
wspólne i co nas dzieli. Premier Mazowiecki wskazał na dwa ważne czynniki:
solidarność i grę interesu. Dorzuciłbym tu trzeci czynnik, mianowicie wspólne
przeżycia.  Trzeba  uświadomić  społeczeństwom  Europy,  że  jeżeli  nie  będzie
Unii, to nigdy nie wydobędziemy się z wojennego dołka, potajemnych prześla-

51

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

dowań i różnego rodzaju barbarzyństw. Unia jest drogą właśnie ku bezpiecznej
przyszłości. 

Następna sprawa: nasza rola w Unii Europejskiej. Można to sprowadzić do

braku  zmysłu  państwowego,  bo  nie  ma  u  nas  wykształconego  zmysłu
państwowego, a najgorszy przykład daje Warszawa. W ogóle uważam, że klęski
Polski zaczęły się po tym, jak przeniesiono stolicę do Warszawy. 

Sprawa Kościoła... Nie tak dawno temu było w KIK-u spotkanie, na którym

wystąpił jeden z biskupów, mówiący o znaczeniu wizyty Papieża Jana Pawła II
w Polsce. Zabrałem głos i zwróciłem się do tego biskupa z propozycją, że jest to
okazja, aby Kościół podjął wielką akcję wychowawczą. Mamy wstąpić do Unii
Europejskiej, a nasza rola i pozycja w Unii Europejskiej będzie zależeć od tego,
jacy  będziemy  i  jak  potrafimy  pracować,  i  czy  potrafimy  uczciwie  pracować.
Dlaczego Prymas Glemp nie nawiązuje do akcji Prymasa Wyszyńskiego? Śluby
Jasnogórskie  mogły  być  okazją  do  zmobilizowania  przecież  przynajmniej  tej
aktywniejszej części społeczeństwa. Dlaczego o tym się nie mówi?

DOMINIK MORAWSKI
Uczę się dopiero nowej polskiej rzeczywistości po decyzji powrotu na stałe

do  kraju,  po  połowie  życia  spędzonej  w  Wiecznym  Mieście,  po  obu  stronach
Tybru, czyli Rzymu świeckiego i Watykanu. W przeciwieństwie do Niemiec czy
Francji, gdzie zasadniczą rolę odgrywa element finansowy, we Włoszech sprawa
rozszerzenia  jest  krytykowana,  ale  –  moim  zdaniem  –  pozytywnie.  Myślę,  że
należy zadbać o poprawę polskiego wizerunku. Nie lekceważąc elementu gospo-
darczo-politycznego, należy stwierdzić, że wątek kulturowy odgrywa tu podsta-
wową rolę. To, o czym tu była mowa, obserwuję także w innych krajach. Jak to
kiedyś określił Stefan Frankiewicz w „Więzi”, kładzie się nacisk bardziej na reli-
gię narodu niż na religię dnia codziennego. Refleksem tego jest mieszanie sto-
sunków  z  Republiką  Włoską,  świeckim  państwem,  oraz  stosunków  ze  Stolicą
Apostolską.  Oprócz  gości  przyjeżdżających  do  Watykanu  (takich  jak  premier
Mazowiecki,  minister  Geremek  czy  prezydent  Kwaśniewski)  są  też  inni  lumi-
narze  nieprzynoszący  chwały  naszemu  narodowi.  Mazowiecki,  Geremek,
Kwaśniewski  i  inni  byli  chwaleni  za  godność  i  umiarkowane,  sprecyzowane
opinie.  Bardzo  rażą  natomiast  opinie  nieodpowiedzialnych,  niedojrzałych  poli-
tyków. Chodzi mi tu o spojrzenie z tamtej strony Tybru: tam wyraźnie widać było
troskę, zaniepokojenie o to, co się u nas dzieje. Nastawienie do pontyfikatu Jana
Pawła II jest, według mnie, w Polsce wybiórcze i powierzchowne. A wracając do
wątku  kulturowego,  przypomnę,  że  w  którymś  ze  swoich  wystąpień  do

DYSKUSJA

52

background image

Papieskiej Rady Kultury Papież oświadczył: „umieć potrafić różnić się oznacza
także  wzajemnie  się  uzupełniać”.  To  było  niedoceniane,  a  dziś  właśnie  to  razi
Włochów  najbardziej.  Nie  można  zakładać  rąk,  trzeba  patrzeć  z  niezadowole-
niem na to, co się dzieje, ale z niezadowoleniem twórczym. 

KRYSTYNA JAGIEŁŁO 

Łatwo  zauważyć,  że  w  rozszerzającej  się  na  naszych  oczach  Unii

Europejskiej są w tej chwili różne układy, grupy interesów. Francja z Niemcami
są tego bardzo dobrym przykładem: pomimo różnic, próbują odgrywać jednak
określoną  wspólną  rolę.  Profesor  z  Austrii,  który  niedawno  gościł  w  Polsce,
mówił o tym, że małe kraje muszą trzymać się razem. Kraje nadbałtyckie tym-
czasem  ciągną  ku  Szwecji,  ku  Skandynawii.  Jak  w  tej  siatce  ma  się  odnaleźć
Polska? Na kogo możemy liczyć i czy układ z Niemcami pozostanie trwały?

MAREK PERNAL 

Zdaje się, że w Kopenhadze, o której była tu mowa, została naruszona idea

Grupy  Wyszehradzkiej.  Tam,  gdzie  Polacy  i  Czesi  poszli  do  przodu,  Węgrzy
niekoniecznie. Format wyszehradzki zdawał się być bardzo obiecujący, ale czy
przypadkiem nie jest już skazany na niepowodzenie? 

TADEUSZ MAZOWIECKI 

Odpowiedziałbym  w  ten  oto  sposób:  nie  ma  stałych  interesów  polskich 

w sensie stałych sojuszników, nie możemy zatem powiedzieć, że my będziemy
działać wspólnie z dużymi albo z małymi państwami. Będzie się to odbywało 
w zależności od sprawy i trzeba umiejętnie się w tym poruszać. Uważam po-
nadto,  że  jeszcze  długo  będzie  trwał  proces  dostosowawczy  nowej  dziesiątki
Unii, może nie całej, bo Cypr jest już dobrze przygotowany do istnienia w Unii.
Większość  tych  krajów  będzie  musiała  doganiać  pozostałe.  Naturalnym
rzecznikiem,  a  może  nawet  taranem  w  tym  doganianiu  będzie  Polska  –  pod
warunkiem,  że  będziemy  innych  traktować  na  równi.  Widzę  też  możliwość
długiego trwania Grupy Wyszehradzkiej, ale jako formę konsultacji, zbieżności. 

ANTONI KUKLIŃSKI 

Chciałbym nawiązać do wypowiedzi premiera Mazowieckiego i pana profe-

sora Ajnenkiela. Zakładacie państwo, że wynik referendum jest przesądzony. Ja
tymczasem  myślę,  że  wisi  on  na  bardzo  cienkiej  nitce.  Jestem  w  tej  chwili
członkiem zespołu, który przygotuje studium, prognozę ostrzegawczą na temat

53

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

tego,  jak  będzie  wyglądała  Polska,  jeśli  my  powiemy  nie.  Ja  w  tej  prognozie
przedstawiłem  następujące  rozumowanie.  W  1648  r.,  po  Kongresie  Westfal-
skim,  Europa  zaczęła  budować  nowoczesne  państwa.  Polska  natomiast  nie
tylko nie budowała nowoczesnego państwa, ale w cztery lata później uchwaliła
liberum veto, które doprowadziło do jej upadku. Twierdzę, że rok 2003 może
być powtórzeniem tego manewru. Traktat Ateński o rozszerzonej Unii będzie
nowym  Traktatem  Westfalskim,  oznaczać  będzie  nowe  myślenie  z  nową
definicją  suwerenności  –  jako  udziału  w  procesie  podejmowania  decyzji
europejskich. Jeżeli Polska powie nie, to znowu ustawimy się plecami do wiel-
kich  procesów  europejskich,  poza  nawiasem.  Mało  tego,  zacznie  się  proces
destrukcji  polskiego  państwa.  Nawiążę  do  tego,  o  czym  mówił  premier
Mazowiecki: Unia jest nam potrzebna po to, aby ten polski słaby rząd wszyst-
kich denominacji ideologicznych miał jakieś oparcie przy odpieraniu nacisków
partykularnych interesów. Takimi argumentami posługuje się nawet Schröder
w tej chwili. Uważam, że jest to destrukcja grożąca naszemu państwu. 

Druga  uwaga  dotyczy  ujęcia  rusofilskiego,  które  bardzo  mi  się  podoba.

Zwracam  uwagę  w  mojej  prognozie  na  beneficjentów  polskiego  liberum  veto 
z 1648 r. Kto będzie beneficjentem naszego obecnego liberum veto? Beneficjent
jest ten sam, tzn. Rosja. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę. 

Jeśli  chodzi  o  mój  komentarz  do  tego,  o  czym  mówił  dyrektor

Przeciszewski... Jestem człowiekiem, który patrzy na Kościół w dwóch perspek-
tywach: jako wierzący katolik (zapewniający, że „będę z wami po wszystkie dni”
itd.)  oraz  jako  człowiek  świecki.  A  jako  człowiek  świecki  mówię,  że  Kościół
katolicki to najstarsza transnarodowa korporacja. Do Kościoła można odnieść
wszystkie  elementy  korporacji.  Chciałbym,  aby  ta  korporacja  zawsze  działała
sprawnie.  Pojawiło  się  tu  pewne  nieporozumienie  instytucjonalne.  Kardynał
Glemp  nie  może  załatwić  sprawy  ojca  Rydzyka,  dlatego  że  tę  sprawę  może
załatwić  tylko  generał  Zakonu  Redemptorystów  w  Rzymie.  Cała  ta  dyskusja 
i  spychanie  problemu  na  Episkopat  są  śmiesznym  nieporozumieniem.  Nasze
władze,  a  zwłaszcza  nasza  pani  ambasador  w  Rzymie,  w  trosce  o  interesy
Rzeczypospolitej powinna zameldować się u generała Zakonu Redemptorystów
i  powiedzieć,  że  działalność  księdza  Rydzyka  jest  szkodliwa  dla  polskiej  racji
stanu. A w ogóle to cała ta sprawa jest śmieszna... Mówiąc obrazowo, zwolenni-
cy Unii Europejskiej w Polsce to pospolite ruszenie, a jej przeciwnicy – to dwie
dywizje  pancerne:  dywizja  pancerna  Giertycha  i  dywizja  pancerna  księdza
Rydzyka, plus może jeszcze brygada spadochronowa Leppera. Ci ludzie są jed-
nak  dobrze  zorganizowani,  a  w  dodatku,  moim  zdaniem,  ksiądz  Rydzyk  jest

DYSKUSJA

54

background image

inteligentniejszy  od  kardynała  Glempa.  To  jest  bardzo  inteligentny  człowiek,
który potrafi manipulować ludźmi, to jest geniusz. Kościół nie może powiedzieć
tak  w  stosunku  do  referendum,  bo  musi  zachować  obiektywność,  ksiądz
Rydzyk może natomiast powiedzieć nie. A sprawa jest prosta: jeżeli Kościół nie
może powiedzieć tak, to ksiądz Rydzyk nie może powiedzieć nie. Kościół musi
mieć siłę, aby wyrównać warunki dyskusji, aby prowadzić ją w ten sam sposób.
A  stawka  w  tej  grze  jest  olbrzymia,  bo  rzeczywiście  grozi  nam  destrukcja
państwa polskiego. 

I ostatnia sprawa. Reprezentuję pogląd, że Polacy powinni nauczyć się mówić

o  przyszłości  Europy  jako  takiej,  nie  o  stosunku  Polski  do  Unii.  Niech  Polacy
mówią o Europie jako o całości! O Europie jako o całości mówią w tej chwili trzy
nacje: Francuzi, Niemcy i Anglicy. Polacy nie mają odwagi. Brak nam np. odwa-
gi,  aby  podjąć  dyskusję  nad  Europą  federalną.  A  mamy  wiele  do  powiedzenia 
i w Europie, i o Europie. Jestem wielkim sympatykiem Invocatio Dei, ale uważam,
że jest to sprawa kompletnie przegrana. Nie można bowiem wygrać z francuski-
mi ateistami, bo to są prawdziwi ateiści, nie tacy jak polscy. Polski ateista był mini-
strantem, tym czy tamtym, natomiast francuscy ateiści są prawdziwymi ateista-
mi. Uważam wprawdzie dyplomację watykańską za jedną z najlepszych dyplo-
macji  na  świecie,  ale  to  Ojciec  Święty  powinien  porozmawiać  z  ambasadorem
Francji. I jeżeli ten powie nie, to sprawę należy uznać za zakończoną. 

ARTUR HAJNICZ

Tematem  naszego  spotkania  jest  sytuacja  po  Kopenhadze  i  przed  referen-

dum. Chciałem zacytować tutaj pewien tekst napisany przez Danutę Zagrodzką.
Ten  sukces  odniesiony  w  Kopenhadze  można  przedstawić  w  następujący
sposób: Unię pokazano nieomal jako wroga, od którego trzeba wyrwać, a nie
jako wspólnotę, której mamy stać się członkiem. Może się to zemścić w trakcie
referendum,  obudzone  roszczenia  nie  są  do  zaspokojenia.  Druga  sprawa.
Chciałbym z satysfakcją powiedzieć, że całkowicie zgadzam się z wypowiedzią
profesora Kuklińskiego. Sprawa nie jest przesądzona, ale polska odpowiedź na
nie, przegrana w referendum będzie tym, co Olechowski określił niedawno jako
pandemonium.  Trzeba  otwarcie  i  jasno  przedstawić  wszystkie  możliwe  tego
skutki w ciągu najbliższych miesięcy i lat. 

IGNACY RUTKIEWICZ 

Uważam, że w tej propagandzie na rzecz tak w referendum powinna bardzo

wyraźnie być przedstawiona alternatywa niewejścia Polski do Unii. Tymczasem

55

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

nacisk  położony  jest  tylko  na  pozytywy.  Jeśli  natomiast  chodzi  o  stanowisko
Kościoła,  to  sprowadziłbym  je  na  grunt  bardziej  pragmatyczny.  Stanowisko
Episkopatu  jest,  w  moim  przekonaniu,  dwuznaczne  i  nieprzekonujące,
zwłaszcza że ma się do czynienia z tak potężnym przeciwnikiem, dysponującym
tak ogromnym aparatem propagandowym, jakim jest Radio „Maryja”. Chciałbym
również zwrócić uwagę, że nieprzekonujące jest także stanowisko Episkopatu 
w  sprawie  referendum.  Moim  zdaniem,  istnieje  różnica  między  neutralnością
Episkopatu  w  przypadku  wyborów  parlamentarnych  (kiedy  głosuje  się  na
partię polityczną, określony program polityczny) a neutralnością podczas refe-
rendum, które jest kwestią wspólnego dobra całego narodu. Episkopat mógłby
tu zasugerować księżom parafialnym, którzy mają największy wpływ na swoje
społeczności.  Nie  ma  przeciwwskazań,  by  Kościół  i  Episkopat  poparły
głosowanie  w  referendum.  Odwołam  się  tu  do  przysłowia  angielskiego:  „Nie
rozważajmy,  jak  przejść  przez  most,  najpierw  dojdźmy  do  tego  mostu”.
Rozważamy,  co  będzie,  jak  będziemy  w  Unii,  a  powinniśmy  się  zająć  raczej
drogą do Unii. Rolę Episkopatu trudno byłoby przecenić. W tej chwili jednak
Episkopat zajmuje postawę, obiektywnie rzecz biorąc, trwożliwą i tchórzliwą. 

MAREK PERNAL 

Chciałbym zająć się kwestią Polski, największego partnera w regionie. Unia

Europejska oczekuje od nas różnych wartości i walorów, o których wspominał
premier. Myślę, że oczekuje od nas udziału, naszego wkładu i roli wschodniej
flanki nowej rozszerzonej Unii. Przypomnijmy sobie, jakie dyskusje toczyły się
pod koniec lat 90., kiedy pojawił się problem Słowacji, która nie została zapro-
szona do NATO wraz z innymi krajami Grupy Wyszehradzkiej, kiedy pojawił
się problem Mecziara jako polityka zmierzającego w kierunku zgoła innym niż
integracja  z  Europą.  Była  wówczas  mowa  o  wyrwie,  jaką  ten  jęzor  słowacki 
w jednoczącej się Europie może uczynić. Gdyby Słowacja nie weszła do NATO
czy do Unii, to na pewno byłby to dużo mniejszy problem, niż gdyby Polska nie
weszła do Unii. Brak Polski, przy nieuczestnictwie Ukrainy i Białorusi, rozcina
kontynent  europejski.  Powinniśmy  też  zdawać  sobie  sprawę,  że  brak  komu-
nikacji  między  zjednoczoną  Europą  a  obszarem  bałtyckim  nałożyłby  na  nas
niesłychanie wielkie brzemię odpowiedzialności. 

WOJCIECH WIECZOREK

Ponieważ pan Przeciszewski przedstawił nam mroczną sytuację, chciałbym

zapytać o możliwość utrzymania około sześćdziesięcioprocentowego poparcia

DYSKUSJA

56

background image

ze  strony  Kościoła.  Wynik  referendum  będzie  zależał  nie  od  oficjalnego
stanowiska Episkopatu, ale od zdania miejscowego proboszcza. Jak ocenia się
tę sytuację: czy poparcie będzie rosło, czy też może malało? Sprawa ma również
inny  wymiar.  Stosunek  społeczeństwa  do  Unii  ma  także  charakter  obronny: 
w  przypadku  spraw  kulturowych,  duchowych  boimy  się,  że  zostaniemy  zde-
moralizowani, w przypadku gospodarki boimy się, że zostaniemy wykorzystani.
Należy  więc  przejść  do  ofensywnego  myślenia  i  metod.  Aby  dokonać  tej
„rewolucji kopernikańskiej”, trzeba myśleć nie tylko w kategoriach religii, która
jest  elementem  obrony  polskości,  lecz  jako  szerszego  zadania  do  wykonania.
Chciałbym na zakończenie nawiązać do ankiety wspomnianej przez premiera
Mazowieckiego,  w  której  wypowiadali  się  przyjaźni  Polsce,  ale  znający  ją
obcokrajowcy.  W  odpowiedzi  na  pytanie,  czego  można  spodziewać  się  po
Polsce, jak wejdzie do Unii Europejskiej, jeden z nich napisał, że Polska wniesie
marynowane grzybki i tożsamość. Oczekiwania są więc ogromne: Europa liczy,
że Polska wniesie jakieś inne nowe spojrzenie. 

MICHAŁ STRZESZEWSKI 

Reprezentujemy  środowisko,  które  czynnie  będzie  uczestniczyć  w  referen-

dum, i chciałbym, abyśmy wzięli pod uwagę tę argumentację, na której skupił
się przede wszystkim profesor Ajnenkiel. Trudność polega na tym, że uczestni-
cy referendum mogą przyjąć zupełnie inny punkt widzenia (nie wyboru histo-
rycznego  czy  cywilizacyjnego),  tylko  punkt  widzenia  „krótkofalowy  i  prag-
matyczny”: a co ja z tego będę miał? Nasza rola polega na tym, aby ludzi mają-
cych skłonność do myślenia w takich kategoriach przekonać do spojrzenia szer-
szego,  nie  oszukując  ich  i  nie  czyniąc  obietnic  bez  pokrycia.  Jeżeli  chcemy
uniknąć  zakłamania,  musimy  umiejętnie  godzić  te  różne  punkty  widzenia.
Wbrew  niektórym  przedmówcom  uważam,  że  wynik  referendum  jest  jednak
przesądzony i większych niespodzianek nie należy się spodziewać. Są one mało
prawdopodobne, aczkolwiek do końca nie można ich wykluczyć. Wiele będzie
zależało  od  frekwencji.  Środowiska  bierne  politycznie  to  zarazem  te
środowiska, w których postawy lękowe są najsilniejsze. 

ANTONI KUKLIŃSKI 

Profesor  Koźmiński  ze  Szkoły  Biznesu  powiedział  mi  ostatnio,  abym  nie

narzekał na księdza Rydzyka, bo on odgrywa pozytywną rolę: będzie podwajał
frekwencję,  będzie  bowiem  napędzał  ludzi  do  głosowania.  Ta  obecność  ludzi
Rydzyka powinna jednak budzić obawy. 

57

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

KAZIMIERZ PRZECŁAWSKI 

Powiało grozą. Można się zarazić obawą, iż istnieje ewentualność, że prze-

gramy.  A  skoro  istnieje  takie  prawdopodobieństwo,  to  myślę,  że  nie  powin-
niśmy  zakończyć  dyskusji  bez  pytania:  co  można  w  takim  razie  zrobić?  Gra
idzie o wielką stawkę, a konsekwencje będą ogromne, jeżeli nie wejdziemy teraz
do zjednoczonej Europy. Czy nie powinien powstać jakiś komitet obywatelski,
który rozdzieli zadania, byśmy mogli prowadzić szerszą akcję propagandową? 

ANDRZEJ AJNENKIEL 

Dziękuję za wysłuchanie moich uwag, zdaję sobie sprawę z ich niekomplet-

ności.  Przyznaję,  szczerze  jestem  zaniepokojony  atmosferą  dotychczasowych
dyskusji.  Są  grzeczne  ukłony,  wszystko  odbywa  się  w  atmosferze  Wersalu, 
a w efekcie – z punktu odbiorcy – każda taka debata dodaje argumentów prze-
ciwnikom integracji, jej zwolennicy bowiem nie mają sposobu na równie proste
przedstawienie  sprawy.  Naszym  rolnikom  można  przecież  powiedzieć:  to,  że
nie wejdziecie do Unii, nie znaczy, że będziecie mogli eksportować do Rosji, bo
ta  płody  rolne  kupi  w  Unii  na  kredyt.  Wszyscy  zajmują  w  gruncie  rzeczy
obojętne  stanowisko.  Kościół  jest  za  integracją  zgodnie  z  duchem  nauczania
Ojca Świętego, ale decyzję w tej sprawie pozostawia wiernym. A ksiądz Rydzyk
nie  pozostawia.  W  każdej  dyskusji  trzeba  eksponować  ten  wątek  dziwnych
więzi rosyjskich – grzecznie, bez inwektyw, agresji. Nie oznacza to, że nie biorę
pod  uwagę  obaw  przeciętnego  Polaka.  Te  obawy  są  zrozumiałe.  Dotychczas
patrzyliśmy na Unię z dwóch perspektyw: gastarbeitera pracującego na czarno
oraz biednego turysty zachłyśniętego tym, co widzi. Obie perspektywy są dziś
nie  do  przyjęcia,  ale  dotąd  nie  stworzyliśmy  tej  właściwej  perspektywy.  Nie
mamy argumentów, nie przedstawiamy ich wyraźnie. Bo mówić trzeba prostym,
zwykłym językiem. 

MARCIN PRZECISZEWSKI 

Jako obserwator działań Kościoła powiem, że na szczęście żyje jeszcze Jan

Paweł II, a na czele polskiego Episkopatu stoi Prymas Glemp. Gdyby nie było
tych  dwu  osób,  stanowisko  Kościoła  mogłoby  być  inne,  znacznie  gorsze.  Nie
zgodziłbym  się  z  opiniami,  że  stanowisko  Episkopatu  jest  dwuznaczne.
Zdefiniowałbym  je  raczej  jako  umiarkowane  poparcie  dla  integracji  Polski 
z Unią Europejską, z zastrzeżeniami. Wyniki badań wskazują, że 59% polskich
duchownych głosowałoby tak w referendum, 20% jest zdecydowanie przeciw,
a 20% waha się i nie zajmuje jasnego stanowiska. Taki jest obraz sytuacji, mimo

DYSKUSJA

58

background image

stanowiska konferencji Episkopatu, której poszczególni członkowie mogą mieć
zresztą inną opinię na temat członkostwa Polski w Unii. Możemy jednak oczeki-
wać od Kościoła dwóch rzeczy: tego, że pokazany zostanie dziejowy sens inte-
gracji  z  Unią  Europejską  (jako  procesu  pozytywnego),  oraz  apelu  Papieża 
o budowanie europejskiej wspólnoty ducha i o wkład polskich katolików. Nie
podejrzewam, aby mogło dojść do jednoznacznego apelu do głosowania na tak
w  referendum.  Z  kilku  powodów:  po  pierwsze,  duża  część  członków
Konferencji  Episkopatu  pod  takim  stanowiskiem  nie  podpisałaby  się,  a  po
drugie,  nadal  jest  silna  pamięć  o  częściowym  poparciu  Wyborczej  Akcji
Katolickiej,  które  skompromitowało  Kościół.  Na  pewno  nastąpi  wezwanie  do
udziału w referendum jako obowiązku obywatelskiego, natomiast nie podejrze-
wam, aby były jakieś inne wskazania. Sądzę, że zostanie wydany list pasterski,
podobnie  jak  kilka  miesięcy  temu  w  Irlandii.  Tam  także  nie  było  żadnego
wskazania, oprócz wezwania do referendum i głębokiego namysłu. 

Co do księdza Rydzyka... Dziękuję panu profesorowi za wskazanie na ojca

generała Zakonu Redemptorystów, rezydującego w Rzymie. Obawiam się, że nie
jest to dokładnie tak, jak mówił pan profesor. Generał, a za nim prowincjał, są
bezpośrednimi przełożonymi ojca Rydzyka i rzeczywiście mogą mu wydać takie
czy inne polecenie. Problem polega na tym, że polski prowincjał ojciec Klafka
jest  totalnym  zwolennikiem  ojca  Rydzyka.  Podobne  poglądy  ma  generał
Zakonu  Ojców  Redemptorystów.  Ze  strony  tych  dwóch  przełożonych  ksiądz
Rydzyk  ma  pełne  poparcie.  Nie  wiem,  czym  ono  jest  motywowane,  ale  w  tle
kryje się sukces zgromadzenia. Nie jest też prawdą, że Episkopat nie ma tu nic
do powiedzenia. Owszem, ma. Prawo kościelne stanowi, że odpowiedzialność
za  kształt  duszpasterski  środków  przekazu  działających  na  obszarze  danej
diecezji ponosi biskup, zaś działających na terenie kilku diecezji lub na terenie
całego  kraju  (niezależnie  od  właścicieli  czy  przełożonych  zakonnych)  –
Konferencja  Episkopatu.  Faktycznie,  gdyby  Konferencja  Episkopatu  zajęła
bardzo jednoznaczne stanowisko wobec ojca generała czy ojca prowincjała, to
musieliby  się  ugiąć,  bo  nawet  generał  nie  może  sobie  pozwolić  na  konflikt 
z  Konferencją  Episkopatu  Polski.  Problem  polega  na  tym,  że  wobec  kwestii
Radia „Maryja” istnieje pluralizm poglądów, podobnie jak wobec kwestii inte-
gracji  europejskiej.  Generalnie  można  powiedzieć,  że  duża  część  Episkopatu
jest gotowa ten kształt Radia „Maryja” z pewnymi zmianami zaakceptować.

59

PO SZCZYCIE KOPENHASKIM – PERSPEKTYWY I PROBLEMY

background image

60

background image

Jacek Czaputowicz*

Angielska szkoła stosunków 
międzynarodowych i jej stosunek 
do integracji europejskiej

W rozwój teorii stosunków międzynarodowych w drugiej połowie XX wieku

najwięcej wnieśli autorzy amerykańscy. Dotyczy to wszystkich najważniejszych
paradygmatów teoretycznych, zarówno realizmu, jak i liberalizmu, teorii syste-
mu  światowego  oraz  konstruktywizmu

1

.  Twórcami  teorii  integracji  europej-

skiej, takich jak neofunkcjonalizm, transakcjonizm i międzyrządowy liberalizm,
byli  także  naukowcy  amerykańscy  (odpowiednio  Ernst  Haas,  Karl  Deutch 
i Andrew Moravcsik)

2

. Nie znaczy to jednak, że na kontynencie europejskim nie

powstały  wybitne  prace  z  dziedziny  teorii  stosunków  międzynarodowych.
Wystarczy wymienić zaliczanego do realistycznej szkoły stosunków międzyna-
rodowych Francuza Raymonda Arona. Z kolei na Wyspach Brytyjskich tworzyła
grupa autorów, do której należeli Martin Wight, Hedley Bull, C.A.W. Manning 
i  John  Vincent,  z  czasem  nazwana  angielską  szkołą  stosunków  międzynaro-
dowych.  Współcześnie  obserwujemy  wyraźny  wzrost  zainteresowania  tą
szkołą,  czego  wyrazem  jest  liczba  konferencji  naukowych  oraz  publikacji
poświęconych  jej  dorobkowi.  Otwarcie  podejmowane  są  działania  mające  na
celu odnowę szkoły poprzez nadanie jej większej spójności, wymiaru europej-
skiego oraz zarysowanie atrakcyjnego pod względem poznawczym programu
badawczego

3

.  Niektórzy  widzą  w  tym  próbę  zintegrowania  europejskiego

środowiska teoretyków stosunków międzynarodowych w celu stworzenia prze-
ciwwagi dla dominujących w tej dyscyplinie naukowej autorów amerykańskich.

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 61–105

61

*  Wykładowca  w  WSB-NLU  w  Nowym  Sączu  i  Ośrodku  Studiów  Amerykańskich  UW.
Redaktor naczelny kwartalnika „Polska w Europie”.

background image

Tematem niniejszego artykułu jest prezentacja i krytyczna analiza teorety-

cznego  dorobku  szkoły  angielskiej,  ze  szczególnym  uwzględnieniem  jej  sto-
sunku  do  integracji  europejskiej.  Na  wstępie  omówię  genezę  szkoły  oraz  te-
matykę,  jaką  autorzy  z  jej  kręgu  się  zajmowali.  Przedstawię  kategorię
społeczności  międzynarodowej  na  tle  innych  form  stosunków  międzynaro-
dowych  (system  międzynarodowy,  system  światowy  oraz  społeczność  świa-
towa). Powyższe rozróżnienie będzie pomocne dla właściwego umiejscowienia
szkoły  angielskiej  na  mapie  innych  teorii  stosunków  międzynarodowych.
Pokażę  także  dwa  prądy  występujące  w  ramach  szkoły  angielskiej:  pluralizm 
i solidaryzm. Osobny problem stanowi relacja szkoły angielskiej do współczes-
nych teorii wyjaśniających integrację europejską, mianowicie konstruktywizmu
i  neofunkcjonalizmu.  Pytanie,  na  jakie  będę  poszukiwał  odpowiedzi,  dotyczy
przydatności  szkoły  angielskiej  do  analizy  i  wyjaśnienia  procesu  integracji
europejskiej.

Geneza i przedmiot zainteresowania

Geneza  angielskiej  szkoły  stosunków  międzynarodowych  sięga  końca  lat

50., kiedy to powołany został Brytyjski Komitet Teorii Stosunków Międzynaro-
dowych  (British  Committee  on  the  Theory  of  International  Relations)

4

.

Przedmiotem  zainteresowania  Komitetu  były  studia  nad  stosunkami  między
państwami.  Jak  to  ujął  jego  inicjator  Herbert  Butterfield  w  liście  do  Martina
Wighta z 1958 r., chodziło „nie o zwykłe studiowanie historii dyplomatycznej,
nie  o  dyskutowanie  bieżących  problemów,  ale  o  identyfikację  podstawowych
założeń,  które  leżały  u  podstaw  aktywności  dyplomatycznej,  powodów,
dlaczego  jakieś  państwo  prowadzi  określoną  politykę  zagraniczną,  etycznych
przesłanek  międzynarodowego  konfliktu  oraz  zakresu,  w  jakim  stosunki
międzynarodowe mogły być prowadzone w sposób naukowy”

5

.

Uczestnicy  organizowanych  przez  Komitet  spotkań  stanowili  środowisko

pluralistyczne, składające się zarówno z naukowców różnych specjalności, sku-
pionych  głównie  wokół  London  School  of  Economics

6

,  jak  i  praktyków 

z Foreign Office. W początkowym okresie sporo miejsca poświęcono zagadnie-
niom  metodologicznym.  Zaczęto  używać  terminu  „teoria  międzynarodowa”
oraz starano się nadać nauce o stosunkach międzynarodowych większą wiary-
godność.  Przewodniczącymi  Komitetu  byli  (chronologicznie)  Herbert
Butterfield,  Martin  Wight,  Adam  Watson  oraz  Hedley  Bull.  Po  śmierci  Bulla 
w  1985  r.  planowano,  że  przewodnictwo  obejmie  John  Vincent,  jednak  for-
malne spotkania Komitetu zostały przerwane

7

.

JACEK CZAPUTOWICZ

62

background image

Szkoła  angielska  czerpała  z  dorobku  niemieckiej  szkoły  historiozoficznej 

z początku XIX wieku, zwłaszcza z prac A.H.L. Heerena, przyjmując, że norma-
tywna  struktura  społeczności  międzynarodowej  zasadza  się  na  systemie  suwe-
rennych państw połączonych więzami współzależności

8

. Wykorzystywała także

studia  porównawcze  systemów  międzynarodowych  w  różnych  okresach  histo-
rycznych  i  na  różnych  obszarach,  korzystając  przy  tym  z  dorobku  Arnolda
Toynbee’ego i jego koncepcji cywilizacji

9

. Badając historię społeczności między-

narodowej, interesowała się zarówno nowożytną społecznością międzynarodową,
jak i jej wcześniejszymi odmianami, zwłaszcza starożytną Grecją i renesansowymi
Włochami,  a  także  odpowiedzią  państw  nieeuropejskich  na  ekspansję  europej-
skiej  społeczności  międzynarodowej.  Przedmiotem  zainteresowania  była  prob-
lematyka  równowagi  sił  i  funkcja,  jaką  pełni  siła  w  społeczności  międzynaro-
dowej. Inny nurt zainteresowań dotyczył problematyki etycznej, prawa między-
narodowego,  interwencji  zbrojnych,  praw  człowieka  i  międzynarodowych
reżimów.  Wykorzystywano  także,  zwłaszcza  w  początkowym  okresie,  myśl
chrześcijańską w zakresie zasad budowy stosunków międzynarodowych

10

.

Badając naturę państwa, istotę suwerenności i dyplomacji, badacze z kręgu

szkoły  angielskiej  traktowali  dyscyplinę  naukową  stosunków  międzynaro-
dowych  inaczej  niż  współcześni  im  przedstawiciele  szkoły  realistycznej 
w  Stanach  Zjednoczonych.  Dla  realistów  stosunki  międzynarodowe  były
tożsame z polityką międzynarodową i były podporządkowane naukom polity-
cznym,  natomiast  dla  przedstawicieli  szkoły  angielskiej  stosunki  międzynaro-
dowe ogniskowały się na granicy kilku dyscyplin (nauk politycznych, ekonomii,
prawa,  historii,  socjologii)  i  tworzyły  odrębną  dziedzinę

11

.  Przedstawiciele

szkoły angielskiej polemizowali także z poglądami współczesnych im behawio-
ralistów, którym zarzucali upraszczanie rzeczywistości międzynarodowej oraz
przyjęcie nierealnego założenia o możliwości oddzielenia badań empirycznych
od  aspektów  normatywnych

12

.  Wielu  autorów,  zwłaszcza  młodszej  generacji,

analizowało dorobek teoretyczny twórców szkoły oraz relacje szkoły angielskiej
do  innych  teorii  stosunków  międzynarodowych.  Osobą,  która  zorganizowała
środowisko  teoretyków  stosunków  międzynarodowych  wokół  szyldu  szkoły
angielskiej, jest Barry Buzan

13

.

W ujęciu chronologicznym można wyodrębnić cztery fazy ewolucji angiel-

skiej szkoły stosunków międzynarodowych: fundacyjną, konsolidacyjną, rege-
neratywną i ekspansywną

14

. Mimo sporów i kontrowersji, dotyczących zwłaszcza

dwóch ostatnich faz (zarówno co do nazewnictwa, jak i zaliczania poszczegól-
nych autorów do szkoły angielskiej), warto przedstawić je w formie tabeli. 

63

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

Tabela 1. Fazy angielskiej szkoły stosunków międzynarodowych

Inni  autorzy  wyodrębniają  w  ramach  szkoły  angielskiej  trzy  orientacje:

strukturalną,  funkcjonalną  i  historyczną,  które  zajmowały  się  odpowiednio
identyfikacją  struktury  współczesnej  społeczności  międzynarodowej,
funkcjonowaniem  i  zaletami  istniejącej  struktury  instytucjonalnej  oraz  histo-
ryczną ewolucją struktury stosunków międzynarodowych

15

.

JACEK CZAPUTOWICZ

64

Źródło: Opracowanie własne na podstawie Barry Buzan: The English school as a Reserch Program; Tim Dunne:
Inventing International Society: A history of English School, Macmillan, London 1998; Ole Waever: Four Meaning 
of International Society: A Trans-Atlantic Dialog, w: Barbara A. Robertson (red.): International Society and the
Development of International Relations Theory, Pinter, London 1998, s. 80-144; Adam Watson: The British Committee
for the Theory of International Politics; Thomas Diez, Richard Whitman: Analyzing European Integration, Reflecting
on the English School: Scenarios for an Encounter.

Fazy

Faza pierwsza
fundacyjna
1959-1966 

Faza druga 
konsolidacyjna
1966-1977

Faza trzecia
regeneratywna
1977-1992

Faza czwarta
ekspansywna
1992-

Autorzy i prace

Utworzenie Brytyjskiego Komitetu
Teorii Stosunków Międzynarodowych,
H. Butterfield, M. Wight, Diplomatic
Investigations; C.A.W. Manning, 
The Nature of International Society

H. Bull, The Anarchicl Society;
M. Wight, Systems of States;
J. Vincent, Nonintervention and
International Order 

H. Bull, M. Watson, The expansion 
of International Society; J. Vincent,
Foreign Policy and Human Rights;
J.D.B. Miller, J. Vincent (red.), 
Order and Violence: Hedley Bull 
and International Relations; H. Bull, 
B. Kingsbury, A. Roberts, Hugo
Grotius and International Relations
(Ponadto: M. Donelan, J. Mayal, 
C. Navari) 

Wydanie specjalne „Millenium”,
Beyond International Society;
B.A. Robertson (red.), International
Society and the Developement 
of International Relations.
Nowa generacja: B. Buzan, T. Dunne,
Knudsen, O. Waever, N. Wheeler 

Zainteresowanie 

Społeczność międzynarodowa jako
instrument teoretyzowania o sto-
sunkach międzynarodowych 

Natura zachodniej społeczności
międzynarodowej, społeczność
międzynarodowa w ujęciu histo-
rycznym

Historyczne studia porównawcze 
nad społecznością międzynarodową,
rozprzestrzenianie się europejskiej
społeczności międzynarodowej,
początek procesu refleksji nad
własną tożsamością

Podejście szkoły angielskiej wobec
innych teorii stosunków międzynaro-
dowych: realizmu, teorii reżimów,
konstruktywizmu i globalizmu

background image

Trialektyka szkoły angielskiej

Tradycja  liberalna,  odwołująca  się  z  jednej  strony  do  teorii  prawa  między-

narodowego Hugo Grocjusza, a – z drugiej – do klasycznego politycznego libe-
ralizmu Johna Locke’a, stawia szkołę angielską w opozycji zarówno wobec reali-
zmu, jak i idealizmu okresu międzywojennego. Główni twórcy (jak Hedley Bull,
Martin Wight i Adam Watson) byli niekiedy określani mianem neo-Grocjan

16

.

Ich  zamiarem  było  utworzenie  via  media,  drogi  pośredniej  między  realizmem 
i idealizmem, polegającej na stworzeniu syntezy obu nurtów

17

.

Jednak cechą charakterystyczną szkoły angielskiej jest pluralizm wynikający

z  uznania  heterogeniczności  stosunków  międzynarodowych.  Autorzy  z  kręgu
szkoły angielskiej odwołują się do terminologii stosowanej przez Wighta, który
wyodrębnia trzy tradycje, tzw. trzy „R” – realizm, racjonalizm i rewolucjonizm

18

.

W  jego  rozumieniu  tradycja  realistyczna  zasadza  się  na  przekonaniu  o  fun-
kcjonowaniu  systemu  równowagi  sił,  walce  o  przetrwanie  oraz  egoizmie.
Racjonalizm odnosi się do akceptacji ograniczeń nakładanych na państwa przez
zwyczaj  i  prawo  międzynarodowe.  Z  kolei  rewolucjoniści  wierzą  w  jedność
ludzkości  oraz  uznają,  że  społeczność  światowa  wykracza  poza  społeczność
państw.  Bull  określił  te  tradycje  nieco  inaczej:  jako  realizm,  internacjonalizm 
i  uniwersalizm

19

.  Zauważmy  także,  że  idiosynkretyczna  typologia  Wighta

odpowiada  omówionemu  wyżej  rozróżnieniu  między  systemem  międzynaro-
dowym,  społecznością  międzynarodową  oraz  społecznością/systemem  świa-
towym. Teorie powyższe odwołują się do innych myślicieli, uznanych za prekur-
sorów  poszczególnych  nurtów,  odpowiednio  do  Hobbesa  i  Machiavellego,
Grocjusza  i  Locke’a  oraz  Kanta  i  Marksa

20

.  Zależności  te  możemy  zestawić 

w tabeli

21

.

Tabela 2. Trójdzielny podział teorii stosunków międzynarodowych

22

65

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

Martin Wight

Realizm

Racjonalizm

Rewolucjonizm

Headley Bull

Realizm

Internacjonalizm Uniwersalizm

Forma stosunków  System

Społeczność 

Społeczność/

międzynarodowych międzynarodowy międzynarodowa system światowy

Prekursorzy 

Hobbes/

Grocjusz/

Kant/

Machiavelli

Locke

Marks

Źródło: opracowanie własne.

background image

Przezwyciężając  anarchię  poprzez  ideę  społeczności  międzynarodowej,

szkoła  angielska  sytuuje  się  w  nurcie,  określanym  przez  Martina  Wighta
mianem racjonalizmu. Jak słusznie zauważył Hidemi Suganami, „szkoła angiel-
ska jest najlepiej określona jako grono głównie brytyjskich autorów stosunków
międzynarodowych,  którzy  pod  koniec  XX  wieku  szeroko  podpisali  się  pod
racjonalizmem  w  rozumieniu  Wighta,  jako  szczególnie  ważnym  sposobem
interpretacji polityki światowej”

23

.

Richard Little utrzymuje z kolei, że szkoła angielska nie traktowała trzech

wyodrębnionych przez Wighta tradycji – realizmu, racjonalizmu i rewolucjoniz-
mu – jako przeciwstawnych, konkurujących ze sobą wizji stosunków między-
narodowych.  „Z  perspektywy  szkoły  angielskiej  całościowe  zrozumienie  sto-
sunków międzynarodowych musi obejmować wszystkie trzy tradycje”

24

. Każda

z  nich  obejmuje  jedną  trzecią  rzeczywistości  międzynarodowej  lub,  inaczej
rzecz  ujmując,  całość  polityki  międzynarodowej  przez  jedną  trzecią  czasu.  Są
one  raczej  tradycjami  niż  spójnymi  teoriami,  trzema  aspektami  stosunków
międzynarodowych,  do  których  można  się  odwołać  i  czerpać  z  ich  dorobku.
Realiści koncentrują się na politycznych warunkach anarchii, ponieważ uznają
ją  za  trwałą  cechę  stosunków  międzynarodowych,  racjonaliści  kierują  swoją
uwagę w stronę dyplomacji i handlu, ponieważ uznają, że instytucje te mogą
łagodzić efekty anarchii, natomiast rewolucjoniści interesują się, jak suwerenne
państwa tworzą moralną i kulturową przestrzeń, aby przezwyciężyć efekt anar-
chii.  Dla  Wighta  racjonalizm  był  czynnikiem  cywilizującym,  rewolucjonizm  –
ożywiającym,  natomiast  realizm  –  kontrolującym  i  dyscyplinującym.  Zarazem
jego poglądy ewaluowały od realizmu, poprzez racjonalizm, do rewolucjoniz-
mu

25

.  Z  kolei  Bull  w  większym  stopniu  identyfikuje  się  z  jedną,  grocjańską

tradycją.

Ten pluralizm tradycji, wspólny dla większości autorów z kręgu szkoły an-

gielskiej,  skłania  niektórych  badaczy  do  opinii,  że  jej  przedstawiciele  nie
stworzyli  jednolitej  koncepcji  teoretycznej,  że  trudno  jest  polemizować  z  jej
założeniami z powodu braku koherentnego i stałego zestawu poglądów. Jak to
ujął  jeden  z  autorów,  „trialektyka  międzynarodowej  myśli  Wighta  jest
radykalnie  eklektyczna,  nie  tylko  z  powodu  jego  odmowy  określenia  tych
‘tradycji’  z  filozoficzną  i  analityczną  precyzją,  ale  także  z  powodu  osobistej
głębokiej niechęci do przekroczenia ich lub umieszczenia własnych poglądów
w szerokich ramach jednej tradycji”

26

. Stąd zarzuty, że szkoła angielska niczym

kukułka  buduje  gniazda  w  obozach  przeciwników,  po  czym  uzurpuje  sobie
prawo do ich obrony

27

.

JACEK CZAPUTOWICZ

66

background image

Autorzy  z  kręgu  szkoły  angielskiej  podzielają  przekonanie  współczesnych

liberalnych instytucjonalistów, że cechą współczesnych stosunków międzynaro-
dowych jest odchodzenie od realizowania interesów państw za pomocą polity-
ki siły oraz dążenie do kompromisu uwzględniającego interesy innych uczest-
ników  społeczności  międzynarodowej.  Oba  nurty  łączy  nie  tylko  akceptacja
anarchii  (co  charakteryzuje  również  realistów),  ale  przede  wszystkim  przeko-
nanie,  że  nie  musi  ona  implikować  systemu  polegania  na  sobie  (self-help
i  może  wytwarzać  postawy  kooperatywne  (co  różni  oba  nurty  od  realizmu).
Publikowane  były  prace  otwarcie  wskazujące  na  związki  szkoły  angielskiej 
i koncepcji społeczności międzynarodowej z teorią reżimów

28

.

Dokonując  reinterpretacji  historii,  szkoła  angielska  odrzuca  negatywne  kon-

sekwencje anarchii w postaci self-help realpolitik, których nie traktuje jako imma-
nentne cechy stosunków międzynarodowych. Bull doszedł do wniosku, że istnieją
dwie  koncepcje  anarchii.  Pierwsza,  tradycyjna,  oznacza  brak  rządu  światowego
(anarchia  prawna)  oraz  druga,  występująca  w  sytuacji,  gdy  państwa  nie  tworzą
społeczności  i  pozostają  w  hobesowskim  stanie  wojny  (anarchia  polityczna)

29

.

Analogia między polityką międzynarodową i stanem wojny jest błędna. Anarchia
prawna, czyli brak rządu światowego, nie musi jeszcze oznaczać stanu wojny, bo-
wiem może być ograniczana przez instytucje społeczności międzynarodowej. Zara-
zem wojna nie oznacza braku społeczności międzynarodowej, jest raczej jej insty-
tucją, za pomocą której często wprowadzane jest w życie prawo międzynarodowe.
Nawet gdy normy międzynarodowe są wątłe i nie dotyczą wszystkich spraw, nie
znaczy to, że nie istnieją i nie wpływają na zachowanie państw. Przeciwnie, zwię-
kszają pewność działania, wykluczają nieporozumienie oraz stabilizują oczekiwania. 

Wight  dostrzegał  napięcie  między  porządkiem  politycznym,  wyrażanym

przez równowagę sił, porządkiem prawnym, którego fundamentem jest zasada
suwerenności,  oraz  porządkiem  moralnym,  dla  którego  podstawą  jest  zasada
samostanowienia

30

. Przedmiotem zainteresowania realistów jest porządek poli-

tyczny,  racjonalistów  –  porządek  prawny,  natomiast  rewolucjonistów  –
porządek moralny.

W  okresie  późniejszym  w  pracach  przedstawicieli  szkoły  angielskiej  poja-

wiają  się  elementy  tradycji  rewolucjonizmu.  Najbardziej  inspirująca  dla
współczesnych  twórców  szkoły  angielskiej  jest  teoria  systemu  światowego
Immanuela  Wallersteina

31

.  Szkoły  te  zbliża  uwzględnianie  znaczenia  historii

światowej  dla  stosunków  międzynarodowych.  Jak  utrzymują  Buzan  i  Little,
„największe  zainteresowanie  historią  światową,  jakie  istnieje  w  stosunkach
międzynarodowych, jest rezultatem skutecznej ich kolonizacji przez szkołę sys-

67

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

temów  światowych  wywodzącą  się  od  Wallersteina”

32

.  Podejście  holistyczne 

i  interdyscyplinarne,  charakterystyczne  dla  współczesnych  autorów  z  kręgu
szkoły angielskiej, inspirowane jest teorią systemu światowego.

Należy  wszakże  podkreślić,  że  szkoła  angielska,  dostrzegając  potężną  siłę

wyjaśniającą  modelu  systemu  światowego,  nie  podziela  jednak  szeregu  jego
założeń, np. że polityczno-militarny sektor systemu światowego jest zjawiskiem
wtórnym  (epifenomenalnym).  Zarzuca  także  teorii  systemu  światowego
ignorowanie interakcji między aktorami, pozostawianie pewnych sektorów kuli
ziemskiej poza przedmiotem zainteresowania (ograniczenia geograficzne) oraz
nadmierną koncentrację na okresie po 1500 r. kosztem okresów wcześniejszych
(ograniczenie chronologiczne)

33

.

Kategoria społeczności międzynarodowej

Centralną  kategorią  dla  angielskiej  szkoły  stosunków  międzynarodowych

jest  społeczność  międzynarodowa.  Punktem  wyjścia  jest  założenie,  że 
w „luźnym” systemie międzynarodowym państwa postępują zgodnie ze swoim
interesem, natomiast w sytuacji, gdy połączone są one siecią powiązań i norm,
mogą  utworzyć  społeczność  międzynarodową,  w  której  uwzględniają  swoje
wzajemne interesy. Społeczność międzynarodową tworzą państwa suwerenne,
czyli  takie,  które  są  niezależne  od  podmiotów  zewnętrznych  oraz  posiadają
pełną  i  wyłączną  kompetencję  w  sprawach  wewnętrznych,  w  tym  w  zakresie
wyznaczania i realizacji polityki zagranicznej.

Dla  autorów  z  kręgu  angielskiej  szkoły  stosunków  międzynarodowych 

istnieje  wyraźna  różnica  znaczeniowa  między  pojęciami  systemu  międzynaro-
dowego, społeczności międzynarodowej oraz społeczności światowej

34

. System

międzynarodowy  zakłada  istnienie  jakichś  kontaktów,  w  rezultacie  których
państwa w swym procesie decyzyjnym biorą pod uwagę interesy i potencjalne
zachowania innych państw. Wpływa to z kolei na decyzje podejmowane przez
pozostałych  uczestników  systemu.  Innymi  słowy,  powstaje  taki  stopień  inter-
akcji, który powoduje, że zachowanie każdego uczestnika systemu staje się ele-
mentem kalkulacji w procesie decyzyjnym innych jego uczestników. 

W  węższym  znaczeniu  system  międzynarodowy  oznacza  system  anar-

chiczny  w  rozumieniu  realistycznym

35

.  Charakteryzuje  się  on  brakiem  insty-

tucji  stojącej  ponad  suwerennymi  państwami,  która  regulowałaby  stosunki
między  nimi.  W  systemie  tym  dominuje  konflikt,  a  państwa  realizują  swoje
interesy za pomocą polityki siły (realpolitik). Normy i prawo międzynarodowe
nie mają większego wpływu na stosunki między państwami.

JACEK CZAPUTOWICZ

68

background image

Pojęcie „społeczność międzynarodowa” oznacza z kolei społeczność państw

świadomych wspólnych interesów i wartości. Stosunki między tymi państwami
regulowane  są  przez  określone  zasady,  takie  jak  wzajemne  uznanie
niezależności, przestrzeganie porozumień oraz ograniczenie użycia siły. Według
definicji Bulla i Watsona społeczność międzynarodowa jest „grupą państw (lub
ogólniej, grupą niezależnych politycznie społeczności), które nie tylko tworzą
system  w  tym  sensie,  że  zachowanie  każdego  państwa  jest  koniecznym  czyn-
nikiem  występującym  w  kalkulacjach  innych  państw,  ale  również  ustanowiły,
poprzez dialog i porozumienie, wspólne reguły i instytucje dla utrzymywania
wzajemnych stosunków oraz mają wspólny interes w ich utrwaleniu”

36

.

Społeczność  międzynarodowa  jest  zatem  stowarzyszeniem  państw,  które

mają  wspólne  cele  i  interesy  w  ich  urzeczywistnieniu,  wspólne  zasady
określające zachowanie przyczyniające się do ich realizacji oraz wspólne insty-
tucje  czyniące,  że  zasady  te  są  wdrażane  w  życie.  Warunkiem  koniecznym 
istnienia  społeczności  międzynarodowej  jest  akceptacja  wspólnych  reguł
postępowania. Jak to ujął Stephen D. Krasner, „wszyscy uczestnicy społeczności
międzynarodowej – urzędnicy, dyplomaci, mężowie stanu, polityczni liderzy –
podzielają te same fundamentalne opinie co do natury systemu, aktorów i ich
zachowania”

37

. W społeczności międzynarodowej państwa postrzegane są „jako

części większej całości”

38

.

Z  kolei  model  społeczności  światowej  odrzuca  postrzeganie  systemu

międzynarodowego poprzez pryzmat państw narodowych, przyjmując global-
ny  poziom  analizy  świata  jako  całości

39

.  O  ile  społeczność  międzynarodowa

zasadza się na politycznej równości podmiotów, o tyle podstawą społeczności
światowej  jest  funkcjonalna  dyferencjacja  w  ramach  jednego,  wszechogarnia-
jącego  podmiotu.  Aby  doszło  do  powstania  społeczności  światowej,  musi
nastąpić  przezwyciężenie  istniejącego  podziału  przestrzeni  geopolitycznej  na
państwa. Społeczność światową tworzą bezpośrednio poszczególne osoby, bez
pośrednictwa  państwa.  Suwerenność,  która  była  ulokowana  na  poziomie
państwa, odtworzona jest na poziomie globalnym, gdzie powstają nowe relacje
lojalności  i  nowa  tożsamość.  Między  tymi  dwiema  kategoriami  występuje
napięcie, które wynika z tego, że rozwój praw indywidualnych oraz dopuszcze-
nie interwencji zewnętrznej, właściwych dla społeczności światowej, podważa
suwerenność państwa, która jest fundamentem społeczności międzynarodowej.

Termin  „społeczność  światowa”  może  mieć  jeszcze  inne  znaczenia.  Może

oznaczać  ideę  porządku  światowego,  czyli  dotyczącego  całej  społeczności
ludzkiej, która przyjmuje istnienie wspólnoty interesów, uniwersalnych norm

69

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

postępowania i wspólnych instytucji jako podstawy budowy takiego porządku.
Ponadto może oznaczać, że podmiotami społeczności ludzkiej są indywidualne
osoby ludzkie, lub że uniwersalne zasady i „kosmopolityczne” wartości (to, co
jest dobre i właściwe) stosują się do świata jako całości. Może także oznaczać
dopuszczenie możliwości powołania uniwersalnej organizacji politycznej, która
byłaby  jeżeli  nie  formą  rządu  światowego,  to  na  pewno  wykraczałaby  ponad
system suwerennych państw narodowych

40

. Zdaniem niektórych autorów kon-

cepcja społeczności światowej implikuje wręcz utworzenie powszechnej orga-
nizacji politycznej, która nadzorowałaby stosowanie się do norm

41

.

Możemy  także  wyróżnić,  wychodząc  poza  trójdzielny  podział  stosowany

przez  przedstawicieli  szkoły  angielskiej,  czwartą  kategorię,  jaką  jest  system
światowy, która będzie pomocna w dalszej części rozważań. System światowy
zdefiniujmy  jako  system  hierarchiczny,  w  którym  suwerenność  państw  nie
występuje

42

.  Innymi  słowy,  jest  to  uniwersalne  imperium  definiowane  jako

„relacje  kontroli  politycznej  efektywnej  suwerenności,  narzucone  przez  jedne
społeczności  polityczne  innym  społecznościom  politycznym”

43

.  Przykładem

może  być  Imperium  Rzymskie  czy  Imperium  Otomańskie,  których  jedność
podtrzymywana  była  za  pomocą  siły.  Idea  systemu  światowego  bliska  jest
zarazem  koncepcji  monarchii  uniwersalnej  obecnej  w  myśli  osiemnasto-
wiecznej

44

.  W  systemie  tym  nie  istnieje  wspólnota  interesów,  nie  występują

także  instytucje  społeczności  międzynarodowej.  Bull  przywołuje  stanowisko
marksistowskie, zgodnie z którym „zasady służą nie tyle za instrumenty reali-
zacji  wspólnych  interesów  członków  społeczności,  co  raczej  specjalnych
interesów władców lub członków dominujących”

45

.

Istnieją  więc  zasadnicze  różnice  między  czterema  formami  stosunków

międzynarodowych: systemem międzynarodowym, społecznością międzynaro-
dową,  społecznością  światową  i  systemem  światowym.  Według  terminologii
stosowanej przez Bulla będą to odpowiednio stan natury, społeczność państw,
kosmopolityczna wspólnota oraz uniwersalne imperium

46

. Dwa kryteria, które

je  szczególnie  różnicują,  to  stosunek  do  suwerenności  państw  oraz  konfliktu
lub  wspólnoty  interesów  i,  co  za  tym  idzie,  znaczenie  norm  i  instytucji  jako
podstawy stosunków międzynarodowych.

System  międzynarodowy  uznaje  suwerenność  państw,  ale  podkreśla  kon-

fliktowe relacje między nimi, nie uznaje istnienia wspólnoty interesów i zasad-
niczego  wpływu  norm  i  prawa  międzynarodowego.  Z  kolei  koncepcja
społeczności  międzynarodowej  przyjmuje  zarówno  suwerenność  państw,  jak 
i  istnienie  wspólnoty  interesów,  norm  i  prawa  międzynarodowego  za  trwałą

JACEK CZAPUTOWICZ

70

background image

podstawę  stosunków  międzynarodowych.  Natomiast  koncepcja  społeczności
światowej  zasadza  się  na  harmonii  interesów  między  ludźmi,  akceptacji  dla
norm i prawa międzynarodowego oraz uznaniu suwerenności państw za czynnik
przejściowy, który zostanie z czasem przezwyciężony. System światowy według
naszej  definicji  oznacza,  że  suwerenność  państw  nie  jest  uznawana,  oraz  że
normy i prawo międzynarodowe nie odgrywają większej roli. Powyższe cztery
formy  stosunków  międzynarodowych  możemy  przedstawić  w  następującej
tabeli. 

Tabela 3. Formy stosunków międzynarodowych

Instytucje społeczności międzynarodowej

Według  Bulla  podstawą  wspólnoty  interesów  państw  jest  cenienie  pokoju 

i przewidywalności działań, co z kolei prowadzi do wzajemnego uznania swo-
jego istnienia, akceptacji suwerenności innych członków społeczności między-
narodowej  oraz  stosowania  się  do  zasad  nieingerencji  w  sprawy  wewnętrzne 
i  nienaruszalności  umów  (pacta  sunt  servanda)

47

.  Instytucje  społeczności

międzynarodowej,  które  służą  utrzymaniu  porządku  międzynarodowego,  to:
równowaga  sił,  prawo  międzynarodowe,  maszyneria  dyplomacji,  system
zarządzania wielkich mocarstw oraz wojna

48

. Zdziwienie może budzić uznanie

wojny za instytucję społeczności międzynarodowej. Wojna odgrywa wprawdzie
ważną rolę w utrzymaniu porządku, wdrożeniu prawa międzynarodowego oraz
utrzymaniu równowagi sił, ma ona jednak dwoisty charakter: może bowiem być
wykorzystana  do  realizacji  celów  przeciwnych.  Pokój  nie  jest  więc  celem
najważniejszym,  jest  on  podporządkowany  utrzymaniu  niezależności  państw,
co  jest  warunkiem  istnienia  systemu  międzynarodowego.  Z  kolei  organizacje
międzynarodowe (Liga Narodów Organizacja Narodów Zjednoczonych), uzna-
wane dziś za instytucje społeczności międzynarodowej, zostały określone przez

71

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

Forma stosunków 

Suwerenność 

Wspólne normy

międzynarodowych 

państw narodowych

i instytucje

System międzynarodowy 

Tak

Nie

Społeczność międzynarodowa 

Tak

Tak

Społeczność światowa 

Nie

Tak

System światowy

Nie

Nie

Źródło: Opracowanie własne.

background image

Wighta i Bulla jako „pseudoinstytucje”. Produkują one ogromną dokumentację
i  w  ten  sposób  dostarczają  wdzięcznego  materiału  do  studiów,  odciągając
uwagę badaczy od ważniejszych źródeł porządku międzynarodowego

49

.

Istotną  funkcję  pełni  równowaga  sił,  zapewniając  państwom  niezależność 

i czyniąc, że system międzynarodowy nie przekształci się w uniwersalne impe-
rium. Jak to ujął Bull, „główną funkcją równowagi sił nie jest utrzymanie poko-
ju, ale utrzymanie samego systemu państw”

50

. Równowaga sił zapewnia warun-

ki  do  prawidłowego  funkcjonowania  innych  instytucji  społeczności  między-
narodowej, w tym także prawa międzynarodowego, na które składa się składa
się  zespół  zasad  określających  zachowanie  państw  i  którego  przestrzeganie
przyczynia się do utrzymania porządku. Jak stwierdził Lassa Oppenheim, „pier-
wszy i podstawowy morał, jaki można wyciągnąć z historii rozwoju prawa na-
rodów,  jest  taki,  że  może  ono  istnieć  tylko  wtedy,  gdy  występuje  balans,
równowaga sił między członkami rodziny narodów”

51

. Główne funkcje dyplo-

macji to ułatwianie komunikacji, negocjowanie porozumień, dostarczanie infor-
macji oraz zapobieganie konfliktom. Z kolei mocarstwa odgrywają pozytywną
rolę  poprzez  przyjęcie  odpowiedzialności  za  utrzymanie  pokoju  i  bezpie-
czeństwa w całym systemie międzynarodowym.

Katalog instytucji opisany przez Bulla nie jest zamknięty. K.L. Holsti dzieli

instytucje  społeczności  międzynarodowej  na  konstytutywne  i  proceduralne.
Do pierwszej grupy należy suwerenność, państwo, terytorialność oraz prawo
międzynarodowe,  natomiast  do  drugiej  m.in.  dyplomacja,  wolny  handel
(rynek)  i  wojna.  Instytucje  społeczności  międzynarodowej  zmieniają  się,
podlegają transformacji, rewizji, stają się bardziej złożone. Niekiedy powstają
nowe instytucje, a stare przestają być akceptowane i zanikają, jak np. kolonia-
lizm

52

. Innym przykładem instytucji, która odgrywała istotną rolę we wczes-

nym okresie europejskiej społeczności międzynarodowej, a obecnie zanikła, są
zasady dynastyczne

53

. Instytucje społeczności międzynarodowej umożliwiają

współistnienie  suwerennych  państw  oraz  mediują  między  występującymi
równolegle tendencjami do partykularyzmu i uniwersalizmu

54

. W ich ramach

dochodzi  do  zderzenia  interesów,  dialogu  i  rozwiązywania  konfliktów.  Duże
zainteresowanie  budzi  dyplomacja,  gdzie  istotny  jest  nie  tylko  aspekt  proce-
duralny,  ale  także  akceptacja  wspólnych  wartości,  koniecznych  dla  wzajem-
nego zrozumienia.

Z  kolei  Buzan  zwrócił  uwagę,  że  instytucje  współczesnej  społeczności

międzynarodowej  tworzą  hierarchię.  Można  bowiem  wyodrębnić  instytucje
główne,  niejako  wyższego  rzędu,  oraz  instytucje  pochodne,  które  wynikają 

JACEK CZAPUTOWICZ

72

background image

z innych. Autor hierarchię tę przedstawił w formie tabeli, podając jednocześnie
odpowiednie przykłady.

Tabela 4. Hierarchia współczesnych instytucji międzynarodowych.

73

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

Instytucje wiodące

Suwerenność

Terytorialność

Dyplomacja

Równowaga sił

Równość ludzi

Kolonializm

Handel

Nacjonalizm 

Ochrona środowiska

Instytucje pochodne

Nieinterwencja
Prawo międzynarodowe

Posłańcy/ dyplomaci
Konferencje/ Kongresy
Multilateralizm
Język dyplomatyczny
Arbitraż

Antyhegemonizm
Sojusze
Gwarancje 
Neutralność
Wojna
Zarządzanie mocarstw

Prawa człowieka
Interwencja humanitarna

Prawo do podboju
Nierówność ludzi

Rynek
Protekcjonizm
Hegemoniczna stabilność

Samostanowienie
Suwerenność ludu
Demokracja

ZO ONZ, 
Reżimy, MTS, MTK

ONZ 
Wiele przykładów,
większość NGO’s, reżimy

NATO

Rada Bezpieczeństwa ONZ

UNHCR

GATT/WTO, IBRD,IMF

CITES, traktat z Kyoto

Źródło: Barry Buzan: The Primary Institutions of International Society, BISA Conference, London, 
December 2002, s. 20.

background image

Istotne  pytanie  dla  badaczy  z  kręgu  szkoły  angielskiej  dotyczy  tego,  czy

społeczność  międzynarodowa  jest  wytworem  wspólnej  kultury,  czy  też
wynikiem  reakcji  na  anarchię  międzynarodową,  rozumianą  jako  brak  rządu
światowego, za pomocą porozumień i kontraktów. Szukając na nie odpowiedzi,
odwołują  się  oni  do  dwóch  koncepcji  społeczności  Ferdinanda  Tonniesa:
Gemeinschaft (podkreślającej istnienie więzów wspólnej kultury i tradycji) oraz
Gesellschaft (zakładającej, że społeczność jest przede wszystkim rezultatem za-
wieranych we wspólnym interesie kontraktów)

55

. Innymi słowy, jest to pytanie,

czy  społeczność  międzynarodowa  powstała  zgodnie  z  logiką  kultury  (model
cywilizacyjny), czy też zgodnie z logiką anarchii (model funkcjonalny). Odpo-
wiedź  brzmi,  że  społeczność  międzynarodowa  powstała  zgodnie  z  logiką  anar-
chii, tzn. uznania przez państwa strategicznej i gospodarczej współzależności oraz
konieczności współpracy w systemie międzynarodowym. Płynie z tego wniosek,
że wspólna kultura, która niewątpliwie może pogłębić stopień integracji, nie jest
warunkiem koniecznym powstania społeczności międzynarodowej

56

.

Niektórzy  autorzy  zwracają  uwagę  na  dualizm  struktury  społeczności

międzynarodowej.  Zewnętrzny  krąg  stanowi  cała  wspólnota  ludzka,  którą
rządzi  prawo  naturalne,  natomiast  krąg  wewnętrzny  –  społeczność
chrześcijańska lub europejska, w której obowiązuje prawo pozytywne, powstałe
w  wyniku  porozumienia  między  państwami.  Chronologicznie  rzecz  ujmując,
społeczność  międzynarodowa,  w  której  obowiązuje  prawo  pozytywne,
występuje  w  czasach  nowożytnych,  natomiast  społeczność  międzynarodowa, 
w której występuje prawo naturalne, istniała w dobie chrześcijańskiego Średnio-
wiecza

57

.  Jak  to  ujął  Wight,  „gdy  dyplomacja  staje  się  gwałtowna  i  bez

skrupułów, prawo międzynarodowe wznosi się w regiony prawa naturalnego;
gdy dyplomacja nabywa nawyku współpracy, prawo międzynarodowe zniża się
do legalnego pozytywizmu”

58

.

Pluralizm i solidaryzm

W ramach szkoły angielskiej można wyodrębnić dwa nurty: pluralizm i soli-

daryzm, które inaczej postrzegają stosunki międzynarodowe

59

. Nurt pluralisty-

czny, reprezentowany przez Hedleya Bulla, przyjmuje, że stosunki międzynaro-
dowe zbudowane są na zasadach interakcji i współistnienia. Istotne są tu kate-
gorie takie, jak: suwerenność, dyplomacja i prawo międzynarodowe, które regu-
lują stosunki między niezależnymi państwami. Dyplomacja pełni ważną funkcję
mediacyjną między tendencją do partykularyzmu i uniwersalizmu, jednak ten-
dencja do partykularyzmu jest dominująca

60

.

JACEK CZAPUTOWICZ

74

background image

Pluralistyczna  koncepcja  społeczności  międzynarodowej  odwołuje  się  do

pozytywistycznej  tradycji  prawa  międzynarodowego  przekazanej  za  pośred-
nictwem Emmericha Vatela i Lassy Oppenheima, według której prawo między-
narodowe  jest  „prawem  tylko  i  wyłącznie  między  państwami”

61

.  Analogia

między państwem w systemie międzynarodowym i jednostką ludzką w społe-
czeństwie  polega  na  tym,  że  istnienie  jednostki  poprzedza  powstanie
społeczeństwa.  Współczesne  państwa  narodowe  powstały  w  wyniku  pokoju 
w Westfalii w 1648 r. i dopiero one mogły wytworzyć regulującą relacje między
nimi  strukturę  normatywną,  czyli  społeczność  międzynarodową.  Wcześniej
państwa funkcjonowały poniekąd w próżni normatywnej

62

.

Konstatacja, że członkami społeczności międzynarodowej mogą być jedynie

suwerenne państwa, ma znaczenie zasadnicze. Implikuje bowiem, że państwo
ma  ontologiczne  pierwszeństwo  wobec  społeczności  międzynarodowej,
państwowość  poprzedza  międzynarodowość  i  jest  warunkiem  koniecznym
powstania społeczności międzynarodowej. Sama społeczność międzynarodowa
wykracza  poza  interesy  swoich  członków  i  dlatego  jest  do  pewnego  stopnia
ignorowana

63

. Jak twierdził Wight, „doktryna, że państwo jest ostateczną jed-

nostką politycznej społeczności, pociąga za sobą doktrynę, że nie istnieje szer-
sza  społeczność,  która  obejmowałaby  państwa”

64

.  Nie  prawo  naturalne, 

a zwyczaj i traktaty są źródłem prawa.

Według  Bulla  istnieją  trzy  rodzaje  (poziomy)  zasad  określających

społeczność  międzynarodową.  Po  pierwsze  –  normatywne  zasady  konsty-
tucyjne  określają  główną  zasadę  porządkującą:  dla  społeczności  międzynaro-
dowej  jest  to  suwerenność.  Po  drugie  –  zasady  współistnienia  definiują  mini-
malne  warunki  dla  istnienia  społeczności,  takie  jak  ograniczenie  przemocy,
ustanowienie  praw  własności,  trwałość  porozumień  (pacta  sunt  servanda).  Na
tym poziomie istotną rolę odgrywają instytucje społeczności międzynarodowej,
jak  dyplomacja,  prawo  międzynarodowe  oraz  równowaga  sił.  Po  trzecie  –
zasady regulujące współpracę w różnych sferach (polityka, ekonomia, strategia,
społeczeństwo) zalecają zachowanie właściwe dla realizacji celów społeczności
międzynarodowej.  Przykładem  zasad  regulujących  współpracę  są  traktaty 
w  dziedzinie  kontroli  zbrojeń,  reżimy  w  sferze  handlu,  finansów,  ochrony
środowiska,  cały  system  Narodów  Zjednoczonych.  Powyższe  podejście
odzwierciedla  racjonalną,  kontraktową,  opierającą  się  na  zasadach  koncepcję
społeczności  międzynarodowej.  Buzan  zwraca  z  kolei  uwagę,  że  zasady 
pierwszego  i  drugiego  poziomu  (konstytucyjne  i  współistnienia)  są  właściwe
dla stanowiska pluralistycznego, natomiast bardziej zaawansowane zasady trze-

75

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

ciego  poziomu,  zalecające  określone  zachowania,  są  cechą  stanowiska  soli-
darystycznego

65

.

W ujęciu pluralistycznym zakres społeczności międzynarodowej jest wąski,

obejmuje  porozumienia  dotyczące  nieinterwencji  w  sprawy  wewnętrzne  oraz
troskę  o  utrzymanie  porządku  międzynarodowego  w  systemie  anarchicznym, 
a wspólna tożsamość i kultura nie są warunkiem koniecznym jej powstania.

W ramach podziału stosowanego w teoriach normatywnych pluralizm jest

bliższy  komunitarianizmowi,  który  przyjmuje,  że  prawa  i  obowiązki
poszczególnych  osób  są  zakorzenione  w  historycznie  wykształconych
społecznościach, czyli państwach

66

. Wobec interwencji humanitarnej pluralizm

prezentuje stanowisko restrykcjonistyczne, zgodnie z którym jest ona uznana
za nielegalną

67

. Społeczność międzynarodowa traktowana jest instrumentalnie

– jako przeciwwaga dla chaosu i nieporządku. Z kolei rozwój społeczności świa-
towej  może  być  zagrożeniem  dla  społeczności  międzynarodowej.  Właściwą
formą zapewniania bezpieczeństwa jest zbiorowa obrona, czyli sojusz, którego
zasadą  organizacyjną  jest  sprzymierzanie  się  państw  przeciw  zagrożeniu
zewnętrznemu.

Wight  dostrzega  bliskość  pluralizmu  i  realizmu  w  przyjęciu  założenia,  że

istotą  suwerenności  jest  kultywowanie  różnic  i  odrębności.  Istotne  różnice
między pluralistycznym prądem w ramach szkoły angielskiej a realizmem doty-
czą  natomiast  postrzegania  roli  prawa  międzynarodowego  i  problemu,  do
jakiego stopnia suwerenne państwa przestrzegają powziętych zobowiązań. Dla
zwolenników  szkoły  angielskiej  prawo  międzynarodowe  zajmuje  centralne
miejsce w polityce światowej, dla realistów jest ono czynnikiem nieistotnym

68

.

Nurt solidarystyczny, reprezentowany przez Martina Wighta, zakłada soli-

darność państw we wprowadzeniu prawa międzynarodowego i uniwersalnych
standardów  zachowania.  W  ujęciu  tym  społeczność  międzynarodowa  jest
społecznością polityczną, szerszą niż społeczność państw. O ile w przypadku
pluralizmu  tendencją  dominującą  był  partykularyzm,  o  tyle  w  wypadku  soli-
daryzmu jest nią uniwersalizm. 

Solidaryzm odwołuje się do tradycji prawa międzynarodowego jako prawa

naturalnego,  przekazanej  przez  Herscha  Lauterpachta.  Grocjusz  był  nie  tylko
interpretatorem współczesnego mu systemu państw narodowych, ale także twór-
cą systemu prawa i etyki, który określał standardy rozwoju polityki światowej

69

.

Prawo  międzynarodowe  nie  jest  więc  jedynie  prawem  między  państwami,  ale
także  „wolą  międzynarodowej  wspólnoty”

70

.  Jest  to  więc,  z  punktu  widzenia

teorii normatywnych, podejście kosmopolityczne, które zakłada, że społeczność

JACEK CZAPUTOWICZ

76

background image

międzynarodowa  składa  się  z  pojedynczych  osób.  Mimo  że  są  one  reprezen-
towane przez państwa, to podlegają wspólnej koncepcji moralności. Podstawą
społeczności międzynarodowej jest wspólnota kulturowa i cywilizacyjna.

Solidaryzm  uznaje  uniwersalne  normy  i  zasady  za  autonomiczne  źródło

prawa  międzynarodowego,  przy  czym  cechą  odróżniającą  jest  uznanie,  że
„obowiązujące prawo międzynarodowe wypływa nie jedynie z tych zasad, co do
których  państwa  wyraziły  zgodę,  ale  także  z  tych,  w  stosunku  do  których
społeczność międzynarodowa jako całość osiągnęła solidarność lub konsensus,
nawet  gdy  następnie  zgoda  ta  przez  niektóre  państwa  została  wycofana”

71

.

Podstawy  normatywne  społeczności  międzynarodowej  stanowią  więc  uniwer-
salizm etyczny oraz idea solidarności.

Solidaryści  przyjmują,  że  podmiotami  prawa  międzynarodowego  są  nie

tylko państwa, ale także – bezpośrednio – osoby ludzkie. Państwa obowiązane
są  do  respektowania  praw  człowieka,  które,  jak  to  określił  Vincent,  „posiada
każdy  jednakowo  z  tytułu  samej  przynależność  do  ludzkości”

72

.  Istniejące 

w ramach praw człowieka prawa podstawowe nie mogą podlegać derogacji pod
żadnymi  warunkami

73

.  Niemożność  zapewnienia  przez  rząd  ochrony  praw

człowieka swoim obywatelom może stać się powodem dla uznania tego rządu
za  nielegalny.  Następuje  zarazem  stały  rozwój  praw  człowieka  na  przestrzeni
historii, szczególnie intensywny od zakończenia II wojny światowej

74

. Jak to ujął

jeden z autorów, „międzynarodowe zasady odnoszące się do praw człowieka,
do praw narodów i mniejszości, do rozszerzającego się zakresu zagadnień eko-
nomicznych  i  środowiskowych  oddziałują  bardzo  głęboko  na  wewnętrzną
organizację  społeczeństwa”

75

.  Społeczność  międzynarodowa  jest  bardziej

ekspansywna i, przyjmując elementy transnarodowe, zbliża się do społeczności
światowej

76

. Istnienie społeczności światowej, choćby w minimalnym zakresie,

jest zarazem warunkiem istnienia społeczności międzynarodowej. 

Solidaryzm bliższy jest rewolucjonizmowi, przyjmuje bowiem, że suweren-

ność nie oznacza jedynie niezależności, ale dopuszcza wiele poziomów polity-
cznej konwergencji, jak np. w procesie integracji europejskiej

77

. W ujęciu tym

zakres  społeczności  międzynarodowej  jest  potencjalnie  szerszy,  gdyż  dotyczy
nie  tylko  wspólnych  norm  w  zakresie  ograniczania  użycia  siły,  ale  także
powszechnych standardów cywilizacyjnych w relacjach państwo – obywatele.
Solidaryzm  przyjmuje  też  bardziej  interwencjonistyczną  postawę  w  sytuacji
konieczności  utrzymania  porządku  międzynarodowego  i  wewnętrznego.
Odwołuje się do koncepcji wojny sprawiedliwej oraz dopuszcza współdziałanie
państw w przywróceniu prawa międzynarodowego, w szczególności w formie

77

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

interwencji humanitarnej, którą uznaje za legalną

78

. Jednym z ważnych dla soli-

daryzmu  wydarzeń  jest  utworzenie  Międzynarodowego  Trybunału  Karnego
oraz  stosunek  poszczególnych  państw  do  tej  inicjatywy

79

.  W  zakresie  bez-

pieczeństwa  opowiada  się  za  uniwersalnym  systemem  bezpieczeństwa
zbiorowego, zorganizowanym na zasadzie solidarności przeciwko potencjalne-
mu agresorowi, bez określania z góry, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem

80

.

Podstawowe cechy pluralistycznej i solidarystycznej społeczności międzynaro-
dowej możemy podsumować w tabeli. 

Tabela 5. Pluralistyczna i solidarystyczna koncepcja społeczności międzynarodowej

JACEK CZAPUTOWICZ

78

Źródło: Opracowanie własne.

Wyszczególnienie

Sztandarowi autorzy

Podmioty stosunków
międzynarodowych 

Idea organizacyjna 

Podejście normatywne

Koncepcja społeczności
międzynarodowej

Zakres społeczności
międzynarodowej

Koncepcja suwerenności

Prawo międzynarodowe

Źródła prawa

Zasady społeczności
międzynarodowej

Interwencja humanitarna

Podstawa bezpieczeństwa

Pluralizm

H. Bull

Państwa (ekskluzywizm)

Partykularyzm

Komunitarianizm

Kontraktowa, funkcjonalna

Wąski, utrzymanie porządku 
w systemie anarchicznym, niein-
terwencja w sprawy wewnętrzne,
instrumentalizm 

Kultywowanie różnic

Wyłącznie między państwami

Prawo pozytywne, zwyczaj i trak-
taty (E. Vattel, L. Oppenheim)

Konstytucyjne i współistnienia
(pierwszego i drugiego poziomu)

Niedopuszczalna, nielegalna

Zbiorowa obrona (sojusz)

Solidaryzm

M. Wight

Państwa i jednostki 
(inkluzywizm)

Uniwersalizm

Kosmopolityzm

Kulturowa, cywilizacyjna

Szeroki, wspólna kultura i normy
w relacjach państwo – obywatele,
prawa człowieka, transnaro-
dowość, ekspansywność

Dopuszczenie konwergencji
(integracja europejska)

Wola wspólnoty międzynaro-
dowej

Prawo naturalne, normy uniwer-
salne (H. Lauterpacht)

Regulujące współpracę, promu-
jące określone zachowanie, 
(trzeciego poziomu)

Dopuszczalna, legalna

Bezpieczeństwo zbiorowe  

background image

Podsumowując: założenia teoretyczne szkoły angielskiej są bardzo pojemne,

wykraczają poza ramy racjonalizmu i w wersji pluralistycznej zbliżają się do reali-
zmu, natomiast w wersji solidarystycznej – do rewolucjonizmu. W związku z tym
zasadne jest pytanie, na ile paradygmat jest koherentny, na ile szkoła angielska
jest  spójna  pod  względem  założeń  teoretycznych.  Dostrzegalne  jest  napięcie
między  oboma  prądami,  na  które  zwracał  uwagę  Bull,  polegające  na  tym,  że
rozprzestrzenienie się elementów solidarystycznych, właściwych dla społeczności
światowej (takich choćby jak objęcie jednostek bezpośrednim działaniem prawa
międzynarodowego),  podważyłoby  „porządek  międzynarodowy  zasadzający  się
na społeczności państw”

81

. W ramach szkoły angielskiej nie brak głosów, że spór

między pluralizmem i solidaryzmem został rozstrzygnięty na rzecz solidaryzmu,
który „jest otwarty na zmiany i transformacje w polityce światowej, jest normaty-
wnie bardziej progresywny i lepiej zakorzeniony metodologicznie”

82

.

Czy należy zatem traktować angielską szkołę stosunków międzynarodowych

jako jedną teorię stosunków międzynarodowych, czy raczej należy mówić o nie-
odwracalnym pęknięciu na dwie teorie? Powyższe pytanie jest w istocie pytaniem
o dystans dzielący pluralizm i solidaryzm. By na nie odpowiedzieć, musimy także
określić dystans między pluralizmem a realizmem z jednej strony, oraz między
solidaryzmem i kosmopolityzmem – z drugiej. Nie jest kontrowersyjny pogląd, że
granicą  między  realizmem  i  pluralizmem  jest  uznanie  wpływu  norm,  prawa 
i  instytucji  na  stosunki  międzynarodowe.  Problemy  może  natomiast  sprawić
wytyczenie  granicy  między  solidaryzmem  a  kosmopolityzmem.  Czy  jest  nią
uznanie suwerenności państw jako podstawy stosunków międzynarodowych?

Buzan  odwołuje  się  do  tych  myśli  Kanta,  które  odnoszą  się  do  teorii  demo-

kratycznego  pokoju  i  upodabniania  się  państw  do  siebie  (homogeniczności).
Prawo międzynarodowe powinno opierać się na federacji wolnych państw, czyli
„związku narodów, który jednak nie musiałby być równocześnie państwem naro-
dów”

83

.  Dochodzi  przy  tym  do  wniosku,  że  pluralizm  i  solidaryzm  stanowią

„raczej granice pewnego spektrum niż nieprzezwyciężalnie przeciwstawne idee”

84

.

Pluralizm  określa  społeczność  międzynarodową,  w  której  wpływ  norm,  prawa 
i instytucji jest stosunkowo niewielki: ogranicza się ona do zapewnienia ram dla
współistnienia, rywalizacji i zarządzania wspólnymi problemami, takimi jak kon-
trola  zbrojeń  i  ochrona  środowiska.  Solidaryzm  z  kolei  określa  społeczność
międzynarodową,  w  której  wpływ  norm,  prawa  i  instytucji  jest  znaczny:  nie
ogranicza się ona do zapewnienia pokojowego współistnienia państw, ale wytycza
równocześnie ramy współpracy w wielu dziedzinach. W ujęciu solidarystycznym
społeczność  międzynarodowa  jest  więc  „grubsza”.  Dotyczy  ona  wspólnych

79

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

wartości  (takich  np.  jak  przestrzeganie  praw  człowieka),  co  nie  musi  wiązać  się 
z  ograniczaniem  suwerenności,  ale  może  być  jej  realizacją.  Buzan  utrzymuje,  że
„tak długo, jak ktoś nie upiera się, że osoby mają prawa obok albo ponad państwa-
mi, nie ma przeciwieństwa między rozwojem praw człowieka i suwerennością”

85

.

Solidaryzm  zatem,  zdaniem  Buzana,  nie  oznacza  ograniczenia  suwerenności
państw i przekroczenia granicy w kierunku społeczności światowej.

Nie jest to jedyny możliwy sposób odczytania myśli Kanta. Jakkolwiek niezin-

stytucjonalizowany  związek  narodów  nie  jest  tożsamy  z  państwem  światowym
(zasada  suwerenności  wyklucza  podporządkowanie  się  takiemu  państwu)

86

,  to 

u Kanta napotykamy także idee, wskazujące na potrzebę przekroczenia koncepcji
suwerenności i utworzenia państwa narodów (civitas gentium), w którym ludzie
byliby podporządkowani publicznym prawom przymusu

87

. Także Bull dostrzegał

u Kanta wątki uniwersalistyczne, wskazujące, że istotą polityki międzynarodowej
są  tylko  pozornie  stosunki  między  państwami,  w  rzeczywistości  bowiem  są  to
więzy  transnarodowe,  łączące  indywidualne  osoby  w  uniwersalnej  wspólnocie
ludzkiej. W stanowisku uniwersalistycznym „imperatywy moralne nakazują nie
tyle  współistnienie  i  współpracę  między  państwami,  co  raczej  przezwyciężenie
systemu państw i zastąpienie go przez społeczność kosmopolityczną”

88

. Nawet

jeżeli obecnie jeszcze nie istnieje, wspólnota ludzka istnieje potencjalnie: gdy się
zmaterializuje, zniesie system suwerennych państw. Jednak Bull, zwolennik trady-
cji  odwołującej  się  do  Grocjusza,  współistnienie  państw  stawiał  na  pierwszym
miejscu, przed ustanowieniem wspólnoty ludzkiej.

Umieśćmy zatem nurt pluralistyczny i solidarystyczny według osi: system –

społeczność  oraz  międzynarodowość  –  światowość.  System  charakteryzuje
anarchia,  konflikt  i  występowanie  mechanizmu  równowagi  sił,  natomiast
społeczność znamionuje wspólnota interesów i współpraca. Z kolei międzyna-
rodowość  charakteryzuje  uznanie  suwerenności  państw,  podczas  gdy  świa-
towość  cechują  relacje  podporządkowania,  hierarchi  i  brak  suwerenności.
Powyższy dualizm możemy zobrazować na rysunku (rys. 1).

Dla Buzana pluralizm i solidaryzm nie są koncepcjami wykluczającymi się,

a  jedynie  niezbyt  odległymi  końcami  jednego  spektrum,  które  rozciąga  się
wzdłuż  osi  system  –  społeczność,  bez  przekraczania  granicy  w  kierunku
społeczności  światowej

89

.  Obrazuje  to  strzałka  pozioma,  wskazująca  na

„zagęszczanie” się norm tak, że społeczność międzynarodowa staje się „grub-
sza”,  a  suwerenność  państw  zostaje  „obudowana”  normami  i  instytucjami
społeczności  międzynarodowej.  Jest  to  wynik  upodabniania  się  państw  do
siebie pod względem struktury. Proces ten toczy się na poziomie państwa, a nie

JACEK CZAPUTOWICZ

80

background image

systemu międzynarodowego, który pozostaje anarchiczny (brak instytucji sto-
jącej ponad państwami).

Z drugiej strony, spektrum pluralizm – solidaryzm można postrzegać jako

przebiegający  wzdłuż  osi,  która  oznacza  zmiany  w  zakresie  suwerenności
państw. W ujęciu tym wyjaśnienie procesów w stosunkach międzynarodowych
zmianami na poziomie państw jest niepełne: konieczne są zmiany na poziomie
systemu  międzynarodowego.  Temu  stanowisku  odpowiada  strzałka  pionowa,
która  umiejscawia  solidaryzm  po  stronie  społeczności  światowej.  Jest  to  więc
zmiana jakościowa, która oznacza ograniczenie suwerenności państw na rzecz
organizacji  o  charakterze  uniwersalnym.  Pokazane  wyżej  różnice  między  plu-
ralizmem i solidaryzmem odpowiadają temu stanowisku.

Szkoła angielska wobec konstruktywizmu

Procesy  formowania  się  konstruktywizmu  jako  odrębnej  teorii  w  Stanach

Zjednoczonych  oraz  zyskiwania  świadomości  odrębności  szkoły  angielskiej 
w Europie toczyły się równolegle w drugiej połowie lat 90. Obie szkoły podjęły

81

Światowość 

teoria systemu

kosmopolityzm

światowego

solidaryzm?

System

Społeczność

racjonalizm

realizm

pluralizm

solidaryzm?

Międzynarodowość

Źródło: Opracowanie własne.

Rys. 1. Warianty spektrum pluralizm – solidaryzm

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

wyzwanie wobec teorii racjonalistycznych, obie akcentują społeczny aspekt sto-
sunków  międzynarodowych

90

.  Konstruktywizm,  wychodząc  od  zmiany

tożsamości i interesów w wyniku interakcji w szerszym układzie instytucjonal-
nym,  na  który  składają  się  normy  i  struktury  dyskursywne,  wydaje  się  być
dobrze predestynowany do wyjaśnienia procesów integracji europejskiej

91

.

Należy  przy  tym  zwrócić  uwagę  na  różnorodność  i  wielonurtowość  kon-

struktywizmu. Ernst Haas, rozważając przydatność konstruktywizmu dla bada-
nia  integracji  europejskiej,  definiuje  konstruktywizm  bardzo  szeroko,
wyodrębniając w jego ramach trzy szkoły. Są to, po pierwsze, szkoła systemowa
(Alexander  Wendt,  David  Dessler),  która  wywodzi  interesy  od  tożsamości
aktorów, uwarunkowanych sprawowaną funkcją w systemie globalnym. Autor
dostrzega pokrewieństwo tego nurtu z takimi przedstawicielami szkoły angiel-
skiej, jak Hedley Bull, Anthony Giddens i Barry Buzan. Po drugie, szkoła „norm
i kultury” (Friedrich Kratochwil, John Meyer), która przyjmuje, że interesy są
rezultatem uwarunkowań kulturowych. Determinują one zakorzenione w spo-
łeczności międzynarodowej normy wpływające na kolektywne wybory. Po trze-
cie, szkoła „miękkiego racjonalizmu” (Peter Katzenstein, Emmanuel Adler, Peter
Haas), która utrzymuje, że interesy aktorów zależą od sposobu rozumienia poli-
tycznej  przyczynowości.  Rozumienie  to  wpływa  na  sposób  definiowania
interesów,  których  źródło  znajduje  się  zarówno  wewnątrz,  jak  i  na  zewnątrz
państw narodowych. Ten właśnie nurt bliski jest neofunkcjonalizmowi

92

.

Według najdalej idących opinii szkoła angielska winna być postrzegana jako

przykład  konstruktywizmu

93

.  Także  Wendt  umieszcza  szkołą  angielską  wśród

teorii konstruktywistycznych, dostrzegając zarazem, że „szkoła angielska nie zaj-
muje się bezpośrednio kształtowaniem tożsamości państw, ale w istocie traktuje
system  międzynarodowy  jako  społeczność  rządzoną  przez  podzielane  normy
(...)”

94

. Dzieła twórców szkoły, jak choćby prace Charlesa Manninga (zwłaszcza

The Nature of International Society), są przykładami konstruktywizmu, tyle tylko,
że  opublikowanymi  jeszcze  przed  ukonstytuowaniem  tego  nurtu.  W  ich  rozu-
mieniu  społeczność  międzynarodowa  nie  jest  bowiem  faktem  obiektywnym
(rezultatem struktury), ale konstrukcją społeczną (rezultatem procesu), powstałą
na skutek powtarzalnych, zrytualizowanych praktyk, które – by użyć języka kon-
struktywistów – zmieniły strukturę intersubiektywnej wiedzy. Zasadnicze znacze-
nie ma proces społecznego uczenia się oraz swoiste sprzężenie zwrotne, polega-
jące na tym, że społeczność międzynarodowa kształtowana jest przez państwa,
ale także odwrotnie: państwa kształtowane są przez nią. Państwa ustanawiają więc
społeczność międzynarodową, która z kolei wpływa na ich własną tożsamość

95

.

JACEK CZAPUTOWICZ

82

background image

Zwraca na to uwagę Buzan, twierdząc, że „podstawowa idea społeczności między-
narodowej jest całkiem prosta: tak jak ludzie, którzy żyją w społeczeństwach, je
kształtują  i  są  przez  nie  kształtowani,  tak  samo  państwa  żyją  w  społeczności
międzynarodowej, którą kształtują i przez którą są kształtowane”

96

.

Zbieżność założeń między szkołą angielską a konstruktywizmem występuje

w  zakresie  teorii  natury  ludzkiej  i  podstawowych  potrzeb  człowieka.  Obie
szkoły  koncentrują  się  na  państwie  i  jego  roli  w  systemie  międzynarodowym
oraz  podobnie  rozumieją  relacje  struktura  –  agent.  Obie  wyjaśniają  zmiany 
w  stosunkach  międzynarodowych  przez  pryzmat  kultury  i  w  konsekwencji
akceptują, że struktura kształtuje państwa, ale ich nie determinuje ostatecznie,
zostawiając  miejsce  na  inicjatywę  w  zakresie  poprawy  jakości  środowiska
międzynarodowego.

Można  wszakże  dostrzec  także  różnice  między  oboma  nurtami,  które  są

widoczne w podejściu do historii: szkoła angielska jest głęboko zainteresowana
historyczną  ewolucją  społeczności  międzynarodowej,  podczas  gdy  w  pracach
konstruktywistów  podejście  historyczne  jest  nieobecne.  Szkoła  angielska  nie
jest,  w  przeciwieństwie  do  konstruktywizmu,  pochłonięta  problemem,  do
jakiego  stopnia  anarchia  dopuszcza  współpracę,  przyjmując  a  priori,  że
współpraca w systemie anarchicznym jest możliwa. Bull, inaczej niż konstruk-
tywiści, uznaje, że suwerenność państw nie podlega transformacji. Szkoła an-
gielska koncentruje się na relacji praw człowieka i rozszerzenia się społeczności
międzynarodowej,  podczas  gdy  konstruktywiści  koncentrują  się  na  wpływie
praw człowieka na stosunki wewnętrzne państw

97

.

Różnice występują także w podejściu do rozwoju regionalnego: widoczny brak

zainteresowania  szkoły  angielskiej  i  spore  zainteresowanie  konstruktywizmu,
który przyjmuje, że transformacja kultury locke’owskiej w kantowską może odby-
wać się jedynie między niektórymi państwami, ograniczonymi zwykle do jakiegoś
kulturowo  określonego  regionu.  Inaczej  postrzegane  są  ponadto  nierówności 
w  dystrybucji  siły  w  systemie  międzynarodowym,  w  tym  problem  powstawania 
i rozpadu imperiów, instytucje supermocarstwa oraz wielokulturowości

98

.

Ole Waever omówił występujące między konstruktywizmem i szkołą angiel-

ską różnice według sześciu kryteriów: stosunki międzynarodowe materialisty-
czne  vs.  konstruowane  społecznie,  funkcje  i  znaczenie  idei,  rozumienie  roli
badaczy  i  naukowców,  epistemologia  i  formy  wiedzy,  koncepcja  języka  oraz 
teoria i tradycja w stosunkach międzynarodowych. W wypadku kryterium pier-
wszego autor doszedł do wniosku, że szkoła angielska znajduje się w centrum
– między klasycznym realizmem a konstruktywizmem. Stosunki społeczne są

83

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

w jej rozumieniu w większym stopniu konstruowane społecznie, niż przyjmują
to  realiści,  a  zarazem  bardziej  materialistyczne,  niż  uważają  konstruktywiści.
Autor  przedstawił  miejsce  szkoły  angielskiej  wśród  innych  teorii  stosunków
międzynarodowych na następującej osi.

Rys. 2. Świat materialistyczny vs. konstruowany społecznie

Według  powyższego  kryterium  szkoła  angielska  znajduje  się  blisko  kon-

struktywizmu. Jednak według innych kryteriów odległości na osi są większe, co
upoważnia  autora  do  wyciągnięcia  wniosku,  że  szkoła  angielska  jest  „bliższa
klasycznemu  realizmowi  i  poststrukturalizmowi  niż  konstruktywizmowi”

99

.

Zestawienie  klasycznego  realizmu  i  poststrukturalizmu  na  podstawie  ilości
spełnionych kryteriów, niezależnie od ich rangi i znaczenia, jest wysoce dysku-
syjne. Niektórzy autorzy zwracają uwagę, że podkreślanie różnic między szkołą
angielską i konstruktywizmem ma na celu umocnienie jej jako odrębnej szkoły.
W omawianym przypadku jednak Waever wydaje się podkreślać znaczenie post-
strukturalizmu, starając się włączyć go do projektu rozwoju szkoły angielskiej

100

.

Należy też zgodzić się z opiniami, że obie teorie dobrze się uzupełniają: kon-

struktywizm  lepiej  wyjaśnia  przyczyny  poszczególnych  sytuacji,  podczas  gdy
szkoła angielska lepiej tłumaczy zmianę i szerzej uwzględnia problemy etyczne.
Konstruktywizm mógłby zostać wzbogacony przez uwzględnienie podejścia nor-
matywnego szkoły angielskiej, natomiast socjologiczne fundamenty tego podej-
ścia  normatywnego  byłyby  wzmocnione  poprzez  włączenie  konstruktywisty-
cznych koncepcji akcji komunikatywnej i podejścia holistycznego, które kwestio-
nuje oddzielenie społeczności międzynarodowej od społeczności światowej, prze-
zwyciężając w ten sposób dychotomiczny podział na pluralizm i solidaryzm

101

.

Stosunek szkoły angielskiej do integracji europejskiej

Szkoła  angielska  nie  interesowała  się,  zwłaszcza  w  początkowym  okresie,

procesem  integracji  europejskiej.  Integracja  europejska  postrzegana  była  jako
fenomen  o  zasięgu  lokalnym  (ograniczony  terytorialnie),  dokonujący  się

JACEK CZAPUTOWICZ

84

Neorealizm 

Realizm klasyczny  Szkoła angielska 

Konstruktywizm 

Postmodernizm

Materialistyczny

Konstruowany społecznie

Źródło: Ole Waever, American Constructivism and the English School, BISA Annual Conference, 20-22 December
1999, University of Manchester.

background image

jedynie w sferze ekonomicznej, bez większego wpływu na zasadniczą sferę poli-
tyczną (ograniczony funkcjonalnie) oraz toczący się w określonym okresie his-
torycznym drugiej połowy XX wieku (ograniczony czasowo), w konsekwencji
pozbawiony  istotnego  wpływu  na  strukturę  społeczności  międzynarodowej.
Uniwersalistyczne,  wielofunkcyjne  i  historyczne  podejście  szkoły  angielskiej
tłumaczy,  dlaczego  nie  poświęcono  wystarczającej  uwagi  procesowi  integracji
europejskiej.  Także  fakt,  że  Wielka  Brytania  nie  uczestniczyła  w  integracji
europejskiej od początku, miał wpływ na teoretyków stosunków międzynaro-
dowych w tym kraju, którzy mieli inne od swoich kolegów na kontynencie zain-
teresowania badawcze.

Bull pierwszy określił przyszłą strukturę polityki światowej, która mogłaby

zastąpić  system  suwerennych  państw,  mianem  neomediewalizmu.  Uznał  on
wszakże zarazem, że model ten, w którym „koncepcja solidarności przestałaby
być  stosowana”,  mimo  że  teoretycznie  możliwy,  nie  jest  ani  prawdopodobny,
ani pożądany

102

. Wynikiem integracji regionalnej może być taka transformacja

systemu,  której  rezultatem  będzie  po  prostu  mniej  państw  w  systemie,  za  to
potężniejszych,  choć  bez  zmiany  istoty  mechanizmów  rządzących  systemem
anarchicznym

103

.  Autorzy  związani  ze  studiami  europejskimi  zarzucali  więc

przedstawicielom  szkoły  angielskiej  nieumiejętność  dostrzeżenia,  że  Unia
Europejska ma znaczący potencjał transformacyjny, że „wyjdzie ponad system
państw, by rozwinąć system zarządzania, w którym nie istnieje rozdział między
hierarchicznym  porządkiem  wewnątrz  i  anarchicznym  porządkiem  na
zewnątrz

104

.

Przedstawiciele szkoły angielskiej postrzegają także Unię Europejską jako siłę

cywilną (civilian power), nie przejawiającą ambicji odgrywania roli w sferze mili-
tarnej. Ma to zasadnicze znaczenie dla odbioru Unii Europejskiej przez innych
uczestników  społeczności  międzynarodowej.  Bull  twierdzi  jednak,  że  w  dalszej
perspektywie  Unia  Europejska  nie  będzie  mogła  utrzymać  swojej  natury  siły
cywilnej

105

.  Z  kolei  Ian  Manners  widzi  Unię  Europejską  jako  siłę  normatywną

(normative power), przy czym czynnikiem rozstrzygającym jest w tym wypadku
nie  ewentualność  użycia  siły,  ale  fakt  promowania  w  polityce  zagranicznej
określonych norm, a nie konkretnych interesów militarnych i ekonomicznych

106

.

W ostatnim czasie pojawiły się opinie przemawiające za potrzebą podjęcia

tematu  integracji  europejskiej  przez  szkołę  angielską  oraz  o  przydatności  jej
założeń do analizy integracji europejskiej. Unia Europejska może być bowiem
postrzegana jako regionalna społeczność międzynarodowa, która jest osadzona
w szerszej społeczności międzynarodowej. Jest ona zarazem najbardziej hierar-

85

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

chiczna,  przy  czym  stopień  zhierarchizowania  oceniany  jest  stopniem
wdrożenia norm i zasad, które określane są w centrum. W miarę oddalania się
od  centrum  tak  rozumiany  poziom  zhierarchizowania  zmniejsza  się  (spada
akceptacja dla zasad), a implementacja zapewniana jest w coraz szerszym zakre-
sie przez instytucje szczebla państw.

Można  także  spojrzeć  na  Unię  Europejską  jako  na  społeczność,  w  której

współwystępują i rywalizują ze sobą elementy społeczności międzynarodowej 
i  światowej,  przy  czym  „światowość”  w  studiach  europejskich  określana  jest
mianem ponadnarodowości. Zauważmy, że dyskurs społeczności międzynaro-
dowej,  bliski  nurtowi  pluralistycznemu,  zasadza  się  na  partykularyzmie,
międzyrządowym scenariuszu integracji oraz instytucjach, w których decydują-
cy  głos  mają  rządy  poszczególnych  państw,  takich  jak  Rada  UE.  Odnosi  się
także  do  dziedzin,  w  których  decyzje  podejmowane  są  jednogłośnie,  jak  np.
polityka  bezpieczeństwa  i  obrony  oraz  współpraca  w  dziedzinie  sprawiedli-
wości i spraw wewnętrznych. Z kolej dyskurs społeczności światowej (transna-
rodowej), bliski nurtowi solidarystycznemu, toczy się wokół idei uniwersalisty-
cznych, federacyjnego scenariusza integracji oraz takich instytucji jak Komisja 
i  Parlament  Europejski.  Tematycznie  dotyczy  współpracy  gospodarczej 
w ramach I filaru (a ucieleśnianej przez wspólną walutę), idei obywatelstwa UE
oraz  europejskich  sił  zbrojnych.  Podstawowe  elementy  społeczności  między-
narodowej  i  społeczności  światowej  (transnarodowej)  w  Unii  Europejskiej
możemy przedstawić w tabeli.

Tabela  6. Społeczność  międzynarodowa  i  światowa  (transnarodowa)  w  Unii

Europejskiej

JACEK CZAPUTOWICZ

86

Źródło: Opracowanie własne.

Wyszczególnienie

Idea

Scenariusz integracji 

Instytucje 
reprezentatywne

Instrumenty

Zakres

Społeczność międzynarodowa
(pluralizm)

Partykularyzm, subsydiarność 

Międzyrządowy

Rada UE

Jednomyślność, prawo weta

I filar, sfera gospodarcza 

Społeczność światowa /
transnarodowa (solidaryzm)

Uniwersalizm, ponadnarodowość

Federacyjny

Komisja, Parlament UE

Uwspólnotowienie, euro, 
obywatelstwo UE

II i III filar, polityka zagraniczna,
obronna, spraw wewnętrznych  

background image

Według przedstawicieli szkoły angielskiej obecne w dyskursie europejskim

elementy  właściwe  społeczności  światowej  (wartości  uniwersalistyczne  i  soli-
darystyczne)  umożliwiły  wykształcenie  się  „gęstej”  społeczności  międzynaro-
dowej.  Uczestniczą  one  w  konstruowaniu  tożsamości  aktorów  w  Unii
Europejskiej  i  są  przez  tych  aktorów  wzmacniane  i  reprodukowane.
Jednocześnie  jednak  współwystępowanie  społeczności  międzynarodowej 
i  światowej  zawiera  w  sobie  potencjał  zniszczenia  społeczności  międzynaro-
dowej,  rozumianej  jako  społeczność  niezależnych  państw.  Jak  zauważają
Thomas Diez i Richard Whitman, którzy analizowali wprowadzenie w traktacie
z  Maastricht  możliwości  europejskiego  obywatelstwa,  wyniki  referendum
duńskiego  w  1992  r.  oraz  bojkot  skrajnie  prawicowego  rządu  FPÖ  w  Austrii,
„dyskurs  społeczności  światowej,  z  jednej  strony  umożliwiał  pogłębienie
społeczności międzynarodowej, z drugiej natomiast zagrażał, lub był postrze-
gany  jako  zagrażający,  samym  fundamentom  społeczności  międzynarodowej.
Obecność  obu  dyskursów  w  Unii  Europejskiej  i  ich  zinstytucjonalizowanie 
w  Traktacie  UE  umożliwia  aktorom  prezentowanie  twierdzeń,  które  są  nie-
koniecznie  ze  sobą  zgodne.  Jednocześnie  projekt  Unii  Europejskiej  jako  cen-
trum szczególnej formy społeczności międzynarodowej nie byłby możliwy bez
odpowiedniego  dyskursu  społeczności  światowej”

107

.  Zadanie  właściwego

zrównoważenia społeczności międzynarodowej i światowej w Unii Europejskiej
stoi obecnie przed Konwentem UE

108

.

Szkoła  angielska  jest  szczególnie  predestynowana  do  podjęcia  porównań

między  europejską  i  innymi  społecznościami  międzynarodowymi.  Używając
kategorii rozwiniętych przez szkołę angielską, możemy wyodrębnić trzy różne
plany, które charakteryzują się różnym poziomem („grubością”) społeczności
międzynarodowej i udziałem społeczności światowej (w kategoriach dyskursy-
wnych, a nie materialnych). Po pierwsze, system międzynarodowy samej Unii
Europejskiej,  który  posiada  „gęstą”  społeczność  międzynarodową  i  dobrze
rozwiniętą  społeczność  światową.  System  ten  jest  niejako  regionalnie  ograni-
czoną emanacją społeczności światowej. Dla przynależności do centrum, czyli
„grubej”  społeczności  międzynarodowej,  istotne  jest  nie  tyle  formalne
członkostwo w Unii Europejskiej, co identyfikowanie się z jej celami i interesa-
mi oraz gotowość do podporządkowania się regułom w niej obowiązującym. Po
drugie, system międzynarodowy całej Europy, gdzie społeczności międzynaro-
dowa  i  światowa  są  słabiej  rozwinięte.  Europejska  społeczność  międzynaro-
dowa  po  drugiej  wojnie  światowej  została  umocniona  przez  konwencje  Rady
Europy i postanowienia OBWE. Po trzecie, globalny system międzynarodowy,

87

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

w którym występuje podstawowa społeczność międzynarodowa i jedynie rudy-
mentarna społeczność światowa. Globalna społeczność międzynarodowa, regu-
lowana przez ONZ, jest znacznie „cieńsza” pod względem norm i samoidenty-
fikacji od europejskiej społeczności międzynarodowej

109

. Granice między tymi

strefami  nie  są  stałe  i  jasno  zarysowane,  ale  raczej  zamazane  i  zmienne.
Powyższe  trzy  społeczności  międzynarodowe  możemy  przedstawić  na 
wykresie.

Rys.  3. Współwystępowanie  społeczności  międzynarodowej  Unii  Europejskiej,

europejskiej i globalnej

Jedno  z  podstawowych  pytań  dotyczy  powstawania  społeczności  między-

narodowej Unii Europejskiej. Jak wykazaliśmy wcześniej, Buzan, wychodząc od
kantowskiej teorii demokratycznego pokoju, utrzymuje, że proces ten następuje
w wyniku homogenizacji i konwergencji podmiotów. Państwa stają się podob-
ne  w  zakresie  wyznawanych  wartości  i  prawa  wewnętrznego,  a  wraz  z  roz-
przestrzenianiem  się  tego  podobieństwa  dochodzi  do  „pogrubiania”
społeczności  międzynarodowej  i  przesuwania  się  od  pluralizmu  w  kierunku
solidaryzmu.  Unia  Europejska  „jest  dość  zaawansowanym  przykładem
świadomej konwergencji, a wiele napięć i presji w jej łonie jest rezultatem stałej
konieczności dostosowania się do tego procesu”

110

.

JACEK CZAPUTOWICZ

88

Gl

ob

aln

a sp

ołeczność międzynaro

dow

a

E

ur

op

ejs

ka

społ

eczność między

nar

od

ow

a

Społeczność 

międzynarodowa

UE

Źródło: Opracowanie własne.

background image

Nietrudno  zauważyć,  że  w  pewnym  momencie  możliwości  „pogrubiania”

społeczności  międzynarodowej  poprzez  tworzenie  kolejnych  norm  na
poziomie państwa wyczerpują się. Istota procesu integracji europejskiej polega
bowiem  nie  tylko  na  upodabnianiu  się  państw  do  siebie,  „pogrubianiu”
społeczności  międzynarodowej  w  wyniku  tworzenia  dodatkowych  norm 
i zapewnienia ich implementacji przez organy poszczególnych państw, ale także
na przekazywaniu kompetencji (czyli części suwerenności) na poziom ponad-
narodowy. Innymi słowy, nowa jakość powstaje, gdy państwa wykraczają poza
zasady współistnienia i podejmują skoordynowaną politykę na rzecz realizacji
wartości ponadnarodowych, przy czym ponadnarodowość zachodzi wówczas,
gdy  występują  trzy  cechy:  niezależność  niektórych  organów  europejskich  od
państw członkowskich, transfer pewnych kompetencji na rzecz organizacji oraz
bezpośrednie obowiązywanie norm prawnych

111

.

Proces  stanowienia  prawa  i  nadzorowania  jego  stosowania  odbywa  się 

w  Unii  Europejskiej  w  coraz  szerszym  zakresie  na  poziomie  ponadpaństwo-
wym.  Państwo  zobowiązane  jest  do  bezpośredniego  stosowania  prawa  Unii
Europejskiej,  które  ma  pierwszeństwo  przed  prawem  krajowym.  William
Wallace zauważył już w 1982 r., że „bezpośredni wpływ prawa wspólnotowego
na obywateli i przedsiębiorstwa Wspólnoty czyni, że sądy krajowe nie są dłużej
suwerenne w obszarach leżących w kompetencjach traktatów, a narodowe par-
lamenty  nie  są  dłużej  suwerenne  w  stanowieniu  prawa  w  tych  obszarach”

112

.

Normotwórczy charakter Wspólnot Europejskich powoduje, że poprzez powią-
zanie  państw  członkowskich  gęstą  siecią  norm  prawnych  proces  integracji
europejskiej staje się w jakimś stopniu nieodwracalny.

Integracja  europejska  dokonuje  się  zatem  w  wyniku  tworzenia  norm  i  upo-

dabniania się państw do siebie oraz przenoszenia kompetencji na rzecz ciał ponad-
narodowych. W początkowym okresie dominował proces pierwszy, toczący się na
poziomie państwa, następnie coraz większe znaczenie miał drugi proces – umacnia-
nia  się  instytucji  ponadnarodowych.  Ograniczenie  wyjaśnienia  procesu  integracji
europejskiej tylko do oddziaływania czynnika pierwszego jest niewystarczające.

Punktem  wyjścia  jest  anarchiczny  system  państw  narodowych.  W  wyniku

powstawania norm i upodabniania się państw do siebie powstaje społeczność
międzynarodowa w wersji pluralistycznej. Następnie społeczność międzynaro-
dowa „pogrubia się” do tego stopnia, że dalsze możliwości jej rozwoju w wyni-
ku procesów inspirowanych na poziomie państw wyczerpują się. Aby integra-
cja  mogła  dalej  postępować  następuje  przekroczenie  granicy  w  kierunku
społeczności  światowej  i  ponadnarodowości.  Działanie  na  poziomie  państwa

89

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

jest  bowiem  niewystarczające,  konieczne  jest  działanie  na  poziomie  systemu
międzynarodowego. W ujęciu tym solidaryzm, inaczej niż u Buzana, znajduje
się  ponad  linią  oddzielającą  międzynarodowość  od  światowości  (ponadnaro-
dowości).  Odpowiednikiem  kosmopolityzmu  w  dyskursie  europejskim  jest 
federalizm. Proces ten można to zobrazować na wykresie.

Rys. 4. Ewolucja społeczności międzynarodowej Unii Europejskiej

Szkoła angielska a neofunkcjonalizm

Neofunkcjonalizm i szkoła angielska rozwijały się równolegle, nie przenika-

jąc się wzajemnie

113

. Według neofunkcjonalizmu integracja dokonuje się w wy-

niku  zmiany  lojalności,  oczekiwań  i  przesunięcia  politycznej  aktywności
aktorów  w  poszczególnych  państwach  w  kierunku  nowego  centrum,  którego
instytucje  posiadają  jurysdykcję  nad  państwami  narodowymi

114

.  Instytucje

europejskie  przejmują  od  państw  narodowych  część  uprawnień  zarówno 
w  sferze  prawodawczej,  wykonawczej,  jak  i  sądowniczej,  a  w  konsekwencji
państwa tracą władzę w coraz to nowych dziedzinach. 

Można  wyodrębnić  pewne  podobieństwa  między  tymi  nurtami:  oba

odnoszą  się  z  rezerwą  do  realizmu  (neofunkcjonalizm  w  większym  stopniu),
odrzucają  idealizm  oraz  są  eurocentryczne  (chociaż  w  różnym  znaczeniu).
Występują także zasadnicze różnice, które dotyczą przedmiotu zainteresowania
(integracja i formowanie się społeczności międzynarodowej), poziomu analizy

JACEK CZAPUTOWICZ

90

Ponadnarodowość 
(światowość)

federalizm
(kosmopolityzm)

solidaryzm

System

Społeczność

racjonalizm

realizm

pluralizm

Międzyrządowość 
(międzynarodowość)

Źródło: Opracowanie własne.

background image

(wymiar globalny i regionalny), innego postrzegania aktorów (państwa i grupy
interesów)  oraz  innych  instrumentów  działania  (instytucje  i  organizacje
międzynarodowe)

115

. Różnice te można przedstawić za pomocą tabeli.

Tabela 7. Różnice między szkołą angielską a neofunkcjonalizmem

Istnieją  propozycje  nawiązania  współpracy  i  połączenia  wysiłku  neo-

funkcjonalizmu i – szerzej – studiów europejskich oraz szkoły angielskiej. Ze
współpracy tej korzyść mogą wynieść oba nurty, które się uzupełniają. Szkoła
angielska  nie  docenia  znaczenia  integracji  europejskiej,  natomiast  studia
europejskie  nie  dostrzegają  historycznego  procesu  powstawania  europejskiej
społeczności  międzynarodowej.  Buzan  utrzymuje,  że  studia  europejskie  są
niemal  całkowicie  empiryczne  i  pozbawione  teorii,  dlatego  małżeństwo  ze
szkołą  angielską  nadałoby  im  właściwej  głębi.  Dlatego  przerzucenie  pomostu
między teoriami stosunków międzynarodowych i studiami europejskimi byłoby
ze wszech miar pożądane. Atrakcyjność szkoły angielskiej dla studiów europej-
skich polega też na tym, że należą one do innej kategorii teorii. Szkoła angiel-
ska jest teorią generalną, podczas gdy studia europejskie, koncentrując się na
konkretnym  zagadnieniu,  lokują  się  na  poziomie  subsystemu.  Jorgensen
twierdzi jednak, że z punktu widzenia studiów europejskich, szkoła angielska
jest  państwowocentryczna,  quasi-realistyczna,  a  jej  metodologiczny  pluralizm 

91

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

Źródło: Opracowanie własne na podstawie Knud Erik Jorgensen, Blind Dating: The English School Meets European
Integration, BISA Conference 18-20 December 2000, University of Bradford, s. 7-10.

Wyszczególnienie

Przedmiot 
zainteresowania

Poziom analizy

Aktorzy 

Instrumenty
działania 

Szkoła angielska

Formowanie społeczności 
międzynarodowej

System, wymiar globalny

Państwa 
(pluralizm horyzontalny)

Instytucje (równowaga 
sił, dyplomacja, prawo
międzynarodowe)

Neofunkcjonalizm

Proces integracji 
europejskiej

Subsystem, wymiar
regionalny (europejski)

Grupy interesów, partie 
polityczne, NGO’s
(pluralizm wertykalny)

Organizacje międzynaro-
dowe (zwłaszcza Unia
Europejska)

background image

i  filozoficzny  sceptycyzm  są  mało  atrakcyjne.  Bardziej  twórcza  będzie  współ-
praca  ze  studiami  porównawczymi,  zarządzania  (governance),  teoriami  liberal-
nymi  bądź  wykorzystanie  epistemologii  konstruktywistycznej.  Autor  stawia
pytanie o wartość dodaną, jaką może przynieść współpraca obu nurtów

116

.

Inni  autorzy  wskazują,  że  korzystne  byłoby  dokonanie  swoistej  syntezy

szkoły  angielskiej,  neofunkcjonalizmu  i  konstruktywizmu

117

.  Te  trzy  teorie

stanowią potencjalnie „złoty trójkąt”.

Rys. 5. Złoty trójkąt: konstruktywizm, szkoła angielska, neofunkcjonalizm

Konstruktywizm

Szkoła angielska

Neofunkcjonalizm

Nie  należy  wszakże  traktować  teorii  stanowiących  wierzchołki  trójkąta 

w równoprawny sposób: podstawę stanowi bok szkoła angielska – neofunkcjo-
nalizm,  konstruktywizm  zaś  tworzy  korzystne  środowisko.  W  ten  sposób
mogłaby powstać konstruktywistyczna teoria integracji europejskiej

118

. Istnieją

także opinie, że szkoła angielska może stać się pomostem do zbliżenia wszyst-
kich teorii stosunków międzynarodowych i studiów europejskich.

Znaczenie szkoły angielskiej 

Znaczenie  szkoły  angielskiej  nie  polega  na  wypracowaniu  szczególnej

metody  badawczej,  ale  na  uwzględnieniu  wielu  dyscyplin  (historia,  prawo
międzynarodowe  i  polityczna  filozofia),  a  także  na  postawieniu  zasadniczych
pytań o możliwość porządku społecznego między państwami i społeczeństwa-
mi,  istotę  siły,  rozwój  wspólnoty  politycznej,  funkcje  norm  i  instytucji  oraz
naturę zmiany

119

. Należy zgodzić się z autorami którzy wskazują, że szkoła an-

gielska  jest  etapem  przejściowym  między  starym  a  nowym  światem.  Knud
Jorgensen  utrzymuje,  że  „potencjał  szkoły  angielskiej  leży  przede  wszystkim 
w  zaakceptowaniu  swojej  tożsamości,  jako  odrębnej  formy  wiedzy,  [lokującej
się] gdzieś między starszymi tradycjami akademickimi (jak historia, socjologia,

JACEK CZAPUTOWICZ

92

Źródło: Knud Erik Jorgensen, Blind Dating: The English School meets European Integration, BISA Conference 18-20
December 2000, University of Bradford, s. 3.

background image

etc.) i inną odrębną formą wiedzy, zwaną społeczną lub, w węższym znaczeniu,
naukami społecznymi”

120

.

Niewątpliwą zasługą szkoły angielskiej jest to, że poprzez inną interpretację

historycznej  ewolucji  społeczności  międzynarodowej  oraz  inne  odczytanie
myśli politycznej, przedstawiła alternatywną w stosunku do realizmu interpre-
tację  stosunków  międzynarodowych.  Podczas  gdy  realiści  przyjmowali  nie-
zmienną formę systemu międzynarodowego, autorzy szkoły angielskiej wskazy-
wali,  że  na  przestrzeni  historii  występowała  różnorodność  form  systemu
międzynarodowego, że forma ta zmieniała się od niezależnych państw do scen-
tralizowanych imperiów, przyjmując niekiedy postać społeczności międzynaro-
dowej

121

.  Dzięki  tej  obserwacji  łatwiej  akceptujemy,  że  na  przestrzeni  historii

występowała różnorodność form systemu międzynarodowego, że istniejący sys-
tem  państw  narodowych  nie  jest  ostateczny,  dopuszczając  tym  samym  jego
zmianę w przyszłości

122

.

Szkoła angielska jest zarazem mniej angielska, niż by się to wydawało. Jest

raczej  europejska,  bowiem  dzieli  wspólne  założenia  z  takimi  autorami,  jak
Raymond  Aron,  Michel  Merle  czy  Luigi  Bonante

123

.  Odmienne  postrzeganie

stosunków  międzynarodowych  przez  Europejczyków  i  przez  Amerykanów
wynikało  także  z  innej  pozycji  geopolitycznej  państw  europejskich  i  Stanów
Zjednoczonych. To może być wytłumaczeniem, dlaczego amerykańscy naukow-
cy  z  kręgu  szkoły  realistycznej  zajmują  się  raczej  polityką  siły,  podczas  gdy
europejscy autorzy z kręgu szkoły angielskiej – moralnymi aspektami bieżącego
i przyszłego rozwoju sceny międzynarodowej

124

.

Istnieją także głosy podważające przydatność szkoły angielskiej do analizy

integracji europejskiej. Wskazują one, że wyodrębnione przez nią instytucje nie
są dobrymi instrumentami analizy Unii Europejskiej. Na przykład równowaga
sił,  uważana  przez  Bulla  za  podstawową  instytucję  społeczności  międzynaro-
dowej, nie znajduje obecnie zastosowania w Europie, gdzie mechanizm integra-
cyjny  przeciwdziała  tworzeniu  przeciwstawnych  koalicji,  jakie  występowały 
w  okresie  międzywojennym.  Proces  integracji  europejskiej  zapewnia  istnienie
jednego centrum europejskiego, które skonstruowane jest raczej na bazie sieci
niż hierarchii. Inne jest też znaczenie siły: czy należy ją mierzyć wielkością armii
i gospodarki, czy raczej liczbą głosów w Radzie? 

W Unii Europejskiej inne jest także znaczenie dyplomacji, która obejmuje

coraz  częściej  procesy  negocjacyjne,  uzgadniania  i  prezentowania  stanowisk,
kosztem  tradycyjnej  funkcji  rozwiązywania  konfliktów.  Także  prawo  między-
narodowe wymaga uwzględnienia rozwoju prawa Unii Europejskiej, jego relacji

93

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

do  prawa  krajowego  i  międzynarodowego  oraz  funkcji  Europejskiego
Trybunału Sprawiedliwości. Istnieje potrzeba uznania  aquis communautaire za
instytucję  społeczności  międzynarodowej  oraz  określenia  roli  Karty  Praw
Podstawowych  i  przyszłej  Konstytucji  UE.  Unia  Europejska  jest  także
przykładem  umocnienia  się  organizacji  międzynarodowej  jako  instytucji
społeczności  międzynarodowej  do  tego  stopnia,  że  stosowane  przez  twórców
szkoły  angielskiej  określenie  pseudoinstytucji  staje  się  nieadekwatne

125

.

Jakościowe  przekroczenie  formuły  społeczności  międzynarodowej  poprzez
wprowadzenie  elementów  społeczności  światowej  powoduje,  że  Unia
Europejska  z  trudem  poddaje  się  właściwej  ocenie  ze  strony  autorów  szkoły
angielskiej.

Działaniom mającym na celu odnowę angielskiej szkoły stosunków między-

narodowych towarzyszy próba sformułowania nowego programu badawczego.
Zdaniem Buzana przedmiotem badań powinno być napięcie między pozioma-
mi społeczności międzynarodowej (globalny, subregionalny, regionalny), klasy-
fikacja  typów  społeczności  międzynarodowej  (imperialny,  westfalski,  śred-
niowieczny), wojna i równowaga sił w społeczności międzynarodowej, historia
społeczności  międzynarodowej,  etyka,  prawo  międzynarodowe,  interwencja 
a  społeczność  międzynarodowa  oraz  autorefleksja  nad  szkołą.  Wyjaśnienia
wymaga stosunek szkoły angielskiej do konstruktywizmu. Nasuwa się pytanie,
czy  konstruktywizm  –  poprzez  uznanie,  że  tożsamości  i  interesy  podmiotów 
na scenie międzynarodowej są wynikiem procesu społecznego – nie wyjaśnia
lepiej  wielu  zjawisk  na  scenie  międzynarodowej  (w  tym  procesu  integracji
europejskiej). 

W  zakresie  integracji  europejskiej  propozycje  badawcze  dotyczą

zwiększenia zainteresowania Unią Europejską jako zrealizowanym przykładem
najbardziej  rozwiniętej  społeczności  międzynarodowej.  W  wymiarze  porów-
nawczym  potencjalne  pytania  dotyczą  rozwijania  się  w  czasie  dyskursów
społeczności międzynarodowej i światowej w Unii Europejskiej, sposobów ich
równoważenia  oraz  relacji  społeczności  międzynarodowej  Unii  Europejskiej 
i szerszej społeczności międzynarodowej, zwłaszcza w poszczególnych sferach,
takich  jak  handel  i  polityka  praw  człowieka.  Interesujące  badawczo  byłoby
porównanie  dyskursów  społeczności  międzynarodowej  i  światowej 
w przestrzeni, by określić różnice między Unią Europejską a innymi systemami
międzynarodowymi, także w przekroju na poszczególne sfery. Inne potencjalne
pytania dotyczą korzyści, jakie czerpią aktorzy z dyskursu społeczności między-
narodowej i światowej oraz stosowanych praktyk politycznych w tym procesie,

JACEK CZAPUTOWICZ

94

background image

w  tym  sposobów,  w  jaki  wartości  społeczności  międzynarodowej  i  światowej
używane  są  przez  poszczególnych  aktorów  do  rozszerzenia  własnego  rozu-
mienia  świata  wewnątrz  i  na  zewnątrz  społeczności  międzynarodowej  Unii
Europejskiej

126

.

Spośród  proponowanych  kierunków  badań  szczególnie  istotne  wydaje  się

wyjaśnienie  relacji  między  społecznością  międzynarodową  i  społecznością
światową

127

. Jest to w istocie pytanie o to, czy rozwój społeczności światowej

zagraża  społeczności  międzynarodowej  poprzez  podważanie  państwa  naro-
dowego,  czy  też  wzmacnia  społeczność  międzynarodową,  dostarczając  jej
wspólnej struktury normatywnej, na której będzie się dalej rozwijać. Pytanie to
ujawnia  napięcie,  jakie  istnieje  między  pluralistycznym  i  solidarystycznym
postrzeganiem  społeczności  międzynarodowej,  które  utożsamiane  jest 
z  założycielami  szkoły  –  Hedleyem  Bullem  i  Martinem  Wightem.  Napięcie  to
jest  trudne  do  przezwyciężenia,  bowiem  pluralizm,  akcentując  odrębność,
prowadzi w kierunku realizmu, podczas gdy solidaryzm, dopuszczając integra-
cję, podąża w kierunku rewolucjonizmu

128

. W sytuacji tej utrzymanie spoistości

paradygmatu teoretycznego szkoły angielskiej będzie trudne do osiągnięcia.

PRZYPISY

1

Do najwybitniejszych przedstawicieli realizmu należy Hans Morgenthau, neorealizmu – Kenneth
Waltz, liberalnego instytucjonalizmu – Robert Keahane i Joseph Nye, teorii systemu światowego
– Immanuel Wallerstein, konstruktywizmu – Aleksander Wendt.

2

Zob. zwłaszcza Ernst Haas: The Uniting Europe. Stanford University Press 1958, Karl Deutch et al.:
Political  Community  and  the  North  Atlantic  Area. Princeston  University  Press  1957,  Andrew
Moravscik: The Choice for Europe: Social Purpose and State Power from Messina to Maastricht. UCL
Press, London 1998.

3

Utworzona  została  strona  internetowa  www.ukc.ac.uk/politics/englishschool,  administrowana
przez  Barry’ego  Buzana.  Umieszczane  są  na  niej  referaty,  teksty  programowe,  prace  badawcze
oraz  bibliografia  dorobku  szkoły.  Zwoływanie  są  regularne  konferencje  naukowe  w  ramach
British International Studies Association (BISA). Ukonstytuowały się stałe grupy robocze: dyplo-
macja  (Paul  Sharp,  Iver  B.  Neuman,  Geoffrey  Wiseman),  szkoła  angielska  a  Unia  Europejska
(Thomas Diez, Richard Whitman, Ian Manners), historia społeczności międzynarodowej (Andrea
K. Riemer, Yannis A. Stivachtis), prawo, etyka i polityka zagraniczna (Nicholas Wheeler, Andrew
Hurrell, Tim Dunne) oraz teoria szkoły angielskiej (Charles Jones, Richard Little, John Williams).

4

Komitet finansowany był początkowo przez amerykańską Fundację Rockefellera. Pokrywała ona
koszty organizowanych trzy razy do roku weekendowych spotkań odbywających się zwykle w
Peterhouse College, Cambridge. Zauważmy, że termin angielska szkoła stosunków międzynaro-
dowych  użyty  został  po  raz  pierwszy  dopiero  na  początku  lat  80.  Zob.  Richard  E.  Jones:  The
English School of International Relations: A Case for Closure. 
„Review of International Studies”, t. 7
(1981), nr 1, s. 1-13.

5

Adam Watson: The British Committee for the Theory of International Politics. 1998, s. 1. Tekst ten
oraz większość artykułów i referatów tu przywoływanych zob. www.ukc.ac.uk/politics/english-

95

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

school.

6

Katedrą stosunków międzynarodowych w LSE kierował w latach 1930-1962 Charles Manning,
który przyczynił się do wyodrębnienia w Wielkiej Brytanii stosunków międzynarodowych jako
niezależnej dyscypliny naukowej. W LSE pracowali także Matrin White i Hedley Bull. Zob. szerzej
Hidemi  Suganami:  C.A.W.  Manning  and  the  Study  of  International  Relations. „Review  of
International Studies”, t. 27, nr 1 (2001) oraz David Long: Interdisciplinarity and the English School
of International Relations. 
Paper presented at the ISA Annual Convention, New Orleans, March 25-
27, 2002.

7

Ibid. Zob.  także  Barry  Buzan:  The  English  school  as  a  Reserch  Program. Paper  for  the  BISA
Conference, Manchester, December 1999, opublikowany także pt. The English School: an unex-
ploided rerource in IR. 
„Review of International Studies”, nr 27 (2001), s. 471-488; Barry Buzan:
The  English  school:  a  Bibliography,  2000.  Historię  szkoły  angielskiej  przedstawia  Tim  Dunne:
Inventing International Society: A History of the English School, Macmillan, London 1998. Na temat
szkoły angielskiej w literaturze polskiej zob. Stanisław Bieleń: Geneza i rozwój nauki o stosunkach
międzynarodowych w Wielkiej Brytanii. 
„Stosunki Międzynarodowe”, t. 4, (1987), s. 93-114; Józef
Kukułka: Teoria stosunków międzynarodowych. Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2000,
s. 72-77.

8

Zwłaszcza A.H.L. Heeren: Manual of the History of the Political System of Europe and its Colonies,
from  its  Formation  at  the  Close  of  the  Fifteenth  Century  to  its  Re-Establishement  upon  the  Fall  of
Napoleon. 
Oxford D.A. Talboys 1834. Zob. także Edward Keene: Beyond the Anarchical Society:
Grotius, Colonialism and Order in World Politics. 
Cambridge University Press 2002, s. 22-23.

9

Zob. A. Nuri Yurdusev: Civilisations and International Systems: Toynbee, Wight and Bull. British
International  Studies  Association,  27th  Annual  Conference,  London  School  of  Economics,
December 16-18, 2002.

10 Zob. Charles Jones: Christian Realism and the Foundations of the English School. Paper at 4th Pan-

European  International  Relations  Conference,  8-10  September  2001,  University  of  Kent  at
Canterbury; Sean Molloy: Bridging Realism and Christianity in the International Thought of Martin
Wight. 
Paper  at  4th  Pan-European  International  Relations  Conference,  8-10  September  2001,
University of Kent at Canterbury.

11 Hans  Morgenthau  utrzymywał,  że  „dla  celów  teorii  stosunki  międzynarodowe  są  identyczne 

z międzynarodową polityką (...), a teoria polityki międzynarodowej jest szczególnym przykładem
generalnej teorii polityki”, Hans Morgenthau: The Nature and limits of a Theory of International
Relations
, w: W.T.R. Fox (red.): Theoretical Aspects of International Relations. University of Notre
Dame  Press  1959,  s.  15.  Z  kolei  Martin  Wight  twierdził,  że,  „jeżeli  teoria  polityki  jest  tradycją
spekulowania o państwie, to można sądzić, że teoria międzynarodowa jest tradycją spekulowania
o  społeczeństwie  państw,  rodzinie  narodów  lub  też  o  wspólnocie  międzynarodowej”.  Martin
Wight: An authonomy of international thought. „Review of International Studies”, t. 13, nr 3 (July
1987), s. 222.

12 Zob.  zwłaszcza  Hedley  Bull:  International  Theory:  The  case  for  a  Classical  Approach. „World

Politics”, t. 18, nr 3 (April 1966), s. 361-377; Martin Griffiths: Realism, Idealism and International
Politics. A Reinterpretation. 
Routledge, London and New York 1992, rozdz. 7 (Hedley Bull: Theory
as tradition), s. 130-154.

13 W jednym z wywiadów Barry Buzan mówi o swoim zaangażowaniu w szkołę angielską w sposób

następujący: „Na początku lat 90., przedzierając się przez neorealizm, zrozumiałem, jakie są jego
słabości. Szkoła angielska pojawiła się w kręgu mego zainteresowania jako oferująca możliwość
wyjaśnienia rzeczy, których nie mogłem wyjaśnić w ramach dotychczas używanych. Pracowałem
z Ole Waeverem i Richardem Little, którzy także dostrzegli potencjał szkoły, która przesuwała się

JACEK CZAPUTOWICZ

96

background image

nieuchronnie  z  peryferii  do  centrum  naszych  intelektualnych  dyskusji.  Wydawała  się  lepiej
odpowiadać  na  pytania  niż  teoretycy  reżimów,  neoliberalni  instytucjonaliści,  przedstawiciele
międzynarodowej ekonomii politycznej lub jakichkolwiek innych nurtów. Miała ścisły związek z
realizmem, ale przekraczała go i otwierała wiele nowych możliwości”. Zob. Big Picture, wywiad z
Barry Buzanem. 
„CDS Bulletin”, t. 8, nr 2, Summer 2001, Centre for the Study of Democracy.

14 Thomas Diez, Richard Whitman: Analyzing European Integration, Reflecting on the English School:

Scenarios for an Encounter. COPRI-Working Paper 21 (2000), s. 3.

15 Orientację strukturalną reprezentowali C.A.W. Manning: The  Nature  of  International  Society; A.

James, Sovereign Statehood; H. Bull: The Anarchical Society, część 1 i 2, funkcjonalną – H. Bull: The
Anarchical Society
, część 2 i 3; R.J. Vincent: Nonintervention and International Order oraz Human
Rights and International Relations, 
historyczną – M. Wight: Systems of States; H. Bull, A. Watson:
The Expansion of International Society; Hidemi Suganami: Alexander Wendt and the English School.
BISA, 12 November 2000, s. 3.

16 Claire A. Cutler: The „Grotian Tradition” in International Relations...op. cit., s. 41. Joao Marques

de  Almeida  utrzymuje,  że  „myśl  Grotiusa  jest  najlepszym  przykładem  różnicy  w  traktowaniu
przeszłych  myślicieli  politycznych  przez  realizm  i  szkołę  angielską.  Przeciwnie  do  oceny
myśliciela  holenderskiego  przez  Morgenthau’a  jako  idealisty,  Wight  i  Bull  uważali  go  za  ojca
założyciela  racjonalistycznej  tradycji  teorii  międzynarodowej”  (Joao  Marques  de  Almeida:
Challenging Realism by Returning to History: The British Committee’s Contribution to IR Forty Years
On. 
Paper  presented  to  BISA  Annual  Conference,  20-22  December  1999,  University  of
Manchester, s. 12).

17 M. Forsyth zwraca uwagę, że droga ta polegała na odrzuceniu ekstremów. „‘Realistom’ mówiła, że

występowały,  i  powinny  występować  moralne  ograniczenia  wobec  państw.  ‘Uniwersalistom’
mówiła, że świat polityczny państw nie musi być źle widziany lub odrzucany. Była to raczej pod-
wójna negacja niż coś pozytywnego” (M. Forsyth: The classical theory of international relations.
„Political Studies”, t. 26, nr 3, September 1978, s. 413).

18 Martin Wight: International Theory: the Three Traditions. Leicester University Press 1991; Claire A.

Cutler: The „Grotian Tradition” in International Relations. „Review of International Studies”, t. 17
(1991), nr 1, s. 41-65.

19 Hedley Bull: The Anarchical Societyop. cit., s. 24.
20 Wight  rozróżnia  dwie  wersje  rewolucjonizmu:  amerykański  kantyzm  oraz  sowiecki  marksizm.

Pierwszy odpowiada społeczności światowej, natomiast drugi – systemowi światowemu. W obu
wypadkach dochodzi do przezwyciężenia suwerenności państw. Kant jest myślicielem w nurcie
społeczności światowej, natomiast Marks mieści się w nurcie systemu światowego.

21 Ten trójdzielny podział można by kontynuować. Aleksander Wendt wyróżnia trzy kultury leżące

u podłoża powyższych tradycji: hobbesowska kultura wrogości, locke’owska kultura rywalizacji i
kantowska  kultura  przyjaźni.  Z  kolei  James  Rosenau  wyodrępnia  trzy  poziomy  analizy:
państwowocentryczny, multicentryczny i globalcentryczny (odpowiedniość społeczności między-
narodowej i multicentryzmu nie jest w tym wypadku ścisła). Natomiast Andrew Linklater dostrze-
ga związek między poszczególnymi nurtami a różnymi podejściami metodologicznymi: pozyty-
wizmem, hermeneutyką i teorią krytyczną (i w tym wypadku odpowiedniość nie jest ścisła). Zob.
Alexander Wendt: Social Theory of International Politics. Cambridge University Press 1999; James
N. Rosenau: Turbulence in World Politics. A Theory of Change and Continuity. Princeton University
Press,  New  Jersey  1990;  Andrew  Linklater:  Beyond  Realism  and  Marxism:  Critical  Theory  and
International Relations. 
Macmillan, London 1990.

22 Opracowano na podstawie: Martin Wight: International Theory: the Three Traditions (red. Gabriele

Wight, Brian Porter, Leicester University Press, 1991); Barry Buzan: The English school as a Reserch

97

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

Program, op. cit. s. 5; Richard Little: International Relations and Large-Scale Historical Change, w:
A.J.R.  Groom,  Margot  Light:  Contemporary  International  Relations:  A  Guide  to  Theory.  Pinter,
London  1994,  s.  15-16;  Richard  Little:  The  English  School’s  Contribution  to  the  Study  of
International Relations...
op.cit.

23 Hidemi Suganami: Alexander Wendt and the English School...op. cit. , s. 2.
24 Richard Little: The English School’s Contribution to the Study of International Relations...op. cit. s.

3. Zob. także Martin Griffiths: Realism, Idealism and International Politics...op. cit., s. 160.

25 Martin Wight: International Theory: the Three Traditions...op. cit., s. 262.
26 Martin  Griffiths:  Realism,  Idealism  and  International  Politics.  A  Reinterpretation. Routledge,

London and New York 1992, s. 142. Martin Wight pisał o sobie: „Gdy badam swoją psychikę, znaj-
duję  w  sobie  wszystkie  trzy  sposoby  myślenia”  (Martin  Wight:  An  anatomy  of  international
thought. 
„Review of International Studies”, t. 13, nr 3 ,July 1987, s. 227).

27 Richard Little: The English School’s Contribution to the Study of International Relations...op. cit., s. 2.
28 Andrew  Hurrell:  International  Society  and  the  study  of  regimes:  a  reflective  approach,  w:  Volker

Rottberger (red.): Regime Theory and International Relations. Oxford University Press 1993.

29 Hedley  Bull:  Society  and  Anarchy  in  International  Relations,  w:  Der  Derian  (red.):  International

Theory: Critical Investigations. Macmillan, London 1995, s. 75.

30 Martin  Wight:  Western  Values  in  International  Relations,  w:  Herbert  Butterfield,  Martin  Wight

(red.). Diplomatic Investigations. Allen and Uniwin, London 1966, s. 106.

31 Teoria  ta  przyjmuje  podejście  francuskiej  szkoły  Annales,  że  analiza  historyczna  nie  powinna

ograniczać się do powierzchownych wydarzeń, ale także wziąć pod uwagę procesy i struktury
utrzymujące się w dłuższym okresie czasu. Od marksizmu przyjmuje, że sposób produkcji deter-
minuje relacje polityczne i społeczne. Według Wallersteina ok. 1500 r. powstaje światowa ekono-
mia, która funkcjonuje dzięki przechwytywaniu przez centrum nadwyżki wyprodukowanej przez
peryferie.  Rolę  stabilizatora  systemu  pełnią  półperyferie.  Cechą  charakterystyczną  światowej
ekonomii,  która  odróżnia  ją  od  imperium,  jest  brak  zintegrowanego  centrum  politycznego,
bowiem wiele państw ma wystarczającą siłę, by utrzymać niezależność. Zob. zwłaszcza Immanuel
Wallerstein: The Modern World-System, t. 1. Academic Press, New York 1974.

32 Barry  Buzan,  Richard  Little:  International  Systems  in  World  History.  Remaking  the  Study  of

International Relations. Oxford University Press 2000, s. 3; zob. także Barry Buzan, Richard Little:
Why  International  Relations  Has  Failed  as  an  Intelectual  Project  and  What  to  Do  About  It.
„Millenium”, t. 30, nr 1 (2001).

33 Barry  Buzan,  Richard  Little:  International  Systems  in  World  History..., op.  cit.,  s.  8-9.  Autorzy

dokonują  przeglądu  systemów  międzynarodowych  z  perspektywy  całej  historii  światowej,  nie
ograniczając  się  do  okresu  postwestfalskiego.  Daje  im  to  możliwość  porównania  różnych,
występujących  w  historii  systemów,  począwszy  od  sumeryjskiego  systemu  miast-państw  3500
p.n.e., poprzez starożytną Grecję, Imperium Rzymskie, Średniowiecze i okres nowożytny. Autorzy
dowodzą w ten sposób, że system międzynarodowy może przyjmować różne formy.

34 Zwróćmy także uwagę na znaczenie terminu „międzynarodowy”, którego po raz pierwszy użył

Jeremy Bentham dla rozróżnienia prawa wewnętrznego i prawa międzynarodowego. To ostatnie
regulowało stosunki między narodami, czyli państwami, jako że pojęcia te były wówczas synoni-
mami. Stosunki międzynarodowe to więc stosunki między państwami.

35 Martin Wight odróżnia system międzynarodowy suwerennych państw, od systemu suzerennego,

w którym jedne państwo dominuje nad innymi. Przykładem takiego systemu może być system
komunistyczny, zdominowany przez Związek Radziecki. Martin Wight: Systems of States. Leicester
University Press 1977, rozdz. 1.

36 Hedley Bull, Adam Watson (red.): The Expansion of International Society. Oxford University Press

JACEK CZAPUTOWICZ

98

background image

1984,  s.  1.  Z  kolei  według  klasycznej  definicji  Hedleya  Bulla  „społeczność  państw  (lub
społeczność międzynarodowa) istnieje wtedy, gdy grupa państw, świadoma pewnych wspólnych
interesów i wartości, tworzy społeczność w tym sensie, że postrzega siebie jako związaną zbiorem
reguł w relacjach wzajemnych oraz bierze udział we wspólnych instytucjach” (Hedley Bull: The
Anarchical Society..., op. cit., 
s. 13).

37 Stephen D. Krasner: Compromising Westphalia. „International Security”, t. 20 (1995), nr 3, 115-151.
38 Martin  Wight:  Western  Values  in  International  Relations, w:  Herbert  Butterfield,  Martin  Wight

(red.), Diplomatic Investigations, Allen and Unwin, London 1966, s. 95.

39 W języku angielskim istnieją dwa terminy na określenie społeczności światowej: world society

oraz  world  community.  Community  odnosi  się  z  reguły  w  większym  niż  society  stopniu  do
poczucia  wspólnoty  interesów  i  tożsamości.  Ma  także  związek  z  chrześcijańskim  nurtem  w
ramach szkoły angielskiej. Zob. Chris Brown: International Political Theory and the Idea of World
Community, 
w: Ken Booth, Steve Smith (red.): International Relations Theory Today. Cambridge
1995.

40 Joao Marques de Almeida: Challenging Realism by Returning to History: The British Committee’s

Contribution to IR Forty Years On. Paper presented to BISA Annual Conference, 20-22 December
1999, University of Manchester, s. 6-7.

41 Richard Little: The English School’s Contribution to the Study of International Relations, 1999; Joao

Marques  de  Almeida:  What  Republicans  tell  us  about  International  Society. BISA  Annual
Conference, 18-20 December 2000, Bradford University.

42 Termin  „system  światowy”  w  tym  wypadku  ma  inne  znaczenie  niż  u  Immanuela  Wallersteina 

i  zwolenników  teorii  sytemu  światowego.  Formą  sytemu  światowego  może  być  albo  światowe
imperium, gdy występuje zgodność sfery politycznej i ekonomicznej, albo światowa ekonomia,
gdy występuje rozbieżność między tymi dwiema sferami. Zob. zwłaszcza Immanuel Wallerstein:
The modern World-System. Academic Press, New York, 1976.

43 Michael Doyle: Empires. Cornell University Press, Ithaca 1986, s. 19. Na temat różnego znaczenia

pojęcia  „imperium”  zob.  szerzej  Paweł  Ziółek:  Idea  Imperium. PWN,  Warszawa  1997,  s.  14-15.
Zauważmy  zarazem,  że  w  ramach  szkoły  angielskiej  termin  imperium  występuje  jako  jedna 
z  pięciu  kategorii  relacji  wewnętrznych  (niezależność,  hegemonia,  suzerenność,  dominium 
i właśnie imperium). System międzynarodowy nie jest stały, a ewoluuje w historii między tymi 
kategoriami zgodnie z ruchem wahadła. Zob. Adam Watson, The Evolution of International Society.
Routledge, London 1992, s. 13-18.

44 Montesquieu  identyfikuje  cztery  próby  utworzenia  uniwersalnej  monarchii  czy  imperium  na

przestrzeni wieków: przez Karola Wielkiego w ósmym i dziewiątym wieku, przez papieży w okre-
sie  późniejszym,  przez  Karola  V  w  szesnastym  wieku  oraz  przez  Ludwika  XIV  na  przełomie
siedemnastego i osiemnastego wieku. Montesquieu i m.in. David Hume, przeciwstawiali tej kon-
cepcji  propozycję  utworzenia  międzynarodowej  respublica.  Argumenty  przeciwko  uniwersalnej
monarchii były następujące: po pierwsze, jest to forma imperium, która nigdy nie będzie mieć
politycznej legitymacji; po drugie, jeżeli w efekcie zapanuje pokój, nastąpi to kosztem wolności
politycznych, co jest moralnie nie do zaakceptowania; po trzecie, wszelkie działanie podjęte przez
jedno państwo na rzecz utworzenia światowego imperium stanowi agresję przeciwko wszystkim
innym państwom; po czwarte, wszystkie państwa mają prawo do połączenia swoich sił w obron-
nej  wojnie  sprawiedliwej  przeciwko  potencjalnemu  tyranowi.  Joao  Marques  de  Almeida:  What
Republicans tell us about International Society
op. cit. s. 12-15.

45 Hedley Bull: The Anarchical Society: A study of Order in World Politics. New York 1977, s. 55.
46 Hedley Bull: The Anarchical Society..., op. cit., s. 67-68. W innym miejscu autor używa terminów:

stan wojny, społeczność międzynarodowa oraz solidarność transnarodowa (s. 50).

99

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

47 Erol Hofmans: Hedley Bull and the Sociology in International Relations Theory: International Society

Revisited. University of Kent at Canterbury, June 2002.

48 Hedley Bull, The Anarchical Society...op. cit., s. 74.
49 Zob.  Hedley  Bull:  The  Anarchical  Society..., op.  cit.,  s.  14.  Andrew  Hurrell:  Hedley  Bull  and  the

Diplomacy. Paper  for  Panel  on  „English  School  and  Diplomacy”,  ISA,  March  2002,  s.  5-6;  zob.
także Paul Sharp: The English School, Herbert Butterfirld, and Diplomacy. ISA, March 2002; Iver B.
Neuman: The English School and the Diplomacy: Scholary Promise Unfulfield. Paper presented to
the Forth ECPR IR Standing Group Conference, Canterbury, 14-16 September 2001.

50 Hedley Bull: The Anarchical Society..., op. cit., s. 107.
51 L. Oppenheim: International Law. Longmans, London 1905, t. 1, s. 79, cyt. za Hedley Bull: The

Anarchical Society..., op. cit., s. 109.

52 K.J. Holsti: The Institutions of International Politics: Continuity, Change, and Transformation. Paper

presented at the Annual Meeting of International Studies Assotiation, New Orleans, March 2002.

53 Barry  Buzan:  The  Primary  Institutions  of  International  Society. BISA  Conference,  London,

December 2002, s. 18.

54 Pojęcie  instytucji  należy  więc  rozumieć  szerzej  niż  „organizacja  międzynarodowa”.  Robert

Keohane definiuje instytucje jako „trwałe i połączone ze sobą zbiory reguł, zarówno formalnych,
jak  i  nieformalnych,  które  skłaniają  do  określonych  zachowań,  powstrzymują  działania  oraz
kształtują oczekiwania”. Robert Keohane: Multilateralism: An agenda for Research. „International
Journal”, nr 45 (Autumn 1990), s. 732.

55 Ferdinand  Tonnies:  Gemeinschaft  und  Gesellshaft. Leipzig  1887.  Zob.  Yannis  A.  Stivachtis:  The

Enlargement of International Society: Anarchy more than Culture. Paper at the 4th Pan-European
International Relations Conference, Kent, 8-10 September 2001, s. 3.

56 Barry  Buzan:  From  International  System  to  International  Society:  Structural  Realism  and  Regime

Theory Meet the English School. „International Organisation”, t. 47 (1993), nr 3, s. 227-252; Yannis
A. Stivachtis: The Enlargement of International Society: Anarchy more than Cultureop. cit.

57 Edward Keene: The dualistic Grotian conception of international society. BISA Annual Conference,

18-20 December 2000, Bradford University, s. 1.

58 Martin Wight: Why Is There No International Theory? „Diplomatic Investigations”, s. 29.
59 Możliwy jest także trójdzielny układ. Na przykład Hurrell wyodrębnia minimalistyczną, plurali-

styczną i solidarystyczną koncepcję społeczności międzynarodowej. Zob. Andrew Hurrell: Society
and Anarchy in the 1990, w: B.A. Robertson (red.): International Society and the Developement of
International Relations Theory. 
Pinter, London 1998, s. 17-42.

60 Na temat społeczności międzynarodowej postrzeganej jako równowaga między uniwersalizmem

i partykularyzmem zob. Martin Hall, Christer JŲnsson: The Reproduction of International Society:
A Viev from Comparative History. 
Paper at 4th Pan-European International Relations Conference,
8-10 September 2001, University of Kent at Canterbury.

61 L. Oppenheim: International Law. Longmans, London 1905, t. 1, rozdz. 1, cyt. za: Hedley Bull: The

Anarchical Society...op. cit., s. 145.

62 Joao Marques de Almeida: What Republicans tell us about International Society...op. cit., s. 21.
63 Hedley Bull: The Grotian Conception of International Society, w: Herbert Butterfield, Martin Wight

(red.), Diplomatic Investigations. Allen and Unwin, London 1966.

64 Martin Wight: Power politics...op. cit., s. 92.
65 Barry  Buzan:  Rethinking  the  Solidarist-Pluralist  Debate  in  English  School  Theory. ISA  Panel

„Solidarity in Anarchy: Advancing the new English School Agenda”, New Orleans, March 2002, s. 8.

66 Rozróżnienie  między  komunitarianizmem  i  kosmopolityzmem  zob.  Chris  Brown: International

Relations Theory: New Normative Approaches. Harvester Wheatsheaf 1992.

JACEK CZAPUTOWICZ

100

background image

67 Zwolennikami tego stanowiska są m.in. John Vincent: Nonintervention and International Order.

Princeton University Press 1974 oraz Robert H. Jackson: Quasi-States: Sovereingty, International
Relations and the Third World. 
Cambridge University Press 1990. Zwolennicy nielegalności inter-
wencji  humanitarnej  akcentują  znaczenie  art.  2  (4)  Karty  Narodów  Zjednoczonych,  który
stanowi, że wszyscy członkowie powstrzymają się od użycia siły przeciwko całości terytorialnej
lub niepodległości któregokolwiek państwa. Na temat związku interwencji humanitarnej z suwe-
rennością zob. Hidemi Suganami: Sovereignity, intervention ant the English School. Paper prepared
for the 4th Pan-European Conference, Canterbury, 8-10 September 2001.

68 Ponadto pluraliści i realiści inaczej postrzegają interes narodowy, kategorię równowagi sił oraz

rolę supermocarstw. Zob. Joao Marques de Almeida: Challenging Realism by Returning to History:
The  British  Committee’s  Contribution  to  IR  Forty  Years  On. 
Paper  presented  to  BISA  Annual
Conference, 20-22 December 1999, University of Manchester, s. 17-22.

69 Zob.  Hersh  Lauterpacht:  The  Grotian  Tradition  in  International  Law. „British  Yearbook  of

International Law”, 1949, s. 1-53; Joao Marques de Almeida: Challenging Realism by Returning to
History..., op. cit.
, s. 16.

70 C.  Wilfred  Jenks:  Law.  Freedom  and  Welfare. Stevens  &  Son,  London  1963,  rozdz.  5,  cyt.  za:

Hedley Bull: The Anarchical Society..., op. cit., s. 149.

71 Hedley Bull: The Anarchical Society..., op. cit., s. 148. Autor przywołuje Richarda A. Falka, który

utrzymuje, że „występuje niezawodny trend od zgody do konsensusu jako podstawy międzynaro-
dowych zobowiązań prawnych”, gdzie konsensus oznacza „przytłaczającą większość, zbieżność
opinii publicznej, dominację do czegoś więcej niż zwykła większość, ale mniej niż jednomyślność
lub  powszechność”.  Richard  A.  Falk:  The  Status  of  Law  in  International  Society. Princeton
University Press 1970, s. 177, cyt za: Anarchical Society..., op. cit., s. 148.

72 John Vincent: Human Rights and International Relations. Cambridge University Press, Cambridge

1986,  s.  13.  Zob  także  Christian  Reus-Smit:  Human  Rights  and  the  social  construction  of 
sovereignty. 
„Review of International Studies”, t. 27 (2001), s. 519-538.

73 Zob. Ana Gonzales-Palaez: Basic Rights in International Society. „CSD Bulletin”, t. 8, nr 2 (Summer

2001), s. 13.

74 Ważną rolę w uzasadnieniu stanowiska solidarystycznego odgrywają konwencje przyjęte w dzie-

dzinie praw człowieka: Powszechna Karta Praw Człowieka z 1948 r., Konwencja Praw Obywatel-
skich i Politycznych oraz Konwencja Praw Ekonomicznych, Społecznych i Kulturalnych z 1966 r.,
a także Europejska Konwencja Praw Człowieka z 1970 r.

75 Andrew  Hurrell:  Keeping  history,  law  and  political  philosophy  firmly  within  the  English  School.

„Review of International Studies”, t. 27 (2001), s. 491.

76 Martin Wight: Power politics...op. cit.; Joao Marques de Almeida: What Republicans tell us about

International  Society..., op.  cit., s. 15; Janine Kissolewski: Norms  in  international  society.  English
School meets constructivists. 
BISA, Bradford, 18-20 December 2000, s. 4-5.

77 Barry Buzan: The  English  school  as  a  Reserch  Program...op.  cit., s. 6. Zob. także Richard Little:

International System, International Society and World Society: A Re-evaluation of the English School,
w:  B.A.  Robertson  (red.):  International  Society  and  the  Developement  of  International  Relations
Theory. 
Pinter, London 1998, s. 15.

78 Zwolennicy  legalności  interwencji  humanitarnej  przywołują  postanowienia  Karty  Narodów

Zjednoczonych dotyczące przywrócenia wiary w prawa człowieka (preambuła), popierania i za-
chęcania do poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności bez względu na rasę, płeć,
język lub wyznanie (art. 1.3, art. 55 c) oraz zobowiązania do współdziałania z ONZ dla realizacji
tych celów (art. 56). W ramach szkoły angielskiej stanowisko solidarystyczne wobec interwencji
humanitarnej  prezentuje  zwłaszcza  Nicholas  J.  Wheeler:  Saving  Strangers.  Humanitarian

101

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

Intervention in International Society. Oxford University Press 2000.

79 Na  temat  stosunku  Stanów  Zjednoczonych  do  MTK  zob.  Jason  Ralph:  Good  International

Citizenship? An English School analysis of American policy towards the International Criminal Court.
BISA Annual Conference, London School of Economics, 16-18 December 2002.

80 Na  temat  różnicy  między  bezpieczeństwem  zbiorowym  i  zbiorową  obroną  zob.  Jacek

Czaputowicz:  System  czy  nieład?  Bezpieczeństwo  europejskie  u  progu  XXI  wieku. Wydawnictwo
Naukowe PWN, Warszawa 1998, s. 61-76.

81 Hedley Bull: The Anarchical Society...op. cit., s. 152.
82 John Williams: Pluralism in a Solidarist Age (or Why Hedley Bull does pluralism no favours). Paper

for Panel The Nature of International Society, BISA 27th Conference, LSE December 2002, s. 3.
Zob. także John Williams: New spaces, new places: solidarism, pluralism and territoriality. Paper for
panel  „Solidarity  in  Anarchy:  Advancing  the  New  English  School  Agenda”  a  the  ISA  Annual
Conference, 23-27 March 2002, New Orleans, s. 4.

83 Immanuel  Kant:  Do  wiecznego  pokoju.  Projekt  Filozoficzny.  Wydawnictwo  COMER  1995,  s.  61.

Myśl tę dobrze ilustruje następujący fragment: „Bo jeżeli tak się szczęśliwie złoży, że jakiś potężny
i  oświwiecony  naród  ukonstytuuje  się  jako  republika  (która  ze  swej  natury  skłonna  jest  do
wiecznego pokoju), to stanie się on ośrodkiem federacyjnego zjednoczenia, wokół którego skupią
się  inne  państwa,  aby  w  ten  sposób,  zgodnie  z  ideą  prawa  narodów,  zapewnić  państwom  stan
wolności i poprzez dalsze powiązania tego rodzaju coraz bardziej ową federację rozszerzać” (s. 63).

84 Barry Buzan: Rethinking the Solidarist-Pluralist Debate in English School Theory. ISA Panel „Solidarity

in Anarchy: Advancing the new English School Agenda”, New Orleans, March 2002, s. 2.

85 Ibid., s. 6.
86 Na ten aspekt zwraca uwagę Michael W. Doyle: Liberalism and World Politics Revisited, w: Charles

W. Kegley Jr. (red.): Controversies in International Relationsd Theory. Realism and the Neoliberal
Challenge
. St. Martin’s Press, New York 1995, s. 95-103; Michael W. Doyle: Ways of War ad Peace.
Realism,  Liberalism,  Socialism. 
W.W.  Norton  &  Company,  New  York,  London  1997,  rozdz.  8,
Internationalism: Kant, s. 251-300.

87 Myśli te odzwierciedla choćby następujący fragment: „Rozumowo rzecz ujmując, dla państw w ich

wzajemnych  stosunkach  nie  ma  innego  sposobu  wyjścia  ze  stanu  bezprawia,  zawierającego
wojnę, aniżeli tylko, by tak jak pojedynczy ludzie, wyrzekając się swej dzikiej (pozbawionej praw)
wolności,  podporządkowały  się  publicznym  prawom  przymusu  i  utworzyły  (oczywiście  wciąż
powiększające się) państwo narodów (civitas  gentium), które w końcu objęłoby wszystkie ludy
Ziemi”. Immanuel Kant: Do wiecznego pokoju..., op. cit., s. 64. Z kolei Mark W. Zacher i Richard
A. Matthew utrzymują, że niezależnie „czy dostrzega się u Kanta przyszły świat współpracujących
państw, czy jakąś formę rządu światowego, jasne jest, że akceptuje on, jak wcześniej liberałowie,
znaczną, ale malejącą rolę relacji sił i użycia siły” (Mark W. Zacher i Richard A. Matthew: Liberal
International  Theory:  Common  Threads,  Divergent  Strands, 
w:  Charles  W.  Kegley  Jr.  (red.):
Controversies in International Relations Theory. Realism and the Neoliberal Challenge. St. Martin’s
Press, New York 1995).

88 Hedley Bull: The Anarchical Society...op. cit., s. 26. Autor zauważa w myśli Kanta niejednozna-

czność w tym zakresie. Stanowisko uniwersalistyczne Kant przedstawił w The idea of Universal
History from a Cosmopolitical Point of View 
(1784), natomiast stanowisko akceptujące porządek
międzynarodowy, którego substytucyjnym (określenie Bulla) celem jest związek państw republi-
kańskich, w Do wiecznego pokoju (Projekt Filozoficzny, 1795).

89 Podobne stanowisko zajmuje Ana Gonzalez-Pelaez, gdy twierdzi, że „chociaż solidaryzm, w prze-

ciwieństwie  do  kosmopolityzmu,  nie  chce  przekraczać  ‘zorganizowanej  patrykularności’  (to
znaczy państw), wymaga od państw moralnej odpowiedzialności; przypisuje państwom potrzebę

JACEK CZAPUTOWICZ

102

background image

działania wszędzie ‘jako strażników podstawowych praw’”. Ana Gonzales-Palaez: Basic Rights in
International Society. 
„CSD Bulletin”, t. 8, nr 2 (Summer 2001), s. 13.

90 Christian Reus-Smit: Imagining society: constructivism and the English School. „British Journal of

Politics and International Relations”, t. 4, nr 3 (October 2002), s. 488. Termin „teorie racjonalisty-
czne” używam w znaczeniu wspólnej płaszczyzny dla realizmu, liberalizmu i instytucjonalizmu,
w opozycji do reflektywizmu i konstruktywizmu, przy czym czynnikiem różnicującym jest egzo-
geniczność/endogeniczność  tożsamości  aktorów  i  ich  interesów.  Zob.  Ole  Waever:  Figures  of
International Thought: introducing persons instead of paradigms, 
w: Iver B. Neumann, Ole Waever
(red.): The Future of International Relations. Routledge, London 1997, s. 23. Zob. także K.L. Holsti:
America Meets the „English School”: State Interests in International Society. „Mershon International
Studies Rewiew”, t. 41(1997), s. 275-280; Nicolas Onuf: The Construction of International Society.
„European Journal of Internatiomnal Law”, t. 5, nr 1.

91 Janine  Kissolewski:  Norms  in  international  society.  English  School  meets  constructivists.  BISA,

Bradford, 18-20 December 2000, s. 7.

92 Zob.  Ernst  B.  Haas:  Does  Constructivism  Subsume  Neofunctionalism?, w:  Thomas  Christiansen,

Knud Eric Jorgensen, Antje Wiener: The Social Construction of Europe. SAGE Publications, London
2001, s. 26-29. Z kolei Christian Reus-Smit określa wariant konstruktywizmu reprezentowanego
przez Aleksandra Wendta jako pozytywistyczny, systemowy, państwowocentryczny, strukturali-
styczny  i  zorientowany  bardziej  na  ciągłość  niż  zmianę.  Tymczasem  wielu  konstruktywistów
odrzuca  pozytywizm.  Autor  dostrzega  inspirację  socjologicznym  instytucjonalizmem  (Meyer 
i  szkoła  stanfordzka),  teorią  akcji  komunikatywnej  (Habermas)  oraz  wiedzy  i  siły  (Foucauld).
Zob. Christian Reus-Smit: Imagining society: constructivism and the English School. „British Journal
of  Politics  and  International  Relations”,  t.  4,  nr  3  (October  2002),  s.  487-509.  Na  temat  relacji
między konstruktywizmem, szkołą angielską i teorią krytyczną zob. Richard Shapcott: Practical
reasoning: Constructivism, Critical Theory and the English School. 
Paper for the 4th Pan European
Conference, University of Kent, Canterbury, 8-10 September 2001.

93 Zob.  zwłaszcza  Timothy  Dunne:  The  Social  Construction  of  International  Society. „European

Journal  of  International  Relations”,  t.  1  (1995),  nr  3,  s.  367-389;  Timothy  Dunne:  Inventing
International Society: A history of English School. 
Macmillan, London 1998.

94 Alexander Wendt: Social Theory of International Relations. Cambridge University Press 1999, s. 31.
95 Timothy Dunne: International Society: Theoretical Promises Fulfield? „Cooperation and Conflict”,

t. 30, nr 2 (1995), s. 125-154.

96 Barry Buzan: The English School as a Reserch Program...op. cit., s. 6.
97 Zob. Christian Reus-Smit: Imagining society: constructivism and the English School..., op. cit. s. 537-

538;  Thomas  Risse,  Stephen  C.  Ropp,  Kathryn  Sikkink  (red.):  The  Power  of  Human  Rights:
International Norms and Domestic Change. 
Cambridge University Press 1999.

98 Hidemi Suganami: Alexander Wendt and the English School...op. cit.
99 Ole Waever: American Constructivism and the English School...op. cit., s. 12-13.
100 Knud Erik Jorgensen: Blind Dating: The English School meets European Integration...op. cit., s. 4-5.
101 Christian  Reus-Smit:  Imagining  society...,  op.  cit.,  s.  499.  Z  kolei  John  Williams  utrzymuje,  że

„wysiłki na rzecz przeformułowania metodologii szkoły angielskiej w wyraźnie konstruktywisty-
czny  sposób  dużo  wniesie  do  solidarystycznego  programu  etycznego”  (John  Williams:  New
spaces, new places: solidarism, pluralism and territoriality. 
Paper for panel „Solidarity in Anarchy:
Advancing the New English School Agenda” a the ISA Annual Conference, 23-27 March 2002,
New Orleans, s. 4).

102 Hedley Bull: The Anarchical Society...op. cit., s. 254, 264-276; Hidemi Suganami: Alexander Wendt

and the English School..., op. cit., s. 11-12.

103

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

background image

103 Zob.  Martin  Griffiths:  Hedley  Bull:  Theory  as  Tradition,  w:  Realism,  Idealism  and  International

Politics...op. cit., s. 130-154.

104 Thomas Diez, Richard Whitman: Analyzing European Integration, Reflecting on the English School:

Scenarios  for  an  Encounter...,  op.  cit.,  s.  6.  Dla  zwolenników  szkoły  angielskiej  przypadek  Unii
Europejskiej  nie  wykracza  poza  różne  możliwości  ewolucji  systemu  międzynarodowego  pod
względem stopnia scentralizowania. Zob. Martin Wight: Power politics..., op. cit.

105 Autor odwołuje się do koncepcji siły cywilnej François Duchêne. Zob. Hedley Bull: Civilian power

Europe: a contradiction in terms. „Journal of Common Market Studies”, t. 21, nr 1 (1982), s. 149-
170. François Duchêne: The European Community and the uncertainties of interdependence, w: M.
Kohnstamm, W. Hager (red.): A Nation Writ Large? Foreign Policy Problems before the European
Community. 
Macmillan, Basingstoke 1973, s. 1-21.

106 Ian Manners: Normative power Europe: the European Union between international and world socie-

ty. „Journal of Common Market Studies”, t. 40, nr 3 (2002). Zob. także Thomas Diez, Richard
Whitman: Comparing Regional International Societies: The Case of Europe. Paper presented at the
ISA Annual Convention, New Orleans, March 2002.

107 Thomas Diez, Richard Whitman: Analyzing European Integration, Reflecting on the English School:

Scenarios for an Encounter. „Journal of Common Market Studies”, t. 40, nr 1(2002), s. 54.

108 Na temat prac Konwentu UE zob. „Polska w Europie” 4(42) 2002, Danuta Hübner: W sprawie

przyszłości Unii i Europejczyków, s. 83-92; Leszek Jesień: Europejskie wyzwania dla Polski, s. 93-114;
Konwent – reformy UE – interesy Polski (zapis dyskusji), s. 115-140.

109 Thomas  Diez,  Richard  Whitman:  Analyzing  European  Integration,  Reflecting  on  the  English

School...op. cit., s. 55-59.

110 Barry  Buzan:  Rethinking  the  Solidarist-Pluralist  Debate  in  English  School  Theory. ISA  Panel

„Solidarity in Anarchy: Advancing the new English School Agenda”, New Orleans, March 2002, 
s. 18. Autor wymienia za Hallidayem następujące czynniki przyczyniające się do homogenizacji:
normatywizm  (demokratyczny  pokój),  kapitalizm,  rozwój  nauki  i  rozprzestrzenianie  się  tech-
nologii.  Zob.  Fred  Halliday: International  Society  as  Homogeneity:  Burke,  Marx,  Fukuyama.
„Millenium”, t. 21, nr 3 (1992), s. 435-61.

111 Zob. szerzej Jacek Czaputowicz: Systemowe implikacje integracji europejskiej – znaczenie dla Polski,

w:  Jacek  Czaputowicz  (red.):  Integracja  europejska.  Implikacje  dla  Polski.  Wydawnictwo  WAM,
Kraków 1999, s. 31-38.

112 William Wallace: Less than a Federation, More than a Regime: The Community as a Political System,

w: H. Wallace, W. Wallace, C. Webb (red.): Policy-Making in the European Community. Chichester
Wiley 1983, s. 406.

113 Powstały  w  1962  r.,  a  więc  trzy  lata  po  powstaniu  Brytyjskiego  Komitetu  Teorii  Stosunków

Międzynarodowych, główny periodyk poświęcony badaniom integracji europejskiej, „Journal of
Common Marked Studies”, nie publikował materiałów na temat szkoły angielskiej i jedynie rzad-
ko autorów z jej kręgu.

114 Zob. Ernst B. Haas: The Uniting Europe. Political, Social and Economic Forcess 1950-1957. London

Stanford 1958, s. 16.

115 Knud  Erik  Jorgensen:  Blind  Dating:  The  English  School  Meets  European  Integration. BISA

Conference 18-20 December 2000, University of Bradford, s. 7-10.

116 Ibid., s. 12-13.
117 Ibid., s. 15. W kontekście integracji europejskiej na temat podziału teorii zob. Mark A. Pollack:

International Relations Theory and the European Integration. Robert Schuman Centre for Advanced
Studies,  EUI  Working  Papers  RSC  No.  2000/55;  Thomas  Christiansen,  Knud  Eric  Jorgensen,
Antje Wiener: The Social Construction of Europe. SAGE Publications, London, s. 8-9.1

JACEK CZAPUTOWICZ

104

background image

118 Knud Erik Jorgensen: Blind Dating: The English School meets European Integration..., op. cit.
119 Zob. Andrew Hurrell: Keeping history, law and political philosophy firmly within the English School.

„Review of International Studies”, t. 27 (2001), s. 489-494. Autor utrzymuje, że szkoła angielska
dostarcza właściwych ram dla intelektualnego dialogu między prawem a polityką.

120 Knud Erik Jorgensen: Blind Dating: The English School meets European Integration...op. cit., s. 15.
121 Joao Marques de Almeida: Challenging Realism by Returning to History...op. cit., s. 19-22; Adam

Watson: The evolution of International Society. Routledge, London 1992, s. 13-18.

122 Thomas Diez, Richard Whitman: Analyzing European Integration, Reflecting on the English School:

Scenarios for an Encounter..., op. cit., s. 2-3.

123 Richard Little: The English School’s Contribution to the Study of International Relations...op. cit., s. 17.
124 Różnice między tymi dwoma podejściami zostały przedstawione wyraziście w Robert Kagan: Of

Paradise and Power. America and Europe in the New World Order. Alfred A. Knopf, New York 2003.

125 Knud Erik Jorgensen: Blind Dating: The English School Meets European Integration..., op. cit., s. 13.
126 Thomas Diez, Richard Whitman: Analyzing European Integration..., op. cit., s. 61.
127 Barry Buzan: The English school as a Reserch Program...op. cit., s. 12-19.
128 Barry  Buzan:  From  International  System  to  International  Society:  Structural  Realizm  and  Regime

Theory Meet the English School. „International Organisation”, t. 47 (1993), nr 3, s. 227-252.

ANGIELSKA SZKOŁA STOSUNKÓW MIĘDZYNARODOWYCH

105

background image

106

background image

Katarzyna Żukrowska*

Stosowanie teorii integracji w praktyce
europejskiej

Historyczny rys tworzenia podstaw integracji europejskiej

Zgodnie z kanonami wiedzy o stosunkach międzynarodowych lat 40. i 50.

integracja  europejska  miała  być  inicjowana  w  sferze  politycznej  i  militarnej.
Francja, mimo stosownej deklaracji w tej kwestii, skierowała integrację na inne
tory  –  gospodarcze.  Integracja  polityczna  stanowiła  bowiem  zbyt  trudne
zadanie  i  nie  wiadomo,  czy  doprowadziłaby  do  zaawansowania  tego  procesu 
w  Europie.  W  gospodarce  natomiast  wspólne  interesy  i  działania  scalające
uruchamiają mechanizm samo nakręcający się, który wymusza następne posu-
nięcia,  aż  do  zamknięcia  kręgu  na  integracji  politycznej.  Inaczej  mówiąc,
wyższość  integracji  gospodarczej  polega  na  budowaniu  współzależności,
trwałych  więzi,  opartych  na  dwustronnym  interesie

1

.  Jest  to  zarazem  proces,

który można określić jako „niewidzialne” ograniczenie suwerenności uczestni-
czących w nim krajów, przy czym ograniczenie to żadnego z nich nie upośledza,
zachodzi bowiem symetrycznie i daje w zamian określone przywileje. Ponadto
ze  współzależności  uzyskanych  w  trakcie  integracji  politycznej,  za  pośred-
nictwem form instytucjonalnych, w każdym momencie można się wycofać, inte-
gracja zaś miała być procesem nieodwracalnym. Obie koncepcje (integracji eko-
nomicznej i politycznej) mają, oczywiście, uzasadnienie w ówczesnych teoriach,
których część jest aktualna do dziś. 

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 107–130

107

*  Profesor  dr  hab.,  dyrektor  Programu  Studiów  Europejskich  SGH,  kierownik  Katedry
Bezpieczeństwa Międzynarodowego w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH. 

background image

Potrzeba teorii 

Teoria  jako  uogólnienie  praktyki  znajduje  zastosowanie  w  wielu  naukach

społecznych, nie wyczerpuje jednak całego zakresu tego pojęcia. Teoria może
być  założeniem  lub  zbiorem  założeń,  które  praktyka  weryfikuje  lub  odrzuca.
Teoria  pozwala  naukowcom  zastosować  określone  kryteria  w  odniesieniu  do
analizowanych  przez  nich  procesów,  umożliwiając  przyjęcie  lub  odrzucenie
dotychczasowych koncepcji bądź własnych poglądów na dany temat. Teoria to
także  logiczne  wyjaśnienie  określonych  zasad  obowiązujących  w  danej
dziedzinie sztuki lub nauki

2

. Twierdzenia oparte na teorii często utożsamiane są

z abstrakcyjnym ujęciem zjawisk, w oderwaniu od praktyki. Ponadto teoria to
logiczny  opis  zjawisk  i  związków  zachodzących  między  nimi.  Teoria 
w ekonomii utożsamiana jest często z modelem, a więc uproszczonym pokazy-
waniem  rzeczywistości,  ułatwiającym  jej  analizę.  Teoria  czy  model  mogą  być
przedstawione opisowo, za pomocą macierzy, wzoru (wzorów) lub programu
komputerowego. 

Jak wykorzystywać teorie?

Cele  posługiwania  się  teoriami  są  różne.  Ponieważ  dają  uzasadnienie  dla

słuszności  głoszonych  poglądów,  są  niekiedy  nadużywane.  Postęp  nauki  to
raczej  odrzucanie  bądź  –  rzadziej  –  uzupełnianie  istniejących  teorii.  W  litera-
turze  przedmiotu  można  znaleźć  różne  kryteria  poznawcze  teorii

3

,  które

umożliwiają  wyodrębnienie  następujących  jej  cech:  (1)  teorie  pozwalające
zrozumieć  problem  lub  opisywany  proces;  (2)  teorie  wyjaśniające  siłę
oddziaływania zjawisk i stanowiące podstawę dla przewidywania pewnych fak-
tów czy zdarzeń; (3) teorie, które można uznać za spójne intelektualnie i kohe-
rentne;  (4)  teorie,  określające  zakres  wiadomości,  informacji,  prawidłowości
zjawisk, które poddajemy analizie; (5) teorie zdolne do prowokowania intelek-
tualnego, krytycznej refleksji i zaangażowania w porównaniu z innymi w danej
dziedzinie. 

Z  przedstawionych  kryteriów  wynika,  że  teorie  pomagają  potwierdzić  lub

odrzucić  trafność  pewnych  stwierdzeń.  Mogą  też  służyć  do  przewidywania
określonych zjawisk i ich konsekwencji. Stanowią zarazem formę demonstracji
posiadania  pewnej  wiedzy  i  sprawnego  posługiwania  się  nią

4

.  W  niniejszym

materiale  –  odnosząc  się  do  teorii  –  przedstawiam  je  raczej  jako  warunki
wstępne do wprowadzania pewnych rozwiązań, z których wiele nie miało zas-
tosowania  wcześniej  w  historii  myśli  ekonomicznej.  Teoretyzowanie  traktuję
jako  podstawę  do  uogólnień  pewnej  wiedzy,  organizowania  wypowiedzi  lub

KATARZYNA ŻUKROWSKA

108

background image

podstawę do formułowania zarzutów. To ostatnie nie jest w Polsce zbyt często
stosowane. Uprawia się raczej kult słowa drukowanego i hołduje się autoryte-
tom. Tymczasem wielu ekonomistów, analizując procesy zachodzące w gospo-
darce na jej narodowym i międzynarodowym poziomie, podkreśla, jak często te
autorytety się myliły, mimo że ich wielkość była potwierdzona m.in. Nagrodą
Nobla

5

.  Takie  pomyłki  lub  krótkotrwałość  teorii  znajdują  odzwierciedlenie 

w  praktyce  w  okresach  głębokich  przełomów,  gdzie  jedne  rozwiązania
zastępuje  się  innymi,  przy  czym  zaniechanie  tych  zmian  oznaczałoby  głębsze 
i bardziej trwałe trudności. 

Teoria  integracji  europejskiej  jest  odbiciem  czy  wręcz  urzeczywistnieniem

wielu teorii, intelektualnych założeń, w które w latach 50. czy 60. mało kto wie-
rzył. Nie tylko nie przypuszczano, że można je wprowadzić w życie – wątpiono,
by można było je wykorzystać jako intelektualną i realną formę oddziaływania
na sąsiedzkie kraje europejskie, a szczególnie jako formę zbliżenia gospodarek
Niemiec i Francji. 

Ich ocena wymaga odpowiedzi na wiele zasadniczych pytań. Co to jest inte-

gracja europejska? Czy to zjawisko ze sfery gospodarki, czy polityki? Jeśli jest to
zjawisko  zachodzące  w  sferze  gospodarki,  to  jak  dalece  zaawansowany  musi
być proces współzależności, byśmy mogli go określić jako proces integrowania?
Czy czynnikiem wystarczającym w tym zakresie jest wysoki poziom wymiany
wzajemnej? Czy integracja gospodarcza to ciągły proces pogłębiania (znoszenie
ceł, ograniczeń ilościowych i parataryfowych, unia celna), czy to również swo-
boda  przepływu  kapitału,  ludzi,  usług,  czy  może  harmonizacja  prawa,  sys-
temów  podatkowych,  polityki  kursowej  i  przejście  na  wspólną  walutę?  Czy,
wreszcie, po osiągnięciu określonego poziomu zaawansowania integracji gospo-
darczej  kraje  tak  powiązane  powinny  współtworzyć  Europejski  Obszar
Gospodarczy  (EOG)?  Jaki  tym  procesom  powinien  towarzyszyć  poziom  dos-
tosowania  instytucji

6

,  prawodawstwa?  Czy  wszystkie  strefy  wolnego  handlu,

unie celne czy wspólne rynki mają identyczne rozwiązania instytucjonalne? Czy
integracja gospodarcza nieuchronnie prowadzi do integracji politycznej? 

Mnogość  pytań,  jak  i  wymienionych  kryteriów  oceny  teorii  integracji

stanowi  przesłankę  do  różnych  ujęć  procesu  integracji.  Dla  jednych  jest  to
scalanie gospodarek, prowadzące do integracji politycznej, dla innych – wspól-
nota  bezpieczeństwa,  dla  jeszcze  innych  –  współpraca  regionalna,  łącząca
odrębne  systemy  polityczne.  W  większości  teorii  integracji  podkreśla  się
znaczenie  instytucji.  Są  one  rozpatrywane  w  różnych  kontekstach:  (1)  braku
harmonizacji prawodawstwa i instytucji jako przejawu protekcji własnej gospo-

109

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

background image

darki;  (2)  instytucji  jako  właściwej  formy  egzekucji  zobowiązań  przyjętych
przez  przyszły  kraj  członkowski  w  procesie  akcesji;  (3)  zharmonizowanych
instytucji i prawodawstwa jako płaszczyzny i infrastruktury komunikowania się
między  wcześniej  odrębnymi  jednostkami,  w  których  na  dodatek  mówi  się
innymi językami i istnieją głębokie różnice kulturowe. 

Przechodząc do kwestii integracji politycznej, postawmy pytanie: czy inte-

gracja  polityczna  zawsze  powinna  być  utożsamiana  z  rozwiązaniem  naro-
dowego  rządu  w  danym  regionie?  Jeśli  tak,  to  czy  integracja  stanowi  proces, 
w którym stare struktury zastępuje się nowymi na innym, wyższym poziomie?
Odpowiadając na te same pytania, politolodzy (Karl Deutch, Ernst Haas, Leon
Lindberg,  Pentland)  w  swych  pracach  z  lat  50.  i  60.  sformułowali  odmienne
odpowiedzi. Przykładowo Haas pisał, że jest to „proces, w którym aktorzy poli-
tyczni  w  kilku  odrębnych  układach  nakłaniani  są  do  przekazania  swoich
uprawnień,  oczekiwań  i  politycznych  aktywów  na  rzecz  nowego  centrum,
którego instytucje posiadają lub nakłaniają do scedowania nadrzędności pow-
stałej w ramach wcześniej ustalonych zasad, dotyczących państw narodowych.
Końcowym  efektem  procesu  politycznej  integracji  jest  stworzenie  nowej
społeczności politycznej, «nadnarzuconej» (superimposed) w zastępstwie doty-
chczasowych  rozwiązań”.  Michael  Hodges  uznaje  integrację  za  „proces
tworzenia nowego systemu politycznego z odrębnych systemów politycznych
krajów  uczestniczących  w  tym  procesie”.  Reginald  Harrison,  podobnie  jak
Ernst  Haas,  wskazuje  na  potrzebę  występowania  centralnych  instytucji,  zdol-
nych do podejmowania decyzji i kontroli ich realizacji. William Wallace definiu-
je  integrację  jako  „stworzenie  i  utrzymanie  intensywnych  i  zróżnicowanych
wzorów interakcji między wcześniej autonomicznymi jednostkami”. 

To,  co  rozumiano  pod  pojęciem  integracji,  wyraźnie  odnosiło  się  do  inte-

gracji politycznej – jej siłą sprawczą były rządy. Poglądy większości zostały jed-
nak odrzucone i integracja europejska rozwinęła się w sferze gospodarki. Daje
to podstawę do rozróżniania integracji formalnej i nieformalnej, czy inaczej –
zinstytucjonalizowanej  i  naturalnej.  Pierwsza  z  nich  jest  wynikiem  tworzenia
instytucji i zmian prawnych. Druga następuje bez interwencji instytucjonalnej,
formalnej i administracyjnej nadbudowy. 

Przykładem  tej  pierwszej  są  zinstytucjonalizowane  formy  liberalizacji  sto-

sunków  w  Unii  Europejskiej,  przykładem  drugiej  –  większość  stref  wolnego
handlu:  CEFTA  (Środkowoeuropejskie  Porozumienie  o  Wolnym  Handlu),
EFTA (European Free Trade Agreement), NAFTA (North American Free Trade
Agreement)  czy  powstająca  FTAA  (Free  Trade  Agreement  of  Americas,  której

KATARZYNA ŻUKROWSKA

110

background image

utworzenie  zapowiedziano  na  rok  2005).  Procesy  tworzenia  tych  stref  (czy
szerzej  –  liberalizacja  stosunków  gospodarczych)  mogą  przebiegać  w  warun-
kach  obecności  instytucji  lub  przy  ich  braku.  W  obu  przypadkach  mamy  do
czynienia  z  ekonomią  polityczną,  czyli  związkami  między  procesami  polity-
cznymi i gospodarczymi, które wpływają na zmiany w stosunkach międzynaro-
dowych. Zasadniczo możemy tu wyróżnić kilka możliwych rozwiązań. 

Tablica 1. Skutki formalnych i nieformalnych rozwiązań w integracji regionalnej

Przedstawione zestawienie zawiera systematyzację trzech typów rozwiązań,

z  których  jedno,  uznane  za  najbardziej  zaawansowaną  koncepcję  integracji,
opartą na modelu B. Balassy z 1953 r., znalazło zastosowanie tylko w przypad-
ku  Unii  Europejskiej  i  integracji  europejskiej.  Pozostałe  są  koncepcjami
stosowanymi  powszechnie,  we  wszystkich  regionach  świata.  Systematyzację
interdyscyplinarną  dziedzin  badań,  uwzględnianych  w  teoriach  integracji,
przedstawia z kolei Tablica 2. 

111

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

Zestawienie własne.

Typ rozwiązań

Formalne 

(zinstytucjonalizowane)

Nieformalne (luźne)

Pośrednie

Rodzaj działania

Powołanie instytucji liberalizują-

cych wzajemne stosunki między

krajami, ustalenie zasad

członkostwa i współpracy,

powołanie instytucji kontrolnych

Przepływ kapitału, wymiana

handlowa, transfery usług 

i własności intelektualnej, fuzje

transnarodowe korporacji, ruchy

imigracyjne itp.

Powołanie instytucji tymcza-

sowych, które po spełnieniu

swego zadania rozwiązują się

Efekty

Silna instytucjonalizacja sto-

sunków, tworzenie struktur 

ponadnarodowych, którym 

oddelegowuje się część

uprawnień, będących 

wcześniej domeną państw

Zintegrowanie dwóch 

(lub więcej) gospodarek mobi-

lizujące do wprowadzenia for-

malnej liberalizacji na szczeblu

regionu lub globalnym

Brak zinstytucjonalizowanych

struktur formalnych pozwala na

dowolne tworzenie struktur inte-

gracji regionalnej, podporząd-

kowanej koncepcji więzi prze-

ważających w kontaktach

background image

Tablica 2. Dziedziny badań uwzględnionych w teoriach i ich efekty

Jak wynika z powyższego zestawienia, organizacje międzynarodowe stano-

wią skuteczny system wspierania procesu decyzyjnego, nadawania mu kształtu
i  dynamiki.  Współpraca  między  rządem  a  taką  organizacją  polega  na  dele-
gowaniu  na  szczebel  międzynarodowy  pewnych  uprawnień  wcześniej
uznawanych  za  domenę  państwa.  Uszczuplenie  suwerenności  kraju  należy

KATARZYNA ŻUKROWSKA

112

Zestawienie własne.

Dziedziny

Teorie organizacji
międzynaro-
dowych

Tworzenie słow-
nictwa

Rozwiązania
wywierające
wpływ na
dynamikę
wydarzeń

Sfera polityki

Sfera gospodarki

Teorie

Organizacji ponadnaro-
dowych, międzynaro-
dowych, międzyrzą-
dowych, powszechnych,
uniwersalnych, subre-
gionalnych, regional-
nych

Globalizacji, regionaliza-
cji, subregionalizmu,
bloków i ich wpływu na
wzrost, liberalizację,
przepływ kapitału

Dynamika podejmowa-
nia decyzji,
dochodzenia do celu

Wspieranie procesu
decyzyjnego, teoria
współzależności

Konwergencji (kryteria),
teoria współzależności

Przykłady

Teoria zewnętrznego
wspomagania procesu
decyzyjnego; teoria
„lewarowania” 

Konwergencja i jej
zakres, metody osiąga-
nia tego celu i ich
znaczenie; liberalizacja
– znaczenie, metody
dochodzenia, dziedziny
objęte tym procesem 

Rywalizacja, termin dla
danego etapu,
nagradzanie, kontrola
przy pokonywaniu
poszczególnych
przeszkód

Proces integracji krajów
Europy Środkowo-
-Wschodniej (podział
na dwie grupy)

Redukcja deficytu

Reprezentanci

ONZ, NATO, UE,
EWWiS

Federaliści, funkcjona-
liści i transakcjonaliści

Interakcja między
aktorami, procesem
ustalania chronologii,
formowania polityki,
prawodawstwem,
negocjowaniem
interesów i realizacja
polityki

Uzupełnienie słabego
systemu politycznego,
który mimo dychotomii
ma silną przewagę jed-
nej orientacji polity-
cznej

Skutki dla polityk naro-
dowych oraz w konsek-
wencji – polityk
międzynarodowych

background image

uznać za koszt, w zamian za który oczekuje się określonych korzyści. Inaczej
żadne  państwo  nie  byłoby  skłonne  delegować  swych  praw  na  zewnątrz  poza
granice  polityczne  swego  kraju.  „Uszczuplenie”  suwerenności  nie  pojawia  się 
w jednym kraju lub jakiejś ich grupie, ale w równym stopniu obejmuje wszyst-
kie kraje należące do danej organizacji międzynarodowej. 

Transakcjonizm, funkcjonalizm i federalizm

Zdefiniujmy  używane  tu  pojęcia.  Umożliwi  to  zrozumienie  poszukiwań

uczonych,  którzy  chcieli  ograniczyć  agresywne  interakcje  między  państwami,
eliminując stopniowo granice między narodowymi komponentami stosunków
międzynarodowych.  Większość  koncepcji  (bez  względu  na  ich  realność  czy
wręcz  naiwność)  proponowała  rozwiązania  nieodwracalne,  na  trwale  wiążące
kraje europejskie w integralną całość. Przedstawione niżej definicje są swobod-
nym  autorskim  przekładem  i  komentarzem  definicji  przedstawionych  przez
Bena Rosamonda

7

Funkcjonalizm to teoria proponująca radykalną transformację międzynaro-

dowej polityki. Jej głównym reprezentantem był David Mitrany. Funkcjonaliści
uważali,  że  podstawową  motywacją  rządu  powinna  być  chęć  zaspokojenia
potrzeb społecznych. Niestety, terytorialne państwo narodowe okazuje się być
nieadekwatnym mechanizmem dla spełnienia tych celów, gdyż kieruje się inny-
mi dogmatami doraźnymi. Efektywne zarządzanie potrzebami ludzkimi wyma-
ga  powołania  agencji,  kierujących  się  specyficznymi  celami,  umożliwiających
realizację  stawianych  im  zadań.  Strukturę  i  kompetencje  takich  organizacji
określają cele, dla realizacji których są powoływane. To właśnie nadało nazwę
kierunkowi  myślenia,  który  podporządkowany  jest  działaniu,  czyli
funkcjonowaniu  takich  instytucji.  Funkcjonalizm  wprowadza  elastyczność,
odrzucając równocześnie koncepcję integracji regionalnej na dużą skalę. 

Federalizm  to  koncepcja  teoretyczna  powiązana  z  ruchem  na  rzecz

utworzenia  „Stanów  Zjednoczonych  Europy”.  Federaliści  byli  zainteresowani
stworzeniem konstytucyjnych rozwiązań, które zawierałyby definicję związków
między  poszczególnymi  szczeblami  instytucji  reprezentujących  władzę  (euro-
pejski, krajowy i lokalny). Część federalistów wyrażała pogląd, że jest to racjo-
nalna droga zarządzania stosunkami międzynarodowymi, gdyż – po pierwsze –
optymalizacja realizacji różnych zadań związana jest z różnymi poziomami ich
rozwiązywania,  a  po  drugie  –  federacja  wyeliminuje  powody,  które  wcześniej
przyczyniły się do wybuchów konfliktów w Europie, prowadzących do wojen.
Współczesne teorie federalne skupiły zainteresowania na procesach prowadzą-

113

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

background image

cych do powstawania dążeń federalistycznych oraz stanu, w jakim UE może być
porównywana do istniejących rozwiązań federacyjnych. 

Transakcjonizm to teoria zmian międzynarodowej polityki, ściśle związana

z  koncepcjami  sformułowanymi  przez  Karla  Deutcha.  Nurt  ten  jest  często
utożsamiany  z  tzw.  koncepcjami  „pluralistycznymi”  lub  podejściem  „komu-
nikacyjnym”. Podstawą integracji w tym ujęciu jest powstanie wielości i różno-
rodności powiązań między społeczeństwami, a jednym z jej celów – wyklucze-
nie  wojny  jako  środka  rozwiązywania  sporów  między  krajami.  „Społeczność
bezpieczna” – to stan, do którego prowadzi transakcjonizm. 

Wszystkie trzy koncepcje poszukiwały zatem rozwiązań eliminujących konflikt

w Europie, a zarazem prowadzących do rozmycia państw narodowych, uznanych
za  główne  źródło  konfliktów.  Wszystkie  zakładały  tworzenie  trwałych
współzależności  w  sferze  instytucjonalnej  i  realnej.  Przywołując  doświadczenia
USA,  Kanady,  Nowej  Zelandii  i  Australii,  wprowadzono  także  pojęcie  „intensy-
wności  międzynarodowego  komunikowania  się”,  mierzonej  w  różny  sposób.
Miernikiem mogą być: (1) wielkość wzajemnych obrotów; (2) wizyty oficjalne; (3)
wizyty turystyczne (osób fizycznych); (4) liczba konfliktów wniesionych do sądów
międzynarodowych do rozstrzygnięcia; (5) liczba umów międzynarodowych pod-
pisanych między krajami, które dążą do ułożenia wzajemnych stosunków. 

Tablica 3. Federacja – jej przedstawiciele i krytyka 

KATARZYNA ŻUKROWSKA

114

Zestawienie własne.

Nazwa rozwiązania
instytucjonalnego

Federalizm

Federacja 

Konfederacja

Cechy charakteryzujące
poszczególne koncepcje

Ideologia

Zasady organizacyjne,
przeniesienie kompe-
tencji państw na szcze-
bel międzynarodowy

Kompetencje polityczne
w dziedzinach ograni-
czających suwerenność
pozostają w gestii
państw członkowskich 

Ocena i krytyka

Federalizm jest obecny w koncepcjach integracji
od II WŚ (Friedrich, Bowie, 1953). Brak wery-
fikacji praktycznej rozwiązań. Dyskusja trwa.
Możliwość dochodzenia na zasadzie big bang
lub stopniowo. Powtórzenie rozwiązań
państwowych na poziomie międzynarodowym.
Niesprawdzone jest twierdzenie, że federalizm
pozwala najpełniej realizować indywidualne
swobody oraz raison d’etre

Delegowanie uprawnień na poziom międzynaro-
dowy w zakresie przewidzianym w uzgodnionej
konstytucji

Pozostawienie na poziomie kraju większości
uprawnień i delegowanie tylko ich części na
poziom międzynarodowy

background image

Tablica 4. Funkcjonalizm i transakcjonizm

Zreasumujmy.  Wczesne  próby  stworzenia  teorii  integracji  opierały  się  na

nierealistycznej koncepcji stosunków międzynarodowych. W centrum ich zain-
teresowania  znalazł  się  odwieczny  problem  ułożenia  stosunków  międzynaro-
dowych  na  zasadach,  umożliwiających  eliminację  wojen.  Główną  przesłanką
rodzących  się  koncepcji  były  dwie  wojny  światowe.  Mimo  trudności

115

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

Zestawienie własne.

Koncepcja 
stosunków 
międzynarodowych

Funkcjonalizm 

Transakcjonizm 

Przedstawiciele

Paul Taylor,
Woodrow
Willson, 
David 
Mittrany,
Leonard
Woolf,
Norman 
Angel, 
Groom,
William
Beveridge,
Bertrand
Russell

Karl Deutch,
Ferdinand
Tonnies, 
Peter
Katzenstein,
Arend 
Lijphard 

Założenia

Największe zagrożenia dla
państwocentrycznych kon-
cepcji polityki siły. Stawia
się na pozytywne elementy
możliwości człowieka.
Liberalizm. Społeczność
międzynarodowa. Próba
znalezienia rozwiązania
konfliktów między państwa-
mi. Lepsze gwarancje dla
państwa dobrobytu niż w
państwie autonomicznym.
Ograniczenie możliwości
wybuchu konfliktów
międzynarodowych.
Rozwiązania dotyczą branż,
czyli obejmują kontakty w
ich ramach (kolejnictwo, lot-
nictwo)

Komunikowanie, pluralizm.
Łączenie międzynaro-
dowych stosunków i
budowania państwa.
Wprowadził pojęcie „poko-
jowych przemian”. Określił
wyodrębnione społeczności
bezpieczne oraz bez-
pieczeństwo pluralistyczne,
co zakłada: (1) kompaty-
bilność wartości między
integrującymi się jednostka-
mi; (2) pluralistyczne
społeczności bezpieczne.
Teoria: wspólnota państw
jest funkcją ich wzajemnego
komunikowania się

Krytyka

Raczej koncepcja, czy
podejście niż teoria.
Podstawa dla teorii inte-
gracji neofunkcjonalnej.
Krytyka: (1) wątpliwości
czy teza funkcjonalistów o
determinacji potrzeb, jako
celu technokratycznych
może być zweryfikowana;
(2) naiwność, że rząd
podąża we właściwym
kierunku; (3) w małym
stopniu pozwala przewidy-
wać; (4) brak dynamiki
naukowej. W wielu wątkach
zgodna z teorią K. Marksa. 

Odwiodła teoretyków od
analizy stosunków jako
interakcji między państwa-
mi. Wprowadziła element
społeczeństw i ludzi. Za
duża koncentracja na insty-
tucjach. Koncentracja na
zachowaniu państw naro-
dowych, czynnika konflikto-
gennego. Trudności
przeprowadzenia pomiarów
i operacjonalizacji. Brak
jasności jak poszczególne
procesy zachodzą. Jedno to
przejście od integracji do
amalgamacji. Trudna była
do uchwycenia też koncep-
cja polityki motywacyjnej. 

background image

pogodzenia  zbiorowego  systemu  bezpieczeństwa  europejskiego  z  państwami
narodowymi  (większość  koncepcji  tego  okresu  opierała  się  na  idei  państwa 
narodowego, państwowości, terytorialności i suwerenności), dyskusja nad kon-
cepcjami szkoły funkcjonalizmu i transakcjonizmu toczyła się bardzo dynami-
cznie.  Poszukując  nowej  koncepcji  zbiorowego  systemu  bezpieczeństwa 
w Europie, explicite stwierdzono potrzebę utworzenia takiego systemu, który by
abstrahował od państwa narodowego. 

Poszukiwania  przedstawionych  szkół  myślenia  o  stosunkach  międzynaro-

dowych  dowiodły,  że  opracowanie  spójnej  koncepcji  nastręcza  problemy.
Jeszcze większe trudności rodzą się w momencie, kiedy przygotowaną i dopra-
cowaną koncepcję wdraża się do praktyki

8

Neofunkcjonalizm

Neofunkcjonalizm  to  teoria  integracji  regionalnej  sformułowana  na  pod-

stawie  wczesnych  doświadczeń  tworzenia  Wspólnot  Europejskich.  Zdaniem
neofunkcjonalistów,  integracja  polityczna  i  wzrost  autorytetu  na  poziomie
międzynarodowym  są  konsekwencją  długotrwałej  integracji  gospodarczej.
Integracja w jednym sektorze gospodarki tworzy warunki i stymuluje integrację
w innych sektorach, co określa się jako funkcjonalny efekt rozpowszechniania
się (spillover). Sukces integracji gospodarczej prowadzi powstałe w jego efekcie
grupy interesu do wejścia na ścieżkę integracji politycznej (rozpowszechnianie
się  polityczne  –  political spillover).  Obie  formy  rozpowszechniania  są  stymu-
lowane i kierowane przez instytucje ponadnarodowe. 

Teoria poddana była druzgocącej krytyce w latach 60., ale mimo to okazała

się trwałym elementem prowadzonych badań i wywarła silny wpływ na poli-
tykę  i  kształt  procesów  integracyjnych  w  UE,  prowadząc  do  zastępowania
negatywnej integracji metodami integracji pozytywnej. Negatywna integracja
oznacza redukcję barier krępujących stosunki między krajami, natomiast pozy-
tywna  –  wprowadzanie  instytucjonalnych  więzi  pogłębiających  współpracę 
i scalających gospodarki odrębnych krajów. Przykładem integracji negatywnej
jest znoszenie barier celnych w handlu, ograniczeń ilościowych i paracelnych.
Przykładem  integracji  pozytywnej  jest  decyzja  dotycząca  ratyfikacji  Traktatu 
z Maastricht (1992 r.), w którym wyznaczono etapy tworzenia unii gospodar-
czo-walutowej. 

Pojęcia teorii integracji i teorii neofunkcjonalizmu bardzo często utożsamia

się. Powstało wiele prac naukowych, które posiłkowały się wizjami stworzony-
mi w tych dwóch wzajemnie przeplatających się nurtach. Obserwowany obec-

KATARZYNA ŻUKROWSKA

116

background image

nie  renesans  teorii  neofunkcjonalnych  potwierdzają  wypowiedzi,  działania 
i programy wielu polityków europejskich, a także żywotność pojęć i koncepcji
wprowadzonych przez neofunkcjonalistów. Przykładem mogą tu być opracowa-
nia A.M. Burleya

9

(1993), W. Mattliego

10

(1999), L. Crama

11

(1997), G. Marksa

12

(1996), W. Sandholza

13

(1998), A. Stone Sweeta

14

(1997), J. Zysmana

15

(1989),

J. Tranholma-Mikkelsena

16

(1991). Współcześnie trudno byłoby znaleźć opra-

cowanie  na  temat  integracji,  które  nie  uwzględniałoby  analiz  i  filozofii  neo-
funkcjonalistów. 

Znacznie  poglądów  neofunkcjonalistów  dla  ruchu  integracji  europejskiej

trudno  przecenić.  Dostarczyli  instrumentów  dla  budowy  teorii  oraz  metod 
analizy  zjawisk  społecznych.  O  ile  federalizm  i  funkcjonalizm  wpłynęły  na
dynamikę dyskusji naukowców, w której koncentrowano się na analizie teore-
tycznej rozwiązań, prowadzących do świata opartego na rozwiązaniach poko-
jowych, to neofunkcjonalizm i transakcjonizm można uznać za efekty badaw-
cze, które powstały w ośrodkach naukowych USA po drugiej wojnie światowej
i  dojrzewały  w  latach  50.  i  60.  Filozofia  zaprezentowana  w  pracach  neo-
funkcjonalistów  stała  się  podstawą  dalszych  badań  praktycznych.  Wizje  neo-
funkcjonalistów zostały wykorzystane przez architektów integracji europejskiej,
co  stanowi  spektakularny  przykład  zastosowania  teorii  stosunków  międzyna-
rodowych w praktyce. 

Uważa  się,  że  koncepcje  Jeana  Monneta  i  Roberta  Schumana  wyrosły 

z negacji ruchu federalistów i idealistów. Tymczasem rozwiązania proponowane
przez federalistów są przywoływane w końcowej fazie integracji jako możliwe
do  zastosowania.  Proces  dochodzenia  do  integracji  federaliści  ujmują  jako
działanie  oparte  na  koncepcjach  technokratycznych  i  funkcjonalistycznych.
Wynikało  to  z  tendencji,  obserwowanych  w  społeczeństwie  europejskim
połowy XX wieku, w którym bieg wydarzeń mógł zostać nadany przez techni-
ka  ekonomistę,  planistę,  przemysłowca  czy  związkowca,  zaangażowanych 
w  ruch  prointegracyjny,  nie  zaś  polityka,  naukowca,  pisarza  czy  poetę

17

O popularności takich koncepcji decydowały: (1) rezerwa wobec działań poli-
tyków; (2) nietrwałość politycznych więzi między krajami; (3) trwałość więzi
gospodarczych,  popartych  instytucjonalnymi  rozwiązaniami,  ograniczającymi
możliwość wycofania się z nich podczas dekoniunktury; (4) brak poparcia dla
koncepcji  ograniczających  suwerenność  na  skutek  decyzji  politycznych;  (5)
poparcie  dla  koncepcji  oferujących  dobrobyt  przez  handel  i  współpracę
międzynarodową, tj. w gruncie rzeczy dla „niewidocznego” procesu ogranicza-
nia suwerenności. 

117

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

background image

Koncepcja integracji europejskiej oparta była na siedmiu przesłankach: 
•  Priorytet  dla  integracji  niewymagającej  „wielkiej  polityki”,  uwzględnia-

jącej podstawowe sektory strategiczne, jak węgiel i stal.

•  Utworzenie ponadnarodowego organu władzy, niepozbawiającego auto-

rytetu  władzy  krajowej,  co  ma  stanowić  gwarancję  realizacji  interesów
narodowych,  a  zarazem  gwarancję,  że  władza  krajowa  pozostanie  – 
w dalszych fazach integracji – adwokatem rozwiązań prointegracyjnych.

•  Integracja  w  wybranych  dziedzinach  gospodarki  stworzy  warunki  dla

funkcjonalnego nacisku na integrację całych sektorów związanych z tą
dziedziną.  Tak  rozpoczęty  proces  nabierze  dynamiki,  czego  konse-
kwencją  będzie  wzajemne  sprzężenie  krajowych  gospodarek,  które  po
pewnym czasie stworzą nierozerwalną całość. 

•  Głównym  promotorem  pogłębionej  integracji  będzie  ośrodek  na

poziomie  międzynarodowym.  Wraz  z  zaawansowaniem  procesów  inte-
gracyjnych lojalność społeczeństw (ukierunkowana w sposób naturalny
na  poziom  krajowy)  powoli  zacznie  przesuwać  się  na  poziom  między-
narodowy. Będzie to także naturalną konsekwencją poszukiwania wspar-
cia  dla  realizacji  ich  potrzeb  materialnych.  Interesy  te  –  ujęte  w  ramy
ponadnarodowe – staną się siłą napędową systemu europejskiego.

•  Pogłębianie integracji stworzy potrzebę dalszego wzmacniania europej-

skiej  instytucjonalizacji,  tożsamej  z  większą  kompleksowością  regula-
cyjną.

•  Integracja  polityczna  jest  w  mniejszym  lub  większym  stopniu  efektem

ubocznym integracji gospodarczej.

•  Stopniowa  integracja  w  dziedzinie  gospodarki,  której  towarzyszą  pro-

cesy  ponadnarodowej  instytucjonalizacji,  jest  efektywną  metodą
dochodzenia do długotrwałego systemu pokojowego w Europie. 

„Metoda wspólnotowa” w bardzo luźny sposób nawiązuje do koncepcji inte-

gracji  Monneta.  Więcej  –  nie  ma  zgodności  co  do  tego,  czy  Monnet  był
reprezentantem koncepcji federalistycznych, funkcjonalistycznych czy mieszan-
ki  obu.  Monnet  z  pewnością  był  zwolennikiem  sektorowego  funkcjonalizmu,
czego  dowodem  jest  utworzenie  Europejskiej  Wspólnoty  Węgla  i  Stali 
i Euratomu (o czym niżej). Jego biografowie określają go mianem ojca integracji
europejskiej, równocześnie jednak twierdzą, że „metoda” Monneta polegała na
zmianie „krajobrazu”. Konflikt miał być sposobem wyjścia z impasu przez uru-
chomienie  nowego  biegu  wydarzeń.  Sam  Monnet  określił  ten  stan  jako
nierównowagę dynamiczną

18

KATARZYNA ŻUKROWSKA

118

background image

119

Początek integracji

Integracja  europejska  miała  służyć  utrzymaniu  pokoju  w  Europie.  Po

zakończeniu drugiej wojny światowej pojawiła się realna groźba wybuchu trze-
ciej  wojny  między  Wschodem  i  Zachodem.  Fiasko  konferencji  moskiewskiej 
w kwestii niemieckiej (marzec 1947 r.) stanowiło dla Zachodu dowód, że ZSRR,
aliant  w  walce  z  nazizmem,  może  stać  się  źródłem  konfliktu  w  kontaktach 
z  demokracjami  zachodnimi.  O  takiej  interpretacji  zachowań  ZSRR  zadecy-
dowało kilka szybko następujących po sobie faktów: (1) utworzenie COMISCO
(Komitetu  Międzynarodówki  Socjalistycznej)  we  wrześniu  1947  r.,  który  był
koalicją  partii  komunistycznych  różnych  krajów;  (2)  przewrót  praski  z  25
lutego 1948 r., który zapewnił przejęcie władzy w Czechosłowacji przez komu-
nistów;  (3)  blokada  Berlina  w  czerwcu  1948  r.,  prowadząca  do  podziału
Niemiec na dwa państwa. W odpowiedzi na te wydarzenia 4 kwietnia 1949 r.
Europa  Zachodnia  podpisała  Pakt  Północnoatlantycki,  tworząc  podstawy  dla
przyszłego  systemu  bezpieczeństwa.  Klimat  stosunków  Wschód  –  Zachód
zmieniła ostatecznie próba radzieckiej bomby atomowej w lipcu 1949 r., która
doprowadziła do radykalnego ochłodzenia i „zimnej wojny”.

Przedmiotem gry między Wschodem i Zachodem stało się ogłoszenie konsty-

tucji  Republiki  Federalnej  Niemiec  (23  maja  1949  r.).  Wysiłek  odbudowy  tego
kraju w centrum Europy podjęły Stany Zjednoczone. Słynny plan Marshalla stał się
instrumentem działań na rzecz współpracy między krajami europejskimi. W tym
celu  w  1948  r.  powołano  Europejską  Organizację  Współpracy  Gospodarczej
(OEEC).  Dyplomacja  francuska  miała  do  wyboru  albo  poparcie  dążeń  amery-
kańskich,  co  byłoby  niezgodne  z  opinią  publiczną  Francuzów,  albo  odrzucenie
propozycji. Wybór przyspieszyły: (1) nadprodukcja stali we Francji i odradzanie
się dążeń do odbudowy narodowego kartelu stalowego; (2) planowany szczyt USA
– Wielka Brytania – Francja (10 maja 1950 r.). Francję miał na nim reprezentować
minister  spraw  zagranicznych  Robert  Schuman.  Przygotowanie  planu  włączenia
Niemiec  do  współpracy  europejskiej  Schuman  powierzył  bliskiemu  współpra-
cownikowi Charlesa de Gaulle’a – Jeanowi Monnetowi, politykowi dobrze znane-
mu  na  scenie  międzynarodowej.  (Od  1945  r.  był  komisarzem  ds.  francuskiego
planu  odbudowy  i  modernizacji  gospodarki.  Wcześniej  pełnił  funkcję  zastępcy
sekretarza generalnego Ligii Narodów, był bankierem w USA, Europie Środkowej,
Chinach,  doradcą  prezydenta  Roosevelta  i  współautorem  planu  zwycięstwa
Victory  Program,  który  dał  USA  przewagę  nad  siłami  nazistowskimi  w  czasie
drugiej  wojny  światowej).  Monnet  potraktował  swoje  zadanie  jako  wyzwanie
pozwalające scalić Europę, a także jako metodę eliminacji napięć i w konsekwencji

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

background image

–  oddalenia  groźby  wojny.  Monnet  znał  wszystkie  wcześniejsze  próby  integracji 
w Europie (łącznie z apelem kongresu w Hadze w 1948 r., przygotowanego przez
Ruch Europejski, który nawoływał do integracji), a także ograniczenia tego proce-
su. OEEC miała tylko kompetencje w zakresie koordynacji pomocy i współpracy,
nie mogła więc być uznana za w pełni skuteczny instrument. Rada Europy, powoła-
na 5 maja 1949 r., unaoczniła ponadto, że rządy nie są gotowe delegować części
swych uprawnień na szczebel ponadnarodowy. Zgromadzenie Konsultacyjne było
uprawnione do podejmowania decyzji, ale jego postanowienia, podejmowane wię-
kszością 2/3 głosów, mogły być każdorazowo zawetowane przez Radę Ministrów.
Żaden kraj w Europie nie był ani gotowy, ani skłonny do przekazania części swych
suwerennych  uprawnień  na  poziom  międzynarodowy  w  tak  krótkim  czasie  po
wojnie, kiedy ta suwerenność była zagrożona i stanowiła element mobilizujący. 

Integrację  należało  oprzeć  na  wyborze  określonej  dziedziny  gospodarki,

stopniowo  przenosząc  ją  na  inne.  Pod  koniec  kwietnia  1950  r.  Jean  Monnet 
i jego zespół z ulicy Martingnac w Paryżu przygotowali krótką informację, zawie-
rającą  argumentację  i  plan  działań  mających  na  celu  zbliżenie  krajów  europej-
skich. Dokument przekazano Bernardowi Clapier, dyrektorowi gabinetu Roberta
Schumana, w przekonaniu, że nada on sprawom właściwy bieg. Schuman uznał
projekt  za  „własną  sprawę”  i  szybko  przedstawił  rządowi.  Równocześnie
wysłannik  rządu  francuskiego  zreferował  go  kanclerzowi  Konradowi
Adenauerowi, który przyjął propozycję. Podwójna aprobata (Niemiec i Francji)
umożliwiła publiczne ogłoszenie projektu. Schuman przedstawił plan w pałacu
przy Quai d’Orsay 9 maja 1950 r. Prezentację planu poprzedził słowami: „Nie ma
już  mowy  o  próżnych  słowach,  jest  to  śmiały  akt,  akt  konstytuujący.  Francja
zadziałała, a konsekwencje tego działania mogą być ogromne. Mamy nadzieję, że
takie będą. Podjęła ona działania przede wszystkim na rzecz pokoju. Aby pokój
mógł  naprawdę  mieć  szansę,  trzeba  najpierw,  żeby  była  Europa.  Dokładnie 
w  pięć  lat  po  kapitulacji  Niemiec  Francja  dokonuje  pierwszego  decydującego
aktu  konstrukcji  europejskiej  i  włącza  doń  Niemcy.  Powinno  to  całkowicie
zmienić warunki europejskie. Ta zmiana umożliwi inne wspólne działania, dotąd
niemożliwe. Zrodzi się z tego Europa, Europa mocno zjednoczona i dobrze zbu-
dowana. Europa, w której poziom życia podniesie się dzięki zgrupowaniu pro-
dukcji i rozszerzeniu rynków, które spowodują spadek cen”

19

.

Koncepcję integracji europejskiej oparto więc nie na targach, negocjacjach 

i  obronie  interesów  narodowych  stron,  ale  na  stworzeniu  nowej  płaszczyzny
współpracy, na zasadach równości. Początek tego procesu stanowiła nowa orga-
nizacja zarządzająca sektorami węgla i stali.

KATARZYNA ŻUKROWSKA

120

background image

121

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

Deklaracja z 9 maja 1950 r.
Pokój na świecie nie mógłby być zachowany bez twórczych wysiłków na miarę grożących mu
niebezpieczeństw. 
Wkład, jaki zorganizowana i żyjąca Europa może wnieść w cywilizację, jest niezbędny dla
utrzymania pokojowych stosunków. Głównym celem Francji, będącej od ponad 20 lat 
liderem jednoczenia Europy, była zawsze służba pokojowi. Nie było Europy, mieliśmy wojnę.
Europa nie powstanie od razu ani w całości: będzie powstawała przez konkretne realizacje,
tworząc najpierw rzeczywistą solidarność. Zgromadzenie narodów europejskich wymaga, by
usunięta została odwieczna wrogość Francji i Niemiec: podjęte działanie musi w pierwszym
rzędzie dotyczyć Francji i Niemiec. 
W tym celu rząd francuski proponuje natychmiast rozpocząć działania w ograniczonym, 
lecz decydującym punkcie: 
Rząd francuski proponuje umieszczenie całej francusko-niemieckiej produkcji węgla i stali 
pod zarządem wspólnej Władzy Najwyższej w organizacji otwartej na udział innych krajów
europejskich.
Umieszczenie produkcji węgla i stali pod wspólnym zarządem zapewni natychmiastowe
powstanie wspólnych fundamentów rozwoju gospodarczego, pierwszego etapu Federacji
Europejskiej, i zmieni los tych regionów, długo skazanych na wytwarzanie wojennego oręża,
którego same były ofiarami. 
Solidarność produkcji, która się w ten sposób nawiąże, ukaże, że wszelka wojna między Francją
a Niemcami jest nie tylko nie do pomyślenia, ale i fizycznie niemożliwa. Powstanie tej potężnej
jednostki produkcyjnej otwartej na wszystkie kraje, które zechcą w niej uczestniczyć, mogącej
dostarczyć wszystkim krajom, które złączy, podstawowych elementów produkcji przemysłowej
na takich samych warunkach, stworzy rzeczywiste fundamenty ich ekonomicznego
zjednoczenia. 
Ta produkcja oferowana będzie całemu światu bez różnicy i wyjątków, aby przyczynić się 
do podniesienia poziomu życia i rozwoju dzieł pokojowych. Europa, dysponując większymi
środkami, będzie mogła kontynuować realizację jednego ze swych głównych zadań rozwoju
kontynentu. 
W ten sposób prosto i szybko dokona się fuzja interesów niezbędna do założenia wspólnoty
gospodarczej i wprowadzony zostanie zaczyn szerszej i głębszej wspólnoty krajów przez długi
czas podzielonych krwawymi konfliktami. 
Przez umieszczenie podstawowej produkcji pod wspólnym zarządem i instytucję Władzy
Najwyższej, której decyzje zwiążą Francję, Niemcy i kraje, które do niej przystąpią, ta propozycja
stanie się pierwszą konkretną podstawą Federacji Europejskiej, niezbędnej dla zachowania
pokoju. 
Aby kontynuować realizację tak nakreślonych celów, rząd francuski gotowy jest na przystąpienie
do negocjacji na następujących zasadach:
Zadaniem należącym do Władzy Najwyższej będzie zapewnienie, możliwie jak najszybciej,
modernizacji produkcji i poprawy jej jakości; dostarczanie węgla i stali na rynek francuski 
i niemiecki oraz państw przystępujących do nich na identycznych warunkach; rozwój wspólnego
eksportu na inne kraje; wyrównanie postępu warunków życia robotników tych gałęzi produkcji.
Aby osiągnąć te cele, wychodząc od bardzo zróżnicowanych warunków, w jakich odbywa się
teraz produkcja w różnych krajach przystępujących, konieczne będzie czasowe wprowadzenie
pewnych rozporządzeń, zawierających zastosowanie planu produkcji i inwestycji, wprowadzenie
mechanizmu wyrównania cen, utworzenie funduszu przekształceniowego, pozwalającego 
na racjonalizację produkcji. Przepływ węgla i stali między krajami przystępującymi zostanie
natychmiast uwolniony od wszelkich opłat celnych i nie będzie obciążony żadnymi opłatami
transportowymi. Stopniowo powstaną warunki zapewniające spontanicznie najbardziej
racjonalne rozmieszczenie produkcji na najwyższym poziomie wydajności. 

background image

Inicjatywa  francuska  stała  się  wspólną  inicjatywą  francusko-niemiecką.

Wspólne zarządzanie sektorem węgla i stali było oparte na równych uprawnie-
niach,  nie  wymagało  negocjowania  uprawnień  każdej  ze  stron  czy  kompro-
misów między interesami obu zainteresowanych państw. 

Traktat założycielski Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (EWWiS) nie ma

znaczenia dla obecnego etapu integracji, ale w latach 50. był wydarzeniem uru-
chamiającym nowe procesy. Z perspektywy można też powiedzieć, że w 1951 r.
został  zapoczątkowany  proces  tworzenia  podstaw  integracji  politycznej,
urzeczywistnianej w XXI wieku przez przygotowanie konstytucji dla Europy. 

Zasady integracji

EWWiS była organizacją ponadrządową, a jej konstrukcja odzwierciedlała

poglądy  funkcjonalistów  z  tego  okresu.  Niezawisłość  i  uprawnienia  Władzy
Najwyższej  nie  były  podważane.  Odrębna  Rada  Ministrów  reprezentowała
państwa. Konstruując EWWiS, unikano rozwiązań, które warunkowały słabość
większości  organizacji  międzynarodowych  (jednomyślność  w  głosowaniu,
oparcie  ich  na  kontrybucjach  finansowych  oraz  podporządkowanie  władz
wykonawczych przedstawicielom państw). 

W kwietniu 1951 r. 6 państw (Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, RFN,

Włochy) podpisało układ założycielski EWWiS. Zawarto go na 50 lat. Siedzibą
organizacji był Luksemburg. Współcześnie treść układu EWWiS nie brzmi tak
nowatorsko,  jak  na  początku  lat  50.,  niemniej  zasady  sformułowane  dla  tej
instytucji obowiązują i obecnie. Są to:

KATARZYNA ŻUKROWSKA

122

W przeciwieństwie do międzynarodowego kartelu, dążącego do podziału eksploatacji rynków
państwowych przez stosowanie restrykcyjnych praktyk i utrzymywanie wysokich zysków,
planowana organizacja zapewni fuzję rynków i wzrost produkcji. Najważniejsze zasady 
i zobowiązania określone wyżej będą stanowić przedmiot traktatu sygnowanego przez państwa.
Negocjacje konieczne dla określenia sposobów ich realizacji będą prowadzone z udziałem
arbitra wyznaczonego za wspólną zgodą. Jego zadaniem będzie czuwanie nad tym, by
porozumienia były zgodne z zasadami. Wspólna Władza Najwyższa, odpowiedzialna za
funkcjonowanie całego systemu, będzie się składać z niezależnych osobistości wyznaczonych
przez rządy na podstawie parytetu; rządy za wspólną zgodą wybiorą jej przewodniczącego; 
jej decyzje będą wiążące dla Francji, Niemiec i innych krajów przystępujących. 
Właściwe rozporządzenia zapewnią konieczne sposoby odwoływania się od decyzji Władzy
Najwyższej. Przedstawiciel Narodów Zjednoczonych przy tej organizacji będzie odpowiedzialny
za sporządzenie dwa razy do roku publicznego raportu ONZ, ukazującego funkcjonowanie
nowego organizmu, co dotyczy strzeżenia jej pokojowych celów.
Powołanie Władzy Najwyższej w niczym nie przesądza o własności przedsiębiorstw. 
W sprawowaniu swojej misji wspólna Władza Najwyższa będzie liczyła się z uprawnieniami
przyznanymi międzynarodowym władzom Ruhry i wszelkiej natury zobowiązaniami
nałożonymi na Niemcy, tak długo, jak będą one trwać. 

background image

•  Nadrzędność instytucji. Osoby przygotowujące zasady działania EWWiS

miały świeżo w pamięci akty agresji wywołane chęcią dominacji, nacjo-
nalizmów itp. Panowała wśród nich zgodność, że nowa struktura powin-
na  wprowadzać  do  stosunków  międzynarodowych  równość,  arbitraż 
i pojednanie.

•  Niezawisłość  organów  wspólnotowych.  Członkowie  władz  wspólno-

towych  nie  mogli  kierować  się  instrukcjami  rządów  swych  państw:
wspólnotową  funkcję  publiczną  podporządkowano  wyłącznie  przy-
należności  wspólnotowej.  Powołane  instytucje  były  niezależne  finan-
sowo. Władza Najwyższa była odpowiedzialna przed Zgromadzeniem.

•  Współpraca  między  instytucjami.  Władza  Najwyższa  została  wyposa-

żona  w  kompetencje  ingerowania  również  w  te  dziedziny  makro-
ekonomii,  które  tradycyjnie  uznawano  za  domenę  rządów.  Władza
Najwyższa uzyskała monopol na inicjatywy ustawodawcze. 

•  Równość  państw.  Mimo  różnego  zaangażowania  sygnatariuszy  Układu

w  produkcję  stali  i  wydobycie  węgla  krajów,  na  wniosek  strony  fran-
cuskiej  wprowadzono  zasadę  równości  wszystkich  członków.
Rozwiązanie to przyjęto dzięki przekonaniu do tej koncepcji Niemiec. 

W  1954  r.  fiaskiem  zakończyła  się  koncepcja  utworzenia  Europejskiej

Wspólnoty  Obronnej  (EWO).  Francuskie  Zgromadzenie  Narodowe  nie  raty-
fikowało  układu  EWO  podpisanego  27  maja  1952  r.  Jego  odrzucenie  nie
wypaliło  jednak  energii  i  entuzjazmu  powoływania  do  życia  innych  struktur
międzynarodowych o charakterze integracyjnym. W czerwcu 1955 r. w Mesy-
nie,  z  inicjatywy  Belgów  –  Paula  Henry’ego  Spaaka,  Jana  Byena  oraz  Josepha
Becha – przygotowano projekt Traktatu Rzymskiego, który podpisano 25 marca
1957  r.  Ustanowił  on  dwie  nowe  wspólnoty:  Europejską  Wspólnotę
Gospodarczą  oraz  Europejską  Wspólnotę  Energii  Atomowej  (Euroatom).
Decyzje  te  przyspieszyły  wydarzenia  zewnętrzne:  kryzys  sueski  oraz
wydarzenia w Budapeszcie, które zostały stłumione przez radzieckie wojska. 

Przypomnijmy:  według  neofunkcjonalistów  należy  właściwie  dobrać

dziedzinę, od której rozpoczyna się integrację, a procesy scalające gospodarkę
będą  samoczynnie  wymuszały  pogłębianie  integracji.  Z  perspektywy  czasu
możemy  potwierdzić,  że  proces  integracji  europejskiej  przebiegał  zgodnie 
z zarysowanym schematem. Nie oznacza to, że był łatwy w realizacji i bezkon-
fliktowy.  Wspólnoty  –  zgodnie  z  pierwotnie  sformułowanymi  koncepcjami  –
tworzyły  warunki  wymuszające  pogłębianie,  wykorzystując  do  tych  celów
również wydarzenia międzynarodowe. Nigdy jednak nie wymuszały procesów,

123

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

background image

nie mogły być zatem utożsamiane z inicjowaniem kryzysów. Postęp integracji
odbywał  się  zgodnie  z  teorią  integracji  pozytywnej  (oznaczającą  znoszenie 
barier) oraz negatywnej (oznaczającej stymulowanie procesu pogłębiania). 

Zniesienie  barier  w  handlu  między  krajami  członkowskimi  z  czasem

uzupełniono  wspólną  taryfą  celną  na  zewnątrz  całego  ugrupowania.  Polityka
handlowa  przeszła  tym  samym  z  poziomu  krajów  członkowskich  na  poziom
międzynarodowy.  W  gestii  krajów  członkowskich,  do  momentu  wprowadzenia
wspólnej waluty, pozostała polityka kursowa. Swobodę stosowania tego instru-
mentu (ze względu na jego siłę protekcji oraz uboczne skutki w postaci impulsów
inflacyjnych) stopniowo ograniczano. Służyła temu koordynacja wahań fluktuacji
kursów, czyli tzw. wąż w tunelu. Górny i dolny pułap tunelu ograniczał spadek
lub  wzrost  kursu  walut,  które  uczestniczyły  w  systemie.  Szerokość  pasma
dopuszczalnych  wahań  ulegała  poszerzeniu  od  +1,5%,  przez  +2,5%,  do  +15% 
w obecnym systemie (co postanowił szczyt w Amsterdamie w 1997 r.). 

Obok  wspólnego  rynku  proces  integracji  gospodarczej  objął:  (1)  wspólną

politykę handlową; (2) wspólną politykę rolną; (3) wspólną politykę regional-
ną;  (4)  wspólną  politykę  socjalną;  (5)  kooperację  w  badaniach  rozwojowych 
i naukowych oraz szkolnictwie; (6) wspólną politykę środowiska; (7) wspólną
politykę rybołówstwa; (8) wspólną politykę transportu; (9) wspólną politykę
konkurencji.

Polityki te znalazły odzwierciedlenie w tworzonej Konstytucji UE. W podrę-

cznikach europejskich ich lista jest dłuższa, co wynika stąd, że praktycznie nie
ma dziedziny gospodarczej, w którą UE nie ingerowałaby. 

Fazy integracji

Chronologicznie  politykę  pogłębiania  wyznaczają  kolejne  fazy  integracji 

i kolejne traktaty, zawierające podstawy prawne i instytucjonalne tego procesu:

•  Traktat Rzymski 1956 (1957);
•  Jednolity  Akt  Europejski  1986  (1987).  Proces  tworzenia  jednolitego

rynku wewnętrznego został rozłożony w czasie do roku 1992; 

•  Traktat o utworzeniu UE, znany jako Traktat z Maastricht (1992);
•  Traktat Amsterdamski (1987);
•  Traktat Nicejski (2000). 
W  opisach  Wspólnot  Europejskich  okresy  przyspieszenia  integracji

przeplatają  się  z  okresami  zwolnienia  jej  dynamiki.  Nie  brak  też  prób
zakończonych fiaskiem, jak np. próba wprowadzenia wspólnej waluty, sygnali-
zowana  w  raporcie  Wernera  z  1970  r.  Wspólną  walutę  traktowano  wówczas

KATARZYNA ŻUKROWSKA

124

background image

jako instrument, który relatywnie łatwo jest wprowadzić, zastępując narodowe
waluty jedną wspólną. Lektura tego raportu unaocznia zarazem postęp wiedzy
ekonomicznej. Dobrą tego ilustracją są kryteria konwergencji, które stanowiły
podstawę uruchomienia procesu synchronizacji cykli gospodarczych, eliminacji
czynników, tworzących warunki do spekulacji na rynku kapitałowym oraz – co
za tym idzie – kryzysów finansowych, podobnych do tych, jakie miały miejsce
w krajach azjatyckich w 1997 r. czy w Rosji w 1998 r. i w UE w 1992 r. Kryteria
konwergencji umożliwiły ponadto odejście od rozwiązań, które były stosowane
w  warunkach  gospodarki  narodowej,  chronionej  przed  konkurencją
zagraniczną  (w  warunkach  gospodarki  międzynarodowej  państwo  stymuluje
konkurencję,  mobilizując  tym  samym  do  innowacyjności,  obniżania  kosztów
produkcji i stymulowania wydajności). 

Jednolity  Akt  Europejski  (JAE  lub  rynek  wewnętrzny  WE)  uznano  za

impuls,  hamujący  eurosclerosis.  Wprowadzał  on  liberalizację  w  czterech
obszarach:  transferów  dóbr,  kapitału,  usług  i  przepływu  siły  roboczej.
Wprowadzenie  JAE  poprzedził  raport  Cecciniego,  w  którym  przedstawiono
korzystny wpływ liberalizacji na tworzenie miejsc pracy i stymulowanie wzros-
tu gospodarczego. Prognozy te spełniły się tylko częściowo, co raporty przygo-
towane  przez  OECD  wyjaśniały  sztywnością  rynku  pracy  w  krajach  UE  oraz
wysokością narzutów na koszty pracy. 

JAE,  a  zwłaszcza  utworzenie  jednolitego  rynku  pracy,  kapitału  i  usług,

należy uznać za fazę wstępną do wprowadzenia wspólnej waluty

20

. Bez jedno-

litego  rynku  kapitałowego  takie  posunięcie  byłoby  niemożliwe.  Rynek
wewnętrzny sprzyjał integracji, zwiększał konkurencję między poszczególnymi
gospodarkami i dawał impuls dla fuzji i przejęć. 

W  odróżnieniu  od  przezwyciężonego  etapu  eurosclerosis obecny  etap

określany jest mianem eurozji. O ile ten pierwszy termin oznacza ograniczone
możliwości oddziaływania pozytywnych impulsów generowanych przez stosun-
ki z krajami trzecimi, których udział w rynku WE był bardzo ograniczony, o tyle
ten  drugi  wiąże  się  z  ograniczonymi  impulsami  deregulacyjnymi,  które
przyniosłyby rzeczywisty impuls prowzrostowy i odciążający przedsiębiorczość. 

Traktat z Maastricht wyznaczał fazy dochodzenia do wspólnej waluty. Faza

wstępna, określona w JAE na okres do 31 grudnia 1992 r., znosiła granice dla
przepływu  osób,  dóbr  i  usług.  Do  1  czerwca  1990  r.  wprowadzono  ponadto
całkowitą  liberalizację  przepływu  kapitału.  Wyjątek  stanowiły  Hiszpania,
Portugalia,  Grecja  i  Irlandia,  w  których  przypadku  liberalizacja  była  zapla-
nowana na 31 grudnia 1992 r.

21

125

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

background image

Na ogół za fazę pierwszą tworzenia Unii Gospodarczo-Walutowej uznaje się

tzw. fazę przejściową, która rozpoczęła się 1 stycznia 1994 r. (TUE, art. 109 e).
Postawiono  wówczas  dwa  cele.  Pierwszym  było  stworzenie  warunków  do
pełnej  konwergencji  gospodarczej,  która  miała  poprzedzić  wprowadzenie
wspólnej waluty. W praktyce faza ta oznaczała zniesienie wszelkich ograniczeń
w przepływie kapitału i płatności między krajami członkowskimi oraz między
nimi  i  krajami  trzecimi.  Powołano  wówczas  Europejski  Instytut  Monetarny
(EMI), z czasem przekształcony w Europejski Bank Centralny. EBC – tak jak to
zaprojektowano w traktatach (TUE, art. 105-108 b) – wraz z systemem naro-
dowych  banków  europejskich  miał  tworzyć  system  banków  centralnych.
Drugim celem, wyznaczonym na tym etapie integracji i dochodzenia do wspól-
nej  waluty,  były  podniesienie  konkurencyjności  gospodarki  Wspólnoty,  kon-
trola stabilności cen i kursów (w ramach europejskiego systemu walutowego)
oraz  bezpośrednio  z  tym  związana  dość  restrykcyjna  polityka  kontroli
zadłużenia państwa oraz deficytu budżetowego (TUE, art. 104 c oraz Protocol on
Excessive Deficit Procedure
, art. 1 i Appendix 2). 

Faza druga – to uruchomienie procedur kwalifikacyjnych do tzw. Eurolandu

na  podstawie  kryteriów  konwergencji.  Ze  strefy  euro  wyłączono  cztery  kraje:
Grecję,  która  nie  spełniła  kryteriów  konwergencji  w  momencie  kwalifikacji,
oraz Danię, Szwecję i Wielką Brytanię, które nie wyraziły chęci uczestniczenia.
(Grecja dołączyła do strefy wspólnej waluty dopiero 1 stycznia 2002 r.). 

Proces  wprowadzenia  wspólnej  waluty  przebiegł  zgodnie  z  planem,  wyzna-

czonym  w  Traktacie  z  Maastricht,  choć  większość  ekonomistów  do  ostatniego
momentu  miała  wątpliwości,  czy  plan  się  powiedzie.  W  styczniu  1999  r.  euro
zaczęto  stosować  jako  wspólną  walutę,  co  oznaczało  wejście  w  ostatnią  fazę,
przewidującą: (1) określenie cen w tej walucie oraz w walutach krajowych; (2)
wprowadzenie kursu waluty narodowej wobec ecu i usztywnienie tego kursu; (3)
zdeklarowanie się przedsiębiorstw i innych podmiotów gospodarczych, w jakich
walutach  będą  prowadzili  swoje  księgi  rachunkowe  (w  walutach  krajowych, 
w euro czy w obu walutach); (4) wprowadzenie euro do obiegu 1 stycznia 2002 r. 

Stworzenie Unii Gospodarczo-Walutowej ma ogromne znaczenie, tak w wy-

miarze wewnętrznym UE, jak i zewnętrznym. Ma także ścisły związek z proce-
sami  pogłębiania  i  poszerzania  UE.  Wśród  wewnętrznych  skutków
wprowadzenia euro na pierwszym miejscu wymienia się zazwyczaj ogranicze-
nie  deficytu  budżetowego.  Może  to  być  osiągnięte  na  trzy  sposoby.  Jednym 
z nich jest wzrost dochodów, a więc podniesienie podatków, co stanowi trady-
cyjne  źródło  zwiększania  dochodów  do  budżetu  i  prowadzi  do  wysokiego

KATARZYNA ŻUKROWSKA

126

background image

poziomu  obciążeń  fiskalnych  zaawansowanych  gospodarek  rynkowych

22

.

Drugie rozwiązanie polega na zaciąganiu pożyczek na rynku kapitałowym, bez
względu na wielkość deficytu. Trzecie rozwiązanie to cięcia w wydatkach. Efekt
tego  jest  ograniczony.  Najlepsze  efekty  przynosi,  z  jednej  strony,  obniżanie
podatków,  a  z  drugiej  –  cięcia  wydatków,  czyli  reforma  wydatków  państwa,
redukująca wydatki sztywne. Zasada jest tu prosta. Utrzymywanie wysokiego
wymiaru  podatków  przy  liberalizacji  przepływu  kapitału  powoduje  przepływ
kapitału  (czyt.  inwestycji)  do  krajów  (gospodarek)  o  niskim  ich  wymiarze, 
tj.  proces  dezinwestycji  w  gospodarkach  o  wysokim  wymiarze  podatków.
Zjawisko to ilustruje poniższy rysunek. 

Rysunek  1. Transfer  inwestycji  w  ramach  ugrupowania  liberalizującego

przepływy kapitału przy różnych stopach podatkowych

Zakłada się, że niższy wymiar podatków powoduje kilka skutków w gospo-

darce:  (1)  pozostawia  przedsiębiorcom  środki  na  inwestycje,  co  w  praktyce
oznacza tworzenie miejsc pracy, a konsumentom na konsumpcję; (2) mobilizuje
przedsiębiorczość; (3) zwiększa zatrudnienie, obniżając wypłaty zapomóg bezro-
botnym; (4) zwiększa masę podatków płaconych przez przedsiębiorców oraz ich
aktywność; (5) zwiększone zatrudnienie to wzrost dochodów do budżetu z racji
podatków  od  robotników;  (6)  zmniejsza  wydatki  budżetowe  na  tworzenie
drogich  miejsc  pracy.  W  praktyce  podobne  doświadczenia  przyniosły
równoważenie  budżetu,  prowadząc  do  nadwyżek  dochodów  nad  wydatkami.
Obniżkę wymiaru podatków wprowadzono kilkakrotnie w USA. Obecnie dysku-
tuje się tam nad możliwością wprowadzenia podatku linearnego

23

. Bush jr wpro-

wadził  pakiet  obniżki  podatków,  który  oznacza  600  mld  USD,  stymulujących
gospodarkę przez najbliższe 10 lat. Pozytywnym przykładem niskiego wymiaru

127

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

34%

poziom

podatków

62%

OECD

54%

45%

39%

Zestawienie własne.

background image

podatków i spektakularnego wzrostu dynamiki rozwoju gospodarki jest Irlandia. 

Aspekt międzynarodowy wprowadzenia wspólnej waluty także ma kilka wy-

miarów.  Dotyczy  bowiem  około  50  państw,  których  waluty  bezpośrednio  lub
pośrednio  związane  są  z  euro,  a  także  struktury  rezerw  walutowych  prze-
chowywanych przez poszczególne kraje. Wbrew przewidywaniom, rezerwy w kra-
jach UE w większości przypadków przechowywane są w dolarach amerykańskich.
Euro  jest  drugim  składnikiem  rezerw.  Wysokie  rezerwy  euro  znajdują  się  nato-
miast w bankach centralnych krajów rozwijających się, zwłaszcza tych, które mają
bliskie kontakty handlowe z UE (np. kraje basenu Morza Śródziemnego

24

). 

Dwuwalutowość  jest  stabilizatorem  transakcji  walutowych  (ogranicza

spekulację,  rozkładając  jej  ataki  na  dwie  waluty,  uznane  za  filary  systemu).
Dwuwalutowość powstrzymuje kraje UE oraz USA od grania na obu walutach,
gdyż działanie takie rykoszetem odbijałoby się na wartości kursu drugiej walu-
ty.  Zgodnie  z  prostą  zasadą  sprzedaż  jednej  waluty  oznacza  zakup  drugiej, 
a  tym  samym  –  wzrost  popytu  na  drugą  i  wzrost  podaży  pierwszej.
Dwuwalutowość może oznaczać aprecjację obu walut w krótkim czasie, kiedy
wyższa  stopa  procentowa  będzie  zachęcała  do  inwestowania  w  Europie, 
a niższe podatki do inwestowania w USA. 

Tracąc na konkurencyjności na rynku UGW, w związku z wprowadzeniem

tam  wspólnej  waluty,  kraje  trzecie  –  aby  odzyskać  utracone  na  tych  rynkach
wartości eksportu – dążą do poprawy swej konkurencyjności. Prowadzi to do
działań  naśladujących  rozwiązania  w  krajach  UE,  a  w  praktyce  –  do  polityki
makrostabilizacji,  trudnego  pieniądza,  potrzeby  równoważenia  budżetu 
i ograniczania roli państwa w gospodarce. 

Traktat Amsterdamski uszczegółowił rozwiązania dotyczące drugiego i trze-

ciego  filaru,  które  zostały  wprowadzone  już  w  Traktacie  z  Maastricht.  Traktat
zakończył Konferencję Międzyrządową, trwającą od marca 1996 r. Poprzedziła 
ją  analiza  potrzeb  reformowania  instytucji  unijnych  przed  przewidywanym 
poszerzeniem.  Uwagi  o  kierunkach  niezbędnych  zmian  w  tym  zakresie 
i konkretne propozycje rozwiązań zostały zawarte w raporcie Carla Westerdorpa.
A  ponieważ  większości  przedstawionych  w  nim  sugestii  nie  wprowadzono  do
treści nowego traktatu, oceniono, że nie spełnił on oczekiwań. 

Gospodarcze znaczenie nowego traktatu (przyjęty został 17 czerwca 1997 r.,

podpisano go 2 października 1997 r., a wszedł w życie 1 maja 1999 r.) wynika
z poszerzenia pasma wahań kursów (generalnie, zmiany wprowadzone przezeń
w sferze gospodarki były znikome). Główne zmiany wprowadzone przez nowy
traktat dotyczą prawa traktatowego UE. 

KATARZYNA ŻUKROWSKA

128

background image

Traktat  Amsterdamski  nie  jest  oceniany  jako  traktat  „przełomu”,  ale  jako

„traktat  kontynuacji”.  W  odróżnieniu  od  Traktatu  z  Maastricht  nie  otwiera
nowych  dziedzin  współpracy.  Większość  końcowych  postanowień  była
wynikiem  doraźnych  politycznych  kompromisów,  podyktowanych  obawą
przed narastaniem nastrojów eurosceptycznych. 

Traktat Nicejski wprowadził reformy instytucji unijnych, przystosowując je

do  poszerzenia.  Szczyt  Rady  Europy,  na  którym  go  przyjęto,  zakończył  się 
11 grudnia 2000 r. (Uznaje się go za najdłuższy szczyt RE – trwał od 7 grud-
nia). Szczyt w Nicei miał rozwiązać problemy, które pozostały nierozstrzygnięte
podczas  ostatniej  Konferencji  Międzyrządowej,  zakończonej  Traktatem
Amsterdamskim. Podczas szczytu w Nicei szefowie państw i rządów skoncen-
trowali  się  na  kwestiach  proceduralnych:  (1)  ogólnej  liczbie  komisarzy 
w Komisji Europejskiej oraz przydziałach zadań dla poszczególnych członków;
(2)  zasadzie  podziału  głosów  w  Radzie  podczas  głosowania  kwalifikowaną
większością;  (3)  rozszerzeniu  tej  zasady  głosowania  w  Radzie  na  nowe
dziedziny; (4) ściślejszej współpracy między państwami członkowskimi UE

25

Podczas  obrad  przedyskutowano  ponadto  kwestię  górnego  limitu  parla-

mentarzystów, skład Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, Sądu Pierwszej
Instancji,  Komitetów  Regionów,  Komitetu  Ekonomicznego  i  Społecznego, 
a także Trybunału Rewidentów Księgowych (zwanego także Trybunałem Obra-
chunkowym). 

Podstawowe  zmiany  dotyczyły  reformy  instytucji,  co  miało  umożliwić

sprawne funkcjonowanie UE po rozszerzeniu. Dla przyszłych członków UE są
to zmiany zadowalające. Reforma instytucjonalna stanowiła bowiem warunek
uzyskania gotowości instytucjonalnej i strukturalnej do poszerzenia UE. 

Podsumowanie 

Nieznane z praktycznego zastosowania teorie, które nie budziły powszech-

nego zaufania w gronie ekspertów i do dziś w wielu pracach oceniane są kryty-
cznie, przyniosły niespodziewane efekty. Zgodnie z tymi naiwnymi – jak wów-
czas  sądzono  –  teoriami,  integrację  europejską  rozpoczęto  od  wyboru
właściwego „jądra”; z nich też zaczerpnięto metody pogłębiania integracji. Tym
samym  skierowano  proces  na  tory  gospodarcze.  Nie  bez  znaczenia  były  sto-
sunki  z  krajami  trzecimi,  które  stanowiły  czynnik  stymulujący  procesy
zachodzące  w  samych  Wspólnotach.  W  efekcie,  w  ciągu  pół  wieku  scalono
gospodarki  krajów  europejskich,  by  następnie  podjąć  wysiłek  utworzenia
wspólnej konstytucji, stawiając UE przed wyzwaniem integracji politycznej. 

STOSOWANIE TEORII INTEGRACJI W PRAKTYCE EUROPEJSKIEJ

129

background image

PRZYPISY

1  R.O. Keohane, J.S. Nye: Power and Interdependence. 3rd edition, Longman, 2001.
2  Oxford  advanced  dictionary.  Revised  and  updated, w:  Cambridge  International  Dictionary.

Cambridge  1995;  L.  Nowak:  Model  ekonomiczny.  Studium  z  metodologii  ekonomii  politycznej.
Warszawa 1972; M. Gartner: A primer in European macroeconomics. London, New York, Toronto,
Tokyo, Singapore, Madrid, Mexico City, Munich, Paris 1997. 

3  S. Burchill: Introduction, w: S. Burchill, A. Linklater, R. Devetak, M. Paterson, J. True: Theories of

international relations. Basingstoke 1996. 

4  B. Rosamond: Theories of European Integration. London 2000, s. 9. 
5  R. Gilpin: The Political Economy of International Relations. Princeton 2000. 
6  Na problem ten zwrócił uwagę amerykański ekonomista B. Gray, który za swoje publikacje w tym

zakresie otrzymał w 2000 r. Nagrodę Nobla. 

7  B. Rosamond: Theories of European Integration...op. cit.
8  B. Rosamond: Theories of European Integration...op. cit.
9  A.M. Burley, W. Mattli: Europe before the Court: Political Theory of Legal Integration. „International

Organization”, 47 (1), 1993. 

10  W. Mattli: The Logic of Regional Integration: Europe and Beyond. Cambridge 1999.
11  L.  Cram:  The  European  Commission  and  the  „European  interest”:  Institutions,  Interaction  and

Preference Formation in the EU context. Strathclyde 1997. 

12  G. Marks, F. Scarpf, P.C. Schmitter, W. Streeck: Governance in the European Union. London 1996. 
13  W. Sandholz, A. Stone Sweet: European Integration and Supranational Governance. Oxford 1998. 
14  Ibid
15  W. Sandholz, J. Zysman: Recasting the European Bargain. „World Politics”, 27 (4), 1989. 
16  J.  Tranholm-Mikkelsen:  Neofunctionalism:  Obstinate  or  Obsolete?  Millenium. „Journal  of

International Studies”, 20 (1), 1991. 

17  E.  Haas:  The  Uniting  Europe:  Political,  Social  and  Economic  Forces  1950-1957.  2nd  edition.

Standford 1968, s. XIX. 

18  Młodszym  pokoleniom  bliższe  jest  Schumpeterowskie  określenie  „constructive  destructions”.

Chodzi tu wprawdzie o inny poziom działań, jednak koncepcja ma podobne źródła (mobilizo-
wanie działań i energii dla efektów powszechnie określanych jako pozytywne, nie zaś negatywne). 

19  P. Fontaine: Nowa idea dla Europy. Deklaracja Schumana. 1950-2000. Wydanie 2. WE 2000, s. 13.
20  Single European Act with Final Act and Appended Declarations, art. 13-19, w: J. Barcz, A. Koliński:

Jednolity Akt Europejski. Zagadnienia prawne i instytucjonalne. Warszawa 1991, s. 117-121. 

21  Komitet przedstawił plan trzyfazowego przechodzenia do Unii Gospodarczo-Walutowej 12 kwiet-

nia 1989 r. Decyzja w sprawie rozpoczęcia pierwszej fazy realizacji programu zapadła podczas
posiedzenia Rady Europy w Madrycie, 14-16 czerwca 1989 r. 

22  Ubocznym  efektem  tego  procederu  stało  się  relatywnie  wysokie  bezrobocie.  W  krajach,  gdzie

bezrobocie zaczyna kształtować się na poziomie około 5%, efekt ten uzyskano dzięki obniżaniu
wymiaru  podatków.  Przykładem  tego  jest  gospodarka  USA,  Wielkiej  Brytanii,  Holandii,
Luksemburga i Danii.

23  Podatek linearny zaproponował Leszek Balcerowicz, jednak propozycja ta, mimo pozytywnych

ocen i opinii specjalistów, nie została zatwierdzona przez Sejm. 

24  „The Economist”, 12.10.2002. 
25  Rada Europejska na szczycie w Feira (Portugalia).

KATARZYNA ŻUKROWSKA

130

background image

Bezpieczeństwo międzynarodowe

Światowy terroryzm – Irak –
odpowiedzialność USA a Europa

Zapis dyskusji na konwersatorium Fundacji „Polska w Europie” w dniu 
3 października 2002 r. 

ZYGMUNT SKÓRZYŃSKI

Tradycją  naszych  zebrań  konwersatoryjnych  jest  diagnostyka  aktualnych

problemów  międzynarodowych,  ale  rzadko  zdarza  się,  by  temat  i  termin
dyskusji  był  „w  samym  oku  cyklonu”.  Sądzimy,  że  od  rozwiązania  problemu
irackiego zależy bezpośrednio lub pośrednio nie tylko sprawa pokoju na Środ-
kowym  i  Bliskim  Wschodzie,  nie  tylko  sprawa  odpowiedzialności  Stanów
Zjednoczonych  za  bezpieczeństwo  świata,  ale  także  sprawa  stosunków  wza-
jemnych  Ameryki  i  Europy,  przyszłość  NATO,  a  pośrednio  także  –  stosunki
wewnętrzne w Unii Europejskiej oraz jej stosunki z Rosją. 

Dlatego jestem wdzięczny naszym referentom, którzy przyjęli zaproszenie.

Minister Janusz Onyszkiewicz i generał Stanisław Koziej mają opinię wybitnych
ekspertów w swojej dziedzinie. Chcę także podziękować mojemu przyjacielowi
Jackowi Czaputowiczowi, że zechciał moderować dzisiejsze spotkanie. 

JACEK CZAPUTOWICZ

Zastanawiałem  się  nad  ujęciem  tematu  zaproponowanego  na  dzisiejsze

spotkanie: „Światowy terroryzm – Irak – odpowiedzialność USA a Europa”. Jest
on  sformułowany  bardzo  szeroko  i  tytułem  wprowadzenia  pragnę  zwrócić
uwagę  na  wątki,  jakie  się  w  nim  przewijają.  Po  pierwsze  –  terroryzm  jako
najważniejsze wyzwanie i zagrożenie, z którym musi zmierzyć się społeczność
międzynarodowa. Po drugie – Irak. Rola tego kraju w globalnym zagrożeniu ter-

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 131–150

131

background image

rorystycznym nie jest nową kwestią. Istnieje wiele materiałów na temat niepod-
porządkowywania się przez to państwo zaleceniom ONZ w aspekcie kontroli
zbrojeń. To nie jest nowa sprawa, ale może powinna być odczytana na nowo po
11 września 2001 r. Czy zatem interwencja w Iraku jest nieunikniona ? Wątek
trzeci  –  to  odpowiedzialność  USA.  Rozumiem  go  jako  pytanie  o  jakość  przy-
wództwa amerykańskiego w walce z terroryzmem. 

Tak się składa, iż nasze spotkanie odbywa się kilka tygodni po nieformal-

nym  spotkaniu  ministrów  obrony  państw  NATO  w  Warszawie,  na  którym
zaproponowano rozwiązania mające na celu usprawnienie czy też utworzenie
sił uderzeniowych w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, właśnie do walki
z terroryzmem. Siły te (koło dwudziestu kilku tysięcy żołnierzy) w ciągu dwóch
do czterech lat mają być gotowe do prowadzenia operacji poza obszarem trak-
tatowym  NATO.  W  kontekście  rozszerzenia  i  reformy  NATO  może  to  mieć
znaczenie  historyczne.  Wynotowałem  jedno  zdanie  z  wypowiedzi  sekretarza
obrony  Donalda  Rumsfelda,  który  stwierdził:  „Jeżeli  NATO  nie  będzie  dys-
ponować  szybkimi  siłami  i  sprawnymi  jednostkami,  które  mogą  być  przerzu-
cane w ciągu kilku dni czy tygodni, a nie miesięcy czy lat, to nigdy nie będzie
zdolne  zaoferować  czegokolwiek  światu  w  XXI  wieku”.  Myślę,  że  zdanie  to
ujmuje istotę problemu: albo NATO podejmie te wyzwania, przystosuje swoje
struktury  do  walki  z  terroryzmem,  albo  będzie  niepotrzebne.  Nasuwa  się
zarazem pytanie, jaki ma to wpływ na projekt utworzenia europejskich sił zbro-
jnych,  czy  oznacza  zmianę  polityki  amerykańskiej  w  kierunku  odejścia  od
dominującego do tej pory unilateralizmu dominującego w polityce zagranicznej
i podjęcie próby posłużenia się instrumentem wielostronnym.

W kontekście terroryzmu i spotkania natowskiego pojawił się wątek Rosji.

Na spotkaniu w Warszawie obecny był w drugim dniu minister obrony Rosji
Iwanow, który wątki walki z terroryzmem i Iraku łączył raczej z interesem swo-
jego państwa. W kontekście Czeczenii, a zwłaszcza Gruzji stwierdził, że Rosja
martwi  się  bardziej  sytuacją  w  Gruzji  niż  w  Iraku.  Na  co  padła  odpowiedź
Rumsfelda, że suwerenność Gruzji musi być respektowana.

Ostatni człon naszego tytułu to Europa. Jakie w tym kontekście są interesy

Europy?  Skoro  Stany  Zjednoczone  są  tym  szeryfem,  to  jak  widzi  swą  rolę
Europa? Czy zechce zminimalizować ewentualne straty i, sama nie będąc obiek-
tem ataków terrorystycznych, zajmie odrębne stanowisko? Znamienną wydaje
się dyskusja podczas kampanii wyborczej w Niemczech, zachowanie kanclerza
Schrödera  podczas  tej  kampanii,  głośna  wypowiedź  minister  sprawiedliwości
dotycząca  prezydenta  Busha...  Czy  te  wypowiedzi  i  sygnały  można  spisać

JACEK CZAPUTOWICZ

132

background image

wyłącznie  na  karb  kampanii  wyborczej,  czy  też  może  świadczą  one  o  rzeczy-
wistej zmianie stosunku do Stanów Zjednoczonych w Niemczech i w Europie? 

Na  koniec  kwestia  Polski.  Spotkanie  w  Warszawie  unaoczniło  znaczenie

naszego kraju. Polska staje się głównym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych
w tej części Europy. Czy Polska powinna pełnić rolę rozjemcy w sporze Stanów
Zjednoczonych i Niemiec, czy raczej wykazać pewien dystans? Wywiad prezy-
denta  Kwaśniewskiego  w  „Tagesspiegel”  na  temat  stanowiska  Polski  wobec
rezolucji  ONZ  w  sprawie  niszczenia  broni  masowego  rażenia  w  Iraku  był
wyważony.  Wypowiedź  ta  dobrze  przyjęta  została  w  Niemczech  –  jako
wypowiedź przywódcy, który szuka porozumienia. Potraktować ją można jako
stanowisko Polski w dyskusjach o terroryzmie. Tyle wprowadzenia. Oddaję głos
ministrowi Onyszkiewiczowi. 

JANUSZ ONYSZKIEWICZ

Jestem  w  kłopocie.  Przewodniczący  zarysował  niesłychanie  ambitny  i  roz-

legły program wraz z listą rozmaitych pytań. Nie będąc w stanie odpowiedzieć
na  te  wszystkie  pytania  (trudno  byłoby  to  uczynić  w  tak  krótkim  czasie),
ograniczę  się  do  kilku  stwierdzeń  i  mam  nadzieję,  że  dyskusja  wykaże,  które
zagadnienia należy poddać głębszej analizie. 

Rozpocznę od tezy (która pojawia się od pewnego czasu w prasie, ale myślę,

że warta jest przypomnienia), dotyczącej fundamentalnej zmiany zasad polity-
ki  Stanów  Zjednoczonych.  Pamiętamy  wszyscy,  że  przez  pięćdziesiąt  lat  po
wojnie Stany Zjednoczone opierały swoją politykę na zasadzie powstrzymywa-
nia, odstraszania. Zasada ta była zgodna z duchem czasów. Oznaczała reakty-
wność polityki amerykańskiej i defensywność. Obecnie jednak widać wyraźnie,
że  Stany  Zjednoczone  za  naczelną  zasadę  swojej  polityki  przyjęły  działania
wyprzedzające, a więc takie, które nie są bezpośrednią odpowiedzią na agresję.
Pojawia  się  więc  pytanie,  jak  Stany  Zjednoczone  chcą  tego  rodzaju  działania
prowadzić i jak to ma się do praktyki międzynarodowej oraz reguł prawnych
regulujących  te  stosunki.  Obowiązek  czuwania  nad  pokojem  światowym  ma
Rada  Bezpieczeństwa  Narodów  Zjednoczonych.  To  ona  ma  obowiązek
odpowiadania  na  agresję  oraz  eliminowanie  zagrożeń  dla  pokoju.  Rada
Bezpieczeństwa  może  sankcjonować  również  podejmowanie  działań
wyprzedzających. Jej działania są zgodne z prawem międzynarodowym. Stany
Zjednoczone  idą  nieco  dalej:  chcą  mieć  swoje  suwerenne  prawo  do  podej-
mowania działań nawet bez mandatu. Wracamy do dyskusji, jaka miała miejsce
przed i w trakcie Szczytu Waszyngtońskiego. Toczyły się wówczas debaty, czy

133

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

działania NATO poza obszarem traktatowym zawsze muszą mieć sankcje ONZ,
czy też nie. Stanęło na tym, że ścisłego, organicznego związku tu nie ma. Skala
obecnego  zagrożenia  terrorystycznego  zrodziła  najwidoczniej  w  Stanach
Zjednoczonych  poczucie,  że  są  samotnym  szeryfem,  który  musi  stawić  czoło
bandzie rozmaitych opryszków terroryzujących miasto. I musi to zrobić sam,
dlatego  że  wszyscy  inni  po  cichu  mu  wprawdzie  sprzyjają,  ale  nie  mają  dość
odwagi, aby mu pomóc. Biernie kibicują, choć z pewnością ucieszą się, kiedy
zostanie przywrócony porządek. Tak widzę obecną sytuację i problem Iraku. Na
początku Stany Zjednoczone formułowały sprawę w sposób bardzo radykalny:
prezydent  Bush  powiedział  bardzo  wyraźnie,  że  nie  chodzi  tu  tylko  o  pozba-
wienie  Husajna  broni  masowego  rażenia,  ale  o  zmianę  samego  Husajna.
Spotkało  się  to  z  chłodną  reakcją  na  świecie.  W  rezultacie  –  choć  rzecznik
Białego Domu mówi, że polityka amerykańska nie zmieniła się – to Bush już do
tego postulatu usunięcia Saddama Husajna nie wraca. 

Jakiekolwiek  prognozy  rozwoju  sytuacji  są  obarczone  ryzykiem.  Po  pier-

wsze, nie wiadomo, jaka będzie decyzja Rady Bezpieczeństwa. Mimo rozmaitych
oporów  i  zastrzeżeń  Rosji  czy  Chin  być  może  będzie  zgoda  na  „miękką”
rezolucję  –  miękką  w  tym  sensie,  że  zawierałaby  ona  pewne  żądania  wobec
Iraku, ale nie miałaby charakteru ultimatum. Stanowiska poszczególnych kra-
jów  są  znane.  Niemcy  i  Francja  np.  mówią  wyraźnie,  że  należy  poczekać  na
rezolucję Rady Bezpieczeństwa i efekty misji inspektorów. Jeśli chodzi o Rosję 
i  Chiny,  sytuacja  jest  podobna.  Nie  można  też  wykluczyć,  że  Stanom
Zjednoczonym  uda  się  je  przekonać  do  rezolucji.  Chiny  to  problem  ujgurski,
Rosja  z  kolei  problem  czeczeński  i,  być  może,  sprawę  Iraku  byłyby  skłonne
„wrzucić  do  tego  samego  worka”.  Można  zaryzykować  prognozę,  że  Rada
Bezpieczeństwa byłaby w stanie uchwalić tę „miękką” rezolucję, pozostaje jed-
nak pytanie, czy to usatysfakcjonuje Stany Zjednoczone. 

Tu  pojawia  się  kwestia  Sojuszu  Północnoatlantyckiego  i  relacji  Stanów

Zjednoczonych z NATO. Doświadczenie afgańskie budzi dziś wiele wątpliwości.
Sojusz  Północnoatlantycki,  powołując  się  na  artykuł  5  Traktatu  Waszyngtoń-
skiego  i  tym  samym  uruchamiając  gwarancje  bezpieczeństwa,  popełnił  błąd,
dlatego  że  NATO  nie  mogło  akcją  pokierować.  Zburzyło  to  pewien  mit,
budowany  wokół  artykułu  5.  Kiedy  ten  artykuł  jest  przywołany,  to  NATO 
z wszystkimi siłami wkracza i rozpoczyna działania. A jak to wyglądało w prak-
tyce? Premier Kanady zapowiedział np., że wysyłane do Afganistanu w ramach
artykułu 5 jednostki bojowe kanadyjskie zostaną natychmiast wycofane, jeżeli
dojdzie  do  działań  bojowych.  Oczywiście,  i  w  przyszłości  Stany  Zjednoczone

JANUSZ ONYSZKIEWICZ

134

background image

będą  próbować  działać  w  oparciu  o  jak  najszersze  koalicje.  Będą  to  jednak
raczej  koalicje  polityczne  niż  wojskowe.  Do  współpracy  wojskowej  najlepiej
przygotowana  jest  Wielka  Brytania,  jej  siły  zbrojne  są  zgrane  z  siłami  amery-
kańskimi.  Francja  ma  pod  tym  względem  mniejsze  możliwości,  zaś  Niemcy 
i Włochy zapowiedziały, że w ogóle nie będą się włączać. 

Czy  w  tej  sytuacji  Stany  Zjednoczone  będą  potrzebowały  NATO?  Na

zakończenie  chciałbym  przypomnieć  stare  powiedzenie  Lorda  Ismaya,  który
stwierdził, że NATO jest po to, aby trzymać Amerykanów w środku, Niemców
pod  spodem,  a  Rosjan  na  zewnątrz.  Dziś  Rosjan  na  zewnątrz  nikt  specjalnie
trzymać nie chce, raczej dąży się do przyciągnięcia ich do działań natowskich,
Niemców  pod  spodem  nie  ma  sensu  trzymać  –  wręcz  przeciwnie,  trzeba  ich
zachęcać,  aby  byli  aktywni.  Pozostaje  pytanie,  czy  zdołamy  utrzymać
Amerykanów  w  środku.  Jest  to  pytanie,  na  które  w  tej  chwili  nie  umiem
odpowiedzieć, ale uprzedzałem, że na wszystkie pytania nie odpowiem.

STANISŁAW KOZIEJ

Na problematykę zaproponowaną przez przewodniczącego chciałbym spoj-

rzeć  z  punktu  widzenia  strategicznego.  Skoncentruję  się  na  trzech  punktach,
tzn. Stany Zjednoczone, NATO, Irak. Rozpocznę od oczywistej tezy, że erupcja
terroryzmu globalnego, z jaką mamy do czynienia od września ubiegłego roku,
rozpoczyna  nowy  rozdział  w  teorii  i  praktyce  bezpieczeństwa.  Najwyraźniej
widać to na przykładzie Stanów Zjednoczonych, które przewodzą w poszuki-
waniu  nowych  metod  i  sposobów  strategicznych.  Ze  Stanów  Zjednoczonych
nowe pomysły przenikają do NATO, czego przejawem była aktywność Donalda
Rumsfelda na ostatnim spotkaniu ministrów w Warszawie. Sekretarz Rumsfeld
miał solidny grunt do takiej aktywności, Amerykanie bowiem po 11 wrześnie
konsekwentnie  i  metodycznie  budują  podstawy  swojej  nowej  strategii  bez-
pieczeństwa.  Bazę  wyjściową  stanowiły  dwa  duże  przeglądy  strategiczne:
czteroletni przegląd obronny i przegląd potencjału nuklearnego. W 2002 roku
wprowadzono dwie generalne strategie, tj. strategię bezpieczeństwa krajowego
i strategię bezpieczeństwa narodowego. Strategia bezpieczeństwa krajowego jest
pierwszym  tego  typu  dokumentem  w  historii  Stanów  Zjednoczonych.  Z  jej
wydaniem  łączy  się  także  najpoważniejsza  od  pięćdziesięciu  lat  reorganizacja
administracji  amerykańskiej,  polegająca  na  utworzeniu  Departamentu
Bezpieczeństwa  Krajowego,  który  ma  przejąć  szereg  zadań  i  struktur  innych
departamentów związanych z bezpieczeństwem. Strategia bezpieczeństwa kra-
jowego  ustanawia  trzy  główne  cele  strategiczne:  po  pierwsze,  jest  to  zapobie-

135

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

ganie atakom terrorystycznym; po drugie – zmniejszanie wrażliwości państwa
amerykańskiego  na  terroryzm  i  po  trzecie  –  minimalizowanie  i  likwidowanie
skutków ataków terrorystycznych na terytorium Stanów Zjednoczonych. Cała
aktywność  w  zakresie  reagowania  kryzysowego  i  likwidacji  skutków  zostanie
zintegrowana  w  jednym  narodowym  systemie  reagowania  kryzysowego.
Amerykanie  dostrzegają  bowiem  negatywne  strony  dotychczasowego
rozproszenia  wysiłków,  rozproszenia  instytucjonalnego  i  funkcjonalnego,
różnych  planów  reagowania  w  sytuacjach  nadzwyczajnych,  odrębnego  trak-
towania ataku terrorystycznego i klęsk żywiołowych, rozdzielania problematy-
ki opanowywania kryzysów i likwidacji ich skutków. 

Dla  nas  płynie  stąd  wniosek,  iż  również  w  Polsce  powinniśmy  skończyć 

z  tzw.  resortowym  czy  też  działowym  podejściem  do  problematyki  bez-
pieczeństwa i przystąpić do budowy zintegrowanego, cywilno-wojskowego sys-
temu  bezpieczeństwa  narodowego  oraz  zintegrowanego  systemu  kierowania
bezpieczeństwem. Jest to obecnie jeden z najbardziej palących problemów, jest
to nasze najważniejsze zadanie. W moim przekonaniu, główną nauką płynącą 
z ataku terrorystycznego z 11 września i kontrofensywy antyterrorystycznej jest
potrzeba zintegrowanego podejścia do spraw bezpieczeństwa. Amerykanie już
to realizują, myślę że, w Polsce również powinniśmy pójść zdecydowanie w tym
kierunku. 

Druga koncepcja amerykańska, czyli strategia bezpieczeństwa narodowego

(nie wojenna czy militarna), oparta jest na założeniu, że zagrożenia stwarzają
dzisiaj nie tyle państwa silne, co raczej państwa upadające; nie wielkie armie, ale
niebezpieczne  technologie  w  rękach  nielicznych  zdeterminowanych
samobójców. W tych warunkach nowa koncepcja amerykańska ustanawia cały
zestaw strategicznych zadań podstawowych. Jest ich osiem, ale dwa mają zasad-
nicze znaczenie dla całej treści koncepcji. Są to walka z terroryzmem oraz zwal-
czanie  broni  masowego  rażenia.  Terroryzm  traktuje  się  jako  działania
bezprawne (podobnie jak niewolnictwo, piractwo czy ludobójstwo), działania,
których  żadna  odpowiedzialna  władza  nie  może  tolerować  ani  wspierać.
Wszyscy muszą im się przeciwstawić – takie właśnie jest główne założenie tej
strategii. Podkreśla się przy tym, że Stany Zjednoczone nie będą czynić żadnych
ustępstw  wobec  terrorystów  ani  rozpatrywać  ich  żądań.  Charakterystyczne 
w tym kontekście są dwa aspekty. Po pierwsze – Stany Zjednoczone gotowe są
działać nawet w pojedynkę, jeśli okaże się to konieczne, a także podejmować
działania  wyprzedzające  przeciwko  terrorystom.  O  tym  aspekcie  mówił  już
minister  Onyszkiewicz.  Po  drugie  –  wykazuje  się,  że  nowymi  podmiotami

STANISŁAW KOZIEJ

136

background image

stwarzającymi zagrożenia bronią masowego rażenia są tzw. państwa zbójeckie,
wobec  których  metody  odstraszania  nuklearnego  nie  są  skuteczne.  Również 
w tym przypadku Stany Zjednoczone zdecydowane są działać wyprzedzająco,
jeżeli  okaże  się  to  konieczne.  Te  dwa  czynniki  (terroryzm  i  broń  masowego
rażenia) nadają kształt nowym strategiom bezpieczeństwa narodowego Stanów
Zjednoczonych.  Uwarunkowały  one  bowiem  zerwanie  z  dotychczasową,
wywodzącą  się  jeszcze  z  czasów  zimnej  wojny  strategią  odstraszania.  Plan
strategii  elastycznego  reagowania  na  zagrożenia  już  zaistniałe  zastępuje  się
planem strategii prewencyjnej, obejmującej także uderzenia uprzedzające. 

Warto  zauważyć,  że  to  nowe  podejście  strategiczne  USA  zdynamizowało

przyspieszoną dyskusję o nowej strategii całego NATO. Wyraźnym przejawem
poszukiwania przez NATO nowej wizji strategicznej stały się dyskusje o siłach
szybkiego reagowania, a w istocie o siłach ekspedycyjnych NATO. Chciałbym też
zauważyć, że cicha zgoda na propozycję Rumsfelda jest w rzeczywistości przyz-
naniem się NATO do błędu popełnionego na ostatnim szczycie w Waszyngtonie
w odniesieniu do struktury sił sojuszniczych. Na czym polegał ów błąd? Otóż 
w  ostatnich  latach  NATO  robiło  wszystko,  aby  nie  dopuścić  do  powstania  sił
ekspedycyjnych. Przed rokiem 1999 struktura sił zbrojnych Sojuszu obejmowała
siły reagowania, w tym natychmiastowego reagowania i szybkiego reagowania,
główne  siły  obronne  oraz  siły  wzmocnienia.  Obawiano  się  przy  tym,  że  siły
reagowania  staną  się  w  istocie  siłami  reagowania  kryzysowego,  tj.  przygo-
towanymi  specjalnie  wyłącznie  do  zadań  poza  obszarem  NATO.
Doprowadziłoby to do ukształtowania się dwóch kategorii sił zbrojnych: do reali-
zacji  zadań  kryzysowych  i  do  realizacji  zadań  kolektywnych  na  podstawie
artykułu 5. Starano się tego uniknąć i przyjęto zasadę, że wszystkie siły muszą
być  jednakowo  przygotowane  zarówno  do  realizacji  zadań  poza  obszarem
NATO, jak i do obrony własnego terytorium. Zmieniono kategoryzację sił i od
Szczytu Waszyngtońskiego w NATO siły dzielimy według stopnia gotowości. Są
to  mianowicie:  siły  wysokiej  gotowości,  obniżonej  gotowości  i  o  wydłużonym
czasie mobilizacji. W założeniu mają być one jednakowo zdolne do wykonywa-
nia  wszystkich  zadań.  Zgoda  na  tworzenie  sił  ekspedycyjnych  jest,  moim
zdaniem,  przyznaniem  mankamentów  obowiązującej  koncepcji.  Wracamy  do
idei  sił  szybkiego  reagowania,  którą  wcześniej  odrzucono.  Tworzenie  sił  szyb-
kiego reagowania, czyli sił ekspedycyjnych (bo tak ja je rozumiem), jest ważnym,
ale nie najważniejszym wyzwaniem NATO. Ma ono przede wszystkim wymiar
strategiczno-polityczny. Mimo cichej aprobaty dla sił ekspedycyjnych, wcale nie
jest takie pewne, czy wśród członków NATO panuje zgodność poglądów co do

137

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

nowej  roli  sojuszu.  Sytuację  NATO  porównałbym  do  sytuacji  naszego  mistrza
skoków Małysza. Jest on mistrzem skoków zimowych, ale wszyscy oczekują, że
będzie dobrze skakał także na igielicie. NATO okazało się także bezkonkuren-
cyjne w okresie zimnej wojny, ale teraz jest już czas pozimnowojenny i sojusz
(podobnie  jak  Małysz)  musi  dawać  sobie  radę  w  zupełnie  innych  warunkach. 
A posługując się dalej tą przenośnią, trzeba stwierdzić, że trenerska narada mini-
strów w Warszawie zajęła się pasowaniem sprzętu potrzebnego do skoków na
igielicie, gdy tymczasem nie ma jeszcze jasnej deklaracji, że NATO będzie star-
tować  w  letnich  konkurencjach.  Niektórzy  uważają  bowiem,  że  powinno  ono
pozostać sojuszem obronnym i pilnować swojego terytorium. Jest to, jak sądzę,
pogląd  mniejszości.  Większość  jest  przekonana  o  konieczności  dostosowania
sojuszu  do  nowych  warunków,  tzn.  o  zdolności  NATO  do  reagowania
kryzysowego również poza obszarem euroatlantyckim, by nie rzec wprost w –
wymiarze  globalnym.  Dodajmy  przy  tym,  że  zanim  powołane  zostaną  siły
ekspedycyjne, należy wypracować i przyjąć nową doktrynę działania NATO jako
podmiotu reagowania kryzysowego. Podmiotu – a nie tylko struktury wspiera-
jącej lub użyczającej swoje siły innym podmiotom. Natowska doktryna działań
ekspedycyjnych (w tym działań prewencyjnych, zwłaszcza gdyby miała ona za-
wierać w sobie doktrynę uderzeń uprzedzających) zapewne nie powstanie szyb-
ko. Przewiduję wiele długotrwałych dyskusji wewnętrznych, które mogą także
zmienić tę wstępną wizję sił ekspedycyjnych, o których była mowa w Warszawie.
Obecna dyskusja o siłach ekspedycyjnych, aczkolwiek korzystna dla wyostrzenia
całego problemu, jest w sumie budowaniem nowego NATO od końca. W sensie
praktycznym  jest  przedwczesna,  aby  mówić  o  konkretnych  rozstrzygnięciach.
Najpierw trzeba rozstrzygnąć kwestie strategiczno-polityczne, czy NATO ma być
organizacją  odpowiedzialną  także  za  reagowanie  kryzysowe  w  skali  globalnej,
następnie  przyjąć  operacyjno-doktrynalne  ustalenia  co  do  funkcjonowania
sojuszu  w  nowych  warunkach  i  dopiero  na  końcu  zająć  się  tworzeniem  sił  –
odpowiednio do tych ustaleń. 

Miejmy nadzieję, że Polska w tych pracach będzie aktywnie i twórczo uczest-

niczyć,  że  wniesie  swój  wkład  w  dyskusje  koncepcyjne,  a  także  zaoferuje
odpowiedni  ilościowo  i  jakościowo  udział  w  siłach  ekspedycyjnych.  W  sensie
ilościowym chodziłoby tu, moim zdaniem, o zgrupowanie wielkości batalionu,
około  tysiąca  żołnierzy,  a  przy  uwzględnieniu  rotacji  brygady  –  trzech  tysięcy
żołnierzy. Ważniejsza jest jednak ich jakość, można bowiem oczekiwać, że przy
tworzeniu  wspólnych  sił  ekspedycyjnych  obowiązywać  będą  zasady  swoistego
przetargu  operacyjnego.  Poszczególne  państwa  przedstawią  oferty,  a  wyzna-

STANISŁAW KOZIEJ

138

background image

czone dowództwo tych sił wybierze najlepsze spośród zaproponowanych. Jeżeli
nie  przedstawimy  odpowiedniej  jakościowo  propozycji,  możemy  w  ogóle  nie
uczestniczyć w korpusie ekspedycyjnym. Byłaby to oczywiście katastrofa polity-
czna i zepchnięcie nas do członkostwa drugiej kategorii. Jeżeli popatrzymy na to,
co się w Polsce robi (a raczej, czego się nie robi) na rzecz jakości sił zbrojnych, to
uzasadniona wydaje się obawa, że do tej klasy „ekstra”, jaką z pewnością będą
siły  ekspedycyjne,  możemy  się  nie  dostać.  Osobiście,  namawiam  już  od
dłuższego  czasu  do  wyboru  strategii  przeskoku  generacyjnego  w  rozwoju  sił
zbrojnych, którą uważam za jedyny sposób skutecznego pościgu za uciekającą
pod  względem  jakościowym  czołówką.  Bez  takiej  ryzykownej,  ale  radykalnej
strategii  okażemy  się  maruderem  w  peletonie  sojuszniczym  i  nie  tylko  nie
dostaniemy się do ligi sił ekspedycyjnych, ale możemy mieć trudności w utrzy-
maniu się na dotychczasowej pozycji solidnego średniaka ze środka peletonu. 

Na koniec chciałbym zaprezentować swój pogląd na temat ewentualnej kam-

panii irackiej. Wiele przemawia za tym, że staje się ona nieunikniona. Możliwe są
różne  scenariusze  przeprowadzenia  tej  kampanii,  można  spotkać  też  wiele
spekulacji na temat jej przebiegu. Jak zwykle, scenariusze te zależą od celu strate-
gicznego  i  od  warunków  operacyjnych.  Przypuszczam,  że  przyszła  kampania
iracka będzie swoistą syntezą ostatnich doświadczeń strategicznych, nie powin-
na być ani powtórzeniem poprzedniej wojny w Zatoce, ani powtórzeniem kam-
panii  afgańskiej,  a  tym  bardziej  –  kosowskiej.  Myślę,  że  optymalnym  byłby
model kampanii, który określiłbym jako kampanię eskalacyjną; jej istotę można
sprowadzić  do  etapowego  stosowania  różnych  jakościowo,  coraz  to  intensy-
wniejszych  i  silniejszych,  ale  jednocześnie  bardziej  kosztownych 
i  bardziej  ryzykownych  metod  osiągnięcia  celu  strategicznego.  Tym  celem  jest
zmiana reżimu, zmiana władzy w Bagdadzie, przekształcenie państwa irackiego
z państwa wspierającego terroryzm w państwo współpracujące w walce z terro-
ryzmem.  Sądzę,  że  można  wyróżnić  trzy  możliwe  etapy,  a  zarazem  trzy  różne
jakościowo koncepcje polityczno-strategiczne. Skrótowo nazwałbym je operacja-
mi:  informacyjno-specjalną  i  desantowo-rajdową  oraz  ofensywą  powietrzno-
lądową. Pierwsza opcja polegałaby na próbie odsunięcia Saddama Husajna od
władzy  (wspieranym  z  zewnątrz  przewrocie  wewnętrznym).  Gdyby  to  się  nie
powiodło,  drugim  eskalacyjnym  etapem  kampanii  mogą  być  błyska-
wiczne  rajdy  desantowe  (szturmowe,  lądowe)  na  kluczowe  obiekty  wojskowe 
i  obiekty  broni  masowego  rażenia  w  Iraku.  Miałyby  one  na  celu  zdezorgani-
zowanie funkcjonowania państwa i umożliwienie przejęcia władzy przez opozy-
cję  bądź  też  siłowe  osadzenie  jakiejś  władzy  w  tym  kraju.  Jeżeli  i  to  nie

139

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

powiodłoby się, może nastąpić inwazja lądowa na wielką skalę. Taki eskalacyjny
model kampanii optymalnie równoważy szanse i ryzyka strategiczne związane 
z rozstrzygnięciem kryzysu irackiego. Czy tak będzie w rzeczywistości, przeko-
namy się w ciągu kilku miesięcy. Kryzys ten coraz bardziej przypomina węzeł
gordyjski i, niestety, bez radykalnych środków nie da się go przeciąć. 

JACEK CZAPUTOWICZ

Mamy  dwa  świetne  wprowadzenia  do  dyskusji:  wypowiedź  ministra

Onyszkiewicza o wymiarze politycznym i głos generała Kozieja, który uzupełnił
ją  o  wątek  strategiczno-wojskowy.  Moim  zdaniem,  bardzo  ciekawe  były
zwłaszcza fragmenty na temat przygotowania polskiej armii do sprostania tym
zadaniom,  aktualne  ze  względu  na  prowadzone  działania  terrorystyczne.
Istotny  jest  także  wątek  podniesiony  przez  pana  generała  o  nieuchronności
interwencji w Iraku, jej celach i przewidywanym przebiegu. Otwieram dyskusję.

JERZY JEDLICKI 

Mam pytanie do pana generała. Kiedy istniał Związek Radziecki, to strategia

Zachodu, Ameryki w szczególności, polegała na równoważeniu jego siły, pow-
strzymywaniu  ekspansji  i  nieprowokowaniu  sytuacji,  w  której  Związek
Radziecki  mógłby  ze  strachu  i  poczucia  zagrożenia  swej  broni  użyć.  Jeżeli
chodzi natomiast o Irak, to słyszę dokładnie odwrotne rozumowanie: ponieważ
zachodzi  wysokie  prawdopodobieństwo  graniczące  z  pewnością,  że  Irak  ma
broń masowego rażenia, to w związku z tym trzeba go zaatakować. Nie rozu-
miem tej logiki: choćby ze względu na dystans rakiet irackich. Jest wyjątkowo
małe prawdopodobieństwo, że Irak zaatakuje jako pierwszy Stany Zjednoczone
czy nawet Izrael, i bardzo duże prawdopodobieństwo, że Irak użyje broni bak-
teriologicznej  i  biologicznej  w  swojej  obronie.  Chyba  że  założymy,  iż  w  pier-
wszej godzinie ataku wszystkie moce i broń iracka zostaną zniszczone. Takie
założenie wydaje się jednak ryzykowne. Jak więc wytłumaczyć to, że prowoku-
je się Irak do użycia tej broni, która jest zapewne na takie właśnie okazje przy-
gotowana.  Pomijam  tu  wszystkie  względy  moralne  czy  etyczne  –  interesuje
mnie strona wojskowa.

STANISŁAW KOZIEJ 

Jest tu logiczne uzasadnienie. Taka potęga jak Stany Zjednoczone ma szansę

poprzez  uderzenie  uprzedzające  obezwładnić  Irak,  natomiast  nie  miała  szans
zniszczyć Rosji. Cała zasada odstraszania strategicznego między dwoma wielki-

DYSKUSJA

140

background image

mi mocarstwami nuklearnymi sprowadzała się do siły uderzenia odwetowego.
Odstraszanie  czy  wzajemne  powstrzymywanie  się  polegało  na  tym,  że  bez
względu na siłę pierwszego uderzenia nuklearnego, druga strona miała jeszcze
siłę  dokonania  uderzenia  odwetowego  niszczącego.  U  podstaw  rozważania
uderzenia uprzedzającego do zagrożeń terrorystycznych bądź tzw. państw zbó-
jeckich,  posiadających  minimalny  potencjał  nuklearny,  legła  więc  asymetria
potencjałów. 

Jeżeli chodzi natomiast o pytanie, po co drażnić Irak, który może dokonać

uderzenia odwetowego na wojska znajdujące się w pobliżu czy na Izrael... Jest
to sytuacja, o której mówił już kilkakrotnie prezydent Bush. Bezczynność wobec
Iraku jest nie do przyjęcia, trzeba podejmować aktywne próby, aby nie dopuścić
do  rozszerzania  się  już  istniejącego  zagrożenia.  Z  tego  punktu  widzenia
działania powstrzymywania wzrostu zagrożenia ze strony Iraku są usprawiedli-
wione.  Można  oczekiwać,  ze  jednym  z  priorytetów  na  początku  kampanii
będzie próba zniszczenia maksymalnej ilości nie tyle broni masowego rażenia,
ile  środków  jej  przenoszenia,  zwłaszcza  rakiet.  Lotnictwo  irackie  już  obecnie
jest spacyfikowane przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Głównym prob-
lemem jest więc wykrycie wyrzutni rakietowych dużego zasięgu, a jak donoszą
środki masowego przekazu, jest ich około dwudziestu. 

JANUSZ ONYSZKIEWICZ

Dwa zdania uzupełnienia. Środki przenoszenia broni masowego rażenia to

nie  tylko  rakiety.  Broń  masowego  rażenia,  chemiczną  czy  bakteriologiczną,
można przewieźć w walizce i wrzucić do filtrów wody. Jeżeli chodzi natomiast
o  środki  przenoszenia  w  postaci  rakiet,  to  szacunki  ilościowe  wahają  się  od
dwudziestu do sześćdziesięciu. Nie jest to ilość, która może rozstrzygnąć kam-
panię. Ta ilość może jednak zmienić sytuację: Irak może zacząć budować coraz
większy potencjał środków przenoszenia i za jakiś czas groźba narośnie. Można
przyjąć, że – poza udostępnieniem broni masowego rażenia rozmaitym grupom
terrorystycznym,  aby  zmiękczyć  Stany  Zjednoczone,  aby  zasiać  obawę 
i niepewność – Irak ma na celu hegemonię regionalną. Ze względu na dotychcza-
sowe doświadczenia z Irakiem, nie można z całą pewnością tego bagatelizować.

TADEUSZ CHABIERA

Chciałbym odnieść się do dwóch kwestii. Po pierwsze – do różnicy między

interwencją w Afganistanie a interwencją w Iraku. Podstawowa różnica polega
na tym, że interwencję w Afganistanie można potraktować jako obronę, nato-

141

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

miast interwencję w Iraku raczej należałoby traktować jako atak. W kontekście
pytania  postawionego  przez  mojego  przedmówcę  pojawia  się  jeszcze  jedno
zagadnienie:  mianowicie  w  przypadku  Iraku  chodzi  o  stworzenie  precedensu 
w  sprawie  rozprzestrzeniania  broni  atomowej,  czego  nie  było  w  przypadku
Afganistanu.  Wątpliwości  budzą  bezpośrednie  związki  Iraku  z  terrorystami.
Dotychczas panowała zasada, że jeżeli jakieś państwo ma broń atomową, to już
trudno, jest tolerowane w klubie państw atomowych. Tutaj chodzi o to, aby do
tego klubu pewnych państw nie wpuszczać, zwłaszcza takich nieobliczalnych
reżimów jak reżim Saddama Husajna. 

Druga uwaga dotyczy polskiej polityki, którą ja oceniam nieco inaczej niż

Jacek Czaputowicz. Uważam, że w kontekście tej strategii prewencyjnej, o której
się  dyskutuje,  nie  można  (jak  prezydent  Kwaśniewski)  mówić  o  nieograni-
czonym zaufaniu do prezydenta Busha. Przy prewencji? Przy obronie i stosowa-
niu artykułu 5 – tak, ale przy prewencji może być tylko mowa o ograniczonym
zaufaniu. Przy tej okazji pojawił się jeszcze jeden problem, mianowicie błędów
w polityce zagranicznej, zagrażających naszym interesom. Zapowiedź wysłania
naszych wojsk do Iraku, rzucona w „Tagesspiegel” na rynku niemieckim, trafia
na grunt najmniej do tego odpowiedni. Mówił już o tym minister Komorowski,
dziwiąc  się,  że  o  takiej  decyzji  informuje  się  polską  opinię  publiczną  przez
niemieckie  media.  Nie  mówię  już  o  tym,  że  w  kontekście  naszych  rokowań
europejskich może to pociągnąć za sobą pewne niekorzystne konsekwencje.

Druga  sprawa,  na  której  mi  zależy,  to  Ukraina.  Nagle  w  kontekście  Iraku

pojawia się Polska, która zachowuje się dość dziwacznie, dyktując, co Ukraina
ma robić, zwraca uwagę, zaczyna radzić. Ukraina staje się ofiarą tej optymisty-
cznej ideologii mocarstwa regionalnego – Polski. Ta reaktywna polityka, którą
spotyka się w mediach, nie służy naszym interesom i powoduje, że stajemy się
zakładnikami spraw, co do których do końca nie jesteśmy pewni. Dumę moją
budzi, kiedy Bush wymienia wśród swoich przyjaciół Kwaśniewskiego, jestem
natomiast oburzony, kiedy ktoś mówi o nieograniczonym zaufaniu do Busha. 

WOJCIECH WIERZBICKI 

Mam  wątpliwości  w  trzech  sprawach.  Po  pierwsze  –  zabrakło  mi  tu

wyjaśnień, z jakim terroryzmem chcemy walczyć. Terroryzm nie jest zjawiskiem
nowym,  występował  już  w  średniowieczu.  To,  co  robili  Niemcy,  też  było  ter-
rorem. Druga moja wątpliwość dotyczy spodziewanej reakcji krajów arabskich,
zwłaszcza że nie ma stuprocentowej pewności co do tego, czy Irak produkuje
broń chemiczną. W świecie arabskim trzeba się liczyć z olbrzymim wzrostem

DYSKUSJA

142

background image

nacjonalizmu,  z  olbrzymią  niechęcią  do  krajów  popierających  Stany
Zjednoczone  i  wieloma  innymi  konsekwencjami.  Trzecia  rzecz,  której  mi
zabrakło, to nasza sytuacja. Mam wrażenie, że nasza sytuacja pośrednio już się
pogorszyła. Akcje Putina tymczasem poszły w górę. 

ANTONI KUKLIŃSKI 

Jestem pesymistą w tej całej sprawie. Tak jak profesor Wierzbicki uważam,

iż  nie  można  rozpatrywać  sprawy  Iraku  jako  rzeczy  samej  w  sobie.
Najważniejsze  jest,  co  zmieni  się  na  scenie  światowej  (a  nie  tylko  arabskiej) 
w  wyniku  wojny  irackiej.  Zauważmy,  że  w  „Harald  Tribune”  jest  druzgocąca
krytyka poczynań Busha. Ta krytyka w ogóle nie przenika do naszej prasy. Nie
wypada krytykować prezydenta Busha. 

Pan generał wspomniał o nowej strategii – otóż niedawny artykuł w „Harald

Tribune” mówi o tym, że ta strategia jest odrzuceniem porządku międzynaro-
dowego, który ukształtował się po roku 1648, od Traktatu Westfalskiego. Jest
to kolejna karta odrzucająca światowy porządek prawny, po manifeście komu-
nistycznym  i  wczesnym  sowietyzmie,  kiedy  sowieci  zakładali  państwa  prole-
tariackie.  Słabością  doktryny  amerykańskiej  jest  to,  że  odrzuciła  ona  pojęcie
„nation building”. Powinno ono być np. zastosowane w Afganistanie, a nie jest
–  Karzai  kontroluje  jedynie  stolicę  państwa,  odradza  się  największe  zagłębie
narkotyków  w  skali  światowej.  Inna  sprawa  to  gospodarka  światowa,  której
stan jest coraz bardziej problematyczny. Niemcy stają się „chorym człowiekiem
Europy”,  Japonia  –  „chorym  człowiekiem  świata”.  „Harald  Tribune”  zadaje
pytanie, czy choroba japońska przyjdzie do Stanów Zjednoczonych. Uderzenie
na Irak i zmiana cen ropy mogą być tą krytyczną granicą, której przekroczenie
pogrąży świat w kryzysie gospodarczym. Mam żal do Brytyjczyków, że w ostat-
nim numerze „The Economist” dali piękny przegląd sytuacji gospodarki świa-
towej, ale w ogóle nie zastanawiają się nad konsekwencjami uderzenia na Irak.
Co się wówczas stanie się z gospodarką światową? Jest to konflikt ideologiczny
między cywilizacją tzw. zachodnią i muzułmańską, ale żaden hungtingtonizm
nie jest tu wskazany. 

RYSZARD TURSKI

Jestem zaniepokojony głównym nurtem dyskusji. Sięgnę do analogii: te wszys-

tkie argumenty wytoczone dziś przeciwko prezydentowi Bushowi były już sfor-
mułowane w latach czterdziestych, przeciwko Roosveltowi. Tymczasem sprawą 
o podstawowym znaczeniu jest problem analizy i zrozumienia nowej fazy terro-

143

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

ryzmu.  Analogia,  jak  wiadomo,  jest  słabszą  formą  intelektualnego  poznania.
Porównanie  z  sytuacją  sprzed  tysiąca  czy  siedmiuset  lat  ma  oczywiście  walory
intelektualne,  ale  ograniczone.  Obecny  terroryzm  jest  zjawiskiem  zasadniczo
nowym. Nikt nie mówi o tym, co było po 11 września, choć wielu podkreślało, że
jest to wojna terrorystyczna. Przypomnę więc, że terroryzm rozwijał się również
w latach zimnej wojny, miał swoich potężnych produktorów: Związek Radziecki,
Chiny,  Bułgarię,  NRD.  Wydał  ten  terroryzm  ogromne  owoce  m.in.  w  Ameryce
Południowej i do tej pory istnieje. Ogromny stopień obecnego zagrożenia terro-
rystycznego polega na tym, że ma on oparcie wśród zorganizowanych struktur
wojskowych świata islamskiego. W świecie islamskim zaznaczył się skrajny fun-
damentalizm i skrajne ludobójstwo. Terroryzm ma bardzo silne podłoże ideologi-
czne. Nie atakuję tu całego islamu, ale twierdzę, że obecny terroryzm ma bardzo
silne  umocowanie  w  procesach  typu  ideologicznego,  które  się  dokonują.  Co
będzie  się  działo  po  ewentualnej  interwencji  Stanów  Zjednoczonych  w  Iraku?
Pytanie jest logiczne. Ale z punktu widzenia logiki należałoby wcześniej postawić
pytanie, co będzie się działo, jeśli nie będzie takiej interwencji. Odpowiedź brzmi:
nasilą się procesy tworzenia wielkich struktur globalnego terroryzmu. Już z per-
spektywy naszego życia można postawić ogólną hipotezę, że im doskonalsze są
technologie, tym większe jest zagrożenie terrorystyczne. A zatem – struktury ide-
ologiczne  skoncentrowane  na  terroryzmie  globalnym  mają  ogromny  potencjał.
Jeśli  zaś  chodzi  o  Izrael,  to  poza  Egiptem  i  Jordanią,  świat  arabski  odmawia
Żydom prawa do posiadania własnego państwa. Wręcz przeciwnie, są ideologie,
według  których  obowiązkiem  religijnym  jest  zniszczenie  tego  państwa  i  tych
ludzi. I to mają być partnerzy do negocjacji? 

Jeśli natomiast chodzi o Stany Zjednoczone i stosunek do nich, to świadczy

on o bardzo głębokim kryzysie ONZ, który nie jest w stanie w ogóle zareagować
na terroryzm i kazus iracki. W stanie głębokiego kryzysu politycznego znajdu-
je się także NATO. 

WOJCIECH GIEŁŻYŃSKI 

Mam dwie uwagi. Pierwsza kwestia to ewentualny polski udział, określony

na siłę jednego batalionu. Do tej pory nasz udział w różnych wydarzeniach nie
sięgał  nawet  jednej  kompanii.  W  Zatoce  Perskiej  było  120  biednych  sanita-
riuszek, dwa statki, z których jeden nie nadawał się do niczego i został odesłany
z powrotem, oraz jeden generał z trzema pułkownikami, którzy siedzieli i pili
kawę w Riadzie. Taki był nasz wkład. Byłem naocznym świadkiem, więc wiem,
co mówię. Po wtóre, nasze siły szybkiego reagowania szykowały się przez pięć

DYSKUSJA

144

background image

miesięcy, po czym wyleciały do Afganistanu wynajętym samolotem. Ich wkład
był żaden. Jeżeli zdołamy wystawić batalion, to już będzie to duże osiągnięcie.
Na końcu pana wypowiedzi była analiza przyszłej wojny eskalacyjnej z Irakiem.
Ta  wojna,  w  moim  przekonaniu,  może  zakończyć  się  już  w  pierwszym  akcie 
w czasie jeszcze krótszym niż poprzednia wojna z Irakiem. 

Przechodzę teraz do sprawy zasadniczej. Z tego, co pan powiedział o zmia-

nie  strategicznego  myślenia,  płyną  wnioski  przerażające.  Jeżeli  całą  strukturę
wojskową  przebudowuje  się  do  walki  z  „pryszczem”  (bo  terroryzm  należy
uznać za dokuczliwy pryszcz), to oznacza to, że zapomina się o groźnych posta-
ciach raka, który może odrodzić się za kilka lat. Rosja już została dopuszczona
do decydowania o NATO. 

KATARZYNA ŻUKROWSKA

Chciałabym powiedzieć kilka słów o kosztach naszego udziału w operacjach

antyterrorystycznych.  Generał  Koziej  wyróżnił  trzy  rodzaje  działań:  operacyj-
no-informacyjne,  desantowo-rajdowe  i  powietrzno-lądowe.  Udział  w  każdej 
z tych specjalizacji kosztuje. Wątpię, by Polska miała możliwość wyposażenia
tych  sił.  Mówi  się,  że  powinniśmy  podchodzić  do  tego  skromnie  i  w  miarę
naszych możliwości. Jeżeli znajdziemy jakąś niszę, jak np. służby medyczne, to
może  to  stać  się  naszą  specjalnością.  Nie  wydaje  mi  się  jednak,  abyśmy  byli 
w  stanie  finansowo  i  merytorycznie  wystąpić  jako  partner  krajów  silnych.
Nawiązując  natomiast  do  wypowiedzi  profesora  Kuklińskiego...  Rzeczywiście
krytyka  Stanów  Zjednoczonych  jest  niezwykle  ostra,  ale  trzeba  odróżniać
rzeczywistość wirtualną od faktycznej. Tą ostatnią jest gra o integrację polity-
czną  Europy,  w  której  Stany  Zjednoczone  odgrywają  określoną  rolę.
Równocześnie zachodzą bardzo ciekawe procesy w gospodarce. We wrześniu
Unia Europejska zawarła wiele umów, w tym umowę stowarzyszeniową z orga-
nizacją  międzynarodową.  Ta  współpraca  zaczyna  być  wspomagana  układami
liberalizacyjnymi z różnymi ośrodkami w Azji, Ameryce Łacińskiej, w krajach
Karaibów czy Pacyfiku, jak np. umowa z MERCOS-em. Trzeba jednak pamiętać,
że jest to zwykły efekt zmian, przygotowujący gospodarkę do działania w wa-
runkach  globalizacyjnych,  tj.  w  warunkach  zliberalizowanych  stosunków
międzynarodowych. Względy bezpieczeństwa w powojennej Europie zdetermi-
nowały  także  koncepcję  integracji  europejskiej,  która  doprowadziła  antago-
nistów, m.in. Francję czy Niemcy, do ścisłego współdziałania, jednolitego rynku
kapitałowego, siły roboczej, towarów i usług.

145

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

BEATA JAGIEŁŁO 

Jestem w gorszej sytuacji niż panowie, ponieważ nie mam wglądu do wielu

dokumentów. Jest też zapewne dobra strona tej sytuacji, bo patrzę z pewnego
dystansu  i  bardziej  ogólnie.  Dlatego  politykę  Stanów  Zjednoczonych
ujmowałabym  raczej  poprzez  aspekt  wewnętrzny,  z  punktu  widzenia
społeczeństwa  amerykańskiego  i  prezydenta  Busha.  Czy  nie  jest  to  również
jakaś  próba  –  nie  powiem  ratowania  –  ale  umacniania  jego  pozycji?  Moim
zdaniem, Stany Zjednoczone zareagowały niewłaściwie na 11 września. Kiedy
zastanawiam  się,  jak  prezydent  Bush  powinien  zareagować,  mam  poważne
kłopoty.  A  może  jednak  powinien  wykazać  chrześcijańskie  miłosierdzie?
Pamiętajmy  jednak,  że  zamach  terrorystyczny  dział  się  na  oczach  świata.  Ta
tragedia głęboko tkwi w naszych umysłach i sercach. 

Sprawa druga to nasza polityka, bardzo proamerykańska, mało proeurope-

jska.  Właściwie  nie  znamy  polityki  zagranicznej  Unii,  nie  znamy  tej  wyrafi-
nowanej  filozofii,  na  której  się  ona  opiera.  Tymczasem  Unia  dostrzegła  już
dawno, że terroryzm i walka z nim rodzą się w umysłach – dlatego o nie wal-
czy.  Unia  stworzyła  ponadto  nową  mapę  świata,  a  my,  Polacy,  ciągle  tkwimy 
w starym systemie i widzimy świat w starych strukturach. 

JERZY KŁOPOTOWSKI 

Cały ten amerykański pęd do walki z terroryzmem jest bardzo trudny do

zdefiniowania. Wspomniano tu o terroryzmie państwowym, zgadzam się: jest
terroryzm państwowy i terroryzm antypaństwowy, inaczej mówiąc – terroryzm
silnych  i  terroryzm  słabych.  Jeżeli  prezydent  Bush  uważa,  że  bin  Laden  jest
ostatnim terrorystą na świecie, to jest bardzo naiwny. W prasie amerykańskiej
coraz częściej pisze się o sieciach terrorystycznych indonezyjskich. Będzie ich
coraz więcej, także w innych państwach, na innych kontynentach. Druga intifa-
da  unaoczniła,  że  terroryzm  słabych  może  być  silną  i  skuteczną  bronią.
Uważam  ponadto,  że  to  dopiero  początek  nowego  terroryzmu.  I  będzie  on
trwał dopóty, dopóki będzie istniał podział świata na bardzo biedny i bardzo
bogaty. 

JAROSŁAW BRATKIEWICZ

Sedno problemu irackiego sprowadza się, moim zdaniem, do tego, że mamy

do  czynienia  z  dwoma  porządkami  prawnymi  na  świecie,  które  wyrażają  się
przez sposób procedowania Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii z jednej
strony, a z drugiej – większości państw należących do ONZ. Pierwszy sposób,

DYSKUSJA

146

background image

ONZ-owski,  to  odstraszanie,  powstrzymywanie,  reakcja  w  sytuacji  konfliktu.
Sposób  proponowany  przez  Stany  Zjednoczone  radykalnie  łamie  tę  logikę.
Stany Zjednoczone kierują się własną, śmiałą, ambitną i kontrowersyjną kon-
cepcją  działania  w  przypadku  zagrożeń  nietradycyjnych,  asymetrycznych.
Punktem  wyjścia  dla  USA  jest  to,  że  zagrożenie  obecne  jest  zagrożeniem
nieprzewidywalnym. Zagrożenie sowieckie było w dużej mierze przewidywalne,
zwłaszcza od czasów Chruszczowa, który mówił o pokojowym współistnieniu.
Atak  terrorystyczny  jest  nieprzewidywalny.  W  przypadku  Afganistanu  mamy
do czynienia z reakcją na działanie tzw. państwa upadłego. W przypadku Iraku
– z terroryzmem państwowym, który jest także wysoce nieprzewidywalny. Jest
zrozumiałe,  że  my  opowiadamy  się  za  tym,  żeby  sprawy  były  rozwiązywane 
w porządku multilateralnym, z wykorzystaniem wszystkich instrumentów ONZ,
Karty Narodów Zjednoczonych, mechanizmów, które są znane i wypróbowane.
Z drugiej strony, trudno nie zgodzić się kontrargumentami Amerykanów, pyta-
jących o działania ONZ w ciągu ostatnich dziesięciu lat, po wojnie w Zatoce.

Widzę tu swoisty dylemat dla polskiej polityki zagranicznej. Z jednej strony,

rozwiązania multilateralne są podstawą naszego myślenia. Dlatego wchodzimy
do struktur NATO i Unii Europejskiej. Rozwiązania amerykańskie powinny nas
płoszyć: jakieś supermocarstwo nadaje sobie wyższą suwerenność, która może
obniżać suwerenność innych; decyduje, co stwarza zagrożenie dla społeczności
międzynarodowej, i w trybie jednostronnym reaguje na to zagrożenie, nie kon-
sultując się ze społecznością międzynarodową. Z drugiej strony, w Polsce jest
amerykanofilia, poczyniono ruchy polityczne wskazujące, że Polska jest krajem
oddanym idei atlantyckiej. Ostatnio Polska popiera kraje środkowowschodnie
dążące do NATO, zwłaszcza kraje bałtyckie, które oglądają się na Stany. Nasze
władze poczyniły pewne awanse. Jeśli więc dojdzie do operacji antyirackiej, to
jak w tej sytuacji ma zachować się Polska? 

TOMASZ JACKOWSKI

Pragnę  zwrócić  uwagę,  że  takie  zagrożenia  jak  irackie  pojawiają  się  regu-

larnie.  Z  podobnym  zagrożeniem  mieliśmy  do  czynienia  w  przypadku  Iranu,
takim  zagrożeniem  może  stać  się  Pakistan.  Pakistan  ma  już  broń  jądrową 
i jakiekolwiek zmiany w tym państwie mogą spowodować przekazanie tej broni
w ręce nieodpowiedzialne. Trudno też dziwić się, że w regionie strategicznym
dla całego świata (ze względu na ropę naftową) to zagrożenie jest odczuwalne
jako  bardzo  poważne.  I  jeszcze  jedna  sprawa:  nie  mogę  zgodzić  się  z  panem
Tadeuszem Chabierą. O ile Ukraina utraciła swoją wiarygodność jako członek

147

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

koalicji  antyterrorystycznej,  przynajmniej  do  jasnego  wyjaśnienia  sprawy
radarów,  o  tyle  w  społeczeństwie  polskim  wzmocniła  swą  wiarygodność.
Społeczeństwo polskie traktowało Ukrainę jako powalonego kolosa i państwo,
które  można  poklepywać  po  plecach.  Sam  fakt,  że  na  Ukrainie  możliwe  jest
powstanie  urządzeń  obronnych  i  ich  ewentualny  eksport,  w  polskim  społe-
czeństwie wzbudził zainteresowanie, a zarazem ogromne zdziwienie, że ten kraj
produkuje takie urządzenia. 

KATARZYNA ŻUKROWSKA

Może  niezbyt  precyzyjnie  sformułowałam  swą  wypowiedź  o  Unii

Europejskiej. Chcę podkreślić, że Unia działa w zupełnie przeciwnym kierunku,
budując  europejskie  struktury  operacyjne.  I  nie  jest  to  kierunek  antyamery-
kański. Spójrzmy na cały proces integracyjny Unii Europejskiej czy chociażby
na obecność Stanów w Europie czy w NATO. Spójrzmy na początek na proces
tworzenia Wspólnot Europejskich: Monnet i Schuman współpracowali przecież
z Amerykanami.

JANUSZ ONYSZKIEWICZ

Chciałbym  przeprosić,  że  nie  odniosę  się  do  poszczególnych  wystąpień,

będzie to odpowiedź zbiorowa. Wszyscy podkreślali, że Stany Zjednoczone zak-
westionowały  porządek  światowy.  Doktryna  działań  wyprzedzających
najwyraźniej jest bardzo trudna do pogodzenia z różnymi konwencjami czy Kartą
Narodów  Zjednoczonych.  Zarazem  pragnę  zwrócić  uwagę,  że  to,  co  stało  się 
11  września,  to  nie  był  dla  Stanów  Zjednoczonych  „pryszcz”.  To  był  po-
tworny szok i od tamtej pory Stany uważają, że są w stanie wojny. W Europie zaś
nie  uważamy,  że  to  jest  wojna.  Sądzę  też,  że  to,  co  się  dzieje  w  Stanach
Zjednoczonych, nie jest odejściem od tego, co zostało ustanowione na kongresie
w Westfalii. Jest to raczej powrót do porządku westfalskiego, z tą różnicą, że teraz
podmiotami  są  nie  tylko  państwa.  Powraca  także  koncepcja  równowagi  sił  czy
równowagi  strachu  usankcjonowana  na  tym  kongresie.  Jeżeli  chodzi 
o  kwestię  Europy  i  Stanów  Zjednoczonych...  To  prawda,  Unia  Europejska  ma
określoną  politykę  zagraniczną,  ale  w  zakresie  społeczno-gospodarczym,  zaś 
w zakresie bezpieczeństwa – jak pokazały ostatnie wydarzenia – takiej polityki nie
ma. Jest przecież kolosalna różnica między polityką Niemiec, Francji czy Włoch.
Ostatnie zawirowania wokół Iraku jeszcze bardziej komplikują szanse powstania
wspólnej  polityki  bezpieczeństwa  i  obrony,  dodając  amunicji  tym  sceptykom,
którzy mówią, że jest to rzecz możliwa, ale nie w najbliższej przyszłości. 

DYSKUSJA

148

background image

Co się tyczy Polski, to muszę powiedzieć, że czytałem wywiad prezydenta

Kwaśniewskiego  w  „Tagesspiegel”  z  mieszanymi  uczuciami.  Doceniam
wyważony ton jego wypowiedzi, ale zaskoczyła mnie deklaracja uczestniczenia
Polski  w  akcji  przeciwko  Irakowi.  Pojawiają  się  dwa  pytania:  czy  była  to
deklaracja  na  czasie  oraz  kto  w  Polsce  określa  politykę  zagraniczną  kraju.
Sytuacja wygląda dość paradoksalnie: na polskiej scenie w ogóle nie widać mini-
stra  Cimoszewicza.  Sprawą  naszego  członkostwa  w  Unii  zajmuje  się  minister
Hübner  ewentualnie  urząd  premiera,  prezydent  Kwaśniewski  zajmuje  się
sprawami  strategicznymi,  a  minister  Cimoszewicz  został  „zredukowany”  do
spraw  Trzeciego  Świata.  Przy  całym  szacunku  dla  troski  o  wizerunek  Polski,
zauważę  jednak,  że  od  Polski  nikt  nie  oczekiwał  tego  rodzaju  deklaracji.
Należało  raczej  zachować  dystans  i  wstrzemięźliwość  oraz  konsultować
deklaracje strony polskiej z naszymi partnerami w Unii Europejskiej. 

Nie jestem pewien, czy akcja w Iraku musi oznaczać katastrofę gospodarczą,

choć najprawdopodobniej ceny ropy podskoczą. Gdyby jednak w Iraku udało
się wprowadzić sprawne rządy i uruchomić rezerwy ropy, to mogłoby dojść do
obniżenia  jej  cen.  Jaka  będzie  reakcja  krajów  arabskich?  Nie  wiadomo,  jaka
będzie, ale nie było też wiadomo, jaka będzie reakcja na akcję w Afganistanie.
Na  początku  wydawało  się,  że  jest  gwałtowna  i  narastająca,  ale  szybko  się
uspokoiła.  Bardzo  dużo  będzie  zależało  od  tego,  jak  to  zostanie  rozegrane, 
a w szczególności – czy będzie to działanie zgodne z prawem, czy też nie. 

Co się tyczy polskiego udziału... Nie jest tak, że Polska nie jest do niego zdol-

na – finansowo czy organizacyjnie. Sądzę, że jesteśmy w stanie przygotować te
siły.  Kiedy  pojawiła  się  kwestia  wysłania  do  Kosowa  drugiego  batalionu,  to
bardzo sprawnie ją rozwiązaliśmy. Nie chcę wchodzić w to, co możemy zaofer-
ować,  ale  mam  jeszcze  dwie  uwagi  w  tej  materii.  Oczywiście,  jakieś  koszty
poniesiemy na pewno, ale też nie doprowadzą one do załamania finansowego
kraju. Druga sprawa to struktura tych sił reagowania NATO: zasadniczy trzon
amerykański  i  narodowe  uzupełnienia.  Byłoby  jednak  znacznie  lepiej,  gdyby 
w ramach tych dwudziestu kilku tysięcy wydzielono pulę europejską. Czy się to
uda,  nie  wiadomo.  Jest  to  w  tej  chwili  luźna  koncepcja,  powinniśmy  jednak
dbać, aby była spójna i zgodna z planami budowania sił europejskich. 

STANISŁAW KOZIEJ

Wynotowałem  kilka  wypowiedzi,  do  których  chciałem  się  ustosunkować,

ale  minister  Onyszkiewicz  po  części  mnie  już  wyręczył.  W  związku  z  tym
zostały mi cztery zagadnienia. 

ŚWIATOWY TERRORYZM – IRAK – ODPOWIEDZIALNOŚĆ USA A EUROPA

background image

Po pierwsze – nasz wkład do sił ekspedycyjnych Sojuszu. Mówiłem o tym,

że  powinien  on  być  odpowiedni  do  naszej  pozycji  w  NATO.  Podobnie  jak
Państwo, mam duże wątpliwości, czy nam się to uda i czy nasza oferta zostanie
przyjęta. W prowadzonych do tej pory operacjach nasz udział nie był znaczący. 

Po  drugie  –  model  kampanii  irackiej.  Przedstawiłem  model  optymalny,

model  operacji  eskalacyjnej.  Nie  można  jednak  wykluczyć,  że  wszystko
rozstrzygnie się po szybkim uderzeniu początkowym. Mimo wszystko nie sądzę,
że będzie to operacja błyskawiczna, będzie to raczej działanie długotrwałe. 

Po  trzecie  –  walka  z  bronią  masowego  rażenia.  W  strategii  amerykańskiej

jest  ciekawy,  ale  dyskusyjny  termin:  „kontrproliferacja”.  Nie  chodzi  tu 
o nierozprzestrzenianie, nieproliferację. Amerykanie rozumieją to jako aktywne,
uprzedzające działanie wobec proliferatorów, mające na celu niedopuszczenie
do aktywnego rozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Jest to nowa kate-
goria pojęciowa, myślę, że stanie się ona przedmiotem dyskusji. 

Wreszcie – po czwarte – krytyczne głosy wobec postawy amerykańskiej po

11 września i zmiany strategicznego myślenia o świecie. Tę krytykę napotykamy
nie tylko w prasie, ale także w stanowiskach rządów, zwłaszcza europejskich.
Proszę jednak zauważyć, że na ogół odrzuca się stanowisko USA, nic w zamian
nie  proponując.  Potrzebna  jest  nowa  filozofia  podejścia  wobec  walki  z  terro-
ryzmem.  Najczarniejszą  prognozą  byłoby  bowiem  przyjęcie  strategii  biernej. 
W  obszarze,  którym  ja  się  zajmuję,  nie  zauważam  krytyki  konstruktywnej.
Dlatego postuluję pozytywne podejście do propozycji amerykańskich i krytyczną
nad nimi dyskusję. Bierna postawa oznacza bowiem ich milczącą akceptację.

JACEK CZAPUTOWICZ

Podsumujmy nasze spotkanie. Wśród wielu zagadnień wyeksponowano tu

wyraźnie się trzy wątki. Pierwszy – to kwestia terroryzmu. Wielu dyskutantów
pokazało to zjawisko w ujęciu historycznym, co przybliża nas do istoty terro-
ryzmu. Drugi wątek – to Irak jako wyzwanie dla społeczności międzynarodowej
w  dziedzinie  bezpieczeństwa  i  obrony,  w  tym  także  w  kontekście  integracji
europejskiej.  Jaki  będzie  stosunek  poszczególnych  państw  do  tego  problemu.
Przyszłość pokaże, czy sprawdzą się nasze przewidywania i obawy co do roz-
woju sytuacji wokół Iraku i sposobów rozwiązania problemów współczesnego
terroryzmu. Trzeci wątek – potwierdzenie tez, że opinia publiczna na temat pol-
skiej  polityki  zagranicznej  jest  podzielona.  Nie  mamy  jednolitego  stanowiska
ani  wobec  zaangażowania  Polski  w  ten  konflikt,  ani  wobec  strategicznych
kierunków polskiej polityki zagranicznej.

DYSKUSJA

150

background image

Krystian Piątkowski*

Polski przemysł zbrojeniowy na rozdrożu

W trzy lata po przystąpieniu Polski do Sojusz Północnoatlantyckiego i na rok

przed oczekiwanym wejściem do Unii Europejskiej coraz bardziej aktualne staje
się pytanie o przyszłość polskiego przemysłu zbrojeniowego. Trzynaście lat, które
minęły  od  rozpoczęcia  polskiej  transformacji  ustrojowej,  nie  doprowadziły  do
decydujących przemian podobnych do tych, które zaistniały w innych gałęziach
polskiej  gospodarki.  Ogólna  kondycja  sektora  zbrojeniowego  stopniowo  ulega
pogorszeniu, do tej pory nie sformułowano też żadnej strategicznej, długofalowej
wizji jego rozwoju. Tymczasem coraz głębsza integracja Polski z euroatlantyckim
obszarem polityczno-gospodarczym już niedługo może doprowadzić do sytuacji,
w  której  krajowi  wytwórcy  uzbrojenia  i  sprzętu  wojskowego  staną  przed
dylematami  o  fundamentalnym  znaczeniu  dla  dalszego  istnienia  ich
przedsiębiorstw. Prezentując w niniejszym artykule subiektywną ocenę przyczyn
takiego stanu rzeczy, staram się odpowiedzieć na najbardziej podstawowe pyta-
nia, odnoszące się do przyszłości polskiego przemysłu obronnego

1

.

PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA PRZEŁOMIE LAT 80. i 90. 

Ogólny wizerunek

Na  początku  przemian  ustrojowych  w  Polsce  sytuacja  w  sektorze  zbroje-

niowym  stanowiła  odzwierciedlenie  wszystkich  czynników  determinujących
polityczny  i  ekonomiczny  status  PRL.  Opisując  ów  stan,  nie  można  zatem
abstrahować od realiów funkcjonowania systemu komunistycznego. Od same-

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 151–192

151

*  Autor  jest  ekspertem  w  dziedzinie  wojskowości,  absolwentem  Naval  Postgraduate  School 
w Monterrey, USA.

background image

go  początku  branża  zbrojeniowa  tworzona  była  w  oparciu  o  kompleksowe
plany  przygotowań  wojennych  państwa  i  całego  obozu  komunistycznego. 
O wielkości produkcji, jej asortymencie, sieci kooperantów, a częstokroć także
o usytuowaniu zakładów i zagranicznych rynkach zbytu decydowano w ramach
uzgodnień  politycznych  z  ZSRR  oraz  sojusznikami  z  Układu  Warszawskiego,
które najczęściej przybierały formę przydziału zadań produkcyjnych. Produkcja
zbrojeniowa,  podobnie  jak  przemysł  wydobywczy,  energetyczny  oraz  ciężki,
była kierowana centralnie. 

Zadaniem  przedsiębiorstw  zbrojeniowych  było  zarówno  zaspokajanie

bieżących  potrzeb  własnych  i  sojuszniczych  sił  zbrojnych  (na  zasadzie  skoor-
dynowanych  planów  dostaw),  jak  też  utrzymywanie  gotowości  do  wielokrot-
nego zwiększenia produkcji na wypadek antycypowanego konfliktu zbrojnego
pomiędzy  Wschodem  i  Zachodem.  To  podstawowe  założenie  determinowało
wielkość i profil produkcji zakładów oraz sposób zarządzania nimi. 

W przeciwieństwie do państw NATO, gdzie nawet do połowy lat 50., w okre-

sie  powojennej  odbudowy  i  masowych  dostaw  taniego  sprzętu  z  amery-
kańskiego  demobilu,  nie  zapominano  o  rywalizacji  pomiędzy  producentami 
z  poszczególnych  krajów,  w  Polsce  i  innych  państwach  Europy  Wschodniej
konkurencja oficjalnie nie była tolerowana.

Na  początku  lat  60.  państwa  Układu  Warszawskiego  stanęły  przed  per-

spektywą  wyboru  odrzutowego  samolotu  szkolnego  dla  swoich  wojsk  lot-
niczych. Komisyjnie oceniano trzy prototypy: 1) JAK-30 z ZSRR; 2) TS-11 Iskra
z Polski oraz 3) L-29 Delfin z Czechosłowacji.

Mimo iż w ocenie ekspertów L-29 charakteryzował się najgorszymi parame-

trami,  ze  względu  na  „socjalistyczny  podział  pracy”  (zakłady  produkujące
samoloty Jakowlewa obciążone były innymi zamówieniami) oraz skuteczniejszy
lobbing czechosłowackiego kierownictwa państwowego, Delfin, a z czasem jego
następca (L-39 Albatros) stał się standardowym samolotem szkolnym Układu
Warszawskiego. Polska z trudem uzyskała zgodę na utrzymanie produkcji Iskry
na własne potrzeby i eksport

2

.

Eksport broni poza Układ Warszawski odgrywał także ważną rolę polityczną

jako sposób na wspieranie „bratnich” reżimów w krajach Trzeciego Świata oraz
źródło „twardej waluty” dla wiecznie głodnej gospodarki socjalistycznej. 

Wielkość i profil produkcji

Na  przełomie  lat  80.  i  90.  polski  przemysł  zbrojeniowy  wytwarzał

samodzielnie  lub  w  ramach  kooperacji  większość  systemów  uzbrojenia

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

152

background image

używanego w Wojsku Polskim. Wyjątek stanowiły odrzutowe samoloty bojowe,
bojowe wozy piechoty, kierowane pociski rakietowe przenoszone przez samolo-
ty,  rakietowe  zestawy  ziemia-powietrze,  okręty  podwodne,  duże  okręty
nawodne  oraz  część  specjalistycznego  uzbrojenia  morskiego.  W  Polsce  pro-
dukowano: 

• samoloty szkolne i śmigłowce;
• czołgi i komponenty gąsienicowych wozów bojowych;
• samobieżne i ciągnione systemy artyleryjskie;
• broń strzelecką i zespołową;
• lekkie artyleryjskie i rakietowe systemy obrony przeciwlotniczej;
• amunicję większości typów i materiały wybuchowe;
• stacje radiolokacyjne;
• systemy dowodzenia, łączności i kierowania ogniem;
• małe i średnie okręty wojenne (okręty desantowe, trałowce, dozorowce,

ścigacze, okręty pomocnicze);

• specjalistyczny sprzęt inżynieryjny, chemiczny i remontowo-naprawczy;
• wyposażenie osobiste żołnierzy;
• sprzęt logistyczny i transportowy;
• silniki różnych typów, układy napędowe i dużą gamę części zamiennych.
Polski  przemysł  dysponował  także  znacznym  potencjałem  w  zakresie

napraw i remontów sprzętu eksploatowanego przez wojsko. Ogółem do sekto-
ra zbrojeniowego (o takim sklasyfikowaniu decydowało zaliczenie zakładu do
specjalnego rejestru) należały 84 przedsiębiorstwa zatrudniające około 180 tys.
pracowników

3

.  Potencjał  produkcji  określały  trzy  zasadnicze  czynniki:  1)

wielkość  własnych  sił  zbrojnych  i  otrzymywane  od  nich  zamówienia  (w  tym
uzupełnianie zapasów mobilizacyjnych); 2) zamówienia na dostawy w ramach
Układu Warszawskiego; 3) inne zamówienia eksportowe.

Niektóre przedsiębiorstwa kierowały większość swej produkcji na zewnątrz,

uzależniając  się  silnie  przede  wszystkim  od  zamówień  w  ramach  Układu
Warszawskiego.  Przykładem  może  być  produkcja  śmigłowców  Mi-2  przez
zakłady  WSK  PZL  ŚWIDNIK,  która  w  zdecydowanej  większości  trafiała  do
ZSRR i innych państw socjalistycznych. Generalnie rzecz biorąc, polski poten-
cjał przemysłowy znacznie przewyższał potrzeby sił zbrojnych.

Zdecydowaną  większość  wyrobów  stanowiły  konstrukcje  radzieckie  pro-

dukowane  na  licencji,  częstokroć  nieznacznie  modyfikowane  w  kraju.
Wyrobów zaprojektowanych od podstaw w Polsce bądź powstałych w wyniku
rzeczywistej koprodukcji było niewiele. Taki wyjątek stanowiły systemy radio-

153

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

lokacyjne  produkowane  w  warszawskich  zakładach  RADWAR  oraz  Przemy-
słowym  Instytucie  Telekomunikacji,  charakteryzujące  się  oryginalnymi
rozwiązaniami  technologicznymi  oraz  wysokimi  parametrami.  Niezły  poziom
reprezentowało  wyposażenie  optoelektroniczne  z  Przemysłowego  Centrum
Optyki. Polską konstrukcją był odrzutowy samolot szkolny TS-11 ISKRA oraz
jego  niedoszły  następca  –  I-22  IRYDA.  Wraz  z  Czechosłowacją  Polska  pro-
dukowała  kołowy  transporter  opancerzony  SKOT.  Kilka  oryginalnych  kon-
strukcji  (np.  średnie  okręty  desantowe)  wypromował  też  polski  przemysł
stoczniowy.

Rola państwa

W  sektorze  zbrojeniowym  państwo  dominowało  w  sposób  absolutny.

Wszystkie zakłady produkujące na rzecz obronności były własnością państwa 
i posiadały status przedsiębiorstw państwowych. W ramach przemysłu zbroje-
niowego  funkcjonowały  dwie  odrębne  grupy  przedsiębiorstw  –  tzw.  cywilne 
i  wojskowe.  Pierwsze  stanowiły  integralny  element  centralnie  zarządzanego
przemysłu,  podlegając  „cywilnym”  ministerstwom.  Drugie  podlegały
Ministerstwu  Obrony  Narodowej  (w  jego  ramach  Szefostwu  Wojskowych
Przedsiębiorstw  Remontowo-Produkcyjnych)  i  były  zarządzane  przez  kadrę
wojskową.  Przedsiębiorstwa  wojskowe  specjalizowały  się  przede  wszystkim 
w  prowadzeniu  bieżących  napraw  oraz  okresowych  remontów  uzbrojenia, 
a  także  produkcji  części  zamiennych  i  podzespołów  do  eksploatowanego 
w  wojsku  sprzętu.  Siły  zbrojne  utrzymywały  także  własną,  niezależną  od
„cywilnej” sieć jednostek badawczo-rozwojowych. 

Rola  państwa  w  sektorze  zbrojeniowym  nie  ograniczała  się  do  prawa

własności.  Centralne  instytucje  państwowe  określały  wszystkie  parametry
związane  z  produkcją,  strukturą,  sposobami  zarządzania,  zatrudnieniem 
i  wymianą  handlową.  Ubezwłasnowolniało  to  kierownictwa  przedsiębiorstw 
i utrwalało pasywne postawy – np. wobec promocji wyrobów i prac naukowo-
-badawczych.  Negocjacje  kooperacyjne  i  handlowe  zawsze  odbywały  się  pod
kierunkiem i z udziałem przedstawicieli odpowiednich ministerstw. 

Czterdziestopięcioletnie funkcjonowanie sektora zbrojeniowego jako zinte-

growanego, kierowanego centralnie systemu gospodarczego nie pozostało bez
wpływu  na  postrzeganie  jego  roli  przez  znaczną  część  obecnej  kadry
menedżerskiej.  Dotyczy  to  zwłaszcza  postulowanej  przezeń  roli  rządu  przy 
regulowaniu poziomu produkcji i realizacji polityki promocyjnej za granicą. 

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

154

background image

Eksport i rynki zbytu

W statystykach obrotu bronią i wyposażeniem wojskowym z lat 80. Polska

kilkakrotnie  znalazła  się  w  pierwszej  dziesiątce  eksporterów.  Było  to  przede
wszystkim  efektem  działań  politycznych  i  konsekwencją  zimnowojennego
podziału  rynków  na  „wschodnie”  i  „zachodnie”,  odpowiadającego  z  grubsza
podziałowi  stref  wpływów  politycznych  ZSRR  oraz  państw  natowskich.  O  ile 
w strefie „zachodniej” udział poszczególnych producentów w eksporcie broni
zależał nie tylko od pozycji politycznej danego kraju, ale też od atrakcyjności
rynkowej danego wyrobu, o tyle w strefie „wschodniej” we wszystkich zasad-
niczych  kwestiach  decydował  ZSRR.  Tak  jak  w  przypadku  „kooperacyjnego”,
odgórnego  podziału  produkcji  pomiędzy  państwa  Układu  Warszawskiego,
także  w  przypadku  rynków  eksportowych  istniały  uzgodnienia  między-
państwowe  dotyczące  eksportu  najważniejszych  systemów  uzbrojenia.
Oczywiście,  w  przypadku  szczególnie  atrakcyjnych  możliwości  sprzedaży
przewaga ZSRR pozostawała bezdyskusyjna – i to nie tylko ze względu na kon-
sekwentnie  uprawianą  politykę  sprzedaży  swym  sojusznikom  licencji  na  pro-
dukcję starszych systemów uzbrojenia.

Eksport  obejmował  w  zasadzie  dwie  kategorie  państw:  1)  sojusznicy 

z  Układu  Warszawskiego,  w  tym  ZSRR  (na  podstawie  dwu-  i  wielostronnych
uzgodnień kooperacyjnych eksportowano w zasadzie każdy rodzaj produkcji);
2) grupa państw Trzeciego Świata (przede wszystkim Indie, Algieria, Libia, Irak,
Syria),  gdzie  sprzedawano  przede  wszystkim  pojazdy  pancerne,  śmigłowce,
broń strzelecką, stacje radiolokacyjne oraz małe i średnie okręty.

Poziom technologiczny wyrobów

Wkraczając w nową rzeczywistość polityczną, społeczną i gospodarczą, pol-

ski  przemysł  zbrojeniowy  dysponował  ofertą,  którą  pod  względem  liczby
wyrobów  można  było  uznać  za  szeroką  w  porównaniu  z  wielkością  kraju.
Oferta  ta  obejmowała  większość  klas  uzbrojenia  i  była  szczególnie  bogata 
w przypadku systemów uzbrojenia dla wojsk lądowych.

Pod  względem  zaawansowania  technologicznego  produktów  atrakcyjność

polskiej oferty nie była już tak wielka. Zdecydowana większość produkowanych
wzorów  uzbrojenia  nie  należała  do  najnowszych  generacji  sprzętu.  Zgodnie 
z przyjętym w ZSRR systemem udostępniania licencji na produkcję uzbrojenia,
państwa  sojusznicze  mogły  otrzymać  licencję  na  wytwarzanie  danego  typu
uzbrojenia dopiero w momencie, gdy jego seryjna produkcja w ZSRR osiągnęła
maksymalny  zaplanowany  poziom,  a  na  linie  montażowe  trafiał  już  sprzęt

155

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

następnej generacji. Trudno przytoczyć przykład, gdy inne niż ZSRR państwa
Układu  Warszawskiego  produkowałyby  uzbrojenie  rzeczywiście  najnowszej
generacji. Niejednokrotnie zdarzało się też, że eksportowy typ uzbrojenia ofero-
wany był sojusznikom w wersji zubożonej w stosunku do radzieckiego orygi-
nału.  Niektórych  typów  sprzętu  (jak  np.  rodzina  czołgów  podstawowych 
T-64/T-80, samoloty MiG-23 czy MiG-25) w ogóle nie produkowano na licencji.

Od  początku  lat  80.  w  Polsce,  Czechosłowacji  i  Jugosławii  rozpoczęto

seryjną  produkcję  czołgów  podstawowych  T-72M,  eksportowej  wersji  czołgu 
T-72A. W drugiej połowie lat 80. zastąpił go czołg T-72M1, posiadający wzmoc-
nioną  osłonę  pancerną.  Oba  warianty  dysponowały  wyposażeniem  elektroni-
cznym, które w porównaniu z analogicznymi konstrukcjami zachodnimi było
mało  skomplikowane.  W  obu  przypadkach  przekazanie  licencji  nastąpiło  po 
3  latach  od  uruchomienia  produkcji  seryjnej  w  ZSRR;  w  obu  przypadkach
wyposażenie  czołgów  było  uboższe  w  stosunku  do  radzieckiego  oryginału.
Pomimo  sugestii  ze  strony  Polski  i  CSRS,  do  końca  istnienia  Układu
Warszawskiego nie doszło do przekazania licencji na kolejny, znacznie zmody-
fikowany wariant – T-72B, wprowadzony do uzbrojenia SZ ZSRR w roku 1985.
Produkcja  obu  wariantów  czołgu  odbywała  się  na  podstawie  dokumentacji
dostarczonej  z  ZSRR,  obwarowanej  zakazem  wprowadzania  jakichkolwiek
zmian

4

.

Więcej  możliwości  wykazania  innowacyjności  Polska  miała  w  przypadku

wyrobów zaprojektowanych w kraju, których nie krępował ścisły gorset umów
licencyjnych.  Aplikowaniu  nowinek  technologicznych  sprzyjała  rozbudowana
baza  instytutów  naukowo-badawczych.  Istniała  także  możliwość  prowadzenia
niewielkich modernizacji sprzętu produkowanego na licencji.

Generalnie  jednak  poziom  technologiczny  uzbrojenia  produkowanego 

w Polsce na przełomie lat 80. i 90. był średni. Wbrew wyrażanym obecnie opi-
niom  liczba  wyrobów  na  najwyższym  światowym  poziomie  była  niewielka.
Większość  produkowanych  w  Polsce  pojazdów  opancerzonych,  systemów
artyleryjskich  czy  okrętów  była  na  poziomie  technicznym  wyrobów  z  lat  70.
Nieco  lepiej  pod  względem  technologicznym  prezentowały  się  nowe  typy
sprzętu  radiolokacyjnego  oraz  prowadzone  w  tym  czasie  nowe  programy
(śmigłowiec  W-3  Sokół  czy  modernizacja  czołgu  T-72).  Znacznym  utrudnie-
niem  w  tej  dziedzinie  były  słabe  możliwości  pozyskania  nowoczesnych  tech-
nologii  (Polska  pozostawała  na  liście  państw  objętych  embargiem  COCOM),
zaś  Rosjanie  nie  kwapili  się  z  pomocą.  Dominowało  więc  uzbrojenie  średniej
jakości  o  nieskomplikowanej  technologii,  które  można  było  wytwarzać 

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

156

background image

w dużych ilościach. Sprzęt taki, choć nadal atrakcyjny dla wielu potencjalnych
odbiorców  zagranicznych,  szczególnie  spoza  Europy,  nie  dorównywał
jakościowo  nowej  generacji  uzbrojenia,  której  produkcję  rozpoczęto  dekadę
wcześniej na Zachodzie i która była konsekwencją decyzji o wzroście wydatków
obronnych,  podjętej  przez  administrację  Ronalda  Reagana.  Nowe  uzbrojenie
doskonale zdało egzamin na polu walki nad Zatoką Perską. 

KRYZYS LAT 90.

To, co się stało z polskim przemysłem zbrojeniowym w ostatniej dekadzie,

nie może być określone inaczej niż mianem katastrofy. W związku z tym poja-
wiały  się  (i  nadal  się  pojawiają)  rozmaite  teorie  próbujące  wyjaśnić  zasięg 
i  tempo  załamania  się  sektora  zbrojeniowego  celowym  działaniem  sił
zewnętrznych  i  wewnętrznych,  czy  wręcz  spiskiem  lub  zmową.  Rzeczywiste
przyczyny tego stanu rzeczy, choć może mniej tajemnicze, są bardziej złożone 
i nie można ich sprowadzać do „obiektywnej konieczności”, jak to czyni wielu
apologetów „liberalnej terapii szokowej”. Zapoznajmy się zatem z problemami,
które dotknęły polską „zbrojeniówkę” w ostatnich dziesięciu latach.

Krach komunizmu

Polski  przemysł  zbrojeniowy  został  stworzony  do  funkcjonowania  w  sys-

temie  politycznym,  który  integrował  wszystkie  dziedziny  życia  państwa 
i społeczeństwa. Obronność stanowiła wzorcowy wręcz przykład ścisłego pod-
porządkowania  funkcji  wielu  instytucji  jednemu  celowi  –  przygotowaniu
państwa  do  prowadzenia  wojny.  Państwo  było  też  właścicielem  wszystkich
instytucji  biorących  udział  w  tych  przygotowaniach  z  przemysłem  obronnym
na czele. To, co stanowiło o specyfice przemysłu zbrojeniowego w czasach PRL
i  zapewniało  mu  stabilne  funkcjonowanie,  stało  się  przysłowiowym  „kamie-
niem  u  szyi”  tej  branży  w  momencie,  gdy  w  Polsce  niemal  z  dnia  na  dzień
zaczęły obowiązywać nowe reguły gry ekonomicznej. 

Załamanie  się  systemu  komunistycznego,  w  tym  krach  Układu

Warszawskiego z jego budowanym przez dziesięciolecia systemem wojskowych
zamówień  krajowych  i  zagranicznych  oraz  gwarantowanym  politycznie
udziałem w „dewizowym” rynku eksportowym, stanowiło dla polskiego prze-
mysłu zbrojeniowego największy szok w jego powojennej historii. Jednocześnie
pierwsze  rządy  III  RP  zrezygnowały  z  polityki  ścisłego  nadzoru  nad  zbro-
jeniówką. Działając pod presją imperatywu transformacji prorynkowej z jednej
strony,  z  drugiej  zaś  obawiając  się  jakichkolwiek  śmielszych  strategicznych

157

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

decyzji w kwestiach związanych z obronnością, w odniesieniu do dramatycznej
sytuacji  przemysłu  zbrojeniowego  gabinety  Tadeusza  Mazowieckiego,  Jana
Krzysztofa Bieleckiego czy też Jana Olszewskiego stosowały w praktyce politykę
chowania głowy w piasek. 

Gwałtowna  zmiana  otoczenia  politycznego,  gospodarczego  i  społecznego

spowodowała  paraliż  krajowych  struktur  zarządzania  przemysłem  zbroje-
niowym.  Wszystkie  podmioty  zaangażowane  w  sferę  produkcji  zbrojeniowej
okazały się zupełnie nieprzygotowane do działania w nowej sytuacji. Rozpoczął
się okres wielkiej zapaści polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Załamanie się zamówień wojskowych

W  latach  90.  nastąpiło  załamanie  się  systemu  zamówień  wojskowych 

w Polsce, tak pod względem ich wielkości, jak i struktury. Wstrzymany został
także proces unowocześniania wyposażenia sił zbrojnych poprzez zakup uzbro-
jenia  nowych  generacji,  nie  udało  się  także  kontynuować  procesu  wymiany
starego uzbrojenia na sprzęt nowszej generacji. Od 1988 r. Polska nie zakupiła
ani jednego nowego samolotu bojowego. Do końca lat 90. nie uruchomiono też
ani jednego poważnego programu zbrojeniowego. Nowe typy sprzętu, jak np.
czołg  podstawowy  PT-91  TWARDY  (w  istocie  głęboka  modernizacja  czołgu 
T-72M1)  czy  też  śmigłowiec  wielozadaniowy  W-3  SOKÓŁ,  wprowadzono  na
uzbrojenie  dzięki  kontynuacji  programów  rozpoczętych  jeszcze  w  latach  80.
Wiele  ambitnych  pomysłów  (np.  samolotu  szkolnego  I-22  IRYDA,  samolotu
pola  walki  SKORPION,  śmigłowca  HUZAR  czy  też  bojowego  wozu  piechoty
BWP-2000) pozostało na etapie prototypów bądź makiet. 

Wydatki RP na obronę w latach 90. wykazywały stałą tendencję spadkową.

Pomiędzy  rokiem  1989  a  1997  spadły  one  (w  cenach  stałych  z  roku  1997) 
z 17 358,3 do 9832,9 mln zł, tj. o 43,4%. W latach 1991 – 2000 udział wydatków
na  obronę  wahał  się  pomiędzy  2,25%  PKB  w  roku  1991,  2,43%  w  1994  r. 
i 2,02% w roku 2000. Jednocześnie jednak udział wydatków ściśle wojskowych
w budżecie MON spadł gwałtownie z 2,23% PKB w 1991 r. do 1,52% w roku
2000.  Różnica  ta  odzwierciedla  włączenie  do  budżetu  MON  zobowiązań
związanych z opieką zdrowotną i emeryturami wojskowymi.

Także  udział  wydatków  na  modernizację  sił  zbrojnych  (zakupy,  prace

badawcze i programy inwestycyjne) w budżecie MON charakteryzował się aż
do roku 2000 tendencją spadkową. Według danych MON w budżecie resortu
przeznaczono  na  nie  w  latach  1997  i  2000  odpowiednio  15,7  oraz  12,4%.
Dopiero  przyjęty  przez  rząd  w  kwietniu  2001  r.  6-letni  program  rozwoju  sił

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

158

background image

zbrojnych  oraz  jego  kolejne,  aktualizowane  corocznie  programy  6-letnie  stop-
niowo odwracają tę niekorzystną tendencję

5

.

Na  sposób  wydawania  pieniędzy  na  obronę  niekorzystnie  wpłynęły  także

nierealistyczne ambicje kierownictwa SZ RP związane z promocją nowych pro-
gramów  badawczo-rozwojowych  i  produkcyjnych,  szczególnie  widoczne 
w  okresie,  kiedy  stanowisko  szefa  Sztabu  Generalnego  WP  zajmował  gen.
Tadeusz  Wilecki.  Budowane  bez  rzetelnej  analizy  finansowych  możliwości
państwa  plany  samodzielnej  produkcji  nowej  generacji  uzbrojenia  dla  wojsk
lądowych  (czołg  podstawowy,  BWP,  śmigłowiec  szturmowy,  samobieżny  sys-
tem  przeciwlotniczy  itp.)  doprowadziły  do  rozproszenia  niewielkich
dostępnych środków przeznaczonych na prace badawcze, a w konsekwencji do
niezrealizowania żadnego z wymienionych programów. Chaos potęgowany był
dodatkowo przez stale zmieniające się priorytety kolejnych rządów i brak kon-
sekwentnej polityki zakupów. Kolejne plany rozwoju sił zbrojnych najczęściej
okazywały się nierealne już w momencie ich ogłaszania.

W drugiej połowie lat 90. światło dzienne ujrzały co najmniej cztery wielo-

letnie koncepcje rozwoju Sił Zbrojnych RP. Były to, w kolejności ich powstania: 

• „Plan  10-letni”  –  najmniej  znana  koncepcja  transformacji  SZ  RP  stwo-

rzona w 1996 r. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego przez wojskowo-
-cywilny  zespół,  pracujący  pod  kierownictwem  ówczesnego  szefa  BBN
Jerzego  Milewskiego.  Program  zakładał  m.in.  znaczną  redukcję  liczeb-
ności SZ oraz opierał się na założeniu, że znaczący wzrost wydatków na
obronę będzie nierealny w trakcie najbliższej dekady. Elementy tej kon-
cepcji (jak np. redukcja liczebności SZ do poziomu 180 tys. ludzi) wyko-
rzystano przy opracowywaniu planu „1998 – 2012”.

• „Plan  5-letni”,  którego  opracowywanie  rozpoczęto  w  Departamencie

Systemu  Obronnego  MON  niemal  równolegle  z  poprzednim.  Miał  on
obejmować  okres  1998  –  2002  i  w  swej  wstępnej  fazie  zakładał  trzy
zróżnicowane  warianty  finansowania  SZ.  Wariant  optymistyczny
zakładał wzrost wydatków na obronę do 3% PKB (zgodnie z ówczesną
uchwałą Sejmu RP), zaś pesymistyczny – 2,3% PKB. Rzeczywistość sko-
rygowała niebawem i ten scenariusz.

• „Plan 15-letni” (na lata 1998 – 2012) został opracowany w 1997 r. przez

MON i Sztab Generalny WP. Bardziej realistyczny w ocenie finansowych
możliwości  państwa,  przynosił  m.in.  dość  szczegółową  projekcję
wydatków na okres 5 lat (1998 – 2002). Był pierwszym oficjalnym pro-
gramem  restrukturyzacji  SZ,  który  zakładał  redukcję  kwot  uzbrojenia

159

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

konwencjonalnego  poniżej  poziomu  zagwarantowanego  Polsce  przez
traktat CFE. Po kolejnych autokorektach w MON, przeprowadzonych po
objęciu  stanowiska  ministra  przez  Janusza  Onyszkiewicza,  plan  został
ostatecznie zarzucony w 1999 r.

• „Plan 6-letni” uwzględnił priorytet zmian związanych z dostosowaniem

Wojska Polskiego do wymogów NATO i był zharmonizowany z cyklem
sojuszniczego  planowania  obronnego.  Na  tle  pozostałych  można  go
uznać  za  najbardziej  realistyczny.  Plan  zakłada  redukcję  liczebności 
i  struktury  SZ  oraz  wprowadza  szereg  programów  modernizacji  tech-
nicznej,  sformułowanych  w  oparciu  o  zachodnią  metodologię.  „Plan 
6-letni” przyjął formę ustawy uchwalonej przez Sejm latem 2001 r., co –
mimo  jego  późniejszych  niekorzystnych  korekt  –  stanowi  przełom 
w  dotychczasowych  pracach  nad  systemem  planowania  obronnego 
w Polsce.

Zapowiedzią  przełomu  w  tej  dziedzinie  stało  się  dopiero  przystąpienie

Polski do NATO. Włączenie RP do sojuszniczego systemu planowania obron-
nego  z  jego  stałymi  procedurami  i  okresowymi  nowelizacjami  zaczęło  stop-
niowo  wymuszać  porządkowanie  naszych  planów  narodowych.  Pierwszym
tego sygnałem jest program rozwoju sił zbrojnych na lata 2001 – 2006, który,
chociaż  niedoskonały,  stanowi  pierwszy  krok  w  kierunku  wieloletniego
planowania obronnego.

Pogorszenie się sytuacji ekonomicznej

Gwałtowna zmiana warunków funkcjonowania przedsiębiorstw oraz idący

z  nią  w  parze  spadek  zamówień  ze  strony  sił  zbrojnych  i  innych  służb
mundurowych  spowodowały  pogorszenie  się  sytuacji  ekonomicznej  sektora
zbrojeniowego.  Nigdy  dotąd  w  powojennej  historii  tej  branży  przemysłu  w
równie  krótkim  czasie  nie  nastąpiło  tak  gwałtowne  załamanie.  W  efekcie
pojawiło się kilka uwarunkowanych wzajemnie zjawisk:

• ograniczenie  zamówień  przy  bardzo  kapitałochłonnej  strukturze  pro-

dukcji doprowadziło do lawinowego zadłużenia się dużej liczby przed-
siębiorstw.  Konieczność  regulacji  zobowiązań  wobec  kooperantów 
i  własnych  załóg  prowadziła  najpierw  do  szybkiego  wyczerpania  się
gotówki,  ekstensywnego  konsumowania  rezerw  (wyprzedaż  nieru-
chomości,  zapasów  materiałów  i  innych  składników  majątku
ruchomego),  a  następnie  –  do  zaciągania  kredytów.  Niemożność  ich
spłaty,  połączona  z  nadzieją  na  rychłą  korzystną  zmianę  wydatków  na

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

160

background image

zakupy dla wojska, oraz presja załóg przyczyniły się do powstania efek-
tu spirali kredytowej (pożyczki spłacane były dzięki zaciąganiu nowych
kredytów);

• spadek  zamówień  spowodował  także  powstanie  znacznych  wolnych

mocy produkcyjnych. W stosunku do poziomu zamówień wojskowych
posiadane  zdolności  produkcyjne  okazały  się  stanowczo  za  duże.  Ich
redukcja nie była jednak łatwa – linii technologicznych i infrastruktury
zaprojektowanej  dla  dużych  serii  produkcyjnych  i  utrzymywania
dodatkowych  rezerw  na  czas  wojny  nie  sposób  było  podzielić  lub  zre-
dukować  bez  restrukturyzacji  przedsiębiorstw,  która  z  kolei  wymagała
znacznego wolnego kapitału;

• sytuację  branży  zbrojeniowej  potęgowały  problemy  społeczne  pojawia-

jące się przy każdej próbie restrukturyzacji sektora, a w tym strukturalne
bezrobocie.  Ze  względu  na  lokalizację  znacznej  części  przedsiębiorstw
„zbrojeniówki” w małych i średnich miejscowościach, gdzie dana firma
była  częstokroć  głównym  bądź  jedynym  pracodawcą  (np.  70-tysięczny
Mielec,  który  powstał  i  przez  ponad  pół  wieku  rozwijał  się  wokół
zakładów  lotniczych),  każda  redukcja  zatrudnienia  prowadziła  niemal
natychmiast  do  powstania  strukturalnego  bezrobocia.  Takiego  losu
doświadczyły  m.in.  wspomniany  Mielec,  Stalowa  Wola,  Skarżysko-
-Kamienna, Świdnik i inne miejscowości, których mieszkańcy utrzymy-
wali się z pracy w przemyśle zbrojeniowym.

W  latach  1991 –  1997  zatrudnienie  w  zbrojeniówce  zmniejszyło  się  ze 

135 tys. do 71 tys. pracowników, przy czym dane te obejmują jedynie przed-
siębiorstwa  figurujące  w  urzędowych  wykazach  firm  przemysłu  obronnego

6

W latach następnych, pomiędzy rokiem 1998 a 2001, liczba ta zmniejszyła się
odpowiednio z 56,6 tys. do 34,7 tys. zatrudnionych

7

.

Niestety, w przeciwieństwie do innych sektorów przemysłu ciężkiego, prze-

mysł zbrojeniowy aż do końca dekady nie doczekał się długofalowej koncepcji
restrukturyzacji, połączonej z programem konwersji kadr.

Pasywność przemysłu w nowych warunkach

Obok  trudności  ekonomicznych  na  sytuację  przemysłu  zbrojeniowego

negatywnie wpłynęła pasywna postawa kierownictw przedsiębiorstw w nowych
warunkach rynkowych. Można wręcz mówić o szerszym zjawisku psychologi-
cznym – mentalnym nieprzystosowaniu do nowych wyzwań. Przedsiębiorstwa
kierowane były przez osoby z długim stażem w branży, jednakże bez przygo-

161

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

towania  do  zarządzania  przedsiębiorstwem  w  warunkach  konkurencji,  za
pomocą  nowoczesnych  metod.  W  zachowaniach  menedżerów  dominował
tradycjonalizm,  wobec  nowych  zjawisk  przyjmowali  oni  zazwyczaj  postawę
wyczekiwania bądź – częściej – biernego oporu i negacji.

Szczególnie jaskrawo problem ten uwidocznił się w sferze marketingu i pro-

mocji. Jaskrawym przejawem bezradności w tej dziedzinie stały się stoiska pol-
skich firm na targach międzynarodowych. Budowane według zasady „tyłem do
klienta”,  sztampowe  architektonicznie,  z  nie  zawsze  kompetentną  obsługą, 
z  trudem  posługującą  się  językami  obcymi,  nie  zachęcały  potencjalnych  kon-
trahentów do odwiedzin. W materiałach promocyjnych można było napotkać
rażące  błędy  językowe,  zaś  strony  internetowe  zaczęto  na  większą  skalę
zakładać dopiero w ostatnich 4 – 5 latach. 

Niewielkim zmianom uległ system zarządzania przedsiębiorstwami. Mimo

przeprowadzonej w połowie lat 90. komercjalizacji, większość firm pozostają-
cych  w  posiadaniu  lub  pod  kontrolą  skarbu  państwa  charakteryzowała  się
nadal  przestarzałą  strukturą  zarządzania.  Większość  decyzji,  także  tych  doty-
czących  kwestii  o  drugorzędnym  znaczeniu,  nadal  zarezerwowana  była  dla
prezesów  i  członków  zarządów.  Utrudniało  to  szybkie  reagowanie  w  niezbę-
dnych przypadkach, a ze względu na długotrwałość procesu decyzyjnego pol-
skie  przedsiębiorstwa  traciły  zagraniczne  zamówienia.  Powszechne  było
unikanie decyzji i oglądanie się na sugestie „z góry”, ze strony urzędników min-
isterialnych.

Dużą liczbę menedżerów zbrojeniówki charakteryzowała nieufność wobec

prób  nawiązania  kontaktu  przez  przedsiębiorstwa  zachodnie.  W  kontaktach 
z ludźmi reprezentującymi odmienną kulturę biznesu, przebojowymi i narzu-
cającymi własne pomysły szefowie polskich firm przyjmowali postawę bierną.
Szybkie  nawiązanie  partnerskich  stosunków  pomiędzy  Polakami  a  ich  zacho-
dnimi  kolegami  utrudniały  niepełne  zdefiniowanie  własnych  oczekiwań, 
a  także  przypadki  wykorzystywania  wizyt  w  polskich  przedsiębiorstwach  do
prowadzenia szpiegostwa przemysłowego.

Ogólna pasywność ogarnęła także sferę badań i rozwoju, co tylko częściowo

można wytłumaczyć brakiem środków na projekty badawcze. W ciągu lat 90.
polski  przemysł  zbrojeniowy  nie  zaoferował  ani  jednego  systemu  uzbrojenia
będącego konstrukcją od podstaw nową i wyprzedzającą w swych założeniach
o kilka lat wyroby produkowane seryjnie w innych krajach. Nieliczne projekty
odpowiadające  tym  założeniom  (np.  samobieżny  system  OPL  LOARA)  ze
względu na przedłużanie stadium rozwoju mogą okazać się zagrożone.

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

162

background image

Pasywność rządów

W  latach  90.  najważniejszym  uwarunkowaniem  sfery  produkcji  zbroje-

niowej była nadal polityka rządu. Pozostawał on, a konkretnie MON, głównym
odbiorcą  produkcji  zbrojeniówki,  zachowując  jednocześnie  kontrolę  nad
największymi przedsiębiorstwami. Działania kolejnych rządów III RP w zakre-
sie dostosowania tej gałęzi przemysłu do warunków gospodarki rynkowej były
jednak  niewspółmierne  do  ich  formalnego  i  realnego  wpływu  na  ten  sektor.
Trudno  też  dostrzec  jakąś  różnicę  w  sposobie  traktowania  problemów  prze-
mysłu zbrojeniowego przez kolejne gabinety, bez względu na reprezentowaną
przez nie opcję polityczną. Deklaracjom dobrej woli nie towarzyszyły zazwyczaj
konkretne, odważne działania.

W  ostatniej  dekadzie  pojawiło  się  kilka  koncepcji  reformy  sektora  zbroje-

niowego.  Najpoważniejszą  próbą  zrestrukturyzowania  branży  obronnej  stały
się przekształcenia przeprowadzone przez rząd koalicji SLD-PSL w 1994 r. W
ramach tzw. komercjalizacji ponad 30 przedsiębiorstw państwowych przeksz-
tałcono  w  jednoosobowe,  formalnie  samodzielne  spółki  skarbu  państwa.
Jednocześnie przeprowadzono proces oddłużenia spółek, poprawiając ich sytu-
ację finansową. Ze względu na zaniechanie równoległych reform strukturalnych
(redukcje zatrudnienia, fuzje i optymalizacja profilu produkcji), w dwóch nastę-
pnych latach ich kondycja finansowa powróciła jednak do stanu pierwotnego.

Wadą  tej  i  kolejnych  koncepcji  reformy  przemysłu  obronnego  był  brak

docelowych, perspektywicznych założeń co do jego wielkości, struktury i profilu
produkcji. Nie uwzględniały one takich kwestii, jak: udział kapitału prywatnego,
zaangażowanie inwestorów zagranicznych, preferowany docelowy profil produ-
kcji, struktura i kierunki eksportu oraz kooperacji międzynarodowej. W wypo-
wiedziach polityków dominowało przeświadczenie o konieczności zachowania
status quo i niechęć wobec radykalnych decyzji. Lawirując między oczekiwania-
mi wojska i załóg przedsiębiorstw oraz imperatywem reform rynkowych, kolejne
gabinety prowadziły politykę, która miała wszystkich satysfakcjonować. 

Negatywną  rolę  odegrały  także  związki  zawodowe  –  tak  OPZZ,  jak 

i  „Solidarność”.  Związki  niezmiennie  domagały  się  lokowania  w  przed-
siębiorstwach  dużych  zamówień,  utrzymania  dotychczasowej  liczby  miejsc
pracy  oraz  opierały  się  każdej  próbie  radykalniejszej  zmiany.  Obie  centrale
stanowczo  sprzeciwiały  się  zarówno  prywatyzacji,  jak  też  wejściu  do  sektora
zbrojeniowego  kapitału  zagranicznego.  Nie  przedstawiły  natomiast  żadnego
własnego projektu restrukturyzacji przemysłu obronnego, zajmując stanowisko
dalekie od konstruktywnego.

163

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

Wielkie ambicje i brak realizmu

Pomimo  skromnych  środków  na  badania  i  rozwój  oraz  zakupy  nowego

sprzętu,  ich  wykorzystanie  przez  siły  zbrojne  i  przemysł  nie  było  racjonalne.
Ponieważ  Polska  zaangażowała  się  w  szereg  ambitnych  programów  rozwoju
nowych  systemów  uzbrojenia,  posiadane  środki  zostały  rozproszone  w  kilku
instytutach badawczych. I tak w połowie lat 90. nasz kraj prowadził równolegle
samodzielne prace badawcze nad:

• czołgiem  podstawowym  nowej  generacji  (projekt  GORYL  –  później

ANDERS);

• nowym bojowym wozem piechoty (BWP 2000);
• śmigłowcem uderzeniowym (HUZAR);
• samobieżnym systemem obrony przeciwlotniczej (LOARA);
• przenośnym rakietowym systemem przeciwlotniczym (GROM);
• samolotem pola walk (SKORPION);
• odrzutowym samolotem szkolno-bojowym (IRYDA).
W tym samym czasie Francja, wydająca w przeliczeniu na jednego żołnierza

7  razy  więcej  niż  Polska,  samodzielnie  produkowała  seryjnie  lub  prowadziła
prace  badawcze  jedynie  nad  trzema  odpowiednikami  tych  systemów.  Rzadko
który z bogatych krajów zachodnich próbował realizować równolegle tyle ambit-
nych programów rozwojowych. Nic więc dziwnego, że spośród wymienionych
programów do dnia dzisiejszego przetrwały dwa – GROM i LOARA.

Jednym  ze  spektakularnych  przykładów  megalomanii  polskich  planistów

oraz ich braku realizmu był projekt czołgu podstawowego III generacji GORYL
(później przemianowanego na ANDERS). Koncepcja, opracowana w połowie lat
90., zakładała zaprojektowanie i produkcję wozu podobnego w swych ogólnych
założeniach do takich czołgów, jak M1A1 ABRAMS, LEOPARD 2, CHALLENGER
czy LECLERC. GORYL miał być podstawowym rodzajem wyposażenia polskich
sił  pancernych  już  na  początku  XXI  w.  Rozpoczęcie  produkcji  seryjnej
planowano  na  lata  2005 –  2006.  Gdyby  projekt  zrealizowano,  doszłoby  do 
kuriozalnej sytuacji: Polska wprowadziłaby do służby własny czołg III generacji
ćwierć wieku po armiach państw zachodnich (pierwsze LEOPARDY 2 trafiły do
Bundeswehry w roku 1979), co spowodowałoby opóźnienie w dziedzinie tech-
niki pancernej co najmniej na najbliższe dwie dekady.

Smuci jedynie fakt, że zanim podjęto ostateczną decyzję o odstąpieniu od

projektu, wydano na jego opracowanie 2,6 mln zł

8

.

Fiasko  licznych  programów  badawczych  uwarunkowały  także  ambicje

ówczesnego kierownictwa sił zbrojnych z gen. Tadeuszem Wileckim na czele,

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

164

background image

forsującego anachroniczną koncepcję samowystarczalności Polski w dziedzinie
produkcji  zbrojeniowej  oraz  brak  strukturalnej  koordynacji  pomiędzy
wojskiem i przemysłem w dziedzinie planowania prac badawczo-rozwojowych.
Dochodziło  do  sytuacji,  gdy  przemysł  oferował  wojsku  prototypy  wyrobów
niechcianych (np. BWP KRAK na bazie transportera opancerzonego MTL-B). 

Politykę zbrojeniową Polski w latach 90. charakteryzował przerost ambicji

nad realnymi możliwościami oraz typowy dla okresu przejściowego brak kom-
pleksowych  procedur  planowania,  uwzględniających  aspekt  finansowy.
Ministerstwo  Obrony  Narodowej,  Ministerstwo  Przemysłu  i  Handlu  (potem
Gospodarki) oraz Komitet Badań Naukowych promowały własne idee, na ogół
nie  konsultując  się  nawzajem.  To  samo  odnosiło  się  do  ustalania  prioryte-
towych kierunków badań. Gdyby dostępne wówczas fundusze skoncentrowano
na kilku wybranych programach, Wojsko Polskie prawdopodobnie posiadałoby
dzisiaj 1 – 2 typy nowoczesnego uzbrojenia produkcji krajowej.

Niepowodzenia w sferze współpracy międzynarodowej

Nowa dekada przyniosła całkowite przewartościowanie kontaktów między-

narodowych  Polski.  Politycznemu  otwarciu  na  zachód  towarzyszyły  szybkie
zmiany  w  strukturze  kontaktów  gospodarczych.  Wkrótce  stało  się  jasne,  że
głównym  partnerem  gospodarczym  Polski  będzie  obszar  integrującej  się
Europy. Także przewartościowanie polityki bezpieczeństwa III RP w kierunku
integracji z zachodnimi strukturami bezpieczeństwa oznaczało, że dawny układ
powiązań  kooperacyjnych  stracił  aktualność.  Do  połowy  dekady  wszystkie
ośrodki  decyzyjne  w  Polsce  osiągnęły  konsensus,  że  przyszłych  partnerów
strategicznych Polski należy upatrywać w państwach NATO i w bezpośrednim
otoczeniu sojuszu.

Na  poziomie  firm  zbrojeniowych  taka  konstatacja  napotkała  jednak  wiele

przeszkód.  Na  początku  lat  90.  Polska  nadal  podlegała  ograniczeniom
eksportowym, ustanowionym jeszcze w czasach zimnej wojny (lista COCOM).
Deklarowane  zainteresowanie  pomocą  naszemu  przemysłowi  zbrojeniowemu
ze strony nowych partnerów politycznych dotyczyło głównie tzw. konwersji, tj.
zastąpienia produkcji wojskowej cywilną. Wzbudziło to zrozumiałą nieufność
producentów krajowych, którzy w tego typu działaniach dopatrywali się próby
pozyskania rynku zbytu.

Firmy  zachodnie,  działające  według  zasad  gospodarki  kapitalistycznej,

nastawione na maksymalizację zysku, postrzegały Polskę wyłącznie w katego-
riach rynku zbytu, próbując sprzedać wyroby starsze, o niższych parametrach.

165

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

Taka  strategia  była  skazana  na  niepowodzenie.  W  miarę  przybliżania  się  per-
spektywy  członkostwa  Polski  w  NATO  i  znoszenia  ograniczeń  eksportowych
oferty  ze  strony  firm  zachodnich  stawały  się  coraz  konkretniejsze  i  bardziej
interesujące.  Interesujący  jest  przy  tym  chronologiczny  rozkład  aktywności
przedsiębiorstw  zagranicznych  na  rynku  polskim.  Na  początku  dekady
przeżyliśmy  falę  propozycji  ze  strony  firm  południowoafrykańskich,  szwedz-
kich  i  izraelskich,  najmniej  związanych  ograniczeniami  politycznymi.  Lata 
1992 – 1995 to okres dominacji ofert francuskich. W następnych latach silnie
zaznaczyła się obecność producentów z USA, Wielkiej Brytanii i Włoch, zaś na
koniec dekady przypadł początek ofensywy producentów niemieckich.

Odpowiedź polskiego przemysłu zbrojeniowego na tę aktywność była gene-

ralnie  wstrzemięźliwa.  Uwarunkowało  ją  wiele  czynników  tak  natury  ekono-
micznej, jak i mentalnej. Z braku wolnych środków polskim firmom było trud-
no  podjąć  współpracę  we  wspólnych  programach  badawczych.  Sytuacji  nie
ułatwiała bierność administracji, która zachowując kontrolę nad zakładami, nie
była  w  stanie  wygenerować  spójnej  koncepcji  współpracy  międzynarodowej.
Ministerstwo  Przemysłu  i  Handlu  (Gospodarki)  okazało  się  niezdolne  do
wyboru  strategicznych  partnerów  dla  poszczególnych  branż.  Sytuacji  nie
ułatwiały  też  permanentne  opóźnienia  w  rozstrzyganiu  przetargów  na  zakup
uzbrojenia. 

W krajowych i międzynarodowych mediach w latach 90. pojawiło się pejo-

ratywne  określenie  „polski  przetarg”,  używane  w  odniesieniu  do  zakupów
sprzętu wojskowego, odbywających się na podstawie niejasnych, zmienianych
kryteriów w trakcie procedury przetargowej, odwoływanej bądź z lada powodu
odwlekanej.  Niestety,  tę  fatalną  opinię  potwierdza  historia  niektórych  progra-
mów zbrojeniowych realizowanych w latach 90. 

Najlepszą ilustracją będą tu losy programu śmigłowca przeciwpancernego

„Huzar”, który miał powstać na bazie wielozadaniowej maszyny W-3 „Sokół”.
Historia „Huzara” zaczyna się w roku 1990, kiedy oblatano uzbrojoną wersję
„Sokoła”  –  W-3U  „Salamandra”.  W  1993  r.  oblatany  zostaje  W-3K  „Huzar”,
wyposażony w uzbrojenie i system kierowania ogniem z RPA. W tym samym
roku  MON  zrywa  umowę  z  WSK  Świdnik.  W  latach  1994 –  1996  projekt
wznowiono  przy  udziale  izraelskiej  firmy  Elbit  System  Ltd,  po  uprzednim
uzyskaniu pozytywnej opinii MON i KSORM. W tym samym roku pojawia się
nowa  oferta  konsorcjum  międzynarodowego  pod  wodzą  amerykańskiego
Rockwella.  Dochodzi  do  ponownego  uruchomienia  procedury  przetargowej.
Pojawiają się kontrowersje w kwestii oferowanego przez Izrael pocisku NT-D,

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

166

background image

których nie wyjaśniają pokazowe odpalenia w Izraelu (styczeń 1997 r.). Własną
ofertę  zgłaszają  Francuzi.  Wszystkie  propozycje  są  rozpatrywane  przez  rząd,
którego przedstawiciele oficjalnie nie zamykają możliwości wyboru oferty innej
niż izraelska. 13.10.1997 r., już po przegranych wyborach, minister gospodarki
podpisuje umowy na zakup uzbrojenia i wyposażenia dla „Huzara” z firmami
izraelskimi. Ustępujący premier i szef MON twierdzą, że nie zostali o tym poin-
formowani.  Nowy  rząd  w  atmosferze  skandalu  najpierw  wstrzymuje,  a  nastę-
pnie  –  8.12.1998  r.  –  unieważnia  kontrakt.  Do  dnia  dzisiejszego  „Sokół”  nie
zmienił się w „Huzara”

9

.

Istotnym problemem okazało się zachowawcze nastawienie większości pol-

skich  przedsiębiorstw  do  możliwości  nawiązania  kontaktów  z  producentami
zachodnimi. Bariery mentalne okazały się równie poważne jak administracyjne.
Odwiedzających Polskę zachodnich przedsiębiorców powszechnie traktowano
jako  zagrożenie.  Polscy  menedżerowie  działający  przez  kilka  dziesięcioleci 
w ramach specyficznej kultury biznesu, obowiązującej w krajach byłego Układu
Warszawskiego, zżyci ze swoimi partnerami z dawnego ZSRR i innych krajów
satelickich,  traktowali  nowych  partnerów  jako  „obcych”.  Aktywność  firm
zachodnich  i  starania  Polski  o  członkostwo  w  NATO  kojarzono  ze  spadkiem
zamówień na wyroby własnych przedsiębiorstw, co powodowało powstawanie
postaw  antyokcydentalistycznych,  podejrzliwość  i  nostalgię  za  „dawnymi,
dobrymi czasami”. Z kolei wolne tempo podejmowania decyzji, mała zdolność
do  działania  w  czasie  bliskim  rzeczywistemu  oraz  brak  sprecyzowanych  kon-
cepcji  współpracy  skutkowały  utratą  wielu  potencjalnych  kontraktów  na
dostawę  produktów  lub  komponentów.  Symptomy  pozytywnych  zmian
pojawiły się dopiero pod koniec dekady, w związku z kilkoma restrukturyza-
cjami  przeprowadzonymi  pod  patronatem  Agencji  Rozwoju  Przemysłu  (pow-
stanie PZL sp. z o.o. czy też ZPS sp. z o.o.) i wdrożeniem skuteczniejszych form
zarządzania.

Problem „oficjalnej zbrojeniówki”

Ostatni z wielkich, nierozwiązanych do tej pory problemów sektora zbroje-

niowego  dotyczył  kwestii  strategicznego  wsparcia  dla  tej  branży  ze  strony
rządu, głównie resortów gospodarczych. Z uwagi na specyficzną pozycję sekto-
ra (grono klientów w zasadzie zawężone do rządów i sił zbrojnych w kraju i za
granicą;  rozpowszechnione  na  świecie  praktyki  protekcjonistyczne  i  preferen-
cyjne), przedsiębiorstwa, bez względu na formę własności, oczekiwały wsparcia
instytucji państwowych szczególnie w dziedzinie promocji na rynkach między-

167

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

narodowych.  Tymczasem  owo  wsparcie  –  słabe  i  niekonsekwentne  –  od
początku dotyczyło jedynie firm państwowych. Całkowicie zignorowano istnie-
nie coraz większej liczby przedsiębiorstw prywatnych zaangażowanych w pro-
dukcję wojskową. Formalnym przejawem tej polityki było ogłaszanie kolejnych
list  przedsiębiorstw  państwowych  i  spółek  z  dominującym  udziałem  skarbu
państwa,  które  mogły  liczyć  na  różnorakie  preferencje,  subwencje  i  dopłaty.
Taka  praktyka,  niespotykana  na  Zachodzie,  dyskryminowała  firmy,  oferujące
sprzęt wojskowy wysokiej klasy, takie jak łódzki PREXER sp. z o.o. czy DGT sp.
z  o.o.  z  Gdańska  (produkujące  odpowiednio  amunicję  lotniczą  i  nowoczesne
systemy telekomunikacji wojskowej). 

Podstawą do urzędowego zdefiniowania przemysłowego potencjału obron-

nego stało się wydanie dwóch rozporządzeń Rady Ministrów zawierających listę
przedsiębiorstw produkcyjnych (spółek i przedsiębiorstw państwowych), jed-
nostek  badawczo-rozwojowych  oraz  podmiotów  handlowych.  Obejmuje  ona
ogółem 63 podmioty gospodarcze, w tym: 38 spółek produkcyjnych, 12 woj-
skowych zakładów remontowo-produkcyjnych, 10 jednostek badawczo-rozwo-
jowych i 3 firmy handlowe.

Pominięto zarówno firmy prywatne produkujące sprzęt wojskowy, jak też –

co zadziwiające – 6 wojskowych instytutów naukowo-badawczych, które także
prowadzą działalność gospodarczą. 

Rzeczony wykaz stoi więc w sprzeczności z ustawą o restrukturyzacji prze-

mysłu obronnego, uznającą za przemysłowy potencjał obronny wszystkie pod-
mioty wytwarzające uzbrojenie i sprzęt wojskowy

10

.

Tego mankamentu nie usunięto w ogłoszonym na początku roku 2002 kole-

jnym wykazie przedsiębiorstw „o szczególnym znaczeniu strategicznym”, który,
podobnie  jak  poprzednio,  objął  spółki  z  dominującym  udziałem  skarbu
państwa.

Publikowane  listy  nie  uwzględniały  wniosków  z  debaty  nad  stanem  tego

sektora  przemysłu,  utrudniając  sformułowanie  wiarygodnego  programu  jego
rozwoju.  Ograniczając  go  do  części  dotkniętej  największymi  problemami,
sztucznie zawężono definicję polskiego przemysłu obronnego.

REFORMA „KLIMKA-OGRYCZAKA”

Zamierzenia i rzeczywistość

Objęcie  władzy  przez  koalicję  AWS-UW  w  1997  r.  przyniosło  wielkie

nadzieje.  Gabinet  Jerzego  Buzka  obiecywał  zerwanie  z  kunktatorskim

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

168

background image

podejściem do reformy sektora zbrojeniowego, o które obwiniano poprzednie
ekipy.  Zapowiadana  restrukturyzacja  miała  być  równie  dogłębna  i  perspekty-
wiczna  jak  sztandarowe  cztery  wielkie  reformy  nowego  centroprawicowego
rządu. Przygotowanie przekształceń w zbrojeniówce powierzono związanemu 
z  AWS  wiceministrowi  gospodarki  Dariuszowi  Klimkowi.  Prace  podjęto  na
przełomie lat 1997 i 1998. Powołany zespół ekspertów reprezentował wszystkie
zainteresowane resorty oraz ośrodki naukowe. Harmonogram prac nad reformą
obejmował  dwa  etapy:  1)  przygotowanie  wszechstronnej  analizy  bieżącego
stanu  przemysłu  zbrojeniowego  wraz  z  oceną  konkurencyjności  i  technologi-
cznego zaawansowania wytwarzanych produktów; 2) opracowanie na tej pod-
stawie strategii przekształceń własnościowych, dalszego rozwoju firm i pakietu
osłon socjalnych.

Minister Klimek zakładał, iż:
• konieczna będzie redukcja sektora zbrojeniowego – powinna ona objąć

przede  wszystkim  przedsiębiorstwa  wytwarzające  produkty
nienowoczesne i nieperspektywiczne;

• prywatyzacja powinna stać się jednym z zasadniczych źródeł dokapitali-

zowania sektora;

• nie  można  uniknąć  zaangażowania  inwestorów  zagranicznych  –  ich

selekcja winna jednak pozostać w gestii państwa;

• prywatyzacja  i  przyciągnięcie  poważnych  inwestorów  powinny  przy-

czynić  się  do  konsolidacji  zbrojeniówki  (transferu  produkcji  i  łączenia
przedsiębiorstw);

• podstawowym  narzędziem  procesów  transformacji  miał  się  stać

Narodowy Fundusz Przemysłu Obronnego (NAFPO), który miał przejąć
nadzór nad wszystkimi przedsiębiorstwami poddanymi restrukturyzacji
oraz zarządzać dochodami z prywatyzacji.

Prace przeciągnęły się o kilka miesięcy i ostateczny projekt programu został

zaprezentowany  rządowi  w  lutym  1999  r.  W  toku  swej  działalności  zespół
Klimka  spotykał  się  z  kontestacją,  a  czasem  wręcz  obstrukcją  ze  strony
Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Skarbu Państwa, domagających się zgod-
nie  oparcia  zmian  w  branży  zbrojeniowej  o  podręcznikowe  zasady  liberalne.
Istniała  także  opozycja  diametralnie  odmienna:  wielu  przedstawicieli
zachowawczo  nastawionych  środowisk  przemysłowych  i  politycznych
porównywało  zamierzenia  wiceministra  z  zamachem  na  suwerenność  Polski.
Ostateczna  wersja  projektu  Klimka  w  znacznej  mierze  odbiegała  od  pierwot-
nych zamierzeń i była efektem kompromisu z resortami finansów i skarbu. 

169

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

Nawet ta złagodzona wersja programu miała jednak przeciwników: niebawem

po przedstawieniu go Radzie Ministrów Dariusz Klimek został w nagłym trybie
odwołany  ze  stanowiska.  Zespół  kierowany  przez  jego  następcę,  Henryka
Ogryczaka,  wprowadził  do  programu  kolejne  zmiany.  Z  projektów  ustaw
usunięto NAFPO, mniej miejsca poświęcono konsolidacji branży. Zatriumfowali
minimaliści oraz zwolennicy restrukturyzacji w wydaniu liberalnym.

Blaski i cienie reformy „Klimka-Ogryczaka”

We wrześniu i październiku 1999 r. Sejm RP uchwalił dwie ustawy stano-

wiące  podstawę  restrukturyzacji  polskiego  przemysłu  zbrojeniowego,  zwane
potocznie ustawami restrukturyzacyjną i offsetową. Pierwsza z nich regulowała
przekształcenia  własnościowe  w  sektorze  obronnym  w  powiązaniu  z  prowa-
dzoną  równolegle  restrukturyzacją  Sił  Zbrojnych  RP.  Zakładała  m.in.,  że  zna-
czna część przychodów z prywatyzacji przedsiębiorstw będzie przeznaczona na
zakupy sprzętu dla wojska. Ustawa offsetowa ustanawiała mechanizm transakcji
kompensacyjnych  związanych  z  zakupami  uzbrojenia  i  sprzętu  wojskowego
przez rząd RP. Do jej najważniejszych zapisów należało określenie minimalnej
wielkości  transakcji  objętej  offsetem,  wielkości  tzw.  mnożników  offsetowych
oraz listy typów transakcji preferowanych przez stronę polską. 

Zgodnie z założeniami programu prywatyzacji przemysłu obronnego, Skarb

Państwa  zamierzał  zaoferować  strategicznym  inwestorom  udziały  w  29
spółkach.  Sześć  spółek  produkcyjnych  i  trzy  handlowe  miały  pozostać  pod
kontrolą  państwa.  Podział  branżowy  firm  przeznaczonych  do  prywatyzacji
przedstawiał  się  następująco:  7  lotniczych,  7  elektronicznych  i  wyrobów  pre-
cyzyjnych,  5  produkujących  sprzęt  pancerny  i  artyleryjski,  4  chemiczne, 
3 stocznie, 3 przemysłu gumowego.

Do końca roku 2000 MSP skierowało zaproszenie do rokowań dla poten-

cjalnych  nabywców  pakietów  akcji  w  4  spółkach  (w  stosunku  do  dalszych 
5 zakończono analizy przedprywatyzacyjne, a dla 12 wybrano doradców pry-
watyzacyjnych). Pozostałe przedsiębiorstwa znajdowały się na etapie prac przy-
gotowawczych. Zakończenie procesu prywatyzacji zaplanowano do końca roku
2003

11

. Do końca 2001 r., kiedy to nowy, lewicowy rząd dokonał gruntownych

zmian  w  strategii  restrukturyzacji  sektora  zbrojeniowego,  do  skutku  doszły
jedynie  dwie  prywatyzacje  –  firmy  PZL  WARSZAWA-OKĘCIE  S.A.,  kupionej
przez  hiszpańską  filię  europejskiego  koncernu  EADS,  oraz  WSK  PZL
RZESZÓW  S.A.,  którą  nabyła  amerykańska  firma  Pratt  &  Whitney,  będąca
częścią koncernu United Technologies.

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

170

background image

Ocena  obu  ustaw,  a  tym  samym  obranego  kierunku  restrukturyzacji  pol-

skiej  branży  zbrojeniowej,  nie  była  i  nadal  nie  jest  jednoznaczna.  Z  jednej
strony,  wprowadziły  one  od  dawna  oczekiwane  regulacje  przekształceń
własnościowych przedsiębiorstw zbrojeniowych, napływu nowych technologii
oraz transakcji kompensacyjnych. Z drugiej strony jednak proponowane zmia-
ny były połowiczne, niekonsekwentne i brakowało im dalekowzroczności. 

Wśród  zalet  reformy  przyjętej  przez  rząd  Jerzego  Buzka  należy  wskazać

przede wszystkim: uznanie prywatyzacji za główny sposób dokapitalizowania
przedsiębiorstw, otwarcie na inwestycje zagraniczne, wprowadzenie mechaniz-
mu  transakcji  kompensacyjnych,  uznanie  konieczności  redukcji  zatrudnienia 
i  liczby  zakładów,  uznanie  konieczności  wykorzystania  środków  uzyskanych 
z prywatyzacji na reformę sektora oraz zakupy uzbrojenia dla SZ RP, śmiały ter-
minarz prywatyzacji. Ogromnym sukcesem był sam fakt, że po raz pierwszy od
roku 1989 podjęto decyzje dotyczące przekształceń sektora obronnego. 

Podstawową jej wadą był natomiast brak strategicznej wizji polskiego prze-

mysłu obronnego na najbliższych 10-15 lat (reformy zawieszone były w próżni,
nie wiadomo było, jaki kształt przybierze ten sektor po zakończeniu restruktu-
ryzacji,  jaka  będzie  jego  struktura  własnościowa  i  oferta  produkcyjna).
Głównym zamierzeniem autorów reformy wydawała się być jak najszybsza pry-
watyzacja większości przedsiębiorstw, ze szczególnym uwzględnieniem znajdu-
jących  się  w  złej  kondycji  ekonomicznej.  Niemal  całkowicie  zrezygnowano 
z  koncentracji  sektorowej.  Państwo  powstrzymało  się  od  działań  mogących
poprawić kondycję firm przed ich sprzedażą, co nie pozostanie bez wpływu na
atrakcyjność  ofert.  Integracja  polskiego  przemysłu  obronnego  z  przemysłami
obszaru  euroatlantyckiego  pozostała  wyłącznie  celem  deklarowanym  –  nie
opracowano żadnego publicznie dostępnego dokumentu prezentującego kon-
cepcję  takiego  procesu,  czy  to  w  formie  strategii  włączania  polskich  firm  do
wspólnych  prac  badawczo-rozwojowych,  czy  też  wchodzenia  do  międzynaro-
dowych konsorcjów. Ustawy nie wprowadziły żadnego strukturalnego mecha-
nizmu  promocji  polskiej  produkcji  zbrojeniowej.  Reforma  miała  objąć
wyłącznie  stosunkowo  niewielką  grupę  przedsiębiorstw  znajdujących  się  pod
kontrolą  Skarbu  Państwa,  nie  zaoferowano  żadnej  pomocy  setkom
przedsiębiorstw prywatnych.

Ogólna ocena reformy zaproponowanej przez rząd AWS-UW nie może być

pozytywna.  Państwo,  pozostając  właścicielem  grupy  firm  podlegających
restrukturyzacji,  nie  sformułowało  celów,  które  miałyby  być  zrealizowane  za
pomocą  obu  ustaw.  Z  ich  lektury  oraz  wypowiedzi  przedstawicieli  resortu

171

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

gospodarki można było wysnuć wniosek, że szybka prywatyzacja branży zbro-
jeniowej była celem, a nie środkiem służącym osiągnięciu przez nią określonego
kształtu strukturalnego i sprawności. Nie odpowiedziano na pytanie, które sek-
tory „zbrojeniówki” mają dla Polski strategiczne znaczenie i w jakich dziedzi-
nach mielibyśmy koncentrować środki na badania i rozwój. 

RZĄD SLD-PSL – PRAGMATYCZNA KOREKTA?

Przesłanki modyfikacji stanowiska rządu

W październiku 2001 r. władzę objęła koalicja SLD-PSL. Już pod koniec tego

roku  nowy  rząd  skrytykował  dotychczasowe  założenia  restrukturyzacji  prze-
mysłu obronnego. Wśród wad poprzedniej strategii wymieniano m.in. niewyko-
rzystanie możliwości związanych z konsolidacją branży obronnej. Nowy minis-
ter skarbu państwa Wiesław Kaczmarek wskazywał z kolei na fiasko przyjętej
koncepcji  prywatyzacji  (z  zaplanowanych  29  przetargów  prywatyzacyjnych
przeprowadzono  2)  oraz  brak  zainteresowania  strategicznych  inwestorów
zagranicznych.  Przez  pierwsze  miesiące  2002  r.  trwały  spekulacje  na  temat
zakresu  i  głębokości  korekt  dotychczasowej  polityki  restrukturyzacyjnej.
Najwięcej  emocji  budziła  zapowiadana  konsolidacja  zbrojeniówki.
Dyskutowano  na  temat  liczby  i  profilu  nowych  struktur  kapitałowych,  które
miały zostać utworzone z połączenia istniejących spółek kontrolowanych przez
Skarb Państwa. Pierwsze enuncjacje sugerowały powstanie czterech koncernów
sektorowych  (pancernego,  lotniczego,  elektronicznego  i  uzbrojenia  strzelec-
kiego/materiałów wybuchowych). Korektą programu transformacji przemysłu
zbrojeniowego  zajęli  się  eksperci  Ministerstwa  Gospodarki  pod  kierunkiem
wiceministra  Andrzeja  Szarawarskiego.  Prace  przebiegały  w  szybkim  tempie 
i nowy projekt był gotowy do zaprezentowania Radzie Ministrów już w maju
2002 r. 

Strategia „Szarawarskiego-Kaczmarka”

Ostateczna wersja zmodyfikowanego programu restrukturyzacji przemysłu

zbrojeniowego zaskoczyła obserwatorów. Plan konsolidacji sektora przewiduje
utworzenie  dwóch  grup  kapitałowych,  opartych  na  spółce  handlowej  PHZ
BUMAR i Agencji Rozwoju Przemysłu, które mają pełnić rolę podmiotów inte-
grujących  i  kontrolujących.  Zgodnie  z  założeniami  programu  zatwierdzonego
przez Radę Ministrów 14 maja 2002 r., oba „podmioty macierzyste” mają także
koordynować obszary wymagające koncentracji środków finansowych i innych

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

172

background image

zasobów (takie, jak promocja, marketing, negocjacja oraz realizacja umów kra-
jowych i zagranicznych).

Każda z tworzonych grup kapitałowych ma się składać ze spółki dominu-

jącej  (konsolidującej),  spółki  odpowiedzialnej  za  marketing  i  eksport  oraz
kilku/kilkunastu  spółek  produkcyjnych,  które  będą  podmiotami  zależnymi.
Pierwsza  z  grup  kapitałowych,  o  profilu  pancerno-rakietowym,  jest  tworzona
przez PHZ BUMAR sp. z o.o. Docelowo w jej skład wejdzie 15 przedsiębiorstw.
Druga  z  grup,  budowana  wokół  Agencji  Rozwoju  Przemysłu,  obejmie  5  firm 
o  profilu  lotniczym.  Konsolidacji  będzie  towarzyszyć  dokapitalizowanie  obu
spółek,  mają  one  bowiem  przejąć  należące  do  Skarbu  Państwa  akcje
przedsiębiorstw  produkcyjnych,  wchodzących  w  skład  danej  grupy.  Zakłada
się,  że  w  obu  spółkach  dominujących  państwo  zachowa  większościowy  lub
kontrolny pakiet akcji

12

.

Trzynaście spółek, które nie wejdą w skład tworzonych grup kapitałowych,

będzie poddanych szybkiej prywatyzacji. W przypadku spółek znajdujących się 
w stanie upadłości prywatyzacji nie planuje się.

Wśród  zasadniczych  celów  działań  restrukturyzacyjnych  wymienia  się:  1)

utrzymanie  zdolności  przemysłu  krajowego  do  zaspokojenia  potrzeb  Sił
Zbrojnych  RP  w  zakresie  podstawowych  kategorii  uzbrojenia  i  sprzętu
wojskowego; 2) zapewnienie zdolności krajowego przemysłu zbrojeniowego do
modernizacji  bazy  technologicznej;  3)  poprawę  jego  zdolności  do  realizacji
dużych kontraktów offsetowych, związanych z finalizacją przetargów na kilka
kluczowych systemów uzbrojenia.

Ocena nowego programu

Przesłanki, na których oparli się twórcy zmodyfikowanej koncepcji restruk-

turyzacji sektora zbrojeniowego, miały mieszany charakter. Można wśród nich
wyróżnić  zarówno  pragmatyczne,  podyktowane  fiaskiem  niektórych  założeń
poprzedniego programu (np. szybkiej prywatyzacji) lub chęcią likwidacji jego
mankamentów  (np.  pominięcia  kwestii  konsolidacji),  a  także  ideologiczne
(typowy dla polityków lewicowych sceptycyzm wobec prywatyzacji jako pod-
stawowego  narzędzia  gospodarczego).  Ministrowie  rządu  Leszka  Millera  bez
wątpienia  są  przekonani  o  konieczności  utrzymania  dominującego  wpływu
państwa w sektorze zbrojeniowym.

O ile z perspektywy kilku miesięcy trudno pokusić się o rzetelną ocenę pro-

gramu, pozostającego nadal w pierwszym etapie realizacji, o tyle doświadczenia
z realizacji poprzedniej strategii oraz dyskusja towarzysząca pierwszym miesią-

173

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

com budowania nowych struktur kapitałowych uprawniają do zwrócenia uwagi
na  najważniejsze  szanse  i  zagrożenia  związane  z  polityką  obecnego  rządu
wobec sektora zbrojeniowego.

Skorygowana  strategia  rozwoju  branży  zbrojeniowej  umożliwia  uniknięcie

błędów  popełnionych  przy  tworzeniu  i  realizacji  poprzedniego  programu.
Ważną  i  pozytywną  zmianą  jest  uznanie  konieczności  konsolidacji,  pozwala-
jącej  na  skupienie  środków  na  realizacji  priorytetowych  programów  zbroje-
niowych,  skoordynowany  marketing,  efektywniejszą  promocję  oraz  silniejszą
pozycję negocjacyjną wobec partnerów zagranicznych. 

Potencjalne  zagrożenia  dotyczą  sposobu  realizacji  postulatów  zapisanych 

w  programie  rządowym.  Związane  są  one  głównie  z  możliwością  wypaczenia
głównego zamysłu autorów programu, jakim jest zwiększenie efektywności kra-
jowej  branży  zbrojeniowej.  Może  się  tak  stać,  jeżeli  tworzenie  grup
kapitałowych  doprowadzi  do  przerostów  scentralizowanej  biurokracji,  zain-
teresowanej  przede  wszystkim  administracyjną  kontrolą  nad  spółkami
zależnymi.  Niepokój  może  też  budzić  ogólnikowy  charakter  strategicznych
celów  realizowanego  programu,  czyli  wspominany  już  brak  docelowej  wizji
potencjału  polskiego  przemysłu  obronnego  w  perspektywie  co  najmniej
dekady.

ZMIANY W PRZEMYŚLE ZBROJENIOWYM NA ŚWIECIE

W ostatniej dekadzie zaszły znaczące zmiany w strukturze światowego prze-

mysłu  zbrojeniowego.  Wraz  z  końcem  zimnej  wojny  i  gwałtownym  skurcze-
niem  się  rynków  zbytu  okazało  się,  że  przemysł  obronny  w  swej  dotychcza-
sowej postaci nie jest w stanie funkcjonować. Zmiany objęły tak każdy aspekt
funkcjonowania  przedsiębiorstw,  jak  i  strukturę  handlu  uzbrojeniem  i  wypo-
sażeniem  wojskowym.  Szczególnie  gwałtowne  przemiany  nastąpiły  w  rozwi-
niętych krajach obszaru euroatlantyckiego. Oczywiście, nie mogą one pozostać
bez  wpływu  na  stan  polskiej  zbrojeniówki  i  koncepcje  jej  dalszego  rozwoju.
Ignorowanie światowych trendów grozi izolacją i stagnacją. Warto więc zapoz-
nać się z najważniejszymi tendencjami międzynarodowymi.

Konsolidacja

Gwałtowny spadek zamówień wynikający z redukcji budżetów obronnych

w większości państw, który nastąpił w wyniku „jesieni ludów” 1989 r., postawił
przemysł  zbrojeniowy  przed  poważnymi  problemami.  Poszczególne  państwa
ograniczyły  zakupy  nowych  wzorów  uzbrojenia  we  własnych  przedsię-

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

174

background image

biorstwach.  Te  z  kolei,  próbując  wprowadzać  na  rynek  nowe  produkty,  zmu-
szone były do windowania cen. Konieczność ekonomiczna, wsparta – szczegól-
nie w krajach Europy Zachodniej – nasilającymi się trendami integracyjnymi,
wzmocniła  tendencję  do  konsolidacji,  która  pojawiła  się  już  w  latach  70. 
Na  ogólny  obraz  integracji  przemysłu  zbrojeniowego  w  krajach  zachodnich
złożyły  się  trzy  niemal  równoczesne  zjawiska:  1)  konsolidacja  narodowych
potencjałów  produkcyjnych  polegająca  na  łączeniu  firm  działających  w  tej
samej  branży  (w  latach  90.  w  USA  liczba  producentów  samolotów  bojowych
zmniejszyła  się  z  8  do  3)  lub  tworzeniu  wielobranżowych  koncernów  naro-
dowych (brytyjski BAE SYSTEMS, wcześniej British Aerospace, wchłonął m.in.
elektronicznego giganta GEC Marconi oraz potentata Royal Ordnance, specjali-
zującego  się  w  produkcji  dział  i  amunicji);  2)  tworzenie  międzynarodowych
konsorcjów programowych, tj. spółek joint ventures ukierunkowanych na pro-
jektowanie  i  produkcję  określonych  typów  uzbrojenia,  jak  np.  francusko-
-niemieckie  konsorcja  EUROMISSILE  (znane  z  doskonałych  przeciw-
pancernych pocisków kierowanych HOT i MILAN), EUROCOPTER (producent
śmigłowców  o  różnym  przeznaczeniu,  w  tym  wielozadaniowej  PUMY  czy
uderzeniowego  TIGERA)  czy  też  amerykańsko-europejske  konsorcjum  firm
RAYTHEON I EADS – RAMSYS (morski system przeciwlotniczy i przeciwrakie-
towy RAM); 3) tworzenie koncernów międzynarodowych wyspecjalizowanych
w produkcji obronnej, powstałych najczęściej w wyniku fuzji kilku dużych firm
narodowych  –  spektakularnym  przykładem  jest  tu  European  Aeronautic
Defence and Space Company (EADS), powstały w zeszłym roku w wyniku fuzji
francuskiej firmy Aerospatiale Matra Lagardere International, niemiecko-amery-
kańskiej – Daimler Chrysler Aerospace (DASA) i hiszpańskiej – Construcciones
Aeronauticas S.A. (CASA).

2.12.1999  r.  w  Madrycie  sfinalizowano  proces  tworzenia  trzeciej  co  do

wielkości  światowej  firmy  lotniczej,  a  jednocześnie  pierwszego  europejskiego
międzynarodowego giganta zbrojeniowego – European Aeronautic Defence and
Space Company (EADS). Suma przychodów trzech tworzących go podmiotów
w roku poprzedzającym fuzję wyniosła 20,8 mld euro, a w roku 2000 – 24,2
mln  euro,  ustępując  jedynie  dwóm  amerykańskim  olbrzymom  –  Boeingowi 
i Lockheedowi Martinowi. Firma zatrudnia ogółem 88,9 tys. osób. 65,57% akcji
EADS jest własnością jego francuskich, niemieckich i hiszpańskich podmiotów
składowych  w  proporcji  odpowiednio  45,75%,  45,75%  i  8,5%.  Pozostałe
34,43% akcji wystawiono na sprzedaż w ofercie publicznej. Oferta EADS obej-
muje  m.in.  samoloty  bojowe,  pasażerskie  i  transportowe,  śmigłowce  różnych

175

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

typów,  rakiety  kosmiczne  i  satelity,  pociski  rakietowe  różnych  klas,  systemy
dowodzenia  i  kierowania  ogniem  oraz  całą  gamę  innych  wyrobów  o  przez-
naczeniu wojskowym i cywilnym

13

.

Za  najważniejsze  przesłanki  procesu  konsolidacji  uważa  się  poprawę

możliwości  sfinansowania  coraz  kosztowniejszych  prac  badawczych  i  rozwo-
jowych, komasację zamówień z większej liczby państw oraz zoptymalizowany
podział pracy przy wykorzystaniu najlepszych dostępnych w danym kraju tech-
nologii i specjalistów.

Prywatyzacja

W ostatniej dekadzie zaszły także znaczne zmiany w strukturze własności

przemysłu zbrojeniowego na świecie, szczególnie w krajach cywilizacji zachod-
niej. Do początku lat 90. trudno było mówić o dominującym modelu własności
–  obok  firm  prywatnych  funkcjonowały  przedsiębiorstwa  o  kapitale
mieszanym  oraz  pozostające  pod  kontrolą  państwa.  Jedynym  wyjątkiem  były
Stany Zjednoczone, gdzie dominowała własność prywatna. 

Od  początku  poprzedniej  dekady  sytuacja  ta  zaczęła  się  zmieniać.  Coraz

powszechniejsza rezygnacja państwa z bezpośredniego udziału w gospodarce,
fala prywatyzacji przedsiębiorstw komercyjnych (i – w rezultacie – widoczna
poprawa ich efektywności), a także zaznaczająca się coraz wyraźniej akceptacja
wojska  dla  współpracy  z  podmiotami  prywatnymi  zaowocowały  stopniową
sprzedażą  przez  rządy  państw  zachodnioeuropejskich  swoich  udziałów 
w przedsiębiorstwach zbrojeniowych. Jako pierwsza podążyła tą drogą Wielka
Brytania, kontynuując trend zapoczątkowany przez Margaret Thatcher, za nią –
Niemcy  i  państwa  północy  Europy  (SAAB,  NEDERLANDSE  SIGNAAL). 
Pod  koniec  dekady  decyzje  prywatyzacyjne  podjęły  nawet  państwa  o  trady-
cyjnie etatystycznym podejściu do produkcji zbrojeniowej, takie jak Hiszpania,
Włochy czy Francja. To właśnie decyzja gabinetu Lionela Jospina, akceptująca
fuzje  przedsiębiorstw  zbrojeniowych  i  rezygnację  z  pakietów  kontrolnych 
w kilku spółkach, została uznana za początek końca epoki bezpośredniej kon-
troli  rządów  nad  firmami  zbrojeniowymi  w  Europie.  I  choć  w  wielu  krajach
państwo  nadal  ma  wpływ  na  strategiczne  decyzje  dotyczące  najważniejszych
spółek (zachowując tzw. złote akcje lub prawo własności istotnych patentów),
to  nie  ulega  wątpliwości,  że  także  pod  względem  struktury  własności 
przemysł  zbrojeniowy  na  Zachodzie  przestał  się  różnić  od  pozostałych  gałęzi
gospodarki.

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

176

background image

Programy międzynarodowe

Wspomniane już czynniki wymuszające konsolidację, a przede wszystkim

dążenie do zaoferowania siłom zbrojnym produktów zaawansowanych techno-
logicznie  po  cenach  możliwych  do  zaakceptowania  doprowadziły  równo-
cześnie do pojawienia się międzynarodowych programów zbrojeniowych.

Podstawą  takich  programów  jest  zazwyczaj  umowa  dwóch  lub  więcej

państw, formułująca wspólne wymogi dotyczące konkretnego wzoru uzbrojenia.
W wypadku powodzenia rozmów zawiązuje się konsorcjum (patrz podrozdz.
“Konsolidacja”)  lub  podpisuje  się  porozumienie  kilku  przedsiębiorstw.
Program  uwzględnia  wielkość  zakupów  nowego  wyrobu  planowanych  przez
państwa uczestniczące. Takie plany stanowią zarazem podstawowe kryterium,
według  którego  następuje  proporcjonalny  podział  udziału  firm  z  poszczegól-
nych krajów w pracach badawczych i produkcji. Zaletą programów międzynaro-
dowych  jest  skala  produkcji  (skumulowane  zamówienia  z  kilku  krajów)  oraz
możliwość  wykorzystania  najlepszych  elementów  potencjału  przemysłowego
państw uczestniczących. Do wad należą: konieczność zawarcia przez przyszłych
użytkowników  kompromisów  co  do  parametrów  sprzętu  oraz  bardziej  czaso-
chłonny proces produkcji (trudniejsza koordynacja). Mimo tych wad programy
międzynarodowe stają się coraz powszechniejszym sposobem opracowywania
nowych typów uzbrojenia, stanowiąc często jedyną możliwość włączenia w ten
proces  przemysłów  państw  małych  i  średnich.  Istotną  rolę  odgrywa  tu  także
aspekt finansowy – coraz mniej państw jest w stanie samodzielnie sfinansować
zaprojektowanie i produkcję nowego samolotu bojowego lub czołgu.

Najbardziej spektakularne programy międzynarodowe powstały w Europie

Zachodniej.  Do  produkcji  seryjnej  wchodzi  właśnie  nowy  europejski
wielozadaniowy  samolot  bojowy  EF2000  TYPHOON,  wspólne  dzieło  prze-
mysłów Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Wielka Brytania, Niemcy
i  Holandia  planują  produkcję  transportera  opancerzonego  nowej  generacji
(program  GTK/MRAV).  Ze  zmiennym  powodzeniem  realizowane  są  projekty
rodziny  przeciwpancernych  pocisków  kierowanych  TRIGAT  i  fregaty  nowej
generacji  HORIZON.  Uaktywnili  się  nawet  Amerykanie,  zapraszając  Wielką
Brytanię,  Holandię  i  innych  potencjalnych  klientów  do  prac  nad  samolotem
nowej generacji F-35 Joint Strike Fighter. Na podstawie obecnej dynamiki opisy-
wanych  zjawisk  należy  przypuszczać,  że  za  dziesięć  lat  żaden  z  nowych
głównych systemów uzbrojenia w Europie nie zostanie opracowany samodziel-
nie przez żadne państwo.

177

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

Rewolucja w wojskowości

W latach 90., m.in. po konflikcie w Zatoce Perskiej, w pracach teoretyków

wojskowości pojawiło się nowe pojęcie – rewolucji w wojskowości (Revolution
in  Military  Affairs  –  RMA),  którym  zaczęto  opisywać  zmiany  w  sposobie
prowadzenia działań zbrojnych w wyniku zastosowania najnowszych osiągnięć
technologicznych, przede wszystkim informatyki. Coraz doskonalsze i zminia-
turyzowane urządzenia elektroniczne umożliwiają dokładne uderzenie na cele
przeciwnika,  precyzyjne  wykrywanie  i  identyfikację  celów,  przekazywanie 
i  analizę  ogromnych  ilości  informacji  w  czasie  rzeczywistym,  koordynowanie
działań  różnych  i  oddalonych  od  siebie  elementów  sił  zbrojnych  oraz  zdecy-
dowanie szybsze niż do tej pory wypracowywanie decyzji przez dowódców.

Coraz  powszechniejsze  zastosowanie  elektroniki  na  polu  walki  nie  pozos-

tało bez wpływu na sferę produkcji wojskowej. Nastąpiła fundamentalna zmia-
na  w  strukturze  cenowej  produktów  przemysłu  zbrojeniowego.  W  obecnych
złożonych systemach uzbrojenia (samolot, czołg, okręt) głównym składnikiem
ceny jest wyposażenie elektroniczne (sensory, systemy dowodzenia, urządzenia
kierowania ogniem czy radary). Tradycyjnie najważniejszy, tzw. śmiercionośny
element  systemu  (działo,  amunicja  etc.),  zszedł  w  tym  rachunku  na  dalsze
miejsce.  Nic  nie  wskazuje,  aby  tendencja  ta  miała  się  odwrócić  w  przewidy-
walnej  przyszłości.  Jej  konsekwencją  jest  też  rozwój  i  zmiana  struktury
dochodów różnych sektorów przemysłu zbrojeniowego. Tradycyjne koncerny
zbrojeniowe są wypierane przez firmy oferujące systemy elektroniczne, które są
obecnie motorem postępu technologicznego. 

Zmiany w strukturze prac badawczych i produkcji

Zmiany  technologiczne  oraz  kurczące  się  zamówienia  przyczyniły  się  do

zasadniczych zmian w strukturze produkcji uzbrojenia i sprzętu wojskowego.
W dużej mierze są one tożsame z trendem dającym się zaobserwować w sferze
produkcji  komercyjnej,  a  przejawiającym  się  odchodzeniem  od  mało
zróżnicowanych długich serii produkcyjnych na rzecz krótkich serii wyrobów
zoptymalizowanych pod kątem potrzeb klienta.

Malejące serie produkcyjne są powszechnym obecnie zjawiskiem, a różnica

w  ich  długości  sięga  często  rzędu  wielkości.  Czołgi,  zamawiane  w  latach  80. 
w  tysiącach  sztuk  (LEOPARD  2,  M1/M1A1  ABRAMS),  w  następnej  dekadzie
kupowane były już co najwyżej w setkach egzemplarzy (M1A2, LECLERC). To
samo dotyczy samolotów, śmigłowców, okrętów czy systemów artyleryjskich. 

Równolegle pogłębia się wewnętrzne zróżnicowanie uzbrojenia w zależno-

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

178

background image

ści od oczekiwań klienta. Oferowane są specjalne wersje sprzętu dostosowane
do  konkretnych  warunków  klimatycznych  (np.  czołgi  LECLERC  sprzedane
przez Francję Zjednoczonym Emiratom Arabskim) bądź różniące się elementa-
mi wyposażenia pokładowego (różne systemy kierowania ogniem, układy czuj-
ników i sprzęt łączności). Standardem stało się oferowanie tego samego sprzętu
w wersji podstawowej, zubożonej oraz z dodatkowym wyposażeniem. Dotyczy
to  zwłaszcza  samolotów,  gdzie  pojedyncze  egzemplarze  optymalizuje  się  do
konkretnych zadań.

Odkryciem lat 90. stały się modułowość i wymienialność. Najnowsze projek-

ty  okrętów  czy  wozów  bojowych,  oparte  na  wspólnej  platformie  podstawowej
(kadłub lub kadłub modułowy), przewidują możliwość łatwej instalacji modułów
obejmujących  różne  systemy  uzbrojenia,  obserwacji  i  zarządzania  polem  walki.
Stosowanie konstrukcji modułowych zmniejsza koszty wytwarzania i eksploatacji
sprzętu danego typu oraz zwiększa jego elastyczność operacyjną.

Coraz ważniejsze staje się też zapewnienie przez producenta serwisu przez

cały okres eksploatacji wyrobu. Wiele renomowanych firm zachodnich tworzy
specjalne działy obsługi klienta z mobilnymi zespołami serwisowymi, gotowy-
mi do natychmiastowego wyjazdu do kraju odbiorcy. Zdolność do zapewnienia
takiego  serwisu  staje  się  integralnym  elementem  każdej  poważnej  oferty
eksportowej.

Stosunkowo  najmniejsze  zmiany  objęły  międzynarodowy  handel  uzbroje-

niem i sprzętem wojskowym. Wbrew powszechnym w Polsce opiniom, w świa-
towym handlu bronią dominują obroty uzbrojeniem zaawansowanym techno-
logicznie  i  wysoko  przetworzonym.  Podmiotami  tego  handlu  są  państwa
zamożne, rozwinięte gospodarczo (USA, Europa Zachodnia, niektóre państwa
Bliskiego  Wschodu  i  Azji)  oraz  Rosja  i  Chiny.  Kurczy  się  natomiast  sektor
rynku, w którym tradycyjnie obecny był polski przemysł zbrojeniowy – średnio
zamożni odbiorcy względnie tanich typów uzbrojenia. Jednocześnie, mimo libe-
ralizacji  sfery  produkcji  wojskowej  w  świecie  zachodnim  oraz  liberalizacji 
światowych zasad handlu bronią, rola państwa jako podmiotu kontrolującego
obrót specjalny pozostaje kluczowa. Pojawiła się nawet tendencja do koncen-
tracji  największych  transakcji  w  ręku  administracji  rządowej  (w  przypadku
francuskiej DGA, będącej integralną częścią tamtejszego ministerstwa obrony,
czy  wyspecjalizowanych  rządowych  agencji,  jak  np.  brytyjska  DESO).  Także
pod tym względem Polska pozostaje na uboczu światowych trendów.

Obowiązująca  w  Polsce  tzw.  nowa  ustawa  o  obrocie  specjalnym  stanowi

przykład restrykcyjnej regulacji prawnej, składającej na barki przedsiębiorców

179

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

całkowitą  odpowiedzialność  za  przebieg  transakcji  oraz  budującej  procedurę
niejednokrotnie  uniemożliwiającą  zrealizowanie  jakiegokolwiek  kontraktu
eksportowego i importowego. Najbardziej restrykcyjne zapisy ustawy to m.in.:

• nieostre  zdefiniowanie  czynności  związanych  z  obrotem  specjalnym, 

a podlegających zezwoleniom (np. pośrednictwo czy doradztwo) może
stwarzać  pole  do  rozszerzonej  interpretacji  i  manipulacji  ze  strony
organów państwowych (art. 3, p. 8);

• zobowiązanie  przedsiębiorcy  do  zagwarantowania,  że  sprzedany  towar

nie będzie wykorzystany do łamania praw człowieka, zagrożenia pokoju
etc.  (art.  10,  p.  1),  co  w  praktyce  okazuje  się  oczywiście  niemożliwe.
Państwowe organy kontroli eksportu mają prawo do wyjaśnienia wątpli-
wości  w  takiej  sprawie  w  terminie  6  miesięcy.  Tak  długi  termin  może
zagrozić realizacji każdego kontraktu;

• zagwarantowanie  organom  kontroli  eksportu  możliwości  cofnięcia

każdego zezwolenia na obrót w trybie administracyjnym, także w sytu-
acji,  kiedy  kontrakt  jest  już  realizowany,  narażając  tym  samym
eksportera na koszty wynikające z zerwania kontraktu (art. 17, p. 1)

14

.

PRZYSZŁOŚĆ POLSKIEGO PRZEMYSŁU ZBROJENIOWEGO –
MOŻLIWOŚCI ZMIAN

W  poprzednich  częściach  ukazałem  najważniejsze  uwarunkowania,  w  ja-

kich znalazł się polski przemysł zbrojeniowy u progu XXI wieku. Ich prezen-
tacja  ma  sens  jedynie  wtedy,  gdy  poprzedzi  refleksję  na  temat  możliwości
przezwyciężenia  negatywnych  aspektów  obecnej  sytuacji  oraz  pomoże  w  na-
kreśleniu  kierunków  potencjalnych  zmian.  Tym  właśnie  zamierzam  zająć  się
obecnie.

Wizja przyszłości

Większość  dotychczasowych  refleksji  nad  kierunkami  naprawy  polskiej

zbrojeniówki  grzeszyła  doraźnością.  W  centrum  projektów  rządowych,  jak 
i ekspertyz ośrodków przemysłowych i akademickich znajdował bieżący stan
przemysłu  zbrojeniowego.  Prezentowane  recepty  obejmowały  rozwiązania
doraźne,  mogące  poprawić  jego  kondycję  w  krótkiej  perspektywie.  W  sferze
refleksji  perspektywicznej  okazywały  się  one  zadziwiająco  zachowawcze,  nie
uwzględniały bowiem zazwyczaj tendencji pojawiających się w świecie zachod-
nim – obszarze, w którym do obecności politycznej, wojskowej i gospodarczej
Polska  aspiruje.  Dobrą  ilustracją  są  tutaj  bardzo  emocjonalne  w  tonie  doku-

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

180

background image

menty, przedstawione przez Polskie Lobby Przemysłowe. Ich tezy sprowadzały
się w zasadzie do żądania utrzymania dotychczasowego potencjału w niezmie-
nionej  formie  i  w  niezmienionych  strukturach  organizacyjnych.  Prywatyzację 
i rezygnację z produkcji niektórych wyrobów potraktowano niemal jako zdradę
narodową.  Takie  podejście  nie  tworzy  podstaw  do  profesjonalnej  dyskusji  na
temat reformy przemysłu obronnego. 

Polski przemysł obronny potrzebuje dalekosiężnej wizji, sięgającej przyna-

jmniej  roku  2020.  Faktyczną  restrukturyzację  branży  należałoby  oprzeć  na
„intelektualnym skoku w przyszłość”. Taka wizja powinna:

• zawierać  opis  zasadności  utrzymywania  przemysłowego  potencjału

obronnego  oraz  listę  produktów  i  technologii,  które  powinny  być  wyt-
warzane w Polsce lub pozostać pod kontrolą państwa;

• definiować kluczowe zasoby narodowe w dziedzinie potencjału badaw-

czo-wdrożeniowego (w tym kilka obszarów inwestycyjnych);

• określić strategiczny interes państwa oraz metody jego realizacji w dzie-

dzinie produkcji i obrotu uzbrojeniem;

• zaprezentować  docelową  wizję  struktury  własności  sektora  zbroje-

niowego i metody dochodzenia do niej;

• określić strategię integracji z euroatlantyckim obszarem przemysłowym.
Powinna  ona  być  sformułowana  w  krótkim  dokumencie,  wystarczająco

ogólnym, zrozumiałym dla parlamentarzystów, przemysłowców i wojskowych.
Zaaprobowany  przez  wszystkie  kluby  parlamentarne  w  formie  uchwały,
mógłby stać się on rodzajem doktryny RP w dziedzinie przemysłu obronnego.
Wysoką rangę takiego dokumentu uzasadnia złożoność problemów stojących
przed zbrojeniówką, a także skala zagrożeń, jakie mogą wygenerować błędne
lub krótkowzroczne decyzje.

Nowe miejsce w układzie międzynarodowym

Polska,  podobnie  jak  każde  inne  państwo  europejskie,  nie  jest  obecnie 

w stanie samodzielnie wyprodukować żadnego złożonego systemu uzbrojenia
po możliwej do zaakceptowania cenie. Nie ma racjonalnego powodu, by przy-
puszczać, że nasza sytuacja różni się w tym względzie od położenia państw od
nas  zamożniejszych.  Odpowiedzią  państw  zachodnioeuropejskich  na  to
wyzwanie  stało  się  zacieśnianie  sieci  międzynarodowych  powiązań  koopera-
cyjnych  i  kapitałowych,  które  w  perspektywie  najbliższych  20  lat  najpraw-
dopodobniej  doprowadzi  do  powstania  jednolitego  europejskiego  przemysłu
obronnego,  opartego  na  kilku  wielkich  międzynarodowych  koncernach  oraz

181

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

sieci mniejszych firm (poddostawców, kooperantów i specjalistów niszowych)
otwartych na kapitał międzynarodowy. 

Alternatywa  stojąca  przed  Polską  sprowadza  się  praktycznie  do  włączenia

się  w  ten  proces  poprzez  otwarcie  własnego  rynku  i  wejście  we  współpracę
strukturalną z koncernami zachodnimi lub do postępującej izolacji i stopniowej
degradacji  własnego  potencjału  przemysłowego  towarzyszących  kontynuowa-
niu quasi-autarkicznego modelu rozwoju. Wybór wydaje się oczywisty, aczkol-
wiek należy pamiętać, że integracja z przemysłami obszaru euroatlantyckiego
nie jest celem samym w sobie, ale środkiem służącym zachowaniu potencjału
przemysłu  obronnego.  Dla  polskiej  polityki  przemysłowej  oznacza  to  wiele
wyzwań, takich jak:

• konieczność  uznania  integracji  przemysłu  zbrojeniowego  z  obszarem

euroatlantyckim  za  ważny  problem  merytoryczny,  wymagający
pogłębionych studiów i decyzji na szczeblu rządowym;

• przewartościowanie  polityki  państwa  w  sferze  naukowo-badawczej

poprzez  koncentrację  funduszy  na  prace  rozwojowe  i  wdrożeniowe
(zdefiniowanie  kilku  najważniejszych  programów)  oraz  udostępnienie
ich  firmom  zdolnym  do  zaangażowania  się  w  międzynarodowe  pro-
gramy zbrojeniowe;

• zaakceptowanie  obecności  inwestorów  zagranicznych  w  charakterze

właścicieli i współwłaścicieli zakładów sektora zbrojeniowego;

• doprowadzenie  w  kilku-  lub  kilkunastoletniej  perspektywie  do

włączenia polskich przedsiębiorstw (wzmocnionych kapitałowo i skon-
solidowanych) w sieć europejskich powiązań kapitałowych, np. poprzez
wejście w skład konsorcjów pokroju EADS;

• wspieranie przedsięwzięć na rzecz jak najszybszego włączenia polskich

firm do grona stałych poddostawców firm europejskich i amerykańskich.

Nieuniknionym  efektem  tych  działań  będzie  utrata  formalnej  samodziel-

ności (autonomii) przez większą część polskich firm. Jest to jednak cena, jaką
płacą  wszystkie  państwa  integrujące  swoje  przemysły  zbrojeniowe.  Może  się
wręcz  okazać,  że  włączenie  się  do  europejskiej  sieci  współzależności  będzie
pewniejszym  sposobem  na  zagwarantowanie  zamówień  dla  polskich  przed-
siębiorstw niż kontynuacja dotychczasowego modelu.

Redefinicja roli państwa

Ze  względu  na  specyfikę  sektora  zbrojeniowego  w  przewidywalnej

przyszłości państwo będzie odgrywało ważną rolę jako główny odbiorca, pod-

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

182

background image

miot  nadzorujący  obrót  wyrobami  wojskowymi  oraz  nadający  impuls  kierun-
kom rozwoju tej gałęzi gospodarki. Na tym jednak kończą się oczywistości –
wszystkie te funkcje można realizować na wiele sposobów i za pomocą różnych
narzędzi.

System nadzoru państwa nad funkcjonowaniem przemysłu zbrojeniowego

ma obecnie przede wszystkim charakter bezpośredni – administracyjny. Nadal
funkcjonują  dawne  procedury  pozwalające  urzędnikom  ministerialnym
ingerować  w  decyzje  zarządów  spółek.  Brakuje  mechanizmów  oddziaływania
pośredniego, stymulujących przedsiębiorstwa do pożądanych zachowań, a jed-
nocześnie zniechęcających do niepożądanych. Takie środki są najskuteczniejsze
w  odniesieniu  do  prywatnych  podmiotów  gospodarczych,  jakimi  niebawem
będzie większość polskich przedsiębiorstw sektora. 

Pilnym  zadaniem  staje  się  więc  opracowanie  nowej  strategii  nadzoru

państwa  nad  przemysłem  obronnym,  która  uwalniałaby  inicjatywę  przedsię-
biorstw,  zapewniając  jednocześnie  możliwie  najpełniejszą  realizację  interesów
państwa.  Zachowanie  starego  aparatu  i  procedur  doprowadzi  do  jedynie  for-
malnego  wpływu  na  sytuację  w  zbrojeniówce  oraz  postępującej  represyjności
systemu  kontroli,  obniżającej  konkurencyjność  i  innowacyjność  tego  sektora.
Także  planowana  prywatyzacja  znacznej  części  spółek  zbrojeniowych  uczyni
obecne  mechanizmy  nieadekwatnymi.  Konieczne  jest  przejście  od  bezpośred-
nich do pośrednich form i metod oddziaływania państwa na sektor obronny. 
W szczególności należy określić na nowo:

• mechanizmy  wpływu  państwa  na  profil  i  strukturę  produkcji  spółek

obronnych  (np.  poprzez  ustawowe  zobowiązanie  wojska  do  zakupu
niektórych typów sprzętu w firmach krajowych);

• procedury  kontroli  obrotu  specjalnego  (obecne  regulacje  prawne

przenoszą  odpowiedzialność  za  kontrolę  bezpieczeństwa  transakcji  na
firmy).  Zasadne  wydaje  się  powołanie  wyspecjalizowanej  agencji
państwowej monopolizującej wszystkie transakcje sprzedaży uzbrojenia
powyżej pewnej wartości (np. 5 mln euro);

• mechanizmy  promowania  rodzimej  produkcji  obronnej  (dofinansowa-

nie konkretnych kampanii promocyjnych, koncentracja środków etc.);

• zasady  wspierania  prac  badawczo-rozwojowych  (mechanizm  selekcji

programów, koncentracja środków, komercyjne inwestowanie w wybra-
ne programy).

Zaprezentowane propozycje nie mają charakteru postulatywnego. Ich celem

jest  raczej  zasygnalizowanie  głównych  obszarów  strategicznej  refleksji,  która

183

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

winna  przybrać  formę  strategii  rządowej.  Największe  niebezpieczeństwo  tkwi
bowiem w uznaniu obecnych, niespójnych mechanizmów za zadowalające.

Przemiany strukturalne i własnościowe

Kluczowymi dla przyszłego kształtu polskiego przemysłu zbrojeniowego są

dwie kwestie: prywatyzacji i konsolidacji. Jak już wspomniano, podejście kolej-
nych  rządów  do  tych  problemów  charakteryzowało  się  niekonsekwencją 
i  brakiem  dalekosiężnej  wizji.  Kurczący  się  rynek  krajowy  i  międzynarodowy,
konkurencja,  zmiany  technologiczne  i  rosnące  zaangażowanie  technologii
komercyjnych – wszystko to stymuluje oba te procesy w krajach zachodnich. Nie
ma żadnej logicznej przyczyny, by Polska miała pozostać tu wyjątkiem. Ponieważ
jednak oba typy przemian – własnościowy i strukturalny – obok zysków niosą
ze sobą także ryzyko, decyzje w tej kwestii powinny być szybkie i konsekwentne.

Konsolidacja  sektorowa  (jakkolwiek  można  spotkać  opinię,  iż  przyniesie

ona konserwację niezdrowych mechanizmów decyzyjnych) może być ważnym
uzupełnieniem  decyzji  restrukturyzacyjnych  i  prywatyzacyjnych.  Ze  względu
na  szczupłość  rynku  oraz  jego  monopolistyczny  charakter  niepożądanym
zjawiskiem  jest  wewnętrzna  konkurencja.  Oprócz  szansy  jej  uniknięcia,  kon-
solidacja  sektorowa  stwarza  możliwość  redukcji  przerostów  biurokracji  (lik-
widacja niepotrzebnych zarządów, rad nadzorczych, powielających się struktur
marketingowych  i  innych),  wzmacnia  naszą  pozycję  negocjacyjną  w  roz-
mowach z potencjalnymi partnerami zagranicznymi (w tym w rozmowach pry-
watyzacyjnych) oraz sposobność do skoncentrowania mocno obecnie rozdrob-
nionego kapitału, a co za tym idzie – do jego skuteczniejszego inwestowania.
Niezwłoczna  konsolidacja  powinna  objąć  nie  tylko  spółki  docelowo  kon-
trolowane przez skarb państwa, ale też przeznaczone do prywatyzacji. W tym
kontekście tegoroczne decyzje w sprawie utworzenia grup kapitałowych wyda-
ją się krokiem we właściwym kierunku. Z drugiej strony, można się zastanawiać,
czy  łączenie  w  jeden  organizm  kilkunastu  przedsiębiorstw  o  często  bardzo
różnym profilu (np. pancerny BUMAR-ŁABĘDY i elektroniczny RADWAR) jest
rzeczywiście  właściwym  rozwiązaniem.  Konsolidacja  winna  objąć  także
państwowe jednostki badawczo-rozwojowe, których anachroniczna samodziel-
ność  prowadzi  do  inwestowania  pieniędzy  w  nikomu  niepotrzebne  projekty
badawcze. Nie można też dopuścić do powstania przeświadczenia o preferen-
cyjnym traktowaniu niektórych spółek w trakcie procesu konsolidacji.

Nie  ma  żadnego  logicznego  uzasadnienia  dla  rezygnacji  z  prywatyzacji

większości  spółek  skarbu  państwa  działających  w  branży  zbrojeniowej.

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

184

background image

Zachowanie wpływu państwa na profil ich produkcji czy utrzymanie zdolności
mobilizacyjnych  można  osiągnąć  przez  odpowiednie  regulacje  prawne
stosowane powszechnie w państwach zachodnich („złota akcja”, regulacje usta-
wowe,  system  preferencji  przy  zamówieniach  publicznych),  zgodne  z  pra-
wodawstwem UE. Wyjątek stanowi jedynie sektor amunicyjny, który powinien
pozostać  własnością  skarbu  państwa  –  ze  względów  bezpieczeństwa  naro-
dowego na świecie przywiązuje się specjalną wagę do zachowania bezpośred-
niej  kontroli  państwa  nad  produkcją  materiałów  wybuchowych  i  amunicji
małych  i  średnich  kalibrów.  Niepokoi  fakt,  że  w  zmodyfikowanej  koncepcji
restrukturyzacji branży zbrojeniowej zrezygnowano z prywatyzacji kilkunastu
kluczowych  spółek.  Wydaje  się,  że  –  po  zakończeniu  procesu  konsolidacji  –
rozsądnym  posunięciem  byłoby  udostępnienie  akcji  nowych  grup
kapitałowych  inwestorom  prywatnym.  Prywatyzacja  z  udziałem  kapitału
zagranicznego stanowi okazję do zacieśnienia więzi gospodarczych z wybrany-
mi partnerami, a wymiar strategiczny decyzji prywatyzacyjnych powinien być
stawiany  na  równi  z  ekonomicznym.  Preferowani  inwestorzy  powinni  pocho-
dzić z kręgu członków NATO i UE. Takie podejście dyktuje dążenie Polski do
trwałej integracji z zachodnim obszarem cywilizacyjnym. W naszym interesie
leży także dywersyfikacja inwestorów dokonywana na podstawie analizy atrak-
cyjności oferowanych produktów, udostępnianych technologii i innych korzyści
gospodarczych. Nie należy też zapominać o aktywniejszym zachęcaniu kapitału
krajowego do inwestycji w sferze zbrojeniowej.

Kapitał zagraniczny

Nasilającym  się  zjawiskiem  w  europejskim  i  północnoamerykańskim  prze-

myśle  zbrojeniowym  jest  międzynarodowy  przepływ  kapitału,  typowy  dla
„zwykłej”  gospodarki  rynkowej.  Udziały  w  firmach  amerykańskich  mają  m.in.
BAE SYSTEMS czy francuski THALES. Wzajemny zakup pakietów akcji i przej-
mowanie kontroli nad spółkami z innych państw upowszechniają się w Europie.
Unikanie  przez  Polskę  inwestycji  zagranicznych  w  przemyśle  zbrojeniowym
oznaczałoby  izolację  krajowego  rynku.  Byłoby  to  sprzeczne  z  członkostwem
Polski w UE, jak też z interesami sektora zbrojeniowego. Szersze wejście kapitału
zachodniego do przedsiębiorstw zbrojeniowych jest więc tylko kwestią czasu.

Innym  problemem  jest  godzenie  interesu  potencjalnych  inwestorów 

z  interesem  państwa,  które  powinno  być  żywotnie  zainteresowane  nie  tylko
utrzymaniem  funkcjonowania  prywatyzowanych  spółek  oraz  ich  dalszego
udziału w produkcji obronnej, ale także wykorzystaniem procesu prywatyzacji

185

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

do  ich  dokapitalizowania  oraz  podniesienia  poziomu  technologicznego.
Tymczasem  przedsiębiorstwa  zachodnie,  wbrew  katastroficznym  wizjom,  by-
najmniej nie kwapią się do inwestowania w polskie spółki oraz przejmowania
kontrolnych  pakietów  akcji.  Przy  kurczącym  się  rynku  międzynarodowym
zakup  znaczącego  pakietu  akcji  ma  dla  nich  sens  wtedy,  gdy  powiązany  jest 
z przetargiem na zakup danego produktu dla Wojska Polskiego. 

Sfera zarządzania

Pod względem zarządzania firmy prywatne różnią się od większości przed-

siębiorstw  zbrojeniowych  pozostających  pod  kontrolą  państwa.  Nostalgia  za
dawnym,  administracyjno-nakazowym  typem  zarządzania,  brak  inicjatywy,
oglądanie się na decyzje i pomoc „z góry”, skryte tolerowanie niegospodarności
– to obraz typowego przedsiębiorstwa zbrojeniowego w Polsce. W utrzymywa-
niu takiego stanu rzeczy ma swój udział także administracja państwowa, prefe-
rująca  stosowanie  metod  administracyjnego  „ręcznego  sterowania”  spółkami.
Firmy nie nadążają za współczesnymi trendami w dziedzinie zarządzania pro-
dukcją  i  zasobami  ludzkimi.  Dotyczy  to  także  sfery  promocji  i  marketingu.
Wiele  przedsiębiorstw  ma  problemy  z  reklamą  swoich  produktów;  materiały
promocyjne  bywają  nieatrakcyjne,  w  opisach  pojawiają  się  szkolne  błędy
językowe,  zaś  personel  działów  marketingowych  często  miewa  problemy 
z porozumiewaniem się w języku angielskim. W ostatnich dziesięciu latach zro-
biono  niewiele,  by  ten  stan  rzeczy  zmienić.  Tego  problemu  nie  dostrzegły 
w porę ani spółki (które częściowo usprawiedliwia ich zaangażowanie w walkę
o przetrwanie), ani administracja, pełniąca nad nimi nadzór właścicielski.

Aby zmienić ten stan rzeczy w polskim przemyśle zbrojeniowym, potrzebna

jest zmiana pokoleniowa. Na wszystkich szczeblach zarządzania – od majstra
do  prezesa  zarządu  –  winni  pojawić  się  nowi  ludzie,  o  pokolenie  młodsi  od
swoich  poprzedników,  z  kwalifikacjami  menedżerskimi:  zdolnością  do  szyb-
kiego podejmowania decyzji i uczenia się, elastycznością, znajomością języków
obcych, technik negocjacyjnych, niestroniących od Internetu i poczty elektro-
nicznej.  I  chociaż  takich  specjalistów  pojawia  się  coraz  więcej  w  polskich 
firmach zbrojeniowych, to jednak proces ten nie ma charakteru strukturalnego.
Zmiany w tym kierunku wymusi przejęcie polskich firm przez krajowy kapitał
prywatny  lub  podmioty  zagraniczne.  W  przedsiębiorstwach,  w  których 
w  najbliższym  czasie  dominować  będzie  skarb  państwa,  pożądane  zmiany
należałoby  wdrożyć  już  dziś.  Dotyczy  to  tak  obsady  stanowisk  w  zarządach 
i radach nadzorczych (w których przypadku wystarczy decyzja administracyj-

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

186

background image

na), jak i niższych szczebli zarządzania. Stymułem takich zmian mogą być pro-
gram szkoleń menedżerskich i odpowiednio zaostrzone kryteria zatrudnienia. 
I choć administracyjne wymuszanie zmiany generacyjnej nie jest najlepszą me-
todą, to jednak, wobec dramatycznej sytuacji w przemyśle, jej zastosowanie może
okazać się jedynym skutecznym sposobem na wprowadzenie szybkich zmian.

Offset

Umowy  offsetowe,  polegające  na  kompensowaniu  zakupów  obronnych

przez sprzedającego transakcjami handlowymi (import, inwestycje kapitałowe,
transfer technologii, szkolenia), uważane są za ważne narzędzie we współczes-
nym handlu uzbrojeniem. Offset, jakkolwiek sprzeczny z sugestiami Światowej
Organizacji Handlu (WTO) i Unii Europejskiej, jest stosowany przez większość
państw importujących znaczne ilości uzbrojenia zaawansowanego technologi-
cznie. Jest przy tym powszechnie traktowany jako sposób na ożywienie gospo-
darki. Także Polska, podejmując działania na rzecz restrukturyzacji przemysłu
zbrojeniowego  i  przewidując  znaczny  wzrost  wartości  importu  uzbrojenia,
stosowne regulacje wprowadziła ustawą z września 1999 r. 

Wielu urzędników, dziennikarzy i ekspertów uważa transakcje offsetowe za

wielką  szansą  dla  polskiej  zbrojeniówki.  Po  uchwaleniu  ustawy  zapanowało
powszechne  przeświadczenie,  że  duże  kontrakty  zbrojeniowe,  a  szczególnie
oczekiwany  od  dawna  zakup  nowego  samolotu  wielozadaniowego,  przyniosą
Polsce ogromny zastrzyk inwestycyjny. Rzeczywistość, niestety, nastraja mniej
optymistycznie. Do najważniejszych problemów należą:

• wady ustawy offsetowej, w tym m.in. słabe mechanizmy zachęcające do

oferowania atrakcyjnych pakietów offsetowych oraz krótki okres zalicza-
nia inwestycji na poczet offsetu (preoffset);

• słabe przygotowanie administracji do negocjacji offsetowych (brak kon-

sultacji międzyresortowych oraz powiązania oceny jakości offsetu z inny-
mi  parametrami  przetargu;  brak  merytorycznie  silnego  zespołu
ekspertów do analizy ofert offsetowych);

• słabe przygotowanie przemysłu do konsumpcji offsetu (brak odpowied-

nio przeszkolonych specjalistów ds. offsetu, zdefiniowanych preferencji
inwestycyjnych i technologicznych w skali całego sektora zbrojeniowego
oraz rywalizacja między przedsiębiorstwami).

W tej sytuacji transakcje offsetowe mogą się okazać niewypałem organiza-

cyjnym. Zwłaszcza że wielkie przetargi (na samolot wielozadaniowy czy trans-
porter  opancerzony)  zostaną  rozstrzygnięte  w  najbliższym  czasie,  a  czas  na

187

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

podpisanie  umów  offsetowych  jest  bardzo  krótki.  Aby  w  krótkim  czasie  pod-
nieść zdolność Polski do wykorzystania związanych z nimi możliwości, należy
podjąć niezwłocznie szereg działań. Do najpilniejszych należą:

• powołanie  w  Ministerstwie  Gospodarki  odrębnego  Departamentu

Offsetowego  odpowiedzialnego  za  analizę  ofert  offsetowych  oraz
określenie preferencji strony polskiej;

• sformułowanie w odrębnym dokumencie rządowym zasad prowadzenia

przetargów  w  sferze  obronnej,  obejmujących  także  system  oceny  ofert
(łączący parametry taktyczne, finansowe, ekonomiczne i inne);

• zapoczątkowanie  szkoleń  menedżerów  i  urzędników  w  zakresie

transakcji offsetowych.

Handel uzbrojeniem i wyposażeniem wojskowym

Zarówno struktura polskiego handlu produktami obronnymi, jak i ogólne

podejście  rządu  i  firm  zbrojeniowych  do  tej  sfery  wymagają  zasadniczych
zmian.  Obecny  system,  tkwiący  korzeniami  w  czasach  PRL,  nie  odpowiada
nowym  realiom  politycznym  i  gospodarczym.  Fakt,  że  w  latach  90.  nie
zainicjowano  takich  zmian,  nie  rokuje  dobrej  prognozy  na  przyszłość.
Identyczny  wniosek  nasuwa  analiza  dostępnych  danych  na  temat  polskiego
eksportu uzbrojenia.

Według  danych  międzynarodowych  (SIPRI),  pozycja  Polski  na  światowej

liście eksporterów uzbrojenia jest coraz niższa. W zestawieniu zbiorczym za lata
1994 – 1998 zajmowaliśmy 18. miejsce, jednak już w podobnym zestawieniu za
lata 1995 – 1999 spadliśmy na pozycję 20. Ocenia się, że w ciągu tych pięciu lat
Polska wyeksportowała uzbrojenie o wartości 308 mln $. 

Do  pierwszej  piątki  światowych  eksporterów  należą:  1)  USA  z  eksportem 

o wartości 53,4 mld $ w latach 1995 – 1999; 2) Rosja – 14,6 mld $; 3) Francja
– 11,7 mld $; 4) Wielka Brytania – 7,3 mld $; 5) Niemcy – 6,1 mld $.

Druga piątka to w kolejności: Holandia, Chiny, Ukraina, Włochy i Kanada

15

.

Polska jest postrzegana jako dostawca broni „dla ubogich”. Co więcej, ten

stereotyp zdaje się być akceptowany przez znaczną część menedżerów sektora
zbrojeniowego.  Tymczasem  polski  przemysł  potrzebuje  rewolucji  technologi-
cznej, a co za tym idzie, dostępu do najnowszych technologii. W przeciwnym
razie nastąpi jego marginalizacja. Impuls modernizacyjny pojawi się wówczas,
kiedy  polscy  wytwórcy  zrezygnują  z  łatwej,  „ekstensywnej”  polityki
eksportowej, a zaczną konkurować z innymi producentami na rynkach państw
wysoko  rozwiniętych.  Powinno  to  znaleźć  odzwierciedlenie  w  strukturze

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

188

background image

wydatków  na  prace  badawcze  –  zdecydowanym  priorytetem  winny  stać  się
wyroby zaawansowane technologicznie.

Restrukturyzacji należy poddać także system handlu sprzętem wojskowym.

W obecnym systemie, w którym uczestniczy kilka komercyjnych spółek, często
dochodzi do konkurencji pomiędzy różnymi podmiotami, oferującymi ten sam
wyrób.  Prowadzi  to  w  naturalny  sposób  do  obniżania  cen.  Luźne  powiązania
tych spółek z instytucjami państwowymi osłabiają zainteresowanie państwa pro-
mocją  krajowych  produktów  i  informacyjnym  wsparciem  eksporterów.
Podobnie  jak  kraje  UE,  Polska  powinna  stworzyć  agencję  odpowiedzialną  za
eksport  i  import  uzbrojenia  (na  wzór  francuskiej  DGA  czy  brytyjskiej  DESO).
Taka agencja – ulokowana w strukturze MON (i podlegająca bezpośrednio mini-
strowi), kadrowo zasilona przez cywilnych i wojskowych ekspertów – mogłaby
znacznie efektywniej prowadzić promocję i eksport produktów obronnych, a je-
dnocześnie  nadzorować  krajowe  przetargi  na  zakup  uzbrojenia.  Przyczyniłaby
się  ona  zarazem  do  wyeliminowania  dużych  spółek  handlowych  obecnie
dominujących w dziedzinie eksportu broni, kierujących się – co poniekąd zrozu-
miałe – głównie własnym interesem handlowym. Nowa agencja powinna z mocy
prawa zmonopolizować wszystkie transakcje eksportowe i importowe powyżej
określonej wartości (np. 5 mln euro). Niszą dla przedsiębiorstw komercyjnych
mogłyby  stać  się  transakcje  o  mniejszej  wartości  (broń  indywidualna,
wyposażenie, części zamienne etc.). Takie rozwiązanie uszczelniłoby także kon-
trolę nad polskim eksportem, co postulują nasi partnerzy z Unii Europejskiej.

Nowa  organizacja  obrotu  wyrobami  obronnymi  wymaga  odpowiednich  ram

prawnych. Obecna ustawa o obrocie specjalnym wprowadza bardzo restrykcyjne
przepisy  dla  firm,  które  muszą  się  ubiegać  się  o  liczne  koncesje  i  pozwolenia
administracyjne.  Jednocześnie  zwalnia  ona  państwo  z  większości  obowiązków 
w  zakresie  monitorowania  transakcji.  Przewlekłe  procedury  administracyjne
uniemożliwiają wręcz uczestnictwo polskich firm w przetargach zagranicznych: ich
oferty  muszą  być  zaopiniowane  przez  stosowne  urzędy,  na  co  przewidziano
wyjątkowo długi termin. Nowelizacja dotychczasowych przepisów powinna (np.
wzorem prac prowadzonych obecnie w USA) prowadzić do maksymalnego upro-
szczenia  i  uelastycznienia  procedur  administracyjnych  oraz  stworzenia  mecha-
nizmów promocji wyrobów i wspierania transakcji przez państwo. Gdyby jednak
zdecydowano się na zachowanie wprowadzonych niedawno przepisów, konieczne
będzie  ustanowienie  ściślejszego  nadzoru  nad  obrotem  towarami  wojskowymi.
Optymalnym rozwiązaniem w tym zakresie wydaje się proponowane wyżej zmo-
nopolizowanie handlu bronią przez wyspecjalizowaną agendę rządową. 

189

POLSKI PRZEMYSŁ ZBROJENIOWY NA ROZDROŻU

background image

Planowanie obronne

Światowy rynek produkcji i obrotu wyrobami dla potrzeb sił zbrojnych jest

jedną z nielicznych dziedzin gospodarki, która z trudem poddaje się liberaliza-
cji. W tym ściśle reglamentowanym przez państwa i podmioty międzynarodowe
obszarze,  przy  planowaniu  i  dokonywaniu  zakupów  obowiązują  szczególne
zasady. We wszystkich rozwiniętych gospodarczo państwach zakupy obronne
planowane  są  co  najmniej  z  kilkuletnim  wyprzedzeniem,  co  stanowi  wyłom 
w  zasadach  polityki  budżetowej  państwa  liberalno-demokratycznego.  Cykl
planowania obejmuje trzy wzajemnie uzupełniające się procedury: 1) planowa-
nie długoterminowe, określające ogólne kierunki technologicznego rozwoju sił
zbrojnych na 15 – 25 lat naprzód; 2) planowanie średnioterminowe (4 – 6-letnie),
definiujące  konkretne  programy  zakupów  i  związane  z  nimi  wydatki;  3)  pla-
nowanie budżetowe w postaci rocznego lub dwuletniego budżetu obronnego.

Opisane  zasady  umożliwiają  siłom  zbrojnym  stabilny  rozwój,  zaś

przedsiębiorstwom  zbrojeniowym  –  długoterminowe  planowanie  produkcji
danego wyrobu, a przez to obniżenie kosztów. Swoista symbioza producenta i
odbiorcy oparta na znanych obu stronom planach zakupów wpływa też stabi-
lizująco na ich wzajemne relacje.

Brak stałych procedur planowania obronnego w latach 90. pozbawił polski

przemysł zbrojeniowy takiego komfortu. Zakupy dokonywane były najczęściej
na  podstawie  planów  rocznych,  bez  gwarancji  przedłużenia  kontraktów.
Związane  z  tym  zamykanie  linii  technologicznych  lub  zawieszanie  produkcji
powodowało wzrost ceny jednostkowej wyrobów oraz brak środków na inwe-
stowanie  w  poważniejsze  programy  badawcze.  Przyjęty  w  2001  r.  6-letni  pro-
gram rozwoju Sił Zbrojnych RP oraz zasada jego corocznego aktualizowania są
posunięciami w dobrym kierunku.

Także  w  tej  dziedzinie  potrzebne  są  jednak  rozwiązania  systemowe,

tworzące podstawy mechanizmu wieloletniego finansowania rozwoju sił zbro-
jnych. System taki, opierający się na rozwiązaniach będących niepisanymi stan-
dardami w NATO, przyczyniłby się do ugruntowania procesów restrukturyza-
cyjnych oraz ustabilizowania sytuacji producentów na rzecz obronności kraju,
umożliwiając  im  planowanie  produkcji  w  perspektywie  kilkuletniej.
Najważniejsze rozwiązania w tym kierunku to:

• uchwalenie ustawy o wieloletnim planowaniu obronnym i finansowaniu

Sił  Zbrojnych  RP,  która  umożliwi  regularne  uchwalanie  kilkuletnich
planów ich rozwoju wraz z pakietami finansowymi;

• nowelizacja ustaw o zamówieniach publicznych i finansach publicznych;

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

190

background image

• wprowadzenie  zasady  podpisywania  wieloletnich  kontraktów  na

dostawy uzbrojenia i sprzętu wojskowego;

• wprowadzenie typowej dla NATO zasady podawania planów zakupów

obronnych do wiadomości opinii publicznej (a tym samym – do wiado-
mości zakładów zbrojeniowych).

Płynie  z  tego  jeszcze  jeden  ogólniejszy  wniosek:  poprawa  kondycji  prze-

mysłu zbrojeniowego w Polsce wymaga nie tylko restrukturyzacji sektora, ale
także  zmiany  zasad  i  procedur  dotyczących  jego  głównego  klienta  –  Wojska
Polskiego.

*  *  *

W  listopadzie  i  grudniu  2002  r.  Ministerstwo  Obrony  Narodowej

rozstrzygnęło  dwa  największe  przetargi  na  zakup  uzbrojenia  dla  Wojska
Polskiego  –  jako  podstawowy  pojazd  opancerzony  wojsk  lądowych  wybrano
transporter  AMV  fińskiej  firmy  Patria  Vehicles  Oy  (wartość  kontraktu  około 
6 mld zł za 690 pojazdów w różnych wersjach), zaś podstawowym samolotem
bojowym  polskiego  lotnictwa  stanie  się  F-16C/D  Block  52  Advanced  amery-
kańskiego koncernu Lockheed Martin (około 13,5 mld zł za 48 samolotów). 

Zgodnie z oświadczeniami rządu, produkcja AMV zostanie stopniowo prze-

niesiona  do  Polski,  zaś  zakupowi  F-16  towarzyszy  pakiet  offsetowy  wartości
6,028 mld USD. W myśl ustawy offsetowej potencjalne korzyści dla polskiego
sektora zbrojeniowego mogą wynieść około połowy obu wartości kontraktów.
Teoretycznie umożliwia to równoległą realizację dwóch ważnych celów – utrzy-
manie  podstawowej  bazy  przemysłowej  do  czasu  zakończenia  jej  restruktu-
ryzacji  oraz  przejęcie  szeregu  wybranych  technologii  w  kilku  wybranych
dziedzinach. Jak jednak często się zdarzało w ostatnich latach, i tu także istnieje
niebezpieczeństwo, że wyobraźnia urzędników nie nadąży za rzeczywistością.
Istnieje  poważna  obawa,  że  istniejące  przepisy  podatkowe  będą  skutecznie
zniechęcać  potencjalnych  offsetobiorców.  Wszystko  wskazuje  na  to,  że  pod-
mioty  podpisujące  transakcje  offsetowe  będą  zmuszone  płacić  z  tego  tytułu
podatek VAT oraz ponosić inne obciążenia finansowe, których łączna wysokość
może  je  zniechęcić  do  angażowania  się  w  programy  offsetowe.  Może  się  też
okazać,  że  niektórych  przedsiębiorstw,  a  w  szczególności  instytutów  badaw-
czych, po prostu nie będzie stać na przyjęcie offsetu. Czy działanie pomyślane
jako  platforma  do  wykonania  skoku  technologicznego  przez  polski  przemysł
zbrojeniowy nie okaże się przysłowiową kulą u nogi?

background image

PRZYPISY

1  W  całym  tekście  terminy  przemysł  zbrojeniowy  i  „poprawny  politycznie”  przemysł  obronny

używane  są  wymiennie.  Starałem  się  także  unikać  rozpowszechnionego  w  środowiskach
związanych z przemysłem zbrojeniowym sformułowań obrót specjalny i produkcja specjalna –
jako anachronicznych i bezzasadnych.

2  T.  Szulc:  Prospects  for  Polish-Czech  Arms  Cooperation. „Nowa  Technika  Wojskowa”,  numer 

specjalny IDET ‘99.

3  Prywatyzacja  spółek  przemysłowego  potencjału  obronnego. Ministerstwo  Skarbu  Państwa,

Warszawa 2000.

4  A. Kiński: Czołg T-72. „Nowa Technika Wojskowa”, nr 2,3/1996.
5  Dane za: Budżet MON 1997 Budżet MON 2000. Wydawnictwa BPI MON, Warszawa 1997 i 2000.
6  T. Hypki: Konkurować czy współpracować? Przemysł zbrojeniowy w 1998 roku. „RAPORT WTO”,

numer specjalny MSPO z 2 września 1998.

7  Za: Strategia przekształceń strukturalnych przemysłowego potencjału obronnego w latach 2001-2005.

Ministerstwo  Gospodarki,  Warszawa  2002,  s.  7.  Przy  analizie  danych  na  temat  zatrudnienia 
w spółkach przemysłu obronnego trzeba brać pod uwagę fakt, że zmiany te spowodowane były
nie tylko redukcjami zatrudnienia, ale też zmieniającą się zawartością oficjalnych dokumentów
definiujących tzw. przemysłowy potencjał obronny, w związku z czym poszczególne spółki mogły
być z nich wykreślane.

8  Dane na temat projektu za A. Dominik: Goryl – ogniwo triady dynamicznej obrony RP. Czy Loara,

Goryl i Huzar będą bronić Polski? „RAPORT WTO”, 4/98.

9  S. Fuglewicz: Huzar ma już 10 lat. Kalendarium. „Nowa Technika Wojskowa”, 9/99.
10  Rozporządzenie  RM  z  8.11.1999  w  sprawie  wykazu  spółek  realizujących  obrót  specjalny oraz

Rozporządzenie RM z 17.11.1999 w sprawie wykazu spółek, przedsiębiorstw państwowych i jednostek
badawczo-rozwojowych, prowadzących działalność gospodarczą na potrzeby bezpieczeństwa i obron-
ności państwa. 

11  Prywatyzacja..., op. cit.
12  Strategia przekształceń..., op. cit.
13  EADS. No. 3 Worldwide Gives Wings to Europe. Planet AeroSpace, 4/99.
14  Ustawa z 29.11.2000 o obrocie z zagranicą towarami, technologiami i usługami o znaczeniu strate-

gicznym  dla  bezpieczeństwa  państwa,  a  także  dla  utrzymania  międzynarodowego  pokoju  i  bez-
pieczeństwa oraz o zmianie niektórych ustaw. 
„Dziennik Ustaw”, nr 119/2000, poz. 250.

15  SIPRI Yearbook 2000. Stockholm 2000.

KRYSTIAN PIĄTKOWSKI

192

background image

Wokół IV filaru Unii Europejskiej

Dominik Morawski

Wymiar kulturowy i obyczajowy 
obecności Polski w procesie integracji
europejskiej

Kiedy  po  powrocie  na  stałe  do  Ojczyzny  w  grudniu  2002  r.  otrzymałem 

i podpisałem apel Polskiej Rady Europejskiej postulujący utworzenie ,,czwartego
filaru  Unii”,  miałem  pod  ręką  spisane  obserwacje  i  refleksje  na  temat  rozcią-
gnięcia procesu integracji europejskiej na dziedzinę kultury i edukacji, tj. treści
tego właśnie ,,filaru”. Garść spostrzeżeń i nasuwających się wniosków syntety-
cznie  tu  wyłożonych  odnosi  się  do  spojrzenia  z  perspektywy  obu  brzegów
Tybru  –  Rzymu  świeckiego  i  Państwa  Miasta  Watykańskiego  (SCV),  tj.  z  per-
spektywy doświadczenia trwającego niemal 40 lat, czyli połowy mojego życia 
i pracy w Wiecznym Mieście. Dzięki wzajemnemu przenikaniu się sacrum pro-
fanum 
takie obserwatorium, jak mi się wydaje, ułatwia wyważone opinie. 

Zanim jednak przejdę do znaczenia wątka kulturowego i obyczajowego, obec-

nego  zwłaszcza  w  bliskich  mi  europejskich  inicjatywach  Fundacji  Alciole  de
Gasperiego, chciałbym zająć się nieco tym wymiarem na tle konfrontacji włosko-
-polskiej.  Wśród  polskich  niedostatków,  dobrze  widocznych  ze  wspomnianego
obserwatorium,  trzeba  wymienić  w  pierwszej  kolejności  brak  umiejętności
różnienia  się  w  postawach  elit  o  rodowodzie  komunistycznym  i  –  zwłaszcza  –
„solidarnościowym”. Znajduje to wyraz w lekceważeniu znanej dewizy Jana XXIII
o  konieczności  rozróżniania  błędu  i  błądzących,  winy  i  winnych.  Zasada  ta,
związana  z  chrześcijańskim  wezwaniem  do  przebaczania  winowajcom,  nie  jest
równoznaczna z zapominaniem win jako takich, a więc z przekreślaniem wymogu
dokonywania rozliczenia. W przeciwieństwie do nas Włosi dokonali rozliczenia

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 193–199

193

background image

ze  swą  faszystowską  przeszłością,  z  systemem  dyktatury,  który  notabene  nie
został im narzucony jak sowiecki totalitaryzm – Polsce. W postępowaniu polskich
kręgów politycznych uderza szczególnie zacietrzewienie w osądzaniu przeciwni-
ka i rywala, choćby nawet ze zbliżonej opcji. Przypisuje się te mankamenty na
ogół  skażeniom  pozostawionym  w  spuściźnie  przez  reżim  komunistyczny,  co
stanowi okoliczność w pewnej mierze łagodzącą, ale bynajmniej nie usprawiedli-
wiającą, choćby z uwagi na wystarczający czas poświęcony naprawie niezdrowej
rzeczywistości, jak i fakt, że ta i podobne wady odnoszą się do zakorzenionych
cech  narodowych.  Warto  też  zaznaczyć,  że  gestów  okazywanej  nam  sympatii,
zwłaszcza  od  „okrągłego  stołu”, nie należy brać  zbyt  serio,  bo  odnoszą  się  one 
w  zasadzie  do  przedstawicieli  elit  intelektualnych  i  politycznych,  a  często
towarzyszy im pobłażliwość. Nierzadko spotykałem się także z krytyczną oceną,
iż odwiedzający nasz kraj mają do czynienia z monologami: polscy rozmówcy są
zachłyśnięci sobą, wolą mówić o macierzystej partii czy klanie, nie wykorzystują
okazji do skonfrontowania własnych opinii z cudzymi. Jeszcze gorzej dzieje się,
kiedy z wizytami w Republice Włoskiej i Stolicy Apostolskiej zjawiają się przed-
stawiciele  rządu  czy  parlamentu  (z  wyjątkiem  znanych  kilku  postaci).  Razi
zaściankowość widoczna zwłaszcza w pomieszaniu płaszczyzn obydwu stosun-
ków. Niebudzący zastrzeżeń szczególny związek uczuciowy z Papieżem Polakiem
nie usprawiedliwia bynajmniej nieokrzesania, polegającego na przesadnie okazy-
wanym  patriotyzmie  –  ze  szkodą  dla  uniwersalnego  wymiaru  pontyfikatu.
Chrześcijaństwo stanowi we Włoszech kategorię kulturową, wypływającą z cywi-
lizacji śródziemnomorskiej: również niewierzący nie kontestują związanych z nim
wartości, a krytyczne poglądy odnoszą nie do instytucji Kościoła, lecz do ludzkich
potknięć, zdarzających się także duchownym. Laickiego (tzn. świeckiego) profilu
państwa nie należy utożsamiać z laicyzmem jako postawą aktywnie antykościel-
ną.  W  Polsce  natomiast  często  spotykamy  pomieszanie  tych  dwóch  kategorii 
i brak zrozumienia, że laickość państwa stanowi kategorię neutralną w wymiarze
prawnym, respektującą w praktyce czynnik religijny i pluralizm światopoglądowy.
Historyczne  –  zwłaszcza  kulturowe  –  dobroczynne  uwarunkowania  sprawiają
ponadto,  iż  mamy  do  czynienia  ze  stabilizacją  stosunków  społecznych,  mimo
częstych  przesileń  politycznych  na  wierzchołkach  władzy.  Demokracja  powsta-
wała  we  Włoszech  inaczej  niż  u  nas:  powstawała  oddolnie,  poprzez  tworzenie
samorządu terytorialnego na gruncie utrwalonego regionalizmu kulturowego. 

Często dziś dyskutuje się na temat „poprawności politycznej”, czyli niedo-

magań w dziedzinie kultury politycznej. Z perspektywy rzymsko-watykańskiej
nie ulega wątpliwości, że odnoszą się one do niedostatków obyczajowych w sto-

DOMINIK MORAWSKI

194

background image

sunkach międzyludzkich, sprzecznych z kulturą współżycia, bez której trudno
sobie  wyobrazić  autentyczną  kulturę  polityczną.  Warto  tu  uprzytomnić,
zwłaszcza  politykom  i  działaczom  powołującym  się  na  inspirację
chrześcijańską, treść przemówienia Jana Pawła II do członków Papieskiej Rady
ds. Kultury (1992 r.). Podniósł on w nim potrzebę „umiejętności różnienia się,
co  oznacza  również  wzajemne  uzupełnianie  się”.  To  wezwanie  jest,  niestety, 
w  Polsce  jeśli  nie  ignorowane,  to  z  pewnością  niedoceniane,  a  nawet  lekce-
ważone  (na  skutek  selektywnej  recepcji  wspomnianego  magisterium
papieskiego). Chodzi o obopólne, duchowe wzbogacanie się, o twórczą wymia-
nę  doświadczeń  i  odmiennych  tradycji  kulturowych,  bo  tylko  wtedy  obrona
imponderabiliów  wiary  i  moralności  może  być  skuteczna.  Z  takiej  wymiany 
w  państwie  demokratycznym  korzysta  zarówno  jednostka,  jak  i  cała
społeczność.  Chodzi  zarazem  o  dawanie  dobrego  przykładu,  co  wiąże  się
bezpośrednio  ze  sztuką  współżycia  (arie  di  convivere we  włoskiej  koncepcji),
również  z  ludźmi  odmiennej  tożsamości  etnicznej  i  wyznaniowej.  Podobne
treści  zawiera  także  niedawne  przesłanie  Jana  Pawła  II  do  Papieskiej  Rady
„Sprawiedliwość i Pokój”, w którym stwierdził on: „Historia uczy nas, jak bar-
dzo  cenne  i  użyteczne  są  spotkania  między  ludźmi,  jak  ważną  rzeczą  jest
przezwyciężanie konfliktów i podziałów po to, aby mogła szerzyć się kultura
tolerancji  i  pokoju”.  To  samo  wezwanie  odnajdujemy  również  w  papieskim
orędziu  na  Światowy  Dzień  Środków  Społecznego  Przekazu  (l999  r.):  „To
prawda,  że  między  kulturą  Kościoła  a  kulturą  środków  przekazu  istnieją
różnice.  Nie  ma  jednak  powodu,  dla  którego  różnice  miałyby  uniemożliwiać
dialog i przyjaźń. W wielu bardzo głębokich przyjaźniach właśnie odmienności
są bodźcem do twórczego wysiłku i budowania mostów”. 

Wspomniane  zjawisko  „polskiego  poplątania”  (np.  lekceważenie  formy 

i separowanie jej od treści, która w praktyce rozstrzyga nieraz o powodzeniu lub
fiasku określonego poczynania, bądź mieszanie sympatii do kogoś z krytyczną
oceną działania lub poglądów tej samej osoby) odbija się niekorzystnie na prze-
biegu i rozwoju naszego uczestnictwa w procesie integracji europejskiej. Oprócz
edukacji,  dla  pokojowego  współżycia  istotne  jest  upowszechnianie  dobrych
obyczajów oraz przywrócenie harmonii, polegającej na splocie tradycji roman-
tycznych  i  pozytywistycznych,  co  powinno  stać  się  naszym  oryginalnym
wkładem do zjednoczonej „Europy Ojczyzn”.

Tymczasem wymiar kulturowy i obyczajowy jest niedoceniany, aczkolwiek

to on właśnie może stać się źródłem postępu gospodarczego i politycznego. Od
należytego dowartościowania tego wymiaru zależy zatem nie tylko polepszenie

195

WYMIAR KULTUROWY I OBYCZAJOWY OBECNOŚCI POLSKI...

background image

wizerunku Polski w skali międzynarodowej, ale także sprawny i efektywny nasz
udział w integracji europejskiej.

Powyższe założenie przyświeca działalności Fondazione Alcide de Gasperi,

współtwórcy,  obok  Konrada  Adenaura  i  Roberta  Schumana,  Wspólnoty
Europejskiej  w  1957  r.  Unaoczniają  to  m.in.  międzynarodowe  fora:  „Europa 
w wizji i działaniu Jana Pawła II” (luty 2002 r.) i „Po euro – Unia Polityczna”
(listopad  2002  r.).  Odbyły  się  one  w  Izbie  Deputowanych  pod  patronatem
prezydenta Republiki przy udziale zarówno przedstawicieli rządu i parlamentu
Włoch,  jak  i  Stolicy  Apostolskiej.  Wśród  zaproszonych  gości  z  krajów
członkowskich i aspirujących do Unii Europejskiej znajdował się abp Henryk
Muszyński,  który  zaznaczył,  że  wobec  przewidzianego  rozszerzenia  Unii
„akcesja Polski i innych państw Europy Środkowo-Wschodniej powinna wnieść
ożywczy  wkład  do  utwierdzenia  walorów  chrześcijańskich,  jako  że  integracja
jest równoznaczna z zaangażowaniem skierowanym ku ocaleniu i utwierdzeniu
tożsamości duchowej, kulturowej i religijnej Unii Europejskiej”. Podczas audie-
ncji  dla  uczestników  tego  forum  Papież  oświadczył:  „Brak  nieodzownej  więzi
pomiędzy Europą i Ewangelią w uchwalonej Karcie Podstawowych Praw Unii
Europejskiej jest czymś antyhistorycznym i obrażającym ojców nowej Europy,
wśród których poczesne miejsce zajmuje Alcide de Gasperi”. 

Wspomniana inicjatywa fundacji chrześcijańsko-demokratycznej stanowiła

kolejny sprawdzian popularności, jaką cieszy się Jan Paweł II, a także uznania
dla jego wkładu w budowę zjednoczonej Europy. Ten wkład – oświadczył P. F.
Casini,  przewodniczący  Izby  Deputowanych  –  „posiada  obecnie  bardziej  niż 
w czasach de Gasperiego wymiar rewolucyjny, ponieważ spowodował zbliżenie
do  Europy  narodów  słowiańskich,  które  poddane  okupacji  sowieckiej,  były
odsunięte na margines”. Znamienne w tym kontekście było wystąpienie wybit-
nego ekonomisty A. Fazio, gubernatora Banca d’Italia, potwierdzające, że dok-
tryna społeczna Kościoła, rozwinięta w trakcie obecnego pontyfikatu, znajduje
aprobatę  również  w  kręgach  laickich,  liberalnych.  Główny  akcent  jego
wypowiedzi brzmiał: „Świat w epoce globalizacji potrzebuje nie tylko potencja-
łu ekonomicznego i technologicznego, lecz przede wszystkim walorów moral-
nych,  tkwiących  korzeniami  w  dwóch  wielkich  tradycjach  chrześcijańskich:
zachodniej,  łacińskiej  i  wschodniej,  bizantyjskiej.  A  jedność  Europy  powinna
przekraczać logikę samej tylko unii walutowej i gospodarczej, kładąc nacisk na
wymiar kulturowy i wychowawczy”. Bez tego – podkreślano w licznych wypo-
wiedziach  –  Unia  Europejska  będzie  pozbawiona  przyszłości.  Przypominano
ponadto wywiad udzielony przez papieża 10 lat temu Jasiowi Gawrońskiemu,

DOMINIK MORAWSKI

196

background image

deputowanemu do Parlamentu Europejskiego, w którym – nawiązując do idei
zjednoczonej Europy i jej trzech ojców – podkreślił, że „ci wielcy twórcy wspól-
noty europejskiej mieli na myśli jedność nie tylko polityczną i gospodarczą, ale
również duchową i kulturową. Obecnie natomiast mam wrażenie, że wszystko
bywa  zredukowane  do  prostego  wymiaru  ekonomicznego.  Powstaje  więc
wielkie zadanie (...) obrony i promowania innych wymiarów i walorów często
zapominanych”.

Duży  oddźwięk  miało  również  drugie  międzynarodowe  forum  podjęte 

z inicjatywy Fundacji de Gasperiego. Dotyczyło ono politycznych perspektyw
Unii  Europejskiej  po  wprowadzeniu  euro.  W  toczącej  się  debacie  na  temat
Konwentu przygotowującego europejską Kartę Konstytucyjną, zwaną również
Traktatem  Konstytucyjnym,  powraca  często  kwestia  wpisania  do  niej
poszanowania  wolności  religijnej  i  odwołania  się  do  chrześcijańskich  korzeni
naszego  kontynentu.  Tu  należy  odnotować,  że  według  czołowych  przedstaw-
icieli Stolicy Apostolskiej dowartościowanie czynnika religijnego odnosi się nie
tylko  do  wyznań  chrześcijańskich,  ale  również  do  religii  monoteistycznych:
judaizmu  i  islamu.  Za  takim  dowartościowaniem  opowiadają  się  obecnie  nie
tylko ugrupowania polityczne o inspiracji chrześcijańskiej, wchodzące w skład
PPE  (Europejskiej  Partii  Ludowej),  lecz  również  niektóre  formacje  o  profilu
laickim i liberalnym. Przywódca stronnictwa DS (demokraci lewicowi, spadko-
biercy partii komunistycznej) P. Fassino oświadczył np., że Karta Konstytucyjna
„powinna zawierać odniesienie do historycznego i kulturowego wkładu religii 
i wiary do budowy społeczeństwa solidarnego i zintegrowanego. Nie powinna
to  być  opcja  na  rzecz  przynależności  do  określonego  wyznania,  lecz
dowartościowanie  roli,  jaką  religie  odegrały  w  dziejach  Europy  i  nadal  będą
odgrywać.  Jest  oczywiste,  że  większość  obywateli  europejskich  należy  do
wyznań  chrześcijańskich:  tym  samym  wpływ  chrześcijaństwa  ma  decydujące
znaczenie w sensie wartości i kultury”. 

Nie ulega wątpliwości, że religia (w szczególności chrześcijaństwo) odegrała

zasadniczą  rolę  w  utrwaleniu  tożsamości  kulturowej  Europy,  łączącej  różne
tradycje. Zastrzeżenia natomiast budzi wymiar polityczny, nadawany niekiedy
religii  chrześcijańskiej,  aczkolwiek  Kościół  i  jego  instytucje  wywarły  również
wpływ  na  przemiany  ustrojowe  i  cywilizację  europejską.  Trzeba  w  związku 
z tym przypomnieć, że po przezwyciężeniu w XVI w. reguły cuius regno eius reli-
gio
, tzn. państwa o charakterze wyznaniowym, wprowadzono zasadę wolności
religijnej.  Odtąd  wolność  ta  stanowi  źródło  praw  ludzkich,  które  we-
szły do kulturowego dziedzictwa europejskiego. Bez wpływu chrześcijańskich

197

WYMIAR KULTUROWY I OBYCZAJOWY OBECNOŚCI POLSKI...

background image

wartości  w  dziejach  Europy  niemożliwe  byłoby  powstanie  Karty  Praw
Podstawowych Unii Europejskiej, zatwierdzonej w Nicei w 2000 r., a opartej na
„wspólnych  wartościach”:  godności,  wolności,  równości,  solidarności,  obywa-
telstwa  i  sprawiedliwości.  Ze  współczesnej  społecznej  doktryny  Kościoła
wywodzi się również jeden z filarów Unii, zasada subsydiarności, czyli pomoc-
niczości. A jedno z praw usankcjonowanych w Karcie Praw stwierdza (art. 10):
„Każda  jednostka  i  wspólnota  posiadają  prawo  do  wolności  myśli,  sumienia 
i religii”. Co się tyczy natomiast zasady świeckości państwa, to, oczywiście, sytu-
acja  jest  zróżnicowana.  Niezależnie  od  odmienności,  poszczególne  systemy
ustawodawcze  w  Europie  uznają  jednak  zasadę  neutralności  państwa  wobec
wyznań chrześcijańskich, czyli pluralizm wyznaniowy. Mamy więc do czynienia
z  szansą  uzgodnienia  w  unijnej  Karcie  Konstytucyjnej  zasady  polegającej  na
odróżnieniu  ustroju  politycznego  od  czynnika  religijnego.  Poszczególne
państwa  wchodzące  w  skład  Unii  (czy  też  oczekujące  na  akcesję)  mogą  bez
trudności  uchwalić  tę  Kartę  opartą  na  wolności  religijnej  bez  względu  na
dominujące wyznanie.

Podczas  spotkania  z  przewodniczącymi  parlamentów  państw  członkow-

skich Unii Europejskiej (23 września 2000 r.) Jan Paweł II oświadczył: „W uch-
waleniu  Karty  Konstytucyjnej  nie  należy  zapominać,  że  Unia  Europejska
stanowi  kolebkę  idei  osoby  ludzkiej  i  wolności,  a  te  idee  wywodzą  się 
z  chrześcijaństwa”.  Papież,  trzeba  zaznaczyć,  nie  lekceważy  zasady  laickości
państwa, co niekiedy bywa fałszywie przedstawiane. W przemówieniu do kor-
pusu  dyplomatycznego  (l0  stycznia  2002  r.)  oświadczył:  „Wspólnoty  wierzą-
cych  przyczyniły  się  i  nadal  przyczyniają  do  rozwoju  kultury  i  humanizmu, 
z  czego  Europa  jest  słusznie  dumna.  Uznanie  tego  niezaprzeczalnego  histo-
rycznego  faktu  nie  oznacza  bynajmniej  zaprzeczania  nowoczesnego  wymogu
uprawnionej świeckości państwa, a tym samym jednoczącej się Europy”. 

Karta  Praw  Podstawowych  Unii  Europejskiej  kładzie  akcent  jedynie  na

zasadę  indywidualnej  wolności  religijnej  –  w  przeciwieństwie  do  Deklaracji,
załączonej  do  Traktatu  Europejskiego  w  Amsterdamie  (l997  r.),  w  której  jest
mowa o wolności religijnej również w wymiarze zbiorowym i instytucjonalnym.
Istnieje więc wyraźna potrzeba prawnego uznania Kościołów i wyznań religij-
nych,  tzn.  ujednolicenia  kolejnych  aktów  prawnych  –  o  skutkach  w  skali
europejskiej. Taki był też wniosek przedłożony podczas wspomnianego wyżej
międzynarodowego forum we włoskiej Izbie Deputowanych. Jak się więc okazu-
je, COMECE, tzn. Komisja Episkopatów Unii Europejskiej, w której uczestniczą
również delegaci Episkopatów państw kandydujących do akcesji, musi jeszcze

DOMINIK MORAWSKI

198

background image

uzupełnić  schemat  odnośnych  postulatów,  zanim  dojdzie  do  uchwalenia
przewidzianej unijnej Konstytucji. Chodzi między innymi o uzgodnienie kon-
trowersyjnej preambuły dotyczącej Invocatio Dei, czyli zapisu odnoszącego się
do wartości religijnych. W tej materii szczególna rola przypada polskim przed-
stawicielom w Konwencie, którzy mogą oddziaływać na przełamanie anachro-
nicznego  podziału  Komisji  Europejskiej,  pod  znakiem  Boga.  Od  rozważnego
spełnienia  tej  roli  zależy  rozładowanie  istniejących  nieporozumień  i  napięć 
w procesie integracji rozszerzającej się Unii Europejskiej. Zyska na tym niewąt-
pliwie  znaczenie,  jakie  należy  przywiązywać  do  wiekowych  tradycji  Polski  na
styku Zachodu i Wschodu, oraz wiarygodność i prestiż rzeczników odrodzonej
polskiej demokracji.

Antoni Kukliński

IV czy I filar Unii Europejskiej?

Notatka dyskusyjna

Inicjatywa  Polskiej  Rady  Ruchu  Europejskiego  dotycząca  kreowania  IV

filaru Unii Europejskiej zasługuje na zdecydowane poparcie. Powinna być – jak
sądzę – uruchomiona w ofensywnym duchu jednego z największych bohaterów
II  wojny  światowej  –  generała  George’a  Pattona.  Ta  ofensywa  polskiej  myśli
europejskiej powinna rozwijać się na trzech frontach.

Pierwszym  frontem  jest  walka  o  to,  aby  Polska  stała  się  aktywnym  pod-

miotem  myślenia  o  przyszłości  Europy  in  toto,  aby  polskie  elity  polityczne 
i intelektualne nie bały się mówić pełnym głosem na temat przyszłości Europy
i  nie  zakładały  milcząco,  iż  jest  to  temat  tabu,  zastrzeżony  wyłącznie  dla
Niemców,  Francuzów  i  Brytyjczyków.  Inicjatywa  w  sprawie  IV  filaru  jest
wspaniałym dowodem tego, iż my w Polsce potrafimy myśleć o wielkich prob-
lemach Unii Europejskiej i Europy jako fragmentu sceny globalnej.

Drugim frontem jest walka o nowe oblicze Unii Europejskiej jako wielkiego

aktora sceny globalnej. Filar IV – nauka, edukacja i kultura

1

– powinien de facto

być  filarem  I.  To  nie  jest  żadna  „nadbudowa”  –  to  jest  fundament  kreowania

WYMIAR KULTUROWY I OBYCZAJOWY OBECNOŚCI POLSKI...

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 199–200

199

background image

kompetytywnej  pozycji  Europy  jako  aktora  sceny  globalnej.  Teoretyczne  uza-
sadnienie  tego  poglądu  znajdujemy  w  holistycznej  interpretacji  doktryny
OECD, co powinno być przedmiotem odrębnego opracowania.

Trzecim frontem jest walka o przyszłość polskiej awangardy, stale deptanej

przez arogancję i ignorancję polskiego skansenu.

Filar I – edukacja, nauka i kultura – należy definiować nie tylko jako pier-

wszy  filar  Unii  Europejskiej,  lecz  jako  pierwszy  filar  Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej XXI wieku. To nie jest żaden utopijny postulat, to jest tylko
próba przeniesienia na grunt polski wspaniałego doświadczenia Finlandii.

Ten  sposób  myślenia  o  I  filarze  Unii  Europejskiej  oraz  o  I  filarze

Rzeczypospolitej  Polskiej  winien  wypełnić  załączoną  matrycę  problemową,
przedstawiającą projekt dyskusji w skali Polski i Europy.

Na podkładzie tej matrycy należy sformułować następujące pytania:
1.  Jak kształtują się wzajemne relacje pomiędzy domenami nauki, edukacji

i kultury?

2.  Jak kształtuje się skumulowane oddziaływanie tych trzech domen na:

a)  procesy tworzenia i dyfuzji innowacji,
b)  procesy  rozwoju  gospodarki  opartej  na  wiedzy  jako  fundamencie

pozycji Europy na scenie globalnej,

c) procesy kształtowania tożsamości europejskiej w sercach i umysłach

obywateli  wszystkich  krajów  Unii  ze  szczególnym  uwzględnieniem
młodego pokolenia, do którego należy przyszłość Europy?

*  *  *

Jest to tylko krótka notatka dyskusyjna, otwierająca jednak rozległe pole dla

studiów oraz refleksji teoretycznej i pragmatycznej.

Warszawa, 13 grudnia 2002 r. 

I FILAR UNII – I FILAR RP matryca problemowa

1  In principio erat verbum – na początku było słowo.

ANTONI KUKLIŃSKI

200

Inputs 

Outputs

1

2

3

4

5

6

1. Nauka

2. Edukacja

3. Kultura

4. Innowacja

5. G.O.W.

6. Tożsamość

background image

English Summary

Edited and translated by Philip Earl Steele

From the editors: 

Poland’s integration with the European Union, which Poles are about to decide

in referendum, represents a choice for the many years ahead. For many Poles it
entails a historical and civilizational choice. For others it is a pragmatic choice, one
that  stems  from  a  sober  calculation  of  both  national  and  personal  interests.
Combining  these  two  approaches,  the  authors  of  this  issue  of  Polska 
w  Europie 
have  once  again  endeavored  to  marshal  the  pro and  con arguments
pertaining  to  European  integration.  The  analyses  found  in  the  section  entitled
EUROPEAN INTEGRATION IN THEORY AND PRACTICE give flesh to the range
of reflections and debate on the theoretical bases of this process. 

Tomasz  Grzegorz  Grosse addresses  the  connection  between  theory  and

practice in examining possible scenarios for the EU’s future development. In his
paper “Theoretical models for the future of the European Union” Grosse presents
the theoretical thinking to date and distinguishes four analytical realms, to wit, the
conceptual,  economic,  institutional,  and  strategic  roles  of  political  elites.  In  so
doing he arrives at the conclusion that Poland – in constructively participating in
the  process  of  the  EU’s  institutional  and  political  changes  –  should  focus  on
building up her position on the European stage. In Poland’s interest is the search
for a proper place within the Union, the achievement of the economic and political
specialization  that  will  enable  us  to  effectively  utilize  our  strengths,  and  the
successful pursuit of our national interests – which, at the same time, are those of
Europe  as  a  whole.  Thus,  Poland  should  acknowledge  the  thrusts  of  Europe’s

Polska w Europie 1 (43) 2003 s. 201–224

201

background image

politics, especially as concerns relations with the United States. In this vein Grosse
cautions that Poland would risk a weakening of her position in the united Europe
were she to proceed counter to those trends.

Poland’s debate over visions for political and institutional change in Europe and

over Poland’s place within the EU will bear positive fruit in the context of our June
referendum  on  EU  membership.  Tadeusz  Mazowiecki,  Andrzej  Ajnenkiel, and
Marcin  Przeciszewski –  panelists  at  our  Talkshop “Following  the  Summit  in
Copenhagen” – stress that Poland’s debate ought to become a model of positive and
constructive  thinking  into  European  affairs  and  should  work  to  define  our  post-
accession  national  objectives,  along  with  the  means  to  attain  them.  After  having
diagnosed the present state of our preparedness for EU membership, both in light
of  historical  developments  and  our  partners’  expectations,  the  panelists  not  only
stipulated a redoubling of our preparations, but also a change in the way Poland’s
political and economic elites approach those efforts. All of the Talkshop’s panelists
further agreed that the campaign leading up to the referendum should be addressed
primarily  to  Euroskeptics  and  politically  inactive  milieux  –  i.e.,  that  the  hitherto
typical practice of preaching to the converted be abandoned. Notwithstanding that,
their discussion – similarly as with the material in this issue’s theoretical section –
can help provide “the converted” with powerful and positive intellectual arguments,
ones based on a careful accounting of the costs and benefits of European integration.

Jacek Czaputowicz (vide “The English School of international relations and its

approach  to  European  integration)  presents  the  genesis,  history,  and  theoretical
achievement  of  the  English  school  and  then  evaluates  its  input  into  the
development  of  theories  on  international  relations.  Czaputowicz  explains  the
English  school’s  basic  conceptual  categories  (the  international  system,  the
international  society,  and  the  world  society)  as  well  as  the  premises  of  the
theoretical currents within them (pluralism, solidarism). In so doing Czaputowicz
underlines  the  “Europeanness”  of  the  English  school,  characterized  as  it  is  by
protest  against  the  domination  of  American  authorities  in  today’s  theoretical
reflection  upon  international  relations.  The  current  renaissance  of  the  English
school  is  accompanied  by  attempts  to  formulate  a  new  research  approach,  one
whose representatives are most keenly interested in the EU as a concrete example
and the most developed international community. 

The process of European integration – as Katarzyna Żukrowska writes in “The

application  of  theories  of  integration  in  European  practice”  –  is  a  crowning  of  the
efforts  of  scholars  who  sought  to  curb  aggressive  interaction  between  states.
Żukrowska recounts the struggle to create theories of integration and the premises of

ENGLISH SUMMARY

202

background image

their popularity before going on to describe the practical measures accepted and the
subsequent  phases  of  European  integration.  On  the  basis  of  an  analysis  of
momentous  decisions  made  by  members  of  the  European  Communities  she
concludes  that  Europe’s  political  integration  was  conditioned  by  close  economic
cooperation.  It  was  the  measurable  benefits  of  an  economic  character  that  made
possible  the  passage  to  the  political  phase  of  integration,  the  most  significant
manifestation of which is that of the work upon a constitution for a united Europe.

The second thematic bloc of this issue is entitled INTERNATIONAL SECURITY

and is host to Polska w Europie’s resident experts. The Talkshop “Global terrorism –
Iraq – American responsibility and Europe”, held in early October of last year, focused
on the challenge posed by terrorism and by Iraq to the international community. The
Talkshop’s  panelists  Janusz  Onyszkiewicz,  Stanisław  Koziej,  and  Jacek
Czaputowicz 
forecast the unfolding of events surrounding the Iraqi crisis, stressing
throughout the implications for NATO’s future and the future of European-American
relations. Minister Onyszkiewicz argued the inevitability of a return to the discussion
on NATO’s role that took place prior to and during the Washington Summit. General
Stanisław Koziej foresaw the inevitability of military operations focused on regime
change in Baghdad. He also expressed his view that the decision to summon NATO
expeditionary forces was premature, stating that what first should have been done
was  to  resolve  politico-strategic  considerations,  adopt  a  new  NATO  doctrine  that
postulated  crisis  response  on  a  global  scale,  and  then  determine  operational
frameworks  for  the  functioning  of  the  Alliance  in  its  new  circumstances.  Both  the
panelists and those in attendance commented on the new, preventative strategy of
American security policy, as well as on the current crisis in the international system
and on the roles of the UN and NATO. They also noted the peculiar dilemma for
Poland’s foreign policy, concluding that in supporting multilateral solutions (within
the structures of NATO and the EU) Poles at the same time find themselves sliding
into Americanophilia. Those from the audience who drew attention to Polish foreign
policy noted their anxiety over the fact that Polish public opinion was divided: Polish
society,  they  pointed  out,  was  neither  unanimous  in  its  position  vis-á-vis  Poland’s
involvement in the conflict, nor vis-a-vis Poland’s choice of allies. 

The thorough-going analysis entitled “Poland’s arms industry at the crossroads”

neatly reflects the context of the changes in the existing international system and
Poland’s search for her place within it. Its author, Krystian Piątkowski, sketches
the external and internal conditions of the present situation in Poland’s arms sector
(the role of the state, exports, market outlets, technological sophistication of Polish
products) and then detailedly analyzes the causes and effects of the crisis of the

203

ENGLISH SUMMARY

background image

1990s. The approaches toward reforming Poland’s arms industry seen to date (vide
Klimek-Ogryczak,  Szarawarski-Kaczmarek)  were,  Piątkowski  writes,  unsuccessful
for they did not take into consideration the global tendencies to be observed in the
arms industry (i.e., consolidation, privatization, international programs, revolution
in warfare). Any further ignoring of those processes, Piątkowski concludes, risks
stagnation and the isolation of Poland’s defense industry. Poland, as every other
country in Europe, is not in a position to independently produce any complex arms
system at a reasonable price. Indicating the direction of the necessary changes in
this sector Piątkowski strongly emphasizes that Poland’s long-term developmental
strategy must first and foremost heed her ever deeper integration with Europe. It
must  also  pay  heed  to  the  redefinition  of  the  role  of  the  state,  structural  and
ownership transformations, the inflow of foreign capital, and to the fundamental
changes in the way the arms sector, the system of arms trade, and that of defense
planning are managed. After all, the main client of Poland’s arms industry is and
shall remain the Polish Armed Services. 

This  issue  is  rounded  out  by  two  sets  of  remarks  in  the  section  ON 

A FOURTH PILLAR FOR THE EUROPEAN UNION. They are a continuation of
the discussion on the Appeal of the Polish Council of the European Movement to
create  a  new  EU  pillar  to  embrace  education,  science,  and  culture.  Dominik
Morawski 
writes  from  the  perspective  of  his  years-long  experience  working  in
Rome. His primary point is that Polish political elites do not appreciate the realms
of culture and custom in interpersonal relations – and this despite the fact that
those realms ultimately represent the most important factor in improving Poland’s
image  in  the  world  and  in  furthering  the  smooth  and  effective  contribution  of
Poles to Europe’s integration.

Antoni Kukliński, in turn, calls for an offensive of Polish thinking on Europe

and poses concrete questions upon which the discussion on the future of Europe
as a player on the world’s stage should concentrate.

ENGLISH SUMMARY

204

background image

European integration in theory and practice

Tomasz Grzegorz Grosse

Theoretical models for the future of the European Union

Dr Tomasz Grzegorz Grosse, who hails from the Institute for Public Affairs and

the Center for Regional Studies, begins his analysis of the theoretical models for
the future of the European Union with a reflection on the factors British historian
Arnold Toynbee cited as causative in the decline and fall of great empires. Thus,
Grosse mentions such matters as the lack of creativity among social elites, the lack
of shared vision for the future, and the lack of generally shared values contributing
to social stability and shared identity. He also cites the fall of authorities and the
erosion of the elites’ leadership, institutional inertia, the inability to make strategic
choices, and the ensuing intensification of conflicts of interest, particularism, and
the loss of steerability over the system as a whole. 

Grosse then points to the European Union’s early beginnings, stressing how it

was set into motion by the common strategic vision Europeans so deeply shared
following the horrors of the Second World War and the atrocities Germans had
committed.  The  fear  of  this  ever  recurring,  Grosse  explains,  is  what  initially
compelled Europeans to cooperate. The Cold War, he explains, further propelled
European integration forward. 

But these matters, Grosse writes, are no longer pertinent. Nor, he quickly adds,

are such more recent events as the fall of the Berlin Wall, the decision to expand
the  EU,  and  the  introduction  of  the  Euro.  Here  Grosse  states  that  economic
sluggishness  has  weakened  both  the  drive  toward  integration  and  strategic
thinking, as well. He then asks: will economic rivalry with the US and the Asian
countries  provide  a  new  stimulus  for  bold  decision-making  in  Europe?  Will
Germany’s increasing domination in Europe do so? How to forestall the reversion
to nationalism in Europe?

Grosse writes that there are at least four important aspects for the analysis of

Europe’s  future.  The  first  is  that  of  the  sphere  of  ideas,  particularly  as  that
concerns values and symbolic reference. He specifies that at key issue here is the
set of values to be subsumed under the heading of ‘solidarity’ vis-a-vis those values
that  would  guarantee  the  prosperity  of  the  society’s  most  affluent  groups.  He
clarifies that such solidarity is coterminous with the redistribution of wealth to the
benefit  of  peripheries,  under-developed  regions,  and  to  societal  groups  that  fall

205

ENGLISH SUMMARY

background image

below the European norm. In expanding on this aspect Grosse remarks on how it
also impacts the issues at the rub of the common good and civil society on the one
hand, with individualism and liberalism on the other.

The second aspect concerns Europe’s economic power and its ability to attain

a competitive position at a global scale. Here Grosse reviews the discussion on the
role of globalization in European integration, the role of nation-states, and that of
large  international  corporations.  He  further  reflects  on  cases  like  that  of  how
certain  French  giants  work  in  partnership  with  France’s  political  authorities  to
maintain their privileged position on the market, and on how agricultural lobbies
maintain fierce protectionist pressure on their national governments and thus also
impede European integration.

The third aspect Grosse addresses is that of Europe’s institutional structure.

He  writes  that  Europeans  may  yet  implement  one  of  several  models,  be  they
loosely  referred  to  as  federal,  confederative,  or  network  –  the  latter,  Grosse
suggests, being the one that best describes the EU of today. He goes on to state
that a confederative model for Europe would favor the large countries and would
create a qualitative divide among the EU’s soon-to-be 25 members.

The  fourth  aspect  concerns  Europe’s  political  elites.  Are  they,  Grosse  asks,

capable of creating a new quality in supranational relations – or are they too strongly
bound  to  their  national  electorates?  Does  their  exist  in  Europe  of  community  of
ideas that binds social-democratic or conservative parties together in such as a way
that offers a basis for pan-European unity? Grosse goes on to argue that the answers
to these questions cast doubt on the hopes for true European unity.

Grosse  then  takes  up  a  description  of  the  liberal  model  of  economic

integration.  Here  he  remarks  on  the  relative  poverty  of  Europe’s  upcoming
members  in  Central  Europe  and  the  problems  this  raises  for  Europe’s  overall
development  and  global  competitiveness.  He  next  addresses  such  issues  as
Europe’s  structural  unemployment  and  inability  to  keep  pace  with  America  in
applying new technologies on a large industrial scale. In this vein he notes that
Europe  has  not  a  single  industry  in  the  design  and  manufacture  of
microprocessors and that Europe has failed to spawn large concerns competitive
at a global scale. He notes that current laws hinder the merger of industries, that
high taxes and labor costs shun foreign investors, and that the vociferous hopes to
“catch  up  with  America”  are  unrealistic  unless  Europe  is  willing  to  draw  from
America’s institutional experience.

Turning  to  the  federal  model,  Grosse  writes  that  –  in  reflection  of  their  own

federal experience – it is the Germans who have the most coherent vision. Grosse

ENGLISH SUMMARY

206

background image

goes on to explain that Germany’s strategy vis-á-vis the EU rests upon four pillars:
the strengthening of Germany’s position within the Council; the strengthening of
the  EU  Parliament  and  government;  the  gathering  together  within  the  EU  of
countries who accede to German policies and Germany’s strategic vision; and the
management  of  EU  expansion  as  a  means  to  revive  the  concept  of  Mitteleuropa.
Grosse  goes  on  to  indicate  that  much  of  the  foregoing  presupposes  a  model  of
integration  that  favors  the  strong.  Grosse  later  writes  that  one  of  the  barriers  to
increasing the power of the European Parliament is the fact that European voters do
not have a strong European identity, that the societies of Europe do not comprise
one nation. If only for this reason Grosse argues that European political parties may
be expected to remain divided along regional and national lines. Closing out this
point  Grosse  observes  that  the  European  Commission  also  remains  under  the
control of member-countries, as does even the European Central Bank. 

Taking  up  the  confederative  model  Grosse  cites  the  discussion  of  political

scientists who identify in this model three primary currents: neofunctionalism, the
network  approach,  and  the  intergovernmental.  The  first  posits  that  ever-
deepening  economic  integration  leads  to  political  integration  at  the  European
level  –  as  a  “side-effect”,  as  it  were.  The  network  (or,  multi-level  governance)
school  stresses  the  interconnectedness  of  Europe  as  an  entity  across  a  range  of
levels,  i.e.,  the  supranational,  state,  regional,  and  local  levels.  In  this  regard
adherents  of  the  network  approach  are  at  odds  with  both  adherents  of  the
intergovernmental and neofunctionalist approaches, Grosse writes. 

Intergovernmentalism,  especially  as  per  Andrew  Moravcsik,  stresses  the

primacy of national governments at every stage of European integration, i.e., that
integration was always pursued in the interests of member-states. Grosse goes on
to  cite  Moravscik’s  argument  that  European  integration  represents 
a regional response to the challenge of globalization. 

Having  reviewed  these  models  and  approaches,  Grosse  concludes  that  the

European  Union  is  therefore  a  hybrid  organization,  one  dominated  by 
a  confederative  structure  accented  with  elements  of  a  federal  character.  Grosse
states  that  perhaps  the  European  Convention’s  work  will  strengthen  the  EU’s
federal aspects, but that it will remain overridingly confederative and dominated by
Germany and France. He then writes that Europe continues to lack an ideology that
would  lend  to  the  emergence  of  a  shared  European  identity  and  sense  of  pan-
European civic spirit. Moreover, the bureaucratic structure of the EU, dominated as
it is by national governments, lobbies, and individual politicians, inhibits the rise of
grass-roots civic spirit in Europe, Grosse writes. By way of illustration he cites the

207

ENGLISH SUMMARY

background image

case of Valery Giscard d’Estaing, whose first action as chairman of the European
Constitutional Convention was to demand a monthly salary of 20,000 Euros.

Grosse argues that Europe is also lacking a common vision for the future. He

states that the postulates of catching up with the US are “highly inadequate ideas
for  European  integration”.  He  then  stresses  the  absence  of  bold  thinking  on
Europe’s future, noting that the successes of anti-establishment political groupings
(vide Haider, Berlusconni, Le Pen) reflect the frustration of European masses in
their feeling that Europe is adrift. 

In the final section of his paper Grosse takes up Poland’s integration with the EU.

He  emphasizes  that  the  process  of  negotiating  membership  has  been  throughout
dominated by national governments. Grosse also stresses that during the final stages
of negotiation, Poles – as the populations of other candidate-countries – came to see
the EU not as a body of fellow-Europeans who sought to unify a continent brutally
divided against its will, but as a venture led by the coolest of calculators. Drawing
upon the work of Frank Schimmelfennig, Grosse goes on to argue that candidate-
countries gave up their cards together with signing their associative agreements, the
terms of which favored EU countries in trade with them. 

Moving  on  to  foreign  policy,  Grosse  notes  that  Poland  would  risk 

a  weakening  of  her  position  within  Europe  were  she  to  remain  apart  from  the
general trends in Europe’s relations with the US. He notes that even for Britain,
who can otherwise “afford” such policies, there are costs to be paid in Europe. 

Drawing his comments to a close, Grosse states that Poland’s membership in

the European Union must not resemble instances from Poland’s past when foreign
involvements indeed represented an escape from Polish problems. He stresses that
Poles must not allow themselves to think that they can somehow shift their own
responsibilities to the EU. In this regard he appeals for Poles to carefully formulate
their thinking on the EU’s institutional changes and to hammer out a common
platform on Poland’s place in Europe. To do less, he states, would be to banish
Poland to Europe’s political and intellectual margins.

Following the European Union Summit in Copenhagen:
Perspectives and Problems

Talkshop held by the “Polska w Europie” Foundation, January 16, 2003

Moderator Zygmunt Skórzyński opened the January Talkshop with reference

to  the  fact  that  Poland’s  domestic  political  troubles  had  overshadowed  the
weighty  events  that  had  just  transpired  at  the  December  EU  Summit  in

ENGLISH SUMMARY

208

background image

Copenhagen. Skórzyński went on to note that whereas until recently the debate
on European integration had largely passed public opinion by, in the most recent
period the concerted efforts of representatives of the Polish government, Sejm,
and Senate in the work underway at the European Convention had improved the
situation  in  terms  of  spreading  information  and  providing  interpretation,
evaluation, and analysis. Nonetheless, Skórzyński was quick to add that a portion
of the opportunity to improve Poland’s information policy had been squandered:
the  information  campaign  of  the  last  year  had  much  more  resembled  a  soap
commercial than a bid to raise society’s awareness of Europe. All the more so, he
said,  is  it  therefore  incumbent  upon  the  relevant  NGOs  to  interpret,  analyze,
evaluate, and discuss. He then introduced the Talkshop’s panelists, two of whom
were  among  the  founders  of  the  Polska  w  Europie  Talkshops in  1985  –  Tadeusz
Mazowiecki and Andrzej Ajnenkiel – along with Marcin Przeciszewski, director of
the Catholic Information Agency. 

Tadeusz Mazowiecki was first to take the floor. He noted that the final results

of Poland’s negotiations were not as fabulous as it had seemed on the evening of
December  13,  nor  were  they  as  bad  as  some  of  the  critics  would  have  it.  The
former Prime Minister went on to say that now was the time to focus on Poland’s
referendum on EU membership and to look beyond to Poland’s place in Europe,
for these are matters of surpassing national importance.

Mazowiecki observed that the European Union is an entity ever in a state of

reform,  and  he  said  that  this  represents  both  a  strength  and  a  weakness. 
A strength, he explained, in the sense that it avoids stagnation; but a weakness in
that it wastes a lot of energy. He then noted that the EU will not soon embrace all
of Europe, and that this remains a thorny issue, if only to consider Turkey. Here
he said that he cannot agree with those who would sever Europe from its Christian
roots,  and  noted  that  Western  Europe  has  by  no  means  been  successful  in  its
relations  with  the  Turks  living  there.  To  this  day,  he  said,  they  live  in  ghettos,
completely isolated from broader society.

Mazowiecki declared that he is not a supporter of a United States of Europe.

He  explained  that  when  Winston  Churchill  had  advanced  that  idea  he  was
thinking  of  a  Europe  without  the  UK.  He  then  stated  that  he  supports  closer
cooperation, but that neither federation nor confederation describes the path the
European Union is on, a path, he said, that is leading to a novel form of joining
states and societies. Mazowiecki then asked, is the EU but an economic league of
states?  –  is  it  a  strong  political  union?  –  and  is  there  such  a  thing  as 
a  spirit  of  Europe,  a  Europe  of  shared  values?  He  answered  that  the  economic

209

ENGLISH SUMMARY

background image

aspect would long predominate and that Europe’s spirit cannot be placed within
the  structures  of  the  EU:  it  must  remain  within  societies  and  within  the  realm
occupied by such institutions as churches and social organizations. 

He  then  turned  to  the  EU’s  ability  to  harmonize  solidarity  and  calculated

interests. He said that the element of solidarity cannot be denied and he pointed
to  structural  funds  and  the  fact  that  less-developed  countries  gain  through  EU
membership – cautioning, however, that Poles must be prepared for the game of
interests.  But  here  he  at  once  further  cautioned  that  Poles  must  desist  in  their
exclusive focus on EU funds and start to think more in terms of cooperation, of
joint undertaking. To think not of ‘us’ and ‘them’, but of only ‘us’, ‘us Europeans’.
Mazowiecki said that such thinking would define Poland’s place in Europe, but he
did not neglect to stress the equal importance of good governance within Poland.
He  closed  his  remarks  with  reference  to  a  recent  issue  of  “Więź”  (the  Catholic
intellectual  monthly  he  long  served  as  editor-in-chief),  where  he  had  read  the
words of a range of Western European intellectuals who harbor high hopes and
expectations regarding Poland’s membership in the European Union. Higher, he
said, than Poles themselves often do. 

Andrzej Ajnenkiel began by saying that he would direct his thoughts toward

the  historical  aspects  of  Poland’s  accession  to  the  EU  and  toward  the  shape  of
Poland’s coming activity within the EU. Somewhat as an aside he noted that he
oft’times has the feeling that his and kindred milieux are in the habit of preaching
to  the  converted,  that  they  do  not  address  non-converts,  and  that  they  are  at 
a complete loss in confronting their adversaries.

Ajnenkiel took as his starting point the 1944 book by Peter Jordan (published

in the US) entitled Central Union of Europe. Ajnenkiel reported that in that book
Jordan  had  presented  the  proposal  of  creating  a  loose  federation  of  states  from
Latvia  all  the  way  to  Greece  and  Albania.  Ajnenkiel  then  mentioned  General
Sikorski’s efforts to forge a Polish-Czechoslovak confederation. 

Ajnenkiel  then  attempted  to  diagnose  the  contemporary  challenges  before

Poland. He noted that – despite the veritable boom in access to education – Polish
institutions  of  higher  learning  have  failed  to  instill  the  onetime  ethos  of  the
intelligentsia. He went on to note that what lies behind the concepts of those who
oppose  Poland’s  membership  in  the  EU  is  Russophilia.  He  pointed  out  the
absurdity in the fact that the Catholic rightist-party LPR, which is anti-EU, refuses
to acknowledge the abuse of Catholics in Russia and the widespread violations of
human  rights  there.  Ajnenkiel  subsequently  argued  that  were  Poland  to  remain
outside the EU, she would be unable to influence EU decisions that vitally concern

ENGLISH SUMMARY

210

background image

her.  He  stressed  that  this  and  other  pro-EU  arguments  must  be  vociferously
advanced in discussions with Poland’s Euroskeptics.

Marcin Przeciszewski stipulated that he would address matters regarding the

role of the Catholic Church and other Polish Christian communities in the present
historic  phase  of  European  integration.  He  then  spoke  to  three  issues:  1)  the
Church  in  Poland  prior  to  the  referendum,  2)  the  Church’s  input  into  the
discussion on the future constitutional treaty, and 3) what the Church in Poland
can offer Europe after the expansion of the EU.

Przeciszewski stressed that the Church favors European integration and that

on numerous occasions both the Polish Episcopacy and Pope John Paul II have
expressed their support for the continent’s unity. He recalled the Pope’s homily
from 1979, when in Gniezno – Poland’s historic first capital – the Pope spoke of
his mission as a Slavic pope to help unite Europe’s East and West. Przeciszewski
also noted that the Vatican for 18 years has maintained a secretariat in Brussels
through  which  it  ceaselessly  conducts  discussion  and  dialogue  with  the
institutions  of  the  EU.  He  added  that  the  Polish  Episcopacy  has  issued  formal
documents supporting European integration, most recently on March 20, 2002.
Przeciszewski  went  on  to  say,  however,  that  the  Church  would  not  instruct  its
members on how to vote in Polnad’s June referendum.

On Europe’s potential constitution Przeciszewski said that the Church favors

reference  to  Europe’s  Christian  heritage.  He  went  on  to  express  support  for
guarantees of religious freedom and the identity of particular churches in national
laws  and  said  that  they  should  also  be  included  at  the  European  level  in  the
constitutional proposals. He then argued that the invocatio Dei as formulated in
the  Polish  Constitution,  treated  as  a  model  for  Europe’s  eventual  invocatio  Dei,
would  by  no  means  represent  a  device  for  the  Christianization  of  Europe,  but
rather  a  confirmation  of  the  role  of  religious  believers  in  the  construction  of
Europe and of the churches as important partners in dialogue. 

On  Poland’s  spiritual  input  into  Europe  Przeciszewski  seemed  somewhat  at 

a loss, stressing rather the fears and anxieties Polish Catholics feel toward activity
in  Western  Europe.  Thus,  he  called  for  a  “Copernican  revolution”  in  the
consciousness of Polish Catholics. 

In the discussion period Wojciech Wierzbicki lamented the fact that Poland’s

experience in the Polish-Lithuanian Union was not being used to win support for
the EU. He also said that once in the EU, Poland’s agricultural sector might lose
its “state instinct”, adding that such is already lacking, especially in Warsaw. He
then quipped that Poland’s decline began with moving the capital from Krakow to

211

ENGLISH SUMMARY

background image

Warsaw in 1596. Lastly, Wierzbicki noted with regret that the current Primate of
Poland  has  not  continued  many  of  the  moral-building  activities  of  Primate
Wyszyński (r. 1948-1981).

With Krystyna Jagiełło having noted that the Baltic States are oriented toward

Scandinavia and Marek Pernal that the Visegrad Group has waned into possible
irrelevance, Tadeusz Mazowiecki argued that Poland does not have fixed allies in
Europe per se, but that such alliances are to be dynamically cultivated in regard to
specific issues. 

Antoni Kukliński cautioned that Poland’s accession to the EU is not at all to be

taken  for  granted.  He  reminded  those  present  that  at  the  time  of  the  Peace  of
Westphalia, when other European nations began to build modern states, Poland
not only refused to follow their lead, but four years later ratified the liberum veto.
He added that as then, so today would Russia be the beneficiary of a June 2003
liberum  veto.  He  went  on  to  stress  that  the  destruction  of  the  Polish  state  is
underway  and  suggested  that  membership  in  the  EU  is  an  important  way  to
salvage it.

Jacek Czaputowicz

The English School Of International Relations 
And Its Approach To The European Integration

Jacek  Czaputowicz  writes  that  at  the  close  of  the  1990s  interest  rose  in  the

English  School  of  international  relations.  Important  authors  from  that  school
(ones  like  Martin  Wight,  Headly  Bull,  C.A.W.  Manning,  and  John  Vincent)
formulated the category of the international society and applied it to the analysis
of  international  relations.  Czaputowicz  explains  that  efforts  are  presently
underway  to  rejuvenate  that  school.  Thus,  Czaputowicz  sets  out  to  portray  the
theoretical oeuvre of the English School of international relations and to appraise
its  impact  upon  the  development  of  theories  of  international  relations.  He
presents its genesis at the end of the 1950s, its purview, and main thinkers, and
then he describes the category of the international society against a backdrop of
other forms of international relations. 

Czaputowicz explains that a characteristic feature of the English School is the

conjoining of elements proper to numerous currents. He writes that Richard Little
is  correct  in  arguing  that  there  is  no  valid  reason  to  treat  the  three  traditions
distinguished  by  Martin  Wight,  i.e.,  realism,  rationalism,  and  revolutionism,  as

ENGLISH SUMMARY

212

background image

variant, much less rival visions of international relations. For they are not coherent
theories but traditions that represent three aspects of international relations that
can be drawn from with real profit. Realists, Czaputowicz writes, concentrate on
the political conditions of anarchy, as they consider it to be a permanent feature of
international relations; rationalists focus their attention on diplomacy and trade,
as  they  believe  that  those  institutions  can  soften  the  effects  of  anarchy;  and
revolutionists are interested in how sovereign states create the moral and cultural
space with which to overcome the effects of anarchy. Czaputowicz explains that
rationalism for Wight was a civilizing factor, revolutionism a rejuvenating one, and
realism  a  controlling  and  disciplining  factor.  His  views  evolved  over  time  from
realism  through  rationalism  and  to  revolutionism.  This  pluralism  of  traditions,
one  common  for  the  majority  of  authors  hailing  from  the  English  School,  has
prompted  some  researchers  to  voice  the  opinion  that  representatives  of  the
English School have not created a coherent theoretical concept, and that for this
reason it is difficult to challenge their premises, Czaputowicz states. 

Czaputowicz observes that the English School has been of undoubted service in

that,  through  its  unique  grasp  of  the  historical  evolution  of  the  international
community  and  novel  understanding  of  political  thought,  it  has  provided  an
alternative (with regard to realism) interpretation of international relations. For its
proponents have clearly demonstrated that the international system has existed in 
a  variety  of  forms  in  history.  Unlike  the  realists,  Czaputowicz  stresses,  who  saw 
a fixed form for the international system, adherents of the English School grasped
the  changing  forms  extending  from  that  of  independent  states  to  centralized
empires,  and  the  international  society.  This  view,  Czaputowicz  suggests,  is
empowering in that it allows positive change to the current system. In this sense, he
points out, the English School is less English than it may otherwise seem. Indeed, it
is altogether European and shares premises with such authors as Raymond Aron,
Michel  Merle,  and  Luigi  Bonante.  It  furthermore  is  characterized  by  the  protest
against the domination of American authors, whose thinking does not always gel
with Europeans’, inasmuch as Europe’s geopolitical situation differs from that of the
US. This, Czaputowicz writes, may well help us understand why American writers
from  the  realist  school  greatly  concern  themselves  with  power  politics,  whereas
European adherents of the English School are more inclined to address the moral
aspects of the current and future development of the international arena.

Czaputowicz  signals  that  the  efforts  to  reinvigorate  the  English  School  of

international  relations  are  accompanied  by  the  attempt  to  formulate  a  new
research program. He writes that in Barry Buzan’s view said research should focus

213

ENGLISH SUMMARY

background image

on the tension between the various levels of the international community (global,
subregional, regional), on the classification of types of international communities
(imperial,  Westphalian,  medieval),  on  war  and  the  balance  of  power  in  the
international community, on the history of the international community, ethics,
international  law,  intervention  and  the  international  community,  and  –  last  but
not least – analysis of the school itself. Czaputowicz explains that these proposals
imply greater interest in the European Union as a concrete example of a highly
developed international society. 

Czaputowicz  then  addresses  the  question  of  just  what  kind  of  international

society the European Union is. He relates that Buzan, who takes a Kantian view,
maintains that the emergence of an international society occurs as a result of the
homogenization  and  convergence  of  subjects.  Czaputowicz  then  questions  this
view,  arguing  that  European  integration  has  progressed  not  only  through  the
process of member-states having come to resemble one another, but also through
the transfer of competencies (i.e., aspects of their sovereignty) to the supranational
level. This, he stresses, introduces a new quality.

Another matter Czaputowicz addresses is that the relation of the English School

to other theoretical currents, especially constructivism, requires clarification. The
question at once arises, Czaputowicz stresses, as to whether or not constructivism,
in its recognition that the identities and interests of subjects in the international
arena are the result of a social process, better explains a range of phenomena on the
international  stage,  if  only  to  mention  the  process  of  European  integration.  Of
particular  research  relevance  in  this  regard  would  seem  the  elucidation  of  the
relations between the international society and the world society. What this entails,
Czaputowicz explains, is the question of whether or not the development of the
world  society  threatens  the  international  society  through  its  undermining  of  the
nation-state  –  or  whether  it  strengthens  the  international  society  by  providing  it
with a shared normative structure upon which it will be able to further develop.
This  question  also  reveals  the  tension  between  the  pluralist and  solidarist
perception  of  the  international  society,  Czaputowicz  writes.  And  this  tension  is
difficult to reconcile, he adds, in that pluralism, with its accent on distinctiveness,
leads in the direction of realism – whereas solidarist, stipulating integration, heads
in  the  direction  of  revolutionism.  Thus,  Czaputowicz  writes,  what  should  most
reasonably be expected is not a synergy of these two currents identified with the
founders of the school Headly Bull and Martin Wight, but their parting.

Drawing  his  analysis  to  a  close,  Czaputowicz  writes  that  the  many  who

challenge the English School’s relevance in describing European integration may

ENGLISH SUMMARY

214

background image

well  be  right.  He  notes,  for  instance,  that  the  balance  of  power  has  little
applicability in Europe, where the push to integration counteracts the creation of
antagonistic  camps  of  the  kind  that  appeared  in  the  interwar  period.  In  his
concluding remarks Czaputowicz explains that diplomacy has a different meaning
in  the  EU,  and  that  the  requirement  of  accepting  the  acquis  communautaire as 
a  further  institution  of  international  society  falls  outside  the  purview  of  the
English School.

Katarzyna Żukrowska

The Application Of Theories Of Integration In European
Practice

Professor Katarzyna Żukrowska writes that in the period following World War

II,  European  integration  was  initially  to  have  proceeded  in  the  political  and
military  spheres.  Nonetheless,  France  channeled  integration  onto  the  economic
track,  for  political  integration  seemed  too  huge  a  challenge,  Żukrowska  writes.
What was postulated was that joint economic interests and undertakings would
set into motion a process that would propel itself forward all the way to political
integration.  Moreover,  it  was  understood  that  the  interdependence  achieved
through political integration, i.e., through intermediate institutional forms, could
be withdrawn from at any juncture. Economic integration, however, was to be an
irreversible  process,  Żukrowska  explains.  Both  of  these  concepts  –  economic
integration and political integration – were supported by contemporary theories,
parts of which remain valid to this day.

Żukrowska  writes  that  the  theory  of  European  integration  is  a  reflection  or

perhaps  embodiment  of  many  theories  and  intellectual  premises  which  back  in
the 1950s and 60s few people believed in. For it was then assumed, she explains,
that such theories cannot be implemented into practice: it then seemed doubtful
that  they  could  be  utilized  as  a  real  means  of  impacting  neighboring  countries,
much less as a form of drawing together the economies of Germany and France.
Żukrowska  then  poses  a  series  of  questions  that  regard  in  particular  the
institutional  solutions  necessary  at  various  stages  of  deepening  economic
integration. She then asks others concerning political integration and whether or
not  new  superstructures  are  to  supplant  older,  national  ones.  Here  Żukrowska
reviews the relevant ideas of such political scientists as Karl Deutch, Ernst Haas,
Leon Lindberg, and Pentland before going on to contrast such concrete examples

215

ENGLISH SUMMARY

background image

as the EU – which is a result of the creation of new structures and legal changes –
and  NAFTA,  which  has  not  developed  together  with  an  institutional  and
administrative superstructure.

Focusing  on  the  EU’s  emergence,  Żukrowska  describes  three  concepts  that

were operative within the thinking of Europe’s architects. The first is functionalism
as espoused by David Mitrany, i.e., that a government’s basic purpose should be
to  meet  the  needs  of  society.  The  second  is  federalism,  as  propounded  in  the
phrase  “United  States  of  Europe”.  Europe’s  federalists  sought  constitutional
solutions,  believing  that  this  presented  a  rational  means  for  establishing
international relations and for eliminating the threat of conflict. Transactionism,
in  turn,  as  most  notably  espoused  by  Karl  Deutch,  postulates 
a  pluralist  approach  that  fosters  a  multiplicity  of  ties  between  societies  and
precludes war as a means of settling disputes. Indeed, all three of these theories
had  the  objective  of  doing  away  with  warfare,  and  all  three  explicitly  sought 
a concept for Europe’s collective security that would transcend the nation-state.

In  reviewing  the  early  postwar  years  and  the  beginnings  of  European

integration  Żukrowska  characterizes  neofunctionalism,  the  problems  with
categorizing Monnet along the lines of the above theories, and the impetus toward
integration  spawned  by  the  onset  of  the  Cold  War.  Żukrowska  writes  that  the
Marshall Plan became an instrument promoting European cooperation and led to
the  creation  of  the  OEEC  –  and  that  it  was  generally  accepted  that  political
integration  would  have  to  follow  incremental  economic  integration.  Hereafter
Professor Żukrowska recounts the course of deepening European integration from
the Coal and Steel Community created in 1951. She notes along the way the early
fiasco caused by France’s sinking of the European Defense Community in 1954,
and takes us up to the Nice Treaty of December 2000. 

Concluding  her  analysis,  Żukrowska  reiterates  that  although  theories  on

integration did not once enjoy much clout among experts, nonetheless today we
may see their marked effects. They emboldened Europe’s early architects to opt for
a proper core for European integration and empowered them in their search for
suitable  and  lasting  solutions.  Their  remarkable  success,  Professor  Żukrowska
writes,  is  to  have  enabled  the  melding  of  Europe’s  economies  –  and  to  have
enabled the efforts to create a European constitution and commence the challenge
of political integration.

ENGLISH SUMMARY

216

background image

International Security

Global Terrorism – Iraq – American Responsibility 
and Europe

Talkshop held by the “Polska w Europie” Foundation, October 3, 2002

Zygmunt  Skórzyński  commenced  the  Talkshop stating  that  seldom  was 

a  Talkshop’s  topics  so  very  much  in  the  eye  of  the  storm.  He  explained  that  the
looming  crisis  over  Iraq  would  directly  or  indirectly  impact  not  only  peace  in  the
Middle East, not only the matter of America’s global security responsibilities, but also
relations  between  the  US  and  Europe,  the  future  of  NATO,  the  European  Union’s
internal relations, and its relations with Russia. He then thanked the eminent experts
Minister  Janusz  Onyszkiewicz  and  General  Stanisław  Koziej  for  having  agreed  to
speak and turned the Talkshop over to its moderator, Jacek Czaputowicz.

Czaputowicz remarked on the intended focuses of the Talkshop and then noted

that it was taking place only weeks after the important meeting of NATO defense
ministers held in Warsaw, at which time it was proposed that NATO create new
strike forces for use in the war against terrorism. He explained that such forces –
to number over twenty thousand and to be ready within two to four years – would
represent  a  qualitative  and  historic  change  in  NATO’s  mission.  Czaputowicz
quoted Donald Rumsfeld, who while in Warsaw had said, “if NATO will not have
rapid reaction forces and effective units at its disposal, ones that can be deployed
within  days  or  weeks  rather  than  within  months  or  years,  then  NATO  will  be
incapable of offering the world anything in the 21st century”. Czaputowicz said
that this statement went to the heart of the problem: either NATO will take up the
challenge or it will sentence itself to irrelevance.

Czaputowicz then turned to Europe’s role in the world and vis-a-vis the US. He

asked,  what  role  does  Europe  see  for  itself?  Reflecting  on  Germany’s  recent
elections Czaputowicz asked, will Europe cower in order not to become a target of
terrorist  attacks?  And  what  about  Poland?,  he  asked.  He  stated  that  the  NATO
meeting in Warsaw had made obvious the fact that Poland is the US’s closest ally
in  this  part  of  Europe.  What  role  should  Poland  play  in  the  quarrel  between
Germany  and  the  US?  –  perhaps  that  of  mediator?  Or  perhaps  Poland  should
stand aback from the problem?

Janusz  Onyszkiewicz  began  his  remarks  by  noting  that  for  some  fifty  years

following  the  Second  World  War  the  United  States  had  pursued  a  policy  of
containment  and  deterrence.  Such  accorded  with  the  times,  he  said,  ones  that

217

ENGLISH SUMMARY

background image

compelled a defensive and reactive posture. Onyszkiewicz then stated that today,
however,  the  United  States  recognizes  as  the  guiding  principle  of  its  policy  the
readiness  to  act  preemptively,  that  is,  not  only  in  response  to  aggression.  The
question that at once emerges, Onyszkiewicz said, is how does the US intend to
pursue that policy and how will that effect the international stage. He then said
that the UN Security Council was to fulfill the role of maintaining peace in the
world  and  of  eliminating  threats  to  peace  –  yet  today  the  US  wishes  to  have 
a  sovereign  right  to  conduct  military  operations  without  a  UN  mandate.  Here
Onyszkiewicz recalled the discussion at NATO’s recent meeting over whether or
not out-of-area NATO operations would require UN sanction. He then stated that
the scale of the present danger was such that the US sees itself as the sheriff who
has to force a showdown with the gang of bandits who are terrorizing the town.
No  one  wants  to  help,  though  most  whisper  their  support.  That,  Onyszkiewicz
said, is how he saw the conflict over Iraq. He then remarked on President Bush’s
intention not merely to disarm Saddam Hussein, but to overthrow the regime. 

Onyszkiewicz then forecast the possibility of a “soft” resolution at the UN, one

that would place new demands on Saddam but would not represent an ultimatum.
He went on to speculate on the voting in support of the US at the Security Council. 

Turning to US-NATO relations, Onyszkiewicz called it a mistake for NATO to

have  invoked  Article  5  inasmuch  as  NATO  was  not  in  a  position  to  take 
a commanding position in military action. He also commented on the anti-climax
that  swiftly  followed,  noting  that  Article  5  was  to  have  meant  the  instant
marshalling of all of NATO’s forces for decisive warfare. That did not happen, he
pointed  out,  recounting  the  case  of  Canadian  statements  promising  the  instant
withdrawal  of  its  troops  from  Afghanistan  in  the  case  of  combat.  He  closed  his
remarks by asking whether or not Europe was at all in a position to maintain its
embrace of America with the arms of NATO.

General Stanisław Koziej stated that the terrorist attacks of 9/11 had opened 

a new chapter in security theory and practice. This change, he said, is most visible
in the United States, which has committedly and methodically been constructing
the bases of its new security strategy. Here he commented on the creation of the
Homeland Security Department and the review of national security strategies and
readiness.  General  Koziej  went  on  to  argue  that  Poland,  too,  should  create
integrated  civilian-military  structures  capable  of  maintaining  security  and
responding  to  threats.  He  called  this  the  most  important  lesson  of  9/11.  On
American  national  security  Koziej  explained  that  the  new  doctrines  all  revolve
about two threats, namely those of terrorism and those of the spread of weapons

ENGLISH SUMMARY

218

background image

of  mass  destruction.  Koziej  stated  that  in  the  struggle  against  these  threats
America is prepared to go it alone, and to do so preemptively. 

Koziej then observed that America’s new strategic policies have dynamized the

security discussions in NATO. This, he said, was plain in NATO’s plans for rapid
reaction, i.e., expeditionary forces. Here Koziej noted that the silent agreement to
Rumsfeld’s proposals entailed an admission of error at the Washington Summit.
Koziej explained that in recent years NATO had done all it could to forestall the
creation of expeditionary forces, and that Rumsfeld’s proposals had thus shown
the solutions hitherto implemented to be inadequate. Koziej went on to express
his support for NATO to adopt a preparedness to act globally and he called for
Poland to do its part in devising creative solutions and in providing real military
contributions – both qualitatively and quantitatively. 

General  Koziej  then  turned  his  thoughts  to  the  issue  of  war  against  Iraq,

stating  his  belief  that  war  was  inevitable.  He  added  that  the  war  would  reflect 
a synthesis of recent strategic experience and would not be a repetition of the 1991
war. He expressed his own support for a war of escalation, whereby ever greater,
deadlier,  and  costlier  force  is  used  to  achieve  the  goal  of  regime  change  in
Baghdad.  He  then  forecast  three  stages  toward  that  end:  the  first  to  remove
Saddam  from  power  through  a  reliance  on  special  forces.  The  second  would
involve the use of land forces that would strike deeply and swiftly into central Iraq
and preclude the takeover of the country by opposition forces. Koziej explained
that the third stage would entail the massive invasion of Iraq. Such an escalation
would optimally balance the opportunities and risks in the Iraqi crisis, he said. But
Koziej said all would have to wait several months to find out whether or not this
would be the chosen scenario.

In the question and answer session Jerzy Jedlicki asked why were containment

and deterrence suitable policies vis-á-vis the USSR, but not toward Iraq? General
Koziej responded that the logical difference is that during the Cold War America
did  not  have  the  capability  of  a  first-strike  that  would  prevent  the  Soviets  from
launching  a  counter-attack.  What  then  deterred  both  camps  was  MAD  –  the
certainty  of  mutually  assured  destruction.  In  cases  like  Iraq,  Koziej  explained,
asymmetry allows for preemptive strikes against what are nonetheless real threats.

Jarosław  Bratkiewicz  noted  that  whereas  the  Soviet  threat  was  a  known

quantity and could be addressed through diplomatic channels, the threat posed
by terrorists is by definition unpredictable and anonimous. 

Janusz Onyszkiewicz stated that Iraq is believed to have some twenty to sixty

rockets capable of carrying weapons of mass destruction. He argued that if Iraq is

219

ENGLISH SUMMARY

background image

permitted to build more such rockets (or other such delivery systems), the threat
will of course increase. Onyszkiewicz also noted that Iraq may be willing to sell its
WMD to terrorist groups and added that Iraq’s ambitions to become the regional
hegemon remain obvious, such that – bearing in mind that country’s track record
– the Iraqi threat need not be trivialized.

Tadeusz  Chabiera  questioned  the  soundness  of  Poland’s  willingness  to

support  the  US  in  a  preemptive  attack  on  Iraq  and  scoffed  at  President
Kwaśniewski’s “unbounded trust” for President Bush.

Wojciech  Wierzbicki  first  expressed  his  failure  to  see  anything  new  in

terrorism as such, then his concerns over a dangerous rise in Arab nationalism in
response  to  a  war  against  Iraq,  and  finally  his  feeling  that  Poland’s  stocks  were
declining – and Russia’s rising.

Antoni Kukliński seconded Wierzbicki and voiced his general pessimism over

the outcome of war against Iraq. He pointed to the American reluctance to pursue
nation-building in Afghanistan and then predicted negative consequences for the
world  economy  in  the  wake  of  war.  Lastly  he  labeled  the  crisis  over  Iraq  an
ideological conflict between the Western and Islamic worlds.

Ryszard Turski expressed his concern over the course of the discussion so far.

He stated that the arguments being used against Bush were the same as those once
used to buttress American isolationism under FDR, when Europe was already at
war. Nonetheless, he questioned the appropriateness of analogies, stating that the
attacks of 9/11 had introduced a new quality. Turski also inverted the question of
what would follow war against Iraq by asking, what would follow the refusal to
act?  His  answer  was  that  the  creation  of  global  terrorist  organizations  would
intensify. He added that the present difficulties reflected the deep crisis in the UN
– and in NATO, as well.

Beata  Jagiełło  stated  that  President  Bush  had  reacted  to  the  attacks  of  9/11

improperly, and suggested that he should have shown Christian mercy. She added
that  Poles  still  do  not  understand  the  “sophisticated  philosophy”  that  Europe’s
foreign policy rests upon.

Janusz Onyszkiewicz stated that America has been attacked and is thus at war.

Europeans  do  not  share  that  sense.  He  then  added  that  recent  events  have
powerfully demonstrated that Europe does not in fact have a foreign policy – and
in fact has less and less of a semblance of one. Onyszkiewicz then expressed his
displeasure at Kwaśniewski’s statement for the German press, that Poland would
fight  in  Iraq  alongside  America  and  Britain.  Onyszkiewicz  said  that  in  his  view
Poland should keep a distance from making such statements and should consult

ENGLISH SUMMARY

220

background image

all declarations with her partners in the EU. Notwithstanding this, Onyszkiewicz
stated that Poland is capable of performing a role in Iraq – both financially and
organizationally. He stressed that Poland’s participation would incur high costs,
but it would not ruin the country’s finances. 

General Koziej wondered if Poland’s offer would be significant enough to even

be  accepted  by  the  US.  He  then  stated  that  criticism  of  American  policies  was
widespread, but he noted that he was not hearing alternative proposals in the war
against  terrorism.  In  the  face  of  terrorism,  the  worst  possible  scenario,  he  said,
would  be  that  of  passivity.  For  this  reason,  Koziej  said,  he  called  for 
a proactive approach to American proposals and critical debate on them.

Krystian Piątkowski

Poland’s Arms Industry At The Crossroads

Expert  on  military  affairs  Krystian  Piątkowski,  alumnus  of  the  Naval

Postgraduate School in Monterrey, begins his exhaustive analysis by writing that
four  years  after  Poland’s  admission  to  NATO,  and  just  one  year  before  the
country’s  anticipated  accession  to  the  European  Union,  questions  on  Poland’s
arms industry have become more urgent than ever. The fourteen years that have
passed since Poland commenced her systemic transformation have not led to the
decisive changes that have been implemented in other sectors of the economy, he
states.  Piątkowski  explains  that  the  general  condition  of  the  arms  industry  has
been steadily deteriorating and that there still has been no formulation of a long-
term strategic vision for its future. In the meantime, Poland’s deepening political
and  economic  integration  with  the  Euro-Atlantic  region  will  bring  about 
a  situation  in  which  Poland’s  domestic  producers  of  weaponry  and  military
equipment will be faced with dilemmas poised at their very existence. Piątkowski
then  sets  out  to  present  what  he  calls  his  “subjective  appraisal”  of  the  causes
behind  this  state  of  affairs  before  turning  to  prognoses  and  guidelines  for  the
future development of Poland’s arms industry.

Piątkowski sketches the emergence of modern Poland’s arms industry from its

communist past, noting that – but for jet fighters and armored personal carriers,
guided  air-borne  missiles,  surface-to-air  missiles,  submarines,  large  ships,  and
specialist  naval  equipment,  Poland’s  arms  industry  manufactured  the  whole
remaining,  vast  array  of  weapons  and  weapons  systems,  from  helicopters  and
tanks to smaller naval vessels and hand-held weapons. He stressed that of all of

221

ENGLISH SUMMARY

background image

this – not only ownership, but establishing parameters, production levels, trade,
etc.  –  was  under  the  absolute  control  of  the  state.  Thus,  at  the  moment  when
Poland entered her new realities in 1989, the country’s arms industry produced
an  impressive  arsenal  of  weaponry  for  its  size,  though  technological  standards
were not so impressive.

Piątkowski  calls  what  began  in  the  early  1990s  in  Poland’s  arms  industry 

a  “catastrophe”.  He  recounts  how  orders,  both  foreign  and  domestic,  at  once
plummeted, adding that from 1988 until the March, 2003 agreement to purchase
F-16s,  Poland  purchased  not  a  single  fighter  plane.  Moreover,  Piątkowski  adds,
between 1989 and 1997 Poland’s defense outlays fell by over 43%. Relatedly, in
the overlapping period of 1991-1997 employment in the arms industry plunged
from 135 thousand 71 thousand. By 2001 that number had further plunged to 35
thousand. This “chaotic” situation, he writes, was further compounded by the fact
that successive governments continued to shuffle military priorities and failed to
devise a consistent purchase system. This set of problems was not remedied until
Poland  joined  NATO  and  began  to  take  part  in  Allied  defense  planning.
Piątkowski observes that the Polish Armed Services’ developmental program for
2001-2006 entails an important step in the direction of real improvement.

Piątkowski  then  describes  the  essential  passivity  of  Poland’s  arms  industry,

most  glaringly  seen,  he  writes,  in  the  areas  of  marketing  and  promotion.  He
explains  that  this  largely  results  from  the  fact  that  management  practices  and
procedures  from  the  former  system  continue  to  dominate.  Piątkowski  then
describes the arms industry’s overly ambitious (read: unrealistic) R&D programs
in  the  mid-90s  and  the  failure  to  develop  foreign  partnerships.  Thereafter  he
presents  an  analysis  of  the  reforms  led  by  specific  defense  ministry  teams,
beginning  with  the  Klimek-Ogryczak  tandem  of  the  early  AWS-UW  coalition
government  that  took  power  in  1997,  then  taking  up  the  SLD-PSL  period  that
began in 2001 with the Szarawski-Kaczmarek strategy.

At  this  point  in  his  study  Piątkowski  turns  to  the  changes  underway  in  the

arms industry around the world. He notes the tendencies toward consolidation,
privatization,  and  forging  international  partnerships,  before  turning  to  matters
related  to  the  technological  revolutions  changing  the  face  of  warfare.  He  also
describes the impact this is having on R&D programs. 

Returning to Poland, Piątkowski next addresses the possibilities for changes

for  the  better  in  Poland’s  arms  industry.  He  notes  that,  like  a  host  of  other
countries, Poland is unable to produce on her own any complex weapons system
at  an  affordable  price.  This  fact  argues  in  favor  of  deepening  international

ENGLISH SUMMARY

222

background image

partnerships. Piątkowski also reviews the need for the state itself to redefine its
role vis-á-vis the arms industry, especially along the lines of fostering privatization
and consolidation. He thereafter calls for the acceptance of modern management
practices and evaluates the promise of offset contracts to bring powerful boosts to
the arms industry. Piątkowski’s concluding point to his lengthy analysis is that the
improvement of the arms industry’s condition requires not only a restructuring of
the  sector  itself,  but  also  fundamental  change  in  the  principles  and  procedures
relevant to its primary client – the Polish Armed Forces. 

On a Fourth Pillar for the European Union

Dominik Morawski

The Realm Of Custom And Culture: 
Poland’s Presence In The Process Of European Integration

Dominik Morawski, who has recently returned to Poland after long years in

Rome,  begins  his  remarks  by  observing  that  –  unlike  Italians,  who  have  settled
accounts with their fascist past – Poles have yet to squarely face their communist
past. 

Morawski  then  states  that  foreigners  visiting  Poland  are  often  struck  by  the

monologic  character  of  exchange  in  Poland.  He  writes  that  foreigners  typically
report that Poles will at length speak to them in rich detail about Polish matters,
but strikingly seldom take the opportunity to learn about the countries their guest
comes from. Morawski characterizes this as so many wasted chances, suggesting
that this in part, at least, stems from the fact that Poles are insufficiently able to
bridge to people of differing nationality, ethnicity, religion, worldview, etc. – that
they are lacking what the Italians call arie di convivere.

Morawski  goes  on  to  highlight  European  culture’s  moorings  in  Christianity

and  carefully  stresses  Pope  John  Paul  II’s  promulgation  of  that  message  in  the
context  of  European  integration.  He  also  reviews  important  initiatives  of  Italy’s
Christian-Democrats and the de Gasperi Foundation. Lastly, Morawski holds out
the hope that Poland will be able to find a proper formula for an invocatio Dei for
Europe’s constitution.

223

ENGLISH SUMMARY

background image

ENGLISH SUMMARY

224

background image

Antoni Kukliński 

A Fourth Or A First Pillar For The European Union?

Professor Antoni Kukliński states that the initiative of the Polish Council For

The European Movement to create a fourth pillar for the European Union deserves
full support. He writes that it should be pressed forward in the style of American
General George Patton, in an offensive of Polish thinking that should strike out
along three fronts.

The first front entails the struggle that Poland become an active participant in

thinking on Europe as a whole, that Polish political and intellectual elites never
fear speaking out in a clear voice on Europe’s future, that Poles never accept that
Europe’s  future  is  a  realm  belonging  exclusively  to  the  Germans,  French,  and
British. Kukliński states that Poland’s appeal for a fourth pillar is proof that Poles
are capable of addressing Europe’s pressing issues.

The second front Kukliński describes is that of the European Union’s evolving

role on the global stage. In this sense, Kukliński argues, science, education, and
culture do not represent the fourth, but the first pillar. They are no superstructure,
but the very basis of creating and uplifting Europe’s place in the world. 

The third such front is that of the struggle for the future of the Polish avant-

garde – ever trodden on by the arrogance and ignorance of Polish backwaters. 

Concluding his remarks, Professor Kukliński declares that education, science,

and culture must be redefined not only as the first pillar of the European Union,
but as the first pillar of the Rzeczpospolita Polska in the 21st century. He adds that
none of this is utopian. Rather, it may be said to represent an attempt to adopt the
marvelous attainments the Fins may well be so proud of.

225