background image

Jan Twardowski

elementarz

Księdza Twardowskiego

dla najmłodszego, 

średniaka i starszego

Teksty wybrała i ułożyła Aleksandra Iwanowska

background image

Miłującemu Boga wszystko obraca się ku dobremu
(Rz 8,28)

background image

być dzieckiem

background image

Modlitwa

Święta dziewczynko z zapałkami
chroń nas przed staruchami
co płaczą że wszędzie zło
martwią się że nas okłamują
nie mówiąc nam o tym

a nas cieszy pole różowe
kiedy wschodzi zboże
nagietek który przekwita w październiku
pszczoły dokładnie złote
leszczyna co wydaje jednocześnie kwiaty i orzechy
spotykamy się z Matką Boską w ogrodzie
żyjemy z kundlem na co dzień
czujemy niewidzialne ręce
widzimy dalej
i więcej

background image

„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy 

śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak”

(MJc 4,26–27).
W serce każdego z nas Bóg wrzucił nieoczekiwane, dziwne ziarno — łaskę chrztu 

świętego. W czasie chrztu dziecko albo płacze, albo śpi. Dobrze jest czasem spać i nie 
podglądać Pana Boga. On sam będzie działał.

*

Ludzie nieraz gorszą się, kiedy dziecko w czasie chrztu krzyczy wniebogłosy.
Może to święty niepokój, przeczucie tego, czym jest odpowiedzialność 

ochrzczonych.

Tylu ludzi oddało swoje życie za chrzest. Ilu mamy męczenników, których lwy 

pożarły, których torturowano, mordowano dlatego, że bronili chrztu.

Być ochrzczonym to być tym, przez kogo Pan Jezus chce przyjść na świat.

*

Każdy chrześcijanin podobny jest do ślepego od urodzenia, któremu Jezus przez 

sakrament chrztu otwiera oczy na świat nadprzyrodzony, a tak bliski.

Jak często, jeszcze w tym życiu, możemy dostrzec po latach ukryty sens 

niezawinionego cierpienia.

Sprawy Boże dzieją się nie tylko pośród wielkich cierpień, ale i w małych kłopotach 

i udręczeniach na co dzień.

Byle tylko odważnie i cierpliwie świadczyć o Jezusie.

*

Pan Jezus był największym skarbem Matki Bożej, był Jej jedynym Dzieckiem. 

Ponieważ nie miał ziemskiego ojca, mógł być podobny tylko do Niej, do Matki. Jego 
oczy były tylko podobne do oczu Matki Bożej, uśmiech do Jej uśmiechu, Jego głos do 
Jej głosu.

W dzień Ofiarowania Pańskiego Matka Boska przyszła do świątyni i swój 

największy skarb, swoje jedyne Dziecko, najbardziej własne, tylko do Niej podobne, z 
barwą swoich oczu, z urokiem swojego uśmiechu i głosu ofiarowała Bogu.

Ofiarować dziecko Bogu — znaczy oddać je Bogu: „Czyń z nim, co zechcesz”. 

Nawet nie wypada modlić się ani o zdrowie, ani o pomyślność. Bóg będzie kierował 
powołaniem tego dziecka. Jaka to wielka trudność dla matki swoje własne dziecko 
oddać zupełnie Panu Bogu.

Lubimy ofiarować się Panu Bogu, ale tak, aby On nad nami otworzył parasol, i to 

nie czarny, lecz różowy, malowany w kwiatki, żeby nam nic na głowę nie spadło.

Oczekujemy parasola, a nie miecza, który kaleczy.
W ofiarowaniu Panu Bogu kryje się wielka tajemnica. Święty Ignacy Antiocheński 

powiedział: „Człowiek ofiarowany Bogu jest mąką, którą stale miele się na chleb dla 
Pana Boga”.

Ofiary trzeba się uczyć.

*

Jak nietryumfalny i ludzki był Pan Jezus, kiedy przyszedł poprosić o chrzest.

background image

Chrzest znaczy po łacinie obmycie się. „Ego te baptiso” — obmywam cię.
Jakie to wzruszające, że Jezus prosi o chrzest. Staje w kolejce ze wszystkimi 

ludźmi, proszącymi o obmycie wodą.

Świętość to nie jest wyższość, a ogromna współodpowiedzialność za drugich, 

ustawienie się w kolejce z innymi, poczucie wspólnoty.

Święty to ten, kto modli się za tych, którzy się nie modlą, cierpi za tych, którzy nie 

umieją cierpieć, umiera za tych, którzy nie chcą umierać, obmywa się za tych, którzy 
kąpać się nie chcą.

Żeby być podobnym do Chrystusa, trzeba być podobnym do tego, kto wsłuchuje się 

w głos samego Boga.

Pan Jezus i dziecko

Jest w Ewangelii takie zdanie: „Pan Jezus wziął dziecko, postawił je przed ludźmi 

pośrodku i objął je ramionami” (por. Mk 9,36). Tylko tyle. Jedno zdanie.

Czego tu można się domyślać, bo tak mało wiemy. Taka zgaduj —zgadula.
Czy wziął chłopczyka, czy dziewczynkę? Może chłopczyka, może chłopca, który 

był opalony po wakacjach na brązowo, z włosami czarnymi, na jeża? A może wziął 
dziewczynkę z barwną zapinką we włosach? Dlaczego wziął to, a nie inne dziecko?

Dzieci są rozmaite, jeden chłopiec siedzi w pierwszej ławce, inny przytulił się do 

mamusi w samym środku kościoła. Zwykle obejmujemy dzieci ramionami, bo je 
kochamy, ale najczęściej wtedy, kiedy coś dobrego zrobiły.

Co ten chłopiec takiego dobrego zrobił, że Pan Jezus objął go ramionami?
Może pacierz porządnie odmówił, a jak mówił, to klęczał, a nie siadał na piętach?
Może zjadł na śniadanie owsiankę i nie grymasił, nie tupał, nie wygrażał łyżką?
Może mamusię przeprosił za to, że gwizdał, kiedy tatuś pracował?
Może zrobił siostrzyczce z drewna zabawkę, lalkę, żeby się bawiła?
Może okruszyny posprzątał ze stołu i z podłogi?
A może powiedział Panu Jezusowi do ucha: „Panie Jezu, ja Cię przepraszam, bo 

powiedziałem dziadkowi «niech cię gęś kopnie»„.

Nie wiadomo, co Chrystus powiedział. Takie jedno zdanie, a takie piękne: Jezus 

wziął dziecko, postawił pośrodku i objął je ramionami.

*

Pan Jezus powiedział: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie” (Mk 10,13).
Spróbujmy powiedzieć do dzieci: „Przyjdźcie do nas, ze swoją szczerością, 

ufnością, prostotą, zdziwieniem. Ileż od was można się nauczyć!”

O maluchach

Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania
stale mieli coś do roboty
oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole z zawistnymi łapkami
klękali nad upuszczonym przez babcię futerałem jak szczypawką
pokazywali różowy język
grzeszników drapali po wąsach sznurowadeł
dziwili się ze ksiądz nosi spodnie

background image

że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę i ubrał tłustą rękę w wodę święconą
liczyli pobożne nogi pań
urządzali konkurs kto podniesie szpilkę za łepek
niuchali co w mszale piszczy
pieniądze na tacę odkładali na lody
tupali na zegar z którego rozchodzą się osy minut
wspinali się jak czyżyki na sosnach aby zobaczyć
co się dzieje w górze pomiędzy rękawem
a kołnierzem
wymawiali jak fonetyk otwarte zdziwione „O”
kiedy ksiądz zacinał się na ambonie

— ale Jezus brał je z powagą na kolana

*

Do pewnego księdza przyszli młodzi rodzice, by ochrzcił ich syna imieniem Neptun. 

Ksiądz odmówił, twierdząc, że to imię pogańskie.

— To jakie może być? — zapytali zmartwieni.
— Nie wiem — odparł lekko zdziwiony i zniecierpliwiony ksiądz. — Weźcie jakieś 

z pierwszej lepszej litanii.

Rodzice zajrzeli do książeczki do nabożeństwa i po chwili zdecydowali:
— Dobrze. To niech będzie „Kyrie Elejson”.

*

Pewien chłopiec zobaczył procesję wychodzącą z kościoła na ulicę: chorągwie, 

feretrony, na rękach dziewczynek — poduszki haftowane. Powiedział:

— Będzie sprzątanie w kościele, bo wszystko wynoszą.

*

Pięcioletni chłopiec w Wielki Piątek wracał z kościoła. Mamusia tłumaczyła mu 

długo, że wszyscy obchodzą teraz pamiątkę śmierci Pana Jezusa. Chłopiec zamyślił się 
i powiedział ze smutkiem:

— Jaka szkoda, że Pan Jezus umarł.
Po chwili jednak, już trochę weselej, wykrzyknął:
— Ale dobrze, że mamy zapasowego w niebie.

*

Słyszałem o trzyletnim Marku, który niecierpliwił się w czasie Mszy świętej, nie 

mogąc doczekać się końca, i wreszcie zapytał rodziców głośnym szeptem: — Kiedy 
ksiądz powie: „Idźcie ofiary do domu”?

Niebo

Kiedyś pewna dziewczynka zaczęła w nocy bardzo płakać. Pobiegli do niej rodzice, 

dwie ciotki i brat, bo wszyscy się obudzili.

background image

— Dlaczego płaczesz? — pytali.
— Może ci się zdawało, że czarny kot wskoczył przez czarne okno i macha 

czarnym ogonem na czarnym kocu?

— Może zobaczyłaś, jak chodzą po prześcieradle mrówki faraona?
— Może w mieszkaniu straszyło?
— Może zrobiło się tak cicho, jakby nieboszczyk witał nieboszczyka?
— Może ci się przyśniło, że zgubiłaś głowę?
— Nic z tych rzeczy — odpowiedziała dziewczynka.
— Płaczę, bo mi się przyśniło niebo.
— Jak to! — krzyczał tatuś w długiej białej koszuli, jak Mojżesz na pustyni — 

dlaczego płaczesz? Skoro ci się niebo przyśniło, powinnaś skakać na łóżku z radości. 
—Płaczę dlatego, że byłam w niebie, ale musiałam się obudzić, a tam było tak 
cudownie. Aniołowie śpiewali, święci chodzili jak wierni żołnierze, Matka Boska 
podawała Papieżowi rękę do pocałowania.

Westchnienie

Aniele Boży nie budź mnie
niech ja najdłużej śpię

*

Słyszałem, jak matka groziła niegrzecznemu dziecku: — Jak się Bozia rozzłości, to 

cię po łapach wytrzaska.

W klasie

Ryczą w klasie dokazują
najgrzeczniejszych kotem szczują
ryczą biją się po łapie
chcą położyć się na mapie
na przyrodzie lepsza draka
wypchanego szczypią ptaka
nogi skaczą skrzypią ławki
kogoś biorą za nogawki
piszczą wyją głośno chrapią
książkę do religii drapią.

Nagle sfrunął anioł biały
mówi — lubię te kawały.

— Dlaczego takie słabe stopnie masz na świadectwie? — zapytał ojciec syna. — 

Janek ma znacznie lepsze.

— Tak, ale on ma mądrzejszych rodziców.

Pytanie

background image

Co to jest para wodna?
Tylko umysł dziecka
jak źrebak szybki
odpowiedział od razu:
— Dwie małe rybki

W albumie

Choćby się nosem kręciło, na babcię pyskowało,
szczęście zawsze ogromne, gdy lat jeszcze mało.

*

„Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Łk 

18,17).

Pan Jezus, wypowiadając te słowa, zwracał się do faryzeuszów, którzy uważali, że 

tylko oni najlepiej wiedzą wszystko o Bogu.

Jak często jesteśmy do nich podobni — na przykład kiedy sądzimy, że gdyby Bóg 

istniał, to nie byłoby tak źle, albo że Bóg nie może od nas za wiele wymagać. Jesteśmy 
przekonani, podobnie jak faryzeusze, że wiemy, jaki powinien być Bóg. Własną miarą 
mierzymy Jego wielkość.

Jakim zaskoczeniem musiało być dla dorosłych to, że Jezus jako wzór postawił 

dziecko. Widział w nim kogoś bezbronnego, ale ufającego Ojcu.

Dziecko, zwłaszcza małe, chociaż nie rozumie jeszcze niczego, instynktownie 

wyczuwa, że jego ojciec wszystko wie, wszystko może i że je kocha. Powinniśmy się 
uczyć tego podejścia dziecięcego w sprawach naszej wiary. Widzieć w Bogu — Ojca, 
który wie, który może, który jest miłością i światłem, chociaż otacza nas ciemność.

*

Musi być taka ufność, że Bóg prowadzi człowieka, jak dziecko.

*

„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” 

(Łk 11,9).

Czyż w słowach tych nie kryje się postawa dziecięca?
Dziecko prosi, bo nie otrzymuje pensji na pierwszego; szuka, bo jest zależne; 

kołacze do ojca, bo samo jest bezradne.

W innym fragmencie Ewangelii Jezus mówi, że mamy być doskonali, jak nasz 

Ojciec. Dziwne, paradoksalne połączenie: być dzieckiem i jednocześnie ojcem. 
Dzieckiem —to znaczy brać i rozumieć, że sami niczego nie mamy, jedynie to, co 
otrzymujemy od Boga. Ojcem — to znaczy troszczyć się o kogoś innego i to, co 
otrzymujemy, oddawać innym.

Zauważmy, że w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej jest to zagadkowe połączenie 

Ojca z Synem. Bóg jest Ojcem i Synem jednocześnie. Jest braniem i dawaniem.

*

background image

Gwarliwe życie może czasem zakrzyczeć i zakrakać dziecko Boże w nas. Jeśli je 

odnajdziemy — wtedy odnajdziemy samego Boga.

*

Niewidzialnego Boga tak łatwo odgadywać na początku życia, kiedy się w Niego 

wierzy po prostu jak w tatusia i mamusię. Tak łatwo wierzyć na starość, kiedy w Nim 
tylko pokłada się nadzieję. Najgorzej z tą wiarą w środku życia, kiedy nie ma w nas 
ufności małego dziecka ani poczucia dziecięctwa Bożego. A przecież jest tyle 
wzruszającej, trudnej wiary w życiu dojrzałym.

Może nie ta dziecięca wiara ani wiara starego człowieka, ale ta pośrodku jest 

najważniejsza, kiedy pojawiają się, jak w psalmie, „demony południa”.

*

Są dwa wyrazy: dzieciństwo i dziecięctwo. Niby znaczą to samo, a co innego.
Dziecinny przypomina zdziecinniałego. Słyszałem o kilku starszych panach. Jeden 

miał rozbić łyżeczką jajko na miękko, ale trzymając ją zapomniał, co ma z nią zrobić, i 
zaczął stukać żonę. Inny zatrzymał się na schodach i zapytał: „w którą stronę idę — 
czy do góry, czy na dół, bo zapomniałem?” Jeszcze inny wrócił ze spaceru do domu i 
tak się zagubił, że położył parasol do łóżka, a sam stanął w kącie.

Powiedzieć o kimś „dziecinny”, to znaczy tyle, co infantylny, nieodpowiedzialny.
Dziecięctwo nie kojarzy się z wiekiem. Można mieć lat 50 i 80 i stale być 

dzieckiem. Nie dziecinnym, ale dziecięcym.

Mądrością dziecka jest ufność, że jest w dobrych, opiekuńczych rękach.
Dziecięctwo charakteryzuje wielkich artystów. Prawdziwe dziecko to ktoś, kto 

niezależnie od wieku jest świeży, nie zmanierowany, nie wykrzywiony przez życie. 
Zachował świeżość spojrzenia dziecka, które nie nauczyło się kłamać, wciąż wierzy w 
dobro i miłość.

Starszego człowieka można nazwać dzieckiem, które za szybko urosło. Stale cieszy 

się choinką, odpustowym sercem z piernika, listem, fotografią z dzieciństwa, kiedy 
chodził na czworakach.

Starzy ludzie

Nie lubią proszków
przy aspirynie się krzywią
czekają na miłość dobroć
powrót ojca i matki
tak jak w dzieciństwie
wszystkiemu się dziwią
cieszą się gwiazdką choinką
zimą tęsknią do wiosny

Starzy — to dzieci które za szybko urosły

Trzeba być bardziej dziecięcym niż dziecinnym.

background image

O kobiecie mówi się, że jest piękna, urocza, czarująca, dystyngowana, elegancka, 

na medal. Ale dobrze, jak możemy powiedzieć o niej — niezależnie od lat — że 
zachowała urok dziecięctwa.

*

Kochamy małe pamiątki, upominki, kurki, gąski, pieski, miseczki, listy. Mówi się, 

że upominki podtrzymują przyjaźń. Właśnie te małe, niepozorne, żyją swoim ukrytym 
życiem. I nie tylko ludzie, ale i one mogą być „świętej pamięci”. Przypomina mi się 
opowiadanie dla dzieci, jakie zamieściłem w Patykach i patyczkach:

Pewnego letniego wieczoru ukazał się na schodach dym. Czuć było spaleniznę. 

Ktoś krzyknął głośno, jak przez tubę: — Pożar!

Każdy zaczął ratować to, co uważał dla siebie za najdroższe, i biegł z tym na 

podwórze.

Chuda, długa pani wyniosła klatkę, a w niej papużki nierozłączki. Utleniona 

fryzjerka przyciskała do siebie brązowe norkowe futro z ogonkami. Student taternik 
uratował koszyk pełen górskich kamieni, czarnych w białe łatki i szaroróżowych w 
błyszczące gwiazdki krzemienia. Pani poetka trzymała w ręku porcelanową lampę 
malowaną w czerwone maki, a jej przyjaciółka, wytworna dama, miała przewieszony 
na ręku kapelusz z różową woalką w białe kropki. Starszy siwy cyrkowiec tulił obu 
rękoma biały wysoki cylinder. Jego sąsiad masażysta, przerażony, wciągał drugie 
spodnie z wiszącymi szelkami. Dwie babcie ocaliły rozsypującą się słomiankę spod 
swoich drzwi. Zdenerwowany profesor przenosił spokojnego żółwia. Narzeczony 
wyniósł na plecach ciotkę narzeczonej.

Mały chłopiec, który wpadł wówczas do zadymionego domu, by uratować 

najcenniejsze rzeczy, nie bał się, bo zrobił sobie z chustki do nosa maskę 
przeciwgazową. Szybko wyciągnął zza kredensu ukochane patyki i patyczki. Oczy 
błyszczały mu ze szczęścia. Ocalił swój skarb.

Kochamy nieraz małe przedmioty. Mogą mieć dla nas wyjątkową wartość, choćby 

inni tego nie rozumieli. Przypominają miłość, przyjaźń, spotkania, zdarzenia, sprawy 
bliskie sercu.

Pokochajmy nasze pamiątki, upominki. One nas przeżyją. Są wspomnieniami 

naszych przeżyć i uczuć. Martwe przedmioty stają się żywe.

Kubek

Nie chcę z poduszką krzesełka
pieca łopatki wiaderka
zegarka pieniędzy kuferka
Szekspira szafy sweterka
skarbonki trąbki pudełka
domu co stał się już duchem
lecz przywróć mi święty Antoni
mój kubek z jednym uchem

*

Tylko ten, kto trwa w miłości Boga, jest spokojny. Kochać Boga to kochać kogoś 

najgodniejszego.

background image

Ta miłość nigdy nie może być za wielka i na pewno jest odwzajemniona, bo Bóg 

kocha każdego z nas.

Trwanie w takiej miłości — jest radością Chrystusa.
Żeby wytrwać, trzeba nieustannie starać się wypełniać to, czego Bóg od nas chce.
Nie wystarczy jednak etyka obowiązku. Potrzebna jest postawa dziecka, które czyni

wszystko z miłości do Ojca.

background image

dojrzewać

background image

Daj nam ubóstwo

Daj nam ubóstwo lecz nie wyrzeczenie
radość że można mieć niewiele rzeczy
i że pieniądze mogą być jak świnie

i daj nam czystość co nie jest ascezą
tylko miłością — tak jak życie całe

i posłuszeństwo co nie jest przymusem
ale spokojem gwiazd co też nie wiedzą
czemu nad nami chodzą wciąż po ciemku

i daj nam sen zdrowy świąteczny apetyt
wiarę bez nerwów to jest bez pośpiechu
a zimą jeszcze matkę mi przypomnij
w ubogim czystym i posłusznym śniegu

background image

*

Tak dawno Kopernik powiedział, że Ziemia kręci się wokół Słońca, a my stale 

uważamy, że Słońce kręci się wokół nas i to my jesteśmy tymi najważniejszymi.

Postaw sobie pytanie: co najbardziej zaprząta twoje myśli, kiedy pracujesz? Jeśli 

myślisz o podwyżkach, awansach, zazdrości, jeśli myślisz tylko o swoim znaczeniu — 
nie żyjesz rriiłością.

Jeżeli żyjesz dobrem tych, dla których pracujesz, gdy dostrzegasz ludzi, z którymi 

pracujesz — przestajesz żyć tylko dla siebie i żyjesz miłością.

Pycha

Kiedyś spytałem dzieci podczas lekcji religii — co to jest pycha?
Wszystkie dzieci umiały odpowiedzieć.
Mówiły, że pycha to dobre jedzenie — dobre, bo pyszne. Mówiły, że pycha to 

mandarynki i kiwi, mleczna czekolada z orzechami, lody bakaliowe ze śmietaną.

Tymczasem jest jeszcze inna pycha, nieprzyjemna, niesmaczna, wstrętna, okropna.
Taka pycha to zarozumiałość i egoizm.
Pewien chłopiec był bardzo pyszny: chodził z nosem do góry i uważał, że jest 

mądrzejszy od pani matematyczki. Pewna młoda pani była też pyszna. Uważała, że jest 
ładniejsza od Miss Polonii, ale spóźniła się na konkurs.

Taka pycha jest grzechem, bo pyszałek myśli tylko o sobie.
Kiedy urządza awanturę w domu i tupie nogą, to tylko dlatego, że nie było tak, jak 

on chciał.

Mój pyszałek ustawiczny
dureń, głuptas, byk nieśliczny,
a niestety wciąż zbyt liczny.

*

Znam chłopca, który mówił o sobie tak:

Jestem dobry tylko dla siebie,
bądźcie dobrzy tylko dla mnie,
choćby wilk z zoo się wyrwał,
zjadł na obiad całą owczarnię.

Ja muszę chodzić do kina,
jeść lody z dużego spodeczka,
co mnie może obchodzić
pasterz i zła owieczka.

Byleby wilk mnie nie ugryzł,
był dla mnie grzeczny i słodki.
Nic się nie stanie strasznego,
jeśli pozjada ciotki.

*

background image

Słyszałem o chłopcu, który chciał zrobić coś dobrego, ale tak, żeby wszyscy to 

widzieli.

Zaprosił dwie ciotki, sąsiadkę,
kolegę, kuzynkę,
niech widzą, jak daje babci jedną mandarynkę.
Nie je ciastka z wisienką,
nie je jajka na miękko,
nic jej placek z rodzynkami nie obchodzi
— umartwia się i głodzi.
Blisko baldachimu i księdza,
a w domu chuda jędza.

*

Mówią, że miłość własna umiera kwadrans po śmierci człowieka.

*

Pewien pan zrobił mi zdjęcie, kiedy szedłem ulicą. Pomyślałem sobie: „Jednak 

jestem popularny”. Zapytałem go, trochę przez przekorę:

— Dlaczego pan mnie fotografuje? Odpowiedział:
— Bo coraz rzadziej można w Warszawie na ulicy zobaczyć konia i księdza w 

sutannie.

*

Pewien aktor powiedział mi, że pierwsze oklaski są zawsze za urodę.

*

Trzej najwięksi wrogowie człowieka: pycha, próżność i pycha pokory.
Pycha — to zachwyt, zachwycam się sam sobą. Próżność — podoba mi się to, że o 

mnie mówią.

Pycha pokory — mam najlepsze intencje, nie chcę być ani pyszny, ani próżny, ale 

po cichu cieszę się, że mnie chwalą, i to podwójnie: po pierwsze za to, że nie chcę być 
pyszny i próżny; po drugie cieszę się, że jestem chwalony za to, że nie chcę być 
chwalony.

*

Co myślimy o pokorze?
Słowo niemodne w dzisiejszym niepokornym świecie. Odebrała mu sławę fałszywa 

pokora. Anglicy o kimś, kto umniejsza siebie, mówią: „Łowi komplementy”. Po to 
umniejsza własne zasługi, by usłyszeć o sobie coś dobrego. Goście chwalą: „Jaki 
wspaniały sernik!” Gospodyni skromnie odpowiada: „Nie, dziś mi się nie udał”, ale po 
cichu i tak wie, że jest bardzo dobry.

Wszystkie panie są zadowolone, kiedy usłyszą: „Jak się pani świetnie trzyma!”; 

„Gdybym miał takie nogi jak pani, to bym ich nie ukrywał!”

background image

Kiedy Archanioł Michał zobaczył w lustrze wody swoją wspaniałość, powiedział: 

„Któż jak Bóg!” Drugi archanioł powiedział: „Któż jak ja!” I odtąd malujemy go jako 
brzydala z rogami, kopytami i ogonem, chociaż ktoś powiedział: „Rysowałem diabła 
bez rogów, bo samiczka”.

Człowiek pokorny ma poczucie własnej godności. Nie zaprzecza, że jest dobrym 

programistą, muzykiem, biznesmenem, ale nie przypisuje tego tylko sobie — jest 
wdzięczny Bogu i ludziom. Ileż otrzymujemy od ludzi! Dlaczego im nie dziękować?

Wdzięczność jest najbardziej religijnym uczuciem.

*

Ewangelia często mówi nam o umniejszaniu się, stawaniu się dzieckiem, o służeniu, 

ziarnie, które ma obumrzeć, by wydać życie. Pokora zaczyna się nie od człowieka, ale 
od Pana Boga.

Ktoś powiedział, że miłość jest bezinteresownym oddaniem się komuś drugiemu. 

Ale miłość jest też pokorą. Uczy wysłuchiwania, nie gniewa się, przebacza, nie 
zniechęca się mimo upokorzeń. W miłości nawet zadany ból, choć jest bólem, to leczy 
i pomaga.

Często uciekamy od pokory, jak od czegoś wstydliwego, umniejszającego, a 

przecież to miłość jest pokorą. Człowiek, który kocha, myśli o drugim, nie o sobie. 
Potrafi umniejszyć się, cierpieć za kogoś, czuwać przy nim godzinami, nie zważając na 
siebie.

Pokora nie jest słabością, ale wielką potęgą człowieka, dlatego, że miłość jest 

potęgą.

*

W świecie żyją mali wielcy nauczyciele pokory.

Ciało pedagogiczne

Słowik górniczek
co niesie dwa czubki zadarte do góry
i miłość swą spisuje na liściu czerwonym
zaspany ślepowron
z białym włosem z tyłu głowy
sikora z żółtą piersią

w niebieskim berecie
sowa uszata od puchacza o połowę mniejsza
wróbel co skacze jak na cudzej nodze
uczą mnie być nieważnym
nic ich nie obchodzę

Korepetycje

Koniku polny

background image

od nieważnych wierszy
naucz mnie od małego być mniejszym

*

„Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” — zapisał św. Mateusz (Mt 6,3).
Jak pozornie biedna jest nasza ludzka lewa ręka. Stale dyskretna. Trochę niezdarna. 

Niby ni w pięć, ni w dziewięć. Pomaga prawej, ale po cichu. Ważna w muzyce, przy 
dojeniu krowy, przy zmywaniu naczyń, nawlekaniu igły, ale jeżeli ktokolwiek jest nam 
potrzebny, mówimy o nim, że jest naszą prawą ręką, nie lewą.

Starszą panią całujemy w prawą rękę. Prawą rękę podajemy przy powitaniach. 

Prawa ręka jest pobożna, bo kreśli znak krzyża i kąpie się w kropielnicy.

Ale może jednak lewa jest bardziej ewangeliczna, choć żaden ewangelista nie pisał 

nią Ewangelii.

Może Bóg widzi najpierw lewą rękę, bo ukryta. Ręka kopciuszek, panna służąca.
Chyba do nieba aniołowie prowadzą za lewą rękę.

*

Ktoś nauczył mnie rzeczy bardzo trudnej, która nie zawsze mi się udaje, bo mnie 

przerasta. Nauczył mnie dziękować za przykrości, jakie mnie w życiu spotykają. Bo 
gdy przychodzi jakieś upokorzenie, to pierwszą rzeczą jest złość, że zostałem 
skrzywdzony. Ale jeśli przyjmujemy to od Pana Boga, to wstępują w człowieka nowe 
siły.

Nigdy nie zapomnę, jak spotkało mnie wielkie upokorzenie na jednym z zebrań, 

zupełnie niesłusznie. Cały trząsłem się ze złości, ale gdy wracałem do domu, przyszła 
mi myśl, że to przecież od Pana, i ogarnął mnie taki dziwny spokój. Ewangelia mówi, 
że Jezus w Ogrodzie Oliwnym modlił się: „Nie moja wola, ale Twoja wola”, i anioł 
umacniał Go. W upokorzeniu nigdy nie potrafię modlić się tak, jak powinienem, ale 
opieram się na łasce Bożej, a nie na sobie.

*

Przeżycie wielkości Boga daje nam przeżycie pokory własnej.
Jeżeli przeżyjemy wielkość Jezusa cierpiącego, Syna Człowieczego, którego Bóg 

Ojciec wywyższył poprzez cierpienie, nie będziemy bali się naszych krzyży w chwili, 
gdy nas Bóg na nie wynosi.

Jeśli wynosimy się sami — spadamy na zbitą głowę w dół.
Powinniśmy pragnąć, by sam Bóg nas wywyższył poprzez doświadczenia, jakie na 

nas zsyła.

*

Jak mamy się zachować, kiedy chwalą nas jak na pogrzebie, wręczają kwiaty, dają 

dyplomy? Czy mamy wtedy udawać pokornych i tłumaczyć, że zaszła pomyłka?

Mamy cieszyć się i dziękować.
W podziękowaniu kryje się coś niezwykłego. Widzę, że więcej dostaję, niż biorę. 

Dziękuję, bo nie zatrzymałem się na sobie. Jest ktoś, kto mi coś dał, a nie tylko ja 
jemu.

W podziękowaniu nie ma widzenia samego siebie. Człowiek wyróżniony nie 

background image

zatrzymuje pochwał na sobie, dziękuje za dar. Dostrzega dar, a nie tylko pochwały.

W dziękowaniu jest uleczenie z próżności.

*

Święty Jan zapisał: „Duch daje życie”. Dlaczego nie możemy się porozumieć na 

temat tajemnic Bożych — nie tylko z niewierzącymi, ale i z tymi, co wierzą 
powierzchownie?

Jeżeli w tym, co nas spotyka, widzimy tylko radość albo smutek — to trzymamy się 

jeszcze tego, co doczesne, przemijające.

Żyć duchem — to dostrzec, że Bóg nas prowadzi i przez radości, i przez to, co nas 

zabolało.

Żyć duchem — to otworzyć się na tajemnicę Bożą, dać się prowadzić Bogu — 

widzieć głębiej. Samo ludzkie rozumowanie jest bezsilne.

*

Jak często jesteśmy gadatliwi. „Nie uniknie się grzechu w gadulstwie” (Prz 10,19), 

mówi jedno z przysłów Starego Testamentu.

Pierwsze słowo reguły św. Benedykta brzmi: „Posłuchaj”.
Modlimy się nieraz o to, aby słyszeć swoją modlitwę, a przecież mamy usłyszeć 

Pana Boga, a nie samych siebie. O jednym ze świętych mówiono: „Tak pobożnie 
modlił się, że potem już nie miał nic do powiedzenia”. A my modlimy się często i 
potem naszym gadulstwem zatruwamy życie innym.

Bóg mówi: „Posłuchaj”, co jest zachętą do wewnętrznego uciszenia się po to, by 

usłyszeć głos Jego samego.

Jak bardzo uciszyli się umarli. Jak wielka jest godność zmarłego, który właśnie 

przestał mówić. On słyszy już tylko Boga.

*

To, co najważniejsze dla Boga, odbywa się po cichu, tak jak pocałunek, wyznanie 

miłości, spowiedź święta przed śmiercią. Nie w wielkim tryumfie, ale w wewnętrznym 
skupieniu człowieka.

Najważniejsze dokonuje się w ciszy wewnętrznej.

*

Wielkie drzewo wyrasta z małego ziarna, ukrytego pod ziemią. Jest tam głucho, 

ciemno, niemalowniczo. Nie ma zielonych gałęzi, tylko korzenie. Zamiast barwnych 
ptaków — krety (może tak czujne, że nie zapadają w sen zimowy), pędraki, 
dżdżownice, chrabąszcze. Każde drzewo rośnie nie tylko w górę, ale i w dół. Bez tego 
drzewa niewidocznego, tajemniczego, niepozornego, niekoloro—wego, 
niedekoracyjnego, a tak istotnego, nie byłoby tego, co widoczne i piękne.

Najczęściej chcemy działać na zewnątrz i szukamy efektów, owoców, wzlotów. 

Zaniedbujemy to, co ma dziać się wewnątrz nas.

Jaka jest nasza modlitwa, ta, której nie widać na zewnątrz? Nie ta recytacyjna, 

trzepocąca jak ptak, ale ta własna, wewnętrzna, nieraz głucha, sam na sam?

Jakie są nasze intencje, te nie opowiadane, nie zapisane?
Wiara dlatego jest tak potężna, że stoi na straży ukrytego życia człowieka, tego, co 

background image

dopiero decyduje o wzroście i bez czego cały świat głupieje — na straży refleksji, 
modlitwy, kontemplacji, sam na sam z Bogiem i z sobą.

*

Czy nie skąpimy czasu dla samych siebie?
Mówiąc o czasie nie myślę o tym, aby w nas dojrzewał profesor, lekarz, inżynier, 

teolog, ksiądz, ale żeby w nas dojrzewał bliski, serdeczny, kochający człowiek, 
przyjmujący z radością zarówno łaskę łatwego, jak i trudnego szczęścia. Bo jeśli 
będzie w nas rósł taki człowiek, urośnie w nas i Pan Jezus. Będzie więcej pokoju i 
radości na całym świecie. Trzeba zacząć od nowej, nie zapisanej czystej stronicy.

Potrzeba nam Ewangelii w życiu codziennym. Kto naprawdę kocha, jest mocniejszy 

od starości i od śmierci, bo dotyka samego Boga i sięga poza czas.

*

Czy umiemy tak spotkać się z kimś, by nie myśleć o sobie, tylko o tym, z kim się 

spotykamy? I rozważyć, jak zachować się: wysłuchać, poradzić, a może po prostu 
pomilczeć i odkryć piękno milczenia w czasie spotkania. Pomilczeć razem i 
uzmysłowić sobie bogactwo spotkania kontemplacyjnego, płynące z przekonania, że 
człowiek, który kocha Boga, który Bogiem żyje, który modli się —nie potrzebuje 
słów. Może słowa mieć, może ich dotykać, ale doskonale porozumie się z drugą duszą 
bez słów. Ten, kto żyje modlitwą, odkrywa najgłębszy sens bez słów. Budzi się w nim 
świadomość obecności Boga.

*

Jaka jest różnica między człowiekiem a Jezusem—Człowiekiem i Bogiem?
On jeden był całkowitym oddaniem się Bogu w Trójcy Przenajświętszej i oddaniem 

się ludziom.

Jeśli chodzi o nas, zwykle zaczynamy od tego, że uświadamiamy sobie własną 

odrębność: mamy imię, nazwisko, taki a nie inny nos, włosy, oczy, uśmiech. Cieszymy 
się, jeśli ktoś uśmiecha się do nas, męczymy, jeśli krzywo spojrzy.

Chodzę naokoło siebie, a nie naokoło Ciebie i wciąż moje ścieżki są krzywe, jestem 

na bezdrożach.

Chodzę naokoło siebie — i dlatego stale biegnę z językiem wywieszonym i nie 

potrafię wznieść się wzwyż.

Chodzę naokoło siebie — i dlatego tyle hałasu, a tak mało ciszy.
Chodzę naokoło siebie — i dlatego we mnie jest pustka, a pełnia poza mną.
Chodzę naokoło siebie — dlatego nigdy nie mam czasu, a wkoło mnie rosną 

chwasty i chude zboża.

Musimy się wiele natrudzić, by umieć oddawać siebie Bogu i ludziom.

*

Otrzymujemy wiele darów. Każdy z nas dostał dar życia, dar chrztu świętego, dar 

wiary. Na żaden z nich nikt z nas sobie nie zasłużył.

Co robimy z darami od Pana Boga?
Czy nie przywłaszczamy wszystkiego dla siebie?
Czy czujemy odpowiedzialność za ludzi niewierzących, z którymi się spotykamy?

background image

*

Jeżeli chcemy ofiarować siebie Bogu, musimy oddać wszystko, co mamy i czym 

jesteśmy.

To ostatnie jest najtrudniejsze.
Łatwiej ofiarować Bogu swój majątek niż swoje ambicje, dobre mniemanie o sobie, 

a nawet obmyśloną przez siebie świętość.

Najtrudniej być posłusznym Bogu do końca.
Czasem przyjąć od Boga wszystko — nawet cierpienie —to więcej niż ofiarować.

*

Dlaczego mam stale przekreślać samego siebie, dlaczego mam krzyżować siebie?
Nie dlatego, by przestać istnieć, ale by odnaleźć samego siebie, tego kogoś 

prawdziwego z planów Bożych, z pierwszego dnia stworzenia, prawdziwego siebie, 
który miał żyć tylko dla Boga i innych ludzi. Kto duszę swą straci —odnajdzie ją.

*

„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny 

sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29).

Co to znaczy, czy nasza dusza może odpoczywać? Czy można mieć duszę na 

urlopie?

Nieraz nasze dusze są zmęczone, zdenerwowane, niespokojne. Jakie pić krople, by 

uspokoić własną duszę?

O spokój

Modlą się o spokój duszy
wyciągają śmierć z ukrycia
a dusza tak jak serce
prosi o spokój za życia

*

Czy dopiero śmierć ciała ma uspokoić nasze dusze?
Św. Tomasz z Akwinu odróżniał w człowieku dwie dusze: cielesną i duchową. 

Nieraz te dusze walczą ze sobą: cielesna pragnie dominować, chce, by człowiek tylko 
jadł, wypoczywał, leżał w słońcu, żył ludzkimi odruchami, ludzkiej przyjaźni, miłości, 
by miał duszę literacką, muzyczną, naukową. Ale wszystko to z czasem umiera.

Jednakże człowiek ma inną jeszcze duszę, tę, którą Bóg w niego tchnął. Dlatego 

człowiek stale tęskni do Źródła swego istnienia. Tęskni za miłością nieskończoną.

Kiedy dusza duchowa zaczyna panować nad cielesną, wtedy dopiero odpoczywa i 

chłonie w siebie coś z samego Boga.

*

Wakacyjną kurację trzeba zacząć nie od skurczonego, nie na pokaz ciała, ale od 

background image

duszy. Bo dusza bywa skurczona, jeśli myślimy tylko o sobie; jest zarażona, kiedy 
żyjemy gniewem, nienawiścią, złością; jest ukryta, jeśli ją przygniata masa naszych 
nerwów i nastrojów.

Czas wakacji ma być czasem łaski Bożej, okresem modlitwy, by wygoić duszę, bo 

wygojona dusza goi zmęczone ciało.

*

Żeby coś znaleźć, trzeba wiedzieć, czego się szuka.

*

We wszystkim widzieć tylko Jezusa — nie siebie.

*

Podejmujemy powołanie i chcemy być tylko silni, kroczyć jak na defiladzie, a Bóg 

chce właśnie i tych nieudanych rzeczy na drodze, naszych niepowodzeń i słabości.

Czasem przewracamy się ze zmęczenia.
Pragnę przyjąć to dlatego, że Ty tego chcesz.

*

Codziennie otwieramy usta, aby chłonąć życie Jezusowe w siebie. Jesteśmy 

żarłokami i chcemy stale jeść przy Pańskim Stole.

Dlaczego jednak, tak wykarmieni, nie nawracamy wszystkich naokoło, nie 

wzruszamy grzeszników do łez? Dlaczego, choć tylu przyjmujących Komunię świętą, 
wokół tyle rozpaczy, gniewu, obojętności? Ponieważ Tego, który uczył oddawania 
wszystkiego Bogu, przyjmujemy często po to, by zatrzymać Go dla siebie, zamknąć w 
sobie, pocieszyć się w zmartwieniu, wymodlić powodzenie, spełnienie naszego planu.

Nieraz pytają, jak modlić się przed Komunią świętą?
Po prostu: Boże, naucz mnie oddawać wszystko, abym biorąc, wciąż dawał i nie 

tamował rzeki miłości.

Od chrześcijanina wymaga się heroizmu.

*

Jeżeli nawet — zgodnie z naszymi przyzwyczajeniami i pogańskim przekonaniem 

— tupiemy na tych, którzy na nas tupią, wrzeszczymy na tych, którzy na nas 
wrzeszczą w imię rzekomej sprawiedliwości, starajmy się chociaż zrozumieć, że od nas 
wymaga się czegoś więcej.

Ze złem trzeba walczyć, bo zło nie tylko uderzy w prawy i lewy policzek, ale może i 

głowę razem z policzkami oderwać.

Jeżeli walczymy ze złem złością, z gniewem, wrzaskiem, to zło się jeszcze 

powiększa i mnoży się jak myszy. Mamy atakować dobrem. Dobro ma stać się 
agresorem.

*

Mówią, że uszy i policzki są najbardziej przyzwoitymi częściami ciała, bo 

background image

czerwienią się ze wstydu, kiedy robimy coś złego. Klementyna z Tańskich 
Hoffmanowa, czcigodna staroświecka pisarka z przełomu XVIII i XIX wieku, pisała, 
w Pamiątce po dobrej matce, że policzki są po to, by je całować.

Policzki są bardzo potrzebne. Gdyby ich nie było, nie byłoby uśmiechów. Koń 

uśmiecha się wtedy, kiedy rży. Pies uśmiecha się ogonem. Wół, kiedy jest w dobrym 
humorze, ustawia się bokiem i to uznaje się za jego uśmiech. Człowiek po to, by się 
uśmiechnąć, musi mieć policzek. Uśmiech jest zawsze do ludzi. Mówimy: obdarzamy 
kogoś uśmiechem, rozdajemy uśmiechy, rozpływamy się w uśmiechach, to znaczy 
zapominamy o sobie. Kornel Makuszyński oburzał się, jeżeli ktoś powiedział, że 
uśmiechy są złośliwe, nieszczere. Mówił, że to karykatury uśmiechu, „uśmieszki”. 
Bronił opinii czystego uśmiechu.

W uśmiechu jest coś dziecięcego. Najpierw starzeją się uszy, nosy. Rozpaczliwie 

starzeją się szyje, ale w uśmiechu zostaje dziecięctwo, coś bezpośredniego, świeżego.

Uśmiech jest najprawdziwszy, kiedy jednocześnie uśmiechają się oczy.
Czym innym jest śmiech. Starożytni uważali, że śmiech obniża powagę i 

dostojeństwo ludzi. Śmiechem homeryckim nazywano gwałtowny śmiech bogów na 
Olimpie, zapowiadający nieszczęście na Ziemi. Mówiono o śmiechu jońskim — 
bolesnym, ajaksowym — złośliwym, ateńskim — nie w porę.

O ile uśmiech jest dla kogoś, o tyle śmiech może być z kogoś.
W dzisiejszej literaturze jest dużo szyderczego humoru, tak zwanej ironii. Niestety, 

w dzisiejszym świecie ludzie widzą wiele nonsensów, które wywołują szyderczy 
śmiech, będący odpowiedzią na rzekomy bezsens życia. Tak jak Makuszyński bronił 
uśmiechu, nazywając zły uśmiech uśmieszkiem, tak można zły śmiech nazwać 
przejawem krytyki wobec świata.

Jednakże śmiechu nie można krzywdzić. Śmiech jest wybuchem radości, jest klapą 

bezpieczeństwa, uratowaniem się od przygnębienia. Mówimy: śmiech to zdrowie. 
Artysta komik jest dobroczyńcą ludzkości. Potrafi człowieka zmęczonego życiem, 
przygnębionego, nagle przenieść w inny świat.

Znane jest francuskie opowiadanie o chłopcu, który ciężko zachorował. Nic mu nie 

pomagało. Chory poprosił tatusia, by sprowadził błazna z cyrku, który bardzo mu się 
kiedyś podobał. Ojciec wyruszył na poszukiwanie. Odnalazł błazna, wędrującego z 
cyrkiem po różnych miastach* Poprosił go, by ich odwiedził. Błazen tłumaczył, że nie 
jest lekarzem. Wzruszony naleganiem ojca, wziął swoją błazeńską czapkę, dzwonki, 
szerokie spodnie, za duże buty, nos na gumce. Przyjechał do chorego, rozłożył 
dywanik i zaczął odgrywać swój program. Bardzo się to chłopcu podobało. Klaskał w 
dłonie i poczuł się lepiej. Uleczył go śmiech.

Czym różni się uśmiech od śmiechu?
W uśmiechu jest czułość, tkliwość, serdeczność, rzewność, uczuciowość, a śmiech 

nie jest czuły. Jest hałaśliwy, jakby zachwycony sobą.

Skarżą się dziś ludzie na brak miłości. Dante w Boskiej Komedii, w księdze Raj, 

zapisał: „Zdało mi się, że widzę uśmiech wszechświata”.

Pokochajmy uśmiech, wdzięk serca. Uśmiechnijmy się do uśmiechu. Czy wiemy, że 

w katedrze w Naumburgu znajduje się posąg tak zwanej uśmiechniętej Polki, córki 
Bolesława Chrobrego, Regelindy? Stoi obok posągu męża, nie uśmiechniętego. 
Szczęście zatrzymanego uśmiechu, nawet w kamieniu.

Litania do uśmiechu

Uśmiechu w bólu głowy

background image

uśmiechu w cierpieniu
uśmiechu gdy pieniędzy do jutra nie starczy
uśmiechu gdy dudek rozkłada swój czubek
bliźni przyszedł do kościoła i na bliźnich warczy
uśmiechu kiedy koza stanęła z zachwytu
ksiądz duszpasterz nie straszy bo wyciągnął nogi
kiedy niewierzący modli się po cichu
prezesowi rosną za uszami rogi
kiedy Ewa Adama wyprowadza z Raju
ciemno coraz drożej niebo z komarami
uśmiechu Baranku Boży zmiłuj się nad nami

*

Mówią, że najpiękniejszy uśmiech ma ten, kto wiele wycierpiał.

*

— Dlaczego jesteś taki smutny? — zapytał ksiądz —Smutny święty to żaden 

święty.

— No tak — odparł zapytany — tylko, że ja jestem błaznem w cyrku i teraz 

wypoczywam.

*

W czasach stalinowskich spisywano w księdze dobre uczynki parafian. Każdy 

wpisywał sobie sam. Jeden z chłopców wykaligrafował: „Pasłem krowę komuniście”.

*

Czy można myślami uleczyć?
Mówimy, że nie mamy czym oddychać. Powietrze zatrute spalinami, wyziewami z 

fabryk. Tęsknimy za tym, żeby wyjechać poza miasto po czysty oddech. Na straży 
dobrego współżycia ze sobą ludzi, zwierząt i roślin stanęła ekologia. Warto jednak 
powiedzieć o tym, co moglibyśmy nazwać ekologią duchową. Często sobie nie 
uświadamiamy, że jeżeli zgromadzimy w sobie gniew, nienawiść, złość, nieżyczliwość 
— możemy stać się trucicielami, szkodzącymi sobie i innym, jak bohaterka sztuki 
Dürrenmatta Wizyta starszej pani, która swoją chęcią zemsty zatruła całe miasto.

Wielu skarży się na złą atmosferę w domach, w pracy. Oczywiście, że możemy mieć 

do czynienia z ludźmi nieprzyjaznymi, którzy nam zazdroszczą, nie znoszą nas, ale po 
pierwsze, nie można poddawać się ich złości, a po drugie w krzywym, fałszywym 
zwierciadle plotek, w dramacie pomyłek można dostrzegać wrogów tam, gdzie ich nie 
ma. Wrogów często stwarza nam nasza własna wyobraźnia, którą ktoś nazwał 
domową wariatką.

Chyba należy unikać pytania, kto jest moim wrogiem. Jest to pytanie niecierpliwe, 

podejrzliwe od samego początku. Należy raczej pytać, czy przypadkiem ja nie jestem 
dla kogoś wrogiem. Lepiej nie pytać, kto jest moim bliskim, i to pytanie zastąpić 
innym: dla kogo ja jestem bliski. Najważniejsze, by najpierw osądzić samego siebie, 
potem innych.

Niedobrze, jeśli uważamy, że jesteśmy sprawiedliwi i niewinni, powołani do tego, 

background image

żeby sądzić z wysokości naszej doskonałości. Znane jest powiedzenie: „Nie znałem 
wnętrza człowieka złego, poznałem wnętrze dobrego i rozczarowało mnie”.

W języku polskim mamy wyraz „nieprzyjaciel”. Jest to wyraz grzeczny, przyjazny. 

Mówi, że nieprzyjaciel niekoniecznie jest wrogiem, nie jest przyjacielem, ale może być 
dobrym kolegą, partnerem.

Jeśli postaramy się o myśli serdeczne, dobre, wybaczające, to — jak mówią — 

kwiaty w domu będą się lepiej hodowały, będą rosły i kwitły. Nasze dobre, życzliwe 
myśli mogą leczyć.

W kolejce do nieba

Powoli nie tak prędko
proszę się nie pchać
najpierw trzeba wyglądać na świętego ale nim nie być
potem ani świętym nie być ani na świętego nie wyglądać
potem być świętym tak żeby tego wcale nie było widać
i dopiero na samym końcu święty staje się podobny do świętego

background image

nie bać się

background image

Nieszczęście nie–nieszczęście

Jest taki uśmiech co mieszka w rozpaczy
bo gdy widzisz zbyt czarno to często inaczej
niekiedy w smutku jak drozd ci zaśpiewa
— twej miłości zranionej Bóg łaknie jak chleba
nieszczęście nie—nieszczęście jeśli szczęścia nie ma
jest uśmiech co się nawet na cmentarzu kryje
każdy świętej pamięci umiera więc żyje
cóż że go nie widzisz powraca do domu
siada przy stole czyta lampę świeci
czasem w bamboszach by nas nie obudzić
tylko śmierć umie ludzi przybliżyć do ludzi
nic dziwnego przecież tak to bywa
z nieba się tęskni zawsze po kryjomu
choćby królikom mlecze przed rosą pozrywać
ciotkę z gotówką przy sobie zatrzymać
uśmiech czasem się modli po prostu — mój Boże
tu gdzie miłość odchodzi lecz jej nie ubywa
ci co się kochają cierpią gdy są razem
uśmiech i z cytryną uśmiechnąć się może

narzekasz że świat surowy jak grzyb niejadalny
a w świecie stale uśmiech niewidzialny

background image

Człowiek przez całe życie czegoś się boi: ciemnego pokoju, klasówki, pająka, 

matury, egzaminów, samotności, wojen, śmierci. Boimy się tego, co na zewnątrz.

Tak naprawdę — trzeba jednak bać się siebie samego. Zło wypływa z nas. 

Największym złem jest oderwanie się od Boga. Oddzielić od Niego może nie tylko 
grzech, ale i zmęczenie, zniecierpliwienie, głupota, nieżyczliwość, złe intencje. One 
wypływają z nas.

*

Boimy się, że stracimy pracę, bo nasz nos nie spodoba się nowemu właścicielowi, 

że stracimy mieszkanie, bo spadkobiercy przedwojennych właścicieli i nas wyrzucą, 
nagłej sklerozy i że zapomnimy, gdzie leży aspiryna. Zazdrosna żona boi się, że mąż 
zgubi telefon komórkowy i nie będzie mogła go kontrolować, a on ucieknie i zmyli 
pogonie.

Boimy się po to, żeby się bać.
Pan Jezus często w Ewangelii tłumaczy, dlaczego się boimy — ponieważ nie ufamy 

Panu Bogu. A On myśli za nas. Nawet wtedy, kiedy boimy się, że zostaniemy sami, 
Bóg robi wszystko, abyśmy byli razem z Nim, nawet wtedy, gdy wyciągniemy nogi.

Jezus nie oskarża lęku. Skoro anioł powiedział do Matki Bożej „nie bój się”, skoro 

bała się i Najświętsza, może bać się i człowiek grzeszny.

Żyjemy w świecie lęku i ciągłej nadziei. Musimy umieć się w takich sytuacjach 

zaprzyjaźnić z Bogiem.

*

Człowiek stale gubi się i wątpi. Czym jest zwątpienie? Myśleniem tylko o sobie.
Jezus, chodzący po morzu, zawołał Piotra: „Przyjdź do Mnie” — i Piotr szedł. Jego 

kroki były pewne, mimo że stąpał po wodzie. Tę pewność dawało wpatrzenie w cel, 
jakim był Pan. W pewnym jednak momencie Piotr uświadomił sobie cały realizm 
sytuacji — burzę, fale, oddalenie od gruntu — i runął do wody. W pytaniu Jezusa 
„Czemuś zwątpił?” można odczytać inne: „Czemu myślisz tylko o sobie? Czemu 
przestałeś patrzeć na Mnie?”

Jeżeli utracimy świadomość, że jest Bóg — pogubimy się, przerazi nas nasza 

samotność. Jak i tych fal — nie trzeba się jej bać, bo prowadzi do Boga i jest twórcza. 
„Sam nie jesteś płacząc po kryjomu”.

*

Czasem odczuwamy strach przed miłością. Obawiamy się, że kochając, będziemy 

bezradni, słabi, bezbronni. Bojąc się miłości — boimy się iść z Jezusem, który kochając 
i karmiąc wszystkich Chlebem, właśnie stał się bezradny, słaby, bezbronny.

*

Nie bój się stracić — kochając nigdy nie tracisz.

*

Siostra opowiadała w czasie lekcji religii o tym, jak Jezusa złapali, związali, 

zaprowadzili do więzienia w Jerozolimie. Piotr skoczył jak ryś w Jego obronie, rzucił 

background image

się do ucha jednego z napastników, ale Jezus mu je uratował i od tej chwili nikt nie 
powinien nikogo ciągnąć za uszy.

Niestety Piotr, tak odważny, że się nie bał, napadając złośników, zląkł się potem 

kilku pyskatych kobiet i zaczął kłamać ze strachu o samego siebie. Nieraz przecież 
mówią: Można rzucić się na draba, lecz się bać, gdy przyjdzie baba.

O włosie

„Nie bójcie się, bo wam włos z głowy nie spadnie”. Chyba powiedział Pan Jezus te 

słowa do dzieci, do pasterzy betlejemskich, do chłopców, którzy zrywali liście palm i 
rzucali Mu pod nogi, do chłopca, który na pustyni podał Mu koszyk z chlebem. Tylko 
dzieci nie boją się o włosy, bo nawet jak się je obetnie, to zaraz odrosną.

Pewien fryzjer nie tylko strzygł, ale i mówił wierszem. Kiedyś w swoim zakładzie 

fryzjerskim posadził przed długim lustrem jednego z chłopców, i skradając się do niego 
na krótkich nogach, z nożycami w ręku — mówił:

Będziesz miał na głowie nic,
bo przyszedłem ciebie strzyc.
Zetnę włosy twe zuchwałe,
zrobię cię na łysą pałę.

Chłopiec miał piątkę z polskiego i też odpowiedział wierszem, bo słowa 

wypowiedziane wierszem są bardziej zrozumiałe i jasne:

Choćbyś użył ostrej kosy,
to mi znów odrosną włosy.

Pan fryzjer oniemiał, a chłopiec wykrzykiwał:

Zosia włosy obcinała i znów dwa warkocze miała!

A Antek?

Ostrzyżono go maszynką, lecz przyleciał znów z czuprynką.

Tylko starzy nie boją się o włosy.
— Jakiego pan używa lekarstwa na wypadanie włosów?
— zapytał pan profesor pana profesora. Odpowiedział tamten: — Żadnego, bo 

same wyszły.

Jakim cudem jest włos dziecka! Niby cienki, kruchy, a stale odrasta.
Rzucają się na niego z nożycami, z nożyczkami, z maszynkami — a on dalej rośnie.
Ile cudów na głowie!

*

Można się dziwić, że na tym przeludnionym świecie, gdzie żyje około siedmiu 

miliardów ludzi, tylu skarży się na samotność.

background image

Wydaje nam się nieraz, że jesteśmy samotni wtedy, kiedy odchodzą od nas ludzie. 

Tak naprawdę samotni jesteśmy wtedy, kiedy sami od ludzi odchodzimy. Samotność 
jest często zawinioną chorobą — myśleniem o sobie. Najgorzej, kiedy zaczynamy 
narzekać na niewzajemność.

Pewien król czuł się samotny, kiedy był sam w pokoju. Denerwował się, że nikt mu 

się nie kłaniał, nikt go nie podziwiał.

Do albumu

Nie czekaj na wzajemność
telefon i róże
gdy ciebie nie chcą
nie piszcz, nie szlochaj

najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz

czy wiesz
że łzy się śmieją kiedy są za duże

*

Z samotnością trzeba walczyć. Oczywiście z tą zawinioną. Niekiedy przychodzi 

taka samotność, w czasie której dojrzewamy.

Samotność — to droga do Boga
najkrócej prosta szczęśliwa
nareszcie nikt nie przeszkadza
sobą nie zakrywa

Samotność w ciężkiej chorobie, kiedy nikt nas nie rozumie i nie może pomóc, 

samotność wobec śmierci — niezawiniona przez nas, przychodzi od samego Boga i 
jest tak ważna jak miłość. Nie trzeba się bać takiej samotności, bo ona zbliża nas do 
ludzi, pomaga przemyśleć wiele spraw, by potem komuś lepiej służyć.

*

Słyszałem o pewnym panu, który wychodził z mieszkania z czarnym parasolem i 

mówił:

Konam samotny w wieczór wilgotny.
Wiersz rozpaczliwy:
leje i leje, nie będzie lata — tracę nadzieję.

Potem mówił jeszcze:

Kasza paskudna, sery nieświeże,
w kotlet wieprzowy nawet nie wierzę.

background image

*

Nasza samotność nie jest przypadkiem. Jest potrzebna Bogu. „Nikt z nas nie jest 

samotny tylko przez przypadek”.

*

Są trzy rodzaje ucieczki od świata.
Pierwsza — z deszczu pod rynnę, najgłupsza, więc najczęstsza.
Druga — w głąb siebie, gdzie nigdy nie odnajdziemy spokoju.
Trzecia — najbardziej potrzebna: kiedy uciekamy od ułudy stworzeń w realność 

Pana Boga, z miłości własnej w miłość samego Boga, z własnego życia w życie Jezusa.

*

Trwoga jest mądrą nauczycielką, która mówi: widzisz, tylko Bóg jeden jest 

najważniejszy.

Nie bój się

Nie bój się kochać jeśli tylko wierzysz
Matka Boska Królową więc Jej ziemia cała
przetrzyma ustrój przeżyje rozstanie
serce jak stary Werter zdolne do cierpienia

a miłość daje to czego nie daje
więcej niż myślisz bo jest cała Stamtąd
a śmierć to ciekawostka że trzeba iść dalej

*

Co znaczą słowa Jezusa, powiedziane raz jeden i na zawsze: ,’Nie bój się, wierz 

tylko”? (Mit 5,36)

Nie bój się. Wszyscy boimy się. Nawet Jezus bał się w Ogrodzie Oliwnym. Kiedy 

ktoś się modli, wtedy boi się mniej. Modlitwa jest odwagą. Trzeba się modlić wtedy, 
kiedy się boimy. Wtedy rośnie w nas odwaga.

Wierz. To znaczy: ufaj Jezusowi, który idzie z nami tą samą drogą. Ten Jezus, 

który był niewinnie oskarżony, upadał, umarł i zmartwychwstał — prowadzi nas 
trudnymi drogami poprzez śmierć. Śmierć jest bramą do dalszego świata.

Wszystkiego

Nie boję się już kobiet
ascety najchudszego
boję się jeszcze
wszystkiego najlepszego

background image

Wiersz z banałem w środku

Nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo

przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki

bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas

*

Kto ma czyste sumienie i szuka nie siebie, a Pana Boga, ten niczego się nie boi, ani 

dwójki, ani trzęsienia ziemi, ani wojny, bo wie, że Bóg go prowadzi i mu pomoże.

background image

doświadczać

background image

Krzyż

Mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony
zna samotność w spotkaniu przy stole
niepokój i spokój bez serca bliskiego
wie że mąż wzdycha częściej niż kawaler
nie dziwi się już Hegel że w szkole dostawał po łapie
nie każdy go rozumiał
krzyż wszystko uprości
nie człowieka — o miłość trzeba prosić Boga
od tego zacząć żeby iść do ludzi
wie i nie mówi bo słowom przeszkadzają słowa
milczenie nawet rybkę w akwarium obudzi
dopiero żyć zaczniesz gdy umrzesz kochając
mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony
wie że wszystko wydarzyć się może
choćbym nie chciał tego
na przykład wilia z barszczykiem czerwonym bez śniegu
choć przecież zima w sam raz o tej porze
czasami krzyż ofuka uderzy ubodzie
z krzyżem jest się na zawsze by sprzeczać się co dzień
jeśli go nie utrzymasz to sam cię podniesie
a szczęście tak jak zawsze o tyle o ile
bywa że się uśmiecha gdy myśli zapewne
chce mnie zrzucić
zobaczysz że ciężej beze mnie

background image

Wobec cierpienia, które jest zawsze pyskate i stawia pytania „dlaczego?”, możemy 

zająć trzy postawy.

Pierwsza: buntu. Jak mogłeś mi to uczynić?
Druga: rezygnacji. No cóż, siła wyższa, muszę się z tym pogodzić. Przypominamy 

wtedy warzywa, kalarepy, selery i marchewki, z bajki Brzechwy, które leżąc na 
straganie, mówiły do siebie:

Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!

Trzecia: cierpliwości. Nie rozumiem cierpienia, ale staram się zrozumieć, że to Pan 

Bóg czegoś ode mnie chce. „Amen” — niech się dzieje to, co Pan Bóg chce, by się 
działo.

*

Niektórzy uważają, że każde cierpienie jest nieszczęściem. I to jest nieprawda.
Kiedy cierpienie jest nieszczęściem? Wtedy, kiedy nie wierzymy w Boga, kiedy 

myślimy tylko o samym nieszczęściu i stajemy się nieznośni.

Jeżeli ktoś cierpi tylko dlatego, żeby cierpieć, jest cierpiętnikiem. Jego cierpienie 

jest puste.

Cierpienie może być darem Bożym, nałożonym na ramiona krzyżem przez samego 

Pana Boga.

Kiedy przyjmujemy je jako dar — ufamy Bogu, że prowadzi nas drogą, jaka jest 

potrzebna. Staramy się, pomimo naszego cierpienia, pomagać innym.

Takie cierpienie całujemy na krzyżu. Przed takim cierpieniem klękamy w czasie 

Drogi Krzyżowej.

*

Cierpienie, upokorzenie, samotność spotyka nas nie po to, żeby nas zniszczyć. To 

Jezus staje obok i podaje nam cierpienie, abyśmy z siebie wydobyli więcej, abyśmy 
potrafili przeżyć doświadczenia innych, abyśmy przez ból stali się mądrzy.

*

Krzyż daje radość spotkania z Bogiem.

*

Tak nieraz zamartwiamy się naszymi cierpieniami. Boli choroba, boli reumatyzm, 

boli operacja, boli upokorzenie. Jeśli cierpimy, by ubolewać nad sobą, skarżyć się, 
płakać — nie idziemy z Jezusem Drogą Krzyżową.

Jeżeli kocham wolę Bożą, której nie rozumiem, ale spełniam z miłości do Pana 

Boga — mój ból jest święty.

Jeżeli oddaję cierpienie w czyjejś intencji — mój ból jest święty.
Jak bardzo można własnym cierpieniem ulżyć innym cierpieniom. Jakim skarbem 

jest cierpienie, które rodzi się z ducha miłości.

background image

*

Kiedy spada na nas krzyż, często mówimy, że chyba Jezus odwrócił się od nas, 

odszedł. Jeśli był, to może był z nami przez pomyłkę.

Tymczasem Jezus jest z nami zawsze.
Wtedy, kiedy przychodzi krzyż — Jezus jest najbliżej nas. Przychodzi do nas jak 

przyjaciel. Ma do nas zaufanie. Zaufał nam, że pójdziemy wspólną drogą krzyża.

*

Ktoś przyjmuje wszystko, co trudne, ale potem boi się, wycofuje. Chce umrzeć na 

grypę, a umiera na raka. Nie spodziewał się tego. Chciał lżejszej śmierci.

Mamy przyjąć takie upadki, jakie Bóg chce, abyśmy przyjęli. W takiej mierze, jaką 

On wyznaczy.

*

Droga Krzyżowa nie jest opłakiwaniem Jezusa, nie jest ukazywaniem Jego cierpień 

— jest nauką wiary. Wiary nie uczymy się tylko z katechizmu, z ksiąg teologicznych. 
Jezus sam — w czasie Drogi Krzyżowej — uczy nas wiary. Można przejść tą trudną 
Drogą i nie stracić ani wiary w Boga, ani nadziei, ani miłości.

*

Jakie są powody ludzkiej rozpaczy i poczucia bezsensu?
Przeświadczenie, że kocham, i przerażenie z powodu tego, że nie jestem kochany; 

niezawinione cierpienie, na jakie muszę patrzeć; przeżywana śmierć.

Tymczasem Bóg, stając się człowiekiem, Jezusem, nadał sens temu wszystkiemu, co

mogłoby wydawać się bez sensu.

Przyszedł na świat z miłości do ludzi i został ukrzyżowany. Okazał przez to, że sam 

bardziej kochał, niż był kochany.

Przyjął najbardziej niezawinione cierpienie i uczy tym samym, że można kochać 

innych i wypełnić swoje posłannictwo.

Śmierć przyjął jako powrót do Ojca.

Poza Jezusem nie ma sensu w życiu.

*

W Ewangelii cierpienie zawsze jest świadectwem miłości. Jezus dobrowolnie przyjął

niezawinione cierpienie, dzięki czemu nadał mu sens, a więc krzyż Jezusa stał się nie 
znakiem cierpienia, lecz przede wszystkim znakiem miłości. Z dwóch pytań: „w jaki 
sposób Jezus cierpiał?” i „dlaczego cierpiał?” — to drugie jest ważniejsze.

*

Zamyślił się szczygieł w słońcu
wrona na śniegu
Nie pytaj stale jak cierpieć

background image

pytaj — dlaczego

*

Jak często kaleczymy ludzi. Nieraz stukamy młotkiem złego słowa po nerwach 

drugiego człowieka.

Ile ludzkich serc nieraz ranimy.

*

Ze wszystkich dni tygodnia dobrze jest pamiętać o piątku, który nie jest ani dniem 

zmartwychwstania, ani wniebowstąpienia, ani dniem Chrystusa Króla. Piątek w oczach 
ludzkich jest dniem nieudanego życia Jezusa. Ale nie w oczach Boga.

*

Zwykle się o tym nie mówi, ale można zauważyć, że Panu Jezusowi nie udało się 

życie. Nie nawrócił Piłata, Heroda, faryzeuszów. Nie uleczył wszystkich trędowatych, 
opętanych, chorych. Umierał jako utalentowany człowiek w sile wieku. Tylu czekało 
jeszcze na uzdrowienie, a On zostaje zabity zupełnie niespodziewanie, bez powodu.

Stale narzekamy na to, że nie zdążyliśmy pomóc, że mamy wciąż te same grzechy, 

że ludzie nas krzywdzą, nie są nam wdzięczni.

Tymczasem piątkiem można się uleczyć i uspokoić.
Po ludzku wszystko może być nieudane, ale w oczach Bożych właśnie to pozornie 

nieudane jest największe. Dzień wszystkich niepowodzeń Jezusa stał się dniem 
wypełnienia woli Ojca.

Ile rzeczy może nam się po ludzku nie udawać. Najważniejsze jest jednak to, czy 

spełniamy wszystko, czego Bóg od nas chce.

Stale szukamy dnia zmartwychwstania, wniebowstąpienia, Chrystusa Króla, a 

tymczasem piątek, dzień–terapia, uczy nas tego, co najważniejsze: spełniać wolę Boga.

*

W każdy piątek mówimy o Sercu Jezusa, o Jego miłości, lecz zapominamy o tym, 

że ten dzień wymaga od nas bardzo wiele.

W każdy piątek musi nas coś zaboleć, musi nas coś zaangażować w jeszcze większą 

miłość.

*

Pierwszym spośród nas jest ten, kto jest najbliżej Jezusowego krzyża.
Bóg nie skraca Drogi Krzyżowej — trzeba do końca wytrwać w swoim powołaniu. 

Czasami ktoś upadnie, bo się za bardzo boi, i dlatego się przewraca.

Nie bój się, a będziesz szedł dalej. Nie bój się swoich niepowodzeń. One są zbyt 

małe wobec tego, co Bóg zamierzył.

Kto trwa w miłości Boga, jest spokojny.

*

background image

Cierpienie to doświadczenie, które ma nam pomóc w dojrzewaniu.
Cierpienie to dojrzewanie. Dla wierzącego nie ma nieszczęść, są cierpienia — próby 

wytrwania.

*

Światło i sól.
Światło jest żywe, ruchliwe, zaradne, nawet nie wyciągnięte na świecznik da sobie 

radę i prześlizgnie się choćby przez dziurkę od klucza.

A z solą — trochę inaczej.
Sól jest nieśmiała, nieruchoma — domatorka. Trudno ją wysoko stawiać. Poza tym, 

gdy zupa jest przesolona, to się wykrzywiamy, a gdy niedosolona, to się pieklimy. 
Kiedy soli zabraknie, podobno można umrzeć bez niej, taka niezbędna dla człowieka! 
Ale gdy jest jej w sam raz, to wcale o niej nie pamiętamy, nie myślimy.

A jednak niewidzialna — nadaje smak temu, co spożywamy.
Czym staje się cierpienie w życiu człowieka wierzącego w Boga?
Nabiera sensu i — jak sól — nadaje smaku.
Nawet śmierć może mieć swój smak nadprzyrodzony, smak powagi, godności 

człowieka, który przeżył doświadczenie, przeżył krzyże i wraca do swego Ojca —do 
Boga.

*

Gdyby nie cierpienie, nikt nie wiedziałby, jak bardzo ktoś kogoś kocha.

*

Cierpienie nie przeszkadza w szczęściu, chociaż świat dzisiejszy chce nas przekonać 

o bezsensowności cierpienia. Uważa za swoje odkrycie myśl, głoszącą, że jedynym 
heroizmem jest udźwignąć cierpienie po bohatersku. Ile w tym ludzkiej pychy! I tej 
paskudnej wiedzy, która chce zabić nadzieję.

*

Zbawia nas nie to, co nam się podoba, z czym jest nam dobrze i wygodnie.

*

W życiu najlepiej, kiedy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest nam tylko dobrze — to 

niedobrze.

*

Dlaczego płaczesz? Jaki jest powód twoich łez?
Czy płaczesz dlatego, że twoja duma jest obrażona?
Czy płaczesz dlatego, że jesteś zazdrosna?
Czy płaczesz dlatego, że się buntujesz? Może płaczesz komuś na złość? Może przez 

kokieterię?

Ile łez może nam zasłonić Pana Jezusa…

background image

*

Co można powiedzieć o płaczu w życiu człowieka?
Łzy, jakie nam kapią z oczu, są rozmaite. Niby podobne do siebie, a jednak całkiem 

różne.

Są łzy żeńskie, są łzy męskie. Podobno dłużej żyją te kobiety, które więcej płaczą.
Łzy odtruwają duszę.
Są łzy piękne i brzydkie; potrzebne i całkiem niepotrzebne; ciche i hałaśliwe. Na 

obrazie Rembrandta król Saul, wzruszony muzyką Dawida, ociera cichą łzę kotarą z 
łóżka. Łza była tak szybka, że nie zdążył wyjąć chustki! Biedny zasmarkany król, bliski 
wszystkim najprostszym ludziom w królestwie. Pewna matka mówiła mi, że jej córka 
płacze tylko wtedy, kiedy wszyscy są w domu przy stole. Czeka, by zebrał się komplet 
patrzących, jak płacze.

Są też poszczególne łzy.
Łza egoistka, która się urodziła w sercu sobka, płaczącego dlatego, że jego ambicja 

została urażona.

Łza zazdrośnica. Łza wariatka, kiedy ktoś biega z nią po pokoju tam i z powrotem. 

Łza idiotka, która tym różni się od innych, że płacze zupełnie bez powodu — łza 
histeryczka.

Ale są i dobre łzy. Łza matki, która spłynie czasem do telefonu i tam się uciszy.
Łza święta, łza Jezusa, kiedy zapłakał nad grobem przyjaciela. Łza królewicza 

Kazimierza, który w chłodny dzień siedział pod kościołem i mówił, że woli umrzeć, 
byle tylko nie zgrzeszyć. Łza św. Teresy od Dzieciątka Jezus, bo przyśniło jej się 
niebo, a musiała jeszcze żyć.

Są też i łzy szczęśliwe.

*

„Nawracajcie się, bo blisko jest królestwo Boże” (Mt 3,2).
To nie znaczy, że gdy się nawrócimy, to królestwo zbliży się do nas. „Nawracajcie 

się” znaczy nauczcie się tak patrzeć, by zobaczyć, że Bóg jest przy was blisko.

Pierwsza lekcja dla siebie i innych: spotyka nas upokorzenie, ktoś nas „kopnął w 

serce”, skrzywdził — nie gniewajmy się na niego, nie wykrzykujmy, nie posądzajmy, 
lecz powiedzmy, że to Bóg mnie próbuje, doświadcza mnie jak Hioba, jak Jonasza. To 
jest On!

Bóg osądzi ludzi, nie ja, a w tym wypadku On sam dobrał się do mnie i czegoś ode 

mnie chce.

*

to co święte przychodzi wciąż wbrew naszej woli

*

wszystko stało się drogą
co było cierpieniem

*

Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie

background image

*

Sam jestem już staruszkiem, otoczonym pleśnią i grzybami, zupełnie niewyjściowy, 

jak autobus w remizie. Poza konkursem. Często słyszę troskliwe pytania: „Jak się 
ksiądz czuje?” Odpowiadam wówczas: „Mówią, że dobrze” lub „Czuję się lepiej niż 
jutro”.

Jedna ze znajomych mówiła mi niedawno:
— Jestem taka wzruszona, że księdza widzę! Pytam:
— Dlaczego?
— Bo myślałam, że ksiądz już dawno umarł!

*

Dobrego dziadka staruszka
grypa wsadziła do łóżka.
— Do widzenia — mówi dziadzio.
A tu domownicy radzą:
— Dobry dziadziu, figiel zrób,
by nie leżał w łóżku trup.

*

umawiam się aż z trzema lekarzami żeby nie umrzeć

*

Pismo Święte mówi: „Stale się radujcie”. Jak można stale się radować, gdy 

reumatyzm połamie kości? A jednak psalmista często mówi o „kościach skruszonych”.

*

W poradniku Lekarz domowy przy sposobach leczenia epilepsji przeczytałem: 

„Położyć w cieniu drzewa i czekać aż przejdzie”. Kiedy na ulotce jednego z leków 
odczytałem: „Lek działa dobrze i nie powoduje paraliżu mózgu”, ułożyłem własną 
receptę. Ziołową.

Dziurawiec

w noc świętojańską zakwita
dar wprost z bożej apteki
leczy wątrobę jelita
o jakże dla nas łaskawe
są twoje listki dziurawe

background image

Malina

Malina
dzieciństwo przypomina
dom rodzinny
z chorobą kłopoty
babcię co dawała na poty

Ruta

Ruta szarozielona
z kwiatami żółtymi
gdy złość w nas kipi i grzmi
obniża ciśnienie krwi

Melisa

Melisa — znał ją Hipokrates
leczył nerwy żółć uspokajał
Meliso najdroższa kochana
śpi się po tobie do rana

Szałwia

Szałwia czerwona szalona ma dla nas jednak względy nie całując gęby leczy nam 

dziąsła i zęby

Jasnota biała

Jasnota biała głucha pokrzywa
służy — więc zawsze szczęśliwa
pomóż zdechlakom oddychać
nie dławić się kaszleć i kichać

Róża dzika

Nie dzika — oswojona
jak stara dobra żona
kiedy jest bardzo źle
da witaminę Ce

background image

*

Chociaż człowiek na starość straszy ludzi swoim wyglądem,

chociaż stawiam nogę jak mogę,
jak najszybciej i pomału
— od zawału do zawału,

to jednak chciałbym naprawdę być pogodny, bo wierzę, że chrześcijaństwo 

obezwładniło dwa potwory: cierpienie i śmierć — cierpienie, które dla wierzących nie 
jest nieszczęściem, ale próbą wiary, śmierć, która jest spotkaniem z Bogiem.

background image

zobaczyć od nowa

background image

Rachunek dla dorosłego

Jak daleko odszedłeś
od prostego kubka z jednym uchem
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co za wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał
od pacierza
od Polski z raną

ty stary koniu

background image

Aby żyć w zgodzie z innymi, człowiek musi najpierw pogodzić się z samym sobą.
Pewien pan powiedział mi kiedyś, że chce być dobry, ale stale wychodzi z niego zło. 

Jest na siebie wściekły i gdyby umarł, toby nawet wtedy sam siebie pobił.

Dziwimy się nieraz ludziom, którzy wyglądają, jakby wstali z łóżka lewą nogą. Nie 

wiemy o tym, że oni sami z sobą nie mogą się pogodzić.

Ten, kto wścieka się na siebie, wścieka się i na innych ludzi naokoło. Nieraz 

rozpacza, że nie jest święty i nie godzi się z wolą Bożą. Jak wnieść zgodę w samego 
siebie?

Trzeba spojrzeć na siebie w duchu miłości i prawdy, to znaczy nie w duchu 

rozpaczy z powodu tego, jak jestem zły, ale w duchu żalu św. Piotra.

Do Boga idziemy nieraz drogami swoich cnót, ale i drogami swoich grzechów. 

Człowiek, grzesząc, uświadamia sobie swoją słabość i żałuje za zło popełnione. Droga 
słabości i żalu także zbliża do Boga. „Miłującemu Boga wszystko obraca się ku 
dobremu” (Rz 8,28).

*

Tak jak człowiek myje się codziennie rano i wieczorem, tak samo powinien rano i 

wieczorem na modlitwie umyć swoją duszę — obmyć siebie z egoistycznych, złych, 
zazdrosnych myśli, bo tyle ich przylepia się do nas w ciągu dnia.

Słyszałem o takim zdarzeniu: do pana, który nosił baldachim w czasie procesji, 

zbliżył się wojujący ateusz, który miał do niego osobiste pretensje, i walnął go w 
twarz.

Uderzony spokojnie nadstawił drugi policzek. Dostał drugi raz. Zebrał się tłum, 

niektórzy się uśmiechnęli.

Tymczasem pobity odczekał chwilę i powiedział:
— Dotąd była Ewangelia, teraz będę ja — i trzepnął napastnika.

*

Usłyszałem krzyki przy drzwiach wejściowych do kościoła. Chciano wyrzucić 

kobietę. Wołali:

— To ulicznica! Taka może okraść kościół! Obroniłem ją. Poszliśmy razem do 

zakrystii. Powiedziała, że chciała się wyspowiadać:

— Stałam na ulicy, obsypał mnie śnieg, przypomniała mi się moja sukienka do 

Pierwszej Komunii świętej.

*

Pewien profesor układał książki na półce. Nagle wypadła mu jedna na podłogę. 

Podniósł ją i poznał. Była to dawna książka, z której kiedyś uczył się religii. Była 
zniszczona, używana, obłożona pomarszczonym papierem. Otworzył ją i zobaczył na 
starym obrazku Pana Jezusa. Obrazek był stary i ciemny, ale panu profesorowi 
wydawało się, że jest złoty i srebrny, bo przypomniał sobie, jak mamusia uczyła go z 
tej książki pacierza.

*

Pamiętam wierszyk ze szkolnych czasów: „Skarżypyta w kącie stała i na wszystkich 

psy wieszała”. Jak łatwo czynić rachunek cudzego sumienia, spowiadać się z cudzych 

background image

grzechów, aby uciec przed własnym sumieniem.

*

Mówi potwór do potwora:
gdy się złościsz, mój potworze,
spojrzyj w lustro — to pomoże.
Tylko tak się, mój potworze,
całkiem zmienić potwór może.

*

Pewien ksiądz pouczał, jak robić rachunek sumienia: — Nie mów, że trzepałeś 

kożuch, jeżeli w tym kożuchu był wujek. Nie mów, że przejechałeś butelkę, jeżeli ta 
butelka była w kieszeni przechodnia. Nie mów, że tylko ukradłeś sznurek, jeżeli do 
tego sznurka był przywiązany koń.

*

Marcin uważa, że gładzić grzechy to znaczy głaskać je.

*

Opowiadano mi o Cyganie, który w czasie spowiedzi niepostrzeżenie, kiedy ksiądz 

wychylił rękę z konfesjonału, ściągnął mu zegarek. Wyliczając grzechy, powiedział:

— Ukradłem zegarek.
— Oddaj temu, komuś zabrał.
— Może ja księdzu oddam.
— Broń Boże, nie chcę tego zegarka. Zatrzymaj go przy sobie.

*

Pewien chłopiec, którego przygotowywałem do Pierwszej Komunii świętej, po 

spowiedzi, wieczorem zadzwonił do mnie i zapytał:

— Jaką dostałem pokutę, bo zapomniałem?

*

Mój kolega, który przygotowywał się do pierwszej spowiedzi, spisał wszystkie 

swoje grzechy na kartce, żeby ich nie zapomnieć, a po rozgrzeszeniu powiesił tę kartkę 
w jadalni na widocznym miejscu, przekonany, że skoro te grzechy już znikły, to można 
je pokazać. Przecież ich już nie ma.

*

Każdy z nas został stworzony po to, żeby być szczęśliwym. Ma kochać i być 

kochanym. Nie trzeba tego udowadniać, bo każdy, kto jest szczęśliwy, nawet przez 
krótki czas, zdaje sobie sprawę, że jest na dobrej drodze, że idzie w dobrym kierunku. 
Natomiast każdy, kto popada w smutek, rozpacz, ma świadomość, że idzie złą drogą, 

background image

zdąża w złym kierunku.

Jak jednak zachować się, kiedy postawią nam szereg konkretnych pytań, na 

przykład, jak być optymistą, kiedy popsuła się łazienka, cieknie woda, a jedyny 
znajomy hydraulik właśnie się upił. Jak być optymistą, kiedy pies zjadł pensję 
przyniesioną z biura, położoną przez nieuwagę na krześle? Jak być optymistą, kiedy 
wujek rozchorował się na nerwy, a nie wypada go umieszczać w zakładzie?

W tym miejscu powiem coś, co może wydawać się nie do uwierzenia, bo tak niby 

naiwne, a jednak to naiwne sprawdziło się wiele razy w naszym życiu i w życiu innych 
ludzi. Jeżeli jesteśmy w sytuacji beznadziejnej, trzeba się po prostu cieszyć, bo wtedy 
już nie można liczyć na siebie, ale na niewidzialne ręce, które nami kierują.

Pewna pani opowiadała, że ma czworo dzieci i nagle umarł jej mąż. Była 

przerażona. Tymczasem wszystko ułożyło się „samo”. Przyszedł nieoczekiwany 
ratunek. Pojawili się ludzie zdolni pomóc. Inna znajoma opowiadała mi, że jej młoda 
córka zachorowała na białaczkę; znalazła się w strasznej sytuacji. Podała do prasy 
ogłoszenie i — nie do uwierzenia — zebrała miliard starych złotych na wyjazd do 
Szwecji na operację, która się udała.

OczywiScie, że nie zawsze tak jest, ale wystarczy, żeby te niezwykłe zdarzenia 

miały miejsce chociaż kilkanaście razy, aby spojrzeć z ufnością na świat.

Nie można nie dostrzegać zła na świecie, bo ono jest bardzo groźne i ponure. 

Ludzie starsi widzieli za życia przynajmniej dwóch diabłów — ze Wschodu i z 
Zachodu. Jednakże okropne, nieludzkie systemy zawaliły się. Zostały tylko ogony. 
Ciekawe, że zło, które fascynuje, wydaje się bardziej inteligentne niż dobro. Dopiero 
później zło zupełnie się kompromituje i ośmiesza. Możemy uśmiechać się, kiedy 
przypomnimy, jak mówiono na Wschodzie o „poranku ojczyzny”, „gołąbku pokoju”, a 
na Zachodzie „wódz tysiącletniej Rzeszy”. Ewangelia podaje, że diabły „weszły w 
wieprze”, to znaczy, że zło, początkowo romantyczne, zwykle kończy się świństwem. 
Natomiast dobro, choć przemilczane, lekceważone, z biegiem lat szlachetnieje. Znałem 
rodzinę, w której się zwykle kłócono, tymczasem po latach najbliżsi, powracając do 
wspomnień rodzinnych jak do świętych pamiątek, całują matkę na fotografii jak świętą 
na kościelnym obrazku.

Jeden z francuskich uczonych powiedział, że w wieku dwudziestym zginęło 

najwięcej ludzi w czasie wojen, ale jednocześnie powstało najwięcej bezinteresownych 
organizacji charytatywnych.

Dobrze jest zapytać siebie, w jakim kierunku idę, czy w stronę szczęścia, radości, 

czy w kierunku inteligencji rozpaczy, która jest zawsze zła i nam obca.

*

Spotkały raz Jezusa
dorosłe dwa gawrony.
Nie przyszło im do głowy
powiedzieć: Pochwalony.

*

Pan Jezus przychodzi stale. Teraz Go nie widzimy, ale kiedyś wszyscy Go 

zobaczymy, i nawet głuptasy przekonają się, że niepotrzebnie się denerwowały, kiedy 
myślały, że Go nie ma.

background image

*

Całe nasze życie uplecione jest ze spotkań: z samym sobą, z ludźmi, którzy nas 

kochają i nie kochają, z tymi, których uraziliśmy i którzy nas urazili, z tymi, dla 
których spotkanie z nami jest spotkaniem ostatnim.

W tym wszystkim, pod całą tkaniną codziennego życia, tkwi ukryte życie Boże. Czy 

umiemy spojrzeć na codzienność nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz? Czy zdajemy 
sobie sprawę, że to Bóg każe nam kogoś odwiedzać, prowadzi do spotkań i chce, 
abyśmy powiedzieli drugiemu człowiekowi cokolwiek od Niego? A może często tylko 
wysłuchali, co ma nam do powiedzenia? Czasem wysłuchanie jest ważniejsze od 
najgłębszej, w naszym pojęciu, rady.

Jakże wielkiej subtelności wymaga każde spotkanie. Bóg szanuje samotność 

spotkań, szanuje jednak dlatego, że daje nam do rąk szansę — dla nas, dla drugiego 
człowieka. Tak często marnujemy piękne okazje, bo nie rozumiemy, chcemy za 
szybko, zbyt natrętnie, nie wyczujemy nastroju czy przemęczenia drugiego człowieka i 
boleśnie go dotkniemy. „Nie dotykajcie za bardzo sumień — nie odczytacie ich 
paluchami”.

Bronimy „świętej sprawy” i gwałtownie przychodzi refleksja: „Tak broniłem 

gorliwie Boga, że trzepnąłem w mordę człowieka”.

*

Podano mi adres pewnego profesora, który chciał przyjąć chrzest święty. 

Zadzwoniłem do jego drzwi. Otworzył mi ogromny mężczyzna.

— Na jakiej wyższej uczelni ksiądz wykłada? — zapytał surowym głosem.
— Uczyłem przez sześć lat dzieci specjalnej troski — odpowiedziałem.
Popatrzył na mnie i zaprosił do pokoju. Zaczęło się przygotowanie do chrztu. 

Ponieważ wiedziałem, że mam do czynienia z wybitnym naukowcem, starałem się 
tłumaczyć Biblię, jak to się mówi, na rozum. Tłumaczyłem, że żona Lota nie zmieniła 
się w słup soli, po prostu autor posłużył się językiem obrazowym. Nieraz się mówi: 
„stanął jak słup przy tablicy i nie wie, co powiedzieć”. Tłumaczyłem, że Mojżesz, 
wychowany w pałacu faraona, poznał ówczesną astronomię i obiecał, że wyprowadzi 
Żydów z Egiptu w czasie pierwszej wiosennej pełni księżyca. Przewidywał, że pełnia 
księżyca spowoduje odpływ morza i że wtedy przedostaną się suchą nogą przez Morze 
Czerwone.

Profesor nie był ze mnie zadowolony.
— Mnie tak tłumaczyć nie trzeba. Wierzę dosłownie w to, co mówi Biblia. Po 

prostu doświadczyłem w życiu rzeczy niezwykłych.

I opowiedział mi taką historię:
— W czasie wojny w obawie przed Niemcami przedostałem się do Związku 

Radzieckiego i znalazłem się za kręgiem polarnym. Były tam jeszcze święte gaje, gdzie 
stały pomniki Lenina i Stalina. Pewnego dnia bardzo ciężko zachorowałem. 
Zawieziono mnie do szpitala w mieście, położono w sali na drugim piętrze. Podobno 
byłem w stanie beznadziejnym. Ponieważ zaczęto zwozić rannych żołnierzy z frontu, a 
brakowało miejsc w szpitalu, w ogólnym rozgardiaszu zostałem spisany na straty i 
wyrzucony przez okno na podwórze. Nie tylko, że nic mi się nie stało, ale ugryzł mnie 
owad, który — jak się później okazało — miał jad o właściwościach antybiotyku. 
Szybko się wyleczyłem. Ponieważ to przeżyłem, wiem, że wszystko, co wydaje się 
niemożliwe — jest możliwe. Nie potrzeba mi tłumaczyć, tak jak ksiądz tłumaczy. 
Wierzę, że żona Lota mogła zamienić się w słup soli i Morze Czerwone rozstąpiło się 

background image

przed Mojżeszem.

*

Interesujemy się wielkimi sprawami, z lękiem rozmyślamy o końcu mijającego 

wieku, porównujemy z końcem wieku XIX. Niepokoją nas napady na banki, korupcja 
w rządach, krach na giełdzie, plotki o romansach.

Tymczasem życie podrzuca nam małe urocze niespodzianki, na które warto zwrócić 

uwagę.

Na przykład w Anglii w roku ostrej zimy martwią się, bo jeże za wcześnie obudziły 

się z zimowego snu. Co będzie, jeśli wrócą mrozy?

Ktoś dowiaduje się, że dziwaczek mieszany (Mirabilis jalapa — jak mówią 

naukowcy), roślina jednoroczna o pachnących kwiatach w kolorach białym, różowym, 
żółtym, czerwonym i fioletowym, kwitnie tylko wieczorem, w dni pochmurne. Ile w 
niej optymizmu — wbrew światu, który boi się być po ciemku, i wbrew pesymistom, 
którzy nawet wbrew sobie cieszą się każdym nieszczęściem.

Można się oderwać od codziennych kłopotów i zapytać, dlaczego łabędź wiosłuje 

tylko jedną nogą. Można podziwiać bociana, który stojąc na jednej nodze, zapobiega 
reumatyzmowi i woli przemoczyć jedną nogę niż obie za jednym zamachem.

Można zadziwić się idącymi „gęsiego” gęsiami, które zachowały pamięć sprzed 

wieków, kiedy to musiały iść jedna za drugą ścieżką wśród moczarów tak ostrożnie, 
by nie utonąć. Ciekawe, że gęsi mają oczy z boku, a dobrze widzą, nie mają uszu, a 
dobrze słyszą.

Można zastanawiać się, dlaczego na wiosnę najpierw przylatuje słowik, a 

słowikowa potem. Słowik to nie tylko śpiewak, ale i czuły mąż, który zawczasu 
przygotowuje żonie mieszkanie.

Wpadła mi kiedyś do rąk pocztówka z reprodukcją jednego z obrazów van Gogha. 

Nie były to ani Słoneczniki, ani Autoportret z obciętym uchem. Obraz nosi tytuł 
Pierwsze kroki. Widzimy tu, jak w scenerii ukwieconego podwórka matka 
podtrzymuje małe dziecko, które stawia pierwsze kroki i chce iść w kierunku ojca 
klęczącego opodal z wyciągniętymi ramionami.

Uśmiech dziecka może oderwać od kłopotów męczących na co dzień.
Ile małych uroczych spraw, które mogą nas zadziwić i odwrócić uwagę od 

własnych wielkich dramatów.

Ile ważnego w tym co nieważne
ile potrzebnego w tym co niepotrzebne
ile uśmiechu w tym co niewesołe

Pamiętnik

Dwie dziewczynki zapisywały w swoich pamiętnikach rozmaite spostrzeżenia, ale 

każda z nich opisywała wszystko inaczej.

Pamiętnik Marysi

Poniedziałek. Straszna pogoda. Mgła. Leje i leje.
Wtorek. Dwa psy wyły od samego rana. Wujek przyszedł z biura i czytał na głos 

tylko nekrologi z „Życia Warszawy”. Czytał nekrologi i dogadywał, że każdy 

background image

wyciągnie nogi.

Środa. Widziałam nieboszczyka.

Pamiętnik Małgosi
Poniedziałek
. Urodziła mi się siostrzyczka. Ma niebieskie oczy jak Papież. Tatuś 

skakał z radości na jednej nodze. Przez okno wpadło słońce.

Wtorek. Urodził się biały kotek, wąsy miał już siwe, ale wesołe.
Środa. Wprawdzie padał deszcz, ale ludzie się uśmiechali, bo padał chyba dla 

przyjemności. Widziałam, jak niektórzy całowali się pod parasolami.

Dwie dziewczynki pisały swoje pamiętniki, ale jedna widziała tylko to, co smutne, a 

druga to, co pogodne.

Trzeba widzieć nie tylko to, co smuci, ale i to, co cieszy, nie tylko grzechy, ale i 

zalety.

*

Brudas, kłamczuch i sobek widzi wokół siebie tylko brudasów, kłamczuchów i 

sobków.

Im ktoś jest większym świętym, tym więcej widzi wokół siebie dobra i miłosierdzia 

Bożego.

Jeżeli będziemy stawali się coraz lepsi, będziemy wokół siebie zauważać coraz 

więcej dobra. Nawet w grzeszniku dostrzeżemy coś pięknego: to, że Bóg go kocha, 
czeka na jego nawrócenie i powrót do miłości.

*

Jaka jest nasza pamięć? Matka Boża przechowywała pamięć w swoim sercu, a my? 

Nasza pamięć jest czasem bardzo długa, ale nieprześwietlona sercem. Pamiętamy o 
kimś z jego najgorszej strony, jego wady, śmiesznostki, a nie to, co było w nim 
dobrego. Nie pamiętamy, że chciał nam pomóc, ale tylko to, że nie udało mu się 
pomóc. Nie pamiętamy, że nas kochał, ale tylko to, że przestał kochać.

*

Czym jest radość? Łatwiej powiedzieć, czym nie jest. A więc nie jest przyjemnością 

ani zadowoleniem.

Czekam na autobus, który nie przychodzi kwadrans, pół godziny… jeszcze dłużej. 

Na nieszczęście jest straszna pogoda, deszcz chlapie, wiatr bije po twarzy. Wtedy 
zaczynam się smucić, denerwować, pienić się ze złości… Ale mogę i tak powiedzieć: 
Panie Boże, ty mnie pytasz, czy w tej chwili potrafię Ciebie kochać (właśnie w tej 
chwili, ze zmarzniętym nosem i z zimnym deszczem na twarzy).

Jeżeli powiem „tak” i przyjmę to w duchu zjednoczenia się z Bogiem w tej bardzo 

małej sprawie mojego życia, wtedy odczuwam radość.

Jak Kopciuszek, który wydobywał ziarnka maku z popiołu, tak można znaleźć 

grudkę radości pośród różnych śmieci, przyjemności i zadowolenia czy udręki.

*

Pewien aktor powiedział mi:

background image

— Kiedy schodzę ze sceny zachwycony sobą, przekonany o sukcesie, okazuje się 

potem, że albo połowa mikrofonów zgłupiała i nikt niczego nie słyszał, albo ktoś 
bardziej myślał o zupie pomidorowej na obiad niż o moim dramacie.

Nieraz jednak bywało — dodał — że po skończonej grze, kiedy schodził 

zmartwiony, bo źle wypadł, nieoczekiwanie otrzymał list z podziękowaniem za 
wzruszenia, list rzucający mu się na szyję, za który z kolei on sam dziękował:

Dziękuję za ten list.
Za każdy przecinek i kropkę
Całuję. W rączkę i w stopkę.

Ile razy jak diabeł święconej wody boimy się tego, co nam się nie udaje. Boimy się 

naszych niepowodzeń. Tymczasem przypomnijmy sobie, ile razy zmartwienia, kłopoty, 
nieprzespane noce pomogły nam coś lepiej zrozumieć, spojrzeć na siebie krytycznie, 
zrozumieć samego siebie. Były zadaniem do wykonania, próbą wierności Bogu, 
stopniem, po którym trzeba było wejść w górę, furtką, przez którą mieliśmy przejść na 
drodze naszego dojrzewania.

Ważne

Nie zapominaj o parasolce
bo się na chmurę zbiera
sprawdź czy masz chociaż pięć złotych w kieszeni
i to co tak ważne
jak chleb słońce ziemia
ucałuj upokorzenie
i po kolei zmartwienia
Sprawy Boże dzieją się nie tylko pośród wielkich cierpień, ale i w małych kłopotach 

i udręczeniach na co dzień i pocieszenie można znaleźć w rozumieniu, że to, czego się 
boimy, przed czym uciekamy, może nas zbliżyć do Boga.

Ileż jest pociechy w ludzkich słowach, które słyszymy na co dzień, a często nie 

dostrzegamy: „dzień dobry”, „dobry wieczór”, „dobranoc”. Kiedy ktoś mówi „dzień 
dobry” — życzy dobrego dnia, chociaż chlapie deszcz. Mówi „dobry wieczór” — 
życzy dobrego wieczoru, chociaż jesteśmy zmęczeni. Kiedy mówi „dobranoc” — 
życzy dobrego snu, chociaż czasem nie możemy spać.

Miło

Miło się spotkać z dawną swą rozpaczą
— słuchaj stara — powiedzieć
— co się z tobą stało wyprzystoj niałaś
nie pociągasz nosem
nie jesteś już jak diabeł smutny z urodzenia
wyleczyły się rany
wykąpały cię deszcze
można jędzę pokochać gdy żyje się jeszcze

*

background image

Tyle mówi się teraz o tolerancji. Tolerancja to inaczej cierpliwe znoszenie nawet 

obcych nam poglądów, wierzeń, zwyczajów, kultur, innych tradycji, spojrzeń, gustów, 
innej wrażliwości. Człowiek wyrozumiały to ten, który chce zrozumieć motywy 
działania swoich przeciwników.

W świetle myśli ludzkiej nie może być potępienia, odrzucenia. Każdy ma prawo do 

myślenia po swojemu.

W prasie międzywojennej opublikowano ankietę z jednym pytaniem: „Kto widział 

krasnoludki?” Zgłosiło się przeszło pięć tysięcy ludzi.

W świetle myśli możemy uszanować każde cudze przekonanie, nawet nieszkodliwą 

wiarę w krasnoludki. Jednakże kiedy przechodzimy w świat rzeczywistych działań —
musimy stać się krytyczni, bo pewne poglądy mogą być społecznie szkodliwe.

W czasie oświecenia walczono o tolerancję, ale rewolucja francuska, która wyrosła 

z pragnienia wolności, była bardzo nietolerancyjna. Na naszych oczach komunizm 
głosił wolność sumienia, przekonań i był bardzo nietolerancyjny, chociaż stale mówił o 
tolerancji.

Jeżeli pamiętamy czytany często w kościele przy zawieraniu małżeństw Hymn o 

miłości z Listu św. Pawła do Koryntian, słyszymy między innymi takie słowa:

Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego
Wszystko znosi

(1 Kor 13, 4–5,7)

Istnieje granica tolerancji. Nie można być tolerancyjnym wobec kłamstwa, 

nieszczerości, zbrodni, zła, przemocy, gwałtu, przejawów nienawiści.

Prawdziwa tolerancja pozwala na swobodę wyrażania poglądów i nie walczy z tym, 

co dzieje się w świecie ludzkiej myśli. Wymaga jednak od człowieka szlachetności, 
odpowiedzialności, uczciwości, prawdy.

Tolerancja jest wielkim słowem, którego nie można nadużywać. Słowo to może być 

zakłamane, nieautentyczne.

Prawdziwe, uczciwe życie zawsze prowadzi do tolerancji.
Biologia podpowiada nam, że tolerancji możemy uczyć się od własnego organizmu, 

który ma zdolność znoszenia, bez szkody dla siebie, wpływu niezdrowych substancji, 
niekorzystnych warunków środowiska. Wraz z rozwojem techniki organizm 
przystosowuje się do coraz bardziej zanieczyszczonego powietrza, ale i tu są pewne 
granice, których wymaga tolerancja. Można się przecież zatruć spalinami w środku 
miasta. Została przekroczona granica zła.

Tolerancja nie może być bezkrytyczna, bez granic i musi mieć swój instynkt 

obronny. Trzeba jej się stale uczyć, jak miłości.

*

Stale powtarzamy, w kółko na niebiesko: „Życzę ci wszystkiego najlepszego”, a 

przecież nie tylko najlepsze pomaga. I to, co najgorsze, nie jest najgorsze.

background image

Nic

Jakie to dziwne
tak bolało
nie chciało się żyć
a teraz takie nieważne
niemądre
jak nic

background image

czekać i ufać

background image

Czekanie

Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem łąką lasem domem
oczami za nim biegnie
i tęskni ogonem

pocałuj go w łapę
bo uczy jak na Boga czekać

background image

Pies, przywiązany na smyczy przed sklepem, wpatruje się w drzwi, za którymi 

zniknął jego pan. Każdym nerwem swego ciała zdradza najwierniejsze do niego 
przywiązanie. Najmniejsze poruszenie klamki, każde otwarcie drzwi pokazuje w jego 
zachowaniu rosnącą nadzieję, że może już, może to idzie ukochany pan, który przecież 
obiecał, że wróci i go zabierze.

Nam także Jezus, nasz Pan, obiecał, że wróci i weźmie nas do siebie. Tak jak ten 

pies, wierny, ufny, tak i my mamy czekać na swego Pana. Ale jest różnica: pan, na 
którego czeka pies, człowiek, może zawieść, może nie przyjść, Pan, na którego 
czekamy my, Pan Bóg — nie zawiedzie nigdy. Obiecał i przyjdzie. I druga różnica: 
pies musi czekać, bo jest przywiązany, nas nikt nie przywiązał —mamy wolną wolę. 
Możemy czekać lub nie.

*

Nadzieja to cierpliwość czekania na to, że spełnią się wszystkie Boże obietnice.

*

Ktoś przeglądał Pismo Święte i znalazł kartkę z notatką: „Czekam na Ciebie na 

moście o godzinie 430 po południu”. Na pewno była to kartka przypadkowa, notatka 
zakochanego chłopca czy dziewczyny, którzy umawiali się na spotkanie. Ale ten, kto 
ją odnalazł przy czytaniu Ewangelii, odebrał jej treść jako głos Pana Boga. Uwierzył, 
że Pan Bóg się z nim umówił. Poszedł na most o wyznaczonej godzinie. Czekał, ale 
Pana Boga nie spotkał. Przychodził codziennie, lecz Go nie widział. Bóg, który się z 
nim umówił, był stale ukryty. Ciągłe przychodzenie na spotkanie sprawiło jednak, że 
ten człowiek stał się lepszy, mądrzejszy, wrażliwszy.

Nam też pozostało ciągłe odkrywanie Pana Boga. Samo odkrywanie już jest 

mądrością, początkiem tego, co może być najgłębsze w naszym życiu.

*

Na czym w życiu budujemy: na piasku czy na skale?
Na piasku budujemy wtedy, kiedy nasze nadzieje opieramy na naszym zdrowiu, na 

naszym życiu. I zdrowie, i życie są bardzo kruche.

Budujemy na piasku wtedy, kiedy nasze nadzieje uzależniamy od opinii ludzkiej. A 

opinie ludzkie dziś są takie, jutro inne i rozsypują się jak piasek.

Wtedy budujemy na piasku, kiedy liczymy na naszą doskonałość. Wydaje nam się, 

że już jesteśmy najlepsi, wierni Bogu i ludziom, a jakże często kompromitujemy się.

Kiedy budujemy na skale?
Wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, że Bóg dał nam życie i zdrowie i może nam je w 

każdej chwili zabrać, kiedy opieramy się na tym, co Bóg o nas myśli, a nie co myślą 
inni ludzie.

Św. Jan Vianney dostał kiedyś dwa listy. W pierwszym były same wymysły, w 

drugim — słowa pełne podziwu. I powiedział: „Ani pierwszy list nie uczynił mnie 
gorszym, ani drugi nie uczynił mnie lepszym. Jestem taki, jaki jestem w oczach Pana 
Boga”.

Budujemy na skale wtedy, kiedy opieramy się nie na swojej wierności i 

doskonałości, ale na Bożym Miłosierdziu.

*

background image

Jezus upadł na Drodze Krzyżowej, bo był człowiekiem. Powstał, bo była w Nim 

moc Boża.

My upadamy, by pamiętać, że jesteśmy ludźmi.
Powstajemy, by pamiętać, że możemy oprzeć się na mocy Pana Boga.
Moc w słabości się objawia.

*

Nieraz wydaje się, że nadzieja jest łatwą optymistką, patrzącą na świat przez 

różowe okulary.

Tymczasem nadzieja jest także dramatem, ciągłą walką pomiędzy budowaniem na 

samym sobie, na swoich obliczeniach i pomysłach, a budowaniem na miłosierdziu Pana 
Boga.

*

Źródłem naszego szczęścia i nadziei, naszego wewnętrznego spokoju jest 

świadomość żebraka, będącego w rękach niepojętego i najbardziej kochającego Boga, 
który wszystkim rozporządza.

*

Nawet na śmierć możemy patrzeć w duchu nadziei, a nie jak na katastrofę w 

niewłaściwym miejscu. Śmierć jest przecież spotkaniem z Bogiem, który jest nam 
bliski, bo przeżył ludzkie życie.

*

Obecność nadziei każdego dnia sprawia, że uchronimy się od rozpaczy, z 

przekonaniem, iż nie ma sytuacji przegranych, uczuć niepotrzebnych. Nadzieja 
prowadzi do wiary, a wiara porządkuje wszystkie pozorne przeciwności.

*

Jeśli nie wiesz dokąd iść
sama cię droga poprowadzi

*

Nadprzyrodzona cnota nadziei oznacza wiarę w to, że Bóg spełni wszystko, co 

obiecał. Nadzieja, która jest pewnością. Bóg przyrzekł Abrahamowi Ziemię Obiecaną i 
Żydzi, mimo załamań i zwątpień — Abrahama, Mojżesza i ludu — w końcu do niej 
doszli. Bóg obiecał Mesjasza. Tyle lat czekano na Niego, a gdy przyszedł —nie 
poznano Go, nie zrozumiano, ukrzyżowano, ale Bóg spełnił obietnicę i Jezus do tej 
pory jest pomiędzy nami.

Jeżeli będę czynić to, czego Bóg ode mnie oczekuje, mogę mieć nadzieję, że mnie 

nie opuści, choćby mnie krzywdzono i prześladowano dla sprawiedliwości. Mogę mieć 
całkowitą pewność, że Bóg będzie zawsze ze mną i nigdy mnie nie zawiedzie.

background image

*

Nadzieja jest zawsze większa od nas, zawsze nas przerasta. Wtedy, kiedy załamują 

się nasze ludzkie plany, kiedy czujemy się przegrani, wtedy ma dojrzewać w nas 
nadprzyrodzona cnota nadziei — mamy zacząć pokładać nadzieję w samym Bogu, w 
Nim szukać sensu naszego cierpienia, niepowodzenia, rozstania.

Wiara i nadzieja są cnotami bliźniaczymi. Nadzieja nie jest „matką głupich”, ale 

wtajemniczeniem mądrych.

Wiara podaje ręce nadziei, nadzieja podaje ręce wierze. Kiedy łamią się ludzkie 

plany, pamiętajmy, że właśnie wtedy ma w nas dojrzewać wiara, nadprzyrodzona 
siostra nadziei.

Nie do wiary

Ile tego dokoła
anioł co mnie krzyżykiem od diabła odgrodził
kamień najstarszy młodszy od milczenia
ten kto tego napotkał z kim musiał się spotkać
choć wyszedł boczną furtką trochę od niechcenia
barwinek co tak się zmarszczył że deszczu nie będzie
pani co dwa razy szaleje raz kiedy kocha raz kiedy siwieje
gwiazdy co zawsze razem bo całkiem z osobna
mól co cztery razy gryzie a potem ucieka
i wszystko wyznaczone nie dalej nie więcej
ciało włócznią przebite niewidoczne w chlebie
tyle nie do wiary by uwierzyć w Ciebie

*

Czy umiemy właściwie patrzeć na naszą wiarę?
Czasem patrzymy na wiarę jak na tradycję, która przekazuje nam choinkę, kolędy, 

św. Mikołaja w wysokiej czapie, mazurki wielkanocne, zapach święconego.

Czasem — jak na polską chorągiew, jak na Matkę Bożą z białym orzełkiem we 

włosach, z wszystkimi królami od Mieszka I do Stanisława ostatniego o głębokich 
ciemnych oczach.

Czasem — jak na postrach, anioła tupiącego na nas i stale wyrzucającego nas z 

Raju, grożącego nam wszystkimi grzechami po kolei.

Czasem — jak na apteczkę podręczną. Ktoś przyjmuje Komunię świętą, jakby łykał 

proszek od bólu głowy.

Tymczasem na naszą wiarę mamy patrzeć jak na mądrość i coś najważniejszego w 

naszym życiu.

*

Są tajemnice wiary, których nie tylko że nie można objąć rozumem, ale i nikt by ich 

sobie nie mógł wymyślić. Należą do nich tajemnica Trójcy Przenajświętszej, Wcielenia, 
Eucharystii i tajemnica widzenia Boga po śmierci twarzą w twarz.

Kościół poprzez wieki nie bał się głosić swoich tajemnic, wbrew ludzkiemu 

background image

rozsądkowi. Bóg ma bowiem swoją logikę. Nie byłoby możliwe, by człowiek pojął 
Boga. Uczyniłby Go wówczas wytworem własnego umysłu.

Przypominam sobie, jak pewnego dnia przyszedł ktoś do mnie i powiedział: — 

Niech mi ksiądz udowodni, że Bóg jest, wtedy pójdę do spowiedzi, przystąpię do 
Komunii świętej i nie będę żył na kocią łapę.

Odpowiedziałem: — Gdybym Boga udowodnił, byłaby to wiedza, a nie wiara. Pan 

Jezus żądał wiary, nie wiedzy. Pytał: „czy wierzysz?”, a nie „czy wiesz?”

Wiara

Biło serce w gardle
Już odszedł — beczałem
Ktoś nie wiedząc chwycił mnie za ucho
rzucił jak koc na ziemię —
— Ucz się wiary — krzyczał
Pokazałem mu język
bo wiara to nie nauka
— to doświadczenie

*

Wydaje nam się często, że wiara to spokój wewnętrzny. Bóg nie jest jednak tylko 

przychodzącą ciszą, ale i burzą, która zrywa się gwałtownie i każe zupełnie przestawić 
swoje myśli, zerwać z niebezpiecznym uczuciem, przekreślić plany życiowe, wylecieć z 
ciepłego gniazda.

Bóg, z którym spotykamy się w wielkiej ciszy i wewnętrznym spokoju, prowadzi 

nas nieraz trudną burzliwą drogą.

Ogień

Patrzę Jezus na brzegu
wydawał się łatwy
taki do serca na co dzień
Mówił: — Przyjdź
czekam
tylko nie licz na cuda
do mnie się idzie przez ogień

*

Św. Tomasz Morus, kiedy szedł na męczeńską śmierć, powiedział do swoich 

najbliższych: „Nic takiego się nie zdarza, czego by nie chciał Bóg, a wszystko to, 
czego Bóg chce, choćby wydawało się najgorsze, jest najlepsze”.

Jeśli spadnie na nas krzyż, na przykład samotności, choroby, śmierci osoby 

najbliższej, upokorzenia — pamiętajmy te słowa.

Świadomość, że to Bóg mnie dotknął. Dotknął Ten, który mnie kocha i wie, co 

będzie dalej i jak mi to jest potrzebne.

background image

Uczy

Wiary uczy milczenie
nieświęta choinka
umarły we śnie żywy
w starych wierzbach szpaki
kwiat olchy co się jeszcze przed liściem rozwija
radość przecięta w pół
kłos cięższy od słomy co go z ziarnem dźwiga
Jagiełłą wystraszona królowa Jadwiga
modlitwa jak pogoda
bo jeśli ktoś się modli Pan Bóg w nim oddycha
Dla mnie wiara jest obcowaniem z Bogiem na co dzień. I zaufaniem do Niego.

*

Nieprawdopodobna jest ta świadomość, że jest nade mną Ktoś mądrzejszy i że ten 

Ktoś mi dobrze życzy.

*

Ten, kto ma wiarę autentyczną, nigdy nie jest ponury.
Ponurzy, smutni są ci, którzy nie żyją Panem Bogiem. Ci, dla których wiara nie jest 

ważna.

U człowieka wierzącego radość wypływa z przekonania, że życie ma zawsze sens, 

że miłosierdzie Boże jest większe od grzechu. Chrześcijanin zdaje sobie sprawę, że 
zawsze może się wyspowiadać i oczyścić z win. Może się cieszyć z samego faktu, że 
Bóg go rozgrzeszy.

Wiara ciągle daje radość nadziei. Cóż to za wiara bez nadziei?
Radość chrześcijańska nie jest jednak równoznaczna z wesołkowatością. Jest czymś 

o wiele głębszym: wewnętrzną postawą, od której zależy nastawienie człowieka do 
życia.

Radość wypływająca z wiary jest trudną radością. Nie jest uśmiechem od ucha do 

ucha. Jest radością, która kosztuje.

Optymizm chrześcijański — to optymizm w sytuacjach nieoptymistycznych. 

Przecież w życiu zdarzają się takie sytuacje, kiedy człowiekowi nic się nie udaje. Gdy 
spotyka mnie taka sytuacja, zaczynam się cieszyć, bo sam nic już nie mogę uczynić. 
Wtedy może działać tylko Bóg. W takich nieoptymistycznych momentach 
uświadamiam sobie, że jest coś ważniejszego ode mnie. Jest Ktoś, kto nadaje 
wszystkiemu sens. I to jest źródło mojego optymizmu.

Optymizm jest pytaniem: po jakiej stronie stoję? Przekonaniem, że wiara nie 

pozwala na rozpacz.

*

Wiara jest źródłem spojrzenia na wszystko od strony dobra.

*

background image

W czasie próby, w chorobie, w nieszczęściu, kiedy stajesz się bezsilny, wiara daje 

pewność, że jest nad tobą Bóg, który wie i widzi więcej.

Nie bój się powiedzieć Bogu — tak, a będziesz świadkiem niezwykłych rzeczy, 

jakie zaczną się odtąd w twoim życiu.

background image

być z Nim

background image

Przezroczystość

Modlę się Panie żebym nie zasłaniał
był byle jaki ale przezroczysty
żebyś widział przeze mnie kaczkę z płaskim nosem
żółtego wiesiołka co kwitnie wieczorem
wciąż od początku świata cztery płatki maku
serce co w liście wzruszenie rysuje
(chociaż serce chuligan bo bije po ciemku)
pióro co pisze krzywo kiedy ręka płacze
psa co rozpoczął już wyć do sputnika
mrówkę która widzi rzeczy tylko wielkie
więc nawet jej przyjemnie że jest taka mała
miłość jak odległość trudną do przebycia
zło z którym biegnie cierpienie niewinne
bliskich umarłych i nagle dalekich
jakby jechali bryczką w siwe konie
babcię co mówi do dziewczynki w parku
kiedy będziesz dorosła jeszcze mniej zrozumiesz
najkrótszą drogę co zawsze przy końcu

aby już Ciebie tylko było widać

background image

Bóg chrześcijański jest największą tajemnicą wiary, nie wymyśloną, niezrozumiałą. 

Gdyby był bytem, nawet najwspanialszym, wymyślonym przez filozofów, byłby 
samolubem, zimnym egoistą i nikt by Go nie obchodził.

Trójca Przenajświętsza jest tajemnicą miłości wzajemnej, tajemnicą wewnętrznego 

życia Boga. W Bogu jest ciągłe krążenie miłości: Ojciec kocha Syna, Syn kocha Ojca. 
Jeden od drugiego bierze i wszystko Mu oddaje. Ciągłe oddawanie siebie i branie jest 
jednocześnie Duchem Świętym.

*

Bóg łączy w sobie dwie skrajności: jest dobry i surowy jednocześnie. To skrajne 

połączenie jest miłosierdziem.

*

Ducha Świętego nie można przywiązać w jednym miejscu. On nie dzieli na 

wierzących i niewierzących. Jest tu i tam, bo „tchnie tam, gdzie chce”.

Ducha trzeba poszukać w samym sobie. Wstąpił w nas w dniu naszego chrztu 

świętego.

Mamy na Niego chuchać i dmuchać, żeby się nie zaziębił, żeby w nas płonął.
Mamy Go przekazywać innym. Bóg nas — jako chrześcijan — też posyła, abyśmy 

przekazywali tego Ducha innym.

Jakże brzydki byłby świat,
jakże brzydka byłaby sztuka,
jakże brzydka byłaby nauka,
jak paskudne byłyby piękne panie,
gdyby nie było Ducha.

*

W Ewangelii jest mowa o umarłych, o ślepcach, trędowatych — a ostatecznie 

wszystko jest Dobrą Nowiną. Nawet kiedy opowiada o bankach, pieniądzach, 
beczkach oliwy, mówi o miłości.

*

Ewangelia nie tłumaczy od razu nawet tego, czego naucza.

*

Pismo Święte jest pismem o samotności świętego Boga, a nie o świętości ludzi.

*

Bóg myśli inaczej niż my. „Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi 

moimi drogami” (Iz 55,8).

Bardzo trudno wytłumaczyć tajemnicę przeznaczenia. Myślę, że podglądanie 

tajemnic nie ma sensu. Tajemnice mają wielki urok, głoszą wielkość Boga.

Świat byłby nudny, gdybyśmy wszystko wiedzieli. Na tym polega uroda życia, że 

background image

człowiek do końca nie rozumie.

Sprawiedliwość ludzka nakazuje każdemu dać to, co mu się należy. Zresztą jakże 

często się myli.

Natomiast sprawiedliwość Boża daje każdemu więcej, niż się oczekuje. 

Sprawiedliwość Boża wydaje się „nierównością” według naszej ludzkiej miary. Ale jest 
jednocześnie miłosierdziem, czego po ludzku nie możemy pojąć.

Nierówni potrzebują siebie, chory potrzebny jest lekarzowi, a lekarz choremu. W 

życiu zawsze występuje wyrównanie.

Nie trzeba szukać odpowiedzi do końca. Są tajemnice, których Pan Bóg nie chce 

wyjaśnić. Jest Bogiem niedomówień. Uczy postawy słuchania. Dopiero życie wieczne 
będzie polegało na odkrywaniu Bożych tajemnic.

Sprawiedliwość

Profesor Annie Świderkównie

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny
Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłódło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość

*

Jak poznać Pana Jezusa?
Możemy przeczytać o Nim wiele książek, napisać pracę doktorską na Jego temat i 

wcale Go nie znać.

Możemy go poznać tylko wtedy, jeśli się z Nim zaprzyjaźnimy i stanie nam się tak 

bardzo bliski, ze będziemy budować na Jego wierności w stosunku do nas.

Nie pisz do Niego listu, bo nie ma takiej poczty, która by go zaniosła do nieba. Nie 

dzwoń — bo do nieba nie ma telefonu.

Zamiast listu pomyśl o Nim. Zamiast telefonu, powiedz: Panie, oto jestem! Chcę 

pomówić z Tobą, usłyszeć Twój głos.

I usłyszysz Jego głos albo w sumieniu, albo w Ewangelii, albo z ust kogoś, kto 

niespodziewanie do ciebie przyjdzie.

background image

*

Spragniony Jezus przy studni Jakubowej, rozmawiający z Samarytanką, to Ktoś 

więcej, niż człowiek spragniony wody. Bóg nas pragnie — On pierwszy nas pragnie. 
Jest w jakimś sensie żebrakiem, bo zależy od nas i daje po to, żebyśmy własną wolą 
powierzyli Mu to, czego On pragnie. Miłości pragnie człowiek i Bóg. Czeka na akt 
miłości z naszej strony, zwrócenie się do spragnionego Boga. On, który jest 
spragniony, chce być upragnionym przez nas. Bóg pragnie być upragnionym.

*

Pan Jezus był Bogiem i Człowiekiem. Dla teologów jest to wielka tajemnica 

połączenia bóstwa z człowieczeństwem.

Jako Bóg mógł wszystko uczynić, ale jako Człowiek stawał — jak każdy człowiek 

— wobec rzeczy niemożliwych do wykonania. Dlatego nie wszystkich uleczył, a więc 
jako Człowiek poznał cierpienie ludzkiej bezradności.

Poznał cierpienie, śmierć i nawet bezradność.

*

Dlaczego Bóg nas szuka? Bo wie, że jeżeli pozostaniemy przy Nim, będziemy 

szczęśliwi. Tak więc szukając nas —Bóg szuka naszego szczęścia. Wszechmogący 
Bóg szuka naszego kochającego serca, by dać mu szczęście. A my stale wyrywamy się 
z Jego rąk.

Modlimy się: „W godzinie śmierci wezwij mnie”, to znaczy — odszukaj mnie 

wreszcie już na wieczność, mnie, stale uciekającego, wymykającego się Twoim 
dłoniom.

*

Bóg chrześcijański potrzebuje miłości. Chce być kochany. Stale zadaje pytanie: Czy 

Mnie miłujesz? I czeka na naszą odpowiedź. Bóg nas pragnie i pragnie być upragniony.
Pragnie, by człowiek czekał na Niego i przypominał zakochanego, krążącego wokół 
telefonu, skrzynki pocztowej.

Jezus był Bogiem, ale i Człowiekiem, a prawdziwy człowiek chce miłości. Jezus 

niczego jednak nie pragnie tylko dla samego siebie. Potrzebuje miłości, by móc ją 
dawać innym.

*

Jak można Bogu okazać miłość? Przez spełnianie Jego woli. Utrzymać jedność 

mojej woli i woli Boga jest bardzo trudno. Cała historia przymierza Boga z ludźmi jest 
historią wierności Boga. On zawsze jest wierny, my zaś ciągle niewierni.

Ważne, by o tym pamiętać, że Bóg zawsze czeka.

*

Kiedy ociągamy się, tłumaczymy, że tak nam trudno i nie mamy czasu iść lub tylko 

wstąpić do kościoła, warto powiedzieć sobie:

background image

Przecież to On na mnie czeka.

*

Wejdźmy czasem do kościoła i posiedźmy tu trochę, nie mówiąc nic. Po prostu 

pobądźmy razem z Jezusem. On też często milczy. Jest. Milczenie prosi o milczenie. 
Tak mogą porozumieć się ci, którzy się kochają.

Mówi się o wymownym milczeniu. Kościół miał tylu kompozytorów, a nie znalazł 

melodii na czas przeistoczenia. Znalazł na Introit, na Kyrie, na Gloria, na Sanctus, na 
Agnus Dei. A na podniesienie raptem cisza. I tak samo jest w pewnych chwilach 
modlitwy, że jakikolwiek hałas może tylko przeszkadzać.

*

Przyjdź, Duchu Święty!
Dmuchaj na nas —
nie tyle o ile,
ale na całego!

*

Wszystkie definicje modlitwy mówią o tym, że wznosimy serce do Pana Boga, 

rozmawiamy z Nim, jesteśmy z Nim. My. A tymczasem jeżeli modlimy się, to sam Bóg 
nas rozbudził. Chwycił nas w tym momencie i chce nam coś objawić, czegoś nas 
nauczyć.

To wielka łaska dostrzec taki moment modlitwy, tę interwencję Boga w naszym 

życiu.

*

Gdzie szukamy Boga, kiedy mówimy: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”?
Może szukamy Go ponad głowami, daleko i wysoko, ponad górami i lasami, w 

obłokach dokładnie niebieskich?

Może szukamy Go w życiu pozagrobowym?
Spróbujmy powiedzieć: „Ojcze nasz, któryś jest w nas, w naszym życiu, święć się 

imię Twoje”.

I pomyślmy: — Skoro jesteś we mnie, to jak ja Ciebie traktuję? Może Cię biję? 

Może Cię wyrzucam? Może Cię ustawiam w kącie? Co robię z Tobą, Boże, który 
jesteś w moim życiu?

*

Kiedy Bóg jest w naszym życiu? Czy tylko wtedy, kiedy rozpływamy się na 

modlitwie, kiedy rosną nam skrzydła, kiedy jesteśmy gotowi spalić się całkowicie w 
ofierze?

Bóg jest zawsze w nas, nawet wtedy, kiedy nam się wydaje, że jesteśmy w piekle. 

Możemy Go odkryć w krzyku naszego sumienia, w tęsknocie za czystą miłością, w 
tęsknocie za wiernością, której nie dochowaliśmy.

Najłatwiej odnajdujemy Boga wtedy, kiedy potrafimy powiedzieć: „Święć się imię 

Twoje”, a nie „święć się imię moje”.

background image

*

Czasem przeżywamy chwile uniesienia:
— Panie Boże, otworzę Ci okna i drzwi na oścież, już nie boję się niebiańskiego 

przeciągu. Oddam Ci wszystko, sam schowam się w kąt. Moje mieszkanie należy do 
Ciebie. Gospodaruj sobie po swojemu.

Tak jest najczęściej w teorii i we śnie. W życiu zaledwie czasem Pan Bóg może 

przedostać się do nas przez dziurkę od klucza.

*

Nieraz czynimy na sobie znak krzyża machinalnie, przypadkowo, niezręcznie, byle 

jak, a przecież ze znakiem krzyża świętego kojarzą się wielkie prawdy naszego życia. 
Żegnając się, mówimy: W imię Boga Ojca, Potęgi, w imię Boga Prawdy, w imię Boga 
Miłości.

Czy zdajemy sobie sprawę, jak wielkie pojęcia mogą się budzić w naszym sercu?

*

Ludzie ze Starego Testamentu uczyli się modlitwy wprost od samego Pana Boga: 

ktoś słyszał Boga we śnie, Bóg mu się ukazywał; kiedy indziej Bóg czegoś chciał — 
budowano arkę, przechodzono przez Morze Czerwone, przez pustynię… Tyle 
wielkich czynności w obcowaniu z niewidzialnym Bogiem. Świat modlitwy, świat, w 
którym człowiek przebywa z Panem Bogiem.

Jak dobrze obudzić w sobie świadomość Boga, żeby bezpośrednio od Niego uczyć 

się modlitwy, wsłuchiwać się w Niego. On przecież do nas tak samo mówi, coś nam 
stale wskazuje, nas też przeprowadza przez pustynię, tak samo daje nam wielkie 
radości i smutki, ukazuje się w słońcu i w burzy.

Żywe źródło modlitwy — obcowanie z Bogiem na co dzień.

Święty Benedykt

Mówił — Módl się i pracuj
polecenie na wszystkie dni
powtórz i pomyśl sobie
jak ważne jest właśnie to „i’;

*

Co daje nam modlitwa?
Jeśli ktoś kogoś kocha, nie pyta, co miłość mu daje. W takim pytaniu jest coś 

niewłaściwego. Kocham go, więc mu daję siebie. Miłość zawsze daje to, co najlepsze. 
Nie powinniśmy wnikać, co z tego mamy. Modlę się, bo kocham Boga. Modlę się, bo 
wiem, że On na mnie czeka. Daję Mu swoją miłość, daję Mu swoje zmęczenie i 
zawstydzenie własną słabością. On już wie, co z tym zrobić, wie, jak to wszystko 
przetworzyć w wielkie światło dla całego świata.

*

background image

Nieraz Jezus może modlić się w nas. Dzieje się to wtedy, kiedy modlimy się Jego 

modlitwą. Modlimy się wtedy jako dziecko Boże, z ufnością dziecka, kiedy modlimy 
się o to, czego Pan Bóg chce. I to jest ten ideał modlitwy. Czasem pytamy: jak mamy 
się modlić? Tak jak Pan Jezus: jak dziecko, które ufa Panu Bogu i prosi o cokolwiek 
potrzeba, ale z ufnością, że Pan Bóg tego od nas oczekuje.

Modlić się jest czymś bardzo wielkim. Jest w tym tęsknota człowieka za Bogiem, 

pragnienie bycia z Bogiem. Tym właśnie jest modlitwa.

*

Czy Jezus nie jest głodny w nas?
Czy karmimy Go miłością?
Nasza miłość jest pokarmem dla Jezusa.
Czy Jezusowi nie jest w nas zimno? Czy czasem nasze serce nie wygasa?
Przyjmujemy Go w Komunii świętej, ale czy nie zostawiamy Go samego?
Jezus może zmarznąć w naszym sercu, które nie myśli o Nim.

*

Modlitwa może być mówieniem do Boga, rozmową z Bogiem, zachwytem, kiedy 

zobaczy się ptaka, który unosi się do nieba, może być widzeniem działania Bożego w 
naszej duszy, może być słuchaniem. Modlitwa może być milczeniem. Zacheusz 
wdrapał się na drzewo, żeby zobaczyć Pana Jezusa. O nic się nie dopominał, nie prosił. 
Nic nie mówił, milczał. W milczeniu kochał Pana Jezusa. Milcząca modlitwa 
pragnienia.

Nawet jeśli ktoś, jak Zacheusz, ukryłby się zupełnie na wysokim drzewie i zasłonił 

się liśćmi, bo chciałby być anonimowym modlącym się, to Pan Bóg go zawsze 
zobaczy, podejdzie do niego i odwiedzi go. Cud modlitwy.

*

Mówi się, że modlitwa to jest wzniesienie umysłu i serca do Boga, św. Tereska 

dodała: „w radościach i smutkach naszego życia”.

Człowiek podczas modlitwy wznosi się nad swoją grzeszność, słabość. Kiedy się 

modli — przerasta samego siebie.

Modlitwa jest wyjściem z samego siebie, wyrzuceniem z siebie wszystkich 

niepotrzebnych gratów po to, żeby zamieszkał w nas Pan Jezus.

*

Modlitwa — mój dar z czasu: pozwalam się Bogu kochać.

*

W języku greckim są dwa wyrazy na oznaczenie czasu: chronos i kreos. Chronos to 

czas mierzony przez zegar: sekundy, minuty, godziny, a kreos to tajemniczy sens 
każdego odłamka czasu.

Czy zdajemy sobie sprawę, że każdej chwili Bóg czegoś od nas chce, a więc wtedy, 

kiedy nas ktoś upokorzy, wtedy, kiedy mamy zadanie do wykonania, wtedy, gdy 

background image

chorujemy, wtedy, gdy przeżywamy radość? Nie ma w naszym życiu żadnej chwili, w 
której Bóg od nas czegoś by nie wymagał. Nasze życie stale kryje Boży sens.

*

Modlić się to być z Bogiem. Modlitwa rodzi się z tęsknoty, a tęsknota jest drugą 

stroną medalu miłości. „Jezu, ufam Tobie” — słowa jasne na czarną godzinę. W 
Psalmie 131, zatytułowanym Spoczynek w Bogu, dusza jest dzieckiem w ramionach 
Pana Boga.

*

Urzekają mnie psalmy brewiarzowe, z którymi codziennie przebywam. Są one 

prawdziwą, czystą poezją miłosną, w której odnajdujemy w uczuciu do Boga te same 
przeżycia ludzkiej miłości, jak: radość, smutek, zwątpienie, rozpacz, samotność, 
zachwyt. Cóż to za ożywienie serca, które pragnie pisać o Bogu!

*

„Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie!” (1 Tes 5,16).
Czy można się modlić nieustannie? Wydaje się, że jest to niemożliwe. Człowiek 

zasypia, przewraca się ze zmęczenia, wykonuje codzienne czynności. Jakub zapadł w 
sen. Śniła mu się drabina sięgająca nieba — spał i modlił się snem. Jednak to, co 
wydaje się po ludzku niemożliwe, w świetle wiary staje się możliwe.

Bóg jest poza logiką. To, czego On pragnie, jest możliwe.
Kiedy uświadomimy sobie, że w każdej chwili Bóg przychodzi do nas z miłością — 

wtedy można zawsze się radować. Przecież cierpienie, upokorzenie daje nam 
możliwość udziału w cierpieniu Pana Jezusa.

Modlitwa jest nie tylko śpiewaniem psalmów, ale jest przebywaniem z Bogiem. 

Modlitwa zawsze jest możliwa.

*

W dawnych brewiarzach tuz po psalmach umieszczano modlitwę św. Klemensa:

Pragnę tego, czego Ty chcesz,
pragnę w taki sposób, w jaki Ty tego chcesz,
pragnę tak długo, jak długo Ty tego chcesz.

Modlitwa wskazana, aby mówić ją w najtrudniejszych chwilach swojego życia. 

Modlitwa całkowitego zjednoczenia z Chrystusem.

*

Są rozmaite rozmyślania, książki o Panu Bogu. Polecam jednak czytać książkę 

własnego życia, którą pisze sam Pan Bóg. Można zdumiewać się, patrząc na to, czego 
Bóg dokonuje w duszach naszych bliskich. Jesteśmy świadkami nieoczekiwanych 
nawróceń, sami nagle powstajemy z chorób. Wydawałoby się, że byliśmy całkiem do 
niczego — nagle odzyskaliśmy siły, wbrew lekarzom…

Boga nie możemy zobaczyć, ale możemy zobaczyć Jego działanie w swoim życiu 

background image

albo w życiu innych ludzi. Dostrzeganie Boga może być stałym źródłem zdziwienia i 
zachwytu. Modlitwa jest moim widzeniem i zachwytem dlatego, że widzę dziwne 
sprawy Boga w moim życiu.

background image

kochać

background image

Kiedy mówisz

Aleksandrze Iwanowskiej

Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka — to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz

background image

O miłości mówią wszystko na tak i wszystko na nie. Mówią, że jest przelotna, 

nietrwała jak dmuchawiec, który wiatr rozdmuchuje, i mówią, że jest dłużej niż na 
zawsze.

*

Niektórzy zakochują się w literaturze, muzyce, nauce, sztuce. Zachowują się jak 

prawdziwi zakochani. Poświęcają temu, co kochają, wszystkie siły i zdrowie. Jednakże 
choćby mieli wielkie osiągnięcia, mogą być nieszczęśliwi, bo są zupełnie samotni. 
Możemy kochać naukę, ale nauka nas nie kocha. Cóż z tego, że ktoś kocha muzykę, 
ale muzyka go nie kocha. Do miłości potrzebne są dwa serca. Znałem malarza, który 
zakochał się w malarstwie i myślał, że mu to wystarczy. Chociaż cieszył się uznaniem, 
poczuł się szczęśliwy dopiero wtedy, kiedy spotkał kobietę, która nawet nie znała się 
na obrazach.

*

Miłość różni się od przyjaźni. Przyjaźń musi być wzajemna. Jeśli nie jest wzajemna, 

nie jest przyjaźnią.

Miłość trzeba pielęgnować tak jak dziecko, aby się nie zaziębiła, nie zwariowała, nie 

wyleciała przez okno jak ptak. Miłość, żeby była miłością, wymaga cierpliwości, pracy 
nad sobą, walki z egoizmem.

W języku polskim mówimy niestety „kocham się w kimś”, to znaczy kocham siebie 

w nim. Tymczasem miłość to właśnie zapominanie o sobie, myśl, że kocha się kogoś. 
Miłość jest wyjściem poza siebie, zapominaniem o sobie: „zapomnij że jesteś gdy 
mówisz że kochasz”. Miłość uczy dawania siebie.

*

Pewna dziewczynka pomyślała tak: „Skoro Pan Bóg powiedział «kochaj bliźniego 

swego», to znaczy, że miłość jest nakazem”.

— Wiem, że mnie kochasz — mówiła — bo musisz. Ale czy choć trochę mnie 

lubisz?

*

Mówimy: kochaj, bądź usłużny, pomagaj, uśmiechnij się. Robimy z miłości gładką, 

grzeczną, ulizaną cnotę.

Gdyby miłość była tylko otwarciem się na drugiego człowieka, byłaby uprzejmością. 

Gdyby była tylko sielanką, radością, szczęściem, byłaby miłością opłaconą od razu.

Prawdziwa miłość to ta, która naprawdę boli i jest zupełnie bezinteresowna.
Można mówić o trzech rodzajach miłości: grzesznej, dobrej, prawdziwej.
Grzeszna jest wtedy, kiedy ktoś miłość wyzyskuje dla siebie.
Dobra, kiedy kocha, ale pragnie też miłości dla siebie. Kocham, ale uśmiechnij się 

do mnie; kocham, ale i ty mnie kochaj.

Prawdziwej miłości uczy sam Jezus. Miłość prawdziwa jest bezinteresowna. 

Rzucam się w paszczę drugich, przekreślam samego siebie, idę na śmierć, dlatego że 
kocham. Miłość, która jest bólem.

Jeżeli takiej miłości szukamy — szukamy samego Boga.

background image

*

Co w miłości jest najważniejsze: dawać, brać czy przyjmować?
Najczęściej wydaje nam się, ze kochać to przede wszystkim dawać.
Zakochany biegnie na jednej nodze po trzy stokrotki dla ukochanej — szczęśliwy, 

ze może dać. Matka daje wszystko’ dziecku: potrafi codziennie ściągać wózek z 
drugiego piętra, by iść z nim na spacer, i karmi je siedem razy.

Dawać to znaczy troszczyć się o kogoś, martwić się, czy ukochanego brzuch 

czasem nie boli, smarować komuś bułki grubo masłem, zasłonić szalikiem klosz od 
lampy, żeby go światło nie raziło i żeby nie mrugał w chorobie, załatwić mu tysiące 
spraw jak najszybciej, szyć mu rękawiczkę po nocach, zęby mu nie zmarzł mały palec u 
lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarzlak.

Jedna z moich starszych znajomych mówiła: „Wszystko ci dam, ale niczego od 

ciebie nie chcę”. Można się wzruszać taką gorliwością. Ale niestety, czasem kryje się 
w niej zagrożenie dla prawdziwej miłości. Ten, który daje, może być więcej 
zachwycony sobą, swoją bezinteresownością niż tym, którego jakoby kocha. Trzeba 
umieć dawać.

Kiedy dajemy, nie żądajmy wdzięczności i nie chwalmy siebie, że jesteśmy tak 

szlachetni i nie chcemy, by ktoś przybiegał nam dziękować. W miłości prawdziwej 
trzeba tak dawać, by nie myśleć o sobie samym. Miłość nie rachuje.

Powiedziano Miłości:
— Napisz swoje imię.
Napisała.
Powiedziano:
— Odczytaj.
Odczytała.
Powiedziano:
— Policz litery.
Odpowiedziała:
— Nie uczyłam się rachować.

Ktoś tak bardzo chciał dawać, że pisał: „Obyś rósł wzdłuż, wszerz i w poprzek”.
Tymczasem kochać — to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
Są dwa podobne słowa: przyjmować i brać. Niby podobne, a różne. Ten, który 

bierze, wybiera to, co mu się podoba, na przykład nie chce od zakochanego fiołka 
alpejskiego, tylko storczyk.

Brać — to wybierać, co nam się podoba, nawet siłą. Ten, który wybiera, zaspokaja 

miłość własną, wybiera to, co mu dogadza, czego oczekuje. Myślę, że branie jest 
dalekie od miłości prawdziwej.

Komuś może się wydawać, że kochać to tylko przyjmować: pozwolić siebie kochać 

i pozwolić siebie obdarowywać. W takim przyjmowaniu kryje się kolejne zagrożenie: 
kocham siebie.

Ale kochać to nie tylko dawać, nigdy nie wybierać na siłę — także umieć 

przyjmować.

Wydaje się, że przyjmować jest bardzo łatwo. Tymczasem przyjmowanie jest 

bardzo trudne. Przyjmować to zgadzać się na to, co nam dają, bez względu na to, czy 
nam się to podoba czy nie. Nie myśleć o sobie, ale o tym, kto daje, by go nie urazić, 
choć wręcza nam niezręczny prezent.

Kochać to przyjmować wady drugiego człowieka, by go cierpliwością zmienić. 

background image

Przyjmować tak zwany trudny charakter, choroby, awantury. „Kochać czego znieść 
nie sposób” (z wiersza Po obu stronach). Tylko ci się ranią, którzy najbardziej się 
kochają. Wobec obcych jesteśmy grzeczni, uczynni, wyrozumiali. Dlaczego się ranimy?
Bo nie umiemy się kochać i nie sprawdzamy siebie.

Kochać to wyjść poza siebie, dawać i przyjmować wszystko w imię miłości dla 

tego, kogo się kocha. W miłości trzeba być wyrozumiałym, umieć przeczekać.

*

Kiedy ktoś kocha — zawsze daje więcej, a jak nie kocha — to zawsze mniej.

Pewna dziewczynka dawała mało,
bo jej się kochać nie chciało.

*

Czy naprawdę kocham tego, o którym mówię, że go kocham? Bo może bardziej 

kocham samego siebie? Miłość to nie tylko uczucie, ale ciężka praca, o czym jeszcze 
nie wiedzą zakochani, którzy szepcą: „moja różo, mój ty szczypiorku zielony”, jakby 
się uczyli tylko botaniki. Z kolei po latach zagniewani krzyczą: „ty ośle, ty baranie, ty 
foko”, jakby się uczyli tylko zoologii.

Jak wielkiego trudu wymaga prawdziwa miłość. Stale czegoś się uczymy: języka 

obcego, judo, dobrych manier, jak jeść łyżką czy widelcem, jak obsługiwać komputer. 
Na naukę nigdy nie jest za późno.

Uczmy się kochać, by sprawdzać siebie.

Boże

Boże którego nie widzę
a kiedyś zobaczę
przychodzę bezrobotny
przystaję w ogonku
i proszę Cię o miłość jak o ciężką pracę

*

Miłość jest odpowiedzialnością. I czymś więcej niż uczucie. Trzeba się jej stale 

uczyć, by nie była tylko wzruszeniem, zakochaniem się.

*

Co to jest mądra miłość?
Nie ślepa, ale mądra, widząca.
Kochać mądrze człowieka to kochać go po ludzku, uczuciem, całą swoją 

żywiołowością, ale jednocześnie pamiętać, że ten kochany jest dzieckiem Boga, należy 
do Boga, który będzie prowadził go drogami jego świętości, grzechu, wiary i niewiary. 
Nie można go przywłaszczyć dla siebie, on musi mieć swoją samotność. Skrzywdzisz 
tego, kogo za bardzo pokochasz.

Trzeba go tak kochać, jak Pan Bóg go kocha. Wszelki grzech wobec niego jest 

background image

grzechem wobec Boga, wobec prawdziwej Miłości. Jak często kaleczymy się, bo nie 
umiemy mądrze kochać.

*

Miłość jest służbą, ale jeżeli jest tylko służbą, to jest jak herbata, z której uciekł 

aromat.

Trzeba się modlić o zachwyt miłości, o wzruszenie miłości, o dotknięcie Bożej 

tajemnicy.

*

Jeśli pomagamy innym, to sam Bóg nam pomaga, i wtedy dokonujemy rzeczy 

ponad własne siły.

Wtedy, kiedy wyczerpujemy się z miłości dla drugich, dzieje się cud pomnożenia 

naszych sił i potrafimy dźwigać wielkie ciężary.

Jeżeli z miłości dla innych zaczniemy pracować, poczujemy wzrost naszych sił i 

zdziwmy się, że potrafimy tyle z siebie dać!

*

— Z miłością do Boga — tłumaczyła mi jedna ze znajomych — nie mam trudności. 

Kocham Go bardzo i tęsknię za Nim, ale swojemu sąsiadowi, który zamyka za głośno 
drzwi windy, to łeb bym ukręciła. Kochać Boga jest łatwo, ale ludzie są wredni.

Tymczasem ten, kto nie cierpi bliźnich — nie kocha naprawdę ani ich, ani Boga.
Są dwa przykazania, ale miłość jedna.

*

To, co Pan Bóg podstawia nam do kochania, jest zawsze karykaturą. Tak naprawdę 

— to Jego mamy kochać.

*

Co świadczy o potędze miłości? To, że nie można jej nakazać.
Wszechmogący Bóg, dając człowiekowi wolną wolę, sam sobie stworzył dramat. 

Nie może miłości narzucić, nie może kazać siebie kochać. W tym leży istota danej nam 
wolnej woli, która jest stałym pytaniem: czy chcesz kochać, czy wybierasz miłość? 
Miłość trzeba świadomie wybrać i nikt do miłości zmusić nie może. Miłość jest stałym 
wybieraniem. Miłość jest tak wielka, że aż Bóg o nią prosi.

*

Bóg stale zaprasza do miłości: chrzest jest zaproszeniem do życia z Bogiem, 

Komunia święta — zaproszeniem do życia życiem Jezusa.

*

Miłość jest większa od nas. Przychodzi spoza nas.

background image

*

Miłość jest dla mnie świadectwem istnienia Boga. Nie wymyśliliśmy jej, była przed 

naszym urodzeniem.

*

Zakochany w człowieku Bóg dał nam w naszej miłości do Siebie wszystkie uczucia, 

jakie znamy w miłości do człowieka: tęsknotę, opuszczenie, rozpacz osamotnienia, 
radość z obecności, ale miłość ludzka nie byłaby miłością, gdyby była do czegokolwiek 
zmuszona. Człowiek sam zdobywa się na miłość. Nie byłby człowiekiem, gdyby tego 
nie umiał. Przez całe więc życie pragnie kochać. Czasem umiera z miłości, ale miłość 
nie jest chorobą. Jest tęsknotą za tym, co już kochamy, a jeszcze nie widzimy —jest 
nieuświadomioną tęsknotą za Bogiem i Jego życiem.

*

Z miłością kojarzy się samotność, co jest jedną z jej tajemnic Człowiek nie może 

wystarczyć tylko drugiemu człowiekowi. Kiedy kocha, przeżywa samotność. Właśnie 
samotność ludzi w miłości jest miejscem dla Boga.

*

Miłości zawsze towarzyszy niepokój. Nawet ci, którzy najbardziej się kochają, stale 

się niepokoją, że ten, którego kochają, może zachorować, ulec wypadkowi, umrzeć. 
Miłość czasem bywa bezradna. Musi oprzeć się na kimś potężniejszym niż człowiek.

*

Prawdziwej miłości nie przeszkadzają kłótnie. Marcel Proust napisał: „Gdyby 

małżonkowie nie mieli powodów do sprzeczek, to muszą je sobie czasem wymyślać, 
bo miłość sprawdza się w sporach”.

*

Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest 

miłością.

*

Bóg daje w miłości doświadczenia, lęki.
Zranienie, brak akceptacji ze strony drugiego człowieka rodzi pytanie: komu służę 

— sobie, człowiekowi czy Bogu?

*

Z miłością zawsze kojarzy się cierpienie. Nieraz pytamy, czy cierpienie ma sens.
Cierpienie w miłości ma swój sens. Jest jedyną możliwością sprawdzenia miłości. 

Nieważne jest, jak kto cierpiał, ale dlaczego cierpiał. Jeżeli cierpiał z miłości do 
drugiego człowieka, to jego cierpienie jest świadectwem miłości. Potwierdza jego 

background image

miłość. Prawdziwa miłość szuka trudnych dróg.

*

tu gdzie miłość odchodzi lecz jej nie ubywa
ci co się kochają cierpią gdy są razem

*

Czy umiemy z miłością spojrzeć na tego, kto od nas odchodzi, kto nie chce z nami 

iść, nie chce nam służyć?

Miłosne spojrzenie jest zawsze początkiem nowych cudów.

*

Słowa „Bóg zapłać”, które tak często powtarzamy w potocznym języku, straciły 

swój urok, stały się bardzo przemęczone, półmartwe. Oswoiły się tak, że nie słyszymy 
już ich uroku. A przecież w świetle wiary są modlitwą liczącą na Pana Boga. Są to 
słowa wierzące, jest w nich tyle wiary, ufności…

Kiedy czekamy, tęsknimy, kochamy — ludzka miłość może nas czasem zawieść, a 

serce „odstraszy kochać”. Tęsknota jednak, potrzeba miłości towarzyszy nam od 
dzieciństwa do starości. Człowiek stale szuka Boga i niespokojne serce spocznie 
dopiero w Panu. I w tęsknotę, i w miłość wpisana jest samotność, która często jest 
wynikiem niezrozumienia, ludzkiej niewdzięczności. Doświadczenia te — będące 
zawsze próbą wiary — pozwalają odkryć wartość miłości za Bóg zapłać, bo wcale nie 
trzeba czekać, aż odpłaci nam człowiek. Płaci Bóg. Miłość za Bóg zapłać nie oczekuje 
ludzkiej wzajemności — oddaje wszystko i liczy na Pana Boga. On widzi i wynagradza 
to, czego ludzie nie potrafią wynagrodzić.

Można trudzić się za Bóg zapłać, cierpieć za Bóg zapłać i można kochać za Bóg 

zapłać.

*

jest wielka miłość
uczyła święta babcia
pozostaję jej wierny
miłości za Bóg zapłać

*

Wydaje się, że w potocznym rozumieniu nie wiemy, co to jest wiara, nadzieja i 

miłość.

Czym jest dla nas wiara?
Najczęściej tym, czym naprawdę nie jest. Nie jest zrozumieniem, bo gdyby umysł 

ludzki objął Boga, Bóg nie byłby Bogiem. Wiara jest łaską, darem Bożym, szczęściem 
dla człowieka, który ten dar otrzymał. Jest odpowiedzialnością i powołaniem.

Czym jest nadzieja?
Najczęściej tym, czym nie jest i za co ją uważamy. Często kojarzy się z nią 

tęsknota, pragnienie, marzenie o szczęściu, wyjeździe za granicę, skończeniu studiów. 

background image

Taka nadzieja jest trochę niepewnością.

Nadzieja prawdziwa jest pewnością, że spełni się wszystko to, czego Pan Bóg chce.
Nadzieja chrześcijańska jest pewnością, że ubodzy, prześladowani, cierpiący dla 

Boga będą wynagrodzeni.

Czym jest miłość?
Najczęściej tym, czym nie jest. Uważamy, że miłość jest tylko uczuciem, tymczasem 

miłość jest także odpowiedzialnością za siebie, jest wiernością.

Kiedy skłóceni małżonkowie godzą się — odnawiają swój dar przyjaźni, jaki 

dostali. Miłość okazuje się silniejsza od przemijającego uczucia i trwała nawet wtedy, 
kiedy uczucia nie było.

Nauka stale dzieli i szufladkuje: wiara, nadzieja, miłość. Właściwie chodzi przecież 

tylko o miłość, bo miłość prawdziwa jest i wiarą, i nadzieją. Jeżeli ktoś naprawdę 
kocha, to i wierzy temu, kogo kocha. Jeżeli kocha, to ma i nadzieję na to, w czym 
pokłada swoje tęsknoty i pragnienia.

*

„Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 } 

4,16). Prowadzi to do spojrzenia na własne życie z Jego perspektywy. Nie „ja”, ale 
On, a więc: to nie ja zrozumiałem, ale On pozwolił, abym zrozumiał; nie ja mówiłem, 
ale On mówił przeze mnie; nie ja dawałem, ale On rozdawał, posługując się moimi 
rękoma; nie ja kochałem, ale On kochał przeze mnie.

*

Dlaczego ktoś mnie nagle lubi?
To Bóg chce przez niego mnie kochać. Nawet nic nie wiedząc, mogę uczestniczyć 

w Jego działaniu.

Dlaczego ja kocham?
To Bóg chce przeze mnie kogoś kochać.
Obym tylko całej tej sprawy Mu nie popsuł!

Najbliżej

Bóg kocha ciebie poprzez list serdeczny co doszedł
poprzez życzenia na święta
poprzez rzeczy tak ważne że się o nich nie pamięta
przez kogoś kto był przy tobie w grypie
przez tego co po spowiedzi już nie szczypie
poprzez deszcz co ci w uchu zadzwonił
poprzez kogoś kto ci się krzywić zabronił
poprzez psa co nogi ci lizał
przez serce krzyczące z krzyża

background image

mieć rodzinę

background image

Najświętsza Rodzina

Żeby mamusia budziła co rano
żeby ustawiała kubek mleka na stole
żeby tatuś nie wracał zmęczony
żadna pani nie straszyła w szkole
żeby w albumach niemodne ciotki ożyły
modlę się do Najświętszej Rodziny

background image

Są dwie rodziny: Rodzina Święta z Panem Jezusem, Matką Boską i świętym 

Józefem i nasza rodzina z mamusią, tatusiem, babcią. Te rodziny mogą się czasami 
odwiedzać.

Kiedy przychodzimy do kościoła, spotykamy się z Jezusem, Maryją i świętym 

Józefem. Oni też nas odwiedzają, tylko ich nie widzimy.

Przychodzi Pan Jezus z choinkami,
Maryja z dobrymi rękami,
święty Józef z gwiazdami
— przychodzą z najświętszą wizytą.

*

Najświętsza Rodzina — rodzina najbliższa Bogu. Chyba tak ją można najprościej 

nazwać.

Maryja i Józef szli z Jezusem, tak jak inne rodziny, do świątyni, aby „pierworodne 

dziecię płci męskiej ofiarować Panu”. Posłuszni, tak jak wszyscy, prawu Boskiemu i 
ludzkiemu. Tak samo jak inni ubodzy ludzie nieśli tylko dwa gołębie w ofierze.

Żadna nasza ludzka rodzina nie jest tak bliska Bogu. Przecież Jezus był Mesjaszem, 

a Matka Boża — niepokalanie poczęta.

Czy jednak nie wzrusza nas, że do tej niezwykłej tajemnicy — tajemnicy rodziny 

zjednoczonej z Bogiem —przybliża to, co najbardziej zwykłe, i to z nią łączy?

Kiedy Najświętsza Rodzina żyła na ziemi, nie różniła się na pozór od innych rodzin. 

Nie była ani celem świętych pielgrzymek, ani widowiskiem dla ciekawych gapiów. 
Była jedną z wielu.

Tyle zwykłych rzeczy łączy nas z Najświętszą Rodziną. Dom, stół, chleb, mleko, 

owoce. Wszelkie troski dnia powszedniego.

To, co najbardziej zwykłe, przyjęte z myślą o Bogu —zbliża nas do tajemnicy 

rodziny zjednoczonej z Bogiem.

*

Ty co uciekałeś do Egiptu
gdy Herod krzyczał wszędzie
rozumiesz nasze polskie
jakoś to będzie

*

Nieraz patrzymy na Najświętszą Rodzinę jak na rodzinę „nie z tej ziemi”.
Przecież Matka Boska była niepokalanie poczęta, a Jezus był Bogiem—

Człowiekiem.

Ile jednak łączy nas z tą niezwykłą Rodziną.
Wiele naszych rodzin mieszka w niedobrych warunkach; nawet metraż stajni może 

się wydawać nie tak mały, skoro pobożna tradycja zmieściła w nim wołu i osła.

Ile rodzin wypędza z kraju brak mieszkania — udają się czasem dalej niż do Egiptu.
Matka Boska i święty Józef, szukając dwunastoletniego Jezusa, przeżywali 

samotność, ogarnął ich niepokój, bo szukali tylko Jezusa—Człowieka. Jego tajemnica 
ich przerastała.

background image

Podobnie i my, żyjąc w rodzinach, czujemy się samotni.
Choćbyśmy się wzajemnie kochali, zapominamy, że człowieka nie można zagarnąć 

tylko dla siebie. Jest najpierw dzieckiem Boga — potem dzieckiem rodziców, siostrą 
czy bratem dla rodzeństwa.

Często o naszych rodzinach myślimy bardzo krytycznie, a jednak we 

wspomnieniach pięknieją. Nawet niejedną fotografię matki całują ludzie po latach jak 
święty obrazek. Ojciec też po upływie lat wydaje się nam święty, choćby nawet 
straszył kiedyś jak Herod.

Rodzina’jest dziełem Bożym. Może być krzyżem dla nas, może być radością.
Nie od nas to jednak zależy, że mamy takich rodziców, a nie innych, takie 

rodzeństwo, a nie inne.

Rodzina jest tajemnicą woli Bożej. W takiej, jaką Bóg nam daje, mamy dojrzewać 

do spotkania z Nim.

*

Nawet Najświętsza Rodzina miała swoje niepokoje.
Mędrcy nie pomogli, a przecież wiedząc o zawiści Heroda, powinni zabrać z sobą 

Dziecko.

Jaka to radość, że Anioł Pański czuwa nad rodziną nawet wtedy, kiedy sytuacja 

wydaje się beznadziejna.

Pierwszą modlitwą, jakiej uczą dzieci w rodzinie, jest: Aniele Boży, Stróżu mój…
Jeżeli chodzi o nas, to wolimy być czasem aniołami, a nie stróżami.

*

Tyle się wyrzekł Pan Jezus w świętą noc betlejemską. Zrezygnował z ziemskiego 

majestatu, wygodnego mieszkania z firankami w oknach, ale nie wyrzekł się ziemskiej, 
ludzkiej miłości.

Matczynej miłości, troski opiekuna, świętego Józefa, serdeczności pasterzy i 

mędrców.

Uświęcił ludzką miłość w naszych rodzinach.
Dlatego Wigilia to opłatek, życzenia, podarunki, poszukiwanie bliskich 

pogubionych po świecie, radość spotkania się przy stole.

*

Jak często szukamy wielkiej miłości w naszym życiu i czujemy się nieraz poranieni, 

nieszczęśliwi, samotni, osieroceni, a jednocześnie nie dostrzegamy prostej mądrości, że 
ktoś nas kochał naprawdę. Była nią nasza matka, która w powszedni dzień krajała nam 
chleb, smarowała bułki, przyszywała guzik.

My tego nie widzieliśmy w życiu codziennym. Prawdziwa miłość przeszła koło nas.

Jakie to szczęście mieć rodzinę: mamusię, tatusia, siostrzyczki, braciszków, dwóch 

dziadków i dwie babcie, wujków i ciotek tak wiele, żeby się nie zmieścili w kościele!

Jakie to szczęście, kiedy się nowe dziecko urodzi!
Rodzina powiększa się

Rodzina powiększa się
o jeden nowy łebek,

background image

o nowe dwie rączki,
o nowe dwie nóżki,
o nowy brzuszek

— i dziadek pierwszy, i dziadek drugi klaszczą w ręce, że jest o jedno dziecko 

jeszcze więcej!

Kiedy jest duża rodzina, to jest kogo kochać:

i ciocię piątą i siódmą,
nawet taką okropną,
którą kochać trudno.

*

Dziadek odchodził za dziadkiem
i chociaż wszystko mija
— ciotek nam nie zabraknie,
stale się rodzi rodzina.

Poczekaj

Nie wierzysz — mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
że zanudzisz talentem
że z dwojga złego można wybrać trzecie
w życie bez pieniędzy
w to że przepiórka żyje pojedynczo
w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem
w zmarłą co żywa pojawia się we śnie
w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku
w najlepsze najgorsze
w każdego łosia co ma żonę klępę
w dziewczynkę z zapałkami
w niebo i piekło
w diabła i Pana Boga

w mieszkanie za rok
Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz

Skąd pozbierałem anegdoty żartujące z małżeństwa?
Opowiadali mi je szczęśliwi małżonkowie, bo nieszczęśliwi nie śmieją się, najwyżej 

półgębkiem.

Właśnie małżonków szczęśliwych bawi to, że można przezwyciężać wspólne 

trudności i mimo przeszkód kochać się wzajemnie, tworzyć wspaniałą rodzinę.

Zanim przyszła

background image

Gdy mamut mruczał w raju
pięć słoni straszyło
wielkie oczy i cztery skrzydła ważki
wiatr nieśmiały a podrywał drzewa
kiedy jeszcze ziemskiej miłości nie było

nikt nie mówił kocham a potem — zabij mnie lecz nie nudź
jak spokojnie spał Adam zanim przyszła Ewa

Słowik skowronek

— „Chcesz już odejść? Jeszcze ranek nie tak bliski
słowik to — nie skowronek się zrywa —
co noc nam śpiewa skacząc na gałązce”
mówiła Julia by miłość na dobre zatrzymać
Romeo westchnął — „Nie to już skowronek
poranek dzień się zaczyna”

tak Romeo i Julia nie patrząc na zegar
poznawali po ptakach która godzina

*

Modre oczy bardzo zdradne.
Zemstę obiecują czarne.
Piwne — dziwne, nic dobrego,
okłamują niejednego.

*

Kocham sinus twoich ust
cosinus twoich rąk
parabolę twoich nóg
tylko kreska ułamkowa
straszy jak przyszła teściowa

Kicz

„Wpisuję się pośrodku
bo cię kocham kotku”
tak dużo mało
z dwojga serc pozostało

*

Przyszedł do mnie młody człowiek, którego porzuciła dziewczyna. Przyniósł mi 

background image

napisany w rozpaczy wiersz, który kończył się w taki sposób:

„Porzuciłaś mnie, małpo, zakochałaś się w innym
i nie będziesz już leżeć ze mną w grobie rodzinnym”.

Ucieczka

Uciec od miłości
na chwilę
na sto lat
za zawsze

nie tak łatwo
kiedy serce otworzy paszczę

Bez tytułu

Uspokój serce idiotę
co chce wciąż tam i z powrotem

Na dnie

Na dnie miłości jest
samotność
radość
świętej Magdaleny oczy
a czasem dziki osioł co wyskoczy

Osiemnastolatka

Jeszcze o tobie pamiętam
jeszcze o mnie pamiętasz
trzyma nas razem przy sobie
serce w sam raz na cmentarz

*

Pewna dziewczyna modliła się o męża do figurki świętego Antoniego stojącej na 

oknie. Któregoś dnia figurka przypadkowo spadła i trafiła przechodzącego ulicą 
młodzieńca. Przybiegł na górę, żeby nawymyślać. Poznał dziewczynę i… ożenił się z 
nią.

*

Ksiądz w czasie nauki przedmałżeńskiej mówił: — Uczcie się od wróbla — wróbel 

najpierw buduje gniazdo, a potem zaprasza samiczkę. A wy robicie tak: najpierw 

background image

dziecko, potem ślub, a na koniec: „Jezus Maria, gdzie będziemy mieszkali!”

*

Pewien pan zaraz po spowiedzi przedślubnej przybiegł do księdza, swojego 

spowiednika.

— Proszę księdza, ksiądz mi nie zadał pokuty. Ksiądz spokojnie odpowiedział:
— W takich wypadkach nie zadaję pokuty, bo pokutą jest małżeństwo.

*

Zapytano jednego z proboszczów:
— Dlaczego ksiądz w czasie ślubów zasłania główny obraz nad ołtarzem? Taki 

piękny obraz Jezusa Ukrzyżowanego, a ksiądz tkaninę zawiesza na obrazie…

— Dlatego, że na obrazie wypisano dużymi literami: PRZEBACZCIE IM, BO NIE 

WIEDZĄ, CO CZYNIĄ.

*

Usłyszał od Jegomości:
— Nie żeń się chłopie z czystej miłości
zaraz się dowiesz w takowym stanie —
miłość odejdzie, baba zostanie.

*

Bóg zaczyna i Bóg kończy —
zakochane serca łączy,
a obrączki, dobre duchy,
nakładają na paluchy.

*

— Zygmuncie, czy masz wolną wolę pojąć Teresę, którą widzisz przed sobą?
Odpowiedział:
— Nie mam innego wyjścia.
Kiedyś byłem świadkiem ślubu, którego udzielał ksiądz Bronisław Bozowski. 

Zapytał:

— Czy chcesz przyjąć potomstwo, jakim Bóg was obdarzy? Zdenerwował się, że 

pan młody odpowiedział za cicho. Krzyknął więc:

— Głośniej, ośle, bo nie słyszę.

Już

Już po ślubie. Odchodzą
ona cała na biało
on jak pompa w ogrodzie
byle ich nie dobił

background image

*

Pewien ksiądz pocieszał nowożeńców:
— W małżeństwie trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia pięć lat, a potem to już 

jako tako.

*

— Dobrze im tak — powiedział ksiądz proboszcz, wracając po ślubie z kościoła.

*

Po ślubie

A a a serca dwa
jęczą piszczą obydwa

Udało się

Nie bójcie się ponuracy
nie płaczcie w łóżkach mazgaje
to miłość nieudana
tylko się udaje

*

Jeden ze znajomych skarżył mi się:
— Moja żona mówi, mówi i mówi, ale nie mówi tego, co mówi.

*

Każde małżeństwo przypomina trzy zakony: na początku franciszkanów, 

radosnych, zapatrzonych w przyrodę; z czasem — mocnych w słowach i 
argumentowaniu dominikanów; po latach już tylko kamedułów, przestrzegających 
reguły milczenia.

Arka

W Arce Noego była małpa
słoń i żyrafa
smutny kruk i gołąbek biały
kaczki które kwakały
mamut czyli słoń w futrze
ubrał się ciepło bo myślał że będzie zimno pojutrze
wrony czarne z każdej strony
gawron jak zwykle na gawrona obrażony

background image

patrzy wujek na ciotkę
jak na wróbelka własnego
obmyśla jak ją wpakować
choć na rok do Arki Noego

*

Pojawił się u mnie nieznajomy pan w kiepskim humorze. Powiedział:
— Żałuję, że nie jestem dzieckiem z probówki, tak mi rodzina dokucza.
Wygłosił również taką sentencję:
— Mężczyzna to człowiek i zwierzę, kobieta to anioł i zwierzę.

*

Kiedy proboszcz w czasie kolędy powiedział do synka pani domu:
— Powiedz mamusi, aby podziękowała tatusiowi za to, że kupił jej futro.
Mamusia odparła:
— Gdybym liczyła na tatusia, to nie miałabym ani futra, ani ciebie.

Odeszła

Czy miłość co odeszła raz jeszcze powróci
czy przejdzie przez pokój jak pies oswojony
na dzień dobry niedobry potrąci nas nosem
przypomni stare listy czy Boga przeprosi
że przyszła jak dama odeszła jak chamka

Na chwilę

Miłość na zawsze
najdłuższa
co miała przetrwać lat tyle
śmierć
burze
z fiołkiem w kubeczku

świnia
przyszła na chwilę

Jeśli nie do końca

Jeżeli kochasz
tydzień
dwa miesiące
nawet przez pięć lat
i pisząc

background image

„Wisienko kochana
wyję prosto do ciebie
jak jamnik od rana”

cierpliwy jak baranek
co na klęczkach swoją matkę ssie

Kto do końca nie kocha
ten odchodzi paskudny
i wszystko źle

Ryczał

Ryczał na cztery strony że miłość odeszła
miała być zawsze a była za krótko
miała być jak mercedes a była jak moskwicz
nawet wiatr co na nas gwiżdże
rozpłakał się w studni

głuptasie nie wybrzydzaj
wystarczy że przyszła

Na Złote Gody

Drodzy państwo niech każdy z radości zaszlocha
ile sporów po których na lody chodzi się osobno
rumianków na dobranoc morałów nad ranem
bo żona wciąż za mało teściowa za dużo
ile min gdy się stawało jak kogut do boju
to co niby na niby ale trochę dalej
to co zaraz a wtedy o wiele za bardzo
i to co nie do końca jak życie w ogóle
wszystko potem jak nogi krzywe ale swoje
małpa z małpą się kłóci jeśli małpę kocha

*

Jedna z moich znajomych, słysząc, że mąż, który ją porzucił, umiera, powiedziała:
— Przebaczyłam mu wszystko.
Ale kiedy nieoczekiwanie wyzdrowiał, oświadczyła:
— Przebaczyłam mu, bo umierał, ale skoro nie umarł — nie przebaczę temu 

łajdakowi.

*

Poszedłem do kolegi, który pracował w przycmentamym

background image

kościele i zapytałem:
— Czy nie męczą cię te stałe pogrzeby?
Odpowiedział:
— Wolę odprawiać pogrzeby, niż dawać śluby. Po pogrzebie nie może być już nic 

gorszego — tylko lepiej, a po ślubie może być tylko gorzej.

*

Znam panią, która tak zaborczo kochała swego narzeczonego, że po jego śmierci 

chodziła na cmentarz i wyrzucała wszystkie kwiaty, których sama nie przyniosła.

Nagrobek

Pan Guzik pojął za żonę pannę Pętelkę
po jej śmierci wziął jej siostrę rodzoną
gdy wszyscy zmarli
na grobie pisali
tu leży pan Guzik między Pętelkami
Boże zmiłuj się nad nami.

*

Kiedy mnie skryją w ciemne padoły,
kochać cię będą moje popioły.

Obawa

— Kto ten głaz kolosalny na grobie położył?
— Żona, bo się boi, żeby mąż nie ożył.

Nagrobek

Tu leży Tomasz Wolski ekonomista lat 55.
Zmarł w noc poślubną.

*

Tu leży trzydziestoletnia żona
Julia Justa
która 27 kwietnia
po raz pierwszy zamknęła usta.

Mąż.

*

Tu leży mąż, co dręczył mnie wciąż.

background image

A teraz drogi mężu odpoczniemy sobie,
ja w domu, a ty w grobie.

Teoretyk

Tu leżą starego kawalera kości
co za długo studiował traktat o miłości

Niewinna

Jest miłość jak się patrzy
razem z czcigodną Klarą poświęcona
i jest bez piątej klepki
niewinna ogromna
modli się za zakochanych
Święta Nieprzytomna

Wierna

Jest taka miłość która nie umiera
choć zakochani od siebie odejdą
zostanie w listach wspomnieniach pamiątkach
w miłych sprzeczkach — Co było dla Adama lepiej
czy Ewa na co dzień — czy jak przedtem żebro
zostanie nie na niby nawet w jednym listku
bzu gdy nie rozumiejąc rozumie się wszystko
choćby że zmartwychwstaną najpierw dni powszednie
wbrew krasce co przysiada na ziemi niechętnie
zostanie przy zabawie i kasztanach w parku
w szczęściu co się jak prawdziwek chowa
pomiędzy śmiercią sekund na zegarku
a przyszłość to przeszłość co znowu od nowa
jest taka miłość która nie umiera
choć zakochani uciekną od siebie
porzucona jak pies samotna
wierna nawet niewiernym na spacerze w niebie

background image

świętować

background image

Dla dzieci o świętach i kolorach

W ciągu całego roku obchodzimy trzy największe święta: Bożego Narodzenia, 

Wielkanocne i Zielone Świątki, kiedy mówimy o Duchu Świętym, który jest Duchem 
radości.

Święta Bożego Narodzenia można nazwać Białymi Świętami. Białe Świątki. Pada 

biały śnieg, lepi się z niego białego bałwana. Święty Mikołaj ma białą brodę, bo brody 
bieleją na starość jak zające na zimę. Na białym talerzyku leży biały opłatek. Biały jest 
list, w którym pisze się zimą gorące słowa. Ksiądz na Pasterkę ubiera się na biało jak 
anioł.

Święta Wielkanocne są świętami wielokolorowymi. Ksiądz zakłada fioletową stułę 

na białą komżę. Baranek wielkanocny w dwóch kolorach: biały z czerwoną 
chorągiewką, tak jak polska biało–czerwona flaga. Mamy rozmaite malowane jajka: 
żółto–zielone, pomarańczowe, niebieskie, fioletowe, pstre — pisanki, kraszanki, 
nalepianki. Kolorowe święta.

Święto Zesłania Ducha Świętego jest zielone i wesołe. Za oknami zielone drzewa, 

zielone trawy. Wszystko albo już zielone, albo jeszcze zielone, jak na przykład 
pomidory. W ten dzień trzeba sobie życzyć wszystkiego wesołego zielonego!

Pan Bóg stworzył świat w tylu kolorach, innych na Boże Narodzenie, innych na 

Wielkanoc, innych na Zesłanie Ducha Świętego.

Nie widać Świętego Ducha ani z lewej, ani z prawej strony, lecz czci Go świat cały, 

biały, pstry i zielony.

background image

Wiersz staroświecki

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.
Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryla niemądrego.
Aby się wszystko uprościło —
było zwyczajne — proste sobie —
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam na grobie.
Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska — cichych, ufnych —
na zawsze wzięła w swoje ręce.

background image

Taki mały

Grudzień choinka
osioł zaszczycony
wół zarozumiały
tylko Bóg się nie wstydzi
że jest taki mały

*

Przybiegły do Betlejem owieczki,
jak bieluchne po praniu majteczki,
jak najczystsze wprost z szafy chusteczki.

*

Zerwali się ze snu i pobiegli do Jezusa…
Widocznie pasterze nie biegli z daleka, bo żadna kolęda nie mówi, że byli zmęczeni, 

zasapani, że ciężko oddychali po długim biegu…

Sercu ludzkiemu zawsze jest tak blisko do Pana Boga.
Tymczasem ci trzej uczeni astronomowie, z tytułami królewskimi jak z dyplomami, 

tłukli się po pustyniach dwa lata, a może i dłużej. Droga ludzkiego rozumu do Boga 
jest czasem znacznie dłuższa (chociaż rozum też składa pokłon Bogu, ale zawsze 
spóźnialski, maruda).

Czy nie dzieje się to wszystko teraz, na naszych oczach?
Ile musi rozum podróżować, ile się musi tłuc na wielbłądach, ile udźwignąć 

pakunków, żeby wreszcie pokłonić się Panu Bogu.

Ten pokłon rozumu jest niezwykły i wzruszający. Pasterze może uklękli, a może 

stali tylko w stajni z sercem

168
wyrywającym się do nieba — a rozum dumny, szukający prawdy, wszystko 

sprawdzający, położył się na ziemi cichutko, jak myszka.

Pokłon rozumu jest chyba ważniejszy, bo głębszy od pokłonu serca. Niech nas nie 

zraża, że czasem może być trudniejszy.

*

Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.

Dlatego, żeby sobie przebaczać.

Żeby każda czarodziejka po trzydziestu latach

nie stawała się czarownicą.

background image

*

W Święta Bożego Narodzenia można mówić i o uśmiechu, i o łzach.
Uśmiechamy się do Świętego Mikołaja, którego chciano zastąpić Dziadkiem 

Mrozem, ale się nie udało. Uśmiechamy się do pierwszej gwiazdy na niebie, chociaż 
tyle gwiazd i można się pomylić, która pierwsza, która ostatnia. Uśmiechamy się do 
choinki, nie tylko tej wysokiej do sufitu, ale i tej malutkiej. Uśmiechamy do trzech 
mędrców po kolei, do każdego inaczej. Do tego, który przyniósł złoto — najczulej, do 
tego, który przyniósł kadzidło — średnio na jeża, do tego, który przyniósł mirrę — 
półgębkiem, bo mirra przypomina gorzkie lekarstwo. Uśmiechamy się do Pana Jezusa, 
który nie miał nawet M–l i był bez dachu nad głową. Ciekawe, że wszyscy w stajence 
betlejemskiej są bez centralnego ogrzewania, firanek w oknie, a są pogodni.

Jakie to wzruszające, że święta Bożego Narodzenia nawet w najgorszych czasach 

wojennych i okupacyjnych wnosiły zawsze spokój i radość, budziły nadzieję. Są łaską 
Bożą dla ludzi wierzących i niewierzących.

Są także świąteczne łzy. Zacznijmy od tych najmniejszych: barszcz czerwony 

wykipiał i zalał kuchenkę, ciasto drożdżowe nie wyrosło, uszka się polepiły.

Są i większe łzy. Niech się przypomną łzy przy opłatku, nawet przy tym, który 

przyniósł listonosz ze zmarzniętej skrzynki pocztowej. Ile jest łez przy dzieleniu się 
opłatkiem. Płacze mąż i przeprasza żonę, bo nie zawsze był na medal. Płacze ciotka ze 
wzruszenia, bo ją zaproszono pomimo wszystko.

Są łzy przy kolędach, starych i nigdy nie starzejących się, które przypominają dom 

rodzinny sprzed wojny.

Uśmiechnięte i zapłakane mogą być życzenia. Uśmiechnięte, bo cioci, która jęczy na 

staw biodrowy, życzą stu lat zdrowia, wujkowi, od którego żona uciekła, życzą 
wszystkiego najlepszego.

Czy są życzenia zapłakane? Są. Te, które wzruszają do łez. Życzenia, które 

przysięgają miłość dłużej niż na zawsze.

Sami sobie mamy życzyć, abyśmy świąt nie przeżuwali, ale przeżywali.

Rozmyślania wujka po świętach

Święta, święta i po świętach
nikt już o nich nie pamięta.
Zjadłem placki, zjadłem babki,
całowałem ciocię w łapki.
Zjadłem wilię, zjadłem barszczyk
i już jestem o rok starszy,
po śledziku i sardynce
w pustym miejscu po choince.

*

Każde święta są czasem łaski dla ludzi. Przecież wtedy płynie cała rzeka dobrych 

serdecznych życzeń.

*

background image

Wzdycham z radości, ze wzruszenia płaczę,
gdy babkę z plackiem w święta zobaczę.

Na Gwiazdkę Ewie
wpisał się Jacek

*

Gwiazdkowe życzenia, jeśli przesyła się je w listach, pewno w drodze marzną, 

zaziębiają się, a może w skrzynce pocztowej kaszlą,

ale życzenia na Wielkanoc, rozsyłane wiosną,
gorące są jak serca, które się kochają.

*

Jak często z okazji Nowego Roku życzymy sobie zdrowia, szczęścia i wszelkiej 

pomyślności.

Jak często ta wszelka pomyślność jest niebezpieczna. Może obrócić się przeciw 

nam.

Życzymy sobie pomyślności Bożej, czyli tego, żeby wszystko działo się po myśli 

Pana Boga.

*

Skąd tyle radości z każdym nowym rokiem? Przecież starzejemy się, zbliżamy do 

kolejnego jubileuszu, a nawet złoty jak obrączka ślubna jubileusz jest generalną próbą 
przed pogrzebem.

Jednakże radość noworoczna ma swój głęboki sens. Po prostu cieszymy się Darem 

Czasu, Łaską Czasu. Ile możemy dobrego zrobić w ciągu 365 dni, 6 godzin, 9 minut i 
10 sekund, bo tak długo obraca się Ziemia dookoła Słońca w ciągu roku. Byle tylko 
nie obracać się wyłącznie wokół samego siebie.

Czas jest wielkim naszym skarbem. Mówią nawet, że czas to miłość. Możliwość 

służenia innym.

background image

Wielkanocny pacierz

Nie umiem być srebrnym aniołem —
ni gorejącym krzakiem —
Tyle Zmartwychwstań już przeszło —
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami —
tyle już alleluja —
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy
jak na koślawej fujarce —
żeby choć papież spojrzał
na mnie — przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski —
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy —
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku —
sumienia wywróci podszewkę —
Serca mojego ocali
czerwoną chorągiewkę.

background image

Dlaczego życzymy sobie „Wesołych Świąt”, chociaż czasami chlapie deszcz i nie 

świeci słońce? Dlaczego życzymy sobie „Wesołego jajka”, chociaż czasem jajko jest 
blade, jak dziewczynka po grypie, nie zawsze rumiane i malowane?

Dlaczego życzymy sobie „Wesołego baranka”, chociaż baranek jest mizerak i 

można bać się, że go wilki zjedzą?

Dlaczego życzymy sobie „Wesołego śniadania”, chociaż nie każdy ma szynkę?
Dlatego, że chociaż Pana Jezusa zabili źli ludzie i położyli do grobu — On wstał z 

grobu żywy, odsunął kamień i jest wciąż między nami. Nie widzimy Go, tak jak nie 
widzimy powietrza, ale On jest.

*

Wielkanocnemu barankowi jeszcze nie urosły rogi. Jest bezradny, słaby, a jednak ze 

swoją czerwoną chorągiewką przypomina żołnierza, który wygrał bitwę. Nieraz rysują 
go na płytach grobowców. Nawet na cmentarzu, gdzie jest tyle smutku, on z 
chorągiewką jest wesoły.

Baranku wielkanocny coś wybiegł z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda że trzeba stać się bezradnym
by nielogiczne się stało

Dzwon rezurekcyjny, różnokolorowe pisanki i bazie — to maleńka radość, wątła 

siostra niewysłowionej radości, jaką się odnajduje po drugiej stronie Wielkiej Nocy.

Rymowanki wielkanocne

Na post:

Chciałby zjeść całego byka,
lecz ucieka od rzeźnika,
co serdelki mu podtyka.

Na zakończenie postu:

Jedzcie sobie, mili goście,
coście bardzo schudli w poście.

Po śniadaniu wielkanocnym:

Powiedziała ciocia Frania:
— Nie ma świętych bez śniadania.

Po świętach:

Niech każda gęba pamięta,
co jadła dzisiaj na święta.

*

Kościół wskazuje godność jedzenia. Poświęca wielkanocne śniadanie, dotyka je 

wodą święconą i modlitwą. Czy zdajemy sobie sprawę, jakim cudem jest jedzenie?

background image

Kiedy ktoś nie je chleba, to tak słabnie,
że go podtrzymywać trzeba.
Jeśli nie je kiełbasy, nie zda do następnej klasy.
Jeżeli nie je sera, niech się do szpitala wybiera.
A jeśli nie pije mleka, to smutny los go czeka.

Filozof grecki Plotyn, którego nie należy mylić z Platonem, wstydził się jeść. Kiedy 

jadł, zamykał się w pokoju, by go nikt nie widział. Uważał, że jedzenie to czynność 
bardzo prozaiczna i wstydliwa.

Jedzenie jest tajemnicą. Ile tysięcy reakcji chemicznych zachodzi, żeby jedzenie 

przemieniło się w nasze ciało i krew. Prawdziwy cud!

Jajko święte i nieświęte

W Wielką Sobotę ksiądz święci jajka białe i kolorowe: pisanki, kraszanki, nalepianki

i nakrapianki. Pisanki są malowane różnymi kolorami. Kraszanki są przeważnie tylko 
czerwone. Nalepianki mają ponalepiane różne rysunki, a nakrapianki są w kropki, jak 
biedronki.

Czym różni się jajko niepoświęcone od poświęconego?
Jajko niepoświęcone leży w sklepie, czasem w worku, czasem w koszyku. 

Kupujemy je, ale wcale nie przynosimy do kościoła. To jest jajko, które nie chodzi do 
kościoła.

Jajko poświęcone to jest jajko, które też się kupuje, ale potem zanosi do kościoła 

pod białą serwetką. Niesie się tak delikatnie, jak mamusia niosła Mojżesza w 
koszyczku. Potem jajko się odkrywa, ksiądz dotyka święconą wodą i mówi pacierz.

Czym jeszcze różni się jajko niepoświęcone od poświęconego?
Jajko niepoświęcone można zjeść za jednym zamachem, a jajko poświęcone trzeba 

dzielić na kawałki. Nie można samemu zjeść całego poświęconego jajka, trzeba 
podzielić się z mamusią, tatusiem, ciocią, babcią, czasem z sąsiadką. Jajko, które uczy 
miłości i mówi, że trzeba się podzielić tym, co się ma.

Czym jeszcze różni się jajko niepoświęcone od święconego?

Tym, że jajko niepoświęcone się zjada,
milczy i nic nie gada.

Przy jajku poświęconym składamy sobie życzenia, to znaczy jemy i mówimy.

Jak ktoś jajko z miłości dzieli, tak jak trzeba,
tego nawet jajko prowadzi do nieba.

*

Zapytałem, czy Z.N. był wierzący.
— Tak, tak — odpowiedziano mi — zawsze w Wielką Sobotę poświęcał jajka na 

Wielkanoc.

*

background image

Jezu — wprost na Wielkanoc
usiądź między nami —
wierzących niewierzących
poobmywaj łzami

*

Każdemu z nas należą się dwa święta osobiste — urodziny i imieniny, nawet gdyby 

miał takie humory, że nie chciałby ich obchodzić.

Urodzinami najczęściej cieszą się dzieci. Jaka to radość móc powiedzieć: — Mam 

pięć lat, a moja koleżanka tylko cztery!

Z biegiem czasu do starszego pana mówią: — Nie wygląda pan na swoje lata!
Niektórzy ukrywają swój wiek, ale to zrozumiałe, bo „przewlekła młodość opłakuje 

swoje hormony”.

Z urodzinami kojarzy się tradycyjny tort ze świeczkami, ale zdmuchiwanie ich nie 

zawsze kończy się szczęśliwie. Pewien starszy pan przy zdmuchiwaniu ostatniej umarł 
z wysiłki. „Równa kreska”, jak mówią.

Ktoś złośliwy miał zwyczaj życzyć jubilatom stu lat i dodawać przy tym: za 500 zł 

miesięcznie.

Obchodzącego urodziny nazywamy jubilatem, od niemieckiego słowa Jubel — 

„radość”, bo powinien cieszyć się, że jeszcze żyje. O samym jubilacie zwykle mówi się 
za dużo. Wszystko kręci się wokół niego: listy, życzenia, prezenty, telefony. 
Tymczasem w dniu urodzin trzeba pomyśleć o jego matce, która go urodziła. Urodziny 
to przecież święto jego matki. To matce powinno się dziękować za dar żyda, trud 
wychowania. Znam rodziny, w których tak właśnie obchodzą urodziny — 
najważniejsza w tym dniu jest matka lub wspomnienie o niej.

Obchodzącego imieniny nazywamy solenizantem, od łacińskiego słowa solennis — 

„świąteczny, uroczysty”.

W Starym Testamencie ogromną wagę przywiązywano do nadawania imienia. Imię 

określało cechy małego człowieka wchodzącego w życie, na przykład hebrajskie imię 
Dawid oznacza „godny kochania”.

Jak ważny dla chrześcijanina jest patron solenizanta. Każdy powinien znać życiorys 

swojego świętego.

Niektórzy uważają, że dziecko samo sobie przynosi imię. Znam jednak kogoś, kto 

nie mógł pogodzić się ze swoim imieniem Pafnucy. Pocieszano go jednak, że urodził 
się właśnie w święto tego patrona.

Imiona są modne i niemodne. W XIX wieku było modne imię Telimena, ale 

Mickiewicz niechcący ośmieszył je w Panu Tadeuszu. Zrobił to tak skutecznie, że nikt 
już nie chce tak córki ochrzcić.

Tak jak drzewa „wiecznie zielone”, tak niektóre imiona są stale modne: Adam, 

Ewa, Jan, Mateusz, Maria. Ale niektóre wciąż czekają na swoich amatorów, jak 
Kunegunda, Scholastyka, Nepomucena, Eulalia, Tekla, Kalasanty, Bonifacy, Hipolit.

Jakie to pocieszające, że nawet największy grzesznik ma imię świętego i ma swego 

patrona.

background image

być księdzem

background image

Wyjaśnienie

Nie przyszedłem pana nawracać
zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
jestem od dawna obdarty z błyszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
pytając co pan sądzi o Mer tonie
nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
z czerwoną kapką na nosie
nie wypięknieję jak kaczor w październiku
nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu
i zwierzę swój sekret
że ja, ksiądz
wierzę Panu Bogu jak dziecko

background image

Żyję w dwóch światach. W świecie mediów, które pokazują wojny, nienawiść, 

zbrodnie, grzeszników, i w świecie spowiedzi, zwierzeń poza spowiedziami. Widzę 
grzeszników, którym trudno żyć z grzechem, którzy szukają oczyszczenia. Widzę 
niewierzących, którzy szukają wiary. Widzę wielu ludzi dobrych, przemilczanych.

Ksiądz jest człowiekiem łaski Bożej. Może uczynić tyle dobrego. Jest skarbem dla 

ludzi. Ale aby rzeczywiście był on skarbem dla ludzi, musi siebie nawracać i 
nieustannie pamiętać zdanie z Ewangelii św. Marka: „Nawracajcie się i wierzcie”. 
Wszyscy stale oddalamy się od Boga. Nie tylko przez grzech, ale także przez 
zmęczenie, chorobę, nastrój. Pierwszą pracą księdza jest nawracanie samego siebie, 
potem dopiero innych. Najgorsze jest przekonanie o własnej doskonałości.

*

Dla mnie kapłaństwo jest niezwykłą fascynacją osobą Jezusa, który jest 

nieporównywalny z kimkolwiek. Wszyscy inni twórcy religii, jak Budda, Mahomet czy 
Konfucjusz, odeszli z tego świata w pełni uznania. Budda jako mędrzec, Mahomet 
jako wielki prorok i organizator. Tymczasem Jezus odszedł sponiewierany, 
spoliczkowany, zamordowany. Poza tym nikt z wielkich twórców religii nie umarł z 
miłości za nieprzyjaciół. Tymczasem Jezus, Bóg——Człowiek, cierpiał za grzeszników
i jednał ich z Bogiem.

Uczniowie nie umieli przyjąć śmierci Jezusa jako ofiary za grzeszników. Załamali 

się w wierze. Pouciekali. Ale po śmierci Chrystusa, oświeceni łaską Ducha Świętego, 
nagle zaczęli głosić Jego zmartwychwstanie. Spotkali się z żywym Jezusem. Głosili, że 
Chrystus umarł, zmartwychwstał i powróci do nas.

Fascynacja Jezusem jest bardzo ważna. Jest w centrum naszego kapłaństwa. Być 

zafascynowanym to dać się porwać. Dać się porwać miłości. A miłość nigdy nie jest za 
coś, jest pomimo wszystko.

*

Św. Jan Vianney na egzaminie wstępnym do seminarium niewiele umiał. Nie mógł 

wykazać się wielką wiedzą. Zapytał go rektor, co go skłania, iż chce wstąpić do 
seminarium. Odpowiedział, że wzrusza go Droga Krzyżowa. To zostań — powiedział 
mu rektor.

*

Kapłaństwo jest tajemnicą tak samo jak wiara.

*

Bóg nie wybiera na kapłana tego, kto jest piękny, dobry, szlachetny. Wybiera tego, 

kogo chce. Wybiera świętego, aby był bardziej święty; wybiera grzesznika, aby nie był 
grzesznikiem. Ciekawy jest ten wybór.

*

Pewien proboszcz napisał referencje o kleryku: „ładny i wie o tym”.

*

background image

Słyszałem, że do rektora seminarium wpłynęło podanie kandydata do stanu 

duchownego: „Do szóstego roku życia prowadziłem życie rozpustne, ale potem się 
opamiętałem i nawróciłem”.

Słyszałem także o innym podaniu. Kandydat na mnicha napisał, prosząc o przyjęcie: 

„Zawsze byłem bardzo ostrożny, pamiętałem, że lew krąży, rozglądając się, kogo by 
pożreć — i unikałem przyjaźni z kobietą”. Dostał odpowiedź: „Nie nadajesz się”.

*

Opowiadano mi, że pewien człowiek przyszedł do klasztoru, prosząc, by go 

przyjęli.

Widocznie nie spodobał się przeorowi, bo ten nie chciał go przyjąć. Broniąc swego 

powołania, młody człowiek powiedział:

— Duch Święty tchnie kędy chce. Na to przeor:
— Tak, ale nie przez każdą trąbę!

O księżach i słoneczniku

Rozmaici są księża. Nieraz są księża–drągale, tak wysokiego wzrostu, że nie 

potrzebują wchodzić na stołek, aby zapalić najdalszą świeczkę na choince, czasem tak 
mali, że na ambonie wspinają się na palce — żeby ich było widać.

Czasem są słabi, łykają proszki i ziółka, a czasem tak silni, że potrafią na wsi byka 

złapać za rogi i zatrzymać, kiedy zerwie się ze sznura.

Niekiedy chudzi jak piszczele, a czasem — grubasy.
Widziałem kiedyś tęgiego księdza. Wszedł do konfesjonału, usiadł, ale potem nie 

mógł wyjść. Biedaczek wcisnął się do środka, ale ani rusz nie mógł wydostać 
upchanego do konfesjonału swego ciała. Wstał z konfesjonałem i szedł tak przez 
środek kościoła jak żółw dźwigający na sobie twardą i ciężką skorupę.

Czasem śpiewają tak pięknie, że babcie chciałyby w kościele bić brawa, ale nie 

wypada, a czasem piszczą i ryczą tak, że myszy uciekają.

Czasem mówią piękne kazania, a czasem się jąkają. Wszyscy jednak księża — i 

wysokiego wzrostu, i mali, i szczupli, i grubi — zakochali się w Panu Jezusie.

Mówią stale o Nim na lekcji, poza lekcją, na ślubie i na pogrzebie, wtedy, kiedy 

deszcze kapią, i wtedy, kiedy śnieg pada.

Słonecznik zawsze obraca się okrągłą żółtą tarczą do słońca. Tak jak słonecznik 

wskazuje, z której strony świeci słońce — tak ksiądz chce pokazać nam Pana Jezusa.

Kiedyś jako chłopiec widziałem płaczącego księdza.
Klęczał w pustym kościele i płakał.
Bałem się podejść do niego.
Płakał przed Panem Jezusem.

*

Księża mają być ubodzy w świecie chytrusów.
Cisi w świecie krzykaczy.
Czyści w świecie rozpustników.

*

background image

Ksiądz jest zawsze dłużnikiem i grzesznikiem. Wszystkiego jeszcze nie rozdał. Stale 

walczy o wierność przymierzu. Dopiero śmierć jest oddaniem Bogu wszystkiego, 
samochodu, butów, swojej poezji. Śmierć jest momentem wypełnienia w sposób 
doskonały wszystkich rad ewangelicznych. W śmierci ksiądz jest czysty, ponieważ jego 
miłością jest tylko Bóg. Jest ubogi, ponieważ nic nie zabierze ze sobą. Jest posłuszny, 
ponieważ musi się zgodzić na moment śmierci.

Zmartwienie

Jezu — martwił się proboszcz —
głosisz tylko prawdę
nie wyjeżdżasz na Zachód by kupić mieszkanie
w Rosji już zmiękło
a Ty wciąż w ukryciu
nie budujesz kościoła z pustaków
lecz z żywego serca
nie odkładasz na wszelki wypadek
jak Ty sobie dasz radę w życiu

*

Jeden z moich znajomych porzucił wszystko i wstąpił do klasztoru. Odwiedziłem go 

po dwóch miesiącach i zapytałem, co u niego słychać. Powiedział:

— Wszystko dobrze, ale zostałem pokrzywdzony, bo rozdawano buty i dostałem 

nie takie, jakie mi się podobały.

*

Dla wielu najważniejsze jest dziś myślenie, dociekliwość. Mickiewicz wyznał, że 

rozum nigdy nie pomagał mu w cierpieniu.

Jezus mówi o Bogu i to jest najważniejsze. Naucza, że człowiek jest dzieckiem 

Bożym. Wzywa wszystkich, aby kochali się wzajemnie.

Kazanie to trudna sztuka. Myślę, że ksiądz musi być autentyczny. Ważne jest, aby 

mówił z własnego doświadczenia. Takiego sposobu mówienia kazań nikt go nie 
nauczy. To przychodzi z biegiem lat.

Bez indyków

Homilie jak ciężkie indyki
jakby ktoś przyszedł
porozmawiać z nikim
Jezus na śmierć rozebrany
bosy
prosi o słowa świeże
wilgotne od rosy

background image

*

Jakie to ważne, by tajemnicę Trójcy Świętej „ukazać” wiernym we właściwy 

sposób.

Jezus mówi o Bogu w sposób tajemniczy. Mówi, że Bóg jest jeden, ale nie sam, jest 

w trzech Osobach. Powinniśmy ulec fascynacji tą tajemnicą. Nie da się wszystkiego 
powiedzieć. W poznawaniu tajemnicy ważne są niedomówienia. Nie można wykładać 
wszystkiego kawa na ławę.

Podobnie w sztuce. Najważniejsze są niedomówienia. Urok wierszy kryje się 

między słowami, urok malarstwa między farbami. Muzyka jest czymś poza dźwiękiem.

Bóg zgadza się na niedomówienia, akceptuje je.
Jakie dziwne rzeczy działy się w Wieczerniku. Pan Jezus ich nie tłumaczył. Przed 

Nim straszna śmierć, a On mówił tyłko o Bogu i o miłości. Ile w tym spokoju. Nie 
myślenia, nie dociekania. Tego, co się tam działo, nikt nie tłumaczy.

*

Do dzieci trzeba mówić tak, by jednocześnie wychowywać starszych.

*

Kiedyś przeglądałem dziewiętnastowieczny zbiór niemieckich kazań do głoszenia w 

kościele. W treści każdego kazania co kilka zdań były słowa w nawiasie: „Hier soll 
man schimpfen” (Tu należy wymyślać).

*

W starej kancelarii starego kościoła w staroświeckiej szufladzie odnaleziono zeszyt 

ze starymi rachunkami. Odczytano następującą kartkę:

— za dolepienie nosa świętej Marcie — 3 ruble
— za dorobienie uda świętemu Marcinowi — 1 rubel
— za dosztukowanie pośladka aniołowi — 90 kopiejek
— za dorobienie dziecka Józefowi — 1,5 rubla.

*

Pewien ksiądz miał bardzo głośne kazanie. Podszedł do niego mały chłopczyk i 

powiedział:

— Czego tak się drzesz? Mamusia przecież mówiła, że w kościele trzeba być cicho!

*

Ksiądz wygłosił kazanie na temat Ewangelii, w której mowa o tym, że jeżeli ktoś 

ma dwa płaszcze — jeden powinien oddać potrzebującemu. Przyszedł potem ktoś do 
owego księdza i powiedział:

— Ja nie mam płaszcza, a ksiądz ma dwa. Proszę dać mi jeden.
Ksiądz natychmiast odparł:
— Ale pamięta pan, co było na początku? — „Onego czasu…”

*

background image

Pewien ksiądz, Francuz, odprawiając Mszę po polsku, zrobił trzy błędy: zamiast 

„Oto Baranek Boży” — powiedział: „Oto Owiec Boży”, zamiast „Dzieciątko Boże” 
—”Dziewczątko Boże”, a po skończeniu zapytał: „Kiedy mogę jeszcze raz mszyc?”

*

Pewien ksiądz, doktor teologii, przyszedł w zastępstwie katechety na lekcję religii 

do przedszkola. Dotykał rękoma główek dzieci i mówił: — Pamiętajcie na całe życie: 
Bóg jest transcendentalny.

*

Słyszałem, że pewien ksiądz poszedł jako kapelan więzienny porozmawiać z 

mordercą, który zabił ojca, matkę, a dziadka zarżnął. Psycholog poradził mu, żeby 
rozmawiał z więźniem jak z dzieckiem, bo wtedy będzie zrozumiany i nie urazi…

Kiedy ksiądz zobaczył mordercę, powiedział:
— Cio to, cio to, bęc mamusię, bęc tatusia, a dziadula dylu dylu?

*

Tylu zaczęło już wierzyć —
tylu grzeszników zaczęło płakać —
że trzeba na świętej ambonie
czasem z radości poskakać.

*

Uważam, że kapłaństwo jest przepiękne. W świecie pełnym banalności, 

okrucieństwa ksiądz może budzić nadzieję, może głosić Boga i Jego miłość. Ludzie, 
do których Jezus nas wysyła, korzystają z naszej posługi.

*

Urokiem kapłaństwa jest dla mnie to, że jest z nim złączone wielkie cierpienie. 

Jezus wszystkiego, co największe, dokonał w cierpieniu. Ksiądz musi być 
przygotowany na cierpienie.

Potrzebna jest światu samotność księdza. Dzięki niej staje się on mężem modlitwy.

*

Dziś cały świat najeżony jest pogaństwem. A my, księża, często mówimy 

stereotypami, których ludzie nie rozumieją i które ich usztywniają. Ewangelizacja 
powinna być ożywieniem języka. Powinna być powrotem do czystych źródeł. W 
przepowiadaniu winien być obecny spokój niemyślenia i zachwyt.

*

Wielkie umysły europejskie już dawno twierdziły, że Kościół się przeżył, że 

głoszenie Ewangelii jest nonsensem, że w Kościele panuje kryzys.

background image

Tymczasem kryzys w Kościele nastąpiłby wtedy, gdyby Kościół ogłosił, że można 

zabijać człowieka, albo gdyby powiedział: nie kochajcie nieprzyjaciół waszych. 
Odejście od zasad Ewangelii byłoby prawdziwym kryzysem Kościoła. Dopóki Kościół 
głosi prawo Boże, nie można mówić o jego upadku.

Kościół nigdy nie upadnie, bo jego siłą jest Bóg. Dlatego Kościół jest potęgą. A że 

jest w nim zło? Kościół nie jest wspólnotą ludzi świętych, lecz grzeszników dążących 
do świętości. Święty Kościół grzeszników. To ciekawe, że nawet Ewangelia nie 
wspomina o tym, że Kościół jest wspólnotą aniołów. Biblia też jest historią świętego 
Boga w grzesznym świecie.

To wzruszające, że w Kościele grzeszni ludzie wciąż się nawracają, czyli powracają 

do Pana Boga. Przecież św. Piotr też był najbliżej Pana Jezusa nie wtedy, kiedy 
powiedział: „Nigdy się Ciebie nie zaprę”, ale gdy rozpłakał się po grzechu zaparcia się. 
Droga do świętości —to ciągłe nawracanie się, a więc odwracanie się od wszystkiego, 
co nam przesłania Boga.

Kościół jest lepszy, niż się ludziom wydaje. Nie trzeba wciąż narzekać i szukać w 

nim wad.

Przychodzi do niego i polityk, i artysta, i szewc. Każdy jest tu ważny. Nie można 

dzielić ludzi na dobrych i złych. Nie wiemy, kto jest naprawdę dobry, a kto zły. Źli są 
lepsi, niż nam się nieraz wydaje. Przecież zawsze mogą spotkać się z łaską Bożą.

*

O osiołku, na którym wjeżdżał do Jerozolimy Pan Jezus, pisano Wiele.
W ogromnym wschodnim tłumie ludzi i zwierząt — on jeden nie widział Jezusa, 

choć dźwigał Jego ciężar.

Gdyby jednak nie on — cała procesja z chłopcami rzucającymi płaszcze i palmy nie 

posunęłaby się nawet o jeden krok.

Zakony kontemplacyjne przypominają takiego osiołka —tak jak on nie widzą 

Jezusa, chociaż dźwigają Jego ciężar i wiedzą, ile waży — ale bez nich wszystko by 
stanęło w miejscu i ani rusz.

*

Co jest głównym zadaniem księdza? Głosić kazania? Ludzie świeccy mogą też 

głosić kazania, nieraz może nawet lepsze. Uczyć religii? Katechetami bywają też ludzie 
świeccy.

Tylko ksiądz może sprawować Eucharystię. Jedynie jemu Bóg pozwala odprawiać 

Mszę świętą. Kapłan czyni obecną tę jedną Mszę sprzed wieków. „Przywołuje” Jezusa 
w Eucharystii. Tego samego, który całkowicie oddał się innym z miłości. To jest 
główne zadanie księdza. W tym nikt go nie zastąpi.

*

Księdzu została dana niezwykła moc. Bierze udział w Misterium i w czasie Mszy 

świętej utożsamia się z Jezusem, który chciał spełnić wolę Ojca i takiej postawy uczył 
całym swoim życiem ziemskim. W czasie sprawowania Mszy świętej mocą swoich 
święceń ofiarowuje Bogu Jego Syna. Jest to jedyna ofiara godna Boga. Składając ją, 
kapłan powinien utożsamiać się z Jezusem. W czasie konsekracji może powiedzieć: 
„Oto Ciało moje… Oto Krew moja…”. Ten moment jest chwilą utożsamienia się z 
Jezusem. „In persona Christi”. Zawrotna tajemnica kapłaństwa! Złożenie wszystkich 

background image

swoich niepowodzeń w tym momencie właśnie przez Niego, z Nim i w Nim.

W Wielki Piątek, w dniu, w którym Jezus umarł na Krzyżu, żaden ksiądz nie 

ośmiela się zasłaniać Go sobą, „pokazać się”. Jedynie przyjmuje Komunię świętą w 
pokorze, tak jak każdy wierny, i wyraża tym samym wewnętrzne pragnienie 
osiągnięcia duchowej przezroczystości.

*

Włączyć się w Mszę świętą to znaczy włączyć się w modlitwę Jezusa, całkowitego 

oddania siebie Panu Bogu.

Bardzo często dzieje się Msza, ale nie bierzemy w niej udziału, chociaż jesteśmy 

obecni. Jeżeli modlimy się o rzeczy sprzeczne z wolą Bożą, to Msza święta dzieje się, 
następuje cud Eucharystii i jednocześnie są martwi ludzie naokoło.

Trzeba nauczyć się brania udziału we Mszy: mam pragnąć tego, czego pragnie Bóg. 

Pragnę tego jako dziecko Boże, z ufnością, że to, co mi da, będzie zawsze dla mnie 
dobre.

*

Czego potrzeba, by odbyła się Msza święta?
W normalnych warunkach potrzebny jest kościół drewniany czy murowany, czasem 

ubogi, jak Jezus Frasobliwy, czasem wykwintny i bogaty. Potrzebny jest ksiądz, ołtarz, 
nieraz zabytkowy, oglądany przez turystów, czasem bardzo niepozorny. Potrzebny jest 
mszał, kielich, patena, obrus, chleb, wino, świece, dzwonek, chociaż można obejść się 
bez niego, bo wiemy na pamięć, kiedy zadzwoni. Kiedy jednak się odezwie, jest tak, 
jakby Jezus chodził po kościele, jak kiedyś po Ogrodzie Oliwnym, i budził: „Czy 
możesz chociaż w czasie jednej Mszy świętej być naprawdę ze Mną?”

Czego jeszcze potrzeba? Potrzebna jest jeszcze kropla wody.
W eleganckim kościele celebransowi podają elegancką łyżeczkę, żeby strącił nią do 

kielicha jedną kroplę. W innych kościołach, gdzie złoto jest dość ubogie wobec 
kwiatów polnych, ksiądz „na oko” odmierza tę kroplę.

Jakie to dziwne, że kapłan, który tak posługuje się swymi konsekrowanymi palcami, 

aby czasem niekonsekrowa—nym paluchem nie dotknąć Komunii świętej, wrzuca w 
głąb kielicha, w którym niedługo znajdzie się Krew Przenajświętsza, zwyczajną, 
niedestylowaną, nieświęconą, niekonsekrowaną kroplę wody. Zwykła kropla, którą 
wieśniaczka czerpie ze studni, a mieszczuch otrzymuje z kranu, dostaje się w głąb 
Mszy świętej.

To my jesteśmy jak ta kropla, tacy niedestylowani, nigdy do końca nie oczyszczeni, 

nie poświęceni, nie konsekrowani w całości. Mamy brać udział we Mszy świętej, w 
czasie której nie wystarczy wstawać, klękać, recytować, śpiewać, ale trzeba jeszcze 
dostać się aż do Krwi Pana Jezusa, choćby to miało nas zaboleć.

Wciąż ktoś kocha i ktoś go odrzuca. Wciąż ktoś się śpieszy, lecz nikt na niego nie 

czeka. Kołacze, a komu innemu otwierają. Biegnie z sercem, droga się urywa… Nasze 
życie, pełne samotności, czasem — wydawałoby się — bezsensowne, jest jak ta kropla 
wody. Może jednak wpaść w środek Mszy świętej i nabrać wielkiego znaczenia. 
Przychodzimy na Mszę zawsze z ostatnim zmartwieniem, z tym, co nas zabolało, 
poraniło. Właśnie to mamy połączyć z ofiarą Pana Jezusa.

Kropla wpada do kielicha, do Krwi Przenajświętszej. Kapłan nie mówi, że pije 

Krew Najświętszą i wodę. Mówi, że pije Krew Najświętszą, bo wody już nie ma —jest 
tylko Jezus.

background image

Jeżeli w czasie Mszy świętej oddamy to, co nas bardzo boli, oddamy tak jak kroplę 

wody do kielicha, to znikniemy. Będzie tylko Pan Jezus.

*

 „Módlcie się, aby moją i waszą Ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący”.
Ofiara sprawującego Eucharystię powinna być większa od ofiary wiernych, bo 

powołany jest on do udziału w samotności kapłańskiego Jezusowego Serca.

*

 „Czy można się urodzić na nowo, będąc starym człowiekiem?” — zapytał Pana 

Jezusa profesor, biblista, doktor Pisma Świętego, pan Nikodem, który przyszedł do 
Jezusa w nocy, dyskretnie, sam na sam, bez świadków. Przyszedł i odszedł na palcach.

Czy może ksiądz, mający już wiele lat kapłaństwa, nagle poczuć się przy ołtarzu tak 

jak prymicjant, który odprawia pierwszą Mszę świętą i rozdaje obrazki prymicyjne?

Ten, kto żyje miłością i szuka miłości w Komunii świętej, spowiedzi, Ewangelii, 

zaczyna rodzić się na nowo.

Ksiądz, odprawiający Mszę świętą po raz nie wiadomo który, może nagle odkryć, 

że to jest jego pierwsza Msza —ta, na którą tak długo czekał, i nagle staje się ona jego 
największym szczęściem.

*

Kiedy patrzymy na Ojca Świętego Jana Pawła II, możemy go ze wzruszeniem 

podziwiać: jest to człowiek włączony w życie Pana Jezusa. Stary, schorowany, a ma 
tyle energii i ducha, tyle świętości w sobie, że potrafi pogodzić dwie trudne sprawy: 
ogrom pracy i długą modlitwę. Ojciec Święty jest zawsze obecny w ofierze Mszy 
świętej.

Św. Tomasz z Akwinu po odprawieniu Mszy świętej zawsze siebie pytał: „Czy 

odprawiłem tę Mszę świętą naprawdę w łączności z Chrystusem i z Ojcem Świętym?”

*

Objąć krzyż — to już dużo, ale jeszcze za mało.
Dźwigać krzyż — to dużo, ale jeszcze nie wszystko.
Dać się przybić do krzyża — to brać udział we Mszy świętej naprawdę.
Kto z nas potrafi odprawić z Panem Jezusem taką Mszę świętą?

*

 „W przeddzień swej męki wziął Jezus chleb w swe święte i czcigodne ręce, łamał 

go i rozdawał…”

Na pewno każdy z nas chce być w dłoniach Jezusa, w tych dłoniach dobrych, 

czcigodnych i świętych, które wydobyły beczącą owcę z cierni, które głaskały dzieci 
po głowach, uspokajały burzę, dotykały niewidomego, aby otworzyły mu się oczy.

Każdy chciałby być świętym w zaciszu Jego rąk, w tym domku na lepsze czasy, ale 

jak trudno dać się Jezusowi połamać.

*

background image

Jak wierni mogą pomóc księdzu? Wydaje mi się, że najwięcej pomagamy mu wtedy, 

kiedy — nawet nic nie mówiąc — dajemy mu do zrozumienia, że patrząc na niego, 
tęsknimy za Panem Jezusem.

Stopniowanie

Pięć kropli deszcz ulewa
coś niecoś kawałek kawał
kanonik prałat zawał

*

Pięć kropli deszcz ulewa coś niecoś kawałek kawał kanonik prałat zawał
Świadomość tego, że jestem już pięćdziesiąt lat księdzem, całe okrągłe pół wieku, 

jest wielkim przeżyciem, chyba największym w moim życiu. Jakie to wzruszające, że 
Pan

199
Bóg był taki łaskawy, dobry, przebaczający, wyrozumiały, tak długo cierpliwy dla 

mnie.

Mówiąc językiem uśmiechniętym, ale bardzo konkretnym — jak żartują — złoty 

jubileusz jest generalną próbą przed pogrzebem. Ale ten jubileusz jest bardzo radosny 
dlatego, że byłem naprawdę szczęśliwym księdzem. Szczęśliwy ten, kto jest niegodny, 
a spotyka się z łaską Pana Boga. Miałem dobrych biskupów, miałem dobrych kolegów. 
Żyłem w czasach Soboru Watykańskiego II. Było to radosne doświadczenie, że 
Kościół dojrzewa do coraz głębszego rozumienia Ewangelii. Żyłem w czasach 
wspaniałych papieży, w czasach, kiedy upadł komunizm, i chociaż mówiono tyle o 
zbrodniach, gwałcie, wojnach, miałem swój świat spowiedzi, rozmów z ludźmi i 
widziałem tylu grzeszników stale żałujących za grzechy, tylu niewierzących, którzy 
szukali wiary, i tylu, którzy kochać nie umieli, a tak bardzo pragnęli czystej miłości. 
Kapłaństwo przybliżyło mi tak wielu ludzi dobrych, których nikt inny nie widzi, poza 
spowiedzią, poza rozmowami sam na sam, od pierwszej penitentki, malutkiej 
dziewczynki, która zasłaniała twarz rękami, aby nie pokazać matce, że cierpi, do sióstr 
wizytek, które są dla mnie sakramentem, znakiem widzialnym niewidzialnej łaski 
Bożej.

Poza Mszą świętą, psałterzem, różańcem — pomaga mi w kapłaństwie proste 

wezwanie: Jezu, ufam Tobie. I słowa z Ewangelii świętego Jana: „Ten, który mnie 
posłał, jest ze mną i nie zostawi mnie samego” (J 8,29), oraz piękne słowa proroka 
Izajasza: „Bóg jest wieczny, nie męczy się i nie nuży. Męczą się i nużą chłopcy, 
chwieją się i słabną młodzieńcy, ale temu, który Bogu ufa, siły powracają, jak orłom 
skrzydła rosną, bez znużenia idą dalej, bez zmęczenia biegną” (por. Iz 40,28–31).

W tym świecie, w którym ludzie tęsknią za miłością —a dają im pożądanie, tęsknią 

za pięknem — a dają im tylko sztukę, która — nawet najwspanialsza — nigdy nie 
wystarczy człowiekowi, właśnie w takim świecie jest wspaniały dar kapłaństwa, 
wielkość kapłaństwa, prostota i mądrość, którą się odnajduje najczęściej dopiero przy 
końcu.

background image

pisać

background image

Nie tylko o czaplach

Piszę o czaplach co wstają jak poranne zorze
o jeżu co ma oczy wystające
o morelach co pochodzą od dziadka migdała
śmiejąc się że mają drzewa ginekologiczne
o słoniu co ma problem bo usiąść nie może
o kundlu bliskim sercu bo wyje po trochu

Boga najłatwiej znajdziesz nie pisząc o Bogu

background image

Powołaniem poezji jest ocalać wartości najważniejsze i podeptane.

*

Myślę, że wiersze są odtrutką, bronią przed nieczystością tego świata, złością, 

demoralizacją, polityką. Poezja to po prostu inny świat, świat innych wartości.

*

Poezja trafia do ludzi wrażliwych. To nie jest masowa wrażliwość, ale siła tej 

wrażliwości stanowi wielką wartość.

*

Wrażliwość to zdolność rozumienia poezji, a poezja to zdolność przekazywania 

czegoś z serca do serca, z duszy do duszy.

*

Wiersz jest poszukiwaniem słowa, a modlitwa nie szuka słów. Według mnie wiersze 

powiększają stan duchowego posiadania, dają przeżycie, wzruszenie, które pomaga w 
modlitwie. Święty Jan od Krzyża, gdy nie znajdował słów, by wyrazić Bożą tajemnicę, 
posługiwał się poezją, bo ona jest bliższa tajemnicy niż pojęcia.

*

Wiersz, podobnie jak wiara, oczyszcza człowieka. Obcując z poezją, człowiek, 

chcąc nie chcąc, staje się coraz czystszy w swoich ludzkich działaniach.

*

Poezja rodzi się z dojrzałości.

*

Pisanie wierszy to również nawracanie samego siebie.

*

Pisanie wierszy czasem odnawia sposób przekazu wiary. Przynajmniej stara się, tak 

mi się wydaje.

*

Jest poznanie naukowe, intelektualne, oparte na łańcuchu logicznie biegnących 

myśli, ale poezja posługuje się, według mnie, poznaniem intuicyjnym i dlatego może 
być na pozór nielogiczna i zdumiewająco trafna zarazem. Bo rodzi się z wyobraźni i 
podświadomości, tajemniczej głębi człowieka. Potrafi od razu wskoczyć w środek 
sprawy, objąć całość. Podejmuje tradycję myślenia paradoksalnego, tak bliską poezji 
religijnej.

background image

*

Dydaktyka jest wrogiem poezji.

*

Wiersze uczą nazywać przeżycia po imieniu, wychowują uczucia ludzi, 

podpowiadają człowiekowi nazwy. Przez wiersze można zobaczyć wszystko od nowa.

*

Uważam, że wiersze są rodzajem rozmowy — autor chce coś przekazać z własnych 

przeżyć. Najważniejsza rzecz, aby mówić własnym językiem. Nie naśladować, nie 
udawać nowoczesnego. Pisać tak, jakby się mówiło do kogoś bliskiego.

*

Pisanie to coś nieświadomego. Myślę, że to jedna z łask.

*

są wiersze krzykliwe siebie pewne
są przemilczane laski pełne

*

Wiersze często przez krytyków wielkich przemilczane
znajduję jak poziomki
całuję jak ranę

*

Gdyby poezja była tylko układanką słów, byłaby werbalizmem, okropnym gwarem. 

Słowo poezji okryte jest otoczką milczenia; w tym, czego nie sposób wyrazić — 
należy szukać poezji.

*

Język poezji jest językiem prostym, bez ozdobników, intuicyjnym, pozornie 

nielogicznym, a jednocześnie niesłychanie trafnym. Potrafi wpaść od razu do środka i 
opanować całość. Jest to język zbliżony do języka Ewangelii.

*

Wiersz musi być prosty, pisany własnym językiem, a nie cudzym, bo tylko w takich 

wierszach można zamieszkać, czuć się dobrze.

*

background image

Poeta szuka jednego pojemnego słowa. A tyle jest teraz gadulstwa w wierszach.

*

Pamiętam, w czasach studenckich, na pewnym zebraniu zapytano: „Jeżeli są dwa 

dzieła jednakowo wspaniałe, które jest lepsze?” Obecny na zebraniu Karol Irzykowski 
wstał i powiedział: „Krótsze”.

*

Uważam, że polski romantyzm, chociaż czarował talentami, nie stworzył polskiej 

poezji religijnej, stworzył raczej religię polskości.

*

Ze wszystkich znanych mi antologii polskiej poezji religijnej można się więcej 

dowiedzieć o konfederatach barskich, powstaniach, o aniele, który wrócił do Boga z 
pokrwawionym skrzydłem, bo w locie otarł się o Polskę, natomiast mniej jest w nich o 
Bogu i o przeżyciu wiary w Boga.

*

Niestety, tak zwana poezja religijna w Polsce jest często poezją religijną 

patriotyczną, która cierpliwie i pobożnie służy polskiej sprawie. Dobrze byłoby, gdyby 
powstawała polska poezja religijna, taka, która rodzi się z tęsknoty za Bogiem, z 
zagadnień samej wiary.

*

O Bogu można mówić językiem teologii, ale też i językiem własnych przeżyć.

*

Wydaje mi się, że wiersz niedogmatyczny, niekaznodziejski, niedydaktyczny toruje 

drogę Łasce.

*

Liryka religijna jest tak jak liryka miłosna, zafascynowana Umiłowanym, chociaż 

niewidzialnym.

*

Liryka religijna, tak jak liryka miłosna, musi być pełna zachwytu, tęsknoty, 

niepokoju, smutku, zwątpienia, rozpaczy, musi uderzać w rozległą skalę ludzkich stale 
autentycznych przeżyć.

*

Wydaje mi się, że poezja czasami też może przeszkadzać w modlitwie. Bo modlitwa

background image

sama jest sztuką.

*

Zły poeta pisze tak, jak każe mu duch czasu, dobry —wtedy, kiedy ma coś do 

powiedzenia.

*

nieraz mali poeci dobrej sprawie służą

*

Myślę, że autor, który umie szczerze zdumiewać się otaczającym go światem — 

może odkrywać jego stałe tajemnice, niezależnie od garbu lat, które dźwiga.

*

Żeby pisać naprawdę wiersze religijne, trzeba się zakochać w Bogu z wszystkimi 

radościami i ranami, jakie zadaje miłość.

*

Wydaje mi się, że postawa pisarza jest w pewnym sensie bliska widzeniu dziecka.

*

Są poeci, którzy przeżywają wielkie sprawy, ale nie umieją tego przekazać językiem 

sztuki. Są prawdziwi od wewnątrz, ale nieprawdziwi w tym, co piszą. I są tacy, którzy 
niczego nie przeżywają, ale mają talent przekazywania. Tworzą piękne formy, które 
mogą przypominać miedź brzęczącą albo cymbał lub garnek pusty.

*

Ludzie mówią o poetach wielkich i małych. Mnie się wydaje, że lepiej mówić o 

poetach różnych, odrębnych. Wtedy mówi się raczej o wartościach. W prawdziwej 
literaturze jakoś łączy się sacrum i profanum.

*

Myślę, że kto jak kto, ale poeta powinien być towarzyszem wierzących i 

niewierzących. Szukać tego, co łączy, a nie dzieli.

*

Tutaj na ziemi można być poetą, ale w niebie poetami są chyba wszyscy.

*

Poeta żyjący mówi, ale kiedy odejdzie do Boga — to tak jakby dopowiadał to, 

background image

czego już nie słyszymy.

*

Są rozprawy o wierszach, które zdradzają tak wybitnego krytyka, że w jego blasku 

autor nawet najlepiej ocenianych wierszy wygląda jak barwinek w cieniu.

*

Czasem razi, jeśli krytyk wznosi się ponad autora i popisuje się swoją wiedzą. 

Często zbyt obfitą jak na omawiany tekst. Od krytyka też wymaga się pokory.

*

Nieraz ci, co piszą recenzje na temat wierszy, wypowiadają swoje koncepcje, 

pokazują samych siebie; może dobrze jest samemu zamilknąć i cytując wiersze, 
oddawać autorom sprawiedliwość.

*

Żałuję, że krytyka poszła drogą strukturalizmu, że wiersz dla krytyków stał się 

komunikatem, że krytyk bada tylko, jak wiersz jest zrobiony, nie zważając na wartości 
etyczne i inne.

*

Jestem księdzem, a ksiądz mówi o Bogu na kazaniu, na katechizacji. A ja mam taką 

słabość, że mówię o Nim wierszami.

*

Księdzu czasem dana jest łaska widzenia tego, co ukryte. Dlatego podejmuję próbę 

ukazania sensu świata.

*

Cenię najbardziej podziw dla Tajemnicy. Nie udaję, że wszystko wiem. To jest tak 

wielkie, że dla mnie także często niepojęte.

*

Lubię w wierszach sam sobie stawiać pytania. Zawsze wychodzę z pozycji 

niewiedzy i nie daję odpowiedzi, które są irracjonalne.

*

Myślę, że ksiądz, który próbuje pisać wiersze, poszukuje języka, którym mógłby 

wyrazić swe religijne przeżycia. Nie wystarcza mu język homilii, rozprawy 
teologicznej, morałów. Próbuję mówić o Bogu wierszem, chociaż nie mówienie o 
Bogu, ale przebywanie z Bogiem jest sprawdzianem wiary.

background image

*

Nie lubię mówić, że jestem poetą; jestem księdzem, który pisze wiersze. Złożyło się,

że są czytane. Tak jak opłatkiem, chcę się dzielić wierszami. Bo jest to dla mnie coś 
dobrego, serdecznego, co nie jest zatrute nienawiścią, złością, sporami. Wiersze 
wnoszą ład i harmonię. Odkażają, odtruwają tę dzisiejszą rzeczywistość. Tworzą taki 
idealny świat, może naiwny dla niektórych, ale poczęty z dobrej woli.

*

Chciałem zawsze pisać wiersze o samej wierze, o samym dramacie nadziei wiary. 

Powracać do tego, co działo się w naszej poezji w okresie baroku — gdy tworzyła się 
poezja intelektualna.

*

Zawsze fascynował mnie niezwykły i dziwny cud życia. Zdumiewała mnie śmierć. 

Urzekała modlitwa.

*

Dla mnie wiersz jest poszukiwaniem kontaktu z drugim człowiekiem. Pisząc, 

poszukuję pokrewieństwa.

*

Wiersze łączą ludzi pozornie dalekich od siebie.

*

Dzięki poezji nawiązuję z ludźmi kontakty również jako ksiądz. Wiersz czasem 

bardziej trafia do człowieka niż homilia.

*

Obce są mi retoryka, dydaktyka i patos. Próbuję pisać wiersze, które nie byłyby 

manifestami. Lepiej niech nie nawołują i nie nawracają. Niech niosą swoje treści w 
łagodnym zawieszeniu, w zaufaniu, w żarliwej otwartości na życie i jego powszednie 
sprawy. Niech podejmują dialog ze wszystkimi postawami.

*

Nie śledzę kierunków, nurtów i tendencji przejawiających się w poezji. Piszę tak, 

jak mi dyktuje myśl.

*

Kiedy podaję w wierszach myśl dydaktyczną, to tak, jakbym nie mówił jej od siebie. 

I myśl przekazuje na przykład matka, staruszka, dziecko, ktoś napotkany w drodze. 

background image

Staram się unikać za szybkiej, nachalnej dydaktyki.

*

Nie chciałbym pisać wierszy poszczególnych, osobnych, raczej wiersze tworzące 

pewną przestrzeń, w której każdy mógłby się odnaleźć. Zamieszkać w wierszach jak u 
siebie w domu. Wierzący i niewierzący, samotny i nie—samotny, grzesznik i święty.

*

Człowiek u mnie jest grzesznikiem: pytającym, czasami wątpiącym, lecz przede 

wszystkim szukającym świętości.

*

Piszę o ludziach, jakich widzę — w konfesjonale i na ulicy. Ważne jest przede 

wszystkim pewne pochylenie się nad człowiekiem. Otwarcie na inny świat — ciągle 
niedoświad—czalny — ku wieczności, śmierci, ku prostemu zapytaniu o siebie. 
Zresztą sama poezja jest drogą szukania człowieka.

*

To jest tak: wierzę w święty Kościół grzeszników, a nie w Kościół święty, gdzie nie 

wszyscy są święci, tylko ludzie, którzy dążą do świętości. I to jest wzruszające, że 
ludzie są tacy rażący, mają chwile nawróceń, przechodzą męki i cierpienia, chcą być 
inni. Lubię to powiedzenie: „Wierzę w święty Kościół grzeszników”.

*

Staram się, aby moje wiersze były próbą uśmiechu, żeby unikały patosu. Piszę o 

przyrodzie, o prawdziwej miłości. Może uśmiech, który wkładam między wiersze, 
ratuje moją poezję.

*

Moje utwory są próbą uproszczenia języka. Myślę, że najbardziej istotne w poezji 

są prostota i zwięzłość. Ograniczenie jej do niezbędnych słów. Czasami kilkakrotnie 
poprawiam wiersze, aby nadać im pewien „surowy stan”. Każde słowo powinno 
wyrażać autentyzm życia. Poezja to również napięcia, przestrzenie, które istnieją 
między słowami.

*

czy umiesz przestać pisać
żeby zacząć czytać?

*

Pisanie wierszy jest czasem sprawą wstydliwą, czasem słabością. Już w szkole 

wytykają takiego palcami.

background image

Dlaczego pisze się wiersze?
Dlatego, że temu, kto je pisze, wydaje się, iż ma coś bardzo ważnego, osobistego 

do powiedzenia, tak ważnego, że trzeba to ocalić i zapisać.

Zostałem księdzem w najgorszym czasie stalinowskim. Uważałem, że właśnie 

wtedy trzeba było być księdzem i pisać wiersze o Bogu. Wbrew wszystkim 
zagrożeniom i pogróżkom już jestem pięćdziesiąt lat księdzem, a chciałbym trochę 
dłużej. Jestem księdzem szczęśliwym, więc i wiersze moje nie mogą być nieszczęśliwe.

*

Niektórzy w moich wierszach widzą tylko biedronki, sikorki i motyle, ale chyba 

widzą za mało i nie to, co trzeba.

Myślę, że mamy w Polsce bardzo wielką poezję religijno–patriotyczną, ale — jak mi 

się wydaje — nie mamy bogatej liryki religijnej. Tak się złożyło, że przeżywaliśmy 
ciężkie doświadczenia, rozbiory, przegrane powstania, ponurą okupację niemiecką, 
smutnej pamięci komunizm. U nas zawsze rozgrywa się kolejna część Dziadów.

Przypominam sobie nawet z czasów stanu wojennego jeden z dyskretnych 

wieczorów poetyckich w Warszawie, kiedy mówiono wiersz Matka Boska trzyma na 
kolanach zabitego robotnika
. Właśnie taki wiersz religijno–patriotyczny wówczas do 
wszystkich przemawiał.

Zawsze szanuję poezję patriotyczną, ale nie umiem pisać w jej duchu. Jeśli 

pamiętam, napisałem tylko jeden wiersz tego rodzaju:

Teraz

Teraz się rodzi poezja religijna
co krok nawrócenia
lepiej nie mówić kogo nastraszył
buldog sumienia
ale Ty co świecisz w oczach jak w Ostrej Bramie
nie zapominaj
że pisząc wiersze byłem Ci wierny
w czasach Stalina

Nie bardzo zdolny do pisania wierszy patriotycznych, zrozumiałem, że mam pisać o 

Bogu — i to jest religijna liryka, a o Nim można pisać tylko językiem paradoksów.

Bóg

Kto Boga stworzył
uczeń zapytał
ksiądz dał się przyłapać
poczerwieniał nie wie
A Bóg
chodzi jak po Tatrach w niebie
tak wszechmogący że nie stworzył siebie

background image

*

Mówimy dzisiaj o tak zwanym postmodernizmie, który głosi, że wszystko jest 

względne i niektóre słowa — ważne dla człowieka — straciły znaczenie: wartości
grzechzbawienie. Ten, kto pisze wiersze, może ożywiać język, szukając nowych 
słów.

Zamiast wartości, może powiedzieć „to, co ważne dla mnie”, •
grzech — „zdrada Jezusa, mojego przyjaciela”, „zerwanie przyjaźni z Bogiem”,
przykazanie — „zaproszenie do miłości”, 
zbawienieodkupienie — „ratunek od rozpaczy”.
Przez proponowanie nowych słów wiersze stają się poszukiwaniem dróg nowej 

ewangelizacji.

*

Ileż zależy od sposobu mówienia i nazywania!
Myślę, że przed tym, kto próbuje pisać wiersze, stoi wielkie zadanie do wykonania: 

zastąpienie zmęczonych słów — nowymi, odświeżenie języka.

Piszę językiem niedzisiejszej poezji i niedzisiejszej krytyki literackiej. Lubię wiersze 

serdecznie niemodne i szczęśliwie zapóźnione. Tęsknię za humorem, który uczy 
pokory, pozwala śmiać się z samego siebie, ratuje od patosu, tak bliskiego dawnej 
poezji religijnej, pozwala spojrzeć z uśmiechem nawet na dramat.

Bałem się

Bałem się oczy słabną — nie będę mógł czytać
pamięć tracę — pisać nie potrafię
drżałem jak obora którą wiatr kołysze

— Bóg zapłać Panie Boże bo podał mi łapę pies co książek nie czyta i wierszy nie 

pisze

Plotki

Chcą się dowiedzieć czegoś więcej o mnie
pisma pobożne dostojne
A więc:
mam dwie ręce lewą i prawą
dwie nogi kulawe
wariatki co poszły na wojnę
a poza tym
pod koniec wieku
wiersze spokojne

*

Pytają mnie nieraz, czy wiersze nie przeszkadzają mi w powołaniu kapłańskim.

background image

Odpowiadam nie wprost.
Bóg nie przekazał swego Objawienia przez tekst naukowy. Uświęcił wszystkie 

rodzaje literackie i gatunki literackie: lirykę, epikę, dramat, przypowieści, bajki. Język f 
nauki trwa krócej. Dzięki temu przekaz wiary jest bardziej osobisty, nie abstrakcyjny. 
Psalmy nie są sztuką o Panu Bogu, ale integralną częścią Objawienia.

*

Jeden z moich profesorów powiedział mi kiedyś:
— Cokolwiek napiszesz — jedni powiedzą, że to, co napisałeś, jest dobre, inni, że 

takie sobie, jeszcze inni, że do niczego — i wszystkie oceny będą słuszne.

*

Jestem bardzo wdzięczny tym, którzy pisali recenzje i artykuły o moich wierszach. 

Stale się od nich uczę. Zdarzało się jednak, że omawiając moje wiersze pisano o 
dialektyce, antynomiach, Pascalu, Heraklicie, Heglu, koegzystujących realiach. 
Przeraziłem się.

Otworzyłem tom moich wierszy i natrafiłem na takie teksty: „polna myszka siedzi 

sobie, konfesjonał ząbkiem skrobie”, „kto bibułę buchnie, temu łapa spuchnie”, „siostra 
Konsolata, bo kąsa i lata”, „rysowałem diabła bez rogów, bo samiczka” — i 
uspokoiłem się.

*

Lubię humor jako jeden z paradoksów, sposób zaskoczenia, a jednocześnie wyraz 

pokory. Broni przed patosem, który jest zawsze zarozumiałością — wspinaniem się na 
koturny.

*

Humor jest nie tylko obroną przed patosem, może być także świadectwem tak 

wielkiej wiary, że nawet żart, uśmiech nie umniejszają świętości ludzi i spraw. 
Przeciwnie, pozwalają na monumentalnych świętych spojrzeć jak na ludzi nam bliskich, 
serdecznych, „tak świętych, że niedoskonałych”.

*

Humorem staram się rozładowywać dramat. Nie wstydzę się sentymentalizmu i jego 

naiwności. Boimy się, że nas ośmiesza, czasem jednak właśnie ta śmieszność nas 
uczłowiecza.

*

Lubię humor dyskretnego uśmiechu. Dostrzegam w nim świadectwo pokory, 

wewnętrzne ciepło, próbuję dystansu.

Ocalenie

background image

Mówią że wiersz zbyt sentymentalny
że słowa się nie dziwią bo się głupio tulą
— Mój ty piesku mój kotku mój szczypiorku — mówią
lecz Bóg wynalazł humor by ocalić czułość

*

Czytałem, że dawno już temu jezuici pokłócili się z bernardynami o to, kto pisze 

lepsze wiersze.

— My piszemy: jezuita i kwita — powiedział jeden z bernardynów.
— My piszemy: głupi bernardyn.
— Przecież tu nie ma rymów.
— Nie ma rymów, ale jest sens — tłumaczył jezuita.

*

Ojciec Wacław Chabrowski, zakonnik, opowiadał mi kiedyś, że jeden z jego 

przełożonych zarzucał mu, iż niepotrzebnie pisze wiersze. Doradzał:

— Pisz jak Maria Konopnicka.
— Nie umiem.
— Pisz jak Wincenty Poi.
— Nie potrafię.
— Pisz jak siostra Nulla z Lasek.
— Nie jestem w stanie.
— No to ostatecznie pisz jak ksiądz Twardowski.

*

Dostałem list od nieznajomej pani: „W intencji księdza noszę pokrzywy pod 

koszulą”.

Inny nadszedł z więzienia: „Szanowny Księże! Ja też piszę wiersze, ale Pan pisze 

lepsze!”

*

Młody poeta przysłał mi tom swoich wierszy z miłą dedykacją na gwiazdkę. 

Pierwszy wiersz poświęcił mnie. Zaczynał się od słów: „Białego byka dnia Bóg zarżnął 
późnym wieczorem”.

*

Kiedyś wybrałem się do spowiedzi świętej poza Warszawę. Jako pokutę ksiądz 

polecił mi przeczytać kilka wierszy księdza Twardowskiego.

*

Pewna dociekliwa pani na jednym ze spotkań pytała: — W jakich okolicznościach i 

w jakim tonie pisze ksiądz o kobietach?

— Kobieta zawsze była natchnieniem. Kochałem je za Bóg zapłać.
Pani drążyła dalej:

background image

— Czy kobiety dysponują tą zapłatą?
— Raczej liczę na Boga. — odparłem.

*

Myślę, że wiersze mają swojego Anioła Stróża, który się nimi opiekuje. Jeżeli 

chodzi o mnie, ułożyłem modlitwę do Anioła Stróża swoich wierszy. Modliłem się, 
żeby albo umarły, albo trafiły do człowieka.

*

Modlę się do Anioła Stróża moich wierszy, żebym podawał to, co najważniejsze, i 

nie pouczał.

background image

odchodzić

background image

Powrót

Odejść od świata — zanurzyć się w Bogu
a potem znowu być tutaj z powrotem
aby powiedzieć — Już widzę odwrotnie
to co nieważne takie ważne teraz
jak jedno pióro wilgi zgubione w Afryce
jak kasztan co spada i puka do grobu
chłopcu co chrząszcza odnalazł martwego
co miał na krótko dwa wąsy zuchwałe
szepnąć — Patrz dojrzał do dalszej podróży
świętą Agatę budzi na dobranoc
Wszystko umiera co jest nieśmiertelne
ludzie rośliny zwierzęta skazane
deszcz błazen co zlał się na zegar słoneczny
smutna wierność na zawsze ale nie na co dzień
Odejść od świata — zanurzyć się w Bogu
i znowu potem powrócić na ziemię
uścisnąć małpę i ostre kamienie
żółwie bo idą najwolniej do ślubu
Wszystko co przyszło z Niewidzialnej Ręki
widzieć kobietę co biega po dworcu
czeka na tego który nie przyjechał
płacze i nie wie że tak się stać miało
bo miłość starsza od nas i większa niż szczęście
Bocian w gnieździe otwartym obraca się w słońcu
by stale swym cieniem pisklęta zasłaniać

mądrość też starsza od nas — więc czemu się boisz
— nie dręcz nad uchem jak mąż wystudzony
— przecież mogliśmy się tutaj nie spotkać
Kto wrócił stamtąd — nie pyta dlaczego

background image

Kiedy starość jest nieszczęściem? Wtedy, kiedy czekamy na śmierć.

*

Człowiek dobrze wychowany chętnie żyje i chętnie umiera.

To samo

Młodzi co biegną gromadą
dorośli co chodzą parami
starzy przy końcu osobno
tylko wciąż serce to samo
pracuje jak pszczoła po ciemku
szuka miłości w miłości
przed śmiercią czystą i wielką

Powracamy

Z Matką Boską jest tak
najpierw bliska najbliższa
jak choinka opłatek gwiazdka
mama, mamusia, matka
potem teologia tłumaczy sercu
że Pan Jezus na pierwszym miejscu
lata biegną samotność wieczność
powracamy do Niej jak dziecko

*

Jak pięknie starzeją się drzewa. Na przykład dąb z biegiem lat ma coraz bardziej 

krępe i rozłożyste konary, wyrastają sęki. Jest piękny, majestatyczny, groźny i święty 
w swojej starości. Buk staje się wyniosły. O jesionie mówią, że jest pielgrzymem i im 
dalej idzie, tym wyżej się wznosi.

A mężczyzna często wcale nie umie się starzeć, bo albo od razu staje się dziadygą, 

albo z biegiem lat — podstarzałym motylem i stale szuka romansu.

*

Módlmy się do Boga,
żeby nam się ruszała ręka i noga.

*

Jeden z proboszczów napisał węglem na ścianie: „młodej kobiety bój się, przed 

starą uciekaj”.

background image

*

Pewna staruszka, ile razy przewróciła się albo potknęła, beształa swego Anioła 

Stróża:

— Jak ty mnie pilnujesz, gapo!

*

Święty Antoni, święty Antoni
rentę zgubiłam pod miedzą.
Oj, co to będzie, oj, co to będzie!
— Wstyd, że tak mało — powiedzą.

Usłyszane zapisane

Drzwi zadrżały — kto to?
— śmierć
weszła drobna malutka z kosą jak zapałka
zdziwienie. Oczy w słup
a ona
— przyszłam po kanarka

Problem

Prosiła dla siebie o świadectwo zgonu
— A po co to pani?
— Kiedy umrę, jak ja to załatwię?

Na ręce

Nazywają cię brzydulą
uciekają w te pędy po kolei
biorę ciebie na ręce
jak królika na szczęście

śmierci — chwilo największej nadziei

*

Śmierć świętego Jana Chrzciciela może wywołać myśl o pokorze śmierci.
Jeden z moich znajomych powiedział: 
— Żebym tak umarł na serce! Jaka to wzniosła śmierć i jak to ładnie brzmi: serce 

przeszyte strzałą śmierci. A jak brzydko powiedzieć, że komuś popsuła się proteza i 
udławił się własnym zębem.

Jesteśmy tacy próżni, że chcemy wybrać sobie ładną śmierć. Ale nawet w śmierci 

człowiek maleje, aby było widać Boga i Jego sprawy.

background image

*

Kiedy się rodzi
rodzina z radości skacze
mamusia dumna
tylko on płacze

Kiedy umiera
najbliżsi chlipią
siedzą jak na pomniku wrony
tylko on zadowolony

*

Przychodzi chwila śmierci, a po śmierci już nie ma podziału na „wierzących” i na 

„niewierzących”, bo wszyscy wiedzą o Bogu. Już nie ma wiary — jest tylko wiedza, że 
Bóg jest. Oby ta wiedza była źródłem szczęścia, a nie źródłem beznadziejnej tęsknoty 
dla tych, którzy odwrócili się od Boga.

*

Czym jest śmierć?
Jest drogą bez powrotu. Podróżą w jednym tylko kierunku — do Boga.
Życie po śmierci jest jedną z największych tajemnic wiary. W chwili śmierci 

chrześcijanin wszystko porzuca, idzie za głosem Jezusa: „Pójdź za Mną”.

Choćby nie był zakonnikiem, składającym śluby zakonne — jeśli umiera po 

chrześcijańsku, spełnia trzy śluby zakonne: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.

Umiera czysty, bo tylko Bóg jest jego miłością; ubogi, bo nie w skarbach 

doczesnych, ale w Bogu pokłada nadzieję; posłuszny, bo z wiarą przyjmuje chwilę 
śmierci, jaką wyznaczył mu Bóg.

Spotyka się z Bogiem w duchu miłości, nadziei i wiary.

*

Czy pamiętamy, że Bóg jest nieunikniony, a każdy z nas jest nieodwołalny?
Bóg nie odwoła nas z tego życia. Powoła nas do drugiego, dalszego życia.
Wciąż jeszcze długa droga przed nami, nawet po śmierci, bo Nieunikniony spotka 

się z nieodwołalnym.

*

 „Czego płaczesz, kogo szukasz?” — zapytał Jezus Magdalenę, która stanęła przy 

Jego grobie. „Nie zatrzymuj Mnie, bo idę do Ojca, ale idź i opowiadaj, że 
zmartwychwstałem”.

Nieraz stoimy przy grobach i płaczemy. Chcemy zatrzymać umarłego, a on poszedł 

do Ojca. Dlatego mamy natychmiast iść w świat i opowiadać, że Bóg powołał Go do 
siebie.

Jaką radością jest powrót do Ojca!

background image

*

Na pogrzebie mojej niezapomnianej nauczycielki angielskiego, pani Jadwigi 

Humnickiej, byłem świadkiem następującego zdarzenia:

Kiedy już odmawiałem niemal ostatnie modlitwy, jedna ze znajomych potknęła się, 

upadła i poważnie skaleczyła. Wszyscy do niej podbiegli, bo rana wyglądała groźnie. 
Szukali nerwowo środków opatrunkowych we własnych torebkach, pobliskich 
samochodach. Tak zajęli się cierpiącą, że zapomnieli o pogrzebie.

Zostałem sam jeden ze zmarłą. Zamiast przygotowanego wcześniej przemówienia, 

powiedziałem parę słów, na które już nikt nie zwracał uwagi:

— Droga pani, całe życie myślałaś o innych, nie myśląc o sobie. I teraz nie chcesz 

swoim pogrzebem nikomu zawracać głowy.

*

Jan rzadko kiedy chorował
żył lat dziewięćdziesiąt szczęśliwie
mówiono na pogrzebie, że się kąpał w pokrzywie

*

Co może przeżywać nieboszczyk w czasie pogrzebu, kiedy mówią o nim same 

pochwały? „Niezwykły! Niezastąpiony! Społeczeństwo poniosło niepowetowaną 
stratę”.

Nie może się nawet zaczerwienić. Jest biały jak mąka pszenna. Nie może 

protestować rękoma, bo zesztywniały. Nie może odejść w zażenowaniu.

*

Jak urządzić porządny pogrzeb? Nic nie powiedzieć? —obgadają, że robił świństwa 

i nie chcą tego wyciągać; powiedzieć coś niedobrego? — nie można.

Co powiedzieć umarłemu, by mu ani nie dokuczyć, ani nie przechwalić?
Po prostu modlić się razem z nim.

*

Jak wygląda przeciętny ludzki grób?
To tak niewiele: mały prostokąt ziemi.
Jeśli jesień — liście.
Jeśli zima — śnieg.
Jeśli wiosna — zielona trawa, nowalijka.
Lampka — jeśli ktoś pamięta.
Śmietnik — gdy zapomną…
Ale jest duch, którym trzeba żyć. Jezus uczy przeprowadzać tego ducha poprzez 

śmierć ku zmartwychwstaniu.

*

Staramy się o swoje groby. Zimą omiatamy miotełką, żeby nie napadało za dużo 

background image

śniegu, latem patrzymy, jak rosną kwiaty. Stawiamy sobie ławeczki, żeby było komuś 
wygodniej siedzieć przy mogile.

Ale wszystkie groby rozwalają się w proch i nic z nich nie pozostaje, bo duch nie 

może się pomieścić w żadnym grobie.

*

Ciało umarłego oddajemy ziemi. Zasiane w ziemi. Niech wschodzi w ciemności i 

samotności grobu. Tym, którzy wracają od świętego grobu, wydaje się, że cały świat 
pociemniał. Nastąpić miał koniec świata, więc dlatego trwa dalej i wszystko się toczy.

Gdyby grób nie był tak ciemny i straszny, gdyby koniec nie był tak ostateczny — 

zmartwychwstanie nie miałoby swojego blasku.

Mało wiele

Żył lat mało wiele
serce złotoszczere
cudownie uzdrowiony
umarł na cholerę

Pomału

Tu leży pani co lat 97 miała
jak trudno się wygrzebać ze swojego ciała

*

Na cmentarzu w Wołominie na jednym z nagrobków przeczytałem napis: „Szanuj 

zdrowie, bo jak nie, to cię spotka to, co mnie”.

*

Tu leży Maria Dymek.
Ducha oddała Bogu,
ziemi — ciało,
jezuitom — domek.
Dobrze się stało.

*

Opowiadano mi taką historię. Jeden z dziedziców postawił nagrobek, na którym 

kazał wyryć napis:

Dobry z ciebie był parobek, 
więc ci stawiam ten nagrobek.

Zdarzyło się, że po pewnym czasie ktoś kredą dopisał:

background image

Kiedyś stawiał mu nagrobek,
to już nie był twój parobek,
ani tyś mu nie był panem.
Pocałuj go w piszczel. Amen.

*

Dzień 2 listopada 1999 roku był pogodny i jasny. I taki zawsze powinien być w 

pamięci człowieka wierzącego, bo jest to dzień mówienia o śmierci jak o spotkaniu z 
Bogiem, mówienia nie o zmarłych, ale o żywych.

Dzień pogodny, bo możemy sobie uświadomić bezsilność zarozumiałej wiedzy 

ludzkiej, bo gdyby nawet genialna nauka wymyśliła lekarstwo na śmierć i ludzie nie 
umieraliby, to zadusilibyśmy się wzajemnie i połamali sobie kości.

Jest prawo Boże i bezsilność nauki, która chwali się, że może wszystko, nawet 

stwarzać ludzi. Dzień bezsilności wiedzy jest jednocześnie dniem zwycięstwa wiary.

*

Dzień Zaduszny jest dniem nareszcie kochającej się społeczności ludzkiej. W tym 

dniu ludzie żywi mało myślą o sobie, bo myślą o zmarłych i mówią o nich dobrze. Nie 
pamiętamy głupstw, jakie popełniali, a wydobywamy dobro, które było nieraz tak 
ukryte. Mąż ze wzruszeniem myśli o żonie; z chryzantemą w ręku wygląda jak 
zakochany, chociaż nieraz może od niej uciekał. Żona już nie narzeka, że mąż pił, ale 
wzrusza ją jego złote serce. Ktoś zapomniał, że sąsiad stukał szczotką w sufit, a 
przypomniał sobie, jak dał staruszce dwadzieścia złotych.

W życiu przeważnie jest tak: narzeczem widzą swoje zalety, małżonkowie — swoje 

wady; żywi w żywych widzą wady, ale w umarłych zalety.

Jak optymistyczny jest Dzień Zaduszny, skoro uczy dobrego myślenia o ludziach.

*

Mówi się, że Wigilia jest dniem, kiedy od ludzi do ludzi płynie szeroka rzeka 

dobrych życzeń. W Dzień Zaduszny ta rzeka jest głębsza.

*

Ks. Józef Baka, jezuita żyjący w XVIII wieku, uznany dziś za wielkiego satyryka, 

tak pisał o śmierci:

Śmierć (jak o tym niżej będzie)
swoje figle płata wszędzie:
magnata przygniata,
bogacza zahacza,
młodzika spotyka,
dziada napada,
w rycerzy uderzy,
nawet księży zmitręży.

Śmierć babula,
Jak cybula

background image

Łzy wyciska,
Gdy przyciska.

*

Umarł ksiądz proboszcz, znany ze swojej gorliwości. Umarł także kierowca 

autobusu, znany pijak.

Znaleźli się obaj w niebie. Ksiądz zaczął narzekać, że jest mniej uhonorowany niż 

szofer. Pyta więc go, dlaczego tak jest. Usłyszał w odpowiedzi:

— Jak ksiądz głosił kazania, to wszyscy spali, a jak ja jechałem, to wszyscy się 

modlili.

*

Wszyscy zebrali się, żeby otworzyć testament zmarłego księdza. Odczytano: „Niech 

każdy łapie, co może”.

*

Niebo, czyściec i piekło to stany, które znajdują się poza granicami czasu i 

przestrzeni. Na pewno nie są to konkretne miejsca we wszechświecie.

Niebo jest stanem, w którym człowiek żyje z Bogiem, w którym zostaje całkowicie 

ogarnięty chwałą Bożą. Jego wszechogarniającą miłością.

To ciekawe, że człowiek nie ginie po śmierci, nie podlega unicestwieniu, nie zostaje 

przez nic wchłonięty, ale nadal żyje. Dzięki temu niebo stanowi dopełnienie 
człowieczeństwa. Ukazuje wielką wartość człowieka.

Z jednej strony wobec Boga jesteśmy niczym, a z drugiej — nagle okazuje się, że 

jesteśmy dla Niego ważni także po śmierci, po prostu na zawsze.

Potem

Było po śmierci
świat stał się biały
jak na rozpacze lek
wszystkie me grzechy się rozpłakały
i ucałował śnieg

Chodzi

Chodzi po czyśćcu tam i z powrotem
miłości ludzkiej grzeszny baranek
szepce po cichu nieśmiałe słowa
jeszcze do nieba spory kawałek

Po staremu

background image

W niebie nie ma komputerów
postęp nie popędza —
wszystko po staremu
ta sama kapliczka serca

*

Czy w niebie może być nudno? Wydaje mi się, że niebo będzie ciągłym zgłębianiem 

Bożych tajemnic, nieustannym ich odkrywaniem, jak w miłości. Przecież każda 
tajemnica w jakiś sposób człowieka fascynuje, cieszy. Jej odkrycie zawsze napawa nas 
i nadzieją, i radością.

Nie należy nadto zastanawiać się, jak będzie w niebie. Nie trzeba na siłę zgłębiać 

tego, czego nie ujawnił ani nie dopowiedział Bóg.

Czyściec stanowi preludium zbawienia.
Z czyśćcem jest podobnie jak z zaproszeniem na przyjęcie. Zanim się zasiądzie do 

stołu, trzeba umyć ręce. Z wejściem należy jednak zaczekać na swoją kolej. Ważne jest 
jednak to, że zostało się zaproszonym.

Piekło jest odejściem od Boga. Czasem trzeba przejść piekło, by dostąpić nieba. 

Dosięgnąć dna, by odbić się i zobaczyć Boga.

Myślę, że piekło istnieje już na ziemi i niektóre diabły powyłaziły na zewnątrz.

*

Ci, którzy nie wierzą, wzruszają ramionami, kiedy się im mówi o życiu wiecznym.
— Przecież to straszne — tłumaczą — gdyby przyszło stale żyć.
Nie można patrzeć na Zmartwychwstanie Jezusa jak na wskrzeszenie. To 

wskrzeszony Łazarz wrócił z powrotem do dawnego życia.

Nie można patrzeć na Zmartwychwstanie jak na reanimację. Tych, którzy 

niedokładnie jeszcze umarli — reanimują, przywracają do życia, za wszelką cenę 
usiłują wyrwać z mroku śmierci.

Zmartwychwstanie Jezusa to nie podróż tam i z powrotem. Jezus umarł, ale 

poprzez śmierć, poprzez grób, jak przez bramę, poszedł dalej.

Radość wielkanocna to oderwanie się od życia doczesnego. Jaka to radość iść i nie 

wrócić, aby żyć nowym, coraz pełniejszym życiem z Bogiem. 

background image

* * *

Rok 2000 mówi o nadziei, skłania tez do myślenia o czasach ostatecznych. Chociaż 

uważam, że w czasach ostatecznych żyjemy już całe dwa tysiące lat. Przecież Pan 
Jezus z chwilą, gdy zapowiedział swoje powtórne przyjście, wskazał tym samym na 
koniec świata. Od tamtej pory każda chwila zbliża nas do końca świata, a nie oddala. 
Poza tym to Jezus, nikt inny w dziejach ludzkości, przekazał człowiekowi ostateczną, 
najważniejszą prawdę o jego istnieniu.

Każdy nekrolog jest końcem świata dla danej osoby. Zwykle przed terminem, jak 

się nam wydaje. Zawsze musimy być na to przygotowani. Prosimy o to w modlitwie 
Ojcze nasz, mówiąc „Przyjdź królestwo Twoje”.

Zawsze w centrum historii jest Bóg. Choć oczywiście każda epoka ma swoich 

geniuszy, ludzi ponad miarę. Dzisiaj papież Jan Paweł II jest znakiem dla świata, darem
Ducha Świętego, człowiekiem swojej epoki.

Trzeba pamiętać, że zawsze ponad wszystkim znajduje się Bóg — Pan historii i 

Sprawca dziejów. Tę prawdę potwierdza Ewangelia. Można w niej znaleźć szereg 
imion: Tyberiusz, Herod, Piłat. Wspomina się tych dostojników, warto jednak 
zauważyć, że jeżeli ich jeszcze pamiętamy, to tylko dlatego, że za ich czasów narodził 
się Jezus Chrystus. W przeciwnym razie z pewnością zginęliby na śmietniku historii. 
Logika dziejów jest taka, że ostatecznie zwycięży dobro, a nie zło.

Ludzie mówią dzisiaj o końcu świata, a Pan Jezus w Ewangelii o nowym świecie; to 

jest zupełnie inne spojrzenie. Uważam, że w trzecim tysiącleciu nastąpi odrodzenie 
chrześcijaństwa.

*

Gdyby ktoś powiedział przed wojną,
że Wrocław będzie polskim miastem,
Polak zostanie papieżem,
komuniści postawią pomnik Prymasowi,
nikt by w to nie uwierzył.
A wszystko to się stało
— mówił wół w Betlejem osiołkowi.

Jaki będzie wiek dwudziesty pierwszy?
pytają
pastuszkowie co uklękli w śpiewie
trzej mędrcy co do gwiazdki mrugają
nawet Jezus tak maleńki — że nie wie.

Osiołek na całego płacze
bo nie wierzył, że wszystko inaczej.

„Kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła” (Mł 21,42).
Wydaje się, że na naszych oczach dzieje się wielkie widowisko. Niektórzy chcą 

usunąć Boga, jak niewygodny dla siebie kamień. Ciekawa rzecz. Bóg jakby zgodził się 
na to, żebyśmy zobaczyli, co będzie bez Niego.

Co dzieje się, kiedy człowiek odrzuca Boga? Miejsce bez Boga jest puste. Człowiek 

chce je koniecznie czymś zapełnić, bo czuje, że nie jest bezpański i do kogoś należy.

Niektórzy stawiają na miejsce Boga bożka ludzkiego, ale człowiek jest przemijający 

background image

i może odejść jako zbrodniarz. Niektórzy stawiają na miejsce Boga sztukę, ale sztuka 
nie jest tylko umiejętnością. Ma tajemniczy rodowód. Rodzi się z natchnienia, z iskry 
Bożej. Jeżeli sztuka wyłącza Boga, staje się męczącą namiętnością. Inni w miejsce 
Boga stawiają naukę i… wymyślają bombę atomową. Najczęściej na miejsce Boga 
stawia się pieniądz albo potrzebę jego użycia.

Ostatecznie człowiek, który uważa, że Bóg zabiera mu wolność, może wpaść w 

jeszcze większą niewolę ponurych dyktatorów, niemoralnych uczonych, artystów, 
dorobkiewiczów.

Puste miejsce po Bogu może wypełnić tylko sam Bóg.

background image

nota edytorska

Podstawę źródłową Elementarza stanowi cała powojenna twórczość księdza Jana 

Twardowskiego do roku 1999. Znalazły się w nim liczne fragmenty o charakterze 
pierwodruku. Ponadto wiersze i proza, opowiadania dla dzieci, prace 
krytycznoliterackie, homilie, komentarze do czytań liturgicznych, felietony, zapiski, 
aforyzmy, anegdoty — publikowane w tomach autorskich, czasopismach, pracach 
zbiorowych. Wyzyskano także publikowane rozmowy z autorem oraz wypowiedzi ze 
spotkań autorskich.

Jeśli wiersz lub tekst prozatorski drukowany był wielokrotnie, za podstawę przyjęto 

edycję najnowszą.

W cytatach pochodzących z wierszy zachowuje ^ic zredukowaną interpunkcję. Dwa 

utwory mają w stosunku do tomów źródłowych zmienione tytuły: Dla dzieci o 
świętach i kolorach (Święta i kolory, 
w: Kubek z jednym uchem, Warszawa 1998); 
Wiersz staroświecki (Pomódlmy się w Noc Betlejemską, w: Noc Szczęśliwego 
Rozwiązania, 
Poznań 1995) — tekst zmieniony w stosunku do pierwodruku.

background image

Bibliografia:

1. zbiory wierszy: Miłość miłości szuka. Wiersze 1937–1998. Zebrała, oprać, 

posłowiem i kalendarium opatrzyła A. Iwanowska, 1.1–II, Warszawa 1999; Niebo w 
dobrym humorze, 
Warszawa 1998; ponadto znalazły się tu wiersze najnowsze, dotąd 
nie publikowane: Na dnie, Nic, Osiemnastolatka, O spokój, Ważne; 2. zbiory wierszy i 
prozy: Milczysz ze mną [wiersze i proza o tematyce maryjnej]. Wybór i oprać. A. 
Iwanowska. Posłowie J. Kotarska, Poznań 1996; Po wszystkie dni [wiersze i proza o 
tematyce eucharystycznej]. Wybór, oprać, posłowie A. Iwanowska, Poznań 1997;

3. zbiory prozy i wierszy dla dzieci: Dwa osiołki. Wybór i oprać. W. Smaszcz, 

Warszawa 1998; Kasztan dla milionera, Szczecin 1993; Kubek z jednym uchem. 
Wybór i oprać. A. Iwanowska, Warszawa ,1998; Najnowszy zeszyt w kratkę. 
Przygotowała do druku A. Iwanowska, Kraków 1997; Patyki i patyczki, wyd. 10, 
Warszawa 1998; Zeszyt w kratkę. Rozmowy z dziećmi i nie tylko z dziećmi, wyd. 2 
poszerz., Kraków 1978;

4. proza ewangeliczna i kaznodziejska:
a) publikowana — Droga Krzyżowa, w: Droga Krzyżowa. Dzieje nabożeństwa i 

antologia współczesnych tekstów. Oprać. J. Kopeć, wyd. 3, Poznań 1987; Droga 
Krzyżowa II, 
w: Drogi krzyżowe. Rys historyczny i teksty (Studium pasyjne). Oprać. 
W. Smereka, wyd. 2, Kraków 1980; Kilka myśli o ośmiu błogosławieństwach. 
Wybrała A. Iwanowska, Poznań 1999; Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony. 
Spotkania na Drodze Krzyżowej. 
Wybór, oprać, wstęp A. Iwanowska, Poznań 1997; 
Wszędy pełno Ciebie. Oprać A. Iwanowska, wyd. 6 zm., Warszawa 1999; Kilka 
zapisanych myśli, 
„W drodze” 1979, nr 12; Na rekolekcje i na co dzień, w: W nurcie 
zagadnień posoborowych, 
t. XI: Na rzecz postawy chrześcijańskiej. Praca zbiorowa 
pod red. B. Bejze, Warszawa 1978; Zapisane w brulionie, w: W nurcie zagadnień 
posoborowych, 
t. XVI: Wiara i życie. Praca zbiorowa pod red B. Bejze, Warszawa 
1985; Zapisane w brulionie, „Polska Sztuka Ludowa” 1986, nr 1/2; 
Zmartwychwstanie, w: Droga Krzyżowa, pod red. J.L. Śpiewaka, Kraków 1988;

Słowo na pogrzebie Mirona Białoszewskiego, „Tygodnik Powszechny” 1983, nr 29; 

Słowo o poecie Bogdanie Ostromęckim, „W drodze” 1979, nr 4; homilia z 30.05.1993, 
„Miesięcznik Archidiecezji Gdańskiej” 1996, nr 1/3; b) nie publikowana — homilie 
1968:14.05; 1969: 12.05; 1970: 1.05, 4.05, 5.05, 12.05, 14.05, 14.06, 18.06, 5.07; 
1971: 25.02, 4.03, 9.05, 11.05,14.05, 3.09, 5.09, 7.09, 29.10, 4.11, 12.12, 19.12; 
1972: 30.05; 1973: 4.01, 7.01, 21.01, 26.01, 9.02; 1974: 8.05, 29.12; 1975: 7.07; 
1976: 2.02, 3.04; 1980: 8.02, 9.05, 3.07, 6.11; 1982: 1.04, 1.07; 1983: 7.01, 19.08, 
1.09, 21.10, 2.11, 1.12; 1989: 30.04; 1996: 31.03; 1999: 11.04, 5.11, 2.11 oraz 
homilia z 4.07.1998 wygłoszona w czasie Mszy św. dziękczynnej w pięćdziesiątą 
rocznicę kapłaństwa;

— rozważania w czasie nabożeństw Drogi Krzyżowej: 20.03.1970; 8.03.1974; 

16.03.1979; 6.03.1981; 13.04.1984;

— rekolekcje: 1970, 1973, 1995;
5. felietony: „Przegląd Katolicki” 1999, nry 18, 19, 20, 22, 25; „Uroda” 1998, nry 

4, 5, 6, 7, 8, 9, 11, 12; 1999, nry 1, 4, 5, 6, 11, 12; 2000, nr 1, oraz Żyć chwilą 
konsekracji, 
„Pastores” 1998, nr 1;

6. recenzje i wypowiedzi o poezji: List do Księdza Janusza St. Pasierba, „Przegląd 

Katolicki” 1989, nr 31; O wierszach ks. Wacława Oszajcy, „Więź” 1980, nr 6; Od 
autom, 
w: Poezje wybrane, Warszawa 1980; *** [O liryce religijnej], „Poezja” 1973, 
nr 2; o Mikołaju Sępie Szarzyńskim, „W drodze” 1983, nr 5;

background image

7. wybory aforyzmów: Pewność niepewności, czyli paradoksy, aforyzmy, pytania, 

złote myśli etc. z wierszy i prozy. Wybór A. Iwanowska. Posłowie K. Orzechowski, 
wyd. 3, Warszawa 1998;

8. zbiory anegdot: Niecodziennik, Kraków 1991; Niecodziennik wtóry, Kraków 

1995;

9. wywiady: Dramat jest wtedy, gdy widzimy wszystko osobno. Zanotowała 

Katarzyna Boruń–Jagodzińska, „Powściągliwość i Praca” 1991, nr 6/7; Dzielę się 
wiarą. Rozmowa z ks. J. Twardowskim o dzieciach i katechizacji. 
Rozmawiała Wanda 
Paszewska, „W drodze” 1988, nr 3/4; Jak się nazywa to nienazwane. Rozmawia 
Kalina Gawęcka, „Filipinka” 1981, nr 24; Jan od Biedronki. Z poetą, ks. Janem 
Twardowskim rozmawia Alicja Niedźwiecka, „Kontakty” 1993, nr 19; „Jestem bo 
Jesteś”. Z księdzem Janem Twardowskim rozmawia Helena Zaworska, 
Kraków 1999; 
Ksiądz Jan Twardowski w swoim poetyckim świecie. Rozmawiała Iza Woj—
ciechowska, „Express Ilustrowany” 1991, nr 231; Który stwarza poezję. Rozmowa 
„Spotkań” z ks. Janem Twardowskim, poetą. 
Rozmawiała Joanna Sypuła, „Spotkania” 
1993, nr 8; Który stwarzasz jagody… Z ks. Janem Twardowskim rozmawia Anna 
Baniewicz, „Rzeczpospolita” 1990, nr 298; Modlitwa nie szuka słów… Rozmowa z ks. 
Janem Twardowskim. 
Rozmawiała Mariola Orzepowska, „List” 1993, nr 9; Mówić o 
Bogu wierszem. 
Z ks. Janem Twardowskim rozmawia Tomasz Jastrun, „Przegląd 
Katolicki” 1984, nr 1; Obcowanie z Bogiem [rozmowa z ks. J. Twardowskim], w: K. 
Strzelecka, Miasto świateł, Kraków 1987; „Okruchy dobra zebrane razem, cięższe od 
słonia”. Rozmowa z księdzem Janem Twardowskim. 
Rozmawiała Agnieszka 
Malinowska, „Kultura i Życie” (dodatek do „Życia Warszawy”) 1991, nr 15 (27–
28.07.1991); Podzielić się wierszami. Z ks. Janem Twardowskim, poetą, rozmawia 
Jerzy Nachiło, „Kurier Poranny” 1992, nr 266; Poeta i paradoksy. Rozmowa z Janem 
Twardowskim. 
Rozmawiał Marek Żieliński, „Nowe Książki” 1981, nr 1; Świat jest 
naprawdę cudowny… 
Z ks. Janem Twardowskim rozmawia Krystyna Nastulanka, 
„Polityka” 1978, nr 34; Tajemnice niewymyślone przez człowieka i dla człowieka 
niezrozumiałe. Rozmowa z księdzem Janem Twardowskim. 
Rozmowę przeprowadził 
Marian Schmidt, „Nasza Rodzina” Paryż 1987, nr 6; Ufać Panu Bogu jak dziecko. 
Ksiądz Jan Twardowski dla „Słowa—Dziennika Katolickiego”. 
Rozmawiał Krzysztof 
Tadej, „Słowo–Dziennik Katolicki” 1993, nr 26; W poszukiwaniu zapomnianych 
wartości. Z 
poetą, ks. J. Twardowskim rozmawia Elżbieta Karasiewicz, „Głos 
Szczeciński” 1992, nr 121; Zapatrzony w niebo? Rozmawiał Michał Górecki, „Gazeta 
Pomorska” 1993, nr 32; Za progiem słowa. Rozmowa o Annie Kamieńskiej z ks. 
Janem Twardowskim. 
Rozmawiała Izabela Skąpska, „W drodze” 1987, nr 6; Zawsze 
fascynował mnie cud życia. Rozmowa z księdzem Janem Twardowskim. 
Rozmawiał 
Zbigniew Dolecki, „Kierunki” 1981, nr 25; Zobaczyć od nowa. Rozmowa z ks. Janem 
Twardowskim. Rozmawiała Barbara Gruszka–Zych, „Gość Niedzielny” 1990, nr 15; 
10. wypowiedzi na spotkaniach autorskich: Mam tę świadomość, ze Bóg mnie 
prowadzi. Wypowiedź ks. Jana Twardowskiego na promocji zbioru wierszy „Trzeba 
iść dalej, czyli spacer biedronki” w dn. 4.05.1994, 
„Magazyn–Słowo–Dziennik 
Katolicki” 1994, nr 22 (dodatek do „Słowa” 1994, nr 102); fragm. wypowiedzi na 
spotkaniu ze studentami KUL, cyt. za: T. Polanowski, Wierszami mówię o Bogu, 
„Akcent” 1984, nr 1, oraz wypowiedzi niepublikowane z lat 1994–1999; tekst 
wystąpienia na KUL–u w dniu 22.04.1999 w czasie uroczystości wręczania doktoratu 
honoris causa, „Rzeczpospolita” 1999, nr 96.

Pragnę w tym miejscu gorąco podziękować Siostrom Wizytkom, a szczególnie 

Czcigodnej Matce Przełożonej Marii Klaudii Niklewicz, za łaskawe udostępnienie mi 
niezbędnych nieautoryzowanych materiałów źródłowych znajdujących się w bibliotece 
klasztoru w formie maszynopisów i nagrań. Słowa wdzięczności kieruję także w stronę 

background image

Siostry Małgorzaty Marii, której gorliwości w rejestrowaniu i gromadzeniu 
dokumentacji źródłowej nie sposób przecenić. Za wszelką życzliwość dla mnie przy 
pracy nad niniejszym zbiorem wszystkim, którzy znaleźli się na drodze jego 
powstawania, składam najserdeczniejsze Bóg zapłać.

Aleksandra Iwanowska