background image

RICHARD J. BOYLAN

PUŁKOWNIK STEVE WILSON – KOLEJNA ODSŁONA TAJEMNICY UFO 

Tytuł oryginalny "Colonel Steve Wilson: Whistleblower on UFO Secrecy". Artykuł pochodzi z dwumiesięcznika Nexus, vol. 7, nr 1, 

kwiecień-maj 2000. 

Poniższy szkic biograficzny oparty jest na wyrywkowych informacjach uzyskanych od samego pułkownika 

Steve'a Wilsona oraz danych zaczerpniętych z dokumentów dotyczących jego dymisji. Napisałem go, w 

dowód uznania dla człowieka, który czuł, że prawo opinii publicznej do poznania niezmiernie istotnych 

informacji o kontaktach z istotami pozaziemskimi jest ważniejsze od uprawianej przez wojskowych i 

wywiad żonglerki terminem "bezpieczeństwo narodowe" w celu ukrycia własnych poczynań. Oto historia 

Steve'a Wilsona bez żadnych upiększeń - człowieka, który zdecydował się powiedzieć ludziom prawdę. 

NIECZEKlWANA  INTERWENCJA  NIEWIDZIALNYCH  SIŁ

Steve Wilson urodził ę latach trzydziestych i spęł ęć w stanowym sierociń, skąuciekł powodu czębicia. 

Od naj młlat marzył, aby zostać . Dzięprzyjaźz prostytutką przysł"złsercu" został ęw wieku trzynastu lat 

do lotnictwa. Zawdzięł swojemu wysokiemu wzrostowi i swojej nowej "matce", która ośł, żskońł ślat, i 

podpisałzgodę jego słżę. 

Swoją karierę zaczął od szeregowca i musiał ciężko pracować na kolejne awanse. 

Ukończył  US   Armed  Forces  Institute,   co   dało  mu   średnie   wykształcenie,   a  następnie   uzyskał  dyplom 

ukończenia   dwuletnich   studiów.   W   tym   samym   czasie   uczęszczał   również   do   Lotniczej   Szkoły 

Mechanicznej, po ukończeniu której stał się dyplomowanym mechanikiem. Potem zapisał się do szkoły 

mechaników   pokładowych   i   przez   jakiś   czas   latał   na   B-17.   Po   awansie   na   sierżanta   sztabowego 

przydzielono go do załogi B-29, którym latał generał Crabbe. Generał polubił go i zachęcił do wstąpienia 

do szkoły  kadetów  mieszczącej się  w  bazie  sił powietrznych Kelly.  Po  jej ukończeniu uzyskał stopień 

podporucznika i został upragnionym pilotem myśliwskim. 

 Jego pierwszym przydziałem był 12 Dywizjon Myśliwski stacjonujący w bazie sił powietrznych Clark na 

Filipinach. Nie zagrzał tam długo miejsca, gdyż wkrótce przeniesiono go wraz dywizjonem do Korei, po 

czym   skierowano   do   67   Dywizjonu   Myśliwskiego   działającego   w   pobliżu   linii   frontu.   Bardzo   szybko 

przesiadł   się   ze   śmigłowego  Mustanga  na   odrzutowego  Sabre'a  i   ścigał   z   naddźwiękową   prędkością 

komunistyczne myśliwce w alei MIG-ów.

Tytuł   oryginalny   "Colonel   Steve   Wilson:   Whistleblower   on   UFO   Secrecy".   Artykuł   pochodzi   z  

dwumiesięcznika Nexus, vol. 7, nr 1, kwiecień-maj 2000. 

      Podczas jednego z wypadów w głąb terytorium wroga, którego celem było zbombardowanie tamy, 

zrzucił bomby, a następnie obserwował, jak rozpada się ona na kawałki. Gdy wykonał zwrot, aby wrócić 

do bazy, poczuł silny ból brzucha. Zerknąwszy w dół, spostrzegł tryskającą z boku krew. Przez radio 

poinformował dowództwo, że został trafiony ogniem naziemnym. Podał swoją pozycję oraz stan paliwa, po 

czym zameldował, że jest bliski omdlenia i na pewno nie wróci. Po tych słowach stracił przytomność. 

Dalsze wydarzenia wskazują, że przeżył wyłącznie dzięki niezwykłej interwencji niewidzialnych 

sprzymierzeńców. 

Trzy dni po ostatnim kontakcie radiowym obsługa wieży lotniska 67 Dywizjonu Myśliwskiego ujrzała 

niezwykły  widok. Samolot Wilsona podchodził do lądowania z wyłączonym  silnikiem!  Kadłub maszyny 

otaczało  dziwne zielonkawe światło.  Piloci, oficer dyżurny oraz personel bazy ze zdumieniem oglądali 

doskonałe, precyzyjne lądowanie. Potem w kabinie samolotu znaleźli nieprzytomnego Wilsona! Karetka 

odwiozła go natychmiast do szpitala, a kiedy odzyskał przytomność, okazało się, że rana po odłamku była 

już niemal całkowicie wygojona! Co więcej, koledzy z bazy poinformowali go, że w zbiornikach samolotu 

znajdowała   się   taka   sama   ilość   paliwa,   jaką   zgłosił   w   ostatnim   meldunku   radiowym.   Po   szybkim 

wyzdrowieniu bezzwłocznie  wrócił do bazy i sporządził raport z tego niezwykłego  zdarzenia. Niedługo 

potem jego raport zniknął i w bazie nikt nie chciał rozmawiać o jego cudownym powrocie. 

 Jakiś czas później przeszedł szereg badań i został przesłuchany przez, jak to określił, "dziwną grupę". 

Jej członkowie poddali go testom, które wykazały, że jego iloraz inteligencji wzrósł z i tak wysokiego 

poziomu 162 aż do 232 punktów. Po zakończeniu badań, wrócił do czynnej służby. Co ciekawe, w jego 

organizmie zaszły również zmiany, które wywarły wpływ na jego zdolności paranormalne. 

POMOC TELEPATII W BRAWUROWEJ  AKCJI  RATUNKOWEJ 

Dwa miesiące po nie wyjaśnionym ocaleniu Wilsona jeden z jego kolegów, Chuck, został zestrzelony 

nad Koreą. Wilson, a także inni piloci z dywizjonu, widzieli, jak jego samolot opada, a potem znika. Kiedy 

zawrócili   maszyny   i   obrali   kurs   powrotny   do   bazy,   Wilson   nieoczekiwanie   usłyszał   w   głowie   głos 

zestrzelonego   kolegi.   Chuck   wzywał   pomocy.   Wilson   podskoczył   ze   zdumienia.   Po   chwili   ponownie 

usłyszał jego głos. 

Złamał   szyk   i   zaczął   obniżać   lot   wypatrując   kolegi.   Dowódca   krzyczał   do   niego   przez   radio,   żeby 

wracał, ale Wilson udał, że go nie słyszy i zameldował o kłopotach z samolotem. 

  Lecąc   na   wysokości   około   100   stóp   (30   m)   rozglądał   się   uważnie   po   okolicy.   Nagle   usłyszał 

(telepatycznie)   wołanie   Chucka,   który   poinformował   go,   że   właśnie   przeleciał   nad   nim.   "Chuck   był 

przerażony tym, że go nie widzę" - powiedział później Wilson. Wykonał zwrot o 180 stopni i zszedł jeszcze 

niżej. Czuł, że Chuck musi być gdzieś w pobliżu. Wypatrzył dostatecznie rozległą polanę i wylądował na 

niej.   Kołując   po   ziemi,   dostrzegł   tkwiący   między   drzewami   samolot   Chucka.   Podjechał   do   niego, 

1

background image

wyskoczył z kabiny i podbiegł do wraku. Ciężko ranny Chuck tkwił uwięziony w fotelu. 

  W   relacji   Wilsona   cała   reszta   wyglądała   bardzo   prosto:   "Nie   wiem,   skąd   wziąłem   taką   siłę,   ale 

rozdarłem   blachę   wraku   wyciągnąłem   Chuckaz   kabiny   i   zaniosłem   do   mojego   samolotu.   Musiałem 

wyrzucić sprzęt radiowy, żeby zrobić miejsce dla nas obu. Siedząc mu na kolanach podkołowałem na skraj 

polany i dopiero kiedy zawróciłem, zobaczyłem, jak mało mam miejsca na rozbieg. Spojrzałem w niebo i 

powiedziałem: "Boż, jeśistniejesz, pomóż oderwać grata od ziemi. Nacisnąłhamulce i dałsilnikowi najwyż 

obroty. Kiedy je zwolnił, samolot pomknął ód. Gdy tylko poczuł, żodrywam się ziemi, zacząłchować ł. 

Przyczajony   w   ukryciu   wróg   zaczął   mnie   strzelać.   Przeleciałnad   nimi   i   w   tym   samym   momencie 

usłłszczępęąmetalu.   To   byłmoje   podwozie,   które   zostałna   drzewie.   Miałproblemy   ze   sterowaniem 

samolotem, ale jakoś łmi  się ócić bazy.  Zobaczyłczekająwzdłż  wozy straż, na wieżzamigotał  . Prosili, 

żpomachał ł, jeśnie mogę ć. Cóż mogł zrobić? Pomachał, przeleciał nad lotniskiem, żzobaczyli, na czym 

polega   mój   problem,   zrobiłjeszcze   jeden   nawrót   i   zaryłw   piasku   niedaleko   pasa.   Poczułwstrzą,   gdy 

samolot   zsunął   ę   pasa   i   zaraz   potem   znieruchomiał.   Pierwsza   nadjechałkaretka.   Dowlokłsię   niej   z 

Chuckiem   na   plecach.   Potem   obszedłsamolot   dookołi   obejrzałdziury   po   kulach.   (Późraport   mówił   38 

przestrzelinach). Poklepałogon i powiedział: "Dzię, stary". Potem zerknąłw niebo i dodał: "Tobie też ęę". 

Mimo niewykonania rozkazu (czego na szczęście dowódca dywizjonu nie mógł mu udowodnić) Wilsona 

wyróżniono orderem za odwagę. Sam Wilson całe to zajście skwitował lakonicznie: "Następnym razem 

trafiłbym pod sąd wojenny". 

POJMANIE I UCIECZKA 

46 dni później Wilson znalazł się w sytuacji, w której to on potrzebował pomocy. 

W trakcie przelotu nad terytorium wroga silnik jego samolotu odmówił posłuszeństwa i musiał lądować. 

Zanim   dostał   się   w   ręce   wroga,   zdążył   jednak   spalić   samolot.   Za   to,   a   także   za   milczenie   podczas 

przesłuchania,   bito   go   przez   trzy   dni.   Po   pierwszej   godzinie   władzę   nad   jego   ciałem   przejęła 

podświadomość, dzięki czemu nic nie czuł. 

  Wilson przytacza ponure szczegóły swojej niewoli: "Wypytywali mnie o mój dywizjon i ruchy wojsk. 

Pomyślałem, że jeśli dostatecznie długo zniosę tortury, to potem uwierzą we wszystko, co im powiem i 

dadzą mi spokój. Czwartego dnia do skrępowanych z tyłu ramion przywiązali mi kij, następnie zarzucili mi 

pętlę na szyję, a drugi koniec liny przytwierdzili do podkurczonych stóp. Gdybym spróbował opuścić nogi, 

pętla by mnie udusiła, odcinając dopłYw powietrza. Zamknęli mnie w małej bambusowej klatce, szerokiej 

na dwie, długiej na trzy i wysokiej na trzy stopy [0,6 X 0,9 X 0,9 m}. Leżałem w niej z głową na ziemi i 

podciągniętymi kolanami, uważając cały czas, żeby się nie udusić. W środku było za mało miejsca na 

jakikolwiek ruch. Pamiętam, że żółtki ze śmiechem pokazywały mnie sobie palcami, co wzbudziło we mnie 

nienawiść,  jakiej  jeszcze  nigdy  w  życiu  nie  czułem.  I  właśnie  wtedy w moim  umyśle  coś  pstryknęło. 

Pamiętam, że wyciągnęli mnie z klatki i zawlekli do chaty, ale moje ciało niczego nie czuło. Ktoś rozciął 

moje więzy i mój umysł zaczął z wolna normalnie funkcjonować. Od innych więźniów dowiedziałem się, że 

wytrzymałem tam piętnaście dni i byłem jedynym, który nie złamał się po tygodniu. Dopiero po upływie 

doby krążenie  wróciło  mi  na  tyle, że mogłem  poruszać  rękami i nogami.   Gdy mogłem  już  chodzić o 

własnych siłach, zaciągnęli mnie z powrotem do sali tortur, jak nazywaliśmy między sobą tamto miejsce. 

Poprzysiągłem sobie, że te dranie nigdy mnie nie złamią. Moja nienawiść stała się tak silna, że jeszcze 

dziś czuję na myśl o tym przerażenie. Patrzył, jak wtykają  pręt  w stawy rąk tak, że sterczał   pomiędzy 

kośćmi. Słłwłkrzyk, ale mój umysł był wyłączony, nie czułem żadnego bólu. Po paru dniach dołączyłem do 

pozostałych więźniówpo kilku następnych mogłem już ruszać rękami". 

  Po 32 dniach spędzonych w niewoli Wilson uznał, że ma już tego dosyć. Razem z innym pilotem 

dostrzegli w nocy  szansę  ucieczki i nie omieszkali  z niej skorzystać. Tej nocy na warcie stała dwójka 

żołnierzy, którzy naśmiewali się z niego podczas tortur. Wilson podszedł od tyłu pierwszego wartownika i 

skręcił  mu   kark.   Potem,  uzbrojony   w  jego   nóż,  dopadł  drugiego  i  poderżnął  mu  gardło.   Uciekinierzy 

wpadli w gęste zarośla i bez chwili wytchnienia biegli przez całą noc. 

 Później dowiedzieli się, że od linii frontu dzieliło ich zaledwie 45 kilometrów. 

 Posuwali się do przodu czołgając się i to wyłącznie pod osłoną nocy. Żywili się robakami i korzonkami, tak 

jak ich uczono w szkole przetrwania. Do pozycji amerykańskich dotarli po 23 dniach. 

  Wilson   tak   opisuje   końcowy   moment   ucieczki:  "Wspięliśmy   się  na   ostatni   grzbiet   i   z   góry 

obserwowaliśmy ruch w dolinie. Nuckolls przewrócił się na plecy; usłyszałem, jak jego skórzana kurtka z 

chrzęstem  odstaje od zmrożonej ziemi. «Udało  się»  - krzyknąłem. Nuckolls cicho płakał. Kto twierdzi, że 

mężczyźni nie płaczą? Z radością powitałem wrzask wartownika: «Kto idzie? Podejdź bliżej i pokaż się, bo 

inaczej odstrzelę ci ten twój pieprzony łeb!»" 

PRZYDZIAŁDO MAJESTIC-12 

 Kolejny przełom w życiu pułkownika Wilsona zaczął się w lecie 1960 roku. 

  Kubański   kryzys   rakietowy   nabrał   znaczenia   światowego.   Prezydent   Kennedy   i   sowiecki   przywódca 

Chruszczow prowadzili śmiertelnie niebezpieczną grę w sprawie obecności na Kubie sowieckich pocisków, 

która   doprowadziła   świat   na   skraj   globalnego   konfliktu   nuklearnego.   Istniała   realna   groźba   użycia 

marynarki wojennej do blokady wyspy i zatapiania statków przewożących międzykontynentalne pociski 

balistyczne. 

 W tym czasie Wilson otrzymał awans na kapitana i został dowódcą dywizjonu myśliwców taktycznych 

w bazie sił powietrznych Wright-Patterson mieszczącej się w stanie Ohio. Stamtąd przerzucono go do bazy 

marynarki   wojennej   Guantanamo   na   Kubie   z   zadaniem   osłony  okrętów  patrolujących   wody   Zatoki 

Kubańskiej. 

 W roku 1963 dywizjom Wilsona wrócił do bazy Wright-Patterson i niedługo potem skierowano go do 

lotów osłonowych nad Houston. Jeszcze przed pierwszym lotem powiedziano mu, że po zakończeniu misji 

2

background image

zostanie   przeniesiony   do   Majestic-12   i   awansowany   na   majora.   (Jak   miał  się  wkrótce   dowiedzieć, 

Majestic-12, w skrócie MJ -12, było supertajną organizacją sprawującą kontrolę nad badaniami UFO oraz 

pozyskanych   wraków   tych   poj   azdów   i   ich   załogan   tów,   a   także   nadzór   nad   rozpowszechnianiem 

wszelkich informacji na ten temat). Dzień, w którym tam trafił, na zawsze zapadł mu w pamięci. 

Misja Wilsona w Houston polegała na utrzymywaniu poza miastem wszelkich samolotów podczas wizyty 

w nim prezydenta Kennedy'ego. Jego dywizjon otrzymał rozkaz zestrzelenia każdego, kto nie usłuchałby 

polecenia   zmiany   kursu.   Właśnie   patrolował   przestrzeń   powietrzną   nad   miastem,   gdy   przez   radio 

nadeszła wiadomość o zamachu w Dallas. 

Wilson tak opisuje swoją reakcję: "Byłem w szoku. Kiedyś miałem możliwość poznać tego człowieka i 

naprawdę   go   polubiłem.   Do   oczu   napłynęły   mi   łzy,   toteż   niewiele   widziałem,   gdy   dostaliśmy   rozkaz 

lądowania. Prawie nie widziałem pasa z powodu nąpływających mi do oczu łez. To było chyba najgorsze 

lądowanie w historii dywizjonu. Zaden z pilotów nie miał suchych oczu". 

Po powrocie do bazy Wright-Patterson dowiedział się, że awansowano go na majora i otrzymał klauzulę 

dostępu   do   ściśle   tajnych  informacji.  W   ten  sposób  rozpoczęło   się   jego   zapoznawanie   z  tajemnicami 

dotyczącymi   NOLi   będącymi   w   posiadaniu   Majestic-12.   Pokazano   mu   ciała   pozaziemskich   istot   oraz 

szczątki   NOLi   z   katastrofy   w   Roswell   z   roku   1947   przechowywane   w   Hangarze   84   w   bazie   Wright-

Patterson. Przeczytał raporty na temat tego zdarzenia oraz sposobu, w jaki Majestic-12 zatuszowało całą 

tę   sprawę,   wiążąc   wszelkie   dokumenty   oraz   wydatki   z   katastrofą   w   Socorro   w   Nowym   Meksyku. 

Poinformowano   go   także,   że   do   Majestic-12   (także:   Majic-12)   przydzielono   go   z   powodu   jego 

szczególnych zdolności. Zapowiedziano, że otrzyma przydział do Pierwszego Dowództwa Specjalnych Sił 

Powietrznych i przejdzie odpowiednie szkolenie w Delta Force i Czarnych Beretach. 

Wilson tak komentuje  ten okres: "Przyglądałem  się ludziom, z którymi miałem odbywać szkolenie. 

Każdy z nich był doświadczonym zabójcą, natomiast ja wciąż nie byłem przygotowany do pracy w MIB-

ach   [Men   In   Black   -   Ludzie   w   Czerni],   Wackenhuts   [prywatna   firma   ochroniarska   współpracująca   z 

rządem przy realizacji tajnych projektów] i całej reszcie odzianego na czarno towarzystwa, które działa 

głęboko   zakonspirowane   pod   przykrywką   naszego   rządu.   Właśnie   wtedy   dowiedziałem   się,   że   muszę 

zniknąć". 

Wilson został poinformowany, że jego obecna praca jest objęta tajemnicą do tego stopnia, że jego 

dane   będą   wymazane   z   wszelkich   dokumentów,   a   on   sam   przeniesie   się   do   siedziby   Majestic-12. 

Powiedziano mu, że jego zdolności telepatyczne są niezbędne do pewnego wyjątkowego zadania, przy 

czym szczegóły z nim związane pozna, gdy uzyska klauzulę dostępu do danych o odpowiednio wysokim 

stopniu tajności. 

Wilson wspomina: "Poczułem się jak ktoś szczególnie ważny, moje poczucie własnej wartości z miejsca 

wzrosło   o   100   procent.   Skąd   mogłem   wtedy   wiedzieć,   że   zostanę   wciągnięty   w   jedną   z   najbardziej 

nikczemnych i odrażających akcji maskujących w dziejach ludzkości. Jeszcze dzisiaj robi mi się niedobrze 

na samą myśl tym ... wtedy jednak byłem przeświadczony, że służę dobru kraju. Nic nie wiedziałem o 

chciwości i potędze kilku ludzi znanych jako «Maji» [Najwyżsi rangą szefowie Majestic-12]" . 

WYPRAWA W GŁĄB WYDRĄŻONEJ GÓRY 

W ciągu następnych dziewięciu lat major Wilson odwiedził niemal wszystkie amerykańskie bazy lotnicze 

na świecie nawiązując kontakty z ludźmi o kluczowym znaczeniu dla MJ -12. 

W końcu, latem 1972 skierowano go do Pierwszego Dowództwa Powietrznych Sił Specjalnych w bazie 

sił powietrznych Vandenberg w Kalifornii. Wilson planował urządzić tam sobie urlop i trochę odpocząć. 

Ledwie   jednak   wypakował   swoje   rzeczy   i   schował   do   szafy   pustą   torbę   B-4,   gdy   do   pokoju   wszedł 

mężczyzna   o   wyglądzie   zbiega   z   obozu   jenieckiego.   Facet   błął   przed   oczami   identyfikatorem   CIA   i 

oznajmił, żma się ć, bo za 20 minut odlatuje. I rzeczywiście, w 20 minut później siedział ż samolocie 

kołuącego do startu. 

  Wiedział,   że   lepiej   nie   zadawać   żadnych   pytań,   niemniej   obserwując   wskazania   kompasu   oraz 

ukształtowanie terenu doszedł do wniosku, że znajdują się nad Nevadą. Samolot zatoczył koło i wylądował 

na   dnie   wyschniętego   jeziora.   Później   dowiedział  się,  że   było   to   Jezioro   Papoose   położone   w   głębi 

należącego do sił powietrznych poligonu Nellis w centralnej Nevadzie. Okoliczny teren oraz góry nawet z 

bliska wydawały się całkowicie bezludne. Przeszli do oddalonej o 300 metrów grupy skał. Po przeciwległej 

stronie,  między  wielkimi głazami, znajdowały się metalowe drzwi bez klamki. Facet z CIA otworzył je, 

odsłaniając wejście do tunelu. Na jego końcu Wilson szybko rozejrzał się wokoło. 

  Po dziś dzień zdumiewa go ogrom tamtej konstrukcji: "Mógłbym przysiąc, że cała tamta góra jest 

wewnątrz pusta. Samym środkiem biegł pas startowy, a na jego końcu znajdowały się wielkie wrota. Po 

ich otwarciu samolot mógł startować prosto z wnętrza góry". 

  Pracownik CIA bez słowa zaprowadził go do windy, po czym nacisnął jakiś nie oznakowany guzik i 

kabina   ruszyła   w   dół.   Wilson   nie   wie,   ile   pokonali  pięter,  ponieważ   winda   mknęła   z   oszałamiającą 

prędkością. Opadali tak szybko, że omal nie wydalił z siebie obiadu! Po wyjściu z windy zaprowadzono go 

do biura na końcu długiego korytarza, gdzie czekał na niego jakiś pułkownik. Wilson zasalutował, po czym 

zmierzył wzrokiem stojącego na wprost niego oficera. Załzawione oczy pułkownika miały nieprzyjemny 

wyraz, który pasował zresztą do jego oschłego zachowania. 

  Pułkownik poinformował Wilsona o jego nowych obowiązkach, jak również o rozkładzie lotów do i z 

dowództwa bazy sił powietrznych Nellis mieszczącego się w Las Vegas. Powiedział mu również o sposobie 

korzystania z wahadłowego połączenia  między Nellis i kwaterą główną realizowanego za pomocą tajnego 

tunelu. Ostrzeżono go, że wszystko, co widzi, jest  objęte  ścisłą tajemnicą,  i jeśli piśnie  o tym komuś 

choćby słowo, będzie to ostatnie słowo, jakie wypowie w życiu. 

3

background image

NOLE, OBCE ISTOTY I TRÓJWYMIAROWE NIESPODZIANKI W SEKTORZE S-4 

  Wilson rozpoczął służbę w obiekcie pod Jeziorem Papoose, wciąż nie wiedząc, co znajduje  się  na 30 

ukrytych   pod  ziemią   kondygnacjach.   Przeszedł   szczegółowe   szkolenie   w   zakresie   pracy   w   warunkach 

tajności i poznał wszelkie konsekwencje kontaktów z najbardziej strzeżonymi tajemnicami kraju. Przez 

kolejnych sześć lat nudził się okropnie, walcząc z czasem. W przeciwieństwie do pobytu w bazie Wright-

Patterson, miał wrażenie, że zawisł w próżni i nie zmierza w żadnym określonym kierunku. 

  Któregoś   ranka   właśnie   rozmyślał   nad   tym   w   swoim   biurze   w   S-4,   gdy   w   drzwiach   stanął 

nieoczekiwanie podpułkownik Bennett. Zapytał go, czy jest zajęty, po czym kazał mu iść z sobą. 

 Zjechali dwa  piętra niżej, do supertajnej strefy technologii NOLi. Tuż po wejściu do niej ujrzał osiem 

różnych   typów   NOLi!   Dookoła   nich   krzątali  się  ludzie   o   inteligentnych   twarzach,   których   wziął   za 

naukowców. Zerknął na Bennetta, który uprzedził jego pytania krótkim: "Daj sobie spokój". 

Po chwili wkroczyli do sali, w której siedziało około dwudziestu wojskowych i cywili. 

 Gdy w pomieszczeniu zjawiła się kobieta mierząca co najmniej osiem stóp [2,4 m] wzrostu, nie posiadał 

się ze zdumienia. Zapamiętał, że nie miała na sobie ani grama zbędnego tłuszczu. Ubrana była w dziwny 

kombinezon z literami HI powyżej prawej piersi. Do dziś pamięta szczegóły tego niezwykłego spotkania. 

"Ta   kobieta  miała   piękną   twarz  o  wysmakowanych  rysach.  Jej   blond   włosy  opadały   kaskadami   na 

ramiona, zaś oczy były najbardziej błękitne ze wszystkich, jakie kiedykolwiek widziałem. Wydała mi się 

jakaś inna, choć wówczas nie miałem jeszcze pojęcia, jak bardzo! Ustawiła na stole duży kryształ, po 

czym jej palce zaczęły nagle świecić, gdy przesunęła je nad nim. Po chwili w tamtym miejscu zaczął 

rozwijać   się   trójwymiarowy   hologram!   Rozejrzawszy   się   po   sali   stwierdziłem,   że   wszyscy   mają 

rozdziawione usta. Nagle uprzytomniłem sobie, że ja również. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że w tym 

momencie moje życie zmienia się na zawsze. To, co zobaczyłem, sprawiło, że odrzuciłem całą zdobytą 

wcześniej wiedzę. Moja koncepcja życia przeorientowała się o 180 stopni, gdy patrzyłem, jak barwny, 

dźwięczny hologram odsłania przed nami tajemnice przeszłości i teraźniejszość innych światów". 

Wilson powiedział, że wśród scen wyświetlonych przez kryształ pozaziemskiej kobiety znajdował się 

również hologram prezentujący historię Ziemi oraz zaangażowanie pozaziemskich istot w dzieje naszej 

planety. Jednym z jego przejawów było wytworzenie świadomości Jezusa i posłanie go, aby żył wśród 

Ziemian, nauczając, jak wieść lepsze życie. Ta niezwykła kobieta pokazała również zgromadzonym sceny 

z zamieszkałych planet w innych systemach gwiezdnych. 

To   przeżycie   całkowicie   przeobraziło   Wilsona.   "Kiedy   już   było   po   wszystkim,   wiedziałem,   że   bez 

względu na rolę, jaką mam odegrać w całej tej historii, moje dotychczasowe życie skończyło się raz na 

zawsze". 

Po pewnym czasie mianowano go na dowódcę powołanego do życia w roku 1980 "Projektu Pounce", 

który był kryptonimem elitarnej grupy złożonej z żołnierzy Czarnych Beretów i wojskowych uczonych. Jej 

zadaniem   było   jak   naj   szybsze   dotarcie   do   miejsca   katastrofy   NOLa,   otoczenie   terenu,   odnalezienie 

pozaziemskiego pojazdu i jego załogi, a następnie przywrócenie miejsca katastrofy do pierwotnego stanu 

oraz nakłonienie ewentualnych świadków do zachowania milczenia. 

  Otrzymawszy stopień pułkownika i klauzulę dostępu do tajemnic Ultra Top Secret, Cosmic  Q,  Level 

27, Wilson poznał wewnętrzną strukturę agencji Majestic-12. W ramach swoich obowiązków związanych z 

utrzymywaniem   tajemnicy   w   sprawie   NOLi   współpracował   z   "ludźmi   w   czerni"   z   prywatnej   firmy 

ochroniarskiej Wackenhut pracującymi na zlecenie MJ-12. Bardzo szybko zaczął gardzić tymi zabójcami. 

Dowiedział   się   również   o   tajnych   operacjach   w   kosmosie   prowadzonych   przez   wojskowych 

astronautów, którzy odbyli przeszkolenie w tajnej Specjalnej Akademii Sił Powietrznych. Astronauci ci 

latali zbudowanym w Stanach Zjednoczonych antygrawitacyjnym pojazdem kosmicznym - dwuosobowym 

dyskiem Lockheed X-22A. Startowali w przestrzeń kosmiczną z baz Vandenberg i Beale w Kalifornii. Z 

pomocą tego  pojazdu przepędzali NOLe uważane  za wrogie używając do tego celu broni z programu 

Gwiezdnych Wojen. 

UFO POWRÓT MAJI 

Pułkownik   Wilson   zdobył   nieco   wiadomości   o   najwyższych   władzach   Maji.   Poznał   między   innymi 

tożsamość dwóch członków jej zarządu, prezesa Henry'ego Kissingera, oraz doradcy naukowego, Edwarda 

Tellera,   posiadających   najwyższą   klauzulę   dostępu   do   tajemnic   Level   33.   Kiedy   zorientował   się,   jak 

bardzo są oni chciwi i żądni władzy, przestał darzyć ich jakąkolwiek sympatią. Odkrył, że Maji byli "na tyle 

potężni, że postępowali, jakby stali ponad prezydentem, prawami natury i wszystkimi ludźmi". Był mocno 

rozczarowany, kiedy dowiedział się, że to, co robią, ma na celu wprowadzenie "Nowego Porządku Świata". 

Rozczarowany niekonstytucyjnymi  i  nieetycznymi  poczynaniami   agencji  Majestic-12, a  także   swoim 

udziałem w "jednym z najnikczemniejszych i najhaniebniejszych poczynań maskujących, z jakimi świat 

miał do czynienia", złożył w końcu rezygnację. 

W   chwili   odejścia   po   40   latach   służby   w   siłach   powietrznych   był   dowódcą   eskadry   Pierwszego 

Dowództwa Powietrznych Sił Specjalnych w bazie Vandenberg. Jego odznaczenia, to między innymi Air 

Force Distinguished Service Medal,  Silver Star, dwa krzyże Air Force Distinguished Flying Cross, dwa 

Purple Heart, Joint Services Commendation Medal, Air Force Commendation Medal, USAF Good Conduct 

Medal i National Defense Service Medal. 

Po piętnastu latach wahań postanowił zaryzykować życie i opowiedzieć wszystko, co wie. Wykorzystał 

do   tego   celu   Internet,   umieszczając   szereg   informacji   na   stronie   Skywatch 

(www.wic.net/colonel/ufopage.htm)

  oraz   tworząc   grupęinformacyjną   zajmującą   się   propagowaniem 

informacji na temat NOLi 

(Skywatch_ok@msn.com).

 

Po latach kariery w wojsku i wywiadzie, kiedy postępował według obowiązujących przepisów, wykazał 

się   najwyższym   patriotyzmem,   nagłaśniając   istnienie   równoległego   rządu   stworzonego   przez 

skorumpowaną MJ -12. 

4

background image

  Chory na raka tak mówi o cenie, jaką przyszło mu zapłacić za lata przeżyte w "czarnym świecie" 

kamuflażu roztaczanego wokół zjawiska NOLi: "Jestem pozbawiony wszelkich uczuć. Związek z Maji zabił 

moje  wnętrze.  Wciąż jestem zimny i wyrachowany, nie pozwalam, aby ktokolwiek zbliżył się do mnie. 

Czuję  się   jak   robot   w   ludzkiej   skórze.   Zabijałem   bez   cienia   litości   i   kłamałem   dla   dobra   kraju   -   tak 

przynajmniej wówczas sądziłem". 

Jego końcowa uwaga sugeruje, że wkrótce wszyscy dowiemy się o pozaziemskich odwiedzinach, co w 

konsekwencji doprowadzi do głębokich przemian społecznych: 

"Oglądałem rzeczy niewiarygodne, zupełnie niepojęte dla ludzkiego rozumu. Pragnę dopomóc ludzkości w 

przebrnięciu przez to, co niebawem nastąpi". 

ROZMOWA  Z PUŁKOWNIKIEM STEVE`EM  WILSONEM

 

    

Poniższa rozmowa autora z pułkownikiem Steve'em·Wilsonem odbyła się 19 sierpnia 1997 roku. 

Dr    Richard Boyłan: W przesłanym przez pana schemacie organizacyjnym Miasta Gwiezdnych Wojen 

(SDI/01) znajduje  się ramka opisana jako "Specjalna  Akademia  Sił Powietrznych"  ["Air  Force  Special 

Academy"] (AFSA), podporządkowana Miastu Gwiezdnych Wojen w Colorado Springs. Zakładam, że nie 

jest to zwyczajna uczelnia wojskowa, czy mam rację? 

Pułkownik Steve Wilson: Nie, nie jest. 

RB:  Czy to AFSA szkoli wojskowych astronautów startujących w tajemnicy z bazy sił powietrznych 

Vandenberg w Kalifornii, podczas gdy media kieruje uwagę opinii publicznej na prom latający z Cape 

Canaveral na Florydzie? 

SW:  Tak, dotyczy to baz Vandenberg i Beale. RB: Czy AFSA pełni również 

inne funkcje? SW: Tak, związane z "facetami w czerni". 

RB:  Jakie zadania otrzymują ci Gwiezdni Wojownicy [wojskowi astronauci], kiedy są na orbicie? 

SW:    Mają   zestrzeliwać   nieprzyjazne   NOLe.   Stany   Zjednoczone   trafiają   przynajmniej   jednego 

dziennie. Inne kraje robią to samo. Rosja zalicza przeciętnie dwa trafienia dziennie. [Bardzo wątpię, aby 

USA zestrzeliwały jednego NOLa dziennie. Infonnatorzy  Z  ONI oraz CIA powiedzieli drowi Stevenowi 

Greerowi, że w roku 1995 "zestrzelono" dwa NOLe.  Z  moich badań wynika, że liczba trafień może  

wynosić sześć rocznie,  co  samo w sobie jest tragiczne bez względu na ilość. Dr Michael Wolf z MJ-

12/SSG twierdzi, że grupa renegatów  o  nazwie "Kabała" wywołuje te niczym nie sprowokowane ataki  

rozmyślnie, aby popsuć pokojowe stosunki między obcymi istotami i Ziemią. - Przyp. autora] 

RB:    Jakim   pojazdem   wojskowi   astronauci   wznoszą   się   w   kosmos,   aby   prowadzić   tam   swoje 

działania?   Czy   jest   to   [tajny,   podobno   nie   istniejący]   pojazd   kosmiczny  Aurora  poruszający   się   z 

prędkością   8   Machów   osiągający   pułap   100   mil   [160   km],   gdzie   atmosfera  zaczyna   przechodzić   w 

próżnię? 

SW:  Nie. Naszyn:i własnymi dwuosobowymi skopiowanymi NOLami zaklasyfikowanymi jako Ultra 

Sciśle Tajne [Ultra Top Secret]. 

RB:    [Ultra   tajna]  Pumpkinseed   [Pestka   dyni]  jest   podobno   znacznie   szybsza   i   posiada   o   wiele 

bardziej egzotyczny napęd,  wykorzystujący  pole  antygrawitacyjne.  Z kolei energię  czerpie  z reakcji 

antymaterii. Czy to tego pojazdu używają wojskowi astronauci w przestrzeni kosmicznej? 

SW:  Nie mogę tego skomentować, ale z pewnością może się pan tego dowiedzieć. RB: Na opublikowanym 

Skywatch schemacie organizacyjnym Miasta Gwiezdnych Wojen/Inicjatywy Obrony Kosmicznej jest 

zaznaczony 1010 Specjalny Dywizjon Bezpieczeństwa. Z pominięciem Sił Powietrznych podlega on 

bezpośrednio Narodowemu Biuru Rozpoznania (kamuflaż NO Li) oraz Maji (MJ-12, grupa , kształtująca 

politykę informacyjną w sprawie NOLi). Czy w skład tego wyspecjalizowanego dywizjonu wchodzą 

żołnierze elitarnych Czarnych Beretów (Delta Forces)? 

SW:  Nie, to agencja Whackenhut i jej zabójcy. 

RB:  Czy to w tej jednostce był ulokowany Projekt Pounce? 

SW:  Projekt Pounce nie istnieje jako wyodrębniony pododdział. Wszyscy mieliśmy inną pracę, każdy 

uczestniczył w Projekcie jako ekspert w swojej dziedzinie. Nie znaliśmy się nawzajem. Spotykaliśmy się 

jedynie   podczas   przeszukiwania   miejsca   katastrofy.   Dzięki   temu   zachowany   był   najwyższy   poziom 

bezpieczeństwa. 

RB:  Czy "najwyższy" oznacza Ultra Cosmic Top Secret, Q Clearance, Level 33? 

SW : Cosmic Q, Level33 mają Maji. Level32 to MJ-12; Level31 posiadają pewni pracownicy przemysłu 

lotniczego; Level 30 - pierwsza czwórka z Whackenhut itd., DOD, NSC. Ja miałem tylko Level 27 - 

dalej nie dotarłem. 

RE: Jak zawsze jest pan nieocenionym źródłem ciekawych informacji. Jeśli pan pozwoli, zadam jeszcze 

dwa pytania. 

RB: Ze schematu Miasta Gwiezdnych Wojen wynika, że Rockefeller Company jest jedną z elitarnych 

firm   przemysłu   obronnego   finansowaną   z   Czarnego   Budżetu   znanego   jako   SDIO/BMDO   (projekty 

Gwiezdnych Wojen). Jaki jest "wkład" Rockefeller Company w projekt SDIO? 

  SW: Nie znam szczegółów na ten temat. Moja wiedza sprowadza  się  do informacji ogólnej. Tylko w 

taki sposób można utrzymać tajemnice. Wszystko wiedzą tylko ci z Level 33 [Poziomu 33]. 

RB:    Na   tym   samym   schemacie  występuje  korporacja   Decision   Science   Applications,   Incorporated 

(DSAl). Nazwa ta jest bardzo podobna do Science Applications International Corporation (SAle) z San 

Diego  kierowanej przez  weterana czarnych operacji,  admirała  Bobbiego  Raya Inmana,   zajmującej  się 

produkcją silników do amerykańskiego pojazdu antygrawitacyjnego. Czy DSAI i SAlC to jedno i to samo, 

czy też tylko powiązane ze sobą firmy? 

  SW: Jest to grupa utworzona z szefów firm produkujących wojskowy  sprzęt  w Czarnej Strefie. A tak 

przy okazji, słyszałem,  że Inman im  prezesuje.  [Tak więc Decision  Science  Applications,  Inc.  (DSAI)  

składa się  Z  dyrektorów oddziałów film pracujących w ramach Czamego Budżetu (amelykański pojazd  

5

background image

antygrawitacyjny i broń kosmiczna), takich jak Rockwell, Martin Marietta, Boeing, IBM, Lockheed, McDon-

nell-Douglas,   FordAerospace,   Aerojet   Electro   Systems,   Teledyne   RyanAeronautical,   Inc.,   Kaman 

Industries Co., Rockefeller Co. oraz Fujika Co. Emerytowany admirał Bobbie Ray Inman z NSA kieruje  

zarówno DSAI ("działającym wewnątrz"), jak  i SAIC  ("działającym  na zewnątrz" Czamego Świata).  

kolei dr Michael Wolf z MJ-I2/SSG twierdzi, że DSAI i SAIC to jedno i to samo! - Przyp. autora] 

RE:   Panie   pułkowniku,   w   materiale   zamieszczonym   na   stronie   Skywatch   [poprzednio: 

www.wic.net/colonellufopage.htm]

  ujawnia pan organizację zajmującą  się  utrzymywaniem w tajemnicy 

informacji na temat NOLi. Prowadzi to do następującego pytania: Jaką rolę odgrywają dr Henry Kissinger i 

dr   Edward   Teller   w   tej   ultratajnej   organizacji?   Dr   Teller   umożliwił   Bobowi   Lazarowi,   fizykowi   z 

Departamentu   Wywiadu   Marynarki   Wojennej,   pracę   w   Sektorze   S-4   Strefy   51   nad   przebudową 

przechwyconych NOLi. Nowojorskie biuro dra Kissingera miało problemy z osobą wypytującą o związek 

Kissingera z kamuflażem wokół NOLi. Czy może rzucić pan nieco światła na rolę tych dwóch ludzi? 

 SW: Obaj są członkami MJ-12. W roku 1994 było ich wszystkich 36. Być może pana to zainteresuje, 

że   ich   wspólna   przeszłość  sięga  czasów   Projektu   Paperc1ip.   Choć   mają   odrębne   historie   z   czasów 

wcześniejszych, wygląda na to, że przebywali na Uniwesytecie Heidleburg, w czasie gdy powinni byli 

znajdować się w USA. Kissinger jest gorącym zwolennikiem i kluczową postacią w MK-ULTRA, podczas gdy 

Teller lubi stroić sobie z tego żarty. Nie mogę  tego dowieść. Po prostu słyszałem coś takiego od kogoś na 

wysokim szczeblu.~ 

 

Przełożył Mirosław Kościuk

6