background image

Kerrelyn Sparks – Najseksowniejszy istniejący wampir 

 

    

Rozdzia

Rozdzia

Rozdzia

Rozdziałłłł  

  

  

  trzeci

trzeci

trzeci

trzeci

 

 
 

Liczyli na niego. Każdy zwariowany Mistrz Klanu w wampirzym świecie. Gregori 
zmierzał do swojego biura w Romatechu, nadal przetwarzając wiadomości. 
  
Nie pokazał po sobie, jak bardzo był spięty. Nawet uśmiechnął się do Laszla, mijając go 
w holu i przybił z nim „piątkę”. Zachowaj spokój. Zachowuj się tak jak należy. To jest 
najlepsze wyjście aby się dopasować. To była mantra Gregoriego od osiemnastu lat, 
kiedy to przebudził się, jako Nieumarły.  
             
 A teraz on miał być planem? Nie wiedział czy powinien się cieszyć czy wkurzyć. Może 
cieszyć, jeśli tysiące Wampirów zaufały mu, że ich ochroni.  
 
Parsknął, kiedy otworzył drzwi od biura. Bezpieczny? To żart! Przez ostatnie 
osiemnaście lat, był tym, któremu starsi wojownicy grozili, że zabiją go dla zabawy.  
 
Zamknął drzwi i uderzył pięścią w włącznik światła, tak mocno, że pękł na dwie części.  
 
- Cholera. – Przeszedł przez pokój i minął biurko, by wyjrzeć przez okno.               
 
Latarnie oświetlały parking, ale jak zwykle jego spojrzenie wędrowało do tego samego 
miejsca, miejsca, w którym umarł. Nie było żadnych samochodów, by zasłaniać mu 
widok. Większość wampirów po prostu się teleportowała z miejsca na miejsce. Gregori 
czasami jeździł, aby popracować, aby być pewnym, że nadal to pamięta, ale lata mijały, 
a te śmiertelne umiejętności wydawały się nieważne i niepotrzebne. 
  
 
Wspomnienia przetaczały się przez jego umysł… Ciemna noc, strach i ból ataku, gorąco 
płynącej krwi i lodowaty lęk przed śmiercią, stłumione wrzaski jego matki. 
Wspomnienia nawiedzały go tylko przez kilka sekund, zanim je odrzucił. Przez lata 
nauczył się szybko reagować.  
 
Został przemieniony w 1993 roku, sześć lat, po tym jak Roman wynalazł syntetyczną 
krew, więc był on kimś rzadkim w świecie wampirów. To dało powód starszym facetom 

background image

do dręczenia go. 
 
Butelkowane dziecko.

1

  

 
Kilka nocy po przemianie, zrozumiał, że jeśli będzie odnosił sukcesy w nowym życiu, to 
może to wykorzystać. Zostaw stary świat. Zachowaj spokój. Zachowuj się jak należy.  
 
Więc ciężko pracował, aby się dopasować do świata wampirów. Ćwiczył kontrolę 
umysłu, lewitację i teleportację, aż dorównał starszym kolegom. Ciężko pracował w 
Romatechu i w 1998 został wiceprezesem do spraw marketingu. 
 
 W śmiertelnym świecie cieszyłby się sukcesem, ale w tym świecie, otoczony przez 
rozlatujących się starych wojowników, nigdy nie mógł uciec od swojego młodego 
wieku. Nienawidził bycia młodym wampirem, butelkowanym dzieckiem, które oni 
traktowali, jako małe. To sprawiało, że miał ochotę taki być. Miał ochotę być jak 
bezradny mały ptaszek z szeroko otwartym dzióbkiem, błagając, by starsze i 
mądrzejsze ptaki przynosiły mu robaki. Ta frustracja go wykańczała, ale tolerował to 
gówno.  
 
Dlaczego? Ponieważ kochał być wiecznie młodym. Kto by nie kochał? Przez 
osiemnaście lat cieszył się ciałem i energią dwudziestodziewięciolatka. Mógł ciężko 
pracować, ale jednocześnie imprezować całą noc. Całkiem zapomniał, że jeśli byłby 
śmiertelny, byłby czterdziestosiedmioletnim tumanem z żoną i gromadką dzieci.

2

 

 
Tylko jego matka wydawała się być świadoma jego prawdziwego wieku. Przypominała 
mu o tym codziennie opłakując brak wnuków.  
 
Z westchnieniem, Gregori odwrócił się od okna. Co za ironia. Te same wampiry, co 
drażnią się z nim z powodu jego wieku, właśnie teraz potrzebują jego młodości.  
 
Cieszyć się czy wściekać? Tak, cieszyć. Bycie specjalnym wysłannikiem u prezydenta to 
ciężka praca a on zapewnił chłopaków w sali konferencyjnej, że może osiągnąć cel. Ale 
do cholery! Jeśli oni opierają plan działania na nim, to powinni byli zaprosić go na 
spotkanie.  
 
Wściekać. Zdecydowanie. Złapał pudełko pastylek i otworzył. Jak oni ośmielają się 
planować mu życie bez jego wiedzy? Stare pryki miały po kilka wieków i nadal myśleli, 
że bycie Głową Klanu jest porównywalne do bycia królem. Jeśli chcieli jego pomocy, to 

                                                 

1

 W sensie, że karmione z butelki☺ 

2

 Wyobrażacie sobie, Gregoriego w wieku 47 lat?! Ja jakoś nie bardzo. 

background image

powinni byli spytać. Powinni okazać mu, choć trochę szacunku.  
 
Ale nie, myśleli, że mają prawo decydować za niego.  
 
Mały. Malutkie dziecko, które było zupełnie bezpieczne i nieszkodliwe. Nie mógłby 
skrzywdzić muchy. Trzask! Pudełko antystresowych pastylek wybuchło w jego dłoni. 
 
- Gówno! – Wyrzucił to do śmieci, gdzie wylądowało na trzech innych pudełkach po 
pastylkach.  
 
Zerknął na zegarek. Trzydzieści sześć minut do świtu a tak dużo do zrobienia. Po 
pierwsze, musiał coś zjeść, więc wyjął butelkę syntetycznej krwi z mini lodówki i 
wsadził do mikrofalówki. Kiedy się podgrzewała, odpiął górne guziki koszuli i zdjął 
krawat, po czym zrzucił go na kanapę. Wylądował na podbrzuszu VANNY.  
 
- Chcesz się dla mnie tym związać? – zamruczał, wiedząc, że ona tylko patrzy w 
przestrzeń szklanymi oczyma.  
 
VANNA była, Vampire Artificial Nutritional Needs Appliance

3

, owocem jego pomysłu z 

przed sześciu lat. On i Laszlo stworzyli kobietę, płciową zabawkę napełnioną 
syntetyczną krwią, więc wampir mógł udawać, że zdobywał jedzenie w staromodny 
sposób. Niestety, VANNA nie była dobrą zabawką do gryzienia. Jej gumowa skóra była 
za mocna do przebicia i dosłownie wyrwała jeden z kłów Romana. Mimo tego, Gregori 
nadal trzymał VANNĘ na przyjęcia. Nigdy nie była obrażona, jeśli chłopcy chcieli ją 
rozebrać i wgryźć się w nią. Ani przez ich prymitywne żarty lub wybuchy.  
 
Wyciągnął ją z szafy świeżo wypełnioną i założył jej czerwone bikini i zawiązał dużą 
czerwoną kokardę dookoła szyi. Będzie prezentem niespodzianką na pięćsetne 
urodziny Connora.  
 
- Może to trochę rozweseli tego marudę. – mruknął Gregori, wyjmując i odkręcając 
butelkę krwi, myśląc, co zrobić z reklamą. Potrzebował kogoś, z kim mógłby doglądać 
produkcji, kogoś, komu mógłby zaufać, kogoś, kto znał Simone i DVN. 
 
- Aha! – Odstawił butelkę na biurko i zadzwonił do Maggie O’Brian. Teraz mieszkała na 
ranczu w Teksasie, ale kilka lat temu, ona i jej mąż grali główne role w popularnej 
operze mydlanej DVNu Moda na krew. – Maggie, kochana! Jak się masz? 
 
Parsknęła. – Śmierdzę nietoperzym guanem. Co u ciebie, Gregori? 

                                                 

3

 Urządzenie sztucznie zaspokajające potrzeby żywieniowe wampirów 

background image

 
Też jestem po uszy w gównie. – W porządku! Dzięki, że pytasz. 
 
- To prawda, co mówi DVN? – spytała Maggie. – Że sekret się wydał i śmiertelnicy będą 
chcieli nas zabić? 
 
- Trochę przesadzili, Cukiereczku. Będzie dobrze, zaufaj mi.  
 
- Och. To znaczy, że Roman ma plan? 
 
Gregori zacisnął zęby. – Tak. A propos, Maggie, nie chciałabyś zarobić trochę 
dodatkowych pieniędzy? Potrzebuję kogoś, kto skończyłby produkcję reklamy Kuchni 
Fusion w DVN i oczywiście pomyślałem o tobie. Reżyserem jest Gordon. Pracowałaś z 
nim już? 
 
- Tak. Ty… chcesz, bym to zrobiła? 
 
- Pewnie. Byłoby wspaniale! I zobaczyłabyś się z Simone. Jest gwiazdą. 
 
Nastąpiła głucha cisza. – Guano nietoperza zaczyna wyglądać nawet nieźle. 
 
- Maggie, potrzebuję cię! A świat wampirów potrzebuje Kuchni Fusion. Wyobraź sobie 
te wszystkie wampiry z tym smutnym przygnębiającym brakiem gustu. Oni na ciebie 
liczą. 
 
Zaśmiała się. – Dobrze. Ale chcę dostać premię w razie niebezpieczeństwa ze strony 
Simone.  
 
- Dostałaś. I wyślę skrzynkę Blardonnay do twojego domu. Tylko przyjedź dzisiaj 
wieczorem do DVNu o północy, gotowa do strzelania batem.    
 
- W porządku. Tak się składa, że dzisiaj wieczorem mam zajęcia z dramatu w szkole. – 
Miała na myśli Dragon Nest Academy, gdzie uczyła się jej córka.  
 
- Doskonale. Dam znać Gordonowi, by czekał na ciebie. Dzięki, Maggie! – Gregori 
odłożył słuchawkę. – Tak! – Przeciął ręką powietrze, w geście radości, zadzwonił do 
Gordona, ale zastał tylko pocztę głosową. W ogóle go to nie zdziwiło, biorąc pod uwagę 
ile reżyser pił Blissky, to pewnie leżał teraz gdzieś pod stołem. 
 
Po zostawieniu wiadomości, Gregori rzucił marynarkę na kanapę i zdjąwszy spinki, 

background image

podwinął rękawy. Miał tylko dwadzieścia osiem minut na zebranie informacji i 
opracowanie planu przed zapadnięciem w śmiertelny sen.  
 
Usiadł za biurkiem i napisał Plan postępowania z Prezydentem na górze żółtej kartki. 
Pod spodem, napisał: Plan A i opisał to, co Roman, Angus i Sean, chcieli, aby zrobił.  
Przekonał prezydenta i jego doradców, że wszystkie Wampiry są bezpieczne i zupełnie 
nieszkodliwe. Później błagał, żeby ochronił ich przed tymi, którzy chcieliby ich zabić.  
 
Zmarszczył brwi. Ten plan był pomocny w utrzymaniu ich sekretu, ale jak on mógł 
negocjować z tak słabej pozycji? I dlaczego prezydent miałby uwierzyć, że są tacy 
bezpieczni i nieszkodliwi, po zobaczeniu video jak Connor zabija Casimira? 
 
Opuścił dwa wersy i napisał: Plan B. Zamiast grania ofiary, przedstawi siebie, jako 
przydatnego sojusznika. Opowie jak dobrze idzie współpraca MacKay S&I z zespołem 
Seana Whelana. 
Faktycznie, dwóch pracowników MacKay S&I jest byłymi agentami CIA a innych dwóch 
zostały zatrudnione przez FBI. Mógłby też ujawnić, że brytyjski rząd już wie o 
Wampirach i ma dobrą służbową relację z nimi. Opowiedziałby historię jak Angus 
MacKay otrzymał medal za uratowanie jakichś brytyjskich facetów z sił powietrznych 
podczas Drugiej Wojny Światowej.  
 
Ten plan, według Gregoriego miał więcej sensu, ale wiedział, że było kilka 
niedociągnięć. To mogłoby doprowadzić Wampiry do odwalania brudnej roboty za 
rząd. I prezydent prawdopodobnie chciałby wiedzieć jak Angus zdołał się przedostać za 
linię wroga.  
 
To sprowadziło Gregoriego do Planu C, w którym ujawniłby trochę mocy posiadanych 
przez wampiry. Wyjaśnił niebezpieczeństwo, jakie groziło światu ze strony 
Malkontentów. A później przekonałby prezydenta, że tylko Wampiry

4

 są zdolne 

zniszczyć Malkontentów. 
 
To był najśmielszy plan, ale też najniebezpieczniejszy. Takie moce jak kontrola umysłów 
i czyszczenia pamięci, mogłyby wydawać się zbyt groźne. Jeżeli rząd odkryłby jak 
bardzo potężne są Wampiry, mógłby pochwalić zabicie ich.  
Zasadniczo musiał przekonać prezydenta, że Wampiry są przyjazne i chronią 
bezpieczeństwa śmiertelników. 
 
Pomogłoby gdyby wiedział więcej o człowieku, który był prezydentem, Laureance 
Tuckerze.  

                                                 

4

 W org. było Vampy, ale tłumaczę Wampiry, tylko, że z dużej litery oznaczają te Dobre Wampiry☺ 

background image

 
Znalazł prezydenta w Google. Wstyd, żeby nie znać takich informacji, ale kto by za tym 
nadążał, skoro prezydenci mogli się zmieniać, co cztery lata?  
 
Zostawił tamten świat.  
 
Mniej więcej, pomyślał. Teraz z powrotem do niego wracał. Łyknął jedną z pigułek 
antystresowych.  
 
Zeskanował wzrokiem streszczenie wczesnych lat Prezydenta Tuckera. Służył w Armii 
Stanów Zjednoczonych, gdzie zdobył przezwisko Torpeda. Skończył studia na 
Harvardzie, na wydziale prawa. Uzyskał miano nieustępliwego D.A, do walki z 
przestępczością. Służył, jako państwowy rzecznik generalny przez cztery lata zanim 
wstąpił do kongresu. Po czterech latach w Domu, przeniósł się do Senatu. Media 
twierdziły, że Torpeda utorował sobie drogę bezpośrednio to Białego Domu w 
Waszyngtonie. Mieli rację.   
 
 Gregori ziewnął i odłożył pudełeczko z pigułkami. Co jeśli to dopiero początek życia 
Tuckera? Tych osiem lat nie można było porównać ze stuletnim Mistrzem Klanu. I 
władza prezydenta była marna w porównaniu z tym, co mógł zrobić Wampir.  
 
Popatrzył na zdjęcie Tuckera i jego żony, Belindy, z początków kampanii do senatu 
czternaście lat temu. Jego włosy były wtedy brązowe, nie siwe jak teraz. Jego żona, 
energiczna blondynka, machała i uśmiechała się do aparatu fotograficznego.  
 
Gregori spojrzał na VANNĘ. – Znalazłem ci doskonałą pracę.  
 
Przewinął stronę w dół, by zobaczyć więcej zdjęć. Był tam Senator Tucker z żoną i 
dziećmi: ładną blond dziewczyną, która wyglądała jak kopia matki i synem z brązowymi 
włosami po tacie. Idealna amerykańska rodzina, wszyscy z idealnymi uśmiechami. 
Nawet złoty retriever przed dziećmi się uśmiechał.  
Gregori przeczytał podpis pod zdjęciem. Pies wabił się Grover. Chłopiec miał na imię 
Lincoln. Dziewczyna, Madison.  
 
Sheesh! Tucker specjalnie nazwał swoje dzieci i zwierzęta z okazji swojej przyszłej 
politycznej kariery? Pies nawet nosił bandanę z flagi państwowej USA dookoła szyi.  
 
Zwymiotuję, pomyślał Gregori, kiedy zmrużył oczy na inne imię. Abigail. Gdzie ona 
była? Oglądał małe zdjęcie i zauważył inne dziecko schowane za Belindą i zasłonięte 
przez rękę Lincolna.  

background image

 
Uczucie senności powróciło, kiedy spojrzał na zegarek. Dziewięć minut do świtu. 
Cholera, musiał się pospieszyć. Przeskanował jeszcze kilka artykułów i zdjęć. 
Widocznie, Madison i Lincoln podróżowali z Tuckerem, kiedy prowadził kampanię 
prezydencką. Na kilku zdjęciach stał pomiędzy córką i synem. Belindy i Abigail nie było 
nigdzie w zasięgu wzroku.  
 
Lincoln był teraz absolwentem Harvardu, kiedy dwudziestoletnia Madison była 
studentką drugiego roku na prestiżowej uczelni sztuki w Waszyngtonie. Stała się małą 
gwiazdką przez ostatnie lata, mającą za sobą paparazziego, kiedy podróżowała na 
zakupy do Nowego Yorku albo, gdy towarzyszyła ojcu na eleganckich przyjęciach

5

zakładając suknie od projektantów. 
 
 Musiał przyznać, że była całkiem ładna jak na swój młody wiek, całkiem wyluzowana 
jak na eleganckie towarzystwo, dojrzała. 
 
Ale gdzie była matka? I druga córka? 
 
- Gregori! – Jego własna matka Radinka Holstein, otworzyła z hukiem drzwi jego biura i 
zajrzała do środka. – Jest strasznie późno, by pracować.  
 
- Hej, Mamo. – Wyszedł ze wszystkich stron i zamknął laptopa. – Co się stało? 
 
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że wyjeżdżam. Roman poprosił Shannę i dzieci, czy nie 
zostaliby na trochę w szkole. Wyruszamy dzisiaj tuż po zachodzie słońca.  
 
- To dobry pomysł. Będziesz tam bezpieczna. – Zarówno w świecie śmiertelników jak i 
wampirów mało, kto wie, że w Dragon Nest Academy ktokolwiek mieszka.  
 
Złożył plany dotyczące strategii i wepchnął do kieszeni spodni, kiedy wstał. – Ja też 
muszę wyjechać. Co wiesz o prezydencie? 
 
Radinka pochyliła głowę zakłopotana – Dlaczego pytasz o niego tak nagle? 
 
Gregori zasunął żaluzje w oknach. – Mam spotkać się z nim dzisiaj późnym wieczorem. 
 
- Och. – Oczy Radinki się rozszerzyły. – To prawdziwy zaszczyt! 
 
Wzruszył ramionami. – Być może. A może nie, jeśli jest dupkiem. 

                                                 

5

 W org. „Black-tie”, czyli przyjęcia, na których obowiązują eleganckie najczęściej czarne stroje. 

background image

 
Radinka prychnęła. – Nie należy tak mówić o prezydencie. Naprawdę podziwiam jego 
żonę. Zacięcie walczyła przez lata, wiesz. A teraz usłyszałam, że ma cukrzycę. 
Biedactwo nie może sobie trochę odpocząć.  
 
- Och. – Być może to był powód, dlaczego zniknęła z mediów. Gregori posłał niewinne 
spojrzenie VANNIE. Nie powinien był obrażać w myślach pierwszej damy. – A co z 
córką? 
 
- Madison? – Radinka powachlowała swoją twarz ręką. – Pojawia się we wszystkich 
czasopismach z małym głupim psem Dolly’m.  
 
- Nie, mam na myśli inną córkę.  
 
- A jest inna?  
 
- Tak. – Abigail. – Nie pojawiła się w mediach.  
 
- Może jest nieśmiała. – zasugerowała Radinka.  
 
Albo brzydka, pomyślał Gregori. Sen ciągnął go w otchłań. Podszedł do mamy i przytulił 
ją. – Uważaj na siebie. Zobaczymy się za kilka dni. 
 
Uścisnęła go mocno i gwałtownie wciągnęła powietrze. – Gregori, co ona tutaj robi? – 
Popatrzyła na VANNĘ. – Czy nie kazałam ci pozbyć się tej wstrętnej rzeczy? 
 
- Pozbywam się jej. Dam ją Connorowi na jego pięćsetletnie urodziny.  
 
Radinka klepnęła Gregoriego w ramię. – Nie możesz mu tego dać! Nie słyszałeś? 
Connor wziął ślub! 
 
Gregori cofnął się ogłuszony. – Co? 
 
- Connor wziął ślub. Zadzwonił dzisiaj wieczorem do Angusa, by poprosić o wolne na 
jego miesiąc miodowy. – Radinka uśmiechnęła się. – Czyż to nie cudowne? 
 
- Co? – Gregori potrząsnął głową. – Kto na Ziemi poślubiłby Connora? To zrzęda. I jest 
całkowicie przeciw poślubianiu śmiertelników.  
 
- On nie poślubił śmiertelniczki. Poślubił anioła.  

background image

 
Szczęka Gregoriemu opadła. Marielle zrezygnowała z nieba, by poślubić Connora?  
 
– Trach! Nabierasz mnie. 
 
- Nie, nie nabieram. Są małżeństwem. – Radinka położyła dłoń na sercu. – Czyż to nie 
cudowne? 
 
Gregori się zachwiał. Słońce musi zbliżać się do horyzontu. Albo może to szok. Connor 
wziął ślub? Z piękną Marielle? Piekło musiało zamarznąć. Zerknął na malujący się 
zachwyt na twarzy matki. O tak, nadchodziło. Czekaj. Pięć, cztery, trzy… 
 
- Zastanawiam się czy będą mogli mieć dzieci. – szepnęła.  
 
Gregori jęknął. Pospieszyła z wyjaśnieniami.  
 
- Wiesz, Robby i Olivia, będą mieli. – Posłała Gregoriemu ostre spojrzenie. – Angus i 
Emma niedługo zostaną dziadkami.  
 
- Chciałbym o tym dyskutować przez najbliższe trzy godziny, ale do cholery, Mamo, ja 
niedługo umrę. 
 
Prychnęła. – Zawsze używasz tej wymówki. Nie myśl, że zapomniałam.  
 
- Jestem pewny, że nie.  
 
- Wszystkie wampiry mają dzieci, tylko nie ty. 
 
- Musiałbym mieć najpierw żonę. Albo macicę. Oba przypadki są mało 
prawdopodobne.  
 
Zmrużyła oczy. – Musisz przestać się wszędzie pokazywać.  
 
- Dobranoc, Mamo. – Pocałował jej policzek i podszedł do szafy. – Och, 
zapomniałbym… Wyślesz skrzynkę Blardonnay na ranczo Maggie w Teksasie? I zamknij 
drzwi jak będziesz wychodziła, dobrze? 
 
- Dobrze. Dobranoc, kochanie.  
 
Gregori zamknął się wewnątrz szafy. Nie była tak wygodna jak łóżko, ale nie miał czasu, 

background image

by dostać się do swojej sypialni w suterynie. Poza tym, skoro i tak nie żył, nie zauważał 
jak niewygodnie było. Rozłożył się na dywanie, kiedy zaczął nadciągać śmiertelny sen.  
 
Connor się ożenił? Co się stanie, z wampirzym światem? Apokalipsa, jeśli nie wykona 
dobrze swojego zadania. Żadnej presji. Po osiemnastu latach odzwyczajania się od 
śmiertelnego świata, był zmuszony z powrotem do niego powrócić. Prosto do 
centralnej władzy. Słowa charakteryzatorki wróciły, by go nawiedzić. Jesteśmy 
zgubieni! Skazani!
 
 
Los wampirów na całym świecie zależał do niego. Musiał odnieść sukces, choćby nie 
wiem co. Ostatnia myśl przyszła mu do głowy, kiedy staczał się w mrok. Musiał 
zamówić więcej pastylek antystresowych.   

 
 
 

Tłumaczenie by karolcia_1994

Tłumaczenie by karolcia_1994

Tłumaczenie by karolcia_1994

Tłumaczenie by karolcia_1994    

    

    

    

    

    

    

    

    

    

 
 

background image

Kerrelyn Sparks – Najseksowniejszy istniejący wampir 

 

Rozdzia

ł

 czwarty 

 
 

- Wyglądasz jak gówno 
 
- Dzięki Whelan. To będzie przyjemność pracować z tobą - Gregori gestem dał znak 
Seanowi Whelanowi by wszedł do jego biura.  
 
Słońce zaszło dopiero pięć minut temu. Po przebudzeniu się ze śmiertelnego snu, 
Gregori wypił duszkiem podgrzaną butelkę syntetycznej krwi, a potem popędził na dół 
przez hol by móc skorzystać z toalety. Gdy wracał z powrotem do swojego biura, Sean 
zaczepił go w holu. 
 
- Zgaduję, że spałeś w jednej z sypialni będących w piwnicy. 
 
- Tak. - Sean rozglądał się wokoło, następnie zesztywniał. - Do diabła, co to jest? - 
Wskazał na kanapę. 
 
- To jest Vampire Artificial Nutritional Needs Appliance – wyjaśnił, Gregori, gdy zamykał 
za nimi drzwi. - Zwana inaczej VANNA. Phineas ma gdzieś VANNE czarną. To jest 
VANNA biała. 
 
Sean zmarszczył nos. 
 
- To jest odrażające. 
 
- No, nie bądź nieuprzejmy. Zranisz jeszcze jej uczucia. - Gregori poprawił czerwoną 
kokardę wokół szyi VANNY – Myślałem, ze będzie z niej dobry prezent dla prezydenta. 
 
Usta Seana otwarły się szeroko, a jego twarz zrobiła się kompletnie czerwona. 
 
- Nie zrobisz czegoś takiego! Lepiej żebyś... 
 
- Uspokój się koleś. Tylko żartowałem. - Gregori podniósł VANNE i zamknął ją z 
powrotem 

background image

 w szafie. Odwracając się zobaczył, że Sean się mu przygląda. 
 
- Co? 
 
- Wyglądasz tak jakbyś spał w tych ubraniach. 
 
- Tak było. Pracowałem do świtu, sprawdzając wiadomości o prezydencie. 
 
Sean parsknął. 
 
- Nie kłopocz się. Powiem ci o nim wszystko, co powinieneś wiedzieć. 
 
- Naprawdę? - Gregori nie zamierzał wspominać tego, że miał swój własny plan na 
dogadanie się z prezydentem. 
 
-Tak. - Sean założył ręce na klatce piersiowej. - Powiem ci, w jaki sposób to rozegramy. 
 
Teleportujemy się do bezpiecznego domu dokładnie o dwudziestej pierwszej, potem 
krótko przygotuję cię na spotkanie. Biały Dom wyśle po nas samochód o dwudziestej 
pierwszej trzydzieści. Nasze spotkanie z prezydentem wyznaczone jest na punkt 
dwudziestą drugą. 
 
Gregori przytaknął. Mógłby kwestionować potrzebę spotkania się w bezpiecznym 
domu. Teleportowanie się tam i z powrotem byłoby dużo prostsze. Jednak Angus 
wyjaśnił mu, ze muszą przyjechać do Białego Domu samochodem, tak jak normalni 
ludzie. Chcą przecież ograniczyć liczbę ludzi, którzy wiedzą o wampirach. Bo tylko 
kilku najważniejszych ludzi powinno o nich wiedzieć. 
 
Pomimo iż Angus zgodził się z tym, że powinni przybyć na miejsce samochodem, był 
przeciwny by Sean i jego drużyna o nazwie Trumna strzegli tego bezpiecznego domu. 
 
Przyszłość wampirów zależy od sukcesu tej misji, więc Angus musiał się upewnić, że 
pozostaną bezpieczni. 
 
Sean uśmiechnął się, widocznie zadowolony, że Gregori trzymał swoje usta zamknięte i 
nie kwestionował jego autorytetu. 
 
- Teraz musisz zadbać o siebie, by wyglądać reprezentacyjnie. 
- Naprawdę? To nigdy nie przyszłoby mi do głowy. 

background image

 
Sean skrzywił się. 
 
- Możesz przestać być sarkastyczny, zwłaszcza, kiedy będziesz przebywał z 
prezydentem. W rzeczywistości, powinieneś po prostu trzymać swoje usta zamknięte i 
pozwolić mi załatwić wszystko. 
 
- Konwent mistrzów zagłosował na mnie, bym reprezentował wszystkie wampiry. 
Zamierzam wykonać moją pracę, Whelan. 
 
Sean obdarzył go sceptycznym spojrzeniem. 
 
- Z tego, co słyszałem, spędzasz cały swój czas plotkując z wampirzymi celebrytami... 
 
- I to był znakomity trening do tego zadania. Wiem jak dostać to, czego chcę. 
 
Oczy Seana zwęziły się. 
 
- Twoje włosy są za długie. 
 
Gregori się uśmiechnął. To było najgorsze, co mógł wymyślić? Yea, jego włosy były 
trochę za długie jak na biznesmena. Końcówki jego włosów tarły o jego ramiona, ale i 
tak były o pięć cali krótsze niż końskie ogony wampirzych wojowników. 
Zdjął swój krawat, marynarkę i rozpiął mankiety koszuli. 
 
- Zobaczymy się tutaj o dwudziestej pierwszej. 
 
- Nie!! Chcę byś tu był za piętnaście dwudziesta pierwsza. Musimy się teleportować 
dokładnie o dwudziestej pierwszej. 
 
- Wyluzuj Whelan. Teleportowanie się zajmuję tylko sekundę. 
 
- Piętnaście minut przed wyznaczoną porą!! Ja dowodzę w tej... 
 
Zanim Sean mógł skończyć, Gregori teleportował się do swojego mieszkania przy 
Upper West Side. Piętnaście minut później był już umyty, ogolony i przebrany w 
garnitur. Na spotkanie zdecydował się założyć szary garnitur od Armaniego, świeżą 
białą koszulę i ulubiony, dodający mu siły, czerwony krawat. 
Zamarł w połowie zapinania koszuli. Roman miał rację, kiedy mówił, że wszystko 
sprowadza się do prezentacji właściwego wizerunku. Powinien być bezpiecznym, 

background image

nieszkodliwym wampirem, który zbiera kwiatki zamiast ofiar a zamiast gryzienia 
młodych kobiet, pomaga starszym kobietom przejść przez ulicę. 
 
Z rykiem zerwał z siebie koszulę przez głowę, następnie rzucił ją na łóżko. 
 
- Bezpieczny i nieszkodliwy – mamrotał do siebie, gdy wybierał jasno błękitną koszulę. 
 
Byłoby dużo bardziej zabawnie gdyby założył smoking i płaszcz wampirów. Jak 
również mógłby mieć węgierski akcent tak jak Zoltan. Zamiast tego Gregori mocował 
spinki do mankietów i zakładał szary krawat, w niebieskie pasy. 
Spośród brudnych ubrań wyjął ze spodni kartkę ze strategią planu i przyglądał się liście, 
starając się ją zapamiętać. Miał również do wypełnienia sekretny plan Angusa. 
 
Gdy było trzynaście minut przed dwudziestą pierwszą, teleportował się wraz ze swoją 
walizką z garniturem przed wejście do Romatechu, ponieważ przybycie do środka 
budynku włączyłoby alarm. Przeciągnął swoją kartę przez czytnik przy wejściu i wszedł 
do budynku. W połowie holu znajdowało sie biuro ochrony. 
 
Drzwi się otworzyły i pół tuzina pracowników MacKay wyszło na korytarz. 
 
- Rozumiesz jak ma przebiegać plan, chłopcze? - zapytał Angus. 
 
- Tak. 
 
- Yo, tajny bracie. - Stuknął sie z Phineasem pięściami. - Zobaczymy się wkrótce. 
 
- Sean jest lekko wnerwiony – ostrzegała go Emma. - Twierdzi, że jesteś spóźniony. 
 
Usta Gregoriego drgnęły. 
 
- Tylko dwie minuty i tylko po to by go wnerwić. 
 
- Aye, nie pozwól temu draniowi wejść sobie na głowę. - Robby poklepał go po plecach. 
 
- Będziemy czekać na twój telefon. 
 
Po wysłuchaniu życzeń powodzenia, Gregori przeprosił i pociągnął walizkę na kółkach 
dalej korytarzem, do swojego biura. Jego serce pęczniało, gdy zrozumiał jak dużo 
zaufania pokładają w nim jego koledzy, wampiry. Pomimo całego jego rozdrażnienia 
zrozumiał, że oni naprawdę go szanują. Uśmiechnął się do siebie. 

background image

 
- No, nareszcie jesteś! - Sean krzyknął, gdy tylko wszedł do pokoju. 
Jego uśmiech osłabł. 
 
- Wyluzuj Whelan. 
 
Wziął ładowarkę do telefonu z biurka i włożył do zewnętrznej kieszeni marynarki. 
Zauważył mordercze błyski w oczach Seana, więc wziął również kilka kulek 
antystresowych do kieszeni. 
 
- Jak długo, jeszcze ci to zabierze? - Warknął Sean. - Jest już za dziesięć dwudziesta 
pierwsza. 
 
- Jestem gotowy. - Gregori wziął swojego, Droida. - Jaki jest numer do tego 
bezpiecznego domu? 
 
- Ja zadzwonię. - Sean wyciągnął swój telefon komórkowy. - Ja tutaj dowodzę. Jesteś 
tutaj tylko po to, by pokazać jak bezpieczny i nieszkodliwy jesteś. 
 
Gregori zazgrzytał zębami i schował Droida. 
 
Sean wystukał numer na swoim telefonie. 
 
- Garrett, jesteśmy gotowi. Mów ciągle, dopóki się tam nie pokażemy. - Przesunął się 
bliżej do Gregoriego.. - Musisz mnie chwycić. 
 
- Ty nie wiesz jak się te... 
 
- Shh. - Sean zakrył swój telefon jedną ręką. - Jestem w... wiesz, kim od dopiero kilku 
nocy i byliśmy zajęci tymi spotkaniami. Nie miałem czasu by nauczyć się żadnej z tych 
cholernych sztuczek. 
 
Gregori potaknął. I wyglądało na to, że Sean zapomniał powiedzieć członkom swojej 
drużyny o tym, że musiał zostać poddany transformacji. 
 
- Daj mi ten telefon. - Wyciągnął dłoń po telefon. 
 
Sean zawahał się. 

background image

 
- Muszę słyszeć głos tego faceta, by wiedzieć gdzie sie dostać - Gregori wziął telefon w 
rękę, następnie wskazał na walizkę Seana stojącą przy drzwiach. 
 
- Nie musisz tego wziąć? 
 
- Oh, masz rację. - Sean pośpieszył do drzwi. 
 
Z uśmiechem, Gregori złapał za swoją i się teleportował. Zmaterializował się w salonie, 
który miał niewiele mebli, co wyglądało jakby było to zaplecze sklepu. 
Była tam też inna osoba w pokoju, która przestała mówić w połowie zdania. Jego oczy 
otworzyły się szeroko. 
 
- Co? Gdzie jest Sean? 
 
Gregori odłożył swoją walizkę obok zagięcia kanapy w kolorze spalonej pomarańczy z 
weluru, następnie położył telefon Seana na porysowany stolik od kawy. Wyciągnął rękę 
by wymienić uścisk dłoni z tym facetem. Garrett Manning był członkiem drużyny Seana 
o nazwie Trumna i uczestniczył pod przykrywką w reality show, którego Gregori był 
gospodarzem kilka lat temu na stacji Digital Vampire Network. 
 
- Spotkaliśmy się już wcześniej, pamiętasz? Jestem Gregori Holstein. 
 
- Uh, tak. Jestem Garrett. - Odsunął się od niego, odmawiając uściśnięcia mu dłoni, jego 
wyraz twarzy zaczęła wyrażać coraz większe zakłopotanie. - Czy nie powinieneś 
przynieść ze sobą Seana? 
 
- Cholera. - Gregori klepnął się w nogę. - Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. 
Garrett zmrużył oczy. 
 
- Sean będzie bardzo wkurzony. 
- Co ty nie powiesz? - Gregori wyciągnął swojego Drioda i zadzwonił do Angusa, który 
natychmiast przełączył go na zestaw głośnomówiący. - Jestem już w bezpiecznym 
domu. Wygląda na to, że Garrett jest tutaj sam. To prawda Garrett? Jesteś tutaj sam? 
 
- Cóż... tak, ale... - Garrett sapnął, kiedy czterech mężczyzn zmaterializowało się w 
pokoju. - Co do... 
 
- To jest, Robby i Phil. - Gregori wskazał na dwa wampiry i zmiennych, których 
przynieśli ze sobą. - Myślę, że spotkałeś już kiedyś wcześniej Phineasa. A to jest 

background image

Howard. Oni przejmują od teraz, obowiązki strzeżenia domu. 
 
Garrett wzdrygnął się. 
 
- Ale to jest moje zadanie! To jest operacja CIA. Nie możesz przejąć jej od tak. 
 
- Koleś. - Phineas wskazał mu na pozostałych. - Masz zamiar sprzeczać się z 
wilkołakiem i niedźwiedziołakiem? 
 
Garrett przełknął głośno, gdy spojrzał na Phila i Howarda. Gregori przygryzł wargę, by 
nie roześmiać się. Obaj zmienni mieli nienaturalnie stalowo szare oczy, błędne 
spojrzenie. 
 
Phineas oparł się o ramię Garretta. 
 
- Pozwól, że dam ci radę, brachu. Miej kuchnię dobrze zaopatrzoną. Na pewno nie 
chcesz mieszkać pod jednym dachem z głodnym niedźwiedziem. 
 
- Nie wiedziałem, że zmiennokształtni istnieją naprawdę – wyszeptał Garrett. 
 
- Tak, cóż, więc będziemy musieli ci zaufać, że będziesz cicho siedział brachu. - 
Phineas poklepał go po plecach. - Albo będziemy musieli wyczyścić ci pamięć z 
ostatniego roku. 
 
Twarz Gerretta stała się blada. 
 
- Potrafię utrzymać sekret. 
 
- Dobrze chłopie. - Robby uśmiechnął się do niego. - Wracam, by zdać raport 
Angusowi. Życzę powodzenia wszystkim. - I zniknął. 
- Są jakieś pączki? - Howard ociężale ruszył do kuchni. 
 
Garrett uskoczył z jego drogi. 
 
- Jest pudełko na ladzie. Możesz zjeść je wszystkie. 
 
Gregori gestem wskazał na lodówkę. 
 
- Czy zrobiłeś nam zapasy krwi? 

background image

 
- Tak. - Garrett spojrzał na niego groźnie. - Teraz teleportujesz się po Seana? 
 
- Wkrótce – Gregori spojrzał na ogromne okno wystawowe. - Jest tu może bezpieczne 
miejsce do spania dla mnie i Phineasa? 
 
- Tak, w piwnicy. Sean powiedział mi bym zabił deskami okno i umieścił tam na dole 
dwa łóżka. - Garrett zmarszczył się spoglądając na Phineasa. - Czy on wiedział, że 
będzie was dwóch? 
 
- Koleś, tutaj będzie trzech wampirów, - powiedział Phineas. - Gregori, ja i Sean. 
 
Usta Garretta otworzyły się. 
 
- Co? 
 
Gergori próbował zachować szczery wyraz twarzy. 
 
- Przykro mi przekazywać tą nowinę, koleś, ale twój szef jest wampirem. 
 
- Nie, - Garrett potrząsnął swoją głową. - Wy po prostu mieszacie mi w głowie. Sean 
nienawidzi wampirów. 
 
- Więc niech lepiej pójdzie na terapię, by pogodzić się ze wstrętem do samego siebie. - 
Gregori spojrzał na swój zegarek. - Czas ruszać. 
 
Teleportował się z powrotem przed wejście do Romatechu, przesunął swoją kartę 
przez czytnik i wszedł do środka. 
 
- Ty draniu. - Krzyczał Sean, gdy przemierzał hol, ciągnąc za sobą swoją walizę. - 
Zamierzam złożyć raport twoim przełożonym. - Zatrzymał się przed drzwiami biura 
ochrony i podniósł pięść by zapukać. 
 
Drzwi otworzyły się. 
 
Sean zamarł z pięścią uniesioną o cal od piersi Angusa. 
 
Brwi Angusa uniosły się do góry. 
 
- Jest jakiś problem? 

background image

 
- Tak. - Sean wskazał na niedbale opartego Gregoriego. - Ten dupek przeniósł się beze 
mnie! Nie można z nim pracować. Powinieneś go zwolnić! 
 
- Spokojnie, dlaczego powinienem to zrobić? - Oczy, Angusa zalśniły humorem. - 
Wierze, ze wykonywał dokładnie moje rozkazy. 
 
- Co do... Ja tutaj dowodzę! - Sean skierował swój palec w kierunku Gregoriego. – Ten 
idiota miał zabrać mnie ze sobą! 
 
- Wyluzuj Whelan - powiedział Gregori. - Nie byłoby bezpiecznie zabierać ciebie i cały 
twój bagaż w tym samym czasie. 
 
- A poza tym miał inne sprawy do załatwienia na początku – Dodał Angus. - Moi ludzi 
teraz nadzorują ochronę tego bezpiecznego domu. 
 
Sean wzdrygnął się. 
 
- Ale oni nie wiedzą gdzie... - Odwrócił się do Gregoriego. - Ty draniu, coś ty zrobił? 
 
- Zapewniłem nam ochronę najlepszą z możliwych. - Spojrzał na zegarek na ręce. - 
Mógłbyś na to spojrzeć? Jest dokładnie dwudziesta pierwsza, czyli godzina, o której 
dokładnie chciałeś się przenieść. 
 
- Nie zachowuj się jak mądrala! - Warknął Sean. - Ja jestem tym, kto dowodzi tą 
operacją. 
 
- W takim razie teleportuj się sam. Zobaczymy się na miejscu. - Gregori nie 
potrzebował już głosu, jako sygnału naprowadzającego. Lokalizacja była już osadzona w 
jego umyśle. 
- Czekaj! - Sean przysunął się bliżej i zniżył swój głos. - Musisz mnie ze sobą zabrać. 
Prezydent mnie zna. Oni mi ufają. Potrzebujesz mnie tam. 
 
Angus założył swoje ręce na klatce piersiowej. 
 
- Czy prezydent i jego kumple wiedzą, że jesteś wampirem? 
 
- Oczywiście, że nie. To stało się przecież niedawno. - Sean przesunął ciężar z jednej 
nogi na drugą. - Nie chcę żeby wiedzieli. To zniszczyłoby zaufanie, które do mnie mieli. 

background image

 
Gregori potaknął. Nigdy nie widział Seana tak spiętego i nieszczęśliwego. 
 
- Ok, będę dalej bawił się z tobą w tą grę. Ale obawiam się, że dla Garretta jest już za 
późno. Wymsknęła się nam już ta bomba. 
 
- Co? Do cholery Holstein. To powinna być moja decyzja, kiedy o tym powiem moim 
ludziom. - Sean skrzywił się, gdy Gregori złapał go za ramię. - Od teraz lepiej pamiętaj, 
że ja tutaj dowodzę. Zaczynam mieć już dość twojego... 
 
Gregori teleportował się do bezpiecznego domu, zabierając ze sobą Seana. 
 
-...Twojego za przeproszeniem tyłka. - Sean skończył zaczęte zdanie. 
 
- Mówisz do mnie? - zapytał Phineas. 
 
- Co? - Sean rozejrzał się wokoło. - Cholera! Ilu jest tu pracowników MacKay'a? 
 
- Trzech, - mruknął Garrett. - Phineas i tych dwóch zmiennych, którzy są w kuchni, 
zjadających całe nasze jedzenie. - Spojrzał na Seana wkurzonym spojrzeniem. - 
Powinieneś mi powiedzieć, że zmienni istnieją. 
 
Sean wzruszył ramionami. 
 
- Musiałeś znać tylko podstawowe wiadomości. 
 
Garrett się skrzywił. 
 
- Czy to prawda, to, co oni powiedzieli? Teraz jesteś wampirem? 
 
Sean potaknął, a jego ramiona opadły. 
 
- To długa, bolesna historia. Prawdopodobnie zajęłoby godziny opowiedzenie te.... 
 
- Prawie umarł w czasie bitwy, więc Roman zmienił go, by uratować mu życie. - 
 
Gregori wyjaśnił, następnie uśmiechnął się do Seana. - Koniec historii. 
 
Oczy Garretta skierowane były na jego szefa. 

background image

 
- Ale wygląda tak samo. 
 
- I zachowuje się tak samo, - mruknął Phineas. 
 
Sean parsknął. 
 
- Jestem taki sam. 
 
Marszcząc brwi, Garrett przeczesał dłonią przez swoje włosy. 
 
- Jak możesz w dalszym ciągu być szefem drużyny Trumna? Nie jest to konflikt 
interesów? 
 
- Oczekujesz, że przebiję się kołkiem? - Warknął Sean. 
 
- Mam taki jeden ładny, duży, który możesz pożyczyć – zasugerował Gregori. 
 
Sean zadrwił. 
 
- Myślę, że w mojej nowej sytuacji, to pomoże mi w walce ze złymi wampirami. 
 
- Ale mówiłeś, że wszystkie wampiry są złe. – Upierał się Garrett. 
 
Sean pomachał ręką odwołując to, co mówił. 
 
- Byłem trochę pochopny w mojej opinii. Teraz wiem dużo więcej na ich temat. 
Gregori i Phineas parsknęli. 
 
Sean spojrzał się na nich, następnie na Garretta. 
- Nikt z rządu nie może się dowiedzieć o moim nowym stanie, zrozumiano? 
 
Garrett spojrzał na niego wątpiąco. 
 
- Nie sądzisz, że mogą zauważyć, że jesteś martwy za dnia? 
 
- To może być normalna pora pracy niektórych rządzących – mruknął Gregori. 
 
Phineas parsknął. 

background image

 
Sean odsunął to na bok. 
 
- Do tej pory zawsze pracowaliśmy w nocy. To po prostu się nie zmieni. - Usiadł na 
kanapie. - Musimy zacząć odprawę. 
 
Gregori usiadł i słuchał, jak Sean tłumaczył mu kolejny raz, jak powinien siedzieć i 
trzymać swoje usta zamknięte, przez całe spotkanie. By to dokładnie dowiodło, że jest 
tak bezpieczny, nieszkodliwy i nudny, jaki naprawdę był. 
 
O dwudziestej pierwszej trzydzieści, przybyła limuzyna z Białego Domu. 
 
Gregori stojąc przed drzwiami, zaczął powtarzać sobie swoje motto. 
- Jestem zbyt sexy dla mojej peleryny, zbyt sexy dla moich kłów... 
 
- O czym ty do cholery mówisz? - Sean skrzywił się patrząc na niego. 
 
- Tylko kilka lekkich pozytywnych sentencji, koleś. By się psychicznie podbudować. 
Powinieneś spróbować tego czasami. 
 
Sean parsknął, następnie zatrzymał się w drzwiach. 
 
- Słyszałam o tobie. Jesteś.... cóż, jeśli mam być bezceremonialny - kobieciarzem. 
 
Gregori zacisnął swoje zęby. Jego droga matka musiała to powiedzieć Seanowi. 
 
- I co z tego? 
 
- Dobrze wiem jak wy wampiry zachowujecie się, kiedy jesteście blisko kobiet – 
mruknął Sean. - I z jakiegoś niezrozumiałego powodu, kobiety mają skłonność by 
znajdywać w wampirach coś atrakcyjnego. 
- Masz nadzieję, że ci się poszczęści, Whelen? 
 
Rzucił, na Gregoriego nerwowe spojrzenie, gdy wyszli na zewnątrz. 
 
- Ostrzegam cię. Lepiej żebyś się zachowywał jakbyś był bezpieczny, nieszkodliwy i 
nudny. 
 
- Spróbuję zdusić w sobie swoją naturalną osobowość. 

background image

 
- Po prostu trzymaj się z daleka od córki prezydenta. 
 
Sean zszedł szybciej po schodach do czekającego na nich auta. 
 
- Masz na myśli, że mogę ją oczarować w międzyczasie naszych negocjacji? 
 
- Przestań kpić i trzymaj się od niej z daleka. 
 
Sean otworzył drzwi od samochodu, następnie wspiął się do limuzyny, naśladowany 
przez Gregoriego. 
 
Spojrzenie Gregoriego powędrowało do okna, gdy limuzyna skręciła w zatłoczoną 
ulice. Nie kwestionował tego, że Sean wspominał piękną Madison, która regularnie 
zdobiła okładki magazynów. Ale co ze starszą córką, Abigail? W jaki sposób, nie zdołał 
zdobyć jej żadnego dobrego zdjęcia? Dlaczego ukrywała się przed światem? 
Uśmiechnął się do siebie. Ten wieczór nie będzie całkowicie bezpieczny, nieszkodliwy i 
nudny. 
 
Miał do rozwiązania zagadkę.