background image

Rząd  Tuska,  tropiąc  pozorne  afery,  nie  był  zainteresowany  zwalczaniem 
rzeczywistych zagrożeń korupcyjnych czy nieformalnych powiązań przedstawicieli 
władz.
 
 

Hazardowe zagrywki Platformy

 
 
- Piotr Bączek, Nasz Dziennik, 1-10-2011
 
 
 
Po wygranych w 2007 r. wyborach parlamentarnych Donald Tusk zapowiadał m.in. 
przyjazną  administrację,  przejrzystość  życia  publicznego,  przywrócenie  zaufania 
do prywatyzacji, walkę z korupcją i patologiami.
  
W  swoim  exposé  powiedział  nawet,  że  walka  z  korupcją  będzie  dla  jego  rządu 
celem nadrzędnym: "To będzie niezbędne, żeby praca administracji samorządowej 
i  rządowej  była  rzeczywiście  przejrzysta,  dużo  szybsza,  wygodniejsza  i  też 
przyjazna  bardziej  dla  obywateli,  nie  tylko  dla  wykonawców  tej  pracy.  To  także 
umożliwi  eliminację  zagrożeń  korupcyjnych".  Jednak  rzeczywistość  okazała  się 
zgoła inna. 
 
 
Zemsta za weryfikację WSI
  
Zapowiedzi  premiera  Tuska  walki  z  korupcją  mieli  doświadczyć  w  praktyce  już  na  samym 
początku  funkcjonowania  rządu  PO  członkowie  komisji  weryfikacyjnej  Wojskowych  Służb 
Informacyjnych,  którzy  zostali  pomówieni  o  korupcję.  Obecnie  można  jednoznacznie 
stwierdzić,  chociaż  wiele  wątków  jest  jeszcze  niewyjaśnionych,  że  sprawa  rzekomej 
korupcji  w  komisji  weryfikacyjnej  była  prowokacją  w  celu  skompromitowania  jej  prac  i 
przewodniczącego  komisji  Antoniego  Macierewicza.  Sprawa  okazała  się  kompromitacją,  ale 
nie komisji, lecz instytucji i polityków gabinetu Platformy.
 
Jesienią  2007  r.,  jeszcze  przed  zaprzysiężeniem  rządu  Donalda  Tuska,  do  Bronisława 
Komorowskiego  zgłosił  się  oficer  wojskowych  służb  specjalnych  płk  Aleksander  L., 
który  proponował  wgląd  do  ściśle  tajnego  Aneksu  z  weryfikacji  WSI.  Marszałek  wyrażał 
zainteresowanie  tym  dokumentem.  Praktycznie  w  tym  samym  czasie  z  informacjami 
o  rzekomej  korupcji  wśród  członków  komisji  przyszedł  do  Komorowskiego  były  oficer 
WSI  płk  Leszek  T.  Polityk  PO  skontaktował  go  z  nowym  szefem  Agencji  Bezpieczeństwa 
Wewnętrznego  Krzysztofem  Bondarykiem,  który  osobiście  zawiózł  go  do  siedziby  ABW 
na  przesłuchanie.  W  zeznaniach  Leszek  T.  obwinił  członków  komisji  o  sprzedaż  Aneksu 
spółce  Agora  i  korupcję  polegającą  na  pozytywnej  weryfikacji  za  łapówkę.  Pośrednikiem 
w  tym  procederze  miał  być  dziennikarz  Wojciech  Sumliński.  Na  podstawie  tych  oskarżeń 
prokuratura  wszczęła  śledztwo,  działania  prowadziła  również  ABW.  Śledczy  nie  sprawdzili 
prawdziwości  zeznań  Leszka  T.  i  faktu,  że  wśród  rzekomo  skorumpowanych  członków 
komisji  miały  znajdować  się  osoby,  które  np.  nie  wchodziły  w  jej  skład,  jak  Sławomir 
Cenckiewicz.  W  maju  2008  r.  ABW  przeprowadziła  rewizje  m.in.  w  mieszkaniach  dwóch 
członków  komisji,  w  tym  u  niżej  podpisanego.  Nie  odnaleziono  u  nich  Aneksu,  nie 
potwierdzono  oskarżeń  o  jego  sprzedaż  Agorze  i  weryfikacji  za  łapówkę.  Jednak  dzięki  tej 
operacji  zablokowano  końcowe  prace  komisji  i  bezpodstawnie  pomówiono  ich  członków  o 
korupcję.

background image

  
Znacznie  gorzej  rząd  Tuska  radził  sobie  ze  zwalczaniem  rzeczywistych  zagrożeń 
korupcyjnych,  nieformalnych  powiązań  przedstawicieli  władz  lub  choćby  prowadzonego 
wobec nich agresywnego lobbingu. 
 
 
Rozmowy "Rycha", "Mira" i "Zbycha"
  
Przykładem może być afera hazardowa. Okazało się, że w trakcie prac nad ustawą o grach 
i zakładach wzajemnych CBA odnotowało sygnały świadczące o działaniach lobbingowych w 
sprawie wpisania korzystnych przepisów dla branży hazardowej.
  
Zebrany  materiał  operacyjny  dowodził,  że  prominentni  politycy  Platformy  -  ówczesny 
przewodniczący  klubu  parlamentarnego  PO  Zbigniew  Chlebowski  oraz  minister  sportu 
Mirosław  Drzewiecki  -  mieli  uczestniczyć  w  takich  działaniach.  CBA  oceniło,  że  dążyli 
do  zmiany  projektu  ustawy  hazardowej  i  zablokowania  wejścia  w  życie  przepisów 
umożliwiających pobieranie dodatkowych opłat od hazardu.
  
CBA  wskazywało,  że  latem  2009  r.  minister  sportu  wycofał  z  projektu  ustawy  przepis  o 
dopłatach.  Według  wyliczeń  Ministerstwa  Finansów  przepis  miał  przynieść  państwu  roczny 
dochód  w  wysokości  ok.  500  mln  złotych.  Przedstawiciele  resortu  finansów  potwierdzili 
w  mediach  przyjęcie  tego  wniosku.  Jednocześnie  podsłuchy  założone  już  od  kilkunastu 
miesięcy  u  biznesmena  branży  hazardowej  Ryszarda  Sobiesiaka  ujawniły  jego  znajomości 
z  Chlebowskim  i  Drzewieckim,  ich  wspólne  spotkania,  rozmowy,  a  nawet  imprezy. 
Odnotowano również kontakty Sobiesiaka z Grzegorzem Schetyną.
  
Zarejestrowane  przez  CBA  rozmowy  wiązały  się  np.  z  projektem  wprowadzenia  przepisu 
dotyczącego  m.in.  10-procentowych  dopłat  na  cele  sportowe.  Z  ujawnionych  później 
stenogramów  podsłuchów  wynikało,  że  znajomość  polityków  PO  z  biznesmenami  była 
bardzo zażyła.
  
Oto fragmenty tylko niektórych rozmów: 
 
20 lipca 2008 r. Ryszard Sobiesiak rozmawia ze Zbigniewem Chlebowskim: 
R.S.: 

Cześć, Zbyszek.

Z.Ch.: 

Cześć, Rysiek.

R.S.: 

Co tam? Jesteś na Dolnym Śląsku?

Z.Ch.: 

Tak, prawdziwą wojnę stoczyłem w czwartek...

R.S.: 

No coś tam słyszałem, z Mirkiem rozmawiałem, udało się coś, myślisz?

Z.Ch.: 

W ogóle to wyprostowałem, wiesz, nie chcę mówić przez ten...

 [...]

 
25 sierpnia 2008 r. Ryszard Sobiesiak rozmawia ze Zbigniewem Chlebowskim: 
R.S.: 

No  wiem,  no  k...,  no  przecież,  no  ja  chciałem  się,  chciałem  właśnie  zapytać,  co  tam, 

jest jakaś szansa? No bo wiesz, k..., daj spokój, mam nadzieję, że tam ze mną już będzie 
wszystko w porządku, nie?

Z.Ch.: 

Z  tobą  na...  na  90  procent,  Rysiu,  że  załatwimy.  Tam  walczę,  nie  jest  łatwo,  tak  ci 

powiem.

R.S.: 

To są k... tak, ja wiem. Ale byś wykorzystał do tego, k... Mirka i... i... tego drugiego, 

nie?

Z.Ch.: 

A z nim nie gadam, to powiem ci szczerze, Rysiu, że tak, bo wiesz...

 
10 marca 2009 r. Ryszard Sobiesiak rozmawia ze Zbigniewem Chlebowskim:
R.S.: 

Grześka zarazić tą sprawą, bo oni rozpierd...

background image

Z.Ch.: 

Ja ci powiem szczerze, Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... 

jak by Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję tę 
sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa.

 
22  maja  2009  r.  Ryszard  Sobiesiak  rozmawia  z  Janem  Koskiem  (biznesmenem  z 
branży hazardowej):
 
J.K.: 

Kapica się w internecie wypisał, bo wycofał projekt 11 maja.

R.S.: 

Wycofanie  dopłat  może  nastąpić  po  jego

  [Kapicy  -  red.] 

rozmowie  z  Drzewieckim.

 

[...] 

To  był  pomysł  Drzewieckiego.  To  już  nie  ma  o  czym  rozmawiać  ...  panie  prezesie  - 

załatwione!

 

(za:

"Stenogramy rozmów: "Walczę Rysiu, załatwimy"", Rzeczpospolita, 1-10-2009

)

  
W  sierpniu  2009  r.  szef  CBA  Mariusz  Kamiński  poinformował  premiera  Tuska  o  wpływie 
biznesmenów  hazardowych  na  polityków  PO  oraz  o  próbach  zmiany  ustawy.  Proponował 
przywrócić  pierwotne  założenia  projektu  ustawy  hazardowej.  Kamiński  poprosił  również, 
aby  premier  nie  ujawniał  zainteresowania  CBA  sprawą  i  odwoływał  się  tylko  do  jawnej 
korespondencji  między  ministrem  sportu  a  ministrem  finansów,  żeby  podejrzewane 
osoby  nie  dowiedziały  się  o  akcji.  Szef  CBA  stwierdził  również,  że  należy  wyjaśnić 
rolę  wicepremiera  Grzegorza  Schetyny  (w  związku  ze  spotkaniami,  jakie  odbywał  z 
Sobiesiakiem, i niepoinformowaniu premiera o intensywnych zabiegach lobby hazardowego), 
ministra Jacka Kapicy (w związku z oświadczeniem Ministerstwa Finansów o zaakceptowaniu 
wniosku  ministra  Drzewieckiego  o  zrezygnowaniu  z  pobierania  dopłat  od  hazardu) 
oraz  wiceministra  Adama  Szejnfelda  (w  związku  z  pismami  wysyłanymi  w  toku  prac 
legislacyjnych  sprzyjających  lobby  hazardowemu)  (za:

"Afera  hazardowa  -  kalendarium 

CBA", MagdaF., Prawica.net, 6-10-2009

). 

 
 
Spóźnione dymisje 
 
Warto  podkreślić,  że  w  związku  z  aferą  hazardową  zmiany  w  rządzie  nastąpiły  dopiero  po 
ujawnieniu  w  mediach  stenogramów  z  podsłuchów  powyższych  rozmów.  Chlebowski  został 
zawieszony w pełnieniu funkcji przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO 1 października 
2009  roku.  Mirosław  Drzewiecki  podał  się  do  dymisji  5  października  2009  roku.  Potem 
Donald  Tusk  odwołał  również  wicepremiera  Grzegorza  Schetynę,  ministra  sprawiedliwości 
Andrzeja Czumę, wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda oraz dwóch sekretarzy stanu w 
kancelarii premiera - Rafała Grupińskiego i Sławomira Nowaka. Odejść miał również rzecznik 
rządu Paweł Graś, ale ostatecznie pozostał na stanowisku.
  
Chlebowski  i  Szejnfeld  już  znacznie  wcześniej  zajmowali  się  w  Sejmie  przepisami 
regulującymi  branżę  hazardową.  Chlebowski  prezentował  bardzo  przychylne  stanowisko 
wobec tej branży, np. w styczniu 2003 r. w imieniu klubu PO powiedział, że istnieje obawa 
przejęcia  rynku  gier  losowych  przez  kapitał  zagraniczny:  "Stać  się  tak  może  również 
dlatego, że dziś kasyna i salony gier stoją w dużej mierze przed widmem bankructwa, bo nie 
wytrzymują obciążeń finansowych. Czy jest to w ogóle możliwe? Czy Polska będzie krajem, 
w którym nawet hazard może splajtować?".
  
Natomiast  Szejnfeld  w  lipcu  2007  r.  w  interpelacji  do  ministra  finansów  krytykował 
proponowane  przez  rząd  PiS  zapisy  w  projekcie  ustawy  o  grach  losowych.  Był  przeciwny 
m.in.  zwiększeniu  podatku  od  gier  na  automatach  o  niskich  wygranych.  Jesienią  2009  r. 
wiceminister Szejnfeld oświadczył, że jego udział w pracach nad ustawą polegał "wyłącznie 
na  podpisywaniu  oficjalnych  stanowisk  ministra  gospodarki".  Twierdził,  że  z  nikim  nie 
rozmawiał  o  projekcie  ustawy.  Po  ujawnieniu  dokumentów  dotyczących  prac  nad  ustawą 
hazardową  "Rzeczpospolita"  sugerowała,  że  wiceminister  Szejnfeld  miał  naciskać  na 

background image

Ministerstwo  Finansów,  by  usunęło  z  projektu  zapisy  dotyczące  "nowych  dopłat  do  gier". 
Gazeta  przywoływała  informacje  wskazujące,  że  Szejnfeld  wysłał  do  Komitetu  Rady 
Ministrów  faks,  w  którym  domagał  się  wycofania  dopłat  do  gier  (za:

"Adama  Szejnfelda 

zainteresowanie hazardem", Piotr Nisztor, Rzeczpospolita, 6-10-2009

).

  
Minister  Drzewiecki  zapewniał,  że  nie  rozmawiał  z  Sobiesiakiem  o  ustawie  hazardowej. 
Jednak  ze  stenogramów  podsłuchów  wynika,  że  Sobiesiak  dzwonił  do  Drzewieckiego  i  żalił 
się  na  niekorzystne  rozporządzenie  ministra  finansów.  Minister  sportu  twierdził  również,  że 
podpisując  pismo  w  sprawie  wycofania  się  z  dopłat,  w  istocie  nie  wiedział,  co  podpisuje  i 
czego ten przepis dotyczył. Na konferencji prasowej rozbrajająco tłumaczył: "Trudno byłoby, 
żebym brał każde pismo, rozkładał ustawy, sprawdzał, co się kryje pod każdym artykułem". 
Drzewiecki wprawdzie nie wypierał się znajomości z Sobiesiakiem, ale twierdził, że spotykali 
się  głównie  przy  okazji  imprez  sportowych  i  biznesmen  wyświadczał  mu  czasem  drobne 
przysługi,  np.  przywoził  kije  golfowe  (za:

"Jak  Drzewiecki  tłumaczył  się  dziennikarzom", 

Cezary Gmyz, Rzeczpospolita, 5-10-2009

). 

 
 
Przeciek i rozmowy w "Pędzącym króliku"
  
W  związku  z  aferą  hazardową  CBA  złożyło  doniesienie  do  prokuratora  generalnego  w 
sprawie zagrożenia interesu ekonomicznego państwa. Jednak w kwietniu 2011 r. umorzono 
śledztwo.  Do  chwili  obecnej  jednoznacznie  nie  wyjaśniono  charakteru  związków  polityków 
PO z branżą hazardową oraz przecieku z akcji CBA.
  
Przy  okazji  afery  hazardowej  ujawniono,  jak  ludzie  Platformy  zatrudniali  swoich 
protegowanych  w  najpoważniejszych  spółkach.  To  właśnie  szef  gabinetu  ministra 
Drzewieckiego Marcin Rosół miał załatwiać, jak dowodzą ujawnione stenogramy podsłuchów 
CBA,  Magdalenie  Sobiesiak  kierownicze  stanowisko  w  zarządzie  Totalizatora  Sportowego. 
Spotykał  się  z  nią  w  warszawskiej  restauracji  "Pędzący  królik".  Sam  Rosół  przyznał,  że 
znał Sobiesiaka  i  nawet  spędził weekend  w  jego  hotelu.  Natomiast  już  po  ujawnieniu  afery 
hazardowej  Drzewiecki  potwierdził,  że  zlecił  Rosołowi  zajęcie  się  sprawą  córki  Sobiesiaka. 
Jednak  ostatecznie  wycofała  się  z  konkursu,  gdy  biznesmeni  zorientowali  się,  że  są 
obserwowani.  Już  25  sierpnia  2009  r.  pojawiły  się  pierwsze  sygnały  świadczące  o  tym,  że 
Sobiesiak  został  ostrzeżony  o  zainteresowaniu  jego  osobą  przez  CBA.  Minister  Kamiński  o 
fakcie, że nastąpił przeciek do osób rozpracowywanych przez CBA, poinformował ustnie 15 
września  2009  r.  ministra  Jacka  Cichockiego,  sekretarza  Kolegium  ds.  Służb  Specjalnych. 
Wystosował również pismo w tej sprawie do premiera. W odpowiedzi otrzymał z prokuratury 
w  Rzeszowie  wezwanie  do  stawienia  się  celem  postawienia  zarzutów.  Dni  Mariusza 
Kamińskiego w CBA były policzone. 
 
 
"Rozjeżdżanie" CBA
  
6  października  2009  r.  prokurator  z  Rzeszowa  przedstawił  szefowi  CBA  zarzuty  m.in. 
przekroczenia uprawnień i popełnienia przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów w 
związku z tzw. aferą gruntową.
  
13  października  2009  r.  premier  Tusk  odwołał  Mariusza  Kamińskiego  ze  stanowiska.  Zrobił 
to  jednak  bez  opinii  prezydenta  Lecha  Kaczyńskiego,  co  było  naruszeniem  przepisów. 
Prezydent  Kaczyński  ocenił,  że  wniosek  premiera  o  odwołanie  szefa  CBA  był  bezpodstawny 
i  mógł  być  związany  z  wykrytymi  "nieprawidłowościami  w  działaniach  osób  piastujących 
kierownicze stanowiska państwowe".
  

background image

Natychmiast  po  zmianach  rozpoczął  się  tzw.  audyt  CBA,  który  miał  być  argumentem  do 
przeprowadzenia  w  nim  zmian  organizacyjnych,  wyeliminowania  niewygodnych  osób. 
Wyniki  tej  kontroli  miały  udowodnić,  że  dochodziło  do  licznych  nieprawidłowości  i  nadużyć. 
W  wybranych  mediach  publikowane  były  przecieki  z  tajnego  raportu  z  audytu;  poprzednie 
kierownictwo  CBA  publicznie  oskarżano  m.in.  o  nepotyzm,  kumoterstwo,  marnotrawstwo 
pieniędzy,  a  nawet  o  "korupcję".  Poseł  PO  Konstanty  Miodowicz  komentował  dla  "Gazety 
Wyborczej":  "W  tej  służbie  obecna  była  korupcja,  protekcja,  wykorzystywanie  mienia 
państwowego  dla  prywaty.  Obraz  jest  czarniejszy  niż  wizja,  którą  dotąd  miała.  Opinia 
publiczna  powinna  być  przez  premiera  poinformowana  o  powadze  sytuacji"  (za:

"Chaos  w 

CBA. Agenci do kontroli agentów", Bogdan Wróblewski, Gazeta Wyborcza, 22-01-2010

).

  
W  prasie  ujawniane  były  personalia  funkcjonariuszy  CBA.  Najjaskrawszym  przykładem 
takich  publikacji  były  artykuły  na  temat  Tomasza  Kaczmarka,  który  uczestniczył  w  kilku 
głośnych  akcjach.  19  listopada  2009  r.  "Gazeta  Wyborcza"  wydrukowała  artykuł  "Jak  we 
Wrocławiu hartował się agent Tomek", w którym podano szereg informacji umożliwiających 
identyfikację  tego  funkcjonariusza  CBA,  np.  dane  o  jego  wieku  i  miejscu  zamieszkania 
rodziców, ukończonych szkołach i nauczycielach, znajomych, przebiegu służby w policji. Nie 
był to jedyny przypadek ujawnienia danych funkcjonariusza CBA po zmianie kierownictwa. 
 
 
Katarowe problemy ministra Grada
 
CBA  uzyskało  również  informacje  o  tzw.  aferze  stoczniowej.  Jeszcze  przed  zmianą 
kierownictwa  Biuro  przesłało  do  najważniejszych  osób  w  państwie  (m.in.  premiera, 
prezydenta,  marszałków  Sejmu  i  Senatu)  informacje  na  temat  nieprawidłowości  i  złamania 
prawa w trakcie sprzedaży Stoczni Szczecińskiej Nowej i Stoczni Gdynia.
  
W odpowiedzi kancelaria premiera wysłała do Prokuratury Generalnej dwa zawiadomienia o 
podejrzeniu popełnienia przestępstwa, w tym również przez Mariusza Kamińskiego, którego 
obwiniano o to, że nie przekazał zgromadzonych dokumentów w tej sprawie.
  
Ujawnione  w  mediach  dokumenty  CBA  (m.in.  rozmowy  pomiędzy  Aleksandrem  Gradem 
i  jego  urzędnikami)  dowodziły,  że  w  sprawę  sprzedaży  stoczni  było  zaangażowane 
kierownictwo  Ministerstwa  Skarbu  Państwa  oraz  Agencji  Rozwoju  Przemysłu.  CBA  oceniało, 
że  "działania  te  prowadzone  były  nie  tylko  wbrew  interesom  ekonomicznym  państwa, 
ale  również  wbrew  zdrowemu  rozsądkowi".  Urzędnicy  podległej  Gradowi  ARP  "czynili 
wszystko, co w ich mocy, aby zapewnić zwycięstwo w przetargach wybranemu przez siebie 
inwestorowi Stiching Particulier Fonds Greenrights", czyli tzw. Katarczykom.
  
CBA  wskazywało,  że  kierownictwo  ARP  i  ministerstwa  skarbu  chciało  uprzywilejować 
katarskiego  inwestora,  chociaż  nie  posiadało  niezbędnych  informacji,  nie  wiedziało,  kto 
stoi  za  firmą  Stiching  Particulier  Fonds  Greenrights.  Szef  ARP  mówił  do  jednego  ze  swoich 
współpracowników:  "Wziąłem  te  papiery  i  siedzieliśmy  tutaj  nad  tymi  właścicielami,  tak 
naprawdę to jest tak zagmatwana sprawa, że do tego nijak nie można dojść, bo nie ma w 
tych wszystkich rejestrach uwidocznionych właścicieli, jest uwidoczniony tylko reprezentant" 
(za: 

"Rząd nie wiedział... kim są "Katarczycy"", Wprost, 11-10-2009

).

 
Według Biura, Katarczycy byli uprzywilejowani już na wstępnym etapie przetargu, ponieważ 
gdy nie wpłacili wadium w terminie, to został on przedłużony.
  
CBA  sprawdzało  również  rolę  w  sprzedaży  majątku  stoczni  libańskiego  handlarza  bronią, 
byłego  pośrednika  Bumaru  -  Abdula  Rahmana  El  Assira.  Według  CBA,  był  on  jedną  z 
głównych postaci w sprawie.

background image

  
Katarczycy  początkowo  przedłużali  rozmowy,  dwukrotnie  poprosili  o  przedłużenie  terminu 
zapłaty.  Ostatecznie  31  sierpnia  2009  r.  umowę  zerwano,  a  we  wrześniu  ogłoszono  nowy 
przetarg  na  stocznię.  Mimo  to  minister  Grad  zachował  stanowisko.  Próbował  tłumaczyć, 
że  jego  resort  jedynie  zabiegał  o  inwestorów  dla  stoczni,  którzy  mogli  zadeklarować  chęć 
budowy  statków.  Zaprzeczył  również,  że  resort  skarbu  kogoś  faworyzował:  "Nie  było 
fizycznej możliwości, by w jakiś sposób blokować innych inwestorów, bo oni się nie zgłosili". 
Natomiast  szef  ARP  twierdził,  że  inni  uczestnicy  przetargu  nie  zgłaszali  zastrzeżeń,  a  nad 
prawidłowością czuwały niezależne komisje i obserwatorzy z UE.
 
 
Robotny senator
  
Z  aferą  stoczniową  wiąże  się  sprawa  senatora  PO  Tomasza  Misiaka,  przewodniczącego 
senackiej Komisji Gospodarki Narodowej. W trakcie prac nad specustawą stoczniową senator 
Misiak zgłaszał do niej poprawki rządowe dotyczące prawa europejskiego. W związku z tym 
zarzucono  mu  konflikt  interesów.  Powodem  tego  był  fakt,  że  konsorcjum  z  udziałem  firmy 
Work  Service,  której  polityk  Platformy  był  współwłaścicielem,  zawarło  z  Agencją  Rozwoju 
Przemysłu  umowę  "z  wolnej  ręki"  m.in.  na  doradztwo  dla  zwalnianych  stoczniowców  w 
Szczecinie  i  Gdyni.  Umowa  została  zawarta  zgodnie  z  prawem  zamówień  publicznych,  po 
uzyskaniu pozytywnej oceny wyboru wykonawcy przez Urząd Zamówień Publicznych. Jednak 
w odbiorze społecznym krytykowany był fakt, że senator partii rządzącej zawierał umowy z 
agendami  rządowymi.  Nawet  premier  Tusk  krytykował  Misiaka.  Po  tym  oświadczeniu  szefa 
rządu Misiak odszedł z PO.
  
Senatorowi  wypominano  również  kontrakty  jego  firmy  z  Pocztą  Polską,  z  którą  zawarła 
kilkanaście  kontraktów,  a  on  pracował  nad  rządowym  projektem  ustawy  o  komercjalizacji 
Poczty  Polskiej.  Bronił  się,  mówiąc,  że  90  proc.  kontraktów,  jakie  zawiera  Work  Service  z 
Pocztą,  to  wynik  przetargów.  Tłumaczył  również,  że  z  Pocztą  współpracował  już  trzy  lata, 
nim został parlamentarzystą, i jego praca senatorska nie miała w tej sytuacji znaczenia.
  
Jednak  nawet  w  tym  przypadku  pozostaje  kwestia  podstawowych  zasad  w  życiu 
politycznym,  gospodarczym,  publicznym.  Należy  również  zadać  pytanie  -  jeżeli  był  on 
tak  dobrym  przedsiębiorcą,  wygrywał  przetargi  i  w  dalszym  ciągu  chciał  je  realizować, 
to  dlaczego  został  parlamentarzystą  i  uczestniczył  w  tworzeniu  prawa  dla  innych,  w  tym 
przedsiębiorców?  Oczywiście  ten  problem  nie  dotyczy  tylko  tego  przypadku,  ale  jest 
znacznie szerszym zjawiskiem, czy taka sytuacja bowiem nie jest konfliktem interesów?
 
 
- Piotr Bączek, 

"Hazardowe zagrywki Platformy", Nasz Dziennik, 1-10-2011

 
 
Autor  był  członkiem  komisji  weryfikacyjnej  WSI,  a  do  grudnia  2007  r.  szefem  Zarządu 
Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu Prezydenta RP przez 
Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.