background image

Tajemnica twierdzy mnichów

Skryba Jorgend

Nadchodzący   ranek   przebudził   młodziana   ostrymi   promieniami   słońca,   przebijającymi   się   przez

niewielkie okienko w jego komnacie. Dzięki nieszczelnym ramom do izby wpadało świeże, mroźne powietrze,
zagrażając wątłemu płomieniowi dopalającej się świeczki. Spływający z niej wosk rozlał się na podstawce,
dostając się niebezpiecznie blisko starej księgi. Dostrzegłszy to chłopak szybko zerwał się na nogi by dogasić
ogień.  Wiedział,   że   jego   opiekun   nie   byłby  z   tego   zadowolony.   Nie   raz   już   skarcił   go   za   pozostawianie
zapalonej świeczki. Młodzieniec zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie to stwarzało, dlatego nie chciał po raz
kolejny słuchać o zasadach bezpieczeństwa od Grimiego. Niezwłocznie założył szatę i skierował się do jadalni
by spożyć pierwszy posiłek. Tam spotkał swoich kompanów, z którymi przy nauce spędzał całe dnie. Mieli oni
stanowić kolejne pokolenie mnichów opiekujących się świątynią, tymczasem pobierali nauki mające na celu
wyszkolić ich w biegłym władaniu magią a także obchodzeniu się z księgami, umiejętności tłumaczenia ich,
odpowiedniej interpretacji oraz konserwacji. Wśród gwaru rozmów i śmiechu chłopcy dostrzegli zafrapowaną
twarz jednego z ich zwierzchników, który przyszedł po nich, by zabrać swych uczniów do biblioteki na zajęcia.
Młodzieńcy   zrozumieli   że   stało   się   coś   złego,   jednak   obawiali   się   zapytać   wprost.   Ostatnimi   czasy   w
bibliotekach działy się dziwne rzeczy. Kilku braci postradało zmysły, zostali odseparowani od zakonu. Próby
leczenia trwały długo i nie gwarantowały pomyślnych rezultatów. Nie do końca znane były przyczyny tych
dziwnych przypadłości, jednak zdecydowanie coś było nie tak. Na domiar złego z zewnątrz docierały wieści o
niepokojących zbrojeniach oddziałów ludzi z miast krainy. Zbierane wojska stawiały opór dziwnym monstrom
wyłaniającym się z lasów. Stała za tym jakaś mroczna siła, która była zagadką. Ponieważ mnisi nie ingerowali
w działania prowadzone przez stworzenia z zewnątrz, zabronione były na terenie klasztoru rozmowy dotyczące
tych wydarzeń. Za plecami jednak wiele się mówiło o zaostrzającej się sytuacji i tym, że za agresywnymi
mutantami stoją magowie dążący do zniszczenia ludzkiej rasy, oraz przejęcia kontroli nad krainą,co stanowiło
również   poważne   zagrożenie   dla   jednego   z   niewielu   azylów,   jakim   była   świątynia   andarum.   Młodzieńcy
przystąpili   do   zajęć.   Skrupulatnie   zabrali   się   za   kaligrafię,   która   miała   ich   przygotować   do   misternego
przepisywania   ksiąg.   Pismo   ćwiczone   godzinami   powinno   mieć   odpowiedni   kształt,   a   akapity  winny  być
obowiązkowo odpowiednio podkreślone powiększoną pierwszą literą, ozdobioną skomplikowanymi wzorami.
Po kilku godzinach ćwiczeń zajęcia przerwał trzask drzwi. Do sali, w której znajdowali się chłopcy wpadł jeden
z braci. Był bardzo zdenerwowany, szeptał coś do ucha ich nauczycielowi, na którego twarzy pojawił się
dziwny grymas, a w oczach można było dostrzec strach. Po chwili przemówił do uczniów oświadczając, że
zajęcia zostają odwołane. Chłopcy rozeszli się do swoich komnat szepcąc pod nosem między sobą. Próbowali
dociec,   co   było   przyczyną   tego   niespodziewanego   przerwania   lekcji.   Na   ich   pytania   nikt   nie   chciał
odpowiedzieć,   rozkazano   im   nie   zbliżać   się   do   księgozbiorów   bez   zgody   nauczyciela,  
co dodatkowo wzbudziło ich niepokój. W pokoju Mauriego rozległo się ciche pukanie do drzwi. Młodzian
niezwłocznie je otworzył dostrzegając w progu swego przyjaciela Tekkego. Zaprosił go do środka. Szybko
zaczęli rozmawiać o obecnej sytuacji. Denerwowało ich to bezczynne siedzenie, czuli się bezradni, a chcieli
mieć wpływ na rozwój sytuacji w zakonie, spróbować chociaż pomóc rozwiązać problem, gdyż ewidentnie
działo się coś złego. Zażarta dyskusja przeciągała się, nie zauważyli nawet kiedy zapadł zmrok. Nie mogli
znieść dłużej tej bezczynności, dlatego postanowili sami spróbować zdobyć jakieś informacji. Młodzi mnisi
wiedzieli, że starsi bracia niczego im nie powiedzą, dlatego zdecydowali się zakraść pod osłoną nocy do
biblioteki   i   poszukać   jakichś   wskazówek.   Niepostrzeżenie   korytarzem   części   świątyni   przeznaczonej   dla
młodych adeptów przemknęły się dwie zakapturzone postacie. Ostrożnie stawiane kroki nie wydawały żadnych
dźwięków. Pod osłoną mroku chłopcy wędrowali w kierunku głównej biblioteki, korytarze znali jak własną
kieszeń, dlatego ciemność nie przeszkadzała im w ogóle, codzienne przemierzanie tej drogi sprawiło, że mogli
ją pokonać niespostrzeżenie nawet z zamkniętymi oczami. O dziwo nie spotkali nikogo, kto mógłby zniweczyć
ich plany. Coś było nie tak, starsi mnisi zawsze dyżurowali na korytarzach, pilnując by ci młodsi nie rozrabiali
nocą. Wkrótce poznali przyczyny tego niezwykłego stanu rzeczy. Wślizgując się bezszelestnie do biblioteki
spostrzegli,  że miało w niej  miejsce wielkie  zebranie.  Przy obszernym stole  siedział cały zakon,  komplet
starszyzny, która wspólnie podejmowała decyzje i omawiała sytuację klasztoru, planowała dalsze działania na
przyszłość   mające   zapewnić   mnichom   dostatek.   Wyglądało   to   dość   mrocznie,   ciszę   przerywały   głosy
poszczególnych   braci,   którzy   wypowiadali   swoje   zdania,   jednak   chłopcy   byli   zbyt   daleko   by   cokolwiek
zrozumieć. Obawiali się podjąć próby zbliżenia się, ponieważ biblioteka była dobrze oświetlona i mogliby
zostać szybko zdemaskowani. Ciekawość jednak wzięła górę i ukrywając się za starymi regałami podeszli na

background image

tyle   blisko,   by   móc   rozróżniać   poszczególne   słowa   i   zdania.     To   czego   się   dowiedzieli   przeraziło   ich
śmiertelnie. W krainie panowała wojna pomiędzy ludźmi a jakąś dziwną siłą, złem, które nie przybierało
konkretnej formy. Przejmowało ono kontrolę nad różnymi stworzeniami przeistaczając je w żądne krwi bestie.
Niewątpliwie stał za tym ktoś, kto dysponował olbrzymią  mocą. Zaatakowani zostali również członkowie
zakonu, stąd te dziwne opętania. Mnisi dyskutowali jeszcze długo o źródle, które doprowadzało ich kamratów
do postradania zmysłów. Świątynia była wszakże doskonale zabezpieczona, dobrze chroniona przez straże, nikt
nie   mógł   się   dostać   w   szeregi   kapłanów   niezauważony.   Chłopcy   postanowili   wrócić   do   swych   komnat,
pozostawanie dłużej w bibliotece stwarzało coraz większe zagrożenie, iż mogliby zostać rozpoznani, a wtedy
konsekwencje   ich   zachowania   byłyby   poważne,   wliczając   w   to   możliwość   wydalenia   z   zakonu.   Gdy
przekroczyli próg pokoju Mauriego odetchnęli z ulgą, W sali panowała cisza, słychać było ich przyśpieszone
bicia   serc.   Postanowili   nie   wtajemniczać   w   sprawę   nikogo   z   ich   znajomych.   Sprawa   wydawała   się   zbyt
niebezpieczna. Nie chcieli także siedzieć bezczynnie, dlatego zdecydowali od dnia następnego podjąć działania
mające  na   celu   odnalezienie   źródła   opętań,  by uchronić  zakon   od  katastrofy.  Wkrótce   potem  rozstali   się,
umawiając na spotkanie podczas porannego posiłku. Mauri tej nocy nie mógł zasnąć, zastanawiał się, co może
się stać, jeśli problem nie zostanie rozwiązany? Czyżby drugi raz w życiu musiał opuścić miejsce, które uważał
za swój dom? Czy mnisi ze świątyni zaangażują się w wojnę? Czy może ta mroczna siła przejmie nad nimi
kontrolę?. W głowie rodziły mu się setki pytań, na które nie potrafił udzielić odpowiedzi. Wraz z pierwszymi
promieniami wschodzącego słońca zerwał się z łóżka. Czym prędzej przyodział ubranie i popędził do jadalni. O
tej porze było w niej jeszcze pusto, jednak wolał w tym miejscu poczekać na swego kompana niż bezmyślnie
patrzeć się w sufit swojej komnaty gryziony narastającym niepokojem. Nie zdziwił się na widok Tekkego, który
przekroczył   próg   jadali   zaraz   po   przybyciu   Mauriego.   Przywitał   go   uśmiechem,   rozejrzał   się   po   sali   i
upewniwszy się, że nikogo w niej nie ma, zaczął uzgadniać plan działania. Chłopcy postanowili najpierw
dowiedzieć się nieco na temat opętań. W czasie wolnym po zajęciach umówili się na analizę ksiąg. Następnym
krokiem   miała   być   próba   rozmowy   z   którymś   z   opętanych   braci...   Dzień   minął   im   pracowicie,   oprócz
intensywnej nauki musieli wygospodarować trochę czasu na wertowanie inkunabułów, które opisywały różne
przypadki opętań i sposoby radzenia sobie z nimi. Niestety nie dowiedzieli się z nim zbyt wiele, jednakże tego
się spodziewali. Zaintrygowała ich jednakże informacja zawarta w jednej  z nich. Tekst odwoływał się do
pewnej tajemniczej kobiety imieniem Berkona. Niestety księga nic więcej nie mówiła o tej postaci, pozostałe
księgozbiory również milczały na jej temat. Mauri oraz Tekke postanowili nie dawać za wygraną, być może ta
kobieta   wie   więcej   na   temat   opętań   niż   wszystkie   manuskrypty   zgromadzone   w   świątyni   razem   wzięte.
Postanowili napisać list i chociaż mieli świadomość, że niewielkie są szanse iż trafi on do adresatki, ich
sumienie zostanie zaspokojone pewnością, że nie zaniedbali żadnej możliwości. Ostatnim punktem ich planów,
które mieli zrealizować, była próba dotarcia do jednego z opętanych mnichów. Zadanie to stanowiło nie lada
wyzwanie dla młodzianów. Obłąkani mnisi zostali skutecznie odseparowani od pozostałych członków zakonu,
a   do  tego   nie   było   pewności,   czy  ich   przypadłość   nie   jest   zaraźliwa.   Podobno   stawali   się   oni  agresywni
względem innych ludzi. Dlatego też chłopcy postanowili dobrze się przygotować do próby przedostania się do
lochów. Wiedzieli, że na swej drodze napotkają strażników i muszą się obok nich przemknąć, a w najgorszym
razie w jakiś sposób ich obezwładnić. Długie dni zajęło im skompletowanie ekwipunku na wyprawę. Oprócz
strojów maskujących twarze warzyli także różne mikstury, potajemnie ćwiczyli zaklęcia, których nie uczono
ich na zajęciach. W międzyczasie oczekiwali na list, jednakże gołębia nie było widać. Chociaż nie robili sobie
wielkiej nadziei na odpowiedź, to jednak żywili się tą iskierką wiary, że jednak list nadleci przywiązany do
nóżki białego gołębia. Po kolejnym tygodniu chłopcy byli na tyle zniecierpliwieni pogarszająca się sytuacją, że
postanowili tego wieczoru wyprawić się do lochów. Spakowali wszystkie przygotowane przez siebie dekokty,
ubrali stroje, które miały uchronić ich przed zdemaskowaniem i opuścili swoje pokoje zachowując niezwykłą
czujność. Na korytarzach panował mrok, płonące pochodnie przytwierdzone do ścian emanowały przyjemnym
ciepłem, jednak były dość zdradliwe, umieszczone na rogach korytarzy rzucały długi cień, który mógł być z
łatwością zauważony przez któregoś ze zwierzchników Mauriego i Tekkego. Ale i na to znalazł się sposób,
Mauri stanął na środku korytarza,wzrok utkwił w swych dłoniach recytując dziwną inkantację, wkrótce na jego
dłoniach pojawił się wirujący lód, powiększająca się kula mroziła powietrze wokół. Silnym pchnięciem dłoni,
chłopak posłał ją przez całą długość korytarza, pochodnie jedna po drugiej gasły... Chłopcy nie czekając na
reakcję   kogokolwiek,   przebiegli   szybko   chodnikiem   aż   do   drzwi,   za   którymi   znajdowały   się   schody
prowadzące w dół. Nigdy tam nie byli. W lochach więziono wszystkich przestępców zakonu, którzy wiedzieli o
nim na tyle dużo, że nie mogli być z murów wydaleni. Młodych tam nie wpuszczano, było to miejsce zakazane.
Konsekwencje złamania zasad mogły być poważne, ale dla chłopców ważniejsza w tej chwili była przyszłość
zakonu, zamazana mgłą niepewności, spowodowaną wojną, opętaniami, czarną magią wkraczającą do krainy.
Bardzo długo schodzili w dół, nie wiedzieli nawet, jaką już odległość pokonali. Gdy zeszli już na najniższy

background image

poziom przed ich oczami stanęły olbrzymie metalowe kraty. Spojrzeli na siebie wymownie, po czym Mauri
ponownie   dał   popis   swoich   uzdolnień   magicznych.   Utkwiony   w   metalu   wzrok   i   ciche   pomruki,   które
przeradzały   się   w   delikatne   słowa   sprawiły,   że   powietrze   ponownie   zaczynało   przybierać   coraz   mniejszą
temperaturę... Tekke cofnął się kilka kroków, ponieważ nie był w stanie wytrzymać takiego zimna. Mauri
wprowadzony w trans lawirował powietrzem, w którym zaczęły pojawiać się dziwne kryształki, śnieg, grad
wszystko   w   jednym.   Zawiesina   zaczęła   przylegać   do   krat,   oblepiać   je   grubą   warstwą.   Gdy   młodzieniec
skończył   swoje   zadanie   skinął   głową   do   Tekkego.   Ten   silnym   uderzeniem   nogi   roztrzaskał   kraty,   które
najwidoczniej przemieniły metal w lód. Upadające kawałki na podłogę spowodowały spory hałas, chłopcy
zamarli na chwili wysłuchując dźwięków zbliżających się kroków, jednakże po kilku chwilach oczekiwania
uspokoiła ich panująca cisza. Pewnym krokiem zaczęli zmierzać przed siebie. Zbliżali się już do cel, z daleka
dostrzegali sylwetkę śpiącego celnika. Tekke podszedł do niego bezszelestnie, wyjął z torby dziwną świeczkę,
zapalił ją i postawił obok chrapiącego mnicha. Misternie przygotowywana świeca miała nie pozwolić wybudzić
się człowiekowi do momentu jej zgaśnięcia. Chłopcy szybko oddalili się, by nie stać się ofiarą własnych
magicznych   zagrywek.   Zabrali   śpiącemu   klucze,szybko   przeszli   przez   bramę   i   zaczęli   czytać   tabliczki
przytwierdzone do kolejnych cel. Nie spodziewali się, że jest ich aż tyle. Większości ludzi nawet nie znali,
niewielkie otwory pozwalały zajrzeć do środka, często w komnatach znajdowali się starzy ludzie, śpiący, z
długimi brodami i podartymi szatami. Skrępowane dłonie miały uniemożliwiać im wykonywanie magicznych
znaków, którymi mogliby wyrządzić krzywdę pozostałym mnichom. Metoda ta najwyraźniej była skuteczna,
ponieważ nigdy nie słyszeli o incydencie ucieczki któregoś z więźniów, a jak przed chwilą sami przekonali się
na własnej skórze, sforsowanie zabezpieczeń więzienia nie było wcale trudne. Podążając korytarzem i czytając
kolejne tabliczki zaczynali niepokoić się, że w tym miejscu nie przebywają opętani bracia, nie potrafili znaleźć
celi żadnego znanego im mnicha. Na końcu korytarza spostrzegli wreszcie wywieszkę w napisanym na niej
imieniem Jorgend. Był to jeden z najlepszych skrybów, dopóki nie postradał zmysłów z niewiadomych nikomu
powodów. Chłopcy zapukali cicho do drzwi, jednak nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Skryba otworzył
oczy   obdarzając   ich   bezmyślnym   spojrzeniem,próby   skłonienia   go   do   podejścia   do   drzwi   nie   przyniosły
rezultatów, starzec wydawał z siebie jakiś niezrozumiały bełkot. Nie mieli dość odwagi by otworzyć drzwi.
Jeśli Jorgend był w formie, pomimo kajdan byłby w stanie obezwładnić ich w jedną chwilę. Stojąc tak przy
drzwiach   i   naradzając   się   chwilę   usłyszeli   dziwny   szelest   dochodzący   z   pobliskiej   celi.   Przy   otworze   w
drzwiach ktoś stał i ewidentnie dawał im znaki by się zbliżyli. Mauri i Tekke podeszli nieśmiało zachowując
bezpieczny dystans. Starzec zapytał ich, co tutaj robią. Doskonale znał zasady zakonu i dziwiła go obecność
dwóch młodych ludzi w lochach. Chłopcy początkowo nie chcieli zdradzić mu prawdziwej przyczyny, dla
której się tu zjawili, jednak mnich z czasem sam przejrzał ich zamiary. Oznajmił, że wie co się dzieje w murach
świątyni wyczuwa pałętające się w niej zło, jednakże jest bezradny, ponieważ nikt nie chce go słuchać. Meuri i
Tekke dowiedzieli się, że opętania nie biorą się same z siebie, nie było to dla nich nowością, jednak informacja
o upiornej zjawie nasączającej swe ofiary złem wzbudziła w nich strach. Z tego co powiedział strzec, niewiele
osób jest w stanie się obronić przed takim stworzeniem, a w zakonie nie udało się to jeszcze nikomu. Ponoć
upiór atakuje tylko nocą, wybiera pojedyncze ofiary,  posługuje się magią i silnie oddziaływuję na umysł.
Więzień   podejrzewał,   że   to   magowie   chcą   wcielić   mnichów   do   swych   szeregów   na   czas   wojny,   stąd   ta
mistyfikacja. Rozwiązanie może być tylko jedno, unicestwienie upiora, jednakże jak to zrobić, starzec nie
wiedział. Życzył chłopcom powodzenia, a ci obiecali postarać się mu pomóc, jeśli zjawę uda się zniszczyć. Pod
osłoną   mroku,   obok   głośno   chrapiącego   klucznika   Mauri   i   Tekke   wrócili   do   swoich   komnat   uprzednio
pozbywając się wszystkiego, co mogłoby świadczyć, że to oni byli sprawcami nocnego włamania. Z wielką
ulgą spoczęli w swoich łóżkach zastanawiając się w jaki sposób pokonać zjawę, siejąca postrach w mnisich
szeregach. Postanowili niezwłocznie działać, zanim potwór skrzywdzi kolejnych braci. Zastanawiająca była
bierność opata Seldera, który nie poinformował większości z nich o czyhającym niebezpieczeństwie, być może
sam o tym nie wiedział. Nie widać jednak było, żeby podejmowano jakiekolwiek działania, mające na celu
wyeliminowanie zjawy. Chłopcy uznali, że rozmowa z kimkolwiek na ten temat nie ma sensu i wyda ich jako
uczestników nocnej wyprawy, która następnego poranka odbiła się szerokim echem w świątyni. Mauri i Tekke
zdecydowali zdobyć trochę informacji o wszelkiej maści demonach, zjawach i upiorach, zwłaszcza tych biegle
władających   magią.   Ponownie   po   zajęciach   udali   się   do   biblioteki   wertując   księgi,   szukając   ich   słabych
punktów, zwyczajów, czegoś co pozwoli wykryć i unieszkodliwić zjawę. Chcieli się przekonać czy dadzą radę
sami to uczynić. Spośród natłoku informacji wybierali te ich zdaniem najważniejsze, spisywali je do własnych
zeszytów,   szukali   zaklęć.  Wieczorami   potajemnie   ćwiczyli   je   opanowując   do   perfekcji   sztukę   defensywy.
Pomimo wielu dni spędzonych nad księgami, nadal nie mieli opracowanego planu, jak upiora pokonać. Z
czasem musieli zwolnić z przygotowaniami, ponieważ zainteresował się nimi ich nauczyciel, a także bracia
dziwiący się ich zachowaniem, które odbiegało od tego, jakie prezentowali wcześniej. Wstępnie opracowany

background image

plan zakładał przygotowanie zasadzki, w przypadku ataku potwora użycie silnych defensywnych zaklęć, a
następnie wspólny kontratak, który miał na celu sparaliżowanie demona, i jego destrukcję za pomocą zaklęć
żywiołu ognia. Chłopcom brakowało umiejętności, zaklęcia nie zawsze przynosiły spodziewany efekt, a samo
zwabienie upiora nie było takie proste, ponieważ od dłuższego czasu nie dawał on żadnego znaku swojej
obecności w świątyni. Być może zbierał on siły do ostatniego uderzenia, być może wyniósł się już z murów
zakonu. Nie wiedzieli też, czy przypadkiem starsi bracia nie uporali się z tym problemem.

Pewnego słonecznego poranka Mauriego obudziło dziwne stukanie w szybę jego okna. Ze zdziwieniem

odkrył, że źródłem hałasu jest gołąb. Czym prędzej uchylił okno by wpuścić ptaka do środka, wyglądał on na
straszliwie   wyczerpanego,   białe   postrzępione   pióra   pokryte   były   brudem,   a   samo   stworzenie   sprawiało
wrażenie bardzo wygłodzonego. Mnich czym prędzej pokruszył nieco chleba częstując nim gołębia, delikatnie
przy tym odwiązując od przytwierdzonej do jego nóżki zawiniątko. To list od Berkony, chłopak nie wierzył
własnym oczom. Ona jednak istnieje, a ten dzielny gołąb ją odnalazł. Niezwłocznie zagłębił się w lekturze.
„Nie wiem, w jaki sposób dowiedzieliście się o mnie, jednak to co Was spotkało jest niepokojące. Opętania,
jakie opisujecie nie są dziełem zwykłej osoby, to silna władająca magią istota. Strzeżcie się, może być nią jeden
z mnichów żyjący w zakonie. Ktoś, kto żywi się duszami obłąkanych bez problemu mógł wedrzeć się w Wasze
szeregi. Zważajcie na słowa, miejcie oczy szeroko otwarte, zbliża się pełnia, a w niej demony zwiększają swą
aktywność. Walka z nimi jest trudna, i nie wiem czy podołacie wyzwaniu. Przygotujcie miksturę, której przepis
przesyłam na dole, wyrycie nożem na swych dłoniach znak Irath, wypełnijcie go dekoktem. Będzie Was chronił i
informował o bliskości upiora. Jego samego nie zniszczycie siłą. One karmią się cierpieniem, nie dajcie po
sobie poznać strachu, nie patrzcie mu w oczy, bądźcie dzielni i używajcie zaklęć żywiołu ziemi. Spętajcie go i
zerwijcie z szyi amulet, a czar który stworzył demona pryśnie. To Wasza jedyna szansa!”
  Podekscytowany
Mauri   pobiegł   szybko   do   Tekkego.   Wspólnie   przeczytali   list   jeszcze   raz.   Zaraz   po   śniadaniu   zaczęli
kompletować składniki do mikstury, jaką radziła przygotować Berkona. W trakcie ważenia wspólnie wyryli
sobie   krwawe   znaki   na   dłoniach,   zalewając   je   następnie   gorącą   mazią   powstałą   w   wyniku   długiego
przygotowywania. Piekący ból wyciskał im łzy z oczu, dłonie nie chciały się goić, krew gotowała się w żyłach,
a   przez   głowę   przelatywały   tysiące   myśli.   Pełnia   była   już   dziś,   tej   nocy   wszystko   miało   się   wyjaśnić...
Z nastaniem zmierzchu chłopcy wybrali się do biblioteki, co prawda nie była ona w tym czasie przeznaczona
do użytku uczniów, jednak udało im się przekonać strażnika, że nie zabawią tam długo. W sali panowała cisza,
zapach starych ksiąg unosił się w powietrzu, czuć było narastające napięcie. Na bezchmurnym niebie, które
można było podziwiać przez olbrzymie okna, widniały setki gwiazd wraz z księżycem, którego zaćmienie już
się rozpoczęło. Mauri zasiadł przy stoliku symulując zainteresowanie jakąś księgą, podczas gdy Tekke ukrył
się, by sprawiać wrażanie, iż w sali znajduje się tylko jedna osoba.Gdy księżyc przybrał czarny kolor chłopców
dobiegło stłumione jęknięcie sprzed drzwi. Prawdopodobnie wydał je strażnik, jednak z jakiego powodu, mogli
się tylko domyślać. W niewyobrażalnej ciszy słyszeli bicie swych serc, Po chwili drzwi się otworzyły. W
powietrzu unosiło się coś przywdziane w czarną szatę z kapturem. Mauri nie spoglądał w oczy potwora, lustro
które leżało na stoliku pozwoliło mu śledzić ruchy upiora. Ten niepostrzeżenie skrył się pomiędzy regałami.
Czuć było chłód i dziwny zapach, którego nie mógł rozpoznać, znak wyryty na dłoni palił go żywym ogniem.
Mauri przewracał stronę za stroną, jego dłonie pokryły się gęsią skórką, pod nosem szeptał inkantacje zaklęć,
które miały wzmocnić jego aurę obronną, gdy zza pleców usłyszał pomruk złości. Demon najwyraźniej to
wyczuł. Chłopak podniósł się odwracając w jego stronę, jednocześnie mając wzrok spuszczony w kierunku
ziemi. Upiór zdziwiony takim zachowaniem zawył przeraźliwie, Mauri zrobił krok do tyłu pchnięty silnym
powiewem powietrza, jednak nadal nie dawał za wygraną. Potwór zbliżał się, gdy znalazł się niebezpiecznie
blisko użył silnego zaklęcia. Młody wyciągnął przed siebie dłoń z wyrytym znakiem Irath. Krew zaczęła
ponownie go palić, jednakże fala czarnej magii skierowanej w jego stronę rozbiła się o aurę stworzoną dzięki
wykonanemu gestowi  przez chłopca. Demon  zawył  przeraźliwie i rzucił  się w stronę  adepta,  lecz  w tym
momencie do akcji włączył się Tekke. Silną inkantacją przywołał olbrzymie konary, które wyłoniły się spod
podłogi   obezwładniając   demona,   jednakże   przecenili   swoje   możliwości,   ponieważ   upiór   momentalnie
przełamał   zaklęcie   rzucając   się   z   wściekłością   w   stronę   Tekkego.   Mauri   z   przerażeniem   obserwujący
wymykającą się spod kontroli sytuację, uderzył falą energii w demona wybijając go z rytmu, dzięki temu Tekke
zdążył odskoczyć, rzucić na siebie aurę obrony i dołączyć do kompana. Zaskoczona zjawa przypuściła kolejny
atak, na który odpowiedzieli połączeniem magii ognia i lodu. Pociski uderzyły w demona rzucając nim o
ścianę. Potwór osunął się na ziemię dysząc przeraźliwie. Nie czekając aż dojdzie do siebie, chłopcy wznowili
zaklęcie spętania, Wspólna inkantacja przywołała olbrzymie cierniste konary, które owinęły upiora wokół ciała
wysysając z niego energię. Ten szarpiąc się z nimi wył i miotał pociskami magicznymi, które absorbowała aura
znaku Irath.Zmęczony demon nie uderzał już tak silnie. Chłopcy powoli zbliżyli się do niego by dopełnić dzieła
zniszczenia, jednak resztką sił upiór cisnął w nich po raz ostatni przełamując obronę. Mauri zdążył odskoczyć

background image

na bok, jednak Tekke nie spodziewał się tak silnego uderzenia, które odrzuciło go na pobliski regał z księgami,
przewracając go doszczętnie. Kompan chciał śpieszyć z pomocą rannemu przyjacielowi, jednak ten cichym
krzykiem kazał mu dopełnić dzieła. Mauri nie zastanawiając się wiele wzmocnił aurę i zbliżył się do demona.
Wysysające energię konary wyczerpały go na tyle, że nie stawiał oporu. Chłopak szybkim ruchem zerwał z szyi
amulet,   o   którym   pisała   Berkona.   Po   chwili   ciało   demona   przybrało   ludzką   postać.   Zszokowany  chłopak
rozpoznał  w  nim  swego  nauczyciela  Grimiego.  Był   nieprzytomny.   Szybkim ruchem rąk  odwołał  cierniste
konary   i   podbiegł   w   stronę   Tekkego.   Na   podłodze   widać   było   kałużę   krwi.   Przerażony   mnich   opatrzył
przyjaciela własną, porwaną koszulą i pobiegł w poszukiwaniu pomocy. Otworzywszy drzwi od biblioteki
zobaczył, że zebrała się pod nimi duża grupa mnichów, których zbudził hałas walki, a którzy nie mogli dostać
się do środka przez zamknięte magicznie drzwi. Mauri dostrzegł tylko kilka osób biegnących w kierunku
Tekkego, po czym stracił przytomność... Ocknąwszy się Mauri spostrzegł, że znajduje się w dziwnej sali,
rozejrzawszy   się   po   niej   dostrzegł   leżącego   obok   Tekkego   śmiejącego   się   do   niego   z   sąsiedniego   łóżka.
Niebezpieczeństwo zostało odegnane, opętany nauczyciel doszedł już do siebie, a cały zakon nie może wyjść z
podziwu po tej heroicznej walce, jaką stoczyli dwaj adepci. Opat postanowił ich odznaczyć gdy tylko wrócą do
zdrowia. Ciemne chmury zbierające się nad świątynią Andarum zostały odegnane. Zakon mógł ze spokojem
patrzeć w przyszłość pomimo toczącej się wojny.


Document Outline