background image

Josh McDowell

Więcej niż cieśla

background image

Przekład:
Andrzej Gandecki

Wydawca:
Towarzystwo Krzewienia Etyki Chrześcijańskiej,
Kraków 1986

2

background image

WSTĘP

Ponad 2000 lat temu, w niewielkiej żydowskiej społeczności, pojawił się na 

scenie historii ludzkości Jezus. Był członkiem ubogiej rodziny, należał do mniej-
szości narodowej i mieszkał w jednym z najmniejszych  krajów na świecie. Żył 
około trzydziestu trzech lat, z których tylko ostatnie trzy poświęcił na swoją pu-
bliczną działalność.

A jednak ludzie prawie wszędzie ciągle go pamiętają. Data dzisiejszej gaze-

ty czy też data wydania jakiegokolwiek podręcznika uniwersyteckiego świadczy o 
fakcie, że życie Jezusa było jednym z największych istnień ludzkich przeżytych 
kiedykolwiek na naszej ziemi.

H.G. Wells, znany historyk, został kiedyś zapytany, kto wycisnął sobą naj-

trwalsze   piętno   na   historii.  Odpowiedział,   że  jeżeli   będziemy  oceniać  wielkość 
człowieka kryteriami historii, takim człowiekiem będzie Jezus.

Inny historyk, K.S. Latourette, powiedział: „Upływające wieki gromadzą ma-

teriał dowodowy, że życie Jezusa — oceniane wg swego wpływu na historię — 
jest najbardziej wpływowym życiem przeżytym kiedykolwiek na naszej planecie. 
Wydaje się, że ten wpływ nieustannie wzrasta”.

Ernest Renan dokonał następującej obserwacji: „Jezus był największym z 

geniuszy religijnych, którzy kiedykolwiek żyli. Jego wspaniałość jest wieczna, a 
jego władza nigdy się nie skończy. Jezus jest pod każdym względem niezwykły i 
nic nie może być z nim porównane. Cała historia jest niezrozumiała bez Chrystu-
sa”.

1. CO SPRAWIA, ŻE JEZUS JEST INNY?

Kiedyś rozmawiałem z pewną grupą ludzi. Zapytałem ich: Kim jest według 

was Jezus Chrystus? Odpowiedź brzmiała, że był wielkim przywódcą religijnym. 
Zgadzam  się,  że  Jezus byt  wielkim  przywódcą  religijnym.   Lecz  wierzę,  że  był 
kimś znacznie większym.

Od wieków trwa podział między ludźmi w zależności od odpowiedzi na to 

pytanie: Kim jest Jezus? Skąd tyle konfliktu wokół jednej osoby? Dlaczego jego 
imię, bardziej niż imię jakiegokolwiek innego przywódcy religijnego, wywołuje zde-
nerwowanie? Dlaczego możesz mówić o Bogu i nikogo to nie wzburza, lecz jeżeli 
tylko wspomnisz Jezusa, ludzie chcą kończyć rozmowę? Albo zajmują postawę 
obronną? Wspomniałem coś o Jezusie rozmawiając z pewnym taksówkarzem. 
On natychmiast zareagował: Nie lubię rozmawiać o religii, a zwłaszcza o Jezusie.

Co   wyróżnia   Jezusa   spośród   innych   przywódców   religijnych?   Dlaczego 

imiona Buddy, Mahometa i Konfucjusza nie urażają ludzi? Powodem tego jest to, 
że nikt z nich nie podawał się za Boga, natomiast Jezus twierdził, że jest nim. To 
sprawia, że Jezus jest bardzo różny od innych przywódców religijnych.

Nie potrzeba było wiele czasu, by ludzie, którzy znali Jezusa uświadomili 

sobie, że czyni on zadziwiające stwierdzenia o sobie samym. Stało się jasne, ze 
jego własne słowa przedstawiają go jako kogoś więcej niż proroka czy nauczycie-

3

background image

la. W oczywisty sposób stwierdzał swoje bóstwo. Przedstawiał siebie jako jedyną 
drogę do więzi z Bogiem, jedyne źródło przebaczenia grzechów i jedyny sposób 
zbawienia.

Dla wielu ludzi było to zbyt wyłączające, zbyt wąskie, by chcieli w to uwie-

rzyć. A jednak istota problemu nie polega na tym, co chcemy myśleć i w co chce-
my wierzyć, lecz na tym, za kogo Jezus się podawał.

Co mówią nam o tym dokumenty Nowego Testamentu? Słyszymy często 

zwrot „bóstwo Chrystusa". To znaczy, że Jezus Chrystus jest Bogiem.

Bóg jest określany jako „nieskończony i doskonały duch, w którym wszystko 

ma swoje źródła, wsparcie i cel". To określenie Boga odpowiada wszystkim te-
istom, także muzułmanom i judaistom. Teizm twierdzi, że Bóg jest osobowy i że 
wszechświat został zaplanowany i stworzony przez niego. Bóg podtrzymuje i kie-
ruje nim w teraźniejszości. Teizm chrześcijański dodaje jeszcze jeden element do 
powyższego określenia: „i który stał się człowiekiem jako Jezus z Nazaretu".

Imię „Jezus Chrystus" to w rzeczywistości imię i tytuł. Imię „Jezus" pochodzi 

z greckiej formy hebrajskiego JESHUA lub JOSHUA, co znaczy „Jahwe — Zbawi-
ciel" lub „Pan zbawia". Tytuł „Chrystus" pochodzi z greckiego przekładu hebraj-
skiego „mesjasz" (meshiach) i znaczy „namaszczony". Posługiwały się nim dwa 
urzędy: król i kapłan. Przedstawia on Jezusa jako obiecanego w proroctwach Sta-
rego Testamentu kapłana i króla. To przedstawienie jest jednym z kluczowych 
momentów dla właściwego zrozumienia Jezusa i chrześcijaństwa.

Nowy Testament jasno przedstawia Chrystusa jako Boga. Imiona, którymi 

określano Jezusa w Nowym Testamencie mogą być we właściwy sposób zasto-
sowane tylko do kogoś, kto jest Bogiem, Na przykład Jezus jest nazwany Bogiem 
w  zdaniu:  „oczekując  błogosławionej  nadziei  i objawienia   się  chwały  wielkiego 
Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa" (Tt 2,13; porównaj: J 1,1; Hbr 1,8; 
Rz 9,5; 1J 5,20-21). Pismo opisuje jego cechy, które mogą być prawdziwe tylko 
dla Boga. Jezus jest przedstawiony jako samoistna istota (J 1,4; 14,6), wszech-
obecny (Mt 28,20; 18,20), wiedzący wszystko (J 4,16; 6,64; Mt 17,22-27}, mogący 
wszystko (Ap 1,8; Łk 4,39-55; 7,14-15; Mt 8,26-27) i posiadający wieczne życie 
(1J 5,11-12; J 20 i J 1,4).

Jezus przyjmował cześć i uwielbienie, które należy się tylko Bogu. W kon-

frontacji z szatanem Jezus powiedział: „Jest napisane: Panu, Bogu swemu, bę-
dziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz" (Mt 4,10). A jednak Je-
zus sam przyjmował cześć jako Bóg (Mt 14,33 i 28,9) i czasami nawet domagał 
się, by mu jq oddawano (J 5,23; por. Hbr 1,6; Ap 5,8-14).

Większość   początkowych   naśladowców   Jezusa   to   pobożni   Żydzi,   którzy 

wierzyli w jednego prawdziwego Boga. Byli monoteistami do szpiku kości, a jed-
nak rozpoznali go jako Boga wcielonego.

Z powodu wszechstronnego wykształcenia rabinistycznego  jeszcze mniej 

prawdopodobne   było,   by   Paweł   przypisywał   boskość   Jezusowi,   czcił   jakiegoś 
człowieka z Nazaretu i nazywał go Panem. Lecz dokładnie to właśnie Paweł czy-
nił. Uznał Baranka Bożego (Jezusa) jako Boga gdy powiedział: „Uważajcie na sa-
mych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił was biskupami, 
abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią" (Dz 20,28).

4

background image

Gdy Chrystus zapytał Piotra, za kogo go uważa, ten odpowiedział: „Ty je-

steś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt 16,16). Jezus zareagował na wyznanie Pio-
tra nie skorygowaniem jego wniosku, lecz przedstawieniem jego znaczenia i źró-
dła: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego 
ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt 16,17).

Marta, bliska przyjaciółka  Jezusa, powiedziała  do niego: „Tak, Panie! Ja 

wciąż wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat" (J 11, 
27). Także Natanael, który sądzi , że nic dobrego nie może pochodzić z Nazaretu, 
powiedział do Jezusa: „Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!" (J 
1,49).

Kiedy Szczepan był kamienowany, „modlił się: Panie Jezu, przyjmij ducha 

mego!" (Dz 7,59). Autor Listu do Hebrajczyków nazywa Chrystusa Bogiem, gdy 
pisze: „Do Syna zaś (powie): Tron Twój, Boże, na wieki wieków" (Hbr 1,8). Jan 
Chrzciciel ogłosił przyjście Jezusa mówiąc: „Duch Święty zstąpił na Niego w po-
staci cielesnej, niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiło-
wany, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3,22).

Do tego dochodzi jeszcze oczywiście wyznanie Tomasza, znanego lepiej 

jako „Niewierny Tomasz". (Może Tomasz był studentem?) Powiedział on: „Jeżeli 
na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce 
gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę" (J 20,25). Zgadzam się 
z Tomaszem. Brzmiało to jakby mówił: „Słuchajcie, niecodziennie ktoś wstaje z 
grobu   i   twierdzi,   że   jest   wcielonym   Bogiem.   Muszę   mieć   jakiś   materiał 
dowodowy".   Osiem   dni   po   tym,   jak   wątpliwości   Tomasza   wryły   się   w   pamięć 
uczniów, „Jezus przyszedł pomimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: 
«Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz 
moje ręce. Podnieś rękę i włóż do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wie-
rzącym». Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!». Powiedział mu Jezus: 
«Uwierzyłeś dlatego, ponieważ mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, 
a uwierzyli»" (J 20,26-29). Jezus przyjął uznanie go przez Tomasza za  Boga. 
Upomniał go za jego niedowiarstwo, nie za oddanie mu czci.

W tym miejscu krytyk może wtrącić, że wszystkie te teksty podają, co inni 

mówili o Jezusie, nie co On mówił o sobie. Częsty zarzut, który słyszę w salach 
wykładowych dotyczy tego, że ludzie w czasach Jezusa nie rozumieli Go, podob-
nie, jak my nie rozumiemy go dzisiaj. Innymi słowami, że Jezus w rzeczywistości 
nie twierdził, iż jest Bogiem.

Otóż, ja sądzę, że twierdził i wierzę, że bóstwo Chrystusa można bezpo-

średnio wyprowadzić ze stron Nowego Testamentu. Istnieje wiele tekstów i ich 
znaczenie jest jasne. Pewien przedsiębiorca, który przebadał Pismo, aby odkryć 
czy Jezus podawał się za Boga, powiedział: „Jeżeli ktoś czyta Nowy Testament i 
nie widzi, że Jezus stwierdzał swoje bóstwo, jest podobny do człowieka stojącego 
przed domem w jasny dzień i mówiącego, że nie może zobaczyć słońca".

W Ewangelii Jana mamy konfrontację Jezusa z niektórymi Żydami. Została 

ona   spowodowana   uleczeniem  w  szabat   chromego   i  tym,   że   Jezus  kazał   mu 
nieść swoje posłanie. „I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w sza-
bat. Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i ja działam». 

5

background image

Dlatego więc tym bardziej Żydzi usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał 
szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu" (J 
5,16-18).

Możesz powiedzieć: Posłuchaj Josh, ja też mogę powiedzieć: Ojciec mój 

działa aż do tej chwili i ja działam. I co z tego? To nie dowodzi niczego.

Kiedy studiujemy jakiś dokument, musimy wziąć pod uwagę język, kulturę 

oraz osoby czy osobę, do której jest on skierowany. W tym przypadku chodzi o 
kulturę   żydowską,   a osobami,  do  których  słowa   te  są   kierowane,  są  izraelscy 
przywódcy religijni. Zobaczmy, jak ci Żydzi zrozumieli słowa Jezusa 2000 lat temu 
w kontekście ich własnej kultury. „Dlatego więc tym bardziej Żydzi usiłowali Go 
zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Oj-
cem, czyniąc się równym Bogu" (J 5,18). Skąd taka drastyczna reakcja?

Przyczyną   tego   było   to,   że   Jezus   powiedział   „Ojciec   mój"   a   nie   „Ojciec 

nasz" i potem dodał „działa aż do tej chwili". Sposób, w jaki Jezus posłużył się 
tymi dwoma wyrażeniami uczynił go równym Bogu, na równi z czynnością Boga. 
Żydzi nie nazywali Boga „Ojciec mój". A jeżeli tak robili, uzupełniali ten zwrot do-
dając „w niebie". Jezus postąpił inaczej. Kiedy nazwał Boga „Ojciec mój" uczynił 
stwierdzenie, które go Żydzi nie mogli błędnie zrozumieć. Jezus powiedział także, 
że jak długo Bóg działa, on, Syn, działa także. Znowu Żydzi zrozumieli zawartą w 
tym myśl, że Jezus jest Synem Boga. W rezultacie tego stwierdzenia nienawiść 
Żydów wzrosła. Do tej pory prześladowali Go, teraz usiłowali Go zabić.

Jezus nie tylko twierdził, że jest równy Bogu, swemu Ojcu, lecz stwierdził 

także, że jest jedno z Ojcem. Podczas uroczystości poświęcenia świątyni, do Je-
zusa podeszło kilku przywódców żydowskich pytając, czy jest on Mesjaszem. Je-
zus zakończył wtedy swoją odpowiedź mówiąc: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 
10,30). „Żydzi znowu naznosili kamieni, aby go ukamienować. Odrzekł im Jezus: 
Ukazałem   wam   wiele   dobrych   uczynków   z   mocy   Ojca   mego;   za   który   z   tych 
uczynków kamienujecie mnie? Odpowiedzieli mu Żydzi, mówiąc: Nie kamienuje-
my cię za dobry uczynek, ale za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, 
czynisz siebie Bogiem" (J 10,31-33).

Można się dziwić, dlaczego nastąpiła tak silna reakcja na to, co Jezus po-

wiedział o swojej jedności z Ojcem. Interesujący wniosek pojawia się podczas 
studiowania   tekstu   greckiego.   Znawca   tego   języka,   A.   T.  Robertson   pisze,   że 
"jedno" jest rodzaju nijakiego, nie męskiego. Oznacza to nie jedność osoby czy 
zamiarów, lecz raczej jedność w „istocie czy naturze". Dalej Robertson dodaje: 
„To energiczne stwierdzenie jest szczytem twierdzeń Chrystusa na temat relacji 
między Ojcem a nim (Synem). To wprawiło faryzeuszów w niemożliwą do opano-
wania złość".

Nie ulega więc wątpliwości, że ci, którzy słyszeli to stwierdzenie zrozumieli, 

że Jezus podaje się za Boga. Dlatego — jak pisze Leon Morris, dyrektor Ridley 
College w Melbourne — „Żydzi mogli uznać słowa Jezusa tylko za bluźnierstwo i 
zamierzali dokonać sądu na własną rękę. W Prawie było napisane, że bluźnier-
stwo miało być karane ukamienowaniem (Kpł 24,16). Lecz ludzie ci nie pozwolili, 
by miał miejsce właściwy proces prawny. Nie przygotowali oskarżenia tak, by wła-
ściwa władza mogła podjąć odpowiednie działanie. W swojej furii chcieli być jed-

6

background image

nocześnie sędziami i wykonawcami wyroku".

Jezus miał być ukamienowany za „bluźnierstwa". Żydzi wyraźnie zrozumieli 

jego nauczanie, lecz — możemy zapytać — czy zastanowili się nad prawdziwo-
ścią jego twierdzenia?

Jezus nieustannie mówił o sobie, że jest jedno z Ojcem co do istoty i natu-

ry. Śmiało twierdził: „Gdybyście mnie znali, znalibyście też Ojca mego" (J 8,19). 
„Kto mnie widzi, widzi tego, który mnie posłał" (J 12,45). „Kto mnie nienawidzi, i 
Ojca mego nienawidzi" (J 15,23). „Aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca. Kto 
nie czci Syna, ten nie czci Ojca, który go posłał" (J 5,23). Te teksty wyraźnie 
wskazują, że Jezus widział siebie jako kogoś więcej niż tylko człowieka; raczej 
uważał się za równego Bogu. Ci, którzy myślą, że Jezus był do prostu bliżej Boga 
czy też w większości zażyłości z Nim, powinni przemyśleć to jego stwierdzenie: 
„Jeżeli nie oddajecie mi czci tak, jak oddajecie ją Ojcu, nie oddajecie czci żadne-
mu z nas".

Kiedy prowadziłem wykład dla studentów literatury w Uniwersytecie West 

Virginia, pewien profesor przerwał mi i powiedział, że jedyną Ewangelią, w której 
Jezus podaje się za Boga, jest Ewangelia Jana i że była ona napisana najpóźniej. 
Potem powiedział, że Ewangelia Marka — najwcześniejsza — ani razu nie wspo-
mina,  by Jezus  twierdził,   że  jest  Bogiem.  Było  oczywiste,  że  ten  człowiek  nie 
przeczytał Ewangelii Marka — albo przeczytał ją niezbyt uważnie.

W odpowiedzi zwróciłem się do Ewangelii Marka. Oto Jezus twierdził, że 

jest w stanie przebaczać grzechy. „A Jezus, ujrzawszy wiarę ich, rzekł paralityko-
wi: Synu, odpuszczone są grzechy twoje" (Mk 2; por.: Łk 7,48-50). Według prawa 
żydowskiego było to coś, co tylko Bóg mógł uczynić; Iz 43,25 zastrzega to prawo 
jedynie dla Boga. Uczeni w Piśmie pytali: „Czemuż ten tak mówi? On bluźni. Któż 
może grzechy odpuszczać oprócz jednego, Boga?" (Mk 2,7). Wtedy Jezus zapy-
tał, co jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczone są ci grzechy" czy „Wstań i chodź"?

To było pytanie, na które nie można było odpowiedzieć. Oba zwroty równie 

łatwo wymówić. Lecz aby którykolwiek z tych nakazów miał się spełnić, potrzebna 
była moc boska. Oszust — wykorzystując niemożliwość wykrycia — powiedział-
by, że to pierwsze jest łatwiejsze. Jezus uzdrowił paralityka, aby ludzie mogli wie-
dzieć, że ma władzę w obu dziedzinach. Dlatego został przez przywódców religij-
nych oskarżony o bluźnierstwo. Lewis Sperry Chafer pisze, że „nikt na ziemi nie 
ma ani władzy, ani prawa przebaczenia grzechu. Nikt nie może przebaczyć grze-
chu z wyjątkiem Jednego, przeciw któremu wszyscy zgrzeszyli. Kiedy Chrystus 
przebaczał grzechy — co bez wątpienia robił — no pewno nie korzystał z prawa 
ludzkiego.   Ponieważ   nikt   oprócz   Boga   nie   może   przebaczyć   grzechu,   trzeba 
stwierdzić we wniosku, że Chrystus — ponieważ przebaczał grzechy — jest Bo-
giem".

Ta koncepcja przebaczenia sprawiała mi przez dłuższy czas kłopot, ponie-

waż jej nie rozumiałem. Pewnego dnia, w grupie studentów filozofii, odpowiadając 
na pytanie o bóstwie Chrystusa przytoczyłem powyższe wersety z Ewangelii Mar-
ka. Pewien asystent sprzeciwił się mojemu wnioskowi, że przebaczanie grzechów 
przez Jezusa dowodzi jego boskości. Powiedział, że on też może przebaczyć ko-
muś i to wcale nie znaczy, że uważa się za Boga. Kiedy zastanawiałem się nad 

7

background image

tym, co powiedział ten  asystent, dotarło  do mnie, dlaczego  przywódcy religijni 
sprzeciwili się Jezusowi. Rzeczywiście, człowiek może powiedzieć: przebaczam 
ci. Lecz może to powiedzieć tylko do osoby, która zgrzeszyła przeciw niemu. In-
nymi słowami, jeżeli zgrzeszysz przeciw mnie, mogę powiedzieć: przebaczam ci. 
Lecz Jezus uczynił coś innego. Paralityk zgrzeszył przeciwko Bogu Ojcu i wtedy 
Jezus, swoją własną mocą, powiedział: „Odpuszczone są grzechy twoje". Tak, 
możemy wybaczyć zło nam wyrządzone, lecz w żaden sposób nikt nie może wy-
baczyć grzechów popełnionych przeciw Bogu — z wyjątkiem samego Boga. To 
właśnie uczynił Jezus.

Nic dziwnego, że Żydzi zareagowali, gdy cieśla z Nazaretu wyraził się tak 

śmiało. Przebaczanie grzechów jest niepokojącym przykładem korzystania przez 
Jezusa z władzy, która należy do samego Boga.

W Ewangelii Marka mamy także proces Jezusa (14,60-64). Jego przebiec 

jest jednym z najjaśniejszych miejsc, w których Jezus stwierdza swoją boskość. 
„Wówczas wystąpił arcykapłan na środek i zapytał Jezusa, mówiąc: Nic nie odpo-
wiadasz na to, co ci świadczą przeciwko tobie? On zaś milczał i nic nie odpowie-
dział. Znowu zapytał go arcykapłan, i rzekł mu: Czy Ty jesteś Chrystus, Syn Bło-
gosławionego? A Jezus rzekł: Jam jest; i ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego 
na prawicy mocy Bożej i przychodzącego z obłokami niebieskimi. Wtedy arcyka-
płan rozdarł szaty swoje i rzekł: Na co potrzeba nam jeszcze świadków? Wszak 
słyszeliście bluźnierstwo. Cóż się wam zdaje? A oni wszyscy rzekli, że zasługuje 
na śmierć".

Na początku Jezus nie odpowiedział, dlatego najwyższy kapłan zobowiązał 

go przysięgą. Wtedy musiał odpowiedzieć (i cieszę się, że to zrobił). Na pytanie 
„Czy Ty jesteś Chrystus, Syn Błogosławionego?", rzekł: „Jam jest".

Analiza świadectwa Chrystusa pokazuje, iż stwierdził on, że jest:

— Synem Błogosławionego (Boga); 
— Tym, który siedzi po prawicy Wszechmogącego; 
— Synem Człowieczym, który przyjdzie z obłokami niebieskimi. 

Każde   z   tych   twierdzeń   jest   ściśle   mesjańskie.   Łączny   efekt   wszystkich 

trzech jest znaczący. Sanhedryn, sąd żydowski, zrozumiał je i najwyższy kapłan 
zareagował   rozdarciem   szat   i   powiedzeniem:   „Na   co   potrzeba   nam   jeszcze 
świadków?" W końcu usłyszeli to od niego samego. Został uznany za winnego na 
podstawie swoich własnych słów.

Robert Anderson stwierdza: „Żaden dowód potwierdzający nie jest bardziej 

przekonujący niż ten, który jest przedstawiany przez nieprzyjaznych świadków. 
Fakt, że Pan stwierdzał swoje bóstwo, jest bezsprzecznie osadzony na podstawie 
działań Jego nieprzyjaciół. Musimy pamiętać, że Żydzi nie byli plemieniem igno-
ranckich dzikusów, lecz wysoce kulturalnymi i religijnymi ludźmi. A jednak, Jezus 
został skazany na podstawie oskarżenia o bluźnierstwo — bez głosu sprzeciwu 
— przez Sanhedryn — wielką narodową Radę składającą się z najwybitniejszych 
przywódców religijnych, między innymi ludzi typu Gamaliela i jego wielkiego pupi-
la, Szawła z Tarsu".

8

background image

Jasne jest więc, że takie było świadectwo, jakie Jezus chciał przedstawić o 

sobie. Zobaczyliśmy także, że Żydzi rozumieli jego odpowiedź jako podanie się 
za Boga. Stali więc przed alternatywą: albo to stwierdzenie było bluźnierstwem, 
albo on rzeczywiście był Bogiem. Sędziowie widzieli problem jasno — tak jasno, 
że ukrzyżowali go i potem urągali mu, ponieważ: „Zaufał Bogu (...) wszak powie-
dział: Jestem Synem Bożym" (Mt 27,43).

H.B. Swete wyjaśnia znaczenie rozdarcia szat przez arcykapłana: „Prawo 

zabraniało najwyższemu kapłanowi rozdzierać szaty w osobistych kłopotach (Kpł 
10,6; 21,10}. Lecz gdy występował jako sędzia, zwyczaj kazał, by wyrażał w ten 
sposób swoje przerażenie z powodu bluźnierstwa wypowiedzianego w jego obec-
ności. W procesie Jezusa można dostrzec ulgę zakłopotanego sędziego. Gdy za-
brakło wiarygodnego materiału dowodowego, okazało się, że nie jest już potrzeb-
ny: więzień oskarżył sam siebie".

Widzimy, że nie był to zwykły proces. Prawnik, Irwin Linton stwierdza: „Pro-

ces ten jest niezwykły wśród procesów kryminalnych. Jego przedmiotem była nie 
działalność, lecz tożsamość oskarżonego.  Zarzut  postawiony  Chrystusowi,  wy-
znanie, świadectwo, czy raczej akt w obecności sądu, na podstawie którego zo-
stał skazany, przesłuchanie przez zarządcę rzymskiego, napis głoszący jego winę 
przybity do krzyża podczas egzekucji — wszystko dotyczy tego jednego pytania o 
rzeczywistą tożsamość i godność Chrystusa. „Co myślicie o Chrystusie? Czyim 
jest synem?".

Sędzia Gayron, znakomity prawnik nowojorski, w swoim artykule na temat 

procesu Jezusa jest zdania, że bluźnierstwo było jedynym zarzutem postawionym 
Jezusowi przez Sanhedryn. Mówi: „Z narracji każdej Ewangelii jasno widać, że 
rzekomą zbrodnią, za którą Jezus został osadzony i skazany, było bluźnierstwo: 
(...) Jezus przypisywał sobie nadprzyrodzoną władzę, co dla istoty ludzkiej było 
bluźnierstwem".   Gayron   nawiązuje   do   tego,   że   Jezus   uważał   się   za   Boga   (J 
10,33).

W większości procesów ludzie są sądzeni za to, co zrobili, lecz z Jezusem 

było inaczej. On był sądzony za to, kim był.

Proces Jezusa powinien przekonać o tym, że Chrystus wyznał swoją bo-

skość. Świadkami tego byli jego sędziowie. Także w dniu ukrzyżowania jego nie-
przyjaciele potwierdzili to, co mówił: że jest Bogiem, który przyszedł w ciele. „Po-
dobnie i arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi wyśmiewali się z niego 
i mówili: Innych ratował, a siebie samego ratować nie może; jest królem izrael-
skim, niech teraz zstąpi z krzyża; a uwierzymy w niego. Zaufał Bogu; niech On te-
raz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bo-
żym" (Mt 27,41-43).

2. PAN, OSZUST CZY OBŁĄKANY?

Wyraźne twierdzenia Jezusa na temat swego bóstwa wykluczają popularny 

unik sceptyków, którzy uważają Jezusa po prostu za dobrego, moralnego czło-
wieka lub proroka, który powiedział wiele głębokich rzeczy. Tak, często ten wnio-
sek jest podawany jako jedyny możliwy do przyjęcia przez naukowca czy jako 

9

background image

oczywisty rezultat logicznego procesu myślowego. Problem tkwi w tym, że wielu 
ludzi kiwa potakująco głowami nie dostrzegając błędu powyższego rozumowania.

Dla Jezusa miało fundamentalne znaczenie to, za kogo ludzie go uważali. 

Skoro powiedział to, co powiedział i twierdził o sobie to, co twierdził, nie można 
wnioskować, że był po prostu dobrym, moralnym człowiekiem, lub że był proro-
kiem. Takiej możliwości nie ma i Jezus nie chciał, żeby była.

C.S. Lewis, profesor Uniwersytetu Cambridge, były agnostyk, zrozumiał do-

brze ten problem. Lewis pisze: „Próbuję tutaj powstrzymać ludzi powtarzających 
rzeczywiście   nierozsądny  pomysł,   często  wypowiadany  na  temat  Jezusa:  «Je-
stem gotów przyjąć Jezusa jako wielkiego nauczyciela moralności, lecz nie przyj-
mę Jego twierdzenia, że jest Bogiem». To jest właśnie ta jedyna rzecz, której nie 
wolno nam powiedzieć (o Jezusie). Człowiek, który byłby tylko człowiekiem i po-
wiedziałby to, co Jezus, nie byłby wielkim nauczycielem moralności. Byłby albo 
obłąkanym — na równi z człowiekiem, który mówi, że jest sadzonym jajkiem — 
albo byłby szatanem z piekła. Musisz dokonać swojego wyboru. Albo ten człowiek 
był — i jest — Synem Boga, albo jest wariatem lub czymś jeszcze gorszym".

Następnie  Lewis  podaje:  „Możesz kazać Mu  zamknąć się,  jak  głupcowi, 

możesz splunąć na Niego i postąpić z Nim jak z demonem lub możesz paść u 
Jego stóp i nazwać Go Panem i Bogiem. Lecz nie występuj z żadną protekcjonal-
ną niedorzecznością, że byt wielkim nauczycielem moralności. On nie zostawił 
nam możliwości takiego wyboru. Nie chciał nam jej zostawiać".

F.J.A. Hort, który spędził dwadzieścia  osiem lat badając krytycznie  tekst 

Nowego Testamentu, pisze: „Jego słowa były tak całkowicie częścią i wyrażeniem 
Niego, że nie mają one żadnego znaczenia jako abstrakcyjne (oderwane) sformu-
łowania prawdy, wypowiadane przez Niego jako boskiego mówcę czy proroka. 
Usuń Jego samego jako pierwszorzędny — choć nie ostateczny — temat każde-
go sformułowania, a wszystkie rozlecą się w proch".

Wyraźmy to słowami K.S. Latourette, historyka chrześcijaństwa z Uniwersy-

tetu Yale: „To nie nauczanie uczyniło Jezusa tak godnym uwagi, choć samo ono 
wystarczyłoby, by uznać go za kogoś wyjątkowego. To połączenie jego nauczania 
z jego osobą. Tych dwóch rzeczy nie można oddzielić. Jest oczywiste dla każde-
go myślącego czytelnika zapisu ewangelicznego, że Jezus traktował siebie i swo-
je   orędzie   jako   coś   nierozdzielnego.   Był   wielkim   nauczycielem,   lecz   był   także 
kimś więcej. Jego nauka o królestwie  Boga, postępowaniu człowieka, o Bogu, 
była znacząca, lecz — jak sam uważał — nie mogła być oddzielona od niego bez 
wypaczenia jej".

Jezus twierdził, że jest Bogiem. Nie zostawił nam żadnej innej możliwości. 

Jego twierdzenie może być albo fałszywe, albo prawdziwe, tak więc trzeba się 
nad   nim   poważnie   zastanowić.   Na   pytanie   Jezusa:   „A   wy   za   kogo   mnie 
uważacie?" (Mt 16,15) istnieje kilka możliwych odpowiedzi.

Zastanówmy się najpierw nad możliwością, iż jego twierdzenie, że jest Bo-

giem, było fałszywe. Jeżeli tak było, mamy wtedy dwie i tylko dwie możliwości. 
Albo Jezus wiedział,  że  tak było, albo nie. Zastanówmy się nad każda  z nich 
osobno i przeanalizujmy świadectwa.

10

background image

Czy był oszustem?

Jeżeli Jezus — wypowiadając swoje twierdzenie — wiedział, że nie jest Bo-

giem, znaczy to, że kłamał i świadomie zwodził swoich zwolenników. A jeżeli był 
kłamcą, był także obłudnikiem, ponieważ powiedział im, by mówili prawdę nieza-
leżnie od kosztów, podczas gdy sam nauczał i żył w wielkim kłamstwie. Co wię-
cej, był demonem, ponieważ powiedział im, by zaufali mu w sprawie ich wieczne-
go losu. Jeżeli nie wycofał się ze swoich twierdzeń i wiedział o tym, że są fałszy-
we, był w niewypowiedziany sposób zły. W końcu, byłby także głupcem, ponie-
waż to właśnie jego twierdzenia na temat swojej boskości doprowadziły go do 
ukrzyżowania.

Wielu powie, że Jezus był wspaniałym nauczycielem moralności. Bądźmy 

realistyczni.  Jak mógł być nim i świadomie oszukiwać ludzi w najistotniejszym 
punkcie swojej nauki — własnej tożsamości?

Musiałbyś logicznie wywnioskować, że był świadomie oszustem. Taki po-

gląd na Jezusa nie współgra jednak z tym, co wiemy o nim i o rezultatach jego ży-
cia i nauczania. Gdziekolwiek Jezus jest głoszony, życie ludzi przemienia się na 
lepsze, narody stają się lepsze, złodzieje — uczciwi, alkoholicy są wyleczeni, lu-
dzie kiedyś pełni nienawiści stają się kanałami miłości, ludzie nieprawi — prawy-
mi.

William   Lecky,   jeden   z   najznakomitszych   historyków   brytyjskich,   gorliwy 

przeciwnik   zorganizowanego   chrześcijaństwa,   pisze:   „Właśnie   chrześcijaństwo 
przedstawiło światu idealny charakter, który przez wszystkie przemiany osiemna-
stu wieków inspirował serca ludzi namiętną miłością; pokazał, że jest aktualny we 
wszystkich czasach, narodach, dla wszystkich temperamentów i warunków; jest 
nie tylko najwyższym wzorem cnót, lecz najsilniejszą podnietą do ich praktykowa-
nia... Prosty zapis tych trzech krótkich lat aktywnego życia uczynił więcej dla od-
nowienia i złagodzenia rodzaju ludzkiego niż wszystkie chwyty filozofów i wszyst-
kie wezwania moralistów".

Historyk Philip Schaff mówi: „To świadectwo, jeżeli nie jest prawdziwe, musi 

być   czystym   bluźnierstwem   czy   szaleństwem.   Poprzednia   hipoteza   nie   da   się 
utrzymać ani przez chwilę w obliczu moralnej czystości i godności Jezusa, obja-
wionych w każdym jego słowie i czynie i przyjętych przez powszechną zgodę. Sa-
mozwiedzenie umysłu we wszystkich obszarach tak jasnego i zdrowego w spra-
wie tak doniosłej, również nie wchodzi w grę. Jak mógł być fanatykiem czy sza-
leńcem człowiek, który nigdy nie stracił równowagi umysłu, żeglował spokojnie 
między trudnościami i prześladowaniami jak słońce wędruje nad chmurami, za-
wsze  udzielał  najmądrzejszej   odpowiedzi  na  podchwytliwe   pytania,  spokojnie   i 
świadomie przewidział swoją śmierć na krzyżu, zmartwychwstanie trzeciego dnia, 
wylanie Ducha Świętego, założenie swojego Kościoła, zburzenie Jerozolimy — 
zapowiedzi, które zrealizowały się dosłownie? Charakter tak twórczy, tak komplet-
ny,   tak  jednolicie   konsekwentny,   tak   doskonały,   tak   ludzki   a   jednocześnie   tak 
przekraczający każdą ludzką wielkość, nie może być ani oszustwem, ani fikcją. 
Twórca — jak słusznie zostało powiedziane — byłby w tym przypadku większy 
niż bohater. Trzeba by kogoś większego niż Jezus, by wymyślić Jezusa".

11

background image

W innym miejscu Schaff podaje przekonujący argument przeciw twierdze-

niu, że Chrystus był oszustem: „W jaki sposób — wobec logiki, zdrowego rozsąd-
ku i doświadczenia — mógłby oszust — czyli człowiek zakłamany, egoistyczny, 
zdeprawowany — wymyślić i konsekwentnie zrealizować, od początku do końca, 
najczystszą i najszlachetniejszą postać znaną w historii, w doskonałej atmosferze 
prawdy i rzeczywistości? Jak mógłby stworzyć i zrealizować plan niedoścignionej 
dobroczynności, moralnej wielkości i wzniosłości i poświęcić dla niego swoje ży-
cie, stawiając czoła najsilniejszym uprzedzeniom swojego narodu i epoki?".

Jeżeli Jezus chciał, by ludzie wierzyli, że jest Bogiem i szli za nim, dlaczego 

skierował się do Żydów? Dlaczego poszedł jako cieśla z Nazaretu do kraju tak 
niewielkiego pod względem obszaru i liczby ludności i tak mocno przywiązanego 
do niepodzielnej jedności Boga? Dlaczego nie poszedł do Egiptu, albo jeszcze le-
piej do Grecji, gdzie wierzono w różnych bogów i różne ich objawienia?

Ktoś, kto żył jak Jezus, nauczał i umarł jak On, nie mógł być oszustem. Ja-

kie są inne możliwości?

Czy był obłąkany?

Jeżeli nie można przyjąć,  że Jezus był oszustem, czy w takim razie  nie 

mógł rzeczywiście myśleć o sobie, że jest Bogiem i być w błędzie? Jest przecież 
możliwe, że jest się szczerym i nie ma się racji. Lecz musimy pamiętać, że jeżeli 
ktoś myśli, że jest Bogiem, zwłaszcza w zawzięcie monoteistycznej kulturze, i po-
tem mówi innym, że ich wieczne przeznaczenie zależy od wiary w niego, to nie 
jest to jakiś przelotny poryw fantazji, lecz myśl szaleńca w najpełniejszym znacze-
niu tego słowa. Czy Chrystus był kimś takim?

Ktoś, kto wierzy, że jest Bogiem, jest podobny do kogoś, kto wierzy dzisiaj, 

że jest Napoleonem. Jest zwiedziony przez siebie samego i prawdopodobnie bę-
dzie umieszczony w odpowiednim miejscu, by nie skrzywdził siebie lub kogoś in-
nego. U Jezusa nie obserwujemy jednak nienormalności czy niezrównoważenia, 
tak  powszechnych   wśród   chorych   umysłowo.   Jego   swoboda   i  opanowanie   na 
pewno byłyby czymś zdumiewającym, gdyby był obłąkany.

Noyes i Kolb w podręczniku medycyny opisują schizofrenika jako osobę na-

stawioną nierealistycznie. Pragnie on uciec od realnego świata w swój świat we-
wnętrzny. Przyznajmy to: podawanie się za Boga byłoby niewątpliwie ucieczką od 
rzeczywistości.

W świetle innych rzeczy, które wiemy o Jezusie, trudno sobie jednak wy-

obrazić, że był on umysłowo niezrównoważony. Oto człowiek, który wypowiedział 
jedne z najgłębszych myśli kiedykolwiek zanotowanych. Jego wskazania uwolniły 
wielu, których psychika była zniewolona. Clark H. Pinnock pyta: „Czy miał złudze-
nia co do swojej wielkości, był paranoikiem, nieświadomym zwodzicielem, schizo-
frenikiem?   Biegłość   i   głębia   jego   nauczania   tylko   potwierdzają   jego   całkowite 
zdrowie umysłowe. Gdybyśmy tylko my byli tak zdrowi jak on!".

Pewien student psychologii uniwersytetu w Kalifornii powiedział mi, że jego 

profesor stwierdził na wykładzie: „Wszystko, co muszę zrobić dla wielu moich pa-
cjentów, to wziąć Biblię i przeczytać im fragment nauczania Jezusa. To jest cala 

12

background image

porada, jakiej potrzebują".

Psychiatra J.T. Fisher stwierdza: „Gdybyś zebrał wszystkie poważne arty-

kuły kiedykolwiek napisane przez najlepszych psychologów i psychiatrów na te-
mat zdrowia psychicznego — gdybyś je połączył, odświeżył i poodcinał niepo-
trzebne   rozwlekłości   —   i   gdybyś   te   czyste   fragmenty   wiedzy   naukowej   kazał 
zwięźle wyrazić najzdolniejszym poetom, powstałoby nieporadne i niekompletne 
powtórzenie Kazania na Górze. Przez prawie dwa tysiące lat chrześcijański świat 
trzyma w swoich rękach kompletną odpowiedź na niepokoje i tęsknoty ludzkości. 
Oto jest plan owocnego życia ludzkiego w optymizmie, zdrowiu umysłowym i za-
dowoleniu".

C.S. Lewis pisze: „istnieje wielka trudność podania dla życia, nauczania i 

wpływu   Jezusa  jakiegokolwiek   historycznego   wyjaśnienia   nie  trudniejszego   niż 
wyjaśnienie chrześcijańskie. Sprzeczność między głębią oraz rozsądkiem... Jego 
nauki moralnej a bujną manią wielkości, która musiałaby być podstawą Jego na-
uki teologicznej — jeśli rzeczywiście nie był Bogiem — nie została nigdy dosta-
tecznie wyjaśniona. Dlatego też niechrześcijańskie hipotezy pojawiały się jedna 
po drugiej z nieznającą spokoju płodnością oszołomienia i zmieszania". 

Philip Schaff rozumuje: „Czy taki intelekt — jasny jak niebo, rześki jak gór-

skie powietrze, ostry i przenikliwy jak miecz, całkowicie zdrowy i krzepki, zawsze 
w pogotowiu i zawsze opanowany — uległ całkowitemu i najpoważniejszemu złu-
dzeniu co do swojego własnego charakteru i misji? Niedorzeczne wyobrażenie!".

Czy był panem?

Osobiście nie mogę stwierdzić, że Jezus był oszustem lub wariatem. Pozo-

staje jedynie możliwość, że był Chrystusem, Synem Boga — tym, za kogo się po-
dawał.

Kiedy rozmawiam o tym z Żydami, interesujące jest, jak większość z nich 

reaguje. Zwykle mówią mi, że Jezus był moralnym, uczciwym przywódcą religij-
nym, dobrym człowiekiem lub prorokiem. Wtedy dzielę się z nimi tym, co Jezus 
mówił sam o sobie i materiałem zawartym w tym rozdziale. Gdy pytam, czy wie-
rzą, że Jezus był oszustem, odpowiadają ostro „Nie!" Wtedy pytam: „Czy wierzy-
cie, że był obłąkany?". Odpowiadają. „Oczywiście, że nie". „Czy wierzycie, że jest 
Bogiem?". Zanim zdążę nabrać powietrza w płuca słyszę: „Absolutnie nie". A jed-
nak istnieją tylko te trzy możliwości.

Problem z tymi trzema wariantami nie polega na tym, który jest możliwy: 

możliwe są wszystkie trzy. Pytanie brzmi raczej: który jest bardziej prawdopodob-
ny? Twoja decyzja co do tożsamości Jezusa Chrystusa nie może być czczym 
ćwiczeniem umysłu. Nie możesz odstawić go na półkę jako wielkiego nauczyciela 
moralności. Taki pogląd nie ma żadnych podstaw. On jest albo oszustem, albo 
szaleńcem, albo Panem i Bogiem. Musisz wybrać.

Jan Apostoł napisał: „Te zaś (znaki) są pisane, abyście wierzyli, że Jezus 

jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu jego" (J 
20,31).

Materiał dowodowy jest jasny — z korzyścią dla Jezusa jako Pana. Niektó-

13

background image

rzy odrzucają go jednak z powodu konsekwencji moralnych. Nie cha stawić czoła 
obowiązkom i następstwom nazwania go Panem.

3. A CO NA TO NAUKI PRZYRODNICZE?

Wielu ludzi próbuje odłożyć  osobiste oddanie się Chrystusowi wyrażając 

zastrzeżenie, że jeżeli nie można czegoś udowodnić naukowo, to jest to niepraw-
dziwe   i  nie   warte   akceptacji.   Ponieważ  nie   można  udowodnić  metodami  nauk 
przyrodniczych bóstwa Chrystusa czy zmartwychwstania, człowiek dwudziestego 
wieku nie przyjmuje Go jako Zbawcy i nie wierzy w Jego zmartwychwstanie.

Często w grupie studentów filozofii czy historii spotykam się z wyzwaniem: 

„Czy   możesz   udowodnić   to   metodami   nauk   przyrodniczych?".   Zwykle   mówię: 
„Nie, nie jestem przyrodnikiem". Wtedy słychać chichotanie i kilka głosów: „On nie 
ma nic do powiedzenia" lub „Czyli trzeba to wszystko wziąć na wiarę" (w znacze-
niu ślepej wiary).

Niedawno podczas podróży rozmawiałem z siedzącym obok mnie człowie-

kiem i wyjaśniałem mu, dlaczego osobiście wierzę, że Chrystus jest tym, za kogo 
się podawał. Ktoś przyłączył się do naszej rozmowy: „Ale w tym jest jeden pro-
blem". „Jaki?" — zapytałem. „Tego nie można udowodnić metodami nauk przy-
rodniczych" — brzmiała odpowiedź.

Mentalność, do której zeszła współczesna ludzkość, jest zadziwiająca. W 

jakiś sposób w naszym dwudziestym wieku mamy tak wielu ludzi, którzy podtrzy-
mują opinię, że jeżeli nie można czegoś udowodnić metodami nauk przyrodni-
czych, to jest to nieprawdziwe. Przeciwnie, to właśnie jest nieprawdziwe! Problem 
pojawia się wtedy, gdy trzeba udowodnić coś na temat osoby czy wydarzenia w 
historii. Musimy zrozumieć różnicę między dowodem nauk przyrodniczych a tym, 
co nazywam dowodem prawno-historycznym. Pozwólcie mi to wyjaśnić.

Dowód przyrodniczy polega na pokazaniu, że coś jest faktem, przez prze-

prowadzenie doświadczenia w obecności osoby kwestionującej ten fakt. Istnieje 
kontrolowane środowisko, w którym dokonuje się obserwacji, zapisuje pomiary i 
weryfikuje empirycznie hipotezy.

Metoda przyrodnicza, jakkolwiek ją zdefiniujemy, jest związana z pomiarem 

zjawisk,  eksperymentem i powtarzaną obserwacją. Dr J.B. Conant, były rektor 
Harvardu, pisze: „Nauki przyrodnicze to zestaw wewnętrznie powiązanych kon-
cepcji i schematów myślowych, które powstały w wyniku doświadczeń i obserwa-
cji i pomagają w następnych doświadczeniach".

Sprawdzenie prawdziwości hipotezy przez wykorzystanie kontrolowanego 

doświadczenia jest jedną z kluczowych metod nowoczesnej nauki przyrodniczej. 
Na   przykład,   ktoś  mówi:   „Mydło   pływa   po   wodzie".   Więc  biorę   tego  kogoś  do 
kuchni, nalewam wodę do garnka i kładę na nią mydło. Plusk! Dokonujemy obser-
wacji, zapisujemy pomiary i hipoteza jest zweryfikowana empirycznie: mydło nie 
pływa po wodzie.

Gdyby jednak metoda przyrodnicza była jedynym sposobem udowodnienia 

czegoś, nie potrafiłbyś dowieść, że byłeś dziś rano na zajęciach albo że jadłeś 

14

background image

śniadanie. Nie potrafisz odtworzyć tych wydarzeń w kontrolowanym środowisku.

Tutaj jest miejsce na to, co nazywa się dowodem prawno-historycznym i 

który polega na pokazaniu, że coś jest faktem poza wszelką rozsądną wątpliwo-
ścią. Innymi słowy, werdykt osiąga się na podstawie znaczenia materiału dowo-
dowego. To znaczy, nie ma uzasadnionych podstaw, by powątpiewać w ten wer-
dykt. Opiera się on na trzech typach świadectw: świadectwie mówionym, pisanym 
i świadectwie eksponatu, np. pocisku, rewolweru, notesu Posługując się prawni-
czą metodą określania wydarzeń, możesz z łatwością udowodnić ponad wszelką 
rozsądną wątpliwość,  że  byłeś dziś rano na  zajęciach: widzieli  cię przyjaciele, 
masz notatki, pamięta cię wykładowca.

Metoda przyrodnicza może być wykorzystana tylko do udowadniania wyda-

rzeń powtarzalnych. Nie nadaje się do odpowiedzi na pytania na temat osoby czy 
wydarzeń  w historii, np.: „Czy istniał George Washington?", „Czy Marcin Luter 
King walczył o prawa  Murzynów?", „Kim był Jezus z Nazaretu?", „Czy Robert 
Kennedy   był   ministrem   sprawiedliwości?",   „Czy   Jezus   Chrystus   zmartwych-
wstał?". Te pytania są poza zasięgiem dowodu przyrodniczego i musimy zastoso-
wać do nich dowód prawniczy. Innymi słowy, metoda przyrodnicza, oparta na ob-
serwacji, dokonywaniu pomiarów, stawianiu hipotez, doświadczalnym ich weryfi-
kowaniu w celu odkrycia i wyjaśnienia empirycznych regularności w naturze, nie 
posiada ostatecznych odpowiedzi na takie pytania, jak: „Czy możesz udowodnić 
zmartwychwstanie?" lub „Czy możesz udowodnić, że Jezus był Synem Bożym?".

Kiedy ludzie posługują się dowodem prawno-historycznym, muszą zbadać 

wiarygodność świadectw. Rzeczą, która specjalnie do mnie przemówiła, jest! fakt, 
że chrześcijaństwo nie jest wiarą ślepą, ignorancką, lecz jest raczej wiarą inteli-
gentną. Zawsze, gdy jakaś osoba jest w Biblii wzywana do wiary, jest to wiara in-
teligentna.   Jezus   powiedział   w   J  8,32:   „Poznacie   prawdę",   a  nie   „zignorujecie 
prawdę". Kiedyś zapytano Jezusa: „Jakie jest największe przykazanie?". On od-
powiedział: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem i całym 
swoim umysłem". Wydaje się, że problem wielu ludzi polega na tym, że zatrzymali 
się na sercu. Fakty dotyczące Chrystusa nigdy nie dotarły do ich umysłów. Otrzy-
maliśmy umysł odnowiony przez Ducha Świętego, abyśmy mogli poznawać Boga; 
serce, abyśmy Go kochali, i wolę, aby Go wybrać. Musimy działać we wszystkich 
tych trzech obszarach, aby mieć maksymalną więź z Bogiem i w maksymalny 
sposób oddać Mu chwałę. Nie wiem jak mój czytelnik, ale ja nie potrafię się cie-
szyć czymś, czemu sprzeciwia się mój rozum. Moje serce i rozum zostały stwo-
rzone do harmonijnej współpracy. Żaden człowiek wzywany do zaufania Chrystu-
sowi jako Zbawcy i Panu nie musi popełniać intelektualnego samobójstwa.

W następnych czterech rozdziałach przejrzymy materiał dowodowy na te-

mat rzetelności pisanych dokumentów, wiarygodności świadectw słownych i rela-
cji naocznych świadków.

15

background image

4. CZY ZAPIS BIBLIJNY JEST RZETELNY?

Nowy Testament jest pierwszorzędnym źródłem historycznym informacji o 

Jezusie. Z tej przyczyny wielu krytyków w XIX i XX stuleciu atakowało rzetelność 
tych biblijnych dokumentów. Istnieje nieustanny ogień oskarżeń, które nie mają 
żadnych historycznych podstaw, albo są już przestarzałe z powodu wyników od-
kryć i badań archeologicznych.

Kiedy prowadziłem wykłady na Uniwersytecie Stanu Arizona, pewien profe-

sor literatury, który przyprowadził swoich studentów na wykład, podszedł po nim 
do mnie i powiedział: „Panie McDowell, pan opiera wszystkie swoje twierdzenia o 
Chrystusie na drugowiecznym dokumencie, który jest przestarzały. Pokazywałem 
dzisiaj moim studentom, że Nowy Testament był napisany tak długo po Chrystu-
sie, że nie może być dokładny w tym, co podaje". Odparłem: „To pana opinie i 
wnioski są przestarzałe o jakieś 25 lat".

Opinia tego profesora na temat zapisów dotyczących Jezusa pochodziła z 

wniosków niemieckiego krytyka, F.C. Baura. Przyjął on, że większość tekstu No-
wego  Testamentu została napisana pod koniec drugiego wieku po Chrystusie. 
Wyciągnął z tego wniosek, że te pisma pochodzą zasadniczo z mitów, czy le-
gend, które rozwinęły się między życiem Jezusa a czasem, kiedy je spisano.

Odkrycia archeologiczne w XX wieku potwierdziły jednak dokładność ręko-

pisów Nowego Testamentu. Odkrycie wczesnych rękopisów papirusowych (papi-
rus Rylanda, 130 r.; papirus Chester Beatty, 155 r.; papirus Bodmer II, 200 r.) po-
łączyło czasy Chrystusa z rękopisami okresu późniejszego.

Millar Burrows z Uniwersytetu Yale mówi: „Innym rezultatem porównania 

greckiego   Nowego   Testamentu   z   językiem   (odkrytych)   papirusów   jest   wzrost 
pewności co do rzetelnego przekazu samego tekstu". Takie odkrycia wzmocniły 
pewność uczonych co do wiarygodności Biblii.

William Albright, najsławniejszy archeolog biblijny, pisze: „Możemy już do-

bitnie powiedzieć, że nie ma już żadnej solidnej podstawy datowania jakiejkolwiek 
księgi Nowego Testamentu po roku 80 — dwa pełne pokolenia przed datami 130-
150 podawanymi przez bardziej radykalnych dzisiejszych krytyków Nowego Te-
stamentu". Albright powtórzył tę opinię w wywiadzie dla miesięcznika Christianity 
Today:   „Wg  mojej   opinii,   każda   księga   Nowego   Testamentu   została   napisana 
przez ochrzczonego Żyda między latami czterdziestymi a osiemdziesiątymi pierw-
szego wieku po Chrystusie (bardzo prawdopodobnie między ok. 50 a 75 r.).

William   Ramsay   jest   uważany   za   jednego   z   największych   archeologów: 

którzy kiedykolwiek żyli. Był uczniem niemieckiej szkoły historycznej, która utrzy-
mywała, że księga Dziejów Apostolskich powstała w połowie II wieku po Chrystu-
sie, a nie — jak wynika z jej treści — w I. Po przeczytaniu wypowiedzi nowocze-
snych krytyków na temat Dziejów, został przekonany, że nie jest to zapis faktów 
tamtych czasów (ok. 50 r.) godny zaufania. Dlatego też nie jest on wart rozważa-
nia przez historyka. Tak więc w swoich badaniach Azji Mniejszej, Ramsay niewie-
le uwagi poświęcał Nowemu Testamentowi. Poszukiwania zmusiły go jednak do 
zastanowienia się nad pismami Łukasza. Zaobserwował drobiazgową dokładność 
detali historycznych i stopniowo jego postawa w stosunku do księgi Dziejów za-

16

background image

częła się zmieniać. Był zmuszony sformułować wniosek, że: „Łukasz jest pierw-
szorzędnym historykiem. Ten człowiek powinien być postawiony w jednym rzę-
dzie z największymi historykami". Z powodu dokładności najdrobniejszych detali, 
Ramsay w końcu uznał, że Dzieje nie są dokumentem pochodzącym z połowy 
drugiego wieku, lecz raczej z połowy pierwszego.

Wielu liberalnych uczonych zostało zmuszonych do uwzględnienia wcze-

śniejszych dat Nowego Testamentu. Wnioski doktora A. T. Robinsona w jego no-
wej książce „Nowe datowanie Nowego Testamentu" są zadziwiające. Jego bada-
nia doprowadziły go do przekonania, że cały Nowy Testament został napisany 
przed upadkiem Jerozolimy w roku 70 po Chrystusie.

Zwolennicy Historii Form mówią dzisiaj, że materiał biblijny był podawany z 

ust do ust zanim został spisany w formie Ewangelii. Nawet pomimo tego, że okres 
ustnego przekazywania okazał się krótszy, niż kiedyś wierzono, wnioskują oni, że 
zapis ewangeliczny przybrał formę literatury ludowej (legend, plotek, mitów i przy-
powieści).

Jednym z głównych zarzutów przeciwko idei rozwoju tradycji ustnej, przed-

stawianej przez Historię Form, jest fakt, że okres tradycji ustnej (tak jak jest poda-
wany przez krytyków) jest zbyt krótki, by mogły zajść takie zmiany, jakie ci krytycy 
dopuszczają. Mówiąc o krótkości okresu, w którym był pisany Nowy Testament, 
Simon Kistemaker, profesor biblistyki w Dordt College, stwierdza: „Nawarstwianie 
się  folkloru  u ludów kultur  prymitywnych  trwa   normalnie wiele  pokoleń;  jest  to 
stopniowy proces rozłożony na stulecia. Lecz wg myślenia Historii Form musimy 
wnioskować,   że   opowiadania  ewangeliczne   zostały  wytworzone   i  połączone   w 
okresie niewiele dłuższym od jednego pokolenia. Wg podejścia Historii Form, po-
wstanie fragmentu jakiejś Ewangelii musiałoby być astronomicznym przyspiesze-
niem akcji".

A.H. McNeile, były profesor Uniwersytetu w Dublinie, kwestionuje przedsta-

wianą przez Historię Form koncepcję ustnej tradycji. Wykazuje, że nie rozpatruje 
ona właściwie przekazu słów Jezusa. Dokładne wejrzenie w 1Kor 7,10.12.25 po-
kazuje troskliwe  zachowywanie słów Pana i istnienie uczciwego przekazu przy 
zapisywaniu tych słów. W kulturze żydowskiej było zwyczajem ucznia uczenie się 
na pamięć nauki rabbiego. Dobry uczeń był jak „szczelna cysterna, z której nie 
wycieknie ani kropla" (Miszna, Aboth, ik, 8). Jeżeli oprzemy się na teorii C.F. Bur-
ney'a (Poezja naszego Pana), możemy stwierdzić, że większość nauk Pana miała 
formę poezji aramejskiej, co ułatwiało zapamiętanie.

P.L. Maier, profesor historii starożytnej na Uniwersytecie  Western Michi-

gan,   pisze:   „Argumenty,   że   chrześcijaństwo   „wysiadywało"   swój   mit   paschalny 
przez długi okres i że źródła zostały napisane wiele lat po wydarzeniach, są po 
prostu niezgodne z faktami". Analizując Historię Form, Albright napisał: „Tylko no-
wocześni naukowcy, którzy nie mają zarówno metody, jak i perspektywy histo-
rycznej,   mogą utkać taką  sieć spekulacji,  jaką  Historia  Form  otoczyła  tradycję 
ewangeliczną". Własna konkluzja Albrighta brzmi: „Okres od dwudziestu do pięć-
dziesięciu lat jest zbyt krótki, by mogły się pojawić jakieś wypaczenia istotnej tre-
ści a nawet specyficznego słownictwa powiedzeń Jezusa".

Często, gdy rozmawiam z kimś o Biblii, ten ktoś sarkastycznie odpowiada, 

17

background image

że nie można polegać na tym, co mówi Biblia. Przecież została napisana prawie 
2000 lat temu. Jest pełna błędów i sprzeczności. Odpowiadam, że wierzę, iż moż-
na polegać na Biblii. Potem opisuję przypadek, który miał miejsce podczas pew-
nego mojego wykładu dla studentów historii. Stwierdziłem, że wierzę, że jest wię-
cej materiału dowodowego co do rzetelności Nowego Testamentu niż co do ja-
kichkolwiek dziesięciu dzieł starożytnej literatury klasycznej wziętych łącznie. Pro-
fesor siedzący w kącie uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć: „Proszę bardzo, 
niech on to uzasadni". Powiedziałem: „Dlaczego się pan uśmiecha?" Odparł: „To 
zuchwałość stwierdzać wśród historyków, że Nowy Testament jest rzetelny. To 
śmieszne".   Doskonale,   lubię,   kiedy   ktoś   wypowiada   takie   stwierdzenie,   gdyż 
mogę wtedy postawić pewne pytanko, które bardzo lubię zadawać (nigdy nie mia-
łem  jeszcze  na  nie  pozytywnej  odpowiedzi).   Powiedziałem:  „Proszę   mi powie-
dzieć, jakie testy stosuje pan jako historyk w stosunku do literatury starożytnej, by 
określić dokładność i rzetelność jakiegoś dzieła?" Zadziwiające było to, że profe-
sor ten nie miał żadnego takiego testu. Odparłem: „Ja mam kilka takich testów". 
Wierzę, że historyczna rzetelność Biblii powinna być określona wg tych samych 
kryteriów, które są stosowane do wszystkich dokumentów historycznych. Historyk 
wojskowości, C. Sanders wymienia i wyjaśnia te trzy podstawowe zasady histo-
riografii. Są to: test bibliograficzny, test świadectw wewnętrznych i świadectw ze-
wnętrznych.

TEST BIBLIOGAFICZNY

Test bibliograficzny to badanie procesu przekazu tekstu od jego powstania 

do naszych czasów. Innymi słowy, nie mając oryginalnego dokumentu, na ile rze-
telne są kopie, które posiadamy — biorąc pod uwagę ilość manuskryptów (MSS) i 
okres dzielący posiadaną kopię od oryginału.

Możemy ocenić ogromną wartość autorytetu manuskryptów Nowego Testa-

mentu przez porównanie ich z analogicznym materiałem tekstu innych poważ-
nych dzieł literatury starożytnej.

Historia Tukidydesa (460-400 przed Chr.) jest nam znana z 8 manuskryp-

tów, datowanych na ok. 900 r. po Chr., tj. prawie 1300 lat po jej napisaniu. Manu-
skrypty Historii Herodota są podobnie nieliczne i odległe w czasie od oryginału, a 
jednak, jak stwierdza F.F. Bruce, "Żaden klasyczny uczony nie będzie słuchał ar-
gumentu,   że   autentyczność   Herodota   czy   Tukidydesa   jest   wątpliwa,   ponieważ 
najwcześniejsze manuskrypty ich dzieł, które posiadamy, są 1300 lat późniejsze 
niż oryginał".

Arystoteles pisał swoje poematy ok. 343 r, przed Chr. i najwcześniejsza ko-

pia, którą posiadamy, pochodzi z roku 1100 — prawie 1400 lat przerwy. Poza tym 
posiadamy tylko 5 kopii.

Cezar napisał swoją Wojnę galijską między 58 a 50 rokiem przed Chr. i au-

torytet manuskryptów spoczywa na dziewięciu czy dziesięciu kopiach powstałych 
1000 lat po jego śmierci.

Kiedy   zwracamy   się   do   autorytetu   manuskryptów   Nowego   Testamentu, 

kontrastowa obfitość materiału może niektórych wprawić w zakłopotanie. Oprócz 

18

background image

wczesnych manuskryptów, które zlikwidowały przepaść między czasami Chrystu-
sa a drugim wiekiem, istnieje wiele innych. Posiadamy ich dzisiaj ponad 20 000. 
Drugie miejsce pod względem ilości rękopisów zajmuje Iliada — 643 egzempla-
rze.

Friderik Kenyon, który był dyrektorem i głównym bibliotekarzem Muzeum 

Brytyjskiego oraz pierwszym autorytetem w dziedzinie manuskryptów, stwierdził: 
„Przerwa między czasem powstania oryginału a okresem, z którego posiadamy 
kopie staje się tak mała, że można ją praktycznie zaniedbać. Została usunięta 
ostatnia podstawa do jakichkolwiek wątpliwości, że Pismo dotarło do nas w swej 
istocie tak, jak zostało napisane. Zarówno autentyczność jak i integralność ksiąg 
Nowego Testamentu może być uważana za ostatecznie stwierdzoną".

J.H. Greenlee, biblista, dodaje: „Ponieważ naukowcy przyjmują zasadniczo 

wiarygodność  dzieł   starożytnych   klasyków,   pomimo  że   najwcześniejsze   manu-
skrypty były napisane tak późno po powstaniu oryginału i ich ilość jest w wielu 
przypadkach tak niewielka, jasne jest, że możemy mieć podobną pewność co do 
rzetelności Nowego Testamentu".

Zastosowanie testu bibliograficznego do Nowego Testamentu upewnia nas, 

że ma on więcej manuskryptów niż jakiekolwiek inne dzieło starożytnej literatury. 
Dodając do tego ponad sto lat intensywnej krytyki tekstu Nowego Testamentu, 
możemy wyciągnąć wniosek, że posiadamy ustalony autentyczny tekst.

Test świadectw wewnętrznych

Test bibliograficzny określił tylko, że tekst, który posiadamy dzisiaj, jest taki 

sam jak ten, który został oryginalnie zapisany. Trzeba jeszcze określić, czy ten pi-
semny zapis jest wiarygodny i do jakiego stopnia. To należy do krytyki wewnętrz-
nej tekstu, drugiego testu historyczności wymienianego przez C. Sandersa.

W tej dziedzinie krytycy literatury stosują ciągle zasadę Arystotelesa: „Do-

kumentowi należy przyznać prawo wątpienia. Krytyk nie może przypisywać tego 
prawa tylko sobie". Innymi słowy, jak powiedział J. W. Montgomery: „Należy da-
wać posłuch analizowanemu dokumentowi i nie zakładać oszustw czy błędów do-
póki   autor   nie   skompromituje   się   sprzecznością   czy   niedokładnością   znanych 
skądinąd faktów".

Dr Louis Gottschalk, były profesor historii na Uniwersytecie Chicago, przed-

stawia metodą historyczną w podręczniku, którym posługuje się wielu badaczy 
prowadząc badania historyczne. Gottschalk stwierdza, że do określenia wiarygod-
ności   może   pomóc  historykowi   zdolność   pisarza   czy   świadka   do   powiedzenia 
prawdy „nawet, gdy zawiera się ona w dokumencie powstałym na skutek przemo-
cy czy oszustwa, czy w jakiś inny sposób jest podawana w wątpliwość, oparta na 
pogłosce czy stronniczym świadectwie".

Ta „zdolność powiedzenia prawdy" jest związana z bliskością — geogra-

ficzną i czasową — świadka w stosunku do zapisanych wydarzeń. Nowotesta-
mentowe zapisy życia i nauczania Jezusa były utrwalone przez ludzi, którzy albo 
sami byli naocznymi świadkami, albo przekazali relacje takowych.

Łk 1,1-3: „Skoro już wielu podjęło się sporządzenia opisu wydarzeń, które 

19

background image

wśród   nas   się   dokonały,   jak   nam   to   przekazali   naoczni   od   samego   początku 
świadkowie i słudzy Słowa, postanowiłem i ja, który wszystko od początku prze-
badałem, dokładnie kolejno ci to opisać, dostojny Teofilu".

2P 1,16: „Gdyż oznajmiliśmy wam moc i powtórne przyjście Pana naszego, 

Jezusa Chrystusa, nie opierając się na zręcznie zmyślonych baśniach, lecz jako 
naoczni świadkowie jego wielkości".

1J 1,3: „...co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy 

społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z 
Synem jego, Jezusem Chrystusem".

J 19,35: „A ten, który to widział, dał o tym świadectwo, a jego świadectwo 

jest prawdziwe; i on wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli".

Łk 3,1: „(było to) w piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza, gdy 

namiestnikiem Judei był Poncjusz Piłat, tetrarchą galilejskim Herod, tetrarchą itu-
rejskim i trachonickim Filip, brat jego, a tetrarchą abileńskim Lizaniasz".

Ta bliskość w stosunku do zapisywanych wydarzeń jest nadzwyczaj sku-

tecznym narzędziem upewnienia się, czy świadectwo zawiera dokładne dane. Hi-
storyk jednak spotyka się także z naocznymi świadkami, którzy znajdowali się w 
pobliżu relacjonowanych wydarzeń i świadomie lub nie mówią nieprawdę — cho-
ciaż są w stanie prawdę powiedzieć.

Zapisy nowotestamentowe o Chrystusie krążyły w okresie, gdy żyli jeszcze 

ludzie pamiętający te czasy. Mogliby oni bez wątpienia potwierdzić dokładność 
tych zapisów lub zaprzeczyć jej. W rozgłaszaniu sprawy ewangelii apostołowie 
odwoływali się (nawet w konfrontacji ze swymi najzacieklejszymi wrogami) do po-
wszechnej znajomości faktów dotyczących Jezusa. Nie tylko mówili: „Słuchajcie, 
my to widzieliśmy" czy „Słyszeliśmy, że...", lecz także odwracali sprawę „do góry 
nogami" i stwierdzali: „Wy także wiecie o tych sprawach. Widzieliście je. Sami do-
brze o tym wiecie". Trzeba być bardzo ostrożnym, kiedy się mówi swoim przeciw-
nikom i krytykom: „Wy także o tym wiecie", bo zaraz wykażą oni najdrobniejszą 
nawet niedokładność.

Dz 2,22: „Mężowie izraelscy! Posłuchajcie tych słów: Jezusa Nazareńskie-

go, męża, którego Bóg wśród nas uwierzytelnił przez czyny niezwykłe, cuda i zna-
ki, jakie Bóg przez niego między wami uczynił, jak to sami wiecie...".

Dz 26,24-26: „A gdy on (Paweł) to mówił ku swojej obronie, zawołał Festus 

donośnym głosem: Szalejesz, Pawle! Wielka uczoność przywodzi cię do szaleń-
stwa. A Paweł rzecze: Nie szaleję, najdostojniejszy Festusie, lecz wypowiadam 
słowa prawdy i rozsądku. O sprawach tych wie przecież król, do którego też mó-
wię śmiało, gdyż jestem przekonany, że nic z tych rzeczy nie uszło jego uwagi, bo 
też nie działo się to w jakimś zakątku".

F.F. Bruce, profesor krytyki biblijnej i egzegezy Uniwersytetu Manchester, 

mówi na temat znaczenia zapisów Nowego Testamentu jako pierwszorzędnego 
źródła historycznego: „Pierwsi głosiciele stawali nie tylko przed przyjacielskimi na-
ocznymi świadkami. Byli też inni, o wiele gorzej usposobieni, którzy również do-
brze znali główne fakty posługi i śmierci Jezusa. Uczniowie nie mogli sobie po-
zwolić na ryzyko niedokładności (nie mówiąc już o manipulowaniu faktami), które 
natychmiast byłyby rozpoznane przez tych, którzy tylko na nie czekali. Z drugiej 

20

background image

strony jednym z głównych punktów orędzia apostolskiego jest przekonujące od-
woływanie się do wiedzy słuchaczy. Mówili oni nie tylko: „My jesteśmy świadkami 
tego", lecz także: „o czym sami wiecie" (Dz 2,22). Gdyby istniała jakakolwiek ten-
dencja do odejścia od faktów, możliwość obecności wrogich świadków wśród słu-
chaczy przyczyniłaby się do dokładnej korekty".

L.J. McGinley z Saint Peter's College komentuje znaczenie nieprzyjaznych 

świadków w stosunku do wydarzeń utrwalonych na piśmie: „Przede wszystkim, 
naoczni świadkowie opisywanych wydarzeń żyli jeszcze, gdy tradycja została już 
całkowicie uformowana. A między tymi naocznymi świadkami byli zagorzali wro-
gowie tego nowego ruchu religijnego. A jednak tradycja twierdziła, że podaje serię 
dobrze znanych wydarzeń i nauczanych publicznie poglądów — a było to w cza-
sie, gdy każde fałszywe stwierdzenie mogłoby być — i byłoby — wykryte i zdema-
skowane".

Robert Grant, biblista Uniwersytetu Chicago, podsumowuje: „W czasie, gdy 

były pisane (Ewangelie synoptyczne), żyli naoczni świadkowie i ich świadectwo 
nie mogło  być całkowicie  zignorowane... To  znaczy,  że   Ewangelie  muszą  być 
uznane   za   bardzo   rzetelne   świadectwa   życia,   śmierci   i   zmartwychwstania 
Jezusa".

Will   Durant,   specjalista   w   dziedzinie   badań   historycznych,   który   spędził 

swoje życie badając literaturę starożytną, pisze: „Pomimo uprzedzeń i teologicz-
nych założeń, ewangeliści opisują wiele incydentów, które byłyby starannie usu-
nięte, gdyby były wymyślone:  kłótnia apostołów o najwyższe   miejsce w Króle-
stwie, ucieczka po aresztowaniu Jezusa, zaparcie się Piotra, fakt, że Jezus nie 
mógł dokonać żadnego cudu w Galilei, komentarze niektórych słuchaczy na te-
mat   możliwej   choroby   umysłowej   Jezusa   (...)   jego   chwile   trwogi,   rozpaczliwy 
krzyk na krzyżu; nikt, czytając te sceny, nie może wątpić o realności przedstawia-
nej postaci. To, że kilku prostych ludzi w przeciągu jednego pokolenia wymyśliło 
tak potężną i wymowną postać, tak wzniosłą i etyczną, i tak inspirującą wizję ludz-
kiego braterstwa, byłoby cudem daleko bardziej niewiarygodnym niż jakikolwiek z 
zapisanych w Ewangeliach. Po dwóch stuleciach ostrej krytyki, główne linie życia, 
charakteru i nauczania Chrystusa pozostają wyraźne i racjonalnie uzasadnione i 
tworzą najbardziej fascynującą postać w historii człowieka Zachodu".

Test świadectw zewnętrznych

Trzecim testem historyczności jest test świadectw zewnętrznych. Istota pro-

blemu polega tutaj na tym, czy inne materiały historyczne potwierdzają lub za-
przeczają świadectwom wewnętrznym badanego dokumentu. Innymi słowy, jakie 
źródła, poza samą analizowaną literaturą, uzasadniają jej dokładność, rzetelność 
i autentyczność?

Gottschalk twierdzi, że „zgodność z innymi znanymi historycznymi czy przy-

rodniczymi faktami jest często decydującym testem materiału dowodowego, nie-
zależnie od tego, czy pochodzi od jednego, czy od kilku świadków".

Dwaj przyjaciele apostoła Jana potwierdzają świadectwo wewnętrzne jego 

zapisu.   Historyk   Euzebiusz  zachował   pismo   Papiasza,   biskupa   Hierapolis   (ok. 

21

background image

130): „Starszy (apostoł Jan) mawiał także: Marek będąc tłumaczem Piotra, spisał 
dokładnie wszystko, czego Piotr nauczał: zarówno mowy jak i czyny Chrystusa, 
jakkolwiek nie po kolei. Ponieważ nie był ani słuchaczem, ani towarzyszem Pana, 
lecz później — jak powiedziałem — towarzyszył Piotrowi, który adaptował swoje 
nauki tak, jak wymagała tego konieczność — jednak nie w ten sposób, jakby za-
mierzał przedłożyć zestaw powiedzeń Pana. Tak więc Marek nie zrobił żadnego 
błędu spisując w ten sposób niektóre rzeczy, jak je pamiętał; cała jego troska była 
w tym, by z tego, co usłyszał, nic nie opuścić i nie dołączyć żadnego fałszywego 
twierdzenia".

Ireneusz, biskup Lyonu (był uczniem Polikarpa, biskupa Smyrny, który był 

chrześcijaninem przez 86 lat i uczniem apostoła Jana) pisał ok. roku 180: „Mate-
usz napisał Ewangelię dla Hebrajczyków (tj. Żydów) w ich własnym języku, kiedy 
Piotr i Paweł głosili ewangelię w Rzymie i zakładali tam Kościół. Po ich odejściu 
(tj. śmierci, którą poważna tradycja umieszcza podczas prześladowania przez Ne-
rona ok. 64 r.), Marek, uczeń i tłumacz Piotra, sam wręczył nam na piśmie istotne 
nauczanie Piotra. Łukasz, towarzysz Pawła, spisał w księdze ewangelię głoszoną 
przez swego nauczyciela. Potem Jan, uczeń Pana, spoczywający także na Jego 
piersi (to jest nawiązanie do J 13,25 i 21,20), sam napisał Ewangelię, gdyż żył w 
Efezie w Azji".

Archeologia często dostarcza potężnych świadectw zewnętrznych. Pomaga 

krytyce biblijnej nie w zakresie natchnienia czy objawienia, lecz dostarcza dowo-
dów, dotyczących dokładności zapisu wydarzeń. Archeolog Joseph Free pisze: 
„Archeologia potwierdziła niezliczone fragmenty, które były odrzucone przez kry-
tyków jako niehistoryczne lub sprzeciwiające się znanym faktom".

Widzieliśmy   już,   jak   archeologia   spowodowała,   że   pan   William   Ramsay 

zmienił swoje negatywne przekonania co do historyczności Ewangelii Łukasza i 
doszedł do wniosku, że Dzieje Apostolskie dokładnie opisują geografię, starożyt-
ną kulturę i społeczeństwo Azji Mniejszej.

F.F. Bruce stwierdza: „Tam, gdzie Łukasz byt podejrzewany o niedokładno-

ści, a dokładność została zrehabilitowana przez pewne inskrypcje — świadectwa 
zewnętrzne, można powiedzieć, że archeologia potwierdziła zapis Nowego Testa-
mentu".

A.N. Sherwin-White, historyk starożytności, pisze, że: „dla Dziejów potwier-

dzenie historii jest przytłaczające". Następnie kontynuuje: „Każda próba odrzuce-
nia ich podstawowej historyczności nawet w sprawach szczegółów musi obecnie 
wydawać się absurdem. Historycy rzymscy dawno uznali to za stwierdzone".

Po moich osobistych  próbach strzaskania historyczności i wiarygodności 

Pisma doszedłem do wniosku, że jest ono historycznie godne zaufania. Jeśli ktoś 
odrzuca Biblię jako nierzetelną w tym sensie, musi także odrzucić prawie całą lite-
raturę starożytności. Problem, z którym się spotykam właściwie ciągle, polega na 
pragnieniu niektórych ludzi, by stosować inne standardy czy testy do literatury 
świeckiej, a inne do Biblii. Musimy zastosować ten sam test niezależnie od tego, 
czy badana literatura jest świecka, czy religijna. Wierzę, że po zrobieniu tego mo-
żemy   powiedzieć:   „Biblia   jest   godna   zaufania   i   historycznie   rzetelna   w   swoim 
świadectwie o Jezusie".

22

background image

Dr Clark H. Pinnock, profesor teologii systematycznej w Regent College, 

stwierdza: „Nie  istnieje żaden dokument ze  świata  starożytnego  poświadczony 
przez tak wyśmienity zestaw świadectw tekstowych i historycznych i oferujący tak 
wspaniały szyk danych historycznych, w oparciu o który można by podjąć inteli-
gentną decyzję. Uczciwy (człowiek) nie może odrzucić źródła tego rodzaju. Scep-
tycyzm co do historycznej wiarygodności chrześcijaństwa opiera się na irracjonal-
nym uprzedzeniu wobec nadprzyrodzoności".

5. KTO UMRZE ZA KŁAMSTWO?

Jednym z faktów często przeoczonych w wyzwaniach stawianych chrześci-

jaństwu, jest przemiana apostołów Jezusa, ich przemienione życie dostarcza so-
lidnego świadectwa dla poparcia prawdziwości twierdzeń ich Mistrza. Ponieważ 
wiara chrześcijańska jest historyczna, aby ją zbadać musimy polegać głownie na 
świadectwach — zarówno ustnych, jak i pisanych.

Istnieje wiele definicji „historii". Ja wybrałem następującą: „Historia to wie-

dza o przeszłości oparta na świadectwach". Jeśli ktoś mówi: „Nie sądzę, aby to 
była dobra definicja", wtedy pytam: „Czy wierzysz, że istniał Napoleon?". Najczę-
ściej odpowiedź brzmi „tak". „Czy widziałeś go?". Większość przyznaje, że nie. 
„Skąd więc wiesz?". No właśnie, ten ktoś opiera się na świadectwie.

Ta definicja historii wiąże się nieodłącznie z jednym problemem. Świadec-

two musi być rzetelne, gdyż inaczej słuchacz będzie wprowadzony w błąd. Chrze-
ścijaństwo zawiera wiedzę o przeszłości opartą no świadectwach, tak więc musi-
my teraz zapytać: „Czy oryginalne ustne świadectwo o Chrystusie było godne za-
ufania?   Czy   można   ufać,   że   przekazało   dokładnie   to,   co   Jezus   powiedział   i 
zrobił?". Ja wierzę, że można.

Mogę ufać świadectwom apostołów, ponieważ z tych dwunastu mężczyzn 

jedenastu umarło męczeńską śmiercią za to, że rozgłaszało zmartwychwstanie 
Jezusa i wierzyło w niego jako Syna Boga. Byli torturowani i biczowani, i w końcu 
zadano im śmierć stosując czasem metody najokrutniejsze ze znanych wówczas:

Piotr — ukrzyżowany 
Andrzej — ukrzyżowany 
Mateusz — ścięty toporem 
Jan — umarł śmiercią naturalną 
Jakub, syn Alfeusza — ukrzyżowany 
Filip — ukrzyżowany 
Szymon — ukrzyżowany 
Tadeusz — przeszyty strzałami z łuków 
Jakub, brat Jezusa — ukamienowany 
Tomasz — przeszyty włócznią 
Bartłomiej — ukrzyżowany 
Jakub, syn Zebedeusza — ścięty mieczem 

23

background image

Odpowiedź, którą często słyszę, brzmi: „I co z tego? Wielu ludzi umarło za 

kłamstwo. To niczego nie dowodzi".

Zgadza się, że wielu ludzi umarło za kłamstwo, lecz myśleli oni, że jest to 

prawda. Jeżeli natomiast zmartwychwstanie nie miało miejsca, tzn., było fałszem, 
uczniowie ci wiedzieli o tym .Nie znalazłem żadnej możliwości wykazania, że zo-
stali zwiedzeni. Tak więc tych jedenastu ludzi nie tylko zginęłoby za kłamstwo, 
lecz — w tym sęk — oni wiedzieliby, że tak jest. Trudno byłoby znaleźć w historii 
jedenastu ludzi, którzy umarli wiedząc, że oddają życie za kłamstwo.

Musimy być świadomi kilku czynników, by właściwie ocenić to, co zrobili. 

Po pierwsze, kiedy apostołowie mówili lub pisali, występowali jako naoczni świad-
kowie relacjonowanych wydarzeń.

Piotr powiedział: „Gdyż oznajmiliśmy wam moc i powtórne przyjście Pana 

naszego, Jezusa Chrystusa, nie opierając się na zręcznie zmyślonych baśniach, 
lecz jako naoczni świadkowie jego wielkości" (2P 1,16). Apostołowie na pewno 
znali różnicę między mitem czy legendą a rzeczywistością.

Jan podkreślał aspekt naocznego świadectwa swojej znajomości Jezusa: 

„Co było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co pa-
trzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota — a żywot objawiony zo-
stał, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był 
u Ojca, a nam objawiony został — co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastu-
jemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecz-
nością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem" (1J 1,1-3).

Łukasz powiedział: „Skoro już wielu podjęło się sporządzenia opisu wyda-

rzeń, które wśród nas się dokonały, jak nam to przekazali naoczni od samego po-
czątku świadkowie i słudzy Słowa, postanowiłem i ja, który wszystko od początku 
przebadałem, dokładnie kolejno ci to opisać, dostojny Teofilu" (Łk 1,1-3).

Potem,   w  księdze   Dziejów,   Łukasz   opisuje   czterdziestodniowy   okres   po 

zmartwychwstaniu   Jezusa,   gdy   uczniowie   przebywali   blisko   z   nim:   „Pierwszą 
księgę (...) napisałem o tym wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od po-
czątku aż do dnia, gdy udzieliwszy przez Ducha Świętego poleceń apostołom, 
których wybrał, wzięty został w górę; im też po swojej męce objawił się jako żyją-
cy i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o 
Królestwie Bożym" (Dz. 1,1-3). 

Jan rozpoczyna ostatnią część swojej Ewangelii mówiąc: „I wiele innych cu-

dów uczynił Jezus wobec uczniów, które nie są spisane w tej księdze" (J 20,30).

Główną treścią tych naocznych świadectw była sprawa zmartwychwstania. 

Apostołowie byli świadkami zmartwychwstałego życia Jezusa: Łk 24,48; J 15,27; 
Dz 1,8; 2,24,32; 3,15; 4,33; 5,32; 10,39,41; 13,31; 1Kor 15,4-9,15; 1J 1,2; Dz 
22,15; 23,11; 26,16.

Po drugie, apostołowie sami musieli zostać przekonani, że Jezus powstał z 

martwych. Na początku nie uwierzyli. Poszli i ukryli się (Mk 14,15). Nie obawiali 
się wyrażać swoich wątpliwości. Uwierzyli dopiero, gdy zostali skonfrontowani z 
obszernym i przekonującym materiałem dowodowym. Tomasz powiedział, że nie 
uwierzy, że Chrystus powstał z martwych, dopóki nie włoży palca w dziury po 
gwoździach. Później Tomasz umarł męczeńską śmiercią dla Chrystusa. Czy zo-

24

background image

stał oszukany? Oddał swoje życie by pokazać, że nie.

Piotr zaparł się Chrystusa kilka razy podczas procesu. Porzucił Go. Lecz 

coś dziwnego stało się z tym tchórzem. Wkrótce po ukrzyżowaniu i pogrzebie Je-
zusa, Piotr pojawił się w Jerozolimie i pod groźbą śmierci odważnie nauczał, że 
był On Chrystusem i że zmartwychwstał. W końcu Piotr został ukrzyżowany gło-
wą w dół. Czy został oszukany? Co się mu przydarzyło? Co tak dramatycznie 
przemieniło go w odważnego lwa? Dlaczego był gotów umrzeć dla Chrystusa? 
Jedyne wyjaśnienie, które mnie zadowala, to 1Kor 15,5: „I że ukazał się (Jezus) 
Kefasowi (Piotrowi; por. J 1,42)".

Klasycznym   przykładem   człowieka   przekonanego   wbrew  swoim  pragnie-

niom był Jakub, brat Jezusa (Mt 13,55 i Mk 6,3). Chociaż nie należał on do wy-
branej dwunastki (Mt 10,2-4), później był uznawany za apostoła (Gal 1,19), po-
dobnie jak Paweł i Barnaba (Dz 14,14). Kiedy Jezus żył, Jakub nie wierzył, że 
jego brat jest Synem Boga (J 7,5). Może nawet kpił z niego, tak jak inni jego bra-
cia i siostry: „Chcesz, żeby ludzie wierzyli w ciebie? Dlaczego nie idziesz do Jero-
zolimy i nie pokazujesz tam swoich czynów?" (por.: J 7,3). Dla Jakuba musiało 
być upokarzające,  gdy Jezus  wędrował i przynosił  wstyd  rodzinie  przez  swoje 
szaleńcze twierdzenia (Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikł nie przychodzi do 
Ojca, tylko przeze mnie — J 14,6. Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście lato-
roślami — J 15,5. Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, i moje mnie znają 
— J 10,14). Co ty byś myślał, gdyby twój brat mówił takie rzeczy?

Lecz coś się stało z Jakubem. Po ukrzyżowaniu i pogrzebie Jezusa zaczął 

nauczać w Jerozolimie. Jego orędzie brzmiało, że Jezus umarł na krzyżu za grze-
chy, zmartwychwstał i żyje. W końcu został jednym z przywódców Kościoła w Je-
rozolimie i napisał jedną z ksiąg Nowego Testamentu — List św. Jakuba. Rozpo-
czął   go   tak:   „Jakub,   sługa   Boga   i   Pana   Jezusa   Chrystusa".   Jego   brat.   Umarł 
śmiercią  męczeńską  przez ukamienowanie  z rozkazu  Ananiasza,  najwyższego 
kapłana (Józefa). Czy Jakub został oszukany? Nie, jedyne możliwe do przyjęcia 
wyjaśnienie to 1Kor 15,7: „Potem ukazał się Jakubowi...".

Jeżeli zmartwychwstanie było nieprawdą, apostołowie o tym wiedzieli. Czy 

rozpowszechniali kolosalną bujdę? Ta możliwość nie współgra z tym, co wiemy o 
moralnej jakości ich życia. Osobiście potępiali kłamstwo i podkreślali szczerość. 
Wzywali ludzi do poznawania prawdy. Historyk, Edward Gibbon w swoim sław-
nym dziele „Historia schyłku i upadku Imperium Rzymskiego" podaje, że „czysta i 
surowa moralność chrześcijańska" była jednym z pięciu powodów gwałtownego 
sukcesu tej religii. Michael Green, przewodniczący St. John's College zauważa, 
że „zmartwychwstanie było tym, co przemieniło załamanych zwolenników ukrzy-
żowanego rabbiego w śmiałych świadków i męczenników wczesnego Kościoła. 
Ono dzieliło  zwolenników Jezusa od Żydów i uczyniło  z nich wspólnotę zmar-
twychwstania. Mogłeś ich uwięzić, biczować, zabić, lecz nie mogłeś sprawić, by 
zaprzeczyli swojemu przekonaniu, że „trzeciego dnia zmartwychwstał".

Po trzecie, odważne wystąpienie apostołów natychmiast po tym, jak zostali 

przekonani o zmartwychwstaniu, czyni nieprawdopodobną myśl, że to wszystko 
było oszustwem. Stali się odważni prawie w przeciągu jednej nocy. Piotr, który 
przedtem zaparł się Jezusa, teraz stał odważnie i ryzykując życiem głosił, że On 

25

background image

zmartwychwstał i żyje. Władze aresztowały naśladowców Jezusa i biły ich, lecz 
oni wkrótce znów byli na ulicach przemawiając o Nim (Dz 5,40-42). Przyjaciele 
zauważali ich pogodę ducha a nieprzyjaciele ich śmiałość. I nie przemawiali w za-
padłej dziurze, lecz w Jerozolimie.

Naśladowcy Jezusa nie mogliby stawić czoła torturom i śmierci, jeśli nie by-

liby pewni jego zmartwychwstania. Wrogość, z jaką przyjmowano ich orędzie, i 
sposób, w jaki się oni zachowywali, były zadziwiające. Szansa, by jakakolwiek 
duża grupa ludzi zgadzała się ze sobą jest niewielka, a jednak oni wszyscy zga-
dzali się co do prawdy zmartwychwstania. Jeżeli byli oszustami, trudno jest wyja-
śnić, dlaczego nikt z nich nie wycofał się z tego pod naciskiem prześladowań.

Pascal, francuski filozof, pisze: „Twierdzenie, że apostołowie byli oszusta-

mi, jest całkowitym absurdem! Spróbujmy prześledzić logiczne konsekwencje ta-
kiego stanowiska. Wyobraźmy sobie tych dwunastu ludzi spotykających się po 
śmierci Jezusa i zawiązujących konspirację, by głosić, że on powstał z martwych. 
To spowodowałoby reakcję zarówno ze strony władz świeckich jak i religijnych. 
Serce człowieka jest wyjątkowo poddane niestałości i przemianom, chwieje się w 
obliczu obietnic, jest kuszone przez sprawy materialne. Gdyby ktokolwiek z tych 
ludzi poddał się pokusom tak nęcącym lub zdradził się podczas jeszcze bardziej 
wymownych argumentów więzienia czy tortur, wszyscy oni byliby zgubieni".

„W jaki sposób zmienili się — prawie w przeciągu jednej nocy — w grupę 

nieposkromionych entuzjastów, którzy stawili czoła opozycji, cynizmowi, kpinom, 
cierpieniom, więzieniu i śmierci, gdy głosili Jezusa i jego zmartwychwstanie na 
trzech kontynentach?" — pyta Michael Green.

Nieznany pisarz przedstawia przemiany, które uwidoczniły się w życiu apo-

stołów: „W dniu ukrzyżowania byli wypełnieni smutkiem; pierwszego dnia tygo-
dnia — radością. Podczas ukrzyżowania stracili nadzieję; pierwszego dnia tygo-
dnia ich serca płonęły nadzieją i pewnością. Kiedy po raz pierwszy pojawiło się 
orędzie zmartwychwstania, nie dowierzali i trudno było ich przekonać, lecz kiedy 
raz zostali upewnieni, nie zwątpili ponownie już nigdy. Co mogło przyczynić się do 
tej zadziwiającej przemiany tych ludzi w tak krótkim czasie? Samo tylko usunięcie 
ciała z grobu nie mogłoby nigdy spowodować przemiany ich ducha i charakteru. 
Trzy dni nie wystarczą na powstanie legendy, która miałaby tak na nich wpłynąć. 
Na proces rozwoju legendy potrzeba czasu.

Jest to fakt psychologiczny domagający się wyjaśnienia. Pomyśl o charak-

terze   tych   świadków,   mężczyzn   i   kobiet,   którzy   dali   światu   najwyższą   naukę 
etyczną, jaką kiedykolwiek znał i którzy nawet wg świadectw swoich nieprzyjaciół 
postępowali według niej w swoim życiu. Pomyśl o psychologicznej absurdalności 
wyobrażenia sobie niewielkiej grupy tchórzów schowanej w wieczerniku jednego 
dnia, a przemienionej w związek, którego żadne prześladowanie nie mogło uci-
szyć, kilka dni później — a potem próby przypisania tej dramatycznej przemiany 
czemuś   tak   mało   przekonującemu   jak   jakiś   nędzny   wymysł,   który   postanowili 
wmówić światu. To po prostu nie ma sensu".

K.S. Lattourette pisze: „Główne znaczenie miały skutki zmartwychwstania i 

zstąpienia na uczniów Ducha Świętego. Ze zniechęconych, pozbawionych  złu-
dzeń mężczyzn i kobiet, którzy ze smutkiem wspominali dni, w których spodzie-

26

background image

wali się, „że On wyzwoli Izrael", zostali przemienieni w grupę entuzjastycznych 
świadków".

Paul Little pyta: „Czy ci ludzie, którzy pomogli przemienić moralną strukturę 

społeczeństwa, byli skończonymi oszustami lub zwiedzionymi szaleńcami? W te 
możliwości trudniej uwierzyć niż w fakt zmartwychwstania i nie istnieje nawet ślad 
materiału dowodowego, by je podeprzeć".

Niewzruszalność apostołów nawet w obliczu śmierci nie może być inaczej 

wytłumaczona. Według Encyklopedii Brytyjskiej, Oryganes zapisał, że Piotr został 
ukrzyżowany głową na dół. Herbert Workman opisuje śmierć Piotra: „I tak Piotr, 
jak nasz Pan zapowiedział, został „opasany" przez innego i „poprowadzony" na 
śmierć wzdłuż drogi Aureliusza do miejsca niedaleko ogrodów Nerona na Wzgó-
rzu Watykańskim, gdzie tak wielu jego braci cierpiało już podczas męczeńskiej 
śmierci. Na swoją własną prośbę został ukrzyżowany głową na dół jako niegodny 
cierpieć  jak  jego   Mistrz".   Harold   Mattingly  w  swoim   podręczniku   historii   pisze: 
„Apostołowie ci, św. Piotr i św. Paweł, przypieczętowali swoje świadectwo własną 
krwią". Tertulian napisał: „Żaden człowiek nie będzie chciał umrzeć, jeżeli nie bę-
dzie wiedział, że posiada prawdę". Simon Greenleaf, który jako profesor prawa w 
Harvardzie wykładał o tym, jak analizować świadectwo i jak określić, czy świadek 
mówi prawdę, podsumowuje: „Kroniki działań wojennych nie dostarczają przykła-
du tak heroicznej stałości, cierpliwości i niezachwianej odwagi. Posiadali oni (apo-
stołowie) wszelki możliwy motyw, by dokładnie zrewidować podstawy swojej wia-
ry i materiał dowodowy wielkich faktów i prawd, które stanowczo podtrzymywali".

Apostołowie   przeszli   przez   próbę   śmierci,   aby   uzasadnić   prawdziwość 

tego, co ogłaszali. Wierzę, że mogę zaufać ich świadectwu bardziej, niż świadec-
twu większości ludzi, których dzisiaj spotykam; ludzi, którym nie chce się kiwnąć 
palcem, aby praktykować to, w co wierzą, a co dopiero umrzeć za to.

6. CO DOBREGO W ZMARŁYM MESJASZU?

Wielu ludzi umarło dla jakiejś dobrej sprawy. Student w San Diego spalił się 

protestując przeciw wojnie w Wietnamie. W latach sześćdziesiątych wielu buddy-
stów spłonęło, aby skierować uwagę świata na płd.-wsch. Azję.

Jeśli chodzi o apostołów, problem tkwi w tym, że ich „dobra sprawa" umarła 

na krzyżu. Wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem. Nie myśleli, że mógłby umrzeć. Byli 
przekonani, że był on tym, który ustanowił Królestwo Boga i będzie rządził naro-
dem Izraelskim.

Aby   zrozumieć   związek   apostołów   z   Chrystusem   i   zrozumieć,   dlaczego 

Krzyż był dla nich tak niezrozumiały, musisz uchwycić koncepcję Mesjasza w cza-
sach Chrystusa.

Życie i nauczanie Jezusa było w poważnym konflikcie z ówczesnymi ży-

dowskimi rozmyślaniami o Mesjaszu. Od dzieciństwa Żyd był uczony, że gdy Me-
sjasz przyjdzie,  będzie  zwycięskim, panującym politycznym  przywódcą.  Uwolni 
Żydów z niewoli i przywróci Izraelowi należną pozycję. Cierpiący Mesjasz był cał-
kowicie obcy żydowskiej koncepcji rnesjanizmu.

27

background image

E.F. Scott podaje swój opis czasów Jezusa: „...był to okres szczególnego 

podniecenia.   Przywódcy   religijni   prawie   nie   potrafili   powstrzymać   zapału   ludzi, 
którzy wszędzie oczekiwali na pojawienie się obiecanego Wybawcy. Ten nastrój 
oczekiwania był bez wątpienia wzmacniany przez aktualne wydarzenia historii".
Od ponad pokolenia Rzymianie naruszali  wolność Żydów i  przeróżne  represje 
rozpaliły  zawziętego   ducha   patriotyzmu.   Marzenia   o  cudownym   uwolnieniu  i  o 
mesjańskim Królu, który tego dokona, nabrały nowego znaczenia w tym krytycz-
nym czasie, choć same w sobie nie były niczym nowym. U podstaw fermentu, 
którego dowód mamy w Ewangeliach, możemy rozpoznać długi okres wzrastają-
cego oczekiwania.

Dla   większości   ludzi   Mesjasz   pozostał   tym,   kim   był   dla   Izajasza   i   jemu 

współczesnych — Synem Dawida, który przyniesie zwycięstwo i pomyślność na-
rodowi żydowskiemu. W świetle tekstów ewangelicznych nie można wątpić, że 
popularna koncepcja Mesjasza była głównie koncepcją narodową i polityczną".

Żydowski uczony J. Klausner pisze: „Mesjasz stawał się coraz bardziej nie 

tylko wyjątkowym władcą politycznym, lecz także człowiekiem o wyjątkowych ce-
chach moralnych".

Jakub Gartenhus opisuje powszechne przekonania żydowskie w czasach 

Chrystusa: „Żydzi oczekiwali Mesjasza jako kogoś, kto uwolni ich spod rzymskiej 
okupacji... mesjańska nadzieja była zasadniczo nadzieją wyzwolenia narodowe-
go".

Encyklopedia Żydowska stwierdza: „(Żydzi) tęsknili za obiecanym wyzwoli-

cielem z domu Dawida, który uwolniłby ich spod jarzma znienawidzonego obcego 
uzurpatora, położyłby kres bezbożnemu rzymskiemu panowaniu i ustanowił za-
miast niego swoje własne, pełne pokoju i sprawiedliwości, królestwo".

W tych czasach Żydzi szukali ucieczki w obiecanym Mesjaszu. Apostołowie 

posiadali takie same przekonania jak ludzie dookoła nich. Jak stwierdził Millar 
Burrows: „Jezus był tak niepodobny do tego syna Dawida, którego oczekiwali Ży-
dzi, że nawet dla jego uczniów było prawie niemożliwe połączyć idee Mesjasza z 
Nim". Poważne wypowiedzi Jezusa na temat ukrzyżowania nie zostały w ogóle 
przyjęte przez uczniów (Łk 9,22). „Istniała nadzieja — obserwacje A.B. Bruce — 
że zbyt posępnie patrzy na sytuację i że Jego obawy okażą się pozbawione pod-
staw... ukrzyżowany Chrystus był skandalem i sprzecznością dla apostołów; tak 
jest dalej dla większości Żydów od czasu wstąpienia Pana do chwały".

Altred Edersheim, były oksfordzki wykładowca Septuaginty, słusznie stwier-

dził, że „rzeczą najbardziej niepodobną do Chrystusa były Jego czasy".

Można wyśledzić w Nowym Testamencie postawę apostołów wobec Chry-

stusa: ich oczekiwanie na panującego Mesjasza. Gdy Jezus powiedział swoim 
uczniom, że musi iść do Jerozolimy i cierpieć, Jakub i Jan prosili Go, by mogli sie-
dzieć w Jego królestwie po Jego prawej i lewej ręce (Mk 10,32-38). O jakim Me-
sjaszu  myśleli? Cierpiącym,  ukrzyżowanym?  Nie, o  władcy  politycznym.  Jezus 
stwierdził, że nie zrozumieli, co musi zrobić; nie wiedzieli o co proszą. Kiedy Chry-
stus zapowiedział swoje cierpienie i ukrzyżowanie, apostołowie nie mogli sobie 
wyobrazić, co miał na myśli (Łk 18,31-34}. Z powodu swego środowiska i wycho-
wania wierzyli, że zaangażowali się we właściwą sprawę.

28

background image

Potem przyszła Kalwaria. Rozpłynęły się wszystkie nadzieje, że Jezus jest 

ich Mesjaszem. Zniechęceni powrócili do swoich domów. Wszystkie te lata stra-
cone.

Dr Georce Eldon Ladd, profesor Nowego Testamentu w Fuller Theological 

Seminary, pisze: „Dlatego właśnie jego uczniowie opuścili go, gdy został areszto-
wany. Ich umysły tak były nasycone ideą zwycięskiego Mesjasza, którego rolą 
było poskromienie swoich nieprzyjaciół, że gdy zobaczyli go zrujnowanego i krwa-
wiącego w czasie biczowania, bezsilnego więźnia w rękach Piłata, i gdy zobaczyli 
go   wyprowadzonego   i  przybitego   do krzyża,  by  umarł  jak  zwykły  kryminalista, 
wszystkie ich nadzieje mesjańskie co do Jezusa roztrzaskały się. Jest stwierdzo-
nym   faktem   psychologicznym,   że   słyszymy   to,   do   usłyszenia   czego   jesteśmy 
przygotowani. Zapowiedzi Jezusa w sprawie jego cierpienia i śmierci padły na 
głuche uszy. Uczniowie, pomimo jego ostrzeżeń, nie byli na to przygotowani...".

Lecz   kilka   tygodni   po   ukrzyżowaniu,   pomimo   poprzednich   wątpliwości, 

uczniowie znajdują się w Jerozolimie ogłaszając Jezusa Zbawicielem i Panem, 
żydowskim Mesjaszem. Jedynym rozsądnym wyjaśnieniem, które znam, jest 1Kor 
15,5:   „Ukazał   się   ...   następnie   dwunastu".   Co   innego   mogło   spowodować,   że 
zniechęceni uczniowie wyszli i cierpieli, i umarli za ukrzyżowanego Mesjasza? Na 
pewno „Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał im się przez 
czterdzieści dni" (Dz 1,3).

Tak, wielu ludzi zginęło za jakąś dobrą sprawę, lecz dobra sprawa aposto-

łów zginęła na krzyżu. Tylko zmartwychwstanie i wynikające z niego spotkania z 
Chrystusem mogły przekonać jego zwolenników, że był Mesjaszem. Temu dali 
świadectwo nie tylko własnymi ustami, lecz także śmiercią.

7. CZY SŁYSZAŁEŚ, CO SIĘ PRZYDARZYŁO PAWŁOWI?

Jack, mój przyjaciel, który przemawiał na wielu uniwersytetach, zdziwił się 

pewnego dnia, gdy przybył do pewnego miasteczka akademickiego. Okazało się, 
że studenci przygotowali mu tego wieczoru dyskusję z „uniwersyteckim ateistą". 
Jego przeciwnik był elokwentnym profesorem filozofii, wyjątkowo antagonistycz-
nym wobec chrześcijaństwa. Jack miał przemawiać pierwszy. Przedstawił różne 
dowody na zmartwychwstanie Jezusa, nawrócenie apostoła Pawła i potem dał 
swoje  osobiste świadectwo  o tym, jak Chrystus przemienił jego  życie,  gdy był 
jeszcze studentem uniwersytetu.

Kiedy nadszedł czas na profesora, ten był bardzo zdenerwowany. Nie po-

trafił zbić dowodów na zmartwychwstanie ani osobistego świadectwa Jack'a, więc 
skierował się do gwałtownego  nawrócenia apostoła Pawła  na chrześcijaństwo. 
Poszedł po linii argumentacji, że „ludzie mogą często być tak bardzo psychicznie 
zaangażowani w to, z czym walczą, że w końcu oddają się temu". W tym miejscu 
mój przyjaciel uśmiechnął się delikatnie i powiedział: „Niech pan lepiej uważa, 
może pan wkrótce zostać chrześcijaninem".

Jednym z najbardziej wpływowych świadectw na korzyść chrześcijaństwa 

jest   fakt,  że   Szaweł   z Torsu,  prawdopodobnie  najbardziej   zawzięty  przeciwnik 

29

background image

chrześcijaństwa, stał się apostołem Pawłem. Szaweł był gorliwym Hebrajczykiem, 
przywódcą religijnym. Urodzenie w Tarsie dało mu możliwość uzyskania najlep-
szego ówczesnego wykształcenia. Tars był miastem uniwersyteckim znanym ze 
swoich  stoickich filozofów i takiej samej kultury.  Strabo, geograf Grecji, chwali 
Tars jako przodujący w dziedzinie edukacji i filozofii.

Paweł, jak jego ojciec, posiadał obywatelstwo rzymskie, co było znacznym 

przywilejem. Wydaje się, że był dobrze obeznany z myślą i kulturą helleńską. Miał 
wspaniale opanowany język grecki. Cytował nawet mało znanych poetów i filozo-
fów:

Dz 17,28 — „Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powie-

dzieli niektórzy z waszych poetów: „Jesteśmy bowiem z Jego rodu". (Epimenides, 
Arafus, Cleanthes);

1Kor 15,33 — „Nie łudźcie się! »Wskutek złych rozmów psują się dobre 

obyczaje«". (Menander);

Tt 1,12 — „Powiedział jeden z nich, ich własny wieszcz: »Kreteńczycy za-

wsze kłamcy, złe bestie, brzuchy leniwe«" (Epimenides).

Paweł otrzymał żydowskie wychowanie w ścisłej doktrynie faryzeuszów. W 

wieku ok. 14 lat został posłany na naukę pod nadzorem Gamaliela, jednego z naj-
większych rabbich tamtych czasów, wnuka słynnego Hillela. Paweł utrzymywał, 
że był nie tylko faryzeuszem, lecz także synem faryzeusza (Dz 23,6). Mógł się 
chlubić: „prześcigałem w żarliwości dla żydostwa wielu rówieśników mojego poko-
lenia, będąc nader gorliwym zwolennikiem moich ojczystych ustaw" (Gal 1,14).

Jeżeli mamy zrozumieć nawrócenie Pawła, musimy zobaczyć, dlaczego był 

tak porywczym antychrześcijaninem: powodem tym było umiłowanie żydowskiego 
Prawa, które wywoływało jego nieugięty sprzeciw wobec Chrystusa i wczesnego 
Kościoła.

„Atak Pawła na orędzie chrześcijańskie nie koncentrował się na mesjańsko-

ści Jezusa — pisze Jacques Dupont — lecz na przypisywaniu Mu zbawczej roli, 
która ograbiała Prawo z całej jego wartości w sprawie zbawienia... (Paweł był) 
wrogiem   wiary   chrześcijańskiej   z   powodu   znaczenia,   jakie   przypisywał   Prawu 
jako drodze zbawienia".

Encyklopedia Brytyjska stwierdza, że nowa sekta judaizmu, która nazywała 

siebie chrześcijaństwem, podważała istotę wychowania Pawła jako Żyda i jego 
rabinistyczne studia. Zniszczenie tej sekty stało się jego pasją (Gal 1,13). Tak 
więc Paweł zaczął swoje śmiertelne prześladowanie „sekty Nazarejczyków" (Dz 
26,9-11). Dosłownie „niszczył Kościół" (Dz 8,3). Wybrał się do Damaszku z listami 
uwierzytelniającymi, uprawniającymi go do pojmania zwolenników Jezusa i przy-
prowadzenia ich z powrotem przed sąd.

Wtedy coś przydarzyło się Pawłowi. „A Szaweł, dysząc jeszcze groźbą i 

chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana i prosił go o 
listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi 
Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozo-
limy. I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle 
światłość z nieba, a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Szawle, 
Szawle, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem 

30

background image

Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co 
masz czynić.

A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem sły-

szeli, ale nikogo nie widzieli. I podniósł się Szaweł z ziemi, lecz gdy otworzył oczy 
swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku. I 
przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił.

A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego 

w widzeniu: Ananiaszu! On zaś rzekł: Otom ja, Panie. Pan zaś do niego: Wstań i 
idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu; oto właśnie się mo-
dli. I ujrzał w widzeniu męża, imieniem Ananiasz, jak wszedł, i ręce na niego wło-
żył, aby przejrzał. Ananiasz zaś odpowiedział: Panie, słyszałem od wielu o tym 
mężu, ile złego wyrządził świętym twoim w Jerozolimie; ma także upoważnienie 
od arcykapłanów,  aby tutaj uwięzić  wszystkich,  którzy wzywają  imienia twego" 
(Dz 9,1-14).

Nic dziwnego, że chrześcijanie obawiali się Pawła.
„Lecz Pan rzekł do niego: Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wy-

branym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; ja sam bo-
wiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego. I poszedł Ananiasz, i 
wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Szawle, Pan Jezus, który ci 
się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony 
Duchem Świętym. I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i 
został ochrzczony. A gdy przyjął pokarm, odzyskał siły" (Dz 9,15-19).

Paweł powiedział: „Czy nie widziałem Jezusa, Pana naszego?" (1Kor 9,1). 

Porównał ukazanie mu się Chrystusa z jego ukazaniami się apostołom po zmar-
twychwstaniu: „A w końcu po wszystkich ukazał się i mnie..." (1Kor 15,8).

Paweł  nie  tylko   zobaczył   Jezusa,  lecz  ujrzał  Go  w sposób,   któremu  nic 

mógł  się   oprzeć.   Nie   głosił   ewangelii   z  wyboru,   lecz  z  konieczności.   „Bo   jeśli 
ewangelię zwiastuję, nie mam się czym chlubić; jest to bowiem dla mnie koniecz-
nością; a biada mi, jeślibym ewangelii nie zwiastował" (1Kor 9,16).

Zauważ, że spotkanie Pawła z Jezusem i jego nawrócenie były nagłe i nie-

spodziewane, „...stało się koło południa, że nagle olśniła mnie wielka światłość z 
nieba" (Dz 22,6). Paweł nie miał pojęcia, kim może być ta niebiańska postać. Gdy 
dowiedział się, że jest to Jezus z Nazaretu, zdumiał się i zaczął drżeć.

Możemy nie znać wszystkich detali, chronologii czy psychologii tego, co 

przydarzyło się Pawłowi na drodze do Damaszku, lecz wiemy na pewno, że to ra-
dykalnie wpłynęło na każdą dziedzinę jego życia.

Po pierwsze, charakter Pawła uległ drastycznej przemianie. Encyklopedia 

Brytyjska   opisuje   go   przed   nawróceniem   jako   nietolerancyjnego,   zagorzałego, 
opętanego manią prześladowania, fanatyka religijnego — pełnego pychy i wybu-
chowego. Po nawróceniu jest opisywany jako cierpliwy, uprzejmy, wytrwały i ofiar-
ny. K.S. Latourette mówi: „Tym, co zintegrowało życie Pawła i podniosło jego pra-
wie neurotyczny temperament z ciemności do wytrwałego wpływu, było głębokie i 
rewolucyjne doświadczenie religijne".

Po drugie, zmieniła się więź Pawła z naśladowcami Jezusa. „I przebywał 

zaledwie kilka dni z uczniami, którzy byli w Damaszku" (Dz 9,19). A kiedy Paweł 

31

background image

przybył do apostołów, ci podali mu „prawicę na dowód wspólnoty" (Gal 2,9).

Po trzecie, orędzie Pawła zostało przemienione. Choć dalej kochał swoje 

żydowskie dziedzictwo, zmienił się z zagorzałego przeciwnika w oddanego propa-
gatora wiary chrześcijańskiej. „...A już zaczął zwiastować w synagogach Jezusa, 
że On jest Synem Bożym" (Dz 9,20). Przekonania intelektualne Pawła zmieniły 
się. Jego doświadczenie zmusiło go do przyznania, że Jezus jest Mesjaszem — 
co było w oczywistej sprzeczności z ideami mesjańskimi faryzeuszów. Jego nowa 
koncepcja Chrystusa oznaczała całkowitą rewolucję w jego myśleniu. J. Dupont 
zauważa, że po tym, jak Paweł „z pasją zaprzeczał, że ukrzyżowany człowiek 
może być Mesjaszem, doszedł do stwierdzenia, że Jezus rzeczywiście był Mesja-
szem i w konsekwencji przemyślał od nowa wszystkie swoje mesjańskie idee".

Mógł teraz także zrozumieć, że śmierć Chrystusa na krzyżu nie była prze-

kleństwem  i godnym  ubolewania  końcem życia  człowieka;  w rzeczywistości   to 
Bóg przez Chrystusa jednał ze sobą świat. Paweł zrozumiał, że przez ukrzyżowa-
nie Chrystus stał się przekleństwem za nas (Gal 3,13) i został za nas uczyniony 
grzechem (2Kor 5,21). Śmierć Jezusa nie była już porażką, lecz wielkim zwycię-
stwem, uwieńczonym zmartwychwstaniem. Krzyż nie był już dłużej „kamieniem 
potknięcia", lecz istotą mesjańskiego odkupienia. Orędzie misyjne Pawła można 
podsumować jako „wyjaśnianie i przedstawianie dowodów,  że Chrystus musiał 
cierpieć i powstać z martwych. Tym Chrystusem, mówił, jest Jezus, którego ja 
wam głoszę" (Dz 17,3).

Po czwarte, misja Pawła została przemieniona. Był wrogiem pogan, a zo-

stał ich misjonarzem. Z gorliwego Żyda stał się ewangelizatorem pogan. Jako Żyd 
i faryzeusz spoglądał na nich z góry,  jako na gorszych  od wybranego narodu 
Boga.   Doświadczenie   pod   Damaszkiem   przemieniło   go   w  oddanego   apostoła, 
którego życiową misją była pomoc poganom. W Chrystusie, który mu się ukazał, 
zobaczył Zbawiciela wszystkich ludzi. Przeszedł od ortodoksyjnego faryzeizmu, 
którego misją było zachowanie ścisłego judaizmu, do propagowania nowej sekty 
nazywanej chrześcijaństwem, którą uprzednio tak krwawo zwalczał. Objawiła się 
w nim taka przemiana, że „wszyscy zaś, którzy go słuchali, zdumiewali się i mówi-
li: Czy to nie ten, co prześladował w Jerozolimie tych, którzy wzywają  imienia 
tego, i po to tu przyszedł, aby ich w więzach odprowadzić do arcykapłanów?" (Dz 
9,21).

Historyk P. Schaff stwierdza: „Nawrócenie Pawła oznacza nie tylko punkt 

zwrotny w jego osobistej historii, lecz także początek nowej epoki w życiu Kościo-
ła apostolskiego i konsekwentnie w historii ludzkości. Było to najowocniejsze wy-
darzenie po cudzie Pięćdziesiątnicy i zapewniło uniwersalne zwycięstwo chrześci-
jaństwa".

Podczas spotkania na uniwersytecie w Houston siedziałem obok pewnego 

studenta. Gdy dyskutowaliśmy o chrześcijaństwie stwierdził on, że nie ma żadne-
go dowodu historycznego na chrześcijaństwo czy Chrystusa. Studiował histerię i 
miał podręcznik historii Rzymu. Przyznał, że jest tam rozdział o apostole Pawle i 
chrześcijaństwie. Gdy przeczytał go, zainteresował się tym, że część o Pawle za-
czynała się od opisu życia Szawła z Tarsu, a kończyła opisem życia apostoła 
Pawła. W przedostatnim paragrafie podręcznik stwierdzał, że to, co zdarzyło się 

32

background image

w międzyczasie, jest niejasne. Gdy skierowałem go do Dziejów i wyjaśniłem, że 
Chrystus ukazał się Pawłowi po zmartwychwstaniu, mój rozmówca zobaczył, że 
jest to najlogiczniejsze wyjaśnienie nawrócenia Pawła. Później on także zaufał 
Chrystusowi jako swemu Zbawicielowi.

E. Andrews komentuje: „Wielu odkryło w radykalnej przemianie tego „fary-

zeusza nad faryzeuszami" najbardziej przekonujący materiał dowodowy prawdzi-
wości i mocy tej nowej religii, na którą się nawrócił, oraz ostateczną wartość i 
miejsce Osoby Chrystusa". A. MacBride, profesor uniwersytetu Aberdeen, pisze o 
Pawle: „Wobec jego osiągnięć... osiągnięcia Aleksandra i Napoleona wydają się 
bez znaczenia". Klemens powiedział, że Paweł: „siedem razy nosił kajdany; ogło-
sił ewangelię na Wschodzie i Zachodzie; doszedł do granic Zachodu; zginął jako 
męczennik".

Paweł stwierdzał nieustannie, że żywy, zmartwychwstały Chrystus przemie-

nił jego życia. Był tak pewny zmartwychwstania Chrystusa, że on także umarł mę-
czeńską śmiercią za swoją wiarę.

Dwóch   profesorów   Oxfordu,   Gilbert   West   i   Lord   Lyttleton,   postanowiło 

zniszczyć   podstawy   chrześcijańskiej   wiary.   West   zamierzał   wykazać   błędność 
zmartwychwstania, a Lyttleton chciał udowodnić, że Szaweł z Tarsu nigdy nie na-
wrócił się na chrześcijaństwo. Obaj doszli do przeciwnych wniosków i zostali żarli-
wymi   naśladowcami   Jezusa.   Lyttleton   pisze:   „Samo   nawrócenie   i   apostolstwo 
świętego Pawła, należycie rozważone, było wystarczającą demonstracją, by udo-
wodnić,   że   chrześcijaństwo   jest   Objawieniem   Boga".   Podsumowuje,   że   jeżeli 
dwadzieścia pięć lat cierpienia Pawła i jego służby dla Chrystusa było prawdziwe, 
wtedy jego nawrócenie też było prawdziwe, ponieważ wszystko, co zrobił, zaczę-
to się od tej nagłej przemiany. A jeżeli jego nawrócenie było prawdziwe, wtedy Je-
zus zmartwychwstał, ponieważ wszystko, czym Paweł był i co robił, przypisywał 
ujrzeniu zmartwychwstałego Chrystusa.

8. CO MOGŁOBY GO POWSTRZYMAĆ?

Pewien student na uniwersytecie w Urugwaju powiedział do mnie: „Profe-

sorze McDowell,  dlaczego nie może pan odrzucić chrześcijaństwa?" Odpowie-
działem: „Z bardzo prostej przyczyny. Nie jestem w stanie wyjaśnić pewnego wy-
darzenia w historii — zmartwychwstania Jezusa Chrystusa".

Po ponad 700 godzinach studiowania tego tematu i dokładnego badania 

jego podstaw, doszedłem do wniosku, że zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa 
jest albo najgorszą, najbardziej okrutną i bezlitosną bujdą kiedykolwiek wciskaną 
ludziom, albo jest najważniejszym faktem w historii.

Problem   zmartwychwstania   przenosi   pytanie:   „Czy   chrześcijaństwo   jest 

prawdziwe?", z dziedziny filozofii do historii. Czy chrześcijaństwo ma bazę histo-
ryczną możliwą do przyjęcia? Czy istnieje wystarczający materiał dowodowy upo-
ważniający do wiary w zmartwychwstanie?

Oto niektóre podstawowe fakty dotyczące zmartwychwstania: Jezus z Na-

zaretu, prorok żydowski, który twierdził, że jest zapowiedzianym w żydowskich Pi-

33

background image

smach Chrystusem, został aresztowany, osądzony jako przestępca polityczny i 
ukrzyżowany. Trzy dni po jego śmierci i pogrzebie, pewne kobiety, które przyszły 
do   jego   grobu   odkryły,   że   ciało   zaginęło.   Jego   uczniowie   twierdzili,   że   Bóg 
wskrzesił go z martwych i że ukazał im się kilka razy przed wstąpieniem do nieba.

Na tej podstawie chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się w Imperium Rzym-

skim i dalej wywiera przez wieki niesłabnący wpływ.
Czy zmartwychwstanie rzeczywiście miało miejsce?

Pogrzeb Jezusa

Ciało Jezusa, zgodnie z żydowskim zwyczajem pogrzebowym, zostało owi-

nięte w lniane płótno. Około 100 funtów aromatycznych maści, tworzących iepką 
substancję, zostało umieszczonych między zwojami płótna owijającego ciało (J 
19,39-40). Gdy ciało zostało złożone w potężnym skalnym groble, wejście  za-
mknięte zostało potężnym  kamieniem (wagi ponad dwóch ton) (Mt 27,60 i Mk 
16,4).

Rzymska straż o surowej dyscyplinie została rozstawiona, by strzec grobu. 

Obawa przed karą „powodowała nieustanną czujność, zwłaszcza w czasie wart 
nocnych". Straż opatrzyła grób pieczęcią, znakiem autorytetu u władzy Rzymu. 
Miała ona zabezpieczać przed włamaniem. Ktokolwiek próbowałby ruszyć kamień 
sprzed wejścia do grobu, musiałby naruszyć pieczęć i narazić się na gniew prawa 
Rzymu.

Lecz grób był pusty.

Pusty grób

Zwolennicy Jezusa powiedzieli, że powstał z martwych. Twierdzili, że uka-

zywał im się przez czterdzieści dni i dat im wiele dowodów, że żyje (Dz 1,3). Apo-
stoł Paweł powiedział, że ukazał się ponad 500 swoim wyznawcom, z których 
większość żyła jeszcze i mogła potwierdzić słowa Pawła (1Kor 15,3-8).

A.M. Ramsey pisze: „Wierzę w zmartwychwstanie, częściowo dlatego, że 

seria faktów bez niego jest niewytłumaczalna". Pusty grób był zbyt sławny, by mu 
zaprzeczać.   Paul   Althaus   stwierdza,   że   zmartwychwstanie   „nie   mogłoby   prze-
trwać w Jerozolimie jednego dnia, jednej godziny, gdyby nie stwierdzono pustego 
grobu jako faktu oczywistego dla wszystkich zainteresowanych".

Paul L. Maier wnioskuje: „Jeżeli materiał dowodowy zostanie dokładnie i 

uczciwie przebadany, rzeczywiście słuszne jest — wg kanonów badań historycz-
nych — wnioskowanie, że grób, w którym Jezus był pochowany, był pusty ran-
kiem po święcie szabatu. I ani strzępek materiału dowodowego nie został dotych-
czas odkryły w źródłach literackich, inskrypcjach czy archeologii, który przeczyłby 
temu stwierdzeniu".

Jak możemy wyjaśnić pusty grób? Czy można go przypisać jakiemuś natu-

ralnemu wydarzeniu?

Opierając   się   na   przytłaczającym   historycznym   materiale   dowodowym, 

chrześcijanie   wierzą,   że   Jezus   Chrystus   cieleśnie   zmartwychwstał   w   czasie   i 

34

background image

przestrzeni dzięki nadprzyrodzonej mocy Boga. Trudności wiary mogą być wiel-
kie, lecz problemy związane z niewiarą  przedstawiają  jeszcze większy stopień 
trudności.

Znacząca jest sytuacja przy grobie po zmartwychwstaniu. Pieczęć Rzymu 

została złamana, co oznaczało natychmiastowe  ukrzyżowanie  głową w dół dla 
tego, który to zrobił. Wielki kamień został ruszony nie tylko od wejścia, ale odsu-
nięty od całego grobu. Wyglądało to tak, jakby ktoś podniósł go i przeniósł na bok. 
Straż uciekła. Justyn w swoim dziele „Digest" (49,16) wyliczył osiemnaście prze-
winień, za które straż mogła być ukarana śmiercią. Między innymi za zaśnięcie i 
opuszczenie pozycji wartowniczej.

Kobiety przyszły i znalazły grób pusty: przestraszyły się, wróciły i powie-

działy mężczyznom. Piotr i Jan pobiegli do grobu. Jan dobiegł pierwszy, lecz nie 
wszedł do środka. Zajrzał tam tylko i zobaczył płótna pogrzebowe — lekko zapad-
nięte, lecz puste. Ciało Chrystusa przeszło przez nie do nowego istnienia. Spójrz-
my prawdzie w oczy: to uczyniłoby cię na pewno wierzącym, przynajmniej w tym 
momencie.

Teorie, które powstały, by wyjaśnić zmartwychwstanie przyczynami natural-

nymi, są słabe; w rzeczywistości pomagają w budowaniu pewności co do prawdy 
zmartwychwstania.

Nie ten grób?

Teoria przedłożona przez K. Lake twierdzi, że kobiety, które przyniosły wia-

domość o zniknięciu ciała, poszły przez omyłkę do niewłaściwego grobu. Ucznio-
wie, którzy poszli sprawdzić ich relację, poszli także do złego grobu. Możemy jed-
nak być pewni, że władze żydowskie, które prosiły o rzymską straż, by zajęła po-
zycje przy grobie, aby zabezpieczyć ciało przed kradzieżą, nie pomyliły się co do 
położenia grobu. Tak samo straż rzymska, która przy nim stała.

Gdyby chodziło o nie ten grób, władze żydowskie nie traciłyby ani chwili 

czasu przedstawiając ciało z właściwego grobu. W ten sposób uciszyłyby na za-
wsze jakąkolwiek pogłoskę o zmartwychwstaniu.

Inna próba wyjaśnienia podaje, że ukazania się Jezusa po zmartwychwsta-

niu były iluzjami albo halucynacjami. Teoria ta, niepoparta przez psychologiczne 
zasady rządzące pojawianiem się halucynacji, także nie współgra z sytuacje hi-
storyczną i stanem psychicznym apostołów.

Tak więc, gdzie było ciało i dlaczego nie zostało przedstawione?

Teoria omdlenia

Rozpowszechniona przez Venturiniego przed kilku wiekami i często cyto-

wana dzisiaj teoria omdlenia mówi, że Jezus w rzeczywistości nie umarł, lecz tyl-
ko zemdlał z wyczerpania i upływu krwi. Wszyscy myśleli, że umarł, a później, 
gdy się ocknął, uczniowie myśleli, że to było zmartwychwstanie.

Sceptyk David Friedrich Strauss — sam nie wierzący w zmartwychwstanie 

— zadał śmiertelny cios jakiejkolwiek myśli, że Jezus ocknął się z omdlenia. „Nie-

35

background image

możliwe jest, by istota wykradziona półżywa z grobu, słaniająca się ze słabości i 
choroby, potrzebująca pomocy medycznej, bandaży, wzmocnienia i opieki i ciągle 
jeszcze cierpiąca, mogła wywołać na uczniach wrażenie Zwycięscy śmierci i gro-
bu, Księcia życia, wrażenie, które legło u podstaw ich przyszłej posługi. Takie 
ocknięcie się mogłoby tylko osłabić wrażenie, jakie wywarł na swoich uczniach 
swym życiem i śmiercią, najwyżej mogłoby dodać temu elegijny ton, lecz w żaden 
sposób nie mogłoby przemienić ich smutku w entuzjazm, podnieść ich strachu do 
uwielbienia".

Ciało ukradziono?

Inna teoria podaje, że ciało zostało skradzione przez uczniów, gdy straż 

spała (Mt 28,1-15). Załamanie i tchórzostwo uczniów są trudnym do zbicia argu-
mentem przeciw ich nagłej śmiałości w stawianiu czoła oddziałowi żołnierzy przy 
grobie i wykradzeniu ciała. Nie byli w odpowiednim nastroju do robienia takich 
rzeczy.

J.N.D. Anderson jest dziekanem Wydziału Prawa Uniwersytetu Londyńskie-

go,   przewodniczącym   Departamentu   Prawa   Orientalnego   w   Szkole   Studiów 
Orientalnych   i   Afrykańskich   i   dyrektorem   Instytutu   Zaawansowanych   Studiów 
Prawnych Uniwersytetu Londyńskiego. Komentując zagadnienie wykradzenia cia-
ła Chrystusa przez uczniów, mówi: „To byłoby całkowicie sprzeczne ze wszyst-
kim, co wiemy o nich: ich etycznym nauczaniu, jakości ich życia, gotowości cier-
pienia i znoszenia prześladowań. Nie wyjaśniłoby to także ich dramatycznej prze-
miany z przygnębionych i zniechęconych uciekinierów na świadków, których żad-
ne przeciwności nie mogły uciszyć". 

Teoria, że żydowskie czy rzymskie władze przeniosły ciało Chrystusa, nie 

jest bardziej rozsądną próbą wyjaśnienia pustego grobu niż kradzież ciała przez 
uczniów. Jeżeli ciało było w posiadaniu władz, lub władze wiedziały, gdzie ono 
jest, dlaczego gdy uczniowie zaczęli głosić zmartwychwstanie w Jerozolimie, nie 
pokazały go?

Dlaczego nie rozwinęły zwłok, nie położyły na wóz i nie woziły w centrum 

Jerozolimy? Takie działanie na pewno zniszczyłoby chrześcijaństwo.

Dr J. W. Montgomery komentuje: „To przekracza granice wiarygodności, by 

pierwsi chrześcijanie wytworzyli taką historię i głosili ją między tymi, którzy mogli 
łatwo zbić ich twierdzenia przedstawiając po prostu ciało Jezusa".

Materiał dowodowy zmartwychwstania

Profesor Thomas Arnold, autor znanej trzytomowej „Historii Rzymu", kie-

rownik katedry historii nowożytnej w Oxfordzie, byt dobrze zapoznany z wartością 
materiału   dowodowego   w   określaniu   faktów   historycznych.   Powiedział:   „Przez 
wiele   lat   studiowałem   historię   innych   czasów,   badałem   i   ważyłem   świadectwa 
tych, którzy o nich pisali. Nie znam ani jednego faktu w historii ludzkości, który 
jest udowodniony przez lepszy i pełniejszy materiał dowodowy wszelkiego rodza-
ju (...) niż ten wielki znak, który dał nam Bóg, że Chrystus umarł i powstał z mar-

36

background image

twych".

Angielski uczony B.F. Westcott powiedział: „Nie jest przesadą powiedzenie, 

że — biorąc cały materiał dowodowy razem — żadne wydarzenie w historii nie 
jest   bardziej   czy   bogaciej   potwierdzone   niż   zmartwychwstanie   Jezusa.   Tylko 
uprzednie założenie, że jest ono nieprawdziwe, może podsunąć sugestię, że do-
wód jest niedostateczny".

Dr Simon Greenleaf był jednym z największych umysłów prawniczych. Był 

sławnym Królewskim Profesorem Prawa Uniwersytetu Harvard i dziekanem Wy-
działu Prawa na tym uniwersytecie. Napisał on dzieło, w którym ocenia prawną 
wartość   świadectwa   apostołów   o   zmartwychwstaniu   Chrystusa.   Stwierdza,   że 
było niemożliwe, by apostołowie „mogli wytrwać potwierdzając prawdę, którą gło-
sili, gdyby Jezus rzeczywiście nie zmartwychwstał i gdyby oni nie znali tego faktu 
z taką pewnością, z jaką znali każdy inny". Podsumowuje, że zmartwychwstanie 
Jezusa jest jednym z najlepiej udowodnionych wydarzeń w historii — według za-
sad stosowanych w procesach sądowych co do prawniczego materiału dowodo-
wego.

Inny   prawnik,   Frank  Morison,   postanowił   podważyć   świadectwo   o   zmar-

twychwstaniu. Uważał,  że życie  Jezusa było jednym z najpiękniejszych  istnień 
ludzkich, lecz jeśli chodziło o zmartwychwstanie sądził, że ktoś posunął się za da-
leko i dołączył  mit do historii Jezusa. Pragnął napisać dzieło o kilku  ostatnich 
dniach Chrystusa. Oczywiście pomijał zmartwychwstanie. Głosił, że inteligentne, 
racjonalne podejście do Jezusa w ogóle nie rozpatruje jego zmartwychwstania. A 
jednak po zaznajomieniu się z faktami, jego prawnicza przeszłość i wykształcenie 
zmusiły go do zmiany stanowiska. W końcu napisał bestseller: „Kto poruszył ka-
mień?". Pierwszy rozdział zatytułował: „Książka, która nie miała być napisana". 
Następne rozdziały zajmują się rozstrzygnięciem przedstawionego materiału do-
wodowego z korzyścią dla zmartwychwstania Chrystusa.

G.E. Ladd podsumowuje:  „Jedynym  rozsądnym  wyjaśnieniem tych  histo-

rycznych faktów jest to, że Bóg wskrzesił Jezusa z martwych w cielesnej postaci". 
Wierzący dzisiaj w Jezusa Chrystusa może mieć całkowitą pewność — jak pierw-
si chrześcijanie — że jego wiara opiera się nie na micie czy legendzie, lecz na so-
lidnym historycznym fakcie wskrzeszenia Chrystusa i pustego grobu.

Co   najważniejsze,   każdy   wierzący   może   doświadczyć   mocy   zmartwych-

wstałego   Chrystusa   w   swoim   dzisiejszym   życiu.   Przede   wszystkim   może   wie-
dzieć, że jego grzechy są przebaczone (1Kor 15,3). Po drugie, może być pewien 
życia wiecznego i swego własnego zmartwychwstania z grobu (1Kor 15,19-26). 
Po trzecie, może być uwolniony z beznadziejności i pustki życia i przemieniony w 
nowe stworzenie w Jezusie Chrystusie (J 10,10; 2Kor 5,17).

Jaka jest twoja ocena i decyzja? Co myślisz o tym pustym grobie? Po prze-

badaniu materiału dowodowego z perspektywy sędziego, Lord Darling, były an-
gielski   minister   sprawiedliwości,   stwierdza:   „Istnieje   tak  przytłaczający   materiał 
dowodowy, pozytywny i negatywny, faktualny i poszlakowy, że żaden inteligentny 
sędzia na świecie nie miałby wątpliwości wydając orzeczenie, że historia zmar-
twychwstania jest prawdziwa".

37

background image

9. NIECH WSTANIE PRAWDZIWY MESJASZ!

Wiele rzeczy potwierdzało słowa Jezusa, że jest Mesjaszem, Synem Boga. 

W tym rozdziale chcę przedstawić jedną z nich, często niezauważoną, a mimo to 
jedną z najpoważniejszych: wypełnienie się proroctw w Jego życiu.

Jezus nieustannie odwoływał się do proroctw Starego Testamentu, by po-

twierdzić swoje roszczenia mesjańskie. Gal 4,4 mówi: „Lecz gdy nadeszło wypeł-
nienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodzi! z niewiasty i podlegał za-
konowi". Jest to nawiązanie do proroctw wypełnionych w Jezusie Chrystusie, „i 
począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było 
napisane we wszystkich Pismach" (Łk 24,27). Jezus powiedział im: „To są moje 
słowa, które mówiłem do was, będąc jeszcze z wami, że się musi spełnić wszyst-
ko, co jest napisane o mnie w zakonie Mojżesza i u proroków, i w Psalmach" (Łk 
24,44). „Gdybyście bowiem wierzyli Mojżeszowi, wierzylibyście i mnie. O mnie bo-
wiem on pisał" (J 5,46). „Abraham, ojciec wasz, cieszył się, że miał oglądać dzień 
mój, i oglądał, i radował się" (J 8,56).

Apostołowie, pisarze  nowotestamentowi i inni nieustannie odwoływali się 

do wypełnienia proroctw jako potwierdzenia prawa Jezusa do przedstawiania się 
jako Syna Boga, Zbawiciela i Mesjasza. „Bóg zaś wypełnił w ten sposób to, co za-
powiedział przez usta wszystkich proroków, że jego Chrystus cierpieć będzie" (Dz 
3,18). „Paweł zaś, według zwyczaju swego, poszedł do nich i przez trzy sabaty 
rozprawiał z nimi na podstawie Pism, wywodząc i wskazując, że Chrystus musiał 
cierpieć i zmartwychwstać. Tym Chrystusem, mówił, jest Jezus, którego Ja wam 
głoszę" (Dz 17,2-3). „Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że 
Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został z martwych wzbudzony 
według Pism" (1Kor 15,3-4).

W   Starym   Testamencie   istnieje   sześćdziesiąt   wielkich   proroctw   mesjań-

skich i ponad 270 ich uściśleń, które zostały wypełnione w jednej osobie, Jezusie 
Chrystusie. Można spojrzeć na wszystkie te zapowiedzi wypełnione w Jezusie 
jako na jego „adres". Możliwe, że nigdy jeszcze nie uświadomiłeś sobie, jak waż-
ne są detale twojego nazwiska i adresu — wyróżniają cię one spośród czterech 
miliardów ludzi zamieszkujących naszą planetę.

Adres w historii

Z jeszcze dokładniejszymi szczegółami Bóg wypisał „adres" w historii, by 

wyróżnić swojego Syna, Mesjasza, Zbawiciela ludzkości, od każdego innego czło-
wieka w historii — przeszłej,  teraźniejszej i przyszłej.  Szczegóły tego „adresu" 
można znaleźć w Starym Testamencie, dokumencie pisanym w ciągu tysiąca lat, 
który zawiera ponad 300 wzmianek na temat jego przyjścia. Posługując się ra-
chunkiem prawdopodobieństwa odkrywamy, że prawdopodobieństwo wypełnienia 
w jednej osobie 48 z tych proroctw wynosi 1:10.

Zadanie   połączenia   Bożego   adresu   z   jedną   osobą   jest   jeszcze   bardziej 

utrudnione przez to, że wszystkie te proroctwa o Mesjaszu pochodzą z okresu po-
przedzającego jego spodziewane przyjście o 400 lat. Ktoś może nie zgodzić się i 
powiedzieć, że proroctwa te zostały napisane po czasie Chrystusa i tak sfabryko-

38

background image

wane, by kojarzyły się z jego życiem. Gdy uświadomimy sobie jednak, że Septu-
aginta, greckie tłumaczenie Starego Testamentu, powstała ok. 150-200 r. przed 
Chrystusem, zarzut ten traci podstawy. To greckie tłumaczenie pokazuje, że ist-
niała przepaść przynajmniej 200 lat między czasem spisania proroctw a ich wy-
pełnieniem w Chrystusie.

Jasne jest, że Bóg napisał „adres" w historii, który pasuje tylko do Mesja-

sza. Istniało ponad 40 ludzi, którzy podawali się za niego. Lecz tylko jeden — Je-
zus Chrystus — powoływał się na proroctwa, by potwierdzić swoje roszczenia i 
tylko w jego życiu proroctwa te zrealizowały się.

Jakie są niektóre szczegóły tych proroctw? Jakie wydarzenia miały poprze-

dzać i towarzyszyć ukazaniu się Syna Bożego?

Na początku musimy przejść do Księgi Rodzaju 3,15. Tutaj znajduje się 

pierwsze proroctwo mesjańskie. „I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, 
między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz 
je w piętę". W całej Biblii tylko jeden człowiek był „potomstwem kobiety" — wszy-
scy inni byli potomkami mężczyzny. Oto ten, który przyjdzie na świat i zniszczy 
dzieła szatana (zmiażdży jego głowę).

W Gen 9 i 10 adres staje się jeszcze ściślejszy. Noe miał trzech synów: 

Sema, Chama i Jafeta, od których pochodzą wszystkie narody świata. Lecz Bóg 
wyeliminował dwie trzecie z nich. Mesjasz będzie pochodzić z linii Sema.

Dalej, posuwając się do roku 2000 przed Chrystusem, widzimy, jak Bóg po-

wołuje Abrahama z Ur chaldejskiego. Bóg jeszcze ściślej określił, że Mesjasz bę-
dzie jego potomkiem (Gen 12,17,22). Wszystkie narody ziemi będą błogosławio-
ne w Abrahamie. Abraham miał dwóch synów: Izaaka i Izmaela. Gdy Bóg wybrał 
Izaaka, wielu potomków Abrahama zostało wyeliminowanych (Gen 17,21).

Izaak miał dwóch synów:  Jakuba i Ezawa. Bóg wybrał Jakuba (Gen 28; 

35,10-12). Jakub miał dwunastu synów, od których pochodzi dwanaście pokoleń 
Izraela. Bóg wybrał dla Mesjasza pokolenie Judy i w ten sposób wytfiminował 
11/12 pokoleń izraelskich. Ze wszystkich linii rodzinnych pokolenia Judy Bóg wy-
brał linię Jessego (Iz 11,1-5). Widać, jak prawdopodobieństwo maleje.

Jesse miał ośmiu synów. W 2 Księdze Samuela 7,12-16 i w Jer 23,5 Bóg 

wyeliminował 7/8 linii rodzinnej Jessego: czytamy, że Człowiek Boży będzie nie 
tylko potomkiem niewiasty, że będzie Semitą, Żydem, potomkiem Izaaka, synem 
Jakuba, z pokolenia Judy, lecz także, że będzie pochodził z domu Dawida.

Proroctwo z 1012 roku przed Chrystusem (Ps 22,6-18; Zach 12,10, por.: 

Gal 3,13) zapowiada, że ręce i nogi tego człowieka będą przebite (tzn. będzie 
ukrzyżowany). Ten opis pochodzi z czasów poprzedzających stosowanie ukrzy-
żowania przez Rzymian o 800 lat.

Izajasz 7,14 dodaje, że będzie narodzony z dziewicy: naturalne narodzenie 

bez naturalnego poczęcia — kryterium poza ludzkimi możliwościami planowania i 
kontroli. Kilka proroctw z Izajasza i Psalmów (Iz 6,14; 28,16; 49,6; 50,6; 52,53; 
60,3; Ps 22,7-8; 118,22) podaje klimat społeczny i reakcję, na jaką napotka czło-
wiek Boga: jego własny naród, Żydzi, odrzuci go, a poganie w niego uwierzą. Bę-
dzie miał swego poprzednika (Iz 40,3; Mal 3,1), głos na pustyni, przygotowujące 
drogę Panu — Jana Chrzciciela.

39

background image

Trzydzieści srebrników

Zauważ także siedem uściśleń proroctwa, które jeszcze bardziej komplikują 

ca'q sprawę (Zach 11,11-13; Ps 41; Jer 32,6-15; por.: Mt 27,3-10). Oto Bóg zapo-
wiada, że Mesjasz będzie (1) zdradzony, (2) przez przyjaciela, (3) za trzydzieści 
kawałków, (4) srebra oraz że będą one (5) rzucone na podłogę, (6) świątyni i że 
(7) będzie za nie kupione pole garncarza.

W proroctwie Micheasza Bóg wyeliminował wszystkie miasta świata i wy-

znaczył Betlejem, z mniej niż 1000 mieszkańców, na miejsce urodzenia Mesja-
sza.

Potem przez serię innych proroctw określił nawet przedział czasu, w którym 

On się pojawi. Na przykład Mal 3,1 i cztery inne fragmenty (Ps 118,26; Dn 9,26; 
Zach 11,13; Ag 2,7-9) stwierdzają, że Mesjasz przyjdzie wtedy, gdy jeszcze bę-
dzie stała świątynia izraelska. Ma to wielkie znaczenie, gdyż wiemy, że została 
ona zburzona w 70 roku po Chrystusie i nie została odbudowana.

Precyzyjna   genealogia,   miejsce,   czas   i  sposób   urodzenia,   reakcja   ludzi, 

zdrada, sposób śmierci. Jest to fragment setek detali, które tworzą „adres" po-
zwalający rozpoznać Syna Bożego, Mesjasza, Zbawiciela świata. 

Przypadkowe wypełnienie proroctw

„I co z tego? Można udowodnić, że niektóre z tych proroctw wypełniły się w 

Kennedy'm, Kingu czy Nasserze" — odpowie krytyk.

Tak, prawdopodobnie można znaleźć jedno czy dwa proroctwa wypełnione 

przez innego człowieka, lecz nie wszystkie 60 głównych i 270 uściśleń. Christian 
Viciory Publishing Company w Denwer jest gotowa wypłacić ci 1000 dolarów na-
grody, jeżeli znajdziesz kogoś innego niż Jezus, żywego lub umarłego, kto wypeł-
nił tylko połowę zapowiedzi dotyczących Mesjasza, podanych w książce „Mesjasz 
w obydwu Testamentach", którą napisał Fred John Meldau.

H. Harold Hartzler z American Scientific Affiliation (Amerykańskie Towarzy-

stwo Naukowe) pisze w przedmowie do książki „Science Speaks" (Nauka mówi): 
„Rękopis »Science Speaks« został dokładnie przejrzany przez komitet członków 
American Science Affiliation i przez Radę Wykonawczą USA. Stwierdzono, że za-
sadniczo książka jest dokładna i godna zaufania jeśli chodzi o prezentowany ma-
teriał naukowy. Analizy matematyczne oparte na zasadach prawdopodobieństwa 
nie podlegają żadnym zastrzeżeniom. Profesor Stoner (autor) zastosował je we 
właściwy i przekonujący sposób".

Przypadek podlega prawom rachunku prawdopodobieństwa. Oto, co mówi 

na ten temat wzmiankowana powyżej książka. Stoner pisze, że stosując nowo-
czesny rachunek prawdopodobieństwa w stosunku do 8 proroctw „obliczamy, że 
szansa, aby jakikolwiek człowiek do naszych czasów mógł je wszystkie wypełnić, 
wynosi 1:10

17

", tzn. 1 do 100 000 000 000 000 000. Aby pomóc objąć to oszała-

miające prawdopodobieństwo, Stoner ilustruje je w następujący sposób: „Weźmy 
10

17

  dolarów i  rozrzućmy je  na  obszarze   stanu   Teksas.  Pokryją  one  jego   po-

wierzchnię warstwą grubości ok. dwóch stóp (60 cm). Teraz zaznaczmy jeden do-

40

background image

lar i całą masę dokładnie wymieszajmy. Zawiążmy oczy człowiekowi i pozwólmy 
mu podróżować po całym stanie gdziekolwiek zechce, lecz musi podnieść tę jed-
ną monetę i powiedzieć, że to jest właśnie ta. Jaką miałby szansę znalezienia 
właściwej? Taką samą jak prorocy, którzy pisali te osiem proroctw, które miały się 
spełnić w jednym człowieku od ich czasów do naszych — zakładając, że pisali je 
na podstawie własnej mądrości".

„Albo te proroctwa powstały z natchnienia Boga, albo ci prorocy pisali je 

tak, jak im się wydawało, że powinny brzmieć. W drugim przypadku mieli jedną 
szansę na 10

17

, aby zrealizowały się one w jakimś człowieku, a wszystkie one wy-

pełniły się w Chrystusie".

„To oznacza, że wypełnienie tylko tych ośmiu proroctw dowodzi, że powsta-

ły one z natchnienia Boga z wyrazistością, której brakuje tylko jednej szansy na 
10

17

, by była absolutna".

Inny zarzut

Inny zarzut brzmi, że Jezus świadomie próbował wypełnić żydowskie pro-

roctwa. Może on wydawać się słuszny, dopóki nie uświadomimy sobie, że wiele 
szczegółów przyjścia Mesjasza było całkowicie poza ludzką kontrolą. Na przykład 
miejsce urodzenia. Kiedy Herod zapytał kapłanów i uczonych w Piśmie, gdzie ma 
się urodzić Chrystus, oni odpowiedzieli: „W Betlejemie Judzkim; bo tak napisał 
prorok" (Mt 2,5). Czas jego przyjścia. Sposób narodzenia. Zdrada Judasza i za-
płata za nią. Sposób śmierci. Reakcja narodu. Szyderstwa, plucie i wymyślanie. 
Rzucanie losów o jego ubranie. Nierozdzieranie jego tuniki. Połowa proroctw była 
poza możliwością świadomego wypełnienia ich przez Jezusa. Nie mógł sprawić, 
by był potomkiem niewiasty, Semitą, potomkiem Abrahama itd. Nic dziwnego, że 
Jezus i apostołowie odwoływali się do proroctw jako potwierdzenia jego roszczeń 
mesjańskich.

Dlaczego Bóg zadał sobie tyle trudu? Wierzę, że chciał, aby Jezus Chry-

stus miał wszystkie uwierzytelnienia, jakich potrzebował, gdy przyszedł na ziemię. 
Lecz   najbardziej   fascynującą   sprawą   dotyczącą   Jezusa   Chrystusa   jest   to,   że 
przyszedł przemieniać życie ludzi. Tylko w nim dokładnie zrealizowały się setki 
proroctw Starego Testamentu opisujących jego przyjście. I tylko on może wypeł-
nić największe proroctwo na temat tych, którzy je przyjmą — obietnicę nowego 
życia: „I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam...", „Jeśli ktoś jest w Chry-
stusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" 
(Ezch 36,25-27 i 2Kor 5,17).

10. CZY NIE MA JAKIEJŚ INNEJ DROGI?

Kiedyś na uniwersytecie stanu Teksas, pewien student podszedł do mnie i 

zapytał:   „Dlaczego   Jezus   jest   jedyną   drogą   do   więzi   z   Bogiem?".   Pokazałem 
przedtem, że Chrystus podawał się za jedyną drogę do Boga, że świadectwo Pi-
sma i apostołów jest rzetelne i że istnieje wystarczający materiał dowodowy uza-
sadniający wiarę w Jezusa jako Zbawiciela i Pana. A jednak zadał on pytanie: 

41

background image

„Dlaczego Jezus? Czy nie ma żadnej innej drogi do więzi z Bogiem? A Budda? A 
Mahomet? Czy nie wystarczy po prostu uczciwe życie? Jeżeli Bóg jest tak kocha-
jący, czy nie przyjmie wszystkich takimi, jakimi są?".

Pewien człowiek interesu powiedział do mnie: „W oczywisty sposób udo-

wodnił pan, że Jezus Chrystus jest Synem Boga. Czy poza nim nie ma jakiejś in-
nej drogi do więzi z Bogiem?".

Powyższe pytania są typowe dla wielu współczesnych ludzi, którzy chcą 

wiedzieć, dlaczego człowiek musi zaufać Jezusowi jako Zbawicielowi i Panu, by 
nawiązać więź z Bogiem i doświadczyć odpuszczenia grzechów. Odpowiedziałem 
temu   studentowi,   że   wielu   ludzi   nie   rozumie   natury   Boga.   Zazwyczaj   pytanie 
brzmi: „Jak kochający Bóg może pozwolić, aby grzeszny człowiek znalazł się w 
piekle?". Wtedy pytam: „Jak święty, prawy i sprawiedliwy Bóg może dopuścić, by 
grzeszny człowiek znalazł się w Jego obecności?" Błędne zrozumienie podstawo-
wej natury i cech Boga wywołuje sporo problemów teologicznych i moralnych. 
Wielu ludzi uważa Boga za kochającego i na tym kończy. Problem jest w tym, że 
jest On nie tylko Bogiem miłości. Jest także święty, prawy i sprawiedliwy.

Zasadniczo znamy Boga poprzez Jego cechy. Nie są one Jego częścią. 

Zwykłem myśleć, że gdybym wziął wszystkie te cechy — świętość, miłość, spra-
wiedliwość i prawość — i połączył razem, ich suma byłaby równoważna Bogu. 
Tymczasem to nie jest prawda. Cecha nie jest czymś, co jest częścią Boga, lecz 
tym, co jest dla Niego właściwe. Na przykład, gdy mówimy, że Bóg jest miłością, 
nie mamy na myśli tego, że jest ona Jego częścią, lecz że jest czymś, co jest dla 
Niego charakterystyczne. Kiedy Bóg kocha, jest po prostu sobą.

Oto problem, który pojawił się na skutek wkroczenia człowieka na drogę 

grzechu. W odwiecznej przeszłości Bóg zdecydował się stworzyć człowieka. Wie-
rzę, że Biblia uczy, że Bóg zasadniczo stworzył człowieka po to, by podzielić się z 
nim swoją miłością i wspaniałością. Lecz kiedy Adam i Ewa zbuntowali się i poszli 
swoją drogą, grzech wszedł w ludzkość. W tym miejscu stali się oni grzeszni i od-
dzieleni od Boga. To jest ten „kłopot", w którym znalazł się Bóg. Stworzył mężczy-
znę i kobietę, by podzielić się z nimi swoją wspaniałością, lecz oni odrzucili jego 
radę i przykazanie i zdecydowali się na grzech. Bóg zareagował swoją miłością, 
aby ich zbawić. Lecz ponieważ jest nie tylko Bogiem kochającym, ale też sprawie-
dliwym, świętym i prawym, jego prawdziwa natura musiałaby zniszczyć każdego 
grzesznego człowieka. Biblia mówi: „Zapłatą za grzech jest śmierć". Mógłbyś więc 
powiedzieć, że Bóg miał pewien problem.

Bóg-Ojciec, Syn i Duch Święty — podjął decyzję. Jezus, Bóg Syn, weźmie 

na siebie ludzkie ciało. Zostanie człowiekiem. Jest to opisane w Jan 1, gdzie jest 
powiedziane, że Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Także drugi 
rozdział Listu do Filipian mówi, że Jezus ogołocił siebie samego i przyjął postać 
człowieka.

Jezus był tym Bogiem-człowiekiem. Tak bardzo był człowiekiem, jakby nig-

dy nie był Bogiem i tak bardzo był Bogiem, jakby nigdy nie był człowiekiem. We-
dług swojego własnego wyboru przeżył życie bez grzechu, będąc całkowicie po-
słusznym Ojcu. Biblijna deklaracja, że „zapłatą za grzech jest śmierć" jego nie do-
tyczyła. Ponieważ był nie tylko ograniczonym człowiekiem, ale również nieograni-

42

background image

czonym Bogiem, mógł wziąć na siebie grzechy tego świata. Gdy przed prawie 
dwoma tysiącami lat poszedł na krzyż, Bóg wylał swój gniew na swojego Syna. A 
gdy Jezus powiedział: „Wykonało się", prawa i sprawiedliwa natura Boga została 
usatysfakcjonowana. Mógłbyś powiedzieć, że w tym momencie Bóg „stał się wol-
ny", mógł postąpić z ludzkością miłosiernie, bez konieczności zniszczenia grzesz-
nego człowieka, ponieważ przez śmierć Jezusa na krzyżu sprawiedliwa natura 
Boga została zadowolona.

Często stawiam ludziom pytanie: „Dla kogo umarł Jezus?" i zazwyczaj sły-

szę odpowiedź: „Dla mnie" lub „Dla całego świata". Wtedy mówię: „Tak, to praw-
da, lecz dla kogo jeszcze?" i wtedy przeważnie słyszę: „Nie wiem". Odpowiadam: 
„Dla Boga Ojca". Chrystus umarł nie tylko dla nas, lecz także dla Niego. Jest to 
opisane w trzecim rozdziale Listu do Rzymian, gdzie jest mowa o przebłaganiu. 
Zasadniczo oznacza ono zaspokojenie czyichś żądań. Gdy Jezus umarł na krzy-
żu, zrobił to nie tylko dla nas, ale także dla spełnienia sprawiedliwych i świętych 
żądań wynikających z podstawowych cech natury Boga.

Wydarzenie, które miało miejsce kilka lat temu w Kalifornii, ilustruje, co zro-

bił Jezus na krzyżu, aby rozwiązać problem, który miał Bóg z grzechem ludzkości. 
Młoda   kobieta   została   zatrzymana   za   przestępstwo   drogowe.   Postawiono   ją 
przed sędzią,  który przeczytał pozew i powiedział:  „Czy przyznaje  się pani do 
winy?".   Kobieta   odpowiedziała:   „Tak".   Sędzia   uderzył   młotkiem   sędziowskim   i 
skazał ją na 100 dolarów grzywny lub 10 dni więzienia. Potem stała się rzecz za-
dziwiająca. Wstał, zdjął sędziowską togę, zszedł z podwyższenia, wyjął portfel i 
zapłacił grzywnę. Jak to wyjaśnić? Był ojcem tej młodej kobiety. Kochał swoją cór-
kę, ale był sprawiedliwym sędzią. Jego córka złamała prawo i nie mógł jej po pro-
stu powiedzieć: „Ponieważ kocham cię tak bardzo, przebaczam ci. Możesz iść". 
Gdyby tak zrobił, nie byłby sprawiedliwy. Nie postąpiłby zgodnie z prawem. Lecz 
kochał swoją córkę tak bardzo, że zdecydował się zdjąć swoją sędziowską togę, 
zejść na dół i w jej imieniu zapłacić grzywnę.

Ta ilustracja pokazuje w pewnym stopniu to, co uczynił dla nas Bóg przez 

Jezusa   Chrystusa.   My   zgrzeszyliśmy.   Biblia   mówi:   „Zapłatą   za   grzech   jest 
śmierć". Niezależnie od tego, jak bardzo nas kocha, Bóg musiał wydać wyrok i 
powiedzieć „śmierć" ponieważ jest prawy i sprawiedliwy. A potem, będąc pełnym 
miłości, ukochał nas tak bardzo, że zdecydował się zejść na dół i w postaci czło-
wieka,  Jezusa Chrystusa, ponieść za  nas karę.  Była nią śmierć Chrystusa na 
krzyżu.

W tym miejscu wielu ludzi stawia pytanie: „Dlaczego Bóg nie mógł po pro-

stu   przebaczyć?".   Pewien   dyrektor  zakładu   pracy  powiedział:   „Moi  pracownicy 
często łamią jakiś przepis i ja po prostu przebaczam im. Czy chcesz powiedzieć 
mi, że potrafię zrobić coś, czego nie mógł zrobić Bóg?" Ludzie nie uświadamiają 
sobie, że gdziekolwiek jest przebaczenie, tam jest zapłata. Na przykład, moja cór-
ka zniszczy lampę w moim domu. Jestem kochającym i przebaczającym ojcem, 
więc wezmę ją na kolana, przytulę i powiem: „Nie płacz, kochanie. Tatuś cię ko-
cha i przebacza ci". W tym miejscu zwykle osoba, której opowiadam tę historię, 
mówi: „O właśnie! Tak powinien zrobić Bóg!". Wtedy stawiam pytanie: „Kto zapła-
ci za lampę?". Oczywiście, ja. Zawsze jest jakaś cena przebaczania. Powiedzmy, 

43

background image

że ktoś znieważy cię przed innymi, a ty później powiesz wspaniałomyślnie: „Prze-
baczam ci". Kto ponosi cenę zniewagi? Ty.

Tak właśnie postąpił Bóg. Powiedział: „Przebaczam ci". I zdecydował się 

sam zapłacić cenę przez krzyż.

11. ON PRZEMIENIŁ MOJE ŻYCIE

Jezus Chrystus żyje. Fakt, że ja żyję i robię to, co robię, jest dowodem, że 

Jezus Chrystus wstał z martwych.

Tomasz z Akwinu napisał: „W każdej duszy jest pragnienie szczęścia i zna-

czenia". Gdy byłem nastolatkiem, chciałem być szczęśliwy. Nie ma w tym nic złe-
go. Chciałem być jednym z najszczęśliwszych ludzi na całym świecie. Chciałem 
także, aby moje życie miało znaczenie. Pragnąłem mieć odpowiedzi na pytania: 
„Kim jestem?", „Dlaczego jestem właśnie tutaj?" i „Dokąd zmierzam?".

Bardziej jeszcze niż to chciałem być wolny. Chciałem być jednym z najbar-

dziej wolnych ludzi na całym świecie. Wolność dla mnie to nie pójście i robienie 
tego, co się chce. Każdy może to robić i wielu ludzi tak robi. Wolność to „posiada-
nie siły, by robić to, o czym się wie, że powinno się to robić". Większość ludzi wie, 
co powinni robić, lecz nie ma na to siły. Tacy ludzie są zniewoleni.

Tak więc, zacząłem szukać odpowiedzi. Wydawało się, że prawie każdy ma 

jakąś religię, więc robiłem to, co było oczywiste — chodziłem do kościoła. Musia-
łem jednak trafić na niewłaściwy kościół. Niektórzy z was wiedzą, co mam na my-
śli: czułem się gorzej w środku niż na zewnątrz. Chodziłem rano, po południu i 
wieczorem.

Byłem zawsze bardzo praktyczny i kiedy coś nie działało, odrzucałem to. 

Odrzuciłem religię.

Zacząłem się zastanawiać, czy odpowiedzią nie jest pozycja. Może stanie 

się to, gdy zostanę liderem, oddam się jakiejś sprawie i będę znany? Na pierw-
szym uniwersytecie, na którym byłem, studenccy liderzy nabijali sobie kabzy i nikt 
im nie mógł nic zrobić. Poszedłem więc na wybory i zostałem starostą na swoim 
roku. Dobrze było znać każdego w miasteczku. Odpowiadać każdemu, kto mówił: 
„Cześć, Josh!", podejmować decyzje, wydawać uniwersyteckie pieniądze, pienią-
dze studenckie, zapraszać kogo chciałem na występy i atrakcyjne wykłady. To 
było coś wspaniałego, lecz znudziło mi się, jak wszystko, czego próbowałem. Bu-
dziłem się w poniedziałek rano — zwykle z bólem głowy po poprzedniej nocy — i 
myślałem: „No tak, znowu następne pięć dni". Cierpiałem od poniedziałku do piąt-
ku. Szczęście kręciło się wokół trzech nocy w tygodniu: piątku, soboty i niedzieli. 
Potem błędne koło zaczynało się od nowa.

Tak, ogłupiałem ich na tym uniwersytecie. Myśleli, że jestem jednym z naj-

szczęśliwszych i mających najwięcej szczęścia facetów naokoło. Podczas kam-
panii politycznych używaliśmy hasła: „Szczęście to Josh!". Urządzałem więcej niż 
ktokolwiek inny dyskotek za pieniądze studentów, ale oni nigdy nie uświadomili 
sobie, że moje szczęście było takie samo jak wielu innych ludzi. Zależało od oko-
liczności. Gdy sprawy układały się dla mnie pomyślnie, wszystko było wspaniale. 
Gdy komplikowały się, ja traciłem swoje szczęście.

44

background image

Byłem jak łódź na oceanie, miotana tu i tam przez fale okoliczności. Istnieje 

biblijne słowo na opisanie tego typu życia: piekło. Lecz nie mogłem znaleźć niko-
go, kto żyłby inaczej, nie mogłem znaleźć nikogo, kto powiedziałby mi, jak żyć 
inaczej i dałby mi siły do takiego życia. Wszyscy mówili mi, co powinienem robić, 
lecz nikt z nich nie mógł dać mi mocy do tego. Stawałem się sfrustrowany.

Podejrzewam, że na uniwersytetach i akademiach w tym kraju niewielu jest 

ludzi, którzy szczerzej niż ja próbowali znaleźć znaczenie, prawdę i cel swojego 
życia.

Wtedy zauważyłem na uniwersytecie małą grupę ludzi: ośmiu studentów i 

dwóch asystentów, w których życiu zdawało się być coś innego. Wydawało się, 
że oni wiedzą, dlaczego wierzą w to, w co wierzą. Lubię być z takimi ludmi. Nie 
obchodzi mnie to, że nie zgadzają się ze mną. Niektórzy z moich bliskich przyja-
ciół nie zgadzają się ze wszystkimi moimi przekonaniami, lecz ja ich cenię, gdyż 
mają swoje (nie spotkałem wielu łudzi z przekonaniami, lecz gdy stykam się z 
nimi,  cenię ich). Wyglądało na  to, że  ludzie  w tej  małej grupie wiedzą,  dokąd 
zmierzają. A to jest coś niezwykłego  wśród  studentów uniwersytetu. Ci ludzie, 
których zacząłem dostrzegać, nie tylko mówili o miłości. Oni się kochali. Wydawa-
ło się, że unoszą się ponad okolicznościami życia uniwersyteckiego. Ważną rze-
czą,  którą zauważyłem, było to, że  oni wydawali się posiadać szczęście,  stan 
umysłu, niezależny od okoliczności. Wyglądało, jakby mieli stałe wewnętrzne źró-
dło radości. Posiadali coś, czego mnie było brak.

Jak większość studentów, kiedy ktoś miał coś, czego ja nie miałem, zaczy-

nałem tego chcieć. Dlatego właśnie trzeba zamykać na klucz rowery stawiane na 
terenie uniwersytetu. Gdyby wykształcenie było rozwiązaniem, szkoły wyższe by-
łyby najbardziej moralnymi częściami społeczeństwa. Lecz tak nie jest.

Tak więc zapragnąłem zaprzyjaźnić się z tymi intrygującymi ludźmi. Dwa ty-

godnie po podjęciu tej decyzji siedzieliśmy razem przy stole w klubie studenckim: 
sześciu studentów i dwóch asystentów. Rozmowa zaczęła kierować się w stronę 
Boga.  Gdy jesteś  osobą pozbawioną pewności a rozmowa  koncentruje się na 
Bogu, zaczynasz przygotowywać front obronny. Zajmujesz np. postawę: „Aa..., 
chrześcijaństwo. To jest dla słabych. Ono jest nienaukowe".

Nudziło mnie to, więc w końcu popatrzyłem na jedną ze studentek, ładnie 

wyglądającą dziewczynę (zawsze myślałem, że chrześcijanie są raczej brzydcy), 
przechyliłem się do jej krzesła — nie chciałem, by inni myśleli, że się zaintereso-
wałem — i zapytałem: „Powiedz, co przemieniło wasze życie? Dlaczego ono tak 
różni się od życia innych studentów i profesorów? Dlaczego?".

Młoda dziewczyna musiała być mocno przekonana. Popatrzyła mi prosto w 

oczy, bez uśmiechu, i powiedziała dwa słowa, których nigdy nie spodziewałem się 
usłyszeć jako rozwiązania problemu na uniwersytecie. Powiedziała: „Jezus Chry-
stus". Odpowiedziałem: „O nie! Nie dawaj mi tych śmieci. Mam dość religii. Mam 
dosyć kościoła i Biblii. Nie mów mi tych sloganów o religii". Odparła: „Nie powie-
działam: religia. Powiedziałam: Jezus Chrystus". Powiedziała coś, o czym nigdy 
przedtem nie słyszałem: chrześcijaństwo nie jest religią. Religia to ludzka próba 
wypracowania drogi do Boga przez dobre uczynki. Chrześcijaństwo to Bóg przy-
chodzący do człowieka przez Jezusa Chrystusa i oferujący mu osobową więź ze 

45

background image

sobą.

Na  uniwersytetach prawdopodobnie znajduje  się  więcej  ludzi  z błędnymi 

koncepcjami chrześcijaństwa  niż gdziekolwiek indziej. Kiedyś spotkałem wykła-
dowcę, który powiedział na seminarium: „Każdy, kto chodzi do kościoła, staje się 
chrześcijaninem". Odpowiedziałem mu: „Czy chodzenie do garażu zrobi z kogoś 
samochód?". Chrześcijanin to ktoś, kto zaufał Chrystusowi.

Moi  nowi   przyjaciele  postawili   mnie  przed  intelektualnym   wezwaniem  do 

zbadania twierdzeń, że Jezus Chrystus jest Synem Boga, że przyjął ludzkie ciało, 
żył między ludmi i umarł na krzyżu za grzechy ludzkości, że został pogrzebany i 
trzeciego dnia powstał z martwych, i że może przemienić życie człowieka w dwu-
dziestym wieku.

Myślałem,   że   to   jakiś   dowcip.   Sądziłem   w   rzeczywistości,   że   większość 

chrześcijan to chodzący idioci. Spotkałem kilku takich. Miałem zwyczaj dyskuto-
wać z nimi i bawiło mnie rozbijanie w proch ich argumentów. Wyobrażałem sobie, 
że jeśli mają mózgi, to na pewno ich nie używają.

Lecz ci ludzie byli dla mnie wyzwaniem. W końcu przyjąłem je, ale moim 

motywem była pycha — chciałem zbić ich twierdzenie. Nie wiedziałem jednak, że 
istnieją fakty, że jest materiał dowodowy, który człowiek może rozważyć.

Ostatecznie, mój umysł doszedł do wniosku, że Jezus Chrystus musiał być 

tym, za kogo się podawał. Ale to nie było wszystko. Mój umysł mówił mi, że to 
była prawda, lecz moja wola ciągnęła mnie w innym kierunku. Odkryłem, że zo-
stanie  chrześcijaninem to  raczej  problem  woli,  a nie intelektu.  Jezus Chrystus 
skierował do mnie bezpośrednie wezwanie, abym Mu zaufał. Pozwólcie, że spa-
rafrazuję: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli usłyszysz głos mój i otworzysz drzwi, 
wstąpię do ciebie" (Obj 3,20). Nie obchodziło mnie to, czy chodził po wodzie i czy 
zamienił wodę w wino. Nie chciałem zostać pajacem. Wiedziałem, że to będzie 
najszybsza droga do skończenia moich zabaw. Tak więc mój umysł mówił mi, że 
chrześcijaństwo jest prawdziwe, lecz moja wola kierowała się gdzie indziej.

Za każdym razem, gdy spotykałem tych rozentuzjazmowanych chrześcijan, 

konflikt zaczynał się od nowa. Jeżeli byłeś kiedyś wśród szczęśliwych ludzi a sam 
byłeś nieszczęśliwy, to wiesz, jak mogą zajść za skórę. Oni byli tak szczęśliwi a ja 
tak   nieszczęśliwy,   że   musiałem   zrezygnować   z   przychodzenia   do   tego   klubu, 
gdzie ich spotykałem. Doszło do tego, że nie mogłem zasnąć do czwartej rano 
chodząc spać o 22.00. Wiedziałem, że muszę wyrzucić to z moich myśli zanim 
stracę rozum! Miałem zawsze otwarty umysł, ale nie tak bardzo, by go stracić.

Lecz ponieważ miałem otwarty umysł, 19 grudnia 1959 roku, o godz. 20.30, 

podczas mego drugiego roku na uniwersytecie, zostałem chrześcijaninem.

Ktoś zapytał mnie kiedyś: „Skąd wiesz?" Odpowiedziałem: „Popatrz, moje 

życie zmieniło się. Tej nocy modliłem się. Modliłem się o cztery rzeczy, by nawią-
zać osobistą więź ze zmartwychwstałym, żyjącym Chrystusem i od tego czasu 
moje życie odmieniło się". 

Po pierwsze, modliłem się: „Panie Jezu, dziękuję, że dla mnie umarłeś na 

krzyżu". Po drugie: „Wyznaję te sprawy w moim życiu, z których nie jesteś zado-
wolony i proszę Cię o przebaczenie i oczyszczenie mnie" (Biblia mówi: Choćby 
wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybielają). Po trzecie: „A teraz najlepiej 

46

background image

jak umiem, otwieram Ci drzwi mojego serca i życia i ufam Ci jako memu Zbawcy i 
Panu. Obejmij kontrolę nad moim życiem. Przemień mnie od wewnątrz. Uczyń 
mnie takim człowiekiem, jakim chcesz, abym był". Ostatnia część mojej modlitwy 
brzmiała: „Dziękuję Ci, że przyszedłeś do mego życia przez wiarę". Nie była to 
wiara oparta na niewiedzy, lecz na dowodach faktów historycznych i Słowa Boże-
go.

Jestem pewien, że słyszeliście różnych religijnych ludzi mówiących o prze-

życiu „oświecenia". Mnie się nic takiego nie przydarzyło. Dokładnie nic. Nie wyro-
sły mi żadne skrzydła. Mówiąc prawdę, po tej decyzji czułem się jeszcze gorzej. 
Dosłownie chciało mi się wymiotować. W głębi czułem się poważnie chory. „O 
nie, w co ty się dałeś wciągnąć?" — myślałem. Czułem, że nie wygrzebię się już z 
tego.

Jedno mogę powiedzieć: w okresie od pół roku do półtora po tym doświad-

czeniu odkryłem, że już muszę się wygrzebywać. Moje życie zostało przemienio-
ne. Kiedyś dyskutowałem z dziekanem wydziału historii pewnego uniwersytetu i 
powiedziałem, że moje życie zostało przemienione. Dziekan przerwał mi: „Panie 
McDowell,   czy   próbuje   pan   nam   powiedzieć,   że   rzeczywiście   Bóg   przemienił 
pana życie w dwudziestym wieku? Jakie dziedziny?". Po czterdziestu pięciu minu-
tach wyjaśnień powiedział :„W porządku. Wystarczy".

Jedną z dziedzin, o których mu powiedziałem, był mój niepokój. Zawsze 

musiałem   być   czymś   zajęty.   Musiałem   albo   być   przy   mojej   dziewczynie,   albo 
uczestniczyć w jakiejś gorącej dyskusji. Gdy chodziłem po miasteczku studenc-
kim, mój umysł był, jak trąba powietrzna, szarpany konfliktami tu i tam. Siadałem, 
aby studiować czy rozmyślać i nie potrafiłem. Lecz w kilka miesięcy po podjęciu 
tamtej decyzji dla Chrystusa, pojawił się pewien spokój umysłowy. Nie zrozumcie 
mnie le. Nie mówię o nieobecności konfliktów. Tym, co znalazłem w więzi z Chry-
stusem, była nie nieobecność konfliktów, lecz zdolność do stawienia im czoła. Nie 
zmieniłbym tego na nic innego na świecie.

Inną dziedziną, która zaczęła się zmieniać, były moje nerwy. Zwykle wście-

kałem się, gdy ktoś spojrzał mi prosto w oczy. Ciągle jeszcze chwyta mnie strach, 
gdy przypomnę sobie, jak na pierwszym roku uniwersytetu omal nie zabiłem czło-
wieka. Moje nerwy były tak bardzo częścią mnie, że nie starałem się nawet świa-
domie ich zmienić. Po największym kryzysie, w jakim znalazły się moje nerwy, 
odkryłem, że wszystko się skończyło. Tylko raz przez czternaście lat zdenerwo-
wałem się.

Jest jeszcze inna dziedzina, z której nie jestem dumny. Ale mówię o tym, bo 

wielu ludzi musi doświadczyć tej samej przemiany w swoim życiu, a ja znalazłem 
jej źródło: osobową więź ze zmartwychwstałym, żyjącym Jezusem. Tą dziedziną 
jest nienawiść. Miałem wiele nienawiści w moim życiu. Nie było to coś, co otwar-
cie wyrażałem na zewnątrz, lecz raczej coś, co ścierało się w moim wnętrzu. By-
łem w niezgodzie z ludźmi, rzeczami i sprawami. Tak jak wielu innych żyłem w 
przeczuciu grożącego mi niebezpieczeństwa. Zawsze, gdy spotkałem kogoś od-
miennego ode mnie, bałem się.

Lecz jednego człowieka nienawidziłem bardziej niż kogokolwiek innego na 

świecie: mojego ojca. Nienawidziłem go całego. Był dla mnie miejscowym alkoho-

47

background image

likiem. Jeżeli pochodzisz z małego miasteczka i jedno z twoich rodziców nałogo-
wo pije, wiesz o czym mówię. Wszyscy o tym wiedzieli. Przyjaciele przychodzili 
do szkoły i żartowali sobie z wyczynów mojego ojca. Nie myśleli, że mnie to mę-
czy. Byłem jak inni ludzie: śmiałem się na powierzchni, lecz, wierzcie mi, płaka-
łem w środku. Widziałem moją matkę zbitą tak bardzo, że nie mogła wstać, i leżą-
cą w oborze między krowami, na gnoju. Kiedy mieli przyjść znajomi, zabierałem 
mojego pijanego ojca i związywałem go w oborze, a potem parkowałem samo-
chód za silosem. Mówiliśmy, że ojciec musiał gdzieś wyjechać. Myślę, że nikt nig-
dy nie nienawidził nikogo tak, jak ja mojego ojca.

Po podjęciu mojej decyzji — może pięć miesięcy później — miłość do Boga 

weszła do mojego życia przez Jezusa Chrystusa i była tak silna, że zabrała tę 
nienawiść i odwróciła ją do góry nogami. Byłem w stanie popatrzeć mojemu ojcu 
prosto w oczy i powiedzieć: „Tato, kocham cię". I rzeczywiście tak było. Po niektó-
rych moich wyczynach był to dla niego szok.

Kiedy przeniosłem się na prywatny uniwersytet, miałem poważny wypadek 

samochodowy. Znalazłem się w domu z unieruchomioną szyją. Nigdy nie zapo-
mnę, jak mój ojciec wszedł do mojego pokoju. „Synu, jak możesz kochać takiego 
ojca jak ja?". Odpowiedziałem: „Tato, sześć miesięcy temu gardziłem tobą". Po-
tem podzieliłem się z nimi moimi odkryciami o Jezusie Chrystusie. „Pozwoliłem 
Jezusowi Chrystusowi wejść do mojego życia. Nie potrafię tego całkowicie wyja-
śnić, lecz w rezultacie mojej więzi z nim potrafię kochać i akceptować nie tylko 
ciebie, lecz także innych ludzi takimi, jakimi są".

Czterdzieści pięć minut później spotkało mnie jedno z największych wzru-

szeń mojego życia. Ktoś z mojej własnej rodziny, kto znał mnie tak dobrze, że nie 
potrafiłbym zamydlić mu oczu, powiedział do mnie: „Synu, jeżeli Bóg może zrobić 
w moim życiu to, co, jak widzę, zrobił w twoim, chcę dać mu możliwość". Zaraz 
potem mój ojciec modlił się ze mną i zaufał Chrystusowi.

Zwykle przemiany zachodzą w ciągu kilku dni, miesięcy czy roku. Moje ży-

cie zmieniło się w okresie od pół do półtora roku. Życie mojego ojca zmieniło się 
na moich oczach. Było to tak, jakby ktoś wyciągnął rękę i zapalił światło. Nigdy 
przedtem ani potem nie widziałem tak nagłej przemiany. Po tym wydarzeniu mój 
ojciec tylko raz dotknął butelki whisky. Podniósł ją tylko na wysokość ust i to było 
wszystko. Doszedłem do jednego wniosku. Osobowa więź z Jezusem Chrystu-
sem przemienia życie.

Możesz śmiać się z chrześcijaństwa, możesz ironizować i drwić. Ale ono 

działa. Przemienia życie. Jeżeli ufasz Chrystusowi, zacznij obserwować swoje po-
stawy i działania, ponieważ Jezus Chrystus zajmuje się przemienianiem życia.

Lecz chrześcijaństwo nie jest czymś, co możesz wepchnąć komuś przez 

gardło czy zmusić go do tego. Ty masz swoje życie i ja mam swoje. Wszystko, co 
mogę zrobić, to powiedzieć ci, czego się nauczyłem. Potem wszystko zależy od 
twojej decyzji.

Może pomoże ci modlitwa, którą ja się modliłem:
„Panie   Jezu,   potrzebuję   Cię.   Dziękuję,   że   umarłeś   dla   mnie   na   krzyżu. 

Przebacz mi i oczyść mnie. Ufam ci jako Zbawcy i Panu. Uczyń mnie takim, jakim 
chcesz, abym był. W imię Chrystusa. Amen".

48


Document Outline