background image

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

 

Delilah 

Narodziny Rudzielca 

Jessica Sorensen 

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

Prolog 

 

Jeśli  myślisz,  że  to  jakaś  historia  miłosna,  mylisz  się.  To  zupełnie  nią  nie  jest.  Czy 

zawiera serduszka, całusy i namiętne chwile pomiędzy chłopakiem i dziewczyną? Taa, może 
tak, a może nie. To zależy jak zinterpretujecie tę całą kochliwość. Gdybyście zapytali mnie 
pięć  lat  temu,  kiedy  byłam  naiwną  szesnastolatką,  powiedziałabym  wam,  że  ta  historia 
właśnie  do  tego  prowadziła.  Że  pod  koniec  mojej  podróży  byłabym  szczęśliwa  i 
odjeżdżałabym  w  stronę  zachodzącego  słońca  z  Czarującym  Księciem  u  mego  boku, 
miłością mojego życia, który zawsze szeptał mi do ucha czułe słówka i mówił, jaka jestem 
wspaniała.  

Bo  właśnie  tak  to  powinno  wyglądać,  gdy  spotykasz  tego  jedynego,  który  patrzy  na 

ciebie, jakbyś była dla niego wszystkim. Który sprawia, że czujesz się, jakbyś była dla niego 
światełkiem w ciemności. Który cię zauważa i sprawia, że czujesz się centrum świata.  

Pięć lat temu szczerze wierzyłam, że właśnie w tę stronę zmierza moje życie. Było tak 

wiele możliwości kwitnących w początkowych etapach stawania się kobietą. Ale nie miałam 
pojęcia o miłości, szczęściu, życiu. Nie miałam pojęcia o tym, kim byłam.  

A teraz leżę na wpół martwa na brzegu rzeki, z ledwością mogąc oddychać, niezdolna 

poruszyć  się,  wiedząc,  że  jeśli ktoś  mnie  szybko nie  znajdzie,  umrę  tutaj  z  wyssaną  duszą, 
jako  szkielet  samej  siebie.  Pozostawiona  śmierci  w  wieku  dwudziestu  jeden  lat,  skorupa 
osoby, którą byłam pięć lat temu, kiedy byłam szesnastolatką, kiedy to wszystko się zaczęło.  

Patrząc  wstecz,  dokładnie  widzę  moment,  w  którym  moje  życie  zaczęło  zmierzać  w 

tym kierunku. Ten, w którym nie byłam już dłużej Delilą, ale Rudzielcem.  

Było  rekordowo  gorące  lato,  pełne  możliwości  –  pełne  obietnic.  W  chwili,  w  której 

założyłam czerwoną sukienkę, czułam, że coś ma się wydarzyć, czułam jak przeistaczam się 
w  kogoś  innego.  Sukienka  pasowała  do  moich  płomienno-czerwonych  włosów,  wysokich 
obcasów  i  sznura  pereł.  Miałam  cudowną  opaleniznę,  a  piersi  urosły  mi  w  końcu 
wystarczająco,  że  miałam  rowek  na  dekolcie.  Poczułam  ogień,  gdy  spojrzałam  na  swoje 
odbicie.  Piękna.  Inna.  Było  tyle  nadziei.  Możliwości.  W  rzeczywistości  mogłam  rozwinąć 
skrzydła i polecieć.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

Ale ostatecznie rozbiłam się i spłonęłam. Ponieważ po tym, jak dostałam wszystko, co 

chciałam,  straciłam  to  i  zaczęłam  powoli  opadać.  I  na  końcu  mojej  podróży  stanęłam  w 
płomieniach i zapłaciłam najwyższą cenę za swoje wybory.  

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

Rozdział 1 

Trujący Bluszcz 

 

Delilah, w wieku szesnastu lat…  

 

Delilah.  Uwodzicielka.  Kusicielka.  Zdradliwa  kobieta.  To  tylko  niektóre  ze  znaczeń, 

przywiązanych  do  mojego  imienia.  Ale  czy  jestem  którąkolwiek  z  nich?  Nie,  nawet  w 
przybliżeniu. W rzeczywistości, mogę być zupełnym przeciwieństwem.  

Moja matka, z drugiej strony, jest doskonałym przykładem tych znaczeń.  

Jest  skomplikowaną  kobietą,  mającą  wiele  wzlotów  i  upadków.  Lubi  wyglądać 

seksownie  i  młodo,  tak  samo  jak  lubi  krzyczeć,  kiedy  jest  zestresowana.  Obojętnie,  czy 
chodzi o rachunki, pracę, czy prosty fakt, że nie może znaleźć skarpetek do pary, wydaje się, 
jakby wrzask był jej sposobem na wyrzucenie z siebie całego gniewu. Ale jedyną rzeczą, na 
którą  odmawia  krzyku,  są  mężczyźni.  To  jej  kardynalna  zasada:  Nigdy  nie  pozwól,  by 
mężczyzna cię posiadał – to ty go posiądź.  

To nie tak, że jest tragiczną matką. Zapewnia mi dach nad głową. Karmi mnie. Daje mi 

ubrania  i  drobne  pieniądze,  jeśli  je  ma.  Płaci  za  moje  lekcje  baletu,  chociaż  wiem,  że  nie 
może  sobie  na  to  pozwolić.  Kiedyś  też  robiłyśmy  wszystko  razem,  ale  potem  mój  ojciec 
rozwiódł się z nią po dwudziestu jeden latach małżeństwa, bo już jej nie kochał. To były jego 
dokładne słowa.  

Miała  czterdzieści  jeden  lat.  Po  trzech  miesiącach  bycia  rozwiedzionym,  mój  ojciec 

poślubił  dwudziestosześciolatkę.  Wtedy  rozpoczęły  się  rozpaczliwe  poszukiwania  fontanny 
młodości przez moją matkę. Mówiąc metaforycznie.  

Odkrywała  ją  w  barach,  tanich  randkach  i  schadzkach  z  mężczyznami  o  połowę 

młodszymi  od  niej.  Szczerze,  nie  mam  pojęcia,  jak  to  robi  —  jak  udaje  jej  się  użerać  z 
niektórymi facetami w domu — poza tym, że wiedzie podwójne życie Trującego Bluszczu, 
uwodzicielki  z  potężnym  pocałunkiem,  który  ogłusza  mężczyzn  w  stan  urojenia  tak,  żeby 
mogła zwabić ich do swojego łóżka.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

Moja  matka  ani  trochę  nie  wygląda  źle.  W  rzeczywistości  ma  hipnotyczny  wygląd, 

choć nigdy nie byłam w stanie dokładnie wskazać, co jest w niej takiego uderzającego. Jej 
włosy  nadal  mają  swój  oryginalny  kolor  miodowego  blondu,  skóra  ma  minimalne 
zmarszczki,  a  cycki  jej  nie  zwisają.  Ale  też  nie  wygląda  na  dwudziestopięciolatkę,  a 
większość facetów, których przyprowadza do domu jest właśnie mniej więcej w tym wieku. 
Jak ten, którego przyprowadziła wczoraj. Jest młody, może nawet nie ma dwudziestu pięciu 
lat, z kudłatymi brązowymi włosami, błękitnymi oczyma i przyzwoitą twarzą. Jest ubrany w 
zapinaną na guziki koszulę, luźne spodnie i czerwony krawat, ale materiał jest pognieciony, 
a ubrania zbyt duże, jakby bawił się w przebieranie w rzeczy swojego taty.  

Studiuję  go,  kiedy  je  śniadanie  przy  naszym  kuchennym  stole  —  moja  mama  zawsze 

robi  im  śniadanie  na  następny  dzień  —  próbując  odczytać  jego  myśli,  gdy  wcina  bekon  z 
jajkami,  próbując  dowiedzieć  się,  jak  tutaj  skończył.  Próbując  dowiedzieć  się,  jak  ona  to 
robi: sprawia, że faceci patrzą na nią tymi głupimi oczyma łani, bo jedyne spojrzenie, jakim 
kiedykolwiek  obdarzali  mnie  chłopcy,  to  niewidzialne  spojrzenie,  niezainteresowane 
spojrzenie  i  jesteś-taką-dobrą-przyjaciółką  spojrzenie.  Prawie  dla  wszystkich  jestem 
Niewidzialną Kobietą.  

−  Delilah,  weź  sobie  coś  do  jedzenia  –  mówi  moja  matka,  czyszcząc  patelnię  w 

zlewie.  Ma  na  sobie  jedwabny  szlafrok,  który  ledwie  sięga  jej  ud  i  jest 
rozwiązany, ujawniając, że ma pod spodem koronkową koszulkę, z której prawie 
wyskakują  jej  cycki.  Jednak  dla  mnie  to  nie  jest  wielka  sprawa.  W 
rzeczywistości,  zazwyczaj  ma  na  sobie  tylko  stanik  i  majtki,  więc  jestem 
wdzięczna  za  ten  szlafrok.  Na  dodatek  wygląda  w  tym  dobrze.  Gdybym  ja  tak 
wyglądała, prawdopodobnie chodziłabym w szlafroku przez cały czas.  

−  A  tak,  dobrze  –  mówię,  odrywając  myśli  od  jej  ubioru  i  sięgając  po  bekon  na 

stole.  

Unosi  brwi,  rzucając  mi  podejrzliwe  spojrzenie,  jakby  myślała,  że  zamierzam  uwieść 

kolesia,  z  którym  spędziła  ostatnią  noc,  wywiązać  się  ze  swojego  imienia.  Ale  nawet  nie 
wiedziałabym jak to zrobić, gdybym chciała.  

−  Co? – pytam niewinnie, napychając usta bekonem.  

Przewraca  na  mnie oczami  i  wraca do  skrobania patelni, podczas gdy  facet  naprzeciw 

mnie pożera swój bekon. – Nic – mama odpowiada, zakręcając kran. Następnie się odwraca i 
spogląda na zegar na ścianie. – Nie powinnaś zbierać się do szkoły?  

Patrzę na godzinę na mikrofalówce. – Mam jeszcze piętnaście minut.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

−  Taa,  ale  mam  coś  do  zrobienia  –  mówi  mi,  wpatrując  się  w  swój  najnowszy 

podbój, jakby był bekonem, a ona chciała go zjeść.  

Koleś spogląda na nią, mierzwiąc włosy dłonią i zerka w moją stronę, ale jednocześnie 

nie patrzy na mnie tak naprawdę, bardziej jak przeze mnie. Odchylam się na bok tylko po to, 
żeby  zobaczyć,  czy  uda  mi  się  złapać  jego  wzrok  i  uwagę.  Nawalam  epicko  i  ostatecznie 
kończy się na tym, że gościu patrzy na moją matkę. I po raz kolejny czuję się nieistotna.  

To  jak  oglądanie  sztuki,  a  moja  mama  jest  na  środku  sceny,  wszystkie  reflektory  na 

niej.  Jej  oczy  napotykają  faceta  z  drugiego  końca  pomieszczenia.  Pożądanie  wypełnia  ich 
twarze. Niemal mogę sobie zwizualizować winorośle trującego bluszczu wyrastające z mojej 
mamy, ześlizgujące się na podłogę i oplatające się wokół jego nóg i rąk, przywiązując go do 
niej.  

Wpatruje  się  w  nią,  jakby  była  najbardziej  niesamowitą  i  najpiękniejszą  kobietą  na 

świecie, w sposób w jaki chciałabym, że patrzyli na mnie faceci, choć raz. – Jesteś gotowa 
dać mi rundę drugą, kochanie? – pyta, zmuszając się do przełknięcia wielkiego kęsa bekonu.  

Marszczę nos. To nie pójdzie zbyt dobrze. Moja matka nie lubi tracić kontroli. Nie lubi 

dawać facetom czegokolwiek, tylko brać.  

Mama  zawiązuje  pasek  wokół  szlafroka,  zamykając  go.  –  W  zasadzie  to  myślałam, 

żeby odwieźć cię do domu. Muszę wcześniej wyjść do pracy i o ile nie chcesz jechać do baru 
autobusem, żeby odebrać swój samochód, będziesz musiał wyjść ze mną.  

Po  tym,  co  powiedziała  można  by  pomyśleć,  że  z  nim  skończyła,  ale  nie.  To  dla  niej 

rutyna.  Rutyna  uwodzicielki,  pełna  toksycznych  pocałunków  i  manipulacji  umysłu.  Staje 
wyprostowana,  a  ma  na  sobie  szpilki,  więc  jej  nogi  wyglądają  na  bardzo  długie,  kiedy 
powoli podchodzi do stołu i śledzi palcem kark faceta. Zauważam, że drży. Mama pochyla 
się i szepcze mu coś do ucha, a następnie odsuwa się, ale nie zanim nie łapie go za krawat. 
Jego oczy rozszerzają się, kiedy go podnosi i facet jak pies pozwala jej zaprowadzić się do 
sypialni.  

Chwilę później słyszę, jak drzwi się zatrzaskują i włącza muzyka. Mama zawsze włącza 

muzykę,  albo  dlatego,  że  lubi  jej  słuchać  podczas  uprawiania  seksu,  albo  nie  chce,  żebym 
słyszała  co  się  dzieje.  Korytarzem  płyną  rytmy  „Leather  and  Lace”  Stevie  Nicks  i  Dona 
Henleya.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

Piosenka  nadal  gra,  gdy  kończę  śniadanie,  a  potem  odkładam  naczynia  do  zlewu  i 

odtańcuję  sobie  drogę  do  pokoju,  nucąc  słowa  pod  nosem,  udając  przez  chwilę,  że  to  ja 
jestem w centrum sceny.  

Przebieram  się  z  piżamy  i  przygotowuję  się  do  szkoły.  Dżinsy  i  koszulka  są  moim 

normalnym strojem. Kucyk jest moją wyjściową fryzurą. Dodaj do tego trochę błyszczyka i 
eyelinera  i  jestem  gotowa  do  wyjścia.  To  nie  tak,  że  nie  próbowałam  postarać  się  nieco 
bardziej.  Faceci  nie  zauważają  mnie  nawet  wtedy,  kiedy  się  staram.  Jak  wówczas,  kiedy 
jeden jedyny raz założyłam bikini na basen miejski. Miałam trzynaście lat i nadal trochę się 
zaokrąglałam,  ale  i  tak  myślałam,  że  byłoby  miło,  gdyby  paru  kolesi  popatrzyło  w  moją 
stronę. Ale Sandy Manderlin, ratowniczka, tego dnia ubrana była w swoje bikini i po prostu 
powiedzmy, że mogła pobiegać jak Pamela Anderson za jej pieniądze.  

Poczułam się głupio za samo próbowanie i bardzo przeciętnie, zwłaszcza kiedy Tommy 

Linford powiedział mi, że w ogóle nie musiałam zakładać bikini — plastry by wystarczyły. 
Odparłam  prostą  uwagą  o  konieczności  wypychania  sobie  przez  niego  kąpielówek 
skarpetami tylko po to, żeby wyglądało, jakby coś tam miał.  

Popchnął mnie i przewrócił, a ja wróciłam do domu z płaczem. I spaliłam bikini.  

Po  ubraniu  się  wsuwam  na  stopy  Conversy,  a  potem  wrzucam  do  plecaka  puenty

1

  i 

trykot,  bo  po  szkole  ma  zajęcia  taneczne.  Instruktorka  nie  jest  najlepsza,  nie  tak  jak  ta  w 
Fairview, która była częścią zespołu i tańczyła w Nowym Jorku. Ale jest tania i tylko na tyle 
moja  mama  może  sobie  pozwolić.  A  ubłaganie  jej,  żeby  w  ogóle  za  nie  płaciła  wymagało 
wielu perswazji i obietnic sprzątania domu.  

Po  spakowaniu  rzeczy  do  szkoły  i  na  taniec,  wychodzę  na  zewnątrz.  To  jasny  dzień, 

słońce promienieje z nieba, ptaszki ćwierkają. To scena wprost jak ze Śpiącej Królewny, za 
wyjątkiem  tego,  że  lasem  jest  grupa  domów  dla  biedoty,  a  zwierzątkami  są  narkomani, 
prostytutki i nieszczęsne ubogie dusze, które miały albo gówniane szczęście przez całe życie, 
dokonane z wyborów, albo, jak ja i moja mama, rozwiodły się i straciły połowę domowych 
dochodów, bo jakiś leniwy ojciec nie chce płacić alimentów.  

Mimo wszystko udaję, że jestem Śpiącą Królewną, bo dzięki temu droga do szkoły jest 

łatwiejsza,  a  do  czasu,  gdy  dochodzę  do  końca  podjazdu,  kręcę  się  z  wyciągniętymi  do 
przodu rękami w mojej pierwszej pozycji śpiewając piosenkę „Beautiful Day” U2.  

                                           

1

 Puenty – buty do baletu.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

W  połowie  drogi  do  ulicy  przysięgam,  że  ktoś  mnie  obserwuje,  ale  zbywam  to 

wzruszeniem ramion, bo nikt nigdy mnie nie zauważa.  

Jestem w połowie obrotu, gdy kogoś słyszę: - No, czyż nie jesteś po prostu garścią tęcz 

i  słoneczek.  –  Dźwięk  męskiego  głosu  sprawia,  że  potykam  się  przy  kolejnym  obrocie. 
Chwieję  się  i  lecę  do  przodu,  uderzając  łokciem  o  łańcuchowe  ogrodzenie  ciągnące  się 
wzdłuż podjazdu.  

−  Kurwa mać – klnę w bardzo niekobiecy sposób, gdy pocieram zdarty łokieć.  

−  Przepraszam – mówi męski głos. – Nie chciałem cię przestraszyć.  

Moje oczy unoszą się do sąsiedniego domu i odnajduję najbardziej cudownego faceta, 

jakiego  kiedykolwiek  widziałam  stojącego  w  pobliżu  ogrodzenia  ze  smarem  na  rękach  i 
czole, patrzącego na mnie. Ma ciemne brązowe włosy, które są ogolone na bardzo krótko, a 
ubrany jest w luźne dżinsy wiszące na jego biodrach oraz brązowe obuwie robocze. Nie ma 
koszulki, a jego klata wycięta jest ze szczupłych mięśni, na boku ma tatuaże wyglądające na 
plemienną sztukę.  

Tatuaże, na które się gapię.  

I on zauważa, że się gapię.  

Czerwienię się spoglądając w dół na chodnik, gdy robię kilka korków w tył, wiercąc się 

pod jego penetrującym spojrzeniem. – Nie przestraszyłeś mnie – kłamię. – Po prostu jestem 
niezdarą.  

−  Nie  jesteś  ani  trochę  niezdarna  –  mówi,  a  brzmienie  jego  głębokiego  głosu 

wysyła wibracje przez moje ciało. – W rzeczywistości to cieszyło mnie patrzenie, 
jak tańczysz.  

Spoglądam  na  niego,  zszokowana,  że on wciąż na  mnie  patrzy  z  taką  intensywnością, 

że trudno mi oddychać. Przeszukuję umysł, żeby coś powiedzieć, ale czuję, że w gardle mi 
zaschło.  

−  W  rzeczywistości,  prawdopodobnie  jesteś  całkowitym  przeciwieństwem 

niezdarności  –  kontynuuje,  patrząc  na  mnie  w  taki  sposób,  o  jakim  zawsze 
marzyłam,  żeby  patrzył  na  mnie  chłopak—jakbym  nie  była  niewidzialna  albo 
nieistotna. Jakbym istniała.  

−  Jak masz na imię? – pyta, pochylając się w stronę ogrodzenia i opierając na nim 

łokcie.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

10 

−  Delilah Peirce – mówię mu, przesuwając plecak wyżej na ramię. – A ty?  

−  Dylan  Sanderson.  –  Kiwa  głową  na  mój  jednopiętrowy  dom  ze  sztukateriami, 

obwieszony lampkami choinkowymi, mimo iż jest maj. – Mieszkasz tutaj?  

Potakuję. – Tak, z mamą.  

−  Och.  –  Wygina  brwi.  –  Więc  ta  blondynka,  którą  widziałem  wcześniej  jak 

wychodzi zabrać gazetę ze schodów to… twoja siostra.  

Marszczę brwi, czując jak znów wyłania się moja niewidzialność, światła wokół mnie 

ciemnieją, już nie jestem w centrum sceny. – Nie, to moja mama.  

Jego brwi wystrzeliwują jeszcze wyżej. – Łał, tego się nie spodziewałem… ile ma lat?  

Walczę, żeby nie okazać swojego rozczarowania. – Czterdzieści jeden.  

Robi pauzę, studiując mnie intensywnie i to sprawia, że moja skóra robi się gorąca, ale 

nie od rumieńca. To gorąco z chęci, ponieważ chcę, żeby tak na mnie patrzył. – Ile masz lat?  

−  Siedemnaście.  –  Nie  jestem  pewna,  dlaczego  kłamię,  poza  tym,  że  bycie 

siedemnastolatką wydaje się być w cholerę lepsze od bycia szesnastolatką, a poza 
tym, wydaje mi się, że on jest trochę starszy. – A ty?  

−  Prawie osiemnaście – mówi, z oczyma wciąż na mnie.  

−  Właśnie  się  wprowadziłeś?  –  pytam.  –  Czy  zatrzymałeś  się  u  pary,  która  tutaj 

mieszka? Nie przypominam sobie, żeby się wyprowadzali.  

−  Nie wyprowadzili się. – Wskazuje palcem na dom. – Po prostu przeniosłem się z 

powrotem na trochę do rodziców, dopóki nie ogarnę paru rzeczy.  

Ośmielam  się  zrobić  krok  bliżej  ogrodzenia  i  spostrzegam,  jak  piękne  są  jego  oczy.  I 

jak  wiele  emocji  w  sobie  noszą.  Jakby  odczuwał  zbyt  wiele,  ale  starał  się  trzymać  to  w 
ukryciu przed światem. – Cóż, gdzie wcześniej mieszkałeś?  

Wydaje się być trochę spięty przez to pytanie, jego ramiona tężeją. – Tu i tam.  

Myślę  o  zapytaniu  go,  jaka  jest  jego  historia,  albo  jeszcze  lepiej,  olśnić  go  moimi 

umiejętnościami  flirciarskimi.  Ale  jeszcze  ich  nie  odkryłam,  więc  zamiast  tego  kończę 
mówiąc: - Brzmi fajnie.  

Posyła  mi  spojrzenie  jakby  myślał,  że  jestem  urocza.  –  Dokąd  idziesz  tak  wcześnie 

rano?  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

11 

−  Do szkoły – mówię mu.  

−  Jest lato. Szkoła się jeszcze nie skończyła?  

Kręcę głową. – Dzisiaj jest ostatni dzień.  

−  I  idziesz?  –  pyta,  wycierając  smar  z  rąk  o  spodnie,  wydając  się  tracić  mną 

zainteresowanie,  gdy  spogląda  ponad  moim  ramieniem.  –  Kurczę,  ja  zawsze 
olewałem ostatni dzień.  

Nagle  czuję  się  jak  dziesięciolatka  z pieczątką  FRAJER  na  czole.  –  Cóż,  zaraz  potem 

mam  lekcje  tańca,  a  jadę  autobusem  ze  szkoły,  więc  tak  jakby  muszę  iść.  –  Robię  słabą 
wymówkę.  

−  Jesteś  tancerką?  –  pyta  i  rozjaśnia  mi  się  trochę,  że  ponownie  zwraca  na  mnie 

uwagę.  

Kiwam głową. – Taa, w większości tańczę balet i czasami hip-hop.  

Jego  wzrok  przesuwa  się  powoli  po  moich  szczupłych nogach  i  płaskim  brzuchu,  a  ja 

staczam walkę, by nie odwrócić wzroku od gorąca w jego oczach i ciepła wyłaniającego się 
w  moim ciele. Ciepło tylko się wzmaga, gdy jego spojrzenie napotyka moje i przez chwilę 
czuję to dziwne migotanie pewności siebie wewnątrz i staję trochę bardziej wyprostowana.  

−  Chciałbym  kiedyś  zobaczyć,  jak  tańczysz  –  mówi  z  uśmiechem.  Nie  jestem 

pewna,  jak  odpowiedzieć,  podenerwowana  tym  pomysłem.  Uśmiech  zaczyna 
opuszczać  jego  twarz,  im  dłużej  pozostaję  milcząca.  –  No  chyba,  że  ty  nie 
chcesz.  

−  Nie, chcę – mówię pospiesznie. – Za-zatańczę.  

Jego  uśmiech  powraca,  większy,  odważniejszy,  bardziej  pewny  siebie.  –  Mam  zamiar 

trzymać  cię  za  słowo,  Delilah –  mówi.  –  W  rzeczywistości,  nie  mogę  się  tego  doczekać. – 
Robi  pauzę,  jego  oczy  znów  przesuwają  się  po  moim  ciele  i  otwiera  usta,  żeby  coś 
powiedzieć. Spojrzenie w jego oczach sprawia, że zastanawiam się, czy to coś ważnego, ale 
zamyka nagle szczękę, kiedy przez drzwi wychodzi kobieta.  

Ma  na  sobie  szlafrok,  ale  nie  jest  taki,  jak  mojej  mamy;  szlafrok  tej  kobiety  zrobiony 

jest z różowego futerkowego materiału i spływa w dół aż do kostek. Włosy ma nawinięte na 
wałki, a na stopach kapcie. – Dylan, przywlecz tu swój tyłek i posprzątaj ten cholerny syf, 
który  zostawiłeś  w  kuchni!  –  krzyczy,  wystarczająco  głośno,  żeby  usłyszeli  ją  sąsiedzi  z 
naprzeciwka.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

12 

Szczęka  Dylana  zaciska  się,  skrywane  emocje  w  jego  oczach  są  na  skraju 

wybuchnięcia.  –  Będę  tam  za  chwilę  –  odpowiada  zaskakująco  opanowanym  tonem.  Nie 
patrzy  na  nią,  kiedy  mówi;  jego  wzrok  wciąż  jest  przytwierdzony  do  mnie  i  wszystkie 
emocje w jego wnętrzu skierowane są w moim kierunku.  

To przytłaczające i oddech więźnie mi w gardle.  

−  Nie karm mnie tym gównem „będę tu za chwilę” – odkrzykuje, zgarniając gazetę 

z  ganku.  –U  ciebie  oznacza  to,  że  twoje  tępe  dupsko  będzie  tu  siedzieć  i 
naprawiać samochód, dopóki nie zachce ci się przyjść. – Cofa się do drzwi. – Nie 
przyjmuję  do  wiadomości  tego  pieprzenia.  Rusz  tu  dupę  i  przestań  zaczepiać 
cholernych  sąsiadów.  –  Odwraca  się  i  wchodzi  z  powrotem  do  domu,  siatkowe 
drzwi zatrzaskują się za nią.  

Następuje długa pauza, podczas której wszystko, co mogę usłyszeć, to oddech Dylana. 

Chcę  go  zapytać,  czy  z  nim  wszystko  w  porządku,  bo  jego  mama  wydaje  się  prawdziwą 
suką.  

W końcu udaje mi się wystarczająco zebrać na odwagę. – Wszystko okej?  

Mruga,  jakby  był  ogłuszony,  ale  dotknięty  wyraz  jego  twarzy  szybko  znika  i  nagle 

wygląda  na  spokojnego.  –  W  najlepszym  porządku.  To  nic,  czego  bym  już  wcześniej  nie 
słyszał.  

−  Jesteś  pewien?  –  Sprawdzam  jeszcze  raz.  –  Wiem,  jak  uciążliwi  potrafią  być 

rodzice.  

Kiwa głową, patrząc na mnie, jakby próbował coś wymyślić. – Nic mi nie będzie, o ile 

możesz zrobić dla mnie jedną rzecz.  

−  Okej – mówię, lekko zdezorientowana. 

−  Kiedy wrócisz do domu upewnij się, żeby się ze mną przywitać.  

−  A co, jeśli nie będzie cię na zewnątrz?  

−  Będę – obiecuje z uśmiechem i ta ciemna chmura, która nad nim rosła, ulatuje.  

−  Dobrze – mówię mu powstrzymując uśmiech, pomimo tego jak wielkie szczęście 

we mnie bulgocze. – Upewnię się co do tego.  

−  Dobrze.  –  Jego  uśmiech  poszerza  się.  –  Pozwolę  ci  pójść  do  szkoły.  Nie 

chciałabyś się spóźnić w ostatni dzień. – Puszcza mi oczko, gdy wycofuje się w 
kierunku starego samochodu z podniesioną maską zaparkowanego na podjeździe.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

13 

Macham  mu,  a  potem  ruszam  do  szkoły  robiąc  równe  kroki,  pomimo  tego  jak  bardzo 

chcę  tańczyć  po  chodniku.  Czuję  jak  obserwuje  mnie  przez  całą  drogę  aż  do  końca 
podwórza, gdzie nie może mnie już zobaczyć, kiedy znikam za rogiem.  

Pozwalam  przebić  się  mojemu  uśmiechowi.  Choć  raz  ktoś  na  mnie  patrzył.  Choć  raz 

czuję się jak Trujący Bluszcz, a nie jak Niewidzialna Kobieta.  

Patrząc  na  to  wstecz,  kiedy  leżę  tu  teraz  na  brzegu,  woda  podnosi  się  z  prądem  i 

wdziera  na  moje  ciało,  zdaję  sobie  sprawę,  że  byłam  naiwna.  Że  wcale  nie  byłam  bliska 
trującego  bluszczu.  Że  nigdy  nawet  bym  się  nie  zbliżyła.  Jeśli  już,  to  Dylan  był  Trującym 
Bluszczem w przebraniu, a ja byłam jego kolejną ofiarą.  

Ale  to  nie  była  tylko  jego  wina.  Wszakże  to  ja  jestem  tą,  która  zdecydowała  się  do 

niego wrócić, nawet po tym jak odkryłam jego toksyczny pocałunek.  

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

14 

Rozdział 2 

Plastikowe lalki 

 

Upewniam  się,  żeby  powiedzieć  cześć  Dylanowi  po  drodze  do  domu.  Rozmawiamy 

przez  jakieś  dziesięć  minut,  a  potem  on  musi  wracać  do  domu,  żeby  pomóc  przy  czymś 
matce. Przez następne kilka dni nie wpadam na Dylana i jestem zaskoczona, jak bardzo mnie 
to smuci. Nigdy nie byłam dziewczyną uganiającą się za chłopakami, a  jednak łapię się na 
ciągłym sprawdzaniu, czy przypadkiem nie błąka się znowu po podjeździe.  

Ale  po  trzech  dniach  od  naszego  spotkania  nadal  go  nie  widziałam,  i  zapowiada  się 

początek długich, nudnych wakacji. Bryant, mój jedyny bliski przyjaciel, wyjechał na drugi 
koniec kraju parę dni przed końcem szkoły. Pozostaje mi spędzenie całych wakacji z Marthą, 
która jest bardziej przyjaciółką Bryanta, niż moją, i jestem całkiem pewna, że myśli, iż moja 
matka jest prostytutką.  

−  Nie  mogę  uwierzyć,  że  ona  chodzi  wszędzie  tak  ubrana  –  mówi  Martha, 

kartkując  strony  czasopisma,  podczas  gdy  leży  na  brzuchu  na  moim  łóżku. 
Brązowe włosy ma upięte w niechlujny koczek, a ubrana jest w szorty i za duży 
T-shirt  oraz  okulary  przeciwsłoneczne  na  głowie.  Pewnie  mogłaby  być  ładna, 
gdyby  się  postarała,  ale  nie  jest.  Dodatkowo  myślę,  że  jest  ekstremalną 
feministką  i  nie  cierpi  sukienek  oraz  kusych  ubrań.  Może  to  dlatego  tak  ją  razi 
garderoba mojej mamy.  

−  Taa,  ale  można  do  tego  przywyknąć  –  mówię  jej  pochylając  się  do  przodu  na 

krześle  w  swojej  próżności,  żeby  znowu  wyjrzeć  zza  zasłony.  Mam  doskonały 
widok na podjazd Dylana, ale tak jak dziesięć poprzednich razy, gdy zaglądałam, 
jest  pusty.  Wzdycham,  siadając  z  powrotem,  wiedząc,  że  prawdopodobnie 
powinnam przestać, bo skręcam w kierunku zachowań prześladowczych.  

−  Nie  sądzę,  że  powinno  się  do  tego  przyzwyczajać  –  mówi.  –  Ona  jest  mamą  i 

powinna się tak zachowywać.  

Robię się trochę defensywna. – Tylko dlatego, że ubiera się skąpo nie oznacza, że jest 

złą matką.  

Spogląda na mnie z powątpiewaniem. – Daje ci zły przykład i uczy wszystkiego, czym 

nie powinna być kobieta.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

15 

−  A  skąd  ty  wiesz,  jaka  powinna  być  kobieta?  –  pytam,  wiedząc,  że  jestem 

nietaktowna, ale obraża moją matkę, a ona nie porzuciła mnie tak jak mój ojciec. 
–  Kompletnie  nie  masz  pojęcia,  czego  pragną  faceci,  co  jest  powodem,  dla 
którego nigdy nie byłaś na randce.  

Piorunuje mnie wzrokiem, gdy zamyka czasopismo. – Wiesz co? Nie muszę tego znosić 

– mówi, schodząc z łóżka i wsuwając japonki. – Powiedziałam Bryantowi, że spróbuję być 
dla ciebie miła pomimo wątpliwości, że się zrewanżujesz, ale jak zwykle, jesteś suką.  

−  Ja jestem suką? – mówię wkurzona. – To ty obrażałaś moją mamę.  

Porywa  torebkę  z  łóżka  i  posyła  mi  ostre  spojrzenie,  gdy  przewiesza  ją  sobie  przez 

ramię. – Nie obrażałam jej. Powiedziałam tylko to, co mówią o niej wszyscy w mieście — że 
jest dziwką. – Patrzy na mnie z wyższością. – Tylko że ja starałam się użyć milszych słów. – 
Idzie w kierunku drzwi, a ja pozwalam jej wyjść, mimo iż wiem, że istnieje dobra szansa na 
to, że teraz całe wakacje spędzę samotnie.  

−  Suka – mamroczę pod nosem, gdy  wstaję i przechodzę przez pokój do telefonu 

na  szafce  nocnej.  Mama  dała  mi  telefon,  gdy  miałam  osiem  lat,  kiedy  jeszcze 
bawiłam  się  lalkami,  tak  więc  aparat  jest  różowy  z  brokatem  i  wygląda,  jakby 
wziął  się  z  domu  lalki  Barbie.  Próbowałam  namówić  ją,  żeby  kupiła  mi  telefon 
komórkowy, ale ona twierdzi, że nie możemy sobie na to pozwolić.  

Wybieram numer Bryanta i czekam, aż odbierze.  

−  Hej,  co  słychać  u  najseksowniejszego  rudzielca  na  świecie?  –  pyta,  tak  jak 

zawsze,  gdy  odbiera.  Nadal  jesteśmy  dość  blisko,  ale  w  rzeczywistości  byliśmy 
bliżej, dopóki nie zaczął umawiać się z kimś innym parę  miesięcy temu i tamta 
dziewczyna  uważała,  że  jestem  pewnego  rodzaju  zagrożeniem,  zwłaszcza  kiedy 
zapytała  Bryanta,  czy  kiedykolwiek  się  spiknęliśmy,  a  on  głupio  powiedział  jej 
prawdę:  że  tak,  raz,  kiedy  mieliśmy  po  piętnaście  lat  i  po  raz  pierwszy 
próbowaliśmy się upić, obmacywaliśmy się i dotykaliśmy niestosownie. Po tym 
nie chciała, żeby się ze mną spotykał. Wciąż widywaliśmy się raz na jakiś czas, 
ale nawet w przybliżeniu nie tak często, jak dawniej.  

−  Powiedziałeś  Marcie,  żeby  dała  mi  szansę  pomimo  wątpliwości?  –  pytam, 

opadając na łóżko i wpatrując się w sufit na plakat Flashdance, który jest totalnie 
z lat osiemdziesiątych, ale jako tancerka szanuję ten film.  

−  Cholera,  powiedziała  ci  tak?  –  Klnie  pod  nosem,  a  ja  uśmiecham  się  do  siebie 

wiedząc, że jeśli nic innego, to Bryant zżyma ją, że to zrobiła.  

−  Taa, po tym jak mi powiedziała, że już nie ma zamiaru tego robić – mówię mu, 

owijając kabel od telefonu wokół palca. – I że jestem suką.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

16 

−  A byłaś suką? – pyta.  

−  Może – przyznaję. – Ale ona nazwała moją matkę dziwką.  

Robi pauzę. – Ale ona tak jakby nią jest.  

−  Tak, wiem, ale to nie daje jej prawa, żeby tak mówić.  

Wzdycha. – Wiem. Pogadam z nią.  

−  Nie  rób  sobie  kłopotu.  –  Przetaczam  się  na  bok  i  wspieram  łokciem  o  materac 

tak,  żebym  mogła  oprzeć  głowę  o  rękę.  –  Wiem,  że  chcesz,  żebyśmy  się 
dogadywały, ale bez ciebie to jest po prostu niezręczne.  

−  Ale ja się o ciebie martwię – mówi mi. – Nie masz wielu przyjaciół i obawiam 

się, że po prostu się załamiesz.  

−  Sprawiasz, że wyglądam na samobójczynię – odpowiadam. – A nią nie jestem.  

−  Wiem,  że  nie  jesteś  –  odpowiada.  –  Ale  możesz  być  samo  destrukcyjna,  gdy 

jesteś pozostawiona sama sobie.  

−  Jak na to wpadłeś? – pytam, niepewna, czy jestem ciekawa, czy urażona.  

−  Pamiętasz, jak pojechałem na te wakacje rodzinne zeszłego lata – mówi. – Kiedy 

mieliśmy po trzynaście lat.  

Marszczę brwi na to wspomnienie. – Przechodziłam przez pewną fazę.  

−  Delilah, niemal zostałaś aresztowana.  

−  Nudziłam się – argumentuję. – A Milly Amerson była jedyną osobą, która chciała 

spędzać ze mną czas. To nie moja wina, że była kleptomanką.  

−  Ale  twoja  wina,  że  i  ty  próbowałaś  nią  być.  I  to  bardzo  kiepską  –  mówi.  – 

Zdecydowałaś  się  to  zrobić,  bo  się  nudziłaś  i  miałaś  trudności  ze  zdobyciem 
przyjaciół. W rzeczywistości, jesteś lepsza w robieniu sobie wrogów, jeśli już.  

Wzdycham  z  ciężkim  sercem.  –  Dobra,  rozumiem  twój  punkt  widzenia  –  mówię.  – 

Kurczę, ale z ciebie mamuśka.  

−  Cóż, ktoś musi nią być -  mówi. Z każdym innym poczułabym się obrażona, ale 

Bryantowi  zawsze  odpuszczam,  bo  to  na  niego  mogłam  liczyć  zaraz  po 
rozwodzie,  gdy  mama  sięgnęła  dna,  chlała  w  depresji  i  prawie  wcale  nie 
wychodziła  z łóżka  przez  trzy  miesiące. Wreszcie  jednak  wstała i  znów  zaczęła 
się mną zajmować, a ludzie mają prawo załamać się raz na jakiś czas.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

17 

−  Dzięki  za  troskę  o  mnie  –  mówię.  –  Ale  przyrzekam,  nawet  jeśli  nie  będziemy 

spotykać się z Marthą, nie zamierzam wracać do kleptomanii z Milly.  

−  Po prostu bądź ostrożna – mówi. – Martwię się o ciebie.  

−  Wiem  o  tym  –  mówię  mu.  –  Ale  obiecuję,  jeśli  zrobi się  naprawdę  źle,  dam  ci 

znać.  

−  Dobrze – mówi. – A teraz muszę lecieć. Mama dręczy mnie, żebym pomógł jej 

dokończyć rozpakowywanie.  

−  Dobra,  zadzwoń,  jak  będziesz  miał  okazję  –  mówię.  –  To  opowiem  ci  o  moim 

gorącym sąsiedzie.  

Śmieje się. – Okej, to zdecydowanie brzmi tak, że warto oddzwonić.  

Żegnamy  się,  rozłączamy,  a  potem  kładę  się  na  łóżku,  wpatrując  w  sufit.  Jest  cicho  i 

domyślam  się,  że  mama  wyszła  już  do  pracy,  co  oznacza,  że  mam  dom  dla  siebie  aż  do 
trzeciej, godzinę po zamknięciu baru, bo zawsze spędza godzinę w barze z facetem, którego 
kusi, by poszedł z nią do domu.  

Zaczyna  wkradać  się  nuda.  Nienawidzę  być  sama.  Przez  to  czuję  się  jeszcze  bardziej 

niewidzialna. Gdybym miała swój sposób, miałabym kogoś przy sobie przez cały czas.  

W  końcu  już  nie  mogę  znieść  ciszy.  Schodzę  z  łóżka,  ubieram  spodnie  dresowe  i 

bezrękawnik, spinam włosy i zgarniam nagranie muzyki klasycznej ze stosika na podłodze. 
Podchodzę  do  gramofonu  na  biurku,  umieszczam  igłę  na  płycie  i  rozbrzmiewa  Sonata 
Księżycowa
 Beethovena.  

Zaczynam  tańczyć,  pozwalając  muzyce  posiąść  mnie,  gdy  wyobrażam  sobie  siebie  na 

scenie, a każdy patrzy. Fouetté en tournant. Grand jeté. Pirouette. Moje ruchy są wolne, ale 
pełne wdzięku i mocne. Każde muśnięcie palców stóp, każdy obrót, każde podniesienie nogi 
doskonale  płynie  z  muzyką.  Tworzę  historię  używając  wyłącznie  mojego  ciała,  o 
dziewczynie, która niekonieczne jest smutna, ale czegoś szuka – po prostu jeszcze nie wie, 
co to jest.  

Im dłużej trwa piosenka, tym bardziej się w niej zatracam. Opowieść staje się bardziej 

obezwładniająca.  Przemieniam  się  w  kogoś  innego.  Kogoś  żywego.  Kogoś  zauważanego. 
Kogoś  nieprzeoczanego.  Mogę  wyobrazić  sobie  siebie  na  scenie,  ubraną  w  tiule  i  pióra, 
wcielającą  się  w  postać  Odetty  w  Jeziorze  Łabędzim,  i  każdy  mnie  widzi.  Zauważa. 
Podziwia.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

18 

Do  czasu,  gdy  kończę,  jestem  niemal  we  łzach  i  nie  wiem  dlaczego.  Nie  czuję  się 

smutna. W rzeczywistości, czuję się zadowolona.  

Chciałabym  powrócić  i  rozkoszować  się  tą  chwilą,  zdać  sobie  sprawę,  jak  wspaniale 

było  odczuwać  taką  radość.  To  było  ostatnie  lato,  kiedy  tak  się  czułam.  Tak  tańczyłam. 
Czułam  się  zadowolona.  W  końcu  straciłam  chęć  do  robienia  tego  dłużej,  a  moje  buty  do 
baletu wylądowały w pudle razem z różowym telefonem i plakatem Flashdance, wszystkim, 
co składało się na to kim byłam na początku wakacji.  

Kiedy  zatańczyłam  ponownie,  to  nie  było  to  samo  –  ja  nie  byłam  taka  sama.  Tak, 

płakałam,  ale  nie  dlatego,  że  się  poruszałam.  Płakałam  dlatego,  że  tańczyłam  topless  na 
scenie  przed  bandą  drących  się  nieznajomych,  którzy  nie  dostrzegali  mnie  tak  naprawdę, 
przynajmniej  nie  prawdziwej  mnie,  tej,  która  marzyła  o  byciu  Odettą.  Dla  nich  byłam  po 
prostu plastikową lalką.  

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

19 

Rozdział 3 

Diablica 

 

Później  tej  nocy,  kiedy  siedzę przed  telewizorem  i zastanawiam  się,  czy  chcę  oglądać 

nocne powtórki i składać pranie, czy iść do łóżka, słyszę dźwięk muzyki z sąsiedztwa. To nic 
niezwykłego. Co najmniej jeden dom w sąsiedztwie zwykle robi imprezę w weekend.  

Ale  to  brzmi,  jakby  dochodziło  z  domu  obok,  co  tak  naprawdę  się  nie  zdarza.  Zanim 

wprowadzili  się  rodzice  Dylana,  mieszkała  tam  starsza  parka,  która  w  końcu  miała  dość 
hałasu i  wyprowadziła  się na  Florydę.  A  rzadko  słychać  coś  od  rodziców  Dylana,  może  za 
wyjątkiem krzyków.  

Nie  chcąc  znów  być  podglądaczem,  próbuję  oprzeć  się  pokusie  wyglądnięcia  na 

zewnątrz. Ale w końcu to dla mnie zbyt wiele, wstaję z kanapy i na palcach podchodzę do 
okna.  Podjazd  jest  zatłoczony  przez  samochody,  tak  samo  jak  podwórze  przed  domem,  na 
zewnątrz stoją ludzie, śmiejąc się, paląc i pijąc z plastikowych kubków. To pełnowymiarowa 
impreza,  zwieńczona  facetem  tańczącym  na  przedzie  podwórza,  z  którego  się  nabijają,  i 
blondynką ubraną w skórzaną sukienkę, kręcącą biodrami do muzyki na dachu samochodu.  

Już mam odwrócić wzrok, stwierdzając, że skorzystam z rady Bryanta i wycofam się z 

jakiegokolwiek samo destrukcyjnego zachowania, kiedy przy kolesiu palącym jointa pojawia 
się  Dylan.  Mówi  coś,  co  rozśmiesza  chłopaka,  a  następnie  oferuje  mu  jointa.  Bierze  go  i 
przykłada sobie do ust, zaciągając się wolno i głęboko. Jestem kompletnie zahipnotyzowana 
patrząc na jego usta, sposób, w jaki zaciska wargi, gdy wyjmuje z ust skręta. Gdy wypuszcza 
dym z płuc, wysuwa język i zwilża wargi.  

Żałuję,  że  to  nie  ja  mogę  je  lizać.  Gdybym  była  moją  matką,  wyszłabym  ze  swoich 

dresów  i  poszła  tam.  Założyła  skórzaną  sukienkę  jak  tamta  dziewczyna  na  samochodzie  i 
śmiała się oraz łapała go za rękę, dopóki nie poszedłby ze mną do domu.  

Ale ja nie jestem moją matką.  

Jestem tylko Delilą.  

Więc  zamiast  tego  po  prostu  patrzę  przez  okno,  odrobinę  dłużej,  niż  powinnam,  i 

kończy  się  na  tym,  że  Dylan  na  mnie  spogląda.  Ponieważ  zostawiłam  w  kuchni  włączone 
światło, oświetla dom wystarczająco, że może mnie zobaczyć.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

20 

Zastanawiam  się,  czy  zanurkować  i  się  schować,  udowadniając,  że  jestem 

podglądaczem, czy po prostu pomachać i zbyć to wzruszeniem ramion. Co zrobiłby Trujący 
Bluszcz?  
Unoszę  rękę  i  macham  mu,  przywołując  najlepszy  półuśmiech  jaki  potrafię  i 
zaczynam się odwracać, ale on podnosi palec jakby chciał, żebym zaczekała. Zatrzymuję się, 
gdy  wręcza  jointa  chudemu  kolesiowi,  a  potem  przeskakuje  przez  płot  na  moje  podwórko. 
Utrzymuje spojrzenie na mnie, gdy idzie dróżką do frontowych schodów, odwracając wzrok 
dopiero wtedy, gdy jest wystarczająco blisko drzwi, że już nie może mnie widzieć.  

Wracam  do  kanapy,  gdy  puka  i  szybko  podbiegam  do  kosza  na  pranie  na  kanapie, 

przeszukując go, dopóki nie znajduję pary szortów i zakładam je. Następnie ściągam gumkę 
z włosów, potrząsając nimi trochę, nim przeciągam przez nie palcami.  

Poruszam  się  tak  szybko,  że  brak  mi  tchu,  gdy  dobiegam  do  drzwi  i  zapominam 

przygotować się psychicznie. Gdy go widzę, serce w piersi wali mi tak mocno, że aż boli i 
prawie  upadam  na  podłogę,  kolana  mi  się  trzęsą.  Jestem  całkiem  pewna,  że  zauważa  moją 
reakcję, ale nawet jeśli tak jest, nie komentuje tego.  

−  Cześć  –  mówi,  krzyżując  ramiona  i  opierając  się  o  balustradę,  wyglądając  na 

całkowicie  zrelaksowanego  i  seksownego  w  tych  dżinsach  i  koszuli  w  prążki  z 
podwiniętymi  rękawami,  więc  mogę  ujrzeć  jego  tatuaże  i  szczupłe  ręce.  –  Co 
robisz?  

−  Oglądam  telewizję  i  składam  pranie  –  mówię,  nie  zdając  sobie  sprawy,  jak 

frajersko to brzmi, dopóki nie opuszcza moich ust.  

Jego usta drgają. – Brzmi jak noc pełna możliwości.  

Próbuję  zażartować  i  ocalić  początek  rozmowy.  –  Jeśli  poprzez  możliwości  masz  na 

myśli  oglądanie  Jaya  Leno  palącego  żarty,  podczas  gdy  objadam  się  popcornem,  to  tak, 
możliwości  są  nieskończone.  –  Próbuję  odwzorować  uśmiech,  który  mama  nakłada  za 
każdym  razem,  gdy  stara  się  być  urocza.  –  W  rzeczywistości,  może  nawet  się  odważę  i 
posiedzę po północy.  

−  Łał,  siedzenie  po  północy  –  mówi,  przyciskając  dłoń  do  piersi.  –  Ależ  jesteś 

żądna przygód.  

−  Cóż mam rzec. Lubię dzikie życie.  

−  Założę się. – Jego wzrok prześlizguje się po moim ciele i czuję, jak coś wewnątrz 

mnie  się  podnosi.  Następnie  zagląda  ponad  moim  ramieniem  i  pyta:  -  Twoja 
mama jest w domu?  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

21 

Moja  ekspresja  słabnie,  i  cokolwiek  się  we  mnie  podnosiło,  rozbija  się.  Lecz  kiedy 

Dylan  wyczuwa  moje  rozczarowanie, dodaje:  -  Po prostu  zastanawiałem  się,  czy  mogłabyś 
przyjść na imprezę, czy twoja rodzicielka wejdzie ci w drogę.  

Uwielbiam,  że  nazwał  ją  „rodzicielką”,  a  nie  „moją  gorącą  seksowną  siostrą”,  albo 

wieloma  innymi  określeniami,  którymi  była  nazywana,  a  które  w  żaden  sposób  nie 
oznaczały, że była matką.  

−  W zasadzie to jest w pracy do trzeciej – mówię  mu, uczucie podnoszenia znów 

się pojawia i czuję się, jakbym miała odpłynąć w stronę zachodu słońca.  

Zerka na zegarek. – Więc możesz wyjść przynamniej na parę godzin, prawda?  

Potakuję, nakazując sobie spokój, żeby nie wyjść na idiotkę przez zbytnie ekscytowanie 

się. – Tak, jestem spoko. – Nie jest spoko mówić komuś, że jest się spoko, ale na szczęście 
Dylan wydaje się uważać moje zidiocenie za w miarę urocze.  

Uśmiecha  się do  mnie,  a  potem  pokazuje gestem,  bym poszła za  nim,  gdy  schodzi po 

schodach.  Zatrzaskuję  za  sobą  drzwi  i  idę  za  nim  przez  dróżkę  trzymając  się  tuż  za  nim, 
dopóki  nie  docieramy  do  ogrodzenia.  On  je  przeskakuje,  a  potem  podaje  mi  rękę,  żeby  mi 
pomóc. Waham się, patrząc na jego dłoń, którą mi oferuje. Mi.  

W  końcu  biorę  go  za  rękę,  wsuwając  swoje  palce  w  jego.  Kontakt  z  jego  skórą  jest 

niesamowity,  wytwarza  gorąco,  które  jest  bardziej  obezwładniające,  niż  opływające  nas 
ciepłe letnie powietrze. Jego dotyk jest tym, o czym piszą autorzy. O czym marzą kobiety. O 
czym śpiewają piosenkarze.  

I chociaż wtedy o tym nie wiedziałam, w chwili, w której wziął mnie za rękę, posiadł 

mnie,  co  mogłoby  się  wydawać  niesamowite,  z  tym  wyjątkiem,  że  posiadanie,  a  kochanie 
kogoś, to nie to samo.  

Nie wypuszcza mojej dłoni po tym, jak pomaga mi przejść przez płot. Myślę, że musi 

mu się podobać trzymanie jej. Albo to, albo zapomniał, że ją trzyma. Nie odzywam się, gdy 
przechodzimy  przez  wąski  pas  trawnika  po  drugiej  stronie  ogrodzenia,  aż  dochodzimy  do 
boku  auta,  na  którym  tańczy  dziewczyna.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  ją  znam.  Nikki, 
dziewczyna, z którą chodzę do szkoły. Sposób, w jaki się porusza jest czarujący i wszyscy ją 
obserwują. Nie to, żeby była najlepszą tancerką. W rzeczywistości mam pewność, że jestem 
lepsza.  Ale  ona  jest  jak  moja  matka,  przyciąga  uwagę  jakby  rzucała  na  każdego  magiczne 
zaklęcie.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

22 

Odrywam od niej wzrok tylko wtedy, gdy Dylan bierze jointa z ręki chudego gościa i 

wciąga macha, przedstawiając mnie. – Landon, to Delilah.  

Z  tak bliska  i  w  świetle  płynącym  z  ganku  mogę  zobaczyć  jego twarz i uświadamiam 

sobie, że go znam.  

Mówię: - Tak, wiem. Chodzimy razem do szkoły.  

Jest  naćpany,  ma  przekrwione  oczy  otoczone  czerwonymi  obwódkami,  więc  zajmuje 

mu chwilę, nim  mnie umiejscawia. Ale w końcu klika w nim rozpoznanie. – A tak,  miałaś 
pana Malsona na czwartej, prawda?  

−  A  ty  zawsze  siadałeś  z  tyłu  i  dostawałeś  wykłady  za  rysowanie  i  nie  robienie 

notatek  –  mówię,  czując  jak  puls  mi  wali,  gdy  Dylan  głaszcze  palcem  wnętrze 
mojego nadgarstka.  

−  A  ty  zawsze  wpadałaś  w  tarapaty  za  spóźnianie  się  –  Landon  mówi  z  małym 

uśmiechem.  

Staram się nie drżeć, gdy palec Dylana toruje sobie drogę przez moje przedramię. Chcę 

na niego spojrzeć, zobaczyć co jest w jego oczach, ale niemal boję się zerknąć. – Co mam 
powiedzieć  –  mówię  do  Landona,  sztywniejąc,  gdy  Dylan  podaje  mi  skręta.  –  Lubię  mieć 
dobre wejście. – Patrzę w dół na jointa w mojej dłoni. Co ja mam z tym do diabła zrobić?  

Nigdy  wcześniej  nie  paliłam  zioła  i  myślę  nad  tym,  żeby  oddać  go  z  powrotem,  ale 

wszyscy na mnie patrzą, czekając aż się zaciągnę – Dylan czeka, aż się zaciągnę. Nie chcę 
go zawieść, więc przykładam go do ust i zaciągam się tak samo jak on robił to wcześniej.  

Ale dym żądli i nie mogąc utrzymać go w płucach, wydaję ostry dławiący kaszel, który 

sprawia,  że  czuję  się  śmiesznie,  zwłaszcza,  kiedy  kilka  osób  zaczyna  się  ze  mnie  śmiać. 
Jednak Dylan się nie śmieje. Kiedy wypluwam sobie płuca, Dylan zabiera mi skręta z ręki i 
oddaje go  Landonowi.  Następnie  zarzuca rękę  na  moje  ramiona  i przyciąga  mnie do siebie 
bliżej, całując w bok głowy.  

Już nie czuję się śmieszna.  

W rzeczywistości, czuję się dokładnie odwrotnie.  

Czuję się jak Odetta.  

A on jest Księciem Zygfrydem.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

23 

Spoglądam na niego, a on uśmiecha się do mnie, ciągnąć ze sobą, gdy rusza naprzód. – 

Chodź ślicznotko, załatwimy ci coś do picia.  

Uśmiech rozprzestrzenia się na mojej twarzy, gdy z nim idę, przeciskając się pomiędzy 

dwoma  samochodami  na  podjeździe  i  wchodząc  na  frontowe  podwórze.  Zabiera  mnie  do 
swojego domu, który jest pełen tańczących i pijących ludzi.  

−  To moje urodziny – przekrzykuje muzykę.  

−  Cóż, w takim razie wszystkiego najlepszego – odkrzykuję, a on uśmiecha się do 

mnie.  

Kiedy torujemy sobie drogę przez jego dom zdaję sobie sprawę, że zauważam, jak jego 

oczy jaśnieją, kiedy mówi, i jak bardzo ciemnieją, kiedy na mnie patrzy, nie w zły sposób, 
ale w sposób zauważam-cię. Jestem przez to uszczęśliwiona i podenerwowana jednocześnie, 
bo nigdy wcześniej nikt tak na mnie nie patrzył. Do czasu, gdy docieramy do kuchni, jestem 
spocona  i  roztrzęsiona  w  środku,  więc  kiedy  podaje  mi  picie  pochłaniam  je  w  nadziei,  że 
uspokoi moje nerwy. Ale to wódka i kaszlę od jej ognistego palenia.  

−  Szlag. – Krztuszę się, rzucając plastikowym kubkiem, jakby był trucizną.  

Skopuje kubek z drogi i podchodzi do mnie bliżej, powstrzymując uśmiech, gdy klepie 

mnie po plecach. – Wszystko w porządku?  

Kiwam głową, powstrzymując dławienie. – Superaśnie. – Kaszlę, przyciskając dłoń do 

piersi i prostując się. – Przepraszam. Myślałam, że to woda.  

−  Chcesz,  żebym  przyniósł  ci  wodę,  żebyś  mogła  przepłukać  gardło?  –  pyta, 

patrząc na mnie, jego oczy zawsze są utkwione we mnie, w przeciwieństwie do 
wielu  ludzi,  którzy  patrzą  przeze  mnie,  gdy  do  mnie  mówią,  jakbym  ledwie 
istniała. Przynamniej tak to odczuwam.  

Potrząsam głową. – Nie, już ze mną dobrze. Przysięgam.  

Kiwa głową, a potem odsuwa na bok kilka butelek z alkoholem, żeby  mógł wskoczyć 

na  blat,  gdzie  siada  i  pozwalam  nogom  zwisać  z  krawędzi.  –  No  to,  poza  tańczeniem  na 
podjeździe,  siedzeniem  do  późna  w  nocy  i  szaleniem  z  praniem,  co  innego  lubisz  robić?  – 
Błyska  do  mnie  uśmiechem,  i  niemal  roztapiam  się  w  kałużę  tu  na  kuchennej  podłodze, 
przez którą mógłby przeskakiwać tłum.  

−  To  już  wszystko,  naprawdę  –  przyznaję,  przysuwając  się  do  niego  bliżej,  kiedy 

ludzie wpychają się do już zatłoczonej kuchni. – W sumie jestem dość nudna.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

24 

−  Wątpię. – Oczy ma przepełnione pragnieniem. – W rzeczywistości, czy rudzielce 

nie powinny być dzikie i zabawne?  

Z  zażenowaniem  dotykam  swoich  włosów,  chcąc,  żeby  była  to  prawda,  chcąc  móc 

powiedzieć tak, chcąc tym dla niego być. – Myślę, że to chyba blondynki.  

Kręci głową, pożerając mnie wzrokiem. – Nie ma mowy. To zdecydowanie rudzielce. – 

Namyśla się nad czymś. – Blondynki są znane z bycia bezmózgami.  

Parskam  śmiechem.  –  Cóż,  moja  mama  jest  blondynką  i  nie  jest  bardziej  pusta  ode 

mnie.  

Rozważa coś przez chwilę. – Twoja mama jest piękną kobietą – mówi i czuję się, jakby 

wbito mi nóż w klatkę piersiową. Pochyla się do przodu i dotyka palcami boku mojej głowy. 
– Wyglądasz jak ona, za wyjątkiem włosów.  

−  Dzięki – mówię, trochę zdezorientowana. – Czekaj, to był komplement, co nie?  

Śmieje  się,  zeskakując  z  blatu.  –  Tak,  ale  ponieważ  nie  był  do  końca  jasny,  mam  dla 

ciebie kolejny. – Zbliża się do mnie powoli i muszę odchylić głowę, by spojrzeć mu w oczy. 
Mimo że wokół nas są ludzie, mam wrażenie, jakbyśmy byli sami w pomieszczeniu.  

Stoimy  tam  przez  wieczność.  Spogląda  na  moje  usta,  a  ja  walczę  o  oddech.  A  potem 

całkiem przestaję oddychać, gdy wyciąga dłoń i muska kciukiem moją dolną wargę. – Masz 
najpiękniejsze usta, jakie w życiu widziałem.  

Chcę mu podziękować, ale brak mi słów, a uczucie to tylko się wzmaga, gdy nachyla 

się, jakby zamierzał mnie pocałować. Ale to nie może być prawda, bo cudowni faceci nigdy 
nie chcą mnie całować.  

Ale  on  tak.  To  tylko  lekkie  muśnięcie  naszych  warg,  ale  wystarcza  do  odpalenia 

fajerwerków w moim ciele. Wystarcza dla mnie, by wpaść w jego ramiona. Zatracam się w 
tym pocałunku, a kiedy on się odsuwa, zabiera ze sobą cząstkę mnie, tą, której już nigdy nie 
odzyskam.  

Z  uwagą  skupioną  wyłącznie  na  mnie  oblizuje  wargi,  jakby  rozkoszował  się  moim 

posmakiem, a potem bierze mnie za rękę.  

−  Obiecałaś,  że  dla  mnie  zatańczysz.  –  Następnie  zaprowadza  mnie  do  salonu, 

gdzie piosenka zmienia się na wolniejszą, ale z ogłuszającym basem, od którego 
drżą szyby w oknach. Wszyscy zaczynają tańczyć i jest mu ciężko doprowadzić 
nas na środek pokoju, ale w końcu nam się udaje.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

25 

Potem  patrzy  na  mnie  oczekując,  że  zatańczę  tylko  dla  niego.  I  chcę  mu  to  dać,  być 

łabędziem  i  zahipnotyzować  go,  zwłaszcza  z  tym,  jak  na  mnie  patrzy.  Ale  wokół  jest  zbyt 
dużo ludzi i zbyt mało miejsca, i nadal trochę się denerwuję.  

−  Chcesz, żebym zatańczyła dla ciebie tutaj? – pytam, zakładając ramiona na piersi.  

Potakuje. – Tak.  

Rozglądam się wokół po tłumie. – Nie jestem pewna, czy mogę to zrobić tutaj.  

Coś  miga  w  jego  oczach,  coś,  czego  nigdy  wcześniej  nie  widziałam  i  sprawia,  że 

obejmuję się ciaśniej. – Nie chcesz dla mnie zatańczyć? – pyta.  

−  Chcę  –  mówię  pośpiesznie.  –  Ale  tutaj  nie  ma  wystarczająco  miejsca.  – 

Przybliżam się do niego. – Chyba jednak będzie musiało to poczekać.  

Przez  krótką  chwilę  myślę,  że  mnie  odrzuci,  ale  wtem  znowu  się  uśmiecha.  –  Nadal 

wisisz mi taniec. – Następnie łapie mnie w talii i przyciąga do siebie. Zahaczam ręce za jego 
szyją  czując,  jak  się  uśmiecham.  Poruszamy  się  do  rytmu,  z  oczami  utkwionymi  w  sobie 
nawzajem, ciałami dopasowanymi idealnie. Mimo że jest tu mnóstwo ludzi ścierających się 
w  muzyce  i  poruszających  wokół  nas,  nikt  nie  wydaje  się  nas  dotykać.  Tak  jakbyśmy  byli 
chronieni przez bańkę i czuję się wszechmocna, już dłużej nie jestem niewidzialna, lecz stoję 
w świetle reflektorów. To on sprawia, że tak się czuję, samym patrzeniem na mnie, jakbym 
nie była tylko Delilą, ale kimś innym. Kimś, kto zasługuje na stanie w centrum sceny.  

Pozostajemy w ten sposób do kolejnej piosenki, poruszając się do rytmu z naszą bańką 

wokół nas, oczyma przyklejonymi do siebie, tłum znika im bliżej siebie jesteśmy.  

Dylan pochyla się, a jego oddech muska mój policzek, kiedy pyta: - W skali od jeden 

do dziesięciu, jak kiepska jest ta impreza?  

Odchylam  się  do  tyłu,  by  spojrzeć  mu  w  oczy,  ale  dalej  trzymam  dłonie  na  jego 

ramionach,  upewniając  się,  że  nie  umieszczam  zbyt  dużo  przestrzeni  pomiędzy  nami.  – 
Wcale nie jest kiepska. W sumie jest całkiem fajna.  

Waha się, jakby się nie zgadzał. – Nie jest najlepszą, jaką zrobiłem. W rzeczywistości, 

w Alpine, byłem znany ze swoich imprez.  

−  Wcześniej  mieszkałeś  w  Alpine?  –  pytam,  a  on  potakuje.  –  Co  tam  robiłeś, 

oprócz urządzania imprez?  

Studiuje mnie uważnie. – Nie jestem pewien, czy mogę ci już ufać z odpowiedzią.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

26 

−  Dlaczego? To jakaś tajemnica czy coś? – pytam.  

Znów się waha. – Czy coś.  

Nie jestem pewna, jak odpowiedzieć. – Cóż, to, co robisz teraz też jest tajemnicą?  

Wydaje  się  rozdrażniony  moim  uporczywym  przesłuchaniem,  ale  to  szybko  znika, 

kiedy mówi: - Powiem ci coś. Następnym razem, kiedy się spotkamy, na prawdziwej randce, 
zdradzę ci niektóre z moich sekretów, Delilo Peirce.  

W tamtej chwili czułam się taka szczęśliwa przez to, co powiedział, jakby zależało mu 

na mnie wystarczająco, aby opowiedzieć mi o swoich sekretach, jakbym miała nad nim jakąś 
władzę.  Ale  gdybym  przyjrzała  się  temu  bliżej,  nie  była  tak  zaślepiona  potrzebą  bycia 
zauważoną, dostrzegłabym, że to on miał kontrolę.  

Ale nie widziałam tego w ten sposób, tylko tańczyłam z nim jak w transie, pochłonięta 

wszystkim co zrobił czy powiedział, jakby jego spojrzenia i słowa były zrobione ze złota – 
może  nawet  warte  więcej,  bo  sprawiały,  że  czułam  się,  jakbym  ja  dzięki  nim  była  warta 
więcej.  

Potem  zjawiła  się  Nikki  ubrana  w  swoją  czarną  skórzaną  sukienkę,  która  bardzo 

przypominała mi czarny pierzasty kostium Odylii noszony w Jeziorze Łabędzim.  

−  Pozwolisz,  że  się  wetnę?  –  pyta,  ściskając  bardziej  ręce  przy  bokach,  żeby 

stworzyć większy rowek między cyckami.  

Dylan lekceważy ją. – Nie, dzięki, Nikki. Tańczę już z Delilą.  

Uśmiecham  się  do  niej  słodko  i  niemal  czuję  palenie  jej  śmiercionośnego  spojrzenia, 

kiedy  się  wycofuje.  –  Cóż,  w  takim  razie  może  później.  Po  tym  jak  Panna  Słodkie 
Niewiniątko  pójdzie  do  łóżka  –  mówi  nie  patrząc  na  mnie,  ustawiając  mnie  na  swoje 
miejsce, jak prawdziwa diablica.  

On  nadal  ją  ignoruje  i  trzyma  ręce  na  moich  biodrach,  kołysząc  nami  do  muzyki,  i  w 

końcu  ona  odchodzi.  Dalej  tańczymy  i  rozmawiamy  na  lżejsze  tematy,  jak  nasze  ulubione 
jedzenie,  kolor,  zespół,  samochód.  Robimy  to  godzinami  i  za  każdym  razem,  kiedy  on 
uśmiecha się albo śmieje z czegoś, co powiem, czuję jak mój żołądek robi salto i nie chcę, by 
ta noc kiedykolwiek się skończyła.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

27 

Ale  się  kończy,  i  do  czasu,  gdy  muszę  iść  do  domu  czuję  się,  jakbym  latała.  Dylan 

odprowadza  mnie  do  drzwi.  Muska  ustami  moje  wargi.  A  potem  zostaje  tam,  dopóki  nie 
jestem bezpieczna w środku i zamykam drzwi.  

To idealna noc. Wszystko jest idealne i odtańcowuję sobie drogę do pokoju czując się 

tak, jakbym właśnie dostała główną rolę. Ale tuż przed wejściem do łóżka spoglądam przez 
okno  i  widzę  Dylana  stojącego  na podjeździe  rozmawiającego  z  samą  diablicą,  śmiejącego 
się, gdy dotyka jego ramienia i nachyla się, by wyszeptać mu coś do ucha. Wmawiam sobie, 
że to nic nie znaczy, że to tylko rozmowa i przyjacielskie dotykanie, ale kiedy kładę się do 
łóżka,  zraniona  i  na  granicy  płaczu  zdaję  sobie  sprawę,  że  ta  noc  znaczyła  dla  mnie 
wszystko.  

I był to niebezpieczny sposób myślenia, bo już pozwalałam sobie zatonąć w Dylanie, a 

miałam zatonąć jeszcze bardziej. Tak wiele łez. Złamanego serca. Rozczarowań.  

Bólu.  

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

28 

Rozdział 4 

Pożeraczka Męskich Serc 

Zajmuje  mi  jakiś  czas  odpuszczenie  tej  całej  sprawy  z  Nikki.  To  nie  tak,  że 

powiedziałam  coś  Dylanowi  na  ten  temat,  ale  za  każdym  razem,  kiedy  rozmawiamy,  nie 
potrafię powstrzymać się od myślenia czy przespał się z nią tamtej nocy, czy patrzył na nią 
tak  jak  na  mnie.  Sprawił,  że  poczuła  się  wyjątkowo,  tak  jak  ja  się  czuję  dzięki  niemu 
każdego dnia.  

Jeszcze nie poszliśmy na oficjalną randkę, więc nadal nie znam jego sekretów. Jednak 

zaczynam  spędzać  coraz  więcej  czasu  na  podwórzu  przed  domem.  Lekcje  tańca  nie 
odbywają się podczas wakacji, więc nie mam zbyt wiele do roboty. Ale stale jestem zajęta, 
czytając  na  podwórku,  opalając  się  na  podwórku,  posuwając  się  nawet  aż  do  koszenia 
trawnika, tylko po to, bym mogła patrzeć na Dylana jak pracuje przy samochodzie, od czasu 
do czasu obczajając jego tyłek i wszystko inne, co mogę pochwycić wzrokiem.  

Niesamowite  jest  to,  że  on  zawsze  podchodzi  i  rozmawia  ze  mną.  Każdego  dnia  od 

dwóch tygodni. Wiele naszych rozmów skupia się na aucie, nad którym pracuje. Mimo iż nie 
interesuję  się  samochodami,  przytakuję  i  udaję,  że  jestem  superzainteresowana  wszystkim, 
co  mówi,  żeby  dalej  ze  mną  rozmawiał  i  mam  nadzieję  polubił.  Zadaje  mi  również  dużo 
pytań,  jak  na  przykład  o  to  co  lubię  a  czego  nie  lubię,  skąd  jestem,  co  robię  dla  zabawy. 
Jednak  nie  próbuje  znowu  mnie  pocałować  i  łapię  się  na  tym,  że  tęsknię  za  dotykiem  jego 
warg i uczuciem poruszenia, jakie we mnie wywołał jego pocałunek.  

−  Nie ma mowy, żeby to była prawda – mówię po dość długiej rozmowie o muzyce 

i  koncertach,  gdy  stoimy  przy  ogrodzeniu.  –  Naprawdę  widziałeś  jak  grają 
Unwritten Law?  

Kiwa  głową,  gdy  wyciera  ręce  ze  smaru  o  szmatkę.  –  Taa,  trzy  lata  temu.  –  Rzuca 

ścierkę na ziemię. – Na żywo są jeszcze lepsi.  

Wycieram  pot  z  czoła.  Kosiłam  trawnik,  aż  w  końcu  wyszedł  z  domu,  i  jestem  taka 

spocona i brudna, ale  nie chciałam  odejść w  obawie,  że ominie  mnie  rozmowa  z  nim,  jeśli 
bym  to  zrobiła.  –  Chyba  z  większością  zespołów  tak  jest  –  mówię.  –  Przynajmniej  są 
mocniejsi.  Cóż,  za  wyjątkiem  zespołów  heavy  metalowych,  ale  i  tak  nie  mogę  znieść  tej 
muzyki.  

Potakuje, zgadzając się. – Ta, prawdopodobnie to też moja najmniej ulubiona muzyka.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

29 

−  Szkoda, że nie można pooglądać starych zespołów grających jak Lynyrd Skynyrd 

– mówię. – Teraz to byłoby coś.  

−  Poważnie  słuchasz  Lynyrd  Skynyrd?  –  pyta,  z  powrotem  podchodząc  do 

ogrodzenia, po wyciągnięciu butelki wody z minilodówki obok samochodu.  

Kiwam głową, zakładając kosmyk włosów za ucho. – Tak, w zasadzie to dużo słucham 

klasycznego rocka, ale to może dlatego, że mama zakorzeniła mi go w głowie, odkąd miałam 
pięć lat.  

Przekrzywia  głowę  na  bok,  gdy  jego  wzrok  przesuwa  się  szybko  do  drzwi  mojego 

domu, tuż za mną. – Twoja mama wydaje się być interesującą kobietą – mówi.  

Staram się nie reagować, chociaż chcę na niego krzyczeć, że jest prawdziwą pożeraczką 

męskich serc. – Taa, chyba tak.  

Opiera  się  o  płot,  mięśnie  jego  szczupłych  ramion  napinają  się,  gdy  krzyżuje  je  na 

górnej części metalowego słupka. – Jak zarabia na życie? – pyta.  

−  Pracuje w barze – odpowiadam wzburzona. – A co?  

Wzrusza  ramionami.  –  Nie  wiem…  Po  prostu  widzę  jak  przychodzi  i  wychodzi  z 

wieloma facetami.  

−  To  dlatego,  że  codziennie  sypia  z  nowym.  –  Wymyka  mi  się  to  trochę,  ale  nie 

chcę tego cofnąć. W rzeczywistości mam nadzieję, że go to odrzuci.  

Wygina na mnie brwi, wyglądając na jeszcze bardziej zainteresowanego niż wcześniej, 

co oznacza, że epicko zawaliłam. – Poważnie? – Rozważa coś przez chwilę i ciągle zerka na 
mój dom, jakby miała z niego wyjść moja mama odziana w bieliznę, co zapewne nie byłoby 
pierwszym razem.  

Zaciskam wargi, nie cierpiąc tego, jak jest nią zainteresowany. – Cóż, jestem pewna, że 

gdybyś do niej podbił, pewnie i z tobą by się przespała – mówię złośliwie.  

Spogląda na mnie z pytającym wyrazem twarzy. – Myślisz?  

Gniew gotuje się pod moją skórą. – Może. Lubi młodszych facetów.  

Jego wzrok wwierca się we mnie. – I nie miałabyś nic przeciwko temu?  

−  Gdybyś się przespał z moją matką? – pytam. – Możesz robić, co tylko chcesz. – 

W  tej  chwili  nienawidzę  mojej  matki.  Nienawidzę,  że  jest  taka  ładna. 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

30 

Nienawidzę, że o wiele bardziej lubi sypiać z facetami, niż lubi własną córkę, bo 
w  tym  momencie  wiem,  że  gdyby  Dylan  do  niej  podbił,  wyrwałaby  go, 
wykorzystała, a następnie porzuciła.  

Co jest dokładnie tym, czego ja chcę, za wyjątkiem części z porzucaniem. Chciałabym 

go zatrzymać.  

Wpatruje  się  we  mnie  parę  chwil  dłużej,  a  następnie  jego  intensywne  spojrzenie 

łagodnieje, gdy wygląda niemal na zadowolonego. – Chciałabyś gdzieś ze mną pójść?  

Prawie  opada  mi  szczęka.  Co  do  diabła?  Jak  przeszliśmy  od  zadawania  pytań  o  moją 

matkę do zaproszenia mnie w końcu na randkę? Mimo to, mówię: - Gdzie?  

Staje  prosto,  ocierając  pot  z  czoła  wierzchem  dłoni.  –  Razem  z  paroma  znajomymi 

chcemy pojechać na festyn do Jackson, pojeździć na karuzelach i spędzić wspólnie czas. Na 
pewno będzie trochę nudno, ale możemy sprawić, żeby było zabawnie. – Puszcza mi oczko i 
uśmiecha się, pojawiają się dołeczki, a moje serce pomija uderzenie.  

−  Jasne, brzmi nieźle – mówię spokojnym głosem, pomimo zawrotów głowy.  

−  Naprawdę?  –  Powstrzymuje  rozbawienie,  gdy  zaczyna  odchodzić  do  swojego 

domu. – No dobrze, Rudzielcu, będę po ciebie o ósmej.  

Ściągam brwi. – Rudzielcu?  

Tłumi śmiech, gdy z powrotem podchodzi do mnie i wyciąga rękę. Przestaję oddychać, 

przerażona  i  podekscytowana,  gdy  owija  wokół  palca  pasmo  moich  włosów.  –  Tak,  twoje 
włosy.  –  Oplata  je  wokół  palca,  ciasno,  pociągając  je  wystarczająco  mocno,  bym  poczuła 
ukłucie na skórze głowy. – Czerwony to w sumie mój ulubiony kolor… Planuję pomalować 
mój samochód na czerwono i w ogóle. – Ciągnie za moje włosy trochę mocniej, obserwując 
moją reakcję z fascynacją. – W rzeczywistości, to od dzisiaj mam zamiar cię tak nazywać.  

Nie  jestem  pewna,  czy  zgadzam  się  z  jego  przezwiskiem  dla  mnie,  bo  nie  potrafię 

powstrzymać  się  od  wyobrażania  sobie  postaci  z  komiksu  Marvel,  Rudej  Sonji,  która  była 
czerwonowłosą i  niesamowicie piękną  kusicielką  kołyszącą  się  w  bikini,  a nic  z  tego  mnie 
nie opisywało – no dobra, może z wyjątkiem moich rudych włosów.  

Wypuszcza  moje  włosy  i  chowa  dłonie  do  kieszeni  luźnych  dżinsów.  –  Odbiorę  cię  o 

ósmej – mówi, a potem odwraca się i wraca do swoich narzędzi rozrzuconych na podjeździe 
obok samochodu.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

31 

Patrzę jak się pochyla, pocieram głowę w miejscu, w którym pociągnął mnie za włosy, 

motylki trzepoczą mi w brzuchu. To musi być randka.  

Idę na swoją pierwszą randkę.  

Praktycznie  podskakuję,  gdy  wchodzę  do  salonu.  Mama  też  musi  zauważać  moje 

nazbyt  szczęśliwe  nastawienie, bo natychmiast  przybiera ten  dziwaczny  wyraz  twarzy,  gdy 
podnosi wzrok znad malowania paznokci u stóp. Z wieży leci „Maneater” Hall & Oates, a w 
telewizji puszczają jakąś telenowelę, ale dźwięk jest wyciszony.  

−  Z czego się tak cieszysz? – pyta, pociągając lakierem po paznokciu.  

Wskakuję na kanapę stojącą naprzeciw tej, na której siedzi, chwytam poduszkę i kładę 

ją sobie na kolanach. – Chłopak zaprosił mnie na randkę.  

Spogląda na mnie. – Masz na myśli tego, który był powodem twoje ciągłego koszenia 

mojego trawnika.  

−  Nie  mam  pojęcia  o  czym  mówisz.  –  Udaję  głupią,  nie  dlatego,  że  się  boję,  że 

będzie  mi  dokuczać  albo  powie,  że  jest  dla  mnie  za  stary.  Ale  dlatego,  że 
obawiam się, iż mi go ukradnie.  

−  Z  pewnością.  –  Kręci  głową,  uśmiechając  się,  gdy  zakręca  lakier.  –  Więc  w 

końcu cię zaprosił?  

−  Tak – mówię, przytulając poduszkę do klatki piersiowej.  

Rozmyśla nad tym. – Niezła z niego sztuka. Jestem z ciebie dumna, Delilo. – Czuję to 

uderzenie  dumy,  gdy  to  mówi  i  słońce  wydaje  się  trochę  jaśniejsze,  jakbym  nie  stała  w  jej 
cieniu.  Potem  obraca  się  na  kanapie,  opiera  stopy  o  stolik  kawowy  przed  sobą  i  poklepuje 
miejsce obok siebie. – Siądź przy mnie, żebyśmy mogły porozmawiać.  

Wzdycham, wstaję i przechodzę przez pokój, siadając obok niej. – Proszę, powiedz, że 

nie masz zamiaru dawać mi wykładu o seksie, bo ja już wiem jak to działa.  

Unosi na mnie brwi z zaciekawieniem. – Jak dobrze wiesz?  

Z  jakiegoś  powodu  czuję  się  zawstydzona,  gdy  przyznaję  prawdę.  –  Nie  za  dobrze.  – 

Policzki mi płoną. – To znaczy, nadal jestem dziewicą.  

Przygląda  mi  się,  jakby  chciała  określić,  czy  ten  fakt  ma  coś  wspólnego  z  moim 

wyglądem czy nie. Nie jestem pewna, co stwierdza, ale kiedy odwraca wzrok, wyciąga rękę 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

32 

po torebkę na stole. Rozpina ją, sięga do środka i coś z niej wyjmuje. –  Weź to ze sobą. – 
Podaje mi to, co ma w dłoni.  

Patrzę w dół na prezerwatywę. – Mamo, nie sądzę— 

−  Możesz nie myśleć, że cokolwiek się wydarzy – przerywa mi. – Ale jesteś piękną 

dziewczyną, Delilo, i jeśli zdecydujesz się wykorzystać to piękno, chcę, żebyś się 
upewniła,  że  masz  kontrolę  nad  sytuacją.  –  Wstaje  i  idzie  pokracznie  w  stronę 
korytarza,  bo  jej  paznokcie  wciąż  schną.  –  Nigdy  nie  pozostawiaj  decyzji 
facetowi – woła przez ramię, wychodząc z pokoju.  

Tak bardzo jak byłam zazdrosna o moją matkę, doskonale trafiła w puentę. Taką, której 

żałuję nie posłuchania na głębszym poziomie, nie wzięcia jej jako subtelnego ostrzeżenia nie 
tylko  po  to,  by  uchronić  mnie  przed  uprawianiem  seksu,  ale  żeby  uchronić  mnie  od 
skrzywdzenia, zagubienia, zatracenia siebie.  

Zabawne,  ale  to  była  jedna  z  naszych  ostatnich  prawdziwych  rozmów,  która  miała 

jakiekolwiek  znaczenie.  Kiedy  lata  mijały,  a  my  się  oddalałyśmy,  i  kiedy  odeszłam,  ona 
nigdy nie przyszła mnie szukać. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek się dowie, że umarłam. 
Albo  czy  kiedy  lub  jeśli  moje  ciało  zostanie  odnalezione,  skończę  jako  kolejna  nieistotna, 
niezidentyfikowana Jane Doe.  

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

33 

Rozdział 5 

Czerwona sukienka 

 

Dylan  nie  kłamał,  kiedy  mówił,  że  po  mnie  przyjdzie.  W  zasadzie  to  przyszedł  do 

mojego domu, mimo iż planowałam wyjście na podwórze, żebyśmy się mogli spotkać.  

To moja mama była tą, która otworzyła drzwi i słyszę, jak rozmawia z nim w salonie, 

śmiejąc  się.  Dźwięk  ten  jest  heavy  metalem  dla  mych  uszu  i  mam  nadzieję,  że  ona  ma  na 
sobie ubrania, ale wątpię.  

Staram  się  pospieszyć  i  być  gotową.  Byłam  taka  podenerwowana,  że  nie  potrafiłam 

zdecydować, co założyć. Na początku miałam zamiar iść w czymś, co podążało za wzorem 
mojej  normalnej  garderoby,  jak  na  przykład  obcisłe  dżinsy,  sandały  i  może  fantazyjną 
bluzkę.  Ale  wtedy  nie  potrafiłam  powstrzymać  się  od  myślenia  o  tej  biuściastej  blondynce 
imieniem Nikki i zdzirowatej skórzanej sukience, jaką miała na sobie i jak zdobywała uwagę 
wszystkich,  kiedy  tańczyła  na  samochodzie.  Więc  zdecydowałam  się  na  coś  mniej 
podobnego do Delili, a bardziej seksownego i pasującego do pseudonimu „Rudzielec”.  

Z  mojego  odtwarzacza  leci  piosenka  „Heart  of  Glass”  Blondie,  gdy  pracuję  nad 

upięciem  włosów  w  jakąś  fajną  fryzurę.  Ale  jest  gorąco,  a  duszne  powietrze  sprawia,  że 
moje  włosy  zwisają  bezwładnie.  Chcę,  żeby  wyglądały  naprawdę  seksownie,  ponieważ 
Dylan  się  nimi  bawił,  ale  porzucam  nadzieję,  gdy  coraz  więcej  kosmyków  wypada  ze 
wsuwek.  W  końcu  wyciągam  wszystkie  kosmyki  i  przeczesuję  je  palcami,  więc  są  trochę 
faliste.  Następnie  maluję  usta  jakąś  czerwoną  szminką,  którą  podkradłam  matce  z 
kosmetyczki. Po dodaniu sznura pereł, by wyglądać doroślej, podchodzę do dużego lustra i 
badam swoje odbicie.  

Mam na sobie czerwoną sukienkę, która otula moje ciało i koronkowy stanik push-up, 

który  leżał  w  komodzie,  odkąd  mama  dała  mi  go,  gdy  miałam  czternaście  lat  –  musiałam 
nawet  oderwać  metki.  Ale  on  jest  usztywniony  i  ma  fiszbiny  i  sprawia,  że  moje  piersi 
wypychają się z górnej części dekoltu.  

−  Mam  rowek  między  piersiami  –  mówię,  obracając  się  bokiem  i  wypinając 

dumnie  piersi,  gdy  przebiegam  dłońmi  po  wszystkich  swoich  krągłościach. 
Włosy  opadają  mi  na  ramiona,  a  białe  perły  trochę  kolidują  z  czarnymi 
seksownymi szpilkami, ale tylko trochę, i po raz pierwszy podoba mi się to, jak 
wyglądam.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

34 

Bo nie jestem nijaka.  

Niewidzialna.  

Promieniuję jak ogień.  

Po raz pierwszy w historii czuję się pewnie.  

Czuję się jak Rudzielec.  

Ale  wtedy  moja  mama  wchodzi  do  pokoju,  nie  mając  na  sobie  nic  poza  jedwabnymi 

szortami i pasującą bluzeczką bez stanika i nagle iluzja bogini w lustrze pęka.  

−  Ładnie wyglądasz – mówi po otwarciu drzwi.  

−  Dzięki – mówię, sięgając po perfumę z komody. – Czy Dylan tam czeka?  

Potakuje,  a  następnie  zostawia  drzwi  otwarte,  gdy  wychodzi.  Biorę  głęboki  wdech 

czując,  jak  nerwy  drżą  we  mnie,  ale  unoszę  brodę  do  góry,  gdy  biorę  torebkę  i  ruszam  do 
salonu.  

Kiedy  tam  wchodzę,  Dylan  stoi  do  mnie  tyłem  oglądając  jakieś  zdjęcia  na  ścianach 

przedstawiające  to,  czym  kiedyś  była  moja  rodzina.  Nie  jestem  pewna,  jak  przykuć  jego 
uwagę, więc odchrząkuję.  

Odwraca się, a ja zaciskam dłoń na torebce, gdy skanuje mój strój, moje ciało, włosy. – 

Wyglądasz  niesamowicie  –  mówi  z  pożądaniem  w  oczach,  które  sprawia,  że  cieszę  się,  iż 
wybrałam tę czerwoną sukienkę.  

Powolny, niepewny oddech ulatuje z moich ust. – Dziękuję.  

Znów obejmuje mnie wzrokiem i promieniuje od niego jeszcze więcej pożądania. – Nie 

ma za co – mówi, a następnie oferuje mi dłoń.  

Przyjmuje  ją  i  ponownie  czuję  magię  w  jego  dotyku,  gdy  prowadzi  mnie  do  drzwi. 

Myślałam,  że  ta  noc  była  pełna  magii  i  możliwości  i  miałam  zamiar  zmienić  się  z  tego 
powodu.  

I zmieniłam.  

Ale nie na lepsze.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

35 

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

36 

Rozdział 6 

Rudzielec i Wielki Zły Wilk 

 

Lata  w  Maple  Grove  są  zaskakująco  gorące,  zważając  na  fakt,  jak  intensywne  są  tu 

zimy.  Jest  ósma  trzydzieści  wieczorem,  a  nadal  jest  tak  samo  gorąco  jak  w  południe.  Ale 
cieszę  się  ciepłem,  gdy  spaceruję  na  festynie  z  Dylanem  u  swego  boku,  w  powietrzu  czuć 
zapach waty cukrowej i jabłek w karmelu, słychać dźwięk kolejek górskich i innych karuzel 
w  tle.  Wszędzie  błyskają  światła.  To  magiczna  noc  i  czuję  się  jak  Kopciuszek  na  balu, 
zwłaszcza  ze  sposobem,  w  jaki  Dylan  ciągle  na  mnie  spogląda  i  jak  trzyma  mnie  za  rękę 
przed całym światem i nie puszcza jej, nawet kiedy dołącza do nas kilkoro jego przyjaciół.  

Mnóstwo  czasu  spędzamy  jeżdżąc  na  karuzelach,  tych,  które  pozwala  mi  wybrać,  w 

ogóle nie narzekając, nawet jeśli mówię, że chcę się przejechać na diabelskim młynie, który 
jest znany jako „karuzela dla par”. Mówi mi, że ładnie wyglądam, że lubi mój śmiech. Dużo 
się  uśmiecha.  Ma  naprawdę  ładny  uśmiech,  taki,  za  którym  oglądają  się  ludzie  i  który 
sprawia, że tracę oddech.  

Do czasu, gdy schodzimy z jednej z karuzel, jestem naćpana tą nocą, podniecona nią, że 

robię  kilka  piruetów  z  rękami  wyciągniętymi  przed  siebie,  gdy  schodzę  po  rampie,  aż  do 
samego dołu.  

Dylan śmieje się, gdy docieram na dół. – To było imponujące.  

−  To  było  nic  –  mówię  dumnie,  a  potem  robię  kilka  obrotów  fouetté,  kołysząc 

lekko  nogą,  gdy  obracam  się  w  miejscu  na  jednym  palcu.  Uśmiecham  się,  gdy 
kończę,  Dylan  odwzajemnia  uśmiech,  całkowicie  zadowolony,  a  to  sprawia,  że 
czuję się w środku ciepła i pozbawiona tchu.  

Potem Dylan schodzi z rampy i muska dłonią dół moich pleców, nim ruszamy dalej. – 

Więc, Rudzielcu. – Ma na sobie parę ciemnych dżinsów z odrobiną wystrzępień. Jego czarna 
koszulka  jest  wystarczająco  obcisła,  że  mogę  dostrzec  jak  solidna  jest  jego  klata.  Ma  też 
czarną  bejsbolówkę  założoną  tył  na  przód,  ukrywającą  jego  włosy,  ale  wciąż  wygląda  tak 
seksownie jak wtedy, gdy stał bez koszulki pracując przy samochodzie. – Opowiedz mi coś o 
sobie.  

−  Co na przykład? – pytam, bawiąc się paskiem przy sukience, skórę mam wilgotną 

od gorąca i tanecznych ruchów.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

37 

Wzrusza  ramionami.  –  Cokolwiek  –  mówi.  –  Kim  jesteś?  Skąd  jesteś?  Chcę  się 

dowiedzieć o tobie więcej.  

Wachluję  sobie  dłonią  przed  twarzą.  –  Więc,  tak  naprawdę  to  kiedyś  mieszkałam  w 

Fairmount,  ale  mama  i  tata  rozwiedli  się  kilka  lat  temu  i  przeprowadziłyśmy  się  tutaj,  bo 
mama musiała zacząć od początku.  

−  Odwiedzasz  czasem  tatę?  –  pyta,  patrząc  na  mnie,  gdy  idziemy,  światła  wokół 

nas odbijają się w jego oczach.  

Kręcę głową. – Nie widziałam się z nim od rozwodu.  

Posyła mi współczujące spojrzenie. – To do bani.  

Potakuję  w  zgodzie,  patrząc  na  budkę  z  kandyzowanymi  jabłkami  obok  mnie.  –  Tak, 

ale prawdopodobnie tak jest najlepiej.  

Następuje  krótkotrwała  pauza,  a  kiedy  na  niego  spoglądam,  posyła  mi  pytające 

spojrzenie. – Skąd to wiesz? – pyta.  

Wzruszam  ramionami,  zatrzymując  się  i  szurając  obcasami  po  ziemi.  –  Cóż,  on  też 

chciał zacząć od nowa, tak jak mama, tylko że on zamiast przeprowadzki znalazł sobie nową 
idealną rodzinkę, a ja nie bardzo pasuję do tego obrazka.  

Jego  oczy  spokojnie  skanują  moje  nogi,  dekolt,  szyję,  lądując  w  końcu  na  moich 

oczach. Jego oczy są przymknięte i cudowne, a jego uwaga sprawia, że czuję się wyjątkowa. 
– Jak dla mnie wyglądasz całkiem idealnie.  

Policzki mi płoną od jego komplementu. Żaden chłopak nigdy tak do mnie nie mówił i 

czuję  się,  jakbym  się  miała  rozpuścić.  –  Dzięki,  ale  nie  sądzę,  by  on  się  z  tym  zgadzał  – 
mówię i znów zaczynamy iść. – W rzeczywistości dość jasno dał to do zrozumienia, kiedy 
całkowicie zrzekł się praw rodzicielskich na rzecz mamy, bo – robię w powietrzu cudzysłów 
–  nie  miał  czasu,  by  w  odpowiedni  sposób  wychować  nastolatkę.  –  Opuszczam  ręce  do 
boków. – Cokolwiek to do cholery oznacza.  

−  Myślę,  że  twój  tata  jest  dupkiem  –  mówi  z  taką  złością  w  głosie,  że  odrobinę 

mnie  to  straszy.  A  powinno  przestraszyć  bardziej.  Żałuję,  że  nie  mogę  cofnąć 
czasu i potrząsnąć tą dziewczyną, powiedzieć jej, żeby się obudziła i dostrzegła 
znaki, ale nie mogę. Wszystko, co mogę zrobić, to pamiętać.  

Wyciąga  rękę  i  ujmuje  mój  policzek.  Gniew  nadal  tam  jest  i  mogę  wyczuć,  jak  jego 

dłoń się trzęsie. – Jak mógł cię nie chcieć?  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

38 

Jego słowa są tak obezwładniające, że zaczynam drżeć, walcząc o utrzymanie nóg pod 

sobą. On też to czuje i unosi drugą rękę, ujmując moją twarz w swoje dłonie.  

−  Hej,  chcesz  iść  gdzieś,  gdzie  jest  bardziej  prywatnie?  –  pyta,  na  jego  twarzy 

powoli  rozprzestrzenia  się  uśmiech.  –  Gdzieś,  gdzie  moglibyśmy  porozmawiać 
bez całego tego zgiełku i chaosu.  

Przytakuję chętnie. – Tak, byłoby świetnie.  

* * * 

Zabiera  mnie  do  punktu  obserwacyjnego,  który  jest  znany  z  tego,  że  chodzą  tam 

nastolatki  i  się  obmacują.  Nigdy  tam  nie  byłam,  ale  jak  już  tam  docieramy,  zdaję  sobie 
sprawę  z  uroku  tego  miejsca.  Ma  cudowny  widok  na  miasto,  światła  skrzące  się  w  dole  i 
gwizdy migoczące powyżej. Na dodatek jest cicho i nikogo nie ma wokół, więc mamy sporo 
prywatności.   

−  Wiesz, często tu przychodziłem w czasach liceum – przyznaje, gdy parkujemy, a 

on  zaciąga  hamulec  ręczny,  zostawiając  włączoną  klimatyzację  i  radio,  a  także 
światła.  

Chcę go zapytać, czy zabierał tu inne dziewczyny, ale nie chcąc wyjść na absurdalnie 

zazdrosną, pytam: - Czy to nie było jakoś w tym roku?  

Kręci głową. – Nie chodzę do szkoły od dwóch lat. – Robi pauzę, spoglądając na mnie. 

– Rzuciłem naukę na początku pierwszego roku.  

−  Och. – Nie jestem pewna, jak odpowiedzieć.  

−  Czy  teraz  myślisz  o  mnie  gorzej?  –  pyta,  bardziej  rozbawiony  przez  moją 

dyskomfortową  reakcję,  niż  cokolwiek.  –  Że  jesteś  na  randce  z  kolesiem,  który 
nie ukończył szkoły?  

−  Nie  bardzo.  –  Obracam  się  w  miejscu  twarzą  do  niego,  chowając  sukienkę  pod 

nogami. – Sama nie jestem taka świetna w szkole.  

−  Tak, ale nadal do niej chodzisz – mówi, obracając się w fotelu i opierając się o 

drzwi, uwagę wciąż skupia na mnie. – Ja postanowiłem zrezygnować i się lenić.  

−  Nie jesteś leniem – mówię mu. – Pracujesz.  

−  Taa, ale nie mam stałej pracy – mówi, na chwilę do jego głosu wkrada się gorycz. 

– Jestem tylko spłukanym frajerem w wieku osiemnastu lat.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

39 

Serce mi się kraje. – Nie wierzę, że to prawda.  

−  Tak,  ale  prawie  w  ogóle  mnie  nie  znasz.  A  gdybyś  zapytała  o  to  mojego  ojca, 

powiedziałby ci, jak bardzo się mylisz.  

−  Cóż,  myślę,  że  twój  ojciec  to  idiota.  W  rzeczywistości,  większość  ojców  nimi 

jest.  

Przez chwilę siedzi w ciemnościach milcząc, a kiedy znów się odzywa, jest spokojny i 

zadowolony. – Tak myślisz?  

Kiwam głową, uwielbiając fakt, że sprawiłam, iż poczuł się lepiej. – Ja to wiem.  

Przysuwa  się  do  mnie  bliżej  i  pochyla  nad  konsolą.  –  Wiesz  co,  Rudzielcu,  jesteś 

bardzo mądra jak na szesnastolatkę.  

Moja ekspresja natychmiast opada. – Mam siedemnaście lat.  

Wyciąga  do  mnie  rękę  i  chwyta  pasemko  moich  włosów.  –  Uważam  to  za  urocze,  że 

próbujesz  udawać  starszą  –  mówi.  –  Ale  przysięgam,  że  to  nie  ma  znaczenia.  –  Bawi  się 
kosmykiem  moich włosów, pociągając za niego. – I taka mała rada. Następnym razem, jak 
skłamiesz na temat swojego wieku, powinnaś wtajemniczyć w to swoją mamę.  

−  Powiedziała ci. – Marszczę brwi, czując się śmieszna.  

Chichocze nisko. – W rzeczywistości to wiele mi powiedziała.  

−  Na przykład?  

Zaczyna owijać sobie moje włosy wokół palca, zmuszając mnie, bym przesunęła głowę 

bliżej niego, niemal jakby mnie nawijał do siebie. – Bardzo dużo rzeczy, jak na przykład to, 
że nigdy nie miałaś chłopaka – mówi, jakby zadowolony. – Ale nie mówmy o tym.  

Następnie, nie dając mi czasu na zawstydzenie się, pociąga za moje włosy tylko trochę i 

moje  usta  zderzają  się  z  jego  wargami.  Jego  smak  szybuje  przeze  mnie.  Czuję  się,  jakbym 
była  na  haju.  Potężna.  Nietrzeźwa.  A  to  uczucie  tylko  się  wzmaga,  gdy  wyciąga  mnie  z 
fotela  na  swoje  kolana  tak,  że  siedzę  na  nim  okrakiem  i  w  jakiś  sposób  robi  to  nie 
przerywając pocałunku.  

Na  początku  wszystko  zaczyna  się  niewinnie.  Nasze  języki  delikatnie  odkrywają 

nawzajem nasze usta, a on bawi się moimi włosami, przebiegając palcami po ramionach. Raz 
nawet drży, gdy przygryzam lekko jego dolną wargę, coś, co raz widziałam w telewizji.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

40 

Następnie jego ręka zaczyna wędrować pod moją sukienkę, wsuwając się pod materiał. 

A im gorętszy staje się nasz pocałunek, tym wyżej sunie jego ręka, aż w końcu łapie mnie za 
tyłek.  

Nigdy  wcześniej  nie  robiłam  tego  z  chłopakiem  i  czuję  się  pozbawiona  tchu, 

podekscytowana  i przerażona  w tym  samym  czasie,  bo to dla mnie  nowość i nie  jestem  na 
sto  procent  pewna,  czy  powinnam  chcieć,  żeby  dotykał  mnie  w  ten  sposób  tak  bardzo,  jak 
tego pragnę.  

Jestem taka zdezorientowana, a moje zagubienie tylko się wzmaga, gdy Dylan odchyla 

się do tyłu, chwyta rąbek mojej sukienki i ściąga mi ją przez głowę, nie dając mi nawet czasu 
na  reakcję.  Ale  teraz  wygląda  na  naprawdę  rozproszonego,  gdy  odrzuca  sukienkę  na  bok, 
jego oczy spijają moje ciało.  

Nadal się boję, jednak im dłużej patrzy na mnie z pożądaniem płonącym w oczach, tym 

bardziej się rozluźniam. Ale kiedy sięga do zapięcia mojego stanika, panikuję.  

−  Nigdy wcześniej tego nie robiłam – wypalam, krzyżując ramiona na piersiach.  

Jego  oczy  powoli  prześlizgują  się  z  mojego  dekoltu  do  twarzy.  –  Tak  jakby  się  tego 

domyśliłem – mówi kładąc dłoń na moim policzku i zwilżając wargi językiem.  

Czuję się obnażona, już nie wyjątkowa, tak jak na festynie. – Przepraszam.  

−  Wszystko w porządku – mówi, pokrótce przeszukując moje oczy. – Pierwszy raz 

może być przerażający, ale obiecuję, że będzie warto.  

Przełykam  z  trudem,  bo  nie  jestem  pewna  czy  chcę,  aby  mój  pierwszy  raz  odbył  się 

właśnie  teraz.  Próbuję  wymyślić  najlepszy  sposób,  żeby  mu  to  powiedzieć,  kiedy  sięga  za 
mnie i rozpina mi stanik, ale jestem rozdarta pomiędzy pragnieniem, aby dalej mnie dotykał i 
patrzył na mnie w ten sposób, a tym, żeby przestał.  

−  Boże, jesteś taka piękna – mówi, kiedy stanik opada z mojego ciała, a piersi są 

wyeksponowane. Wyciąga rękę i pociera palcem sutek z głodem w oczach, a ja 
dyszę.  Dźwięk  ten  wydaje  się  podkręcać  go  jeszcze  bardziej,  głód  ciemnieje  i 
przejmuje  w  nim  wszystko,  od  sposobu  w  jaki  się  porusza,  do  urywanych 
oddechów,  a  to  sprawia,  że  przez  chwilę  czuję  się  potężna.  –  Po  prostu  chcę 
całować cię całą. – Wciąż dotyka moją pierś, gdy nachyla się do przodu, by mnie 
pocałować,  a  mój  żołądek  wywraca  się  od  emocji.  –  Obiecuję  ci,  że  to  będzie 
przyjemne – mówi z ustami wiszącymi nad moimi.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

41 

−  Ale  co,  jeśli  nie  mogę  –  szepczę,  nienawidząc  się  w  tej  chwili  za  nie  bycie 

bardziej pewną siebie, za to, że nie jestem w stanie być bardziej jak moja matka i 
posiąść ten moment.  

−  Możesz – mówi. – Zatroszczę się o siebie.  

Nie chcę go zezłościć, ale jednocześnie jestem cholernie przerażona. – Ale ja nie mam 

pewności, czy  jestem  gotowa –  mówię,  czując  jak odrobinę  tego  ciężaru unosi  się  z  moich 
ramion, dopóki on nie odchyla się do tyłu i patrzy na mnie, a to intensywne uczucie w jego 
oczach sprawia wrażenie, jakby miał wybuchnąć.  

Jest  na  mnie  zły  i  już  dłużej  nie  patrzy  na  mnie  tak,  jakby  mnie  pragnął.  Czuję,  jak 

znikam, zamieniam się z powrotem w dawną Delilę. Znów staję się Niewidzialną Kobietą.  

−  Może  po  prostu  powinienem  zabrać  cię  do  domu  –  mówi,  odchylając  się  i 

spoglądając przez okno, nie na mnie.  

Mój umysł pędzi i czuję jak blaknę, im dłużej on na mnie nie patrzy. A potem zaczyna 

mnie  odsuwać,  a  ja  otwieram  usta  w  proteście,  ale  wszystko,  co  z  nich  wychodzi  to:  - 
Czekaj, chcę to zrobić.  

Nie  jestem  pewna,  czy  to  właściwa  rzecz  do  powiedzenia,  ale  on  spogląda  na  mnie  i 

czuję się odrobinę  lepiej. Jednak  z  jakiegoś powodu  moje  ramiona  wydają  się  cięższe,  gdy 
ciśnienie buduje się we mnie.  

−  Jesteś  pewna?  –  pyta,  przybliżając  się,  oczy  ma  skupione  na  mojej  klatce 

piersiowej.  

Daję  mu  chwiejne  kiwnięcie  głową,  całe  moje  ciało  drży.  Wtedy  spogląda  na  mnie,  a 

pożądanie  w  jego  oczach  jest  tak  przytłaczające,  że  muszę  zamknąć  swoje  własne.  Chwilę 
później całuje mnie, a ja odwzajemniam  pocałunki, pozwalając jego dłoniom wędrować po 
całym moim ciele, czując moją skórę, dotykając mnie. Im dłużej mnie dotyka, tym bardziej 
stabilna się robię. Już nie czuję się tak podenerwowana. Taka wystraszona. A kiedy kładzie 
mnie na tylnych siedzeniach w aucie i patrzy w dół na mnie, dosłownie się w nim zatracam.  

Oszczędzę wam szczegółów całej reszty, poza tym, że uprawialiśmy seks, co bolało, a 

po  wszystkim  on  mnie  tulił.  Prawdopodobnie  była  to  jedyna  część  tej  nocy,  która  mi  się 
podobała;  leżenie  na  tylnych  siedzeniach  jego  auta  z  głową  opartą  o  jego  tors,  z  myślami 
pędzącymi milion mil na minutę.  

Nawet patrząc na to teraz, nadal gubię się w tym, co się wtedy działo w mojej głowie. 

Dlaczego nie potrafiłam dostrzec, czym to było. Dlaczego nie potrafiłam być silniejsza i nie 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

42 

powiedziałam  mu,  że  nie  jestem  gotowa.  Dlaczego  nie  mogłam  po  prostu  zrobić  tego,  co 
chciałam, zamiast robić to, czego chciał on. Dlaczego nie potrafiłam dostrzec, że nie byłam 
Odettą,  a  on  nie  był  księciem  Zygfrydem.  Że  zamiast  tego  ja  byłam  małym  Czerwonym 
Kapturkiem, a on był Wielkim Złym Wilkiem.  

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

43 

Rozdział 7 

Grzmot przed deszczem 

 

To  zabawne,  że  kiedy  patrzę  wstecz  na  moje  życie,  widzę  wszystkie  błędy,  jakie 

popełniłam  i  jak  zaślepiona  byłam  przez  pragnienie  bycia  zauważoną.  Tak  wiele  lat 
spędziłam w cieniu matki, że kiedy w końcu zauważył mnie chłopak, pomyślałam, że dzięki 
temu będę silniejsza. Ale tak naprawdę, jedynie uczyniło mnie to słabszą.  

Może  gdybym  wiedziała,  co  mnie  czeka,  wolałabym  pozostać  w  cieniu  i  być 

niezauważoną. Ale szczerze, wątpię w to. Myślę, iż byłam zbyt próżna, by w tamtej chwili 
uwierzyć, że coś złego może mi się przytrafić, zwłaszcza śmierć.  

A  teraz  wszystko,  co  mogę  zrobić,  to  leżeć  w  tej  zimnej  wodzie,  wpatrywać  się  w 

burzowe chmury, słuchać jak bicie mego serca zanika i zastanawiać się, jak przeżyłam swoje 
życie… pozwolić wspomnieniom przejąć mnie i prześladować…  

Pomimo  mojego  niezręcznego  i  niekomfortowego  pierwszego  razu,  skończyłam  na 

częstym uprawianiu seksu z Dylanem. W połowie lipca jesteśmy stuprocentowo pochłonięci 
sobą nawzajem, spędzając ze sobą każdą godzinę. Chodzimy na imprezy i zamiast siedzieć 
na  swoim  podwórku  i  obserwować  jak  pracuje  przy  aucie,  siedzę  na  składanym  krzesełku 
przy jego samochodzie i rozmawiamy.  

To  nie  znaczy,  że  wszystko  jest  idealne.  Czasami  kłócimy  się  o  różne  rzeczy,  jak  na 

przykład  co  będziemy  robić  w  nocy.  To  nic  wielkiego  i  udaje  nam  się  sprawiać,  że  to 
wszystko  działa.  Dodatkowo  on  zawsze  sprawia,  że  czuję  się  wyjątkowo.  Zawsze  trzyma 
mnie za rękę. Zawsze całuje. Dotyka. Zawsze daje wszystkim znać, że jestem jego.  

Od  ostatnich  kilku  tygodni  chodziłam  z  wielkim  uśmiechem  na  twarzy,  co  zauważyła 

moja mama.  

−  Boże, już zapomniałam jakie to wszystko jest ekscytujące, kiedy jest się młodym 

–  komentuje,  kiedy  wchodzę  do  kuchni  ubrana  w  czerwoną  sukienkę,  bo 
uwielbiam jak Dylan na mnie patrzy za każdym razem, kiedy mam ją na sobie.  

Wyciągam z lodówki butelkę wody i przechodzę w stronę drzwi, robiąc mały piruet. – 

Ach, znów być młodą – żartuję i część mnie uwielbia fakt, że to ona patrzy na mnie z nutką 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

44 

zazdrości,  zamiast  na  odwrót.  Że  nie  czuję  się  taka  nieznaczna  stojąc  z  nią  w  jednym 
pomieszczeniu, kiedy nie ma na sobie nic prócz koszulki nocnej.  

−  To  gdzie  idziecie  dzisiaj  wieczorem?  –  pyta,  gdy  wyjmuje  patelnię,  by 

przygotować kolację.  

Sprawdzam swoje odbicie w małym lustrze na ścianie. – Na imprezę.  

Stawia patelnię na kuchence. – Jesteście ostrożni, prawda?   

Potakuję. – Zawsze.  

Zapala ogień w palniku. – To dobrze.  

Wychodzę  z  kuchni  i  idę  po  torebkę,  zanim  pójdę  spotkać  się  z  Dylanem.  Już  prawie 

zmierzcha i nadchodzą burzowe chmury. Słyszę dudnienie z oddali, grzmot przed deszczem, 
więc wracam do środka i zabieram kurtkę z wieszaka. Zakładam ją, gdy przecinam trawnik i 
okrążam  ogrodzenie  na  podjazd  Dylana.  Wówczas  siadam  na  masce  jego  samochodu  i 
czekam  na  niego  aż  wyjdzie,  bo  zabronił  mi  kiedykolwiek  pukać  do  drzwi,  bo  jego  matka 
nienawidzi, kiedy ktoś przychodzi.  

Ale mija dwadzieścia minut, a jego nadal nie ma. Zerkam na drzwi chcąc, by wyszedł, 

ale  one  pozostają  zamknięte.  Niebo  znów  zaczyna  dudnić.  Uderzają  pioruny,  oświetlając 
ziemię. A potem zaczyna lać deszcz.  

Zeskakuję z auta i biegnę do jego frontowych drzwi, jestem przemoczona do czasu, gdy 

do  nich  docieram.  Waham  się,  nim  pukam  cicho.  Nikt  nie  otwiera,  więc  pukam  trochę 
mocniej, a następnie odskakuję do tyłu, gdy drzwi się otwierają. Dylan stoi tam ze złością w 
oczach większą, niż widziałam kiedykolwiek i w całości skierowaną we mnie.  

−  Chyba  ci  powiedziałem,  żebyś  nigdy  nie  pukała  do  tych  cholernych  drzwi  – 

warczy, pierś faluje mu od oddechów.  

Potykam się do tyłu prosto w deszcz. – Przepraszam.  

Jego  mama  zaczyna  krzyczeć  w  tle,  każąc  mu  zamknąć  te  cholerne  drzwi,  że  jest  w 

głębokim  gównie  za  robienie  hałasu  i  obudzenie  ojca.  Że  jest  taką  pierdołą.  Z  jej  każdym 
kolejnym  słowem,  Dylan  robi  się  coraz  bardziej  spięty.  Rozgniewany.  Ale  nic  nie 
odpowiada.  Po  prostu  gromadzi  to  w  sobie  i  wychodzi  na  zewnątrz,  zatrzaskując  za  sobą 
drzwi.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

45 

Nie mówi ani słowa, gdy przepycha się obok mnie, stąpając po kałużach do samochodu, 

i  wsiada  do  środka.  Stoję  na  ganku  w  deszczu,  w  przemoczonej  kurtce,  zastanawiając  się, 
czy  powinnam  za  nim  pójść.  Wydaje  się  tak  rozgniewany,  że  nie  wiem,  co  robić.  Ale  on 
siedzi w aucie z uruchomionym silnikiem, jakby na mnie czekał, więc w końcu podbiegam 
do auta i wskakuję na miejsce pasażera.  

Kostki ma pobielałe, gdy ściska kierownicę, robiąc wdechy i wydechy. Nie ma na sobie 

kurtki, jego koszulka jest mokra, a krople deszczu staczają się po jego skórze.  

−  Wszystko w porządku? – pytam, wycierając deszcz z czoła.  

Nie  patrzy  na  mnie.  –  Nic  mi  nie  jest  –  mówi  chłodno,  a  następnie  wbija  wsteczny  i 

wycofuje auto na drogę.  

Nie odzywa się, gdy jedzie ulicą na obrzeża miasta. Im dłużej trwa cisza, tym mniejsza 

się  czuję.  Patrzę,  jak  budynki  i  domy  rozmywają  się,  deszcz  roztrzaskuje  się  o  ziemię  i 
zmywa wszystko ze swojej drogi.  

−  Przykro  mi,  że  zapukałam  do  drzwi  –  mówię  w  końcu,  gdy  skręca  z  głównej 

ulicy i zjeżdża na polną drogę, którą z jednej strony okalają drzewa, a w oddali 
majaczą góry.  

−  Nie ma znaczenia, czy ci przykro – mówi, jego uwaga skierowana jest wprost na 

drogę.  Widzę  błyskawice  odbijające  się  w  jego  oczach  za  każdym  razem,  gdy 
strzelają i podpalają jego gniew.  

Zaczynam się denerwować. – Dokąd jedziemy? Tu jest impreza czy co?  

Nie  odpowiada  mi,  a  kilka  minut  później  zatrzymuje  auto  przy  zatoczce  pod 

baldachimem  z  trzech  gałęzi.  Rozglądam  się  zastanawiając,  dlaczego  tu  jesteśmy, 
zastanawiając się, dlaczego na mnie nie patrzy. Zastanawiając się, czy jeszcze kiedykolwiek 
na mnie spojrzy.  

Bez  słowa  gasi  silnik,  wysiada  z  auta i  staje  w  deszczu  przed wozem.  Obserwuję,  jak 

opuszcza głowę, deszcz wali o niego sprawiając, że jest coraz bardziej mokry, jakby tonął.  

W  końcu  wysiadam  z  auta i stawiam  ku niemu  niepewne  kroki,  ziemia  pode  mną  jest 

miękka  i  moje  sandały  grzęzną  w  niej.  Kiedy  do  niego  docieram,  nie  od  razu  podnosi  na 
mnie  wzrok.  Wpatruje  się  w  ziemię,  cienka  strużka  wody  spływa  po  jego  czole.  Im  dłużej 
trwa  cisza,  tym  bardziej  chcę,  żeby  na  mnie  spojrzał.  Proszę.  Już  nie  mogę  znieść  tego 
milczenia. Niewidzialności.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

46 

Ostatecznie  daje  mi  to,  czego  chcę  bez  proszenia,  unosząc  podbródek,  i  jego  oczy 

ścierają się z moimi. Część mnie żałuje, że nie mogę cofnąć tego wewnętrznego życzenia, że 
nie  mogę  mu  powiedzieć,  żeby  patrzył  na  ziemię,  bo  patrzy  na  mnie  tak,  jakby  mnie 
nienawidził.  

−  Czy wiesz, co narobiłaś? – pyta, robiąc krok naprzód. – Jak bardzo mam zamiar 

policzyć się z tobą za zapukanie do tych cholernych drzwi?  

−  Powiedziałam,  że  mi  przykro  –  mówię  drżącym  głosem.  –  Ale  ty  nie 

wychodziłeś, a ja nie znam innego sposobu na skontaktowanie się z tobą.  

Moja  wymówka  złości  go  jeszcze  bardziej,  twarz  mu  czerwienieje.  –  To  powinnaś 

zaczekać przy samochodzie, tak jak ci kazałem.  

−  Ale padało – mówię, owijając ramiona wokół siebie, gdy ziąb przenika do moich 

kości. – I zmarzłam.  

−  Zmarzłaś.  –  Wpatruje  się  we  mnie,  furia  płonie  w  jego  oczach,  gdy  nad  nami 

rozbrzmiewa grzmot i rozbłyska piorun. – Uczyniłaś piekło z kolejnego tygodnia 
mojego życia, bo zmarzłaś. – Wybucha tym ostrym śmiechem, ale nie dlatego, że 
uważa,  iż  jest  to  zabawne.  Zaczyna  chodzić  przed  samochodem,  przebiega 
palcami przez mokre włosy, zaciska dłonie w pięści. – Wiesz jak to jest? Kiedy 
przez  cały  czas  na  ciebie  wrzeszczą?  –  Robi  pauzę,  jakby  czekał  na  moją 
odpowiedź i potrząsam głową. – Oczywiście, że nie wiesz. – Znów się śmieje, a 
śmiech ten przepełniony jest tak wielką ilością bólu i złości, że aż włosy stają mi 
dęba.  –  Nigdy  nie  powinienem  się  z  tobą  angażować  –  mówi.  –  Byłaś  zbyt 
niedojrzała. Wiedziałem o tym, ale przeszedłem obok tego, bo cię pragnąłem. – 
Odwraca się ode mnie i zaczyna iść w stronę drzew, jakby miał zamiar zniknąć w 
lesie  i  zostawić  mnie  samą.  –  Boże,  nawet  nie  potrafisz  posłuchać  prostego 
polecenia.  

Panikuję, im bardziej się ode mnie oddala, nie chcę zostać sama i ostatecznie pędzę za 

nim.  –  Dylan,  przepraszam  –  mówię.  –  Obiecuję,  poprawię  się.  Powiedz,  co  mam  zrobić, 
żeby to naprawić. – Doganiam go i owijam palce wokół jego ręki, próbując przyciągnąć go 
do siebie.  

Jak  tylko  go  dotykam,  czuję  jak  fala  przetacza  się  przez  jego  ciało.  Nawet  nie  zdaję 

sobie  sprawy  z  tego,  co  się  dzieje,  aż  jest  po  wszystkim.  Aż  jego  pięść  zderza  się  z  moim 
policzkiem.  Aż  w  uszach  zaczyna  mi  dzwonić.  Aż  świat  zaczyna  wirować.  Aż  pojawia  się 
ból.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

47 

Łapię  się  za  bolący  policzek,  gdy  on  stoi  przede  mną,  wyglądając  na  o  wiele 

spokojniejszego, podczas gdy po moich policzkach spływają gorące łzy, a deszcz od razu je 
zmywa.  

Kiedy  odtwarzam  sobie  tę  chwilę  w  pamięci  dostrzegam,  jak  mój  ból  przyniósł  mu 

odrobinę  spokoju  od  jego  własnego  wewnętrznego  bólu,  bólu,  którego  nigdy  w  pełni  nie 
zaczęłam  rozumieć.  Ale  wtedy  tego  nie  dostrzegałam.  Wtedy  czułam  swój  własny  ból  i 
wstyd. Moje własne zmartwienie, że to oznaczało koniec wszystkiego.  

Że już dłużej nie byłam Odettą.  

Łabędziem.  

Że znów mogłam stać się Delilą.  

To wydawało się takie odpychające. Takie przerażające. Znów stać się tą dziewczyną. 

Tą, której nikt nie dostrzegał. Tą, która żyła w cieniu.  

Boże, czego ja bym nie oddała, żeby znów być tą dziewczyną.  

 

 

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

48 

Rozdział 8 

Śmierć Delili i Narodziny Rudzielca 

 

W  ciągu  kilku  kolejnych  dni  trzymam  się  na  dystans  od  Dylana,  a  on  wydaje  się 

trzymać z dala ode mnie. Czasami widuję go, jak pracuje przy samochodzie, ale nie śmiem 
wyjść  na  zewnątrz  w  obawie  o  to,  co  mi  powie,  w  obawie  o  to,  że  znów  mnie  uderzy,  w 
obawie, iż powie, że to naprawdę jest koniec, że już nigdy więcej nie chce mnie widzieć.  

Chciałabym  móc  wam  powiedzieć,  że  częściowym  powodem,  dla  którego  trzymałam 

się z dala od Dylana było to, iż byłam na niego zła za uderzenie mnie, ale niestety nie o to 
chodziło. Rozgniewanie się o to nigdy nie przyszło mi do głowy. Tylko strach. Tak bardzo 
bałam się znów zostać sama, że to pożerało moje myśli.  

Strach jedynie rósł za każdym razem, gdy spędzałam czas w kuchni jedząc śniadanie z 

mamą i jej ostatnią nocną przygodą.  

−  Twój  policzek  wygląda,  jakby  się  goił  –  mama  zauważa,  gdy  polewa  syropem 

stosik  naleśników.  To  piąty  ranek  z  rzędu,  kiedy  jem  śniadanie  z  nią  i  innym 
facetem.  

Dotykam  policzka,  przypominając  sobie  trzask  błyskawicy  przed  ciosem, 

przypominając sobie jak Dylan odwiózł mnie do domu bez słowa i jak, kiedy mama zapytała 
mnie, co się stało, powiedziałam, że wdałam się w bójkę z jakąś dziewczyną na imprezie. – 
Nadal boli – mówię.  

−  Cóż,  może  następnym  razem  powinnaś  powstrzymać  się  od  bicia  –  mówi, 

przecinając naleśnika widelcem.  

Jej  dwudziestoparoletni  chłopak  z  kozią  bródką  spogląda  znad  naleśników.  –  Czemu? 

Walki dziewczyn są gorące.  

Mama  uśmiecha  się  do  niego  tym  natrętnym  uśmiechem  i  jestem  całkiem  pewna,  że 

koleś wstrzymuje oddech. Denerwuje mnie sposób, w jaki na nią patrzy i chcę, żeby przestał. 
Chcę, żeby patrzył na mnie.  

−  Ciągle się w nie wdaję – mówię, próbując nakłonić go do odwrócenia wzroku od 

mojej matki.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

49 

Nie robi tego jednak. W rzeczywistości to nachyla się i ją całuje. Parę dotknięć i jęków 

później znajdują się w pokoju mojej matki i gra muzyka. I ponownie stałam się Niewidzialną 
Dziewczyną, siedzącą w cieniu kuchni, z ciszą owinięta wokół mnie.  

Jem  swoje  naleśniki,  nie  spieszę  się  wiedząc,  że  kiedy  skończę,  nie  będę  miała  nic 

innego do roboty. Przełykam ostatni kęs, gdy słyszę pukanie do drzwi. Wstaję i podchodzę 
do drzwi, smutek mnie przytłacza. Już dłużej nie czuję się jak Odetta. Ani nawet jak łabędź. 
Moich skrzydeł nie ma, a cała magia, którą stworzył Dylan jest martwa i czuję się, jakbym 
umarła razem z nią.  

Wtedy otwieram drzwi, a on stoi tam z pojedynczą różą w dłoni. Jego oczy są na mnie, 

wyrzuty sumienia ma wypisane na twarzy, ból i smutek cieniują jego oczy.  

−  Przepraszam – mówi z męką w głosie. Jego wzrok pada na mój policzek, gdzie 

wciąż  pozostaje  drobne  zaczerwienienie.  –  Po  prostu  byłem  strasznie  zły  i… 
Boże, jestem takim dupkiem, że cię tak uderzyłem. – Robi pauzę, jakby czekał, 
aż coś powiem, ale nie mogę odnaleźć głosu. Więc podchodzi bliżej drzwi, a ja 
się nie odsuwam. – Po prostu byłem zły… mama wrzeszczała na mnie przez całe 
rano  i  byłem  przez  to  taki  wściekły…  zawsze  jestem.  –  Przełyka  z  trudem.  – 
Przysięgam,  że  już  nigdy  więcej  cię  nie  skrzywdzę.  Przysięgam  na  Boga,  jeśli 
dasz mi kolejną szansę… - Śmie dotknąć mojej twarzy i trzyma mój policzek w 
dłoni. – Proszę, powiedz, że dasz mi jeszcze jedną szansę.  

Gdy jego słowa uderzają we mnie, to samo robi muzyka z pokoju mojej mamy. Obie te 

rzeczy  mnie  przytłaczają,  jedna  podmywa  mi  grunt  pod  nogami,  a  druga  daje  światło, 
którego tak desperacko pragnę. Nawet nie jestem pewna, czy do końca mu wierzę, a jednak 
wmawiam sobie, że tak, kiedy kiwam głową.  

−  Wybaczam ci – mówię.  

Uśmiecha  się  i  pochyla,  żeby  mnie  pocałować,  a  ja  oddaję  pocałunek,  pozwalam  mu 

skonsumować mnie i sprawić, żebym poczuła się lepiej.  

Ktoś  mógłby  spojrzeć  na  to,  jak  na  punkt,  w  którym  zaczął  się  mój  upadek,  gdzie 

dokonałam  złego  wyboru,  który  doprowadził  do  pięciu  lat  złych  decyzji,  które  ostatecznie 
doprowadziły  do  mojego  pobitego  ciała  pozostawionego  na  pewną  śmierć  na  brzegu  rzeki, 
rozmyślającego nad moim życiem, zamiast nim żyć.  

Ale ja w to nie wierzę.  

background image

Delilah: Narodziny Rudzielca                                                            tłum: ewela-ewela 

 

 

50 

Wierzę, że zaczęłam spadać w chwili, kiedy włożyłam tę czerwoną sukienkę; w chwili, 

gdy przestałam być osobą, którą tak naprawdę byłam. W chwili, w której zmieniłam się dla 
kogoś tylko dlatego, że mnie zauważył.  

W chwili, w której przestałam być Delilą, a stałam się Rudzielcem.